You are on page 1of 8

f

o
t
.
_
M
.
_
M
u
r
a
w
s
k
i
_
A
l
t
e
r
_
A
r
t
Nasz człowiekwSoczi
Opracy wolontariuszai atmosferzeIgrzysk
z DawidemLemanowiczem
rozmawiałaNataliaPawlak
JegofilmywstrząsnęłyPolską
Dlaczego? Bopokazał brutalnąi smutnąprawdę.
OWojciechuSmarzowskimi jegospojrzeniu
napolskąrzeczywistość piszeMagdalenaWitek
Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 27 zMARZEC2014
6 4
Każdykolejnydzieńprzy-
nosi kolejnenowości
związanez sytuacjąna
Ukrainie. Ludziezebrali
sięnaMajdanie, były
strzałydoludzi, była
ucieczkaukraińskiego
prezydentaWiktoraJanu-
kowycza, awchwili, gdy
tenartykuł powstajeist-
niejerealnagroźba
użyciasił rosyjskichna
PółwyspieKrymskim.
Skupmysięzatemnapoli-
tycznychfaktachdokona-
nych, codoktórychnie
zanosi się, abyzakłóciły
jeperturbacjetakżemię-
dzynarodowe.
Euromajdanbez pełnej
legitymizacji
Z całym szacunkiem dla ludzi,
którzy podjęli walkę o lepszą Ukrai-
nę, ale ruch, który powstał daleki jest
od tego, jaki my mieliśmy w Polsce
w latach 80-tych. O Solidarności
mogliśmy swobodnie mówić, że był
to ruch ogólnopolski, o czym świad-
czyło zaangażowanie ponad 10 mi-
lionów polskich obywateli. Było ono
wszędzie. Euromajdan, ludzie z nim
związani i sympatyzujący są w
głównej mierze na Ukrainie Zachod-
niej w większości i tak skupieni w
jednym miejscu w Kijowie. Zgroma-
dzenie ludowe na Placu Niepo-
dległości w stolicy kraju za Bugiem
nie jest odzwierciedleniem całego
ukraińskiego narodu. O znaczeniu
powszechnego poczucia wspólnoty
wizji i interesów doskonale świadczy
powstałe zagrożenie integralności
Ukrainy. Choć uzasadnienia rosyj-
skiej inwazji z rąk Putina nie po-
wstydziłby się nawet Adolf Hitler,
jest faktem, ale Krym od zawsze jest
mentalnie w Rosji. Z czego to wyni-
ka? Z tego, że ponad ¾ tamtejszej
ludności stanowią Rosjanie. Zażeg-
nanie rosyjskiej interwencji nie ozna-
czałoby automatycznie końca proble-
mu krymskiego. Zaplanowane refe-
rendum na Krymie, legalne czy nie, i
bez zewnętrznej interwencji może
okazać się dla Kijowa miażdżące.
Majdan nic nie może zrobić z Kry-
mem, jeśli ten go nie popiera.
DwieUkrainy
Pojawia się zatem pytanie: czy
może nie lepiej byłoby dla samej
Ukrainy, gdyby jej obwody na za-
chodzie i północny oraz wschodzie i
południu utworzyły dwa odrębne
państwa? Rzecz jasna takie scenariu-
sze nie koniecznie podobają się na-
wet Moskwie. Jednak prawdą jest,
że Ukraińcy po obu stronach Dniep-
ru próbują iść dwiema sprzecznymi
drogami. Podział, który dominuje w
naszym kraju, wygląda na czysto po-
zorny w porównaniu z podziałem za
Bugiem. U nas to głównie tylko
kwestia pewnego postrzegania świa-
ta. Tam jest to także kwestia języka,
którym się posługują – u nas nie sta-
nowi to tak istotnego problemu.
Conasceniepolitycznej?
Co zatem będzie z ukraińską sceną
polityczną? Nowo powstały rząd Ar-
senija Jaceniuka póki co wydaje się
rozsądnym organem władzy wyko-
nawczej. W rządzie tym są osoby,
które wywodzą się z Batkiwszczyny
(partii Jaceniuka i Tymoszenko) oraz
nacjonalistycznej Svobody Oleha
Tiahnyboka, a także osoby niezależne
oraz aktywiści z Euromajdanu. Brak
w nim osób związanych z UDAR-em
Witalija Kliczki. Ich brak świadczy o
politycznej słabości znanego boksera.
UDAR, jakby nie patrząc, jest jednak
partią jednego człowieka, tak jak
Ruch Palikota. Wielu komentatorów
przekreśla szansę Jaceniuka, Tymo-
szenko, Tiahnyboka i Kliczki na od-
grywanie w przyszłości większej po-
litycznej roli. To samo można było
powiedzieć po Pomarańczowej Re-
wolucji o Wiktorze Janukowyczu.
Cała wspomniana czwórka, jeśli
dobrze odegra swoje role, wcale nie
musi zostać przekreślona. Faktem
jest, że Julia Tymoszenko za bardzo
się pospieszyła, ale jest też zbyt doś-
wiadczonym zwierzęciem politycz-
nym, by nie przeanalizować swojej
sytuacji po wyjściu z więzienia i ob-
rać odpowiednią strategię (w tym wy-
padku czekanie). Zagrożenie ze stro-
ny rosyjskiej może jednak spowodo-
wać, że Ukraińcy nie będą chcieli
zbytnio ryzykować poprzez oddawa-
nie głosu w wyborach prezydenckich
na osoby nowe. Trudne sytuacje od-
powiednio rozgrywane przez obecną
władzę (czyt. Jaceniuka) mogą za-
owocować większym poparciem dla
władz. Taki przypadek był w Stanach
Zjednoczonych, gdy po 11 września
sondaże wykazywały ponad 90% po-
parcia dla prezydenta George’a W.
Busha. Witalij Kliczko de facto będąc
poza władzą ma o tyle wygodną sy-
tuację, że może przestawić się w rolę
recenzenta, a co za tym idzie – alter-
natywę dla rządu Jaceniuka. Naj-
mniej wdzięczną sytuację ma lider
Svobody. Jeszcze przed eskalacją na
Majdanie, spośród wszystkich naj-
ważniejszych, Tiahnybok – jako jedy-
ny – w drugiej turze przegrywał z
ówczesnym prezydentem Janukowy-
czem. Przez Majdan siłą rzeczy został
przesunięty do środka, co skutkowało
tym, że ich dotychczasowe miejsce w
politycznym spectrum zostało zajęte
przez tzw. Prawy Sektor.
Mikołaj STANEK
PolitykakrajowaUkrainy
– więcej pytań niż odpowiedzi
m
ik
r
o
b
lo
g
f
o
t
o
r
e
p
o
r
t
e
r
a
J
a
k
u
b
a
S
z
y
m
c
z
u
k
a
Pojawiasięzatempytanie: czymożenie
lepiej byłobydlasamej Ukrainy, gdybyjej
obwodynazachodziei północnyoraz wscho-
dziei południuutworzyłydwaodrębnepaństwa?
Rzecz jasnatakiescenariuszeniekonieczniepodobają
sięnawet Moskwie.
2 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Ostatnie tygodnie i wydarzenia na Ukrainie skupiły
na sobie uwagę całego świata, bez wyjątku. Pracując nad
tymwydaniemnie mogliśmy pominąć walki Ukraińców
o wolność i ich ogromnej ofiary, którą złożyli na rzeko-
mymołtarzu demokracji. Zresztą nad tymi wydarzenia-
mi nikt w Polsce nie mógł przejść obojętnie.
W cieniu Ukrainy pozostaną Igrzyska Olimpijskie w
Soczi. Dla Polski były to szczególne dwa tygodnie.
Pierwszy raz w historii zimą zdobyliśmy więcej złotych
medali niż latem. Do historii przeszedł Kamil Stoch,
który osiągnął to, czego nie dokonał samAdam
Małysz. Mistrz z Zębu w fantastyczny sposób zdobył
dwa złote medale i do końca sezonu będzie walczył o
zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.
Wyczyn Justyny Kowalczyk już teraz stał się jedną z
największych legend w historii sportu. Ta legenda
związana jest z ogromnym bólem, ale jeszcze większą
wolą walki i determinacją. Polka wyrwała Norweżkom
złoty medal w biegu na 10 km, biegnąc ze złamaną koś-
cią śródstopia. Tak wygrywają tylko najwięksi i Pani
Justyna jest jedną z największych.
Zbigniew Bródka z kolei zdobywając złoto na dystan-
sie 1500 metrów w łyżwiarstwie szybkim pokazał, że w
kraju, w którym nie ma ani jednego zadaszonego toru, da
się osiągać ogromne sukcesy. W panczenach zdobyliśmy
jeszcze drużynowo srebro i brąz i tym samym były to
najlepsze dla Polski zimowe Igrzyska w historii.
Sytuacja na Ukrainie i cyniczna gra Władymira Puti-
na sprawiły, że politycy i całą opinia publiczna zaczęli
szeroko dyskutować o naszym położeniu i ewentual-
nych scenariuszach na przyszłość. Szkoda, że dopiero
w takich okolicznościach temat ważny stał się napraw-
dę ważny. Musimy pamiętać, że nie ma wolnej Polski
bez wolnej Ukrainy.
Mikołaj ZAJĄCZKOWSKI
Wstępniak Jesteśmyswiadkami historii
Pięć dni i pięć miejsc.
Czas wbiegachnarciar-
skichkrótki, aróżnica
podwzględemwyniku
spora. Przepaściąbymjej
nienazywał, bobyłyto
opiniewygłaszanepo
obuzawodach. Wy-
ważonekomentarzewy-
niosłyJustynęKowalczyk
z piekładonieba, raz
jeszczepodając istnienie
czyśćcawwątpliwość.
