You are on page 1of 8

4

Coraz więcej polskich filmów poświęconych jest przeszłości.
Wśród nich znajduje się wciąż wyświetlane w multipleksach
„Miasto 44”. Czy liczba produkcji równa jest jakości?

Trener mistrzów

7

dailymail.co.uk

Kino historyczne

Na początku przez wszystkich krytykowany, a we wrześniu
przepraszany i wychwalany pod niebiosa. Francuz nie miał
łatwego początku, lecz poradził sobie z presją.
Teraz pora zastanowić się nad przyszłością.

6

Bezpłatny dwumiesięcznik
Nr 31 z PaźdzIeRIk 2014

Wrześniowe przesilenie polityczne
rządu było bardzo dobre expose
z planami wykraczającymi poza
perspektywę kolejnych wyborów
parlamentarnych. Nowa premier
staje przed takimi wyzwaniami jak
polityka prorodzinna czy bezpieczeństwo narodowe. Zmuszona
zostaje do pójścia szlakami wyznaczonymi przez jej poprzednika.
Ewa Kopacz siłą rzeczy musi pokazać, że nie jest jego nieudaną
dziedziczką.

Takich zmian na polskiej scenie politycznej nie było od
ponad dziewięciu lat. Wystarczyło tylko, że zszedł z niej
jeden z dwóch najmocniejszych graczy. Na naszych
oczach zaczyna się nowy rozdział w historii III RP.
Tusk do Brukseli

Spekulacje stały się faktem. Donald Tusk został przewodniczącym
Rady Europejskiej. Od grudnia były
polski premier będzie pełnił funkcję
bardziej prestiżową niż związaną
z realną władzą. W jego przypadku
jest to o tyle znaczące, że przestaje
być nie tylko szefem polskiego
rządu, ale też przewodniczącym
Platformy Obywatelskiej. Partia,
której udało się tak daleko dojść
właśnie dzięki swojemu liderowi,
w dłuższej perspektywie może okazać się głównym poszkodowanym
tej wielkiej zmiany.

Platformiane bezkrólewie

Miejsce Tuska w roli szefa rządu
i lidera PO objęła dotychczasowa

Marszałek Sejmu – Ewa Kopacz.
Nie oznacza to, że od razu jej pozycja jest równie mocna jak jej poprzednika. Cezary Grabarczyk,
Grzegorz Schetyna, Radosław Sikorski, a także prezydent Bronisław
Komorowski – to z nimi nowa przywódczyni powinna się liczyć, dopóki wybory parlamentarne nie potwierdzą jej znaczenia. Chcąc utrzymać notowania partii, przynajmniej
przez rok będzie musiała zaspokajać ambicje każdego z nich.

Opozycja w nowym rozdaniu

Zmiana na szczytach władzy
zmieniła także położenie opozycji.
Bazując na niechęci do byłego już
premiera, PiS przez ostatnie lata budowało swoją strategię, sukcesywnie wzmagając ją u swoich zwolenników. Czy teraz znów się uda…?
Ułatwieniem dla nowej premier pozostaje fakt, że przynajmniej Janusz
Palikot zaczyna zachowywać się niczym jej drugi koalicjant.

Pani premierka

Po raz drugi kobieta w tym kraju obejmuje tak ważną funkcję.
Jednak po raz pierwszy ma szansę
na to, aby stać się kimś więcej. Po
mało udanej prezentacji nowego

Mikołaj STANEK

Słowo od redakcji

J

esień w mediach to szczególna okres roku. Po letnim sezonie ogórkowym (szczególnie
lipcu i sierpniu) zdecydowanie więcej dzieje się w sporcie i polityce.
Ramówki telewizyjnych stacji
ożywają i po wakacyjnej przerwie
znów można oglądać nowe odcinki
ulubionych programów lub seriali.
Na koncertowej mapie Polski jest
już mniej festiwali, ale najlepsze zespoły przenoszą się do klubów zlokalizowanych na terenie całego kraju. Na tle jesieni wyjątkowo wypada
październik, miesiąc, w którym
część z nas powraca na uczelnię,
a inni dopiero rozpoczynają studencką przygodę.

Dość nietypowo, bo dopiero na końcu witamy
studentów pierwszego roku. Na początku znajomości warto się przedstawić. Fenestra to
miesięcznik redagowany przez studentów dla studentów.
To również miejsce, w którymTy możesz zaprezentować
swoje umiejętności.

Przez siedem lat w polskiej polityce dochodziło do wielu przetasowań w składzie rządu, ale dopiero
teraz dokonała się prawdziwa rewolucja. Więcej o byłym premierze i
nowej pani premier pisze Mikołaj
Stanek. Jaką drogą pójdą nowi ministrowie? Najwidoczniej nie
wszyscy uważają dorobek swoich
poprzedników za sukces. Cezary
Grabarczyk niedawno znajdował się

z Jarosławem Gowinem w jednej
partii, lecz wcale nie zamierza być
kontynuatorem jego reform. Nie
brakuje sporów na polskiej scenie
politycznej, ale nie gasną także
inne, znacznie poważniejsze konflikty. O tych najbardziej niepokojących przeczytacie w artykule
Mariusza Nawrota.
Za najszczęśliwszą wiadomość
we wrześniu niektórzy uznali wy-

jazd Donalda Tuska z Polski. Mniej
kontrowersji wzbudzało natomiast
mistrzostw świata siatkarzy. Nasi
gracze pod wodzą francuskiego
szkoleniowca dokonali niemożliwego, znów na chwilę jednocząc rodaków. Po czterdziestu latach znów
mamy najlepszą reprezentację na
całym globie. Tego tematu nie mogliśmy pominąć. Michał Leśniczak
chciał mieć swoje Wembley i na
pewno nie spodziewał się, że jego
życzenie polscy piłkarze spełnią tak
szybko. Drugi cud nad Wisłą był
imponujący, ale droga na Euro 2016
nie będzie usłana różami. Sprawdźcie sami, jak smakuje zakazany
owoc.
W kinach królują już „Bogowie”,
kolejny film oparty na faktach, a
my zastanawiamy się nad fenomenem innych historycznych produkcji. Szczególnie inspirującym tematem w ostatnim czasie stała się II

wojna światowa. Jak cię widzą, tak
cię piszą – biorąc pod uwagę naszą
markę w Europie, mamy nadzieję,
że to nieprawda. Więcej dowiecie
się, kierując na północ. Nie samą
wyższą kulturą żyje student.
O możliwościach organizacji czasu
po zajęciach dowiecie się z miejsca,
gdzie diabeł mówi dobranoc.
Dość nietypowo, bo dopiero na
końcu, witamy studentów pierwszego roku. Na początku znajomości
warto się przedstawić. Fenestra to
miesięcznik redagowany przez studentów dla studentów. To również
miejsce, w którym Ty możesz zaprezentować swoje umiejętności.
Szczególnie zależy nam na osobach,
które potrafią połączyć przyjemne
z pożytecznym – dziennikarstwo
z pasją. Jeżeli należysz do tego grona, na pewno otrzymasz od nas
szansę.

Jarek WIĘCŁAWSKI 

P

rzewlekłość wielu postępowań sądowych w Polsce,
zwłaszcza w sferze prawa cywilnego, nie była czymś nadzwyczajnym. Wielu ekspertów podkreślało
nieefektywne zarządzanie kadrami sędziowskimi oraz bałagan administracyjny w ustroju sądów powszechnych.
Ciągnące się miesiącami, a nawet latami postępowania stanowiły symbol
polskiego wymiaru sprawiedliwości,
analogicznie do kolejek do gabinetów
lekarskich w służbie zdrowia. Wszystkie siły polityczne uznały, że w końcu
trzeba to zmienić.
Reforma struktury organizacyjnej
sądownictwa powszechnego przygotowywana była w Ministerstwie Sprawiedliwości od 2007 r. W pracach
tych rolę wiodącą pełniło Biuro Analiz, Etatyzacji i Statystyki Wymiaru
Sprawiedliwości, od marca 2012 r.
funkcjonujące w strukturze Departamentu Sądów Organizacji i Analiz
Wymiaru Sprawiedliwości. Ich intensyfikacja nastąpiła jesienią 2011 r.,
gdy ministrem został Jarosław Gowin.
Jednak człowiekiem od czarnej roboty
był prof. Michał Królikowski, obecnie
najbardziej znany oblat benedyktyński
w Polsce. Gowin nie jest prawnikiem,
ale potrzebę zmian w sądownictwie
rozumiał doskonale. Co oczywiste,
wziął odpowiedzialność za ową reformę i skupił na sobie zainteresowanie
mediów. Z kolei prof. Królikowski
wraz z grupą ekspertów z zakresu legislacji odpowiadał za prawidłowe
przygotowanie jej od strony merytorycznej i prawodawczej.
Z analiz, zarówno Ministerstwa, jak
i niezależnych instytucji audytowych,
wynikała konieczność uproszczenia

demontaż
demontażu

jgowin.pl

Gdy pod koniec 2012 roku
Jarosław Gowin wraz ze
swoimi współpracownikami dopracowywał ostatnie
szczegóły reformy sądownictwa powszechnego
w Polsce, nikt nie wyobrażał sobie, że wprowadzane przez nią zmiany nie doczekają nawet końca kadencji sejmu, który je
wprowadzi.Wtedy wydawało się, że politycy Platformy Obywatelskiej świadomie zagłosowali za reorganizacją struktury sądów
rejonowych, która miała
przynieść wymierne korzyści dla społeczeństwa.
Niestety po niespełna
dwóch latach od„reformy
Gowina”okazało się, że
koalicja rządowa to jedynie maszynka do głosowania, a szczytne założenia w
starciu z rzeczywistością
polityczną nie mają żadnych szans.

