You are on page 1of 8

Ostatniakampaniawyborczabyławyjątkowa.

Z pewnością
przejdziedohistorii. Podręczniki domarketingupolitycznego
poszerząsięorozdziały mówiącejakkampanii nieprowadzić
i jakzrobić z siebiepajaca. Byłoi śmiesznoi straszno.
Folklor, kabaret, amożepoprostużenada? Esencjęwalki
omandaty wEuroparlamencieprzedstawiła
AleksandraLaps.
Tegoroczny finał Ligi Mistrzówbył starciemksięciaz żebrakiem.
Wprzekrojucałegosezonużebrak, czyli AtleticoMadryt, zdobył
sympatięwielukibiców. DrużynaDiegoSimeonegrałaz
ogromnąpasjąi poświęceniem, udowadniając, żewielkiepie-
niądzetojednakniewszystko. Dowielkiegosukcesuzabrakło
dwóchminut, aletakprzegrać toniewstyd.
OtympiszeMichał Leśniczak.
Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 30 z CZERWIEC 2014
5 7
5czerwca, poblisko
2,5rokuprocedowania,
Trybunał Konstytucyjny
ostatecznieorzekł, że
przepisyustawyPrawo
oszkolnictwiewyższym
dotycząceodpłatności za
drugi kierunekstudiów
sąniezgodnez konsty-
tucją. SędziowieTKuzna-
li, żewyraźniezostałyna-
ruszonezasadypopraw-
nej legislacji oraz zaufa-
niaobywatelado
państwai prawa. Warto
jednakzastanowić się,
czyniemogli przewidzieć
tegosami pomysłodawcy
rzeczonej ustawywtoku
prac nadnią? Parafra-
zując klasyka: czymu-
siałodotegodojść?
Osobiście współczuję Pani
Minister Lenie Kolarskiej Bobiń-
skiej. Wpolitycznymspadku po po-
przedniczce, czyli Pani Barbarze
Kudryckiej, dostała kukułcze jajo, za
które musi teraz wziąć odpowiedzial-
ność.
Od samego początku prac nad no-
welizacją ustawy dotyczącej szkol-
nictwa wyższego budziły one wiele
kontrowersji. Człowiek z natury
obawia się zmian, a ta ustawa zmian
przyniosła wiele. Najgłośniejszą z
nich było niewątpliwie wprowadze-
nie odpłatności za drugi kierunek
studiów. Oczywiście, że trzeba wal-
czyć z mitem „darmowych studiów”,
bo darmowy to można dostać łomot,
powiedzmy, w odległych zakamar-
kach Wildy po zmroku. Myślenie na
wskroś życzeniowe – „bo mi się na-
leży” – jest szkodliwe dla społeczeń-
stwa. Zamiast motywować infantyli-
zuje. Nie ma nic za darmo w warun-
kach gospodarki rynkowej! Żeby
studenci mogli bezpłatnie studiować
na państwowych uczelniach
wyższych, ktoś musi zapłacić podat-
ki. Takie są warunki. Pieniędzy na
szkolnictwo nie przywozi budżetowi
nikt z Niemiec w reklamówkach.
Nie jest ono finansowane ze środ-
ków unijnych. Wprowadzenie
odpłatności za drugi kierunek było
nieuchronne, ale sposób, w jaki tego
dokonano, był skandaliczny z pun-
ktu widzenia zasad legislacji i zdro-
wego rozsądku.
Uzasadnienie wprowadzenia
odpłatności za drugi kierunek opie-
rało się na założeniu, że nowe zasa-
dy mają dać podatnikowi szansę na
inwestycję w najzdolniejszych stu-
dentów. Statystyki pokazują, że
spośród studentów podejmujących
drugi kierunek studiów tylko 28% z
nich je kończy. Nie sposób nie zgo-
dzić się zatem z argumentacją TK,
który podkreśla, że od studentów,
którzy skorzystają z możliwości dar-
mowego studiowania na drugim kie-
runku, trzeba wymagać więcej. To
oczywiste, że aby dostać więcej,
trzeba więcej w naukę i własny roz-
wój zainwestować. Jednak argumen-
tacja wnioskodawców feralnej usta-
wy mówiąca, że studenci podej-
mujący drugi, trzeci czy piętnasty
kierunek blokują dostęp do darmo-
wej edukacji innym, jest po prostu
śmieszna. Skoro w tym samym
wniosku podkreśla się, że nadrzęd-
nym celem jest podnoszenie standar-
dów kształcenia, m.in. poprzez
zwiększenie wymagań, a następnie
dwa akapity dalej wskazuje się, że
„dwukierunkowcy” zabierają miejs-
ca innym, jest to wewnętrznie
sprzeczne. Zasada jest prosta. Jeśli
jesteś dobry, to się dostaniesz. Jeśli
jesteś słaby, musisz liczyć na jeszcze
większą słabość innych. Brzmi bru-
talnie, ale po co obniżać progi do
tego stopnia, że stają się one karyka-
turą uniwersytetów? Jak ma być
śmiesznie, to może od razu przemia-
nować uczelnie wyższe na kabaret?
To oczywiste, że trzeba walczyć
ze skrajnymi patologiami. Przedsta-
wiciel Parlamentu Studentów RP,
Piotr Müller, wymieniał przypadki,
gdy studenci posiadający pewne
przywileje socjalne podejmowali na
terenie całego kraju po kilkanaście
kierunków, aby móc przez pierwszy
rok studiów te przywileje pobierać
na każdym z nich. To są oczywiście
wyjątki. Nie można jednak rzucać
kłód pod nogi ambitnym ludziom, a
takimi kłodami były chociażby zasa-
dy ustalenia, w jaki sposób oraz w
jakich okolicznościach uczelnia
miałaby pobierać opłatę za drugi
kierunek. Ponadto niekonstytucyjne
przepisy pozwalały zmieniać kryte-
ria zwalniania z odpłatności za drugi
kierunek w każdym momencie. Ktoś
mógł rozpocząć studia z przeświad-
czeniem, że średnia ocen będzie naj-
ważniejszym czynnikiem, by w
pewnym momencie dowiedzieć się,
że to jednak osiągnięcia sportowe
będą ważniejsze. Równie dobrze
można było ustalić, że odpłatność za
drugi kierunek będzie zależna od
prognozy pogody bądź przepowied-
ni sympatycznego „Wróżbity Ma-
cieja”.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa
Wyższego od samego początku prac
nad ustawą, co podkreślał Müller,
nie informowało szczegółowo o
praktycznym zastosowaniu nowych
przepisów. Według niego, dlatego,
że nie chciało podkreślać wprowa-
dzenia odpłatności za coś, co wcześ-
niej było bezpłatne, ze względów
wizerunkowych, czyli po prostu się
bało. Znamienne jest to, że prace nad
ustawą przeszły w mediach bez
echa. Fuszerek w tym akcie norma-
tywnym jest jeszcze więcej. Kontro-
wersyjne jest chociażby opieranie
odpłatności za studia na liczbie
punktów ECTS.
Teraz duży problem będą miały
uczelnie, bo budżet tych instytucji
planuje się z dużym wyprzedzeniem,
co dla oświeconych polityków może
wydawać się dziwne. Trybunał dał
rządzącym na zmiany czas do 30.
września 2015 roku. Przedstawiciele
Prawa i Sprawiedliwości, którzy
wnioskowali do TK o zbadanie
zgodności rozwiązań feralnej ustawy
z konstytucją, chcą, by przestały one
obowiązywać jeszcze w tym roku.
Pośpiech w procesie legislacyjnym
jest jednak niewskazany.
Parlament Studentów RP chce
rozmowy z Premierem i mówi, że
Państwo traci wiarygodność. Pań-
stwo Donalda Tuska jest moim zda-
niem niewiarygodne od dłuższego
czasu. Działa jak dłużnik świadomie
pozbywający się majątku tylko i
wyłącznie w celu ucieczki przed
roszczeniami wierzyciela. W prawie
cywilnym znajduje w takich przy-
padkach zastosowanie instytucja
skargi paulińskiej. Analogicznym in-
strumentem chroniącym interesy
obywateli są demokratyczne wybory.
Jednak nie spodziewajmy się cudów,
gdy do urn idzie mniej niż 25%
uprawnionych do głosowania.
Mikołaj ZAJĄCZKOWSKI
Legislacyjnybubel
niezgodny z konstytucją
n
a
r
o
d
o
w
c
y
.
n
e
t
F
o
t
.
n
a
u
k
a
p
o
l
s
k
a
.
p
l
2 www.facebook.com/gazeta.fenestra
26kwietnia 2014 r.
przypadła 20. rocznica podpisania
przez ówczesnego prezydenta, Le-
cha Wałęsę, Traktatu o przyjaznych
stosunkach i dobrosąsiedzkiej
współpracy między Polską a Litwą.
Umowa ta nadal obowiązuje, ponie-
waż żadna strona nie wyraziła woli
jej wypowiedzenia. Traktat ma
wciąż moc wiążącą, ale mimo
wszystko nacjonalistyczne środo-
wiska litewskie nie pałają do nas
wielką serdecznością. Jak to zwykle
bywa, chodzi o zaszłości historycz-
ne. Askupisko Polaków na Litwie
jest całkiemspore. Nasi rodacy sta-
nowią tamblisko 235-300-tysięczną
społeczność, będąc jednocześnie
najliczniejszą mniejszością naro-
dową. Okazuje się, że najwięcej Po-
lakówzamieszkuje Wilno.
Z kolei w RP w spisie powszech-
nym z 2011 r. tożsamość litewską za-
deklarowało 7375 osób, głównie w
województwie podlaskim. W takiej
sytuacji, by zapewnić dobre warunki
życia zarówno mniejszości polskiej,
PlatformaObywatelska
Wyprzedzając głównego konku-
renta ledwo o 0,35%, PO znów
triumfuje. Putin pomógł wygrać Tu-
skowi…? W pewnym sensie tak.