Najpierw powoli, jak żółw
ociężale. Ruszyła Justyna, po torach,
ospale. Ściślej rzecz biorąc, spowol-
niona – wedługApoloniusza Tajnera
– biegaczka zajęła szóste miejsce w
biegu łączonym. Lawina ruszyła
szybciej niż zwyciężczyni, Marit
Bjoergen. Zaczęli eksperci, a wśród
nich trener Edward Budny, który
uznał, że Polka biegła asekuracyj-
nie. Oburzenia nie krył komentator
Bogdan Chruścicki, krytykując start
z kontuzją w zawodach sprzed ig-
rzysk. Pewnie wiedział, co mówi,
dodając po chwili, że jest pewien
sześciu złotych medali Norweżki.
Prawdziwa tragedia miała dopiero
nadejść. Były chodziarz Robert Ko-
rzeniowski mało nie wyszedł z sie-
bie. Zaczął od tego, że mamy prawo
być rozczarowani, a skończył na za-
przeczeniu idei sportu.
Specjaliści od biegów narciar-
skich wypowiedzieli się szybko, ale
kibice, a właściwie internauci, nie
próżnowali. Prędkość, z jaką ci
ostatni komentują, zmusza do zasta-
nowienia się, czy oni nie wyprze-
dzają samych wydarzeń. Wśród
nudnych, standardowych głosów
typu „nic się nie stało”, „brawo,
gratulujemy, jeszcze będzie lepiej”,
„musiała walczyć z bólem”, można
odnaleźć wypowiedzi ciekawsze: o
beznadziejności, kolejnym upadku
w kluczowym momencie i wsty-
dzie, jaki powinna odczuwać bie-
gaczka. Zachowanie pisowni orygi-
nalnej w dalszej części wydaje się
niezbędne.
- Lipa. Ćwiarowata, juniorska
wręcz wywrotka tuż przed zmiana
nart. Za dużo marketingu, fejsa... Za
mało pracy i powagi. Obawiam sie,
ze na tych igrzyskach nie bedzie
żadnego medalu. - Kiedy niby be-
dzie lepiej? Justa daj se spokuj. - Ja
obiektywnie patrzac, uwazam, ze
Kowalczyk zawiodła, bo smutne to
jest, ze najlepszy Polski sportowiec
nie potrafi sie przygotowac do naj-
wazniejszej imprezy. - Jak sie jest
kontuzjiwanym to sie siedzi w kra-
ju.... bo teraz kazde miejsce dalej
niz pierwsza 5 bedzie tlumaczone
kontuzja... - Co to znaczy nic się nie
stało? otóż stało się człowiek chory
nie powinien startować i tyle......Po-
lacy zawsze naiwni lubią się sami
oszukiwać – podsumował Prze-
mysław.
Anonimowo krytykować
najłatwiej, ale tu z anonimowością
nie mamy do czynienia. Pełne
wsparcia opinie wyrażone zostały
na oficjalnym profilu Justyny Ko-
walczyk na Facebooku. Afera za-
częła się dzień później, gdy sama
zawodniczka opublikowała na nim
rentgenowskie zdjęcie stopy. Dys-
kusja, ilością ekspertów i ekspertyz
przypominająca tą dotyczącą trans-
feru Roberta Lewandowskiego,
trwała dłużej, ale za punkt kulmina-
cyjny historii można uznać zdoby-
cie przez biegaczkę olimpijskiego
złota. Dumę zaraz po biegu wyraził
Robert Korzeniowski, który stwier-
dził, że jej wyczyn zasługuje na naj-
wyższy szacunek. Bogdan Chruś-
cicki piał z zachwytu nad fenome-
nalnym przygotowaniem fizycznym
biegaczki. Aco powiedział o Marit?
Cóż, trasa jej nie odpowiadała.
Po złocie relacjom z Kasiny Wiel-
kiej, przemianowanej na Justynę
Wielką, nie było końca. Internetowy
projekt pomnika stopy w kolorze
medalu, jaki zdobyła biegaczka był
hitem prezentowanym w różnych
mediach. Zawodniczki do domu już
nikt nie odsyłał, ale chętnych do
wywiezienia Apoloniusza Tajnera
nie brakowało. Wielu pytało, co ta-
kiego osiągnął prezes Polskiego
Związku Narciarskiego. Wyważone
komentarze wyniosły byłego trenera
z nieba do piekła. Zrzutka na bilet w
powrotną stronę trwa w internecie,
bo biegać i trenować każdy może, a
pisać tylko ci wyjątkowi.
JarekWIĘCŁAWSKI
Polskie piekiełko
Twarde
Trochęhistorii
Mariusz T., dziś groźny dla otocze-
nia zwyrodnialec, niegdyś… nauczy-
ciel wychowania fizycznego. Spo-
kojny. Niepozorny. Podobno lubiany
przez uczniów. Można by rzec –
wzór. Dobra opinia okazała się jed-
nak okrutną ironią rzeczywistości.
Już odbywając służbę wojskową,
Mariusz T. został dwukrotnie skaza-
ny przez sąd wojskowy za przestęp-
stwa na tle seksualnym. Ostatecznym
gwoździem do trumny okazały się 4
brutalne mordy kilkunastoletnich
chłopców, dokonane w lipcu 1988
roku. Nastąpiła lawina zdarzeń:
śledztwo, przyznanie się do winy,
proces. Psychiatrzy byli zgodni –
Trynkiewicz świadomie dokonał za-
rzucanych mu czynów. We wrześniu
1989 roku zapadł wyrok: czterokrot-
na kara śmierci, po jednej za każde z
popełnionych zabójstw. Mariusz T.
miał jednak niebywałe szczęście. Je-
dynie słuszny ustrój właśnie prze-
chodził do historii. W grudniu 1989
roku ogłoszono amnestię. Karę
śmierci zamieniono na… 25 lat po-
zbawienia wolności.
Nurtującepytanie
Łańcuch wydarzeń z Mariuszem T.
w roli głównej obiegł Polskę jak
długa i szeroka. Poznali go chyba
wszyscy. Nie trudno jednak dostrzec,
że ci „wszyscy” nie do końca rozu-
mieją, jak karę śmierci zamieniono na
w karę 25 lat pozbawienia wolności.
Wbrew pozorom, to nie magia po-
Luty, choć tomiesiąc zimowy, corokustajesięgorący
z powoduświętazakochanych. Rok2014postanowił
jednakdodatkowoubarwić nam, tymrazemniemro-
źną, walentynkowąatmosferę, wprowadzając nasa-
lonynowągwiazdę– MariuszaT., znanegoszerszemu
gronujako„Szatanz Piotrkowa”. Opiniapubliczna
huczy. Wmediachwszelkiegorodzaju– odradiapo
portalespołecznościowe– wrzeniczymwbu-
chającymkotle. Żartyżartami, ironiaironią, ale
wróćmyjednaknapoważnetoryi przyjrzyjmysię
sprawienachłodno.
Medialny szum, jaki powstał wokół tematu gender,
wprawia mnie w osłupienie. Odnoszę wrażenie, że spra-
wa, według wielu dosyć kontrowersyjna, stała się dla
kilku osób furtką do zaistnienia w mediach. Polska sfera
publiczna ma to do siebie, że niestety często jej przedsta-
wiciele promują się na słownych przepychankach i bez-
podstawnych kłótniach. Najgłośniej oczywiście krzyczą
ci, którzy wnoszą do dyskusji najmniej konstruktyw-
nych wypowiedzi. Nie mogę się powstrzymać od prze-
kształcenia znanego wielu przysłowia. Człowiek, który
dużo ryczy, rzadko prawdę powie – można rzec o oso-
bach, przedstawiających gender po pierwsze jako ideo-
logię, po drugie jako promocję zboczenia i po trzecie
jako zagrożenie dla rodziny. Oburza mnie fakt, że w tej
kwestii w niewybredny sposób najchętniej wypowiada
się Kościół. Robi to nie tylko zakrzywiając rzeczywisto-
ść, ale też pokazując gender jako wroga prawdziwego
chrześcijanina. Nie to jest najgorsze. Najgorsza jest
kompletna ignorancja, bijąca z wypowiedzi księży. Jak
można wygłaszać kazania, nie mając elementarnej wie-
dzy, na temat, o którymsię mówi? Ubolewamnad fak-
tem, że instytucja Kościoła dla wielu ludzi nadal jest wy-
znacznikiemprawdy i moralności. Podziękujmy
księżomza tę wspaniałą laurkę, jaką wystawili nauce
gender! Dzięki ich ciężkiej pracy włożonej w uświada-
mianie wiernych z pewnością bardzo długo naukowcy i
działacze społeczni nie będą mogli przekonać sporej
części Polaków, że gender to nie seksualna rewolucja, a
dążenie do realizacji założeń, które w sporej części zos-
tały zawarte w polskiej konstytucji.
BeataKAPUSTA
Niemamwiedzy, więc sięwypowiem
J
.
K
o
w
a
lc
z
y
k
-
o
f
ic
ja
ln
e
k
o
n
t
o
n
a
f
a
c
e
b
o
o
k
u
K
o
w
a
lc
z
y
k
mogła Mariuszowi T. Harry Potter nie
maczał w tym palców. Karę śmierci
zlikwidowano, ale kodeks karny po-
zostawał wciąż ten sam. W ustano-
wionym w 1969 roku akcie prawnym
kary dożywotniego pozbawienia wol-
ności próżno szukać. Kto, w tak wie-
kopomnej chwili jak zawieszenie wy-
konywania kary śmierci, a w końcu i
amnestii, zdawał sobie sprawę, że za
25 lat Trynkiewicz będzie poważnym
problemem? Niestety nikt. Żaden z
autorów ustawy o amnestii nie okazał
się wystarczająco dalekowzroczny.
