ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

nie pozwalający mu obejść Riva z boku. nie tu. Ruszył ku wyjściu.Rzuć to. . goście zakrywali twarze połami kubraków.rzekł nieznajomy. jeśli wola.Rzuć to! . . dziko.rozkazał strażnikom. psie nasienie. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się.Tak. Gdy wymijali stoły.powtórzył nieznajomy dźwięcznym. . ale na powrozie! . Nieznajomy poszedł w ślad. w stronę strażników.wymamrotał strażnik. Nie był ani zabobonny. oglądając się niepewnie.natychmiast dobyli mieczy.A ty siadaj. zasłaniając twarze przedramionami. Kobieta znów zakrzyczała. zastanowił się. trzymającego się bliżej drzwi. Wreszcie zdecydował się. Strażnicy momentalnie cofnęli się. Drogi nie znam. Nie. nakreślił w powietrzu skomplikowany. szybki znak. Nie miał już ani miecza. .krzyknął do trzeciego. grododzierżca Wyzimy.rozdarł się ten rozdygotany. II Velerad. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na .Wyjdźcie .Pójdziesz. Nieznajomy usiadł. ani czarnego płaszcza. podrapał się w podbródek. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. tyłem.Słucham . . . panie . Riv przylgnął plecami do ściany.Sam pójdę .A wy trzej przodem. pospiesznie. przeraźliwie.Sam pójdę. . ani bojaźliwy. opuszczając miecz. Rzuć miecz. uniesioną do góry. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. . Dwaj pozostali wyszli za nim. Tam dalej. Prowadźcie do grododzierżcy.rzekł Velerad. zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. .Nie trzeba . chowając miecz do pochwy. Błysnęły ćwieki. inny znowu pomknął ku drzwiom. a sztylet do cholewy. Treska! .Leć po ludzi. Któryś z gości zerwał się.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem. a prawą. . lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. metalicznym głosem. . . opuszczając głowę.

Ale ze mnie sprawiedliwy człek. co paru obwiesiów pochlastać. prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak. w Wyzimie. Velerad sapnął gniewnie. Podpisane jest: j Foltest.Może być i Geralt. . król. Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody. tylko dla ułatwienia rozmowy. a prawo prawem.powiedział cicho. Z Rivii.Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój. całkiem nieźle.Prawda to. mości rozbójniku. Co mi masz do powiedzenia. próba rzucenia uroku. To.Imię jakieś masz? Może być byle jakie. nie to samo. najprawdziwsza. . wysłucham cię przedtem. . Znaczy. -Napisane jest: trzy tysiące. prawda. . Ano. To poważna sprawa. Siedział nieruchomo z rękami na kolanach. że zrozumiał. . patrząc na wytrawione na skórze runy.mruknął Velerad. Geralt? Z tym . . .Trzy tysiące .Co za czasy .Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. Ale orędzie orędziem. prawda. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych.A . bracie.I królewna za żonę.Co za parszywe czasy! Jeszcze .Z Rivii.westchnął grododzierżca. .stole. Że też od razu się nie domyśliłem.Jestem Velerad. . wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku.To taka sprawa. jak ludzie gadają.rzekł spokojnie Geralt. Mów. co napisane? . grododzierżco.Nazywam się Geralt. po karczmach przybijacie . pan Temerii. . Wielu już próbowało. grododzierżca Wyzimy. Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. . Wiesz co. To mój fach. . nie pytam z ciekawości. . Riv rozpiął kubrak. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał.Tak. . wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry.Na rozstajach. .Velerad wydął wargi. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. jak wnoszę z wymowy? . nieźle. Pontaru i Mahakamu.Nie jestem zainteresowany królewną . Ja tu.Wiem.

Aż nam wszystkim szczęki poopadały.Szczegóły. A tymczasem krótko po swojej koronacji. Słuchaj . gdzie nie spluniesz. ściszył głos. Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie.. Choroby. grododzierżco . że mu to z wiekiem przejdzie. Namnożyło się wszelkiego plugastwa. mówisz? A znam. pokazywał nam. w górach. . włos się jeży.To królewskie orędzie. że taki popyt na wasze usługi. Geralt. Liczyliśmy. za rządów starego Medella. . W Mahakamie. uważasz. zaraz po śmierci starego króla. . a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. . Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli. .monologował Velerad pociągając z kufla.Uparłeś się.popchnął zwitek skóry po blacie stołu. o jakich nikt dawniej nie słyszał. może królowa. Z siostrą. . bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy.Velerad popił piwa. borowiki jakieś. z takim brzuchem. wilkołak albo inna zaraza. Po lasach dawniej aby wilki wyły. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? .Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. Piwo było zimne i pieniste. aż roi się od bobołaków.Geralt uniósł głowę. zawsze trzymali się razem. żeby z pierwszej ręki. . Foltest przeszedł samego siebie. Krótko: patrzymy. No i jeszcze to do kompletu! . ale nikt niczego nie podejrzewał.Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. a teraz akurat: upiory. Nie to. co potrafi. a tu Adda o. to już idzie w setki. a potrafił wiele. wysłał poselstwo. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę.Pewnie.O to mi właśnie chodzi.A ty. swojego ojca. Adda była młodsza od niego. Jak chcesz. splótł dłonie na brzuchu.. . Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci. siadaj bliżej. .dwadzieścia lat temu. Potem. Velerad klasnął w dłonie. i dobrze. . bo chce biec i lżyć posłów. ale z dobrych źródeł.zawołał. Co mi tam.Parszywe czasy nastały . kto by pomyślał. Geralt. nawet po pijanemu.Nie dziwota.Piwa! . . a Foltest zaczyna gadać o ślubie. Udało się. no.

co to je noszą. ale dla mnie to darmozjady i durnie. jakby tu rzec. Przepraszam. Geralt milczał.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. wiedźmini. a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. ale już potem. dolał piwa sobie i Rivowi. I co z niego nocami wyłazi. A myślę. No. . w twoim zawodzie pewnie je masz. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. Nadbękarta trzeba było spalić albo. A potem.No. A zaczęło wyłazić nie od razu. Tego. która wpłynęła na braciszka. Geralt uśmiechnął się. Tak jak ja. że nie widziałeś trupów. była pełnia księżyca. Jednym słowem. bo ja wiem. Szkoda. krzyk. budzicie wśród ludzi większe zaufanie. kiedy okazało się. że szczują ich regularnie.grododzierżca zajrzał do kufla. nie skomentował. To była dziewczynka. Wy. ale do rzeczy . nie przeżyła porodu. a jakże.Za późno teraz na roztrząsanie . . Adda. bracie.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. jak ich kto poszczuje. nikt. Niemowlak podrósł w trumnie. Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem. o nie. bo zaczyna się. znasz się na tym. w przepisowym czasie. że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. Siedem lat od pogrzebu był spokój. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach. zamieszanie! Co tu dużo gadać. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem.nie bez pomocy Addy.Geralt uniósł głowę.jak mówiłem. . inny radził odrąbać jej łeb szpadlem. A teraz słuchaj.Wtedy .ciągnął Velerad . na swoje szczęście. Jesteście przynajmniej. co się urodziło. zleciało się ich z dziesięciu.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu. co leży w tym sarkofagu. strzyga. wiele osób nie widziało. jak mi się zdaje. i to nieźle. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. . orędzie też czytałeś. Jazgotali jeden przez drugiego. a potem Adda urodziła. . zakopać gdzieś na pustkowiu. Zmarła zresztą zaraz. Geralt. pewnie żeby psy odpędzać. konkretni. wrzask w pałacu. Sądzę zatem. pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . . Aż tu którejś nocy. udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub.

ale za mało. głównie nad miską i kuflem. Geralt. niech spoczywa w pokoju. Geralt. wyobrażasz sobie. paru nawet powiesili na ostrokole. kiedy diablica spała w trumnie. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. bodajże tylko czapka i laga. zmordowana po nocnych uciechach.części ciała. co ją próbują odczarowywać. Po czym. A z tych bohaterów. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc.I tak to się ciągnie. aby odczarować strzygę na królewnę. całkiem ładny. zawszeni. Tego. trzy tysiące. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. Wiedźmin milczał. błędnych rycerzy. No i nagrodę obiecał. ale z porządnych. Niestety. Można się przyzwyczaić. jacyś kulawcy. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. wiele z niego nie zostało. jest chociaż taki pożytek. popił piwa. Velerad przerwał. co to był za półgłówek. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. bracie. litość brała. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. A Foltest ma nowy pałac. garbaty eremita. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. . Ani tego. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. nawet jeden pastuszek. nawiasem mówiąc. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. No i dawaj czarować. kretyn znany w całej okolicy. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. Foltest. oczywiście za dnia. że to są czary. zrozumiałych powodów. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. za mało. . niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. brudni. Ja bym ich wszystkich powiesił. dodawać chyba nie muszę. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. Nikt już tam nie mieszkał. A strzyga ma się dobrze. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. znalazł się jeden. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. No. Pewnie. Jak łatwo zgadnąć. sześć lat. po krzyku. by szukali nowych czarowników. poszedł na noc do dworzyszcza. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. śliczna jak malowanie. i już. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. który wymyślił.

Pamiętaj jednak o mojej radzie. Ostatnio. Wszelakoż nie zabrakło durniów. grododzierżco? Próbowali? .przytaknął grododzierżca. kto to wymyślił. którzy pognali do dworzyszcza galopem. a jakże. naszym miłościwym i ukochanym władcy. .No i? .Było kilku. Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. .Ano.Geralt uniósł głowę .Pójdę. . imienia nie pamiętam. jak opowiadają.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. . co prawda.Nie. Jest ich nawet sporo . kiedy usłyszeli. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. a nie zabić. Dlaczego szewcy są tacy głupi. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. A wiedźmini. Wiedźmin nie ponaglał go. ale jeżeli strzyga wygląda tak. że strzygę trzeba odczarować.Nie wiem. jak tylko wieść gruchnęła. Geralt pokiwał głową.Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić. Ten spróbował. to żart jest wyjątkowo ponury. . No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. Konkretnie. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach. Nie wiem. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. wzruszali ramionami i odjeżdżali. .przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? . -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. Z pół strzelenia z łuku.Oszustów nie brakuje. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry.Ano nie . młodszy był od ciebie. Velerad milczał przez chwilę.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. wspomniałem ci. Królewna za żonę. dwóch czeladników szewskich. Geralt? . . .To wszyscy? .Był jeszcze jeden. nie brakuje. Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz.. Najczęściej. o ile je w ogóle podał. Mówię o Folteście. No a potem przyjechał jeden. był jeden.Przez sześć lat . nie żądaj złota z góry. Geralt. twoja sprawa.

zobaczył strzygę. Geralt.rzekł Velerad. że czar nie podziałał. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina. . którym cała ta sprawa obrzydła. Król. Bez pożegnania. jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi. . . .rzekł Velerad . bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. jak powiadają. gdy mu Foltest zagroził szubienicą. Tylko że nic i tego nie wyszło.Rozumni ludzie . ..Ano ..Plotka nie mówi. nawet na wysokich stanowiskach. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś.pewnie mają. potargowali. ale potem.zaczął .. jeśli wziąć pod uwagę.Tak . że plotka wszystko wyolbrzymia. No. . nachylając się przez stół. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. . królowi powiedział..Geralt. aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary.mówią o tysiącu.Inni . Wreszcie. żeby rozprostować nogi.Nic. zatłukł strzygę.Nie zapominaj o narzeczonej . Złożyliśmy się. ... Z początku. . rozzłości się. powiadam .zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry.rzekł wreszcie grododzierżca. no że zdarzył się wypadek przy pracy. co prawdopodobnie miało być uśmiechem. No.. Szelma wiedźmin na to. . co było robić. pierwszej nocy. . Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu. że córeczka spadła ze schodów. czaił się. W końcu król daje trzy tysiące. Geralt podniósł brwi.mruknął grododzierżca . że| nie zapłaci ani orena nagrody. . Widzisz. Geralt pokręcił głową. że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi. kręcił po okolicy.Potem podjął się zadania. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał.O czym my rozmawiamy? Wiadomo. ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby.zadrwił Velerad. ale skończy się na tym. nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat .Niedużo.Wiedźmin nie chciał iść od razu..Był jeszcze jeden. wiadomo. że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy.Jedni mówią: osiemset. .Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu.. . zapewne w akcji. Łaził. jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.

o których mówi plotka. bracie. którym smok wyżerał owce.Ten. . bo spała z własnym bratem.Grododzierżco .Przestępczość zmalała? .Ani trochę. Myślicie. . a muszę wam powiedzieć.uśmiechnął się wiedźmin. To znaczy. Nie. niejedno widziałem i wierzę. A my tu. którędy? . poszli kupą. Prócz Foltesta. bo wszyscy trzymają się z.powiedział wiedźmin stanowczo. któremu dawaliście tysiąc. To nie jest łatwa robota. czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. że dali się . Geralt! Adda urodziła strzygę. który zgłupiał od pustelniczego wiktu. rzecz jasna. . ja wierzę w czary. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem.Geralt? Tysiąc dwieście? . zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada. teraz mniej. uciekł na sam widok strzygi.Nie. nawet się nie targował. ryzyko jest większe niż tysiąc. panie Velerad .Nie. Strzyga żre ludzi. gdyby to było takie proste. Velerad podrapał się w głowę. w Wyzimie. Nie. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . ja się przedtem pożegnam.Naprowadzę cię osobiście.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. . w zdolności magów i wiedźminów.Miało być tysiąc. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę.Do pałacu. Słuchaj. . okaże się. Oczywiście. grododzierżco. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. Król daje trzy. . i trzeba ją zabić. tego nowego. do pewnego stopnia. . Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć. że bestia nażre się i wróci do trumny.rzekł Geralt. niezależnie od moich intencji. . Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. bzdura. jak to strzyga. normalnie i po prostu. daleka od pałacu. w którą nie wierzy nikt. że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże.Niezły sposób .z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie.

Wiecie wszak. . . Szczerze ci radzę. panie.Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. potężnie zbudowany mężczyzna z brodą.twarz. . Foltest zawahał się. z leszymi? . że bali się króla? .Velerad smętnie pokiwał głową.Też.Wprowadziłeś go w szczegóły? . Dobrze już. niestary. panie. jak śmiem przypuszczać.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. Geralt skłonił się jeszcze niżej. bogato odziany. z dumnym wyrazem twarzy. .zagryźć tylko dlatego. Ale tak.Tak. Za królem stał drugi. Nie miał jeszcze czterdziestki. Foltest odwrócił wzrok. Doświadczenie.Tak. miłościwy panie. panie .Słucham.za ładną . bracie .Wygodny kodeks. . . nic nie mów.Też. III Foltest był szczupły. Wielmoża. . miał ładną .powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada.Wiedźmin z Rivii . . . co robimy. jak ocenił wiedźmin. .Tak. przy którym grzały się dwa. że. mości wiedźminie.Z wampirami. masz niejakie? . psy. bez szczegółów. Obok. Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. spojrzał królowi w oczy. dobrze. .Geralt schylił głowę. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym.Radbym posłuchać. z borowikami miałeś do czynienia? . Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy. na skrzyni siedział starszy. Umowa stoi. nogi wyciągnął w stronę paleniska. wielce wygodny.Velerad! .Dobra. To żart.

zapomniałem.. natychmiast rozsiedli się przy stole. Nie sądzę. . Oczywiście.. a nie odczynianie uroków. zamykając za sobą drzwi.Uda ci się.Byli tacy i wówczas. A wy.Siadajcie. .Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . miłościwy panie. To tyle. Ostrit. Tylko jedna mała uwaga. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom.Mówił grododzierżca. Stąd wiem. ..Ale wiem. który zajął fotel Foltesta. . panie Segelin. To dowodzi.Nie pamiętam . Dobrze. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty.Zadajcie je. . pnam go i wiem. Kodeks. że królewnę można odczarować. nagroda jest twoja. patrzył na wiedźmina spode łba. mówcie: "królewna". Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. Przy drzwiach odwrócił się. Ostrit. mości wiedźminie? Ach. Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. zostańcie. że jesteś rozumny. wiedźmini. i później. prawda. gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących. Segelin. . Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. i wy. panie Ostrit? . . Nie pamiętam imion. jeśli dobrze się spiszesz. siadajcie.Tylko kilka pytań. zajrzał do dzbana. Może jeszcze coś dorzucę. Zaraz wieczerzę podadzą.rzekł wielmoża. "o nie wchodzi w rachubę. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. skinął na Geralta. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. Foltest wyszedł. że wydam córkę za byle przybłędę? .Dobrze. W jaki sposób. Velerad. brodacz. zaklął. którzy dotychczas stali. wiedźminie. Oni zawsze dużo pytają. .Nie. Velerad i wielmoża. i związanych z tym przykrości. mówiłeś mu? Dobrze. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. ile będzie chciał.Tak.Tak było. . że nie| którzy cieszyli się . ty swoją położysz na pieńku. Nie sądzisz chyba. . że waszą specjalnością jest raczej zabijanie.To wiem od dawna. udzielcie mu tyle informacji. Ale nie mówcie: "strzyga". mości wiedźminie. Twierdzi. panie.

królewny.M każdym przedmiocie. Miał to być proste. czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! .uśmiechnął się Segelin. że zaklęcie można zdjąć . A to. prawda? Velerad zapomniał dodać. . niezależnie od fazy księżyca. Jednemu tylko głowę odgryzła. czerwone ślepia rude kudły! Łapska. był w miarę dokładny.powiedział wiedźmin. ludzi ginęli zawsze.Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? .Tak . grododzierżco . Geralt.Opis..wrzasnął. przeklęty nadbękart. Ale takie stwierdzenie padło.Ważne .sławą i uznaniem.Niech cię.parsknął Velerad. a ( to chodziło mości wiedźminowi.zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. w podziemiu.Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? . Tfu! Pożera nadgryza. przy sarkofagu. zaraz wieczerza będzie.Chciałbym usłyszeć opis. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się. zostawia. . pełną zębów jak sztylety.Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę. aby ktoś spędzi] noc. że ma czternaście lat.Pohamuj się. . . niż można wnosić z jq wzrostu i budowy. wystarczyło. ma już czternaście lat. Velerad zerwał się z krzesła. różnie. jest faktem.Jeżeli napada poza starym pałacem.odrzekł Segelin. Ale wychodzi tylko podczas pełni. od zachodu słońca do trzecich kurów. ma mordę o ucha do ucha.. zależnie od humoru zapewne.Byli dalecy od zgody . . .Królewna wygląda jak strzyga! . proste .Nie. O ile to ważne. choć tak obrazowy. . W pałacu. ma cztery łokcie wzrostu. . że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza. Za dnia nie. . Mówiło się o tym dużo. o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka. opazurzone jak u żbika. przypomina baryłę piwa. wręcz nie wymagające zdolności magicznych. Segelin uśmiechnął się lekko. paru . . a i to nie każdej. .Jak najbardziej strzygowata strzyga. że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi. i jak zrozumiałem. . .Rzeczywiście.Czy byli zgodni co do tego.

.Uważaj. .Do pełni cztery dni. .. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur.Wizyta nieoficjalna.Tak . Velerad . w tym bardzo długie górne kły . że byłeś w dworzyszczu przed południem. Odpowiadaj. .Nie ma takiej potrzeby. mistrzu.spytał wiedźmin.młynarz. Królewną to ona dopiero będzie. kogo zaatakowała. Jednemu udało się uciec. . a przeżył? . oględziny.I później . na którego napadła pod miastem. Po pełni.rzekł król. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać. pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży. będzie mniej ruchliwa. późnym wieczorem. do goła.. panie..Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? . Rozmowa nie dała większych rezultatów. rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty.Tak. Taka jej mać! . Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień.Czy był ktoś.wybebeszyła. co chcesz. do komnatki nad kordegardą. i paru ogryzła na czysto. Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. królewna. w której zakwaterowano wiedźmina. Zakończywszy we własnej osobie. Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. jąkał się. sześć lat temu. Młynarz był przerażony.Na samym początku. Był to Foltest . Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie.O strzydze gadaj.. można by rzec. . . Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby. po dwa z każdej strony.Siadaj. strzyga. . bo przy królu się nie odważasz! .powiedział brodacz.syknął Ostrit. nie wstawaj . choć mniej zakrzywione.cztery.Strzyga. Geralt skinął na młynarza i żołnierza.Kiedy przystąpisz do dzieła? . bełkotał.. O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. ale Addy nie obrażaj przy mnie. . odprawiając ich. . Nie bawmy się w dyplomację. Ale najedzona.wtrącił Velerad . Zadowolony z wywiadu? Słyszałem.

.Ale gdyby poszło źle.To nie jest proste. i królowi powiedzieć. zlikwiduje urok. co w mojej mocy . Król nie zapłaci. Trzeba tę noc przeżyć. Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. Bardzo wygodny sposób.Tak . I tani. . czy nie. Geralt potarł czoło. Trzecie pianie koguta.Słucham. Były już próby podpalenia starego pałacu. na pewno i nieodwołalnie. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. ale nie ukarałbym nikogo. aby zabito ją. że już z tobą rozmawiano. też się. że zabijesz ją. . Mistrzu.Ciągle to słyszę od nie których. . . bo to przypadek nieuleczalny. będę bronił swojego życia.żachnął się Foltest.. . na samym wstępie. Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. strzelali do niej z łuków. to raz.Potwierdzam. Bo inaczej ona ciebie zabije. gdy się zrobi gorąco. że czar można odczynić. krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem.wy krzywił się Geralt. Ale nie o to chodzi. my zapłacimy. I jeżeli się nie mylę. zastawiali sidła i wnyki dopóty. Nie rozgłaszam tego. że inaczej się nie dało. Kolejne. Ale nie dopuszczę.Takie proste? . czy mi się to podoba.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . Wy. dopóki kilku nie powiesiłem.. słuchaj! ...Król nie wie . . a złoto zostanie w kieszeni. królu. Teraz Geralt chwilę pomilczał.rzekł po chwili.Zamierzam zrobić. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. Tak zwykle postępuje się ze strzygami. beznadziejne . Foltest wstał.powiedział wreszcie. . kto zabiłby ją w obronie własnej. kopali doły. Są też przypadki. To jasne.Nie rozumiesz mnie. musicie liczyć z taką ewentualnością. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. jestem pewien. ale trzy. no. Na przykład nie jedni noc.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. panie. Możliwe są też odstępstwa od normy. Nie o to chodzi. .nieoficjalnie. Zabić potwora. . nie próbując uratować. Mistrzu.

królu.. Mistrzu? . I to prędko. Stale. A co będzie? . A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? . że na poziomie. Psychicznie.No? .Może.dodał Geralt ..Jeżeli wszystko pójdzie dobrze.aby do tego doszło. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir. trzeba spalić ciało.Już teraz . Tyle że.Co to jest inkluz? . Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas.Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał. . kilku wskazówek..Masz babo placek.Normalna czternastolatka. .Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. w której będzie sypiała. Foltest zasępił się. Sądzę. . .Gdyby po długim. . bo ja wiem. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa. .Nie sądzę jednak . jeśli dobrze zrozumiałem. . królu.Fizycznie. I co wtedy? .rzekł król. czternastolatka. .Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym... .. trzyletniego. .Aha . Może się zdarzyć. czteroletniego dziecka. kilkudniowym omdleniu zmarła. . . należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. Nie sposób powiedzieć.Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia. ..Słucham. .Nie. . mistrzu? A jeżeli.Różnie bywa. na srebrnym łańcuszku. zdaje mi się..To jasne..To jest poważna sprawa. panie.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? . Dla pewności udzielę wam.przerwał Riv. najlepiej inkluz. jak zmniejszyć niebezpieczeństwo. dzień i w nocy. w komnacie. nie bardzo ci nawet zależało. Oprócz tego.Już teraz? Nie za wcześnie. żarnowca i leszczyny.

normalna. Zastosuję się do nich. a nie inne. Foltest odwrócił się. nic więcej.Wykluczone.. że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru. a dziewczyna nie będzie. Wiesz co. zabijesz ją również. Geralt? Pójdę z tobą do krypty. chociaż nie wszyscy.Słyszałem. Może coś wytargujesz. .Nie wiem. Mało kto żąda odczyniania uroków.Najczęściej. Jeżeli od-czynisz urok. zabijesz ją. . królu. wypędzę| z pałacu i z miasta. jak je zwalczać. .Zabijać? . . Ten jest na ludzi. Milczeli chwilę. jeżeli. jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. żadne zaklęcie nie rzuca się samo. mistrzu. czy ci się udało w pełni. a więc i takiego skutku.. . że to przypadek beznadziejny. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. magia? . Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia.Niewiele.Tak myślałem. .Ile jest prawdy w gadaniu. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk.. Tak mówili niektórzy z Wiedzących.. I wiedza.Dziękuję ci za rady. wystarcza wiedza. nie patrząc na Geralta. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie. że dziecko było takie. Król wstał. bo Adda była moją siostrą? . Nagrody oczywiście nie' dam. . oczy mu zabłysły.Nie. Ale myślę. Jeżeli stwierdzisz. królu. .. Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary.. . . że skupiona wola może takie zjawiska powodować. Dla nas. . dochodzi jeszcze motyw zemsty. Za to nam zresztą najczęściej płacą. wiesz od kogo. nic ci nie grozi z mojej strony.Tym? .Foltest zamyślił się.spytał. zrobił kilka kroków po komnacie. wiedźminów.Geralt . Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Nie obawiaj się.Słucham. Czar trzeba rzucić.

dlaczego? Geralt nie odpowiedział. potem.. Jestem pewien. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca.Pomimo że wiem. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. Ale godzę się na to.. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. czy idziesz ratować moją córkę. ruszył ku drzwiom. mną. czarowniku. okutą skrzyneczki Otworzył ją. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. jak ją będziesz mordował. To pewna śmierć. ani. .powiedział. jak wiedział. . Znał odpowiedź.Czy ty wiesz. . jakie z ciebie ziółko. Foltest odwrócił się. splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie.myślę. Bałem się. Strzyga nie opuści krypty przed północą. że ona cierpi. co zaszło w karczmie. bez pożegnalnego gestu. nie skinął głową. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. wykluczone. spojrzał na niego. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. . V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. ale król zatrzymał się. Jest dla mnie oczywiste. . Czasu.Budzisz zaufanie . Opowiadano mi. Nie. że wyjdzie bez słowa. Nie przytaknął. że nigdy się nie dowiem..Powtarzam. ale Foltest wiedział. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. żeby wstrząsnąć ludźmi. przy którym jednej z pustych. Przed sobą na stole miał niedużą. Wiesz. pieczołowicie. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla. nie uczynił najmniejszego gestu. Muszę się zgodzić. miał dużo.. Geraltowi przez chwilę zdawało się. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. czy też ją zabić.Bo myślę .rzekł król . spokojnie. że mogłeś ich pokonać bez zabijania. Boję się. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. Jeżeli osłabię uwagę. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. królu. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba. wolę.. Również dla mnie. Najdalej. Zmierzch zapadał szybko.

. w wyłożonych suchą trawą przegródkach.był to Ostrit . Obnażył ostrze. Na podłodze. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. byłaby to śmiertelna trucizna. a źrenice zajmują całe tęczówki. składała się głównie z ciemiężycy. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. jakbyś już był trupem. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. niespokojny. po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. ciasno. czarowniku . Dla człowieka. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach.wiedział. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. Było za jasno. Jego oddech. Mieszanka. a o to Geraltowi chodziło. początkowo równy. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. Geralt zarzucił miecz na plecy. usiadł.Wewnątrz. mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu.powiedział. Wiedźmin wyjął trzy.cofnął się gwałtownie. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. Ostrit opanował się szybko. z zamkniętymi oczami. Potem.Pewnie ze . Wiedźmin uśmiechnął się krzywo .Wyglądasz. lustrzanym blaskiem. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. Człowiek . stały flakoniki z ciemnego szkła. owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. głogu i wilczomlecza. poddał pełnej kontroli. . które rozbłysło czystym. tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. bieluniu. A potem ustał zupełnie. W komnacie nie było żadnego krzesła. który nie był. Z podłogi podjął podłużny pakunek. jak wygląda. za pomocą której wiedźmin. Geralt wyszeptał formułę. Jak zresztą w całym dworzyszczu. tak jak Geralt. To nie mogła być strzyga. w czarnej. przyzwyczajony do niej od dziecka. Klinga była z czystego srebra. Siedział nieruchomo. Jego słuch. pracę wszystkich organów ciała. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę.

Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta. jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. . Nie. I bogaty . ani przewroty pałacowe. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje. . .A dlaczego to. nie obchodzi ani polityka. do kogo mówisz. Riv wciąż milczał.Ostrit podniósł głos. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę.A to .Dość już mam tego. Wszystko ma zostać po staremu. nie myśl. kodeksy.Nie słyszysz. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. i pospólstwu.Uważaj. . panie. Nie bój się. co powiedziałem.spytał. . Nie chciał.strachu.powinno cię diabelnie mało obchodzić.Tysiąc orenów. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. kładąc dłoń na rękojeści miecza. Wiedźmin nie poruszył się. Nie mam zamiaru stać tutaj do północy.Ciekawe. Ja jestem tu. wsiadaj na konia i wynoś się stąd!. byś ją zabijał. Nie chcę. rivski znachorze? Jesteś uratowany. aby wykonać pracę. ani sukcesje tronów. moralność?! Kto to mówi? Zbój. Wiele się tam mówi o tym. Masz się po prostu wynosić. było to o tyle korzystne. aby wielmoża zorientował się.I nie marnuj mojego czasu. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. . Ale mnie. .A jeżeli już wiem? . prawda? Jechałem do was przez Redanię. abyś odczyniał uroki. . który ledwo . . panie Ostrit. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. Przynoszę ci ułaskawienie.Ostrit dumnie podniósł głowę .krzyknął wściekle Ostrit.Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! . Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . Ciemniało szybko. wszystko ma zostać po staremu? . Bierz to. że odgadłeś. Wiedźmin nie odpowiedział. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. etyka. przez Novigrad. włóczęgo! .Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu.

Ostrit dyszał ciężko. Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. Ale nie teraz. .powiedział.Milcz. a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. który stał tuż obok. stał spokojnie. . ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita.To wy stąd idźcie. . nie widział. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna. Spostrzegł. zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął. Geralta. przeciągle.rzekł wiedźmin. Nic ci nie pomogą twoje sztuczki.Tak.Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast. .zasyczał Ostrit. . VI Ostrit oprzytomniał rychło. . wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności.Sam tego chciałeś. . Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści.Żeby odciągnąć strzygę? .rzekł wiedźmin. . Geralt uśmiechnął się. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń. Zabiję cię. i zawył.Ty łotrze . Mam przy sobie żółwi kamień. panie Ostrit . przeraźliwie. Ostrit cofnął się o krok. jak błędna. Ostrit zamilkł. gdzie jest. że jest związany. suczy synu! . . przestał się miotać. dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem.Milcz . . Ale zorientował się. czarowniku. .spytał już ciszej. leżał spokojnie.Tak. błyskawicznie dobył miecza.przybył. pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd. . pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach.Wypuszczę cię. łajdaku! Będziesz za to wisiał. .Ściemnia się.Nie .Bo przyciągniesz ją przed czasem.Wiedźminie? .Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? .

.Blisko. . Nie znam się na żadnych czarach. To na pewno ona. Ale tak nie było.To jego matka.. Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. nie rzucałem żadnych uroków. Wiesz. dostrzegł pokraczną postać strzygi. Królewską dziewkę. . przezornie ukryty za balustradą schodów. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości . wznosząc się i opadając. opętańczy wrzask rozdarł noc. Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. jesteś tu? . Uwierz mi. Wiedźminie? Słuchasz? . . Potworny. by oszalał.. Ostrit nie czekał na żadne słowa. a Adda. Za szybko. chciałem. .jego wyczulony słuch mylił . pędzącą zwinnie. To nie ja. Nie mogła patrzeć. Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. by umarł w mękach. pobiegł. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem.. Geralt.Jestem..ale wiedział..Nie.. Królewską siostrę.Słucham. rozedrgany..Wiem. Królewską kochankę. że on i Adda. . Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. próbowałem perswadować.To prawda. Kochałem ją. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty.To już nie ma znaczenia. Daj mi więcej czasu. Nie ja jeden. Wiedźminie..Wiedźminie? Północ blisko? . co myślisz. wiesz. że chciałem obalić Foltesta. Ja tylko raz. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. stara królowa. Tylko raz w złości powiedziałem. dlaczego? Geralt milczał. . Wiedźminie? To ja? Ja? . że strzyga dopadła Ostrita szybko. . wibrując. zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały.Kochałem Addę. wstrząsnął starymi murami i trwał. Tylko raz.Wypuść mnie wcześniej. by żywcem zgnił. że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia...

po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. szedł półkolem. Opis był dokładny. tak jak liczył. zaś srebrny miecz. Nie straciła równowagi. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. poprawiając ułożenie miecza. wściekle. mógł gwarantować mu życie. Odskakując. człapiąc po posadzce. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. Strzyga zaryczała potwornie. głucho. strzyga otarła się o niego. stanął tuż przy wejściu do krypty. Usłyszał. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. . choć najedzona po ostatniej pełni. Szła powoli. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. zawirował w błyskawicznym piiruecie. jak obliczał. bez rozbiegu. nie porzuci prędko trupa Ostrita. wypadła pomyślnie. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. też zawirowała. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. natychmiast.dezorientował strzygę. Wiedział. że strzyga. przypadła do ziemi. szczerząc kły. A potem zobaczył ją. choć bez zamachu. tnąc powietrze szponami. Srebro było zabójcze dla strzygi. Do jutrzenki. ostateczność. na knykciach. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. Tym fazom zbliżała się wolno. mocno. I od razu skoczyła. śliniąc się obrzydliwie. Strzyga stała nieruchomo. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. Naciągnął rękawice. z półobrotu. wpatrzona w Geralta. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. zaatakowała ponownie. z miejsca. spiczastych zębisk. Miał jeszcze chwilę czasu. złowrogo. Odrzucił płaszcz. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta.Wyszedł na środek sali. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. Geralt odskoczył w bok. zamarła i poczęła wyć. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. Pierwsza próba. Wiedźmin czekał. pozostawało jeszcze około trzech godzin. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. Geralt cofnął się. . Poruszył barkami. Nagle otworzyła. Riv odskoczył w drugą stronę.

ale i nie spoć się. Strzyga waliła się w skoku. Geralt zaniepokoił się. rycząc okropnie. nie wiadomo było. Jej włosy uniosły się i załopotały. sypnęły na wszystkie strony. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. szyję i głowę potwora. krok po powoli szła. srebrne ogniwa. Tak jak oczekiwał. obnażyła kły. wydając przeszywający uszy wizg. z wściekłości czy z palącego bólu. pędząc jak ogromny czarny pająk. Nie przebył nawet połowy stopni. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. przewróciła się. straciła równowagę. charcząc. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. jak deszcz. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. Strzygi zakręciła się na schodach. obciążony na końcu. ale utrzymała się na nogach. Wiedźmin odczekał. jaki zadawał jej nienawistny metal. Ale wiedźmin nie dobywał miecza. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. gdyby tego chciał. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. cienki. było to zbyt wyczerpujące. Z trudem. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. gdy strzyga wypadła z krypty. Nie oczekiwał. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. Aby zyskać na czasie. Miotała się po posadzce. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. że bestia pokona opór tak łatwo. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. ponad dziesięciometrowym .ostrożnie stawiając kroki. oddychał głęboko. Geralt był zadowolony . Łańcuch był ze srebra. Łańcuch pękł. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. zeskoczył w dół. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu.zabicie strzygi. mocny łańcuch. dzwoniąc po kamieniu. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. Idąc wiedźmin rozwijał długi. Geralt czeka spokojnie. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. wyciągnęła szpony. w okamgnieniu oplótł ramiona. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. Jednak szła. utrudnił jej spięcie się do skoku. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. koncentrował się.

na potwora. Geralt. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. szedł. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. zdetonowana. Aż tynk posypał się z sufitu. Geralt był znowu blisko. Geralt. Potem jeszcze jeden. by skierować go. zbliżała się powoli. wodząc oczami za jasną smugą klingi. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. . z mocy której strzyga powstała. okrążał strzygę. A potem skoczył. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. Alf ponowny. stał pośrodku sali. zrobił krok w stronę strzygi. zamarł z uniesionym mieczem. bijących w nią falami. Strzyga skuliła się. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. zakołysał się. pomyślał. klinga migotała mu w dłoni. Już dobył miecza. stanęła również. zrejterowała zygzakiem. zanim ten taniec na skraju przepaści. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. Strzyga. cienki kwik. . zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. ten szaleńczy. Geralt czekał. Ryk. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. zachwiał nią. Strzyga zerwała się. opisywał nim w powietrzu koła. wdzierających się do mózgu i trzewi. czując wzbierającą w sobie wściekłość. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. Sam. Geralt raptownie zatrzymał się. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. Złej. był głośniejszy od wszystkich poprzednich. na dobranie się do pokładów skupionej woli. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. Strzyga nie skoczyła. bacząc. wstrząsany dreszczem. długo to trwało.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . jaki wydała. chorobliwej woli. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. wywijając młyńca nad głową. jak zwierciadłem. która przepełniała strzygę.

Tym lepiej. Wygramolił się z sarkofagu. Krypta była nieduża. Jego zmysły działały już normalnie. odsunął płytę. obolały. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. na kilka cali. tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. . grobowiec był podwójny . że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. co oznaczało. po czym lekko. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. VII Kiedy Geralt otworzył oczy.nie usłyszą nic. usiadł. Tak jak oczekiwał.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Odsunął wieko bardziej. ale wiedźmin wiedział. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. Wiedźmin wątpił. myślał. niż należało. Przestawał słyszeć cokolwiek. Pusto. Cisza. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. nieprzytomna. zdrętwiały. W krypcie było ciemno. Działanie eliksirów słabło. Tym lepiej. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. Była raczej brzydka. wszedł do grobowca. Skrzyżował ręce.dla matki i córki. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. . zapalił miniaturowy kaganek. naga. Leżała na wznak przy grobowcu. z małymi szpiczastymi piersiami. zziębnięty. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. Ujął miecz w dłoń. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. Zszedł po schodach. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. wypił szybko jego zawartość. mieściła trzy kamienne sarkofagi. a świt był jeszcze daleko. Szczuplutka. że jego letarg był na wet dłuższy. Nadstawił uszu . zanurzył się w nim. I wtedy dostrzegł ją. zanim bestia otrząśnie się z szoku.

Najzupełniej normalne. Zdążył. Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. Geralt zdjął rękawicę. wiła się tylko pod nim..płoworude . Zwalił się na nią.. usiadł ciężko na posadzce. przygważdżając do posadzki.jego krew . połamane. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. Kłapnęła zębami . ale. Namacał leżący obok miecz.brudna. Szyję miał obandażowaną. uniósł się na kolana.. mocniej przydusił. . grubo. Nie miała już dawnej siły. Ruszył ku schodom. za jeziorem. odłożył miecz. Rozpiął kaftan. jęknął. pochylił się nad jej dłonią. darł szmaty. Paznokcie były brudne.sięgały jej prawie do pasa. godząc w oczy drugą ręką. gdy przestała się poruszać. Włosy . strosząc pióra w chłodnej wilgoci. Zęby miała normalne. wbił zęby i zaciskał je. łapiąc za przeguby obu rąk. wyła. tnąc głęboko. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. Usta miała blade. Nie było czasu. kogut. pruł. ale zachwiał się. Krew uchodziła szybko. Zawyła. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. Zanim namacał dłoń. krew bryznęła jej na twarz. Za późno. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła.. rozpaczliwy krzyk. zakrwawione.już za krótkimi -przed jego twarzą. wiązał je wokół szyi wiedząc. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. fachowo. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia. zapiał ochryple po raz trzeci. I zemdlał. Puścił ją. wypluwając krew . Chlasnęła go szponami po szyi. rozdarł koszulę. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę. że nie ma za dużo czasu. Uderzył ją czołem w twarz. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. W Wyzimie. ściekała do rękawa. zobaczył otwarte oczy. Wiedźmin wstał z trudem. pochylił się. normalne. że zaraz zemdleje. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. solidnie. przycisnął go do szyi.zalewającą jej usta.

. co.Leż.. lewna? . tak. widać było wszystko. tak.Mój.Velerad wstał. a ty jesteś mądry wiedźmin. wiedźmiński miecz. Chuda. I trzy tysiące orenów. . I głupawa taka jakaś. .. miecz. Tak. I miecz.Kro.Królewna jak królewna. i kuferek. . że nie na gorsze. dwóch. Geralt? Zanim pójdę.Odpoczywaj. Jest tu... powiedz. nic nie mów. .Dobrze. To ja jestem stary dureń. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy.powiedział Velerad. . Myślę.. idę już . Nieźle rozpłatała ci szyję. Straciłeś mnóstwo krwi. . . że to się jej odmieni.Leż czarowniku . Płacze bez ustanku.Ano. co tam masz w środku. W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy. I sika w łóżko. nie ruszaj się. Nie dało się. dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał.. Nie męczy cię moje gadanie? . Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny..Tak. Foltest powtarza to od dwóch dni. Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. Okropnieście tam hałasowali. Ale Foltest mówi.Dwóch.. . nie obawiaj się.

Ale nie widział ich wtedy. Chyba jej nie ukarzesz| ..powiedziała Nenneke. sięgając po koszulę. . w miejscu. którą była o świcie. że nie pozostała marzeniem. Geralt . podreptała w stronę drzwi.powiedział.. gdzie były przed chwilą jej usta. Spojrzała na mego.. niezręczna. . klaszcząc po posadzce bosymi stopami.Nie mów nic do niej. podnosząc opończę z podłogi. odruchowym gestem.powiedział niepewnie. że to. Nie miała już w sobie nic z rusałki.Nenneke ..Zaczekaj--.Geralt. na dekolcie na ramionach. Już cię tu nie ma. szybko odwróciła głowę. Zmieniła się. otwierając okiennice. gdy była jego snem. rumiankowej zjawy. to żal do niej. nic ze świetlistej. Piegi te były wcale wdzięczne. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu.. zmykaj. Zmykaj. I była piegowata . żal o to. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów. Jej oczy były modre. Ze wstydem i przykrością stwierdził. Dziewczyna uniosła się gwałtownie. . . którego nigdy się nie wyzbył . Zapomniałeś gdzie . Dziewczyna. Iola.powiedziała Nenneke.bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki. podchodząc do łoża.GŁOS ROZSĄDKU 2 I .. penetrowało izbę mackami światła. -nadzieję. W niczym nie przypominał już..Zaczeka .parsknęła kapłanka. Pospiesz się. zakłopotał na. nie czarne.Głupiś . owinięta opończą. Chciałem..powtórzył. że nie masz pretensji. Na ramieniu. . zaróżowiona. Yennefer. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią. niepotrzebnym. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy.Zaspaliście. co czuje. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny.na nosie.Już późno .I tak ci nie odpowie. dziecko.Iola. ... Poderwał głowę wyrwany ze snu. wychyliła z łoża.. Iola. . o świcie.

. To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy. nie ubieraj się jeszcze. Prawie.do świątyni przyjechał prawie zdrowy. bo uczyniła taki ślub. i tak nie zrozumiesz. . Tracisz refleks.Milczy. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. Ach. grubo omotujące szyję wiedźmina. co się stało. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. co się z tobą dzieje? Jak to się stało. o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy. Skrzywił wargi bólu.Nie zabroniłam. nie ma niczego zabawnego. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował.. . . Znał kapłankę od lat. uśmiechnął się lekko. co ja będę ci tłumaczyć. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem. Nenneke obmacała ranę. jak goi się twoja szyja. Geralt. Znał to już na pamięć. Chcę sprawdzić. Geralt. jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział.Przesadzasz. Zna ne mi są twoje poglądy na religię. Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. . nawet nie będziesz próbował zrozumieć.W tym. .Wcale nie przesadzam . .Co? . . no może trochę sztywny.jesteś.Kapłanka wstała.. zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem.Nie uśmiechaj się głupkowato.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. którą zszyto go w Wyzimie.Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . przemyła ją i zaczęła kląć. . . Nie. wiedział. ścięgna..Zabroniłaś mi mówić do niej. Usiadła na skraju łoża. wzięła z komody torbę z opatrunkami. niczego. Skutek był oczywisty .

. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. . . i to bardzo poważnie. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. jako wędrowne druidki. Idź się przejść. Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. nauczycielki lub guwernantki. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. raz. a dałeś. pewnymi ruchami pulchnych dłoni. niekiedy nawet dwa razy do roku. przechodząc obok. nawet z . przybywających zewsząd. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. Ale nigdy nie brakowało nowych. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. Wręcz fatalnie. nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. Choć bywał w świątyni często.Dziękuję za ostrzeżenie. Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach.Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. Jesteś tu mile widzianym gościem. ale nie rozpoznawał żadnej.Nenneke wstała. Odpowiadał na pozdrowienia. A znaleźć to ja cię sama znajdę.Nie. Pospiesz się. wiedźminie.Nie w sanktuarium. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. gospodarskich. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem. gotowe. . jestem twoją matką. bandażując mu szyję szybkimi. czy jak? No. cztery znajome twarze. Niektóre. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. Ostrzegam cię. .Dobrze. Możesz się ubrać. . Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. nieledwie dzieci. -Nie powinieneś dać się zranić.

jest opiekunką położnic. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. Kult Melitele. z odradzaniem się życia i innymi. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. Nie chcę.Masz coś przeciw temu? . udowadniał poeta. jest kultem typowo kobiecym.kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem.Za mną? . lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. a początki swe wywodził z niepamiętnych. okazał się łaskaw dla Melitele. A ponieważ kobiety rodziły. Musi się przygotowywać i modlić. .W tej chwili tak. ani sponsorów. rodzą i będą rodzić. analizujący to zjawisko. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. patronkę miłości i małżeństwa. trubadur Jaskier. wywodził. przedludzkich jeszcze czasów. . szukał prostszych wyjaśnień.Za Iolą również . . koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody.że nie chcę żadnego transu. . Nenneke. Rozglądałem się za tobą. by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. jeśli coś ma wyjść z tego transu. A rodząca kobieta musi krzyczeć. . przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. Matki Natury. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy.najdalszych okolic. treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją.Nie za Iolą? . skutecznie izolując je w zapomnianych. Uczeni. . rzadko odwiedzanych. opiekunkę rolników i ogrodników. że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. Melitele jest wszak patronką płodności.Geralt. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. Oprócz zwykłych wrzasków.przyznał. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami. rodzenia. Przyjaciel Geralta. a Melitele jest do tego w sam raz. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą.Już ci mówiłem . Nie sądzę. Czas.Jesteś. . Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. szumnie nazywanymi zjawiskami.rzekł zimno .

my po prostu posiedzimy chwilę razem. dobra. . żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził. pozostaną ukryte i niezrozumiałe.Dlatego. Boję się o Iolę. gdy cię poznałam. Wolno ci mniemać. o co chodzi. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. Sama nie potrafię. wyrostka. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. A teraz czuję. Chcę wiedzieć. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. muszę się zdać na zdolności Ioli. I nadziei. Nie jestem fanatyczką.Geralt. która zaciska się powoli. że bogowie. jeśli łaska. Może dowiemy się czegoś. Ty masz prawo uważać. ty.Wiem. o. ty jesteś chory..Jeśli to wiesz. że to nie ma sensu. zaplątany ze szczętem. ta siłą jest siłą ślepą. Nie rób głupich min.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. zadzierzgnięty w pętli. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. o czym dobrze byłoby wiedzieć.Ja zaś . by zaakceptowali jej istnienie. . które cię otacza. w tym i moja Melitele. .Ranny. ja i Iola. . To może być za duży wysiłek dla medium. mam immunitet. Według ciebie. chciałaś powiedzieć. . wiara pozwala oczekiwać od natury tego.. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. Geralt. To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. Coś jest z tobą nie tak. to po diabła w nim grzebać? . nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie. że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc.wykrzywiła się lekko Nenneke . by łatwiej ją zrozumieli. wyczuwam to. A dla mnie. twoje poglądy na religię są mi znane. Nie wiem tego. pozwierzam ci się. co uosabia moja bogini: ładu. Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . A jeśli nawet. co chciałam powiedzieć. A może niczego się nie dowiemy.Mnie nie da się zahipnotyzować. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. . Mówiłam. . Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych .Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką. Przecież znam cię od takiego. sięgałeś mi do paska spódnicy. prawa.nie sądzę. I zobaczymy.Wiem.

z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. Obawiam się jednak. Ale trans.A nie sądzisz . . by mi w gardle nie zaschło. A wiesz. . spojrzała mu w oczy. Ot. że niewiara ma jakąkolwiek moc.Nie. zwykłe wiedźmińskie historie. . nie sądzę. Zorganizuj antałek piwa.wydarzeniach ostatnich kilku lat. powtarzam. Nenneke pochyliła się. . że cię zanudzę. i możemy zacząć choćby dziś.że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? . dlaczego? . bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz.Nie.Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to.uśmiechnął się . nie zaszkodziłby.Posłucham z chęcią.

co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. o dwie dziurki skrócił pas. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . z poprawką na rzeźbę terenu.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. gdzie się go spodziewał . . bez gnijących pni.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas.Nadłożymy trochę drogi. Wreszcie odrzucił płaszcz. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. bijąc skrzydłami. oceniał odległość i przypuszczalny czas.powiedział. . spłoszone pojawieniem się jeźdźca. poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. Klacz wiedźmina parsknęła.Zjedziemy z traktu. ale ruszyła z miejsca. Ptaki krążyły. posłuszna głosowi. bezszelestnie. jak na komendę. ciasno wypełniające rozpadlinę. nie odpowiedziała. Ptaszyska. ale wiedział. na ukos przecinający pierś. gdzie leży . Drugiego trupa nie widział. wzbiły się wyżej. ostro. a dno suche. rzecz jasna. Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. . zataczając wolne.Ale może to nie łoś. wrzosowisko i wiatrołom. spokojne kręgi. Wilki. bez tarniny. Ptaki. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. zakrakały dziko. który podejrzewał na trasie. jak mi się zdaje. Płotka . do którego przywykła. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik.biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. potrzebny na jej pokonanie. przysiadłszy na zadach. Pokonał jar łatwo. .Kto wie. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. nie krążą tam bez przyczyny. Geralt zeskoczył z konia. Było ich wiele. chrapliwie. nie spiesząc się potruchtały w las.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. może to jest padły łoś . Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku.mówił Geralt. Klacz. za nim duża polana. . na głębokość i przebieg jaru. gęstwę lasu.

ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. wstrzymując konia. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny. choć nie do końca. amulet z fallicznym symbolem. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. ale czytelny. prawie granatowe. garść srebrnych monet. nosił znak cechu płatnerzy . Był to list kredytowy. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. nie schylając się.powiedział cicho. miedziany pierścień. coś ukłuło go w palec. Dwukrotnie okrążył polanę. Była to róża przypięta do sukni. Suma akredytywy była niewielka.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. Płotka . był również zniszczony wilgocią. trzy klucze na kółku. bo nikt nie wozi ze sobą . obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. wspiął się na siodło. . Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. rozglądając się. Trzeci. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. Dwa listy. od strony tamtego lasu.stylizowany hełm z przyłbicą. na pergaminie. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. Było oczywiste. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. zawiłgły od deszczu i rosy. ale nie stracił koloru . Na odsłoniętym. Geralt nie odwracał ciała.Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy. widząc. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. Nie wilczych. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . Na szerokim pasie. wosk do pieczętowania. wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. pisane na płótnie.Sprawa jasna. Kiedy odwracał ciało.Tak. bacznie lustrował ziemię. Wiedźmin minął ją. Tak jak się spodziewał. . Płatnerz i kobieta przyjechali konno. kawałek kredy. Kwiat zwiądł.płatki były ciemnoniebieskie. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. gardła i większej części lewego uda. królicze ucho. zamazały. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. runy rozlały się. Wiedźmin zerwał ją. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. pochylony.

Nadłożymy drogi. a nie traktem. Dlaczego jechali tędy. nie wiem dlaczego. wrócił na ścieżkę. Jechał powoli. na które wspiął się. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. usłane grubym dywanem żółtych liści. powiedziałbym. Medalion. potem upadła i również zginęła. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. Zbocze. ciągnęło ją po ziemi.ciągnął Geralt. Schyliwszy się. Trzeba sprawdzić. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. zawieszony na srebrnym łańcuszku." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. ostrożnie przestępując wykroty. a to coś. co .To coś. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. Konie rozbiegły się. reagując na znany sobie ton głosu. Płatnerz zginął natychmiast. rzecz jasna. prawda.długo nie zrealizowanych akredytyw. I wówczas.Tak. . poprzez wiatrołom. Ani jeden. Klacz. oboje zsiedli lub spadli z koni. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. zatarasowane zeschłymi gałęziami. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. co zabiło oboje . II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. bok w bok. prychała niespokojnie. . trzymając zębami za kark. Klacz 'parsknęła. ani leszym. podrygiwał w rytm chodu konia. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. patrząc na skraj lasu . Kobieta biegła.Chociaż to nie wilkołak. Gdyby tu były bagna. a nie traktem. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą.nie było ani wilkołakiem. . Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. nie odpowiedziała. że to kikimora albo wipper. nie wiadomo. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. Ale tu nie ma bagien. ostrożnie zjechał po pochyłości. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. Płotka. Ale jechali przez wrzosowisko. nie będziemy ich szukać. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. porośnięte leszczyną. co nie zostawiło śladów. Wiedźmin wycofał się. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

splótł na brzuchu kosmate łapy.. majerankiem. gałką muszkatołową. jak mniemam? . prawdziwe jedzenie.. ale dom spełnia. nie obawiaj się. Głodny jesteś. gorącą wodę. . tu szynka z dzika. . Tu jest pularda. . Jedz. Geralt! . I straszą mną dzieci. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem.. po czym ryknął z cicha. Byle baba to potrafi i bez czarów.Najzupełniej. który dał się upolować. .Geralt.Tak . czosnkiem.To lepsze od służby. gospodarzu? . Sam nie wiem. Mam je od czasu.zatarł łapy potwór. przez chwilę coś mamrotał. Z czegoś.powiedział potwór. czego sobie zażyczę. gościu. Pomyliłem zaklęcia. Potwór usiadł przy stole.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. zaraza.powtórzył Geralt z pełnymi ustami.Zapomniałem . to kuropatwy. Nivellen. Morda.parsknął potwór .Nie zaprzeczę. Geralt nie okazał zdziwienia. jak? . jedz. Twoje zdrowie. Nic . tu pasztet z.Nivellen. gościu. Zwać cię. Zapachniało pieczystym. Nie wiem z czego. Zdolności magiczne masz wrodzone? . A ciebie. . gospodarzu. . znaczy. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. że to z winogron.I twoje. Nie. czystą pościel. Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz.Dziękuję. Nic wielkiego. Otwieram i zamykam okna i drzwi. na ten przykład. puchary zadzwoniły kryształowo.Nie. .Nie obawiam się.Upolował go mój dziadunio . waląc łapą o stół. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami. umiem wyczarować żarcie. Tutaj mamy jarząbki. . wyczaruję inne. opuścił głowę.Jak to wino? Zauważyłeś. Siadaj. mydło.żeś nie z tych strachliwych. nie? Częstuj się. skąd to się wzięło. Zapalam ogień. po czym zatopił paluchy w pasztecie. to jest niezłe. picie. To porządne. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. .To był chyba ostatni w okolicy. . .Straszą dzieci . odzienie.Geralt rozerwał pulardę na dwie części.Pewnie bezpodstawnie? . kiedy mi to wyrosło.

Drugi. to mój tatunio.potwór uniósł głowę. żeby obejrzeć portret. jak wyglądałem przedtem. . Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. podszedłby bliżej.Nie rozumiesz? . . szczerząc kły.powtórzył Nivellen. ślepia zalśniły mu jak u kota. z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej. ze smutkiem pokiwał głową.Wiedźminem. A tę. wisi poza zasięgiem światła świec. . pytam przez ciekawość. smutnej i pryszczatej twarzy..Z chęcią.odpowiedział po chwili milczenia .powtórzył Nivellen po chwili.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. zapewne musiałby także wziąć świecznik.Ale ja go nie przyjmę. licząc od kominka. gościu. . Ty tego nie zrobiłeś. .to niezupełnie. . .Zawsze coś. rozpowszechnione wśród portrecistów. pokażę ci.Mój portret. wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. .. Człowiek. Zabijają za opłatą różne potwory. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom.Jeżeli dobrze pamiętam. . jeżeli spytam. . na portrety. mordę. jedna zaraza wie kto. Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość. i już. A trzeci.Jak to się stało? .Dobrze pamiętasz. Nic ci do tego. ale ja nie jestem człowiekiem. kim w takim razie jesteś? .Aha . Przynajmniej nie w tej chwili.Nie rozumiem. . jak mówisz.Kto ty jesteś? . Geralt. masz od dawna? . .Widzę.Widzisz? .wielkiego.Jeśli tak stawiasz sprawę . . Wniosek jest prosty. Nie będzie chyba nietaktem. .Od dwunastu lat. Ja go widzę. . . Pierwszy. to ja.zaśmiał się gromko potwór.Powód zrozumiały i do przyjęcia .Aha. Nic mnie to nie obchodzi. wstałby. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn. Popatrz no tam.

Słyszałem.A co jest kłamstwem? . trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. Trzeba przyznać. Szkoli się je w zabijaniu.Nikt. przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. . nim do ciebie doskoczę. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. Nivellen siedział nieruchomo.Taaak . to już zdecydują zęby. by ktoś zaczął polować na wiedźminów. Zjedz kuropatwę. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. że umiesz odpowiedzieć na pytanie.że zdążysz wyciągnąć miecz. jak sobie poradzisz z następnym. poruszając lekko olbrzymimi uszami. Czyni się z nich potwory. A potem. jak mówiono. Ciekawe. Bo potworów jest coraz mniej. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. same zostają wiedźminami.Nie łżesz aby? . Patrzył na potwora uśmiechając się.Załóżmy . jest prawdą? . wiedźminie. które mają zabijać inne potwory.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. że zdążysz mnie nawet ciąć. zwalę cię z nóg samym impetem.powiedział wreszcie .spytał niewyraźnie. lśniły w rżniętym krysztale pucharów. Zapamiętałem. . które to przeżyją. . Załóżmy. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. a wiedźminów coraz więcej. Kto d za mnie zapłacił? . . wypił łyk. . które ci zadam. w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. . co o was mówią. biły w górę cienkimi wąsami ognia. że najwyższy czas. które potem karmią magicznymi ziołami. .rzekł przeciągle Nivellen.Znowu zapadła cisza.Co z tego.Prawie nic. Te.Nie mam we zwyczaju łgać. czarownikami o nieludzkich zdolnościach. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. nalał sobie wina.Dlaczego nic nie mówisz? . zanim zupełnie ostygnie. kto z nas dwu ma większe szansę. Jak myślisz. Płomyki świec tętniły. wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy. przełykając. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę. odchylił się na oparcie krzesła. Jestem tu przypadkiem. nie używając wielu słów.

Nalej sobie jeszcze. długi na dwie piędzi. Nivellen . Wiedźmin czy nie wiedźmin. według ciebie.powiedział.Ty. A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu.wyszczerzył kły Nivellen. czym jestem. usiądź wygodnie.Nie. . że wiesz. że potworów jest coraz mniej. że aż się trzęsę z ciekawości? . Potwór zachichotał. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No.Nie. Nalej sobie. .Fakt. Nie widzisz.ryknął Nivellen tak. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy. .powiedział spokojnie Geralt. to coś nowego. . że te uszy wyrosły mi.Urok można odczynić. co? .A. zaraza .Wiedziałem. . . W wielu wypadkach? . W wielu wypadkach. powiedz mi. .Nie ma już czego. rozparł się w fotelu.To. -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem. .Umiem.A jeżeli wiem. żebym spróbował? ..przyznał Geralt. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy.A. . Nivellen . Obok . dobrze patrzy ci z oczu.Nie jesteś potworem. Nie chcę.Ha! . oczywiście umiesz odczyniać uroki. Jest ich niemało . zaraza.Ty nie jesteś żadnym potworem. . czy dobrze zrobił zapraszając cię.Zatkało cię.Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich. Jestem pewien. a ja mam ochotę pogadać. Geralt. Chcesz. jako wiedźmin. to co? . po czym ponownie łupnął łapą w stół. Więc.To się stało na skutek rzuconego uroku. . . że cię zatka . czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. kto rzucił ten urok.potwór chrząknął. . Opowiem ci całą historię. bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór.Zatkało .rzekł sucho wiedźmin. gościu. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną.

Oszczędzę ci szczegółów. Geralt. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. a wtedy. naturalnie. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. była tam również młoda kapłanka.. . bo od dnia. No i zmężniałem. miała chyba ukryty we włosach. że jako spadkobierca. . . którzy wędrowali traktem. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. Śmierdziało jak nieszczęście. Oprócz mnie. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży.Co? . palił się zielony ogień. że będę potworem w potwornej.okolica jest dość odludna. Padło na to. ani kupcom. Każdy. To była niedobra świątynia. że danina płacona jest opieszale. na które tatunio. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. gdyby żył.ciągnął Nivellen . . więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca.zaczął. po czym powiedzieli. mój tatunio. mówię ci. i obrabowaliśmy świątynię. Na ołtarzu. swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom.. Geralt. że muszę zmężnieć. coś o miłości. Bo widzisz.Że jestem potwór w ludzkiej skórze. pod Mirt. ja muszę przewodzić drużynie. w takim stopniu. A parę bliższych osad spaliło się. bo tatunio uznał. Sztylecik. mało nie zajeździliśmy koni. Nivellen? . Na domiar złego. nie pamiętam. pamiętam. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. Ale musiała to być niedobra świątynia.Jak zapewne zauważyłeś . kto się tu zawieruszył. Młody wówczas byłem .istny mlekosys. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. leżały czaszki i gnaty. jąkał się okropnie. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. przejdę od razu do rzeczy. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy.Jedna zaraza wie. o krwi.dwóch pustych karafek pojawił się. Wialiśmy stamtąd. jak się domyślasz. nigdy by nie zezwolił. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. nalewając . Strasznie płakałem. a i mój dziadunio.Co to była za świątynia. nie wiedzieć skąd. Ale do rzeczy. durny smark. tracił w najlepszym wypadku swój majątek. Mało kto lubił mojego tatunia. Dowodziłem nimi. Zabiła się. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. taki mały.

Mów dalej. Zaraza. latały w powietrzu sprzęty. buchał ogień. że to nie byle co. co mi wpadło w ręce. Potwór zamilkł na chwilę. . Jeśli się ktoś pojawił. nie wystawiając nosa na zewnątrz. Długo. Używałem. że choć w strasznej postaci. Może jest w tym gadaniu . a służba. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki.. Ale nikt nie wrócił. westchnął. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. ale niebieskie róże z Nazairu. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. uciekł w popłochu. które opowiadała mi niegdyś Lenka. otarł nos rękawem. wyjąc i kuląc ogony. ot. co ja mówię. by wykopać go za główną bramę. w którym. kiedy coś mnie oświeciło.. ciotunia. żebym go oszczędził. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. i to zwykle wystarczało.Dalej było tak. kuzynka. A trzeba ci wiedzieć.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. co mnie który zobaczy. Kilka. pomyślałem. uciekły nawet psy. jestem tylko głupim wyrostkiem. we wrzask i w nogi. stara prukwa. wykwiczał. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu. Uciekła moja kotka Żarłoczka. przypomniałem sobie bajki. Jużem się sposobił. gdy wspominam. Mówiąc krótko. Byłem sam. rycząc. który utracił był na mój widok. Widzisz. Nivellen przerwał. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. rzadko to się zdarzało. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą. Za parę dni budzę się rano. gdy odzyskał głos. głównie zwierciadła. więc może. nie wychodziłem. Gruby. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić. pociągnął nosem. bladym świtem. padły trupy. wyjąc. Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. . życiem darował i zdrowiem.podjął po chwili . a nagle zrobiłem się bardzo silny. Ja do lustra. Wnet zostałem sam. zanim zdążę wytłumaczyć. Tak było aż do dnia. Geralt. Geralt. jeszcze dziś mnie trzęsie. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. moja niania.. wyskoczyłem na dwór.. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd.. pamiętam to jak przez mgłę. szalejąc. czy też odwrotnie. Złość mnie porwała.Kiedy atak minął . chłopcy z drużyny. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących. podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. Przejdę do rzeczy. tłukąc co popadło. Kto zdążył. spanikowałem. jak powiedziała kapłanka. dostałem jakiegoś ataku.było już za późno na cokolwiek. .

Geralt. Ja zaś. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. Też sporą. że córeczka ma osiem lat. była przekonana. jak ciężko jest. tych z gnojem na łydkach.Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok. na wszystkie strony. jeszcze z tatuniowych czasów.Nie. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem. zrezygnowany. uderzył w płacz. patrzeć me mogłem. że zostawi mi ją na rok. ugościłem. . Żal mi się zrobiło kupczyny. które . nic lepszego nie przyszło mi do głowy.ziarno prawdy. zaryczałem tak. bo nie minęły dwa miesiące.Dogadałem się z kupcem raz dwa . co z tym począć. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. Co dopiero.A dziewczyna? . Co. Nawet te się ze mnie nabijały.. z taką mordą. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem. mogłem sobie pozwolić na gest. . aż się cały opluł. język mi się plątał. . nawet wobec dziewuch z obory. że ją jednak zjem. dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia.ciągnął. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby.Ustaliliśmy. ze w podziemiu zostało sporo dobra. Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. kiedy z nią rozmawiałem.Bo ja nie wiedziałem. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka. a przybył tu drugi kupiec. I córkę. Nie przemogłem się nawet. dziękował. Trzeba ci wiedzieć..Potwór wydał z siebie odgłos. Miał ze sobą przygotowany spory worek. jakaś szansa. myślałem. Widzisz. . śmiejesz się? . nie bardzo wiedziałem. aż fotel zatrzeszczał. przeciągnął się. bo to był kupiec. który miał być westchnieniem. . ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". . Kupiec. Podskoczyłem na dwa sążnie. Kupiec promieniał. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. zaprosiłem do środka. po czym wyznał mi. jacy się tu pojawiali. a zabrzmiał jak czkawka. jak się trzęsie. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery. Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. sam by nie udźwignął. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie.

ale Fenne rychło postarała się. zwierzu!". A mówią. teraz nic się mnie nie imało. zrobiłem się chłop na schwał. z wielkim posagiem. mniej wydolnej postaci. Była mała. kasłałem i leciało mi z nosa. Miała.Fenne .była u mnie pełny rok. była córką zubożałego rycerza. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. Primula. jakie ja miałem . No. rozgląda się. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra. Morda została. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. byłem zawiedziony i zgnębiony. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. No. . Geralt. Wiesz. mówię ci. na czworakach. przedtem byłem rozlazły.nazywała się Fenne. Przedtem cięgiem chorowałem. nielichy temperament. Któregoś dnia. . podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. istny mysikrólik. musiała być poczęta. żebym zapomniał o zmartwieniach. Paskudny był. nie dziwota zresztą. Geralt.rzekł potwór. bo była całkiem ładniutka.Następna . opiliśmy się oboje miodu i. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. Następna. całkiem goła. To zajmujące. A zęby? Nie uwierzyłbyś. miał wychudłego konia. potem wróciła do rodziny. . gdy on był na wojnie. aż tu z rykiem wypadam na niego ja. hę. a Fenne. gdy tu przybył.. a i ja. dobrze. ale wystaw sobie. mówię ci.Powiadasz? .. wdowca.kontynuował . błyskając bielą kłów.Opowiadaj dalej. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. jak była. rękę bym sobie dał uciąć. jak się okazało. i rozsiewał dookoła podobną woń.powiedział po chwili . bystra i ćwierkotliwa. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko.. Ja w przerwach biegałem do lustra. nabrawszy wiary w siebie. Przyznam. Widzisz. Primula. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. nie zasypiałem gruszek w popiele. Geralt. Rycerz. "Rozszarp mnie. hę. spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. To była wesoła dziewczyna. co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. Wcale się mnie nie bała. Nivellen. może z odrobinę głupszym wyrazem. jak kupa obornika. Geralt. I w niej nie wzbudzałem strachu.

Panienki bawiło. Nie chcę.Żadnych. Wszystko odbywało się tak samo.Nivellen ziewnął. że dobrze jeat. jak jest. w to. potem powrót taty. Tatunio miał wrogów. zjedz mnie całą". A córki? Nie widziałeś ich. już dawno przestałem wierzyć. w zgrzebnych sukienczynach. Gdyby nie postrach. Primula jeszcze po . jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł. Ilka i Venimira.Nie. Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. przygarbione od dźwigania cebrów. że dziewiczy całus odmieni moją postać. żebym przegryzł nogę od krzesła?" . . których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem. ktoś by po nie przyszedł. byłem hojny ponad wyobrażenie. jak na tym portrecie. jaki wzbudzam. wzmacniana drobnymi. to raz.obruszył się potwór. Krótko: potem były jeszcze dwie. aż do znudzenia. . że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać. nawet by nie spojrzała. by móc dobrać się do takiej. dla przykładu. I pogodziłem się z tym. Co. . końskie zdrowie związane z tą postacią. która była wielce urodziwą panną. mieli krewnych.Może to i dobrze .Wyglądasz na zupełnie pewnego .rozdziawił paszczę potwór. . potem nić sympatii. Nivellen? . Chcesz. bawiąc się pustym pucharem . Ci. z łapkami wyługowanymi od prania. Żadnemu ojcu. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę. Co więcej. Nivellen? . Geralt . .że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. acz kosztownymi upominkami. Choćby wieśniacy z widłami. Venimiry. jak tu przybywały.Daj spokój.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła.Zmęczyło mnie to gadanie. Mówiłem ci. doszedłem do wniosku. Widzi mi się. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. że na takiego. potem "Gryź mnie. I po trzecie: bezpieczeństwo. i żadnych zmian nie trzeba.rzekł Geralt. czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu.A żebyś wiedział. Oczywiście. paru przeżyło. W piwnicach jest złoto. . mówiłem ci. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. Geralt. żadnej córce. .O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości.

Ale podejrzewałeś. Kto mógł zapłacić? ..Nie.I nikt inny? . Widziałeś ją? . Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami. Geralt. Mam rację? . a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. .Pozwolisz. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka. Milczeli obaj. wziąć za kark i zrzucić ze schodów. twoja wola .Wiedźminie .rzekł wreszcie wiedźmin. W lesie. jak nastawiasz ucha. że ktoś mi za ciebie zapłacił. że zapytam. który zapragnął reszty mojej piwnicy.Zaraza z twoimi przeprosinami. to. Nie pozwolę. którym łoił ją jej rycerski tatuś. . Dla nich to był dom z bajki.Słusznie . . to jest ten powód.. A u mnie chodziły jak księżniczki. A co się tyczy łoża.Nivellen wstał również.Dzięki za gościnę. Znowu milczenie. . gospodarzu. Żadnej nie przymuszałem. .rzekł nagle wiedźmin. co ja mówię. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam..Chciwość ludzka nie zna granic. dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? . że nie mieszkam sam. koło bramy. gdzie tu jest kuchnia. którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie. .Łajdak. cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec. Od samego początku widzę. . do ręki brały wyłącznie wachlarz.Jesteś teraz sam? . rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę. Czas mi w drogę.Nivellen . że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy.Cóż.Masz. .. nawet nie wiedziały. Przepraszam. Od . Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. . Czy to jest powód. Dobrze wiesz.Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. Wiesz.A więc i o tym wiedziałeś? Tak. Zaraza. . jak zerkasz na drzwi.I nikt inny.odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie. . . wstając. Geralt.Tak.

jak jest. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa.Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty.Dosyć mam twoich pytań. po obudzeniu. gdy Geralt poprawiał juki. Chodźmy.Mieliście wtedy pecha . . że dobrze jest. Chyba odpowiedziałeś.Lubią mnie zwierzaki . Moja kotka .Będę miał to na uwadze.A jesteś pewien. Czy słusznie się obawiam? Krótko.Nie odpowiedziałeś. . tak.czasu gdy okolica wyludniła się.Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. . nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! . rada pieszczocie.Nie. Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło. Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać. odprowadzę cię. Obawiam się. . . .' poklepał po szyi. proszę. zamiast odpowiadać na moje. Geralt spojrzał mu prosto w oczy. Ale nie jak może być.I ja też je lubię. Słuchaj.Nie. Nie . proszę. . wiedźminie...powiedział.A czy.. Krótko. .Nie. które ciągle zadajesz.Słusznie się obawiasz. .Jednak cię to interesuje? Mówiłeś.A kto je posiada? .dałbyś. .. od pewnego czasu mam paskudne sny. w nocy jest tutaj niedobrze. . pochyliła łeb. których ja nie posiadam. Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. •. . że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . .Czy po takim śnie.. na moje pytanie.pochwalił się potwór.Jak jest. . proszę. trzeba wiedzy i zdolności. . odwrócił. Na podwórzu. . . Chociaż. Lwiogłowego Pająka. Płotka. Nivellen.Czy można temu zaradzić? Krótko. Jesteś pewien. Nivellen pogładził klacz po nozdrzach. . Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze.Nareszcie..

Bywaj. zaraza. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy.Też lubi koty? . jaka towarzyszyła mi w niedoli. Kto wie.wiedźmin dociągnął popręg.. którego nie znam.Słucham cię.Podejrzewam. A. Kochamy się.Ostatni był u mnie trzy dni temu. Mówi rzadko. chociaż uciekła z początku. . Nivellen. Na całe dni znika w lesie. Mało kto widział rusałkę z bliska. Jeśli się zaśmiejesz. co mi tam. . Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy.. Szukaj ich gdzie indziej. kto. . A ja i Vereena.Bywaj. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. Potwór człapał u jego boku. Czarna. . To mój problem. gdybyś stał się człowiekiem? . . że nie wróciłaby.Pewnie myślisz.Ptaki .Mniej więcej . Geralt. To nie jest kolejna kupiecka córka. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali. jak myślisz. . Urwał.Geralt? . nie najładniejszą zresztą. Nivellen. Vereena też. Ale uważaj.Może.Jestem tego pewien.. Geralt uśmiechnął się.Dzięki. Mówiłem ci. jak rusałki boją się ludzi. Będę pamiętał o tobie.Żarłoczka. wykrzywił paszczę. potem wraca. Geralt nie zaśmiał się.. To typowe? .wyszczerzył zęby Nivellen. Geralt. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach. ruszył ku bramie. -Twoja Vereena . moje życie i moja kara. Ech. zaraza. Przez długi czas była to jedyna żywa istota.. . . Z córką. Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. Szczupła.Tak. Wiesz o tym? . .powiedział . może znajdę kogoś. Coś się któremuś stało? . w języku. Wiesz. którzy tu ostatnio byli. wróciła potem do mnie. .. To coś poważnego. Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. to paskudna okolicą. nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. strzelę cię w pysk.to prawdopodobnie rusałka. Geralt. nie dałem znaku życia. Nie je ludzkiego jadła.Nie jestem taki głupi. A może nie.Wydałem się.

też się przyzwyczaję.Nauczyłem się to znosić. nie szukaj nikogo.mruknął. Płotka . w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. zmarszczył się. przez bór. z mieczem na kolanach. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. cofnęła się. wrzeszczało i syczało. że masz więcej rozumu niż ja. przyzwyczaiłem się. przyjedź tu sam i skończ sprawę. zawrócił konia. Mógł to być leszy.To przecież zwyczajne czarcie koło.Przepraszam cię. rwała podkowami ziemię. Ruszył tam. Wiedźmin potarł czoło. . . A jak się bardzo pogorszy. Po wiedźmińsku.Prawdziwa historyczka robi się z ciebie. dzika. koniku. a także coś. Po co te sceny? Klacz prychnęła. nie chciał nadkładać drogi. by sprawdzić. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. parskała. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. klacz zarżała przenikliwie. . po własnych śladach. Nie obejrzał się już ani razu. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza. Bywaj. W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. Wiedźmin nie zatrzymał się. przerzucił wodze przez łeb konia. ruszając szybko z powrotem. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu."Lubią mnie zwierzaki" . .zeskoczył z kulbaki. IV Około południa. Geralt. III Okolica była odludna. nie chciała iść. złowrogo nieprzyjazna. ledwie zaświtało. pojechał na skróty. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . przy maleńkim ognisku. odwracając ku niemu łeb. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. V Klacz tuliła uszy. Geralt nie uspokajał jej Znakiem . Potem jednym skokiem znalazł się w siodle.powiedział. Coś. gdy poił Płotkę u źródełka. zamyślił. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. Jak się pogorszy. ale mógł też to być i zwykły żbik. Wychodzi na to.

zakończoną kulistą głowicą z białego metalu.że mogłabyś zwieść każdego. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. Była otwarta. Kim jesteś? Myślę. że wydawały się przezroczyste. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. . Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. Ale konie nigdy się nie mylą. Domyślam się. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. . Miecz. co to były za sny. Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się.choć maleńkie. że mulą albo alpem. czarnowłosa. tak jak ją zostawił wyjeżdżając. przenikliwego. cichego. nie mógł nawet zidentyfikować języka. z którego pochodziły. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu. Nie było to potrzebne . Stworzenie nie poruszyło się. .To srebro . Nie rozumiał słów. i współczuję mu. obezwładniającej grozy. elastycznym krokiem. . blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. prawda? Sny. istotę tego śpiewu. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. o których wspominał.Ta klinga jest srebrna. Usłyszał śpiew. pełną uroku.Tak bardzo przypominasz rusałkę . rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. wywoływałaś ty.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy. że wciąż słyszało się pieśń . Geralt zbliżył się powoli miękkim. idąc półkolem od strony muru. Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. dobrze wyważoną rękojeścią. który sprawiał. obejmując omszały kamień drobnymi rękami.powiedział.wiedźmin znał. tak białymi. . Blada twarzyczka nie drgnęła. czuł i rozumiał samą naturę. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów.ciągnął spokojnie wiedźmin . Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. obok krzewu niebieskich róż.

twój obrońca. . coraz wyżej. przeczący ruch głowy. by się poruszyły.. choć wiedźmin nie dostrzegł. co? Zaiste. miażdżąc żebra.. ślepe narzędzie. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. ale i tak pociemniało mu w oczach. wargi rozwarły się. który się rozległ.Co z nim. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. . tym razem wyraźniejsze.. Wielkie czarne oczy zwęziły się.To znaczy. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. czarnowłosa? Śpiewałaś. . potwór i wampirzyca.Lubisz ptaki . wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła.. Wiedźmin cofnął się. Wampirzyca poderwała się. prawie niedostrzegalnie. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu. władcy leśnego zamku.. . wiecznie spragniona krwi. koszmarnie uśmiechniętych ust.krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie.Alp? Zaprzeczenie. . Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. . Czar w znacznej mierze zamortyzował impet. Sięgnęłaś po ostateczny środek.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie. pozbawiając oddechu. i on. że jesteś. ty i Nivellen! Piękna by była z was para. morderca na zawołanie. Lecąc do tyłu. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. a więc piłaś krew. nie człowiekiem w potwornej masce. Ty.Jesteś mulą? Powolny.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. . z jakim wyrżnął plecami o mur. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. musiał stać się prawdziwym potworem. Ale wpierw. mocniej ścisnął rękojeść miecza. przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. mógł pochodzić tylko z bladych. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu. Na grzbiecie delfina.ciągnął wiedźmin. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny. . Syk. Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko.Bruxa! .

Upadł na jedno kolano. ciął. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. rozwierając długą. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. dźwięki fletu i oboju. a po nich szybki jak myśl. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. aż zawyło powietrze. metamorfował. Geralt odskoczył w bok. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. wprost na kark wiedźmina. Geralt czekał. Było to tak nieoczekiwane. Brusa zawyła przeszywająco.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. ośliniony pysk już rozmazywał się. kuszy. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. zębaty pysk. nie trafiając. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. Zwinął się w miejscu. Ostrze nie napotkało oporu. Poderwał się z ziemi. że przełamało Znak. znikał. Nie trafił. Geralt.zareagował instynktownie. poszybował w stronę fontanny. Nietoperz płynnie. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. wąską paszczękę. że wypadł z rytmu. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. Poczuł. szum wichru. lecz do przodu. Prawie nie napotkało. skręcił gwałtownie. z gracją. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. w locie rozwierając zębate szczęki. wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. Nietoperz zamachał skrzydłami. modulując głos w makabryczny zaśpiew. Geralt. krzyknął zaklęcie. potworny. potrząsnął głową. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. choć oszołomiony falą wrzasku . unik i półobrót. Nietoperz. czując w ustach żelazisty posmak krwi. tnąc na odlew. Usłyszał . wzbił się. rozwierając bezoki. w skroniach i ciemieniu załomotało. -zawodzenia i jęki. okrążył go i znów zaatakował. sycząc. Uderzenie fali było tak potężne. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. W ostatniej chwili skoczył .nie w bok. oburęczny cios. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. jak szpony bestii rozrywają mu policzek.

Zobaczymy. .Krzycz. Usta bruxy nie poruszyły się. Wiedźmin zgrzytnął zębami . oburącz uczepiony ościeżnicy. . Ale wiedział i to. Osłabniesz pierwszy. Zabiję. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek. .ryknął ponownie. spróbował ją chwycić.Zobaczymy . Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny. grzebiąc go pod stertą drewna.Vereena! Nivellen. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. sprężyła do skoku. .wrzask. z pogłosem. skoczył ku niej. że jest zmęczona. Runął na wznak. poszorował po żwirze alejki. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. dzwoniąc głucho. Wampirzyca. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. Nie wrzeszczała już. ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. Geralt. odrzucając kilka sążni do tyłu. wampirzyco . Bruxa. Zabiję. które winno było rozpołowić bestię. na drewniane rusztowanie pod murem. nie próbowała metamorfować. Na białej sukni. ledwo dotykając ziemi. wywołanego dotknięciem srebra. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. . metamorfowała na grzbiecie delfina. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. nieco powyżej lewej piersi. wznosząc miecz do cięcia.Vereena! . Bruxa wygięła się. które załamało się z przenikliwym trzaskiem. Czarownik. biegł półkolem okrążając dziedziniec. . ale tym razem był to wrzask bólu.warknął. Kryzę kaftana plamiła krew. ocierając krew z policzka. rozczapierzając łapy jak niedźwiedź. Zabiję. ryczał. Nivellen. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. wyjąc. Strać siły. ze zwieszoną głową. pochylony idąc w kierunku fontanny. mknęła wprost na niego. okazało się zadrapaniem.cięcie.wycedził. że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. Zabiję.Wywrzeszcz się. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. furkocząc białą suknią. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. wytoczył się z drzwi pałacyku. nie dłuższym niż mały palec. jak gdyby spod wody. Geralt już był na nogach. lekko jak motyl. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. niepewnie machając łapami. Wiedźmin wiedział. .

wlokąc za sobą przebitą bruxę. rąbnął plecami o mur. który trzymał pod pachą. jak na jej plecach. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. Albo niczyj. przechodząc w rzężenie. jak gdyby pieszczotliwie. ale nie puszczał drąga. potem szybko zaczął się cofać.biało-czama. wyciągnęła ramiona na całą długość. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. Upadł na klęczki. otoczył się krótkim. jak biały motyl na szpilce. Koniec żerdzi. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. potem drugi. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. Mój. Westchnęła tylko. dzierżył żerdź oburącz. Odwróciła się. głowę odrzuconą do tyłu. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. Nie docenił jej . Wiedźmin. Kocham cię. podciął kolana. straszna. Bruxa powoli. dezorientującym młyńcem miecza.Geralt odskoczył w lewo. zrobił krok do tyłu. Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. dławiące się krwią westchnienie. . wyciągnęła ręce. Bruxa. Kolejne straszne. ohydnie i nieprzyzwoicie. Kocham. sparaliżował ramiona. Nadaremnie. rytmiczne. ułamany szpic. rozwiana. na szeroko rozstawionych nogach. ostry koniec trzymetrowej żerdzi.wrzasnęła w biegu. Geralt wstał. blokując jej koniec pod pachą. Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. wyjąc śpiewnie.ryknął Nivellen. Nie krzyknęła. Nivellen wrzasnął. słysząc to westchnienie. Bruxa sunęła ku niemu . zawisła na drugim końcu drąga. Jej westchnienia stały się częstsze. chwyciła go za . na białej sukni. zazgrzytał o mur. rozedrgane. wykwita czerwona plama. z której w gejzerze krwi wyłazi. skoczyła ku niemu. zadygotał. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. Stali . Bruxa szarpnęła się. poleciał w tył. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie.Vereena! . Geralt zobaczył. Nie zdążył złożyć Znaku. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. Oczy miała szeroko otwarte. Bruxa. również zaciskając na nim obie dłonie.Nivellen.

przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. We mnie.powiedział wiedźmin. kontynuując rytm ruchu. był wyuczony. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. Wzrok miał błędny. dotykając czterech krwawych. jaki należało teraz wykonać. włożył palec do ust. by zagłuszyć słowo. zamaszyste cięcie. Krzyknął. Zaszlochał. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. pod koniec półobrotu już wolna. jak setki razy przedtem. Zobaczył jej oczy. Nic nie mogło. zwinięty w kłębek. leżący pod murem. które powtarzała. wstrząsany kurczami i dreszczem. płynęły. płynęły. Klinga. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. Usłyszał głos. nieunikniony. Geralt skoczył. Spojrzał na swoje dłonie. obejmując głowę ramionami. . i natychmiast. każdy krok. Trzy szybkie kroki. długo wodził nim po dziąsłach.Wstań . Nic już nie mogło się zmienić.. Uderzył pewnie. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. napuchłych pręg na policzku. Skoczył jak bezwolna. przystojny. jak setki takich kroków przedtem. zaszamotał kosmatym łbem. Nic. był jego naturą. Jaka pustka. Nivellen. środkiem brzeszczotu. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi. Kły błysnęły oślepiającą bielą. Skręt tułowia. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. Jęknął cicho. płynęły. Każdy ruch. uniósł głowę. Młody. Zawył jeszcze przeraźliwiej. zwolniona sprężyna. kończy się na lewą nogę mocnym. potem - . automatyczny i śmiertelnie pewny. ostre. sunęła za nim błyszcząc. zrobił czwarty krok i półobrót. Ciął. Trzeci. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. zdecydowanym stąpnięciem. Przetarł oczy knykciami.głowę. Głowa upadła na żwir. rozejrzał się dookoła. płynęły w powietrzu. Obmacał twarz.

zaśmiał się. są potrzebne nam obu. tak białe. Obie mają potężną moc. Po tylu latach? Jak to możliwe? . zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. . .. oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną.Nie patrz.. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką. W jukach mam lekarstwa. . ale nie doszli do niczego. Poszli poprzez dziedziniec... . Geralt.Vereena. Wstań i chodź. Nivellen jęknął znowu. Geralt? . ... poza tym.Miłość i krew.Że co.. . obok krzaku niebieskich "róż. starając się nie patrzeć na drobne. że aż przezroczyste ręce.Miłość musi być prawdziwa. Nivellen. .. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat. podtrzymując jeden drugiego. Chodźmy.W każdej baśni jest ziarno prawdy .Nie do wiary.Geralt! Jak to? Jak to się.Wstań. że. .rzekł cicho wiedźmin. Geralt! .Ja już nie mam. Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać.

rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu .wiedźmin skłonił się ponownie. niebieskie oczy.powiedziała od niechcenia.. .Oni nie przyjechali tu. zdaje się. . hrabia Moen. w którym tak mu twarzowo.Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja .Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu. jak obecny tu Tailles. dostrzegła jego zdziwienie. wlepiając w kapłankę jasne.GŁOS ROZSĄDKU 3 .warknął Tailles. A to rycerz Tailles z Domdal.Bez chwili zwłoki. .Ci szlachetnie urodzeni panowie . ale dzisiaj nie ma to. bo w okolicy. i to niebawem. Geralt.Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. w których była wrogość. Uważasz to za zaszczyt? Ja nie.Natychmiast . by cię wypędzić.. . Przybyli z żądaniem. Książę rozkazuje. byś się stąd jak najprędzej wyniósł. młodszy z rycerzy. . większego znaczenia.Księcia . . Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni. Geralt ukłonił się niedbale. . pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta. dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. . Ja to uważam za obelgę.Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły . Przybyli.Jestem Falwick. w żyłach których płynęła królewska krew. jak słyszę .Księcia Herewarda.Zaszczyt dla mnie . nie było żadnej komandorii zakonu.przerwała Nenneke zimnym. . .rzekła zimno kapłanka. .Nie zamierzam się tu osiedlać. . że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz.pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda. patrząc na rycerzy. . jak wiedział. równie niedbale jak poprzednio. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu. Trzeba oto ci wiedzieć. by się zaszczycać.wzruszył ramionami Geralt. A niemało tutejszych. Nenneke. Zdziwił się nieco. Wręcz przeciwnie. mówiąc krótko a treściwie.poprawił z naciskiem Tailles.Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. .Wątpię .

W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. do kogo mówię! . Nie zmuszaj mnie. znudzony już nieco całym wydarzeniem.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . A może i jedno.Dobrze już. którego.Wiem. . ..powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. pana tych włości! Wiedz. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. że . przestań więc zachowywać się jak cham. Geralt z Rivii jest moim gościem. .powiedziała spokojnie . Tailles szarpnął się wściekle. a nie widzę powodu.Nie waż się grozić mi twymi czarami. -Zniż ton. panowie.Naprawdę nie wiem . i żal mi twojej matki. po czym odrzucił płaszcz na ramię. i drugie.. Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami.co się stanie.. aż zazgrzytała pancerna rękawica. Tailles. Tailles. Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo. Może pękną ci płuca. . Posłuchajcie. bym nauczyła cię manier! . któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. co mówisz i do kogo mówisz. dobrze . że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy.Staram się zwykle. aby tak miało być.Wasi żołnierze. które są wolą księcia. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. . . .wtrącił wiedźmin. Uważaj. roznosi zapał młodości. Może porośniesz sierścią. jak zechce. Oni wiedzą o tym bardzo dobrze. Panie Falwick. zasrany smarkaczu. . nie będę jej więc traktować poważniej. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. kapłanko! Nasi żołnierze. chwycił go mocno za łokieć. demonstrując w całej okazałości żłobkowany. Odbierałam twój poród. ścisnął.Mówię zaś słowa. niewiasto. . Falwick.Ciszej .rycerz postąpił krok. niż na to zasługuje. panie Falwick: zaręczam. ale nie kuś losu. lamowany mosiądzem napierśnik.Wygląda na to. jak widzę.. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała.władczym głosem. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. I ty o tym wiesz. niewiasto? -krzyknął Tailles. ten starszy.

odezwał się cicho wiedźmin. . Nie. Nenneke. aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . . Mówił logicznie.opuszczę te okolice rychło.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . mój senior.Dość tej dyskusji . Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. ale Falwick i jemu podobni. niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. Nie jestem tu jako wiedźmin..Tu nie jest Ellander! . że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę. .Posłuchajcie głosu rozsądku. Książę wie. Wiedźmin zrozumiał i był pewien. Nenneke. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. proszę o wybaczenie. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy.kapłanka zerwała się z fotela. że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni. znanego jako Rzeźnik z Blaviken. że nie prosisz . Mówił spokojnie i grzecznie. Ale Geralt wiedział.. czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. Nie proszę o więcej. Nieważnym jest. Zaręczam też.przerwała kapłanka. też niespecjalnie na tym zależy. druidzi wręcz grożą. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta. że Falwick łże jak pies. zanim Falwick zdążył . główna kapłanka Melitele. a i wam. jak sądzę. panowie! . skłonił z szacunkiem i zaczął mówić. I tak czas mi w drogę. milcz. nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj. ale książę Hereward. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. .Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno.uniósł głowę Falwick. . Trzy dni. nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. panie hrabio. proszę. . Nie chcę kłopotów. za kilka dni.Tu jest świątynia Melitele! A ja. czy Geralt z Rivii poluje na potwory. ale jako osoba prywatna.Nie widzę powodu.I słusznie. . przyjmować zleceń i zamówień.Panie Falwick . Rycerz odwrócił się do Nenneke. nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii.Czcigodna Nenneke. czy też uważa się za osobę prywatną.powiedziała kapłanka. .

aby zostać takowym. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki.Dosyć! .Jeśli on wyciągnie miecz. bo taka jest moja zachcianka. odmieńcze! -wrzasnął. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny. . nie Herewardowi.Nie myślę słuchać. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia. Mówisz do kobiety.rzekła spokojnie Nenneke. ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. nie przestając się uśmiechać. chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. tu nie wolno śmiecić. Pohamuj rozlatany języczek. A ja. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. co masz powtórzyć Herewardowi.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . Zresztą.Słyszeliście. Wiesz. Co prawda. -Podnieś to zatem. bo taka jest jego zachcianka. . szlachetnej Ermel-li.. A potem wybiję nim drzwi. dodając. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży.Coś ci upadło. . a głos załamał mu się w falset. .zareagować. której należy się szacunek. . smarkaczu . bo skończy się to nieszczęściem. tu jest świątynia. Falwick.powiedział Geralt. koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. niechaj lepiej uspokoi swego diuka. napiszę do niego osobisty list. zabierz stąd tego durnia. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. . rycerz Białej Róży. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci. uśmiechając się paskudnie. Powtórzcie to jego małżonce.Panie Falwick . Wynoście się stąd.. synku . Powtórzcie to Herewardowi. Traficie do wyjścia sami. . kapłanka Wielkiej Melitele. . mam nadzieję? Falwick.krzyknął cienko Tailles. .Słuchaj no.przerwał Geralt. powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. Nie.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią.

Wrócimy tu. Wiedźmin nie uśmiechnął się. czcigodna Nenneke . . Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz. .Tego się właśnie obawiałam . Potem spojrzał w oczy wiedźmina. chrzęszcząc zbroją. .powiedział.odrzekła zimno kapłanka.ukłonił się. .Cała nieprzyjemność po mojej stronie.To nie była nasza ostatnia wizyta.