Chociaż wydaje się, że powszechne
poczucie zagrożenia ze wschodu
powinno działać na korzyść opozy-
cji, to jednak w polityce „posiada-
nie racji” nie wpływa na wyniki
wyborów. PO ma teraz sześć man-
datów mniej w porównaniu z po-
przednią kadencją. Wygrana tych
wyborów oznacza, że trend nieko-
niecznie musi być spadkowy, a ko-
lejne wybory parlamentarne za rok
– niekoniecznie przegrane.
Prawoi Sprawiedliwość
Dystans do PO został skrócony,
ale siódma porażka formacji Ja-
rosława Kaczyńskiego jest faktem.
Licytacja na sprawy ukraińskie czy
sama konstrukcja list wyborczych
nie pomogły prezesowi, chociaż
obie formacje mają teraz równą
liczbę mandatów w Brukseli. Jakby
tego było mało, dominacja PiS po
prawej stronie została osłabiona
przez formacje Ziobry i Gowina.
Sojusz Lewicy Demokratycznej
Po lewej stronie Leszek Miller
osiągnął swój cel – udało mu się
potwierdzić rolę dominanta mimo
trzeciego, umiarkowanie dobrego
miejsca oraz 5 mandatów. Lider
SLD w końcu (i niewykluczone, że
ostatecznie) pokonał swojego
„szorstkiego przyjaciela” Aleksan-
dra Kwaśniewskiego. Nokaut na
byłym prezydencie jest tym, czego
Miller nie osiągnął nawet w swoich
dawnych, złotych latach.
Kongres Nowej Prawicy
Janusz zastąpił Janusza. Po dwu-
dziestu latach ekscentryk z muszką
powraca, mając wśród swoich wy-
borców stosunkowo najwięcej
mężczyzn (ponad 75%) i prawie co
trzeci głos elektoratu 18-25 lat. Eks-
perci twierdzą, że to efekt darwiniz-
mu społecznego, w którym było
wychowane pokolenie po 1989
roku. Pytanie, czy Korwin-Mikke
przetrwa dłużej niż Palikot?
PolskieStronnictwoLudowe
Sondaże po raz kolejny nie do-
szacowały PSL. Ludowcy mają tyle
samo mandatów co poprzednio. Ja-
nusz Piechociński ma powody do
zadowolenia. W zaistniałej sytuacji
widmo rozstania wicepremiera z
funkcją prezesa PSL zostało zażeg-
nane (przynajmniej na razie).
SolidarnaPolska
Te prawie cztery procent to nie
jest aż tak beznadziejny wynik, jak
mogłoby się wydawać. Chociaż
losy Ziobry, Kurskiego i Cymań-
skiego wydają się być przesądzone,
formacji tej udało się jednak za-
szkodzić dominacji Jarosława Ka-
czyńskiego na prawicy. W zaist-
niałej sytuacji prezes PiS może je-
dynie wziąć pod uwagę ponowne
przyjęcie dawnych kompanów.
EuropaPlus Twój Ruch
Trzy lata temu Janusz Palikot roz-
kruszył ponad 10-procentowy ka-
wałek partyjnego betonu. Teraz to
jego spotkał smutny los. Kolejne re-
wolty czy też wsparcie byłego pre-
zydenta, Aleksandra Kwaśniewskie-
go na niewiele się zdały. Pojawia
się też pytanie, co zrobią inni jego
sojusznicy, jak Ryszard Kalisz czy
Marek Siwiec?
PolskaRazem
Wydaje się, że sukces Korwina-
Mikke najbardziej dał się we znaki
Jarosławowi Gowinowi. W końcu
obaj celowali w ten sam target. Po-
lityczna kariera byłego ministra
sprawiedliwości załamała się jed-
nak już w chwili opuszczenia swo-
jej dawnej formacji. Podobno pla-
nował wcześniej, że w najgorszym
wariancie dołączy swoje siły do
PiS, o ile prezes będzie chciał z nim
rozmawiać.
Mikołaj STANEK
Krajobraz
po wyborczej
bitwie
Polskai Litwa. Dwasąsiadująceczymożerywalizującekraje? Naszewzajemne
stosunki nienależądonajlepszych. ZLitwinami niełączynas więź polityczna
taka, jakwprzypadkuNiemiec. Niebratamysięz nimi tak, jakchociażby
z Czechami. Dlaczego? Jednoznacznietrudnoznaleźć rzetelnąi prostą
odpowiedź natopytanie. Amożechodzi ozwyczajnybrakchęci i brak
mechanizmówmotywującychdonawiązaniawspółpracy?
Polsko-litewskiestosunki 20lat popodpisaniutraktatuoprzyjaźni
Owspółpracy bez współpracy
Podwójna
ofiara
Zaściankowysposóbmyślenianadal jest chorobą
części polskiegospołeczeństwa. Przekonałamsię
otym, kiedywInterneciepojawiłysięrelacje
z MarszuSzmat, który17. majaprzeszedł wcentrum
Warszawy.
Myślę, że nie warto ko-
mentować formy marszu i sposobu
manifestowania pewnych kwestii
przez jego uczestniczki i uczestni-
ków. Osoby o konserwatywnych po-
glądach mogły być nimi faktycznie
zniesmaczone. Ale czy w dzisiej-
szych czasach nie jest najprościej
zwrócić uwagę opinii publicznej na
jakiś problempoprzez szokowanie?
Okazuje się, że to faktycznie naj-
lepszy sposób. Skąd taka opinia?
Wystarczyło zalogować się na jed-
nym z portali społecznościowych i
odwiedzić fanpage mediów relacjo-
nujących marsz, żeby przekonać
się, jak emocjonującą dyskusję wy-
wołało wydarzenie. Komentarze
użytkowników pod odnośnikami do
sprawozdań wprawiły mnie, pisząc
bardzo delikatnie, w osłupienie.
Otóż uaktywniło się kilkoro użyt-
kowników, w tym w większości, o
dziwo, przedstawicielki płci pięk-
nej, według których ogromna część
kobiet sama prosi się o gwałt. W
tym punkcie można wyciągnąć je-
den bardzo smutny wniosek –
marsz, owszem, wywołał dyskusję,
ale, jak widać, nie zmienił przeko-
nań niektórych osób. Nadal część
społeczeństwa sądzi, że ofiara prze-
stępstwa seksualnego staje się nią
wyłącznie z własnej winy.
Idąc tym tokiem myślenia, można
by stwierdzić, że starsza kobieta
sama prosi się o to, by ktoś ukradł
jej torebkę, bo przecież śmie wy-
chodzić z domu i iść sama ulicą.
Dziecko na pewno kusi pedofila, bo
przecież się do niego uśmiecha. Za-
mordowani? Pewnie „krzywo”
spoglądali w kierunku swoich
oprawców… Czy nie jest to absur-
dalne?
Każdy, nawet średnio rozgarnięty
człowiek, nie powinien szukać
usprawiedliwienia dla sprawców ta-
kich czynów. Nie mieści mi się w
głowie kategoria myślenia „sama
jest sobie winna, bo wygląda jak
k***a”. Osobom z takim podejściem
chcę wprost zakomunikować – żad-
na kobieta nie prosi się o gwałt! Na-
wet jeśli idzie ciemną ulicą w skąpej
sukience. Czy gdyby coś podobnego
spotkało bliską osobę głoszących ta-
kie tezy, również szukaliby oni
usprawiedliwienia dla sprawcy?
Zrzucając całą winę na skrzywdzoną
kobietę, czynią z niej podwójną ofia-
rę – bestialstwa oprawcy i własnych
bezmyślnych sądów, pozosta-
wiających być może nawet większy
ślad niż sam akt przemocy.
BeataKAPUSTA
Każdy, nawet średniorozgarniętyczłowiek,
niepowinienszukać usprawiedliwienia
dlasprawcówtakichczynów. Niemieści mi się
wgłowiekategoriamyślenia„samajest sobiewinna,
bowyglądajakk***a”.
POutrzymujeswojądotychczasowąpozycję. PiSprzegrywaporaz siódmy. SLD
jest hegemonemlewicy. Korwin-Mikketriumfuje. PSL jakzwykle. Ziobrozaszko-
dził PiS-owi. Palikot i Gowinpolegli. Narodowcytaksamo. Takmożnanajkrócej
opisać rezultatytychwyborów.
jak i litewskiej, podpisanie traktatu
było nieuchronne. Jednak do tej pory
jego interpretacja rodzi liczne proble-
my, dlatego postanowienia z 26.
kwietnia nie zawsze są wypełniane
tak, jak być powinny. Mowa tu m.in.
o niepoprawnym i niezgodnym z
umową traktowaniu Polaków na Li-
twie. Największą burzę w opinii pub-
licznej wywołała likwidacja wielu
szkół mniejszości w państwie nasze-
go sąsiada. Litwa argumentowała ten
krok oszczędnościami finansowymi,
rząd polski, broniąc praw swoich ro-
daków, wypowiadał się nieprzychyl-
nie o tej inicjatywie. Domagaliśmy
się także prawa do oryginalnej pi-
sowni nazwisk i dwujęzycznych
nazw miejscowości. Szef polskiej dy-
plomacji zarzucał władzom Litwy, że
nie postępują zgodnie z europejskimi
standardami. Jednak publiczne dys-
kusje nijak nie wpływały na posunię-
cia Litwy. Atymczasem w roku
szkolnym 2012/2013 w 19. polskich
placówkach języka litewskiego jako
ojczystego uczyło się ponad 600
uczniów. Polska poradziła sobie ze
zorganizowaniem edukacji w języku
litewskim na wszystkich poziomach
nauczania.
Mimo wszystko 20. rocznica pod-
pisania dwustronnego traktatu ro-
dziła nadzieję na poprawę relacji.
Zabiegi skłaniające do pojednania
zostały podjęte przez Ambasadę
Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie.
