You are on page 1of 8

3

Furaszczęścia
Studenci zarządzaniaUniwersytetuEkonomicznegowPoznaniu,
studiujący naspecjalności KomunikacjawBiznesiejuż poraz
trzeci przeprowadzająniesamowitąakcjęcharytatywną.
FuraSzczęścia, bootej akcji mowa, zbierapieniądze
narzecz Fundacji StworzeniaPanaBohdanaSmolenia,
któraprowadzi rehabilitacjępoprzez hipoterapię.
Piłkarski szrot
Wielemówi sięopiłkarskimszrociesprowadzanymnapęczki
przez wieleklubówT-Mobile Ekstraklasy. Jednymz najlepszych
przykładówtegozjawiskajest WidzewŁódź. Pozycjawtabeli
łódzkiej drużyny wpełni odzwierciedlaumiejętności
zatrudnianychprzybyszówz Haiti, Albanii, czy Tunezji.
OwpływieobcokrajowcówligępiszeKonradWitkowski
Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 29 z MAJ 2014
6 6
Mijajuż ćwierć wiekuod
momentu, kiedyto
przedstawicielekomunis-
tycznychwładz i solidar-
nościowej opozycji usied-
li wspólnieprzyjednym,
okrągłymstole. Dwumie-
sięcznerozmowyodmie-
niłykraj nadWisłąi roz-
poczęływBlokuWschod-
nimJesieńLudów. Wielu
jegobohaterówodgrywa
ważnerolepublicznedo
dziś. Jakzatemteraz ta
historiawygląda?
Badania CBOS przeprowa-
dzone wlutymwykazują, że pozy-
tywny stosunek do porozumień z
1989 roku nadal przeważa i prawie
się nie zmienił (41%w2009, 42%w
2014). Wzrosła liczba obojętnych (z
31%do 37%), a negatywnych – nie-
znacznie spadła (z 12%do 10%).
Znaczna część z nas uważa Okrągły
Stół za „porozumienie elit” (37%),
„demokratyczną rewolucję” (17%),
„zmowę elit” (15%), zaś za „manipu-
lacje służb specjalnych” – 6%. Zko-
lei sposób przeprowadzenia za dobry,
ale z wadami, uważa 41%, za najlep-
szy 27%, natomiast za nieodpowied-
ni 11%. Przy czymwciągu ostatnich
lat tych pierwszych i ostatnich przy-
było. Fakt, iż Okrągły Stół umożliwił
bezkrwawe przekazanie władzy, w
dalszymciągu docenia ponad ¾z
nas. Przybyło zwolennikówopcji, że
nie doprowadził on do rozliczeń z po-
przednimsystememi był niepotrzeb-
ny, gdyż PRLi tak by upadł (odpo-
wiednio z 51%do 57%i z 27%do
34%). Widzimy zatem, że jeśli cho-
dzi o społeczne nastroje, realistycznie
nastawieni wygrywają z tymi najbar-
dziej pozytywnymi reprezentowany-
mi przez środowisko Gazety Wybor-
czej i negatywnymi stanowiącymi
szeroko rozumianą prawicę.
Tłohistoryczne
Sam fakt, że do tych obrad do-
szło, świadczy, iż ówczesne władze
nie były tak silne, jak się wydawało.
W polityce tak to już jest, że jak
ktoś jest silny, to nie dyskutuje ze
słabszym albo przynajmniej nie roz-
mawia z nim na serio. System pę-
kał. Gorbaczow rozpoczął piere-
strojkę, a nad Polską Ludową poja-
wiło się widmo gospodarczej prze-
paści. Wszystkie znaki na niebie i
ziemi, w Moskwie oraz Waszyngto-
nie i innych stolicach wskazywały
na to, że wielka zmiana czeka po
drugiej stronie Łaby, ale to w Pol-
sce wszystko się zaczęło. Pierwszy
raz wykonano nad Wisłą rewolucję
wedle nowego paradygmatu, nie-
uwzględniającego wybuchu kolej-
nego powstania. Wielu osobom ta-
kiego krwawego „aktu założyciel-
skiego” brakowało. W każdym razie
operacja została wykonana. Poja-
wiają się głosy, że zabrakło pewne-
go rodzaju przeżycia tej zmiany w
polskich umysłach. Świadomości,
że oto nastał początek nowej ery, z
którą wszyscy bez wyjątku by się
utożsamiali. Pozostaje jedynie po-
cieszenie, że siłą rzeczy z biegiem
lat poprzedni okres będzie stawał
się coraz mniej ważny.
Drogakuzachodowi
Po 1989 roku Polska, podobnie
jak inne kraje tego regionu Europy,
poszła ku światu zachodniemu, ku
NATO i Unii Europejskiej. Z inicja-
tywy Waszyngtonu, Berlina i Pa-
ryża oraz dzięki takim instytucjom,
jak Bank Światowy i Międzynaro-
dowy Fundusz Walutowy rozpoczął
się geopolityczny proces mający na
celu zniwelowanie moskiewskich
wpływów. Polska przeszła już
wstępne etapy. Zmieniła się gospo-
darka. Zmieniła się konstytucja.
Zmieniło się wiele. Pytanie: czy
zmieniliśmy się my sami?
Mikołaj STANEK
OkrągłyStół
z perspektywy 25 lat
Demokratyczny kraj ze sto-
licą wTallinie. Członek NATO i
Unii Europejskiej. Jedna z najszyb-
ciej rozwijających się gospodarek
kontynentu. Państwo, jak dotąd sta-
bilne, ale pojawiają się sygnały
ostrzegawcze. Wysyłają je Rosjanie
stanowiący blisko ¼ludności. Sza-
cuje się, że nawet ponad 100 tysięcy
Rosjan zamieszkujących Estonię nie
posiada estońskiego obywatelstwa i
paszportu. Ponadto mniejszość po-
zbawiona jest prawa wyborczego do
parlamentu, nie może obejmować
najwyższych stanowisk państwo-
wych, ponieważ po upadku ZSRR
Estonia przyjęła strategię, zgodnie z
którą obywatelstwo przyznawała
tylko i wyłącznie tym, którzy znali
język estoński oraz historię kraju.
Rosjanie uznali, że te wymagania są
zbyt wygórowane, dlatego obecnie
istnieje tak liczne grono bezpań-
stwowców. Problemdla Kremla sta-
nowi także kwestia języka rosyjskie-
go. Władimir Putin dąży do tego, by
rosyjski był obok estońskiego dru-
gimjęzykiemurzędowym wszędzie
tam, gdzie znajdują się duże skupis-
ka ludności rosyjskiej. Kreml kryty-
kuje władze nadbałtyckiego państwa
za nieprzychylny stosunek do mniej-
szości, uniemożliwianie imzdoby-
cia obywatelstwa, a nawet łamanie
prawtych społeczności. Nie jest
pewne, czy północno-wschodnie te-
reny Estonii, zamieszkiwane przez
blisko 97% ludności rosyjskojęzycz-
nej, znajdują się dziś w strefie za-
grożenia. Choć władze kraju jeszcze
niedawno informowały, że nie oba-
wiają się wybuchu nastrojówsepa-
ratystycznych, to dziś w polityce za-
granicznej niczego nie można prze-
widzieć. Rosja nie śpi.
EwaNOWAK
Wkrajuusytuowanympomiędzydwiemaodrębnymi
kulturami, nadZatokąFińską, możenarodzić sięko-
lejnyseparatyzm. Już wmarcuambasador Rosji przy
ONZ, Witalij Czurkin, informował, żewładzeKremlasą
zaniepokojonestatusemmniejszości narodowej wEs-
tonii. KiedysytuacjanaUkrainiezaczęłasiękompliko-
wać, pojawiłysiępytania, którepaństwobędziena-
stępne. Czywdomysłachchodziłorównież oEstonię?
Między wschodem
azachodem
ź
r
ó
d
ł
o
w
ł
a
s
n
e
h
i
s
t
o
r
y
k
o
n
.
p
l
2 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Wielkimi krokami
zbliżamysiędowybo-
rów. Wkrótcezagłosuje-
mynakandydatówdo
ParlamentuEuropejskie-
go. Wprzyszłymroku
2015wybierzemysena-
torówi posłówwwybo-
rachdoParlamentuRze-
czypospolitej. Czywy-
borcówzdobywasiębil-
bordami?
Nie wszyscy już wiedzą, na
kogo oddać swój głos, a sondaże po-
kazują, że partie z niskimjak dotąd
poparciemsą obecnie „na fali”.
Szczególnie zauważalny jest wzrost
poparcia dla Kongresu Nowej Pra-
wicy, a raczej dla Janusza Korwin-
Mikkego, który jest jego jedną i je-
dyną rozpoznawalną twarzą.
Według różnych badań ugrupowanie
Korwina-Mikke może liczyć na wy-
nik od 5 do nawet 8%.
Skąd wzięły się takie wyniki son-
dażowe Nowej Prawicy? Program
wyborczy od kilku lat pozostaje pra-
wie bez zmian. Przewodniczący par-
tii i jego światopogląd również. Pew-
nie za tę właśnie konsekwencję wy-
borcy polubili polityka. Januszowi
Korwin-Mikkemu nie można odmó-
wić wyrazistości i konkretności. Jest
zawsze bezpośredni i rzeczowy. Nie
boi się głosić swoich, niekiedy skraj-
nych i radykalnych, poglądów. Od-
waga to jego atut. Ponadto lider Kon-
gresu to osoba wykształcona (uzys-
kał tytuł magistra filozofii), dlatego
nie można nazwać go zupełnym lai-
kiem. Polityk sukcesywnie zbiera fa-
nów na Facebooku. Liczba polubień
jego profilu wynosi dzisiaj 244.210
tysięcy. Tym samym przebija nie tyl-
ko prezydenta Bronisława Komo-
rowskiego, ale też swoich rywali, w
tym Jarosława Kaczyńskiego z zaple-
czem 2.531 tysięcy tzw. ,,lajków’’.
Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że
najwięcej zwolenników Korwin-
Mikke zyskuje wśród młodych ludzi,
szczególnie w gronie tych, którzy są
świeżo upieczonymi wyborcami.
Przyciągnął ich m.in. hasłami o wol-
ności palenia marihuany czy zażywa-
nia narkotyków. Mówił, że wszystko
jest dla ludzi, że każdy decyduje o
swoim losie.
Kongres Nowej Prawicy otwarcie
sprzeciwia się idei Unii Europej-
skiej, twierdząc, że okupuje ona
cały kontynent. Można zadać pyta-
nie: dlaczego w takim razie forma-
cja polityczna startuje w wyborach
do Parlamentu Europejskiego? Kor-
win-Mikke odpowiedziałby, że po
to, by pokazywać jego zło od środ-
ka. Takie odważne i kontrowersyjne
stwierdzenia budują popularność
Kongresu. Sprawiają, że o partii
mówi się częściej, że staje się coraz
bardziej popularna. Jej lider słynie
też z wywoływania skandali. Jego
ostatnia wypowiedź o pośle Platfor-
my Obywatelskiej, Tomaszu Tom-
czykiewiczu, który miał rzekomo
zgwałcić kelnerkę, wywołała burzę.
Pod groźbą procesu sądowego pre-
zes Kongresu Nowej Prawicy wy-
cofał swoje słowa. W tym jednym z
nielicznych przypadków zachował
niekonsekwencję. Jednak jego
stwierdzenie mogło być poważnym
zarzutem, pociągającym za sobą od-
powiedzialność karną dla posła PO.
Wcześniej Janusz Korwin-Mikke
nie pozostawiał suchej nitki na oso-
bach niepełnosprawnych. Drwił z
paraolimpiady, obrażał uczucia in-
walidów. Obecnie prezes Kongresu
krytykuje głównie polityków, ale to
we współczesnych realiach nie dzi-
wi już i nie razi prawie nikogo. W
końcu we współczesnym dyskursie
politycznym dominuje retoryka
agresji. Były prezes UPR wysuwa
stwierdzenia, że billboardy i rekla-
my wystawiają złodzieje, a on nie
zamierza do nich dołączyć. To aku-
rat trudno nazwać mową nienawiś-
ci, to raczej konkretne podsumowa-
nie rzeczywistości i jej realiów.
EwaNOWAK
Co się ceni wpolityce?
Konferencję rozpoczął panel
ekspercki, moderowany przez profesor
UAM, dr hab. Dorotę Piontek. Wra-
mach tego panelu wykładowcy z Uni-
wersytetu im. Adama Mickiewicza
(zaproszono też dr Katarzynę Woj-
nicką z Uniwersytetu Jagiellońskiego)
podjęli temat „Gender jako perspekty-
wa badawcza”.
GDZIECI MĘŻCZYŹNI?
Pomysł na tego typu konferencje po-
jawił się już w listopadzie zeszłego
roku. W mediach od pewnego czasu
trwa spór na temat gender. Konferen-
cja, która teraz miała miejsce, mam na-
dzieję, że dała odpowiedzi na pytania
tytułowe, czyli czym jest gender, czym
było i czym się staje. – mówi Filip
Pietruszewski, jeden z organizatorów
konferencji – Jest ona przede wszyst-
kim okazją do wymiany wiedzy o płci
kulturowej. – podkreśla. Zapytany o to,
czemu w konferencji brało udział zde-
cydowanie więcej kobiet niż mężczyzn
(według moich obserwacji proporcje
stanowiły blisko 5:1 - odpowiednio),
odpowiada – Wynika to z prestiżu. Po-
dejmujemy tutaj chociażby kwestie
przestrzeni prywatnej czy dyskrymina-
cji kobiet. W związku z tym wiadomo,
że bardziej interesuje to kobiety niż
mężczyzn. Skomentować tę wypowie-
dź można w następujący sposób: fak-
tycznie, prestiż takiej konferencji może
odstraszać mężczyzn. I to nawet tych
stuprocentowych, jak Mariusz Pudzia-
nowski. Wszakże Henryk Elzenberg,
polski filozof i aforysta, zwykł był ma-
wiać: „Pomnij, że sąd laika, gdy mówi
o dziele, o dziele mówi mało, o laiku
wiele.”
MÓWIĄ, JAKJEST
Dzięki konferencji można było się
dowiedzieć wielu nowych, ciekawych i
zaskakujących rzeczy. Na panelu dysku-
syjnym „Gender, sex, przemoc” pierw-
sza z prelegentek, Justyna Kiraga,
wygłosiła referat zatytułowany „Ile
człowiek ma płci? Interseksualność w
ujęciu Anne Fausto-Sterling”. Referen-
tka mówiła m.in.: „testosteron i estrogen
należy traktować jak hormony wzros-
tu”; „jeżeli dziewczynki mają niższy
głos i posiadają owłosienie na twarzy, to
są transseksualne”; „jeżeli chłopcy, choć
mają penisa, posiadają dodatkowo we-
wnętrzne organy kobiece, czyli ślepy
zaułek, to są transseksualni”; „określe-
nie zaburzenie seksualne jest stygmaty-
zujące i nie powinno się tak mówić w
stosunku do transseksualistów”. Oprócz
tego wystąpienia były jeszcze dwa inne.
Poruszano tematy różnicy płci kulturo-
wej i biologicznej oraz problem
gwałtów w armii USA. Zdaje się, że nie
wymaga to szerszego komentarza. Jako-
ść przygotowania referatów i przekona-
nie ich autorek do założeń gender mó-
wią same za siebie.
BOROZMAWIAĆTRZEBAUMIEĆ
W trakcie konferencji przemawiały
nie tylko zwolenniczki gender. Spotkać
się też można było z referatami nasta-
wionymi negatywnie do tematu. W ra-
mach panelu „Gender a pamięć i
społeczeństwo” pierwsze wystąpienie
należało do mgr Agnieszki Wloki -
psychologa i pedagoga z Uniwersytetu
Śląskiego. Przedstawiła ona swoje ba-
dania oraz badania innych naukowców
w celu dowiedzenia tez: „zwolennicy
gender są za zniesieniem tego, co tra-
dycyjne”; „dzieci w związkach jed-
nopłciowych częściej mają zaburzenia
psychiczne, popełniają samobójstwa”,
„gender kojarzy się polskiemu
społeczeństwu negatywnie”; „dzieci,
którym we wczesnym wieku zmienio-
no płeć, również mają częstsze zabu-
rzenia psychiczne, częściej się zabi-
jają.” Wywiązała się przy tej okazji
burzliwa dyskusja. Zwolenniczki gen-
der atakowały tezy przytoczone przez
Agnieszkę Wolkę. Pojawiła się też kry-
tyka Kościoła. Słowem komentarza:
nie powinno to dziwić, wiadomo z his-
torii, że ta patriarchalna instytucja nie
raz tępiła (niczym mieszkańcy Oranu
szczury) to, co światłe i postępowe.
NAZAŁĄCZONYMOBRAZKU…
Konferencja dała jej uczestnikom
prawdziwy obraz gender. Każdy, kto po-
trafi samodzielnie myśleć, a z całą pew-
nością takimi ludźmi są studenci
WNPiD, dostrzeże intencje osób pa-
rających się tematyką genderową oraz
wyciągnie własne wnioski. Przeciwni-
ków, niezłomnie trwających w swoim
podejściu do kwestii płci kulturowej,
pewnie trudno albo nawet niemożliwym
jest przekonać. Toteż długie i emocjonal-
ne dyskusje dalej będą się odbywać. Oby
tylko kończyło się to pozytywnie, jak w
wierszu Andrzeja Waligórskiego „Rolnik
homoseksualista.”
Michał KRAJNIAK
Kongres Nowej Prawicyotwarciesprzeciwia
sięidei Unii Europejskiej, twierdząc, żeokupu-
jeonacałykontynent. Możnazadać pytanie:
dlaczegowtakimrazieformacjapolitycznastartujewwy-
borachdoParlamentuEuropejskiego?
Gender jak bzy na wiosnę
Czegoś takiegonaWydzialeNaukPolitycznychi Dziennikarstwajeszczeniebyło. OgólnopolskaKonferencja
Naukowa„Gender – czymjest, czymbyło, czymsięstaje?”przyciągnęłanaukowcówi studentównietylko
z poznańskichuczelni. Wygłaszali oni licznereferatyi podejmowali dyskusjez uczestnikami
rozmaitychpaneli. Rozmowynatemat ideologii czy, jakinni określają,„płci kulturowej”sprawiły,
że25kwietniagender rozkwitłoniczympierwszowiosennekwiatynaMorasku.
f
a
n
p
e
j
d
ż
W
N
P
I
D
Chiny wyłoniły się jako silne
państwo z coraz większymzakre-
semwpływów i oddziaływania na
wspólnotę międzynarodową. Loka-
lizacja terytoriumChin wAzji
Wschodniej, które stanowią obecnie
najbardziej dynamiczny gospodar-
czo region świata, daje temu pań-
stwu pozycję dogodną i fawory-
zującą. Ponadto, jako państwo kon-
tynentalne, Chiny mają szansę na
uzyskanie dostępu do bogatych za-
sobów surowców energetycznych w
Azji Centralnej oraz Syberii. Pań-
stwo Środka nasila także swoją
obecność w takich regionach jak
Ameryka Południowa, Afryka, Azja
i Oceania. Nawiązuje też coraz
bliższą współpracę z państwami
islamskimi. Czynniki historyczne i
geograficzne skłaniają Chiny do od-
budowy dawnej świetności, jed-
nakże o tym, czy staną się one cen-
trum świata, zadecydują ambicje sa-
mych Chin i odpowiednie
działania...
