P. 1
Ciężkie czasy dla agentów

Ciężkie czasy dla agentów

|Views: 68,505|Likes:
Postrzeganie kwestii agentury wpływu, działań specjalnych specsłużb jest silnie zmistyfikowane. Na jednym biegunie osoba interesująca się agenturą wpływu jest traktowana, jakby wierzyła w zabobony. Przekonanie o istnieniu agentur wpływu jest utożsamiane z wiarą w czarnego kota. Rzecz, którą trzeba obowiązkowo wyszydzić. A pierwszym krokiem jest użycie znanego powszechnie epitetu, "spiskowa teoria dziejów".

Na drugim biegunie specsłużbom przypisuje się zdolności nadludzkie. Demoniczne. Są mroczną, wszechmocną siłą, przenikającą wszystko i nad wszystkim mającą władzę. Nie można wysiąkać nosa, aby "wszechświatowy spisek" o tym nie wiedział, a nawet bez jego przyzwolenia.

Książka stara się zagadnienie agentury wpływu zdemistyfikować. Obraz agentury wpływu zdemistyfikowanej sytuuje się, wbrew pozorom, bynajmniej, nie pośrodku powyższych biegunów.

Agentura wpływu jest zjawiskiem, jak każde inne. I, jak każde inne, może i powinno być przedmiotem badań. Książka posługuje się obszerną literaturą źródłową. I, bynajmniej, nie jest to literatura specjalistyczna. Źródła są powszechnie dostępne i popularne. Jest to zabieg celowy. Ma za zadanie udowodnienie, że przy badaniu agentury wpływu sięganie po źródła tajne czy choćby tylko trudniej dostępne nie jest konieczne. Przeciwnie, większość informacji, które, rzekomo, mają pochodzić ze źródeł tajnych, które uwiarygodniane są formą rozpowszechniania, plotką czy omówieniem, są celowo preparowanymi fałszywkami. Aby je badać niezbędna jest wiedza fachowa i doświadczenie. Amator zdziała więcej interesując się tym, co jest dostępne każdemu.

Celem istnienia agentury wpływu jest, jak sama nazwa wskazuje, oddziaływanie na otoczenie. Ale, kto wie, czy sama agentura wpływu nie podlega bardziej warunkom, w których operuje. Agentura wpływu jest narzędziem, jak każde inne. I, jak każde narzędzie, jest dostosowywana do potrzeb i celów narzędziem operującego. Narzędzia zbędne się zezłomowuje. Agenturę wpływu częściej, niż to się wydaje. W książce zostały poddane analizie czynniki wpływające na agenturę wpływu: geopolityczne, cywilizacyjne, socjocybernetyczne, kulturowe, gospodarcze, historiozoficzne, ekonomiczne, polityczne, historyczne, socjologiczne, psychologiczne i in. Analiza wydała się na tyle obiecująca, że pokuszono się o prognozę.

"Ciężkie czasy dla agentów" można potraktować, jako kontynuację "Żydów, Polaków, dialogu", Warszawa 2005. W porównaniu z nimi obejmują znaczenie większy obszar i przestawiają ujęcie głębsze.

"Żydzi, Polacy, dialog" też zawierały prognozy. Około połowa z nich już została spełniona. "Żydzi, Polacy, dialog" przewidywały np.: emancypację ludności kolorowej w USA i jej "marsz przez instytucje" — prezydentem USA jest osoba kolorowa; przewidywały, że wzrost cen ropy naftowej da terrorystycznym przeciwnikom Państwa Izraela lepsze uzbrojenie — Państwo Izraela przegrało wojnę z Hezbollahem w południowym Libanie.

Spełnianie się prognoz z "Żydów, Polaków, dialogu" dobrze rokuje prognozom z "Ciężkich czasów dla agentów".
Postrzeganie kwestii agentury wpływu, działań specjalnych specsłużb jest silnie zmistyfikowane. Na jednym biegunie osoba interesująca się agenturą wpływu jest traktowana, jakby wierzyła w zabobony. Przekonanie o istnieniu agentur wpływu jest utożsamiane z wiarą w czarnego kota. Rzecz, którą trzeba obowiązkowo wyszydzić. A pierwszym krokiem jest użycie znanego powszechnie epitetu, "spiskowa teoria dziejów".

Na drugim biegunie specsłużbom przypisuje się zdolności nadludzkie. Demoniczne. Są mroczną, wszechmocną siłą, przenikającą wszystko i nad wszystkim mającą władzę. Nie można wysiąkać nosa, aby "wszechświatowy spisek" o tym nie wiedział, a nawet bez jego przyzwolenia.

Książka stara się zagadnienie agentury wpływu zdemistyfikować. Obraz agentury wpływu zdemistyfikowanej sytuuje się, wbrew pozorom, bynajmniej, nie pośrodku powyższych biegunów.

Agentura wpływu jest zjawiskiem, jak każde inne. I, jak każde inne, może i powinno być przedmiotem badań. Książka posługuje się obszerną literaturą źródłową. I, bynajmniej, nie jest to literatura specjalistyczna. Źródła są powszechnie dostępne i popularne. Jest to zabieg celowy. Ma za zadanie udowodnienie, że przy badaniu agentury wpływu sięganie po źródła tajne czy choćby tylko trudniej dostępne nie jest konieczne. Przeciwnie, większość informacji, które, rzekomo, mają pochodzić ze źródeł tajnych, które uwiarygodniane są formą rozpowszechniania, plotką czy omówieniem, są celowo preparowanymi fałszywkami. Aby je badać niezbędna jest wiedza fachowa i doświadczenie. Amator zdziała więcej interesując się tym, co jest dostępne każdemu.

Celem istnienia agentury wpływu jest, jak sama nazwa wskazuje, oddziaływanie na otoczenie. Ale, kto wie, czy sama agentura wpływu nie podlega bardziej warunkom, w których operuje. Agentura wpływu jest narzędziem, jak każde inne. I, jak każde narzędzie, jest dostosowywana do potrzeb i celów narzędziem operującego. Narzędzia zbędne się zezłomowuje. Agenturę wpływu częściej, niż to się wydaje. W książce zostały poddane analizie czynniki wpływające na agenturę wpływu: geopolityczne, cywilizacyjne, socjocybernetyczne, kulturowe, gospodarcze, historiozoficzne, ekonomiczne, polityczne, historyczne, socjologiczne, psychologiczne i in. Analiza wydała się na tyle obiecująca, że pokuszono się o prognozę.

"Ciężkie czasy dla agentów" można potraktować, jako kontynuację "Żydów, Polaków, dialogu", Warszawa 2005. W porównaniu z nimi obejmują znaczenie większy obszar i przestawiają ujęcie głębsze.

"Żydzi, Polacy, dialog" też zawierały prognozy. Około połowa z nich już została spełniona. "Żydzi, Polacy, dialog" przewidywały np.: emancypację ludności kolorowej w USA i jej "marsz przez instytucje" — prezydentem USA jest osoba kolorowa; przewidywały, że wzrost cen ropy naftowej da terrorystycznym przeciwnikom Państwa Izraela lepsze uzbrojenie — Państwo Izraela przegrało wojnę z Hezbollahem w południowym Libanie.

Spełnianie się prognoz z "Żydów, Polaków, dialogu" dobrze rokuje prognozom z "Ciężkich czasów dla agentów".

More info:

Published by: Grzegorz Rossa. on Oct 05, 2010
Prawo autorskie:Traditional Copyright: All rights reserved

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF or read online from Scribd
See more
See less

04/09/2015

pdf

1

1

http://www.scribd.com/doc/38819941/Recenzja-książki-Ciężkie-czasy-dla-agentow-Krzysztofa-Dudka-dyrektora-Narodowego-Centrum-Kultury, http://preview.tinyurl.com/bmuvmx4

Grzegorz Rossa.

Ciężkie czasy dla agentów
2 3

Warszawa 2009÷2012
2

http://htmlimg2.scribdassets.com/9t6rh55340qlcbd/images/166-9b69b2879e/000.jpg, http://preview.tinyurl.com/d77z47w

3

— Mene, mene, tequel, parsin (por. Dn. 5:5) http://img197.imageshack.us/img197/6393/mene.jpg, http://preview.tinyurl.com/catxkrm

1.

Główne tezy książki

1. Specsłużby i agentura wpływu są rodzajem broni takim samym, jak: 1.1. Wojska lądowe 1.2. Marynarka wojenna 1.3. Lotnictwo 1.4. Wojska rakietowe 1.5. Wojska kosmiczne 1.6. Wojska elektroniczne 2. Kiedy nie jest prowadzona wojna energetyczna, najskuteczniejsze w osiąganiu celów są specsłużby i agentura wpływu 3. Od specsłużb i agentury wpływu silniejsza jest gospodarka. Specsłużby i agentura wpływu nie są w stanie zmienić skutków gospodarczych 4. Najsilniejsze na świecie specsłużby i agentury wpływu ma Moskowia 5. Rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) nie był wydarzeniem incydentalnym ani pojedynczym. Jest jednym z etapów procesu, którego ciągiem dalszym będzie rozpad Federacji Rosyjskiej (FR) i zanik Moskowii 6. Moskowia popełnia samobójstwo. Pogłębia surowcowość swojej gospodarki 7. Jednym ze skutków zaniku Moskowii będzie ściganie zbrodniarzy Moskowii jeszcze intensywniejsze od ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej 8. Najgorliwszymi i najskuteczniejszymi łowcami zbrodniarzy Moskowii będą byli funkcjonariusze specsłużb i agenci wpływu Moskowii 9. Jeżeli zbrodniarze Moskowii nie zneutralizują, póki jeszcze mogą, większość specsłużb i agentur wpływu Moskowii, ich szanse na uniknięcie pochwycenia będą bliskie zeru 10. Powyższe procesy można przyspieszyć zmniejszając światowe ceny węglowodorów. Oprócz powyższych tez książka zawiera: 1. 2. 3. 4. Inne tezy powyżej niewymienione Dowody Analizę faktów wykorzystanych w dowodach In.

2.
1.

Opracowania
Recenzja Krzysztofa Dudka, dyrektora Narodowego Centrum Kultury, Scribd.com, http://www.scribd.com/doc/38819941/Odpowiedz-Grzegorz-Rossa, http://preview.tinyurl.com/33t7ouh Kto czyta, nie błądzi, Najwyższy Czas! - tygodnik konserwatywno - liberalny,
4 48 [1019], 28 listopada 2009, , http://www.eioba.pl/files/user453/najwyzszy_c.gif, http://tiny.pl/hm98p Azylia_ Na marginesie “Ciezkich czasow dla agentow” G Rossy_ - MacGregor O polskie media - Salon24, 2010-01-14, 16:58, http://macgregor.salon24.pl/149863,azylia-na-marginesie-ciezkich-czasow-dlaagentow-g-rossy, http://tiny.pl/hm98l Zobacz temat - Grzegorz Rossa Ciężkie czasy dla agentów, Swkatowice, Pią Lis 06, 2009 4:54 pm, http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt8132.html, http://preview.tinyurl.com/2wjaukk Sfora_pl - Ciężkie czasy dla agentów, piątek [27.11.2009, 00:30], http://www.sfora.pl/Ciezkie-czasy-dla-agentow-w11477, http://tiny.pl/hmwqb

2.

3.

4.

5.

4

http://www.eioba.pl/files/user453/najwyzszy_c.gif, http://preview.tinyurl.com/cuqdccf

3.

Publikacje

L. p . Data Link 1. Sat Jul 07 15:26 https://docs.google.com/file/d/0B5A5Ca20tutnOGRiYWI2NTItMD :19 +0000 2012 k0YS00MmYyLThhODgtMDBhMDNjZDY2YTE3/edit?authkey= COmFsR4 http://preview.tinyurl.com/cpvfmq6 2. 15.02.2012r. Bryk, http://solidarni2010.pl/n,2487,8,grzegorz-rossa-michnikquotprzychodzi-noc-dlugich-nozy-czy-noce-moskiewskiequot.html, http://preview.tinyurl.com/cckt9za 3. Treść książki http://niepoprawneradio.pl/tag/grzegorz-rossa/ była czytana http://preview.tinyurl.com/ccsy79h w Niepoprawne Radio PL (radio 3.1.1. Odcinki: internetowe), lektor — JaWa5 1. CZYTANKA-Grzegorz_Rossa-Trudne_czasy_dla_agentow1.mp3 ... http://www.4shared.com/mp3/bRwo5JiW/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Trudne.html CZYTANKA-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-2.mp3 4shared.com, http://www.4shared.com/mp3/ZhauvR0M/CZYTANKARossa-Ciezkie_czasy_d.html CZYTANKA-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow3.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/t3nnRxzS/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Ciezki.html CZYTANKA-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-4.mp3 4shared.com, http://www.4shared.com/mp3/B5oXVYkD/CZYTANKARossa-Ciezkie_czasy_d.html CZYTANKA-Grzegorz_RossaCiezkie_czasy_dla_agentow_cz5 ..., http://www.4shared.com/mp3/11yoQd9R/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Ciezki.html CZYTANKA-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-06.mp3 4shared ...,

2.

3.

4.

5.

6.

5

http://niepoprawneradio.pl/tag/jawa/, http://preview.tinyurl.com/cpjh8pc

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 6/498

L. p .

Data

7.

8.

9.

10.

11.

12.

13.

14.

15.

16.

17.

Link http://www.4shared.com/mp3/wXMW8xEW/CZYTANKARossa-Ciezkie_czasy_d.html CZYTANKA-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow07.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/oHyo_n-q/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Ciezki.html CZYTANKA-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-08 ... 4shared.com, http://www.4shared.com/audio/s5X1IMHz/CZYTANKARossa-Ciezkie_czasy_d.html CZYTANKA-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow09.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/Yzt6aL7a/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Ciezki.html CZYTANKA-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz10 ..., http://www.4shared.com/mp3/jDu3kqaZ/CZYTANKAGrzegorz_Rossa-Ciezki.html CZYTANKA-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-cz11.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/t7SLRWf7/CZYTANKA-RossaCiezkie_czasy_d.html Czytanka-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz12.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/dtG9UH1l/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz_RossaCiezkie_czasy_dla_agentow_cz13.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/eY-1_C3_/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-cz14.mp3 4shared ..., http://www.4shared.com/mp3/OJffC2fx/file.html?start= Czytanka-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-cz15.mp3 4shared ..., http://www.4shared.com/mp3/4aiX-YvF/Czytanka-RossaCiezkie_czasy_d.html Czytanka-Grzegorz_RossaCiezkie_czasy_dla_agentow_cz16.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/Kdj9JZGO/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow17.mp3 ...,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 7/498

L. p .

Data

18.

19.

20.

21.

22.

23.

24.

25.

26.

27.

28.

Link http://www.4shared.com/mp3/bFAPSjMk/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow18.mp3, http://www.4shared.com/mp3/95qYIa83/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz_RossaCiezkie_czasy_dla_agentow_cz19.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/p6qUlieY/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz20.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/r3rSpypZ/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz21.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/Qhvy9RrU/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz22.mp3, http://www.4shared.com/mp3/W5KFV_9Q/CzytankaGrzegorz-Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz23.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/P_cBHKn3/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz24.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/KFB_x6Mt/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz25.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/2TeXO6Ix/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz26.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/ieDiekio/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz27.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/n0BEmKWV/CzytankaGrzegorz-Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentow-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 8/498

L. p .

Data

29.

30.

31.

32.

33.

34.

35.

36.

37.

38.

Link cz28.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/dWxKa2Nm/CzytankaGrzegorz-Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz29.mp3, http://www.4shared.com/mp3/YTopAgZs/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz30.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/1qfJ_v0l/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz31.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/VUTMsYUq/CzytankaGrzegorz-Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz_Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz32.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/R2IKr72F/CzytankaGrzegorz_Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz33.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/CarMhUun/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz34.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/Pf_Bi3ED/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz35.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/lGgq-XJk/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz36.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/iw0bcVGB/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz37.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/1nBD_dGQ/CzytankaGrzegorz-Rossa-Ciezki.html Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz38.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/L38n3iA4/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................... 9/498

L. p .

Data

Link 39. Czytanka-Grzegorz-Rossa-Ciezkie_czasy_dla_agentowcz39.mp3 ..., http://www.4shared.com/mp3/ZpPIl5a9/Czytanka-GrzegorzRossa-Ciezki.html http://www.facebook.com/infiltracja

4. Strona na Facebooku 5. Wersja najpełniejsza 6. Wersja poprzednia 7. 2010-01-12 16: 46 8.

9. 1 0.

http://www.sendspace.com/file/l4jdi8, http://tinyurl.com/23vro4v http://www.eioba.pl/files/user453/ciezkie_czasy_dla_agentow.pdf, http://tiny.pl/hx9fz http://bezwodkinierazbieriosz.salon24.pl/149415,ciezkie-czasy-dlaagentow, http://tiny.pl/hm98f 31 października http://polis2008.pl/index.php?option=com_content&view=article&i A.D. 2009 d=514:cikie-czasy-dla-agentow&catid=194:dzielnicapublicystow&Itemid=254, http://tiny.pl/hxxnw 05 lis 2009 14:2 http://www.kpn-1979.pl/news.php?readmore=134, 3 http://tiny.pl/hxm5w Niedziehttp://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-wartola, 08 Listopad przeczytac/1460-cikie-czasy-dla-agentow.html, 2009 03:12 http://tiny.pl/hxgjv

4.

Résumé
Motto Autor uczciwie uprzedzał czytelnika — sensacji nie będzie. Żadnych „nieznanych dotąd dokumentów z prezydenckiego archiwum”, żadnych tajnych i dlatego nikomu nieznanych „wspomnień doradcy Stalina”. Nic oprócz nudnego, nieciekawego, skrupulatnego badania jawnych i — w zasadzie — ogólnodostępnych źródeł. Spece od „płaszcza i kindżału” twierdzą, że właśnie takimi drogami zdobywa się największą część całej informacji rozpoznawczej…

Mark Sołonin[1] Postrzeganie kwestii agentury wpływu, działań specjalnych specsłużb jest silnie zmistyfikowane. Na jednym biegunie osoba interesująca się agenturą wpływu jest traktowana, jakby wierzyła w zabobony. Przekonanie o istnieniu agentur wpływu jest utożsamiane z wiarą w czarnego kota. Rzecz, którą trzeba obowiązkowo wyszydzić. A pierwszym krokiem jest użycie znanego powszechnie epitetu, spiskowa teoria dziejów. Na drugim biegunie specsłużbom przypisuje się zdolności nadludzkie. Demoniczne. Są mroczną, wszechmocną siłą, przenikającą wszystko i nad wszystkim mającą władzę. Nie można wysiąkać nosa, aby wszechświatowy spisek o tym nie wiedział. A nawet bez jego przyzwolenia. Książka stara się zagadnienie agentury wpływu zdemistyfikować. Obraz agentury wpływu zdemistyfikowanej sytuuje się, wbrew pozorom, bynajmniej, nie między powyższymi biegunami. Agentura wpływu jest zjawiskiem, jak każde inne. I, jak każde inne, może i powinno być przedmiotem badań. Książka posługuje się obszerną literaturą źródłową. I, bynajmniej, nie jest to literatura specjalistyczna. Źródła są powszechnie dostępne i popularne. Jest to zabieg celowy. Ma za zadanie udowodnienie, że przy badaniu agentury wpływu sięganie po źródła tajne czy choćby tylko trudniej dostępne nie jest konieczne. Przeciwnie, większość informacji, które, rzekomo, mają pochodzić ze źródeł tajnych, które uwiarygodniane są formą rozpowszechniania, plotką czy omówieniem, są celowo preparowanymi fałszywkami. Aby je badać niezbędna jest wiedza fachowa i doświadczenie. Amator zdziała więcej interesując się tym, co jest dostępne każdemu. Celem istnienia agentury wpływu jest, jak sama nazwa wskazuje, oddziaływanie na otoczenie. Ale, kto wie, czy sama agentura wpływu nie podlega bardziej warunkom, w których operuje. Agentura wpływu jest narzędziem, jak każde inne. I, jak każde

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 11/498

narzędzie, jest dostosowywana do potrzeb i celów narzędziem operującego. Narzędzia zbędne się złomuje. Agenturę wpływu częściej, niż to się wydaje. W książce zostały poddane analizie czynniki wpływające na agenturę wpływu: geopolityczne, cywilizacyjne, socjocybernetyczne, kulturowe, gospodarcze, historiozoficzne, ekonomiczne, polityczne, historyczne, antropologiczne, socjologiczne, psychologiczne i in. Analiza wydała się na tyle obiecująca, że pokuszono się o prognozę. Ciężkie czasy dla agentów można potraktować, jako kontynuację Żydów, Polaków, dialogu[2]. W porównaniu z nimi obejmują obszar znaczenie większy i przestawiają ujęcie głębsze.

Żydzi, Polacy, dialog[2] też zawierały prognozy. Około połowa z nich już została spełniona. Żydzi, Polacy, dialog[2] przewidywały np.: emancypację ludności kolorowej w USA i jej marsz przez instytucje — prezydentem USA jest osoba kolorowa; przewidywały, że wzrost cen ropy naftowej da terrorystycznym przeciwnikom Państwa Izraela lepsze uzbrojenie — Państwo Izraela przegrało wojnę z Hezbollahem w południowym Libanie.

Spełnianie się prognoz z Żydów, Polaków, dialogu[2] dobrze rokuje prognozom z Ciężkich czasów dla agentów.

5.
1. 2. 3.

Spis treści
Główne tezy książki ........................................................................................................ 3 Opracowania ................................................................................................................... 4 Publikacje ....................................................................................................................... 5 3.1.1. Odcinki: .............................................................................................. 5

4. 5. 6.

Résumé ......................................................................................................................... 10 Spis treści ...................................................................................................................... 12 Dedykacje ..................................................................................................................... 17 6.1. 6.2. Pierwsza ............................................................................................................ 17 Druga................................................................................................................. 17

7.

Wprowadzenie .............................................................................................................. 24 7.1. 7.2. 7.3. 7.4. 7.5. Globalizacja ...................................................................................................... 27 Wybrane przykłady manipulacji w przyrodzie ożywionej ................................ 28 Tak samo u ludzi ............................................................................................... 34 Nic szczególnego .............................................................................................. 54 Jeszcze jeden przedmiot badań, jeszcze jedna gałąź wiedzy ............................ 64

8. 9.

Armia, jakiej jeszcze nie było ....................................................................................... 67 Jak nie wojna, to… wojna ............................................................................................ 92 9.1. 9.2. Determinanty..................................................................................................... 92 Konieczności ..................................................................................................... 98

10. Powtórka z rozrywki ................................................................................................... 136 10.1. Determinanty................................................................................................... 136

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 13/498

10.2. Konieczności ................................................................................................... 172 11. Wariant polski ............................................................................................................. 197 11.1. Geopolityka ..................................................................................................... 204 11.1.1. Do Oceanu Indyjskiego! ................................................................. 206 11.1.1.1. O tym, jak pracowałem dla radzieckiej propagandy...... 223 11.1.1.2. Operacja afgańska .......................................................... 226 11.1.1.3. Operacja iracko irańska ................................................. 237 11.1.1.3.1. Zapłata Żydami ......................................... 264

12. Upadek ........................................................................................................................ 287 13. Rytuał .......................................................................................................................... 290 14. Aneksy ........................................................................................................................ 292 14.1. Janusz Szpotański, Caryca i zwierciadło, 1974 (fragment) ............................ 292 14.2. Zbigniew Herbert, Potwór Pana Cogito .......................................................... 293 14.3. Grzegorz Górny, Zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze. Manipulacja, prowokacja, dezinformacja czyli kupcy, intelektualiści i prezenterzy[404] .................................................................... 295 14.3.1. 14.3.2. 14.3.3. 14.3.4. 14.3.5. 14.3.6. 14.3.7. 14.3.8. 14.3.9. Dziedzictwo Dżyngis Chana .......................................................... 295 Misje kupieckie .............................................................................. 296 Zwyciężać bez użycia siły .............................................................. 297 Trzeci Rzym albo Drugi Saraj ........................................................ 298 Po kupcach - encyklopedyści ......................................................... 300 Po encyklopedystach - intelektualiści ............................................ 302 Jezus - materialista, Stalin - dobra kobieta ..................................... 304 Sztuczna negatywność .................................................................... 306 Po intelektualistach - telewizja ....................................................... 307

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 14/498

14.4. Leszek Szymowski, Agentura wpływu[405], (fragmenty) ............................. 312 14.4.1. 14.4.2. 14.4.3. Na wysokie stanowiska .................................................................. 312 Na pasku wywiadów ...................................................................... 312 Długi Gazpromu ............................................................................. 313

14.5. Wiktor Suworow, Gównojady, [w:] GRU ....................................................... 314 14.6. Marek Jan Chodakiewicz, Czerwona pedagogika w USA[406] ..................... 316 14.7. Mateusz Matyszkowicz, Jak polec w czasie wojny bez ofiar[84] .................. 320 14.7.1. 14.7.2. 14.7.3. 14.7.4. To wojna trwa ................................................................................. 320 Broń informacyjna .......................................................................... 321 Cele wojny ...................................................................................... 322 Wojna dotyczy nas wszystkich ....................................................... 323

14.8. Wiktor Suworow, Klęska. Rozdział 6. Socjalizm w jednym kraju?[210] (fragment) ....................................................................................................... 325 14.9. Marcin Wolski, Kompleks polski[407] (za zezwoleniem Autora) .................. 331 14.9.1. 14.9.2. 14.9.3. Rzeczpospolita tolerancji ............................................................... 331 Zacofani wobec świata ................................................................... 332 Wielcy niedocenieni ....................................................................... 333

14.10. Tomasz Szczepański, Inteligencja kompradorska[408] (za zezwoleniem Autora) ............................................................................................................ 335 14.11. Witold Gadowski: Rebus doktora Globke ...................................................... 338 14.12. Raport dla premiera Jana Olszewskiego, Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych, koniec maja 1992 r. (fragmenty) ................................ 340 14.13. Leszek Szymowski, Zorganizowana przestępczość operacyjna[409] ............ 347 14.13.1. Agent i ojciec chrzestny ................................................................. 347 14.13.2. Ferajna z Pruszkowa ....................................................................... 348 14.13.3. Pod egidą Barabasza ...................................................................... 349

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 15/498

14.13.4. Na zakręcie historii ......................................................................... 349 14.13.5. Powstaje mafia ............................................................................... 350 14.13.6. Jacht Baraniny ................................................................................ 351 14.13.7. Od spawacza do ojca chrzestnego .................................................. 352 14.14. Stanisław Michalkiewicz, Prawdy prawdziwe i jeszcze prawdziwsze[410] .. 354 14.15. Zastosowanie metod historycznych i matematycznych do badania wybranych zagadnień geopolitycznych. Długość czasu trwania złożonych formacji geopolitycznych w zlewiskach Eurazji i Morza Śródziemnego ..................... 358 14.15.1. Sformułowanie problemu ............................................................... 358 14.15.2. Obszar badania przestrzenny i przedmiotowy................................ 358 14.15.2.1. Definicja......................................................................... 358 14.15.3. Wybór przypadków badanych ........................................................ 358 14.15.4. Znajdowanie związku ..................................................................... 360 14.15.5. Uwagi ............................................................................................. 360 14.15.6. Podsumowanie................................................................................ 361 14.15.7. Zastosowanie praktyczne ............................................................... 361 14.16. Witold St. Michałowski, Służby w rurach[411] .............................................. 362 14.17. Marcin Wolski, Na Zachód, marsz![412] (za zezwoleniem Autora) .............. 364 14.17.1. Marzenia o wielkości...................................................................... 364 14.17.2. Wszystkie chwyty dozwolone ........................................................ 365 14.17.3. Najważniejsze, żeby się nas bali .................................................... 366 14.18. Piotr Lisiewicz, Współczesny Auschwitz jest na Kaukazie[413] ................... 368 14.18.1. Relacje z piekła .............................................................................. 368 14.18.2. Piłowanie wilczych kłów................................................................ 368 14.18.3. Nie wiedziałem, że ludzie mogą tak krzyczeć ............................... 369 14.18.4. Katowni jest coraz więcej............................................................... 370

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 16/498

14.19. Krzysztof Wyszkowski, Caryca zaprasza targowiczan[414] .......................... 372 15. Kalendarium ............................................................................................................... 374 16. Literatura..................................................................................................................... 404 16.1. Przytoczona ..................................................................................................... 404 16.2. Polecana .......................................................................................................... 438 17. O autorze ..................................................................................................................... 449 17.1. IPN .................................................................................................................. 450 17.2. Encyklopedia Solidarności.............................................................................. 450 17.3. Słownik „Niezależni dla kultury 1976-89” ..................................................... 450 18. Indeks osób ................................................................................................................. 451

6.
6.1.

Dedykacje
Pierwsza

W listopadzie AD 2002 rozmawiałem ze ś. p. Sławomirem Skrzypkiem6. Przedstawił mi program polityczny. Za najważniejszy problem uznał infiltrację Polski przez szpiegów państw wrogich. Zneutralizowanie ich było głównym celem programu. Program został zrealizowany częściowo. Ś. p. Lech Kaczyński został prezydentem Polski (2005÷2010). Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory parlamentarne. Ale szpiedzy państw wrogich nie zostali zneutralizowani. Ś. p. Sławomir Skrzypek swoją walkę ze szpiegami państw wrogich przegrał 10 kwietnia AD 2010. Pamięci ś. p. Sławomira 10 kwietnia AD 2010 poświęcam. Skrzypka i wszystkich poległych

6.2.

Druga

AD 1941 folksdojcze szydzili z Polaków, że gdyby wiedzieli, co Niemcy planują z nimi zrobić, staliby w kolejkach do aptek po truciznę. AD 1945 folksdojcze snuli się z obłedem w oczach, rwali sobie włosy z głowy i zdjęci wielkim strachem bełkotali gdybym tyliko wiedział… ale kto mógł przypuszczać… Współczesnemu odpowiednikowi folksdojcza — służalcowi Moskowii — w państwie polskim, w jakimkolwiek innym państwie, gdziekolwiek jest…

6

Zob. [3]

Motto 1 To są ciężkie czasy, moja pani, dla oszwiate…

Stefan Żeromski[4] Motto 2 Rosja jest najsilniejsza, gdy wydaje się silna.

gdy wydaje

się słaba

i jest słaba,

Józef Piłsudski Motto 3 W polityce nic nie zdarza się przypadkowo. Jeśli jednak się zdarzy, bądźcie pewni, że tak zostało zaplanowane.

Franklin Delano Roosevelt[5] Motto 4 Żeby wygrać bitwę potrzeba setek tysięcy żołnierzy, ale żeby zwycięstwo poszło na marne wystarczy kilku szpiegów. Stalin Motto 5 Armia baranów, której przewodzi lew jest lepsza niż armia lwów prowadzona przez barana. Napoleon Bonaparte Motto 6 Granica między głupotą i policją jest cienka i trudno zauważalna. Adam Michnik Motto 7 Widziałem starania ustawiczne i stale idące bez ustanku w jednym i tym samym kierunku, aby agentury obce, płatne, były możliwie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 19/498

na górze państwa. Szły one krok w krok obok mnie jako Naczelnika Państwa, szukając wytworzenia kilku rządów w Polsce – obok rządów, stojących przy mnie – rządów agentur stojących poza mną. Widziałem uśmiechy reprezentantów obcych państw, gdy śmiało w oczy mi patrząc, mogli powiedzieć, że moje zamiary mogą być zniszczone zupełnie nie przez kogo innego, jak przez polskich agentów. Widziałem to, proszę państwa, i nieraz uciekałem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pewny, czy taki lub inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontrolowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym się go wyrzec.

Józef Piłsudski[6] Motto 8 w deszczu złota i kadzideł chmurach Pióra miast armat państw krzyżują szyki

Jacek Kaczmarski[7] Motto 9 Musimy uważać Rosję w całości tymczasem po prostu jako siłę, siłę barbarzyńską, świat bez prawa, świat wrogi prawu, a który w tym względzie nie czyni żadnego postępu, przeciwnie cofa się wstecz i nawraca do barbarzyństwa starożytnego, świat, który przyjmuje cywilizację nowoczesną tylko po to, aby wprowadzić rozkład do świata zachodniego i zabić samo prawo

Jules Michelet[8] Motto 10 Rosja jest wytworem pierwiastków najbardziej złowrogich i najbardziej rozkładowych, jakie są w historii. Zepsucie wyrafinowane ostatnich czasów Bizancjum przeszło w jej kościół

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 20/498

i jej dyplomację. Srogość nieubłagana a zimna chanów mongolskich stała się sprężyną jej administracji. Urządzenia gminne pierwotnych Słowian przechowały się u jej ludów. Rosja jest wielkim komunizmem, rządzonym przez władzę zarazem teokratyczną i wojskową. Ta władza zaś równa terrorowi z 1793 r. w okropności, jest od niego nierównie wyższa w swej organizacji, w swej zdolności trwania. Danton, Marat i Robespierre to figury blade, jeśli się je postawi obok takich rewolucjonistów, jak Iwan Groźny, jak Piotr I, jak Mikołaj I. Jeśli Rosja ma przestać być plagą, gotową zawsze spaść na kościół, na cywilizację, na świat, to jest na to tylko jeden sposób: doprowadzić ją do zupełnej niemocy. Wszelki pokój zawarty przed tym ostatecznym rezultatem, pogorszy tylko sytuację i pchnie nieprzyjaciela do nowych i straszniejszych wysileń. Upokorzony, ze zdartą maską, ale nie osłabiony, chwyci się on innej broni i zanim powtórzy swój chybiony zamach na Konstantynopol, przygotowuje sobie inne drogi, ciemniejsze a skuteczniejsze. Poda rękę wszystkim tajnym stowarzyszeniom, wszystkim konspiracjom i skrytym konszachtom. Będzie je opłacał swoim złotem a popierał swoimi intrygami. Słowem odda całą swą potęgę na usługi rewolucji socjalnej, aby obalić trony tych dynastii, co świeże zerwały z nim przymierze, albo nim wzgardziły.

Zygmunt Krasiński[9] Motto 11 Przez sto lat duch rosyjskiej potęgi rzucał cień swego zwalistego cielska na rządy środkowej i zachodniej Europy, zasiadał na płycie nagrobnej autokracji, odcinając dostęp powietrza, światła, wiedzy o sobie samych i o świecie milionom pogrzebanych Rosjan.(…) Pożałowania godny los tego kraju w mocy złego uroku, kraju dotkniętego dopustem bożym, którego nie sposób wytłumaczyć ani jego grzechami, ani szaleństwami, uczynił naród rosyjski tak trudnym do zrozumienia dla Europy. Od chwili upiornego poczęcia się jako państwo Rosja zmuszona była oddychać atmosferą despotyzmu; cały jej ustrój od początku do końca opierał się na samowoli mrocznych tyranów. Stąd się bierze nieprzenikalność Rosji na wszystko, co prawdziwe w myśli zachodniej. Z chwilą przekroczenia granicy rosyjskiej myśl zachodnia pada ofiarą złego uroku autokracji i staje się odrażającą parodią samej siebie. Stąd biorą się sprzeczności i zagadki w życiu narodowym Rosji wywołujące tak wielkie zainteresowanie u reszty świata. Przekleństwo przeniknęło do głębi jego duszę; nic poza autokracją

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 21/498

nie miało wpływu na ukształtowanie się jej instytucji; a trucizna niewolnictwa otępiła temperament narodowy, wpędzając go w apatię beznadziejnego fatalizmu.(…) Rewolucje w państwach europejskich nie miały nigdy charakteru bezwzględnego i masowego protestu przeciwko samej zasadzie monarchizmu; były to bunty ludzi wywołane uciskiem zwyrodniałej, legalnej władzy. Ale w Rosji nigdy nie było żadnej legalności; Rosja jest jej zaprzeczeniem, podobnie jak jest zaprzeczeniem wszystkiego, co ma swoje źródło w rozumie lub sumieniu. Każda rewolucja musi mieć przygotowany grunt intelektualny. Rewolucja to droga na przełaj w racjonalnym rozwoju potrzeb narodu budzonych przez światowe promieniowanie ideałów. Można sobie wyobrazić genialnego monarchę, który staje na czele rewolucji, nie przestając być królem swojego ludu. Dla autokracji Świętej Rosji jedyną możliwą samoreformą jest - samobójstwo.(…) Joseph Conrad Motto 12 Słowo Rosja — wszystko jedno jaka, carska, republikańska, bolszewicka — budzi tylko wstręt, odrazę, pogardę bardziej niż nienawiść; jest zupełnie obojętne czy istnieje, jak istnieje. Bóg stworzył Rosję na to, by była jednym wielkim naturalnym więzieniem, olbrzymim łagrem — i żadne zmiany wewnętrzne nie mogą tego wyroku Bożego odwrócić. Nie ma dobrych Rosjan, bo w tym kraju nie ma ludzi — są tylko raby, niewolnicy. Cóż z tego, że ktoś nauczy się na pamięć Błoka czy Tiutczewa, jeśli za chwilę będzie smagał knutem, rozpruwał czaszki czy płaszczył się ohydnie przed tyranem? Popi ciągle błagają Boga, by przyjął raba swojego — swojego niewolnika. Modlitwa ta jest bezbożna kacerska, bo właśnie cała teologia chrześcijańska jest oparta na założeniu wolnej woli, a więc wolnego człowieka. Wacław Zbyszewski Motto 13 W prawosławiu natomiast człowiek jest częścią Kościoła, częścią wspólnotowego organizmu, tak jak noga. Jak więc człowiek może odpowiadać za siebie? Czy noga może odpowiadać za siebie? Stąd wywodzi się idea państwa, totalnego państwa. Dlatego też Rosjanie, ponieważ są prawosławni, mogą być prawdziwymi faszystami, w odróżnieniu od sztucznych włoskich faszystów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 22/498

w rodzaju Gentile czy tamtejszych heglistów. Prawdziwy heglizm to Iwan Pereswietow - człowiek, który w XVI w. wymyślił dla Iwana Groźnego opryczninę. To był prawdziwy twórca rosyjskiego faszyzmu. On sformułował tezę, że państwo jest wszystkim, a jednostka niczym. Państwo jest zbawieniem, państwo jest Kościołem. Wystarczy poczytać pisma naszego prawosławnego świętego, Józefa z Wołokołamska, by przekonać się, że te dwa organizmy są identyczne, tożsame. I teraz cały ten organizm prze ku zbawieniu, wszyscy dążą do zbawienia nie rozdrabniając się, jak jedna zbiorowa dusza, jedno zbiorowe ciało.

Aleksander Dugin[10] Motto 14 W Rosji przez ostatnie 25 lat nikt nie inwestował w infrastrukturę czy na przykład w elektrownie atomowe. Powoli nadchodzi moment, kiedy to wszystko zacznie się sypać. Zarobione pieniądze płynęły do Szwajcarii, do banków w Londynie, Paryżu czy na Kajmanach. Kiedy kryzys się nasili, wszystko zacznie upadać, a pieniędzy nie będzie, bo są za granicą. W Rosji zacznie się walka każdego z każdym. To będzie anarchia. […] Powinniśmy brać przykład ze Szwajcarii. Ten kraj nie ma praktycznie żadnych surowców. Szwajcarzy biorą minimum materiału i przetwarzają go, wykorzystując maksimum umiejętności. Ze stu gramów stali robią na przykład zegarek Rolex, który sprzedają za tysiące dolarów. Gospodarka radziecka czy też obecna rosyjska jest zupełnym przeciwieństwem tego modelu. Wydobywamy potężne ilości surowców i nie wkładamy w nie żadnej wiedzy. Marnujemy to, czego marnować nie wolno. Mendelejew powiedział kiedyś, że spalać ropę to tak, jakby spalać pieniądze. Pochodne ropy wykorzystywane są przy produkcji najnowocześniejszych urządzeń, a my nią po prostu rzygamy. To jest przestępstwo.

Wiktor Suworow[11] Motto 15 A zając rzekł do siebie: „Niech nikt nie narzeka,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 23/498

Że jest tchórzem, bo cały świat na tchórzu stoi; Każdy ma swoją żabę, co przed nim ucieka, I swojego zająca, którego się boi”.

Adam Mickiewicz[12] Motto 16 Wywiad to najbardziej niewdzięczne zadanie na świecie. Człowiek, który popełniał błędy, który dał się złapać, którego powiesili — zdobywa sławę. Jak, na przykład, Sorge.

Wiktor Suworow[13] Motto 17 Służby specjalne żyją według własnych praw i każdy wie, jakie to są prawa Putin Motto 18 Sic transit gloria huius mundi. Motto 19 Mutato nomine de te fabula narratur

Horacy[14]

7.

Wprowadzenie
Motto 1 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach. Łk 12: 2,3 Motto 2 Weź niebieską pigułkę, a historia się skończy, obudzisz się we własnym łóżku i uwierzysz we wszystko, w co zechcesz. Weź czerwoną pigułkę, a zostaniesz w krainie czarów i pokażę ci, dokąd prowadzi królicza nora. Motto 3 Kto nie wie, ten śpi w poduchach, A kto wie, tego wiodą w łańcuchach. Przysłowie rosyjskie Motto 4 Kto sieje kłamstwa, ten w końcu zawsze się doczeka ich plonów, a wtedy już może odpoczywać po trudach i śledzić tylko, jak inni zbierają żniwo i wyręczają go w rozsiewaniu dalej złego ziarna.

J. R. R. Tolkien[15] Motto 5 Pamięta pan na pewno Matrix, film, w którym Keanu Rez komputerowego eves tak bardzo chciał się wyzwolić snu, że wybrał życie w biedzie, chłodzie, głodzie i cierpieniu jako wyrzutek ścigany przez rządzące Ziemią komputery, który próbuje zniszczyć Matrix. Dla mnie ten jego wybór był zupełnie niezrozumiały, szalony wręcz! Bo jeśli wyobrażenie, do tego przyjemne, jest równie silne, jak rzeczywistość, to jaka w sumie różnica? gazeta wyborcza

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 25/498

Motto 6 Kto żyje w kłamstwie, ten nigdy nie będzie szczęśliwy. To wie każdy. Oszustwo i cwaniactwo zawsze wyjdą bokiem. A ten, kto okłamuje innych, sam jest tchórzem. Nie ma potrzeby Wystarczy huknąć raz, a dobrze go torturować. i sam się na wszystko zgodzi.

Wiktor Suworow[16] Motto 7 Dawniej ludzie mniej mieli kultury, Lecz byli szczersi.

Tadeusz Boy-Żeleński[17] Motto 8 Najstraszniejszej nie widać

Adam Mickiewicz[18] Motto 9 Idee są potężniejsze od karabinów. Skoro nie pozwalamy naszym wrogom na posiadanie karabinów, to dlaczego mamy im pozwolić na posiadanie idei? Stalin Motto 10 You're gonna have to serve somebody

Bob Dylan[19] Motto 11 Nie lubię gdy mi mówią po imieniu Gdy w co drugim zdaniu pada słowo - brat Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu Z uśmiechem wykrzykując - kopę lat! Nie lubię gdy czytają moje listy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 26/498

Przez ramię odczytując treść ich kart Nie lubię tych co myślą, że na wszystko Najlepszy jest cios w pochylony kark Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę Zwłaszcza, gdy mi napluć w nią starają się Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą Nawet nawet gdy ich dławi własny pęd! Nie cierpię poczucia bezradności Z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb Nie cierpię zbiegów złych okoliczności Co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel Nie cierpię więc nie wyjaśnionych przyczyn Nie cierpię niepowetowanych strat Nie cierpię liczyć niespełnionych życzeń Nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę W słuchawce suchy metaliczny szczęk Ja nienawidzę strzałów w tył głowy Do salw w powietrze czuję tylko wstręt Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych Kiedy uśmiecham się do tych którym służę Choć z całej duszy nienawidzę ich!

Jacek Kaczmarski[20] Motto 12 Pomału można doprowadzić nawet konklawe do kanibalizmu. Byle postępować stopniowo, krok za krokiem.

Stanisław Lem[21]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 27/498

Motto 13 Najtrudniej jest naprawić błędy popełnione na początku akcji. Bond, James Bond Motto 14 Γνῶθι σεαυτόν

7.1.

Globalizacja

7

Świat się kurczy. Globalizacja postępuje coraz szybciej. Już nigdy na światowej scenie politycznej nie pojawi się nagle gracz wcześniej nieznany. Dawne dzieje pełne są takich niespodziewanych wejść. Z gór w doliny, z głębi lądów na wybrzeża, z morza na okrętach pojawiały się ludy, o których nigdy nikt wcześniej nie słyszał. Nieznani, tajemniczy przybysze wykorzystywali zaskoczenie i przestawiali bieg dziejów. Obecnie nic takiego wydarzyć się nie może. Wszyscy gracze polityczni aktywni i potencjalni są znani. Wszyscy są obserwowani, analizowani. Ich dynamika jest rejestrowana. Jeżeli nagle któryś z nich zacznie rosnąć w siłę, to nikogo nie zaskoczy. Wzrostowi jego siły będzie towarzyszyła adekwatna reakcja zainteresowanych graczy. Przedstawiając obrazowo — światowa gra polityczna coraz mniej przypomina poker, a coraz bardziej upodobnia się do szachów. Nastąpiła diametralna zmiana paradygmatu. Obecnie graczowi politycznemu ukrywanie informacji o sobie nie pomaga, tylko szkodzi. Żeby sobie nie szkodzić, nie wolno siedzieć cicho. Informacje o sobie trzeba generować i zadbać by dotarły, do kogo trzeba i odniosły skutek, jaki trzeba. O przykrych konsekwencjach niedostatku informacji o sobie bardzo boleśnie przekonały się Skonfederowane Stany Ameryki. Stany północne wmówiły światowej opinii publicznej, co w praktyce sprowadzało się do krajów europejskich, że walczą, aby znieść niewolnictwo, a Skonfederowane Stany Ameryki chcą jego utrzymania. Nie była to prawda. Oficerowie stanów północnych udawali się na front ze swoimi służącymi, niewolnikami, Murzynami, a po stronie Skonfederowanych Stanów Ameryki, przeciwko stanom północnym walczyły oddziały Murzynów. Niewolnictwo w stanach północnych zostało zniesione dopiero w trakcie trwania działań wojennych 1 stycznia AD 1863r. Propaganda zwyciężyła. Stany Północne poparła

7

http://images38.fotosik.pl/947/b2111ae5ee0a9a39.jpg, http://preview.tinyurl.com/7j62owu

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 28/498

m. in. I Międzynarodówka. Skonfederowane Stany Ameryki, pomimo początkowych sukcesów, pozbawione, w odróżnieniu od Unii, pomocy państw europejskich, naiwnie wierzących, że służą tzw. „wielkim celom humanitarnym”; zostały podbite i utraciły niepodległość. Ostatnim wielkim zaskoczeniem był terroryzm. Ta lekcja jest właśnie odrabiana. Każdej akcji towarzyszy reakcja. Rozwój miecza powoduje rozwój tarczy. Jeżeli nie można faktu swojego istnienia utrzymać w tajemnicy, to trzeba przynajmniej swój obraz zmienić na korzystniejszy. Można to uczynić na dwa sposoby. Pierwszym sposobem jest zmiana w swojej powierzchowności tego, co widzą inni. Najbardziej znanym symbolem sposobu pierwszego jest wioska potiomkinowska. Drugim sposobem jest zmiana możliwości percepcyjnych odpowiednich obserwatorów. Użycie sposobu drugiego wymaga ingerencji w wewnętrzne struktury obserwatora. Najlepiej użyć oba sposoby. Z tym, że sposób drugi jest niebezpieczny dla stosującego. Odnoszenie sukcesów w manipulowaniu obserwatorami rozleniwia, sprawia, że manipulant się opuszcza i staje się fleją. W miarę, jak obserwatorzy kupują coraz bezczelniejsze kłamstwa wzrasta chęć przeciągania struny. Należy sobie uświadomić skalę i powszechność zjawiska.

7.2.

Wybrane przykłady manipulacji w przyrodzie ożywionej
Motto 1

Co się zżera w jeziorze
Jeziora pozornie są takie spokojne, gdy lekka pokrywa je falka, jedynie na niby są takie cudowne: w ich głębi śmiertelna wre walka. Wypływasz łódeczką, zanurzasz się w trzcinie, co brzegi znienacka porasta… dwa metry po tobą w bagiennej głębinie, bandytyzm, sadyzmy, bestialstwa! Tam szczupak bandyta poluje na lina i okoń się czai na żabę. Węgorz na płotkę swój parol zagina, sandacz się wpija w doradę. Tam rak, wodny żulik dopadłszy robaka, zamęcza go w sposób haniebny, leszcz goni pędraka, sum gnębi ślimaka, liczą się tylko zęby!

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 29/498

A w górze słoneczko i miły zefirek i zielsko rozrasta się sielsko. Na zielsku nenufar, a nad nim motylek z tą swoją słodyczą anielską. I można by całkiem z uciechy oszaleć i rzucić się na to z oskomą, lecz chętkę tę jednak wstrzymuje wytrwale ta jedna niemiła świadomość: Że w głębi panoszy się licho podstępne, krwiopijcze, złośliwe, nerwowe, Siedząc w topieli niemiłej i mętnej, knując swe plany niezdrowe! Zżerają się stare bezzębne sielawy, wzajemnie nad sobą się pastwiąc, zaś w nocy gdy wszystko to niby zasypia rdza zżera stare żelastwo! Jan Kaczmarek Motto 2

Lecą muchy
Z Podkarpacia, od Suchej Wyleciały dwie muchy. Pofrunęły do Ełka Wyszlifować skrzydełka, Poleciały do Rabki Rozprostować swe łapki, Potem z Rabki do Ryków, Gdzie jest dużo śmietników, I do Małej Sokółki Gdzie są brudne zaułki, I do Białej Podlaskiej Pozbierały zarazki, By je zanieść z wyprawy Do Koluszek do Mławy,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 30/498

A zarazki - mikroby Powodują choroby. Dziwnym może się wydać, Że ich wcale nie widać, Lecz uczone osoby Znają wszystkie mikroby. Kto roznosi je? Muchy. Muchy - znane flejtuchy. Czy to Kutno, czy Mława, Jednakowa z tym sprawa. Czy to Ryki, czy Rabka, Siedzą muchy na jabłkach, Siedzą muchy - brudaski, Rozsiewają zarazki. Grześ miał babkę, a babka Myć kazała mu jabłka, Lecz Grześ babki nie słucha. „Co mi jakaś tam mucha, Ja się muchy nie brzydzę, Ja zarazków nie widzę.” Schrupał jabłko z ochotą, Minął dzień… Nagle - co to? Boli brzuszek i głowa I choroba gotowa. Cierpiał Grześ do wieczora, Więc wezwano doktora. Doktor groźną miał minę, Dał Grzesiowi rycynę. Lek przepisał mu gorzki I okłady, i proszki, I zastrzyków niemało, A to bardzo bolało.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 31/498

Wreszcie rzekł niby z łaski: „Tak, mój Grzesiu, zarazki Są choroby przyczyną. Teraz szybko wyginą, Będziesz zdrów, tak jak przedtem.” I dał nową receptę. Grześ wycierpiał się, wierzcie, A gdy zdrów był już wreszcie, Wtedy znów z apetytem Jabłko zjadł. Ale myte. Jan Brzechwa Motto 3 Posłanie Lenina przez Niemców do Rosji można by porównać do zatrucia wody w wodociągach wielkiego miasta bakteriami tyfusu lub cholery Winston Churchill Nasiona roślin pestkowych zawierają cyjanowodór. Cyjanowodór w małych ilościach jest środkiem przeczyszczającym. Pestki są odporne na trawienie. Kiedy układ trawienny przystępuje do trawienia pestki, następuje wydzielenie cyjanowodoru i przeczyszczenie. Rośliny pestkowe za cenę miąższu owocu zamieniają zwierzęta żywiące się ich owocami w siewniki z jednoczesnym nawożeniem. Z pestek Krzyżacy pozyskiwali cyjanowodór, który podawali swoim ofiarom w miodzie. W państwie zakonnym Krzyżacy ustanowili dla siebie monopol na sycenie miodu, za którego złamanie karali śmiercią. Wystarczyło zostać złapanym na zbieraniu jagód. Stąd inną nazwą cyjanowodoru jest kwas pruski. Z niektórymi gatunkami owadów są związane pasożytujące na nich grzyby. Zarodnik grzyba dostaje się do ciała owada przez tchawkę, rozwija się, grzybnia wrasta w tkanki i owad ginie. Dany gatunek pasożytuje na określonych gatunkach owadów, dlatego obecnie trwają prace nad wykorzystaniem zarodników grzybów do ochrony roślin przed owadami szkodnikami. Niektóre grzyby oddziałują na układ nerwowy owada, na którym pasożytują zmuszając go do określonych zachowań dla siebie korzystnych. Np. cordyceps unilateralis8 pasożytuje na pewnych gatunkach mrówek. Zdrowe mrówki rozpoznają mrówkę porażoną grzybem. Wynoszą ją z mrowiska na odległość większą od zasięgu zarodników grzyba. Grzyb zmusza mrówkę do wspięcia się na źdźbło rośliny

8

Cordyceps unilateralis - Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Cordyceps_unilateralis, http://tinyurl.com/chjk7e

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 32/498

i wgryzienia się w nią żuwaczkami. Z głowy mrówki wyrasta owocnik grzyba, który rozsiewa zarodniki.[22] Przywra leucochloridium9 pasożytuje na ślimakach z rodzaju bursztynka. Ślimak żywi się glonami występującymi na blaszce liścia, które zdziera tarką swojego języka. Wraz z glonami do organizmu ślimaka dostają się larwy pochodzący z odchodów ptaka, żywiciela pośredniego. W organizmie ślimaka pasożyt wytwarza sporocystę10. Oddziałuje na układ nerwowy ślimaka. Zmusza go do wyjścia z cienia i przejścia na nasłonecznioną stronę liścia. Ślimaki zdrowe unikają bezpośrednich promieni słonecznych i trzymają się cienia. Sporocysta przemieszcza się do czułka ślimaka, w którym wykonuje ruchy pulsacyjne podobne do ruchów robaka. Zwraca uwagę ptaka, który ją pożera. Gryzonie instynktownie unikają kotów. Gryzonie porażone pasożytem pierwotniakiem toksoplazmozą są przez niego zmuszane do ułatwiania kotom zadania. Cysta toxoplasma gondii w mózgu szczura sprawia, że zapach moczu kota postrzega jako zapach hormonów płciowych szczura płci przeciwnej. Poza tym zmienia połączenia neuronów. Przerywa obwody odpowiedzialne za odczuwanie strachu.[23][24] Kot jest żywicielem pośrednim toksoplazmozy, która dostaje się do jego organizmu w pożartym gryzoniu. Kot, aby uniknąć zakażenia toksoplazmozą, przed pożarciem upolowanego gryzonia sprawdza, czy nie jest zakażony. Na przemian kilkakrotnie puszcza i łapie. Stąd wzięło się powiedzenie, bawi się, jak kot z myszką. Zdrowa mysz podczas takiej zabawy wypuszcza na skórę wydzielinę odpowiednich gruczołów. Stąd wzięło się powiedzenie, poci się, jak mysz. Kot wyczuwa zapach wydzieliny.[25] Medycyna długo uważała, że toksoplazmoza jest groźna tylko dla dziecka w rozwoju płodowym, wywołuje wodogłowie, zapalenie mięśnia sercowego. Dlatego kobiety boją się myszy. Ostatnio odkryto, że toksoplazmoza jest niebezpieczna także dla dorosłych, jest podejrzewana o: wywoływanie schizofrenii, choroby Parkinsona, zespołu Tourette’a, zmuszanie prowadzących pojazdy mechaniczne do ryzykownej jazdy, spowalnia refleks i zwiększa wydzielanie dopaminy odpowiedzialnej za uczucie przyjemności (kierowcy zakażeni pierwotniakiem trzy razy częściej ulegają wypadkom drogowym

9

Leucochloridium – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Leucochloridium, http://tinyurl.com/yjg7j9n Sporocysta – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Sporocysta, http://tinyurl.com/ygokmbx

10

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 33/498

niż osoby, u których nie wykryto przeciwciał świadczących o obecności pasożyta, liczba ofiar śmiertelnych może być od kilkuset tysięcy do miliona rocznie), zmuszanie kobiet do większej niewierności,[23][24] a mężczyzn — agresji i zazdrości. Zarodźce malarii wywołują u chorego wysoką temperaturę. Temperatura jest tak wysoka, że przed sulfamidami i antybiotykami medycyna wykorzystywała malarię do leczenia kiły. Krętki blade są nieodporne na wysoką temperaturę. Lekarz zakażał chorego na kiłę malarią. Wysoka temperatura niszczyła krętki blade. Sąd wzięło się powiedzenie, syf, malaria. Wysoka temperatura ciała chorego nie wynika ze sposobu pasożytowania zarodźca malarii na żywicielu, lecz służy do rozprzestrzeniania się choroby. Wysoka temperatura zmusza chorego do odsłaniania ciała i wystawiania się na komary. Towarzyszące malarii dreszcze płoszą komary zmuszając je do żerowania na większej liczbie organizmów. Wysoką temperaturę i dreszcze zarodźce malarii wywołują oddziałując na układ nerwowy chorego. Dodatkowo zarodźce malarii wywołują u komara większy głód. Bardzo wielu ludziom prace ogrodnicze sprawiają ogromną przyjemność. Dłubaniu w glebie poświęcają każdą wolną chwilę swojego czasu. Pracę ogrodnika wykonują z wielkim oddaniem. W glebie znajdują się bakterie mycobacterium vaccae11. Podwyższają poziom serotoniny12, neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za odczuwanie przyjemności.[26] Według niektórych przepisów dawnej medycyny, w ranę wpychało się mieszankę sporządzoną z udziałem gleby. Wirus wścieklizny rozprzestrzenia się przez ślinę chorego. Oddziałuje na układ nerwowy chorego zmuszając go do kąsania innych osobników. Choroby zakaźne układu oddechowego przenoszą się drogą kropelkową. Prątek gruźlicy zmusza chorego do kaszlu, wirusy wywołujące choroby górnych dróg oddechowych — do kichania. Aby zwiększyć prawdopodobieństwo zakażenia, wirus grypy zwiększa pragnienie towarzystwa. Ten sam efekt wywołuje szczepienie przeciw grypie, ponieważ szczepionka zawiera te same substancje chemiczne, co żywy wi-

11

Mycobacterium vaccae - Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Mycobacterium_vaccae, http://tinyurl.com/yb2su4z Serotonina – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Serotonina, http://tinyurl.com/yabf33j

12

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 34/498

rus.[23][24] To może tłumaczyć dużą popularność szczepień pomimo małej skuteczności. Ludzie mogą szczepić się z tego samego powodu, z którego zażywają narkotyki — dla towarzystwa.

AIDS, syfilis i opryszczka intensyfikują głód seksu[23][24]. Być może przyczyną promiskuityzmu sodomitów jest nie tylko zboczenie ale także choroby zakaźne. Koty zmuszają swoich opiekunów do podejmowania określonych zachowań. „[…]koty potrafią skłonić do posłuszeństwa ludzi. Zespół uczonych z Uniwersytetu Sussex w Wielkiej Brytanii pod kierunkiem Karen McComb twierdzi, że żyjące z ludźmi koty domowe nauczyły się manipulować zachowaniem swoich opiekunów, modyfikując wydawane przez siebie dźwięki. Uczeni nagrali charakterystyczne mruczenie wydawane o poranku przez głodnego kota, który życzy sobie, by podano mu śniadanie, a także różne dźwięki, które zwierze wydaje w innych okolicznościach. Nagrania odtworzono 50 właścicielom kotów. Wszyscy orzekli niemal jednogłośnie, że poranne mruczenie jest wyraźnie ponaglające, natrętne i bardziej przykre niż pomruki zadowolonego kota. We wcześniejszych badaniach stwierdzono, że w dźwięku tym występują
podobne częstotliwości jak w płaczu niemowlęcia[…]”[27]

Ww. przykłady nie wyczerpują całości być traktowane, jako wierzchołek góry lodowej.

zagadnienia.

Przeciwnie,

mogą

Badania nad opisanym zjawiskiem są dopiero w fazie początkowej. W przytłaczającej większości przypadków nie są znane mechanizmy oddziaływania pasożyta na układ nerwowy żywiciela. Są dopiero identyfikowane niektóre używane substancje chemiczne. Nawet nie jest oszacowana skala zjawiska. Niektóre choroby psychiczne ludzi są dopiero podejrzewane o wywoływanie przez pasożyty, ale to jeszcze nie zostało udowodnione. We wszystkich ww. przykładach mamy do czynienia przez organizm prymitywniejszy organizmem bardziej złożonym. z manipulowaniem

7.3.

Tak samo u ludzi

Dawniej wojownicy starali się być dobrze widoczni. Ubierali się w barwy jaskrawe. Z czasem w walce rzucanie się w oczy przestało być zaletą. Do wojskowości

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 35/498

są wprowadzane coraz doskonalsze że jest wszystkim, tylko nie wojskiem.

techniki

maskowania.

Wojsko

udaje,

Kiedyś używanie kosmetyków kobietę dyskwalifikowało, a nawet już tylko samo podejrzenie — mocno dyskwalifikowało, rosyjskie, блядь, można przetłumaczyć na, korzystająca z kosmetyków. Dawniej wśród kobiet sztuczne poprawianie urody nie tylko za pomocą kosmetyków, ale przy użyciu dowolnych środków było tabu. Rzucenie przez jedną na drugą podejrzenia o sztuczne poprawianie urody było ciężką obmową. Obecnie istnieje nie tylko przemysł kosmetyczny, ale też chirurgia plastyczna.

Jednym z elementów Buddenbrooków Manna[30], którym autor przypisał większe znaczenie, była księgowość kreatywna. Młody przedsiębiorca chcąc się dobrze wżenić, aby uzyskać akceptację ojca swojej wybranki, musiał przedstawić mu księgi rachunkowe swojego przedsiębiorstwa. Okazało się, że są podrasowane. Zrobił się wielki skandal. Obecnie Jean-Vincent Jacek Rostowski, minfin tzw. III RP właśnie za księgowość kreatywną dostał od międzynarodowego magazynu The Banker tytuł Ministra Finansów Roku[31]. W czasach Buddenbrooków na księgowość kreatywną mówiono — fałszowanie ksiąg rachunkowych. Świat roślin, grzybów, zwierząt, ludzi jest jednym wielkim teatrem, w którym osobnicy jedni przed drugimi odgrywają role. Starają się być scenarzystą i reżyserem, a uniknąć tańczenia, jak im zagrają inni. Skryte zmuszanie dla własnej korzyści innych do zachowań, jakich bez tego by nie podjęli, choćby przez wzgląd na instynkt samozachowawczy, jest immanentną cechą świata, w którym żyjemy. Jest niemożliwe, aby powszechna w świecie, występująca na różnych szczeblach praktyka manipulowania jednych drugimi kończyła się na granicy pomiędzy tym, co niepaństwowe i państwowe. Państwo często jest porównywane do organizmu żywego. W strukturze państwa można znaleźć odpowiednik układu nerwowego. „[…]Energetyczne funkcjonowanie kraju porównać w tym wypadku można do krwiobiegu człowieka, a tożsamość psychologiczno – ideologiczną odnieść do ludzkiej duszy[…]”[32]

Jeżeli toksoplazmoza może zmusić kierowcę do rozbicia samochodu, a kobietę do puszczenia się na boku za pomocą nieznanych mechanizmów, to cóż takiego mogłoby stać na przeszkodzie, aby jedno państwo wymuszało na innym państwie pożądane zachowania przy użyciu agentury wpływu, której skład osobowy też nie jest znany?

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 36/498

Gdyby ukryte zmuszanie innych do podejmowania działań niekorzystnych występowało tylko poza państwami, a w państwach — nie, znaczyłoby to, że funkcje opisujące właściwości świata wyrażające się wartościami liczbowymi na granicy pomiędzy tym, co niepaństwowe i państwowe swoje wartości zmieniają skokowo, a niektóre z nich nawet są nieciągłe. Taki przebieg funkcji odpowiada katastrofie, co jest tautologią, bo w teorii katastrof katastrofa definiowana jest jako zjawisko opisywane funkcjami o takiej właśnie postaci. Na granicy pomiędzy tym, co niepaństwowe i państwowe obserwowalibyśmy nieustający stan katastrofy. Ponieważ tego nie obserwujemy, a w każdym razie nie zawsze i nie wszędzie, to dowodzi, że państwa też zajmują się tajnym zmuszaniem do zachowań niekorzystnym, jak zresztą i cały świat. Gian Giacomo Trivulzio13 (1440 lub 1441÷1518), włoski arystokrata, marszałek Francji, kondotier, wielokrotny dowódca w wojnach włoskich (1494÷1559) powiedział do Ludwika XII14 (1462÷1515) — Najjaśniejszy Panie, do prowadzenia wojny potrzebne są trzy rzeczy: pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Należy dodać, że pieniędze coraz większe. Do gdzieś tak mniej więcej połowy Średniowiecza wojny były dochodowe. Wartość łupów przekraczała koszty poniesione na wyprawę wojenną. „[…]każdego państwa wczesnofeudalnego, w pierwszej bowiem fazie swego istnienia utrzymuje się ono w znacznej mierze — o ile nie przede wszystkim — z wojny. Oczywiście z wojny zwycięskiej, przynoszącej nowe ziemie i łupy, pozwalające zaspokoić potrzeby rozbudowującego się aparatu państwowego i wszystkich jego beneficjentów
bez nadmiernego obciążania własnych poddanych[…]”[33]

Od tego czasu wojny są deficytowe. Więcej kosztują, niż się na nich zarabia. Koszt prowadzenia wojny rośnie coraz gwałtowniej, np. podczas drugiej wojny światowej nakłady ponoszone przez Wielką Brytanię na naloty bombowe na Niemcy były wyższe od strat, które te bombardowania powodowały. Każdy nalot bombowy Wielką Brytanię od zwycięstwa oddalał. Według informacji Departamentu Obrony USA średni koszt zabicia jednego żołnierza wroga podczas wojny wietnamskiej za pomocą M-16 wynosił $23000[34]. W Afganistanie wyliczono, że zabicie jednego taliba

13

http://en.wikipedia.org/wiki/Gian_Giacomo_Trivulzio http://preview.tinyurl.com/brmeorh http://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_XII, http://preview.tinyurl.com/c5gmlao

14

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 37/498

to $50 milionow[35]15.

Wprawdzie

koszt prowadzenia

wojny

wzrasta

w czasie,

a to znaczy, że w przeszłości był niższy, ale już Cyceron powiedział — Nervus belli pecunia. Coraz mniej państw stać na prowadzenie wojny. Obecnie wojny mogą prowadzić tylko mocarstwa. To nie znaczy, że konflikty między państwami zanikają. Owszem, są i mają się dobrze. Tylko przybierają inne formy. Wojna prowadzona przy użyciu środków militarnych (broni) nazywa się wojną energetyczną. Nie jest to jedyny rodzaj wojny. Oprócz wojny energetycznej istnieje wojna informacyjna16, zwana też, wojną czwartej generacji. Badaniem wojny informacyjnej zajmuje się cybernetyka społeczna17. Nigdy żadna wojna nie jest w pełni ani energetyczna, ani informacyjna. Nawet wojna najbardziej energetyczna zawiera elementy wprowadzania nieprzyjaciela w błąd, a na wojnie nawet najbardziej informacyjnej czasem też trzeba popracować sztyletem i trucizną. Jest stałą i niezmienną tendencją, że z upływem czasu wojny stają się coraz mniej energetyczne, a coraz bardziej informacyjne. „[…]
Jedna z najbardziej znamiennych metafor naszych czasów wiąże się z postacią agenta wywiadu. Nikt inny nie pobudza dziś bardziej wyobraźni ludzkiej setki filmów gloryfikuje słynnego agenta 007 i jego zuchwałych, filmowych i powieściowych, kolegów. Telewizja i kieszonkowe edycje książek mnożą w nieskończoność sylwetkę szpiega jako bohatera nieustraszonego, romantycznego, amoralnego, przerastającego samo życie (lub doń nie dorastającego). Rządy, tymczasem, wydają na szpiegostwo miliardy. Agenci różnych wywiadów podrużują tam i z powrotem między Berlinem a Bejrutem, między Makao a Meksykiem. Szpiegostwo zarzuca się zachodnim korespondentom w Moskwie. W Bonn, z powodu szpiegów infiltrujących ministerstwa, odchodzą kanclerze. W Waszyngtonie podczas przesłuchań w Kongresie

15

Dziękuję Panu prof. Markowi Janowi Chodakiewiczowi za wskazanie tego źródła Wojna informacyjna, Wojna – Wikipedia, wolna encyklopedia http://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna#Wojna_informacyjna, http://tinyurl.com/yhwfeuk Cybernetyka społeczna – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Cybernetyka_spo%C5%82eczna, http://tinyurl.com/yk45ty5

16

17

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 38/498

odsłaniają się nieprawidłowości tajnych agentów amerykańskich i koreańskich, podczas gdy równocześnie niebo jest pełne satelitów szpiegowskich, fotografujących cal po calu każdą piędź ziemi. Historia oswojona jest ze szpiegostwem od dawna, toteż warto się zastanowić, dlaczego właśnie w tej chwili motyw szpiegostwa owładnął wyobraźnią ludzi, usuwając w cień nawet prywatnych detektywów, policjantów i kowbojów. Kiedy się nad tym zastanowimy, od razu dostrzeżemy jedną istotną różnicę między szpiegiem a innymi bohaterami naszej kultury: otóż filmowi policjanci i kowboje używają zwykłych rewolwerów lub gołych pięści, filmowi i powieściowi szpiedzy dysponują natomiast najnowoczesniejszą, najbardziej wyszukaną technologią — elektronicznym podsłuchem, bankami komputerów, kamerami i promieniami podczerwonymi, latającymi i pływającymi samochodami, helikopterami, jednoosobowymi łodziami podwodnymi, promieniami śmierci itp. Istnieje jednak i inny, głębszy powód rosnącej popularności szpiega. Kowboje, policjanci, detektywi, awanturnicy i podróżnicy, a więc tradycyjni bohaterowie książek i filmów, gonią zazwyczaj za rzeczami namacalnymi — pragną ziemi pod pastwiska, chcą pieniędzy, chcą schwytać oszusta lub zdobyć dziewczyną. Ale nie szpieg. Szpiega interesuje informacja. Informacja stała się chyba najszybciej rozwijającym się i najpotężniejszym interesem na świecie. Szpieg jest żywym symbolem rewolucji, która ogarnia dziś infosferę.

[…]”[36] W wojnie informacyjnej bardzo ważny jest zwrot przepływu informacji. Od zwrotu od wroga do swojej centrali ważniejszy jest zwrot przeciwny — od swojej centrali do wroga. Szpiegostwo klasyczne pełni rolę służebną. „[…]
Obecnie główną metodą budowania imperiów nie jest wojenna inkorporacja, tylko raczej - pokojowa wasalizacja[…]”[37]

To zjawisko już miało miejsce w historii. Wraz z rozwojem broni palnej i armii masowych, składających się z przedstawicieli stanów niższych, głównie chłopów, malała rola szlachty i arystokracji. Zmieniło się źródło przywilejów. Wcześniej źródłem przywilejów rycerzy były nadania przez króla z wdzięczności za zasługi bojowe. Tych z winy broni pal-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 39/498

nej zabrakło. Nie znaczy to, że skończyły się też i przywileje. Przeciwnie, uprzywilejowanie rosło i to nawet coraz bardziej, ale pochodziło z innego źródła. Arystokracja pozbawiona rzeczywistej weryfikacji na polu walki degenerowała się, zamykała się w sobie, otorbielała, upodobniała do cechów rzemieślniczych późnego Średniowiecza, do związku zawodowego, korporacji. Likwidowała kanały dopływu świeżej krwi, wytwarzała kulturowe i behawioralne mechanizmy rozpoznawania swój-obcy. Przywileje pochodziły już nie z wdzięczności króla za zasługi bojowe, tylko z biurokratycznych przepisów. Dorabiano ideologię do faktów, tworzono wiedzę fałszywą o wyjątkowości, szczególnej roli i wyrodzonej niezbędności arystokracji. Władcy tworzyli coraz większe dwory. Potomkowie dawnych rycerzy zostali dworakami. Dawne zdolności bojowe zamieniły się w dworskie intrygi i pojedynki. Pojedynki były coraz bardziej zrytualizowane, symboliczne, a ich wynik coraz mniej zależał od sprawności, a coraz bardziej od przypadku. Np. przepisy nakazywały, by pistolety pojedynkowe były gładkolufowe o celności mniejszej, kiedy w użyciu już długo była broń gwintowa. Dwory miały strukturę. Ważniejsi dworacy mieli swoich ludzi zorganizowanych w koterie, kamaryle. Te zabawy były bardzo kosztowne, ale ten sam postęp techniczny, który wytworzył broń palną i zdeklasował rycerstwo, w innych dziadzinach gospodarki podniósł wydajność pracy, co pozwoliło na utrzymywanie klasy próżniaczej. W tych warunkach szczególną rolę grały kobiety. Ważniejsze arystokratki miały własne fraucymery. Niektóre z nich wykorzystywały je, jako narzędzie do realizowania swoich celów politycznych. W końcu erotyka wchodzi w skład triady worek, korek i rozporek. Chyba najwyrazistszym przykładem jest Katarzyna Medycejska. Wśród swoich dwórek miała prostytutki, które podkładała mężczyznom, na których chciała wywrzeć wpływ. W swoim fraucymerze Katarzyna Medycejska trzymała żelazną dyscyplinę. Był jej własną organizacją. Obowiązywało coś na kształt regulaminu. Wobec nieposłusznych prostytutek były stosowane kary cielesne. Tak więc w przypadku Katarzyny Medycejskiej burdel nie był synonimem bałaganu. Analogiczny fraucymer przywiozła z ziemi włoskiej do Polski Bona Sforza. Swoje dwórki też używała do celów analogicznych. „[…]Stosowała do osiągnięcia swych celów niezwyczajne w Polsce metody:groźby, szantaże, a nawet, o co ją powszechnie podejrzewano, skrytobójstwa. Nie pogardziła również kupowaniem stronników,
ale to akurat było u Polaków ogólnie akceptowaną normą[…]”[33]

Pewnego razu wpadła na, jak jej się wydawało, genialny pomysł racjonalizatorski. Postanowiła połączyć dwa w jednym. Narzędzie służące do osiągania celów politycznych użyć w celach rodzinnych. Kochająca mamusia zafundowała swojemu synowi, Zygmun-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 40/498

towi Augustowi, inicjację seksualną. Podłożyła mu jedną ze swoich dwórek. Po raz kolejny ujawniły się ograniczenia rozwiązań uniwersalnych. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Dwórka Zygmunta Augusta zaraziła kiłą. W ten sposób w Polsce skończyła się dynastia Jagiellonów. „[…]Bona, starając się już w młodych latach uzależnić jak najbardziej syna, podsuwała mu swoje włoskie dwórki (»aby nie obudziło się w nim pragnienie władzy, aby jego energia rozpłynęła się w pieszczotach uroczych młodocianych kochanek«). Pierszą, która wprowadziła go w arkana miłości, była Diana di Cordona, cierpiąca jednak, na nieszczęście, na »chorobę francuską«). Syfilis okazał się prawdopodobnie przyczyną bezpłodności króla i spowodował wraz z gruźlicą jego przedwczesną smierć.

[…]”[33] To, co Katarzyna Medycejska i Bona Sforza załatwiały za pośrednictwem swoich dwórek, caryca Katarzyna II załatwiała własno… własno… …osobiście. Ze swoich kochanków zorganizowała coś w rodzaju swojej gwardii, przy której pomocy zamordowała swojego męża, cara Piotra III i zdobyła władzę. „[…]Za życia Elżbiety starała się grać rolę troskliwej i przykładnej małżonki. Nie mogła pozostać wierną, bowiem jedynym atutem, jaki mogła wykorzystać dla realizacji projektów zdobycia władzy, jakie już wtedy snuła, było młode i powabne ciało. Gdy stara caryca, która zresztą sama prowadząc ongi swobodne życie znajdowała pewne zrozumienie dla słabostek następczyni tronu, wreszcie umarła i w roku 1762 nadszedł właściwy, wybrany od dawna moment odpowiednio urobieni w łóżku oficerowie aresztowali bez trudu Piotra. Katarzyna, która od początków panowania wykazywała ogromną przezorność, zadbała, aby mąż, jak również inny wieczny pretendent i zarazem więzień, car Iwan VI, przestali w jakikolwiek sposób zagrażać jej władzy:obydwu zamordowano.

[…]”[33] Jednego ze swoich byłych kochanków, Stanisława Augusta Poniatowskiego osadziła na tronie Polski. Polską arystokrację zinfiltrowała agenturą wpływu. W końcu swojego byłego kochanka zmusiła do abdykacji.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 41/498

Jedną ze współczesnych kontynuacji wyżej opisanych technik prowadzenia bieżącej gry politycznej jest tzw. pogotowie seksualne MSW[38]. „Gabriele Kleim długo czekała na mężczyznę swojego życia. Traciła już nadzieję, że kiedykolwiek takiego spotka. Gdy zaczynała pracę sekretarki w ambasadzie amerykańskiej w Bonn, snuła wielkie plany. Marzyła o zamążpójściu z dyplomatą, wielkim domu i egzotycznych podróżach. Tymczasem mijały dni, miesiące, lata, a upragniony wybranek nie nadchodził, zaś przygodni partnerzy nie przejawiali chęci na utrzymywanie znajomości z trzydziestokilkuletnią, mało urodziwą, coraz bardziej zgorzkniałą i zaniedbaną kobietą. Nagle i nieoczekiwanie, zjawił się właśnie On. Wysoki, wysportowany, zabójczo przystojny blondyn wkroczył majestatycznie do lokalu, obrzucił wzrokiem grono urodziwych dziewcząt tkwiących samotnie przy kawiarnianych stolikach i zatrzymał źrenice niebieskich oczu na skromnej, szarej myszce. Przez salę przeleciała magnetyzująca iskra. Gabriele zakochała się od pierwszego wejrzenia. A tajemniczy Romeo odwzajemnił jej gorące uczucie. Amatorzy filmów z Jamesem Bondem dobrze wiedzą, że erotyczne podboje wspaniale rymują się ze szpiegostwem w służbie Jej Królewskiej Mości. Ale dopiero upadek berlińskiego muru ujawnił światu, iż wszelkie wymysły scenarzystów bledną w obliczu jak najbardziej realnych osiągnięć HVA - wywiadu byłej NRD. Wschodnioniemieccy fachowcy uczynili z seksu niezmiernie skuteczną, cudowną broń cichego frontu »zimnej wojny«. Używali specjalnych agentów - supermanów, a ściślej - supersamców do zdobywania informacji wywiadowczych od biuralistek centralnych urzędów Republiki Federalnej. Agenci, zwani Romeo, byli starannie selekcjonowani i wszechstronnie szkoleni w ośrodku tajnych służb w Belzig na obrzeżach Berlina. Mieli od dwudziestu pięciu do trzydziestu pięciu lat, dobre wykształcenie, nienaganną aparycję i eleganckie maniery. Swych ofiar szukali wśród samotnych, niezbyt urodziwych sekretarek i innych urzędniczek zatrudnionych w rozmaitych instytucjach cywilnych i wojskowych w Bonn, a także w ambasadach państw NATO. Obserwacja potencjalnych kandydatek trwała przez kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Dopiero po długotrwałych »podchodach« potencjalnej kandydatki, rozpoznaniu jej słabych stron i sfabrykowaniu sobie odpowiedniej »legendy« Romeo wkraczał do akcji. Zwykle z pełnym sukcesem. Umiejętnie podtrzymywany intymny związek trwał latami. Gabriele Kleim durzyła się w niebieskookim Franku Dietzelu przez dwanaście lat, Margret Hoeke, sekretarka prezydenta RFN, romansowała z Franzem Beckerem przez lat siedemnaście! Obie kobiety dostarczyły wschodnioniemieckiemu wywiadowi mnóstwo bezcennych informacji. Najpierw nieświadomie, potem już z premedytacją. Jednak do końca nie miały pojęcia, dla kogo pracu-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 42/498

ją. Wierzyły, lub chciały wierzyć, że ich kochankowie są działaczami międzynarodowych organizacji walczących o pokój na świecie.”[39]

Jednym ze skutków wykorzystywania przez wysokie arystokratki do osiągania celów politycznych prostytucji była zgnilizna moralna arystokracji, rozwiązłość seksualna, promiskuityzm. Zachowywano pozory. Nierządu nie uprawiano jawnie, tylko w ukryciu. Na zewnątrz upadli arystokraci przedstawiali się, jako ludzie wysokiej moralności. Kwitła hipokryzja i obłuda. Do organizowania potajemnych schadzek wypracowywano techniki konspiracyjne. Umiejętności konspiracyjne pozwalały nie tylko lepiej zaspokajać chuci, ale też dawały przewagę w rozgrywkach z rywalami. Zabawom dworskim nadano formy organizacyjne i dorobiono fałszywy rodowód. W tym czasie Europa Zachodnia była świeżo po dwóch wiekach wojen religijnych. Jednym z ich ważniejszych aspektów były spory dotyczące interpretacji Pisma Świętego. Jednocześnie epoka wielkich odkryć geograficznych przechodziła w epokę kolonialną. Tereny opisywane w Piśmie Świętym stawały się łatwiej dostępne. Fałszywą genealogię dociągnięto aż do Hirama, budowniczego Świątyni Salomona po drodze zagarniając budowniczych katedr gotyckich. Akurat ci ostatni posłużyli nie tylko, jako figuranci, ale wnieśli także wkład realny. Wielu uważa gotyk za szczytowe osiągnięcie technologii budowlanej używającej jedynie elementy konstrukcyjne pracujące na ściskanie ustawiane jeden na drugim bez użycia elementów pracujących na rozciąganie. Budowniczowie gotyckich katedr nie mieli żadnej podstawy teoretycznej, do wszystkich swoich sukcesów dochodzili wyłącznie metodą prób i błędów. A była to droga niełatwa i okupiona wielkimi ofiarami. Na budowniczych waliły się nieudane fragmenty konstrukcji, spadali wysokich rusztowań, ginęli i byli okaleczani w wielu rodzajach innych katastrof. Wiedza zdobyta za cenę krwi i zdrowia jest bardzo cenna. Tak cenna, że korzyści z niej nie powinni czerpać profani, którzy tych ofiar nie ponieśli. W tamtych czasach nie było prawnej ochrony własności intelektualnej. Pozostawało jedynie utrzymywanie wiedzy w tajemnicy. Wytworzyły się techniki konspiracyjne kontroli obiegu informacji. Aby były skuteczne musiały zostać wsparte organizacją. Organizacja musiała mieć hierarchię. Musiał być sprawny system rozpoznawania swój-obcy na zewnątrz organizacji i pionowo między szczeblami hierarchii. Zapamiętaniu i sprawnemu stosowaniu technik konspiracji pomaga ich zrytualizowanie i symbolika. Na rozwój konspiracji budowniczych katedr miała wpływ ich mobilność. W Średniowieczu wszystkie rzemiosła były mobilne, warunkiem dopuszczenia czeladnika do egzaminu mistrzowskiego była praktyka w, co najmniej dwóch krajach innych niż jego rodzinny, i wszystkie rzemiosła chroniły swoje tajniki produkcji, ale budowniczy katedr najbardziej. Tradycje konspiracji budowniczych katedr przejęli jak swoje zblazowani zbereźnicy i obwołali się adeptami sztuki królewskiej. Powstała masoneria.[40]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 43/498

Celem deklaratywnym Wielkiej Rewolucji Francuskiej było obalenie starego porządku i ustanowienie nowego, różnego od poprzedniego. Ten cel nie został osiągnięty. Przeciwnie, Wielka Rewolucja Francuska odegrała rolę utrwalacza starego porządku. Po Wielkiej Rewolucji Francuskiej i po wszystkich następnych rewolucjach, przewrotach, gwałtownych zmianach, hucznych zapowiedziach odnowy oraz przebudowy następowało odtwarzanie ostatniej fazy zdegenerowanej arystokracji sprzed Wielkiej Rewolucji Francuskiej w formie, jaką nowa władza uważała za lepsze życie. Po przejęciu władzy w formie rewolucji, przewrotu zbrojnego czy innej, po początkowym entuzjastycznym rozpoczęciu wdrażania rewolucyjnych haseł pierwsze pokolenie zelotów idzie pod nóż (Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci18), bądź jest pozbawiane władzy innymi środkami. Następne pokolenie rewolucjonistów, a czasami nawet już pierwsze robi wszystko, aby czym bardziej upodobnić się do zdegenerowanej arystokracji sprzed Wielkiej Rewolucji Francuskiej, według własnych o niej wyobrażeń. To zjawisko zauważył Lem, chociaż opisał je w formie fantastycznej[41]. To jest zgodne z prawem Janusza Korwin-Mikkego19. Po Wielkiej Rewolucji Francuskiej ludzkość gra w Dniu świstaka. Jedynym realnym skutkiem Wielkiej Rewolucji Francuskiej oprócz rekordowej w historii liczby ofiar jest zablokowanie nadejścia nowego Średniowiecza Bierdiajewa[42]. Wielka Rewolucja Francuska była skutkiem prac teoretycznych tzw. les philosophes byli opłacani przez carycę Katarzynę II. Za pieniądze Katarzyny II les philosohes załatwiali też zadania bardziej doraźne. „[…]
Edward Gibbon, który nigdy nie postawił stopy na wschód od granicy Szwajcarii, bardzo lubił się zabawiać podkreślaniem »obrzydliwości« ludów Wschodu. Wolter zaś, który najdalej na wschód dotarł do Berlina, fantazjował z wielkim powodzeniem na temat nędzy i bigoterii wschodnich narodów, by usprawiedliwiać łupiestwa swoich mecenasów z Poczdamu i Petersburga. Nikt jednak nie był tak niegrzeczny i nieuczciwy, jak Fryderyk Wielki, który z upodobaniem przyłączał się do szyderstw swoich przyjaciół-filozofów. Potrafił kiedyś opowiadać o »tych mnożących się setkami imbecylach, których nazwiska kończą się na -ski«. W przeddzień pierwszego rozbioru

18

Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci — Georges Jacques Danton (1759÷1794), http://pl.wikipedia.org/wiki/Georges_Danton, http://preview.tinyurl.com/d6xjmzw Prawo Janusza Korwin-Mikkego — Im gorsza epoka, tym lepsze pozostawia po sobie świadectwo i vice versa

19

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 44/498

Polski, w roku 1771, mówił o »kraju, który w niczym się nie zmienił od chwili Stworzenia«[…]”[43]

Pieniądze Katarzyny II zapoczątkowały ciąg przyczynowo skutkowy: pieniądze→les philosophes→pisarstwo→Oświecenie→Wielka Rewolucja Francuska→wojny napoleońskie, w którego rezultacie zachodnie granice Moskowii przesunęły się na zachód. W osobach les philosophes Moskowia w Europie wysadziła swój desant. Desant Moskowii rozmnożył się, a jego potomstwo, bardziej duchowe niż cielesne, niszczy Europę do dzisiaj. Późniejszym nad Niemcami[44]. analogicznym Skutek działaniem było danie Hitlerowi władzy

był ten sam, zachodnie

granice

Moskowii

przesunęły

się na zachód. Według pierwotnego zamiaru rolę schwartzcharakteru, od którego trzeba uwalniać świat, zyskując za to jego wdzięczność, miały odegrać nie Niemcy, tylko Polska. Wydawało się, że z Polską włączoną do Moskowii pójdzie łatwiej. Ale nie poszło. Polska okazała się być odporna na usilne próby wrobienia w antysemityzm i w roli schwartzcharakteru zastępczego z braku Polski musiały wystąpić Niemcy. Polska jest samotną skałą od wschodu i od zachodu oblewaną morzami antysemityzmu.[2][1]

Finansowanie les philosophes i danie Hitlerowi władzy nad Niemcami[44] były działaniami największymi, ale nie jedynymi. W skali większej lub mniejszej Moskowia nieprzerwanie wywiera tajny wpływ na państwa obce. Wraz z rozwojem medycyny pojawił się problem kształcenia lekarzy. Jednym z elementów studiów lekarskich jest sekcja zwłok. Ale ciało ludzkie jest tabu. Sekcja zwłok tabu ludzkiego ciała łamie drastycznie. Pojawił się problem, skąd wziąć zwłoki na sekcja dla studentów medycyny. Jednym ze źródeł mogłyby być zapisy testamentowe. Ale większość ludzi po śmierci chce być pogrzebana. Swoich zmarłych chowali już: Homo neanderthalensis i Homo Crô-Magnon. Tradycja pochówku liczy co najmniej kilkadziesiąt tysięcy lat. Wystarczająco dużo czasu, aby obyczaj zakorzenił się bardzo mocno. Z pozoru wydaje się, że lekarze postawili sobie zadanie nie do wykonania, stanęli przed przypadkiem beznadziejnym. Lekarze wywołali psychozę strachu przed pogrzebaniem w letargu i obudzeniem się w trumnie, w grobie. Ta obsesja strachu była bardzo powszechna. Dla wielu ludzi jest to najgorsze, co można sobie wyobrazić. Obecnie metody diagnozowania śmierci bar-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 45/498

dzo

się poprawiły,

chociaż

wciąż zdarzają

się błędy

metodologiczne[45],

ale i tak wytwórcy trumien wciąż oferują wersję luksusową z zapasem tlenu i łączem telefonicznym. Jeżeli nie można liczyć na prawidłową diagnozę letargu, można spróbować czegoś odwrotnego. Obudzenia się w trumnie, w grobie nie będzie po dobiciu, a takim dobiciem niewątpliwie jest sekcja zwłok. Nie w każdym przypadku ten sposób działał. Np. Fryderyk Szopen (1810÷1849) polecił wyjęcie serca. Jego zwłoki nie trafiły na sekcję, tylko zostały pochowane w grobie na cmentarzu Père-Lachaise. Ale na ogół system się sprawdzał. Np. Alfred Nobel (1833÷1896), szwedzki przedsiębiorca, wynalazca dynamitu i fundator nagrody swojego imienia swoje ciało zapisał uczelni medycznej. Przykład z lekarzami pozwala na wyciągnięcie wniosków dotyczących zakresu możliwości skrytego wpływania na ludzi, aby podejmowali decyzje pożądane: • • • • • • Nie ma przypadków beznadziejnych Można przełamać każdy, nawet najstarszy i najbardziej ugruntowany obyczaj Sukces zależy od odwołania się do ludzkiej natury Dużą i udaną akcję mogą przeprowadzić nawet amatorzy Dobrze zaplanowana akcja jest samograjem, po zainicjowaniu dalej realizuje się sama Do sukcesu dobrze zaplanowanej akcji nie jest wymagana tajność.

Przynajmniej od początku przechodzenia od gospodarki samowystarczalnej do podziału pracy i handlu wojownicy korzystają z osiągnięć gospodarki. Nie tylko materialnych.20 Ogromy awans osiągnęła reklama. Zaczęła od nawoływań kramarzy na targu. Obecnie zajmuje najważniejszą pozycję w gospodarce. Jest ważniejsza nawet od postępu technicznego. Owszem, determinuje go. Znane są liczne przypadki, kiedy to technologia gorsza wyparła, bądź nawet nie dopuściła do zaistnienia technologii lepszej, bo lepiej się od niej sprzedawała. Najwartościowszymi składnikami bardzo licznych przedsiębiorstw jest ich marka, znaki firmowe i towarowe, sieci sprzedaży, postrzeganie przez klientów obecnych oraz potencjalnych itp. Powstały nowe formy reklamy funkcjonujące niezależnie czy też w połączeniu z nowymi formami sprzedaży: marketing szeptany[46], marketing spamowy, marketing wirusowy, etc., etc. Pracownicy przedsiębiorstw oferujących takie usługi udają konsumentów, a reklamie — postać opinii użytkownika i pozyskują nowych klientów, którym wydaje się, że decyzje o zakupie podjęli samodzielnie jako wynik swoich własnych przemyśleń. Zespoły fachowców opracowują nowe formy informacji, które mogą rozprzestrzeniać się samodzielnie i stanowić opakowanie zakamuflowanej reklamy. Człowiekowi wydaje się, że będzie postrzegany jako bardziej towarzyski i dowcipny, jeżeli sam puści dalej to, co w ten sam sposób trafiło do niego, a nieświadomie staje

20

Zob. też. Aneksy, Grzegorz Górny, Zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze. Manipulacja, prowokacja, dezinformacja czyli kupcy, intelektualiści i prezenterzy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 46/498

się przekaźnikiem reklamy. Część z tych nowych technik reklamy, zwłaszcza najnowszych, stanowi wewnętrzną tajemnicą przedsiębiorstw, ale inne są przedmiotem kursów i szkoleń. Jest całkowicie nieprawdopodobne, aby tymi nowymi technikami posługiwała się tylko przedsiębiorczość cywilna, natomiast nie były wykorzystywane przez specsłużby. Agentura wpływu21 wykorzystuje naturę człowieka. Sposoby, w jakie nawiązujemy stosunki z innymi ludźmi, na ile jesteśmy podatni na ich wpływy, częściowo są zdeterminowane genetycznie. Jesteśmy podatni na wpływy innych, bo mamy geny podatności na wpływy innych. Mamy tylko te geny, które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. I to nawet bardzo odległych. Większość ludzi brzydzi się gadów i płazów. To dziedzictwo z czasów, kiedy ssaki były wielkości myszy. Nasi przodkowie znali swoje miejsce w szeregu. Przez większość czasu ewolucji przodków człowieka współczesnego warunkiem przeżycia było robienie tego, co inni bez tracenia czasu na zastanawianie się, dlaczego oni to robią. Kto nie miał genów ustawiających go karnie w szeregu, ten ginął z głodu, nie rozmnażał się i jego geny wypadały z puli. Dlatego my tych genów nie mamy.[48] Każdy może bardzo łatwo się o tym przekonać. Wystarczy pójść do dobrze uczęszczanej placówki użyteczności publicznej, np. dużego sklepu, w której obok siebie są więcej niż jedne drzwi z samozamykaczem, bez otwierania automatycznego, żeby, kiedy nie są przytrzymywane, nie było wiadomo, czy drzwi są zamknięte na zamek. Wszyscy ludzie przechodzą tylko przez te drzwi, przez które przechodzą inni. Nikt nie sprawdzi, czy inne, nieużywane drzwi dają się otworzyć. To jest niezależne od warunków. Może być dowolnie tłoczno, ruch może być dowolnie spowolniony, mogą się kulturalne przepuszczać przodem nawzajem, mogą się po chamsku przepychać, ale dla ludzi istnieją tylko te drzwi, które już używa ktoś inny. Pozostałe drzwi jakby nie istnieją. Ten, kto pierwszy wybierze, które drzwi otworzy, kiedy wszystkie mają skrzydła przyłożone do ościeżnic, decyduje, którędy przez jakiś czas będzie przebiegał strumień ludzki. Agentura wpływu działa w sposób analogiczny, oczywiście, w sposób bardziej skomplikowany i wyrafinowany. Od AD 1989 bezrobocie częściowo przestało być ukrywane na fikcyjnych etatach w państwowych zakładach. Zaczęła być wypłacana kuroniówka. Jednymi z pierwszych wydatków zasiłków świeżo upieczonych bezrobotnych były zakupy magnetowidów

21

Zob. też. Aneksy, Leszek Szymowski, Agentura wpływu, (fragmenty) i [47]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 47/498

i zestawów do odbioru telewizji satelitarnej niedojadania. „[…]
Od kartofli dziatwę wzdęło, Za to każdy ma wideo.

22

. Niekiedy za cenę

[…]”[49] Dla gminu dostatecznym motywem zrobienia czegoś, nawet wymagającego wyrzeczenia, jest fakt, że to robią inni. Nie zdajemy sobie sprawy z: tego, że cechą wrodzoną człowieka jest bycie podatnym na wpływy, z głębokości, znaczenia tego zjawiska ani jego rozpowszechnienia. Od czasu do czasu w miejscach publicznych spotykamy osoby mimowolnie, mechanicznie naśladujące otoczenie. Naśladują dźwięki. Kiedy zobaczą szczekającego psa, to sami wydają z siebie odgłos szczekania. Kiedy usłyszą ćwierkanie ptaka, sami zaćwierkają. Naśladują odgłosy pracujących urządzeń mechanicznych. Jadąc pojazdem komunikacji publicznej na głos odczytują mijane napisy. Na początku AD 1999 przez Warszawę Traktem Królewskim przeszedł pochód zorganizowany przez Samoobronę o liczebności 28,5tys. Liczebność korpusu piechoty. Trasa przemarszu wiodła Nowym Światem przed Wyższą Szkołą Dziennikarska im. Melchiora Wańkowicza. Na balkonie stał Janusz Korwin-Mikke i starał się przemawiać do przechodzących pod balkonem. Wzdłuż kolumny pochodu szli funkcyjni rozmieszczeni równomiernie. Rzucali w Janusza Korwin-Mikkego jajami kurzymi surowymi i zagłuszali gwizdkami. W pewnej chwili większość funkcyjnych przechodzących najbliżej balkonu jednocześnie nabierała powietrze w płuca, zrobiło się trochę ciszej i można było usłyszeć fragment przemówienia. W tym czasie Janusz Korwin-Mikke wymyślił sobie, że głosy wyborców zdobędzie obiecując im, że jak go wybiorą, to on obniży podatki na paliwa i będą tańsze. Między gwizdami dało się usłyszeć — […]ropa po dwa złote[…]. Niektórzy uczestnicy pochodu pod-

22

http://img2.demotywatoryfb.pl/uploads/201202/1329221959_by_RAFALOSKAR_600.jpg, http://preview.tinyurl.com/9urbqak

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 48/498

chwycili i dalej szli, co krok powtarzając mechanicznie — ropa po dwa złote, ropa po dwa złote. Udział powtarzających w pochodzie szacuję na ok. ¼. Przysłowie polskie głosi, młynarz śpi przy żarnach. Oznacza ono, że częste doznawanie bodźca zobojętnia nawet na bardzo silny. My, wszyscy ludzie, jesteśmy w sytuacji młynarza z przysłowia. Tym, czym dla młynarza, dla wszystkich ludzi jest postrzeganie zjawiska podatności na wpływy. Rodzimy się i dorastamy w otoczeniu ludzi podatnych na wpływy. Podatność na wpływy jest nam niezbędna do życia zbiorowego. Bez niej nie bylibyśmy zdolni do współpracy i nie mielibyśmy żadnych osiągnięć. Ale może też być niebezpieczna. Jednym ze sposobów odszczurzania jest oswojenie. Szczurołap podaje szczutom pożywienie. Np. mąkę zbożową. Z początku szczury są nieufne. Do mąki zbliżają się dopiero, kiedy szczurołap się wycofa. Z upływem czasu może stać coraz bliżej szczurów zjadających jego przynętę. Dochodzi do tego, że szczury jedzą mu z ręki. Wtedy pożywienie podawane szczurom zatruwa. Np. mąkę miesza z gipsem. Pod wpływem wilgoci w układzie trawiennym szczura gips krystalizuje, tężeje, przewód trawienny czyni niedrożnym i szczur zdycha. Nie wszystkie szczury zdychają jednoczesnie. Ale to szczurołapowi w osiągnięciu celu nie przeszkadza. Szczury są tak oswojone, że nawet widząc zdychanie innych osobników, nie przerywają z ręki szczurołapa pożerania zatrutego pożywienia. W porównaniu z podatnością na oswojenie człowieka, szczura można uznać za szczyt podejrzliwości i nieufności. Dobrym modelem do rozpatrywania populacji ludzi w aspekcie podatności na wpływy jest biologia. Dla specsłużb i agentur wpływu ludzie są jak kawał surowego mięsa owiniętego w papier w letni, ciepły dzień położony na nasłonecznionym kamieniu. Wkrótce się zepsuje, to znaczy zostanie stoczony przez robaki i zgnije. Współczesny badacz agentury wpływu jest w sytuacji podobnej do sytuacji Ludwika Pasteura na początku badań nad mikrobiologią. Wtedy powszechnie nie wierzono w istnienie mikroorganizmów, a choroby zakaźne tłumaczono innymi przyczynami. Inne ich wyjaśnienia wydawały się zbędne i dziwaczne. Jest zdumiewające, że współczesny badacz agentury wpływu jest wyszydzany tak samo, jak był wyszydzany Pasteur. Treści szyderstw różnią się tylko paroma rzeczownikami.[50] „Edward Bernays, ojciec public relations, prywatnie krewny Zygmunta Freuda, zafascynowany »Wstępem do psychoanalizy« szukał metod manipulowania ludźmi w ten sposób, by wzbudzać w nich popędy. Bernays już w 1917 r. doradzał rządowi USA podczas I wojny światowej. Od tego czasu nastąpił gigantyczny postęp technologiczny. Umożliwił on nieosiągalny kiedyś zasięg i intensywność oddziaływania na jednostki i społeczeństwa w procesie psychomanipulacji[…]”[51]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 49/498

Etnografii znana jest teoria opadania wytworów kulturowych. Najlepiej było widoczne w społeczeństwie stanowym. Gmin przejmuje obyczaje szlachty, szlachta — arystokracji, w obrębie arystokracji warstwa niższa przejmuje obyczaje wyższej, a najwyższa — monarchy. Np. łowicki pasiak pochodzi od munduru Gwardii Szwajcarskiej, a chłopska sukmana od szlacheckiego żupana. Kiedy proch czarny zniszczył arystokrację, wytworzyła się próżnia, która zasysa różnorakie substytuty arystokracji, w tym także agenturę wpływu. Sięganie przez warstwę niższą po wzorce kulturowe warstwy wyższej jest cechą uniwersalną, występuje zawsze i wszędzie niezależnie od istnienia formalnego podziału na stany. Kiedy nie ma arystokracji, wytwarzają się jej namiastki będące źródłem wzorców kulturowych, pseudokulturowych i antykulturowych. Brak arystokracji bardzo obniża koszt działania agentury wpływu. Gmin lubi anonimowość. Najlepiej czuje się niezidentyfikowany w masie osobników jemu podobnych. Ujawnienie tożsamości człowieka gminu, zwłaszcza komuś spoza jego kręgu życiowego jest dla niego przeżyciem nieprzyjemnym, a niekiedy nawet traumatycznym. Trafnie to zaobserwował i odmalował Edward Redliński w powieści Awans (1973). „[…]To ja was… — Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyjął długopis i notes. Notes otworzył. — To ja was zapiszę!
Chłop zdębiał… Zbladł na płótno… Ech, majster był z delegata, wirtuoz! Wspaniale zaszedł Macieja: wiedział, że prosty lud panicznie boi się wszelkiego zapisywania — boi się lud zapisywania, bo nie wie, czym się ono skończy: turmą, pójściem w sołdaty na ćwierć wieku czy zsyłką na Sybir. Aby ten strach przed protokołem, podpisem, urzędami wyplenić z krwi chłopskiej, trzeba niejednego pokolenia. — A tak, zapiszę — rzekł delegat i długopisem dotknął notesu. Grzyb padł na kolana. — Nie zapisujcie, ale nie zapisujcie… panie! — jęknął. Bijcie, rżnijcie,

I po rękach chce całować… Okropne to, okropne, ta chłopska bezradność i naiwność, odwieczne klękanie — przed Panem Bogiem, przed dziedzicem, przed byle czynownikiem.

[…]”[52]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 50/498

Podczas stanu wojennego komuniści nie zawsze manifestacje rozpędzali siłą. Czasami funkcjonariusze legitymowali uczestników. I to też dawało rezultaty. Pracownicy niektórych przedsiębiorstw w ramach obowiązków świadczenia pracy muszą nosić identyfikatory z ich danymi personalnymi. Dla pracowników z gminu obsługujących klientów jest to męka. Podejmują wiele zabiegów, aby ją uniknąć. Dolną część identyfikatora z imieniem i nazwiskiem wpuszczają w kieszeń zewnętrzną uniformu, przypinają pod klapą, jeżeli identyfikator jest na szyi na smyczy, to obracają go awersem do ciała. Niektóre przedsiębiorstwa litują się nad swoimi pracownikami i, aby ulżyć ich mękom, dane personalne na identyfikatorze ograniczają tylko do podania imienia w formie zdrobniałej. W Internecie, w serwisach społecznościowych, które wymagają rejestrację i dopuszczają zarejestrowanie się pod nickiem, tylko bardzo drobna część internautów rejestruje się pod swoimi prawdziwymi imionami i nazwiskami, przytłaczająca większość swoją tożsamość ukrywa. Na kongresach, seminariach itp. po sposobie noszenia identyfikatora przez uczestnika można poznać, kto nie powinien był być awansowany. W ustroju demokracji politycznej głosowania są tajne dlatego, bo jawnie głosowałoby bardzo niewielu z uprawnionych do głosowania. Jeżeli jakaś organizacja chce obalić demokrację polityczną, wystarczy, że jej członkowie podrzucą do kabin do głosowania w lokalach wyborczych atrapy kamer podobnych do używanych do inwigilacji. Jeżeli specsłużby będą mądre, to nie dopuszczą do upublicznienia wiedzy o tym incydencje. Inaczej to będzie ostatnie głosowanie. Następne zostanie zbojkotowane. Gmin nie chce się wyróżniać pod każdym względem, także ubiorem. Wszyscy obserwujemy zmiany mody. Zachodzą tak szybko, jakby wszyscy byli przeszkoloną karną armią sprawnie wykonującą rozkaz. Wiemy, że tak nie jest. Ludzie sami obserwują się nawzajem i upodobniają jedni do drugich. Nawet hipisi podający się za wielkich nonkonformistów w swojej dżinsowej odzieży byli zuniformizowani, jak obywatele Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) za przewodniczącego Mao. Dla gminu poglądy mają takie same znaczenie, się odzieżą, tak samo nie chce wyróżniać jak ubiór. Gmin jak nie chce wyróżniać się poglądami innymi niż mają wszyscy. Media mainstreamowe faktycznie są żurnalami mody łżeinteligenckiej, informują, jakie w tym sezonie nosi się poglądy.[53] Cechy natury ludzkiej determinują używane środki: „[…]
Najważniejszym działaniem, którym wpływa się na społeczeństwo, jest dezinformacja. Obecnie szerzy się ją przez rozpowszechnianie prawdziwych, ale zmanipulowanych informacji albo takich, które nie podlegają natychmiastowej weryfikacji.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 51/498

Do dystrybucji takich »prawd« i »półprawd« używani są agenci wpływu. Nie chodzi bynajmniej o osoby posiadające rejestrację i status agenta (aczkolwiek nie jest to wykluczone). Najlepiej oddaje dziś tę funkcję słowo »autorytet«. System korzystania z agentów wpływu (autorytetów, elit) do perfekcji opanowały sowieckie służby. Dlatego do dzisiaj nie została rozliczona kolaboracja z sowieckim okupantem, ponieważ ucierpiałyby na tym zbyt mocno elity i ich spadkobiercy. Większość agentów wpływu jest świadoma celów, do których jest używana. W zamian otrzymuje prestiżowe nagrody, stypendia, możliwość publikowania w mediach za sowitym wynagrodzeniem itp. Jest jednak kategoria, która daje się wykorzystywać za darmo. To tzw. pożyteczni idioci. Nie trzeba ich werbować, płacić itp. Sami zrobią to, czego się od nich oczekuje.23

[…]”[54] „[…]ważnym elementem »covert action« jest wpływanie na wyobrażenia (»influencing perceptions«). Tutaj wszystko zależy od celu (»target«) operacji. Można wpłynąć na sposób widzenia sytuacji przez rząd państwa ościennego za pomocą agentów wpływu oraz stosowania informacji i dezinformacji. Można wpłynąć na obce społeczeństwo — również za pomocą agentury wpływu, ale też. tzw. czarnej propagandy (»unattributed«, »black propaganda«) i fałszywek. Wreszcie działania tajne mogą mieć charakter siłowy: popierania zamachów stanu, rebelii czy operacji paramilitarnych. Naturalnie w to wchodzi sabotaż i tzw. mokra robota, czyli fizyczna likwidacja przeciwników na szczeblu kierowniczym.

[…]”[55]24 Celem oddziaływania agentury wpływu jest zarówno zbiorowość, jak i jednostka. „[…]opis działań, które inspirowano w esbeckiej pralni mózgów:
»Działania operacyjne skierowano na wytworzenie w świadomości figuranta przekonania o bezcelowości i braku uzasadnienia dla podobnych poglądów.

23

Zob. też. Aneksy, Wiktor Suworow, Gównojady Zob. też. Aneksy, Marek Jan Chodakiewicz, Washington, DC, Czerwona pedagogika w USA[438]

24

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 52/498

Jedną z podstawowych metod zastosowanych w stosunku do figuranta było wykorzystanie t.w.25, którzy w toczących się dyskusjach negowali i poddawali w wątpliwość słuszność jego wypowiedzi«. Wyobrażam sobie, że musiało to wyglądać… zupełnie naturalnie, jak i nam się zdarzało. Więc: Józinek coś proponuje — a jego przyjaciele, podskakują i wrzeszczą, że to absurd; Józinek wrzeszczy, a zarówno sympatyczny kolega, jak i sprzyjająca dziewczyna głaszczą go po główce i tłumaczą, że nie ma racji, że wszystko jest odwrotnie. Jak długo można wytrzymać? Doświadczenia psychologów dowodzą, że pod wpływem opinii grupy badani zmieniają prawidłowe odpowiedzi na błędne, że o najkrótszym z widzianych odcinków piszą, że jest najdłuższy, o najbrzydszej z lalek — że najbardziej sexy. Bo tak pisze cała (podstawiona) grupa, a oni nie chcą się wychylać. I to mógł być (nie twierdzę, że był) taki przypadek. Meldunek kończy się niemal triumfalnie: »Powyższe działania doprowadziły do zneutralizowania aktywności figuranta w jego zachowaniu i prowadzonych dyskusjach. W chwili obecnej nie stwierdza się faktów wrogich wypowiedzi pod adresem prowadzonej polityki władz politycznych i administracyjnych. Sprawę należy zakończyć i złożyć w archiwum Wydziału C KW MO w Przemyślu«. (cytaty za : IPN Rz 00 212/106).

[…]”[56] Według podziału klasycznego wojsko dzieli się na trzy rodzaje broni: siły lądowe, marynarkę i lotnictwo. Postęp techniczny sprawił, że największe mocarstwa mają jeszcze międzykontynentalne rakiety balistyczne przenoszące głowice jądrowe i wojska kosmiczne, które traktują, jako odrębne rodzaje broni. Agentura wpływu dysponuje wszelkimi znamionami, aby i ją można było uznać za odrębny rodzaj broni. „[…]Głównym rodzajem broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych zwycięstwach, nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową. W tej też dziedzinie twórczości obronnej Rosji skupia się gros wysiłków rosyjskich umysłów,

25

TW — tajny współpracownik, http://pl.wikipedia.org/wiki/Tajny_wsp%C3%B3%C5%82pracownik, http://tiny.pl/hxd46

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 53/498

tych wysiłków, które w Europie ograniczają się głównie do dociekań na tematy manewrowo-operacyjne.

[…]”[57] W Średniowieczu najbardziej skutecznym rodzajem wojsk byli rycerze. Nie wszyscy rycerze przestrzegali rycerski kodeks honorowy. Niektórzy zostawali raubritterami i dopuszczali się rabunków. Obecnie na pierwszym miejscu skuteczności rycerzy zastąpiły specsłużby. One też często zdradzają służbę swoim panom i popełniają przestępstwa dla własnych korzyści.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 54/498

„[…]Agenci wpływu należą do osób o najściślej strzeżonej tożsamości w ewidencji służby.[16]26 Są bowiem najczęściej postaciami publicznymi, a ich skuteczność opiera się na totalnym utajnieniu. Raz zdemaskowany agent wpływu nieodwracalnie traci swą przydatność.
Agenci wpływu, zwłaszcza uplasowani wysoko w hierarchii politycznej, prowadzeni są najczęściej werbalnie, drogą ustnych sugestii, bez zostawiania śladów w dokumentacji służby. Często w prowadzonej przez służbę ewidencji agentury jeden kryptonim obejmuje całą grupę lub organizację złożoną z wielu osób, których tożsamość nie jest wymieniana. Zdarza się, że anonimowi agenci wpływu ukrywani są zbiorowo pod kryptonimem konkretnej operacji i uaktywniani incydentalnie w momentach ważnych rozstrzygnięć politycznych.[17]27 Zabiegi te sprawiają, że agentura wpływu dekonspirowana jest najczęściej przez oficerów wywiadu, którzy przeszli na drugą stronę. W rosyjskich służbach mówiono, że każdy wielki sukces wywiadowczy prowadzi do klęski.[18]28 Im agent jest lepszy, tym bardziej narażony jest na ryzyko. Nie tylko ze strony kontrwywiadu kraju, w którym działa, ale również z uwagi na fakt, że jego wysokie notowania w Centrali zwracają uwagę lokalnych oficerów wywiadu, a zatem rośnie niebezpieczeństwo zdekonspirowania przez uciekiniera, który przejdzie na drugą stronę i wykorzysta posiadane informacje, jako swoisty »bon obiadowy«. Wysoki stopień utajnienia tożsamości agentów wpływu sprawia, że udowodnienie im przed sądem działania na rzecz obcego państwa jest praktycznie niemożliwe. Podstawą demokracji jest bowiem prawo do głoszenia własnych poglądów. Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i prawie nie sposób przyłapać go na »gorącym uczynku«. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji, zadań lub wynagrodzenia. Nie odwiedza skrzynek kontaktowych, nie zostawia nigdzie mikrofilmów lub innych materiałów wywiadowczych. Agent wpływu wyjeżdża oficjalnie na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane »wrażenia« ubrane we »własne przemyślenia« publikuje w mediach, rozpo-

26

Ryszard Świętek, Agentura wpływu: Najniebezpieczniejsza broń mocarstw, Rzeczpospolita, 20 stycznia 1996 r. Ibid. David A. Vise, The Bureau and the Mole, Atlantic Monthly Press, Nowy Jork, 2002, str.210.

27

28

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 55/498

wszechnia w »politycznych salonach«, albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego. Dlatego też jedynym skazanym agentem wpływu pozostaje Pierre-Charles Pathé. Inni, przykładowo Günther Guillaume lub Arne Treholt stanęli przed sądem, ponieważ prowadzili równolegle »standardową« działalność wywiadowczą. Ponadto, agent wpływu najczęściej działa pośrednio (to nie on podejmuje decyzje, lecz polityk, któremu on doradza!). Dlatego jest trudny do zdemaskowania i zneutralizowania, natomiast jego mocodawcom stosunkowo łatwo jest zorganizować jego obronę drogą petycji, interpelacji parlamentarnych, demonstracji poparcia ze strony znanych postaci lub medialnej akcji pod hasłem obrony uznanego autorytetu przed dyskryminacją, wpisując ją przy tym w generalną kampanię obywatelskiego sprzeciwu wobec panoszącego się »izmu«. Rodzaj tego »izmu« nie jest istotny, ważne jest, żeby ten »izm« źle się odbiorcom mediów kojarzył. A jeśli medialna wrzawa nie przynosi spodziewanych rezultatów, można zorganizować manifestację protestacyjną, której umiejętnie zainspirowani uczestnicy będą ochoczo wywrzaskiwać hasła podsunięte przez inną siatkę agentury wpływu. Liczba i struktura kombinacji w gruncie rzeczy zależy od stopnia naiwności społeczności sterowanej przez służbę i jej agentury.

[…]”[58] Agentura wpływu wykazuje największą bliskość do broni biologicznej. W dwudziestoleciu międzywojennym wiele państw prowadziło badania nad bronią biologiczną. Jednakowoż podczas drugiej wojny światowej żadne z państw nie użyło broni biologicznej w działaniach bojowych. Broń biologiczna jest niebezpieczna nie tylko dla przeciwnika, przeciwko któremu jest użyta, ale także dla strony posługującej się nią. Na złomowiskach Moskowii może sobie rdzewieć broń jądrowa i reaktory jądrowe łodzi podwodnych. Może dochodzić do wycieków. Może dochodzić do skażeń radioaktywnych. Ci, od których zależy czy broń jądrowa zostanie zutylizowana bezpiecznie, czy też zostanie porzucona i będzie skażała, mieszkają daleko od miejsca skażeń i są bezpieczni. Całkiem inaczej jest z bronią biologiczną. Odległość nie zapewnia bezpieczeństwa. Dlatego w odróżnieniu od broni jądrowej broń biologiczną trzeba mieć pod nieustanną kontrolą, a kiedy można podejrzewać, że kontrola nad bronią biologiczną może osłabnąć, broń biologiczną trzeba bezpiecznie zutylizować i z tą utylizacją trzeba zdążyć przed utartą kontroli. Agentura wpływu, jak broń biologiczna, też może mnożyć się, nowych agentów werbować mogą nie tylko funkcjonariusze specsłużb, ale także sami agenci wpływu. Niekiedy rozmnażanie się zachodzi w sensie dosłownym, biologicznym. Są rodziny, w których tradycja agenta wpływu przechodzi z pokolenia na pokolenie, np. Andrzej Szczypiorski (1928÷2000), znany literat, tzw. autorytet moralny michnikowszczyzny donosił na swojego ojca. Z kolei na niego samego donosił jego syn.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 56/498

„[…]Naiwne są nadzieje, że problem rozwiąże się w sposób naturalny, że elity PRL-u wreszcie wymrą. Elity, tak jak mafia, odnawiają się przez kooptację. Prędzej można się spodziewać, że w jakiejś wojnie gangów wszyscy »capo di tutti capi« wystrzelają się przypadkowo, niż oczekiwać, że elity sprzedajne, marne intelektualnie wylansują ludzi niezależnych, mądrych, odważnych.

[…]”[59] „[…]Fakt, iż w życie wchodzi już trzecie pokolenie, nie ma tu znaczenia. gdyż drogi karier medialnych są otwarte przede wszystkim przed córkami półkowników SB czy synami komunistycznych
ministrów i aparatczyków[…]”[60]

Bezpieczeństwo centrali od własnej agentury wpływu zależy tylko od możliwości wyegzekwowania dyscypliny organizacyjnej. Agentura wpływu składa się z osobników skrajnie egoistycznych bez żadnej moralności i lojalności wobec kogokolwiek. Kiedy więzi organizacyjne słabną, agentura wpływu przechodzi w stan broni biologicznej poza arsenałem. Nikt nie jest bezpieczny. „[…]»Obecni i byli oficerowie WSI mieli mieszkania i zagraniczne konta bankowe, prowadzili operacje przemytu broni, mieli własne źródła dochodu i własne kontakty na Wschodzie i na Zachodzie. W ciągu kilku ostatnich miesięcy komunizmu sprzedawali swe tajemnice każdemu, kto gotów był zapłacić«

[…]”[61] Agenturę utylizuje się natychmiast, jak tylko przestaje być potrzebna. Bez zbędnej zwłoki. „[…]będąc lewicowcem w USA, podobnie jak ci profesorowie i obrońcy praw człowieka, służysz destabilizacji porządku, na którym się wspiera życie narodu. Kiedy ich misja zostanie wykonana, ludzie ci przestają być potrzebni. Poza tym, wiedzą za dużo. Niektórzy, widząc dochodzącą do władzy ideologię marksizmu-leninizmu, liczą na to, że część tej władzy przypadnie im w udziale. Oczywiście nic takiego się nie zdarzy, zostaną postawieni pod ścianą i rozstrzelani. Jednak mogą się zmienić w najbardziej niebezpiecznych wrogów marksizmu-leninizmu. To właśnie wydarzyło się w Nikaragui, gdzie większość marksistów-leninistów została osadzona w więzieniu,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 57/498

a część uciekła i obecnie opowiada się przeciw reżimowi. Podobnie rzeczy się miały w Grenadzie, gdzie będący marksistą Maurice Bishop, został zamordowany poprzez nowych bardziej marksistowskich marksistów. To samo stało się w Afganistanie, gdzie Taraki został zamordowany przez Hafizullaha Amina, zaś ten został zgładzony przez oficera KGB, Babraka Karmala, a także w Bangladeszu, gdzie prosowiecki lewicowiec Sheikh Majibur Rahman został zamordowany przez własnych towarzyszy. Wszędzie spotykamy tą samą prawidłowość. Wszyscy pożyteczni idioci, w czasie, gdy już nie spełniają swoich funkcji, zostają zesłani, zgładzeni bądź uwięzieni. Na przykład na Kubie, gdzie nadal przebywa wielu marksistów[…]”[62]

7.4.

Nic szczególnego

Agentura wpływu jest skuteczna za zasadzie nowości i zaskoczenia. Każda nowa broń zaraz po wprowadzeniu daje uzbrojonemu w nią dużą przewagę. Z upływem czasu nowa broń przestaje być nowa, opatruje się, powszednieje i początkowa przewaga maleje. Należy zdemistyfikować specsłużby. Są taką samą biurokracją, jak każda inna. „[…]»Zła analiza jest mniejszym problemem niż dobra analiza, na którą nie zwraca się odpowiedniej uwagi. Służby wywiadowcze są przecież rozbudowanymi biurokracjami i wiele informacji po prostu niknie w ich czeluściach« (»The problem is less bad analysis than it is good analysis that doesn’t get the right attention. Intelligence agencies are vast bureaucracies, and plenty od information falls through the cracks within and between them«). Czyli mimo technologii i innego nowoczesnego badziewia nic się nie zmienia[…]”[63]

Nawet tajność nie jest wyróżnikiem. W biurokracji cywilnej trwa nieustanna akcja powiększania jawności, to znaczy nie tylko, że biurokracja cywilna jeszcze wciąż dysponuje ogromnymi zasobami tajności, ale że na bieżąco potrafi je odtwarzać. Tajność nie sprzyja skuteczności. Celem każdej organizacji tajnej jest ujawnienie się. Np. podczas prohibicji w USA (1920÷1933) Józef Kennedy w Bostonie i Alfons Capone w Chicago byli takimi samymi przestępcami łamiącymi 18 poprawkę do Konstytucji USA o prohibicji. Józef Kennedy swoje interesy zalegalizował i został ambasadorem w Londynie, a jego synowie: Jan Fitzgerald i Robert — prezydentem i prokuratorem generalnym USA. Ujawnienie się umożliwiło Józefowi Kennedy’emu zostanie protoplastą jednej z najbardziej wpływowych dynastii politycznych. A Alfons Capone trafił do więzienia, a po zwolnieniu zmarł na syfilis. Na skutek nazbyt długiego pozostawania w konspiracji masoneria, jeżeli jeszcze nie jest cepeliowskim folklorem, to realnie jej grozi, że może nim zostać wkrótce. Masoneria ma złą prasę. Dlaczego? Czy nie może mieć dobrej? A ile to trzeba? Masonerii przypisuje się wpływanie na bieg wydarzeń

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 58/498

przez m. in. kształtowanie opinii publicznej. Czy jest możliwe, żeby masoneria mogła kształtować opinię publiczną tak, żeby zmieniać bieg wydarzeń, natomiast nie mogła ukształtować opinii publicznej tak, żeby polepszyć swoją famę? Weźmy przykład. Notowania komunistów AD 1989 były takie, że czerwcowe wybory są nazywane plebiscytem. Za wyjątkiem Stokłosy przegrali wszystko, co mogli. Ale zostawili swoją agenturę w merdiach. I dzięki pracy tej agentury wystarczyły im cztery lata do wygrania wyborów.[64][65] Następne wprawdzie przegrali, ale głosowała na nich większa licz-

ba wyborców. Takich przykładów można podać znacznie więcej. Czy masoneria nie może robić tak, jak komuniści? Jeżeli nie robi, to widocznie nie może. Masoneria jest bardzo dobrą przykrywką dla specsłużb działających pod obcą flagą. Ma stosunkowo słabe zabezpieczenia przed infiltracją z zewnątrz i agentom stosunkowo łatwo do niej wnikać i działać na konto nie swojego państwa, tylko masonerii. Zła opinia masonerii jest potrzebna centralom specsłużb. Dzięki złej opinii masonerii ludzie nie szukają wyjaśnień działań pozakulisowych w zainteresowanych państwach, tylko w podetkniętej im pod nos masonerii. Ideologią masonerii jest materializm, wszystko inne jest konsekwencją materializmu. Materializm jest światopoglądem powszechnie obowiązującym, jeżeli nawet specsłużby mają nad masonerią kontrolę organizacyjną, to masoneria ma nad specsłużbami kontrolę światopoglądową, z której specsłużby mogą nie zdawać sobie sprawy. Masoneria ma nad służbami kontrolę (i nie tylko nad nimi) ideologiczną, której kontrola operacyjna, a nawet strategiczna nie jest w stanie się przeciwstawić. Kontroli ideologicznej może się przeciwstawić tylko inna ideologia: w tym wypadku spirytualizm. Masoneria już teraz myli rzeczywistość z operetką i wypowiada jawną wojnę rzekomym wpływom chrześcijańskim w Komisji Europejskiej. Utajnienia działań nie jest przejawem siły, tylko słabości. Tajnie prowadzi się te działania, których nie można prowadzić jawnie. Tajność działań nie usprawnia, tylko je osłabia. Z winy utajnienia działania nie można do niego zaangażować tylu sprzymierzeńców, ilu można by, gdyby było jawne. Tajność wymusza ograniczenie zakresu i zaangażowanie większych środków. Biurokracja cywilna i specsłużby tajność wykorzystuje głównie do okradania podatników przez budżet i przez uprzywilejowywanie powiązanej ze sobą działalności gospodarczej. Kiedy agenci chcą zabrać jakiś fant agentowi od nich lepszemu, włamują się do jego mieszkania, prują sejf, coś w nim znajdują, zabierają i cieszą się, jak dzieci z dobrze, ich zdaniem, przeprowadzonej akcji. Nie wiedzą, że gdy buszowali po mieszkaniu i pruli sejf, na stole leżało coś, na co nie zwrócili uwagi, o wiele cenniejszego od zawartości sejfu. Najwięksi fachowcy potrafią pracować jawnie w taki sposób, że jak ktoś się nie zna, to nie zauważy. „»Tools of trade« to w szpiegowskim żargonie rozmaite czynniki, zjawiska czy przedmioty, które pomagają w przeprowadzaniu zadań wywiadowczych. Naturalnie większość zaraz pomyśli o gadgetach, któ-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 59/498

rymi lubi popisywać się James Bond. Najważniejszym narzędziem jest jednak naturalnie mózg[…]”[66]

„Prawdziwy szpieg nie używa gadżetów. Szpieg używa tylko mózgu”[67]

Najlepsze specsłużby swoje agentury wpływu prowadzą prawie całkiem jawnie. „[…]fundacja zajmuje się przyznawaniem stypendiów »uzdolnionej młodzieży« — tyle że w praktyce laureatami nie zawsze są ludzie młodzi, a grono wyróżnionych obejmuje osoby z wpływowych sfer, m.in. właśnie dziennikarzy. — Mechanizm takiego działania jest prosty — mówi emerytowany oficer kontrwywiadu. — Fundacja na różne, teoretycznie legalne sposoby finansuje ludzi, którzy mają wpływ na opinię
publiczną, aby kształtowali ją zgodnie z oczekiwaniami[…]”[68]

Specsłużby, jako biurokracja popełniają błędy i większość to jest naprawianie wpadek popełnionych podczas poprzednich akcji.

ich działań

„[…]Norman Davis napisał kiedyś, że wszyscy wyszydzamy spiski, a w Europie ciągle jest jakiś spisek, tylko 99 proc. z nich po prostu
nie wychodzi[…]”[69]

„Praca agenta wywiadu jest skrajnie jednostajna i monotonna… większość jego działań jest pozornie lub faktycznie bezużyteczna”[70]

„[…]poziom zachodnich, w tym amerykańskich analiz jest żenująco niski. W większości wypadków — mimo posiadania dostatecznych danych — nie udaje się analitykom przewidzieć podstawowych scenariuszy
rozwoju sytuacji[…]”[66]

Birokracja ma niektóre cechy organizmu żywego. W szczególności biurokracja ma instynkt samozachowawczy. Kiedy biurokracja jest zagrożona potrafo zdobyć się na wyrzeczenia. Np. może czasowo ograniczyć żerowanie na ofierze. Jako przykłady

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 60/498

takiego zachowania się biurokracji można podać NEP Lenina i ustawę o działalności gospodarczej z AD 1988 Wilczka. Kiedy zagrożenie istnienia biurokracji mija, nie tylko wraca do poziomu żerowania na ofierze sprzed jego pojawiania się, ale ten poziom przekracza. Celem instynktu samozachowawczego biurokracji jest zachowanie samego jej istnienia w postaci dowolnej, ale już nie jej jednostek organizacyjnych. Stąd nieustanne reorganizacje, reformy itp. Chociaż niektóre jednostki organizacyjne znikają bezpowrotnie, to po każdej takiej operacji biurokracja jest wzmocniona liczebnie i co do powiększenia zakresu wydartej człowiekowi wolności. Jedną z metod ratowania istnienia biurokracji jest wchłonięcie przez inną. Kiedy Konstytucja 3 Maja wzięła pod opiekę chłopa pańszczyźnianego, żerująca na nim magnateria przystapiła do konfederacji targowickiej i poparła rozbiór Polski. Wspólczesnie obserwujemy wchłanianie biurokracji wielu państw Europy przez biurokrację Unii Europejskiej (UE). W specsłużbach jako biurokracji też obserwujemy wchłanianie jednej specsłużby przez drugą. Może przyjąć postać infiltracji przy posłużeniu się podwójnymi i wielokrotnymi agentami. Specsłużby podejmują działania osłonowe mające na celu zniechęcanie się im. Np. rozpuszczają szyderstwa, które do baczniejszego przyglądania są skonstruowane tak atrakcyjnie, że powtarzają je ludzie nieświadomi. Jednym z nich jest, spiskowa teoria dziejów. „[…]Jednym z głównych zadań diabła jest przekonanie potencjalnych ofiar, że diabły nie istnieją. Wtedy można działać już do woli – pisał angielski pisarz Carl Staples Lewis w »Listach starego diabła do młodego«. Na polu działania tajnych służb oznacza to potrzebę przekonania ludzi, że mówienie o zakulisowych działaniach, inspiracjach, dezinformacji i agentach wpływu to teorie spiskowe. A w te – jak wiemy – nie wypada wierzyć.

