You are on page 1of 8

3

Studiujący wielbiciele słodkości i zapiekanek nie muszą się
martwić. Zakaz przynajmniej na razie ich nie obowiązuje,
choć zapewne odsetek studentów z nadwagą
też nie jest najmniejszy.

Moc ćwierkania

4

źródło: wiadomości24.pl

Piwko, fajka i czekolada

Gdy go zakładano, nikt nie przypuszczał, że tak zrewolucjonizuje
Internet. Dziś to jedno z podstawowych źródeł informacji
dla dziennikarzy sportowych i nie tylko.
Nie mieć na nim konta powoli nie wypada.

7

Bezpłatny miesięcznik
Nr 33 z GRUdziEń 2014

2014
Czas chaosu
W mijającym roku kraje Afryki Zachodniej ucierpiały w skutek epidemii
eboli, która największe żniwo zebrała
w Gwinei, Liberii i Sierra Leone.
Łączna liczba ofiar śmiertelnych przekroczyła 6000. Pojedyncze przypadki
odnotowano także w USA i Hiszpanii.

Głosobywateli

źródła: AFP/justpaste.it/DPA/Daily Mail

T

o nie był koniec problemów
Ukraińców, lecz dopiero ich
początek. Tuż po zwycięstwie
rewolucji rosyjscy żołnierze stacjonujący na Krymie zaczęli przejmować
ukraińskie jednostki wojskowe i budynki rządowe. 16 marca odbyło się
nieuznane przez społeczność międzynarodową referendum w sprawie
przyłączenia Krymu do Rosji. Dwa dni
później Putin oficjalnie zatwierdził
aneksję półwyspu.
W miastach południowo-wschodniej Ukrainy wybuchły zamieszki organizowane przez prorosyjskich separatystów. Ogłosili oni niepodległość
obwodów donieckiego i ługańskiego.
Starcia wspieranych przez Rosję separatystów z siłami rządowymi przerodziły się w regularną wojnę, w wyniku
której Ukraina straciła kontrolę nad
częścią spornych obwodów. Od 5
września obowiązuje zawieszenie broni, lecz nie jest ono przestrzegane –
wciąż trwają walki o lotnisko w Doniecku. Konflikt na wschodniej Ukrainie pogrzebał mit Europy jako bezpiecznego kontynentu, na którym wojna jest niemożliwa.

Gdy zaczynał się rok 2014, na Ukrainie wciąż
trwały rozpoczęte w listopadzie protesty przeciwko niepodpisaniu przez ówczesnego prezydenta,
Wiktora Janukowycza, umowy stowarzyszeniowej
z UE. Coraz częściej dochodziło do starć z milicją,
których apogeum miało miejsce 18-21 lutego.
Wówczas podczas walk w Kijowie zginęło około stu
osób. W wyniku protestów Janukowycz został pozbawiony władzy i uciekł do Rosji.

Dramatywprzestworzach

17 lipca miał miejsce najbardziej
tragiczny epizod wojny w Donbasie.
W pobliżu miasta Torez zestrzelono
pasażerskiego Boeinga 777 linii Malaysia Airlines lecącego z Amsterdamu do Kuala Lumpur. Zginęło 298
osób, w większości obywateli Holandii. Prawdopodobnie samolot zestrzelili separatyści.
Śmierć pasażerów zszokowała
świat, skłaniając USA i UE do wprowadzenia wobec popierającej separatystów Rosji sankcji gospodarczych.
Kreml w odwecie wprowadził własne
sankcje, m.in. na produkty spożywcze
z Unii Europejskiej. Od sierpnia trwa
wojna handlowa pomiędzy Rosją a
państwami zachodnimi.
Tragedia w Donbasie była drugim
nieszczęśliwym wypadkiem z
udziałem Malaysia Airlines. 8 marca
zaginął należący do niej Boeing 777
lecący z Kuala Lumpur do Pekinu, na
pokładzie którego było 239 pasażerów
i członków załogi. Samolotu nie odna-

W 2014 roku nie brakowało politycznych trzęsień ziemi
leziono do dziś, a przyczyna jego
zniknięcia pozostaje tajemnicą.

Widmodżihadu

Tymczasem na Bliskim Wschodzie
do ofensywy ruszyli terroryści z ISIS.
W wyniku swoich działań w czerwcu
przechwycili z rąk armii irackiej 1/3 terytorium kraju, w tym tak znaczące
miasta jak Mosul i Tikrit. Znaczące
sukcesy odnieśli również w Syrii. 29
czerwca ISIS ogłosiło powstanie Państwa Islamskiego obejmującego kontrolowane przez nią tereny Iraku i Syrii.
Terroryści z ISIS zdobyli rozgłos z
powodu zamieszczanych w internecie
filmów z dokonywanych przez nich

egzekucji. Dokładna liczba ofiar
dżihadystów nie jest znana, szacuje
się, że mogą to być dziesiątki tysięcy
ludzi, głównie chrześcijanie i jazydzi
oraz schwytani żołnierze iraccy i syryjscy. Terroryści mordują także zagranicznych zakładników – 19 sierpnia zginął amerykański dziennikarz,
James Foley.
23 września rozpoczęła się międzynarodowa interwencja przeciwko
dżihadystom. Ogranicza się ona jedynie do nalotów na ich pozycje. Biorą w
nich udział siły powietrzne kilkunastu
państw, m.in. USA, Kanady, Francji,
Australii i Kataru. Symbolem konfliktu
stało się oblężenie Kobane, w którym
nieliczne oddziały kurdyjskie stawiają

opór przeważającym siłom dżihadystów. Mimo ciągle trwających bombardowań droga do pokonania Państwa
Islamskiego wciąż jest daleka.
Północna Nigeria nadal pozostaje
areną walk między wojskiem a islamskimi terrorystami z Boko Haram.
Szerokim echem odbiło się porwanie
przez nich w maju 213 licealistek z
miasta Chibok. Wydarzenie to zapoczątkowało akcję ,,Bring back our
girls”, w której wzięły udział między
innymi Michelle Obama, Hilary Clinton czy tegoroczna laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Malala Yousafazi. Mimo wielu apeli porwane dziewczynki wciąż znajdują się w niewoli
islamistów.

We wrześniu o mały włos nie doszło do podziału Wielkiej Brytanii. 18
września w Szkocji odbyło się referendum niepodległościowe, które jednak wygrali przeciwnicy zerwania
więzi z Londynem. Smakiem obeszli
się również separatyści katalońscy –
sąd konstytucyjny uznał, że planowane przez nich referendum nie będzie
prawnie wiążące. Głosowanie przeprowadzono, ale nie ma ono mocy
prawnej.
Podobnie jak w 2013, w tym roku w
wielu krajach doszło do protestów na
masową skalę. Od września w Hongkongu trwają demonstracje opozycji
domagającej się zmian w prawie wyborczym – tych ograniczających
wpływ Pekinu na rejestrację kandydatów w wyborach na szefa administracji. Trwające od lutego protesty w Tajlandii uniemożliwiły przeprowadzenie
wyborów. W maju doszło do wojskowego zamachu stanu, w wyniku którego władzę przejęła junta wojskowa
kierowana przez generała Chan-ocha,
która systematycznie ogranicza swobody obywatelskie. We wrześniu w
USA doszło do zamieszek rasowych
wywołanych zastrzeleniem przez
białego policjanta czarnoskórego nastolatka, Michaela Browna, który próbował zaatakować funkcjonariusza.
Do kolejnych starć doszło 25 listopada
po oczyszczeniu sprawcy z zarzutów.

Tomasz CIEPIELEWSKI

2

www.facebook.com/gazeta.fenestra

O

wyjątkowości grudnia nie trzeba nikogo przekonywać. Powodów
również nie muszę wymieniać. To miesiąc, na który czeka się
przez cały rok. Zazwyczaj kończy się go też postanowieniami na
rok następny, aby po kolejnych 12 miesiącach dojść do wniosku, że nie
wszystko się udało, i znów rozpocząć ten sam cykl.
Ktoś kiedyś uznał, że nie ma lepszego czasu na składanie sobie
przyrzeczeń niż początek nowego roku, a ktoś inny nie zamierzał
wyprowadzać go z błędu. Nie jesteśmy już dziećmi, ale najwyraźniej wciąż
wierzymy w magię. Inaczej nie da się tego wyjaśnić. Nikt nigdy nie zbadał,
czy noworoczne postanowienia są skuteczniejsze od tych codziennych, ale
nawet bez nich można dowieść, że zdecydowanie bardziej liczymy na ich
moc w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. Po otrzeźwieniu bywa z tym
różnie, lecz czasem mobilizacja działa.
Lubimy wierzyć, że przez kolejne 365 dni pozostaniemy wierni swoim
postanowieniom. Z jednej strony wybiegamy w przyszłość, z drugiej
staramy się zapanować nad przeszłością. Okres świąteczny to czas
refleksji, gdy zastanawiamy się, co w minionym roku zrobiliśmy dobrze,
a co mogliśmy zrobić lepiej. Dobrą metodą są podsumowania.
My lubimy wszelkiego rodzaju rankingi i zestawienia, a mamy także
nadzieję, że podzielacie naszą opinię. Na koniec 2014 roku oddajemy w
Wasze ręce numer, w którym w dużej mierze skupiliśmy się na opowieści
o tym, co już za nami. O najważniejszych wydarzeniach w światowej
polityce, a także o najistotniejszych ruchach na polskiej scenie politycznej.
O sportowcach, którzy zawładnęli naszymi sercami, oraz płytach, które
każdy z nas chciałby mieć na swojej półce. O książkach, jakie nas
zachwycały i rozczarowywały. O 12 miesiącach, miejmy nadzieję,
lepszych od poprzednich i gorszych od przyszłych.