Na Facebook’u oraz na Youtube
zostały umieszczone filmy przy-
bliżające związki między dwoma
sąsiadami. Ponadto były szef litew-
skiej dyplomacji, Vygaudas Ušac-
kas, odniósł się do postulatów, aby
na Litwie możliwe było zapisywa-
nie nazwisk w oryginalnej pisowni
oraz stosowanie dwujęzycznych
tablic topograficznych. Polityczne
poparcie ze strony Litwy z pewnoś-
cią było pożądane, jednak Polska li-
czyła na podjęcie konkretnych
działań przez władze sąsiada. Czy
fakt, że przedstawiciele polskiej
mniejszości narodowej – Akcja Wy-
borcza Polaków na Litwie – otrzy-
mali dużą część mandatów w parla-
mencie, wystarczy, by zabiegać o
poprawę wzajemnych stosunków i
przychylne Polakom oraz
spełniające standardy Unii Europej-
skiej posunięcia Litwy? W końcu
stosunki gospodarcze między
sąsiednimi krajami rokują coraz le-
piej. Jak widać, sama gospodarka
nie wpływa na wzajemne postrzega-
nie i na wciąż zachowywane uprze-
dzenia. Pozbawiona dialogu wspól-
na przyszłość obu krajów nie za-
owocuje dwustronną współpracą.
Bez wysiłku same dobre chęci i de-
klaracje nic nie znaczą.
EwaNOWAK
Pierwsze polskie plany wy-
budowania elektrowni atomowej
pojawiły się w latach 70., czyli
jeszcze za czasówPRL. 9. grudnia
1972 roku Komisja Planowania
przy Radzie Ministrówustaliła lo-
kalizację pierwszej polskiej
siłowni jądrowej. Następnie, 10 lat
później, podjęto uchwałę wspra-
wie budowy elektrowni jądrowej –
Żarnowiec. Elektrownia docelowo
miała się składać z czterech blo-
ków energetycznych napędzanych
reaktorami WWER-440 o łącznej
mocy ok. 1600 MW. Wroku 1982
rozpoczęto jej budowę, lecz prace
zostały przerwane z powodu pro-
testówekologów, które w tamtym
czasie bardzo się nasiliły z powodu
awarii elektrowni w Czarnobylu, w
związku z czymw 1989 roku zre-
zygnowano z budowy elektrowni.
Warto przywołać stanowisko
ówczesnego Ministra Przemysłu w
rządzie Tadeusza Mazowieckiego,
Tadeusza Syryjczyka: „Elektrow-
nia Jądrowa Żarnowiec jest inwe-
stycją zbędną dla polskiego syste-
mu energetycznego w horyzoncie
10 do 20 lat, a potemwcale nie ma
pewności, że energetyka jądrowa
będzie potrzebna”. Według Minist-
ra niezasadne było budowanie
elektrowni jądrowej, ponieważ
polska w tamtymokresie miała do-
datni bilans energetyczny. Minister
uważał również, że energia z elek-
trowni jądrowych jest nieopłacalna
i niebezpieczna dla ludzi i środo-
wiska naturalnego. Wtakich oko-
licznościach zawieszono projekt
polskiej elektrowni jądrowej w
Żarnowcu.
Powrót doAtomu
Ponowne rozważania nad budową
jądrowego zakładu energetycznego
pojawiły się w 2005 roku. Polski
rząd w dokumencie Polityka ener-
getyczna Polski do 2025 roku za-
warł koncepcję o przemyśleniu
możliwości rozwoju energetyki
jądrowej na terytorium RP. W kolej-
nej wersji dokumentu dotyczącego
planu działania polskiej polityki
energetycznej, w planie Polityka
energetyczna polski do 2030 roku,
sprecyzowano zadania i czynności,
jakie polski rząd musi zrealizować,
aby doszło do wybudowania pol-
skiej elektrowni jądrowej. Zadania
dotyczyły m.in. stworzenia odpo-
wiedniego prawa, wykształcenia
kadry do obsługi elektrowni jądro-
wej, zapewnienia dostaw paliwa
jądrowego oraz budowy obiektu
elektrowni w oparciu o bezpieczne i
sprawdzone technologie.
Realizacja planu budowy elek-
trowni jądrowej w Polsce uwarun-
kowana jest zwiększającym się z
roku na rok zapotrzebowaniem na
energię elektryczną oraz zapewnie-
niem bezpieczeństwa energetyczne-
go państwa. Ponadto istotne jest
wywiązanie się ze zobowiązań unij-
nych dotyczących m.in. zmniejsze-
nia emisji gazów cieplarnianych do
atmosfery oraz zwiększenia różno-
rodności pozyskiwanych surowców
energetycznych.
Miejscepowstania
W listopadzie 2011 roku pań-
stwowa spółka Polska Grupa Ener-
getyczna Elektrownia Jądrowa 1
(PGE EJ1) wybrała 3 prawdopo-
dobne lokalizacje dla pierwszej pol-
skiej elektrowni jądrowej: Chosz-
czewo w gminie Choszczewo,
Gąski w gminie Mielno, Żarnowiec
w gminie Krokowa.
Wszystkie potencjalne miejsca
budowy elektrowni jądrowej są zlo-
kalizowane na północy kraju, po-
nieważ spełniają aż 53 kryteria
głównego inwestora, m.in. technicz-
ne, ekonomiczne, prawne, społecz-
3 czerwiec 2014
ne. Jednym z powodów lokalizacji
elektrowni na Pomorzu jest zwięk-
szenie bezpieczeństwa energetycz-
nego tego regionu. Do końca 2016
r. ma zostać ogłoszona lokalizacja
pierwszej polskiej elektrowni jądro-
wej na podstawie szczegółowych
badań i analiz przeprowadzonych w
potencjalnych lokalizacjach elek-
trowni, a do roku 2024 ma zostać
uruchomiony pierwszy blok elek-
trowni jądrowej. Kolejna elektrow-
nia miałaby być gotowa i urucho-
miona w ciągu następnych 11 lat.
Plusy i minusy...
W polskim społeczeństwie dosyć
często można się spotkać z nega-
tywnym nastawieniem do budowy
siłowni jądrowych. Niepokoje do-
tyczą przede wszystkim bezpie-
czeństwa elektrowni, możliwych
zanieczyszczeń środowiska wy-
wołanych przez jej działalność, po-
stępowania ze zużytym paliwem z
reaktorów, brakiem uranu na rynku
z powodu wyczerpujących się jego
złóż oraz wysokich kosztów budo-
wy elektrowni jądrowej. Lęki są
bezpodstawne, ponieważ elektrow-
nie jądrowe są nawet o 1/3 mniej
szkodliwe dla środowiska natural-
nego niż konwencjonalne elektrow-
nie. Poza tym składowanie zużyte-
go paliwa z reaktorów jest ściśle
określone przez Międzynarodową
Agencję Energii Atomowej oraz
bezpieczne dla ludzi i środowiska.
Faktem jest, że budowa elektrowni
jądrowej jest bardzo droga i powin-
na zostać wsparta finansowo z
budżetu państwa. Pomimo olbrzy-
mich kosztów budowy późniejsza
eksploatacja elektrowni i koszty
energii z niej pochodzącej są o wie-
le mniejsze od eksploatacji trady-
cyjnych elektrowni.
Oprócz obaw energetyka jądrowa
niesie za sobą wiele korzyści. Zali-
czyć do nich można zmniejszenie
deficytu energetycznego i zwiększe-
nie niezależności energetycznej Pol-
ski. Pozyskiwanie energii z siłowni
nuklearnych w dłuższej perspekty-
wie czasowej zapewni rozwój gos-
podarki i technologii oraz regionów,
na terenie których powstaną
siłownie jądrowe. Energetyka jądro-
wa to również stabilne źródło tań-
szej i czystej energii nie tylko dla
gospodarstw domowych, ale i sek-
tora przemysłowego.
Mariusz NAWROT
F
o
t
.
p
g
n
ig
.
p
l
Wszystkiepotencjalnemiejscabudowy
elektrowni jądrowej sązlokalizowane
napółnocykraju, ponieważ spełniają
aż 53kryteriagłównegoinwestora, m.in. techniczne,
ekonomiczne, prawne, społeczne.
Polski atom
Mimowszystko20. rocznicapodpisania
dwustronnegotraktaturodziłanadzieję
napoprawęrelacji. Zabiegi skłaniające
dopojednaniazostałypodjęteprzez Ambasadę
Rzeczypospolitej Polskiej wWilnie. NaFacebook’u
oraz naYoutubezostałyumieszczonefilmyprzybliżające
związki międzydwomasąsiadami.
Elektrownieatomoweodwielulat budząskrajne
emocjewPolscei naświecie. Obecniesąjednymi z
najbardziej ekonomicznychźródeł energii zewzglę-
dunazastosowanetechnologieoraz normybezpie-
czeństwazachowywaneprzyeksploatacji siłowni
jądrowych. Korzystaniez energii nuklearnej wobli-
czuwyczerpującychsiętradycyjnychzasobówener-
getycznychmożeprzyczynić siędowzmocnieniabez-
pieczeństwaenergetycznegoPolski.
4 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Osztuce, którapomimo
tego, żemanajwiększą
scenęświata, współcześ-
niezmagasięz brakiem
publiczności. Oartys-
tach, którychdzieł nie
obejrzymyzaszklaną
szybąnawystawie. Omu-
zykach, którzyniesprze-
dająpłyt ani niegrająna
wielkichkoncertach. O
aktorach, dlaktórychnie
mateatrów. Oulicy, ja-
kiej nieznacie.
Każdy z nas spotkał kiedyś
na swojej drodze pana, który za
drobną opłatą proponował namalo-
wanie naszej karykatury czy panią,
która aby zarobić, malowała tatuaże
henną.