[…]”[54] Akurat tutaj specsłużby przedobrzyły i tak się osłoniły, że aż się odsłoniły. Spiskowa teoria dziejów jest dadaistyczną zbitką słowną nieniosącą żadnej informacji. Gdyby spytać wypowiadającego słowa, spiskowa teoria dziejów, co rozumie przez to, co przed chwilą powiedział, to żaden z nich na to pytanie nie umiałby odpowiedzieć. Ponad szum informacyjny wystaje tylko funkcja, jaką jest wyszydzenie i zniechęcenie do spostrzegawczości. Równie dobrze grzybiarz wracający z grzybobrania z koszem pustym grzybiarzom niosącym kosze pełne zarzucić mógłby spiskową teorię grzybów. Spiskowa teoria dziejów jest odpowiednikiem, pierdolisz! dla półinteligenta

. Już trochę lepiej wychodzi puszczanie węży morskich, czyli kierowanie uwagi na tory fałszywe (UFO, zdalne sterowanie wolą promieniowaniem itp.).

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 61/498

„[…]Winston Churchill twierdził, że podczas wojny prawda jest tak cenna, iż trzeba jej zapewnić ochronę złożoną z kłamstw. Otóż, państwo płk. Putina ma dwie zasadnicze cechy: z jednej strony, kłamstwo jest dla niego formą istnienia, z drugiej zaś, znajduje się w stanie permanentnej wojny.
Podstawowym orężem tej wojny, nierozerwalnie związanym z formą istnienia dzisiejszej Rosji jest mistrzowsko stosowana dezinformacja, w taki sposób, by przeciwnik uwierzył w to, w co powinien uwierzyć i działał na własną zgubę na płaszczyźnie politycznej, gospodarczej lub militarnej. Istota takiej dezinformacji nie polega tylko na zmyleniu przeciwnika, ale na posłużeniu się nim samym do sprokurowania fałszywych informacji - na tyle skutecznych, że przyspieszą jego przegraną. By tak się stało muszą zostać spełnione dwa warunki: trzeba doskonale znać przeciwnika; przede wszystkim jednak przeciwnika tego musi cechować naturalna skłonność do wyrażania idei sprzyjających realizacji zamiarów nieprzyjaciela. O ile podstawowa dezinformacja sprowadza się do przedstawienia fałszu jako prawdy, o tyle dezinformacja stosowana przez Rosję ma na celu zmuszenie przeciwnika do stworzenia przez niego samego fałszywego obrazu wroga. Nie trzeba zatem okłamywać przeciwnika, on sam wprowadza się w błąd. Na przykładzie wielu zdarzeń rozgrywanych na arenie światowej widać, że specyfika rosyjskiej (a wcześniej sowieckiej) dezinformacji polega na tym, że czerpie ona swoje siły z postawy Zachodu, który po otrzymaniu impulsu z Moskwy, dezinformuje się już sam.

[…]
A zatem - sam przeciwnik zostaje zmuszony do stworzenia fałszywego obrazu i sam siebie ma wprowadzić w błąd, kierując się przewidywalnymi schematami myślenia. Dezinformację powierza się temu, kogo chce się oszukać, a działanie z zewnątrz ograniczone zostaje do początkowego impulsu[…] odbiorcy rosyjskiego przekazu są całkowicie bezbronni i narażeni na manipulację, bo jako przeciwnika mają przed sobą największy na świecie aparat dezinformacji, działający nieprzerwanie od blisko 90 lat i służby specjalne państwa, które uczyniło z niej najgroźniejszą i najbardziej skuteczną broń. Nikt, kto sięga po wiedzę rozpowszechnianą na podstawie rosyjskich przekazów nie może mieć pewności, że buduje na prawdzie i nie może wiedzieć, czy nie stanie się mimowolnym rezonatorem[…] Po drugiej stronie są ludzie, którzy »robią swoje« od dziesięcioleci, kalkulują każdy ruch, kontrolują najważniejsze media,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 62/498

mają na usługach rzesze ekspertów, naukowców, polityków czy blogerów. Wyprodukowanie dokumentu, stworzenie zdjęcia czy filmu, publikacja artykułu, przeciek z akt śledztwa i setki innych działań, nie stanowią dla nich żadnego problemu.

[…]
Warto mieć świadomość, że dla Rosjan kreowanie kolejnych, a nawet najbardziej fantastycznych hipotez nie stanowi najmniejszego zagrożenia. Są wpisane w mechanizm dezinformacji i służą odwróceniu uwagi od kwestii rzeczywiście istotnych. Im więcej tego rodzaju teorii się pojawia, im bardziej są nagłaśniane i komentowane, tym lepiej dla służb kierujących tym procesem. Groźna byłaby tylko jedna, prawdziwa hipoteza lub wiedza[…]. Wszystko inne pracuje na korzyść głównych kreatorów dezinformacji; wywołuje szum informacyjny, ośmiesza »teorie spiskowe«, zniechęca osoby powściągliwe w ocenach, utrudnia dotarcie do najważniejszych wątków, przytłacza rozmaitością szczegółów. Działa niczym wirus atakujący system immunologiczny organizmu, by uodpornić go na działanie prawdy. Gdy zostanie ona odkryta – kto wówczas w nią uwierzy?

[…]dewizą dezinformacji nie jest: »kłamcie, kłamcie, zawsze coś z tego zostanie« lecz: »perorujcie, perorujcie, w końcu odpowiednio do tego
postąpicie«.”[71]

Specsłużby dbają o swój monopol, aby swoją działalność mogły prowadzić tylko one. Dlatego starają się nie dopuszczać do powtórzenia się akcji typu pozyskiwanie przez lekarzy zwłok na sekcje. Agentura wpływu może być skuteczna tak bardzo, ponieważ płynie z prądem. Celem agentury wpływu jest osłabienie wrogiego państwa i kraju. Do badania kraju i państwa można użyć metodologię fizyki statystycznej. Stan, w jakim znajduje się państwo (kraj) można opisać zestawem parametrów o wartościach liczbowych. Każdemu parametrowi można przypisać kierunek w przestrzeni geometrycznej. Jeżeli zestaw parametrów opisujących państwo (kraj) wybraliśmy tak, że każde dwa dowolnie wybrane parametry są niezależne, to każde dwa dowolnie wybrane odpowiadające im kierunki w przestrzeni geometrycznej są ortogonalne. Parametry opisujące państwo (kraj) rozpinają nam przestrzeń wektorową. W niej każdy punkt odpowiada mikrostanowi, w którym teoretycznie państwo może się znaleźć. Większość mikrostanów nie jest rozróżniana przy oglądaniu z zewnątrz państwa (kraju) w nich się znajdującego. Wszystkie te mikrostany tworzą makrostan. Makrostany w przestrzeni fazowej zajmują określone objętości. Stosunek wartości objętości makrostanu do wartości objętości całej przestrzeni fazowej jest prawdopodobieństwem znalezienia się państwa (kraju) w tym makrostanie. Objętość przestrzeni fazowej jest skończona dla realnych wartości zakresu parametrów. Makrostany państwa (kraju) bardziej pożądane, siła, sprawność w przestrzeni fazowej zajmują

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 63/498

małą objętość, czyli są mało prawdopodobne. Makrostany państwa (kraju) mniej pożądane, słabość, niesprawność w przestrzeni fazowej zajmują większą objętość, czyli są bardziej prawdopodobne. Gdyby przechodzenie państwa (kraju) między mikrostanami odbywało się przypadkowo, to państwo (kraj) z większym prawdopodobieństwem by słabło i dezorganizowało się niż wzmacniało i usprawniało. Piromani podpalacze też są bardzo skuteczni. Piromani są sami. Za agenturami wpływu stoją państwa z ich potencjałami. Agentury wpływu dążą do osiągania celów doraźnych i długoterminowych. Celem najbardziej długofalowym agentury wpływu jest taka przebudowa (перековка (pieriekovka)) społeczeństwa państwa wrogiego, aby cele centrali realizowało samo lub z ingerencją minimalną. Przebudowa dotyczy struktur społecznych i pojedynczych osób. Przedmiotem przebudowy są: osobowość, mentalność, percepcja, siła woli, hierarchia wartości, etc., etc. „[…]Pamiętać należy, że agenci to działacze na rzecz jakiejś sprawy czy grupy — nie tylko najemnicy, szpiedzy czy terroryści. Często ludzie uczciwi, lecz naiwni, otumanieni jakąś ideologią, próżni, zakompleksieni. »Użyteczni idioci«, którzy nie wiedzą, że są agentami, są najlepsi.

[…]”[72] „[…]
Zdecydowana cześć aktywności rosyjskiego wywiadu jest skierowana nie tyle na klasyczne działania o charakterze wywiadowczym (pozyskiwanie wiedzy i źródeł osobowych), lecz jest od wielu lat – datuje się na początek zmian ustrojowych w Europie i upadek ZSRR – ukierunkowana jest na rodzaj psychologicznej aktywności wywiadowczej zwany dywersją ideologiczną, realizowaną najczęściej poprzez strategie powolnych kroków w psychologicznych działaniach aktywnych. Plan ten zakłada zmianę sposobu postrzegania rzeczywistości przez obywateli danego kraju do tego stopnia, że pomimo swobody demokratycznej i łatwemu dostępowi do wiedzy niezbędnej do wyciągnięcia z niej wniosków, w istocie nie będzie możliwe wyciągnięcie rozsądnych wniosków w sprawach o znaczeniu egzystencjalnym dla tego kraju, ale również będących przedmiotem istotnego zainteresowania Rosji. Proces ten jest klasycznym mechanizmem psychologicznych działań wywiadowczych, składającym się z kilku najistotniejszych podsystemów, a w całości obliczonym na około 20 lat realizacji – tyle w jego ocenie zajmuje wykreowanie zmiany pokoleniowej o odpowiednio zewnętrznie zaimplikowanych wartościach ideologicz-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 64/498

nych. Proces ten odnosi się głównie do świadomości młodzieży studenckiej, jako przyszłych kadr administracyjnych, szkolnictwie, mediach, ekonomii i służbach specjalnych kraju poddanego temu procesowi. To właśnie te elementy funkcjonowania państwa mają być zainfekowane poprzez nieświadomie wyprofilowaną zmianę pokoleniową. Państwo, które nie broni własnej tożsamości ideologicznej, nie znając tych mechanizmów, jest pośrednio zdane na tę kadrę przyszłych zarządców w najważniejszych gałęziach społecznych.

[…]Siła oddziaływania psychologicznego w tym względzie jest tak wielka, że nawet próba jakiejkolwiek konfrontacji tak wyprofilowanej inteligencji z wyraźnymi faktami, ocenami historii i rzeczywistości jest z góry skazana na porażkę, ponieważ nie da się w ten sposób zmienić ich podstawowego sposobu myślenia, a proces zaimplikowanej nieświadomie tożsamości będzie broniony zgodnie z podręczna logiką faktu. Podążająca za globalizacją moda na demoralizację młodzieży, nie sprzyja również budowaniu takiej tożsamości, a w tym kontekście warto zauważyć, że demoralizacja jest jednym z najskuteczniejszych czynników prania mózgu, a młodzież
najbardziej plastycznym i podatnym sugestywnie celem[…]”[32]

„[…]15% czasu, pieniędzy oraz zasobów ludzkich jest przeznaczone do realizowania celów wywiadu jako takiego. Pozostałe 85% służy nadzorowaniu powolnego procesu, nazywanego przez nas »przewrotem ideologicznym« albo »strategią małych kroków«. Oznacza ona plan zmienienia sposobu postrzegania rzeczywistości każdego Amerykanina, do tego stopnia, że mimo dostępu do informacji, żaden z nich nie będzie w stanie wyciągnąć rozsądnych wniosków, dotyczących obrony ich samych, ich rodzin, społeczeństwa i kraju. Jest to potężny i bardzo powolny sposób prania mózgów, dzielącym się na cztery, podstawowe etapy.
Pierwszym z nich jest faza demoralizacji, zajmująca od 15-20 lat. Dlaczego tyle? Ponieważ właśnie tyle czasu zabiera wyedukowanie jednego pokolenia studentów we wrogim kraju, wystawionych na ideologię wroga. Innymi słowy marksizm i leninizm jest zaszczepiany w młodych umysłach co najmniej od trzech pokoleń amerykańskich studentów, nie będąc przy tym podważany czy równoważony przez podstawowe wartości amerykanizmu czy amerykańskiego patriotyzmu. W rezultacie większość studentów, którzy ukończyli naukę w latach 60-tych, zajmuje obecnie kluczowe stanowiska w rządzie, służbach publicznych, biznesie massmediach i edukacji. Jesteście na nich skazani, nie możecie się ich pozbyć. Oni zostali skażeni i są zaprogramowani na myślenie w konkretny sposób i reagowanie na pewne bodźce zgodnie z określonymi wzorcami. Nie możecie zmienić ich umysłów. Nawet, jeśli skonfrontujecie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 65/498

ich z prawdziwymi informacjami, nawet jeśli udowodnicie, że białe jest białe, a czarne jest czarne i tak nie będziecie w stanie zmienić ich podstawowego sposobu postrzegania i logiki, z jaką się zachowują. Innymi słowy, ten proces demoralizacji się już dokonał i jest nieodwracalny. Ażeby usunąć tych ludzi ze społeczeństwa, musielibyście poświęcić kolejne dwadzieścia albo 15 lat na wykształcenie nowego pokolenia, nastawionego patriotycznie i hołdującego zdrowemu rozsądkowi[…] Proces demoralizacji dokonujący się w USA zakończył się już w zasadzie powodzeniem. Spoglądając na ostatnich 25 lat można powiedzieć, że sukces przerósł oczekiwania, ponieważ demoralizacja objęła sfery, o których wcześniej nie śniło się nawet tow. Andropowowi i jego ekspertom. Większość tej pracy wykonali sami Amerykanie dla Amerykanów, a stało się to za sprawą braku moralnych standardów. Jak wcześniej wspomniałem, dostęp do informacji przestał już cokolwiek znaczyć, bowiem zdemoralizowana osoba nie będzie w stanie ich docenić i przestanie przywiązywać wagę do faktów.29 Nawet gdyby została zalana strumieniem potwierdzonych informacji, dokumentów, obrazów29, albo gdyby siłą została zabrana do ZSRR, gdzie pokazałoby jej obozy zagłady, nie byłby w stanie uwierzyć. Aż do chwili, w której ktoś kopnąłby ją w tłusty tyłek, jednak nie wcześniej. Na tym polega tragizm sytuacji ludzi zdemoralizowanych.29

[…]”[62][73] „[…]»Poza wywiadem« — pisał w drugiej połowie lat siedemdziesiątych wyższy funkcjonariusz CIA, odnosząc się do rynku pracy w Stanach Zjednoczonych czy w Europie Zachodniej jeszcze w latach sześćdziesiątych — było »rzeczą bardzo trudną znalezienie analityka posiadającego realistyczne wyobrażenie Związku Sowieckiego, ponieważ większość z nich [niesłusznie — dop. A.J.W.] zakładała, iż amerykańskie analogie można zastosować
do spraw sowieckich«[…]”[74]

29

Wytł. oryg.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 66/498

Skutki działań opisanych powyżej powyżej są obserwowane i trwałe: „[…]»mimo wszystkich nowych dowodów archiwalnych na temat sowieckiego szpiegostwa i amerykańskich szpiegów, rewizjonizm wciąż dominuje na wyższych uczelniach i wśród `establishmentu’ historyków. Wiodące periodyki historyczne nie drukują prac, które są krytyczne wobec Komunistycznej Partii USA albo traktują pozytywnie amerykańskich antykomunistów. W czasopismach tych nie ma miejsca na debatę o amerykańskim komunizmie i sowieckim szpiegostwie; rewizjonizm rządzi bezwzględnie, Rewizjonistyczna historia nadal jest wykluczona z konieczności dostosowania się do standardów naukowych stosowanych w innych dziedzinach. Praktyka naukowa przywoływania prac, w których znajdują się nieprawidłowości i kłamstwa na temat sowieckiego szpiegostwa, pozostaje bez zmian. Normą na uczelniach wyższych jest przyjmowanie prokomunistycznej dezinformacji jako autentycznej historii. Elementarne standardy są ignorowane, a polityczne preferencje triumfują nad wiernością faktom« (str. 232).
Haynes i Klehr denerwują się: »To jest intelektualnie chora sy(»This is an intellectually sick situation« —

tuacja«

str. 232). Przypomnijmy: to nie jest post-PRL, lecz USA[…]”[75]

Pieriekovkę najlepiej osiągnąć przez jeden dla całego państwa program nauczania. Temu sprzyja taki ustrój państwa, w którym biurokracja czym bardziej ingeruje w życie osobiste obywatela. W państwie, w którym uczenie dzieci jest usługą, jak każda inna, szkoły są prywatne, o programie nauczania w danej szkole decyduje jej właściciel, rodzice mają wolny wybór, agentura wpływu jest bez szans. Już w państwie średniej wielkości na świecie nie ma agentury wpływu tak licznej, aby wystarczyła na większość szkół. Opanowywanie szkolnictwa szkoła po szkole jest niemożliwe, szkoły opanowane przez agenturę wpływu będą bankrutowały, a na opróżnione przez nie miejsce na rynku będą pojawiały się nowe szkoły zakładane przez właścicieli, nad którymi agentura wpływu nie będzie miała kontroli. Co innego w takim państwie, w którym wszystkie szkoły są zmuszone nauczać według jednego programu. Tutaj wystarczy tylko paru agentów w gremiach ustalających wytyczne do sporządzania programu i go zatwierdzających.24 „[…]Manipulacja medialna jest tylko wtedy możliwa (skuteczna), gdy została przekroczona pewna masa krytyczna. Ludzi już zdezinformowanych. Przyjmujących, nawet z satysfakcją, podpowiedzi dominujących ekspertów i autorytetów. Wręcz wdzięcznych, że oto dowiedzieli się, jak należy interpretować rzeczywistość. Tyle się dzieje, trudno się połapać. Prościej jest przyjąć za własną ocenę
»fachowców«. Z pewnością jest trafna[…]”[76]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 67/498

Autor siedział na internie z Michnikiem. Pod tymi samymi celami. Często dyskutowaliśmy. Kiedy dyskusja przybierała dla Michnika obrót zły, wtedy zamiast wypowiedzieć się, mówił, że to skomplikowane. Ale w taki sposób, jakby odpowiedź znał tylko on, a ja pojąć jej nie byłem zdolny. Zachodzi sprzężenie zwrotne dodatnie, im więcej w państwie biurokracji, tym agenturom wpływu w takim państwie łatwiej operować i im państwo bardziej porażone przez agenturę wpływu, tym ona bardziej w tym państwie rozwija biurokrację. Na to można spojrzeć inaczej, jako na stały wzrost jednej biurokracji, a działalność agentur wpływu i ich relacje z biurokracją cywilną — jako wewnętrzne procesy jednej biurokracji. „[…]im bardziej zbiurokratyzowane i socjalistyczne społeczeństwo, tym spisków rzeczywistych i urojonych będzie więcej. Bo metodą pozaspiskową nic nie będzie można zrobić.
Spiskowcy mają jednak problem, nad którym żywo debatują spiskolodzy. Otóż nie są nadludźmi, choćby — jak swego czasu Niemcy — sobie to wmawiali. W efekcie spiski się wysypują i prawda bądź część prawdy o nich zwykle wychodzi na jaw.

[…]”[77]30 Z tożasmości specsłużb z biurokracją wynika, że naturalną konsekwencją aktywności ich instynktu samozachowawczego jest obrona ingerowania państwa w gospodarkę. Jedną z form jest deprecjonowanie poglądów przeciwnych: „[…] Fałszywe oskarżanie liberalizmu
Podręcznikowym przykładem manipulacji sloganami jest termin »narodowy socjalizm«. Większość ludzi, nie tylko w Polsce, nie zdaje sobie sprawy z tego, że III Rzesza była państwem socjalistycznym. Uważają nazizm, czyli narodowy socjalizm, za ustrój radykalnie prawicowy. W Polsce z podobnym zjawiskiem mieliśmy do czynienia w trakcie ostatnich kampanii wyborczych i wiązało się ono z podziałem na część solidarną i liberalną. Chociaż Polska od 1989 roku plasuje się bardzo nisko w rankingach wolności gospodarczej (jak słusznie zauważył Kazik Staszewski, mieliśmy transformację socjalizmu totalitarnego w koncesyjno-etatystyczny), wszystkie ciemne strony systemu gospodarczego III RP określono mianem liberalizmu. Jak się wydaje, za-

30

Zob. też. Aneksy, Mateusz Matyszkowicz, Jak polec w czasie wojny bez ofiar

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 68/498

mierzeniem spin doktorów PiS było stworzenie negatywnego obrazu uchodzącej za liberalną Platformy Obywatelskiej – jako współodpowiedzialnej za całe społeczne zło transformacji ustrojowej. Samo nazywanie PO partią liberalną także nie do końca odpowiada prawdzie. Jak na ironię, jedyne ekipy w Polsce, które dokonywały obniżek podatków (fundamentalny warunek liberalizmu gospodarczego), to rządy Mieczysława Rakowskiego (jeszcze komunistyczny), Leszka Millera i Jarosława Kaczyńskiego.

[…]”[54] And last but not least. Odcięcie od wolnego rynku umożliwia pogorszenie warunków zatrudnienia. Zwłaszcza zmniejszenie pensji. Zatrudnianie pracowników mniej wymagających. Feminizację zawodów. Zatrudnianie pracowników o mniejszych szansach gdzie indziej. Mniej ambitnych i o ambicjach wadliwych. Posłuszniejszych. Podatniejszych na kształtowanie. Ustępliwszych. Zgodnie z zasadą BMW (bierny, mierny, ale wierny). Skłonniejszych do kompromisów. Również moralnych. Obok oficjalnych, ale nieprzestrzeganych kryteriów oceny pracy, można wprowadzić nieoformalne, niejawne, domyślne, zmienne w czasie. Daje to możliwość realizowania celów tajnych, nieakceptowanych. Tak jest ze wszystkimi dziedzinami życia. Między pełną wolnością i obozem pracy niewolniczej nie ma granicy. Przejście jest całkowicie płynne. Zadnego stopnia. Kiedy strukturę zatrudnienia kształtuje wolny rynek, na nim pracownicy gorsi też występują. Ale od nich zależy mniej. Nie ma selekcji negatywnej. Nie ma też zmuszania kobiet do pracy poza domem.

7.5.

Jeszcze jeden przedmiot badań, jeszcze jedna gałąź wiedzy

Agentura wpływu jest zjawiskiem takim samym, jak każde inne, dlatego też powinna być przedmiotem takich samych badań, jak jakiekolwiek inne interesujące zjawisko. Tym bardziej, że droga już jest przetarta. „[…]»nauka o wywiadzie« stała się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku dziedziną akademicką[…]”[74]

Na rzecz specsłużb i agentur wpływu pracują placówki niekiedy odpowiadające wyższej uczelni. Jednakże one mają charakter rzemieślniczy, co najwyżej odpowiadają politechnice. Państwa je zakładają z motywów wyłącznie utylitarnych, badania teoretyczne są służebne. Chodzi o badanie agentury wpływu odpowiadające badaniom uniwersyteckim, całkowicie wyabstrahowane od zastosowań praktycznych.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 69/498

„[…]należałoby przede wszystkim utworzyć całkowicie nowy
program psychologii specjalnej[…]”[32]

„[…]Już Arystoteles wskazywał bowiem, że nauka ma być uprawiana dla samej nauki, wykształcenie zdobywane dla samego wykształcenia. Jakikolwiek upragmatycznienie celów nauki zawsze prowadzi do jej ostatecznego zaniku31. Teoria, a nie praktyka jest bowiem kluczem do dobrej nauki i dobrego wykształcenia. Uniwersytet, jeżeli ma pozostać sobą, musi zatem kształcić nie tyle fachowców, specjalistów w wąskich dziedzinach, ile teoretyków, którzy z bagażem wiedzy mogą dopiero zająć się pracą zawodową, często w odległych od przedmiotowego wykształcenia dziedzinach.

[…]”[78] Bynajmniej nie chodzi tu o uprawianie sztuki dla sztuki w ogóle bez żadnej wartości praktycznej. Przeciwnie, chodzi o imperatyw naszej cywilizacji euroatlantyckiej dążenia do prawdy dla niej samej, uznanej za najwyższą wartość, której nie trzeba niczym uzasadniać, a która sama uzasadnia wszystko inne. Badania nad agenturą wpływu są niezbędnie konieczne, abyśmy byli w stanie odpowiedzieć sobie na najbardziej podstawowe pytanie filozofii: jakim jest nasz świat, w którym żyjemy; co jest prawdą, a co jest fałszem; co może, a co nie może się wydarzyć; co jest autentyczne, a co jest sztuczne; co jest spontaniczne, a co jest sterowane; etc., etc. Z doświadczenia wiemy, że po takich badaniach zastosowania praktyczne pojawiają się bardziej obficie, jakby same z siebie. „[…]Faraday sam zbudował pierwszy ręczny generator na korbę, który nazwano dynamem. Ale był zbyt zajęty »odkrywaniem nowych faktów[…]w przekonaniu, że [zastosowania praktyczne] potem się pojawią«, by zastanawiać się, do czego takie dynamo mogłoby się przydać. Często powtarzana anegdota głosi, że gdy premier brytyjski odwiedził w 1832 roku laboratorium Faradaya, wskazał na dziwaczne urządzenie i zapytał, do czego ono służy. »Nie wiem, ale idę o zakład, że kiedyś pański rząd obłoży je podatkiem« – powiedział Faraday. Podatek od wytwarzania elektryczności wprowadzono w Anglii
w 1880 roku.”[79]

31

Cel ocalenia nauki przed zanikiem jest celem pragmatycznym (przy. G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 70/498

Sytuacja odwrotna, w której priorytet najwyższy mają zastosowania praktyczne rodzi niebezpieczeństwo poświęcania prawdy dla korzyści doraźnych, a to jest drogą donikąd. Wkrótce nie będzie ani wiedzy, ani korzyści praktycznych. Badania nad agenturą wpływu powinny być czysto cywilne i całkowicie niezależne nie tylko od specsłużb, ale też od władzy publicznej. Wyniki badań nad agenturą wpływu będą wykorzystywane przez historyków, politologów, socjologów, psychologów, geopolityków, etc., etc. Wiedza o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela i o agenturze wpływu jest dopiero w fazie początkowej i jest bardzo skromna. Niewiedza jest frustrująca. Podczas pewnej międzynarodowej konferencji o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela uczestnicy przechodzili między budynkami. Kiedy mijali kałużę jeden z nich wskazał ją i wyraził przypuszczenie, że w niej być może znajduje się pasożyt, który o układzie nerwowym wie więcej od nich. Ale wiedza o pasożytach oddziałujących na układ nerwowy żywiciela i o agenturze wpływu będzie stale powiększać się i już wkrótce jej rozmiary przestaną być powodem do wstydu. Kot mógł nauczyć się, jak radzić sobie z toksoplazmozą. Czy ludzie są gorsi od kota?

8.

Armia, jakiej jeszcze nie było
Motto 1 Na polu walki, mniejsze znaczenie ma ilość czołgów, a elementem o znaczeniu szczególnym jest ilość dusz przeciwnika, którymi można zawczasu zawładnąć, aby terytorium tak ułożonego przeciwnika zająć bez zbytniego wysiłku.

Marcin Kosek[32] Motto 2 Aby przyszłe swe ofiary przygotować na czekający je los, trzeba je pozbawić całkowicie moralnej zdolności do stawiania oporu. W tym celu wszystkie stosunki trzeba pogmatwać do niepoznania, wszelkie wartości odwrócić do góry nogami, z winy uczynić zasługę, a z zasługi — winę. Przede wszystkim zaś same przyszłe ofiary skruszyć moralnie, obudzić w ich sumieniach niepokój i odebrać im w ten sposób wszelką zdolność psychiczną do obrony i oporu Adolf Hitler Motto 3 “Where does a wise man hide a leaf? In the forest. But what does he do if there is no forest?” “Well, well,” cried Flambeau irritably, “what does he do?” “He grows a forest to hide it in,”

Gilbert Keith Chesterton[80] Karol Marx, a za nim Karol Radek Sobelsohn zauważyli, że socjalizm w niesocjalistycznym otoczeniu nie przetrwa. Socjalizm pogarsza warunki życia, a ludzie mają taką naturę, że dążą do warunków życia lepszych. Migrują z państw o natężeniu socjalizmu większym do państw o natężeniu socjalizmu mniejszym. Gdy temu nie zapobiegać, państwa socjalistyczne wyludniają się, słabną i upadają. Ograniczanie emigracji środkami siłowymi z zasiekami i Murem Berlińskim włącznie nie jest rozwiązaniem — uciekają coraz wyżsi funkcjonariusze państwa.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 72/498

Ludzie z państwa socjalistycznego uciekać nie będą, jeżeli uciekać nie będą mieli dokąd. Jeżeli w państwach, do których dotąd uciekali, też będzie socjalizm. Jeżeli nie będzie ani jednego państwa niesocjalistycznego, do którego mogli by uciec . Ale działania podejmowane w celu wyeliminowania państw niesocjalistycznych nie powiodły się. Ogólnoświatowa rewolucja nie wybuchła. Udzielić pomocy rewolucjom w toku nie udało się. Eksport rewolucji najlepiej udawał się do państw, do których mało kto chciał migrować. Pozostał podbój i narzucenie socjalizmu siłą.32 „[…]doktryna rosyjskich w odniesieniu do państw będących
dążeń imperialistycznych, w orbicie jej zainteresowań,

nie posiada w swoim słowniku takiego słowa jak pokój[…]”[32]

Moskowia ma bardzo duże tradycje wspierania swoich podbojów działaniami tajnymi[81]20. „[…]o istocie siły rosyjskiej nigdy nie decydowały czynniki »europejskie«, jak bogactwo czy wyszkolona armia. Zawsze na pierwszym miejscu były metody azjatyckie odziedziczone od Chińczyków i Mongołów — rozkładanie, degenerowania państwa, które ma być ofiarą ataku, przy pomocy swojej agentury. Gdy rozkład się dokonał, następowała decyzja o ataku. Natomiast nawet niewielkie, ale zdrowe narody potrafiły stawiać przez kilka pokoleń opór moskiewskiej ekspansji. […]»Podstawową cechą charakteru rosyjskiego jest azefizm (dwustronna prowokacja, na zasadniczej sprzeczności celów i idei oparta), który powstał w narodzie rosyjskim w wyniku wielowiekowego ucisku
i tyranii policyjnej państwa[…]”[82]

Orda mongolska pozostawiła po sobie dziedzictwo, np.: Polska miała najlepszą jazdę świata, a Moskowia ma najlepsze na świecie działania specjalne. „[…]Strategia Czyngis-chana polegała na tym, że miał on swoją podstawę operacyjną nie za sobą, lecz przed sobą: brzmi to paradoksalnie, ale rozumieć to trzeba tak, że zanim nastąpić miał najazd, umiejętna propaganda musiała

32

Zob. też. Aneksy, Wiktor Suworow, Klęska. Rozdział 6. Socjalizm w jednym kraju?[224] (fragment)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 73/498

przygotować w upatrzonym na zdobycie kraju wszystkie drogi i ścieżki, korzystając ze wszystkich w nim niedomagań politycznych i społecznych, wszelkich wewnętrznych niesnasek, podjudzając jednych przeciw drugim, przekupując tych, obiecując tamtym i w ten sposób osłabiając, niszcząc odporność moralną ludności; gdy oznaki rozkładu były już widoczne, następował najazd, a podbite i zajęte obszary stawały się źródłem nie utrudnień, lecz przypływu nowych zasobów, nowych środków do powiększania armii.

[…]”[83] „potrzeba stanowczo nauczyć się pracy legalnej w najbardziej reakcyjnych parlamentach, zawodowych, spółdzielczych i tym podobnych organizacjach” Lenin „[…]władcom nieszczęśliwej Rosji to przyznać należy, że z niesłychaną dotychczas umiejętnością uprawiają sztukę zasypywania ludziom oczu piaskiem; oślepili ich i wzbudzają ślepy ich podziw dla swego dzieła […]korzystają z tego i z niewzruszoną, bo na mocnych podstawach opartą wiarą w zwycięstwo, szybko i umiejętnie przygotowują przyszłą ofensywę. […]nie rozpoczną jej, dopóki nie będą miały pewności, że rozbrojenie psychiczne Europy stało się faktem dokonanym. Drogą do tego rozbrojenia psychicznego jest propaganda, której wszystkie nici we wszystkich krajach schodzą się w sowieckich poselstwach i agencjach handlowych [...] Obok tego pomocą dla Sowietów nie mniej ważną i ogromnie ułatwiającą im zadanie jest powszechny, zwłaszcza w większych państwach europejskich, defetyzm, którego wyraz jaskrawy mamy w tak starannie pielęgnowanych stosunkach dyplomatycznych i handlowych z Sowietami. Defetyzm ten wmówił sobie z góry, że w walce z sowiecką Rosją porażka jest nieunikniona. Walka przeto jest daremna, natomiast przymilaniem się i ustępowaniem można groźne jutro odsunąć w dal bliżej nieokreślonej przyszłości.[...]

[…]”[83] „[…]
Naturalnie w te klocki starzy wyjadacze z Kremla znacznie przewyższają konkurencję. Jak stwierdził jeden z najbardziej doświad-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 74/498

czonych oficerów CIA Jack Dziak, gry szpiegowskie siedzą post-Sowietom we krwi, a Rosja wręcz to »państwo kontrwywiadowcze«. Środki kontrwywiadowcze są najpotężniejszymi narzędziami kontroli społecznej bez potrzeby uciekania się do przemocy.

[…]”[84]

Moskowia na swoją ofiarę poluje, jak waran z Komodo33[85] (varanus komodoensis). Waran czatuje w ukryciu czekając na przechodzącą w pobliżu potencjalną ofiarę. Gdy znajdzie się w zasięgu jego zębów, lekko ją kąsa i na tym poprzestaje.

„[…]czekiści lubią ugryźć i odskoczyć[…]”[86] Rana nie jest wielka, ale waran do organizmu ofiary wprowadza swój jad. Ofiara żyje jeszcze od dwóch do trzech dni. W tym czasie waran pozornie nią nie interesuje się, ale jej tropem podąża. Po dwóch, trzech dniach ofiara pada i dopiero wtedy waran przystępuje do pożerania jej. Jadem Moskowii jest jej agentura wpływu. O jadowitości warana z Komodo wiemy niedawno. Wcześniej panowało przekonanie, że waran z Komodo jest niejadowity i odżywia się ścierwem zwierząt padłych na zakażenie bakteryjne. Przekonanie o niejadowitości warana z Komodo wynikało z nieznalezienia u niego zębów jadowych takich, jak u jadowitych węży i żmij. Szukano nie tam, gdzie trzeba. Przewody jadowe warana z Komodo mają ujście nie przez zęby jadowe, tylko między zębami zwykłymi. Przy opisywaniu aktywności Moskowii popełniane są błędy analogiczne do błędów popełnionych przy opisywaniu warana z Komodo. „Prowokacja polityczna to użycie najświętszych symboli narodowych i najgłębszych jego uczuć przeciwko narodowi” Józef Mackiewicz Państwo, które w przyszłości padnie ofiarą Moskowii różni się od innych państw, słabnie, jego przywódcy zachowują się irracjonalnie, przejawia skłonności samobójcze.[87]34

33

Waran z Komodo - Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Waran_z_Komodo, http://tinyurl.com/y9h3y8n

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 75/498

[…]” „[…]Główne wytyczne tej polityki polegają na powolności w działaniu, na stopniowej penetracji i na początkowym zacieraniu różnic między zdecydowanymi zwolennikami unii z Rosją i zwolennikami
dobrych stosunków, ale nie unii politycznej i społecznej[…]”[88]

„[…]
Bolszewizm zainicjował coś, co można by nazwać wojną psychologiczną. Celem jest uderzenie w moralność i psychikę. Ten rodzaj działań wojennych nie zakładał w pierwszej kolejności zniszczenia wroga jako zorganizowanej siły, ale odebranie mu nadziei i wszelkich szans bytowych. Aby uświadomić czytelnikom, z jakim przeciwnikiem mamy w istocie do czynienia, posłużę się dwoma cytatami, które nawet przy założeniu, że dawny ośrodek komunistycznej władzy w ówczesnej formie nie istnieje – obrazują metodę działania stojącą za tym wszystkim. Pierwszy cytat pochodzi od Dmitrija Manuilskiego, sowieckiego psychologa i wieloletniego przewodniczącego Kominternu. W 1931 r. Manuilski powiedział: »Dzisiaj, oczywiście, nie jesteśmy dostatecznie silni. Nasz czas nadejdzie w ciągu 20–30 lat. Aby zwyciężyć, potrzebujemy elementu zaskoczenia. Burżuazja musi zostać uśpiona. Musimy zacząć od wywołania najbardziej spektakularnego ruchu pokojowego. Będą elektryzujące rokowania i trudne do wyobrażenia koncesje. Kraje kapitalistyczne, głupie i dekadenckie będą cieszyć się z możliwości współpracy, działając na rzecz swojego zniszczenia. Złapani na lep możliwości będą się czołgać ku nowej przyjaźni. W chwili kiedy się odsłonią, zdruzgoczemy ich naszą zaciśniętą pięścią”.

34

Zob. też. Aneksy, Marcin Wolski, Kompleks polski[372] (za zezwoleniem Autora)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 76/498

Niektórzy zapewne zdążyli zauważyć oddziaływanie tej zapowiedzi na zachodnie społeczeństwa. Cofnijmy się do wydarzeń lat 60. i 70., których zasięg przecież nie ograniczył się wyłącznie do Niemiec. Dziś wiemy, że np. za ruchami pokojowymi stał Związek Sowiecki, to tam je wymyślono, instruowano i stamtąd płynęły środki na ich finansowanie. Wysuwam teraz oskarżenie pod adresem wielu młodych ludzi, którzy biegali pod jakimiś sztandarami, nie zdając sobie zupełnie sprawy z tego, czym one w istocie są. Proroctwa Manuilskiego ziściły się, bo Zachodowi zabrakło trzeźwej oceny sytuacji.

[…]”[89] Swoją agenturę wpływu Moskowia plasuje w pierwszej kolejności w środowiskach tzw. inteligenckich[90]: „[…]Nie prześladują nas bowiem upiory, ale trefnisie. Nie straszą nas cmentarne duchy, ale pajace.

[…]”[91]35 „[…]Następną fazą jest destabilizacja. W tym przypadku sabotażysta nie zajmuje się pańskimi poglądami ani modelami konsumpcji. Nie obchodzi go, że pan się niezdrowo odżywia i staje się pan tłusty. Etap destabilizacji narodu trwa zaledwie od 2-5 lat. W tym czasie na celowniku znajduje się gospodarka, polityka zagraniczna i obronność kraju. Wpływ ideologii marksizmu-leninizmu jest szczególnie widoczny w takich dziedzinach jak obronność i gospodarka. Jeszcze czternaście lat temu, gdy przybyłem do tego zakątka świata, nie uwierzyłbym, że ten proces będzie przebiegał tak szybko.
Następną fazą jest kryzys. 6 tygodni wystarczy, aby przywieść państwo na skraj kryzysu, co obserwujemy obecnie w Ameryce Środkowej. Potem następuje — poprzedzony dużymi zmianami — w strukturach władzy i ekonomi tzw. okres normalizacji. Normalizacja jest cynicznym terminem stworzonym przez sowiecką propagandę. Gdy radzieckie czołgi wjechały do Czechosłowacji w 1968 roku, powie-

35

Zob. też. Aneksy, Tomasz Szczepański, Inteligencja kompradorska (za zezwoleniem Autora)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 77/498

dziano: teraz sytuacja w bratniej Czechosłowacji została znormalizowana. Taki los czeka Stany Zjednoczone, jeśli pozwolicie tym kretynom, doprowadzić wasz kraj do kryzysu, obietnicami wszelakich dóbr i nastaniem raju na ziemi, destabilizowaniem waszej gospodarki, zniszczeniem wartości stojących za konkurencją wolnorynkową[…]”[62]

Działalnością agentury wpływu Moskowii te anomalie tłumaczone są rzadko i niepełnie. „przygotowywać nowe zabory to nie znaczy w polityce współczesnej gotować się do wypowiedzenia wojny sąsiadom; dziś zamiarom takim toruje drogę szereg nie tylko pokojowych, ale i »przyjacielskich« kroków. Najważniejszym z nich jest pozyskanie stanowczego wpływu na politykę zewnętrzną, a następnie i na wewnętrzne sprawy mocarstw
ościennych, zupełnie jak to było z Polską przed rozbiorami”[92]

„[…]
Na polecenie polskich tajnych służb swoje działania mieli podjąć na zachodzie, także wytypowani prowokatorzy. Pewne jest, że po wkroczeniu zwycięskich wojsk Układu Warszawskiego do państw kapitalistycznych, SB miało odegrać ważną rolę w zainstalowaniu tam nowych władz. Sporządzono, więc wykazy osób o poglądach lewicowych, »nadających się do podjęcia z nimi współpracy«. Miały one zacząć prace w administracji prosowieckiej, po przejściu oddziałów frontowych.

[…]”[93]2321 Przygotowując się do trzeciej wojny światowej, w której zamierzała podbić państwa Europy Zachodniej skalę.
36

, Moskowia zorganizowała agenturę na niespotykaną

36

http://www.ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-36449.jpg, http://preview.tinyurl.com/d9hvnpx

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 78/498

„[…]Jaruzelski prezentował wobec sowieckiej kadry dowódczej postawę wręcz żenującą swoją uniżonością. Wspólnie z Sowietami gotował ludowe Wojsko Polskie do inwazji na Zachód, co (gdyby wojna doszła do skutku) nieuchronnie skończyłoby się nuklearnym kontratakiem Zachodu i całkowitym unicestwieniem Polski[…]
Jaruzelski dobrze wie, kim jest i co w swoim życiu robił. Zapewne dlatego w 1990 r. kazał zniszczyć wszystkie stenogramy Biura Politycznego z lat 1981 - 1989 - dokumenty kluczowe dla zrozumienia i opisu funkcjonowania mechanizmów jego dyktatury. Równie dokładnie wyczyszczono inne dokumenty PZPR37 dotyczące jego osobistej działalności.

[…]”[94] Jedni agenci mieli torować drogę nacierającej Armii Radzieckiej, inni byli przygotowani na przejęcie władzy. To rozwiązanie wymaga utrzymywania w konspiracji agentury o liczebności bezprecedensowej. „[…]
Grupa Forstera miała destabilizować Republikę Federalną, również środkami militarnymi. Stasi38 i KGB potrzebowało na wypadek »walk klasowych« w RFN zorganizowanej grupy, którą można by poderwać do walki zbrojnej. W razie konfliktu militarnego między Wschodem a Zachodem zachodnioniemieccy komuniści mieli przeprowadzać akty sabotażu i terroru w newralgicznych miejscach. Żyli z dnia na dzień, gotowi w każdej chwili chwycić za broń.

37

PZPR — Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, funkcjonująca w Polsce organizacja kolaboracyjna utworzona przez Moskowię po zbrojnym opanowaniu terytorium Polski, wykorzystywana do pośredniego, w celu ukrycia faktu okupacji, sprawowania władzy nad Polską Stasi — Staatssicherheit (niem. Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego NRD), http://pl.wikipedia.org/wiki/Ministerstwo_Bezpiecze%C5%84stwa_Pa%C5%84stwowego_NRD, http://tiny.pl/hx3k9

38

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 79/498

Byli grupą »śpiochów«, jak w języku służb na całym świecie określa się agentów zwerbowanych, przeszkolonych do wykonania konkretnego zadania - i czekających latami na sygnał. »Gruppe Aktion« istniała przez dwadzieścia lat, nierozpoznana przez zachodnie służby. Rada Wojskowa złożona z wysokich rangą funkcjonariuszy DKP i "Ralfa Forstera« spotykała się regularnie na obradach w NRD.

[…]
Uzbrojeni byli znakomicie w karabinki szybkostrzelne, maszynowe pistolety i tysiące sztuk amunicji, granaty, kneble, kastety. Zachowały się zamówienia materiałów potrzebnych do ćwiczeń, na przykład w lutym 1978 roku do rąk Mielkego trafiła lista chemikaliów, środków owadobójczych oraz nawozów sztucznych dostępnych w sklepach zachodnioniemieckich. Wszystko w kilogramach i litrach. Na zamówieniu znalazła się odręczna notka: »Towarzysz minister zaaprobował«. I obok: »Rzeczy, których brakuje, musimy jakoś zdobyć«.

[…]”[95] Podczas wojny roku 1920 przyszły rząd Polskiej Republiki Rad z Dzierżyńskim, Marchlewskim, Kohnem, Unszlichtem w składzie był wieziony za frontem KA39 na furmankach. Wykonał ruch wahadłowy. Pojechał tam i z powrotem. Nie było z niego żadnego pożytku. W trzeciej wojnie światowej składy przyszłych moskowicińskich marionetkowych władz nad państwami podbitymi miały zostać ujawnione jeszcze przed zakończeniem zbrojnego opanowania terenu przez Armię Radziecką. Agentura była zbyt liczna, by mogła być kierowana tylko z zewnątrz. Musiał powstać wewnętrzny ośrodek dowodzenia jej częścią. Gdyby podbój się nie udał, a zdrajcom nie udałoby się zbiec, ponieśliby odpowiedzialność. To bardzo silna motywacja do skutecznej pracy na rzecz podboju. Chodzi o to, by agentura nie obijała się, kiedy Armia Radziecka się wykrwawia. Poza tym dwuwładza bardzo demotywuje do obrony. Największy przerzut agentury na Zachód miał miejsce przed planowanym terminem rozpoczęcia trzeciej wojny światowej. Całej agentury na miejscy przyszłych walk zbrojnych zwerbować i przeszkolić się nie da. Część z niej trzeba przygotować na krótko przed napaścią przerzucić. Ale jak to zrobić, u siebie, a następnie aby nie zwrócić uwagi kontrwywiadów państw mających zostać podbitymi i nie wywołać ich przeciwdziałania?

39

RKKA — Рабоче-Крестьянская Красная Армия (wym. Raboczio-Krietianskaia Krasnaia Armia), (ros.) — Robotniczo-Chłopska Armia Czerwona.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 80/498

Do przerzucania agentury bardzo jest wykorzystywana do produkowania…

dobrze

nadaje

się emigracja,

która

„[…]nowego gatunku agentów rosyjskiego wywiadu SWR. Są nimi młodzi Rosjanie emigrujący na Zachód po studiach, wtapiający się w coraz większą rosyjską diasporę, zdobywający dobrą pracę i kontakty, dzięki którym werbują współpracowników w kręgach politycznych i biznesowych danego kraju. Liczona w tysiącach emigracja Rosjan (zwłaszcza do W. Brytanii) otwiera przed wywiadem ogromne możliwości pozyskiwania źródeł informacji tam, gdzie wcześniej można
było tylko pomarzyć[…]”[96]

Tak Moskowia może postępować obecnie. Ale wtedy takiej emigracji ani diaspory nie było. Przywódcy Moskowii sami sobie utrudnili zadanie. Twórcą ustroju (ZSRR) był Stalin. Wybrał ustrój najbardziej przysposabiający Moskowię do podboju świata. Skorzystał z doświadczenia. Podczas pierwszej wojny światowej Moskowia została

40 pokonana przez Cesarstwo Niemieckie. Niemcy mogły to dokonać, bo podczas pierwszej wojny światowej wprowadziły u siebie komunizm wojenny. Komunizm wojenny dla państwa jest tym, czym dla sportowca wyczynowego jest doping. Przy użyciu komunizmu wojennego władze państwa mogą pobrać więcej zasobów kraju i przeznaczyć je do prowadzenia wojny.

„[…]Socjalizm bowiem to gospodarka nakazowa. A gospodarka nakazowa to jest gospodarka wojenna. Rosja została poddana takiej gospo-

40

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Terretory_given_away_after_Brest-Litovsk.jpg, http://preview.tinyurl.com/br35qpn

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 81/498

darce stopniowo po wybuchu I wojny światowej jeszcze przez rząd carski. Socjalizm w tym sensie jest systemem wywodzącym się z potrzeby wojennej. Socjalizm to odgórne mobilizowanie surowców, potencjału przemysłowego i pracowników na potrzeby zwycięstwa. Bolszewicy odziedziczyli podstawy socjalistycznego systemu gospodarki wojennej i rozbudowali go jeszcze do monstrualnych rozmiarów w czasie pokoju. I skoordynowali z propagandą, stąd stała »walka na froncie pracy« oraz nomenklatura wojenna — »zwycięstwa produkcyjne«, »brygady« itp. Prowadzili bowiem wojnę wewnętrzną, rewolucyjną ze swoimi własnymi poddanymi.

[…]”[97] Doping sportowy i komunizm wojenny można stosować krótko. Stosowanie zbyt długie prowadzi do wyniszczenia organizmu tak zarówno sportowca, jak i państwowego. Stalin to wiedział i w Moskowii komunizmu wojennego nie wprowadzał zbyt wcześnie. Jak długo mógł utrzymywał NEP, a komunizm wojenny dopiero wtedy, gdy to wynikało z kalendarza przygotowań do drugiej wojny światowej. Na tym tle zresztą miał zatarg z Tuchaczewskim. Tuchaczewski chciał już AD 1927, aby w roku następnym — 1928 wyprodukować sto tysięcy lub pięćdziesiąt tysięcy czołgów. Na jedenaście lat przed wojną. Kiedy Moskowii jeszcze nie były do niczego potrzebne.[98] Stalin bardzo dobrze rozumiał korzyści, jakie daje niespodziewany atak z zaskoczenia na ofiarę nieprzygotowaną do obrony. Dlatego swoje przygotowania do podbojów ukrywał. Posłużył się marxizmem-leninizmem, który był oficjalną ideologią Moskowii przed wprowadzeniem w niej komunizmu wojennego, a po wprowadzeniu stracił rację bytu. Stalin postanowił nie ogłaszać, dezaktualizacji marxizmu-leninizmu. Przeciwnie, dopuścił się mistyfikacji. Używał go, jako omaskowanie komunizmu wojennego. Dzięki temu mógł oczyścić państwo z ideowych bolszewików, którzy w nowej sytuacji stali się nie tylko zbędni, ale wręcz szkodliwi. Nielicznych z nich wymordował w tzw. wielkiej czystce, większość została zdymisjonowana, bądź przesunięta. Najpierw sama Moskowia, a potem Blok Krajów Demokracji Ludowej (KDL) były tajnym obozem wojskowym, z którego miało wyjść potężne uderzenie. Dzięki omaskowaniu przy użyciu marxizmu-leninizmu z zewnątrz, od środka, z każdej strony ten obóz wojskowy wyglądał nie, jak obóz wojskowy, tylko jak dom obłąkanych. Moskowia sobie i swoim zdobyczom terytorialnym, na których zaprowadziła swoje porządki wyrobiła żółte papiery. Opinia wariata bardzo demotywuje do dociekania prawdziwych celów, natomiast skłania do wydawania sądów powierzchownych. Np. kopalnie, huty, fabryki przemysłu ciężkiego były stawiane nie dla produkowania czołgów, których gąsienice rozjadą Europę Zachodnią, tylko dla produkowania tzw. klasy robotniczej, aby odrobić zale-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 82/498

głości i osiągnąć jej ilość umożliwiającą, według Marxa, zbudowanie komunizmu. I to działało ze skutecznością nadspodziewaną. „[…]bolszewizmu jako idei, doktryny, nie ma; są tylko bolszewicy, a są oni zgrają łotrów, którzy się chwycili idei komunistycznej,
nią się posługują[…]”[83]

A w każdym obozie wojskowym, jak to w obozie wojskowym, nawet w tajnym, przemieszczanie się żołnierzy w celach innych niż na rozkaz podlega rozległym ograniczeniom. Nawet, jeżeli ci żołnierze sami nie wiedzą, że są żołnierzami i wydaje się im, że wciąż są cywilami. „[…]Stalin przygotowywał się do wojny. Przygotowywał się od zawsze, od pierwszego dnia zdobycia władzy. Kolektywizacja, industrializacja, wielka czystka — to jedynie rózne aspekty wielotorowych działań towarzysza Stalina w celu przeistoczenia Kraju Rad w olbrzymi obóz wojskowy i rozdzielenia budowniczych komunizmu
na dwie kategorie: »niewolników« i »mięso armatnie«[…]”[99]

Wydanie paszportu stało się wydaniem Ruch transgraniczny bardzo się zmniejszył.

przepustki

na wyjście

z obozu.

Zmniejszył się tak bardzo, że znacznie zaburzyłoby go już tylko nawet samo przerzucenie agentury. Należało wytworzyć jakiś pretekst do zwiększenia ruchu transgranicznego, aby nie wzbudzał podejrzeń, a samą przerzucaną agenturę opakować w jakiś ruch ludności. Wcześniej przemieszczanie się dużych mas ludności przez granice było już wykorzystywane do przerzucania agentury. W tych operacjach brali też udział polscy renegaci:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 83/498

„[…]polscy aktywiści komunistyczni czynnie uczestniczyli - szczególnie na obszarach kontrolowanych przez wojska sowieckie - w propagowaniu ideałów rewolucyjnych, korzystając z pomocy prasy, broszur, wieców, a także organizując manifestacje w zakładach pracy, szkołach, urzędach oraz w wojsku41. W okresie po 18 marca 1921 roku nadal prowadzili wzmożoną działalność agitacyjno-wywiadowczą wśród Polaków na wschodzie - w ich miejscach zamieszkania, przebywania oraz w punktach zbornych i punktach repatriacyjnych, w których składano wnioski o powroty do Polski. Punkty te wykorzystywano do celów agitacyjnych. Działali tam intensywnie agenci sowieccy, a repatriację wykorzystywano jako drogę przerzutu do Polski42.

[…]”[100] Na taki pretekst bardzo dobrze nadaje się ucieczka Żydów przed prześladowaniami z powodu antysemityzmu. Tylko skąd antysemityzm u wyznawców marxizmu-leninizmu, rasizm z ogromnym poświęceniem? internacjonałów zwalczających Przy czym nie chodziło tu bynajmniej o stan faktyczny, tylko o opinię analityków kontrwywiadów państw zachodnich. Nie można było tak po prostu lekko podnieść osłonę propagandową i pokazać kawałek prawdziwych warunków życia Żydów w Moskowii. Jak później tę osłonę założyć z powrotem? A i z samym jej zdjęciem też nie idzie prosto. Weźmy np. taką Polskę. Póki była w KDL-ach, Moskowia nad nią rozpościerała parasol ochronny przed oskarżeniami o antysemityzm. Uchodziło znacznie więcej niż obecnie. Po wyjściu Moskowia znad Polski parasol ochronny przed oskarżeniami o antysemityzm zwinęła. Co więcej, takie oskarżenia inspiruje.[101] Idzie, jak z kamienia. Moskowia usiłuje wrobić Polskę w antysemityzm co najmniej od powstania styczniowego. Czas płynie, a skutki są raz większe, raz mniejsze. Potrzebna była zatem impreza typu słomiany ogień, przynosząca natychmiast duży efekt, ale krótkotrwały. Bez poważniejszych następstw później. Sprawa się komplikowała, intryga musiała być wielopiętrowa. Żydzi musieliby zrobić coś bardzo dużego, dotknąć same żywotne interesy, aby zaskarbić sobie nie-

41

W przyp.:

„W. Najdus, Polacy w rewolucji 1917 roku, op. cit., s. 46 i nast.; Księga Polaków uczestników…, op. cit., s. 418 i nast.”
42

W przyp.:

„M. Iwanow,

Pierwszy

naród

ukarany,

op. cit., s. 166; A. Pepłoński,

Kontrwywiad

II Rzeczypospolitej, op. cit., s. 150 i nast.”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 84/498

nawiść KDL. I Żydzi coś takiego zrobili. Państwo Izraela wygrało wojnę sześciodniową (5 czerwca AD 1967÷10 czerwca AD 1967). Przed wojną sześciodniową Moskowia trzymała stronę państw Arabskich przeciwko Państwu Izraela. Państwo Izraela pobiło pupili Moskowii. Blok wojskowy Moskowii potraktował zniszczenie wojsk arabskich, jako cios wymierzony w potencjał wojskowy Układu Warszawskiego, ponieważ arabskie armie były wyposażone w sprzęt wojskowy Moskowii oraz przeszły szkolenie w KDL. Pretekst do antysemityzmu był już wyprodukowany. Aby Państwo Izraela pupili Moskowii pobić mogło, Moskowia Arabów mu podłożyła. Dla wygrania wojny sześciodniowej decydujące było zdobycie przez Państwo Izraela przewagi w powietrzu. Oprócz tego czołgi państw arabskich paliły się, jak pochodnie. Armie państw arabskich zostały uzbrojone i przeszkolone przez Moskowię. Dostały m. in. naziemne środki obrony przeciwlotniczej, w tym także radary; broń pancerną itd. Radar umożliwia wykrycie, obserwację, wyznaczenie położenia samolotu nieprzyjaciela. Dostarcza informacje, które pozwalają na zniszczenie samolotu rakietą ziemiapowietrze. Jest to możliwe, ponieważ radar wysyła do samolotu promienie radarowe i rejestruje ich echo odbite od samolotu. Ale radar jest bronią obosieczną. Emitując promienie radarowe ujawnia swoje położenie i naraża się na zniszczenie. Są rakiety przeznaczone do niszczenia radarów, kierujące się na źródło promieni radarowych. Takimi rakietami Moskowia 21 kwietnia AD 1996 zabiła gen. Dżochara Dudajewa, prezydenta Republiki Czeczeńskiej. Moskowia te rakiety (pelengacyjne typu 072 klasy powietrze-ziemia) dostosowała do nowego zadania. Zamiast na promieniowanie radarowe, kietowały się na fale radiowe emitowane przez telefon satelitarny Dudajewa.[102] Państwo Izraela w wojnie sześciodniowej takie rakiety miało, je użyło i stacje radarowe obrony przeciwlotniczej państw arabskich zniszczyło. Dlaczego zatem Moskowia produkowała radary tak podatne na zniszczenie, użycia tak krótkotrwałego? Bo wypracowała bezpieczny sposób używania radarów. Radar emituje promienie radarowe w wiązce dobrze skolimowanej. Po trafieniu wiązką radarową w samolot nieprzyjaciela jego pilot natychmiast odpala rakietę antyradarową. Jeżeli wiązkę radarową utrzymuje się na samolocie, jak to robili żołnierze państw arabskich, rakieta antyradarowa leci w niej, trafia w radar i go niszczy. Dlatego wiązki radarowej na samolocie nieprzyjaciela nie należy utrzymywać zbyt długo. Po wykryciu samolotu należy na przemian radar skierowywać w innych kierunkach, schodzić wiązką radarową z samolotu i z powrotem nią na niego wracać. W ten sposób można namierzać samolot, a przy każdym zejściu wiązki radarowej odpalona rakieta antyradarowa traci sygnał i przestaje być naprowadzana na radar. Żołnierze państw arabskich tego nie robili i utrzymywali wiązkę radarową na samolocie izraelskim aż do utraty radaru.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 85/498

Czołg swoje paliwo przewozi w zbiorniku głównym chronionym pancerzem i w zbiornikach rezerwowych umieszczonych na pancerzu, niechronionych. Dlatego czołg maszeruje na zbiornikach rezerwowych, a walczy na zbiorniku głównym. Przed wejściem do boju, czołg zrzuca z pancerza zbiorniki rezerwowe i przełącza zasilanie silnika na zbiornik główny. Czołgiści państw arabskich robili odwrotnie, maszerowali na zbiorniku głównym, a kiedy ze zbiornika głównego całe paliwo już wyczerpali, przełączali na zbiorniki rezerwowe i wchodzili do boju. Wystarczał jeden strzał z broni strzeleckiej, aby czołg natychmiast stanął w płomieniach. Te informacje nie są, bynajmniej, tajne. Podał je politruk na wykładzie w Studium Wojskowym UW. Politruk nie ograniczył się tylko do podania samych faktów, ale też je skomentował. W krótkich żołnierskich słowach powiedział, co myśli o predyspozycjach Arabów do posługiwania się zaawansowaną techniką i dlaczego jej dla nich szkoda. Ale politruk nie miał racji. Jest niemożliwe, aby żołnierze państw arabskich zostali przeszkoleni prawidłowo, a w warunkach bojowych postępowali odwrotnie. Dlaczego mieliby tak robić? Z przekory? Ze sklerozy? Niemożliwe jest też, aby szkoleniowcy Moskowii te punkty pominęli. Jedynym wyjaśnieniem jest że Moskowia celowo żołnierzy państw arabskich przeszkoliła błędnie, aby państwa arabskie wojnę z Państwem Izraela przegrały. Funkcjonuje jeszcze inna nazwa, wojna butów. Szlaki ucieczki żołnierzy państw arabskich były znaczone porzuconymi butami. Te buty też zostały dostarczone przez Moskowię i KDL. Wyprodukowane zostały przez Chełmek. Część produkcji była dostępna w Polsce. Nosiłem te buty. W nich zimą zszedłem z Trzech Koron. Z tym, że, zszedłem, należy rozumieć symbolicznie. Podeszwy były powierzchnią z podłożem mającą kontakt najrzadszy. Rozumiem żołnierzy arabskich zrzucających te buty. Bez nich uciekali szybciej. Moskowia parła do tej wojny. Bez Moskowii ta wojna by nie wybuchła. Wojska Państwa Izraela od wojsk państw arabskich oddzielały wojska ONZ. Moskowia zażądała wycofania wojsk ONZ. „[…]
13 maja 1967 przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Nikołaj Podgorny przekazał egipskiemu wiceprezydentowi Anwarowi Sadatowi fałszywą informację o koncentracji 12 izraelskich brygad przy granicy z Syrią. Wprowadzeni w błąd Egipcjanie byli przekonani, że Izrael przygotowuje się do inwazji. Dlatego ich reakcja była natych-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 86/498

miastowa i zdecydowana. 14 maja prezydent Naser zarządził mobilizację armii i rozpoczęto przerzucanie wojsk na półwysep Synaj.

[…]”[103] Zdolność bojowa Państwa Izraela silnie zależy od liczby imigrantów. Głównym źródłem imigrantów był ZSRR. Jeżeli ZSRR przed planowana wojną zdolność bojową Państwa Izraela chciał wzmocnić, wypuszczał więcej Żydów. Na rzecz spreparowania erupcji antysemityzmu w KDL przemawia jeszcze stosunek żydokomuny do Jaruzelskiego — tytułuje go, człowiekiem honoru. Erupcja antysemityzmu w Krajach Demokracji Ludowej, pogorszenie traktowania osób pochodzenia żydowskiego, wreszcie migracja z KDL powszechnie kojarzona jest z AD 1968. Tymczasem już rok wcześniej — AD 1967 Jaruzelski rozpoczął przeprowadzanie w LWP czystki. W zamiarze też miała wyglądać na przeprowadzoną z motywów antysemickich. Jaruzelski dymisjonował ze stanowisk oficerów pod pretekstem ich żydowskiego pochodzenia, żydowskiego pochodzenia ich żon, sympatii prożydowskich itd.[104] Wystarczyło,

że na oficera ktoś doniósł, że w stołówce znad kotleta bąkną jakąś uwagę dla Państwa Izraela życzliwą, aby Jaruzelski tego oficera ze stanowiska wywalił.

43

Dlaczego Jaruzelski to robił?

43

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://img96.imageshack.us/img96/5043/bronwoj.jpg&imgrefurl=http ://pressje.salon24.pl/258178,list-otwarty-do-prezydentarp&usg=__9KxXLJ2he_yaSCNsg_7jkBSnRSQ=&h=488&w=650&sz=51&hl=pl&start=0&zoom=1&tbnid =eVnto41wxOLcaM:&tbnh=165&tbnw=220&prev=/images%3Fq%3Dhttp://img96.imageshack.us/img96/ 5043/bronwoj.jpg%26um%3D1%26hl%3Dpl%26newwindow%3D1%26safe%3Doff%26sa%3DN%26biw %3D1276%26bih%3D828%26tbs%3Disch:1&um=1&itbs=1&iact=hc&vpx=149&vpy=93&dur=2685&ho vh=194&hovw=259&tx=127&ty=78&ei=vpEGTc_xG8KCswa9tISTBw&oei=vpEGTc_xG8KCswa9tISTB w&esq=1&page=1&ndsp=2&ved=1t:429,r:0,s:0, http://preview.tinyurl.com/d42rvoj

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 87/498

Wojsko może znajdować się w jednym z dwóch stanów. W czasie wojny wojsko walczy, w czasie pokoju wojsko przygotowuje się do wojny. W obu tych stanach oddziały i pododdziały są dowodzone przez oficerów, ale te sytuacje są bardzo różne, dlatego wymagają różnych dowódców. W wojsku na czas pokoju i na czas wojny potrzeba ludzi o różnych cechach osobowościowych. Dowodzenie na wojnie wymaga szybkiego podejmowania decyzji przy niepełnych danych. W takich warunkach większy wpływ na decyzje uzyskują cechy charakteru i nawyki nabyte. Długa praktyka dowódcy czasu pokoju może prowadzić do podejmowania złych decyzji w warunkach wojny. Np. w czasie pokoju i w czasie wojny różne są hierarchie wartości. Np. dla kwatermistrza saperka jest więcej warta od palika tarczy strzeleckiej. Co więcej, na wojnie hierarchia wartości nie jest stała, a zmieniać się może nawet bardzo szybko. Np. zapałka, którą dywersant podpala lont do materiału wybuchowego podłożonego pod sztab nieprzyjaciela, czy ośrodek dekryptażu może być warta więcej od dwóch lotniskowców. Analogicznie przewartościowywane jest życie ludzkie. Sztuka wojenna nieprzypadkowo nazywa się sztuką. Aby móc zwyciężać przeciwnika, trzeba być artystą. Z negatywnymi aspektami posiadania talentu włącznie. Nie wiadomo, czy geniusz i szaleństwo są od siebie odgraniczone. Nie wiemy, co dokonaliby dowódcy LWP podczas trzeciej wojny światowej, czy wypełniliby rozkazy i podbili północne Niemcy, Danię i Holandię. Ale wiemy, co zrobili w czasie pokoju. Pod ich rozkazami LWP degenerowało się w tempie galopującym. Szerzyły się patologie, pijaństwo, korupcja. Żołnierze byli wykorzystywani, jak niewolni robotnicy, do wykonywania prac prywatnych. Wojsko dziwaczało dostarczając obfity materiał do anegdot i dowcipów. Wszyscy słyszeliśmy o rozkazach malowania trawy na zielono i zrywaniu liści z drzew. Jednym z nich był sam Jaruzelski, kiedy był dowódcą 12 Dywizji Zmechanizowanej w Szczecinie (12DZ), postawił na tzw. humanizm socjalistyczny, m. in. dbał, by w oknach świetlic dla żołnierzy były zasłonki i firanki, a na ścianach obrazy, organizował konkursy czytelnicze związane z Ziemią Szczecińską[105].

Ich szczytowym osiągnięciem był stan wojenny. Niektórzy z nich zostali komisarzami i kierowali państwowymi zakładami. Jednym z ich obowiązków była walka z korupcją. Wytrzymali pół roku. Potem brali w łapę, jak wszyscy. Dobili gospodarkę, która i tak już leżała. Spowodowali kłopoty, z którymi borykamy się do dzisiaj. Powszechnie błędnie przyjmuje się, że to są cechy wojska, jako takiego, ale to jest skutkiem dowodzenia wojskiem w czasie pokoju przez dowódców czasu wojny. Wartość bojowa LWP znacznie spadła. Wiadomo, że ludzie potrafiący dowodzić na wojnie, w czasie pokoju przygotować wojska do niej nie potrafią. Aby wojsko mogło skutecznie podbić państwa Europy Zachodniej, do tego zadania musieli je przygotować inni ludzie niż wodzowie wojenni. Z tym samym problemem zderzył się Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność (NSZZ„S”, Solidarność). Większość działaczy dobrych podczas tzw. Karnawału Solidarności (31 sierpnia AD 1980÷13 grudnia AD 1981) okazała się złymi konspiratorami podczas wojny jaruzelskiej. Większość dobrych konspiratorów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 88/498

z czasu wojny jaruzelskiej okazała się złymi działaczami po AD 1989. Konieczność dobrania do wykonania odpowiednich zadań odpowiednich ludzi znalazła wyraz w przysłowiu stare miotły muszą się zedrzeć. Uniwersalnych ludzi Renesansu jest mało. Najczęściej, predysponowani do ponadprzeciętnych osiągnięć w jednych dziedzinach, w innych muszą ponosić klęski. Nie da się w wojsku skompletować kadry dowódczej składającej się z tych samych oficerów dobrze przygotowujących wojsko do wojny i dobrze na niej nim dowodzących. To muszą być dwa komplety różnych ludzi. A to oznacza, że przed wojną komplet dowódców czasu pokoju trzeba wymienić na komplet dowódców czasu wojny. I to jest robione. Np. Hitler wymienił dowódców przed Fall Weiss (napaść na Polskę), przed Barbarossa (wyprzedzający atak na Moskowię 22 czerwca AD 1941). Duże zmiany kadrowe w wojsku są nie do ukrycia, a wymiana dowódców na większą skalę jest sygnałem ostrzegawczym. Jak palenie dokumentów w ambasadzie. O tym wiedzą bardzo dobrze wszystkie wywiady świata. „[…]
Oficjalna data rozpoczęcia II wojny światowej, to 1 września 1939 roku. Tego dnia jednostki Wehrmachtu wtargnęły do Polski. W operacji uczestniczyło pięć armii, wchodzących w skład dwóch grup armii: GA »Południe« i GA »Północ«. Wszyscy dowódcy niemieckich armii i grup armii, wszyscy ich zastępcy i szefowie sztabów wraz z zastępcami pełnili swoje obowiązki przez okres bez porównania krótszy niż rok. Powiem więcej — krótszy niż miesiąc. Jeżeli to wam nie wystarczy, to — uwaga! — powiem, że ich staż nie przekraczał… dziesięciu dni. Niedowiarków zachęcam do przejrzenia życiorysu któregokolwiek znanego hitlerowskiego generała. W maju 1940 roku nastąpiło wtargnięcie do Francji. I znowu, przytłaczająca większość wyższych dowódców i w ogóle cały korpus oficerski Wehrmachtu zajmował swoje stanowiska krócej niż rok. 22 czerwca 1941 roku. Napaść na ZSRR. Jeszcze raz to samo: generałowie i oficerowie Wehrmachtu pełnią swoje funkcje krócej niż rok.

[…]”[98] (s. 34) Dlatego wywiady zwracają baczną uwagę na ruchy kadrowe w armiach obcych. Kiedy zauważą odstępstwa od normy, wszczynają alarm. Gdyby Moskowia i KDL wymieniły dowódców czasu pokoju na dowódców czasu wojny, straciłyby

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 89/498

efekt zaskoczenia. Dlatego należy zaaranżować jakieś zjawisko, które wymianę przykryje. Przed drugą wojną światową Stalin wykorzystał tzw. wielką czystkę. Udało się. Do dzisiaj przeważająca większość komentatorów twierdzi, że Stalin Armii Radzieckiej nie wzmocnił, tylko ją osłabił. Przed trzecią wojną światową wymianę dowódców czasu pokoju na dowódców czasu wojny zamaskowano rzekomym antysemityzmem. „[…]Zwolniono ponad 1,4 tys., w tym około 200 pochodzenia żydowskiego. Rzekome »rozżydzanie« kadry było dymną zasłoną – prawie wszyscy żydowscy oficerowie zostali w Polsce na innych dobrze płatnych stanowiskach lub na tłustych emeryturach, chodziło
o zdyscyplinowanie kadry[…]”[106]

Jednymi z usuniętych z szeregów wojska byli Michał Dodik, przyjaciel Jaruzelskiego i świadek na jego cywilnym ślubie AD 1969 z Barbarą Jaskólską oraz Michał Sadykiewicz, przyjaciel Jaruzelskiego z młodości. Kiedy Jaruzelski był dowódcą 12DZ, Dodik był szefem sztabu 12DZ w randze pułkownika, a Sadykiewicz zastępcą Szefa Zarządu Szkolenia w Dowództwie Wojsk Lądowych, też jako pułkownik. Obaj Jaruzelskiemu pomogli. Dodik wykonywał czarną robotę na poziomie taktycznego dowodzenia dywizją, łącznie z przygotowywaniem ćwiczeń dywizyjnych i ich przeprowadzaniem. Sadykiewicz informował Jaruzelskiego o planowanych kontrolach i inspekcjach 12DZ, Jaruzelski był zawsze uprzedzony, o miesiąc, o półtora miesiąca, tak, by mógł się na czas przygotować. Niektóre te inspekcje obsługiwał sam Sadykiewicz i on z kolei gwarantował to, że te opinie z inspekcji były bardzo wysokie. Jaruzelski tam był oceniany na cztery, cztery i pół, no to były kapitalne oceny. I to między innymi zdecydowało, że stał się głównym kandydatem na szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Niektórzy Dodika i Sadykiewicza Jaruzelskiemu wypominają, jako przejaw jego niewdzięczności i nielojalności.[107] Dodik i Sadykiewicz pomagając Jaruzelskiemu dali się mu poznać, jako dobrzy oficerowie czasu pokoju. Tym samym przed wybuchem wojny musieli ustąpić miejsca dowódcom czasu wojny. Jaruzelski chciał, aby wywiady państw zachodnich postrzegały go nie jako szykującego armię do podbojów, tylko jako fanatycznego antysemitę. Wtedy to mu się udało. Podstęp nie został przejrzany i państwa Zachodu nie podjęły odpowiednich przygotowań do obrony. Dlaczego zatem obecnie żydokomuna nie postrzega Jaruzelskiego, jako antysemity? Zawodowi łowcy antysemitów, psy gończe o węchu absolutnym, potrafiące antysemitę wywęszyć z głębokości większej niż świnia owerniackiego chłopa — truflę, wobec Jaruzelskiego nagle swój węch całkiem tracą i wcale nie czują bijącego od niego fetoru antysemityzmu. Odpowiedź może być tylko jedna, po prostu wiedzą, że z tym antysemityzmem to był tylko pic, a naprawdę chodziło o ich wspólne cele, walkę z kapitalizmem i szerzenie komunizmu. Przy okazji warto zauważyć dezaktualizację i utratę aktualności nazwy, żydokomuna — wobec stosunku do Moskowii i komunizmu, kwestie etniczne odgrywają rolę dalszoplanową.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 90/498

Inną przesłanką na rzecz instrumentalnego posługiwania się komunistów antysemityzmem jest kariera Jerzego Urbana. „[…]Urban
jest semitą[…]po Marcu`68 Urban

kwitł jak pełnokrwisty moczarowiec[…]”[108]

Operacja specjalna udała się. Chociaż groziło jej ryzyko spalenia. Nie wszyscy odgrywane dla nich przedstawienie rozumieli zgodnie z jego scenariuszem. Np. Golda Meir, premierka Państwa Izraela podziękowała Władysławowi Gomułce, pierwszemu sekretarzowi KC PZPR37 za pozwolenie Żydom na wyjechanie z państwa komunistycznego. A miało to wyglądać odwrotnie, to nie miało być wyzwolenie ludzi zniewolonych, tylko ucieczka biednych ofiar przed prześladowaniami. Poza tym incydentem wszystko potoczyło się zgodnie z planem. Kontrwywiady państw zachodnich wpuściły do siebie tzw. emigrację pomarcową. Jeden agent przypadał na dwóch emigrantów cywilnych robiących za jego omaskowanie. Zorganizowanie tej agentury było najłatwiejsze w historii. Dotąd agenci byli przygotowywani w konspiracji. Ich prawdziwe życiorysy były utrzymywane w tajemnicy i zastępowane życiorysami fałszywymi. Tym razem prawie wszystko było jawne. Agentami zostali funkcjonariusze instytucji. „Wielu komunistycznych oprawców uciekło za granicę. Tylko do Izraela wyjechało po marcu 1968 r. ok. tysiąc zagorzałych stalinistów[…]”[109]

Wczorajszy funkcjonariusz, któremu wypomnienie jego żydowskich korzeni było antysemityzmem przemieniał się w prześladowanego Żyda. Tym razem antysemityzmem było wypomnienie mu jego komunistycznej przeszłości. Towarzysz Hyde zmienił się w doktora Jekylla. Za całe uwiarygodnienie posłużyła dymisja z powodów antysemickich. Dobremu plasowaniu agentury pomagało jednoczesne tworzenie przez Moskowię Holocaust Industry[110]. „[…]Jerzy Mering - obrońca z urzędu generała »Nila«, który wyjechał do Izraela i tam był witany owacyjnie, jako ofiara polskiego antysemityzmu. Potem jeszcze popisał się morderstwem kochanka żony. W wyjściu z więzienia pomógł mu, nikt inny jak właśnie Władysław Bartoszewski.”[109]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 91/498

Przerzucenie agentury zostało omaskowane zwalczaniem w instytucjach komunistycznych rzekomego żydowskiego spisku. Złodziej krzyczał, łapaj złodzieja!44 Agentura przerzucona połączyła się z agenturą zwerbowaną z kanalii autochtonicznej i przystąpiła do robienia tego samego, co ona — kariery w instytucjach związanych z obronnością. Np. przez emigrację pomarcową została opanowana sekcja polska Radia Wolna Europa. „[…]złośliwi twierdzili, że nie była to emigracja z Polski, lecz z ulicy Rakowieckiej. Rzeczywiście, przeważali w tej grupie pracownicy dawnych służb specjalnych, aparatu partyjno-państwowego i pracownicy propagandy. Postacią symboliczną tej fali był Dawid Kornhendler, nadzorca kilku urzędów bezpieczeństwa, który brylowal potem w Wolnej Europie. Istnieje domniemanie, że był on jednym z wtajemniczonych w organizowanie »pogromu« w Kielcach – niestety nikt go przed wyjazdem nie przesłuchał. Warto też odnotować hipotezę Adama Schaffa, iż pod przykrywką żydowskiej emigracji służby sowieckie wysłały na Zachód setki szpiclów.

[…]”[111] Kariery porobili nie tylko na Zachodzie, ale także nawet w samym Państwie Izraela: „[…]
To kolejny przykład promoskiewskich poglądów obecnego szefa dyplomacji izraelskiej. Lieberman urodził się w Kiszyniowie, wyjechał ze Związku Sowieckiego do Izraela w 1978 r. Zasłynął niedawną wizytą w Moskwie. Trzy dni po sfałszowanych wyborach do Dumy Lieberman spotkał się z Putinem i wychwalał wybory.

[…]”[112] Przerzucenie i uplasowanie agentury to jeszcze nie wszystko, aby było można ją użyć do przecierania drogi Armii Radzieckiej nacierającej na państwa Europy Zachodniej. Przed wszczęciem wojny należało się upewnić, czy agentura nie została wykryta przez kontrwywiady państw uplasowania, zwłaszcza w NRF. Nie można było ryzykować, że np. na podstawie danych od agentury manipulowanej przez kontrwywiady państw broniących się, wojska pancerne Armii Radzieckiej będą koncentrowały się w celu

44

Kartoteka werbunkowa emigracji pomarcowej zaginęła. Informacja od Piotra Woyciechowskiego, spotkanie Klubu Ronina, 28 listopada AD 2011, godzina 20:00, Warszawa

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 92/498

przełamywania pozorowanych rubieży obronnych wojsk państw NATO, tylko po to, aby US Army mogła je niszczyć taktyczną bronią jądrową krótkiego zasięgu. Brak aresztowań o niczym nie świadczy. Kontrwywiad wykrytego agenta nie aresztuje, tylko podsuwa mu dezinformacje. Wywiady o tym wiedzą, dlatego konfrontują informacje z różnych źródeł. Kontrwywiady wiedzą, jak wywiady bronią się przed dezinformacją, dlatego starają się ochronić przed zdekonspirowaniem, czym większą liczbę wykrytych agentów, aby tworzyć wrażenie wielu źródeł. „[…]
Ideałem działań dezinformacyjnych jest doprowadzenie do sytuacji, kiedy przeciwnik szukając potwierdzenia posuniętej mu informacji fałszywej uzyskuje je z drugiego źródła dezinformującego.

[…]”[113] Moskowia postanowiła formacje policyjne państw Europy Zachodniej zmusić siłą do aresztowań wykrytych agentów. W tym celu rozkazała swojej agenturze dokonanie szeregu bandyckich napadów na banki, sklepy jubilerów itp. Agentura rabowała pieniądze, biżuterię, złoto, samochody itp. Podczas napadów agenci Moskowii mordowali strażników bankowych i policjantów. Ta operacja jest znana pod kryptonimem, afera Żelazo. Oprócz zmuszenia kontrwywiadów do ujawnienia swojej wiedzy o agenturze Moskowii była praktycznym ćwiczeniem działań bardzo podobnych do aktów dywersji podczas wojny. „[…]Gen. Milewski uważał stawiane mu zarzuty za atak na prawdziwego i zasłużonego komunistę, który padł ofiarą prześladowań i spisków. Krzyczał, że będzie bronił swojego honoru do końca »bez względu na to, że może skończyć jak Popiełuszko«. […]Wspomniał za to o swoich zasługach dla Polski Ludowej i miał władzom PZPR37 za złe, że jako jedyny znaczący działacz partyjny nie dostał żadnego odznaczenia na 40-lecie PRL.
Ostatecznie tylko Milewski został usunięty z PZPR37. Szlachcic i zaangażowani w aferę »Żelazo« oficerowie wywiadu otrzymali… nagany partyjne. Tych, którzy jeszcze pracowali w resorcie lub na stanowiskach państwowych, wysłano wcześniej na emeryturę, ale żadnemu z nich nie spadł włos z głowy. Już po upadku komunizmu gen. Wojciech Jaruzelski utrzymywał, że sprawę »Żelazo« zamknięto, nikogo nie stawiając przed sądem

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 93/498

ze względu na »interes kraju«, by nie dekonspirować działalności wywiadu PRL za granicą[…]”[114]

Ale każdy kij ma dwa końce. Agenturą tak liczną kierować można sprawnie tylko podczas prowadzenia działań militarnych. Kiedy działania militarne nie są prowadzone, sterowalność tak licznej agentury pogarsza się. Np. słabnie możliwość szantażowania ujawnieniem. Gdyby specsłużby Moskowii podały do publicznej wiadomości, że w danym parlamencie od tej ławy do ściany, to są jej ludzie. „[…]szef HVA (Hauptverwaltung Aufklärung — Głównego Wywiadu NRD, części Ministerstwa Bezpieczeństwa) Wolf w latach 80, kilkakrotnie chwalił się na posiedzeniach stycznych notabli, że »w Bundestagu dysponujemy własną (»Die Welt«).
Zarządu Markus komunifrakcją«

[…]”[115] „[…]Do tej pory zbadano jedynie (4-5 lat temu) kadencję z lat 1969-1972. Okazało się, że tajnymi współpracownikami Stasi38 było aż 49 ówczesnych posłów Bundestagu — z wszystkich parlamentarnych (czterech) partii.

[…]”[116] „[…]spora część tych posłów i ministrów — jak dowiodły opublikowane badania wybranej kadencji Bundestagu (tej z lat 1996-1972) — była tajnymi współpracownikami, płatnymi informatorami lub nieświadomymi informatorami wywiadu komunistycznej NRD i Moskwy.

[…]”[118] „[…]Gdy okazało się, że pod wpływem głównie Polski i krajów bałtyckich nie da się ominąć Unii Europejskiej, Rosjanie postanowili ją obłaskawić i stworzyć jak najszersze lobby prorosyjskie w strukturach instytucji europejskich. Było to spektakularne już podczas akcji mającej udaremnić uchwalenie przez PE rezolucji przeciwnej Gazociągowi Północnemu, gdy wielu posłów włoskich, brytyjskich, niemieckich i litewskich wystąpiło faktycznie w barwach Rosji. Ale było

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 94/498

też widoczne, gdy część wyższej administracji europarlamentu oraz wpływowi politycy niemieccy i bułgarscy usiłowali ograniczyć rolę nowego instrumentu unijnej polityki wschodniej, jakim jest Zgromadzenie Parlamentarne EURONEST (Partnerstwo Wschodnie, czyli UE, Ukraina, Białoruś, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan i Mołdawia). To prorosyjskie lobby zgłaszało pomysł, aby na zebraniach EURONESTU w roli obserwatorów mogli pojawiać się… politycy rosyjscy. Ten mecz — o »przejęcie« lub przynajmniej zneutralizowanie instytucji UE przez Rosjan — trwa.”[117]

45

A w danym gabinecie jej ludzie są od tego fotela do drzwi… …„[…]spora część tych posłów i ministrów — jak dowiodły opublikowane badania wybranej kadencji Bundestagu (tej z lat 1996-1972) — była tajnymi współpracownikami, płatnymi informatorami lub nieświadomymi informatorami wywiadu komunistycznej NRD i Moskwy. […]”[118]… …zostałaby zabita śmiechem. Wszyscy pamiętamy reakcję na oświadczenie Antoniego Macierewicza, że pięciu spośród ministrów spraw zagranicznych jest obcymi agentami. Żaden z nich nie powiedział, że nie chodzi o niego, tylko o pozostałych. Wszyscy oni solidaryzowali się ze sobą nawzajem.

45

http://gazetaecho.pl/tajne-wybory_5965, http://preview.tinyurl.com/ctp3hv3

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 95/498

Część tajnej agentury uplasowanej w państwach Europy Zachodniej podległa prylowi prim nazywała się Agenturalny Wywiad Operacyjny (AWO)46. „[…]
Agenturalny Wywiad Operacyjny (AWO) zaczęto tworzyć w ludowym WP dwa lata przed opisywanymi wydarzeniami, w 1967 r., zgodnie z najnowszymi sowieckimi trendami. Warto pamiętać, że podstawowe dokumenty dotyczące funkcjonowania tej jednostki i programy szkolenia były sporządzone po rosyjsku. I praktycznie, i logicznie w chwili wybuchu wojny cały wojskowy wywiad PRL automatycznie przestawał być samodzielną jednostką i przekształcał się w część składową sowieckiego wywiadu wojskowego — GRU. Zadania AWO dzieliły się na dwa zasadnicze bloki: czas »P« (pokoju) i czas »W« (wojny). Kluczowy oczywiście był ten drugi, na który cały czas przygotowywano agentów tej jednostki. Tuż przed uderzeniem wojsk Układu Warszawskiego na Zachód z rozmaitych peerelowskich placówek na Zachodzie mieli »urwać się« wywiadowcy AWO i stworzyć kilkuosobowe mobilne grupy wywiadowcze pozostające w łączności z krajem. Inni ich członkowie mieli zostać przerzuceni z kraju. Ponieważ część z nich była naukowcami, pracownikami central handlowych i przedsiębiorstw na stałe utrzymującymi kontakty z Zachodem (placówki naukowe, »Orbis« czy PLL LOT), liczono, że ich kolejny przyjazd nie wzbudzi zainteresowania. Agentów AWO szkolono analogicznie jak w sowieckim GRU. W skład programu zajęć wchodziły podstawy funkcjonowania rezydentury w terenie zurbanizowanym (zbieranie informacji wywiadowczych, pisanie meldunków, obsługa »martwych« skrzynek, itp.). Absolwenci kursu przechodzili też szkolenie w wykrywaniu obserwacji, posługiwaniu się bronią i obsługi radiostacji. Grupy Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego miały działać na obszarze, na który planowano atak ludowego WP w ramach podziału zadań obowiązujących w siłach zbrojnych Układu Warszawskiego (północne Niemcy, Dania i Benelux). W ich skład miał wchodzić szef siatki –

46

Agenturalny Wywiad Operacyjny — AWO,
http://pl.wikipedia.org/wiki/Agenturalny_Wywiad_Operacyjny, http://tiny.pl/hxd4j AWO powstał na polecenie Moskowii AD 1967. Informacja od dr. hab. Sławomira Cenckiewicza, spotkanie Klubu Ronina, 28 listopada AD 2011, godzina 20:00, Warszawa

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 96/498

rezydent, kilku wywiadowców i radiotelegrafista utrzymujący łączność z centralą. Ich głównym zadaniem miało być obserwowanie ruchów sztabów dużych jednostek wojskowych oraz jednostek dysponujących bronią masowego rażenia, szczególnie taktyczną bronią nuklearną. To za pomocą jej siły NATO zamierzały powstrzymać drugi rzut wojsk Armii Sowieckiej (kilkadziesiąt tysięcy pojazdów mechanicznych i kilka milionów żołnierzy) podążający z głębi ZSRS. Warunkiem zwycięskiej kampanii wojsk UW zmierzającej do opanowania Europy było właśnie unieszkodliwienie NATO-wskiego systemu dowodzenia i broni masowego rażenia. Zamierzano tego dokonać głównie za pomocą uderzeń lotnictwa i oddziałów specnazu. W chwili wybuchu wojny informacje wywiadowcze na temat dyslokacji wybranych obiektów miały dostarczać grupy wywiadowcze, w tym także AWO. W czasie pokoju głównym zadaniem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego było szkolenie i utrzymywanie w gotowości zespołów wywiadowczych na czas »W«. W tym celu w okresie pokoju prowadzono bieżącą działalność wywiadowczą. Agenci AWO podróżujący na Zachód mieli zbierać informacje o tzw. sytuacji kontrwywiadowczej. Chodziło o sposób kontroli w portach i na granicach, dokumenty niezbędne przy poruszaniu się po poszczególnych krajach, a także panujące tam obyczaje. Informacje te były konieczne, by przygotować kolejnych agentów do pracy na Zachodzie. Innym zadaniem wykonywanym przez ludzi AWO w czasie pokoju była działalność typowniczo-werbunkowa. Chodziło o to, że przeszkoleni agenci wywiadu mogli wskazać osoby ze swojego środowiska, które ewentualnie mogły być wykorzystane przez Zarząd II, a nawet typować potencjalnych agentów spośród obcokrajowców. Podwójne znaczenie miało zbieranie rozmaitych informacji na temat funkcjonowania systemów stypendialnych i obsady placówek naukowych za granicą. Ich znajomość dawała szansę uplasowania tam »swoich« ludzi, ale też stworzenia właściwej «legendy« dla tych, którzy mieli być przerzuceni na Zachód tuż przed rozpoczęciem działań wojennych.

[…]”[119] Jednym z dowódców był Józef Oleksy, premier (1995÷1996). Jednym z agentów — Ireneusz Sekuła (ps. Atrur[120]), wicepremier gwałtowną (1988÷1989)[121]. Sekuła na skutek odniesienia

zmarł 29 kwietnia AD 2000 śmiercią

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 97/498

trzech ran postrzałowych brzucha. Strzelec oddał czwarty strzał chybiony. Strzały zostało oddane z odległości ok. 1m.[122] Inni odległość tych strzałów wydłużają:

„[…]zaczął strzelać do siebie z odległości kilku metrów[…]”[120] Według oficjalnej wersji Sekuła w ten sposób miał popełnić samobójstwo. Sprawę obiecał wyjaśnić Lech Kaczyński, brat Jarosława, premiera (2006÷2007), prezydent RP (2005÷2010), kiedy w rządzie Jerzego Buzka (1997÷2001), zarejestrowanego jako TW25 pod pseudonimami: Karol i Docent[123], był ministrem sprawiedliwości

(12 czerwca 2000÷2001). Ale pomimo tej obietnicy sprawa do dzisiaj jest niewyjaśniona. „[…]W polityce, nawet tej prowadzonej w czasach pokoju, zdarzają się polityczne morderstwa, ale też samobójstwa prawdziwe (ostatnio były koreański premier) i pozorowane (były wicepremier Ireneusz Sekuła).

[…]”[124] AWO nie był jedynym rodzajem agentury plasowanej przez specsłużby pryla prim na Zachodzie. Rodzajów agentur było więcej. „[…]dostałem od służb specjalnych wojskowych zadanie po konsultacjach z Pospieszyńskim aby znaleźć za granicą firmę, która mogłaby pełnić rolę »konia trojańskiego«, to znaczy która mogłaby służyć do wprowadzenia agentów na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów. Był to rok 1987.

[…]”[125] Czy specsłużby pryla prim zaczęłyby wprowadzenie agentów na obszar na Zachodzie, w dziedzinie mediów, gdyby wcześniej swoimi agentami nie opanowały wszystkich mediów w prylu prim?

9.
9.1.

Jak nie wojna, to… wojna
Determinanty

Trzecia wojna światowa nie wybuchła. Ronald Reagan, prezydent USA zazbroił Moskowię na śmierć. Dodatkowo załatwił z Fahdem ibn Abd al-Aziz as-Saudem, królem Arabii Saudyjskiej zwiększenie wydobycia ropy naftowej. Cena spadła, a wraz z nią wpływy Moskowii z eksportu.[126][127] Po rezygnacji z napaści na państwa Europy Zachodniej i wszczęcia trzeciej wojny światowej powstał problem, co zrobić z utworzoną na tę okazję agenturą. Występuje analogia do powożenia nazbyt dużym zaprzęgiem. Powożenie ułatwia wyprzęgnięcie kilku koni. Ale co zrobić z agenturą wyprzęgniętą? Zostawić ją samej sobie nie było można. Tym ludziom Moskowia dała do ręki olbrzymią władzę. Ta władza wynika z ich nadzwyczajnych umiejętności. Specsłużby Moskowii przeszkoliły swoich agentów w zakresie skutecznego szkodzenia swoim państwom, działania w warunkach ekstremalnych, samoorganizowania się, rywalizowania z agenturami państw trzecich. Wszystkiego wymienić się nie da. „[…]
W październiku 1973 roku Harry Schmitt, człowiek w NRD niezwykle wpływowy, przekazał ministrowi bezpieczeństwa Erichowi Mielkemu wskazówki: "Kadra musi umieć: zadawać wrogowi niespodziewane ciosy i szybko znikać; obchodzić się z materiałami wybuchowymi i zapalającymi, a także wytwarzać je samodzielnie; maskować się i zacierać ślady; likwidować bezgłośnie wroga. A przede wszystkim znać i stosować zasady konspiracji".

[…]uczono tych ludzi »bezgłośnego« zabijania, nie na darmo
wydawano na ich szkolenie miliony[…]”[95]

Powstał materiał ludzki na największą organizację mafijną w dziejach, przy której masoneria i żydowskie spiski z antysemickich opowieści to pikuś. I to częściowo się stało. Mafia rosyjska jest najpotężniejsza ze wszystkich mafii, operuje w największej liczbie państw. Jej trzon stanowią byli funkcjonariusze specsłużb Moskowii oraz żołnierze Specnazu. I to pomimo podjęcia przeciwdziałań ze strony szefostw specsłużb Moskowii. Gdyby szefostwa specsłużb Moskowii tych przeciwdziałań nie podjęły, mafia rosyjska byłaby tak potężna, że członkostwo w niej byłoby bardziej prestiżowe od członkostwa

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ..................................................... 99/498

w ONZ-cie47. (FR) mogłaby być co najwyżej jednym z klientów a i to tylko w najlepszym razie, bo zatargu z nią mogłaby nie przeżyć.

mafii

rosyjskiej,

„[…]Jak przypomniał niedawno Wiktor Suworow, »ludzie stojący na czele służb mają olbrzymie majątki ulokowane poza granicami Rosji — na Zachodzie. Są tam ich pałace, jachty, zamki, wille i to uzależnia rządzącą elitę Rosji od Zachodu. (…) Należy obawiać się powiązań rosyjskich elit ze światem przestępczym oraz przestępczej mentalności władców Rosji. Macki organizacji przestępczych powiązanych
z władzami Rosji sięgają wielu krajów w świecie[…]”[128]

Umiejętność szkodzenia państwu własnemu jest uniwersalna. Kto umie szkodzić państwu swojemu, umie szkodzić państwu każdemu. W szczególności — Moskowii. Gen. Kuropieska zauważył, że armia, która przez 20lat nie bierze udziału w wojnie, dziwaczeje. Ta prawidłowość już była znana wcześniej. Np. Hadrian, cesarz rzymski znany jest z muru w północnej Brytanii. Mur nie miał żadnego znaczenia militarnego. Hadrian kazał go wznieść, żeby legioniści się nie nudzili. Historia jest pełna puczów wojskowych. Wojskowi obalają władzę i biorą ją sami albo dają, komu chcą. Moskowia jest bardzo wyczulona na zagrożenie ze strony armii własnej. Dlatego moskowicińska armia jest gęsto naszpikowana szpiegami. To dotyczy wszystkich armii KDL. Jeszcze gorzej jest z armią tajną. Armia tajna nie musi prowadzić jawnych działań zbrojnych, może dokonać zamach pałacowy. W historii Moskowii roi się od zamachów pałacowych[129]. Specsłużby Moskowii przejęły doświadczenie Ochrany. Tym samym zyskały odporność na to, co Ochranę gnębiło. Ochrana rywalizowała o władzę z cywilami i stosowała wobec nich swoistego rodzaju politykę kadrową. Wykorzystywała terrorystów do przeprowadzania zamachów na wybrane postaci. „[…]
Generał żandarmerii Gierasimow dowiedział się o śmierci dzieci premiera Stołypina pół godziny po zamachu. Zginęły z sześćdziesięcioma innymi osobami, pod gruzami willi premiera. Pierwsza reakcja generała to ryk: — To nie moi socjalrewolucjoniści,

47

ONZ — Organizacja Narodów Zjednoczonych, http://pl.wikipedia.org/wiki/Organizacja_Narod%C3%B3w_Zjednoczonych, http://tiny.pl/hxvhk

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 100/498

tylko socjalmaksymaliści pułkownika Trusieckiego. (Gierasimow był szefem petersburskiej Ochrany, Trusiecki — moskiewskiej). Obaj oficerowie otrzymali uprzednio od premiera szukającego pretekstu do zaostrzenia polityki wewnętrznej, rozkaz dokonania zamachu na jego życie. Premier oczywiście zażądał, aby nic mu się nie stało. Życzenie to, w nieludzki sposób zostało spełnione. Co do autorstwa zamachu przez 5lat, rację miał pan generał. Potem okazało się, że bombę wprawdzie przynieśli ludzie pana pułkownika, jednak mózgiem zamachu był człowiek pana generała — Raskin czyli Azef, Był rok 1904. Jak Rosja długa i szeroka, poszczególni gubernatorzy i szefowie departamentów policji tworzyli od podstaw własne, bądź przejmowali przez agentów istniejące tajne organizacje i legalne partie polityczne wraz z ich nielegalnymi przybudówkami. Prowadzili oni najprawdziwsze walki frakcyjne w Dumie, robili rozłamy i secesje. Od czasu do czasu doprowadzali do odstrzału ministra, wielkiego księcia, gubernatora czy innego dostojnika. Łapali szeregowych wykonawców, wykazywali sukcesami, otrzymywali ordery i gratyfikacje. Szczególnie ambitni próbowali nawet zmontować zamach na cara i dwa razy nieomal im się udało. Zdarzało się, że mniej roztropni niż premier wysocy urzędnicy zapominali zrobić odpowiedniego zastrzeżenia i następnie na własny rozkaz byli mordowani przez własnych podwładnych. Do tego dochodziła działalność dziesiątków lokalnych lojalistycznych organizacji, służących za przykrywkę zwykłym rabunkowym bandom. Wobec najpotężniejszych z nich (np. w Odessie) policja i żandarmeria okazywały się bezsilne, a to za sprawą poparcia, jakiego użytecznym hersztom udzielały różne dworskie frakcje. W samym 1906 roku, według raportów Departamentu Policji, na terenie Rosji dokonano ponad 7tys. morderstw politycznych (a przynajmniej zakwalifikowanych, jako polityczne) – nieliczną część z nich stanowiły ofiary pogromów. Bezpośredni wykonawcy zamachów byli ludźmi ideowymi, niemającymi pojęcia, że ich przywódcy są płatnymi agentami tej czy innej policji. Do tego dochodziło sporo autentycznie niezależnych organizacji i zawodowych rewolucjonistów.

[…]”[130]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 101/498

„[…]
Autorzy »Nowej arystokracji« twierdzą również, że dzisiejsi generałowie FSB pod wieloma względami przypominają rosyjską arystokrację z czasów carskich[…]”[128]

Gdyby Moskowia agenturę niewykorzystaną w podboju Europy Zachodniej i niewybuchłej trzeciej wojnie światowej pozostawiła samopas, ta zorganizowałby się w potężną siłę, dla której żerem byłyby państwa. Nie wyłączając Moskowii. Na terenie Moskowii mogłaby toczyć się niewidzialna wojna domowa. Moskowia w swoich dziejach nie raz doświadczała: wojny domowe, smuty, bunty, ruchawki, miatieże, i inne formy niepokojów zbrojnych. Dlatego tak bardzo jest wyczulona na ich punkcie. I podejmuje starania zapobiegania im. „[…]u nas nie ma puczów, bowiem nie każdemu dane jest prawo rozstrzygania delikatnej kwestii doboru i rozmieszczania kadr dowodzenia[…]Ci, którzy pozwalali sobie na takie samowole, w trzydziestym siódmym szli pod mur. Od tego czasu nikomu
nie zachciewa się takich żartów[…]”[131]

Po wyprzedzającym uderzeniu na Moskowię 22 czerwca AD 1941 do niewoli poddało się 5,7 miliona oficerów i żołnierzy Armii Radzieckiej[132]. „[…]
Według szacunków niemieckich historyków liczba radzieckich jeńców wojennych wynosi ogółem nie mniej niż 5,2 miliona osób. Jeszcze raz powtórzę, że są to bardzo ostrożne oceny (wielu autorów zwiększa liczby do poziomu 5,7-5,8 miliona)[…]”[99]

„[…]Wszystkich ludzi radzieckich wychowywano w duchu donosicielstwa i zdrady. Dla wszystkich wzorcem był Pawlik Morozow[w przypisie: — Chłopiec, który podczas przymusowej kolektywzacji wsi (1932) wydał własnego ojca organom OGPU. Został za to zabity przez wieśniakw. Władze uczyniły zeń narodowego bohatera, wzór do naśladowania dla wszystkich dzieci radzieckich [przy-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 102/498

p. tłum.]48] Donosicielstwo to stos pacierzowy socjalizmu. Bez donosicielstwa socjalizm nie jest możliwy w żadnym kraju, w żadnej formie. Socja1izm opiera się na strachu, strach - na donosicielstwie. W roku 1991 naród rosyjski powinien był zlikwidować donosicieli jako grupę społeczną. Nie zrobiono tego. Dlatego Rosja się chwieje. Donosiciele - to tajna armia państwa socjalistycznego. Jego główna siła. Ale w wojnie obronnej hufce radzieckich donosicieli nagle znalazły się po drugiej stronie frontu, w niewoli. I tam kontynuowały energiczną działalność. Tylko teraz nie dla Stalina, ale dla Hitlera. Cały tak długo i z takim staraniem gromadzony potencjał radzieckiego donosicielstwa zwrócił się przeciwko Związkowi Radzieckiemu.

[…]”[133]

Wielu z nich potem walczyło przeciwko Moskowii.[134] „[…]504 tysiące wyzwolono przed 1 maja 1943 r. (przeważnie w związku z wcieleniem do formacji ochotniczych Wehrmachtu i Waffen SS). […]przeanalizował 302 akta osobowe policjantów i dowódców średniego szczebla stworzonej przez Niemców na okupowanych terenach policji i[…]co czwarty to były pracownik NKWD, były członej partii
lub były sekretarz rejonowego komitetu partii[…]”[99]

„[…]Znane są liczne przypadki propozycji sowieckich oficerów którzy oferowali swoje usługi w walce ze Stalinem. Najbardziej widowiskową deklarację współpracy złożył chyba pułkownik Buniaczenko szef sztabu marszałka Timoszenki, który nie czekając na przybycie Wermachtu uciekł samolotem poza linie frontu by zaproponować Niemcom
pomoc w dalszej walce[…]”[135]

48

Według innych ustaleń przypadki wiązane z Pawlikiem Morozowem miały być od początku do końca fałszywką propagandy. Prawdziwy Pawlik Morozow miał być dzieckiem z niedorozwojem. Stopień niedorozwoju miał być duży na tyle, że wykluczał możliwość dokonania czynów i wzięcia udziału w wydarzeniach przypisywanych [przyp. G. R.]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 103/498

„[…]
Dziesiątki pilotów przeleciało do Niemców wraz z samolotami bojowymi. Później z nich oraz znajdujących się w obozach lotników sformowano »rosyjski« oddział lotniczy Luftwaffe pod dowództwem pułkownika Malcewa. Byli wśród nich dwaj Bohaterowie Związku Radzieckiego: myśliwiec kapitan Byczkow i pilot szturmowca starszy lejtnant Antilewski. A i sam Malcew w swoim czasie był przedstawiony do nagrody Orderem Lenina

[…]d w u n a s t u 49 generałów Armii Czerwonej nie oddało się tak prostu i dobrowolnie do niewoli, ale przeszło na stronę przeciwnika i aktywnie współdziałało z hitlerowcami.
Wśród nich byli także dowódcy bardzo wysokiego stopnia – szef Oddziału Operacyjnego sztabu Frontu Północno-Zachodniego Truchlin; – dowódca 2. Armii Uderzeniowej Własow; – szef sztabu 19. Armii Małyszkin; – członek Rady Wojennej (tj. komisarz!) 32. Armii Żylenkow; – dowódca 4. Korpusu Strzeleckiego (3. Armia) Jegorow; – dowódca 21. korpusu Strzeleckiego (Front Zachodni) Zakutny.

[…]”[1] Można było spodziewać się zasadnie, że analogicznie po rozpadzie ZSRR żołnierze tajnej armii też przeszliby na stronę wroga. Temu przejściu nie można było zapobiec. Podczas drugiej wojny światowej grożono rozstrzeliwaniem rodzin. A samych wojskowych to i owszem.

49

Rozstrzelenie orgy.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 104/498

„[…]strzelanie do swoich nie ustało ani na jeden dzień. Tylko w ciągu niepełnych czterech miesięcy wojny (od 22 czerwca do 10 października 1941 roku) z wyroków trybunałów wojennych i Oddziałów Specjalnych NKWD rozstrzelano 10 201 wojskowych. W sumie w czasie wojny same trybunały wojenne osądziły ponad 994 tysiące radzieckich wojskowych, z których 157 593 ludzi rozstrzelano [11850, s. 139]. Rozstrzelano więc d z i e s i ę ć d y w i z j i ! 49

[…]”[1] Pomogło niewiele. Współczesnie nawet nie można grozić. A przynajmniej — oficjalnie. Trzeba było wymyśleć coś innego. I wymyślono. Skoro przejściu na stronę wroga zpobiec nie można, to niech odbędzie się ono według planu i pod nadzorem.

50

A. N. Jakowlew, Po moszczam i lejej, Moskwa 1995

9.2.

Konieczności
Motto 1 ciebie błyskotkami łudzą! Pawiem narodów byłaś i papugą, A teraz jesteś służebnicą cudzą — Choć wiem, że słowa te nie zadrżą długo W sercu — gdzie nie trwa myśl nawet godziny

Juliusz Słowacki[136] Motto 2 Każdy głupiec potrafi popełnić morderstwo, ale trzeba być artystą, by popełnić naturalną śmierć. Złota myśl morderców z KGB Nieużyteczny nadmiar agentury należało unieszkodliwić. Moskowia przeprowadziła to po mistrzowsku. Neutralizacją bezprzydziałowej agentury zajęła się bez zbędnej zwłoki, natychmiast, kiedy tylko okazało się, że przygotowań do podboju państw Europy Zachodniej nie da się ukończyć. Wykorzystano rozpad ZSRR.[137] „[…]
Stałem na szczycie ogromnego drapacza chmur w Nowym Jorku, gdy ujrzałem King Konga. Olbrzymi goryl przemierzał triumfalnie Manhattan na zapierającej dech w piersiach wysokości. Wiedziałem oczywiście, że nie jest prawdziwy, lecz w tej gigantycznej czarnej postaci było coś przerażającego i symbolicznego. Dowiedziałem się później, że goryl był gumowy i że postanowiono uczcić pięćdziesiątą rocznicę pierwszego filmu o King Kongu przez stworzenie ogromnego, nadmuchiwanego modelu bestii i umieszczenie jej wysoko nad Nowym Jorkiem. Gumowy potwór został wypełniony powietrzem i kołysał się na wietrze. Z technicznego punktu widzenia operacja okazała się prawdziwym triumfem inżynierów i robotników, którzy wzięli w niej udział. Sukces nie był jednak całkowity. Potwór okazał się zbyt wielki, w wyniku czego jego ciało uległo przedziurawieniu. Gigantyczna umięśniona postać szybko skurczyła się do rozmiarów bezkształtnej torby. Próbowano napompować ją powtórnie, lecz im mocniej pompowano, tym większe stawały się dziury i tym szybciej uciekało z potwora powietrze. Trzeba było zaprzestać nadmuchiwania…

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 106/498

Przywódcy komunistyczni również stworzyli gumowego potwora i wynieśli go na zapierającą dech wysokość. Potworem tym jest Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich, a jego przywódcy stoją przed dylematem: rozwijać się czy nagle upaść i stać się sflaczałą torbą[…]”[138]

Przywódcy wybrali trzecią możliwość, kontrolowany rozpad.[139][140] Rozpad ZSRR był operacją przygotowaną bardzo starannie. Nawet przeprowadzono jej próbę generalną. Była nią tzw. jesień ludów.[141] […]w czasie tzw. Jesieni Ludów. Zmianę ustroju organizowały
tam po prostu służby specjalne[…]”[59]

Kadry specsłużb zdobyły doświadczenie niezbędne do działania w tzw. krajach bliskiej zagranicy. Półtora roku później wyposażone w nowe umiejętności przystąpiły do operowania już na terenie własnej ojczyzny. Rozpad ZSRR był wydarzeniem niezwykłym, niemającym porównania ani punktu odniesienia. Zatem można było bezpiecznie, bez obawy wywołania podejrzeń nadać mu pożądany obraz i podciągnąć pod niego inne sprawy. Specsłużby Moskowii na użytek swoich kolegów po fachu z państw wrogich odegrały komedyjkę. Zasymulowały rozpad struktur państwa (FR) o wiele głębszy niż miał miejsce faktycznie. Bardzo dobrze jest znane wydarzenie, dzięki któremu Włodzimierz Bukowski zdobył materiały do książki, Moskiewski proces. Wyżsi funkcjonariusze KGB zaprosili na rozmowę grupę osób, wśród których był Bukowski. Podczas rozmowy przedstawiono niektóre dokumenty z archiwum KGB. Dokumenty można było czytać na miejscu, ale nie wolno było ich wynosić, kopiować ani robić odpisów. Wszyscy dyskutowali tak zapamiętale, że nie zwracali uwagi na to, co robi Bukowski. Bukowski przyniósł na dyskusję notebook i skaner ręczny. Kiedy inni przekonywali się nawzajem do swoich racji, Bukowski skanował dokument po dokumencie. Podobno generałowie KGB nie wiedzieli, co to jest skaner, do czego służy i co Bukowski robi. Mieli zorientować się dopiero pod koniec spotkania, tuż przed wyjściem gości, ale jakimś cudem pozwolili Bukowskiemu wynieść notebook z plikami skanów dokumentów.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 107/498

Być może KGB do odegrania roli generałów durniów zatrudnił aktorów. Może generałowie mieli talent aktorski i durniów odegrali. A może wybrano autentycznie durnych generałów. Specsłużby Moskowii odegrały więcej takich scenek, dla których powyższa anegdota z Bukowskim jest reprezentatywną. I specsłużby państw zachodnich to kupiły. Specsłużby państw zachodnich dały się Moskowii przekonać, że oto powtarza się sytuacja z AD 1945 na opanowanych terenach III Rzeszy Niemieckiej. I alianci, i Moskowia utworzyli grupy specjalne składające się ze swoich funkcjonariuszy i dobranych osób kompetentnych; które przemierzały swoje strefy okupacyjne, bez nadmiernego szacunku dla ich granic. USA swojej operacji nadały kryptonim, Paperclip. Buszujące specgrupy znajdowały archiwa: Abwehry, RSHA, SD, Sipo, Gestapo, a w nich listy ich byłych agentów. Oprócz archiwów poszukiwani byli też wyżsi funkcjonariusze i fachowcy. Przydatni zostali wykorzystani, zbrodniarze osądzeni, fachowcy rakietowcy włączeni do prac w programach kosmicznych, fizycy jądrowi w Moskowii pracowali nad skonstruowaniem ładunku jądrowego. W USA pracowali ci fizycy, którzy z III Rzeszy Niemieckiej i państw przez nią okupowanych uciekli przed 1 września AD 1939. Można było dostrzec pewne analogie między upadkiem III Rzeszy Niemieckiej i upadkiem ZSRR. ZSRR też został pobity, wprawdzie nie zbrojnie, ale w wyścigu zbrojeń i gospodarczo. Funkcjonariusze specsłużb uciekali na Zachód przez cały czas trwania ZSRR, fachowcy właśnie runęli na Zachód szerokim strumieniem. Były szmuglowane urządzenia i materiały do produkcji broni masowej zagłady. Istniejące i nieistniejące. Uran, pluton i tzw. czerwona rtęć (ang. — red mercury). Wydawało się, że analogia do III Rzeszy Niemieckiej jest pełna. Jest triada, w której skład wchodzą też i dokumenty. W Moskwie pojawili się wyżsi oficerowie rzekomo działający na własną rękę, gotowi sprzedawać dokumenty KGB każdemu, kto zapłaci. A skoro tak, to można na terenie byłego ZSRR prowadzić te same działania, które zostały przeprowadzone na terenie byłej III Rzeszy Niemieckiej. Szefostwa specsłużb zachodnich wyobraziły sobie, że oto przed nimi otwarła się wąska szczelina, przez którą mogą sobie wziąć, ile zdołają, zanim ich ubiegną konkurenci. Nabrały mentalność prylowskiego robola przyłapanego przez straż przemysłową na wynoszeniu z fabryki — nie wziąłbym ja, wziąłby kto inny. Specsłużby zachodnie potraktowały Moskowię jak hipermarket. Wysyłały swoich ludzi z pieniędzmi, którzy od wyższych funkcjonariuszy KGB kupowali dokumenty KGB. W dokumentach były siatki agentur w państwach poza aktualnymi granicami FR: w państwach Europy Zachodniej, w państwach byłego Bloku KDL i w niektórych republikach, które wyszły z ZSRR, ale tylko w tych, które Moskowia we własnym mniemaniu utraciła na dłużej, w państwach bałtyckich, bo na Ukrainie i Białorusi już nie.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 108/498

„[…]Władimir Abarimow wspomina, że po nieudanym puczu Janajewa w archiwach zapanował chaos i można było wydobyć z nich za kilka dolarów dokumenty o sensacyjnej treści. Ten karnawał trwał przez kilka tygodni, po których sowieckie służby specjalne nieco
okrzepły i ponownie położyły rękę na archiwach[…]”[142]

Przejmowanie siatek funkcjonariuszy specsłużb i prowadzonych przez nich tajnych współpracowników miało miejsce nie tylko na terenie FR: „[…]Jesienią 1989 r. władze Stanów Zjednoczonych postanowiły przejąć kontrolę nad służbami wywiadowczymi państw bloku wschodniego. Z Polakami przedstawiciele Stanów Zjednoczonych podjęli rozmowy wiosną 1990 r. Z ramienia Departamentu I MSW mieli je prowadzić m.in. Gromosław Czempiński, wówczas naczelnik Kontrwywiadu Zagranicznego, Aleksander Makowski, naczelnik Wydziału XI, i właśnie Henryk Jasik. Pierwsza tura rozmów odbywała się w jednym z hoteli w Lizbonie w Portugalii, druga już na terenie Polski w willi wywiadu w Magdalence pod Warszawą.

[…]”[143] Moskowia pozbyła się kłopotu z nadmiarem agentury. Słowa mają moc samospełniającej się przepowiedni. W USA prohibicja (1920÷1933) została wprowadzona, bo Jankesi nadużywali napoje alkoholowe. Jankesi nigdy tak nie chlali, jak podczas prohibicji. Im bardziej handel narkotykami jest zwalczany, tym narkomanów jest więcej, a mafie narkotykowe mają większe wpływy. W specsłużbach jednym z największych problemów jest przewerbowywanie. Dlatego walce z nim poświęca się dużo wysiłku i jest częstym tematem rozmów. W tym środowisku termin, spiskowa teoria dziejów nie jest używany. Dlatego zjawisko przewerbowywania częściej niż gdzie indziej występuje właśnie w specsłużbach. Większość agentów ze sprzedanych siatek Moskowia zachodnim specsłużbom pozwoliła przewerbować autentycznie, ale lojalność najważniejszych zachowała. Chodzi o jakość nie tylko osobniczą, ale i też uplasowania. Prowadzenie podwójnego agenta jest sztuką nie lada. Moskowia nie zawsze ją umiała. Np. za Stalina jedynym środkiem na zabezpieczenie się przed infiltracją była parokrotna likwidacja pełnych składów szefostw GPU, OGPU, NKWD i GRU. Ale Moskowia jest zdolna, uczy się, sztukę prowadzenia podwójnego agenta opanowała i dlatego mogła z powodzeniem sprzedać specsłużbom zachodnim wybrane siatki agentów, w których potrafiła zachować wobec siebie lojalność agentów najważniejszych.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 109/498

Można zadać sobie pytanie, co Moskowii po lojalności swojego byłego agenta po zmianie oficera prowadzącego z moskowicińskiego na zachodnioeuropejskiego? Przecież zależność przebiega tylko w jedną stronę, od oficera prowadzącego do agenta. Oficer prowadzący jest przełożonym, a agent jest podwładnym. Oficer prowadzący wydaje polecenia, a agent je wykonuje. Oficer prowadzący przekazuje gratyfikację, a agent na nią zapracowuje. Tak, to prawda. Zależności od agenta do oficera prowadzącego nie ma. Ale nie ma tylko bezpośrednio. Ze specyfiki ustroju państw Europy Zachodniej, a konkretniej, ze specyfiki jego jednego składnika — demokracji politycznej poza gminą wynika pośrednia, okrężna zależność oficera prowadzącego, a szerzej, specsłużb, od agenta wpływu.

Agenci wpływu plasowani są nie byle gdzie[144]: w ośrodkach kształtowania opinii publicznej, w mediach51[145][146]52 „[…]
Do przeprowadzenia tego typu operacji psychologicznej istotne będzie obsadzenie istotnych punktów kształtowania opinii publicznej osobami odpowiednio »wyprofilowanymi«, lub pozyskanymi agenturalnie. Trudno byłoby postawić tezę, że polskie media w zakresie relacjonowania spraw mających wpływ na kształtowanie się narodowej tożsamości ideologicznej oparły się powyższym procesom, poprzez sposoby relacji, dobór komentatorów, stosowanie nierównych reprezentacji, wybór ekspertów, etc. Kontrola »niezależnych mediów« jest bardzo istotną częścią tej układanki, ponieważ we współczesnym świecie media stanowią dla służb specjalnych najistotniejsze pudła rezonansowe, często nieświadomie biorąc udział w grze, której reguł po prostu nie znają i nie rozumieją – są klasycznym słupem ogłoszeniowym.

[…]”[32]

51

Zob. też. Aneksy, Witold Gadowski: Rebus doktora Globke Wpływ specsłużb na treści mediów przedstawił Stanisław Bareja w filmie Miś, http://www.youtube.com/watch?v=jCKQ3Ublc2w http://preview.tinyurl.com/32y9pvc

52

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 110/498

„[…]O dezinformacyjnym potencjale TASS może świadczyć fakt, że w tym czasie jej serwis odbierało około 300 redakcji informacyjnych w 93 krajach, zaś 70-80 procent personelu placówek korespondenckich agencji stanowili oficerowie KGB i GRU[…]”[147]

„[…]
W lutym 2007 roku — kilka dni po ujawnieniu raportu z likwidacji WSI — na biurko premiera Jarosława Kaczyńskiego trafił ściśle tajny dokument. Była to tzw. lista 300 zawierająca nazwiska 304 informatorów ABW i Agencji Wywiadu uplasowanych w mediach centralnych i regionalnych w Polsce[…]”[148]

Nikt nie zagwarantował, że jest to lista kompletna ani obejmująca większość agentów. Jeden z byłych funkcjonariuszy SB oświadczył publicznie, że kiedy SB odkrywała dziennikarza jeszcze niezwerbowanego, to funkcjonariusze SB bili się między sobą o to, który z nich go zwerbuje. „[…]dziennikarz rozmawiał przez 10 minut z dawnym funkcjonariuszem, wypili wspólnie kawę. Próbował się dowiedzieć, kto z jego redakcji poszedł na lep współpracy. Podawał nazwiska, swoje podejrzenia. Były oficer skomentował spotkanie krótko: »Dopiłem kawę i wyszedłem.
Co, miałem mu powiedzieć, że prawie wszyscy?«”[149]

„Odpowiedzialnym z ramienia II Zarządu Sztabu Generalnego WP za lokowanie agentów w sferze mediów był Ryszard Pospieszyński, najpierw pracownik Komitetu Centralnego ZPR, a później dyrektor
generalny Filmu Polskiego[…]”[125]

„[…]
A. Golicyn, W. Suworow, W. Bukowski, A. Besancon i in. napisali tak wiele na temat specjalizowania się służb sowieckich i podporządkowanych im mediów w zakłamywaniu rzeczywistości (w Polsce mamy analogiczną sytuację — mainstreamowi media są od 21 lat podporządkowane służbom), że właściwie tajemnicą poli-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ....................................................111/498

szynela jest to, iż kłamstwo w świecie zsowietyzowanym jest »chlebem powszednim«[…]”[150]

Infiltracja agentami wpływu nie jest jedyną metodą sprawowania przez specsłużby Moskowii kontroli nad mediami. Innymi takimi metodami są: biurokracja, brak konkurencji, chów wsobny, etatyzm, hermetyczność, interwencjonizm, karierowiczostwo, konformizm, korporacyjność, mentalność hordy, narzucanie wzorców negatywnych, neotrybalizm, niewolnictwo mody, owczy pęd, regulacje, równanie w dół, selekcja negatywna, tresura. Te metody z infiltracją agenturą wpływu nie wykluczają się. Przeciwnie. Są wobec siebie komplementarne, uzupełniają się i przenikają. Ich stosowanie łączne daje efekt synergii. „[…]
Wielu byłych peerelowskich dziennikarzy nadal pracuje w mediach, zachowując wysoką pozycję zawodową i autorytet, ciesząc się zaufaniem swego środowiska. Szkolą oni młodych dziennikarzy, decydują o tym, kto w tym środowisku awansuje, kształtują poglądy i sympatie środowiskowe. Po 21 latach od »okrągłego stołu« rolę tę wciąż jeszcze w polskich mediach pełnią takie postaci jak: Daniel Passent (TW »John«), Jerzy Urban, Janusz Rolicki, Monika Olejnik

53

, Zygmunt Broniarek, Olga Lipińska, Janina Para-

54 55 dowska , Jacek Żakowski , Stefan Bratkowski, Marek Ostrowski i wielu jeszcze innych, choć niektórzy z nich zdążyli już w aureoli sławy i środowiskowego szacunku doczekać swych ostatnich dni.