Jarek WIĘCŁAWSKI

Pomimo trudności z Państwową Komisją Wyborczą
wybory samorządowe są już de facto za nami. To był
politycznie ciekawy rok. Jednak minęła dopiero
połowa wyborczego maratonu. Najważniejsze starcia jeszcze przed nami.

N

ie liczne lokalne starcia, ale
wybory do sejmików wojewódzkich były tymi, które
politycznie mówią najwięcej. PiS procentowo wypadło lepiej niż PO, ale to
partia rządząca zdobyła najwięcej
mandatów. PSL uzyskał niezwykle
mocne trzecie miejsce, stając niemal
na równi z głównymi ugrupowaniami
politycznymi. SLD zdobyło ledwo
połowę tego co przed czterema laty.
Jeśli chodzi o wyniki KNP, TR czy
RN, najlepiej pominąć je milczeniem.
PO wygrało w 8 województwach,
PiS w sześciu a PSL w dwóch. Jednak tylko w jednym rządzić będzie
główna partia opozycyjna. W pozostałych spokojnie mogą formować się
regionalne koalicje PO-PSL. Na te
wyniki niebagatelny wpływ miało zamieszanie związane z PKW, więc
niekoniecznie mogą oddawać stan
faktyczny i mówić wystarczająco
dużo o następnych wyborczych starciach.

Wybory
do Parlamentu Europejskiego

Wcześniej, tego samego roku, mieliśmy do czynienia z wyborami europejskimi. Sytuacja na Ukrainie spowodowała, że dołująca Platforma po-

czuła wiatr w żaglach. Minimalnie,
ale jednak wygrała z Prawem i Sprawiedliwością, zdobywając równą
liczbę mandatów. SLD udowodniło
swoją pozycję na lewicy. Po dwóch
dekadach zatriumfował Janusz Korwin-Mikke, którego partia przekroczyła 5%. PSL utrzymał się na stałym
poziomie. Partia Janusza Palikota
praktycznie przestała się liczyć.

Nieoczekiwana zmiana warty

W przerwie pomiędzy wyborami
na szczytach władzy doszło do roszad. Donald Tusk został przewodniczącym Komisji Europejskiej. Jego
miejsce jako szefa i lidera PO zajęła
dotychczasowa Marszałek Sejmu –
Ewa Kopacz. Do wielkiej zmiany,
która podciągnęła sondaże partii
rządzącej, doszło w chwili, gdy ta lizała rany po tzw. „aferze taśmowej”.
Z duetu Tusk-Kaczyński mocno trzymającego całą polską scenę polityczną pozostał od tej chwili tylko
ten drugi.

Co przyniesie 2015?

Rok 2015 przyniesie nam kolejne
dwa wyborcze starcia – prezydenckie
i parlamentarne, stanowiące dla wielu
osób polityczne być albo nie być.
Wiele wskazuje na to, że obecny pre-

J

esteś idolem, wielbi cię tłum –
słowa tej piosenki Lady Pank
idealnie oddają to, co mogą
czuć niektórzy piłkarze. Często pochodzący z mniejszych mieścin, wiosek, dostają się do wielkich miast.
Pragnąc łyknąć trochę lepszego życia,
zatapiają się w kolejnych pokusach
metropolii. Pierwsze samodzielnie zarobione pieniądze pozwalają na chwilę zapomnieć o tym, w jakim celu
przybyli do danego miejsca. Świet-

Witamy
nym przykładem takiej historii jest
grający na co dzień w Jagiellonii
Białystok Krzysztof Baran. Swego
czasu udzielił głośnego wywiadu, w
którym opowiedział o swoich przygodach w szkółce SMS-u Łódź. Trafił
tam dzięki poświęceniu rodziców,
którzy swoim kosztem starali się
spełniać jego marzenia. Dość szybko
wpadł w imprezowy trans. Po każdym
treningu na młodych zawodników
czekał alkohol. Sam Baran mówi, że
gdyby w pewnym momencie się nie
opamiętał, dzisiaj na pewno nie grałby
w Ekstraklasie.
Baran to nie jedyny taki przypadek
w ostatnich czasach. Szczęśliwie walkę z nałogiem wygrał Krzysztof
Ostrowski. Defensor Śląska Wrocław
w wieku młodzieńczym był uzależniony od marihuany. Bez ogródek
mówił, że zdarzały się mecze, przed
którymi palił skręty. Pozwalały mu
one na kilka minut całkiem dobrej
gry, następnie opadał z sił. Z całą
pewnością wpływ na nałóg Ostrowskiego miało otoczenie, w którym się
wychował. Wielu jego rówieśników

było uzależnionych od różnych sytuacji psychoaktywnych. Ostatecznie
udało mu się wygrać. Dzisiaj jest
współwłaścicielem prywatnej kliniki
leczenia uzależnień. Pomaga osobom,
które tak jak on zmagają się z problemami. Praca ta jest nie tylko sposobem na zarobek, ale formą samorealizacji Ostrowskiego, który przez to, co
sam przeszedł, zafascynował się psychologią.
Przyjęło się mówić, że najczęstszym nałogiem sportowców, a szczególnie piłkarzy, jest hazard. Często w
jego sidła wpadają młodzi zawodnicy, którzy, najczęściej namawiani
przez starszych kolegów z drużyny,
zaliczają pierwsze wizyty w kasynach. Początkowo wszystko zdaje się
być niewinną zabawą. Jedna wizyta,
dwie, następnie jakieś drobne wygrane. Wszystko układa się znakomicie,
ale wtedy właśnie fart opuszcza gracza. Zaczynają się przegrane. Chęć
odegrania przezwycięża zdroworozsądkowe myślenie. Problemem są
pożyczki zaciągane na bardzo wysoki
procent. Tak naprawdę to one po-

A maraton trwa
zydent, Bronisław Komorowski, ma
szansę na zwycięstwo w pierwszej
turze. Niewiele zdaje się zmieniać
fakt, że główną partię opozycyjną reprezentować będzie nie Jarosław Kaczyński, a stosunkowo młody europarlamentarzysta tej partii z Krakowa
– Andrzej Duda.
Kolejne wybory parlamentarne
będą oddzielone krótką przerwą. Wynik urzędującego prezydenta może
mieć przełożenie na wyniki PO w kolejnym starciu. W sondażach razem z
PiS idą niemal łeb w łeb. Niewyklu-

czone, że Prawo i Sprawiedliwość
pomimo wygranej nie będzie
rządziło. PO z pomocą PSL – i niewykluczone, że także z SLD – będzie
miało wystarczającą większość w
Sejmie.
O tę trzecią partię jest najwięcej
pytań. Czy będzie ważnym języczkiem uwagi, a może przystawką dla
któregoś z głównych ugrupowań albo
w ogóle zniknie ze sceny politycznej?
W przypadku PSL historia uczy, że
siła w samorządzie nie musi oznaczać takiej samej siły w Sejmie.

Trudno się spodziewać, że za rok zobaczymy Twój Ruch. Przygoda Nowej Prawicy Janusza Korwin-Mikkego z wyborami europejskimi również
wydaje się być epizodyczna.
Komorowski dalej będzie prezydentem? Kopacz udowodni, że jest
godną następczynią Tuska? Kaczyński zostanie znów premierem? Miller
udowodni swoją wartość? Odpowiedzi na te pytania uzyskamy dopiero w
przyszłym roku.

Mikołaj STANEK

źrodło: littlelychee.blogspot.com

Słowo od redakcji

Horrendalne sumy, uwielbienie, sukces – to tylko
niektóre osiągnięcia, którymi wielu piłkarzy może
się szczycić. Jednak czy
futbol to droga usłana tylko i wyłącznie różami?
Wielu meczowych ulubieńców przekonało się o
tym, że ma on też drugą
stronę, tę ciemną. Hazard,
narkotyki czy imprezy, bo
o nich będzie mowa, skutecznie utrudniały karierę
licznych boiskowych
bożyszczy.

15. Poznań Maraton

3

grudzień 2014

grążają osobę uzależnioną. Przekonał
się o tym Andrzej Iwan. Alkoholik,
hazardzista, niedoszły samobójca.
Nie są to raczej pochlebne słowa,
którymi wielu ludzi opisuje niekwestionowaną legendę Wisły Kraków,
medalistę Igrzysk Olimpijskich oraz
wielokrotnego reprezentanta Polski.
Człowiek, który miał wszystko, a dzisiaj nie ma nic. Jego trudny charakter
w połączeniu z pieniędzmi sprawił,
że wpadł w dwa nałogi. Sam mówi,
że nie da się wskazać gorszego. Najniebezpieczniejsze według niego jest
połączenie hazardu z alkoholizmem.
Właśnie ta mieszanka pogrążyła
„Spalonego”. Dwukrotnie próbował
odebrać sobie życie. Pierwszy raz,
podcinając sobie żyły, zaś drugi
połykając leki nasenne. Co ciekawe,
również w sidła hazardu wpadł jego
syn, Bartosz. Myślał, że ten problem
go nie dotyczy, że nauczył się na
błędach ojca, co hazard robi z
człowiekiem. Jak się okazało, ruletka
szybko zastąpiła mu boisko. Bukmacherka, kasyno czy maszyny na przydrożnych stacjach benzynowych sku-

Kolejny rok mija, a ona
wciąż istnieje. Jak na swój
dojrzały wiek, który wiele
osób jej wypomina, ma się
całkiem nieźle. Przed 31
grudnia pewnie jeszcze
wiele razy ktoś jej powie,
że musi wiedzieć, kiedy ze
sceny zejść, ale będzie musiał to samo powtórzyć za
12 miesięcy. Plotki o
śmierci prasy drukowanej
znów okazały się mocno
przesadzone.

static.guim.co.uk.

w świecie nałogu

Wielu uzależnionych od futbolu przegrało z innym uzależnieniem
tecznie rujnowały Iwana Juniora. Bodźcem, którym pozwolił mu wyjść na
prostą były, wspomniane już, próby
samobójcze ojca. Można powiedzieć,
że człowiek uczy się na błędach, w
tym przypadku powtarzanych.

