ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

rozdarł się ten rozdygotany.Nie trzeba . . Treska! .Słucham . przeraźliwie. chowając miecz do pochwy.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem. podrapał się w podbródek. II Velerad. metalicznym głosem. zasłaniając twarze przedramionami. .Wyjdźcie . Nie. zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. szybki znak.A wy trzej przodem.Rzuć to! . a prawą. Dwaj pozostali wyszli za nim.Sam pójdę . . Gdy wymijali stoły. Ruszył ku wyjściu. a sztylet do cholewy. Któryś z gości zerwał się. Nieznajomy usiadł. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się.rzekł Velerad.A ty siadaj. Kobieta znów zakrzyczała.Leć po ludzi.Rzuć to. uniesioną do góry. . nie pozwalający mu obejść Riva z boku.wymamrotał strażnik. . dziko.natychmiast dobyli mieczy.powtórzył nieznajomy dźwięcznym. Wreszcie zdecydował się. jeśli wola. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na . opuszczając głowę. Prowadźcie do grododzierżcy. Rzuć miecz. zastanowił się. ani bojaźliwy. nakreślił w powietrzu skomplikowany. . oglądając się niepewnie.Sam pójdę. opuszczając miecz.rzekł nieznajomy. . panie . trzymającego się bliżej drzwi. Strażnicy momentalnie cofnęli się. . Błysnęły ćwieki. . psie nasienie. inny znowu pomknął ku drzwiom.Pójdziesz. Riv przylgnął plecami do ściany. ani czarnego płaszcza.krzyknął do trzeciego. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. w stronę strażników. grododzierżca Wyzimy. tyłem. Tam dalej. Nie miał już ani miecza. Nieznajomy poszedł w ślad. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. pospiesznie. . ale na powrozie! . . Drogi nie znam. . Nie był ani zabobonny. nie tu.Tak.rozkazał strażnikom. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. goście zakrywali twarze połami kubraków.

tylko dla ułatwienia rozmowy. . całkiem nieźle. .Nazywam się Geralt. Wiesz co. król.Imię jakieś masz? Może być byle jakie. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. .Wiem. .Jestem Velerad.Może być i Geralt. . po karczmach przybijacie . w Wyzimie. nie pytam z ciekawości. Riv rozpiął kubrak. najprawdziwsza. mości rozbójniku. . To poważna sprawa.powiedział cicho. Że też od razu się nie domyśliłem. bracie. nieźle. jak ludzie gadają.A .Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój. Mów. Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. . Geralt? Z tym . Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody. co paru obwiesiów pochlastać. grododzierżco. grododzierżca Wyzimy. To mój fach. Znaczy.mruknął Velerad. prawda. . pan Temerii.Nie jestem zainteresowany królewną . co napisane? .Na rozstajach. Co mi masz do powiedzenia.Tak. wysłucham cię przedtem.Z Rivii.I królewna za żonę.To taka sprawa. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał. a prawo prawem. To. wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku. jak wnoszę z wymowy? . Ale orędzie orędziem. Z Rivii.Trzy tysiące .westchnął grododzierżca. Podpisane jest: j Foltest. . . Siedział nieruchomo z rękami na kolanach. próba rzucenia uroku. Ale ze mnie sprawiedliwy człek. że zrozumiał. patrząc na wytrawione na skórze runy. -Napisane jest: trzy tysiące. . . Ja tu.rzekł spokojnie Geralt. . Pontaru i Mahakamu. Ano.Velerad wydął wargi. prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak.Co za parszywe czasy! Jeszcze .Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. nie to samo. Wielu już próbowało. wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry. . prawda.Prawda to. .stole. Velerad sapnął gniewnie.Co za czasy . Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal.

. ściszył głos. . co potrafi. . mówisz? A znam. i dobrze. ale nikt niczego nie podejrzewał. w górach..Szczegóły. a Foltest zaczyna gadać o ślubie. nawet po pijanemu. bo chce biec i lżyć posłów. Foltest przeszedł samego siebie. Geralt. grododzierżco . a potrafił wiele.Nie dziwota. że mu to z wiekiem przejdzie. zawsze trzymali się razem. swojego ojca. kto by pomyślał. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli. Choroby. Namnożyło się wszelkiego plugastwa. bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy. Piwo było zimne i pieniste. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? . .monologował Velerad pociągając z kufla. . a tu Adda o. Słuchaj . . aż roi się od bobołaków. o jakich nikt dawniej nie słyszał.dwadzieścia lat temu. z takim brzuchem.Piwa! .Velerad popił piwa. No i jeszcze to do kompletu! . splótł dłonie na brzuchu.Geralt uniósł głowę.To królewskie orędzie. Z siostrą. no. Velerad klasnął w dłonie. a teraz akurat: upiory.Uparłeś się. ale z dobrych źródeł. gdzie nie spluniesz. Nie to. W Mahakamie. zaraz po śmierci starego króla. . to już idzie w setki. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci.Parszywe czasy nastały . za rządów starego Medella.Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. borowiki jakieś. Adda była młodsza od niego. włos się jeży. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi.A ty. może królowa. wysłał poselstwo.popchnął zwitek skóry po blacie stołu. Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie. Krótko: patrzymy.. Geralt. A tymczasem krótko po swojej koronacji. Co mi tam.zawołał.Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. Po lasach dawniej aby wilki wyły. siadaj bliżej.Pewnie. Jak chcesz. . Potem. . pokazywał nam. Liczyliśmy. wilkołak albo inna zaraza. uważasz. . żeby z pierwszej ręki.O to mi właśnie chodzi. . Udało się. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę. Aż nam wszystkim szczęki poopadały. że taki popyt na wasze usługi.

była pełnia księżyca. ale już potem. nikt. a jakże. orędzie też czytałeś. . wiedźmini. bo zaczyna się. znasz się na tym. zakopać gdzieś na pustkowiu. Adda. że nie widziałeś trupów.jak mówiłem.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. która wpłynęła na braciszka. dolał piwa sobie i Rivowi. strzyga. No. a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. A potem. Zmarła zresztą zaraz. Geralt milczał. kiedy okazało się. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. konkretni. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. Jednym słowem. bracie. Geralt. pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne .No. Niemowlak podrósł w trumnie. Przepraszam. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. Nadbękarta trzeba było spalić albo. Tego. w twoim zawodzie pewnie je masz. jak mi się zdaje. zamieszanie! Co tu dużo gadać. I co z niego nocami wyłazi. pewnie żeby psy odpędzać. a potem Adda urodziła. jak ich kto poszczuje. o nie. ale do rzeczy . . udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub.nie bez pomocy Addy. w przepisowym czasie. Geralt uśmiechnął się. na swoje szczęście. Jesteście przynajmniej. . co to je noszą. bo ja wiem. Tak jak ja. Sądzę zatem. krzyk. A zaczęło wyłazić nie od razu.Wtedy . nie przeżyła porodu. Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem. wrzask w pałacu. nie skomentował.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. ale dla mnie to darmozjady i durnie. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. co leży w tym sarkofagu. zleciało się ich z dziesięciu. że szczują ich regularnie. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu. Jazgotali jeden przez drugiego. budzicie wśród ludzi większe zaufanie. inny radził odrąbać jej łeb szpadlem. A myślę.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. co się urodziło.ciągnął Velerad . jakby tu rzec. A teraz słuchaj. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach.Za późno teraz na roztrząsanie . Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. i to nieźle. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. Szkoda. Siedem lat od pogrzebu był spokój. Aż tu którejś nocy. . wiele osób nie widziało.grododzierżca zajrzał do kufla. . To była dziewczynka. Wy.Geralt uniósł głowę. .

A strzyga ma się dobrze. nawet jeden pastuszek. niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. co ją próbują odczarowywać. zawszeni. poszedł na noc do dworzyszcza. Jak łatwo zgadnąć. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. brudni. No i dawaj czarować. Ani tego. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. ale za mało. Tego. Pewnie. zmordowana po nocnych uciechach. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. całkiem ładny. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. Wiedźmin milczał. bracie. kiedy diablica spała w trumnie.części ciała. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. znalazł się jeden. Po czym. głównie nad miską i kuflem. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. garbaty eremita. kretyn znany w całej okolicy. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. paru nawet powiesili na ostrokole. litość brała. niech spoczywa w pokoju. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. . trzy tysiące. Geralt. za mało. aby odczarować strzygę na królewnę. wyobrażasz sobie. co to był za półgłówek. po krzyku. błędnych rycerzy.I tak to się ciągnie. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. który wymyślił. sześć lat. bodajże tylko czapka i laga. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. jacyś kulawcy. Nikt już tam nie mieszkał. No i nagrodę obiecał. No. oczywiście za dnia. że to są czary. zrozumiałych powodów. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. Można się przyzwyczaić. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. A Foltest ma nowy pałac. jest chociaż taki pożytek. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. Geralt. śliczna jak malowanie. Foltest. A z tych bohaterów. i już. . bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. dodawać chyba nie muszę. Ja bym ich wszystkich powiesił. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. ale z porządnych. Velerad przerwał. by szukali nowych czarowników. nawiasem mówiąc. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. popił piwa. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. wiele z niego nie zostało. Niestety. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych.

dwóch czeladników szewskich.Był jeszcze jeden.No i? . młodszy był od ciebie. Geralt pokiwał głową. Najczęściej. wspomniałem ci. a jakże. . Konkretnie. Mówię o Folteście. . . Jeżeli tam w ogóle pójdziesz. . Dlaczego szewcy są tacy głupi. Pamiętaj jednak o mojej radzie. Velerad milczał przez chwilę. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry. Królewna za żonę. . twoja sprawa. Ten spróbował. jak opowiadają. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny.Nie wiem. . nie spuszczając z wiedźmina wzroku.Przez sześć lat .Ano nie . którzy pognali do dworzyszcza galopem. Wszelakoż nie zabrakło durniów.przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? . o ile je w ogóle podał. . grododzierżco? Próbowali? . a nie zabić. Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. Geralt. co prawda.Pójdę.Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić. naszym miłościwym i ukochanym władcy.Oszustów nie brakuje. Nie wiem. A wiedźmini. był jeden.Ano. ale jeżeli strzyga wygląda tak. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora. imienia nie pamiętam. jak tylko wieść gruchnęła.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. . kto to wymyślił. Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. wzruszali ramionami i odjeżdżali. No a potem przyjechał jeden.Było kilku. Ostatnio.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. Jest ich nawet sporo . że strzygę trzeba odczarować. kiedy usłyszeli. Wiedźmin nie ponaglał go. nie żądaj złota z góry. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów.Geralt uniósł głowę .To wszyscy? . nie brakuje. Z pół strzelenia z łuku.. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. to żart jest wyjątkowo ponury. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach.Nie.przytaknął grododzierżca. Geralt? .

czaił się. że córeczka spadła ze schodów. że plotka wszystko wyolbrzymia.zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry. ale skończy się na tym.mówią o tysiącu. no że zdarzył się wypadek przy pracy. że| nie zapłaci ani orena nagrody. W końcu król daje trzy tysiące. Geralt podniósł brwi. że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi. jak powiadają. Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu. Łaził.Nie zapominaj o narzeczonej .Ano . bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to..Geralt.Był jeszcze jeden. . wiadomo. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał. ..zaczął .pewnie mają. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary. . jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.Niedużo.Nic.. powiadam . potargowali. Widzisz. nawet na wysokich stanowiskach. nachylając się przez stół. Złożyliśmy się. że czar nie podziałał.Potem podjął się zadania. kręcił po okolicy.rzekł Velerad. zapewne w akcji..Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu. Tylko że nic i tego nie wyszło. jeśli wziąć pod uwagę. Geralt. No. Z początku. co było robić. ale potem.Plotka nie mówi. . królowi powiedział. . . rozzłości się. gdy mu Foltest zagroził szubienicą. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś.. co prawdopodobnie miało być uśmiechem.. zatłukł strzygę. jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi.rzekł wreszcie grododzierżca. Bez pożegnania. . ..rzekł Velerad . Geralt pokręcił głową.Tak . . ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby.O czym my rozmawiamy? Wiadomo. nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat .zadrwił Velerad.. żeby rozprostować nogi. którym cała ta sprawa obrzydła. .mruknął grododzierżca . pierwszej nocy. . Wreszcie..Rozumni ludzie . Król.Jedni mówią: osiemset. No.Wiedźmin nie chciał iść od razu. że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy. . Szelma wiedźmin na to. . zobaczył strzygę.Inni . . Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina.

Ani trochę. gdyby to było takie proste. Słuchaj. zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić.z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie.powiedział wiedźmin stanowczo. . W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem. Prócz Foltesta. uciekł na sam widok strzygi. któremu dawaliście tysiąc.Do pałacu. Oczywiście. w którą nie wierzy nikt. że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. w zdolności magów i wiedźminów.Naprowadzę cię osobiście. ryzyko jest większe niż tysiąc. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże. . normalnie i po prostu. a muszę wam powiedzieć.Miało być tysiąc. . Geralt! Adda urodziła strzygę.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . panie Velerad . . Myślicie. grododzierżco. jak to strzyga.Geralt? Tysiąc dwieście? . okaże się.Niezły sposób . bo spała z własnym bratem. . że dali się . którędy? . tego nowego. Strzyga żre ludzi. rzecz jasna. teraz mniej.Grododzierżco . Velerad podrapał się w głowę. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. nawet się nie targował. że bestia nażre się i wróci do trumny. Król daje trzy. ja się przedtem pożegnam. bracie. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc. daleka od pałacu. i trzeba ją zabić. To nie jest łatwa robota.Nie. . w Wyzimie. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. Nie. To znaczy. bo wszyscy trzymają się z. Nie.rzekł Geralt. bzdura. o których mówi plotka. do pewnego stopnia. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada. . ja wierzę w czary. A my tu.Ten. który zgłupiał od pustelniczego wiktu. niejedno widziałem i wierzę. niezależnie od moich intencji. .uśmiechnął się wiedźmin.Przestępczość zmalała? . którym smok wyżerał owce. poszli kupą. Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć.Nie.

. . III Foltest był szczupły. Umowa stoi. przy którym grzały się dwa.Tak. Ale tak. potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. dobrze.Słucham.Dobra. bracie . miał ładną . . Szczerze ci radzę. bez szczegółów. . Obok.Też.Velerad smętnie pokiwał głową. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. wielce wygodny. psy.Z wampirami. mości wiedźminie.powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada. z leszymi? .Wiedźmin z Rivii . .twarz. Foltest zawahał się. Za królem stał drugi. Nie miał jeszcze czterdziestki. Foltest odwrócił wzrok. bogato odziany. Wielmoża.Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. jak śmiem przypuszczać. że bali się króla? . Dobrze już.Velerad! . panie. Geralt skłonił się jeszcze niżej.zagryźć tylko dlatego. niestary. masz niejakie? .Radbym posłuchać. .Geralt schylił głowę. To żart. . . spojrzał królowi w oczy.Wygodny kodeks. miłościwy panie. Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. że. jak ocenił wiedźmin.Tak. z borowikami miałeś do czynienia? . .Wprowadziłeś go w szczegóły? . nic nie mów.Wiecie wszak. Doświadczenie.Tak.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. panie. panie . Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy.Też. na skrzyni siedział starszy. nogi wyciągnął w stronę paleniska.za ładną . . . co robimy. z dumnym wyrazem twarzy.

. udzielcie mu tyle informacji.Tak. Zaraz wieczerzę podadzą. brodacz. Dobrze. . . wiedźmini. Oni zawsze dużo pytają. To dowodzi. że królewnę można odczarować. . Ostrit.Nie. W jaki sposób.To wiem od dawna. Segelin. że nie| którzy cieszyli się . .Tak było. mości wiedźminie. A wy. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. siadajcie. którzy dotychczas stali. że wydam córkę za byle przybłędę? . zostańcie. wiedźminie. Nie sądzisz chyba. nagroda jest twoja. zajrzał do dzbana. patrzył na wiedźmina spode łba. Oczywiście. . Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. Ale nie mówcie: "strzyga".Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . a nie odczynianie uroków.Tylko kilka pytań. mówcie: "królewna". zamykając za sobą drzwi. Tylko jedna mała uwaga. mości wiedźminie? Ach.Mówił grododzierżca. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. pnam go i wiem. zaklął. Foltest wyszedł.Uda ci się. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących. panie.. Kodeks. i związanych z tym przykrości. "o nie wchodzi w rachubę. natychmiast rozsiedli się przy stole. gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. Velerad. mówiłeś mu? Dobrze. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom. i później. Przy drzwiach odwrócił się. Twierdzi. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty. . ile będzie chciał. .Dobrze. Nie sądzę. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie.Ale wiem. Stąd wiem.Nie pamiętam . panie Ostrit? . że jesteś rozumny. ..Siadajcie. ty swoją położysz na pieńku.Byli tacy i wówczas. . prawda.Zadajcie je. Velerad i wielmoża. zapomniałem. i wy. Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. Może jeszcze coś dorzucę.rzekł wielmoża. Nie pamiętam imion. To tyle. jeśli dobrze się spiszesz. skinął na Geralta. miłościwy panie. panie Segelin. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. Ostrit. który zajął fotel Foltesta. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. .

od zachodu słońca do trzecich kurów. wystarczyło. że ma czternaście lat. . Jednemu tylko głowę odgryzła. jest faktem. że zaklęcie można zdjąć .Królewna wygląda jak strzyga! . ma już czternaście lat. Geralt. Mówiło się o tym dużo. . . W pałacu.Czy byli zgodni co do tego. że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza. pełną zębów jak sztylety. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się.powiedział wiedźmin. przy sarkofagu. przypomina baryłę piwa.Byli dalecy od zgody . Velerad zerwał się z krzesła. opazurzone jak u żbika. . czerwone ślepia rude kudły! Łapska. . prawda? Velerad zapomniał dodać. zostawia. Miał to być proste. . Segelin uśmiechnął się lekko. różnie.Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę..Chciałbym usłyszeć opis. czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! . królewny. A to.Nie.Niech cię. i jak zrozumiałem. O ile to ważne. Za dnia nie. ma mordę o ucha do ucha.uśmiechnął się Segelin. Ale wychodzi tylko podczas pełni. ludzi ginęli zawsze. był w miarę dokładny. . niezależnie od fazy księżyca. proste .Rzeczywiście.wrzasnął. .parsknął Velerad.Pohamuj się. zależnie od humoru zapewne.Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? . przeklęty nadbękart.. niż można wnosić z jq wzrostu i budowy.Ważne . .Tak . a i to nie każdej. w podziemiu. wręcz nie wymagające zdolności magicznych.Opis. paru .odrzekł Segelin. choć tak obrazowy. Tfu! Pożera nadgryza. Ale takie stwierdzenie padło.sławą i uznaniem.Jak najbardziej strzygowata strzyga.Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? . .zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka. a ( to chodziło mości wiedźminowi.M każdym przedmiocie. ma cztery łokcie wzrostu. . że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi. aby ktoś spędzi] noc. . grododzierżco . .Jeżeli napada poza starym pałacem. zaraz wieczerza będzie.

Czy był ktoś. Jednemu udało się uciec. Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień.. kogo zaatakowała. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur.rzekł król. co chcesz. Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży. Zakończywszy we własnej osobie. . strzyga. po dwa z każdej strony.Nie ma takiej potrzeby. w tym bardzo długie górne kły .Wizyta nieoficjalna. będzie mniej ruchliwa. do goła. nie wstawaj .młynarz.Do pełni cztery dni. panie. . Odpowiadaj.O strzydze gadaj. . Zadowolony z wywiadu? Słyszałem. późnym wieczorem. że byłeś w dworzyszczu przed południem. Był to Foltest .syknął Ostrit. choć mniej zakrzywione. Po pełni. Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać. Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby.powiedział brodacz.I później . ale Addy nie obrażaj przy mnie.Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? .Strzyga. Królewną to ona dopiero będzie. Taka jej mać! .. odprawiając ich.wybebeszyła. bo przy królu się nie odważasz! . w której zakwaterowano wiedźmina. do komnatki nad kordegardą. Młynarz był przerażony. sześć lat temu. oględziny.Tak .. można by rzec. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie. jąkał się. a przeżył? . Geralt skinął na młynarza i żołnierza. mistrzu. .Na samym początku. Nie bawmy się w dyplomację.Kiedy przystąpisz do dzieła? . Ale najedzona.Uważaj. Velerad . . .spytał wiedźmin.Tak. . i paru ogryzła na czysto. rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty. . O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. bełkotał. na którego napadła pod miastem. królewna.Siadaj. . Rozmowa nie dała większych rezultatów.cztery.wtrącił Velerad .. ..

kto zabiłby ją w obronie własnej. a złoto zostanie w kieszeni. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. też się. Były już próby podpalenia starego pałacu.Potwierdzam.żachnął się Foltest. . Nie rozgłaszam tego. Foltest wstał. . .rzekł po chwili. To jasne. aby zabito ją. Są też przypadki.wy krzywił się Geralt. Możliwe są też odstępstwa od normy. Ale nie dopuszczę. Mistrzu. Trzeba tę noc przeżyć. na pewno i nieodwołalnie. Bo inaczej ona ciebie zabije. panie. królu. czy mi się to podoba. Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. będę bronił swojego życia. że inaczej się nie dało. na samym wstępie.Ale gdyby poszło źle. Na przykład nie jedni noc.powiedział wreszcie. my zapłacimy. że zabijesz ją. i królowi powiedzieć. kopali doły. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. . to raz. Tak zwykle postępuje się ze strzygami. zastawiali sidła i wnyki dopóty. Ale nie o to chodzi. I tani. ale trzy.Takie proste? .Zamierzam zrobić.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . jestem pewien. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. Kolejne.nieoficjalnie. . beznadziejne . . co w mojej mocy . że już z tobą rozmawiano. no. Bardzo wygodny sposób. Wy.Tak . Król nie zapłaci.Król nie wie . . I jeżeli się nie mylę.Nie rozumiesz mnie..Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. Zabić potwora. . że czar można odczynić. Trzecie pianie koguta. Nie o to chodzi. Mistrzu.. dopóki kilku nie powiesiłem. .To nie jest proste.. . krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem. strzelali do niej z łuków. bo to przypadek nieuleczalny.Ciągle to słyszę od nie których.Słucham. czy nie.. ale nie ukarałbym nikogo. zlikwiduje urok. Teraz Geralt chwilę pomilczał. Geralt potarł czoło. słuchaj! . Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. nie próbując uratować. musicie liczyć z taką ewentualnością. gdy się zrobi gorąco.

Co to jest inkluz? . bo ja wiem. nie bardzo ci nawet zależało. .To jest poważna sprawa. Nie sposób powiedzieć.Normalna czternastolatka. panie. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa. Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas.Nie sądzę jednak . żarnowca i leszczyny.To jasne.. . kilku wskazówek.aby do tego doszło.Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. Oprócz tego. Foltest zasępił się. A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? .Jeżeli wszystko pójdzie dobrze.Słucham. trzyletniego.. Może się zdarzyć. w której będzie sypiała. . Tyle że. . .Gdyby po długim. I co wtedy? .Masz babo placek. .Fizycznie. czternastolatka. Psychicznie. należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. . . królu. jeśli dobrze zrozumiałem.No? . dzień i w nocy. zdaje mi się. najlepiej inkluz...Może. że na poziomie. .Nie.. Stale. jak zmniejszyć niebezpieczeństwo.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? . trzeba spalić ciało.dodał Geralt . . mistrzu? A jeżeli. . Sądzę. A co będzie? . I to prędko. .Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym. . w komnacie. królu. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir. Dla pewności udzielę wam.Już teraz? Nie za wcześnie.. .Już teraz .Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia..Różnie bywa.przerwał Riv.Aha .. kilkudniowym omdleniu zmarła. ..Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał. czteroletniego dziecka.rzekł król. Mistrzu? . na srebrnym łańcuszku.

wypędzę| z pałacu i z miasta. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. Jeżeli stwierdzisz. . Milczeli chwilę. nie patrząc na Geralta.Wykluczone.Geralt .Dziękuję ci za rady. wiedźminów.. Ale myślę. bo Adda była moją siostrą? . a dziewczyna nie będzie. Foltest odwrócił się. Geralt? Pójdę z tobą do krypty. . Nie obawiaj się.Niewiele.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. nic więcej..Nie wiem.Tym? . . żadne zaklęcie nie rzuca się samo. . . wiesz od kogo. .. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. . Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. chociaż nie wszyscy. . jak je zwalczać. oczy mu zabłysły. jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. mistrzu. wystarcza wiedza. że dziecko było takie.spytał. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. Zastosuję się do nich. Tak mówili niektórzy z Wiedzących..Zabijać? . a nie inne. Wiesz co.. Czar trzeba rzucić. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie.Foltest zamyślił się. Jeżeli od-czynisz urok. Król wstał. .Ile jest prawdy w gadaniu. że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru. a więc i takiego skutku. jeżeli. Może coś wytargujesz. magia? . normalna. Dla nas.Najczęściej. zrobił kilka kroków po komnacie. czy ci się udało w pełni. zabijesz ją również. królu. . nic ci nie grozi z mojej strony. królu. Za to nam zresztą najczęściej płacą. . Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu. Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary. I wiedza. Ten jest na ludzi. Mało kto żąda odczyniania uroków.Nie.. zabijesz ją.Słyszałem. że to przypadek beznadziejny.Tak myślałem. że skupiona wola może takie zjawiska powodować. dochodzi jeszcze motyw zemsty.Słucham. Nagrody oczywiście nie' dam.

Zmierzch zapadał szybko. spokojnie.rzekł król . Najdalej. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. .Bo myślę .myślę. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu.. . czarowniku. . Geraltowi przez chwilę zdawało się. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. że nigdy się nie dowiem. spojrzał na niego. bez pożegnalnego gestu. że ona cierpi. . żeby wstrząsnąć ludźmi. jak ją będziesz mordował. splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie. co zaszło w karczmie. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. wolę. Ale godzę się na to. że mogłeś ich pokonać bez zabijania. Muszę się zgodzić. Również dla mnie. Bałem się. Przed sobą na stole miał niedużą. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu.powiedział. Wiesz. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca.Czy ty wiesz. że wyjdzie bez słowa. mną. ruszył ku drzwiom. okutą skrzyneczki Otworzył ją. Nie. Foltest odwrócił się. pieczołowicie. Jest dla mnie oczywiste.. V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. ale Foltest wiedział. Jeżeli osłabię uwagę. Czasu.. Opowiadano mi. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. jakie z ciebie ziółko. Strzyga nie opuści krypty przed północą. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. ale król zatrzymał się. Boję się.. jak wiedział. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla. Nie przytaknął. ani. nie skinął głową.Pomimo że wiem. przy którym jednej z pustych. że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. potem. królu. Jestem pewien.Powtarzam. . czy też ją zabić.Budzisz zaufanie . Znał odpowiedź. To pewna śmierć.. miał dużo. wykluczone. nie uczynił najmniejszego gestu. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba. czy idziesz ratować moją córkę. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu.

z zamkniętymi oczami. a o to Geraltowi chodziło. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę.powiedział. początkowo równy. Geralt zarzucił miecz na plecy. usiadł. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. tak jak Geralt.był to Ostrit . by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. Wiedźmin wyjął trzy. przyzwyczajony do niej od dziecka. stały flakoniki z ciemnego szkła. który nie był. głogu i wilczomlecza. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . To nie mogła być strzyga. niespokojny. jakbyś już był trupem. Dla człowieka. A potem ustał zupełnie. owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz.cofnął się gwałtownie. a źrenice zajmują całe tęczówki. byłaby to śmiertelna trucizna. . Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. Jego słuch.Wewnątrz. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. w czarnej. Na podłodze. Ostrit opanował się szybko.wiedział. mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. czarowniku . składała się głównie z ciemiężycy. W komnacie nie było żadnego krzesła. Z podłogi podjął podłużny pakunek.Pewnie ze . Obnażył ostrze. Jego oddech. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. które rozbłysło czystym. Mieszanka. po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. Było za jasno. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. pracę wszystkich organów ciała. bieluniu. jak wygląda. za pomocą której wiedźmin. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. Siedział nieruchomo.Wyglądasz. . tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. ciasno. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. Klinga była z czystego srebra. Człowiek . poddał pełnej kontroli. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. lustrzanym blaskiem. Jak zresztą w całym dworzyszczu. Geralt wyszeptał formułę. Potem.

panie Ostrit. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje. było to o tyle korzystne.spytał.A jeżeli już wiem? . Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. . Riv wciąż milczał. .Nie słyszysz. do kogo mówisz.Uważaj. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem.Ciekawe. Ja jestem tu. . etyka. Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . Przynoszę ci ułaskawienie. że odgadłeś. Nie mam zamiaru stać tutaj do północy.Dość już mam tego. Nie chciał. rivski znachorze? Jesteś uratowany. . starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. panie. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę.I nie marnuj mojego czasu. ani sukcesje tronów. kodeksy. Nie chcę. nie myśl.powinno cię diabelnie mało obchodzić. prawda? Jechałem do was przez Redanię. Masz się po prostu wynosić.Ostrit dumnie podniósł głowę . . abyś odczyniał uroki. .Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. Bierz to. byś ją zabijał.Ostrit podniósł głos. kładąc dłoń na rękojeści miecza. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. Wszystko ma zostać po staremu. nie obchodzi ani polityka. Wiele się tam mówi o tym. wszystko ma zostać po staremu? .A to .Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! . . aby wykonać pracę.Tysiąc orenów. . który ledwo .Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta. aby wielmoża zorientował się. Nie. moralność?! Kto to mówi? Zbój. Wiedźmin nie poruszył się. włóczęgo! .krzyknął wściekle Ostrit. Ciemniało szybko.A dlaczego to. co powiedziałem. .strachu. Wiedźmin nie odpowiedział. Nie bój się. wsiadaj na konia i wynoś się stąd!. ani przewroty pałacowe. jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. Ale mnie. i pospólstwu. przez Novigrad. I bogaty .

Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast.Wypuszczę cię. panie Ostrit . że jest związany. Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. stał spokojnie. przeciągle. Zabiję cię. gdzie jest. suczy synu! . pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd. Ostrit cofnął się o krok.Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? .powiedział. . .zasyczał Ostrit. . Geralta.spytał już ciszej. jak błędna.rzekł wiedźmin. .Tak. Ale nie teraz.Sam tego chciałeś. Ale zorientował się.Nie . przeraźliwie. dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem.Ściemnia się. . . leżał spokojnie. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna. przestał się miotać.Milcz. .Milcz .rzekł wiedźmin.Ty łotrze . Spostrzegł. ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita. Nic ci nie pomogą twoje sztuczki.przybył. . a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę.Żeby odciągnąć strzygę? . Ostrit zamilkł. . . pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści. VI Ostrit oprzytomniał rychło. Mam przy sobie żółwi kamień. błyskawicznie dobył miecza. . Geralt uśmiechnął się.Bo przyciągniesz ją przed czasem. czarowniku. .To wy stąd idźcie. nie widział. który stał tuż obok. .Tak. zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął.Wiedźminie? . wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności. i zawył. łajdaku! Będziesz za to wisiał. Ostrit dyszał ciężko.

Nie. chciałem. a Adda. by umarł w mękach. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak.Wypuść mnie wcześniej. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem. . że chciałem obalić Foltesta. wiesz.To jego matka.. stara królowa. przezornie ukryty za balustradą schodów.. Za szybko. wstrząsnął starymi murami i trwał. . nie rzucałem żadnych uroków...To prawda. Wiesz. . rozedrgany. Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności..Jestem. Wiedźminie. zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały. Kochałem ją.Wiedźminie? Północ blisko? . Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości . Tylko raz.. by żywcem zgnił. próbowałem perswadować. . Potworny.jego wyczulony słuch mylił . Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. wibrując. opętańczy wrzask rozdarł noc. Królewską siostrę. by oszalał. dlaczego? Geralt milczał. pędzącą zwinnie. co myślisz. jesteś tu? . Nie ja jeden.. Wiedźminie? Słuchasz? . pobiegł. Ja tylko raz...Słucham. dostrzegł pokraczną postać strzygi. To na pewno ona.Wiem.. . Ale tak nie było. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. Królewską dziewkę. Nie mogła patrzeć.ale wiedział. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku..To już nie ma znaczenia. wznosząc się i opadając. Geralt.Blisko. że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. To nie ja. Królewską kochankę. . . Uwierz mi. Daj mi więcej czasu. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty. że strzyga dopadła Ostrita szybko.Kochałem Addę. Tylko raz w złości powiedziałem. Ostrit nie czekał na żadne słowa. że on i Adda. Nie znam się na żadnych czarach. Wiedźminie? To ja? Ja? .

Istniała więc szansa: bestia była jak inne. mógł gwarantować mu życie. Strzyga stała nieruchomo. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. tnąc powietrze szponami. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. zaatakowała ponownie. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić.dezorientował strzygę. . wpatrzona w Geralta. I od razu skoczyła. na knykciach. stanął tuż przy wejściu do krypty. choć najedzona po ostatniej pełni. Geralt cofnął się. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. Naciągnął rękawice. natychmiast. poprawiając ułożenie miecza. Szła powoli. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. A potem zobaczył ją. mocno. Odrzucił płaszcz. wypadła pomyślnie. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem.Wyszedł na środek sali. Srebro było zabójcze dla strzygi. Miał jeszcze chwilę czasu. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. choć bez zamachu. Poruszył barkami. . Strzyga zaryczała potwornie. szedł półkolem. Usłyszał. pozostawało jeszcze około trzech godzin. złowrogo. szczerząc kły. ostateczność. Nie straciła równowagi. jak obliczał. nie porzuci prędko trupa Ostrita. zaś srebrny miecz. tak jak liczył. strzyga otarła się o niego. wściekle. z miejsca. też zawirowała. Opis był dokładny. Nagle otworzyła. Do jutrzenki. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. zawirował w błyskawicznym piiruecie. Geralt odskoczył w bok. spiczastych zębisk. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. Odskakując. że strzyga. z półobrotu. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta. człapiąc po posadzce. Wiedział. zamarła i poczęła wyć. Pierwsza próba. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary. Tym fazom zbliżała się wolno. przypadła do ziemi. Wiedźmin czekał. Riv odskoczył w drugą stronę. śliniąc się obrzydliwie. bez rozbiegu. głucho.

w okamgnieniu oplótł ramiona. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. nie wiadomo było. z wściekłości czy z palącego bólu. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. obciążony na końcu. ale i nie spoć się. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. sypnęły na wszystkie strony. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. zeskoczył w dół. Tak jak oczekiwał. straciła równowagę. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. Wiedźmin odczekał. jak deszcz. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. ponad dziesięciometrowym . było to zbyt wyczerpujące. Strzygi zakręciła się na schodach. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. oddychał głęboko. że bestia pokona opór tak łatwo. utrudnił jej spięcie się do skoku. Geralt zaniepokoił się. Geralt czeka spokojnie. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu. cienki. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. Nie oczekiwał. wyciągnęła szpony. Geralt był zadowolony . Ale wiedźmin nie dobywał miecza. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. Łańcuch pękł. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. krok po powoli szła. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. gdy strzyga wypadła z krypty. koncentrował się. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. gdyby tego chciał. Idąc wiedźmin rozwijał długi. dzwoniąc po kamieniu. Z trudem. Miotała się po posadzce. szyję i głowę potwora. Strzyga waliła się w skoku. Aby zyskać na czasie. Nie przebył nawet połowy stopni. mocny łańcuch.zabicie strzygi. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. Jednak szła. charcząc. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. Jej włosy uniosły się i załopotały. rycząc okropnie. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. obnażyła kły. Łańcuch był ze srebra. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. srebrne ogniwa. pędząc jak ogromny czarny pająk. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków.ostrożnie stawiając kroki. jaki zadawał jej nienawistny metal. ale utrzymała się na nogach. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. wydając przeszywający uszy wizg. przewróciła się. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty.

skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. Geralt. ten szaleńczy. wstrząsany dreszczem. zachwiał nią. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. był głośniejszy od wszystkich poprzednich. Strzyga. która przepełniała strzygę. chorobliwej woli. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. zamarł z uniesionym mieczem. opisywał nim w powietrzu koła. wdzierających się do mózgu i trzewi. Już dobył miecza. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. Aż tynk posypał się z sufitu. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. Geralt był znowu blisko. okrążał strzygę. bacząc. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. zakołysał się. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. jaki wydała. by skierować go. A potem skoczył. stał pośrodku sali. z mocy której strzyga powstała. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. Geralt czekał. zrobił krok w stronę strzygi.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. wodząc oczami za jasną smugą klingi. pomyślał. zbliżała się powoli. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. Potem jeszcze jeden. jak zwierciadłem. czując wzbierającą w sobie wściekłość. klinga migotała mu w dłoni. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. Strzyga nie skoczyła. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. cienki kwik. szedł. wywijając młyńca nad głową. . długo to trwało. Alf ponowny. . Sam. Strzyga zerwała się. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. Geralt raptownie zatrzymał się. Geralt. bijących w nią falami. Strzyga skuliła się. zanim ten taniec na skraju przepaści. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. na potwora. zrejterowała zygzakiem. zdetonowana. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. Ryk. Złej. na dobranie się do pokładów skupionej woli. stanęła również.

tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga.nie usłyszą nic. zanurzył się w nim. Cisza. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę. Była raczej brzydka. grobowiec był podwójny . obolały. niż należało. . Przestawał słyszeć cokolwiek. usiadł. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. ale wiedźmin wiedział. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Skrzyżował ręce. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. Pusto. myślał. wypił szybko jego zawartość. Zszedł po schodach. a świt był jeszcze daleko. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. zapalił miniaturowy kaganek. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. na kilka cali. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża.dla matki i córki. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. że jego letarg był na wet dłuższy. Krypta była nieduża. odsunął płytę.Tym lepiej. z małymi szpiczastymi piersiami. Nadstawił uszu . Wiedźmin wątpił. I wtedy dostrzegł ją. wszedł do grobowca. zziębnięty. Leżała na wznak przy grobowcu. Wygramolił się z sarkofagu. mieściła trzy kamienne sarkofagi. zanim bestia otrząśnie się z szoku.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. VII Kiedy Geralt otworzył oczy. W krypcie było ciemno. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. Ujął miecz w dłoń. Tym lepiej. po czym lekko. . Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. naga. nieprzytomna. Tak jak oczekiwał. Działanie eliksirów słabło. zdrętwiały. Odsunął wieko bardziej. Szczuplutka. Jego zmysły działały już normalnie. co oznaczało.

strosząc pióra w chłodnej wilgoci. mocniej przydusił. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. Zanim namacał dłoń. solidnie. gdy przestała się poruszać. Usta miała blade. normalne. Zwalił się na nią.. pruł. usiadł ciężko na posadzce. za jeziorem.sięgały jej prawie do pasa. grubo. W Wyzimie. Włosy . na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia. Wiedźmin wstał z trudem. rozdarł koszulę. Zdążył. że nie ma za dużo czasu. przycisnął go do szyi. godząc w oczy drugą ręką. darł szmaty. Geralt zdjął rękawicę. rozpaczliwy krzyk. uniósł się na kolana. wiązał je wokół szyi wiedząc. pochylił się nad jej dłonią. ściekała do rękawa. Paznokcie były brudne. Chlasnęła go szponami po szyi. krew bryznęła jej na twarz. Najzupełniej normalne. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. kogut. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. przygważdżając do posadzki. wyła. Nie było czasu. pochylił się... Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem.zalewającą jej usta. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę.brudna.. Ruszył ku schodom. zapiał ochryple po raz trzeci. Nie miała już dawnej siły. Krew uchodziła szybko. Za późno.płoworude . odłożył miecz. fachowo. Rozpiął kaftan. Szyję miał obandażowaną. Kłapnęła zębami . I zemdlał. . zakrwawione.jego krew . połamane. jęknął. Uderzył ją czołem w twarz. ale zachwiał się. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. wypluwając krew .już za krótkimi -przed jego twarzą. wbił zęby i zaciskał je. Zęby miała normalne. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. wiła się tylko pod nim. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. że zaraz zemdleje. Zawyła. tnąc głęboko. Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. Puścił ją. łapiąc za przeguby obu rąk. ale. zobaczył otwarte oczy. Namacał leżący obok miecz. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą.

.Mój.Velerad wstał..Odpoczywaj..Tak.. miecz. Foltest powtarza to od dwóch dni. wiedźmiński miecz. . . że nie na gorsze.powiedział Velerad. Tak. nie obawiaj się. dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał. a ty jesteś mądry wiedźmin. tak.Dobrze. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy.Królewna jak królewna. . I miecz. Geralt? Zanim pójdę. nie ruszaj się. powiedz. . . i kuferek. nic nie mów.Kro. co.. I trzy tysiące orenów. Okropnieście tam hałasowali. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny. Straciłeś mnóstwo krwi. widać było wszystko. Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach.Leż. że to się jej odmieni.. I głupawa taka jakaś. idę już .. lewna? ..Ano. Nie męczy cię moje gadanie? .Dwóch. . W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy. Chuda. tak.. Myślę.. co tam masz w środku. Nieźle rozpłatała ci szyję. Jest tu. Ale Foltest mówi. To ja jestem stary dureń. Płacze bez ustanku. Nie dało się.Leż czarowniku . . I sika w łóżko. dwóch.