Nie mogę odmówić talentu i za-
angażowania nikomu z nich, jednak
malarstwo uliczne to coś więcej niż
sezonowa praca w nadmorskim ku-
rorcie. Madonnarri to artyści, którzy
za płótno dla swoich dzieł wybrali
bruk. Najwybitniejsi z nich paroma
ruchami pędzla potrafią zamienić
zwyczajny chodnik w pastelową
szczelinę lodowca czy trójwymiaro-
we jądro ziemi. Dzięki nim sceneria
smutnej ulicy wygląda niczym wy-
stawa dzieł sztuki w Muzeum Czar-
toryskich. Pomimo ogromnego po-
święcenia efekt ich pracy wraz z
pierwszymi kroplami deszczu trafia
do ścieków i wpada do odmętów
niepamięci, nie pozostawiając po
sobie ani śladu. Artystyczni Wanda-
le to przydomek, który na pewno
pasuje do twórców graffiti. Pomimo
tego, iż w nadwiślańskim
społeczeństwie nadal ich sztukę
utożsamia się z wandalizmem, cie-
szy fakt, że to właśnie tych często
młodych ludzi zaprasza się do "od-
nowienia" starych kamienic. Kolo-
rują oni rzeczywistość i nudne bloki
wielkich miast, które stają się
sztuką wielkich form.
Uliczny (prze)bój
„Śpiewać każdy może” – słowa
te, wykonywane przez Jerzego Stur-
ha podczas festiwalu w Opolu,
zdają się dziś być aktualne bardziej
niż kiedykolwiek. W dobie powta-
rzania piosenek w radiu i promowa-
nia artystów ze względu na skanda-
le, a nie kompozycje rośnie we
mnie przekonanie, iż kariera mu-
zyczna tożsama jest z gorącym
życiem celebryty. Jak jednak jest na
ulicy? Tutaj muzycy wiodą walkę o
podbój serc przypadkowych prze-
chodniów. W codziennej gonitwie
talent musi obronić się sam. Josh
Bell, współczesny wirtuoz skrzy-
piec, wraz z dziennikiem "Washing-
ton Post" przeprowadził ekspery-
ment. Skrzypek przez godzinę grał
najpiękniejsze melodie, jakie kiedy-
kolwiek napisano na skrzypce Star-
divariusa. Instrument jest wart 3 mi-
liony dolarów. Muzyk nie grał jed-
nak w pięknej bostońskiej operze, w
której, by go posłuchać, za bilet
trzeba zapłacić 100 dolarów. Miejs-
cem koncertu było waszyngtońskie
metro. Z tysięcy ludzi zmie-
rzających wtedy do pracy lub do
domu w godzinach szczytu tylko
siedmioro zatrzymało się na chwilę,
by posłuchać skrzypka. Ekspery-
ment dowiódł, jak bardzo nie zwra-
camy uwagi na tło naszej codzien-
ności i jak wiele możemy przez to
stracić. Trzeba również zaznaczyć,
że ulica w naszym kraju również
ma wiele do zaoferowania.
Przykładem jest Gienek Loska, któ-
ry zaczynał na ulicy, a skończył
jako zwycięzca popularnego talent
show. Wart uwagi jest zespół Kra-
ków Street Band, dla którego kon-
certy na krakowskim rynku są rów-
nie częste co nagrania studyjne. Ta-
kie przykłady sprawiają, że chce
powtórzyć się za Agnieszką Chy-
lińską „jest nadzieja w nas”.
PierścieńOgnia
Gdy zapada zmrok, ulice żyją
własnym życiem. Nocą wszystko
staje się inne – od światła po nasz
sposób myślenia. Gdy gasną pro-
mienie słoneczne, stajemy się od-
ważniejsi, czujemy więcej emocji.
Ulica również zaczyna funkcjono-
wać inaczej. Możemy spotkać się z
blaskiem pochodni i odważną mu-
zyką. Na chwilę zmieniają mały
plac niedaleko ratusza w magiczną
krainę, gdzie króluje ogień. Fires-
how, bo o nim mowa, jest najbar-
dziej efektowną sztuką nocnej ulicy.
Tancerze igrają z żywiołem, pró-
bując go ujarzmić. Chcą rozpalić
publiczność, która jak zahipnotyzo-
wana ogląda taniec płomieni. Noc-
ny spektakl uliczny pozwala uciec
na chwilę od codzienności. Prze-
nieść się do nieodkrytych krain, w
których wciąż żyją smoki, choć za-
raz spektakl przerwą syreny policyj-
ne. To właśnie
ci kuglarze poruszają uliczną
publiczność, która zmierza do ba-
rów lub mieszkań. Może ze wzglę-
du na swoja niezwykłość, a może
na magię nocy i zmiany myślenia
po zmroku.
Sprawiedliwość największej zescen
Wiele można powiedzieć o artys-
tach ulicznych, którzy postanowili
walczyć z szarą codziennością.
Próbują oni udowodnić nam, że ta-
lent obroni się w każdej sytuacji.
Pokazują, iż do czerpania radości z
zawodu muzyka, aktora, cyrkowca
i wielu innych niepotrzebny jest
wielki nimb sławy czy olbrzymie
pieniądze. Wierzą w sztukę – ideę
często zapomnianą przez
współczesne media, które próbują
pozbyć się teatru z telewizji, a za-
miast niego oferują kolejny serial
a’la "Ciężkie Sprawy". Problem
jednak nie leży tylko w mediach, a
w nas samych. My: sędzia zbiorowy
rozprawy o sztuce, by wydać wy-
rok, nie możemy przez naszą co-
dzienność i sposób życia z dnia na
dzień zapomnieć o największej ze
scen. Scenie ulicy.
Mateusz IWIŃSKI
N
a wiosnę tego roku plano-
wana była wizyta w Rosji
szefa japońskiej dyploma-
cji. Jego pojawienie się w
Rosji miało stanowić sygnał na-
wiązania porozumienia i rozwiąza-
nia sporu. Jednak na arenie między-
narodowej wyłonił się kazus Ukrai-
ny. Japonia wystąpiła w tej sprawie
przeciwko Rosji, opowiadając się
przeciwko aneksji Krymu. Co wię-
cej, była japońska minister obrony,
Yuriko Koike, przypomniała, że jed-
na ze spornych wysp - Iturup - jest
zamieszkiwana przez blisko 60%
Ukraińców. Zaproponowała tymsa-
mymWładimirowi Putinowi, by i tu
przeprowadził referendumdo-
tyczące przynależności tubylców.
Japonia, w obliczu rosyjskich zapę-
dów wobec naszego sąsiada, zarea-
gowała ostro i stanowczo. Potę-
piając działania Kremla, jednocześ-
nie zaogniła swój spór z Rosją.
Kłopotliwahistoria
Wyspy Kurylskie stanowią archi-
pelag złożony z kilkudziesięciu
wysp. Ich położenie między Kam-
czatką a państwem japońskim im-
plikuje roszczenia obu krajów do
przejęcia władzy na wyspach. Ty-
siące lat temu Kuryle należały do
Japonii. Później, w roku 1855, na
mocy układu z Rosją oddano jej
wszystkie wyspy na północ od Itu-
rup. Z kolei państwo rosyjskie w
zamian za uzyskanie pełnej i suwe-
rennej władzy nad Sachalinem od-
stąpiło Japonii pozostałą część Ku-
ryli. W 1945 r. ZSRR zaatakowało
archipelag i zajęło go, przesiedlając
japońskich obywateli. Najbardziej
kłopotliwe okazało się podpisanie
Traktatu z San Francisco – w latach
50. Japonia zrzekła się swoich praw
w stosunku do spornych terytoriów.
Między Rosją a Japonią – przyszłość
„Śpiewać każdymoże”–słowate, wykonywaneprzez JerzegoSturhapodczas
festiwaluwOpolu, zdająsiędziś być aktualnebardziej niż kiedykolwiek. Wdo-
biepowtarzaniapiosenekwradiui promowaniaartystówzewzględuna
skandale, aniekompozycjerośniewemnieprzekonanie, iż karieramuzycznatożsamajest
z gorącymżyciemcelebryty.
Wielemożnapowiedzieć oartystachulicz-
nych, którzypostanowili walczyć z szarąco-
dziennością. Próbująoni udowodnić nam, że
talent obroni sięwkażdej sytuacji.
g
a
r
n
e
k
.
p
l
Choć wojnaskończyłasięw1945roku, naświecie
krajewciąż tocząkilkudziesięcioletniespory. Rosjai
Japoniaodprawie70. lat niemogądojść dokonsen-
susuwsprawieKuryli. Tokolejnyregion, wktórym
Rosjapróbujeodbudować swojądawnąpozycję.
Gdy sceną jest ulica
Za nami wybory do Parla-
mentu Europejskiego. Niezależnie
od ich wyniku mają swoich nie-
kwestionowanych zwycięzców. Me-
dialnych zwycięzców. Kilkoro kan-
dydatówumiejętnie przyciągnęło
uwagę i zdecydowanie zapisało się
w pamięci wyborców. Jednak czy
kampania wyborcza powinna pozio-
mem(i treścią) przypominać więk-
szość polskich kabaretów?
W tej materii niezwykle płodni
byli kandydaci Europy Plus Twój
Ruch. Dorota Gardias robiąca za-
strzyk euro w Polskę, Ryszard Ka-
lisz, który odejmuje od swojego ob-
wodu w pasie 100 i „wychodzi mu
wynik” czy Izabela „akuku”
Łukomska-Pyżalska to jeszcze nic.
Internet zawrzał, gdy ukazał się spot
posła Armanda Ryfińskiego. Wyko-
nuje on znak krzyża, tonem rodem z
kościelnej ambony, recytując nazwę
komitetu, a na wybory zaprasza wraz
ze swoim psem z diabelskimi rogami
na głowie. Niebywałą szczerością
wyróżnia się Aleksandra Słomkows-
ka, który pyta potencjalnych wybor-
ców, czy rzygają polityką, a sama
„ma ją w d*pie”, podobnie jak Krym
i wojny. Ale te spoty to jeszcze nic
przy ścieżce dźwiękowej polskiej
drogi do Parlamentu Europejskiego.
Ate dźwięki to zdecydowanie disco
song Karola Karskiego, rymowana
przyśpiewka Jacka Kozłowskiego,
ludowa twórczość Joanny Senyszyn
i kryminalny wątek Anny Kubicy.