Dość tragikomicznym przykładem
wpływu uzależnienia na karierę zawodnika jest Grzegorz Król, który
przegrał w kasynie swój transfer do
Lecha Poznań. Otrzymał od Kolejorza pieniądze, które miał przekazać

na rozwiązanie kontaktu ze swoim
ówczesnym klubem, Szczakowianką
Jaworzno. Sam opowiadał, że jeszcze
15 minut przed umówionym spotkaniem, był kilka tysięcy na plusie.
Przykład Króla chyba najlepiej pokazuje, jak wiele może zmienić jedna
wizyta w jaskini hazardu. Zaczyna się
to często dość niewinnie. Pretekstem
do pierwszych odwiedzin jest zazwyczaj podtrzymanie towarzystwa znajomym. Kończy się na terapiach, które uświadamiają zawodnikowi, jak
bardzo zniszczył sobie życie.
Najświeższym przypadkiem jest
zawodnik Wisły Kraków – Łukasz
Burliga. Człowiek, któremu środowisko piłkarskie przykleiło łatkę hazardzisty. Mówiono nawet, że zamiast
oczu ma żetony. Wkręcony w świat
kasyn, dość szybko się zatracił.
Nałóg nie odbijał się na jego dyspozycji, dlatego trudno było zauważyć,
że zawodnik ma problem. Dopiero
gdy Burliga popadł w długi po uszy,
otwarcie opowiedział o uzależnieniu.
Najważniejsza w przypadku Wiślaka
była reakcja klubu. Nie rozwiązano z

Niech żyje nam

Źródło: forbes.com

T

uż przed świętami Bożego
Narodzenia w 2012 roku ukazał się ostatni papierowy numer amerykańskiego Newsweeka. Na
jego okładce umieszczono czarnobiałe zdjęcie siedziby redakcji, a
całość opatrzono tytułem #lastprintissue. Umieszczony tam hashtag nie był
przypadkowy. Symbolizował przejście do nowej ery – ery internetowej.
Dość zaskakująca decyzja szefostwa
jednego z najpopularniejszych tygodników na świecie postrzegana była
jako sygnał, za którym podążą inne
media.
Nowa forma miała być lepszym
sposobem dotarcia do czytelników.
Czy była, trudno powiedzieć, ale najwidoczniej biznesowo okazała się
krokiem w tył, bo pod koniec 2013
roku gazeta ogłosiła wielki powrót na
papier. Zdarzenie nazywano często
zmartwychwstaniem prasy, a doszło

W Polsce nikt jeszcze nie podjął tak odważnego kroku.
do niego 7 marca 2014 roku. Innych
tytułów, które podążyłyby drogą
Newsweeka raczej się nie znajdzie.
Zarobić w internecie można, ale o
wiele trudniej to zrobić, gdy zaczy-

nało się od druku. Z punktu widzenia
technicznego przeniesie czasopisma z
realnego świata do wirtualnego nie
jest problemem. Co innego sprawić,
żeby ktoś chciał za to płacić.

W trzecim kwartale 2014 roku
według badań przeprowadzonych
przez portal wirtualnemedia.pl najwyższą sprzedaż wydań elektronicznych wśród dzienników zanotował

nim kontraktu. Dostał co prawda karę
finansową, ale nie była ona specjalnie
wysoka. W przeciwnym razie pogrążyłaby Burligę. Zawodnik przebył
terapię odwykową, ożenił się, urodziło mu się dziecko i co najważniejsze – wyszedł na prostą.
Nie da się znaleźć antidotum na
problemy z używkami. Głównym powodem jest natura samych zawodników. Nie radzą sobie z pokusami
miejsc, w których się znaleźli. Nie
oszukujmy się, futbol to przede
wszystkim olbrzymie pieniądze.
Myślę, że niewielu jest ludzi, którzy
dorabiając się w wieku młodzieńczym niezłych zarobków, byliby w
stanie przejść z tym do porządku
dziennego. Piłkarze nie są wyjątkiem.
W ich przypadku jest to nieporównywalnie bardziej widoczne. Głównie
przez to, że są celebrytami. Nie powinni jednak zapominać, że przede
wszystkim są wzorem dla wielu
młodych ludźmi, którym marzy się
kariera, pieniądze i uwielbienie.

Hubert OSSOWSKI

„Dziennik Gazeta Prawna”, który
średnio kupowała prawie 10 tysięcy
osób. Po „Rzeczpospolitą” sięgało ponad 7 tysięcy czytelników, a miejsce
na podium zajął też „Puls Biznesu”,
który sprzedał niespełna 2,5 tysiąca
elektronicznych egzemplarzy. Warto
też odnotować wyniki „Przeglądu
Sportowego” (394) i „Faktu” (234).
Można sobie wyobrazić, ile w tym
czasie strony internetowe tych tytułów
naliczyły odwiedzin. Czytelników nie
brakowało, ale do momentu, w którym trzeba było za czytanie zapłacić.
Trudności ze sprzedażą w wirtualnym świecie to jedna kwestia. Inną
jest przywiązanie do papieru. Istnieją
jeszcze osoby, które mają sentyment
do wydań drukowanych. Być może
byłoby ich więcej, gdyby ceny gazet
nie rosły z roku na rok. Ilość stron i
wzrost jakości rzadko idą w parze z
podwyższeniem opłat. Na tym tle korzystnie wypadają tabloidy. „Fakt” i
„Super Express” wciąż są najtańsze.
Przyczyn popularności tych gazet jest
wiele, ale jedną z nich na pewno jest
najniższa cena na rynku. Sprzedaż gazet drukowanych systematycznie spada, ale droga na dno jest jeszcze daleka. Skoro w innych krajach wciąż ktoś
sięga po wydania papierowe, to dlaczego u nas ten rynek ma tak szybko
upaść? Czytelnik nie ma powodu do
obaw. Dla niego większym powodem
do obaw może być strona, w jaką
zmierzają drukowane wydania. By zachęcić do kupna wydawcy stawiają na
sensację, a nie na jakość i być może
dlatego, nie mogą liczyć na świetlaną
przyszłość. W końcu, po czym poznać
gazetę, jak nie po jej odbiorcach?

Jarek WIĘCŁAWSKI

4

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Co działo się na polskiej scenie muzycznej w 2014? A
co nas jeszcze w nim czeka? To wszystko w posumowaniu muzycznym roku, gdyż w kraju siatkówki i Lewandowskiego dzieje się dużo, a nawet więcej.

Cztery pory roku
ich ulubionych muzyków. Jest w
czym wybierać, więc czas najwyższy, by w słoikach zamiast jedzenia przechowywać pieniądze.

W

Wiosna, ach to ty

Gdy wszystko budzi się do życia
po zimowym letargu, w człowieku

Jesień pod dachem,
na deskach scen

źródło: tuba.pl

1720 roku Antonio
Vivaldi napisał cykl
czterech koncertów
skrzypcowych, które do dziś
uchodzą za najbardziej obrazową
muzykę na świecie. Włoski skrzypek już wtedy zdawał sobie sprawę,
że to właśnie muzyka jest najlepszą
odtrutką na zło całego świata, a czas
płynie przy niej inaczej. Cztery pory
roku są najlepszym dowodem na to,
że godziny, minuty i sekundy na ringu nie mają żadnych szans z dźwiękami naszych ulubionych płyt. Muzyka jest najlepszą ucieczką od rzeczywistości, a czas przy niej płynie
inaczej. Potrafi zatrzymać chwile,
na których nam zależy, lub przyspieszyć oczekiwanie w kolejce na poczcie. Ona nas uspokaja w momentach
załamania nerwowego, ale i nakręca, gdy trzeba komuś wytłumaczyć
coś ręcznie. Tak to wygląda w teorii.
Jednak jaka naprawdę jest muzyka
w kraju nad Wisłą? Czy przeciętny
Kowalski ma czas na posłuchanie
czegoś więcej niż radia, gdzie DJ zasnął za konsoletą z klawiszem repeat? Czy istnieją u nas jednostki
wybitne, które podbiją zachód,
wschód niczym kiedyś chłopcy z Liverpoolu? Czy może wszystko, co
piękne, za nami i pozostaje tylko
płacz przy „Ostatniej niedzieli”
Mieczysława Fogga? Polska to bardzo niewdzięczny grunt, na którym
deklaracja o „Tańcu dla mnie” jest
ważniejsza niż godność. Jednak nie
wszystko stracone. W kraju, gdzie
grają poloneza i syrenki, powstaje
muzyka przez duże M, a rok 2014
tylko to potwierdza.