.na nosie.Iola. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny. . . rumiankowej zjawy.Geralt. odruchowym gestem. Zapomniałeś gdzie .Zaspaliście.. szybko odwróciła głowę. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów.bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki. Ze wstydem i przykrością stwierdził. owinięta opończą. Poderwał głowę wyrwany ze snu. podnosząc opończę z podłogi. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. . . I była piegowata . Chciałem. otwierając okiennice.powiedziała Nenneke. Pospiesz się.parsknęła kapłanka. Jej oczy były modre. Już cię tu nie ma.Już późno . Wiedźmin przysłonił oczy dłonią. nic ze świetlistej. podreptała w stronę drzwi. Iola. Zmykaj. Iola. że nie pozostała marzeniem. sięgając po koszulę. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy. Chyba jej nie ukarzesz| . gdzie były przed chwilą jej usta..powtórzył.Głupiś . Yennefer. Spojrzała na mego.powiedziała Nenneke. gdy była jego snem. którego nigdy się nie wyzbył .Nie mów nic do niej. wychyliła z łoża. zaróżowiona. Zmieniła się. Na ramieniu. w miejscu. ..Nenneke . niezręczna. żal o to..Zaczekaj--. to żal do niej. W niczym nie przypominał już. o świcie...Zaczeka . co czuje. że to. zakłopotał na... Dziewczyna uniosła się gwałtownie.powiedział niepewnie.powiedział. nie czarne. dziecko. klaszcząc po posadzce bosymi stopami. zmykaj. niepotrzebnym. Geralt . Piegi te były wcale wdzięczne. . którą była o świcie. Ale nie widział ich wtedy. Nie miała już w sobie nic z rusałki. penetrowało izbę mackami światła. -nadzieję... Dziewczyna. podchodząc do łoża.GŁOS ROZSĄDKU 2 I . na dekolcie na ramionach.I tak ci nie odpowie. . że nie masz pretensji.

Przesadzasz. . Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy.Co? . To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. uśmiechnął się lekko. . o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele. jak goi się twoja szyja.Zabroniłaś mi mówić do niej. przemyła ją i zaczęła kląć. co się z tobą dzieje? Jak to się stało. wzięła z komody torbę z opatrunkami.do świątyni przyjechał prawie zdrowy. wiedział. . . . zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. którą zszyto go w Wyzimie.Kapłanka wstała. nie ma niczego zabawnego.. co się stało. Prawie.Nie uśmiechaj się głupkowato. no może trochę sztywny. Geralt.Nie zabroniłam. Tracisz refleks. Znał to już na pamięć. Znał kapłankę od lat.jesteś.. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. .Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . nawet nie będziesz próbował zrozumieć. Zna ne mi są twoje poglądy na religię. . Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem.W tym.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował. Ach. . Nenneke obmacała ranę. Usiadła na skraju łoża. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. Chcę sprawdzić. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. grubo omotujące szyję wiedźmina. co ja będę ci tłumaczyć. jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje. Geralt. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział.Milczy. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. Nie.. nie ubieraj się jeszcze. bo uczyniła taki ślub. ścięgna. zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy.Wcale nie przesadzam . niczego. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy.. i tak nie zrozumiesz. . Skutek był oczywisty . Skrzywił wargi bólu. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre.

przybywających zewsząd. Idź się przejść. kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. gotowe. ale nie rozpoznawał żadnej. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. -Nie powinieneś dać się zranić. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek.Nie.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . cztery znajome twarze. bandażując mu szyję szybkimi. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. . raz.Nenneke wstała. a dałeś. Ostrzegam cię. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi. Jesteś tu mile widzianym gościem. i to bardzo poważnie. niekiedy nawet dwa razy do roku. wiedźminie. przechodząc obok. jako wędrowne druidki. Choć bywał w świątyni często. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. Niektóre. . Odpowiadał na pozdrowienia. gospodarskich. Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. . nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy.Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. Ale nigdy nie brakowało nowych. nauczycielki lub guwernantki.Dobrze. Pospiesz się. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. . jestem twoją matką. A znaleźć to ja cię sama znajdę. Możesz się ubrać. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. . w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem.Dziękuję za ostrzeżenie. . pewnymi ruchami pulchnych dłoni. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. nieledwie dzieci. czy jak? No.Nie w sanktuarium. nawet z . Wręcz fatalnie.

najdalszych okolic. Przyjaciel Geralta. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją. Uczeni.Masz coś przeciw temu? . . opiekunkę rolników i ogrodników.Za mną? . trubadur Jaskier.W tej chwili tak. rodzą i będą rodzić. koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. wywodził. Kult Melitele. jest kultem typowo kobiecym. Rozglądałem się za tobą. rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. szukał prostszych wyjaśnień. lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. jest opiekunką położnic. Melitele jest wszak patronką płodności. . patronkę miłości i małżeństwa.rzekł zimno .przyznał.Nie za Iolą? . treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. . Matki Natury.Już ci mówiłem . Nie sądzę. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. . Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. Musi się przygotowywać i modlić. a początki swe wywodził z niepamiętnych. .Za Iolą również .że nie chcę żadnego transu. ani sponsorów. udowadniał poeta. .kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem. .Jesteś. a Melitele jest do tego w sam raz. rodzenia. A rodząca kobieta musi krzyczeć. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. skutecznie izolując je w zapomnianych.Geralt. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami. przedludzkich jeszcze czasów. okazał się łaskaw dla Melitele. analizujący to zjawisko. jeśli coś ma wyjść z tego transu. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą. szumnie nazywanymi zjawiskami. Oprócz zwykłych wrzasków. przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy. że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. rzadko odwiedzanych. Nie chcę. by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. Czas. z odradzaniem się życia i innymi. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. A ponieważ kobiety rodziły. Nenneke.

. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam.Wiem. co chciałam powiedzieć. Mówiłam.Wiem. sięgałeś mi do paska spódnicy. zadzierzgnięty w pętli. To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. o czym dobrze byłoby wiedzieć. . Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . w tym i moja Melitele. by zaakceptowali jej istnienie.Jeśli to wiesz. . ja i Iola. A może niczego się nie dowiemy. A teraz czuję. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. Coś jest z tobą nie tak. Może dowiemy się czegoś. I nadziei. .Geralt.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. wyczuwam to. które cię otacza. Według ciebie. prawa. Nie rób głupich min. jeśli łaska. że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził. Chcę wiedzieć. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. . skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. gdy cię poznałam.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką. my po prostu posiedzimy chwilę razem.wykrzywiła się lekko Nenneke .Ranny. co uosabia moja bogini: ładu. wyrostka.Ja zaś .nie sądzę.Mnie nie da się zahipnotyzować. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. Nie wiem tego. by łatwiej ją zrozumieli. muszę się zdać na zdolności Ioli. ta siłą jest siłą ślepą. ty. Wolno ci mniemać. I zobaczymy. Przecież znam cię od takiego. nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie. ty jesteś chory. Ty masz prawo uważać. . o co chodzi.. . Boję się o Iolę. chciałaś powiedzieć. Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . która zaciska się powoli. Sama nie potrafię. zaplątany ze szczętem. Nie jestem fanatyczką. że to nie ma sensu. wiara pozwala oczekiwać od natury tego.Dlatego. A jeśli nawet. że bogowie. A dla mnie.. pozostaną ukryte i niezrozumiałe. To może być za duży wysiłek dla medium. o. dobra. twoje poglądy na religię są mi znane. mam immunitet. to po diabła w nim grzebać? . pozwierzam ci się. Geralt.

Nie. że cię zanudzę.Nie. .Posłucham z chęcią. zwykłe wiedźmińskie historie.Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to. że niewiara ma jakąkolwiek moc. . z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. . nie sądzę.że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? . spojrzała mu w oczy. i możemy zacząć choćby dziś. Nenneke pochyliła się. Ot. Obawiam się jednak. Ale trans.wydarzeniach ostatnich kilku lat. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz.A nie sądzisz . by mi w gardle nie zaschło. . nie zaszkodziłby. Zorganizuj antałek piwa. A wiesz. dlaczego? . powtarzam.uśmiechnął się .

które patrzyły na jeźdźca spokojnie.mówił Geralt.Zjedziemy z traktu. . . za nim duża polana. ostro. bez tarniny. Klacz wiedźmina parsknęła. z poprawką na rzeźbę terenu. potrzebny na jej pokonanie. Geralt zeskoczył z konia.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. . który podejrzewał na trasie.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. Wilki. nie odpowiedziała. wzbiły się wyżej. może to jest padły łoś . Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. bez gnijących pni. jak mi się zdaje.Kto wie. Klacz. zataczając wolne. . spłoszone pojawieniem się jeźdźca. co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. do którego przywykła. ciasno wypełniające rozpadlinę. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. Wreszcie odrzucił płaszcz. na głębokość i przebieg jaru. Ptaki. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. nie spiesząc się potruchtały w las. Płotka .powiedział. wrzosowisko i wiatrołom. zakrakały dziko. bijąc skrzydłami. bezszelestnie. . Ptaki krążyły. posłuszna głosowi.biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. gdzie się go spodziewał . przysiadłszy na zadach. rzecz jasna. a dno suche. gęstwę lasu. gdzie leży . oceniał odległość i przypuszczalny czas. Pokonał jar łatwo. ale wiedział. na ukos przecinający pierś.Nadłożymy trochę drogi. chrapliwie.Ale może to nie łoś. poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. nie krążą tam bez przyczyny. jak na komendę. o dwie dziurki skrócił pas.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. spokojne kręgi. Ptaszyska. ale ruszyła z miejsca. Drugiego trupa nie widział. Było ich wiele. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki .

Tak jak się spodziewał. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi.Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy.Sprawa jasna. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. Kiedy odwracał ciało. . wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. Płatnerz i kobieta przyjechali konno. amulet z fallicznym symbolem. nie schylając się. Wiedźmin minął ją. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. Dwukrotnie okrążył polanę. kawałek kredy. rozglądając się. zamazały. Geralt nie odwracał ciała. widząc. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. ale nie stracił koloru . Kwiat zwiądł. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. Na odsłoniętym. bo nikt nie wozi ze sobą . Suma akredytywy była niewielka. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. wspiął się na siodło. Na szerokim pasie.powiedział cicho. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. nosił znak cechu płatnerzy . pochylony. Dwa listy. królicze ucho. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. Wiedźmin zerwał ją. wosk do pieczętowania. coś ukłuło go w palec. Trzeci.Tak.stylizowany hełm z przyłbicą. pisane na płótnie. garść srebrnych monet.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. miedziany pierścień. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. . runy rozlały się. prawie granatowe. od strony tamtego lasu. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. gardła i większej części lewego uda. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. był również zniszczony wilgocią. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny. zawiłgły od deszczu i rosy. Był to list kredytowy. Płotka . Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. na pergaminie. Nie wilczych.płatki były ciemnoniebieskie. bacznie lustrował ziemię. wstrzymując konia. trzy klucze na kółku. Było oczywiste. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. choć nie do końca. Była to róża przypięta do sukni. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. ale czytelny.

nie było ani wilkołakiem. nie odpowiedziała. wrócił na ścieżkę. a nie traktem. powiedziałbym. porośnięte leszczyną. Wiedźmin wycofał się. Zbocze. że to kikimora albo wipper. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. I wówczas. a nie traktem. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. ostrożnie przestępując wykroty. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. . Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. Klacz. na które wspiął się. usłane grubym dywanem żółtych liści. prychała niespokojnie. . Kobieta biegła. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. Jechał powoli.Tak. zawieszony na srebrnym łańcuszku. Konie rozbiegły się. Ale jechali przez wrzosowisko. bok w bok. trzymając zębami za kark. Ale tu nie ma bagien. co nie zostawiło śladów. podrygiwał w rytm chodu konia. rzecz jasna. oboje zsiedli lub spadli z koni. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. reagując na znany sobie ton głosu. Nadłożymy drogi. . Schyliwszy się. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. co zabiło oboje . nie wiem dlaczego. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. Medalion.długo nie zrealizowanych akredytyw. Płotka. Gdyby tu były bagna. II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. ciągnęło ją po ziemi. ostrożnie zjechał po pochyłości. zatarasowane zeschłymi gałęziami. potem upadła i również zginęła. Płatnerz zginął natychmiast. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. co . prawda." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. nie wiadomo.ciągnął Geralt. nie będziemy ich szukać. a to coś. Dlaczego jechali tędy. Trzeba sprawdzić. patrząc na skraj lasu .Chociaż to nie wilkołak. ani leszym. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. Ani jeden.To coś. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu. poprzez wiatrołom. Klacz 'parsknęła.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

jedz. że to z winogron. na ten przykład. gorącą wodę. Otwieram i zamykam okna i drzwi.powiedział potwór. .To był chyba ostatni w okolicy.. Nie wiem z czego. Głodny jesteś. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem.Geralt rozerwał pulardę na dwie części. Tu jest pularda. to jest niezłe. Tutaj mamy jarząbki. po czym zatopił paluchy w pasztecie.Pewnie bezpodstawnie? . waląc łapą o stół. Zwać cię. Morda. tu szynka z dzika. prawdziwe jedzenie. gałką muszkatołową. kiedy mi to wyrosło. Z czegoś. nie obawiaj się. czystą pościel.Geralt. tu pasztet z. skąd to się wzięło. umiem wyczarować żarcie.Straszą dzieci . splótł na brzuchu kosmate łapy. Pomyliłem zaklęcia.To lepsze od służby. jak? . Nic wielkiego. zaraza. to kuropatwy. . znaczy. To porządne. jak mniemam? .. Mam je od czasu.Zapomniałem . Sam nie wiem. Jedz. Nic . Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz. .Nie. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie.powtórzył Geralt z pełnymi ustami.. przez chwilę coś mamrotał. odzienie.zatarł łapy potwór. . . Geralt nie okazał zdziwienia.Nie zaprzeczę.Upolował go mój dziadunio . czego sobie zażyczę. Byle baba to potrafi i bez czarów. Nivellen.Nivellen. Geralt! . ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. Zapalam ogień. wyczaruję inne. gościu. .Najzupełniej. .żeś nie z tych strachliwych. . Potwór usiadł przy stole. Twoje zdrowie. czosnkiem.Dziękuję.Nie obawiam się.Jak to wino? Zauważyłeś. nie? Częstuj się. . .Tak . picie. mydło. gościu. A ciebie.I twoje. Siadaj. Zdolności magiczne masz wrodzone? . opuścił głowę. puchary zadzwoniły kryształowo. Nie. majerankiem.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami.parsknął potwór . który dał się upolować. Zapachniało pieczystym. po czym ryknął z cicha. gospodarzu? . gospodarzu. ale dom spełnia. . I straszą mną dzieci.

któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom. Nie będzie chyba nietaktem. jeżeli spytam.Widzisz? .. . Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. . Przynajmniej nie w tej chwili. Zabijają za opłatą różne potwory. gościu. masz od dawna? .Nie rozumiesz? . na portrety.Jeśli tak stawiasz sprawę . .Aha . to mój tatunio. kim w takim razie jesteś? . żeby obejrzeć portret. Człowiek.Kto ty jesteś? . wisi poza zasięgiem światła świec. Wniosek jest prosty.Widzę. wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. to ja. i już.Z chęcią.Jeżeli dobrze pamiętam. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn.Ale ja go nie przyjmę. . Nic mnie to nie obchodzi.Powód zrozumiały i do przyjęcia . pytam przez ciekawość. mordę. jedna zaraza wie kto.wielkiego. Ty tego nie zrobiłeś. smutnej i pryszczatej twarzy. jak wyglądałem przedtem. Pierwszy. szczerząc kły. wstałby.Mój portret. . . ślepia zalśniły mu jak u kota. ale ja nie jestem człowiekiem. Popatrz no tam. Geralt..powtórzył Nivellen po chwili. . rozpowszechnione wśród portrecistów.Dobrze pamiętasz. .Nie rozumiem.Od dwunastu lat. . jak mówisz. licząc od kominka.to niezupełnie.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. Nic ci do tego.Aha. z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej. . zapewne musiałby także wziąć świecznik. Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość. A trzeci. A tę. podszedłby bliżej. Drugi. .zaśmiał się gromko potwór.potwór uniósł głowę. .Zawsze coś.Wiedźminem. . .odpowiedział po chwili milczenia . .powtórzył Nivellen. ze smutkiem pokiwał głową. . Ja go widzę. pokażę ci.Jak to się stało? .

nalał sobie wina. Słyszałem. . biły w górę cienkimi wąsami ognia.Nie łżesz aby? . kto z nas dwu ma większe szansę. to już zdecydują zęby. a wiedźminów coraz więcej.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. Zjedz kuropatwę. . że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy.spytał niewyraźnie. w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu. że umiesz odpowiedzieć na pytanie. Załóżmy. które mają zabijać inne potwory. przełykając. wypił łyk. zanim zupełnie ostygnie. Czyni się z nich potwory. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy.że zdążysz wyciągnąć miecz. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. Bo potworów jest coraz mniej. że zdążysz mnie nawet ciąć. nie używając wielu słów. Te. czarownikami o nieludzkich zdolnościach. nim do ciebie doskoczę. zwalę cię z nóg samym impetem. jest prawdą? .powiedział wreszcie . które ci zadam. lśniły w rżniętym krysztale pucharów.Załóżmy . . same zostają wiedźminami. które potem karmią magicznymi ziołami. jak mówiono. . Ciekawe.Co z tego.A co jest kłamstwem? . trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. A potem.Prawie nic. .rzekł przeciągle Nivellen. by ktoś zaczął polować na wiedźminów. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. Jestem tu przypadkiem. . Jak myślisz. że najwyższy czas. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę. co o was mówią. wiedźminie.Taaak .Nikt. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. jak sobie poradzisz z następnym. które to przeżyją.Dlaczego nic nie mówisz? . Płomyki świec tętniły. . Nivellen siedział nieruchomo.Nie mam we zwyczaju łgać. Patrzył na potwora uśmiechając się. Szkoli się je w zabijaniu. poruszając lekko olbrzymimi uszami. Zapamiętałem. Trzeba przyznać. odchylił się na oparcie krzesła. Kto d za mnie zapłacił? .Znowu zapadła cisza.

Nie jesteś potworem. długi na dwie piędzi. .A jeżeli wiem. Nalej sobie. że aż się trzęsę z ciekawości? . zaraza .Nie ma już czego. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy. usiądź wygodnie. . Nivellen . czym jestem.Umiem.Nie. . kto rzucił ten urok.Urok można odczynić. .powiedział. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną. a ja mam ochotę pogadać. bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . Chcesz. Wiedźmin czy nie wiedźmin. .A. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy. żebym spróbował? . Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. według ciebie. że potworów jest coraz mniej. dobrze patrzy ci z oczu. Nie widzisz. . -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. Więc.Zatkało . zaraza.Fakt. W wielu wypadkach.potwór chrząknął.To.rzekł sucho wiedźmin. Geralt. . to co? .Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich.Ty nie jesteś żadnym potworem.. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No.ryknął Nivellen tak. jako wiedźmin.powiedział spokojnie Geralt. że cię zatka .Zatkało cię. że te uszy wyrosły mi. oczywiście umiesz odczyniać uroki.Nie.przyznał Geralt.Wiedziałem. W wielu wypadkach? . .To się stało na skutek rzuconego uroku. co? . Opowiem ci całą historię.Ha! . A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu. Nivellen . po czym ponownie łupnął łapą w stół. czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. czy dobrze zrobił zapraszając cię. Jest ich niemało . że wiesz. Nie chcę. . Jestem pewien.Ty. . . to coś nowego. powiedz mi. rozparł się w fotelu. Potwór zachichotał. Obok . .A.Nalej sobie jeszcze.wyszczerzył kły Nivellen. gościu. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem. .

. a wtedy. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. gdyby żył. nie pamiętam.Że jestem potwór w ludzkiej skórze. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. durny smark. . bo od dnia. tracił w najlepszym wypadku swój majątek. że będę potworem w potwornej. coś o miłości. ani kupcom. i obrabowaliśmy świątynię. Sztylecik. Nivellen? . w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. Strasznie płakałem. Oprócz mnie. swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. Na ołtarzu. Geralt. po czym powiedzieli. Młody wówczas byłem .Co to była za świątynia. pamiętam. Wialiśmy stamtąd. mało nie zajeździliśmy koni. że muszę zmężnieć. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca.dwóch pustych karafek pojawił się. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. Na domiar złego. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. nie wiedzieć skąd. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. naturalnie. nigdy by nie zezwolił. na które tatunio. jak się domyślasz. mówię ci. o krwi.. że jako spadkobierca. . palił się zielony ogień. Każdy. ja muszę przewodzić drużynie. pod Mirt. w takim stopniu. Padło na to. No i zmężniałem.zaczął. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. nalewając . Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. Dowodziłem nimi.. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem.okolica jest dość odludna. To była niedobra świątynia. Oszczędzę ci szczegółów.Jedna zaraza wie.istny mlekosys.Co? . taki mały. bo tatunio uznał.ciągnął Nivellen . Zabiła się. Śmierdziało jak nieszczęście. . A parę bliższych osad spaliło się. Ale do rzeczy. Mało kto lubił mojego tatunia. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. przejdę od razu do rzeczy. leżały czaszki i gnaty. a i mój dziadunio. kto się tu zawieruszył. mój tatunio. Bo widzisz. była tam również młoda kapłanka. Geralt. miała chyba ukryty we włosach. Ale musiała to być niedobra świątynia.Jak zapewne zauważyłeś . że danina płacona jest opieszale. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. którzy wędrowali traktem. jąkał się okropnie.

Kilka. szalejąc. . wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. pociągnął nosem. moja niania. ot. co ja mówię. buchał ogień.Mów dalej. a służba. A trzeba ci wiedzieć. Złość mnie porwała. Długo. Ja do lustra. Kto zdążył. w którym. Może jest w tym gadaniu . westchnął. czy też odwrotnie.Dalej było tak. jak powiedziała kapłanka. jeszcze dziś mnie trzęsie. Jużem się sposobił. Nivellen przerwał. przypomniałem sobie bajki.. uciekł w popłochu. Geralt. pomyślałem. nie wychodziłem. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. Byłem sam.. które opowiadała mi niegdyś Lenka.. Mówiąc krótko. spanikowałem. co mi wpadło w ręce. wyjąc i kuląc ogony.. nie wystawiając nosa na zewnątrz. Przejdę do rzeczy. otarł nos rękawem. że to nie byle co. . Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. a nagle zrobiłem się bardzo silny. . by wykopać go za główną bramę. padły trupy. tłukąc co popadło.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. wyjąc. rycząc. Ale nikt nie wrócił. kiedy coś mnie oświeciło. Potwór zamilkł na chwilę. pamiętam to jak przez mgłę. bladym świtem. Zaraza. głównie zwierciadła. ciotunia. we wrzask i w nogi.Kiedy atak minął . gdy wspominam. dostałem jakiegoś ataku. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. wyskoczyłem na dwór. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio.. wykwiczał. latały w powietrzu sprzęty.było już za późno na cokolwiek. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą. kuzynka. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących. Jeśli się ktoś pojawił. Za parę dni budzę się rano. zanim zdążę wytłumaczyć. żebym go oszczędził. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd. co mnie który zobaczy. rzadko to się zdarzało. Widzisz. jestem tylko głupim wyrostkiem. Geralt. gdy odzyskał głos.podjął po chwili . Używałem. stara prukwa. Wnet zostałem sam. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki. więc może. że choć w strasznej postaci. uciekły nawet psy. i to zwykle wystarczało. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić. Tak było aż do dnia. chłopcy z drużyny. życiem darował i zdrowiem. ale niebieskie róże z Nazairu. Uciekła moja kotka Żarłoczka. Gruby. który utracił był na mój widok.

Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. dziękował. bo to był kupiec. na wszystkie strony. język mi się plątał. Nie przemogłem się nawet.Potwór wydał z siebie odgłos. Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. z taką mordą. śmiejesz się? . nic lepszego nie przyszło mi do głowy. . Miał ze sobą przygotowany spory worek.Nie. Co dopiero. że córeczka ma osiem lat. aż się cały opluł. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem. . Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem. uderzył w płacz. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby. Geralt. jakaś szansa. Ja zaś. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. przeciągnął się.ziarno prawdy. aż fotel zatrzeszczał.Bo ja nie wiedziałem.Ustaliliśmy. . aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. Widzisz. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". że zostawi mi ją na rok. Co. jak ciężko jest. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta..chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. sam by nie udźwignął. była przekonana. nawet wobec dziewuch z obory. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka. co z tym począć. bo nie minęły dwa miesiące. które . nie bardzo wiedziałem. Kupiec promieniał. że ją jednak zjem. po czym wyznał mi. I córkę. Kupiec. zaprosiłem do środka. Podskoczyłem na dwa sążnie. zaryczałem tak. Też sporą.A dziewczyna? . ze w podziemiu zostało sporo dobra. jacy się tu pojawiali. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami.Dogadałem się z kupcem raz dwa . . Trzeba ci wiedzieć. mogłem sobie pozwolić na gest.Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok. Żal mi się zrobiło kupczyny. a zabrzmiał jak czkawka. Nawet te się ze mnie nabijały. a przybył tu drugi kupiec. który miał być westchnieniem. patrzeć me mogłem. . . Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. tych z gnojem na łydkach. kiedy z nią rozmawiałem. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery.. ugościłem. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. jak się trzęsie. myślałem. jeszcze z tatuniowych czasów.ciągnął. zrezygnowany.

nazywała się Fenne. nielichy temperament. spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. nie zasypiałem gruszek w popiele. całkiem goła. mówię ci. teraz nic się mnie nie imało. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami. żebym zapomniał o zmartwieniach.Fenne . Wiesz. . bestio!" i temu podobne idiotyzmy. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi.rzekł potwór. ale Fenne rychło postarała się. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. potem wróciła do rodziny. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. Primula. co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. Następna.była u mnie pełny rok. mówię ci. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. Geralt.Następna . hę. Ja w przerwach biegałem do lustra. istny mysikrólik. może z odrobinę głupszym wyrazem... . Przedtem cięgiem chorowałem. No. jak się okazało. A mówią. nie dziwota zresztą. Któregoś dnia.Opowiadaj dalej.. byłem zawiedziony i zgnębiony. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. aż tu z rykiem wypadam na niego ja. opiliśmy się oboje miodu i. z wielkim posagiem. Miała. przedtem byłem rozlazły. Nivellen. a i ja. dobrze.kontynuował . To zajmujące. bo była całkiem ładniutka. na czworakach. Geralt. gdy tu przybył.powiedział po chwili . To była wesoła dziewczyna. bystra i ćwierkotliwa. Rycerz. Paskudny był. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra. wdowca. Primula. a Fenne. A zęby? Nie uwierzyłbyś. "Rozszarp mnie. jak kupa obornika. rękę bym sobie dał uciąć. była córką zubożałego rycerza. mniej wydolnej postaci. nabrawszy wiary w siebie. Przyznam. błyskając bielą kłów. Wcale się mnie nie bała. . miał wychudłego konia. Morda została. i rozsiewał dookoła podobną woń. zrobiłem się chłop na schwał. rozgląda się. Była mała. No. I w niej nie wzbudzałem strachu. Geralt. kasłałem i leciało mi z nosa. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. musiała być poczęta. Geralt. zwierzu!".Powiadasz? . gdy on był na wojnie. hę. Widzisz. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko. ale wystaw sobie. jak była. jakie ja miałem . podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie.

nawet by nie spojrzała. doszedłem do wniosku.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. W piwnicach jest złoto. potem "Gryź mnie. Tatunio miał wrogów. acz kosztownymi upominkami.Panienki bawiło. Krótko: potem były jeszcze dwie. Co. że na takiego. żebym przegryzł nogę od krzesła?" . Ilka i Venimira. dla przykładu. aż do znudzenia. Choćby wieśniacy z widłami. przygarbione od dźwigania cebrów. . w to. Co więcej. jak jest. mówiłem ci. że dziewiczy całus odmieni moją postać. jaki wzbudzam. jak na tym portrecie. wzmacniana drobnymi. i żadnych zmian nie trzeba.obruszył się potwór. Nie chcę. zjedz mnie całą". czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu.A żebyś wiedział. potem powrót taty.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. z łapkami wyługowanymi od prania. I pogodziłem się z tym. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł.Żadnych. mieli krewnych. że dobrze jeat. Geralt. byłem hojny ponad wyobrażenie. Primula jeszcze po . Venimiry. I po trzecie: bezpieczeństwo. Oczywiście. już dawno przestałem wierzyć.Nie.Nivellen ziewnął. końskie zdrowie związane z tą postacią. Żadnemu ojcu. by móc dobrać się do takiej. Nivellen? . . . Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. Chcesz.Daj spokój. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. jak tu przybywały. Nivellen? . Mówiłem ci. Geralt . .Zmęczyło mnie to gadanie. . Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. Wszystko odbywało się tak samo.Może to i dobrze . A córki? Nie widziałeś ich. .O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. to raz. Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę. w zgrzebnych sukienczynach. ktoś by po nie przyszedł. żadnej córce.Wyglądasz na zupełnie pewnego . która była wielce urodziwą panną. paru przeżyło. Gdyby nie postrach.rzekł Geralt. potem nić sympatii. . Ci. których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem.rozdziawił paszczę potwór. bawiąc się pustym pucharem . Widzi mi się. że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać.

.Tak. Czy to jest powód. . .Dzięki za gościnę. Czas mi w drogę. to.Jesteś teraz sam? . twoja wola . do ręki brały wyłącznie wachlarz. gospodarzu.odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. Mam rację? . .. którym łoił ją jej rycerski tatuś. Od samego początku widzę. cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok.Słusznie . dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? . gdzie tu jest kuchnia.Wiedźminie .A więc i o tym wiedziałeś? Tak. co ja mówię. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes.Chciwość ludzka nie zna granic.rzekł nagle wiedźmin. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam.Cóż. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka.Ale podejrzewałeś. . Geralt. wstając. W lesie.Nivellen . Nie pozwolę. .I nikt inny. Kto mógł zapłacić? . wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec.. Milczeli obaj. nawet nie wiedziały. Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami. że ktoś mi za ciebie zapłacił. . jak zerkasz na drzwi. .Pozwolisz.Zaraza z twoimi przeprosinami. Żadnej nie przymuszałem. A u mnie chodziły jak księżniczki.Łajdak. . Wiesz. wziąć za kark i zrzucić ze schodów.Masz..Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku.Nivellen wstał również. Dobrze wiesz. Od .. Dla nich to był dom z bajki.rzekł wreszcie wiedźmin. . Geralt. Widziałeś ją? . że nie mieszkam sam. Zaraza. a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. A co się tyczy łoża. rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę. że zapytam. który zapragnął reszty mojej piwnicy. Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. jak nastawiasz ucha. że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy.I nikt inny? . . którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie. Znowu milczenie. to jest ten powód. Przepraszam. . koło bramy.Nie.

A jesteś pewien. Jesteś pewien. Płotka. .powiedział. Chodźmy. Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem.Mieliście wtedy pecha .Będę miał to na uwadze. proszę.. Obawiam się.Słusznie się obawiasz.Lubią mnie zwierzaki . . jak jest. tak.Nie.Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. . zamiast odpowiadać na moje. Nivellen pogładził klacz po nozdrzach.. trzeba wiedzy i zdolności. . Ale nie jak może być. Moja kotka .. proszę.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło.Dosyć mam twoich pytań. Czy słusznie się obawiam? Krótko..Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty.Nie odpowiedziałeś. że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . których ja nie posiadam. . Na podwórzu. Nie . w nocy jest tutaj niedobrze. na moje pytanie. Chociaż. Krótko. Chyba odpowiedziałeś.pochwalił się potwór. po obudzeniu. .dałbyś. rada pieszczocie.. Lwiogłowego Pająka. . że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa. proszę.Czy po takim śnie..czasu gdy okolica wyludniła się. które ciągle zadajesz. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze. Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać.Jak jest. .I ja też je lubię. odprowadzę cię.Nareszcie.' poklepał po szyi. . . . Geralt spojrzał mu prosto w oczy.A czy. . Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera. . że dobrze jest. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! . Nivellen. gdy Geralt poprawiał juki. •.Nie. . pochyliła łeb.Nie.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś. wiedźminie. Słuchaj. . . . odwrócił.A kto je posiada? .Czy można temu zaradzić? Krótko. od pewnego czasu mam paskudne sny. .

. którzy tu ostatnio byli. Geralt. Wiesz. że nie wróciłaby. wykrzywił paszczę. Nivellen.wiedźmin dociągnął popręg. Będę pamiętał o tobie. Potwór człapał u jego boku. jak myślisz. Szukaj ich gdzie indziej. Geralt. Mało kto widział rusałkę z bliska..Ptaki . To mój problem.Jestem tego pewien. A może nie.Bywaj. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach.. To typowe? .. Ale uważaj.Mniej więcej .Może. . . Ech. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. To coś poważnego. Wiesz o tym? . A.. Geralt. Czarna.Podejrzewam. kto. zaraza.Słucham cię. Kto wie. Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy. -Twoja Vereena .powiedział . co mi tam.wyszczerzył zęby Nivellen. Jeśli się zaśmiejesz. jak rusałki boją się ludzi. nie najładniejszą zresztą. . którego nie znam.Ostatni był u mnie trzy dni temu. Coś się któremuś stało? . Urwał.Wydałem się. .Pewnie myślisz. Mówiłem ci.Też lubi koty? . Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. Nie je ludzkiego jadła. to paskudna okolicą. Vereena też. Z córką. potem wraca. Szczupła. Nivellen.Dzięki. Geralt nie zaśmiał się.. moje życie i moja kara. . To nie jest kolejna kupiecka córka. . zaraza. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy.Żarłoczka. strzelę cię w pysk. ruszył ku bramie.to prawdopodobnie rusałka. Na całe dni znika w lesie. Kochamy się. . . Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. wróciła potem do mnie. nie dałem znaku życia. Przez długi czas była to jedyna żywa istota. chociaż uciekła z początku.Nie jestem taki głupi. Geralt uśmiechnął się.Tak. w języku. nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali. Bywaj.Geralt? . . Mówi rzadko. A ja i Vereena. może znajdę kogoś. . jaka towarzyszyła mi w niedoli. gdybyś stał się człowiekiem? .

Prawdziwa historyczka robi się z ciebie. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku."Lubią mnie zwierzaki" . przez bór. III Okolica była odludna.Przepraszam cię. Nie obejrzał się już ani razu. . przerzucił wodze przez łeb konia. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. zmarszczył się. zawrócił konia. wrzeszczało i syczało. że masz więcej rozumu niż ja. przyjedź tu sam i skończ sprawę. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. dzika. nie chciał nadkładać drogi. V Klacz tuliła uszy. przy maleńkim ognisku. . IV Około południa. . usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. gdy poił Płotkę u źródełka. Jak się pogorszy.Nauczyłem się to znosić. Po wiedźmińsku. Po co te sceny? Klacz prychnęła. ale mógł też to być i zwykły żbik. a także coś. złowrogo nieprzyjazna.To przecież zwyczajne czarcie koło. zamyślił. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. też się przyzwyczaję. pojechał na skróty. Wiedźmin nie zatrzymał się. odwracając ku niemu łeb. ledwie zaświtało. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. cofnęła się. Geralt. rwała podkowami ziemię. klacz zarżała przenikliwie. . Wiedźmin potarł czoło.zeskoczył z kulbaki. Mógł to być leszy. Płotka . Potem jednym skokiem znalazł się w siodle. parskała. nie chciała iść. ruszając szybko z powrotem. Bywaj. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . koniku. nie szukaj nikogo. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. A jak się bardzo pogorszy. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. przyzwyczaiłem się. po własnych śladach. Ruszył tam. Geralt nie uspokajał jej Znakiem . z mieczem na kolanach. Wychodzi na to. Coś.powiedział. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza.mruknął. by sprawdzić.

co to były za sny. obezwładniającej grozy. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. . nie mógł nawet zidentyfikować języka. Usłyszał śpiew. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. Była otwarta. i współczuję mu. Blada twarzyczka nie drgnęła. . rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. Nie rozumiał słów. czuł i rozumiał samą naturę. Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się. . Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. że mulą albo alpem. istotę tego śpiewu. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. tak białymi. przenikliwego.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. cichego. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. że wydawały się przezroczyste. który sprawiał. zakończoną kulistą głowicą z białego metalu. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. z którego pochodziły. Geralt zbliżył się powoli miękkim.To srebro . idąc półkolem od strony muru. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu.ciągnął spokojnie wiedźmin .choć maleńkie.Tak bardzo przypominasz rusałkę .wiedźmin znał. blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy. Stworzenie nie poruszyło się. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów. .Ta klinga jest srebrna. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. tak jak ją zostawił wyjeżdżając. Miecz. czarnowłosa. Ale konie nigdy się nie mylą. że wciąż słyszało się pieśń . wywoływałaś ty. prawda? Sny. obok krzewu niebieskich róż.powiedział. . Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. dobrze wyważoną rękojeścią. elastycznym krokiem. o których wspominał. Domyślam się.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. Kim jesteś? Myślę. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. Nie było to potrzebne . pełną uroku.że mogłabyś zwieść każdego.

by się poruszyły. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu.Alp? Zaprzeczenie. przeczący ruch głowy. Wiedźmin cofnął się.krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie. Na grzbiecie delfina.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci.Bruxa! .To znaczy. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. . koszmarnie uśmiechniętych ust. miażdżąc żebra. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu.Lubisz ptaki . Ty.Jesteś mulą? Powolny.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny. Wielkie czarne oczy zwęziły się.. ślepe narzędzie. twój obrońca. który się rozległ. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu.. co? Zaiste. ale i tak pociemniało mu w oczach.ciągnął wiedźmin. a więc piłaś krew. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. Wampirzyca poderwała się. Lecąc do tyłu. coraz wyżej. potwór i wampirzyca. że jesteś. . . i on. Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej.. . pozbawiając oddechu. choć wiedźmin nie dostrzegł. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła.Co z nim. musiał stać się prawdziwym potworem. .. prawie niedostrzegalnie. Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko. mocniej ścisnął rękojeść miecza. Ale wpierw. władcy leśnego zamku. nie człowiekiem w potwornej masce. Sięgnęłaś po ostateczny środek. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. . . z jakim wyrżnął plecami o mur. czarnowłosa? Śpiewałaś. morderca na zawołanie. Syk. wiecznie spragniona krwi. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. wargi rozwarły się. Czar w znacznej mierze zamortyzował impet. .. mógł pochodzić tylko z bladych. ty i Nivellen! Piękna by była z was para. tym razem wyraźniejsze.

-zawodzenia i jęki. modulując głos w makabryczny zaśpiew. jak szpony bestii rozrywają mu policzek. ośliniony pysk już rozmazywał się. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. ciął. Uderzenie fali było tak potężne. zębaty pysk. aż zawyło powietrze. wąską paszczękę. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. skręcił gwałtownie. sycząc. wprost na kark wiedźmina. rozwierając długą. unik i półobrót. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. wzbił się. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. Geralt. Prawie nie napotkało. rozwierając bezoki. lecz do przodu. w skroniach i ciemieniu załomotało. W ostatniej chwili skoczył . krzyknął zaklęcie. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. szum wichru. Poczuł. Ostrze nie napotkało oporu. że wypadł z rytmu. dźwięki fletu i oboju. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. oburęczny cios. Poderwał się z ziemi. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. tnąc na odlew. czując w ustach żelazisty posmak krwi. znikał. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. Usłyszał . wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. Geralt. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. Nie trafił. a po nich szybki jak myśl.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. Nietoperz. choć oszołomiony falą wrzasku . choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. nie trafiając. potworny. Było to tak nieoczekiwane. z gracją. Upadł na jedno kolano.nie w bok. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. Geralt czekał. metamorfował. Brusa zawyła przeszywająco. poszybował w stronę fontanny. że przełamało Znak. Nietoperz płynnie. okrążył go i znów zaatakował. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. Zwinął się w miejscu. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. kuszy. w locie rozwierając zębate szczęki. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. potrząsnął głową. Geralt odskoczył w bok. Nietoperz zamachał skrzydłami.zareagował instynktownie.

grzebiąc go pod stertą drewna. ale tym razem był to wrzask bólu. że jest zmęczona. metamorfowała na grzbiecie delfina. niepewnie machając łapami. wytoczył się z drzwi pałacyku. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek. Geralt już był na nogach. . Zabiję. ze zwieszoną głową. Kryzę kaftana plamiła krew. ocierając krew z policzka. Runął na wznak. Nie wrzeszczała już. nie próbowała metamorfować. rozczapierzając łapy jak niedźwiedź.Zobaczymy . wznosząc miecz do cięcia. Osłabniesz pierwszy. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. które załamało się z przenikliwym trzaskiem. Geralt. wyjąc. lekko jak motyl. . ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. odrzucając kilka sążni do tyłu. spróbował ją chwycić. nie dłuższym niż mały palec. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. Czarownik. Zabiję. furkocząc białą suknią. Na białej sukni. Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny.Vereena! Nivellen. Usta bruxy nie poruszyły się. biegł półkolem okrążając dziedziniec. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. dzwoniąc głucho. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. poszorował po żwirze alejki. . mknęła wprost na niego. .Vereena! . . Wiedźmin wiedział. pochylony idąc w kierunku fontanny. okazało się zadrapaniem. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. które winno było rozpołowić bestię. . Strać siły. Bruxa wygięła się. na drewniane rusztowanie pod murem.Wywrzeszcz się. Nivellen. Wampirzyca. skoczył ku niej.wrzask. ledwo dotykając ziemi. Zabiję. z pogłosem.wycedził. Zabiję. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. wampirzyco . nieco powyżej lewej piersi. wywołanego dotknięciem srebra. oburącz uczepiony ościeżnicy.warknął.cięcie. sprężyła do skoku. Ale wiedział i to. . jak gdyby spod wody.Krzycz. Bruxa. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. ryczał.ryknął ponownie.Zobaczymy. że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. Wiedźmin zgrzytnął zębami .

sparaliżował ramiona. poleciał w tył. Mój. również zaciskając na nim obie dłonie. z której w gejzerze krwi wyłazi. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. Albo niczyj. Geralt zobaczył. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. ostry koniec trzymetrowej żerdzi. zadygotał. Nie docenił jej . wyciągnęła ramiona na całą długość. Jej westchnienia stały się częstsze. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. dzierżył żerdź oburącz. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. Kocham. zrobił krok do tyłu. wyjąc śpiewnie. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. ohydnie i nieprzyzwoicie. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. Koniec żerdzi. przechodząc w rzężenie. Geralt wstał. Nie krzyknęła. na szeroko rozstawionych nogach. Odwróciła się. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie. Nivellen wrzasnął. wlokąc za sobą przebitą bruxę. Stali . rąbnął plecami o mur. dławiące się krwią westchnienie. Kolejne straszne. dezorientującym młyńcem miecza. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. . straszna. wyciągnęła ręce. Bruxa. Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. chwyciła go za . Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. Kocham cię. jak na jej plecach.Geralt odskoczył w lewo. Bruxa szarpnęła się. jak biały motyl na szpilce. rytmiczne. Nie zdążył złożyć Znaku. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. potem drugi. Bruxa. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. Westchnęła tylko.Nivellen. zazgrzytał o mur. Wiedźmin. potem szybko zaczął się cofać. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. Upadł na klęczki. który trzymał pod pachą.biało-czama.Vereena! . blokując jej koniec pod pachą. Oczy miała szeroko otwarte. skoczyła ku niemu.ryknął Nivellen. ułamany szpic. wykwita czerwona plama.wrzasnęła w biegu. Bruxa sunęła ku niemu . głowę odrzuconą do tyłu. Bruxa powoli. zawisła na drugim końcu drąga. Nadaremnie. rozedrgane. otoczył się krótkim. jak gdyby pieszczotliwie. podciął kolana. rozwiana. na białej sukni. ale nie puszczał drąga. słysząc to westchnienie.