www.facebook.com/gazeta.fenestra

modelu struktury organizacyjnej
sądownictwa, co spowodowałoby korzyści nie tylko w kontekście funkcjonalności wymiaru sprawiedliwości,
ale przede wszystkim byłoby udogodnieniem dla społeczeństwa. Cytując
klasyków: reforma miała sprawić, by
żyło się lepiej.
Uproszczony model miał doprowadzić do likwidacji zbędnych (lub zbyt
rozbudowanych) pionów administracyjnych w sądownictwie, lepszego
wykorzystania infrastruktury dla potrzeb kadry orzeczniczej, a także liczebnego zmniejszenia administracyjnej kadry zarządczej. Kolejną przyczyną uzasadniającą racjonalizację
były istotne dysproporcje w obciążeniu pracą poszczególnych sędziów sądów rejonowych.
Prace nad reformą uwzględniały
szereg uwarunkowań, w tym m.in.
liczbę wpływających do sądu spraw,
strukturę wpływu i załatwienia spraw,
stan obciążenia pracą sędziów (w zakresie właściwego rozmieszczenia
kadry), warunki komunikacyjne
(możliwość dojazdu stron do sądu),
miejsce zamieszkania pracowników
sądu (w zakresie ewentualnych utrudnień związanych z dojazdem do pracy), odległości między poszczególnymi sądami, w tym miejscowościami
znajdującymi się w obszarach ich
właściwości (m.in. pod kątem ewentualnych utrudnień z dojazdem do
sądu w sprawach odwoławczych).
Założenia reformy były wyjątkowo racjonalne, co przecież w Polsce nie
zdarza się często. Oczywiście cały
proces zmian miał swoje wady.
Najbardziej sporną kwestią okazał
się dla całej reformy etap bezpośredniego wprowadzania zmian do systemu prawnego. PSL zaskarżył bowiem
rozporządzenie wydane przez Jarosława Gowina do Trybunału Konstytucyjnego, podnosząc zarzut, że
podstawa prawna tego rozporządzenia
jest niezgodna z konstytucją. TK
orzekł jednak, że reforma jest zgodna
z konstytucją. Oczywiście maksymal-

nie uprościłem tę kwestię, gdyż jest to
temat na odrębny artykuł. Reforma
wprawdzie w bólach, ale weszła w
życie.
Argumenty oponentów pomysłu
Gowina zupełnie się nie sprawdziły.
Wynikały one w dużej mierze z niezrozumienia istoty planowanych
zmian, ale też bardzo często były
przejawem rozumowania w stylu „nie,
bo nie”. Z perspektywy czasu widać,
że reforma organizacyjna nie spowodowała żadnych negatywnych skutków społecznych, a tym samym nie
może być utożsamiana z ograniczeniem prawa do sądu. Przeciwnie, w
celu zagwarantowania obywatelom
dogodnego dostępu do wymiaru sprawiedliwości, wszystkie wydziały zniesionych jednostek (cywilny, karny, rodzinny i nieletnich, pracy oraz ksiąg
wieczystych) przekształcone zostały w
wydziały zamiejscowe sąsiednich
sądów. Budynki wykorzystywane do
tej pory stanowią dziś siedzibę wydziałów zamiejscowych.
Wszyscy doskonale wiemy, jak
skończyła się misja Gowina. Jednak
prof. Królikowski swoją funkcję zachował dłużej od polityka z Krakowa.
Tym samym wydawał się gwarantem
dalszych zmian w wymiarze sprawiedliwości będących przedłużeniem
„reformy Gowina”. Niestety dla Polski postać prof. Królikowskiego zaczęła budzić w mediach głównego
nurtu kontrowersje. Zaczęto podważać
jego kompetencje ze względu na silny
związek z religią i „zbytnie ideologizowanie prawa”. Tak absurdalne zarzuty okazały się jednak zbyt silne i
wraz ze zmianą premiera prof. Królikowski swoje stanowisko stracił. Widocznie Polska może sobie pozwolić
na tak spektakularne marnotrawienie
kapitału ludzkiego. Kto bowiem bogatemu zabroni?
Nowy minister sprawiedliwości w
rządzie Ewy Kopacz, czyli Cezary
Grabarczyk, mówiąc ogólnie, wielkim
sympatykiem Gowina i Królikowskiego nie był. Jednocześnie bardzo chciał
zaakcentować objęcie resortu sprawiedliwości i zerwać z „ideologizowaniem prawa”. Pomijając parodię w
postaci kandydatury na wiceministra
prof. Płatek (z procesem legislacyjnym mającą niewiele wspólnego),
odideologizował sądownictwo w Polsce do tego stopnia, że 1 stycznia
2015 roku wszystkie zmiany wprowadzone przez Gowina przejdą do historii. Po co bowiem coś ma funkcjonować dobrze, ale nie po naszej myśli?
Ustrój sądownictwa wraca do punktu
wyjścia, ale „katotalibowie”, czyli
Gowin i Królikowski, więcej już ideologizować wymiaru sprawiedliwości
nie będą.
By żyło się lepiej!

MIKOŁAJ ZAJĄCZKOWSKI

Niemal wszyscy z niepokojem obserwujemy to, co
dzieje się na świecie. Narastające spory i konflikty
stanowią nie lada wyzwanie dla polityków wielu państw. Słabnie globalna pozycja Stanów zjednoczonych i państw europejskich. Wzrasta rola państw grupy BRICS oraz zagrożenie ze strony Państwa Islamskiego. Coraz mocniej dają o sobie znać spory sięgające czasów II wojny światowej oraz epoki
zimnowojennej.

P

o upadku żelaznej kurtyny
nastały czasy, w których
USA odgrywały znaczącą
rolę na świecie, stając się głównym,
jeśli nie jedynym supermocarstwem.
Po 1989 roku, w wyniku upadku
ZSRR, przybyło państw pragnących
upodobnić się politycznie i gospodarczo do tego kraju. W byłych państwach Bloku Wschodniego zaczęto
wdrażać reformy gospodarcze wzorowane na republikach kapitalistycznych oraz budować demokrację.
Dwubiegunowy podział Starego
Kontynentu przeszedł do historii.
Skończyło się zagrożenie ze strony
ZSRR. Świat stał się pozornie bezpieczniejszy. Ogromnym wyzwaniem stały się konflikty na Bałkanach. Zaogniała się sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz w rejonie Azji
Południowo-Wschodniej. Również
na Kontynencie Afrykańskim nie
obyło się bez starć. Dziś nawet Europa nie może czuć się w pełni bezpieczna.

Arabska beczka prochu

Bliski Wschód jest bardzo
ważnym regionem gospodarczym,
w którym koncentruje się znaczna
część światowego wydobycia ropy
naftowej. Ponadto krzyżują się tu
ważne międzynarodowe linie komunikacji lotniczej i morskiej. Sytuacja w państwach arabskich od

Zbieg tych wydarzeń może w najgorszym wypadku doprowadzić do
wybuchu wielkiej wojny z udziałem
muzułmańskich radykałów, Izraela i
jego sojuszników.
To, co dzieje się w Iraku, ma
także ogromny wpływ na wydarzenia w sąsiedniej Syrii. Tam rebelianci od trzech lat walczą z wojskami rządowymi, a ich celem jest obalenie Baszara al-Asada i wprowadzenie, podobnie jak w Iraku,
rządów opartych na prawie szariatu.
Sytuację komplikuje fakt, że w Syrii działają terroryści z Al-Kaidy.
Obecnie dużym niebezpieczeństwem dla pokoju na świecie jest
wzrost znaczenia radykalnych islamistów. Mogą oni doprowadzić do
rychłego upadku al-Asada i budowy
wielkiego państwa islamskiego,
które będzie destabilizować sytuację w regionie, próbując rozciągnąć
swoje wpływy na Turcję czy Egipt.
Stanowią także zagrożenie dla państw europejskich i Stanów Zjednoczonych.