Misia ff, której Mózg wzorowo zadziałał na słuchaczy jest dowodem na silną pozycję nowego muzycznego pokolenia.
pola nawet o centymetr. Misia FF,
czyli Michalina Furtak, której
„Mózg” podbił nie tylko stację telewizyjną „Miłości na bogato”, ale
przede wszystkim serca Polaków,
tylko udowodniają: Polska muzyka
ma się dobrze i nic jej nie brakuje.
Obok niej na scenie stoi Margaret,
która nie zwalnia tempa i po wydaniu płyty w maju zamyka usta
wszystkim przeciwnikom
twierdzącym, że 23-letnia artystka

koniec została nam prawdziwa wisienka na torcie. Dwa słowa, które
teraz trzęsą cała polską rozrywką:
Dawid Podsiadło. Dwudziestojednoletni wychowanek TVN-owskiego krzyżyka został nagrodzony w
roku igrzysk olimpijskich nagrodami, o których połowa sceny muzycznej może tylko marzyć. Cztery
Fryderyki oraz najczęściej kupowana płyta stawia Dawida na pozycji
weterana polskiej estrady. Pozostaje

Tak to wygląda w teorii. Jednak jaka naprawdę jest muzyka w kraju nadWisłą?
Czy przeciętny Kowalski ma czas na posłuchanie czegoś więcej niż radia,
gdzie DJ zasnął za konsoletą z klawiszem repeat? Czy istnieją u nas jednostki
wybitne, które podbiją zachód, wschód niczym kiedyś chłopcy z Liverpoolu? Czy może
wszystko, co piękne, za nami i pozostaje tylko płacz przy„Ostatniej niedzieli”Mieczysława
Fogga? Polska to bardzo niewdzięczny grunt, na którym deklaracja o„Tańcu dla mnie”jest
ważniejsza niż godność. Jednak nie wszystko stracone.W kraju, gdzie grają poloneza i syrenki, powstaje muzyka przez duże M, a rok 2014 tylko to potwierdza.
wzbiera uczucie, iż wszystko będzie
dobrze, wszystko się zmieni, a to,
co najgorsze, jest już za nami.
Nowe liście na drzewach, rozkwitające kwiaty stają się dla nas symbolem nadziei. Podobnie jak w muzyce – młode pokolenie, które pokazuję, że wszystko, co najlepsze
dopiero przed nami. Młodzi gniewni walczą z doświadczonymi, estradowymi kolegami i nie ustępują im

wybiła się tylko dzięki „gołym cyckom” w teledysku. No Bad Days,
czyli debiutancki krążek The Dumplings, potwierdził, że Pierożki są
największą sensacją polskiego rynku muzycznego ostatnich lat. Dojrzałe brzmienia, malowanie nutami
przenoszą nas w zupełnie inny
świat. Krainę należącą do duetu z
Zabrza, małolatów, od których starsi koledzy powinni się uczyć. Na

tylko nadzieja, iż sympatyczny brunet tego nie zepsuje, a poprzeczka,
którą tak wysoko zawiesił, będzie
regularnie przeskakiwana przez
młodszych kolegów.

Letni szał

W okolicach maja temperatura
wzrasta. Ludzie spragnieni ciepła i
przygody coraz częściej uciekają z

miejskich aglomeracji, by bawić się
do rana i zakochiwać w nieprzytomności. Lato to czas festiwali. Te
rządzą się własnymi prawami i
często są wyznacznikiem marki samego artysty. Szary kraj z
orzełkiem na walucie od czerwca
zamienia się w raj dla amatorów
muzyki koncertowej. Dwudziesty
Przystanek Woodstock, Jarocin Festiwal, podobnie jak co roku, zmieniły kształt mapy Polski, przenosząc stolicę nad Odrę i do Wielkopolski. Królową na ten czas, zarówno w jednym, jak i drugim przypadku, okazała się pięcioosobowa
grupa z Łodzi. Coma, bo o niej
mowa, to zespół mający tyle fanatyków co i przeciwników, jednak nie
można przejść obojętnie obok tego,
że to jej koncerty były najchętniej
odwiedzane w czasie tych festiwali.
Armia prowadzona przez Roguca
nie zwalnia tempa, wyprzedzając
bilety na kolejnych koncertach swojej trasy długo przed datą pierwszego dźwięku „Pierwszego wyjścia z
mroku”. Wykładowcy powtarzają
nam do znudzenia, że Polska jest
idealnym rynkiem dla zagranicznego kapitału, widać to również po
festiwalach, gdyż to te zagraniczne
są najchętniej odwiedzane przez
studentów. Opener. Coke czy Orange Warsaw Festiwal sprawiają, że
fani muzyki współczesnej muszą
już od września myśleć, skąd zebrać
fundusze, by usłyszeć na żywo swo-

Gdy nadchodzi schyłek lata, artyści przenoszą się do klubów i pubów, by spotkać się w intymnym
gronie ze swoimi fanami i zamienić
z nimi kilka dźwięków. Ci bardziej
wytrwali wracają do studia, by dokończyć zaczęte płyty i słuchać, co
mówi o nich społeczeństwo. Dla
mnie jesień miała wiele barw. Jedna
z nich to barwa głosu Natalii Przybysz. Artystka zachwyca swoimi
tekstami, muzyką, przy której
można robić wszystko: gotować,
tańczyć, uczyć się, kochać. Mam
tylko nadzieję, iż nie zostanie pominięta na naszej rodzimej scenie,
gdyż co jak co, ale mijać to my potrafimy. Następną barwą była „Beksa” Artura Rojka, która pokazała,
jak bardzo Myslovitz przestał istnieć, a Rojek zaczął oddychać solową piersią. Kolejna barwa należy
do Czesława Mozila i okładki Księgi Imigrantów. Muzyk poruszył nią
niebo i ziemię, wywołując wiele
kontrowersji singlem zatytułowanym
„Nienawidzę Cię, Polsko”. Mało kto
skupił się na muzyce i tekstach, którym kłótnie nadały tylko jeszcze
większego wydźwięku. Ostatnia najciemniejszą barwą jest kolor hip-hopowego bitu granego w ciemnych
klubach. Gatunek ten dopiero co
przeze mnie odkryty wciąga mnie
coraz bardziej w swoje sidła i sprawia, że mam ochotę powtórzyć za
Adamem Ostrowskim „To jest moje
miejsce, bo kocham to miejsce”.

Zimowy letarg

Wraz ze zbliżająca się zimą wzbiera we mnie melancholia i obawa
przed jutrem. Niby mamy doskonałych muzyków i coraz częściej jakość przekłada się na ilość kupionych płyt, ale czy problem nie leży w
nas, słuchaczach? Możemy mieć
świetnych wokalistów, gitarzystów,
klawiszowców, jednak dla kogo mają
oni tworzyć, skoro nikt nie przychodzi na ich koncerty? Każdy z nas powinien sprawdzić półkę i zobaczyć,
ile ma oryginalnych płyt, a ile utworów w telefonie. Nie doceniamy
sztuki! Potem dziwimy się, że w radiu leci chłam, a nasze dzieci wolą
śpiewać Hannę Montanę niż Akademię Pana Kleksa. Dlatego może czas
najwyższy, by w 2015 r. zmienić
nasz stosunek do polskiej muzyki.
Bo jeśli tego nie zrobimy, to za parę
lat najpopularniejszą piosenką będzie
pieśń patriotyczna opowiadająca o
Niemcu, który, w wolnym tłumaczeniu, może niewiele nam zrobić.

Mateusz IWIŃSKI

5

grudzień 2014

Nasza stara

G

rudzień to czas podsumowań. Jednym z kulturalnych wydarzeń roku w
Poznaniu niewątpliwie był Malta
Festival. Odbywał się w dniach 9-29
czerwca, a jego tegorocznym motywem przewodnim była Ameryka
Łacińska. Każdy poznaniak pamięta,
jak Plac Wolności zamienił się w oświetlone centrum filmowo-muzyczne, miejsce do dyskusji i spotkań ze
znajomymi. Trudno zapomnieć
także, jak na krótko życie miasta zostało zdominowane przez spór wokół
przedstawienia Golgota Picnic. To
wszystko było częścią festiwalu. Zamknął go szeroko promowany na
poznańskich billboardach i przystankach koncert Damona Albarna, wokalisty zespołu Blur i
współzałożyciela grupy Gorillaz. Ta
impreza odbyła się w miejscu niezwykłym. Położonym nieco na uboczu od centrum wydarzeń. Miejscu
specyficznym, zachwycającym,
spektakularnym i… całkowicie niezagospodarowanym. Miejscu, gdzie
wizje działaczy kultury zderzają się z
biurokracją i prawami rynku. Zapraszam do Starej Gazowni w Poznaniu.

Trochę historii

Stara Gazownia położona jest na
warcianej wyspie Grobla. Działalność rozpoczęła w 1856 roku. Jak sama
nazwa wskazuje, przez wiele lat

W historii muzyki próbowano już połączyć sławne nazwiska, żeby
nagłośnić globalne problemy i zebrać fundusze
na walkę z epidemiami.

E

fekty końcowe były różne.
Największa krytyka spadała
zawsze na organizatorów
koncertów charytatywnych, których
koszty organizacji potrafiły pochłonąć 75% zysków. Lepiej wychodziło się na mobilizowaniu wielkich
nazwisk do nagrania wspólnego singla. Może właśnie dlatego Bob Geldof uznał, że stworzenie nowej
wersji "Do They Know It's Christmas?" to trafiony pomysł.
W połowie listopada Geldof zaprosił do studia Sarm w Londynie
grupę topowych brytyjskich artys-

pełniła funkcję fabryki gazu z węgla
kamiennego. Po wojnie działała tam
także pracownia architektoniczna, w
której zaprojektowano wiele budynków mieszkalnych, np. na Dębcu i w
centrum (ulice Wodna i Klasztorna).
W 1973 roku okazało się, że taka
forma produkcji gazu nie jest już potrzebna i po 117 latach działalności
Gazownię zamknięto.