Potencjał Chin
Znaczenie Chin na arenie między-
narodowej stale wzrasta w niemal
wszystkich dziedzinach życia
społecznego, gospodarczego i poli-
tycznego. Chiny w końcu zaczęły
realizować swój gigantyczny poten-
cjał wynikający przede wszystkim z
ogromu terytorialnego i ludnościo-
wego (Chiny są trzecim co do wiel-
kości państwem na świecie po Rosji i
Kanadzie). Populacja Chin przekro-
czyła 1 miliard na początku lat 80-
tych XX wieku, a w 2010 roku wy-
nosiła już 1,34 miliarda, stanowiąc
niemal 20% łącznej populacji Ziemi.
Według prognoz United Nations Po-
pulation Division populacja Chin,
mimo obowiązującej od 1979 roku
polityki jednego dziecka, będzie da-
lej rosnąć, zbliżając się do 1,5 miliar-
da w okolicach 2030 roku, po czym
zacznie stopniowo maleć. Dopiero
wówczas Chiny prawdopodobnie
stracą miano najludniejszego pań-
stwa świata na rzecz Indii. US Cen-
sus Bureau w grudniu 2009 roku wy-
dało prognozę mówiącą, że Indie wy-
przedzą Chiny pod względem popu-
lacji już w 2025 roku; ludność Chin
miałaby około 2026 roku osiągnąć
szczytowy poziom wynoszący nieco
mniej niż 1,4 miliarda.
Problemy demograficzne
Ogromnym wyzwaniem dla Chin
będą w kolejnych dekadach nega-
tywne tendencje demograficzne. W
dużej mierze za ten stan rzeczy od-
powiada tzw. polityka jednego
dziecka, której zniesienie jest coraz
częściej rozważane. Wszystkie ana-
lizy są zgodne, że chińskie
społeczeństwo szybko się starzeje.
Trzeba jednocześnie mieć na uwa-
dze brak powszechnego i sprawnie
działającego systemu emerytalnego
i opieki społecznej czy zdrowotnej.
Zmusza to Chińczyków do bycia
najbardziej oszczędnym narodem
świata. Odsetek chińskiej populacji
w wieku roboczym osiągnął szczy-
towy poziom w 2011 roku i zaczął
się zmniejszać w 2012 roku. Rów-
nocześnie procent ludzi starszych w
społeczeństwie zaczyna gwałtownie
rosnąć. Starzejąca się populacja
zwiększy koszty pracy, zmniejszy
oszczędności i inwestycje, pod-
wyższy koszty opieki zdrowotnej i
systemu emerytalnego oraz spowol-
ni wzrost gospodarczy.
Stanśrodowiska
Wartym uwagi problemem jest
postępująca degradacja środowiska.
Chiny stały się największym truci-
cielem na świecie, wyprzedzając
3 maj 2014
Bezrobocie, kasawTesco
czyLidlu. ZmywakwIr-
landii. Topowszechna
wizjaprzyszłości prze-
ciętnegostudentakie-
runkówhumanistycz-
nych. Przecież dziś liczą
siętylkolekarze, bio-
technolodzyi inżyniero-
wie, ahumaniści topo-
dobnozbędnybalast.
Mjak….
Czasy renesansu, w których za hu-
manistów uważano ludzi wszech-
stronnie wykształconych, także w
zakresie nauk ścisłych, póki co ode-
szły w niepamięć. Dziś, aby być hu-
manistą, wystarczy posiadać wro-
dzony wstręt do pewnej nauki na m,
źródła nieprzespanych nocy, para-
liżującego strachu i niezliczonych
pał na szkolnych świadectwach. M
jak matematyka. Właściwie, F jak fi-
zyka i Ch jak chemia też by paso-
wało, w końcu to również nauki
ścisłe i spędzające sen z powiek. W
taki oto magiczny sposób do klas hu-
manistycznych w wielu polskich li-
ceach nie trafiają pasjonaci literatu-
ry, historii, teatru czy sztuki, ale
uczniowie zjednoczeni w nienawiści
do ułamków. „Nie lubię matmy,
więc jestem humanistą”. To najpopu-
larniejszy slogan i jednocześnie naj-
większe kłamstwo polskiej szkoły.
TypowaAsia, typowy Karol,
typowy humanista…
Facebook zalała fala typowych
studentów. Kasia i Karol studiują
prawo, Aśka dziennikarstwo. „Typo-
wy human” również obecny. Aw
opisie strony czytamy: „Nie umiesz
liczyć? To znak od Zeusa, że jesteś
humanistą”. Jednym słowem - na
piedestał wkroczyły czasy, w któ-
rych kpinom dotyczącym humanis-
tów nie ma końca. Ale w owych ste-
reotypach jest pewnie niemało praw-
dy. Ludzi, dla których literatura czy
historia stanowią częścią życia, nie
znajdziemy aż tak wielu. Na szczęś-
cie są też pasjonaci niemogący żyć
bez teatru, piszący felietony czy
wiersze do szuflady i nie tylko.
Doszkoły –wróć
Tak, bo w szkole wszystko się za-
czyna i kończy jednocześnie. To tu
powinniśmy rozwijać pasje i talenty.
Niestety nie zawsze mamy ku temu
sprzyjające warunki. Legendarny już
maturalny klucz, oceniający wypo-
wiedzi zgodnie z odgórnie przyjętym
schematem, powoli odchodzi w prze-
szłość, ale to nie oznacza końca pro-
blemów. Wielokrotnie na lekcjach ję-
zyka polskiego czy historii nie uczy
się myślenia. Jest tylko bezsensowne
wkuwanie dat czy nazwisk. Nauczy-
ciele sami są tym znudzeni, nie mó-
wiąc o uczniach. Na lekcjach nie ma
wciągających dyskusji, schemat
podąża za schematem.
Bądźmy nietypowi
Na studiach lepiej wcale nie jest.
Student filologii polskiej, który nie
umie pisać i nie czyta książek? Wy-
dawałoby się, że to rzecz niebywała,
a jednak nie dość, że możliwa, to
jeszcze częsta. Prawdziwi humaniści
muszą się rozwijać, bo według nie-
których analityków rynku pracy są
oni we współczesnym świecie rów-
nie potrzebni jak inżynierowie –
umiejętnie nawiązują relacje, lepiej
rozwiązują konflikty, nadają się na
managerów. Chodzi tu jednak o
prawdziwych humanistów, a nie
tych, którzy wybrali, na przykład, fi-
lologię polską, „bo łatwo było się
dostać”. Nie dajmy sobie wmówić,
że czeka na nas jedynie mityczna już
kasa w popularnym hipermarkecie.
By tak jednak nie było, potrzeba i z
naszej strony trochę wysiłku i zaan-
gażowania, więc angażujmy się.
Może mamy trudniej niż studenci
automatyki i robotyki, ale czy nie w
tym sens, żeby zmieniać niemożliwe
w możliwe?
KasiaNOWAK
Humanista (nie)renesansowy
CzyChiny– będącedrugąnajwiększągospodarką
świata, posiadającedużypotencjał podwzględem
ludnościowymi terytorialnym, mająszansęzostać
światowymhegemonem? Bez cieniawątpliwości
PaństwoŚrodkamaszansę, byprześcignąć w
przyszłości StanyZjednoczone.
Nadrodzedouzyskaniastatususupermocarstwa
przez Chinystoi jednakwieleprzeszkód, któremogą
opóźnić wzrost potęgi chińskiej.
znacznie w tym aspekcie USAi inne
kraje. Pekin zaniedbał ochronę śro-
dowiska naturalnego przez wzgląd
na szybki wzrost. Lecz koszty de-
gradacji stały się nie do zniesienia,
zarówno w sensie ekonomicznym,
jak i politycznym. Obecnie Chiny są
największym emitentem gazów cie-
plarniach do atmosfery. Chińskie
ministerstwo środowiska dysponuje
niewielkimi środkami nacisku, a
teoretycznie grożących kar łatwo
uniknąć za pomocą łapówek. Zanie-
czyszczenie wody i powietrza po-
woduje dziś ogromną liczbę przed-
wczesnych zgonów i kosztuje około
8% PKB. Cierpiąca od dawna chiń-
ska ludność w końcu zaczęła ener-
gicznie walczyć o swoje prawa śro-
dowiskowe. Protesty na dużą skalę
zmusiły rząd do wycofania się z pla-
nów budowy niektórych zakładów,
które zagrażałyby zdrowiu i środ-
kom utrzymania mieszkańców chiń-
skich miast
Chiński kapitalizm
Najpoważniejszą długoterminową
przeszkodą dla chińskiego wzrostu
jest jego system kapitalizmu pań-
stwowego. W ostatniej dekadzie Pe-
kin w dużej mierze odszedł od re-
form prorynkowych i wszedł na zde-
cydowanie etatystyczną ścieżkę roz-
wojową. W konsekwencji państwo-
we przedsiębiorstwa zyskały olbrzy-
mi wpływ na gospodarkę i korzys-
tają z monopolistycznych przywile-
jów. Dochody gospodarstw domo-
wych są zbyt małe, by utrzymać
wyższy poziom konsumpcji, co jest
kluczowym czynnikiem dla ponow-
nego zrównoważenia chińskiej gos-
podarki i zapewnienia źródła przy-
szłego wzrostu. Brak reform syste-
mowych może przyczynić się do
znacznego spowolnienia gospodarki
w przyszłości. Ale zreformowanie
kapitalizmu państwowego jest poli-
tycznie prawie niemożliwe, bo to
mogłoby podważyć cały fundament
rządów Partii Komunistycznej.
Monopol władzy
Na froncie politycznym kolejna
dekada będzie prawdopodobnie ce-
chować się rosnącą opozycją wobec
politycznego monopolu partii ko-
munistycznej. Chińscy obywatele
stali się dużo bardziej otwarcie kry-
tyczni i skłonni do negowania auto-
rytetu partii. Pomimo wielkich in-
westycji reżimu w cenzurę, nawet
on sam przyznał, że Internet dał
zwykłym Chińczykom potężny
zbiorowy głos w kształtowaniu opi-
nii publicznej.