Chińska ekspansja

Chiny stają się mocarstwem gospodarczym, jak również chcą
osiągnąć status potęgi militarnej i
politycznej, dlatego też czują się
znacznie mocniejsze i są w stanie
reagować na wszelkie problemy
bardziej zdecydowanie. W Azji
Południowo-Wschodniej rosną obawy przed wybuchem otwartego

Skończyło się zagrożenie ze strony ZSRR. Świat
stał się pozornie bezpieczniejszy. Ogromnym
wyzwaniem stały się konflikty na Bałkanach.
Zaogniała się sytuacja na BliskimWschodzie oraz w rejonie
Azji Południowo-Wschodniej. Również na Kontynencie
Afrykańskim nie obyło się bez starć. Dziś nawet Europa
nie może czuć się w pełni bezpieczna.
dawna stanowi wielki problem dla
globalnego bezpieczeństwa. Region
ten był i nadal jest niestabilny pod
względem politycznym, czego dowodem są m.in. konflikty izraelskoarabskie, wojny w Zatoce Perskiej
oraz obecna działalność dżihadystów z Państwa Islamskiego. Od kilku miesięcy coraz poważniejsza jest
sytuacja w Iraku, gdzie Islamskie
Państwo ogłosiło powstanie kalifatu. Po kilku latach względnego spokoju także Izrael i Autonomia Palestyńska stanęły na krawędzi wojny.

konfliktu w regionie. Wszystko
przez spór Tokio i Pekinu o wyspy,
które Japonia nazywa Senkaku, a
Chiny – Diaoyu. Napięcie między
tymi krajami rośnie stopniowo od
2012 r. Wówczas japońskie władze
wykupiły od prywatnego właściciela trzy wyspy ze spornego archipelagu na Morzu Wschodniochińskim.
Rok później to Chiny dolały oliwy
do ognia, gdy ogłosiły strefę kontroli lotów, również nad spornymi
terytoriami. Obie strony nie mają
zamiaru ustąpić, bo w pobliżu wysp 

październik 2014

znajdują się złoża ropy naftowej i
gazu.
Od 2008 roku Chiny często wysyłały statki rządowe na wody
Wysp Senkaku, a także wielokrotnie dokonywały wtargnięcia na tereny japońskich wód terytorialnych.
Poza tym w rejonie spornych wysp
Senkaku/Diaoyu dochodzi do spotkań japońskich samolotów rozpoznawczych z chińskimi myśliwcami. Tokio mówi o prowokacji i zaostrzaniu konfliktu przez Pekin. Zaognienie sporu spowodowane jest
również przez rywalizację na scenie
politycznej w Japonii. Opozycja, a
szczególnie konserwatywni i prawicowi politycy, prezentują twarde
stanowisko wobec Chin. Używają
oni sporu o wyspy jako narzędzia w
polityce wewnętrznej, by podkreślić
słabość rządu w dziedzinie spraw
zagranicznych i rozwiązywaniu
problemów gospodarczych oraz
wzbudzić sentymenty nacjonalistyczne. Rzeczywista rywalizacja toczy się o prawo do kontroli nad jak
największymi obszarami Morza
Wschodniochińskiego, możliwość
zachowania obecnej pozycji strategicznej w stosunku do rywala, a
także o realizację interesów w innych częściach regionu. Sprawa
spornych wysp ma charakter poważny, skomplikowany i międzynarodowy. Może to świadczyć o tym,
że jeśli konflikt w najbliższym czasie nie zostanie rozwiązany bez porozumienia zainteresowanych państw, może skutkować niekorzystnym rozwojem stosunków nie tylko
między krajami toczącymi potyczkę
o sporne wyspy, ale także mieć wydźwięk międzynarodowy.

Spór indyjsko-pakistański

Kaszmir to jedna z najdłużej
otwartych ran na mapie świata.
Konflikt o graniczny region rozpoczął się w 1947 roku, gdy Indie i
Pakistan uniezależniły się od Wielkiej Brytanii i jako dwa niepodległe
państwa rozpoczęły krwawą wojnę.
W kolejnym roku dokonano jego
podziału – południowy wschód
przypadł Indiom, a północny zachód Pakistanowi. Linia ustalona
przed laty do dziś pozostaje granicą
między państwami, jednak jest też
obiektem nieustannych starć i sporów. Kolejne wojny o Kaszmir wybuchały w latach 60. i 70. XX wieku. Począwszy od lat 80., na znaczeniu zaczęli zyskiwać muzułmańscy separatyści, których nieoficjalnie wspiera Pakistan. Do gwałtownego pogorszenia, i tak napiętych,
stosunków między Delhi a Islamabadem doszło po zamachach terrorystycznych w Bombaju w 2008
roku. Indie do dziś utrzymują, że
islamscy fundamentaliści mieli
wsparcie pakistańskiej armii. W

wallpaperup.com

Polityka niepokoju

BliskiWschód jest bardzo ważnym regionem gospodarczym, w którym koncentruje się znaczna część światowego wydobycia ropy naftowej. Ponadto
krzyżują się tu ważne międzynarodowe linie komunikacji lotniczej i morskiej.
Sytuacja w państwach arabskich od dawna stanowi wielki problem dla globalnego bezpieczeństwa. Region ten był i nadal jest niestabilny pod względem politycznym, czego dowodem są m.in. konflikty izraelsko-arabskie, wojny w Zatoce Perskiej oraz obecna działalność
dżihadystów z Państwa Islamskiego.
Kaszmirze wciąż tli się muzułmańska rebelia, dochodzi też do regularnych starć granicznych. Nawet najmniejszy konflikt obu regionalnych
potęg jest z uwagą śledzony przez
cały świat. Indie i Pakistan znajdują
się bowiem w wąskim gronie państw z arsenałem nuklearnym.

Między Wschodem a Zachodem

Rosyjskie działania na Ukrainie,
rozpoczęte w kwietniu 2014 r., od
wielu tygodni martwią międzynarodową społeczność. Ich konsekwencje możemy odczuć na całym świecie. Zbrojne wystąpienie separatystów dążących do uniezależnienia się
regionu od reszty Ukrainy poprzedziły marcowe prorosyjskie wystąpienia i kryzys krymski, które
były odpowiedzią na rewolucję Euromajdanu z lutego 2014. Separatyści, którzy wzniecili powstanie
przeciwko nowym władzom kijowskim, ogłosili suwerenność samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludo-

wej, które militarnie wspierane były
przez Federację Rosyjską. Rebelianci, po zajęciu kluczowych miast
Donbasu, proklamowali w maju
2014 Federacyjną Republikę Noworosji, będącą konfederacją samozwańczych republik ludowych. Po
wybuchu buntu w miastach Donbasu Siły Zbrojne Ukrainy uruchomiły
operację antyterrorystyczną, której
celem było stłumienie powstania separatystów i zlikwidowanie samozwańczych republik. Tendencje separatystyczne na wschodzie i
południu Ukrainy są następstwem
rewolucji z lutego 2014, zwanej Euromajdanem, która odsunęła od
władzy prezydenta Wiktora Janukowycza. Przyczyną wybuchu masowych antyrządowych protestów na
Ukrainie, które przerodziły się na
ulicach Kijowa w rewolucję, było
odłożenie podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską
przez prezydenta Janukowycza.
Wobec tego zachodnia i centralna
Ukraina zbuntowała się przeciwko
władzy nastawionej prorosyjsko