ConatoEuropa
Sława Mariusza T. nie przekro-
czyła jeszcze granic naszego pań-
stwa, choć sam zainteresowany pew-
nie będzie się o to starał, skarżąc Pol-
skę do Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka. Polskie sądy mają
jednak związane ręce. Brak możli-
wości skutecznego działania wydaje
się wybijać na plan pierwszy, dlatego
warto zwrócić uwagę, jak inne pań-
stwa radzą sobie w podobnych sytua-
cjach. W Wielkiej Brytanii w latach
60-tych poprzedniego stulecia miała
miejsce seria zabójstw dzieci w wie-
ku od 10 do 17 lat. Te dramatyczne
wydarzenia ochrzczono później
wspólnym mianem „morderstw na
wrzosowiskach”. Sprawców owych
zbrodni, czyli I. Brady i M. Hindley,
skazano na karę dożywotniego po-
zbawienia wolności. Słowo klucz w
tym przypadku to wyraz „dożywot-
nie”. Ponadto Brady został uznany za
niepoczytalnego i nie było mu
spieszno do opuszczenia murów
zakładu karnego. Z Mariuszem T.
jest inaczej. Po pierwsze biegli psy-
chiatrzy zgodnie uznali go za osobę
w pełni poczytalną. Po drugie Tryn-
kiewicz wcale nie ukrywa swoich za-
miarów: chce wyjść na wolność i za-
bijać dalej.
Conatoprawo?
Prawdę mówiąc, niewiele… W
2010 roku znowelizowano art. 95a
obecnie obowiązującego kodeksu
karnego, zezwalając na umieszczenie
w zakładzie zamkniętym bądź skie-
3 marzec 2014
Temat Justyny Kowalczyk i jej
stopy wmediach podczas Igrzysk
Olimpijskich wSoczi pojawiał się
często. Polka zdecydowała się na start
w Rosji ze złamaną piątą kością śród-
stopia. Dodatkowo biegaczka, podczas
treningówdo najważniejszej imprezy
w sezonie, odmroziła palce u nóg i mu-
siała ściągać paznokcie. Niewielkim
utrudnieniemprzy całej sytuacji oka-
zało się otarcie ścięgna Achillesa. Le-
karze twierdzą, że przeciętny Kowal-
ski przy takimzłamaniu otrzymałby
około pięciu tygodni zwolnienia. Ko-
walczyk urlopu nie wzięła, ale w za-
mian dostała bonus w postaci złotego
medalu. Dodatkowo zyskała jeszcze
większe niż dotychczas uznanie, a w
przyszłości być może pomnik złotej
stopy, na pamiątkę tej imprezy.
W innych okolicznościach oraz z
innym urazem cztery lata wcześ-
niej, również na IO, zmagała się
Petra Majdić. Słowenka podczas
treningu przed startem sprintu wy-
padła z trasy na zakręcie. Spadek z
trzymetrowej skarpy nie zniechęcił
jej do udziału w zawodach. W nich
zdobyła brązowy medal, ale po
przekroczeniu linii mety upadła i
bez pomocy nie potrafiła wstać. Ba-
dania wykazały, że postawiona
szybko diagnoza o otartych żebrach
była niesłuszna. W rzeczywistości
pięć było złamanych. Ból podczas
zawodów oraz radość ze zdobytego
krążka łączy jedno – są trudne do
opisania.
Zimoweszaleństwo?
Do sportów ekstremalnych
można zaliczyć popularne w Polsce
skoki narciarskie. Stosunek liczby
upadków do liczby prób, które po-
dejmują zawodnicy jest niewielki,
ale przy niektórych trudno nie
wstrzymać oddechu. Co najmniej
trzy poważne wypadki w swojej ka-
rierze odniósł Thomas Morgenstern.
Pierwszy w 2003 roku w Kuusamo
przypominał salto z nieudanym
lądowaniem. Zawodnik upadł na
kręgosłup. Na skocznię wrócił
półtora miesiąca później. Niespełna
miesiąc potrzebował na powrót po
upadku w grudniu 2013 roku.
Omdlenie podczas zawodów wy-
glądało poważnie, ale znacznie
groźniejsza była sytuacja ze stycz-
nia. Obrazy z lotów w Kulm przy-
wodziły na myśl obrazki znane
sprzed 11 lat.
Austriackiego skoczka wypadki
nie zniechęciły do dalszego upra-
wiania tego sportu. Zależało mu na
szybkim powrocie do zdrowia, aby
móc uczestniczyć w zawodach w
Soczi. Udało mu się. Medalu z kon-
kursu indywidualnego do kraju nie
przywiezie, ale w Rosji zdobył
srebro wspólnie z drużyną. Dwa-
naście lat wcześniej dwa złote me-
dale z Salt Lake City wywiózł Si-
mon Ammann, który tuż przed Ig-
rzyskami Olimpijskimi również
miał wypadek. Twarzą uderzył o
zeskok, a badania wykazały także
liczne stłuczenia.
Na tej samej imprezie udziału nie
mógł wziąć Hermann Maier. „Her-
minator” latem 2001 roku uległ po-
ważnemu wypadkowi podczas jaz-
dy motocyklem. Groziła mu ampu-
tacja nóg, ale nie minął rok, gdy
Austriak wrócił do treningu. W Tu-
rynie w 2006 roku do swojej kolek-
cji medali dołożył srebrny i brązo-
wy. Wcześniej zdobył dwa złote w
Nagano (1998), choć sądzono, że
sięgnie po jeszcze jeden. Nie udało
mu się, ponieważ w pierwszym
starcie wyleciał poza trasę po dro-
dze przerywając dwie siatki zabez-
pieczające stok. Po kilku dniach
znów wziął udział w zawodach i nie
pozostawił rywalom złudzeń, co do
tego, kto jest najlepszy.
Niebezpiecznajazda
Nie tylko sportowcy, którzy zaj-
mują się sportami zimowymi zma-
gają się z poważnymi kontuzjami.
Nie zawsze też walka zwieńczona
jest złotym medalem zawieszonym
na szyi chwilę później. W 2012
roku upadek Mai Włoszczowskiej
uniemożliwił udział w IO w Londy-
nie. Podczas przygotowania do naj-
ważniejszych w tym sezonie zawo-
dów w kolarstwie górskim zawod-
niczka uległa wypadkowi. Diagno-
za: złamanie dwóch kości śródsto-
pia i zerwane więzadła. Na efekty
rehabilitacji warto było czekać
dłużej. W 2013 roku Włoszczowska
została wicemistrzynią świata i
brązową medalistką mistrzostw Eu-
ropy.
Nie wiadomo, czy kiedykolwiek
do startów w Formule 1 wróci Ro-
bert Kubica. Na torze wypadek w
tym cyklu odniósł w 2007 roku, ale
po niespełna miesiącu znów się ści-
gał. Poważniejsze obrażenia odniósł
cztery lata później – dokładnie 6 lu-
tego. Kierowca zdecydował się na
start w rajdach samochodowych.
Podczas wyścigu uderzył w barierę,
która przebiła karoserię samochodu
i raniła kierowcę. Groziła mu nawet
amputacja ręki, ale biorąc pod uwa-
gę okoliczności wypadek mógł za-
kończyć się jeszcze gorzej. We
wrześniu 2012 roku Polak znów
usiadł za kierownicą rajdowego
auta. Nie bez sukcesów nadal w
nich uczestniczy.
Dla niektórych sportowców kon-
tuzje są chlebem powszednim. Z
urazami zmagają się często, lecz na-
wet te najpoważniejsze nie potrafią
ich zniechęcić. Najsilniejsi wracają
i stają się jeszcze lepsi. W drodze
po sukcesy przełamują kolejne
ograniczenia. Medale, choć cenne,
stają się mniej istotne niż walka z
własnymi słabościami. Za nią wy-
bitne jednostki otrzymują wyjątko-
wo głośne brawa i szczególne uzna-
nie.
JarekWIĘCŁAWSKI
Droga kuchwale
prawo, aleprawo
rowanie na przymusowe leczenie
sprawcy z zakłóceniami czynności
psychicznych o podłożu seksualnym.
Pozornie – wszystko gra, Mariusz T.
wpisuje się w ową charakterystykę.
Ale żelazna zasada, według której
prawo nie działa wstecz, obowiązuje.
I to w prawie karnym bardzo rygory-
stycznie. Nie można zastosować,
więc owego przepisu wobec Mariu-
sza T. Rząd spróbował więc inaczej.
Pod koniec ubiegłego roku uchwalo-
no ustawę o postępowaniu wobec
osób z zaburzeniami psychicznymi
stwarzających zagrożenie życia,
zdrowia lub wolności seksualnej in-
nych osób. Jako, że jest to ustawa z
zakresu prawa cywilnego, można by
zastosować ją wobec Mariusza T. ze
względu na mniejszy rygoryzm zasa-
dy lex retro non agit. Jednak jest jed-
no „ale”...