Przetarł oczy knykciami. Młody. płynęły. wstrząsany kurczami i dreszczem. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. zaszamotał kosmatym łbem.głowę. Zobaczył jej oczy. Nic. zwinięty w kłębek. uniósł głowę. Krzyknął. długo wodził nim po dziąsłach. zrobił czwarty krok i półobrót. rozejrzał się dookoła. Ciął. zdecydowanym stąpnięciem. Nic już nie mogło się zmienić. Nic nie mogło. włożył palec do ust. potem - . Zawył jeszcze przeraźliwiej. był jego naturą. Usłyszał głos. dotykając czterech krwawych. płynęły w powietrzu. Uderzył pewnie. Jaka pustka. Jęknął cicho. Klinga. jak setki razy przedtem. Skoczył jak bezwolna. Geralt skoczył. nieunikniony. każdy krok. Wzrok miał błędny. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. przystojny. które powtarzała. Głowa upadła na żwir. Skręt tułowia. We mnie. sunęła za nim błyszcząc. pod koniec półobrotu już wolna. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. był wyuczony. środkiem brzeszczotu. jaki należało teraz wykonać. automatyczny i śmiertelnie pewny. zamaszyste cięcie. kontynuując rytm ruchu. jak setki takich kroków przedtem. Każdy ruch. kończy się na lewą nogę mocnym. zwolniona sprężyna. Kły błysnęły oślepiającą bielą. Nivellen. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. by zagłuszyć słowo.powiedział wiedźmin.. Trzy szybkie kroki. leżący pod murem. i natychmiast. Obmacał twarz. Trzeci. ostre. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. Zaszlochał. obejmując głowę ramionami.Wstań . Bruxa znów przesunęła się na żerdzi. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. napuchłych pręg na policzku. . Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. płynęły. płynęły. Spojrzał na swoje dłonie.

Miłość musi być prawdziwa. ..Nie do wiary. starając się nie patrzeć na drobne.rzekł cicho wiedźmin. oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną. W jukach mam lekarstwa.Vereena. Poszli poprzez dziedziniec. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. poza tym. Po tylu latach? Jak to możliwe? . że aż przezroczyste ręce. .Wstań.. .Nie patrz.. są potrzebne nam obu. Geralt.. Nivellen jęknął znowu.Geralt! Jak to? Jak to się. Geralt? . tak białe.. . Wstań i chodź. Obie mają potężną moc.Miłość i krew. obok krzaku niebieskich "róż.Że co.. Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać.W każdej baśni jest ziarno prawdy . . . Chodźmy. Nivellen. podtrzymując jeden drugiego. Geralt! .zaśmiał się. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką. .. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat.. że.Ja już nie mam. . ale nie doszli do niczego.

Bez chwili zwłoki. hrabia Moen. . w żyłach których płynęła królewska krew. Geralt. mówiąc krótko a treściwie. jak obecny tu Tailles. w którym tak mu twarzowo.pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda. .Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. Uważasz to za zaszczyt? Ja nie. ..rzekła zimno kapłanka.Jestem Falwick. . Przybyli. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń.przerwała Nenneke zimnym. Ja to uważam za obelgę. bo w okolicy. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz. . że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu. patrząc na rycerzy.Księcia . . nie było żadnej komandorii zakonu. by cię wypędzić. dostrzegła jego zdziwienie. w których była wrogość.Wątpię . pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta.wiedźmin skłonił się ponownie. dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. jak słyszę . Trzeba oto ci wiedzieć. Wręcz przeciwnie. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu. A niemało tutejszych. niebieskie oczy. wlepiając w kapłankę jasne. . jak wiedział..poprawił z naciskiem Tailles.warknął Tailles.wzruszył ramionami Geralt.Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. .Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja . Przybyli z żądaniem. ale dzisiaj nie ma to. .Ci szlachetnie urodzeni panowie . Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni. byś się stąd jak najprędzej wyniósł.powiedziała od niechcenia.Oni nie przyjechali tu.Zaszczyt dla mnie . . i to niebawem. rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu . .Księcia Herewarda. Książę rozkazuje. Zdziwił się nieco. . .GŁOS ROZSĄDKU 3 . młodszy z rycerzy. . by się zaszczycać. równie niedbale jak poprzednio.Natychmiast . większego znaczenia. zdaje się.Nie zamierzam się tu osiedlać. A to rycerz Tailles z Domdal. Geralt ukłonił się niedbale. Nenneke.Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły .Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu.

i żal mi twojej matki. . ale nie kuś losu. Może pękną ci płuca. aby tak miało być. Uważaj. po czym odrzucił płaszcz na ramię. Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo. . dobrze . będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. aż zazgrzytała pancerna rękawica.wtrącił wiedźmin. chwycił go mocno za łokieć. Tailles. bym nauczyła cię manier! . pana tych włości! Wiedz. Panie Falwick.władczym głosem. Falwick. zasrany smarkaczu. jak widzę... kapłanko! Nasi żołnierze.Mówię zaś słowa. I ty o tym wiesz. panie Falwick: zaręczam.co się stanie.Wasi żołnierze. któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. jak zechce. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. Nie zmuszaj mnie. . ten starszy. .Nie waż się grozić mi twymi czarami. niewiasto? -krzyknął Tailles. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. a nie widzę powodu.Staram się zwykle. . demonstrując w całej okazałości żłobkowany.Wiem. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. Oni wiedzą o tym bardzo dobrze.. i drugie. znudzony już nieco całym wydarzeniem.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. Odbierałam twój poród. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. Geralt z Rivii jest moim gościem. że . lamowany mosiądzem napierśnik. przestań więc zachowywać się jak cham. nie będę jej więc traktować poważniej. niewiasto. Tailles. A może i jedno.powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. Może porośniesz sierścią. ścisnął. do kogo mówię! . . O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała. . Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. Posłuchajcie.. że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . niż na to zasługuje. panowie. które są wolą księcia.powiedziała spokojnie . . roznosi zapał młodości. -Zniż ton. co mówisz i do kogo mówisz.Dobrze już. . i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. którego.Ciszej .Naprawdę nie wiem . Tailles szarpnął się wściekle. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu.Wygląda na to.rycerz postąpił krok.

Ale Geralt wiedział. nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. Zaręczam też.Posłuchajcie głosu rozsądku.Nie widzę powodu.Tu nie jest Ellander! . Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę.Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno.odezwał się cicho wiedźmin..Tu jest świątynia Melitele! A ja. czy Geralt z Rivii poluje na potwory. . Nie jestem tu jako wiedźmin.Czcigodna Nenneke. . . czy też uważa się za osobę prywatną. Nenneke. też niespecjalnie na tym zależy. Trzy dni.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . zanim Falwick zdążył . czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić. . panie hrabio. przyjmować zleceń i zamówień. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. . Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. Nie proszę o więcej. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa.kapłanka zerwała się z fotela. proszę o wybaczenie. I tak czas mi w drogę.powiedziała kapłanka. Mówił spokojnie i grzecznie. mój senior. ale książę Hereward. jak sądzę.uniósł głowę Falwick. Mówił logicznie. Książę wie. . . znanego jako Rzeźnik z Blaviken. nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj.Dość tej dyskusji . panowie! . Rycerz odwrócił się do Nenneke. Nie chcę kłopotów. niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. za kilka dni. milcz. główna kapłanka Melitele.. aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . ale Falwick i jemu podobni.Panie Falwick . że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. że nie prosisz . nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. Nenneke. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. Nie. ale jako osoba prywatna. a i wam. .przerwała kapłanka. że Falwick łże jak pies. druidzi wręcz grożą.opuszczę te okolice rychło.I słusznie. Nieważnym jest. Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni. proszę. Wiedźmin zrozumiał i był pewien. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta.

Wynoście się stąd. synku . uśmiechając się paskudnie. Traficie do wyjścia sami. Mówisz do kobiety. A ja. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. odmieńcze! -wrzasnął. Co prawda. . rycerz Białej Róży.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią.przerwał Geralt... smarkaczu .Dosyć! . powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. niechaj lepiej uspokoi swego diuka. której należy się szacunek. . Powtórzcie to jego małżonce. . A potem wybiję nim drzwi. tu jest świątynia. . co masz powtórzyć Herewardowi. napiszę do niego osobisty list. bo taka jest moja zachcianka. tu nie wolno śmiecić. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. Pohamuj rozlatany języczek. Nie. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. Falwick.Słuchaj no. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia. nie Herewardowi. Wiesz.Jeśli on wyciągnie miecz. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki.rzekła spokojnie Nenneke. . a głos załamał mu się w falset.zareagować. bo taka jest jego zachcianka. . .krzyknął cienko Tailles. kapłanka Wielkiej Melitele.Nie myślę słuchać. . ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . dodając. Zresztą. nie przestając się uśmiechać. zabierz stąd tego durnia.powiedział Geralt. mam nadzieję? Falwick. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci.Panie Falwick . będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny.Coś ci upadło. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. bo skończy się to nieszczęściem. chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. -Podnieś to zatem. Powtórzcie to Herewardowi.Słyszeliście. . koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. aby zostać takowym. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. szlachetnej Ermel-li.

Potem spojrzał w oczy wiedźmina. . . czcigodna Nenneke . . chrzęszcząc zbroją.odrzekła zimno kapłanka.powiedział.ukłonił się.Tego się właśnie obawiałam . Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz. Wiedźmin nie uśmiechnął się. . Wrócimy tu.To nie była nasza ostatnia wizyta.Cała nieprzyjemność po mojej stronie.

wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca. jak zwykle. aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę.Nie wolno.Zabieraj to. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. drgnął. Geralt przyspieszył. . chamie! Ogłuchłeś? . Trzyletni Dragomir.ze trzeba dać cosik wielmożnemu.Czego. . Za nim. .Kto mówił? . co chwila mocno napinając postronek. łachudro? Geralt wszedł.Kto? Ze ja niby co.. .. wpatrzonej w kościstą. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. Ge-rałt zeskoczył z siodła. uwiązany do łęku siodła. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. smołą i wolim moczem.bełkotał wieśniak. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . łapówki biorę? Nie . parsknął i czmychnął w pokrzywy. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę.. falujący w podnieceniu.wrzasnął wójt. zezując na gęś . Przed wójtem. mówię! Nie wolno. zwracając się do chłopa: . nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. rozwrzeszczał się. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani. Pręgowaty kocur. Na wszystkich bogów! To ty. truchtał objuczony osioł. podrygującą w rytmie truchtu osła.. który na progu chałupy robił co mógł. Przed domem wójta. syn rybaka Trigli. poprawił miecz na plecach.Mówili . małym i pękatym.I znowu. Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę.MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. poczerwieniałym z gniewu. Wiedźmin jechał powoli. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. pełno było wozów. z której wiało bryzą. położył uszy. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła. uniósł okrągłą głowę. bo inakszy. wyciągając szyję. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku. szponiastą łapę wystającą spod derki.

Caldemeyn. Geralt odrzucił derkę. Geralt. Nie mam funduszy. Ale nikt. Co tam u ciebie.Na wszystkich bogów.A taka to była spokojna okolica.Zapomniałem . ze cztery mile przed miasteczkiem. Wypada.. że muszę ci podziękować.. klepnął go w ramię drugą ręką. przynieś tam który piwa! Siadaj. obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt. Hej. Geralt. Nie ma za nią jakiejś nagrody.. na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. tam musieli ginąć ludzie. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. psia rzyć. ludkowie. Najpierw wyjdźmy.Kikimora.Nie było cię tu chyba ze dwa lata.Gdzie. wydymając policzki. pod samym bokiem jakaś kociozmora. .Nikt nawet nie przypuszczał.powiedział ponuro. Geralt! Co to jest? . na szkliste oko z pionową źrenicą. ale. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się..Nagrody nie ma . Geralt. . kilka osób przepadło w tamtej okolicy.wójt stłumił beknięcie. patrząc na pają-kowaty. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy. to ja ci za nią nie zapłacę. powiadam! Won. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. zgadza się. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to. Tłum ochnął i cofnął się. że coś takiego siedzi w słonych bagnach.. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? . Kto mógł przypuścić. . Fakt. Geralt. do domów. Skąd przybywasz? A. bo jutro jarmark. . panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę.Na grobli. I masz.. Mało kto łaził po tej grobli. . Wójt. Bo zapłacić. Skąd to. . siadaj. pociągnął nosem. ..pozwalam. powiadam! Witaj.. Caldemeyn. U nas zamieszanie. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca. Muchy się zlatują. Na mokradłach. . . nie odejmując od ust. ściskając dłoń wiedźmina. .Ano. .Witaj. Westchnął ciężko. Hej. opowiadaj! .Potem. Dzieci. Caldemeyn szeroko otworzył usta. co za różnica skąd.Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. Caldemeyn...

między nami.Myślałem. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy.Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. że trafiłeś.Krótko. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu...Czego? ...Nosikamyk . . co ostatnim razem.. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę. . A nuż mu się do czegoś przygodzi. . a ta.Długo zabawisz w Blaviken? .. ... chociaż było ciemno.Pech.Wybieram się do Yspaden.Nie. Ale.Chętnie. wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce.. Hej tam. Kiki. ale nie wiem. z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę.. . możesz ją kazać wrzucić do gnojówki.Ciekawe.wiedźmin łyknął z garnca. że nie przepada za mną.rzekł Caldemeyn. . aby przezimować . . Przydałoby mi się trochę grosza.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi. . do czego? Jeśli nie ma nagrody. Słuchaj. . otarł usta z piany. nie rób przy niej tego. Karelka. . opowiesz.Idzie ci o to.W moim domu baby nie mają głosu. podczas kolacji. .Może nim topić to ohydztwo.No? . Pogadamy. .Pomysł nie jest zły. Panie wójcie... tych złodziei.Potrzebna ci do czegoś? .Kikimora. jak jej tam. Nie mam czasu się zabawiać.. .Było.Weź kogoś do pomocy. Idzie mi o to. że rzuciłem widelcem w szczura? . Idzie zima. Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu.Wedle rozkazu. że to będzie zabawne. Borg. Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć. nim śniegi zawalą drogi. co w szerokim świecie słychać. Ale nie rób tego przy Libusze. . . Zrozumiałeś? . Ale. czy zdążę. .

Czy zapłaci. może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę. Caldemeyn. . Wiedźmin pomyślał przez chwilę. Chodź. . widzę . Geralt. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup.O ile wiem. .Niegłupiś.Czarami. Caldemeyn. wiedźmini. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. . nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. Mieszka w Blaviken od roku.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . Ludziom pomaga. Mistrz Irion. Idziemy? .Punkt dla ciebie. . zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. przedstawiała się imponująco. czy możny mag zapłaci za kikimorę .rzekł Geralt. ośmionogi. My. . Możny mag. Gdzie moja czapka? II Wieża.Nigdy nie słyszałem. Ale odludek. ten wasz Irion? . Nosikamyk. głównie. . klabatry czy ker-guleny. . Na bagnach może być więcej takich kikimorów. Nosikamyk.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią. zwieńczona zębatymi blankami. mruk.Na stałe.skrzywił się Geralt. obeznany widać z działaniem . Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. Cóż.Jaki on jest. . niejeden na tym zarobił. przejdziemy się do wieży.Czarami czy zapędził was do roboty? . Geralt. z samego wyglądu poznasz. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce.Wątpię. nie przysięgnę. ale spróbować nie zawadzi.Porządny. Słuchaj. Z wieży prawie nie wychodzi. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek. zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem.Idziemy.Odnowił. żeby Mistrz Irion komuś urągał. nie kochamy się z czarodziejami. Rybacy znoszą mu różne dziworyby.

. odchrząknął i wyrecytował: .przerwał głośno Geralt. dobrzy. .Jestem wiedźminem. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. . Odejdźcie. .mechanizmu. Nosikamyk.Co mi tam. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj. Wybaczcie. dłubał w nosie.Zaraz .Podejdź blisko do drzwi . którą zabiłem bardzo blisko miasteczka. . . Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. to jest kikimo-ra. I co z tego..powiedziała kołatka zupełnie innym głosem.rzekła kołatka. Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski.Mistrz Irion nie przyjmuje .Idziemy. skupiony i poważny. Chcę z tobą rozmawiać.. Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy. . spojrzał na Geralta. to naprawdę ja.Tracę cierpliwość.rzekł cicho wójt. . . Mistrzu Irionie . Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii.Nie jestem dobrym człowiekiem . Tylko z tobą. Tak. Zobaczymy się później. . dobrzy ludzie. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. Geralt.Pal ją licho. Geralt. pod same drzwi.Sam. tchnął obłoczkiem pary. nie musi mnie przyjmować. by mógł się przecisnąć. . po czym natychmiast zatrzasnęły się.Bywaj.Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. wójcie.Co z kikimorą? .Ty odjedziesz. tyle. Caldemeyn. na ośle. Wpuszczę cię. .powtórzyła metalicznie kołatka. jeśli taka jego wola. . pykając obłoczkiem pary. Caldemeyn podreptał w miejscu.Mistrz Irion nie przyjmuje.Odejdźcie. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! . Nosikamyk. które uchyliły się bardzo niewiele.. Nosikamyk.Geralt . wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą. Wiedźmin wzruszył ramionami.Geralt. a ja tu będę musiał.Wedle rozkazu. To.machnął ręką Caldemeyn. . . ze to naprawdę ja? . takoż ze sprawą.. co kazałem. zbliżył się. . wyjmij palec z nosa i zrób. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho.

iluzja pierwszej klasy. jabłka możesz jeść.Może później.. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy. . Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził. Był wysoki. . dziwnie znajomy. mój kochany. zupełnie naga.zawołał. . miał wielkie. chudy. krzaczaste brwi i długi. .zdziwił się Geralt. pachniał deszczem. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę. Geralt . Wrażenie było tak niespodziewane.spytał Geralt. obejrzał się.pozostawiając go w zupełnym mroku.To też iluzja? . Dostrzegł po lewej ruch.Nareszcie. Kwiaty pachną. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. uśmiechnęła. Wszedł w sad pomiędzy drzewa. rajców wyglądających jak proszalne dziady. patrząc na kołysanie. Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. kołysząc biodrami. A Stregobor zawsze wyglądał tak.Stregobor! .Też. . Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy.czarodziej wskazał na blondynkę .możesz.Hej! . Jasnowłosa dziewczyna. . wiedźminie. Jak wszystko tutaj. Domek pośród sadu. Stregobor faktycznie był czarodziejem. Ale to jest. Sad kwitł biało i różowo. a ją . . jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje. . maleńki i skromny. szukając oparcia. . obróciła i wróciła do sadu.No. błękitnym łańcuchem górskim. . Witaj. siwe. szła wzdłuż rzędu krzewów. nierządnice wyglądające jak królewny. tonął w malwach. spinający korony drzew z dalekim.odpowiedział głos. pszczoła może cię użądlić.Jestem przed domem. Nie znalazł.. przy stoliku z blatem z białego marmuru. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami. Co dziwniejsze.odezwał się głos. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką. niosąc koszyk pełen jabłek. zakrzywiony nos.Już . że stoi po kolana w macierzance. zgarbiony. chodźże. nie kryjąc złości.

a jak wiesz. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie. . to mogę. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. zajmując jego siedlisko. . .Chociażby twoje miano. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. Można żyć. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz.Nie wiedziałem. . Wiele się widzi podróżując. I pomyśleć. w podobnej wieży.. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony. Ucieczka nie zdała się na nic. O ile mnie pamięć nie myli.. Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. . . . która chce mnie zamordować.Nic się nie zmieniłeś.dodał ponuro . Chyba że wiedziałeś o mnie.skrzywił się Geralt.Stregobor . które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować. najdalej pojutrze. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro.westchnął czarnoksiężnik.Aha .Tak nazywał się twórca tej wieży.Teraz rozumiem. czasem wywołam. odnalazła mnie. To ostatnie miejsce. .rzekł beznamiętnie wiedźmin. moja specjalność. Czasem sztorm uciszę. dawniej mieszkałeś w Kovirze. poza iluzjami.Wiele się zmieniło od tamtych czasów.Słusznie. Robię tu za rezydenta. Nie możesz mówić normalnie? .Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . zmarło mu się coś ze dwieście lat temu. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy.można było żyć. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? . Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem.Jak mi się zdaje. zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic.powiedział Geralt. Dotarłem aż tutaj. Uznałem. W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach.Przeznaczenie ma wiele twarzy.Bredzisz. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. Wiedziałeś? .Taki jest świat. Co tu robisz. To znaczy . Stregobor . siny od . że należy jakoś go uczcić. . kryjąc się i uciekając przed potworną istotą.Mogę . Geralt? Nadal trudnisz się -.. . . w którym mogłem się ciebie spodziewać. W pałacach dźgają się sztyletami. w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom. inaczej nie przyszedłbyś tutaj. to pogoda.Jeśli cię to ma uszczęśliwić. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy.

odcyfrował napisy na menhirach Dauków. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya. . jeżeli dobrze pamiętam. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. magiku. i to w dodatku grożąca tobie? . co ci grozi. Mów. . powiedz mu. Stregobor? Jeśli cię dopadnie. nawet królewskich. Liczyłem na twoją pomoc.A ja miałem cię za przyjaciela. która terroryzowała okolicę. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości.Eltłbald. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. . Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. że nie zapłacił mi ani szeląga. co się da zrobić. W rezultacie Idi nie dość. które krwią wypełnią doliny rzek". ścierwojadem. który wcale nie był obłąkany. słyszałem. . przeklęte. Tak wszakże nazywał się mag. Czego się boisz. że ty lubisz potwory. . powiadasz.A jakże. ściga cię potwór. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. a że miał popsutą klepsydrę. chronisz je i dbasz. A teraz.Nie nadymaj się jak żaba. zbadał legendy i podania boboła-ków. bezmyślną maszyną do mordowania i. by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. liczysz na moją pomoc. Powiadasz. okaże się strasznym niewdzięcznikiem. który rozpętał hecę.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? .trucizny. Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. Miały być jakoby opętane przez demony. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. Zobaczymy.powtórzył z przekąsem Stregobor. Geralt zaśmiał się. Zaiste. i zagładę rasy ludzkiej. ledwo zdążyłem. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. .rzekł Geralt .W dodatku grożąca mnie . bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. skażone przez Czarne Słońce.Nasze ostatnie spotkanie . Przyzwyczaiłem się.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru.

ale jednak.Widziałeś różne mutacje. których powstydziłby się dziad na jarmarku.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. agresji. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach.Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda.A w dodatku nie do rymu. . potężni czarnoksiężnicy? . nie dawało się jednoznacznie określić. Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. pogardzany przez was wiedźmin. zamieszać w dynastiach. zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży..uniósł głowę czarnoksiężnik. Ludzi o dodatkowych stawach. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach.Brednia . co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia. . . . w różnych . Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu.Zastosowano wyższą magię. a także wybujały temperament. . . Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. Dwie praktycznie w atrofii.Byłem przy sekcji jednej z nich . u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. . a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. Wewnętrzne organy przemieszane. dlaczego nie ciekawi cię. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu. ludzi z wilczymi kłami. popsuć koligacje. .powiedział czarodziej. Naszą. do interpretacji przepowiedni. .zadrwił Geralt.Co ty mi tu pleciesz? Pytasz. Jakaś czerwona gąbka. aby umocnić waszą władzę. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami. to.Cóż sprawia. Co ty na to? .powiedział wiedźmin. Wiadomo powszechnie. jak również kapłańską. sinoróżowymi strzępkami. wyzwoliłem od klątwy? Ja. mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. słowem.Geralt. niektórych w ogóle brak. A co uczyniliście wy. By rozbić sojusze. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . ile z nich odczarowałem.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony. ile mutantów zabiłem. gwałtownych wybuchów gniewu. Serce o sześciu komorach. powiadasz .

nie będziesz chyba twierdził. że tylko te sekcjonowano? .parsknął wiedźmin. . że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. naście.Kłamstwo.O ile wiem. . . zwłaszcza tych młodszych. a jeszcze mniej do stracenia.rzekł cierpko czarodziej. usuwać. żeby prędko przyszedł taki dzień . Rozumiem. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z . Nie masz ich więcej? . chociaż nie powinienem. . zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć.Tak twierdzicie wy. magicy. . że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? .I wy. Wszystkie sekcjonowano. to mniej przekonywający.. że były i dalsze trupy. . sukinsyny. we własnym interesie. pani na Naroku.. Mówiono. Wśród królewiczów. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło. Pomyliliśmy się. odmawiały jedzenia.Wasze słynne wieże . . Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy.Mam. bo przejęła władzę bardzo szybko.. . uwięzione w wieżach szybko marły. Usunęliśmy kilka.Nasze wieże. Silvena. Stregobor. Ich selekcja była nader trudna. . zadarłszy nosy do góry.Nie tylko. że bez waszej pomocy się nie obeszło. przyjdzie dzień.To świadczy źle o was. To był jednak kolejny błąd. Jeśli już o tym mowa.Będę szczery. Większość. i to więcej niż jeden raz. co to niewiele mieli do roboty.Niech ci będzie . nie o dziewczynkach. A więc mamy już pierwsze trupy.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia. wiesz dobrze.. Nie patrz tak na mnie. poskręcała karki. córka Eyermira.. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. Jedną wiwisekcjonowano. ponad wasz nimb nieomylności..Co dowód.Nie sądzę. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. Nie zapominaj. . ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. na szczęście. Co ciekawe. kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. Fial-ka. Kolejny dowód mutacji.świątyniach. zaczęliśmy izolować. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia. Dlatego też zaprzestaliśmy je.

W Jamurlaku. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Są i inne przykłady. Żoną Fredefal-ka. .Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . na przykład. jak sądzę . Ech. Stregobor. Teraz oślepiony siedzi w lochu. jak to określiłeś. Arideę bardziej interesowały losy kraju. Są i ślady wybujałego temperamentu.Ani myślę.. wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite. Aridea postarała się. Geralt. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. . Nie przekonasz mnie do swoich racji. który jakoby ci zagraża. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych.Posłuchaj. bądź świadom. małym księstewku na północy. napadach gniewu. . byłoby pięknie. Wróćmy do potwora.. Jak wiesz.przerwał Geralt.Mylisz się. a nie uśnie.warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad.Tego nie mogę obiecać. bo bezbłędnie. choć zawile.tym dłużej to będzie trwało.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? . gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności. ma skrofuły. jaki zrobiłeś..Cóż .Ze zwyczajowym pytaniem. . .. panuje staruszek Abrad. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. była Aridea.Pewno że są . mądra. Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka. przepowiadają przyszłość. . Zwierciadło Nehaleni. że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. . że historia mi się nie podoba. . wykształcona kobieta."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem. Ale wysłucham cię do końca. . . Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. nie ma ani jednego zęba. Po wstępie. ani tym bardziej do tego. księcia Creyden. historia zaczęła się w Creyden. A zatem.rzekł wiedźmin.

. łowczym. ale żaden nie wrócił. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. Wytropiła małą. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. przez ucho.. Książę Fredefalk krótko po . Mieczem nauczyła się robić tak. których przekonała. przybyłem potajemnie do Creyden. była niegłupią kobietą.Jasne . I tobie przy okazji też. Znaleźliśmy go później w zaroślach. kto ukręciłby jej szyję.to jesteś w błędzie.ciągnął Stregobor . Wezwany. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków.mruknął Geralt .aby wiadomość o tym dotarła do Rady. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo. Wolała. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki.. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać. Stregobor westchnął. Dalszego ciągu się domyślam. zapewne wtedy. Nie muszę dodawać.Urządziliśmy obławę . Nie miał na sobie spodni. większość potwierdziła. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. otruła Arideę. Powszechnie uważano. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem. że to sam Fredefalk. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. bo Fredefalk świata poza córką nie widział. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. Potem zaś trudno było znaleźć chętnych.Ja byłeiri za tym. . by się dowiedzieć. ale księżna zadecydowała inaczej. że to Renfri. by ją tylko izolować. Mówiłem. że mi go żal . że mała była mutantem. Powszechnie nazywano ją Dzierzbą. . po to tylko. że ktoś otruł Arideę.Renfri? .i zapewne nie przepadała za pasierbicą.przerwał znowu Geralt . a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy. uniósł oczy ku niebu. jak mówiłem. . . a Rada wysłała do Creyden mnie. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. ale ja sądzę. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. mała była już dość sławna. Aridea.ale po małej ślad zaginął.Tak się nazywała. Poszedłem z tym do Aridei. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg.Jeżeli sądzisz.

Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. do pierwszego przewrotu pałacowego. Ale wówczas ja już byłem w okolicy. Jego błąd polegał na tym. dość. jak to robi. Ona jedna.skomentował Geralt. Nie wiem. . Jego ojciec. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć.Znaczy się. panował w owym królestwie. To musi być cecha jej mutacji. Znalazła mnie znowu. . Jakoś tak wyszło. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie. Przeżyła tylko Dzierzba. Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili. asystował mu starszy syn. Nie moja specjalność. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. ale i tam mnie odnalazła. Wnet okazało się. .To było do odczarowania. a miała już wtedy siedemnaście lat. już sierota i pozbawiony rodzeństwa. jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. . Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. że nazajutrz tenże najstarszy syn. To też musiała być robota małej.Kwestia gustu.Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . Ale masz rację. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. szumnie mówiąc. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. ślady zacieram dobrze. Gdy zapadła w letarg.Nie ja. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. Geralt. spartaczyłem. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. Faworytą długo nie była. . Spuścił synowi lanie. stary rozbójnik. sześć łokci na dziewięć. że nie zapomniała o mnie. jest niebrzydka. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. nie wiem. okazał więcej rozsądku. wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. Mówię: "małej". Tym razem uciekłem do Angrenu. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. . jaką odegrałem wtedy w Creyden. I była nieźle wyrośnięta.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. że porznęli się nożami.Partacka robota . . gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem.W tym czasie . Mówię ci.

gdzie mógłbym się ukryć. Kikimora zabija z głodu. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją. mutantem. Ale co mi z tego. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. To przeznaczenie. jestem tu zupełnie bezpieczny. Wiedźmin uniósł brwi. Dzierzba jest gorsza od kikimory. Bestie zagrażające ludziom.Już ci mówiłem. a Dzierzba dla przyjemności. . jakiej zażądasz.Napluć mi na prawo. że szykuje coś poważnego. ja się do tego mieszał nie będę. Okazało się jednak. ja nie mam już dokąd uciekać. W granicach rozsądku. Widziałem ją w krysztale . to znak. . Zabij ją. .Ona nie jest człowiekiem. . Zwróć się do wójta.Zbirem nie jesteś. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą.czarodziej uniósł różdżkę.To chyba oczywiste.Nie jestem najemnym zbirem. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę.Tak. . że uodporniła się na magię. Nie potrzebuję obrony. Stregobor.Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . Geralt. prowadzi bandę. do straży miejskiej.Nie jest sama.To nie jest możliwe.sumienia? . zgoda.Jest.Nie. To. a ja zapłacę ci każdą sumę. Jest właśnie potworem. która postępuje. . nie znam miejsca. na Łukomorzu. Przywnozłeś tu kikimorę. na wójta i na jego pomoc! . Tak. chroni cię miejscowe prawo. ale znowu mnie wytropiła.Za pieniądze zabijam potwory.Co masz na myśli? . . Nie ludzi. Jesteś miejscowym czarodziejem. chcę. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. w Blayiken. Nie miałem takowych. Miałem spokój przez rok. Zabijesz ją. nie mam zamiaru siedzieć tu do końca . .wybuchnął Stregobor. . byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt. urzeklętym odmieńcem. . rozumie się. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie. nie może być przypadkiem. Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj. .

to wolę nie wybierać wcale. . III W "Złotym Dworze". Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. Goście. . Stregobor.kiedy słuchaliśmy Eltibalda.Jeżeli zdążysz. Wiesz co. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. .powiedział Stregobor . Stregoborze .rzekł Caldemeyn do karczmarza. . Poczuł głód. . Dzierzba nie zrezygnuje. Setniku .powiedział czarodziej. Zobaczymy się jutro. . . równocześnie zniechęcając nie mających. . by być słyszanym poprzez harmider. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. Woźnice i rybacy pili tak.One siedziały. Geralt.Wytęż pamięć. było ludno i gwarno. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. potężniejszym czarodziejom. odwagę kapitanów i wdzięki syren.Geralt . .swoich dni.Nie. wiem to.Proszę cię. póki żyje. przechylając się przez kontuar. Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu.Zło to zło. Czas na mnie. Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. . Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? . Czarnoksiężnik milczał. proporcje są umowne a granice zatarte. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. większe.Może . wielu z nas miało wątpliwości. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem. średnie. te ostatnie malowniczo i w szczegółach. że w Blaviken już zmierzcha. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. nie samo dobro czyniłem w życiu. trzeba było przewidzieć konsekwencje. ale wiedźmin wiedział.Sześciu chłopa i dziewucha. magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze.rzekł poważnie wiedźmin wstając.Mniejsze. wszystko jedno. miejscowi i przyjezdni.

sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami. . Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach.Prawili.Co to za jeden? .czarno odziani w skórę nabijaną srebrem.Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej.powiedział Geralt. .Czego? . Piosenka żeglarzy. Tej. przynajmniej na razie. zmierzała do wielkiego finału. .We mniejszym alkierzu. . . .wrzasnął ten. że na jarmark przyjechali.powiedział człowiek z blizną. Nimir .spytał półnagi osiłek. jak rzekliście. wójcie . który dostrzegł go pierwszy. Siadaj.Chcę się widzieć z Dzierzbą.Wiesz dobrze. Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza.Z kim. której się spodziewał. .Będę uważał. Złotem płacili. novigradzką modą. . sztywną i lepką od brudu. Czarno. Vyr.To jakiś albinos . . nawet dziewka. Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło. spocony. chcesz się widzieć. opierając łokcie na stole. . o kogo mi chodzi. nie chcę tu awantury. nasadę nosa i prawy policzek. Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. . łysawy. . . wobec nich wszystkich. przepasany na krzyż pasami. z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew.Pójdę sam . jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. Widziałem ich na rogatkach. a wszyscy przy mieczach.Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę.Ano . Ale uważaj.powiedział wreszcie. Przyprowadzę ją tutaj.Spokój.Może i dobrze.kiwnął głową wójt. bracie? Kto to jest Dzierzba? . w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn. nie było wśród nich. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach.Nie znam . odziani.zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący .Tu. mówisz. Nohorn? .Znasz go.powiedział człowiek z blizną. . . wycierając kufel w pasiasty fartuch. .

Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór. Masz okazję sam się wynieść. wybryk natury. gdzie go widziałem! .Nieważne.rzekł Nohorn. to wyniesie cię obsługa. Z Renfri. że to wiedźmin. Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków.Nie można. wyzwiesz? . No. Delikatne rysy.Nie .Albinos.Przed domem wójta. mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu. . . . . bracie.Najemny czarownik . A w jakimże to celu.Kuglarz za garść srebrników. Tavik? .Ja go już gdzieś widziałem .Co tam mamlesz. mów.A mnie. brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów.Słyszeliście. takie skrzyżowanie pająka z krokodylem.Tobie nie mam nic do powiedzenia.Powiedział. Na razie.powiedział nagle ten z. . Mówiłem. . wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa. warkoczem.spytał ten goły. . Piętnastka . . Piętnastka.powiedział Nohorn. Chcę się widzieć z Dzierzbą. .Hę? Civril? .Słuchaj no.powiedział krępy. . Civril przed chwilą strasznie cię obraził. jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. bracie.Nie lubimy czarowników . Obraza praw ludzkich i boskich. . można wiedzieć? . że nie.zarechotał goły do pasa. . .Spokój. to nie. Przywiózł jakiegoś smoka na handel. chłopcy? . Nie skorzystasz.Nohom rozejrzał się po komr panach. mutant. gdzie go widziałeś. nie odrywając od Geralta . Takich powinno się palić. .obok Nohoma.powiedział półelf. .Już wiem. wiedźmin? . Ludzie gadali. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz. bracie. Tavik . wybryk natury. co masz do powiedzenia i wynoś się. . Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi. ci zaś postąpili krok do przodu.On chce się widzieć z Renfri. .Co to takiego jest.zazgrzytał Tavik.Wiem .rzekł spokojnie wiedźmin.

Nohorn i Tavik zerwali się. . Tu ich jest więcej niż jeden. . Kto was płodzi. . a będziesz szukał swojej ręki na podłodze. .ciągnął 'monotonnie Nohorn.rzekł spokojnie Geralt. . zaśmiał się gromko.Twoja matka. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem.Zasrany tchórz . Civril. Piętnastka zbliżył się. . którego uwadze to nie uszło.Jeżeli masz jakieś wątpliwości .parsknął Tavik. . Mówiłem. unosząc pięści. odpiął miecz. takiej obrazy nie możesz puścić płazem.Ciągnie swój do swego .Co on mówił o matce Civrila? . taka jej mać. dziwolągi? . że oni trzymają się razem. niż myśleliśmy. jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka. bracie. Wypiął pierś. Zróbcie miejsce.odpowiedział półelf. splunął i postąpił krok do przodu. Wiedźmin nie zareagował. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach. czy jakoś tak.Że też ziemia nosi takich jak ty.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę. Piętnastka. a wiadomo. jeśli łaska . . opierając podbródek na splecionych dłoniach. . jak widzę. Geralt położył dłoń na rękojeści miecza.Coś mi się zdaje. czy wypada słuchać. . To. .zmrużonych ślepi.Coś strasznie obrzydliwego. że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty. Że się puszczała.powiedział. Hej. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie.powiedział Nohom . nie przestając się uśmiechać. cisnął na stół. .Więcej tolerancji.Jeszcze krok. to świętość! Piętnastka wstał ochoczo. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie.to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. łapiąc za miecze.Możliwe . wygląda na miecz. . co masz na grzbiecie.No.uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. jak zrozumiałem.Uważaj . że cię stąd wyniosą. Nohorn. Milczący bliźniacy dobyli . Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny.

. psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. chłopcy . jaka zapadła.Spokojnie. wydarzenie! . u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy.No to co? . rozległ się cichy.To czarownik! .No to co? . Civril.z lewej strony sięgała łydki. On pewnie także chce ze mną .. .To wiedźmin .swoich jednakowymi ruchami.Ważne.Zaniemówiliście? .warknął Tavik.Co tu się wyrabia.przerwała ciszę Renfri. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. U lewego boku miała miecz. nieco poniżej uszu. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark.bąknął Nohom.No. . . w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem. śmiał się. Natychmiast. wyciem mordowanych. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach.Chce ze mną porozmawiać.Niech cię. Natychmiast.powiedziała dziewczyna. Jej spódnica była nierówna.Chciał rozmawiać z tobą. Nie chcecie chyba. to nie zbrodnia. z którym tu przyszedłeś. białowłosy . Wy bawcie się dalej. Civril przestał się śmiać. . asymetryczna . . . Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. Jutro jest dzień targowy. . dołączmy do wójta. paskudny chichot. I bez awantur. Prawie dorównywała mu wzrostem. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia. Civril.Nie lubimy czarowników . Stała opierając się jedną ręką o drzwi. Nie poruszył się jedynie Civril.wykrztusił mieszaniec. . . .zahuczał Piętnastka. Geralt nie zdziwił się. wciąż rozwalony niedbale na ławie.Zamknij się.Wyjdźmy do większej izby. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. Renfri . rżeniem koni i zapachem krwi.. W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego. Piętnastka cofnął się. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. Coś.

wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. wsadzać do jamy. ." "Wstręty" pisze się inaczej. . za zwykłego zbója bywa uważany. . Ani mówić do mnie: "panienko".A to. Na razie. wasz miłościwy pan. Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić. . wyprostował się. . prę.. splótł ręce na piersi.spytała cicho Renfri. wasali i poddanych wolnych . jakby chciał splunąć . księżniczka creydeńska. Żadnego prawa nie naruszyłam. czytał długo. jak się to pisze.Bo jest autentyczna .rozmawiać. panienko. skutek może być dla was opłakany.Może. jeśliście gramotni. Audoen.Właśnie. mości wójcie. czekający przy kontuarze. Jak to się nazywa.rzekł twardo. Caldemeyn wziął pergamin. . wyrywając mu pergamin. A to jeszcze. Postawił ją Audoen. również niezbyt grzecznym tonem. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są.. I co z tego? . Dlatego nie radzę robić mi wstrętów."Do moich komesów. ...Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem. . tegdy gniew nasz ściągnie na siebie. . wójcie. król. pani . że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią. Geralt.Caldemeyn wyglądał.Jeśli je naruszysz choćby na piędź . potem bez słowa podał go Geraltowi. Niezależnie od tego. Geralt? . I więcej nie mówcie do mnie: "panienko". w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam.przeczytał wiedźmin na głos. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem.powiedziała Renfri. Nie będziecie mnie. albo was wsadzę do jamy. Chodź. Pojęliście.Prewencyjnie.Wszem i wobec oznajmiam. co was sprowadza do Blaviken. nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. jako Renfri.Przeczytajcie to sobie. Klnę się na wszystkich bogów.. . kto by jej wstrenty czynił. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie.Słuchajcie. Caldemeyn. Ale pieczęć wygląda na autentyczną. .

patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. a właściwie zanim Stregobor umrze.rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła.Jesteś Geralt z Rivii.Słyszałam o tobie .Nie spóźnij się na kolację . Oczy Renfri zwęziły się. . że ja widzę inne możliwości. wiedźminie . Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. Ładna chociaż ta Libusze? .Nie zanadto. Wyjął sztylet z cholewy. Nacisnął klamkę. Przekroczył próg rozmyślnie wolno. gdyby umarł tylko on.Nie. to skromnie powiedziane. Dzierzbo. Rzecz w tym.To upraszcza sprawę..Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . .Byłoby mniejszym złem. wetknął go z tyłu za pas. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku.Stregobor jutro umrze . . odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy. co miałaś mi do powiedzenia? . W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem. lewe .jeszcze słowo.Z tobą. Ale teraz już idź. Geralt wiedział o tym. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. . zanim jeszcze zbliżył się do drzwi. umrze jeszcze kilka osób.Kilka. białowłosy wiedźmin. Libusze czeka. .Nie nazywaj mnie Dzierzbą. Stregobor to twój przyjaciel? . powoli zamknął za sobą drzwi. Warto by to obgadać.To wszystko. . wiedźminie. Geralt oparł się o kontuar. trzeba czegoś więcej niż słowa. Nie lubię tego. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. którym przyświecał sobie na schodach. przygniótł go do pościeli. Libusze czeka.Nie spóźnię się. ospale.powiedziała. Nie dla wiedźmina. . . Nie widzę innej możliwości.Jeśli.Nie. ale cóż. W izbie było ciemno.rzekła cicho.Żeby mnie nastraszyć. Zdmuchnął kaganek. . . poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu. . .

. musiałabyś ' go tam oblegać. psiakrew . Twoje zdrowie.Ciszej. że tak prędko będziemy oboje w łóżku. .Zaraz. sięgnął po sztylet.Nawzajem. .W takim razie dobrze. żeby go dostać. poprawiła włosy i spódnicę. . Coś było nie tak. Jeżeli to zrobisz.Ja nie widzę po ciemku jak ty. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki. Geralt. .Początek całkiem niezły . wstała.rzekł Geralt zimno.powiedziała.Nazywam się Renfri. jeśli łaska. Podeszła do stołu. Żeby to z tobą omówić.powiedział Geralt. . Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość.Zapal świecę . .To ty . zwinna. Czy dowiem się nareszcie.przedramię wraził mu pod brodę. Dzierzbo.Jakiś ty niedomyślny.Nie.zaśmiała się.Tyle że nie wiem. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. Masz. .Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł. wysoka.poderwała głowę. . Nie miała żadnej widocznej broni. Doceń to. są dwie możliwości. ale nie sądziłam. szczupła. Zabierz rękę z mojego gardła.To ja. wiedźminie. leżąc pod nim bez ruchu. . ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! . że przyniosłam . Dziewczyna westchnęła. łaziłam po dachach jak kocica w marcu. . Nie wydobył go. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. Druga: zostaniemy w tej pozycji.Liczyłam się z tym. Sytuacja jest jasna.Jest prawie północ .Może przejdziemy do rzeczy? . wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach. pij. Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. . w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? .Doceniam . ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. . . Słuchaj. nie pomoże ci twój list .Masz tu coś do picia? . usiadła. obudzisz cały dom. co może dać taka rozmowa.odezwała się stłumionym głosem. a lubię widzieć swojego rozmówcę. .

ukazując drapieżne białe zęby. to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się. wyobrażasz sobie. istnieją propozycje nie do odrzucenia.Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego. które mogą temu zapobiec. Istnieją argumenty. białowłosy. białowłosy.A czy ty.Jedna . Do takich należy. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec. Czy wyobrażasz sobie.Zamieniam się w słuch. Tego żaden człowiek nie dokona. Wątpię jednak w jego skuteczność. jeśli otwarcie złamiesz prawo.to sam Stregobor. . znają się na swoim rzemiośle.Renfri spoważniała . wiedźminie.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci. Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum. Konkretnie. mieszkam u wójta. Ale. jeśli wystąpi przeciwko mnie. kiedy mówi o tobie. straż. musiałoby być naprawdę nieliche.Moja słodka tajemnica.Całe Blaviken.Niech ci będzie. Wójt. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki.że staniesz. Audoen nie będzie cię chronił.Na czym takie ultimatum polega? .Ćiekawam twej przenikliwości. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. Spróbuję zgadnąć. Nie ma na świecie wojownika. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. . Ultimatum. Tyle że pewnie sam. .I nie wątpię .Kto wie. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. . Renfri. . że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. . są dwie osoby. Stregoborowi. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. co się stanie. kto wie. dzwonią zęby. a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. kto to taki.powiedziała Renfri . których nie można odeprzeć. . na przykład. tridamskie ultimatum. przestańmy straszyć się nawzajem. . jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. którzy co krok potykają się o własne halabardy? . który dałby radę siódemce z mieczami. .żelazny. bo reszta pochowa się po piwnicach. . . ale nie do tego stopnia.

co ja mówię.Gówno tam. czy mnie nazajutrz powieszą. kije i kopniaki. Czy wiesz. Ty sama. Zlitował się i puścił mnie. Klejnoty i błyskotki. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. . Kiedy złapałam wszy. Lalki i dom dla nich. Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. .Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? . Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki.Kradłam. próbowali otruć. batyst bezpowrotnie utracił biel.I to był koniec księżniczki . by mnie nie zabito. Służbę na każde zawołanie.Geralt . Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. Miałam wszystko. . ale w Creyden. nie wiedząc.ja byłam księżniczką. by nie zdechnąć z głodu . buciki. Zamilkła na chwilę. sukinsyn. .To ty. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec. Nie spuściła wzroku. sukienki. Geralt spojrzał jej prosto w oczy. złote rybki w basenie. głód.podjęła. Majtki z batystu. w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu. bawiąc się medalionem. przy samej skórze. smród. Rzucali uroki. poradziłam. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. Cieszy mnie. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. . że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. Renfri. a może przedtem obie nogi.. Potem spoważniała.powiedziała . .Sukienka podarła się.Nie.ciągnęła. nawet prosić nie potrzebowałam. .Zabijałam. w porę zakrywając usta dłonią. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. Pięknie. A potem był brud. Wykażesz iście książęcą. I tak było aż do dnia. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. o czym tylko zamarzyłam. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. nasyłali morderców. to się zobaczy. Renfri. nieprawdaż? . większy od tej twojej izby tutaj. raczej obrzydliwie. Nigdy już nie odrosły mi porządnie. Ale przedtem zgwałcił. bułanego kucyka.

która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija. Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku. zasłużył na śmierć? Powiedz. Później przestali móc.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? .Owszem. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. Ciebie czarownik wpuści do wieży. Geralt. Drugą jesteś ty.rzekła. . Ale to cię nie powinno obchodzić. nie czyniąc najmniejszego wysiłku.Renfri .Jesteś wiedźmin. psiakrew? Mówią. A ja mu tego nie gwarantuję. obrońca ludzi. a wtedy go zabijesz.powiedział spokojnie Geralt. dopóki mogli. nie wiedząc. . Jestem wiedźminem. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora. A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. Stregobor to okrutnik. . Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku.Sporo o mnie wiesz. . potwór. że wywrócę się na nice jak pończocha. miałam dla niej ułożony specjalny program. których chronisz od Zła. że proponuję mniejsze zło. Uratował mnie pewien gnom. gdy staniemy przeciw sobie. Wręcz przeciwnie. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. że umiera. Ale przeżyłam. która właśnie nalewała. Strebobor jest gorszy niż kikimora. A teraz mam dla czarownika. jednym pchnięciem. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. Dzierzbo. ja sama stałam się myśliwym. miała szczęście. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. . Mówiłam.Nie jestem sędzią.. zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. . bo taką ją bogowie stworzyli. według ciebie. .zgodziła się z uśmiechem.Nie jesteś .To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri.Jesteś wiedźminem czy nie. znienacka. .Waśnie. .Nie jestem najemnym zbirem. a ja nie pożałuję złota. Możesz go zabić miłosiernie. . . po którym myślałam.Oho . Dał mi emetyk. maniak. Nie wydaje ci się. Przywieź mi go na osiołku. Umrze. Mówiłam. by przykryć uda spódnicą. które zaczną tu hulać. że zabiłeś kikimorę. że jej wcześniej nie dopadłam.

bardzo krótki. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec.szepnęła. więc dobrze.. Skażona w łonie matki. dość tego. głowa. ale tylko na moment.To chyba oczywiste .. . Zastanów się dobrze. klnę. bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi.Rozumiem twoje wahanie .Renfri. wtedy w Creyden.Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka. wyglądała na bezbronną i załamaną.. .Pamiętasz. . skutki bywają straszne. Dziewczyna opuściła głowę.wybuchnęła. . Jak się obeżrę. . to śpiewam. . . Mam być jakoby przeklęta. zdjęła nogi ze stołu.Są propozycje. Twoja odpowiedź wiedźminie. krwawię.Moja odpowiedź brzmi: "Nie". a jak opiję. . psiakrew... Jak jestem wesoła. Renfri milczała przez czas jakiś. dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić. .No. moja właśnie do takich należała.Nie wiem. psiakrew. po czym rysy stwardniały jej znowu. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . . . . Oczy jej rozbłysły. Geralt .powiedziała.Potworem. a jak smutna. a jak.Zastanowiłem się dobrze. Krwawię też co miesiąc. co mówiłam? . I potraktuj mnie poważnie. bo ja również poważnie cię ostrzegam.Dokończ. Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do. bo byłam dziedziczką tronu.spytała po chwili milczenia. to zabijam. Jak kogoś nienawidzę. których nie można odrzucić. i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. nie o tym mówię. . . . I bardzo smutną. Ach.A jesteś? Przez moment. Mam być.Bo i skąd mam.Geralt milczał.Czy wiesz.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. boli mnie brzuch.. Poważnie cię ostrzegam. . Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry.

Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. W ten sposób udowodnisz jemu.Dlaczego? . albo tamto. . że mu odmówiłeś tak jak mnie? .Najwyraźniej ja wypiłem za mało .Geralt . bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. a za nimi oboma. bratku. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. masz rację. nie pozwolę ci na to. w cieniu.powiedziała. . Czy tego chcemy. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje. i nie tylko jemu. szukam prawd ogólnych. . że jednak jestem potworem. powiadasz. by doszło tu do walki i rzezi. Geralt. Udowodnisz mu.Czy mogę wiedzieć. abyś mnie zabił? . Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach. albo ja. Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. Istnieje tylko Zło i Większe Zło. Uważał. jak to północ. krwiożerczym potworem.wiedźmin uśmiechnął się cierpko. prawda? Udowodnię tym samym. po czym usta skrzywił jej grymas. czy nie. Wypiłam trochę i filozofuję. . . niekiedy bywa tak. Geralt. że nic już nie może cię zaskoczyć. Przejdźmy do konkretów. wiedźminie. Widzisz. do czego zmierzasz? . ale my nie możemy wybierać go sami. racji. Bardzo Wielkie Zło. Nie pozwolę. trochę mniejsze". stoi Bardzo Wielkie Zło. . nieludzkim .Nie wierzysz.Tak. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. . . To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. I widzisz. . mutantem i odmieńcem. że nie jesteś nieludzkim. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz.A jeśli ci powiem.Do niczego. Renfri uśmiechnęła się lekko. i nie tylko jemu. choćbyś myślał.Czy mogę przyjąć. ze się mylił.półkule widoczne w rozcięciu kaftanika. Zrezygnuj z zabicia go.A północ. ale tylko częściowo.Możesz.Bo nie wierzę w mniejsze zło. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. to takie. że to będzie mniejszym złem.Czy Stregobor prosił cię. minęła tymczasem. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty.

. Kosą.Jestem tym. bardzo krótki. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć.Gdzie jesteś? .powiedział Geralt. któż by tracił czas na zemstę? . prawie szeptem. gdy było jeszcze ciemno.. Nigdy nie będziesz wiedział. zdziwiona.zdrowa. prał mnie tak. że nie istnieje mniejsze zło. złe słowo.Renfri! .. kiedy chciał mnie mieć. Nie umiałeś.. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. . . wirując na srebrnym łańcuszku. Geralt. Stoisz na placu. ..Renfri . Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa. .. nigdy nie będziesz miał pewności. jak kmieć gulgocze i krztusi się.Zimno. ale odjedziesz żywa. że rano ledwo zwlekałam się z barłogu. wpatrzona w migoczący krążek srebra. I widzisz. . mrugnęła' kilkakrotnie. za każdym razem. słuchając. nigdy.powiedziała nagle dziewczyna wolno. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. na bruku zalanym krwią. patrząc. poczułam. ale powtórzę. Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał. wyglądała na przestraszoną.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. jak wierzga nogami.Niezależnie od twoich racji i motywów. tak jak nakazał wójt.Twierdzisz. Już ci to mówiłem. A twoją zapłatą kamień. mi. bo nie umiałeś dokonać wyboru.spytał wiedźmin cicho. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały. słyszysz. czym jestem. Gdyby było inaczej. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze.Ja też nie umiem wybierać. . Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy... sam. Żal mi ciebie. . i poderżnęłam kmieciowi gardło. wiedźminie. błyszczał medalion z paszczą wilka. taki bardzo samotny.A ty? . że aż. Spodobałam mu się. .. i że jest mi dobrze. Jutro wcześnie rano. I później za każdym razem było tak samo. tak dobrze. wesoła i szczęśliwa.. Odeszłam raźno pogwizdując. błyszczały perły w wycięciu kaftanika. ale dokonałeś. a wręcz przeciwnie.Kim jesteś? . Przez moment. że aż. Któregoś razu wstałam.Żal mi ciebie .Geralt ścisnął medalion w dłoni. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic.

Jestem księżniczką. psiakrew. rzecz jasna. .Renfri . mam delikatne ciało.To batyst? . . Nalej.Geralt uśmiechnął się mimo woli.Geralt? . Położyła mu nogi na kolanach. Zgaś tę cholerną świecę. co mówisz. wstała. Wolałabym wyjść o świcie. białowłosy. by nie spotkał cię los wolnego kmiecia. wiedźminie. Zwykły drwiący. Co ty na to? .Wolę założyć. Zresztą sprawdź sam. Mam ci powiedzieć wprost. możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem.Renfri? . psiakrew. szarpnęła klamrę pasa. nie odpowiedział.Pewnie że tak. jak widzisz. figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi. .Jestem.Co ty. Nie mam przy sobie niczego ostrego. . O ile nie jest porządnie wypchany słomą. Jestem księżniczką czy nie? . czy sam się domyślisz? Geralt. .Tutaj również niczego nie ukrywam.Ściągnij mi buty. Bosa. Po ciemku mogę spaść i potłuc się. Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot.powiedziała nagle ostro. Nigdy.. Ani tutaj. że masz stracha. przystoi księżniczce? .Czy to. . Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża.Wygrałeś .Ten cholerny dach jest stromy. wyczuwam ziarnko grochu przez siennik. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. Ech. wciąż uśmiechnięty. jeśli jeszcze coś zostało we flaszce.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli.Co? . czego mi się chce. . gdy odstawiała pusty kubek na stół. że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna. co się chce. . . że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia.Wygrałeś.

córkę. wycierając talerz chlebem. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców.. Geralt. . nie sądziłem. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło.Tak.Gdzie? . jakie w życiu zrobił. posyła na szafot za byle co. Robiłem dobrą minę.. Geralt.Więc jak mówisz. a wtedy oni zaczęli mordować pątników.Tata. że tak gładko pójdzie. Audoen. którego wołają Piętnastka.nudziła monotonnie Marilka. dobrze mi na moim urzędzie. dawniej przyboczny Abergarda. zbój i zawodowy morderca. o tę novigradzką kompanię. Ten byk. Ja mam żonę. Ich kamraci. Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy. bijatykę? .burknął Caldemeyn. .Cicho. . To nielicha zgraja. dobrze się stało. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam. to bardzo drażliwy król. Marilka . Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . . ja chcę na jarmark! .V . kto nie słyszał. bo Marilka miała dwa latka.W Tridam. z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej. odmówił. że wyjeżdżają. . było to w czasie Święta Nis. Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych.Ten ze szramą na gębie to Nohom. ma się rozumieć. A jak to się właściwie stało? .Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark. to nie myślę. tata! . . Tak trzy lata temu. karczmarza ze "Złotego Dworu". Niektórych rozpoznano. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne.No.Nawet. nie muszę się głowić. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. Baron. Jednym słowem. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril.Tata .Aha? . jednego po drugim. Wypytywałem Setnika. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków. nie myślałem. Nawet jeśli nie. Ten czarniawy półelf to Civril. skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt. Zanim baron zmiękł i zwolnił . po kolei. również.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak.

Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży.. . i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi.Renfri. tam będę miał na nich oko. nie możemy ich ruszyć. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. przerażona krzykiem. babo! Geralt! Siadaj! . Zwołaj strażników. za łby ich i w łyka. że mniejsze zło wybrał.Trzeba wybrać mniejsze zło! . póki rynek jest pusty. Caldemeyn.To nic nie da. Geralt! Siadaj! Dokąd.Tridamskie ultimatum . baby. nie zapobiegniesz panice i rzezi. Baron na sądzie prawił. Gdy będą wychodzili z zajazdu. . . Nie mogę na to zezwolić. wyrżną mi ludzi.Cicho. że prę.. dzieciaki.krzyknęła Libusze. Dobrze.Geralt. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. że uległ. to prawdziwa pułapka! . pójdę na targ. Ich trzeba unieszkodliwić zaraz.. inni wszczęli rwetes. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku. Możesz się mylić. Nie wyjadą. zapłacę głową. To zawodowcy. ... .. poleje się krew.Caldemeyn. precedens to był albo jak. dopiero gdy aż tylu zabito. tak jak zmusili barona z Tridam. zanim ludzie wejdą na rynek. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka.Na wszystkich bogów.. jeśli niczego nie przeskrobali.Trzeba ich powstrzymać.Nie rozumiesz. Caldemeyn? Oszukała mnie. .. . Jeśli dojdzie do Audeona. w tych murach.Co? .tamtych z lochu. Geralt? Marilka. bądź rozsądny.Mówiłam! Samo zło przez niego! . Albo mnie zmuszą do. jarmark. Jeśli tłum wejdzie już na plac. zbiorę straż.Mówiłam ci! . Zaraz. .To będzie bezprawie. .szepnął wiedźmin. spuścili z prądem ponad dziesięciu. nie popuścić ni na palec. . Tak nie wolno. jedni mieli mu za złe.Co? . Wasz rynek. że bardzo wielkie zło uczynił. Będą się bronić. zachlipała wtulona w kąt kuchni. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór.

Wiedźmin szedł. potem uniósł rękę. piał kogut. popatrzył na słońce wychodzące zza drzew. osiodłane.Patrzcie . Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy. .Renfri miała rację. Daj mi kuszę. Wiedźmin kiwnął głową. składa czarownikowi pewną propozycję. Klinga błysnęła. Civril. zmierzał prosto na nich. o co chodzi.Gotowe. Civril uniósł kuszę. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy. wciąż ich mało na tym rynku.Później. czym jestem. . Starannie ułożył bełt w rowku. które brzmi: "Jestem tym. .spytał Nohorn. pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem.Będzie więcej. . głośno wrzeszczały mewy. opisując łuk nad jego głową.Ani kroku dalej. . Stukał młotek. . Zgarbił się.Pierwsza rzecz to posłanie. .rzekł nagle Piętnastka. mniejsze". VI Civril. Civril popatrzył na niego koso. przysłaniając oczy dłonią. chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. wiedźminie! Geralt zatrzymał się.Pod wieżą.Mów. . Nohorn. . ze tu przyjdziesz. naciągając rękawice.Piękny dzień się zapowiada . Wiedziała. przydeptując stopą strze-miączko.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz. . albo tamto drugie. Wybieraj.Aha .Konie jak. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. Na rynku zaczynało się ożywiać.Wypadałoby coś zjeść. Tavik? . ale nic nie powiedział.Akurat. Będziesz miał później czas. wchodził między stragany. .Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. . I ochotę. . turkotały wozy i wózki. zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami.powiedział Civril. .rzekł Piętnastka w zadumie.. . . napiął cięciwę. Masz jakoby wiedzieć. Albo ja.

W kupę . . Zrobiło się bardzo cicho. wpadli na siebie. zahurkotały przewracane stragany. Odkręcił się i stwierdził. grupa zwarła się ramię do ramienia. bezwładnie.Odbił w locie. teraz nagle dostrzegł. Wiedźmin szedł. tracąc wiedźmina z pola widzenia. Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. . Civril zaśmiał się paskudnie. Szczęknęła cięciwa. biegnąc w przeciwnym kierunku. Zadrobił nogami. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. na kolczastą od mieczów grupę. . . ciężko. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. sucho trzasnął o dach. którą poleciła ci przekazać. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. wiedźminie. Nimir dostał w skroń. Syknęły miecze dobywane z pochew. jego chód. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. upadł. odskoczył w bok widząc.wrzasnął Civril kręcąc głową. Tavik nie wytrzymał. cięty przez całą szerokość piersi. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz. Ona i to przewidziała. . zadziwiająco płynny i miękki. że ten mija go z lewej strony.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy.. Prosto między oczy. Wiedźmin szedł. ale w bok..Odbił.. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. najeżyła ostrzami. Tavik był pierwszy. Za nim skoczyli bliźniacy. wzbił się kurz i krzyk. zderzyli się barkami. Vyr. złowrogo. by wyhamować. Już na kolanach. Półelf uniósł kuszę do policzka. zgiął się wpół. Wiedźmin machnął mieczem.. że grupa rozpada się zupełnie. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. . bełt wyleciał w górę koziołkując. rzucił się na spotkanie.nie na wprost. z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. Zaklął. rozmazany kształt. .Nie rozbiegać się! . na moment tracąc rytm. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina. nim zdążył unieść miecz. przeszedł w bieg . zadudnił w rynnie. Wystarczyło.stęknął Piętnastka. ze pada. zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć.Więc jednak.skomenderował Civril. skracając dystans. Wiedźmin przyspieszył kroku. ale wiedźmin przemknął obok.

Nie byłoby. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. że rzuciło go w tył. wytrzymał. Piętnastka! . nie zdołał. biegnąc półkolem. . Piętnastka obrócił się szybko. Oba ciosy zostały sparowane. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. Civril odskoczył.stwierdziła. Nadchodziła wolno miękkim. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. Wózek potoczył się. a on i tak nie wyjdzie z wieży. elf zamaszystym cięciem z wysoka. Dostał cięcie przez twarz. krótką. Geralt stał nieruchomo. oburącz. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. symetryczne do starej blizny.Dokonałeś wyboru . złożył się do ciosu. Nie dość szybko. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. przez brzuch. tak silny. powyżej łokcia. Nie poczuł uderzenia. momentalnie odskoczył. zatrzymała. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. kocim krokiem. Zobaczył. Nohorn z przyklęku. Dostał raz. ścichł. . że właściwego? . nisko. potknął się. musiał przyklęknąć Podrywając się.rzekł Geralt z wysiłkiem. wśród porozrzucanej kapusty. nie trafił.. z mieczem w opuszczonej ręce. wtedy dostał drugi raz. wymijając wózki i stragany. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. utrzymał na nogach.Nie będzie tu drugiego Tridam . tuż pod ucho. Odbił cios. zaatakował z półobrotu. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek. nogi ugięły się pod nim. tak zamarł w czerwonej kałuży. że pod kaftanikiem ma kolczugę.Z lewej. . za wolno. Opuścił głowę na kolana. obwarzanków i ryb. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. w bok szyi. Civril odbił się plecami od straganu. złożył paradę.ryknął Nohom. ledwo zakrywającą biodra. Tłum. potrząsnął głową. by zajść wiedźmina z tyłu. chciał wstać. Stregobor wyśmiał mnie. Upadł na klęczki. przeskoczył padającego Nohorna. I . Na rynek weszła Renfri. płasko. Powiedział. Wyprężony.Jesteś pewien. który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni.

Nie. tak że poczuł jej oddech.. gdy było trzeba. w przeciwną stronę. Renfri zaśmiała się znowu. .Renfri. Ja też nie mogę inaczej. Geralt. z bliska. Zaśmiała się.Nic z tego. mógł.Ale ja. . Ty dokonałeś wyboru... Renfri. wyciągniętej w bok. Zawirował w piruecie. machnęła lewą ręką. Jeśli skrzyżujemy ostrza. Geralt odskoczył.Wiem . .. . Geralt cofnął się o dwa kroki. Geralt . błysnął miecz w oszczędnym. W prawej ręce. Ruszyła na niego lekkim. składając palce w Znak. Ty i ja.. mierząc w twarz. tam nie wpuści. Całe życie oszukiwałam.Odejdź. odbił klingę lecącą ku jego skroni.powtórzył. szybko i zwinnie.nikogo. oszukałam cię. czym jesteśmy. przysłoniony. ja. To był błąd.. Ból targnął nim. krótkim cięciu. związał obie klingi krótkim młyńcem. złożyła się do uderzenia z góry. połyskiwał miecz. . odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. Skoczyła. białowłosy. zakręciła nią^w powietrzu. Kolej na mnie. Znała tę sztuczkę. wyprostowanej. Geralt.Odejdź stąd. cięła płasko.. . . zrobił szybką fintę i zaatakował. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? .Renfri . Co tak patrzysz? Tak. Ledwie zdołał sparować to uderzenie. Odbiła jego ostrze i od razu. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu. już nie będę. To się mnie nie ima. Renfri odskoczyła. Umknął przed ciosem. znowu odskoczył. tkanina nawet go nie musnęła. owijając materiał dookoła lewego przedramienia. Geralt cofnął się.. cisnęła spódnicę prosto w oczy. wliczając w to ciebie. Jesteśmy tym. .wydobyła miecz.powiedziała. Obrócił się jeszcze raz. Wpadła na niego. Obróciła się wraz z nim i z bliska. . chrapliwie. spódnica furknęła w powietrzu. a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. Po prostu nie mogę. przejechała mu ostrzem przez pierś. ale nie zakłócił rytmu. Tylko miecz. uniósł dłoń. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. krótko. obracając się tuż przy niej. rozkołysanym krokiem. lewą wlokła spódnicę po ziemi. z półobrotu. próbując wytrącić jej broń. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder.Nie. w ślad za nią.

pokręcił głową. wpiła obie dłonie w przecięte udo. Nie odpowiedział.. Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał.Dotknij jej tylko. . Podszedł bliżej.Zimno.. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku. . Tylko jej dotknij. oszalałeś? Jesteś ranny. Nie krzyknęła.. . Trzeba zrobić sekcję. . . Ktoś.przyklękając w wypadzie.powiedział ktoś.. Geralt nie odpowiedział. . Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami.jęknęła zwijając się w kłębek. . Obejmij mnie. do tej pory skrywany pod ciałem.Dzierzba. w szoku! Sekcja to jedyny sposób. przez odsłonięte udo i pachwinę. na łosiowe buty. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. kuląc się jeszcze bardziej. kogo wiedźmin nie znał.. samym końcem miecza. wymijając trupy. . całkiem nieżywa.Widziałem. Nie odpowiedział. wydobył go bardzo szybko. W powłóczystej czarnej szacie. Geralt . Czarodziej zbliżał się pospiesznie. sięgnął do rękojeści miecza..No.. błyskawicznie ciął ją z dołu.. Spojrzał na wiedźmina. . wyśliznął się z jej martwiejących palców. Weźmiemy ją do wieży. .Geralt. czarowniku . Nie odpowiedział. Geralt.Ale jatki .Nie odchodź...czarodziej wyprostował się. pochylił się. wsparty na posochu. na brudny bruk. wyglądał staro. . a twoja głowa poleci na bruk. . nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem. .Co ty.Wierzyć się nie chce .Idź po wózek. Sztylet o bardzo wąskim ostrzu. Padając na kolano i na bok puściła miecz.. kogo wiedźmin nie znał. Geralt schował miecz.zasapał.. wszystko widziałem w krysztale. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. Geralt. Renfri jęknęła znowu. bardzo staro. mi.

widząc wznoszoną klingę.Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy. Ci ludzie niczego nie wiedzą. Geralt.odpowiedział Geralt z wysiłkiem. idziesz? Geralt nie odpowiedział. . bardzo wolno.żeby stwierdzić.Nie wracaj tu nigdy . . nie od razu.. nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze.Tak .Koniec z tym.Nie.mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem.Jak chcesz . odszedł szparkim krokiem.ryknął Caldemeyn. Chodź ze mną.rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . A ty paskudnie zabijasz. . odskoczył. machnął laską. . Tłum zaszumiał.powiedział Caldemeyn. . przelatując tuż nad ramieniem Geralta.krzyknął. . nie zostawaj tu. jak zabijasz. Za nim drugi. Stregobor wzruszył ramionami.Precz.powiedział wiedźmin. ale Znak odpychał je na boki . . wyprostowany. Wiedźmin obejrzał się. Z tłumu poleciał kamień. . kamienie poleciały gęściej. Wiedźmin.. ale kamienie przestały lecieć. . . dźwięknął o bruk. . .Nie dotykaj jej! Stregobor.W takim razie zabieraj się stąd. Schował miecz.czarodziej odwrócił się. . uniósł obie dłonie. No. Wójt zbliżył się do niego. które wybrałeś? Czy już załatwiłeś.Tak .już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. nawet nie patrzył na niego. wykonał nimi szybki gest. . słyszysz. Stał jeszcze chwilę. widzieli tylko.Dość!!! . .Geralt. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju.Dobrze! .Czy to . wiedźminie? . rytmicznie postukując laską.Twoja rana jest poważna? . unikając wzroku wójta. uderzył posochem o bruk. Potem odwrócił się wolno. co uważałeś za konieczne? .Wracam do Koviru.Nigdy. Wiedźmin stał nieruchomo.

Ty przecież milczysz z wyboru. twoją ofiarę. Są potwory.Porozmawiajmy. Jak widzisz. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. ale wyłącznie to.. że możesz. A moja niewiara nie może nic. Pytasz. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. Metalu. oczywiście. noszę dwa. Iola. Chciałem. Nie wiem. nie zaprzeczaj. to krążące we mnie zimno. Zabawne. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. Potrzebuję tej rozmowy. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. może był to dla ciebie kolejny powód. Nieżyczliwi mawiają. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. Iola. by wierzyć w bogów. Możesz. by wypalić z mięśni to paskudne.. Potrzebuję tej rozmowy. wziąć mój miecz do ręki. też przyszedłem. Tutaj. A ty mnie tu odnalazłaś. by się rozruszać. uczynią cię lepszą. W każdym razie. Widząc ją. krótką. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. Bo twoja wiara i poświęcenie. wredne drętwienie. Pytasz. Tobie jest łatwiej. bardziej wartościową istotą. ale cenię twój wybór. Nie wolno mi wyjść z wprawy. Widzisz. skaleczysz się. Jest ostrzejsze niż brzytwa. cenię i szanuję to. Musi takie być. a ten z żelaza na ludzi. ma swoją cenę. A przynajmniej mogą cię taką uczynić.GŁOS ROZSĄDKU 4 . nie każde żelazo. Nie wierzę w Melitele. w najdalszy zakątek świątynnego parku. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. O tak. Iola. W każdej wolnej chwili. Jest bezsilna. ale istnieją i takie. To oczywiście nieprawda. jaką płacisz. czy jest aż tyle warte. Nie. z którego można zrobić miecz. Usiądźmy. Rozglądałem się za tobą. porozmawiajmy chwilę. świetlistą smugę na nocnym niebie. . nie wierzę też w istnienie innych bogów. Nie! Nie dotykaj ostrza. dla których zabójcze jest żelazo. Może. które mnie opada. który spadając zarywa się w ziemię. cena milczenia. że milczenie jest złotem. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. tak. że ten srebrny jest na potwory. ćwiczę często. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. które pochodzi z meteorytu. w co wierzysz. Trzeba za nie płacić. Mówią.

Mało przeszkadza. Stamtąd pochodzę. gdy stanę z nim oko w oko. zioła. Iola. Drobiazg. Jest. Pytasz. którym owe bestie zagrażały. Dość długo. bardziej skomplikowanych. Kaer Morhen. motywację i. że jestem potrzebny i pożyteczny. a potem to co zwykle. Tylko Geralt. zakażenie wirusem. Pełny zanik pigmentu. Znak Szkoły Wilka.. Przeszedłem tam zwykłą mutację. to Kaer Morhen. Kaer Morhen. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. a moim zadaniem było chronić tych. Mój dom. właśnie ten. Nazywam się Geralt. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. a może nawet nie. o. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. Od tamtego czasu mam białe włosy.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz.. Tak. Wiedźmińskie Siedliszcze. Nikt oprócz Vesemira. Ale.. Napotkałem go na gościńcu.. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca.. Iola. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Miałem już mój medalion. Tam produkowało się takich jak ja. Jak to się mówi . Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. zapał.. matki też nie. Wiarę w to. Bo świat. Jako jedyny z tych. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. I od nowa... czy żyją. nie mogłem doczekać się chwili. Iola. I jeszcze raz. Już się tego nie robi. wiarę. Hormony. I doczekałem się. Koleżkowie trzymali ojca . eksperymentów.. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak.. Geralt z. Do skutku. Była taka warownia.. Znacznie gorzej. Geralt znikąd. gdzie do spółki z koleżkami potworami. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. Mój pierwszy potwór. Próba Traw.. chorowałem bardzo krótko. jak widzisz. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Aż wreszcie nadszedł dzień. popsute zęby. Niewiele z niej zostało. przeżyłem. Z tym było gorzej. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Moim jest Vesemir. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Nie wiem nawet.skutek uboczny. których do owych eksperymentów wybrano. Jestem wiedźminem. może trzynastoletnia. Nie.

przeraża. a dziewczyna. Podjechałem. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. Ruszyłem na szlak nie po to. Uderzyłem go dwa razy. Był bardzo powolny. I było coś. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka.. wykonywałem je. powiedziałbym. żyrytwa. a gdy się do niej zbliżyłem. To nie były specjalnie czyste cięcia. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. . Jeśli pluto. A potem było zwykle jakieś uroczysko. wampir. Czy wiesz. by się popisywać.dziewczynki.. nekropolia lub ruiny. Z głodu. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. bym się nie mieszał do takich zajść. Podjeżdżałem do opłotków wsi. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. odjeżdżałem. Iola. Mantikora. po rękach. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. że nadszedł czas. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. co żyło tylko po to. porzygała się i dostała ataku histerii. wyvern. że koleżkowie łysego uciekli. zsiadłem i powiedziałem łysemu. z innych przyczyn. swego wybawcę. Naprawdę jej potrzebuję. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. A ja wmieszałem się jak kto głupi. loch. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. mglak. Robiłem swoje. żagnica. że dla niego również nadszedł taki czas. zemdlała ze strachu. . zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. by zabijać. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". Na czym to ja stanąłem? Aha. dopiero wtedy upadł. bym je omijał z daleka. takie. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. leszy. co to takiego prawdziwy mężczyzna. Nie nudzę cię. spektakularne. dla przyjemności. na którą poleciała większość krwi łysego. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. by poznała. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. ale bardzo. ale wytrzymały. Szybko nauczyłem się jak. złorzeczono i rzucano kamieniami. Odwiedzałem miasta i twierdze. Widzisz. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. I czekałem. na moim pierwszym szlachetnym czynie. widząc.

Ja sobie swój wymyśliłem. A ja nie chcę. Ja nigdy nie oglądam się za siebie... Nie posłuchałem. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. Posłuchać instynktu.. kto wręczał mi później zapłatę. szanuje się i poważa. Iola. graveir. Wybrałem mniejsze. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. najzwyklejszy strach. Co mnie wtedy podkusiło. Ha. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. jeśli dobrze liczę. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. Błędy? A jakże. Nie chcę wiedzieć.. co dyktuje doświadczenie.. Zmierzcha już. Ludzie to lubią. Znam moje przeznaczenie. nie i jeszcze raz nie. gigaskorpion. . Nie zawsze. zjadarka. byś zobaczyła. Nie. to nie moja sprawa.. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. Ale trzymałem się zasad. Nigdy tam nie wrócę.. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. nie kodeksu. Gdyby tak było w istocie. iż wydawałoby się. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. zdaje się. Bo było tak. wilkołak. wipper. Nie. Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. Nenneke czuje to. Chodźmy już. Kontakt może wyzwolić w tobie. A choćby i zwykły. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. Nie ma żadnego kodeksu. Takich. I był strach i wstręt w oczach tego. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. I trzymałem się go.. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza. Zawsze. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności. Iola. jeżeli nie tego. strzyga. Popełniałem.ghul.. zło. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken.. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. A do Cintry nie wrócę nigdy. Pętla? Tak. które kręci mną jak wir. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. że wybieram mniejsze zło. Możesz zobaczyć. Nie dotykaj mojej ręki. ja jestem wiedźminem". wtedy. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. Myślałem. Zwyczajnie. kikimora.

Dziękuję ci. nic mi nie jest. Czuję się dobrze. .Dziękuję ci. Nie. Iola. że zechciałaś ze mną porozmawiać. Całkiem dobrze.