Partii Regionów. W kwietniu 2014,
po aneksji Krymu i eskalacji nastrojów separatystycznych w Donbasie,
doszło do wybuchu prorosyjskiej
rebelii opartej na samostanowieniu
proklamowanych Republik Ludowych w Doniecku i Ługańsku. We
wrześniu 2014 Amnesty International opublikowała oświadczenie, z
którego wynikało, iż obie strony
konfliktu dopuszczają się zbrodni
wojennych. Organizacja opublikowała również zdjęcia satelitarne pokazujące obecność rosyjskiego
sprzętu wojskowego na wschodzie
Ukrainy. Podkreślono, że Rosja jest
stroną tego konfliktu. Według ONZ
do tej pory w wyniku starć śmierć
poniosło ponad 3 tys. osób. Rozejm
osiągnięto na spotkaniu grupy kontaktowej w Mińsku, gdzie 12-punktowy protokół o zawieszeniu broni
podpisały strony trilateralnej grupy
kontaktowej oraz separatyści. Formalnie wszedł on w życie 5 września 2014 roku.
Nadal jednak sytuacja na Ukrainie jest daleka od spokojnej. Wciąż

występują incydenty we wschodnich obwodach kraju. Niepokój
Unii Europejskiej i USA budzą
przeprowadzane na dużą skalę manewry wojskowe w Rosji, nadal
nierozwiązany kryzys ukraiński
oraz propaganda wymierzona przeciwko krajom Zachodu. Wobec coraz większego zagrożenia konfliktem dla państw sojuszu Europy
Środkowo-Wschodniej państwa Zachodu zdecydowały się na wprowadzenie sankcji wobec Rosji oraz
przyjęcie nowej strategii obrony sojuszników w Newport. Taki stan
rzeczy spowodował m.in. rosyjskie
embarga na produkty rolno-spożywcze z Unii Europejskiej, odwetowe
sankcje wizowe wobec polityków
unijnych. Rosja uznała także, że
musi wzmacniać swój potencjał
wojskowy ze względu na zagrożenie ze strony Sojuszu Północnoatlantyckiego. Grozi także zamknięciem przestrzeni powietrznej
nad Syberią dla linii lotniczych z
Zachodu. Ponadto planuje również
wykorzystać nałożone sankcje do
budowy swojej gospodarki w oparciu o własne systemy i rozwiązania.
Jednocześnie rośnie poparcie Rosjan dla przywództwa Wladimira Putina.
Coraz częściej mówi się o reaktywacji imperium ZSRR. Pytanie tylko, jak na nowe wyzwania odpowie
świat i czy Rosja rzeczywiście dąży
do odbudowy imperium?

Mariusz NAWROT

4

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Problem czysto
kosmetyczny
Jest w Poznaniu pewna
ulica. Zdarza mi się przecinać ją niemal codziennie, mniej lub bardziej
zmęczonym krokiem
Normalnie pewnie nie
wyróżniałaby się spośród
pozostałych, gdyby nie
permanentny remont,
który jednak nie będzie
przedmiotem moich rozważań.

se Act dozbrajał Armię Czerwoną.
Tę samą Armię Czerwoną, która 17
września 1939 roku zajęła nasze
Kresy, a pięć lat później uczyniła to
ponownie, masowo gwałcąc, mordując i rabując.

Jeżeli kogoś nie przekonuje ten
argument, to proponuję zmienić
plac Wolności na plac Mussoliniego. Przecież Duce bardzo lubił i
szanował Polaków, a że był przyjacielem Hitlera, który przez ponad
pięć lat okupował Polskę… Trudno.
Nie jego wina.

się oni na włączenie Polski do strefy wpływów Stalina. I to nie jest
tak, że Roosevelt nic nie mógł. On
po prostu nie chciał. To był zwykły
handel: Europa Wschodnia za
udział ZSRS w powojennej organizacji pokojowej.

Po trzecie, były w czasie tej wojny dwa momenty, w których Roosevelt mógł dowieść swoich dobrych
intencji wobec Polski: kwiecień
1943 roku i sierpień 1944. Niestety,
zarówno w sprawie Katynia, jak i
podczas Powstania Warszawskiego
Roosevelt nie zachował się tak, jak
przystało na przywódcę najsilniej-

Chociaż sytuacja od dawna nie przypomina już tej
z czasów wejścia Polski do Unii europejskiej, to statystyki są niepodważalne. Polacy wciąż emigrują,
a liczba tych wyjazdów ciągle się zwiększa. a naszymi
rodakami za granicą coraz częściej interesują się…
miejscowi reżyserzy.

S

zczytowym momentem był
rok 2007, kiedy to według
Głównego Urzędu Statystycznego poza granicami kraju
przebywało aż ok. 1,9 mln osób.
Głównym powodem była praca –
większe zarobki, możliwości lub po
prostu sam fakt podjęcia zatrudnienia w innym kraju.
Jedną z cech popkultury jest to,
że aktualne wydarzenia czy zjawiska znajdują w niej swoje odzwierciedlenie. Dzięki temu masowy odbiorca może utożsamić się z produktem kultury popularnej. Nic
więc dziwnego, że gdy emigracja
Polaków stała się ruchem wyraźnie
zauważalnym, uwolniła wyobraźnię
pisarzy, scenarzystów i reżyserów,
zarówno w ojczyźnie emigrantów,
jak i w państwach – gospodarzach.

, Roosevelt postanowił wTeheranie i w Jałcie złożyć nasz Naród w ofierze,
w imię pokoju i bezpieczeństwa na świecie. Najpierw w listopadzie 1943
w stolicy Iranu zgodził się oddać Stalinowi pół Polski z Lwowem iWilnem, jed- Norweski sen
nocześnie, w obawie o głosy Polonii amerykańskiej w nadchodzących wyborach, prosząc,
W porównaniu z Wielką Brytanią,
aby pozostało to tajemnicą. A przecież jeszcze w marcu 1942 roku mówił naiwnemu
gdzie przebywa ok. 637 tysięcy nagenerałowi Sikorskiemu, że„rząd brytyjski w osobie premiera Churchilla uzgodnił z rządem szych rodaków, 65 tysięcy w Norwydaje się jedynie garstką.
amerykańskim, że przed zakończeniem wojny nie zaciągnie ŻADNYCH zobowiązań, które wegii
W rzeczywistości jednak jesteśmy
by go z góry wiązały”.
najliczniejszą mniejszością naro-

J

est jeszcze jedna rzecz (o ile
można to tak określić) przyciągająca uwagę, choć raczej
nie wszystkich, a może nawet tylko
moją – nazwa owej ulicy. Franklin
Delano Roosevelt to postać, której
przedstawiać nie trzeba. Człowiek,
który cztery razy z rzędu został wybrany na prezydenta USA, z pewnością zapada w pamięć. Twórca
„nowego ładu”, ojciec Organizacji
Narodów Zjednoczonych... Można
by wymieniać w nieskończoność.
Co więc jest z nim nie tak? Dlaczego
jakiemuś studentowi przeszkadza, iż
w jednym z największych polskich
miast ma swoją ulicę?

Otóż wychodzę z założenia, że
patronami wszelkiej maści arterii,
przecznic, alei itd. w naszym kraju
powinni być ludzie dla niego w jakiś sposób zasłużeni. Zmarły w
przededniu zakończenia II wojny
światowej prezydent USA według
mnie nie należy do tej kategorii.
Wręcz przeciwnie.

Po pierwsze, choć nie najważniejsze, od 22 czerwca 1941 roku aktywnie wspomagał jednego z dwóch
wrogów Polski – Związek Sowiecki. Wiem, że pojawiła się teraz w
Twojej głowie, Drogi Czytelniku,
myśl: „Ten facet oszalał. O czym on
pisze?”. Niestety, takie są fakty.
Roosevelt w ramach tzw. Lend-Lea-

Po drugie, Roosevelt postanowił
w Teheranie i w Jałcie złożyć nasz
Naród w ofierze, w imię pokoju i
bezpieczeństwa na świecie. Najpierw w listopadzie 1943 w stolicy
Iranu zgodził się oddać Stalinowi
pół Polski z Lwowem i Wilnem,
jednocześnie, w obawie o głosy Polonii amerykańskiej w nadchodzących wyborach, prosząc, aby
pozostało to tajemnicą. A przecież
jeszcze w marcu 1942 roku mówił

szego mocarstwa na świecie. Listy
zawierające nienachalne prośby i
łagodne protesty – tyle był w stanie
zaoferować Roosevelt Polsce. Żeby
nie być gołosłownym, przytoczę
krótki fragment depeszy wysłanej
do Stalina wspólnie z Churchillem
20 sierpnia 1944 roku w celu namówienia Wujka Joe do pomocy
walczącej stolicy: „Zastanawiamy
się, jaka będzie reakcja światowej
opinii publicznej, jeśli antyfaszyści

Być może więc Roosevelt zasłużył się światowemu pokojowi. Być może jest wielkim
bohaterem Amerykanów, choć z pewnością
nie zasłużył na to, aby w pewnym kraju nadWisłą
oznaczano jego nazwiskiem ulicę.
naiwnemu generałowi Sikorskiemu,
że „rząd brytyjski w osobie premiera Churchilla uzgodnił z rządem
amerykańskim, że przed zakończeniem wojny nie zaciągnie ŻADNYCH zobowiązań, które by go z
góry wiązały”.