Muzyczny koszmar
Ta ostatnia zdecydowała się użyć
w swoim spocie piosenki T-Love pt.
„Jest super”. I to we własnym wyko-
naniu. Ale to nie na brak umiejętnoś-
ci wokalnych zdenerwował się lider
zespołu, Muniek Staszczyk. W wy-
wiadzie dla tvn24 powiedział, że:
„Zespół T-Love wypowiada się w
swoim własnym imieniu, nie w imie-
niu polityków. Nie zamierzamy da-
wać piosenek do spotów wyborczych
(…) To jest chamstwo, ignorancja,
brak poszanowania praw auto-
rskich”. Sprawa prawdopodobnie
skończy się w sądzie.
Na autorskie kompozycje
postawiło za to kilkoro innych kan-
dydatów. Walka o pierwsze miejsce
na podium jest wyrównana. I to
dosłownie, bo biorą w niej udział
przedstawiciele wszystkich domi-
nujących opcji politycznych.
Artystyczną stronę SLD posta-
nowiła pokazać Joanna Senyszyn.
Koło Gospodyń Wiejskich, przy
akompaniamencie akordeonisty w
stroju rodem z wojennej Warszawy,
śpiewa pieśń pochwalną ku czci
kandydatki. Wszystko w zielonej
scenerii miejskiej. I tak w ludo-
wym stylu dowiadujemy się, że ro-
zanielona posłanka (widoczna w
klipie) to „fajno kobita” oraz „za-
wsze się uśmiecha, z każdym się
przywita”. Tradycja miesza się z
nowoczesnością, a w tekście poja-
wia się nawet sam szef partii, Le-
szek Miller.
Kiedy przebrniemy przez 2 minu-
ty twórczości ludowej, możemy ru-
szyć w trasę po Polsce wraz z
posłem Prawa i Sprawiedliwości,
Karolem Karskim. Wszystko dzięki
wideo towarzyszącemu jego piosen-
ce wyborczej „Karski Song”.
Chwytliwy refren na disco bicie
brzmi: „Wybierz Karskiego,
zagłosuj teraz na niego”. Tajemni-
czy, zremiksowany głos dodaje:
„Koleżanko i kolego, głosuj na Kar-
skiego”. Do tego dołączone są „naj-
lepsze życzenia od współpracowni-
ków”, którzy są również twórcami
hitu. Prosty tekst i prymitywna me-
lodia – ta piosenka ma wszystko,
aby stać się przebojem disco polo.
Muzyczną euro podróż kończy-
my w centrum Polski. To tutaj kan-
dyduje wojewoda mazowiecki, Ja-
cek Kozłowski. Platforma Obywa-
telska postawiła na rymy i wspom-
nienia. I tak dowiadujemy się, że
kandydat „studiował w Stanach, w
Polsce skazany”, „gdy potrzeba,
nosi worki z piachem”, a „po gór-
skich szlakach jak kozica bryka”.
Linia melodyczna wyraźnie osadzo-
na w nurcie muzyki pop, a twórca
szlagieru jest nawet wymieniony z
imienia i nazwiska. Sądząc po inter-
netowych komentarzach, potencjal-
ni wyborcy jednak nie docenili arty-
stycznych starań.
Spojrzeniewprzeszłość
Oczywiście wybory do Parlamentu
Europejskiego nie są pierwszymi,
które przyniosły Polsce wyborcze
przeboje. Wszystko zaczęło się pod-
czas kampanii przed wyborami pre-
zydenckimi w 1995 r. Wtedy właśnie
cały kraj bujał się w rymie piosenki
discopolowego zespołu Top One
„Ole, Olek”, poświęconej Aleksand-
rowi Kwaśniewskiemu. Polacy, przy-
zwyczajeni do szarej polityki i
długich przemówień komunistycz-
nych przywódców, z radością przyję-
li ten powiew świeżości. To nakręciło
marketingowo-muzyczną spiralę.
Któż nie pamięta szlagieru Samoob-
rony „Ten kraj jest nasz i wasz”.
Mimo tego, że porwał tłumy i był
obowiązkowym elementem każdych
dożynek, okazał się plagiatem cze-
skiej piosenki i musiał być wycofany.
Partia jednak się nie poddała i już
przy okazji kolejnych wyborów nie-
jeden rolnik śpiewał refren „Polskę
trzeba zLepperować”. Podczas kam-
panii prezydenckiej w 2010 r. głośno
było o piosence „Są nas miliony”,
promującej Grzegorza Napieralskie-
go, a wykonanej przez dwie urocze
blondynki – bliźniaczki. Być może,
w myśl zasady „muzyka łagodzi oby-
czaje”, każda kampania wyborcza w
Polsce ma swoją ścieżkę dźwiękową.
Uczyć sięnabłędach
Wróćmy jednak do euro wybo-
rów. Wojciech Jabłoński, ekspert ds.
marketingu politycznego, powie-
dział dla portalu tvn24.pl: „Ode-
brałem te spoty jako gigantyczną
kampanię, która zachęca ludzi do
tego, żeby nie głosowali. Myślę, że
ona w tym sensie odniosła skutek.”.
Oby do czasu kolejnej kampanii
sztabowcy i kandydaci zrozumieli
kilka kwestii. Na przykład, że nie do
końca o to chodzi w powiedzeniu
„iść z pieśnią na ustach”, a muzyką
dla uszu polskich wyborców nieko-
niecznie jest disco bit w połączeniu
z ociekającym wazeliną tekstem.
AleksandraLAPS
Eurodisko
Zdaniem Rosjan chodziło o wszyst-
kie wyspy. Z kolei Japończycy
twierdzą, że wyłączyli z tej deklara-
cji Iturup, Kunaszyr, Szykotan oraz
grupę wysp Habomai. Ziarno nie-
zgody urosło do wielkich rozmia-
rów. Głos w tej sprawie zabierał
Parlament Europejski, który stanął
po stronie Japonii i rekomendował
Rosji zwrot wysp. Podobną opcję
reprezentowały również Stany
Zjednoczone. Sporne wyspy to
według władz Kremla Kuryle
Południowe, a zdaniem Japończy-
ków to Terytoria Północne.
Między dwomafrontami
Rosja i Japonia od zakończenia II
wojny światowej nie podpisały jesz-
cze traktatu pokojowego. Od kilku
lat strony zmierzają do rozwiązania
konfliktu, jednak dziś może dojść
nawet do jego pogłębienia. Federa-
cja Rosyjska niedawno poinformo-
wała, że ma zamiar zremilitaryzo-
wać wyspy. To wywołało oburzenie
wśród Japończyków. Wszystko po
to, by Kuryle jako „nieodłączna
część Rosji” były chronione. Widać,
że panujące w Europie napięcie
udziela się wielu państwom. Jednak
w sporze o Wyspy Kurylskie nie
chodzi jedynie o zaszłości histo-
ryczne i niejednoznaczne rozumie-
nie podpisanych układów. Kilka lat
temu odkryto tam cenne złoża renu,
używanego przede wszystkim w
przemyśle kosmicznym i atomo-
wym. Prawdopodobnie jest to jeden
z ważniejszych powodów, dla któ-
rego Federacja Rosyjska chce za-
trzymać wyspy. Dla Japonii z kolei
odzyskanie terytoriów jest sprawą
honorową. Chodzi o podkreślenie
suwerenności państwa. Do tej pory
prognozy ekspertów wskazywały,
że konflikt zostanie polubownie
rozwiązany. Nikt jednak nie spo-
dziewał się tego, że Rosja i Japonia
staną na przeciwnych frontach, re-
prezentując odmiennie punkty wi-
dzenia w kwestii Ukrainy. Nietrud-
no zauważyć, że kryzys ukraiński
odciska piętno na stosunkach mię-
dzynarodowych różnych państw.
Przez obecne radykalne kroki
Władimira Putina zmieniło się na-
stawienie władz Japonii. Dlatego
pokojowe zakończenie sporu stoi
wciąż pod znakiem zapytania.
EwaNOWAK
5 czerwiec 2014
Wróćmyjednakdoeurowyborów. WojciechJabłoński, ekspert ds. marketin-
gupolitycznego, powiedział dlaportalutvn24.pl:„Odebrałemtespotyjako
gigantycznąkampanię, którazachęcaludzi dotego, żebyniegłosowali. Myś-
lę, żeonawtymsensieodniosłaskutek.”
Kuryli
Kilkalat temuodkrytotamcennezłożarenu,
używanegoprzedewszystkimwprzemyśle
kosmicznymi atomowym.
Prawdopodobniejest tojedenz ważniejszychpowodów,
dlaktóregoFederacjaRosyjskachcezatrzymać wyspy.
DlaJaponii z kolei odzyskanieterytoriówjest sprawą
honorową.
s
l
d
.
p
l
Oddawnajuż nikt niewątpi wniebywałąfantazjępolskichpolityków. Agdydo
tegododać melodierodemz discopolowychkoszmarówlat 90., brakdystansudo
siebiei kiepskichspecówodmarketingupolitycznego, otrzymujemywyborczą
listęprzebojów.
6 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Podróże, poznawanie no-
wych ludzi i miejsc, zdobywanie
wielu doświadczeń, pokonywanie
swoich słabości. To wszystko
możemy zaliczyć jak najbardziej do
plusów. Wszczególności to, że łączą
swoją pracę z pasją. Robią to, co ko-
chają, a tylko w takiej sytuacji efekty
mogą być zadowalające. Nie sposób
wyobrazić sobie człowieka, który
uprawia sport z przymusu lub pod
presją.
Robię to, co kocham, wywołując
u innych łzy szczęścia. Czy może
być coś piękniejszego? Słowa
Krzysztofa Ignaczaka, który zjada
przysłowiowe zęby na siatkówce,
wyrażają chyba wszystko. Jedną
częścią pracy sportowca są właśnie
podróże, nowe doświadczenia,
drugą z kolei emocje, które dostar-
czają wszystkim kibicom. W pełni
świadomie można też Ignaczakowi
odpowiedzieć: Nie, nie ma nic
piękniejszego. Dla kibica z pew-
nością...