Conatoprawoi Europa
–akt drugi, nieostatni
Możliwość działania wstecz
wspomnianej ustawy budzi jednak
kontrowersje. Jej oponentów nie bra-
kuje, a wręcz przeciwnie – przyby-
wa. I na tym nie koniec. Błędy wy-
tknęła Helsińska Fundacja Praw
Człowieka, wskazując, że na stosow-
ne zmiany regulacji prawnych pra-
wodawcy mieli całe 25 lat, a dokona-
li jej na kilka miesięcy przed wyjś-
ciem Mariusza T. na wolność. Szcze-
rze mówiąc trudno się z takim uję-
ciem nie zgodzić, co utwierdza tylko
w przekonaniu o wszechobecnym
bałaganie w polskim prawie. Orzecz-
nictwo Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka w Strasburgu do-
puszcza wprawdzie izolację osób
niebezpiecznych, ale dodaje liczne
obostrzenia. Takie autorytety jak
prof. Zoll, znawca prawa karnego
czy prof. Łętowska, pierwszy polski
Rzecznik Praw Obywatelskich jasno
wyrazili swoją opinię. Prezydent RP
powinien przekazać ustawę w trybie
prewencyjnym do Trybunału Kon-
stytucyjnego. Tak się jednak nie
stało.
Quovadis, Polsko
Sława „Szatana z Piotrkowa” ob-
jęła także, a raczej przede wszyst-
kim, portale społecznościowe. Strony
na Facebooku nawołujące do jego
dalszej izolacji mnożą się niczym
grzyby po deszczu. Łącznie nali-
czyłam kilkadziesiąt tysięcy „laj-
ków”. Pokazuje to tylko, jak silne
emocje budzi sprawa w potencjal-
nym Kowalskim. Dlaczego tak się
dzieje? Bo zostaliśmy tak naprawdę
oszukani. Prawo, a właściwie jego
twórcy, ulegli. Nie potrafią znaleźć
metody skutecznej i jednocześnie
zgodnej z obowiązującymi regulacja-
mi, by zapobiec kolejnym tragediom.
Pytanie tylko, co jest ważniejsze –
wolność zabójcy czy spokój milio-
nów Polaków. Dokąd zmierzasz Pol-
sko? Jak wybrniesz z tej sytuacji? Na
tę chwilę są to pytania bez odpowie-
dzi…
KATARZYNANOWAK
Ichsukcesyi porażki śledząmiliony. Najwięksi zwy-
cięzcyzdobiąokładki najpopularniejszychczasopism,
nietylkotychtematyczniez nimi związanych. Spor-
towcydawnotemustali sięwspółczesnymi herosami.
Dogreckichpółbogówwieluz nichnigdysięniezbliży,
alesątacy, którzyzasługująnawyjątkowyszacunek.
d
z
ie
n
n
ik
.
p
l
4 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Nie ma geniuszu
bez szaleństwa
Czołowypolski reżyser, wielo-
krotnienagradzany, odważnie
i bezkompromisowoodzie-
rającyrzeczywistość z pozo-
rówi ułudy. Amożedziwaklu-
bującysięwewszelkiej maści
okropieństwach, makabrach,
pokazywaniukrwi, potu, łez,
wymiocin, oszustw, mordów,
gwałtów, libacji i ludzkiego
upodlenia? Zdaniapodzielone
sąprawdopodobnieporówno.
Kimwięc jest WojciechSma-
rzowski?
Najnowszy filmSmarzow-
skiego „Pod MocnymAniołem”
wszedł do kin wstyczniu i oczywiś-
cie nie przeszedł bez echa. Powstał
na podstawie powieści Jerzego Pilcha
o tymsamymtytule i dotyka ważne-
go, bo powszechnego wśród Pola-
kówproblemu – alkoholizmu. Picie
to wkońcu nasz sport narodowy.
Głównym bohaterem jest Jerzy –
pisarz i alkoholik, bardzo konsek-
wentny w swoim działaniu (w tej
roli wystąpił znakomity Robert
Więckiewicz). Po zakończeniu ko-
lejnego pobytu na odwyku rozma-
wia z dyrektorem ośrodka i obiecu-
je, że to był ostatni raz i więcej tu
nie wróci, po czym bierze taksów-
kę, która zawozi go do baru „Pod
MocnymAniołem”, bynajmniej nie
na kawę. W drodze do domu wstę-
puje do monopolowego. Gdy trafia
w końcu do mieszkania zaczyna
sprzątać po swoich alkoholowych
ekscesach sprzed odwyku. Wszę-
dzie walają się butelki i zarzygane
ubrania. Zajęcie to jest na tyle nie-
wdzięczne, że oczywiście trzeba się
napić. I koło się zamyka. Aż trudno
zliczyć ile razy ten schemat powta-
rza się w filmie. Szansą na to, by
pokonać nałóg wydaje się być
miłość. Gdy Jerzy zakochuje się za-
czyna wierzyć, że walkę z alkoho-
lizmem można wygrać. Nie dostaje-
my jednak odpowiedzi, czy osta-
tecznie Jerzy zwyciężył.
Oprócz głównego bohatera poz-
najemy także historię innych pa-
cjentów przebywających w ośrodku
– kierowcy tira, farmaceutki, księ-
dza, inżyniera, robotnika i innych
osób z różnych środowisk i warstw
społecznych. Ich historie nie są łat-
we, często pełne okrucieństwa i
przemocy. Każdy twierdzi, że ma
jakiś powód, usprawiedliwienie dla
swojego picia.
Narracja w filmie jest nielinearna.
Sceny z kolejnych pobytów Jerzego
w ośrodku i poza nim krzyżują się
ze sobą, co widać po zmieniających
się pacjentach i porach roku. Taki
sposób przedstawienia to interpreta-
cja czasu odczuwanego przez alko-
holika według Smarzowskiego.
Film pełen jest tak charakterystycz-
nych dla reżysera naturalistycznych
obrazów seksu, gwałtów i przemo-
cy oraz fizjologicznego upadku
człowieka. Nic tu nie jest sztucznie
upiększone, wręcz przeciwnie, czu-
je się wszechobecny odór, brud i
opary alkoholu. Co również typowe
dla Smarzowskiego, w filmie wy-
stępuje ekipa ulubionych aktorów
reżysera, których znamy z innych
jego filmów, m.in. Julia Kijowska,
Jacek Braciak, Kinga Preis, Marcin
Dorociński, Arkadiusz Jakubik, Ma-
rian Dziędziel, Lech Dyblik.
„Pod MocnymAniołem” jak
każdy z poprzednich filmów reżyse-
ra skupia się na konkretnej grupie
społecznej, na konkretnym proble-
mie. W „Drogówce”, obok wątku
kryminalnego niczym z filmu akcji,
mogliśmy poznać grupę policjan-
tów, którzy biorą łapówki, piją na
umór, spotykają się z prostytutkami
i biorą udział w wyścigach ulicz-
nych, a to wszystko nie przeszkadza
im w udawaniu dobrych mężów i
ojców. „Róża” opowiada historię
rodzącej się niemożliwej miłości na
tle trudnej sytuacji Mazurów po II
wojnie światowej. Ukazuje okru-
cieństwo sowieckich okupantów,
ale także Polaków w stosunku do
Mazurów, których mają za Nie-
mców. Jest to dla nich wystar-
czającym powodem do brutalnych
pobić, podpaleń i gwałtów. „Dom
zły” to studium najgorszych ludz-
kich instynktów osadzone w peere-
lowskim pegeerze. W „Weselu” na-
tomiast Smarzowski wytyka pazer-
ność Polaków w bardzo typowej
scenerii – przy wódce i tańcach na
weselu w remizie.
Każdy z tych filmów uderza natu-
ralistycznym ukazaniem rzeczywis-
tości. Jasnym jest, że twórcy w celu
uwypuklenia pewnych kwestii się-
gają po takie środki jak hiperbola,
czy groteska. Ale czy takie zabiegi
występują w filmach Smarzowskie-
go? Wielu uważa, że tak, choć
można spotkać także głosy mó-
wiące o tym, że rzeczywistość wy-
gląda właśnie tak, jak pokazuje ją
Smarzowski, tylko nie chcemy
przyjąć tego do świadomości. Z
pewnością jednak reżyser prowoku-
je widza, wywołuje dyskusje i
skłania do przemyśleń. Doskonale
wie jak wykreować świat i bohate-
rów tak, aby nie byli jednowymia-
rowi. Każda z pozytywnych postaci
w wymienionych wyżej filmach ma
jakąś znaczącą negatywną skłonno-
ść, nikt nie jest kryształowy (choć
może z wyjątkiem Tadeusza z
„Róży”, granego przez Marcina Do-
rocińskiego). I nic dziwnego, bo
świat nie jest przecież ani czarny,
ani biały.
Można go kochać lub nienawi-
dzić. Można uważać go za geniusza
lub za cynika, który krwią, prze-
mocą i seksem chce przyciągnąć
widzów do kin. Ta kontrowersyjno-
ść nie jest niczym dziwnym, bo już
Arystoteles powiedział, że „nie ma
geniuszu bez ziarna szaleństwa”.
Tak już jest, że emocje budzą ci,
którzy nie boją się łamać tabu,
wytykać wad, pokazywać rzeczy-
wistości w najgorszej jej odsłonie.
Jedno jest pewne – Wojciech
Smarzowski nie pozostawia obojęt-
nym.
MagdalenaWITEK
f
i
l
m
w
e
b
.
p
l
Możnagokochać lubnienawidzić. Można
uważać gozageniuszalubzacynika, który
krwią, przemocąi seksemchceprzyciągnąć
widzówdokin. Takontrowersyjność niejest niczymdziw-
nym, bojuż Arystoteles powiedział, że„niemageniuszubez
ziarnaszaleństwa”.