53

http://www.pinezki.eu/media/2010/09/stokrota-jpgx.jpg, http://preview.tinyurl.com/cmm89pm http://www.pinezki.eu/media/2010/09/mjr-Paradowska-jpgx.jpg, http://preview.tinyurl.com/c2bgxsj http://www.pinezki.eu/media/2010/09/Zakowski.jpg, http://preview.tinyurl.com/c43e3jy

54

55

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 112/498

56 W TVN rej wodzi Grzegorz Miecugow – syn peerelowskiej sławy dziennikarskiej Bruno Miecugowa. W "»Rzeczpospolitej« podobną rolę dyskretnie pełni Krzysztof Gottesman – syn byłego redaktora naczelnego peerelowskiej »Kultury«. Założycielami i współwłaścicielami oraz szefami TVN czy Polsatu są tacy byli peerelowscy dziennikarze i agenci bezpieki jak: Jan Bohdan Wejhert, Zygmunt Solorz (TW »Zegarek«) czy Milan Subotić (TW »Milan«). Właściciel i założyciel Radia Zet – nieżyjący już Andrzej Woyciechowski57 wraz ze współzałożycielem tego radia Januszem Weissem29 – to wieloletni, zasłużeni dla komunistycznego systemu dziennikarze.

[…]”[151] „[…]nasz świat filmowy jest jednym zamkniętym kręgiem, który od czasów Władysława Gomułki po dziś dzień, w różnego rodzaju konfiguracjach, ciągle funkcjonuje29.
Dziś na jego czele stoi pani Agnieszka Odorowicz, jako dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, a wokół niej kotłuje się to całe środowisko i jest to ciągle grupa tych samych ludzi[…]”[152]

Nb. korporacyjność sam Il Duce Benito Mussolini utożsamiał z faszyzmem. Nie jest przypadkiem, że kapituła, w której skład wchodzą przedstawiciele największych polskich mediów: Tygodnika Powszechnego, Polityki, Newsweeka Polska, Wprost, Przekroju, Gazety Wyborczej, Rzeczpospolitej, Dziennika Gazety Prawnej, Polski The Times, Press, TVP 1, TVP2, Telewizji Polsat, TVN, TVN 24, Radia Zet przyznała nagrodę dziennikarza XX-lecia tajnemu współpracownikowi bezpieki.[153]

56

http://www.pinezki.eu/media/2010/09/KoMiecugow.jpg2_.jpg, http://preview.tinyurl.com/cxlzyme Andrzej Woyciechowski zmarł nagle w kwiecie wieku

57

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 113/498

Na rzecz głębokiej i rozległej infiltracji mediów przez agenturę wpływu przemawia poszlaka — wśród ofiar operacji smoleńskiej nie ma ani jednego dziennikarza. A w samolocie rządowym, którym leciała polska delegacja państwowa jeszcze były miejsca wolne. We wszystkich znanych przypadkach dziennikarze starają się za wszelką cenę lecieć tym samym samolotem, co ważne osobistości. Ale akurat w tym jednym przypadku postąpili odwrotnie. Polecieli innym samolotem. Moskowia oszczędziła swoich agentów wpływu. Jeszcze tym razem. Stąd bierze się parcie na szkło. Tandetny politykier robi wszystko, aby skupić na sobie uwagę dziennikarzy. Brak dziennikarzy w pobliżu jest symptomem wystawienia na odstrzał. Zainteresowanie specsłużb mediami nie ogranicza się tylko do samych dziennikarzy: „Nazwisko miliardera Leszka Czarneckiego po raz kolejny powróciło na czołówki mediów - tym razem chodzi o gigantyczny kredyt, który udzielił kontrolowany przez biznesmena Getin Noble Bank Grzegorzowi Hajdarowiczowi, właścicielowi Presspubliki. To, że nazwisko miliardera pojawia się w kontekście finansów drugiego co do wielkości dziennika w Polsce, jest niezwykle istotne, zważywszy na znajdujące się w IPN materiały tajnych służb dotyczące biznesmena. […]
Ze zgromadzonych w IPN dokumentów wynika, że zaledwie 18-letni Leszek Czarnecki został zarejestrowany w czerwcu 1980 r. przez Służbę Bezpieczeństwa jako Tajny Współpracownik o ps. Ernest. W jego teczce znajduje się własnoręcznie napisane zobowiązanie. »Zobowiązuję się do udzielenia wszechstronnej pomocy organom Służby Bezpieczeństwa. Dla utajnienia Kontaktu przyjmuję pseudonim Ernest« - czytamy w dokumencie.

[…]
Warto nadmienić, że przypadek Leszka Czarneckiego nie jest odosobniony - w Instytucie Pamięci Narodowej można znaleźć nazwiska biznesmenów z listy najbogatszych Polaków, którzy figurują w dokumentach jako tajni współpracownicy służb specjalnych PRL. Przed publikacją podjęliśmy kilka prób skontaktowania się z Leszkiem Czarneckim - chcieliśmy się umówić poprzez jego asystentkę, wysłaliśmy także pytania mailem. Chcieliśmy się m.in. dowiedzieć o jego przeszłość oraz o wpływ na treść artykułów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 114/498

ukazujących się w pismach należących do Presspubliki. Do momentu oddania gazety do druku nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.”[154]

Plasowanie agentów wpływu w mediach jest równoważne oczu konsumentów mediów. A w królestwie ślepców jednooki jest królem.

wykłuciu

„[…]Człowiek czyta sobie gazety, słucha radia, wieczorem ogląda dziennik telewizyjny, a rano idzie do pracy, zaszyfrowuje, rozszyfrowuje, i wychodzi mu na to, że w prawdziwym życiu wszystko wygląda całkiem inaczej, niż pisze prasa. Fiedia osiągnął dzięki swojej pracy niekłamaną satysfakcję. Szedł sobie ulicą, wiedząc, że mijają go miliony ślepców, a on, jako jeden z niewielu — widzi. To fantastyczne.

[…]”[155]

Agenci wpływu plasowani są też w biznesie[156], w przedsiębiorstwach badania opinii publicznej[157], think tankach, instytucjach prowadzących działalność mającą wpływ na politykę, instytutach politologicznych, jako funkcjonariusze partii politycznych[158]. „[…]do każdej zapowiadającej się obiecująco partii nałażą karierowicze; co do agentury, wiadomo – kierowana jest do wszystkich partii, a niektóre nawet zakłada.

[…]”[159]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 115/498

Gen. Gromosław Czempiński,… …„[…]który zainspirowany zamachem na papieża obrał sobie pseudonim wywiadowczy »Aca«[…]”[160],…

…oświadczył publicznie58, że założył Platformę Obywatelską[161][162][163][164]. „[…]
To nie jakieś wyjątkowe zdolności i nikomu nieznana pracowitość Donalda Tuska uczyniła z niego lidera politycznego, lecz potęga służby kierowanej przez gen. Bułę i Wawrzyniaka. To Wiktor Kubiak, występujący w raporcie na temat likwidacji WSI, wyciągnął go z politycznego marginesu i dał mu środki umożliwiające przekucie osobistego cynizmu w partyjny sukces. To nie z powodu atrakcyjności towarzyskiej Donek obdarzył agenta WSW pełnym zaufaniem i osobistą przyjaźnią[…]”[165]

„Kwestia agenta »Bolka«
Są ludzie, którzy na ogół bredzą, jeśli mówią od siebie. Czasem jednak przekazują wiadomości od kogoś poważnego – i wtedy należy ich słuchać uważnie. Otóż – jak donosi »Wirtualna Polska«: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Walesa-Donald-niekandyduj-na-prezydenta,wid,11888914,wiadomosc.html p.Lech Wałęsa przyłączył się do chóru odradzającego JE Donaldowi Tuskowi start w wyborach prezydenckich. Może to oznaczać jedno z dwojga: bezpieka popierająca do tej pory obydwu Panów nie życzy sobie, by p. Tusk został prezydentem (i w razie czego zrobi dobrą propagandę np. p. Andrzejowi Olechowskiemu, by pozbawić p. Tuska szans) – lub też: wie, że konkurencyjna bezpieka ma na p. Tuska jakieś dobre haki.

58

Na antenie Polsat News i w rozmowie z Gazetą Polską

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 116/498

Bo hak hakowi nierówny. Na ten temat pisałem w »Dzienniku Polskim« przewidująco tak: Start Donalda Tuska Rzecz w świecie polityki bez precedensu (chyba): kandydat na prezydenta, któremu ludzie dają 90% szans na zwycięstwo waha się, czy wystartować!!! W Polsce jednak nie istnieje normalna polityka; istnieje tylko gra służb specjalnych (i, prawdopodobnie, obcych wywiadów). Zachowanie p. Donalda stanie się wytłumaczalne, jeśli przyjmiemy, ze jakieś służby (np. te, które wymogły odstąpienie od tubalnie zapowiadanej dymisji JE Aleksandra Grada po kompromitacji z "inwestorem z Kataru" i grożą wystawieniem p. Andrzeja Olechowskiego ps. "Must") grożą ujawnieniem jakichś haków. Pamiętajmy też, że do tej pory na szczycie władzy byli ludzie delikatnie pisząc - związani z CIA, którzy czasem po kadencji jechali nawet do Ameryki zdawać sprawę ze swych poczynań. Natomiast p. Donald jest faworytem p. Anieli Merkel. Amerykanie jak trzeba, to nie przebierają we środkach! Pytanie brzmi: czy p. Tusk ma »kontr-haki« na konkurentów? Wydaje się, że dziś została już tylko ta wątpliwość, o której wspomniałem na początku. Chociaż… Bezpiece udało się prośbą, namową czy szantażem zmusić JE Donalda Tuska by nie odwołał JE Aleksandra Grada. Być może są jeszcze jakieś lewe interesy do załatwienia – i ten odłam bezpieki nie ma pewności, czy inny premier by je krył. I dlatego chce, by p. Tusk pozostał premierem. Z tego by wynikało, że p. Wałęsa mówiąc: »Zmiana na stanowisku premiera w najbliższych miesiącach skomplikuje sytuację na scenie politycznej. Dlatego lepiej dla Polski byłoby, gdyby Donald Tusk wyznaczył innego polityka Platformy Obywa-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 117/498

telskiej

jako

kandydata

do walki

o fotel

prezydenta«

był w pewnym sensie szczery.”[166]

Żeby nie wspomnieć o samych specsłużbach. „[…]największe usługi Golicyn oddał paradoksalnie Francji, której służby w latach sześćdziesiątych były niemal całkowicie opanowane przez agentury Kremla. […]
Wśród spraw, o których Golicyn powiedział Amerykanom, były informacje mówiące o tym, że na czele wywiadu i kontrwywiadu francuskiego stoją ludzie Kremla, a on sam widział przed swoją ucieczką w kwaterze na Łubiance dokument mówiący o tym, że wywiad francuski — »zadaniowany« przez KGB — miałby wykraść Amerykanom tajemnice ich broni rakietowej[…]”[74][167]

„[…]Organy bezpieczeństwa »Polski Ludowej« zostały od góry do dołu obsadzone przez radzieckich »doradców« i faktycznie stanowiły jeden
z zarządów terenowych NKWD[…]”[99]59

„[…]
Od samego początku prac Komisji Weryfikacyjnej było wiadomo, że będą dokładnie sprawdzane działania WSI. W raporcie z prac komisji znalazła się m.in. lista żołnierzy szkolonych przez sowieckie służby specjalne, szczegółowe opisy niezgodnych z prawem działań WSI, informacja o niszczeniu akt i przekazaniu przez gen. Edmunda Bułę – ostatniego dowódcę Wojskowej Służby Wewnętrznej – zmikrofilmowanych akt specjalnych służb wojskowych do Moskwy.

[…]”[168]

59

Zob. też Aneksy, Raport dla premiera Jana Olszewskiego, Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych, koniec maja 1992 r. (fragmenty)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 118/498

Werbunki tajnych przed AD 1989 są trwałe:

współpracowników

specsłużb

dokonane

„[…]Chociaż minęły już 23 lata od transformacji PRL w III RP, haki zebrane przez komunistyczną bezpiekę wciąż są w użyciu. O jednym z opozycyjnych posłów w 1989 roku Molka mówi: — I tak nie powiem publicznie o tym nazwisku. Dlaczego ten poseł nie pojawił się na żadnej liście? Są sposoby, aby nie znaleźć się w żadnych kartotekach. Poza tym kto uwierzy skruszonemu esbekowi? Czy ktoś da dzisiaj wiarę, że znany producent telewizyjny to TW o pseudonimie »Kunigas«? A inny opozycjonista, który zrobił karierę biznesową, to TW »Baron«? Zaraz zastrzega jednak, że to »wiedza nabyta«, a w sejfie nie ma żadnych papierów.
Problemem polskiej transformacji jest to, że aby nie podlegać lustracji, należało kontynuować współpracę z bezpieką. Wówczas jako agent III RP zyskiwało się pełną bezkarność. Lustracji podlegają tylko ci, którzy zerwali współpracę z peerelowską bezpieką lub ci, których uznała za nielojalnych (nieprzydatnych) i sama ich odstawiła. Kwity z lat 70. i 80. będą miały jeszcze siłę rażenia jeszcze przez jakieś 20-30 lat[…]”[169]

Z infiltracji specsłużb tzw. III RP agenturami obcymi zdawano sobie sprawę: „[…]Od początku zakładaliśmy, że nasz Urząd może być dla Rosjan przejrzysty. Rosjanie dzięki swoim starym kontaktom towarzyskim i aktywom operacyjnym mogli kontrolować większość operacji naszego kontrwywiadu. (...) UOP był obiektem wielu agresywnych akcji ze strony służb rosyjskich, ukraińskich, białoruskich. Nasza reakcja była najczęściej taka: nie prowokować bez potrzeby, tylko obserwować i uniemożliwiać działanie. Aby to było skuteczne, szczególnie kiedy nasz wywiad jest sparaliżowany, potrzebujemy wiedzy o tym, co tu się działo przez ostatnie 25 lat. Kim i czym KGB się interesował w Polsce i do jakich spraw potrzebował pomocy SB? Jakie działania podejmował wobec polskich obywateli w kraju i za granicą? Problem ten dotyczy nie tylko SB. Także wojskowych służb specjalnych i struktur PZPR37.
Nikt tego dotychczas nie zrobił. A przecież współpraca ze służbami ZSRR przed 1989 r. nie dotyczyła paru osób, to były statystycznie ogromne liczby. Czy to jest kontynuowane? Mimo zniszczeń archiwów SB i służb wojskowych odtworzenie tej wiedzy jest możliwe. Na tej podstawie kontrwywiad mógłby ocenić, w jakim zakresie służby rosyjskie wracają do starych wpływów, operacji i kontaktów. Nie chodzi mi więc o to, by kogoś rozliczać bez powodu,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 119/498

ale ze względu

na bezpieczeństwo

państwa.

Musimy

to wiedzieć[…]”[170]

Pomimo powyższej wiedzy nie zrobiono niczego, aby chociaż utrudnić agenturom obcym operowanie w specsłużbach tzw. III RP. Specsłużby nie zaniedbują plasowania swoich agentów wpływu nawet w przestępczości zorganizowanej. Agentura wpływu w organizacjach przestępczych specsłużb jest czymś innym niż informatorzy policji kryminalnej.60 Niekiedy infiltrowanie środowiska politycznego i infiltrowanie środowiska przestępczego łączą się harmonijnie. Mariusz Kamiński, były szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA) ujawnił wywiadzie prasowym, że w czasie, kiedy był jego szefem, CBA prowadziło śledztwa dotyczące prania przez Platformę Obywatelską brudnych pieniędzy pochodzących z handlu narkotykami.[171] „[…]stronnicy Moskwy (opłacani przez nią oraz naiwni wolontariusze23) mieli się w III Rzeczpospolitej jak pączki w maśle i bez przeszków
mogli wykonywać rozmaite prace zlecone[…]”[172]

Na podsumowanie zdobył się Tekieli: […]
Szacuję, że 200 tys. mężczyzn i kobiet z aparatu siłowego PRL dzierży 90 proc. realnej władzy w naszym kraju. Najwyżej zaszli najsprytniejsi z pokolenia lat 50. Mają medialne i biznesowe imperia. Tuż za nimi podążają urodzeni w latach 60. A także ich dzieci oraz dzieci ich dzieci…

[…]”[173]

60

Zob. też Aneksy, Leszek Szymowski, Zorganizowana przestępczość operacyjna

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 120/498

W państwach spoza KDL jest nie aż tak źle. Ale różnica nie jest duża. Co by o niej nie mówić, to jednak w państwach Europy Zachodniej w jakiejś formie tzw. cywilna kontrola nad służbami specjalnymi jest. Tym samym agenci wpływu nawet poza specsłużbami wpływ na nie mają. Członkowie grupy, którzy rozpoznają się nawzajem, a dla osób spoza ich grupy są z tą grupą nieidentyfikowani lub identyfikowalni słabo, przechodzą przez procedury demokracji politycznej jak nóż przez masło. To dotyczy nie tylko tajnych agentów, ale też np.: mniejszości etniczne, zboczeńców (sodomici, pedofile,…), przestępców itp., ale w przypadku tajnych agentów to zjawisko działa najsilniej. Oprócz tego do tajnych agentów niektórzy politycy demokratyczni pałają afektem. Np. w latach 2005÷2007 Jarosław Kaczyński nominował sam i nakłaniał innych do nominowania tajnych agentów na wysokie stanowiska państwowe. W swojej naiwności roił sobie, że będą mu służyli lepiej od nie agentów. Chyba postępował z motywów takich, jak Józef Ślisz (1934÷2001), w swoim czasie osoba bardzo wpływowa, który nakłonił Ministerstwo Finansów do mianowania pułkownika SB na stanowisko likwidatora jednej z prylowskich central spółdzielczości rolnej. Spytany, dlaczego, odpowiedział — byle był dyspozycyjny. Obecnie to samo tyle, że na o wiele większą skalę robi Platforma Obywatelska. Niekoniecznie z tych samych motywów. Dla niektórych polityków demokratycznych tajne agentury są panteonem pogańskich bożków, które trzeba obłaskawiać ofia-

rami ze stanowisk, aby odwdzięczały się opieką.[174]

61

Jeżeli dotąd

jeszcze ktoś nie wiedział, dlaczego demokracja polityczna z tak wielką determinacją i uporem jest narzucana per fas et nefas każdemu niezależnie od jego woli, to teraz już wie. Demokracja polityczna jest najlepszym w historii środowiskiem działań specsłużb.
Demokracja to rządy hien nad osłami.

Arystoteles
Na to, by w danym kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim demokrację.

Karol Marx

61

http://gazetaecho.pl/zadamy-wiecej-stolkow_5132, http://preview.tinyurl.com/754jxd8

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 121/498

Demokracja polityczna poza gminą jest najlepszym przyjacielem tajnego agenta. „[…]
Na ogół uważa się, że totalniacy to przeciwnicy demokracji. Tymczasem nic podobnego! Totalniak może być szczerym demokratą – bo totalniacy są tylko wrogami wolności. Tymczasem demokracja to wcale nie to samo, co wolność. Demokracja polega na tym, że z góry przyznajemy i władzę i rację każdorazowej większości. Co więcej – ostatnio coraz bardziej upowszechnia się pogląd, że jeśli każdorazowa większość uzna coś za dobre, to to JEST dobre[…]”[175]

62

Dla Polski groźniejsza od armii najeźdźców jest tylko armia wyborców.

Roman Dmowski Niniejsza książka pokazuje, że to to samo. O trwałości agentury wpływu i niezależności od istnienia instytucji specsłużb oraz zmian pokoleniowyć świadczy wybór przez Moskowię bardzo korzystnych dla niej metod werbunkowych: „[…]wspomnienia ówczesnego rezydenta KGB, Witalija Pawłowa. Wieloletni oficer wywiadu KGB usilnie przekonuje czytelnika, że nie wolno było w Polsce werbować współpracowników. Jego działanie polegało na wyszukiwaniu i podtrzymywaniu kontaktów z polskimi obywatelami, którzy mogli pomóc zapewnić realizację sowieckiej polityki. Ten sposób współpracy znany z licznych wypowiedzi osób oskarżonych o kontakty z SB. Twierdzą one, że nie współpracowały, lecz tylko prowadziły dialog. Taktykę werbunku stosowaną przez sowiecki, a później rosyjski wywiad świetnie scharakteryzował Siergiej Tretiakow (Pete Earley »Towarzysz J«). Rosjanom nie zależało na formalnym, tzn. potwierdzonym podpisanym zobowiązaniem werbunku,

62

http://gazetaecho.pl/tajne-wybory_5965, http://preview.tinyurl.com/ctp3hv3

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 122/498

ale na zaprzyjaźnieniu się i uzyskaniu informacji, najlepiej tajnych. Podbudową przyjaźni były jakieś względy ideologiczne. Co prawda już w latach 80. KGB nie miało wątpliwości, że warbowanie »na komunizm« się skończyło, ale czynnik ideologiczny pozostał, chociażby była to idea panslawizmu, pokojowej koegzystencji czy równouprawnienian arodów[…]”[176]

Mechanizm tej taktyki werbunku opisał Ziemkiewicz w formie sfabularyzowanej: „[…]ambasador nadzwyczajny i pełnomocny prezydenta-imperatora Wszechrosji, Michaiła I, podejmował właśnie w swojej rezydencji przybyłych wprost z wielkiej manifestacji na Starym Mieście przywódców siedmiu zrzeszonych pod przewodnictwem prezesa Sicińskiego central związkowych, gratulując im udanej ogólnopolskiej akcji protestacyjnej w obronie ludzi pracy. Nie było to żadne oficjalne spotkanie, dlatego nie znalazło się w wydruku z agencji prasowej, którym posługiwali się redaktorzy prowadzący kolegia; a zresztą gdyby nawet się znalazło, dziennikarze nie mieliby co z nim zrobić. Na spotkaniu nie przewidziano żadnych przemówień, nie zamierzano wydawać po nim komunikatu, krótko mówiąc — nie dostarczało ono żadnego niusa. Bo fakt, że przywódcy związków spotkali się z generałem-gubernatorem Paskudnikowem nie był żadnym, ale to żadnym niusem.
Z generałem-gubernatorem spotykali się wszyscy, nie wyłączając przywódców Zjednoczonego Obozu Katolicko-Patriotycznego. Każdego wieczora u generała-gubernatora Paskudnikowa wystawiano szwedzki stół, ciągnący się przez trzy sale, każdego dnia wywożono setki butelek po najprzedniejszych trunkach, każdego dnia wreszcie przy owym szwedzkim stole i zawartości owych butelek czołowi intelektualiści i autorytety moralne spotykali się z przywódcami głównych partii i central związkowych, szefowie socjaldemokratów układali się z szefami liberałów, osobisty sekretarz pani prezydent wymieniał uwagi z Jego Eminencją, były premier z przyszłym, a gwiazdy ekranów spełniały toasty z redaktorami naczelnymi, posłami i ministrami. Każdy zaś czekał z utęsknieniem, czy aby właśnie do niego nie podejdzie dyskretnie któryś z bardzo eleganckich i bardzo »charmant« przybocznych generała-gubernatora, i nie zakomunikuje, że Ambasador pozwala sobie prosić w drobnej sprawie na stronę, Szczęśliwcy, którym się to przytrafiło, rozpływając się w ależ-ależ, odprowadzani zawistnymi spojrzeniami, podążali za przybocznym do małego, bocznego saloniku, gdzie pod gipsowymi stiukami nafaszerowano ściany antypodsłuchowymi obwodami tempestu i gdzie generał-gubernator zwykł odbywać prywatne rozmowy. Czasem ową poufną sprawą było podziękowanie za jakąś wyświadczoną przysługę, czasem prośba o wyświadczenie takowej, czasem chęć zasięgnięcia informacji lub poznania opinii rozmówcy na taki

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 123/498

a taki temat, a czasem wysondowanie, jak jego partia, związek czy grono przyjaciół postąpiłoby, gdyby zdarzyło się to i owo. Casem też zdarzało się, że żadnej drobnej sprawy nie było i generał-gubernator rozmawiał z gościem przez kilkanaście minut o niczym, tylko po to, by podtrzymać jego reputację w oczach innych gości. Krótko mówiąc, rezydencja generała-gubernatora była od niejakiego czasu miejscem spotkań całej elity i jeśli ktoś nie bywał tam przynajmniej te dwa-trzy razy w miesiącu, to widać po prostu, że nic nie znaczył.

[…]”[177] Opisana powyżej wykorzystywana przez Moskowię taktyka werbunkowa jest twórczym połączeniem jej praktyk z wzorcami przejętymi od specsłużb zachodnich. Łączy zalety ich obu. Od Zachodu wzięła bezpieczeństwo, nieuchwytność, elastyczność, rozległość, uniwersalność, nie tracąc przy tym niczego ze swojej tradycyjnej twardości, skuteczności i dyscypliny. Poza granicą twardego jądra: rezydentury, funkcjonariuszy, nielegałów, współpracowników zwerbowanych i prowadzonych na starych zasadach rozciąga się obszar rożnorodnych form płynnie przechodzących jedna w drugą: agenci wpływu, którzy niczego nie podpisali, a tylko roznawiają; gównojady23; pożyteczni idioci; poputcziki; fani; sympatycy; zwolennicy; realpolitycy; lemingi i in. Taka struktura i jej dynamika pozwalają utrzymywać agenturę bardzo liczną. Nie wszyscy jej uczestnicy zdają sobie sprawę, że są agentami. Ich prowadzenie jest realizowane oddziaływaniem środowiskowy. Pomimo tej nieuchwytności skuteczność jest wysoka. Agentura jest towarzystwem. Dyscyplina w dużym stopniu jest adaptacją dla potrzeb Moskowii praw socjologii rządzących zachowaniem się tego typu zbiorowisk ludzkich. Jednocześnie agentura się nie zużywa. W miarę wymierania starych środowisko agenturalne samo dokooptowuje młode jednostki. Budżet centrali nie obciąża finansowanie agentów. Centrala organizuje dla nich żerowiska, na których żywią się sami. Centrala pozostawia sobie kontrolę pozwalającą agenta nieposłusznego tydzież nieużytecznego ukarać wykluczeniem z dostępu do żerowiska. Jednocześni sam fakt istnienia takiego żerowiska i jego funkcjonowania szkodzą krajowi, w którym Moskowia operuje swoją agenturą.[2] Przejaw posłużenia prawie jawnego się agenturą nowego typu mogliśmy obserwować 9 maja AD 2010, kiedy agenci palili znicze na grobach żołnierzy Armii Radzieckiej. Moskowia sprzedając wybrane siatki agentów specsłużbom państw Europy Zachodniej wprowadziła do nich swoje konie trojańskie. Jeżeli zachodni obrońcy demokracji politycznej, stwierdzają, że w FR demokracja jest, a że inna niż w ich państwach, to nie szkodzi, to znaczy, że uznają hegemonię Moskowii. Moskowia wciąż mocarstwem jest faktycznie nawet, jeżeli na to nie wygląda.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 124/498

„[…]
Dziennikarz, publicysta, pisarz w III RP wciąż przypomina astronoma, który śledzi loty planet, komet i innych ciał niebieskich, oblicza ich odchylenia, perturbacje, i wie na pewno, że gdzieś tam, w głębi kosmosu, musi być COŚ, coś, co te odchylenia i perturbacje wywołuje. Ale co – nie wie. Teleskopy, jakimi dysponuje, niczego nie są w stanie pokazać. Coś tam musi być, dowodzą tego zakłócenia w ruchu ciał niebieskich. Ale tego nie widać, można tylko się domyślać, stawiać hipotezy. Astronomowie nazywają to „ciemną materią”, i są w o tyle łatwiejszej sytuacji, że kosmiczna „ciemna materia” nie dysponuje suto opłacanymi kancelariami prawnymi wytaczającymi ujawniającym jej istnienie astronomom procesy, podsłuchami węszących za »hakami« służb ani innymi metodami uprzykrzania im życia. W życiu publicznym III RP ta ciemna materia daje się zauważyć po skutkach. Opisać ją, objaśnić, walnąć tą prawdą między oczy otępione i otępiałe społeczeństwo jest trudno.

[…]”[178]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 125/498

„[…]porzućmy na chwilę obserwowanie wydarzeń na środku sceny politycznej i zajrzyjmy za kulisy, gdzie nolens volens musimy natknąć się na starą, poczciwą razwiedkę. Skoro tedy nolens volens już się na nią natknęliśmy, to warto by sprawdzić, jak też do wydarzeń z centrum politycznej sceny odnosi się za jej kulisami stara, poczciwa razwiedka. Demokracja ma bowiem to do siebie, że sprawia wrażenie pełnego spontanu i luzu, tym niemniej, jednak niektórzy ludzie doświadczeni utrzymują, że luz, spontan i demokracja, to jasne, ale tak naprawdę ktoś przecież musi tym kierować63. Jeszcze bardziej doświadczeni twierdzą nawet, że gdyby demokracja naprawdę musiała opierać się wyłącznie na luzie i spontanie, to już dawno zostałaby zlikwidowana. Wszystkie te opinie tym bardziej skłaniają nas do przyjrzenia się starej, poczciwej razwiedce, bo — powiedzmy sobie szczerze — jeśli już ktoś musi naprawdę kierować naszą młodą demokracją, to kogóż lepszego znajdziemy?

[…]”[180]64 „[…]rozmawiałem z pewnym pułkownikiem w stanie spoczynku (le colonel retraite), zajmującym się nadal naukowo technikami inwigilacji. Na podstawie tego, co mi powiedział o tych sposobach, a zwłaszcza - o skali ich zastosowania, utwierdziłem się w przeświadczeniu o całkowitej fasadowości demokracji politycznej nie tylko w naszym nieszczęśliwym kraju - ale wszędzie.
W takiej sytuacji powinienem traktować Umiłowanych Przywódców ze szczególną pogardą, bo mamy dwie możliwości: albo są durniami, sądzącymi, iż naprawdę sprawują władzę, albo cynikami, którzy za udawanie Umiłowanych Przywódców dostają od okupantów naszego nieszczęśliwego kraju jurgielt w postaci tak zwanych »diet« - poselskich lub senatorskich[…]”[182]

63

(por.) nawet demokracja musi posiadać organizatorów, sir John Halford Mackinder, Democratic Ideals and Reality, Londyn 1919, [za:] [179] Robienie w demokracji jest w świecie bardziej rozpowszechnione i nie ogranicza się tylko do moskiewskich specsłużb: „[…]wewnętrzne służby bezpieczeństwa (AIVD) będą miały dodatkową robotę przy podsłuchiwaniu nowego polityka — zarówno telefonicznie, jak i w jego mieszkaniu — tak jak to miało miejsce w przypadku Pima Fortuyna. Agenci ponownie także wypełniają swoją funkcję, pomagając tworzyć nowy scenariusz, który pomoże establishmentowi zachować władzę.”[181]

64

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 126/498

Fasadowość demokracji politycznej poza gminą jest cechą nie tylko komunizmu. Występuje na całym świecie. AD 1958 w Punto Fijo w Wenezueli Akcja Demokratyczna zawarła z chadekami porozumienie… „[…]iż będą zmieniali się u władzy i nie dopuszczą żadnych innych ugrupowań. W ten sposób nadano demokracji cechy fasadowości[…]”[183]

Podobieństwo wskazuje, że, być może, na porozumieniu z Punto Fijo Czesław Kiszczak wzorował aneks do porozumienia okrągłego stołu, który negocjował pod przykrywką rzekomego tworzenia rządu, po tym jak wyniki głosowania 4 czerwca AD 1989 unieważniły warunki spisku wynegocjowanego w Dolinie Chochołowskiej, Magdalence, Pałacu Namiestnikowskim i w innych, nieznanych miejscach. Demokracja polityczna poza gminą jest fikcją wszędzie na świecie: „[…]
Do 1913 roku ukształtował się także amerykański patrycjat. I proszę nie mylić go z próżniaczą burżuazją, która dorobiła się kilku milionów na fabrykach spinaczy, sprzedaży lodów na patyku czy kilku złotych płyt. Amerykańska arystokracja nie jest znana, nie gra na giełdzie i zawsze pozostaje w cieniu wydarzeń. To ludzie, którzy nikomu w niczym nie muszą imponować. Ale za to ich wola jest faktyczny prawem. Ten współczesny feudalizm jest niemal doskonały. Każdego bowiem dnia żyjemy w przekonaniu, że na nasze życie i decyzje w nim podejmowane mają wpływ politycy — wybierane przez nas kreatury, które są podstawowym składnikiem demokracji. Tymczasem tzw. wyborcy są jedynie trybikami w znakomitym mechanizmie, który ma nad nami władzę absolutną. A jak to bywa z Absolutem, jest on niewidzialny i empirycznie niedoświadczany. »Jestem, który jestem«! Przecież nikomu nie musi udowadniać swojego istnienia czy imponować. Wbrew wszelkim pozorom na politykę Stanów Zjednoczonych, decyzje Białego Domu, Kapitolu i poszczególnych departamentów, mają wpływ siły, których nie widać — polityczna ciemna materia, będąca lepiszczem politycznego wszechświata, o ktorej wiemy, że ma generalny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość, chociaż jednocześnie nie mamy pojęcia, czym jest i jak działa. Dalekosiężne plany o charakterze globalnym, wybiegające na wiele prezydenckich kadencji do przodu, są ustalane przez faktycznych zdobywców nowego świata. Są nimi dzisiejsi potomkowie wielkich rodów przemysłowych przełomu XIX i XX wieku: królów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 127/498

amerykańskiego przemysłu hutniczego jak Andrew Carnegie, władców kolei z E. H. Harrisem na czele, twórców nowego przemysłu samochodowego jak Henry Ford czy też suwerenów przemysłu paliwowego — twórców i właścicieli wszechmocnego Standard Oil — dynastii Rockefellerów. Patrząc na te wielkie familie rządzące Ameryką zza zamkniętych drzwi bajecznych rezydencji, możemy zrozumieć, dlaczego współczesna klasa polityczna tego państwa jest tak przeżarta korupcją i nepotyzmem. Różnica pomiędzy politykami wybieralnymi, znanymi z pierwszych stron gazet, a faktycznymi przywódcami państwa jest porównywalna do róznic, jakie dzieliły patrycjuszy i plebejuszy w starożytnym Rzymie. Ci pierwsi tworzyli plany imperium na dekady naprzód, podczas gdy drudzy cieszyli się z faktu, że »demokratyczne« decyzje ich skorumpowanego zgromadzenia (od 287 roku p.Chr.) stanowiły rzekomo prawo powszechne. Analogie historyczne w stosunku do USA czy każdego innego imperium nasuwają się same. Czy amerykański prezydent, jego ministrowie i członkowie Kongresu naprawdę mają suwerenną i pełną kontrolę nad polityką swojego państwa? Odpowiedź na to pytanie daje obraz polityki globalnej. Rada Polityki Zagranicznej i Rada Biznesu Powstanie Systemu Rezerwy Feeralnej USA w 1913 roku ujawniło, że wola wielkich rodów jest ponad konstytucyjną władzą prezydenta Woodrowa Wilsona. Po 1918 roku powstała w Nowym Jorku Rada Stosunków Zagranicznych — założyli ją bracia Rockefellerowie wraz ze spadkobiercami J. P. Morgana, przedstawicielami rody DuPontów, dynastii Vanderbildów i innymi wielkimi familiami, które mają zakulisowy wpływ na politykę gospodarczą i zagraniczną USA. To ona podejmowała i podejmuje do dzisiaj decyzje o kierunku ekspansji amerykańskich inwestycji za granicą, tam też do dzisiaj decyduje się, gdzie zostaną wysłane amerykańskie siły ekspedycyjne. Ministrów (secretaries) lub reprezentantów prezydenta Stanów Zjednoczonych zaprasza się jedynie po odbiór decyzji podjętych przez Radę. Ale na tym nie koniec. W porównaniu z Rzymem amerykańskie imperium rzadko używa sił zbrojnych do obrony swoich interesów w odległych miejscach naszej planety. Wszelkie amerykańskie korporacje mają wystarczający wpływ na lokalne układy polityczne, żeby móc decydować o tym, kto będzie lokalnym przywódcą. To system żywcem przypominający wyznaczanie rzymskich namiestników wśród ludności tubylczej podbitych prowincji. W 1933 roku powstała Rada Biznesu (Business Council), o której David Horowitz napisał w swojej znakomitej książce »Rockefel-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 128/498

lerowie«, że »wytyczyła sobie za cel uczestniczenie w podejmowaniu decyzji rządowych«. Jakże zwykła nazwa — prawda? Władza absolutna nie potrzebuje splendoru ani poetyckiej nazwy! Członkowie Rady do dzisiaj spotykają się w Hot Springs. A jednak zakres jej władzy jest wręcz trudny do objęcia. Aby zilustrować tę tezę, posłużę się cytatem jednego z prezesów General Motors: »Spotkania w Hot Springs nie są potrzebne, abyśmy mogli wysłuchać poglądów rządu, lecz (…) by rząd mógł zapoznać się z naszymi poglądami”. Inaczej mówiąc panie i panowie z Waszyngtonie mają wyznaczone zadanie, a tzw. demokracja i programy wyborcze to fasada, za którą siedzą prawdziwi decydenci. Oba zespoły — Rada Stosunków zagranicznych i Rada Biznesu działają »bardzo aktywnie« do dziś. Można śmiało zawołać »chwała Bogu«, bo to oznacza, że nad wybieralnymi łapówkowiczami istnieje jakaś nadrzędna siła odpowiedzialna za losy państwa. Ich siła jest wprost proporcjonalna do niewiedzy o ich istnieniu wśród mas. Dla jej członków ustawy są instrumentem ich woli, a politycy stanowią kastę vilissimos servos.

[…]
W ławach amerykańskiego Kongresu zasiadają często dorobkiewicze i ludzie średnio zamożni. Najbogatszym członkiem parlamentu USA jest republikański kongresmen z Teksasu — Micheal McCaul. Wartość jego majątku oblicza się na 294 miliony dolarów. Majątek pozostałych 50 najbogatszych parlamentarzystów mieści się w przedziale wartości od 5 do 50 milionów dolarów. Bardzo daleko im do majętności i znaczenia politycznego ludzi, którzy naprawdę kierują Ameryką z tylnego siedzenia.”[184]

Nie we wszystkich państwach zjawiska opisane powyżej są widoczne tak bardzo wyraźnie. Nie znaczy to, że w którymkolwiek państwie demokracja polityczna poza gminą jest bardziej prawdziwa. Wprawdzie lojalni agenci Moskowii i przed sprzedażą siatek, wraz z którymi zostali sprzedani, byli agentami Moskowii, ale dzięki operacji sprzedaży zyskali możliwość skuteczniejszego działania w interesie Moskowii. Stracili możliwość spiskowania przeciwko Moskowii z tymi ze swoich kolegów, których specsłużby państw Europy Zachodniej przewebowały w całości. Działając w ramach operacji prowadzonych przez specsłużby państw Europy Zachodniej, swoje zadania mogą wykonywać pozornie dokładnie wprowadzając w interesie Moskowii niezauważalne modyfikacje. Diabeł tkwi w szczegółach, czasami nawet najdrobniejsza zmiana może całkiem zmienić skutek. Z analizy zleceń Mo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 129/498

skowia może dowiedzieć się, co specsłużby państw Europy Zachodniej zamierzają. Jeszcze ważniejsi agenci nie zostali włączeni do siatek sprzedanych. Zachowania lojalności dowodzi łatwość i szybkość, z jaką po 10 kwietnia AD 2010 w Polsce Moskowia odtworzyła na bazie osobowej les souteneurs de le roi de Prusse swoje stronnictwo. Te same me®dia, celebryci, towarzystwa, które jeszcze wczoraj na Putinie wieszały zdechłe psy, jako wschodnim despocie, zbóju, krwiożerczym wrogu demokracji i praw człowieka, dzisiaj oddają mu cześć bałwochwalczą, jako świetlistemu mężowi stanu i naczyniu cnót wszelakich. „[…]zaraz po katastrofie smoleńskiej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pojawił się masowy ruch zwolenników pojednania. Nieomylny to znak, że Rosja może liczyć na pozytywny rezonans każdej operacji, jaką w stosunku do naszego nieszczęśliwego kraju podejmie[…]”[185]

„[…]o peerelowskich służbach w Polsce, że nawet jak się je kupi, kupione nie pozostaną. Czyli USA zneutralizowały przekupstwem polskojęzycznych czekistów na krótko, ale potem to tałatajstwo powróciło do starych, wypróbowanych zabaw.

[…]”[69] „[…]Unia Europejska i Niemcy karcą rząd Donalda Tuska za oczywiste poświęcanie polskiego interesu narodowego na rzecz Gazpromu i bronią nas przed uzależnieniem energetycznym od Rosji przez najbliższych 35 lat – natomiast polski rząd, który cały swój piarowski wizerunek zbudował na uległości wobec »głównego nurtu europejskiej polityki«, odważa się wejść w bodaj pierwszy poważny konflikt z Komisją Europejską. […]
Doszło w końcu do tego, że nawet komentator ekonomiczny gorliwie popierającej PO i patronującej posmoleńskiemu »pojednaniu« »Gazety Wyborczej« zwraca uwagę, że »rząd zachowuje się tak, jakby miał za złe Brukseli, że chce nam pomóc uniezależnić się od Gazpromu« i «jakby był zakładnikiem Gazpromu«, i sugeruje, iż pracujemy na miano »konia trojańskiego Gazpromu w UE«.

[…]”[186]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 130/498

Sposób działania mechanizmu odzyskiwania przez Moskowię lojalności swoich agentów wypożyczonych specsłużbom państw trzecich najlepiej prześledzić na przykładach konkretnych przypadków: […]Czempiński bowiem, choć bardzo chciał uchodzić za związanego z Amerykanami, zawsze w ostateczności ulegał presji silniejszego. A w Warszawie w ciągu ostatnich 20 lat przeważnie byli to Rosjanie. […]Lobby amerykańskie było bardzo silne, a Piotr D. [od 2003 r. wiceprezes ds. handlowych PLL LOT] działał na jego rzecz — dodaje nasz informator. Jednak według niego w ostatnich latach sytuacja się zmieniła. Grupa Czempińskiego miała zmienić front, nawiązując współpracę z lobby rosyjskim.

[…]”[187] Najmniej możliwości BND , bo kupiła ich najwięcej.
65

sprawdzenia

jakości

kupionych

agentów

miała

Na dużą liczbę posiadanych przez BND agentów wpłynął też, oprócz zakupu od Moskowii, sposób zorganizowania przez Moskowię funkcjonowania specsłużb w KDL. Moskowia zleciła nadzór nad specsłużbami w poszczególnych państwach, poza samą Moskowią, Stasi38 z NRD. „[…]

Kontroluj kontrolującego
Dzięki przemianom na geopolitycznej mapie Europy archiwalia komunistycznych specsłużb nabrały charakteru międzynarodowego. Od tej chwili powstałe na gruzach sowieckiego obozu państwa zaczęły dysponować dossier nie tylko własnych obywateli, ale i obywateli krajów obcych. Stało się tak, ponieważ każda z policji politycznych w demoludach była integralną częścią sowieckiego systemu kontroli i represji. System ten zakładał, że archiwa poszczególnych specsłużb służą celom strategicznym całego bloku sowieckiego i na tej podstawie wymuszał ścisłe współdziałanie i znaczną transparentność posiadanych informacji. Wszechobecna w komunizmie zasada »kontroluj kontrolują-

65

BND — Bundesnachrichtendienst, oficjalna witryna internetowa, http://www.bnd.de/, http://tiny.pl/hx3k7

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 131/498

cego« powodowała, że służby jednych państw zbierały i archiwizowały informacje o innych (tu szczególną rolę powierzono Stasi38), a wszystkie zbiory danych musiały być przekazywane do moskiewskiej centrali.

[…]
cała wiedza o dzisiejszych elitach III RP znajduje

się w Moskwie, a ogromna jej część również w Berlinie[…]”[188]

„[…]Rosjanie bowiem wykorzystują w swoich działaniach jakikolwiek związek z dawnymi tajnymi służbami. Kiedy upadał PRL czy NRD interesowali się zbiorami kartotecznymi i archiwalnymi ówczesnych bratnich służb, mimo, że w ramach systemów informatycznych i koordynacji działań służb mieli do większości danych stały dostęp. Swego czasu, na łamach »Arcanów«, opublikowałem raport płk. Henryka Jasika z 1990 r., który alarmował Mazowieckiego i Jaruzelskiego, że w »kontenerarch do Moskwy« wywieziono archiwalia STASI38 dotyczące spraw polskich. Podobnie było w Polsce - przykładem może być skopiowanie kartoteki WSW dla Sowietów w ostatnich miesiącach istnienia PRL. Podobnych przykładów jest więcej.

[…]”[189] „[…]Fakty, o których wiem, są takie, że kopie niszczonych akt wojskowej i cywilnej bezpieki trafiały do ZSRR. Wiele też wskazuje na to, że Rosjanie mają też kopie kompletu akt SB. W MSW nadzorującym Służbę Bezpieczeństwa rezydentura KGB miała łączników dla każdego pionu. Tylko dla wywiadu Departament I SB) było ich przynajmniej trzech. Jest oczywiste, że rosyjskie tajne służby używały i używają akt uzyskanych od służb PRL do działań werbunkowych w Polsce.

[…]”[190] BND przejmując archiwa Stasi38 przejęła 38 KDL. Część archiwów Stasi BND przejęła bezpośrednio. też wiedzę o specsłużbach

„[…]15 stycznia 1990 roku, setki dzielnych demonstrantów wdarło się do dwóch budynków (z grupy kilkunastu obiektów) centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa NRD. I nikt im w tym nie przeszkodził. Z tej okazji niektóre niemieckie gazety, m.in. »Die Welt«, zastanawiały

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 132/498

się, czy to był cud, czysty przypadek, czy też szturm obywateli NRD został jednak przygotowany i pokierowany przez agentów komunistycznej bezpieki? Niektórzy przypominają, że podczas tego krótkiego szturmu nie musiano forsować na siłę głównej bramy siedziby bezpieki (ktoś ją im otworzył). Demonstranci stłukli tylko parę szyb, przewrócili kilka biurek i krzeseł, ale żadnego ubeka nie powiesili ani nie obili. Ponoć nikt się z nikim nawet nie szamotał i nikt do nikogo nie strzelał — mimo opanowania przez antykomunistów, po raz pierwszy w historii sowieckiego imperium, centrali władzy tajnej policji. Na pewno doszłoby do strzelania i nie udałoby się opanować jakiegokolwiek budynku Stasi38, gdyby demonstranci próbowali tego dokonać dwa-trzy miesiące wcześniej, gdy funkcjonariusze bezpieki mieli bezwzględne rozkazy użycia broni »w sytuacji zagrożenia«. A podobno w połowie stycznia 1990 roku, dziewięć tygodni po obaleniu berlińskiego muru, już takich rozkazów nie mieli. Sześć tygodni przed 15 stycznia 1990 roku urzędujący nowy premier NRD Hans Modrow (agent Stasi38) i nowo wybrany przewodniczący »Partii Demokratycznego Socjalizmu« — czyli komunistycznej SED pod nową nazwą — Gregor Gysi (też wieloletni agent komunistycznej bezpieki) za wszelką ceną chcieli zachować ministerstwo Bezpieczeństwa. Na pierwszym posiedzeniu wschodnioniemieckiego »okrągłego stołu«, 7 grudnia 1989 roku, Gysi zaproponował »reformę« i zmianę nazwy ministerstwa bezpieki na »Urząd bezpieczeństwa Narodowego«. I walczył o jego utworzenie. Gdy reprezentanci »demokratycznej opozycji« dość zgodnie odrzucili ten pomysł, już parę godzin później Stasi38 zaczęła palić swoje akta. Ale przez następne pięć tygodni bezpiece NRD na szczęście nie udało się spalić większości akt (choć najcenniejsze zdążyła wywieźć do Moskwy). I dzięki temu ich znaczna część wpadła w ręce wspomnianych demonstrantów, a następnie badaczy i dziennikarzy.

[…]”[191] „[…]W Polsce wyglądało to zupełnie inaczej, niż w NRD. Przykładowo w tym samym dniu, w którym protestującym nie udało się zająć budynku SB w Poznaniu, ponieważ przeciwko nim stanęło 1800 milicjantów i esbeków, w Berlinie 100 tysięcy
osób zajęło siedzibę Stasi38[…]”[192]

Różnice w przebiegu przejmowania akt specsłużb w NRD i w Polsce zauważył Joachim Gauck i nazwał je, czymś kuriozalnym:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 133/498

„[…]między upadkiem komunizmu w Polsce i w Niemieckiej Republice Demokratycznej była zasadnicza i wielka różnica. »Przeżyliśmy coś kuriozalnego« — powiedział Gauck. »Niemcy, tradycyjnie posłuszni, dokonali rewolucji, która polegała przede wszystkim na wzięciu w swoje ręce sprawy zabezpieczenia akt Stasi38 i przejęcia wszystkich lokali NRD-owskiej policji politycznej. Ludzie, zwykli ludzie z ulicy, zajęli te siedziby i zabezpieczyli akta, których nie zdążono zniszczyć«, I chyba najważniejszy fragment jego wypowiedzi — »Intelektualiści wschodnioniemieccy zasiadający przy NRD-owskim Okrągłym Stole chcieli restaurować i poprawiać system. Masy tego nie chciały i nadały procesowi zmian dynamikę, której już nie można było zatrzymać. Faza końcowa upadku komunizmu w obu krajach różniła się od siebie, ponieważ w NRD miała charakter rewolucyjny, a w Polsce po długiej walce rewolucyjnej przeszła w rewolucję negocjacyjną«[…]”[193]

Na rzecz hipotezy sfingowania przez bezpiekę NRD zdobywania jej siedziby przemawia przesłanka późniejszej bezkarności jej funkcjonariuszy, względnie karania ich bardziej niż symbolicznie. „[…]podczas szturmu na berlińską siedzibę Stasi38 »w jednym z przeszukiwanych pokojów znaleziono, a następnie zabezpieczono materiały dot. działalności `Solidarności’ i jej przywódcy oraz korespondencję obywateli polskich (materiały te zostały uzyskane
w wyniku działań operacyjnych MSW NRD)«[…]”[194]

„[…]
Część dokumentacji »Gruppe Aktion« jej funkcjonariusze przepuścili przez niszczarki do papieru, część spalili, ale resztę zdążyli w styczniu 1990 roku tylko potargać na strzępy w obleganej przez tłum siedzibie. Członkowie ruchów obywatelskich, którzy zajęli biura Stasi38, uratowali 17 tysięcy worków - jak często pisze prasa »największych puzzli świata«. Rekonstrukcją akt zajmują się dwie grupy: jedna od 1995 roku w bawarskim Zirndorf (projekt "Manualna Rekonstrukcja"), druga w Berlinie (projekt »Wirtualna Rekonstrukcja«). Elektronika wkroczyła do akcji dwa lata temu; przetestowany już program komputerowy gwarantuje »posklejanie« całości do 2012 roku.

[…]”[95]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 134/498

Część archiwów Stasi38 BND przejęła za pośrednictwem USA w ramach akcji pod kryptonimem Rosenholtz. „[…]Jeden z wyższych oficerów Stasi38 dostał polecenie dostarczenia kopii jej archiwów do Moskwy. Zrobił sobie odbitki, jedną zawiózł do Moskwy, drugą sprzedał Amerykanom i zniknął. Ponad 10 lat zajęło rządowi Niemiec błaganie, żeby oddali archiwa agenta, ale Amerykanie zwrócili tylko tę część dokumentów, która dotyczyła działań Stasi38
na terenie Niemiec Zachodnich i w NRD[…]”[69]59

BND na sprawdzenia jakości kupionych agentów miała najmniej czasu, bo od razu zagnała ich do roboty. ZSRR rozpadł się i transakcje sprzedaży siatek agentów miały miejsce AD 1991, a już następnego roku został zawarty Traktat z Maastricht. Ta zbieżność czasowa nie jest przypadkowa. „[…]nacjonalizm niemiecki niejedno ma imię, wśród tych imion jest książeczka czekowa, która ma zastąpić, przynajmniej na jakiś czas, dominację militarną. Poza tym germańska pycha i pogarda
dla innych narodów[…]”[195]

Po raz pierwszy pojawiło się pojęcie Unii Eropejskiej i pieniądza, euro (€), jako celu, do których mają dążyć państwa strony traktatów Wspólnot Europejskich. Jednocześnie Traktat z Maastricht dał możliwość spreparowania fikcji, jakoby UE już istniała. UE miała zostać utworzona metodą faktów dokonanych. To może sugerować, że twórcy UE spodziewali się napotkać opór i postanowili go obejść. Pojawiła się nowość, o której nigdy wcześniej się nie mówiło. I od razu została polubiona. Polubiona na zasadzie ślepego zauroczenia. Bo rzeczowej analizie i ocenie poddana nie została. Powstała apolityczna, ale o politycznych skutkach moda ma UE. Zadawałoby się poważni politycy, nagle zaczęli zachowywać się, jak niewolnica mody goniąca za szałowym ciuchem. Gdyby w tych państwach BND nie dysponowała swoją agenturą wpływu w odpowiednio dużej skali, nie byłoby to możliwe. Czy to przypadek, że do Wspólnoty Europejskiej nie przystąpiły Szwajcaria i Norwegia, państwa leżące poza głównymi kierunkami planowanych uderzeń Armii Radzieckiej, a więc państwa, w których Moskowia nie miała interesu utrzymywania agentury torującej drogę nacierającej Armii Radzieckiej? Po AD 1989 w Norwegii zaobserwowano bardzo wysoki wzrost aktywności szpiegowskiej i liczby prób werbunku. Może to była próba odrobienia zaległości. Ale czy te zaległości udało się odrobić, skoro Norwegia do dzisiaj jest poza UE?

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 135/498

Bardzo wysoki wzrost aktywności szpiegowskiej i liczby prób werbunku zaobserwowano nie tylko w Norwegii.66 „[…]Brytyjskie służby przyznają, że liczba rosyjskich agentów po zakończeniu zimnej wojny wcale nie zmalała, a w ostatnich latach
nawet wzrosła[…]”[197]

„[…]wywiad rosyjski działa dziś w Kanadzie na skalę porównywalną z zimną wojną.

[…]”[198] „[…]inspirowane myślą zachodnią osiągnięcia uczonych pracujących dla czerwonego imperium to raczej reguła niż wyjątki. Szpiegostwo naukowe i przemysłowe Moskwa uprawiała bez skrupułów, a i po formalnym rozwiązaniu ZSRR nie pozbyła się dawnych nawyków: miałem okazję poznać kiedyś »zespół badawczy« jednej z syberyjskich fabryk, którego w pewnym momencie rozluźniony członek ze śmiechem pochwalił się, że sztandarowy produkt jego zakładu skopiowany został z amerykańskiego wzoru świśniętego ze stoiska Stanów Zjednoczonych kilka lat wcześniej podczas międzynarodowej wystawy.

[…]”[199] „Sobota 07.04.2012, 08:01

Rosyjscy szpiedzy opanowali świat. Są już wszędzie
Walczą o władzę i pieniądze.
Obecnie Rosja ma o wiele bardziej rozbudowaną siatkę agentów na świecie niż za czasów ZSRR. A o ostatnie przypadki demaskowania rosyjskich szpiegów to tylko czubek góry lodowej - twierdzą międzynarodowi eksperci zajmujący się bezpieczeństwem.

AFERA SZPIEGOWSKA. TAK ROSJA ZDOBYWA NIEMCY>>

66

Zob. też [196]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 136/498

Ich zdaniem od rosyjskich szpiegów roi się niemal wszędzie. Działają biznesie i ośrodkach badawczych, gdzie wykradają nowe technologie. Są w instytucjach i organizacjach międzynarodowych, takich jak OBWE czy Rada Europy, gdzie dbają by Rosja nie była posądzana o łamanie praw człowieka, aż po organizacje wojskowe. Tu chodzi przede wszystkim o utrzymanie równowagi sił i powstrzymanie ekspansji NATO.
Ta sieć oplata najwyższe kręgi władzy w wielu krajach. Widać to po ilości polityków, którzy po zakończeniu służby dla swojego kraju znajdują lukratywne posady w rosyjskich firmach - mówi Edward Lucas, autor książki »Deception, Spies, Lies and How Russia Dupes the West«.

ABW: NASI SZPIEDZY SĄ ZAGROŻENI>> Eksperci twierdzą, że obecnie Rosji łatwiej jest rozmieszczać swoich agentów na świecie. Po pierwsze dlatego, że świat stał się bardziej otwarty. Po drugie mocarstwa bardziej skupiły się na walce z islamskim terroryzmem. Według Andreja Soldatowa i Iriny Borogan, założycieli portalu agentura.ru w zachodniej Europie i USA działa Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR). Jak dawniej funkcjonuje wywiad wojskowy GRU. Natomiast KGB zostało zastąpione przez FSB, które działa głównie wewnątrz Rosji i na terenie byłych republik sowieckich, ale także w Pakistanie czy Afganistanie. BB http://www.rp.pl/artykul/29,856536-Kreml-stawia-naszpiegow.html?p=1”[200]

Niepodległość i suwerenność państwa zawsze były dobrami cenionymi bardzo wysoko. Przez długą część dziejów niepodległość i suwerenność cenione były wyżej od życia. Ludzie za niepodległość i suwerenność dobrowolnie oddawali życie własne i ryzykowali życiem swoich najbliższych pozostających pod ich opieką. Polegli w obronie niepodległości i suwerenności stawali się bohaterami, ich pamięć była czczona, na ich przykładach były wychowywane liczne pokolenia. Pojęcie obrony niepodległości i suwerenności jest składnikiem konstytutywnym cywilizacji euroatlantyckiej. I teraz nagle to zmienia się w mgnieniu oka. Okazuje się, że niepodległość i suwerenność są rupieciami kurzącymi się w lamusie. Zmiana tak szybka, zmiana tak głęboka, zmiana tak sprzeczna z istotą cywilizacji euroatlantyckiej musi mieć bardzo poważną przyczynę.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 137/498

Owszem, w historii zdarzały się przypadki dobrowolnego zrzeczenia się niepodległości i suwerenności, ale na zasadzie wyjątku. Udzielenie zgody na zrzeczenie się niepodległości i suwerenności zawsze było procesem bardzo długim. W jego trakcie wnikliwie starano się przewidzieć, jakie przyniesie skutki, zaprzęgając do tego całą dostępną wiedzę i umiejętności. Toczyła się też powszechna debata. Najcenniejszymi wskazówkami były precedensy. Np. kiedy tworzono unię Anglii i Szkocji poproszono Rzeczpospolitą o kopię aktu Unii Polsko Litewskiej, przetłumaczono i podpisano. Zrzeczenie się niepodległości i suwerenności nie zawsze było aktem jednorazowym. Np. Teksas przystąpił do Unii, wystąpił z niej i znowu przystąpił, ale na warunkach szczególnych. W przypadku UE niczego takiego nie ma miejsca. O utracie przez państwa członkowskie niepodległości i suwerenności wygłaszane są kłamstwa. Historia UE jest fałszywie przedłużana wstecz aż do początku Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Nie ma żadnej analizy. Nie ma żadnej próby określenia skutków. Nie ma żadnych odniesień do precedensów. Przeciwnie. Akurat tu coś jednak jest mówione, ale że w historii UE jest wydarzeniem całkowicie niespotykanym i oryginalnym. I, o dziwo, to jest przedstawiane nie jako wada projektu UE, ale jako jego zaleta. Ta sama osoba potrafi jednym tchem argumentować, że nie można zmienić jakiegoś szczegółu ustrojowego, bo takiej zmiany nie ma nigdzie na świecie i jednocześnie, że trzeba zrobić wszystko dla powstania UE, właśnie dlatego, że czegoś takiego na świecie nigdy w historii nie było. To akurat nie jest prawdą, bo UE jest współczesnym, europejskim odpowiednikiem Cesarstwa Chińskiego i Indii z początków ich powstawania. Wszelka dyskusja jest praktycznie stłumiona. Argumenty na rzecz UE są infantylne. Zwolennicy UE głównie odwołują się do emocji, np. przeciwnikom zarzucają strach. Przeważają hasła na poziomie intelektualnym dekabrystów — Niech żyje Konstanty i jego żona, Konstytucja! Oczekiwania zwolenników wobec UE są jak oczekiwania niektórych polskich magnatów wobec carycy Katarzyny II. Potem okazało się, że oni wszyscy brali od niej jurgielt. Z królem włącznie. Do czego można porównać tworzenie UE? Jeżeli premier publicznie przyznaje się, że dokumentu ustanawiającego UE nie czytał, a pomimo tego domaga się jego podpisania, tworzenie UE można porównać do złożenia podpisu bez czytania nie tylko tego, co jest napisane tzw. drobnym drukiem, ale bez czytania czegokolwiek. Do czego jeszcze można porównać tworzenie UE? Od czasu do czasu szczególnie w okresie wakacji letnich w mediach prowadzona jest kampania przestrzegająca przed skokami do nieznanej wody. Od czasu do czasu jakiś chłopak skacze do jakiejś wody po raz pierwszy i już po oddaniu skoku okazuje się, że na ten skok ta woda jest za płytka. Chłopak uderza głową o dno, łamie sobie kręgosłup na odcinku szyjnym, przerywa rdzeń kręgowy, zostaje sparaliżowany i, jeżeli od razu nie tonie, na resztę życia zostaje inwalidą niekiedy nawet nie mogącym usiedzieć na wózku inwalidzkim. Wiedza o UE jej przeciętnego zwolennika nie jest głębsza od znajomości głębokości wody przez chłopaka przed skokiem.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 138/498

Powyższe fakty są przesłankami wskazującymi na posługiwanie się dużymi siatkami agentur wpływu. Gdybyśmy spytali chłopaka, czy ceni swoje życie i zdrowie, i czy o nie dba unikając zagrożeń, z pewnością by potwierdził. Dlaczego zatem skoczył i okaleczył się? Dlatego, że przed skokiem nie był sam. Stał nad wodą wraz ze swoimi kolegami, którzy judzili go do skoku. Szydzili z jego tchórzostwa. Agentura wpływu jest jak koledzy chłopaka, tak samo szydzi z tchórzostwa osób obawiających się UE. Agentury wpływu wypiętrzyły falę owczego pędu. Kiedy opadnie, wczorajsi fanatycy będą pytali sami siebie, dlaczego tak czuli, tak myśleli, tak mówili, tak robili. Ale fala owczego pędu jeszcze nie opadła i fanatycy jeszcze nie mają pretensji do siebie. W Polsce odebraniem państwu niepodległości i suwerenności zajmowali się TWTW25 (KO67, m. in., w kolejności alfabetycznej): Alek, Beatus, Buyer, Carex, Jan, K, Kat, Kosk, Minim, Must, Olin, Piotr, Rad, Ralf, Rauf, Serb. Niewykluczone, że Moskowia sprzedała zachodnioeuropejskim specsłużbom jeżeli nie wszystkich, to przynajmniej część z nich. W innych państwach Europy Zachodniej jest podobnie. Np. były szef francuskiego kontrwywiadu wydał książkę ze swoimi wspomnieniami. Kiedy obejmował stanowisko, jego poprzednik zaprowadził go do podziemi siedziby kontrwywiadu. Korytarze były zawalone zapieczętowanymi worami. Zawierały donosy Francuzów do Gestapo. Poprzednik nie wiedział, co z nimi zrobić, dlatego nie zrobił niczego i tak leżały nieruszane przez nikogo. Wiedza jego następcy też nie była większa, dlatego też niczego z nimi nie zrobił. „[…]w jednej z piwnic pokazano mi ogromen paki, zawierające, jak się wydawało, jakieś papiery; tworzyły stos w głębi pomieszczenia.

67

KO — kontakt operacyjny, http://pl.wikipedia.org/wiki/Kontakt_operacyjny, http://tiny.pl/hxdst

„[…]»Osobowe

źródła informacji – zagadnienia metodologiczno-źródłoznawcze« (Kraków 2008) – można tam przeczytać chociażby (s. 23): »W Departamencie I MSW(wywiadzie cywilnym PRL) KO[kontakt operacyjny] oznaczał w pełni świadomego i dyspozycyjnego konfidenta – najwyższą kategorię współpracy przeznaczoną dla obywateli PRL«.

[…]”[201]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 139/498

Spytałem: — Cóż to takiego? Odpowiedziano mi: — No cóż, to archiwa niemieckie. Chodziło o słynne nazistowskie archiwa Gestapo i Abwehry zdobyte podczas wyzwolenia, których wycofujący się Niemcy nie zdołali ze sobą zabrać. Zapytałem: — Ile tego jest? Dziesięć ton. Przez dwadzieścia pięć lat nikomu nie przyszło na myśl — albo nikt nie miał odwagi — by je obejrzeć i przewertować[…] Ockrent — »Chyba, że przyjmiemy, iż w archiwach tych istnieją dokumenty tyczące ludzi, którzy nadal działają!« M. — Właśnie! Dokonałem więc, na los szczęścia, paru sondaży. Wynik był nieprzyjemny, nawet przykry. Znaleźliśmy osobistości — właścicieli domów — będące członkami ruchu oporu czy wspaniałymi patriotami, ewentualnie za takich się podające. W rzeczywistości… ludzie ci byli na żołdzie służb niemieckich. Podpisywali nawet kwity na pieniądze za zdradę.

[…]
O. — »Nawet jeśli chodzi o ludzi, którzy w pewnych przypadkach mogli ubiegać się o ważne stanowiska państwowe, świadczył pan dzieło miłosierdzia?« M. — To, o czym wspomniałem, jest możliwe, ale nie zrobiłem tego[…]”

„[…]W Berlinie zgromadzone były archiwa Gestapo i Abwehry. Kiedy zostałem mianowany dyrektorem generalnym SDECE, w 1970 roku, odzyskałem zaledwie ich część, niemal dziesięć ton. Odkryliśmy tam rzeczy straszne. Niestety niektórzy znani ze swej przeszłości Francuzi, zasłużeni uczestnicy ruchu oporu byli w rzeczywistości agentami Gestapo lub włoskich służb wywiadowczych. Pozostawali na żołdzie Niemców i Włochów jeszcze od czasów przedwojennych. Na ogół Włosi płacili lepiej. Strach bierze na myśl, co by się stało, gdyby nasz kraj znalazł się pod inną okupacją.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 140/498

(...) Tylko Rosjanie dysponowali całością archiwów dotyczących wszystkich europejskich krajów okupowanych przez Niemcy. Do dziś jeszcze skłonni są kazać »śpiewać« pewnej liczbie ludzi, którzy następnie stają się szacownymi osobistościami. To oni, wówczas jeszcze młodzi, stawali się »towarzyszami drogi«, zobowiązanymi - jeśli na przykład związani byli z prasą - do publikowania od czasu do czasu artykułów precyzujących taki czy innych punkt widzenia, mających na celu długoterminowe podtrzymywanie lub popieranie odpowiednio ujętego tematu, na ogół z zakresu polityki zagranicznej.

[…]”[202] Współpraca z specsłużbą może mieć różne formy. Jeżeli donosiciel tylko wysyła anonimy zachowując przy tym ostrożność i nie popełniając błędów, specsłużba może jego tożsamości nie poznać. Natomiast, jeżeli tożsamość współpracownika specsłużbie jest znana, wciąga go do swojej ewidencji i informacje o nim przechowuje w swoim archiwum. W czerwcu AD 1945 w Radomierzycach i na zamkach: Czocha 68 oraz Książ na Dolnym Śląsku zostało znalezione archiwum Gestapo. Jednymi z pierwszych, którzy mieli do niego dostęp, byli trzej oficerowie LWP. Piotr Jaroszewicz, późniejszy generał i premier (jak Oleksy i Sekuła); Fonkowicz — gen., szef kontrwywiadu; Steć — płk. Jaroszewicz i Fonkowicz mieli zadanie przygotowania archiwum do wyekspediowania dla specsłużb Moskowii.[203] Jaroszewicz przeglądał archiwum. Niektóre dokumenty wyjmował dla siebie oraz robił odpisy. Ponieważ Jaroszewicz słabo znał niemiecki, niektóre dokumenty tłumaczył mu Steć. Jaroszewicz w archiwum Gestapo buszował tak zapamiętale, że wyekspediowanie go do specsłużb Moskowii przeciągało się i musiał interweniować NKWD. „[…]kiedy NKWD przejęło archiwa Gestapo z Generalnej Guberni, konfidenci dostali propozycję; albo pracujecie dla nas, albo Kołyma lub kula w łeb. Wówczas to wszyscy, jak jeden mąż, zamienili nagle narodowy socjalizm niemiecki na internacjonalistyczny komunizm
radziecki[…]”[204]

W nocy z 8 na 9 grudnia AD 1947 na parafię p. w. Niepokalanego Poczęcia NMP i św. Katarzyny Aleksandryjskiej Dziewicy Męczennicy na Służewcu

68

Niektóre źródła (Wikipedia, Gazeta Polska) podają tylko Radomierzyce

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 141/498

przy ul Fosa 17 w Warszawie został dokonany napad bandycki. Napad dokonała tzw. trójka społeczna. Wśród zrabowanych przedmiotów były też księgi parafialne. Potem parafianie zapisani w zrabowanych księgach dowiadywali się, że ich nazwiska noszą różni dziwni osobnicy, m. in. folksdojcze.69 Parafia p. w. św. Katarzyny na Służewcu w Warszawie jest najstarszą. Ufundował ją Książę Konrad (Biały) Mazowiecki AD 1238. Specsłużby nie mogły zdobyć ksiąg parafialnych nadających się lepiej do preparowania fałszywych tożsamości. Służenie Niemcom nie było przeszkodą w zrobieniu kariery i dojściu do wysokich stanowisk w strukturach utworzonych i wykorzystywanych przez Moskowię. Np. Jan (Hauptmann Szydlok) Szydlak (1925÷1997) został członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego PZPR37, Włodzimierz Janiurek (1924÷2011) był: ambasadorem, rzecznikiem prasowym rządu i posłem na Sejm pryla prim. To samo było w NRF: „[…]co dziesiąty pracownik niemieckiego wywiadu służył wcześniej pod dowództwem szefa SS Heinricha Himmlera […]w 2007 roku BND zniszczył akta osobowe około 250 byłych
współpracowników SS i Gestapo[…]”[205]

70

Jaroszewicz, Fonkowicz i Steć zostali zamordowani ze szczególnym okrucieństwem po ciężkich, wielogodzinnych torturach. Jaroszewicz — 1992, Fonkowicz — 1997, Steć — 1993. Sprawcy do dzisiaj pozostają nieznani.

69

Informacja od ks. prałata dr. Józefa R. Maja, proboszcza, 16 grudnia AD 2011 http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/09/Bundesarchiv_Bild_183H04436%2C_Klagenfurt%2C_Adolf_Hitler%2C_Ehrenkompanie.jpg, http://preview.tinyurl.com/ydyxo6c

70

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 142/498

„[…]
Co jest najważniejsze w torturach? Najważniejsze, to nie dać klientowi wyjść po angielsku, bez pożegnania, nie wypuścić go śmierci przed czasem Ten, kto kieruje torturami, powinien być jednoczesnie lekarzen, psychologiem i po trosze poetą. Tortury to nie zawód. To powołanie. To talent. Nie każdy potrafi. Czasami — z wyglądu wielki chłop, a trochę mu ściśniesz co nieco i zatrzyma się serce. I tyle. Koniec torturowania. Co to jest? To błąd w stuce.

[…]”[206] Trzeba wielkiego talentu, aby wielogodzinnymi, ciężkimi torturami nie zabić 83-latka, który 13lat wczesniej przeszedł ciężkie załamanie zdrowia. W sprawie Jaroszewicza doszło do oskarżenia, ale dowody były tak marne, że oskarżeni zostali przez sąd uniewinnieni. W sprawach Fonkowicza i Stecia nawet nie doszło do próby wrabiania kozłów ofiarnych. Sejf Jaroszewicza został otwarty. Być może oprawcy torturami wymusili na Jaroszewiczu podanie hasła. Razem z Jaroszewiczem torturowana była jego żona, Alicja Solska. Z sejfu zniknęła część przechowywanej w nim zawartości. Przed śmiercią Jaroszewicz ogłosił publicznie, zamiar napisania książki i ujawnienia prawdy. W tym zamordowanie Jaroszewicza jest podobne do uprzedniego zamordowania płk. Jana Gerharda, który przed swoją śmiercią też zapowiedział ujawnienie prawdy o przyczynach śmierci gen. Karola Waltera Świerczewskiego. Zamordowanie Gerharda też zostało upozorowane na czysto kryminalne. Trup Jaroszewicza został znaleziony z rękami przybitymi gwoźdźmi do fotela, w którym był torturowany. Skądinąd wiadomo, że unieruchomienie rąk osoby torturowanej przez przybicie ich gwoźdźmi do poręczy jest metodą stosowaną przez funkcjonariuszy specsłużb Moskowii. Kiedy 30 czerwca AD 1941 Niemcy wkroczyli do Lwowa, w więzieniach zostały znalezione zwłoki torturowanych polskich oficerów z rękami przybitymi gwoźdźmi do poręczy (w 8 dniu kampanii). Podpisali się czy ktoś ich wrabia? Skoro naśladowców znajdują jednostki-seryjni mordercy, to dlaczego naśladowców nie mogłoby znaleźć państwo-seryjny morderca? Fonkowicz miał pochodzenie żydowskie. Za żydowskie pochodzenie Fonkowicza z LWP wyrzucił Jaruzelski[203]. Zdumiewające, że przypadek jego zamordowania nie został wykorzystany do już automatycznego oskarżania Polaków o tradycyjny polski antysemityzm wyssany z mlekiem matki. Kiedy na ulicy przypadkowy przechodzień dopuścił się próby zdezodorowania rabina Michała Szudricha, cała polska policja została postawiona na nogi. Rzuciła wszystkie inne swoje sprawy i nie spoczęła, dopóki tego wielkiego zbrodniarza nie wtrąciła do lochu. Podczas trwania sprawy i jeszcze długo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 143/498

po niej me®dia podnosiły wielki jazgot. A o zamordowaniu Fonkowicza suchą informację puściły tylko jeden raz. Czy dopuszczenie się próby zdezodorowania jest zbrodnią cięższą od brutalnego zamordowania po zadaniu długich i wyrafinowanych tortur przez dziesięciu tzw. nieznanych sprawców? O stosunku Moskowii do Jaroszewicza może świadczyć jego wyniesienie: „[…]tow. Wiesław przeszedł na emeryturę, a jego miejsce zajął popierany przez Kreml Edward Gierek. Warunkiem poparcia było mianowanie premierem Piotra Jaroszewicza, dobrze widzianego
w Moskwie[…]”[207]

Sstracili do niego zaufanie czy ktoś inny? Znamienne, że przez tyle lat pretensji do Jaroszewicza, Fonkowicza i Stecia o zainteresowanie się archiwum Gestapo nie miała Moskowia. Przeciwnie, awansowali, robili kariery i należeli do nomenklatury. Zamordowani zostali dopiero po rozpadzie ZSRR, zredukowaniu liczebności agentury, sprzedaży siatek agentur specsłużbom Europy Zachodniej i użyciu agentów do tworzenia UE. Chyba ci trzej mieli mniejsze od innych predyspozycje do przewerbowania. „[…]urzędnicy powstałej w 1949 roku RFN mieli (wraz z niektórymi watykańskimi księżmi, odnotujmy) w 1950 roku pomóc uciec do Włoch, a potem do Argentyny Adolfowi Eichmannowi. Idąc tym tropem, niemiecka dziennikarka Gabriele Weber wystąpiła do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (niemiecki odpowiednik Sądu Najwyższego) o odtajnienie dokumentów związanych z Adolfem Eichmannem, jego ucieczką i uprowadzeniem przez izraelski Mossad. BND sprzeciwia się temu twierdząc, że może to narazić tożsamość niektórych agentów BND i utrudnić współpracę z »innymi« służbami specjalnymi. To akurat najbanalniejszy argument, jaki można podać, ale niech będzie.
Dwa wnioski (na tym etapie, bo sprawa może być ciekawa i rozwojowa): 1. Można przypuszczać, że ktoś w jakiejś kwestii próbuje wywrzeć presję na Niemcy i/lub Watykan (Benedykt XVI jest w końcu Niemcem z pochodzenia) i sięga w tym celu po argumenty z najgrubszej rury. Wiadomo, co w dzisiejszym świecie oznaczają konszachty z nazistami (słusznie; szkoda, że jeszcze kolaboracja z komunizmem nie jest tak piętnowana). Niekoniecznie musi to być Izrael, choć takie wydaje się pierwsze odczucie. Eichmann to medialna broń masowego rażenia i mógł po nią sięgnąć każdy. Jeśli BND przypadkiem mówi w tej kwestii prawdę, to co na to nasz kontrwywiad maści wszelkiej? Jeżeli sprawa sprzed 50 lat może zaszkodzić tożsamości agentów, a w tle majaczy

2.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 144/498

duch Gehlena, to znaczy, że niemieckie służby korzystają na Wschodzie (w tym i w Polsce) z kontaktów (lub następców kontaktów) jeszcze z lat II wojny światowej… wnioski niech sobie każdy dopowie sam.”[208]

13 grudnia (nomen omen) AD 2003 odbył się szczyt, na którym miał zostać parafowany tzw. traktat konstytucyjny tworzący UE. Parafowanie traktatu miało rozpocząć proces ratyfikacyjny. 9 dni wcześniej, 4 grudnia, rozbił się śmigłowiec wiozący Leszka Millera, ówczesnego prezesa Rady Ministrów III RP. Miller przeżył, ale doznał kontuzję kręgosłupa. Przyczyną katastrofy podaną oficjalnie było oblodzenie. To był najcwańszy lód na świecie, wiedział, co i kiedy oblodzić. TV4 wyemitowała migawkę, w której dwaj reporterzy przez niezamkniętą furtkę weszli na lotnisko na Bemowie w Warszawie, podeszli do stojących tam śmigłowców i jeden z nich włożył rękę do otworu w jednym ze śmigłowców. To był jedyny przypadek zainteresowania się mediów hipotezą zamachu. Nigdy później w mediach ten wątek nie pojawił się. Wszyscy polscy dziennikarze, a każdy z nich jaknajniezależniejszy, niezależnie od siebie uznali, że nie jest ciekawy. Jeszcze wczoraj był intrygujący i dający do myślenia, a już następnego dnia stał się śmiertelnie nudny. Telepatia jaka, czy co?[209] Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent III RP zaoferował zastępstwo. Kwaśniewski uprzednio deklarował, że traktat parafuje. Miller na zastępstwo Kwaśniewskiego nie zgodził się i, mimo fatalnego stanu zdrowia, na szczyt pojechał. W dniu odbywania się szczytu, 13 grudnia rano w Iraku został złapany Saddam Husajn, były prezydent Iraku. Był poszukiwany bezskutecznie przez ponad pół roku i został znaleziony, oczywiście, całkiem przypadkowo tego samego dnia, kiedy odbywał się szczyt. Złapanie Husajna zostało nagrane. Pierwszą relację ze złapania Husajna światowe sieci telewizyjne wyemitowały też, oczywiście, całkiem przypadkowo w czasie przerwy w obradach szczytu. Uczestnicy szczytu mieli możliwość obejrzenia, a wśród nich, Miller i Aznar, premier Królestwa Hiszpanii. Nagranie pokazywało, jak żołnierze US Army wyciągają Husajna z jakiejś dziury w ziemi, a następnie poddają go badaniu, każą mu otworzyć paszczę i w nią zaglądają, jak koniowi kupowanemu na wiejskim jarmarku. Miller i Aznar traktatu nie podpisali, a ponieważ była wymagana jednomyślność, traktat nie został parafowany. Spowodowało to opóźnienie utworzenia UE o, jak teraz wiemy, 6lat. 6lat jest czasem bardzo długim. Porównywalnym z teoretyczną długością istnienia UE. Gdyby na szczycie 13 grudnia AD 2003 Miller i Aznar traktat podpisali, został on ratyfikowany i wtedy UE by powstała, to dzisiaj najprawdopodobniej byłoby już po rozpadzie UE.[210][211][212][213][214][215][216]59 Po szczycie Aznar zapowiedział wycofanie się z polityki. Słowa dotrzymał.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 145/498

Jeżeli ta interpretacja jest prawidłowa, mieliśmy rzadką okazję obserwowania wynurzenia się tajnej wojny na powierzchnię. „[…]Rozmawiałem o tym podówczas z byłym szefem UOP, który na moją, mimochodem rzuconą uwagę: »ten Miller; przewerbował się, czy co?« – odpowiedział spokojnie: »tak, 8 miesięcy temu«.

[…]”[217] Działania nad utworzeniem UE służą Moskowii do tego samego celu, do którego służyła jej III Rzesza Niemiecka i dla którego dała Hitlerowi władzę nad Niemcami[44] — do osłabiania Europy. Aby nakłaniać państwa do UE, Niemcy przy pomocy kupionych od Moskowii siatek agentur muszą je osłabiać. Moskowia zmniejsza dystans i zyskuje na Europę wpływy: agenturalny, gospodarczy i polityczny. Sprzedaż przez Moskowię wyselekcjonowanych agentów wpływu BND miała cele analogiczne, jak w latach 1939÷41 dostarczanie surowców III Rzeszy Niemieckiej. „[…]Wstrzymano m.in. rozpracowywanie BND ulokowanych w strukturach administracji i samorządowej w Polsce.
agentów państwowej

[…]obce mocarstwa mogą w Polsce realizować swoje interesy –
często sprzeczne z bezpieczeństwem i dobrem Polski[…]”[218]

Moskowia jest jak Sauron z Władcy Pierścieni J. R. R. Tolkiena, wybranemu państwu daje pierścień władzy, który zamienia je w Nazgûla, niewolnika ani żywego, ani umarłego. Pierścień władzy daje pozory zdobycia narzędzia zwiększającego możliwości. Faktycznie, jest pułapką. Zwiększenie władzy jest ułudą, uzależnienie od Moskowii — twardą rzeczywistością. Pierścieniem władzy NRF są: kupione siatki agentur wpływu i gaz ziemny, Iranu — broń jądrowa, Żydów (Państwa Izraela i diaspory) — Holocaust Industry[110], USA — Żydzi.

10. Powtórka z rozrywki
10.1. Determinanty
Motto 1 Z przeciwnikiem trzeba walczyć! Z nim trzeba umieć walczyć!

Lenin[219] Motto 2 Hej, tam, pod Krakowem, Skąd ta Wisła płynie, Rozwaliła nam się świnia Na polskiej krainie./bis Jak się tu upasie, Przyjdą lepsze czasy, Zabijemy pałą świnię, Narobim kiełbasy./bis Tymi kiełbasami Zamiast denatury Wytrujemy wszystkie w Polsce Prusaki i szczury./bis[220] Motto 3 Uderzyć twardym chójem w miękkie serce Adam Michnik

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 147/498

Motto 4 To, czego tutaj potrzeba, to prawo, uczciwość, porządek, bezpieczeństwo. Każdemu wolno deklamować o tych rzeczach, ja jednak pokładam ufność w interesach materialnych. Pozwólmy tylko materialnym interesom zakorzenić się na mocnym gruncie, a już same będą musiały narzucić warunki, bez których dalsze ich istnienie jest niemożliwe. Oto co usprawiedliwia osławione groszoróbstwo w obliczu bezprawia i zamętu. Usprawiedliwieniem jest fakt, że niezbędne dla niego bezpieczeństwo musi stać się udziałem gnębionego ludu. Potem przyjdzie kolej na doskonalszą sprawiedliwość. To właśnie ów promyk nadziei

Joseph Conrad[221] Motto 5 Most people would die sooner than think — in fact they do so71.

Bertrand Arthur William Russell, 3rd Earl Russell[222] Przyczyna rozpadu miał gospodarkę surowcową. ZSRR była gospodarcza. ZSRR z winy komunizmu

71

Most people would die sooner than think — in fact they do so — (ang.) większość ludzi woli popełnić samobójstwo niż pomyśleć

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 148/498

„[…]
Proces gnicia rozpoczął się, dlatego że Rosja ma pecha. Przypadły jej w udziale niezliczone bogactwa naturalne. Przeklęta ropa i przeklęty gaz, przeklęte złoto i uran, przeklęty mangan i nikiel, podarowane naszemu krajowi w niewiarygodnych ilościach! Niezliczone bogactwa to nasze nieszczęście, jak banany w kraju Papuasów. Papuasi też mają pecha, przyszło im żyć tam, gdzie nigdy nie ma mrozów. Nie muszą budować domów, mogą zasłaniać się od deszczu palmowymi liśćmi. Nie muszą pracować ani myśleć — banany rosną na każdym drzewie. I to łatwe życie jest hamulcem ich rozwoju. Mój kraj też ma pecha. Kraj może gnić przez dziesięciolecia, nauka może stać w miejscu lub cofać się. Lecz nie trzeba niczego zmieniać, wszystko można kupić w Ameryce. Nawet chleb. I zapłacić surowcami naturalnymi. Dlatego proces gnicia ciągnął się przez dziesięciolecia. W innych okolicznościach radziecki socjalizm runąłby jeszcze szybciej.

[…]”[223] „[…]
Gospodarka Związku Radzieckiego, jak wiadomo, była całkowicie pasożytnicza. Kraj wydobywał ropę i wysyłał ją za granicę. Nasz eksport — ropa, gaz i broń na III wojnę światową. Gigantyczne ilości tej broni przepełniały arsenały Armii radzieckiej i armii zależnych krajow braterskich. Oprócz tego kremlowscy przywódcy na potęgę sprzedawali w nieograniczonych ilościach broń wszelkim możliwym Indonezjom i Algieriom, Syriom i Libiom, Angolom, Kubom i Egiptom. Wszystko — po preferencyjnej cenie. Wszysko — na kredyt, przy braku jakichkolwiek złudzeń, że ktoś będzie zwracał wielomiliardowe długi. Spróbujcie włączyć wiadomości dowolnej rosyjskiej, amerykańskiej, brytyjskiej, niemieckiej, francuskiej telewizji i znaleźć wydanie, gdzie nie pojawiłby się automat Kałasznikowa. Jeżeli znajdzie się takie, to zamiast kałasznikowa zobaczycie »DSzK«, »T-54« czy »RPG-7«. Bez tego wiadomości nie mogą się obejść. Nawet jesteśmy dumni, że na godłach czterech różnych państw widnieje kałasznikow. Zaopatrując i przepełniając świat bronią, Związek Radziecki zmienił planetę w jedno pole bitwy i sam powoli syaczał się ku wojnie. Najpierw na dalekiej prowincji, a potem wszędzie zaopatrywanie ludności zaczęło odbywać się na kartki. Jak w czasie wojny. I na państwo równie powoli, ale nieuchronnie nadciągnęło bankructwo finansowe. Towarzysz Gorbaczow wydrukował mnóstwo banknotów o nominale 50 rubli (wówczas — olbrzymie pieniądze) i nimi wypłacił pensje całe-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 149/498

mu ludowi, a później oświadczył, że te papierki są niewazne. Każdy normalny człowiek, który zobaczył coś takiego, dobrze rozumiał:nie tędy droga. To koniec. Tymczasem niejaki Ronald Reagan postanowił lekko potrząsnąć Związkiem Radzieckim, wypróbować jego trwałość, zastraszyć. Reagan miał możliwość wpłynięcia na Arabię Saudyjską. Wpłynął. 13 września 1985 roku Reagan powiedział cztery słowa: Będziemy zwiększać wydobycie ropy. To był wyrok śmierci na Związek Radziecki. Wydobycie ropy w gorących piaskach Arabii zwiększyło się gwałtownie. Zwiększyło się również w USA. Reszta państw wydobywających ropę poniosła straty z powodu spadku cen. Zrekompensować straty można było tylko poprzez zwiększenie wydobycie. I ceny się załamały. Teraz Rosja nie boi się załamania cen ropy. W kraju uruchomiono masową produkcję matrioszek. Jeżeli spadną gwałtownie ceny ropy, to mamy produkt eksportowy. A Gorbaczow w ogóle nie zajmował się rozwojem przemysłu. Masowej produkcji matrioszek nie przewidywał plan pięcioletni… I oto pod koniec 1990 roku ukazał się, a na początku 1991 roku pojawił się na wystawach amerykańskich i brytyjskich księgarni przykład zbiorowej twórczości erudytów: fundamentalne dzieło o perspektywach rozwoju Związku Radzieckiego. Popełniła ów bohaterski czyn grupa wybitnych amerykańskich i brytyjskich ekspertów, których autorytet po obu stronach Atlantyku był niezachwiany. Nie mówię o treści. Wystarczy 2000«, St. Martin Press, Nowy Jork, 1990. tytuł: »Soviet Union

Najlepsi eksperci Zachodu zbili się w stado, po czym omawiali kwestię perspektyw pierestrojki i malowali obraz rozkwitu Związku Radzieckiego w 2000 roku. Czy trzeba być ekspertem, żeby zrozumieć: Ceny ropy lecą na łeb na szyję, a zatem żadnego Związku Radzieckiego już nie będzie… Trzeba powiedzieć, że każdy z tych ekspertów z osobna to mądry, inteligentny człowiek, ciekawy rozmówca. Ale wystarczy, że połączą się w grupę powaznych specjalistów, i natychmiast się zmieniają. Cała ich wiedza i zdolności ulatniają się w jednej chwili. Szkoda, że obywatele Ameryki (i nie tylko Ameryki) przyzwyczaili się ufać grupom ekspertów. Nawet zamówiono kolejny nakład… Ale akurat Związek Radziecki padł.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 150/498

Jedna z głównych przyczyn: Kremlowscy przywódcy zbytnio ufali w zbiorową mądrość partii i jej leninowskiego Komitetu Centralnego. I każdy kierownik, od samego dołu do samej góry opierał się na zbiorowej mądrości grup ekspertów. Po prostu przywódcy oduczyli się samodzielnego myślenia…

[…]”[224]
Gospodarkę surowcową po ZSRR odziedziczyła FR. Pierwszym obowiązkiem nowych władz FR była zamiana gospodarki surowcowej na gospodarkę nowoczesnych technologii i produktów wysoko przetworzonych. Nie trzeba było wymyślać niczego nowego. Wystarczyło robić tylko to, co zrobił Lenin, bądź też ChRL. Nawet na zasadzie bezrozumnego, małpiego naśladownictwa. Lenin zawarł z Niemcami pokój brzeski i wprowadził NEP. W FR niczego takiego nie miało miejsca. Nic się nie zmieniło. Gospodarka FR jest tak samo surowcowa, jak była w ZSRR. „[…]wszystko opiera się na eksporcie surowców. A Rosja pod rządami Putina to kraj o gospodarce na poziomie kraju Trzeciego Świata. I tak jak Trzeci Świat opierał się kiedyś na eksporcie bananów bądź kawy, tak Rosja nie produkuje dziś dosłownie niczego oprócz gazu i ropy. I jak te banany są droższe, to pensje są wyższe. Co będzie, gdy będą tańsze? Nie dziwi mnie jednak to, że ludzie rządzący obecnie Rosją nie potrafią tego zrozumieć. Albo kombinują w sowieckim stylu,
myśląc tylko o szpiegostwie, w tym gospodarczym.”[225]

Próby zmniejszenia udziału surowców w gospodarce FR podjęto późno. Były nieudane: „[…]Już dobrą dekadę temu Putin grzmiał, że Rosja powinna eksportować przynajmniej półprodukty, a nie surowce, jednak rzeczywistość rządzi się swoimi prawami. Wreszcie inwestycje w mowoczesne technologie także nie przynoszą oczekiwanych efektów. Mocno przereklamowana rosyjska Dolina Krzemowa w Skołkowie pod Moskwą boryka się z prozaicznymi problemami, a im dalej od stolicy,
tym gorzej[…]”[226]

towym

A ChRL z eksportera surowców stała się ich importerem. Jest największym świakonsumentem energii. Import surowców do ChRL stale się zwiększa.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 151/498

ChRL podejmuje

aktywne

działania

w celu

zapewnienia

dostaw.

I nie chodzi

tu, bynajmniej, o dostawy z FR.[227][228][229] Niezależnie, jakie były tego przyczyny, surowcowość gospodarki FR pozostaje faktem.[230] Ropa, gaz, metale i drewno stanowią ponad 80% eksportu. W 2007 wartość eksportu — $365mld[231] (w tym ropa i gaz — $155mld). Od AD 2007, którego dotyczą powyższe dane, surowcowość gospodarki Moskowii jeszcze się pogłębiła. Udział samych tylko węglowodorów w dochodach eksportowych wzrósł do ponad 70%. Jest to tendencja stała. Nie widać symptomów zmiany. „Pogarsza się sytuacja ekonomiczna Rosji. Źródłem problemów jest zbyt duża zależność budżetu od eksportu ropy i gazu. Jak donosi dziennik »Wiedomosti«, po przyszłorocznych wyborach prezydenckich konieczna może być dewaluacja rubla.29
Na rosyjskiej gospodarce negatywnie odbija się ciągły wzrost importu przy niezmieniającym się eksporcie - piszą »Wiedomosti«. A w Rosji gaz i ropa to ponad 70 proc. dochodów eksportowych. Oznacza to, że rosyjski budżet praktycznie zależy od cen na światowych rynkach. Do tego Rosji nie udaje się przyciągać kapitału i inwestycji. Tylko w ubiegłym roku odpłynęło z Rosji prawie 40 mld dolarów. Z powodu korupcji i braku ochrony własności boją się inwestować zachodnie koncerny, a bogaci Rosjanie też wolą lokować pieniądze za granicą.”[232]

„[…]Inercja popycha bowiem Rosję — zdaniem Jürgensa — w kierunku utrwalenia surowcowej orientacji gospodarki, deindustrializacji i degradacji sfery instytucjonalnej w wyniku wszechogarniającej korupcji[…]”[233]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 152/498

Dane

z lat następnych

pokazują,

że surowcowość

gospodarki

Moskowii

przyspieszenia maksymalnego wysyca się. po przejściu Przy czym maleje udział innych surowców na rzecz węglowodorów. „[…]90 proc. dochodów
i gazu[…]”[234] budżetu to zysk ze sprzedaży ropy

72

Jest to dziwne i trudno wytłumaczalne, ale są oznaki zdające się wskazywać, jakby surowcowość gospodarki Moskowii nie była nieintencjonalnym dryfem, tylko była celowa, zamierzona i zaplanowana: „[…]Jednym z kluczowych elementów koncepcji Putina, który chce zbudować »trzecie światowe imperium rosyjskie« (po Rosji carskiej i Rosji sowieckiej), jest umacnianie politycznej kontroli Moskwy nad zaopatrzeniem Europy w energię. Amerykańscy analitycy uważają, że Rosja chce do 2030 r. przejąć kontrolę nad połową wszystkich dostaw gazu do Europy. Ich zdaniem nowe »imperium rosyjskie« Putina może być finansowane jedynie dzięki stałym dochodom z eksportu surowców
energetycznych. Przede wszystkim – gazu[…]”[235]

„[…]
Rosja zachłysnęła się pieniędzmi. Pieniędzy jest tak dużo, że przywódcy Rosji muszą wywozić je miliardami, dziesiątkami i setkami miliardów dolarów. Wiozą je do Ameryki. Żeby uchronić Rosję przed inflacją. Pomysł genialny: Wypompować całą rosyjską ropę i gaz, żeby zasypać Amerykę pieniędzmi. Im na złość! Żeby ta wstrętna Ameryka od naszych zasobów i pieniędzy pękła! A później u nas bez ropy, gazu i pieniędzy zacznie się wspaniałe życie. Świetlana przyszłość.

[…]”[224]

72

http://img5.imageshack.us/img5/9466/miniaturao.gif, http://preview.tinyurl.com/d6397a8

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 153/498

Na podstawie tylko tych danych to wygląda, jak świadome popełnianie samobójstwa. Motywy nie są znane. Może Moskowia goni złudzenia: „[…]Wymiana aktywów i wzajemne inwestycje to dziś główne metody pogłębiania zależności Europy od rosyjskich węglowodorów, a co za tym idzie, zwiększania politycznych wpływów Kremla w UE. Rosjanie płacą znacznie poniżej wartości rynkowej kupowanych firm — wartości sprzed kryzysu. Godzą się na niskie dochody lub wręcz straty, dokładając z własnej kieszeni i cierpliwie czekają na koniec kryzysu. Wtedy strumień euro zamiast na konta zachodnich firm, popłynie do Rosji.

[…]”[236]
Stawiając na surowcowość gospodarki Moskowia bardzo drastycznie ogranicza swoje możliwości manewru, a odwody redukuje do specsłużb i agentur wpływu. Ostatnia linia obrony jest jednoczesnie pierwszą linią ataku. Głębia strategiczna zawęziła się do cienkiej linii. Można powiedzieć, że, paradoksalnie, w najbardziej podstawowych zasadach funkcjonowania państwa została wdrożona strategia taranowa Tuchaczewskiego. Michał Tuchaczewski proponował uderzanie całością posiadanych sił bez pozostawiania odwodów. Taki sposób wojowania nazwał strategią taranową. Jakość strategii taranowej przejawiła się w wojnie z Polską AD 1920. Od tego czasu nie ujawniły się przesłanki, pozwalające mniemać, że jakość strategii taranowej się zwiększyła. Za inne sprawy też, ale i za strategię taranową Stalin kazał Tuchaczewskiego rozstrzelać. „[…]40% wszystkich zasobów świata znajduje się w Rosji, a liczba
mieszkańców – 2,5%. To nie może trwać długo[…]”[237]

Gospodarka surowcowa oddziaływała w kierunku rozpadu ZSRR i tak samo od-

działuje w kierunku rozpadu FR. „[…]

73

W Rosji Putina i Miedwiediewa względna stabilność podtrzymywana jest dzięki wysokim cenom za ropę i gaz. Tak było kiedyś

73

http://dematom.com/images/2009/04/30/14275-moskva_kaifuet_rossiia_umiraet.jpg, http://preview.tinyurl.com/d4yznxt

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 154/498

w Związku Radzieckim. Jednak kiedy w połowie lat 80. cena ropy spadła do 10 dolarów za baryłkę, system zaczął się sypać. Nie pomogły nawet próby reform od Gorbaczowa. ZSRR wpadł w potężny kryzys gospodarczy i w końcu przestał istnieć. To samo według ekspertów grozi dzisiejszej Rosji, jeżeli nie podejmie stanowczych kroków w celu zmniejszenia uzależnienia gospodarki od cen na surowce energetyczne. Hucznie ogłoszona przez prezydenta Miedwiediewa polityka wielkiej modernizacji i przeniesienia punktu ciężkości na nowe technologie wymiernych wyników jak na razie nie przyniosła.

[…]”[238] Moskowia nie jest zdolna do samodzielnego, wyłącznie własnymi siłami przestawienia swojej gospodarki z surowcowej na bardziej zaawansowaną. Takie przystawienie nie jest możliwe bez pomocy Unii Europejskiej.[239] Rozpad ZSRR polegał na wyjściu z niego republik związkowych. W ZSRR oprócz republik związkowych były jeszcze republiki federacyjne. Te już nie były tak odważne. Przygotowały się do ogłoszenia niepodległości, ale z samym ogłoszeniem poczekały na rozwój wypadków. Jedyną republiką federacyjną, która odważyła się ogłosić niepodległość, była Czeczenia. Moskowia postąpiła zgodnie z Zasadą karania grupy — Jeżeli chcesz ukarać grupę, uderz w najsłabszego. Aby sterroryzować pozostałe republiki federacyjne i odebrać im wolę wybicia się na niepodległość, Moskowia na ich oczach Czeczenię przykładnie po rakarsku oprawiła. „[…]Rosja prowadzi na Kaukazie wojnę kolonialną i tam popełniane są zbrodnie. Na ogół są to operacje specjalne, kiedy wojsko wkracza
do jakiejś miejscowości, morduje ludzi, bierze zakładników[…]”[240]

W republikach federacyjnych aspirujących do niepodległości przeprowadziła zmiany personalne, ale one są do łatwego odrobienia. Można nawet powiedzieć, że zastępowanie nominatów z centrali moskiewskiej już się dokonuje. Tyle, że tego nie robią niepodległościowcy republik federacyjnych. Stanowiska kierownicze w administracji terenowej przejmują organizacje przestępcze.[241]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 155/498

Wytworzyła się sytuacja patowa. Dopóki republika federacyjna wierzy, że Moskowia ma możliwości militarne potraktowania ją jak Czeczenię, z niepodległością się nie wychyli. „[…]
W najbliższym czasie ma być przeprowadzony w Rosji powszechny spis ludności. Wobec tego miliony ludzi na Syberii mają wypełnić w ankiecie rubrykę narodowość. Już teraz wielu z nich deklaruje, że poda nie rosyjską narodowość, lecz syberyjską74. Nie chcą mówić o sobie jak dawniej, że są Rosjanami, lecz Sybirakami. Wy tam w Moskwie macie swoją działkę, a my tu na Syberii — swoją własną. Ludzie pracujący na Syberii nie chcą podlegać Moskwie. Obserwujemy rozkład narodu Rosyjskiego. Pytam ludzi, o co się toczy wojna na Kaukazie. Po co nam ta wojna. Pewien polityk wyjaśnia mi, że Czeczeni chcą odłączyć się od Rosji. Mówię więc: a niech się odłączają. Na to mi replikują, że za Czeczenami pójdą inne narody. Pan rozumie? Sami przyznają, że wszystko się trzyma na przemocy, na krwi. Żadnej przyciągającej siły Moskwa nie posiada. Jeżeli pozwolić, to wszyscy pouciekają. Czeczeni, Tatarzy, nawet Rosjanie nie chcą żyć pod władzą Moskwy. Wszystko się trzyma na strachu przed przemocą, przed śmiercią. Tak było zawsze. Rosja to więzienie narodów. Oczywiście. Rosja pozostaje więzieniem narodów i jeśli tylko otworzą bramę, wszyscy z tego więzienia uciekną.”[240]

Niewykluczone, że bierność Moskowii podczas odzyskiwania przez Czeczenię niepodległości była prowokacją. Za tym przemawia równoległe prowadzenie silnej propagandy antyczeczeńskiej. Integralność terytorialna FR jest deficytowa, jej utrzymanie nieustannie pochłania pieniądze. I to nie jest inwestycja przynosząca dochód. „[…]Mocarstwowość dzisiejszej Rosji polega głównie na działalności reklamowej. Utwierdzaniu w przekonaniu o mocarstwowości własnych obywateli. A w świecie reklamy trzeba wydawać morze pieniędzy. Inne imperia mają kolonie, żeby na nich zarabiać. Rosja to imperium

74

Zob. też [242]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 156/498

»na opak«. Ona dziś na imperium traci, ale ma reklamowy efekt, prezentując je jako objaw siły i znaczenia. Kiedy zachodnim imperiom kolonie zaczęły się buntować, rachunek ekonomiczny pokazał, że pozostawanie w nich jest bez sensu. Rosja dokłada zaś do małej Czeczenii 50 mld dolarów rocznie. Ale interes![…]”[225]

Owszem, można zubażać prowincję na rzecz wielkich miast, ale ta grabież pogłębia tendencje odśrodkowe. Jednym ze środków utrzymania jedności terytorialnej FR są wojska MSW.[243] Liczebnie dywizje MSW sięgają nawet 270000 żołnierzy. Funkcjonowanie wojsk MSW można obecnie porównać z byłą iracką Gwardią Republikańską.[244] Siła militarna Moskowii zależy od jej możliwości finansowych. Jeżeli republiki federacyjne zobaczą, że Moskowii pieniędzy starczy na interwencje zbrojne tylko w niektórych z nich, ale nie we wszystkich, bądź Moskowia będzie miała wydatki pilniejsze od interwencji zbrojnych, nastąpi reakcja lawinowa rozpadu FR. Modelem FR jest beczka. Terytoria wchodzące w jej skład są klepkami. Obręczą są światowe ceny węglowodorów. Kiedy spadną, klepki się rozsypią. Nb. ten model Moskowii jest uniwersalny. Ponadczasowy. Tym modelem Mark Sołonin opisał[1] sytuację Moskowii po 22 czerwca AD 1941. Wtedy USA i Wielka Brytania na Moksowię nałożyły nową obręcz. Nb. o tę obręcz poprosił sam Stalin. Wcześniej niż USA i Wielką Brytanię Stalin prosił Hitlera. Ale Hitler Stalina zignorował:
„Na początku lipca 1941 roku Józef Stalin wysłał emisariuszy do Adolfa Hitlera. Ofertę pokoju za wszelką cenę przedstawił Hitlerowi bułgarski ambasador Iwan Stamenow, zwerbowany przez Sowietów w 1934 roku w Rzymie. Jego misja zakończyła się porażką. Hitler był zbyt bliski zwycięstwa i interesowała go tylko bezwarunkowa kapitulacja. Rosyjskie propozycje pokojowe to – obok przygotowań do ataku na Hitlera w połowie lipca 1941 roku – skrzętnie przemilczany temat. Proponując pokój, Stalin chciał – po pierwsze – »uratować« przed niemiecką okupacją jak największą cześć terytorium Związku Sowieckiego. Po drugie – chciał rządzić nadal tą »uratowaną« częścią jako dyktator.”[245]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 157/498

Stalin musiał sobie znaleźć nowych adresatów swoich próśb: „[…]
3 września Stalin, próbując jednoczesnie przestraszyć i wzruszyć Churchilla, pisał do niego: »Bez tych dwóch rodzajów pomocy (rzecz dotyczyła lądowania Anglików we Francji i dostaw do ZSRR 400 samolotów i 500 czołgów miesięcznie — M. S. ) Związek Radziecki albo poniesie klęskę, albo (…) na długo utraci zdolność do prowadzenia aktywnych działań na froncie walki z hitleryzmem« [72, s. 233]75. Dziesięć dni później Stalin dopuścił się tego, za co oskarżano i rozstrzelano dziesiątki tysięcy ofiar Wielkiego Terroru: wezwał brytyjskich imperialistów do wtargnięcia do kraju zwycięskiego proletariatu. 13 wrzesnia poprosił on Churchilla »o lądowanie 25-30 dywizji w Archangielsku lub przewiezienie ich przez Iran do południowych rejonów ZSRR« [72, s. 239]75. Wstrząśnięty takim rozwojem wydarzeń Churchill pisał do Roosevelta: »Nie mogliśmy uniknąć wrażenia, że oni (kierownictwo rosyjskie — M.S. ) prawdopodobnie myślą o separatystycznym pokoju«. Potomek lorda Marlborough jakby czytał w myślach! Właśnie w tych jesiennych dniach 1941 roku Stalin i Beria podejmowali szczególne wysiłki, aby »nawiązać kontakt« w celu podpisania zawieszenia broni za cenę przekazania Niemcom większej części okupowanego terytorium. I gdyby Hitler posłuchał mądrej rady swoich podwładnych i zakończył wojnę ze Związkiem Radzieckim na takich własnie warunkach, na jakich 24 czerwca 1940 roku podpisał rozejm z Francją (czyli zmniejszenie armii do 10 dywizji piechoty, rozbrojenie francuskiego lotnictwa i floty wojennej, demilitaryzacja gospodarki), to historia Starego Świata wyglądałaby inaczej…

[…]”[1] Ta prośba Stalina została uwzględniona. USA i Wielka Brytania na rozpadające się klepki Moskowii obręcz nałożyły.

75

W. S. Churchill, Wtorraja mirowaja wojna, t. 3, Moskwa 1998 [wyd. pol. Druga wojna światowa, t. 1-6, Gdańsk 1995].

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 158/498

„[…]
Sama tylko Ameryka dostarczyła Stalinowi 427.284 ciężarówki wojskowe. Były to najlepsze na świecie, ulubione przez wojskowych Studebackery i Dodge. Oprócz tego Związek Radziecki otrzymał od Amerykanów 50.501 samochodów terenowych Willis. Było to auto, które w tym czasie nie miało sobie równych. Amerykański dżip był prosty w obsłudze, a niezawodny jak prawdziwy towarzysz broni; woził kadrę dowódczą, był zwiadowcą, łącznikiem, szperaczem, konwojentem, obserwatorem artyleryjskim, saperem, sanitariuszem, komandosem, a nawet czekistą i politrukiem. Stalin dostał z USA cała flotę w składzie 595 jednostek, w tym 28 fregat, 105 niszczycieli, 77 trałowców, 3 lodołamacze (do lodołamaczy mam szczególny styment), 202 kutry torpedowe itd. Sama tylko Ameryka przekazała Stalinowi: 13.303 ciągniki i transportery opancerzone; 35.041 motocykli; 8.089 pojazdów do układania torów; 1.981 lokomotyw; 11.155 wagonów kolejowych; 136.000 ton materiałów wybuchowych; 3.820.906 ton żywności, głównie konserw mięsnych, masła, czekolady itd.; 2.541.008 ton ropy naftowej i materiałów ropopochodnych; 2.317.694 ton stali, w tym pancernej; 50.413 ton skóry; 15.010.900 par skórzanych butów wojskowych. Ta lista nie ma końca. Figurują na niej myśliwce: 4.952 P-39 Aircobra, 2.410 P-63 Kingcobra oraz pięciu innych typów, ogółem 9.681 płatowców; bombowce: A-20 Boston — 2.771, B-25 Mitchell — 861. Do tego 423.107 polowych aparatów telefonicznych, cyna, kobalt, beryl, kadm, ruda kobaltu, 5.807 ton rur aluminiowych, 166.699 ton stopów aluminium, 624 tony aluminium w sztabach, 56.387 ton blachy aluminiowej, 34.793 tony brązu i mosiądzu w sztabach, 7.335 ton drutu brązowego i mosiężnego, 24.513 ton blachy brązowej i mosiężnej, 181.619 ton izolowanego drutu miedzianego, czysty molibden, stopy magnezu, miedź, cynk, ołów, nikiel, 350.000 ton rudy manganu, 3.700.000 opon samochodowych, oprócz tego — 81.000 ton gumy, setki tysięcy radiostacji, całkowite wyposażenie rafinerii ropy naftowej, stacje radiolokacyjne, torpedy, miny morskie, namioty żołnierskie, sztabowe i szpitalne, suwnice do zakładów samochodowych, piekarnie polowe, przyrządy optyczne — od celowników snajperskich po skomplikowane urządzenia do kierowania ogniem artyleryjskim, kuchnie polowe, cement, setki tysięcy ton szyn kolejowych, narzędzia

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 159/498

chirurgiczne, dziesiątki tysięcy ton drutu kolczastego, setki tysięcy ciężarówek, kompletne wyposażenie szpitali wojskowych, sprzęt desantowo przeprawowy, setki tysięcy ton siatki maskowniczej, spadochrony, wyposażenie zakładów metalurgicznych, precyzyjne obrabiarki, rury stalowe, buldożery, 8.218 zenitówek i 5.815 dział przeciwpancernych, 8.701 ciągników artyleryjskich, 473.000.000 pocisków artyleryjskich, erkaemy, pistolety maszynowe, cekaemy, wyposażenie nawigacyjne dla okrętów i samolotów i tak dalej, i tak dalej, bez końca.76 Poza Ameryką również inne kraje dostarczały Związkowi Radzieckiemu sprzęt strategiczny. Mikojan podał, że ZSRR zużywał 4.000 ton aluminium miesięcznie77. Z kombinatu w Zaporożu otrzymywano miesięcznie po 4.500 ton. Ale kombinat został zajęty przez Niemców, produkcja zaś pozostałych radzieckich zkładów była bardzo niewielka. Wobec tego Wielka Brytania regularnie dostarczała towarzyszowi Stalinowi 2.000 ton aluminium miesięcznie.78 Skąd pochodziła reszta aluminium, już pisałem. Zapotrzebowanie ZSRR na aluminium w czasie wojny zaspokajały dostawy z USA i Anglii. I kiedy komuniści chełpią się wojenną produkcją samolotów, należy oddać sprawiedliwość przemysłowi lotniczemu ZSRR. Niemniej, trzeba też wspomnieć o pochodzeniu »lotniczego metalu« i innych drobiazgów, bez których samoloty nie mogą latać. Najlepsze na świecie radzieckie czołgi miały najlepsze na świecie silniki W-2. Robiono je z aluminium. A skąd je brano? Radziecka Flota Północna tylko od Wielkiej Brytanii otrzymała 22 okręty bojowe, w tym 4 okręty podwodne. Poza tym Anglia przekazała Stalinowi czasowo, do zakończenia działań wojennych, całą flotę (oprócz dostaw amerykańskicj) w składzie 92 okrętów, w tym pancernik HMS »Royal Sovereign« i jeden krążownik. Na zastrzeżenie, że pancernik był przestarzały, należy odpowiedzieć, że Związek Radziecki w tym czasie na Morzu Arktycznym w ogóle nie miał dużych

76

W przyp.:

„»Krasnaja

zwiezda«, 18 lipca i 29 sierpnia 1991; »Wojenno-istoriczeskij żurnał« nr 6/ 1990 i 2/ 1991; »Grani« nr 136/1985, s. 229-233; »The Fatal Decisions«, Nowy Jork 1956, s. 114.”
77

W przyp.:

„»Wojenno-istoriczeskij żurnał«, nr 9/1978, s. 64.”
78

W przyp.:

„»Ibid«.”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 160/498

okrętów: ani jednego pancernika i ani jednego krążownika. Anglia dostarczyła najwyższej jakości futrzaną odzież dla lotników. Nawet dziś zadaje się w Anglii szyku futrzanymi lotniczymi kurtkami o fasonie z 1940 roku, własnie takimi, w jakich uwieczniono na pożółkłych fotografiach słynnych asów Kożeduba i Pokryszkina, Rieczłkowa i Kłubowa. Moda na te kurtki w Anglii nie przemija. Ponieważ firma Irvin szyła je niezwykle starannie. W te właśnie kurtki odziała Anglia stalinowskich sokołów. W okresie od 1 października 1941 do 31 maja 1945 roku sama tylko Ameryka wyposażyła i przekazała Stalinowi 2.660 frachtowców, na które załadowano siedemnaści i pół miliona ton surowców strategicznych. Po drodze hitlerowska Kriegsmarine zatopiła dziesiątki frachtowców i milion trzysta tysięcy ton ładunku, ale resztę dostarczono do radzieckich portów. Do ochrony konwojów użyto setek okrętów wojennych amerykańskich i angielskich, tysięcy samolotów i dziesiątki tysięcy ludzi. Tylko Anglia straciła 19 okrętów konwojujących ładunek dla Związku Radzieckiego, w tym dwa krążowniki.

[…]”[246]
Bez tej pomocy Moskowia by nie przetrwała. Pomoc pozwoliła Moskowii przepuścić przez Armię Radziecką 35mln żołnierzy bez mała (nie jednocześnie). Mogli walczyć z Niemcami, bo dzięki pomocy mogli zostać oderwani od innych obowiązków. Bez pomocy musieliby wytwarzać produkty w pomocy dostarczone. Z przypadku pomocy podanego powyżej nie można wyciągnąć wniosku, że Moskowia, kiedy znowu znajdzie się w tarapatach takich lub większych, to z nich też wyjdzie, bo pomoc też dostanie. W okresie od 1 października AD 1941 do 31 maja AD 1945 USA i Wielka Brytania udzieliły Moskowii pomoc, bo III Rzesza Niemiecka była ich wspólnym wrogiem. Moskowia bardzo docenia wagę roli wspólnego wroga w detrminowainu zachowania państw trzecich wobec niej. W połowie 19w. brak wspólnego wroga kosztował Moskowię przegraną wojnę krymską i rozpoczęcie zsuwania się po równi pochyłej. Dlatego Moskowia nie liczy na przypadek. Moskowia wspólnych wrogów kreuje sama. Władzę nad Niemcami dała Hitlerowi[44]. Po rozpadzie ZSRR kreuje międzynarodowy terroryzm, od którego cierpią zwłaszcza państwa zachodnie, a najbardziej USA, a siebie samą na najlepszego sprzymierzeńca w walce ze światowym terroryzmem. Ale nieoczekiwanie okazało się, że specsłużby międzynarodowy terroryzm szybciej likwidują, niż Moskowia go tworzy. Tego wspólnego wroga sprokurować się nie udało. Państwa zachodnie, a zwłaszcza USA pomocą Moskowii się sparzyły. Prawie natychmiast po rozpadzie ZSRR media w krótkich odstępach donosiły o pożyczkach dla FR. To były pożyczki tylko z nazwy. Z góry było wiadomo, że nie zostaną zwrócone.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 161/498

Każda z pożyczek była nie mniejsza od miliarda dolarów. Trwało to przez początek lat `90-ych ub. w. Suma szła w setki miliarów dolarów. Większość tych kwot została zdefraudowana. Niektóre z tych pożyczek nawet nie dotarły do granicy FR. Od razu trafiały na tajne konta szwajcarskie. Można zasadnie spodziewać się, że z ewentualną pomocą następną będzie analogicznie. Zwłaszcza, że wyżsi funkcjonariusze Moskowii bez przerwy tak postępują z wpływami z eksportu węglowodorów. Na Zachodzie trwa kryzys. UE nie jest w stanie udźwignąć ciężaru pomocy dla PIGS (ang. — Portigal, Italy, Grece, Spain). Nie jest w stanie uratować tzw. strefy euro.[247] USA są właśnie po bardzo kosztownej pomocy dla banków w dwóch turach, które obie zakończyły się spektakularną klapą. Tym bardziej ich nie stać na skuteczną pomoc dla Moskowii. Przymierze Moskowii z NRF jest wzajemnym podtrzymywaniem się przed upadkiem dwóch chwiejących się państw. Po rozpadzie UE NRF wpadnie w taki kryzys gospodarczy, w jakim Japonia tkwi od AD 1992 i nie widać, żeby z niego miała wyjść. Wtedy Moskowia dla NRF stanie się nie podporą, tylko obciążeniem. Nie wiadomo, jaka forma pomocy dla Moskowii jest odpowiednia. Z pewnością pomoc finansowa czy ogólnie rzeczowa może przynieść skutki tylko doraźne, natomiast jej położenia nie zmieni. Dla Moskowii najkorzystniejszą formą pomocy byłoby przywrócenie status quo ante, czyli zaprzestanie podziemnego upłynniania węgla[248]. Ale na świecie jest więcej osób zainteresowanych niskimi cenami węglowodorów niż wysokimi. Ta forma pomocy dla Moskowii może na świecie spotkać się z powszechnym i dużym oporem. Nie ma analogii do zakazu eksploatowania gazu łupkowego: „[…]prasa »fachowa« donosiła o spadku cen ropy naftowej pod horrendalnymi tytułami: »złe wieści dla sektora naftowego«. Okazało się, że ćwierćwiecze rządów »rynków finansowych« doprowadziło do tego, że im więcej terrorystów, huraganów i polityków idiotów w krajach produkujących ropę naftową, tym lepiej dla akcjonariuszy firm paliwowych!!!29[…]”[249] Nawet w przypadku najkorzystniejszym, czyli wydaniu w krajach zasobnych w węgiel przepisu penalizującego jego podziemne upłynnianie[248], mogą być trudności z jego wyegzekwowaniem. Przez analogię do tzw. walki z handlem narkotykami. Do niej najbardziej pasuje zdanie — w miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa zaostrza się. Im większe sukcesy policji, tym więej ćpunów, tym większa podaż nar-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 162/498

kotyków na rynek. Podziemne upłynnianie węgla[248] jest bezpieczniejsze nie tylko od handlu narkotykami, jest bezpieczniejsze od bimbrownictwa. Podziemne upłynnianie węgla[248] jest łatwiejsze nie tylko od wytwarzania narkotyków, jest łatwiejsze

od smolarstwa. A smolarstwem ludzie zajmują się z powodzeniem już od, chwalić Pana Boga, paru tysięcy lat. Nawet jeżeli podziemne upłynnianie węgla[248] będzie penalizowane we wszystkich państwach, w których występuje węgiel, podaż węglowodorów z nielegalnego wytwarzania w podziemnym upłynnianiu może być tak duża, że spowoduje obniżkę ich światowych cen tak wielką, że przychody Moskowii z eksportu mogą być niewystarczające od utrzymania jej integralności terytorialnej. Z powyższego wynika, że kiedy obręcz gospodarki surowcowej spadnie z klepek terytoriów Moskowii, zostanie ona sam na sam ze swoimi problemami. Na żadną pomoc z zewnątrz nie będzie mogła liczyć. „[…]
2009 r. pokazał, że obszar postsowiecki ostatecznie stracił jedność geopolityczną[…]”[250]

Istnienie i integralność FR trzyma się tylko i wyłącznie na wpływach z eksportu węglowodorowych nośników energii. „[…]
W stwierdzeniu, że rosyjska gospodarka przeżyła upadek Związku Radzieckiego tylko dzięki ogromnym zasobom surowcowym i ich eksportowi, jest wprawdzie trochę przesady, ale bardzo niewiele, szczypta zaledwie. Jednak ropa naftowa i gaz były dla Kremla nie tylko kroplówką wprowadzającą dolary w rosyjski krwioobieg, ale także ważnym instrumentem politycznym, dzięki któremu podupadające imperium nadal mogło wywierać znaczący wpływ w emancypujące się kraje Europy Środkowej. Zresztą Rosjanie specjalnie się z tym nie kryli. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Jewgienij Primakow, były szef wywiadu, potem minister spraw zagranicznych i wreszcie premier, oświadczył, że wobec ograniczenia militarnego potencjału Rosji ten kraj musi używać jako narzędzia w polityce zagranicznej swojego potencjału energetycznego. Po raz kolejny dawało się we znaki półwieczne gospodarcze uzależnienie tego regionu od Wielkiego Brata.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 163/498

Polska nie była wyjątkiem, choć już w 1989 roku zdawano sobie sprawę z możliwych konsekwencji, jakie stwarza sytuacja[…]”[251]

Pozostawiając gospodarkę surowcową Moskowia wystawiła się na ogromne ryzyko. Uzależniła się wahań światowych cen węglowodorowych nośników energii i założyła sobie na szyję pętlę. Kiedy ceny ropy i gazu są wysokie, Moskowia wprawdzie uzyskuje większe wpływy z eksportu ropy i gazu, ale jednocześnie zwiększa się motywacja do badań na ich zamiennikami. „[…]sojusz niemiecko-rosyjski przestanie się Berlinowi opłacać, zwłaszcza jeśli dojdzie do rozwoju nowych nośników energii i Gazprom stanie się niepotrzebny.

[…]”[252] Kiedy ceny ropy i gazu są niskie, badania nad zamiennikami ropy i gazu powolnieją, ale Moskowia ma kłopoty budżetowe. I tak źle, i tak niedobrze. Moskowia zawiesiła sobie nad głową miecz Damoklesa. Jeżeli na świecie pojawi się coś, co ropę i gaz zastąpi, koński włos pęknie i miecz Damoklesa rozpłata Moskowii głowę.[139][140] I właśnie coś takiego nastąpiło. Koński włos pękł i miecz Damoklesa spada Moskowii na głowę. W miejscach, w których obecnie znajdują się złoża ropy i gazu, wcześniej znajdowały się czarne łupki węglowe. Zamieniły się w ropę i gaz pod wpływem ciepła wnętrza Ziemi (energii geotermalnej). Złoża węgla istnieją tylko dlatego, że zabrakło energii geotermalnej. Inaczej też zamieniłyby się w ropę i gaz. Ten brak energii geotermalnej można zastąpić energią cieplną pochodzącą z innego źródła. Wtedy węgiel zamieni się w paliwa płynne i gazowe. Najprościej energię geotermalną jest zastąpić energią jądrową. Wykonuje się odwiert na odpowiednią głębokość, w złoże węgla kamiennego lub pod nie, umieszcza mały, czysty ładunek termojądrowy, odpala i czeka, aż energia cieplna przereaguje węgiel. Przed odpałem dobrze jest węgiel nasączyć wodą. Niestety, to rozwiązanie jest czysto teoretyczne. Z powodu powszechnej histerii antynuklearnej jest niemożliwe do zastosowania. Zamiast energii jądrowej można użyć energię chemiczną. Należy poświęcić część węgla, spalić ją, a uzyskaną energię cieplną użyć do przemiany pozostałej części wę-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 164/498

gla w paliwa płynne i gazowe. Węgiel spala się w tlenie. Tlen może być atmosferyczny. Technologie podziemnego zgazowywania węgla znane są bardzo długo i są opracowane bardzo dobrze. Np. instalacja przemysłowa produkująca gaz palny zasilający elektrownię pracuje nieprzerwanie od AD 1961 w Uzbekistanie, w Angren[253]. Spalanie węgla w tlenie atmosferycznym wiąże się z paroma niedogodnościami. Jeżeli do złoża węgla zatłacza się powietrze, to w uzyskiwanym gazie jest dużo azotu. Aby w produkowanym gazie azotu nie było, trzeba zatłaczać tlen. Ale produkcja tlenu łączy się z wydatkowaniem energii. Uzyskiwanym produktem jest tzw. gaz procesowy. Zawiera dużo wodoru, jest jego najtańszym źródłem, ale to wciąż jest tylko gaz. Można z niego wyprodukować paliwa płynne w procesie Fischera-Tropscha, ale to wiąże się z koniecznością poniesienia kosztów, chociażby wybudowania instalacji. Syntezę gazu procesowego można przeprowadzić pod ziemią, ale to wymaga zwiększonego ciśnienia, substraty trzeba zatłaczać pod wyższym ciśnieniem. Powietrze atmosferyczne nie jest jedynym źródłem tlenu. Innym źródłem tlenu jest ruda żelaza. Przy użyciu rudy żelaza odpada problem azotu. Rudą żelaza nie można operować tak łatwo jak tlenem i parą wodną, ale to nie jest problemem. Podczas funkcjonowania głębinowej kopalni węgla kamiennego ze złóż wydobywa się 35% węgla, a pod ziemią pozostawia — 65%. Dotąd ten węgiel jest tracony bezpowrotnie. Ale otrzymujemy do dyspozycji puste wyrobiska pozostałe po zakończeniu eksploatacji kopalni.[254] Kiedy kopalnia kończy wydobycie węgla, puste wyrobiska powinny zostać podsadzone, czyli wypełnione podsadzką z piasku kwarcowego. Ale to nie musi być piasek kwarcowy. Zamiast piasku kwarcowego może być coś innego. Np. ruda żelaza. Nie sama. Przecież nie chcemy spalić za dużo węgla. Przed zamuleniem w chodnikach kopalni można ułożyć rury do odparowywania wody dla elektrowni. Oprócz pozyskiwania energii będą chronić powierzchnię przed przegrzaniem. Dzięki dostarczeniu tlenu w rudzie żelaza, czyli przed rozpoczęciem procesu, a nie w trakcie, proces może odbywać się w zamknięciu, czyli pod wyższym ciśnieniem. Stalowe ścianki reaktora procesu Fischera-Tropscha są zastąpione nadkładem górotworu. Zachodzi polimeryzacja węglowodorów w dłuższe łańcuchy węglowe, powstają cięższe frakcje, czyli paliwa płynne. Nadkład górotworu przywrócony na miejsce jego zdjęcia może być użyty do wytworzenia ciśnienia także w przypadku złoża węgla kamiennego i brunatnego eksploatowanego metodą odkrywkową. Węgiel kamienny z kopalni głębinowej jest tańszy od ropy i gazu. Węgiel z biedaszybu, przy wysokiej jakości, jest trzykrotnie tańszy od węgla z kopalni. Paliwa płynne i gazowe wyprodukowane pod ziemią z węgla niewydobytego są tańsze od węgla z biedaszybu, bo ich nie trzeba wydobywać, tylko wypływają same. Paliwa płynne

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 165/498

i gazowe wyprodukowane z węgla pozostałego po zakończeniu działalności kopalni głębinowej są jeszcze tańsze, bo węgiel pozostawiony pod ziemią nigdy dotąd nie był przewidywany do zagospodarowania i jest go dwa razy więcej od węgla wydobytego. Jeżeli przy okazji produkcji paliw płynnych i gazowych dodatkowo weźmiemy pieniądze za utylizację odpadów i ścieków, wyprodukujemy żelazo, cement, indukowaną energię geotermalną, odzyskamy grunty spod zlikwidowanych hałd, ustabilizujemy górotwór, etc., etc., to wychodzi, że paliwa płynne i gazowe mamy darmo. [255][248][256][257][258][259][260] Na świecie węgla jest więcej niż ropy i gazu. Jest rozłożony bardziej równomiernie. Występuje powszechniej, w większej liczbie państw. Rurociągi będą wprawdzie krótsze i mniejsze, ale za to będzie ich więcej i gęściej. Rurociągi transportujące węglowodory upodobnią się do wodociągów. Oprócz gazociągów będą olejociągi. Będą produkowane urządzenia domowe — odpowiedniki spalających gaz — przystosowane do spalania oleju. Podziemne upłynnianie i zgazowywanie węgla nie jest jedyną przyczyną spadku światowych cen gazu ziemnego i ropy naftowej. Odkryto nowe źródło gazu ziemnego — łupki. Ustalono rozmieszczenie pokładów łupków na świecie, a technologie pozyskiwania z nich gazu zostały dopracowane.[261][262][263] Duże złoża łupków gazonośnych znajdują się w Polsce. „[…]
Analitycy firmy Wood Mackenzie twierdzą, że złoża gazu niekonwencjonalnego, pozyskiwanego z łupków 29mogą być jednymi z największych na świecie.