Z drugiej strony, ciągłe wyjazdy,
zawody, mecze, treningi... Gdzie
czas dla rodziny, na odpoczynek
lub na zwyczajne leniuchowanie?
Miliony wyrzeczeń i wylanego
potu na rzecz sportu.
Często czytamy, że związki i ro-
dziny sportowców rozpadają się,
ciągle słyszy się o poważnych kon-
tuzjach – nawet takich, które zmu-
szają do zakończenia kariery. Se-
bastian Świderski, jedna z ikon pol-
skiej siatkówki, został zmuszony do
pożegnania się z zawodowym gra-
niem właśnie przez ciągle nawra-
cające kontuzje. Jak widać, sport
kosztuje niemało i nie przynosi sa-
mych korzyści.
Sport jest piękny, ale jednocześ-
nie okrutny. Najpierw wyciśnie z
człowieka wszystkie siły i umiejęt-
ności, a później... No właśnie, co
potem?! Na pierwszy rzut oka spor-
towiec po zakończeniu swojej ak-
tywności jest pozostawiony sam so-
bie. Szczęśliwi ci, którzy niemal
natychmiast dostają propozycję
pracy jako szkoleniowcy. Niestety
nie wszyscy mają takie szczęście,
dlatego wielu stara się zdobywać
nowe kwalifikacje, by później nie
zostać na lodzie i bez pieniędzy.
Często zdarza się, że aktywni spor-
towcy podejmują studia, które po
zakończeniu kariery mogą im po-
móc w stworzeniu swojej działal-
ności gospodarczej. Swoich sił pró-
bują także w reklamach. Wszyscy
znamy spot polskiej trójki z Borussi
w Oplu, Bartosza Kurka, który
wraz ze swoim młodszym bratem
zachęca do jedzenia Monte czy Leo
Messiego, chcącego okraść starusz-
kę z Lay'sów.
Ciekawe pomysły mają także za-
wodnicy, których przygoda z ak-
tywnym uprawianiem sportu już się
zakończyła. Najbardziej znać daje o
sobie Piotr Gruszka, który zdecydo-
wał się na występ w Tańcu z
Gwiazdami. Wzbudził tym ogrom-
ne zdziwienie wśród kibiców. Po-
mijając umiejętności taneczne
byłego siatkarza, z pewnością nie
można mu odmówić odwagi i dys-
tansu do siebie. Stanąć oko w oko z
Czarną Mambą to nie lada wyzwa-
nie.
Dość osobliwą koncepcją wyka-
zał się też były piłkarz, David Bec-
kham, który postanowił przemie-
rzać ulice w bokserkach. Wszystko
po to, by zareklamować nową ko-
lekcję H&M.
Pomysły i sposoby są różne,
często budzą kontrowersje, a
wszystko po to, by stan konta się
zgadzał. W zasadzie trudno się dzi-
wić, że sportowcy chwytają się
różnorodnych przedsięwzięć. Praw-
da jest taka, że z zawodowego
uprawiania sportu nie da się przez
całe życie utrzymać.
NataliaPAWLAK
p
o
ls
a
t
.
p
l
Sport jest piękny, alejednocześnieokrutny. Naj-
pierwwyciśniez człowiekawszystkiesiłyi umie-
jętności, apóźniej... Nowłaśnie, copotem?!
Sportowa (nie)dola
Pogońza Il Fenomeno
Dlakażdegokibicapiłki nożnej tegorocznyMundial
wBrazylii będzieświętem. Rozgrywanyraz nacztery
lataturniej przyciągnienatrybunyi przedtelewizory
milionywidzów.
Będą oni oglądać zacięte,
pełne emocji pojedynki, piękne ak-
cje i to, co w futbolu najważniejsze –
bramki. Każdy gol zdobyty podczas
mistrzostwświata, jak i jego strze-
lec, przechodzi do historii. Mundial
w Brazylii będzie więc wielką
okazją do zapisania się w historii
piłki nożnej.
Cołączy Ronaldoi MiroslavaKlose?
Brazylijczyka i Niemca z polski-
mi korzeniami łączy ilość strzelo-
nych bramek w finałach Mistrzostw
Świata. Obecny lider tej klasyfika-
cji strzelił ich 15, natomiast Klose o
jedną mniej. Pierwszy, obecnie 38
letni piłkarz, „powiesił buty na
kołku” w 2011 roku, drugi, mimo
35 lat na karku, kontynuuje karierę
we włoskim Lazio Rzym. Zarówno
Ronaldo, jak i Klose powiększali
swój dorobek bramowy w trakcie
trzech Mundiali.
Niemieckakonsekwencja
Klose prezentuje większą regular-
ność. W Korei, Japonii oraz w Nie-
mczech zdobył 5 goli, a na ostat-
nich Mistrzostwach świata 4. Bra-
zylijczyk rozpoczął od 4 goli we
Francji, następnie błysnął formą w
Korei i Japonii, zdobywając 8 goli,
a na swoim ostatnim Mundialu w
Niemczech dołożył 3 trafienia. W
Korei i Japonii poprowadził repre-
zentację Brazylii do zwycięstwa.
Był to jego drugi tytuł mistrzowski,
pierwszy „zdobył” na Mundialu w
Stanach Zjednoczonych, na którym
nie rozegrał jednak ani minuty. Re-
prezentacja Niemiec z Klose w
składzie uległa Brazylii w finale
Mistrzostw Świata w Korei i Japo-
nii, poza tym dwukrotnie stawał na
najniższym stopniu podium.
Rekordy dopobicia
Reprezentacja Niemiec, prowa-
dzona przez Joachim Löwa, po raz
kolejny jest typowana wśród
wąskiego grona faworytów do
triumfu. Niewątpliwie Mundial w
Brazylii będzie okazją dla Mirosla-
va Klose do zdetronizowania Ro-
naldo i zdobycia tytułu strzelca
wszechczasów Mistrzostw Świata.
Niemcy zagrają w grupie G z Portu-
galią, Ghaną i Stanami Zjednoczo-
nymi. Czy Klose będzie miał okazję
wystąpić w tych meczach?
Dręczące go w tym sezonie urazy
mięśniowe mogą wpłynąć na decyz-
ję Löwa odnośnie jego powołania
do reprezentacji. Amoże ktoś poku-
si się o pobicie rekordu Just Fontai-
ne, który w 1958 roku na Mundialu
w Szwecji zdobył 13 goli w 6 spot-
kaniach? Wszystko przed nami.
KingaKWIECIEŃ
ReprezentacjaNiemiec, prowadzonaprzez
JoachimLöwa, poraz kolejnyjest typowana
wśródwąskiegogronafaworytówdotriumfu.
NiewątpliwieMundial wBrazylii będzieokazjądlaMiroslava
KlosedozdetronizowaniaRonaldoi zdobyciatytułustrzel-
cawszechczasówMistrzostwŚwiata.
Kiedyś będęjakMichael
Jordan... Sportowcydla
wieluludzi, szczególnie
młodych, sąwielkimau-
torytetem. Zpewnością
wielunaszychznajo-
mych, przyjaciół marzyło
otym, bylatać takjak
Jordan, wyprawiać z
piłkąnajróżniejszefigle
jakMessi czywbijać
gwoździez drugiego
piętrajakPiotr Nowa-
kowski. Chciałobysiępo-
wiedzieć, żeżyciespor-
towcatosamepozytywy.
Czywrzeczywistości fak-
tyczniejest takkoloro-
wo?
7 czerwiec 2014
Serce bierze górę nad rozu-
mem, fakty i zimne statystyki zani-
kają, kiedy w żyłach płynie adrenali-
na, której nie trzeba pompować
strzykawką w serce, jak robił to tra-
voltowski Vincent Vega
odpływającej w zaświaty Umie
Thurman w Pulp Fiction. Kwint-
esencji piękna też nie da się za-
trzasnąć w klatce i podziwiać do
śmierci, bo cóż pięknego byłoby w
czymś, co nie może uciec przez
dziurkę od klucza. Kiedy Wojciech
Kuczok na łamach Gazety Wybor-
czej opisywał fenomenologię, jaką
niesie ze sobą gol powszechnie
uznany za urodziwy, do głowy przy-
szło mi, że bramki są indywidualną
formą ekstazy z piłkarskich boisk.
Ale że jest to sport drużynowy, to ro-
mantycznej historii szukałbymu po-
czynań całego zespołu.
W futbolowych annałach zapisało
się wiele drużyn, które figurują jako
team piłkarskich architektów me-
czowej fantazji, zespołów solistów
wyśpiewujących arie w kolejności
lub kanonie albo po prostu „facetów
z jajami” nastawionych na dobro
grupy, przekładających indywidual-
ne laury na korzyści kumpla z dru-
giej linii. I tak można by rozwodzić
się nad wyższością jednych nad
drugimi wedle mentalnych przeko-
nań każdego kibica. Historia uczy o
dominacji madryckiego Realu lat
50., prekursorach „futbolu totalne-
go” z Ajaxu lat 70. czy rock’n’rol-
lowej ferajnie Liverpool’u lat 80..
Historia podręcznikowo uznana za
najnowszą wskazuje zachwyt nad
erą galaktycznego składu „Los
Blancos” na początku XXI wieku,
lecz największy hołd składa barce-
lońskiej tiki-tace. I tak jak kataloń-
ska filozofia przeniosła się ze stoli-
cy Katalonii do Monachium za
sprawą współczesnego myśliciela
rodem ze starożytnej Grecji w
postaci Pepa Guardioli, tak odczu-
wam nieodparte wrażenie, że za-
chwyt bardzo różni się od podziwu.
Podziwiam Bayern za niemiecką
precyzję i hiszpański temperament,
jednak na Don Kichotów
walczących z wiatrakami w postaci
horrendalnych pieniędzy, buntowni-
ków jakichkolwiek hierarchii,
dążących do zaburzenia piłkarskie-
go porządku, wskazałbym bohate-
rów z dnia wczorajszego, obecnego
oraz jutrzejszego.