Mariusz NAWROT
Pomimowielkichinwestycji reżimuwcenzurę,
nawet onsamprzyznał, żeInternet dał
zwykłymChińczykompotężnyzbiorowygłos
wkształtowaniuopinii publicznej.
Student filologii polskiej, którynieumiepisać
i nieczytaksiążek?Wydawałobysię,
żetorzecz niebywała, ajednakniedość,
żemożliwa, tojeszczeczęsta.
Potęga Państwa Środka
4 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Dziedzictwo Arabskiej Wiosny
Niecałeczterylatatemu
wTunezji, apóźniej wLi-
bii, Egipciei innychkra-
jacharabskich, ludzie
wyszli naulice. Domagali
sięmożliwości godnego
życia, amy, czyli cywiliza-
cjaZachodu, łączyliśmy
sięz nimi wtej walce.
Mieliśmynadzieję, że
krwawarewolucja, którą
mediaochrzciłymianem
Arabskiej Wiosny, wpro-
wadzi wtychkrajachpo-
kój i demokrację. Patrząc
z dzisiejszej perspekty-
wy, niemogliśmypomy-
lić siębardziej.
Od czasu rewolucji w 2011
roku nastąpiło uaktywnienie się wie-
lu ugrupowań ekstremistówislam-
skich. ReżimHusni Mubaraka przez
30 lat swoich rządówzwalczał Brac-
two Muzułmańskie, które po rewo-
lucji objęło władzę w Egipcie. Pre-
zydentemzostał Muhammad Mursi,
przywódca tejże organizacji, który
w dekretach z 2012 roku na tyle roz-
szerzył swoje prerogatywy, że gro-
ziłoby to ponownym nastaniem
reżimu. 3 lipca 2013 roku rozpo-
częła się druga fala protestów, która,
wsparta przez wojsko, doprowadziła
do obalenia prezydenta. Natomiast
w grudniu sąd egipski uznał Brac-
two Muzułmańskie za organizację
terrorystyczną, zakazując jej prowa-
dzenia jakiejkolwiek działalności.
Od tego czasu ataki terrorystyczne,
wymierzane w służby bezpieczeń-
stwa, m.in. egipską policję, nasiliły
się.
Rozpacz zamiast chleba
Nad Egiptem zbierają się coraz
czarniejsze chmury. Blisko połowa
ludności żyje na granicy ubóstwa,
bo przy stale rosnącej inflacji trud-
no jest przeżyć za niecałe trzy dola-
ry dziennie. W Duwaiqa, jednej z
dzielnic Kairu, brakuje podstawo-
wych produktów, takich jak chleb,
nie ma dostępu do bieżącej wody
czy elektryczności, a usługi zaj-
mujące się wywożeniem nieczys-
tości praktycznie nie istnieją. Abdel
Fattah al-Sisi, przywódca zamachu
stanu, który będzie ubiegał się o
urząd prezydenta, zapowiedział
przeprowadzenie reform. Zaznaczył
przy tym, że miną dekady, zanim
poprawa warunków życia stanie się
widoczna. Podobna sytuacja ma
miejsce także w Libii. Tanya Valko,
pisarka polskiego pochodzenia
mieszkająca przez 13 lat w Libii,
tak oto komentuje tę trudną sytua-
cję: – „Arabska wiosna” zrujnowała
Libię, jej przemysł i spokój miesz-
kańców. Libia zawsze była przyjaz-
nym krajem, tak dla swoich obywa-
teli, jak i cudzoziemców, a teraz
wszyscy boją się w niej żyć. – po-
wiedziała. Warto przy tym dodać,
że przed rewolucją Libia była uzna-
wana za regionalną potęgę, która
wspierała ruchy narodowowyzwo-
leńcze wAfryce.
Obecnie o władzę w walczą ci,
którzy za rządów Kaddafiego mu-
sieli zbiec z kraju przed represjami.
Także tym razem są to islamscy
fundamentaliści, którzy przeby-
wając przez kilkanaście lat w orto-
doksyjnych krajach, jak Arabia Sau-
dyjska czy Katar, powrócili, aby
szerzyć ten fundamentalizm w swo-
jej ojczyźnie.
Czas fundamentalistów
Oprócz Bractwa Muzułmańskie-
go o swoim istnieniu zaczął przypo-
minać inny odłam islamskiego
Dżihadu. Ruch Ansar Al-Sharia, w
swoich działaniach dąży do zrady-
kalizowania ustroju państw postre-
wolucyjnych. Organizując szeroko
nagłośnione akcje pomocowe, m.in.
dostarczając namioty na bazary w
upalne dni czy ofiarowując sprzęt
sportowy dla dzieci w Matar w Tu-
nezji, starają się zdobyć poparcie
wśród tamtejszej ludności. Wzrasta
także liczba nielegalnych przed-
szkoli koranicznych, których nau-
czyciele uczą dzieci haseł na cześć
Osamy Bin Ladena i talibskiego
przywódcy mułły Omara. Oprócz
działalności dobroczynnej ruch ten
organizuje szkolenia bojowe dla
młodych rekrutów, którzy w 2012
roku zaatakowali amerykański kon-
sulat, zabijając cztery osoby, w tym
J. Christophera Stevensa – ambasa-
dora USA.
Wilkwowczej skórze
Zarówno Bractwo Muzułmań-
skie, jak i jeszcze bardziej radykal-
ny Ansar al-Sharia są mocno po-
wiązane z Al-Kaidą. Można powie-
dzieć, że z nazwą tego drugiego jest
tak, jakby wilka ubrać w owczą
skórę. Z kolei inspiracją dla Osamy
Bin Ladena był Sajjid Kutb, jeden z
największych teoretyków egipskie-
go Bractwa Muzułmańskiego. Osta-
tecznym dowodem na to, że Al-Kai-
da od śmierci jej przywódcy nadal
ma się dobrze, był opublikowany
ostatnio w Internecie film, poka-
zujący kilkudziesięciu uzbrojonych
bojowników gdzieś na terenie środ-
kowego Jemenu. Po rewolucji to
małe państwo stało się centralą naj-
groźniejszego jej odłamu – Al-Kai-
dy Półwyspu Arabskiego.
Nie widać także końca wojny w
Syrii, która nieustannie destabilizu-
je Liban. W Iraku i Iranie, Arabska
Wiosna może wybuchnąć z nieco
opóźnionym zapłonem, a w Jeme-
nie szaleje Al-Kaida. Nie ma więc
wątpliwości, że na takim ukształto-
waniu rzeczywistości zyskali tylko
islamscy fundamentaliści, którzy
cieszą się dzisiaj dużym poparciem
wśród arabskiej ludności.
Grzegorz IWASIUTA
Polakpotrafi. Pracuje
długoi ciężko. Kształci się
i wspinasięposzczeblach
drabinykarieryzawodo-
wej. Podejmujesię
każdej posadyprzy-
noszącej pieniądze. Pyta-
nietylko, czytawielogo-
dzinnapracastanowi
klucz dosukcesui plano-
wanej przyszłości.
Polacy do pracy. Tymhasłem
nie musimy już nawoływać naszych
rodakówdo aktywności zawodowej.
Od kilku lat wczołówkach badań do-
tyczących najdłuższego czasu pracy
utrzymuje właśnie nasz kraj. Cztery
lata temu pracowaliśmy dłużej niż
Niemcy, a krócej niż Węgry i Rumu-
nia. Wroku 2013 również nie opusz-
czaliśmy europejskiej czołówki.
Obalamy tymsamymfunkcjonujące
wniektórych krajach stereotypy Po-
laków– pijących, nieznających języ-
ków, nieuczciwych kombinatorów.
Dziś nie krętaczymy, ale zarabiamy
niewielkie pieniądze. I to nie tylko w
ojczystymkraju, ale także za gra-
nicą. Efektywność działalności Pola-
kówwWielkiej Brytanii jest wyższa
niż samych Brytyjczyków. Podejmu-
jemy się ciężkich prac fizycznych,
ale od pewnego czasu stanowimy
również konkurencyjną i wykwalifi-
kowaną kadrę profesjonalistów, co
przyznają namtakże Niemcy. Bada-
nia CBOS w2013 r. wykazały, że aż
95%naszych rodakówuważa, że
opłaca się być pracowitym. Pytanie:
czy to zacznie wkońcu przynosić
oczekiwane i należne namzyski?
Średnio pracujemy 40 godzin ty-
godniowo. To czas w porównaniu
do innych krajów długi, ale płace są
paradoksalnie niskie, dlatego Polacy
tak często emigrują, sugerując się
możliwością wyższych, adekwat-
nych do wysiłku, zarobków. Choć w
Europie uważa się nas często za
wiecznych biesiadników, ludzi goś-
cinnych i wesołych, a nawet nazbyt
rozrywkowych, pracujemy znacznie
dłużej niż na Zachodzie. Problem
polega jedynie na tym, że nie jesteś-
my wydajniejsi. Nasze statystyki
psuje zbytnia biurokracja oraz słaba
organizacja. Polacy są zmęczeni
psychicznie i fizycznie. Wracając do
domu, marzą tylko o tym, by pójść
spać. Po zbyt długim i intensywnym
dniu przestają być efektywni. Po co
spędzać tyle czasu za biurkiem czy
kasą, jeżeli nie przynosimy praco-
dawcy przewidywanych korzyści?
Elastyczny, sześciogodzinny
dzień pracy testują Szwedzi. Chcą
sprawdzić, czy 30 godzin tygodnio-
wo okaże się optymalne. Zależy im
na znacznej poprawie kondycji psy-
chicznej oraz fizycznej swoich roda-
ków, dlatego zdecydowali się na
eksperyment. Czy podobne kroki
będzie można podjąć w naszym kra-
ju? Warto zauważyć, że w Skandy-
nawii, a dokładniej w Finlandii, pra-
cuje się najkrócej, natomiast tamtej-
sze zarobki plasują się na poziomie
jednych z najwyższych. Wobec tego
może warto zastanowić się nad
zmianami, po to, by Polak pracujący
stał się Polakiem w stu procentach
efektywnym we własnym kraju, nie-
koniecznie za granicą. Może dzięki
pewnym modyfikacjom systemu
praca zacznie popłacać.