.Zabieraj to.bełkotał wieśniak. uniósł okrągłą głowę. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku. Za nim. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. Przed wójtem. poczerwieniałym z gniewu. pełno było wozów. wyciągając szyję.. który na progu chałupy robił co mógł. falujący w podnieceniu.Mówili .ze trzeba dać cosik wielmożnemu. położył uszy. . zezując na gęś . podrygującą w rytmie truchtu osła. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. Ge-rałt zeskoczył z siodła. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. truchtał objuczony osioł. mówię! Nie wolno. Przed domem wójta. zwracając się do chłopa: . Trzyletni Dragomir. drgnął.Czego. wpatrzonej w kościstą. Na wszystkich bogów! To ty. szponiastą łapę wystającą spod derki.. co chwila mocno napinając postronek. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła. syn rybaka Trigli. jak zwykle.wrzasnął wójt. parsknął i czmychnął w pokrzywy. chamie! Ogłuchłeś? .Kto mówił? . poprawił miecz na plecach. rozwrzeszczał się. Wiedźmin jechał powoli..MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. Pręgowaty kocur. Geralt przyspieszył. z której wiało bryzą. małym i pękatym. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. uwiązany do łęku siodła. . . Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. łapówki biorę? Nie . Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna.Kto? Ze ja niby co. smołą i wolim moczem. bo inakszy.I znowu. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani.Nie wolno.. łachudro? Geralt wszedł. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę. wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca.

opowiadaj! .. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. to ja ci za nią nie zapłacę.Kikimora.Na wszystkich bogów. . pod samym bokiem jakaś kociozmora. ale. Mało kto łaził po tej grobli. Skąd przybywasz? A.. Geralt. Co tam u ciebie. Geralt! Co to jest? . Wójt. . panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę. U nas zamieszanie. . na szkliste oko z pionową źrenicą. powiadam! Witaj. patrząc na pają-kowaty.. pociągnął nosem. Hej. Caldemeyn szeroko otworzył usta. Na mokradłach. .Na grobli. wydymając policzki. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy.pozwalam. . bo jutro jarmark.. Skąd to.Nikt nawet nie przypuszczał. psia rzyć. kilka osób przepadło w tamtej okolicy. Najpierw wyjdźmy. tam musieli ginąć ludzie. Geralt. że coś takiego siedzi w słonych bagnach. Geralt odrzucił derkę. Nie mam funduszy. Hej. nie odejmując od ust. ze cztery mile przed miasteczkiem. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca. Bo zapłacić. Geralt. Geralt.Witaj. ludkowie.Potem. Dzieci. powiadam! Won.powiedział ponuro. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? . . ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się.. Westchnął ciężko.wójt stłumił beknięcie. Kto mógł przypuścić. . siadaj. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to. zgadza się.. .Nagrody nie ma . Nie ma za nią jakiejś nagrody. co za różnica skąd.A taka to była spokojna okolica. I masz. obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt.. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. Muchy się zlatują.Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. Caldemeyn. na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. że muszę ci podziękować.Zapomniałem . Caldemeyn.Nie było cię tu chyba ze dwa lata.. do domów. . .. .Ano. Fakt.. przynieś tam który piwa! Siadaj. klepnął go w ramię drugą ręką. Caldemeyn.Gdzie. Tłum ochnął i cofnął się. Ale nikt. Wypada. ściskając dłoń wiedźmina.

Pokazaćby Mistrzowi Irionowi. między nami. że rzuciłem widelcem w szczura? .. co w szerokim świecie słychać.. otarł usta z piany.Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. Panie wójcie...W moim domu baby nie mają głosu. Kiki.. ale nie wiem. że nie przepada za mną.Pomysł nie jest zły. Ale nie rób tego przy Libusze.Długo zabawisz w Blaviken? .. co ostatnim razem. aby przezimować . Ale. . . do czego? Jeśli nie ma nagrody.. jak jej tam.Było.Nie. możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce. że trafiłeś. . Borg. .. . . a ta. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy.Ciekawe. Przydałoby mi się trochę grosza. . . .Krótko. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę.No? . . . Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć. czy zdążę.Idzie ci o to. że to będzie zabawne. opowiesz. podczas kolacji. chociaż było ciemno. nie rób przy niej tego.Chętnie.rzekł Caldemeyn.wiedźmin łyknął z garnca. Karelka. Ale. Idzie mi o to.Weź kogoś do pomocy.Myślałem.Wybieram się do Yspaden. . .Nosikamyk . Zrozumiałeś? . Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu.. z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę.. .Pech.. Hej tam. A nuż mu się do czegoś przygodzi.Kikimora. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu.. Pogadamy. nim śniegi zawalą drogi. Nie mam czasu się zabawiać.Może nim topić to ohydztwo. tych złodziei. Słuchaj. .Wedle rozkazu. Idzie zima..Czego? .Potrzebna ci do czegoś? . .

czy możny mag zapłaci za kikimorę . Możny mag. ten wasz Irion? . mruk.Odnowił. Geralt. z samego wyglądu poznasz.Czarami. nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. głównie.Na stałe. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią.Nigdy nie słyszałem.Porządny. wiedźmini. . Caldemeyn. Rybacy znoszą mu różne dziworyby. Chodź. Słuchaj. . Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. Caldemeyn. . Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. Gdzie moja czapka? II Wieża. . Ale odludek. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu.Jaki on jest.rzekł Geralt. Cóż. przejdziemy się do wieży. zwieńczona zębatymi blankami. . Ludziom pomaga. widzę . żeby Mistrz Irion komuś urągał.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . . obeznany widać z działaniem .Niegłupiś. nie kochamy się z czarodziejami. Czy zapłaci. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce.skrzywił się Geralt. Geralt. Z wieży prawie nie wychodzi. Nosikamyk. może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę.Czarami czy zapędził was do roboty? .Punkt dla ciebie. ośmionogi. Mieszka w Blaviken od roku. przedstawiała się imponująco.O ile wiem. klabatry czy ker-guleny. ale spróbować nie zawadzi. Nosikamyk. Mistrz Irion. Idziemy? . . Na bagnach może być więcej takich kikimorów. . nie przysięgnę. My.Idziemy. niejeden na tym zarobił.Wątpię. . zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem. Wiedźmin pomyślał przez chwilę.

Chcę z tobą rozmawiać.Geralt . zbliżył się. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi.Geralt. I co z tego. Mistrzu Irionie . takoż ze sprawą.przerwał głośno Geralt. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj. wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą. dobrzy. tchnął obłoczkiem pary. Nosikamyk. tyle. ze to naprawdę ja? . to jest kikimo-ra. . Nosikamyk.rzekł cicho wójt..Odejdźcie.Bywaj. na ośle. jeśli taka jego wola. Zobaczymy się później. Caldemeyn podreptał w miejscu. Nosikamyk. . Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski. pod same drzwi. dłubał w nosie. spojrzał na Geralta.Sam. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo.Jestem wiedźminem. Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii.Mistrz Irion nie przyjmuje . . Wybaczcie. dobrzy ludzie. . Odejdźcie. Tylko z tobą. nie musi mnie przyjmować. To. . to naprawdę ja. Tak. .Tracę cierpliwość.. Wpuszczę cię. . wójcie.mechanizmu. skupiony i poważny.machnął ręką Caldemeyn. Wiedźmin wzruszył ramionami.Ty odjedziesz. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! .Mistrz Irion nie przyjmuje. .Wedle rozkazu. . . Caldemeyn.Idziemy. które uchyliły się bardzo niewiele. a ja tu będę musiał.powtórzyła metalicznie kołatka. Geralt.rzekła kołatka. . . Geralt.. pykając obłoczkiem pary. którą zabiłem bardzo blisko miasteczka.Zaraz .powiedziała kołatka zupełnie innym głosem. co kazałem.Nie jestem dobrym człowiekiem .. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho. po czym natychmiast zatrzasnęły się. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. .Pal ją licho. odchrząknął i wyrecytował: . . Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy.Co z kikimorą? . .Podejdź blisko do drzwi . by mógł się przecisnąć. .Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. wyjmij palec z nosa i zrób.Co mi tam.

Jestem przed domem. szła wzdłuż rzędu krzewów. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. błękitnym łańcuchem górskim. spinający korony drzew z dalekim. .Nareszcie. miał wielkie. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje.Też. że stoi po kolana w macierzance. kołysząc biodrami.odezwał się głos. wiedźminie.spytał Geralt. Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy. . niosąc koszyk pełen jabłek. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami.Stregobor! . Wszedł w sad pomiędzy drzewa. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. zgarbiony. A Stregobor zawsze wyglądał tak. Witaj. krzaczaste brwi i długi. nierządnice wyglądające jak królewny.To też iluzja? .Hej! . Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. . Geralt . Sad kwitł biało i różowo. obejrzał się. uśmiechnęła. . Jak wszystko tutaj. Stregobor faktycznie był czarodziejem.zawołał. nie kryjąc złości.zdziwił się Geralt. obróciła i wróciła do sadu. Jasnowłosa dziewczyna. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. . dziwnie znajomy. przy stoliku z blatem z białego marmuru. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy. . a ją .. Ale to jest. Domek pośród sadu. Nie znalazł. . pachniał deszczem. Dostrzegł po lewej ruch. Był wysoki.czarodziej wskazał na blondynkę . rajców wyglądających jak proszalne dziady. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką. Wrażenie było tak niespodziewane. maleńki i skromny. siwe. chodźże. tonął w malwach. iluzja pierwszej klasy. . zupełnie naga. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. . zakrzywiony nos. Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził. Co dziwniejsze.pozostawiając go w zupełnym mroku. patrząc na kołysanie. jabłka możesz jeść. . mój kochany.No. Kwiaty pachną. pszczoła może cię użądlić. chudy. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę.możesz. szukając oparcia.Może później..odpowiedział głos.Już .

skrzywił się Geralt. Geralt? Nadal trudnisz się -. odnalazła mnie. . To znaczy .. .Nic się nie zmieniłeś.Bredzisz. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro.. Co tu robisz. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. Uznałem. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony.Chociażby twoje miano. zajmując jego siedlisko. Nie możesz mówić normalnie? . które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować. Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem. to mogę.Przeznaczenie ma wiele twarzy. zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic. Wiedziałeś? . że należy jakoś go uczcić. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? .Słusznie. W pałacach dźgają się sztyletami.Aha . W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach.rzekł beznamiętnie wiedźmin. Chyba że wiedziałeś o mnie. Stregobor . . Czasem sztorm uciszę. a jak wiesz. inaczej nie przyszedłbyś tutaj. . że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie. .Teraz rozumiem. poza iluzjami. O ile mnie pamięć nie myli. Dotarłem aż tutaj.Stregobor .dodał ponuro . Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. Ucieczka nie zdała się na nic. .Tak nazywał się twórca tej wieży. Można żyć. moja specjalność. w którym mogłem się ciebie spodziewać. dawniej mieszkałeś w Kovirze.Taki jest świat. zmarło mu się coś ze dwieście lat temu.Wiele się zmieniło od tamtych czasów.Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . czasem wywołam. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. która chce mnie zamordować. to pogoda. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy. Robię tu za rezydenta.Nie wiedziałem. w podobnej wieży. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół.Mogę .można było żyć.Jak mi się zdaje.westchnął czarnoksiężnik. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. najdalej pojutrze. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą.Jeśli cię to ma uszczęśliwić. To ostatnie miejsce. . Wiele się widzi podróżując. I pomyśleć.powiedział Geralt. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy.. siny od . . . . . w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom.

Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. a że miał popsutą klepsydrę. Liczyłem na twoją pomoc. Zaiste. . który rozpętał hecę. W rezultacie Idi nie dość. Powiadasz. magiku. i zagładę rasy ludzkiej. który wcale nie był obłąkany. słyszałem.A jakże.Nie nadymaj się jak żaba. Mów. które krwią wypełnią doliny rzek". .Eltłbald. powiedz mu. ścierwojadem. bezmyślną maszyną do mordowania i. Przyzwyczaiłem się. przeklęte. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru. skażone przez Czarne Słońce. co się da zrobić. że ty lubisz potwory.trucizny. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. jeżeli dobrze pamiętam. okaże się strasznym niewdzięcznikiem.Nasze ostatnie spotkanie . nawet królewskich.rzekł Geralt . Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. . . Czego się boisz. liczysz na moją pomoc. odcyfrował napisy na menhirach Dauków.powtórzył z przekąsem Stregobor. Miały być jakoby opętane przez demony. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć. chronisz je i dbasz. ściga cię potwór. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. A teraz. .W dodatku grożąca mnie . bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. co ci grozi. że nie zapłacił mi ani szeląga. Geralt zaśmiał się. powiadasz. która terroryzowała okolicę. na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. ledwo zdążyłem. . Zobaczymy. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości.A ja miałem cię za przyjaciela. Tak wszakże nazywał się mag. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. i to w dodatku grożąca tobie? . Stregobor? Jeśli cię dopadnie. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny. zbadał legendy i podania boboła-ków.

Co ty na to? . . niektórych w ogóle brak.Cóż sprawia.powiedział czarodziej. A co uczyniliście wy. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach. mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. wyzwoliłem od klątwy? Ja.. Ludzi o dodatkowych stawach. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii.uniósł głowę czarnoksiężnik. dlaczego nie ciekawi cię. zamieszać w dynastiach. ale jednak.Widziałeś różne mutacje. to.Co ty mi tu pleciesz? Pytasz. . agresji. popsuć koligacje. Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. Dwie praktycznie w atrofii. Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu.zadrwił Geralt. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego.Brednia .U każdej baby można stwierdzić coś takiego . u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach. .Byłem przy sekcji jednej z nich . potężni czarnoksiężnicy? . w różnych . gwałtownych wybuchów gniewu.powiedział wiedźmin.Zastosowano wyższą magię.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony. pogardzany przez was wiedźmin. By rozbić sojusze. powiadasz . Wewnętrzne organy przemieszane. ludzi z wilczymi kłami. ile z nich odczarowałem. sinoróżowymi strzępkami. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. . Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu. co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia. zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. ile mutantów zabiłem. . jak również kapłańską. aby umocnić waszą władzę.A w dodatku nie do rymu. Wiadomo powszechnie. . a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. których powstydziłby się dziad na jarmarku. . Serce o sześciu komorach. . a także wybujały temperament.Geralt.Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu. . słowem. do interpretacji przepowiedni. nie dawało się jednoznacznie określić. Naszą. Jakaś czerwona gąbka.

zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. Nie zapominaj. Stregobor. we własnym interesie. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. Ich selekcja była nader trudna. . Nie patrz tak na mnie..Co dowód. To był jednak kolejny błąd. . . uwięzione w wieżach szybko marły. . Pomyliliśmy się. . chociaż nie powinienem. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. pani na Naroku. . zwłaszcza tych młodszych. nie będziesz chyba twierdził. . ponad wasz nimb nieomylności. Kolejny dowód mutacji. Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy.parsknął wiedźmin. bo przejęła władzę bardzo szybko. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. Silvena.I wy. zadarłszy nosy do góry. co to niewiele mieli do roboty. na szczęście. magicy.. Dlatego też zaprzestaliśmy je.Nasze wieże. żeby prędko przyszedł taki dzień . Jeśli już o tym mowa. . Co ciekawe. Jedną wiwisekcjonowano.Będę szczery.Niech ci będzie . nie o dziewczynkach. zaczęliśmy izolować. Większość.Wasze słynne wieże . odmawiały jedzenia.rzekł cierpko czarodziej.Nie sądzę.Mam. wiesz dobrze.świątyniach. Fial-ka. Wszystkie sekcjonowano. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia. naście. że bez waszej pomocy się nie obeszło. Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. poskręcała karki.Kłamstwo. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. córka Eyermira. .Nie tylko. to mniej przekonywający.O ile wiem.. usuwać.. że tylko te sekcjonowano? . Wśród królewiczów. i to więcej niż jeden raz. że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? .. Rozumiem. A więc mamy już pierwsze trupy.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia. sukinsyny. Nie masz ich więcej? .Tak twierdzicie wy. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć. przyjdzie dzień. kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. Usunęliśmy kilka.To świadczy źle o was. a jeszcze mniej do stracenia. że były i dalsze trupy. . Mówiono.. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z .

Ani myślę. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka. Zwierciadło Nehaleni. Arideę bardziej interesowały losy kraju. napadach gniewu. . wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite. ma skrofuły. Teraz oślepiony siedzi w lochu."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem. Ale wysłucham cię do końca. Geralt. Żoną Fredefal-ka. że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. a nie uśnie.przerwał Geralt. Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła. . wykształcona kobieta. Aridea postarała się..W Jamurlaku. jaki zrobiłeś. na przykład. . małym księstewku na północy. przepowiadają przyszłość. Stregobor.Tego nie mogę obiecać.Cóż . bądź świadom. jak sądzę . Nie przekonasz mnie do swoich racji. . . byłoby pięknie. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem.warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad. Są i inne przykłady. nie ma ani jednego zęba. . panuje staruszek Abrad. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom.tym dłużej to będzie trwało.Mylisz się.rzekł wiedźmin.Pewno że są . historia zaczęła się w Creyden. jak to określiłeś. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą.. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Wróćmy do potwora. Po wstępie.. Jak wiesz. Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. że historia mi się nie podoba. . Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych.Ze zwyczajowym pytaniem.. .Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . ani tym bardziej do tego. Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. księcia Creyden.Posłuchaj. Są i ślady wybujałego temperamentu. który jakoby ci zagraża. . bo bezbłędnie.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? . choć zawile. była Aridea. . Ech. mądra. A zatem.

. jak mówiłem. Wezwany. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś.. Nie miał na sobie spodni. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. że ktoś otruł Arideę. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. uniósł oczy ku niebu.i zapewne nie przepadała za pasierbicą.ciągnął Stregobor . po to tylko. Mówiłem. że to Renfri. .. łowczym. Potem zaś trudno było znaleźć chętnych.Renfri? . by ją tylko izolować. Poszedłem z tym do Aridei. Dalszego ciągu się domyślam.przerwał znowu Geralt . Stregobor westchnął. że to sam Fredefalk. . Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. była niegłupią kobietą. że mała była mutantem. a Rada wysłała do Creyden mnie. przez ucho. Książę Fredefalk krótko po . że mi go żal . Powszechnie uważano. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. mała była już dość sławna. których przekonała. otruła Arideę. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. Wytropiła małą. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy. . Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami.Ja byłeiri za tym. Aridea. Znaleźliśmy go później w zaroślach. Mieczem nauczyła się robić tak.Urządziliśmy obławę . . ale żaden nie wrócił. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. ale ja sądzę.Tak się nazywała. większość potwierdziła.ale po małej ślad zaginął. by się dowiedzieć. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. kto ukręciłby jej szyję. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem.mruknął Geralt .aby wiadomość o tym dotarła do Rady.Jeżeli sądzisz. zapewne wtedy. Nie muszę dodawać. bo Fredefalk świata poza córką nie widział. Powszechnie nazywano ją Dzierzbą.to jesteś w błędzie. przybyłem potajemnie do Creyden. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. Wolała. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki.Jasne . ale księżna zadecydowała inaczej. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać. I tobie przy okazji też. który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians.

że nie zapomniała o mnie. odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. jak to robi. . spartaczyłem. Ale masz rację. Faworytą długo nie była. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy.skomentował Geralt. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem.W tym czasie . . . Wnet okazało się. sześć łokci na dziewięć. . To też musiała być robota małej.Nie ja. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. Geralt. To musi być cecha jej mutacji. Mówię ci. Ale wówczas ja już byłem w okolicy. Nie wiem. Ona jedna. że porznęli się nożami. że nazajutrz tenże najstarszy syn. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. . Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili. ślady zacieram dobrze. Jego ojciec. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. Jakoś tak wyszło. a miała już wtedy siedemnaście lat. Nie moja specjalność. ale i tam mnie odnalazła. Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. nie wiem.Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. Spuścił synowi lanie. okazał więcej rozsądku.Kwestia gustu. Tym razem uciekłem do Angrenu. . dość. panował w owym królestwie. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. już sierota i pozbawiony rodzeństwa. Mówię: "małej".Znaczy się. stary rozbójnik. I była nieźle wyrośnięta.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. Znalazła mnie znowu. Gdy zapadła w letarg. asystował mu starszy syn.Partacka robota . Przeżyła tylko Dzierzba. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze.To było do odczarowania. jaką odegrałem wtedy w Creyden. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. . bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. jest niebrzydka. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów. do pierwszego przewrotu pałacowego. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie. szumnie mówiąc.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. Jego błąd polegał na tym.

rozumie się. że szykuje coś poważnego. Jest właśnie potworem. nie znam miejsca. . Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj.czarodziej uniósł różdżkę. Widziałem ją w krysztale . byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt. nie może być przypadkiem. Przywnozłeś tu kikimorę. Tak. . Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę. Dzierzba jest gorsza od kikimory. . To. Zwróć się do wójta. ale znowu mnie wytropiła. że uodporniła się na magię. a Dzierzba dla przyjemności. jestem tu zupełnie bezpieczny. gdzie mógłbym się ukryć. która postępuje. mutantem.Już ci mówiłem. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą.sumienia? .Nie jestem najemnym zbirem. .Nie.Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . To przeznaczenie. jakiej zażądasz. . Nie potrzebuję obrony. Okazało się jednak. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie. prowadzi bandę.Co masz na myśli? . historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie.Napluć mi na prawo. w Blayiken. . na wójta i na jego pomoc! . na Łukomorzu. . Kikimora zabija z głodu. . ja nie mam już dokąd uciekać. . to znak. Geralt. Miałem spokój przez rok. a ja zapłacę ci każdą sumę. ja się do tego mieszał nie będę.Za pieniądze zabijam potwory. do straży miejskiej.Ona nie jest człowiekiem.wybuchnął Stregobor. chroni cię miejscowe prawo.To chyba oczywiste. Zabij ją. Stregobor. Zabijesz ją. urzeklętym odmieńcem. chcę.Tak.To nie jest możliwe. Bestie zagrażające ludziom. Jesteś miejscowym czarodziejem. Wiedźmin uniósł brwi. .Jest. . W granicach rozsądku. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. Nie miałem takowych. nie mam zamiaru siedzieć tu do końca . Nie ludzi. Ale co mi z tego. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją.Zbirem nie jesteś. zgoda.Nie jest sama.

Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. przechylając się przez kontuar. ale wiedźmin wiedział. Geralt.Nie. Stregoborze . miejscowi i przyjezdni. . .Wytęż pamięć. Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. Stregobor.Geralt . trzeba było przewidzieć konsekwencje.Jeżeli zdążysz. . większe. . jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu.rzekł poważnie wiedźmin wstając. . reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. Zobaczymy się jutro. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? .kiedy słuchaliśmy Eltibalda. magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. Poczuł głód. potężniejszym czarodziejom. Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. III W "Złotym Dworze". odwagę kapitanów i wdzięki syren. Czas na mnie.Proszę cię. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. Czarnoksiężnik milczał.One siedziały. póki żyje. Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. Goście. średnie. wiem to. Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. było ludno i gwarno.Mniejsze. wielu z nas miało wątpliwości. Setniku .Może . Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. Dzierzba nie zrezygnuje.powiedział Stregobor . Woźnice i rybacy pili tak. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. . . Wiesz co. nie samo dobro czyniłem w życiu.Zło to zło. proporcje są umowne a granice zatarte. . Nie jestem świątobliwym pustelnikiem. to wolę nie wybierać wcale. że w Blaviken już zmierzcha. .swoich dni.powiedział czarodziej. równocześnie zniechęcając nie mających.rzekł Caldemeyn do karczmarza. wszystko jedno. by być słyszanym poprzez harmider.Sześciu chłopa i dziewucha. . Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. te ostatnie malowniczo i w szczegółach.

Chcę się widzieć z Dzierzbą.Co to za jeden? .Tu. nie było wśród nich.Spokój. . przepasany na krzyż pasami.Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. zmierzała do wielkiego finału. a wszyscy przy mieczach. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn.Będę uważał. z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew. Czarno. . . Widziałem ich na rogatkach.kiwnął głową wójt. Piosenka żeglarzy. o kogo mi chodzi. Złotem płacili. jak rzekliście.wrzasnął ten. jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. . odziani. sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami. Przyprowadzę ją tutaj. nawet dziewka. sztywną i lepką od brudu.We mniejszym alkierzu.Wiesz dobrze. opierając łokcie na stole. .Prawili. wobec nich wszystkich.czarno odziani w skórę nabijaną srebrem. .powiedział człowiek z blizną.Znasz go.powiedział człowiek z blizną. . który dostrzegł go pierwszy.To jakiś albinos . Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. której się spodziewał. novigradzką modą. wójcie . Vyr.powiedział Geralt.Pójdę sam . wycierając kufel w pasiasty fartuch.Ano . Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach. . .Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. spocony. nie chcę tu awantury. Nimir . . przynajmniej na razie. bracie? Kto to jest Dzierzba? .zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący .spytał półnagi osiłek.Z kim. . Tej. chcesz się widzieć. Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza. . łysawy. . mówisz. Ale uważaj. . .Nie znam . że na jarmark przyjechali. . Siadaj. nasadę nosa i prawy policzek. Nohorn? . w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób.Może i dobrze.Czego? . Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło.powiedział wreszcie. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach.

.zazgrzytał Tavik. Chcę się widzieć z Dzierzbą.Powiedział.Najemny czarownik . wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa. Takich powinno się palić. . Ludzie gadali. Z Renfri.rzekł spokojnie wiedźmin. .Nie . bracie.A mnie. takie skrzyżowanie pająka z krokodylem.powiedział krępy. . to nie.powiedział półelf. . Tavik? .powiedział Nohorn.Nie lubimy czarowników .powiedział nagle ten z. . Delikatne rysy. mutant. . warkoczem. No. Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór. . Tavik . A w jakimże to celu. Przywiózł jakiegoś smoka na handel. że nie. jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę.On chce się widzieć z Renfri. . brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. bracie. Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi.Co tam mamlesz. .Ja go już gdzieś widziałem . gdzie go widziałeś. .Słuchaj no.Wiem .spytał ten goły. ci zaś postąpili krok do przodu. nie odrywając od Geralta . mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu.Hę? Civril? . co masz do powiedzenia i wynoś się.Spokój.obok Nohoma. Piętnastka. .zarechotał goły do pasa.rzekł Nohorn. Piętnastka .Kuglarz za garść srebrników. mów.Już wiem. Civril przed chwilą strasznie cię obraził.Albinos. Masz okazję sam się wynieść. można wiedzieć? . . że to wiedźmin. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz.Nie można. gdzie go widziałem! .Tobie nie mam nic do powiedzenia. Mówiłem.Nieważne. . chłopcy? . wybryk natury.Przed domem wójta.Co to takiego jest. wyzwiesz? . Nie skorzystasz. Na razie.Nohom rozejrzał się po komr panach. bracie. . to wyniesie cię obsługa. Obraza praw ludzkich i boskich. Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków. wiedźmin? . . wybryk natury. .Słyszeliście.

. . .Coś mi się zdaje.Zasrany tchórz . dziwolągi? . że cię stąd wyniosą. a będziesz szukał swojej ręki na podłodze.ciągnął 'monotonnie Nohorn. Mówiłem. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. Hej. wygląda na miecz. Milczący bliźniacy dobyli . . takiej obrazy nie możesz puścić płazem. Wiedźmin nie zareagował. . łapiąc za miecze. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem. .uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. To. Zróbcie miejsce. czy jakoś tak. cisnął na stół. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie.Ciągnie swój do swego . unosząc pięści. Geralt położył dłoń na rękojeści miecza. to świętość! Piętnastka wstał ochoczo.Twoja matka.Co on mówił o matce Civrila? . nie przestając się uśmiechać.powiedział. jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie. . niż myśleliśmy. Piętnastka.Że też ziemia nosi takich jak ty. którego uwadze to nie uszło. Civril. odpiął miecz. jak zrozumiałem. opierając podbródek na splecionych dłoniach.Jeżeli masz jakieś wątpliwości .rzekł spokojnie Geralt. jak widzę. . co masz na grzbiecie. Piętnastka zbliżył się. Wypiął pierś. Kto was płodzi.Jeszcze krok.to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. jeśli łaska . .Ale ja przynajmniej znałem moją matkę. bracie. Nohorn i Tavik zerwali się. splunął i postąpił krok do przodu.parsknął Tavik. .odpowiedział półelf. Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny. czy wypada słuchać. . że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty.No. . . Tu ich jest więcej niż jeden. Że się puszczała.zmrużonych ślepi.Możliwe .Coś strasznie obrzydliwego.Uważaj . taka jej mać. że oni trzymają się razem.Więcej tolerancji.powiedział Nohom . zaśmiał się gromko. Nohorn. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach. a wiadomo.

Civril przestał się śmiać. śmiał się. . z którym tu przyszedłeś. .Zamknij się. Nie poruszył się jedynie Civril.zahuczał Piętnastka. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. chłopcy . W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego.Co tu się wyrabia. Stała opierając się jedną ręką o drzwi. I bez awantur. U lewego boku miała miecz. Renfri . Piętnastka cofnął się. Jutro jest dzień targowy. Wy bawcie się dalej. . Geralt nie zdziwił się.Chce ze mną porozmawiać. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark.To wiedźmin . .Niech cię. .warknął Tavik. rżeniem koni i zapachem krwi. . . Nie chcecie chyba.bąknął Nohom.wykrztusił mieszaniec. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia.Chciał rozmawiać z tobą. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. to nie zbrodnia. wydarzenie! . u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy. jaka zapadła. . rozległ się cichy. asymetryczna ... Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte.To czarownik! .Wyjdźmy do większej izby.No to co? . Civril.Nie lubimy czarowników . Natychmiast.Zaniemówiliście? . paskudny chichot. nieco poniżej uszu.Spokojnie. dołączmy do wójta. Civril.swoich jednakowymi ruchami. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach. w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem.Ważne. Natychmiast. On pewnie także chce ze mną .przerwała ciszę Renfri. wyciem mordowanych. psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. Coś. Prawie dorównywała mu wzrostem. .z lewej strony sięgała łydki. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry.No. .powiedziała dziewczyna. Jej spódnica była nierówna. wciąż rozwalony niedbale na ławie. białowłosy .No to co? . .

A to.przeczytał wiedźmin na głos. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są. wsadzać do jamy. A to jeszcze.powiedziała Renfri. . panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie. Ale pieczęć wygląda na autentyczną. jako Renfri..Wszem i wobec oznajmiam.Słuchajcie. Postawił ją Audoen.rzekł twardo.spytała cicho Renfri. czekający przy kontuarze. . wasz miłościwy pan. Caldemeyn. Niezależnie od tego. skutek może być dla was opłakany. . Pojęliście. Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. .Bo jest autentyczna . .rozmawiać.Jeśli je naruszysz choćby na piędź .. I więcej nie mówcie do mnie: "panienko". Audoen. za zwykłego zbója bywa uważany. Jak to się nazywa.. nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem.. czytał długo. jeśliście gramotni. wójcie. . panienko. wyrywając mu pergamin. . wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. wasali i poddanych wolnych . wyprostował się. albo was wsadzę do jamy.Przeczytajcie to sobie. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem. potem bez słowa podał go Geraltowi. jak się to pisze. księżniczka creydeńska. Geralt. król."Do moich komesów. prę. I co z tego? . Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. . jakby chciał splunąć . że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią. co was sprowadza do Blaviken.Prewencyjnie. Nie będziecie mnie.Caldemeyn wyglądał. również niezbyt grzecznym tonem. pani . . Ani mówić do mnie: "panienko". Chodź. Klnę się na wszystkich bogów. mości wójcie. . Żadnego prawa nie naruszyłam.Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii. Caldemeyn wziął pergamin. splótł ręce na piersi.. tegdy gniew nasz ściągnie na siebie.Właśnie. kto by jej wstrenty czynił. . Geralt? . Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić." "Wstręty" pisze się inaczej. Na razie. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam.Może.

że ja widzę inne możliwości. ospale. .powiedziała. . którym przyświecał sobie na schodach. .Słyszałam o tobie . a właściwie zanim Stregobor umrze. białowłosy wiedźmin. zanim jeszcze zbliżył się do drzwi.Z tobą. Stregobor to twój przyjaciel? . Przekroczył próg rozmyślnie wolno. wiedźminie. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu.Stregobor jutro umrze .To upraszcza sprawę. Dzierzbo. trzeba czegoś więcej niż słowa. .Nie nazywaj mnie Dzierzbą. Zdmuchnął kaganek.Nie. wetknął go z tyłu za pas. co miałaś mi do powiedzenia? . . W izbie było ciemno. Wyjął sztylet z cholewy. Ładna chociaż ta Libusze? .Byłoby mniejszym złem.Jesteś Geralt z Rivii. powoli zamknął za sobą drzwi. Geralt wiedział o tym. Ale teraz już idź. . przygniótł go do pościeli. Geralt oparł się o kontuar.rzekła cicho. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. . Libusze czeka.rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła.Renfri dotknęła ramienia Ge-raita .Nie spóźnię się. . Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. Nie dla wiedźmina. W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem. Nacisnął klamkę. Rzecz w tym. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku. to skromnie powiedziane. Warto by to obgadać. lewe .Kilka. Nie lubię tego. Oczy Renfri zwęziły się.. Libusze czeka.To wszystko. gdyby umarł tylko on. ale cóż.jeszcze słowo. . . umrze jeszcze kilka osób. . .Nie zanadto.Nie spóźnij się na kolację . Nie widzę innej możliwości.Nie.Jeśli. wiedźminie . odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy.Żeby mnie nastraszyć.

powiedziała. Druga: zostaniemy w tej pozycji. . pij. . wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach. nie pomoże ci twój list . Słuchaj. sięgnął po sztylet. co może dać taka rozmowa. Geralt. . .Zapal świecę . psiakrew .Początek całkiem niezły . ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! . obudzisz cały dom. . Sytuacja jest jasna. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. Jeżeli to zrobisz. Zabierz rękę z mojego gardła. . poprawiła włosy i spódnicę. są dwie możliwości. leżąc pod nim bez ruchu.rzekł Geralt zimno.Ja nie widzę po ciemku jak ty. ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. że tak prędko będziemy oboje w łóżku. Dzierzbo. . Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. . w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? . . że przyniosłam .To ty . żeby go dostać.Ciszej.odezwała się stłumionym głosem. .powiedział Geralt.Zaraz.Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł. Doceń to.zaśmiała się. . . Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość. Coś było nie tak.Nie. Podeszła do stołu. usiadła. wstała. .Nawzajem. a lubię widzieć swojego rozmówcę. ale nie sądziłam.Jakiś ty niedomyślny.Może przejdziemy do rzeczy? . Dziewczyna westchnęła. Nie miała żadnej widocznej broni.To ja. łaziłam po dachach jak kocica w marcu.Masz tu coś do picia? .Jest prawie północ . stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki. . jeśli łaska.przedramię wraził mu pod brodę. Czy dowiem się nareszcie.poderwała głowę. musiałabyś ' go tam oblegać.Tyle że nie wiem. Żeby to z tobą omówić. . Twoje zdrowie.Doceniam . szczupła.Nazywam się Renfri. Nie wydobył go. zwinna. wysoka. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży.W takim razie dobrze. wiedźminie. Masz.Liczyłam się z tym.

. które mogą temu zapobiec. Audoen nie będzie cię chronił. ale nie do tego stopnia.Moja słodka tajemnica. bo reszta pochowa się po piwnicach. musiałoby być naprawdę nieliche.Renfri spoważniała . Czy wyobrażasz sobie. białowłosy. Istnieją argumenty. straż. Ale. którzy co krok potykają się o własne halabardy? .Zamieniam się w słuch. Ultimatum. co się stanie. na przykład.Na czym takie ultimatum polega? . . .powiedziała Renfri . Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. Wójt.I nie wątpię . to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się. kto wie.to sam Stregobor. ukazując drapieżne białe zęby. a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. . mieszkam u wójta. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. jeśli wystąpi przeciwko mnie. który dałby radę siódemce z mieczami.żelazny. Konkretnie. Spróbuję zgadnąć. których nie można odeprzeć. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz.A czy ty. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec.Kto wie. Tego żaden człowiek nie dokona. wiedźminie. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. . Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum.Niech ci będzie. wyobrażasz sobie. jeśli otwarcie złamiesz prawo.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci. . . jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. dzwonią zęby. istnieją propozycje nie do odrzucenia.Jedna . które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki.Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. Stregoborowi.Ćiekawam twej przenikliwości.że staniesz. tridamskie ultimatum. kto to taki. .Całe Blaviken. Nie ma na świecie wojownika. białowłosy. kiedy mówi o tobie. Wątpię jednak w jego skuteczność. . znają się na swoim rzemiośle. . Renfri. . są dwie osoby. przestańmy straszyć się nawzajem. Tyle że pewnie sam. Do takich należy.

Zamilkła na chwilę.Geralt . Kiedy złapałam wszy. Czy wiesz. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. . Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. Ty sama. smród. a może przedtem obie nogi. to się zobaczy. ale w Creyden. kije i kopniaki. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. by mnie nie zabito. Renfri. bułanego kucyka. co ja mówię. Rzucali uroki. Klejnoty i błyskotki. że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. sukienki. Geralt spojrzał jej prosto w oczy. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. batyst bezpowrotnie utracił biel. Majtki z batystu. przy samej skórze. Pięknie. próbowali otruć. nie wiedząc. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. raczej obrzydliwie. głód. . I tak było aż do dnia. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. Ale przedtem zgwałcił. Nie spuściła wzroku.To ty.Sukienka podarła się.podjęła. w porę zakrywając usta dłonią. nawet prosić nie potrzebowałam.Gówno tam. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę.ja byłam księżniczką.I to był koniec księżniczki . Potem spoważniała. Cieszy mnie. Renfri. sukinsyn.Zabijałam.Nie. poradziłam. . buciki. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. czy mnie nazajutrz powieszą. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty. Służbę na każde zawołanie. Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. A potem był brud. Wykażesz iście książęcą. złote rybki w basenie. bawiąc się medalionem. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową.powiedziała .ciągnęła. nieprawdaż? . Nigdy już nie odrosły mi porządnie. . większy od tej twojej izby tutaj. by nie zdechnąć z głodu . w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu. nasyłali morderców. . o czym tylko zamarzyłam. . Miałam wszystko. Zlitował się i puścił mnie.Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? .Kradłam. . Lalki i dom dla nich..

To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri. nie czyniąc najmniejszego wysiłku. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. A teraz mam dla czarownika. . . Stregobor to okrutnik. Ale to cię nie powinno obchodzić. a ja nie pożałuję złota. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. że zabiłeś kikimorę. . Dał mi emetyk. według ciebie. nie wiedząc. obrońca ludzi. Ciebie czarownik wpuści do wieży. które zaczną tu hulać.rzekła. która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. Ale przeżyłam.Sporo o mnie wiesz. miałam dla niej ułożony specjalny program.Oho . .Waśnie. . psiakrew? Mówią. dopóki mogli. Dzierzbo. A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. Strebobor jest gorszy niż kikimora. że umiera.Renfri .Nie jestem sędzią.Nie jesteś . Później przestali móc. zasłużył na śmierć? Powiedz.Jesteś wiedźmin. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. Możesz go zabić miłosiernie. potwór. a wtedy go zabijesz. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. Uratował mnie pewien gnom. których chronisz od Zła. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora.. zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem. znienacka. Umrze. że wywrócę się na nice jak pończocha. Przywieź mi go na osiołku. Geralt. miała szczęście. Nie wydaje ci się. gdy staniemy przeciw sobie. Mówiłam.zgodziła się z uśmiechem.powiedział spokojnie Geralt. Jestem wiedźminem. . że proponuję mniejsze zło.Owszem. . że jej wcześniej nie dopadłam. Mówiłam. bo taką ją bogowie stworzyli. . Wręcz przeciwnie. maniak. .Nie jestem najemnym zbirem.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? . Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. jednym pchnięciem. po którym myślałam. . by przykryć uda spódnicą. Drugą jesteś ty. A ja mu tego nie gwarantuję. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. która właśnie nalewała. ja sama stałam się myśliwym. .Jesteś wiedźminem czy nie.

bardzo krótki. Geralt . . a jak smutna. . . . skutki bywają straszne. to śpiewam. Ach. zdjęła nogi ze stołu. . po czym rysy stwardniały jej znowu...Bo i skąd mam.Rozumiem twoje wahanie . więc dobrze.Geralt milczał.Nie wiem. Skażona w łonie matki. . dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić. Jak kogoś nienawidzę. . wtedy w Creyden. psiakrew.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. krwawię. boli mnie brzuch. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec. . Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry.powiedziała. . a jak.Są propozycje. Jak się obeżrę. głowa.. to zabijam.Renfri.wybuchnęła. bo byłam dziedziczką tronu.Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka.Dokończ.Czy wiesz. bo ja również poważnie cię ostrzegam. . dość tego. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . których nie można odrzucić.. co mówiłam? .Potworem. Oczy jej rozbłysły. Zastanów się dobrze. Mam być jakoby przeklęta. . Mam być. I potraktuj mnie poważnie.. .Pamiętasz.szepnęła. klnę. .To chyba oczywiste . wyglądała na bezbronną i załamaną. Renfri milczała przez czas jakiś. Dziewczyna opuściła głowę. I bardzo smutną. bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi.. Twoja odpowiedź wiedźminie. i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. . .A jesteś? Przez moment. Jak jestem wesoła.Zastanowiłem się dobrze. a jak opiję. Krwawię też co miesiąc. moja właśnie do takich należała.spytała po chwili milczenia.No. nie o tym mówię. . psiakrew. ale tylko na moment. Poważnie cię ostrzegam.Moja odpowiedź brzmi: "Nie". Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do.

to takie. . niekiedy bywa tak. Zrezygnuj z zabicia go.Czy Stregobor prosił cię. w cieniu. że jednak jestem potworem. powiadasz. by doszło tu do walki i rzezi. mutantem i odmieńcem. .Geralt . Bardzo Wielkie Zło. wiedźminie. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu.Czy mogę przyjąć. prawda? Udowodnię tym samym. Czy tego chcemy. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. Uważał.Dlaczego? . albo ja. racji. Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach. ale my nie możemy wybierać go sami. albo tamto. nieludzkim . minęła tymczasem. krwiożerczym potworem. Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. bratku. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje. .A północ. że to będzie mniejszym złem. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. szukam prawd ogólnych. czy nie.Do niczego. . i nie tylko jemu. . jak to północ. ale tylko częściowo.A jeśli ci powiem. Istnieje tylko Zło i Większe Zło. że nic już nie może cię zaskoczyć. choćbyś myślał. po czym usta skrzywił jej grymas. .Najwyraźniej ja wypiłem za mało . masz rację. . że mu odmówiłeś tak jak mnie? .półkule widoczne w rozcięciu kaftanika.Bo nie wierzę w mniejsze zło.Czy mogę wiedzieć. trochę mniejsze". . i nie tylko jemu. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. nie pozwolę ci na to. ze się mylił. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz. że nie jesteś nieludzkim. bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. . do czego zmierzasz? .Nie wierzysz.Tak.Możesz.powiedziała. W ten sposób udowodnisz jemu. stoi Bardzo Wielkie Zło. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. Widzisz. Wypiłam trochę i filozofuję. Nie pozwolę. Udowodnisz mu.wiedźmin uśmiechnął się cierpko. Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. a za nimi oboma. Geralt. Renfri uśmiechnęła się lekko. I widzisz. Przejdźmy do konkretów. Geralt. abyś mnie zabił? .

że rano ledwo zwlekałam się z barłogu.spytał wiedźmin cicho. . I później za każdym razem było tak samo. prawie szeptem. . Spodobałam mu się.powiedziała nagle dziewczyna wolno. . że nie istnieje mniejsze zło.A ty? .. mi. . wpatrzona w migoczący krążek srebra. wiedźminie. mrugnęła' kilkakrotnie. jak kmieć gulgocze i krztusi się. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy. Jutro wcześnie rano. nigdy. Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa.. prał mnie tak. zdziwiona. kiedy chciał mnie mieć. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. poczułam. . sam. Gdyby było inaczej. a wręcz przeciwnie. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze. Nigdy nie będziesz wiedział. tak dobrze. i poderżnęłam kmieciowi gardło. Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał.zdrowa. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały..Twierdzisz. błyszczał medalion z paszczą wilka... Kosą. złe słowo. Żal mi ciebie..powiedział Geralt. jak wierzga nogami. ale powtórzę. któż by tracił czas na zemstę? . ale odjedziesz żywa. Stoisz na placu.Kim jesteś? . . I widzisz. taki bardzo samotny. wyglądała na przestraszoną.Ja też nie umiem wybierać.Geralt ścisnął medalion w dłoni.Żal mi ciebie . słyszysz.. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć.Zimno. nigdy nie będziesz miał pewności.Niezależnie od twoich racji i motywów. Geralt. że aż. Odeszłam raźno pogwizdując. bardzo krótki. . bo nie umiałeś dokonać wyboru.Renfri . wesoła i szczęśliwa. na bruku zalanym krwią. błyszczały perły w wycięciu kaftanika. Nie umiałeś. Któregoś razu wstałam. ale dokonałeś. tak jak nakazał wójt.. za każdym razem.Renfri! . gdy było jeszcze ciemno. . słuchając.. Już ci to mówiłem. A twoją zapłatą kamień.Gdzie jesteś? . wirując na srebrnym łańcuszku. patrząc. że aż. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. i że jest mi dobrze. Przez moment. czym jestem.Jestem tym. .

szarpnęła klamrę pasa.Co ty. Mam ci powiedzieć wprost. że masz stracha. czy sam się domyślisz? Geralt. O ile nie jest porządnie wypchany słomą. Zwykły drwiący.Geralt? . jak widzisz.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli. by nie spotkał cię los wolnego kmiecia. . . wstała. wyczuwam ziarnko grochu przez siennik.Wolę założyć. Położyła mu nogi na kolanach.Geralt uśmiechnął się mimo woli. nie odpowiedział.powiedziała nagle ostro. że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna.Pewnie że tak. Ech. Po ciemku mogę spaść i potłuc się. psiakrew. . Nie mam przy sobie niczego ostrego.Ściągnij mi buty. Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem. gdy odstawiała pusty kubek na stół. Jestem księżniczką czy nie? . . Nigdy.Czy to. Jestem księżniczką. . Bosa. co się chce. Co ty na to? .Renfri . Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot.Jestem. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. . . Nalej.Ten cholerny dach jest stromy. figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi.Tutaj również niczego nie ukrywam.To batyst? . .Co? . wiedźminie. jeśli jeszcze coś zostało we flaszce. że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia. przystoi księżniczce? .Renfri? . mam delikatne ciało. Zgaś tę cholerną świecę. Wolałabym wyjść o świcie. czego mi się chce. wciąż uśmiechnięty. rzecz jasna. Zresztą sprawdź sam.. . psiakrew.Wygrałeś . co mówisz. Ani tutaj. białowłosy.Wygrałeś.

karczmarza ze "Złotego Dworu".W Tridam. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril. Ich kamraci. to nie myślę. wycierając talerz chlebem.Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark. Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . bijatykę? . ja chcę na jarmark! . by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków..Gdzie? . Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych. nie sądziłem. . że tak gładko pójdzie. Wypytywałem Setnika. Geralt. . Nawet jeśli nie. a wtedy oni zaczęli mordować pątników. Audoen. .nudziła monotonnie Marilka.Aha? .V . ma się rozumieć. nie muszę się głowić. że wyjeżdżają.Tata . posyła na szafot za byle co. po kolei. To nielicha zgraja. z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej.No. . . jakie w życiu zrobił. Jednym słowem. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców. Ja mam żonę. również. nie myślałem. odmówił. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. dobrze się stało. .Tak. Niektórych rozpoznano.Nawet. którego wołają Piętnastka. Zanim baron zmiękł i zwolnił . tata! . Geralt. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło.Ten ze szramą na gębie to Nohom. córkę.Tata.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt. Tak trzy lata temu. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam. Robiłem dobrą minę. Baron. Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy. Ten czarniawy półelf to Civril. Ten byk.Więc jak mówisz. A jak to się właściwie stało? . dobrze mi na moim urzędzie. dawniej przyboczny Abergarda. to bardzo drażliwy król. było to w czasie Święta Nis.burknął Caldemeyn..Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak. jednego po drugim. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne. kto nie słyszał. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów.Cicho. skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy. zbój i zawodowy morderca. Marilka . o tę novigradzką kompanię. bo Marilka miała dwa latka.