Konkurs ma charakter ogól-
noeuropejski przez co stwarza
możliwość nawiązania międzynaro-
dowego dialogu pomiędzy uczestni-
kami, którzy publikując swoje zdję-
cia prezentują własne spojrzenie na
różnorodność kultury poszczegól-
nych krajów, łamią stereotypy oraz
uprzedzenia. Idea konkursu opiera
się na możliwości pokazania poprzez
zdjęcia piękna Europy, jej tradycji i
zwyczajów, dzielenia się doświad-
czeniami z podróży czy też wszela-
kich wyjazdówna wymiany zagra-
niczne. Konkurs jest także niezwykłą
okazją na rozwój i doskonalenie
umiejętności fotograficznych dzięki
prowadzonej na naszej stronie inter-
netowej Szkoły Fotografii Discover
Europe będącej wynikiemwspółpra-
cy z fotografami z całej Polski.
W tym roku organizatorzy prze-
widzieli trzy kategorie konkursowe:
n Obywatel Europy - zdjęcia
przedstawiające rozmaite oblicza
Europejczyków
n Mój kawałek Europy - zdjęcia
przedstawiające ciekawe miejsca
i krajobrazy w Europie
n Europo zaskocz mnie! - zdjęcia
przedstawiające śmieszne lub in-
trygujące sytuacje, które miały
miejsce w Europie
n oraz dodatkową kategorię spe-
cjalną której opiekunem jest
KPMG:
n Sukces z Pasji - to kategoria dla
tych autorów, którym udało się
uchwycić niezwykłą iskrę pasji de-
cydującą o czyimś powodzeniu,
uczuciu szczęścia, satysfakcji.
Oczekujemy zdjęć, które obrazują,
jak serce włożone w to, co się robi,
przekłada się na czyjś sukces.
Konkurs składa się z dwóch częś-
ci: z 7 etapów regionalnych w Pol-
sce i jednego zagranicznego oraz
etapu centralnego. Dodatkowo w
tym roku zdjęcia będą także ocenia-
ne przez internautów poprzez głoso-
wanie na stronie internetowej kon-
kursu. Gala regionalna dla woje-
wództwa wielkopolskiego odbędzie
się 11 kwietnia w Sali Białej Urzędu
Miasta Poznania. Więcej informacji
znajdziecie na stronie internetowej:
http://www.discovereurope.esn.pl/
5 marzec 2014
Konkurs fotograficzny
Discover Europe
RzecznikPKPPLK, Mi-
rosławSiemieniec powia-
damia, żewostatnich
miesiącachspółkazwięk-
szyłanakładnapracere-
montowei poprawiawa-
runki kursowaniapo-
ciągów. Czymożemysię
spodziewać rzeczywistej
modernizacji kolei, czy
jest tomożekolejna
obietnicabez pokrycia?
Kogo w tymroku nie zasko-
czyła zima? Jak zawsze – ten sam
problem. Paraliż na drogach, poiry-
towani kierowcy, spóźnienia autobu-
sów, śliskie i niebezpieczne chodni-
ki. Ale najchłodniejsza pora roku
najmocniej uderzyła w koleje. Za-
marznięte trakcje i godziny spędzo-
ne przez pasażeróww pociągach
bądź na dworcach w oczekiwaniu na
pociąg. Szczególne utrudnienia po-
jawiły się między Łodzią a Ostro-
wemWlkp. Pewnego pięknego
mroźnego poniedziałku ze stacji Ja-
rocin od godz. 4.30 do 10.00 nie wy-
jechała żadna lokomotywa. Kolejne-
go dnia pociągi na tej trasie
przedłużyły czas trwania podróży z
dwóch do czterech godzin. Co mieli
w tymprzypadku zrobić pasażero-
wie? Cierpliwie czekać, stojąc na
zamarzniętej trakcji w szczerym
polu. Trudno, jeśli ktoś spieszył się
do pracy lub na zajęcia.
„Sorry, taki mamy klimat.”
„Sorry, taki mamy klimat’” – tak
skomentowała sytuację wicepremier
Elżbieta Bieńkowska. Jej słowa wy-
wołały powszechne oburzenie. Me-
dia wrzały, negatywnie komentowa-
no i krytykowano postawę pani mi-
nister, która wcale się nie wstydzi i
nie żałuje swojej wypowiedzi. Nie
uważa jej za „niefortunną”. Twier-
dzi, że nie po to otrzymała tekę
rządową, by świecić oczyma i za-
pewniać, że wszystko ładnie, a na-
wet pięknie się układa. Twierdzi
też, że daleko jej do dobrego pija-
rowca i że nie taka jej rola. Przed
nią stoją inne, trudniejsze zadania
do wykonania. Dlatego mówi praw-
dę i nie przebiera w słowach. Głosy,
że pani wicepremier nie wypada, że
powinna być delikatniejsza, może
bardziej medialna, jak na polityka
przystało, są przez Elżbietę Bień-
kowską zupełnie ignorowane. Na-
wet fakt, że w ciągu kilku dni stała
się gwiazdą internetu jej nie prze-
szkadza. Cały czas broni swojego
pierwotnego stanowiska i zdania nie
zmienia. Jedni się z nią zgadzają,
inni stają się jej zdecydowanymi
przeciwnikami. Uważam, że to, co
powiedziała to zwyczajna prawda.
Zima zaskakuje nas co roku i nikt
nie jest w stanie jej zatrzymać.
Winy za niedyspozycję polskich ko-
lei nie można zrzucać wyłącznie na
jedną osobę. Warto znaleźć też in-
nych odpowiedzialnych za zaist-
niałą sytuację. Jednak to „sorry” nie
brzmiało na antenie telewizyjnej
zbyt dobrze. Nie należy wypowia-
dając się publicznie używać takiego
języka. Nie przystoi to członkini
rządu. Politycy powinni mimo
wszystko ważyć słowa. Jedyne, co
mogę jeszcze w tej sprawie powie-
dzieć – pani wicepremier odwagi z
pewnością nie zabrakło.
Coz tąkoleją?
Nasz kraj zawsze jest gdzieś na
szarym końcu. Nieprawda. Polska
uplasowała się na drugim miejscu,
tuż za Rumunią pod względem licz-
by wypadków na kolei. Powinniś-
my więc zaprzestać żartów o pol-
skich pociągach. Tu nie ma się z
czego śmiać, raczej jest się czego
bać. Europejska Agencja Kolejowa
podaje, że to właśnie w naszym
państwie ginie 1/5 śmiertelnych
ofiar w wypadkach na terenie UE.
NIK również informuje, że naj-
częstszą przyczyną kolizji po-
ciągów są luki w systemie bezpie-
czeństwa. Co z tą koleją? 2014 rok
według Mirosława Siemieńca ma
być czasem modernizacji i najwięk-
szych inwestycji dla PKP. Miejmy
nadzieję, że nie są to puste słowa.
Wystarczy od czasu do czasu
wsiąść do pociągu Przewozów Re-
gionalnych lub TLK i przejechać,
choćby najkrótszą trasę, by przeko-
nać się, że kondycja polskich kolei
nie jest najlepsza. Przepełnione wa-
gony, ciasne 8-osobowe przedziały,
do tego walizka każdego z pa-
sażerów i nagle zaczyna brakować
miejsca i tlenu, nie mówiąc już o
jakimkolwiek komforcie jazdy.
Zimą zimno, latem gorąco. Do-
meną Polaków jest narzekanie, ale
myślę, że w tym przypadku uzasad-
nione. Dobrze swoją rolę spełniają
chyba jedynie Koleje Wielkopol-
skie.
Obietnicebez pokrycia?
Jednym z priorytetów w planach
Polski jest Kolej Dużych Prędkości.
To wiąże się ze sporymi kosztami,
dlatego nie jest tak łatwe do zreali-
zowania. Lokomotywą, która poru-
sza się z prędkością powyżej 250
km/h możemy podróżować w kra-
jach takich jak: Niemcy, Francja,
Wielka Brytania, Belgia, Holandia
czy Hiszpania. Królową europej-
skich kolei okrzyknięto w 2012
roku Szwajcarię. To właśnie tam na
transport kolejowy w przeliczeniu
na mieszkańca wydaje się ok. 222
euro. Według zestawień Boston
Consulting Group Szwajcaria wy-
pada najlepiej pod względem bez-
pieczeństwa, cen, punktualności i
jakości usług.
Ajeśliby przyjrzeć się kondycji
pociągów towarowych, Polska rów-
nież się nie wyróżnia. Rozwój na-
szego kraju w dziedzinie transportu
blokuje właśnie słaby stan kolei.
Francuskie czy niemieckie pociągi
towarowe poruszają się z prędkoś-
cią 60 km/h, polskie jeżdżą znacz-
nie wolniej – 25 km/h. Dlatego nie
jesteśmy zbyt konkurencyjni. Musi-
my się bardziej postarać, by ktoś
dostrzegł nasz potencjał. Problemu
nie należy „zamiatać pod stół”, trze-
ba stawić mu czoła i rozwiązywać
go w sposób dynamiczny. Może i w
tym przypadku przydałyby się
ostrzejsze słowa. Obietnice nie wy-
starczą, szczególnie studentom, któ-
rzy najczęściej podróżują właśnie
pociągami.
EwaNOWAK
Discover Europe2014tojuż jedenastaokazjado
tego, abyposzerzyć swojehoryzontypodczas bli-
skiegokontaktuz fotografią. Tenniezwykłykonkurs
manaceluwyłonienienajlepszychzdjęć przedsta-
wiającychPolskęoraz innekrajeeuropejskie, na-
desłanychprzez studentówz całegokontynentu.
Etapfinałowyodbędziesięwmaju2014roku
wWarszawie.