[…]
Ich wielkość szacuje się na 1,4 bln m sześc. co wystarczy na pokrycie całego krajowego zapotrzebowania przez 100 lat.

[…]”[264] Łupki, jako źródło gazu, są tak wydajne, że np. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie tylko osiągnęły samowystarczalność w zaopatrzeniu w gaz i zaprzestały jego importu, co jest w zasięgu wielu innych państw, ale stały się jego największym światowym producentem.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 166/498

„[…]dziś Rosja

produkuje

ok. 660 mld m3, a USA o prawie

100 mld m3 więcej[…]”[265]

W ciągu ostatnich lat ceny gazu w USA spadły nawet o dwie trzecie.[266] „[…]rosyjski gaz drożeje, a w Stanach Zjednoczonych gaz od 2009 roku potaniał trzykrotnie i dalej tanieje, zbliżając się do kwoty 70 dolarów
za 1000 m3[…]”[265]

„[…]
Amerykańska agencja EIA prognozuje, że produkcja USA za cały rok najpewniej zwiększy się o 3,7 proc. do 624 mld m sześć. Wydobycie w Rosji w skali roku spadło o 12 proc. do 582 mld m sześć. Spadek wewnętrznego zapotrzebowania na gaz w Rosji jest wynikiem kryzysu gospodarczego. Premier Władimir Putin powiedział 30 grudnia, że rosyjskie PKB w skali roku spadło o 8,5 proc., najwięcej od czasu rozpadu Związku Radzieckiego w 1991 roku29.

[…]”[267] „[…]W USA dzięki eksploatacji gazu łupkowego ceny »błękitnego paliwa« spadły od roku 2005 o 85 proc., a kraj stopniowo uzyskuje suwerenność energetyczną. Według koncernu BP, Stany Zjednoczone osiągną samowystarczalność w zakresie wytwarzania energii już w 2030 roku.

[…]”[268]

Jak węgiel z USA wypiera w Europie węgiel miejscowy[269], tak niewykluczone, że gaz z USA będzie wypierał z Europy gaz Moskowii.[270][271]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 167/498

„[…]Eksperci oceniają, że za dwa–trzy lata skroplony gaz Amerykanie będą eksportować do krajów Unii Europejskiej, rugując Gazprom. Jest szansa, że część rynku UE przejmiemy wspólnie z amerykańskimi firmami.

[…]”[272]
79

„[…]
Węgry to dla ExxonMobile przyczółek w kampanii wypierania Gazpromu z rynku europejskiego — oceniają analitycy z Wood Mackenzie (konsultacyjnej firmy z branży paliwowoenergetycznej). Także przedstawiciele koncernu z teksasu nie ukrywają, że ich celem jest zastopowanie rosyjskiej ekspansji gazowej w Europie. Zresztą konkurencja między Gazpromem i ExxonMobile coraz bardziej zaczyna przypominać wojnę ekonomiczną[…]”[273]

„[…]
Nowe metody wydobywcze uczyniły dostępnymi znaczne rezerwy gazu łupkowego w Ameryce Północnej. Potencjał zagospodarowania jego złóż w innych regionach świata nie jest jeszcze dokładnie znany, ale Europie z pewnością przydadzą się dostawy skroplonego gazu ziemnego, kierowane obecnie do Stanów Zjednoczonych. Oznaczałoby to również negatywne skutki dla Rosji kontrolowana przez jej rząd spółka Gazprom zaspokaja obecnie około 20 procent europejskiego zapotrzebowania na gaz. »Nie doceniamy, jaki to (wydobycie gazu łupkowego) może mieć wpływ na świat w ciągu następnych 10 od 20 lat. To wielka sprawa i z konieczności globalna« - powiedział w swym wystąpieniu w Davos prezes koncernu energetycznego Royal Dutch Shell Peter Voser. W udzielonym w kuluarach konferencji wywiadzie prezes firmy konsultingowej Cambridge Research Energy Associates (CERA) Daniel

79

http://img406.imageshack.us/img406/5278/okll.jpg, http://preview.tinyurl.com/779z5mk

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 168/498

Yergin29 podkreślił, że branża naftowa zainteresowała się poważniej gazem łupkowym w roku 2007, ale w polu widzenia szerszej publiczności kwestia ta znalazła się dopiero w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. »Największy rozwój w pierwszej dekadzie XXI stulecia odnotują nie energia słoneczna czy wiatrowa, lecz gaz niekonwencjonalny (tzn. łupkowy)« - powiedział Yergin.”[274]

„[…]Ceny ropy spadły na początku ub. roku 5-krotnie (do 32,7 dolara), a popyt na gaz w Europie skurczył się o 30 proc. Pociągnęło to gospodarkę Rosji w dół, gdyż połowa budżetu kraju oparta jest na eksporcie surowców[…]”[275]

„[…]Rosjanie są zaniepokojeni rosnącym zainteresowaniem niekonwencjonalnym gazem. Jak podał rosyjski dziennik »Kommiersant«, Gazprom przyznaje, że wzrost wydobycia gazu z niekonwencjonalnych złóż w Stanach Zjednoczonych może radykalnie zmienić cały światowy rynek gazowy i zagrozić takim strategicznym projektom rosyjskiego koncernu, jak zagospodarowanie gigantycznego złoża gazowego paliwa Sztokman na Morzu Barentsa. W 2009 r. eksport rosyjskiego gazu zmniejszył się o 11,4 proc. - do 140 mld metrów sześciennych surowca.

[…]”[276]80 Analizy dokonywane w Moskowii są coraz bardziej precyzyjne i coraz bardziej pesymistyczne: „Wydobycie gazu łupkowego w USA naruszy Gazpromu - analitycy rosyjskiego banku
PAP - Biznes 26 Maj 2012, 18:26 26.05. Warszawa (PAP) - Łupkowa rewolucja w Ameryce naruszy interesy potentata gazowego w Europie, Gazpromu prognozują analitycy rosyjskiego Sberbanku.

interesy

80

Zob. też [277]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 169/498

Rozwój wydobycia złóż łupkowych w USA oznacza dla Gazpromu utratę części europejskiego rynku i obniżkę ceny gazu w perspektywie 4 lat - taki scenariusz przedstawili analitycy, jednej z największych instytucji finansowych Rosji. Główna ekonomistka banku, Judajewa w najnowszym raporcie cytowanym przez rosyjskie media, przekonuje, że ze względu na szybki wzrost wydobycia złóż łupkowych, Stany Zjednoczone uruchomią eksport LNG (gazu skroplonego) i zaleją rynek. W efekcie kraje europejskie nie będą potrzebowały już tak dużo drogiego paliwa z Rosji. Według raportu ceny mogą spaść nawet o 50 proc. Obecnie gaz na rynku Stanów Zjednoczonych jest wyjątkowo tani ok. 95 dolarów za 1000 m sześc. Natomiast na granicy z Niemcami, za 1000 m sześc. gazu rosyjskiego - według danych Index Mundi - trzeba było zapłacić w kwietniu średnio ponad 450 dolarów. Analitycy przewidują, że nawet jeśli cena na amerykańskim rynku podwoi się, to i tak gaz wyeksportowany statkami do Europy w postaci LNG, będzie tańszy od paliwa z Rosji, oferowanego przez Gazprom w kontraktach długoterminowych (jeśli obecne notowania ropy utrzymają się - PAP). Tym bardziej, że w Ameryce Północnej powstanie odpowiednia infrastruktura, umożliwiające eksport surowca. Znane są bowiem plany budowy co najmniej 10 terminali do skraplania gazu, z których pierwsze będą gotowe ok. 2015 roku. Z raportu Sberbanku wynika, że Gazprom nie będzie mógł konkurować z gazem łupkowym, przekonując, że ma wysokie koszty wydobycia. Zatem - uważają analitycy choć obecnie koncern ma 27 proc. udział w dostawach paliwa dla państw unijnych, grozi mu utrata znaczącej części europejskiego rynku i to perspektywie do 2016 roku. Rosyjski gigant nie będzie bowiem w stanie utrzymać wysokich cen swojego surowca, sztywno powiązanych z rynkiem naftowym. Według raportu, wzrost rynku LNG, a zatem i dalsze zwiększenie możliwości dostaw krótkoterminowych oraz spadek cen w transakcjach spotowych, doprowadzi do tego, że klienci Gazpromu będą bardziej naciskać na niego i domagać się obniżki cen kontraktowych. Tym bardziej, że już w ostatnich dwóch latach gaz z transakcjach spotowych można było kupić na europejskim rynku znacznie taniej od rosyjskiego. Skorzystało z tej możliwości wiele firm w Europie, także Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG). To właśnie różnica miedzy cenami gazu zakontraktowanego w Gazpromie a rynkową spowodowały, że rosyjski potentat zdecydował się udzielić rabatów niektórym

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 170/498

ze swoich najważniejszych odbiorców. A ci, którzy bezskutecznie o nie zabiegali, wystąpili do międzynarodowego arbitrażu, wśród nich także PGNiG. Dla rosyjskiego koncernu obniżka ceny gazu, choćby o jednego dolara na każdym tysiącu metrów sześciennych wyeksportowanym do Europy, oznacza spadek wpływów o ponad 150 mln dolarów w skali roku. W zeszłym roku Gazprom sprzedał do Europy 150 mld m sześc. gazu, w obecnym planuje nawet o 10 mld m sześc. więcej. Eksperci Sberbanku przypomnieli, że osłabienie pozycji Gazpromu na europejskim rynku za 4 lata odbić się może na całej rosyjskiej gospodarce. Zwłaszcza, gdy chodzi o przychody do budżetu Federacji, dla którego głównym źródłem są właśnie wpływy z eksportu surowców - szczególnie ropy i gazu. Łakoma (PAP)

ała/ drag/ dan/”[278]

Niekorzystne dla budżetu FR tendencje, które podaje raport Sberbanku, są stałe i będą się pogłębiały. Podziemne zgazowywanie węgla i gaz ze źródeł niekonwencjonalnych nie są jedynymi zagrożeniami wpływów, a w konsekwencji samego istnienia Moskowii. Innym zagrożeniem jest gaz ziemny ze źródeł konwencjonalnych. Takich samych, jakie eksploatuje Moskowia. Ostatnio na świecie odkryto wiele nowych konwencjonalnych złóż gazu ziemnego. Są przeznaczone do eksploatacji. Eksperci prognozują, że światowe ceny gazu ziemnego spadną. I to nawet tak bardzo, że zagrożą nie tylko Moskowii, ale nawet mogą nieopłacalną uczynić eksploatację gazu ze źródeł niekonwencjonalnych.[279] Moskowia straciła nie tylko światową pierwszą pozycję producenta gazu ziemnego, ale także posiadacza największych na świacie złóż konwencjonalnych:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 171/498

81 „ A 2004 map from Wikipedia shows the Iranian claims in the Southern Caspian Sea. Map from Wikipedia

A large natural gas deposit has been discovered in the Caspian Sea section claimed by Iran, according to Iranian officials. The newly found deposit is said to have reserves of 50 trillion cubic feet or 1.42 trillion cubic meters in the Iranian part of the Caspian Sea, reported Iran's Shama TV channel on Sunday quoting Iranian Oil Minister Rostam Qassemi. Qassemi said that reserves of the new deposit at a depth of 700 meters exceeded a total volume of proven gas reserves of 11 trillion cubic feet in the country's part of the Caspian Sea by almost 400%. Iran's gas reserves are the second largest in the world after Russia's and amount to about 16% of all world reserves. The new Caspian Sea deposit, if proven, is to change that ratio. The littoral states of the Caspian Sea have not settled yet their claims for the respective portions of the sea bed. For example, the project for the Trans-Caspian Gas Pipeline from Turkmenistan to Azerbaijan, whose gas transit can be included in the so called Southern Gas Corridor developed by the EU around

81

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Iran_southern_caspian_energy_prospects_2004.jpg, http://preview.tinyurl.com/7ewyapp

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 172/498

Russia, has been stalled and Iran.

largely

by opposition

on part of Russia

Short of declaring outright political reasons, Russia and Iran have objected to the project on technically environmental and legal grounds - with respect to the status of the Caspian 29 Sea and the littoral states. They claim that a potential pipeline project, regardless of the route, should need the consent of all five Caspian littoral states.”[280]82

Sergiusz Ignatiew (Михайлович) , który był wiceministrem finansów i prezesem Centralnego Banku Rosji, podczas międzynarodowego spotkania ekonomistów odbywającego się pod koniec ubiegłego wieku poinformował, że jeżeli cena ropy spadnie do $17 za baryłkę, w FR wybuchną zamieszki, m. in. z powodu niemożności wypłaty emerytur. Dzisiaj to odpowiada ok. $30. „[…]najlepszym sojusznikiem spokoju w Rosji jest wysoka cena ropy. Przypomnijmy, że dziś to ponad 100 USD za baryłkę. Zdaniem ekspertów, do buntu społecznego mogłoby dojść, gdyby jej cena spadła poniżej
30 USD.”[281]

Obecnie w USA 1cena 1000m3 gazu ziemnego wynosi $70. Gdyby cena czystej energii zawartej w węglowodorowym nośniku niezależnie od jego rodzaju była równa, to ropa naftowa powinna kosztować $20 za baryłkę.83 Po rozpadzie ZSRR przywódcy FR mieli nadzieję, że światowe ceny węglowodorowych nośników energii kiedyś pójdą w górę. Ich nadzieja nie została zawiedziona. Dzięki niej udało się im przetrwać.84

82

Tłumaczenie: Iran zabezpieczony na lata. Odkryli gigantyczne złoża http://www.sfora.pl/Iran-zabezpieczony-na-lata-Odkryli-gigantyczne-zloza-a38547, http://preview.tinyurl.com/784lul9 Informacja podana przez Jego Ekscelencję Waldemar a Pawlaka, wiceprezesa Rady Ministrów tzw. III RP 29 czerwca AD 2012 na VIII Międzynarodowej Konferencji NEUF 2012 New Energy User Friendly „Narodowy Program Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej” w Warszawie Zob. też. Aneksy, Witold St. Michałowski, Służby w rurach

83

84

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 173/498

„[…]w epoce 147 dolarów za baryłkę, w epoce, gdy Rosja
wraz z ceną za baryłkę ropy »wstawała z kolan«[…]”[99]

„[…]
Rządy Putina rozpoczynają się w czasach, gdy baryłka ropy kosztuje około 20 dol. Od 2003 r. będzie rosnąć stale i bić kolejne rekordy. Rosja zwiększy tymczasem produkcję — to jeden z większych zastrzyków gotówki w jej historii. Skończy z kilkusetmiliardowymi rezerwami i gotowością spłaty całego swojego zadłużenia. A putinowski boom z powrotem ściągnie do Moskwy anglojęzycznych ekspertów, których dziesiątki tysięcy wróciły do swoich krajów po plajcie rosyjskiej gospodarki w sierpniu 1998 r. Moskwa Putina staje się placem budowy i miejscem rozrywki — wszystko to dzięki boomowi naftowemu. W tym miejscu zmienia się również Kreml. Bolesne reformy są niepotrzebne, gdy gospodarkę można utrzymywać dzięki dotacjom, a modernizacja Rosji może być modernizacją odgórną. Pierwsze lata putinizmu idą w niepamięć[…]”[282]

Obecnie wiedzą, że światowe ceny węglowodorowych nośników energii już nigdy nie zwiększą się, a wszelkie próby ratowania Moskowii są z góry skazane na niepowodzenie. „[…]Gazprom ma się czego obawiać i lęk przed gazem łupkowym to zaledwie część rosyjskich problemów.
Jeszcze dwa lata temu koncern był (według agencji Bloomberg) trzecią pod względem wielkości kapitału spółką świata, zaraz po PetroChina i ExxonMobil. Dzisiaj nie wiadomo, czy mieści się w pierwszej setce. Dług Gazpromu już przed rokiem wynosił ponad 50 mld dolarów. Zadłużona jest też Rosja – długi znacznie dziś przewyższają rezerwy zaoszczędzone przez Kreml w okresie prosperity[…]”[283]

„[…]po obecnym spadku zapotrzebowania na gaz na rynkach światowych zużycie tego surowca na świecie wzrośnie o 44 proc., do 4,4 bln m sześc. w 2015 r. Na szczęście ceny pozostaną relatywnie niskie dzięki rosnącemu gazu niekonwencjonalnego, zwłaszcza łupkowego. Tak prognozuje amerykańska agencja rządowa infor-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 174/498

macji

energii

(U.S. Energy

Information

Administration

EIA)[…]”[284]

„[…]przy braku motywacji, przy braku umiejętności, to w istocie jest najgorsze połączenie — »nie potrafię i nie chcę«: nie chcę, dlatego, że nie potrafię, i nie potrafię, dlatego, że nie chciałem się tego nauczyć[…]”[99]

Moskowia nie jest jedynym producentem węglowodorów na świecie. Są inne kraje uzależnione od wartości światowych cen węglowodorów nie mniej niż Moskowia. Kiedy ceny węglowodorów spadają, producenci zmniejszają spadki wpływów zwiększeniem wydobycia. To rozwiązanie dla Moskowii może być niedostępne.[285] „[…]rosyjski sektor naftowy doszedł już do apogeum swoich możliwości i wydobycie ropy w Rosji w najbliższych latach zacznie spadać[…]
W sprawie zabrał jednak głos Włodzimierz Putin, który oświadczył, że Rosja jest gotowa sprzedać państwowe przedsiębiorstwa za niską cenę, ale pod warunkiem, że kontrachenci zobowiążą się do wprowadzenia do nich nowych technologii. Może to świadczyć, że Federacja ma nóz na gardle[…]”[286]

Zostało potwierdzone doświadczalnie, że oszczędności zgromadzone w czasie, kiedy światowe ceny węglowodorów były wysokie, starczają na bardzo krótko: „[…]PKB w 2009 r. spadł o prawie 11 proc., a system finansowy został ustabilizowany kosztem wydatkowania połowy zgromadzonego w czasie niezwykłej hossy na rynku ropy naftowej Fubduszu Stabilizacyjnego[…]”[287]

„[…] Putinowi nie starczy waluty
Do przełamania kryzysu mieszkaniowo-cywilizacyjnego, bez którego nie będzie postępu w demografii, potrzeba zaś tyle środków, że Putinowi nie wystarczą nawet zgromadzone przez lata rezerwy walu-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 175/498

towe przekraczające pół biliona dolarów! Tych pieniędzy zresztą nie może ruszyć, bo amortyzują one napięty do granic rosyjski budżet. Oparty jest on na dochodach z ropy i wystarczy załamanie na rynku paliw, by zaczął się trząść. Gdyby Putin nie zgromadził tych środków, to podczas ostatniego kryzysu finansowego Rosja wróciłaby do czasów wczesnego Jelcyna, kiedy milionom ludzi przez wiele miesięcy nie wypłacano rent, emerytur i pensji, a oficerowie armii żebrali na ulicach. Aby w Rosji zaczęło coś się zmieniać, musi ona osiągać jeszcze większe nadwyżki budżetowe, by mieć środki na rozpoczęcie cywilizacyjnej modernizacji. To zaś nie jest takie proste, więc Rosja raczej będzie dalej żyć w zamkniętym kole[…]”[288]

Gospodarcze i demograficzne skutki już dotykają Moskowię. „19.02.2011 01:02
Rosja: ucieczka kapitałów, ucieczka ludzi29 Zgodnie z danymi podanymi przez Komsomolską Prawdę w ostatnim roku gwałtownie wzrosła tendencja do wycofywania kapitałów inwestycyjnych z Rosji. Podobnie odczuwa się wzrost emigracji z Federacji Rosyjskiej. Według przedstawionych danych, w 2010 r. z Rosji wycofano 38 miliardów 300 milionów dolarów. Prawie 60 procent z nich »uciekło« w czwartym kwartale. W ostatnich latach Rosję opuściło milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy ludzi. Jest to fala emigracji, którą można porównać tylko z tą po 1917 r. Każdego roku z Rosji emigruje 300-350 tysięcy obywateli. Są to liczby oficjalne. Dane szacunkowe organizacji pozarządowych nie są znane, ale kręgi nieprzyjazne władzom Federacji twierdzą, żeсliczba ta może być nawet trzykrotnie wyższa. Co więcej, w ciągu 2010 r. drastycznie spadła liczba indywidualnych przedsiębiorców – z 4,6 mln do 4,1 mln. Pół miliona ludzi zamknęło swoje firmy.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 176/498

Zgodnie z sondażami przeprowadzonymi wśród studentów, aż 45 procent z nich nie wyklucza emigracji, od 18 do 24 procent jest zdeterminowana by wyjechać. Powodem chęci wyjazdu nie jest jednak sytuacja materialna. Aż 79 procent potencjalnych emigrantów jako główny motyw podaje pragnienie życia w kraju, gdzie przestrzegane są wolności obywatelskie i prawo, 69 procent chce uniknąć samowoli władzy. http://kavkazcenter.com/russ/content/2011/02/13/79173.shtml

http://pab.nowyekran.pl/post/3363,rosja-ucieczka-kapitalowucieczka-ludzi Współcześnie Moskowia swoich potrzeb żywnościowych nie potrafi zaspokoić sama w stopniu jeszcze większym niż ZSRR. Importuje jeszcze więcej żywności. „[…]Warzywniaki od Smoleńska po Kamczatkę zaczną świecić wkrótce, wzorem stacji benzynowych, pustkami. Wprawdzie na Ałtaju znakomicie udają się pomidory i ogórki, ale dla wszystkich nie wystarczy. Rosja importuje nawet ziemniaki, choć Związek Sowiecki utrzymywał,
że przoduje w produkcji kartofli[…]”[289]

Ta sytuacja ma tendencje do pogłębiania się. Nie widać symptomów poprawy.[290] Kiedy ilość pieniędzy z eksportu węglowodorów zmniejszy się, może zaistnieć konieczność ograniczenia importu żywności. Wtedy mogą wybuchnąć bunty głodowe. Niektórzy analitycy i komentatorzy, jako przyczynę rozruchów, nierzadko zbrojnych, w Afryce Północnej i niektórych państwach arabskich oraz mahometańskich, podają właśnie głód. „[…]w 2008 roku
35 krajach[…]”[291] wywołało to zamieszki w ponad

Przywódcy Moskowii widząc, że już wkrótce na utrzymanie integralności terytorialnej FR pieniędzy im zabraknie, podejmują próby zastąpienia ich siłą:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 177/498

„Jak się obronić przed rewolucją? Choćby 400 tysiącami pretorian gotowych do ulicznych rzezi na każde wezwanie Kremla. To recepta nowego-starego prezydenta, jeśli wierzyć przeciekom z kręgów siłowików. Władimir Putin myśli o utworzeniu Gwardii Narodowej, zbrojnego ramienia reżimu, a jednocześnie obsadza najważniejsze stanowiska w państwie sprawdzonymi czekistami, gotowymi na »scenariusz siłowy«. […] Rewolucja świeci w oczy
Dlaczego Putin chce mieć wierną »żelazną pięść«, wojsko nie regularne, ale dysponujące niemal taką siłą uderzeniową? Doświadczenia rewolucji w Egipcie, Tunezji, Libii i Syrii pokazują, że do obrony porządku konstytucyjnego potrzeba wystarczającej liczby wojsk specjalnych zdolnych obronić reżim przed uzbrojoną opozycją. Na regularną armię złozoną w dużej mierze z poborowych w takich sytuacjach władza liczyć nie może. Rewolucje w Egipcie i Tunezji zwyciężały w momencie, gdy armia przyjmowała neutralną postawę., a siły bezpieczeństwa nie były w stanie stłumić protestów. Putin spodziewa się kolejnych ulicznych demonstracji, co więcej — wraz ze spodziewanym wzrostem kryzysu — protesty te mogą być jeszcze większe. Do tego dochodzi destabilizacja na Kaukazie Północnym. Własnie w marcu do Czeczenii i Dagestanu rzucono dodatkowe tysiące żołnierzy Wojsk Wewnętrznych. Dagestan stał się już de facto frontem regularnej wojny z rebeliantami tak, jak od 12 lat Czeczenia.

[…]”[292] Rozwiązanie siłowe Moskowii nie uratuje. Może co najwyżej jej rozpad jedynie odroczyć. I to raczej na krótko. Pewien wódz indiański z Ameryki Północnej stwierdził w rozmowie z pewnym Białym, że pożywienie Czerwonego Człowieka biega na czterech nogach (zwierzyna łowna), a pożywienie Białego Człowieka stoi na jednej nodze (zboże), dlatego Czerwony Człowiek musi przegrać. Parafrazując można powiedzieć, że bogactwo Moskowicina leży w ziemi, a bogactwo Człowieka Białego, Człowieka Żółtego i Człowieka Herbacianego (Hindus) leży w jego głowie, dlatego Moskowicin musi przegrać. Oprócz gospodarki surowcowej jeszcze występują inne czynniki dla Moskowii niekorzystne. Ale one oddziałują w od gospodarki surowcowej bardziej długoterminowo.[293] Gospodarka surowcowa działa najszybciej.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 178/498

W Instytucie Matematyki Stosowanej została sporządzona z wykorzystaniem dynamicznej teorii informacji prognoza geopolityczna dla Moskowii do AD 2030 przy założeniu tzw. scenariusza bezwładnego, czyli takiego, według którego sprawy dalej idą tak, jak szły dotąd.
85

Gdzie: ██ — USA, ██ — Chiny, ██ — Ja-

ponia, ██ — mahometanie, ██ — terytorium niezależne, ██ — Moskowia.[294][295] Z powyższą są zgodne inne prognozy. „[…]Fantazja Karaganowa w wielu punktach jest zbieżna z »obrazem pożądanego jutra« Jürgensa. Co ciekawe w obu tych tekstach uznaje się, że pesymistyczny dla Rosji wariant rozwoju sytuacji jest bardziej prawdopodobny. Zasadnicza różnica pomiędzy nimi polega na tym, że Jürgens początkowo zakładał, że w Rosji istnieją siły (»myśląca mniejszość«) zdolne do przeprowadzenia modernizacji, natomiast Karaganow z góry założył brak jakichkolwiek wewnętrznych impulsów modernizacyjnych.
W obu raportach można więc wyodrębnić dwa scenariusze dla Rosji – mniej prawdopodobny »idealistyczny« i bardziej prawdopodobny »inercyjny«. Ponieważ Igor Jürgens i Siergiej Karaganow wchodzą w skład intelektualnego zaplecza władz państwowych, zarówno ich fantazje, jak i ich realizm można uznać za ważne przejawy rosyjskiego myślenia strategicznego

[…]”[233][283] Obawy rozpadu Moskowii wyrażają publicznie nie tylko eksperci, ale też prezydent FR. „- Konflikty etniczne są »śmiertelnie niebezpieczne« dla Rosji i mogą spowodować jej rozpad, jeśli rządowi nie uda się zapobiec nacjonalizmowi przechodzącemu w przemoc i bardziej zdecydowanie likwidować rozruchy - powiedział Dmitrij Miedwiediew.29
Prezydent Rosji powiedział, że milicja musi działać twardziej, by tłumić takie zamieszki, do których doszło 11 grudnia nieopodal Kremla. Fani piłki nożnej i rasiści skandujący »Rosja dla Rosjan« starli się z milicją i pobili ludzi z mniejszości etnicznych na Kaukazie.

85

http://images.izvestia.ru/158064.gif, http://preview.tinyurl.com/7ytd49t

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 179/498

Miedwiediew powiedział w trakcie posiedzenia organu doradczego - Rady Państwowej - że regionalne władze muszą ściślej współpracować z grupami etnicznymi w celu zapobieżenia wzrostowi agresywnego nacjonalizmu. - Konflikty międzyetniczne są śmiertelnie niebezpieczne dla Rosji – powiedział Miedwiediew, podkreślając, że nie wolno dopuścić do tego, by jacyś »głupcy zniszczyli nasz wspólny dom«. Podczas posiedzenia doszło do wymiany zdań między prezydentem a premierem - piszą agencje. Premier Władimir Putin wskazał na ZSRR jako na przykład przyjaznych kontaktów między różnymi grupami etnicznymi. Prezydent Miedwiediew oświadczył, że doświadczeń radzieckich nie można powtórzyć. - Czy możemy powtórzyć to, co zostało zrobione w czasach ZSRR? Nie, to niemożliwe - powiedział Miedwiediew przypominając, że Związek Radziecki był państwem opartym na ideologii i bardzo surowych prawach. - Rosja jest inna - dodał. 11 grudnia doszło do starć pseudokibiców piłkarskich i nacjonalistów z milicyjnymi siłami specjalnymi OMON na Placu Maneżowym, w samym sercu Moskwy. Obrażeń doznały 32 osoby, a 66 zostało zatrzymanych, gdy manifestacja przekształciła się w starcia między milicją a tysiącami nacjonalistów i fanów piłki nożnej; domagali się ukarania winnych śmierci jednego z kolegów, który zginął w bójce z przybyszami z Kaukazu. To zdarzenie wywołało kolejne akty przemocy podyktowane ksenofobią. (PAP)”

Prognozy nowsze też nie są wolne od pesymizmu: „W Moskwie zakończył się okrągły stół niezależnych ekonomistów, podsumowujących czteroletnią kadencję Miedwiediewa-Putina. Wynik ich dociekań nie jest dla tej pary optymistyczny. Uczestnicy spotkania uznali, że w Rosji może się powtórzyć rok 1991, kiedy po rozpadzie ZSRR jej gospodarka się załamała, a ona sama znalazła się na skraju rozpadu. […]Sektor surowcowy rosyjskiej gospodarki osiągnął maksimum swoich możliwości, a niesurowcowy tkwi wciąż w zapaści. W państwie może dojść do »nowego 1991 roku«, czyli gospodarczego załamania[…]”[296]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 180/498

Warunkiem realizacji sposobów zapobieżenia rozpadowi FR zaproponowanych przez prezydenta FR jest dysponowanie pieniędzmi. Do rozpadu FR też jest przekonana jej opinia publiczna. „[…]Rosjanie z pesymizmem patrzą w przyszłość. Niedawno w plebiscycie Echo Moskwy ponad 80 proc. słuchaczy uznało, że Rosja
nie utrzyma jedności terytorialnej.”[297]

Są tworzone instytucje, których celem jest znalezienie sposobów zachowania integralności FR. „W Rosji powołano grupę ekspertów z grona najwyższych urzędników państwa, która bada genezę ludowych rewolucji w Tunezji i Egipcie. Władze kraju obawiają się powtórzenia u siebie wydarzeń, do których doszło w Afryce Północnej. - Tam przepaść między bogatymi a biednymi wynosi 1 do 5, w Rosji 1 do 16 - mówi jeden z członków powołanego zespołu.
W skład zespołu weszli najwyżsi przedstawiciele MSW, służb specjalnych oraz kancelarii prezydenta Rosji. Zespół, który zbiera się w jednym z budynków rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego, ma przygotować rekomendacje dla rządzących jak uniknąć scenariusza, który spotkał obalone reżimy w Tunezji i Egipcie. - Pozycja Rosji w tym regionie jest teraz mocno osłabiona - powiedział anonimowo gazecie »Argumienty i fakty« jeden z członków zespołu, pracownik kancelarii prezydenta Federacji Rosyjskiej. - To, co obserwujemy, świadczy o tym, że mamy do czynienia z katastrofalną przepaścią między bogatymi a biednymi. Tam (w Egipcie i Tunezji) różnica wynosi około 1 do 5. U nas - 1 do 16. Tak więc mamy co analizować - dodał.

[…]”[238] Spadek cen węglowodorów ma też wpływ na opozycję w Moskowii: „[…]
Wszystko zależy od cen ropy. Jeśli nie spadną, reżim w Moskwie może zlikwidować opozycję w ciągu następnych kilku lat, jednych przekupując, innych zastraszając. W przypadku zapaści cen ropy i gazu, wpad-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 181/498

nie w poważny kryzys, o wiele gorszy niż ten w roku 2008 r. To będzie przede wszystkim kryzys Federacji Rosyjskiej[…]”[298]

Kiedy światowe ceny węglowodorów spadną, opozycja Moskowii będzie bezpieczna. Nie każda opozycja chce zachowania integralności terytorialnej FR. Obok takiej w Moskowii funkcjonuje opozycja separatystyczna. Kiedy tylko uzyska taką możliwość, będzie usiłowała swoje terytorium oderwać. „[…]
Co czeka Rosję w przyszłości? Zniknie z mapy czy zostanie wasalem Chin, jak przewiduje znany rosyjski pisarz Wiktor Jerofiejew? Według mnie szkód wyrządzonych na rosyjskim społeczeństwie przez 70 lat komunizmu nie da się już cofnąć. Nie wierzę, że Rosja się kiedykolwiek podniesie.”[298]

FR może rozpaść się według takiego samego schematu, według którego rozpadł się ZSRR. Przynajmniej w relacji Stanisława Szuszkiewicza, b. przewodniczącego parlamentu Białorusi: „»Nawet mi przez myśl nie przeszło, że można zlikwidować Związek Radziecki, ale trzeba było przetrwać zimę. Ja i rząd chcieliśmy zaprosić (ówczesnego prezydenta Rosji Borysa) Jelcyna na Białoruś, żeby nas wspomógł w sposób nierynkowy rosyjską ropą i gazem. Dlatego zaprosiłem go do Puszczy Białowieskiej na polowanie« - powiedział Szuszkiewicz.
Władze Białorusi nie chciały umawiać się za plecami Ukraińców Ponieważ władze Białorusi nie chciały umawiać się w tej sprawie poza plecami Ukraińców, postanowiły zaprosić także Leonida Krawczuka, który 1 grudnia 1991 r. został prezydentem tego kraju. »Tym posobem spotkaliśmy się we trzech w Wiskulach w Białowieży. Zaprosiliśmy ekspertów, żeby uzgodnić tam na miejscu wszystkie zobowiązania - kto komu i na jakich warunkach dostarczy ropę naftową i co otrzyma w zamian. To były bardzo skomplikowane kwestie, dlatego nasze delegacje były bardzo mocne« - opowiada Szuszkiewicz.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 182/498

Kiedy jednak uczestnicy spotkania zasiedli 7 grudnia wieczorem do rozmów, natknęli się na problem praktyczny: skoro istnieje Związek Radziecki, należałoby zwrócić się o zaakceptowanie umów w sprawie surowców do prezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa. »A Jelcyn został wybrany przez mieszkańców Federacji Rosyjskiej na prezydenta 12 czerwca ogromną większością już w pierwszej turze - dostał 56 proc. głosów. Jak mógł prosić o to Gorbaczowa? Uważał, że jest ważniejszą postacią w Związku Radzieckim niż on« - relacjonuje Szuszkiewicz. »Związek Radziecki jako rzeczywistość geopolityczna i podmiot prawa międzynarodowego przestaje istnieć« Jeden z najbliższych doradców Jelcyna i wicepremier Giennadij Burbulis zaproponował wtedy podpisanie dokumentu stwierdzającego, że »Związek Radziecki jako rzeczywistość geopolityczna i podmiot prawa międzynarodowego przestaje istnieć«. »Posłuchałem i powiedziałem: ja to podpiszę. To samo Krawczuk« - mówi Szuszkiewicz.

[…]”[299] Historia może się powtórzyć. Znowu ktoś będzie chciał coś od kogoś. I znowu warunkiem porozumienia może być podpisanie dokumentu stwierdzającego , że jako rzeczywistość geopolityczna i podmiot prawa międzynarodowego istnieć przestaje Federacja Rosyjska. Jakiś gubernator czy inna szycha na wyraju może wpaść na genialny pomysł, że ze stołka nie poleci, jeżeli zrzucić go z niego nie będzie komu. Historycy uczą nas, że były dwie wojny światowe. Pierwsza — 1914÷1918. I druga — 1939÷1945. Ale trafiają się też i tacy historiozofowie, którzy twierdzą, że wojna była jedna, trzydziestoletnia — 1914÷1945. Z dwudziestoletnią przerwą między rundami na odbudowanie sił. Być może w przyszłości historycy będą twierdzili, że nie było dwóch rozpadów: ZSRR i FR. Był tylko jeden rozpad Moskowii z dwudziestoletnią przerwą między rundami na nieskuteczne ratowanie FR. „[…]Rosja jest dziś słabszym państwem, a zagrożenie rozpadem
jest większe niż w 1993 r.[…]”[300]

W obliczu nieuchronności rozpadu przywódcy Moskowii stoją przed tym samym problemem, co przywódcy III Rzeszy Niemieckiej — odpowiedzialności karnej za swoje zbrodnie.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 183/498

Po rozpadzie FR byli przywódcy i funkcjonariusze Moskowii będą ścigani tak samo, jak zbrodniarze III Rzeszy Niemieckiej, jak podejrzani o popełnienie zbrodni na terenie byłej Jugosławii, Rwandzie, etc., etc. Powstaną odpowiedniki Centrum Szymona Wiesenthala. Przywódcy FR wiedzą o tym bardzo dobrze i z pewnością zawczasu podejmą starania zaradzenia temu. Gdyby szefowie specsłużb Moskowii nie podjęli odpowiednich działań, ściganie zbrodniarzy Moskowii wyglądałoby, jak ściganie zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej. Dynamikę Ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej można zobrazować modelem pożaru. Sukcesy złapania poprzednich zbrodniarzy podsycały żarliwość ścigania następnych. Nawet końce są podobne. Dopalający się pożar usiłuje podpalić, co się tylko da. Kiedy przegrzebuje się pogorzelisko, znajduje się ślady oddziaływania pożaru na przedmioty, których przedtem o to się nie podejrzewało. Podobnie po wyczerpaniu się autentycznych zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej, usiłuje się ścigać osoby podobne. Przez jedną trzecią (32,23%) drugiej wojny światowej Moskowia i III Rzesza Niemiecka były sprzymierzeńcami i zbrodnie popełniały razem. Kiedy upowszechni się wiedza o pomocy Hitlerowi w zdobyciu władzy nad Niemcami[44], zbrodnie III Rzeszy Niemieckiej mogą zostać włączone do zbrodni Moskowii, jako ich podzbiór. Ze względu na korzyści przerzucanie win III Rzeszy Niemieckiej na Moskowię może stać się półoficjalną czy nawet oficjalną polityką Niemców. Pożar ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej może przerzucić się na zbrodniarzy Moskowii i płynnie być kontynuowany. „[…]Gdyby zbudowano nekropolię katyńską w Polsce, stworzono by w ten sposób pierwszy tak wielki pomnik ofiar sowieckiego ludobójstwa, dorównujący znaczeniem KL Auschwitz — symbolowi ludobójstwa niemieckiego. Odwiedzające nasz kraj oficjalne delegacje państwowe składają wizyty w KL Auschwitz, oddając hołd ofiarom Niemców. Gdyby w ten sam sposób mogły oddać hołd ofiarom Sowietów, zbrodnie stalinowskie — których ogromu świat zdaje się do dziś nie dostrzegać — spotkałyby się w oczach światowej opinii publicznej z takim samym potępieniem jak zbrodnie hitlerowskie[…]”[142]

„[…]to przeklęta ziemia. Dlatego chciałbym, by wszystkie cmentarze ze wschodu przenieść do Polski, żeby ciała pomordowanych w Miednoje czy w Smoleńsku spoczęły w naszej ziemi. Żeby stworzyć dla nich wielkie mauzoleum, coś monumentalnego, miejsce budowania pamięci narodu. To jest jednak zadanie dla architektów, a nie dla mnie.

[…]”[301]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 184/498

„[…]Witomiła Wołk-Jezierska, Wanda Rodowicz, Krystyna Krzyszkowiak, Stanisław Drabczyński i kilkoro innych krewnych zamordowanych przez NKWD oficerów wysłało listy do szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Chcą, by do kraju wróciły z Rosji szczątki ich krewnych, pochowanych na cmentarzach w Katyniu i Miednoje[…]
– Miejsce bohaterów jest w Polsce. Marzę, by wreszcie tu postawić dziadkowi pomnik. Cała moja rodzina, bo wniosek, jaki złożyłam w MSZ 16 stycznia, kieruję w imieniu 80 krewnych, nie godzi się, by szczątki dziadka pozostały w obcej ziemi. W Katyniu czy Miednoje nie ma nawet porządnych grobów, tylko tabliczki, gdzie trudno położyć kwiaty. Poza tym nie uznajemy rosyjskich »memoriałów« za prawdziwe wojskowe cmentarze – twierdzi Wanda Rodowicz.

[…]”[302] „To, że nie powstał jeszcze klub krajów poszkodowanych przez Rosję Sowiecką, domagający się wypłaty odszkodowań za zbrodnie i rabunki, wynika najprawdopodobniej z połączenia głupoty rządzących w tych krajach polityków z pracą działającej wewnątrz nich postsowieckiej agentury. Ale oto z zupełnie nieoczekiwanej strony pojawiła się pierwsza jaskółka w tej sprawie – prezydent Iranu Ahmadineżad zaapelował o rozpoczęcie debaty nad tym problemem.”[303]

Ściganie zbrodniarzy Moskowii może mieć przebieg bardziej drastyczny od ścigania zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej z porwaniem Adolfa Eichmanna przez Mossad 14 maja AD 1960 w Bancalari w Argentynie włącznie. Może być bardziej podobne do wojny domowej w Moskowii po puczu Lenina i Wielkiej Czystki Stalina. Takie praktyki już podjęto w ramach przygotowań do sprzedaży specsłużbom państw zachodnich nadmiaru agentury mającego powstać na skutek kontrolowanego rozpadu ZSRR. „[…]»Merc« na przełomie lat 80. i 90. był oskarżony o malwersacje finansowe i spędził ponad 1,5 roku w więzieniu. Stało się to prawdopodobnie z powodu konfliktu, jaki zaistniał na linii komunistyczny wywiad wojskowy — Służba Bezpieczeństwa. Obrońcą Załuski w procesie karnym był adwokat Władysław Pociej, według dokumentów IPN k.o. »Lucky« (o czym pisaliśmy w poprzednich wydaniach »Gazety Polskiej«).
W latach 90. Jan Załuska został porwany i był torturowany w celu wyłudzenia okupu w wysokości 600 tys. dol. Według prasy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 185/498

za jego porwaniem mieli stać oficerowie WSI, którzy nielegalnie próbowali przejąć Rafinerię Trzebinia.

[…]”[304] Najgorliwsi łowcy zbrodniarzy Moskowii będą rekrutowali się z funkcjonariuszy średnich i niższych szczebli specsłużb Moskowii i agentów wpływu. Ze ścigania zbrodniarzy Moskowii uczynią swój sposób na życie, źródło utrzymania i sadystyczną rozrywkę wywierania zemsty na swoich byłych przełożonych, których własną ręką strącili z ich stanowisk w niebyt i poniżenie. Jeżeli szefowie specsłużb Moskowii nie podejmą odpowiednich działań, pożar ścigania zbrodniarzy Moskowii nie wygaśnie, dopóki ostatni szczur nie zostanie wyciągnięty z ostatniej dziury, a wszystkie potencjalne kryjówki sprawdzone po wielokroć. Jak można obronić się przed pożarem? Np. traper broni się przed pożarem prerii podpalając ją samemu, czym bliżej siebie. Na początku ogień nie jest groźny. Można bezpiecznie przebywać blisko niego. Żeby ogień mógł stać się groźny, musi od trapera podpalacza oddalić się na odległość, z której już mu krzywdy zrobić nie może. Najskuteczniejszą zaporą przed ogniem jest pogorzelisko. Podobnie szefowie specsłużb Moskowii, jeżeli za podpałkę użyją tych swoich agentów, których chcą sobie zachować, mogą pożar ścigania zbrodniarzy Moskowii ograniczyć wyłącznie do agentów, których przeznaczyli do redukcji. Wtedy kierunek pożaru będzie przebiegał od nich na zewnątrz. Dodatkowo mogą pożarowi nadać charakter słomianego ognia. Wraz ze spalaniem niepotrzebnej agentury równolegle będzie się wypalał zapał do ścigania zbrodniarzy Moskowii. Aby to mogło nastąpić, los spalanych agentów musi być tak straszny, żeby budził grozę taką, aby w międzynarodowej opinii publicznej wzbudził litość. O chicagowskich rzeźniach mówiło się, że w nich nic się nie marnuje, nawet kwik zarzynanych świń jest wykorzystywany jako syrena fabryczna; Moskowia swoich utylizowanych agentów spożytkuje nie mniej gospodarnie.

10.2.

Konieczności
Motto 1 Boże, strzeż mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam. Armand Jean de Richelieu (1585÷1642) – książę, kardynał, francuski mąż stanu, pierwszy minister Francji od 1624 r. Motto 2 Kto panu służy wiernie, Tenu mu za to pierdnie! Przysłowie śląskie Motto 3 Berman oraz Minc Hilary, ludowej władzy dwa filary, leżą strzaskane Gnoma ręką i nawet im nie wolno jęknąć!

Janusz Szpotański[305] Motto 4 Ten niepokój dopadnie nas zawsze i wszędzie Pamiętamy, co było Więc wiemy - co będzie.

Jacek Kaczmarski[306] Motto 5 Zapamiętajcie, że za nieszczerość i tchórzostwo zawsze trzeba płacić. Nie wyobrażajcie sobie, że przez całe lata można uprawiać służalczą propagandę na rzecz radzieckiego lub też jakiegokolwiek innego reżimu, a potem powrócić nagle do intelektualnej przyzwoitości. Raz się skurwisz – kurwą zostaniesz.

George Orwell[307]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 187/498

Motto 6 Dwie osoby mogą zachować tajemnicę tylko wtedy, jeżeli jedna z nich nie żyje Stare powiedzenie związane z amerykańskim światem przestępczym Motto 7 Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne Adam Mickiewicz Zbrodniarze III Rzeszy Niemieckiej uciekli do Ameryki Południowej. „[…]Gdy ulotni się gaz czy też raczej generowane przez jego sprzedaż góry dolarów, z Rosji ulotni się zapewne także kilka wybitnych osobistości[…]”[308]

Przywódcy Moskowii są w sytuacji lepszej o tyle, że jeszcze dysponują terenem przez wroga niezajętym zbrojnie. Mogą na tyle, na ile to jest możliwe, starać się powtórzyć operację rozpadu ZSRR, zawęzić granice i z terytorium FR wykroić państwo mniejsze, odpowiednik tego czym dla ordy mongolskiej była Mongolia, a dla zbrodniarzy III Rzeszy Niemieckiej — Ameryka Południowa. Ze względu na cel i funkcje może nosić nazwę roboczą, Azylia. Szefostwa specsłużb Moskowii mogą na użytek wewnętrzny nazywać ją, Piemontem. Azylia musi spełniać szereg wymogów. Pole powierzchni nie za duże i warunki miejscowe w miarę jednolite, aby uniknąć następnego rozpadu. Być uznaną przez inne państwa, ale jednocześnie nie mieć z nimi umów o ekstradycję. Utrzymywać dobre stosunki dyplomatyczne z możnymi tego świata. Mieć dobrą prasę. Uczestniczyć w międzynarodowym systemie bankowym. Być samowystarczalną gospodarczo i finansowo, co jest równoznaczne z posiadaniem cennych surowców. Mieć dobre połączenia komunikacyjne z resztą świata. Z żadnego z sąsiadów nie można przeprowadzić na Azylię ataku ani żaden z sąsiadów nie może zostać przejęty przez państwo od Azylii silniejsze. Na całym terenie FR nie ma miejsca, które spełniałoby wszystkie te warunki w stopniu dobrym. Co najwyżej można wybrać miejsce takie, które warunki spełnia zaledwie zadowalająco. Przy wyborze lokalizacji Azylii trzeba dokonywać kompromisy. Pole powierzchni Azylii jest zbyt małe, aby objąć nim wszystkie te rejony, z których da się uzyskać korzystne wartości parametrów. Zwiększając jakość jednego, jednocześnie trzeba pogarszać inne.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 188/498

Wydaje się, że względnie dobrą lokalizacją Azylii jest wybrzeże Pacyfiku. I to raczej nie okolice Władywostoku, bo można spodziewać się, że ChRL z okazji skorzysta i tereny sporne odbierze. „[…]chińscy przywódcy, w tym sam Hu Jintao, nie pogodzili się z utratą dawnych chińskich terytoriów i nie wyobrażają sobie przyszłych Wielkich Chin bez Mandżurii Zewnętrznej[…]”[309]

Nie jest to miejsce idealne. Klimat jest surowy, trzeba importować dużo żywności. Mała atrakcyjność dla osadników. Wprawdzie zbrodniarze z krwią na rękach nad Pacyfik będą walili drzwiami i oknami tak, że ich dopływ trzeba będzie ograniczać, ale oprócz nich jeszcze są potrzebni ludzie do roboty, choćby do wydobywania surowców. Daje się zauważyć podejmowanie kroków zmierzających w kierunku utworzenia w przyszłości Azylii w tym miejscu. „[…]program LDPR zawiera też akcenty liberalne. Zakłada m.in. ograniczenie liczby podmiotów Federacji Rosyjskiej z 83 do 20. Proponuje także zwolnienie z wszelkich podatków mieszkańców i przedsiębiorstw w Dalekowschodnim Okręgu Federalnym, obejmującym cały obszar od Zabajkala po Czukotkę, Kamczatkę, Sachalin i Kraj Nadmorski ze stolicą we Władywostoku — w sumie 15 obecnych regionów. Zdaniem Żyrinowskiego, tylko w ten sposób da się zatrzymać odpływ ludności z tego makroregionu i zbudować w nim silną gospodarkę[…]”[310]

Cel powyższego programu jest jasny, przemieszczenie zasobów z tych terytoriów Federacji Rosyjskiej, które zostaną utracone, do tych, na których ma być utworzona Azylia. A w szczególności, zmniejszenie odpływu fachowców zanim do Azylii zaczną napływać zbrodniarze. Te cele są widoczne lepiej w świetle przeprowadzonej analizy. „[…]wykorzystując fakt, że jego wystąpienie transmituje kanał rosyjskiej telewizji Rossija 24, poużywał sobie na wszystkich ekipach rządzących Rosją od czasu rozpadu ZSRR. Pijanego wiecznie Jelcyna oskarżył, że wydał Rosję w pacht Żydom i omal nie doprowadził do rozpadu Rosji. Putinowi i Miedwiediewowi zarzucił brak skuteczności. Nie atakował ich osobiście. Nie wymienił nawet nazwisk. Mówił o nich »oni«, ale jednocześnie stwierdził, że realizowany przez nich plan modernizacji kraju nic nie dał i skończył się »przewałem«. Jego zdaniem, kryzys w Rosji narasta we wszystkich dziedzinach. Reforma armii skończyła się jej unicestwieniem, doprowadziła do spadku dyscypliny, a w wielu jednostkach panuje zwyczajny burdel. Jako przykład tego podał ostatnią serię wybuchów w składach

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 189/498

amunicyjnych, które wydarzyły się na skutek nieostrożności żołnierzy… Państwo, zdaniem Żyrinowskiego, nie radzi sobie z klęskami żywiołowymi. Jego system przeciwpożarowy okazał się całkiem bezradny wobec pożarów, które ogarnęły Rosję w minionym roku. Zapaść panuje, według Żyrinowskiego, w rosyjskiej nauce. Rosyjskie uczelnie nie liczą się w świecie i zdecydowanie odstają od zachodnich. Rosyjskie rolnictwo nie jest w stanie wyżywić własnego narodu, a żywność wytwarzana przez zakłady spożywcze nie odpowiada normom.

Eksport sierot29
Żyrinowski podał jako przykład kilkanaście masowych zatruć w eożniego rodzaju stołówkach i przedszkolach. Za największą klęskę uznał ciągłe zmniejszanie się liczby ludności Rosji, zwłaszcza zaś malejącą liczbę etnicznych Rosjan, których stan fizyczno-duchowo-moralny jest coraz gorszy; jako rasa ulegają oni dalszej degradacji, ustępując miejsca muzułmanom. Lider LDPR skrytykował też obecne władze Rosji za politykę »eksportu rosyjskich sierot« do krajów zachodnich, zwłaszcza do Niemiec. Uświadomił widzom, że w ostatnich latach około 100 tysięcy rosyjskich dzieci zostało usynowionych przez niemieckie rodziny. Zdaniem Żyrinowskiego, jest to dowód na kompletną klęskę polityki demograficznej Rosji… Konkludując swoje wywody, Zyrinowski nie pozostawił suchej nitki na żadnej z dziedzin rosyjskiego życia[…]”[310]

Przy wybrzeżu Azylii ocean zamarza i komunikacja przez cały rok nie jest możliwa. Z tego powodu nie będzie można oddać Japonii wysp Kurylskich, bo przy nich ocean nie zamarza. Ale to znaczy, że nie będzie z nią dobrych stosunków. Blisko znajdują się terytoria, które ChRL uznaje za utracone. „[…]jedynym większym obszarem, do którego Chiny stale zgłaszają pretensje i o który stoczyły nawet wojnę, jest rosyjski Daleki Wschód.

[…]”[311] „[…]Pekin przewiduje odebranie Moskwie »prastarych chińskich
ziem zrabowanych na mocy nierównoprawnych traktatów«[…]”[312]

traktowania zamierzeń ChRL przemawiają fakty. Na rzecz poważnego ChRL w niektórych republikach byłego ZSRR dzierżawi terytoria, a nawet uzyskała aneksje terytorialne. Dołączenie do grona tych republik Moskowii jest tylko kwestią cza-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 190/498

su.[311] Granica ChRL może przesunąć się na północ.[313] Azylia zlokalizowana w tym miejscu będzie leżała na kierunku osadnictwa chińskiego. „[…]
Azja Środkowa i Syberia są dla Chin naturalnym źródłem surowców i pozbycia się nadwyżki ludności, ale Rosja nie jest żadnym przeciwnikiem. Z tej perspektywy Pekin dąży raczej do jej zwasalizowania uzależnienia gospodarczego Syberii, czemu służą inwestycje na Uralu czy we Władywostoku, a w przyszłości zapewne w innych ośrodkach. Syberia i Azja Środkowa stanowią raczej tereny ekspansji[…]”[314]

Można je zatrzymać administracyjnie, ale póki Azylia będzie oblężoną twierdzą, nie będzie się rozwijała. „[…]Przez kilkanaście lat Moskwa walczyła w byłym ZSRR z wpływami Zachodu — były »kolorowe rewolucje«, były »kontrrewolucyjne« działania rosyjskie. Teraz jednak można mówić już o »wojnie na dwa fronty«. To, co od dawna przewidywano, wreszcie się realizuje — rozpoczęła się otwarta ekonomiczno-polityczna ekspansja Chin w Azji Centralnej. […]
Okazuje się, że strategiczną pomyłką Moskwy było uznawanie przez wiele lat za głównego przeciwnika w Azji Centralnej Zachodu i zgoda na wzrost znaczenia Chin[…]”[250]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 191/498

Dość dobry opis wypierania Moskowii z Azji Środkowej i Wschodniej (Daleki

Wschód) dał Rybczyński Innym polem konfrontacji

86

(foto. Mariusz Troliński)[315]. Północno-Wschodnie

z ChRL jest Przejście

87

[316].

„[…]Na arktyczną scenę wkracza coraz śmielej inny globalny gracz. W marcu 2010 r. chiński kontradmirał Yin Zhuo oświadczył: »Chiny muszą odgrywać niezbędną rolę w eksploracji Arktyki, bo mamy jedną piątą populacji świata«. Pekin stara się rozwijać stosunki z »krajami arktycznymi« i uczestniczyć w takich organizacjach, jak Rada Arktyczna. Ale na spotkaniu w Nuuk Rosja storpedowała pomysł nadania Chinom statusu obserwatora Rady Arktycznej. Nie przeszkadza to Pekinowi słać na Daleką Północ jednej ekspedycji naukowej za drugą. A największy lodołamacz świata pływa pod banderą nie rosyjską czy amerykańską, ale chińską. Nazywa
się »Xue Long« (Śnieżny Smok).”[317]

86

http://www.panstwo.net/uploads/foto/2011/06/55_57_ilu_mt.jpg, http://preview.tinyurl.com/bvvwvgw http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Sevmorput%27.jpg&filetimestamp=20070827165809, http://preview.tinyurl.com/c85tj96

87

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 192/498

I najważniejsze. W pobliżu znajdują się silne centra krystalizacji geopolitycznej: Chiny, Japonia i Korea Południowa. Światowa kariera Księstwa Moskiewskiego zaczęła się od umieszczenia w jego granicach centrum krystalizacji geopolitycznej. Dokonał tego Piotr I. Zrabował Finom część ich ziem i zbudował tam Petersburg. Piotr I dokonał sztukę nie lada, przeniósł centrum krystalizacji geopolitycznej z granic Rzeczypospolitej i umieścił je w granicach swojego państwa. Jego następcy utrzymali centrum krystalizacji geopolitycznej i umacniali je. Utrata centrum krystalizacji geopolitycznej z granic państwa była główną przyczyną upadku Pierwszej Rzeczypospolitej. Magnaci, którzy wcześniej w swoich sprawach jeździli do Warszawy, zaczęli jeździć do Petersburga. Skutki przeniesienia centrum krystalizacji geopolitycznej z granic Rzeczypospolitej i umieścił go w granicach Moskowii zauważył Mickiewicz i opisał trochę marginalnie w „Panu Tadeuszu” (w interpretacji Mateusza Matyszkowicza): „[…]moglibyśmy mówić o postawie Telimeny. Chowała ona w biurku plan Petersburga, który stanowił dla niej prawdziwą stolicę i kulturowy punkt odniesienia. To ona, razem z Hrabią, nie rozumiała »Sopliców choroby«, którą jest przywiązanie do polskości. Petersburg jest dla Telimeny wyzwoleniem: tam wchodzi się na salony i obcuje się z siłą. Wyjazd tam to porzucenie indyków i kurek – tego wszystkiego, co nasze i wsiowe. Ta emancypacja osobista, kulturowe wyzwolenie, nie idzie jednak w parze z politycznym wyzwoleniem. To wyzwolenie przez zlanie się z tym, co obce i despotyczne.
Rozmowa Telimeny i Hrabiego z Tadeuszem – ta, w której omawiane są sprawy sztuki i pejzażu – jest dobrym odniesieniem dla dzisiejszych dyskusji o zakresie debaty publicznej. Wspierany przez Telimenę Hrabia wykłada tu klasycystyczny pogląd o sztuki piękne, konieczności oparcia jej na określonych prawidłach i ustalonym zestawie kolorystycznym. Niebo włoskie, o którym mówi Hrabia, schematyzm przedstawień postaci – to wszystko, co ma być nałożone na soplicowski pejzaż, ma go przetwarzać, okcydentalizować, choćby pod wschodnim patronatem, to wszystko powtarza się i teraz, tak by soplicowski gust nie mógł się przebić, by został unicestwiony i wyśmiany. A zatem to wyzwolenie artysty, a w domyśle i wyzwolenie Polaka, musi mieć ramy wzięte z zewnątrz, przygotowane wcześniej i praktykowane gdzie indziej. Tak, by wszelka indywidualność rozmyła się w gotowym schemacie. Telimena i Hrabia nie chcą władzy dla siebie – oni tak naprawdę nie tworzą ideałów. Ich zadanie sprowadza się do pouczania, a więc multiplikowania własnych postaw. Wprowadzając cudzą władzę, usprawiedliwiają się z własnej niesamodzielności

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 193/498

i niemocy. Czym byłoby dla nich wolne słowo, jeśli nie objawem soplicowskiej choroby, która nie chce przyjąć ani wspaniałości ulic Petersburga, ani wzorczości włoskiego nieba? Stoi za tym rozumowanie parapatriotyczne, to jest takie, które próbuje uzasadnić własne zaprzaństwo – służbie narodowym interesom, zniewolenie – kulturową emancypacją i wreszcie politykę – estetyką. I przede wszystkim lęk przed władzą i podmiotowością – politycznym realizmem. Dla reprezentanta takiej postawy ktoś, kto wychyla się z szeregu i odmawia marszu w stronę tego obcego zbawienia, ten jest narodowym szkodnikiem, zaprzańcem jeszcze większym od niego samego, zdrajcą i w ogóle wszystkim, co najgorsze. Sopliców choroba zatem nie tylko jest dla Telimeny śmieszna – przede wszystkim czai się w niej niebezpieczeństwo dla pewnego projektu politycznego.

[…]”[318] Tak samo Azylia może być zbyt słaba na wytworzenie i utrzymanie w swoich granicach centrum krystalizacji geopolitycznej. Bliskość trzech silnych centrów krystalizacji geopolitycznej: Chin, Japonii i Korei Południowej może sprawić, że Azylia stopnieje jak bałwan śniegowy na wiosnę. Budowa Azylii zacznie się z poziomu bardzo niskiego. Z początku będzie bardzo słaba i podatna na zagrożenia. Ta operacja jest bardzo ryzykowna. Wymaga czasu i spokoju. Szefostwa specsłużb Moskowii zrobią wszystko, aby uwagę światowych graczy politycznych skierować na inne wydarzenia. Twórcy Azylii, szefowie specsłużb Moskowii, postarają się o zapewnienie jej względnej przewagi nad sąsiedztwem. Najlepiej, gdyby Azylia była wyspą rozwoju i dobrobytu na pustyni popiołów. Rozpadowi FR i organizowaniu Azylii będą towarzyszyły burzliwe wydarzenia: akty terroru, wojny, konflikty zbrojne, zamieszki, ruchawki, niepokoje, zorganizowana przestępczość, masowe rabunki, akty dywersji, strajki, zwiększona podaż narkotyków itp. W największym natężeniu będą przebiegały na terenie rozpadającej się FR, ale szefostwa specsłużb Moskowii zrobią wszystko, co w ich mocy, aby rozciągnąć ja na czym większy obszar całego świata. Poza wszystkim innym, obecnie migracja przebiega z terenów najdogodniejszych do utworzenia Azylii na zachód. Duże zniszczenia materialne mogą migrację odwrócić i skierować do Azylii. Moskowia zamęt na świecie sieje już teraz. „[…]wszędzie GRU-ista siał chaos — od Ameryki Łacińskiej przez Afrykę do Azji. A chaos to zagrożenie dla »Pax Americana«. Ame-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 194/498

rykanom tymczasem (szczególnie Departamentowi Stanu) zależy na stabilizacji. Kłopoty dla USA oznaczały, że Waszyngton miał mniej czasu i środków, aby zwracać uwagę na Moskwę. Postsowiecka Rosja mogła więc w tym czasie zbierać siły, podnosić się z zapaści[…]”[319]

Teraz zamęt zostanie dokonany na skalę o wiele większą. Maksymalną. Przy wykorzystaniu wszelkich dostępnych środków. Pozostaje problem samego miasta Moskwa. Brak surowców sprawia, że Azylia swoimi granicami Moskwy objąć nie może. Zostawienie Moskwy jest dla Azylii bardzo niebezpieczne. W pozostawionej Moskwie mógłby utworzyć się ośrodek władzy, który Azylii mógłby zagrozić. Ten ośrodek władzy mógłby utworzyć się z sił miejscowych albo z obcych. Kiedy to się stanie, Azylia będzie mogła tylko bezradnie obserwować wzbierającą potęgę. Moskale już raz zniszczyli swoją starą stolicę. Miało to miejsce podczas kampanii francusko-rosyjskiej 1812÷1813. Różnica polega na tym, że wtedy ją odbudowali, a teraz nie odbudują. Chodzi o to, aby nikt nie mógł wjechać na Kreml na białym koniu przez bramę w Wieży Spasskiej i przejeżdżając uderzyć w nią mieczem ceremonialnym lub szablą mahometańską. „[…]
Jestem pewien, że kiedy zapanuje w Rosji islam, Maria Gieorgiewna odszuka dowody na to, że jej wielki rodzic całą wojnę nosił Koran za pazuchą, a adiutanci na wszystkich fraontach wozili za nim dywanik modlitewny. I ciągle, biedaczysko, chciał odbyć pielgrzymkę do Mekki na bosaka, ale się nie udało… Przeklęci koniunkturaliści z KC przeszkodzili.

[…]”[320]
Zburzenie niczego nie daje. Wszystko zburzone można odbudować. Odbudowa nie musi być dokładna. Odbudować można byle jak. W ogóle nie trzeba odbudowywać. Na gruzach można postawić cokolwiek. Łuk triumfalny. Bramę powitalną. Skażenia chemiczne i biologiczne są krótkotrwałe i łatwo je usunąć. Pozostaje tylko jedno. Skażenie radionuklidami. Nad Moskwą w ramach organizowania Azylii może zostać odpalona brudna bomba. Poza pozbyciem się konkurencji, zbrodniarze moskowicińscy mogą upozorować własną śmierć. Z powodu wysokiej radioaktywność nikt nie sprawdzi, czy ich ciała leżą

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 195/498

pod gruzami Moskwy. Może to być bardzo użyteczny argument przeciwko wścibskim sprawdzającym, czy w Azylii ukrywają się zbrodniarze Moskowii. „[…]14 września 2009 r. na terenie jednostki wojskowej 57604 w Tambowie (400 km od Moskwy), gdzie mieści się dowództwo Głównej Dyrekcji Wywiadu Sztabu Generalnego, doszło do potężnego pożaru, podczas którego (według oficjalnych danych) zginęło pięć osób, a 14 odniosło obrażenia. Zniszczeniu uległa znaczna część budynków, a szczególnie te, w których przechowywano tajne archiwum GRU, związane m.in. z operacjami wojskowymi na terytorium Abchazji. Na miejscu natychmiast zjawili się zastępca ministra obrony Rosji i wielu wyższych oficerów służb wywiadu. W Tambowie stacjonowała 16. brygada specjalna GRU, »wsławiona« w 2008 r. walkami w Abchazji, a wcześniej w Czeczenii i Afganistanie.
Pojawiły się wówczas spekulacje, że pożar nie powstał z powodu zwarcia instalacji elektrycznej (jak głosiła wersja oficjalna), a był efektem precyzyjnej akcji grupy komandosów, wykonujących zadanie zniszczenia archiwum wywiadu wojskowego. Do ataku miało dojść 13 września, trwał tylko 15 minut, a do wywołania gigantycznego pożaru użyto pocisków zapalających. W Dyrekcji GRU w Tambowie miały znajdować się dokumenty dotyczące wielu operacji CIA, ataku terrorystycznego z 11 września 2001 r., ale też materiały wskazujące na powiązania ważnych polityków światowych, w tym Busha i Cheneya, ze słynną organizacją wojskową Blackwater Worldwide (obecnie Xe Services LLC), którą CIA i izraelski Mossad miały wykorzystywać do likwidacji terrorystów al Kaidy. Rosyjski wywiad wojskowy miał również dysponować materiałami wskazującymi, że za zamachami na byłego premiera Libanu Rafika Haririego i premier Pakistanu Benazir Bhutto stała Blackwater. Atak na obiekty GRU w Tambowie łączono z niespodziewanym lądowaniem samolotu premiera Izraela Beniamina Netanjahu (udającego się do Gruzji) na terenie jednej z baz rosyjskich 10 września i jego spotkaniem z prezydentem . Netanjahu miał wówczas zażądać natychmiastowego zwrotu dokumentów i agentów Mossadu schwytanych przez Rosjan na pokładzie frachtowca »Arctic Sea«, którym Rosjanie przewozili elementy rakiet S-300 oraz materiały dla irańskich instalacji nuklearnych. Ludzie, którzy 24 lipca 2009 r. weszli na pokład rosyjskiego statku, byli agentami Mosadu, mającymi za zadanie sprawdzić ładownie frachtowca. Gdy okazało się, że na Arctic Sea znajdują się poszukiwane obiekty, zdecydowano o jego uprowadzeniu, podejmując jednocześnie pertraktacje z Rosjanami. Trudno powiedzieć, która wersja zdarzeń odpowiada prawdzie. Czy pożar w Tambowie był efektem ataku grupy komandosów i światowej gry tajnych służb, czy – jak głosiła inna hipoteza – chodziło o zniszczenie dowodów obciążających wysokich rangą dowódców armii

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 196/498

rosyjskiej i oficerów GRU w związku z działaniami Specnazu w Abchazji i nadzorowanymi przez służby »aktami terrorystycznymi«?[…]”[321]

Być może ten pożar był próbą przed zwijaniem interesu w FR, analogiczną do jesieni ludów przed przeprowadzeniem kontrolowanego rozpadu ZSRR. Ale to też może być początek samego zwijania interesu. Azylia zacznie z czystym kontem. Będzie państwem całkiem nowym. Z FR łączyć jej nie będzie nic. W każdym bądź razie mniej niż jakiekolwiek inne państwo powstałe po rozpadzie FR. FR zostanie zlikwidowana jak firma krzak. Zostanie po niej tylko trochę dymu w powietrzu, który szybko się rozwieje. Są podejmowane kroki, których celu obecnie nie da się określić jednoznacznie. „»Rosja potrzebuje nowej stolicy na wschodzie«
IAR Agnieszka Kamińska 04.04.2012

Eksperci przekonują, że Moskwa nie jednoczy całego kraju, co stwarza zagrożenie rozpadem państwa.
Rosja potrzebuje nowej stolicy - pod takim tytułem »Niezawisimaja Gazieta« przekonuje, że centrum administracyjne Federacji Rosyjskiej powinno zostać przeniesione na wschód. Dwaj eksperci z Rosyjskiej Akademii Nauk twierdzą, że skoncentrowanie całej władzy w europejskiej części kraju doprowadzi do rozpadu państwa. W opinii Nikołaja Szmieliewa z Instytutu Europejskiego coraz wyraźniejszy jest podział Rosji na cześć centralną oraz Daleki Wschód i północ. Jego zdaniem, w największym terytorialnie kraju świata, w którym mieszka ponad 140 narodów, konieczne jest stworzenie ośrodka administracyjnego łączącego najdalsze zakątki federacji. Według politologa Walentina Fiedorowa, Moskwa już nie spełnia tej roli. Specjalista twierdzi, że obecna stolica stała się państwem w państwie, skoncentrowanym na europejskiej części kraju. Obaj eksperci przypominają, że narody Syberii i Dalekiego Wschodu coraz mniej identyfikują się z Moskwą. Pojawiają się lokalne ruchy na rzecz niezależności, co w konsekwencji doprowadzi do rozpadu federacji.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 197/498

Dlatego - zdaniem autorów publikacji - pierwszym krokiem do wzmocnienia procesów integracyjnych powinno być przeniesienie stolicy bliżej azjatyckiej części państwa.

IAR, agkm”[322]

Szybkie przejęcie pomysłu przez władzę każe wątpić w działanie ekspertów z inicjatywy własnej. „Szef Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych Siergiej Szojgu, zatwierdzony przez obwodową dumę na stanowisko szefa obwodu moskiewskiego, uważa, że stolica Rosji powinna znajdować się na Syberii.
»W ogóle na dobrą sprawę wszyscy o tym mówią, jestem jednym z nich. Uważam, że stolicę trzeba przenieść gdzieś dalej, na Syberię. Przynajmniej ja tak uważam« - powiedział Szojgu. Pochodzący z Tuwy Szojgu już wielokrotnie mówił o konieczności rozwoju zarówno tego regionu, jak i Syberii w ogólnym zarysie. Właśnie szef Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych zaproponował premierowi Władimirowi Putinowi założenie korporacji, która zajmowałaby się rozwojem Syberii Wschodniej i Dalekiego Wschodu - poczynając od zachodnich granic kraju krasnojarskiego kończąc na Kamczatce, Wyspach Kurylskich oraz Sachalinie.”[323]

To nie jest wyskok jednorazowy. Sprawa ma ciąg dalszy.[324] To może służyć: • Utworzeniu Azylii • Zmniejszeniu znaczenia Moskwy tak, aby w przyszłości, po rozpadzie FR, nie mogła posłużyć nikomu do zbierania ziem ruskich • Zniszczeniu Moskwy • Dowolnej kombinacji powyższych. Azylia będzie miała ten sam problem z nadmiarem agentury odziedziczonej po FR, który miała FR z nadmiarem agentury odziedziczonej po ZSRR. Azylia nie będzie miała ani tylu oficerów prowadzących, ani tyle pieniędzy, aby móc im wypłacać jurgielt. Nawet jeżeli specsłużby Moskowii większości swojej agentury nie opłacają ze swojego budżetu, tylko wypuszczają ją na żerowiska[2].

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 198/498

„[…]pretorianie mają odmienne nieco zdanie o swojej przyszłej perspektywie — czemu się zresztą trudno dziwić.
Brudną i mokrą swą robotą przecież parają się nie po to, by takie odnieść stąd korzyści, że obłąkańczy sen się ziści i że im także głowy utną, bowiem ten sen się kończy smutno. Przeciwnie — oni happy endu pragną, więc boją się obłędu. Kiedy zwycięskie toczą boje ze straszną reakcyjną hydrą, to chcą mieć pewność, że na zawsze zdobędą to, co hydrze wydrą. Fanatyzm lśniący w wodza oku straszliwy budzi w nich niepokój, asceza zaś napawa trwogą, że im zdobycze zabrać mogą. I tak się oto kończy sojusz teoretyka z lumpem, bo już, gdy każdy własną chce iść drogą, powstaje problem: Kto tu kogo? O, Rewolucjo w Permanencji — tyś mrzonką jest inteligencji, a ten twój cały krwawy przerób daje rezultat równy zeru! Szmaciak chce władzy nie dla śmichu, lecz dla bogactwa, dla przepychu, chce mieć tytuły, forsę, włości i w nosie przyszłość ma ludzkości! Więc czeka na stosowny moment, by stuknąć mędrca w główkę łomem

[…]”[305] Aby w specsłużbach i agenturze wpływu była dyscyplina, ich dowódcami muszą być dranie więksi i twardziele twardsi od podwładnych. Po rozpadzie Moskowii znikną. Przywódcami Azylii będą mędrcy. Nawet jeżeli w Moskowii byli kimś całkiem innym, w Azylii dla bezpieczeństwa, dla maskirowki, dla kamuflażu, mędrców będą musieli udawać. I to udawać skutecznie. Jako mędrcy sami będą się prosić o stuknięcie w główkę łomem. Jeżeli tego chcą uniknąć, zawczasu muszą zadbać, aby ich w główkę łomem stuknąć nie było komu.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 199/498

Politykę zagraniczną Moskowii można porównać do tresowania psów bojowych. Kiedy Moskowia była silna, mogła swoje psy szczuć, na kogo chciała i wypierać swojego z nimi związku. Obecnie, kiedy Moskowia jest słaba, ranna i krwawi, musi niezwłocznie wszystkie swoje psy powystrzelać, bo ją zagryzą. „[…]samolubni bojarzy zgromadzenie wokół dobrego cara, to sfora psów. Jeżeli poczują się zagrożeni, zagryzą przywódcę. Czeka go nowe brutalne starcie[…]”[206] „[…]Nie byli teraz żołnierzami, lecz bandą łajdaków, morderców i gwałcicieli. Poszliby bez słowa za pierwszym lepszym oprychem, poszliby dokądkolwiek — do gangu, do ochrony łagru, albo rozwalać ludziom czerepy saperkami. I niech ojczyzna nie poważy się ich rozliczać! […]”[155] Jeżeli grozi przechwycenie przez wroga, broń jest niszczona. […]trzyma palną świécę, Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów"!
"Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów".[18]

Najgroźniejszą bronią jest agentura wpływu. Niewykorzystywana część agentury wpływu też zostanie zniszczona, z tym że przy użyciu innych technik. Niektóre obiekty o znaczeniu militarnym wznosi się od razu z komorami na ładunki wybuchowe, żeby później nie tracić czasu na wiercenie otworów. Podobnie Moskowia tworząc swoją agenturę wpływu wmontowała w nią mechanizm autodestrukcji. „[…]
VII Kiedyś, dawno temu, towarzysz Lenin siedział w szałasie. Siedział i marzył. Wiedział, że każda rewolucja musi zniszczyć swoich wrogów. Jednak tak się jakoś zawsze składa, że rewolucja ma więcej wrogów niż przyjaciół. To się po prostu wie, jakie grupy społeczne, jakie klasy, powinny zostać wykorzenione. Raptem towarzysz Lenin doznał olśnienia: przecież wróg może się ukryć wśród najbliższych towarzyszy. Kto zamordował Juliusza Cezara? »Tu quoque, Brute!« - wołał do swojego faworyta. Kto wysłał Robespierre'a na gilotynę? Człowiek, który wyniósł go do rangi Najwyższej Istoty. Kto odsunął od władzy Napoleona Bonaparte? Jego marszałkowie, którzy zawdzięczali mu wszystko. Którzy za jego sprawą wspięli się do książęcych godności. A kto domagał się poćwiartowania Jemieliana Pugaczowa? Jego podkomendni. Mało to historia zna podobnych przypadków?

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 200/498

Jaka z tego nauka? Że zaufanych towarzyszy trzeba mieć na oku. Im wyżej, tym większe zagrożenie, bo mocniej kusi chęć przejęcia władzy. Przecież są w otoczeniu Lenina przyjaciele, których należałoby postawić pod murem, zanim oni rzucą mu się do gardła. Dobrze byłoby mieć przygotowaną zawczasu listę. Towarzysz Lenin wyszarpnął z notesu kartkę, zmarszczył powieki, spojrzał w dal — i począł notować nazwiska. Błyskawicznie zapisał cały karteluszek, zdziwił się, po czym wyrwał następny. Po chwili i na nim zabrakło miejsca. Wtedy towarzysz Lenin wyjął granatowy skoroszyt dużego formatu, otworzył do na pierwszej stronie i zaczął wszystko od początku. Zajęło mu to masę czasu. Zapisał cały zeszyt. Znudziło go to. Ale trud Włodzimierza Iljicza nie poszedł na marne. VIII Gdy komuniści przejęli władzę, powołali nadzwyczajne organa do walki z kontrrewolucją i skierowali je do eksterminacji wrogich partii, grup społecznych i całych klas. Ale towarzysz Lenin nie zapomniał o granatowym zeszycie. Gdy likwiduje się całe wrogie klasy i grupy, dobrze jest nie zapominać o przyjaciołach. Rewolucja ma wielu wrogów. Ale i przyjaciół na odstrzał ma wielu. Nijak nie zmieszczą się w żadnym zeszycie. Toteż towarzysz Lenin wezwał do siebie towarzysza Stalina i nakazał kontynuować pracę. Towarzysz Stalin zakasał rękawy. Ale szybko zrozumiał, że nie sposób przez kilka miesięcy sporządzić listę wszystkich przyjaciół, którzy mogą stać się wrogami. Wtedy towarzysz Stalin zlecił to odpowiedzialne zadanie sprawdzonemu towarzyszowi, swojemu osobistemu sekretarzowi, Grigorijowi Kannerowi. Przydzielił mu pomocników, dał odpowiedni lokal i powiedział: — To będzie twoje główne i jedyne zajęcie. Ktoś mógłby pomyśleć: — jak to możliwe? Przecież to towarzysz Stalin otrzymał zadanie, a sam zrzuca je na innego? Bynajmniej. Oddajmy sprawiedliwość. Towarzysz Stalin nie zaniedbał roboty, tylko objął ją osobistym nadzorem. Grisza Kanner przygotowuje listy nazwisk, a towarzysz Stalin sprawdza, koryguje, zatwierdza. Z wrogami rozprawia się Czeka, a Kanner opracowuje spisy przyjaciół, o których nie wolno zapomnieć. Szybko wyodrębniło się kilka kategorii. Są przyjaciele wewnętrzni, to znaczy radzieccy i zewnętrzni, a więc zagraniczni. Dla usprawnienia prac z czasem powołano odpowiedni wydział. Listy nazwisk też podzielono na dwie grupy, a Wydział Statystyki rozdzielono na departament wewnętrzny i zagraniczny. Ale i jedni i drudzy przyja-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 201/498

ciele dzielili się na mnóstwo klas, typów, i gatunków. Dlatego Wydział Statystyki przekształcono w zarząd, kontrolujący liczne wydziały i departamenty. IX Towarzysz Stalin nie tylko nadzorował układanie list nazwisk, ale dodatkowo zaproponował systematyzowanie ich według określonych kryteriów: alfabetycznie, według stopnia szkodliwości przyjaciół, według kategorii działalności. Ponadto towarzysz Stalin polecił, by listy w miarę możliwości skracać. Nie czekać na rewolucję Światową, ale na bieżąco, po troszeczku, wybierać niektórych przyjaciół i rozstrzeliwać. Tak przypadkiem. Na polowaniu. Albo tego czy owego przyjaciela podczas kąpieli do dna.88 Lub bladym świtem troszkę rozhuśtać łódkę z samotnym rybakiem. Albo zarżnąć. Na stole operacyjnym. Ale uwaga: wszystko ma być w białych rękawiczkach! Do realizacji tych odpowiedzialnych zadań utworzono WMR: Wydział Mokrej Roboty. Niektórych przyjaciół lepiej nie topić, tylko popchnąć pod nadjeżdżający samochód. Albo pociąg. Tymczasem towarzysz Stalin zaleca, aby nie ograniczać się do sporządzania samych list nazwisk, lecz na każdego przyjaciela zakładać teczkę personalną. W 1923 roku organizacja była już tak rozbudowana, że trzeba było wymyślić jakąś odpowiednią nazwę. Oczywiście to mógł być na przykład Zarząd do Walki ze Zwolennikami Rewolucji Światowej. Ale to nie brzmi dobrze. Lepiej łagodnie. Dlaczego zarząd? Dlaczego nie instytut? Instytut Rewolucji Światowej. Krótko i zgrabnie.

[…]”[325] W cywilizacji moskiewskiej największym nieszczęściem jest zamienić się rolami ze swoim podwładnym. To bardzo dobrze rozumiał Stalin. Podczas Wielkiej Czystki zastępca torturował swojego szefa. Jeżeli torturował go dobrze, dostawał jego stanowisko. Trochę na nim pobył, po czym z kolei jego torturował nowy zastępca. I tak parę razy pod rząd. „[…]Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. »Tradycją« sowieckiego państwa były czystki. Co kilka lat wyrzynano w pień jedną ekipę, by zastąpić ich jeszcze gorszymi neofitami. Za każdym razem ci biedacy,

88

Tak zostali zamordowani synowie płk. Ryszarda Kuklińskiego (przyp. G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 202/498

którzy wspierali wymianę i byli jej beneficjentami, naiwnie wierzyli, że czystka, która wyniosła ich na stanowiska, dopuściła do żłobów, była ostatnia. Oj, płonne były ich nadziej, płonne. Jeżeli zatem dziennikarze Zetki i inni uczestnicy wiosennego ataku na »GP« liczyli, że ich takie bezprawne działania nigdy nie spotkają, to chyba poważnie się pomylili.

[…]”[326] Tego każdy boi się najbardziej. I każdy zrobi wszystko, żeby to uniknąć. Ten mechanizm jest opisany w literaturze: „[…]
Gryf wychodzi z gabinetu Stalina. Mija dowódcę specgrupy Szyrmanowa. Bezczelne spojrzenie. Aresztuje? Zresztą Szyrmanow zawsze się bezczelnie patrzy. Dobrze z nim pracować, dopóki ma się go pod sobą, ale jeśli trafisz w jego łapska, to nie wiadomo, co ścierwo z tobą zrobi.

[…]
A swoją drogą Szyrmanowa warto rozstrzelać, żeby w razie aresztowania trafić w ręce nieznajomego kata, a nie w łapy ulubionego ucznia.

[…]
— Wszystkich uczestników misji przedstawić do odznaczenia. — Tak jest! — Kiedy wrócą, powitać jak bohaterów. Wydać bankiet. Uroczyste wręczenie odznaczeń. Potem… Makarego aresztować… i zlikwidować. — Z jakiego paragrafu? — Wszystko jedno. — Może też Szyrmanowa? Stalin umilkł. Spojrzał Gryfowi uważnie w oczy. — Szyrmanowa? Za co?

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 203/498

— Kiedyś kazałem odnaleźć Mazura. Nie wykonał rozkazu… Stalin jeszcze raz popatrzył mu w oczy: — Dobra. Szyrmanowa też. Ale najpierw order.

[…]”[16] „[…]Kiedy dużo zabijasz, masz ochotę na więcej. Ilu w życiu zabiłaś ludzi?
— Będziesz trzeci. — No to nie spiesz się, bo obudzisz pragnienie, nie będziesz mogła żyć bez nowych ofiar. — A ty? — Ja obudziłem. Dusi mnie. Nie mogę inaczej. Kiedy mam komuś w łeb strzelić, trzęsę się cały, dostaję gorączki, nie mogę się doczekać…

[…]sobie wyobrazić, za co płacą szalone pieniądze nie tylko wykonawcom z Lefortowa, ale nawet ich pomocnikom. A płacą im za ukochaną, uwielbianą, ale mimo wszystko bardzo, ale to bardzo ciężką i nerwową pracę.[…]Co może być ciekawszego od pracy wykonawcy wyroków? Choćby nawet tylko pomocnika wykonawcy?
I jak to — nie pojawiaj się w pracy?[…]Nie, czasami jednak trzeba się pojawić. Jutro z rana. Przecież lubi tę pracę. Jak bez niej żyć?

[…]”[206] Są pewne przesłanki, by sadzić, że egzystencja tego mechanizmu nie ogranicza się jedynie do literatury: „[…]
Zwolennicy Grzegorza Schetyny w Platformie uwielbiają porównywać styl rządzenia partią przez Tuska do rządzenia Związkiem Sowieckim przez Stalina. Nikt nie jest pewny dnia i godziny. Tusk potrafi obłudnie uśmiechać się i uspokajać polityków przeznaczonych do ostrzału. Na przykład potrafił publicznie łajać tych, którzy na jego polecenie atakowali Jana Rokitę[…]”[327]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 204/498

Moskowia zrobi wszystko, żeby jej agentura wpływu nie była od niej silniejsza. Gdyby funkcjonariusz Ochrany wiedział, że będzie przewrót, carat upadnie, zostanie utworzona Czeka, jego podwładny z Ochrany zostanie czekistą i będzie go torturował, to nie zastanawiałby się ani chwili. Natychmiast, bez wahania, w odruchu psa Pawłowa by go zastrzelił. Różnica między funkcjonariuszami Ochrany i współczesnymi wyższymi funkcjonariuszami specsłużb Moskowii jest taka, że funkcjonariusze Ochrany nie znali przyszłości. A współcześni wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii przyszłość znają i mają czas, by się do niej dobrze przygotować. Z pewnością tego czasu nie zmarnują. And last but not least. Kiedy Moskowia się rozpadnie osieroconych funkcjonaiuszy jej specsłużb i siatki agentur wpływu mogą z dużym prawdopodobieństwem przejąć specsłużby ChRL. Przejęcie przez ChRL będzie różniło się skrajnie od zaakceptowanego przez Moskowię przejęcia AD 1991 przez NRF, USA i in. siatek wybranych i podłożonych. Specsłużby ChRL będą potrafiły zapewnić sobie lojalność do ostatniego przejętego agenta. A wtedy ChRL będzie mogła zająć tyle ziem po byłym ZSRR, ile tylko zechce. Jeżeli na nich znajdzie się Azylia, to ChRL może zbrodniarzy Moskowii wydać trybunałom międzynarodowym. Może to zrobić z wielu powodów. Choćby dla poprawy stosunków z Zachodem. Kosztować to nie będzie niczego. A jeszcze długo potem tzw. obrończy praw człowieka będą ChRL wychwalać pod niebiosy. Obecnie polityka kadrowa Moskowii sprawia wrażenie ucywilizowanej. Jawne kary są symboliczne, polegają na dymisji, złamaniu kariery, pozbawieniu zarobków. Morderstwa dokonywane są skrytobójczo i pozorowane na samobójstwa i zabójstwa z motywów czysto kryminalnych. Ale taki stan rzeczy nie musi trwać w nieskończoność. Jeżeli polityka kadrowa Moskowii pod wpływem okoliczności mogła zmienić się raz, to pod wpływem nowych okoliczności może zmienić się ponownie. Bezpieczeństwo najwyższych funkcjonariuszy specsłużb Moskowii jest okolicznością, na którą odpowiedzieć najlepiej powrotem do form polityki kadrowej starych i wypróbowanych. W pierwszej kolejności zostaną zlikwidowani fizycznie nadmiarowi agenci mający dostęp do tajnych kont w bankach zagranicznych. 25 czerwca 1998 około godziny 22:00 podczas wysiadania ze swojego samochodu na parkingu przed budynkiem, w którym miał mieszkanie, strzałem w głowę z pistoletu z tłumikiem został zamordowany Marek Papała, generał, były komendant główny policji. Według jednej z hipotez śledztwa powodem zamordowania było posiadanie przez Papałę dostępu do tajnych kont[328]89. Zamordowanie Papały zapoczątkowało serię zabójstw i tajemniczych zgonów świadków oraz osób powiązanych ze sprawą[329].

89

Zob. też Aneksy, Stanisław Michalkiewicz, Prawdy prawdziwe i jeszcze prawdziwsze[442]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 205/498

„[…]»w sprawie Papały, kolejni świadkowie, którzy mogliby doprowadzić do mocodawców, popełniają `samobójstwa’, a działania śledczych nie przybliżają nas do prawdy« – mówią »GP«.
Według nich, nad tym, by mord na gen. Papale, Olewniku i inne zbrodnie III RP nie wyszły na jaw, czuwają m.in. ludzie wywodzący się z b. Międzyresortowego Centrum do Spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu. – »O tym boją się mówić z różnych powodów świadkowie wzywani przed kolejne sejmowe komisje śledcze, boją się również pytać o to kolejni sejmowi śledczy. Paraliżuje ich strach przed zemstą polskiej cupoli« (cupola – zarząd mafii – przyp. red.) – twierdzą nasi informatorzy. Zespół Międzyresortowego Centrum do Spraw Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu (ZMCZPZiMT) został powołany za rządów Leszka Millera, w sierpniu 2002 r. Był to twór o ponadministerialnych uprawnieniach, w którego kierownictwie znaleźli się – jak twierdzą nasi rozmówcy – m.in. oficerowie i funkcjonariusze stanu wojennego, których akta znajdują się w b. siedzibie STASI38 w Berlinie. Gdy powoływano Centrum, na czele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji stał Krzysztof Janik, a jego zastępcą odpowiedzialnym za służby mundurowe podległe resortowi (m.in. policję) był Zbigniew Sobotka, później skazany w aferze starachowickiej. W kierownictwie Centrum byli doradcy Sobotki, Roman Kurnik (były kadrowiec SB)[…]”[330]

Sprawcy do dzisiaj pozostają niewykryci. Morderstwo Papały nie jest jedynym związanym z tajnymi kontami w bankach zagranicznych. Wcześniej, 7 października AD 1991, w niewyjaśnionych okolicznościach, w wypadku komunikacyjnym zginął Walerian Pańko, prezes NIK. Rzekomy wypadek zdarzył się na kilka dni przed planowanym przedstawieniem Sejmowi raportu NIK w sprawie afery Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). FOZZ był instytucją służącą do tajnego wyprowadzania poza granice Polski walut wymienialnych, taką jak: Pewex; zsynchronizowane manipulowanie stopami hiperinflacji, kursami wymiany walut i oprocentowaniem kont; trzymanie rezerwy walutowej NBP na kontach oprocentowanych nisko, etc., etc. Policjanci, którzy oglądali miejsce wypadku jako pierwsi, wkrótce też zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Moskowia już dzisiaj dysponuje wszelkimi środkami i sposobnościami do likwidowania wybranych swoich agentów i funkcjonariuszy. Na rzecz Moskowii pracu-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 206/498

ją zawodowi skrytobójcy operujący w państwach trzecich. Mogą poszczycić się wieloma zamordowanymi wrogami Moskowii. Mordowanie funkcjonariuszy i agentów nie sprawi im różnicy. O wadze, jaką Moskowia przywiązuje do ich pracy świadczy fakt, że nadała jej pozory legalności.[331] Pozostali zlikwidowani fizycznie nie zostaną. Nie ma takiej potrzeby, koszta są zbyt duże, a będąc likwidowanymi niefizycznie, jeszcze mogą do czegoś się przydać. Z tym, że numer z usamodzielnionymi funkcjonariuszami sprzedającymi dokumenty specsłużb z siatkami agentur był jednorazowy. Drugi raz już nikt na niego się nie nabierze. Trzeba wymyślić coś nowego. Wprawdzie zimni kremlowscy szachiści znani są ze zdolności przewidywania posunięć wroga wiele ruchów naprzód, ale teraz, jak by nie myśleli, to chyba nie wymyślą niczego poza zwykłym zadenuncjowaniem. Agenci nieprzeznaczeni do likwidacji fizycznej dostaną ostatnie zadanie. Że ono jest ostatnie, o tym dowiedzą się dopiero po fakcie. Będą destabilizowali sytuację, jak kto potrafi. Przydzielone zadania będą cząstkowe. Nikt nie dostanie więcej informacji, niż to jest mu potrzebne do wykonania jego zadania. To nie wzbudzi żadnych podejrzeń, bo to jest procedura standardowa. Specsłużby Moskowii zawsze tak postępują.[131] Nie każdy agent wpływu będzie miał możliwość zorientowania się, co z wykonania jego zadania wynika. Że po złożeniu z zadaniami ich kolegów po fachu wychodzą: akty terroru, wojny, konflikty zbrojne, rewolucje, zamieszki, niepokoje, strajki, akty dywersji, masowe grabieże, zwiększona podaż narkotyków, rozpady struktur władz publicznych itp. Broń z arsenałów Moskowii będzie odnajdowała się w różnych dziwnych miejscach całego świata. Nb. na mniejszą skalę i ostrożniej to już jest prowadzone od rozpadu ZSRR. „[…]Układ miał być prosty: But zarabia kasę i część oddaje kolegom z wojskówki, przy okazji realizuje zadania wywiadowcze i dbając o interesy, jeżeli nie rosyjskiego państwa, to części jego elit władzy. Działalność Buta to przykład skutecznego połączenia prywatnej aktywności biznesowej z interesami państwa rosyjskiego w nowej globalnej rzeczywistości. Działał pod osłoną i często na zlecenie swych mocodawców ze służb. Jego dostęp do arsenałów Armii Czerwonej, do broni produkowanej przez rosyjską zbrojeniówkę nie byłby możliwy bez protekcji wysoko postawionych osób. Bez osłony wywiadu nie byłyby możliwe dostawy helikopterów bojowych, systemów obrony przeciwlotniczej czy systemów min przeciwczołgowych. […]Buta można bez cienia wątpliwości nazwać największym dostawcą broni w konfliktach na Czarnym Lądzie. Z usług Rosjanina korzystali m.in. Muammar Kadafi czy uczestnicy wojny domowej w Angoli. Zresztą But był znany z robienia interesów z obiema stronami konfliktu jednocześnie. Tak było w czasie krwawej wojny w Kongo, w którą zaangażowało się siedem sąsiednich państw i która pochłonęła kilka milionów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 207/498

ofiar. »Handlarz śmiercią« wysłał samolot, żeby uratować upadającego dyktatora Mobutu Sese Seko z oblężonego bastionu, choć ten bastion oblegali rebelianci zbrojeni przez tego samego Buta.

[…]
Dlaczego But wpadł tak łatwo?[…]sposób, w jaki w końcu wpadł, mocno zastanawia. But został aresztowany w jednym z hoteli w Bangkoku w marcu 2008 r., gdy przyszedł na spotkanie z przedstawicielami lewackiej partyzantki FARC. Okazało się, że to agenci antynarkotykowi z amerykańskiej DEA[…]”[332]

Jeżeli np. separatyści ujgurscy zamiast wykrwawiać się na ulicach w walkach z policją ChRL, będą mieli do dyspozycji walizkowe ładunki jądrowe, ekspansja Chińczyków na północ może być, jeżeli nie powstrzymana, to spowolniona. Może nawet uda się utrzymać Władywostok. „[…]W lutym 2004 roku arabska gazeta »Al Hayat«, powołując się na »godne zaufania« źródła w Islamabadzie, poinformowała, że w 1998 roku al-Kaida zdołała kupić w Afganistanie taktyczną broń jądrową pochodzącą z Ukrainy, przy czym transakcję wynegocjował w Kandaharze, będącym bastionem talibów, ukraiński naukowiec, imieniem Wiktor.
Władze w Kijowie stanowczo zaprzeczyły tym rewelacjom, podkreślając, że na mocy międzynarodowych układów Ukraina przekazała Rosji wszystkie głowice jądrowe w 1996 roku. Komentatorzy przypomnieli jednak wystąpienie ukraińskiego parlamentarzysty Piotra Symonenki, który we wrześniu 2002 roku głosił, że udokumentowany jest transfer do Rosji tylko 2,2 tys. głowic jądrowych, zaś los pozostałych 200 pozostaje nieznany. Ponownie zaczęto też analizować ostrzeżenie generała Aleksandra Lebiedzia, w 1996 roku sekretarza Rady Bezpieczeństwa Rosji. Swego czasu decydent stwierdził, że władze rosyjskie nie mogą się doliczyć od 50 do 100 miniaturowych walizkowych bomb nuklearnych, stanowiących część uzbrojenia wywiadu wojskowego GRU. Generał poinformował, że każda z tych bomb ma moc jednej kilotony i może zabić do 100 tys. osób. Według Lebiedzia, miniaturowe ładunki mogą być przenoszone w walizkach o wymiarach 60x40x20 cm i stanowią »idealną broń terroryzmu nuklearnego«.

[…]”[333]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 208/498

„[…]w 1998 r. islamiści kupili w Afganistanie taktyczną broń jądrową z Ukrainy. Oczywiście Kijów temu zaprzeczył, faktem jest jednak, że po upadku komunizmu Ukraina nie przekazała Rosji wszystkich głowic jądrowych. Brakuje 200, jak kamień w wodę przepadła również setka miniaturowych bomb nuklearnych GRU. Co się z nimi stało? Pytanie
jest jak najbardziej zasadne[…]”[334]

Być może te ładunki zniknęły przypadkowo, naturalnie, nieintencjonalnie. Ale może być też i tak, że rozpowszechnianiem informacji o zaginionych ładunkach tworzona jest podkładka, alibi w celu uniknięcia odpowiedzialności z wybuchy planowane w przyszłości. Każdy agent wpływu zrobi, co będzie mógł. Jeżeli kogo nie będzie stać na więcej, to niech sprowokuje jakąś grupę do powybijania szyb kamieniami, porysowania samochodów,…. Jeżeli jakiegoś agenturalnego redaktorka nie stać na więcej, to niech ściągnie z Internetu i w swoim szmatławcu opublikuje przepisy na konstruowanie domowym sposobem broni i ładunków wybuchowych[335]. Jeżeli to nie wypali od razu, to może zaowocuje w przyszłości. Itd. A potem dowody przestępstw wylądują na biurkach funkcjonariuszy kontrwywiadu, policji kryminalnej i wszystkiego, czego trzeba. Mogą być przeprowadzane przez fałszywych buntowników przejęcia wyrzutni i wystrzeliwania rakiet. W tym także z głowicami jądrowymi.[336] Mogą być dokonywane z dwóch motywów. Zniszczenia celu. I sprowokowania odwetu w celu zniszczenia terenu potencjalnie dla Azylii konkurencyjnego. W końcu agenci wpływu uplasowani w Hollywood po coś nakręcili filmy przygotowujące opinię publiczną na nadejście takich zdarzeń. Jednym z takich działań może być tworzenie przez przywódców Moskowii gwardii narodowej. Organizatorzy Azylii, szefowie specsłużb Moskowii i tym razem bardzo starannie wyselekcjonują agentów najlepszych. Najpierw wytypują więcej niż na potrzeby Azylii. Agenci nieprzeznaczeni do zaszmalcowania dostaną zadanie zaszmalcowania pozostałych. Najlepiej, jeżeli będą uplasowani, jako funkcjonariusze specsłużb, organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości państw wrogich. Wtedy będą mogli sami prowadzić postępowania przeciwko byłym agentom Moskowii przeznaczonym do redukcji. Takie doświadczenie bardzo zwiększy pożytek z nich w przyszłości. Wzmocni lojalność, ułatwi karierę, da cenne doświadczenie. Zwłaszcza, że ten z nich, który zadania utylizowania swoich kolegów po fachu nie wykona wystarczająco dobrze, sam zostanie wydany i wtedy to nim zajmą się lepsi od niego. To jest zgodne z tradycją Moskowii. Członka kierownic-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 209/498

twa GPU, OGPU, NKWD, GRU aresztował jego zastępca, prowadził śledztwo w jego sprawie, przesłuchiwał go, torturował i, jeżeli osiągnął sukces, czyli samooskarżenie się w procesie pokazowym, dostawał po nim stanowisko. I tak parę razy pod rząd. Ta polityka kadrowa nie zmieniła się, co do istoty, dostosowała się do okoliczności przybierając inne formy. Co wydarzyło się w granicach Moskowii wśród funkcjonariuszy specsłużb, teraz powtórzy się poza jej granicami wśród tych specsłużb agentów. Ale tym razem to pójdzie na konto nie Moskowii, tylko państw trzecich. Jedną z form polityki kadrowej opisanej powyżej jest tzw. chrzest krwi. Polega na zabiciu ofiary. Tylko zabiciu lub zabiciu z czynnościami towarzyszącymi. Ofiarą może być ktoś z instytucji własnej, jak to pokazano powyżej. Ale ofiara może też pochodzić spoza niej. „[…]
Masowe represje lat 1929-1933 wraz z prostymi, prozaicznymi zadaniami »państwowymi« (zabezpieczyć rozwijający się przemysł supertanią siłą roboczą i darmowymi produktami rolnymi, zebrać złoto i walutę na zakup zachodniej technologii) miały swoje cele i wymagały rozwiązania jednego bardzo złożonego problemu. Nowa klasa rządząca od góry do dołu składała się z ludzi posiadających doświadczenie osobiste. Doświadczenie organizowania powstań, oddziałów partyzanckich, czerwono-zielonych »gwardii« itp. To doświadczenie i ci ludzie nie mogli nie trwożyć partyjnej wierchuszki. Dopiero po rozkułaczeniu, kolektywizacji, klęsce głodu Stalin i jego kompania mogli odetchnąć. Teraz wiedzieli: dla aktywistów wydłubujących kaszę-zacierkę z kociołka głodujących już nie ma i nie będzie drogi odwrotu ku ograbionemu narodowi. Powiązani kręgiem bezmiernego złodziejstwa mogli teraz tylko pokornie brnąć w dół po krętej linii partii. W styczniu 1934 roku tak gorąco kochany przez naszych »sześćdziesięciolatków« Sergo Ordżonikidze posał do jeszcze bardziej umiłowanego S. M. Kirowa: »Kadry, które przesły sytuację lat 1932-1933 i wytrzymały, zahartowały się jak stal. Myślę, że będzie można z nimi stworzyć Państwo, którego historia jeszcze nie znała«[…]”[1]

W czasie masowych represji były chłop awansowany na funkcjonariusza Moskowii mordował chłopów nieawansowanych. To uniemożliwiło mu wykorzystanie chłopów niedorżniętych do buntu przeciw władzy.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 210/498

[…]
Wśród wielu setek wyższych dowódców armii i NKWD (a każdy z nich miał ochronę, broń osobistą, tajną agenturę) nie znalazł się ani jeden, który zdecydowałby się na choćby mikrobunt lub okazał zbrojny opór przy aresztowaniu. Na bierny opór — próbę ucieczki — zdecydowali się tylko dwaj ludzie: uciekł za kordon szef Dalekowschodniego NKWD Liuszkow, kilka miesięcy ukrywał się w czasie ucieczki główny czekista Ukrainy Uspienski. Wszyscy pozostali pokornie ponieśli głowy na szafot albo sami strzelali sobie w leb.

[…]
Krwawy karzeł Jeżow został zdjęty ze stanowiska szefa NKWD 25 listopada 1938 roku. Pił przez długich 138 dni w nieustannym amoku, skomlał, użalał się na swój los, czekał na coś, aż w końcu 10 kwietnia 1939 roku został osadzony w strasznym suchanowskim więzieniu specjalnym NKWD[…] Często porównuje się Stalina z Czyngis-chanem. To porównanie jest jednak nietrafne. Czyngis-chan nazwał siebie przewodnikiem watahy zaciętych wilków. Otoczenie, które dobrał sobie Stalin, było nieprawdopodobną hybrydą wieprzów i żmij90[…]”[1]

Teraz historia się powtórzy. Azylia będzie mogła być całkowicie pewna lojalności i wierności swoich funkcjonariuszy specsłużb i agentów wpływu. Zanim ze służby Moskowii przejdą do służby Azylii, wcześniej będą musieli wobec swoich niezakwalifikowanych kolegów po służbie dopuścić się takich czynów, które raz na zawsze skutecznie ich skompromitują we wszystkich środowiskach specsłużb, organizacji tajnych, przestępczości zorganizowanej itp. na całym świecie. Podobne postępowanie, choć na mniejszą skalę, jest już stosowane przez specsłużby. Można je potraktować, jako rozgrzewkę. „[…]elementem gry chińskich służb jest tzw. palenie szpiegów. — Polega ono na tym, że pozwala się kontrwywiadowi zidentyfikować, a nawet zatrzymać mniej ważnych szpiegów, aby odwrócić jego uwagę
od najcenniejszych agentów[…]”[337]

90

Według Wiktora Suworowa, żmijojad mówi się na człowieka, który zabił czekistę. Na miano największego ze wszystkich żmijojadów zasługuje Stalin[206]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 211/498

„B. funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej w Gdańsku, Janusz S. zeznał przed Sądem Okręgowym w Gdańsku, że Lech Wałęsa w połowie grudnia 1970 r. został zwerbowany do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa jako agent o pseudonimie »Bolek«. […]
Wałęsa pełniąc służbę wojskową był wcześniej pozyskany także do współpracy przez WSW.

[…]
Coś wtedy we mnie pękło. Nie ujawniałem się natomiast ze swoją wiedzą wtedy, gdy sąd lustracyjny w 2000 r. orzekł, że oświadczenie lustracyjne Lecha Wałęsy jest prawdziwe. Nie chciałem się wtedy w to mieszać[…]”[338]

Moskowia denuncjuje ich większe struktury: „[…]

nie tylko

swoich

pojedynczych

agentów,

ale także

Niegdyś przedstawiciele palestyńskiego Hamasu byli z honorami przyjmowani w Moskwie, teraz zostali poświęceni na ołtarzu odbudowywania wpływów w Azji postsowieckiej i Europy Wschodniej[…]”[339]

Wysocy funkcjonariusze specsłużb Moskowii są świadomi niepewności swojego losu[131]. Dobrze, gdyby ta wiedza spłynęła w dół hierarchii. W niektórych państwach agentura Moskowii jest tak liczna, że jej zwalczanie może być bardzo trudne nawet pomimo jej zadenuncjowania. Może przerodzić się w wojnę domową — była agentura kontra specsłużby miejscowe. Jej wynik nie zawsze będzie z góry przesądzony. Każdy agent Moskowii zrobi, co zechce. Ale byłoby dla niego najbezpieczniej, gdyby nie czekał, aż go centrala moskowicińska zaszmalcuje specsłużbom państwa, w którym operuje, tylko uprzedził jej ruch, wystąpił ze służby, ujawnił się i podał do wiadomości publicznej wszystko, co wie, przede wszystkim informacje o znanych mu innych agentach. Może wśród tych, których ujawni on, znajdą się ci, którzy mieli ujawnić jego. Co raz zostało spalone, drugi raz spalone być nie może. Poza

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 212/498

tym, ujawnionym byłym agentom łatwiej będzie zorganizować samoobronę przed swoją byłą centralą. Są precedensy samoujawniania się agentów z obawy o swoje bezpieczeństwo. „[…]do redakcji »Spiegla« oraz prokuratury federalnej zgłosił się Karl-Georg Herrmann. »Chciałem uprzedzić nieuniknioną wsypę i wywlekanie mi starych spraw - wyjaśnił. - Wolałem zacząć od nowa z czystą kartą«.
Kolejny był 39-letni Dieter Schnidtgunst-Seidel. »Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie nas zrozumieć. Miałem 25 lat i siedziałem w Berlinie Wschodnim twarzą w twarz ze starymi komunistami, którzy walczyli jeszcze w Hiszpanii - mówił - za naszą wspólną sprawę. Przez dwa dni rozmawialiśmy tylko o Komunie Paryskiej, Republice Weimarskiej, o Chile i Franco. Kiedy spytali mnie, czy gotów jestem zginąć za komunizm, bez namysłu powiedziałem `tak’. Chciałem walczyć z bronią w ręce, poświęcić tej idei życie«. Schnidtgunst-Seidel i Herrmann, którzy wspominają swoją »partyzancką« przeszłość, kiedyś nie śmieli pomyśleć nawet o ujawnieniu się władzom RFN. Każdy z »bojowców« składał w Berlinie na piśmie przysięgę wierności. Za jej złamanie miała go spotkać »najcięższa kara rewolucyjna«. »Bałem się po prostu o życie« - powiedział Herrmann.

[…]”[95] Po zredukowaniu agentury do zaplanowanej wielkości zostaną zamordowani ci członkowie wyższych gremiów kierowniczych Moskowii, dla których zabraknie miejsca w Azylii, a którzy mogliby wskazać miejsca ukrywania się poszukiwanych za zbrodnie.

11. Wariant polski
Azylia niekoniecznie musi zostać założona na terenie wykrojonym z FR. Specsłużby Moskowii mogą przejąć jakieś państwo poza terytorium FR. Na Azylię najlepiej nadaje się Polska. Specsłużby Moskowii dysponują w Polsce agenturą wystarczającą do przekształcenia Polski w Azylię. „[…]warto pamiętać słowa rosyjskiego historyka — opozycjonisty Jurija Felsztyńskiego. Komentując przed ponad rokiem obchody rocznicy napaści Sowietów na Polskę, Felsztyński przypomniał: »Jest na kremlu duża grupa osób, która sądzi, że okupacja Polski była dobrym politycznym posunięciem. W rządzie rosyjskim w otoczeniu prezydenta jest też grupa ludzi, która przekonuje, że kiedyś o te tereny znowu będzie
można się upomnieć«.”[128]

Polska nie ma wad Azylii wykrojonej z FR. Ale ma jedną, bardzo poważną. W Polsce może schronić się o wiele mniejsza liczba zbrodniarzy Moskowii. Dotąd Moskowia Polskę traktowała, jako utraconą na dłużej. Dlatego używała swoją agenturę wpływu uplasowaną w Polsce do jej osłabiania. To zadanie nie wymaga zbyt wielkiego zdyscyplinowania agentów. Przeciwnie, w realizacji niektórych zadań szkodzenia państwu może być nawet lepiej, kiedy agenci są chciwi, pazerni, kierują się prywatą, są skłonni do popełniania przestępstw kryminalnych, działań mafijnych itp. Swoje zadanie sabotowania interesów państwa wykonają, a mniej kojarzą się z Moskowią. Agenci zhardzieli, poprzewracało im się w… głowach i swoje stosunki z Moskowią starali się kształtować na zasadach handlowych, coś za coś. „[…]prawdopodobne jest, że przyjdzie ktoś z zewnątrz i zabierze dzieciom zabawki. Jednych wzmocni, innych osłabi, a tym, którzy się nie podporządkują, powie: »wypad szczyle
z piaskownicy«[…]”[204]

Sytuacja całkowicie zmieni się, kiedy wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii wybiorą Polskę na Azylię. Zacznie chodzić o ich bezpieczeństwo. Rola ich agentury w Polsce wzrośnie. Od niej będzie zależało, czy zmienią się w zwierzynę łowną. Inaczej prowadzi się agenturę, kiedy między nią i bezpieczeństwem osobistym jest więcej stopni pośrednich, a inaczej — kiedy mniej. Bardzo wzrasta rola dyscypliny.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 214/498

Wybór ekipy, której hegemon powierza władzę w państwie, nad którym panuje za pomocą swoich specsłużb i agentury wpływu jest sztuką niełatwą. Największym zagrożeniem jest usamodzielnienie się ekipy. Może ona przeciąć więzy łączące ją hegemonem, a jego agenturę wpływu unieszkodliwić. Wtedy hegemon traci wszystko, co w swojego byłego wasala zainwestował, a, co gorsza, może w nim znaleźć nowego wroga. Są różne sposoby zabezpieczenia się przed usamodzielnieniem się ekipy. Najskuteczniejszym jest powierzenie władzy odpowiednim ludziom. Najodpowiedniejsi są najbardziej od hegemona uzależnieni. Tacy, którzy zawdzięczają mu, nie tylko wyniesienie, ale wszystko. Tacy, którzy w warunkach normalnych sami z siebie nie osiągnęliby niczego. Sposób jest bardzo podobny do posługiwania się instytucją tzw. słupa przez przestępczość zorganizowaną. Ci z nich, którzy są na tyle głupi, że nawet nie wiedzą o swoich ograniczeniach są szybko usuwani. Zostają tylko świadomi swojej impotencji i nieudacznictwa. Bardzo dobrze wiedzą, o nienormalności swojego położenia, sytuacji. Że hegemon w każdej chwili może ich odesłać tam, skąd ich wyciągnął — w niebyt, a na ich miejscu osadzić innych nieudaczników, takich samych, jak oni. Dlatego bez szemrania gorliwie spełniają wszelkie jego rozkazy, na ile im pozwalają ich ograniczenia osobnicze. Posłużenie się tym sposobem ma jednak skutki uboczne. I to jeszcze dodatkowe oprócz powierzenia władzy ludziom do jej sprawowania całkowicie się nienadającym. W wąskim zakresie samodzielności, jaki hegemon im pozostawia, nieudacznicy na stołkach działają we własnym interesie. Robią wszystko, co potrafią, aby w państwie, w którym hegemon powierzył im zewnętrzne znamiona władzy, sytuacja nigdy nie stała się normalna. Bo bardzo dobrze wiedzą, że normalność dla ich pozycji społecznej jest zagrożeniem śmiertelnym. „Nie dziw, że nas tu przeklinają, Wszak to już mija wiek, Jak z Moskwy w Polskę nasyłają
Samych łajdaków stek”[340]

Tego sposobu hegemon nie może zastosować wobec każdego państwa, tylko takiego, wobec którego nie ma poważniejszych planów. Ale wraz ze zmianą planów nieunikniona jest zmiana ekipy. Dyscyplina agentury przekłada się bezpośrednio na bezpieczeństwo zbrodniarzy Moskowii ukrywających się w Polsce. Trzeba wypowiedzieć międzynarodowe umowy o ekstradycji. Na bieżąco nadzorować współpracę polskich organów ścigania z zagranicznymi. Kontrwywiad musi zapobiegać prowadzeniu w Polsce śledztw poszukujących ukrywających się zbrodniarzy Moskowii. Agentury w rękach byłych wyższych funkcjonariuszy specsłużb Moskowii muszą w Polsce być jedyne, agentury

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 215/498

wszelkich innych państw w Polsce muszą być zlikwidowane. Trzeba też przeprowadzić wiele innych niezbędnych czynności. Moskowia swoją agenturę zawsze dyscyplinuje tym samym — terrorem. Tworzeniu tzw. III PR, towarzyszyły mordy założycielskie. Skrytobójczo zamordowano m. in.: księży: Suchowolca, Niedzielaka, Zycha oraz świeckich: Dariusza Stolarskiego, Roberta Możejkę, dra Jana Strzeleckiego, socjologa i in. Tym razem mordowani będą nie cywile, tylko agenci. „[…]
Znana rosyjska obrończyni praw człowieka Ludmiła Aleksiejewa w niedawnym wywiadzie dla Reutersa stwierdziła, że u schyłku czasów sowieckich KGB był aparatem ucisku, ale nie tak niebezpiecznym jak dzisiejsze służby. »Były wtedy więzienia i szpitale psychiatryczne, ale nikogo nie zabijali. Morderstwa się nie zdarzały. A teraz się zdarzają…« — powiedziała Aleksiejewa.

[…]”[128] Aleksiejewa mogła powiedzieć, u schyłku czasów sowieckich nikogo nie zabijali. Ale my tego powiedzieć nie możemy ani o schyłku czasów pryla prim, ani po AD 1989, ani przed, ani o jakimkolwiek innym okresie. Po Polsce grasuje komando śmierci. Grasowało w prylu prim, grasuje

w tzw. III RP.[341] Za rozpoczęcie działalności w Polsce komanda śmierci można chyba przyjąć zamordowanie Małgorzaty Fornalskiej i Pawła Findera. Fornalska i Finder byli członkami kierownictwa PPR, zrzutkami radzieckimi do Polski. 14 listopada AD 1943 zostali uprowadzeni z lokalu konspiracyjnego, w którym odbywała się narada kierownictwa PPR, przez niezidentyfikowanych cywilów, rzekomych funkcjonariuszy niemieckiego Gestapo. Później Fornalska i Finder mieli zostać zamordowani w więzieniu na Pawiaku. Twierdzeniu o aresztowaniu przez Niemców przeczy fakt, że po wyprowadzeniu Fornalskiej i Findera kierownictwo PPR kontynuowało naradę, jak gdyby nic się nie stało. Wprawdzie przed Fornalską i Finderem zamordowani zostali Marceli Nowotko, bracia Mołojcy, a Jan Krasicki zginął na skutek zadenuncjowania Niemcom, ale sprawcy tamtych morderstw są znani, dlatego ich morderstwa nie mogą zostać zaliczone na konto komanda śmierci. Od zamordowania Fornalskiej i Findera komando śmierci w Polsce nieprzerwanie dokonuje mordy skrytobójcze. Część skrytobójstw jest przeprowadzona tak, aby dokonanie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 216/498

morderstwa nie budziło wątpliwości. Część jest pozorowana na samobójstwa. Efekty tego pozorowania później są zatwierdzane przez: policję, laboratoria kryminalistyczne, prokuratorów, sądy, agentów wpływu odgrywających rolę dziennikarzy śledczych[342], czytelników. „[…]Informator, najczęściej ze służb specjalnych, podrzuca dziennikarzowi temat i ukierunkowuje go[…]”[342]

„[…]Jak zauważył w »Nowym Państwie« Leszek Misiak[342], dziennikarstwo śledcze w Polsce toczy trąd. Z jedyną różnicą — trędowatych w krajach tropikalnych zamyka się w miejscach odosobnienia. W III RP daje się im nagrody. Swoisty to trąd, który pozwala wpływać na sytuację polityczną w kraju. Zawsze w czyimś interesie. Dziwna to choroba, dzięki której można zyskać miano autorytetu i poklask »elit«[…]”[343]

Niewykluczone, że morderstwa, o których mówi Aleksiejewa, są ćwiczeniami kadr przed przystąpieniem do dyscyplinowania agentury w Polsce. Przez analogię, zanim przywódcy Moskowii przeprowadzili kontrolowany rozpad ZSRR, wcześniej to przećwiczyli na tzw. jesieni ludów. Takie manewry przed przystąpieniem do dyscyplinowania agentury w Polsce są niezbędne także i z tego powodu, że, jak mówi Aleksiejewa, u schyłku czasów sowieckich nikogo nie zabijali. Kadry mogły wyjść z wprawy. Manewry przynoszą skutek pozytywny. Obserwujemy, jak z operacji na operację podnosi się jakość wykonania. Przez Polskę przetoczy się fala skrytobójstw. Będzie ich tak wiele, aby każdy agent, nawet jeżeli tego nie pomyślał, to poczuł, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby on był następny. Niektóre morderstwa będą bardzo brutalne. Za każdym razem sprawcy będą pozostawali nieznani. Nie będzie zrzucania winy na kozły ofiarne. Media będą bardzo powściągliwe. Kto trzeba, dowie się kanałami środowiskowymi. Po drodze plotki można jeszcze wyolbrzymiać. Na ofiary będą przeznaczeni ci agenci, których niezdyscyplinowanie wobec Moskowii w środowisku jest znane, ale głównie będą typowani z agentów z siatek sprzedanych po rozpadzie ZSRR przewerbowanych autentycznie przez specsłużby państw zachodnich. A Moskowia ma z kogo wybierać. „[…]Rosja szpiegująca Polskę. Opowiada o tym były oficer rosyjskiego wywiadu, Siergiej Trietiakow. Nie podaje nam żadnych rewe-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 217/498

lacji. Wręcz przeciwne, mówi to, co sami wiemy doskonale od dawna, a co niestety, niektórzy boją się mówić głośno. Bo to przecież żadna nowość, że Polska jest atrakcyjnym krajem dla Rosji i dlatego musi być infiltrowana, szpiegowana i kontrolowana. Ale mówi też coś, co może nie jest wielkim zaskoczeniem, ale brzmi jednak bardzo niepokojąco. Mianowicie wprost twierdzi, że rosyjskie specsłużby mają odpowiednie narzędzia, by wpływać na polskie władze, wedle własnej woli. Jak mówi: »To są kontakty, także te z przeszłości, przez które nasz wywiad stara się na przykład rozprzestrzeniać pewne informacje«. To doskonale współbrzmi ze słowami Aleksandra Litwinienki, zamordowanego w 2006 roku rosyjskiego szpiega, który zdążył wyznać, iż rosyjskie służby specjalne mają swoich ludzi w każdym ważniejszym polskim urzędzie. Oczywiście najwięcej ich mieli w WSI, ale ta służba dzięki Bogu już rozwiązana. Ale służący tam ludzie przecież pozostali, nie wyparowali. Po prostu się przegrupowali, zmienili mundury, pozaczepiali się w innych miejscach i tam także służą wiernie swojemu rosyjskiemu mocodawcy. Innego wniosku nie można wysnuć, gdy patrzy się na pewne prorosyjskie posunięcia rządzących. Prorosyjskie, bo antypolskie.

[…]”[344] Do wykonania jest ogrom pracy. Wszystkiego tu wymienić nie sposób. Warto jednak ze względu na wagę wspomnieć o jednym. Często wyżsi funkcjonariusze PZPR37 występujący publicznie odpowiedzialność za swoje czyny przerzucali na ZSRR. Nie robili tego otwarcie. Ich zabiegi raczej przypominały występ artysty kabaretu politycznego prowadzącego grę z cenzurą: wicie, rozumicie, cienkie aluzje, napomknienia, mimochodem rzucane luźne uwagi itp. Polacy na skutek wielowiekowej niewoli i oporowi stawianemu antypolskim działaniom okupantów są bardzo wyczuleni na tego typu język. I to się sprawdzało. Dzięki zwalaniu odpowiedzialności wyżsi funkcjonariusze PZPR37 część nienawiści za zło, które wyrządzali, odwracali od siebie i kierowali na ZSRR. To było jak odruch psa Pawłowa. Wżarł się w ich naturę, jak niemyty brud w skórę. Spłynął w dół hierarchii. Ogarnął funkcjonariuszy PZPR37 niższych szczebli, arywistów przybudówek, funkcjonariuszy państwowych, nomenklaturę, funkcjonariuszy specsłużb, ich tajnych współpracowników, klasę uprzywilejowaną.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 218/498

Nawyk jest tak silny, że przetrwał zmiany po AD 1989. Obecna klasa polityczna wszystkie przypadki działania na szkodę państwa, gospodarki, wyrządzania krzywd i wszelkie inne łajdactwa oraz głupoty tłumaczy, że Unia tak kazała[345]. „[…]
Niektóre media poinformowały, że rząd jest zmuszony przez Komisję Europejską do przyjęcia nowego podatku. Podaje się nawet uchwaloną w kwietniu zeszłego roku dyrektywę 2009/33/WE »w sprawie promowania ekologicznie czystych i energooszczędnych pojazdów transportu drogowego«. Niestety, gdy chodzi o podatki, nasz rząd wykorzysta każdą możliwą sposobność do oszukania opinii publicznej. Szkoda, że dziennikarze w tak łatwy sposób dają się wmanewrować i nawet nie zajrzą do opisywanego dokumentu. Otóż dyrektywa 2009/33/WE nakłada na państwa członkowskie od 4 grudnia 2010 roku obowiązek uwzględniania czynnika ekologicznego przy rozpisywaniu przetargów dla jednostek publicznych na środki transportu. Zużycie energii oraz emisja spalin ma stać się jednym z kryteriów podczas procedury przetargowej. Powoływanie się zatem na tę dyrektywę (prawdopodobnie ktoś w Ministerstwie Finansów wpadł na ten pomysł, chcąc zwalić winę za podatek na Unię Europejską, tak by nie podejrzewano polskiego rządu o wyciąganie pieniędzy z kieszeni najbiedniejszej części społeczeństwa) przy okazji wprowadzania ekopodatku jest całkowicie nieuzasadnione. Trzeba jasno powiedzieć: na razie podatek ekologiczny jest inicjatywą tylko i wyłącznie polskiego rządu29[…]”[346]

Jeżeli zbrodniarze Moskowii zamierzają uwić swoje gniazdko w Polsce, to jakakolwiek sugestia, że władza w Polsce nie jest autentyczna, tylko jest fasadą, za którą może ukrywać się ktoś inny, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. Wymiana całego składu osobowego polskiej klasy politycznej jest być albo nie być zbrodniarzy Moskowii. Obecna klasa polityczna w Polsce została ukształtowana przez tzw. okrągły stół. Okrągły stół został zaprojektowany i przeprowadzony przez specsłużby Moskowii[347]. I nie był to pierwszy przypadek kształtowania klasy politycznej w Polsce przez specsłużby Moskowii. Mogą być też i następne. Niewykluczone, że początkiem następnego kształtowania klasy politycznej w Polsce było zamordowanie polskiej delegacji państwowej z prezydentem upozorowane

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 219/498

na upadek samolotu w Smoleńsku 10 kwietnia AD 2010. To dla Moskowii typowa metoda realizowani polityki kadrowej[130][348]. Nie jest to jedyna hipoteza robocza: • Działanie osłonowe, jeden z elementów wywoływania ogólnoświatowego zamętu w celu odwrócenia uwagi od sytuacji wewnętrznej w Moskowii • Walka o władzę w Moskowii. Przesłanką na rzecz tej hipotezy jest objęcie przewodzenia komisji badającej katastrofę przez Putina. Może broni swoją skórę • Dążenie do uniemożliwienia eksploatacji w Polsce gazu ze złóż niekonwencjonalnych (łupkowego i uwięzionego). Uniemożliwienie eksploatacji w Polsce gazu ze złóż niekonwencjonalnych jest niezbędnym warunkiem uratowania projektu Nord Stream i eksploatacji gazu ze złoża Sztokman • In.[349] „[…]z prowadzenia śledztwa w sprawie przyczyn smoleńskiej katastrofy Rosjanie potrafili uczynić sprawne narzędzie już nawet nie tyle monitorowania, ale aktywnego kształtowania sytuacji na polskiej tak zwanej scenie politycznej co znakomicie uzupełnia i dodatkowo kamufluje przedsięwzięcia agenturalne.