EwaNOWAK
Dłużej nie znaczy efektywniej
NadEgiptemzbierająsięcoraz czarniejszechmury. Bliskopołowaludności
żyjenagranicyubóstwa, boprzystalerosnącej inflacji trudnojest przeżyć za
niecałetrzydolarydziennie. WDuwaiqa, jednej z dzielnic Kairu, brakujepod-
stawowychproduktów, takichjakchleb, niemadostępudobieżącej wodyczyelektrycz-
ności, ausługi zajmującesięwywożeniemnieczystości praktycznienieistnieją.
s
t
r
.
4
-
r
p
.
p
l
DiscoPoloMusic - takbę-
dziesięnazywał pierw-
szykanał muzycznyPol-
satu. Nietrudnodomyślić
się, jakiemugatunkowi
muzycznemubędąpo-
święconeaudycje. Start
przedsięwzięciazapo-
wiedzianyzostał na1.
maja. Jeśli istniejącaod
22lat TelewizjaPolsat
postanawiauruchomić
kanał polskiej muzyki ta-
necznej, toczyktoś jesz-
czemożemieć wątpli-
wości, żediscopolo
przeżywaswojedrugie
życie?
Kanał Disco Polo Music bę-
dzie grał muzykę disco polo, bie-
siadną i dance. Gwiazdą stacji wy-
brano Sławomira Świerzyńskiego -
weterana disco polo, lidera zespołu
Bayer Full. Poprowadzi własny pro-
gram, w którymodwiedzi różne
miejsca w Polsce, aby pokazać,
„czymróżni się np. biesiada ułańska
od sarmackiej czy kaszubska od po-
morskiej”. Program będzie realizo-
wany przy współpracy Ministerstwa
Rozwoju Wsi i Rolnictwa RP, Urzę-
dów Marszałkowskich i władz sa-
morządowych. Oprócz tego w ra-
mówce stacji nie zabraknie list prze-
bojów, relacji z koncertówczy naj-
nowszych informacji z branży.
Podobne stacje muzyczne są od
pewnego czasu obecne na rynku. W
maju mijają 3 lata od uruchomienia
Polo TV - kanału emitującego tele-
dyski disco polo, relacje z imprez i
programy rozrywkowe. Udziały w
rynku w styczniu 2014 r. wynosiły
0,86 %, co dało Polo TV pierwsze
miejsce wśród kanałów muzycz-
nych w Polsce (pozostawiając dale-
ko w tyle Eska TV i 4funTV). Ale
to właśnie Polsat od zawsze związa-
ny był z disco polo. W latach 1996-
2002 emitował program Disco Polo
Live, a o dwa lata dłużej (od 1994)
kultowy magazyn Disco Relax.
Taktosięzaczęło
Wszystko zaczęło się w latach 70.
i 80. XX wieku od pocztówek dź-
więkowych zza Oceanu. Były one
jedynym nośnikiem muzycznym,
niepodlegającym ścisłej kontroli
ideologicznej. W Polsce tworzone
nie tylko przez oficjalne wytwórnie
fonograficzne, ale także w domo-
wych miejskich i wiejskich amator-
skich wytwórniach. Piosenki ludo-
we nie były w PRL doceniane, zu-
pełnie inaczej wyglądało to wśród
emigrantów. Dla nich były piękny-
mi wspomnieniami i elementem
polskości. Dlatego polonijne ze-
społy tworzyły wiele utworów po-
chodzenia ludowego, sentymental-
nych lub, wręcz przeciwnie, rubasz-
nych i frywolnych. Drogą nieofi-
cjalną te nagrania trafiały do Polski.
Tak popularność zdobyły takie ze-
społy jak Biało-Czerwoni czy Pol-
skie Orły ze znanym do dziś hitem
„Cztery razy po dwa razy”. I to
właśnie kasety Polskich Orłów
przerobili w 1989 r. chłopcy z ama-
torskiej grupy Top One. Tak naro-
dziła się muzyka disco polo, po-
czątkowo zwana „muzyką chodni-
kową”. Pomysł Top One polegał na
nagraniu znanych piosenek w dys-
kotekowych aranżacjach. Wydali
płytę Poland Disco, która była best-
sellerem na ulicznych straganach.
Później była wytwórnia muzyczna
Blue Star, założona przez właścicie-
la wytwórni kaset w Żyrardowie,
Sławomira Skręta. To tam powstał
termin „disco polo” opisujący pol-
ską muzykę taneczną, w której
ważne były elektroniczne instru-
menty klawiszowe i melodrama-
tyczne teksty o miłości. Mania dis-
co polo ogarnęła całą Polskę, choć
muzyka była niemal nieobecna w
mediach. Powstawały kolejne ze-
społy, najwięcej w okolicach
Białegostoku i Warszawy. Wytwór-
nia wykreowała takie gwiazdy ga-
tunku jak: Fanatic, Milano, Akcent
czy wreszcie istniejący od 1986 r.
Bayer Full. Dopiero w 1992 r. me-
dia zauważyły potęgę nowego ro-
dzaju muzyki. W tym właśnie roku
odbyła się w Sali Kongresowej
Pałacu Kultury i Nauki w Warsza-
wie pierwsza Gala Piosenki Popu-
larnej i Chodnikowej. Była transmi-
towana przez TVP. Mimo że zorga-
nizowana była w taki sposób, by
wyśmiać „kiczowate i tandetne”
disco polo, to publiczność była za-
chwycona, a bilety na kolejne kon-
certy rozeszły się błyskawicznie.
Proste teksty, pisane wyłącznie w
języku polskim, i zachłyśnięcie się
„nowoczesnymi” dźwiękami powo-
dowały ogromną popularność disco
polo. Przemysł się rozrastał i wkrót-
ce zaczął obejmować także np. lo-
kale grające wyłącznie taką muzy-
kę. Jerzy Suszycki, związany z Blue
Star, otworzył w województwie
białostockim miejsce wyposażone
w profesjonalne nagłośnienie, oś-
wietlenie dyskotekowe, barek oraz
strzeżony parking. Zorganizował
autobusy, które dowoziły ludzi z
oddalonych nawet 50 km wsi. Zain-
teresowanie było tak ogromne, że w
ciągu kilku lat Suszycki stworzył
sieć 20 takich dyskotek. Grały w
nich wyłącznie zespoły z Blue Star.
W rytmach disco polo co weekend
bawiło się nawet kilkanaście tysięcy
osób.
Po muzykę disco polo chętnie
sięgali też politycy, wykorzystując
ją w kampaniach wyborczych.
Doi z podziemia
Wraz z końcem lat 90. nastąpił
przesyt disco polo. Polacy zaintere-
sowali się gatunkami muzycznymi z
Zachodu, takimi jak rock czy hip-
hop. Sprzedaż kaset i płyt z polską
muzyką taneczną drastycznie
spadła, a symbolem wejścia disco
polo do podziemia było zdjęcie z
anteny programu Disco Relax. Wy-
konawcy disco polo nadal tworzyli,
ale o muzyce mówiło się już tylko
w kontekście kiczu i tandety. Zain-
teresowanie było niszowe. Disco
polo zniknęło z głównego nurtu na
kilka lat. Od 2007 r. kolejne stacje
telewizyjne i radiowe zaczęły za-
uważać powracającą popularność
dawnej „muzyki chodnikowej”. Po-
jawiały się kolejne programy. Disco
polo nie zginęło, ale dojrzewało -
na wiejskich potańcówkach i wese-
lach. Socjologowie i kulturoznawcy
zastanawiają się, co spowodowało
renesans tego gatunku muzycznego.
Nie da się tego jednoznacznie
stwierdzić, jednak gdy w 2012 r.
cała Polska bujała się w rytmie
„Ona tańczy dla mnie” (obecnie po-
nad 80 mln wyświetleń na youtube),
nikt nie miał wątpliwości, że disco
polo powróciło.
Rynek disco polo generuje obec-
nie ogromne przychody. Organizo-
wane są koncerty i festiwale. Płyty
można nabyć już nie na bazarach,
ale w sklepach muzycznych. Artyś-
ci disco polo zarabiają porównywal-
nie z czołowymi gwiazdami pol-
skiej muzyki rozrywkowej. Jak pi-
sze Aleksandra Brodziak w
onet.biznes, „brzydkie kaczątko za-
mieniło się w kurę znoszącą złote
jajka”.
Brakujący element
Artyści disco polo mówią, że ich
gatunku słucha każdy, tylko nie
każdy się do tego przyznaje. Jak
twierdzi Szymon Babuchowski, „ten
nurt wyrósł z polskich marzeń o
życiu na zachodnim poziomie - reali-
zowanych w sposób bardzo nieudol-
ny, ale mało kto dostrzegał wówczas
kicz tego naśladownictwa”.
Niewątpliwie disco polo od dawna
jest nieodłącznym elementem pol-
skich wesel i zabaw. Teraz staje się
także takim elementem mediów.
AleksandraLAPS
5 maj 2014
Renesans wrytmiedisco
Rynekdiscopologenerujeobecnieogromneprzychody. Organizowanesą
koncertyi festiwale. Płytymożnanabyć już nienabazarach, alewsklepach
muzycznych. Artyści discopolozarabiająporównywalniez czołowymi gwiaz-
dami polskiej muzyki rozrywkowej.
Discopoloniezginęło, aledojrzewało- na
wiejskichpotańcówkachi weselach. Socjolo-
gowiei kulturoznawcyzastanawiająsię, co
spowodowałorenesans tegogatunkumuzycznego.
b
a
y
e
r
f
u
l
l
.
p
l
s
t
r
.