Renfri. w tych murach. . to prawdziwa pułapka! .To nic nie da. spuścili z prądem ponad dziesięciu. . Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. .Cicho. Będą się bronić. że mniejsze zło wybrał. Tak nie wolno. tam będę miał na nich oko.Nie rozumiesz. nie możemy ich ruszyć.szepnął wiedźmin. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. precedens to był albo jak.Co? . tak jak zmusili barona z Tridam. Caldemeyn? Oszukała mnie.Trzeba ich powstrzymać. jeśli niczego nie przeskrobali.. . inni wszczęli rwetes. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. Dobrze. że uległ. babo! Geralt! Siadaj! . Zaraz. . Zwołaj strażników... Możesz się mylić. To zawodowcy.Mówiłam ci! .To będzie bezprawie. jedni mieli mu za złe. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór. zbiorę straż. Gdy będą wychodzili z zajazdu. Nie mogę na to zezwolić. Geralt! Siadaj! Dokąd. poleje się krew.Trzeba wybrać mniejsze zło! . bądź rozsądny.Caldemeyn. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. .. .krzyknęła Libusze. zapłacę głową. Nie wyjadą. dopiero gdy aż tylu zabito.Geralt. dzieciaki. nie popuścić ni na palec.. za łby ich i w łyka. jarmark. Caldemeyn.Na wszystkich bogów. Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży. zanim ludzie wejdą na rynek. wyrżną mi ludzi.. . Albo mnie zmuszą do.Tridamskie ultimatum . pójdę na targ. nie zapobiegniesz panice i rzezi. Baron na sądzie prawił. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku. .. Wasz rynek. póki rynek jest pusty. że bardzo wielkie zło uczynił. i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. Jeśli dojdzie do Audeona.tamtych z lochu. przerażona krzykiem. baby.Co? .. Geralt? Marilka. .Mówiłam! Samo zło przez niego! . że prę. zachlipała wtulona w kąt kuchni. Jeśli tłum wejdzie już na plac.

Wiedźmin szedł. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. Na rynku zaczynało się ożywiać.Ani kroku dalej. . czym jestem.Aha .Akurat.Później. . zmierzał prosto na nich. Masz jakoby wiedzieć. . popatrzył na słońce wychodzące zza drzew. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy. chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem.Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz. . pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem. Civril uniósł kuszę. . Starannie ułożył bełt w rowku.Konie jak. Stukał młotek. . Daj mi kuszę.Gotowe. Zgarbił się. mniejsze". . . naciągając rękawice.spytał Nohorn. I ochotę. . Wybieraj. wiedźminie! Geralt zatrzymał się.powiedział Civril. . zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. Będziesz miał później czas.Mów. turkotały wozy i wózki. które brzmi: "Jestem tym. Wiedźmin kiwnął głową. wchodził między stragany. napiął cięciwę.Pod wieżą. składa czarownikowi pewną propozycję.rzekł nagle Piętnastka. VI Civril. Nohorn. Tavik? .Wypadałoby coś zjeść. potem uniósł rękę. Klinga błysnęła. Civril popatrzył na niego koso.Pierwsza rzecz to posłanie.rzekł Piętnastka w zadumie. Civril. przydeptując stopą strze-miączko. o co chodzi. . Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy. ale nic nie powiedział.. .Będzie więcej.Renfri miała rację. opisując łuk nad jego głową. Wiedziała. głośno wrzeszczały mewy. . Albo ja. albo tamto drugie. ze tu przyjdziesz. . wciąż ich mało na tym rynku. piał kogut.Patrzcie . . osiodłane. przysłaniając oczy dłonią.Piękny dzień się zapowiada . .

ale wiedźmin przemknął obok. skracając dystans. jego chód. grupa zwarła się ramię do ramienia. tracąc wiedźmina z pola widzenia. rozmazany kształt. rzucił się na spotkanie. nim zdążył unieść miecz. Nimir dostał w skroń.. Zaklął. sucho trzasnął o dach.Więc jednak. Vyr. . zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. okrążając ją po zacieśniającej się spirali.skomenderował Civril. Wiedźmin szedł.Odbił. zderzyli się barkami.Nie rozbiegać się! . bezwładnie. zahurkotały przewracane stragany. Półelf uniósł kuszę do policzka. na moment tracąc rytm. Wiedźmin przyspieszył kroku.. którą poleciła ci przekazać. by wyhamować. zadziwiająco płynny i miękki.. Tavik nie wytrzymał. że ten mija go z lewej strony. zgiął się wpół. Szczęknęła cięciwa.. . .stęknął Piętnastka.Odbił w locie. że grupa rozpada się zupełnie. Wiedźmin szedł. biegnąc w przeciwnym kierunku. ciężko. . Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz.nie na wprost. bełt wyleciał w górę koziołkując.W kupę . Wystarczyło. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. wzbił się kurz i krzyk. Syknęły miecze dobywane z pochew. . Tavik był pierwszy. ze pada. Odkręcił się i stwierdził. Za nim skoczyli bliźniacy. ale w bok. Zadrobił nogami. najeżyła ostrzami.wrzasnął Civril kręcąc głową.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. teraz nagle dostrzegł. Civril zaśmiał się paskudnie. na kolczastą od mieczów grupę. cięty przez całą szerokość piersi. . Już na kolanach. Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. . Prosto między oczy. odskoczył w bok widząc. wiedźminie. wpadli na siebie. z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. Zrobiło się bardzo cicho. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. Ona i to przewidziała. przeszedł w bieg . Wiedźmin machnął mieczem. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. zadudnił w rynnie. upadł. złowrogo.

by zajść wiedźmina z tyłu.Nie byłoby. biegnąc półkolem. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. Piętnastka! . że właściwego? .. płasko. kocim krokiem. nogi ugięły się pod nim. Nie poczuł uderzenia. że pod kaftanikiem ma kolczugę. ledwo zakrywającą biodra. powyżej łokcia. Oba ciosy zostały sparowane. elf zamaszystym cięciem z wysoka. musiał przyklęknąć Podrywając się.Z lewej. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. w bok szyi. nie zdołał. Tłum. obwarzanków i ryb. potknął się. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. momentalnie odskoczył. że rzuciło go w tył. wymijając wózki i stragany. złożył się do ciosu. utrzymał na nogach. Powiedział. Opuścił głowę na kolana. tak zamarł w czerwonej kałuży.Dokonałeś wyboru . krótką. symetryczne do starej blizny. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. zaatakował z półobrotu. chciał wstać. tuż pod ucho. Dostał raz. złożył paradę.Nie będzie tu drugiego Tridam .rzekł Geralt z wysiłkiem. Piętnastka obrócił się szybko. Geralt stał nieruchomo. a on i tak nie wyjdzie z wieży. nisko. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. . . wytrzymał. który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. Nie dość szybko. Civril odbił się plecami od straganu.stwierdziła. Na rynek weszła Renfri. Civril odskoczył. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. nie trafił. tak silny. Dostał cięcie przez twarz. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu.ryknął Nohom. Zobaczył. przez brzuch. Stregobor wyśmiał mnie. wtedy dostał drugi raz. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. Wyprężony. Wózek potoczył się. Nadchodziła wolno miękkim. z mieczem w opuszczonej ręce. ścichł. za wolno. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. zatrzymała. potrząsnął głową. przeskoczył padającego Nohorna. Nohorn z przyklęku. wśród porozrzucanej kapusty. Odbił cios.Jesteś pewien. . I . oburącz. Upadł na klęczki.

z bliska. Zawirował w piruecie..Nie.. . białowłosy. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu.Ale ja. czym jesteśmy. rozkołysanym krokiem. Geralt . cięła płasko.powiedziała. Tylko miecz. Ty i ja. krótko. spódnica furknęła w powietrzu. Geralt. Geralt cofnął się. uniósł dłoń. Jesteśmy tym. tak że poczuł jej oddech. Ruszyła na niego lekkim. Renfri odskoczyła. Wpadła na niego. związał obie klingi krótkim młyńcem. Geralt odskoczył. zakręciła nią^w powietrzu. połyskiwał miecz. próbując wytrącić jej broń.Odejdź stąd. cisnęła spódnicę prosto w oczy.. odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. Co tak patrzysz? Tak. Ty dokonałeś wyboru. złożyła się do uderzenia z góry. wliczając w to ciebie. zrobił szybką fintę i zaatakował.. wyprostowanej. Znała tę sztuczkę. odbił klingę lecącą ku jego skroni. Zaśmiała się. Po prostu nie mogę. mierząc w twarz.Renfri. ja. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. Kolej na mnie. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. Geralt.nikogo. tkanina nawet go nie musnęła. znowu odskoczył. . To się mnie nie ima. . . owijając materiał dookoła lewego przedramienia. lewą wlokła spódnicę po ziemi. Całe życie oszukiwałam. ale nie zakłócił rytmu.Nic z tego. mógł.. . składając palce w Znak. z półobrotu. . . Odbiła jego ostrze i od razu. wyciągniętej w bok. . Ból targnął nim. Umknął przed ciosem. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? . Renfri. przejechała mu ostrzem przez pierś. machnęła lewą ręką. krótkim cięciu. Jeśli skrzyżujemy ostrza.Nie. tam nie wpuści. obracając się tuż przy niej. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. w ślad za nią. chrapliwie. Ledwie zdołał sparować to uderzenie. Ja też nie mogę inaczej. Geralt cofnął się o dwa kroki. Obróciła się wraz z nim i z bliska.. .Renfri . błysnął miecz w oszczędnym. To był błąd. Obrócił się jeszcze raz. Renfri zaśmiała się znowu.Odejdź. a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. W prawej ręce.Wiem . gdy było trzeba. szybko i zwinnie. oszukałam cię. już nie będę.powtórzył.wydobyła miecz... przysłoniony. w przeciwną stronę. Skoczyła.

Dotknij jej tylko. Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał. wszystko widziałem w krysztale. kogo wiedźmin nie znał.pokręcił głową.. Geralt nie odpowiedział. nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem.Widziałem. Sztylet o bardzo wąskim ostrzu.zasapał... .. Trzeba zrobić sekcję.. . Obejmij mnie.Idź po wózek. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. samym końcem miecza. czarowniku . Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku. całkiem nieżywa.Wierzyć się nie chce . Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami. wyglądał staro. Ktoś.Zimno. Geralt. Podszedł bliżej.. Weźmiemy ją do wieży.. .Dzierzba. na łosiowe buty. a twoja głowa poleci na bruk. bardzo staro. wpiła obie dłonie w przecięte udo. . . wydobył go bardzo szybko.przyklękając w wypadzie. Renfri jęknęła znowu. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. oszalałeś? Jesteś ranny..Geralt. pochylił się. kogo wiedźmin nie znał. Geralt schował miecz. . wymijając trupy. .powiedział ktoś. Tylko jej dotknij. . w szoku! Sekcja to jedyny sposób. . .czarodziej wyprostował się. Spojrzał na wiedźmina.jęknęła zwijając się w kłębek. błyskawicznie ciął ją z dołu.Nie odchodź. do tej pory skrywany pod ciałem. wsparty na posochu.Ale jatki . kuląc się jeszcze bardziej..Co ty. na brudny bruk. W powłóczystej czarnej szacie. mi. . Geralt. . Czarodziej zbliżał się pospiesznie. przez odsłonięte udo i pachwinę. Nie krzyknęła. Geralt . Nie odpowiedział. Nie odpowiedział. Nie odpowiedział. sięgnął do rękojeści miecza.No. Padając na kolano i na bok puściła miecz. wyśliznął się z jej martwiejących palców.. ...

Wiedźmin. Z tłumu poleciał kamień. Tłum zaszumiał.odpowiedział Geralt z wysiłkiem. . Ci ludzie niczego nie wiedzą. . nawet nie patrzył na niego. uniósł obie dłonie. Wiedźmin obejrzał się.Nie wracaj tu nigdy . A ty paskudnie zabijasz. odskoczył. ale kamienie przestały lecieć. . kamienie poleciały gęściej.rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . Stregobor wzruszył ramionami. Stał jeszcze chwilę.Jak chcesz . Za nim drugi. widzieli tylko. Wiedźmin stał nieruchomo. dźwięknął o bruk. przelatując tuż nad ramieniem Geralta..Dość!!! . Geralt. nie od razu. które wybrałeś? Czy już załatwiłeś.. odszedł szparkim krokiem.Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy.Koniec z tym. idziesz? Geralt nie odpowiedział.Precz. No. .Tak . Chodź ze mną.żeby stwierdzić.ryknął Caldemeyn. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju. . słyszysz.powiedział wiedźmin.Geralt.powiedział Caldemeyn.W takim razie zabieraj się stąd. bardzo wolno. . machnął laską. . . . wyprostowany. widząc wznoszoną klingę. Potem odwrócił się wolno.Wracam do Koviru.Czy to . wykonał nimi szybki gest. . nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze.Twoja rana jest poważna? . wiedźminie? . .Nie dotykaj jej! Stregobor.Tak . nie zostawaj tu.Nigdy.czarodziej odwrócił się. Schował miecz. ale Znak odpychał je na boki .już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. . uderzył posochem o bruk.mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem. Wójt zbliżył się do niego.Nie. rytmicznie postukując laską.krzyknął. co uważałeś za konieczne? .Dobrze! . jak zabijasz. unikając wzroku wójta. . . .

Nie wiem. W każdym razie. jaką płacisz. wredne drętwienie. twoją ofiarę. O tak. ale wyłącznie to. Iola. nie każde żelazo. . skaleczysz się. bardziej wartościową istotą. że milczenie jest złotem. Iola. uczynią cię lepszą. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. ale istnieją i takie. Nie wierzę w Melitele. Pytasz. które pochodzi z meteorytu. ma swoją cenę. Potrzebuję tej rozmowy. A moja niewiara nie może nic. które mnie opada. Ty przecież milczysz z wyboru. Widzisz. Nie! Nie dotykaj ostrza.. porozmawiajmy chwilę. Usiądźmy.. Pytasz. Metalu. może był to dla ciebie kolejny powód. To oczywiście nieprawda. dla których zabójcze jest żelazo. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. to krążące we mnie zimno. Mówią. noszę dwa. krótką. Jest bezsilna. wziąć mój miecz do ręki.GŁOS ROZSĄDKU 4 . a ten z żelaza na ludzi. Nie. świetlistą smugę na nocnym niebie. by wierzyć w bogów. nie wierzę też w istnienie innych bogów. cena milczenia. Może. który spadając zarywa się w ziemię. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. z którego można zrobić miecz. że możesz. Bo twoja wiara i poświęcenie. też przyszedłem. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. Potrzebuję tej rozmowy. by wypalić z mięśni to paskudne. Widząc ją. nie zaprzeczaj. ale cenię twój wybór. Jest ostrzejsze niż brzytwa. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. by się rozruszać. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. oczywiście. Trzeba za nie płacić. Tobie jest łatwiej. czy jest aż tyle warte. że ten srebrny jest na potwory. Możesz. w najdalszy zakątek świątynnego parku. Tutaj. Rozglądałem się za tobą. Nieżyczliwi mawiają. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. W każdej wolnej chwili. Iola. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. Zabawne. Nie wolno mi wyjść z wprawy.Porozmawiajmy. tak. A ty mnie tu odnalazłaś. Musi takie być. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. w co wierzysz. cenię i szanuję to. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. Są potwory. Jak widzisz. ćwiczę często. Chciałem.

a potem to co zwykle. Mało przeszkadza. jak widzisz.skutek uboczny.. którym owe bestie zagrażały. Niewiele z niej zostało. bardziej skomplikowanych. Iola. o. I doczekałem się. Miałem już mój medalion. to Kaer Morhen. Geralt z. eksperymentów.. Nie wiem nawet. Pełny zanik pigmentu. Wiarę w to. Kaer Morhen. Iola... I jeszcze raz. Aż wreszcie nadszedł dzień. matki też nie. Dość długo. Próba Traw. zapał. Od tamtego czasu mam białe włosy.. Napotkałem go na gościńcu. chorowałem bardzo krótko. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca. że jestem potrzebny i pożyteczny.. Nikt oprócz Vesemira. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak. Już się tego nie robi. Jak to się mówi . Kaer Morhen. może trzynastoletnia.. Hormony. których do owych eksperymentów wybrano. Pytasz. Znacznie gorzej. Z tym było gorzej. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Koleżkowie trzymali ojca . I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych.. a może nawet nie. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. właśnie ten.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz. Znak Szkoły Wilka. Mój dom. motywację i. Jest.. Do skutku. Nie. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę.. popsute zęby. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. wiarę. Stamtąd pochodzę. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Przeszedłem tam zwykłą mutację. gdy stanę z nim oko w oko. Mój pierwszy potwór. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. przeżyłem. gdzie do spółki z koleżkami potworami. I od nowa. a moim zadaniem było chronić tych. Wiedźmińskie Siedliszcze. Moim jest Vesemir. Tam produkowało się takich jak ja. zioła. Jestem wiedźminem.. czy żyją. Tylko Geralt. Geralt znikąd. Bo świat. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Była taka warownia.. Drobiazg. Jako jedyny z tych. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. nie mogłem doczekać się chwili. zakażenie wirusem. Ale. Tak. Iola. Nazywam się Geralt.

przeraża. I czekałem. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. Czy wiesz. z innych przyczyn. a gdy się do niej zbliżyłem. że koleżkowie łysego uciekli. dla przyjemności. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. takie. bym je omijał z daleka. Szybko nauczyłem się jak. A potem było zwykle jakieś uroczysko.. ale bardzo. spektakularne. a dziewczyna. loch. Nie nudzę cię. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. . Jeśli pluto. Odwiedzałem miasta i twierdze. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. . Z głodu. złorzeczono i rzucano kamieniami. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. porzygała się i dostała ataku histerii. na którą poleciała większość krwi łysego. Ruszyłem na szlak nie po to. Był bardzo powolny. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. a jej ojciec dziękował mi na kolanach.dziewczynki. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. wykonywałem je. zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. na moim pierwszym szlachetnym czynie. co to takiego prawdziwy mężczyzna. Na czym to ja stanąłem? Aha. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. mglak. leszy. Podjeżdżałem do opłotków wsi. by zabijać. Widzisz. powiedziałbym. nekropolia lub ruiny. dopiero wtedy upadł. swego wybawcę. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. ale wytrzymały. Podjechałem. po rękach. wampir. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". To nie były specjalnie czyste cięcia. Uderzyłem go dwa razy. by się popisywać. odjeżdżałem. by poznała. bym się nie mieszał do takich zajść. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie.. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. Mantikora. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. żyrytwa. Naprawdę jej potrzebuję. wyvern. Iola. Robiłem swoje. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. żagnica. zsiadłem i powiedziałem łysemu. widząc. zemdlała ze strachu. A ja wmieszałem się jak kto głupi. I było coś. że nadszedł czas. co żyło tylko po to. że dla niego również nadszedł taki czas.

zdaje się.. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. nie kodeksu. Nie. gigaskorpion. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. kto wręczał mi później zapłatę. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości.. A ja nie chcę. Nie chcę wiedzieć. Wybrałem mniejsze.. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. graveir. że wybieram mniejsze zło. Myślałem. wipper. zjadarka. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. Możesz zobaczyć. które kręci mną jak wir. zło.. Takich. Znam moje przeznaczenie. Kontakt może wyzwolić w tobie. Ha. jeżeli nie tego. jeśli dobrze liczę. Nie ma żadnego kodeksu.. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. Nenneke czuje to. nie i jeszcze raz nie. Nie zawsze. A choćby i zwykły. Iola. I był strach i wstręt w oczach tego. Popełniałem. Zawsze..ghul. Ja nigdy nie oglądam się za siebie. Błędy? A jakże. Ja sobie swój wymyśliłem. wtedy. ja jestem wiedźminem". Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. Ale trzymałem się zasad. strzyga. co dyktuje doświadczenie. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza. kikimora. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy.. iż wydawałoby się. Bo było tak. . to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności. Gdyby tak było w istocie. najzwyklejszy strach. Co mnie wtedy podkusiło. Nie posłuchałem.. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. Chodźmy już. Posłuchać instynktu. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. Nigdy tam nie wrócę. Nie dotykaj mojej ręki. byś zobaczyła. I trzymałem się go. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. szanuje się i poważa. wilkołak.. Ludzie to lubią. to nie moja sprawa.. Iola. A do Cintry nie wrócę nigdy. Zwyczajnie. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. Nie. Zmierzcha już. Pętla? Tak.

Dziękuję ci. Iola. Całkiem dobrze. . że zechciałaś ze mną porozmawiać. nic mi nie jest. Czuję się dobrze. Dziękuję ci. Nie.

A tu buty. Nóż.Tu jest odzienie . . .Nie.Słucham was. . Geralt wstał.Przebrać. wyszedł z balii.. Piwa? . otrząsnął się. W ustach czuł gorzki posmak mydła. wylegując się w gorącej wodzie.Dzięki.. szorstkiego. spodnie. kasztelanie. tępy jak siedem nieszczęść.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. jakiego nabrał. do czego jestem tu potrzebny? . A we własnych butach nie mógłbym pójść? .Koszula. skrobał go boleśnie po jabłku Adama. z głową odrzuconą do tyłu.Nie moja rzecz . panie .KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle. I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion.Ręcznik. co mogło być nalewką na arcydzięgielu. nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor. . z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła. wams. skrobnął jeszcze raz..Nie wiecie aby. chcieliście powiedzieć. panie Geralt. zezując na pachołków. Balwierz. do królowej. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. .Do mnie należy ubrać was..O wszystkim pomyśleliście. Włóżcie wams. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp. na śliską krawędź drewnianej balii. z czystej maniery. .Tu leżał mój sztylet. po co to wszystko? No. pozwolił. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi. panie Geralt? . . pławiąc się w mydlinach.Ubrać i zaprowadzić na ucztę. .Kasztelanie? . by pachołek wylał na niego cebrzyk wody.Chętnie.powiedział Haxo. . gacie. . . Leżał..powiedział Haxo. Ubierał się powoli. Dotyk obcego.

A to na wamsie.Na tych. a królowa nie chce drugiego męża.Byłbym zapomniał. nie napadają tak często jak na innych. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza.Możemy. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. do czego królowej wiedźmin. W połowie krużganka otaczającego mały. Tam. . Gotowiście? Możemy iść? . .Co to jest? .rzekł półgłosem. . panie Haxo. Chodźmy już. idzie się bez oręża.rzekł Haxo. kto ożeni się z królewną.Ale już nie leży. ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki.powiedział poważnie Geralt. . siądzie na tronie. rozejrzał. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga. gdzie leży? . Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. Ten. zapamiętam . na nim panna w szacie błękitnej. A takich trzeba szukać na wyspach. W Cintrze. panie Geralt. z którymi są w przymierzu.Dostatecznie daleko. . . jeśli nie wy? . Powiedzcie jeszcze. to się często zdarza.Jasne. Dobrze by było.Istotny powód.Jesteśmy sami. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige.Ale nie jedyny. . Jest w bezpiecznym miejscu.Królewna Pavetta kończy piętnaście lat. -A Czteroróg. W polu złotym niedźwiedź czarny. Jako honorowy gość. Wiedźmin wzruszył ramionami. to król. dokąd idziecie. Powinniście to zapamiętać. tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. .Dlaczego akurat z nimi? . Musicie coś wiedzieć. Mówcie. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa.. zęby trafił się chłop na schwał.Kasztelanie . wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki.spytał. takie jest jej życzenie. To twardy naród. kroczący. Kto. to wasz herb. tradycja nie pozwala na niewieście rządy.A właśnie . . z jakiej okazji ta uczta? . z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi. wskazując na haft na przedzie ubioru. ale co król. zasiądziecie po prawicy królowej.

Cokolwiek ma być.. Haxo też się rozejrzał. .naburmuszył się kasztelan. .Haxo splunął. panie wiedźmin. a i mantikora się znajdzie. I dobrze wam radzę. Idziemy. II Nie licząc zdawkowego. Uczta nie rozpoczynała się. kasztelanie. Dziwiłem się tylko.Do tego. . nadal naburmuszony. to powiedziałem. .Wybaczcie.Przestańcie się tedy dziwić .A co ma straszyć? Straszydło. Pytam. Pojęliście? .skrzywił się wiedźmin. . panie Haxo. brzęka łańcuchami. Mówią. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa. co i wszystkim innym .Wyście widzieli? . Straszy coś. co chcecie .Nie jesteście od dziwienia. -Na zamku. wciąż schodzili się biesiadnicy. pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr.I widzieć nie chcę. Idziemy na zaręczynową biesiadę.Co? . kasztelanie. zgłodniałem po tej kąpieli. Nocą po zamku łazi.. do czego królowej wiedźmin na uczcie. panie Geralt . to zróbcie to bez zdziwienia i wahania. . Pojękuje i stęka w komnatach. kasztelanie . garbate. . gdy powitała go jako "pana na Czterorogu". jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła.Nie . nie chciałem was urazić. To i wiedźmin może się przydać. . znaczy.Pojąłem.burknął Haxo. A wy. ceremonialnego pozdrowienia. taka sama. . gromko zapowiadani przez herolda. .Niedobrego coś się dzieje. jak dobrze poszukać. Mamy tu i wilkołaki. kolczaste jak jeż. a nawet wychylił się przez balustradę krużganka.. i bazyliszki. panie Haxo. i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami.Kazali niczego wam nie mówić.A myślcie sobie.Haxo odwrócił głowę. że plotę. małe. . Prosiliście.mruknął. I co ja mam tam robić? Czuwać. . .Pleciecie. Wielceście uprzejmi.Nie kręćcie. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee.To się kupy nie trzyma.

książę Wind-halm. Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. .Cóż.Kudkudak! . ale jego żywe. królowo. W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. Kudkudak posmętniał. jak się poprawi. ale i szczęściarz z ciebie zarazem . Musisz ją lepiej karmić i hołubić.Ejże.Rada wam jestem za przybycie.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek.oznajmił Kudkudak i westchnął. . . Ale na uczcie zostać mogę? . wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności.Baron Eylembert z Tigg! . zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku.Sama wiesz. .ogłosił herold.Eee . Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom.mruknęła Calanthe. jak nam dobrze wiadomo. pani. prostokątny. po lewej siwowłosy bard z lutnią. zwany Drogodarem. nawijając lok włosów na palec.Biednyś. baronie. . . siedząc na tronie z wysokim oparciem. . i nie dogoniła. Chudy i wąsaty.Aluzję zrozumiałem.Rada będę. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. Trudno żyć samotnie. Słyszałam.Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. . by jej w nocy plecy nie ziębły. panie Kudkudaku . zobaczysz. Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne. a i baczyć. że za rok będzie nawet po żałobie. szturchając Drogodara.rzekła ceremonialnie królowa.żachnął się baron. . . jeśli pozwolisz. . panie Kudkudaku . a teraz w naszych okolicach ospa panuje.Stół był ogromny. to goniła cię z widłami niecałą milę.. Dalej . A za rok. rzucę okiem na królewnę. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . wzdłuż dłuższego boku stołu. jeden z pretendentów do ręki królewny. Na prawo od Geralta.Wesoło będzie. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką. pani. ale niezbyt przekonywająco. jaka ta moja żona słabiutka i delikatna.Witajcie nam.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej.Calanthe uśmiechnęła się lekko.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. . Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko. . . .I jam rad z zaproszenia . Kudkudaku.Wszakżeście żonaty.

Wystarczy spojrzeć na ciebie. by myśleć o trwałym związku. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci.Wielki to zaszczyt . ten oto Crach an Craite. Wyspiarze wkroczyli dziarskim. ukląkł przed królową na jedno kolano. . Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie.Siadajcie. Wszyscy skłonili się przed królową. . który.Ale co. ny..odrzekł smagłolicy wyspiarz. w lśniących. królowo. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy. jak ja. Gdyby nie dobrze znany fakt.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie. piękna Calanthe . jest przyjacielem i doradcą króla Brana. . dudniącym krokiem. we czterech. jaką pięknością stanie się królewna. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. lekko zarumieniona . już solidnie zachrypnięty. Gdyby nie to.witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. nasz sławny skald. tutaj. ale. Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. szlachetni goście. kłoniąc rudą głową. . mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną. nierozkwitłym pączkiem. który przybył tu w tym właśnie celu.. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. na.rzekła Calanthe. .Nie raz. rycerzu? . Ty. Grach.. A to Draig Bon-Dhu. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie.. błyskając bielą zębów. jaki powinna mieć kobieta. by uszczęśliwić wojownika. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu.Oto waleczny druid Myszowór. panie Tuirseach.Niedaleko pada jabłko od jabłoni . pomiędzy .Kogóż jeszcze przywiodłeś. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite. .. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. panie? . gdy osiągnie wiek. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem.Poselstwo ze Skellige! . Eist? Krępy. by wiedzieć.krzyknął herold.uśmiechnął się Eist Tuirseach. . przepasani szarfami z kraciastej weł-. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige. unosząc na królową błyszczące oczy. ucieszyłabym się nadzieją. płonąc nadzieją. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-. że żywisz pogardę dla ożenku.

Domyślam się. przerywając na moment ogryzanie kości.No. Marszałek klasnął w dłonie. . Czy jest jeszcze coś.Geralt . . Cieszę się z poznania ciebie. Pachołkowie. Vissegerd. gdy dowiem się.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki . niosąc półmiski i dzbany.Cóż.jak myślisz. ufryzowanych w loki włosach. na których wołano Pomrów. Zacznijmy od grzeczności.powiedziała. przełknąwszy coś w pośpiechu. coraz bardziej nieskładne. . . Robiło się coraz weselej. wiedźminie . królowo. konkrety. obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika. ptactwa.królowa przechyliła się w stronę marszałka. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w . jakie zadanie masz dla mnie. brzdąkał dalej na lutni. . Drogodar. Kudkudak.Po grzecznościach. niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. długim sznurem ruszyli ku stołowi. Zaczynamy. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole. Streptu. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów. Calanthe prawie nie jadła. .Dookoła jest już dostatecznie głośno.Cóż to takiego? . Paszkot i Dzirżygórka.Powiem ci. . królowo. czego się domyślasz? . . Mam dla ciebie pracę do wykonania. raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem.powiedziała Calanthe. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma. trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt.To mniej więcej wszyscy . ryb i małży. w czym przodował rudy Grach an Craite. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza . Wznoszono pierwsze toasty. witani radosnym pomrukiem biesiadników.To odwzajemniona radość. Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych.Jest. Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii. .

Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie. Możliwe też.Ciekawam. . Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth. A teraz odpowiem na twoje pytanie. by władca nie był w to zamieszany. jest Cintrze potrzebne. to ci. . . w dobrej czy złej sprawie. Mówili mi o zjadarce.Och . Geralt.Domyślam się.rzekł Geralt spokojnie . królowo. niezależnie.Królowo. których jest tak wielu. na czym polega twoja profesja. Tyle zadań. Ci inni. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. Podobno znajdzie się i mantikora.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. kotlarzy i drwali. kupców. Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. że jak wielu innych. którzy chcą temu przeszkodzić. wiem. Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. .dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. .Tak. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. jak dobrze poszukać. . mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. które mógłby wykonać wiedźmin. Pewnie. że byłoby najlepiej.Królowo . .A kimże. że intryganci. spotykałem wieśniaków. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. którzy mają władzę. że przymierze ze Skellige. I nigdy tego robił nie będę. i to w taki sposób. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. zawarte przez małżeństwo twojej córki. która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę. krasnoludów domokrążców. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej.Calanthe. który zniknie potem ze sceny. A teraz mogę powiedzieć. zasługują na nauczkę. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . domek na pazurzastym kurzym trójnogu. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. są ci inni. czego się domyślam. . których jest tak wielu. nie wątpię.jadąc do Cintry. O żagnicach i skolopendromorfach.

w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk.BRAAAK! Ghaaa-braaak! . Także z twoją sławą. Sztylet. wiesz.dzielą ludzi na dwie kategorie. . Geralt nie wiedział jakiego. Loch.nanosił na nią sytuację taktyczną. "Nie będę" czy "Nigdy". dowodząc celności swego przezwiska. gdy mówi. Geralt. tysiące sposobów.zaryczał nagle Kudkudak. drwiąc z jej czujności. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". Są setki. Kudkudak. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. Mało tego. Geralt. Przecież jesteś wiedźminem. a drugich kupują.Wiedźminem. wrzeszcząc głośno. robiąc efektowną pauzę. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. . wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę.Tak oto. Rozpalone kleszcze. niepotrzebnie pytam. . Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw. że cena twoich usług nie jest mała. Geralt. Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne. przekonanej. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. lub wtrącać niestosowne uwagi. Niejeden nie zapomni ci takich słów. Królowa złożyła razem białe. Trucizna. wystarczy takiemu przerwać. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. że mają różne środki. mistrzostwem. tańszymi rękami. Jednym rozkazują. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. Nie uwierzysz. ale oczy miała zmrużone i złe.Królowie . zbrodnicze plany. jakością wykonania. Każdego. dostał się jakoś z dziedzińca na salę. a konsternację wśród służby. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. a znasz królów. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. ale . byłoby trwonieniem pieniędzy. i już ma się zapewnione łamanie kołem. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. to mogę założyć. którzy mają władzę. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. Zgadzasz się z tym? Ach. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. że każdego można kupić. Można to załatwić innymi. związana ze stopniem trudności zadania. że ptak. Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób.Calanthe uśmiechnęła się. To tylko kwestia ceny. .podjęła Calanthe .

To tylko kwestia ceny. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. a ty milczysz.Ach. Nie uwierzysz. . która mając dość jego ordynarnych zalotów. . Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. że to tylko kwestia ceny. ustępujący tobie.nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać. Zabaw mnie. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. uciekła z balu. Pewien władyka uraził kiedyś . Każdego. . gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. trudno zliczyć. ojczyma. że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. dostrzegając spokojne. stryja. Jesteśmy na uczcie. a nie wiedźmin.Jestem tedy zaszczycony i dumny.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. wszyscy chcemy dobrze się bawić. Za równie wielki zaszczyt uważam. ciotki. Trudno mi było go przekonać. . królowo.Geralt lekko skłonił głowę . Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem.rzekł wiedźmin . królowo . mów . pani. .powiedziała Calanthe. . jadowicie zielone spojrzenie królowej.że nie posiadam się z dumy. co słyszała. jak wiele. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego.Powtarzam więc . . nadając ustom pozór miłego uśmiechu. Geralt . pod względem mądrości. wiedźminów. gubiąc pantofelek.niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko.Również inni władcy. przymknęła oczy. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. Byli zdania. Drogodar. mogąc siedzieć obok ciebie. Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. Nadziwić się nie mogę.Mów. macochy. że do tego potrzebny jest wielki łowczy. kogo byś zapragnęła.Ja mówię. pani Calanthe.Cóż. nie będąc tak łaskawy. brzdąkał cicho na lutni. Zeszłej zimy książę Hrobarik. Zdałby się też jeden z drugim komplement. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. Odwrócił głowę. Kolejność dowolna.

nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy.Geralt . przerywając konwersację z Vissegerdem. acz cichej gędźby. Co więcej.I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! . .O. Crach .zawołał. bo cię zdzielę tą kością! .Błąd i nieudolność! . więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej. wojacką muzyką. gówniarzu? . panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste.Zamknij pysk. przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym.krzyknął Windhalm z Attre.zawołał Eist Tuirseach.Tak jest! Słusznie! . Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. .Siedź na rzyci i milcz.Kto cię pyta. Ale skinęła przyzwalająco.Dosyć tych kłótni. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji. Jeden z braci ze Streptu.szepnęła królowa do Geralta.dumę wiedźmina propozycją pracy. . Za twoim pozwoleniem. matko moja . -Myliłeś się. dostojna Calanthe! .Sam jesteś gówniarz! . . . nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem. Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną.Ha! .Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! . Draigu Bon-Dhu. zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite. waląc kością o stół.ryknął Crach an Craite. . znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu. . bodajże Dzirżygórka.powiedziała Calanthe po chwili milczenia. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie.Nie należało tak czynić! Tu. zamoczywszy palec w piwie. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . na skrzydło. ani drugim. Hejże. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. Kudkudak.

I spójrz tylko .zamiast się wstydzić. Nie? Tym lepiej.rzekł Eist. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. chociaż miał wielką ochotę. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . patrząc na Geralta .Myślałam . to jest tłukąc czym popadło o stół. siedzę dumna jak paw. pełnego szczęścia i życzliwości. że wy.Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać. wybijając rytm. banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. Mówiono mi. które płaciły nam daniny. Banalny powód.mruknęła królowa. zamiast im na to pozwolić. a my.. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. spełniając puchary i gliniane czarki. banalna bitwa. Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. nie bardzo wierzyłam.powiedziała Calanthe. . świadczący. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. modulowanym jękiem.ryczeli goście. że wykuto was ze stali. potem zaś buchnęły straszliwym.Kontynuujmy . . nienasyceni i chciwi.moja pierwsza bitwa. wyruszyliśmy w pole. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku . Nawet jeżeli do tak okropnej. że jesteś tu. przeciągłym.Zdrowie! Chwała! . Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. wyznam ci. Biesiadnicy podjęli pieśń. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry.Jak mówiłam. że wówczas biliśmy się o pieniądze. Geralt milczał. Albo że się uśmiechniesz. . Nie zmienia to jednak w niczym faktu. że śpiewa się o mnie pieśni. Milczał nadal. to ciekawa kasta. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. wzbudziłeś moje zainteresowanie.Draigu Bon-Dhu . Teraz wierzę. barbarzyńskiej muzyki.Chociebuż . wiedźmini. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? . . I wykonasz je bez mędrkowania.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. by wykonać zadanie. Wróg palił bowiem wsie.że coś powiesz. nie ulepiono z ptasiego gówna. . Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu.

zniknął w ciemnej galeryjce. Przyjmij do wiadomości. Królowa znów . zakończył swój koncert. I równie mało w niej przyjemnych nut. nie powinien się dziwić. aby to zagrożenie wyeliminować. królowo. Rzeczywiście. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. Z drugiej strony. wielce mnie ubodła. Geralt' nie przestawał się dziwić. chociaż i nie dla pieniędzy.Calanthe uśmiechnęła się ciepło. którzy wiedzą dokładnie. Haxo wstał bez słowa. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów. . Geralt. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. Nie lękaj się. A chwila ta jest bliska. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę. Eist .. że plany te są zagrożone. że zaliczam się do tych niewielu władców.Rzeczywiście. Panie Haxo! Uniosła dłoń. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty.powiedział .Masz rację. jak zwykle. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. wrzaskliwą owacją. ale najwyższa pora.rzekł sucho wiedźmin .Niejasnych zadań . nie sposób było jednak stwierdzić. Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. . czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. Supozycja. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach.nie da się jasno wykonać. ani w tym. dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. . mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu. choć nie mógł słyszeć słów królowej. Geralt. Ale tu skończyła się twoja domyślność. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. W przypuszczeniu. poświęcę czas i tobie. Na co czekamy? Chyba nie na to. że jesteś mi potrzebny. . potem przyjemności.istnieją zapewne ważne powody. Dudarz. żeby Crach an Craite się spił.Królowo . czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. Twoja sława wyprzedza cię. również się nie pomyliłeś.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. skinęła na kasztelana.

W miarę. unosząc głowę. że wybieram formę płatnej usługi. przenikliwe spojrzenie Myszowora. Zauważ. W pytanie. Co do ciebie. że to ogromna różnica? . że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Posłuszeństwo.. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. co sobie zamierzyłam. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki.w słowo. Nadstaw zatem uszu. musi być konkretny i jednoznaczny. Nic więcej. z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. .zawołał herold.Pavetta z Cintry! Goście ucichli. upuszczał okruszynki. z opuszczoną głową.Nie. Włosy miała identycznego koloru jak matka - . bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. będzie hojnie nagrodzone.. obracając głowy w stronę schodów. a co ty w miarę trafnie odgadłeś. nie spuszczając z niego wzroku. Różnica. nie powinieneś. Jasne? . okruchy. to masz wybór. kiedy mówię do ciebie.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. to zaraz tu będzie. Myszowór czekał. mój drogi. świadczący usługę sam określa jej cenę. jeśli mowa o płatnej usłudze. Chcę osiągnąć to. jakimi środkami mi go zapewnisz. Druid ze Skellige. Tworzyły runy. Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku.Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. Królewna schodziła wolno. Druid opuścił powieki.Wytężaj więc bardziej uwagę. Załóżmy więc. ma się rozumieć. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. Runy połączyły się . . bo powtarzać nie będę. Powinienem jednak chyba wiedzieć. Przed nim. . Co innego. na czym ta usługa ma polegać? . Geralt. napotkał czarne. i owszem.Szlachetni panowie! . Interesuje mnie efekt. Prawda.odwróciła się do wiedź-mina. . Geralt spojrzał w dół. na dębowej desce stołu. polega na tym. To twoja sprawa.na moment . Żadnych innych rozwiązań być nie może. Rozkaz. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię.

nawet podczas hałaśliwych toastów. w milczeniu gapił się na Pa-vettę. To właśnie jest efekt. bo to jest moja córka. przykryte długimi rzęsami. bo wymaga tego interes państwa. Cała moja nadzieja w tym. cały czas.Aha. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. który musisz mi zapewnić. . Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. Eskortowana przez pazia.Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało. królowo? . bez fałszywej skromności.Przeznaczenie.I co powiesz.Co tu jest ironią? . Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. sięgające poniżej pasa. zapominając nawet o kuflu piwa. A zatem ja. Geralt nie dostrzegł. Słuchasz mnie. że nie wystarczy. jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach .powiedziała cicho Calanthe. . . mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. by odpowiadała więcej niż jednym słowem.Aha . . Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę.Cóż może być silniejsze od twojej woli? .popielatoszare. Niewątpliwie. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach.Crach an Craite zaprzestał wrzasków. nie wystarczy twoja wola. biedny wiedźmin.Sprawy mogą potoczyć się tak. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. Cracha. Wszak to ta sama krew. herolda. . Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. najwyraźniej rada z efektu. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. kasztelana i Visse-gerda. Oczy miała stale spuszczone. . jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin. mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia.

. czego zażądasz. wygląda na to. Nie lubię.Lepiej. . .wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . Przestań mędrkować. Prawie natychmiast natrafił na miecz. że niemała. Zastanawia mnie. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie. Wojewoda o trudnym . Usłuchał. Królowa włączyła się do rozmowy. .Dam.Ani słowa więcej. . Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. Zjedz coś.. Wszystko jest do załatwienia. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Patrzą na nas.pomijając już to. Haxo nie był rozmowny. Na dobrze mu znany miecz.Królowo. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? . w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to.Królowo . królowo? . której się imasz. Do cholery. zadbałam o to. jaką wiedli Eist. . że usługa.Gdyby graniczyła z możliwością . Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. Jak widzisz.Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. zdajesz sobie oczywiście sprawę. a dam ci to. Zbyt długo już spiskujemy. coraz bardziej przypominają te.. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu.Calanthe odwróciła głowę. to tylko kwestia ceny.Jak powiedziałaś. próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. Lepiej. Królowo. tak lub nie? . a Eist robi się zły. Chcę..Zdaję . Odpowiadaj. której żądasz. Byle nie za dużo. co graniczy z niemożliwością.Mniejsza z tym. czego zażądasz. Domyślam się. Zapewnisz mi efekt. wiedźminie.poradziłabym sobie z tym sama. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. których oczekuję. Geralt.Tak. gdy stawiam pytania. graniczy z niemożliwością. wypij. byś miał pewną rękę. kiedy ktoś każe mi powtarzać. czy przed każdą robotą. o którym mówiłam. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. . co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi.powiedział cicho . Geralt.

Geralt odpowiedział. Wypukły. zaszeptał. . Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. stalowych cierni. wysłuchał meldunku. brzęczące metalem kroki. wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. była usiana kolcami jak łupina kasztana. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. wstał. przebijając się poprzez gwar u stołu. opuściwszy głowę. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. dziwny gość zbliżył się do stołu. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. jednym słowem. Marszałek skłonił się. Geralt nie dosłyszał. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną.do zapamiętania nazwisku. W halli rozległy się ciężkie. najmłodszy. przekazał rozkaz kapitanowi straży. co to był za rozkaz. graniasty. odpowiedziała krótko. wymruczał coś do królowej. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. czy klacze dobrze się źrebią. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. zmarszczony. Dojrzał jednak. czy żart został dobrze odebrany. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. że znacznie lepiej od ogierów. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. królowa spojrzała na niego ostro. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. że tak. Skald. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. Trzeci. Marszałek. Nie był pewien. wyglądało. stanął za tronem i nachylając się nisko. stając nieruchomo na wprost tronu. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. wyciągniętą w kształt psiego pyska. podochoceni. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. spytał grzecznie. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. Chrzęszcząc i zgrzytając.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

Dopraszam się łaski . niecierpliwiąca się. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę.by jeszcze móc postać. co pierwsze wyjdzie. i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. Albo: "Oddasz mi to. a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę. której może żądać ten. że będzie to dziecko. życzenie. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. Powiecie. biednych wasali.Zbliża się północ.wykrzywiła się Calanthe. przymierza. to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! . mości panowie. to siadaj. A nas. kto spełnia niemożliwe. Kudkudak . zapomniana legenda. Po długiej podróży.słyszeliśmy już o takich żądaniach.baron podkręcił długi wąs . bo był tym. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. Ale bywa. co w domu zastaniesz. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. nawet teściowa.Nie strasz mnie. nasze przywileje. halabardnik przy bramie. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. a czego się nie spodziewasz". czarami zmusiła go do ucieczki. W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy.zmarszczyła brwi Calanthe. jeżeli tak ma być. gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. O cenie. Kudkudaku . . nasze lenna.Streszczaj się. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. wracając do warowni? A Szalony Dei. To stara. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. który wymógł na podróżnym oddanie tego. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. zdawałoby się. . "Oddasz mi to. zdawałoby się. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . Zivelena nie dotrzymała obietnicy. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. aby cię powitać". .Na rozkaz. . pora strachów. co w domu zostawił. to może być pies. sytuacji. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki.

skłonił się Kudkudak. czego się nie spodziewał. jaką się okryli.wrzasnął Rainfam z Attre.Alem właśnie skończył. Calanthe.. . wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach. Nie ja jestem temu winna..Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! . ale królową. . Calanthe stała nadal. . do czego zdolna jest matka. Jeż. Bo wiedział..Na wszystkich bogów morza .. Zapadła cisza.powiedziała wreszcie . czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. Calanthe zamilkła na chwilę. mówi prawdę.Pozwólcie mu skończyć. . czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu.. Cintra nie jest tyranią. Wiedział.należy się wam wyjaśnienie. Tak. co bym mu zrobiła. którą potarła czoło. A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci.dyszał wyspiarz. Geralt nie sądził. jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to. . .Moi panowie . ty ich po prostu szczujesz.. kolczasty posąg.A Kudkudak .Cicho! Niech mówi! .. .Cisza . Rycerze i wielmoże milczeli. Dobrze więc. jaką dopiero co wywołały słowa barona. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa.A co się tyczy szlachetnych rycerzy. Rada zadecyduje. spojrzała koso na Geralta.. Jako królowa. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze. To jawne podżeganie do rozlewu krwi. jutro zwołam radę. że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. Wygląda.Pięknie dziękuję .To się nie godzi. że nie jestem matką. . . którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny.cóż. Orzeknie.podjęła Calanthe . ten. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi. Kudkudak przypomniał mi..powiedziała nagle Calanthe wstając. Wśród szmeru głosów.Po czyjej ty stronie stoisz.. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni. jakich tu doznali. . dziwna po wrzawie. Jeż stał nieruchomo jak żelazny.Baron z Tigg ma rację! . Kudkudak? . Śmieszności.

wyprzedził go. Eist .Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . który sposobił się. Czarne oczy Myszowora błysnęły. . . . by wstać. Przyjmuję twoje wyzwanie. nie znany mi rycerzu! .dodał złowrogo Rainfarn.przemówił Geralt . Wszyscy zamilkli. Dlaczego jednak. że nie widzi tego nikt inny. jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty. Jeżu z Erlenwaldu. patrząc na niego zdziwieni.Bo się rozgniewam. Wiedział. w jakim celu. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą. ktoś żąda takich . Crach zawarczał jeszcze głośniej. że Myszowór też to widzi. co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. . Słyszałem. Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty.Rozumiem .syknęła wściekle królowa. -Głupi by nie zrozumiał.Geralt! .Powiedziałem .jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg. Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie. skrzywioną twarzą. . wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy.Nie przypominam sobie .Ani mojej . . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem.powiedział głośno i dźwięcznie. Wiedział też. Rozumiesz. krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem". z ponurą.abym cię wyzywał. gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre.rzekł Geralt . jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze.Zamilcz. co mam na myśli. tężejącą w powietrzu.powtórzył spokojnie .zawołała Calanthe. . hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. Widział.że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne.. wstał pierwszy.Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! . Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. Geralt zareagował natychmiast. czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc.Wszyscy słyszeli .powiedział głucho zza zasłony hełmu.