Jeszcze wczoraj do późnego wie-
czoru wodzirejem na parkietach
Ligi Mistrzów była Borussia Dor-
tmund. Opierała się monachijskie-
mu gigantowi na krajowym po-
dwórku przez dwa lata, hucznie za-
bawiała się też na europejskich sa-
lonach. Romantyczna historia w
piłce nożnej nie kończy się jednak
happy endem. Po kolei z tej pięknej
kobiety zdzierane są kolejne ele-
menty garderoby, a po odejściu
Götze i Lewandowskiego Borussia
zostanie w samej bieliźnie. Mimo
że w świecie idealnym najważnie-
jsze jest wnętrze, dortmundczykom
trudno będzie wejść na ten eksklu-
zywny bankiet w podartych tram-
pkach.
Dziś mianem drużyny romantycz-
nej, która zapiera dech w piersiach,
sławi się Atletico Madryt. Hiszpań-
skie zakapiory mają dość życia pod
krawatem, rozszarpują rywala bez
krzty wrażliwości, imprezę przenie-
śli do swojej własnej miejscówki.
Parszywa jedenasta ze stolicy nie
będzie sączyć francuskiego wina,
zagryzając go krewetkami, madryt-
czycy preferują szaleństwo i waria-
cje aż do bladego świtu. Boję się
jednak, że powtórzą kazus dortmun-
dzki i mimo że zapiszą się w ser-
cach kibiców stęsknionych za boha-
terstwem i odwagą przeniesioną na
stadiony świata, kluczowe elementy
układanki Diego Simeone rozejdą
się po bogatszych klubach z rangi
wiecznego topu. Czyż historia obu
zespołów nie wydaje się podobna?
Mistrzostwo kraju kosztem krajo-
wych hegemonów, ale i przegrany
finał Ligi Mistrzów z rywalem zza
miedzy – coś podobnego działo się
przecież całkiem niedawno…
Wreszcie tabu przełamuje
drużyna jutra, która oparła się prze-
syconej pieniędzmi płynącymi stru-
mieniami w rublach albo ropie na-
ftowej konkurencji, walczącej jak
lodołamacz z kapitanem na pokład-
zie, który wie, że nigdy nie będzie
szedł sam. Czerwona armia z Liver-
pool’u nasycona historią i symbo-
lizmem, naznaczona tragedią na
Hillsborough, stęskniona za złotymi
latami osiemdziesiątymi, ze Steve-
nem Gerrardem na czele, którego
łzy po zwycięstwie z Manchesterem
City zostaną we wspomnieniach fa-
nów na zawsze. Pod wodzą Brenda-
na Rodgersa The Reds pragną
rozpływać się po Europie jak kiedyś
przeboje Beatlesów. Zespół, który
wychodzi daleko poza ramy klubu
piłkarskiego, drużyna łaknąca trofe-
um przeciw wszystkim przeciwnoś-
ciom losu i bezczelności świata,
ekipa, której hymn głosi, że nawet
jak do przerwy przegrywasz 0:3, to
maszeruj dalej, ma szansę na
przełamanie wszelkich, nie tylko
sportowych, barier. Dziś złośliwi
widzą w nich tylko vice-mistrzów
kraju. Ale jutro? Wpuśćmy duet
SAS do Ligi Mistrzów.
Moi trzej romantyczni bohatero-
wie, którzy wywrócili, wywracają i
wywrócą piłkarski świat, są jakże
różni od siebie i trudni do zdefinio-
wania, ale składają się na zespoły
inne niż wszystkie. Drużyny, które
może czasem utopijnie wierzą w
siebie, wierzą, że tych wiecznych
hegemonów można choć na chwilę
pokonać. I że można być na jakiś
czas Dawidem pokonującym Golia-
ta. Za kilkanaście lat prawdopodob-
nie nie usłyszymy o dominacji Bo-
russii, Atletico czy Liverpool’u,
gdyż teraz jest o wiele gęściej na
piłkarskim Olimpie i trudno się na
nim utrzymać na dłuższy czas. Ale
mimo że nie da się wytłumaczyć ich
fenomenologii, smak chwili będzie
wykwintną przystawką. Roman-
tyczny duch zwyciężania przebija
się nawet w tak brutalnej rozgryw-
ce, jaką jest piłka nożna.
Michał Leśniczak.
u
e
f
a
.
c
o
m
Trzecia edycja akcji charyta-
tywnej Fura Szczęścia obfitowała w
wiele wyjątkowych i wzruszających
momentów. Każdy wyjazd do siedzi-
by Fundacji Stworzenia Bohdana
Smolenia, która zajmuje się hipotera-
pią dzieci i dorosłych, wiązał się z
ogromną dawką emocji. Studenci
Komunikacji wBiznesie Uniwersy-
tetu Ekonomicznego wPoznaniu wy-
korzystali efekt synergii, łącząc swo-
je pasje, kompetencje i predyspozy-
cje, aby okazać pomoc potrze-
bującym: tym, którzy nie mogą o
własnych siłach podnieść się z łóżka,
którzy nie potrafią wyrazić słowami
tego, co czują, chociaż bardzo by
tego chcieli. To właśnie uśmiech na
ich twarzach jest wyrazemwdzięcz-
ności dla zapracowanych, ambitnych,
młodych ludzi, którzy osiągnęli wy-
znaczony cel finansowy. Wmarcu
grupa empatycznych studentówza-
decydowała, że dołoży wszelkich sta-
rań, aby zebrać 18 000 zł. Bieżący
wynik finansowy to ponad 26 000 zł!
Jest to rekordowa suma, jaką udało
się zgromadzić studentompod ban-
derą Fury Szczęścia.
Zebrałosięnawspomnienia
- Doskonale pamiętam, jak zaczy-
naliśmy planować nasze działania.
Widziałam niepewność w oczach
koleżanek i kolegów: czy to się uda,
czy to ma sens? – powtarzali w prze-
rwach między zajęciami – mówi
Anna Hankiewicz z działu PR Fury
Szczęścia. Jako młodzi menedżero-
wie na własnej skórze przekonali się,
że dobry plan to podstawa, a moty-
wowanie do działania dużej grupy
osób nie należy do łatwych zadań.
Okazji do sprawdzenia się w roli ko-
ordynatora projektu było wiele: dwie
imprezy w poznańskim klubie, wy-
darzenie Przystanek Fura Szczęścia,
warsztaty taneczne, Gala Finałowa,
aukcje internetowe oraz Dzień
Dziecka w siedzibie fundacji. Pod-
czas festynu dla najmłodszych stu-
denci przekazali pracownikom fun-
dacji symboliczny czek. Kwota
zgromadzonych funduszy wciąż
wzrasta, podczas ostatniego eventu
suma wynosiła ponad 25 000 zł. Or-
ganizatorzy akcji przekonali się, że
działalność charytatywna niesamo-
wicie rozwija w sensie duchowym i
daje poczucie satysfakcji z najmniej-
szych sukcesów.
FuraSzczęściama26koła!
Teraz mogą śmiało powiedzieć:
tak, daliśmy radę, ponieważ ich Fura
Szczęścia dojechała do mety bez ko-
lizji i przywiozła bagażnik wypełnio-
ny prezentami dla podopiecznych
fundacji. Dzięki zaangażowaniu i
uporowi studentów z Poznania oraz z
pomocą szczodrych sponsorów udało
się przywieźć chorym dzieciom uś-
miech. Studenci nie zamierzają
próżnować także w wakacje. Posta-
nowili wziąć udział w ogólnopolskim
konkursie na najlepszy projekt, w
którym można wygrać kilkadziesiąt
tysięcy złotych na potrzeby fundacji.
„Leczludzi dobrej woli jest więcej’
Inicjatorzy akcji dziękują wszyst-
kim, którzy jechali razem z nimi Furą
Szczęścia. Nawet najmniejszy gest
utwierdził ich w przekonaniu, że ra-
zem mogą wiele zdziałać. Doskonale
wiedzą, że kwestie materialne mają
drugorzędną wartość. Liczy się prze-
de wszystkim dobre serce i szczere
chęci, które prędzej czy później przy-
niosą wymierne efekty. Studenci
życzą wszystkim, żeby nigdy nie byli
tak zajęci swoimi sprawami, by nie
zareagować na potrzeby innych ze
współczuciem i życzliwością. Mają
nadzieję, że za rok Fura Szczęścia
ponownie wyjedzie z Uniwersytetu
Ekonomicznego w Poznaniu.
AnnaHANKIEWICZ
Fura dojechała docelu
Logicznegowytłumaczeniaporywającegozjawiska
wystosować niemożna, przenikliwość doznańjest
takogromna, żeniemieści sięwramachsłowapisa-
negowżadnymjęzyku.
Poruszyli nieboi ziemię,
żebypomóc Fundacji
StworzeniaPanaSmole-
nia. Studenci Uniwersy-
tetuEkonomicznego z
pomocąszczodrychdar-
czyńcówosiągnęli wy-
znaczonycel finansowyi
zaczerpnęli z tegocałą
FuręSzczęścia.
Inicjatorzyakcji dziękująwszystkim, którzyje-
chali razemz nimi FurąSzczęścia. Nawet naj-
mniejszygest utwierdził ichwprzekonaniu, że
razemmogąwielezdziałać.
Złożonadefinicja
drużyny romantycznej
jeszcze przeżyć takie wyjątkowe
chwile i relacje. Na pewno było
sporo takich wydarzeń. Na pewno
przeżyciem było Widzew-Broen-
dby. Ze względu na to, co działo się
na boisku w Kopenhadze i zaraz po
spotkaniu, mojej relacji stamtąd,
którą ktoś musiał nagrać i wrzucić
do Internetu. Pamiętajmy, że był to
rok 1996. Ktoś musiał zadać sobie
wiele trudu. Do dzisiaj czeka butel-
ka szampana, jeśli ktoś udowodni,
że to właśnie on pierwszy zamieścił
tę relację. Było już paru chętnych,
którzy mówili, że to oni, ale po tes-
tach sprawdzających okazywało się
inaczej. Jest też wiele innych bar-
dzo dramatycznych momentów, do
których lubię wracać. Powtórzę:
dajcie mi jeszcze chwilę, abym na-
dal tego posmakował.