Słucham was.Ubrać i zaprowadzić na ucztę. . na śliską krawędź drewnianej balii.powiedział Haxo.Nie. .O wszystkim pomyśleliście. spodnie. otrząsnął się. panie .. . . A tu buty. . tępy jak siedem nieszczęść.Kasztelanie? . wams. po co to wszystko? No.Do mnie należy ubrać was.. Balwierz. chcieliście powiedzieć.Ręcznik. . z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi.. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp.Chętnie. W ustach czuł gorzki posmak mydła. z czystej maniery.Koszula. Leżał.. pozwolił. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła. z głową odrzuconą do tyłu. . . Piwa? . skrobał go boleśnie po jabłku Adama. Geralt wstał. . Nóż. co mogło być nalewką na arcydzięgielu.powiedział Haxo. gacie. szorstkiego. panie Geralt? . do czego jestem tu potrzebny? . jakiego nabrał. A we własnych butach nie mógłbym pójść? . panie Geralt.KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle. zezując na pachołków.Tu jest odzienie . nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor. kasztelanie.Tu leżał mój sztylet.Dzięki. wylegując się w gorącej wodzie.Nie wiecie aby. Włóżcie wams. I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion. . Dotyk obcego.Przebrać. skrobnął jeszcze raz.Nie moja rzecz . by pachołek wylał na niego cebrzyk wody. do królowej. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. Ubierał się powoli. pławiąc się w mydlinach. wyszedł z balii.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. ..

zapamiętam . jeśli nie wy? . Powiedzcie jeszcze. takie jest jej życzenie. .Królewna Pavetta kończy piętnaście lat. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa.rzekł półgłosem. dokąd idziecie. W połowie krużganka otaczającego mały. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza. .Byłbym zapomniał. Chodźmy już. wskazując na haft na przedzie ubioru. A takich trzeba szukać na wyspach. to się często zdarza. z którymi są w przymierzu.Możemy. z jakiej okazji ta uczta? . Gotowiście? Możemy iść? .Na tych.Istotny powód.Dostatecznie daleko. W polu złotym niedźwiedź czarny. ale co król. tradycja nie pozwala na niewieście rządy. zęby trafił się chłop na schwał.Jasne. . Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. a królowa nie chce drugiego męża. to wasz herb. .Ale nie jedyny. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. Jako honorowy gość. tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. panie Haxo. -A Czteroróg. . . Mówcie.Kasztelanie .spytał. siądzie na tronie. Jest w bezpiecznym miejscu. ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki.Dlaczego akurat z nimi? . kroczący. zasiądziecie po prawicy królowej. wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige.rzekł Haxo. rozejrzał. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga. To twardy naród. Kto.A właśnie . idzie się bez oręża.Jesteśmy sami. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. na nim panna w szacie błękitnej. W Cintrze. gdzie leży? . Musicie coś wiedzieć.Ale już nie leży. . Wiedźmin wzruszył ramionami. kto ożeni się z królewną. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi.. Powinniście to zapamiętać. to król.Co to jest? . nie napadają tak często jak na innych. Ten. panie Geralt. Tam.powiedział poważnie Geralt. . A to na wamsie. . Dobrze by było. do czego królowej wiedźmin.

nie chciałem was urazić. A wy. To i wiedźmin może się przydać. Prosiliście. a nawet wychylił się przez balustradę krużganka. to zróbcie to bez zdziwienia i wahania. wciąż schodzili się biesiadnicy. Haxo też się rozejrzał. I dobrze wam radzę. i bazyliszki. panie Haxo.. . . kasztelanie. Mówią.Do tego.Przestańcie się tedy dziwić . Cokolwiek ma być. zgłodniałem po tej kąpieli. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. taka sama.. .Niedobrego coś się dzieje. . . II Nie licząc zdawkowego.Wybaczcie. Idziemy.Wyście widzieli? . pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr. ceremonialnego pozdrowienia. kasztelanie. do czego królowej wiedźmin na uczcie. Pojękuje i stęka w komnatach.burknął Haxo.Haxo splunął. . małe. brzęka łańcuchami.Kazali niczego wam nie mówić. . . Straszy coś. jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła. . -Na zamku. panie Haxo. panie wiedźmin. że plotę.skrzywił się wiedźmin. kasztelanie . kolczaste jak jeż. co i wszystkim innym . . Pojęliście? . jak dobrze poszukać.. Idziemy na zaręczynową biesiadę. Wielceście uprzejmi.naburmuszył się kasztelan. . gdy powitała go jako "pana na Czterorogu". a i mantikora się znajdzie. panie Geralt . I co ja mam tam robić? Czuwać.I widzieć nie chcę.Nie . Mamy tu i wilkołaki. Dziwiłem się tylko. nadal naburmuszony.Nie jesteście od dziwienia. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee. co chcecie .Co? . Uczta nie rozpoczynała się. . .Pojąłem. i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami.Haxo odwrócił głowę. gromko zapowiadani przez herolda. garbate.A myślcie sobie. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa.Pleciecie. Pytam.To się kupy nie trzyma. znaczy.mruknął. Nocą po zamku łazi.A co ma straszyć? Straszydło. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości.Nie kręćcie. to powiedziałem.

prostokątny. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką. W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. rzucę okiem na królewnę. to goniła cię z widłami niecałą milę.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej. .Sama wiesz. Na prawo od Geralta.Eee .Cóż. . Słyszałam. a teraz w naszych okolicach ospa panuje. . Musisz ją lepiej karmić i hołubić. jeden z pretendentów do ręki królewny. Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko. siedząc na tronie z wysokim oparciem. Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. Dalej . Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne. ale jego żywe. Kudkudaku.Wszakżeście żonaty. panie Kudkudaku .. Ale na uczcie zostać mogę? . wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności. .oznajmił Kudkudak i westchnął.mruknęła Calanthe. . Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. . .Witajcie nam. po lewej siwowłosy bard z lutnią.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. . baronie.Aluzję zrozumiałem.I jam rad z zaproszenia .Wesoło będzie. książę Wind-halm. i nie dogoniła.Kudkudak! . jeśli pozwolisz. .rzekła ceremonialnie królowa. . że za rok będzie nawet po żałobie. panie Kudkudaku .Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka.Rada wam jestem za przybycie. .Ejże. zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku. pani.Calanthe uśmiechnęła się lekko. . ale i szczęściarz z ciebie zarazem . . jak się poprawi. wzdłuż dłuższego boku stołu. a i baczyć. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa.Rada będę. ale niezbyt przekonywająco. zobaczysz.Stół był ogromny. królowo.Baron Eylembert z Tigg! .ogłosił herold.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek.Biednyś. nawijając lok włosów na palec. A za rok. zwany Drogodarem. . . by jej w nocy plecy nie ziębły. Chudy i wąsaty. Kudkudak posmętniał.żachnął się baron. szturchając Drogodara. jak nam dobrze wiadomo. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . Trudno żyć samotnie. jaka ta moja żona słabiutka i delikatna. pani.

witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. dudniącym krokiem. by uszczęśliwić wojownika. by myśleć o trwałym związku.Poselstwo ze Skellige! . nierozkwitłym pączkiem. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie.Kogóż jeszcze przywiodłeś.rzekła Calanthe. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem. już solidnie zachrypnięty. na. . przepasani szarfami z kraciastej weł-. rycerzu? .. piękna Calanthe .Nie raz. by wiedzieć. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. panie? . . Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. nasz sławny skald. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy.Niedaleko pada jabłko od jabłoni . płonąc nadzieją. w lśniących.Ale co. mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną. pomiędzy . że żywisz pogardę dla ożenku. szlachetni goście. A to Draig Bon-Dhu. tutaj.. jaką pięknością stanie się królewna. Gdyby nie dobrze znany fakt. ucieszyłabym się nadzieją. gdy osiągnie wiek. Grach. . ny. ten oto Crach an Craite. . Wyspiarze wkroczyli dziarskim. . panie Tuirseach. królowo.Oto waleczny druid Myszowór. który. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci. ale. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. Ty. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-. ukląkł przed królową na jedno kolano. unosząc na królową błyszczące oczy.Wystarczy spojrzeć na ciebie. który przybył tu w tym właśnie celu.krzyknął herold.. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite. . .. Eist? Krępy. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. jaki powinna mieć kobieta.uśmiechnął się Eist Tuirseach.. jak ja. jest przyjacielem i doradcą króla Brana. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. we czterech. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu. Gdyby nie to.odrzekł smagłolicy wyspiarz.Wielki to zaszczyt . Wszyscy skłonili się przed królową. błyskając bielą zębów. kłoniąc rudą głową.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie. lekko zarumieniona . Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie.Siadajcie.

To mniej więcej wszyscy . . przerywając na moment ogryzanie kości. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. . trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów. na których wołano Pomrów. Cieszę się z poznania ciebie. . ufryzowanych w loki włosach. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza . Drogodar. Czy jest jeszcze coś.To odwzajemniona radość. Zaczynamy. . Vissegerd. niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. brzdąkał dalej na lutni.jak myślisz. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma. Robiło się coraz weselej. wiedźminie .powiedziała. gdy dowiem się. . niosąc półmiski i dzbany.Cóż to takiego? .Powiem ci. Zacznijmy od grzeczności.Po grzecznościach. jakie zadanie masz dla mnie.No. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów. ptactwa. długim sznurem ruszyli ku stołowi. witani radosnym pomrukiem biesiadników.Geralt . Pachołkowie. królowo. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. czego się domyślasz? . Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych. przełknąwszy coś w pośpiechu.Cóż. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w . królowo. Mam dla ciebie pracę do wykonania. Marszałek klasnął w dłonie. ryb i małży. . . . Kudkudak. Calanthe prawie nie jadła. konkrety. Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii. w czym przodował rudy Grach an Craite.Dookoła jest już dostatecznie głośno. Paszkot i Dzirżygórka.Jest. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole.powiedziała Calanthe. Wznoszono pierwsze toasty.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki . Streptu. . coraz bardziej nieskładne. raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem.królowa przechyliła się w stronę marszałka. obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika.Domyślam się.

a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. Podobno znajdzie się i mantikora.Domyślam się. I nigdy tego robił nie będę. to ci. które mógłby wykonać wiedźmin. że przymierze ze Skellige. . Geralt. nie wątpię. . który zniknie potem ze sceny. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. których jest tak wielu. że byłoby najlepiej. . że jak wielu innych. czego się domyślam. by władca nie był w to zamieszany. są ci inni. Pewnie. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. i to w taki sposób. . krasnoludów domokrążców. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach.dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth. niezależnie. . mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. A teraz odpowiem na twoje pytanie.Tak. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. kupców. jest Cintrze potrzebne. .Ciekawam. królowo. wiem.Calanthe. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. O żagnicach i skolopendromorfach.rzekł Geralt spokojnie . zasługują na nauczkę.jadąc do Cintry. spotykałem wieśniaków. . która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę.A kimże.Królowo . A teraz mogę powiedzieć. Możliwe też. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór.Królowo. że intryganci. na czym polega twoja profesja. Ci inni. którzy chcą temu przeszkodzić. .Och . których jest tak wielu. którzy mają władzę. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy. kotlarzy i drwali. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. jak dobrze poszukać. Mówili mi o zjadarce. Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. zawarte przez małżeństwo twojej córki. Tyle zadań. w dobrej czy złej sprawie.

a konsternację wśród służby. robiąc efektowną pauzę.BRAAAK! Ghaaa-braaak! . Geralt.nanosił na nią sytuację taktyczną. Loch.Calanthe uśmiechnęła się. a znasz królów. Przecież jesteś wiedźminem. tańszymi rękami. . To tylko kwestia ceny. wystarczy takiemu przerwać. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. jakością wykonania. gdy mówi. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. Rozpalone kleszcze.podjęła Calanthe .Wiedźminem. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. . Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. którzy mają władzę. Są setki.zaryczał nagle Kudkudak. lub wtrącać niestosowne uwagi.Królowie . niepotrzebnie pytam. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". że cena twoich usług nie jest mała. Geralt nie wiedział jakiego. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. Zgadzasz się z tym? Ach. to mogę założyć. tysiące sposobów. mistrzostwem. Każdego. że ptak. Sztylet. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Królowa złożyła razem białe. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw. "Nie będę" czy "Nigdy". Geralt. Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. Kudkudak. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. że każdego można kupić. Geralt. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. Można to załatwić innymi.Tak oto. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. przekonanej. wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę. . Nie uwierzysz. i już ma się zapewnione łamanie kołem. ale oczy miała zmrużone i złe. zbrodnicze plany. Niejeden nie zapomni ci takich słów. a drugich kupują. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. . wiesz. drwiąc z jej czujności. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. Jednym rozkazują. dowodząc celności swego przezwiska. ale . Także z twoją sławą. Mało tego. Trucizna. wrzeszcząc głośno. że mają różne środki.dzielą ludzi na dwie kategorie. byłoby trwonieniem pieniędzy. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. dostał się jakoś z dziedzińca na salę. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne. związana ze stopniem trudności zadania. Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk.

że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. co słyszała.Ja mówię. Trudno mi było go przekonać. Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem. Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. Odwrócił głowę. ciotki. . wiedźminów. pani.Jestem tedy zaszczycony i dumny. brzdąkał cicho na lutni.rzekł wiedźmin . a nie wiedźmin. jadowicie zielone spojrzenie królowej. że to tylko kwestia ceny. królowo. Każdego. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego. gubiąc pantofelek. To tylko kwestia ceny. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. pod względem mądrości.Ach.Powtarzam więc . mogąc siedzieć obok ciebie. a ty milczysz. trudno zliczyć. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. nie będąc tak łaskawy. pani Calanthe. nadając ustom pozór miłego uśmiechu. . . przymknęła oczy. ojczyma. Drogodar. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. dostrzegając spokojne. Nie uwierzysz. mów . kogo byś zapragnęła. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. macochy. królowo . Jesteśmy na uczcie.powiedziała Calanthe.nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. . że do tego potrzebny jest wielki łowczy. jak wiele. Byli zdania. Zdałby się też jeden z drugim komplement. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie.Mów.niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego. Nadziwić się nie mogę. ustępujący tobie. uciekła z balu. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. Geralt . która mając dość jego ordynarnych zalotów.Geralt lekko skłonił głowę . . wszyscy chcemy dobrze się bawić. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań.że nie posiadam się z dumy.Cóż. Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. . Pewien władyka uraził kiedyś . . Zabaw mnie. stryja.Również inni władcy. Zeszłej zimy książę Hrobarik. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. Za równie wielki zaszczyt uważam. Kolejność dowolna. której urodę przewyższa tylko jej mądrość.

Co więcej. trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . matko moja .O.krzyknął Windhalm z Attre. Draigu Bon-Dhu. przerywając konwersację z Vissegerdem. .zawołał Eist Tuirseach.Ha! . Za twoim pozwoleniem.Dosyć tych kłótni. Ale skinęła przyzwalająco. . że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie. -Myliłeś się. bodajże Dzirżygórka. zamoczywszy palec w piwie. Jeden z braci ze Streptu. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. na skrzydło. Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. gówniarzu? .Kto cię pyta. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite. Crach .Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! .ryknął Crach an Craite. waląc kością o stół. zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany. . Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną. Kudkudak. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem.Geralt .powiedziała Calanthe po chwili milczenia. więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej. Hejże.Zamknij pysk. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. .Błąd i nieudolność! .Siedź na rzyci i milcz. . przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym. . ani drugim.Tak jest! Słusznie! . panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste.dumę wiedźmina propozycją pracy. acz cichej gędźby. dostojna Calanthe! .Sam jesteś gówniarz! .zawołał. bo cię zdzielę tą kością! . wojacką muzyką. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji.szepnęła królowa do Geralta. .I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! .Nie należało tak czynić! Tu. znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu.

ryczeli goście. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. wyruszyliśmy w pole. zamiast im na to pozwolić. I wykonasz je bez mędrkowania.Draigu Bon-Dhu . Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. modulowanym jękiem. .Zdrowie! Chwała! . spełniając puchary i gliniane czarki. przeciągłym. Teraz wierzę.mruknęła królowa. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. Nie? Tym lepiej.zamiast się wstydzić. siedzę dumna jak paw. że jesteś tu.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. wiedźmini. Mówiono mi. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. wybijając rytm. pełnego szczęścia i życzliwości. nienasyceni i chciwi. świadczący. Wróg palił bowiem wsie.moja pierwsza bitwa. . banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki.powiedziała Calanthe. Milczał nadal. patrząc na Geralta .że coś powiesz. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . chociaż miał wielką ochotę. że wówczas biliśmy się o pieniądze. Biesiadnicy podjęli pieśń. że wykuto was ze stali. banalna bitwa. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi.Chociebuż . które płaciły nam daniny. . nie ulepiono z ptasiego gówna. Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu. . barbarzyńskiej muzyki. Albo że się uśmiechniesz. . by wykonać zadanie. wyznam ci. to jest tłukąc czym popadło o stół. wzbudziłeś moje zainteresowanie. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku . że wy.Kontynuujmy . I spójrz tylko .Jak mówiłam. potem zaś buchnęły straszliwym. Nawet jeżeli do tak okropnej.Myślałam . że śpiewa się o mnie pieśni. a my. to ciekawa kasta. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? .. Nie zmienia to jednak w niczym faktu.rzekł Eist.Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać. Geralt milczał. Banalny powód. nie bardzo wierzyłam. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk.

. Dudarz. wrzaskliwą owacją. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów. Geralt. choć nie mógł słyszeć słów królowej. wielce mnie ubodła. czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia.Calanthe uśmiechnęła się ciepło. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. żeby Crach an Craite się spił. Haxo wstał bez słowa. nie sposób było jednak stwierdzić. Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. poświęcę czas i tobie.. chociaż i nie dla pieniędzy. Ale tu skończyła się twoja domyślność. królowo. dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga.powiedział . W przypuszczeniu. . Przyjmij do wiadomości. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu.Rzeczywiście. Twoja sława wyprzedza cię. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. ani w tym. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach. którzy wiedzą dokładnie. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. jak zwykle. że plany te są zagrożone. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. również się nie pomyliłeś. nie powinien się dziwić.Królowo . Na co czekamy? Chyba nie na to.Niejasnych zadań . Eist . potem przyjemności. aby to zagrożenie wyeliminować. Geralt' nie przestawał się dziwić.istnieją zapewne ważne powody. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. Panie Haxo! Uniosła dłoń. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. . Nie lękaj się. Geralt. Z drugiej strony. Rzeczywiście. I równie mało w niej przyjemnych nut. zakończył swój koncert. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. że jesteś mi potrzebny. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. ale najwyższa pora. Supozycja. skinęła na kasztelana. A chwila ta jest bliska.rzekł sucho wiedźmin . że zaliczam się do tych niewielu władców.nie da się jasno wykonać. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. . czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. zniknął w ciemnej galeryjce.Masz rację. Królowa znów .

. jeśli mowa o płatnej usłudze. Włosy miała identycznego koloru jak matka - .Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. Rozkaz. z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. upuszczał okruszynki.w słowo.na moment . kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. Załóżmy więc. polega na tym. obracając głowy w stronę schodów. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. Królewna schodziła wolno. Tworzyły runy. kiedy mówię do ciebie. przenikliwe spojrzenie Myszowora. a co ty w miarę trafnie odgadłeś. Powinienem jednak chyba wiedzieć. że wybieram formę płatnej usługi. Zauważ. Druid ze Skellige. . Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. Co innego. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. Przed nim. będzie hojnie nagrodzone. Druid opuścił powieki. nie spuszczając z niego wzroku. napotkał czarne. co sobie zamierzyłam. Nadstaw zatem uszu. z opuszczoną głową. to zaraz tu będzie. i owszem. mój drogi. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. że to ogromna różnica? . Geralt.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. ma się rozumieć. nie powinieneś. .odwróciła się do wiedź-mina. Runy połączyły się . Różnica. W pytanie. Prawda. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. Geralt spojrzał w dół.Szlachetni panowie! . Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Żadnych innych rozwiązań być nie może. Myszowór czekał. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Co do ciebie. .zawołał herold. na czym ta usługa ma polegać? .Nie. Jasne? . jakimi środkami mi go zapewnisz.Pavetta z Cintry! Goście ucichli. to masz wybór. bo powtarzać nie będę.Wytężaj więc bardziej uwagę. Chcę osiągnąć to.. okruchy. unosząc głowę. Posłuszeństwo. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki. Interesuje mnie efekt. To twoja sprawa. Nic więcej. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. na dębowej desce stołu.W miarę. świadczący usługę sam określa jej cenę. . musi być konkretny i jednoznaczny.

jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach .Aha . herolda. biedny wiedźmin. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. Oczy miała stale spuszczone. . nie wystarczy twoja wola. który musisz mi zapewnić. A zatem ja. Cała moja nadzieja w tym. . Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. Słuchasz mnie. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu.Aha. nawet podczas hałaśliwych toastów. . zapominając nawet o kuflu piwa. cały czas. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. .Co tu jest ironią? . w milczeniu gapił się na Pa-vettę. Cracha.Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. królowo? .Cóż może być silniejsze od twojej woli? . jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. To właśnie jest efekt. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. . .Crach an Craite zaprzestał wrzasków. najwyraźniej rada z efektu. sięgające poniżej pasa.Sprawy mogą potoczyć się tak. bo wymaga tego interes państwa. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. by odpowiadała więcej niż jednym słowem. Wszak to ta sama krew. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. kasztelana i Visse-gerda.powiedziała cicho Calanthe. jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin. Geralt nie dostrzegł. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. Niewątpliwie. Eskortowana przez pazia. mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. że nie wystarczy. bo to jest moja córka.popielatoszare. ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. przykryte długimi rzęsami. bez fałszywej skromności. Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę.I co powiesz.Przeznaczenie.

której się imasz.. Usłuchał. Do cholery. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. Królowa włączyła się do rozmowy. Geralt. Prawie natychmiast natrafił na miecz.Królowo.pomijając już to. Lepiej. o którym mówiłam.Gdyby graniczyła z możliwością . Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. Królowo. a dam ci to. byś miał pewną rękę.Tak. Zastanawia mnie. czego zażądasz..Calanthe odwróciła głowę. kiedy ktoś każe mi powtarzać. zadbałam o to. Nie lubię. czego zażądasz. co graniczy z niemożliwością. Zbyt długo już spiskujemy. jaką wiedli Eist. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie. wypij. Domyślam się. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Odpowiadaj. Haxo nie był rozmowny.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . tak lub nie? . . coraz bardziej przypominają te. wygląda na to.poradziłabym sobie z tym sama. .Mniejsza z tym. której żądasz.Lepiej. czy przed każdą robotą. graniczy z niemożliwością. a Eist robi się zły. . w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to. Wojewoda o trudnym . Byle nie za dużo. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. . że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? . płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. Na dobrze mu znany miecz. królowo? . że usługa. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi.Dam.Królowo .Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść.powiedział cicho . Wszystko jest do załatwienia. których oczekuję. . próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. . Jak widzisz. zdajesz sobie oczywiście sprawę. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu. . że niemała. Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. gdy stawiam pytania.Zdaję . Zjedz coś. Chcę.. Przestań mędrkować. to tylko kwestia ceny. Zapewnisz mi efekt. wiedźminie. Geralt. Patrzą na nas.Jak powiedziałaś.Ani słowa więcej.

graniasty. że tak. Geralt odpowiedział. jednym słowem. Chrzęszcząc i zgrzytając.do zapamiętania nazwisku. dziwny gość zbliżył się do stołu. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. podochoceni. wysłuchał meldunku. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. że znacznie lepiej od ogierów. opuściwszy głowę. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. wstał. zaszeptał. wyglądało. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. zmarszczony. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. Marszałek. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. spytał grzecznie. czy żart został dobrze odebrany. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. Dojrzał jednak. stając nieruchomo na wprost tronu. Skald. . Nie był pewien. wymruczał coś do królowej. najmłodszy. czy klacze dobrze się źrebią. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. Trzeci. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. była usiana kolcami jak łupina kasztana. wyciągniętą w kształt psiego pyska. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. Geralt nie dosłyszał. Wypukły. co to był za rozkaz. W halli rozległy się ciężkie. odpowiedziała krótko. stalowych cierni. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. przebijając się poprzez gwar u stołu. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. brzęczące metalem kroki. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną. królowa spojrzała na niego ostro. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. przekazał rozkaz kapitanowi straży. stanął za tronem i nachylając się nisko. Marszałek skłonił się.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

by jeszcze móc postać.Nie strasz mnie.zmarszczyła brwi Calanthe. . że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę. . czarami zmusiła go do ucieczki. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. który wymógł na podróżnym oddanie tego. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. życzenie. przymierza. co pierwsze wyjdzie. . której może żądać ten. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. zapomniana legenda. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. to może być pies. W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. To stara. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. Albo: "Oddasz mi to. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. Kudkudak . jeżeli tak ma być. sytuacji.wykrzywiła się Calanthe. . Kudkudaku . zdawałoby się. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę. a czego się nie spodziewasz". pora strachów. to siadaj. Powiecie. a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. co w domu zastaniesz. mości panowie. Zivelena nie dotrzymała obietnicy. "Oddasz mi to. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. aby cię powitać". to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! . bo był tym. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. kto spełnia niemożliwe.baron podkręcił długi wąs .Na rozkaz.Dopraszam się łaski . co w domu zostawił. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. wracając do warowni? A Szalony Dei. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki. Ale bywa. Po długiej podróży. biednych wasali. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. O cenie. nawet teściowa.słyszeliśmy już o takich żądaniach. i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. A nas.Zbliża się północ. halabardnik przy bramie. nasze lenna. nasze przywileje. zdawałoby się. że będzie to dziecko. niecierpliwiąca się.Streszczaj się.

wrzasnął Rainfam z Attre. którą potarła czoło. Geralt nie sądził. Wiedział.Po czyjej ty stronie stoisz. do czego zdolna jest matka. Calanthe stała nadal. Nie ja jestem temu winna. .Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! .. A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci. jaką dopiero co wywołały słowa barona.dyszał wyspiarz.Cisza .. ten. jakich tu doznali. spojrzała koso na Geralta.Alem właśnie skończył.cóż. dziwna po wrzawie.. że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. kolczasty posąg. .. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni. czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. Jeż stał nieruchomo jak żelazny. .. Jako królowa. że nie jestem matką.Na wszystkich bogów morza .. Calanthe zamilkła na chwilę. ty ich po prostu szczujesz.powiedziała nagle Calanthe wstając.Cicho! Niech mówi! .Pozwólcie mu skończyć.należy się wam wyjaśnienie. Cintra nie jest tyranią. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to. . Jeż. To jawne podżeganie do rozlewu krwi...Baron z Tigg ma rację! .powiedziała wreszcie . Wśród szmeru głosów.. Wygląda. Kudkudak? . Rycerze i wielmoże milczeli. Calanthe. . . ale królową. . jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi. Śmieszności. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi. . Rada zadecyduje. co bym mu zrobiła. Zapadła cisza. . którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny. czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu. . jaką się okryli.Pięknie dziękuję .A co się tyczy szlachetnych rycerzy.podjęła Calanthe .. czego się nie spodziewał. mówi prawdę. Orzeknie. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze.Moi panowie . Bo wiedział. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach.To się nie godzi. Tak. Kudkudak przypomniał mi.A Kudkudak . jutro zwołam radę. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa.skłonił się Kudkudak. Dobrze więc.

Powiedziałem .syknęła wściekle królowa.jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg. Słyszałem. Przyjmuję twoje wyzwanie. Czarne oczy Myszowora błysnęły.Rozumiem . że nie widzi tego nikt inny.przemówił Geralt . z ponurą. gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre. Widział.Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty. Jeżu z Erlenwaldu. .że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne.abym cię wyzywał. jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze. co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe.Bo się rozgniewam. Wiedział. wyprzedził go. Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. patrząc na niego zdziwieni. -Głupi by nie zrozumiał. czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc. Eist . Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie. Rozumiesz. który sposobił się. krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem". tężejącą w powietrzu.powiedział głucho zza zasłony hełmu.zawołała Calanthe. .Zamilcz.Geralt! . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem. Crach zawarczał jeszcze głośniej. wstał pierwszy.powtórzył spokojnie . nie znany mi rycerzu! .rzekł Geralt . Nie zamierzam pojedynkować się z tobą. hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. .Wszyscy słyszeli . w jakim celu. .. Dlaczego jednak. skrzywioną twarzą. . że Myszowór też to widzi. by wstać. wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. Geralt zareagował natychmiast. .Nie przypominam sobie .powiedział głośno i dźwięcznie. co mam na myśli.Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! .Ani mojej .dodał złowrogo Rainfarn. ktoś żąda takich . jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty. Wszyscy zamilkli. Wiedział też. .

gdy potwierdzi je siła przeznaczenia. Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. dowodzi. że na razie nie masz do królewny żadnych praw. jak mówisz. . nie rodziców. Geralcie z Rivii. Bo był przeznaczony do czegoś innego. której się dzisiaj domagasz. nie znany mi rycerzu . I mocą przeznaczenia został . bo był tym. To zgoda dziecka.Jestem Geralt z Rivii. dzieckiem-niespodzianką. wskazane przez ślepy los.Tego .przysiąg? Znasz odpowiedź. Twierdzę.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. Chcegz zabrać królewnę. Właśnie dlatego. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner. Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego. To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną. jaką złożył. co sam przed chwilą powiedziałeś? .roześmiał się gromko Jeż. potwierdza przysięgę. . zażądałeś od Roegnera ceny.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę..bo do niego je kiedyś zastosowano.Kim jesteś? .powiedział chrapliwie Myszowór . Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. Strzegącą. Jeżu. Zdobędziesz je dopiero wówczas. przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych. bo -wiedział. gdy. że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. Dziecko takie.Tak. że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi.Jest dokładnie tak. Jeżu. Jeżu z Erlenwaldu. która jest moim przeznaczeniem! .Gdy co? . Roegner. Jeżu. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . . . A złożył ją.powiedział Geralt . Ty nie chcesz tronu Cintry. Tak stanowi Prawo Niespodzianki..Kim jesteś. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. z kim zwiąże je los. Jeżu. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? .Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. . .trzeba będzie dowieść. kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. by spełniały się tylko wtedy.

jakie czają się na nas po lasach i jarach. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. Ktoś krzyknął. . zdjął go. Znad szerokiej. szkodzące ludziom siły. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. niech ujrzy twoją twarz. czarne guzki ślepi. ktoś zaklął. zaskoczoną minę. unosząc upierścienioną dłoń . białych kiełków.Tak właśnie wyglądam . .Wiedźminem.tym. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. jakie płodzi noc.To prawda . W ciszy. Myszowór. zgęstniała raptownie. Wybiła północ. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. Dziwna. szarpnął wiązania hełmu. Jeż milczał. Twój ślub już nie obowiązuje. jakie zsyłają złowrogie. On zabija wszelkie straszydła i monstra. tępego ryjka. jaka zapanowała.ciągnęła królowa. uzbrojonego drgającymi wibrysami. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. ponurym akcentem ogłaszając północ. zrobił dziwną. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. wypełniająca hallę jak siwa mgła. niech spełni się przysięga. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. pełnego ostrych.niechże dokona się prawo. aby strzec nas od potworności i koszmarów. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. uderzył dzwon z kordegardy.przemówił stwór . Jego zawód godzien jest szacunku i poważania. . patrząc na Geralta. . Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. . ruchliwych kolców. Uśmiech okrutnego tryumfu. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe.o czym dobrze wiedziałaś. . Również i te. Jeżu z Erlenwaldu. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib. bardzo zły uśmiech.A kim on jest? . kim jest. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu. Zdejm przyłbicę. niewiadoma Moc. szarych. ktoś ze świstem wciągnął powietrze. Poświęcił się.A zatem . której spełnienia domagasz się.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego.powiedziała Calanthe. Na twarzy królowej pojawił się zły.

znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. Komu. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. szlachetna królowo. zaprzysiągł. opowiadając o przygodzie.w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża. oparła zaciśniętą pięść o biodro.Calanthe. Powiesz: "Tak". miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. nie mógł pominąć opisu tego. zdobyczą tego potwora. Wiedz. a raczej co. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale.Dosyć . a staniesz się własnością. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. I ty. Chciałaś mnie upokorzyć. Calanthe. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. . zasiadającego po prawicy. Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. co zaprzysiągł. Wystarczy jednego twojego słowa. zaciśnięte na brzegu stołu. Odpowiedz. wiedźminie.ciągnął Jeż. . poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta.Calanthe wstała. Calanthe wolno.Wszyscy słyszeli . jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie. Cóż wam pozostaje. Payetto! Widzisz. jeżyła włosy na karku. Na okruszki chleba na stole.powtórzyła Calanthe. ruszające się jak robaczki. -pomimo jego wyglądu. niskie oszustwo. komu zawdzięczał życie. Moc przepełniająca salę zawtórowała.Pavetto! . Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. na podorędziu. Moje prawa zostały dowiedzione. Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. .Najchętniej . kto. a nigdy go już nie ujrzysz. bardzo wolno opadła na tron. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra.Odpowiedz. królowo. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą. formujące runy. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał.Tak. Roegner. Nikt. że upokorzyłaś siebie. . Prawda i prze-. Calanthe. . rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . . płatny zbóju. chytry. dudniąc głucho w łukach sklepienia. Powiesz: "Nie". szumiała w uszach.Skończmy z tym. ale nie odmówię sobie pewnej . Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników. A na koniec pospolite. .Ty także.

wrzasnęła Calanthe. zrywając się. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. Kudkudak przypadł. z trzaskiem przewrócił krzesło.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . W jej oczach był rozkaz. . gwałtownym gestem. zrywając się z miejsca.zaryczał nagle Grach an Craite.zawtórował Rainfarn. To ty. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. Geralt nie poruszył się. Był bezbronny. Rainfam skoczył ku Jeżowi. Kudkudak. Oczy królowej zwęziły się. usta drgnęły. Jeż. Calanthe. gdzie stoję. . z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. Rainfarn . który unieruchomił go.Straż! . z całej siły. Calanthe. Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. Jeż zaryczał.przyjemności. . Już wiedział.krzyknęła królowa.. co robić. świńskim ryjem? . wskazała im Jeża władczym. kopnął zydel wprost pod jego nogi. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. nie bardzo wiedząc. przyprowadzisz twoją córkę tutaj.Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem. Crach runął na stół. fukając gniewnie i szczerząc kły. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud.Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym. Pavetta zaczęła krzyczeć. wyprostowana i groźna. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem.. wprost na wstającego Rainfarna. Eist Tuirseach kląć. obrócił się ku atakującym strażnikom. opancerzonej pięści. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. jakie zostały z pieczonego dzika. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim.Z tym straszydłem. czując i widząc. Tylko na nim. Potem już poszło szybko.Co?! Co takiego? . Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina.. Uderzenie rzuciło go jednak w tył. Wszyscy pozrywali się z miejsc. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec.Zabijcie go! . chwytając za nogi. ale chwila zwłoki wystarczyła . . by wyrwać Ra-infamowi sztylet. ale powstrzymał go książę Windhahn.. ale zakuty w kolczastą stal.

gobeliny i arrasy. Rainfarn zawył. zatoczył się na ścianę. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany. Poczuł okropny ból w uszach. Geralt ciął. Rainfam. zwalił się ze szczękiem. Wlokący Jeża odskoczyli. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki. Strażnik runął na ziemię. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. gubiąc płaski hełm. wzniósł glewię do pchnięcia. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. a z tym. przyparli Jeża do rzeźbionego komina. krzyżując drzewca. Geralt. A potem równy. z mieczem w ręku. pomknął ku walczącym przez stół.dźgnął go sztyletem. co zostało mu w ręku. Wiedźmin zawirował.wrzasnęła cienko Pavetta. Od wejścia słychać było łomot. Trzeci strażnik przyskoczył. roztrącając talerze. . usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. Jeż zwinął się. wibrujący krzyk królewny. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. Od wejścia biegli następni.Dunyyyyyy!!! . półmiski i puchary. . wleczony po posadzce. siejąc dookoła zastawą i jadłem. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. Strażnicy. Stół. przyklękając. zakrzyczał i zafukał. ledwo utrzymując się na . Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. łowiąc okiem zielonkawy błysk. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. Eist Tuirseach. wskakując na krzesło. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. Wiedział. że czasu jest niewiele.zaryczał Eist Tuirseach. uwieszony u jego pasa.Nie godzi się! . Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. rzucając gizarmy. co się święci. chwytając za krzesło. wznosił się wirując. Wiedźmin. czując. padł płasko na ziemię. razem z siedzącą na nim Calanthe. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. skacząc ze stołu. rzucił się na nadbiegających. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał. jednostajny. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. Jeż. łopotały wzbijając chmury kurzu. Tron.

Geralt doczołgał się do Myszowora. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka.Ona nad tym nie panuje! . rozleciało się w drzazgi. Geralt Znakiem Aard. którą licząc od dołu. skoczył ku niej. Pavetta wyła. Z powały cichutko sypał się tynk. pełzł w stronę.nogach.odwrzasnął Geralt. Geralt. krzesło i lutnia Drogodara. Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku. wyrżnął go w plecy. . pierwotna Moc! . chwycił w ramiona. lub rozpłaszczał na ścianie. walił się i turlał. cięła krzykiem jak batem. . tak szybko. Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa. wydawałoby się. Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem.Wiem! . gdzie Myszowór. jak tylko mógł. świszcząc w powietrzu. wszystko i wszystkich. Krzesło. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu. obaj przypadli za górką. unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi. od którego. Myszowór straszliwym. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść. trzystopniowym zaklęciem. a nie na brzuchu. tworzyli Paszkot ze Streptu. przekrzykując harmider i łomot.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. ściskając medalion w dłoni. wewnątrz przejrzystej . Obracając się.Tak! .Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . Drogodar. beczułka piwa.To czysta. własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem. zacznie się topić posadzka. . nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze.wrzasnął druid. Pod powałą krążył stół.Gotów? .Widzę! .wisiała nadal w powietrzu. na którym siedziała królewna.

dzikich i mitycznych zwierząt. Myszowór! Blokuj.zakrzyczał Myszowór.Blokuj ją.zaryczał Myszowór. porażając dech. Nie przestając krzyczeć. świeczniki. wył i ryczał. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko. nadgryzione bochenki chleba. poprzez wycie Pavetty. gasząc oczy. Moc zelżała raptownie.zielonej sfery. Pavetta zamilkła przerażona. .Zwalnia wszystko! . domowych. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. kości.krzyknął wiedźmin. huk. co znalazło się pod spodem. . kwiczał i skrzeczał. Sam zaś. obróciła ku nim głowę. celując różdżką w królewnę. kuląc się. poprzez własny krzyk i wycie rannych. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć. deski. brzęk i łomot. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha.Blokuj. majolika. . na złotym polu. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. odrzuciwszy głowę do tyłu. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. wstrząsając posadami zamczyska. półmiski. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. na trzy łokcie do góry. nieznanych.Na wszystkie demony! . jak taran rozsadzając czaszki. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę. deszczułki i tlące się polana z paleniska. Błyskawice skręciły się w oślepiające. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. . wiry. z wnętrza których runęła na nich Moc. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. wirujące leje. .Uwaga! . . Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk. Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła.

.powtarzał Crach an Craite. przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. .. . otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy.Cóż to. Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się. co to było? . wiedźminie! Uderzyli ją.Dzisiejsza młodzież! .Calanthe.wołał jeden z braci ze Streptu.Wody. Dzirżygórka. Królowa otworzyła oczy. Calanthe! . nie wiesz.Tu są kobiety.powiedziała. próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc. . Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie. poprzez rumowisko i zniszczenie. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin. patrząc w ich stronę.Opanuj się. niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. . wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina.Cuach op arse. ghoul y badraigh mai an cuach . ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. przez połamane sprzęty i bezwładne ciała.powiedział wiedźmin.ryknął Myszowór. nie mogłaby używać Mocy? . .Medyka! . Moja. .wychrypiał Kudkudak. Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.parsknął Myszowór. . wymachując różdżką.powiedział z wysiłkiem Myszowór. . Ludzie patrzą .Eist.spytał marszałek Vissegerd.krzyknął cienko Windhalm z Attre. z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy.powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami. Crach . znaczy się nie tknięta. plując krwią płynącą z przygryzionej wargi. . wiedźminie.Że co? . . prędzej! . . schylony nad Rainfamem. że dziewica.Nie . .Czy ktoś zechciałby mi objaśnić. Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę.A niech patrzą.Teraz.Teraz! . Umiłowana. ta jednak odtrąciła ich ręce. wyczołgując się spod zerwanego arrasu.Wody! .I piwa! . .

cofnęli się szepcząc i mrucząc. Adalia. kto mi to zrobił. ..Pal diabli jej dziewictwo . jaka była przyczyna. prawda .rzekł druid. Prawda. Stłukłam sobie kręgosłup. ale niepotrzebnie.Kto to? Jeż? .Ale jak. Hej. . co wiem.Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego. okalające bladą. królowo. Myszowór.Po co nam medyk? . .. Geralt.zamruczał Eist. odpowiadając zamiast królowej. dumnie unosząc głowę. .Odziedziczyła z przeskokiem. . Potworny pysk Jeża rozmazał się. Calanthe? . rozmył. Geralt i ty... Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne. Dzwon. Od północy do świtu . Pavetta. trąc skronie.. . z zaciśniętymi ustami. Nigdy nie dowiedziałem się.Na rozkaz. lśniące.Co. . Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro. który słyszeliśmy wcześniej.Może jednakowoż zamiast rozprawiać. ...klątwa .. Jak już będzie po wszystkim.Zaklęty? . kanciastą męską twarz. odwróciła głowę. . jak tu stoicie..mruknął Geralt. wskazała rannego Jeża strażnikom.Od urodzenia. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko. . Calanthe. . popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe. .Tak.Jej babka.Wybiła północ ..Duny . ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka.powiedział Myszowór.Dosyć .. III . . kręcone włosy i brodę. Dzwonnika. Eist.Calanthe wyprostowała się... królowo.Czy ta twoja różdżka. Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci. podnosiła most zwodzony ruchem brwi. ani Roegner.ciągnął Duny. chcę was widzieć w mojej komnacie. Wszystkich. ozdobioną wydatnym nosem.Prawda. I okolice. Myszowór? .Dosyć tego. ani chybi .powiedział wiedźmin. . . był nieporozumieniem i pomyłką. zaczął tracić kontury.. Duny. która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. ani Calanthe. .zająknął się Eist Tuirseach. .stęknął mężczyzna o imieniu Duny.powiedziała miękko Pavetta. wyjmując różdżkę.Właśnie w tej chwili.

-z zapałem kręcąc głową. Przeznaczenie zadrwiło z ciebie. Jesteś z Pavetta od roku. Kocham Pavettę i ona mnie kocha. Nie możesz. potem. chciał to ukryć.zaczął Eist.Dalej wiemy. . . kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. . . . od świtu. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii.uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. Akerspaark. . mój ojciec. Pierwiosnki. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. Za tamto. wiesz. . nie chcę. I piękną.Mogę.. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec. W Maecht ludzie są zabobonni. Mam pewien dług wobec ciebie. .. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? .Do licha z przeznaczeniem. Duny. widzieliście co. . mogę. pani.Calanthe. . proszę. Byłam zdecydowana. względnie domyślamy się . i co? I nic. Tuirseach... że tak. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową. Dzięki . i to jeszcze jak .uśmiechnął się Duny.Pomału. sprawa mocno się skomplikowała. Ty mała czarownico. królowo. Cóż za ironia. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. -Na twoje szczęście.. podróżowałem sam. gdy on zginął.normalny człowiek. od kogo usłyszałem. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. wychował. Krótko po tym spotkałem Roegnera. stawać na drodze do naszego szczęścia. Już nie pamiętam. Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. błędny rycerz z giermkiem. Jeszcze nie skończyłam. ale ja tego bardzo nie lubię. Zwłaszcza tego..Dzięki. Duny. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. tylko to się liczy.Pewnie. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. Powinnam cię prosić o wybaczenie. Dalej wiecie. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę. Duny.No. To znaczy.kiwnęła głową Calanthe. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca.

.. leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu.Dzisiejsza młodzież .A wam co tak wesoło.To dobrze. . Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. . królowo? . kiedy się połapiesz. Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry. Powinna się nauczyć. czarownicy? Czy nie widzicie.Możecie oboje zostać w Cintrze. żeby stał. aż sama zobaczysz . widzimy . Pora. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem.. czarowniku? .. . jak stoi. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać. druidzie? . trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami.Ciekawiło mnie. . Przy okazji. . .parsknął Myszowór. nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny. Eist. A wy.Świta już. Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć. wolałabym.Niedaleko pada jabłko. . Jak ty to powiedziałeś. Myszowór. pani.Czekaliśmy.... Co ty na to.Co tam mamroczesz.. zgadzam się.zapewnił Geralt.Tak. co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. . Raptownie odkręciła się w stronę. ale.. . Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają. dobrze radzę. .I piękną.królowa odwróciła głowę w stronę okna. .Tak. . Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. patrząc na moją prawie zamężną córkę..Calanthe. . gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie. . jeśli chcecie. .Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania.Duny! .. Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia. Lubię ten zamek.Ja myślę ..Zaszczyt to dla mnie. jak sądzicie. Zresztą. mam dla ciebie propozycję.. Geralt spojrzał na Myszowora.Widzimy.zamruczał Myszowór.Nic.

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

. Lud puściłby mu kasztel z dymem.Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym. dokąd ty się udajesz. byś mnie tu nią musiał raczyć. .rozkaszlał się. albo przesadzona. że świat się zmienia. że nie jestem mile widziany w jego włościach. Jaskier^Świat się zmienia. Mógłbym ci potowarzyszyć. Któregoś dnia podjeżdżam. Jaka tam cywilizacja.Jaskier znał wszystkich królów. przerazy. a jadąc przez kraj. zamiast odpowiedzieć. Jaskier. . tak .westchnął ponownie Jaskier.Dokąd zmierzasz? . Co się jeszcze. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. westchnął ciężko. Bo na to. Długo myślisz tu zabawić? . twoim zdaniem. Jadę na południe. Tutaj nie znajdę roboty. wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. od każdego przechodzącego żąda opłaty.rzekł Geralt po chwili milczenia. . . Daleko na południe. a wódka się kończy.Niedługo.Co też ty wygadujesz. -Gwiżdż na niego. most. A siedzę tu już i tak za długo. z którą ci absolutnie nie do twarzy. łyknął z gąsiorka. patrzę.Nie chcę kłopotów. Poeta pociągnął z gąsiorka. . Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza.Donikąd. patrzą na mnie jak na dziwoląga. . Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. Nie. jedyna teza z jego traktatu.Tak. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. Połowa jest albo zmyślona. filozofie. przybierając przy tym minę myśliciela. mógłbym udać się tam. Podobno są tu wodniki. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. Cywilizacja. .Opowieści to i ja słyszałem. zmrużył oczy. Pod mostem siedzi troll. . . wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. macając zabandażowaną szyję. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. nawiasem mówiąc. . Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. z boginią Melitele.Dam ci parę przykładów . Geralt.Świat się zmienia. wijuny. wszelkie możliwe świństwo. Powinieneś mieć roboty po uszy. latawce. Coś się kończy. słońce zachodzi. Owa zmienność świata to. książąt.Hereward? . To znaczy. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń.

a robi mi się coraz głodniej. . pytam. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. owszem. patrzę. ile. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. owemu dziwożonę. nie. To. że skończył się popyt na poezję. Stwierdzam fakty. ile mi dacie. Pogłupieli doszczętnie. . Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce.zgodził się poeta. Chłopi na kolana. Ani innych nieszkodliwych stworzeń. a nas ze skóry obedrze. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona.. którzy wierzą.Nie użalam się. . jak mu łuska z grzbietu spadnie. . jest. sędziwego rybaka. a czasem i obie. za tego trolla.Na byle jaką.wtrącił Jaskier.Nie będę zabijał wojsiłków.. pyta. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. gdybym stwierdził. po wsiach pełno dziewek jak rzepy.Na jaką? . Byłbyś niezły z twoimi skrupułami. Nie wzmaga nic a nic. temu nimfę. jak się patrzy. jak trolla nie stanie? Troll dba o most. . Nieduży. Jak to. to baron sioło spali. problemu stanowić nie powinno. Bądź konsekwentny. Chyba.. a kto będzie most naprawiał.To będziesz chodził głodny. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. Ja. Hodowałbym róże. Idę więc do wójta. a od wody ciągnie i łamie w kościach.. Jadę więc dalej. niesie w szponach owcę. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić.Próbowałem. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. Jadę do wsi. widłogon. że ryby śmierdzą.Przypominasz mi. że nie wierzysz w żadnych bogów.. którzy odmawiają. .. Zostań kapłanem. Geralt.Tym. że zmienisz pracę. a polewce nadaje smak wywaru z onuc. Mało znam kapłanów. Inny prosi. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. Taniej wypada więc płacić mu myto.Pieprzysz.może i nie byłbym.Cóż . . . przetrąca nogę. . naprawia go regularnie w pocie czoła. zapłacicie za gada. pytam. Rozpytuję o pracę. Gadanie i żale niczego nie poprawią. Jadę dalej. z twoją moralnością. ale jaka? Temu złap rusałkę. nadal wpatrzony w zelówkę .To akurat bujda . . który pod koniec życia odkrył. solidnie. wołają. Leci. a im się chce nieludek. No. bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję.

Cóż. by móc je łowić. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. . a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty. stopniowo. A przerazy. o ile pamiętam. Dostrzegasz analogie? . Bo my. milsze i nie chlały tyle piwa. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. Im lepiej i sumienniej pracujecie. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. Niektóre. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. którym straszy się dzieci. wygląda. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. w dodatku pożyteczna. W czasach. Tą ziemią władały smoki. prawda? . ludzie. fretek i łasic. które pielęgnowały cnotę. o tych pierwszych. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. że teraz przyszła kolej na wiedźminów.. wynajdując skuteczne trutki. Geralt. to już nie potwór. każdą dolinę. tym mniej macie do roboty.Dostrzegam. Baron nie pozwala zabić widłogona. Przecież waszym celem. wampiry.Prawda. ale stale. sami przecież pozbawiacie się pracy. Paradoks.Ale nasze profesje różnią się nieco.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. wzmianki o wiedźminach. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. wilkołaki i strzygi. każdy bór i każdą polanę. Wy. chimery i latawce. Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam. Prawiczki od jednorożców. Zwierzaczki były tańsze. wiedźmini.Dawniej. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. kikimory. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. Czyli świat.. byliśmy tu intruzami. Ale te czasy minęły. No. Z twoim zawodem jest gorzej. każdą przełęcz. w którym wiedźmini są zbędni. natychmiast się rozprawiczyły. tych raczej nie naśladuj. gryfy i amfisbeny. mantikory. to relikt i lokalna atrakcja. karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. Szczurołapowie. świat spokojny i bezpieczny. A wykończyli ich alchemicy. . minęły bezpowrotnie. gdy były jeszcze jednorożce. . gdy straciły pracę. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu.

Geralt.Ale wydać trudniej. że prawisz banalne komunały. opierając potylicę o regał.Może powinienem. bo dziewczę. Ale niech ci będzie. .. nie biorąc ze sobą rohatyny. . Czy ci się to podoba.Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie. Coś się kończy. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. Skutek gwarantowany. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata . jedźmy co rychlej na to południe. . .Nie podoba mi się to.Pamiętam. grożąc. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach. czy nie.. było jak mówisz.. że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. Do tego jada się tam pęczak i proso. Nie podoba mi się mina.Geralt łyknął z gąsiorka. piwo ma smak szczyn.. to zaraz ci minie chandra. Ech. Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. . to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu. dziewczyny się nie myją. forpoczta cywilizacji i Nowego. a komary gryzą. do tych dzikich krajów. . żeś znalazł kompana. Szukali cię po całym mieście.To ty mnie namówiłeś.Zarobić łatwiej . Jaskier.powiedział.mantikory. Jaskier zarechotał donośnie. Gdy zarąbiesz parę potworów. Powinieneś osiąść tam na stałe. coś się kończy. z jaką to czynisz. . Ale nie osiądę. Pamiętasz? . miało czterech rosłych braci. .Miałem więc rację. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. . zaraza. A potworów tam podobno niemało.. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem. Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś. .. . Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas.Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. masz rację. Powiadają. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg.

Oho. Zgroza. za pieniądze.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się. panie! Elfy. .KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy.potwierdził Geralt.powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt.Taka profesja . Żywiołaki? Pytacie... trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę. . Klnąc pod nosem. . Kto tam pójdzie. są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową. powiadam wam. . że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź.Niczym nie handluję. . ocierając usta z piwnej piany.Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . w sposób zauważalny. usiadł. tam jest ichnie królestwo. zebrało się już kilkunastu osadników. Poeta postawił kufle. niosąc dwie ociekające pianą stągwie. . . Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. widzicie te góry? Tam elfy mieszkają. przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą. Wszelkie plugastwo tępi.Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. .wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier. .doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. . Jestem wiedźminem.rzekł Geralt chłodno. całe są ze szczerego złota. starosto? .Aaaa .Jestem wiedźminem. Przeszedł skosem przez podwórze..Są .Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! .Robota? Niby te. Zawodowo. Dookoła wystawionego na majdan stołu. No.Aha! . Z miejsca zorientował się.Spójrzcie tylko tam. omijając krowie placki. ten już nie wraca. powiadam wam. Pałace ichnie. Pojmujecie.starosta znowu zaczął myśleć. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków. rozumiecie? Strzygi zabija i upiory. ..No właśnie . .Wiedźmin.Tak sądziłem . panie starosto .

Starosta. co da się zrobić.rzekł wreszcie. Blada dziewica. Ale są tu i inne żywiołaki. onaż po chałupach chodzi o brzasku. a w dzień płody spędza. Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów. Zliczyć trudno. . by nie poinformowano ich. Geralt wysłuchał spokojnie. .Koniom grzywy plączą po stajniach! . tak. ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie. . .powiedział. co lata i krowom mleko spija. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. .odezwał się Jaskier. jest ich a jest. . który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab. A z tego.Jaskier zarechotał bezczelnie.I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. myślał długo. kiwając głową w udanym skupieniu.Tak. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi.dodał drugi.No. wtedy zobaczymy. . . stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! . dobrze mówię. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się. Nie obyło się jak zwykle bez tego. a niejaki Duda. o latawicy. obiegli stół ze wszystkich stron.Aha . jak weźmie się za same baby. prawie starosta gada. co przed chwilą słyszałem.Rychło wrócę. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach. dobrzy ludzie . to bywajcie.Geralt . mówiąc o królewskim włodarzu. . O.Mora! . panie. po czym wstał i skinął na Jaskra. żołdak z miejscowej strażnicy.Całą drogę narzekałeś. A najgorsza to Mora będzie. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. a tylko patrzeć. tak. . o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą.Ano. a dzieciaki od tego mrą! . Z elfiej krainy widać lezą do nas.rzekł jeden.I chochliki .

Nie.Co proszę? . Jedno tu jest z pewnością. że w tym.. .Geralt odwrócił głowę . Bard przełożył nogę przez łęk siodła. ja miałbym piękne tematy do ballad. że ludzie dodatkowo wymyślają takie.wynika. Drogą. że będziesz tu pracował do zimy. . Głęboko wierzyli we wszystko. Co nie zmienia faktu.Żaden z tych potworów. podkasanym dziewojom.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. ciągnęły wyładowane wozy.Nie zarobiłbym tu ani szeląga. I znam tę przyczynę.Nietopyrze.Żaden ze stworów. co oni mówili. w przeciwnym kierunku.Geralt . wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach. Oni nie kłamali. musi tu być. ale przecież są.Przecież potwory są.Nie . o których mówili. . od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym. i to bez wytchnienia.lubią wymyślać potwory i potworności. słynny poeto. Coś z tego. Przyglądałem się tym ludziom. Istnieją. .Przyznaję.Żartujesz chyba! .Zastanawiałem. może nie czają się za każdym drzewem w lesie. wytłumacz mi.Nie kłamali. .Ludzie . . . jedziemy dalej? . słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . Dlaczego więc.Ciekawym..zgodził się wiedźmin. Może nie jest ich tyle co niegdyś.Dlatego. Poeta milczał czas jakiś. nie istnieje. a ja się na ludziach znam. wierzą w to. . Jaskier. . Chociaż jedno! Przyznaj. co wymienili. Żaden? To być nie może. . . . Czemu więc przypisać. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża.Ha! Co? . . Ty zarobiłbyś trochę grosza. . Wyjechali za ostatnie płoty. nie było słowa prawdy. które nie istnieją? Mało tego.powiedział nagle. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie. szczególnie zawziętego na pęciny koni.Dlaczego? . to niemożliwe.

Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. oszukują.powiedział podniecony. . obłożone faszyną. I łatwiej im żyć.Na wozie! . .zadrwił wiedźmin.Jedziemy. .Niesłychane .Zapamiętałem . a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy.warknął trubadur. kradną. leją żonę lejcami. przepusty wzmocnione kamieniami i balami. Pośrodku. . Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. tym bardziej wyostrza ci się dowcip. . . Jechali wolno. Gdy piją na umór. -Na wozie? A ja myślałem. Mnichy przy stawach. .groble były zadbane.Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę.powiedział Jaskier po chwili milczenia. dogonił ich więc szybko. do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie. Jaskier obejrzał się nagle.Jaskier wstrzymał konia. . lubią myśleć. co ci powiem? . czapli i perkozów.Wiesz. niech mnie diabli. rozejrzał się. wesoło ciurkały wodą. morzą głodem babkę staruszkę.Im bliżej krańca świata. płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw.Ktoś jedzie za nami . . ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach. Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. Jaskier. sina linia gór wznoszących się nad czarną. Horyzont wytyczała zamglona. . cyranek. wcale nie przegniłe. okrągłe i regularne jak listek koniczyny. a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. Ale nie licz na wielki poklask. .Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni.Ułóż. bezkształtną połacią boru. szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli. Geralt.Spójrz. nie oglądając się. Strach pomyśleć.Ha . Czyż tu nie pięknie? Idylla.

Zwę się Pokrzywka . a wasze konie w tamte stronę pyskiem. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale.Stąd. ciągnęły się uprawne pola. wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli. . usiadł na desce.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej. . .spytał. Jaskier zaśmiał się ponownie. do Dolnej Posady.Nic .Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . zwany Pokrzywką.Co na to powiesz. panie wiedźmin? . Jaskier zaśmiał się. biegły w obyczaju .zaproponował chłop.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu.Skąd ta pewność? . pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. . nie chwostem obrócone.Święta prawda.Bogów chwalę. . Wiem. Geralt? . Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał.Na gościńcu źle się gada.Miałbym coś dla was. żeście wiedźmin. . miłościwi! .ciągnął mężczyzna w kożuchu . . Po co rzyć na kulbace męczyć? . . Przecie i tak tamtędy wam droga. że tu nie masz innej drogi. Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie. jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali. . Wygodniej będzie. bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak. Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było. Geralt patrzył na chłopa bacznie. Jaskier. Jedźmy do mnie. Geralt puścił wodze. . . chrząknął.ich chwalimy.Przyglądałem się wam. Tam pogadamy.oznajmił woźnica.Jeśli chcemy . Dalej. Chłop.Tppprrrr! . porządnej roboty. minęli pas skoszonych łąk.Słyszałem .mruknął wiedźmin.I my . . W drogę tedy.powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. mości Pokrzywka. Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi.O interesach na gościńcu źle się gada. Wdrapali się na wóz.jak wam starosta bajędy prawili. jak okiem sięgnąć. nic nie mówiąc..rzekł wiedźmin. .odrzekł Jaskier. Pokrzywka cmoknął na konie. .

Rzuć tylko okiem. jaka ogromniasta. mój drogi. Uczyć się trzeba.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. czy jak? Ale w jednym utrafiliście. Oni sobie. .powiedział Jaskier.Mało rozumiesz. my sobie. Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów.. Żyto jak złoto. A jak żyje się tu wam z elfami.W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. chroni od chłodu. . musimy znać się na wszystkim . . Albo ta rzepa.zgodził się Pokrzywka. To łubin. Od rolnictwa zależy los świata. czyli Dol Blathanna .Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. panie.Dzięki za poczęstunek . który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów . gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą. elfów stąd wprzód wyżenąwszy.Co. przejdziemy do rzeczy.Po prawdzie. te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra. . Dhun? Dhun. ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy.wtrącił Pokrzywka. . . jeśli pozwolicie. zobacz. Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie.Lubinuście nie widzieli. II . . gospodarze. .rzekł poeta.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski. . dobrze więc znać się na rolnictwie. uczyć. ubiera.Wierzyć się nie chce. Spójrz. skinął na dziewki. te fioletowe kwiatki.Ano. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. .My. Brak fantazji.Znasz się na rolnictwie? .Nie mieszamy się jedni do drugich.Rozumiem. ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu. Geralt.Dolina Kwiatów. . pisząc. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili.Dzięki stokrotne. . można . dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. Ucz się. . to jest wyka . że to kraniec świata. Rolnictwo karmi. poeci. koniec cywilizacji . starszy Dolnej Posady.Najlepsze wyjście . A teraz.rzekł wyniośle Jaskier. aż miło.A gorzałkę z czego się pędzi? . . . .Uważasz? Elfów wyżenąwszy.Prawda.

jak wygląda.. .Pomaga? . . .niewybrednymi żartami. Bywa nawet.. panie Dhun. powiadam wam. potrafił być niesłychanie cierpliwy. w czym wam przeszkadza.Mówcie. Pokrzywka spojrzał na Dhuna. jak diaboł. mości Dhun.Co takiego? . .Ano .Diabłów nie ma! .Geralt.Jaki diaboł? . usiłując wyciągnąć muchę z piwa.zarechotał Jaskier.Pole .rzekł Geralt spokojnym głosem.kontynuował Dhun. Starszy osady kiwnął' głową. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. że pomaga. . Geralt kopnął pod stołem Jaskra. w czym się tu wam mogę przydać.. patrząc w okno..To już wiem. Mówcie dalej.Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. .A jaki ma być? Diaboł i tyle. Jaskier . jako żywo.Słucham tedy . . . .Przecie mówię. to jest tak . Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem. Po kolei.Diabeł? .A wy mówcie dalej.Dobrze mówię.Co? .rzekł Geralt. . mądry z was człek. który już szykował się do złośliwego komentarza. panie.Co jest na tym polu? . .Po kolei. Ano. . A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza. .Nie wtrącaj się. prask i patrzym: diaboł. ostry żywiczny zapach docierał aż do izby. wypisz wymaluj diaboł. grasuje tam diaboł.I co? . Kawał pola. tak. . . . z wielkim trudem. Aż po sam bór sięga. jeśli łaska. po kolei odginając palce. -Ano. Powiedzcie. gdy chciał.Ano. skąd się wziął. odchrząknął. chmiel i len. . ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie.parsknął Jaskier.Ano .Przecie mówię: diaboł. Diaboł. Skąd się wziął? Ano znikąd. Wygląda to on.Nie wtrącaj się.powiedział.nie wytrzymał poeta. trzask. . W jaki to sposób . podrapał się za uchem. Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie.Jest tu takie jedno pole. Jaskier. . Bęc.Dhun uniósł głowę. .

z przeproszeniem. chudobę i spyżę.odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka.Nie . rzepy i buraków dogląda. nie chcemy. że dupczył będzie. ino by żarł. . nasrane tak. co mu wieczorem do łba strzeli.A któżby . nie chcecie go w okolicy? . że wytrzymać ciężko.zmarszczył się Dhun. . na grobli ryje. . Zapłacimy wam. krety tępi.Więc jednak przeszkadza. ile trza.Rzekłbym. pomaga tak: grunt użyźnia. straszy. .pokręcił głową Dhun. co się w kapuście lęgnie. a to za dziewką goni. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie. . glebę wzrusza.powiedział.. Jaskier odwrócił się do okna. Niszczy a psuje. Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem.Nie Iza ubijać . abyście diabła ubili. ot co.. Pluć nam na jego pomoc.. kurwi syn. z dymem puścił wszystko siano. Jaskier znowu zarechotał. . sami rąk nie mamy? A to. czy tak? Innymi słowy. To i macie robotę.przerwał Geralt. by pozbyć się tego diabła.Niecodzienny warunek. grozi. z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej. A to. niecodzienne.pomaga wam ten. a złośliwe bydlę i w głowie ma. . . Ale zważcie. Co to. . A i liszkę. panie. .Nie przeszkadza..Diaboł .Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej . . woda z jednego stawu. Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie.Ano.. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada. jak powiadacie. co to. Nie wiedzieć rano. panie wiedźmin. Wiedźmin milczał.powtórzył z naciskiem kmieć.Wyście są wiedźmin. . naprzykrza się. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki. . Kradnie. zjada.rzekł spokojnie wiedźmin . Psoci jeno.Rozumiem . ze szczętem uciekła i karpie posnęły. sam słyszałem. to nie. . panie.bo w tej Dolinie. ptaki płoszy. po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku. nie? To zróbcie z tym diabłem porządek.chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da. We stogu lulkę palił.Interesujące . co tu gadać .gotowiście mi zapłacić. nie diaboł. Skąd tyle miłosierdzia? . tłumiąc śmiech. w studnię napaskudzi.Dhun spojrzał na niego ponuro .Co? . Nic. Jak to diaboł..A.Wszelakoż .

Wasze prawo . A o tym.przerwał Pokrzywka. . wyjrzał na podwórko. . że mnie już trochę znasz. . wie przecież każdy. temu waszemu diabłu. Nie ma! Diabły nie istnieją.Przestaję zgoła rozumieć.Wygląda na to. panie. Chcecie wypocząć.Przybijecie ugodę? .Co tu jest do rozumienia? .Rzeczywiście . . .Jaskier zerwał się z zydla. Nie będziemy was naglić. że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu.mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę. . wedle prawa gościny.I wasza wola..powiedział Pokrzywka.zaciekawił się Jaskier.uśmiechnął się Geralt. Diaboł nocami hula po całej okolicy. znając cię trochę. .Diabłów nie ma! .W takim razie nie rozumiem. Albo wśród starych wierzb na bagnisku. śpiewaku. nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś. III . wypoczywajcie jak długo wola. że to stworzenia mityczne. .Geralt . . się przyjrzeć.Jedno jest pewne . Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. że właśnie diabły to wymysły. wyjąwszy widać ciemnych kmiotków. do diabła! .Z czego to wnosisz? . . ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach. A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was. na oddalających się od chaty kmieciów.Nie Iza i już . nie przestając się uśmiechać. . . gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach.Najpierw chciałbym mu.Z faktu. a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy. . definitywnie wybijając kota ze snu. Jaskier. .Złapcie go tylko. Bywajcie. Kmiecie popatrzyli po sobie. Tam se go możecie oglądnąć.Głupi ten diabeł nie jest. co nie istnieje. Nie minął dzień od chwili. wiktu i opierunku? .wrzasnął poeta.spytał Dhun.Ale ja.Prawda . Wiedźmin milczał. po czym wstał.skrzywił się Geralt. . albo wygońcie za siódmą górę.

Co chcesz zrobić? . jeśli zechciałbyś uczestniczyć.A po co? Też znam ballady o diabłach. Kto wie. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. że to nie przypadek.A ty. ów diabeł..Oryginalne .Daruj mi babę. Czas zabrać się do roboty. . tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość.nadął się Jaskier. Co o tym sądzisz? .. A tam.bard dopiero teraz zauważył. Jest ballada o parobku imieniem Yolop.. .Chodzi o specjalne właściwości konopi. . . uważasz. że jest tu bezpieczny...Jaskier rozejrzał się.powiedział.Hmm.Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . o diable i babie. Łajdak wyczuwa aurę i wie. Jaskier odkaszlnął. Ale na razie jeszcze nie polujemy.. Dlatego muszę poszperać w konopiach.Hej! . . Z nagonką. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . spójrz. .Choć niewyrafinowane.parsknął trubadur.. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy. Wypędziłbym diabła z chaszczy.Inteligentnie . może i do zastosowania. co to takiego jest. nic więcej. jak byś się do tego zabrał? . . Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. nieprzyzwoita.Nie wziąłeś miecza! . Była taka jedna.Wcale ciekawa koncepcja. . widzisz te tyczki? To chmiel.Jak chcesz. bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. a w czystym polu dognałbym go konno. poprawił spodnie. . ale zabawna. A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć. dla przykładu. wziął na arkan. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy. Jaskier. Chciałem być pomocny. . Ani baba. Geralt. Na razie chcę się zorientować.jak też się do tego zabierzesz. który. Zakładam. .Sprytnie. Zapracować na wikt i opierunek. . Baba. Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady.Przestań gadać. . Założę się.Pomyszkuję trochę w konopiach.Ciekawym . .

duszne gorąco. Krasnoludy klną: "Duwel hoael".. Przestań pleść.O. .Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". mówią: "Znowu kogoś diabli niosą". a tuż za zakrętem kończyła się niedużą. Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu.. W gęstwinie panowało ciężkie. nierozpoznawalne pestki i nasionka. czy rzeczywiście jest taki straszny. skoro tam jest ścieżka. Pytałem.rzekł poeta. Jaskier. że "diabeł" to tylko taka metafora. .W samej rzeczy .I palą diabłu ogarek. "niech to diabli". Skorzystajmy z niej. przekonać się.Faktycznie . My tak mówimy we wspólnym. nierówną ścieżynką wśród konopi.Zawsze myślałem. ziarenkami. . . Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. Co.Wiesz. wskazując na świeczkę. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se". jak również inne. Zaraza. wymyślona. wydeptaną w zielsku polanką.Tym lepiej. jak widzę. co za cholerny chlew. co to znaczy. Nie nachodzimy się zbytnio..Wiem. . płaski kamień. . niby jakiegoś czyżyka.A jeśli to diabla ścieżka? . Ścieżka zakręcała lekko. gdy im się coś nie uda. Geralt . Ale karmią go.zaprotestował poeta. żeby było jak kląć. . "Diabli nadali". jak go malują. co znaczy. "do diabła". . Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. krocząc za wiedźminem wąską.Tak przypuszczałem . wilgotne. Jaskier.Jest ścieżka.Geralt przysłonił oczy dłonią. potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów... . czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie. Jaskier zamilkł. na nim stało kilka glinianych miseczek. .Składają mu ofiary.paplał bard. . Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie.Spójrz. .Ty nie musisz. .mruknął. gdy widzą nadjeżdżających gości. . Niziołki. zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. nie . W samym centrum polanki leżał duży.

beeee! Nowi żartownisie przyszli. . beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką.ryknął donośnie koźloróg i podskoczył.wrzasnął koźloróg.syknął Geralt. a kulki świszczały mu nad głową. Również usta. Trudno było ocenić. . łajdako-wie wy. do cholery . Geralt nie czekając skoczył za nim. .Uk! Uk! Beeee! . Dolna część ciała stwora pokryta była długim. podskakując..Blebleblebeeeeee! . . kozie rogi i brodę. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. Stwór zabeczał.Ani słowa. uk. .Uk! Uk! Beeeeee! . . uk! . bo na rogi wezmę.szczeknął potwór. Dziwoląg wyposażony był też w długi. podzielone i miękkie. -Żarty. Gdy będziesz szedł do domu. -Ja wam dam kulki! . ukazując żółte końskie zęby.Uk! Uk! . beee.Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . . ruchliwe. następna trafiła Jaskra w kolano. przywodziły na myśl żującą kozę.Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. trzymając się za czoło.zagulgotał wściekle stwór. uk.Zamilcz.nie wytrzymał Jaskier.Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć. Zachowaj dla siebie głupie żarty. po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór.warknął wiedźmin. . .Psujesz wszystko. -Czego tu? Precz.Jak najbardziej . Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. precz. możesz je zabrać. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać. . zakończony pędzlastym kutasem ogon. .kiwnął głową Jaskier.zabeczał koźloróg.Katarynka i dzwoneczek są twoje. .Przestań. Jaskier . zamachnął się ponownie. czy było to potwierdzenie. uk! Żartów się wam zachciało.. uk.Żarty!!! . koziołku? . wyłupiaste oczy. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki. Koło ucha Geralta coś świsnęło. W konopiach coś zaszuściło i zatupało. którym energicznie zamiatał. przebierając racicami. przy czym warga rozeszła się szeroko.

A potem zapadła cisza. A myślałem. by poszedł sobie od nas precz. Trzeba było przyznać. Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. Osadnicy pomruczeli między sobą. czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. Czekam na wyjaśnienia.już dawniej objawiały się straszydła. . pomiędzy konopie. prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka. . że nie robiliście niczego. . teraz cierp.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu.No wiesz. Zobacz.Tego się nie spodziewałem. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej. jakiego mam guza! . Wiedźmin. klucząc wśród gęstwiny.Pokazujesz mi go po raz szósty. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. . A ja oberwałem w łeb. W milczeniu..Mości Dhun.Nie prosiłem. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. taki cap kosmaty. mości Pokrzywka . panie.zaczął wiedźmin bez wstępów. . Geralt rzucił się w bok. usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła.Prawiście. że będę przy tobie bezpieczny! . bo wstyd nas żarł. chwytając się za potylicę. Zełgaliśmy. IV . Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. pytałem.U nas w Dolinie .. diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. a zaraz potem świst kolejnej kulki. Geralt . Nie posłuchałeś. że było inaczej.rzekł wolno Dhun . Prosiłem natomiast. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. byś łaził za mną w konopie.. . który trafił go w łopatkę. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język.Jakim sposobem? . . bo właśnie nadchodzą. Mam powody przypuszczać. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . jeśli łaska. Wybaczenia prosim.Miły jesteś. ale nie uniknął pocisku. Taka rogata pokraka z kozią brodą. Powiedzieliście.Zanim wyruszyłem. sprawić.

Ciekawe ryciny i iluminacje. zaglądając mu przez ramię. mnąc dłońmi fartuszek. obrosłe tłustym kurzem tomisko. Zabawna składnia.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu.Pierwsze Kuny . . grube. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? . Jaskier. .W jakiej księdze? . pająki ogromniaste i żmije różne.starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła. czary i cudactwa. rzeknij babce. Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę.rzekł Geralt zimno. złociutki. Geralt obrócił w dłoniach ciężkie. . to w bibliotekach świątynnych. Księgę.Ja? Nie. Nieczęsto widzi się coś takiego. włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić. burdałaki. nie po wsiach na krańcu świata. jakie na świecie były są albo będą. a jeżeli już. Geralt. są sposoby na wszystkie potwory.jakim sposobem korzystacie z księgi. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady.W księdze tej . odwracając się do Dhuna i Pokrzywki .ocenił bard. babko.Pokażcie księgę. .Objaśnijcie mi . wijuny ziemne. Dziewczyna wciąż stała przed nim.którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. by pień! Lilie.Smoki latające. zapewne jej rówieśniczek. . upiry. Tej sztuki nie posiadła żem. . nie umiejąc czytać runów? . A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali.ciągnął Dhun .zmyliła go jej filigranowa postać. z podkową ciągle przyłożoną do czoła.Rzuć na to okiem. . skąd to macie. Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha.Czytać? . żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. mówię.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. . Była starsza. ale tak wówczas mówiono. niż początkowo przypuszczał . Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. Na wszystkich bogów.

owamte pioruny miotają. Chceszli urodzaj od nich uchronić. Te deszcz leją. Sami baczycie. Pochwalcie się zatem.Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie. Ale póki co.. . W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz. A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. .Jeśli dobrze rozumiem .powiedział Geralt z niedowierzaniem . mówcie. bo od tego oparszywieć można. przyjrzała się rycinie.Nie. .zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. po czym zamknęła oczy. czapli siwej smalcu.Wiedźmak . .Geralt otworzył księgę na chybił trafił. .odrzekła babka. .A tego.. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała.babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? . znowu za . brawo.wyrecytowała.Tur rogaty albo taurus .A tu? . z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. .. Baczyć aby trzeba.. babciu. tamte wiater sieją.Stara wiedźma i młoda wiedźma . . babciu. łajna mysiego łuty trzy. nowy. co podle obrazka stoi.. . . Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją. Dziękuję.. wiedźmak uradzi. .. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. Baczyć aby trzeba.pośrednictwem Lilie jeno to. nie .Pochmurniki a płanetniki rozmaite są.Przez niektórych wiedźminem zwany. Bardzo dobrze.mruknął Jaskier.Przez nieuków ziubrem zwany błędnie.mruknął Geralt. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry. Rogi ma i bodzie niemi.Dość.Wystarczy . uczy jaką młodą..Aha . .. . . gdy już jej pora do ziemi. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi. gdzieżby tam . co wie. zaiste . wżdy trzeba. bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką. Hmm.Całą nie. że naszej babce już pora. . .wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. babciu. Wzywać go niebezpiecznie barzo. ..Dobrze.Eee.zamamlała babka.Wystarczy. babka najlepiej wie. A dziewki przed nim kryć. weźmij nóż żelazny... w lewej wór pieniędzy.Najstarsza babka zawżdy wie.. coby wiedźmaka nie dotykać.

mruknął wiedźmin.To były czasy . jak wydało się Geraltowi. rogaty.Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą.Zaczynasz wpadać w ten żargon..mamrotała babka. A zechce diaboł twarogu. Wraz diaboł.No. Za kotołaka: srebrne grosze dwa. na rycinie figurował miotacz kulek. daj onemu mydła.. Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. . .Weźmij orzechów jedną przygarść . a sam twaróg jedz. mrużąc oczy . jakiego to sposobu na niego użyliście. To zaraźliwa maniera.stęknął Pokrzywka. tako uczyń. bom ciekaw.No.....wyrecytowała babka.ciągnęła babka.zachichotał Jaskier. ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. . Och.zamruczał Jaskier. .Uważaj. . dziegciu drugą. baczywszy. Chceszli go z Opola wygonić. . A jeść pocznij orzechy. Tym razem więcej rad bym usłyszeć. babko. a Lilie. Posłyszysz niebawem. .Dziękuję.A żeby was cholera .Doszliście do mydła? ..zaśmiał się poeta. Dalej. .Zgadza się.Takoż zwany rokita albo silvan.chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . dał on nam .. odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki. . W samej rzeczy. A teraz pokażcie nam. Kędy diaboł siedzi. Babka.Diaboł . ..Cicho . wypisz wymaluj . .. twarogu drugą. .. Daj onemu dziegciu. ale pozór daj.. takoż miodu zapragnie.A żeby was pokręciło. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. Mydła szarego faskę. któ-ren łakomy jest.rzekł Geralt. włochaty. Geralt .Aby do kulek. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. . jakoby to nic. przewróciła kilka stronic. Za wąpierza: srebrne grosze cztery. ..przerwał Geralt z kamienną twarzą. jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy. .zębów nadłamawszy. z trudem opanowując drżenie ręki. diaboł.. no .. wodząc palcem po pergaminie. Wonczas daj onemu kulki żelazne. .mruknął Jaskier.A gdzie tam . jak miód jesz. . pójdź nocną porą.. babciu. . Miodu łagiewkę. panie. przybieży i spyta.. smaczne li. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży.

Nie wasza rzecz .. Lilie? Dhun wstał z ławy.uniósł głos. gdy kulkę ugryznął.. Przecież widać. Dziwna jest. durni wy! . Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli. bym go nie próbował zabić. Ona. . nie przymuszajcie jej..Lilie.. .Nie zrozumieliście mnie .Nie pytajcie jej o nic. .A kto wam kazał ..Wyjdź. . prawda. spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny.Zabierz babkę i wyjdź stąd. panie . . mości Dhun? . żeby jeno przygarść.dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze. . Głową niemal sięgał powały. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. u siebie stosy podpalajcie.Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? . .odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony. od rozmowy ze mną nie parszywieje się.Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? . .Kto to jest. dziewko . Nie bój się. . .rozsierdził się Jaskier . a Lilie nadal nie spuszczała wzroku.Dhun spojrzał na niego. Lilie nie odpowiedziała.bobu.warknął. a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. Nie odpowie wam. wpełzający na kark.uśmiechnął się wiedźmin.podjął wiedźmin. . . A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli. Lilie nie spuściła wzroku. . że to typowy roślinożerca.rzekł wiedźmin zimno.Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie.Uważaj .Zadałem ci pytanie.Wpadasz w żargon. To zaraźliwe.Dziękuję. gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś. U nas tego nie było i nie będzie. . . .. dziewczyno.warknął Dhun.Bom się i nie starał . Geralt raptownie uniósł głowę.Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro. Mnie uprzedziliście. Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. Poczuł dreszcz biegnący po plecach.

my i daninę tym płacim. Nie macie podstaw do mniemania. Albo nie chcecie. nażre się i da pokój. mości Dhun.. to on wściekł się..odezwał się nagle Dhun.. .wycedził Geralt. . myślelim. . .wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem. beczał.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. Powiemy wam... Długo by gadać. powiercił się na ławie. żeby wam się to udało. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem. Pokrzywka zachrząkał. nie mógł kraść. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to. mości Dhun. potem nagle wyprostował się.Nie trza kręcić . o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz. . to zażądał daniny. "uk-uk" wołał. że.Źleśmy wiedźmina ocenili. Groził. Albo nie wolno wam.dupczył będzie . . Nie przy waszej niechęci do rozumienia. czego wy zrobić nie umiecie.A i o czerwonym kurze napomknął. i sprzedajem. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych.zaczął Pokrzywka . Pokrzywka. usiadł. spuścił głowę. panie. ryczał. szurając łapciami po klepisku. Otóż nie. Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco. Ale. Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz..przytaknął Pokrzywka. a kiedy on "uk-uk". Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach.lo też . Nic z tego: kradł dalej. Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. i mieniamy się. Gadaj wszystko.Panie wiedźmin . nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego.baczyliście. . co i jak. Dhun milczał.powiedział. . jak tu wszystko rośnie.. aż trzeszczało. Takie się tu nieraz uhoduje. że kupiliście sobie wiedźmina. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać.Ma. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę.Jakeśmy tu jechali . Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi. też nie siląc się na serdeczność.. ..Zauważyłem to . . Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę. .Co to ma wspólnego z diabłem? ..Nie sierdźcie się. Kmieć chrząknął. Nadal nie wiąże nas żadna umowa. tedy lepiej nogi za pas. jakie się tu zbiory udają.

Wierzyli im ślepo i bezgranicznie..Przecie odgadliście. i nie zdradzę was. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. że to Lilie. którego sama me rozumie. Mądra.. zaprzestaniu siewu lub zbioru. bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało..ciągnął Pokrzywka.Geralt skrzywił usta w uśmiechu. Bo jedno. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek.rzekł poważnie Geralt.Zauważyłem . co jej Lilie każe. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta. No. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali..na dłuższą metę zawsze okazywało się. My się słuchamy. .Babka zabroniła diabła bić . w każdej nieledwie sprawie. . A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini. nie dajcie bogowie. ta wasza Lilie? . nająć. Władcy tępili więc "zabobon". Ale słuchać ich rad nie przestali. nie ulegało wątpliwości . Kto to jest. Wiecie sami.I co? . A my.o wybijaniu całych stad zarodowych. do namiestnika. Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. I wtedy wyście się napatoczyli... pomstował.. jak dowodziło doświadczenie. nazywane wieszczkami lub Mądrymi.. Były już kłopoty z włodarzem. . a nawet o migracjach całych wsi. panie wiedźmin. ze Mądre miały słuszność. Babka tylko to gada. unikacie jej oczu. panie. . Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . nie wyszło.Nie obawiajcie się . gębę by rozwarł. . O diable tośmy mu nawet nie pisnęli.Wiem. A jej życzenia to dla was rozkazy. albo.aleć przecie wiemy. Ale nie mówcie o tym nikomu. krzyczał. Gdyby tak do włodarza doszło. Prosimy was. ale próbujecie zgadywać jej życzenia. Pytalim Lilie. często nie przebierając w środkach.Kazała zrobić tak.powiedział szybko Pokrzywka . Jak wiecie.. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów. z otwartymi gębami. -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst.. znaczy.Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . bo babka. w czym rzecz. . Wieszczka.. czy można was-. jak księga każe.

Niezwykle rzadkie. tego sercu nie żal. I uznała was. Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce. że babka się odradza tym sposobem. ale rozumne stworzenie. . A taki druid.Pojmuję . . I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie. Toż samo było u nas z dzikami. takoż było. Ale gdyby was nie uznała. Ale nic z tego. panie wiedźmin . . . Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. . . co warzywniki ryły. co się zjawiła nie wiedzieć skąd. . Dziad mój mawiali.Spojrzała. Czego oczy nie widzą. to teraz właśnie nasza babka.mruknął Geralt. a czego nie. . panie .rzekł Pokrzywka . to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. . gdy giez ssie z niego krew.Ale z babką.Za wiele widziałem. Lilie czy nie..To ciekawe.Nie powiedziała do mnie ani słowa. która zamiast wieszczyć. . Lilie nawet nie wie jaki.Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. to mu jeszcze życzy smacznego. Sami już chyba zrozumieliście.. prócz babki.Do nikogo. do świetlicy nie weszłaby za nic.pokręcił głową Geralt. co Lilie uznaje.Hm. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną. mój kodeks tego zabrania.wtrącił Jaskier. mości Dhun. milczy. .Rzekła przez babkę.Utrafiliście .mruknął Dhun. jak to pamiętają starsi.. Żadnego stworu. Skąd ona wzięła się u was? . że wpierw musi na was spojrzeć. Nie zabiję go.A jakże. Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy. nigdy słowa nie powiedziała.Oczywiście . Lilie niczego nie pozwala krzywdzić.. Pojmujecie? . Nie śmiejcie się. . . .Wiecie. umiemy poznać. taką.Nie śmieję się . wasz diabeł to silvan.zastanowił się Geralt.Nie wiemy. -Utrafiliście w sedno.to nie tylko o diaboła idzie. ze taki związek istnieje. by śmieszyły mnie takie rzeczy. Wieszczka. wiemy to. .uśmiechnął się lekko Pokrzywka.I spojrzała. . A ta dziewka.. Sposób się znalazł.

czy jak? Myślisz.koźloróg wystawił głowę z konopi.to nie bardzo. człowieku.powtórzył wiedźmin. Chcesz ze mną wygrać. wżdy nie tyle. panie wiedźmin. . toście się cholernie pomylili. że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak. Zwycięzca podyktuje warunki.burknął Dhun . . Czego chcesz? . o co jemu chodzi.odezwał się Dhun .podchwycił Pokrzywka. znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek.Jeśli diaboł ma rozum. beee! Życie. że jesteś lepszy. To wy. . mości Pokrzywka. Zrobicie to? . do czego zmierzam? . to współzawodnictwo.Kpisz.zdecydował się Geralt.Tu cię boli . . drodzy moi. Rozumiecie.. szczerząc zęby. rokita. Przecież on tego ziarna nie żre. Proponuję wyścig. Otóż. jeśli liczyliście..Sam jesteś diabeł . zawody.Ale co? .Wasza księga. stąd do starej wierzby na grobli.Sam jesteś rokita. co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery. .I o tym właśnie chciałem pogawędzić.. jest przestarzała. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni. udowodnij.Ale. mości Dhun.Hej! .to przemówcie mu do rozumu.Pogadać. dowiedzcie się.Tak po prawdzie . . przezornie ukryty.Chciałbyś wykpić się tanim kosztem.Wytłumaczę wam.przyznał Geralt obojętnie. . .zabeczał diabeł.Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest. byś mnie stąd wyrzucił. .Jeśli on rozumny .Pokaz no się. .Spróbuję . .Zgadza się . Wygrywa lepszy. co? . . ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. że nie wiem.Więc jak? Diabeł? . Zamiast dogadywania się. .W samej rzeczy . A nuż się dogadamy? . czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem. V .