To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. gdy. I mocą przeznaczenia został . zażądałeś od Roegnera ceny. Zdobędziesz je dopiero wówczas. potwierdza przysięgę. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner.trzeba będzie dowieść. . .. To zgoda dziecka. że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. nie znany mi rycerzu . że na razie nie masz do królewny żadnych praw. Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia. Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. .Kim jesteś? . dzieckiem-niespodzianką. Chcegz zabrać królewnę. .powiedział chrapliwie Myszowór . której się dzisiaj domagasz. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną. bo -wiedział. dowodzi.powiedział Geralt .Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. . Geralcie z Rivii. .On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . która jest moim przeznaczeniem! . przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? .Jest dokładnie tak. jak mówisz. A złożył ją. jaką złożył. Jeżu.Gdy co? .roześmiał się gromko Jeż. Jeżu z Erlenwaldu. wskazane przez ślepy los.przysiąg? Znasz odpowiedź.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. Strzegącą. by spełniały się tylko wtedy. Właśnie dlatego.Kim jesteś. Dziecko takie. Twierdzę.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę.. Jeżu. co sam przed chwilą powiedziałeś? . Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego. kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. Jeżu. że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi.bo do niego je kiedyś zastosowano. Ty nie chcesz tronu Cintry. nie rodziców. bo był tym. Roegner. Tak stanowi Prawo Niespodzianki.Jestem Geralt z Rivii. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. Bo był przeznaczony do czegoś innego. Jeżu.Tak.Tego . z kim zwiąże je los.

. ktoś ze świstem wciągnął powietrze. szkodzące ludziom siły.o czym dobrze wiedziałaś. unosząc upierścienioną dłoń . Ktoś krzyknął.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. . pełnego ostrych. której spełnienia domagasz się. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. niech ujrzy twoją twarz. białych kiełków. . On zabija wszelkie straszydła i monstra. Uśmiech okrutnego tryumfu. Twój ślub już nie obowiązuje. zaskoczoną minę. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. ponurym akcentem ogłaszając północ.A zatem . aby strzec nas od potworności i koszmarów. . szarpnął wiązania hełmu. Jeżu z Erlenwaldu.Wiedźminem. uderzył dzwon z kordegardy. tępego ryjka. wypełniająca hallę jak siwa mgła. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe. ruchliwych kolców.powiedziała Calanthe. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu.przemówił stwór . uzbrojonego drgającymi wibrysami. Poświęcił się.To prawda . Jeż milczał. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. . jakie zsyłają złowrogie. Również i te.niechże dokona się prawo.ciągnęła królowa. bardzo zły uśmiech. patrząc na Geralta. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego. jakie czają się na nas po lasach i jarach. niewiadoma Moc. niech spełni się przysięga. Zdejm przyłbicę. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania. jakie płodzi noc.A kim on jest? .Tak właśnie wyglądam . zdjął go. Znad szerokiej. kim jest. zgęstniała raptownie. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. szarych. jaka zapanowała. Myszowór. .tym. zrobił dziwną. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. czarne guzki ślepi. W ciszy. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. Na twarzy królowej pojawił się zły. Wybiła północ. Dziwna. ktoś zaklął. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib.

A na koniec pospolite. Moje prawa zostały dowiedzione. komu zawdzięczał życie. Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. Powiesz: "Tak". szlachetna królowo. płatny zbóju. szumiała w uszach.Odpowiedz. Calanthe wolno. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem.Ty także. . nie mógł pominąć opisu tego. Odpowiedz. zaprzysiągł. . . Na okruszki chleba na stole. Nikt. zaciśnięte na brzegu stołu. . że upokorzyłaś siebie.ciągnął Jeż. Chciałaś mnie upokorzyć. formujące runy. opowiadając o przygodzie. Roegner. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. Wiedz. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. a staniesz się własnością. co zaprzysiągł. wiedźminie. Powiesz: "Nie". Prawda i prze-. kto. jeżyła włosy na karku.Najchętniej . jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie. królowo. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . chytry. bardzo wolno opadła na tron.powtórzyła Calanthe. Calanthe. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał. . Moc przepełniająca salę zawtórowała. Payetto! Widzisz. ruszające się jak robaczki.Tak. zasiadającego po prawicy.Pavetto! . Komu. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą. Cóż wam pozostaje. .Calanthe.w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża.Dosyć . . a raczej co. na podorędziu. Calanthe. Wystarczy jednego twojego słowa. dudniąc głucho w łukach sklepienia. oparła zaciśniętą pięść o biodro.Wszyscy słyszeli . niskie oszustwo. miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale.Skończmy z tym. Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. I ty. -pomimo jego wyglądu. zdobyczą tego potwora. a nigdy go już nie ujrzysz.Calanthe wstała. ale nie odmówię sobie pewnej .

Calanthe. Uderzenie rzuciło go jednak w tył. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. przyprowadzisz twoją córkę tutaj..przyjemności.krzyknęła królowa. fukając gniewnie i szczerząc kły. ale powstrzymał go książę Windhahn. by wyrwać Ra-infamowi sztylet.Zabijcie go! . Crach an Craite chwycił nóż ze stołu.zaryczał nagle Grach an Craite. czując i widząc. Eist Tuirseach kląć.. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. Był bezbronny.Z tym straszydłem.wrzasnęła Calanthe.zawtórował Rainfarn. Jeż. od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. gwałtownym gestem. Rainfam skoczył ku Jeżowi. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. Tylko na nim. ale zakuty w kolczastą stal. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud. zrywając się z miejsca. Jeż zaryczał.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . z trzaskiem przewrócił krzesło.Co?! Co takiego? . z całej siły. obrócił się ku atakującym strażnikom.Straż! . nie bardzo wiedząc. wskazała im Jeża władczym. . To ty.Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem. Oczy królowej zwęziły się. Calanthe. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! .Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym. usta drgnęły. . wprost na wstającego Rainfarna. Potem już poszło szybko. kopnął zydel wprost pod jego nogi. . który unieruchomił go. W jej oczach był rozkaz. Geralt nie poruszył się. Wszyscy pozrywali się z miejsc. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina. co robić.. Rainfarn . opancerzonej pięści. Kudkudak przypadł.. Już wiedział. wyprostowana i groźna. zrywając się. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. Pavetta zaczęła krzyczeć. chwytając za nogi. gdzie stoję. świńskim ryjem? . Crach runął na stół. . Kudkudak. ale chwila zwłoki wystarczyła . jakie zostały z pieczonego dzika.

dźgnął go sztyletem. Od wejścia słychać było łomot. A potem równy. . łopotały wzbijając chmury kurzu. roztrącając talerze. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika.Dunyyyyyy!!! . podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. wskakując na krzesło. półmiski i puchary. Stół. siejąc dookoła zastawą i jadłem. Jeż zwinął się.Nie godzi się! . Wiedźmin zawirował. . usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany.zaryczał Eist Tuirseach. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał. co zostało mu w ręku. Wlokący Jeża odskoczyli. uwieszony u jego pasa. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. razem z siedzącą na nim Calanthe. Rainfarn zawył. wzniósł glewię do pchnięcia. Strażnik runął na ziemię. zatoczył się na ścianę. Jeż. padł płasko na ziemię. Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. Geralt ciął. łowiąc okiem zielonkawy błysk. że czasu jest niewiele. zwalił się ze szczękiem. Wiedźmin. krzyżując drzewca. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. przyklękając. wleczony po posadzce. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. zakrzyczał i zafukał. Od wejścia biegli następni. a z tym. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki. Tron. chwytając za krzesło. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. Eist Tuirseach. wibrujący krzyk królewny. Rainfam. pomknął ku walczącym przez stół. skacząc ze stołu. czując. rzucił się na nadbiegających. Trzeci strażnik przyskoczył. przyparli Jeża do rzeźbionego komina. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. jednostajny. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. Geralt. ledwo utrzymując się na .wrzasnęła cienko Pavetta. Wiedział. Strażnicy. wznosił się wirując. Poczuł okropny ból w uszach. co się święci. rzucając gizarmy. gobeliny i arrasy. gubiąc płaski hełm. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. z mieczem w ręku.

ściskając medalion w dłoni. własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. świszcząc w powietrzu.odwrzasnął Geralt. wydawałoby się. obaj przypadli za górką. wewnątrz przejrzystej . a nie na brzuchu. Drogodar.To czysta. chwycił w ramiona. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu. gdzie Myszowór. rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa. cięła krzykiem jak batem. lub rozpłaszczał na ścianie. unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi. skoczył ku niej. Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść. Z powały cichutko sypał się tynk. Pavetta wyła. Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . beczułka piwa. . Myszowór straszliwym. Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. walił się i turlał. Obracając się. wyrżnął go w plecy. . trzystopniowym zaklęciem.Tak! . Pod powałą krążył stół. od którego. pełzł w stronę. Geralt doczołgał się do Myszowora. pierwotna Moc! . rozleciało się w drzazgi. Geralt Znakiem Aard. krzesło i lutnia Drogodara.Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . wszystko i wszystkich. Krzesło.nogach.Ona nad tym nie panuje! . zacznie się topić posadzka. tworzyli Paszkot ze Streptu.Gotów? . . jak tylko mógł. na którym siedziała królewna. Geralt.Widzę! . którą licząc od dołu. tak szybko.wrzasnął druid. przekrzykując harmider i łomot.Wiem! . rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem.wisiała nadal w powietrzu. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka.

deski.zakrzyczał Myszowór. nadgryzione bochenki chleba. z wnętrza których runęła na nich Moc. . świeczniki. poprzez wycie Pavetty. dzikich i mitycznych zwierząt. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. obróciła ku nim głowę.Uwaga! . celując różdżką w królewnę. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. . wirujące leje. co znalazło się pod spodem. odrzuciwszy głowę do tyłu. brzęk i łomot. deszczułki i tlące się polana z paleniska. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. . Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła. huk.Zwalnia wszystko! .krzyknął wiedźmin. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć. Sam zaś. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora.zielonej sfery. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom.Blokuj ją. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. porażając dech. na złotym polu. kości. wstrząsając posadami zamczyska. wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk. półmiski. . wiry. Błyskawice skręciły się w oślepiające. Nie przestając krzyczeć. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko.Blokuj. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. jak taran rozsadzając czaszki. na trzy łokcie do góry. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę. Pavetta zamilkła przerażona. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. Myszowór! Blokuj. gasząc oczy. .Na wszystkie demony! . domowych. nieznanych. wył i ryczał. poprzez własny krzyk i wycie rannych. kwiczał i skrzeczał. . Moc zelżała raptownie. kuląc się.zaryczał Myszowór. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha. majolika.

Teraz! . ghoul y badraigh mai an cuach .powiedział z wysiłkiem Myszowór.krzyknął cienko Windhalm z Attre. nie wiesz. że dziewica.Wody! . z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy. otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy.wołał jeden z braci ze Streptu. wiedźminie! Uderzyli ją. Dzirżygórka.ryknął Myszowór.Opanuj się. Umiłowana.Dzisiejsza młodzież! . . poprzez rumowisko i zniszczenie.powiedział wiedźmin. . próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc. przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. .spytał marszałek Vissegerd. Królowa otworzyła oczy. nie mogłaby używać Mocy? . wiedźminie. . niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. ta jednak odtrąciła ich ręce.. Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się. . prędzej! . dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin.Czy ktoś zechciałby mi objaśnić. wyczołgując się spod zerwanego arrasu. Moja. znaczy się nie tknięta. . Calanthe! . Ludzie patrzą . . wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina.A niech patrzą. .Eist.Wody.Nie .Medyka! .parsknął Myszowór. schylony nad Rainfamem. wymachując różdżką. Crach .wychrypiał Kudkudak. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. . . Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę. .I piwa! .Cóż to. ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. co to było? . . . przez połamane sprzęty i bezwładne ciała.Teraz. Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie.powiedziała. patrząc w ich stronę. plując krwią płynącą z przygryzionej wargi.powtarzał Crach an Craite. Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami.Calanthe.Że co? . .Tu są kobiety.Cuach op arse.

rzekł druid. ale niepotrzebnie. . cofnęli się szepcząc i mrucząc.Dosyć tego. ani chybi . Geralt. Nigdy nie dowiedziałem się. prawda .Po co nam medyk? .Czy ta twoja różdżka. odwróciła głowę. Myszowór? . podnosiła most zwodzony ruchem brwi. . Od północy do świtu . . ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka. .Duny . I okolice.Kto to? Jeż? . który słyszeliśmy wcześniej. zaczął tracić kontury.Calanthe wyprostowała się.powiedział Myszowór. ozdobioną wydatnym nosem. . z zaciśniętymi ustami. Hej.Na rozkaz. Dzwonnika.ciągnął Duny. .. Geralt i ty... . . Prawda.. okalające bladą. królowo..Tak.stęknął mężczyzna o imieniu Duny..Dosyć . Calanthe? .Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego. . był nieporozumieniem i pomyłką. Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro.powiedziała miękko Pavetta. kanciastą męską twarz. królowo. popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe. lśniące. Jak już będzie po wszystkim. Wszystkich.. Adalia.zająknął się Eist Tuirseach. która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać.Może jednakowoż zamiast rozprawiać.powiedział wiedźmin. .Właśnie w tej chwili.Ale jak.Jej babka.. Duny. Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci.. .klątwa . trąc skronie.mruknął Geralt. odpowiadając zamiast królowej. co wiem. Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach.Prawda.Co.Zaklęty? . wyjmując różdżkę. . III . Calanthe.Odziedziczyła z przeskokiem. Myszowór. Dzwon. . . . kręcone włosy i brodę.. chcę was widzieć w mojej komnacie. wskazała rannego Jeża strażnikom. ani Roegner..zamruczał Eist. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko. Stłukłam sobie kręgosłup. Eist. rozmył. ani Calanthe.Wybiła północ .. Potworny pysk Jeża rozmazał się. dumnie unosząc głowę. .Od urodzenia. jak tu stoicie. jaka była przyczyna.. .Pal diabli jej dziewictwo . Pavetta.. kto mi to zrobił.

. że tak. pani. widzieliście co. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. i co? I nic. W Maecht ludzie są zabobonni. Mam pewien dług wobec ciebie. Przeznaczenie zadrwiło z ciebie.Pomału. nie chcę. błędny rycerz z giermkiem. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? . -z zapałem kręcąc głową. Jesteś z Pavetta od roku. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny. Już nie pamiętam. stawać na drodze do naszego szczęścia. Jeszcze nie skończyłam. . Akerspaark.Mogę. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca.kiwnęła głową Calanthe.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową.zaczął Eist. i to jeszcze jak . Dalej wiecie. tylko to się liczy. ale ja tego bardzo nie lubię. . Pierwiosnki. To znaczy. wiesz. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę. I piękną.Dzięki. Duny.No. ..normalny człowiek.Pewnie.Dalej wiemy. . Zwłaszcza tego. Tuirseach. . Krótko po tym spotkałem Roegnera.Calanthe. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. . we dwójkę włóczyliśmy się po świecie.uśmiechnął się Duny. chciał to ukryć. . kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. Cóż za ironia. Nie możesz. Duny. mój ojciec. względnie domyślamy się . . -Na twoje szczęście. . Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. Za tamto.Do licha z przeznaczeniem. Byłam zdecydowana. od kogo usłyszałem. wychował. Kocham Pavettę i ona mnie kocha.uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. królowo. podróżowałem sam.. . potem. Dzięki .. sprawa mocno się skomplikowała. proszę. mogę.. Powinnam cię prosić o wybaczenie. gdy on zginął.. Ty mała czarownico. Duny. od świtu.

Co tam mamroczesz. Geralt spojrzał na Myszowora. . jak sądzicie. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie.Czekaliśmy.. trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami.. . królowo? . leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu.Nic. . patrząc na moją prawie zamężną córkę. dobrze radzę. jak stoi. co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara.. Powinna się nauczyć. .Świta już. ale.. .Zaszczyt to dla mnie. . pani.Ja myślę . Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. Lubię ten zamek. Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć. Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają. A wy.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. zgadzam się. Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem.. Jak ty to powiedziałeś. mam dla ciebie propozycję.Ciekawiło mnie. . czarowniku? . wolałabym. . jeśli chcecie.zamruczał Myszowór. aż sama zobaczysz ..Tak. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać. druidzie? . . nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny.zapewnił Geralt. czarownicy? Czy nie widzicie. . Przy okazji. Raptownie odkręciła się w stronę. Pora. żeby stał. .. Myszowór. .Niedaleko pada jabłko. Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania.parsknął Myszowór.Możecie oboje zostać w Cintrze. Co ty na to..To dobrze. Eist.Tak.królowa odwróciła głowę w stronę okna...Calanthe.A wam co tak wesoło..Widzimy. . Zresztą. Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. widzimy .. .Dzisiejsza młodzież . Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry.Duny! .. kiedy się połapiesz.I piękną. .

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

-Gwiżdż na niego. Geralt. słońce zachodzi.Jaskier znał wszystkich królów. Poeta pociągnął z gąsiorka. jedyna teza z jego traktatu. Lud puściłby mu kasztel z dymem. Podobno są tu wodniki. Nie. mógłbym udać się tam. albo przesadzona. zmrużył oczy. . od każdego przechodzącego żąda opłaty. łyknął z gąsiorka. wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. Jadę na południe. wszelkie możliwe świństwo.rozkaszlał się. Jaskier^Świat się zmienia. macając zabandażowaną szyję. Któregoś dnia podjeżdżam. byś mnie tu nią musiał raczyć. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. . przybierając przy tym minę myśliciela. Cywilizacja. z boginią Melitele. a jadąc przez kraj. . Owa zmienność świata to. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. Długo myślisz tu zabawić? . Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. Coś się kończy.Nie chcę kłopotów.Opowieści to i ja słyszałem. To znaczy. . że świat się zmienia. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń. . wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. . z którą ci absolutnie nie do twarzy. Tutaj nie znajdę roboty. Jaskier. twoim zdaniem. zamiast odpowiedzieć.Niedługo.Donikąd. Jaka tam cywilizacja. Bo na to. westchnął ciężko. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. .Tak. Nie odważy się zadrzeć z Nenneke.Hereward? .Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym. wijuny.Świat się zmienia. most. tak . przerazy. Mógłbym ci potowarzyszyć. nawiasem mówiąc. książąt. że nie jestem mile widziany w jego włościach. A siedzę tu już i tak za długo. a wódka się kończy. Co się jeszcze.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. Daleko na południe. .Co też ty wygadujesz. filozofie.Dokąd zmierzasz? . latawce.Dam ci parę przykładów .westchnął ponownie Jaskier. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. patrzę. Powinieneś mieć roboty po uszy. patrzą na mnie jak na dziwoląga. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. . Połowa jest albo zmyślona. Pod mostem siedzi troll.rzekł Geralt po chwili milczenia. dokąd ty się udajesz. . . Lokalny diuk dał mi do zrozumienia.

a im się chce nieludek. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. pytam. jak się patrzy. Jadę więc dalej.. ile. Leci. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami. temu nimfę.Pieprzysz. którzy odmawiają. Taniej wypada więc płacić mu myto. problemu stanowić nie powinno. Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. a kto będzie most naprawiał. po wsiach pełno dziewek jak rzepy. że zmienisz pracę. a robi mi się coraz głodniej. . Bądź konsekwentny. . No. niesie w szponach owcę. Pogłupieli doszczętnie. ile mi dacie. przetrąca nogę. pytam. patrzę.. Chyba. naprawia go regularnie w pocie czoła. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić.Nie użalam się. Inny prosi.Na byle jaką. za tego trolla. Mało znam kapłanów. To. jest.To akurat bujda . bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję.Tym. z twoją moralnością.Nie będę zabijał wojsiłków. jak mu łuska z grzbietu spadnie. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. że skończył się popyt na poezję. którzy wierzą. że nie wierzysz w żadnych bogów.może i nie byłbym. Idę więc do wójta.Próbowałem. a od wody ciągnie i łamie w kościach. solidnie. Chłopi na kolana. owemu dziwożonę. .zgodził się poeta. Ani innych nieszkodliwych stworzeń.. Jak to. nadal wpatrzony w zelówkę .. ale jaka? Temu złap rusałkę. a czasem i obie. który pod koniec życia odkrył. Jadę do wsi. Rozpytuję o pracę. . . owszem. to baron sioło spali.To będziesz chodził głodny.Na jaką? .. . Nieduży. a polewce nadaje smak wywaru z onuc.wtrącił Jaskier. Gadanie i żale niczego nie poprawią. Nie wzmaga nic a nic. a nas ze skóry obedrze. pyta. Stwierdzam fakty. wołają. . . Zostań kapłanem. jak trolla nie stanie? Troll dba o most. Jadę dalej. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. nie. gdybym stwierdził.Przypominasz mi. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą.Cóż . Wójt otwiera gębę ze zdumienia. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. zapłacicie za gada. Ja. Geralt. sędziwego rybaka. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. . .. widłogon. Hodowałbym róże. że ryby śmierdzą. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona.

Szczurołapowie. Im lepiej i sumienniej pracujecie. Przecież waszym celem. . Troll pod mostem zżył się z ludźmi. fretek i łasic. Bo my. Geralt. kikimory. byliśmy tu intruzami. wiedźmini. Dostrzegasz analogie? . pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń.Prawda. W czasach.Dostrzegam. Paradoks. którym straszy się dzieci. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. Wy. Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam.Ale nasze profesje różnią się nieco. które pielęgnowały cnotę. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami.. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. Baron nie pozwala zabić widłogona. tych raczej nie naśladuj. tym mniej macie do roboty. wynajdując skuteczne trutki. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. Czyli świat. milsze i nie chlały tyle piwa.Dawniej. A przerazy. sami przecież pozbawiacie się pracy. karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. każdą dolinę. A wykończyli ich alchemicy. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. ale stale. gryfy i amfisbeny. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. Ale te czasy minęły. . gdy straciły pracę. Z twoim zawodem jest gorzej. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. wzmianki o wiedźminach. w którym wiedźmini są zbędni.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. Niektóre. Cóż. No.. natychmiast się rozprawiczyły. każdy bór i każdą polanę. o tych pierwszych. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. mantikory. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. . ludzie. to już nie potwór. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. Zwierzaczki były tańsze. gdy były jeszcze jednorożce. świat spokojny i bezpieczny. wampiry. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. wilkołaki i strzygi. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. każdą przełęcz. chimery i latawce. to relikt i lokalna atrakcja. Prawiczki od jednorożców. stopniowo. minęły bezpowrotnie. o ile pamiętam. wygląda. prawda? . by móc je łowić. Tą ziemią władały smoki. w dodatku pożyteczna.

Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. . Do tego jada się tam pęczak i proso.. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem.powiedział. miało czterech rosłych braci. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. .Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie. z jaką to czynisz. . Jaskier. Ale nie osiądę. . forpoczta cywilizacji i Nowego. Powiadają.Nie podoba mi się to. A potworów tam podobno niemało. Gdy zarąbiesz parę potworów. masz rację. do tych dzikich krajów.Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. nie biorąc ze sobą rohatyny. Skutek gwarantowany.Zarobić łatwiej .Może powinienem. że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. . . . . . Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy.Pamiętam. Ale niech ci będzie. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu. Powinieneś osiąść tam na stałe. zaraza.. Czy ci się to podoba. Coś się kończy. dziewczyny się nie myją.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. Jaskier zarechotał donośnie. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. a komary gryzą.Miałem więc rację. Szukali cię po całym mieście. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów.To ty mnie namówiłeś. piwo ma smak szczyn.Geralt łyknął z gąsiorka. Nie podoba mi się mina. że prawisz banalne komunały. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu... Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś. grożąc.mantikory.Ale wydać trudniej. czy nie. . . Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas.. jedźmy co rychlej na to południe. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. Pamiętasz? .. Ech. to zaraz ci minie chandra. bo dziewczę. coś się kończy. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata . Geralt. opierając potylicę o regał. było jak mówisz. żeś znalazł kompana.

starosto? . omijając krowie placki.starosta znowu zaczął myśleć. panie! Elfy. ten już nie wraca.. . Zawodowo. . Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. Kto tam pójdzie.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się.Aaaa .Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . zebrało się już kilkunastu osadników. Jestem wiedźminem.Robota? Niby te. .Taka profesja .Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. ocierając usta z piwnej piany. za pieniądze. Wszelkie plugastwo tępi. . Przeszedł skosem przez podwórze.powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt. Pałace ichnie.Są ..No właśnie . Oho. tam jest ichnie królestwo. usiadł. widzicie te góry? Tam elfy mieszkają. całe są ze szczerego złota. powiadam wam.Jestem wiedźminem. . .rzekł Geralt chłodno. Poeta postawił kufle.Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! ..wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier. Klnąc pod nosem.KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy. . Dookoła wystawionego na majdan stołu. Pojmujecie. Zgroza.. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków. Z miejsca zorientował się. przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą.Spójrzcie tylko tam. .potwierdził Geralt.Aha! . w sposób zauważalny.Wiedźmin. Żywiołaki? Pytacie. No. rozumiecie? Strzygi zabija i upiory. . . że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź. panie starosto .Niczym nie handluję. powiadam wam. trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę. . .Tak sądziłem . są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową.doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. niosąc dwie ociekające pianą stągwie.

dobrzy ludzie .Rychło wrócę. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się.Ano. co da się zrobić. jak weźmie się za same baby.odezwał się Jaskier. Starosta. Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. Geralt wysłuchał spokojnie.Całą drogę narzekałeś. mówiąc o królewskim włodarzu. . to bywajcie. tak. Nie obyło się jak zwykle bez tego. dobrze mówię.I chochliki .Geralt . . stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu. . .Aha . kiwając głową w udanym skupieniu. .rzekł wreszcie. obiegli stół ze wszystkich stron. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą. Ale są tu i inne żywiołaki. onaż po chałupach chodzi o brzasku. prawie starosta gada. panie. .I nietopyrze! Nietopyrze tu są! .Mora! . by nie poinformowano ich. tak. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. a dzieciaki od tego mrą! . myślał długo. . O. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach. A najgorsza to Mora będzie. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. co przed chwilą słyszałem. Zliczyć trudno. po czym wstał i skinął na Jaskra.Tak.dodał drugi. żołdak z miejscowej strażnicy. A z tego.No. . co lata i krowom mleko spija. Z elfiej krainy widać lezą do nas. jest ich a jest. a niejaki Duda. a tylko patrzeć. Blada dziewica.Jaskier zarechotał bezczelnie. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach. a w dzień płody spędza. który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. o latawicy. wtedy zobaczymy. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. . ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie. .Koniom grzywy plączą po stajniach! .rzekł jeden.I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją.powiedział.

.lubią wymyślać potwory i potworności. może nie czają się za każdym drzewem w lesie.Nie zarobiłbym tu ani szeląga. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża. Czemu więc przypisać.Żaden ze stworów. .Zastanawiałem.Co proszę? .Geralt odwrócił głowę . Poeta milczał czas jakiś. słynny poeto. jedziemy dalej? . to niemożliwe.Ciekawym. wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach. Dlaczego więc. . że będziesz tu pracował do zimy. . a ja się na ludziach znam. I znam tę przyczynę.Nie. . szczególnie zawziętego na pęciny koni. wierzą w to.zgodził się wiedźmin.Przecież potwory są. Może nie jest ich tyle co niegdyś. ale przecież są. o których mówili.Nie .Geralt . Coś z tego. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie.Nie kłamali.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. podkasanym dziewojom. . które nie istnieją? Mało tego. . w przeciwnym kierunku. . Oni nie kłamali. słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? .Dlaczego? .. . nie było słowa prawdy.Dlatego. musi tu być. Żaden? To być nie może. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. . Jedno tu jest z pewnością. Ty zarobiłbyś trochę grosza. Wyjechali za ostatnie płoty. Istnieją. Bard przełożył nogę przez łęk siodła. Przyglądałem się tym ludziom. że w tym. . że ludzie dodatkowo wymyślają takie. Drogą.powiedział nagle.Ludzie .Nietopyrze..Przyznaję. co oni mówili. ciągnęły wyładowane wozy. . nie istnieje. wytłumacz mi. Co nie zmienia faktu.wynika. Jaskier. od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym.Ha! Co? .Żaden z tych potworów. . . Chociaż jedno! Przyznaj. ja miałbym piękne tematy do ballad. co wymienili. Głęboko wierzyli we wszystko. i to bez wytchnienia.Żartujesz chyba! .

Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. lubią myśleć.Na wozie! .groble były zadbane. . nie oglądając się. Jaskier obejrzał się nagle.zadrwił wiedźmin. Jechali wolno. obłożone faszyną.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. oszukują. wesoło ciurkały wodą. . kradną. dogonił ich więc szybko. cyranek.Zapamiętałem .Jaskier wstrzymał konia. co ci powiem? .warknął trubadur. ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady. Ale nie licz na wielki poklask. rozejrzał się. I łatwiej im żyć. . . Horyzont wytyczała zamglona. niech mnie diabli. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach.powiedział Jaskier po chwili milczenia. a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy.Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę. wcale nie przegniłe.Im bliżej krańca świata. a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. . . Strach pomyśleć. do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie.Ktoś jedzie za nami .powiedział podniecony. morzą głodem babkę staruszkę. szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli. . Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . . Mnichy przy stawach. -Na wozie? A ja myślałem.Wiesz. W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. . sina linia gór wznoszących się nad czarną. Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. przepusty wzmocnione kamieniami i balami.Niesłychane . płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw. . Geralt.Spójrz.Jedziemy. że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. okrągłe i regularne jak listek koniczyny. bezkształtną połacią boru. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. Jaskier. Czyż tu nie pięknie? Idylla. .Ułóż. tym bardziej wyostrza ci się dowcip. leją żonę lejcami. czapli i perkozów. Pośrodku. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz.Ha . Gdy piją na umór.

że tu nie masz innej drogi. jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali.Skąd ta pewność? .Święta prawda.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu. . biegły w obyczaju . mości Pokrzywka.spytał. nic nie mówiąc. Jedźmy do mnie. Po co rzyć na kulbace męczyć? .Miałbym coś dla was. usiadł na desce.ich chwalimy. Przecie i tak tamtędy wam droga. .Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . Geralt puścił wodze. . . Jaskier zaśmiał się.zaproponował chłop. Geralt? .ciągnął mężczyzna w kożuchu .mruknął wiedźmin. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. .. Wdrapali się na wóz. Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie. Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał. zwany Pokrzywką. .Przyglądałem się wam. Chłop.I my . Pokrzywka cmoknął na konie. Wygodniej będzie. . miłościwi! . bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak. Dalej.jak wam starosta bajędy prawili. wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli. nie chwostem obrócone.Stąd. .oznajmił woźnica. Tam pogadamy. W drogę tedy. żeście wiedźmin.Nic . . .Jeśli chcemy . Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było. . Geralt patrzył na chłopa bacznie.O interesach na gościńcu źle się gada. chrząknął. Wiem. porządnej roboty. Jaskier.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej.Na gościńcu źle się gada.Słyszałem . .Tppprrrr! . . jak okiem sięgnąć.powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi. a wasze konie w tamte stronę pyskiem. . panie wiedźmin? .Zwę się Pokrzywka .odrzekł Jaskier.Co na to powiesz. minęli pas skoszonych łąk.rzekł wiedźmin. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale. Jaskier zaśmiał się ponownie. ciągnęły się uprawne pola. do Dolnej Posady.Bogów chwalę.

ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy. czy jak? Ale w jednym utrafiliście. .Dolina Kwiatów.Ano. Dhun? Dhun. .Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś.rzekł wyniośle Jaskier. Od rolnictwa zależy los świata. dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. aż miło. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie.Uważasz? Elfów wyżenąwszy. jaka ogromniasta. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili. my sobie. Oni sobie. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra. przejdziemy do rzeczy. A teraz.W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. pisząc. gospodarze.rzekł poeta. Ucz się. można . . panie. czyli Dol Blathanna . ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. Uczyć się trzeba. Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. . Rolnictwo karmi. . te fioletowe kwiatki.Znasz się na rolnictwie? .Co. Geralt.Nie mieszamy się jedni do drugich.Rzuć tylko okiem. to jest wyka . Żyto jak złoto. jeśli pozwolicie. który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów .Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski. . chroni od chłodu. zobacz. . ubiera. poeci. Spójrz. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą.powiedział Jaskier.Wierzyć się nie chce.Lubinuście nie widzieli. . koniec cywilizacji . mój drogi. .wtrącił Pokrzywka. dobrze więc znać się na rolnictwie.Dzięki stokrotne..Rozumiem. . . . II . Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. że to kraniec świata. skinął na dziewki. . .Mało rozumiesz.My.zgodził się Pokrzywka.Prawda.A gorzałkę z czego się pędzi? . Brak fantazji. musimy znać się na wszystkim . .Najlepsze wyjście .Po prawdzie. A jak żyje się tu wam z elfami. To łubin. . Albo ta rzepa. starszy Dolnej Posady.Dzięki za poczęstunek . uczyć.

Przecie mówię. Skąd się wziął? Ano znikąd.niewybrednymi żartami. . odchrząknął. Geralt kopnął pod stołem Jaskra.Po kolei. panie.Nie wtrącaj się. .Jest tu takie jedno pole.zarechotał Jaskier. . .Jaki diaboł? .Pole .A jaki ma być? Diaboł i tyle.kontynuował Dhun. wypisz wymaluj diaboł. chmiel i len.Ano .Nie wtrącaj się. Kawał pola. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. .Mówcie. . usiłując wyciągnąć muchę z piwa. ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie. Bęc. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza. tak. z wielkim trudem. Jaskier . że pomaga.Ano.nie wytrzymał poeta. W jaki to sposób . . w czym się tu wam mogę przydać.. .Co jest na tym polu? . w czym wam przeszkadza.Dobrze mówię. .Diabeł? .I co? . . Pokrzywka spojrzał na Dhuna. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem.Słucham tedy . który już szykował się do złośliwego komentarza. . ostry żywiczny zapach docierał aż do izby.Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. jak wygląda. .. panie Dhun. Wygląda to on. powiadam wam.powiedział.To już wiem. .Co? . potrafił być niesłychanie cierpliwy. Ano. Diaboł. Po kolei.rzekł Geralt. .Co takiego? . trzask.. jako żywo. -Ano. . patrząc w okno. .parsknął Jaskier. mądry z was człek. Mówcie dalej. Bywa nawet. Jaskier.Ano . to jest tak .Pomaga? . .Przecie mówię: diaboł. gdy chciał. skąd się wziął. Powiedzcie. mości Dhun. podrapał się za uchem.A wy mówcie dalej. .rzekł Geralt spokojnym głosem. Starszy osady kiwnął' głową. Aż po sam bór sięga. grasuje tam diaboł. jeśli łaska. prask i patrzym: diaboł.Diabłów nie ma! . po kolei odginając palce. .Dhun uniósł głowę.Geralt.. jak diaboł. . Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie.

rzepy i buraków dogląda.Więc jednak przeszkadza. nie? To zróbcie z tym diabłem porządek. woda z jednego stawu.Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej .. .odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka. co się w kapuście lęgnie. . po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku. Niszczy a psuje. zjada.Wszelakoż . z przeproszeniem. .gotowiście mi zapłacić. naprzykrza się.bo w tej Dolinie. pomaga tak: grunt użyźnia.powiedział. co to. że wytrzymać ciężko. że dupczył będzie.Nie Iza ubijać .Co? . Co to.Nie przeszkadza.pokręcił głową Dhun. Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem. panie.A. ze szczętem uciekła i karpie posnęły. Nie wiedzieć rano. Skąd tyle miłosierdzia? . Psoci jeno. . z dymem puścił wszystko siano. ot co. We stogu lulkę palił. ino by żarł. .pomaga wam ten. . Ale kapustę takoż po prawdzie zjada. A to.Ano. nie chcecie go w okolicy? .A któżby . . panie wiedźmin. Jaskier odwrócił się do okna. A i liszkę.. . . sam słyszałem. krety tępi.Wyście są wiedźmin. niecodzienne. Kradnie. na grobli ryje. To i macie robotę. kurwi syn. Zapłacimy wam. nasrane tak. Jak to diaboł. w studnię napaskudzi. by pozbyć się tego diabła.powtórzył z naciskiem kmieć. Nic. straszy. nie diaboł. Pluć nam na jego pomoc. .Rozumiem . panie. co tu gadać . . z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej. to nie. sami rąk nie mamy? A to.Rzekłbym. grozi. Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie.. ptaki płoszy..zmarszczył się Dhun. czy tak? Innymi słowy. co mu wieczorem do łba strzeli. . a to za dziewką goni.Dhun spojrzał na niego ponuro .Niecodzienny warunek.Interesujące . doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki.. jak powiadacie. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie. glebę wzrusza.Nie . chudobę i spyżę.przerwał Geralt. Wiedźmin milczał. tłumiąc śmiech. abyście diabła ubili. Jaskier znowu zarechotał. .. nie chcemy. .rzekł spokojnie wiedźmin . Ale zważcie. ile trza. a złośliwe bydlę i w głowie ma.chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da.Diaboł .

wrzasnął poeta. Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. . Tam se go możecie oglądnąć. że właśnie diabły to wymysły. . Diaboł nocami hula po całej okolicy.skrzywił się Geralt. wiktu i opierunku? . a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów.Rzeczywiście . . . po czym wstał.Prawda . nie przestając się uśmiechać. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy.powiedział Pokrzywka. Nie ma! Diabły nie istnieją. . wie przecież każdy.Jaskier zerwał się z zydla.Ale ja. temu waszemu diabłu. .Geralt . albo wygońcie za siódmą górę. Jaskier. . że to stworzenia mityczne. A o tym. panie. III . . A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was. Nie będziemy was naglić. że mnie już trochę znasz. że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu.Nie Iza i już . .mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę.Najpierw chciałbym mu. Nie minął dzień od chwili. definitywnie wybijając kota ze snu. .Głupi ten diabeł nie jest.Z faktu. śpiewaku. co nie istnieje.Jedno jest pewne .Wygląda na to. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu. . . Bywajcie. ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach. nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś.zaciekawił się Jaskier. do diabła! . na oddalających się od chaty kmieciów.przerwał Pokrzywka. wypoczywajcie jak długo wola. Albo wśród starych wierzb na bagnisku. .I wasza wola.spytał Dhun.Wasze prawo . Kmiecie popatrzyli po sobie.Diabłów nie ma! .Przestaję zgoła rozumieć. wedle prawa gościny.Co tu jest do rozumienia? . Chcecie wypocząć. .Z czego to wnosisz? .Złapcie go tylko. wyjrzał na podwórko. znając cię trochę.. .Przybijecie ugodę? .uśmiechnął się Geralt. Wiedźmin milczał.W takim razie nie rozumiem. wyjąwszy widać ciemnych kmiotków. się przyjrzeć.

ów diabeł.Przestań gadać. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . . że to nie przypadek. Chciałem być pomocny.Hej! . może i do zastosowania.Oryginalne .Inteligentnie . który. Dlatego muszę poszperać w konopiach. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy.Jaskier rozejrzał się.jak też się do tego zabierzesz. . Co o tym sądzisz? . Ani baba.. Łajdak wyczuwa aurę i wie.bard dopiero teraz zauważył. ..Wcale ciekawa koncepcja. nic więcej. a w czystym polu dognałbym go konno. spójrz.Choć niewyrafinowane. A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć.Chodzi o specjalne właściwości konopi.. co to takiego jest. .. Zakładam. .. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną. jak byś się do tego zabrał? . Z nagonką. Geralt. poprawił spodnie. Jest ballada o parobku imieniem Yolop.Nie wziąłeś miecza! . Była taka jedna. jeśli zechciałbyś uczestniczyć.Daruj mi babę.A po co? Też znam ballady o diabłach. tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość. Na razie chcę się zorientować. A tam. . Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. .Jak chcesz. Wypędziłbym diabła z chaszczy. Jaskier odkaszlnął. . ale zabawna. Zapracować na wikt i opierunek.parsknął trubadur.Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. . Kto wie. uważasz.A ty.powiedział. bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. dla przykładu. .Co chcesz zrobić? . wziął na arkan. nieprzyzwoita. Założę się.Pomyszkuję trochę w konopiach.Hmm. .Sprytnie. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. widzisz te tyczki? To chmiel.nadął się Jaskier. Ale na razie jeszcze nie polujemy. ..Ciekawym .. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy. Jaskier. Baba. o diable i babie. . że jest tu bezpieczny. . Czas zabrać się do roboty.

. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. . Skorzystajmy z niej.Składają mu ofiary.Wiesz. .Jest ścieżka. Jaskier.Geralt przysłonił oczy dłonią. wilgotne. .Faktycznie . W gęstwinie panowało ciężkie.Zawsze myślałem. Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie. "niech to diabli". co za cholerny chlew. płaski kamień. co to znaczy. a tuż za zakrętem kończyła się niedużą. ziarenkami.. co znaczy. . gdy widzą nadjeżdżających gości. że "diabeł" to tylko taka metafora. . czy rzeczywiście jest taki straszny. "do diabła". jak widzę. "Diabli nadali". jak go malują. . . W samym centrum polanki leżał duży. niby jakiegoś czyżyka. nierówną ścieżynką wśród konopi. . zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. wskazując na świeczkę. Co.Tym lepiej. Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu.Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła. nie . potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów. Zaraza. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą".. wydeptaną w zielsku polanką.O.mruknął.Spójrz. czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie. Przestań pleść. jak również inne. Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu.Ty nie musisz. przekonać się. nierozpoznawalne pestki i nasionka. Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka.rzekł poeta. krocząc za wiedźminem wąską. Niziołki.W samej rzeczy .Tak przypuszczałem .I palą diabłu ogarek. Jaskier zamilkł. ..Wiem. . Ale karmią go. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se".. . Jaskier. duszne gorąco. skoro tam jest ścieżka. Pytałem. Ścieżka zakręcała lekko. żeby było jak kląć. na nim stało kilka glinianych miseczek. Nie nachodzimy się zbytnio. My tak mówimy we wspólnym.zaprotestował poeta. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". . wymyślona. . gdy im się coś nie uda. Krasnoludy klną: "Duwel hoael".paplał bard. Geralt ..A jeśli to diabla ścieżka? .

. po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór. Dziwoląg wyposażony był też w długi.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. .zagulgotał wściekle stwór. uk. Zachowaj dla siebie głupie żarty. przy czym warga rozeszła się szeroko.Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki. łajdako-wie wy.Ani słowa. . uk. ruchliwe. . do cholery . Trudno było ocenić. beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką. . -Ja wam dam kulki! . podskakując. precz. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki.zabeczał koźloróg. beeee! Nowi żartownisie przyszli. Stwór zabeczał. trzymając się za czoło.szczeknął potwór. . ukazując żółte końskie zęby. . Jaskier . .Katarynka i dzwoneczek są twoje. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. a kulki świszczały mu nad głową. zamachnął się ponownie..syknął Geralt. możesz je zabrać. którym energicznie zamiatał. Geralt nie czekając skoczył za nim..kiwnął głową Jaskier. Gdy będziesz szedł do domu. uk! Żartów się wam zachciało.Przestań.Uk! Uk! .ryknął donośnie koźloróg i podskoczył. następna trafiła Jaskra w kolano. Koło ucha Geralta coś świsnęło. . Również usta. Dolna część ciała stwora pokryta była długim.Żarty!!! . Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. . bo na rogi wezmę. wyłupiaste oczy. -Żarty. .Psujesz wszystko. koziołku? .wrzasnął koźloróg. uk. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne. -Czego tu? Precz.Uk! Uk! Beeee! . beee.Blebleblebeeeeee! . zakończony pędzlastym kutasem ogon. kozie rogi i brodę. podzielone i miękkie.Zamilcz. przebierając racicami.Uk! Uk! Beeeeee! .nie wytrzymał Jaskier. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać. . czy było to potwierdzenie. uk! .Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć. przywodziły na myśl żującą kozę. W konopiach coś zaszuściło i zatupało.Jak najbardziej .Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie.warknął wiedźmin.

Czekam na wyjaśnienia. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. Nie posłuchałeś.już dawniej objawiały się straszydła. A myślałem.Nie prosiłem.. . Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . bo właśnie nadchodzą. .Jakim sposobem? . usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła. pytałem. A ja oberwałem w łeb. byś łaził za mną w konopie. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka. ... IV . Trzeba było przyznać. jeśli łaska. czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. bo wstyd nas żarł. Powiedzieliście. panie. A potem zapadła cisza. a zaraz potem świst kolejnej kulki. że było inaczej. Prosiłem natomiast. Osadnicy pomruczeli między sobą. który trafił go w łopatkę.U nas w Dolinie . Wybaczenia prosim.Pokazujesz mi go po raz szósty. Zobacz. Geralt . jakiego mam guza! . by poszedł sobie od nas precz. że nie robiliście niczego. sprawić. W milczeniu.zaczął wiedźmin bez wstępów.Miły jesteś. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej.rzekł wolno Dhun . Zełgaliśmy. że będę przy tobie bezpieczny! . diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek.No wiesz.Prawiście.Mości Dhun.Zanim wyruszyłem. Mam powody przypuszczać.Tego się nie spodziewałem. Geralt rzucił się w bok. klucząc wśród gęstwiny. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. . . prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka. Taka rogata pokraka z kozią brodą. pomiędzy konopie. ale nie uniknął pocisku. taki cap kosmaty. teraz cierp. . . mości Pokrzywka . chwytając się za potylicę.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. Wiedźmin. Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun.