[…]”[350] Następne śledztwa Moskowia też będzie potrafiła wykorzystać. Byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii do Polski przeniosą się niepostrzeżenie i w Polsce będą przebywali incognito. Przybiorą nowe tożsamości, wyrobią sobie nowe życiorysy i miejsca pochodzenia. Sposób zorganizowania ich pobytu w Polsce będzie przypominał trochę program ochrony świadków. Ale będą żyli na o wiele wyższej stopie materialnej i będą o wiele bardziej swobodni. Zbrodniarze Moskowii władzę nad Polską za pośrednictwem swojej agentury będą sprawowali niejawnie, z ukrycia. Aby wykrycie swojej obecności w Polsce i wpływu na władze państwa utrudnić jeszcze bardziej, przedstawią opinii publicznej pozorantów, którzy całe odium podejrzeń o spiskowanie przejmą na siebie. Tymi pozorantami będą, jak zwykle, Żydzi. Obecnie w Polsce liczba Żydów do odegrania tej roli jest niewystarczająca. Liczbę Żydów w Polsce można zwiększyć migracją. W tym celu Moskowia zlikwiduje Państwo Izraela.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 220/498

„[…]ewentualność katastrofy Izraela i pojawienia się milionów
żydowskich uchodźców proszących o azyl[…]”[351]

Moskowia Państwo Izraela zlikwiduje również w przypadku tworzenia Azylii na ziemiach FR, w ramach wywoływania ogólnoświatowego zamętu. Moskowia zniszczy Państwo Izraela odbierając Żydom Holocaust Industry. Cuius est condere, eius est tollere. Do kogo należy założenie, do tego należy zburzenie. Moskowia mogła Żydom Holocaust Industry dać i może go im odebrać.

11.1.

Geopolityka

Najistotniejszy wkład do historii wnosi kontynent euroazjatycki. Podział na Europę i Azję jest sztuczny. Eurazję należy traktować, jako całość. Jeden kontynent. Europa jest jednym z jego półwyspów. O najbardziej rozwiniętej linii brzegowej. W kontynencie euroazjatyckim można wyróżnić dwa typy obszarów. Zlewnie i środkowoazjatycki obszar bezodpływowy.91 Ludność ze środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego migruje do zlewisk. Migracja odbywa się falami. Naprzemiennie następują nasilenia migracji i jej brak. Na poziomie wiedzy powszechnej znane są wędrówki ludów pod koniec starożytnego Rzymu. W Polsce wiemy jeszcze o wędrówce Lecha, Czecha i Rusa. Ale fal migracji było o wiele więcej. Każda kolejna fala migracji dopycha ludność autochtoniczną na zewnątrz, w stronę morza. Na półwyspie europejskim ludy indoeuropejskie dopchnęły Basków. W obrębie samych ludów indoeuropejskich Galowie dopchnęli Celtów, Germanie dopchnęli Galów, Słowianie dopchnęli Germanów[352][353]. Potem były m. in.: ludy turskie (wielokrotnie w różnej skali), Ugrofinowie. Po każdym dopchnięciu następuje relaksacja, podczas której fala dopychająca cofa się. W stosunkach germańsko słowiańskich dopchnięcie nazywa się, Ostflucht, a relaksacja — Drang nach Osten. Analogicznie sprawa się ma w innych częściach kontynentu euroazjatyckiego. Teren obecnego Afganistanu jest tradycyjnym przejściem do Azji południowej. Obecnie te obszary są w fazie relaksacji. Ruch ludności zachodzi stronę od morza do środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego. Indie napierają na Pakistan zapoczątkowując ciąg, który sięga do FR. Pakistan jest świadomy tego zagrożenia i odpowiada na nie m. in. organizując swoją głębię strategiczną na terenie Afganistanu[354][355].
92

Rysunek 1. Położenie na kontynencie euroazjatyckim zlewni: oceanów, Morza Śródziemnego, Morza Arktycznego (obszary barwne) i środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego (obszar szary)

Najpierw ludność migrująca ze środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego do zlewni była zorganizowana w formy przedpaństwowe: plemiona, klany, szczepy, ro-

91

Rysunek 1. Położenie na kontynencie euroazjatyckim zlewni: oceanów, Morza Śródziemnego, Morza Arktycznego (obszary barwne) i środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego (obszar szary), na stronie 72 http://www.eioba.org/files/user453/ocean_drainage.png, http://preview.tinyurl.com/crga2ot

92

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 222/498

dy… Potem zorganizowana w formacje geopolityczne. Zlewnie i środkowoazjatycki obszar bezodpływowy generują różne typy polityczne. Po przejściu od przedpaństwowych form organizacji do zorganizowania w formacje geopolityczne środkowoazjatycki obszar bezodpływowy znajduje się w jednym z dwóch stanów: zorganizowania w dużą formację geopolityczną i w stanie całkowitego rozproszkowania. Te stany odpowiadają falom migracji z fazy przedpaństwowych form organizacji. Formacja geopolityczna środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego przechodzi cyklicznie pomiędzy tymi dwoma stanami. Formacja geopolityczna środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego zawsze dąży do dokonania czym większego podboju terytorialnego. Swoim podbojom nie stawia żadnych ograniczeń. Kiedy napór formacji geopolitycznej środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego na zlewnię słabnie, w zlewni pojawiają się tendencje integracyjne. Tworami osłabnięcia naporu formacji geopolitycznej środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego na zlewnie są m. in.: Związek Ateński Morski, Cesarstwo Chińskie, Wielkie Księstwo Litewskie, Rzeczpospolita Obojga Narodów, Indie, Unia Europejska. Dwie wojny światowe są europejskim odpowiednikiem okresu walczących królestw w Chinach. Kiedy napór ordy mongolskiej na Ruś osłabł, na Rusi wytworzyła się próżnia geopolityczna, która wessała Litwę[356]. Koncepcję EWG porzucono i przystąpiono do realizacji projektu europejskiego superpaństwa —Unii Europejskiej po rozpadzie ZSRR, kiedy na terenie byłych KDL wytworzyła się próżnia geopolityczna. Kiedy orda mongolska nacierała na Europę, państwa europejskie były w stanie rozbicia dzielnicowego. Zagrożenie ze strony Tatarów nie wywołało tendencji zjednoczeniowych. Kiedy prezydentem FR został Putin, ogłoszono koniec wielkiej smuty okresu Jelcyna, światowe ceny ropy naftowej poszły w górę84, pozycja międzynarodowa FR wzrosła — proces tworzenia UE został zatrzymany — ratyfikacja traktatu konstytucyjnego padła. Każda formacja geopolityczna, która powstała na środkowoazjatyckim obszarze bezodpływowym dąży do przebicia się do morza, a po przebiciu się tworzy wielką flotę. Tak zrobiły: Persja, orda mongolska, Imperium Osmańskie, Wielcy Mogołowie. Wojska perskie pod koniec 6w. prz. Chr. oraz w 480r. prz. Chr. przekroczyły cieśninę Dardanele (Hellespont) po moście z łodzi. W bitwie pod Salaminą 480 roku prz. Chr. flota grecka miała 380 jednostek, perska — 1200. Mongołowie już podczas podboju Chin przeciągali na swoją stronę, marynarzy flotylli rzecznych. AD 1274 Kubilaj-chan wysłał przeciwko Japończykom korpus ekspedycyjny w sile 800 okrętów. AD 1281 prawdopodobnie największa flota inwazyjna owych czasów liczyła ok. 4000 okrętów. U Wielkich Mogołów handlem morskim zajmowały się nawet tzw. damy haremowe. Chociaż miały szczególnie trudno, bo nie wolno im było wychodzić z haremu. Pomiędzy haremem i portem kursowały eunuchy. Z kapitanami swoich okrętów damy haremowe kontaktowały się w rozmównicy przez kratę. W handlu morskim osiągały sukcesy, jedne były właścicielkami pojedynczych okrętów, inne dorabiały się całych flot.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 223/498

Można powiedzieć, że przebicie się formacji geopolitycznej ze środkowoazjatyckiego obszaru bezodpływowego do morza i utworzenie dużej floty jest prawem natury.

11.1.1. Do Oceanu Indyjskiego!
Na tle poprzednich formacji geopolitycznych środkowoazjatyckiego obszaru bez-

odpływowego się szczególnie nędznie. Wyraźnie jest upośledzona.

93

Moskowia

przedstawia

Pierwszym i na półtora wieku jedynym portem morskim Moskowii był Archangielsk. Ale zimą morze zamarza. Pierwszym niezamarzającym portem Moskowii nad otwartym morzem był Murmańsk założony dopiero AD 1916. Obecnie marynarka wojenna Moskowii wypływająca z Murmańska nie może niepostrzeżenie dopłynąć do dowolnego miejsca. Na Północnym Atlantyku Flota Stanów Zjednoczonych zainstalowała urządzenia nasłuchu akustycznego zdolne wykryć ruchy okrętów podwodnych i nawodnych. Piotr I odebrał zbrojnie Finom część ich ziem przebijając się do Bałtyku i zbudował na nich port morski. Ale zimą w okolicach Petersburga Bałtyk zamarza. Piotr I stopniowo uzależniał Polskę. Ze świadomością różnic można powiedzieć, że Piotr I układał stosunki z Polską w sposób, który można porównać do stosunków pomiędzy Królestwem Brytyjskim i Indiami. Piotr I położył podwaliny pod zasady polityki Moskowii, które w największym skrócie można określić jako poprzestawaniu na samym uzależnianiu przy zachowaniu pozorów niezależności i dobrych stosunków. Gdyby polityka Piotra I była kontynuowana, Moskowia uzyskałaby nieformalne przejście do portu w Gdańsku przez terytorium oficjalnie niezależnej Rzeczypospolitej. Moskowia mogła uzyskać w Gdańsku port, w którym mogłaby stacjonować flota wojenna zdolna do wyjścia w morze przez cały rok. Ale Moskowii przytrafiło się nieszczęście. Carycą została Katarzyna II.

93

http://jambudveep.files.wordpress.com/2010/04/mongol_empire_history.jpg, http://preview.tinyurl.com/895jtxz

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 224/498

Katarzyna II zniszczyła politykę Piotra I. Uzależnianie przy zachowaniu pozorów niezależności i dobrych stosunków zastąpiła podbojami i przejmowaniem terytoriów. Jednocześnie odwróciła niektóre reformy Piotra I. Zdeterminowała przynależność cywilizacyjną Moskowii. Żaden następca nie mógł porzucić polityki katarzyńskiej (zwanej też polityką katarzyńsko-fryderycjańską) i wrócić do polityki Piotra I, nie zanosi się też na to obecnie. Katarzyna II politykę Moskowii wprowadziła w ślepą uliczkę. Od Katarzyny II koszty następnych osiągnięć Moskowii wzrosły niewspółmiernie. Porzucenie polityki katarzyńskiej i powrót do polityki Piotra I było być albo nie być Moskowii. Teraz na jakikolwiek ratunek już jest za późno. „[…]żaden z carów, oprócz Katarzyny Wielkiej, nigdy nie popierał rozbiorów Polski. Tak twierdzi historyk i politolog Piotr Romanow. Przekonuje, że Rosja miała z tego powodu nieustające problemy na arenie międzynarodowej. »Imperium w żaden sposób nie mogło przełknąć polskiego kawałka tortu, bo powstania wybuchały tam jedno za drugim« - wyjaśnia rosyjski ekspert. W jego opinii, właśnie Polakom Rosja zawdzięcza wojnę z Napoleonem, w trakcie której francusko-polska armia zdobyła Moskwę.

[…]”[357] Katarzyna II do prowadzenia polityki Piotra I cierpliwości nie miała i część terytorium Rzeczypospolitej wraz z innymi zaborcami zaanektowała. I tu przejawiają się istotne różnice między zasadami polityki Piotra I i katarzyńskiej. Do osiągnięcia celów metodami Piotra I potrzebne było utrzymywanie Polski w stanie uzależnienia, a to z kolei wymagało osłabienia Polski. Polska mogła być osłabiona tylko wobec Moskowii, natomiast wobec państw trzecich mogła zachować pozory siły, ale z konsekwencjami, jakby te siła była realna. Ujmując inaczej, polityka Piotr I Moskowii dawała monopol na Rzeczpospolitą, wpływy na całym jej terytorium z wyłączeniem państw trzecich, bez konieczności dzielenia się z kimkolwiek, jakimkolwiek terytorium Rzeczypospolitej. „O ile chodzi o stosunek do Polski, to polityka rosyjska od wieków już oscylowała między dwoma możliwymi rozwiązaniami. Pierwszym rozwiązaniem było połączenie całej Polski z Rosją. Drugim było odebranie Polsce ziem zamieszkanych przez Białorusinów i Ukraińców i ewentualnie również pewnych części Polski etnograficznej. Ideałem dla Rosji było zawsze rozwiązanie pierwsze. Rozwiązanie drugie było natomiast zawsze rezultatem kompromisu z siłami położonymi dalej na zachód od Polski. Polityka rozbiorcza Katarzyny II była właściwie polityką rezygnacji z ambitnych zamiarów wcielenia całej
Polski do Rosji[…]”[88]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 225/498

Co więcej, królowie Rzeczypospolitej August II Mocny i jego syn August III Sas jednocześnie byli władcami Saksonii. Polska i Saksonia były państwami odrębnymi pozostającymi w unii personalnej tylko podczas ich panowania. Ale Polska i Wielkie Księstwo Litewskie też zaczynały od unii tylko personalnej. Gdyby Moskowia kontynuowała politykę Piotra I, to nie pozostawało poza zakresem jej możliwości powtórzyć za pomocą swojej agentury wpływu wobec Polski i Saksonii ten sam proces integracji, jaki dokonał się między Polską i Wielkim Księstwem Litewskim. Ta tendencja zresztą w Polsce pojawiła się, np. Konstytucja 3 Maja przewidywała w tron dziedziczny dla dynastii Wettynów, z której pochodzili dwaj poprzedni polscy królowie, począwszy od Fryderyka Augusta I, króla Saksonii. Katarzyna II nie musiała na tronie polskim osadzać swojego byłego kochanka, Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kontynuacja polityki Piotra I pozwoliłaby Moskowii zdobyć wpływy nie tylko w Polsce i Saksonii, ale za pośrednictwem Saksonii w całej Rzeszy Niemieckiej. Moskowia miała szanse sprawić, aby czynnikiem jednoczącym Niemcy nie były Prusy, tylko Saksonia. Praktycznie bezkosztowo Moskowia miała szanse osiągnąć więcej niż półtora wieku później zdobyła za cenę niewyobrażalnych wyrzeczeń. Historia odnotowuje przypadki, kiedy na tronie zasiadał władca bądź to nieletni, bądź to niespełna rozumu, bądź to z jakiegoś innego powodu władzę sprawującym formalnie, podczas gdy faktyczny ciężar władzy spoczywa w rękach doradcy, wychowawcy itp. W 18w. Polska była państwem bardzo słabym, przypominającym takiego władcę figuranta, Moskowia mogła stosunki z Polską ułożyć analogicznie zostając tajnym protektorem jej państwowości i nienaruszalności terytorialnej. „[…]do 1769 roku udało się zachować Rzeczypospolitej kształt terytorialny ustalony w wyniku zawartych traktatów pokojowych z Rosją (pokój Grzymułtowskiego z 1686 roku) i Imperium Osmańskim (traktat karłowicki z 1699 roku). Sytuację, która wytworzyła się w trakcie III wojny północnej z lat 1700-1721, sprawiła, że całe ówczesne państwo polsko-litewskie stało się rosyjskim protektoratem.
Mimo oczywistych negatywnych skutków tego stanu rzeczy, protektorat ten oznaczał jednoczesnie »ochronę« terytorium Rzeczypospolitej przed zakusami terytorialnymi jej sąsiadów, głównie Prus[…]”[358]

Uczestnictwo w rozbiorze Polski też wymagało jej uprzedniego osłabienia, ale tym razem to osłabienie musiało być uniwersalne, nie tylko wobec Moskowii, ale w takim samym stopniu wobec wszystkich przyszłych zaborców. Zamiast prowadzić finezyjną i żmudną politykę Piotra I, Katarzyna II politykę Moskowii sprymitywizowała, dokonała zwykły handel terytorium Polski dopuszczając do udziału innych zaborców.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 226/498

Katarzyna II politykę Piotra I porzuciła częściowo pod wpływem Fryderyka II: „[…]W pierwszym rozbiorze, przesądzającym o upadku Rzeczypospolitej, odegrał rolę nieomal decydującą, nakłaniając do podziału wahającą się Katarzynę II[…]”[33]

Pomorze przypadło w udziale Prusom. Wprawdzie Kongres ski (1815) przesunął zachodnią granicę imperium na zachód włączając m. in. Warszawę i Łódź uprzednio pruskie, ale Pomorze pruskie pozostało.

Wiedeńdo niego

„[…]Po zwycięskiej wojnie z Napoleonem, Aleksander I podjął na nowo zamiar zupełnego połączenia obu państw. Trzeba było koalicji pobitej Francji z Anglią i Austrią, aby uratować dla Prus Poznańskie,
a dla Austrii ówczesną Galicję[…]”[88]

Katarzyna II uzyskanie niezamarzającego portu nad Bałtykiem opóźniła o półtora wieku do AD 1945. „[…]Niezmiennym prawem rozwoju imperializmu kontynentalnego (a więc i rosyjskiego) jest niszczenie buforów i kompletna centralizacja, podczas gdy imperializm morski dąży zawsze do liberalizmu politycznego i gospodarczego w postaci dominiów i kolonii autonomicznych. W swym ruchu postępowym w tym kierunku Rosja w XVIII wieku zlikwidowała wspólnie z równie kontynentalnym imperializmem germańskim olbrzymi bufor – Rzeczpospolitą, stratowawszy [wcześniej] Ukrainę, państwa bałtyckie, zagroziwszy Szwecji, Mołdawii i Imperium Ottomańskiemu, a w XIX wieku osiągnęła olbrzymie sukcesy, zniszczywszy szereg buforów (państwa kaukaskie, Chiwę i Bucharę) i rozszerzywszy się daleko na południe swoją strefę wpływów (Palestyna, Persja, częściowo Afganistan)[…]” [I dalej w przypisie #29] „Do końca XVIII wieku Rosja wchłonęła wschodnie obszary Rzeczpospolitej, autonomiczną Ukrainę kozacką oraz państwo tatarskokrymskie. Na początku XIX stulecia zhołdowano Gruzję (1803) i Finlandię (1806) oraz zlikwidowano status mocarstwowy Szwecji i Turcji. W tym też czasie carat uzyskał duże nabytki terytorialne od Persji w rejonie Morza Kaspijskiego. Z kolei w połowie XIX wieku
rozpoczęła się ekspansja wobec chanatów środkowoazjatyckich.”[359]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 227/498

Fryderyk II częściowo wyraził analizę porównawczą skutków geopolitycznych pierwszego rozbioru Polski. Przyznał też, że Moskowię ograł: „[…]Geopolityczny sens rozbioru najlepiej wyłożył sam monarcha:
Cząstka ziem polskich, która przypadła Rosji, jest dla niej kwestią wygody […], udział Austrii stanowi artykuł luksusowy […], część natomiast pruska jest organem życiowym, bez którego organizm państwowy nie mógłby dłygo istnieć.

[…]”[33] Moskowicini lubią mówić o sobie, że ich państwo jest Trzecim Rzymem94. Gdyby Moskowia miała w sobie coś z Rzymu, potraktowałaby Rzeczpospolitą, jak Rzym starożytny Grecję. Polską kulturę zamiast niszczyć Moskowia przejęłaby i się ucywilizowała. Przejęcie kultury Greckiej starożytnemu Rzymowi w niczym nie uwłaczyło. Przeciwnie, stało się powodem jego chwały. Analogicznie na przyjęciu kultury polskiej i ucywilizowaniu się Moskowia mogła tylko zyskać. „[…]
Krok jeden dzielił Rosję od tego, by weszła w obręb promieniowania wolności polskiej z początkiem XVII w. Z owych czasów datują się pierwsze przywileje ograniczające władzę cara. Statut litewski z r. 1588 diacy moskiewscy przepisywali kawałkami, a z dwudziestu pięciu rozdziałów pierwszego kodeksu prawa moskiewskiego dziesięć wzorowanych jest całkowicie na kodeksie litewskim. Jeszcze po pierwszym rozbiorze wolność polska, polska idea demokratyczna promieniuje na Rosję. Jeszcze w czasie Aleksandra I, jeszcze na przekór reakcji Mikołajewskiej grają w Rosji echa polskie.

[…]”[361]

94

Niech wie o tym kraj twój władco prawosławny, że wszystkie księstwa prawosławnej wiary chrześcijańskiej złączyły się w twoim. Tyś car jedyny dla wszystkich chrześcijan pod tym niebem. Kościół Starego Rzymu upadł z powodu herezji. Bramy drugiego Rzymu rozrąbali toporami Turcy. Ale Cerkiew moskiewska – nowy Rzym – lśni nad całym światem. Uważaj i słuchaj, pobożny carze, wszystkie cesarstwa chrześcijańskie zeszły się w twoim jedynym, albowiem dwa Rzymy upadły, trzeci stoi, a czwartego nie będzie, gdyż twoje królestwo chrześcijańskie przez żadne inne nie zostanie zastąpione — mnich Filoteusz, ihumen monasteru pskowskiego, do wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla III w liście napisanym ok. AD 1515÷1521[360]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 228/498

Zamiana polityki Piotra I na katarzyńską dowodzi, że mówienie o Trzecim Rzymie jest tylko mitomanią[230]. Moskowia zdeterminowała swój stosunek do Polski — nienawiść wynikająca z kompleksu niższości. Poza wszystkim innym Katarzyna II wyhodowała śmiertelnego wroga Moskowii, który nie jeden raz zagroził jej istnieniu, ale obwinianie o to Katarzyny II byłoby anachronizmem, jak obwinianie Konrada Mazowieckiego za sprowadzenie do Polski Krzyżaków. Od czasów Katarzyny II upłynęło już trochę czasu i obecnie Moskowia jest bardziej doświadczona. Może zatem dostrzec prawidłowość, że po wielkich tajnych operacjach: finansowanie les philosophes, rozbiór Polski, danie Hitlerowi władzy nad Niemcami[44] wchodzą głęboko obce wojska. Z podejściem pod Moskwę i jej zajęciem włącznie. Ale okazje na naukę z tego minęły już bezpowrotnie. Moskowia grała ostro. Wygrywała zbyt dużą liczbę razy. Ale nawet najdłuższa dobra pasja nie trwa wiecznie. Właśnie się skończyła. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy przejście od polityki Piotra I do katarzyńskiej stało się już nieodwracalne, trwały przygotowania do rozbiorów Polski oraz same rozbiory zwycięskie wojny z Turkami (AD 1768÷1774, 1787÷1792) otworzyły szeroki dostęp do Morza Czarnego. AD 1794 Katarzyna II na wybrzeżu Morza Czarnego założyła pierwszy niezamarzający port Moskowii — Odessę. Ale wyjście z Morza Czarnego na Morze Śródziemne przebiega przez cieśniny. Są one tak wąskie i łatwe do upilnowania, że kto przez nie przepłynie, a kto nie, zależy tylko od woli Turcji. Moskowia postanowiła cieśniny zająć zbrojnie. I to było jednym z największych jej błędów. Strzeliła sobie w nogę. Rozwój wypadków po napaści na Turcję nie tylko był, ale do dzisiaj pozostaje bezprecedensowy. Po stronie Turcji opowiedziała się prawie cała Europa, a w każdym bądź razie wszyscy możni Europy. Europa formalnego pretekstu prowadzenia wojny przeciwko Turcji, prawa duchowieństwa prawosławnego, względnie katolickiego do opieki nad miejscami świętymi i w ogóle niemuzułmańską ludnością imperium tureckiego nie kupiła. Takiego zjednoczenia w Europie nie było nigdy przedtem ani nigdy potem. Próba siłowego przejęcia cieśnin Europę zjednoczyła nawet bardziej niż wojny krzyżowe. Wyprawa po cieśniny zamieniła się w wojnę krymską (AD 1853÷1856), w której po jednej stronie była Europa i Turcja, a przeciwko nim samotna Moskowia.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 229/498

„[…]
Mikołaj kontynuował zewnętrzną politykę brata. Okrzyknięty »żandarmem Europy«, podczas Wiosny Ludów wypełniając testament rozpadającego się Świętego Przymierza, wysłał swoją armię na pomoc Austrii, celem stłumienia powstania węgierskiego. Główny cel wszytkich jego działań stanowiły jednak upragnione od czasów Piotra I cieśniny czarnomorskie.

[…]
Piotr nadał również nowe impulsy terytorialnej ekspansji Rosji. Jako twórca floty wojennej rozumiał lepiej niż ktokolwiek z jego następców znaczenie morskich szlaków komunikacyjnych i w długotrwałej wojnie ze Szwecją zdobył szeroki dostęp do Baltyku. »Otwarcie« drugiego z przybrzeżnych mórz nie powiodło się, ale i tam, kosztem Turcji, zdobył przyczółki dla późniejszego utrwalania rosyjskiego władztwa w basenie czarnomorskim.

[…]
Wobec postępującej degeneracji Turcji łup wydawał się w zasięgu ręki i dlatego w roku 1853 Rosja zaczęła wojnę, mającą przynieść jej Bosfor i Dardanele. Rachuby cara okazały się jednak złudne, bowiem z pomocą Imperium Ottomańskiemu przyszły Anglia i Francja, Austria zaś zajęła wobec Rosji postawę nieżyczliwej neutralności. Rozgoryczony Mikołaj stwierdził wówczas filozoficznie, iż w dziejach Polski najgłupszymi królami byli Jan III i on, obydwaj bowiem uratowali Habsburgów, licząc naiwnie na ich wdzięczność[…]”[33]

Wbrew nazwie działania wojenne toczyły się nie tylko na Krymie, państwa europejskie Moskowię nękały, gdzie mogły. Anglia i Francja, wykorzystując swe panowanie na morzach, dokonały szeregu bombardowań i prób desantu w Finlandii, Zatoce Fińskiej, na wyspach Alandzkich na Bałtyku, w Pietropawłowsku na Kamczatce oraz w Odessie

i Kerczu na Morzu Czarnym.

95

95

http://www.answers.com/topic/crimean-war, http://preview.tinyurl.com/dxozbg6

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 230/498

Moskowia wojnę krymską przegrała. Została zmuszona do przyjęcia bardzo niekorzystnego, upokarzającego traktatu paryskiego, który zamknął Moskowii możliwość wyjścia na otwarty ocean w kierunku zachodnim (zakaz posiadania floty wojennej i budowy twierdz przybrzeżnych na Morzu Czarnym, demilitaryzacja Wysp Alandzkich).

95

Próbę zbrojnego wyrwania Turcji cieśnin bez cienia przesady można nazwać początkiem upadku Moskowii. Po wojnie krymskiej nastąpiła seria wydarzeń układających się w staczanie się Moskowii po równi pochyłej. Powstanie styczniowe, wojna japońska, rewolucja 1905, pierwsza wojna światowa, rewolucja lutowa, pucz Lenina (tzw. Wielka Socjalistyczna Rewolucja Październikowa), wojna domowa itd. „[…]
Mikołaj, jakby świadomy słów Mickiewicza, pod wpływem upokarzających klęsk wojskowych, obnażających stan nie tylko armii, ale i państwa, załamał się zupełnie. Poddawszy się chorobie zmarł na zapalenie płuc 2 marca 1855 roku. Przed śmiercią przekazał ostatnie posłanie dziedziczącemu tron synowi: »Masz służyć Rosji«.

[…]”[33] Skoro kierunek północny był zablokowany przez warunki klimatyczne, a zachodni przez Europę, pozostawały tylko kierunki: wschodni i południowy. Kierunek wschodni to północna część wschodniego wybrzeża kontynentu euroazjatyckiego (Dalekiego Wschodu). Dzieli się ono na dwie części. Część północna ma użyteczność podobną do północnego wybrzeża kontynentu euroazjatyckiego, morze przy nim też zamarza. Częścią południową jest wybrzeże Chin. Moskowia przejęła zbrojnie część ziem Chin. Chiny nigdy nie zapomniały o tej stracie i nie zrezygnowały z jej odzyskania. Ale to wciąż było daleko od morza. W tym czasie Chiny słabły. Mogłoby się wydawać, że zajęcie przynajmniej części chińskiego wybrzeża z niezamarzającymi portami nie powinno dla Moskowii przedstawiać problemu. Ale oprócz Moskowii w Chinach pojawili się inni gracze. Chiny zaczęły być penetrowane przez europejskie państwa kolonialne i przez Japonię. Zderzenie z nią dla Moskowii było szczególnie przykre. W wojnie 1904÷1905 Moskowia poniosła poniżający szereg klęsk. Poniosła bezprecedensową klęskę w historii wojen morskich, tracąc dwie spośród swoich trzech flot (prawie całą Flotę Bałtycką i Flotę Oceanu Spokojnego) z minimalnymi stratami drugiej strony. Japońska armia o stosunkowo małym doświadczeniu bojowym uzyskała druzgocące zwycięstwo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 231/498

nad siłami Moskowii. Dostęp do otwartego oceanu pozostał niepełny przez porty zamarza-

jące.

96

Moskowia przejściowo uzyskała dostęp do portów Chin od zwycięstwa w Chinach rewolucji komunistycznej AD 1949 do rozejścia się dróg ChRL i Moskowii. Moskowia dąży do uzyskania dostępu do Oceanu Indyjskiego (Indii) już od Piotra I. Równolegle z podbijaniem przez Moskowię ziem Azji Środkowej i Południowej z głębi lądu, od morza kolonizację prowadziła Wielka Brytania. Kolonie brytyjskie w Azji Południowej zamknęły Moskowii drogę do Oceanu Indyjskiego. Zmagania Moskowii z Wielką Brytanią o dostęp przez jej kolonie do Oceanu Indyjskiego nazywa się, Wielka Gra. „[…]
Azja Środkowa została przyłączona do Rosji w XIX wieku. ZSRR utrzymał tam swoje panowanie przy okazji podzieliwszy ten obszar na szereg sowieckich republik narodowych. Ludy zamieszkujące te tereny od setek lat mieszały się, a nagle, decyzją sowieckich urzędników podzielono je, poklasyfikowano, opracowano urzędowe języki. Gdy upadł ZSRR między nimi pojawiły się granice państwowe. Jedno się nie zmieniło. Kraje Azji Środkowej, w mniejszym lub większym stopniu, nadal znajdują się strefie wpływów Rosji. Czasem oznacza to wyczulenie na sygnały dyplomatyczne płynące z Moskwy. Czasem, jak w przypadku Tadżykistanu, strefa wpływów ma bardziej realny charakter. Jej namacalnym dowodem jest stacjonowanie rosyjskiej 201 dywizji zmechanizowanej pod Duszanbe – tadżycką stolicą. Borys Jelcyn w 1993 oznajmił nawet, że granica tadżycka jest tak naprawdę granicą Rosji. Granicą ukształtowaną jeszcze w XIX wieku, w czasach podbojów carskiego imperium. Wtedy właśnie pojawiło się określenie Wielka Gra. Nazywano tak rywalizację Rosji i Wielkiej Brytanii na terenie Azji Środkowej. Do słownika dyplomatycznego weszło też pojęcie strefy wpływów. By rozgraniczyć strefy swoich wpływów dwa imperia oddzieliły znajdujący się pod rosyjska kontrolą Pamir od Brytyjskich Indii (dzisiejszy Pakistanu) wąskim paskiem terenu. Powstały tak Korytarz Wahański

96

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Imperio_Ruso.PNG&filetimestamp=20090531144758, http://preview.tinyurl.com/cr7xe3p

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 232/498

przyłączono do Afganistanu, który miał pełnić rolę państwa buforowego[…]”[362]

97

Wielka Gra opóźniła zawarcie przymierza Wielkiej Brytanii z Moskowią do AD 1907. Wielka Gra zawiera też wątek polski: „[…]Najsłynniejszym »Wallenrodem« był prawdopodobnie Jan Witkiewicz (1808-1839). Mając lat 15 Witkiewicz został karnie wcielony do armii carskiej za nielegalną działalność patriotyczną, z czasem zyskał zaufanie władz rosyjskich, stał się agentem dyplomatycznym Petersburga na Środkowym Wschodzie, by wreszcie — świadomie doprowadzić do konfliktu angielsko-rosyjskiego w Afganistanie (zginął w tajemniczych okolicznościach, prawdopodobnie popełniając samobójstwo). Według rodzinnej legendy Witkiewiczów, Jan Witkiewicz był polskim Wallenrodem, który poprzez swoje »intrygi« chciał zaszachować Rosję od Wschodu i Południa. Prawdopodobnie myślał o Witkiewiczu Tadeusz Miciński, przedstawiając go pod imieniem
Witoldowicza w »Nietocie« (1910)[…]”[363]

Z uwagi na to, że dostęp do niezamarzającego portu nad otwartym morzem jest być, albo nie być Moskowii, Witkiewicz może być uznany za Wallenroda pełnoformatowego. Niewykluczone, że ocalił cały świat od zagłady.

97

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Afghanistan_Badakhshan_Wakhan_district_location.PNG, http://preview.tinyurl.com/85yy77r

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 233/498

„[…]Zasługą jego życia pozostanie to, że doprowadzając do ostrego konfliktu między dwoma największymi wtedy mocarstwami, powstrzymał imperializm rosyjski na przedprożu Indii, czyli w Afganistanie. Rosja (a potem ZSRR) nigdy nie zdołała przekroczyć tych granic. […]
jego działalność – chociaż prowadzona w ramach instrukcji – wywołała poważny zatarg z Wielką Brytanią, grożący nawet wybuchem wojny, co mogło się okazać zgubne dla Rosji. Podobnie jak wielu Polaków Witkiewicz marzył o zniszczeniu potęgi caratu. Jednak w odróżnieniu od innych postanowił sam zrealizować swój zamiar. Odgadując jego plany, Maria Janion trafnie stwierdziła: »Ktoś, kto chciał klęski Rosji carskiej, życzył jej konfliktu z Anglią. Witkiewicz zatem, doprowadziwszy do zatargu angielsko-rosyjskiego, pragnąłby popchnąć Rosję do tego, czego nie chciała, obawiając się – i słusznie […] – wielkiego dla siebie niebezpieczeństwa.«

[…]”[364] „[…]
To, co stało się absolutnym sukcesem wysłannika Petersburga, okazało się wkrótce klęską dyplomatyczną Rosji. Brytyjczycy zareagowali na misję Witkiewicza gwałtowną notą dyplomatyczną przesłaną na ręce księcia Nesselrode, ministra spraw zagranicznych. Mikołaj I postawiony wobec perspektywy zaostrzenia stosunków z Brytyjczykami, uznał, że nie może wdać się w konflikt o daleki Afganistan w sytuacji, gdy dla polityki rosyjskiej sąsiednia Porta Otomańska i Bałkany były priorytetem.

[…]”[365] „[…]Meldunki o poczynaniach Witkiewicza trafiły do Londynu i wywołały popłoch wśród brytyjskich polityków. Stawka była wysoka albo wszystko, albo nic. Głównym imperatywem brytyjskiej polityki zagranicznej stała się teraz rywalizacja z Rosją. Wielka Gra to \"zimna wojna XIX w.\".
\"Nie zamierzaliśmy ingerować w sprawy Afganistanu, lecz, gdy Rosjanie chcą uczynić Afgańczyków Rosjanami, powinniśmy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 234/498

zatroszczyć się, by zostali oni Brytyjczykami\", stwierdził minister spraw zagranicznych, wicehrabia Palmerston. Na wieści z Afganistanu londyńska prasa w histerycznym tonie pisała, jak to od granic Węgier do serca Indii i Nepalu rosyjski diabeł uciska ludzki ród i nieustannie knuje mroczne intrygi, drażniąc tym \"nasze miłujące pokój imperium\". Rosja Mikołaja I zyskała wówczas miano \"żandarma Europy\". Dziś powiedzielibyśmy, że \"Petersburg miał kiepski PR\". Rząd Jej Królewskiej Mości uznał oblężenie Heratu przez Persów za wrogi akt wobec brytyjskich interesów i wysłał do Zatoki Perskiej okręty wojenne. Wysadzono desant na wyspie Korrak. Angielscy żołnierze widzieli jakoby w okolicy Rosjan, choć ich tam nigdy nie było. Przerażony brytyjską interwencją szach wycofał wojska spod Heratu. \"Zapędziliśmy Rosję do kąta\", oświadczył dumnie Palmerston. Jednocześnie wysłał stanowczą notę dyplomatyczną do szefa rosyjskiego MSZ, hrabiego Nesselrodego, w której ujawnił materiały wywiadu na temat działalności Witkiewicza przeciw Anglii w Afganistanie. Między Wielką Brytanią a Rosją rozpoczęły się intensywne negocjacje na temat określenia stref wpływów. Porucznik Jan Witkiewicz otrzymał rozkaz powrotu do Petersburga. W uznaniu zasług car Mikołaj I awansował go do stopnia sztabskapitana.

[…]”[366] „[…]
W odpowiedzi na notę zaznaczono, że wysłannik przekroczył swoje uprawnienia. Zarówno Witkiewicz, jak i poseł rosyjski w Teheranie Simonicz zostali odwołani. W wyniku tej demonstracji dobrej woli konfrontacja zostaje załagodzona.

[…]”[365] „[…]Mikołaj I szybko anulował traktat z Persją i rozmaitymi ustępstwami starał się złagodzić gniew potężnego rywala. Dwór przekazał gazetom informację, że misja Polaka w Afganistanie była jego własną inicjatywą. […]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 235/498

skuteczne zacieranie wszelkich śladów jego istnienia, i to przez tyle lat, wynikało z żądzy zemsty władz rosyjskich. Trudno im było pogodzić się z tym, że pojawił się ktoś, kto wprowadził w błąd wielkie mocarstwo. I to ktoś tak mało znaczący: zniewolony Polak, zesłaniec, prosty sołdat, więc nikt! Dumni despoci woleli jak najszybciej zapomnieć o tej wstydliwej karcie w dziejach Rosji i dlatego tak usilnie dążyli, by wszyscy zapomnieli o Witkiewiczu.

[…]”[364] Wielka Brytania analogicznie przyczyniła się do ograniczenia dostępu Moskowii do Pacyfiku podpisując 30 stycznia AD 1902 sojusz japońsko-brytyjski. Zawarty on został na okres 5lat, a w 1905 został przedłużony na kolejne 5. Podczas drugiej wojny światowej ZSRR na krótko opanował północną część Iranu nie uzyskując dostępu do Oceanu Indyjskiego. Musiał się wycofać pod naciskiem państw zachodnich. Po drugiej wojnie światowej Moskowia postanowiła przeszkodę brytyjskich kolonii ze swojej drogi do Oceanu Indyjskiego usunąć podstępem. Zainicjowała tzw. dekolonizację, przy pomocy swojej agentury wpływu przekonała do niej światową opinię publiczną i ją zrealizowała. Moskowia osiągnęła sukces częściowy. Rzeczywiście, z miejsca na drodze Moskowii do Oceanu Indyjskiego kolonie brytyjskie zniknęły, ale pojawiły się niepodległe państwa. Po uzyskaniu dostępu do broni jądrowej i po cywilnych wdrożeniach technik jądrowych Moskowia podjęła próbę zimowego użytkowania portów zamarzających, do których tory wodne z lodu oczyszczałyby lodołamacze. Była to kontynuacja i rozwinięcie koncepcji zapoczątkowanej AD 1915 otwarciem Biura Lodołamaczy przy zarządzie portu handlowego w Archangielsku, któremu podlegało 13 lodołamaczy i łamiących lód okrętów, dających początek flotylli lodołamaczy. Owe statki zimową porą ubezpieczały przepływanie okrętów z Morza Białego do Archangielska. AD 1957 został zwodowany lodołamacz NS Lenin[367], pierwszy na świecie niewojenny statek o napędzie jądrowym, mogący kruszyć lód o grubości dochodzącej do 3m. Rekordowo szybkie, nietypowe dla Moskowii, wdrożenie technologii militarnej w zastosowaniach cywilnych i nadanie lodołamaczowi imienia w hierarchii wartości komunistów stojącego najwyżej świadczy o wielkich nadziejach wiązanych przez Moskowię z możliwością użytkowania przez okrągły rok dzięki lodołamaczom wszystkich jej portów, również położonych nad otwartymi morzami. Gdyby próby z NS Leninem[367] powiodły się, byłby pierwszym z serii lodołamaczy obsługujących porty nad zamarzającymi morzami. Rezultaty

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 236/498

nie spełniły oczekiwań. Zamarzające porty z lodołamaczami mniej niż port nad niezamarzającym otwartym oceanem.

to wciąż było

Po rozpadzie ZSRR Moskowia nie zaprzestała prób umożliwienia korzystania zimą z portów zamarzających. „[…]Rosja realizuje unikalny projekt, który polega na zbudowaniu elektrowni jądrowej na powierzchni morskiej. Ma ona przemieszczać się wzdłuż wybrzeża, od Petersburga na północ.

[…]”[368] Aby sobie uzmysłowić, jak bardzo Moskowii potrzebny jest dostęp do otwartego niezamarzającego morza, należy pokazać, co Moskowia osiągnęła pomimo braku takiego portu, do czego dążyła, co ze swoich osiągnięć straciła z powodu braku tego portu, co była w stanie osiągnąć, gdyby ten port miała i jakie okazje przeszły jej przed nosem. Rosji carskiej nawet bez portu nad niezamarzającym otwartym morzem udało się zdobyć posiadłości zamorskie. Najbardziej znany jest przypadek Alaski, w posiadaniu Moskowii przejściowo w latach 1784÷1867. Mniej znane są jej inne posiadłości zamorskie. Moskowia miała faktorie w Kalifornii. Obecnie z nich zostały tylko nazwy, jak np. Russian Hill98. Podróż z Petersburga do zamorskich posiadłości Moskowii trwała półtora roku z półrocznym zimowaniem we Władywostoku. ZSRR w okresie, kiedy mógł korzystać z portów ChRL i kiedy już korzystać z nich nie mógł, zdobywał terytoria zamorskie (np.: Koreańska Republika LudowoDemokratyczna, Republika Kuby, Ludowo-Demokratyczna Republika Jemenu, Etiopia,

99 Republika Chile, Republika Mozambiku, , Republika Angoli, Somalijska Republika Demokratyczna, etc., etc.). Za wyjątkiem jednej Republiki Kuby Moskowia wszystkie swoje posiadłości zamorskie utraciła. Nakłady na ich zdobycie i utrzymanie nig-

98

Russian Hill, San Francisco - Wikipedia, the free encyklopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Russian_Hill,_San_Francisco#History, http://tinyurl.com/yfudt5n http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:EscudoMozambique.PNG, http://preview.tinyurl.com/7na7lxk

99

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 237/498

dy się nie zwróciły. Częścią tych nakładów Moskowia obciążała KDL, w tym także Polskę[369], ale część z nich ponosiła sama. Gdyby Moskowia uzyskała dostęp do otwartego niezamarzającego oceanu w tym samym czasie, w którym Wielka Brytania zaczęła tworzyć swoje imperium lub nieznacznie później, imperium utworzyłaby nie Brytania, tylko Moskowia. To nad imperium Moskowii Słońce nigdy by nie zachodziło. Oceany Indyjski i Spokojny byłyby wewnętrznymi jeziorami Moskowii. Moskowia ze swoimi koloniami nie miałaby takich problemów, jak Wielka Brytania z buntem trzynastu kolonii w Ameryce Północnej. Można powiedzieć, że na potrzeby tłumienia buntu w kolonii możliwości mobilizacyjne Moskowii są nieograniczone. Moskowia do zbuntowanej kolonii może okrętami dowieźć dowolną liczbę żołnierzy. Jest tylko jeden warunek. Moskowia musi mieć dostęp lądowy do portu, z którego te okręty mogą wypłynąć. Przecież koloniści celowo nie będą wszczynali buntu, kiedy na półkuli północnej jest lato. Moskowia ma głębokie kompleksy braku dostępu do otwartego, niezamarzającego oceanu. Tym kompleksom daje wyraz w postaci buńczucznych gestów i propagandy. Od 2 połowy 18w do początku 19w (do wojny japońskiej), marynarka wojenna Moskowii była trzecią, co do wielkości flotą na świecie, za marynarką Wielkiej Brytanii i Francji. Jak widać, w takim rozmiarze została utworzona przedwcześnie i na wyrost. Nakłady na jej utworzenie zostały zmarnowane. Pierwszą eskadrą okrętów wojennych, która opłynęła dookoła glob ziemski była eskadra rosyjska. To nie był wyskok jednorazowy. Pomimo przykrych doświadczeń próby rozwoju floty ponad potrzeby i możliwości były ponawiane: „[…]W 1938 roku podjęto decyzję budowy w ciągu 10 lat 15 (!!!) pancerników, 35 ciężkich i 20 lekkich krążowników,
145 liderów i niszczycieli[…]”[99]

Przed AD 1989 w prylu prim nauczanie uczniów języka rosyjskiego było obowiązkowe. W jednej z obowiązkowych czytanek do nauki języka rosyjskiego Moskwa (miasto) została nazwana portem morskim pięciu mórz, bo z tych pięciu mórz do Moskwy można dopłynąć kanałami. „[…]Razem ze stolicą rozkwitnie cały kraj. Od krańca po kraniec przetną go wielkie kanały żeglugowe i Moskwa stanie się portem pięciu mórz: Białego, Czarnego, Azowskiego, Bałtyckiego, Kaspijskiego Majestatyczny dworzec rzeczny jest już wznoszony w Chimkach![…]”[206]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 238/498

Moskowia dość wiernie powtarza działania swojej poprzedniczki, ordy mongolskiej. Mongołowie do stolicy swojego imperium, Pekinu, przekopali od morza kanał żeglowny. „[…]
»Należy tak zorganizować pracę wyższych stztabów, aby Armia Czerwona mogła wypełnić swoje zadania na dowolnym kierunku operacyjnym i dowolnym kierunku możliwego przyszłego frontu. Granice tego frontu w pierwszej kolejności określa obręb całego kontynentu Starego Świata« — tak oto przedstawiał wiosną 1921 roku ówczesną doktrynę wojenną Armii Czerwonej M. W. Frunze, ówczesny szef Sztabu Generalnego Armii Czerwonej i Przewodniczący Rewolucyjnej Rady Wojennej ZSRR [133]100. Czynny członek rady (L. D. Trocki) opracował w tym czasie plan marszu 40-tysięcznego korpusu konnego przez Afganistan, Pendżab i Bengal ku brzegom Oceanu Indyjskiego[…]”[1]

Jednym z celów zawarcia paktu Ribbentrop Mołotow było uzyskanie dostępu do otwartych, niezamarzających mórz. Na raz do więcej niż jednego: „[…]orędzie radzieckiego rządu z 25 listopada 1940 roku, w którym został przedstawiony plan podziału świata pomiędzy Niemcy, Włochy, Japonię i ZSRR.
Związek Radziecki żądał: 1. Od Finlandii — Pieczengi i Porkalii. 2. Baz w duńskich cieśninach Kattegat i Skagerrak do wyjścia w Morze Północne. 3. Baz w Jugosławii i na Adriatyku. 4. Baz w Grecji (port w Salojnikach). 5. Od Ruminii — Bukowiny Południowej. 6. Od Bułgarii — przejścia do radzieckiej strefy wpływów i zawarcia stosownego paktu. 7. Od Turcji — baz w czarnomorskich cieśninach Bosfor i Dardanele. 8. Baz w Zatoce Perskiej.

100

„Krasnaja now”, 1921, nr1.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 239/498

9. Przejścia pod radzieckie wpływy krajów na południe od Baku-Batumi, czyli Turcji Wschodniej, pólnocnego Iranu i Iraku. 10. Rezygnacji Japonii ze swoich koncesji na Sachalinie.

[…]”[370] Moskowia w realizacji jej żądań nie zdawała się bynajmniej na dobrą wolę państw, do których te żądania skierowała: „[…]
21 czerwca 1940 roku generał pułkownik D. Pawłow zreferował ludowemu komisarzowi obrony marszałkowi Timoszence swoje stanowisko w sprawie ewentualnego wykorzystania sił zbrojnych podbitych krajów nadbałtyckich: »Po czystce wśród oficerów101 i wzmocnieniu oddziałów naszymi dowódcami dopuszczam możliwość w pierwszym okresie — w najbliższym czasie — wykorzystania w wojnie oddziałów armii litewskiej i estońskiej — poza Bałtyckim SOW, na przykład — w walce z Rumunami, Afgańczykami i Japończykami«. W najbliższym czasie.

[…]W notatce dowódcy Powietrznej Floty Czarnomorskiej dotyczącej planu operacyjnego (dokument powstał nie wcześniej niż 27 marca 1940 roku) czytamy: »Przypuszczalny nieprzyjaciel: Anglia, Francja, Rumunia, Turcja. Zadania lotnictwa: zaatakować okręty na wodach morza Marmara, cieśninie Bosfor, postawić zagrody minowe w Bosforze«.
Raport dowódcy Powietrznej Floty Czaromorskiej dla Głównego Sztabu Morskiego o planie rozwoju 1940-1941 zakładał następujący rozwój wypadków:
Zadania lotnictwa według teatrów działań wojennych: 1. Morze Czarne. Potężne uderzene bombowe na bazy: Konstanca, Izmaił, Warna (…). 2. Morze Egejskie: Saloniki, Smyrna (…). 3. Morze Śródziemne: Aleksandria, Hajfa, Kanał Sueski, Malta, Brindisi (…).

101

Po czystce wśród oficerów — pewnie po takiej samej, jak wśród oficerów polskich. Nb. 22 lipca 1941 Pawłow został rozstrzelany na poligonie NKWD pod Moskwą. Cała jego rodzina została zesłana do Krasnojarska (przyp. G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 240/498

Systematycznymi uderzeniami na Kanał Sueski pozbawić Anglię i państwa śródziemnomorskie możliwości normalnej eksploatacji tego szlaki komunikacyjnego.

W tym samym czasie wiosną 1940 roku Zarząd Główny Sił Powietrznych Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej przygotował dokumenty na 19 stronach pod tytułem: »Opis marszruty w Indiach nr 1 (przełęcze Barochil, Chitral) i nr 4 (przełęcze Killio, Gilhit, Śrinagar)«. Na 34 stronach sporządzono »Wykaz obiektów wojskowo-przemysłowych« Turcji, Iranu, Afganistanu, Iraku, Syrii, Palestyny, Egiptu i Indii. Prawie wszystkie wymienione państwa to kolonie lub półkolonie Wielkiej Brytanii i Francji.

[…]”[99] Po rozpadzie ZSRR kompleks dostępu do niezamarzającego otwartego morza nie zmniejszył się. Portem pięciu mórz (za pośrednictwem kanałów) nazwano Gniezdowo rzekomo założone w 8 wieku, w 9 wieku mającym być drugim, co do wielkości, miastem Europy i kolebką Rusi (czyżby próba sfabrykowania moskowicińskiego Gniezna?). To na stacji kolejowej Gniezdowo zostali z pociągów wyładowani polscy oficerowie, jeńcy wojenni więzieni w Kozielsku, a następnie zamordowani w Katyniu.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 241/498

„[…]
В нескольких десятках метров от железнодорожной станции Гнездово расположено огромное городище, существовавшее с конца VIII века. В IX веке оно по своим размером было вторым городом в Европе. Большинство историков считают Гнездовское городище древним Смоленском. Именно древний Смоленск (Гнездовское городище) следует считать колыбелью Руси. Именно Гнездово в VIII-XIII веках было «портом пяти морей». Оттуда шли волоки и копанки (каналы) на Волгу, Оку, Северную Двину и Ловать. Кстати, название Катынь произошло от «катить суда по волоку».102

[…]”[371] Od czasu do czasu w Moskowicinach ożywa tęsknota za starymi dobrymi czasami potęgi na oceanach świata. Żałość wyolbrzymia wspomnienia. Wtedy snują marzenia o powrocie dawnej siły i osiągnięciu celów.[372] Twarda rzeczywistość brutalnie ściąga na ziemię marzycieli bujających w obłokach: „[…]Utrzymanie mocarstwowej pozycji Rosji, jest jednym z głównych celów tandemu Miedwiediew - Władymir Putin. Obecnie

„[…]
Dowodzący Frontem Zachodnim, bohater Obrony Madrytu i przełamania linii Mannerheima generał armii Pawłow aresztowany został 4 lipca, a 22 lipca 1941 roku — równiutko miesiąc od wybuchu wojny (oj, lubił, lubił towarzysz Stalin teatralne efekty!) — skazany został na rozstrzelanie.

[…]”[1]
102

В нескольких десятках метров от железнодорожной станции Гнездово расположено огромное городище, существовавшее с конца VIII века. В IX веке оно по своим размером было вторым городом в Европе. Большинство историков считают Гнездовское городище древним Смоленском. Именно древний Смоленск (Гнездовское городище) следует считать колыбелью Руси. Именно Гнездово в VIII-XIII веках было «портом пяти морей». Оттуда шли волоки и копанки (каналы) на Волгу, Оку, Северную Двину и Ловать. Кстати, название Катынь произошло от «катить суда по волоку» — (ros.) Kilkadziesiąt metrów od stacji kolejowej Gniezdowo położone jest ogromne grodzisko, które istniało od końca 8 wieku. W 9 wieku ono było drugim, co do wielkości, miastem w Europie. Większość historyków uważa, że grodzisko gniezdowskie jest starym Smoleńskiem. Akurat starożytny Smoleńsk (grodzisko gniezdowskie) należy uważać za kolebkę Rosji. To Gniezdowo w wiekach 8÷13 było portem pięciu mórz. Stąd wychodziły pochylnie i wykopy (kanały) do Wołgi, Oki, północnej Dźwiny i Łowaci. Nawiasem mówiąc, nazwa Katyń pochodzi od przeciągać statki wodne po pochylni. (tł. wł.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 242/498

oznaką prawdziwej morskiej potęgi, są właśnie lotniskowce. Bezsprzeczny prym w tej dziedzinie wiodą Amerykanie z 11 aktywnymi lotniskowcami, które nie tylko są liczne, ale także największe. Na dodatek w USA są już budowane trzy następne wielkie okręty nowego typu. Na tym tle Rosja z jednym relatywnie małym »krążownikiem lotniczym« Admirał Kuzniecow, wypada bardzo blado. W 2008 roku w błysku fleszy podczas ćwiczeń ma Morzu Barentsa, Miedwiediew zapowiedział zmianę tego stanu rzeczy. - Nie będziemy szczędzić na ten cel funduszy - mówił prezydent. Dowódca marynarki wojennej, adm. Władymir Wysocki sprecyzował, że chodzi o budowę sześciu lotniskowców porównywalnych ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami. Na drodze ambitnych planów stanęły koszty budowy samych okrętów (dla porównania jeden lotniskowiec nowego typu General R. Ford ma kosztować USA około dziewięciu miliardów dolarów) oraz problemy rosyjskiej marynarki z wykorzystywaniem nowych jednostek[…] minister obrony Anatolij Serdiukow. - Obecnie dostępne fundusze pozwolą na opracowywanie planów konstrukcyjnych lotniskowców, ale nie na budowę samych okrętów - przyznał Serdiukow.

[…]Ponadto Rosjanie nie posiadają żadnych zamorskich baz i ich okręty muszą być w znacznym stopniu zaopatrywane z kraju,
co bardzo podnosi koszty ich użytkowania[…]”[373]

Przywódcy Moskowii mają świadomość wielowiekowego lizania cukru przez szybę. To może frustrować, dawać poczucie krzywdy, niesprawiedliwości dziejowej i zwalniać z wszelkich hamulców. „Już w 1911 roku Halford Mackinder pisał, że Rosja to uwięziony w interriorze azjatyckim gigant, który usiłuje wyjść poza wąskie gardła i przebić się do otwartego ciepłego morza. Pod tym względem Rosja jest następcą nie tylko imperializmu mongolskiego, lecz i turkuckiego z VII wieku. Por.: H. Mackinder, The Nations of the Modern World: An Elementary Study in Geography, London 1911, s. 224; L. Gumilow, Śladami cywilizacji Wielkiego Stepu,
Warszawa 2004.”[374]

Z państw oddzielających od Oceanu Indyjskiego Moskowii zainstalować reżim komunistyczny udało się tylko w Afganistanie. Ponieważ Moskowia otwartą walkę zare-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 243/498

zerwowała do podboju Europy Zachodniej, do Oceanu Indyjskiego musiała przedzierać się potajemnie i podstępem.

11.1.1.1. O tym, jak pracowałem dla radzieckiej propagandy
AD 1978 miałem 18lat. Zdałem maturę i egzaminy wstępne na studia wyższe. W wakacje pracowałem dorywczo za pośrednictwem OHP103 w nieistniejącej już Centrali Kolportażu Prasy i Wydawnictw (CKPiW) Ruch. Obecnie w budynku byłej CKPiW znajduje się IPN. Pracowałem na stanowisku robotnika załadowczo wyładowczego. Do moich obowiązków należało wożenie gazet. Od czasu do czasu jechaliśmy ciężarówką na Okęcie po prasę radziecką (Правда, Известия, Советская женщина, Мурзилка itd.). Kiedy w Moskwie była mgła, przylot samolotu opóźniał się. Nie pozostawało nic innego, jak tylko czekać. Wydawnictwa radzieckie miały pierwszeństwo przed wszelkimi innymi obowiązkami. Siedzieliśmy w nieistniejącym już budynku cargo. Rozmawiałem z pracownikami spedycji lotniska. Pewnego razu jedna z pracownic wskazała ręką na jedenaście worków różnie załadowanych leżących najbliżej wejścia i spytała mnie, czy wiem, co w nich jest. Worki wyróżniały się spośród innych. Były nowe i niezniszczone. Miały niespotykany kolor granatowy, były czyste, miały schludne, niepomięte etykiety i lśniące plomby. Podszedłem i starałem się wymacać zawartość. Wewnątrz były papierowe paczki zawierające jeszcze jakieś pakiety. Wciąż nie wiedziałem, co w nich jest, ale wyczerpałem już swoje możliwości rozpoznawcze. Dlatego strzeliłem w ciemno — książeczki dla dzieci z obrazkami do kolorowania. — Swoją odpowiedzią wywołałem wesołość pracowników cargo. To była stutysięczna pożyczka zachodnich bankierów dla Gierka. W paczkach były banknoty studolarowe. Ta pożyczka nie była jedynym takim przypadkiem. Niecałe dwa lata później, 28 kwietnia AD 1980 Gierek dostał kolejną pożyczkę, pięćsettysięczną. Skróciła moją odsiadkę poprzedniego dnia, 27 kwietnia, do czterech godzin. Bezpieka złapała mnie, aby uniemożliwić mi udział we mszy św. w intencji ofiar zbrodni katyńskiej. Można by pomyśleć, że zachodni bankierzy dawali pożyczki komunistom, żeby nas mniej mordowali, bili, więzili,… Jedna z pracownic cargo powiedziała, że te pieniądze leżą przy wejściu całkiem bez ochrony, nie wiadomo, jak długo będą tak leżeć, bo nie wiadomo, kiedy po nie przyjadą. Niewykluczone, że będzie razem z nimi na nocnej zmianie. Gdyby wtedy zjawili się przestępcy, to nie będzie stawiała im żadnego oporu i pozwoli im je zabrać. Wysiliłem się na kiepski dowcip, poprosiłem pracowników cargo, aby przez chwilę patrzyli w inną stronę i najmniejszy worek schowałem pod swój fartuch roboczy, jakbym chciał go pod nim wynieść i pożyłem go z powrotem na podłogę. Mój dowcip może był i płaski, ale swój cel osiągnął, pracownikom cargo rozwiązał języki.

103

OHP — Ochotnicze Hufce Pracy, komunistyczny odpowiednik Reichsarbeitsdienst

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 244/498

Pół roku wcześniej, zimą z AD 1977 na `78 do Warszawy przyleciało złoto banku centralnego Afganistanu na przechowanie w skarbcu NBP. 50 sztab po 5kg. Z samolotu sztaby zostały przeładowane do ambulansu bankowego. Przeładunek został przeprowadzony na płycie lotniska. Pomiędzy samolotem i ambulansem pocztowym był taśmociąg. Sztaby złota z samolotu były kładzione na taśmociąg, a z taśmociągu ładowane do ambulansu. Przeładunek odbywał się pod nadzorem odpowiednich służb. Po przyjechaniu ambulansu do NBP sztaby policzono. Do NBP dotarło 49 sztab. Jedna sztaba złota zniknęła. Przeprowadzono intensywne śledztwo. Wszyscy pracownicy cargo z Okęcia zostali przesłuchani. Zrewidowano szafki w ich szatni i wszystkie pomieszczenia. Zaglądano do zbiorników spłuczek klozetowych. Zrewidowano mieszkania wszystkich pracowników cargo. Na ślad sztaby nie natrafiono. Sztaba znalazła się dwa miesiące później, w marcu, kiedy śnieg stopniał. Leżała pod wrakiem jaka, w którego pobliżu przeprowadzono przeładunek. Pierwszą sztabę złota robotnik zdjął z taśmociągu i podłożył pod koło. Po zakończeniu przeładunku kopnął sztabę pod wrak jaka. Sztaby nie było widać, bo była przykryta śniegiem. Robotnik był człowiekiem prostym. Nie wiedział, co przeładowuje. Złota nie było widać, bo sztaby były powleczone miedzią. Przechwytywanie złota państwa podbijanego jest tradycją 25 października AD 1936 Moskowia wywiozła złoto Hiszpanii. „[…]
A oto kolejny bojownik o wolność i demokrację w Hiszpanii. Najważniejszy. Nazywał się Władimir Antonow-Owsiejenko. Jak pamiętamy, jako pierwszy zjawił się w Hiszpanii i objął kluczowe stanowisko konsula generalnego w Barcelonie. Zaczął od tego, że zalecił rządowi Republiki Hiszpańskiej dobrze schować zapas złota. Ale gdzie? W Moskwie. Gdzież by indziej?

Moskowii.

[…]Po konsultacji z przedstawicielami radzieckimi hiszpański rząd poprosił Moskwę o »wzięcie na przechowanie« złota republiki. […]
Po podjęciu politycznej decyzji praca zawrzała — 20 października w Hiszpanii otrzymano telegram o zgodzie na przyjęcie złota, a już 22-25 października zostało ono załadowane na radzieckie statki w Kartagenie. Łącznie zabrano 510 ton złota104.

104

W przyp.:

„R. Hrapaczewskij, »Ispanskoje zołoto Kriemla«, »Russkij fokus«, 14 maja 2001, nr 7.”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 245/498

Dla porównania: w grudniu 2002 roku złoty zapas Rosji wynosił 387 ton105. Pod koniec 2006 roku złoty zapas Rosji — 420 ton106.

[…]”[370] Operacje przechwycenia złota Hiszpanii i Afganistanu są bliźniaczo do siebie podobne. Różnią się tylko jednym. Złoto Hiszpanii popłynęło do Moskwy, a złoto Afganistanu poleciało do Warszawy.

11.1.1.2. Operacja afgańska
Podczas prowadzenia blitzkriegu bardzo ważny jest czynnik czasu. Nie należy go tracić na zastanawianie się, co robić. Dlatego blitzkrieg należy prowadzić na podstawie planów opracowanych wcześniej. Przerwy między działaniami zbrojnymi wykorzystuje się na analizowanie danych, wykorzystywanie doświadczeń, opracowywanie wariantowanych instrukcji na wypadek przyszłych spodziewanych działań. W określonym czasie do sztabów jednostek przychodzi rozkaz, otworzyć sejf, wyjąć kopertę oznakowaną kodem takim to, a takim, otworzyć, znajdujące się w niej rozkazy, wykonać, wszystkie pozostałe koperty spalić. To z jednej strony te działania bardzo usprawnia, ale coś za coś. Takie przygotowywanie zawczasu rozkazów, które w założeniu mają obejmować czym więcej przypadków, grozi popadnięciem w schematyzm. Np. po 22 czerwca AD 1941 do sztabów jednostek Armii Sowiet’skiej przeszedł rozkaz spalenia wszystkich kopert. Podczas manewrów wojsk pancernych Moskowii wóz pancerny obserwatora jest oznakowany białym szerokim pasem namalowanym farbą na pancerzu. Takie same białe pasy na pancerzach miały czołgi wozy pancerne wojsk państw stron Układu Warszawskiego, które AD 1968 wtargnęły do Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. Armia ČSSR była uzbrojona w tę samą broń, zachodziła potrzeba odróżniania, żeby się nie pomylić. Żołnierzom wojsk wkraczających zapowiedziano, że kto usunie biały pas ze swojego pojazdu, zostanie ukarany śmiercią. Ktoś skopiował pomysł z manewrów i trafił on do wielu kopert. Takie same białe pasy na pancerzach miały czołgi i wozy bojowe piechoty, które na Nowy Rok AD 1995 podczas pierwszej wojny w czeczeńskiej wjechały do Groznego.

105

W przyp.:

„Informacja Rosyjskiej agencji informacyjnej Interfaks z 4 stycznia 2003 roku.”
106

W przyp.:

„»Krasnaja zwiezda«, 4-10 kwietnia 2007.”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 246/498

To dowodzi, że w wojskowości Moskowii pomysły sprawdzone są trwałe. Obronę przygotowywał Dżochar Dudajew, prezydent Czeczenii. Przed rozpadem ZSRR Dudajew służył w Armii Radzieckiej w stopniu generał-majora. Dobrze poznał jej zwyczaje i dlatego mógł dobrze przygotować swoich ludzi do obrony. Do Groznego weszły trzy kolumny pancerne i już zostały w nim na zawsze. „[…]»Szóstego stycznia 1995, w czasie ciężkich bojów o Grozny, byłem u Maschadowa — wspomina Turpał-Ali Atgerijew. — Powiedział mi, że w mieście walczy trzystu ludzi, a jeśli będzie miał jeszcze dwustu, to wyprzemy ruskich z Groznego. W ciągu pierwszych trzech dni nowego roku Rosjanie stracili na ulicach pięćset sztuk broni pancernej. W jedną tylko noworoczną noc — całą 131. brygadę pancerną z Majkopu, ponad sto czołgów i transporterów, jakieś półtora tysiąca ludzi«.

[…]”[375] Latem AD 1995 Moskowia niż ich dostał Stalingrad[376]. Innym punktem instrukcji przygotowywanych na wypadek zbrojnego zajęcia państwa obcego jest zabezpieczenie jego rezerw złota, żeby nie przepadło w zawierusze wojennej. Przewiezienie złota banku Demokratycznej Republiki Afganistanu z Kabulu do Warszawy na dwa lata przed zbrojnym wtargnięciem Armii Radzieckiej dowodzi, że ta operacja była dla Moskowii bardzo ważna i przygotowywała ją bardzo starannie. Armia Sowiet’ska do Afganistanu weszła 25 grudnia AD 1979. W tym czasie Afgaugodziła Grozny większą liczbą pocisków

107 nistan był już tzw. Demokratyczną Republiką Afganistanu (DRA) proklamowaną zaledwie półtora roku wcześniej, bo 30 kwietnia AD 1978 po komunistycznym wojskowym zamachu stanu zwanym rewolucją kwietniową. Takie działanie nie pasuje do typowego postępowania Moskowii, która, jeżeli gdzieś instaluje reżim komunistyczny, to raczej unika ostentacji, stara się swoją rolę ukrywać. Zainstalowany przez siebie komunistyczny reżim wspiera dyskretnie. Tym razem

107

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Coat_Arms_of_Democratic_Republic_Afghanistan_(1978). png&filetimestamp=20090223103244, http://preview.tinyurl.com/75cxl83

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 247/498

zbrojny najazd nie był nawet wsparciem poprzedniej ekipy komunistycznej, której przewodził Hafizullah Amin, sekretarz generalny Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu (i jej współzałożyciel) oraz przewodniczący Rady Rewolucyjnej DRA czyli de facto prezydent DRA tytułujący się Nieustraszonym Komendantem Rewolucji. „[…]Sprytnie zneutralizowano afgańską dywizję pancerną, wydając uprzednio rozkaz o zdaniu akumulatorów w celu ich regeneracji. Co do wiernych Aminowi nomenklaturszczyków cywilnych i wojskowych, zaproszono ich na osobne przyjęcia i spito. Cywilów następnie wysadzono w powietrze, a wojskowych wystrzelano. Samego Amina i jego rodzinę oraz świtę wymordowano seriami z karabinów
maszynowych[…]”[377]

Jeżeli rozkaz Moskowii zdania akumulatorów jest przez afgańską dywizję pancerną wykonywany, a nomenklaturszczycy wojskowi i cywilni dają się spijać, to znaczy, że Moskowia w Afganistanie jest zainstalowana dobrze. Zatem nie chodziło o zainstalowanie się. Moskowia niejednokrotnie wymienia zainstalowane przez siebie ekipy.[62] Dlaczego jednak ekipę Amina wymieniła tak bardzo brutalnie? To już nawet Stalin wyrzynając KPP bardziej dbał o zachowanie pozorów, nie mówiąc już o rozłożeniu procesu wyrzynania KPP w czasie. Należy sobie zadać pytanie, dlaczego Moskowia to zrobiła. Moskowia w Afganistanie pod postacią jawnej obecności wojskowej przebywała dziewięć lat, opuściła go 15 lutego AD 1989. Powszechnie przyjęło się uważać, że przyczyną wyjścia Moskowii z Afganistanu była niemożliwość jego podbicia, Afganie mieli się przed Moskowią obronić. Moskowia do Afganistanu skierowała sto tysięcy żołnierzy. Ta liczba do podbicia Afganistanu okazała się niewystarczająca. Dlaczego zatem Moskowia do Afganistanu nie skierowała żołnierzy dodatkowych dopełniając ich liczbę do dostatecznej do podbicia? Czyżby Moskowia tych żołnierzy nie miała? Czyżby wojnę afgańską wszczęła bez rezerw, całymi posiadanymi zasobami ludzkimi? Wojowanie bez odwodów nie leży w zwyczajach Moskowii. To nie trudności kadrowe były powodem szczupłości i niedostateczności kontyngentu skierowanego do Afganistanu, skutkującej przegraniem wojny. Moskowia, gdyby chciała, do Afganistanu mogłaby posłać nawet milion żołnierzy. Taka, a nawet znacznie skromniejsza masa niewątpliwie zmiażdżyłaby wszelki opór Afganów wojna była wygrana, Afganistan opanowany, nie trzeba byłoby go opuszczać. Dlaczego zatem Moskowia ograniczyła się do użycia tylko stu tysięcy żołnierzy? Wygranie wojny afgańskiej i opanowanie samego tylko Afganistanu nie było celem samym w sobie ani ostatecznym Moskowii. Z punktu widzenia Moskowii Afganistan ma bardzo poważną wadę, nie ma dostępu do morza. Moskowia opanowała go tylko dlatego, że mogła, był słabszy od sąsiadów, ale Moskowii mógł posłużyć tylko jako przejściowa

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 248/498

baza w przebijaniu się do Oceanu Indyjskiego. Dostęp do niego mają sąsiedzi Afganistanu,

108 Iran i Pakistan , ale od Afganistanu byli znacznie silniejsi, w żadnym z nich nie udało się zainstalować ekipy komunistycznej, jak w Afganistanie. Opanowanie któregoś z nich, wymagało zabiegów o wiele bardziej skomplikowanych niż Afganistanu, ale Moskowia mogła posłużyć się Afganistanem jako narzędziem. Ale w tym celu Afganistanowi należało dać pozory samodzielności i niezależności, dlatego nie można było do niego wprowadzić zbyt wielu żołnierzy. Bardzo ważny był czynnik czasu i koordynacji, stąd niekiedy pośpiech i brutalność wymuszona terminami planu.

Rok przed wkroczeniem wojsk Moskowii do Afganistanu, u jednego z jego sąsiadów, w Iranie, miały miejsce bardzo poważne zmiany. Do tego czasu Iran był monarchą pod władzą szacha. Iran był proamerykański i proizraelski. Historia umacniania wpływów Moskowii w Iranie jest bardzo długa. W latach 1804÷1813 i 1826÷1828 Iran stoczył dwie przegrane wojny z Moskowią, w których wyniku utracił Zakaukazie i musiał przyznać Moskowii przywileje konsularne i handlowe. Iran miał więcej szczęścia od i Rzeczypospolitej. Moskowia nie była jedynym mocarstwem zabiegającym o wpływy w Iranie. Drugim była Wielka Brytania. Na szczęście dla Iranu Wielka Brytania w odróżnieniu od Prus w tamtym czasie należała do cywilizacji euroatlantyckiej. Dlatego rozbiór Iranu między Moskowię i Wielką Brytanię nie nastąpił. Przeciwnie, parcia Moskowii i Wielkiej Brytanii w Iranie równoważyły się. AD 1879 została utworzona Brygada Kozacka dowodzona przez oficerów Moskowii. AD 1889 Brytyjczycy utworzyli Bank Szachinszacha. Iran stał się częścią terytorium, na którym Moskowia i Wielka Brytanie toczyły ze sobą Wielką Grę, Moskowia starła się przebić dowolną drogą do Oceanu Indyjskiego, a wielka Brytania skutecznie ją blokowała. W ten sposób Wielka Brytania w Iranie siłą wymusiła na Moskowii tymczasowy odwrót od polityki katarzyńskiej i powrót do polityki Piotra I. Iran za cenę częściowej utraty niezależności zachował swoją odrębność państwową i mógł się modernizować. W I Rzeczypospolitej, działań Moskowii nie równoważył nikt należący do cywilizacji euroatlantyckiej na miarę Wielkiej Brytanii, dlatego nastąpiły rozbiory.

108

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://4.bp.blogspot.com/_rJE5EoUKGUI/SUs_jH2mSXI/AAAAAA AAAHk/SXEMmWqv36c/s400/Iran-PakistanIndia%2BMap.gif&imgrefurl=http://bengalunderattack.blogspot.com/2008/12/great-game-in-centralasia.html&usg=__hXlbiqQV1MJmKvBKt5H2Yy1ztx0=&h=330&w=375&sz=58&hl=pl&start=2&zoom= 1&um=1&itbs=1&tbnid=bP92r1IsgcvItM:&tbnh=107&tbnw=122&prev=/images%3Fq%3Dafghanistan%2 Biran%2Bpakistan%2Bmap%26um%3D1%26hl%3Dpl%26newwindow%3D1%26safe%3Doff%26sa%3DN %26tbs%3Disch:1, http://preview.tinyurl.com/7tymw2r

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 249/498

Moskowia o wpływy w Iranie walczyła nie tylko z Wielką Brytanią. „[…]
Innym, nie zażegnanym antagonistą kolei bagdadzkiej była Rosja, która gdy zbliżano się z budową do granic Persji wyrażała coraz większe zaniepokojenie. Zdecydowano się na negocjacje. W 1910 roku podczas wizyty Mikołaja II w Niemczech rozpoczęto rozmowy. W ich wyniku w 1911 roku podpisano tzw. układ poczdamski, w którym Rosja zobowiązała się do cofnięcia sprzeciwu w związku z budową kolei, w zamian za uznanie przez Niemcy jej dominującej pozycji w północnej Persji i nie prowadzenie przedsięwzięć gospodarczych w tej rosyjskiej strefie wpływów[…]”[378]

Podczas drugiej wojny światowej Moskowia na krótko opanowała północną część Iranu nie uzyskując dostępu do Oceanu Indyjskiego. Musiała się wycofać pod naciskiem państw zachodnich. Swoją okupację starała się przeciągnąć czym dłużej. Wycofała się dopiero AD 1946. Przed wycofaniem się zainstalowała w północnej prowincji Azerbejdżan Irański dwa komunistyczne rządy marionetkowe — Ludowej Republiki Azerbejdżanu i Kurdyjskiej Republiki Ludowej. Jednakże po wyjściu wojsk Moskowii z Iranu oba państewka szybko upadły. Należało zatem spróbować czegoś innego. AD 1978 w Iranie miała miejsce seria wielomilionowych demonstracji ulicznych powtarzających się regularnie i innych form protestów ze strajkiem generalnym włącznie. W ich wyniku instytucje państwa zostały bardzo poważnie osłabione, nastąpiła dezorganizacja. 1 lutego AD 1979 do Iranu wrócił ajatollah Chomeini. Na wygnaniu przebywał w warunkach, jak na wygnańca, komfortowych. Przez długie lata jego wygnania ktoś go utrzymywał i wyraźnie na jego utrzymaniu nie oszczędzał. Altruizm czy inwestycja? 1 kwietnia AD 1979 została proklamowana Islamska Republika Iranu. W polityce zagranicznej Iranu oznaczało to zwrot dla Moskowii bardzo korzystny. Iran radykalny proamerykańskiego stał się państwem antyamerykańskim. zwrot, z państwa 4 listopada AD 1979 dobrze zorganizowana, z zapleczem i dobrze wyszkolona terrorystyczna grupa bojowa używająca wobec siebie kryptonimu, studenci, napadła na ambasadę USA w Teheranie. Terroryści dokonali bardzo ciężkiego pogwałcenia prawa międzynarodowego. W ambasadzie wzięli do niewoli dyplomatów USA. Okupacja trwała 444dni i zakończyła się 20 stycznia AD 1981. Wtedy ujawniło się, że słowo, rewolucja, w nazwie, rewolucja islamska, nie znalazło się przypadkiem. Względy rewolucyjne wzięły górę. Nowe władze Iranu, zamiast z terrorystami postąpić tak, jak z terrorystami się postępuje, a do czasu uwolnienia zakładników z USA współpracować, postąpiły odwrotnie niż nakazuje prawo międzynarodowe, przyzwoitość i instynkt samozachowawczy.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 250/498

Nowe władze Iranu, terrorystów poparły, a wobec ich ofiary, USA odniosły się wrogo, co przejawiło się m. in. w przezywaniu ich, wielkim szatanem. W tej sytuacji Kubuś Carter ówczesny prezydent USA po długim hamletyzowaniu podjął decyzję o odbiciu zakładników. Zakładnicy nie zostali odbici i pozostali w niewoli. Misja ratunkowa nie powiodła się. Dwa ze śmigłowców, którymi byli przewożeni komandosi mający dokonać odbicia i którymi mieli wrócić wraz z uwolnionymi zakładnikami uległy uszkodzeniu i musiały awaryjnie lądować na pustyni. Pozostałe nie mogły kontynuować misji. Bo musiały podjąć załogi uszkodzonych śmigłowców. Według oficjalnej wersji przyczyną awarii było uszkodzenie pyłem pustynnym turbin gazowych napędzających wirniki. Oficjalna wersja przyczyny niepowodzenia misji nie brzmi szczególnie wiarygodnie. Według innej wersji misja ratunkowa poniosła fiasko na skutek sabotażu. Istnieje więcej niż jedna wersja motywu dokonania tego sabotażu. Według jednej z nich miały się go dopuścić z pobudek patriotycznych osoby niezgadzające się z decyzją prez. Cartera. Ta wersja motywu wygląda jak rozpuszczana dezinformacja. Prez. Carter w wystapieniu publicznym wziął odpowiedzialność za śmierć ośmiu żołnierzy z zderzeniu dwóch śmigłowców. Innym przejawem rewolucyjności nowych władz Iranu jest zmiana stosunku do Państwa Izraela. Przed rewolucją Iran do Państwa Izraela miał stosunek pozytywny. jak to rewolucjoniści, rewolucję chcą eksportować. A rewolucjoniści, Chcą wśród mahometan odgrywać rolę przywódczą. Aby przez mahometan zostać za takich uznawanymi muszą wykazać się sukcesem. Pojawiło się pytanie, w jakiej dziedzinie ten sukces ma zostać osiągnięty. Nowe władze Iranu uznały, że mahometan najbardziej interesuje kwestia palestyńska. Stąd zmiana kierunku polityki zagranicznej Iranu z proizraelskiej na antyizraelską.[379] „[…]przez długi czas jedynym prawdziwym sojusznikiem Teheranu pozostawała Syria, rządzona przez klan Assadów, należący do szyickiej sekty alawitów. Socjalistyczny reżim w Damaszku zbliżyła jednak do Iranu nie wspólnota wyznaniowa czy światopoglądowa,
lecz wrogość do Izraela[…]”[380]

Te i inne działania nowych władz Iranu sprawiły, że stał się państwem na arenie międzynarodowej izolowanym. Nawet gdyby szkoda Iranu miała przynieść szkodę innemu państwu, byłoby mu bardzo trudno pospieszyć Iranowi z pomocą. Już prędzej wolałoby przeboleć stratę własną niż zapobiec jej pomagając Iranowi. I o to właśnie Moskowii chodziło. Dotyczy to zwłaszcza USA. Uprzednio pomogły już Iranowi wywierając na Moskowię nacisk, pod którym USA zmusiły ją do wycofania się AD 1946 z północnego Iranu. Teraz Moskowia podobne ewentualności wykluczyła. Mogła przystąpić do realizowania następnego punktu swojego planu.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 251/498

22 września 1980 na Iran napadł sąsiedni Irak, zaczęła się wojna iracko-irańska. Rozpatrując Irak w tamtym czasie należy się strzec, aby nie ulegnąć anachronizmowi. Owszem, później w obu wojnach w Zatoce Moskowia Irak zdradziła, ale miarą wielkości tych zdrad jest rozmiar wcześniejszej współpracy. W tamtym czasie przywódcą Iraku był Saddam Husajn wywodzący się z BAAS, socjalistycznej partii arabskiej obejmującej wiele krajów arabskich. Husajn był w bardzo dobrych stosunkach z Moskowią, dostarczała mu broń, a KDL wyświadczały Irakowi wiele przysług. Iran znalazł się w promoskiewskim otoczeniu. Moskowia sytuacją geopolityczną zagrała tak skutecznie, że do wzięcia udziału w swojej grze zmusiła nawet USA. USA z Iranem zostały skonfliktowane tak, że w wojnie iracko-irańskiej poparły Irak. „[…]
Zachód od dawna bezzasadnie wspierał Saddama Husajna. W 1981 roku, mimo zaciekłych działań sabotażowych Izraela w dokach Marsylii, skąd wysyłano istotne komponenty elektrowni atomowej Osirak w Iraku, Francuzi zakończyli jej budowę. Izrael, ku nie ukrywanej furii prezydenta Francji François Mitterranda i równie nie skrywanemu zadowoleniu administracji Cartera, która wykorzystując swoje satelity dostarczyła Izraelowi aktualne wywiadowcze dane o obiekcie ataku, natychmiast zbombardował obiekt produkujący pluton. Mimo tego początkowego zahamowania, w latach osiemdziesiątych do Saddama napływała zachodnia pomoc wojskowa. Sama Francja miała obroty rzędu dwóch miliardów dolarów rocznie i sprzedawała siłom Saddama podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej uzbrojenie warte 5,6 miliarda dolarów. Do Francji dołączyły, jak zawsze głodne zysków, amerykańskie firmy zbrojeniowe. Po 1982 r. Stany Zjednoczone zaczęły pompować do Iraku broń: śmigłowce, turbiny do okrętów wojennych, amunicję i części zapasowe. Amerykańska pomoc rosła w miarę jak rozwijała się wojna z Iranem. W 1984 roku Kongres zaaprobował »wspieranie Iraku« i Stany Zjednoczone zdjęły go z oficjalnej listy państw sponsorujących terroryzm. W połowie lat osiemdziesiątych Stany Zjednoczone dawały nawet Bagdadowi nie oprocentowane kredyty handlowe rzędu pół miliarda dolarów w celu zakupu 150 000 ton amerykańskiego ryżu. Stany Zjednoczone nie były w tym odosobnione. Wielka Brytania również weszła do tego zyskownego interesu, czerpiąc zyski z popierania Saddama. Do samego ataku na Kuwejt Wielka Brytania dostarczała radary, sprzęt łączności, a nawet, co zaskakujące, elementy służące do rozwoju badań nuklearnych, w tym takie niebezpieczne zabawki, jak pluton i tor do reaktorów jądrowych. Oprócz tego Brytyjczycy sprzedawali Irakowi silniki do samolotów odrzutowych, systemy kierowania ogniem artylerii oraz amunicję do artylerii rakietowej z filii Vickersa. Wśród tych atrakcyjnych towarów znajdowała się również dostawa potencjalnie śmiertelnych substancji chemicznych — tiodiglikolu

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 252/498

i chlorku sulfinylu, których jedynym przeznaczeniem mogła być produkcja gazów trujących. Na zakończenie należy dodać, że MCP Ltd. sprzedała również odtrutkę na bojowe paralitycznodrgawkowe środki trujące — Piptil.

[…]
W późnych latach osiemdziesiątych były amerykański ambasador Marshall Wiley założył amerykańsko-irackie Forum Handlu. Reprezentowało ono świat potężnych producentów broni, świat wielkiego biznesu oraz rząd. Natychmiast dołączyły do niego firmy takie jak Exxon, Mobil, Bell, Lockheed i General Motors i wydaje się, że amerykańska pomoc była kierowana do Iraku przez to półoficjalne gremium. Gdy w tajemniczy sposób znikły cztery miliardy dolarów z filii włoskiego banku Forum w Atlancie, nie było dla nikogo żadnym zaskoczeniem, że interweniował w tej sprawie amerykański Departament Skarbu, nie chcąc dopuścić do publicznego dochodzenia. Pod koniec 1988 roku Forum, przy poparciu amerykańskiego rządu, otwarcie zorganizowało w Bagdadzie poważne targi handlowe najnowszych amerykańskich technologii. Według słów wpływowego i dobrze poinformowanego pisarza zajmującego się Irakiem, Goeffa Simonsa: Pod koniec lat osiemdziesiątych handel między Stanami Zjednoczonymi a Irakiem wart był miliardy dolarów i zaangażowane w niego były tuziny amerykańskich firm. Nie może być żadnych wątpliwości, że siła Saddama w dużej mierze została stworzona przez ambicje amerykańskiego biznesu. Apogeum tego nie nagłaśnianego wsparcia dla irackiego reżimu i jego morderczego przywódcy nastąpiło 12 kwietnia 1990 roku, kiedy to amerykańska delegacja składająca się z senatorów i urzędników rządowych złożyła wizytę w Iraku. Towarzyszyła jej amerykańska ambasador April Glaspie. Mówi się, że podczas spotkania Saddama z delegacją w Mosul Glaspie zaaranżowała bezpośrednią rozmowę telefoniczną z Georgem Bushem tak, by prezydent mógł osobiście uwierzytelnić propozycje handlowe delegacji.

[…]”[381] Inaczej sprawa przedstawiała się z drugim z sąsiadów Afganistanu mającym dostęp do Oceanu Indyjskiego — Pakistanem. W odróżnieniu od Iranu jest państwem nowym, powstałym z rozpadu kolonii brytyjskiej. Pakistan nie był państwem częściowo niezależnym i Moskowia nie mogła w nim rywalizować swoimi wpływami z Wielką Brytanią. Ta stosunkowo wcześnie zabezpieczyła instytucjonalnie swoje posiadłości, w których skład wchodził późniejszy Pakistan. Moskowia w Pakistanie miała o wiele mniejsze trady-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 253/498

cje swojej tajnej obecności i musiała zaczynać z o wiele niższego poziomu. Operacje na tak wielką skalę, jak w Iranie, były niemożliwe. Trudności z tajnymi działaniami wewnątrz Pakistanu Moskowii kompensowała jego sytuacji wewnętrzna. Pakistan powstał po rozpadzie byłej kolonii brytyjskiej. Początkowo nawet nie było wiadomo, czy będzie odrębnym państwem. Gandhi i inni hinduistyczni aktywiści niepodległościowi chcieli, żeby całe terytorium kolonii brytyjskiej było jednym państwem. Życie wymusiło podział na część mahometańską i niemahometańską. Podczas podziału miały miejsce walki między ludnością hinduistyczną i mahometańską, w których życie straciły miliony ludzi. Początkowo Pakistan miał terytorium niespójne. W jego skład wchodził Pakistan Wschodni, który potem odpadł stając się niepodległym państwem, Bangladeszem. Pakistan i Indie mają wobec siebie wzajemne pretensje terytorialne o Kaszmir. Toczyły o to ze sobą wojny: 1947÷1948, 1965, 3÷16 grudnia 1971, 1999. Przyczyną wojny AD 1971 była seria incydentów związanych z jawnym udzielaniem pomocy przez Indie Mukti Bachini (bengalskiej organizacji wyzwoleńczej) podczas wojny o niepodległość Bangladeszu. Konflikt zakończył się zdecydowanym zwycięstwem armii indyjskiej, która w ciągu kilkunastu dni rozbiła wojska pakistańskie w Pakistanie Wschodnim. rząd pakistański zmuszony został do uznania niepodległości Bangladeszu. Pakistan wie, że od Indii jest słabszy i może na ich rzecz utracić część swojego terytorium. Przygotowuje się na taką okoliczność. Moskowia podjęła szereg kroków mających na celu osłabienie Pakistanu. „[…]
Integralną częścią sowieckiej ofensywy były też ataki na Pakistan. Terror powodował stałe fale uchodźców, które destabilizowały to państwo. Ponadto komuniści stali za atakami terrorystycznymi w samym Pakistanie. Wysyłali pieniądze, broń, narkotyki, ludzi. Przy okazji starano się też uszczelniać granice, minując drogi i zatruwając źródła wody. Ershad Ahmad twierdzi nawet, że KGB zorganizowało udany zamach na prezydenta Pakistanu w sierpniu 1988 roku.

[…]”[377] Prezydentem Pakistanu, o którym wspomina Chodakiewicz, a który według Ershada Ahmada miał zginąć w sierpniu AD 1988, w zamachu zorganizowanym przez KGB jest Muhammad Zia-ul-Haq (12 sierpnia AD 1924÷17 sierpnia AD 1988)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 254/498

109

, który zginął w katastrofie lotniczej. Jak te wehikuły latające lubią spa-

dać!110 „[…]
17 sierpnia 1988 r. zginął w katastrofie lotniczej prezydent Pakistanu, gen. Zia-ul-Haq, nieprzejednany wróg Rosji, wspólnie z prezydentem Reaganem główny architekt antysowieckiej strategii w Afganistanie. Razem z nim zginął także kwiat armii pakistańskiej, ambasador USA i gen. Wassom, naczelny przedstawiciel armii amerykańskiej w tym kraju. Katastrofa była wynikiem sabotażu, co dowiodło wspólne pakistańsko-amerykańskie śledztwo. Do dziś jednak nie ma absolutnej pewności, kto dokonał tego zamachu. Wśród różnych hipotez na czoło wysuwają się dwie: dokonali tego politycy opozycyjni (generał rządził żelazną ręką, między innymi posłał na szubienicę byłego premiera Zulfikara Ali Bhutto, ojca późniejszej premier Benazir Bhutto), albo sowieckie KGB[…]

109

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://i.telegraph.co.uk/telegraph/multimedia/archive/01128/artsgraphics2008_1128669a.jpg&imgrefurl=http://www.telegraph.co.uk/culture/books/fictionreviews/3554350/Reasons -to-be-paranoid.html&usg=__yTqZytKUd9Dg8ljF7btnT1i3H0=&h=353&w=300&sz=32&hl=pl&start=4&zoom=1&um=1&itbs=1&tbnid=zlpRa3usP RvYhM:&tbnh=121&tbnw=103&prev=/images%3Fq%3DMuhammad%2BZia%2Bul%2BHaq%26um%3D1% 26hl%3Dpl%26newwindow%3D1%26safe%3Doff%26sa%3DG%26tbs%3Disch:1, http://preview.tinyurl.com/7gvaoxx W tej książce to już czwarta katastrofa lotnicza: (1)udany zamach na prezydenta Pakistanu 17 sierpnia AD 1988; (2)Ratowanie zakładników; (3)Leszek Miller; (4)10 kwietnia AD 2010 — Smoleńsk

110

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 255/498

Te dwie hipotezy bynajmniej się nie wykluczają, ponieważ zamach z 17 sierpnia nie był pierwszy. Uprzednio usiłowano zestrzelić samolot prezydenta za pomocą sowieckiej rakiety SAM 7. Dokonali tego bojownicy ugrupowania dowodzonego przez syna Zulfikara, Mira Murtaza Bhutto, szkoleni w okupowanym przez ZSRR Kabulu. Zaraz po udanym zamachu ten ostatni przyznał się do jego autorstwa, ale gdy podano, że w zamachu zginęli też Amerykanie, odwołał swoje oświadczenie.

[…]”[382] Obecność w spekulacjach wielu wątków, instytucji i osób może świadczyć o próbach skierowania poszukiwań sprawcy na fałszywe tory. „[…]
Zia-ul-Haq (1924-1988), charyzmatyczny prezydent Pakistanu, zginął w katastrofie lotniczej 17 sierpnia 1988 r. Okoliczności wypadku do dzisiaj są niejasne. W pamiętnikach Freda Burtona, byłego szefa dyplomatycznej służby bezpieczeństwa amerykańskiego rządu, pojawiła się informacja, że Amerykanie znaleźli w szczątkach samolotu nikłe ślady gazu paraliżującego i materiału wybuchowego. Wyciągnięto z tego wniosek, że eksplozja posłużyła do rozpylenia w kokpicie gazu, który błyskawicznie zabił pilotów. Przed śmiercią nie zdążyli nawet nadać komunikatu radiowego. Autor wspomnień wskazał KGB jako jedynego możliwego sprawcę, który dysponował zastosowanymi środkami. Motywem zabójstwa mogła być zemsta na jednym z głównych architektów antysowieckiego powstania w Afganistanie. Zdaniem innych, Rosjanie przygotowywali już sobie grunt dla realizacji własnych interesów w Pakistanie, którym stał na drodze proamerykański polityk.

[…]”[102] Moskowia swoje przebicie się do Oceanu Indyjskiego przygotowała w dwóch wariantach. Mogła wraz z Irakiem dokonać rozbioru Iranu lub z Indiami — Pakistanu. Moskowia z Indiami utrzymywała bardzo dobre stosunki. Socjalistyczny ustrój Indii wprowadził Oskar Lange, który był doradcą ekonomicznym rządu Indii (1955÷1956), a który jest identyfikowany jako agent Stalina ps. Friend. AD 1944 był wysłannikiem prezydenta Roosevelta do Józefa Stalina. Kilkakrotnie występuje w radzieckich depeszach rozszyfrowanych w Projekcie Venona. O Langem Jawaharlal Nehru, premier Indii powiedział, że jest największym darem narodu polskiego dla Indii.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 256/498

Moskowia była tradycyjnym indyjskim dostawcą uzbrojenia. To właśnie bronią od Moskowii Indie biły Pakistan. Moskowia nie miałaby żadnego problemu z namówieniem Indii na wspólny rozbiór Pakistanu. W obu przypadkach za Afganistanem. „[…]
Okupacja Afganistanu była jednak tylko preludium do dużo poważniejszej gry Moskwy. Strategicznymi celami Kremla były: rozbiór Pakistanu, zdobycie dostępu do Oceanu Indyjskiego oraz wasalizacja Iranu, co miało zapewnić Moskwie dominację na Bliskim i Środkowym Wschodzie[…]”[377]

swój udział w rozbiorach

Moskowia

ukrywałaby

Operacja przebicia się Moskowii do Oceanu Indyjskiego była wprawdzie zwariantowana, ale na warianty rozszczepiała się dopiero w końcowej fazie jej realizacji. Wspólnym punktem obu wariantów był Afganistan. I Afganistan był piętą achillesową operacji, zdecydował o jej niepowodzeniu. Moskowia była za słaba na wzięcie jawnego udziału w rozbiorze Iranu bądź Pakistanu. Oficjalnym zaborcą musiał być Afganistan. Dlatego musiał wyglądać jak zaborca. Moskowia nie mogła Afganistanu okupować z nazbyt dużą ostentacją. Afganistan musiał wyglądać na państwo względnie samodzielne. Dlatego kontyngent Armii Radzieckiej wprowadzony do Afganistanu nie mógł być zbyt wielki. Okazał się za mały, aby Afganistan doprowadzić do stanu, w którym mógłby wystąpić, jako przykrywka rozbioru Iranu bądź Pakistanu. Armia Radziecka wyszła z Afganistanu. Pół roku wcześniej skończyła się wojna iracko-irańska. Wobec fiaska rozbioru Iranu, Irak w charakterze współzaborcy Moskowii nie był już potrzebny. Armia Radziecka w Afganistanie została pół roku dłużej, bo jeszcze miała coś do załatwienia. Niepowodzenie jednej operacji nie oznacza rezygnacji Moskowii z przebicia się do Oceanu Indyjskiego. A do następnych trzeba przygotować się sprzątając po poprzednich. „[…]
Chyba największym sukcesem Kremla było tzw. wycofanie się Sowietów z Afganistanu w 1989 r. W rzeczywistości to była operacja otumanienia przeciwnika na potężną skalę. Przed podpisaniem tzw. umów genewskich do Afganistanu wysłano bowiem w afgańskich mundurach dziesiątki tysięcy żołnierzy Specnazu wywodzących się z sowieckich republik azjatyckich. Sowiecki cel w świetle ugody w Genewie był następujący:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 257/498

1.

2.

3. 4.

wynegocjować układ, którego nie trzeba by dotrzymywać (m.in. odmawiając ustalenia, jaki system polityczny ma zapanować w Afganistanie); załatwić, aby USA przestały pomagać powstańcom, a równocześnie obwiniać Amerykę i Pakistan o wszelkie problemy z wprowadzeniem umów w życie; zachować kontrolę nad reżimem komunistycznym w Kabulu; zostawić sobie dość czasu, aby odpowiednio zabezpieczyć stolicę Afganistanu przed powstańcami, tworząc system obronny i obsadzając go lojalnymi wojskami, aż sytuacja międzynarodowa pozwoli Kremlowi na ponowną interwencję.

Moskwie udało się wszystko. I komunizm zatriumfowałby, ale nastąpiła implozja centrum. Analogia z doświadczeniami Polski w latach

1944-1989 narzuca się sama. Przynajmniej niektórym.”[377]

11.1.1.3. Operacja iracko irańska
Rozpad ZSRR nie przerwał zabiegów Moskowii o przebicie się do Oceanu Indyjskiego. Owszem, trwał nieprzerwanie, tylko zmienił charakter i był dokonywany innymi Indyjskiego przez zajmowanie metodami. Skoro na przebicie się do Oceanu państw za słaby był ZSRR, to tym bardziej za słaba jest FR. Aby uzyskać dostęp do wybrzeża Oceanu Indyjskiego zajęcie całego państwa nie jest konieczne. Wystarczy korytarz komunikacyjny do portu. Np. po pierwszej wojnie światowej w ten sposób dostęp do morza uzyskała Czechosłowacja przez uzyskanie czasowego użytkowania nabrzeża w porcie, w Hamburgu. Korytarzem dostępowym była Łaba. Berlin Zachodni był połączony z NRF autostradą eksterytorialną. W przypadku Moskowii i Oceanu Indyjskiego z braku odpowiedniej rzeki korytarz musi być lądowy. W Azerbejdżanie jest już zbudowany odcinek tego korytarza. Moskowia jest opóźniona. ChRL, jej największy rywal w tym rejonie ma korytarz tranzytowy do pakistańskiego portu w Gwadarze nad Morzem Arabskim. W budowę portu w Gwadarze ChRL wniosła wkład inwestycyjny i techniczny. Na korytarz tranzytowy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 258/498

111 składa się autostrada Karakorum (N-35/G314, ), linia kolejowa Havelian-Kaszgar, suchy port na granicy chińsko-pakistańskiej w Sust 200km na północ od Gilgit, tory w ChRL mają rozstaw 1435mm, w Pakistanie — 1676mm. ChRL inwestuje w infrastrukturę komunikacyjną w Pakistanie. Ma zamiar zbu-

dować naftociąg do odbioru ropy z rejonu Zatoki Perskiej i Afryki[228], oraz pogłębić port w Gwadarze. Na 40lat rząd Pakistanu nadał Gwadarowi status portu wolnocłowego. Z punktu widzenie interesów Pakistanu, port w Gwadarze jest częścią projektu głębi strategicznej. Ma położenie strategiczne u wylotu Zatoki Omańskiej prowadzącej do cieśniny Ormuz, wyjścia z Zatoki Perskiej. Cieśnina Ormuz jest jednym z punktów o najważniejszym światowym znaczeniu strategicznym. Przez nią przechodzi 40% światowej ropy przewożonej drogą morską i 20% światowego frachtu. Port w Gwadarze jest rezerwą na wypadek zablokowania portu w Karaczi przez flotę Indii,

111

http://en.wikipedia.org/wiki/File:KKH.png, http://preview.tinyurl.com/7rnln9a

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 259/498

zwiększa

znaczenie

Pakistanu

w całym

rejonie.

112

Współpraca ChRL z Pakistanem jest kontynuowana, rozwijana i pogłębiana. „[…]
Jednym z ważniejszych kuluarowych wydarzeń podczas ubiegłorocznego listopadowego szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy było spotkanie premierów Chin i Pakistanu. Wen Jiabao i Yousaf Raza Gilani uzgodnili dalsze zacieśnienie współpracy gospodarczej, obronnej i energetycznej. Kilka dni później na pustynnym pograniczu Pakistanu, w pobliżu granicy z Indiami rozpoczęły się pakistańsko-chińskie ćwiczenia wojskowe. Już drugie w ciągu trzech miesięcy. W październiku szef indyjskiej armii gen. V. K. Singh informował, że w pakistańskiej części Kaszmiru jest 4 tys. chińskich żołnierzy. Mają się głównie zajmować budową dróg i tam. Pekin Chojnie wspiera pakistańską armię. Islamabad kupuje od sojusznika m.in. myśliwce JF-17 i F-7, fregaty F-22P, czołgi i pociski rakietowe[…]”[383]

112

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Orthographic_projection_centred_over_Gwadar,_Pakistan.png, http://preview.tinyurl.com/6uumpsb

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 260/498

„[…]Armia indyjska od dawna zwraca uwagę na dynamiczny rozwój chińskiej infrastruktury komunikacyjnej i wojskowej w Tybecie w pobliżu granicy z Indiami. Długość dróg wiodących w stronę granicy sięga niemal 60 tys. kilometrów. Rozwój sieci kolejowej ma połączyć Tybet z Nepalem, Birmą, Bhutanem, Pakistanem, a także krajami Azji Centralnej. Tak rozbudowana infrastruktura ma ułatwić przerzucanie wojsk w rejon graniczny. […]”[384] Wprawdzie ChRL w odróżnieniu od Moskowii niezamarzającymi portami dyspo-

nuje, ale łatwo ją zablokować. ChRL czuje się okrążona przez sprzymierzeńców USA, takich jak Tajwan, Koreę Południową, Japonię i państwa Stowarzyszenia Narodów

Azji Południowo-Wschodniej113 „[…]

114

.

Budowa nowoczesnej floty oceanicznej została podzielona na trzy etapy. W pierwszym. »de facto« już zakończonym, obejmującym lata 2002-2010 (tzw. faza zielonych wód), marynarka wojenna uzyskała możliwość operowania na akwenach ograniczonych przez »pierwszy łańcuch wysp« — Wyspy Japońskie, Tajwan i zachodni brzeg Borneo. Obszar ten obejmuję wody bezpośrednio przylegające do chińskich wybrzeży, w tym archipelagi Senkaku (sporny z Japonią i Tajwanem) oraz Spratly (sporny z Wietnamem, Filipinami, Indonezją i Tajwanem). Drugi etap, zaplanowany właśnie na obecną dekadę, zakłada rozszerzenia zasięgu operacyjnego po »drugi łańcuch wysp«, czyli Kuryle, Wyspy Bonin, Filipiny i Nową Gwineę. Kolejnym ruchem ma być wyjście na otwarte wody Pacyfiku[…]

113

http://www.aseansec.org/, http://preview.tinyurl.com/2v4c5l http://www.aseansec.org/images/ASEAN-Map(1).jpg, http://preview.tinyurl.com/6mks7x5

114

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 261/498

Pekin wyciągnął wnioski z bolesnej porażki Związku Sowieckiego[…]”[385]

Dlatego stara się aktywnie polepszyć swoje położenie geopolityczne. Oprócz portu w Gwadarze realizuje wytyczne polityki zagranicznej o nazwie, Naszyjnik z Pereł. Jest to budowa na zewnątrz granic państwa infrastruktury cywilnej, jak np. port w Gwadarze i korytarz tranzytowy do niego, i wojskowych, jak np. baza

wojsk lądowych w Birmie w tym kraju port marynarki wojennej.

115

,

budowany

„[…]
Omawiając sytuację współczesnej Birmy, nie sposób nie wspomnieć o wątku chińskim. Państwo Środka prowadzi z juntą bardzo zaawansowane interesy gospodarcze. Myli się jednak ten, kto sądzi, że chodzi o rubiny, szafiry czy drzewo tekowe. Gra toczy się o gaz ziemny i ropę naftową — surowce sprowadzane z bengalskiego wybrzeża Birmy[…]”[386]116

Powiedzieć, że w wyścigu z ChRL Moskowia dała się przegonić, to za mało. Moskowia w tym wyścigu w ogóle nie wystartowała. Czas działa na niekorzyść Moskowii. Powtarza się sytuacja geopolityczna z Wielkiej Gry. W rolę Wielkiej Brytanii wchodzi ChRL. Jest jeszcze słabsza od Wielkiej Brytanii z okresu Wielkiej Gry, ale jej siła stale ro-

115

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Location_Burma_(Myanmar)_ASEAN.svg, http://preview.tinyurl.com/76oodpl Zob. też [387]

116

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 262/498

śnie i już wkrótce będzie mogła skutecznie zagrodzić Moskowii drogę do Oceanu Indyjskiego.117 Z upływem czasu i uświadamianiem sobie, że rozpad ZSRR nie zatrzymał procesu rozpadu Moskowii, a był tylko jednym z jego etapów[139], znaczenie dla Moskowii korytarza do portu nad Oceanem Indyjskim zmieniało się. Moskowia jest już za słaba, aby dostęp do Oceanu Indyjskiego mógł stać skokowym wzrostem możliwości ekspansji. Korytarz raczej będzie czynnikiem zwiększającym jakość terytorium po jego stronie przeciwnej do portu. Terytorium, z którego korytarz będzie wychodził, stanie się czymś w rodzaju przetrwalnika, zimowiska na przetrwanie ciężkich czasów, Piemontu, od którego zacznie się odbudowa imperium, Azylią. Korytarz pozwoli na zachowanie przynajmniej części znaczenia politycznego na arenie międzynarodowej, nawet po poniesieniu znacznych strat terytorialnych i da utrzymanie materialne.

117

Zob. Aneksy, Marcin Wolski, Na Zachód, marsz! (za zezwoleniem Autora) i [388]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 263/498

Moskowia jest za słaba na zdobycie korytarza wbrew woli, zwłaszcza USA oraz innych silnych państw zainteresowanych utrzymaniem i zdobywaniem wpływów Azji Południowej. Wymaga to ukrywania nie tylko swojego celu, ale też aktywności. Pomimo konieczności działania bardziej skrytego cel można osiągnąć, ale to wymaga intensywniejszego posługiwania się agenturami wpływu w państwach trzecich, zwłaszcza USA, bardziej skutecznego intrygowania, posługiwania się nieświadomymi państwami trzecimi jako swoimi narzędziami, zwłaszcza USA. Na głębokość penetracji może wskazywać zachowanie najwyższych władz: „The Wall Street Journal: USA pełne rosyjskich agentów
24-04-2012 18:17 Według amerykańskiego czasopisma liczba oficerów wywiadu Rosji, pracujących obecnie w Stanach, jest równa tej z czasów zimnej wojny.

118

przeczytaj także:

„Kommiersant” ujawnił nazwiska agentów pracujących w Niemczech • Kanada wydaliła rosyjskich dyplomatów • Władze Wielkiej Brytanii ujawniają nazwisko kolejnego rosyjskiego szpiega Artykuł na temat rosyjskiego wywiadu w Ameryce opublikowała Michelle Van Cleave, odpowiedzialna za działalność kontrwywiadu USA w okresie prezydentury Georga W. Busha. Co prawda samych faktów aresztowania czy spraw karnych jest mniej - pomimo to w 2010 r. FBI prowadziło aż siedem tysięcy osiemset spraw dotyczących działalności obcych wywiadów na terenie USA, w większości Amerykanów podejrzanych o pracę na rzecz Moskwy. Problem w tym, że większość

118

http://www.postmodernsurfer.com/images/uploads/48_-_fbi.jpg, http://preview.tinyurl.com/cl4xr8u

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 264/498

z tych śledztw nie doprowadziła do sprawy sądowej. Według Van Cleave dzieje się tak, gdyż obecnie działalność szpiegowską jest o wiele trudniej udowodnić w sądzie niż w okresie zimnej wojny. Pomimo niepokojących sygnałów obecne władze w Waszyngtonie zmniejszyły znacznie wydatki na kontrwywiad. Co więcej, nawet jeżeli służby osiągają sukcesy, to administracja Baracka Obamy nie potrafi ich wykorzystać. Najlepszym przykładem jest tutaj przypadek dziesięciu rosyjskich nielegałów aresztowanych w 2010 r. Van Cleave podkreśla, że »zostali oni odesłani do Moskwy zanim zadano im istotne pytania«. Autorka konkluduje, że wobec takich działań rządu amerykańskiego nie może dziwić tryumfalne powitanie agentów, jakie zgotowano im w Rosji. Źródło: pik.tv

(BC)”[389]

Inną przesłanką przemawiającą na rzecz głębokości penetracji i z penetracją docierania do wysokich szczebli hierarchii jest tajna współpraca z KGB kochanki Jana Fitzgeralda Kennedy’ego, prez. USA — Marilyn Monroe[390]. Od tamtego czasu sytuacja nie uległa poprawie: „Amerykańscy prezydenci, poza nielicznymi wyjątkami, to najwięksi skandaliści w historii Nowego Świata. Chociaż na światło dzienne wychodzą jedynie szczątkowe informacje o ich moralności, to i tak mogą one wywołać odruch wstrętu u wyborców. […]Jeżeli jednak prezydent nie chce, żeby jego ludzie wyjawiali kompromitujące go informacje, to musi sam przymykać oczy na ich grzechy i grzeszki. A jest tego naprawdę niemało[…]
Nie jest tajemnicą, że ten rodzaj komitywy istniał między Johnem F. Kennedym a jego pretorianami. Musiała to być więź oparta na dużej lojalności, ponieważ większość wiadomości o skandalach obyczajowych wyciekła dopiero po zamachu z 22 listopada 1963 roku i bynajmniej nie z ust wspomnianych agentów. O apetycie seksualnym kilku amerykańskich prezydentów krążą legendy oraz informacje potwierdzone. Co ciekawe jednak, nie wyciekły one nigdy od ludzi z Secret Service. Być może dlatego kolejni lokatorzy Białego Domu mają do oficerów tej formacji na tyle duże zaufanie, że za ich pośrednictwem kazali sobie nawet sprowadzać panie lekkich

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 265/498

obyczajów — tak jak to miało miejsce w czasie kadencji Johna F. Kennedy’ego. Franklin D. Roosevelt, John F. Kennedy, Lyndon B. Johnson czy Clinton oraz kilku innych prezydentów mogło liczyć na poufność ze strony swojej asysty. Barack Obama zdaje się także liczyć na lojalność swoich ludzi, skoro pozwala im na ostrą zabawę w klubach o dość kiepskiej reputacji[…] A jeżeli — jak całkiem słusznie zakłada senator Collins — wśród wspomnianych kobiet znajdowały się także osoby pracujące dla obcego wywiadu? Przecież wydobywanie informacji za pomocą seksu i alkoholu to najstarsza i najskuteczniejsza metoda wywiadowcza!

[…]”[391] Od czasów Estery wiemy, że nałożnice bardziej niż do wydobywania informacji służą do wywierania wpływu. Większości roboty nie można wykonać osobiście, trzeba posługiwać się cudzymi rękami. Najlepiej doprowadzić do wytworzenia takiej sytuacji, w której będzie się wydawało, że korytarz nie jest inicjatywą Moskowii, tylko innych państw. Moskowia byłaby w sytuacji najkorzystniejszej, gdyby inne państwa były przekonane, że Moskowia wobec nich zdobyła jakieś zasługi, rozwiązała ich problemy, a one wobec Moskowii zaciągnęły dług wdzięczności, z którego wobec Moskowii powinny się wywiązać, np. obdarowując Moskowię korytarzem. Moskowia zdradziła Irak, swojego byłego sprzymierzeńca już podczas pierwszej wojny w Zatoce. Później swoją zdradę jeszcze pogłębiła. Moskowia przy wykorzystaniu swojej agentury wpływu w USA[392], w Państwie Izraela i w diasporze wytworzyła fałszywy obraz, jakoby Irak był w posiadaniu niektórych rodzajów broni masowego rażenia (biologicznej i chemicznej) i był bliski wejścia w posiadanie broni jądrowej. Według tej dezinformacji broń masowego rażenia Irakowi była potrzebna do natychmiastowego jej użycia przeciwko państwom sąsiednim, które zamierzał podbić, względnie groźbą użycia broni masowego rażenia zmuszać do narzucanych zachowań, zwłaszcza przeciwko Państwu Izraela. Oprócz broni masowego rażenia w Iraku miały znajdować się bazy Al-Kajdy odpowiedzialnej za przeprowadzone 11 września AD 2001 w USA ataki terrorystyczne. Kiedy z perspektywy chwili bieżącej spoglądamy wstecz przez pryzmat ujawnionych materiałów wywiadowczych o rzekomym uzbrojeniu Iraku w broń masowego rażenia, zdumienie budzi ich miałkość, szczupłość, niekonkretność, brak logiki w wyciąganiu wniosków.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 266/498

W oczernianiu Iraku przed pierwszą wojną w Zatoce widać daleko posunięte analogie do oczerniania Czeczenii i Czeczeńców. Przed pierwszą wojną w Czeczenii Moskowia rozpuszczała plotki o rzekomej mafii czeczeńskiej, która miała być straszliwsza od jakiejkolwiek innej mafii na świecie, a przynależność do niej wśród Czeczeńców miała być powszechna. Przed drugą wojną w Czeczenii czekiści Putina na konto rzekomych terrorystów czeczeńskich wysadzali bloki mieszkalne wraz ze znajdującymi się w nich mieszkańcami[393]. Jeden z autorów książki, Blowing up Russia, Aleksander Litwinienko, został zamordowany. Zabójstwo Litwinienki formalnie mieści się w kategorii skrytobójstwa, ale środki techniczne zastosowane do jego popełnienia nadają mu charakter egzekucji publicznej. Morderca, funkcjonariusz FSB i poseł do Dumy FR, Andrzej Ługowoj dodał do herbaty Litwinienki izotop polonu 210. Wielka Brytania wystąpiła do FR o wydanie Ługowoja, ale spotkała się z odmową. W tym samym czasie miały miejsce incydenty naruszania brytyjskiej przestrzeni powietrznej przez samoloty bojowe FR. Po podbiciu Czecznii przez Moskowię pogłoski o czeczeńskiej mafii skończyły się, jak nożem uciął. Jakby czeczeńska mafia nigdy nie istniała. Po osiągnięciu celu dalsze łożenie na dezinformację przestało być potrzebne. W przypadku Iraku analogicznie wojnie informacyjnej towarzyszyły działania konkretne84. „[…]bardzo często działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze kończą się klapą mimo ogromnych środków, jakie na nie przeznaczono. »Kluczowym niepowodzeniem (`failure’) wywiadowczym jest niezrozumienie (`misunderstanding’) sytuacji, co powoduje, że rząd czy wojsko podejmują działania, które są nieodpowiednie albo wręcz szkodliwe dla ich interesów«. Co jest tego powodem? Po pierwsze — podporządkowanie wywiadu polityce. Po prostu politycy wymagają tego, co im w głowie zaświta, ideologia nieraz dyktuje coś nierealistycznego, a wywiadowcy zmuszeni są dostosować się (np. George Bush i rzekoma broń masowego rażenia w Iraku). Po drugie — powodem niepowodzenia bywa niedostępność informacji, gdy właśnie jej potrzeba. Po trzecie — tzw. obiegowa opinia (»received opinion«) paraliżuje jakość i trafność działań »inel«. Przykład: »wszyscy« zgadzali się, że Jasio jest głupi, więc nikt nie zajmował się nim, bo nikt nie spodziewał się, że Jasio wysadzi parlament. Ale najpoważniejszym źródłem niepowodzeń wywiadowczych jest chyba kompleks lustrzanego odbicia (»mirror imaging«). Polega on na »osądzaniu sytuacji nieznanych na podstawie znanych«.

[…]”[55] Oprócz rozsiewania kłamstw o rzekomym uzbrojeniu Iraku w broń masowego rażenia Moskowia wpajała fałszywe przekonanie o łatwości zaprowadzenia w Iraku reform po pokonaniu oporu sił zbrojnych poprzedniego reżimu.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 267/498

Moskowia osłaniała źródło prowokowania USA do napaści na Irak. Większość światowej opinii publicznej jest przekonana, że do obalenia reżimu Saddama Husajna przekonali USA Żydzi. Ale to dla Państwa Izraela i diaspory było niekorzystne. Na Bliskim Wschodzie największymi wrogami Państwa Izraela były trzy państwa: Syria, Irak i Iran. Dla Izraela tak się szczęśliwie złożyło, że były ze sobą wzajemnie skonfliktowane, co bardzo obniżało skuteczność działań podejmowanych przez te państwa przeciwko Państwu Izraela, co bardzo zwiększało jego bezpieczeństwo. W interesie Państwa Izraela leżało podtrzymywanie konfliktu między tymi trzema jego przeciwnikami, co wymagało istnienia każdego z nich. Usunięcie któregokolwiek z tej trójki, pozostałych dwóch spuszczało ze smyczy na Państwo Izraela. I tak się stało. Po obaleniu reżimu Saddama Husajna Iran i Syria uzyskały wolne środki, którymi wsparły Hezbollah, operujący w południowym Libanie przy północnej granicy Państwa Izraela. Hezbollah dostał m. in. nowe, lepsze typy rakiet w większej liczbie, którymi ostrzeliwał północne rejony Państwa Izraela. Dopuścił się też rajdu oddziału terrorystów na samo terytorium Państwa Izraela. To był pretekst do wojny Izraela z Hezbollahem. Wojnę przeciwko Hezbollahowi Państwo Izraela przegrało. Nie zrealizowało żadnych z celów wojny i musiało wycofać swoje siły zbrojne z południowego Libanu. Już w trakcie działań zbrojnych okazało się, że Hezbollah zbudował podziemne schrony, w których terroryści bezpiecznie przeczekiwali izraelskie ostrzały artyleryjskie i bombardowania lotnicze, poczym wychodzili i wracali do walki. Do tych schronów celowo nie wpuszczali ludności cywilnej, której ofiary wykorzystywali propagandowo przeciwko Żydom. Takie schrony są bardzo kosztowne. Zwłaszcza, że były bardzo dobrze zamaskowane i trudne do wykrycia. Tych schronów by nie było, gdyby Iran swoje środki zamiast na nie, musiał przeznaczyć przeciwko Irakowi. „[…]Droga do politycznej ekspansji ajatollahów otworzyła się kilka lat temu. Paradoksalnie, najbardziej przyczynili się do tego Amerykanie, obalając wrogie Iranowi reżimy talibów w Afganistanie i Saddama Husajna w Iraku. Szczególnie demokratyzacja Iraku umożliwiła przejęcie władzy z rąk sunnickiej mniejszości, do której należał Husajn, przez szyitów, stanowiących 60 proc. populacji kraju. Już w trakcie amerykańskiej okupacji Iran zaczął budować swoje przyczółki, zbrojąc szyickie bojówki religijne. Jednakże prawdziwe korzyści przyniosła mu współpraca z nowymi władzami w Bagdadzie. Po pokonaniu Al-Kaidy i wycofaniu w 2011 r. amerykańskiego kontyngentu z Iraku administracja Baracka Obamy straciła zainteresowanie wewnętrznymi sprawami kraju. W tym czasie Teheran zaczął odgrywać kluczową rolę w negocjacjach między skłóconymi frakcjami w irackim parlamencie. Pośredniczył w utworzeniu przez szyickie partie religijne w listopadzie 2010 r. umiarkowanie islamistycznego rządu premiera Nuriego al-Maliki, kładąc fundamenty pod bliższą współpracę obu państw.
Już kilka miesięcy później, gdy uwaga całego świata skupiła się na niespodziewanej arabskiej wiośnie, Iran odniósł jeszcze większy sukces w Libanie. Wspierany przez niego szyicki Hezbollah doprowadził

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 268/498

do upadku prozachodniego rządu jedności narodowej, by następnie w czerwcu 2011 r. utworzyć własny gabinet i parlamentarnymi metodami przejąć kontrolę nad państwem.