Nowa Stara Gazownia

Do dziś nie ostał się żaden z
trzech zbiorników gazu Gazowni.
Zachowała się jednak w całości
hala produkcyjna. Jak jest wykorzystywana? Okazuje się, że sporadycznie i z niemałym trudem. W
2010 roku podczas Malta Festival
miała premierę „Cyganeria” Teatru
Wielkiego w Poznaniu. Imponująca
produkcja na ogromną skalę, z
tłumem ludzi, rusztowaniami i
splendorem, była inicjatywą jednorazową. Przez 3 lata, do roku 2013,
Gazownia była domem dla Festiwalu Stara Gazownia organizowanego
przez Spółdzielnię Teatralną. Przestrzeń SG i tereny wokół nad Wartą
tętniły życiem od rana do wieczora,
a widzowie mogli w ten ostatni
weekend sierpnia zobaczyć liczne
spektakle. Niestety impreza nie
otrzymała dofinansowania z Urzędu
Miasta i kolejna edycja w 2014
roku się nie odbyła. Sami organizatorzy pisali o budynku na swoim
fanpage jako „miejscu potencjalnie

źródło: gigantsound.com.pl

Śpiew, gwar rozmów, dźwięk instrumentów i teatralne adaptacje, a to wszystko w surowych XiX-wiecznych wnętrzach jednego z najoryginalniejszych i najpiękniejszych budynków Poznania. Niestety ta wizja
jeszcze długo zostanie w sferze marzeń.

Wszyscy zgodnie przyznają, że Starą Gazownią trzeba się zająć tak, aby
była użyteczna dla mieszkańców Poznania. Jednak przez biurokrację i
brak współpracy te piękne budynki z czerwonej cegły nadal będą niszczeć
nieużywane. I położenie w pobliżu Warty i Starego Rynku oraz
niepowtarzalny klimat nic tutaj nie pomogą…
nieocenionym dla poznańskiej kultury, a wciąż niewykorzystanym”.
W lipcu 2014 roku odbył się tam
koncert Męskie Granie. Organizatorzy Malta Festiwal podkreślali, że
Gazownia „oczarowuje artystów
swoją niszczejąca przestrzenią”. No
właśnie, niszczejącą. Już wiele lat
temu planowano przerobienie budynku na centrum kultury i sztuki,
gdzie azyl znalazłyby teatry alternatywne, galerie sztuki i kawiarnie.
Gazownia miałaby być też nowym
miejscem dla Teatru Muzycznego,
którego obecna siedziba jest ciasna
i droga w wynajmie. Dlaczego więc
przestrzeń ta od lat zdaje się być zaniedbana?

Bez kultury

Okazuje się, że sytuacja prawna
Starej Gazowni jest dość skompli-

kowana. Jeden z budynków należy
do Aquanetu, pozostałe do różnych
spółek gazowych. Miasto nie miało
i nie ma środków, aby wykupić
wszystkie części. Jak podaje portal
codziennypoznan.pl, podczas ostatniego zebrania Komisji Rewitalizacji radni zainteresowali się obecną
sytuacją Starej Gazowni. Okazuje
się, że od lat nie znajdują się fundusze na taką inwestycję. Pomogłaby
dotacja unijna, jednak nawet gdyby
zostałaby przyznana, to pieniądze
będą dopiero w 2020 roku.
Na przeszkodzie w utworzeniu
centrum kulturalnego mogą stanąć
też okoliczni mieszkańcy, którzy,
jak donosi portal, już teraz zaznaczają, że nie życzą sobie głośnych
imprez w okolicy.
Problemem jest też sam… budynek. – Byłoby ciężko zaspokoić tam
potrzeby teatru tak, by nie naruszyć

zabytkowej tkanki. Teatr wymaga
wyposażenia technicznego, sprzętu,
szansa byłaby wówczas, gdyby cała
ta technologia znalazła się w budynku obok, który zostałby wybudowany na miejscu zbiornika – mówił dla portalu codziennypoznan.pl
Dyrektor Teatru Muzycznego, Przemysław Kieliszewski.

Co dalej?

Wszyscy zgodnie przyznają, że
Starą Gazownią trzeba się zająć tak,
aby była użyteczna dla mieszkańców Poznania. Jednak przez biurokrację i brak współpracy te piękne
budynki z czerwonej cegły nadal
będą niszczeć nieużywane. I
położenie w pobliżu Warty i Starego Rynku oraz niepowtarzalny klimat nic tutaj nie pomogą…

Aleksandra LAPS

Razem przeciwko Eboli
tów – m.in. One Direction, Ellie
Goulding i Eda Sheerana oraz scenicznych weteranów, Chrisa Martina i Bono, którzy pod szyldem
Band Aid 30 nagrali wspólną wersję
świątecznej piosenki. Celem akcji
jest zwrócenie uwagi na wirus Ebola i zebranie pieniędzy, które pozwolą podnieść warunki życia w
krajach, w których zagrożenie wirusem jest największe. Piosenka powstała w niecałe dwa dni i zadebiutowała na iTunes dzień po emisji
materiału video w brytyjskim X
Factor. Dzień po premierze BBC
poinformowało, że nowa wersja
"Do They Know It's Christmas?" to
najszybciej sprzedający się utwór
tego roku – 297,000 kopii cyfrowych w 24 godziny, czyli sukces
osiągnięty. Ale czy na pewno?

Lokalny zachwyt
nie trwał jednak długo

Mimo iż piosenka wciąż okupuje
#1. miejsce brytyjskiego iTunes, a
rząd zgodził się nie pobierać podatku
VAT od jej sprzedaży, opinia publiczna mocno się podzieliła. Brytyjczycy pamiętający "Do They Know
It's Christmas?" w wersji z 2004
roku, znów dopatrują się w akcji
chęci wypromowania młodych artystów. Ich zdaniem Geldof zadbał o
to, aby piosenkę zaśpiewali ci, którzy za kilka miesięcy bezpowrotnie
znikną z list przebojów, a udział w
nagraniu traktują, jako świetną okazję do własnej promocji. Ich zdaniem
inicjatywa jest daleka od szczerych
intencji i chęci poinformowania niedoinformowanych, czym jest i czym
grozi Ebola. Takie opinie znalazły

małe potwierdzenie w oświadczeniach Adele i Lily Allen. Artystki
przyznały, że odmówiły udziału w
przedsięwzięciu, a swoje dobre serce
wolą okazać poprzez prywatny przelew na konto fundacji. Oliwy do
ognia dodali internauci, którzy przyczepili się do zmienionego tekstu
piosenki, zarzucając mu brak odniesienia do idei akcji. Sytuacja zrobiła
się na tyle kłopotliwa, że Emeli Sande niemal przeprosiła za udział w
projekcie! Artystka napisała na Twitterze, że przeprasza wszystkich, których przesłanie piosenki mogło w jakikolwiek sposób urazić.

Dobre zamieszanie nie jest złe

Negatywne opinie nie przeszkadzają "Do They Know It's Chris-

tmas?" w walce o tytuł najpopularniejszej świątecznej piosenki 2014
roku. Nie można przecież udawać, że
to właśnie obecność gwiazdeczek
brytyjskiej sceny przyczyniła się do
popularności utworu. To podekscytowani nastolatkowie są w stanie zostawić na iTunes więcej funtów niż ich
stateczni rodzice. Już sam angaż One
Direction, chociaż to słowo może
być nie na miejscu, bo udział w projekcie był darmowy, był wyznacznikiem dużego sukcesu. Jeszcze w tym
roku ma ukazać się druga wersja
utworu – tym razem z udziałem amerykańskich artystów. Pieniądze ponownie zasilą konto organizacji charytatywnych walczących z Ebolą.
Ciekawe, kto w tym przypadku zdecyduje się na odważny krok.

Anna OSIŃSKA 

www.facebook.com/gazeta.fenestra

Autorzy mają się dobrze. Przynajmniej niektórzy.
Literacki rok 2014 był dla mnie mocno intrygujący.
Poza przewertowaniem kosmicznej ilości naukowych pozycji w moje ręce wpadła również spora ilość przyjemnych dzieł. Okres od stycznia do grudnia
obfitował nie tylko w debiuty. To czas wielkich powrotów i cichych upadków. Wzruszeń i literackich
kontrowersji.

O ile dźwięki utworów The Beatles nie topią lodu w moim sercu, to
książka pt. „Norwegian Wood” już
tak. Od kilku lat Haruki Murakami
z uczuciem dopieszcza polskich
czytelników. Również w tym roku
japoński rzeźbiarz słowa nie za-

wiódł. Na sklepowych regałach pojawiły się jego kolejne dzieła,
przetłumaczone na nasz język. Azjatycki artysta ponownie udowadnia, że książki napisane w poprzedniej dekadzie nadal mogą zachwycać świeżością fabuły i wizji. Polskie przekłady powieści „Słuchaj
pieśni wiatru” i „Flipper roku 1973”
szczególnie polecam koneserom

dla zwykłego człowieka rok to 365 dni z 1. stycznia
na czele. Nieco inaczej sytuacja wygląda oczami siatkarskiego kibica. Rok zaczyna się w październiku,
wraz ze startem ligi, święta obchodzi się w kwietniu,
kiedy poznajemy mistrza kraju, a sylwestra w maju,
przy okazji startu sezonu reprezentacyjnego. Wiadomym było, że 2014 rok będzie dla polskiej siatkówki
czasem szczególnym. Można się chyba zgodzić, że
było to 8760 godzin wielkich i skrajnych emocji.