Wsiąść do pociągu,
byleniepolskiego
Wśródstudentówznaj-
dziemywieleosóbz naj-
różniejszymi pasjami i
upodobaniami. Wieluz
nas już teraz starasię
uczestniczyć wróżno-
rodnychakcjachi przed-
sięwzięciach, abyzbie-
rać doświadczenie, które
jest takważnewrozwoju
karier. Świetnąsprawą
jest, gdyprzyjemne
możnapołączyć z
pożytecznym. Wwywia-
dziedlaFenestryDawid
Lemanowicz opowiadao
tymdlaczegopojechał
doSoczi, oraz oroli wo-
lontariuszanaZimo-
wychIgrzyskachOlim-
pijskich.
Cotrzeba byłozrobić, żeby za-
istnieć wtak prestiżowymwy-
darzeniu? Jak udało Ci się do-
stać na Igrzyska wcharakterze
wolontariusza?
Wcześniej pracowałem jako wo-
lontariusz na Euro 2012, tutaj w
Poznaniu, w miejskim centrum me-
dialnym. Kiedy Euro już się skoń-
czyło, gdzieś na Facebooku zna-
lazłem link do programu Wolonta-
riat Soczi 2014. Stwierdziłem, że
trzeba zobaczyć co to właściwie jest
i z czym to się je.
Jakwyglądałydalszestarania?
Wysłałem zgłoszenie, a następ-
nie w odpowiedzi zwrotnej do-
stałem link do testu językowego,
który był pierwszym etapem rekru-
tacji. Po kilku miesiącach dostałem
telefon. Byłem bardzo zdziwiony,
bo odezwał się ktoś w języku an-
gielskim, ale ze specyficznym ro-
syjskim akcentem. Zostałem zapro-
szony na rozmowę przez skype'a,
która miała odbyć się następnego
dnia. Prowadzona była w języku an-
gielskim. Pytany byłem o moje doś-
wiadczenie, jeśli chodzi o wolonta-
riat, zainteresowania, kierunek stu-
diów. Na koniec usłyszałem: „ode-
zwiemy się.”
Czyli pewniepomyślałeś, żenic
z tegoniebędzie?
Dokładnie tak. Ale po miesiącu
dostałem kolejny telefon. Dzwoniła
przedstawicielka z Komitetu Orga-
nizacyjnego, która również przepro-
wadziła ze mną krótką rozmowę re-
krutacyjną. Głównie chcieli chyba
wybadać dokładnie poziom mojego
angielskiego. Pytała też, jak wy-
gląda moja znajomość rosyjskiego,
ale nie wymagali go ode mnie. Ko-
niec rekrutacji wyglądał tak, że w
sierpniu 2013 roku dostałem e-mai-
la, który potwierdzał, że wszystko
się udało. Trochę to trwało, bo cały
proces ruszył dwa lata przed Igrzys-
kami.
Jak wyglądał Twój typowy
dzień wSoczi? Co musiałeś ro-
bić jakowolontariusz?
Już w zgłoszeniu zaznaczałem, że
chcę pracować bardziej od strony
mediów. W Soczi musiałem być ty-
dzień wcześniej, bo zanim zaczęliś-
my musieliśmy też zaliczyć szkole-
nia. Kiedy już zaczęliśmy pracę
zostaliśmy podzieleni na dwie
zmiany. Poranna zmiana pracowała
podczas cross-country i biegów nar-
ciarskich, a popołudniowa podczas
biathlonu. Amój typowy dzień?
2,5-godzinna podróż na Stadion
Laury, gdzie pracowałem. Kiedy już
dotarliśmy, kierowani byliśmy na
konkretne pozycje, gdzie pilnowa-
liśmy fotoreporterów – czy
wchodzą na odpowiednie miejsca,
czy nie podchodzą za blisko. Od-
dzielaliśmy ich od sportowców.
Moim obowiązkiem było właśnie
kontrolowanie fotoreporterów.
Jak odbierasz ludzi, z którymi
przebywałeś nacodzień?
Rewelacyjnie! W naszej grupie
„fotoasystentów” było około 30
osób, w tym 20 Rosjan. Nawiązy-
wały się niesamowite relacje, przez
co atmosfera była wspaniała.
Mieliście okazję zobaczyć na
własne oczy kultowe już po-
dwójnetoalety?
Chciałem je zobaczyć, ale nieste-
ty. Nigdzie ich nie widziałem.
Niemiałeśobawcodowyjazdu,
kiedy przed Igrzyskami miały
miejsce ataki terrorystyczne w
Rosji?
Miałem obawy i to duże, ale nie
myślałem o rezygnacji. Zamachy
były, są i niestety będą. Dzisiaj są
tu, a jutro mogą być gdzie indziej.
Tak próbowałem sobie to tłuma-
czyć. Chciałem wykorzystać szan-
sę, która może się już nie powtó-
rzyć. Jechałem też z taką nadzieją,
że Rosjanie zrobią wszystko, żeby
na miejscu było bezpiecznie. I tak
też było.
Atmosferazwiązanaz sytuacją
naUkrainieprzenosiłasięwja-
kikolwieksposóbdoSoczi?
Nie i chyba nawet nie mogła. Ig-
rzyska i sport z założenia są wolne
od polityki, dlatego ja osobiście
tego nie odczuwałem. Odbierałem
to trochę jako zamkniętą strefę, odi-
zolowaną od reszty świata. Wszys-
cy żyli tam głowinie Igrzyskami i
tym, co z nimi jest związane. Nie
wiem, czy to dobrze, czy źle, ale tak
było.
Jak oceniasz organizację Ig-
rzysk?
Ogólnie bardzo dobrze. Sami
sportowcy też chwalili organizato-
rów. Nigdy wcześniej nie byłem na
tak dużej imprezie sportowej, ale
według mnie wszystko było spraw-
nie rozwiązane. Dla nas wolontariu-
szy także wszystko było dobrze
przygotowane: zakwaterowanie,
wyżywienie itd. Mieliśmy też za-
pewniony uniform, czapki, ręka-
wiczki, kurtki. O nic z tych rzeczy
nie musieliśmy się martwić.
Czyli polecasz taką formę ak-
tywności ?
Polecam jak najbardziej! Niesa-
mowite uczucie, gdy można to
wszystko zobaczyć: lecącego po
zwycięstwo Kamila Stocha, czy
biegnącą po złoty medal Justynę
Kowalczyk. Wszystko to zazwyczaj
ogląda się w telewizji, ale na żywo
wygląda to zupełnie inaczej.
Rozmawiała:
NataliaPAWLAK
6 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Igrzyska z dobrej woli
P
r
y
w
a
t
n
e
z
d
j
ę
c
i
a
D
a
w
i
d
a
L
e
m
a
n
o
w
i
c
z
a
7 marzec 2014
Amiało być
takpięknie…
Nazwiskawieluznanychpiłkarzypotrafiąwymienić
nawet Ci, którzysportemsięnieinteresują. Rober Le-
wandowski, WojciechSzczęsnyczyJakubBłaszczy-
kowski sątegoprzykładami. Chciałabymprzedsta-
wić kilkuz tychpiłkarzy, którymmimotalentu
i dobrzezapowiadającej siękarierynieudałosię
osiągnąć pokładanychwnichnadziei.
Banda trojga
Oawans donowych, zre-
formowanychmistrzostw
Europymiałobyć łatwo
jaknigdywcześniej. Bar-
dzoprawdopodobnejed-
nak, żereprezentacja
Polski skończyeliminacje
doEURO2016jakprawie
zawsze, czyli pozagro-
nemfinalistów.
Mateusz Bukowiec ma
obecnie 26 lat i jest zawodnikiem
GKS-u Tychy, do którego trafił z
drugoligowego Ruchu Zdzieszowi-
ce. Wwieku 17 lat zadebiutował w
Ekstraklasie w barwach Górnika
Zabrze. Niedługo potemznalazł się
w kręgu zainteresowań między in-
nymi Evertonu i Interu Mediolan.
Wklubie z Mediolanu przeszedł
nawet testy. Do transferu jednak nie
doszło, a młody zawodnik wylądo-
wał w Zagłębiu Lubin, w którym
nie rozegrał żadnego spotkania.
Problemy ze zdrowiemutrudniły
dalszy rozwój jego kariery. Za-
miast gry na San Siro Bukowiec
musiał zadowolić się Koszarawą
Żywiec.
Sebastian Olszar zaliczył debiut
w Ekstraklasie w wieku 20 lat. Po
następnym udanym sezonie, w któ-
rym zanotował w barwach Górnika
26 występów i 5 strzelonych bra-
mek wyjechał do Austrii. Niestety
osobista tragedia zatrzymała roz-
wój jego kariery. Pobytu w angiel-
skich klubach Portsmouth i Coven-
try nie może zaliczyć do udanych.
Następnie powrót do Polski i
tułaczka po klubach z ekstraklasy i
pierwszej ligi. 32-letni zawodnik
łącznie w polskiej ekstraklasie ro-
zegrał 115 meczów strzelając przy
tym 17 bramek. Wynik może nie
jest najgorszy jednak na początku
kariery nadzieje w nim pokładane
były dużo większe.
Sebastian Leszczak w 2009
roku jako siedemnastolatek zade-
biutował w barwach Wisły Kra-
ków. Przy Reymonta wiązano z
nim ogromne nadzieje, jednak jego
charakter nie pozwolił na ich
spełnienie. Z Wisły trafił do Górni-
ka Zabrze, w którym poza jednym
meczem Pucharu Polski grywał w
rozgrywkach Młodej Ekstraklasy.
Z Zabrza przeniósł się do drugoli-
gowej Garbarni Kraków, nato-
miast wiosną będzie zawodnikiem
Kolejarza Stróże w barwach które-
go miejmy nadzieje wróci do wy-
sokiej formy.