8
m
-
v
o
l
l
e
y
.
p
l
Akumulatorynaładowane,
bagażnikjest pełenpo-
mysłów, kierowcyzaplano-
wali jużprzebiegtrasy, więc
III edycjaFurySzczęściaru-
szawdrogę! Studenci Ko-
munikacji wBiznesieUni-
wersytetuEkonomicznego
wPoznaniuchcązebrać18
000zł naszczytnycel.
Projekt charytatywny Fura
Szczęścia jest realizowany przez stu-
dentówstudiówmagisterskich na kie-
runku zarządzanie Uniwersytetu Eko-
nomicznego wPoznaniu, którzy wy-
brali specjalność Komunikacja wBiz-
nesie. Wramach przedmiotu
zarządzanie komunikacją marketin-
gową podzielili się na zespoły projekto-
we, tj. strategia, PR, współpraca z biz-
nesem, kreacja oraz grupy zajmujące
się poszczególnymi eventami, żeby
wspólnymi siłami wypromować swoją
akcję i pozyskać pieniądze od sponso-
rów. Honorowy patronat nad tymwy-
darzeniemobjęli: Prezydent Miasta
Poznania, Marszałek Województwa
Wielkopolskiego oraz Rektor Uniwer-
sytetu Ekonomicznego wPoznaniu.
Żebymiećkońskiezdrowie…
Tegoroczne przedsięwzięcie ma na
celu pomóc Fundacji Stworzenia Pana
Smolenia, która od 2007 r. prowadzi
rehabilitację poprzez hipoterapię do-
rosłych i dzieci z różnymi dysfunkcja-
mi fizycznymi oraz intelektualnymi.
Hipoterapia to forma rehabilitacji psy-
choruchowej, podczas której pacjent
ma kontakt z koniem. Ze względu na
problemy finansowe fundacji studenci
postanowili wesprzeć organizację
swoim zapałem, kreatywnością i
dobrym sercem.
NietylkoFura, skórai komóra
– Studiujemy zarządzanie, zatem
projekt Fura Szczęścia jest doskonałą
okazją, żeby sprawdzić się w roli lide-
ra. Koordynacja grupą ludzi nie należy
do łatwych zadań, dlatego ćwiczymy
na żywym organizmie planowanie,
motywowanie i kontrolowanie wyty-
czonych zadań – mówi Anna Hankie-
wicz, szef działu PR Fury Szczęścia.
Młodzi menedżerowie na własnej skó-
rze przekonali się, że dobry plan to
podstawa, bo bez niego dział kreacji
nie może zaprojektować plakatów, PR
nie może wysłać rzetelnej informacji
prasowej do mediów i cały projekt stoi
w miejscu.
W akcji uczestniczy 36 studentów,
którym pomagają koleżanki i koledzy
z poznańskich uczelni. Organizatorzy
aktywizują całą społeczność akade-
micką oraz wszystkich pomocnych lu-
dzi z całego kraju.
Dlaczego studenci podjęli się tego
wyzwania? – Naszym celem jest nie-
sienie pomocy, a taka aktywność niesa-
mowicie rozwija oraz daje poczucie
spełnienia i satysfakcji z najmniejszych
sukcesów – mówi Łukasz Góralski z
działu PR. Studenci z potrzeby serca
poświęcają swój czas i energię dla osób
potrzebujących rehabilitacji. Czerpią
radość ze wspólnych działań, których
efekty są widoczne każdego dnia.
Przełomowanoc
Inicjatorzy Fury Szczęścia na po-
czątku kwietnia zaplanowali imprezę w
jednym z poznańskich klubów. Zaprzy-
jaźniona drukarnia zasponsorowała
wydruk plakatów i biletów, kolega jed-
nej ze studentek zrobił profesjonalne
zdjęcia, sponsorzy ofiarowali kilka
gadżetów na loterię... Studenci zaprosi-
li swoich znajomych, przekonując, że
czeka na nich moc atrakcji: pokazy tań-
ca, konkursy z nagrodami i goście spe-
cjalni. Udało się, impreza Roztańczona
Fura przeszła najśmielsze oczekiwania
organizatorów. To był ich pierwszy
wspólny sukces, który udowodnił, że
razem mogą zdziałać więcej.
Studenci sięrozpędzili
Uczestnicy projektu mają w planach
jeszcze wiele wydarzeń, m.in. prze-
jazd fur po mieście, warsztaty tańca,
uroczystą galę finałową z udziałem
wszystkich darczyńców oraz Dzień
Dziecka w siedzibie fundacji. Na
każdym z zaplanowanych wydarzeń
będzie wiele atrakcji muzycznych, ta-
necznych czy motoryzacyjnych. Po-
między głównymi wydarzeniami prze-
widziane są także inne działania, np.
licytacje przedmiotów z autografami
sławnych postaci, m.in. reprezentacji
polskich panczenistów czy reprezenta-
cji polskich siatkarek.
Fura Szczęścia jest organizowana
już po raz trzeci, a dotychczasowe ak-
cje charytatywne osiągnęły niebywały
sukces. Z roku na rok suma pieniędzy
uzyskana przez organizatorów jest co-
raz większa. W2012 roku studenci
Komunikacji w Biznesie zgromadzili
12 260 zł, a cały dochód został przeka-
zany na zakup specjalistycznego samo-
chodu dla Stowarzyszenia Przyjaciół
Dzieci Specjalnej Troski im. Leszka
Grajka. W2013 roku celem akcji było
zebranie funduszy na wyposażenie pla-
cu zabaw w Przedszkolu Specjalnym
nr 164. Łączny dochód z zeszłorocznej
inicjatywy wyniósł 13 500 zł.
WFurzejestmiejscedlaCiebie
Inicjatorzy trzeciej edycji Fury
Szczęścia postawili sobie za cel kwotę
18 000 zł, dlatego będą wdzięczni za
każdą, nawet najmniejszą sumę pie-
niędzy. Wszelkie pytania można kiero-
wać na adres mailowy Fury Szczęścia:
fura.szczescia.kontakt@gmail.com.
Zapraszamy również na stronę inter-
netową: www.furaszczescia.pl oraz na
profil na Facebooku.
AnnaHANKIEWICZ
6 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Nie ma się co łudzić. Na grę
w polskiej lidze nigdy nie zdecyduje
się gwiazdor formatu Luisa Suareza.
Na pewno nie uczyni tego również,
przeciętny w skali europejskiej,
gracz pokroju Javiera Mascherano.
Między Odrę a Bug trafia zazwyczaj
futbolowy szrot – ludzie, których
nazwanie „piłkarzami” byłoby bluź-
nierstwem, albo zawodnicy, którzy o
latach swojej świetności zdążyli już
dawno zapomnieć. Zdarza się jed-
nak, że wśród setek kamykówwrzu-
conych do polskiego ogródka przez
pazernych piłkarskich menadżerów
znajdzie się kilka diamentów. Ana-
wet jeśli nie diamentów, to przynaj-
mniej dość cennych kamieni ozdob-
nych.
TrampolinanadWisłą
Najnowsze dzieje polskiego fut-
bolu znają kilka przypadków, w
których zawodnik trafiający do na-
szego kraju okazywał się sportow-
cem na tyle utalentowanym, że
udało mu się zapracować na trans-
fer do dużo silniejszej ligi. Pierw-
szym stranierim, który w XXI wie-
ku zdołał wypromować się w Pol-
sce, był Emmanuel Olisadebe. W
1997 roku trafił do Polonii Warsza-
wa z nigeryjskiego Jasper United
jako nikomu nieznany 19-latek. W
ciągu czterech lat zapracował nie
tylko na transfer do Panathinaikosu
Ateny, ale także na polski paszport
oraz pewne miejsce w ataku naszej
kadry. Z ekipą Koniczynek zdobył
mistrzostwo Grecji i dotarł do ćwie-
rćfinału Ligi Mistrzów, w której
strzelał gole Arsenalowi oraz Schal-
ke. Olisadebe oficjalnie zakończył
karierę kilkanaście miesięcy temu,
jednak z poważnym graniem w
piłkę pożegnał się już w 2005 roku.
W naszej ekstraklasie do dużej
kariery wystartował także inny Ni-
geryjczyk. Kalu Uche, bo o nim
mowa, przyszedł do Wisły Kraków
w 2001 roku z rezerw Espanyolu
Barcelona. Pod Wawelem Uche tra-
fił na wyśmienitą koniunkturę – z
nim w składzie Biała Gwiazda zdo-
była dwa mistrzostwa Polski, a w
legendarnym sezonie 2002/2003
dotarła do 1/8 finału Pucharu
UEFA. Piłkarz prezentował się w
europejskich rozgrywkach na tyle
udanie, że w 2004 roku został wy-
pożyczony na rok do francuskiego
Bordeaux. Później Wisła sprzedała
go za milion euro do Almerii. Na-
stępnie Kalu Uche występował w
szwajcarskim Neuchatel Xamax i
ponownie w Primera Division, bro-
niąc barw Espanyolu. Sezon
2012/2013 spędził w Kasimpasie,
zostając drugim najlepszym strzel-
cem ligi tureckiej. Aktualnie odcina
kupony od sławy, przelicza petro-
dolary i czasami kopie piłkę w ka-
tarskim klubie Al-Rajjan. W kadrze
Nigerii Uche zaliczył dotychczas
36 spotkań i wystąpił na mundialu
rozgrywanym w 2010 roku w RPA,
podczas którego strzelił dwa gole.
Nieco ponad dwóch lat potrze-
bował Ivica Kriżanac, by z zawod-
nika rezerw Sparty Praga prze-
kształcić się w piłkarza wielkiego
Zenitu Sankt Petersburg. Ten czas
chorwacki obrońca spędził w Pol-
sce: najpierw krótko w Górniku Za-
brze, następnie w Groclinie Gro-
dzisk Wielkopolski. Z Dyskobolią
sięgnął po wicemistrzostwo kraju i
wyeliminował z Pucharu UEFA
Herthę Berlin oraz Manchester
City. W styczniu 2005 roku
Kriżanac za 650 tysięcy euro trafił
do drużyny rosyjskiego potentata.