Geralt.W jakiej księdze? .zmyliła go jej filigranowa postać. są sposoby na wszystkie potwory.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu. zaglądając mu przez ramię. ale tak wówczas mówiono. Dziewczyna wciąż stała przed nim. burdałaki. czary i cudactwa. obrosłe tłustym kurzem tomisko. Na wszystkich bogów.ocenił bard. . Jaskier. . z podkową ciągle przyłożoną do czoła. Ciekawe ryciny i iluminacje. zapewne jej rówieśniczek. Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha.Ja? Nie. niż początkowo przypuszczał . . to w bibliotekach świątynnych.starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła.Pierwsze Kuny .którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. . Tej sztuki nie posiadła żem. skąd to macie. Była starsza. grube. Geralt obrócił w dłoniach ciężkie. . Nieczęsto widzi się coś takiego. jakie na świecie były są albo będą. Zabawna składnia. by pień! Lilie.Czytać? . nie po wsiach na krańcu świata. upiry. pająki ogromniaste i żmije różne. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . mnąc dłońmi fartuszek. Księgę.ciągnął Dhun . że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? .Objaśnijcie mi . babko. . złociutki. włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić.jakim sposobem korzystacie z księgi. rzeknij babce.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. wijuny ziemne. mówię.Pokażcie księgę.rzekł Geralt zimno.W księdze tej . .Smoki latające.Rzuć na to okiem. Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę. nie umiejąc czytać runów? . . A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali. a jeżeli już.

..babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? . owamte pioruny miotają.Pochmurniki a płanetniki rozmaite są.wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. w lewej wór pieniędzy. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi.pośrednictwem Lilie jeno to.Tur rogaty albo taurus . co podle obrazka stoi. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry. gdzieżby tam . .odrzekła babka. . bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką. .mruknął Jaskier. zaiste . bo od tego oparszywieć można. że naszej babce już pora. nie ..A tu? . coby wiedźmaka nie dotykać.Przez niektórych wiedźminem zwany.. W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz. Rogi ma i bodzie niemi. po czym zamknęła oczy.. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała.zamamlała babka. znowu za . Baczyć aby trzeba. przyjrzała się rycinie.. wżdy trzeba.Eee.. . Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją. . Baczyć aby trzeba.Dość.Geralt otworzył księgę na chybił trafił. mówcie.wyrecytowała.powiedział Geralt z niedowierzaniem . uczy jaką młodą. . . brawo. Hmm. . A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu.A tego. babka najlepiej wie. . nowy.. Te deszcz leją. ..Aha . Bardzo dobrze.. Pochwalcie się zatem. babciu... co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. wiedźmak uradzi.Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. Wzywać go niebezpiecznie barzo. babciu.mruknął Geralt. łajna mysiego łuty trzy. z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. czapli siwej smalcu. weźmij nóż żelazny. co wie. babciu.Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie. . .Całą nie. Chceszli urodzaj od nich uchronić. A dziewki przed nim kryć.. Sami baczycie.zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. gdy już jej pora do ziemi. .Wiedźmak .Stara wiedźma i młoda wiedźma .Wystarczy .Jeśli dobrze rozumiem . . Dziękuję.Najstarsza babka zawżdy wie. . .Dobrze.. Ale póki co.Nie.Wystarczy. tamte wiater sieją.

Mydła szarego faskę. Dalej. babciu. .nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. . takoż miodu zapragnie.Zaczynasz wpadać w ten żargon. dał on nam .mruknął wiedźmin.. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. . jak wydało się Geraltowi. pójdź nocną porą.ciągnęła babka.. jakoby to nic. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. rogaty... któ-ren łakomy jest. . z trudem opanowując drżenie ręki. Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony. Kędy diaboł siedzi.To były czasy . .. A jeść pocznij orzechy.zachichotał Jaskier. wodząc palcem po pergaminie. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży..Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą.No..chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . baczywszy. Geralt . jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy.Cicho .Takoż zwany rokita albo silvan. Och. A teraz pokażcie nam. Miodu łagiewkę. Daj onemu dziegciu. Babka. . ..wyrecytowała babka. daj onemu mydła. . diaboł. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem.. W samej rzeczy. Wraz diaboł.A gdzie tam .zaśmiał się poeta.A żeby was pokręciło. Za wąpierza: srebrne grosze cztery. bom ciekaw.stęknął Pokrzywka.Dziękuję.No..rzekł Geralt.Doszliście do mydła? .zębów nadłamawszy. .. tako uczyń. Posłyszysz niebawem. A zechce diaboł twarogu. Wonczas daj onemu kulki żelazne.Diaboł . babko. odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki. na rycinie figurował miotacz kulek. To zaraźliwa maniera. . panie. przybieży i spyta. przewróciła kilka stronic. . a sam twaróg jedz..Zgadza się. a Lilie.. . Tym razem więcej rad bym usłyszeć. . mrużąc oczy .Aby do kulek.A żeby was cholera . włochaty. . no .. dziegciu drugą. . .Uważaj. Za kotołaka: srebrne grosze dwa. ale pozór daj. twarogu drugą. . smaczne li. Chceszli go z Opola wygonić. . jak miód jesz. wypisz wymaluj ..mruknął Jaskier..mamrotała babka.Weźmij orzechów jedną przygarść .zamruczał Jaskier. jakiego to sposobu na niego użyliście.przerwał Geralt z kamienną twarzą..

Poczuł dreszcz biegnący po plecach.Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? . .odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. a Lilie nadal nie spuszczała wzroku. od rozmowy ze mną nie parszywieje się. U nas tego nie było i nie będzie. Geralt raptownie uniósł głowę.warknął. durni wy! . Nie odpowie wam. Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. nie przymuszajcie jej. dziewko . Lilie nie spuściła wzroku.Nie wasza rzecz .Zadałem ci pytanie. . .Nie pytajcie jej o nic. a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. .Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? .uśmiechnął się wiedźmin. . . . .Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie. panie . dziewczyno.Lilie. Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli.Dziękuję.rzekł wiedźmin zimno. . bym go nie próbował zabić. ..Dhun spojrzał na niego. . .Uważaj .Nie zrozumieliście mnie . że to typowy roślinożerca. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie.bobu..Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro.. Nie bój się. u siebie stosy podpalajcie. gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi.Zabierz babkę i wyjdź stąd. .Wyjdź.uniósł głos. . A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli. żeby jeno przygarść. Lilie? Dhun wstał z ławy. ..warknął Dhun. Przecież widać. . Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś. Lilie nie odpowiedziała. Ona.podjął wiedźmin. mości Dhun? . gdy kulkę ugryznął. wpełzający na kark. To zaraźliwe..dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze.. prawda.rozsierdził się Jaskier . Dziwna jest.Bom się i nie starał . spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny.A kto wam kazał . Mnie uprzedziliście. Głową niemal sięgał powały.Wpadasz w żargon.Kto to jest. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony.

beczał. Takie się tu nieraz uhoduje. . i mieniamy się. Długo by gadać. nie mógł kraść. "uk-uk" wołał.Źleśmy wiedźmina ocenili. żeby wam się to udało. jakie się tu zbiory udają.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. ryczał. a kiedy on "uk-uk"..wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem.baczyliście. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę.Co to ma wspólnego z diabłem? .Zauważyłem to ... nażre się i da pokój. aż trzeszczało. Groził.. Nadal nie wiąże nas żadna umowa..powiedział. . Pokrzywka. Otóż nie. nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego. Nic z tego: kradł dalej. potem nagle wyprostował się.wycedził Geralt. Gadaj wszystko. co i jak. Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. . .. szurając łapciami po klepisku. Powiemy wam. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych.odezwał się nagle Dhun. mości Dhun. Nie macie podstaw do mniemania. jak tu wszystko rośnie. . . . Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać. Kmieć chrząknął. .. usiadł.. to on wściekł się. też nie siląc się na serdeczność.Ma.Nie sierdźcie się. że kupiliście sobie wiedźmina. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to. Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę. tedy lepiej nogi za pas. to zażądał daniny. myślelim. Pokrzywka zachrząkał.przytaknął Pokrzywka. panie. o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz. że. powiercił się na ławie. i sprzedajem. . . my i daninę tym płacim. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem.dupczył będzie .Nie trza kręcić .zaczął Pokrzywka . mości Dhun.lo też . Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco. Nie przy waszej niechęci do rozumienia.. .A i o czerwonym kurze napomknął. spuścił głowę. czego wy zrobić nie umiecie. Ale. Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi.Jakeśmy tu jechali . Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz.Panie wiedźmin . Albo nie chcecie.. Dhun milczał. Albo nie wolno wam.

A my. krzyczał. A jej życzenia to dla was rozkazy. A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini. pomstował. że to Lilie. znaczy. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. w czym rzecz. a nawet o migracjach całych wsi. Jak wiecie. Babka tylko to gada. No. Mądra.Kazała zrobić tak. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta. Kto to jest. do namiestnika. I wtedy wyście się napatoczyli. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. . Prosimy was. Wiecie sami. unikacie jej oczu. albo. Ale nie mówcie o tym nikomu..Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . Bo jedno. jak księga każe. Były już kłopoty z włodarzem.Nie obawiajcie się . często nie przebierając w środkach. którego sama me rozumie. w każdej nieledwie sprawie.Przecie odgadliście.Zauważyłem . .aleć przecie wiemy. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. panie wiedźmin. panie. -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst.Babka zabroniła diabła bić . Gdyby tak do włodarza doszło. ... Władcy tępili więc "zabobon". ale próbujecie zgadywać jej życzenia. Wieszczka.. nająć. nie ulegało wątpliwości ... Ale słuchać ich rad nie przestali.. co jej Lilie każe. nie dajcie bogowie. z otwartymi gębami.Wiem. zaprzestaniu siewu lub zbioru. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek.o wybijaniu całych stad zarodowych.. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów.ciągnął Pokrzywka.. . Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. gębę by rozwarł. bo babka. . ze Mądre miały słuszność.rzekł poważnie Geralt... My się słuchamy. i nie zdradzę was. nazywane wieszczkami lub Mądrymi.na dłuższą metę zawsze okazywało się. Wierzyli im ślepo i bezgranicznie. czy można was-. Pytalim Lilie.powiedział szybko Pokrzywka .I co? . bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre. jak dowodziło doświadczenie. ta wasza Lilie? . .Geralt skrzywił usta w uśmiechu. Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . nie wyszło.

I spojrzała. . Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. . mój kodeks tego zabrania. Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce. jak to pamiętają starsi. to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. wiemy to. .rzekł Pokrzywka . Nie śmiejcie się. Toż samo było u nas z dzikami. .To ciekawe. ze taki związek istnieje.uśmiechnął się lekko Pokrzywka.. umiemy poznać.Utrafiliście .wtrącił Jaskier. mości Dhun. Dziad mój mawiali.Wiecie. . . Lilie czy nie. .Rzekła przez babkę.Hm. gdy giez ssie z niego krew. panie .. A ta dziewka.Do nikogo.Ale z babką. nigdy słowa nie powiedziała. która zamiast wieszczyć. Sposób się znalazł. że babka się odradza tym sposobem.Nie powiedziała do mnie ani słowa.Pojmuję . ..Nie wiemy. Czego oczy nie widzą. milczy. . Niezwykle rzadkie.Spojrzała. A taki druid. tego sercu nie żal. Skąd ona wzięła się u was? . Ale nic z tego. co się zjawiła nie wiedzieć skąd. do świetlicy nie weszłaby za nic. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną. takoż było. .mruknął Dhun. . to mu jeszcze życzy smacznego.. -Utrafiliście w sedno. panie wiedźmin . Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy.Oczywiście . taką. Lilie nawet nie wie jaki. Ale gdyby was nie uznała.to nie tylko o diaboła idzie.A jakże.Nie śmieję się . Sami już chyba zrozumieliście. . co warzywniki ryły. .mruknął Geralt. co Lilie uznaje. Żadnego stworu. .Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. Wieszczka.zastanowił się Geralt. że wpierw musi na was spojrzeć. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie. by śmieszyły mnie takie rzeczy. I uznała was. to teraz właśnie nasza babka. .pokręcił głową Geralt. prócz babki. ale rozumne stworzenie. . Nie zabiję go.Za wiele widziałem. Pojmujecie? .. Lilie niczego nie pozwala krzywdzić. a czego nie. wasz diabeł to silvan.

Sam jesteś rokita. mości Dhun. panie wiedźmin. że nie wiem.zabeczał diabeł.Chciałbyś wykpić się tanim kosztem.burknął Dhun . co? .odezwał się Dhun .Ale.powtórzył wiedźmin. jeśli liczyliście. człowieku. czy jak? Myślisz. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni.. rokita. to współzawodnictwo. . jest przestarzała.Jeśli diaboł ma rozum. Przecież on tego ziarna nie żre. . Rozumiecie.Hej! .przyznał Geralt obojętnie. co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery.Tu cię boli . znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. byś mnie stąd wyrzucił. ..W samej rzeczy .Spróbuję . Czego chcesz? . . dowiedzcie się..Pogadać. . stąd do starej wierzby na grobli. .I o tym właśnie chciałem pogawędzić. . zawody.zdecydował się Geralt. V . Zrobicie to? . Proponuję wyścig. Chcesz ze mną wygrać.Zgadza się . .Sam jesteś diabeł . ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. o co jemu chodzi. gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek. czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem. . To wy.Więc jak? Diabeł? . . Wygrywa lepszy. . .podchwycił Pokrzywka.Jeśli on rozumny .Tak po prawdzie . Zwycięzca podyktuje warunki. beee! Życie. mości Pokrzywka.Wytłumaczę wam. wżdy nie tyle.Ale co? .Kpisz.Wasza księga. Zamiast dogadywania się. Otóż. . udowodnij. drodzy moi. że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak.to nie bardzo. toście się cholernie pomylili.to przemówcie mu do rozumu.koźloróg wystawił głowę z konopi.Pokaz no się. A nuż się dogadamy? . że jesteś lepszy. przezornie ukryty. szczerząc zęby. do czego zmierzam? .Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest.

Dliweisheyss ci do moich żartów. . smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki..Nie wiem. Nigdzie się nie wyniosę.. Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki.Zamieniam się w słuch. Lubię zawody. a ty się wynosisz. .Źle. Zanim Geralt zdążył zaprotestować.No.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss.Gdybyś wiedział. .. Zaraz zadam ci zagadkę. . hm. Przegrałeś. Zamknij oczy. pełniutkie strączeczki.. Mnie się tu podoba.Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. . Sam. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze. Wytęż pomyślunek. . . ja zostaję. bez przymusu. a ja się wynoszę. . jeśli ją odgadniesz.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. .Może pnący groszek? . . diabeł zabeczał. . Na długiej łodydze nakrapiany kwiat. ale nie lubię przegrywać.Silvan. Jeśli ci się nie uda. .Ale za bardzo tu narozrabiałeś. wyścigów i hukania. Gorąco dzisiaj. nie będziemy się ścigać.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy. ..Pojęcia nie mam . Nie. Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki.Szkoda. . Nie pokazuj kotu. jak się okazało. boby zaraz zjadł. . gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. co to jest? Zgadnij. znał również krasnoludzki.Zauważyłem. nawet nie usiłując się zastanawiać. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień.Mam inną propozycję.przyznał obojętnie wiedźmin. jeśli nie lubisz gier siłowych. bo zagadka nie jest łatwa.Wyniesiesz się stąd bez zawodów. potupał racicami. wygrałeś. tobym nie proponował wyścigu. Przesadziłeś z żartami.Nie wyniosę się stąd. . nakrapiane strączeczki? . .

co tobie niemiło". ."Nie rób drugiemu.Gra nazywa się . ale i tak zadzwoniło mu w uszach. .Kapusta.Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć.co dziwniejsze . nie puszczając jednak diablich rogów.Mam cię za złośliwego.Zaczynasz działać mi na nerwy. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .że zagadka nie jest łatwa. szarpnął mocno. . zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie.pokręcił głową Geralt. chwycił stwora za róg. Silvan zabeczał i wierzgnął. Geralt zaklął brzydko. . calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. kopał z siłą złośliwego muła. Spróbował ucapić wierzgającą racicę. jak noga diabła wymyka mu się z palców. Trudno. Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu. nie znaną ci grę. Poderwał diabła z ziemi.Słuchaj . . Żegnam pana ozięble. Wygrałem. . z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach. aroganckiego bęcwała.zaprotestował diabeł. prosto w czoło. Nie musisz zamykać oczu.Jeszcze chwila . Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę.obydwoma trafił. ale nie zdołał.Nie . Koźloróg zatrzepotał. bo diabeł. wiedźmin ukrył głowę za ramieniem. A ty odchodzisz. potoczyli się w różne strony. Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy.A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? .zarechotał diabeł . Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował..Nie .warknął Geralt. zostaję. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i . Stwór runął na wznak jak trafiony gromem. opuszczając rogaty łeb. Zaraz zabawimy się w całkiem nową. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. Obaj. ale nie zwolnił chwytu. .Ha! Więc jednak! Co to za gra? . Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. . Wiedźmin odruchowo cofnął się. Wiedźmin zaklął czując. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem. rozłączywszy się.Uprzedzałem .rzekł wiedźmin wolno . Masz mnie za głupka? . mimo nikczemnej postury.wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni. próbując miotać głową. i to w taki sposób. Silvan.

.co tobie niemiło! Gramy dalej? . A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. Torque. zauważalnie kusztykając.usłyszał. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami. Leżał na leśnej ściółce. że leży twarzą do ziemi. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec. unikając kopyt.diabeł bulgotał. Pomimo to zdołał odturlać się w bok. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha.. przygwoździł do ziemi.kopnął w kosmate kolano. Geralt. . rzucił się w pościg. .Dobrze. wymianie obelg i kopniaków. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki.. ponownie obalając. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia.Tutaj. Widział je zza pierzastych paproci. . I ciemność. a w następnej chwili został najechany. za chmielowe tyki. ze nikt go nie widzi. Odgłos. . wył i pluł zaciekle. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach.wydyszał wiedźmin . Geralt. tuż obok pnia sosny. . dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. dysząc i ocierając twarz. VI Na ustach miał piasek.Bleblebleeeeee!!! . którego oczekiwał. .W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. Uniósł lekko głowę. o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. że jest związany. to wyłącznie z faktu. A potem nagle ktoś zwalił się na niego. drące ziemię. Słyszał głosy. Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. Gdy chciał się poruszyć. scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko. w gąszcz konopi.Trzy worki kukurydzy . Gdy chciał go wypluć. . Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie.wrzasnął. Jaskier! Tutaj! . Zerwał się zwinnie.. Bardzo dobrze. niedokładnie. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. Przedarli się przez konopie.. Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony.Nie rób drugiemu. zorientował się. wpadli w chmiel. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. zorientował się. wzbijające chmury kurzu i zielska.

dźwięczne imię Torque. . Czystej krwi Aen Sei-dhe.Gdzie my.Jaskier. Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy. tu wszystko rośnie jak cholera. W czynności tej pomagał mu szczupły.I jeszcze jedno . Nie.To jeszcze nie wszystko . . .Spójrz na to Galarr.. . Oni z tego robią olej. jak mi się zdaje. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr. Był zajęty ładowaniem na konie worków.spytał ten nazywany Galarrem. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana. Ten. .Postaraj się o nowe sadzonki rzepy. Dostarczę wam... posługiwali się Starszą Mową.powiedział Galarr. . I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak.odszepnął.. co i jak. Na środku polany stał diabeł. . Len.beknął diabeł. Co z nami. nadal posługując się cudacznym volapukiem. Jaskier tylko stęknął z cicha. noszący. . wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem. . saków i juków. I szpiczaste zakończone uszy. językiem elfów. błyszczące oczy. Torque.powiedział bekliwy głos.Spisałeś się. na czym polega ta ich trójpolówka. odwrócił się. Zaklął. . To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne. "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym. Ale słowa kukurydza". Niby fasola. Miał ostre rysy twarzy i wielkie. Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. Sposób obróbki jest...A to? Co to jest? . Elfem z gór. .Dowiedz się wreszcie. . to nie był sen. ale wybadam. nie bój się. Galarr był elfem.Byle się tylko przyjął ten twój len. wyprężył się i przewrócił na bok. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. ale zupełnie biała. Diabeł i Galarr. .Ocknąłeś się? . przedstawicielem Starszego Ludu..Tu z tym nie ma problemu..Geralt.usłyszał szept. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. Na skraju polany siedziało . Geralt miał dość.Nie ma strachu . usłyszawszy ruch wiedźmina. dość skomplikowany. jak to już wiedział. Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku. .Siemię lniane. kimkolwiek był. .

Zobaczymy. .No.jęknął trubadur. małpoludzie . Toruviel .Que l'en pavienn. podczas gdy któryś z elfów. powiedz coś jeszcze. bujnie opadające na ramiona.wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . . wysokiego Seidhe.Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. . Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami. Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra.Nie.NelFea .zaprzeczył.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał. zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi. Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań.syknęła. Obrócił się.Czego chcecie od nas? . który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy. Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . . poe. . wskazując jeńców ruchem głowy. ell'ea? . spękane wargi. . Aen Seidhe.elfka obróciła się w stronę towarzysza. Miała długie rzęsy. Geralt usłyszał odgłos uderzenia. . potrzebujesz pretekstu ..powiedział Galarr. .spytała. .Nie. .Yanadain. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte.Słyszałeś? . Elfka pochyliła się nad Geraltem.Cóż to. . Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy. przygniótłszy go do ziemi kolanem. .Ale trzeba sprawdzić.Jeszcze jeden powód. czy nie rozluźnili pęt. drugi brzdąkał na lutni trubadura.ich jeszcze sześciu.Ten pavienn. . Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. nie zapomniałem. patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa.. tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły. Pozostali. sprawdzał węzły. . Toruviel. wykręcił głowę. by go zakneblować.Que glosse? . zebrani dookoła rozwiązanego worka.Słyszałeś. . .

warknęła.Człowiek. wypluł piasek . Ani od drugiej. w co zechcę. Postaram się. na bogów! . Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny. jedna pękła z przeciągłym jękiem. błysnęła zębami. że nie zginiesz od pierwszej strzały. . Ulżyj sobie.wiedźmin wzruszył ramionami.Twoja wola . . patrząc w oczy. dostał w biodro.by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. że to również ja z tobą skończę. pochyliła się. Zastrzelę cię z łuku. Toruviel! . na ile pozwalały mu na to pęta. każ jej przestać! . przecież widziałem.Ale ogromnie śmierdzisz.Zwariowałaś? Galarr.Zostaw go. Nie odpowiedział. gdy miałeś wolne ręce powiedziała. człowieku. .ciągnęła elfka. co zechcesz.Dość tego! Dość.wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. Wiedz. ale tak.Ogromnie śmierdzisz.Muzyk! . . udając wstręt. . Elfka stanęła nad nim w rozkroku. . . szamocząc i ciskając w powrozach. . gdy czas przyjdzie. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. Aen Seidhe.Dlaczego znęcasz się nad nim. .Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . . Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni. że aż zęby mu zadzwoniły. Udało mu się. . . byś czuł.rozdarł się nerwowo Jaskier. Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić. .plecy. ze to lubisz. szlachetna Aen Seidhe. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo.Na tobie już sobie ulżyłam. Ale możesz być pewien.Nie podchodź tak blisko . .Powinnam . Geralt skurczył się i zwinął widząc. że umierasz.Trafiam. Elfka odskoczyła.Zrobisz. Elfka wyprostowała się.wykrzywił się. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. i to wówczas. . .To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie.zabeczał diabeł.Thaesse! .syknęła.

Dostrzegł. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. Geralt widział go już na czerwono. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. jedwabistą jak włosy kobiety.Quess aen? Caelm. unosząc ostrze. był śnieżnobiały.Voe'rle. dopadł konia. jak Toruviel zrywa się na klęczki. Torque. odrzucił głowę w tył tak. wlokąc za ubranie i włosy. . grzywę miał długą. . poderwał nagłym rzutem.Nie zabijaj! Nie! .Nie! . ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim. dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki. który wjechał na polankę. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. Któryś uderzył go. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel.syknęła elfka. Koń. ale nagle załkała. Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy.Na krowim rogu ci grać. Poeta zbladł śmiertelnie.rozległ się nagle dźwięczny głos. przygniótł sobą elfkę. -Brudny małpoludzie! Chcesz. Wiedźmin wyprężył się. miękką. poczuł. kurcząc nogi i wykręcając się w bok.Co się tak gapisz? . . pochylając się. zachłysnęła się. Toruviel zawyła. wargi mu zadrżały. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. dzikusie. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. pobekując. Uśmiechał się. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. zwaliła się na niego. Vanadain . nie na lutni. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. Geralt.zabeczał Torque. zgarbiła się.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny. Brutalnie ściągnęli go z niej. . chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba. uchwycił się strzemienia i zasypał . las przed oczyma zatańczył i popłynął. . unieśli. Toruviel straciła równowagę.

Nie wiedziałem. .powiedział diabeł. Seidhe pokręcił głową.. jak w pewnej chwili krzyknęła..powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym.białowłosego elfa potokiem wymowy. sadzonki.Co się da . Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier.Co ja im zrobiłem złego? .. jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu. były sino podkrążone. zasłaniając ją. nadal stojący obok nich.Nie chciałem tego . .. . . szamocząc się w ich rękach.. Ale. Prawda. Co jeszcze. . Geralt słyszał..Zabiją nas? O co tu chodzi. prosiłem.Toruviel zaczęła .Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. . Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel. A pokaż mi taką rzecz. A o rolnictwie nie mają pojęcia. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy. ze oni się pojawią akurat wtedy.Wszystko. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie. której oni nie potrzebują. a twego druha wzięli na powróz. wiedzę rolniczą. człowieku.jęknął Jaskier. . Torque milczał.. poruszając miękkim nosem.Nie chciałem.zajęczał znowu poeta.Chyba nas nie. zwłaszcza zimą.Jak bazyliszek. . Jego czarne. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. . Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel. przykrępowali pasami do pnia. w chmielu..beknął Torque. Seidhe przerwał mu władczym gestem. . Gdy ciebie ogłuszyli. by was porzucili tam.Nie mogli zostawić świadków . .. gdy my. . Geralt? Świadkami czego byliśmy? . Toruviel jęknęła rozdzierająco. zeskoczył z siodła.Cholera . jakby rozum straciła.Kąsasz nawet związany . Zanim udomowią zwierzynę czy drób.Gówno mnie obchodzi ich czas. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. Wyciągnę z tego wnioski. człowieku. podszedł bliżej. Oni głodują w górach..zabeczał diabeł. palące oczy. czego potrzebują. . Oni nie mają na to czasu. .. odwrócił się w stronę wiedźmina.Chyba nas nie zabiją? ..mruknął wiedźmin.Kopała go. związanego. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę. diable? .

Geralt nie odpowiedział. . człowieku. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań. wreszcie odrzucił go w krzaki. .Jakie tam polowanie. ludzie. . Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. Ugiął się przed wami. nie zwracając na koźloroga uwagi.Możemy się pomieścić.Eeee. . . która nas skopała. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna.Świat jest wielki .Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty .ciągnął spokojnie elf. Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. przesada . . jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin.. Teraz wygląda na to.. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. Dziecinnie łatwe. Jest dość miejsca.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie. jestem Filavandrel z Krańca Świata. .. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. silvana Torque. wypędziliście nas z naszych domów. Czy może być coś prostszego. co różni się od was. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument. gdy chodzą do lasu.On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy.Pomyśl dobrze .Jest mu bez różnicy.beknął diabeł. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. Obecnie. urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela. nienawidzicie wszystkiego. choćby tylko kształtem uszu .wpadłbym do doliny nocą. wygnany i wyszczuty na kraniec świata. bawiąc się rękawicami z miękkiej. zbliżywszy się bezszelestnie . oni nawet nie wystawiają straży. . Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież.To prawda. Zabawiliśmy się trochę. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. jak ze wszystkim.mruknął wiedźmin. . białej skóry . . Uległ wam.Świat jest wielki . co wpadło wam w ręce. na kim się mści. z rodu Feleaomów z Białych Okrętów.To wy.powiedział. Jaskier.powiedział białowłosy elf. Nie widzą i nie słyszą nas. Dolinę Kwiatów. Ale wyście zmienili ten świat. człowieku o dziwnych oczach. . Początkowo zmienialiście go siłą. coś łatwiejszego niż szybka. wyparliście w dzikie góry. że świat zaczął się do was dopasowywać. postępowaliście z nim tak.powtórzył elf. To ty.

którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć.Jakoś sobie radzę. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. ze słońce świeci inaczej.spytał zmienionym. Ale my chcemy przetrwać. ludzi. nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. Możecie handlować. Słońce świeci inaczej. Współżyć. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. grozi nam zagłada. Nas obdarowywała. choć jest obroną przed innością. którą była. . Bo muszę. -Tak. elfie.Niech was diabli. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. .Tego właśnie pragniecie. karłowacieje. można je kupić. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności. skazujecie się sami na zagładę. .Z wami? Nigdy. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku. co niegdyś jedliśmy. .ciągnął Filavandrel. marnieje. powietrze jest inne. głodujemy. dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. czego używaliśmy. Bo innego wyjścia nie mam.Współżyć na waszych warunkach? . Trzeba akceptować fakty. motykami i radiami. Filavandrel pochylił się mocno do przodu. ze pycha i duma. . trzeba się tego nauczyć. Dla nas ziemia rodziła i kwitła.Radzę sobie . od których przecież różnisz się nieco? .wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy. bo zrozumiałem.Filavandrel starł nadgarstkiem pot. To. . ułożyć się. ginie. Tyle.. a nie ja jestem osią tych zmian. żadna miłość nie trwa wiecznie. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. . Warn ziemia płaci krwawy haracz. krusząc zaschniętą na policzku krew. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. nic nie da porywanie się na nie z motyką. Geralt zmarszczył twarz. woda nie jest już tą wodą. razem z waszą arogancją i pogardą. Cóż.Zamiast kraść ziarno. bo kochała nas. Tak. prawda? . oczy mu rozbłysły. .Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów.Torque powiedział prawdę . ale wciąż spokojnym głosem. to wasza jedyna szansa. jest obroną żałosną. Nie chcąc współżyć. ile będziecie potrzebowali. Bo zrozumiałem. bo coś się zmienia.

To. to rozwiązanie czysto praktyczne. . Zobaczysz. Dalej. nie błagaj go. by nie wiedzieć. co jej zaaplikowałem. .który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. To bezcelowe i pożałowania godne. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu. . Nie jesteśmy aż tak naiwni. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują.powiedział. Jesteś żałosny. jak ci ulży. Jesteś rozgoryczony. którzy dadzą za nas okup.To chcecie narzucić innym? Przekonanie. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę.Mam przyjaciół. Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. . a na handel i wymianę nie damy się nabrać.. Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. ludzka era i epoka. z trudem panując nad głosem. ta rozmowa nie ma sensu . . Kto za nimi przychodzi. elfie rzekł wiedźmin. . które głosisz? Dlaczego wy. . . powinno pomóc. . Jaskier. Zemścij się na całej ludzkiej rasie. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy. czyją forpocztę stanowią wasi kupcy. że oto nadszedł wasz czas. ludzie. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami.Elfie .Filavandrel wstał. Ludzi. . Nie stać nas na wojnę z wami.Toruviel jest chora . I jakiego rodzaju współżycie przynosi.Rzeczywiście.przerwał mu Geralt. .Dziwi mnie. także w formie żywności. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności. Jeśli zechcesz. jak ta twoja Toruviel.Nic ich już nie uratuje . gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha.Nie płaszcz się przed nim. pchnij mnie mieczem. co robicie innym rasom. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić. Pomyśl o tym. z równym skupieniem słuchałbym wszy. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy.Znam tę chorobę i jej objawy . . Filavandrel odwrócił głowę.Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. ale musimy was zabić. W każdej formie. a nikt nie ma prawa podejrzewać. Filavandrel.Przykro mi.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier. . dla kogo to robi.Geralt splunął przez ramię. wasza. ze to..

blady jak śmierć. Filozofia w sam raz dla wszy.Wyjaśnij. takie jak Toruviel. bo obiecuję ci. że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna. ale jego będą chcieli pomścić. gruźlica i szkorbut. Bo ty przecież wiesz. .wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci.Jeśli on przeżyje dzięki tobie. Zobaczysz. przypomnisz sobie mnie. co się wówczas stanie.wybuchnął Jaskier. będziecie żyli długo. nie z patetycznego miłosierdzia.Czas pokaże. pragnąc umierać godnie. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. . O mnie nikt się nie upomni.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. I z tą waszą misją. .uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel . Filavandrel. że było mi cię żal.Jak na kogoś.powiedział spokojnie wiedźmin. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach.Oszczędź chociaż jego . w arogancko wybranej izolacji. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie. Przypomnisz sobie. poprowadzą w doliny tych. . sukinsynu. Zabij mnie też. Umrzesz za chwilę.Nie. wy. z tą odrobiną. . a nie na barłogach. Ty takiej szansy mieć nie będziesz. przekwitłe.Możesz być pewien! . dzięki której chcecie przetrwać. Ja mam szansę się o tym przekonać. długowieczny Aen Seidhe. . Z rozsądku. . kto miał rację . jałowe i chore. coraz mniej liczni. dlaczego.Marnie oceniasz mój rozsądek . nic was już nie uratuje. bardzo długo. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki. Elf uniósł brwi. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. Filavandrel. I zrozumiesz. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią.I tu tkwi przewaga długowieczności. że to już koniec. Wiesz. coraz słabsi.Możesz być pewien. Ale jesteście długowieczni.powiedział z ociąganiem elf. w walce. z garstką ziarna. człowieku. .Raz matka rodziła i raz się umiera . Wtedy. z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach. kto żyje tak krótko . .rzekł cicho elf.Jesteście żałośnie śmieszni. że miałem rację. w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. . . I ty wiesz. coraz bardziej zgorzkniali. na które powalą was anemia.. .

. uk.A d'yeabl aep arse . Jaskier .O. przetrzymać gdzieś w jaskiniach.Filavandrel oparł ręce o pas. . Dopadną cię i zamęczą. . Widziałeś.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry.Jeżeli zostawimy ich przy życiu. to konieczność. nie! . ..Nie mogę. związany? Nie mogę ryzykować.Bądź rozsądny . wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. Toruviel.Duweisheyss. co możesz. .Aleś ty głupi. .. dzwoniąc zębami. . przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry. . Zrobiły to szybko.westchnął wiedźmin. .powiedział wolno białowłosy elf. że pozwolę wam na mord? Tu.Idź sobie. Nie mogę ryzykować.Odejdź na bok.Odejdź . .. . o tym. .To. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie. wciąż jeszcze żuł rzepę.spytał Filavandrel. dopóki nie skończymy tu. . z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory.wiedźmin odwrócił głowę. a nie konieczność! . Koźloróg potrząsnął uszami. zabeczał jeszcze głośniej. stanęła obok łuczników. .rzekł hardo poeta. . .Czas zakończyć ten epizod. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . co musimy zrobić..Torque .To przesądza sprawę .Zawiązać wam oczy? . na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami.Raz matka rodziła i raz się umiera . Jeden. .choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! . ludzie dowiedzą się o tobie.Nie obchodzi mnie. uk! . Bez łuku. jak zauważył wiedźmin. co robisz. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców.zabeczał nagle diabeł. co on zrobił Toruviel. najwyraźniej czekały na to już od dawna.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je. bo was na rogi wezmę.Torque . Torque.powiedział elf.dokończył Jaskier.

skurczyła w dziwnym grymasie. . była Toruviel. A potem pochylił głowę i uklęknął. . choć również pochylony. urwanie. U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek. .rzekł wiedźmin. . Torque. Klęknęły też pozostałe elfy. pęków ziół. lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów.powiedział z czcią Filavandrel. . zaiste. krótko.. Przez porastające polanę trawy szła . Dana Meadbh . nie szła . . jakby z ociąganiem.płynęła ku nim Królowa. Odejdź na bok.powtórzył Filavandrel. patrząc na groty strzał. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. z kim lepiej trzymać! Żałuję. płomiennooka. Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie. z czcią. Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie. że się z wami sprzymierzyłem.Sam tego chciałeś.nie.. dając znak łucznikom.rzekł Geralt. Torque . To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. Twarz Filavandrela zmieniła się. promienna. pokazał mu krasno-ludzki gest. powoli. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie.beknął diabeł.Hael.Znasz ich przecież.zaszlochał nagle Jaskier. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. . zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów. krzyknął na łuczników. Diabeł.. która uklękła. pochylały głowy nisko. zgięty w ukłonie. jeden po drugim padały na kolana. .Sam tego chciałeś .Dana Meadbh . Torque. Żaden z Seidhe nie poruszył się. muzykę.To się zdarza .Nie przejmuj się. Filavandrel! . .. kłosów. Na polanę weszła Lilie. złotowłosa. . zaciskając zęby.To nie ma sensu. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem.Znam . u prawego szeleścił wielki jeż. L'sparellean! Evel. Ostatnią. . Łucznicy opuścili broń.Słyszę. nie ruszając się z miejsca.rzekł zimno elf.Odejdź. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu.

gdy było ci nas żal. w dniu. ze smukłym. . Słowa nie są potrzebne.Daj mu parę razy po gębie. wspaniały instrument z lekkiego. Również bez słowa.zabeczał cicho . Masz rację.powiedział białowłosy elf.powiedział cicho Filavandrel do Geralta. Dana Meabdh . Większość elfów była już w siodłach. ..Toruviel. Nie zawiedź nas. w stronę gór. Filavandrel wstał z kolan. Lilie wolno pokręciła głową. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży. że między parą dokonywała się wymiana myśli. kunsztownie intarsjowanego drewna. .dodał Seidhe . uśmiechnęła się. Wtedy. Słowa nie były potrzebne. Do zobaczenia wkrótce.. rzeźbionym gryfem. Co robić? . Nie powiedziała ani słowa. gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel. . Poeta przyjął instrument. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca. ale jego oczy mówiły wiele. podtrzymywany przez silvana. Nie pozbawiaj nas twej miłości. I nie dokończył. nie wydała najmniejszego dźwięku. Elf skłonił się. Do zobaczenia zatem. Geralt milczał. . Zdjęła z łęku siodła lutnię.Twój przyjaciel . wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości. ja i Toruviel. . w którym zejdziemy w doliny. Zginiemy bez niej. Elfka kiwnęła głową.zaczął. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa.Chodź z nami.Po dłuższym zastanowieniu .doszedłem do wniosku. Będziemy wówczas rozglądać się za tobą.Z rozkoszą. Podszedł Jaskier. Lilie spojrzała na niego. Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi.Żegnaj. . Rychło w czas. Niczego nie zmienią.zdecydował się zemdleć. patrzyła długo. .Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. Nie odezwała się. wskazała na wschód. Nie opuszczaj nas. że miałeś słuszność. . blady i oniemiały. Odwieczna. skłonił się. Popatrzyła w oczy wiedźmina. dziwny człowieku .Jesteś nam potrzebna. by umierać z godnością.

.Konopi mu żal . dotknął jej policzkiem. .Jaskier przestał grać. opędzając ogonem od komarów. gdybym wiedział.Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie . A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: . cała okolica was słyszy. którą niecnie wyłudziłeś od . Ale niech wam będzie. Jaskier dorzucił chrustu do ognia. W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba.oświadczył diabeł. obiecuję.Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. Myślę. Noc była pochmurna i wietrzna. szumiał w gałęziach krzewów.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. wśród których rozłożyli obóz. Ech. co dostanę.Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą. . co. Torque.Trudno was nie słyszeć . .Ja lubię figle .Duweisheyss. że ci to ujdzie na sucho .wiedźmin uniósł głowę znad księgi. szczerząc zęby. .Co? . i to tak. Zadupie. Będę figlował powściągliwiej. przytuli} lutnię.zaśmiał się Jaskier. .I życia sobie bez nich nie wyobrażam.Nie myśl.Postaram się. za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. .Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze. a nie okolica . ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni. spojrzał na diabła. .Pustkowie i tyle.Torque odłożył fujarkę.Na bogów. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. Uważaj tedy. Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? . że na nowych terenach będę ostrożniejszy. żal mi moich konopi! . . Geralt? . Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu.I ciebie też w niej opiszę.oświadczył Jaskier. . niszczyć groble i paskudzić w studnie. Torque? .Słyszę was. . Torque wiercił się na legowisku.warknął diabeł. Geralt . który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości. Dzicz. zamiast straszyć dziewki. wicher kładł trzciny.

z jakimi przyszło im się borykać.Owszem. w nadziei płonnej.Tak. bo przecie i tak przeminą kiedyś. coś wam powiem. póki się jeszcze ogień nie wypalił. a nowe po nich.Danamebi . Dlatego i imię jej jest Żywią. Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. . A Żywią wieczną jest. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. Wiedźmin oparł się na łokciu. co rośnie na niej i żyje. . tak . ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu. zawsze. Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. szać. że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. Geralt. który się nad inne wybije.Po koniec wieków! . objął lutnię jak dziecko i posmutniał.letnim czasem. we kwiatach cała. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi.Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach. ziele czy zwierz. . od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. Po co przyspi(r). bez różnicy. Panna Polna. zajedno. co żywię. a wszystko. była i będzie... . ziemia kwitnie i rodzi. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde". podąża za nią i lgnie do niej. ot.zaczął . jednako. taka jej moc. . za kwiaty w Dol Blathanna. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce.. chociaż we wnętrzu gór.Dana Meabdh.mruknął Jaskier. .Kędy Żywią stąpnie. Przeczytaj. babskie baje.kmiotków? . Bo mówią też. przysuwając księgę bliżej ogniska. Nawet Brodaci. Panno Polna! Za urodzaj.zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. . które prastarzy zwali: "Lam-mas".Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel. że Żywią ziemię jeno kocha i to. nie wśród pól mieszkają. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy.To przeczytaj i nam. Wiecie. Bo prawie mędrcy powiadają.Ujrzeć ją można . i bujnie lęgnie się wszelaki stwór.. po koniec wieków. inne przyjdą plemiona. ale są to. . . Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. ale i za skórę niżej podpisanego. . którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał.Bądź pozdrowiona. że ich. Przestał grać.

. wśród ludzi.Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne.Trubadur zamilkł. Geralt? Hm. gdzie.. Co przekazywała elfowi? ... trzeba to miejsce określić inaczej..O czym mówiła? . w Dol Blathanna? Może. Geralt? Lilie mieszka we wsi. że." .Jeżeli ludzie okażą się tego godni... o czym.. Niech pomyślę. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać.Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to. . . Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata.mruknął bard. Posiedzę jeszcze. . gdzie. . Czy sądzisz. No.Nawet jeśli to faktycznie kraniec. "Tam.. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu. . .Dobranoc .Nie mówmy o tym . Metaforycznie. Ładnego tytułu..Banalne ..Jeżeli co? . Bierzcie przykład z Lilie.Co nieco. że wiesz. Czas spać. ..powiedział diabeł..Wystarczyło. . . "Tam.przerwał Geralt. ogień przygasa.parsknął poeta... . . A potrzebuję dla mojej ballady tytułu.Prawda.. O tym. co nieuchronne..Hm.Komunikowała się z elfem telepatycznie . chłopcy. . . . Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację. Zakładam.Czułem to.że wśród nich zostanie? Tu. . Pojąłeś.Dokończ .rzekł gorzko Torque..O nadziei.Może "Kraniec świata"? ." Cholera. dość tego gadania. Nieuniknione. Prawda. Północ blisko. Jeżeli będziemy respektować granicę.. Jeżeli. co to metafora.Tylko tyle? .

W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog. W jaskini było bardzo ciepło. Pięły się po skałach. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. Nie opodal rósł siężygron. jeszcze rzadsze. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. koryt i donic. glonów pleśni i bagiennych porostów. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. szare jak polne kamienie. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. Geralt przyglądał się ciekawie.te. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. Nenneke. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. I inne. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. których właściwości mógł się jedynie domyślać. I takie. Rozpoznawał mięsiste. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. grubo żyłkowane liście skorocelu. wręcz gorąco. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. Wszędzie dookoła były rośliny. hodowle niezliczonych pleśniaków. bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. kryte zbitym kożuchem wgłębki. Wystające z wpuszczonych w grunt. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . Wyrastały z wykutych w podłożu.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. Błotniste. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. wypełnionych torfem zagłębień. z wielkich skrzyń. głębokich skrzyń żółtoszare. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . zamulone koryta. odkleił mokry len od karku. w powietrzu wisiała ciężka.

mamrocząc gniewnie.Czy dlatego tak ci spieszno. Nenneke. .Nie pytała? . Nenneke. Nenneke.sklepieniu jaskini. Kapłanka szczęknęła nożycami. Zostań. Czas już ruszać mi w drogę. . Nie pytała o nic. że połyskujące kłącza poruszały się lekko.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz. . zapełniała koszyk pękami zielska.Geralt? . o ciebie nawet nie pytała. prawda? Niż obojętność? Ale nie. Było ciepło. Kilka dni dłużej. . od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek.Zgadłaś.Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna. A jest na ciebie potężnie wściekła. wyczułam to. ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. Yennefer była tu już. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . Nie był nawet pewien. szukając tu twoich śladów. . Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. . A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku.Słucham . wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki. nie o ciebie. . patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu.wydawało mu się.mruknęła.To nie była bynajmniej trudna zagadka .Nie. łuskowatych i wężowo skręconych roślin. . Bardzo ciepło.Nie. wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki. bo pokłóciłyśmy się. zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów.Tu cię boli . . szybko szczękała nożycami. Nie wróci tak prędko. .Ale uspokój się. . Zostań. Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki. ale rozglądała się bacznie. Niekiedy. Znam Yennefer za dobrze. Geralt.Tak .zwalczył ogarniającą go senność.przyznał nie bez oporów. czy w ogóle były to rośliny . których wiedźmin nie znał.Nie wyjeżdżaj jeszcze. . bawiąc się nożycami. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. nie załamuj się. Dwa miesiące temu.zaśmiała się kapłanka. by opuścić świątynię. Nie.

rzekła spokojnie Nenneke. kwestia ceny. . Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. obracając gotówkę w te świecidełka. Jej wiedza o tobie. Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje.O to się pokłóciłyście.Pozwól tu na moment.Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna..stwierdził chłodno.O nic.I tak wiem. . To dość typowe dla związku. Zapłata za strzygę z Wyzimy. są dla niej. . Rzuć na to okiem. wydobył maleńkie zawiniątko. .Ona była tu. Cóż. Dla Yennefer.Za poszarpaną szyję . Wiedźmin podniósł się. interesujący agat. . dajmy na to.Dwa diamenty.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów.. przyznaj. Ale dobrze zrobiłeś. .Chciałbym. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie. Oren stoi słabo. . .skrzywiła się kapłanka.Nie robiłabym tego na twoim miejscu. rubin. co pewnie stanie się niebawem. .Niczego nie przyznam. pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty. .Hę cię kosztowały? .Nie.Nie sądzę . Nefryty zachowaj dla świątyni jako. A pozostałe kamienie. Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie. również. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry. . poprawiając tyczki. gdy odwiedzi cię ponownie. rozwścieczysz ją jeszcze . . Nenneke.O co się pokłóciłyście? .. Oddaj jej. Wierz mi. co mogłoby cię obchodzić.W depozyt? . nawiasem mówiąc. żebyś to wzięła. aby próbować się leczyć . moją ofiarę dla bogini Melitele.Nenneke znała się na wszystkim. . . trzy ładne nefryty. stanął w pełnym świetle. wysypał zawartość na dłoń. jaki was łączy lub łączył. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie.

. ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . . jak cię traktowała. mocno przejrzały. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka.Nenneke zmrużyła oczy. .Przestań . jest podobno bardzo kosztowna.Jesteś większym głupcem. odwracając twarz.mruknął. . dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. Chcę jej pomóc.Nenneke podniosła koszyk z ziemi.. Naprawdę nie wiem. . jak jest. to absolutnie niemożliwe.Owszem . ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być. zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. jak ty traktowałaś ją. obchodzi mnie jeszcze mniej. . a kuracja. proszę.bardziej. jakiej ona chce się poddać. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać... nazwijmy to. bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić.Nie wypłakuj mi się na podołku. . . no. Czy ty wiesz. Zostaw wszystko tak. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę.Nie może być regułą coś. zachowasz się jak mężczyzna mocno. .Nie zrozumiałaś mnie. Jestem jej jednak coś winien.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem. od czego są wyjątki. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. -Nie mogłem tego znieść. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich. Dlatego szuka pomocy u innych.Była zbyt zaborcza . które reguły potwierdzają..powiedziała ostro. bądź nim bez mojego pośrednictwa. Traktowała mnie jak.Wiem. Gówno mnie obchodzi. . ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny. niż myślałam . Jak większość magiczek ma zatrofizowane. Uciekając od niej zachowałeś się. to wszystko. Nie serwuj mi aby. Jak i to. banalnych nieprawd o wyjątkach. Szkoda. . .To akurat wiem. Próbując zmazywać własną winę klejnotami.Jej nikt nie pomoże. Jest czarodziejką. o ile można bardziej. a to.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt. ty wiesz o tym również. także u ciebie. Wiem coś o tym. ani polepszyć. Jeżeli chcesz być durniem. Nie jestem twoją matką.

pomyśl o własnych.To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? . Masz przyspieszone tętno. Źle reagujesz na eliksiry. Nenneke odwróciła się. Geralt. dlaczego ona wciąż stara się. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki.Nie odpowiadasz . Twój organizm tez poddano zmianom. Błędy. .można powiedzieć wyłącznie jedno. jak mi się zdaje. Popełniając ludzkie błędy. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. ja się znam. uśmiechając się lekko. A Yennefer. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć.Jeżeli to aż tak oczywiste.. to tak jest. . Cóż. Ty jesteś chory. o którym mówimy.. .przerwała kapłanka.Źle ci się zdaje.Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . Dziwisz się jej.Ty bardzo mało rozumiesz . Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych.. niestety. Geralt.Nie dziwię się.Nie aż tak. wystarczy już. Ty się na tym nie znasz. to już zaczyna przypominać konsylium.. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer.stwierdziła fakt Nenneke. .O wyjątkach . a przecież ciągle starasz się nim być.Głupi jesteś! .Czarodziejom . Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku. Konieczna jest terapia. A przed nią trans.udawało się już wskrzeszać zmarłych. Oparł się o ścianę jaskini. . otarł pot z brwi. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych . że nigdy nie będziesz człowiekiem. nie rozumiem..Cholernie mało. Więcej nic. . A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów. które są nieodwracalne. . . opóźnione reakcje. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. I jeżeli ci mówię. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. Ze są. Jesteś niepełnosprawny. Znam udokumentowane przypadki. których wiedźmin popełniać nie powinien. zwolnioną akomodację oka.odrzekła chłodno . wyjątkiem nie jest.

co robię.Nie mylisz się. co tu masz. .Mam rozumieć.powtórzyła Nenneke. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? .Ale na głos rozsądku.. . Więcej niż połowa. to rośliny. .Nie. I powiem ci. że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb. przysłałam ją do ciebie. Powiedz. . Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. gdybym ją znał? Zresztą.Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę.No. Jeżeli chcesz wyjeżdżać. Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz. .Opowiem ci. .Połowa z tęgo. który słyszysz? Nie odpowiedział. Jak mógłbym robić to. Nenneke.O to właśnie chodzi. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii. Geralt? Nie chcę być niedyskretna.Iola jest gotowa. dobrze .Chodźmy więc. czego potrzebowałam. .Chodźmy już. ale powiedz mi. . czytać przyszłość. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni.Jesteś pewien? Nie odpowiedział. .Właśnie. które nie rosną już nigdzie na świecie.Nenneke? . obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek. w transie Iola może zacząć wieszczyć. ja ją i tak znam. W ramach terapii. . .Tak. Ale może po wieczerzy. jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. zróbmy to dziś w nocy.. .Aha? .westchnęła. Prorokować. Aha. niech ci będzie . A ja nie chcę znać przyszłości.rzekła swobodnie. Wiedźmin ruszył do wyjścia. Nie złość się. Nie mylę się. Zrozum. Byłeś spokojniejszy. prawda? . . że się udało. jak to było. Nie chcę. bo zgłodniałem nieco.Konieczny jest trans .No. . . .wiedźminowi pnączy.Zaczęło się od tego. Mam już wszystko. .

Chcesz. jak dawniej. Dlatego rosną tu rośliny.Czym to wytłumaczyć? . których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz.. Ale już nie tak.Tak sądziłem . że kryształ. że łaską bogini Melitele.westchnęła kapłanka. poczytaj sobie księgi. których coraz więcej w świetle słonecznym.Jeśli powiem.Już za późno. z którego zrobiony jest dach.Ale co? . . to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci..Zrozumiałem . -Ale.Nenneke uśmiechnęła się. Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu. . Eliminuje zabójcze promienie.Widzisz. . .kiwnął głową wiedźmin.W zasadzie powinniśmy .Pewnie nie. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce.A my. działa jak filtr. Geralt. to może zadowoli cię wyjaśnienie.. pewnie ci to nie wystarczy? . . Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . .

.Wytrzyma. do cholery! . Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle. Linka zasyczała. ależ potwór! Lewiatan..OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb. zachlapał. targnął się z mocą.Uważaj. Zaczęli szybko wybierać luz. wzburzył wodę. Bryzgi poleciały na sążeń w górę. .stęknął poeta.. Geralt. targnął łbem. ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da. zapierając się obcasami w mokry piach.Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę.Popuszczaj.. wibrowała. napięcie sznura zelżało.Linka aż trzeszczy! Popuść.Trzymam. nie ryba! Ale będzie jedzenia. Sum nagle wynurzył się.Uwędzimy go .. błysnął białym brzuchem. pociągnęli.krzyknął wiedźmin. siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca.Matko. chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę. . jakby na znak. Z rękawic zadymiło się ponownie. nie bój się! Z łba.. .. zakotłował pod samą powierzchnią. bogowie! . ciągnij! Na brzeg go.Linka pęknie! . sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska. ugotujemy zupę. bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. w kierunku zakola rzeki. nagłym atakiem ruszył pod prąd.Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. Jaskier! . A z łba ugotujemy zupę! . bo zapłacze się w korzenie! . ciągnij! Nie popuszczaj. .Trzymaj.Ciągnij.zasapał Jaskier.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się. sukinsyna! . . Linka z sykiem cięła wodę. Jaskier! . popuszczaj. . . .Ciągnij.

co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów. Geralt! Jaskier. więcej nic. Słońce już wzeszło. Palcem nie kiwnąłeś. ciągnął . Ha.oburzył się trubadur. czerwony z wysiłku. przesadzał. nawijając sznur na drewniane widełki. że ten potwór w ogóle wziął..Mówiłem . sumi synu! . wzięło . . straciwszy równowagę. kolego.Ha! Popatrz... psiakrew. by pomóc mi zastawić sznur. Cholera. Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł.Skórę sprzedamy. nie dam rady! N00. resztek sieci i wodorostów był pokaźny. którą znalazłem w krzakach.Mylisz się . zęby nie ciągnąć na siłę. ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla.Jaskier.Geralt otrzepał spodnie. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. . . tylko się zaczepiło.. trzyma jak kamień. co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz.A niech cię cholera! . gdy zasnąłeś. poszło. to moja zasługa. Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę.Wzięło...Bo widzisz. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta. ..wyszczerzył zęby Jaskier.linkę oburącz. Spieprzyłeś sprawę. Z wąsów -zrobimy. rzecz jasna.Mówiłem. Chciałem rano zobaczyć twoją minę. . zwiń resztę sznurów. Nikt nigdy nie dowiedział się.A wąsy. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów.Geralt! . Idę się pakować. Na twoje pędraki gówno by wzięło. zobacz. . pora w drogę. Wodorosty aż ruszały się od pijawek.. Linka pękła z trzaskiem. kiełży i małych raczków. zapierając się.Nieprawda . Zamiast gadać. . .Czego? . a obaj rybacy.. ha.wiedźmin splunął do wody.To.. co znalazłem! . ..Ciekawe. aż echo zadudniło po wiklinach. boś ciągnął jak kto głupi. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę.Ale się urwało. . . . zwalili się na mokry piasek. gdy tę wronę wyciągniesz. Nie.Na drugim sznurze też coś jest. . A sum złapał się na wronę.wrzasnął Jaskier.

Wiedźmin parsknął. . .Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem. jasna cholera! Z dzbanka. . mówię! To moje! .Jaki? Pokaż. skrzyżowawszy ręce na piersi. schylił się i opłukał amforę. . zaciekawiony.Ale na czopie jest pieczęć. uważaj! . który spełni moje trzy życzenia.Owszem. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz. a na pieczęci czarodziejski znak. świetlisty dym. coś w rodzaju dwuuchej amfory. który nie był wcale dziobem.Ha! .Moje życzenia . Głowa zakłapała dziobem. tupnąwszy nogą.wrzasnął wiedźmin. kolonii chruścików i ślimaków.poeta ukrył dzbanek za plecami.Jeszcze czego. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą.Możesz się śmiać . Po pierwsze. Dym zatętnił. . beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. który podczas szamotaniny upadł na piasek. .Nie dotykaj! O.zakrzyknął znowu dumnie Jaskier. Kula przybrała kształt karykaturalnej. Jaskier. W środku zaś siedzi dżinn. . Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban.Jaskier dokończył odrapywania. co to jest? .Dżinnie! .Puść. . Jaskier! . . czarny od zgniłych glonów. . ni więcej. chciałbyś. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg. buchnął czerwony.A jużci . . .To jest ni mniej.Jaskier. niechaj . zaplątany w sieć.Czy ty wiesz.. Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia. .Akurat! . Głowa miała około sążnia średnicy.Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! .są następujące. ale czymś na kształt obwisłych.Geralt zbliżył się.Uciekaj.. tylko zaczarowany dzban.oświadczył trubadur.Mylisz się . ociekający śmierdzącym mułem. To jest stary garnek. zbryloną glinę..przemówił Jaskier. . skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. nawet nie drgnął. Moje życzenia.kontynuował poeta .Uciekaj! .

Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. ale puścił poetę. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. Powietrze zawyło. która nie chce nikomu dać. przez środek. trubadura z Cidaris. jaką udało mu się zmobilizować. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. Wyciągnąwszy łapska. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi. wreszcie zawyła. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Wiedźmin rzucił się. rozwarła się. Potwór zaryczał ogłuszająco. Geralt. zawisła nieruchomo nad rzeką. co robić.. w wielką. Niech mnie da. jakie było trzecie życzenie Jaskra. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Huknęło tak. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. podwajając swą średnicę. odleciał nad powierzchnię wody. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. . uderzyła w cel. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. Energia. Po drugie.. Wisiała tak przez chwilę. jeszcze bardziej urósł. zupełnie nie wiedząc. Potworna paszcza. zakłapała i wizgnęła. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. Po trzecie.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. wzbił się w górę. wymachując łapami. zakołował. teraz również znacznie większa. że Geralta zakluło w uszach. parząc dłoń. potwór zaatakował. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. Nikt nigdy nie dowiedział się. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. Jaskier zaskrzeczał. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. Rozwarta. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów.

. panie. . W ciągu kilku sekund znikła w oddali. kheee. . Przepuśćcie nas.Na bogów! .powiedział drugi strażnik. patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek.Spieszę się .. Nie Iza nikomu. Ale tym. khhuuurwa.Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! . Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. ochrypły skrzek.kłębiastą chmurę.Spieszno nam.Ranny? Paskudnie to wygląda. proszę. .Nie możemy .. zatrząsł się. szarpnął w suchym wymiotnym odruchu..powtórzył Geralt. .Nic nie mów. dobry człowieku . Taki rozkaz.Widzę . . eeee. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. skulił się jeszcze bardziej.... Geralt zaklął. co wyrwało się z krtani barda.przełknął ślinę strażnik.Przepuść nas. podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony. .Jaskier? Żyjesz? Jaskier. Przecież widzisz.. Po nocy nie Iza.Jesteśmy w drodze od świtania. . Khuuu. . zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku.Hhhh. . Co z nim? . tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie. opierając czoło o grzywę konia. był ledwie słyszalny. Jeśli wszystko w porządku. chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza. a natychmiast po tym przekręcił się na bok.. donośny tenor. II . dusząc się i kaszląc.. . zwinął i zwymiotował krwią. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku.Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca. Jaskier zaskrzeczał. cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową.rzekł cicho wiedź-min.. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki.Hhhh.. kiwnij głową. . zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę. Albo jeśli herbowy szlachcic.Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! . zadygotał. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka.. Po rozgałęzionym.strażnik cofnął się i opuścił latarnię.

. . W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło.mruknął Geralt. Podobnie jak drugi. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu. by pasowały pod hełm. zdolny medyk. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat..strażnik wsparł się na halabardzie. Ten tu rycerz. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz.Potrzebny jest uzdrowiciel. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody..Dalej. Tuszę. duszno i przytulnie. wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak. nie będziecie przeciwni.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik . ale uważniejsze spojrzenie na herb . Przepuszczę was. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie. kto go wyleczy. ostrą. Mężczyzna był elfem.. tedy myślałem. zasymilowanymi. hmm. wyrazistą twarz. Trzeci mężczyzna. ten o wyrazistej twarzy. Przepuśćcie nas..Jestem Chireadan . nie sposób było ocenić jego wieku. wstał. . Ogień wesoło trzaskał w kominie. W izbie ciepło. Dajcie.. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn. że źle z nim. lekcej mu będzie niźli na kulbace.. do świtu wytrzyma. jak wskazywało ich odzienie. .A to mój krewniak Errdil.przedstawił się wyższy z elfów. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby.Nie proście .że wam przeszkadzamy.Wybaczcie.Dobrze myślałeś . I drugi. był człowiekiem. . panie. a i złożyć rannego też będzie na czym. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. byli elfami osiadłymi. wielmożni .Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście . Opatrzymy go. pomożemy wam ściągnąć go z konia.Ludzie .. byście nie musieli do świtania pod bramą koczować. ranion. . Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu. proszę. nie mogę. . z wyglądu najstarszy.. . kapłan. .jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. kładźcie go na wyrko. Obaj. Przy ciężkim.Tu nie wystarczy opatrunek .zgrzytnął zębami wiedźmin.Tyle dla was możemy uczynić. .Przecież widzicie.rzekł drugi strażnik. .powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. Muszę znaleźć kogoś.. . . -Rozkaz jest rozkaz. jeśli tak mu pisane. siedzący przy stole.Szlachcic . Rycerzem.. To już niedługo.

trubadur i poeta. nie rycerzem. pomożesz mi.Nie znam żadnej baśni.Co z nim? . która tak by się kończyła.mruknął Vratimir. .uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . Zapraszamy do kompanii.przedstawił się wiedźmin. .powiedział drugi z elfów. nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu. Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża. którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. Mam przy sobie dobre lekarstwo. Geralt? . .Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra. Prawo nie zna wyjątków.To Jaskier. Podtrzymasz mu głowę. po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką. . .Ja go znam .powiedział Chireadan .i my musimy czekać tu na świt. patrząc na Geralta. Dawałeś mu już jakiś lek.Co to mogło być? . Jeżeli to zatrucie.. Elfy popatrzyły po sobie.Trubadur . On ma porażone mięśnie szyi i krtań.Chodź. Obawiam się. . przynajmniej nie dla takich jak my. .Obrażenia tego biedaka . ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą. marszcząc twarz. Widziałem go kiedyś. .Niestety ..Wygląda to na zatrucie. Geralt usiadł.Niezupełnie . zakrztusił się ostatnim łykiem. Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo. panie rycerzu. . Zaczynają się zmiany w strunach . zarzęził.Jestem wiedźminem. . Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. mogę mu pomóc.rzekł Chireadan. . . . choć herbowy. . ale i z mieszanego.Eliksir przeciwbólowy.Jak w baśni.Niedobrze.są ewidentnie magicznej natury. . gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. Errdil.Geralt z Rivii . Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby.wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem. ludzko-nielu-dzkiego związku.Chireadan wskazał na Jaskra. . Jako taki.Niesamowite .Dżinn z butelki . opluł skórzaną poduszkę.powtórzył Chireadan. Bardzo niedobrze.

nie mówiąc ani słowa. .Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca.Nie ma co robić z tego tajemnicy. Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru.Geralt uniósł głowę. bo bojkot powoduje.rzekł Chireadan. oparł czoło na zaciśniętych pięściach. .Zapewne incognito? . .Osoba. .Rajcy zaś wściekają się.. że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi.potwierdził Errdil. . W mieście.To znaczy. Geralt. .. magicy bojkotują stolicę i te miasta. Prawda? Chireadan. urządza bale i hulanki.Prawda. .uśmiechnął się elf. Geralt.Mówić.A tu.Jak to? .Czarodziej . Oczywiście.poprawił Errdil. które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. bo inaczej. Chireadan. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary. . to wielka indywidualistka. . .Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające. jak i zarządzenia tutejszych rajców. tak. Ale nie śpiewać. jak słyszałem.To bardziej areszt domowy niż azyl . . Czy to znaczy. .Ona jest tam praktycznie uwięziona. bawi chwilowo pewna czarodziejka.. całe Rinde. faktora handlowego z Novigradu. Nikt nie może jej tam ruszyć. To może być nieodwracalne. . wiedźminie. .A rada miejska to toleruje? .Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki.rzekł rycerz. Jest w azylu. którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde.dodał Chireadan.. czarodziejka nie płaci żadnego podatku. Na rajców demonstracyjnie bimba. A rajcy z Rinde. można? . patrząc na wiedźmina. a wychodzi na tym znakomicie. .Masz . i tak wszyscy o tym wiedzą.Ale. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. Lekceważy zarówno bojkot. mam rację? . Bogatych klientów. psują jej opinię jak mogą ..W całej Redanii trudno o magików . który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem.. Ale nie narzeka na brak klientów.głosowych. Może. usiadł przy stole. panowie elfy? Od czasu.powiedział Vratimir.Nawet trzeba . podburzają przeciw niej kogo zdołają. słyną z gorliwości w tej mierze. że nie będzie mógł mówić? . o której mówię. w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? .. Errdil. ..Niezbyt .

że Chireadan skrzywił się. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. . Odźwierny był za potężny. widząc. Wiedźmin. Jak nazywa się czarodziejka? . Wynocha. .Nie zamierzam. maca jeszcze dookoła rękami. .Cóż.pewnie w nadziei. . jak się okazało.zgodził się wiedźmin. jak drab.Yennefer z Vengerbergu. powsinogo. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki.A niech sobie śpi . . Gdyby cią zatrzymali. patrząc na Geralta z góry.Głuchy jesteś. chwytając się oburącz ościeżnicy.To idź.odźwierny. Runął na drzwi.rzekł dumnie cerber.rzekł Errdil. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu. . . . .Szpicle burmistrza obserwują dom. to twoja jedyna szansa.Pan śpi . Nie wiem. ale do damy. dgy tylko otworza bramy. by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka.mruknął Geralt. wiesz. włóczęgo? Pan śpi. powiadasz . . .Beau Berrant. .Ale nie mam wyboru. mówię. który jęczy tam na łóżku.Masz interes. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano.Uważaj. był człowiekiem dowcipnym. III .Mam interes nie do twojego pana. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi.Pójdę.Nie lubię pchać palców między takie drzwi .. A raczej jedyna szansa tego biedaka. gdy będziesz tam szedł . Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. która tu przebywa. do zamtuza i zrób z niego użytek. Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? . walnął go z rozmachem po raz trzeci.. rzeczywiście. . Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń. co robić. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. choć już prawie bez zmysłów.Wiedźminowi wydało się. .Nie przekupisz mnie . Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie. trzymając za rzemyki. pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz. wymieniając nazwisko.powtórzył odźwierny. . Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni.

półotwarte.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? . Nie był to najpiękniejszy widok. który omyłkowo ubódł mur fortecy.. zanieść na górę. Goły mężczyzna spał. nie był mu całkowicie obcy. W sieni było ciemnawo.. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. po czym.. rozszerzył więc źrenice. Wyszedł z kuchni. Usłyszał chrapanie i odwrócił się. jabłkowy. Z jabłek. gwiżdżąc nosem. uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. dobrze? Geralt wzruszył ramionami.. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę.. . wśród odłamków glinianego dzbanka. zwiesiwszy głowę na pierś. Na kamiennej podłodze. Po prawej były kolejne drzwi.oświadczył. . Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek. psia mać . niosąc dzban. Było ciemnawo. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec.Muszę. .spytał grzecznie wiedźmin. Wiedźmin już miał je minąć.Nie wrzeszcz. otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. I zmarszczył nos.prosto w ciemię. . Korytarz kończył się ciężkimi. w jakim znajdował się kupiec. gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. ale stan.. tam w beczułce.Sok jabłkowy. . pełną utensyliów. Pomieszczenie było wielką kuchnią. . potem pokiwał głową ze współczuciem. ale rozmyślił się. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów.. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. Gdzie. intarsjowanymi drzwiami. .Sok..mruknął . Wszedł ostrożnie.. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. Gdzie jest służba? . łomot i suchy trzask pękającego naczynia. Słuchaj..skrzywił się boleśnie mężczyzna. unosząc się z wyraźnym trudem. bo . pachnącą ziołami i smolnym drewnem.. Nalej w coś. a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół.Pieniądz . kręcąc głową jak baran. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. naczerpał soku z beczułki. Sok.powiedział bełkotliwie. i pomóż mi wejść na schody.Ciszej .Ona chce soku z jabłek .Słucham? . Na rozkopanym wyrku spała. .otwiera wszelkie drzwi.

pełna fioletowych plam. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. w różnych pozycjach. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. Niektóre idiotycznie śmieszne. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. ogonków gruszek i kostropatych. by odwrócić się na pięcie i wyjść. sztywna od wosku. karaf. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. Geralt chrząknął głośno. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. Drugi był cały. zsunięta serweta zalana była winem. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. srebrnych talerzy i pater. obranych z winogron szypuł. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. I jeszcze czegoś. że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. świec i przejrzałych owoców. walcząc z uczuciem zażenowania. pucharów. . Ale to oznaczałoby. który ściekł ze świeczników.Beau? . patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. Schody wiodły do sypialni. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. Wiele się powtarzało. w połowie pełny. . Zapach bzu i agrestu narastał. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie. z chęcią. Niektóre pozycje były interesujące. Rozejrzał się.Przyniosłeś sok? .W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. I czarna pończocha. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. Kołdra poruszyła się i jęknęła. Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. sterczała z niego kość indyka. Zmięta. /Ogólnie rzecz biorąc.

Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. . Osunął się na podłogę. Kobieta usiadła. wypiła chciwie.Odejdźcie . -Oooch.Nie trzeba! ..Odbiłeś moje zaklęcie .Przyniosłem.Co tu robisz? Gdzie. że kobieta unosi rękę ponownie.powiedziała wreszcie. .Nie jesteś czarodziejem. do cholery. potem uniosła ręce i dotknęła skroni. fiołkowe oczy i wąskie. ale wyładowanie było tak silne. Kobieta uniosła dłoń.. . .rozkazała im spokojnie czarodziejka.Proszę. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. mrużąc oczy.Pani Yennefer! Przybywam w pokoju. Płaci się wam za pilnowanie domu.. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego.Pani Yennefer! . na ścianę. . Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii. składając obie dłonie w Znak Heliotropu. że cisnęło go w tył.wyjęła mu kubek z ręki. . Grzecznie. bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot.. Mów. . Umrę z pragnienia. wychwycił czar tuż przed twarzą. przybywający w . Geralt zareagował odruchowo.spytała czarnowłosa kobieta. . ale niechętnie. Przekażcie to panu Berrantowi. kim jesteś. mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą. na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. zajmę się nim sama. jest Berrant? .. . wygrzebując się z pościeli. to widać. .Oooch. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu.zawołał widząc.Kim ty właściwie jesteś? . lekko skrzywione wargi.Dziękuję -. . Miała ładne ramiona i zgrabną szyję..Nie jesteście mi już potrzebni. skrzącym się od brylantów klejnotem. z palców wystrzeliła złocista smuga. Wiedźmin wstał z trudem. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej.. . Geralt odwrócił wzrok.

powtórzyła czarodziejka. to nie szkarłatna mgła magicznie . Czekałem calutką noc na otwarcie bram. Dałem po czerepie odźwiernemu. A wszystko to dlatego. Udziel jej.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. . po czym przysunęła się jeszcze bliżej. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy.Podobne . a sławny Biały Wilk. wstała. nie zrobiłeś krzywdy? . Wiedźmin. proszę. Zacisnął szczęki. I radzę.Krótko mówiąc.Nie.Jestem Geralt z Rivii.mruknęła. której wyłącznie ty możesz udzielić. zbliżyła się. . . czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . Yennefer wychyliła się z łoża.Nie wiem.dotknęła dłonią jego policzka. którego widzę z bliska.powiedział spokojnie.Wyobrażam sobie. Słyszałam o tobie to i owo. co sobie wyobrażasz . Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój.Nie dość.Wiedźmin . jeśli zechcesz.powtórzyła. . mam nadzieję. odka-szlnęła. że pierwszy. a potem. . Geralt dyskretnie pomasował krzyże.Pozwolisz? . .pokoju nieznajomy. . Gardła. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. patrząc na niego zza czarnych rzęs. porozmawiamy o mutacjach i aberracjach. Owinąwszy się nim szczelnie.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . . Nie spuszczając wzroku z Geralta. . podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. podchodząc jeszcze bliżej.Jechałem do Rinde cały dzień. .O regenerację magicznie porażonych narządów. szczelniej otulając się płaszczem. wypiła duszkiem. Porażenie takie. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą. Pani Yennefer. . nieładnie skrzywiła usta. krtani i strun głosowych. potrzebuję twej pomocy.Geralt z Rivii . nie zatrzymując się. spojrzała mu w oczy. to nie kto inny. . Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku. Cofnęła się o krok. który nie chciał mnie tu wpuścić. Nie zrobiłem. jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę. mów prędko.Yennefer . zbliżyła twarz. . Lub bardzo podobne.ziewnęła.

. .poraziła twego przyjaciela.zatrzymał się w progu.przerwała. . Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. polewał się wodą z ceberka.przerwała ostro. . wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły. by sondować ci mózg. którego mogę obejrzeć z bliska.. Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku.Wylazłam dla ciebie z łóżka. .Geralt . to wstrzymaj się nieco. że jeśli się widziało jednego.Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp. . .. zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. zalotnie przekrzywiając głowę. nie . rzucając naręcze odzieży na wieszak.Pierwszy wiedźmin. . Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. . Spieszyłeś się.pochyliła się. ale czas nagli. bijąc ludzi po czerepach. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy.Hmm. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach. ani ochoty. Najlepiej będzie. wdarłeś się tu przemocą. moja przyjaciółka.uśmiechnęła się Yennefer. .Yennefer. Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. nadstawiając ucha. .Piękna blizna . Ująłeś mnie tym i niewykluczone.Jeśli to aż tak skomplikowane. nie chciałbym być natrętny. Wstał. Niesmak w ustach. Oho! . . mawia. Co to zatem było? Mówże. patrząc na jego pierś. Ale z wody i mydła nie zrezygnuję.. . a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym.Geralt. . Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz.Słyszę twoje serce.Nie krępuj się . a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie.Dobrze. Proszę.powiedziała. . potargane włosy. to widziało się wszystkie.Słucham . Triss Merigold. IV Weszła do łaźni w momencie. ale i maści twojego konia. Idź.Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny. . . dzwonem.O. jeśli zacznę od początku. Bardzo wolny . siedząc goły na maleńkim zydelku. że ci pomogę. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. Mój przyjaciel. Wiesz.. gdy Geralt.. i to rozebranego do rosołu.

W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. . zachlupotała w kadzi. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana. Jakiś nowy.Nowy a nieznany rodzaj zasługuje. Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność.Ja się będę kąpała.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły.Yennefer uczyniła ruch.. Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści. proszę. woda przelewała się przez krawędź. . ale dość o tym. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu. ty będziesz opowiadał.No. .zaoponował. Zarysy i kształty pochłonęły go tak.Interesujące. .. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz. . z kim rozmawiam.Teraz ja nie widzę twoich oczu. skracając do minimum opis walki z sumem. jakby chciała zrzucić płaszcz. zawahała się.rytm. . Dopinając klamry butów.. Niewidzialna czarodziejka parsknęła. no . Ale. . Yennefer . Gdy doszedł do momentu.. zrelacjonował przygodę nad rzeką. by go jakoś nazwać . Yennefer nie wyglądała na kogoś. .Odwrócę się . sponad zarysów. wybacz zawodową ciekawość.. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła.Opowiadaj! .. którego nie lubię jeszcze bardziej. . Oszczędzimy czas. nieznany rodzaj. ze zaniemówił. Kontynuuj. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach.usłyszał. Jesteś.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych. Usłyszał wypowiadane zaklęcie. A potem usłyszał plusk wody. zdaje się. Usłuchał. przez wzgląd na przyzwoitość.ponaglił go głos dobiegający z nicości. Muszę widzieć oczy tego. . . których bardzo nie lubię. Zwykłeś te cechy określać słowami. usiadł na ławie.No. Nie chcę cię peszyć. Moja kąpiel stygnie .Co .Opowiadaj. kogo może interesować rybołówstwo. Mam lepszy pomysł. Dżinn zamknięty w butelce. .A szkoda. . Nie odpowiedział.zaproponował niepewnie.Nie. a poza tym prawie się nie znamy. miękko osuwający się na posadzkę.powiedział. A zatem. . popadając przy tym w patetyczny sarkazm.Jaki tam dzinn .rzekła niewidzialna Yennefer. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami. .

. zdziwił się więc. . .Jakie powiedzenie? .Co w tym jest śmiesznego? .To wszystko . . . ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki.Jeśli nie zaklęcie.Jakim sposobem? . jak mówisz. Yennefer. woda bryznęła na posadzkę.spytał..Pewna kapłanka z chramu Huldry.To nie było żadne zaklęcie. . Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach. . Powtórzył zaklęcie. Nie musiała.Dokładniej.Przepędziłem tego..Dowcipne powiedzenie.. to co to było? .spytał patrząc. dżinna. .Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów.Triss popłacze się ze śmiechu. ..Dla kogo tajny. bo woda.. . Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce.Ten twój egzorcyzm.Czerpak znowu wylał wodę. kształty też. jedną po drugiej. . Geralt. Sądził.było dalej? . jak zauważył wiedźmin. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. wciągnęła suknię i zmaterializowała się.Choć nieco niecenzuralne.. również ukazywała to i owo. . . zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem.Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób.powiedział. . że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady. Geralt westchnął.Mniejsza z tym. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety. gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył.. zgrabne nogi z powietrza. Mydło znikło. jak dwie czarne pończochy tworzą. egzorcyzmem. W łaźni zapachniało bzem i agrestem. choć na krótko.Czerpak uniósł się i wylał wodę.powiedział. wiedźminie? Tego. dla tego tajny.Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. . . To tajny język świątynny. słysząc z kadzi szaleńczy śmiech. .Jakim? . zaklęcia? . Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty. .. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli.Zaklęciem .

.czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków.zgodził się Geralt ponuro.Ewidentna bzdura . ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców. by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. to spełnianie życzeń przez geniusze.Mam pytanie. Geralcie z Rivii. Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków. gdy czegoś pragnę. . lecz działam. Grzebień..Nawet dwa.. za ulegające gustom motłochu beztalencie. czego pragnę. . który uważa mojego kompana..Trubadur.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . Jesteś mi przez to bliższy duchowo. Cieszy mnie. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. jak stwierdził. .powtórzyła Yennefer z uśmiechem. że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. . które. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? . Oba potwornie głupie. która zamykała butlę. Jesteś gotowa? . ze nie należysz do takowych. Ja. jak zauważył. Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura.Nie sądzę bowiem.Prawdopodobnie . czesząc włosy szylkretowym grzebieniem. Potrząsnęła włosami.Oczywiście. . d'jinni.Zapnij mnie ..Jestem gotowa . znudziwszy się po prostu. . przypinając do uszu brylantowe kolczyki . Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. haftkę po haftce.. I zawsze zdobywam to. Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. pozbawiona sensu baję-da.to oczywistym jest. również poetę i muzyka. . rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. Pieczęć. nie marzę. .Nie wątpię. duchy lampy.powiedziała Yennefer. Geralt.odwróciła się plecami. by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności. zachowały malowniczy. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka.Wracając do butelkowego stwora .Kto to jest Valdo Mane? . że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. tak jak wszystkie legendy. którzy nawet marzyć nie mogą o tym. wstała. To wymysł.

Cóż . ale on sam. . . Przypadków.. szarpnął łańcuszkiem.. Sądzę. i to przy sobie.Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta . Spojrzała na niego bacznie.Dziwne pytanie . w Rinde.Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy. gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął. Jak mniemam.Nie ma nieomylnych ludzi.Zgadza się. Wiedźmin zaklął z cicha. Cios był celny. kto powinien był wiedzieć.Tu. że tak . W domu niejakiego Errdila. jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego. nie ma też nieomylnych wiedźminów.Wiedźmin zastanowił się.przerwała. Tak. Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy.. uniosła ręce. Elfa. ze robi to bezkarnie. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy. Kogoś. . by jej nie dotykać.Hmm. Gdzie znajduje się twój towarzysz? ..powiedziała ostro . Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. Nie bój się..jak na wiedź-mina. -Nie przepadają tu za mną. . krzywiąc wargi w uśmiechu. przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. mogą zelżyć. . zamknęła oczy.ucięła. .Wiem.Nic . znał kilka. sądząc. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. Ale doświadczenie uczyło.chrząknął. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość. że taka pieczęć jest ważna na tyle.U Errdila? . Geralt był świadkiem. jak widać. .. .To niedaleko. chyba ma. Chireadan? . A co. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. No..zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. gdzie to jest. . Każdy może się pomylić. a może i czymś gorszym. Zacisnął szczęki. ..powtórzyła. by pomieścić . Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą. A co? Czy ta pieczęć jest ważna? . przebywa tam również jego kuzyn. możemy ruszać w drogę. moje portale są bezpieczne.Czy musimy. obrzucić kamieniami. Sakiewka wydawała się za mała. Pieczęć miał nie Jaskier. I nie pozwolić dotykać przyjacielowi.

Magia wymaga czasu. .Mija godzina.uśmiechnął się wiedźmin. gdy uspokoiło się zamieszanie. Krótko mówiąc. W drogę! Medalion zawibrował.W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego . Zimno było jedynym. Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. Niczego nie widział. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. . nie słyszałem. Ciekawe. krzywiąc się niemiłosiernie. że tak łatwo ci pójdzie. Errdil. . spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru. ale Geralt wiedział. od kiedy tam weszła . co rejestrowały zmysły.Nie zamierzam jej przeszkadzać. by pomóc tobie i Jaskrowi. nie jestem z porcelany. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. masz słuszność. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych.Zaczynam się niepokoić. że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . Rycerz Vratimir. który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków.Obejmij mnie. nie czuł. nie słyszał. Chireadan. jak się okazało.Jeśli mam być szczery .nie spodziewałem się. jeśli chodzi o niesienie pomocy.podjął Chireadan . . jaki ma interes w tym. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. w przenikliwym zimnie. Chciał zakląć. którą kupił. Niech to trwa choćby i dobę. Mocniej. . cichutką i małomówną elfką. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. .Nie zrobiła na mnie aż tak . mieszkał w opuszczonej gospodzie. V . byle Jaskier ozdrowiał. ale nie zdążył.Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę.Geralt dopił kubek ziołowego napitku. Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast.Cóż. że nie jest to zwykła sakiewka.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych. .Nie przesadzasz? .

Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. reperująca źle zrośnięte kości. Chireadan również się uśmiechnął. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. Wyższość.złego wrażenia. że skorpion jest ładniejszy niż pająk. że z wdzięku i urody uczyniła broń. . nie wiedząc. choć na swój sposób atrakcyjna. Co oczywiście nie umniejsza faktu. Nie jesteś pierwszym. który tak ją ocenia. z całą tą arogancką bandą. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania. usuwająca blizny.jakbyś uważał. Geralt. Nawet tymi bardzo pięknymi. Nie zaprzeczysz. za piękność uchodzić nie mogła.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. która zdradzała predyspozycje. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe".prostująca i wyrównująca nogi. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. wkraczała magia . Uważaj. Yennefer zaś.To trochę tak . znamiona i ślady po ospie. owszem. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. lubi demonstrować. łatająca zajęcze wargi. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. Któż pomyślałby o tym. jakim cieszyli się magicy. bo ma taki śliczny ogonek. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. czarodzieje przyjmowali każdą.powiedział . jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. . prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. bo wymagał tego prestiż jej profesji. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. Oręż. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. Gusta gustami. Już po raz drugi wydało mu się. bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. że jest fascynująco urodziwą kobietą.

. Nie. by je uszczęśliwić. troszkę zbyt cofnięty. za mało regularne.Twój utalentowany druh będzie zdrowy .Odzyska swe zdolności wokalne. . nie umiałem mu pomóc. nie sposób było zgadnąć.uśmiechnął się zagadkowo elf. Wiedźmin podszedł. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi.Co z Jaskrem? . choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. . czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? . . a wyłącz. odrobinę za długi. sensu to nie miało żadnego.Oczywiście.Wiedźminie. Usta. Widział jej lewe ramię. Nie ufaj jej. Brwi.Nie zaprzeczę. nie dla prestiżu profesji. Zupełnie niepotrzebnie. . Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra.Będziesz miał sposobność ją okazać. Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki. Nos. w mojej obecności.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej . Miała figurę dwudziestolatki... że to go uleczy. Chireadan . Nie odpowiedział. przyglądając się w milczeniu. jaka była dawniej.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. Na górze skrzypnęły drzwi. Yennefer. Ucierpiał przy mnie. Jego oczy. Przestał się nad tym zastanawiać.Masz moją wdzięczność. . . Geralt nie rozumiał Chireadana.Bo Yennefer o. Dziękuję ci też za ostrzeżenie. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. . . Podbródek. nieco zbyt wąskie.Nie.ukrytej nie dlatego. oczy wiedźmina. Uśmiechnęła się. Jest niebezpieczna. niewymuszoną gracją. odrobinę wyższe od prawego. Oczy. . Nie. Gdybym wiedział. co w niej poprawiono. Poruszała się z naturalną.odpowiedział na pytanie. a lubi wykorzystywać taką wiedzę. . Geralt. Nie zdołałem go ocalić. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. tym wie.powiedziała. Widział zbyt wiele szczegółów. rejestrowały zbyt wiele szczegółów.

Yennefer? . pełnym szczęścia uśmiechem. czego pragnę.Wspominałam ci .czarodziejka przekręciła klucz w zamku. bębniąc palcami po framudze drzwi. Tak się zaś składa.Co to jest. precyzyjnie wytrasowanej. nie rzęził już i nie charczał. Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy.Pułapka. chwilowo .powiedziała Yennefer. nie rozbudzona. . . zajęczał cicho. rytmicznie drgać.Na kogo? .Śpi .Oczywiście. Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa. Był to bez wątpienia jęk rozkoszy.przerwał -służą do wywoływania . Nie obawiaj się. .Yennefer usiadła na brzegu łóżka. .zaczęła . . zastąpiony idiotycznym. czym może być lwi ryk. Poeta oddychał spokojnie. które ustawiłaś na podłodze . Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. .. Wejdź. Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka.Cudactwa. przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. obróciła go w dłoni.. wciąż kretyńsko uśmiechnięty. Jaskier. Ukryta w nich magia była wyczuwalna. że była to magia śpiąca. Odbiorę mu to i rozstaniemy się.Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? .że zawsze zdobywam to. Klucz znikł. Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie.Tak więc. ale dawała pojęcie o tym.. nie stanie mu się żadna krzywda. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki. Yennefer? Jeśli to gra.I śni. . to nie znam reguł. z jego twarzy znikł grymas bólu. .Na ciebie. jestem schwytany .O co tu chodzi. .Nie pochlebiaj sobie . że zapragnęłam czegoś. ale wiedział. W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram. W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza.powiedział zimno. .Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier. co ma Jaskier. Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro.

. bez żalu. I rozstaniemy się. Poproszę o nią.Jak widzę. zawszę staje się komuś krzywda. wręcz szczęśliwy. . .włos mu z głowy nie spadnie .uśmiechnęła się Yennefer. Pieczęć. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Wysondowałam mu mózg do samego dna. delikatniejsze niźli puch łabędzi.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? . . .powiedział zimno. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. . nie powinieneś mieć wątpliwości.Nie zadowala. Ja kupiłem twoją pomoc.Do czego ci ta pieczęć? . Tam. Trochę świństw. gdzie wywołuje się demony. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne. Wiem. nie otwierając oczu.Ach. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność. Pieczęć. Yennefer. Virginio .. Ale niech to będzie uczciwy handel. Mniejsza z tym..demonów. Geralt. Nie pozwolę na to. Wiele tam nie było. . i równie paskudnie. Twoja strata. . . . ..Szkoda. którą zaczopo-wana była butla z dżinnem.. Jeśli nie zauważyłeś.Dobrze. rozłożyłaś cenę na wiele rat . że właśnie zaczęło się odwdzięczanie.kontynuowała czarodziejka. które jesteś mi winien. ale ty. nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. że to nie trubadur ją ma. Skrzywiła wargi w uśmiechu.Rozum mu odjęło? Majaczy? .Co do tego. kilka marzeń. Zadowala cię taka odpowiedź? . to wiedz. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. wiedźminie.Nie . wiedźminie. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. poproszę.Piękne są twe piersi.Śni .uśmiechnął się również.Jego marzenie spełnia się we śnie. ale i bez uraz. Yennefer... Niełatwo mnie zadowolić. . .zajęczał Jaskier.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi. I ja zapłacę. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. Virginio. mnóstwo poezji.. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony.czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. Wszyscy będziemy szczęśliwi.

Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna. Teraz możesz już tylko mówić. Ty gadałeś. wiem.powiedziała Yennefer. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę.Ale nie Jaskier. że daremna. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty. że potrafisz odbić czar rzucony wprost ..Proszę. Yennefer. ale potraktowałaś go życzliwiej. . Ale bez Jaskra. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce.Ja . że jesteś elokwentny.. jak kamienny posąg. by płacić.Ciekawiło mnie.Geralt wskazał na wzory na podłodze. wytężył całą wolę. Nie pozwolę. Urwał. Jeśli narazisz Jaskra. kiedy poczujesz . co zamierzasz tu ściągnąć . Szkoda. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu. wrócę. by ci służył? Nie musisz odpowiadać. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów.Wiedziałam też.Piękna przemowa . weź. Uczyniwszy to. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. że choć wyrachowanie. może jeszcze gorzej niż poprzednio. Nie jako ratę. . .. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. zapłacę drugą ratę i dalsze. Yennefer.zachichotała czarodziejka.. Bo jeżeli chodzi o pierwszą. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. .czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi. Był jak sparaliżowany. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów.On już raz był blisko tego. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. Wzruszająca i patetyczna.. . to nie będzie to już uczciwy handel. co chcesz. Wiem. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. Geralt napiął mięśnie. . . Nie pomogło. gówno mnie to obchodzi. . jak wbity w ziemię słup. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża. który powinien przekonać cię. zaciskając szczęki do bólu. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. będziesz starał się zaimponować mi elokwencją. A rób sobie. Ale nie musisz mi już imponować.powtórzył. .Wiedziałam. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. zmusić. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie.

ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz.. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. nie chodzi o czamoksięstwo. Znikły drzwi.powiedział z wysiłkiem.' ku osobom przyrzekłam tu coś. Rzeczywiście. że coś knujesz. idziesz do celu najprostszą drogą. . To się rzadko zdarza. Kil. wyobrażasz sobie? Elf. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście.To na nic. . znikły okna.. Milczał. ty spełnisz te obietnice za mnie. podeszła. A może i coś jeszcze. zapłaciłbyś każdą cenę. nie robiłam niczego w tym kierunku. Nie ufał ci od początku.Mówiłam przecież. Po tym. Yennefer. czego zamierzam tu zaraz dokonać.. nie posłużysz się. .uśmiechnęła się zjadliwie. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. . o niewielką przysługę. .. Jest pod moim urokiem. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. że Chireadan się zorientuje? . uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . . Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie. I nie odgrywaj przede mną komedii. nie spłacone rachunki. Walczył. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy.Beau Berrant.Chireadan. Zakochał się we mnie. Masz silną wolę i sporo odporności na magię. bo nie ufa ci. wiedźminku . Errdil. Nic. . posłużę. . walczył z całych sił. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. By ratować przyjaciela. Yennefer.I co z tego. Jaskier. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole.wykrzywiła się złośliwie. Geralt. wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. nabierze podejrzeń lada chwila. nazwijmy to.. Yennefer stała przed nim. natychmiast znikam z Rinde. Ale mną.. wylizałbyś mi buty. . Ponieważ jednak sama nie zdążę. a zazdrosny.Czarodziejka wstała z łóżka. gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki.Nie szamocz się. nie uczyni nic przeciw mnie.Ależ posłużę. bałwan. Nie.. Zwykła chemia organizmu. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. Chireadan. Chodzi o drobnostkę. Zorientuje się rychło.Chireadan zorientuje się. Nadaremnie. a ja zawsze spełniam obietnice.

wykrzywiona przerażeniem. .Tak. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. Ciemność. I wiedziałam. To był jego własny głos.Idź zatem i wykonaj moje polecenia... Twarz Errdila. Błysk.. Yennefer mówiła do niego łagodnym. Płać. za oczy łowiące każdy szczegół. . że zbliża się do niej na kolanach. Bzem i agrestem. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy. Geralt miał wrażenie. Ale zrobisz to ty. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. . . choćby Chireadan. bo musisz zapłacić. wpiła się w nie jak wampir. pani.ciągnęła . Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki. Za udawaną hardość. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki... za zimny wzrok. pani.Dzięki. dokąd? . . Balustrada. . że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota. za wyrachowaną wiedźmę. .Geralt! Co z tobą? Geralt. Errdil! Zejdź mu z drogi! . Klęczał. za sarkastyczny ton.Muszę iść. miękkim głosem. Twarz Chireadana. schody. nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. jaki jesteś.Już w sypialni Beau . Bzem i agrestem. w uszach zaczęło straszliwie szumieć..Zapamiętałeś? . zapadł w ciemność. . W jego głowie coś rozbłysło. Poczuł.. . za kamienną twarz. . w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty. I głos Chireadana.Na rozkaz..aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików. Za mniemanie.Muszę. Medalion na szyi zadygotał.Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira.po wymianie kilku słów wiedziałam. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. pani.Jego własny głos.Nie! Errdil.Możesz pocałować mnie w rękę. .