Kamil Oziemczuk również jako
siedemnastolatek zadebiutował w
ekstraklasie. Swoją pierwszą
bramkę w barwach Górnika Łęcz-
na zdobył przy Łazienkowskiej.
Rozegrał siedemnaście spotkań w
ekstraklasie, został uznany obja-
wieniem sezonu 2005/2006. Latem
2006 roku podpisał czteroletni
kontrakt z francuskim zespołemAj
Auxerre. Zapowiadało to świetlaną
karierę, a w rzeczywistości oka-
zało się początkiem powolnego
spadku dziś 25-letniego Kamila.
Motor Lublin, Bogdanka Łęczna,
Górnik Łęczna to kolejne kluby, w
których Oziemczuk nie potrafił od-
naleźć się na boisku.
Kolejne smutne przykłady, to
Bracia Burkhardtowie. Starszy z
braci Marcin (30l.) w polskiej eks-
traklasie zadebiutował w wieku 18
lat. Występował wAmice Wronki,
Legii Warszawa i Jagielloni
Białystok. Zaliczył też zagraniczne
epizody w Szwecji, na Ukrainie i
wAzerbejdżanie. Karierę repre-
zentacyjną zakończył z dziesięcio-
ma spotkaniami. Młodszy z braci,
Filip (26l.) debiut w ekstraklasie
zaliczył jeszcze wcześniej, w wie-
ku siedemnastu lat, również w
Amice Wronki. Był zawodnikiem
wielu klubów ekstraklasy i
niższych lig, m.in. Widzewa Łódź,
Jagielloni Białystok czy Arki Gdy-
nia. Chociaż razem rozegrali 254
spotkania w Ekstraklasie i strzelili
łącznie 21 bramek to zaliczyć ich
trzeba do grona niespełnionych ta-
lentów. Marcin i Filip przez
wszystkich ekspertów byli typowa-
ni na gwiazdy polskiej piłki. Nie-
stety obecnie są bardzo przeciętny-
mi zawodnikami i mają problem z
tym, aby grac nawet w polskiej
ekstraklasie.
Podobnych historii jest mnó-
stwo. Przeciwności losu, kontuzje,
problemy osobiste, źli doradcy. Te
czynniki najczęściej sprawiają, że
talenty się marnują. W większości
przypadków możemy się jedynie
domyślać co stanęło na drodze do
wielkiej kariery. To oczywiste, że
takie zdarzenia miały i nadal będą
miały miejsce ale miejmy nadzieję,
że będzie ich coraz mniej, a ich
potencjalni bohaterowie będą z po-
wodzeniem pokonywać wszystkie
trudności.
KINGAKWIECIEŃ
Ź
r
ó
d
ł
o
:
U
E
F
A
.
c
o
m
Litera „D” stojąca przy nazwie
grupy, do której trafiła Polska ra-
zem z Niemcami, Irlandią, Szkocją,
Gruzją i Gibraltarem, oznaczać bę-
dzie dominację. Germańską rzecz
jasna. Podopieczni Joachima Löwa
stanowią jedną z najmocniejszych
drużyn świata i podczas EURO
2016 celować będą w tytuł mist-
rzowski. Tego, że na francuskim
czempionacie mogłoby ich za-
braknąć, nikt między Odrą a Renem
nawet nie bierze pod uwagę. W eli-
minacjach do poprzednich wielkich
turniejów Niemcy szli niczym burza
z gradobiciem oraz potężnymi pio-
runami. Od października 2007 roku
nie przegrali w jakichkolwiek kwa-
lifikacjach żadnego spotkania, a
ostatnim turniejem, do którego nie
awansowali bezpośrednio, był mun-
dial w 2002 roku. Wówczas w ba-
rażach pokonali Ukrainę.
Nie warto się oszukiwać: jeśli
biało-czerwoni w dwumeczu z Nie-
mcami ugrają chociaż punkt, bę-
dziemy mogli mówić o sukcesie.
Jeżeli którakolwiek z drużyn w gru-
pie D zdoła urwać punkty 3-krot-
nym mistrzom Europy, będzie to
ogromna niespodzianka. Dlatego
batalia o drugie premiowane awan-
sem miejsce (do finałów wejdzie
bezpośrednio także najlepszy zespół
spośród tych, które zajmą trzecie
miejsca w swoich grupach) powin-
na rozstrzygnąć się między Irlandią,
Szkocją i Polską. Każde rozwiąza-
nie w przypadku tych zespołów jest
możliwe, bo prezentują one podob-
ny, równie kiepski poziom.
Trudniejszym dla nas przeciwni-
kiem wydaje się być reprezentacja
Szkocji. Kibice w kraju whisky
płynącym już prawie zapomnieli jak
smakuje udział w międzynarodowej
imprezie (po raz ostatni Szkocja za-
grała w niej w 1998 roku podczas
mundialu we Francji) i mają wielki
apetyt na awans. Z tego powodu
będą chcieli jak najwydatniej po-
móc swoim piłkarzom i podczas
gier eliminacyjnych na pewno
stworzą na trybunach niesamowitą
atmosferę. Kiedy więc 8 październi-
ka 2015 roku biało-czerwoni zawi-
tają do Szkocji, będą musieli przy-
gotować się na starcie nie z jedenas-
toma, ale dwunastoma przeciwnika-
mi.
Spacerkiem dla naszych Orłów
nie będą także potyczki z Irlandią.
Wręcz przeciwnie – szykują się
twarde batalie, w których nikt nie
odstawi nogi, a trup będzie słać się
gęsto. Ekipa z Zielonej Wyspy, choć
losowana była aż z drugiego koszy-
ka, w ostatnich latach mocno
zbliżyła się poziomem do polskiej
kadry. Zespół Martina O'Neilla to
żadni wirtuozi czy magicy futbolu,
ale na pewno nieustępliwi, trudni do
pokonania i bardzo solidni piłkarze.
Czwartym do brydża, bo Niemcy
to przecież inna liga, jest reprezen-
tacja Gruzji. Rywal to dla nas dosyć
egzotyczny, gdyż mierzyliśmy się z
nim dotychczas zaledwie 3 razy.
Dwukrotnie zwyciężaliśmy, ale raz
– w 1997 roku – doznaliśmy upoka-
rzającej klęski 0:3 w meczu elimi-
nacyjnym do mistrzostw świata. Te-
raz podobny scenariusz nie wchodzi
w grę, bo kto zgubi punkty w po-
tyczkach z Gruzinami, ten będzie
mógł pożegnać się z marzeniami o
awansie na EURO. O Gruzji, poza
tym, że podobno ma całkiem niezłą
kuchnię i urodził się tam Józef Sta-
lin, niewiele ciekawego można na-
pisać. Jej piłkarska reprezentacja to
typowy europejski IV-ligowiec: wy-
grywa z outsiderami, przegrywa z
mocarzami, ale w meczach ze śred-
niakami – strzeż się, Polsko – potra-
fi sprawić niespodziankę.
Niezależnie od tego, czy polska
kadra zdoła awansować do Mist-
rzostw Europy, podczas eliminacji
do tego turnieju na pewno przejdzie
do historii. Oto bowiem 7 września
2014 roku biało-czerwoni będą ry-
walem reprezentacji Gibraltaru w
jej pierwszym meczu o punkty. Do
tej pory drużyna z brytyjskiej kolo-
nii położonej na południu Półwyspu
Iberyjskiego rozegrała tylko jeden
oficjalny mecz. 4 miesiące temu
zremisowała 0:0 ze Słowacją. Do-
piero od maja 2013 roku Gibraltar
jest pełnoprawnym członkiem
UEFA, ale wciąż nie przynależy do
FIFA. Selekcjoner kadry Gibraltaru
tak mówi o swoim zespole: „Umie-
my połączyć techniczną piłkę ibe-
ryjską z fizycznym stylem wyspiar-
skim. To może być wybuchowa
mieszanka”. Oby tylko eksplozja
nie nastąpiła w pierwszym meczu
eliminacji, ani dokładnie rok pó-
źniej, kiedy Gibraltar podejmiemy u
siebie. Straciliśmy już gola z San
Marino, więc wiemy co to wstyd.
Jednak podobna wpadka przeciwko
drużynie z terytorium zamorskiego,
którego łączna powierzchnia wyno-
si 6,5 km² a liczba ludności nie
przekracza 30 tysięcy, byłaby
piłkarskim samobójstwem.
KonradWITKOWSKI
Niewartosięoszukiwać: jeśli biało-czerwoni w
dwumeczuz Niemcami ugrająchociaż punkt,
będziemymogli mówić osukcesie. Jeżeli któ-
rakolwiekz drużynwgrupieDzdołaurwać punkty3-krot-
nymmistrzomEuropy, będzietoogromnaniespodzianka.
8 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Sportowy secondhand
chodzi o popularność szybownict-
wa, Kawa powoli wychodzi z cie-
nia, o czym świadczyć może nomi-
nacja do tytułu Sportowca Roku
Przeglądu Sportowego i Telewizji
Polskiej. Do pierwszej dziesiątki
jeszcze się nie wdarł, ale jak sam
mówił, gdy rozpoczynał karierę,
wywiadami zainteresowani były tyl-
ko lokalne media z rodzinnego Za-
brza.