Nieco ponad rok później, na Krymie, potwierdził ustalenia teherańskie i zgodził się na utworzenie tzw.
Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, co miało być pierwszym
krokiem do cofnięcia uznania
Aliantów dla jedynego prawowitego rządu polskiego w Londynie i
ostateczną gwarancją, że zgadzają

w Warszawie zostaną rzeczywiście
opuszczeni”. Stalin mógł zadrżeć
ze… śmiechu.

Być może więc Roosevelt
zasłużył się światowemu pokojowi.
Być może jest wielkim bohaterem
Amerykanów, choć z pewnością nie
zasłużył na to, aby w pewnym kraju
nad Wisłą oznaczano jego nazwiskiem ulicę. Zresztą na to, aby na
Grosvenor Square w Londynie stał
jego pomnik, Roosevelt nie zasłużył
również, ale to już temat na zupełnie inną dyskusję.

Patryk HALCZAK

dową w tym kraju. Jak podaje GUS,
ze wszystkich państw spoza UE, to
właśnie tam Polacy emigrują najchętniej. Między 2011 a 2012 ro-

kiem liczba wyjeżdżających wzrosła
o 11 tysięcy. Zauważyli to także
sami Norwegowie. Niedawno w polskich mediach przeszła burza wokół
serialu „Kampen for tilværelsen”,
czyli „Walka o byt”. Miał on swoją
premierę 10 września w publicznej
norweskiej telewizji NRK. Akcja
dzieje się w nowobogackiej dzielnicy Ulevål Hageby w Oslo. Jednym
z bohaterów jest Tomek – lingwista,
który wyjeżdża z szarego polskiego
blokowiska, aby zarobić pieniądze
dla swojej rodziny, która wkrótce się
powiększy.
Według opisu producenta młody
Polak jedzie do Norwegii, aby zabrać pieniądze od ojca, którego nigdy nie poznał. W końcu wchodzi w
kontakt z grupą ludzi o dobrych intencjach w Oslo, gdzie zaczyna wykonywać pracę rzemieślnika. Rzeczywistość serialowa pokazuje jednak, że jego zawód jest zupełnie
nieprzydatny, więc musi zostać cieślą. Towarzyszą mu inni budowlańcy, z którymi wkrótce zamieszkuje
w piwnicy. Warto wspomnieć, że
cała podróż zaczyna się od kradzieży norweskich opon, gdyż te,
które panowie posiadają, nie przechodzą kontroli Urzędu Celnego.
W pierwszym odcinku widzimy
także Polskę – brudną i szarą ze
smutnymi, zaniedbanymi ludźmi.
Kontrast tworzy biała, błyszcząca

Wytężam pamięć, ale nie ciwie trudno się dziwić mocno
zróżnicowanym opiniom, bo polska
mogę skojarzyć momen- historia do łatwych nie należy.
tu, w którym nastała Tym bardziej, że my, Polacy jesteśmy
moda na historię. doo- bardzo konserwatywni, jeśli chodzi
koła filmy, książki, prasa o przedstawianie narodowej martyrologii.
historyczna. Minęły już
czasy, gdy kojarzyła się Trafić do młodych
z przysypianiem, a jej
Aż tu nagle dwóch reżyserów zdepasjonaci z nudziarzami.
cydowało się pokazać znane historie
Okazuje się, że Polaków z okresu II wojny światowej w spozainteresowała własna sób znacząco odmienny od tego, do
przeszłość. którego przywykliśmy. Bynajmniej

G

dy do tego trendu dodamy
kilka okrągłych rocznic,
otrzymamy wysyp kulturalno-komercyjnych propozycji
o wspomnianej tematyce. Odnoszę
wrażenie, że polskie premiery kinowe
z ostatniego roku to głównie filmy
faktu (mniej lub bardziej im wierne) –
„Jack Strong”, „Powstanie warszawskie”, „Kamienie na szaniec” czy
wreszcie „Miasto 44”. Dwa ostatnie
odbiły się szerokim echem i wzbudziły niemałe kontrowersje. Czytanie
recenzji od skrajnie krytycznych po
bardzo entuzjastyczne mogło spowodować mętlik w głowie widza. Właś-

nie są to pomysły różniące się. Zarówno Robert Gliński, reżyser „Kamieni na szaniec”, jak i Jan Komasa,
twórca „Miasta 44”, postanowili ze
swoimi filmami dotrzeć do dzisiejszego młodego widza. By jednak
trudna lekcja polskiej historia trafiła
do pokolenia „Avengersów” i „Avatara”, obaj swoje wojenny obrazy
uwspółcześnili.
Z jakim skutkiem? „Kamienie na
szaniec” miały premierę w marcu.
Mimo że minęło już trochę czasu,
nadal pamiętam wrażenie, jakie na
mnie wywołały. Podchodziłam do
oglądania tego filmu ze sporą rezerwą. Nasłuchałam się krytycznych
głosów na jego temat ze strony konserwatywnej części widowni. Po 

październik 2014

kierunek północ
W wypowiedzi dla tvn24.pl
Borys Borowski, redaktor portalu
mojanorwegia.pl, powiedział, że stereotypy obu nacji są krzywdzące,
jednak utwierdzanie obrazu Polaka
jako złodzieja i pijaka jest dużo bardziej szkodliwe niż satyra zblazowanej norweskiej klasy średniej. Serial
wciąż wzbudza mieszane uczucia,
zarówno w kraju, jak i zagranicą, co
można zauważyć na jego oficjalnym
fanpage na Facebooku.

nrk.no

Co dalej?

Norwegia, gdzie domy i ich mieszkańcy są jakby wyjęci z katalogu
sieci sklepów meblowych. Producenci deklarują, że serial to humorystyczno-satyryczne spojrzenie na
to, jak naprawdę pracuje się i żyje
dziś w Norwegii. Jednak już jeden
odcinek wystarczył, aby wzbudzić
protesty w kraju i za granicą.

W porównaniu zWielką Brytanią, gdzie przebywa ok. 637 tysięcy naszych
rodaków, 65 tysięcy w Norwegii wydaje się jedynie garstką.W rzeczywistości
jednak jesteśmy najliczniejszą mniejszością narodową w tym kraju.
Jak podaje GUS, ze wszystkich państw spoza UE, to właśnie tam Polacy emigrują
najchętniej. Między 2011 a 2012 rokiem liczba wyjeżdżających wzrosła o 11 tysięcy.

„Walka o byt” nie jest pierwszą
próbą przedstawienia nowej fali
emigracji. Równie kontrowersyjny,
co tegoroczna fabuła, okazał się
„Brakkefoltke”. Wyemitowany w
2013 roku serial dokumentalny
(również przez NRK) opowiadał o
pracujących fizycznie Polakach,
mieszkających w barakach w przemysłowej dzielnicy Oslo.
Z jednej strony, rzeczywiście, takie produkcje utrwalają wśród szerokiej publiczności stereotyp polskiego emigranta jako degenerata,
mieszkającego z 5 innymi rodakami
w jednym pokoju. Z drugiej, przyjmowanie krytyki i satyry nigdy nie
było mocną stroną naszego narodu.
Czy nie lepiej, zamiast obrażać się
i burzyć, zacząć pracować nad tym,
aby ten obraz dziwił, a nie wydawał
się normą?

Aleksandra LAPS

Powstańcy grają w Counter-Strike’a
się kanałami do Śródmieścia, walki
na Czerniakowie, bombardowania.
Wątek trójkąta miłosnego nie jest ani
oryginalny, ani porywający, jednak
można chwilami wczuć się w dramat
młodych bohaterów. Napięcie emocjonalne ginie jednak podczas „hollywoodzkich scen”, które niewiele
wnoszą, za to dekoncentrują i wprawiają w zażenowanie. Chyba nie w
ten sposób chcemy oglądać tragiczną
historię powstania warszawskiego.

Wojenne Hollywood

Podobną idée fixe na „Miasto 44”
miał Jan Komasa. Twórca „Sali samobójców” także przybliżył zachowania powstańców do współczesnej
młodzieży. Pokazał, oprócz bohaterstwa, ich wady i słabości. Tu także
nie obyło się też bez wątków
miłosnych. Komasa poszedł jednak
jeszcze o krok dalej niż Gliński.
I chyba był to krok, którym przekroczył pewną cienką granicę. O ile nie
mam nic przeciwko pokazywaniu, że

podczas wojny uprawiało się seks,
przeklinało i nikt nie był kryształowy,
o tyle Hollywood podczas powstania
warszawskiego wprawiło mnie w kinie w niemałą konsternację.
Scena pocałunku w zwolnionym
tempie pośród kul wystrzelonych z
karabinów. Dubstep podczas sceny
erotycznej. I znowu spowolnione
tempo, gdy bohater biegnie wśród
wystrzałów i towarzyszy mu „Dziw-

ny jest ten świat” Czesława Niemena. Na koniec moje ulubione – strzelanie z broni pokazane w perspektywie rodem z gier komputerowych. Ja
oglądam film o powstaniu warszawskim czy gram w Counter-Strike’a?
Naprawdę nie potrafię stwierdzić, co
autor chciał przez to powiedzieć.
Chyba nie to, że walka powstańców
była dobrą zabawą, jak gra albo klubowa impreza.