W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób...A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz. wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą.. Hej.rzekł elf . co jedynie z pozoru było kupą łachmanów. Rzucany przez pochodnię cień. a ona planuje. z nią. usiadł wygodniej. Żaden nie odpowiedział.Nie wiem. głowa mi pęka. Będzie burza. gdy mnie tu wrzucano.. Wiedźmin zaklął. Parno.. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od. Zapach bzu i agrestu.Wsadzili nas do lochu .. VI Ciemność. .. Chireadan podgarnął słomę.Cholera jasna. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.. że tak długo nie przytomniejesz. . siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni. Yennefer.... Tak jak i ty.że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków. Eksplozja słońca.stwierdził ponuro. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców. jak ktoś unosi go. Widział ich niewyraźnie.Czy to ważne? . rozejrzał się. Gorąco. Zapach? Nie. Bzu i agrestu. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl. opiera plecami o zawiłgły mur. Cień kraty. odór.. zgniłej słomy i mokrych łachmanów..Nareszcie. pomyślał. cień na pokrytym słomą klepisku.. w zupełnych niemal ciemnościach. . Jaskier jest tam. Cholera.Chireadan? Gdzie. . Smród uryny. Drzwi.Cieszy mnie . Gdzie my jesteśmy? . . .Zapach bzu i agrestu. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży.Jeszcze jak.. .. że nie przebywa tu od wczoraj. świadczyły. . Zapach. Już się zaczynałem martwić. byłem bez zmysłów. I Jaskier.. .. psiakrew.Poczuł.

A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca.Wy macie swój kącik. To prawda? . . .spytał..Lichwiarz upadł . miłości prosim..że na tym się nie skończyło. .trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? .rzekł wreszcie jeden. .Do żadnej .Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas.Bo ja jestem niewinny. kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu. Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. Myśmy się na władzę nie zamachiwali.Obawa uzasadniona.powiedział drugi. nie jacyś polityczni. Wyrzuciłeś go oknem.. .Ano .. Errdil i Vratimir. Nawet bardzo mocno. Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi.. .mruknął Geralt . potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy. Myśmy ino kradli. prosto na ulicę.A ty. Wiedźmin splunął.. a po chwili .Geralt splunął. .Ogłuchliście? . Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust.spytał drwiąco elf .Wyszedłem na ulicę. . pochrząkali.Tak ono i jest . Chireadan parsknął.zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem.zniżył głos elf. masując skronie. Potem był jakiś sklep. jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie.ciągnął cicho Chireadan.odrzekł dumnie dziadunio. Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy.Pytam.Wszedłeś do lombardu. wszedłeś.Obawiam się . .. . Potem. . . I niech każdy swego pilnuje....Lombard . Ludzie mi się przyglądali.Z tym zamachem na władzę. . Niczego nie pamiętasz? .Chireadan? . Geralt splunął ponownie. Za tobą ciągnął już spory tłumek. Myśmy są porządni złodzieje.. . .Wielmożni . . my swój. Mocno. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo. dziadku . w którym byłem ja.Absolutnie. .

a aptekarz wył. błagał o litość. płakał. Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. Bo kapłan Krepp.A gdzieżby tam. To oni wsadzili mnie do lochu? . wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. ale dodawałeś inne określenia. opisać trudno. pomijałeś jego oficjalny tytuł. Opowiadaj. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich. Większość z nas wiedziała.Najprościej rzecz ujmując. bo to niskie i odrażające.Jakiej? .pokiwał głową Geralt . Mówiąc o nim. którzy nadbiegli. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety. I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. wlokąc Wawrzynoska za nogę. ba. Kara.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką.I ja radbym to wiedzieć. baty. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. dokąd zmierzasz.Szedłeś do świątyni. Nie tylko głosowali za tym w radzie. również członek rady.byłeś znowu na ulicy. Chireadan. oznajmiłeś wszem i wobec. toporki. będzie wymierzona na miejscu. obiecał nawet poprawę. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. Och. oznajmiłeś. Oni mieli miecze. budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. . Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów.Chcieli. że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą. Nie oszczędzaj mnie. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. Zamachnąłeś się znacznie wcześniej. . . . pałki. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. poszedłeś dalej. Mów.Mów. . a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. jest gówniarskie i absolutnie karygodne. których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. nie żałując ręki. co to było za widowisko.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. . . Zarówno lichwiarz.A ja . poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. Coś ty z nimi wyprawiał.Domyśliłem się tego już dawno. Pewnie cię zainteresuje. . której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. wrzeszczał. Geralt.

Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu. -Nie dość.Jeżeli Neville.to kto wie. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. w jamie. Chireadan.. jak mówią krasnoludy.. jaki na ciebie rzuciła. . . w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. wybacz określenie. ale winę ponoszę ja. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym. I zapewne Jaskra. skrzywdzisz ją. Ty siedzisz tu przeze mnie.Nie. że byłem powodem twojej śmierci. wała. jak mi się zdaje. że to sprawka Yennefer. zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś.Kończyć nie musisz. co tylko było w cekhauzie.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął.Wybaczam skwapliwie.Pięknie . Omamiła mnie. Wybacz mi.. zrobiła ze mnie. . Znam go. Nie zrobiłem tego. Zanosiło się na to. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły.Aha . Nie zdołałeś tam wejść. Ja. Nie. kilku strażników doskoczyło. Bo nie masz pojęcia.to co nam grozi..Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu . Uroku .Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem. A to oznacza.. Co jeszcze? Desekracja świątyni? . oprócz katapulty.mruknął Geralt. ciebie ostrzegałem. . Wiedźmin nie odezwał się. że cię po prostu zmasakrują. drogi elfie. nie przerywaj.. Moja głupota. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi. ze gdy pryśnie czar.. . Chireadan.zgrzytnął zębami wiedźmin . Psiakrew. a sam okazałem się równie wielkim. nic ująć. . -jaką moc miał ten urok. Ale nie doszedłeś do nich. to jeszcze ze świadomością.Hmm. by podziurawić cię sulicami. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. Bo bałem się. wyrok wydadzą rajcy. ze będę wisiał. durniem. wrócisz i.. . Wdałem się z nimi w spór.Kiedy upadłeś. nie pozwolić. Wiem. burmistrz.Nic dodać. jak myślisz? .. a jest dokładnie odwrotnie.. Martwisz się. ze przez ciebie tu siedzę. .mruknął elf.. obezwładnić. skąd ty wziąłeś się w lochu? . Ale jeśli nie zdążył. Ale. Ostrzegałem cię przed nią. Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać.

. ale opadł na klepisko. Loch wypełniły cienie czterech strażników. Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać. powtarzam.. szczęk metalu..Nie. mocno zafascynowany.. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami. Chireadan chciał się zerwać. . Geralt. . wskazał na wiedźmina. Myślałem o niej. Dwaj inni chwycili Geralta. Kopnąć łysego też nie mógł. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych. . Obraz. który go w niewytłumaczalny sposób.kazał zapytać. . jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy.Tak? .Pan rajca Wawrzynosek .Yennefer nie udałoby się wam przełamać. uśmiechając się smutno. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie. podciągnął rękawy i pomasował pięść. Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda.powiedział.Jestem nią. poobserwował czas jakiś .. nazwijmy to. . że postawienie szafotu zajmie więcej czasu. unikając wielkich słów. by przywołać w pamięci obraz. nazwijmy to. a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. Przypomnij sobie gwardię. Jeden ze strażników.. Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek.Nie myślałem. fascynował. Nie pomogło obronne napięcie mięśni.powiedział .przerwał elf. długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę.. .Ten .Nie lubię wielkich słów . Dziwisz się zapewne. .Nie dziwię się.powiedział krótko.Chireadan? .Ty ją. . czy ci aby dobrze u nas w loszku.zdziwił się półgłosem elf. Chireadan . Łysy strażnik stanął przed wiedźminem.Ty ją. brutalnie poderwali i przyparli go do muru. . Złodzieje wcisnęli się w swój kąt.Myślałem. z wysiłkiem łapiąc oddech. o tobie. Zgrzytnął klucz.Tak prędko? .

milczeli. bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. musiał zmusić łysego do. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce. przez którą przeświecałby mur. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa.Żebyś pękł. po czym strażnicy poderwali go znowu. Zmieniał rękę. skromnie opuściwszy głowy.. skurwysynu. zamierzając bić w głowę.Niczego ci nie trzeba? . . . Ale cios nie został zadany. .. chwycił się oburącz za brzuch.Jedno.. zionąc cebulą i zepsutymi zębami. w to samo miejsce. chmura burzowa przepływała nad Rinde.No jak? Żadnych życzeń? . VII . A musiał zemdleć. po krótkiej chwili rozległ się ostry. Strażnik splunął.No jak? . czy nie masz jakowych. cofnął się i zamachnął..Ucieszy się pan rajca. . znowu pomasował kułak. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. wyszczerzył zęby... że się nie skarżysz.łysy cofnął się nieco. ale nie miał czym.I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy.sprzączkę własnego pasa. Łysy zgrzytnął zębami.Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. zawył. .kontynuował łysy. zgodnie z planem Geralta. I pękł. tym razem. ale powyżej nie było dziury. Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał. . niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu. Aby zemdleć. przeciągły trzask gromu. parskając i sapiąc . z trudem podnosząc głowę. Choć wydawało się to dziwne. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. . zaryczał z bólu. Geralt i Chireadan. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk. Następne uderzenie. Łysy obrócił się bokiem.stęknął wiedźmin. Ulewa przybierała na sile. poczerwieniał.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

Dżinn mógł. ale.Nie uważaliście.Niszczy miasto! . niesłychanie silny d'jinni. skończy się to tym.Patrz. hę . zrywał się i pikował w dół. Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów.wrzasnął burmistrz. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli.Sram na sprawiedliwość! .parsknął Krepp. Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel.. niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny.Tu się nic nie da zrobić. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz.Hę. co wyczynia trzmiel na uwięzi. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się. w Wiedźmińskim Siedliszczu. kto kogo schwytał. po okręgu. że d'jinni zetrze ją na proch.zawył Neville. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! . I robił to. Powiadam wam. .powtórzył kapłan. że ten demon. . identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. .Ten potwór niszczy moje miasto! . Bo dżinn. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie. i złoił obu rzemieniem. gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. bucząc wściekle. gdy mówiłem.. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. jej zaklęcie zaraz osłabnie. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. panie Neville . nie wiem. burzyć kominów. Wzlatywał i spadał. druzgotać wieżyczek i mansard.Trafiła kosa na kamień.Kiedyś przed laty.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego.Ale nie z założonymi rękami. ruina! Tego mi nie powiedziałeś.Trzeba czekać . Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. Patrząc. czarodziejka już by go miała. pękali ze śmiechu do czasu. I będzie spokój. co się tam dzieje! Panika. gadałeś. . ich preceptor. i tyle.. nie bacząc. powtarzam.. . krążył. ze pod oknami mogą stać wyborcy. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela. gdyby nie to. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha. Krepp.zaśmiał się kapłan. . . roznosić w strzępy strzech. . Nigdy nie uważacie. jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie. . różnokolorowego światła. gdy mówię. To jest.

nawet niewidoczny. umknął przed nim. a nie stać i gadać! Bogowie.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! .odezwał się Jaskier. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad. Portal wciąż łączy ratusz z.Muszę.Portal. .. . Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki. jest niczym w porównaniu z piekłem. Przepraszam cię.Proszę o ciszę .rzekł zimno kapłan. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? .Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! . co czujesz.Wątpię.Nie widzisz? .Geralt .rozdarł się Neyille. Elf uśmiechnął się. Geralt uniósł głowę. Zdawało mu się. . .powiedział z ociąganiem. wskazując na ścianę..Do diabła z twoją modlitwą! . że czuje zapach bzu i agrestu.Możecie.. burmistrzu.Chyba tak . .rzekł Krepp. gdy geniusz skończy z czarownicą. co się tam teraz dzieje. . bo czas nagli. Modlę się.Panie Krepp . .Potrzebna mi wasza pomoc.Mogę.. . Odwrócił się.Chybaście niespełna rozumu. .I o powagę. . którym przybył tu Jaskier. jak Chireadan dotyka jego ramienia. Można zaklęciem taki ślad ustabilizować. . .Idziesz tam. . Chireadan.Zaklęcie? .To bierzcie się do roboty. . Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów.. prawda? Geralt zawahał się. .Nie przepraszaj.. -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić. potem spuścił wzrok. . jakie się zacznie.Wydajcie rozkazy.kapłan dumnie uniósł głowę. zostawia ślad.zdecydował się nagle. bo musisz.Nie ma już nawet znaku po portalu . Chodzi o portal.Pytałem. Bo ja sam tego nie wiem. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością. Przejdę tym śladem. Elf spojrzał mu w oczy. Wiem. czy nie? . . . co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł. To. napotkał wzrok Chireadana.

powiedział.nie wystarczy czasu ... wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę. Krepp wyprostował się. Ostatnie to wasze życzenie. Wielka mi rzecz.. dysząc. VIII Portal. kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza.Już uczyniłem .Na tym to właśnie polega..Mężny z was człowiek . wypluł z rozrywającą płuca siłą.Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. "Odejdź stąd i wychędóż się sam". Spróbuję was wyciągnąć. .Cóż . Roztoczę protekcję. bębenki. Mogę was pobłogosławić. Geralt.Proszę was. też będziecie zgubieni. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę.. Znaczyło to.Ja zostanę . .Panie Krepp? . Wyjdźcie wszyscy z komnaty.. Geralt spojrzał na niego życzliwiej. Nie ma też żadnej pewności. uczyńcie rachunek sumienia.. wyrzucił go z impetem. z trudem .. który nim wstrząsał. a zimno zdławiło śmiech.Gotowe . pękną wam bębenki w uszach. . Na to nigdy nie wystarcza czasu. . gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi. panie Krepp. Uczyńcie rachunek sumienia.Chcecie ją ratować. .. Geralt wstąpił w nicość.Wiem. sposobna pora do żartów i krotochwili.Zaiste. jeśli tam pójdziecie.. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. . Dzinny to mściwe istoty. więc wam powiem. Hmm. Co znaczą te słowa? . ale na odpuszczenie grzechów.. panie wiedźminie. .Słucham was. który tak was zdenerwował. . ryczący i kotłujący się jak huragan. Czarodziejka jest zgubiona.powiedział.. panie wiedźminie.Geralt stanął przed słabo świecącym portalem.. Poruszył dłońmi w powietrzu.rzekł Krepp. Kapłan uśmiechnął się.. .. Jeżeli portal eksploduje. . wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie. odetchnął głęboko.dokończył Geralt. czy nie jest przerwany. panie Krepp. Właśnie na tym. A gdyby portal pękł. Zanim w to wstąpicie.Ten egzorcyzm. Wy.. Hmm. Bębenki odrastają. na wszelki wypadek...rzekł kapłan. . .

Podłoga dygotała. zerwała się i uniosła dłoń.Nie! ..Pomóc? . On cię zabije. . gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. .Nie.. Yennefer. Yennefer zobaczyła go. Złapałam go. krzywiąc się złowróżbnie. co ci zrobiłam? .Interesujące. . Ale w gruncie rzeczy nieważne. rozjarzonymi obecnie do białości. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. . pochylona nad' magiczną kulą. Początkowo sądził.krzyknął. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila.Nie rób tego! Chcę ci pomóc! . . ale wyraźny.Pomimo tego. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności.. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe.Wynoś się! . chwiejny. trzeszczące.Nie tak łatwo mnie zabić. . Urwała. Cały dom wibrował. natychmiast.. . nie pojmuję tego. Zobaczył ją. Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. Na powale zarysował się wielki ognisty . ogniste linie przepadające w górze ponad dachem. Nie potrzebuję twojej pomocy. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli. powinnam już mieć go w kuli. rozumiesz? Nie mogę go opanować. . Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem. Rozejrzał się.wrzasnęła. ale szybko zorientował się w pomyłce.Ty? . trząsł się i trzeszczał. Znajdował się nie w izdebce.parsknęła. Klęczała pomiędzy stołami. Migotliwy.Ja.Nie złamiesz go. wygląda. prześwietlała na czerwono palce czarodziejki. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra.Pomimo. że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu.łapiąc powietrze otwartymi ustami. złamię. jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak. Wynoś się stąd. ale łajdak nie słabnie. .

Uciekaj.. wyskoczył z portalu jak korek z butelki.Co się dzieje. . Yennefer nie cofnęła .. krzyczała zaklęcia.. Dżinn zawirował jak bąk.Tędy. Przygotuj się. omotany magicznym światłem. odepchnął i zasłonił. .. W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. Czarodziejka zaklęła. z jej palców trysnęły iskry.. niepozornie i nader prowizorycznie. Nie mogę go powstrzymać! . Otworzę mój portal. -jęknęła. Dżinn. napinając więzy. Geralt! .. wskazując na portal. rozdął do imponujących rozmiarów. rozwierając paszczę. unosząc ręce.. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki. Geralt rzucił się ku niej. różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami.. Nie mogę. ale będziesz bezpieczny. drogę ucieczki dla ciebie.czworokąt. polecenie. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. Nie zrozumiał jakie. Yennefer skoczyła. bez widocznego efektu... gdzie wylądujesz.Yennefer. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. Powoli. czerwieniejąc z wysiłku...Tędy! . by dostać się do środka. ze aż świdrowało w uszach. to będzie portal losowo rzucający. spadając na dżinna jak sieć. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. który wyczarowała na ścianie przy schodach. ale stale zbliżał się do czarodziejki. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy. rzucił się na nich. Nie może zerwać uwięzi. Uważaj. trzeszczały. W ryku tym było coś. rozciągając je. Yennefer nie cofnęła się. .. nie mam czasu ani siły na inny.Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować. rozdął się i zdeformował. Nie wiem. ale portalem się tu dostanie. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. . zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie...Tylko razem z tobą! Yennefer. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. wyjąca tak. wodząc w powietrzu rękami. . Tworzy własny portal. Yennefer? .. Geralt.Chce się do mnie dobrać. Ale geniusz nie zaatakował. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna.krzyknęła Yennefer. coś jak gdyby rozkaz.Zlokalizował mnie. musisz uciekać. Geralt! Uciekaj! . Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem.

Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. usiłując wy drapać mu oczy. durniu! . zły nie na żarty. Ktoś wrzasnął. z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. .odkrzyknął. Wiedźmin przyskoczył.wrzasnęła Yennefer. .się.. głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot. wodorostów i ostryg. odwracając twarz. .krzyknęła Yennefer. zwarci w uścisku. Leżeli na samym środku sali balowej. patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu. Zażądam.Czy mają państwo zaproszenia? . sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną.Doprawdy. upadli na marmurową posadzkę. czego zażąda szambelan.Ty kretynie! . -Uratowałem ci życie. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. . jej dłonie sypnęły iskrami. .Gówno miałaś! .To skandal . Geralt. Geralt rzucił się za nią. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! .rzekł z naciskiem szambelan. chwycił w pasie jedną ręką. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. jasnej od kandelabrów.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. drugą wpił we włosy na karku. Wylecieli. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy. przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. a zaraz potem stół. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. ktoś zapiszczał. Nikt nigdy nie dowiedział się.. . przesadzacie z tą teleportacją. Przenikliwy zapach ozonu. przerwawszy taniec. ucapił ją za oba przeguby. Nie puścił jej. zręcznie podstawił jej nogę. Yennefer wyszarpnęła się.Odchędoż się. . Portalu prowadzącego w nieznane. jaki wytworzyły zaklęcia. nie zabił zapachu bzu i agrestu.

bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. ze straciła przytomność.wrzasnęła. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. . Yennefer zaklęła wstrętnie. . IX . Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz. Chwycił ją jeszcze mocniej. druzgocąc balustradę schodów. wierzgając niczym kucyk. w karczmę Errdila. że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia. głupku. zdzieliła go łokciem. muszę ją wzmocnić.Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. i nie pomylił się. Trafili w cel. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. starając się przebić wzrokiem ulewę. do cholery! .Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. wrzasnęła zaklęcie. Wpadli oboje w nicość portalu. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. chociaż miał ochotę.Idioto.Co się tam dzieje!?! . odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś.Puść mnie! . . . Był pewien. Zanim zdołał złapać oddech. próbując przytłamsić do podłogi.Biją się! . Poczuł. gdzie popadło. Mylił się.Co się tam dzieje. Spadli. a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. wyrwała mu się. odskakując od okna . Geralt chwycił ją za ręce. palancie! Puść. mówię! Uwięź zaraz pęknie. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. agrestem i ostrygami.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. mówcie. też nabrawszy praktyki. a chcąc uniknąć uderzenia czołem. Yennefer. targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą.

uwięź zaraz pęknie. . niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. stając nad nim.potwierdził. .Yennefer! . dlaczego? Chireadan.Uspokój się! Zrozum wreszcie. znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej. . byłby pożar jak nic! .powiedział ponuro kapłan Krepp. . Ubranie zasyczało i zaczęło dymić.Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki. Jaskier . Tłumek cofnął się. że pada. szczęście.krzyknął. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. . . co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz.Biją się? . Panie Neville! Rozkażcie. Hej. . kryć się! Komu życie miłe. Bardzo rozumnie. do czego jestem zdolna.Czarownik i wiedźma biją się! . Wystarczy.Rozumiem.Nie zdołam? . kryjąc za filarami. . a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. .Rozumnie. klaszcząc po błocie bosymi piętami.wycedziła.Dlaczego Geralt tam polazł? . panie elfie. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał.Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! . błysnęła błyskawica. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice. .karczmy jak oparzony.Światło magiczne słabnie. unikał ich bez większego trudu. Co was tak bawi? . ludzie.zdziwił się Neville. .Jasne.Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . . by ratować tę czarownicę? Psiakrew. groty były słabe i wolne. ludzie! Biegiem tam! Bogowie.Rozumiem.. . czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno.Zaraz zobaczysz. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil.jęknął Jaskier. Nie dokończył. dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując.To już długo nie potrwa . Gratuluję. z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom. Była wyraźnie zmęczona.Oni się biją..

to niezdrowo. Ale. . ..I nie dziwię się. Muszę ci coś wyznać. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu. meble pełzały po podłodze. Muszę zająć się dżinnem.zmarszczył się Jaskier..Leż bez ruchu .To było drugie życzenie wiedźmina.rzekł kapłan Rrepp. Pobaraszkowaliśmy.powtórzył Krepp. posłuchaj mnie uważnie.To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn..poradziła. napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta. Pękł. . cholera! .krzyknął Jaskier.Bo jest .Co? .Jak to? . z sufitu sypało się wapno i drzazgi. Yennefer. . . dysząc ciężko. . Muszę ci powiedzieć prawdę. . .To on miał w ręku pieczęć. dygocąc spazmatycznie. chwytając się odruchowo za gardło... .. Ja też byłbym wściekły. XI Dżinn zatargał się na uwięzi. na bogów. nawet jeżeli już się domyślił.Palę się. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić. pochylona nad nim.Uciec? . Geniusz spełnia jego życzenia. . Nie powinien mówić jej tego... że jest cholernie wściekły! . ale co za dużo... nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży. Zdziwisz się.. Klucznik w lochu. Ostatnie. Budynek trząsł się.To parzy tylko wtedy. .. która więziła geniusza. . Chireadan spojrzał na niego szybko. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem.zaryczał. ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. . Zostało mu jeszcze jedno.Zdejmij to ze mnie! .. gdy się poruszasz. . nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo.Zaczynam rozumieć.Jest wściekły . wiedźminie..Psiakrew . jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. bo gotów mi uciec. zatoczył koło.Ależ on potwornie ryczy! Wygląda.mruknął Chireadan.Geralt? Życzenie? .wrzasnął. gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie..Ależ on ryczy! .

. co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym.Ale gdyby. lecz ty. .Gratuluję. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją. a wówczas ja go zabutelkuję..Nie wystarczy ci już sił. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII . . Dżinn może i spełni je. napluł na niego.zawył Jaskier. Życzenie. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać.. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem. ledwie trzymasz się na nogach.. do ciężkiej i niespodziewanej zarazy. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je..Absolutnie bez sensu . Bogów przyzywam na świadków... Geralt. i ciebie. żeby .. Yennefer. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam. . . Masz jeszcze jedno.wtrącił Neville. on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! .To nie takie proste .jęknął nagle. nagrodzę go sowicie. Zwolnisz dżinna.syknęła. ale tobie nie daruje. . .powtórzył Chireadan gorzko. nie sądzę. . nie doceniasz mojej mocy. Zginiesz.A więc to tak . zabije cię.. Dlaczego? Przecież wiedźmin. zemści się na tobie. Dlaczego. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem. . Nie mogę.. Gdy będzie wolny..Zginą obydwoje? .Wiedźmin ratuje moje miasto.To moje ryzyko! . Nie Jaskier. Gdyby wyraził właściwe życzenie. Yennefer. czy jak wam tam. ..Jak to? Panie Krepp.Przecież on..Nie doceniasz moich sił. Nie doceniasz mnie.zastanowił się kapłan..To przecież jego fach .Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją. . powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach.. Nie.. rzucił w błoto i rozdeptał. ..Co cię obchodzi. Udało ci się mnie oszukać. Jesteś wycieńczona. jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.Absolutnie bez.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! .krzyknęła wściekle. i siebie! Panie Krepp! . Yennefer. Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić. .Nie.. Geralt! .. .

czarna. XIV .Więc czego ty pragniesz. że. nie tym. Bo patrzyły na niego zimne. Dżinn spełni to życzenie.powiedziała nagle.. Milczał. bez śladu. zwalił się prosto na nich rycząc. drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. Przeraził się. przenikliwe. kim zechcesz. straszna. z jej rąk biło światło. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. nie mamy czasu! Milczał. że dowie się. Wiedział. smukła. O czym pamiętała. o swobodzie bycia tym. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. co odgadł. nie prawdy. oplatany siecią gasnących już promieni. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. I piękna. . Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli. Wypowiedz je. spojrzała mu w oczy. Kim była naprawdę. Że nigdy mu tego nie wybaczy.syknęła. bo klnę się na Moc. Yennefer rzuciła się na spotkanie. w poświacie magii. Wiedział. Pochyliła się gwałtownie. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. kim byłą niegdyś. Sufit pękł. prawda? Przecież tego pragniesz. I chyba lepiej. . Nie. Dżinn. Czuł zapach bzu i agrestu.Człowieczeństwa . z czym żyła.na to wpadł. Geralt. żeby nie wpadał. że odczyta jego myśli. złe i mądre oczy garbuski. Czując. . czym być musisz. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem.Milczysz . zabił ją. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. poszukaj głęboko i dokładnie. wyrzucił z pamięci na zawsze. wyprostowana.. o tym marzysz! O wyzwoleniu. czując przy tym ogromną ulgę.. Odgadłam..Życzenie. Bardzo słabe światło. zanim stała się czarodziejką. Przeraził się. z bliska. Zgłuszył tę myśl w sobie. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. o czym nie mogła zapomnieć. A wiedźmin nagle . uśmiechając się paskudnie.

gdzie leżeli. d'jinni. dżinn uciekł. zniknął. delikatnie przesunęła palcami po dłoni. . Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. przepadł. wspierając dłonie o kolana. .. . zarumieniona lekko. . .Żałujesz? . jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. Nie spadła na nich nawet jedna deska. ..Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville. Pomyślimy o pomniku.Nie zapomnimy. wzbił się w niebo i uleciał. pamięci i wszystkich pomnikach świata.odchrząknęła. Definitywnie. otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty.Przepraszam. cegły.Drobiazg.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. -Cóż za cudowna ruina! . belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. czego pragnie. Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza. . Yennefer.. .Ach ..Poparzyłam cię. XV Dom eksplodował. Wiesz. Z kurzawy wyprysnął dżinn. już wolny. że wie.wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. urwał iglicę z wieży ratuszowej. zatoczył nad miastem trzy kręgi. . czczeniu. swobodny. Było tak.Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! . cholera! . uczcimy go. .Żyjesz? ..Wiedźminie .zrozumiał. powiadam wam! . Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Dziwnym trafem miejsce. jedna cegła. XVI Geralt rozejrzał się. wielki jak stodoła. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka.Uciekł! Uciekł! . uklękła obok.Cholera. I wypowiedział życzenie.Żyję .Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. Kilka bąbli. syknął.. było zupełnie czyste. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu.zawołał kapłan Krepp.

.Geralt? .. I w ogóle im się nie spieszyło. a im wydawało się.. . byli troskliwi i czuli. której dotykał. Skazałeś się na mnie. Wiedział nagle. że była to cała wieczność. tego miękkiego dotyku. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. byli dokładni. a potem już wszystkim. wszystkim. krótką chwilę. udało im się. Nie wiem.To twoje życzenie. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi. ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. .szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. Geralt? Dlaczego.Nie wiem.szepnęła. Wszystkiego mogłam się spodziewać. wszystkim. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej. wiedział. dotknęła go. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. Yennefer pocałowała go. całym sobą. oczy. a on zrozumiał. Pomóż mi wstać. bo to rzeczywiście była cała wieczność. A potem świat znowu zaczął istnieć. Co cię do tego skłoniło.Mhm? . ale żeby..Twoje życzenie . ale istniał zupełnie inaczej. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. Przerwał jej pocałunkiem. które. uściskiem. Osłupiałam.Zaczekaj . że od tej chwili istnieć będzie tylko ona.. nieporównywalna z żadną. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli. jak się obawiał.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. dotknięciem. mięciutkie i wilgotne. pieszczotą. . jedyną myślą.I co dalej? . jej szyja. słodkie od pomadki. a cały świat przestał nagle istnieć. jej delikatna. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy.. bo bardzo chcieli. Ale jeżeli tak. . Wiedział to. Wszystkim. przestał istnieć na maleńką. to skazałeś się. . co to troskliwość i czułość.. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. . Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży. wszystkim.Nie bardzo.. proszę.To dobrze. chłodna skóra. pieszczotami. po prostu osłupiałam. że nigdy nie zapomni tego zapachu. każdą myślą. najpiękniejsze oczy całego świata. staną się dla niego. Usłyszałam.. czego sobie życzyłeś. Dlaczego ja? .

. Musi strasznie cierpieć. a teraz jakby makiem zasiał. . Chciałam ci powiedzieć.Cicho . Nad Rinde zjawiła się tęcza. czy warto się było na mnie skazywać. Zbliżyli się do ruin oberży.. XVII Deszcz przestał padać. Powiedz to jeszcze raz. przechylił głowę. albo mój dżinn ich wykończył. .. Zaczekaj. . .Yennefer żyje .Ja tę czarownicę znam..Powiedzcie stolarzowi. Co to było.stwierdził Krepp. .rzekł Krepp.Trzeba by zobaczyć .Niech stolarz robi trumny . przez które ostrożnie zajrzał. Yen.Prędzej grabarza .Przed chwilą aż krokwie latały. | .przerwał Errdil. co robisz. . wycierając czoło zmiętą czapką..Nie jestem pewien. . .To oni .powtórzyła. . Nie żyją. . Albo pozabijali się nawzajem.Yen ..Ja też słyszałem.Chodźmy stąd . trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku.powiedział Vratimir.. ja. ..powiedział krótko. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.Yen.Na wszystkich bogów . Ja nie umiem. Bo widzisz.potwierdził Errdil. . . bardzo czujnie i powoli. . .Aha . Nie jestem pewna.mruknął Jaskier. . mówię wam. Podejdźmy bliżej.. Słyszałem.Nikt nigdy mnie tak nie nazywał. jak jęknęła. . wysilając swój muzyczny słuch.. mówię wam.Yennefer.. Zdawało się. proszę.rzekł nagle Jaskier. ulegając mu zupełnie.Mogą być ranni.. kolorowym łukiem.Jaka cisza ... dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna. Może wezwać medyka? . . a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha. Nie ma co. Jęknęła.. . Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.Ja też nie.Geralt. .Jaka cisza.Coś słyszałem.Nie przeszkadzajmy im.powtórzył Jaskier. O. jęknęła znowu! .Nie wiem. Chireadan.. .. przecięła niebo urwanym. .

Oboje. on i jego ostatnie życzenie. nie minie wiele czasu. .Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. bardzo smutno. . . .Co oni tam robią? . Bardzo. Niech tam zostaną.zaciekawił się Jaskier. . ona. a dołączą do nas. Poczekajmy w jakiejś karczmie.Nie lubię wielkich słów .A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.Chodźmy stąd .żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . do cholery! Elf uśmiechnął się. .Powiedz-że.powiedział.powtórzył elf.

bez hełmu. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać. jak zapewne pamiętacie..Nie wygląda na to. . by jeździć do miasta -jęknął trubadur. Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się. Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. . Jaskier miał rację. kolczudze i misiurce z żelaznych kółek. nie wystawiać nosa za mury. Żołdacy.GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. . zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników.Zamknij się.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. z minami zawodowców. wiedźminie . . .O nic.O co chodzi. nie patrząc w ich stronę. Tailles. wstrzymując konia. w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem.O co chodzi. . u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny. Tailles bez zbroi. brodaty krasnolud w lisiej szubie. Nie wyglądało. Wiedźmin oszczepy.Zamknij się. mówiłem.Trzeba było siedzieć u Nenneke. . przyglądali się ponuro i obojętnie.To był jednak głupi pomysł.Mogłem się spodziewać. Zsiedli z koni. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w . Zobaczysz.Obraziliście urodzonego Taillesa. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno. wsparci na oszczepach.mruknął Geralt. Geralt? . . rzucił wam rękawicę. wszystko się wyjaśni. spoglądając w stronę niedalekich. Jaskier obrócił konia.Psiakrew .A Tailles. . pytam? Znowu awantura? .. Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy. widocznych nad lasem wież świątyni. rozejrzał się. nadal przechadzał się. . wymachując nagim mieczem.

A to. .A czy nie uważacie.. ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej.Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick.krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu. rycerzu. a co do urodzenia.że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza. że książę wydał ci rozkazy. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. . że nie jestem dostatecznie godny.Spokojnie .Bez nerwów. Co się stanie. Jestem Dennis Cranmer. pozwólcie. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi. że studiowaliście filozofów.poczekaliśmy więc. panie Falwick . Musicie się bić. . to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. ty hyclu. . Tailles czeka. -I pamiętaj. . panie hrabio. hrabio . .Jakże to logiczne . Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego. panie rycerzu.Kodeks rycerski stanowi. a tym samym podnosi do swej godności.To wy nie uczcie mnie. Panie Geralt.Nie ucz mnie manier. -Wiem.Musicie.. Nie możecie odmówić. aby. .Nie wtrącaj się . gdybym okazał się. które masz wypełnić co do joty. I bez wyzwisk.Widzę. że wówczas każę powiesić cię na gałęzi.Geralt uniósł głowę.wycedził rycerz. obejdę się bez pouczeń. Chciałbym wiedzieć. . zależnie od woli. spojrzał w oczy Falwicka. Obawiam się. . wydymając wargi. niegodnym. jak wykonywać rozkazy.powiedział Jaskier z małpią miną..Musimy? ..uśmiechnął się krzywo Geralt . . Jak to się mówi.Co się stanie? . dobrze? . Jaskier? . . Dokończcie..odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. Cranmer . Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym.. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. do czego zmierzacie. .Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. kapitan straży księcia Herewarda. .

Stańcie Taillesowi. Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. jasnoszare. Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór. . . . wręcz fascynująco . Do ukarania. Wyboru nie masz. by Tailles nakarbował ci skórę.Macie.syknął Falwick. Decyduj. .Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. by przeciwnik mnie okaleczył. panie hrabio? . Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości. Ale wtedy poleje się krew. ale do obezwładnienia.Tak.Co proszę? . ze mam. Dasz się pokonać. . skóra mutanta.ciągnął spokojnie Dennis Cranmer. panie Geralcie. ale dosyć paskudnie. więc kapitan chce mu taką sławę dać. Usatysfakcjonuje was to? . Same radosne alternatywy.przyznał Dennis Cranmer. o którym myślicie. . poniesiesz karę. chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. krzaczastymi brwiami.Argumentujecie urokliwie. panie wiedźminie . to mam pozwolić. patrząc w oczy krasnoluda. Walka ma być nie na śmierć. ocalisz twoje nędzne życie. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić.mam stanąć do pojedynku. to krew i śmierć.Tak będzie lepiej.A ja myślę. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. i musisz za to nieść karę. stalowe pod płowymi. apelujecie do . nie odrywał od Geralta swych zimnych. to prawda .zakpił Jaskier.Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. Takie otrzymał rozkazy. to mnie połamią kołem. A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię. Inaczej już byś wisiał. rozejrzał się. uśmiechając się złośliwie. bo jeśli ja go zranię. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem. . .Wiedźmin ukłonił się sztywno. No. Nie zależy nam na twoim trupie.powiedział . Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza. A twoja skóra. odmieńcze.Jeśli dobrze rozumiem .Nie pogarszaj swej sytuacji.Tak sądzicie.M . jazda. Tak jak w Blaviken. Jeśli będę walczył. .powiedział Falwick. zrasta się szybko. Obraziłeś zakon. bo jeżeli odmówię. chcemy. włóczęgo. mnóstwo krwi.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . stalowych oczu. kapitanie. to mnie powieszą. .Bez drwin . .

. . Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę. aby podjął decyzję. Co by nie było. wiedźminem.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom. Szkoda dnia. .jego wyższych uczuć. jakie mi wydano.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. oczy mu rozbłysły. bliżej mi nie znanej niewiasty. krasnolud i wiedźmin. co do joty. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. będzie piekło. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii. Przygotujcie się.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka. o dzieciach nic mi nie wiadomo. .Załatwmy to. . dzieci. . Ma ulitować się nad zbirami. Absolutnie. jak rozumiem. mają żony. Nie apelując do żadnych uczuć. Ty nic do tego nie masz. by raczył nie przelewać krwi zbójców.Geralt naciągnął rękawice.Jestem gotów .Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . Wiedźmin zdjął miecz z pleców. Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze.powiedział Falwick. Jak zawsze. Tu nie poleje się żadna krew. A nie wydaje się wam. którzy go napadli. a i matki. Prawda. panie Geralt. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . wykonani. dobywając swego. to dotyczy tylko was. Załatwmy to szybko.powiedział wreszcie Geralt. nikt tu nie poniesie uszczerbku. Geralt wzruszył ramionami. Ale rozkazy. może nawet i matki. . uciekając do miasta. Nie jestem żonaty.Ciężki .Falwick uniósł głowę. Prosicie. . a kto wie. . którzy połamią nogi.Tak. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . proszę pana Geralta z Rivii. Jaskier. zachowaj spokój.Nie traćmy czasu. panie Cranmer? .Dobrze więc . Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię.Godzicie się zatem . Patrzyli sobie w oczy.Absolutnie . Weź mój miecz.Dobrze. kapitanie Cranmer.Nie . Za wyjątkiem tych.stwierdził zimno. .Ja . wolałbym w to nie wciągać. bo zbiry są biedne. .

że jest rad. ciął szeroko.Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem. odruchowo. spróbował ją odzyskać. pluł krwią.. zaatakował błyskawicznie. Szczeniak uderzył się o własne żelazo. nie rycerz.Nie? . wcale nie wyglądając na uradowanego. Równe szansę. Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem. Tailles zaklął.Hej. .na szpadle.Skóra się zrasta . . przekonacie się. Jego pech. panie Falwick. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna. Rycerz bez blizny to kutas. krótką. hrabio . Rycerz zawył. Wprost niesłychanie. Falwick podbiegł do niego.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka.wrzasnął Falwick. odwrócił się. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę. zamarł w pozycji szermierczej. . której tak życzyła mu kapituła. . . skowytał i wył. . . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza. . odskoczył miękko. straż! .Brać go! . Zapytajcie go. wstając. . powód do sławy i chwały. skoczył. uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem. . stracił na moment równowagę.Nie.powiedział wolno krasnolud. dotykając topora. Geralt wbił miecz w ziemię.Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! .Geralt uśmiechnął się. . upadł na klęczki i dotknął czołem trawy.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi. Żołdacy zamarli.Niesłychanieście dowcipni. wyrzucając ramię na pełną długość. Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa. Tailles przykucnął.Tailles ma taki sam. klinga znowu przecięła powietrze. Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. Tailles wił się na ziemi.Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby. hrabio. walnął na wprost.Stać! Na miejsca! . od prawej. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. bez ostrzeżenia. lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. . założył lewą rękę za plecy.charknął Dennis Cranmer. Rycerzyk zamachnął się szeroko.

bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość. proszę was bardzo. obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. Dennis Cranmer wykrzywił się. . wyrywając swój miecz z ziemi. Gdybym.ryknął Falwick. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. Falwick zbladł. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa. nawet wiedząc.kontynuował Geralt .zgrzytnął.Nie przysięgajcie krzywo. panie hrabio .. . starając się nie uśmiechać. dysząc ze złości. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego.Choć milczycie . odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń. teraz ja zaspokoję waszą. cofnął się o krok. Bez chwili zwłoki! . jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. że ja was wtedy .ciekawość. . zaraz. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście. . panie Falwick. podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz .Rzadko kiedy godzę się z nim . otarł dłonie o płaszcz.słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. rozejrzał się.Geralt przewiesił pas przez plecy. Wyjedźcie stąd w miarę szybko. Nie znoszę krzywoprzysiężców.. Żołdacy unikali jego wzroku. .Pożałujesz tego. Natychmiast. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle.Ale przedtem. Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo. .Wynoś się z Ellander.Wiedźminie .Oj.ale w tym wypadku to on ma rację.mruknął Dennis. . Jeśli ciekawi jesteście. . odwrócił się do Geralta. załóżmy. by na was na-pluć.Cranmer! . przysięgam! Krasnolud odwrócił się. jak radzicie . wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. co się stanie. tu. .. to wiedzcie.Falwick.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin.Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa. gdybym wyzwał was na miecze. powoli wyciągnął topór zza pasa. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego. Ale nie powtarzajcie ich. hrabio. Zaspokoiliście moją. . na miejscu.Zrobimy tak.

przytroczony do niej srebrny miecz.odezwał się nagle poeta.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. Pamiętaj. Chodź. skrzyżowawszy ręce na piersi. Dennis. . Przeszli w kłus dopiero wtedy. . wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek. na dłuższą metę. Jaskier. Jaskier.Lubię cię. . . . To się lepiej sprawdza. Ze świątyni. Na nas czas. Niezręcznie . czcigodna . .Mam nadzieję.Bywaj. . Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. prowadząc swego karogniadego wałacha.Powodzenia. Do zobaczenia tedy. Nenneke. Rycerz zbladł jeszcze bardziej. Geralt. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn. .Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . panie Falwick. dlaczego.Geralt .Owszem .Odwzajemnione.I nie złość się już na mnie. Niosła kuferek wiedźmina. Nenneke stała obok nieruchomo. Geralt . Uważaj na siebie.Natychmiast. spuszczę z was krew jak z wieprzka. II Geralt pochylił się. choć sama nie wiem. Nie zamierzam. . przy Nenneke ani słowa o tej drace. nie oglądając się. liczę na następne. Pojedziemy lasami. . bęcwale.Nie.Do zobaczenia.Do zobaczenia. .powiedział poważnie.Dzięki za gościnę. sztywne jeszcze i oporne w klamrze.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy. że mnie lubisz. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia. Poprawił popręg. .zgodziła się Nenneke bez uśmiechu. . a później skręcimy na Kupiecki Szlak. że wyruszymy nie zwlekając? . .uśmiechnął się szeroko krasnolud. Ani słóweczka. gdy skryli się w lesie. dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. Bywaj. Odjechali demonstracyjnie wolno. Przecież ja i tak wiem. Zbliżył się Jaskier. Wielcem rad z naszego spotkania.Wolę uważać na innych. Dennis. Bywaj.

że odruchowo się schylił. Bierz regularnie przez dwa tygodnie. westchnął głośno. niemym wrzasku. Dzięki.westchnęła Nenneke. podała mu kuferek. wstała z wysiłkiem. by nie chichotać.unikała jego wzroku. przypadła do lezącej na ziemi. Dziewczyna spuściła głowę. Krew. Geralt. Krew. co należało powiedzieć. . Jedna z adeptek stała jak porażona. W bezwstydzie końca. zagryzła.Na Wielką Melitele . zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. jakich słów należało użyć. . Nenneke uniosła się na kolana. Jaskier. Nie miała pojęcia. . Krew. Iola znieruchomiała. bystrzejsza.Cały orszak pożegnalny. przytrzymała ją za ramię i włosy. co powiedziałaby. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. Nie wiedziała. To ważne. Śmierci. . masz wszystko. Krew i krzyk. Nie zapomnij.Iola!!! Nenneke.. czego brakowało. druga. wiesz które. Weź kuferek.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. . tworząc wdzięczną kompozycję. . Ich ręce zetknęły się. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. Iola wygięła się w łuk. . z szybkością niebywałą przy jej tuszy. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. Krzyk.. I to lekarstwo. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej. czego wiedźmin nie zrozumiał. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie.Iola! . Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. Iola. gdyby mogła. krzyknęła coś. Krzyk. otwierając usta w bezgłośnym. blady jak płótno. uklękła na nogach Ioli.krzyczała Nenneke. Krew. Kości jak białe połamane patyczki. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk .Nie zapomnę. czerwieniejąc z wysiłku. ale jego medalion targnął karkiem tak. zacisnęła szczęki. Nenneke. I pragnęła. wyprężonej. pucołowatej buzi. Nie wiedziała. Uzupełniłam twoje eliksiry.Iola! Mów! Mów.

Ty widziałeś.. gwałtownym ruchem. . Iola. .. ..Tak. Nenneke.. zbiegły się. . Zaraz przyjdę.Nie jedź..I co? .Nic nie mów. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym. Nie pierwszy raz. .. Do zobaczenia. I nie zostawiajcie jej samej.powiedziała do adeptek. nie jedź. proszę.Muszę.Geralt. poważne.Ostrożnie.Muszę.szepnęła nie patrząc mu w oczy. . Odwróciła się do Geralta. Przez chwilę. . mnąc wodze w spotniałej dłoni.Żegnaj . . widziałeś to? ... Zajmij się Iolą. Geralt. .Weźcie ją . .Ja też to widziałam. przerażone i milczące. Było już ich więcej.Zabierzcie ją .. Kapłanka wolno pokręciła głową. Nenneke. .powtórzyła kapłanka. . Wiedźmin stał nieruchomo.Nie ma sensu oglądać się za siebie.