[…]”[380] Powyżej nie została opisana jakaś wiedza tajemna. Przeciwnie, przed takimi konsekwencjami drugiej wojny w Zatoce dla Państwa Izraela i diaspory przestrzegał m. in. Janusz Korwin-Mikke w więcej niż jednej publikacji i niżej podpisany[2][1]. Jeżeli dwaj ww. mogli na to wpaść, to tym bardziej wpaść na to powinni analitycy gremiów decyzyjnych Państwa Izraela. Jeżeli Państwo Izraela nie tylko, że nie mogło zapobiec obaleniu reżimu Saddama Husajna w Iraku, lecz, co więcej, nie mogło zdementować, że to właśnie ono prze do drugiej wojny w Zatoce, to świadczy o bardzo silnym zinfiltrowaniu elit władzy Państwa Izraela i kręgów przywódczych diaspory przez agentów wpływu Moskowii. Wojna z Irakiem nie musi oznaczać automatycznie obalenia Saddama Husajna. Celem pierwszej wojny w Zatoce było wyzwolenie Kuwejtu podbitego przez Irak. Wtedy wojska koalicji po wyzwoleniu Kuwejtu zajęły tylko południową część Iraku, nie zajęły jego stolicy, Bagdadu, i po krótkim pobycie wycofały się. Nawet, jeżeli kwestię posiadania przez Irak broni masowego rażenia przyjąć za dobą monetę, to do jej rozwiązania nie było konieczne ani zajęcie całego terytorium Iraku, ani obalenie reżimu Saddama Husajna. Przed drugą wojną w Zatoce, w Iraku operowali inspektorzy ONZ poszukujący broni masowego rażenia. Żadnej broni masowego rażenia nie znaleźli. Jednak ich działalność w Iraku przypominała zabawę w ciuciubabkę. Funkcjonariusze reżimu Saddama Husajna zachowywali się tak, jakby przed inspektorami ONZ broń masowego rażenia ukrywali. Opóźniali wejścia inspektorów do niektórych obiektów, co mogło rodzić podejrzenia, że broń masowego rażenia jest przewożona z obiektu przed kontrolą do obiektu po kontroli. Inna sprawa, że w miarę postępów kontroli inspektorzy ONZ przeszli od kontroli typowych obiektów militarnych i przemysłowych do prywatnych pałaców Husajna. Ludzie Husajna utrudnianie procedowania inspektorów ONZ tłumaczyli ochroną prywatności Husajna. Nie wyglądało to wiarygodnie, bo Husajna miał więcej pałaców niż niejeden koncern hal fabrycznych. Aby inspektorzy ONZ mogli dokończyć lustrację obiektów w Iraku nie była potrzebna wojna, wystarczyła zwykła demonstracja siły. Zdaje się, chyba, że Husajn w możliwość wybuchu wojny nie wierzył do końca. Wystarczyło go tylko mocniej postraszyć. Jednak podczas drugiej wojny w Zatoce postąpiono odmiennie niż w pierwszej. Zajęto całe terytorium Iraku, a reżim Saddama Husajna obalono. I to było otwarcie puszki Pandory.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 269/498

Moskowia ma bardzo bogate doświadczenia w dyskretnym wspieraniu terroryzmu. „[…]jak zwerbować obcokrajowca do roli prawdziwego terrorysty, aktywnie uczestniczącego w morderstwach czy podkładającego bomby? Czy to bardzo trudne? Wcale nie. […]jest wystarczająco wielu kontestatorów, gotowych nie tylko zabijać innych, ale i naraża własne życie dla urzeczywistnienia ideałów.
VI Agentura Specnazu i terroryzm międzynarodowy miały ze sobą wiele wspólnego, na przykład tę samą centralę, jednak są to zupełnie niezależne kwestie i nie należy ich ze sobą mieszać. W żadnym wypadku nie twierdzę, Że międzynarodowy terroryzm narodził się z polecenia Moskwy, niemniej uważam, że bez poparcia Moskwy nigdy nie osiągnąłby on takiego rozmachu. Terroryzm międzynarodowy rodził się w różnych sytuacjach, na różnym gruncie. Często jego bazą był lokalny nacjonalizm, co zresztą ZSRR skrzętnie wykorzystywał, popierając różne grupy separatystyczne. Wyjątkiem były oczywiście ugrupowania nacjonalistyczne wewnątrz Związku Radzieckiego i państw znajdujących się pod jego wpływem. Jeśli jednak ugrupowania nacjonalistyczne powstawały w rejonach, w których wpływy radzieckie nie były ugruntowane, wtedy Związek Radziecki mógł stać się najlepszym przyjacielem separatystów. Tylko wewnątrz GRU istniały dwa potężne i niezależne od siebie piony zajmujące się problemami terroryzmu i ruchów ekstremistycznych. Po pierwsze Trzeci Zarząd GRU, który zajmował się obserwacją ugrupowań terrorystycznych i celem którego było przeniknięcie do nich. Po drugie zaś Piąty Zarząd, kierujący wywiadem niższego szczebla, w tym także Specnazem. Taktyka GRU wobec terrorystów była prosta: w żadnym wypadku nie wydawać im żadnych poleceń, nie sugerować co mają robić. Terroryści niszczą cywilizację Zachodu, wiedzą co robić i niech robią to sami, bez zbędnej opieki. Wśród terrorystów niemało jest idealistów gotowych iść na śmierć w imię szczytnych ideałów. Niech idą na śmierć walcząc za nie! Najważniejsze jest, żeby upewnić ich, że w s w y c h p o g l ą d a c h s ą c a ł k o w i c i e n i e z a l e ż n i. Moskwa stanowiła centrum międzynarodowego terroryzmu. Ale nie dlatego, że właśnie z Moskwy płynęły rozkazy dla terrorystów — kogo przyjąć do organizacji, a kogo nie, kogo zamordować, a kogo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 270/498

oszczędzić. Było zupełne inaczej. Radzieckie kierownictwo w żadnym wypadku nie mieszało się w takie sprawy i mieszać się nie zamierzało: tak było łatwiej, a i śladów mniej. Grupa terrorystyczna czy organizacja, która z w r ó c i ł a b y s i ę d o M o s k w y o p o m o c, w większości przypadków taką pomoc otrzymałaby. Kierowanie terroryzmem — to cała polityka: jednemu »ruchowi oporu« zwiększyć pomoc finansową innemu — zmniejszyć, jednej »armii czerwonej« przekazać nowoczesną broń, innej — starą i niewielką ilość amunicji. Jeden »ruch« uznać oficjalnie, inny — skarcić w słowach, a faktycznie wesprzeć itp. »Niezależni« terroryści często nie myślą o pochodzeniu środków, dzięki którym podróżują po wszystkich krajach świata; karabinów Kałasznikowa, z których zabijają ludzi; instruktorów, którzy szkolą ich i trenują. Spójrzcie na »niezależnych« Palestyńczyków. Z jaką rozrzutnością zużywają amunicję! Jeśli obejrzeć film o walkach w Afganistanie, a potem o walkach na ulicach Bejrutu, to różnica jest kolosalna. Agańscy mudżahedini liczyli każdy nabój, a w Bejrucie przeciwstawne ugrupowania wystrzeliwują pociski nawet nie celując, walą Panu Bogu w okno, wysyłają w przestrzeń długie serie, chociaż to strata czyichś pieniędzy. Czyjeż to pieniądze pozwalały im na te fajerwerki?

[…]
Oprócz czysto wojskowej i finansowej pomocy Związek Radziecki okazywał ją terrorystom także w inny sposób. Jedną ze sfer tej pomocy było przygotowanie kadr. W Związku Radzieckim zostały utworzone centra szkoleniowe przygotowujące terrorystów z różnych krajów. Podobne centra działały w krajach Europy Wschodniej, na Kubie, a także w innych miejscach. Dobrze znam takie centrum w Odessie. Oficjalnie należało ono do Dziesiątego Zarządu Głównego Sztabu Generalnego, który zajmował się eksportem broni, kierował radzieckich doradców wojskowych do innych krajów, szkolił cudzoziemskie kadry. Na początku lat 60. centrum to było filią Wyższej Wojskowej Szkoły Dowódczej w Odessie. Jednak centrum rozwijało się burzliwie. W 1965 roku uczelnię przeniesiono do Kijowa i zaczęła nazywać się Wyższą Ogólnowojskową Szkołą Dowódczą im. Frunzego. W uczelni utworzono wydział rozpoznania dla radzieckich słuchaczy (wielu jego absolwentów trafiło potem do GRU i Specnazu), a cały ogromny teren, kompleksy szkoleniowe i mieszkalne, które zostały w Odessie, przekazano centrum szkolenia cudzoziemskich bojowników. W owym okresie szkolono przede wszystkim ludzi o czarnej skórze. Ich przydziałem miała być centralna Afryka. Ciekawe, że nie wszyscy pochodzili z krajów Afryki. Wśród nich było wielu Murzynów z Kuby.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 271/498

Różnica w szkoleniu oraz poziomie życia radzieckich i obcych słuchaczy była ogromna. Cudzoziemców lepiej karmili, umundurowano ich w radzieckie, oficerskie mundury polowe, ale bez jakichkolwiek dystynkcji i oznak. Prawie nie prowadzono z nimi zajęć teoretycznych. Za to treningi praktyczne były bardzo intensywne, nawet biorąc pod uwagę radzieckie standardy. Nie żałowano im amunicji. Strzały w »murzyńskim« obozie nie milkły dniem i nocą.

[…]
Członkowie »ruchów wyzwoleńczych«, skłaniających się ku Związkowi Sowieckiemu, nie są generalnie rekrutowani przez sowieckie służby wywiadowcze. Doświadczenie pokazuje jeszcze raz, że terrorysta, który myśli, iż jest niezależny, i zabija ludzi dla s w o i c h w ł a s n y c h przekonań, jest bardziej skuteczny niż ten, który walczy na rozkaz innych ludzi. Dla sprawy, dla własnej sprawy, terrorysta podejmie ryzyko i poświęci swoje życie, ale nie zrobi wiele na polecenie wydane przez ludzi z zagranicy. Po co go więc rekrutować? Zdarzają się jednak istotne wyjątki. Podczas szkolenia każdy student jest poddawany szczegółowej obserwacji. Wyławiani są spośród nich potencjalni przywódcy i urodzeni rewolucjoniści, którzy nie ulegają żadnym autorytetom. Równie ważne są słabości i ambicje studentów oraz stosunki między nimi. Pewnego dnia, wiele lat później, jeden z nich może zostać ważną osobistością, niewygodną dla Moskwy, więc dobrze jest zawczasu wiedzieć, jakich ma przyjaciół i wrogów. Jako że studenci sami siebie poznają w czasie szkolenia, spośród tłumu wyłaniają się wyjątkowe jednostki i dobry materiał do rekrutacji. Rekrutacji dokonują w ośrodkach szkoleniowych równocześnie dwie różne komórki GRU. 3 Wydział kaptuje informatorów, którzy pozostają w »narodowych ruchach wyzwoleńczych« i będą przekazywali szefom GRU ich wewnętrzne sekrety. 5 Wydział GRU prowadzi nabór studentów do sieci agentów »Specnazu«. Jest to dosyć skomplikowany proces. Formalnie kandydaci pozostają w swoich »ruchach wyzwoleńczych« i tam pracują. A faktycznie działają zgodnie z instrukcjami otrzymywanymi z GRU. Jest to sytuacja bardzo delikatna i podejmuje się wszelkie możliwe zabiegi, aby w razie niepowodzenia uchronić reputację ZSRR119. Mając to na uwadze dokonuje się ostrożnej selekcji kandydatów, niezależnie od zajmowanej przez nich pozycji, i wysyła się ich na szkolenie do jednego z krajów podlegających wpływom sowieckim. Tam dokonuje się ich rekrutacji,

119

Wytł. G. R.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 272/498

ale nie przeprowadza jej sowiecki wywiad, lecz raczej służba wywiadowcza jednego z państw satelickich Moskwy. Rekrutacja terrorysty z prawdziwego zdarzenia różni się bardzo od werbowania agenta-informatora. Terrorysta musi przejść twarde szkolenie, które staje się koszmarem w dzień i w nocy. Śni mu się koniec kursu: tęskni za czymś realnym. Instruktorzy rozmawiają z nim i pytają, co, jako terrorysta, chciałby robić. Terrorysta wyjawia im to. Instruktorzy »myślą o tym« i kilka dni później komunikują mu, że to niemożliwe do wykonania. Tortura szkolenia trwa dalej. Ponownie pojawia się pytanie dotyczące planów działania i znowu są one postponowane. Wiele jest powodów wpływających na odmowne reakcje: cenimy twoje życie zbyt wysoko, aby powierzać ci tak ryzykowną misję; taki akt mógłby wywrzeć nie zamierzony wpływ na życie twojej rodziny twoich przyjaciół i tak dalej. Takim sposobem obszar wyboru ulega stopniowemu zawężeniu, aż terrorysta sugeruje dokładnie to, o co chodzi szefom sowieckiego wywiadu wojskowego. »Myślą nad tym« przez kilka dni i ostatecznie wyrażają zgodę w taki sposób, że mogłoby się wydawać, iż nie jest to coś pożądanego przez GRU, lecz raczej kompromis lub ustępstwo na rzecz terrorysty: jeśli naprawdę sądzi, że trzeba to zrobić, nie będą mu w tym przeszkadzali. Uprościłem oczywiście ten proces, który w rzeczywistości jest bardzo skomplikowaną grą. Nagrodą dla GRU jest fakt, że terrorysta przeprowadzając akcje dla »Specnazu«, w większości przypadków nie podejrzewa, iż jest wykorzystywany. Jest głęboko przekonany, że działa niezależnie, z własnej woli i z własnego wyboru. GRU nie pozostawia nigdzie swojego podpisu czy też odcisków palców.119

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 273/498

GRU przedsiębierze odpowiednie kroki nawet w tych wypadkach, gdy nie kontaktuje się z pojedynczymi terrorystami, a z doświadczonymi przywódcami organizacji terrorystycznych, żeby się upewnić, iż nie tylko osoby postronne, ale i szefowie terrorystów nie znają prawdziwych rozmiarów zależności od »Specnazu«, a tym samym od GRU. Przywódcy terrorystów pozostawia się ogromne pole działania i szeroki wybór. Są operacje i akty terroru, na które »Specnaz« przeznaczy każdą sumę pieniędzy, dostarczy każdy rodzaj broni, przy którym pomoże w wyrobieniu paszportów i zorganizuje kryjówki. Są jednak i takie akcje, na które nie ma pieniędzy, broni, odpowiednich ludzi i miejsc schronienia. Przywódcy terrorystów pozostawia się zupełną swobodę co do wyboru akcji, którą chce przeprowadzić, ale bez broni, pieniędzy i innych form pomocy jego wolność wyboru ulega nagle drastycznemu ograniczeniu.

[…]”[138] Po rozpadzie ZSRR Moskowia kontynuowała posługiwanie się terroryzmem i rozwijała go twórczo[394][395]. „[…]ze znalezionych w Bagdadzie tajnych dokumentów wyłonił się obraz ścisłego sojuszu Putina z Husajnem. Nie ograniczał się tylko do sprzedaży uzbrojenia i pomocy dyplomatycznej. Rosjanie systematycznie dzielili się z Irakiem tajemnicami wywiadowczymi i szkolili agentów irackiej bezpieki jeszcze na parę miesięcy przed inwazją USA. Agenci budzącej postrach tajnej policji Mukhabarat po szkoleniu w Moskwie dostawali nawet dyplomy z dwugłowym rosyjskim orłem. Rosjanie przekazali Saddamowi listę potencjalnych zabójców, których można wykorzystać do ataków na cele na Zachodzie oraz pomagali agentom irackim załatwiać »papiery«. Wśród znalezionych dokumentów irackiej bezpieki były nawet kartki świąteczne, jakie przesyłali sobie
szefowie wywiadów Iraku i Rosji[…]”[396]

Wszystkich innowacji tutaj wymienić nie sposób, warto jednak wspomnieć o czarnej wdowie. Czarna wdowa jest kobietą mahometańską bojowniczką lub terrorystką. Kiedy najwybitniejsi, światowej sławy specjaliści od terroryzmu mahometańskiego dowiedzieli się, że na Bliskim Wschodzie w samobójczych, mahometańskich zamachach terrorystycznych biorą udział kobiety, to powypadały im na podłogę sztuczne szczęki z ust rozdziawionych w bezbrzeżnym zdumieniu. Dotąd w swoich publikacjach dowodzili,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 274/498

że w mahometańskich zamachach terrorystycznych kobiety udziału brać nie mogą z przyczyn podstawowych. Tym większa zasługa Moskowii. Pierwsze czarne wdowy Moskowia wyprodukowała w Czeczenii. Jak się robi czarną wdowę? Lekko, łatwo i przyjemnie. Aby zrobić czarną wdowę należy złapać czeczeńską rodzinę z matką w średnim wieku i wsadzić ją do tzw. obozu filtracyjnego, czyli przekładając na ludzki, katowni i miejsca kaźni. „[…]Każdego miesiąca w Czeczenii przepada bez wieści sto kilkadziesiąt osób, wyciąganych nocą z domów przez zamaskowanych bandytów w rosyjskich mundurach. Żaden
z tych ludzi już nigdy nie powraca[…]”[375]

Wszystkich należy zamordować za wyjątkiem matki. Matkę należy wypuścić. Nie od razu. Przed wypuszczeniem należy ją zgwałcić zbiorowo i wielokrotnie. Mordować należy na oczach matki, też nie od razu, lecz po torturach długich, wyrafinowanych i z efektami specjalnymi, po torturowanych ma być widać, że cierpią i to bardzo.120 „[…]
— Gdziekolwiek stacjonowali i odeszli, tam znajdujemy masowe groby ich żołnierzy i Czeczeńców, zatrzymanych na posterunkach i pomordowanych — mówił Szamil.

[…]”[375] W takim traktowaniu przez Moskowię Czeczenów, których Moskowia traktuje jak swoje raby, nie ma niczego dziwnego zważywszy, że Moskowia bardzo podobnie traktuje cudzoziemców. „17 grudnia 1996 r. ok. godz. 4 rano do domu w Nowych Atagach, w którym mieszkał personel medyczny szpitala, wtargnęła grupa napastników. Według świadków było ich dziesięciu i byli zamaskowani. Otworzyli gwałtowny ogień z broni automatycznej do śpiących ludzi, a potem opuścili budynek i miejscowość. Zginęło sześć osób: technik budowlany z Holandii oraz pięć pielęgniarek: z Hiszpanii, Kanady, Norwegii i Nowej Zelandii. Wszyscy pracowali w miejscowym szpitalu, uruchomionym przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż ledwie 3,5 miesiąca wcześniej.

120

Zob. Aneksy, Piotr Lisiewicz, Współczesny Auschwitz jest na Kaukazie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 275/498

[…]efekt polityczny był dla Rosji korzystny, natomiast uderzał w wizerunek Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, która dopiero co wywalczyła sobie niezależność od Moskwy (ledwie kilka miesięcy wcześniej zawarto rozejm, prowadzone były też rozmowy ostatecznie określające relacje Moskwa-Grozny).
W następnych kilku latach na terenie podległym czeczeńskim władzom bardzo często dochodziło do aktów przemocy przeciwko cudzoziemcom (porwania, zabójstwa) — w wielu przypadkach okazywało się, że to rosyjskie prowokacje, działania dywersyjne służb rosyjskich, destabilizujące sytuację w republice. Warto też pamiętać o symbolicznym wymiarze miejsca zbrodni. Nowe Atagi leżą zaledwie 17 km od Groznego — a więc do masakry wolontariuszy MCK doszło pod samym nosem władz Iczkerii. To w Nowych Atagach doszło też do pierwszej rundy rozmów rosyjsko-czeczeńskich, które doprowadziły ostatecznie do rozejmu.

[…]”[397] Po czymś takim większość kobiet popada w szaleństwo i nie ma z nich żadnego pożytku. Ale nie wszystkie. Skąd wiadomo, która kobieta oszaleje, a która nie, czyli jak poznać, której kobiety rodzinę złapać? Ta wiedza nie jest do niczego potrzebna. Wiadomo, jaka część kobiet wariuje, a jaka nie, dlatego należy złapać tyle rodzin czeczeńskich, żeby z tego wyszło tyle nie oszalałych kobiet, ile trzeba. Nie można wiedzieć, co czuje kobieta, która straciła swoje dzieci i innych bliskich w tak bestialski sposób, ale można przeanalizować determinanty, które prowadzą do zostania czarną wdową. Kobieta ma poczucie przegranego życia. Do śmierci pozostanie sama. W kulturze mahometańskiej prawdopodobieństwo ponownego zamążpójścia i urodzenia nowych dzieci jest bardzo małe. Zresztą jest w wieku po lub bliskim klimakterium. Jeżeli skupi się tylko na przeżyciu, codziennie będzie rozpamiętywała niewiarygodną dzieci. Aby choć trochę złagodzić swój ból musi zająć kaźń swoich się czymś innym. Czymś konkretnym. Czymś wymagającym dużego zaangażowania i poświęcenia. Dla takiej kobiety ofiara własnego życia nie jest niczym szczególnym. A poza tym może się zemścić na oprawcach i katach swoich dzieci. W Czeczenii czarne wdowy zostawały strzelcami wyborowymi. Na Bliskim Wschodzie — samobójczymi zamachowcami. Moskowii udało się przełamać tabu mahometańskie. „[…]Fundamentalny islamizm to jest bardzo poważny problem Kaukazu. Zwłaszcza agresywny fundamentalizm został zaszczepiony przez rosyjskie służby specjalne jako antidotum na niepodległościowe dążenia Czeczenów. Islamiści z niepodległościowcami mocno się tam ścierali, że prawie doszło do wojny domowej. Dopiero Asłan Maschadow podpo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 276/498

rządkował ich w 2001 r. w czasie wojny Rosyjsko-Czeczeńskiej. Przed problemem islamizacji Rosjan przestrzegał Maschadow, który uważał, że z nim można rozmawiać, ale z wojującymi islamistami będzie to znacznie trudniejsze. Maschadowa zabito[…]”[398]

Pomimo zdradzenia Iraku, swojego byłego sprzymierzeńca, Moskowia nie opowiedziała się po żadnej ze stron drugiej wojny w Zatoce. Przeciwnie, przyznała sobie pozycję neutralną oraz mediatora i ją umacniała. Gdyby sytuacja w Iraku stała się taka, jak w Republice Wietnamu, pomoc Moskowii w jej opanowaniu mogłaby być cenna i Moskowia mogłaby za nią otrzymać gratyfikację. Ale wypadki w Iraku potoczyły się inaczej. USA znalazły skuteczne sposoby na zwalczanie terroryzmu, utrzymanie spójności terytorialnej Iraku i wzmocnienie irackiego reżimu posthusajnowskiego. Sytuacja w Iraku była jeszcze bardzo daleko od wyklarowania się, kiedy Moskowia

121 po raz kolejny zajęła się Iranem. Dostarcza Iranowi broń, zwłaszcza technologie, urządzenia i materiały do rozwoju energetyki jądrowej cywilnej oraz do skonstruowania broni jądrowej; technologie do środków przenoszenia głowic bojowych; systemy obrony przeciwlotniczej, etc., etc. Tymi dostawami Moskowia bardzo zaognia sytuację polityczną w rejonie. Jednocześnie Moskowia nasiliła działalność agentury wpływu.

121

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Iran_map.png&filetimestamp=20040915130050, http://preview.tinyurl.com/6ojmb42

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 277/498

Iran jest coraz bliższy skonstruowania broni jądrowej. Jednocześnie od czasu do czasu przeprowadza udaną próbę z rakietą o coraz większym zasięgu zdolną do przenoszenia głowicy jądrowej. To wywołuje zaniepokojenie innych państw, zwłaszcza Państwa Izraela i USA. Agentura wpływu Moskowii uniemożliwia tym państwom zajęcie się prawdziwą przyczyną zaogniania sytuacji, czyli dostawami Moskowii i zmusza do zajmowania się Iranem, który w tej relacji zależności jest stroną bierną. Wpływ Iranu na zaognianie sytuacji zależy całkowicie od dostaw Moskowii. „[…] Rosyjska gra na dwa fronty
W ceremonii otwarcia [elektrowni jądrowej w Buszerze] oprócz irańskich dygnitarzy wzięli udział minister energetyki Rosji i szef Rosyjskiej Agencji Energii Atomowej, którzy pogratulowali Teheranowi sukcesu. Moskwa jest głównym międzynarodowym partnerem irańskiego programu atomowego. Bez jej pomocy uruchomienie elektrowni nie byłoby możliwe. Finalizacja projektu wpłynęła na poprawę relacji dyplomatycznych między Teheranem a Moskwą, napiętych w ostatnich miesiącach właśnie z powodu opóźnień prac w Buszerze. Pierwotnie elektrownia miała ruszyć już na początku roku. W październiku 2010 r. Iran zaczął wypełniać paliwem rdzeń jej reaktora. Jednakże w lutym musiał go opróżnić z powodu awarii. Wstrzymało to prace na kilka miesięcy. Przez pewien czas istniała nawet groźba, że trzeba będzie wymienić cały rdzeń. W maju reaktor ponownie zapełniono paliwem. Teheran zapowiedział wówczas, że elektrownia ruszy już w sierpniu. W lecie termin ten jednak znowu przełożono. Wywołało to irytację władz irańskich. Za niepowodzenia publicznie obwinili oni Moskwę. Rosja, wbrew Zachodowi, dostarcza paliwo i technologie nuklearne dla Teheranu. Czyni to jednak opieszale i nieregularnie. Stale podnosi koszty budowy elektrowni, które przekroczyły dwukrotność początkowych szacunków. Planowana od ponad 30 lat instalacja miała działać już na początku dekady. Rosjanie w sprawie irańskiego atomu zręcznie rozgrywają obie strony. Łudzą Zachód, że pomogą mu zablokować nuklearne ambicje ajatollahów. Zarazem umożliwiają Irańczykom dalsze postępy prac, tak jednak, by wycisnąć z nich jak najwięcej pieniędzy.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 278/498

W sierpniu rozzłoszczeni na Moskwę irańscy politycy zapowiedzieli, że w przyszłości Teheran zbuduje kolejne elektrownie atomowe bez pomocy Rosji. Teraz jednak, po uruchomieniu reaktora w Buszerze, nastąpiła ożywiona akcja dyplomatyczna, by załagodzić stosunki.

[…]”[399] „Potajemne wsparcie
Amerykańska Rada ds. Wywiadu opublikowała raport, z którego jednoznacznie wynika, że Rosja potajemnie dozbraja Iran. Mechanizm jest prosty – Moskwa sprzedaje Teheranowi wyposażenie do satelitów komercyjnych, które zawiera technologie balistyczne.”[400]

Moskowii nie chodzi ani o wypromowanie na swojego konkurenta jądrowego, ani o to, żeby wojna przeciwko Iranowi wybuchła, bo w odróżnieniu od drugiej wojny w Zatoce na wojnie przeciwko Iranowi niczego by nie zyskała. Moskowii chodzi o czym większe nastraszenie Iranu. Doprowadzenie w rejonie sytuacji politycznej na krawędź wybuchu wojny. Żeby Iran w pełni sobie uświadomił, realność zagrożenia jego bytu państwowego. Żeby był skłonny do ustępstw i hojny. Kiedy w Iranie, Państwie Izraela, USA większość będzie przekonana, że wybuch wojny będzie nieunikniony, że wyczerpali wszystkie swoje możliwości zapobieżenia wojnie, że będzie krwawa niepotrzebna jatka, na której wszyscy stracą, a nikt nie zyska, wtedy, jak deus ex machina, w sposób półcudowny pojawi się Moskowia z realną ofertą pokojową. Dzięki Moskowii nie będzie wojny, której nikt nie chciał, a której nikt nie był w stanie zapobiec. Wszyscy odetchną z ulgą i poskromią węża w kieszeni. Za tak wielkie zasługi Moskowia będzie chciała bardzo niewiele, bo czymże jest korytarz eksterytorialny na granicy irackoirańskiej. „[…]wielu polityków amerykańskich wzywa do militarnego uderzenia na Iran, a Rosja wraca do pozycji ważnego uczestnika rozgrywki o pokój na świecie i, co za tym idzie, odzyskuje prawo do kontrolowania
»bliskiej zagranicy«[…]”[401]

Moskowia o dostęp do Oceanu Indyjskiego zabiega nie tylko zbrojeniem Iranu. Podejmuje także działania bardziej mieszczące się w pojęciu wojny informacyjnej. „[…]król Arabii Saudyjskiej namawiał rząd Stanów Zjednoczonych do uderzenia na Iran. Opublikowanie tej informacji wywołało burzę w świecie arabskim. Prezydent Ahmadineżad i irański rząd dostali dowód, że kraj, który uważali za sojusznika (Arabia Saudyjska), spiskuje

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 279/498

przeciwko nim z ich odwiecznym, śmiertelnym wrogiem. Opublikowanie takich informacji może doprowadzić do zmiany układu sił na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Dotychczas bowiem Iran głównych wrogów upatrywał w USA i właśnie w Izraelu (dowodem tego były wielokrotnie wypowiadane pełne nienawiści słowa Ahmadineżada o Żydach i konieczności zniszczenia Izraela). Z Arabią Saudyjską Teheran starał się zawsze utrzymywać stosunki poprawne, licząc, że przeciągnie ją na swoją stronę przeciwko Waszyngtonowi. Teraz okazuje się, że jest to niemożliwe. Doprowadzi to do napięcia między Arabią Saudyjską a Iranem, a część swojego potencjału militarnego (zwłaszcza głowic nuklearnych i rakiet dalekiego zasięgu) Iran może skierować przeciwko Arabii Saudyjskiej[…]”[402]

Publikując te dokumenty zdobyte metodami szpiegowskimi w WikiLeaks Moskowia zwiększa poczucie zagrożenia wojną, ale bez niebezpieczeństwa jej niekontrolowanego wybuchu. Wciąga do gry więcej państw, ale umacnia swoją pozycję głównego rozgrywającego. Poddaje uczestników konfliktu presji na konieczność działania, ich ubezwłasnowolnia i uzależnia od siebie. Powiększa ale jednocześnie swój wpływ na graczy, ale jednocześnie się z tym nie ujawnia pozostawiając w cieniu. Denuncjując Arabię Saudyjską Moskowia pozornie zwiększa zagrożenie Iranu zmuszając go do obrony w tym także zbrojnej. Ale faktycznie jest odwrotnie. Bezpieczeństwo Iranu wzrosło. Wróg ukryty jest groźniejszy od jawnego. Moskowia wyrównuje szanse, stabilizuje sytuację, czyni konflikt bardziej pozycyjnym, ale jednocześnie presja na uczestników wzrasta, co wytwarza pozory zwiększenia dynamizmu i niepewności. Wciągnięcie Arabii Saudyjskiej, jako jawnego gracza jest dla Moskowii bardzo korzystne. Jest niemal pewne, że, gdy już dojdzie do targów, Arabia Saudyjska opowie się na rzecz utworzenia na części terytorium Iranu korytarza eksterytorialnego i przekazania go Moskowii. To zmniejszy jej zagrożenie ze strony Iranu. Ale tylko ze strony Iranu. Z dużym prawdopodobieństwem zwiększenia zagrożenia ze strony Moskowii Arabia Saudyjska może w swoich kalkulacjach nie brać lub je zaniżać. Ale to może zrobić tylko Arabia Saudyjska będąc już stroną jawną. Gdyby w ukryciu pozostawała, Moskowia jej głosu by nie zyskała. A jednocześnie wszyscy wiedzą, że Arabia Saudyjska od Moskowii jest całkowicie niezależna, przemawia tylko w interesie własnym, a nie Moskowii. Arabia Saudyjska wzięła istotny udział w doprowadzeniu do rozpadu ZSRR. Tak więc zbieżność interesów jest czysto przypadkowa. Moskowia ma murowane, stuprocentowe alibi. Zemścić się na Jankesach tym samym narzędziem, którym doprowadzili do rozpadu ZSRR — czyż to nie piękne? Warto zauważyć finezję działania Moskowii. Głównymi podejrzanymi są USA i Państwo Izraela. Ale zadenuncjowanie Arabii Saudyjskiej w ich interesie nie leżało. Arabia Saudyjska dla nich wartość miała tylko, jako cichy wspólnik. I Arabia Saudyjska dobrze o tym wiedziała. Inaczej nie wystąpiłaby do USA o zaatakowanie Iranu pod własnym szyldem. Gdyby Arabia Saudyjska podejrzewała USA albo Państwo Izraela,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 280/498

że mogłyby jej wystąpienie ujawnić, nie zrobiłaby tego sama, tylko za czyimś pośrednictwem. „Amerykańskie służby specjalne na ambasadora Arabii Saudyjskiej.
na Iran[…]”[403] udaremniły Podejrzenie zamach padło

„Duchowo-polityczny przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei oświadczył w sobotę, że formułowane przez Waszyngton oskarżenia, według których Iran planował spisek w celu zabicia saudyjskiego ambasadora w Waszyngtonie, są »bezsensowne« i »absurdalne«.29 »Przeciwko kilku Irańczykom w Ameryce sformułowano bezsensowne i absurdalne oskarżenie, które posłużyło jak pretekst, by przedstawić Iran jako sprzymierzeńca terrorystów« - powiedział Chamenei podczas wystąpienia w prowincji Kermanszach na zachodzie Iranu. Wystąpienie transmitowała irańska telewizja.
Ajatollah zaznaczył, że historia »całkowicie przez USA nie doprowadzi do »odizolowania« Iranu. sfabrykowana«

We wtorek amerykańskie władze oskarżyły dwóch obywateli Iranu o planowanie zabójstwa ambasadora Arabii Saudyjskiej w USA, w ramach operacji przygotowywanej przez Teheran. Iran odrzuca te oskarżenia i twierdzi, że są obliczone na wywołanie podziałów w krajach muzułmańskich. W czwartek saudyjski minister spraw zagranicznych, książę Saud al-Fajsal, zapowiedział, że Arabia Saudyjska pociągnie Iran do odpowiedzialności za wszelkie wrogie działania. Szef irańskiego MSZ Ali Akbar Salehi zapewnił, że Iran nie dąży do konfrontacji, ale jest w stanie »odpowiedzieć USA takim policzkiem, po którym się nie podniosą«. Zasugerował też, że skandal z domniemanym zamachem na saudyjskiego dyplomatę to tylko sposób Stanów Zjednoczonych na odwrócenie uwagi od ich wewnętrznych problemów.”[404]

Kiedy w połowie dekady 2000÷2010 był dyskutowany publicznie projekt rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy antyrakietowej mającej bronić przed rakietami m. in. irańskimi, Moskowia była temu przeciwna. Stwierdzała m. in., że tarcza przeciwko rakietom irańskim nie jest potrzebna, bo rakiety irańskie nie stanowią zagrożenia. I akurat

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 281/498

w tym przypadku Moskowia nie skłamała. Już na kilka że Iran swoje rakiety przekieruje na Arabię Saudyjską.122

lat wcześniej

wiedziała,

Kiedy Moskowia korytarz do Oceanu Indyjskiego uzyska, stanie przed problemem jego ochrony. Niezależnie od tego, gdzie korytarz będzie przebiegał, przez terytorium Iraku, Iranu, czy po ich granicy, korytarz rozerwie spójność terytorium mahometańskiego. Przez mahometan będzie postrzegany, jako nieznośny cierń. Wielu z nich na korytarz będzie podejmowało ataki zbrojne. Moskowia ma wystarczająco dużo siły, aby korytarzowi zapewnić całkowite bezpieczeństwo, skutecznie odeprzeć wszystkie mahometańskie ataki. Ale jeżeli Moskowia będzie broniła korytarz osobiście, pod własną flagą, bardzo zaszarga swoją opinię w oczach mahometan. A przecież Moskowia nie zabiega o korytarz, aby utrzymać status quo. Przeciwnie, Moskowii korytarz jest potrzebny do odwrócenia złej passy, do powrotu do właściwego sobie trybu egzystencji — nieustannej i niczym nieograniczonej ekspansji. A temu zła opinia w oczach mahometan mogłaby bardzo poważnie zaszkodzić. Moskowia mogłaby u mahometan nie stracić, gdyby byli przekonani, że ich ataki na korytarz odpiera nie Moskowia, tylko ktoś inny, z Moskowią niezwiązany. Na ochroniarzy korytarza najlepiej nadają się izraelscy osadnicy z ziem palestyńskich okupowanych przez Państwo Izraela. Moskowia przy użyciu swojej agentury wpływu nakłoniła USA i Państwo Izraela do usuwania osiedli osadników żydowskich z Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy. Ale osadnicy są ludźmi twardymi. W utrzymanie swoich osiedli włożyli dużo wysiłku, pracy i bronili je przed atakami zbrojnymi Palestyńczyków. Do swoich osiedli są bardzo mocno przywiązani emocjonalnie. Nie chcieli, aby ich poświęcenie poszło na marne. Aby ich usunąć, Państwo Izraela musiało przeciwko nim używać siłę. Usunięci byli osadnicy stali się ludźmi rozgoryczonymi, z poczuciem doznania głębokiej krzywdy, zdradzeni przez swoje własne państwo. Ich więzi z ziemią izraelską, jeżeli nawet nie zostały całkowicie zerwane, to bardzo poważnie osłabione. W społeczeństwie izraelskim byli ludźmi wyobcowanymi. Zostali zdegradowani z roli bohaterskich pionierów do zawalidrogi, лишнх людей, obciążenia budżetu. Zawalił im się cały ich dotychczasowy świat, mieli poczucie zmarnowanego życia i świadomość braku kontynuacji, konieczności zaczynania wszystkiego od początku. Gdyby wtedy w ich sytuacji ktoś złożył im ofertę możliwości kontynuowania życia w ich dotychczasowym stylu, to niejedna rodzina by na to przystała. I fakt, że ich nowe osiedle byłoby z dala od terytorium Państwa Izraela położone w jednym z dwóch szeregów przebiegających równolegle po obu stronach korytarza, miałoby dla nich znaczenie podrzędne. Ale Moskowia rozminęła się z oczekiwaniami. Sytuacja w Iraku zaczęła się stabilizować, usługi Moskowii przestały być potrzebne. Z braku korytarza, przestali też być potrzebni jego strażnicy. Wysiedlanie osadników z terenów palestyńskich okupowanych przez Państwo Izraela zostało wstrzymane. Moskowia przecież kiedyś w końcu ten korytarz zdobędzie, a wtedy ochroniarze znowu będą jej potrzebni. Termin przydatno-

122

Zob. też [405]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 282/498

ści wysiedlonego osadnika jest ograniczony. Powinien być wysiedlony na krótko przed przeniesieniem do ochrony korytarza. Nie można go wysiedlić za wcześnie. Lepiej go przechować w zamrażarce. W tym czasie premierem Państwa coś podejrzewać. Należało mu zamknąć usta. „[…] ŻYDOWSKA MĄDROŚĆ PO SZKODZIE
W tropikalnym kurniku nie brakuje Żydów mądrych po szkodzie. Nie brakuje także Żydów, którzy jak Kataw Zar zastanawiają się, kto zdołał pokonać Szarona, herosa tropikalnej przeszłości i wyeliminować go z życia politycznego i państwowego żydowskiego państwa.

Izraela

był Ariel

Szaron.

Zaczął

[…]
ZABÓJCY W BIAŁYCH CHAŁATACH
Mało tego. Czołowi lekarze opiekujący się premierem Izraela lekką ręką podpisali zlecenie na aplikowanie Szaronowi środków chemicznych rozrzedzających krew. Szaron posłusznie łukał pastylki i brał zastrzyki zwiększające możliwość wylewu krwi do mózgu! Te pożal się Boże tropikalne sławy medyczne nie pomyślały, że Szaron szpikowany aspiryną, clexanem i czymś tam jeszcze powinien był podlegać nieustannej obserwacji lekarskiej, mogącej ujawnić pierwsze symptomy niebezpieczeństwa.

BEZ KAMIZELKI OCHRONNEJ
Tak jak Icchak Rabin znalazł się na przeciw swojego zabójcy bez kamizelki ochronnej mogącej zatrzymać pociski, tak Szaron nocował na swojej farmie Szikmim bez opieki lekarskiej. Zamiast osobistego lekarza Szarona, Segewa Szloma, do dyspozycji Szarona stał pracownik Szabaku, policyjny felczer, członek ochrony premiera. Kiedy premier Izraela poczuł się źle, przestraszony felczer poradził wezwać doktora Segewa, któremu dojazd z Tel Awiwu na farmę Szarona zabrał okrągłą godzinę. W tym momencie zapadł wyrok na Szarona, bo kolejną godzinę zabrała podróż ambulansem do Hadassy w Jerozolimie, odległej o 90 kilometrów. To i tak szybko, zważywszy, że przed 10 laty na przebycie niecałych dwóch kilometrów, dzielących plac Królów Izraela w Tel Awiwie od szpitala Ichilow, kierowca Icchaka Rabina potrzebował 20 minut.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 283/498

ZABRAKŁO SZEKLI NA HELIKOPTER
Żydowski kurnik tropikalny nie szczędzi na wydatki reprezentacyjne, utrzymuje obiboków i złodziei, łoży miliardy na armię zbrojącą się przeciwko urojonym przeciwnikom, ale nikomu nie przyszło do głowy, że po pierwszym udarze i panicznej wyprawie do szpitala — na farmie Szarona powinien parkować śmigłowiec mogący w każdej chwili przetransportować premiera do Hadassy. Ale nie tylko widzowie telewizyjni i czytelnicy gazet dali się omamić kolportowanym w mediach informacjom o rzekomym, perfekcyjnym stanie zdrowia Szarona. W ponadludzkie siły premiera żydowskiego państwa, katorgo matka żyła 100 lat, uwierzyło jego najbliższe otoczenie, łącznie z oboma synami-aferzystami, Omrim i Giladem. A Szaron, proszę panów komentatorów, czy wam się to podoba, czy też nie, był w istocie rzeczy jedynie zmęczonym, 78-letnim starcem[…]”[406]

„[…]film Anety Goren rzuca niechcący fascynujące światło na koronkową robotę strategów Kadimy, którzy przed pięcioma miesiącami, przy pomocy zespołu medycznego szpitala Hadassa w Jerozolimie usunęli od władzy Ariela Szarona.
Teraz wychodzi na jaw, że lekarze opiekujący się Szaronem w Hadasie zostali ubezwłasnowolnieni. Nie wolno im było informować przedstawicieli mediów zgromadzonych na dziedzińcu szpitala o prawdziwym stanie zdrowia premiera. Mogli podawać jedynie komunikaty ułożone przez strategów politycznych Kadimy. Nie mogli polecić Szaronowi pozostania w szpitalu po pierwszym, lekkim urazie. Musieli konsultować swoje decyzje lekarskie z Adlerem i Aradem, z kierownictwem politycznym Kadimy, z otoczeniem premiera i jego synami. Istotne było dla Kadimy, ubiegającej się o przejęcie po zdziesiątkowanym Likudzie czołowej roli na scenie politycznej kurnika, żeby opinia publiczna uwierzyła, że Szaron wrócił do pełni sił po pierwszym kryzysie zdrowotnym, którego nie zdołali ukryć. W obliczu czyhających za progiem wyborów najważniejsze było dla strategów Kadimy przeświadczenie społeczeństwa, że założyciel partii Ariel Szaron, utożsamiany z programem politycznym mającym zapewnić Żydom pokój i cieszący się szerokim zaufaniem elektoratu — znajduje się w pełni sił, jak podczas zwycięskich kampanii wojennych.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 284/498

ZAMACH NA SZARONA
Stratedzy Kadimy postanowili dokonać zmiany na stanowisku przywódcy partii, kiedy przypomnieli sobie, że Szaron jest w istocie rzeczy 78-letnim, zmęczonym starcem, cierpiącym na nadwagę i coraz częściej podupadającym na zdrowiu. Dlatego nie pozwolili lekarzom ostrzec Szarona przed udaniem się na farmę bez opieki lekarskiej. Nastraszyli Szarona koniecznością poddania się operacji serca. Puszczali mimo uszu opinie lekarzy, że podawanie środków rozcieńczających krew może doprowadzić u pacjenta do ciężkiego wylewu krwi do mózgu i wymaga nieustannej kontroli lekarzy. Odseparowali Szarona od jego osobistego lekarza i kiedy nastąpił spodziewany wylew, zaczekali z przewiezieniem do szpitala. Zamiast do pobliskiego szpitala w Ber Szewie, wyposażonego nie gorzej od Hadassy, wieźli Szarona przez półtorej godziny do odległej Jerozolimy. Nie wzięli nawet pod uwagę możliwości użycia helikoptera, przydzielonego Szaronowi i zaparkowanego bezużytecznie na pobliskim lotnisku wojskowym na Negewie. Trudno się oprzeć przeświadczeniu, że dyrektywy Ruwena Adlera, polecające przydeptanie gardła Netanjahu butem »póki nie zdechnie«, wykonane zostały co do joty na osobie Szarona. I jeśli tak było, to likwidacja Szarona mało różni się od zamachu na premiera Rabina.

[…]”[407] W ramach przygotowań do zamachu z Szarona zrobiono durnia. Rozpuszczono fotomontaż przedstawiający Szarona udającego obserwowanie przez lornetkę z zasłoniętymi

obiektywami

123

.

123

http://www.google.pl/imgres?imgurl=http://www.nettavisen.no/imagecache/parameter/%3Faction%3Dresi ze%26width%3D980%26height%3D1%26url%3Dhttp://pub.tv2.no/multimedia/na/archive/00737/72001__rel_d_bm__73715516x9.jpg&imgref

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 285/498

Może jednak stać się i tak, że dla Iranu za ocalenie niezależnego bytu państwowego, uniknięcie wojny, uratowanie obywateli przed śmiercią, niedopuszczenie do zniszczeń wojennych, zapłata częścią swojego terytorium na korytarz dla Moskowii może Iranowi wydać się zbyt wygórowaną. Moskowia jest przygotowana i na taką ewentualność. Zgromadziła środki na dopłatę. Jeżeli Iranowi będzie mało, to Moskowia dorzuci mu jeszcze zlikwidowanie Państwa Izraela. Moskowia wobec Iranu postąpiła jak doświadczony nieuczciwy sprzedawca wobec naiwnego klienta, wciskający towar do niczego mu niepotrzebny. To o wiele więcej niż rozrabianie kwestii palestyńskiej na potrzeby eksportu rewolucji islamskiej. „[…]
Nawet teoretyczne "wymazanie Izraela z mapy" nie rozwiąże żadnych problemów Irańczyków[…]”[408]

Moskowia przy użyciu agentury wpływu przekonała Iran, że likwidacja państwa Izraela jest czymś, o czym marzy. Moskowia doprowadziła do tego, że likwidacja Państwa Izraela stała się celem polityki Iranu. „Rosja patrzy na region Bliskiego Wschodu oczami szakala, mięsożernego zwierzęcia, które żyje padliną i resztkami pozostawionymi
przez inne zwierzęta”[409]

11.1.1.3.1. Zapłata Żydami
Motto

Pan Tadeusz, KSIĘGA XIII: Geopolityka
Już się przed Litwą przyszłość rysowała lepsza Gdy nagle krzyk się podniósł : "Napoleon spieprza!"

url=http://www.nettavisen.no/nyheter/article2741737.ece&usg=__SP_fxG0uRhDi0jVhuiiDpkAwUs=&h=716&w=979&sz=125&hl=pl&start=0&zoom=1&tbnid=75yLwdFBF6 OjvM:&tbnh=129&tbnw=189&prev=/images%3Fq%3Dlooks%2Bthrough%2Bthe%2Bpair%2Bof%2Bbin ocular%2Blenses%2Bcaps%26um%3D1%26hl%3Dpl%26newwindow%3D1%26safe%3Doff%26sa%3DX%2 6biw%3D1280%26bih%3D848%26tbs%3Disch:1,imgo:1&um=1&itbs=1&iact=hc&vpx=131&vpy=77&d ur=1553&hovh=192&hovw=263&tx=84&ty=74&ei=LhYrTdfdDcWW8QOHl4iFBw&oei=LhYrTdfdDcW W8QOHl4iFBw&esq=1&page=1&ndsp=30&ved=1t:429,r:0,s:0, http://preview.tinyurl.com/6toojxz

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 286/498

Faktycznie, cesarz nawiał w kapciach i w negliżu "Aj, waj - zmartwił się Jankiel - uciekł do Paryżu" W tejże chwili od wschodu wśród gromkich okrzyków W kufajce i walonkach wszedł kapitan Ryków I rzekł patrząc życzliwie na szlachtę struchlałą: "Nu, wot my znowuż razem" I tak już zostało.[410] Następnie wziął Jankiela i na czas pacierza Zniknął za zamkniętymi drzwiami do alkierza A kiedy wyszli obaj, Jankiel kroczył z gracją Bo już na Asesora wziął był nominacją.[411] Andrzej Waligórski>Stanisław Michalkiewicz

7lat po klęsce Moskowii w wojnie krymskiej wybuchło powstanie styczniowe. Z polskiego punktu widzenia było narodową tragedią, ale i z punktu widzenia Moskowii jego stłumienie też nie było spacerkiem. Wysiłek tłumienia powstania pochłonął duże środki i dezorganizował państwo. Powstanie uniemożliwiło Moskowii wzięcie udziału w wojnie secesyjnej w USA. Ale najważniejsze, że powstanie było elementem ciągu staczania się Moskowii po równi pochyłej. W powstaniu styczniowym masowy udział wzięli Żydzi. I to nie tylko spolonizowani, ale również ortodoksyjni. Było regułą, że w strukturach państwa podziemnego na kierowniczym stanowisku był Polak, a jego zastępcą był Żyd. Zdarzały się oddziały powstańcze, złożone wyłącznie z samych Żydów. Postawa Żydów w powstaniu styczniowym była bardziej propolska, niż polskich chłopów. „[…]Do manifestacji patriotyczno-religijnych dołączyli w 1861 r. również, jak wtedy mówiono, Polacy wyznania mojżeszowego. Żydzi polscy organizowali wówczas własne nabożeństwa w synagogach, brali też udział w nabożeństwach odprawianych w kościołach katolickich, przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych. Nosili na piersi krzyże z koroną cierniową, symbolizujące cierpienie Polski. Uczestniczyli, niejednokrotnie gremialnie, w procesjach patriotyczno-religijnych z udziałem duchowieństwa katolickiego, które poprzedzał zawsze

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 287/498

krzyż. Procesje takie kończyły się często władz rosyjskich, wojska bądź żandarmerii.

zbrojną

interwencją

Tak się rzecz miała również w Warszawie 8 kwietnia 1861 r. W tym dniu odbył się na Powązkach pogrzeb zesłańca syberyjskiego Ksawerego Stobnickiego, z udziałem także ludności żydowskiej, po czym na cmentarzu żydowskim, u mogiły zmarłego kilka lat wcześniej Antoniego Eisenbauma, zwierzchnika szkoły rabinackiej, odbyła się demonstracja zbratania Polaków katolików z Polakami wyznania mojżeszowego - Żydami. Po południu lud Warszawy modlił się przed Zamkiem koło figury Matki Boskiej. Pocztylion z nadjeżdżającego dyliżansu zagrał Jeszcze Polska nie zginęła. Zakazana melodia poruszyła tłum modlących się. Interweniowało rosyjskie wojsko. Padały strzały w kierunku procesji wychodzących ze śpiewem religijnym i krzyżami od strony Krakowskiego Przedmieścia i ul. Senatorskiej. Jednej z procesji przewodniczył Karol Nowakowski. Zakonnik niosący krzyż został raniony. Upadający krzyż z wizerunkiem Chrystusa podniósł i ujął w ręce uczestniczący w procesji młody Żyd, Michał Landy. Michał Landy urodził się w Warszawie 25 stycznia 1844 r. w rodzinie Chaima (Henryka) - kupca drzewnego i Sary (Salomei) z Eliaszów. Jego brat, Szoel, uczestniczył w polskich manifestacjach patriotyczno-religijnych w Kownie, za co został odesłany do Warszawy, do rodziny. Michał Landy uczęszczał w Warszawie do szkoły rabinackiej, a następnie do gimnazjum realnego. Według późniejszych zwierzeń ojca, pasjonował się historią Polski, jej dziejami chwały i upadku w następstwie rozbiorów. Te »przejęły go grozą i zapaliły do fanatyzmu«. 8 kwietnia 1861 r. Michał Landy wyszedł z domu, by wziąć udział w manifestacji ludu Warszawy i nigdy już nie powrócił. Dołączył do jednej z procesji. Po przejęciu krzyża z rąk ranionego zakonnika, uniósł go w górę zaledwie na chwilę, gdy - według jednej relacji - »cięty pałaszem«, zaraz także upadł, według innej relacji - »padł trafiony kulą«, gdyż wzniósł »Krzyż Polaków ponad głowy mordowanego ludu« Warszawy. Atakujące wojsko chciało zaciągnąć rannego Michała na Zamek. Doniesiono go jednak do pobliskiej apteki Steinerta, skąd ojciec przeniósł go do szpitala św. Rocha. Tam - mimo natychmiastowej pomocy lekarskiej - Michał zmarł nazajutrz, 9 kwietnia 1861 r., o godz. 6 rano. Zwłoki jego Rosjanie zabrali do Cytadeli. Ojcu jednak udało się uzyskać pozwolenie namiestnika carskiego Gorczakowa na odebranie zwłok syna. W nocy z 10 na 11 kwietnia 1861 r. ciało jego zostało złożone do grobu na cmentarzu żydowskim, zgodnie z przepisami religii mojżeszowej. Nikt z Polaków-katolików nie mógł uczestniczyć w ceremonii żałobnej bohatera obu narodów, obu wyznań. Dopilnował tego towarzyszący konduktowi pogrzebowemu rosyjski policjant.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 288/498

Śmierć Michała Landego, Żyda - obrońcy Krzyża - stała się źródłem inspiracji twórczej dla wielu polskich pisarzy i poetów. Z myślą o Landym, Cyprian K. Norwid w wierszu, zatytułowanym: Żydowie polscy, napisał: Poważny narodzie! cześć tobie w tych, którzy / Mongolsko-czerkieskiej nie zlękli się burzy - / l Boga Mojżeszów bronili wraz z nami / Spojrzeniem rycerskim, nagimi piersiami. Zgon Michała Landego w tak niezwykłych okolicznościach okrył żałobą społeczność katolicką na ziemiach polskich. W wielu kościołach obrządku łacińskiego, a także w unickich, odprawiano przez długi czas, niekiedy kilkakrotnie, nabożeństwa żałobne za jego duszę. W świątyniach katolickich, często z udziałem delegacji kahałów żydowskich, proszono Boga, by przyjął Michał Landego do swej chwały.

[…]”[412] Można powiedzieć, że w Powstaniu Styczniowym Polacy i Żydzi zawarli ze sobą coś na kształt braterstwa broni. I to jest pierwszy z powodów, dla których, od tamtego czasu, Moskowia między nas wbija klin.[2] Udział Żydów w powstaniu styczniowym dla Moskowii był wstrząsem. Moskowia wzorem ordy mongolskiej wszystkie ludy na podbitych przez siebie ziemiach gleichschaltuje. Przy czym nie chodzi tutaj o wynaradawianie ani rusyfikację. Owszem, Moskowia w swojej historii ma okres z wynaradawianiem i rusyfikacją, ale to było małpie naśladownictwo oświeceniowej mody na nacjonalizm z Zachodu, skutek uboczny finansowania les philosophes. Ludy przez Moskowię podbite mogą zachować zewnętrzne znamiona odrębności narodowej i etnicznej. W historii Moskowii zdarzało się, że odrębności etniczne, religijne, kulturowe, narodowościowe nie tylko nie były tępione, ale były tolerowane, a nawet wspierane, również finansowo z budżetu. W Rosji carskiej były ordery w wersji podstawowej i w wersji dla innowierców, pozbawione symboliki chrześcijańskiej,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 289/498

125 , . Natomiast każdy lud żyjący w Moskowii ma obowiązek należeć do cywilizacji turańsko bizantyjskiej126. Jeżeli wcze-

124

śniej należał do jakiejś innej cywilizacji, musi ją porzucić.[413] Tak postępują wszystkie formacje geopolityczne powstałe na środkowoazjatyckim obszarze bezodpływowym. Moskowia ten wymóg egzekwuje bardzo rygorystycznie, nie cofając się przed brutalnością i okrucieństwem. Z zewnątrz pozornie to może wyglądać, jak wynaradawianie, ale nim nie jest. Przynajmniej bezpośrednio, jeżeli istnienie jakiegoś narodu nie jest uzależnione od przynależności do cywilizacji różnej od stepowo bizantyjskiej. Od tej żelaznej reguły Moskowia uczyniła jeden wyjątek. Z obowiązku przystąpienia do cywilizacji turańsko bizantyjskiej zostali zwolnieni Żydzi. Moskowia uznała, że stosunek trudności do nieszkodliwości czyni nieopłacalną skórkę za wyprawkę. To jest zgodne z późniejszymi badaniami, Koneczny126 scharakteryzował cywilizację judaistyczną, jako hermetyczną. Moskowia uznała, że skoro Żydzi są zaimpregnowani na cywilizację turańsko bizantyjską, to są zaimpregnowani na wszelkie wpływy zewnętrzne, są ciałem obcym, ale biernym, o niskiej szkodliwości, dlatego mogą być względnie tolerowani. Nie znaczy to, że w Moskowii Żydzi nie są poddani żadnej presji. Są powszechnie znienawidzeni, jako wrogowie. Jednym z haseł patriotycznych w Moskowii jest wezwanie, Бей жидов, спасай Россию! Moskowia jest najbardziej anty-

124

http://ru.wikipedia.org/wiki/Файл:Badge_to_Order_St_George_4.jpg, http://preview.tinyurl.com/6syew6y http://ru.wikipedia.org/wiki/Файл:Badge_to_Order_St_George_4_non_christ.jpg, http://preview.tinyurl.com/859qlul Cywilizacja turańsko bizantyjska — zob.:

125

126

Feliks Koneczny – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Koneczny, http://tinyurl.com/yamoazk Zwana także cywilizacją stepowo bizantyjską[414]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 290/498

semickim krajem na świecie. Akurat w przypadku Żydów zachodziło zjawisko odwrotne niż innych narodów, pozostając w cywilizacji judaistycznej nabierali zewnętrzne cechy rosyjskie. Przymierze polsko żydowskie w powstaniu styczniowym pokazało nietrafność ocen Żydów. Żydzi nie byli aż tak zaimpregnowani na wpływy zewnętrzne, jak to oceniła Moskowia. Idea pierwszej Rzeczypospolitej okazała się żywa nie tylko u Polaków, ale też i u Żydów. Żydzi zostali ujawnieni, jako potencjalne niebezpieczeństwo dla Moskowii. Mogli stać się medium, przez które do Moskowii mogą przenikać wpływy polskie. Przymierze polsko żydowskie nie musiało ograniczać się tylko do byłych terenów Rzeczypospolitej, mogło objąć Żydów zamieszkujących tereny, które nigdy do Rzeczpospolitej nie należały. Moskowia po powstaniu styczniowym poczuła się, jakby wraz z rozbiorem Polski połknęła truciznę. Przymierze polsko żydowskie było cierniem w łapie rosyjskiego niedźwiedzia. Żeby rosyjski niedźwiedź mógł dalej iść przez świat, musiał ten cierń ze swojej łapy wyjąć. Moskowia wpadła na pomysł, jak się to jej wydawało, genialny. Skoro wy poliacziszki tak bardzo jewriejew lubicie, to my wam ich dołożymy. W Moskowii dokonano pogromy ludności żydowskiej. Pogromy wyryły się trwale w pamięci historycznej i kulturze judaistycznej. O ich trwałości świadczy fakt, że przykryć ich nie zdołało nawet Endlösung der Judenfrage.
Zbliża się pogrom. Ponieważ Kozacy nie tylko mordują i grabią, ale również i gwałcą, zaczyna się ukrywanie dziewcząt i kobiet. Stara Żydówka także wciska się do kryjówki. Ależ babciu, jesteś już bardzo stara! Staruszka obrażona: A starych Kozaków może nie ma? Pogrom w Rosji carskiej. Kozacy wywlekli z ukrycia matkę z dwiema córkami i ryczą z uciechy. Córki wołają: Bierzcie nas, ale nie tykajcie naszej starej matki! Miejcie rachmones! (litość, miłosierdzie) Na to matka: Co znaczy rachmones? Wojna to wojna!

Ostatnią bronią bezbronnych jest humor. Polacy w sytuacji zagrożenia życia i bezbronności też, tak jak Żydzi, reagowali humorem. Okupacja Polski przez III Rzeszę Niemiecką była czasem wielkiego wysypu dowcipów. Pryl prim jest nazywany, najweselszym barakiem Obozu KDL. W wyniku pogromów do Kongresówki napłynęli Litwacy. Byli kulturowo obcy, w dużym stopniu zrusyfikowani. Od nich dystansowali się nie tylko Polacy etniczni, ale też polscy Żydzi. Moskowia swój cel osiągnęła częściowo, spowodowała w Kongresówce wzrost nastrojów antysemickich, wspólne wystąpienie antyrosyjskie Polaków i Żydów, jak w powstaniu styczniowym, nie tylko zbrojne, ale jakiekolwiek, stało się niemożliwe. I to był jeden z największych błędów Moskowii. W tym czasie Żydzi na całym świecie byli już inni niż kilka ostatnich wieków.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 291/498

Żydzi przechodzili ogromną przemianę, jedną z większych w historii ich narodu, przestawali być bierni, uaktywniali się, emancypowali, zdobywali znaczenie i wpływy. „[…]W ciągu jednego lub dwu pokoleń najbardziej ambitni z tych imigrantów stali się właścicielami domów towarowych, bankierami i finansistami. Antysemickie uprzedzenia zaczęły zdobywać sobie posłuch w tym kraju, ale brak prawnych restrykcji gospodarczych i możliwość kariery dla ludzi zdolnych pozwalał Żydom łatwiej osiągnąć sukces w Ameryce niż gdziekolwiek na świecie. Zatem ci nowi żydowscy przybysze skrycie oczekiwali, że staną się częścią »wszystkich
Amerykanów«[…]”[415]

Tworzyli swój potencjał. I na pogromy swoich współplemieńców w Moskowii postanowili zareagować z tego potencjału wykorzystaniem. Obserwatorom zewnętrznym sprawia trudność odpowiedź na pytanie o stan zorganizowania Żydów, czy są zjednoczeni, czy podzieleni. Argumenty dają sprzeczne odpowiedzi. Według jednych, Żydzi są monolitem, według innych, nieustannie żrą się ze sobą. Żydzi jednocześnie są podzieleni i zjednoczeni. Taka dialektyka. Żydzi uznali Moskowię za swojego wroga i podjęli działania przeciw jej interesom. „[…]olbrzymia większość niemieckojęzycznych Żydów czuła się lepiej w rozkwitającym ruchu reform. Twórcy takich kongregacji mieli głębokie poczucie przynależności do ogólnoświatowej wspólnoty Żydów, nawet jeśli usunęli ze swojej liturgii modlitwę o powrót do Syjonu. Odegrali oni przewodnią rolę w protestach przeciw morderczym pogromom Żydów w Rosji w latach 1881-1882 i nigdy nie wahali się uważać cara i rządu cesarskiej Rosji za swoich wrogów.
Uznanym przywódcą tych amerykańskich Żydów był finansista Jacob Schiff127 (1847-1920). Był on równie władczy i bojowy, jak żyjąca trzy stulecia wcześniej doña Gracia. Ona walczyła z papieżem, podczas gdy on stanął przeciw carowi. Jednak Schiff odniósł znacznie większy sukces. Dał jasno do zrozumienia, że działa jako Żyd, który postanowił ukarać rząd za bezlitosne i krwawe ataki na Żydów. W 1904 roku Schiff zatwierdził pożyczkę na sumę dwustu milionów dolarów dla rządu Japonii, która prowadziła wówczas wojnę z Rosją. Po japońskim zwy-

127

Jacob Schiff - Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Jacob_Schiff, http://tinyurl.com/2vo9fo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 292/498

128 cięstwie został nagrodzony medalem i był pierwszym cudzoziemcem podjętym obiadem przez cesarza Japonii.

[…]”[415] Kulminacją działań Żydów przeciwko Moskowii było obalenie starego porządku i wprowadzenie ustroju komunistycznego. „[…]
Jeśli syjonizm był pierwszą radykalną odpowiedzią na trwałość antysemityzmu w Europie, to drugą okazała się rewolucja socjalistyczna, stworzenie »bezklasowego społeczeństwa«. Większość Żydów, którzy przyłączyli się do przywódców rewolucyjnych, nie próbowała szukać remedium na antysemityzm. Desperacko starała się znaleźć lekarstwo na swoją żydowską tożsamość. Wielu młodych Żydów przyłączyło się do rewolucji i poświęciło życie w nieudanych zamachach na czy w powstaniach w Rosji i Europie Środkowej. Prawdziwi żydowscy wyznawcy Marksa nie mieli wątpliwości, że rewolucja wymaga zerwania wszelkich więzi ze wspólnotą żydowską i porzucenia własnej zbiorowej tożsamości.

[…]Lew Trocki (1879-1940) — który urodził się jako Lew Dawidowicz Bronstein, a zmienił nazwisko na rosyjsko brzmiące, gdy został rewolucjonistą — utrzymywał, że tylko światowa rewolucja
może rozwiązać problemy Żydów[…]”[415]

Aby móc prawidłowo zrozumieć, co później stało się ze stosunkami żydowsko moskowicińskimi najlepiej ich ewolucję przedstawić na modelu.
128

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:SunS.jpg, http://preview.tinyurl.com/6mfzr9n

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 293/498

„[…]przybyłem do Rosji, gdzie nie ma zwyczaju zimą konno podróżować. Że zaś kieruję się zasadą »Co kraj — to obyczaj« — nabyłem małe, rącze sanki zaprzęgnięte w jednego konia i ruszyłem do Petersburga z animuszem.
Nie pomnę już zgoła, czy mi się to przydarzyło w Estonii, czy też w okolicach między Narwą i Newą, to przecie pamiętam, iż było to w srogim lesie, gdym ujrzał pędzące za mną straszliwe wilczysko, któremu gwałtowny zimowy głód dodawał jeszcze rączości. Toteż wilk wnet mnie dogonił i zdawało się, że już nie ma dla mnie ratunku. W mgnieniu oka położyłem się na dnie sań, zdając konia na jego własny spryt, co mi się zdało najlepsze dla nas obu. I wtedy stało się to, co mi wprawdzie chodziło po głowie, ale czegom się ani spodziewał, ani oczekiwał. Wilczysko, nie bacząc na moją skromną osobę, dało przeze mnie susa i, zapamiętale w złości, skoczyło wprost na konia, oderwało i łyknęło cały zad biednej szkapy, która z trwogi i bólu gnała tym tym ci prędzej. A ja, skryty w saniach i bezpieczny, ukradkiem podniosłem głowę i wtedy ujrzałem z przerażeniem, że wilczysko przeżarło prawie konia na wylot. Zaledwie jednak wcisnęło się zgrabnie do wewnątrz końskiego kadłuba, skorzystałem z okazji i zamachnąłem się siarczyście biczem po jego kudłach. Choć wilczysko tkwiło jakby w pokrowcu, przecież ten niespodziewany cios napędził mu tęgiego stracha. Z całej mocy targnęło się naprzód, aż spadł zeń koński zewłok i wyobraźcie sobie! — miast konia gna wilczysko w zaprzęgu! Ja ze swojej strony coraz gęściej świadczyłem mu razy biczem i oto niespodzianie dla obydwu nas, zdrowo i cało, galopem wpadliśmy do Petersburga, ku niebywałemu zdziwieniu spektatorów.

[…]”[416] W modelu przytoczonym powyżej wilk symbolizuje Żydów, pościg za saniami — pierwsze reakcje na pogromy, Münchhausen — Moskowię, przeskoczenie Münchhausena — nierozpoznanie istoty problemu, koń — stary porządek Moskowii, pożarcie konia — obalenie starego porządku, zamachnięcie się siarczyście biczem po kudłach wilka i coraz gęściej świadczenie mu razy biczem — stalinizm. Żydzi stary porządek Moskowii obalili tak szybko, że zajęli jego miejsce w uprzęży i dalej przez świat ekspansjonizm Moskowii jedzie ciągnięty przez Żydów.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 294/498

Żydom wydało się, że wykonali całą swoją robotę, osiągnęli swój cel, zlikwidowali swoje główne zagrożenie, a na jego miejscu utworzyli jego przeciwieństwo, pierwsze i jedyne na świecie państwo internacjonalistyczne, w którym nie mogą być krzywdzeni, bo to jest niemożliwe systemowo.129 Żydom wydawało się, że za pogromy wywarli na carskiej Rosji swoją zemstę. Tak bardzo w ten obraz uwierzyli, że całkiem stracili kontakt z rzeczywistością. O 180° zmienili podejście, ze zwalczania na wspieranie. Na usprawiedliwienie Żydów można podać, że nie mieli narzędzi, przy których pomocy mogliby trafnie ocenić sytuację. Teoria cywilizacji Konecznego126 jeszcze nie istniała. Geopolityka istniała bardzo krótko130 i formacje generowane przez środkowoazjatycki obszar bezodpływowy jeszcze nie zostały zbadane wystarczająco dobrze. Dodatkowo zadziałała podświadomość Żydów. Marxizm jest zwulgaryzowaną wersją judaizmu. W rodzinie Marxów były wielopokoleniowe tradycje rabiniczne. Dziadek Karola był głównym rabinem w Trewirze. Karol Marx nie wysilił się. Spisał, co wyniósł z domu rodzinnego, tylko pozmieniał nazwy. Wprawdzie ojciec Karola, Heinrich (dawniej Hirschel ha-Levi) przeszedł na luteranizm, ale dlatego, żeby móc uprawiać zawód prawniczy. Marxizm nie jest zwulgaryzowany bezpośrednio z judaizmu. Etapem pośrednim jest bajka o Kopciuszku. Kopciuszek — klasa robotnicza; zła macocha — kapitalizm; złe siostry przyrodnie — burżuazja i obszarnictwo; bal u księcia — rewolucja proletariacka; dobra wróżka — Marx; umycie, szaty i powóz — nowa świadomość klasowa; książę — kompartia; zgubienie i dopasowanie pantofelka — gwarancja więzi kompartii z masami. Istota bajki o Kopciuszku i marxizmu zawiera się w stwierdzeniu, będzie dobrze, bo jest źle. Tak więc, marxizm jest wulgaryzacją o jeden stopień większą w stosunku do oryginału.

Marx i Hegel są nazywani czerwonymi Prusakami[417]. Marx potraktował prusactwo jako coś w rodzaju swojej nowej religii. Wyznawał ją z gorliwością neofity. Za główny wyraz przywiązania do prusactwa uznał odcięcie się od swojej żydowskiej przeszłości, spalenie za sobą mostów. W swoich pismach dawał wyraz swojej wrogości do żydostwa. Wrogość do żydostwa jest pierwotna, a wrogość Marxa do kapitalizmu i burżuazji jest pochodną wrogości do żydostwa. Pisarstwo Hegla i Marxa (materializm historyczny) jest symboliczną, alegoryczną wizją wyidealizowanej historii Prus. Klasa robotnicza będą-

129

When the Tsar's government fell in 1917, Schiff believed that the oppression of Jews would end. He formally repealed the impediments within his firm against lending to Russia.127 Geopolityka, Instytut Geopolityki, http://www.geopolityka.org.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=28&Itemid=37, http://tinyurl.com/ykpp5b2

130

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 295/498

ca przeróbką Marxa Narodu Wybranego jest alegorią Prus. Wizja Hegla i Marxa jest na tyle pojemna, że oprócz Prus wzięła ją za własną również Moskowia. Nic dziwnego, że z racji pochodzenia bardziej od nich predestynowani do poczuwania się podmiotem tej wizji byli Żydzi. „[…]W nowożytnych czasach, najczęściej można się spotkać z ideą narodu wybranego nie wśród żydowskich wiernych, lecz pośród niewierzących Żydów. Na początku dziewiętnastego wieku ośrodek zainteresowania europejskich społeczności żydowskich przesunął się z oczekiwania, że Bóg wybawi ich z wygnania, na gwałtowne dążenie do uznania ich przez większe społeczeństwa za równych. Nie wystarczyło już żywienie nadziei, że Mesjasz przyjdzie i położy kres cierpieniu. Rosnąca liczba Żydów od razu chciała przejąć kontrolę nad swoim przeznaczeniem i uzyskać stosowną pozycję w świecie.
Najbardziej zawiła odmiana narodu wybranego została stworzona przez niewierzących żydowskich intelektualistów, którzy uczestniczyli w wielkich ruchach rewolucyjnych Europy Środkowej i Wschodniej. Ci mężczyźni i kobiety demonstrowali wyjątkową pasję do przeistaczania świata, zaakceptowali męczeństwo jako cenę za spełnienie obietnicy lepszego życia dla wszystkich. W ich szeregach znalazł się Aaron Liberman (1845-1880), wczesny socjalista i hebrajski pisarz, który przypisywał postępową ideologię starożytnej żydowskiej kulturze, zwłaszcza motywowi mesjanistycznego wybawienia. W swoim manifeście adresowanym do »zdrowych i religijnych Żydów« (1876) utrzymywał, że prawdziwymi przywódcami ruchu na rzecz stworzenia socjalistycznego społeczeństwa uniwersalnej sprawiedliwości byli nie Żydzi, którzy chcieli się zasymilować, lecz ci »oświeceni Żydzi«, hebraiści, którzy identyfikowali się z narodem żydowskim i byli przepełnieni troską o swoich współbraci. Przyłączyli się do czołówki nowej elity, »cierpiących sług« rewolucji, aby wypełnić zadanie, które prorocy i rabini wyznaczyli dla ludzkości: uregulować moralny chaos społeczeństwa przez stworzenie sprawiedliwego porządku. Jednym z najbardziej uderzających przykładów tej nowej wersji opisywanej idei był sposób, w jaki określało się żydowskie socjalistyczne ugrupowanie »Bund« na spotkaniu założycielskim w 1897 roku. Zorganizowany w Wilnie »Bund« szybko stał się najsilniejszą organizacją żydowskich robotników w całej carskiej Rosji. Od początku bundyści deklarowali się jako stowarzyszenia areligijne, antynacjonalistyczne i antysyjonistyczne. Ich głoszonym jawnie celem było włączenie się do walki szerokich mas rosyjskich robotników o wyzwolenie spod ucisku klasy rządzącej. Zjednoczenie robotników mówiących w jidysz było po prostu kwestią konformizmu — ułatwiało ich wzajemne porozumiewanie. Bund nie planował pielęgnowania żydowskiej jedności czy kultywowania języka i kultury jidysz. Jednak w ciągu kilku lat rozpadł się, kiedy niektórzy jego przywódcy zaczęli wychwalać

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 296/498

pod niebiosa cnoty żydowskich więzi społecznych i znaczenie żydowskiej kultury masowej. Uważali, że Żydzi mają do odegrania wyjątkową rolę w rewolucji, ponieważ — jako lud od dawna prześladowany — wnosili do sprawy nieproporcjonalnie więcej energii[…]”[414]

Hegel wpływ wywarł też dla Nachmana Kohena

nie tylko na lewicę. System Hegla był atrakcyjny Krochmala, autora historiografii Żydów131

132

.

Juda Halewi133 (1085÷1138), legendarny rabin, poeta i filozof twierdził „[…], że różnica między Jakubem a Ezawem (czyli między judaizmem a chrześcijaństwem) jest tak oczywista, »jak pomiędzy wodą a ogniem«. Ezaw ma teraz władzę, jednak swój obecny status zawdzię131

Nachman Krochmal, Moreh Nebuke ha-Zeman, Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Nachman_Krochmal#Moreh_Nebuke_ha-Zeman, http://tinyurl.com/yeoylyr http://en.wikipedia.org/wiki/File:Krochmal_More_Nevuche.jpg, http://preview.tinyurl.com/72prtvv Judah Halevi - Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Judah_Halevi, http://tinyurl.com/yb73an2

132

133

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 297/498

cza ułomności świata. Jakub odniesie zwycięstwo, kiedy świat zostanie uzdrowiony i stanie się godny zamieszkania przez lud Boży[…]”[414]

To uzdrawianie świata w filozofii Żydowskiej nazywa się, tikkun olam134. Żydzi chcieli wierzyć, że dokonało się właśnie w utworzeniu Rosji Radzieckiej. W historii Żydów nie był to pierwszy fałszywy alarm. Żydzi w Rosji Radzieckiej postrzegali Golema-bis. Golem był nadczłowiekiem sporządzonym w Pradze czeskiej przez rabina Jehudę Löwę bena la135 (ok. 1520÷1609). Ciało wypalił z gliny i ożywił wkładając do jego ust pergamin z tekstem magicznym. Golem zabijał wrogów Żydów. Z początku swoje zadanie wykonywał prawidłowo, ale potem popsuł się i zabijał też Żydów. Rabin unieruchomił go wyjmując z jego ust pergamin z tekstem magicznym. Wzorzec Golema okazał się bardzo płodny. Jednym z naśladownictw był komiksowy Superman. Rosja Radziecka też, jak Golem, wypaliła się w ogniu walki klasowej, rewolucji proletariackiej i wojny domowej. Rabinem był Marx, a magicznym tekstem — dzieła klasyków. Żydom wydawało się, że właśnie zyskali potężnego obrońcę. Ale ZSRR też, jak Golem, popsuł się, dał władzę nad Niemcami Hitlerowi[44]. Po tym przykrym doświadczeniu każdy Żyd powinien powiesić napis nad swoim łóżkiem, żeby był pierwszą rzeczą, którą zobaczy po przebudzeniu, cytat z filmu, Vabank II, czyli riposta, w reżyserii Juliusza Machulskiego, kwestia Kwinty zwracającego się do Duńczyka — jeśli jeszcze kiedyś będę chciał się mścić, to kopnij mnie w dupę! I z Konfucjusza — zanim wyruszysz na zemstę, wykop dwa groby. Druga wojna światowa w historii Żydów była jednym z ważniejszych punktów zwrotnych. Po drugiej wojnie światowej stosunek Żydów do poniesienia licznych ofiar był skrajnie przeciwny do obecnego.

134

Tikkun olam - Wikipedia, the free encyclopedia, http://en.wikipedia.org/wiki/Tikkun_olam, http://tinyurl.com/5a4a2f Jehuda Löw ben Bekalel – Wikipedia, wolna encyklopedia, http://pl.wikipedia.org/wiki/Jehuda_L%C3%B6w_ben_Bekalela, http://tinyurl.com/y9dkvb4

135

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 298/498

„[…]żydowska tendencja do winienia raczej siebie niż rzeczywistego wroga ma głębokie korzenie. Żydzi powtarzali ten wzorzec po zburzeniu Pierwszej i Drugiej Świątyni, po wygnaniu z Hiszpanii, a także po Holokauście.

[…]”[414] Żydzi byli skrajnie dalecy od wykorzystywania upustu swojej krwi, jako czegoś, co mogliby podtykać pod oczy innym nacjom. Zresztą taki zamiar zaraz po wojnie miałby się z celem. Na nikim nie zrobił wrażenia. Poniesienie ofiar było bardzo powszechne. Żydzi swojej ofiary raczej wstydzili się. Uważali za skutek swojego błędu, że nie potrafili w porę dostrzec zbliżającego się niebezpieczeństwa i jemu skutecznie zapobiec, że dali się podejść, zaskoczyć i narżnąć, jak barany. Negatywny stosunek do tzw. holocaust survivors był szczególnie silny w Państwie Izraela: „[…]
Jeszcze zanim ocaleńcy przybyli do Palestyny wstydzono się za nich, wstydzono się za polskich, węgierskich Żydów, którzy nie znaleźli w sobie odwagi by stawić czoło wrogom. Gardzono tymi, którzy »potulnie, ze śpiewem na ustach szli na śmierć«. Pochodzący z Polski Żyd Grünbaum, jeden z przywódców syjonistycznych, którego syn zaginął w czasie wojny i trafił do Auschwitz powiedział, że »polscy Żydzi woleli żyć jak psy, niż umrzeć z honorem«. Takie głosy nie były odosobnione. Wskazywano niejednokrotnie na winę samych ofiar, które odrzucały wezwania syjonistów do osadnictwa w Palestynie, do dokładania własnych sił w budowie przyszłego żydowskiego państwa. Mogli uniknąć Zagłady, mogli ujść przed śmiercią, ale nie usłuchali. Pytali i oskarżali publicyści, poeci. Odwołując się do słów Księgi Izajasza pisano o Żydach europejskich, że szli »jako jagnięta na rzeź wiedzione«.[…] Tak rosła przepaść między syjonistycznym herosem, syjonistycznym Żydem-pionierem, a tym, który ocalał, który przeżył, dźwigając do końca brzemię śmierci swoich najbliższych. Brak duchowej identyfikacji ze współbraćmi, którzy masowo ginęli w piecach Treblinki, Bełżca, Auschwitz doprowadził do czegoś niewyobrażalnego, wręcz paradoksalnego, że Żydzi, którzy wymknęli się śmierci przybywając po hekatombie wojny do Palestyny czy utworzonego w 1948 roku Izraela byli traktowani z pogardą, byli obcymi w państwie, które w myśl ojców założycieli miało przynieść Żydom wolność i chronić przed nowym antysemityzmem, które było moralnym, histo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 299/498

rycznym spadkobiercą nie byli »nowymi Żydami«.

milionów

zgładzonych.

Oni jednak

Wysłannicy Agencji Żydowskiej, którzy zaraz po wojnie zwiedzali obozy przejściowe z trwogą pisali w raportach o »ludzkich cieniach«, »ludzkich ruinach«, »o głębokiej demoralizacji«, »społeczności złamanej fizycznie, psychicznie i moralnie«. Ha-Arec odnotował »Klejnoty narodu zniszczono w pierwszej kolejności, a wielu ocalałych można podejrzewać o niską moralność«[…] W 1945 roku zaczęły przybywać z Europy do Palestyny pierwsze statki z uchodźcami. W pierwszych czterech latach przybyło ich 150 tysięcy. Do 1951 roku ocalonych z Zagłady było w Izraelu ok 300 tysięcy. Rozsyłani po rożnych kibucach musieli nauczyć się nowego życia, pracy często tak rożnej od tej, której się oddawali z Europie. Ich rozterki nie były nikomu potrzebne, ich pamięć uwierała. Często nie chciano o niej słuchać, albo nie dawano jej wiary. Zazwyczaj nikt nie pytał o ich wojenne przeżycia. Nauczyli się milczeć, nie opowiadali nawet własnym dzieciom. Młoda państwowość potrzebowała nie ich »cmentarzy serc«, ale rąk do pracy. Próbowano ich formować, »nauczyć miłości do ojczyzny, etyki pracy, ludzkiej moralności«, padały nawet hasła o »reedukacji«. Część z nich przyjmowała nową tożsamość, zmieniała nazwiska na hebrajskie, uczyła się nowego języka, wstępowała do wojska. Wielu było takich. Problemem byli ci, którzy nie przyjmowali nowego życia, u których »wyrobienie nowego oblicza« stawało się rzeczą wydawać by się mogło nieosiągalną, którym z trudem przychodziło dostosowywanie się do norm, które narzucał im system kibucowy. Ciężko było, jak mówili syjoniści porzucić »mentalność diaspory«. Paszportem lojalności była identyfikacja z nowym Żydem zwanym po hebrajsku »Sabra« — czyli tym urodzonym już w Izraelu. W rodzącej się państwowości nie było miejsca na pamięć o Szoa, odrzucano ją, nie dostrzegano w dużej mierze jej wyjątkowości. Na długie lata ocaleni zostali wykluczeni z pamięci narodowej. Kultywowano państwowo podział na »godnych« i »niegodnych«, na »my« i »oni«. To był czas bohaterów a nie ofiar, żywych, a nie umarłych za życia, bo obciążonymi traumatycznymi doświadczeniami wojny. Jak pisała Zertal w swojej książce „Naród i śmierć. Zagłada w dyskursie i polityce Izraela”: »Początkowo chodziło o to, żeby potęgę i wolę mocy budować w opozycji do kompletnej bezsilności Żydów w czasie Zagłady«. Więc budowano ją sprawnie przez kolejne lata.

[…]”[418] Żydzi chcieli być narodem, jak każdy inny, nie wyróżniać się negatywnie, ale też i nie być uprzywilejowanymi. Jednym z najbardziej bolesnych i palących wspo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 300/498

mnień było to, że Żydzi wobec swoich niemieckich prześladowców byli, jak na patelni. W porównaniu z innymi narodami mieli bardzo ograniczone możliwości ukrycia się, byli bardzo łatwym celem do namierzenia i upolowania. To doświadczenie skłaniało do bardzo podejrzliwego traktowania w przyszłości wyróżniania się — pod każdym względem, nawet pozytywnym. „[…]
W połowie lat czterdziestych Stany Zjednoczone stały się zwycięskim mocarstwem. Amerykańscy Żydzi pragnęli, by myślano o nich jako o uczestnikach alianckiego zwycięstwa i z pewnością nimi byli: żydowscy żołnierze z wielkim bohaterstwem walczyli w tej wojnie. Jako Żydzi byli identyfikowani nie z przerażonym generałem Eisenhowerem, oglądającym stosy trupów leżących w wyzwolonych obozach zagłady, ale właśnie z ciałami pomordowanych. Amerykańscy Żydzi mieli rozdarte serca pomiędzy pragnieniem utożsamiania się z alianckim zwycięstwem a świadomością, że jako Żydzi przegrali tę wojnę. Czuli także potrzebę stłumienia swojego poczucia winy za to, że nie uratowali więcej swoich braci. Tak więc w latach czterdziestych zaangażowali się w walkę o stworzenie Izraela. Nie mogli jednak poradzić sobie z przesłaniem Shoah, od którego nie było ucieczki — że Żydzi są inni. Zatem zabronili uczenia o Holokauście w szkołach religijnych. O tym temacie lepiej było zapomnieć.

[…]”[414] Analitycy specsłużb Moskowii zbadali sytuację Żydów i doszli do wniosku, że nadają się, jako środowisko do intensywniejszego werbowania agentów wpływu i jako omaskowanie działań własnych. Nie jest to ani pierwsze, ani oryginalne wykorzystanie Żydów do działań specjalnych („Po cóż innego stworzył Bóg Żydów polskich, jak nie po to by byli naszymi szpiegami?” — Otto von Bismarck). Ta gra operacyjna w języku działań specjalnych nazywa się, werbowaniem pod obcą banderą (flagą). Stosowana jest już od dłuższego czasu i przez służby specjalne wszystkich państw świata. Prowadzona umiejętnie przynosi dobre rezultaty. Agentury wpływu Moskowii przystąpiły do zmiany mentalności Żydów. „[…]Osiągnięcia te stały się możliwe przede wszystkim dzięki zmianom mentalności społeczeństwa amerykańskiego, w tym osób, które przeżyły Zagładę, oraz ich dzieci. Kontekst
Jednak zaraz po drugiej wojnie światowej większość społeczności żydowskiej nie myślała o upamiętnianiu Holokaustu. Do lat sześćdziesiątych Izrael miał większe problemy niż pamięć o rzezi.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 301/498

Ponadto w kraju tym panowała nawet pewna awersja w stosunku do Żydów europejskich, którym zarzucano rzekomą pasywność w obliczu eksterminacji — zatem odwrotność postawy wojowniczej, kultywowanej przez młode państwo żydowskie. A nowo przybyli na Zachód — szczególnie do USA — po prostu chcieli zapomnieć o koszmarze Holocaustu. Zajęci byli utrzymaniem rodziny, budowaniem pozycji w nowym społeczeństwie. A społeczeństwo to było w najlepszym przypadku obojętne. Uniwersytety były nastawione pasywnie wrogo. Dominował przecież paradygmat WASP — »White Anglo-Saxon Protestant«. O sprawach żydowskich nikt nie chciał słyszeć. Gdy w 1952 roku na Uniwersytecie Columbia Raul Hilberg zdecydował się napisać doktorat o eksterminacji Żydów w Europie, jego promotor kazał mu puknąć się w głowę i oznajmił, że to »pocałunek śmierci.« Praca ta miała nawet zrujnować karierę Hilberga. A ten się uparł. Obronił doktorat. Był pierwszy, ale zapłacił dużą cenę. Prawie dziesięć lat zajęło mu znalezienie wydawnictwa, w którym mógłby opublikować swą pracę. W końcu mała chicagowska oficyna zgodziła się na wydrukowanie książki, bowiem zgłosił się do niej dobroczyńca, który zapłacił za nakład — kupił na pniu tysiąc egzemplarzy (przy 300 zakupionych książkach już zwraca się koszt druku).

[…]”[419] Moskowia utworzyła Holocaust Industry i podarowała go niektórym starannie przez siebie wybranym organizacjom żydowskim. Na rzecz Holocaust Industry Moskowia ukradła nawet nazwę. Pierwotnie holocaust oznaczał spalenie Warszawy. „(…) najdzielniejsi z dzielnych mogli zginąć, ale te ofiary przez Boga mile przyjęte w pojednawczym holocauście złączą
swe modlitwy z orędownictwem polskich świętych”[420]

Siłę swojej pozycji w polityce międzynarodowej po drugiej wojnie światowej Moskowia fundowała na kreowanym przez siebie swoim wizerunku pogromcy niemieckiego faszyzmu. Propaganda stalinowska socjalizm hitlerowski przemieniła w niemiecki faszyzm, zło absolutne wszechczasów. Tym samym jego pogromca musiał być czymś dobrym. Wszelkie jego wady i ułomności siłą rzeczy musiały zejść na plan dalszy. Propaganda Moskowii skonstruowała automat, kto ważył się Moskowię skrytykować za cokolwiek, umniejszał wagę jej zwycięstwa nad niemieckim faszyzmem, stawał po stronie zła ergo jego krytyka stawała się niewiarygodna. W tej operacji propagandowej bardzo ważną rolę odgrywały ofiary poniesione przez Moskowię podczas pokonywania niemieckiego faszyzmu, jak wszystko w Rosji, musiały być самые большые. Nikt nie miał prawa powiedzieć,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 302/498

że w drugiej wojnie światowej poniósł ofiary większe niż Moskowia. Moskowia podjęła szeroko zakrojone działania, aby swoim ofiarom dać zewnętrzny widoczny wyraz. Wszędzie tam, gdzie ginęli żołnierze Armii Radzieckiej, co prawie jest tożsame z państwami przez Moskowię okupowanymi, Moskowia wznosiła cmentarze, mauzolea, pomniki, etc., etc. O podrzędności i służebności czczenia pamięci poległych żołnierzy Armii Radzieckiej świadczy fakt, że ono było podejmowane tylko w państwach okupowanych poza granicami ZSRR. W samym ZSRR zwłoki poległych żołnierzy Armii Radzieckiej z pól bitew nie zostały zebrane i leżały w lasach, gdzie ci żołnierze padli, wydane na pastwę dzikich zwierząt i gnicie. Dopiero po rozpadzie ZSRR nieoficjalnie, na małą skalę poszukiwania pamiątek i niepogrzebanych szczątków podjęli amatorzy. „[…]
Wojna zakończyła się przed 65-ciu laty, a wciąż w rosyjskich lasach poniewierają się szczątki nie pochowanych żołnierzy Armii Czerwonej. Kolega mi opowiadał, że widział ostatnio w Wołgogradzie (dawnym Stalingradzie) w pobliżu wielkiego pomnika zwycięstwa w bitwie stalingradzkiej wciąż poniewierające się odłamki pocisków oraz ludzkie kości. Pomnik olbrzymi postawiono, ale szczątków ludzkich nie pochowano. Takich pomników wiele w różnych miastach Rosji. Pieniądze na pomniki są, zaś na pochówek żołnierzy – nie ma.

[…]”[421] „[…]nawet »Krasnaja zwiezda« (11 grudnia 2001) przyznaje, że uwzględniono i pochowano tu ledwie małą część poległych. Czaszki i kości reszty jak rozrzucone dookoła śmieci zanieczyszczają środowisko.

[…]”[224] Moskowia nie zaprzestała kultywowania tego swojego obyczaju. „[…]Lasy w niedostępnych górskich żlebach obrodziły strasznym urodzajem — wśród konarów wisiały czarne plastykowe worki z rozkładającymi się trupami w mundurach. Rosjanie wyrzucali swoich poległych ze śmigłowców.

[…]”[375]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 303/498

Zaniechanie grzebania ciał poległych żołnierzy nie wynika ani lenistwa. Ma swój cel. Służy propagandzie. Zaniżaniu strat osobowych.

z niedbalstwa

„[…]stosy ciał żołnierzy radzieckich. Po wojnie niektórych pogrzebano, ale nie wszystkich. U nas bowiem jest łatwe — straty obliczano na podstawie liczby pochowanych. A ci, których nie chowano? Tamci się nie liczą. Wypadli ze statystyki. Wlaśnie tak uczyliśmy się historii wojennej. W Akademii Wokskowo-Dyplomatycznej armii radzieckiej tłumaczono mi: w rejonie Siniawina obeszło się prawie bez strat. Tam zginęło ze sto tysięcy, nie więcej. […]oficjalnie mówi się, że pochowanych zostało 128 390 żołnierzy i oficerów«. Trzeba pamiętać, że chowano tylko tych, którzy leżeli w poprzek drogi. A do tych, co leżeli w krzakach czy w rowach, nie docierano. Dlatego wychodzi, że strat tam prawie nie było. Tylko 128 tysięcy zabitych.

[…]”[320] Kiedy Moskowia chciała na jakieś państwo wywrzeć presję międzynarodowej opinii publicznej, wystarczyło, że do tego państwa wysłała prowokatorów, którzy w charakterze tzw. nieznanych sprawców dokonywali aktów profanacji cmentarza czy mauzoleum żołnierzy Armii Radzieckiej. I za każdym razem to działało. Moskowia nie zaprzestała zmuszania innych do przyjmowania wyjątkowego stosunku do pamiątek po poległych żołnierzach Armii Radzieckiej nawet w państwach niepodległych, które spod okupacji Moskowii się wyzwoliły. Estonia spod okupacji niemieckiej wyzwoliła się siłami własnymi. Wolne i niepodległe państwo zostało przez Moskowię podbite i zagarnięte. Moskowia swojemu napadowi na Estonię nadała pozory wyzwalania od Niemców. W stolicy Estonii, Tallinie, Moskowia wzniosła pomnik żołnierzy radzieckich rzekomych wyzwolicieli Estonii. Pomnik stwierdzał fałsz. Żołnierze, których czci, nie byli wyzwolicielami, tylko najeźdźcami. AD 2007 władze Estonii podjęły decyzję nawet nie o zlikwidowaniu tego pomnika, tylko o przeniesieniu na cmentarz, który dla tego typu pomników, abstrahując od jego zafałszowania, jest miejscem odpowiedniejszym. Moskowia zareagowała wściekłą, nieprzytomną histerią. Rozpętała międzynarodową nagonkę na Estonię na wielką skalę. Promoskiewscy bojówkarze w Estonii napadali czynnie na estońskich policjantów. Moskowia przypuściła nawet cyberatak na estońską infrastrukturę teleinformatyczną. Przez parę dni strony internetowe estońskich instytucji były niedostępne. Po tym cyberataku Moskowii na Estonię NATO utworzył Cooperative Cyber Defence Centre of Excellence136, czyli ośrodek koordynujący obronę NATO-wskiej cyberprzestrzeni z siedzibą właśnie w Tallinie. Zimni kremlowscy szachiści mogli przewidzieć,

136

http://www.ccdcoe.org/ http://tinyurl.com/ljedhz

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 304/498

że ich napaść na Estonię wywoła reakcje dla Moskowii niekorzystne, ale obrona każdego składnika propagandy poniesienia największych ofiar przy pokonywaniu niemieckiego faszyzmu jest nadrzędna. Od tej żelaznej reguły jest jeden wyjątek. Kiedy aktywiści Holocaust Industry głoszą, że podczas drugiej wojny światowej największe ofiary poniosła nie Moskowia, tylko Żydzi, Moskowia udaje, że jej nie ma. We wszystkich innych przypadkach kwestionowanie największego wkładu Moskowii w zwycięstwo nad niemieckim faszyzmem jest godzeniem w jej najbardziej żywotnie interesy i nieuchronnie powoduje ich obronę, tylko nie w tym jednym. To inne narody mogą się wykłócać o kolejność rozmiaru ofiar poniesionych w drugiej wojnie światowej. […]
SCENA 50 BARBAR (do żołnierzy, który przedtem prowadzili Macieja i Przepiórkę) — Ich też powiesić (żołnierze ruszają na lewo) …A potem odciąć, żeby byli wdzięczni. Najpierw powiesić, a potem odciąć. Niech będą żywi, ale przedtem trochę umarli. W ten sposób nauczą się wdzięczności, a oduczą mądrości. (dwaj żołnierze wychodzą na lewo)

[…]
SCENA 55 Z prawej strony wchodzą Maciej i Przepiórka. Każdy ma powróz na szyi. Powrozy wloką się po ziemi i są tej samej długości. Maciej i Przepiórka kłócą się. MACIEJ — Miała być równość, a tymczasem wy macie dłuższy postronek. PRZEPIÓRKA — To niemożliwe, bo właśnie wasz stryczek jest dłuższy. MACIEJ — Ja wam nie skąpię, ale skoro nas powiesili równo, to powinni nas odciąć równo. Nie powinniście mieć więcej sznurka ode mnie. PRZEPIÓRKA — Mnie nie zależy, ma więcej, a drugi mniej. ale to wstyd prawdziwy, że jeden

MACIEJ — Oddajcie, czego macie za dużo. PRZEPIÓRKA — Oddajcie, czego macie za wiele.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 305/498

MACIEJ — Ha, skoro nie chcecie po dobroci, to pójdę na skargę do naszego wybawiciela, co nas równo powiesił, za co niech mu będzie chwała. Już on nie pozwoli, żebyście mieli za długi stryczek. PRZEPIÓRKA — Przednia myśl! Już on wam skróci! MACIEJ — Już on się upomni o moją szkodę! PRZEPIÓRKA — Już on nie dopuści do mojej krzywdy. MACIEJ I PRZEPIÓRKA (razem) — Już on się postara o sprawiedliwość. (wychodzą na lewo)

[…][422] Moskowia w tych bijatykach udziału brać nie musi, bo Moskowia swoje korzyści czerpie z tych bijatyk ustawiania. Kluczowym aspektem Holocaust Industry jest czerpanie z niego korzyści materialnych. Służby specjalne Moskowii są bardzo zdolne, szybko się uczą. Opracowały nowy sposób finansowania swoich agentur wpływu. Nie płacą im bezpośrednio z własnego budżetu, tylko organizują żerowiska, na które swej agentury wpływu wypuszczają. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby Moskowia z finansowaniem swojej agentury wpływu nie miała niczego wspólnego. Jednak Moskowia pozostawia sobie możliwości odebrania swojej agenturze wpływu żerowiska w każdej chwili. Jeżeli nawet ten mechanizm nie jest stosowany w przypadku każdej agentury, to w przypadku siatek największych, tak.[2] Państwo przegrywające wojnę jest zobowiązane do wypłacenia państwom zwycięskim odszkodowań wojennych. Tak samo było po zakończeniu drugiej wojny światowej. Pokonane Niemcy zostały zmuszone do wypłaty odszkodowań wojennym państwom, instytucjom i osobom fizycznym. Państwa nieokupowane przez Moskowię sprawy odszkodowań od Niemiec załatwiały samodzielnie. Państwom przez siebie okupowanym Moskowia narzuciła swoje pośrednictwo w wypłacie odszkodowań. Dla Moskowii nie stanowiło żadnego problemu objęcie swoim pośrednictwem Żydów. Ale Moskowia dla Żydów zrobiła wyjątek. Organizacje Żydowskie pozyskują odszkodowania bez pośrednictwa Moskowii. Również za Żydów, którzy byli obywatelami ZSRR i Niemcy zamordowali ich na terytorium ZSRR. Współcześni aktywiści Holocaust Industry od czasu do czasu publikują swoje wspomnienia, w których opisują ewolucję stosunku opinii publicznej do ofiary poniesionej przez Żydów podczas drugiej wojny światowej. I te opisy niezbyt daleko odbiegają od prawdy. Wszyscy aktywiści niezmiennie podkreślają ogrom pracy, która wykonali.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 306/498

Z początku nic nie zapowiadało, że dojdą do miejsca, w którym znajdują się obecnie. Dzień po dniu wykonywali żmudną mrówczą pracę. Systematycznie i planowo. Aktywiści wymieniają tylko wkład swojej pracy, pracę agentur wpływu Moskowii pomijają całkowitym milczeniem. „amerykański wywiad został — z udziałem szpiegów izraelskich
— sprzedany wywiadowi rosyjskiemu[…]”[423]

Jednocześnie Moskowia zabezpieczyła się przed wykorzystywaniem przez Żydów holocaustu do wywierania wpływu na nią samą. Aby sama się nie ugodziła swoją własną bronią: „[…]Po wojnie Żydowski Komitet Antyfaszystowski stał się ważnym ośrodkiem żydowskiej historii i kultury w Związku Sowieckim. Zajął się również zbieraniem informacji o prześladowaniach Żydów i o ich oporze w okupowanej Europie. Opublikował nawet »Czarną Księgę« dotyczącą żydowskiej zagłady w Europie Wschodniej[…]Stalin powoli zaczął zmieniać swój stosunek do Żydów. Coraz bardziej uważał, że Żydzi wywierają na państwo sowieckie znacznie większy wpływ niż Sowieci na państwo żydowskie. A poza tym coraz bardziej nie znosił mówienia o żydowskim Holokauście. Nie chciał, aby znalazł się on w centrum historii Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Coraz bardziej drażniły go inicjatywy sowieckich Żydów, chcących udokumentować masowe zbrodnie na przedstawicielach społeczności żydowskiej w ZSRR w czasie wojny. W jego ocenie pomniejszało to wielkość jego wojennych czynów i odwagę Rosjan. Chciał, aby historia ostatniej wojny schlebiała jemu i Rosjanom. To on i Rosjanie mieli być największymi ofiarami i największymi zwycięzcami. Żydzi nie mogli być zatem największą ofiarą hitlerowskiej napaści. Stalin nie dopuszczał także myślenia o tragedii Żydów w czasie wojny jako o mordzie rasowym, bo to oznaczałoby, według niego, podpisanie się pod rasistowską wizją świata Hitlera. A poza tym zdawał sobie sprawę, że w karajach, w których udało mu się zainstalować komunistyczny system, sowiecka władza utożsamiana jest z żydostwem. Według Stalina, wszystko zatem przemawiało za zdystansowaniem się od żydowskich cierpień w czasie wojny i ograniczeniem wpływu Żydów na sowieckie państwo.

[…]”[424]
Jednym ze skutków ubocznych jest konieczność zawyżania liczby ofiar śmiertelnych nieżydowskich obywateli ZSRR. Stalin — 7mln, Chruszczow —

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 307/498

20, Gorbaczow — 27. Skoro nie zostali zamordowani Żydzi, musiał za nich zostać zamordowany ktoś inny.[99] Moskowia Holocaust Industry nadęła jak bańkę spekulacyjną i jak bańkę Holocaust Industry przekłuje. Zgodnie z prawem Stanisława Michalkiewicza — kiedy jakiś etap dobiegnie końca, to z każdego, kto na poprzednim był nadmuchany, funkcjonariusze gwałtownie spuszczają powietrze[425]. Sytuację geopolityczną Żydów obrazuje kuplet: „[…]
Ten pech pamiętać będę do grobowej deski To nie moja wona, że nazywam się Sobieski O Allach z błędu go wyprowadź Bowiem zwiał i nie chciał już kupować

[…]
O Allach racz wyjawić kiedy Skończy nam się historyczny kredyt.”137

Żydzi, kiedy skończy się ich historyczny kredyt, nie muszą pytać ani Allacha, ani nikogo innego. Bo to wiadomo. Historyczny kredyt, a właściwie nadymanie przez Moskowię Żydów kończy się właśnie teraz. Skutki już są widoczne. „[…]Elity zachodnie, ich większość, nie mówią już o zbyt drastycznych reakcjach Izraela itd. Ale poważnie, na serio, o sensie, potrzebie istnienia Izraela w ogóle. W Szwecji mecz tenisowy z Izraelem odbył się bez udziału publiczności, w niektórych krajach zachodnich na sklepach wiszą kartki: »Nie sprzedajemy izraelskich towarów«. Żydzi są atakowani fizycznie na ulicach zachodnich miast. A wyznawcy islamu – w skali globalnej – bezustannie dopieszczani.
To znacznie więcej niż antysemityzm, to choroba groźna – twierdzę – dla nieodległego bezpieczeństwa całego Zachodu[…]

137

Kuplet. Tekst spisany z pamięci (G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 308/498

W niektórych państwach Europy »ogólna« nienawiść do Izraela i Żydów niemal dorównuje tej okazywanej w części państw arabskich.

[…]”[426] W historii znane są liczne przypadki masowych mordów. Na ich tle wyróżnia się mordowanie Żydów przez Niemców. Podawane jest wiele okoliczności mających wyróżniać mordowanie Żydów spośród innych. Jedną z ważniejszych jest technologia dokonywania samego aktu zbrodni. Żydzi byli mordowani w komorach gazowych. W wielu państwach (m. in.: NRF, Polska, Republika Austrii) twierdzenie, że komór gazowych nie było, jest traktowane jak przestępstwo i karane więzieniem. I to, bynajmniej, nie jest przepis martwy. Owszem, znane są przypadki jego gorliwego egzekwowania. Po przejęciu od Niemców ich obozów zagłady (Vernichtunglager), koncentracyjnych, pracy przymusowej… przez kilka następnych lat Moskowia użytkowała je z wykorzystaniem całej ich infrastruktury i wyposażenia w tym samym charakterze. Moskowia w tych obozach osadziła więźniów przez siebie złapanych. W tym czasie na terenach tych obozów Moskowia prowadziła prace budowlane. „[…]Oni do nas jeździli się uczyć, jak budować obozy koncentracyjne. (A potem, po wojnie, my hitlerowskie obozy koncentracyjne dopasowywaliśmy do naszych potrzeb).

[…]”[320] „[…]
30 stycznia przybył do francuskiego sektora Berlina pociąg z grupą wypuszczonych ze względów propagandowych więźniów politycznych z nadzorowanego przez Sowiety Gułagu NRD (około 200 tys. przetrzymywanych, m. in. w Buchenwaldzie i Sachsenhausen; połowa zmarła; dalsze 70 tys. wywieziono na Syberię). Z opowieści powracającego: »Byłem dwa lata więziony przez hitlerowców, gdy wracałem do domu, zatrzymali mnie Sowieci i odesłali do tego samego Sachsenhausen, gdzie spędziłem kolejne pięć lat«.

[…]”[427]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 309/498

Do zniszczenia Państwa Izraela wystarczy, żeby Moskowia podała do publicznej wiadomości, że w niemieckich obozach zagłady, które wyzwoliła Armia Radziecka, komór gazowych nie znaleziono. W obozach zagłady wyzwolonych przez inne armie komór gazowych nie było. To jest pogląd przyjęty powszechnie. Za jego głoszenie nie grozi odpowiedzialność karna.[428] Moskowia swoim stosunkom z żydostwem nadała kształt stosunków między dealerem i narkomanem. Dla Państwa Izraela i większości żydowskich organizacji w wielu państwach świata Holocaust Industry jest jak narkotyk. Nie mogą się bez niego obyć. O tym, czy swoją działkę dostaną, decyduje Moskowia. Operacja przekonania przez Moskowię świtowej opinii publicznej do tzw. kłamstwa oświęcimskiego nie jest łatwa. Aby móc ją przeprowadzić z sukcesem, Moskowia musi się do niej dobrze przygotować. I Moskowia już takie przygotowania podjęła. Całkiem przypadkowo (Przypadek byłby to zbyt rzadki.\\A czy w ogóle znaleziono plany

są przypadki?[305])

w prywatnym

mieszkaniu,

w Berlinie

KL Auschwitz-Birkenau. Na tych planach nie ma komór gazowych. Zinterpretowano to w ten sposób, że komory gazowe są, tylko Niemcy na planie je ukryli. Oznakowali je, jako odwszalnie.[429] Wystarczy, że Moskowia powie, że odwszalnie, to odwszalnie i nic więcej. Ciekawe, czy znajdzie się tak odważny, który Moskowii postawi zarzut tzw. kłamstwa oświęcimskiego, nie mówiąc już o pociąganiu do odpowiedzialności karnej. Niewykluczone, że Moskowia, zanim odbierze Państwu Izraela i diasporze Holocaust Industry, wcześniej dokona jeszcze dodatkowe, pośrednie kroki przygotowawcze. W opinii publicznej pojęcie holocaustu Żydów dewaluuje się. „[…]»Pedofile
to nowi Żydzi, a obecnie ma miejsce

ich Holocaust […] w pedofilu widzi się podczłowieka«[…]”[430]

12. Upadek
Motto 1 Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.

Karol Marx[431] Motto 2 Prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.

Leszek Miller[432] Przywódcy Moskowii w końcu dokonają niemożliwe — odejdą od polityki katarzyńskiej i wrócą do polityki Piotra I. Ale to dokona się nie, jako tragedia, tylko jako farsa. Po uprzedniej utracie imperium z kolebką swojej państwowości włącznie. Ta może zostać utracona w sposób szczególny. Politykę Piotra I będą uprawiali nie, jako zdobywcy, nie dla podbojów, tylko ścigani uciekinierzy, dla własnego bezpieczeństwa, czując na karku gorący oddech swoich prześladowców. W farsę nie zmienią się chyba tylko stosunki z Żydami. Tradycyjnie pozostaną tragiczne. „[…]Żydowska historia to następujące po sobie okresy wzlotów i upadków. Są czasy nadziei i rozpaczy, czasy zniszczenia i odbudowy. Stwierdzenie, że nie ma nic nowego pod słońcem (Eklezjastes, 1:9), nie jest tylko trawestacją Eklezjasty. Opiera się ono na teorii historii żydowskiej stworzonej sto pięćdziesiąt lat temu przez Nachmana Krochmala (1785-1840), historyka religii żyjącego w południowo wschodniej Polsce. W swojej książce, »Przewodnik błądzących naszych czasów«131, wzorowanej na dziele »Przewodnik błądzących« Majmonidesa, Krochmal utrzymuje, że historia Żydów ma charakter cykliczny — przechodzi okresy narodzin (jak w czasach Abrahama), wzrost aż do zenitu (jak w czasach Salomona, kiedy zbudowano Pierwszą Świątynię) i upadku na dno rozpaczy (jak wtedy, gdy po pięciuset latach zniszczono Świątynię). W chwilach klęski niektórzy mówią, że już wszystko się skończyło — nasz Bóg został pokonany. Wygnano nas z naszej ziemi. Zapomnijmy o judaizmie i asymilujmy się z większością. Inni deklarują — nie będziemy rozpaczać, nie poddamy się. Czekają na lepsze czasy, na znak odkupienia.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 311/498

Krochmal uważa, że historia Żydów jest wyjątkowa, ponieważ wciąż przechodzi wzloty i upadki[…]”[414]

Jeżeli Krochmal131 ma rację, to niejedno zdaje się wskazywać, że obecnie Żydzi znajdują się pod koniec fazy swojego wzlotu, chociaż sztucznie spreparowanego przez specsłużby Moskowii, a w przededniu fazy upadku. Po zabraniu przez Moskowię Holocaust Industry Żydzi z diaspory stracą prestiż, stanowiska, wpływy, znaczenie. Muzea Holocaustu zostaną zamknięte. Niewykluczone, że zostaną splądrowane przez wzburzony motłoch, a eksponaty zniszczone. Po utracie przez Moskowię możliwości kształtowania w światowej opinii publicznej swojego pozytywnego obrazu część odium może z Moskowii spaść na Żydów, jako środowisko, agenturę szczególnie intensywnie z którego Moskowia werbowała swoją i wykorzystywała, jako swoją maskirowkę. Państwo Izraela straci poparcie i dofinansowanie USA. Zbrojne zajęcie Państwa Izraela będzie tylko kwestią czasu. Raczej bliższego niż dalszego. Część Izraelczyków polegnie podczas upadku Państwa Izraela. Reszta uda się na wygnanie. Niektórzy z nich — do Polski. Dla zbrodniarzy Moskowii najkorzystniej, aby Żydzi z upadłego Państwa Izraela przybyli do Polski jednocześnie z nimi. Byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii z części żydowskich imigrantów uczynią pozorantów. Dadzą im fikcyjne stanowiska i obarczą całą winą za spiskowe wpływy na organy władzy państwa Polskiego. Pozycja Żydów będzie całkiem fikcyjna, nie będą mieli żadnej realnej władzy, nie będą nawet pośrednikami między zbrodniarzami Moskowii i ich agenturą. Będą tylko omaskowaniem i chłopcem do bicia. Zza ich pleców w głębszym ukryciu byli wyżsi funkcjonariusze specsłużb Moskowii będą bezpośrednio rządzić agenturą uplasowaną w istotnych instytucjach Polski. Będą także prowokować nastroje antysemickie. Zorganizowanie Azylii w Polsce przez przywódców Moskowii zostało przewidziane w literaturze. W powieści symbolicznej J. R. R. Tolkiena, Władca Pierścieni, Saruman, zły czarodziej po: nieudanej próbie podbicia Rohanu, poniesieniu klęski militarnej, utracie większości mocy, wygnaniu z Isengardu, jego siedziby zdobył władzę nad Shire, krajem Hobbitów, rasy niziołków. Hobbici decydująco przyczynili się do upadku Mordoru. Można to porównać do wyjścia z Polski impulsu, który zapoczątkował ciąg wydarzeń, w których wyniku rozpadł się ZSRR. Saruman popełnił błąd, że zabrał ze sobą Grímę Wormtongue.
138

Gríma Wormtongue jest uznawany za symbol agentury wpływu[433].

Gríma Wormtongue Sarumanowi poderżnął gardło.

138

http://www.pinezki.eu/?attachment_id=2924, http://preview.tinyurl.com/7vxljph

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 312/498

„[…]
Gdy odchodził, hobbici rozstąpili się otwierając mu przejście, lecz tak silnie ściskali w garści broń, że kostki na rękach im zbielały. Gadzi Język wahał się chwilę, potem ruszył za swoim panem. — Gadzi Języku! — zawołał Frodo. — Nie jesteś zmuszony iść za nim. O ile mi wiadomo, nie wyrządziłeś mi nic złego. Możesz odpocząć i odżywiać się tutaj, a gdy nabierzesz sił, pójść własną drogą. Gadzi Język przystanął i obejrzał się na Froda, jak gdyby prawie zdecydowany pozostać. Lecz Saruman odwrócił się szybko. — Nic złego nie wyrządził? — zaskrzeczał. — Och, nie! Nawet, gdy się wymykał po nocach, chciał tylko popatrzeć na gwiazdy. Ale czy mi się zdawało, czy też ktoś pytał, gdzie schował się biedny Lotho? Ty coś o tym wiesz, Gadzie, prawda? Może im powiesz? Gadzi Język skulił się i wyjąkał: — Nie, nie! — A więc ja powiem — rzekł Saruman. — Gadzi Język zabił waszego Wodza, biednego malca, poczciwego naczelnika. Prawda, Gadzie? Zadźgałeś go śpiącego, jak przypuszczam. I pochowałeś, mam nadzieję; chociaż nie wiem, bo Gad ostatnio był bardzo zgłodniały. Nie, Gad nie jest przyjemną osobistością. Radzę wam oddać go pod moją opiekę. Dzika nienawiść zabłysła w przekrwionych oczach Gadziego Języka. — To tyś mi kazał, tyś mnie zmusił — syknął. — A ty zawsze robisz, co Sharkey każe, czy tak? — zaśmiał się Saruman. — Więc teraz powiadam ci: choć ze mną. Kopnął w twarz kulącego się na ziemi niewolnika, odwrócił się i już miał odejść, gdy nagle Gadzi Język, jakby na sprężynie, zerwał się i wyciągnąwszy ukryty w fałdach odzieży sztylet skoczył Sarumanowi na kark, szarpnął wstecz głowę i poderżnął gardziel[…]”[434]

Przywódcy Moskowii bogatsi o tę wiedzę i wcześniej swojemu Grímie gardło sami poderżną.

nie powtórzą

błędu

Sarumana

13. Rytuał
Wysługiwanie się Moskowii jest procederem nad wyraz haniebnym i pozbawiającym człowieczeństwa. Każdy człowiek ma prawo osobnika wysługującym się Moskowii nienawidzić i nim gardzić. Ten stosunek jest zrozumiały i usprawiedliwiony. Ale jest jeszcze druga strona tego medalu. Jesteśmy chrześcijanami. Naszym Panem jest Jezus Chrystus. Ale On oddał swoje życie za zbawienie nie tylko nas. Chrystus swoje życie oddał za zbawienie wszystkich ludzi. Za zbawienie agentów specsłużb Moskowii też. Oni też znajdują się w Bożym planie zbawczym. Naszą powinnością moralną jest wypełnianie woli Boga. O to modlimy się w naszej modlitwie codziennej. W odniesieniu do agentów Moskowii też. Dlatego naszym moralnym obowiązkiem jest nie tylko nie przykładać naszej ręki do potępienia agentów Moskowii, ale uczynienie wszystkiego, co w naszej mocy, na rzecz ich zbawienia. Oczywiście, nie, jako agentów Moskowii, tylko jako ludzi. Choćby tylko potencjalnych. Oczywiście, jako agent Moskowii zbawionym być nie można, do tego trzeba przestać być agentem Moskowii. I to zerwanie musi być radykalne. Pierwszy krok należy do byłego agenta Moskowii. Musi dowieść, że wypełnił te same warunki, które są niezbędne przy sakramencie pokuty. Trzeba opracować widoczny zewnętrzny znak przejścia ze strony zła, na stronę dobra (Rytuał). Nieodzowna tu będzie pomoc hierarchów. Formy współpracy ze specsłużbami Moskowii bywają różne. Bywa nawet całkiem nieformalna polegająca tylko na donoszeniu, prowokowaniu i odbieraniu gratyfikacji. Ale najczęściej podejmujący tajną współpracę ze specsłużbami Moskowii podejmuje w formie pisemnej dwa zobowiązania. W pierwszym zobowiązuje się do współpracowania. W drugim — do zachowania tajemnicy. Od AD 1989 upłynęło już 20lat, a tajnych współpracowników specsłużb Moskowii nikt z tych zobowiązań nie zwolnił. Byłoby najlepiej, gdyby zwolnienie ze zobowiązań miało formę ustawy. Ale na naszym państwie nie można polegać nie tylko w tej sprawie. Jeżeli nie państwo świeckie, to tradycyjny polski interrex — prymas. Byłoby dobrze, gdyby prymas zwolnił tajnych agentów specsłużb Moskowii ze zobowiązań współpracy i dochowania tajemnicy. Powinno być wszystkim wiadome, że były agent Moskowii decydując się na ujawnienie postępuje nie źle, tylko dobrze. Niczego nie łamie, bo nie ma niczego do złamania, bo to, co w przeszłości złamane by być mogło, teraz już nie istnieje — zlikwidowane przez prymasa. Nawracający się były agent specsłużb Moskowii (skruszony) przystępuje do sakramentu pokuty i sakramentu Eucharystii. Skruszony odbywa rekolekcje przygotowujące go do Rytuału. Oddzielnie rekolekcje odbywają ofiary skruszonego. Rytuał odbywa się podczas mszy św. Od początku mszy św. skruszony leży krzyżem przed ołtarzem na posadzce. Msza św. powinna odbywać się przy ołtarzu głównym. Po spowiedzi powszechnej głos dostaje skruszony. Może korzystać z nagłośnienia. Przyznaje się do faktu współpracy ze specsłużbami Moskowii, oświadcza, że zaprzestał służenia Moskowii, wy-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 314/498

jaśnia, dlaczego służenie Moskowii jest złe, oświadcza, że żałuje, że służył Moskowii, wymienia wszystkie swoje winy i ofiary, które swoją służbą Moskowii skrzywdził, zobowiązuje się do zadośćuczynienia swoim ofiarom i zapowiada, jak to zrobi, informuje o innych agentach specsłużb Moskowii, o których wie, podaje inne ważne okoliczności swojej służby Moskowii. Nie należy oszczędzać czasu, wypowiedź skruszonego trwa, ile trwać ma. Z drugiej strony, nie może być nudna. Dobrze jest wypowiedź przygotować zawczasu. Jednak ona nie może być czytana z kartki. Należy dobrze rozpoznać ducha i cel przyznania się. Musi być szczere i autentyczne. Skruszony musi zerwać ze złem radykalnie i nieodwołalnie. Musi za sobą spalić wszystkie mosty. Przekroczyć Rubikon. Po wezwaniu celebransa do przekazania znaku pokoju, po przekazaniu znaku pokoju przez innych uczestników mszy św. ofiary skruszonego okazują publicznie, że mu przebaczają (podają ręce, obejmują). Po dokonaniu Rytuału skruszony jest traktowany przez Kościół (rozumiany, jako wspólnota wiernych) jak zwykły członek Kościoła. Jednocześnie członkowie Kościoła korzystając z daru Ducha Świętego — roztropności, nie naruszając jego godności ani nie uchybiając dobrym obyczajom dyskretnie obserwują skruszonego, aby upewnić się, że jego nawrócenie jest autentyczne, a nie podstępem specsłużb Moskowii. Niekiedy dochodzenie do zaufania może trwać bardzo długo. Po dokonaniu Rytuału Kościół (rozumiany, jako wspólnota wiernych) zaciąga wobec skruszonego zobowiązanie uczynienia wszystkiego dla uchronienia go przed zemstą Moskowii i siatek agentur jeszcze tkwiących w złu. Rytuałowi należy nadać odpowiednią oprawę. O ile to możliwe powinien dokonywać się w niedziele i święta na sumie. O rytuale powinny czym szerzej informować media. To dużo zależy od samych mediów. Oczywiście, że bardziej zainteresują się nawróceniem wielkiego prowokatora niż drobnego kapusia, ale uczestnicy Rytuału mogą umieścić swoje relacje w Internecie. Oczywiście, pierwszymi, którzy powinni nawrócić się i poddać Rytuałowi, powinni być ci z hierarchów, którzy splamili się tajną współpracą z Moskowią. Inne związki wyznaniowe powinny opracować analogiczne rytuały własne. Nie wiadomo, czy można opracować Rytuał dla ateistów.

14. Aneksy
14.1. Janusz Szpotański, Caryca i zwierciadło, 1974 (fragment)
Chwalił go Wells i Bernard Shaw, a daże słynny Russeł łord. Raził jewo tot całyj mord — te łagry, tiurmy, kaźnie? Niet! Mołodiec Soso! Wot kokiet! Bo nic nie wzrusza tak Zachodu, jak szum frazesów o wolności. Możesz pół świata zakuć w dyby, strzelać w tył głowy, łamać kości, ale bredź przy tym o ludzkości, o Lepszym Jutrze, Wielkim Świcie, a wyjdziesz na tym znakomicie! Wot Gitler, kakoj to durak! On się przechwalał zbrodnią swoją! A mudriec to by zdiełał tak: Nu czto, że gdzieś koncłagry stoją? Nu czto, że dymią krematoria? Taż w nich przetapia się historia, niewoli topią się okowy, powstaje sprawiedliwszy świat, rodzi się typ człowieka nowy! I czto, nie miałby wtedy on gumannych w krąg apołogietów, co pieliby, kak on jest miły, a kakij kapitalizm zgniły? Wsadzać na czapku główkę trupią, o, Boże moj, kak eto głupio! Na czarne — „białe” mówić nada, bo to przemawia do Zapada; na knuty, kaźnie i tortury — że to gumanne manikiury! Nada ich przekonywać mudro, że wojna — mir, że chlew to źródło, że okupacja — wyzwolenie, a będą cieszyć się szalenie! A kiedy z wolna, po troszeczku w tej dialektyce się wyćwiczą, to moją staną się zdobyczą […]

[…] Atomnych nielzia nam kartaczy, nam nada tolko oduraczyć! Duraczyć — to specjalność caryc. To jest po prostu nie do wiary, jakie miewają tu pomysły, jakie odnoszą tu sukcesy i jakie łapią się umysły na niewybredne ich karesy! Tę trudną sztukę duraczenia na szczyty wzniosła od niechcenia Jekatierina Wielikaja. Ach, jak te twarde lizał stopy kwiat oświeconej Europy, jak na wyścigi cała zgraja Wolterów, Russów, Diderotów, z poważną miną, bez wymiotów, na cześć jej układała ody — patronki nauk i swobody, gdy ta dusiła twardą ręką każdą myśl wolną, a narody za kark chwytała tak kak koszkę i przenosiła na wschód troszkę. Gdy to wcielenie gumanizma humanitarnie niesłychanie stłumiło chłopów swych powstanie („wot, kak gumanno” — myśli głowa na pal wbitego Pugaczowa), kiedy zesłała Radiszczewa i Polszy sjeła kawał spory, tłum postępowców ją opiewał, wielbiły liberalne chory. Wot krasawica! Wot mistrzyni! Nieważne czto, ważne kto czyni! A Soso? Kakie czudne wąsy! Pod wąsem pykał sobie z trubki, a że się wkoło słały trupki, czy kto powiedział na to co? Były z powodu tego dąsy?

14.2.
1

Zbigniew Herbert, Potwór Pana Cogito
że jest majakiem chorobą wyobraźni ale on jest jest na pewno jak czad wypełnia szczelnie domy świątynie bazary zatruwa studnie niszczy budowle umysłu pokrywa pleśnią chleb dowodem istnienia potwora są jego ofiary jest dowód nie wprost ale wystarczający 2 rozsądni mówią że można współżyć z potworem należy tylko unikać gwałtownych ruchów gwałtownej mowy w przypadku zagrożenia przyjąć formę kamienia albo liścia słuchać mądrej Natury która zaleca mimetyzm oddychać płytko udawać że nas nie ma Pan Cogito jednak nie lubi życia na niby chciałby walczyć z potworem na ubitej ziemi

Szczęśliwy święty Jerzy z rycerskiego siodła mógł dokładnie ocenić siłę i ruchy smoka pierwsza zasada strategii trafna ocena wroga Pan Cogito jest w gorszym położeniu siedzi w niskim siodle doliny zasnutej gęstą mgłą przez mgłę nie sposób dostrzec oczu pałających łakomych pazurów paszczy przez mgłę widać tylko migotanie nicości potwór Pana Cogito pozbawiony jest wymiarów trudno go opisać wymyka się definicjom jest jak ogromna depresja rozciągnięta nad krajem nie da się przebić piórem argumentem włócznią gdyby nie duszny ciężar i śmierć którą zsyła można by sądzić

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 317/498

wychodzi tedy o świcie na senne przedmieście przezornie zaopatrzony w długi ostry przedmiot nawołuje potwora po pustych ulicach obraża potwora prowokuje potwora jak zuchwały harcownik armii której nie ma woła wyjdź podły tchórzu

przez mgłę widać tylko ogromny pysk nicości Pan Cogito chce stanąć do nierównej walki powinno to nastąpić możliwie szybko zanim nadejdzie powalenie bezwładem zwyczajna śmierć bez glorii uduszenie bezkształtem

14.3.

Grzegorz Górny, Zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze. Manipulacja, prowokacja, dezinformacja czyli kupcy, intelektualiści i prezenterzy[435] 14.3.1. Dziedzictwo Dżyngis Chana

W XX wieku w Rosji pojawiła się cała plejada wybitnych historyków i myślicieli, którzy odwrócili zupełnie myślenie o przeszłości Rosji. O ile do tej pory kraj ten uważano za dziedzica Rusi Kijowskiej, którego dziejowym powołaniem było zjednoczenie ziem ruskich, o tyle wówczas pojawiła się myśl, że jest on spadkobiercą imperium Dżyngis Chana, którego zadaniem pozostaje zjednoczenie Eurazji. Do grona osobistości, które wywarły niewątpliwy wpływ na rosyjskie życie umysłowe, należeli m.in.: książę Nikołaj Trubeckoj, Nikołaj Aleksiejew, Piotr Sawicki, Lew Karsawin czy Lew Gumilow. Panowanie mongoło-tatarskie nad Rusią Moskiewską trwało ponad dwa wieki i odcisnęło na niej trwałe piętno, tym bardziej, że były to stulecia, w których kształtował się dopiero etnos rosyjski. Od Złotej Ordy przejęło więc państwo moskiewskie struktury i mechanizmy życia społecznego, np. system podatkowy, który funkcjonował w Rosji aż do rewolucji październikowej (i który nakładał podatki nawet na kury). Także podział bojarstwa na rangi, tzw. czyny, opierał się na wzorcach mongolskich (samo słowo czyn było pochodzenia chińskiego), nie mówiąc już o tym, że niektóre rody bojarskie, np. Subarowie, wywodziły się z plemion tatarskich. Władcy moskiewscy przejmowali też z Saraju rozbudowany ceremoniał dworski, mocno kontrastujący z prostymi obyczajami dawnej Rusi. Podobne wnioski formułował amerykański historyk Michael Cherniavsky, który w swych pracach dowodził, że moskiewska koncepcja władzy i modelu panowania przejęta została nie z Bizancjum, lecz ze Złotej Ordy, innymi słowy: car miał więcej w sobie z chana niż z basileusa. System oparty na podboju i tyranii nie był bowiem pochodzenia bizantyjskiego, lecz azjatyckiego. Symboliczny pozostaje zwłaszcza fakt, że wśród insygniów koronacyjnych carów moskiewskich znajdowała się „czapka Monomacha” (po raz pierwszy wymieniona w testamencie wielkiego księcia Iwana I Kality w 1339 roku jako „złota czapka”), która według rosyjskich przekazów miała zostać podarowana księciu kijowskiemu Włodzimierzowi przez imperatora bizantyjskiego Konstantyna IX (co oznaczać miało, że Moskwa jest prawowitym sukcesorem Konstantynopola), w rzeczywistości zaś nakrycie głowy było prezentem dla Iwana I od chana Uzbeka. Kto wie, czy najbardziej symptomatyczna dla omawianych tu spraw nie jest jednak kwestia obszcziny, czyli prarosyjskiej gminy. Dla XIX-wiecznych słowianofilów ta instytucja zbiorowego władania ziemią przez chłopską gromadę była samą esencją rosyjskości i decydować miała o rosyjskiej odmienności wobec krajów europejskich. Instytucja ta, wynoszona pod niebiosa m.in. przez Hercena, Danilewskiego czy Samarina, miała

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 319/498

powstać w czasach przeddziejowych jako naturalny przejaw mądrości życiowej rosyjskiego ludu. Tymczasem badania historyków - Cziczerina, Kluczewskiego i Milukowa - dowiodły, że obszczina była wynalazkiem Tatarów, którzy wymyślili ją i narzucili Rusi w XIII wieku tylko po to, by łatwiej było ściągać daninę z ludności. Także inne badania pokazują, że wiele elementów, które bez zastrzeżeń uznawano do tej pory za wykwint rosyjskiego ducha, jest w rzeczywistości przejęciem wzorów mongoło-tatarskich. W świetle tego, co zostało wyżej powiedziane, przyjrzyjmy się więc metodzie prowadzenia wojen, a zwłaszcza specyficznemu sposobowi osiągania zwycięstw nad przeciwnikiem.