Zawsze wydawało mi się, że potrafię doceniać artystyczne, nowatorskie pomysły twórców. Bardzo cenię
to, co alternatywne w różnych dziedzinach sztuki. Wizji Komasy niestety nie kupuję. „Miasto 44” nie jest od
początku do końca złe. Bynajmniej,
jednak tych kilka scen bardzo zaburza jego odbiór. Twórca dobrze zawarł w filmie najważniejsze wątki
powstania – rzeź na Woli, przebijanie

miasto 44.pl

obejrzeniu byłam jednak pozytywnie
zaskoczona, bo nie doszukałam się
tej szeroko komentowanej obrazy pamięci słynnych bohaterów – Rudego,
Zośki i Alka. Nie twierdzę, że „Kamienie na szaniec” to film wybitny.
Jednak w moim odczuciu reżyser
miał swój cel i go osiągnął. Przedstawił autentycznych nastolatków z
krwi i kości, a nie marmurowe pomniki. I nie ma przy tym żadnej
ujmy dla ich poświecenia i szlachetności.

Złoty środek

Okazuje się, że niełatwą sztuką
jest nakręcić w naszym kraju film
historyczny. Sama historia Polski jest
kontrowersyjna. Gdy dołożymy do
niej jeszcze interpretację twórcy,
to o skandal nietrudno. Próby pokazywania naszej przeszłości, tak by
wszystkich zadowolić, są jak powstanie warszawskie – skazane na
porażkę, jednak konieczne i powinny
być podejmowane.

Magdalena WITEK

6
Żółtodziób bez doświadczenia, niedawny gracz,
kumpel z boiska.
Człowiek, który polskim
specjalistom sprzątnął
sprzed nosa najsmaczniejszy kąsek ostatnich
lat - tytuł selekcjonera
polskiej reprezentacji
siatkarzy. I choć stanowisku trenera w Polsce
bliżej do żarzącego się
ogniska niż do ciepłej posadki na politycznym
stołku, wszyscy czuli się
oszukani, a słowa krytyki
napływały ze wszystkich
stron świata. a jednak
Stephan antiga, wtedy
jeszcze gracz Skry
Bełchatów, podjął rękawicę. I wygrał, ku uciesze
siatkarskiego światka,
wstępując z trenerskiego
niebytu na Olimp.

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Człowiek znikąd
końcu każdy chce wygrywać. Udaje
się to jednak nielicznym. Jemu się
udało.

Kontrowersyjne decyzje
– do boju, start!

Zaczęło się od samej osoby selekcjonera. Postać Antigi, siatkarza w
Polsce bardzo cenionego za grę na
boisku, ale bez trenerskiego doświadczenia, wydawała się wyborem
najgorszym z najgorszych. Zwłaszcza zważywszy na mistrzostwa
świata, które miały odbyć się w
Polsce, mekce światowej siatkówki.
Wszyscy pukali się w czoło. A że
im dalej w las, tym więcej drzew,
rzesza krytyków rosła wraz ze
wzrostem nieprzychylnych decyzji
selekcjonera. Najpierw Antiga
skreślił Zbigniewa Bartmana, a później Bartosza Kurka, siatkarza, bez
którego polskiej reprezentacji sobie
nie wyobrażano. Pewnie większość
kibiców już pogodziła się z wizją
sromotnej klęski na zbliżających się
wielkimi krokami mistrzostwach
świata, dając Antidze odetchnąć i
spokojnie pracować.

R

zecz powszechnie znana,
że bycie szkoleniowcem w
kraju tak głodnym sukcesów jak Polska to nie przysłowiowa
bułka z masłem. Od fali krytyki,
przez słowa uwielbienia, aż do fali
krytyki vol. 2 – oto chleb powszedni
polskiego sportu. I można by wymieniać w nieskończoność selekcjonerów, którzy stali się ofiarami tej
osobliwej, acz w gruncie rzeczy niezbyt zadziwiającej „polityki”. W

Agnieszka Derlatka, m-volley.pl

I wypracował

Nagle okazało się, że Antiga wiedział, co robi. W duecie z doświadczonym Blainem, o którym wcześniej, na fali krytyki, praktycznie zapomniano, stworzył reprezentację
jakże inną od poprzednich. 14 spot-

kań, 13 zwycięstw, wygrane mordercze tie-breaki, stare gwiazdy
błyszczące jak za dawnych lat,
nowe nazwiska wyciągnięte niczym
asy z rękawa, a przede wszystkim
złoto i obalenie, wydawałoby się
niezniszczalnego, brazylijskiego
pomnika. Czego chcieć więcej?

Powtórki

A o tę będzie wyjątkowo trudno.
Za rok polskich siatkarzy czekają
mistrzostwa Europy oraz ciężki bój
o kwalifikację olimpijską. Bój, który trzeba będzie stoczyć bez największych gwiazd, które poprowadziły reprezentację do złota. O ile
młody Paweł Zatorski znakomicie
spisał się w roli podstawowego libero, o tyle o następców Mariusza
Wlazłego będzie już znacznie trudniej. Nie wspominając o tym, że na
rozgrywającego pokroju Zagumnego będziemy pewnie czekać latami.
Może perspektywa olimpijskiego
medalu skusi siatkarskich weteranów do powrotu, ale tego nie wiadomo. Z trenerką w Polsce jak z
kołem fortuny, nigdy nie wiadomo,
co dalej. Z jednej drogi cierniowej
w drugą, z tarczą lub na tarczy. Jednym słowem, końca bólu głowy i
bezsenności Antigi wciąż nie widać.

Co z tym sukcesem?

Malkontenci mogliby powiedzieć, że Antiga nie zrobił nic wiel-

Mistrzostwo na wagę lajka

N

ie tylko pod koniec mistrzostw, ale już w czasie
ich trwania, dało się zauważyć, że ludzie nie przechodzą
obojętnie obok siatkówki. Doskonałym narzędziem do obserwacji
tych zjawisk był znany portal
społecznościowy – Facebook. Dam
sobie rękę uciąć, że każdy użytkownik tego portalu mógł zauważyć siatkarski boom w gronie swoich znajomych, często wśród tych, którzy w

normalnych warunkach z siatkówką
mają mało wspólnego. I tu jest pies
pogrzebany... Nie da się ukryć, że w
czasie mistrzostw nasza reprezentacja zyskała nowych fanów, tylko
jaką mamy gwarancję, że nie są to
sezonowcy, tak bardzo dobrze znani
sympatykom, którzy tę dyscyplinę
traktują inaczej i mają z pewnością
nieco większy staż kibicowski.
„Jesteś najlepszy”, „Zostań z
nami do Rio”, „Kochamy Cię” – takie komentarze można bez problemu znaleźć pod zdjęciami publiko-

Agnieszka Derlatka, m-volley.pl

Wrażenia i emocje po mistrzostwach świata w siatkówce bardzo powoli opadają. Wszyscy oswajamy się
z myślą, że żyjemy w kraju najlepszych siatkarzy globu. Na skutek tego spektakularnego sukcesu naszej
reprezentacji Polaków opanował„siatkoszał”. W dniu
finału nie było chyba osoby, która nie wiedziałaby,
czego dokonała drużyna pod wodzą trenerskiego
żółtodzioba – Stephana antigi. zainteresowanych
kadrą z dnia na dzień przybywało.

wanymi przez Mariusza Wlazłego
na jego oficjalnym facebookowym
profilu. Tego samego Mariusza,

który jeszcze nie tak dawno temu
był szkalowany o to, że odwrócił
się od reprezentacji, że ważniejsze

są dla niego skarpetki i czubek
własnego nosa. Znowu idę o zakład,
że duża część ludzi, która wcześniej

7

październik 2014

Agnieszka Derlatka, m-volley.pl

Każdy chce mieć
swoje Wembley
Czterdzieści jeden lat nie minęło jak jeden dzień.To nie był nawet długi weekend. Raczej
prawdziwa tułaczka, a nawet powolny zjazd głęboko w dół, do futbolowego podziemia,
tam gdzie już nie dochodzi światło, a pseudowirtuozi kopią się po czołach.Wiem, że historycznie i hierarchicznie obecni dwudziestolatkowie są nieopierzonymi szczeniakami
i o„tamtym”meczu nie mają pojęcia.Wiem też, że być może za 30 lat wciąż będę wspominał, jak Bronowicki zakładał siatki Ronaldo na Stadionie Śląskim, ale dzisiejsza otoczka swoistej„obrony Częstochowy”na londyńskim stutysięczniku daje dużo do myślenia, a młodym wiekiem kibicom zadaje pytanie: doczekam się takich wspomnień?