S

chyłek kwietnia dla kibiców
klubowej siatkówki jest
pierwszym końcem roku.
To właśnie wtedy rozstrzyga się, kto
zostanie mistrzem Polski. Nie inaczej
było w tym roku. 27 kwietnia,
w ostatecznym starciu o trofeum
PlusLigi, Skra Bełchatów nie dała
szans drużynie Asseco Resovii Rzeszów. „Kto ma Mariusza Wlazłego,
ten ma mistrzostwo” – krzyczą kibice
z trybun. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo siatkarze z Bełchatowa,
z Wlazłym na czele, sięgnęli po tytuł
mistrza Polski aż osiem razy w ciągu
ostatnich dziesięciu lat. Hegemonia
Skry trwa w najlepsze, żółto-czarny
walec jedzie dalej. Już w obecnym
sezonie 2014/2015 jest to mocno odczuwalne – Skra jako jedyna nie
przegrała jeszcze żadnego spotkania.
Choć liga jest wyrównana, mało kto
jest w stanie postawić się wielkiej
Skrze. Może zaskoczą zespoły „powracające z dalekiej podróży”,
a może młode wilki, które w tym
roku dołączyły do PlusLigi?

Więcej znaczy lepiej?

Wraz z rozpoczęciem siatkarskiego roku, czyli w październiku OrlenLiga oraz PlusLiga zostały rozszerzone. O mistrzostwo kraju wśród
kobiet walczy teraz nie dziesięć, a
dwanaście drużyn, a u mężczyzn nie
dwanaście, ale czternaście. W kręgi
profesjonalnej siatkówki kobiet
dołączyły Developres SkyRes Rzeszów i KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, zaś na salony siatkówki
mężczyzn wkroczyły drużyny z Lubina i Będzina. Już zeszły rok pokazał, że beniaminkowie dobrze spi-

kultury i abstrakcji. Dzięki autorowi
nie tylko zbliżycie się do najciemniejszych zakamarków ludzkiego
behawioryzmu i mentalności
współczesnego społeczeństwa. Fikcyjna podróż na japońską ulicę obnaży wam wnętrze samych siebie.

Przeciągnięta, brytyjska herbata

Z dziennikarską lekkością przenieśmy się teraz do świata koleżanki po fachu. Groteskowej Bridget
Jones nikomu nie trzeba przedstawiać. A już na pewno nie kobietom.

Kontynuacja perypetii wykreowanej
przez Helen Fielding postaci nie
mogła się obyć bez medialnego
rozgłosu. Piętnaście lat, które
upłynęło od wydania poprzedniej
części cyklu, w znaczący sposób
wpłynęło na język, jakim posługuje
się autorka. Coś co w latach 90.
było nowatorskim i lekkim przejawem geniuszu, przerodziło się w
oklepaną komedię o biednej Bridget. Może nawet tragikomedię. Nieporadna dziennikarka, niegdyś
barwna i unikatowa postać, teraz
zasługuje jedynie na miano przewi-

Żółtodziób za sterem

Mistrzostwa jak z bajki

Właśnie dzięki mistrzostwom
świata Antiga udowodnił, jak wielki
trenerski potencjał w nim drzemie.
Kto wcześniej by pomyślał, że nasi
siatkarze sięgną po mistrzostwo globu, i to we własnym kraju? Śmiało
można rzecz, że sportowo oraz orga-

Codzienny, amerykański fast food

No, dobra – teraz zadbam przez
chwilę o mężczyzn. Z lekkim
żalem, ale muszę. Nie wykonałabym w pełni swojego zadania,
nie wspominając o topowej kontrowersji minionego roku. Sasha Grey
ciężko pracowała, by tegoroczny
czerwiec rozgrzał jej fanów do gra-

mistrzem świata, Polska mistrzem
organizacji imprez na szczeblu międzynarodowym! Zachłysnęliśmy się
siatkówką i na chwilę mianowaliśmy
ją sportem narodowym. Teraz inwazja polskiej siatkówki trwać będzie przynajmniej przez najbliższych
kilka lat: w 2017 roku zorganizujemy mistrzostwa Europy mężczyzn,
w planach jest organizacja turnieju
finałowego Ligi Światowej 2016, a
nawet mundialu kobiet w 2022 roku.
I niech Volleyland się rozrasta!
Po mistrzostwach otrzymaliśmy
gratulacje od prezydenta FIVB oraz
Bronisława Komorowskiego,
składamy je też sami sobie. Szczególnie zawodnikom, kibicom i sobie
gratuluje prezes Przedpełski, bo
przecież sukces jest wspólny i
wszyscy jesteśmy wielką siatkarską
rodziną. A jak wiadomo, z rodziną
czasem wychodzi się dobrze tylko
na zdjęciach.

sują się na boiskach i liderzy musieli
się sporo napocić, żeby ze świeżakami wygrać. Teraz jest podobnie,
nowe ligowe nabytki łatwo skóry nie
sprzedają i dają do zrozumienia, że
ich awans nie był przypadkowy. Napięty terminarz pociąga jednak za
sobą zmęczenie zawodników, a
oprócz tego zmniejsza frekwencję w
halach, kiedy mecze odbywają się w
środy. Czy rozszerzenie ligi było konieczne? Ilu kibiców tyle opinii.

Kiedy Stephane Antiga został
ogłoszony trenerem reprezentacji,
siatkarskie środowisko aż wrzało od
dyskusji. Większość nie była zachwycona tym wyborem. W pamięci
ciągle pozostawał doświadczony Andrea Anastasi, który poprowadził naszych siatkarzy do czterech wielkich
sukcesów. Głównym zarzutem wobec Francuza była jego ówczesna
aktywność zawodnicza. W chwili,
gdy został selekcjonerem, był
związany kontraktem z PGE Skrą
Bełchatów i zobowiązań postanowił
dotrzymać. Niby szkoleniowcowi
nie przystoi być jednocześnie zawodnikiem, niby musi mieć trenerskie doświadczenie. Antiga zawstydził wszystkich, którzy w niego nie
wierzyli i złamał wszelkie stereotypy.

dywalnej. Cóż, Pani Fielding,
dobrych rzeczy się zwyczajnie nie
zmienia. Czasem trzeba wiedzieć,
gdzie postawić ostatnią z kropek.

Rok na medal

Nie wszystko złoto, co się świeci

Fot. Joanna Skórzybót

Wielowymiarowa,
japońska esencja

Co tam, panie,

Niespełna tydzień przed turniejem puchar został skradziony,
a Mistrzom ostatecznie wręczona została replika
nizacyjnie były to mistrzostwa idealne. Nawet oficjalny hymn mistrzostw śpiewany przez Margaret
z playbacku nie zepsuł ich wizerunku i zginął gdzieś w otchłani pozytywnych emocji. Denerwowali nas
wiecznie niezadowoleni Brazylijczycy, tradycyjnie nie mogliśmy znieść
reprezentacji Rosji. Ciśnienie podniósł nam także irański sędzia , który
mimo swoich wielkich oczu po mistrzostwach powinien zainwestować w
okulary. Kontrowersji było co niemiara, według internautów najlep-

szym blokującym została telewizja
Polsat, a nie Karol Kłos. Mimo
wszystko sięgnęliśmy po historyczny tytuł i niemożliwe stało się
możliwe.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Po mistrzostwach świata, które
dopełniły się ładnym obrazkiem w
postaci złotego medalu, przyszedł
czas na podsumowania. Wielu ekspertów i kibiców krzyczało jeszcze
przed ostatnim gwizdkiem – Polska

Z ostatniego zdjęcia prezes PZPS
z pewnością nie będzie zadowolony.
Uśmiech został zastąpiony grymasem, puchar mistrzostw świata kajdankami. 13 listopada rozpętała się
prawdziwa burza. Złoty prezes,
przedstawiany od tego momentu
jako Mirosław P., został zatrzymany
przez CBA. Wszystko za sprawą podejrzeń o zamieszanie w korupcję
władz PZPS oraz szefa jednej z firm
ochroniarskich. Siatkarska Polska
wstrzymuje oddech. Prezes i wiceprezes trafiają za kratki, święta siatkówka zostaje naznaczona piętnem
Przedpełskiego. Wielkie zwycięstwa
przysłoniły korupcja i zablokowany
w telewizji mundial, ale miejmy nadzieję, że w nadchodzącym roku
uciekniemy od skandali i skupimy
się tylko na samych jasnych stronach
tego sportu.

Joanna SKÓRZYBÓT
Natalia PAWLAK

7

grudzień 2014

nic możliwości. Znana z głównie
górnolotnych produkcji, tym razem
zdecydowała się chwycić za pióro.
To już połowa sukcesu. W „Klubie
Julietty” czytelnik ma szansę poznać autorkę od innej strony. Czy
próba obnażenia swojego alter ego
wyszła jej na dobre? Przyznaję bez
bicia: nie wiem. Mój związek z lekturą zakończył się na poziomie
pierwszych kilkunastu stron. Chociaż zaraz. Biorąc pod uwagę fakt,
że ukrywająca się pod pseudonimem Marina Hantzis ukończyła filmoznawstwo pokuszę się o stwier-

Chłód. Choroba wysokościowa. Ryzyko śmierci na
każdym kroku. Czy można
za tym tęsknić? Tak. Najlepiej wiedzą o tym polscy
himalaiści, dla których
wspinaczka wysokogórska stała się pasją. Tylko
nieliczni spełnili marzenie
o zdobyciu wszystkich ośmiotysięczników. Niektórzy chcą spróbować swoich sił w bardziej ekstremalnych warunkach –
zimą.

dzenie, że lepiej swoje umiejętności
prezentuje przed kamerą.