Zamknij oczy.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. . Sam. . Nigdzie się nie wyniosę. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień. jak się okazało. . . nakrapiane strączeczki? . wyścigów i hukania. bo zagadka nie jest łatwa.. . Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki. ja zostaję.Silvan.Źle.. a ja się wynoszę.Może pnący groszek? . a ty się wynosisz. nie będziemy się ścigać.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss.Szkoda. pełniutkie strączeczki. jeśli nie lubisz gier siłowych. .Gdybyś wiedział. gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. tobym nie proponował wyścigu. . .Nie wyniosę się stąd. jeśli ją odgadniesz. Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. . Lubię zawody.Dliweisheyss ci do moich żartów..Nie wiem.Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. . .. .Wyniesiesz się stąd bez zawodów. ale nie lubię przegrywać.Mam inną propozycję. wygrałeś.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy.Zauważyłem. potupał racicami. Zanim Geralt zdążył zaprotestować.. Nie pokazuj kotu. co to jest? Zgadnij. bez przymusu. boby zaraz zjadł. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat. . diabeł zabeczał.Ale za bardzo tu narozrabiałeś.No. Mnie się tu podoba.Pojęcia nie mam .przyznał obojętnie wiedźmin. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze. Przesadziłeś z żartami. znał również krasnoludzki. Jeśli ci się nie uda. Nie. nawet nie usiłując się zastanawiać. Gorąco dzisiaj. Wytęż pomyślunek. Przegrałeś. . .Zamieniam się w słuch. . Zaraz zadam ci zagadkę. . smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki. hm.

ale nie zwolnił chwytu. bo diabeł.Gra nazywa się .Nie . calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. ale i tak zadzwoniło mu w uszach.Jeszcze chwila . Wiedźmin zaklął czując. Spróbował ucapić wierzgającą racicę.Słuchaj . Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.zarechotał diabeł . Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. jak noga diabła wymyka mu się z palców.Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć. nie znaną ci grę. co tobie niemiło".Nie . Nie musisz zamykać oczu. Silvan zabeczał i wierzgnął. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i . .pokręcił głową Geralt. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? . Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy.rzekł wiedźmin wolno .obydwoma trafił. szarpnął mocno. Koźloróg zatrzepotał. . zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. opuszczając rogaty łeb.Mam cię za złośliwego. Poderwał diabła z ziemi. chwycił stwora za róg. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach. wiedźmin ukrył głowę za ramieniem."Nie rób drugiemu. Masz mnie za głupka? .warknął Geralt. A ty odchodzisz.Zaczynasz działać mi na nerwy. i to w taki sposób. prosto w czoło. . Wiedźmin odruchowo cofnął się.Kapusta. aroganckiego bęcwała. . Obaj. zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. Wygrałem.wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni. kopał z siłą złośliwego muła. potoczyli się w różne strony. Żegnam pana ozięble.. ale nie zdołał. . rozłączywszy się. Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował.że zagadka nie jest łatwa. zostaję. Silvan.Uprzedzałem . mimo nikczemnej postury. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem.Ha! Więc jednak! Co to za gra? .co dziwniejsze . Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę. Zaraz zabawimy się w całkiem nową. . . próbując miotać głową. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem. Trudno. nie puszczając jednak diablich rogów. Geralt zaklął brzydko. .zaprotestował diabeł.

VI Na ustach miał piasek. wył i pluł zaciekle.Tutaj. zauważalnie kusztykając.. Gdy chciał go wypluć. o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. Torque. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha. .Nie rób drugiemu. wzbijające chmury kurzu i zielska. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. Widział je zza pierzastych paproci. Słyszał głosy. że leży twarzą do ziemi. Geralt. w gąszcz konopi.. Bardzo dobrze. a w następnej chwili został najechany. Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony. rzucił się w pościg. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami. scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. Geralt.Dobrze. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. ponownie obalając.wrzasnął.diabeł bulgotał. za chmielowe tyki. ze nikt go nie widzi.usłyszał. A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. Leżał na leśnej ściółce. . Gdy chciał się poruszyć. przygwoździł do ziemi. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. tuż obok pnia sosny. drące ziemię.W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. wymianie obelg i kopniaków. że jest związany. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec. to wyłącznie z faktu. unikając kopyt.wydyszał wiedźmin .Trzy worki kukurydzy .co tobie niemiło! Gramy dalej? . Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie. Jaskier! Tutaj! . I ciemność. . niedokładnie. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach. Pomimo to zdołał odturlać się w bok... A potem nagle ktoś zwalił się na niego. . . którego oczekiwał. Przedarli się przez konopie. zorientował się.kopnął w kosmate kolano.. Odgłos. dysząc i ocierając twarz. . . zorientował się. Uniósł lekko głowę. Zerwał się zwinnie.Bleblebleeeeee!!! . wpadli w chmiel.

. . Dostarczę wam.powiedział Galarr. . . . saków i juków. Na środku polany stał diabeł. Torque. .To jeszcze nie wszystko .Postaraj się o nowe sadzonki rzepy. Ale słowa kukurydza". Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy.. posługiwali się Starszą Mową. na czym polega ta ich trójpolówka. Był zajęty ładowaniem na konie worków..Siemię lniane.Geralt. Galarr był elfem.. językiem elfów. nie bój się. . "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym.Ocknąłeś się? . .I jeszcze jedno .powiedział bekliwy głos. Co z nami. wyprężył się i przewrócił na bok. Miał ostre rysy twarzy i wielkie.. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. . jak mi się zdaje.. Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku.Tu z tym nie ma problemu. .spytał ten nazywany Galarrem. ale wybadam. kimkolwiek był. . dość skomplikowany. przedstawicielem Starszego Ludu. to nie był sen. Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. Len. dźwięczne imię Torque. Elfem z gór. Sposób obróbki jest. Niby fasola. I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak.Jaskier. usłyszawszy ruch wiedźmina. noszący. .Gdzie my. .usłyszał szept. I szpiczaste zakończone uszy.Spójrz na to Galarr. .. odwrócił się. Jaskier tylko stęknął z cicha. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr.odszepnął. Oni z tego robią olej.Dowiedz się wreszcie. nadal posługując się cudacznym volapukiem. Na skraju polany siedziało . Nie. tu wszystko rośnie jak cholera. .beknął diabeł. jak to już wiedział.Spisałeś się.A to? Co to jest? . Geralt miał dość.Nie ma strachu . ale zupełnie biała. . Zaklął. Czystej krwi Aen Sei-dhe. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana. co i jak. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. W czynności tej pomagał mu szczupły. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne. Ten. błyszczące oczy. Diabeł i Galarr..Byle się tylko przyjął ten twój len. wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem.

Que glosse? . zebrani dookoła rozwiązanego worka.Jeszcze jeden powód.Słyszałeś. podczas gdy któryś z elfów.Czego chcecie od nas? . . by go zakneblować. . Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. . małpoludzie .Nie. . czy nie rozluźnili pęt.Ten pavienn. . . Obrócił się..zaprzeczył.Zobaczymy. Miała długie rzęsy. Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia. Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy.Nie. tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. Pozostali. drugi brzdąkał na lutni trubadura.Yanadain. bujnie opadające na ramiona. który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy. Toruviel.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał. Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły. Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra.spytała.Słyszałeś? . przygniótłszy go do ziemi kolanem. . nie zapomniałem.Que l'en pavienn. .Ale trzeba sprawdzić. potrzebujesz pretekstu .No. Toruviel . ell'ea? . patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa. . Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami.syknęła. .NelFea .jęknął trubadur.powiedział Galarr. Elfka pochyliła się nad Geraltem. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte. wysokiego Seidhe. . Aen Seidhe. Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . powiedz coś jeszcze. . Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. .Cóż to.wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . wykręcił głowę..Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. poe. . sprawdzał węzły. Geralt usłyszał odgłos uderzenia.ich jeszcze sześciu. zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi.elfka obróciła się w stronę towarzysza. . . na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań. wskazując jeńców ruchem głowy. spękane wargi.

szlachetna Aen Seidhe.Ale ogromnie śmierdzisz. każ jej przestać! . . że nie zginiesz od pierwszej strzały.Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. Toruviel! .Twoja wola .syknęła.Nie podchodź tak blisko . Geralt skurczył się i zwinął widząc.To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie.Thaesse! . patrząc w oczy. . Aen Seidhe. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. . .Zostaw go. . człowieku.Na tobie już sobie ulżyłam. szamocząc i ciskając w powrozach. Postaram się.rozdarł się nerwowo Jaskier. Nie odpowiedział.Człowiek. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo.wiedźmin wzruszył ramionami. . na bogów! . Ale możesz być pewien. . . Elfka stanęła nad nim w rozkroku. i to wówczas. przecież widziałem. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. udając wstręt. Elfka odskoczyła. .Dość tego! Dość. co zechcesz. Elfka wyprostowała się. dostał w biodro. jedna pękła z przeciągłym jękiem.ciągnęła elfka. . głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię.Dlaczego znęcasz się nad nim. . .wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. .wykrzywił się. że aż zęby mu zadzwoniły. Zastrzelę cię z łuku. że umierasz. . że to również ja z tobą skończę. Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny.Zrobisz. Wiedz. na ile pozwalały mu na to pęta.by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. wypluł piasek . Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni. a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . byś czuł. błysnęła zębami.Muzyk! .plecy.warknęła. Udało mu się. w co zechcę.Zwariowałaś? Galarr. gdy czas przyjdzie. ale tak.Trafiam.zabeczał diabeł. . ze to lubisz. .Ogromnie śmierdzisz. Ani od drugiej. Ulżyj sobie. pochyliła się. gdy miałeś wolne ręce powiedziała. Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić.Powinnam .

poderwał nagłym rzutem. evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki. . poczuł. . jedwabistą jak włosy kobiety. zwaliła się na niego. Któryś uderzył go. unieśli. grzywę miał długą. wlokąc za ubranie i włosy. wargi mu zadrżały. jak Toruviel zrywa się na klęczki. Poeta zbladł śmiertelnie. bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim. -Brudny małpoludzie! Chcesz. Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. Toruviel zawyła.Nie! . Geralt widział go już na czerwono. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość.Na krowim rogu ci grać. chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie.syknęła elfka. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba.Voe'rle. ale nagle załkała. Toruviel straciła równowagę. Koń. przygniótł sobą elfkę. pobekując. był śnieżnobiały. pochylając się. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół. ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. zgarbiła się. zachłysnęła się. unosząc ostrze.Quess aen? Caelm. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. . Uśmiechał się. las przed oczyma zatańczył i popłynął. uchwycił się strzemienia i zasypał .rozległ się nagle dźwięczny głos. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. który wjechał na polankę. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel. Brutalnie ściągnęli go z niej. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. . Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. miękką. dzikusie.zabeczał Torque.Co się tak gapisz? . dopadł konia. odrzucił głowę w tył tak. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana.Nie zabijaj! Nie! . Vanadain . nie na lutni. Wiedźmin wyprężył się.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny. Geralt. Dostrzegł. . Torque.

. . odwrócił się w stronę wiedźmina. . . Jego czarne. . Wyciągnę z tego wnioski.. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy.zabeczał diabeł. w chmielu. Prawda.powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym. podszedł bliżej. Co jeszcze.Cholera . .Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. zasłaniając ją..Jak bazyliszek. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. zwłaszcza zimą.. .Co ja im zrobiłem złego? . człowieku. Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel. .Kopała go. . Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona. a twego druha wzięli na powróz. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie. . jak w pewnej chwili krzyknęła.. Seidhe przerwał mu władczym gestem. Toruviel jęknęła rozdzierająco.. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę.Toruviel zaczęła . Nie wiedziałem. poruszając miękkim nosem. Geralt słyszał.Zabiją nas? O co tu chodzi. A o rolnictwie nie mają pojęcia. Geralt? Świadkami czego byliśmy? . . gdy my. .białowłosego elfa potokiem wymowy. Torque milczał.zajęczał znowu poeta. . jakby rozum straciła. związanego.. Oni nie mają na to czasu. szamocząc się w ich rękach. czego potrzebują. prosiłem. ze oni się pojawią akurat wtedy.powiedział diabeł. Gdy ciebie ogłuszyli. . sadzonki.Kąsasz nawet związany . nadal stojący obok nich. wiedzę rolniczą.. były sino podkrążone. Oni głodują w górach.beknął Torque.. A pokaż mi taką rzecz. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. diable? .. Zanim udomowią zwierzynę czy drób. przykrępowali pasami do pnia.. by was porzucili tam.Chyba nas nie. Seidhe pokręcił głową.Co się da .Nie chciałem tego .mruknął wiedźmin. palące oczy. której oni nie potrzebują. .Wszystko. jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu. zeskoczył z siodła.jęknął Jaskier. Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier. Ale..Chyba nas nie zabiją? .Gówno mnie obchodzi ich czas. człowieku.Nie mogli zostawić świadków .Nie chciałem.

Geralt nie odpowiedział.To wy. wyparliście w dzikie góry. na kim się mści. gdy chodzą do lasu.. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin. wygnany i wyszczuty na kraniec świata. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. przesada .Jakie tam polowanie. Dziecinnie łatwe. z rodu Feleaomów z Białych Okrętów. wypędziliście nas z naszych domów. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie.Jest mu bez różnicy. co różni się od was. . . Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument.mruknął wiedźmin. nienawidzicie wszystkiego. Ugiął się przed wami.Świat jest wielki .On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy. ludzie.powtórzył elf. Dolinę Kwiatów. Zabawiliśmy się trochę. białej skóry . . coś łatwiejszego niż szybka. postępowaliście z nim tak. jak ze wszystkim.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie.Świat jest wielki . urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela.. wreszcie odrzucił go w krzaki. . . Uległ wam. Jaskier.powiedział białowłosy elf. Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. silvana Torque. Początkowo zmienialiście go siłą. .powiedział.Możemy się pomieścić. To ty..beknął diabeł. co wpadło wam w ręce. która nas skopała.Eeee. zbliżywszy się bezszelestnie . . choćby tylko kształtem uszu . . . Ale wyście zmienili ten świat.ciągnął spokojnie elf. nie zwracając na koźloroga uwagi. Jest dość miejsca. Czy może być coś prostszego. jestem Filavandrel z Krańca Świata. oni nawet nie wystawiają straży.To prawda. Teraz wygląda na to. człowieku o dziwnych oczach.wpadłbym do doliny nocą. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. . że świat zaczął się do was dopasowywać. Nie widzą i nie słyszą nas.Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty . człowieku.Pomyśl dobrze . Obecnie. . bawiąc się rękawicami z miękkiej. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna.

Słońce świeci inaczej. ludzi. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku. Geralt zmarszczył twarz. . marnieje.Niech was diabli. Możecie handlować. krusząc zaschniętą na policzku krew. Nas obdarowywała. prawda? . choć jest obroną przed innością. Współżyć. to wasza jedyna szansa. karłowacieje. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. To. Filavandrel pochylił się mocno do przodu. Tyle. oczy mu rozbłysły. . Bo innego wyjścia nie mam. powietrze jest inne. ze pycha i duma. bo kochała nas. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. ile będziecie potrzebowali. Trzeba akceptować fakty. razem z waszą arogancją i pogardą.Jakoś sobie radzę.. skazujecie się sami na zagładę. ginie. głodujemy.Współżyć na waszych warunkach? .ciągnął Filavandrel. . Nie chcąc współżyć. Tak. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności. którą była. . nic nie da porywanie się na nie z motyką. grozi nam zagłada.Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów. jest obroną żałosną. elfie. bo coś się zmienia. można je kupić. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne.Torque powiedział prawdę . dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. Dla nas ziemia rodziła i kwitła. a nie ja jestem osią tych zmian.spytał zmienionym. czego używaliśmy. ze słońce świeci inaczej. . .Filavandrel starł nadgarstkiem pot. od których przecież różnisz się nieco? . Ale my chcemy przetrwać.Zamiast kraść ziarno. . co niegdyś jedliśmy. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. bo zrozumiałem. -Tak. trzeba się tego nauczyć.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy.Tego właśnie pragniecie. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć. ale wciąż spokojnym głosem.Radzę sobie . woda nie jest już tą wodą. . Cóż. ułożyć się. nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. Bo zrozumiałem. motykami i radiami. żadna miłość nie trwa wiecznie. Bo muszę.Z wami? Nigdy. Warn ziemia płaci krwawy haracz.

że oto nadszedł wasz czas. . . . z równym skupieniem słuchałbym wszy.To. pchnij mnie mieczem. Dalej. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują.Mam przyjaciół. którzy dadzą za nas okup.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier. W każdej formie. co robicie innym rasom. by nie wiedzieć. .powiedział.Toruviel jest chora .Nie płaszcz się przed nim. powinno pomóc. . Nie stać nas na wojnę z wami. .Geralt splunął przez ramię.Przykro mi. Kto za nimi przychodzi.Elfie . ludzka era i epoka.Znam tę chorobę i jej objawy . . .który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. Zobaczysz. gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami. . . Jaskier. .Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. Jesteś żałosny. elfie rzekł wiedźmin. Nie jesteśmy aż tak naiwni. Filavandrel odwrócił głowę. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu. dla kogo to robi. Pomyśl o tym. ale musimy was zabić. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy. ludzie. I jakiego rodzaju współżycie przynosi. Ludzi. To bezcelowe i pożałowania godne. to rozwiązanie czysto praktyczne.przerwał mu Geralt.Rzeczywiście. a nikt nie ma prawa podejrzewać. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić. które głosisz? Dlaczego wy. z trudem panując nad głosem. . ta rozmowa nie ma sensu .Nic ich już nie uratuje . jak ta twoja Toruviel. Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. Zemścij się na całej ludzkiej rasie.Dziwi mnie. także w formie żywności. a na handel i wymianę nie damy się nabrać.To chcecie narzucić innym? Przekonanie. Jesteś rozgoryczony. czyją forpocztę stanowią wasi kupcy. Filavandrel. . co jej zaaplikowałem.. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności.Filavandrel wstał. Jeśli zechcesz. jak ci ulży. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. wasza.. nie błagaj go. ze to. Torque musi nadal wykonywać swoje zadania.

takie jak Toruviel..wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci.rzekł cicho elf. coraz bardziej zgorzkniali. . Ja mam szansę się o tym przekonać. sukinsynu. w arogancko wybranej izolacji. Bo ty przecież wiesz. Wtedy. będziecie żyli długo. . Ty takiej szansy mieć nie będziesz. Zobaczysz. co się wówczas stanie.Jesteście żałośnie śmieszni. przekwitłe.Czas pokaże. . że miałem rację. Przypomnisz sobie. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki. coraz słabsi. na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. . że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny.Nie. nie z patetycznego miłosierdzia. .powiedział z ociąganiem elf. . I ty wiesz. ale jego będą chcieli pomścić. kto miał rację .Możesz być pewien! . długowieczny Aen Seidhe. Zabij mnie też. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna. I z tą waszą misją. z garstką ziarna.Oszczędź chociaż jego . jałowe i chore. człowieku. blady jak śmierć. coraz mniej liczni. dzięki której chcecie przetrwać.Wyjaśnij. Filozofia w sam raz dla wszy. wy. Filavandrel. w walce. na które powalą was anemia.Marnie oceniasz mój rozsądek . nic was już nie uratuje. z tą odrobiną. Filavandrel. Ale jesteście długowieczni.uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel . bardzo długo. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią.powiedział spokojnie wiedźmin. I zrozumiesz. że to już koniec. kto żyje tak krótko . O mnie nikt się nie upomni.wybuchnął Jaskier. . a nie na barłogach.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. gruźlica i szkorbut. Wiesz. . bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. poprowadzą w doliny tych. . dlaczego. Z rozsądku.I tu tkwi przewaga długowieczności. .Jeśli on przeżyje dzięki tobie. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach.Raz matka rodziła i raz się umiera . przypomnisz sobie mnie. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie. pragnąc umierać godnie. . Elf uniósł brwi. bo obiecuję ci. że było mi cię żal.Jak na kogoś. Umrzesz za chwilę. z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach. .Możesz być pewien.

. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw.dokończył Jaskier. o tym. uk. .zabeczał nagle diabeł. co musimy zrobić. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców.Bądź rozsądny . Nie mogę ryzykować.Torque . ..Raz matka rodziła i raz się umiera .Jeżeli zostawimy ich przy życiu. uk! . Bez łuku.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry.Idź sobie.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry. Widziałeś.powiedział elf.westchnął wiedźmin.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je.Aleś ty głupi. . Torque. Zrobiły to szybko. dopóki nie skończymy tu. Koźloróg potrząsnął uszami. najwyraźniej czekały na to już od dawna. a nie konieczność! . . . to konieczność. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . . nie! .Czas zakończyć ten epizod.Nie mogę. Jeden. co on zrobił Toruviel. zabeczał jeszcze głośniej. że pozwolę wam na mord? Tu. wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście.Duweisheyss. dzwoniąc zębami. Dopadną cię i zamęczą. Jaskier . co robisz.. z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory. przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety. . przetrzymać gdzieś w jaskiniach. co możesz. .rzekł hardo poeta. bo was na rogi wezmę.A d'yeabl aep arse . . .To.Filavandrel oparł ręce o pas.To przesądza sprawę .Zawiązać wam oczy? .spytał Filavandrel. jak zauważył wiedźmin. ludzie dowiedzą się o tobie.Nie obchodzi mnie.O.Odejdź na bok. . stanęła obok łuczników.choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! .Odejdź . . na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami. . związany? Nie mogę ryzykować.wiedźmin odwrócił głowę. . Toruviel.Torque .. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie. .. . wciąż jeszcze żuł rzepę.powiedział wolno białowłosy elf.

Filavandrel! .Sam tego chciałeś . Dana Meadbh . .rzekł zimno elf. promienna..zaszlochał nagle Jaskier. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu. Żaden z Seidhe nie poruszył się.rzekł wiedźmin. płomiennooka.Znasz ich przecież. Diabeł. nie ruszając się z miejsca.To nie ma sensu. . zaciskając zęby. skurczyła w dziwnym grymasie.powiedział z czcią Filavandrel. . Torque. kłosów. . A potem pochylił głowę i uklęknął.Znam . powoli. choć również pochylony. patrząc na groty strzał. dając znak łucznikom.Sam tego chciałeś. Na polanę weszła Lilie. która uklękła. Torque . .Hael. była Toruviel. muzykę. Torque. u prawego szeleścił wielki jeż. .powtórzył Filavandrel.Dana Meadbh .. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. złotowłosa.To się zdarza . krótko. pęków ziół. Odejdź na bok. jakby z ociąganiem. lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. zaiste. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów. urwanie.. nie szła . krzyknął na łuczników. jeden po drugim padały na kolana. Twarz Filavandrela zmieniła się. U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. . że się z wami sprzymierzyłem. .beknął diabeł. .płynęła ku nim Królowa.rzekł Geralt.Odejdź.Słyszę. L'sparellean! Evel. . z kim lepiej trzymać! Żałuję. pochylały głowy nisko. Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie. Klęknęły też pozostałe elfy. z czcią.. zgięty w ukłonie. Przez porastające polanę trawy szła . Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie.nie. To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. . Łucznicy opuścili broń. Ostatnią.Nie przejmuj się. pokazał mu krasno-ludzki gest.

wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości.Z rozkoszą. gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel.Chodź z nami. Będziemy wówczas rozglądać się za tobą. . że miałeś słuszność. Dana Meabdh .powiedział cicho Filavandrel do Geralta.zabeczał cicho . dziwny człowieku . wspaniały instrument z lekkiego. Nie odezwała się. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży.Po dłuższym zastanowieniu . Do zobaczenia wkrótce. Słowa nie były potrzebne. Podszedł Jaskier. Wtedy. podtrzymywany przez silvana. Elfka kiwnęła głową. Niczego nie zmienią. Zginiemy bez niej. Lilie spojrzała na niego.Twój przyjaciel . Geralt milczał. że między parą dokonywała się wymiana myśli. I nie dokończył..doszedłem do wniosku. Poeta przyjął instrument. Zdjęła z łęku siodła lutnię. Do zobaczenia zatem. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa.Toruviel. nie wydała najmniejszego dźwięku. by umierać z godnością. Nie opuszczaj nas. . . Nie powiedziała ani słowa. Większość elfów była już w siodłach. Nie zawiedź nas. patrzyła długo. rzeźbionym gryfem. . . . wskazała na wschód. Masz rację. skłonił się.dodał Seidhe . mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca. gdy było ci nas żal.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem.powiedział białowłosy elf. w dniu. w stronę gór. Rychło w czas.Żegnaj. kunsztownie intarsjowanego drewna.. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. . ale jego oczy mówiły wiele. w którym zejdziemy w doliny.Jesteś nam potrzebna. Nie pozbawiaj nas twej miłości. Filavandrel wstał z kolan. blady i oniemiały.zdecydował się zemdleć. Również bez słowa. Lilie wolno pokręciła głową. ze smukłym. Popatrzyła w oczy wiedźmina. . Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi. Co robić? . uśmiechnęła się. Słowa nie są potrzebne.Daj mu parę razy po gębie. ja i Toruviel. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. Elf skłonił się. Odwieczna.zaczął. .

Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze. co.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. szumiał w gałęziach krzewów. Ale niech wam będzie.Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie.Konopi mu żal . . Torque wiercił się na legowisku.Duweisheyss. .Torque odłożył fujarkę.I życia sobie bez nich nie wyobrażam. gdybym wiedział.zaśmiał się Jaskier. Będę figlował powściągliwiej. Dzicz. spojrzał na diabła.Na bogów. .warknął diabeł.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości. dotknął jej policzkiem.Nie myśl. Torque. . za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: . szczerząc zęby. . a nie okolica . którą niecnie wyłudziłeś od .wiedźmin uniósł głowę znad księgi.Postaram się. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie.Ja lubię figle .Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie .Jaskier przestał grać. Geralt . że ci to ujdzie na sucho . co dostanę. Geralt? . W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba.Trudno was nie słyszeć . . obiecuję. niszczyć groble i paskudzić w studnie. i to tak. wśród których rozłożyli obóz.Pustkowie i tyle. Uważaj tedy. Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? . że na nowych terenach będę ostrożniejszy. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli. Jaskier dorzucił chrustu do ognia. Ech. wicher kładł trzciny.I ciebie też w niej opiszę. .Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą. . żal mi moich konopi! . Noc była pochmurna i wietrzna. zamiast straszyć dziewki. . .oświadczył Jaskier.Co? . ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni. przytuli} lutnię. Torque? .Słyszę was.oświadczył diabeł. cała okolica was słyszy. opędzając ogonem od komarów. Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu. Zadupie. Myślę. .

Dlatego i imię jej jest Żywią. w nadziei płonnej. ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu. bez różnicy. . za kwiaty w Dol Blathanna. co rośnie na niej i żyje.kmiotków? . bo przecie i tak przeminą kiedyś. że ich. Przestał grać. Panno Polna! Za urodzaj. jednako. ot. Bo mówią też. szać.Dana Meabdh.Kędy Żywią stąpnie. zawsze. ale są to. . a nowe po nich. Przeczytaj.Ujrzeć ją można . zajedno. którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał. . że Żywią ziemię jeno kocha i to. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. po koniec wieków. Wiedźmin oparł się na łokciu. a wszystko. ziemia kwitnie i rodzi. . nie wśród pól mieszkają. Panna Polna. tak . .mruknął Jaskier. objął lutnię jak dziecko i posmutniał. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce. . ale i za skórę niżej podpisanego..Danamebi .Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach. A Żywią wieczną jest. Bo prawie mędrcy powiadają. Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. coś wam powiem.Owszem. taka jej moc. we kwiatach cała. Geralt. babskie baje. przysuwając księgę bliżej ogniska. była i będzie. co żywię.To przeczytaj i nam.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel.Po koniec wieków! .zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. z jakimi przyszło im się borykać. . że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. Po co przyspi(r).. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde". który się nad inne wybije.Bądź pozdrowiona. chociaż we wnętrzu gór.Tak. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza. Wiecie. . podąża za nią i lgnie do niej. Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. ziele czy zwierz. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy. inne przyjdą plemiona. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi. póki się jeszcze ogień nie wypalił.letnim czasem... Nawet Brodaci. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry.zaczął . . które prastarzy zwali: "Lam-mas". .

. Niech pomyślę. w Dol Blathanna? Może. Bierzcie przykład z Lilie. ogień przygasa.Tylko tyle? .Jeżeli co? .." . Metaforycznie.rzekł gorzko Torque. "Tam. Co przekazywała elfowi? . Czy sądzisz.Co nieco..O czym mówiła? . że. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu....Nawet jeśli to faktycznie kraniec.że wśród nich zostanie? Tu. .. Jeżeli będziemy respektować granicę.. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać.Dokończ .Wystarczyło.. "Tam. Geralt? Lilie mieszka we wsi. gdzie.. .parsknął poeta." Cholera... Jeżeli. co to metafora.. .O nadziei. No. Czas spać. Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata. . .. . gdzie..Nie mówmy o tym . . . Zakładam. Prawda.Może "Kraniec świata"? . dość tego gadania.mruknął bard.Dobranoc .Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne. . Geralt? Hm. trzeba to miejsce określić inaczej. . . . o czym. ..Trubadur zamilkł.. O tym.Prawda. co nieuchronne. że wiesz. chłopcy.Banalne .przerwał Geralt. .powiedział diabeł. Północ blisko.Czułem to.Komunikowała się z elfem telepatycznie . .Jeżeli ludzie okażą się tego godni. Ładnego tytułu. Nieuniknione... Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację. Pojąłeś.Hm. wśród ludzi.Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to. Posiedzę jeszcze. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu.

których właściwości mógł się jedynie domyślać. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. wypełnionych torfem zagłębień. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. w powietrzu wisiała ciężka. I inne. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. glonów pleśni i bagiennych porostów. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca.te. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. Nenneke. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. z wielkich skrzyń. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . odkleił mokry len od karku. koryt i donic. I takie. Nie opodal rósł siężygron. wręcz gorąco. szare jak polne kamienie. kryte zbitym kożuchem wgłębki. grubo żyłkowane liście skorocelu. Błotniste. Wszędzie dookoła były rośliny. hodowle niezliczonych pleśniaków. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . niepozorne miotełki zdradzały ra-nog. Wyrastały z wykutych w podłożu. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. W jaskini było bardzo ciepło. jeszcze rzadsze. Wystające z wpuszczonych w grunt.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. Geralt przyglądał się ciekawie. głębokich skrzyń żółtoszare. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. Rozpoznawał mięsiste. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. zamulone koryta. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. Pięły się po skałach.

łuskowatych i wężowo skręconych roślin. Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki. . wyczułam to. Nie był nawet pewien. Zostań. patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. Nenneke.zwalczył ogarniającą go senność.zaśmiała się kapłanka. Nenneke. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . że połyskujące kłącza poruszały się lekko. by opuścić świątynię. . . zapełniała koszyk pękami zielska. Kapłanka szczęknęła nożycami.mruknęła. nie załamuj się. . Yennefer była tu już. bawiąc się nożycami.sklepieniu jaskini. Nie.Tu cię boli . . Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. Bardzo ciepło. których wiedźmin nie znał. A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku. Nenneke. Nie wróci tak prędko. . . . szybko szczękała nożycami.Ale uspokój się. ale rozglądała się bacznie. Kilka dni dłużej. . Dwa miesiące temu. Zostań.Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna. nie o ciebie. zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. Było ciepło. prawda? Niż obojętność? Ale nie. . Geralt.Słucham .Nie pytała? . mamrocząc gniewnie. A jest na ciebie potężnie wściekła.Nie wyjeżdżaj jeszcze. Czas już ruszać mi w drogę. wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki. od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek. bo pokłóciłyśmy się.To nie była bynajmniej trudna zagadka .Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz.Nie.Tak .Zgadłaś. Nie pytała o nic. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. . ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych.Nie. Niekiedy.przyznał nie bez oporów.Czy dlatego tak ci spieszno. wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki. .wydawało mu się. czy w ogóle były to rośliny .Geralt? . Znam Yennefer za dobrze. o ciebie nawet nie pytała. szukając tu twoich śladów.

interesujący agat. pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty.skrzywiła się kapłanka. A pozostałe kamienie. poprawiając tyczki. . Dla Yennefer. Nefryty zachowaj dla świątyni jako. moją ofiarę dla bogini Melitele.Pozwól tu na moment.Nenneke znała się na wszystkim. są dla niej. Oddaj jej.Hę cię kosztowały? .Nie.Dwa diamenty. . . gdy odwiedzi cię ponownie. trzy ładne nefryty.Chciałbym. wysypał zawartość na dłoń.. . . co pewnie stanie się niebawem. również. rubin.Nie sądzę .Ona była tu.stwierdził chłodno.Za poszarpaną szyję . . aby próbować się leczyć .I tak wiem. Oren stoi słabo. żebyś to wzięła.O nic. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie..Niczego nie przyznam. . Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. Jej wiedza o tobie. .W depozyt? . Rzuć na to okiem. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. Cóż. . To dość typowe dla związku.O to się pokłóciłyście. Ale dobrze zrobiłeś. .O co się pokłóciłyście? . . a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje.. . Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie. jaki was łączy lub łączył. Zapłata za strzygę z Wyzimy. co mogłoby cię obchodzić.rzekła spokojnie Nenneke. nawiasem mówiąc. przyznaj. . Wiedźmin podniósł się. stanął w pełnym świetle. kwestia ceny. obracając gotówkę w te świecidełka. Nenneke. rozwścieczysz ją jeszcze . . miniaturową sakieweczkę z koziej skóry. wydobył maleńkie zawiniątko. Wierz mi. Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn.Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. dajmy na to.Nie robiłabym tego na twoim miejscu.

. to wszystko. Jestem jej jednak coś winien. zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt. Szkoda.. Wiem coś o tym. Dlatego szuka pomocy u innych. . zachowasz się jak mężczyzna mocno. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać.Nie zrozumiałaś mnie. ty wiesz o tym również. no. jakiej ona chce się poddać. . od czego są wyjątki.bardziej. . banalnych nieprawd o wyjątkach. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem.Nie wypłakuj mi się na podołku. Próbując zmazywać własną winę klejnotami. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę.Nenneke podniosła koszyk z ziemi.powiedziała ostro. Jak większość magiczek ma zatrofizowane. bądź nim bez mojego pośrednictwa.Owszem . Nie serwuj mi aby.Jesteś większym głupcem.Wiem. Jeżeli chcesz być durniem. jest podobno bardzo kosztowna. a to.Przestań . -Nie mogłem tego znieść. a kuracja. .Była zbyt zaborcza . proszę.. bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić. . to absolutnie niemożliwe.mruknął. jak ty traktowałaś ją. Chcę jej pomóc. mocno przejrzały. o ile można bardziej. Naprawdę nie wiem. obchodzi mnie jeszcze mniej..To akurat wiem. Zostaw wszystko tak. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być. Czy ty wiesz. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. Jest czarodziejką. Traktowała mnie jak. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny. . ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. także u ciebie. które reguły potwierdzają. Gówno mnie obchodzi. jak cię traktowała. odwracając twarz. . .. ani polepszyć.Nie może być regułą coś. .Nenneke zmrużyła oczy. Uciekając od niej zachowałeś się. . ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej. nazwijmy to. . niż myślałam . jak jest.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem. Jak i to. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich.Jej nikt nie pomoże. Nie jestem twoją matką.

Geralt. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. Ty jesteś chory.udawało się już wskrzeszać zmarłych. których wiedźmin popełniać nie powinien. A Yennefer. .Jeżeli to aż tak oczywiste. Błędy.przerwała kapłanka.Głupi jesteś! . . . Więcej nic. zwolnioną akomodację oka. to już zaczyna przypominać konsylium. Nenneke odwróciła się. Dziwisz się jej. Ze są. Cóż.Czarodziejom . które są nieodwracalne.O wyjątkach .Nie dziwię się. Popełniając ludzkie błędy. . Źle reagujesz na eliksiry. o którym mówimy. Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku.Nie aż tak. to tak jest. Masz przyspieszone tętno. że nigdy nie będziesz człowiekiem. ja się znam. wystarczy już. Jesteś niepełnosprawny. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer. niestety.Źle ci się zdaje. Geralt.stwierdziła fakt Nenneke.Nie odpowiadasz .można powiedzieć wyłącznie jedno. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć. A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów.odrzekła chłodno . a przecież ciągle starasz się nim być.Cholernie mało. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. I jeżeli ci mówię. wyjątkiem nie jest. .To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? .. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych. Znam udokumentowane przypadki. . Konieczna jest terapia... Nie wychodzą ci najprostsze Znaki. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia. Oparł się o ścianę jaskini. otarł pot z brwi. Twój organizm tez poddano zmianom. Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. opóźnione reakcje. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych . dlaczego ona wciąż stara się. . Ty się na tym nie znasz. nie rozumiem.. pomyśl o własnych.Ty bardzo mało rozumiesz .. jak mi się zdaje. uśmiechając się lekko. .Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . A przed nią trans.

czego potrzebowałam. co tu masz.westchnęła.Właśnie. . że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? . I powiem ci. Ale może po wieczerzy. Więcej niż połowa. Aha. które nie rosną już nigdzie na świecie. . Prorokować. bo zgłodniałem nieco.Jesteś pewien? Nie odpowiedział.Konieczny jest trans . . Byłeś spokojniejszy.Ale na głos rozsądku.Nie mylisz się. gdybym ją znał? Zresztą. Powiedz.Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę. .powtórzyła Nenneke. .wiedźminowi pnączy. . .rzekła swobodnie. .Mam rozumieć. Nie złość się. Jak mógłbym robić to. . jak to było.Opowiem ci. Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni.Nenneke? . przysłałam ją do ciebie. Mam już wszystko.Iola jest gotowa.Zaczęło się od tego. Nie chcę. co robię. . Zrozum. . A ja nie chcę znać przyszłości. czytać przyszłość.Połowa z tęgo. W ramach terapii. .Chodźmy już. Jeżeli chcesz wyjeżdżać. Nie mylę się. prawda? . .. . niech ci będzie . . że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb. ja ją i tak znam. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii.O to właśnie chodzi. że się udało. ale powiedz mi.Aha? . jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. w transie Iola może zacząć wieszczyć. dobrze .Chodźmy więc.. obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek.Tak. . Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz. zróbmy to dziś w nocy.No. który słyszysz? Nie odpowiedział. Nenneke. Geralt? Nie chcę być niedyskretna.Nie.No. Wiedźmin ruszył do wyjścia. to rośliny. .

A my. że łaską bogini Melitele. Dlatego rosną tu rośliny. -Ale.Jeśli powiem. to może zadowoli cię wyjaśnienie. jak dawniej. Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu. . . Eliminuje zabójcze promienie.Nenneke uśmiechnęła się.Czym to wytłumaczyć? .Ale co? .Już za późno. Chcesz.Pewnie nie.. poczytaj sobie księgi.Zrozumiałem .Widzisz.. których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz. z którego zrobiony jest dach. . Geralt. . to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci.kiwnął głową wiedźmin.Tak sądziłem . których coraz więcej w świetle słonecznym.westchnęła kapłanka. że kryształ. Ale już nie tak. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce. Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . . działa jak filtr..W zasadzie powinniśmy . pewnie ci to nie wystarczy? . .

rękawice Jaskra i Geralta zadymiły.. w kierunku zakola rzeki. ugotujemy zupę. . zachlapał. nie bój się! Z łba. Geralt. zapierając się obcasami w mokry piach. Zaczęli szybko wybierać luz. zakotłował pod samą powierzchnią. ..Wytrzyma.krzyknął wiedźmin.Uwędzimy go .Linka aż trzeszczy! Popuść. Linka z sykiem cięła wodę. Jaskier! .Ciągnij. jakby na znak. błysnął białym brzuchem.Ciągnij. .zasapał Jaskier. A z łba ugotujemy zupę! ..Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę. sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska. ciągnij! Na brzeg go.. sukinsyna! . targnął łbem.Linka pęknie! .Matko. siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. wibrowała. nagłym atakiem ruszył pod prąd. . .Trzymam. Z rękawic zadymiło się ponownie.Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. napięcie sznura zelżało.Trzymaj. . ależ potwór! Lewiatan. Sum nagle wynurzył się. .. . chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się. wzburzył wodę. Jaskier! . bo zapłacze się w korzenie! . Linka zasyczała.. popuszczaj.stęknął poeta.Popuszczaj. Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle. ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da. . nie ryba! Ale będzie jedzenia. ciągnij! Nie popuszczaj.Uważaj. bogowie! . Bryzgi poleciały na sążeń w górę. bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. targnął się z mocą. do cholery! .OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb. pociągnęli.