14.3.2. Misje kupieckie
W dawnych czasach rolę środków masowego przekazu pełniły bazary. Odpowiednikami współczesnych dziennikarzy i publicystów - a więc, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, liderów opinii publicznej - byli kupcy. To oni najlepiej znali świat, podróżowali po różnych krajach, mieli najwięcej informacji. Kiedy docierali do jakiegoś miasta, zjawiali się na targu. Targ był czymś więcej niż tylko miejscem handlu, kupna i sprzedaży, był centrum informacyjnym, miejscem wymiany poglądów. Św. Grzegorz z Nazjanzu pozostawia nam opisy wielkich sporów teologicznych, toczonych w dobie soboru chalcedońskiego, przez handlarzy i przekupniów na bazarach bizantyjskich. Nowe wieści rozchodziły się zawsze z targów. Przywożone przez kupców, powtarzane z ust do ust przez straganiarzy, były następnie roznoszone po niedalekich wsiach i miasteczkach przez okolicznych mieszkańców. To kupcy sterowali dyskusją - mogli podrzucać nowe tematy, rozpalać wyobraźnię, mylić tropy, odwracać uwagę. Jeśli więc dostatecznie wielu kupców pojawi się jednocześnie w wielu miastach z tymi samymi informacjami, to mogą oni wręcz narzucić nową wizję świata. I to postanowił wykorzystać Dżyngis Chan. Mongolski wódz, zanim przystępował do nowego podboju, wysyłał do kraju, który zamierzał podbić, swoich wywiadowców. Najczęściej pojawiali się oni jako kupcy na czele wielkich karawan, zaopatrzonych w tanie i dobre towary. Żeby nie budzić podejrzeń, najczęściej w roli tej nie występowali sami Mongołowie, lecz raczej Połowcy, Chorezmijczycy czy Rusini. Wcześniej przechodzili oni odpowiednie szkolenie, gdzie uczono ich pracy wywiadowczej. Sporządzali np. szkice, na które nanosili każdy zagajnik, bród czy łąkę na popas. Kiedy później hordy przystępowały do ataku, bezbłędnie wykorzystywały znajomość terenu. Działalność „kupców” nie ograniczała się jedynie do rozpoznania topograficznego, lecz również do rozpoznania stosunków politycznych, społecznych, ekonomicznych i religijnych. Wykorzystując tą wiedzę, manipulowali odpowiednio informacjami, by rozbudzać waśnie plemienne i wyznaniowe, a w ten sposób doprowadzić

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 320/498

do maksymalnego osłabienia wewnętrznego swego przyszłego przeciwnika, rozbijając jego jedność i solidarność. Zarazem członkowie karawan w niby dyskretny sposób rozpowiadali wokół o wielkich dobrodziejstwach, jakie przynoszą wszędzie prostej ludności wojska Złotej Ordy. „Dżyngis Chan miał doskonale zorganizowany aparat szeptanej propagandy, który osłabiał wolę oporu zaplanowanej ofiary” - te słowa nie wyszły spod pióra historyka zajmującego się średniowieczem, lecz jednego z najwybitniejszych sowietologów II Rzeczpospolitej, eksperta Instytutu Europy Wschodniej w Wilnie, Stanisława Swianiewicza. Znalazły się natomiast w jego pracy opisującej metody sowieckiej infiltracji w Polsce przed 1939 rokiem. Nie uprzedzajmy jednak faktów… Jak zauważył Witold St. Michałowski, „za panowania Dżyngisydów nie zarejestrowano wielu przykładów indywidualnej odwagi i bohaterstwa”. Nic w tym dziwnego – starali się oni bowiem prowadzić swe podboje tak, aby odwaga i bohaterstwo nie były potrzebne. Ich ideałem było osiąganie zwycięstwa nad przeciwnikiem bez używania siły. Ten sposób pojmowania konfliktów został zaczerpnięty z dzieła, które znacznie później, bo w XX wieku, stało się „biblią” sowieckich służb specjalnych.

14.3.3. Zwyciężać bez użycia siły
Sun Tzu był genialnym strategiem wojskowym, żyjącym 25 wieków temu w Chinach. Dowodził wojskami króla Wej, odnosząc same sukcesy. Swoje przemyślenia zawarł w księdze „Sztuka wojny”, która - jak wiemy z przekazów - znana była japońskim władcom już w VIII stuleciu. „Ci, którzy są znawcami sztuki wojennej, pokonują nieprzyjacielską armię bez walki. Zdobywają miasta bez przypuszczania szturmu i obalają państwo bez długotrwałych działań”, pisał Sun Tzu i dodawał: „Waszym celem powinno być opanowanie w stanie nietkniętym wszystkiego, co jest pod słońcem. W ten sposób wasze wojska pozostaną nie zmęczone, a wasze zwycięstwo będzie całkowite. Oto sztuka ofensywnej strategii.” Jak to jednak osiągnąć? W tym celu Sun Tzu podawał „13 złotych zasad”: 1. Dyskredytujcie wszystko co dobre w kraju przeciwnika. 2. Wciągajcie przedstawicieli warstw rządzących przeciwnika w przestępcze przedsięwzięcia. 3. Podrywajcie ich dobre imię. I w odpowiednim momencie rzućcie ich na pastwę pogardy rodaków. 4. Korzystajcie ze współpracy istot najpodlejszych i najbardziej odrażających. 5. Dezorganizujcie wszelkimi sposobami działalność rządu przeciwnika. 6. Zasiewajcie waśnie i niezgodę między obywatelami wrogiego kraju. 7. Buntujcie młodych przeciwko starym. 8. Ośmieszajcie tradycje waszych przeciwników. 9. Wszelkimi siłami wprowadzajcie zamieszanie na zapleczu, w zaopatrzeniu i wśród wojsk wroga.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 321/498

10. 11. 12. 13.

Osłabiajcie wolę walki nieprzyjacielskich żołnierzy za pomocą zmysłowych piosenek i muzyki. Podeślijcie im nierządnice, żeby dokończyły dzieła zniszczenia. Nie szczędźcie obietnic i podarunków, żeby zdobyć wiadomości. Nie żałujcie pieniędzy, bo pieniądz w ten sposób wydany zwróci się stukrotnie. Infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów.

„Tylko człowiek, który ma do dyspozycji takie właśnie środki i potrafi je wykorzystać, żeby wszędzie siać niezgodę i rozkład - tylko taki człowiek godzien jest rządzić i wydawać rozkazy. Jest on skarbem dla swojego władcy i ostoją państwa” - tymi słowy Sun Tzu podsumowywał kodeks swych wojennych zasad. Owych „13 złotych zasad” było instrukcją działania dla wysyłanych przez Dżyngis Chana kupców. Ponieważ mogli dotrzeć wszędzie i spotykać się ze wszystkimi, mieli możliwość dyskretnego realizowania, punkt po punkcie, powyższych założeń. W XX wieku ich rolę przejęli inni „liderzy opinii publicznej”. Dopiero w świetle tych faktów staje się zrozumiała sowiecka szpiegomania, każąca w każdym cudzoziemcu widzieć potencjalnego agenta i starająca się objąć tajemnicą państwową jak najwięcej dziedzin życia - był to efekt przykładania do innych swojej własnej miary. W innym miejscu Sun Tzu pisał: „Cała sztuka wojenna opiera się na przebiegłości i stwarzaniu złudzeń”. Dlatego też dla powodzenia batalii ważniejsza od siły oręża jest umiejętność stosowania takich technik, jak dezinformacja, manipulacja i prowokacja.

14.3.4. Trzeci Rzym albo Drugi Saraj
Wielcy wojownicy, Dżyngis Chan i Tamerlan, przyswoili sobie nauki Sun Tzu. Ich wojska były niezwyciężone, gdyż wkraczały do akcji - jak pisał rosyjski generał Iwanin w 1875 roku - „dopiero w końcowym etapie, dopiero wówczas, gdy na rzecz armii spadał względnie łatwy obowiązek ostatecznego spacyfikowania kraju, przeznaczonego na opanowanie”. O prawdziwym sukcesie ofensywy decydowała natomiast podjęta znacznie wcześniej długotrwała akcja rozpoznawcza, dywersyjna i rozkładowa. Armia miała za zadanie postawić tylko kropkę nad „i”. Jak pisał inny rosyjski teoretyk wojskowości, wykładowca w sowieckich szkołach wojskowych, generał Aleksander Swieczin: „większa wyprawa wojskowa była przedsiębrana tylko wówczas, gdy zjawiała się pewność, że w organizmie państwowym sąsiada powstały głębokie szpary”. Znany XIX-wieczny historyk wojskowości, członek wojennego komitetu naukowego przy sztabie głównym w Petersburgu, książę Nikołaj Golicyn pisał, że system wojenny Dżyngis Chana „był opanowany przez nas [Rosjan - przyp. S.S.], wchodząc w ciągu dwóch stuleci tatarskiej niewoli w nasze wojskowe zwyczaje i obyczaje w okresie przed reformami Piotra I”. Wspomniany już generał Swieczin podkreślał zwłaszcza zapożyczenia w dziedzinie służby wywiadowczej.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 322/498

System ten był przejmowany nie w teorii, lecz w praktyce, co rosyjscy historycy wojskowości prześledzili na przykładzie straży rosyjskiej przy dworze Chubilaj Chana (wnuka Dżyngis Chana, cesarza Chin i założyciela panującej dynastii Juan) czy też moskiewskich oddziałów podporządkowanych chanom Złotej Ordy, np. Tochtamyszowi. U Tatarów terminował nawet św. Aleksander Newski, który najpierw bronił Nowogrodu przed Szwedami i Krzyżakami, a później z tego samego Nowogrodu ściągał haracz w ramach tatarskich ekspedycji karnych. Rosyjski historyk Paweł Milukow pisał, że gdy skończyła się mongolska niewola, wielcy książęta moskiewscy nie byli w stanie „rozwinąć innego programu, oprócz tego dawnego, tradycyjnego, który stał się instynktem: jeszcze więcej zabiegać i zbierać, oszukiwać i gwałty czynić - z jednym celem - zdobycia jak największej władzy i jak największej ilości pieniędzy”. Typowym przykładem tego rodzaju polityka był car Iwan IV Groźny. Jego reforma wojskowa dokonała się według wzorów tureckich, zaś powstanie słynącej z niesłychanego okrucieństwa gwardii przybocznej cara, tzw. opryczniny, zwanej niekiedy „ciemnością nieprzeniknioną”, nawiązywało do modelu mongolskiego. Dżyngis Chan dzielił bowiem ludzi na dwie kategorie: tych, których można zastraszyć, i tych, którzy nie odczuwają strachu. Pierwszych utożsamiał z ludami osiadłymi, drugich z koczownikami. Dlatego uważał, że polegać można tylko na koczownikach. Pewne podobieństwa odnaleźć można też w postępowaniu Iwana Groźnego, który w swoich rządach postanowił oprzeć się na ludziach wykorzenionych, igrających ze śmiercią, nie respektujących żadnych zasad i norm. Z takiego materiału ludzkiego rekrutowała się jego oprycznina - organizacja terrorystyczna umiejscowiona między władcą a klasą uprzywilejowaną. Ten sam model działania wykorzystają później Piotr I i Stalin. Car popierał politykę dezinformacji. Zachowały się jego instrukcje do posłów moskiewskich na dworach europejskich, nakazujące kłamać na temat potęgi i stanu posiadania władcy. W błąd wprowadzano także cudzoziemców, przyjeżdżających do Moskwy. Jak pisze biograf Iwana Groźnego, Władysław Serczyk: „Szczególny protokół obowiązywał przy przyjmowaniu książęcych gości przybywających z zagranicy, a zwłaszcza ważniejszych poselstw. By przybysze mieli dobre mniemanie o bogactwie i gęstości zaludnienia państwa, w dniu przyjęcia legacji zamykano wszystkie sklepy, kramy i warsztaty, a ludzi spędzano na trasę przejazdu cudzoziemców. Tłum powiększano gromadząc na ulicy służbę z domów bojarskich i szlacheckich, a nawet z okolicznych osiedli podmoskiewskich.” Ta tradycja pokazuchy nie tylko zachowała się w czasach późniejszych, lecz nawet została twórczo rozwinięta, by wspomnieć o sztucznych „wioskach potiomkinowskich” w XVIII stuleciu czy też o przyjazdach do ZSRS w latach 30-tych XX wieku zachodnich pisarzy w rodzaju Romaina Rollanda, Andre Gide’a czy Leona Feuchtwangera, którzy podziwiali „socjalizm z ludzką twarzą”. Anegdota mówi, że jeden z owych twórców, George Bernard Shaw zachwycał się po powrocie do Wielkiej Brytanii, że w Związku Sowieckim nawet szwaczki znają na pamięć jego dramaty i recytują między sobą z pamięci podczas pracy w fabrykach - oczywiście po angielsku!

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 323/498

14.3.5. Po kupcach - encyklopedyści
O tym, że rosyjscy władcy wzięli sobie do serca nauki Sun Tzu i Dżyngis Chana, świadczy historia rozbiorów Rzeczpospolitej. Zanim nastąpił podbój militarny, miała miejsce długoletnia akcja dywersyjna, prowadząca m.in. do rozkładu moralnego elit rządzących Polską. Kiedy w ręce powstańców kościuszkowskich wpadło archiwum ambasadora rosyjskiego Igelströma, ujawniono listę 110 najważniejszych osób w państwie polskim, które przez lata pobierały niejawne pobory z petersburskiej kasy. Byli wśród nich m.in. król Stanisław August Poniatowski, ks. Adam Czartoryski, prymasi Łubieński i Poniatowski oraz dziesiątki innych urzędników państwowych i dostojników kościelnych. Innym zapożyczeniem od Dżyngis Chana był sposób przedstawienia rozbiorów zachodniej opinii publicznej. Raymond Aron stwierdził kiedyś, że geniusz to ten, kto potrafi narzucić swoją wizję rzeczywistości masom. W drugiej połowie XVIII wieku takimi geniuszami byli z pewnością francuscy encyklopedyści, który potrafili narzucić swój oświeceniowy ład całemu światu. Najwybitniejszymi ze wszystkich encyklopedystów byli jednak Diderot i Wolter. Ich też postanowili wprząc do swego rydwanu moskiewscy władcy jako „agentów wpływu”. Katarzyna II kupiła Diderotowi wielki księgozbiór za 15 tysięcy liwrów i ustanowiła go dożywotnim strażnikiem tej biblioteki z roczną pensją tysiąca liwrów. Nic więc dziwnego, że filozof oddał swoje pióro na usługi Petersburga. Stawiał barbarzyńskiej rzekomo Francji jako wzór do naśladowania Rosję czyli „idealne państwo rozumu”. Na cześć carycy Katarzyny pisał zaś hymny pochwalne, tak serwilistyczne, że dadzą się tylko porównać z XX-wiecznymi peanami na cześć Stalina, pisanymi przez Paula Eluarda czy Johannesa R. Bechera. Jeszcze bardziej spolegliwy wobec rosyjskich instrukcji okazał się Wolter. Za odpowiednią zapłatę w dukatach, wypłaconą mu przez księcia Woroncowa, usprawiedliwiał rosyjską politykę wobec Polski, zakończoną rozbiorami. Swoje zadanie wypełniał, nie tylko publikując oszczerczą wobec Rzeczpospolitej broszurę, lecz również rozsyłając listy do swoich znajomych, o których wiedział, że mają wpływ na opinię publiczną. W korespondencji z panią du Deffand pisał: „Semiranda Północy wysyła pięćdziesiąt tysięcy wojska do Polski, by wprowadzić tam tolerancję i wolność sumienia”. W liście do Szuwałowa entuzjazmował się: „Zdarza się to po raz pierwszy w historii świata, że sztandar wojny został podniesiony tylko po to, by dać ludziom pokój i szczęście”. Helwecjuszowi pisał natomiast: „Jest oszczerstwem twierdzenie, jakoby imperatorowa rosyjska wspierała dysydentów w Polsce tylko po to, aby zagarnąć kilka prowincji tej republiki. Przysięgała ona, że nie pragnie ani skrawka tej ziemi, a wszystko, co robi, podporządkowane jest jednemu - ustanowieniu tolerancji.” Tak więc rozbiory Rzeczpospolitej były usprawiedliwiane przez Woltera koniecznością zaprowadzenia tolerancji, gdyż ciemne katolickie masy polskie nie gwarantowały dysydentom religijnym wolności wyznania. Podobna argumentacja pojawi

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 324/498

się w propagandzie filosowieckiej po II wojnie światowej, kiedy zniewolenie Polski przez Sowietów będzie usprawiedliwiane zdławieniem rzekomo odwiecznego polskiego antysemityzmu. Sam Wolter zresztą wielokrotnie sprzedawał swój talent polemiczny carom rosyjskim. Sprzedawał najzupełniej dosłownie. Najlepszą transakcją było napisanie przez niego „Historii Piotra I”, o którym to dziele d’Alambert wyraził się, że „wywołuje obrzydzenie niskością i plugawością swych pochwał”. Wolter, który na europejskich dworach uchodził za wzór niezależności myślenia i nonkonformizmu działania, zgarnął za swój utwór, pisany przy pomocy rosyjskich cenzorów, 100 tysięcy liwrów. W swym dziele na temat Piotra I francuski filozof pominął pewną ważną zasługę rosyjskiego cara. Otóż to on jako pierwszy z rosyjskich władców docenił rolę dziennikarstwa i znaczenie opinii publicznej w krajach Europy Zachodniej. Postanowił więc wpływać przez nie na obraz Rosji, kształtowany za granicą. Jak pisze rosyjski historyk Piekarski w swej książce „Nauka i literatura w Rosji”: „Piotr uznał za wystarczające wynająć około tuzina redaktorów naczelnych i dziennikarzy, którzy zobowiązaliby się pisać artykuły o Rosji w pożądanym duchu, zgodnie z wytycznymi rządu. Agenci werbowali więc adwokatów sprawy rosyjskiej wśród europejskich dziennikarzy i literatów ze wszystkich krajów.” Długa jest lista sprzedajnych pisarzy, wykonujących polecenia Rosji: Fontenelle, Marmontel, Grimm, Falconet, Mercier, Dumas - to tylko pierwsze z brzegu nazwiska. Cały wiek XIX zresztą to okres nieustannego subsydiowania przez Rosję największych gazet znajdował się m.in. „Times”. Pieniądze płacono europejskich, wśród których m.in. za niepodejmowanie na swoich łamach „kwestii polskiej”. Największą liczbę ludzi pióra zwerbował rosyjski agent w Paryżu Jakow Tołstoj. W jednej z depesz do szefa rosyjskiej policji, generała Benkendorfa, donosił: „’La Quotidienne’ jest całkowicie oddana interesom Rosji. Panowie Michaux i Lyoranty będą przyjmować do druku wszystko, co zechcemy im dać na temat Rosji.” Ponad pół wieku później, w 1904 roku, inny agent rosyjski w Paryżu Raffałowicz raportował do centrali: „W ciągu pierwszych miesięcy potworna sprzedajność prasy francuskiej pochłonie sumę 600 000 franków”. Według danych rosyjskiego ministerstwa finansów z 1906 roku, jedynie dotacje dla prasy francuskiej w samym tylko roku 1905 kosztowały budżet państwa ponad dwa miliony franków.139

139

Specsłużby Moskowii nie skazywały redaktorów na pracę samotną. Dawały im wsparcie z zewnątrz innych rodzajów swoich agentur wpływu:

„[…]urzędnicy III Wydziału

Osobistej Kancelarii Cesarskiej (czyli rosyjskiego wywiadu) postanowili podjąć potężny wysiłek finansowo-organizacyjny, którego celem miało być ośmieszanie wszystkiego co polskie i wszystkiego, co dla Polski dobre. Zaczęto więc instalować w środowiskach emigracyjnych agentów i prowokatorów. Najsłynniejszy bodaj z nich, Bałaszewicz vel Potocki[pseudonim Potocka nosiła prostytutka podło-

żona posłom. Specsłużby Moskowii lubią bawić się pseudonimami swoich agentów — G. R.], dokonywał na tym polu majstersztyków. Wystarczy nadmienić, że pisał

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 325/498

Zastanawiające jest, że ci sami zachodni autorzy, którzy tak chętnie wychwalali Rosję, z drugiej strony podkopywali fundamenty tradycji w swoich krajach, często występowali przeciw ogólnie przyjętym normom moralnym, atakowali Kościół, osłabiali rodzinę. Zupełnie jakby realizowali program zawarty w „13 złotych zasadach” Sun Tzu. Nic więc dziwnego, że w 1856 roku Ludwik Mierosławski pisał: „Czemu przypisać tę nieomal niemoc wszelkich wysiłków materialnych Francji i Anglii przeciwko państwu trzykrotnie słabszemu technicznie, niż każde z nich, jeśli nie temu naczelnemu rozbrojeniu, tej niewidzialnej malarii, którą sączą doktryny rosyjskie poprzez wszystkie szczyty społeczne Zachodu, aż wreszcie przedostają się one do najgłębszych pokładów społeczeństwa zachodniego. Doktryny te mogą być tylko zaprzeczane i to właśnie czyni je tak groźnymi. Idea rosyjska, to w istocie cezarat mongolski starego świata, czyli zaprzeczenie drogą pochłaniania wszelkich praw ludzkości. Ma ona zbyt wiele sprytu na to, by miała wystąpić otwarcie, zadawala się wszczepianiem własnych nienawiści i wstrętów w sercu narodów, po których duszę sięga. Ileż złych instynktów, ileż zawiści mrocznych, ileż zaprzaństwa duchowego, ile, zwłaszcza, słabości dostało się nieświadomie na żołd tego kusiciela, który drugą ręką sieje oszczerstwa przeciwko wszystkiemu, co mu staje na przeszkodzie.”

14.3.6. Po encyklopedystach - intelektualiści
Encyklopedyści nie dożyli już czasów, kiedy ich pojętni uczniowie sformowali nową klasę - intelektualistów. Zdaniem Friedricha Augusta von Hayeka, nigdy nie posiadali oni większej władzy niż w wieku XX, kształtując wyobrażenia mas i modelując opinię publiczną. Hayek, definiując intelektualistów jako „sprzedawców używanych ide-

pod pseudonimami do różnych polskich gazet, prowadząc polemiki z samym sobą, aby skłócić niepodległościowe środowisko, a Polaków ośmieszyć. Prowokował akcje związane z produkcją fałszywych pieniędzy tylko po to, żeby uwikłać w nią polskich patriotów; przykładem głośna sprawa sądowa Jarosława Dąbrowskiego, spreparowana rosyjskimi rękami. Każdy proces »Polaka fałszerza« służył sprawie: podważał autorytet Polski. Z Ludwika Mierosławskiego, najgorętszego emigracyjnego zwolennika idei powstańczej, organizującego szkołę wojskową w Genui, a potem w Cuneo, Albert Potocki postanowił zrobić w oczach Zachodu szaleńca, prawdziwego wariata, opętanego chorą wizją niepodległej Polski. Stwierdził, że polskich patriotów należy ośmieszać. Wtedy nie będą groźni. Najlepiej zresztą, gdy robią to sami Polacy. Także w imię »patriotyzmu«, tyle że racjonalnego. »Pod osłoną patriotyzmu przeprowadza się idee kontrrewolucyjne« - wyjaśniał cel drukowania materiałów negujących sens wszelkich ruchów wyzwoleńczych, właśnie z pozycji mądrej, rozsądnej miłości do ojczyzny! Do wydziału i do cara pisał raporty, relacjonując postępy w opluwaniu rodaków w oczach zachodniej opinii publicznej i podważaniu idei wolnej ojczyzny: »Załączam kilka broszur: jedną z nich, Duch Polski, z dodatkiem zawierającym satyrę na Mierosławskiego przedrukowałem powtórnie i zamierzam rozrzucić we wszystkich restauracjach Paryża, a także wysłać do Włoch i Krakowa, znaczną zaś część (…) wysłałem do największego księgarza w Berlinie”.

[…]”[436]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 326/498

i”, zauważał, że „przeciętny człowiek dnia dzisiejszego niewiele dowiaduje się o wydarzeniach czy ideach bez pośrednictwa tej klasy”, tak więc to intelektualiści „decydują, które opinie i poglądy do nas dotrą, które fakty są dość ważne, byśmy je poznali, w jakiej formie i pod jakim kątem powinny zostać ukazane”. Przy tym wszystkim przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy, czy intelektualiści wiernie opisują rzeczywistość, czy też deformują jej opis zgodnie ze swoimi poglądami. Lub zgodnie ze zleceniami mocodawców - mógłby powiedzieć ktoś obeznany w historii kolaboracji XX-wiecznych intelektualistów z reżimami totalitarnymi. Niewątpliwym sukcesem sowieckich komunistów było to, że nie wszyscy zachodni intelektualiści oddawali się na usługi komunizmu za pieniądze. Niezależnie od tego, czy zaangażowanie tych ostatnich tłumaczyć „ukąszeniem heglowskim”, „zdradą klerków” czy „hańbą domową”, nie zmienia to faktu, że przez samych bolszewików traktowani byli - tak jak nazywał ich Lenin - jak „użyteczni idioci”. Jak zauważył emigracyjny znawca problemów ZSRS Michał Heller, „specyfika sowieckiej dezinformacji polega na tym, że czerpie ona swe soki żywotne z postawy Zachodu, który po otrzymaniu impulsu z Moskwy, dezinformuje się już sam”. Lista nazwisk może porażać: Jean-Paul Sartre, Louis Aragon, Andre Breton, Simone de Beauvoir, Paul Eluard, Henri Barbusse, Romain Rolland, Jean Cocteau, Andre Malraux, Paul Valery, Herbert George Wells, George Bernard Shaw, Ernest Hemingway, Man Ray, Sinclair Lewis, Upton Sinclair, Virginia Woolf, Luis Bunuel, Stefan Zweig, Heinrich Mann, Anna Seghers, Tristan Tzara i inni. Nie wszyscy byli jednak idiotami i znali swoją cenę. Leon Feuchtwanger zjawił się w Moskwie w 1937 roku akurat podczas apogeum „wielkiej czystki” i procesów pokazowych. Podczas rozmowy ze Stalinem narzekał na panujący w ZSRS kult jednostki, jednak zgodził się napisać książkę wychwalającą zalety państwa sowieckiego, ustroju komunistycznego i wielkiego wodza - Józefa Stalina. Miał tylko jeden warunek: żeby podczas drugiego procesu darowano życie wszystkim oskarżonym pochodzenia żydowskiego. Stalin przystał na to i jeszcze w tym samym roku ukazała się drukiem książka pt. „Moskwa 1937”. Pierwszą wielką imprezą polityczno-kulturalną, która ściągnęła wiele z wymienionych wyżej sław literackich, był zorganizowany w czerwcu 1935 roku w Paryżu Międzynarodowy Kongres Pisarzy w Obronie Kultury. Myliłby się ten, kto by myślał, że pomysł owego przedsięwzięcia wyszedł od któregoś z owych twórców. Inicjatorem zwołania kongresu był osobiście Józef Stalin, który zadanie to powierzył sowieckiemu pisarzowi, a zarazem korespondentowi „Izwiestii” w Paryżu - Ilji Erenburgowi. O tym dowiedziano się jednak wiele lat później. Dla ówczesnych Europejczyków kongres miał być manifestacją postępowych poglądów świata literackiego. Świata nieświadomie realizującego „13 złotych zasad”. O skuteczności sowieckiej akcji niech świadczy następujący przykład: w 1933 roku na Ukrainie w wyniku sztucznie wywołanego przez Stalina Wielkiego Głodu zmarszacunków - od 6 do 12 milionów ludzi. Korespondentem ło - według różnych

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 327/498

„New York Timesa” w Moskwie był wówczas Walter Duranty, który za swe reportaże z Rosji otrzymał nawet Nagrodę Pulitzera. Duranty pisał, że owszem w ZSRS panuje klęska, ale jest to klęska urodzaju - i rozwodził się długo o „tłuściutkich niemowlakach w żłobkach i przedszkolach” oraz bazarach „pełnych jajek, owoców, drobiu, jarzyn, mleka i masła”. W tym samym czasie wiejskie drogi i ulice miast na Ukrainie zasłane były ludzkimi trupami, obgryzano nawet korę z drzew, a przypadki kanibalizmu nie należały do rzadkości. A jednak wiedza o Wielkim Głodzie nie przebiła się do świadomości społeczeństw zachodnich. Korespondencje Malcolma Muggeridge’a na ten temat były cenzurowane w redakcji „Manchester Guardian”. Para znanych socjologów Sydney i Beatrice Webb stawiała kolektywizację oraz rolniczy system ZSRS jako wzór „nowej cywilizacji” i przykład do naśladowania dla państw kapitalistycznych. W Hollywood natomiast nakręcono wkrótce potem film „Zorza polarna”, w którym sowiecki kołchoz przedstawiono idyllicznie niczym raj na ziemi.

14.3.7. Jezus - materialista, Stalin - dobra kobieta
Kiedy przed II wojną światową zbiegł do USA agent GPU Walter Krywicki, wśród swoich rozmówców w Ameryce nie znalazł nikogo, z kim mógłby poważnie porozmawiać o ZSRS. Sowietologia amerykańska znajdowała się bowiem w powijakach, a nowojorscy dziennikarze zadawali Krywickiemu naiwne pytania w stylu: czy to prawda, że Stalin wydaje rozkazy Kominternowi? W owym czasie jeden z krajów, w których refleksja sowietologiczna była najlepiej rozwinięta, stanowiła Polska. Do czołowych znawców problemu należeli m.in. wspomniany już Stanisław Swianiewicz, Ryszard Wraga czy też Włodzimierz Bączkowski. Ten ostatni w 1938 roku opublikował znaczący szkic pt. „Uwagi o istocie siły rosyjskiej”. Podkreślając zapożyczenia Rosjan w dziedzinie wojskowości z tradycji tataro-mongolskiej, Bączkowski pisał: „Głównym rodzajem broni rosyjskiej, decydującym o dotychczasowej trwałości Rosji, jej sile i ewentualnych przyszłych zwycięstwach, nie jest normalny w warunkach europejskich czynnik siły militarnej, lecz głęboka akcja polityczna, nacechowana treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową.” Bączkowski zwracał uwagę na „olbrzymie wybrzuszenie w strukturze państwowej Rosji czynników wywiadu, policji politycznej i narzędzi dywersji”, w porównaniu z którymi „armia rosyjska jest de facto drugoplanowym rodzajem broni rosyjskiej”. Już pierwszy schemat organizacyjny sowieckiej bezpieki - CzeKa - zawierał Wydział Prowokacji, który w ramach kolejnych przekształceń zamienił się w Biuro Dezinformacji, zaś od 1959 roku zaczął działać jako Wydział „D” I Zarządu Głównego KGB, a od 1969 roku jako Wydział „A” Zarządu Zagranicznego. Na skutek każdej kolejnej reorganizacji rosły znaczenie i liczebność struktur dezinformacyjnych w ramach sowieckich służb specjalnych.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 328/498

Pisząc swój tekst w 1938 roku Bączkowski nie mógł nawet przypuszczać, jakiego rozmachu nabierze akcja dywersyjna ZSRS po II wojnie światowej. Żeby rozkładać od wewnątrz burżuazyjne społeczeństwa świata kapitalistycznego, inspirowano i wspierano działalność wielu najróżniejszych ruchów i ugrupowań. Jest rzeczą obecnie powszechnie znaną, że aktywność najbardziej znanych organizacji terrorystycznych na świecie sponsorowana i wspomagana była przez Sowietów. Do grup potajemnie faworyzowanych przez Kreml należały m.in.: La Lotta Continua, Czerwone Brygady, Baader-Meinhof, Rote Armee Fraktion, IRA czy ETA. Najbardziej poszukiwani na świecie terroryści, tacy jak Carlos czy Abu Nidal, korzystali z gościny, szkoleń i pomocy w krajach komunistycznych. Moskwa nakręcała jednak nie tylko terror lewacki, lecz również skrajnie prawicowy. Dopiero po otwarciu archiwów Stasi38 okazało się np., że „Grupa Sportów Obronnych Hoffmana”, odpowiedzialna za wiele zamachów, m.in. za potworną eksplozję bomby podczas Oktoberfest w Monachium w 1980 roku, była kierowana przez komunistycznych agentów z NRD. Podobnie infiltrowany i sterowany przez moskiewską centralę był ruch pacyfistyczny, który w krajach zachodnich potrafił gromadzić na ulicach setki milionów ludzi, protestujących najpierw przeciwko wojnie w Korei, później przeciw amerykańskiej interwencji w Wietnamie, w końcu zaś przeciw rozmieszczeniu amerykańskich rakiet „Pershing” w Europie Zachodniej (oczywiście podobnych protestów nie było przeciw rozmieszczeniu rosyjskich rakiet SS-20 w Europie Wschodniej, choć to Sowieci zaczęli, zaś Amerykanie tylko odpowiedzieli na ich krok). Zjawisko to opisał bardzo precyzyjnie Władimir Bukowski w pracy „Pacyfiści kontra pokój”. Z kolei w książce pt. „Czerwona kokaina. Narkotyzowanie Ameryki i Zachodu” amerykański ekspert ds. handlu narkotykami Joseph D. Douglas ujawnił długofalowe operacje dywersyjne Rosjan i Chińczyków, których celem było rozpowszechnienie narkotyków w krajach zachodnich. Douglas opisał zwłaszcza powiązania największych karteli narkotykowych z centralami wywiadowczymi państw komunistycznych. W tego rodzaju akcjach celował zwłaszcza chiński przywódca Mao Tse Tung, którego ulubioną lekturą była „Sztuka wojny” Sun Tzu, i który powtarzał, że Chińczycy powinni wziąć odwet za XIX-wieczne „wojny opiumowe” i to oni w XX stuleciu powinni wykorzystać narkotyki przeciw swoim wrogom. Innym rodzajem działalności komunistycznej było eskalowanie nastrojów antysebyć przeprowadzona na przełomie mickich. Jednym z przykładów może lat 1959/1960 operacja „Swastyka”, której szczegóły ujawnił zbiegły na Zachód agent KGB Rupert Sigl. Otóż pomiędzy Bożym Narodzeniem 1959 a połową lutego 1960 roku zanotowano w RFN aż 833 wystąpienia antysemickie: profanacje żydowskich cmentarzy, pomników i synagog. Mieszkający w Niemczech Zachodnich Żydzi otrzymywali anonimowe pogróżki telefoniczne i listowne. Jednocześnie w tym samym czasie antysemickie ekscesy miały miejsce w Londynie, Oslo, Wiedniu, Paryżu, Parmie, Glasgow, Kopenhadze, Sztokholmie, Mediolanie, Antwerpii, Nowym Jorku, Melbourne, Manchesterze, Atenach, Perth, Bogocie i Buenos Aires. Najwięcej było ich jednak w RFN - łącznie, w kilkudziesięciu miastach. Nic więc dziwnego, że Niemcy Zachodnie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 329/498

zaczęły tracić zaufanie swoich sojuszników z NATO: w niektórych krajach zaczęto ignorować zachodnioniemieckich dyplomatów, zwalniać zachodnioniemieckich pracowników, wycofywać ze sprzedaży niemieckie towary czy też zrywać kontrakty z RFN-owskimi partnerami. Wielki tytuł w „New York Herald Tribune” głosił: “Bonn nie jest w stanie wyeliminować nazistowskiej trucizny”. Sowieci nie poprzestawali na tego typu akcjach - swoich agentów wpływu usadawiali też w kluczowych miejscach dla dzisiejszych społeczeństw: jako urzędników w ministerstwach, producentów telewizyjnych, agentów literackich a nawet dostojników kościelnych. Dość powiedzieć, że w latach 1931-1968 Dziekanem Canterbury w Kościele Anglikańskim był Hewlett Johnson - człowiek, który po swej podróży do ZSRS w 1937 roku (w czasie największych czystek stalinowskich) napisał wychwalającą komunizm książkę pt. „Socjalistyczna jedna szósta świata” (przetłumaczoną na 25 języków i wydaną w milionach egzemplarzy), który po spotkaniu ze Stalinem powiedział, że Soso przypomina mu jego matkę: „dobrą kobietę”, który w 1949 roku podczas procesu Krawczenki w Paryżu zeznawał, że w Związku Sowieckim nie ma obozów pracy przymusowej, który w 1950 roku otrzymał Stalinowską Nagrodę Pokoju, który oświadczył w końcu, że „Jezus był materialistą”, za co w Wielkiej Encyklopedii Sowieckiej poświęcono mu więcej miejsca niż Chrystusowi.

14.3.8. Sztuczna negatywność
Oprócz „frontu zewnętrznego” istniał także „front wewnętrzny”. W państwie chanów, a później w państwie carów i komunistycznych sekretarzy nie było miejsca dla opozycji. Pluralizm w sprawach społecznych i politycznych był zakazany. Każdy, kto miał inne zdanie niż władca, stawał się automatycznie zdrajcą ojczyzny. Ponieważ jednak tacy ludzie się pojawiali, musieli być traktowani jak wrogowie. Wobec wroga zaś stosowano wypróbowaną taktykę tataro-mongolską. Najbardziej znanym przykładem akcji Ochrany była działalność Iwana Azefa - szefa Organizacji Bojowej Partii Socjalistów--Rewolucjonistów, a zarazem tajnego agenta carskiej policji. Jego działalność była jednak o tyle tajemnicza, że kierowana przez niego organizacja dokonała m.in. udanego zamachu na ministra spraw wewnętrznych von Plehwego, który był przecież zwierzchnikiem policji, i to w tym samym czasie, kiedy Azef pozostawał jej konfidentem. Problem „podwójnych agentów” był zresztą stałym ryzykiem w tej pracy, dlatego aktualne pozostawało wskazanie Sun Tzu: „infiltrujcie wszędzie swoich szpiegów”. W tej dziedzinie sowiecka CzeKa (oraz jej następczynie: OGPU, NKWD i KGB) przebiła jednak Ochranę: o ile carska policja tylko stawiała swoich ludzi na czele organizacji opozycyjnych, o tyle sowiecka bezpieka tworzyła całe takie organizacje. Najbardziej znaną tego typu akcją (dziś można przeczytać o niej jako o wzorcowej operacji wywiadowczej na stronach internetowych rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa) była akcja „Trust” w latach 20-tych ubiegłego stulecia.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 330/498

Czekiści stworzyli mianowicie fikcyjną organizację antykomunistyczną o nazwie Monarchistyczny Związek Rosji Środkowej i kierowali nią przez pięć lat: od 1922 do 1927 roku. Owa formacja istniała rzeczywiście w latach 1919-20, ale została rozbita przez czekistów, a następnie przez nich reanimowana - co ciekawe, z tymi samymi ludźmi co przedtem, ale teraz zwerbowanymi już przez Sowietów. Kierowali nią carscy generałowie Brusiłow, Zainczkowski i Potapow, którzy w rzeczywistości wykonywali bolszewickie rozkazy. Dzięki nim Moskwie udało się skłócić rosyjską emigrację, rozbić opozycję i dostarczyć zachodnim wywiadom fałszywych informacji. Przekonano mianowicie kraje europejskie, aby nie interweniowały zbrojnie w ZSRS, gdyż komunizm w tym kraju dogorywa, a konflikt militarny skupi jedynie naród rosyjski wokół sowieckiego rządu, który jeśli zostanie pozostawiony sam sobie, to niechybnie upadnie. Dzięki operacji „Trust” zostali też podstępnie ściągnięci do ZSRS, a następnie aresztowani liderzy antykomunistycznej opozycji emigracyjnej, m.in. Borys Sawinkow, który następnie zginął, wypadając z okna więzienia na Łubiance. Ten sam schemat został zresztą wykorzystany po II wojnie światowej kiedy do spacyfikowania polskiego podziemia niepodległościowego, to Urząd Bezpieczeństwa stworzył fikcyjną Komendę WiN-u. Jadwiga Staniszkis na ów sposób działania wymyśliła określenie „sztucznej negatywności”.

14.3.9. Po intelektualistach - telewizja
Zawrotną karierę w terminologii postmodernistycznej robi dziś słowo simulacrum. Najkrócej mówiąc, oznacza ona kopię bez oryginału. Takimi kopiami, które nie miały nigdy swojego oryginalnego wzorca, były wielkie medialne spektakle związane z tzw. Jesienią Ludów w 1989 roku, np. Okrągły Stół w Polsce czy Rewolucja Grudniowa w Rumunii lub też obrona Białego Domu w Moskwie w sierpniu 1991 roku. Właściwie wszystkie one były pomyślane nie jako realne wydarzenia, ale jako wielkie widowiska telewizyjne. Okrągły Stół odwoływał się do istniejącej w Polsce tradycji polityki symboli, a jego celem - by znów użyć sformułowania Jadwigi Staniszkis - było to, by „przełom służył zakamuflowaniu ciągłości”. Obrona Białego Domu z bohaterskim Borysem Jelcynem na wieżyczce czołgu była jedynie faktem wirtualnym, gdyż żadnej obrony nie było, a to z tego prostego powodu, że nie było żadnego szturmu na Biały Dom. Wydarzenie to zaistniało jedynie na dziesiątkach milionów ekranów telewizyjnych na całym świecie. Dość dużo wiemy już dziś - m.in. z badań przeprowadzonych przez Radu Portocala - o obaleniu rządów Nicolae Caeucescu w Rumunii. W rzeczywistości doszło tam do przewrotu pałacowego, ale po to, by nowa ekipa uzyskała legitymację społeczną, zorganizowano rewolucję. Nieprzypadkowo jej centrum znajdowało się w głównym gmachu państwowej telewizji w Bukareszcie. Była to bowiem „rewolucja telewizyjna”. Jak na rumuńskie warunki rozegrano ją z iście hollywoodzkim rozmachem. Kiedy 21 grudnia 1989 roku uczestnicy demonstracji w centrum stolicy uciekali przed atakiem czołgów, telewidzowie mieli wrażenie, że ledwie uniknięto masakry. W rzeczywistości chrzęst pancernych gąsienic był emitowany z wielkich głośników na dachach domów, toteż wystarczyło kilkunastu wmieszanych w tłum agentów, którzy krzyknęli „czołgi jadą!”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 331/498

i rzucili się do ucieczki, by ludzie wpadli w panikę. Telewidzowie mieli wrażenie autentyczności wydarzenia, ponieważ demonstranci nie grali, lecz przerażeni byli naprawdę. Podobnie z głośników na dachach bloków puszczano nagrania magnetofonowe z seriami karabinów maszynowych. Broniąc dzielnie rewolucji, żołnierze wierni Frontowi Ocalenia Narodowego odpowiadali ogniem karabinowym, w wyniku czego zginęło więcej ludzi niż zastrzelono ich za panowania Ceaucescu. Zachód przymknął oczy na mord sądowy na byłym dyktatorze po tym, jak francuska telewizja nadała reportaż o tysiącach ofiar zamordowanych przez Ceaucescu, których zbiorową mogiłę odkryto w Timisoarze. Po raz kolejny mieliśmy do czynienia z simulacrum, gdyż żadnej egzekucji nie było, a trupy ze śladami sekcji zwłok zwieziono z różnych kostnic i prosektoriów. Spektakl się jednak udał, gdyż telewidzowie weń uwierzyli. Najlepiej udokumentowana została jednak akcja dezinformacyjna w Czechosłowacji, związana z tzw. Aksamitną Rewolucją. Czechy były bowiem jedynym krajem, w którym powołano oficjalną komisję (tzw. Komisja 17 Listopada) zajmującą się wyjaśnieniem wszelkich okoliczności tzw. Jesieni Ludów. Dzięki otwarciu milicyjnych archiwów udało się ustalić, że w czerwcu 1987 roku czeskie służby specjalne rozpoczęły akcję o kryptonimie „KLIN”. Jak stwierdził odpowiedzialny za jej przebieg wysoki oficer owych służb Miroslav Chovanec: „celem tej akcji było hamowanie jednoczenia się opozycji i zyskiwanie wpływu w jej szeregach, by możliwe stało się regulowane przejście do systemu pluralistycznego”. Rok później czeska StB (Bezpieka Państwa) zaczęła tworzyć „nielegalne grupy” i wydawać „konspiracyjne wydawnictwa”, a także powołała do życia nowy rodzaj agenta, czyli „zawodowego” dysydenta antykomunistycznego. Jak wykazała Komisja 17 Listopada, jedną z najbardziej naszpikowanych agentami organizacji „antykomunistycznych” był Klub Obroda (Odrodzenie), wchodzący w skład Karty 77. „Agentura, którą mieliśmy w opozycji, po prostu szła z tą opozycją w górę”, zeznał później Chovanec. Jednocześnie w samej partii komunistycznej zaczęto awansować działaczy, mających opinię „niepokornych liberałów”, zwolenników „demokratyzacji” i przeciwników „ortodoksyjnego betonu”. Najlepszym przykładem może być postać Josefa Bartonczika, w latach 1971-1988 płatnego agenta StB, sekretarza partii komunistycznej w Brnie, późniejszego lidera ludowców. Dr Pavel Żaczek, który już po upadku komunizmu w Urzędzie ds. Dokumentacji i Badania Działalności StB zajmował się operacją „KLIN”, pisze: „Chodziło o stworzenie jakiegoś mechanizmu kontrolnego dla zakładanych negocjacji okrągłego stołu, dokładnie według modelu polskiego”. Celem operacji służb specjalnych było więc najpierw stworzenie „antykomunistycznej” opozycji, a później podzielenie się z nią władzą przy „okrągłym stole”. Opinia publiczna miała to przyjąć oczywiście jako porozumienie dwóch stron reprezentujących całe społeczeństwo. „Aksamitna rewolucja” w Czechach rozpoczęła się 17 listopada 1989 roku od brutalnie rozpędzonej przez milicję studenckiej demonstracji w Pradze. O terminie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 332/498

tej manifestacji funkcjonariusze StB wiedzieli wcześniej niż jej oficjalni organizatorzy - studenci z ruchu STUHA. Demonstracja 17 listopada zapoczątkowała ciąg antyrządowych wystąpień, który doprowadził w końcu do ustąpienia władz. Iskrą, która spowodowała wybuch niezadowolenia społecznego, była rzekoma śmierć studenta idącego na czele antykomunistycznego pochodu. W rzeczywistości prowadzący demonstrację porucznik StB Ludvik Zifczak-Rużiczka udawał martwego i został natychmiast zabrany przez karetkę MSW. Tymczasem plotka o jego śmierci zaczęła zataczać coraz szersze kręgi i prowokować do otwartych wystąpień przeciw reżimowi. Warto nadmienić, że porucznik Zifczak-Rużiczka był parę miesięcy wcześniej aresztowany przez milicję jako dysydent (co miało uwiarygodnić go w kręgach opozycji), zaś podczas samej demonstracji dążył do tego, by skierować przemarsz studentów trasą zakazaną przez władze, co zakończyć się musiało starciem z milicją. Jak zeznał jeden z głównych organizatorów operacji „KLIN”, generał StB Alojs Lorenc - na nowego przywódcę państwa kreowany był jeden z przywódców Praskiej Wiosny w 1968 roku, zwolennik Gorbaczowa i „socjalizmu z ludzką twarzą”, Zdenek Mlynarz. Przebywał on na emigracji, ale został przywieziony do Pragi przez funkcjonariuszy czeskiego wywiadu. Okazało się jednak, że przybył już za późno - sytuacja wymknęła się spod kontroli. Władimir Bukowski opisuje to następująco: „Wszystko szło bardzo dobrze, zgodnie ze scenariuszem - aż do ostatniej chwili, kiedy wśród wszystkich tych niepokojów, tuż po upadku rządu, w Pradze pojawił się nagle Mlynarz. Miał bardzo wiele wystąpień telewizyjnych, wygłosił przemówienie na Placu św. Wacława. Ludzie jednak buczeli i gwizdali, ponieważ rzucał tylko stare slogany z 1968 roku. Na tym etapie nie chcieli już Czechosłowacji, nie chcieli ‘socjalizmu z ludzką twarzą’, nie chcieli żadnego socjalizmu z żadną twarzą. Wygwizdany Mlynarz wycofał się z gry. Ponieważ reakcja ludzi była inna od tej, której oczekiwał, po prostu obrócił się na pięcie i powrócił do Wiednia. I nagle ten bardzo staranny, bardzo precyzyjny spisek wszedł w impas. Sowieci nie mieli na miejscu żadnego swojego kandydata. Sprawy bardzo szybko wymknęły się spod kontroli. Havel ze swoimi przyjaciółmi byli na miejscu i to oni zgarnęli całą pulę.” Zwróćmy uwagę, że Władimir Bukowski stwierdził: „Sowieci nie mieli na miejscu żadnego swojego kandydata”. Ten znany rosyjski dysydent, tuż po nieudanym puczu w Moskwie w sierpniu 1991 roku i po objęciu władzy przez Borysa Jelcyna, wykorzystał moment politycznej zawieruchy i dostał wgląd do archiwów Kremla. Z materiałów, z którymi się zapoznał, wynika jasno, że proces upadku komunizmu był zdarzeniem wcześniej zaplanowanym w Moskwie i przebiegał według określonego scenariusza - a właściwie kilku różnych scenariuszy w zależności od specyfiki danego kraju (np. wariant węgierski różnił się znacznie od rumuńskiego). Według Bukowskiego, jedynymi krajami, w których plan całkowicie zawiódł, były NRD i Czechosłowacja.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 333/498

Wyniki swojej kwerendy w kremlowskich archiwach zawarł Bukowski m.in. w książce „Moskiewski proces”. Jej polskie wydanie zostało w 1999 roku ostro skrytykowane na łamach „Gazety Wyborczej”. Autorowi najbardziej dostało się oczywiście za rozpowszechnianie teorii spiskowych. Recenzent gazety radził Bukowskiemu, aby zajął się raczej „bardziej pożytecznym zajęciem - pisaniem thrillerów politycznych w stylu Roberta Ludluma”. Owym recenzentem był Lesław Maleszka, zdemaskowany dwa lata później jako wieloletni płatny agent SB. W swoim tekście Maleszka obśmiewał m.in. przedstawioną przez Bukowskiego wersję „aksamitnej rewolucji” w Czechach. Tymczasem wystarczy wejść na oficjalne strony internetowe czeskiej policji (Policie Ceske Republiky), by w katalogu tamtejszego Urzędu Dokumentacji i Badania Zbrodni Komunizmu odnaleźć teksty dotyczące szczegółów operacji „KLIN”, potwierdzające prawdziwość faktów podawanych przez Bukowskiego. Wiedza ta jest w Czechach powszechnie dostępna od roku 1994, kiedy to po raz pierwszy opublikowano wyniki badań komisji. Co ciekawe, wiedza ta nie została upowszechniona w polskich mediach, chociaż w Pradze akredytowanych było wielu korespondentów, a tak sensacyjny temat powinien stanowić łakomy kąsek dla każdego dziennikarza. Dzięki temu widzowie polskiej telewizji i czytelnicy polskiej prasy zostali uchronieni jednak od snucia niepotrzebnych porównań z wydarzeniami w Czechach. Dopiero w świetle przedstawionych powyżej faktów staje się jasne, dlaczego Czechom bardzo szybko udało się przeprowadzić lustrację i dekomunizację. Gdyby zwyciężył wariant „okrągłego stołu”, do którego zasiadłaby „konstruktywna opozycja”, zapewne mielibyśmy tam do czynienia z filozofią „grubej kreski”. Warto dodać, że uchwalenie ustawy lustracyjnej spotkało się z gwałtownym atakiem dużej części czeskich mediów, których publicyści wyczuwali już swąd palonych na stosie czarownic. Ataki umilkły nagle w maju 1992 roku, kiedy dwa konserwatywne dzienniki: „Telegraf” i „Metropolitan” opublikowały legitymacyjne fotografie wraz z danymi osobowymi 400 czeskich dziennikarzy, którzy byli niewątpliwymi agentami bezpieki. Niewątpliwymi, czyli takimi, którzy fakt współpracy z StB potwierdzili własnym podpisem, często na pokwitowaniu honorarium. Wydarzenia 1989 roku potwierdzają spostrzeżenia Rogera Mucchielliego, który już w 1971 roku w swej pracy pt. „Dywersja” pisał, że bez prasy, radia i telewizji dezinformacja jest dziś bezsilna, gdyż „mass media są idealnym nowoczesnym narzędziem manipulowania opinią publiczną”. Marshall McLuhan zapytał kiedyś swoich słuchaczy: „W jaki sposób łowi się dzisiaj ludzkie dusze? Wędką czy siecią?” Kiedy milczeli, odpowiedział: „Ani wędką, ani siecią. Wędką łowiono w czasach Apostołów, siecią - w epoce Guttenberga. Dzisiaj natomiast wymienia się wodę. I robią to media elektroniczne.”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 334/498

Gdyby przenieść to porównanie na nasz grunt, to okazałoby się, że wędką łowili kupcy na starożytnych bazarach, siecią intelektualiści w swoich książkach i broszurach, dzisiaj natomiast media wymieniają nam wodę - zmieniają nam nasze środowisko naturalne, gdyż naszym środowiskiem w coraz większym stopniu jest przestrzeń informacyjna. Wobec manipulacji, dezinformacji i prowokacji zadanie pozostaje właściwie jedno: nie pozwolić im, żeby złowili nasze dusze.

14.4.

Leszek Szymowski, Agentura wpływu[437], (fragmenty)
[…]

14.4.1. Na wysokie stanowiska
Coraz bardziej popularną formą działania każdego wywiadu jest tzw. agentura wpływu. — Polega ona na osadzaniu współpracowników wywiadu na kluczowych stanowiskach w administracji obcego państwa — tłumaczy Konstanty Miodowicz — były dyrektor Zarządu Kontrwywiadu UOP, dziś poseł Platformy Obywatelskiej. — Taki agent wpływu podejmuje decyzje korzystne dla wywiadu, który go zadaniuje, a nie dla państwa, w którym oficjalnie pracuje. Największą chyba aferą związaną z „agenturą wpływu” w Polsce była tzw. sprawa Olina. Według służb NATO, rosyjskiemu wywiadowi udało się uplasować na kluczowych stanowiskach w Polsce pięciu agentów wpływu, którzy mieli sabotować przyjęcie do NATO państw bałtyckich: Litwy, Łotwy i Estonii. Umożliwić miał to przepis NATO wymuszający jednomyślność decyzji. Sprzeciw Polski wobec przyjęcia nowych członków de facto pozbawiłby ich możliwości akcesji do Paktu, co stwarzałoby dla nich realne niebezpieczeństwo ze strony Rosji. Podobna sytuacja wytworzyła się kilka lat wcześniej, gdy rząd Jana Olszewskiego prowadził rozmowy na temat wycofania z Polski rosyjskich wojsk. Rozmowy zakończyły się powodzeniem i pozostałości Armii Czerwonej — zrządzeniem losu — przestały stacjonować nad Wisłą. W czasie negocjacji ujawniła się również rosyjska agentura wpływu, która zaczęła torpedować i same rozmowy, i w końcu wyjście rosyjskich wojsk. O się tej grupy interesów świadczy fakt, że jeden z agentów wpływu — pozostający w bardzo bliskim otoczeniu Lecha Wałęsy — usiłował go wówczas szantażować teczką „Bolka”, aby aby wymusić decyzję zapobiegającą wyjściu rosyjskich wojsk[…]

14.4.2. Na pasku wywiadów
Od jesieni 2007 roku mamy do czynienia z aktywnością rozmaitych obcych agentur wpływu działających na terenie Polski. Jednym z pierwszych projektów ustaw, które rząd Donalda Tuska wyrzucił do kosza, była projektowana zmiana mająca na celu unieważnić przedwojenne wpisy do ksiąg wieczystych na Warmii i Mazurach. Uchwalenie takiego przepisu przekreśliłoby szanse na odzyskiwanie przez obywateli Niemiec nieruchomości na Warmii i Mazurach, które przed wojną należały do ich przodków. Przepisu nie uchwalono i przedwojenne księgi wieczyste ciągle mają moc prawną. Ruszyła więc lawina niemieckich pozwów o zwrot majątków przodków. Rekordzista — mieszkaniec Nadrenii Północnej - Westfalii — domaga się od polskiego państwa zwrotu połowy kamienic w Olsztynie (stoją na terenie, który przed wojną należał do jego dziadka). Doprowadzi to do tego, że większość ziemi w północnej Polsce trafi w ręce Niemców, co w przyszłości może wywołać próby przyłączenia tych terytoriów do Niemiec. Problem istnieje, bo rząd Tuska nie przegłosował sensownej ustawy anulującej ważność

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 336/498

ksiąg wieczystych. Ten ewidentny akt zdrady stanu był wielkim sukcesem niemieckiej agentury wpływu w Polsce. Warto tym bardziej podkreślić, że dziennikarze wpływowego w Polsce pisma, którzy sekundowali Tuskowi i krytykowali zwolenników PiS-owskiej ustawy, są stypendystami… jednej z niemieckich fundacji działających w Polsce.

14.4.3. Długi Gazpromu
Weźmy inny przykład: późną jesienią 2009 roku rząd Tuska zdecydował się na umorzenie długów Gazpromu wynoszących 1,2 miliarda złotych. Zaczął również negocjować z Gazpromem nową umowę gazową. I umorzenia długów, i nowej umowie sprzeciwiał się Lech Kaczyński. Sprzeciwiał się do 10 kwietnia. Gdy Kaczyński zginął (a wraz z nim zginęli wszyscy przeciwnicy umowy gazowej i przeciwnicy umorzenia długów), rząd natychmiast podjął negocjacje, których efektem było podpisanie rażąco niekorzystnej umowy gazowej, uzależniającej Polskę na wiele lat od dostaw rosyjskiego gazu. Długi Gazpromu oczywiście również umorzono. Skutki tej decyzji są bardziej dotkliwe niż skutki działalności ponad 300 dyplomatów zidentyfikowanych przez ABW w obcych ambasadach. […] Szkoda, że w raporcie Bondaryk nie poinformował opinii publicznej o działalności agentury wpływu. Ale być może wynika to z tego, że musiałby wówczas opisać wielu kolegów z rządu, administracji i parlamentu.

14.5.

Wiktor Suworow, Gównojady, [w:] GRU
[…]

Omawiając rozmaite rodzaje agentów, czyli obywateli wolnego świata, którzy w ten czy inny sposób sprzedali się GRU, nie można pominąć jeszcze jednej ich kategorii, najbardziej ze wszystkich obrzydliwej. Choć monografia o ambicjach naukowych nie powinna ustosunkowywać się w sposób emocjonalny do omawianego tematu, tutaj jednakże rozgrzesza określenie, jakiego wobec wspomnianych osobników używali między sobą wszyscy oficerowie radzieckiego wywiadu. Określenie owo brzmi „gównojad” (gawnojed), a skąd się wzięło nie sposób już dzisiaj dojść, używane było od zawsze i wszędzie, niezależnie od ustroju i położenia geograficznego państwa, a dotyczyło członków wszelkiej maści Towarzystw Przyjaźni ze Związkiem Radzieckim, działaczy organizacji pacyfistycznych (z ruchem na rzecz jednostronnego rozbrojenia na czele), zielonych i innych postępowych radykałów. Oficjalnie nie można ich było zakwalifikować jako agentów, gdyż nikt ich nie werbował, oficjalnie też wszyscy przedstawiciele Związku Radzieckiego byli wobec nich uprzejmi i przyjacielscy, ale prawda jest inna: gównojad to gównojad i nikt tego nie zmieni. Oficerowie GRU i KGB zazwyczaj szanowali swoich agentów. Motywy ich działania były jasne: albo przymus (np. szantaż), albo chęć wzbogacenia lub pragnienie mocnych wrażeń. To wszystko jest normalne. Poza tym agenci ryzykują: jeśli wpadną, to nie będzie ani gotówki, ani podniecającego dreszczyku emocji tylko długie lata nudy za kratkami albo nawet kara śmierci. Natomiast motywy postępowania gównojadów były dla każdego obywatela Związku Radzieckiego całkowicie niezrozumiałe. W Związku Radzieckim każdy marzył, żeby znaleźć się za granicą — gdzie, to sprawa drugorzędna (mogła być nawet Kambodża). Kiedy Rosjanin chce powiedzieć, że coś jest naprawdę dobre — mówi: „To jest zagraniczne”. Nie jest ważne skąd albo jakiej jest jakości — jest zagraniczne, a więc dobre. A tu nagle człowiek znajduje takiego przyjaciela Związku Radzieckiego, który ma wszystko (od żyletek Gillette po perfumowane prezerwatywy), który może wszystko kupić w sklepie (nawet banany), a który wychwala pod niebiosa Związek Radziecki. Jest to tak patologiczne, że jedynym właściwym określeniem był „gównojad”. Pogarda, jaką oficerowie GRU i KGB żywili wobec takich osobników, nie oznaczała naturalnie, że nie wykorzystywali ich gdzie i jak się dało, i to absolutnie nie zważając na ich bezpieczeństwo (w przeciwieństwie do bezpieczeństwa agentów). Gównojady robili wszystko — nawet przychodzili na spotkania do tak nie rzucającego się w oczy miejsca jak radziecka ambasada. Nikt ich nie werbował, bo i po co — i tak robili, co im się kazało. Zwykle chodziło o jakieś drobiazgi: informacje o sąsiadach, współpracownikach czy znajomych, czasem o zorganizowanie przyjęcia z udziałem kogoś interesującego GRU. Po przyjęciu GRU oficjalnie takiemu dziękowało i kazało zapomnieć o wszystkim. Gównojad to dobrze

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 338/498

wychowany osobnik nie zapomina…

zapominał

wszystko

i to natychmiast,

ale GRU nigdy

Z czasem wielu gównojadów się ustatkowało. Osobnicy ci, zamieniwszy porwane dżinsy na garnitury od najlepszych krawców, zasiadają obecnie w gustownie urządzonych gabinetach, piastując często wysokie funkcje państwowe. Nie pamiętają już „szlachetnych” porywów młodości, lecz tylko do czasu. […]

14.6.

Marek Jan Chodakiewicz, Czerwona pedagogika w USA[438]

Przeglądałem właśnie jedno ze swoich pudeł i wpadł mi w rękę dokument z zamkniętych ponownie archiwów postsowieckich, a dokładniej z archiwum Kominternu, ze zbioru Dymitrowa (Fond 495, opis 73, dieło 164). „Kratkie swiedienija o 15-ti obszcziestwiennych diejatielej SSzA, proisojediniawszychsia w wozzwaniju 60-ti,” z 21 lutego 1942 roku to raport z operacji przeprowadzonej w USA przez wywiad sowiecki za pomocą miejscowej kompartii. Chodziło o to aby apel poparcia dla Stalina i sowieckiego wysiłku zbrojnego opracowany w Moskwie przez niemieckich komunistów publicznie poparli prominentni Amerykanie niemieckiego pochodzenia.
Niewiele z tego wyszło, ale autor raportu wymienia osoby, które inicjatywę poparły i na które Kreml może zawsze liczyć. Wśród tych przyjaciół Sowietów wyróżnia się profesor Franz Boas, antropolog z Uniwerstretu Columbia. „Popierał Związek Sowiecki, KP USA, oraz ruch robotniczy (…) podczas trudnego okresu 1939-1940”. Boasowi po którym wielu liberałów140 nie przeszkadzał więc pakt Ribbentrop-Mołotow, i postępowców odsunęło się od komunistów, a szeregi kompartii znacznie się skurczyły. Franz Boas był ojcem teorii multikulturalizmu. Przybył do USA pod koniec XIX wieku z Niemiec, gdzie doskwierała mu atmosfera antyżydowskości. W nowym kraju zamieszkania wnet doszedł ze smutkiem do wniosku, że elita amerykańska (tzw. White Anglo-Saxon Protestants — WASPs) jest zbyt chrześcijańska i zbyt patriotyczna, a przy tym zbyt pewna swoich wierzeń, postawy i kultury. Powodowało to dyskomfort u Boasa. Twierdził, że miało to też negatywny wpływ na psychikę wielu nowo przybyłych do USA imigrantów, którzy doświadczali dyskryminacji ze strony protestancko i narodowo nastawionych warstw przywódczych i ludowych Ameryki, podkreślających swoje zachodnio- i północnoeuropejskie korzenie. Większość nowych emigrantów wywodziła się natomiast wtedy z południowej, środkowej i wschodniej Europy (Włosi, Polacy, Słowacy, Węgrzy, Rusini, Żydzi i inni) i była wyznania katolickiego, prawosławnego, bądź mojżeszowego. Boas w związku z tym uznał, że w USA należy stworzyć system bez dominującego paradygmatu kulturowego. Wszystkie kultury powinn być traktowane jednakowo („równo”). Naturalnie na straży tolerancji systemu multikulturowego miał stanąć on i jemu podobni ateiści i moralni relatywiści. Jednym słowem chodziło o wprowadzenie nihilizmu pod płaszczykiem „równości” i zastąpienie tradycyjnej elity nową warstwą panującą.

140

liberałów — w rozumieniu anglosaskim. Nie kontynentalnym. Czyli antyliberałów. Radykalnych, komunizujących socjaldemokratów. Prof. Marek Jan Chodaliewicz nie przetłumaczył z angielskiego. Przepisał w wersji nieprzetłumaczonej (przyp. G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 340/498

Boas nie miał recepty na krwawą rewolucję, nie wstąpił też najpewniej do kompartii, ale był bezpartyjnym bolszewikiem. Jak wielu postępowcom i liberałom140, było mu po drodze z komunistami. Widział w nich siłę destrukcyjną skierowaną przeciwko tradycyjnemu ładowi. Komuna w rozumieniu postępowców działa jako buldożer urawniłowki. Na takiej pustyni, pozbywszy się konkurencji Boas i inni postępowcy mogliby dopiero zabrylować. Budować nowy, wspaniał świat powszechnej równości pod swoją batutą. To jest właśnie główne źródło poparcia różowych intelektualistów dla czerwonych. Wystarczy poszukać analogii w propozycjach intelektualnych komunistów i postępowców. Kontrast i porównywanie. I zestawienie ich z sowieckimi propozycjami. Z amerykańskimi intelektualistami, a szczególnie organizacjami profesjonalnymi pedagogów, wyszło tak jak z Wandą Wasilewską i Związkiem Nauczycielstwa Polskiego przed wojną: czerwona wierchuszka z kremlowskimi agentami wpływu oraz użytecznymi różowymi idiotami. Podkreślmy, że zysk z kolaboracji miał być wspólny, mimo, że naturalnie w takich warunkach największa korzyść przypada najsilniejszemu, czyli Moskwie. Zacznijmy od Sowietów. Najpierw wykładnia teoretyczna. Tow. Lenin napisał: „nasza sprawa jest sprawą międzynarodową i tak długo jak we wszystkich krajach – włączając to nawet największe i najbardziej cywilizowane – rewolucja nie wygrała, tak długo nasze zwycięstwo pozostaje połowiczne, a może nawet mniej niż to”. Ale nie każdy kraj był gotowy na rewolucję i nie w każdym kraju komuna mogła taką rewolucję sama zacząć. Szczególnie dotyczyło to Stanów Zjednoczonych. Dlatego odwoływano się do służb specjalnych i tak zwanych przedsięwzięć aktywnych (aktiwnyje mieroprijatija; active measures). KGB-ista Jurij Biezmienow wyjaśnił, że przedsięwzięcia aktywne to „powolny proces (…), aby zmienić percepcje rzeczywistości u każdego Amerykanina do tego stopnia, że mimo bogactwa informacji, nikt nie będzie zdolny wywieść z tego sensownej konkluzji aby bronić siebie, swich rodzin, swoich społeczności, a także swojego kraju. Jest to potężny proces prania mózgów, który posuwa się bardzo powoli”. Jego zadaniem jest podminować kulturę społeczeństwa w taki sposób aby obywatele zaczęli kwestionować swoją własną historię oraz system wartości, na których oparta jest ich cywilizacja. W żargonie KGB to „demoralizacja”. Jeśli chodzi o generalną metodę to — uzupełnia oficer CIA Kent Clizbe – ze względu na amerykańską naiwność, „większy sukces odnosiło raczej odwoływanie się do serca niż do rozumu” (Kent Clizbe, „Willing Accomplices: How KGB Influence Agents Created Political Correctness, Obama’s Hate-America-First Political Platform, and Destroyed America” — Andemca Publishing, Ashburn, VA, 2011). Następnie utworzono sieć organizacji-przykrywek zajmujących się a to pomocą dla biednych, a to oświeceniem niewykształconych, a to przysposobieniem bezrobotnych. I odpowiednio wszystko tłumaczono. Żona jednego z najzdolniejszych sowieckich Münzenberga, wyjaśniła, w jaki sposób otumania propagandzistów, Williego się społeczność docelową:

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 341/498

„Nie popierasz Stalina. Nie nazywasz się komunistą (…). Nie wzywasz ludzi, aby popierali Sowiety. Nigdy. Pod żadnym pretekstem. Udajesz niezależnego idealistę. Tak naprawdę to nie rozumiesz o co chodzi w polityce, ale uważasz, że biednych i słabych ludzi traktuje się łajdacko. Wyznajesz otwartość (…). Przeraża cię rasizm, prześladowanie robotników (…). Wierzysz w pokój. Łakniesz porozumienia między narodami. Nienawidzisz faszyzmu. Uważasz, że kapitalizm jest skorumpowany. I powtarzasz to raz po raz i jeszcze raz, stale. I nic więcej nie mówisz. Nic więcej” (Stephen Koch, „Double Lives: Stalin, Willi Münzenberg and the Seduction of Intellectuals” — Enigma Books, New York, NY, 1994). Oprócz agentów świadomych rekrutowano nieświadomych, tzw. użytecznych idiotów. Najbardziej prominentnych zapraszano do Sowietów. Paul Hollander nazwał ich „politycznymi pielgrzymami”. Część z nich to naiwniacy, ale inni doskonale wiedzieli, o co chodzi. Guru postępowej pedagogiki profesor John Dewey z Uniwersytetu Columbia (Teacher’s College) odwiedził „Kraj Rad” w 1928 roku. Doświadczył potiomkinowskiej przygody i wszystko mu się podobało, szczególnie „wspaniały rozwój postępowych ideii edukacyjnych i praktyk pod troskliwymi rządami bolszewickimi” (the marvelous development of progressive educational ideaes and the practices under the fostering care of the Bolshevist government — w: John Dewey, „Impressions of Soviet Russia and the Revolutionary World”, New Republic, Inc., New York, 1929). Inny guru edukacyjny to professor George S. Counts również z Uniwersytetu Columbia (Teacher’s College). Counts nie znał rosyjskiego, ale przyjęto go na uczelnię jako sowieckiego „eksperta”. I wybrał się w podróż do Sowietów, wrócił zachwycony, publikował mnóstwo o bolszewickim postępie, między innymi dzieło „Czy szkoła ośmieli się zbudować nowy porządek społeczny?” („Dare the School Build a New Social Order?” — The John Day Company, New York, 1932), gdzie propagował „przymus i indoktrynację” (imposition and indoctrination) w stosunku do uczniów aby osiągnąć postępowe cele. A naturalnie były one antywolnorynkowe, oparte na walce klas i ras oraz – dla niepoznaki – na radykalnym indywidualiźmie (ale tylko w sensie wyzwania dla tradycyjnego ładu). Podkreślmy: do dziś w pedagogice amerykańskiej nie ma większych autorytetów niż Dewey i Counts. Jeden z sowieckich szpiegów i członek amerykańskiej kompartii Louis Budenz stwierdził, że „aby podminować państwo takie jak USA, jedną z najważniejszych rzeczy jest infiltracja systemu edukacyjnego” (Louis F. Budenz, „The Techniques of Communism” — Henry Regnery Company, Chicago, IL, 1954). Oficer FBI W. Cleon Skousen wymienił kilkadziesiąt celów komunistycznej dywersji w USA. Jednym z najważniejszych było „przejąć kontrolę nad szkołami. Użyć ich jako pasyów transmisyjnych dla socjalizmu i bieżącej propagandy komunistycznej. Osłabić program nauczania. Przejąć związki nauczycielskie. Umieścić linię partii w podręcznikach”. Następnie należało „wyeliminować modlitwę oraz jakąkolwiek formę religijną w szkołach na podstawie tego, że narusza to doktrynę »rozdziału Kościoła od państwa«”. I w końcu „podkreślić potrzebę wychowania dzieci poza negatywnymi wpływami rodziców. Winić tłamszący wpływ rodziców za uprzedzenia, kłopoty mentalne, oraz spowolnienie umysłowe dzieci”

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 342/498

(W. Cleon Skousen, „The Naked Communist” — Ensign Publishing Company, Salt Lake City, UT, 1958). Dzisiaj cele są podobnie, a ponieważ po rewolucji kontrkulturowej lat sześćdziesiątych lewaccy radykałowie opanowali większość instytucji, szczególnie uniwersytety, chodzi przede wszystkim o „utrwalenie władzy ludowej”. Oto filozofia Curry School of Education przy prestiżowym University of Virginia: „historia naszego programu podyplomowego w dziedzinie podstaw społecznych sięga 1970 roku, ale jesteśmy podłączeni pod szersze pole badań, które zostało pioniersko zaorane w Teacher’s College przy Uniwersytecie Columbia w latach trzydziestych. Dzisiaj obejmuje ono większość prominentnych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych. Podobnie jak John Dewey, George S. Counts, oraz Harold Rugg, upieramy sią przy tym aby nasza działalność edukacyjna była oceniana zarówno pod kątem wyników społecznych, jak i pedagogicznych. (http://curry.virginia.edu/academics/areas-of-study/social-foundations). Wystarczy prześledzić obrady i rezolucje jednego z największych związków nauczycielstwa amerykańskiego — Narodowego Zrzeszenia Edukacyjnego (National Education Association – NEA) — aby zobaczyć niesamowitą synchronizację dzisiejszych amerykańskich pedagogów ze starymi sowieckimi celami dywersyjnymi w stosunku do USA. NEA popierała usunięcie religii ze szkoły – udało się; w 2011 roku NEA udało się nawet zbić próbę wprowadzenia tzw. chwili ciszy, aby te dzieci, które chcą, mogły się w sercu pomodlić. No i naturalnie są próby wprowadzenia przymusowej edukacji dzieci od chwili narodzin. Chodzi tutaj o jak najwcześniejsze pozbawienie rodziców wpływu na dziecko. Z tych samych powodów zrzeszenie opowiada się za edukacją seksualną oraz możliwością podawania środków antykoncepcyjnych dzieciom w szkole bez wiedzy rodziców. Oprócz tego NEA daje odpór amerykańskiemu patriotyzmowi i kulturze, sprzeciwiając się oficjalnemu ustanowieniu angielskiego jako języka państwowego oraz popierając darmową i wielokulturową edukację dla nielegalnych emigrantów (www.nea.org). To tylko taki mały przegląd. Jak skomentował konserwatywny obserwator, NEA oparte jest na „wściekłej nienawiści do kapitalizmu oraz na stałym, bezkrytycznym podziwie dla socjalizmu” (Samuel L. Blumenfeld, „NEA: Trojan Horse in American Education” — The Paradigm Company, Boise, ID, 1984). Od trzech pokoleń za publiczne pieniądze sączy się w głowy młodych Amerykanów lewacką truciznę. Powoli, bardzo powoli. Ale ze skutkiem. Może jeszcze nie śmiertelnym. Takie pogrobowe zwycięstwo Sowietów. A może nie pogrobowe? Lenin wiecznie żywy.

14.7.

Mateusz Matyszkowicz, Jak polec w czasie wojny bez ofiar[87]

Informacja jest bronią. Co więcej, w podręcznikach wywiadu można przeczytać o „informacji niszczącej”, czyli takiej, która osłabia struktury przeciwnika lub dezorganizuje ich działanie. Celem walki jest niszczenie. Używa się do tego informacji. Jeśli więc chcemy wygrywać lub przynajmniej nie chcemy, żeby nas zniszczono, zepchnięto lub unieszkodliwiono, musimy nauczyć się panować nad informacją. Tą, która od nas wychodzi, i tą, która do nas dociera. części świata toczy Czy ktoś w naszej że nie. Ale to nieprawda. Trwa wojna informacyjna. wojnę? Większość powie,

Celem każdej wojny jest zneutralizowanie przeciwnika. Środki do tego są różne. Tradycyjna wojna, czyli wojna energetyczna, toczy się na polach bitewnych przy użyciu broni konwencjonalnej lub niekonwencjonalnej. Wojnę informacyjną można prowadzić wszędzie, a jej broń jest trudno uchwytna. Wojna energetyczna toczy się w sposób jawny. Do prowadzenia wojny informacyjnej zaś nikt się nie przyzna. Jak więc można mówić w ogóle o jej istnieniu? Skąd czerpać o niej informację, aby nie popaść w manię prześladowczą i inne tego typu ekstrema? Kiedy trwa tradycyjna wojna, wszyscy o niej wiemy. Widzimy śmierć i zniszczenie. Tu widać niewiele.

14.7.1. To wojna trwa
Ale, po pierwsze, wojna informacyjna wcale nie jest czymś nowym ani wymyślonym w umysłach, które w naszych czasach szukają spisków. Tak naprawdę jest ona równie tradycyjna jak ta, która na co dzień uchodzi za zwykłą, i toczona od tysięcy lat. Za każdym razem, kiedy człowiek poszukiwał danych o przeciwniku, przetwarzał je, podsuwał własne informacje, często fałszywe, zakrzywione, mylące. Jak Rzeczpospolita wygrała pod Grunwaldem, jeśli nie za pomocą pozorowanego ruchu i zmyłki? I jak Polska zdołała pokonać bolszewików, jeśli nie dzięki świetnemu nasłuchowi? Zarówno mylenie przeciwnika, jak i zdobywanie prawdziwych o nim informacji, są elementami wojny informacyjnej. Wojny informacyjne toczą między sobą prywatne osoby, prywatne firmy, korporacje. Ale też trwa ona cały czas między państwami. Twórcy III RP próbowali nam wmówić, że coś takiego nie istnieje, że polityka międzynarodowa opiera się na sympatiach

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 344/498

i ich poszukiwaniu. Zupełnie ignorowano przy tym fakt, że o układzie sił międzynarodowych decydują interesy i że są one brutalnie realizowane przez większość państw. Dziwne jest to o tyle, że w sprawach wewnętrznych politycy postsolidarnościowi chętnie używali narzędzi wojny informacyjnej. Sprawa słynnej „szafy Lesiaka” jest tego najlepszym przykładem. Inwigilacja i dezorganizacja prawicy to znakomity przykład użycia wojny informacyjnej w relacjach wewnętrznych. A w zewnętrznych? W tym samym czasie tolerowano istnienie wojskowych służb specjalnych w stanie niezmienionym od czasów Układu Warszawskiego, z oficerami przeszkolonymi w ośrodkach sowieckich, których lojalność względem państwa polskiego pozostawiała wiele do życzenia. Trzeba było likwidacji WSI i powołania nowych służb, aby na jaw wyszła skala nadużyć, których się dopuszczano. Ludzi zaś, którzy wtedy publicznie mówili o sprzecznych interesach, o informacyjnej walce i konieczności prowadzenia asertywnej polityki informacyjnej, traktowano jak oszołomów, wielbicieli UFO i zwolenników tezy, że Elvis nadal żyje.

14.7.2. Broń informacyjna
Informacja jest bronią. Co więcej, w podręcznikach wywiadu można przeczytać o „informacji niszczącej”, czyli takiej, która osłabia struktury przeciwnika lub dezorganizuje ich działanie. Celem walki jest niszczenie. Używa się do tego informacji. W zasadzie informacja jest wszystkim. Wszystko to, co widzimy, czego doświadczamy, wszystko, co znajduje się w naszym zasięgu, przetwarzamy jako informację. Wszystko, co do nas dociera i od nas wychodzi, jest informacją. Jeśli więc chcemy wygrywać lub przynajmniej nie chcemy, żeby nas zniszczono, zepchnięto lub unieszkodliwiono, musimy nauczyć się panować nad informacją. Tą, która od nas wychodzi, i tą, która do nas dociera. Wymaga to od nas sporej elastyczności i uwagi. A przede wszystkim sprawnie działających służb państwa. Przeprowadźmy teraz pewne ćwiczenie, zupełnie w oderwaniu od rzeczywistości i bez ferowania jakichkolwiek wyroków. Załóżmy, że w naszym interesie jest przeprowadzenie gazociągu z jednego państwa do drugiego, pomijając dotychczasowe państwa tranzytowe oraz ograniczając ich swobodny dostęp do morza. Jakich argumentów użyjemy i dróg perswazji? Czy będziemy mówili o tym wprost? Ależ oczywiście, że nasza postawa będzie jak najbardziej przyjacielska. I nawet przywódcę pominiętego państwa przyjmiemy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 345/498

z serdecznością i wykonamy wiele gestów. W naszym interesie będzie przedstawiać się jako strona najmniej agresywna, najmniej żądająca, najbardziej otwarta. To oczywiste, że podnoszone zastrzeżenia będziemy uznawać za niepotrzebne pieniactwo, że wykorzystamy każdy rozdźwięk między wypowiedziami polityków owego państwa. Będziemy robić także inne rzeczy. Ot, zawsze można wesprzeć najbardziej skrajne środowiska, te krzyczące najbardziej, i jeszcze podsuniemy im mnóstwo argumentów, w tym taki, że całość zaplanowali kosmici. Niech to mówią, niech krzyczą, niech światli ludzie widzą, jak bardzo zarzuty przeciw nam skierowane są niedorzeczne i niegodne cywilizowanego człowieka. Nie dawajmy się.

14.7.3. Cele wojny
Celem wojny informacyjnej, jak powiedzieliśmy, jest dezorganizacja przeciwnika, doprowadzenie do stanu, w którym nie będzie on podejmował racjonalnych decyzji, na wysokich stanowiskach znajdą się niekompetentni ludzie, w przetargach wygrają najgorsze firmy. Mamy jeden cel: realizacja naszego interesu. Jeśli ktoś stoi mu na przeszkodzie, skutecznie sparaliżujmy jego działania. Będziemy popierać wszystko, co przeciwnika osłabia. Mamy choćby świetnie opisaną prowokację służb specjalnych przeciw kardynałowi Wyszyńskiemu. Otóż w czasie, gdy trwał Sobór Watykański II, grupka tajnych współpracowników bezpieki na uczelniach katolickich wystosowała specjalny list do Świętego Oficjum, w którym zarzucono prymasowi nie tylko autorytarny styl zarządzania, lecz także herezję maryjną. Następnie dokonano kontrolowanego wycieku informacji o tym liście do francuskiej prasy katolickiej. Ta chętnie opublikowała informację. Następnie polska prasa reżimowa mogła spokojnie opublikować przedruki z prasy francuskiej. Polski czytelnik mógł dzięki temu się dowiedzieć, jak bardzo postępowa (choć katolicka) prasa na Zachodzie krytykuje polskiego prymasa, jak bardzo jest on ciemny i niepostępowy, jak bardzo urąga przyjętym standardom. A wszystko miało jeden cel. Doprowadzenie do spadku autorytetu głowy polskiego Kościoła i sparaliżowanie jego działań w trakcie obrad soborowych. W tym czasie kard. Wyszyński optował bowiem za potępieniem przez Sobór ideologii komunistycznej. Komuniści nie bali się wprawdzie ogni piekielnych, ale utrudnienia sytuacji w postępującej komunizacji krajów katolickich. Na tym przykładzie bardzo wyraźnie widzimy, jak silną bronią jest informacja, jak wiele od niej zależy i jak krętymi drogami można doprowadzić do realizacji własnych celów. Zarzuty przeciw Wyszyńskiemu fachowiec od wywiadu nazwałby dziś „informacją niszczącą”. Osłabienie autorytetu przywódcy, a co za tym idzie, uniemożliwienie realizo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 346/498

wania przez niego misji, to fachowo „wprowadzenie błędnych algorytmów do działania przeciwnika”. Sięgać daleko nie trzeba. Możemy też przywołać wizytę Lecha Kaczyńskiego w Gruzji. Polski prezydent zaprosił do ogarniętej wojną Gruzji przywódców państw naszego regionu. Ich wspólna wizyta doprowadziła z kolei do umiędzynarodowienia konfliktu i uniemożliwiła Rosji przedstawiania całej sytuacji jako jej wewnętrznego problemu. Mieliśmy tu wzorcowe zderzenie informacji dwóch stron. Narracja, która była forsowana przez Rosjan, została skonfrontowana z narracją inną, tą, którą światu chcieli przekazać prezydenci. Informacją niszczącą może być nawet dowcip. Jego siła jest ogromna. Jest taka anegdota o Napoleonie i trzykrotnym podnoszeniu przez niego podatków. Za pierwszym razem szef policji powiedział, że ulica szemrze. Nic się nie dzieje - uspokajał cesarz. Za drugim razem ulica szemrała. Cesarz również nie był tym specjalnie zaniepokojony. Natomiast, gdy dowiedział się, że ulica się śmieje, nie pozostało mu nic innego, jak tylko powiedzieć: „No to jesteśmy skończeni”. Innym, bardzo skutecznym narzędziem jest polityka historyczna. Spełnia ona podwójne zadanie. Z jednej strony mobilizuje nasze własne zasoby. Motywuje ludzi i nadaje ich działaniom sens. Sprawia, że zdolni są oni do poświęceń. Z drugiej strony, może ona skutecznie demobilizować szeregi przeciwnika i osłabiać jego pozycję międzynarodową. Polityka historyczna to wielka broń, której nie można się wyrzekać. Jeśli nie będziemy jej prowadzić na własny rachunek, staniemy się przedmiotem oddziaływania polityki innego państwa. Czyż nie jest wymyślna i godna uwagi broń, którą nazywa się polityką ekspiacji?

14.7.4. Wojna dotyczy nas wszystkich
Wojna ma to do siebie, że angażuje nie tylko żołnierzy. Nie uda się tylko dlatego, że mamy dobrą armię, świetnych żołnierzy i zdolnych dowódców. Wygranie wojny jest możliwe wtedy, gdy obywatele naszego własnego państwa będą się identyfikować ze zwycięstwem. To dlatego armia zawsze dbała o dobrą propagandę we własnym kraju. To dlatego w czasie wojen najczęściej wprowadza się cenzurę. Wojna informacyjna - ta, która toczy się cały czas i która zwykle nie pociąga za sobą ofiar śmiertelnych, jest szczególnie trudna do prowadzenia w kraju demokratycznym. Tam, gdzie panuje wolność słowa i media są niezależne od władzy… Problem polega jednak na tym, że w Polsce mamy niewiele mediów naprawdę niezależnych, większość

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 347/498

chętnie wpisuje się w politykę informacyjną rządu. A mimo to w prowadzeniu wojny informacyjnej jesteśmy wyjątkowo słabi. Co sprawia, że jesteśmy tak miękcy, że tak łatwo dajemy sobie narzuć obcą argumentację, że tak trudno jest zmobilizować nas w sprawach dla państwa najważniejszych - takich jak polityka energetyczna, śledztwo smoleńskie, modernizacja armii… O wiele łatwiej przyszło to rządowi w sprawach gospodarczych. Był on w stanie narzucić narrację o Zielonej Wyspie (to też element wojny informacyjnej, właściwie zgodny z naszymi interesami międzynarodowymi). Nie ma natomiast woli w dalszym prowadzeniu skutecznej i mobilizującej polityki historycznej, brakuje woli i zdolności w forsowaniu polskiej podmiotowości w Europie. Odpowiedź na to pytanie wydaje się następująca. Owszem, w demokracji trudno prowadzi się wojnę informacyjną w interesie kraju. Ale jeszcze trudniejsze jest to w kraju oligarchicznym. Państwo demokratyczne potrafi przekonać obywateli do działania w jego interesie. Interes państwa jest bowiem tożsamy z interesem obywateli. W państwie oligarchicznym natomiast interesy polityczne idą nie po myśli wszystkich obywateli, ale niewielkiej ich grupy. Jest jeszcze jedna sprawa. Ta wąska grupa ludzi, która potrafi zarządzać ogólnymi nastrojami, sama została wychowana w postawach dość służalczych. Sama w pewnym sensie jest ofiarą wojny informacyjnej. Tych ludzi wychowano w przekonaniu, że w polskiej kulturze i w polskim systemie zachowań niewiele jest postaw godnych przekazywania, że Polska jest obciachem i wcale nie jest najważniejsza. Przez prawie 50 lat komunizmu bano się, że ów system jest tylko zamrażarką, a po jego obaleniu odżyją te wszystkie postawy, o których uczono się, że są polską zmorą. Kiedy więc komunizm upadł, robiono wszystko, aby modernizacja ekonomiczna i techniczna szły w parze z tzw. modernizacją obyczajową. To zupełnie unieszkodliwiło na długie lata myślenie w kategoriach polskiego interesu. Czego bowiem bronić i o co zabiegać, skoro to wszystko marność, obłuda i zaściankowość. Lepiej podłączyć się gdzieś, roztopić w czymś cywilizacyjnie lepszym. Skoro zaś nie chce się Polski bronić, to i brakuje chętnych na to, by wziąć udział w tej wielkiej grze, jaka toczy się w naszej części Europy. Jej celem jest odbudowa rosyjskiej strefy wpływów i osiągnięcie maksymalnych korzyści ze zintegrowania interesów rosyjskich z niemieckimi. I znów, jednym z narzędzi jest informacja.

14.8.

Wiktor Suworow, Klęska. Rozdział 6. Socjalizm w jednym kraju?[224] (fragment)

ZSRR znajduje się w kapitalistycznym otoczeniu. Zderzenie między światem socjalizmu i kapitalizmu jest nieuniknione. (…) Leninizm uczy, że kraj socjalistyczny, wykorzystując sprzyjającą sytuację międzynarodową, powinien i musi przejąć inicjatywę ofensywnych działań wojennych przeciwko kapitalistycznemu otoczeniu w celu poszerzenia frontu socjalizmu. (…) W tych warunkach hasło Lenina „na obcej ziemi bronić własnej” może w każdej chwili zmienić się w działania praktyczne. dyrektywa Głównego Zarządu Propagandy Politycznej Armii Czerwonej 15 maja 1941141. Świat socjalizmu rozrzucił swe komórki rakowe po całym świecie, obdarowując ZSRR dziesięcioleciami wyniszczającej „pomocy”. Ostatnie trzydzieści lat władzy sowieckiej to w istocie klasyczne uosobienie polityki „mrożonego gówna”, podtrzymywania i konserwacji niezdolnego do życia systemu kosztem przerażającego marnotrawienia majątku narodowego Rosji142.

1
W kapitalizmie człowiek eksploatuje człowieka. A w socjalizmie — odwrotnie. Przez tysiące lat ludzie marzyli o równośc, braterstwie i szczęściu. Ale próby urzeczywistnienia tych marzeń, nie wiadomo dlaczego, zawsze kończyły się spustoszeniem, powszechnym szaleństwem i zdziczeniem, rozpasaniem tłumu, wielką krwią, triumfem łajdaków. W 1917 roku w drogę poszukiwania szczęścia dla wszystkich wyruszyła Rosja. Problem polega na tym, że na tej drodze, jak na oblodzonej górze, nie można się zatrzymać. Pędzi się do końca. Do powszechnego szczęścia. Przywódcy socjalistycznego zamachu Lenin i Trocki bardzo wyraźnie rozumieli, całkiem pewnie i kategorycznie oświadczali, że nie można zbudować szczęśliwości

141

Rosyjskie Centrum Przechowywania i Badania Dokumentów Historii Najnowszej, dział 88, rejestr 1, teczka 898, karta 21. „Litieraturnaja gazieta”, 20 listopada 1996.

142

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 349/498

w jednym oddzielnym państwie. Bodowa powszechnego szczęścia jest możliwa tylko w skali świtowej. Państwo socjalistyczne powinno albo zginąć, albo skierować cały świat na ścieżkę socjalizmu. Logika nie do przebicia: jeżeli robotnicy i chłopi zdobyli władzę w jednym kraju, jeżeli wprowadzili u siebie szczęśliwe życie, to staje się ono przykładem dla robotników i chłopów reszty świata. Oni też spróbują obalić władzę kapitału w swoich państwach. Ale burżuje za nic nie zechcą rozstać się z władzą, oddać swoje pałace i narabowane skarby. Żeby zapobiec rewolucji we własnych krajach, burżuje będą musieli zniszczyć Republikę Radziecką — pierwszą wysepkę robotniczego szczęścia w światowym oceanie nieszczęścia i łez. Istnienie Republiki Radzieckiej obok państw imperialistycznych przez dłuższy czas jest nie do pomyślenia. Ostatecznie albo jedno, albo drugie zwycięży143. Lenin i Trocki widzieli ratunek dla Rosji Radzieckiej tylko w światowej rewolucji: jeżeli upowszechnimy socjalizm na całym świecie, to robotnicy i chłopi na całym świecie nie będą mieli więcej wrogów, nikt wtedy nie będzie porywał się na ich wolność i lepszy los. Właśnie dlatego Lenin i Trocki podejmowali wielokrotnie próby rozpętania rewolucyjnych wojen w Europie i Azji. Stworzyli Komintern — sztab światowej rewolucji. Uważali wojnę między Rosją i resztą świata za nieuniknioną, przygotowywali się do tej wojny, rozniecali ją i podżegali do niej. Niektórzy wodzowie rewolucji nigdy nie wyleczyli się z rewolucyjnego romantyzmu. Z głów innych przywódców ten romantyzm uleciał bardzo szybko. A jeszcze inni na tę dolegliwość nigdy nie cierpieli. Tylko udawali. Ale wszyscy mieli ten sam problem: socjalizm w jednym państwie długo istnieć nie może. I w grupie państw również. Należało nim w jakiś sposób zainfekować cały świat. Ku temu jest wiele powodów. Jeden z nich: w normalnym kraju gospodarką rządzi zażarta konkurencja. Przetrwa tylko ten, kto jest zdolny do wytwarzania najlepszych towarów w dowolnych wymaganych ilościach po najniższych cenach. Dlatego każdy właściciel fabryki musi wstrzymać dopiero co zorganizowaną produkcję bardzo dobrych żelazek i garnków, spodni i szelek, samochodów i traktorów, a zamiast nich zaczynać produkcję towarów jeszcze lepszej jakości.

143

W Lenin, Dzieła wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1949-1975.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 350/498

Kto się spóźni o dzień, splajtuje. Przy tym każdy właściciel fabryki musi walczyć nie tylko z konkurentem z miasta po sąsiedzku, ale i z tym, który coś tam modernizuje na wyspie Hokkaido, i z tym, który coś wymyślił w nowej fabryce na przedmieściach Mediolanu. A w kraju socjalistycznym cała gospodarka znajduje się pod kontrolą państwa, czyli pod kontrolą rządu, czyli pod kontrolą urzędników, czyli pod kontrolą biurokracji. Konkurencja przy takim układzie jest niemożliwa z założenia. Nie jest tu nikomu potrzebna. Jeżeli w państwie nie ma brutalnej walki o nieustanne nowości. o jakość produkowanych towarów, o obniżkę kosztów, to wówczas na rynku międzynarodowym produkty „Made in DDR” czy „Made in USSR” nie wywołują zachwytu. Wtedy państwo socjalistyczne musi alebo handlować surowcami, albo sprzedawać swoje liche i przestarzałe towary poniżej kosztów. Coś jeszcze: Właściciel fabryki ryzykuje własne pieniądze i fabrykę. Jeden błąd czy po prostu pech (światowy kryzys czy na przykład kataklizm) i wypadasz z biznesu, zwalniając miejsce dla mądrzejszych, sprytniejszych, obrotniejszych lub po prostu mających więcej szczęścia. Żadnych wyjaśnień nikt nie wymaga i nie przyjmuje. W socjalizmie biurokrata nie ryzykuje własnych pieniędzy. Wszystko należy do państwa, czyli do nikogo konkretnie. Za niewłaściwą decyzję biurokratę mogą skarcić, a mogą i mu wybaczyć, nie widząc błędu. Albo starając się nie zobaczyć. Najważniejsze to złożyć przełożonemu sprawozdanie. Można błędną decyzję przedstawić jako słuszną czy nawet jedyną możliwą. Przełożeni przecież też odpowiadają za błędy podwładnych. Więc ci wyżej postawieni mają interes, żeby błędów tych maluczkich nie zauważać. A jak zauważą, będą kryć.144 Jeżeli produkujemy towary, których jakość daleko odbiega od światowych standardów, i jeszcze sprzedajemy je po cenach dumpingowych, to nie możemy swoim robotnikom zapewnić wysokiego standardu życia. I wtedy klasa robotnicza państwa socjalistycznego zaczyna zwracać uwagę na to, jak się żyje nieszczęsnym uciśnionym proletariuszom w zgniłym kapitalizmie. Bardzo szybko ze zdziwieniem zauważa dziwne rzeczy i zaczyna stawiać niewygodne pytania…

144

Prawo Murphy’ego stanowi, że jeszcze nigdy żaden urzędnik nie został ukarany za to, że czegoś nie zrobił. Urzędnik może zostać ukarany tylko za to, co zrobił. Dlatego wszyscy biurokraci unikają jak ognia działań konkretnych. Natomiast lubują się w działaniach pozornych. Przy próbie ukarania za działanie pozorne biurokracie łatwiej jest dowieść, że on tego, za co ma zostać ukarany, nie zrobił. Biurokracja jest jak pies ogrodnika. Karze człowieka za podejmowanie pewnych określonych czynności. Zobowiązuje się te czynności robić za człowieka. I z tego zobowiązania się nie wywiązuje. To dotyczy każdej biurokracji. Ze specsłużbami włącznie (przyp. G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 351/498

Co ma zrobić biedny wiejski rzemieślnik, skoro może wytwarzać tylko drogi chłam, ale nie jest w stanie wznieść się do poziomu sąsiada, który robi dobrze, szybko i tanio? Tu są dwa wyjścia. Pierwsze: Ogłosić bankructwo i spróbować nauczyć się nowego zawodu, chociażby pasać świnie. Drugie: Jakoś zaszkodzić sąsiadowi, żeby jego produkcja była równie marna i droga. W ostateczności — podpalić konkurentowi warsztat. Dobrze też samego go złapać w ciemnym zaułku i zdzielić po cichu siekierą. Co mają począć mądrzy przywódcy wielkiego państwa, którzy stworzyli niezdolny do życia system ekonomiczny socjalizmu? Co zrobić, jeżeli ich gospodarka nie może sprostać konkurencji z krajami rozwiniętymi, jeżeli nie jest zdolna zapewnić ludności możliwego do przyjęcia poziomu życia? Przywódcy mają dwa wyjścia. Pierwsze: Przyznać, że ich droga jest błędna, ogłosić bankructwo. się pasaniem świń. Drugie wyjście… Problem tylko polega na tym, że konkurenci to cały świat. I zająć

2
Są dziewczynki na telefon. Są chłopcy na telefon. I są profesorowie na telefon. Profesorowie lekkich obyczajów. Zbierają się w okolicach Ogrodu Aleksandrowskiego145 i placu Łubieńskiego. To jeden z rodzajów sługusów Kremla. A więc profesorowie na telefon zgodnie przekonują, że Lenin i Trocki byli fanatykami światowej rewolucji. Nie tylko teoretykami, ale i praktykami. Tak było jednak, dodają, już na początku tal 20., gdy władzę w Rosji radzieckiej zagrabił sobie Stalin. Skoncentrował w swoich rękach nieograniczone kompetencje. Stalin

145

Ogród Aleksandrowski ciągnie się wzdłuż zachodniego muru Kremla (przyp. tłum.).

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 352/498

zrezygnował z idei światowej rewolucji. Budował socjalizm w jednym kraju… A zatem nie zamierzał nikogo najeżdżać. Brzmi przekonująco. Dla tych, którzy nie czytali Stalina. Ale nie czytając Stalina, można zrozumieć, że argument dotyczący socjalizmu w jednym kraju jest kulawy. Stalin rzeczywiście budował socjalizm w jednym kraju. I na początku lat 30. socjalizm zbudował. Ten punkt programu Stalin wykonał. Co zamierzał zrobić dalej? Oto jest pytanie. Tu mi zaprzeczają, że w Związku Radzieckim nie było żadnego socjalizmu. Była totalna władza biurokracji i tajnej policji. Były łagry. Masowa eksterminacja ludzi. Zamknięta granica. Hordy donosicieli. Głód. Brak wszystkiego. Pięciokilometrowe kolejki. Czy to jest socjalizm? To jest socjalizm. Prawdziwy. Socjalizm według towarzysza Marksa to równość. Marks wskazał wyraźnie: zlikwidowanie własności prywatnej. Drogę do równości

Stalin kontynuował wielkie dzieło Marksa-Lenina-Trockiego, zlikwidował własność prywatną. Całą własność zrobił wspólną. Oddał ją pod kontrolę pańtwa. Czyli pod kontrolę struktur państwowych. Czyli pod kontrolę urzędników. Czyli biurokracji. A pięciokilometrowe kolejki to był bezpośredni skutek biurokratycznej (czyli socjalistycznej) metody zarządzania gospodarką. I łagry — nieunikniona konsekwencja tych metod. A gdzie podziać tych maluczkich, którzy sprzeciwiają się państwowemu kierowaniu gospodarką, czyli sprzeciwiają się socjalizmowi, sprzeciwiają się sprawiedliwości i równości? Tych trzeba reedukować. Pracą. Łagry właśnie nazwano karnymi obozami pracy. Zresztą Marks nie obiecywał ludowi życia bez panowania biurokracji, rozstrzeliwań, głodu, chłodu i kolejek. Czytajcie jego dzieła. Szukajcie takich obietnic. Kopcie, nie znajdziecie! Obiecywał łagry. I usilnie zalecał. Stalin postępował zgodnie z testamentem Marksa i Lenina. Zapewniając szczęśliwe życie ludom własnego kraju, patrzył w przyszłość. Najważniejsze dla niego: jak zachować uzyskaną wolność i zdobyte szczęście? Oto plan Stalina: „Projekt proponuję zamiast hasła Zjednoczonych Stanów Europy hasło federacji oderwanych i odrywających się od statemu imperialistycznego republik ra-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 353/498

dzieckich rozwiniętych państw i kolonii, walczących o światowy socjalizm ze śwaitowym systemem kapitalistycznym”146.

3
Stalinowi nie wystarczała sama Europa. Potrzebował socjalizmu na skalę światową. Droga do szczęścia jest prosta: odrywać od systemu kapitalistycznego tak kraje rozwinięte (nie tylko europejskie), jak i kolonie, kierować je na drogę socjalizmu i łączyć w federację, która będzie prowadziła walkę o zwycięstwo w skali światowej. […]

146

Przemówienie na zebraniu aktywu partii leningradzkiej organizacji WKP(b) 13 lipca 1928 roku.

14.9.

Marcin Wolski, Kompleks polski[439] (za zezwoleniem Autora)

Jakiś czas temu za polski problem numer jeden uznałem naszą „niewymiarowość”. Jesteśmy za mali na mocarstwo, ale za duzi, aby pogodzić się z rolą pionka przesuwanego na mapie albo zgoła z niej strącanego. Mamy z tym problem my, ale mają również ci, którzy te pionki przesuwają, używając do tego czasem nagiej siły, a częściej samych Polaków. Warto zauważyć, że ostateczna likwidacja I Rzeczypospolitej nastąpiła w momencie, kiedy mogliśmy zerwać się z owej podwójnej smyczy dzierżonej w Petersburgu i Berlinie. Nie nastąpiło to od razu – kolejne fazy „ostatecznego rozwiązania” poprzedzała trwająca blisko wiek akcja propagandowa. Celowała w niej Rosja, ale Prusy nie pozostawały daleko w tyle. Trzeba było wmówić światu, a przy okazji Polakom, że sami nie potrafimy sobą rządzić, że nie ma wyjścia z zaklętego kręgu naszych kompleksów narodowych, z ciemnoty i zacofania. Przez 300 lat słyszeliśmy, że albo jesteśmy „chorym człowiekiem Europy”, albo w najlepszym razie „państwem sezonowym”, stałym zarzewiem konfliktów – z informacją na zewnątrz: „Spokój panuje w Warszawie” i wewnątrz: „Żadnych marzeń, panowie!”. To przeciw nam stworzono Święte Przymierze i dopiero kłótnia w rodzinie, czyli Wielka Wojna, dała nam szansę ponownego wybicia się na niepodległość. Przy różnych narodowych mankamentach nie opanowaliśmy sztuki autopromocji, będąc w XVI w. realnym mocarstwem, największym terytorialnie państwem europejskim, żywiącym naszym zbożem zachodnioeuropejskich głodomorów. Nie potrafiliśmy tego sprzedać (rzadkim wyjątkiem polskie poselstwo gubiące w Italii złote podkowy!).

14.9.1. Rzeczpospolita tolerancji
Obcy widzieli u nas głównie błoto i kurne chaty, przysłaniające magnackie rezydencje, klasztory, uczelnie itp. W wiekach powszechnej nietolerancji nasza nadzwyczajna tolerancja była towarem niechodliwym. I co z tego, że staliśmy się ziemią obiecaną dla Żydów z całej Europy. Wszędzie tępieni, u nas mieli autonomie, uczelnie, własny samorząd. Podobnie innowiercy nie płonęli w naszym kraju na stosach, tylko pospołu z katolikami piastowali najwyższe urzędy, a Rzeczpospolita była dobrowolną unią dwojga narodów, z demokracją, o jakiej na naszym kontynencie od czasów starożytnej Republiki Rzymskiej trudno było marzyć. Zapewne wówczas w oczach obcych były to bardziej wady niż zalety, wszędzie tężał absolutyzm, tępiono dysydentów, szermowano karą śmierci… Wiek później, kiedy koniunktura się zmieniła, jeden proces za czary i jeden antyprotestancki tumult (w Toruniu) wystarczył, aby przyprawić Polakom gębę nietolerancyjnych obskurantów. A narodowy zryw – konfederacja barska – została uznana za wykwit polskiego ciemnogrodu (nieomal taki XVIII-wieczny PiS).

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 355/498

Tyle że powyższa wykładnia wynikała ze świadomej roboty mocarstw ościennych. Poczynając od Piotra I, na rzecz przyszłego zaborcy działała cała rzesza „agentów wpływu”, których rola za Katarzyny II niebywale wzrosła. Były tam takie znakomitości jak Wolter, który u siebie przedstawiał się jako zwolennik wolności, jednak za najlepsze rozwiązanie dla wschodniej Europy uważał oświecony absolutyzm. Rozbiór Polski uznał za ochronę wolności religijnych dysydentów. Szczególnie wymownie brzmi w tym kontekście opinia o armii rosyjskiej, która w ocenie francuskiego filozofa „miast pustoszyć, wzbogacała kraj, będąc tam dla opiekowania się tolerancją”. Równie znamienny jest list, który napisał do swojego protektora Fryderyka Wielkiego: „Mówią, Sire, że to Pan poddał pomysł rozbioru Polski – i ja tak sądzę, ponieważ znać w tym geniusz”.

14.9.2. Zacofani wobec świata
Na co Fryc odpowiadał, mówiąc o losie swoich nowych poddanych: „Będę się starał biednych tych Irokezów oswoić z cywilizacją Europejską”. No i cywilizował. Z oporami za to szło „cywilizowanie” Polaków od wewnątrz – mimo nacisków Stanisława Augusta, króla Europejczyka, który nawet na koronację nie dał się ubrać w strój sarmacki i przedstawił dokument z uzasadnieniem lekarskim tej niemożności (sic!). Metoda zawstydzania i wrabiania nas w kompleksy niższości nie udawała się. Najlepsze pióra szły w sukurs tradycji – krytykowali cudzoziemszczyznę twórcy od Zabłockiego (w „Fircyku w zalotach”) po Mickiewicza i Fredrę. Wystarczy wspomnieć Hrabiego Horeszkę czy Papkina, postacie wybitnie groteskowe i ośmieszane. Upadek kolejnych powstań zaowocował refleksją krakowskiej szkoły „stańczyków”, upatrujących klęski Polski w winach własnych, zacofaniu i anachronicznym ustroju, na dalszy plan odsuwając zmowę zaborców. Święcący sukcesy pozytywizm, uosabiany w realnej polityce przez margrabiego Wielopolskiego, głosił, że dla Polaków można zrobić wiele, z Polakami – nic. Ale co można było ery Apuchtinowskiej? robić w dobie Kulturkampfu czy twardej rusyfikacji

Spuścizna zaborów, mimo sukcesu Czynu Niepodległościowego, przeniosła w XX w. garb narodowych kompleksów. Wzmocniła przekonanie że „nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”, „sukces można odnieść tylko za granicą”, a zdanie obcych ma większy rezonans niż swoich. Pogłębiała się też opinia o polskim zacofaniu wobec świata. Oczywiście, emigrujący Polacy, przeważnie biedni i niewykształceni, nie stanowili najlepszej rekomendacji naszego narodu w Stanach Zjednoczonych.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 356/498

A sąsiedzi? Cała działalność niemiecka polegała na urabianiu opinii o II Rzeczypospolitej jako o „państwie sezonowym”, a Sowieci po wybuchu wojny i „czwartym rozbiorze” ustami Mołotowa mówili o „pokracznym bękarcie traktatu wersalskiego”.

14.9.3. Wielcy niedocenieni
Gigantyczny wysiłek militarny Polaków na wszystkich frontach, w tym udział w bitwie o Anglię, Monte Cassino, Normandię czy złamanie kodu Enigmy, nigdy nie został należycie doceniony. Ileż powstało filmów o konspiracji i walce Francuzów, Włochów czy Czechów, nie mówiąc o Żydach… Fenomen największego podziemnego państwa w historii czy heroizm Powstania Warszawskiego doceniają nieliczni polonofile, tacy jak Norman Davies. Nawet niedawny supertriumf Solidarności prowadzący do upadku komunizmu coraz częściej okazuje się zbiorowym dziełem Gorbaczowa, berlińczyków, którzy obalili mur, i innych zniewolonych narodów. Z pewnością są tu i nasze krajowe winy – pięć dekad bez suwerenności, przyjęta przez zwycięski obóz po roku 1989 koncepcja pokojowej transformacji bez zwycięzców i zwyciężonych. W dodatku nie należy zapominać, że mamy niewielki wpływ na to, co się kręci w Hollywood czy pokazuje w CNN. Tymczasem agenci wpływu na usługach naszych przeciwników, jak za czasów Woltera, działają, odgrywają od zawsze wielką rolę w mediach, ruchach alternatywnych, a rewolucja kontrkulturowa lat 60. otworzyła im drogę do kręgów nauki, kultury, a nade wszystko władzy. Nie dziw, że praca nad kompromitowaniem Polaków na zewnątrz i zawstydzenie wewnątrz trwa. Tym bardziej że paliwa dostarczają ich „uszy i oczy z kraju” oraz użyteczni idioci lub zaślepieni karierowicze. Nakłada się to na trwający od stuleci spór tych, którzy piszą dla pokrzepienia serc, i tych, którzy dbają, aby krwawe blizny nie zarosły błoną podłości. W niedawnych czasach był to konflikt o miejsce w lekturach szkolnych Sienkiewicza i Gombrowicza, trochę wcześniej PRL-owskie boje między zwolennikami „bohaterszczyzny”, których bronił płk Załuski, a kpiarstwem z narodowej tromtadracji, ucieleśnianym przez żarty Mrożka. Póki jednak spór miał charakter intelektualny i ograniczał się do elity, można było nawet uznać jego płodność. Gorzej, gdy doszło do podziału na Polaków i „polactwo”, zwolenników i przeciwników narodowej tradycji, tych co pilnują krzyży i tych gotowych je deptać… Przez jakiś czas możliwości działań antypolskich osłabiał Jan Paweł II, ale obecnie nie mamy takiego autorytetu. Wewnątrz rozszalały się żywioły, których siły naiwnie nie przewidzieliśmy, a zewnątrz… Cóż, nadal jesteśmy cierniem i przeszkodą na drodze do hegemonii paru potęg w imię modernizacji i postępu. Przeszkadzamy mocarstwom próbującym urządzić świat na własną modłę i salonom, które je wspierają i z nich żyją.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 357/498

Naszą bronią jest nasza świadomość – wiemy, o co idzie gra, jak się to odbywa i dokąd prowadzi. Mamy to przerobione, a co istotne, znaczna część społeczeństwa pozostaje uodporniona na „zjadłe trucizny”. Mówi się, że Pan Bóg musiał być w kiepskim humorze, wyznaczając nam miejsce pomiędzy Rosja i Niemcami, ale przecież z jakiegoś powodu jednak umieścił w tym miejscu właśnie nas.

14.10. Tomasz Szczepański, Inteligencja kompradorska[440] (za zezwoleniem Autora)
Kraje Trzeciego Świata znały zjawisko burżuazji kompradorskiej czyli pośredniczącej. Była to grupa przedsiębiorców pochodzących z kraju uzależnionego, których zasadniczą cechą było silne powiązanie lub wręcz uzależnienie od kapitału kraju kolonizującego. Powiązanie to miało głównie charakter ekonomiczny, chociaż tworzyły się również powiązania polityczne. Taki lokalny przedsiębiorca pośredniczył między burżuazją kolonizatorów lub ich administracją a narodem uzależnionym. Jego ekonomiczna siła wynikała z sukcesu jego mocodawcy. Obsługując interesy kolonizatora (wnosząc do spółki z nim np. swoje nazwisko) przedsiębiorca kompradorski powodował powstanie między nimi ekonomicznych więzi. Gdy tracił kolonizator, tracił i on — tym właśnie burżuazja kompradorska zawsze różniła się od burżuazji narodowej krajów Trzeciego Świata, która prowadziła interesy na własny rachunek. W dzisiejszej Polsce obserwujemy zjawisko do pewnego stopnia analogiczne. Dotyczy ono głównie inteligencji. Powstaje w naszym kraju nieliczna, ale wpływowa warstwa inteligencji kompradorskiej. Jej powstanie spowodowały trzy zjawiska. Po pierwsze — wyjątkowa rola inteligencji w kraju (drugi obok Kościoła czynnik sprawujący „rząd dusz”). Jest ona elementem zabiegów każdego czynnika zewnętrznego. (Przypomnijmy tylko zabiegi komunistów po 1945 roku.) Pozyskanie pewnej części polskiej inteligencji to uchwycenie poważnego przyczółka wpływów na stan rzeczy w kraju. Po drugie — systematyczna degradacja tej warstwy spowodowana i ubóstwem materialnym, i utratą prestiżu. Zubożenie jest oczywiście efektem złego stanu państwa, którego nie stać na wysokie płace w sferze budżetowej. Jednak w sytuacji nagłego wzrostu dochodów z biznesu, ubóstwo inteligenta jest bardziej widoczne i powoduje więcej frustracji. Ekipy rządzące po 1989 roku lansując wzorzec biznesmena (W naszych warunkach często o korzeniach nomenklaturowych i przestępczych), jako podstawowy wzór zachowań społecznych popełniły błąd. Jeżeli sukces finansowy jest jedyną miarą wartości człowieka, to inteligent, wbrew pozorom, także może coś sprzedać temu, kto najlepiej zapłaci a mianowicie siebie. Tym najlepiej płacącym, z obiektywnych przyczyn, nie może być państwo polskie. Po trzecie — kryzys wartości w społeczeństwie postkomunistycznym. System komunistyczny pozostawił dużą grupę ludzi przyzwyczajonych do tego, że nic od nich nie zależy i do podporządkowania się innym. Widoczne to było nawet w działalności niektórych opozycjonistów - wielu z nich traktowało swoje działanie wyłącznie jako „dawanie świadectwa”, a nie jako przygotowanie się do walki o władzę. Niewiara w możliwość bycia samodzielnym ułatwia psychologicznie przyjęcie propozycji protektora. Dodajmy, że część z tej grupy nawykła nie tylko do protektoratu, ale i do jego zmiany. Komunizm rozbił tradycyjne poczucie lojalności w stosunku do państwa oraz myślenie w kategoriach interesu narodowego i racji stanu. Niektóre formy oporu

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 359/498

przeciw dyktaturze komunistycznej w Polsce nie sprzyjały odbudowie tych wartości. W kraju, który kilkakrotnie omal nie zginął z powodu braku armii, spontanicznie powołano organizację zwalczającą nie tyle deformacje w LWP, co samą ideę wojska. Liczące się autorytety stawiały dezertera za wzorzec ideowy. Przedstawione wyżej środowiska inteligenckie, pozbawione wystarczającej lojalności w stosunku do państwa i narodu, są materiałem do wzięcia dla protektora, który zapewni im status materialny i społeczny. Iluż widzieliśmy byłych komunistów, którzy w latach osiemdziesiątych masowo odwiedzali Kościoły otrzymując tam wsparcie duchowe i paczki. A w momencie, gdy te ostatnie przestały być potrzebne - zaczęli akcentować groźbę klerykalizmu w kraju, w którym nigdy nie było wojen religijnych. Najpierw byli wierzącymi komunistami, później praktykującymi katolikami, obecnie są zaprzysięgłymi Europejczykami publicznie lżącymi swój kraj. Kim będą jutro? Mogą być wszystkim, bo w gruncie rzeczy są niczym. Ten stan mentalny jest dopiero potencjalną możliwością zaistnienia relacji kompradorstwa. Potrzebny jest jeszcze protektor dysponujący możliwościami finansowymi. W naszej konkretnej sytuacji istnieje ryzyko, że protektorem tym będą Niemcy pod postacią agend państwowych lub organizacji pozarządowych. Celem takiego działania nie ma być zrobienie z niektórych grup inteligenckich Niemców, jak w wypadku grup pogranicza, tylko ich materialnie uzależnienie od ośrodków niemieckich poprzez wytworzenie między nimi sieci powiązań. Między taką inteligencją a znanymi z praktyki KGB „agentami wpływu” istnieje różnica polegająca przede wszystkim na tym, że agent wie, że nim jest. Przedstawiciele inteligencji kompradorskiej, np. polscy naukowcy pracujący na etatach opłacanych z niemieckiej fundacji, mogą być szczerze przekonani, że przyczyniają się do europeizacji kraju — powiedzmy — zakładając niemiecką placówkę naukową w średniej wielkości mieście wojewódzkim na Śląsku czy Pomorzu. I nie czują się winni, gdy w tym samym czasie padnie polski państwowy instytut w tym mieście. W ciągu ostatnich lat powołano w Polsce cały szereg fundacji i stowarzyszeń, które istnieją tylko dzięki pieniądzom zagranicznego sponsora. Stworzone przez nie miejsca pracy dla bardzo wielu inteligentów są nie tylko pewnym źródłem utrzymania, ale i gwarancją pozycji społecznej, a także formą promocji politycznej. Kim byłby organizator np. sesji naukowej, na którą zaprasza naukowców, polityków, dziennikarzy i wyrabia sobie nazwisko przydatne później w kampanii wyborczej, gdyby nie miał europejskiego sponsora. Byłby nauczycielem albo bibliotekarzem w Domu Kultury. Nie oznacza to, że każdy inteligent jest skłonny do uwzględnienia każdego życzenia sponsora. Oznacza to, że wytworzono mechanizmy do zaistnienia takiej właśnie sytuacji. Dobrze jest, że kwartalnik zajmujący się historią Warmii i Mazur drukuje artykuł niemieckiego naukowca, który stara się nas przekonać, że Polacy na tych ziemiach przed 1945 rokiem to nieporozumienie, bo trzeba poznać różne - nawet absurdalne - punkty widzenia. Dobrze też, że w tym samym numerze jest artykuł ukazujący, że raczej nieporozumieniem jest wyrażony wyżej pogląd. Nasuwa się jednak pyta-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 360/498

nie - czy w sytuacji, gdy cały kwartalnik jest finansowany przez jedną z niemieckich fundacji, istnieje możliwość - powiedzmy - eliminacji tekstów polskiej strony sporu i czy redakcja zdołałaby się takim naciskom oprzeć? Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaprotestowała przeciwko likwidacji nielegalnie zbudowanych pomników Wehrmachtu — czczących armię, a nie poszczególne ofiary wojny. Fundacja ta korzysta z niepolskich środków finansowych i marny prawo zapytać, czy oba te fakty pozostają ze sobą w związku, a jeśli tak, to w jakim? Powyższe przykłady można mnożyć, lecz nie o to przecież chodzi, ale o samo zjawisko. Na sukces inteligencji kompradorskiej składa się też intelektualna zależność sporej części polskiej inteligencji od warszawki, tzn. od powiązanych ze sobą silnym układem towarzyskim grup inteligencji warszawsko-krakowskiej uznanych za autorytety byłej opozycji demokratycznej (symbolem tej formacji jest Adam Michnik). Warto zauważyć, że ci ludzie już w czasach swojej działalności opozycyjnej przyzwyczaili się do zależności od zachodnich elit politycznych. Do tego środowiska kierowany był największy strumień pomocy. Miało też ono ułatwiony dostęp do zachodnich mediów. Z tych lat pozostała potęga materialna i potęga autorytetu pozwalająca także na wydawanie opinii, z którą musi się liczyć każdy, kto chce funkcjonować w życiu publicznym jako inteligent. Potęga autorytetu, towarzyska siła salonu jest także elementem rzeczywistości politycznej i dlatego zasadne jest pytanie, za czyje pieniądze odbywa się dziś „bal u senatora”. Zjawisko inteligencji kompradorskiej jest potencjalnym niebezpieczeństwem dla duchowej suwerenności kraju, co w ostatecznym rachunku oznacza także zagrożenie suwerenności politycznej. Alternatywą dla niego nie powinien być jednak izolacjonizm, choć hasła izolacjonistyczne są zrozumiałe w pierwszym odruchu. Państwo powinno uwzględniać to zjawisko i przeciwdziałać mu różnymi środkami, zwłaszcza prawnymi. Potrzebna jest taka regulacja działania obcych instytucji w naszej infrastrukturze kulturalnej, aby przewaga finansowa sąsiada nie mogła być wykorzystana przeciwko nam. Przed problemem tym mogą stanąć także inne kraje naszego regionu. Nasze przeciwdziałanie winno być jednak prowadzone środkami nie powodującymi samoizolacji.

14.11. Witold Gadowski: Rebus doktora Globke
Sporo mówi się o niezależności dziennikarzy, o tym, że wolne media są gwarantem demokracji. Tak? Co zatem powiecie na umieszczenie w mediach kilkudziesięciu agentów UOP, a potem ABW? O kadrowych oficerach, udających dziennikarzy, już nie wspomnę. Dziś jeden z odkrytych przeze mnie współpracowników WSI, strasznie ambitny swego czasu „dziennikarz śledczy”, zamilkł. Inny przeszedł do public relations. W czasie, kiedy ministrem koordynatorem służb specjalnych był pan Wassermann, zwróciłem mu uwagę, że nadszedł czas najwyższy, aby wycofać z mediów choćby najbardziej skompromitowanych agentów. fot. sxc.hu Oj, można o tym opowiadać godzinami. Postanowiłem jednak, co jakiś czas ujawnić wam jednego gagatka. Nie będzie jednak lekko. Za każdym razem będzie rebusik i dopiero jak solidnie pokojarzycie fakty, to znajdziecie rozwiązanie. A więc rebusik pierwszy: Przypomnijcie sobie postać pułkownika Lesiaka. Był jak doktor Hans Globke w Reichu. Globke służył Trzeciej Rzeszy, a potem zbierał materiały kompromitujące polityków dla kanclerza Konrada Adenauera. Lesiak, esbek wybroniony ponoć przez Kuronia, zbierał haki na prawicę dla środowisk ówczesnej Unii Wolności. Nie tylko zbierał, ale także dopuszczał się prowokacji, dezintegrował, napuszczał jednych na drugich i kompromitował. Do wielu zadań potrzebni mu byli dziennikarze. Grupa Lesiaka ma wielkie osiągnięcia na polu kinematografii, beletrystyki i „dziennikarstwa śledczego”. Ludzie wysługujący się grupie Lesiaka do dziś bezczelnie pracują w mediach i często pouczają innych. Efekt? – Pan Wassermann bardzo mnie znielubił.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 362/498

Do zasług bandy Lesiaka należy zaszczucie mecenasa Andrzeja Kerna (pamiętacie film „Uprowadzenie Agaty” wyreżyserowany przez współpracującego z SB Marka Piwowskiego i łzawy serial miłosny córki senatora Kerna, serial, któremu łamów udzieliła „Gazeta Wyborcza”?), sprokurowanie tzw „teczki Kaczyńskiego” i prawdziwy majstersztyk – wykreowanie Anastazji P. Pamiętacie „Erotyczne immunitety”? I pytanie – kto był prawdziwym autorem tego dzieła? Ciepło, ciepło, blisko… Ponoć zadowolony Lesiak pękał ze śmiechu, czytając taką „literaturę”. Macie pierwszego. Czekam na rozwiązanie rebusu. Autora prawidłowej odpowiedzi zapraszam na dobrą kawę do „Noworola”. Poczujemy się, jak bohaterowie akcji bezpieki z lat osiemdziesiątych.