Niezapomniana, polska uczta

Podczas gdy wiosna budziła się
do życia, inni zapadli w wieczny,
zimowy sen. Zmarły w tym roku
Tadeusz Różewicz pozostawił po
sobie ciężko wypracowany dorobek. Wymieniany jako kandydat do
literackiej Nagrody Nobla, doczekał
się przekładu swoich książek na
wszystkie najpopularniejsze języki
świata. Autor takich dzieł, jak „Nie-

pokój” czy „Srebrny kłos” wielokrotnie usłyszał słowa uznania.
Został nagrodzony wieloma wyróżnieniami, istotnymi w książkowym świecie. Kierując się niezwykłą wrażliwością, a równocześnie szczerością i prostotą przekazu,
z całą pewnością zasłużył sobie na
horacjański pomnik. Chylę więc
czoła i, jak pisał Różewicz, „czas na
mnie, czas nagli”. Oddaję się fali
nowych książek. Wam też to polecam.

Maria LEDEMAN

źródło: http://sosyalmedyakulubu.com.tr/

w księgozbiorach

Kadr z ekranizacji powieści Helen Fielding„Dziennik Bridget Jones”(2001)

Polacy na szczycie
Piotr Morawski oraz Włoch, Simone
Moro, którzy wspólnie weszli na Sziszapangmę. Kolejne dwa szczyty
Moro zdobywał z Kazachem, Denisem Urubko; w wejściu na Gaszerbrum II, towarzyszył im również
Amerykanin, Cory Richards. W 2012
przypomnieli o sobie Polacy – 9 marca Adam Bielecki oraz Janusz Gołąb
jako pierwsi weszli zimą na Gaszerbrum I, a rok później odbyła się,
wspomniana na początku, wyprawa
na Broad Peak.

O

Walka trwa

źrodło: polskatimes.pl

tym, jak niebezpieczne są
góry zimą, przekonała się
w 2013 roku polska ekspedycja na Broad Peak. Maciej Berbeka, Tomasz Kowalski, Artur Małek i
Adam Bielecki weszli na szczyt dwunastej co do wielkości góry świata,
do tamtej pory niezdobyty zimą.
Dwaj pierwsi nie wrócili do domu.
Podczas zejścia zostali w tyle i nie
zdążyli zejść do obozu. Gdy przez
dwa dni nie pojawiali się w bazie, 8
marca kierownik wyprawy, Krzysztof Wielicki, uznał ich za zmarłych.
Wspinacze co prawda zdobyli szczyt
i zapisali się na kartach historii światowego himalaizmu, ale nie zachowali sił na najważniejsze – powrót. –
Będąc na szczycie, jesteśmy dopiero
w połowie drogi i dopiero kiedy jesteśmy w bazie, jesteśmy bezpieczni –
przyznała niedawno Martyna Wojciechowska. O braku doświadczenia
wspinaczy w tym wypadku nie
można mówić – Berbeka zdobywał
ośmiotysięczniki już w latach 80., a
Kowalski miał na swoim koncie
sześć z dziewięciu szczytów Korony
Ziemi. Niektórzy zarzucali także pozostałym członkom ekipy, że ci zostawili towarzyszy, ale należy pamiętać, że oni również byli wyczerpani
po długiej wędrówce i nie mogli rozpocząć ponownej wspinaczki. To tragiczne zdarzenie rzuciło cień na sukces, który osiągnęli Polacy.

Wspinaczka wysokogórska to trudny sport. Zawsze należy pamiętać, że góry nie wybaczają błędów. Broad Peak 2013

Mierzyli wysoko

Zdobyty 5 marca 2013 roku Broad
Peak był jednym z trzech ośmiotysięczników, na które człowiek nie
zdołał jeszcze wejść zimą. Jeszcze w
latach 70. dotarcie do granicy ośmiu
tysięcy metrów w warunkach zimowych zdawało się być niemożliwe.
Dużym krokiem w kierunku
osiągnięcia celu było zdobycie szczytu Noszak w górach Hindukusz przez
Andrzeja Zawadę i Tadeusza Piotrowskiego. Było to pierwsze wejście
zimowe na siedmiotysięcznik. W
1977 roku Polski Związek Alpinistów
zatwierdził projekt, który zakładał
zdobycie jednego z dwóch najwyższych szczytów – Mount Everest
lub K2 w sezonie zimowym. Żeby
osiągnąć ten cel potrzebna była zgoda
władz Nepalu na wyprawę. Udało
się! Kierownik wyprawy, Andrzej Zawada, otrzymał zezwolenie na próbę
wejścia na najwyższą górę świata na
przełomie 1979/80. Dalej było pod
górkę, i to pod każdym względem.
Sprzęt Polaków pozostawiał wiele do

życzenia. Kilku członków grupy
wspinaczkowej nie miało w pełni
profesjonalnego ekwipunku, przez co
musieli używać np. gogli narciarskich
czy okularów spawalniczych. Na domiar złego, 15 lutego wygasło zezwolenie na atak szczytowy. Ostatecznie przedłużono je o 2 dni, dzięki
czemu Krzysztof Wielicki (który początkowo był tylko na liście rezerwowej członków wyprawy) oraz Leszek
Cichy zdobyli pierwszy ośmiotysięcznik zimą. Na jego szczycie pozostawili papieski różaniec, krzyżyk
oraz termometr. Sukces Polaków
chciał wtedy umniejszyć Reinhold
Messner (jako pierwszy zdobył Koronę Himalajów), wypominając
przedłużenie zezwolenia na wejście.
Prawdopodobnie było to podyktowane tym, że planował zimową wyprawę na Czo Oju i tym samym chciał
być pionierem w zimowej wspinaczce. Teraz jednak nie waha się przyznać, że wyczyn Polaków był najważniejszym w historii himalaizmu.
Zdobycie Mount Everest zimą 1980

roku otworzyło furtkę na dalsze odkrywanie Himalajów i Karakorum.
Klucz do tej furtki na długo
przywłaszczyli sobie Polacy. W latach 80. odkryli zimowe szlaki na kolejnych sześciu ośmiotysięcznikach.
Pod stopami wspinaczy znad Wisły
uległy m.in. Manaslu i Czo Oju (jedyne w historii zimowe wejście na
ośmiotysięcznik nieznaną drogą). W
tym czasie Polacy bili także osobiste
rekordy, np. Jerzy Kukuczka, który
jako pierwszy człowiek zdobył 2 ośmiotysięczniki w ciągu jednej zimy,
czy Krzysztof Wielicki, który dokonał pierwszego solowego wejścia na
Lhotse. Dzięki zimowym podbojom
polscy himalaiści zostali nazwani
przez zagranicznych The Ice Warriors.

Wymiana pałeczki

Po wejściu na Lhotse przez Wielickiego zapanował zastój w zdobywaniu kolejnych szczytów. Dopiero 14
stycznia 2005 roku impas przełamali

Ale to nie koniec zimowych podbojów Polaków. Jeszcze tej zimy
możemy usłyszeć o kolejnych sukcesach polskich wspinaczy. Adam Bielecki planuje zdobyć wraz z Denisem
Urubko K2. Jakby tego było mało, Jacek Mackiewicz intensywnie pracuje,
aby jeszcze tej zimy zdobyć Nanga
Parbat. Zebrał już potrzebną do
osiągnięcia celu kwotę, którą przeznaczy na przelot, żywność, potrzebny ekwipunek oraz upominki (od
ubrań, poprzez leki, do akumulatorów
i paneli słonecznych) dla miejscowej
ludności zamieszkującej wioskę Syr.
W tym samym czasie na szczyt będzie się wspinał Simone Moro, prawdopodobnie drogą Messnera, czyli tą
samą, którą obrał sobie Polak.
Teraz pozostaje nam dopingować
wszystkie wyprawy. Nawet po uporaniu się z problemami finansowymi,
które są ogromne ze względu na duże
koszty tego sportu, nadal pozostaje
walka z pogodą, z górami, a przede
wszystkim z własnymi słabościami.
Niektórzy z was mogą patrzeć na
wspinaczy jak na wariatów, którzy poświęcają swoje życie, często wiele ryzykując, dla samego faktu zdobycia
wierzchołka góry. Dla nich jednak jest
to coś więcej niż zwykła wspinaczka.
Jak to powiedział Simone Moro: Jeździmy w góry po to, żeby żyć.

Rafał BAJER 

www.facebook.com/gazeta.fenestra

W roku olimpijskim bohaterom igrzysk łatwiej zaskarbić serca kibiców. Jednak kiedy zdarza się rok
taki jak ten, wybitnie biało-czerwony, pierwszoplanowych postaci przybywa. O hierarchię nie sposób, a
wtedy bardzo pomaga odgórny system kolejności.

B

C

– jak Fularczyk Magdalena.
Symbol polskiego wioślarstwa.
Wraz z Natalią Madaj zdobyła kolejny medal międzynarodowej imprezy. Tym razem w dwójce podwójnej
wygarnęła srebro na ME w Amsterdamie. Istny towar eksportowy w tej
dziedzinie.
– jak opadająca z ponad trzech i
pół metra, największa gwiazda
MŚ siatkarzy. Mariusz Wlazły, powrócił do kadry po pięciu latach i
momentalnie odfrunął wszystkim
rywalom. Bombardier z twarzą
dziecka dzielił i rządził na parkietach, a do złotego medalu dołożył tytuł MVP turnieju.
– jak Hammer. Polish Hammer.
Dla Marcina Gortata rok stabilizacji i ogromnej premii. Od 10 lipca zakontraktowany na 5 lat za bagatela 60 milionów dolarów. Rekordowe 31 punktów z Pacers i równy sezon dały Polakowi pewność
występów w stołecznych Wizzards.
– jak igrzyska w Soczi. W 2008
roku, kiedy zbliżał się pekiński
czempionat, głośno było o bojkocie
sugerującym wsparcie dla ofiar
łamania praw człowieka w Tybecie.
Do „putinowskich” igrzysk doszło i
mimo ukraińskiego tła, walki z czasem i wpadek na otwarciu mało kto

F

G

H
I

Justyna Kowalczyk udowodniła, że na tytuł
Królowej Zimy zasługuje i mimo okropnego
urazu zdobyła drugi w karierze złoty medal igrzysk olimpijskich.Wywiad z PawłemWilkowiczem to już
inna historia. Ale i historia złotej dziewczyny z Kasiny takiej,
jak sama Kowalczyk. Z KasinyWielkiej oczywiście.
– jak deblowy mistrz. W styczniu marznący Polacy w słońcu
Australii dostrzegli nowego bohatera. Dryblasowaty Łukasz Kubot w
parze Robertem Lindtstedtem
zgarnął wielkoszlemowy tytuł i cały
świat mógł zobaczyć jego nieco pokraczną wersję „kankana”.
– jak Europy, a nie Mistrzów,
liga dla polskiego tryumfatora.
Los jeszcze raz zakpił z polskiego
potentata. Pewien obrońca z poznańską przeszłością i lizbońskimi
aspiracjami zagrał o trzy minuty za
dużo i Legia po rozjechaniu szkockiego Celticu, została rozjechana
przez decyzję UEFA. Choć występ
w LE jak najbardziej na plus.