Jako stoper Zenitu osiągnął naj-
większe sukcesy w karierze – grał
w Lidze Mistrzów, zdobył Puchar
UEFAi Superpuchar Europy w
2008 roku, a także dwukrotnie
mistrzostwo Rosji. Ivica Kriżanac
rozegrał 11 spotkań w kadrze naro-
dowej Chorwacji.
Zamocni naPolskę,
zbyt słabi naZachód
Cudzoziemcy, którzy wy-
jeżdżają z naszej ligi w ostatnich
latach, nie robią aż tak impo-
FuraSzczęścianadjeżdża już po raz trzeci!
Pokaż mi swoichobcokrajowców, apowiemci, jak
silnąmasz ligę. Dziwne? Ani trochę. Porównaniegra-
czy, którzytrafiajądoT-MobileEkstraklasy, z zagra-
nicznymi piłkarzami, sprowadzanymi przez kluby
Premier LeaguelubLaLiga, wpełni potwierdza
słuszność tej parafrazypopularnegofutbolowego
powiedzenia.
Pierwszymstranierim, którywXXI wiekuzdołał
wypromować sięwPolsce, był Emmanuel
Olisadebe. Wciąguczterechlat zapracował nie
tylkonatransfer doPanathinaikosuAteny, aletakżenapolski
paszport oraz pewnemiejscewatakunaszej kadry.
Cudzegonie
ź
r
ó
d
ł
o
w
ł
a
s
n
e
7 maj 2014
Kontuzje,
czyli rzecz o tych,
którzy by mogli, a nie mogą
Już12czerwcarozpocznie
sięnajwiększepiłkarskie
wydarzenieroku. Przez
niecoponadmiesiącna
brazylijskichboiskach
królowaćbędziefutbol na
najwyższympoziomie.
Będzietoteż święto
piłkarzy. Jednaknie
wszystkimgwiazdombę-
dziedanezasmakować
brazylijskichupałówi at-
mosferystadionów. I nie
mowatuo„Ibrahimovi-
cach”,„Bale’ach”czy„Le-
wandowskich”. Sąbo-
wiemtacy, którzymimo
zakwalifikowaniasięich
drużynnarodowychna
Mundial turniej obejrzą
conajwyżej zwysokości
trybun.
1. Radamel Falcao
Lider reprezentacji Kolumbii
Mundial raczej na pewno ma z
głowy. Kiedy pod koniec stycznia w
meczu pucharowym pomiędzy jego
AS Monaco a Monts Falcao padł po
wślizgu obrońcy rywali, Sonera Er-
teka, wiadomym było, że Kolumbij-
czyka może czekać dłuższy rozbrat
z futbolem. Diagnoza postawiona
przez lekarza, doktora Jose Carlosa
Noronhę (który leczył w przeszłości
m.in. Pepe, Ricardo Carvalho, As-
hleya Cole’a czy Arjena Robbena),
była jednoznaczna – zerwanie wię-
zadeł krzyżowych w lewym kola-
nie. Mimo ogromnego optymizmu,
płynącego tak ze strony kibiców,
jak i samego Falcao, oczywistym
była co najmniej półroczna przerwa
od gry. Oficjalnie zatem snajper do
treningów ma wrócić w lipcu. Jest
jednak na tyle zdeterminowany, by
załapać się na wyjazd do Brazylii.
Również lekarze żywią nadzieję na
rychły powrót 27-latka do gry:
– Operacja się udała. Światełko na
końcu tunelu nie jest wcale takie
małe.
My również trzymajmy za Kolum-
bijczyka kciuki. Bo wielka piłkarska
impreza bez cudownych bramek Fal-
cao to już nie to samo.
2. ChristianBenteke
Postrach wszystkich graczy gier z
serii FIFA. Do klasyków zalicza się
już sławetne „Keep calm and graj na
Benteke”. Rosły belgijski napastnik
strzela jednak nie tylko w FIFIE, ale i
na boiskach najlepszej ligi świata
(17. w obecnych rozgrywkach). Tym
bardziej smuci fakt, że napastnika
Aston Villi nie zobaczymy na bois-
kach w Brazylii. Zerwanie ścięgna
Achillesa jest bowiem równoznaczne
z półroczną absencją. Aże Benteke
kontuzję odniósł na początku kwiet-
nia, to i reprezentacja Belgii będzie
musiała sobie radzić z osamotnionym
Romelu Lukaku w napadzie.
3. TheoWalcott
Kiedy sanitariusze znosili obo-
lałego, aczkolwiek zadowolonego z
rezultatu Anglika (co pokazał dość
wymownym gestem) na noszach,
nikt na Emirates Stadium nie przy-
puszczał, że derbowe zwycięstwo
nad Tottenhamem (2:0) w ramach
Pucharu Anglii Arsenal okupi aż tak
wielką stratą. Po kilku godzinach
jednak diagnoza, jaką wydali lon-
dyńscy lekarze, wstrząsnęła wszyst-
kimi – zerwanie więzadeł
krzyżowych w lewym kolanie. Cios
dla reprezentacji, cios – co widać z
perspektywy czasu – dla Arsenalu.
Bo z Walcottem w składzie „Kano-
nierzy” przewodzili angielskiej Pre-
miership i wydawało się, że po kilku
latach pucharowej posuchy są w sta-
nie w końcu sięgnąć po upragnione
mistrzostwo. Brak angielskiego
skrzydłowego widać jednak gołym
okiem i, co bardziej dotkliwe, może
się to również odbić na reprezentacji
„SynówAlbionu”. Oczywiście – jest
dobrze prezentujący się młodzian
Raheem Sterling z Liverpoolu. Jed-
nak to Walcott powoli - z gracza
młodego i dobrze zapowiadającego
się - stał się w końcu zawodnikiem
dojrzałym, mogącym zrobić różnicę.
Jak bez niego poradzą sobie Angli-
cy? We’ll see.
4. KevinStrootman
Również i holenderski pomocnik
padł ofiarą kontuzji więzadeł
krzyżowych. Jednemu z ojców awan-
su „Oranje” na brazylijski Mundial
nie będzie dane zasmakować tego
lata rywalizacji.
– Potrafię sobie wyobrazić, jak
musi być rozczarowany. Kevin był w
świetnej formie, a jego brak to dla re-
prezentacji ogromny cios. Miał prze-
cież ogromny wkład w wywalczenie
awansu do mistrzostw świata. Nigdy
nas nie zawiódł, a teraz jego marze-
nia umarły – powiedział selekcjoner
reprezentacji Holandii, Louis van
Gaal. I istotnie – brak 24-letniego
gracza Romy może mieć ogromny
wpływ na wynik, jaki odniesie na
południowoamerykańskim turnieju
drużyna „Oranje”.
5. MarioGomez
Trapiony przez kontuzje, nielu-
biany przez Loewa – to chyba naj-
lepszy możliwy opis obecnej sytua-
cji 28-letniego napastnika Fiorenti-
ny. Niemiecki snajper ostatnie po-
wołanie do kadry dostał w sierpniu
zeszłego roku. Od tamtego czasu co
rusz zmaga się z kontuzjami. Możli-
we, że to właśnie uraz sprawi, że
selekcjoner reprezentacji Niemiec
nie będzie mógł mieć wyrzutów su-
mienia, nie powołując na brazylijski
Mundial rosłego snajpera. Prze-
ciągająca się w czasie kontuzja ko-
lana raczej na pewno wykluczy Go-
meza z reszty sezonu włoskiej Serie
A. Czy pozwoli ona mu jednak po-
jechać na mistrzostwa? Czas po-
każe!
Szczerze wierzę w to, że listy naj-
większych nieobecnych na Mundia-
lu nie będzie trzeba poprawiać. Bo
w czerwcu i lipcu ci najwięksi po-
winni zasypywać nas gradem goli i
pięknych akcji, a nie twitterowymi
wpisami z podziękowaniem za
wsparcie i zdjęciami ze szpitala.
Życzę tego i nam, i zawodnikom –
bo Mundial w Brazylii powinien
być świętem dla nas wszystkich!
Kacper WITT
nujących karier. Uznaną markę wy-
robił sobie w Polsce Marcelo. Po
dwóch latach gry w Wiśle Kraków
w 2010 roku trafił do PSV Eindho-
ven za bagatela 3,8 miliona euro.
Obecnie Brazylijczyk jest podsta-
wowym obrońcą niemieckiego
Hannoveru 96. Także w Krakowie
wypromował się Maor Melikson,
który w 2013 roku przeszedł do
francuskiego Valenciennes. W Li-
gue 1 grywa regularnie, acz bez
większych sukcesów. Systematycz-
nych występów mogą pozazdrościć
Izraelczykowi dwaj byli gracze Le-
cha Poznań. Artjoms Rudnevs nie
poradził sobie w HSV Hamburg, a
obecnie stara się odnaleźć dawną
formę na wypożyczeniu w Hanno-
verze. Z kolei Aleksandar Tonev
bardzo rzadko pojawia się na an-
gielskich boiskach w drużynie As-
ton Villi.
Aktualnie kluby T-Mobile Eks-
traklasy zatrudniają 142 obcokra-
jowców. Tych, którzy podnoszą ja-
koś naszej piłki, można policzyć na
palcach dwóch rąk. Na słowa uzna-
nia zasługują przede wszystkim Du-
san Kuciak, Miroslav Radović,
Kasper Hamalainen, Dani Quintana,
Gergo Lovrencsics oraz Marco Pai-
xao. Można w ciemno typować, że
większość z nich raczej prędzej niż
później spróbuje swoich sił w moc-
niejszych ligach. Wątpliwości budzi
jednak pytanie, czy pójdą w ślady
Uche i Kriżanaca, czy może
skończą na ławkach rezerwowych
zachodnich klubów, wspominając
dobre czasy w kraju nad Wisłą?