kiego. Jasne, namówił Wlazłego do
powrotu, Mateuszowi Mice otworzył drzwi do reprezentacyjnej kariery, zdobył coś, co w polskiej siatkówce zdarzyło się ostatnio 40 lat
temu. Ale jednak zaczął jak kilku
ostatnich selekcjonerów reprezentacji Polski. W końcu Lozano zdobył
wicemistrzostwo świata, Castellani
mistrzostwo Europy, a Anastasi wygrał Ligę Światową. Teraz prawie
każdy z nich dostrzega swoją cegiełkę w triumfie Antigi. Jak widać
– i ten sukces ma wielu ojców. Należy jednak podkreślić, że żadnemu
z poprzedników Antigi nie pozwolono prowadzić kadry przez choćby
5 lat, na drodze do powtórzenia
sukcesu stawały porażki. Mniejsze
czy większe, bardziej lub mniej zawinione. Prowadzenie reprezentacji
przez 10 lat, jak ma to miejsce

choćby w Brazylii? Danie czasu zawodnikom i trenerowi na poznanie
się, zgranie, stworzenie rodzinnej
atmosfery? Nie, polskim
działaczom takie podejście jest zdecydowanie obce. Może jednak
właśnie teraz pojawił się właściwy
człowiek na właściwym miejscu,
który odmieni mentalność siatkarskich władz i pokaże, że wygrywać
można nie tylko w pierwszym roku
pracy z kadrą, ale też w następnych.
I raz na zawsze, a przynajmniej na
długo, skończy się słynna żonglerka
nazwiskami, powtarzająca się co
najmniej co dwa, trzy lata. Tak lubimy rozdawać twórcom sukcesów
medale za zasługi, a później pozbywać się ich z wielkim hukiem za
jedną nieudaną imprezę. Może czas
z tym skończyć? Oby tak się stało.

nie zostawiała na Mariuszu suchej
nitki, teraz wychwala go pod niebiosa i lajkuje jego profil na potęgę.
Jeżeli ktoś śledził liczbę polubień
na profilu MVP Mistrzostw Świata, to wie, że przebił on już prawie
dwukrotnie Bartosza Kurka, który
do niedawna wiódł prym w „zbijaniu lajków”. Wystarczyło tylko

na nich zarobić niezłą sumę. Sytuacja jest dość specyficzna. Czy
dobra? Nie mnie oceniać.
Chciałabym jedynie, żeby ta nowa
rzesza fanów nie ograniczała się
tylko do klikania łapek w górę na
Facebooku. Skoro już w pewien
sposób w to weszli, to niech brną
dalej. Siatkówka w Polsce z pew-

Kasia NOWAK

Jeżeli ktoś śledził liczbę polubień na profilu
MVP Mistrzostw Świata, to wie, że przebił on
już prawie dwukrotnie Bartosza Kurka, który
do niedawna wiódł prym w„zbijaniu lajków”.Wystarczyło
tylko wrócić do kadry i poprowadzić ją do mistrzostwa, by
być pokochanym i odkrytym na nowo.
wrócić do kadry i poprowadzić ją
do mistrzostwa, by być pokochanym i odkrytym na nowo. Taka tam
luźna sprawa...
Podobna sytuacja dotyczy również Andrzeja Wrony, Karola Kłosa
czy Krzysztofa Ignaczaka, którzy
także są aktywni w wirtualnej przestrzeni. Lajki spływały i spływają
z prędkością światła i gdyby tylko
chcieli nimi pohandlować, mogliby

nością nabierze jeszcze wielu barw.
Chodzi głównie o występy reprezentacji, gdyż PlusLiga zadowala
najbardziej wybredne osoby.
Nie bójmy się więc zaufać naszym siatkarzom w pełni i być z
nimi na dobre i złe. Czas na lajki
jest zawsze, a wtedy już nikt nikomu nie wytknie, że jest sezonowcem.

Natalia PAWLAK

P

rzypomnijmy: 19:45 polskiego czasu, Anglicy skandują podczas Mazurka
Dąbrowskiego „Animals!”. Po swoistym wykrzyknięciu swej nieskromnej opinii oczekują spokojnej egzekucji na amatorach z jakiegoś kraju
obok ZSRR. Kilka dni wcześniej
podopieczni Alfa Ramsey’a rozbili
Austriaków 7:0, a w 1966 roku sięgnęli po tytuł Mistrzów Świata i to na
własnym podwórku. Na Wembley
oczywiście. Duma nie pozwala kibicom sięgnąć po meczowy program, a
zabawy dodaje jakiś oszołom z bujną
czupryną, który odgraża się, że zatrzyma Synów Albionu. „To jakiś
klown w bramce Polaków” – grzmiał
Brian Clough, legendarny trener Nottingham Forrest. Jan Tomaszewski
nie brał tego do siebie. Do zatrzymania rywali Polacy potrzebowali bowiem remisu, bo po ograniu Anglików 2:0 w Chorzowie byli liderami
grupy. Czas start. Vital Loraux
gwiżdże po raz pierwszy. Słupek po
strzale Clarke’a w siódmej minucie
wystraszył biało-czerwonych, ale
najlepsze miało dopiero nadejść. Akcja, która się nie znudzi: Lato zabiera
piłkę Hunterowi, Gadocha ściąga
obrońców, a Domarski po podaniu od
tego pierwszego dopełnia dzieła z 16
metrów. Pod pachą Shiltona. „Przyszła, naszła, zeszła, weszła” – tak to
wspominał. Kto widział tę bramkę,
wie, że obecnie angielski bramkarz
stałby się bohaterem internetowych
gifów i memów. Dziś jednak została
uznana przez tygodnik The Times za
jedną z 50 najważniejszych bramek
w historii futbolu. Przewrotna historia strzału, po którym zazwyczaj napastnik przeprasza kolegów. Potem
stało się to, co miało się stać. Karny
dla gospodarzy, gol Clarke’a i seryjne
ostrzeliwanie bramki Tomaszewskiego do ostatnich minut. Blisko 50
strzałów gospodarzy, przy zaledwie
dwóch uderzeniach Polaków. Ale Tomaszewski przerodził się z klowna w
bohatera. Bujna czupryna długo jeszcze śniła się angielskim „półbogom”.
Koniec piłkarskiego imperium. Resztę historii już znacie.
– Od razu po meczu widziałem
setki, jeśli nie tysiące Anglików, któ-

rzy płakali, bo przegrali z nikomu
nieznaną drużyną – opowiadał Andrzej Person, dziennikarz sportowy i
polityk, który widział to wszystko na
własne oczy. Dziś jesteśmy już
znaną drużyną, ale o innym poziomie umiejętności, a rocznica wypa-

nurtować inne pytanie. Kogo ja będę
tak oglądał?
Mecz na Wembley był preludium
do sukcesów na arenie międzynarodowej. Wygrana z Portugalią nie
okazała się trampoliną do sukcesu,
a każdy dobrze wie, że cieszącego

Karny dla gospodarzy, gol Clarke’a i seryjne
ostrzeliwanie bramkiTomaszewskiego do
ostatnich minut. Blisko 50 strzałów gospodarzy, przy zaledwie dwóch uderzeniach Polaków. AleTomaszewski przerodził się z klowna w bohatera. Bujna czupryna
długo jeszcze śniła się angielskim„półbogom”. Koniec
piłkarskiego imperium. Resztę historii już znacie.
dająca 17 października stała się polem do dyskusji na temat obecnego
stanu „polskiej myśli szkoleniowej”.
Twarze znane od lat zasiądą wygodnie w studiu telewizyjnym i będą
rozkoszować się swoim tryumfem.
Grzegorz Lato pobije swój „rekord
na setkę”, a Jan Tomaszewski przypomni, kto i kiedy był najlepszy.
Wtedy kibiców takich jak ja zacznie

się z gola Lewandowskiego czy
Błaszczykowskiego nieczęsto widujemy w koszulce reprezentacji Polski. Odtwarzanie goli z Euro 2012
przyprawia o dreszcze, lecz to tylko
sekundy narodowej ekstazy. Dajcie
nam nowe Wembley. Może by tak
4 września 2015 na Olympiastadion
w Berlinie?