14.12. Raport dla premiera Jana Olszewskiego, Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych, koniec maja 1992 r. (fragmenty)
Głównym spoiwem komunistycznego państwa były tajne służby. Spełniały one dwojaką rolę. Z jednej strony inwigilowały i zniewalały społeczeństwo w imieniu totalitarnego państwa, z drugiej — służyły ścisłemu podporządkowaniu Polski ościennemu mocarstwu. Trzeba pamiętać, iż Związek Sowiecki kierował i kontrolował cywilne i wojskowe służby specjalne PRL, także po 1956 roku. Skuteczna próba odejścia od komunizmu w pierwszej kolejności musi oznaczać ujawnienie i przecięcie stworzonych przez poprzedni system niejawnych powiązań wewnątrz społeczeństwa, jak i w relacjach Polski ze światem zewnętrznym. Jest to bezwzględnie konieczny warunek utrzymania pełnej niepodległości kraju oraz powodzenia programu przekształceń ustrojowych. Niespełnienie tego warunku stawia kraj wobec trojakiego typu zagrożeń: 1. Zagrożenie wewnętrzne — gdy stwarza możliwość postkomunistycznym ugrupowaniom politycznymi środowiskowym wielkiego biznesu, które korzeniami tkwią w byłej nomenklaturze, paraliżowania państwa — pośrednictwem nieujawnionej agentury służb specjalnych PRL. W przychylnej koniunkturze międzynarodowej oba te środowiska nie zawahają się użyć tego rodzaju instrumentu dla odzyskania dominującej roli w państwie 2. Zagrożenie zewnętrzne — agentura ta może być instrumentem penetrowania, a nawet ograniczania niezawisłości Polski przez inne państwa, szczególnie przez Rosję. Prawdopodobne jest podjęcie próby utworzenia alternatywnych siatek agenturalnych, działających poza kontrolą oficjalnych służb informacyjnych 3. Zagrożenie moralne i polityczne — nieoczyszczenie instytucji państwowych z agentów oraz brak jasnego stosunku do minionego systemu i ludzi z nim związanych podważa prestiż państwa, stawia pod znakiem zapytania wiarygodność przemian ustrojowych, a także uniemożliwia odbudowę wiarygodnych instytucji demokratycznego państwa. Dotychczasowa praca analityczno-badawcza Wydziału Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych w pełni potwierdza realność wymienionych zagrożeń. Stwierdzono fakty piastowania przez byłych tajnych współpracowników służb specjalnych PRL wysokich i odpowiedzialnych stanowisk w parlamencie, administracji państwowej. Kancelarii Prezydenta i we władzach sądowniczych. Ustalono obecność tego typu ludzi w kierownictwach niemal wszystkich liczących się partii politycznych, w państwowych środkach masowego przekazu, bankach, służbie dyplomatycznej i instytucjach gospodar-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 364/498

czych. Wszystkie te osoby mogą być bardzo łatwymi obiektami szantażu zmierzającego do wymuszenia na ich decyzji przynoszących krajowi niepowetowane szkody: polityczne, materialne i moralne. Zanotowano np. przypadek próby zwerbowania byłego tajnego współpracownika SB, posła na Sejm obecnej kadencji — podstawą werbunku miał być fakt dawnej współpracy z Wydziałem III KW MO w Katowicach. To pokazuje, iż służby specjalne traktują zjawisko współpracy z SB jako szczególnie dogodną podstawę werbunku. Wydział Studiów jest w stanie udowodnić agenturalną działalność wielu prominentnych postaci obecnej sceny politycznej. Na temat tajnej współpracy innych posiada wiarygodne informacje. Brak materialnych dowodów jest w niektórych przypadkach rezultatem zorganizowanej akcji niszczenia oraz ukrywania materiałów byłych służb specjalnych PRL w ciągu ostatnich trzech lat. Mimo dokonanych zniszczeń, Wydział Studiów Gabinetu Ministra opracował metodę przeprowadzenia weryfikacji osób piastujących wysokie stanowiska w państwie pod kątem ich ewentualnej współpracy z SB. Opracowana metoda oraz fakt, iż istnieje możliwość odtwarzania zniszczonych zasobów kartotek, akt (między innymi za pomocą akt paszportowych) stwarzają warunki ustalania tożsamości tajnych współpracowników, chroni zarazem przed niebezpieczeństwem pomyłkowego oskarżenia osób niewinnych. Niszczenie materiałów na wielką skalę rozpoczęto w lecie 1989 roku. Proces ten trwał praktycznie do stycznia 1991 r. Wydział Studiów posiada dowody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapisy komputerowe w MSW niszczono po wydaniu zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu 1990 roku oraz po powstaniu Urzędu Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski, a szefem UOP był Andrzej Milczanowski. Przykładem jest wymazywanie w 1991 roku z systemu komputerowego ZSKO, który rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agenturalnej na rzecz SB, urzędników Kancelarii Prezydenta, a także niszczenie akt operacyjnych Departamentu I w okresie od sierpnia 1990 do stycznia 1991 roku. Zachowało się 300 protokołów zniszczenia tego typu dokumentów. Niszczenie, w szczególności dokumentacji operacyjnej, realizowane było na ogromną skalę i objęło wszystkie wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono część kartotek, zbiory dokumentów, a także dużą ilość akt operacyjnych. Od zniszczenia wyłączone były (jak to się działo w Wydziale XI departamentu I MSW — powołanym do inwigilowania i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą), dokumenty o szczególnej wartości operacyjnej. Chodzi przede wszystkim o zobowiązania do współpracy i pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie, czyli tzw. materiały kompromitujące. Praktyka wyłączania tych dokumentów świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu w dogodnej dla tych służb sytuacji. Zniszczeń na ogół nie dokonywano

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 365/498

na oślep. Wyraźnie widoczny jest klucz, w myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji. Likwidowano przede wszystkim: 1. Dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z kontraktem „okrągłego stołu” (tzw. konstruktywna opozycja) 2. Materiały dotyczące Kościoła katolickiego 3. Materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko w strukturach opozycji 4. Materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa MSW i PRL, świadczących o ich przestępczej działalności 5. Wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa. Warto przy tym podkreślić, iż akty niszczenia dokumentacji operacyjnej nie miały na celu wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż miały też być narzędziem dezinformacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do zniekształcenia obrazu penetracji przez SB polskiego społeczeństwa, agenturalnego uwikłania jednych środowisk, a chronienia innych. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma selekcja akt przeznaczonych do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW. Niepokojące było udostępnienie akt służb specjalnych niektórym osobom związanym z kontraktem „okrągłego stołu”. Przykładem jest tzw. komisja Michnika. Działająca wiosną 1990 r. komisja, w której składzie znajdował się co najmniej jeden tajny współpracownik SB, posiadała bardzo szeroki dostęp do akt MSW. Nie wiadomo jak została wykorzystana zebrana wówczas wiedza. W MSW brak jest jakiejkolwiek dokumentacji jej działalności. W ramach prowadzonych prac Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych odtworzył przebieg procesu niszczenia materiałów operacyjnych MSW w latach 1989-91. Wiele „zniszczonych” materiałów zostało w rzeczywistości wyniesionych przez ówczesnych funkcjonariuszy MSW. Traktowane były jako swoista polisa ubezpieczeniowa na dalsze życie, a także narzędzie dalszego oddziaływania na władze oraz gwarancja możliwości prowadzenia interesów gospodarczych. Jasno uświadamiającym wagę i wartość wyniesionych informacji jest przykład zaginięcia tzw. Zbioru 560, czyli kartoteki zawierającej nazwiska członków parlamentu X kadencji, wyłonionego w czerwcowych wyborach roku 1989. Kartoteka ta została utworzona na polecenie gen. H. Dankowskiego w lipcu 1989 r., nakazujące wyrejestrowanie i zdjęcie z ewidencji wszystkich tych posłów i senatorów, którymi kiedykolwiek interesowała się SB lub którzy z tą instytucją współpracowali. Fiszki usunięte z centrali i wojewódzkich kartotek SB i milicji stanowiły właśnie tzw. Zbiór 560. Kierownictwo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 366/498

MSW jest w posiadaniu oświadczeń pracowników byłego Biura „C” MSW (centralnego Archiwum SB), iż kartoteka ta została przekazana na początku 1990 roku ówczesnemu dyrektorowi tego biura. Od tego momentu datuje się, zupełny brak informacji o losach powstałej kartoteki i nie natrafiono do tej pory na żaden dokument świadczący o jej zniszczeniu. Posiadanie odpowiednich materiałów zapewnia byłej nomenklaturze nie tylko nietykalność. Pozwala również wpływać na globalne procesy polityczne, gospodarcze i kulturalne w duchu korzystnym dla jej interesów. Istnieją podstawy do przypuszczeń, że niekontrolowany obieg tajnych dokumentów byłych cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL jest ukrytą przyczyną wielu niefortunnych decyzji rozmaitych władz, źródłem bezkarności wielu afer gospodarczych, a także takiej a nie innej polityki informacyjnej mediów publicznych. Również brak radykalnych zmian personalnych w instytucjach finansowych i politycznych państwa w tym może mieć swój rzeczywisty powód. Wielkie afery finansowe jak Art.-B i FOZZ były dokonywane pod osłoną i z udziałem oficerów i agentury byłego Zarządu II Sztabu Generalnego WP i Departamentu I MSW. G. Żemek — główny podejrzany w śledztwie w sprawie FOZZ był tajnym współpracownikiem Zarządu II Sztabu Generalnego WP, podobnie jak kilku innych jego współpracowników. Prezes Rady Nadzorczej FOZZ, wiceminister finansów Janusz S., najpierw był tajnym współpracownikiem, a następnie kadrowym pracownikiem wywiadu na etacie niejawnym. Dający osłonę spółce ART-B były prezes NBP Grzegorz Wójtowicz był tajnym współpracownikiem Departamentu I MSW. Można zasadnie przypuszczać, że system finansowy Polski znajduje się obecnie w dużym stopniu pod kontrolą struktur i ludzi dyspozycyjnych względem byłych formalnych przełożonych, np. gen. Kiszczaka lub gen. Pożogi, a także dysponentów spoza granic RP. Rozwikłanie i rozbicie tych powiązań jest niemożliwe bez ujawnienia dawnej agentury (ten sam problem dotyczy polskiej polityki zagranicznej). Dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa jest, opanowanie przez byłych pracowników cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL i ich agentury tak newralgicznej dziedziny życia gospodarczego każdego kraju, jakim jest handel bronią i sprzętem specjalnym. Typowym przykładem jest spółka CENZIN, która była w pełni kontrolowana przez kadrowych pracowników Zarządu II Sztabu Generalnego i ich agentur. W wyniku przemian w ostatnich dwóch latach część tych ludzi założyła własne firmy, a część nadal kontroluje państwowe przedsiębiorstwa. Charakterystyczna jest postać Andrzeja Urbaniaka, obywatela RP, byłego oficera Zarządu II Sztabu Generalnego w stopniu majora, obecnie dyrektora firmy INTERMADOR z siedzibą na Cyprze, powiązanego z arabskimi organizacjami terrorystycznymi. Wydaje się on jedną z centralnych postaci mających wpływ na handel bronią na terenie RP. Sferą działalności byłych agentów i ich kontrolerów są także cywilne

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 367/498

przedsiębiorstwa. Jedna z central handlu zagranicznego, zmierzająca do przejęcia kilkudziesięciu zakładów przemysłowych w Polsce, w składzie swoich władz ma wyłącznie byłych oficerów Zarządu II Sztabu Generalnego, kryminalistów oraz byłych tajnych współpracowników SB. Trudno jest mówić w takiej sytuacji o reformie i wprowadzeniu w Polsce zdrowych podstaw gospodarki rynkowej. Bezprawne posługiwanie się materiałami SB ma też wymiar bardziej spektakularny, znane są przypadki wywierania w ten sposób zemsty na osobistych wrogach i przeciwnikach politycznych, zdarzają się próby szantażu, obliczone na uzyskanie korzyści materialnych bądź społecznego awansu. Cywilne i wojskowe służby specjalne PRL były ściśle podporządkowane mocarstwu sowieckiemu. W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych pionów (np. dla Departamentu I było ich co najmniej 3). Posiadali oni pełną swobodę poruszania się po budynkach MSW. Kontaktowali się z naczelnikami wydziałów, a nawet poszczególnymi pracownikami operacyjnymi. Można śmiało założyć, iż posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych. Jaskrawym przykładem, świadczącym o spełnianiu podrzędnej roli tajnych służb PRL w stosunku do służb sowieckich także po 1956 r., jest tzw. Połączony System Ewidencji Danych o przeciwniku (PSED) — komputerowy system zbierania informacji o osobach (cudzoziemcach i własnych obywatelach) oraz organizacjach uznanych za wrogie dla obozu państw komunistycznych, pozostających w sferze zainteresowań jednostek operacyjnych. Sygnatariusze porozumienia PSED zobligowani byli do przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie. Chodziło tu o informacje, które przez służby państw niepodległych są szczególnie chronione. W systemie PSED rejestrowano także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną. Informacje o rejestrowanej osobie przekazywane do Moskwy, charakteryzowały się wysokim stopniem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także charakterystyki psychologiczne, opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie. System działał od 1978 r. Część dokumentacji systemu dotyczącej opozycji i Kościoła, zgodnie z sugestią przedstawiciela PSED, członka rezydentury KGB w Warszawie, zniszczono na przełomie roku 1989 i 90., kopia natomiast pozostała w moskiewskiej centrali. Innym przykładem, mówiącym o rejestrowaniu osób związanych z podziemnymi strukturami „S” przez służby państw obozu komunistycznego, jest kooperacja STASI38 z Biurem Studiów SB MSW dotycząca rozpracowania środowisk opozycyjnych. Wydział Studiów udokumentował taki rodzaj współpracy ze STASI38 w przypadku infiltracji warszawskich środowisk opozycyjnych skupionych wokół Kościoła katolickiego i kontroli kontaktów podziemnej RKW „S”w Poznaniu z Berlinem Zachodnim. Dane będące owo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 368/498

cem tej współpracy RFN i Rosji.

pozostają

prawdopodobnie

w dyspozycji

służb specjalnych

Fakt ścisłego podporządkowania cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL Związkowi Sowieckiemu daje podstawy do twierdzenia, iż duża część dokumentacji służb specjalnych PRL została wywieziona za granicę. Uwiarygodniają to następujące fakty: funkcjonariuszy przed zniszczeniem Według wiarygodnych zeznań akt operacyjnych w Wydziale XI Departamentu I MSW, Sporządzono ich streszczenia, a następnie ukształtowane w ten sposób informacje przelano na dyskietki komputerowe i oddano przełożonym. Nie wiadomo, kto obecnie dysponuje zmagazynowaną na dyskietkach wiedzą. Sowieckie wydmuszki jak Gen. Wolski - Jaruzelski, Kiszczak, Pożoga, Buła a może również KGB i GRU? Wydziałowi Studiów znane są nazwiska oficerów Zarządu Wywiadu UOP, posiadających wiedzę o dalszych losach dyskietek. Wszyscy uchylają się od udzielenia jakichkolwiek informacji na ten temat. Dysponowanie danymi zgromadzonymi przez Wydział XI umożliwia szantażowanie ludzi będących w polu zainteresowania Wydziału XI, a więc osób z kierownictwa „S” w kraju, działaczy Biur „S” za granicą, emigracji politycznej. (Kultura Paryska, Rząd na Uchodźstwie itp.). Po otrzymaniu zebranych informacji, 2 czerwca br. Prokuratura Wojewódzka wszczęła śledztwo w sprawie wynoszenia i nieprawidłowego niszczenia akt byłego Wydziału XI Departamentu I. Chodzi tu o fakt bezprawnego wynoszenia lub niszczenia dokumentów operacyjnych oraz fałszowania dokumentów (postanowień o zniszczeniu) w latach 1989-90. Prowadzenie śledztwa prokuratura powierzyła w całości Zarządowi Śledczemu UOP. W wyniku zmiany kierownictwa MSW wszystkie materiały dotyczące śledztwa zostały opieczętowane i wstrzymano wykonywanie jakichkolwiek czynności dochodzeniowych. Wydziałowi Studiów znany jest fakt samowolnego zmikrofilmowania przez naczelnika wydziału w Departamencie II (kontrwywiadu) akt przeznaczonych do zniszczenia i wyniesienia mikrofilmu poza MSW. Po wielu miesiącach, nie będąc pracownikiem UOP, zgłosił się, on do urzędu i oddał mikrofilmy. Tylko dobra wola wymienionego oficera spowodowała, iż mikrofilmy są pod kontrolą nowego kierownictwa MSW. Jeden z wyższych oficerów kontrwywiadu wojskowego dysponuje listą agentów jednego okręgów wojskowych. Listę sporządził podczas wykonywania czynności związanych z poleceniem niszczenia ewidencji i materiałów operacyjnych. Wiadomo z pewnością, iż oficer ten pozostaje w kontakcie ze służbami KGB Rosji. Obecnie prowadzone są działania operacyjne zmierzające do odzyskania listy agentury. W styczniu 1990 r. w niejasnych okolicznościach i na ustny rozkaz ówczesnego kierownic-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 369/498

twa dokonano w ciągu dwóch tygodni nagłego zmikrofilmowania kartoteki oraz operacyjnych ksiąg ewidencji Departamentu I — Wywiadu MSW. Brak jasno określonego celu oraz forma wykonania wymienionej operacji, pozwalają brać pod uwagę przypuszczenie, iż chodziło o próbę przeprowadzenia ewakuacji archiwum wywiadu. Obecnie zmikrofilmowana kartoteka znajduje się w posiadaniu Zarządu Wywiadu UOP i nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy wykonano tylko jedną kopię. MSW posiada informacje, iż KGB wie o agenturalnej działalności jednego z wysokich dostojników państwowych RP.

14.13. Leszek Szymowski, Zorganizowana przestępczość operacyjna[441]
W trakcie obrad Okrągłego Stołu i transformacji ustrojowej tajne służby PRL zadbały o stworzenie silnych struktur zorganizowanej przestępczości, które miały być wykorzystywane przez służby w nowej Polsce. To dlatego w każdej głośnej zbrodni politycznej po 1989 r. obok zorganizowanej przestępczości pojawia się wątek służb specjalnych… Rozmowy przy Okrągłym Stole zostały zaplanowane latem 1988 r. Historia wykorzystywania zorganizowanej przestępczości przez służby specjalne PRL zaczęła się prawie dwie dekady wcześniej. We wczesnych latach 70. w Gdyni, w znanym z piosenek Lady Pank klubie Maxim, młody, silnie zbudowany Nikodem Skotarczak został zatrudniony jako ochroniarz.

14.13.1.

Agent i ojciec chrzestny

Praca w nocnym klubie cieszącym się popularnością wśród lokalnych rzezimieszków umożliwiła mu nawiązywanie dalszych znajomości. Młody człowiek bardzo szybko zaprzyjaźnił się z szefami złodziejskich szajek i wpływowymi przestępcami na Wybrzeżu, by wkrótce zostać ochroniarzem jednego z gdańskich bossów, a później jego prawą ręką. Początki jego kariery przypadły na czas reform Gierka i chwilowego dobrobytu. W pustych dotychczas sklepach pokazały się lodówki, pralki i telewizory. Budowano coraz więcej mieszkań, a po drogach jeździło coraz więcej samochodów. W wyższych sferach pojawiła się moda na auta z krajów zachodniej Europy, które nielicznym szczęśliwcom udało się sprowadzić. Tę modę wykorzystał Nikoś. Wraz z kilkoma kolegami zajął się przemytem aut skradzionych w Niemczech. Z dokumentów zachowanych w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Skotarczak już w połowie lat 70. został informatorem gdańskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem także Wojskowej Służby Wewnętrznej. Używał pseudonimów Nikoś i Nikodem. W konsekwencji SB udzielała mu cichej pomocy w przemycie pojazdów. W zamian oficerowie bezpieki i wojska kupowali od Nikosia luksusowe audi, mercedesy i volkswageny. Jego klientami byli również dygnitarze PZPR37 ze szczebla wojewódzkiego i centralnego. - Służby specjalne PRL-u bardzo często wykorzystywały przestępców do swoich gier - mówi Henryk Piecuch, autor książek o służbach specjalnych. - Dzięki temu przestępcy mogli czuć się bezkarnie. Ten układ przynosił korzyści obu stronom - dodaje. Skotarczak wspomógł finansowo Lechię Gdańsk. Klub piłkarski odbił się od dna i przez pewien czas święcił tryumfy, zaś sam gangster został odznaczony tytułem Zasłużonego Obywatela Gdańska. Był człowiekiem wyjątkowo inteligentnym, przebiegłym i elokwentnym. Rozmowy prowadził w sposób kulturalny, miał szeroką wiedzę o świecie, powoływał się na różne znajomości, choć nigdy nie używał nazwisk. Nikoś został zastrzelony w kwietniu 1998 r., najprawdopodobniej dlatego, że był niewygodnym świadkiem w sprawie zabójstwa gen. Papały. Schedę po nim przejął na krótko Kazimierz Hedberg - przestępca związany z SB.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 371/498

14.13.2.

Ferajna z Pruszkowa

Gdy na Pomorzu Nikodem Skotarczak piął się po szczeblach przestępczej kariery, konkurencyjna dla niego grupa powoli rodziła się w podwarszawskim Pruszkowie. Ci, którzy ją tworzyli, byli młodymi ludźmi z małego, robotniczego miasteczka pod Warszawą. W dorosłość wchodzili w drugiej połowie lat 80. na pruszkowskim Żbikowie, które nie różniło się niczym od setek podobnych osiedli w PRL-u: przytłaczające, szare, brudne, socrealistyczne blokowiska z małymi, ciasnymi mieszkaniami, które dla ich rodziców były szczytem marzeń. Typowa dla tamtych czasów senność, nuda i monotonia były tym trudniejsze do zniesienia, że pozbawione jakichkolwiek perspektyw. - Młodzież mogła albo kształcić się i czekać na lepsze jutro, albo zająć działalnością przestępczą - opowiada Andrzej W., emerytowany milicjant z Pruszkowa, który w latach 80. rozpracowywał grupy kryminalne. - Oni wybierali to drugie - dodaje. Z danych zawartych w kartotekach policyjnych wynika, że w latach 80. wszyscy późniejsi liderzy gangu byli znani milicji dzięki pospolitym przestępstwom: pobiciom, wyłudzeniom pieniędzy, drobnym kradzieżom. O tym jak rodził się gang pruszkowski dużo mówią zeznania Jarosława Sokołowskiego ps. Masa, który później uzyskał status świadka koronnego i uniknął kary, w zamian za zeznania obciążające byłych wspólników, zwłaszcza Wojciecha Kiełbińskiego ps. Kiełbasa - Wojciecha Kiełbińskiego poznałem w dzieciństwie, pochodziliśmy z jednego miasta - mówił Masa prokuratorom Elżbiecie Grześkiewicz i Jerzemu Mierzewskiemu 15 czerwca 2000 r. Kiełbasa miał charyzmę. Koledzy, którzy lgnęli do niego, ufali mu i byli gotowi wykonać każde jego polecenie. Z czasem młody mężczyzna stał się niekwestionowanym liderem młodzieży w pruszkowskim półświatku. W roku 1988 został szefem małej grupy przestępczej działającej na terenie Pruszkowa i okolic. Z zeznań Masy wynika, że na początku zajmowali się kradzieżami benzyny ze stacji i srebra z zakładów jubilerskich. Pod koniec lat 81, gang kierowany przez Kiełbasę poszerzył swoją działalność. Wtedy grupa zajmowała się napadami na tiry z przemycanym towarem. Głównie były to alkohol, papierosy i sprzęt elektroniczny. - Największe przebicie było na alkoholu i papierosach - mówił Masa przesłuchującym go śledczym. Z jego zeznań wynika, że gang opracował nową metodę kradzieży tego towaru, który później był sprzedawany na bazarach w całym Mazowszu. - Sposób działania polegał na tym, że na początku ktoś z grupy (…) kontaktował się z handlarzem pod pozorem zakupu towaru. Następnie kilku ludzi spotykało się w umówionym miejscu, w hotelu lub w restauracji, tam pokazywano temu człowiekowi, że mamy pieniądze na zakup towaru. On wtedy dawał sygnał do magazynu gdzie był samochód z towarem, potem odchodziliśmy nie dając mu pieniędzy lub dostawał kanapkę, tzn. plik pociętego papieru zawierającego z zewnątrz kilka prawdziwych banknotów. W tym czasie samochód, który wyjechał z magazynu,

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 372/498

był przejmowany przez naszych ludzi. Potem samochód był ukrywany w dziupli, a towar sprzedawany.

14.13.3.

Pod egidą Barabasza

Takich kilkuosobowych grup jak ta, kierowana przez Wojciecha Kiełbińskiego, w całym Pruszkowie było kilkanaście. Od wszystkich haracz pobierał Ireneusz P. ps. Barabasz - od połowy lat 70. szef lokalnych złodziei i włamywaczy. - Barabasz miał świetne układy z tutejszymi milicjantami i esbekami - opowiada emerytowany funkcjonariusz z Pruszkowa. - Dlatego unikał zawsze wpadek i nalotów - dodaje. Nasz rozmówca twierdzi, że część przestępców opłacała się milicji i SB w zamian za informacje o zbliżających się działaniach. Funkcjonariusze zamykali więc cinkciarzy147, handlarzy walutą i drobnych złodziei, z którymi nie mieli nic wspólnego. W ten sposób eliminowali konkurencję swoich przestępców. - W czasach PRL-u wszędzie funkcjonowali równi i równiejsi i tak samo było w półświatku - opowiada Andrzej W. - Wpływowi przestępcy, milicjanci i esbecy, którzy udawali, że walczą z sobą, popołudniami spotykali się przy wódce i robili interesy. Dzięki temu mechanizmowi, Barabasz i skupieni wokół niego przestępcy przez całe lata byli bezkarni. Układ ten okazał się korzystny dla każdej ze stron: milicjanci zatrzymywali drobnych złodziejaszków, zyskując tym premie i awanse, esbecy przyjmowali łapówki i zyskiwali wpływy. Osobną korzyścią dla wszystkich był podział towarów przemyconych do Polski przez wprawnych złodziei, przy cichej akceptacji esbeków. Ludzie Barabasza mogli więc za cichą zgodą władz dokonywać kolejnych przestępstw. On sam zaś mógł być pewien, że protektorzy w SB pomogą mu utrzymać w półświatku pozycję lidera. Ten pierwszy, pruszkowski układ trwał przez lata, a przerwała go dopiero śmierć Barabasza. Wiosną 1989 r. rozpędzona Łada, którą kierował, wypadła z drogi między Pruszkowem a Komorowem. Przestępcy szeptali, że za wypadkiem stali konkurenci gangstera. Czy tak było faktycznie, tego nie wiadomo, gdyż prokuratura szybko uznała, że wypadek Barabasza był zdarzeniem losowym i sprawę umorzyła. Wraz z tym wypadkiem skończył się ważny rozdział w historii pruszkowskiego półświatka. Śmierć Barabasza przypadła bowiem na czas, kiedy przed jego spadkobiercami zaczęły rysować się znakomite perspektywy.

14.13.4.

Na zakręcie historii

Ostatni rok upadającej PRL był czasem wielkich przemian gospodarczych i politycznych. W wyniku porozumień zawartych przy Okrągłym Stole, solidarnościowe

147

cinkciarzy — błąd. Prawidłowo — cinciarzy — przyp. G. R.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 373/498

władze rozwiązały Służbę Bezpieczeństwa. Wielu funkcjonariuszy SB zostało pozytywnie zweryfikowanych i rozpoczęło pracę w Urzędzie Ochrony Państwa, bądź w innych służbach mundurowych. Ci, którzy nie przeszli weryfikacji do policji, trafili na ważne stanowiska w państwowych spółkach, w państwowej i samorządowej administracji. W ten sposób w nowej rzeczywistości odnaleźli się także funkcjonariusze, którzy wcześniej zajmowali się szajkami z Pruszkowa. Te zaś miały coraz większe pole do działania i coraz mniej skutecznych przeciwników. Autorzy transformacji ustrojowej zapomnieli bowiem przeprowadzić konieczne zmiany w organach ścigania. W prokuraturze i sądach szerzyła się korupcja. Równie prędko zmieniały się realia gospodarcze. W połowie 1988 r., komunistyczny rząd Mieczysława Rakowskiego zliberalizował przepisy i zezwolił na prowadzenie prywatnej działalności gospodarczej. Władze zezwoliły na swobodny handel walutami, umożliwiły podróże, zlikwidowały kartki i bony towarowe, dopuściły obrót towarami na rynkowych warunkach. Doprowadziło to do powstania i rozwoju małych przedsiębiorstw, które tworzyły doskonale rozwijający się sektor prywatny.

14.13.5.

Powstaje mafia

Po wypadku Barabasza, schedę po nim przejął jego współpracownik - Zbigniew Kujawski ps. Ali. W aktach Instytutu Pamięci Narodowej figuruje jako kontakt operacyjny (informator) Służby Bezpieczeństwa. Parę lat później został zastrzelony w nie do końca jasnych okolicznościach. Po jego śmierci funkcjonowało kilka mniejszych i większych gangów, które zaczęły łączyć się i współpracować z sobą. Tak powstał pierwszy skład grupy pruszkowskiej, której niepodzielnym szefem został na początku lat 90. Andrzej Kolikowski ps. Pershing. Kolikowski, podobnie jak Barabasz, Nikoś czy Ali od początku lat 80. współpracował z wojskowymi służbami specjalnymi. W połowie lat 80. założył w Warszawie pierwsze kasyno (musiał mieć na to zgodę władz). Kasyno było miejscem spotkań oficerów wojska, policji i tajnych służb. Cały czas dyskretną opiekę nad nim roztaczał kontrwywiad wojskowy. A sam Pershing, jako informator, składał regularne meldunki. Kasyno w centrum Warszawy było również ulubionym miejscem zabaw mazowieckiego półświatka. To właśnie tam, w latach 80. Pershing poznał liderów szajek przestępczych ze stolicy i z Pruszkowa. Był ich człowiekiem. Po śmierci Alego stał się niekwestionowanym liderem grupy pruszkowskiej. Jeszcze raz przywołajmy zeznania Masy: - W tamtym okresie grupa liczyła około 80 osób. Swoich ludzi mieli Pawlik i Parasol, około 20 osób z Pruszkowa, Pershing miał około 50 osób, pozbieranych z całej Warszawy. Te osoby wykonywały ich polecenia. Grupa zajmowała się wtedy napadami na tiry, wymuszaniem haraczy od restauratorów, odzyskiwaniem długów.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 374/498

Odnośnie napadów na tiry, to były to organizowane napady na samochody przewożące alkohol i papierosy - mówił Masa prokuratorom. Z jego zeznań wynika, że bandyckie napady i wyłudzenia haraczy miesięcznie przynosiły gangsterom kilkadziesiąt tysięcy dolarów zysku. Z czasem, bandyci poszerzali swój teren. Wymuszali haracze w kolejnych miasteczkach m. in. w Błoniu i Ożarowie Mazowieckim, później w południowo-zachodnich częściach stolicy. Imperium mafijne powiększało się z każdym tygodniem. - Haracze od restauracji zbierane były w Warszawie (…). Kwoty haraczu zaczynały się od 500 dolarów, w zależności od zysków restauracji (…) Później zaczęły się też wymuszenia z agencji towarzyskich, tym zajmowała się grupa Rympałka - Marka Czarneckiego. Z agencji ściągano średnio 500USD miesięcznie - czytamy w protokołach zeznań gangstera. Masa zapamiętał, że obowiązywał ścisły podział zysków. - System był taki, że każdy dowodzący swoją grupą, np. Żaba połowę zebranych haraczy brał dla siebie, a połowę dzielił między żołnierzy. Ze swojej części połowę oddawał mnie, a ja z kolei ze swojej części połowę oddawałem starym. Miesięcznie starym przekazywałem kwoty kilkudziesięciu tysięcy nowych złotych - opowiedział prokuratorom. Równolegle, kolejnym źródłem zysku gangsterów była sprzedaż samochodów. Samochody braliśmy od różnych złodziei, było wiele tych osób, nie pamiętam ich, pamiętam jedynie, że samochody te załatwiał Wojtek Kiełbiński. Potem razem sprzedawaliśmy je (…) Z tego, co pamiętam, sprzedaliśmy wtedy kilkaset samochodów. Na każdym sprzedanym samochodzie zarabiałem kilkaset dolarów - powiedział skruszony gangster. Masa wspominał, że klientami mafii byli również biskupi z archidiecezji warszawskiej. Co ciekawe, skruszony bandyta opowiedział także prokuratorom o tym, w jaki sposób gang pozyskiwał broń. Według niego, kupował ją z jednostek wojskowych za pośrednictwem Wojskowych Służb Informacyjnych. Masa wymienił nawet nazwisko oficera WSI, który organizował dostawę broni dla Pruszkowa. Człowiek ten został opisany w raporcie z weryfikacji WSI. Został również objęty zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa nielegalnego handlu bronią. Zawiadomienie to trafiło do prokuratury z Komisji Weryfikacyjnej WSI. Sprawa stoi w miejscu, oficer nie poniósł żadnych konsekwencji.

14.13.6.

Jacht Baraniny

Gang pruszkowski bardzo szybko stał się wiodącą strukturą przestępczą w Polsce. Tym bardziej, że od 1991 r. blisko współpracował z nim Jeremiasz Barański ps. Baranina, wywodzący się z łódzkiego półświatka. Od początku lat 80. był znany milicji w Łodzi. Współpracował z nią jednak lojalnie, informując o przestępstwach popełnianych przez konkurencję. Na początku lat 90. Barański stał się udziałowcem spółki Bakoma (drugim udziałowcem był Edward Mazur, polonijny biznesmen podejrzewany o zlecenie zabójstwa generała Marka Papały). W 1992 r. Baranina wyjechał na stałe do Wiednia. Oficjalnie był biznesmenem i konsulem honorowym Liberii, akredytowanym na Słowacji.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 375/498

To ostatnie stanowisko uzyskał dzięki Wojskowym Służbom Informacyjnym. - WSI miało różne materiały obciążające Baraninę - mówi członek Komisji Weryfikacyjnej WSI. Przez cały czas, będąc w Wiedniu, Baranina współpracował niejawnie z WSI przy prowadzonych przez tę służbę operacjach przestępczych. Dowodem tego może być odnaleziona w archiwach WSI notatka z 1991 r, czytamy w niej: Jest członkiem zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się przemytem papierosów, alkoholu i narkotyków do RP oraz nielegalnym handlem bronią. W innej notatce napisane jest, że Baranina i współpracujący z nim oficer WSI stwierdzili, że mają stosowne powiązania ze służbami specjalnymi, lecz nie określili jednak, o jakie służby chodzi. W 2001 r. Sejmowa Komisja ds. służb specjalnych odkryła, że wyznaczaniem zadań Baraninie zajmowali się trzej oficerowie WSI. Najważniejszym był płk Andrzej Kaźmierczak ps. Siwy - po 2001 r. negatywny bohater afer paliwowych. Status konsula honorowego zapewnił Baraninie immunitet dyplomatyczny. Policja nie mogła kontrolować jego mieszkania, biura, pojazdów ani bagażu. Jeszcze w 1994 r. świeżo upieczony konsul kupił luksusowy jacht, którym często wypływał w dalekie podróże. Oficjalnym powodem było nawiązywanie z kolejnymi państwami stosunków dyplomatycznych w imieniu rządu Liberii. W rzeczywistości Baranina wykorzystywał swoje podróże do przewożenia narkotyków. Z akt śledztwa prowadzonego przez Wydział Przestępczości Zorganizowanej wiedeńskiej prokuratury wynika, że w Kolumbii i w Belize gangsterowi dostarczano środki odurzające w przesyłkach dyplomatycznych. Barański pakował je na jacht i przewoził przez ocean, a następnie przez Cieśninę Gibraltarską wracał do Europy. Cumował najczęściej w Marsylii lub Barcelonie. Tam jego bagaż - bez kontroli celnej - zabierał samochód oznaczony dyplomatycznymi numerami rejestracyjnymi. W ten sposób narkotyki trafiały do wiedeńskiego gabinetu konsula honorowego Liberii. Stamtąd przez Czechy jechały do Polski i dalej do krajów zachodniej Europy. Odpowiedzialnym za transport był oficer WSI nazwiskiem Adam Chmielewski, późniejszy bohater afery paliwowej. Z kolei w podróżach jachtem Baraninie towarzyszyła Halina G. Inka, która została później skazana za współudział w zabójstwie Jacka Dębskiego.

14.13.7.

Od spawacza do ojca chrzestnego

Od drugiej połowy lat 90. klientem Baraniny był również gang mokotowski wówczas kontrolowany przez grupę pruszkowską i opłacający się jej. Szefem grupy od samego początku był Andrzej Horych. Zaskakująca jest kariera przestępcza tego człowieka. Horych - absolwent szkoły zawodowej, z wykształcenia spawacz - urodził się pod koniec lat 50. w ubogiej rodzinie na warszawskiej Pradze. W latach 70. był wielokrotnie notowany i zatrzymywany za pospolite przestępstwa i chuligańskie wybryki. Później związał się z hersztem trójmiejskich gangsterów - Nikodemem Skotarczakiem ps. Nikoś - i szybko stał się ważną postacią w półświatku. W kwietniu 1979 r. Andrzej Horych został zarejestrowany w ewidencji Wojskowej Służby Wewnętrznej jako kontakt operacyjny Korek. Zachowane dokumenty wskazują, że od tamtego momentu przez lata brał udział w przestępczych grach operacyjnych specsłużb specjalnych. Pod koniec lat 80. odłączył się od Skotarczaka, ale wciąż blisko z nim współpracował. Nowe miejsce dla siebie w przestępczym świecie znalazł

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 376/498

w Warszawie. Z początku opłacał się Pruszkowiakom, jednak w 2000 r., gdy CBŚ rozbiło gang pruszowski, natychmiast przejął kontrolę nad podziemiem przestępczym stolicy. Stworzył najbardziej brutalny gang w historii Polski. Jego ludzie kontrolowali m. in. gang obcinaczy palców, wyłudzali haracze i podporządkowali sobie rynek narkotykowy. Zarobione pieniądze inwestowali w nieruchomości nad Morzem Śródziemnym. Czuwał nad tym Janusz G. - były funkcjonariusz warszawskiej SB, później jedna z kluczowych postaci w gangu. Sam Korek został aresztowany w 2003 r., a pięć lat później skazany na 15 lat więzienia za handel narkotykami i kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Nie zgodził się na współpracę z policją i prokuraturą, a zza krat wydał wyrok śmierci na świadka koronnego, prokuratora i zajmującego się jego grupą dziennikarza. Choć on sam siedzi w pilnie strzeżonej celi, jego gang zdaje się odradzać. I znowu pojawiają się wokół niego byli funkcjonariusze tajnych służb, w tym bliski współpracownik wspomnianego Janusza G. Nazwiska Janusza G., gangsterów z Pruszkowa i Mokotowa oraz współpracujących z nimi oficerów służb specjalnych pojawiały się przy każdej głośnej zbrodni lat 90. - przy zabójstwie Andrzeja Stuglika, Jacka Dębskiego i Marka Papały. Nazwiska gangsterów, funkcjonariuszy specsłużb i agentów przewijają się też w zbrodni na Krzysztofie Olewniku. Wszystko wskazuje więc na to, że służby specjalne PRL choć formalnie nie istnieją - mają wciąż kontrolę nad całkowicie realną i istniejącą polską przestępczością zorganizowaną. I wykorzystują ją do celów operacyjnych.

14.14. Stanisław Michalkiewicz, Prawdy prawdziwe i jeszcze prawdziwsze[442]
Rozwińcze sze sztandary! Zagrajcze fanfary! Niech radoszcz i duma w każdym sercu goszczy! Dżysz dżeń żwyczęstwa sprawiedliwoszczy! To znaczy nie tyle może „dżysz”, co w ostatnią środę - kiedy niezależna prokuratura ogłosiła rewelacyjny przełom w trwającym, a właściwie nie tyle trwającym, co ciągnącym się przez ostatnie 14 lat śledztwie w sprawie zamordowania byłego Głównego Komendanta Policji, generała Marka Papały Marek Papała. Został on zastrzelony przez nieznanego sprawcę w samochodzie marki „Daewoo-Espero” przed własnym domem. Wszyscy zachodzili w głowę nad motywem tego zabójstwa. Wydawało się nieprawdopodobne, by dokonali go w ramach dintojry jacyś gangsterzy w sytuacji, gdy generał Papała właśnie szykował się do wyjazdu do Brukseli na stanowisko oficera łącznikowego - a więc policją kierować już przestał - ale zabójstwo generała policji ściągało im na głowy policję całego kraju. Nie wydawał się prawdopodobny również motyw polityczny - bo stanowisko które miał objąć generał Papała nie było przedmiotem niczyjego pożądania, a on sam usuwał się z krajowego targowiska próżności. Motyw zazdrości o kobietę lub zemsty na tym tle mógł oczywiście występować, ale niczego pewnego nie można było tu powiedzieć poza tym, że generał Papała prowadził życie raczej umiarkowane i o żadnych jego romansach nikt nie słyszał. Pozostawał zatem motyw pieniędzy - ale jakich? Jeśli już, to jakichś dużych, a nawet - bardzo dużych, które uzasadniałyby targnięcie się na życie byłego, bo byłego, niemniej jednak - szefa policji. Takie pieniądze były, a być może nawet i dzisiaj użycie w ich kontekście czasu przeszłego może nie być do końca uzasadnione. Oto zaraz po oskarżeniu premiera Józefa Oleksego przez ministra spraw wewnętrznych w jego rządzie Andrzeja Milczanowskiego o szpiegostwo na rzecz Rosji (nawiasem mówiąc - mimo upływu 16 lat nikt nie został w tej sprawie pociągnięty do odpowiedzialności!) - w tygodniku „Wprost”, uważanym zarówno wtedy, jak i dzisiaj za medialną odkrywkę bezpieczniaków, ukazał się artykuł opisujący, jak to PZPR37 na podstawie udzielanych jej zezwoleń dewizowych, transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX”, w tym właśnie, jak się wydaje, celu założonego w 1972 roku na bazie sklepów Banku PEKAO S.A. Autorzy artykułu dysponowali ścisłymi danymi z lat 1988-1989, kiedy dyrektorem PEWEXU był Marian Zacharski, późniejszy generał bezpieki („Nazywam się Zacharski, Marian Zacharski”), który tę posadę dostał na otarcie łez po odsiadywaniu w amerykańskim więzieniu dożywotniego wyroku, przerwanego po wymienieniu go na amerykańskiego szpiega148.
148

Dyrektorem Pewexu Zacharski został mianowany, aby nim zarządzał w trybie niszczącym. Z Pewexu wyciągnął maksimum pieniędzy kosztem jego zniszczenia. Wtedy specsłużby planowały upozorowanie podzielenia się przez komunistów władzą i pieniądze były im potrzebne bardziej niż Pewex. I rzeczywiście, po zarządzaniu przez Zacharskiego Pewex istnieć przestał. Niszczące drenowanie Pewexu z pieniędzy było upozorowane na nieudolność — rzekome nieuwzględnianie wahań kursów walut. W tym czasie taką samą działalność gospodarczą prowadziła Baltona. W odróżnieniu od Pewexu — po upozorowaniu przez specsłużby podzielenia się władzą — swoją działalność gospodarczą kontynuowała (przyp. — G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 378/498

Więc w latach 1988-1989 PZPR37 dostała 800 zezwoleń dewizowych, co oznacza, że musiała realizować więcej niż jedno dziennie. Transfer z jednego dnia (22 mln franków szwajcarskich i 750 tys. dolarów) pokazuje, jakiej skali były to transfery - i tak przez co najmniej 18 lat! Ten szwajcarski Sezam musiał być oczywiście starannie strzeżony przed dostępem osób niepowołanych, a i samo jego istnienie było osłaniane mgłą tajemnicy. Wskazywałaby na to reakcja prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który po wspomnianym artykule zagroził, że jeśli jeszcze chociaż jedno słowo na ten temat gdziekolwiek się ukaże, to on zarządzi „lustrację totalną”. Po tej deklaracji Aleksandra Kwaśniewskiego Jacek Kuroń i Karol Modzelewski napisali doń pojednawczy list, w którym dopraszali się już tylko dymisji Józefa Oleksego - i kiedy to nastąpiło, poza niżej podpisanym o szwajcarskim Sezamie już nikt nigdy więcej nie wspomniał ani słowem. Gdyby zatem ktoś ze strażników powziął podejrzenie, że generał Papała przy jakiejś okazji dowiedział się, jakie zaklęcie otwiera wrota Sezamu i zamierza z tej wiedzy skorzystać - to mógł być wystarczający motyw, by go profilaktycznie odstrzelić. Zachowanie generała Papały w dniu zabójstwa też dawało podstawy do podejrzeń, że swoimi kanałami mógł on o takim wyroku się dowiedzieć i próbował zapobiec egzekucji - ale bezskutecznie, bo ci, z którymi daremnie usiłował tego dnia się skontaktować, chyba nie mogli już zatrzymać karzącej ręki, a przyznając się do tego - zarazem by się dekonspirowali. Tedy na wszelki wypadek nie odbierali alarmowych telefonów generała. Okazało się jednak, że niezależna prokuratura po 14 latach spenetrowała prawdę, która wygląda zupełnie inaczej. Generał Papała został zastrzelony zupełnie przypadkowo przez szajkę młodocianych złodziei samochodów, którzy normalnie na zamówienie kradli „Mercedesy” i inne luksusowe auta - ale tym razem szalenie zaimponował im stary samochód marki „Daewoo-Espero”, za który od pasera mogli dostać najwyżej ok. tysiąca dolarów, a więc tyle, co na papierosy - i tak się na tego rzęcha uwzięli, że aż generała zastrzelili - ale potem z jakichś zagadkowych przyczyn samochodu jednak nie ukradli, tylko - widać przerażeni własną zuchwałością - zbiegli nie wiedząc nawet, kogo zabili. Z takiego obrotu sprawy dlaczegoś szalenie ucieszył się Leszek Miller oraz były minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie premiera Tuska, pan Zbigniew Ćwiąkalski, nastręczony mu, chociaż w ogóle nie należał do sławnego „gabinetu cieni” Platformy Obywatelskiej, w którym resort sprawiedliwości miała objąć pani Julia Pitera. Jak pamiętamy, pani Piterze trzeba było w związku z tym na poczekaniu stworzyć jakieś operetkowe stanowisko, więc już choćby na tej podstawie można snuć przypuszczenia, że pan prof. Ćwiąkalski wszedł do rządu pod dużym ciśnieniem, które gwałtownie opadło dopiero po próbie wykorzystania w celach politycznych aresztowania Petera Vogla. Nazywał się on naprawdę Piotr Filipczyński i w latach 70-tych skazany był na 25 lat więzienia za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem - ale w czasie stanu wojennego na przepustkę z więzienia wyjechał był do Szwajcarii, gdzie zaraz został finansistą, a mówiono również - że „kasjerem lewicy”. Czy w Sezamie - tego nie wiem, ale wykluczyć tego nie można tym bardziej, że prezydent Kwaśniewski ułaska-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 379/498

wił go w ostatnim dniu swego urzędowania. Kiedy więc Peter Vogel został na wiosnę 2008 roku aresztowany pod śmiesznym zarzutem prania brudnych pieniędzy - zarówno wicepremier Schetyna, jak i minister Ćwiąkalski właśnie, wiele sobie po jego spowiedzi obiecywali. Okazało się jednak, że dłużej klasztora, niż przeora - bo zarówno Grzegorz Schetyna w następstwie rozpętanej wkrótce afery hazardowej wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych być przestał, podobnie jak i minister Ćwiąkalski - zaś premier Donald Tusk zrezygnował z ubiegania się o prezydenturę. Natomiast Vogel miał podobnież zeznać - tak przynajmniej twierdzili dziennikarze śledczy jednego z dzienników, którzy do tajnych jego zeznań, jak to się mówi - „dotarli” że jakiś Turek ukradł ze szwajcarskiego konta generała Gromosława Czempińskiego milion dolarów149, a generał podobno nawet tego nie zauważył. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było bo jak pamiętamy generał Gromosław Czempiński został zatrzymany przez CBA w listopadzie ubiegłego roku pod zarzutami korupcyjnymi - a tak się jakoś to wszystko zbiegło, że od tamtej pory premieru Tusku wszystko idzie jak z kamienia. Ale porzućmy te dygresje, bo największą radość z odkrycia obiektywnej prawdy przez niezależną prokuraturę w sprawie prawdziwego przebiegu zabójstwa generała Papały odczuł „polonijny biznesmen” Edward Mazur - ongiś funkcjonariusz PRL-owskiej razwiedki, a pod koniec lat 80-tych - również razwiedki amerykańskiej - i to do tego stopnia, że podobnież „pragnie” powrócić na łono ukochanej ojczyzny, która w takiej sytuacji na pewno obmyśli mu jakąś rekompensatę. Kto wie - może nawet zostanie zastępcą Janusza Palikota w jego „Ruchu”? Niewiarygodne - ale jednak nie wszyscy chcą wierzyć w to zwycięstwo prawdy i sprawiedliwości. Mówią, że na widok skwapliwości, z jaką funkcjonariusze niezależnych mediów głównego nurtu, Salon, stado autorytetów moralnych oraz „młodzi wykształceni” wierzą zarówno w raport MAK, jak i suwerenne urojenia komisji pod kierownictwem ministra Jerzego Millera oraz na widok żarliwości, z jaką dają odpór wszystkim teoriom spiskowym - że na widok znajomy ten razwiedka postanowiła przetestować mniej wartościowy naród tubylczy - co jeszcze można mu w biały dzień wmówić. Najwyraźniej uważa, że zbiór zastrzeżony Instytutu Pamięci Narodowej stanowi dostateczną gwarancję, iż płomień gorącej wiary w odkrytą właśnie przez niezależną prokuraturę prawdziwą wersję przebiegu zabójstwa generała Papały ani na chwilę nie przygaśnie, a gdyby nawet - co wydaje się absolutnie nieprawdopodobne - jednak zaczął przygasać, to przecież są jeszcze w Moskwie mikrofilmy z jednego z owych trzech kompletów, sporządzonych przed rozpoczęciem niszczenia dokumentacji MSW - a towarzysze radzieccy tej bratniej pomocy polskim towarzyszom chyba przecież nie odmówią. Jeszcze tylko każdy z pięciu podejrzanych w tej sprawie, których niezawisły sąd w podskokach kazał tymczasowo aresztować, powiesi się w swojej, monitorowanej przez 24 godziny na dobę celi tak, że nikt tego nie zauważy, a wtedy niezależna prokuratura będzie mogła wykryć jeszcze

149

W innych tekstach Michalkiewicz pisze o dwóch (przyp. — G. R.)

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 380/498

prawdziwszą prawdę że mianowicie generał Marek Papała sam upozorował rabunkowy napad z udziałem domniemanych złodziei samochodów, by w ten sposób ukryć samobójstwo150, na które składał się szereg zagadkowych przyczyn między innymi obawa przed sądem zagniewanego ludu. Jak bowiem zauważył Rejent Milczek - „nie brak świadków na tym świecie”, a policja opiekuje się podobno aż 98 świadkami koronnymi, z których każdy zezna, co tylko będzie trzeba. Jeśli dodatkowo uwzględnić konfidentów, o których zarówno policja, jak i niezależna prokuratura, nie mówiąc już o niezawisłych sądach, musi dbać, niczym o źrenicę oka, to nie ma takiej wersji, której nie można by, po pierwsze - odkryć, a po drugie niezbicie udowodnić przed niezawisłym sądem, który przecież też powinność swej służby rozumie. Dlatego właśnie prawda i sprawiedliwość w naszym nieszczęśliwym kraju brną od zwycięstwa do zwycięstwa. Pod tym względem możemy spać spokojnie choćby i snem wiecznym tym bardziej, że z okazji swego przyjazdu do Warszawy chiński premier Wen Jiabao obiecał, że w ramach „strategicznego partnerstwa” Polski i Chin - o którym co prawda mówią raczej tubylczy Umiłowani Przywódcy - Chińczycy zainwestują w naszym nieszczęśliwym kraju 10 miliardów dolarów. 10 miliardów dolarów to mniej więcej 30 miliardów złotych. Ani to mało, ani dużo, ale raczej niewiele zwłaszcza, gdy się zważy, z iloma chętnymi będą musieli się podzielić.

150

Więcej na ten temat: Jak wymordować najwyższych funkcjonariuszy państwa, http://grzegorz.rossa.nowyekran.pl/post/14786,jak-wymordowac-najwyzszych-funkcjonariuszy-panstwa, http://preview.tinyurl.com/bl9drsp

14.15. Zastosowanie metod historycznych i matematycznych do badania wybranych zagadnień geopolitycznych. Długość czasu trwania złożonych formacji geopolitycznych w zlewiskach Eurazji i Morza Śródziemnego 14.15.1. Sformułowanie problemu
Z historii wiemy, o łączeniu się państw małych w większe i rozpadach państw większych na mniejsze. Przedmiotem badania jest stwierdzenie, czy ten proces jest opisywalny. Czy przebiega chaotycznie, czy jest zdeterminowany jakimś czynnikiem (czynnikami). A jeżeli tak, to czy podlega jakimś regułom. Czy te reguły można wyrazić. Wreszcie, czy te reguły pozwalają na prognozowanie. Badanie jest czysto fenomenologiczne. W badaniu uwzględnione są tylko parametry charakteryzujące zjawisko. Badanie jest prowadzone w całkowitym wyabstrahowaniu od przyczyn zachodzenia zjawisk: łączenia się państw mniejszych w większe, trwania państw większych i ich rozpadów. W badaniu zostały wykorzystane dwa parametry: czas powstania i czas rozpadu. Czas powstania został użyty, jako zmienna niezależna. Z czasów: rozpadu i powstania; została wyliczona długość czasu trwania, jako ich różnica.

14.15.2.

Obszar badania przestrzenny i przedmiotowy

Obszarem przestrzennym badania są zlewiska Eurazji i Morza Śródziemnego. Obszarem przedmiotowym badania jest złożona formacja geopolityczna.

14.15.2.1. Definicja
Złożona formacja geopolityczna jest znamienna tym, że jest zbudowana ze składników zdolnych do samodzielnego istnienia, jako państwa lub twory quasipaństwowe. Badanie pomija państwa powstałe ze zjednoczenia plemion, klanów bądź innych tworów niepaństwowych. ◊ Produkty rozpadu — warunek słaby ◊ Składniki tworzące — warunek silny — ma znaczenie dla określenia początku.

14.15.3.

Wybór przypadków badanych

Przypadki wybrane do badania są przedstawione w poniższej tabeli.

L. p.

Formacja geopolityczna Data

Początek Wydarzenie

1Persja 2Hellenizm

-836

-338 Bitwa pod Cheroneją Zajęcie przez Rzymian miast etruskich, zwycię3Rzym -272 stwo nad Tarentem 4Chiny -221 5Państwo Franków 486 Bitwa pod Soissons Wielkie Księstwo Litewskie i Rzeczpospolita Mendog, zajęcie posiadłości na Rusi Czarnej 6 Obojga Narodów 1235 i w zach. części Rusi Białej 7Indie 1451 Koniec dynastii Sajjidów 8Austro-Węgry 1526 9Wielkie Cesarstwo 1797 Traktat pokojowy w Campo Formio 10III Rzesza Niemiecka 1938 Anschluß Austrii

Koniec Data Wydarzenie Bitwa między Arbelą -331 i Gaugamelą Zagarnięcie Egiptu -30 przez Rzym 1453 Upadek Konstantynopola 2008 843Rozpad 1795 III rozbiór Polski 2008 1918 1814 1945

Długość

505 308 1725 2229 357 560 557 392 17 7

14.15.4.

Znajdowanie związku
151

Wartości parametrów charakteryzujących przypadki badane zostały przedstawione na wykresie, . Okazało się, że na wykresie
152

punkty

pomiarowe

układają

się tak, że przez nie można poprowadzić krzywą, . Okazało się, że krzywa może zostać potraktowana jako wykres funkcji danej równaniem,

∆t = 3852 e

(t −50)  2

889778

 cos  1221  

π (t −50) 

2

,

gdzie: ∆t — długość trwania złożonej formacji geopolitycznej, t — czas powstania formacji geopolitycznej. Dokładność dopasowania równania do danych została sprawdzona metodą wyrównawczą Gaussa najmniejszych kwadratów, stopa odchylenia standardowego wynosi S = 14.02% , co jest, zważywszy na specyfikę przedmiotu badań, wartością małą, czyli równanie jest dobrze dopasowane do danych.

14.15.5.

Uwagi

◊ W dziejach są czasy lepsze i gorsze do założenia złożonej formacji geopolitycznej ◊ Związek długości trwania złożonej formacji geopolitycznej od czasu jej powstania może być dany zależnością funkcyjną

 π (t − 50)   cos  1221  ) jest dowiedziona dobrze Periodyczność (człon równania — 
2
-

3852 e 889778 ◊ Obwiednia (człon równania — ) jest dowiedziona słabiej, w szczególności może mieć inną postać, w szczególności może być dana funkcją z więcej niż jednym maksimum, w szczególności może być dana funkcją periodyczną, w szczególności w przyszłości może wystąpić okres korzystny do zakładania złożonych formacji geopolitycznych ◊ Mało punktów badawczych (10)

(t −50)

2

151

http://www.eioba.org/files/user453/agraf1.jpg, http://preview.tinyurl.com/6qufgo3 http://www.eioba.org/files/user453/agraf2.jpg, http://preview.tinyurl.com/75h563d

152

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 384/498

◊ Selekcję można przeprowadzić inaczej ◊ Można inaczej określać punkty początku i końca ◊ Dobrze byłoby takie badania przeprowadzić dla innych miejsc na Ziemi (np. Ameryki Południowej i Środkowej).

14.15.6.

Podsumowanie

Opracowanie nie rości sobie pretensji do uznania za ostateczne, czy nawet precyzyjne, ale może być uznane za etap w badaniu zagadnienia, po którym przyjdą następne, lepiej opisujące rzeczywistość. Problematyka jest tak bardzo interesująca, że należy mieć nadzieję na znalezienie się chętnych badaczy, którzy zechcą ją zgłębiać.

14.15.7.

Zastosowanie praktyczne

Do równania można podstawić wartości czasu z przyszłości. Wtedy można wykorzystać równanie do prognozy. Jednakowoż należy zauważyć, że podana stopa błędu względnego stosuje się tylko do wartości czasu z przeszłości. Dla wartości czasu z przyszłości stopa błędu ma wartości większe. Dla podstawionych do równania wartości czasu z przyszłości wartość stopy błędu rośnie monotonicznie wraz ze wzrostem wartości czasu. Wiadomy jest tylko ten wzrost, natomiast nie wiadomo, jaka jest wartość stopy błędu. Wiadomo tylko, że wraz z przechodzeniem z czasem do nieskończoności stopa błędu względnego też rośnie do nieskończoności. Bezpiecznie jest prognozować w czasie porównywalnym z wartością zakresu czasowego badania. Najstarszy przypadek badany pochodzi z 836 przed Chr., najmłodszy — AD 1938. Zatem zakres czasowy badania ma wartość 2774lat. Można założyć, że prognozować bezpiecznie można do ok. 10% wartości zakresu czasowego badania w przyszłość od wartości przypadku najpóźniejszego. Stąd prognozować bezpiecznie można do ok. AD 2215. Jeżeli UE powstanie w AD 2009, to z prawdopodobieństwem zgodnie z Deklaracją Berlińską nie mniejszym
153

niż 68% przetrwa 5÷6lat i rozpadnie się pomiędzy latami 2014÷2015.

Na kontynencie eurazjatyckim najkorzystniej jest założyć złożoną formację geopolityczną w roku 2199, długość trwania 10÷13lat, rozpad w latach 2209÷2212.
Badanie (wyniki i sposób przeprowadzenia) zostało przedstawione na II Zjeździe Geopolityków Polskich, który odbył się 23÷24 października AD 2009 w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie w Warszawie.

153

http://www.eioba.org/files/user453/teor_ue.png, http://preview.tinyurl.com/7aawllj

14.16. Witold St. Michałowski, Służby w rurach[443]
[…] Od początku konfliktu w Iraku w kręgach ekspertów wyrażano liczne wątpliwości, czy aby rzeczywiście Saddam Husajn dysponował bronią masowego rażenia. Niepokój doradców prezydenta Busha musiało budzić co innego: przemieszczanie się tysięcy rosyjskich ciężarówek z ładunkami szczelnie opatulonymi plandekami. Te konwoje odnotowały obiektywy satelitów starannie penetrujące cały basen Morza Kaspijskiego. Obecność arabskich lekarzy, chemików i biologów w laboratoriach broni bakteriologicznej na wyspach Morza Aralskiego i w miejscowościach znanych tylko z krótkich cyfrowych oznaczeń, rozrzuconych wśród bezmiarów tajgi syberyjskiej kolonii jest faktem. Ostatnia grupa smagłolicych kursantów opuściła ośrodki szkolenia w rejonie Sajanów zaledwie parę dni przed lądowaniem marines pod Basrą. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie wyjaśniona w szczegółach genialna wręcz mistyfikacja, którą odegrano, aby sprowokować prezydenta Stanów Zjednoczonych do wydania rozkazu zaatakowania Iraku. O tym, że jeszcze na długo przed ostatecznym upadkiem PRL Instaleksport budował w tym kraju „magazyny leków” wiedziano nie tylko w Warszawie. Magazyny miały charakter długich na setki metrów a szerokich na kilkanaście wykutych w skałach korytarzy. Mogły się w nich mijać ciężkie maszyny budowlane. Aspiryny nikt chyba nie zamierzał w nich składować, ale mimo to systemy wentylacji i różnego rodzaju podziemne instalacje budziły podziw. Wykonały je ekipy robotników z bratniej NRD. Trudno się dziwić, że amerykańscy analitycy zastanawiali się, co powodowało, że z położonych na północnych brzegach Morza Aralskiego, zagubionych w pustynnym stepie miejscowości Kulandy i Akbasty co jakiś czas ruszały w drogę na zachód długie kolumny ciężarówek. Do Atyrau nad rzeką Ural, gdzie zaczyna się Europa, miały blisko 600 km. Przebywszy dalsze półtora tysiąca kilometrów, konwoje docierały do Biesłanu i Władykaukazu. Zwykle nocą. Następne były Kazbegi, już na gruzińskiej stronie głównej grani Kaukazu. Po następnym przeszło tysiącu kilometrów, omijając szerokim łukiem Tbilisi, dojeżdżały do rosyjskiej bazy na terenie Adżarii położonej w pobliżu tureckiej granicy. Wtedy opuszczali je dotychczasowi kierowcy. Oddelegowywano ich do dalekowschodnich garnizonów. Miejsca w szoferkach zajmował kto inny. Władze tureckie przepuszczały zmierzające do Iraku konwoje bez większych problemów. Ciężarówki bowiem jechały… puste. Bez ładunku. Obiektywy satelitów brezentowych plandek nie umieją przenikać. Tym, którzy oceniali zarejestrowane przez nie dane, pozostawały tylko domysły i skojarzenia. Wyspy Morza Aralskiego z laboratoriami i magazynami broni bakteriologicznej nie są wirtualne. Drogi, po których poruszały się konwoje, znajdują się w powszechnie dostępnych atlasach.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 386/498

Lokalizacja sztolni i systemów poziomych korytarzy w górach północnego i wschodniego Iraku, szczególnie dla sympatyzujących z Amerykanami pasterzy kurdyjskich, nie stanowiła żadnej tajemnicy. Proste. Genialnie proste. Prezydent Bush nie mógł w tej sytuacji podjąć innej decyzji. Ceny ropy poszybowały do góry. Najbardziej zyskują na tym rosyjscy generałowie. Mają za co radykalnie zmodernizować wojska rakietowe i uzbroić je w systemy najgroźniejszych obecnie na świecie rakiet. Po raz pierwszy od 17 lat dzięki wpływom z gazowego haraczu i wysokim cenom ropy naftowej Rosja zwodowała w porcie w SIEWIERDWIŃSKU atomowy okręt podwodny IV generacji przystosowany do wystrzeliwania rakiet BUŁAWA z wieloma głowicami jądrowymi i zasięgu do 8000 km. Będzie nosił nazwę Jurij Dołgorukij. Dla rodaków prezydenta Busha też pozostaje coś na otarcie łez. Amerykańskie koncerny uzyskały prawo do eksploatacji irackich złóż ropy naftowej przez następne 30 lat i do zatrzymywania aż 70% zysków.29 […]

14.17. Marcin Wolski, Na Zachód, marsz![444] (za zezwoleniem Autora)
Wizja światowego superpaństwa miała być szczytowym stadium rosyjskiego imperializmu. Pierwsza próba – po „trupie jaśniepańskiej Polski” – nie powiodła się. Co by się jednak stało z Europą, gdyby Michaił Tuchaczewski zdobył Warszawę? Z Berlinem. Rzymem, Paryżem poszłoby wówczas już zdecydowanie łatwiej. Ale się nie udało. A przecież niewiele brakowało, żeby „żabojady” i „makaroniarze” poznali smak sowieckich dobrodziejstw. Jednak nasi żołnierze, kryptografowie i licealiści uniemożliwili ten skądinąd ciekawy eksperyment
Znane sformułowanie Horacego Greeleya „Go west, Young man” wbrew pozorom brzmi równie dobrze po rosyjsku – „Idi na zapad, junosza!” (ewent. „mołodoj czełowiek”). Mimo obiegowych opinii Rosja nie należy do państw zapatrzonych we własny pępek (w kształcie Kremla). Co najmniej od XVI wieku Zachód stanowi dla niej stały punkt odniesienia. Kiedy po upadku Konstantynopola ogłaszała się jego dziedzicem, nie przyjęła nazwy „Drugie Bizancjum”, lecz „Trzeci Rzym”! Idea była ambitna, ale bardzo na wyrost. Pod koniec XV wieku Moskwa, zapyziały gródek na skraju Słowiańszczyzny154, wysługujący się Mongołom i uzależniony od jarłyku, dopiero co uzyskiwała suwerenność. W 1478 r. Iwan III ogłosił się carem, a dwa lata później odmówił płacenia daniny Tatarom. W „zbieraniu ziem ruskich” miał poważnego konkurenta w postaci Litwy (Witold omal nie zdobył Moskwy), a Wielki Nowogród stanowił ciekawą demokratyczną alternatywę dla ruskiego samodzierżawia. Kremlowi jednak dopisywało szczęście – na przełomie XV i XVI stulecia mrozy zdziesiątkowały Wielką Ordę, a zdobycie przez Iwana Groźnego tatarskiego Kazania otworzyło przed jego państwem bezkres aż do Pacyfiku. Podobną szansę w skali kontynentu otrzymali jedynie Amerykanie. Od Iwana Groźnego imperium staje się ideą fixé rosyjskich przywódców, tym bardziej że agresja zewnętrzna była główną metodą pokonywania wewnętrznych słabości.

14.17.1.

Marzenia o wielkości

Immanentną cechą wszelkich imperiów (niezależnie – rzymskiego, mongolskiego czy brytyjskiego) jest konieczność ekspansji. Zahamowanie jej zawsze prowadziło do kryzysu i rozpadu.

154

Moskale są Mordwińcami należącymi do Ugrofinów Samojedów. Moskale „stali się ruskimi” tak samo, jak prusactwo „stało się Niemcami” [przyp. G. R.]

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 388/498

Początkowo możliwości ruskich Rurykowiczów i Romanowów były utrudnione. W Azji z powodu warunków geograficznych i potężnych Chin, a w Europie ze względu na brak dróg na Zachód, a nawet dostępu do mórz (nie licząc Białego i Kaspijskiego), ponieważ blokowały je trzy mocne rygle – Turcja, Szwecja i Polska. Nasz Jan III Sobieski przyczynił się do nadwątlenia pierwszej blokady, awantury Karola XII zakończone bitwą pod Połtawą (1709 r.) doprowadziły do utraty mocarstwowej pozycji Szwecji, a ostatecznie Polska pogrążająca się w anarchii i rozgrywana przez ościenne mocarstwa rychło przestała być w ogóle zaporą dla moskiewskich aspiracji. Oczywiście stosunek Rosji do Zachodu od zawsze podszyty był nieufnością – zazdrość miesza się z pogardą, okcydentalizm rywalizuje z orientalizmem – trudno, żeby było inaczej, gdy mentalność elit ukształtowały lata niewoli mongolskiej, na kulturę przemożny wpływ miała Polska (polecam pracę Władysława Serczyka o roli polszczyzny w kształtowaniu się rosyjskiego języka literackiego), a organizacje zawdzięczają Niemcom (do nielicznych oryginalnych wynalazków rosyjskich należała oprycznina i jej daleka spadkobierczyni Czeka). Jednak najwybitniejsi z carów wiedzieli, że bez Zachodu (jego wynalazków i technologii oczywiście, a nie swobód) ani rusz – Piotr I europeizował dość radykalnie, goląc brody i ścinając łby, nie mniej konsekwentna była „Semiramida Północy” Katarzya krypto--Azjatka na własnym podwórku, na II, Europejka na zewnątrz, za Aleksandra I Kozacy mogli wreszcie poić konie w Sekwanie, ale dość krotko – Święte Przymierze musiało być zmową zrównoważonych sił. Przez XIX wiek ekspansja postępowała dość wolno – podbito Azję Centralną, po kawałku ujarzmiano Kaukaz. Dalej jednak były Persja, Afganistan, Indie – sfera wpływów brytyjskich – i od czasu wojny krymskiej (1853–1856) marzenie o ciepłych morzach musiało pozostać w zawieszeniu. Nadzieje pojawiły się z początkiem XX wieku wraz z dekompozycją Imperium Otomańskiego (osobiście uważam, że to rosyjski sen o cieśninach, o zdobyciu Konstantynopola i podporządkowaniu Bałkanów był głównym powodem I wojny światowej). A potem przyszli bolszewicy i imperium otrzymało kolejną szansę. Pamiętam zdanie Jana Strzeleckiego, że jeśli rewolucja rosyjska była początkowo buntem zniewolonych ludów przeciwko rosyjskiemu hegemonowi, jej faza stalinowska stała się de facto kontrrewolucją rosyjskiego nacjonalizmu w internacjonalistycznym kostiumie. W dodatku prowadził ją wykorzeniony Gruzin.

14.17.2.

Wszystkie chwyty dozwolone

Wizja światowego superpaństwa miała być szczytowym stadium rosyjskiego imperializmu. Pierwsza próba – po „trupie jaśniepańskiej Polski” – nie powiodła się. W swojej powieści „Jedna przegrana bitwa” pokazałem, co by się stało z Europą, gdyby Michaił Tuchaczewski zdobył Warszawę. Z Berlinem. Rzymem, Paryżem poszłoby wówczas już zdecydowanie łatwiej. Ale się nie udało. A przecież niewiele brakowało, żeby „żaboja-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 389/498

dy” i „makaroniarze” poznali smak sowieckich dobrodziejstw. Jednak nasi żołnierze, kryptografowie i licealiści uniemożliwili ten skądinąd ciekawy eksperyment. Charakterystyczną cechą rosyjskich działań jest stosowanie zróżnicowanych metod – agentura, czarna i biała, propaganda bywały niejednokrotnie bardziej skuteczne niż siły zbrojne. Kupowano elity, eliminowano wrogów (przeważnie dość zręcznie), kradziono rozwiązania techniczne. Wszechobecnych szpiegów wysyłanych często w kostiumach białogwardzistów, zbuntowanych dysydentów lub prześladowanych Żydów uzupełniały rzesze użytecznych idiotów obecnych wszędzie – od brytyjskich i francuskich uczelni, przez Hollywood, po Departament Stanu. Zimna wojna kilka razy miała szansę stać się gorąca, a wizja podboju Europy Zachodniej w latach 70. czy 80. nie była wcale nierealna. Wobec bankructwa wewnętrznego ekspansja mogła przecież wydawać się jedynym ratunkiem dla gerontów z Kremla.

14.17.3.

Najważniejsze, żeby się nas bali

Oczywiście euroazjatycki niedźwiedź nie działał pośpiesznie, był świadom, że czas pracuje na jego korzyść. W czasach dekoniunktury chował się do swojej gawry i czekał na okazję, na awantury kolejnych Hitlerów czy Mao Zedongów, rzadko tracąc kontrolę nad sytuacją. Kto wie, w jakim stopniu płk Ryszard Kukliński i polska po raz kolejny uratowalia Zachód przed wizytą armii zaprzyjaźnionych…? Solidarność

Upadek komunizmu nie okazał się ciosem śmiertelnym dla moskiewskiego mocarstwa – oczywiście za późnego Gorbaczowa i podczas Jelcynowskiej smuty stracono imperium zewnętrzne, nadkruszyło się też to wewnętrzne. Ale jak się okazało, na krótko. Znikł wprawdzie rewelacyjny kamuflaż w postaci „wiecznie żywych idei komunizmu”, który pozwolił za Chruszczowa i Breżniewa na opanowanie znacznej części Indochin, Afryki, po kubański przyczółek w Ameryce. To zdechło – ale złudzeniem okazały się nadzieje na PAX americana. Rosja świadoma swoich słabości (demograficznych, technologicznych itp.) stawia dziś na wielobiegunowość – wspiera wszelkie elementy rozkładu zachodniego świata, z ruchami ekologicznymi, alterglobalistycznymi czy lewackim na czele. Flirtuje z Arabami, kokietuje antyamerykańskie elity w Europie… Czy marzy o hegemonii? Chyba nie. Tym razem marsz na Zachód, uzależnianie Europy od dostaw surowców energetycznych, inwestowanie, manifestowana chęć wejścia do struktur Zachodu jest przede wszystkim próbą zachowania mocarstwowej pozycji, a zarazem asekuracją wobec rosnących aspiracji Żółtego Kolosa. Rosja wie, choć nie przyznaje się do tego, że sama nie da rady. Świata już nie opanuje, ten prędzej czy później podzielą między siebie Chińczycy, Hindusi

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 390/498

i Latynosi (Arabów szlag trafi, kiedy skończy się ropa155). Ale opanowanie europejskiego przylądka po wygonieniu stamtąd Amerykanów jest ciągle możliwe. I o to idei gra. Pozornie elegancka, pokojowa, ale przecież, czego świadomość ma niewielu, również bezwzględna, okrutna i bezlitosna. Zresztą co innego może dziś robić moskiewska władza – jej wertykalnie podporządkowany naród nigdy nie stał się przecież społeczeństwem opartym na więziach poziomych. Samoświadomość opiera się wciąż na przekonaniu „najważniejsze, żeby się nas bali”. Podporządkowuje się temu politykę historyczną, której ton nadaje nie ogrom komunistycznych nieszczęść, tylko Wielka Wojna Ojczyźniana i wypędzenie Polaczków z Kremla.

155

Sami Arabowie są świadomi, że ich szlag trafi, zanim skończy się ropa. Jak powiedział Ahmed Zaki Yamani, saudyjski szejk i polityk, minister saudyjskiego Ministerstwa Ropy Naftowej i Surowców Mineralnych w latach 1962÷1986, przedstawiciel Arabii Saudyjskiej we władzach OPEC przez 25 lat, epoka kamienia łupanego nie skończyła się z powodu braku kamieni, a epoka ropy naftowej skończy się długo przed tym, gdy na świecie skończy się ropa. Niektórzy Arabowie pieniądze, które zarobili na ropie, próbują dobrze zinwestować w innych branżach, ale to im idzie, jak z kamienia

14.18. Piotr Lisiewicz, Współczesny Auschwitz jest na Kaukazie[445]
To, iż ludzie są zdolni do takich bestialstw, przechodzi wszelkie pojęcie. Nigdy nie przestaniemy zadawać sobie pytania: jak to się mogło zdarzyć? - mówił Władymir Putin w ubiegły czwartek w Auschwitz. Słowa te wypowiadał w podniosłej atmosferze obchodów rocznicy wyzwolenia obozu człowiek, który stworzył na Kaukazie prawdziwe piekło: system obozów koncentracyjnych. - Czernokozowo można spokojnie porównać do Oświęcimia - uważa rosyjski dziennikarz Andriej Babicki, który przeżył pobyt w jednym z najstraszniejszych obozów. Kilku inwalidów z amputowanymi kończynami rzucili na ziemię. Potem deptali po nich ciężkimi żołnierskimi buciorami. Umara Chanbijewa zmusili, żeby patrzył. Szok był tak silny, że gdy przyszła kolej na niego, nie czuł bólu. W obozach koncentracyjnych, które stworzył na Kaukazie Władymir Putin, takie sceny to codzienność.

14.18.1.

Relacje z piekła

Umar Chanbijew, jak przystało na lekarza, precyzyjnie wylicza tortury chirurgiczne, z którymi zetknął się na Kaukazie: amputacja palców i kończyn, wydłubywanie oczu, łamanie kości i kręgosłupa, otwieranie jamy brzusznej i wyciąganie jelit na zewnątrz, odcinanie języka, uszu i organów płciowych, miażdżenie wątroby, śledziony i nerek precyzyjnymi ciosami. O niektórych z nich sami oprawcy mówią, że ofiara nie ma prawa przeżyć. Chanbijew był przed wojną ministrem zdrowia Czeczeńskiej Republiki Iczkeria. Podczas wojny trafił do obozu filtracyjnego. Udało mu się wydostać z piekła. Jako lekarz zajmował się setkami tych, którzy przeszli przez obozy. Na podstawie tej wiedzy napisał naukowe opracowanie na temat tortur w rosyjskich obozach koncentracyjnych.

14.18.2.

Piłowanie wilczych kłów

Chanbijew dzieli je na fizyczne i psychiczne. Wśród tych pierwszych wyróżnia: torturowanie prądem organów płciowych, uszu, nosa, potylicy, pod pachami. Do tortur bardziej wymyślnych należy „jaskółka”, czyli podwieszanie na związanych ze sobą rękach i nogach (bóle w stawach nie ustępują nawet po długim czasie). Inny pomysł to zakładanie więźniowi maski gazowej, po czym oprawcy zamykają dopływ powietrza i torturowany traci przytomność.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 392/498

Duże oszczędności przynosi kilkudniowe głodzenie więźnia, po którym przy pomocy metalowych szczypców oprawcy kaleczą mu język. Potem biją go gumowymi pałkami, zmuszając do jedzenia gorącej potrawy posypanej solą i pieprzem. Większego profesjonalizmu wymaga od oprawców tortura „wilcze kły” (wilk to godło Czeczenii), podczas której więźniowi przywiązanemu lub przykutemu do krzesła otwiera się usta, pakuje między szczęki drewniany kołek i pilnikiem piłuje zęby. Następna tortura to okrągły stół - skutych więźniów sadza się przy stole i ich języki przybija gwoździami do blatu. Oddzielny rozdział to wymyślne tortury mające na celu pozbawienie Czeczenów płodności. Relacje więźniów mówią o wprowadzaniu elektrody do odbytu, w czasie, gdy druga elektroda podłączona jest do organów płciowych. Tortura jest obliczona na uzyskanie ściśle określonego efektu: powoduje trwałe uszkodzenie dróg moczowych i prostaty. Chanbijew nie ma wątpliwości, że na taki pomysł mogła wpaść tylko osoba mająca medyczne wykształcenie. Według niego dowodem na to, że w procederze biorą udział lekarze, jest też testowanie na więźniach wymyślonych przez laboratoria chemiczne nowych trucizn. Wykorzystywane są do tego laboratoria w Dagestanie i Północnej Osetii, sąsiadujących z Czeczenią republikach autonomicznych. W obozach na porządku dziennym są gwałty. Gwałcone są kobiety i mężczyźni. Często publicznie. Wobec więźniów stosowane są też tortury psychiczne. Czeczeński lekarz wylicza: pozorowanie rozstrzelania, nadawane w nocy przez głośniki więzienne odgłosy tortur, przymusowe przyglądanie się torturowaniu współwięźniów.

14.18.3.

Nie wiedziałem, że ludzie mogą tak krzyczeć

Dowodem, że relacje Chanbijewa to nie wymysł, są relacje wielu świadków. - Obozy filtracyjne to po prostu pseudonim obozów koncentracyjnych - uważa Siergiej Kowaliow, były rosyjski rzecznik praw obywatelskich. Latem 2002 francuska prawnik Anne le Tallec wizytowała obozy czeczeńskich uchodźców, przygotowując raport dla ONZ i ACAT, organizacji walczącej ze stosowaniem tortur. Wysłuchała ponad 60 relacji. Tallec znalazła niebudzące wątpliwości dowody, że w Czeczenii prowadzona jest akcja sterylizacyjna. Mężczyznom do genitaliów podłączano elektrody albo - jak w przypadku męża Aminat z Cocin Jurtu - podkładano papier nasączony benzyną i podpalano. Kobiety opowiadały, jak w obozach „wstrzykiwano im zieloną miksturę i karmiono jakimiś specyfikami”. Mężczyznom także wstrzykiwano substancje przypominające benzynę lub wybielacz. Oprawcy mówili więźniom, że po takich kuracjach „nie będą już płodzić terrorystów”.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 393/498

Człowiekiem, dzięki któremu prawda o obozach koncentracyjnych na Kaukazie wyszła na jaw, był rosyjski dziennikarz Andriej Babicki. Gdy podczas pierwszej wojny w Czeczenii zbierał materiał do reportażu, został aresztowany przez Rosjan i umieszczony w obozie koncentracyjnym w Czernokozowie. W wyniku międzynarodowych nacisków został uwolniony. Słyszał krzyki ludzi, którzy byli bici przez cały dzień. - Wcześniej nawet nie byłem sobie w stanie sobie wyobrazić, że ludzie mogą tak straszliwie krzyczeć - opowiadał.

14.18.4.

Katowni jest coraz więcej

Obrońcy praw człowieka mówią, że rosyjskie obozy koncentracyjne to dobrze zorganizowany system. Przez filtrację przeszły dziesiątki tysięcy Czeczenów. Ilu dokładnie, nikt nie wie. Pierwsze obozy pojawiły się podczas poprzedniej wojny w Czeczenii. 12 grudnia 1994 r. rosyjskie MSW wydało zarządzenie numer 247. Zgodnie z nim na terenie każdej jednostki wojskowej podlegającej MSW, Ministerstwu Obrony, Federalnej Służbie Bezpieczeństwa oraz wywiadowi wojskowemu stworzono areszty, w których torturowano Czeczenów. System na nieporównanie większą skalę rozbudował podczas drugiej wojny w Czeczenii Władymir Putin. Czeczeni trafiają najpierw do punktu filtracyjnego, w którym są torturowani, by przyznali się do tego, że są członkami zbrojnego oddziału. Do obozów trafiają zupełnie przypadkowi cywilni mieszkańcy, których oprawcy zmuszają do złożenia zeznania, że są przywódcami partyzantów oraz przekazania informacji, gdzie znajduje się czeczeński prezydent Asłan Maschadow i inni partyzanccy przywódcy. Jeśli krewni nie wykupią torturowanego w ciągu kilku dni, zostaje przeniesiony do centralnego obozu filtracyjnego w Chankale koło Groznego, gdzie poddawany jest jeszcze okrutniejszym torturom. Jeśli przeżyje i nie przyzna się do winy, trafia do mordowni - np. w Czernokozowie. Gdy w obozach na Kaukazie brakuje miejsc, Czeczeni wywożeni są do Rosji. Tam przewożeni są z więzienia do więzienia, czasem przechodząc nawet przez kilkanaście zakładów karnych. Tam też są torturowani. Jeśli więzień nie wytrzyma tortur, administracja zakładu sporządza dokument o zwolnieniu zatrzymanego. Jeśli przeżyje miesiące męczarni, wraca do Czernokozowa, jako nieuleczalny inwalida. A tam administracja obozu znów proponuje rodzinie wykup więźnia. Jeśli nie przeżyje - rodzina musi zapłacić łapówkę za wydanie ciała.

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 394/498

– Z relacji uchodźców, którzy docierają do Polski wynika, że w tej chwili rośnie liczba punktów filtracyjnych, z których każdy jest małym obozem koncentracyjnym - mówi Malika Abdoulvakhabova, Czeczenka zajmująca się uchodźcami, którzy trafili do Polski. - Powszechnie stosowaną torturą jest wielogodzinne przetrzymywanie w jamie pełnej lodowatej wody, do której wsypywany jest chlor. Liczba torturowanych w Czernokozowie zmniejszyła się po tym, jak obóz opisały zachodnie media, więc w tej chwili więcej więźniów jest w obozie w Mozdoku, do którego nie ma żadnego dostępu.

14.19. Krzysztof Wyszkowski, Caryca zaprasza targowiczan[446]
Uchwalenie konstytucji 3 maja 1791 r. miało się Polski z rosyjskiej strefy wpływów. doprowadzić do wyzwolenia

Caryca miała jednak wśród polskich elit politycznych agenturę tak silną, że nakazała zorganizowanie spisku w celu „polsko-rosyjskiego pojednania". Polscy zdrajcy przystąpili do niego 27 kwietnia 1792 r. w Petersburgu, ale dla oszukania opinii publicznej napisany przez generała Popowa tekst ogłosili 14 maja 1792 r. w miasteczku Targowica jako akt własnej konfederacji. Polska została wymazana z mapy Europy, a polskość zaczęła być represjonowana. Ta metoda była później wiele razy z powodzeniem stosowana. Dnia 17 września 1939 Związek Sowiecki w porozumieniu z III Rzeszą dokonał agresji, której celem była ostateczna likwidacja państwa polskiego. Natychmiast przystąpiono do masowych represji. 5 marca 1940 r. kierownictwo sowieckie wydało rozkaz wymordowania polskich elit. 3 kwietnia ludobójstwo zostało rozpoczęte (w Estonii w likwidacji tamtejszych elit wziął udział ojciec Putina). Gdy rząd polski zażądał zbadania informacji o zbrodni w Katyniu, Sowieci zerwali stosunki dyplomatyczne. W Moskwie napisano akt PKWN, a Armia Czerwona ustanowiła w Polsce władzę agentów NKWD. Dzisiaj znowu jakiś Popow pisze carowi Putinowi) nowy scenariusz pojednania i znowu znajduje w Polsce chętnych pomocników. Rozumiem, że działacze PZPR37 używają 70 rocznicy sowieckiego ludobójstwa na Polakach, żeby dowieść, iż po dwudziestu latach od upadku Związku Sowieckiego nadal pozostają wiernymi pachołkami Rosji i z tego powodu nie warto czernić papieru. Ale gdy prymas udaje, że niczego nie rozumie ani z historii Polski, ani choćby z własnego życiorysu i ogłasza arcydziwaczne oświadczenie: „To jest moment, gdzie powinniśmy stać razem /…/ nie tylko jako Polacy, ale także jako Polacy i Rosjanie czy jako Polacy i Niemcy /…/ to są ludzie, którzy zapłacili najwyższą cenę za to, że stali się częścią takiego czy innego narodu."; gdy minister spraw zagranicznych i marszałek sejmu radzą prezydentowi, żeby do Katynia nie jechał, bo będzie tam przeszkadzał generałowi KGBNKWD, którego urzędnicy jeszcze wczoraj, z okazji 70 rocznicy najazdu sowieckiego, grozili Polakom zagładą; gdy premier usłużnie biegnie na wezwanie do naigrywania się z mordu katyńskiego w akompaniamencie rozwieszanych w Moskwie portretów Stalina, to trzeba parę rzeczy oczywistych przypomnieć. Od czasu wizyty w Moskwie premiera Tadeusza Mazowieckiego, który powtarzał za Gorbaczowem, że „sprawę Katynia należy oczyszczać", Rosjanie i ich polska agentura zrobili wiele, żeby ludobójstwo sprowadzić do rangi jednej z licznych zbrodni wojennych, a najlepiej nazwać je jedną ze „zbrodni Stalina". Obecna inicjatywa premiera Putina ma do tego ostatecznie doprowadzić. Dlatego na partnera wybrał sobie premiera Tuska, a wizytę w Katyniu prezydenta Kaczyńskiego uznał za „podróż prywatną". Polska nie może wyrazić zgody na tę manipulację. Prezydent Polski, jako wybrany w wyborach powszechnych reprezentant narodu jest uosobieniem majestatu Rzeczypospo-

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 396/498

litej — bytu nadrzędnego wobec wszelkich relacji partyjnych i sondażowych. Dlatego w takich miejscach jak Katyń i Auschwitz to jego obecność jest najwłaściwsza i konieczna. Wymaga tego godność pamięci narodowej oraz realistyczny, całkowicie pragmatyczny, wzgląd na dobro polskiej i europejskiej polityki wobec przyszłości. Katyń, Charków i Miednoje są symbolami tej samej ludobójczej akcji, którą na terenie okupacji niemieckiej symbolizują Auschwitz, Akcja A-B, Palmiry czy Piaśnica. Władze państwa sowieckiego w porozumieniu z władzami państwa niemieckiego opracowały, uzgodniły i zrealizowały plan wymordowania polskiej elity narodowej w celu ostatecznego zniszczenia polskości i przekształcenia polskich mas społecznych w pozbawionych poczucia narodowego niewolników eksploatowanych przez oba totalitaryzmy. Jako symbole aktów ludobójczego antypolonizmu Katyń i Auschwitz nie należą tylko do rodzin osób tam pomordowanych. Stanowią niezbywalną istotę polskiej pamięci narodowej i straż przy ich historycznym znaczeniu należy do podstawowych obowiązków państwa polskiego, każdych władz Rzeczypospolitej. Tak jak istota pojednania izraelskoniemieckiego polega na uznaniu przez Niemcy winy za ludobójstwo na Żydach, tak samo znakiem uczciwej woli naprawy stosunków z Polską jest zdolność Rosji do uznania winy za ludobójstwo na Polakach. Omijanie tej kwestii lub sprowadzenie ludobójstwa i wypaczeń" stanowi dowód, że Rosja nadal, do poziomu „błędów jak w roku 1792, jak w 1920, jak w 1939 i 1944, dąży do upokorzenia i zniewolenia Polski i Polaków. Kainowi zbrodniarze znowu żądają, by do winy przyznał się Abel. Żądają, byśmy wyrzekli się tego najcenniejszego, co stanowi o naszej polskości - pamięci. Dlatego uznanie Katynia za akt ludobójstwa jest w takim samym stopniu kamieniem węgielnym polskiej racji stanu, jak nie uznawanie rozbiorów, wojny r. 1920, czy agresji 17 września 1939 r. za akt „bratniej pomocy". Jeżeli powiemy, że w Katyniu nie było ludobójstwa, to uznamy jednocześnie, że komunizm nie był totalitaryzmem, a nazizm był roztoczeniem nad Polakami opieki, jako ludem niewolniczym ze swojej natury. W konsekwencji Polacy — jedyny naród, na którym ludobójstwa dokonały jednocześnie i w zmowie oba najstraszniejsze totalitaryzmy — sami przyznają swoim katom prawo do wypowiadania się w ich imieniu.156

156

Zob. też [32]

15. Kalendarium
3 listopada 3019 roku Trzeciej Ery — Gríma Wormtongue podrzyna gardło Sarumanowi 836÷331 prz. Chr. — Persja 6 wiek prz. Chr. — Sztuka wojny Sun Tzu Koniec 6w. prz. Chr. — wojska perskie przekraczają cieśninę Dardanele (Hellespont) po moście z łodzi 480r. prz. Chr. — wojska perskie przekraczają cieśninę Dardanele (Hellespont) po moście z łodzi, bitwa pod Salaminą 338 prz. Chr. — bitwa pod Cheroneją 331 prz. Chr. — bitwa między Arbelą i Gaugamelą 331÷30 prz. Chr. — Hellenizm 287 roku p.Chr. — „demokratyczne” decyzje skorumpowanego zgromadzenia stanowią rzekomo prawo powszechne 272 prz. Chr. — zajęcie przez Rzymian miast etruskich, zwycięstwo nad Tarentem 272 prz. Chr.÷1453 — Rzym 221 prz. Chr. — powstanie Chin, jako tworu geopolitycznego istniejącego nieprzerwanie do dzisiaj 30 prz. Chr. — zagarnięcie Egiptu przez Rzym 486 — bitwa pod Soissons 486÷843 — Państwo Franków 8w. — japońskim władcom znana jest „Sztuka wojny” 843 — rozpad Państwa Franków 1085÷1138 — lata życia Judy Halewiego 13w. — Tatarzy narzucają Rusi obszczinę, by łatwiej było ściągać daninę z ludności 1235 — zajęcie przez Mendoga posiadłości na Rusi Czarnej i w zach. części Rusi Białej

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 398/498

1235÷1795 — Wielkie Księstwo Litewskie i Rzeczpospolita Obojga Narodów 1339 — Iwan I Kalita w testamencie po raz pierwszy wymienia „czapkę Monomacha” 1274 — Kubilaj-chan wysyła przeciwko Japończykom korpus ekspedycyjny 1281 — nieudana próba desantowania się ordy mongolskiej na Wyspy Japońskie 1440 lub 1441÷1518 — lata życia Gian Giacomo Trivulzio, włoskiego arystokraty, marszałka Francji, kondotiera, wielokrotnego dowódcy w wojnach włoskich (1494÷1559) 1451 — Koniec dynastii Sajjidów 1451 — powstanie Indii, jako tworu geopolitycznego istniejącego nieprzerwanie do dzisiaj 1453 — upadek Konstantynopola 1462÷1515 — lata życia Ludwika XII 1478 — Iwan III ogłasza się carem, a dwa lata później odmawia płacenia daniny Tatarom 1494÷1559 — wojny włoskie XV wiek (pod koniec) — Moskwa, zapyziały gródek na skraju Słowiańszczyzny154, wysługujący się Mongołom i uzależniony od jarłyku, uzyskuje suwerenność Przełom XV i XVI stulecia — mrozy zdziesiątkują Wielką Ordę, a zdobycie przez Iwana Groźnego tatarskiego Kazania otwiera przed jego państwem bezkres aż do Pacyfiku XVI wiek (co najmniej od) — Zachód stanowi dla Rosji stały punkt odniesienia Ok. 1515÷1521 — list mnicha Filoteusza, ihumena monasteru pskowskiego, do wielkiego księcia moskiewskiego Wasyla III Ok. 1520÷1609 — lata życia Jehudy Löwy bena Bekalela 1526÷1918 — Austro-Węgry 1585÷1642 — lata życia Armanda Jeana de Richelieu 1624 — Richelieu jest pierwszym ministrem Francji 1686 — pokój Grzymułtowskiego

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 399/498

1699 — traktat karłowicki 1700-1721 — III wojna północna 1709 — bitwą pod Połtawą doprowadza do utraty mocarstwowej pozycji Szwecji 1759÷1794 — lata życia Georgesa Jacquesa Dantona 1762 — śmierć carycy Elżbiety Odpowiednio urobieni w łóżku oficerowie aresztują bez trudu Piotra do 1769 — Rzeczypospolitej udaje się zachować kształt terytorialny ustalony w wyniku zawartych traktatów pokojowych z Rosją (pokój Grzymułtowskiego z 1686 roku) i Imperium Osmańskim (traktat karłowicki z 1699 roku) 18w. — wioski potiomkinowskie Druga połowa 18w. — encyklopedyści francuscy potrafią narzucić swój oświeceniowy ład całemu światu 1768÷1774, 1787÷1792 — zwycięskie wojny z Turkami otwierają Moskowii szeroki dostęp do Morza Czarnego Od 2 połowy 18w. do początku 19w. (do wojny japońskiej) — marynarka wojenna Moskowii jest trzecią, flotą co do wielkości na świecie, po Wielkiej Brytanii i Francji 1784÷1867 — lata posiadania przez Moskowię Alaski 1785÷1840 — lata życia Nachmana Krochmala 3 maja 1791 — Konstytucja 1793 — okropny terror 1794 — Katarzyna II na wybrzeżu Morza Czarnego zakłada pierwszy niezamarzający port Moskowii — Odessę 1795 — III rozbiór Polski 1797 — Traktat pokojowy w Campo Formio 1797÷1814 — Wielkie Cesarstwo

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 400/498

1798÷1874 — lata życia Julesa Micheleta 19w. — Moskowia przyłącza Azję Środkową Dla słowianofilów obszczina, czyli prarosyjskiej gmina jest samą esencją rosyjskości i decyduje o rosyjskiej odmienności wobec krajów europejskich Nieustanne subsydiowanie przez Rosję największych gazet wśród których znajduje się m.in. „Times”. Pieniądze m.in. za niepodejmowanie na swoich łamach „kwestii polskiej” Wojny opiumowe 1804÷1813, 1826÷1828 — Iran stacza z Moskowią dwie przegrane wojny, w których wyniku traci Zakaukazie i przyznaje Moskowii przywileje konsularne i handlowe 1808÷1839 — lata życia Jana Witkiewicza 1810÷1849 — lata życia Fryderyka Szopena 1815 — Kongres Wiedeński 1832 — Reduta Ordona Adama Mickiewicza 1833÷1896 — lata życia Alfreda Nobla 25 stycznia 1844÷9 kwietnia 1861 — czas życia Michała Landy’ego 1845÷1880 — lata życia Aarona Libermana 1847÷1920 — lata życia Jacoba Schiffa 1852 — Osiemnasty Brumaire'a Ludwika Bonaparte Karola Marxa 1853÷1856 — wojna krymska 1854 — Memoriał Zygmunta Krasińskiego do Napoleona III 2 marca 1855 — Mikołaj I umiera na zapalenie płuc poddawszy się chorobie. Załamał się zupełnie pod wpływem upokarzających klęsk wojskowych, obnażających stan nie tylko armii, ale i państwa 1861 — do manifestacji patriotyczno-religijnych dołączają Polacy wyznania mojżeszowego europejskich, są płacone

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 401/498

8 kwietnia 1861 — w Warszawie, na Powązkach odbywa się pogrzeb zesłańca syberyjskiego Ksawerego Stobnickiego, z udziałem także ludności żydowskiej, po czym na cmentarzu żydowskim, u mogiły zmarłego kilka lat wcześniej Antoni ego Eisenbauma, zwierzchnika szkoły rabinackiej, odbywa się demonstracja zbratania Polaków katolików z Polakami wyznania mojżeszowego - Żydami. Po południu lud Warszawy modli się przed Zamkiem koło figury Matki Boskiej. Pocztylion z nadjeżdżającego dyliżansu gra Jeszcze Polska nie zginęła. Zakazana melodia porusza tłum modlących się. Interweniuje rosyjskie wojsko. Padają strzały w kierunku procesji wychodzących ze śpiewem religijnym i krzyżami od strony Krakowskiego Przedmieścia i ul. Senatorskiej. Jednej z procesji przewodniczy Karol Nowakowski. Zakonnik niosący krzyż zostaje raniony. Upadający krzyż z wizerunkiem Chrystusa podnosi i ujmuje w ręce uczestniczący w procesji młody Żyd, Michał Landy 9 kwietnia 1861, o godz. 6 rano — śmierć Michała Landy’ego W nocy z 10 na 11 kwietnia 1861 — ciało Michała Landy’ego zostaje złożone do grobu na cmentarzu żydowskim, zgodnie z przepisami religii mojżeszowej. Nikt z Polaków-katolików nie może uczestniczyć w ceremonii żałobnej bohatera obu narodów, obu wyznań. Pilnuje tego towarzyszący konduktowi pogrzebowemu rosyjski policjant 1 stycznia 1863 — zniesienie niewolnictwa w stanach północnych (Unii) 22 stycznia 1863 — wybuch powstania styczniowego 1876 — manifest Aarona Libermana adresowany do zdrowych i religijnych Żydów 1879 — w Iranie zostaje utworzona Brygada Kozacka dowodzona przez oficerów Moskowii 1879÷1940 — lata życia Lwa Trockiego 1881, 1882 — mordercze pogromy Żydów w Rosji 1889 — Brytyjczycy tworzą Bank Szachinszacha 1897 — założenie Bundu

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 402/498

20w. — w Rosji pojawia się cała plejada wybitnych historyków i myślicieli, którzy odwracają zupełnie myślenie o przeszłości Rosji „Liderzy opinii publicznej” przejmują rolę kupców Dżyngis Chana Paul Eluard, Johannes R. Becher piszą peany na cześć Stalina Intelektualiści kolaborują z reżimami totalitarnymi Spuścizna zaborów, mimo sukcesu Czynu Niepodległościowego, przenosi garb narodowych kompleksów. Wzmacnia przekonanie że „nikt nie jest prorokiem we własnym kraju”, „sukces można odnieść tylko za granicą”, a zdanie obcych ma większy rezonans niż swoich. Pogłębia się też opinia o polskim zacofaniu wobec świata 1901 — Buddenbrookowie Tomasza Manna 30 stycznia 1902 — Wielka Brytania podpisuje sojusz japońsko-brytyjski zawarty na okres 5lat 1904÷1905 — wojna japońska 1904 — w Moskowii gubernatorzy i szefowie departamentów policji tworzą od podstaw własne, bądź przejmują przez agentów istniejące tajne organizacje i legalne partie polityczne wraz z ich nielegalnymi przybudówkami Schiff zatwierdza pożyczkę na sumę dwustu milionów dolarów dla rządu Japonii Agent rosyjski w Paryżu Raffałowicz raportuje do centrali: „W ciągu pierwszych miesięcy potworna sprzedajność prasy francuskiej pochłonie sumę 600 000 franków” 1905 — rewolucja Sojusz japońsko-brytyjski zostaje przedłużony na kolejne 5lat Według danych rosyjskiego ministerstwa finansów z 1906 roku, jedynie dotacje dla prasy francuskiej kosztują budżet państwa ponad dwa miliony franków 1906 —Królobójcy, Wacława Gąsiorowskiego (Wiesław Sclavus) Na terenie Moskowii dokonano ponad 7tys. morderstw politycznych 1907 — przymierze Wielkiej Brytanii z Moskowią 1910 — wizyta Mikołaja II w Niemczech

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 403/498

1911 — podpisanie tzw. układu poczdamskiego 1913 — kształtuje się amerykański patrycjat 1915 — otwarcie Biura Lodołamaczy przy zarządzie portu handlowego w Archangielsku, któremu podlega 13 lodołamaczy i łamiących lód okrętów, dających początek flotylli lodołamaczy 1916 — Murmańsk, pierwszy niezamarzający port Moskowii nad otwartym morzem 1917 — Edward Bernays, doradza rządowi USA Schiff formally repeal the impediments within his firm against lending to Russia W drogę poszukiwania szczęścia dla wszystkich rusza Rosja 1914÷1918 — pierwsza wojna światowa 1914÷1945 — wojna trzydziestoletnia z dwudziestoletnią przerwą między rundami na odbudowanie sił, wegług niektórych historiozofów Po 1918 —w Nowym Jorku powstaje Rada Stosunków Zagranicznych 1919÷20 — latach istnienia Monarchistycznego Związku Rosji Środkowej rozbitego przez czekistów 1920÷1933 — prohibicja w USA 1920 — wojna Polski z Moskowią, ujawnia się jakość strategii taranowej Tuchaczewskiego Moskowia do Polski przywozi na furmankach za frontem RKKA39 przyszły rząd Polskiej Republiki Rad z Dzierżyńskim, Marchlewskim, Kohnem, Unszlichtem w składzie Wiosna 1921 — M. W. Frunze przedstawia doktrynę wojenną Armii Czerwonej L. D. Trocki opracowuje plan marszu 40-tysięcznego korpusu konnego przez Afganistan, Pendżab i Bengal ku brzegom Oceanu Indyjskiego 1922÷1927 — czekiści stwarzają i kierują fikcyjną organizacją antykomunistyczną o nazwie Monarchistyczny Związek Rosji Środkowej 1923 — Instytut Rewolucji Śwatowej dostaje swoją nazwę 1924 — Nowe średniowiecze Nikołaja Bierdiajewa

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 404/498

12 sierpnia 1924÷17 sierpnia 1988 — czas życia Zii-ul-Haqa, charyzmatycznego prezydenta Pakistanu 1924÷2011 — lata życia Włodzimierza Janiurka 1925÷1997 — lata życia Jana Szydlaka 1927 — Tuchaczewski chce, aby w roku następnym — 1928 wyprodukować sto tysięcy lub pięćdziesiąt tysięcy czołgów 7 sierpnia AD 1927 — przemówienie Józefa Piłsudskiego na Zjeździe Legionistów w Kaliszu 1928 — według zamiaru Tuchaczewskiego miało zostać wyprodukowanych sto tysięcy lub pięćdziesiąt tysięcy czołgów 1928÷2000 — lata życia Andrzeja Szczypiorskiego 1929-1933 — masowe represje 1929÷1934 — wspieranie przez Moskowię w Niemczech hitlerowców zwieńczone przekazaniem Hitlerowi władzy nad Niemcami Lata 30-te 20w. — przyjazdy do ZSRS zachodnich pisarzy w rodzaju Romaina Rollanda, Andre Gide’a czy Leona Feuchtwangera, którzy podziwiają „socjalizm z ludzką twarzą” 1931÷1968 — Dziekanem Canterbury w Kościele Anglikańskim jest Hewlett Johnson 1933 — na Ukrainie w wyniku sztucznie wywołanego przez Stalina Wielkiego Głodu umiera - według różnych szacunków - od 6 do 12 milionów ludzi Powstaje Rada Biznesu (Business Council) 1934÷2001 — lata życia Józefa Ślisza 1934 — w Rzymie Sowiety werbują Iwana Stamenowa, bułgarskiego ambasadora 1935 czerwiec — Międzynarodowy Kongres Pisarzy w Obronie Kultury w Paryżu 1935 — O wielości cywilizacyj, Feliksa Konecznego, Kraków 20 października 1936 — w Hiszpanii otrzymują telegram o zgodzie na przyjęcie złota 22÷25 października 1936 — złoto jest ładowane na radzieckie statki w Kartagenie. Łącznie zabierają 510 ton złota

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 405/498

1937 — „Moskwa 1937” Leona Feuchtwangera Podróż Hewletta Johnsona do ZSRS 1938÷1945 — III Rzesza Niemiecka 1938 — Anschluß Austrii „Uwagi o istocie siły rosyjskiej” Włodzimierza Bączkowskiego Podjmują decyzję budowy w ciągu 10 lat 15 (!!!) pancerników, 35 ciężkich i 20 lekkich krążowników, 145 liderów i niszczycieli 25 listopada 1938 — ze stanowiska szefa NKWD zostaje zdjęty Jeżow 1939÷41 — Moskowia dostarcza surowce III Rzeszy Niemieckiej 10 kwietnia 1939 — Jeżow zostaje osadzony w suchanowskim więzieniu specjalnym NKWD 1 września 1939÷1945 — druga wojna światowa 1940 — rok pochodzenia fasonu futrzanych lotniczych kurtek, którymi nawet dziś zadaje się w Anglii szyku Nie wcześniej niż 27 marca 1940 — notatka dowódcy Powietrznej Floty Czarnomorskiej dotycząca planu operacyjnego Wiosna 1940 — Zarząd Główny Sił Powietrznych Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej przygotowuje dokumenty na 19 stronach pod tytułem: Opis marszruty w Indiach nr 1 (przełęcze Barochil, Chitral) i nr 4 (przełęcze Killio, Gilhit, Śrinagar). Na 34 stronach sporządza Wykaz obiektów wojskowo-przemysłowych Turcji, Iranu, Afganistanu, Iraku, Syrii, Palestyny, Egiptu i Indii 21 czerwca 1940 — generał półkownik D. Pawłow referuje ludowemu komisarzowi obrony marszałkowi Timoszence swoje stanowisko w sprawie ewentualnego wykorzystania sił zbrojnych podbitych krajów nadbałtyckich 24 czerwca 1940 — Hitler podpisuje rozejm z Francją na warunkach: zmniejszenie armii do 10 dywizji piechoty, rozbrojenie francuskiego lotnictwa i floty wojennej, demilitaryzacja gospodarki 3 września 1940 — Stalin, próbując jednoczesnie przestraszyć i wzruszyć Churchilla, pisze do niego: Bez tych dwóch rodzajów pomocy (rzecz dotyczyła lądowania Anglików we Francji i dostaw do ZSRR 400 samolotów i 500 czołgów

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 406/498

miesięcznie — M. S.) Związek Radziecki albo poniesie klęskę, albo (…) na długo utraci zdolność do prowadzenia aktywnych działań na froncie walki z hitleryzmem 13 wrzesnia 1940 — Stalin dopuszcza się tego, za co oskarżano i rozstrzelano dziesiątki tysięcy ofiar Wielkiego Terroru: wzywa brytyjskich imperialistów do wtargnięcia do kraju zwycięskiego proletariatu. Prosi on Churchilla o lądowanie 25-30 dywizji w Archangielsku lub przewiezienie ich przez Iran do południowych rejonów ZSRR 25 listopada 1940 — orędzie radzieckiego rządu, w którym został przedstawiony plan podziału świata pomiędzy Niemcy, Włochy, Japonię i ZSRR 1941 — folksdojcze szydzą z Polaków, że gdyby wiedzieli, co Niemcy planują z nimi zrobić, staliby w kolejkach do aptek po truciznę 22 czerwca 1941 — III Rzesza Niemiecka przeprowadza na Moskowię atak wyprzedzający, Moskowia planuje zaatakować III Rzeszę Niemiecką 2tygodnie później, 6 lipca (dzień później, 23 czerwca, według Marka Sołonina), do sztabów jednostek Armii Sowiet’skiej przychodzi rozkaz spalenia wszystkich kopert z sejfów, do niewoli poddaje się 5,7 miliona oficerów i żołnierzy Armii Radzieckiej

22 czerwca÷10 października 1941 — z wyroków trybunałów wojennych i Oddziałów Specjalnych NKWD rozstrzeliwują 10 201 wojskowych. W sumie w czasie wojny same trybunały wojenne sądzą ponad 994 tysiące radzieckich wojskowych, z których 157 593 ludzi rozstrzelano 23 czerwca 1941 — Moskowia planuje uderzyć na III Rzeszę Niemiecką, plan nie został zrealizowany, bo III Rzesza Niemiecka uderzyła na Moskowię dzień wcześniej, 22 czerwca, według Marka Sołonina 30 czerwca 1941 — Niemcy wkraczają do Lwowa, w więzieniach znajdują zwłoki torturowanych polskich oficerów z rękami przybitymi gwoźdźmi do poręczy poczek lipca 1941 — Józef Stalin wysła emisariuszy do Adolfa Hitlera. Ofertę pokoju za wszelką cenę przedstawia Hitlerowi bułgarski ambasador Iwan Stamenow, zwerbowany przez Sowietów w 1934 roku w Rzymie 4 lipca lipca 1941 — generał armii Pawłow zostaje aresztowany

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 407/498

6 lipca 1941 — Moskowia planuje uderzyć na III Rzeszę Niemiecką, plan nie został zrealizowany, bo III Rzesza Niemiecka uderzyła na Moskowię 2tygodnie wcześniej, 22 czerwca, według Wiktora Suworowa
22 lipca 1941 — generał armii (zdegradowany) Dmitrij Grigoriewicz Pawłow zostaje rozstrzelany na poligonie NKWD pod Moskwą. Cała jego rodzina zostaje zesłana do Krasnojarska

1 października 1941÷31 maja 1945 — roku sama tylko Ameryka wyposaża i przekazuje Stalinowi 2.660 frachtowców, na które załadowują siedemnaści i pół miliona ton surowców strategicznych. Po drodze hitlerowska Kriegsmarine zatapia dziesiątki frachtowców i milion trzysta tysięcy ton ładunku, ale resztę dostarczają do radzieckich portów Przed 1 maja 1943 — wyzwolono 504 tysiące (przeważnie w związku z wcieleniem do formacji ochotniczych Wehrmachtu i Waffen SS) 14 listopada AD 1943 — uprowadzenie Małgorzaty Fornalskiej i Pawła Findera, członków kierownictwa PPR z narady kierownictwa PPR w lokalu konspiracyjnym przez rzekomych funkcjonariuszy niemieckiego Gestapo, kandydatura początku działalności w Polsce komanda śmierci 15 listopada 1944 — przemówienie papieża Pius XII poświęcone ofiarom Powstania Warszawskiego, w którym po raz pierwszy Powstanie nazywa holocaustem

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 408/498

1945 —folksdojcze snują się z obłedem w oczach, rwą sobie włosy z głowy i zdjęci wielkim strachem bełkoczą gdybym tyliko wiedział… ale kto mógł przypuszczać… Moskowia uzyskuje niezamarzający port nad Bałtykiem Stany Zjednoczone stają się zwycięskim mocarstwem Moskowia przejmuje od Niemców ich obozy zagłady (Vernichtunglager), koncentracyjne, pracy przymusowej… przez kilka następnych lat użytkuje je z wykorzystaniem całej ich infrastruktury i wyposażenia w tym samym charakterze, osadza w nich więźniów przez siebie złapanych, prowadzi prace budowlane na ich terenach Szukanie na opanowanych terenach III Rzeszy Niemieckiej archiwów: Abwehry, RSHA, SD, Sipo, Gestapo, wyższych funkcjonariuszy i fachowców Propaganda filosowiecka, zniewolenie Polski przez Sowietów jest usprawiedliwiane zdławieniem rzekomo odwiecznego polskiego antysemityzmu Zaczynają przybywać z Europy do Palestyny pierwsze statki z uchodźcami. W pierwszych czterech latach przybyło ich 150 tysięcy Czerwiec 1945 — Piotr Jaroszewicz, Jerzy Henryk Fonkowicz i Tadeusz 68 Steć w Radomierzycach i na zamkach: Czocha oraz Książ na Dolnym Śląsku znajdują archiwum Gestapo

1946 — koniec okupacji północnego Iranu przez Moskowię, upadają dwa marionetkowe rządy komunistyczne zainstalowane przez Moskowię w północnej prowincji Azerbejdżan Irański 1947÷1948 — I wojna o Kaszmir Noc z 8 na 9 grudnia AD 1947 — tzw. trójka społeczna rabuje księgi parafialne z parafii św. Katarzyny na Służewcu w Warszawie 1948 — utworzenie Państwa Izraela 1949 — zwycięstwo w Chinach rewolucji komunistycznej Hewlett Johnson zeznaje podczas procesu Krawczenki w Paryżu, że w Związku Sowieckim nie ma obozów pracy przymusowej 23 kwietnia 1949 — proklamowanie Republiki Wietnamu 1950 — Hewlett Johnson otrzymuje Stalinowską Nagrodę Pokoju

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 409/498

30 stycznia AD 1950 — do francuskiego sektora Berlina przybywa pociąg z grupą wypuszczonych ze względów propagandowych więźniów politycznych z nadzorowanego przez Sowiety Gułagu NRD (około 200 tys. przetrzymywanych, m. in. w Buchenwaldzie i Sachsenhausen; połowa zmarła; dalsze 70 tys. wywieziono na Syberię) Do 1951 — ocalonych z Zagłady jest w Izraelu ok 300 tysięcy Po 1956 — Związek Sowiecki także kieruje i kontroluje cywilne i wojskowe służby specjalne PRL, tajne służby PRL spełniają podrzędną rolę w stosunku do służb sowieckich 1957÷1960 — Jaruzelski jest dowódcą 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej 1957 — wodowanie lodołamacza NS Lenin 1958 — w Punto Fijo w Wenezueli Akcja Demokratyczna zawiera z chadekami porozumienie, iż będą zmieniali się u władzy i nie dopuszczą żadnych innych ugrupowań Pod koniec lat 50 — rodzi się Horych 1959 — Wydział Prowokacji CzeKi zaczyna działać jako Wydział „D” I Zarządu Głównego KGB 1959/1960 — operacja „Swastyka” Pomiędzy Bożym Narodzeniem 1959 a połową lutego 1960 — notuje się w RFN aż 833 wystąpienia antysemickie: profanacje żydowskich cmentarzy, pomników i synagog. Mieszkający w Niemczech Zachodnich Żydzi otrzymują anonimowe pogróżki telefoniczne i listowne. Jednocześnie w tym samym czasie antysemickie ekscesy mają miejsce w Londynie, Oslo, Wiedniu, Paryżu, Parmie, Glasgow, Kopenhadze, Sztokholmie, Mediolanie, Antwerpii, Nowym Jorku, Melbourne, Manchesterze, Atenach, Perth, Bogocie i Buenos Aires. Najwięcej jest ich jednak w RFN - łącznie, w kilkudziesięciu miastach

Lata 60 — rewolucja kontrkulturowa otwiera drogę do kręgów nauki, kultury, a nade wszystko władzy agentom wpływu na usługach naszych przeciwników, jak za czasów Woltera, działają, odgrywają od zawsze wielką rolę w mediach, ruchach alternatywnych 14 maja 1960 — Mossad porywa Adolfa Eichmanna w Bancalari w Argentynie 1961 — w Uzbekistanie, w Angren rozpoczyna pracę instalacja przemysłowa produkująca gaz palny zasilający elektrownię

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 410/498

30 sierpnia 1962÷23 listopada 2006 — czas życia Aleksandra Litwinienki 22 listopada 1963 — zamach na Johna F. Kennedy’ego, wycieka większość wiadomości o skandalach obyczajowych 1965 — II wojna o Kaszmir 13 maja 1967 — przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR Nikołaj Podgorny przekazuje egipskiemu wiceprezydentowi Anwarowi Sadatowi fałszywą informację o koncentracji 12 izraelskich brygad przy granicy z Syrią 1967 — Jaruzelski rozpoczyna przeprowadzanie w LWP czystki 5 czerwca 1967÷10 czerwca 1967 — wojna sześciodniowa 1968 — do Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej państw stron Układu Warszawskiego wdzierają się wojska

Vatzlav Sławomira Mrożka 1969 — Wydział Prowokacji CzeKi zaczyna działać jako Wydział „A” Zarządu Zagranicznego 21 października 1969 — zamach stanu w Somalii, władzę przejmuje generał Mohammed Siad Barre, zmiana nazwy państwa na, Somalijska Republika Demokratyczna Lata 70 — Horych jest wielokrotnie notowany i zatrzymywany za pospolite przestępstwa i chuligańskie wybryki Skazują Piotra Filipczyńskiego ze szczególnym okrucieństwem na 25 lat więzienia za morderstwo

Lata `70 i `80 — dokonane werbunki na tajnych współpracowników specsłużb będą trwałe po AD 1989 Wczesne lata 70 — w Gdyni, w znanym z piosenek Lady Pank klubie Maxim, młody, silnie zbudowany Nikodem Skotarczak zostaje zatrudniony, jako ochroniarz 1970 — ogłoszenie Somalii państwem socjalistycznym, idą za tym stosowne reformy społeczno-gospodarcze oraz ścisła współpraca z ZSRR Jurij Bezmienow, szpieg KGB, wybiera wolność 1971÷1988 — Josef Bartonczik jest płatnym agentem StB

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 411/498

3÷16 grudnia 1971 — wojna indyjsko-pakistańska 26 marca 1971 — od Pakistanu odpada Pakistan Wschodni, powstaje Bangladesz 1972 — zakładają Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego „PEWEX” na bazie sklepów Banku PEKAO S. A w celu kradzieży ogromnych sum w walutach obcych i transferowania do szwajcarskich banków157 Październik 1973 — Harry Schmitt przekazuje Erichowi Mielkemu wskazówki 1974 — Caryca i zwierciadło Janusza Szpotańskiego Połowa lat 70 — Skotarczak zostaje informatorem gdańskiej Służby Bezpieczeństwa, a potem także Wojskowej Służby Wewnętrznej Ireneusz P. ps. Barabasz jest szefem lokalnych złodziei i włamywaczy 30 kwietnia 1975 — upadek Sajgonu 1977 — Towarzysz Szmaciak Janusza Szpotańskiego Nieudana próba anektowania etiopskiego Ogadenu, ZSRR wspiera w konflikcie Etiopię i w rezultacie następuje zerwanie stosunków Somalii z Moskwą i przeorientowanie polityki na współpracę z USA Zima z 1977 na `78 — do Warszawy przylatuje złoto banku centralnego Afganistanu na przechowanie w skarbcu NBP, 50 sztab po 5kg 1978 — Wiktor Suworow (wł. Włodzimierz Rezun), oficer armii sowiet’skiej i sowiet’skiego wywiadu wojskowego GRU uzyskuje azyl w Wielkiej Brytanii Działała Połączony System Ewidencji Danych o przeciwniku (PSED) — komputerowy system zbierania informacji o osobach (cudzoziemcach i własnych obywatelach) oraz organizacjach uznanych za wrogie dla obozu państw komunistycznych, pozostających w sferze zainteresowań jednostek operacyjnych. Sygnatariusze porozumienia PSED zobligowani są do przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie. Chodził tu o informacje, które przez służby państw niepodległych są szczególnie chronione. W systemie PSED rejestruje się także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną. Informacje o rejestrowanej osobie przekazywane do Moskwy, charakteryzują się wysokim stopniem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierają także charakte-

157

Oprócz Pewexu są też i inne przykłady kradzieży waluty na dużą skalę

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 412/498

rystyki psychologiczne, opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie Luty 1978 — do rąk Mielkego trafia lista chemikaliów, środków owadobójczych oraz nawozów sztucznych dostępnych w sklepach zachodnioniemieckich 30 kwietnia 1978 — proklamowanie Demokratycznej Republiki Afganistanu Lato 1978 — Gierek dostaje stutysięczną pożyczkę Wrzesień 1978 — w związku z silnymi protestami szach wprowadza stan wojenny Grudzień 1978 — pięć milionów ludzi gromadzi się na gigantycznej demonstracji, uczestnicy domagają się usunięcia szacha i ustanowienia republiki islamskiej 16 stycznia 1979 — szach ucieka z kraju wraz z rodziną, większość zachodnich specjalistów robi to samo 1 lutego 1979 — ajatollah Chomeini wraca do kraju 1 kwietnia 1979 — proklamowanie Islamskiej Republiki Iranu Kwiecień 1979 — Andrzej Horych zostaje zarejestrowany w ewidencji Wojskowej Służby Wewnętrznej, jako kontakt operacyjny Korek 4 listopada 1979 — studenci zajmują amerykańską ambasadę w Teheranie, biorą 66 zakładników 4 listopada 1979÷20 stycznia 1981 — niewola dyplomatów USA w okupowanej ambasadzie w Teheranie (444dni) 25 grudnia 1979 — Armia Sowiet’ska wchodzi do Afganistanu 25 grudnia 1979÷15 lutego 1989 — pierwsza wojna afgańska 1980 — eksplozja bomby podczas Oktoberfest w Monachium, za którą jest odpowiedzialna „Grupa Sportów Obronnych Hoffmana” kierowana przez komunistycznych agentów z NRD

Początek lat 80 — Jeremiasz Barański ps. Baranina jest znany milicji w Łodzi Kolikowski, podobnie jak Barabasz, Nikoś czy Ali z wojskowymi służbami specjalnymi współpracuje

Lata `80 — do Saddama napływa zachodnia pomoc wojskowa, Francja ma obroty rzędu dwóch miliardów dolarów rocznie

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 413/498

Andrzej W. rozpracowuje grupy kryminalne, wszyscy późniejsi liderzy gangu są znani milicji dzięki pospolitym przestępstwom: pobiciom, wyłudzeniom pieniędzy, drobnym kradzieżom, Pershing poznaje liderów szajek przestępczych ze stolicy i z Pruszkowa 31 sierpnia 1980 — zawarcie tzw. porozumień sierpniowych, początek tzw. Karnawału Solidarności 31 sierpnia 1980÷13 grudnia AD 1981 — tzw. Karnawał Solidarności 1981 — Izrael w dokach Marsylii prowadzi zaciekłe działania sabotażowe Z doków Marsylii są wysyłane istotne komponenty elektrowni atomowej Osirak w Iraku Francuzi kończą budowę elektrowni atomowej Osirak w Iraku Izrael bombarduje elektrownię atomową Osirak w Iraku produkującą pluton 28 kwietnia 1980 — Gierek dostaje pięćsettysięczną pożyczkę Połowa `80 — Stany Zjednoczone dają Bagdadowi nieoprocentowane kredyty handlowe rzędu pół miliarda dolarów w celu zakupu 150 000 ton amerykańskiego ryżu Kolikowski zakłada w Warszawie pierwsze kasyno Pod koniec lat 80-tych — polonijny biznesmen Edward Mazur — ongiś funkcjonariusz PRL-owskiej razwiedki, jest również agentem razwiedki amerykańskiej 22 września 1980 — atak Iraku na Iran 22 września 1980÷20 sierpnia 1988 — wojna iracko-irańska, Francja ma z Irakiem obroty rzędu dwóch miliardów dolarów rocznie Koniec lat 81 — gang kierowany przez Kiełbasę poszerza swoją działalność 13 grudnia AD 1981 — wybuch wojny jaruzelskiej, koniec tzw. Karnawału Solidarności Piotr Filipczyński w latach 70-tych skazany na 25 lat więzienia za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem wyjeżdża na przepustkę z więzienia do Szwajcarii, gdzie zaraz zostaje finansistą, a mówi się również — że kasjerem lewicy

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 października AD 2009÷10 kwietnia AD 2010 ................................................... 414/498

Po 1982 — Stany Zjednoczone zaczynają pompować do Iraku broń: śmigłowce, turbiny do okrętów wojennych, amunicję i części zapasowe 1984 — Kongres aprobuje wspieranie Iraku i Stany Zjednoczone zdejmują go z oficjalnej listy państw sponsorujących terroryzm 13 września 1985 — Ronald Reagan mówi cztery słowa: Będziemy zwiększać wydobycie ropy.To jest wyrok śmierci na Związek Radziecki Druga połowa lat 80 — w dorosłość wchodzą późniejsi członkowie mafii pruszkowskiej Czerwiec 1987 — czeskie służby specjalne rozpoczynają akcję o kryptonimie „KLIN”. Jak stwierdził odpowiedzialny za jej przebieg wysoki oficer owych służb Miroslav Chovanec: „celem tej akcji było hamowanie jednoczenia się opozycji i zyskiwanie wpływu w jej szeregach, by możliwe stało się regulowane przejście do systemu pluralistycznego”

1988 — Kiełbasa zostaje szefem małej grupy przestępczej działającej na terenie Pruszkowa i okolic 1988÷1989 — Ireneusz Sekuła jest wicepremierem Dyrektorem PEWEXU jest Marian Zacharski, późniejszy generał bezpieki Lata, z których autorzy artykułu — opisującego, jak to PZPR37 na podstawie udzielanych jej zezwoleń dewizowych, transferowała do szwajcarskich banków ogromne sumy w walutach obcych, kradzione z Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego „PEWEX”, w tym właśnie, jak się wydaje, celu założonego w 1972 roku na bazie sklepów Banku PEKAO S.A. — który ukazał się w tygodniku „Wprost”, uważanym zarówno wtedy, jak i dzisiaj za medialną odkrywkę bezpieczniaków, dysponują ścisłymi danymi157 Ustawa o działalności gospodarczej Wilczka Lato 1988 — zostają zaplanowane rozmowy przy Okrągłym Stole Połowa 1988 — komunistyczny rząd Mieczysława Rakowskiego liberalizuje przepisy i zezwala na prowadzenie prywatnej działalności gospodarczej 17 sierpnia 1988 — w katastrofie lotniczej ginie Zia-ul-Haq (1924-1988), charyzmatyczny prezydent Pakistanu, 20 sierpnia 1988 — koniec wojny iracko-irańskiej

Grzegorz Rossa, Ciężkie czasy dla agentów, Warszawa, 28 paźdz