Przegląd Sportowy wspólnie z
Telewizją Polską organizuje
plebiscyt nawydarzeniei spor-
towca25-leciawnaszymkraju.
Na jakie wydarzenie by Pan
zagłosował i na którego spor-
towca?
– Nie mam nic przeciwko plebis-
cytom, lecz podobny prowadzi inny
portal. Gdzieś się w tym rozdrabnia-
my, bo czy nie warto tego zrobić np.
przy wyborze Sportowca Roku?
Można połączyć siły wszystkich or-
ganizatorów i zrobić jeden plebiscyt.
Dzięki temu ranga i prestiż byłyby
znacznie większe. Jeśli chodzi o
ostatnie 25 lat, to wydaje mi się, że
Adam Małysz. Cała Małyszomania,
kilkanaście lat jego pięknej kariery,
nie tylko jego sukcesów, ale to
wszystko jako zjawisko socjologicz-
ne: czym Małysz nas zaraził, w co
poprowadził, jak my to przeżywaliś-
my. To zjawisko, wydarzenie, a
także sportowiec, na którego bym
zagłosował.
Komentował Pan wyjątkowe
mecze piłkarskie, sukcesy Ju-
styny Kowalczyk czy Adama
Małysza. Czy jest jakiś sporto-
wiec, z którymszczególnie się
Panzżył, wpewnymsensiejest
Panunajbliższy?
– Jakbym odpowiedział, to pew-
nie byłbym posądzony o brak obiek-
tywizmu podczas komentowania. Z
wieloma sportowcami się znam, na-
wet przyjaźnię. To nie jest nic złego.
Dziennikarz ma do tego prawo, jeśli
pewne granice po obu stronach nie
zostaną przekroczone. Chodzi mi o
obiektywne spojrzenie na sportowca
i jego walkę. Sportowiec również,
bez względu na znajomość, powi-
nien wykonywać swoje obowiązki
względem dziennikarzy bardzo po-
prawnie, także poza boiskiem. O
szczegółach nie chcę mówić, bo wy-
znaję zasady, że pewnych tajemnic
się nie zdradza. Pewne fragmenty
znajomości pozostają tylko dla
określonego kręgu czy dwóch osób.
Nieraz są to wspólne rozmowy, nie-
typowe przeżycia. Czasem to sytua-
cje wyjątkowe – śmieszne, smutne,
a chwilami tragiczne. Nie wszystko
musi ujrzeć światło dzienne.
MaPanzasobąkilkanaściepo-
ważnychturniejówpiłkarskich
wroli sprawozdawcy. Jaki jest
Pana faworyt na zbliżający się
Mundial wBrazylii?
– Chciałbym, żeby wygrała Bra-
zylia, żeby Brazylia w Brazylii uto-
nęła w tym szczęściu. Boję się, że
nie do końca będzie to turniej ma-
rzeń. Jestem przeciwny gigantoma-
nii w sporcie, która pojawiła się też
na mistrzostwach świata. Zbyt duży
rozrost tego turnieju też wpływa na
to, że piękno futbolu nie zawsze
wygrywa. Obawiam się, że tak bę-
dzie w Brazylii. Piłkarze są zmęcze-
ni, jest coraz więcej rozgrywek, za
mało czasu na przygotowania, a
same zawody są wyczerpujące. Od
lat podkreślam też, że nie za piękno
gry przyznaje się tytuł Mistrza
Świata. Zdobywa go ten, kto dotrze
do finału i go wygra, bez względu
na to, czy gra ładnie, czy fatalnie, a
sprzyja mu tylko szczęście. Turnieje
z ostatnich lat potwierdzają, że fan-
tastycznej i emocjonującej piłki na
wielkich imprezach jest coraz
mniej.
Corazmniej jest takżePolaków
na wielkich imprezach. Czy
trudniej komentujesięzawody,
gdy nie ma na nich naszej re-
prezentacji?
– Nie do końca tak jest. Jasne, że
z Polakami człowiek bardziej się
identyfikuje i to podwójne
przeżycie. Bardzo lubię jednak ko-
mentować wydarzenia, gdzie boha-
terami są także sportowcy spoza na-
szego kraju, np. mecze. Kilka jest
wręcz niezapomnianych, jak choćby
z ME w Szwajcarii i Austrii w 2008
roku: spotkania Holandia-Francja,
Holandia-Włochy. Holendrzy grali
pięknie. W eliminacjach gromili ry-
wali, jak chcieli. Wydawało się, że
zdobędą turniej jednym palcem u
prawej bądź lewej nogi. Później
przyszedł kryzys związany z pew-
nymi kłopotami. Zmiana drużyny
na mecz, kiedy już mieli zagwaran-
towany pewny awans. Coś się roz-
sypało, a do tego doszły problemy
osobiste zawodników. Gdzieś
zniknął team spirit. Duch drużyny
się rozjechał i nie było sukcesu. Ta-
kie mecze zagranicznych zespołów
też lubię komentować.
Rozmawiali
KonradWITKOWSKI
i JarekWIĘCŁAWSKI
8 www.facebook.com/gazeta.fenestra
Jestemżuczek
Dzisiejsze spotkanie zaty-
tułowano„Sport jest okrutny”,
ale Pan w swoim życiu był
świadkiem wielu pięknych
chwil polskichsportowców.
– To prawda, organizator spotka-
nia pewnie przewrotnie wymyślił
taki tytuł. Sport jest okrutny, ale to
wcale nie znaczy, że jest to określe-
nie pejoratywne. Aja rzeczywiście
jestem delikatny. Jestem żuczek. W
sporcie szukam czegoś pięknego,
optymistycznego. W dzisiejszych
czasach sport, mimo wszystkich
skażeń, tej rdzy, która gdzieś tam
wchodzi także w ten świat, jest ta-
kim oceanem siły, piękna, wielu
możliwości i motywacji. Wiele
wspaniałych rzeczy ze sportu
można przenosić do naszego życia
prywatnego czy biznesu, dlatego
właśnie w sporcie zawsze szukam
czegoś optymistycznego. Określe-
nie okrutny może pozostawmy na
kolejne spotkanie.
Nawiązując jeszcze do tego te-
matu. Czy pamięta Pan jakiś
okrutnymoment, którymusiał
Pankomentować?
– Okrutne jest, gdy sportowiec
przegrywa walkę, kiedy dał z siebie
– to takie wyświechtane określenie,
którego nie lubię – wszystko. Wte-
dy razem z nim przeżywa to spra-
wozdawca. Z kolei, kiedy wiemy,
że sportowiec przekroczył granicę
swoich możliwości i nie odniósł
zwycięstwa, to faktycznie często
używamy takiego określenia –
okrutny jest sport. Robimy tak
także, gdy nie dopisze mu szczęś-
cie. Pewnie wiele razy używałem
tego zwrotu, np. podczas rzutów
karnych, a przed laty jeszcze loso-
wań w meczach piłkarskich. Jede-
nastki wyłaniały mistrzów świata.
Pamiętam doskonale Mundial w
USAw 1994 roku, kiedy doszło do
takiej sytuacji. To w pewnym sen-
sie jest okrutne. Dziewięćdziesiąt
minut walki, trzydzieści dogrywki,
a potem jeszcze karne. Z drugiej
strony jest to piękne i emocjo-
nujące. To trzyma nas wszystkich w
napięciu do ostatniej sekundy. To
taki sportowy trans dla wszystkich.
Nieraz zastanawiam się, czy aby
zabić nudę, nie warto rozpocząć
spotkania od rzutów karnych, od
razu rozstrzygnąć, kto jest zwy-
cięzcą, aby nie męczyć nas przez
90 minut.
Czy jest jakiś moment szcze-
gólny, wyjątkowarelacja, którą
wspomina Pan najlepiej, naj-
bardziej pozytywnie?
– Jak pójdę na emeryturę, to będę
robił taką klasyfikację. Dajcie mi
Redaktor naczelny
Mikołaj Zajączkowski
Zastępca redaktora naczelnego
JarekWięcławski
Sekretarz Redakcji
Dominika Pacyńska
Redaktor działuPolityka
Mikołaj Zajączkowski
Redaktor działuSport
JarekWięcławski
Redaktor działuKultura
Aleksandra Laps
Redakcja:
Milena Gorczewska
Mateusz Iwiński
Grzegorz Iwasiuta
Marta Jędrzejczak
Beata Kapusta
Michał Krajniak
Kinga Kwiecień
Michał Leśniczak
Szymon Lipiński
Mariusz Nawrot
Ewa Nowak
Kasia Nowak
Natalia Pawlak
Mikołaj Stanek
MagdalenaWitek
KonradWitkowski
Kacper Witt
Korekta
Małgorzata Adamczewska
Kasia Nowak
Skład
Tomasz Szukała
Opiekunredakcji
Red. LesławCiesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fenestra
Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo
do redagowania i skracania
nadesłanych tekstów. Redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za treść
zamieszczanych reklam.
Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra
Kilkanaścieigrzyskolimpijskich, kilkadziesiąt lat doświadczenia,
setki fenomenalnychporównańwrepertuarze, tysiącegodzinspędzonych
zamikrofonem, aprzedewszystkimniezliczoneemocjei wypieki nalicach
zakochanychwjegogłosiesłuchaczy. Relacjonował zarównospektakularne
sukcesyPolaków, jaki ichwielkieporażki. Był świadkiemwieluhistorycznych
wydarzeńsportowych. Okimmowa? Paniei panowie, otoTomasz Zimoch
– legendapolskiegodziennikarstwasportowego.
F
o
t
.
d
z
i
e
n
n
i
k
ł
ó
d
z
k
i