Michał LEŚNICZAK 

www.facebook.com/gazeta.fenestra

N

Zakazany owoc

Holenderskie katusze

Do eliminacji Euro 1976 przystępowaliśmy jako trzeci zespół świata, więc apetyty na historyczny
awans były jak najbardziej uzasadnione. Reprezentacja Polski trafiła
jednak do bardzo trudnej grupy z
Holandią, Włochami i Finlandią.
Drużyna Kazimierza Górskiego
przegrała w tamtych kwalifikacjach
tylko jeden mecz. Niestety, 0:3 w
Amsterdamie sprawiło, że do dalszych gier awansowała ekipa Oran-

7 września 2014 roku reprezentacja Polski rozpoczęła batalię o awans do euro 2016.
Podopieczni adama Nawałki walczą o przepustki do turnieju, który przez długie lata był dla polskiej piłki
jak zakazany owoc – zachwycał i nęcił, ale ciągle wymykał się z rąk.

owoc - pomorska.pl

a premierowy awans do
europejskiego czempionatu kibice nad Wisłą czekali niemal pół wieku, mimo że w Polsce w tym czasie nie brakowało
piłkarzy wybitnych, a nasza reprezentacja dwukrotnie stawała na podium mistrzostw świata i zdobyła
złoty medal igrzysk olimpijskich.
Dla nas historia pod tytułem
„Euro” zaczyna się dopiero od rozegranego sześć lat temu turnieju w
Austrii i Szwajcarii. Dzieje mistrzostw Europy to jednak nieco starsza kwestia. W 1960 roku we Francji odbyła się impreza pod nazwą
Puchar Narodów Europy, którą
uznaje się za pierwsze oficjalne
zmagania o prymat na Starym Kontynencie. Reprezentacja Polski grała
o przepustkę do tego turnieju, ale
jej nadzieje zostały rozwiane już w
pierwszej rundzie eliminacji. Mimo
że w biało-czerwonych barwach
grali tacy zawodnicy, jak Ernest
Pohl, Lucjan Brychczy, Jan Liberda
czy Roman Korynt, to Polacy bezdyskusyjnie ulegli reprezentacji
Hiszpanii (2:7 w dwumeczu). Historia powtórzyła się cztery lata później, tyle że marzeń o grze na Euro
w 1964 roku pozbawiła nas kadra
Irlandii Północnej.
Zasady eliminacji do mistrzostw
Europy rozgrywanych we Włoszech
w 1968 roku po raz pierwszy przypominały te, które obowiązują
obecnie. O awans do turnieju rywalizowano w grupach, a los przydzielił naszej kadrze rywali w postaci
Belgi, Francji i Luksemburga.
Biało-czerwoni potrafili zarówno
dwukrotnie pokonać Belgię, jak i
bezbramkowo zremisować z Luksemburgiem. Ostatecznie do dalszych gier awansowała Francja, a
Polacy zajęli trzecie miejsce w
stawce. Nieco bliżej szczęścia byliśmy cztery lata później: Polska
wyprzedziła w grupie Turcję i Albanię, ale musiała uznać wyższość późniejszych mistrzów Europy, czyli
Republiki Federalnej Niemiec.

Na Euro Polacy mogą zagrać po raz trzeci z rzędu - to byłoby historyczne wydarzenie
je. Tamta drużyna, w składzie której
grali m.in. Deyna, Lato, Tomaszewski, Szymanowski, Gadocha, Szarmach i Kasperczak, była prawdopodobnie najsilniejszą w historii polską reprezentacją, która kiedykolwiek rywalizowała o przepustkę do
mistrzostw Europy.
Cztery lata później na drodze Polaków do Euro ponownie stanęła
Holandia. Mimo że w bezpośredniej
rywalizacji nasi piłkarze byli lepsi
od wicemistrzów świata, to decydujące okazały się punkty stracone
w meczach z NRD. Drugie miejsce
w grupie eliminacyjnej oznaczało
kolejne mistrzostwa Europy bez reprezentacji Polski. Do kwalifikacji
Euro 1984 rozgrywanego we Francji nasza drużyna narodowa przystępowała z wielkimi nadziejami,
wszak kilka miesięcy przed startem
eliminacji sięgnęła po trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Z dużej
chmury spadł jednak bardzo mały
deszcz: Polacy zdołali wygrać w
całych eliminacjach zaledwie jeden
mecz (3:2 z Finlandią) i mistrzostwa Europy mogli obejrzeć jedynie
w telewizji.

Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja:Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra

Chociaż w grupie eliminacyjnej przyszło nam rywalizować z aktualnymi mistrzami świata, to
brak awansu do grona 24 najlepszych drużyn
Starego Kontynentu będzie po prostu wstydem.
Kwalifikacje do europejskiego
czempionatu w 1988 roku, którego
gospodarzem była Republika Federalna Niemiec, okazały się być dla
Polaków wielkim rozczarowaniem.
W grupie lepsza była nie tylko Holandia, ale też Grecja i Węgry. Podopieczni Wojciecha Łazarka zdołali
wyprzedzić jedynie kadrę Cypru.
Na turniej do Szwecji w 1992 roku
także nie pojechaliśmy. W eliminacjach zatrzymała nas wyspiarska
przeszkoda w postaci drużyn narodowych Anglii oraz Irlandii.
Eliminacje do Euro 1996 przyniosły pewne zmiany: po raz pierwszy w grupach rywalizowało aż
sześć drużyn. Nie zmieniła się za to
postawa polskiej kadry, która dziesiątą już próbę awansu do europejskiej elity zakończyła fiaskiem.
Prowadzoną przez Henryka Aposte-

Redaktor naczelny:
JarekWięcławski
Zastępcaredaktoranaczelnego:
KonradWitkowski
Redaktor działu Kultura:
Aleksandra Laps
Redaktor działu Sport:
KonradWitkowski
Sekretarz redakcji:
Mateusz Iwiński

la reprezentację wyprzedziły ekipy
Rumunii, Francji, a także Słowacji.
Cztery lata później Polska była bardzo bliska wywalczenia prawa do
gry w barażach o udział w Euro
2000: przegrana 0:2 ze Szwecją w
ostatniej kolejce eliminacji sprawiła
jednak, że polscy piłkarze zajęli dopiero trzecią lokatę w swojej grupie,
a w barażach wystąpiła Anglia.
Ostatnie przegrane eliminacje do
mistrzostw Europy rozegraliśmy w
latach 2002-2003. Kadra kierowana
przez Zbigniewa Bońka, a następnie
przez Pawła Janasa finiszowała w
kwalifikacjach na trzecim miejscu
w grupie, za Szwecją oraz Łotwą.

Holenderskie ocalenie

Do upragnionego awansu na
mistrzostwa Europy trzeba było 48

Redakcja:
Grzegorz Iwasiuta
Marta Jędrzejczak
Norbert Kowalski
Michał Krajniak
Kinga Kwiecień
Michał Leśniczak
Szymon Lipiński
Mariusz Nawrot
Ewa Nowak
Kasia Nowak

Natalia Pawlak
Michał Radzimiński
Mikołaj Stanek
Kinga Stefaniak
MagdalenaWitek
KacperWitt
Mikołaj Zajączkowski
Korekta:
Małgorzata Adamczewska
Kasia Nowak

lat oczekiwania i przyjścia Leo Beenhakkera. Trener z Holandii poprowadził Polaków do historycznego sukcesu, wygrywając bardzo
silną grupę, w której jego piłkarze
rywalizowali z Portugalią, Belgią,
Serbią, Finlandią, Kazachstanem,
Armenią i Azerbejdżanem. Turniej
finałowy Euro 2008 już tak udany
nie był: porażki z Niemcami i Chorwacją oraz remis z Austrią oznaczały dla Polski ostatnie miejsce w
grupie podczas debiutu na mistrzostwach Europy.
Do Euro 2012 przystępowaliśmy
bez eliminacji, bo wspólnie z Ukrainą byliśmy gospodarzami imprezy.
Tego, co było dalej, nikomu przypominać już nie trzeba. Trzeba natomiast pójść za ciosem i zagrać na
trzecich z rzędu mistrzostwach Europy. Chociaż w grupie eliminacyjnej przyszło nam rywalizować z aktualnymi mistrzami świata, to brak
awansu do grona 24 najlepszych
drużyn Starego Kontynentu będzie
po prostu wstydem. Grona uczestników Euro nie sposób już przecież
powiększyć.

Skład
Tomasz Szukała
Opiekun redakcji
Red. Lesław Ciesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fenestra

Konrad WITKOWSKI

Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo
do redagowania i skracania
nadesłanych tekstów. Redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za treść
zamieszczanych reklam.