Zarówno speedrower jak i szy-
bownictwo absolutnie przegrywają z
niezwykle popularnym windsurfin-
giem. Ironia wcale nie jest tak ostra,
ponieważ w przeciwieństwie do
wspomnianych dyscyplin, z win-
dsurfingiem mamy do czynienia
podczas letnich Igrzysk Olimpij-
skich. Warto o nim wspomnieć nie
tylko ze względu na urok osobisty,
ale i dlatego, że fale morskie w tym
sporcie wznoszą się bardzo często w
rytm Mazurka Dąbrowskiego. Nie
udało się w Londynie, lecz bardzo
chętnie poczekamy na Rio de Janei-
ro, ponieważ Polacy mimo niezbyt
dobrych warunków zimnego Bałty-
ku, radzą sobie na falach niezwykle
dobrze. Zofia Klepacka oraz Prze-
mysław Miarczyński zdobyli meda-
le na londyńskiej imprezie, jednak
zarówno ona jak i on nie sprawili,
że windsurfing stał się sportem na-
rodowym. Do dziś niewiele osób
pamięta o sukcesie biało - czerwo-
nych i mimo nominacji w plebiscy-
tach, tak jak w przypadku pilota
Kawy, oboje nie przedstawiają się w
telewizjach śniadaniowych i nie biją
się o kibiców na łamach sportowych
dzienników. Sceptycy stwierdzą, że
przegrali swoją szansę na „celebryc-
kie” życie, ale chyba nie o to chodzi
w dzisiejszym sporcie.
Kiedy znudzi się gonitwa na ro-
werach, podziwianie Himalajów z
góry czy nawet opieranie się grawi-
tacji na desce, na deser pozostaje
jeszcze dart, snooker lub - dla tych
bardziej aktywnych - hokej na tra-
wie. Konia z rzędem temu, kto po-
prawnie skojarzył pierwszy z wy-
mienionych, gdyż w rodzinnych
zmaganiach więcej było pewnie
mistrzów rzutek niż darterów. Cho-
dzi o to samo, rzucanie do tarczy
szpiczastymi lub plastikowymi lot-
kami w potrójną dwudziestkę przy-
nosi niezwykłą frajdę w towarzy-
stwie barowym. Dodać do tego trze-
ba fakt, iż Polacy nie są może naj-
mocniejszą siłą w światku darta,
lecz posiadanie mistrza Europy ju-
niorów Mateusza Wawrzyniaka, czy
obecność Polaków na mistrzostwach
globu, świadczy o co raz większej
popularności tego sportu w Polsce.
Jednak jeśli w klubie nie zetknęliś-
cie się z dartem, pozostaje jeszcze
snooker. Każdy kto widzi kule bilar-
dowe niestety musi zmienić swoje
wyobrażenia, ponieważ snooker, to
o wiele bardziej skomplikowana
rozgrywka. 15 czerwonych i 7 kolo-
rowych bil do wbicia, dominacja
Brytyjczyków, a jednak i polski ak-
cent pojawia się przy zielonym sto-
le. Kacper Filipiak w wieku 16 lat
został mistrzem świata juniorów i
wciąż pnie się w snookerowej hie-
rarchii. Czy osiągnie poziom mist-
rzów z O'Sullivanem na czele, do-
wiemy się niedługo, jednak gdy sam
"The Rocket" twierdzi, że Polak ma
ogromny potencjał, coś musi być na
rzeczy. Wracając do sportów bar-
dziej wymagających fizycznej
sprawności, nie sposób zahaczyć o
hokej na trawie. Większość z nas
pod wpływem amerykańskiej kultu-
ry zna tylko hokej na lodzie. Mało
kto pamięta o trawiastej i halowej
wersji tego sportu. Apamiętać war-
to, gdyż grono olimpijczyków pol-
skiej reprezentacji pochodzi z wiel-
kopolski i posiada ogromne sukcesy
w tej dyscyplinie. Srebro Mist-
rzostw Europy w halowej odmianie
trawiastej gonitwy z kijem w ręce w
2007 i 2011 roku zobowiązuje do
zwrócenia uwagi na tę dyscyplinę.
Podsumowując wszystkie za i
przeciw w sportach mniej znanych,
należy zwrócić uwagę na fakt, iż o
popularności dyscypliny najczęściej
decyduje sukces medialny. Zarówno
o „szybkonogich” na rowerze, szy-
bowcach nad Himalajami, hokeis-
tach wcale nie pędzących na lodzie
jak gwiazdy Igrzysk, bohaterach tar-
czy, czy zielonego stołu nie będzie
głośno, jeśli nie podbiją serc telewi-
zyjnych głodomorów. Telegazeta,
czy link na samym końcu popular-
nego portalu na niewiele się zdadzą,
nawet mimo szczerych chęci. Dla
przedstawicieli tych, jak i innych
sportów niewymienionych przeze
mnie nadzieja na sławę wcale nie
jest tak duża, lecz warto wspomnieć,
że mimo niewielkiego zainteresowa-
nia nadal, z pełnym zaangażowa-
niem walczą o sukces w swojej dys-
cyplinie. Przykładu sukcesu w ni-
szowej dyscyplinie nie trzeba szu-
kać daleko w pamięci, bo przecież
kto by relacjonował na studenckim
wydziale czy w pracy wyścigi pan-
czenistów, gdyby Zbigniew Bródka
nie zdobył olimpijskiego złota na
oczach widzów publicznej telewiz-
ji.?Aprzecież Bródka, by trenować
musiał dorabiać w Straży Pożarnej.
To znak, że i dla tych z końca wia-
domości sportowych jest nadzieja
na rozgłos i szacunek w sportowym
światku. Sportowcy "z drugiej ręki"
wcale nie są gorsi, bo pokonują
słabości i nierzadko stają na szczy-
cie. Popularność to nie wszystko.
Sławę powinno mierzyć się tylko w
medalach.
Michał LEŚNICZAK
IgrzyskawSoczi zabrałyCi dwatygodniez życia? Radwańskaz Janowiczemgrająwtenisajuż nawet wsiedzi-
biejednej z sieci telefonii komórkowej, aLewandowski wychodzi z domowej lodówki?Wielki sport, towielka
popularność, alemniej popularnedyscypliny, o którychłatwozapomnieć, niemogąuchodzić za„małe”.
Złośliwi twierdzą, że to
uboższa wersja sportu żużlowego,
bowiemzasady i regulamin są wzo-
rowane na speedway’u, jednak za-
miast ryku silników, usłyszeć tu
można pokrzykiwania zawodnikówi
odgłosy ścierania się rowerowego
ogumienia. Speedrower, bo o nim
mowa, od 1995 roku posiada wPol-
sce własną organizację, Polskie To-
warzystwo Speedrowerowe, które w
2006 roku zastąpione zostało przez
Polską Federację KlubówSpeedro-
werowych. Sama nazwa, trzeba
przyznać, iż bardzo oryginalna i od-
dająca sens sportowej rywalizacji na
kółkach, powstała prawdopodobnie
pod koniec lat 80-tych XX wieku na
terenie Leszna. Biało – czerwony
motyw? Proszę bardzo: Polacy wlis-
topadzie ubiegłego roku na zawo-
dach wdalekiej Australii zdobyli
mistrzostwo i vice-mistrzostwo
świata odpowiednio juniorówi se-
niorówwdrużynie, dwa złota wobu
kategoriach zawodówparowych, a
po tytuł Indywidualnego Mistrza
Świata sięgnął Marcin Szymański z
Leszna. Powiedzieć, że to niezły wy-
nik, to wielka obraza. Jednak popyt
na ultra lekkie rowery wPolsce
zwiększy się dopiero wtedy, gdy
wiadomość o sukcesach Polaków
przeniesie się z czeluści telewizyjnej
telegazety na pierwsze strony dzien-
ników. Opowodzenie takiego prze-
biegu wydarzeń będzie trudno, jed-
nak jeśli dotarłeś do tego momentu
artykułu, speedrowerowe towarzy-
stwo już teraz zaczyna zastanawiać
się nad otwarciemszampana.
Jeśli rowerowe szaleństwo kogoś
nie kręci, a w kółko wolisz jeździć
na karuzeli i podziwiać otaczający
Cię świat, obowiązkowa jest konsul-
tacja z Sebastianem Kawą. Niektó-
rych samo nazwisko postawiłoby na
nogi, jednak kiedy przejrzy się gale-
rię zdjęć z wypraw wspomnianego
Polaka, z owych nóg można się bar-
dzo szybko osunąć. Dziewięciokrot-
ny mistrz świata w konkurencjach
szybowcowych jest tak daleko poza
zasięgiem innych, że wyzwań musi
szukać zdecydowanie gdzie indziej,
a konkretniej mówiąc – zdecydowa-
nie wyżej. Kawa 21 grudnia 2013
roku, po morderczych przygotowa-
niach fizycznych i technicznych do-
konał przelotu nad szczytemAnna-
purna w Himalajach, który jest
położony 8091 metrów nad pozio-
mem morza. Dokonał tego lecąc z
prędkością 400 km/h i jest oczywiś-
cie pierwszym człowiekiem na na-
szej planecie, który to zrobił. Jeśli
Redaktor naczelny
Mikołaj Zajączkowski
Zastępca redaktora
naczelnego
JarekWięcławski
Sekretarz Redakcji
Dominika Pacyńska
Redaktor działuSport
JarekWięcławski
Redaktor działuKultura
Aleksandra Laps
Redakcja:
Marta Jędrzejczak
Beata Kapusta
Kinga Kwiecień
Michał Leśniczak
Ewa Nowak
Katarzyna Nowak
Natalia Pawlak
Mikołaj Stanek
MagdalenaWitek
KonradWitkowski
Korekta
Małgorzata Adamczewska
Skład
Tomasz Szukała
Opiekunredakcji
Red. LesławCiesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fe-
nestra
Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo do re-
dagowania i skracania
nadesłanych tekstów.
Redakcja nie ponosi odpowiedzialno-
ści za treść zamieszczanych reklam.
Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra
w
w
w
.
o
c
d
n
.
e
u