KonradWITKOWSKI
AktualnieklubyT-MobileEkstraklasyzatrud-
niają142obcokrajowców. Tych, którzypod-
nosząjakoś naszej piłki, możnapoliczyć na
palcachdwóchrąk.
chwalimy, choć czasempowinniśmy
u
e
f
a
.
c
o
m
dziła sobie różnie, lecz w kryzyso-
wym momencie wielu nie wyobraża
sobie bez niego podstawowej szóstki.
Trudno się dziwić, bo zawodnik gra
nie tylko na jeden medal. Nowy
szkoleniowiec, który do tej pory był
jego kolegą z boiska, musi sprawić,
żeby zawodnik ten poziom utrzymał
co najmniej do września. Jak bardzo
drużyna może być zależna od jedne-
go siatkarza? Trudno powiedzieć, ale
można wyobrazić sobie finałowe
starcie z Asseco Resovią Rzesów bez
Wlazłego. Rok temu Andrea Anastasi
na ataku postawił na Jakuba Jarosza i
Grzegorza Boćka. Pierwszego obec-
nie nie ma w kadrze, a drugi będzie
walczył ze Zbigniewem Bartmanem,
Dawidem Konarskim i Dominikiem
Witczakiem o miejsce na MŚ.
Wszystkoalbonic
We wrześniu okaże się, czy wy-
bór, którego w imieniu Polskiego
Związku Piłki Siatkowej dokonał
prezes Mirosław Przedpełski, był
słuszny. Na pewno powołując na se-
lekcjonera Francuza, liczono, że ten
przekona do gry Mariusza
Wlazłego. Raczej nie był to jedyny
powód, ale wraz z rosnącą formą
atakującego nabierający coraz
większego znaczenia. Na temat po-
zostałych powrotów i nowych na-
zwisk wśród powołanych trudno się
wypowiedzieć, bo to tylko szeroka
kadra. Dopiero czas pokaże, na
kogo postawi Antiga. Czas, którego
jest bardzo niewiele. Po 100 dniach
pracy trudno kogoś rozliczać, lecz
trenera kadry będzie trzeba.
Siatkarze są głodni sukcesów, ale
kibicom grozi śmierć z niedożywie-
nia. Po nieudanym występie piłka-
rzy na ME w 2012 roku i porażce
siatkarzy rok później teraz wszyscy
oczekują przynajmniej medalu.
Lepszej okazji nie będzie. Zamiast
jednego szkoleniowca z zagranicy
mamy dwóch. W komplecie
dołączono najlepszego atakującego
najlepszej drużyny w Polsce. Do-
datkowo kadrze sprzyja los, bo
przecież do trzech razy sztuka.
JarekWIĘCŁAWSKI
8 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Trzeciaszansana trzy
Istotną rolę w powrocie na
szczyt odegrał Stéphane Antiga.
Francuz powrócił z dwuletniego
zesłania do Bydgoszczy i najwi-
doczniej przyniósł Skrze szczęście.
Przez dwa lata zespół bez niego nie
potrafił zdobyć tytułu. Wtrakcie se-
zonu okazało się, że przyjmujący
zostanie rzucony na znacznie
głębszą wodę niż Falasca. Antidze
powierzono misję poprowadzenia
polskiej kadry na MŚ. Do 27 kwiet-
nia czynny siatkarz otrzymał mocne
wsparcie. Drugim trenerembędzie
były szkoleniowiec reprezentacji
Francji – Philippe Blain.
Powrót króla
Powierzenie kadry siatkarzowi,
który nie ma żadnego doświadcze-
nia jest sporą odwagą. Skra zaryzy-
kowała i wygrała, ale czy zwycięży
także reprezentacja? Punktem
łączącym te drużyny jest Mariusz
Wlazły, który był gwiazdą meczów
finałowych PlusLigi. We wszyst-
kich spotkaniach wybierany najlep-
szym graczem, poprowadził swoją
ekipę do ósmego tytułu mistrzow-
skiego. Teraz powraca do kadry, a
niektórzy kibice upatrują w nim
zbawiciela. Prawdopodobnie
wszystkie pozostałe nazwiska na
szerokiej liście reprezentantów na
2014 rok nie wzbudziły tylu emocji,
co pojawienia się na niej Wlazłego.
Ostatni raz w narodowych bar-
wach atakujący wystąpił w 2010
roku. Reprezentacja w tym czasie ra-
Redaktor naczelny
Mikołaj Zajączkowski
Zastępca redaktora naczelnego
JarekWięcławski
Sekretarz Redakcji
Dominika Pacyńska
Redaktor działuPolityka
Mikołaj Zajączkowski
Redaktor działuSport
JarekWięcławski
Redaktor działuKultura
Aleksandra Laps
Redakcja:
Marta Jędrzejczak
Beata Kapusta
Michał Krajniak
Kinga Kwiecień
Michał Leśniczak
Szymon Lipiński
Mariusz Nawrot
Ewa Nowak
Kasia Nowak
Natalia Pawlak
Mikołaj Stanek
MagdalenaWitek
KonradWitkowski
Kacper Witt
Milena Gorczewska
Grzegorz Iwasiuta
Mateusz Iwiński
Korekta
Małgorzata Adamczewska
Kasia Nowak
Anna Śniególska
Skład
Tomasz Szukała
Opiekunredakcji
Red. LesławCiesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fenestra
Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo
do redagowania i skracania
nadesłanych tekstów. Redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za treść
zamieszczanych reklam.
Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra
Jest jedyną dyscypliną przy-
ciągającą tyle kultur na stadiony i
widzówprzed telewizory. Jako jed-
na z nielicznych posiada ligę w pra-
wie każdympaństwie, a piłkarze i
trenerzy posiadają rangę olimpij-
skich bogów. Dlaczego?
Tłotygodnia
Nigdy nie rozumiałem fenomenu
futbolu. Piłka kojarzyła mi się tylko
z grami video czy rozmowami kole-
gów. Nie oglądałem meczów, poza
tymi o mistrzostwo świata czy Ligę
Mistrzów, bo wypadało. Jak każdy
nie lubiłem niemieckich drużyn, bo
czasem trzeba być patriotą. Ta dys-
cyplina była „dwudziestoma dwo-
ma kolesiami biegającymi za
piłką”. Wszystko zmieniło się, gdy
poszedłem na studia.
Pochodzę z Kujaw, jak każdy
przeciętny student do domu mam
dwie godziny pociągiem i poja-
wiam się w nim kilka razy w mie-
siącu. Los chciał, iż mój brat stał
się zagorzałym fanem Lecha Poz-
nań. Kwestią czasu było wciągnie-
cie w to całej rodziny i wspólne
oglądanie meczów naszej ligi. Ja,
złowrogo uprzedzony, znajdo-
wałem inne zajęcie niż seans spor-
towy, ten był ostatecznością. Z
chwilą przeprowadzki do Poznania
co tygodniowe mecze Lecha, zmie-
niły się z przykrego obowiązku w
szansę spędzenia czasu z męską
częścią rodzinny.
Początki były trudne. Nadal nie
mogłem przekonać się do tego spor-
tu. Mecz był tłem do czytania
książki czy sprawdzania face’a. W
domu za to panowała iście stadio-
nowa atmosfera: jęk zawodu po nie-
wykorzystanej sytuacji, euforia po
golu czy rozpacz po błędzie obrony
stawały się moją rzeczywistością.
Nadal żyjąc w przekonaniu, że to
bez sensu, z lekkim niedowierza-
niem patrzyłem na tatę i braci, któ-
rzy z dojrzałego mężczyzny i
dwóch gimnazjalistów zamieniali
się w „kiboli”.
SiłaLudu
Z każdym następnym meczem
wkręcałem się coraz bardziej. Prze-
stałem zastanawiać się nad sensem,
a zacząłem po prostu kibicować.
Ręce same układały się do braw po
strzelonej bramce, a bluzgi na sę-
dziego padały automatycznie. Piłka
nożna, która była dla mnie tak bar-
dzo nijaka, stała się spektaklem
emocji, których nie rozumiałem. W
ciągu pół roku mój stosunek do niej
zmienił się diametralnie, wszystko
dzięki rodzinnym meczom, do któ-
rych byłem nastawiony co najmniej
sceptycznie. Teraz nie widzę nic
złego w dwudziestu dwóch kole-
siach, którzy stali się herosami, a
ich wyczyny nie są już bezsensow-
ne, a przypominają zmagania olim-
pijskie. Po raz kolejny przekonałem
się, że uprzedzenia są złe i warto z
nimi walczyć.
W czym tkwi fenomen futbolu?
Odpowiedź jest prosta – w ludziach.
To oni tworzą atmosferę rodem z
rzymskiego Koloseum. Oni spra-
wią, że coś pozornie bez sensu staje
się ważne. Warto więc usiąść w fo-
telu, jechać na mecz czy pójść po-
grać z kolegami. Niezależnie od
tego czy jesteśmy z Poznania czy
Warszawy, warto na chwilę zostać
kibicem, ponieważ może się to nam
spodobać.
Mateusz IWIŃSKI
FenomenFutbolu
Najbardziej popularnysport świata, milionyfanów
nastadionach, olbrzymiepieniądze– nieulega
wątpliwości, iż piłkanożnajest najważniejszym
sportemnaświecie.
SkraBełchatów124dni przedstartemdlanas sportowegowydarzeniarokusięg-
nęłapoósmytytuł mistrzaPolski whistorii. Siedempoprzednichzdobywałaod
2005do2011roku. Podwóchlatachprzerwyżółto-czarni niespodziewaniepo-
wrócili natron. Notowaniazespołuniebyływysokie, gdypracęz klubemwcha-
rakterzetrenerarozpoczynał jej byłyzawodnik– Miguel Falasca. Hiszpan, który
dwadni pozdobyciutytułuświętował 41urodziny, niemiał żadnegodoświad-
czenia, aleprzedkrytykąwybronił sięwnajlepszyz możliwychsposobów–
dobrymi wynikami.
m
-
v
o
l
l
e
y
.
p
l