D
E

dziś pamięta o złych stronach zawodów. Polski akcent? 4 złote medale,
jeden srebrny i brązowy. Rekord.
– jak jeden z jaśniejszych punktów lekkoatletycznych zmagań
w Zurychu. Joanna Jóźwik, średniodystansowa biegaczka znikąd z
brązowym medalem na 800 metrów.
Modelowy przykład mistrzowskiej
niespodzianki ze wskazanym dodatkiem „TOP”.
– jak kolarstwo. Mistrzostwo
świata Michała Kwiatkowskiego w hiszpańskiej Ponferradzie w
indywidualnym wyścigu szosowym
ze startu wspólnego oraz tryumf Rafała Majki w Tour de Pologne i biała
koszulka w czerwone grochy za ty-

J

K

Wydawca: Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM, ul. Umultowska 89a, 61-614 Poznań.
Redakcja:Wydział Nauk Politycznych i Dziennikarstwa, ul. Umultowska 89a, pokój 144, 61-614 Poznań
email: fenestra.uam@gmail.com, facebook: www.facebook.com/gazeta.fenestra

źródło: smcloud.net

– jak trener amator, który przerodził się w istnego arcymistrza. Wreszcie „A” jak Antiga, złoty
chłopiec z bujną czupryną, z
wznoszącego się nad siatką zwolennika finezyjnych rozwiązań, który
poprowadził polską kadrę do złota.
Miodowy miesiąc okraszony sukcesem uciszył negujących trenerskiego
żółtodzioba i dał mu ogromny kredyt zaufania na przyszłość.
– jak Bródka. Nie chodzi tu o
żaden rekord z brodą czy brak
bujnego zarostu u pewnego spóźnionego o trzy tysięczne sekundy panczenisty z Holandii, ale o bohatera
okrzyków Piotra Dębowskiego.
„Matko Przenajświętsza!” – zrobił
to, Zbigniew Bródka, po godzinach
30-letni strażak, zdobył złoty medal
igrzysk olimpijskich w Soczi na
1500 metrów i uczynił Koena Verweija najsmutniejszym srebrnym
medalistą na świecie.
– jak Czerniak. Złoto i srebro na
Mistrzostwach Europy w Berlinie, odpowiednio na 100 metrów
stylem motylkowym i 50 dowolnym. A w bonusie złoto Kawęckiego
na 200 grzbietowym i brąz Pawła
Korzeniowskiego na tym samym
dystansie „motylkiem”. Wracają
dobre czasy polskiego pływania?

A

A – jak ależ to był rok!

Kandydat numer 1 na sportowca roku - ozłocony podwójnie Kamil Stoch.
tuł najlepszego górala w Tour de
France. Na rowery, Polacy!
– jak lekkoatletyka. Jako że królowej sportu zawsze należy chylić czoła, tym lepiej, kiedy w tle
słychać Mazurka Dąbrowskiego. 12
medali, w tym dwa złote – Adama
Kszczota na 800 metrów i Anity
Włodarczyk w rzucie młotem – na
europejskim czempionacie w Zurychu dały biało-czerwonym 6. miejsce w klasyfikacji medalowej. Igrzyska w Rio już za niecałe 2 lata…
– jak Milik, „M” jak Mila i „M”
jak mecz z Niemcami. Choć to
litera przypisana medialnie do miłości, w październiku najwyraźniejsze
uczucia połączyły piłkarzy. Historyczne zwycięstwo dopełniło narodowe, sportowe spełnienie.
– jak Niemcy. Piłkarze to za
mało. Zachodnich sąsiadów
nigdy wcześniej nie biliśmy tak
często. Stoch wygrywał z Freundem, szczypiorniści i koszykarze w
eliminacjach do Euro, a siatkarze w
półfinale MŚ. Kompleks pokonany
na dobre?
– jak oczekiwania. W złotym
roku znalazł się i jeden złotousty. Kiedy polscy tenisiści musieli
uznać wyższość Chorwatów, na
konferencji prasowej nie wytrzymał
jej lider. I tak 2014 rok połączony w
jednym zdaniu z Jerzym Janowi-

L

M
N
O

Redaktor naczelny
JarekWięcławski
Z-ca red. naczelnego /
Redaktor działu Sport
KonradWitkowski
RedaktordziałuKultura
Aleksandra Laps
Sekretarz Redakcji
Mateusz Iwiński
Redakcja
Rafał Bajer

Aleksandra Borowiec
Tomasz Ciepielewski
Patryk Halczak
Grzegorz Iwasiuta
Marta Jędrzejczak
Dorota Kawa
Aleksandra Klasa
Norbert Kowalski
Michał Krajniak
Dawid Kroll
Kinga Kwiecień

czem może kojarzyć się tylko z jednym. Szopy i niepotrzebne wymagania.
– jak panczeniści. Dosyć było o
złotobrodym strażaku. Kolejny
medal dla sztafety pań i brąz dla panów, natychmiastowe zwiększenie
liczby dzieci na lodowiskach i plany
budowy krytego toru. Panie Bachleda-Curuś, Złotkowska, Woźniak,
Czerwonka i panowie Niedźwiedzki, Szymański i Bródka – dziękujemy.
– jak Robert Lewandowski,
czyli pan piłkarz. Choć już nie
tak wyrazisty na tle zespołu, jak w
żółto-czarnym oznakowaniu barw,
to fakt, że stał się czołową postacią
monachijskiego FC Hollywood napawa uznaniem. Ponadto w kadrze
gladiator i kapitan, który niechętnie
odda opaskę. Wzór i lider, który
ostatecznie uciszył niedowiarków w
ciągu minionych 12 miesięcy.
– jak Stoch. Ozłocony podwójnie, skromny chłopak z Zębu o
wielkim sercu. W 2011 roku zastępował godnie Adama Małysza, wygrywając w Planicy, dziś jest stawiany na równi obok idola z wąsem i
bułką z bananem. Wzór, a o tego na
półce Kryształowa Kula i już w lutym obrona tytułu mistrza świata.
– jak trzy zwycięstwa w żużlowej Grand Prix w jednym roku.

P

R

S

T

Maria Ledeman
Michał Leśniczak
Szymon Lipiński
Mariusz Nawrot
Katarzyna Nowacka
Ewa Nowak
Kasia Nowak
Anna Osińska
Hubert Ossowski
Natalia Pawlak
Jakub Ptak

Michał Radzimiński
Joanna Skórzybót
Mikołaj Stanek
Kinga Stefaniak
MagdalenaWitek
KacperWitt
Mikołaj Zajączkowski
Korekta
Małgorzata Adamczewska
Kasia Nowak

Krzysztof Kasprzak wyszedł z cienia starszych kolegów i zgarnął
srebrny medal mistrzostw świata.
Do najlepszego w karierze sezonu
dołożył także indywidualne mistrzostwo Polski oraz drużynowe w gorzowskiej Stali, której był wiodącą
postacią.
– jak utopia, którą żyliśmy wiele razy, a która zamieniła się w
tym roku w prawdziwą historię. Absolutnie wyjątkowy rok, już bez utopijnych wizji względem kolejnego.
– jak panie Włodarczyk i
Włoszczowska. Pierwsza zdobyła tytuł mistrzyni Europy i wyrzuciła młot na rekord świata. Druga
miała rok okraszony potworną kontuzją, a i tak zdobyła brąz mistrzostw Europy w kolarstwie górskim. Duet pań jak z bajki.
– jak złamana stopa. 10 kilometrów techniką klasyczną, torba
leków przeciwbólowych i Marit
Bjoergen w pobliżu. A jednak Justyna Kowalczyk udowodniła, że na tytuł Królowej Zimy zasługuje i mimo
okropnego urazu zdobyła drugi w
karierze złoty medal igrzysk olimpijskich. Wywiad z Pawłem Wilkowiczem to już inna historia. Ale i
historia złotej dziewczyny z Kasiny
takiej, jak sama Kowalczyk. Z Kasiny Wielkiej oczywiście.

U

W
Z

Skład
Tomasz Szukała
Opiekun redakcji
Red. Lesław Ciesiółka
Strona internetowa
www.gazetafenestra.pl
Facebook
www.facebook.com/gazeta.fenestra

Michał LEŚNICZAK

Twitter
/twitter.com/FenestraGazeta
Druk
Drukarnia Prasowa
ul. Malwowa 158, Skórzewo
Redakcja zastrzega sobie prawo
do redagowania i skracania
nadesłanych tekstów. Redakcja nie
ponosi odpowiedzialności za treść
zamieszczanych reklam.