Ciekawe.. . co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz.Bo widzisz. Nie.wrzasnął Jaskier. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów. którą znalazłem w krzakach. poszło.Geralt! . kolego. rzecz jasna.Czego? . .Nieprawda . resztek sieci i wodorostów był pokaźny. by pomóc mi zastawić sznur. więcej nic.. psiakrew. .To. .Mylisz się . straciwszy równowagę. A sum złapał się na wronę.Wzięło. zęby nie ciągnąć na siłę.. Z wąsów -zrobimy..Mówiłem.A wąsy. . Spieprzyłeś sprawę. Cholera. zobacz..Jaskier.Ale się urwało. Zamiast gadać. . Wodorosty aż ruszały się od pijawek. . zapierając się. Linka pękła z trzaskiem. nawijając sznur na drewniane widełki. Na twoje pędraki gówno by wzięło... że ten potwór w ogóle wziął. sumi synu! . boś ciągnął jak kto głupi. Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł. Geralt! Jaskier. . ciągnął . kiełży i małych raczków. czerwony z wysiłku.. co znalazłem! . .wiedźmin splunął do wody. tylko się zaczepiło. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta. ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla. a obaj rybacy. gdy zasnąłeś. .Mówiłem . nie dam rady! N00. Ha.linkę oburącz. ha. pora w drogę. aż echo zadudniło po wiklinach. trzyma jak kamień. co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów. wzięło . zwalili się na mokry piasek. Idę się pakować.Na drugim sznurze też coś jest. zwiń resztę sznurów. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. Słońce już wzeszło.oburzył się trubadur. Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę.. Chciałem rano zobaczyć twoją minę.. . przesadzał. to moja zasługa. .Ha! Popatrz. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę.Geralt otrzepał spodnie. gdy tę wronę wyciągniesz. . Nikt nigdy nie dowiedział się.wyszczerzył zęby Jaskier.. Palcem nie kiwnąłeś.A niech cię cholera! .Skórę sprzedamy.

Jaki? Pokaż.Owszem. buchnął czerwony. zaplątany w sieć.Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! . . zbryloną glinę. tupnąwszy nogą.Ale na czopie jest pieczęć. beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. jasna cholera! Z dzbanka.Jeszcze czego. tylko zaczarowany dzban.Możesz się śmiać . który spełni moje trzy życzenia. Wiedźmin parsknął. . . kolonii chruścików i ślimaków. coś w rodzaju dwuuchej amfory. . niechaj . który podczas szamotaniny upadł na piasek. . ale czymś na kształt obwisłych. Jaskier.Dżinnie! . czarny od zgniłych glonów. . Moje życzenia. . W środku zaś siedzi dżinn. . . nawet nie drgnął.Jaskier. co to jest? .oświadczył trubadur.poeta ukrył dzbanek za plecami. Głowa zakłapała dziobem. ociekający śmierdzącym mułem.Akurat! .Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem.Czy ty wiesz. . świetlisty dym. . a na pieczęci czarodziejski znak. ni więcej. Po pierwsze.Uciekaj. .Mylisz się .. chciałbyś.Geralt zbliżył się. Kula przybrała kształt karykaturalnej.Uciekaj! .Jaskier dokończył odrapywania.Moje życzenia .. Głowa miała około sążnia średnicy. . Dym zatętnił. uważaj! . Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia.To jest ni mniej..Puść. zaciekawiony.A jużci . który nie był wcale dziobem. mówię! To moje! . kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą. Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz. To jest stary garnek. .kontynuował poeta .zakrzyknął znowu dumnie Jaskier.są następujące.Nie dotykaj! O. skrzyżowawszy ręce na piersi.przemówił Jaskier.wrzasnął wiedźmin.Ha! . Jaskier! . schylił się i opłukał amforę. skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg.

materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. Wiedźmin rzucił się. Po drugie. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Potworna paszcza. potwór zaatakował. trubadura z Cidaris. jaką udało mu się zmobilizować. Wisiała tak przez chwilę. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. jakie było trzecie życzenie Jaskra. teraz również znacznie większa. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. uderzyła w cel. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. że Geralta zakluło w uszach. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. która nie chce nikomu dać. ale puścił poetę. parząc dłoń. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. odleciał nad powierzchnię wody. rozwarła się. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. Energia. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. Geralt. Wyciągnąwszy łapska. Rozwarta. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. Huknęło tak. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. Potwór zaryczał ogłuszająco. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. zupełnie nie wiedząc. w wielką. Nikt nigdy nie dowiedział się. wymachując łapami. Powietrze zawyło. podwajając swą średnicę. . Niech mnie da. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. co robić.. wzbił się w górę. zawisła nieruchomo nad rzeką. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. zakołował. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. jeszcze bardziej urósł. zakłapała i wizgnęła. przez środek.. Po trzecie. wreszcie zawyła. Jaskier zaskrzeczał. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu.

. dobry człowieku .strażnik cofnął się i opuścił latarnię. co wyrwało się z krtani barda. . Po rozgałęzionym.powtórzył Geralt. Ale tym. Jaskier zaskrzeczał.Przepuść nas. . . Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. zatrząsł się.Spieszę się .Jaskier? Żyjesz? Jaskier. Przecież widzisz.Nic nie mów. . Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony. . tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie.powiedział drugi strażnik. ochrypły skrzek. Albo jeśli herbowy szlachcic. eeee..kłębiastą chmurę.rzekł cicho wiedź-min. . . szarpnął w suchym wymiotnym odruchu.. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku. zwinął i zwymiotował krwią. .Hhhh..Widzę . patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. proszę. Przepuśćcie nas. podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. khhuuurwa..Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! ..Hhhh. a natychmiast po tym przekręcił się na bok. opierając czoło o grzywę konia.. Jeśli wszystko w porządku. donośny tenor. .. zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku. . kiwnij głową. II .Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! .. Co z nim? . W ciągu kilku sekund znikła w oddali.Jesteśmy w drodze od świtania.Ranny? Paskudnie to wygląda.przełknął ślinę strażnik. zadygotał.. Geralt zaklął. .Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca. Nie Iza nikomu. Taki rozkaz. cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową.Na bogów! . Po nocy nie Iza. skulił się jeszcze bardziej. Khuuu. . Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka.Spieszno nam.. kheee. był ledwie słyszalny. panie. dusząc się i kaszląc. zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę..Nie możemy . chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza.

Ludzie . by pasowały pod hełm. jak wskazywało ich odzienie.Tu nie wystarczy opatrunek .powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik .. nie sposób było ocenić jego wieku.Dalej.. ten o wyrazistej twarzy. tedy myślałem. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby. Przepuszczę was. Rycerzem.Dobrze myślałeś .Przecież widzicie. wyrazistą twarz.Nie proście ..Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście . Opatrzymy go. wstał. pomożemy wam ściągnąć go z konia. byli elfami osiadłymi. .. hmm.Tyle dla was możemy uczynić. kładźcie go na wyrko. Dajcie. do świtu wytrzyma. byście nie musieli do świtania pod bramą koczować. duszno i przytulnie.. . -Rozkaz jest rozkaz. . był człowiekiem. że źle z nim. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody.A to mój krewniak Errdil. ale uważniejsze spojrzenie na herb . kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn. zdolny medyk.. . W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło. a i złożyć rannego też będzie na czym. kto go wyleczy.mruknął Geralt.zgrzytnął zębami wiedźmin.Wybaczcie.Potrzebny jest uzdrowiciel. nie będziecie przeciwni. I drugi. ostrą. . Przy ciężkim. . kapłan. Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu.Jestem Chireadan . Obaj. Tuszę. . Ogień wesoło trzaskał w kominie. . .przedstawił się wyższy z elfów. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu. siedzący przy stole. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie.powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. z wyglądu najstarszy. Podobnie jak drugi. nie mogę. proszę.że wam przeszkadzamy. Przepuśćcie nas. . mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat. Trzeci mężczyzna. . panie. Mężczyzna był elfem..strażnik wsparł się na halabardzie. jeśli tak mu pisane. . Muszę znaleźć kogoś.Szlachcic ... zasymilowanymi. wielmożni . W izbie ciepło. ranion. To już niedługo.jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak.rzekł drugi strażnik.. lekcej mu będzie niźli na kulbace.. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz. Ten tu rycerz.

powiedział Chireadan . . ludzko-nielu-dzkiego związku.powtórzył Chireadan. . Geralt? .uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . . Prawo nie zna wyjątków. trubadur i poeta.mruknął Vratimir.rzekł Chireadan. ale i z mieszanego. opluł skórzaną poduszkę.Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra.Niesamowite . przynajmniej nie dla takich jak my. którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu.przedstawił się wiedźmin. Bardzo niedobrze. Zapraszamy do kompanii. ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą. Errdil.Ja go znam . gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. . Dawałeś mu już jakiś lek. . po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką. . choć herbowy. Geralt usiadł. Jako taki. która tak by się kończyła.Niedobrze. Zaczynają się zmiany w strunach .Eliksir przeciwbólowy. . Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby. Mam przy sobie dobre lekarstwo.powiedział drugi z elfów. Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo. nie rycerzem.Chireadan wskazał na Jaskra.Nie znam żadnej baśni.Geralt z Rivii . ..są ewidentnie magicznej natury.Obrażenia tego biedaka .Chodź. . .i my musimy czekać tu na świt. panie rycerzu. pomożesz mi. nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu.wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem. patrząc na Geralta.Wygląda to na zatrucie. Widziałem go kiedyś. Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. Obawiam się. Jeżeli to zatrucie.Co to mogło być? . .Niestety . marszcząc twarz. On ma porażone mięśnie szyi i krtań. .. zarzęził.Jestem wiedźminem.Co z nim? . . . Podtrzymasz mu głowę. zakrztusił się ostatnim łykiem.Dżinn z butelki . . mogę mu pomóc.Trubadur . .Jak w baśni. Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża. Elfy popatrzyły po sobie.Niezupełnie .To Jaskier.

Czarodziej . magicy bojkotują stolicę i te miasta.Niezbyt . . Jest w azylu.Masz . Geralt.. . . Bogatych klientów. Errdil.Geralt uniósł głowę.Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające. bawi chwilowo pewna czarodziejka. mam rację? .. . tak. . .A rada miejska to toleruje? . patrząc na wiedźmina. panowie elfy? Od czasu. . ..potwierdził Errdil.Rajcy zaś wściekają się.. Geralt. . że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi. które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. Lekceważy zarówno bojkot.Nie ma co robić z tego tajemnicy. Nikt nie może jej tam ruszyć. wiedźminie. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem.Nawet trzeba . bo bojkot powoduje.To bardziej areszt domowy niż azyl .Mówić. ..powiedział Vratimir. można? .Prawda.Zapewne incognito? . Na rajców demonstracyjnie bimba. a wychodzi na tym znakomicie. .Ale.uśmiechnął się elf.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki. całe Rinde.poprawił Errdil. Może.dodał Chireadan. nie mówiąc ani słowa. oparł czoło na zaciśniętych pięściach.A tu.Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca.głosowych. psują jej opinię jak mogą . i tak wszyscy o tym wiedzą. jak i zarządzenia tutejszych rajców. Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru. . faktora handlowego z Novigradu.Osoba. że nie będzie mógł mówić? .Ona jest tam praktycznie uwięziona. . . o której mówię. słyną z gorliwości w tej mierze. . A rajcy z Rinde.W całej Redanii trudno o magików .. bo inaczej. czarodziejka nie płaci żadnego podatku.. podburzają przeciw niej kogo zdołają. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary. urządza bale i hulanki. jak słyszałem. Chireadan. . To może być nieodwracalne.rzekł Chireadan.. Ale nie śpiewać. Oczywiście. usiadł przy stole. Prawda? Chireadan. Ale nie narzeka na brak klientów. W mieście. w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? . Czy to znaczy.rzekł rycerz. to wielka indywidualistka. którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde.Jak to? .To znaczy.

która tu przebywa.mruknął Geralt.. . . Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? . by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka. .Nie zamierzam. włóczęgo? Pan śpi. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń. III .To idź. . Wynocha. patrząc na Geralta z góry.Nie lubię pchać palców między takie drzwi . że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu. .rzekł Errdil. Nie wiem.pewnie w nadziei. widząc.Masz interes.Mam interes nie do twojego pana. A raczej jedyna szansa tego biedaka.Uważaj.A niech sobie śpi . gdy będziesz tam szedł . Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. jak drab.Cóż.Ale nie mam wyboru. .powtórzył odźwierny. dgy tylko otworza bramy. choć już prawie bez zmysłów.Yennefer z Vengerbergu.Wiedźminowi wydało się. trzymając za rzemyki. . rzeczywiście. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano.rzekł dumnie cerber. jak się okazało. wymieniając nazwisko. Wiedźmin. pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz. .odźwierny. wiesz. chwytając się oburącz ościeżnicy. powiadasz . co robić. Runął na drzwi. to twoja jedyna szansa. który jęczy tam na łóżku. . . Jak nazywa się czarodziejka? . walnął go z rozmachem po raz trzeci. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. . powsinogo. był człowiekiem dowcipnym. . Odźwierny był za potężny. maca jeszcze dookoła rękami.Szpicle burmistrza obserwują dom. mówię.. .Pan śpi . do zamtuza i zrób z niego użytek. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. ale do damy. .zgodził się wiedźmin.Pójdę. . że Chireadan skrzywił się.Nie przekupisz mnie .Beau Berrant. Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni. Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie.Głuchy jesteś. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. Gdyby cią zatrzymali. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji.

po czym. Pomieszczenie było wielką kuchnią. otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół. nie był mu całkowicie obcy.prosto w ciemię. Słuchaj. Nalej w coś. wśród odłamków glinianego dzbanka.. niosąc dzban. który omyłkowo ubódł mur fortecy.Ona chce soku z jabłek . kręcąc głową jak baran. dobrze? Geralt wzruszył ramionami. unosząc się z wyraźnym trudem.. gwiżdżąc nosem. jabłkowy. półotwarte..Ciszej . Z jabłek.skrzywił się boleśnie mężczyzna. uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. tam w beczułce.. I zmarszczył nos.mruknął . gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo.spytał grzecznie wiedźmin.. psia mać . Wszedł ostrożnie. . ale stan. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić.Nie wrzeszcz.. Usłyszał chrapanie i odwrócił się.Muszę. pachnącą ziołami i smolnym drewnem.oświadczył.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? . bo ..Słucham? . naczerpał soku z beczułki. Było ciemnawo. Gdzie jest służba? . Gdzie.powiedział bełkotliwie. Goły mężczyzna spał.Sok jabłkowy.otwiera wszelkie drzwi. . zanieść na górę. potem pokiwał głową ze współczuciem..Pieniądz . W sieni było ciemnawo. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. . Wiedźmin już miał je minąć. ale rozmyślił się. rozszerzył więc źrenice. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. . Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. .Sok. .. Wyszedł z kuchni... Sok. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. zwiesiwszy głowę na pierś. Na kamiennej podłodze. pełną utensyliów. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę. Korytarz kończył się ciężkimi. Nie był to najpiękniejszy widok. intarsjowanymi drzwiami. łomot i suchy trzask pękającego naczynia. Po prawej były kolejne drzwi. . . i pomóż mi wejść na schody. Na rozkopanym wyrku spała. w jakim znajdował się kupiec. Oczy miał błędne i mocno przekrwione.

Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. srebrnych talerzy i pater. /Ogólnie rzecz biorąc. Zmięta. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. który ściekł ze świeczników. świec i przejrzałych owoców.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie. ogonków gruszek i kostropatych. Niektóre idiotycznie śmieszne. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. zsunięta serweta zalana była winem. Schody wiodły do sypialni. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. karaf. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. Niektóre pozycje były interesujące. w różnych pozycjach. Wiele się powtarzało. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie. Ale to oznaczałoby. Rozejrzał się. w połowie pełny. . Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. Zapach bzu i agrestu narastał. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie.Beau? . Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. pucharów. by odwrócić się na pięcie i wyjść. sterczała z niego kość indyka. z chęcią. Geralt chrząknął głośno.Przyniosłeś sok? . Kołdra poruszyła się i jęknęła. walcząc z uczuciem zażenowania. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. I jeszcze czegoś. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. pełna fioletowych plam. I czarna pończocha. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. Drugi był cały. obranych z winogron szypuł. sztywna od wosku. .

ale wyładowanie było tak silne. mrużąc oczy. Kobieta uniosła dłoń.Nie jesteś czarodziejem.rozkazała im spokojnie czarodziejka.. kim jesteś.Dziękuję -. Miała ładne ramiona i zgrabną szyję. .Pani Yennefer! Przybywam w pokoju..wyjęła mu kubek z ręki. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej. Osunął się na podłogę.zawołał widząc. to widać. . potem uniosła ręce i dotknęła skroni. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz. . fiołkowe oczy i wąskie. Umrę z pragnienia. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. . Mów. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego. skrzącym się od brylantów klejnotem. Płaci się wam za pilnowanie domu.Proszę. . do cholery... .Oooch. na ścianę.Co tu robisz? Gdzie. przybywający w . . jest Berrant? . na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. Grzecznie. .Nie jesteście mi już potrzebni. zajmę się nim sama. wygrzebując się z pościeli..Odejdźcie . w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. Wiedźmin wstał z trudem.Nie trzeba! . . Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść.Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii. Geralt odwrócił wzrok. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu. lekko skrzywione wargi.Pani Yennefer! . mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą. .Przyniosłem..Kim ty właściwie jesteś? . składając obie dłonie w Znak Heliotropu. wychwycił czar tuż przed twarzą. Geralt zareagował odruchowo. Kobieta usiadła. że cisnęło go w tył. . Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Odbiłeś moje zaklęcie . -Oooch. Przekażcie to panu Berrantowi. z palców wystrzeliła złocista smuga. wypiła chciwie.spytała czarnowłosa kobieta. ale niechętnie.powiedziała wreszcie. bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot.. że kobieta unosi rękę ponownie. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. .

.Pozwolisz? . Lub bardzo podobne. Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój. . podchodząc jeszcze bliżej. Nie zrobiłem.Jechałem do Rinde cały dzień.Geralt z Rivii . krtani i strun głosowych. . Dałem po czerepie odźwiernemu. .powtórzyła czarodziejka. mam nadzieję. odka-szlnęła. Zacisnął szczęki. . który nie chciał mnie tu wpuścić. . a sławny Biały Wilk.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . nie zatrzymując się. wstała.ziewnęła.Krótko mówiąc. Udziel jej.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła. Geralt dyskretnie pomasował krzyże. co sobie wyobrażasz . porozmawiamy o mutacjach i aberracjach.mruknęła. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą.Wyobrażam sobie. Pani Yennefer. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. jeśli zechcesz. nie zrobiłeś krzywdy? .dotknęła dłonią jego policzka.powiedział spokojnie. że pierwszy. którego widzę z bliska. Gardła.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. . . Wiedźmin.pokoju nieznajomy.Nie wiem. to nie szkarłatna mgła magicznie . . patrząc na niego zza czarnych rzęs. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . po czym przysunęła się jeszcze bliżej. Yennefer wychyliła się z łoża. wypiła duszkiem. proszę. Słyszałam o tobie to i owo.Nie. Owinąwszy się nim szczelnie. Porażenie takie. spojrzała mu w oczy. to nie kto inny.powtórzyła. A wszystko to dlatego. . potrzebuję twej pomocy. . mów prędko.O regenerację magicznie porażonych narządów. szczelniej otulając się płaszczem. zbliżyła twarz. jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę. zbliżyła się. . Czekałem calutką noc na otwarcie bram. której wyłącznie ty możesz udzielić.Yennefer . Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku.Wiedźmin . a potem. I radzę. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. nieładnie skrzywiła usta.Jestem Geralt z Rivii. Nie spuszczając wzroku z Geralta.Nie dość. . Cofnęła się o krok.Podobne .

bijąc ludzi po czerepach. Ale z wody i mydła nie zrezygnuję. a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym. zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne.. patrząc na jego pierś. którego mogę obejrzeć z bliska. .Pierwszy wiedźmin.uśmiechnęła się Yennefer.Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp.O.Yennefer. mawia. polewał się wodą z ceberka. dzwonem. . że ci pomogę. siedząc goły na maleńkim zydelku.. .Dobrze.powiedziała. Wstał.. nadstawiając ucha. Spieszyłeś się. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. . nie chciałbym być natrętny. . dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy. to widziało się wszystkie.Słucham . .poraziła twego przyjaciela. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. Niesmak w ustach. ale i maści twojego konia.Piękna blizna . moja przyjaciółka.Nie krępuj się .przerwała ostro. Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. by sondować ci mózg.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz. to wstrzymaj się nieco. Mój przyjaciel.Hmm. . . potargane włosy. zalotnie przekrzywiając głowę.Słyszę twoje serce. nie .Wylazłam dla ciebie z łóżka.pochyliła się. wdarłeś się tu przemocą. rzucając naręcze odzieży na wieszak. gdy Geralt. . .zatrzymał się w progu. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. . Najlepiej będzie. . Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku. że jeśli się widziało jednego.Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział. ale czas nagli.. Ująłeś mnie tym i niewykluczone.. Idź.przerwała. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły.. Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. . Bardzo wolny . .Jeśli to aż tak skomplikowane. Wiesz. . . Co to zatem było? Mówże.Geralt . ani ochoty. Oho! . jeśli zacznę od początku. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach.Geralt. Triss Merigold. i to rozebranego do rosołu. Proszę. IV Weszła do łaźni w momencie.

zaoponował. W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok..No. . ale dość o tym. Gdy doszedł do momentu.Ja się będę kąpała. A zatem.usłyszał. usiadł na ławie. woda przelewała się przez krawędź. proszę. Moja kąpiel stygnie . nieznany rodzaj. Usłyszał wypowiadane zaklęcie. przez wzgląd na przyzwoitość. . zdaje się.A szkoda. Nie chcę cię peszyć. Kontynuuj. zrelacjonował przygodę nad rzeką.Interesujące. .Odwrócę się . Dopinając klamry butów.rytm. z kim rozmawiam. .Opowiadaj! . . Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami.No. Muszę widzieć oczy tego. . miękko osuwający się na posadzkę. popadając przy tym w patetyczny sarkazm. . Usłuchał. ...Jaki tam dzinn . . skracając do minimum opis walki z sumem.Teraz ja nie widzę twoich oczu.powiedział. Mam lepszy pomysł. Ale. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły.. . .Opowiadaj. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach. sponad zarysów. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana. a poza tym prawie się nie znamy. których bardzo nie lubię.Yennefer uczyniła ruch. Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność. Oszczędzimy czas. Zwykłeś te cechy określać słowami. którego nie lubię jeszcze bardziej.Nie. Niewidzialna czarodziejka parsknęła. zachlupotała w kadzi.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych.rzekła niewidzialna Yennefer. . ze zaniemówił. Yennefer nie wyglądała na kogoś. A potem usłyszał plusk wody. jakby chciała zrzucić płaszcz.zaproponował niepewnie. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu. ty będziesz opowiadał.Nowy a nieznany rodzaj zasługuje. kogo może interesować rybołówstwo. no . .. Nie odpowiedział. Dżinn zamknięty w butelce.. zawahała się.Co .ponaglił go głos dobiegający z nicości. Yennefer . Jesteś. Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści. . . wybacz zawodową ciekawość. Jakiś nowy. Zarysy i kształty pochłonęły go tak. by go jakoś nazwać .

. choć na krótko. zgrabne nogi z powietrza.To wszystko . jedną po drugiej. to co to było? .To nie było żadne zaklęcie.. . To tajny język świątynny. .Mniejsza z tym. ..Jeśli nie zaklęcie. Nie musiała.Pewna kapłanka z chramu Huldry. Yennefer.Triss popłacze się ze śmiechu. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety.Dla kogo tajny. wiedźminie? Tego. . Sądził.Jakie powiedzenie? .Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów. . ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki.Dokładniej.. . gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył. . .Czerpak uniósł się i wylał wodę.Dowcipne powiedzenie.Zaklęciem . Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce. woda bryznęła na posadzkę. Powtórzył zaklęcie. Mydło znikło.Co w tym jest śmiesznego? . .powiedział.Czerpak znowu wylał wodę. W łaźni zapachniało bzem i agrestem.Jakim sposobem? . . bo woda. dla tego tajny. . . Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach.Przepędziłem tego..Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi.Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób.powiedział.spytał. . zaklęcia? . zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem.spytał patrząc... zdziwił się więc. również ukazywała to i owo.Ten twój egzorcyzm. jak dwie czarne pończochy tworzą.. jak mówisz. jak zauważył wiedźmin. wciągnęła suknię i zmaterializowała się. . słysząc z kadzi szaleńczy śmiech. kształty też.było dalej? .. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. egzorcyzmem. . dżinna. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli. Geralt.Choć nieco niecenzuralne.Jakim? . że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady. . Geralt westchnął. . Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek.

Potrząsnęła włosami. którzy nawet marzyć nie mogą o tym. . to spełnianie życzeń przez geniusze.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . Pieczęć.powtórzyła Yennefer z uśmiechem. znudziwszy się po prostu. jak stwierdził. . Ja. zachowały malowniczy. Geralt.powiedziała Yennefer. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach.Zapnij mnie .Prawdopodobnie . Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków. Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. czego pragnę. haftkę po haftce..odwróciła się plecami. Cieszy mnie.Wracając do butelkowego stwora . . która zamykała butlę. wstała. .Nie sądzę bowiem. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. I zawsze zdobywam to. ze nie należysz do takowych. by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa. Jesteś mi przez to bliższy duchowo. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. nie marzę.to oczywistym jest. czesząc włosy szylkretowym grzebieniem. jak zauważył..Jestem gotowa . tak jak wszystkie legendy. duchy lampy. Jesteś gotowa? . To wymysł.Oczywiście. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. Geralcie z Rivii. za ulegające gustom motłochu beztalencie. d'jinni.Ewidentna bzdura . Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. przypinając do uszu brylantowe kolczyki . . gdy czegoś pragnę. . Grzebień. również poetę i muzyka. ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców.Nawet dwa. pozbawiona sensu baję-da.Mam pytanie. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? . że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. które. który uważa mojego kompana. Oba potwornie głupie..zgodził się Geralt ponuro. .Trubadur.. . . by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności.Nie wątpię.czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka.. lecz działam.Kto to jest Valdo Mane? .

Wiedźmin zaklął z cicha.Wiedźmin zastanowił się. i to przy sobie.To niedaleko.chrząknął. Sakiewka wydawała się za mała. moje portale są bezpieczne. . W domu niejakiego Errdila. jak widać. Ale doświadczenie uczyło. krzywiąc wargi w uśmiechu..przerwała. . Pieczęć miał nie Jaskier. szarpnął łańcuszkiem. Gdzie znajduje się twój towarzysz? . przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę.. Geralt był świadkiem. .Hmm. by jej nie dotykać. Nie bój się.Nic . Tak. możemy ruszać w drogę. Sądzę.Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta . chyba ma. by pomieścić . specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. przebywa tam również jego kuzyn. A co.Wiem.. że taka pieczęć jest ważna na tyle. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy. -Nie przepadają tu za mną.zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię. . Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy.. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. Każdy może się pomylić. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość. . uniosła ręce.Czy musimy.powiedziała ostro .Nie ma nieomylnych ludzi. ze robi to bezkarnie. zamknęła oczy. No. .powtórzyła. obrzucić kamieniami. Kogoś. Cios był celny. mogą zelżyć. kto powinien był wiedzieć.Cóż . a może i czymś gorszym. w Rinde..Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy.Zgadza się. Zacisnął szczęki.Dziwne pytanie . jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego. Chireadan? .Tu. gdzie to jest. Spojrzała na niego bacznie. Przypadków. Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą. nie ma też nieomylnych wiedźminów..jak na wiedź-mina. . . . I nie pozwolić dotykać przyjacielowi. . że tak .ucięła. gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął. A co? Czy ta pieczęć jest ważna? .. sądząc. Elfa.U Errdila? .. Jak mniemam. ale on sam. znał kilka.

Mocniej. Ciekawe. Chireadan.Mija godzina. że tak łatwo ci pójdzie. Niczego nie widział. . masz słuszność. ale nie zdążył. którą kupił. mieszkał w opuszczonej gospodzie. jeśli chodzi o niesienie pomocy. jaki ma interes w tym. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. Chciał zakląć. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. od kiedy tam weszła .Cóż. nie jestem z porcelany.Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę.Jeśli mam być szczery . . . Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. nie słyszał. .Nie zrobiła na mnie aż tak .podjął Chireadan . by pomóc tobie i Jaskrowi. Errdil. Magia wymaga czasu.Obejmij mnie. Zimno było jedynym. V . który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz. nie słyszałem. Krótko mówiąc. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu.W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego . Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych.Nie przesadzasz? . co rejestrowały zmysły. Rycerz Vratimir.Geralt dopił kubek ziołowego napitku. Niech to trwa choćby i dobę.Zaczynam się niepokoić. byle Jaskier ozdrowiał. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. że nie jest to zwykła sakiewka. W drogę! Medalion zawibrował. że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . cichutką i małomówną elfką.uśmiechnął się wiedźmin. . coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. gdy uspokoiło się zamieszanie. w przenikliwym zimnie.Nie zamierzam jej przeszkadzać. . jak się okazało.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. ale Geralt wiedział. . nie czuł. spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru.nie spodziewałem się. krzywiąc się niemiłosiernie. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków.

bo ma taki śliczny ogonek.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych.To trochę tak . za piękność uchodzić nie mogła. lubi demonstrować. że skorpion jest ładniejszy niż pająk. Już po raz drugi wydało mu się. że z wdzięku i urody uczyniła broń. wkraczała magia . Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. Geralt. Oręż. Co oczywiście nie umniejsza faktu. z całą tą arogancką bandą. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . która zdradzała predyspozycje. Chireadan również się uśmiechnął. łatająca zajęcze wargi. Nie jesteś pierwszym. usuwająca blizny. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. czarodzieje przyjmowali każdą. reperująca źle zrośnięte kości. Uważaj. Któż pomyślałby o tym. bo wymagał tego prestiż jej profesji. choć na swój sposób atrakcyjna. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. Yennefer zaś. Nie zaprzeczysz. nie wiedząc. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. że jest fascynująco urodziwą kobietą. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. . .jakbyś uważał. owszem. znamiona i ślady po ospie. Nawet tymi bardzo pięknymi. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania. Gusta gustami.prostująca i wyrównująca nogi. Wyższość. jakim cieszyli się magicy.powiedział . który tak ją ocenia. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna".złego wrażenia.

Widział zbyt wiele szczegółów. . . Wiedźmin podszedł.Bo Yennefer o. Na górze skrzypnęły drzwi. co w niej poprawiono. . Nie ufaj jej.Masz moją wdzięczność. . Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki. Widział jej lewe ramię.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej . czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? .Wiedźminie. tym wie. Yennefer. . .Co z Jaskrem? . że to go uleczy.. Dziękuję ci też za ostrzeżenie. w mojej obecności. Uśmiechnęła się. nieco zbyt wąskie. nie sposób było zgadnąć. nie dla prestiżu profesji.odpowiedział na pytanie. Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra. Zupełnie niepotrzebnie. Ucierpiał przy mnie. by je uszczęśliwić. Miała figurę dwudziestolatki. Podbródek. a lubi wykorzystywać taką wiedzę. . Jest niebezpieczna. Gdybym wiedział. nie umiałem mu pomóc. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. rejestrowały zbyt wiele szczegółów.Nie. jaka była dawniej. Nie. Brwi. Nie. Oczy.uśmiechnął się zagadkowo elf. Przestał się nad tym zastanawiać. przyglądając się w milczeniu.Odzyska swe zdolności wokalne. Nie odpowiedział. Geralt. troszkę zbyt cofnięty. Usta. choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Chireadan . niewymuszoną gracją.Oczywiście. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem.. . Geralt nie rozumiał Chireadana. sensu to nie miało żadnego. odrobinę za długi. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi. a wyłącz. Nie zdołałem go ocalić. Nos. . odrobinę wyższe od prawego. .powiedziała.Twój utalentowany druh będzie zdrowy . .Nie zaprzeczę. za mało regularne.ukrytej nie dlatego.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. Poruszała się z naturalną. Jego oczy.Będziesz miał sposobność ją okazać. oczy wiedźmina.

Yennefer? Jeśli to gra. . . sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki.Cudactwa.Na kogo? .Yennefer usiadła na brzegu łóżka. nie rozbudzona. precyzyjnie wytrasowanej. pełnym szczęścia uśmiechem.Oczywiście.Nie pochlebiaj sobie . że była to magia śpiąca. nie rzęził już i nie charczał.zaczęła .powiedział zimno. czego pragnę.Wspominałam ci .Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. Poeta oddychał spokojnie.przerwał -służą do wywoływania . Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka. Jaskier. ale dawała pojęcie o tym.. .O co tu chodzi. . na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier.. że zapragnęłam czegoś. z jego twarzy znikł grymas bólu. co ma Jaskier.Pułapka. Nie obawiaj się. zastąpiony idiotycznym. Ukryta w nich magia była wyczuwalna.czarodziejka przekręciła klucz w zamku. bębniąc palcami po framudze drzwi.Tak więc. przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem.Śpi . nie stanie mu się żadna krzywda. . . Wejdź. Yennefer? . .I śni. chwilowo . Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa. . jestem schwytany . które ustawiłaś na podłodze .Na ciebie. .powiedziała Yennefer. W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram. Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy. zajęczał cicho. W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza. rytmicznie drgać. Był to bez wątpienia jęk rozkoszy.Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? . ale wiedział. . Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie. obróciła go w dłoni. Klucz znikł.Co to jest. Tak się zaś składa. wciąż kretyńsko uśmiechnięty. czym może być lwi ryk. Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze.. Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro. to nie znam reguł. Odbiorę mu to i rozstaniemy się.że zawsze zdobywam to.

Piękne są twe piersi.demonów. Poproszę o nią.czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. . zawszę staje się komuś krzywda. wiedźminie.. to wiedz. . że to nie trubadur ją ma. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. i równie paskudnie. .Jak widzę.. wręcz szczęśliwy. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność.Dobrze. Ja kupiłem twoją pomoc. mnóstwo poezji. .Nie zadowala. Yennefer.Nie .. wiedźminie. nie powinieneś mieć wątpliwości. Wiele tam nie było.Szkoda. Jeśli nie zauważyłeś. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. .Jego marzenie spełnia się we śnie.kontynuowała czarodziejka. Pieczęć. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Twoja strata.. Pieczęć. Trochę świństw. . Geralt. poproszę.Śni . ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne.uśmiechnął się również. ale i bez uraz.włos mu z głowy nie spadnie . . że właśnie zaczęło się odwdzięczanie. Niełatwo mnie zadowolić. . I ja zapłacę. bez żalu. Yennefer. . kilka marzeń. I rozstaniemy się. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. .powiedział zimno.Ach. Wiem.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi. którą zaczopo-wana była butla z dżinnem. Virginio. gdzie wywołuje się demony. delikatniejsze niźli puch łabędzi. nie otwierając oczu.. nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. Skrzywiła wargi w uśmiechu. . Wysondowałam mu mózg do samego dna. Ale niech to będzie uczciwy handel. ale ty.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? . Zadowala cię taka odpowiedź? . Mniejsza z tym. rozłożyłaś cenę na wiele rat . Nie pozwolę na to. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony..Rozum mu odjęło? Majaczy? . Virginio . . które jesteś mi winien.Co do tego. Tam. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów..zajęczał Jaskier. Wszyscy będziemy szczęśliwi.Do czego ci ta pieczęć? . .uśmiechnęła się Yennefer.

Bo jeżeli chodzi o pierwszą. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty. . Jeśli narazisz Jaskra. gówno mnie to obchodzi. co zamierzasz tu ściągnąć . Przyjmij to jako dowód dobrej woli..Geralt wskazał na wzory na podłodze. Nie pomogło.Wiedziałam też. .Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna. Yennefer.zachichotała czarodziejka. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. . by płacić. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. A rób sobie. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. Wiem. . Teraz możesz już tylko mówić. Uczyniwszy to. Urwał. Ale bez Jaskra. zaciskając szczęki do bólu. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie. . który powinien przekonać cię. zapłacę drugą ratę i dalsze. że daremna.Proszę. Geralt napiął mięśnie. że jesteś elokwentny. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. wrócę. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. . wytężył całą wolę. kiedy poczujesz .powiedziała Yennefer. Nie jako ratę. Nie pozwolę. może jeszcze gorzej niż poprzednio. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. jak kamienny posąg. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu.Ciekawiło mnie. Yennefer. że potrafisz odbić czar rzucony wprost .powtórzył. wiem. Ale nie musisz mi już imponować. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. Szkoda.Wiedziałam. Ty gadałeś. zmusić. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu.. jak wbity w ziemię słup.On już raz był blisko tego.Ale nie Jaskier.Ja . Wzruszająca i patetyczna... będziesz starał się zaimponować mi elokwencją. weź. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce. . że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów.. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. . że choć wyrachowanie. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością.czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi. ale potraktowałaś go życzliwiej. by ci służył? Nie musisz odpowiadać. Był jak sparaliżowany. co chcesz. to nie będzie to już uczciwy handel.Piękna przemowa . .

Zwykła chemia organizmu..Chireadan zorientuje się. . posłużę.. . ty spełnisz te obietnice za mnie.Ależ posłużę.. nie uczyni nic przeciw mnie.powiedział z wysiłkiem. Chodzi o drobnostkę. nazwijmy to.I co z tego.Chireadan. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. A może i coś jeszcze.To na nic. podeszła.wykrzywiła się złośliwie. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. wiedźminku .Mówiłam przecież. I nie odgrywaj przede mną komedii. Chireadan. zapłaciłbyś każdą cenę. . wyobrażasz sobie? Elf. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek.Beau Berrant. nabierze podejrzeń lada chwila. Rzeczywiście. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. czego zamierzam tu zaraz dokonać.. Yennefer stała przed nim. Milczał. że Chireadan się zorientuje? . Nie.' ku osobom przyrzekłam tu coś. Zorientuje się rychło. nie posłużysz się. walczył z całych sił. gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. bałwan. Ponieważ jednak sama nie zdążę. Znikły drzwi. Kil. a zazdrosny. To się rzadko zdarza. natychmiast znikam z Rinde. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. a ja zawsze spełniam obietnice. . By ratować przyjaciela. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. o niewielką przysługę. że coś knujesz. nie spłacone rachunki.. wylizałbyś mi buty. idziesz do celu najprostszą drogą. Walczył.uśmiechnęła się zjadliwie. Nadaremnie. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. . Yennefer.. nie robiłam niczego w tym kierunku. . . wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. znikły okna. Errdil. Po tym. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. nie chodzi o czamoksięstwo. Jaskier. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole. Geralt. . uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . Nie ufał ci od początku. . Ale mną..Czarodziejka wstała z łóżka. Jest pod moim urokiem.Nie szamocz się. Nic. bo nie ufa ci. Zakochał się we mnie. Yennefer. Masz silną wolę i sporo odporności na magię.

choćby Chireadan. w uszach zaczęło straszliwie szumieć.Na rozkaz. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta.Zapamiętałeś? . że zbliża się do niej na kolanach. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem.Już w sypialni Beau . Twarz Chireadana. . wpiła się w nie jak wampir.. pani.. . Za mniemanie.. Yennefer mówiła do niego łagodnym.Muszę. Ciemność. Geralt miał wrażenie. . Za udawaną hardość. . I wiedziałam.po wymianie kilku słów wiedziałam. To był jego własny głos. Poczuł. Płać. .. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy.aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików. Twarz Errdila. Medalion na szyi zadygotał. . . Balustrada. nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi.Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira. .Idź zatem i wykonaj moje polecenia. za sarkastyczny ton. schody.. za oczy łowiące każdy szczegół. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki. Errdil! Zejdź mu z drogi! . Bzem i agrestem.Możesz pocałować mnie w rękę. Bzem i agrestem. pani.Muszę iść.Dzięki. zapadł w ciemność. jaki jesteś. W jego głowie coś rozbłysło. Klęczał. Ale zrobisz to ty. za kamienną twarz. ..Nie! Errdil.Jego własny głos. . za wyrachowaną wiedźmę. w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty.Tak.. pani. dokąd? .. .Geralt! Co z tobą? Geralt. że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota. Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki. I głos Chireadana. miękkim głosem. za zimny wzrok. bo musisz zapłacić. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę.ciągnęła . Błysk. wykrzywiona przerażeniem. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół.

. Rzucany przez pochodnię cień. w zupełnych niemal ciemnościach..Cholera jasna.. rozejrzał się. Chireadan podgarnął słomę. Tak jak i ty. gdy mnie tu wrzucano. Zapach. . . cień na pokrytym słomą klepisku. zgniłej słomy i mokrych łachmanów. Cholera. VI Ciemność. I Jaskier. Widział ich niewyraźnie... z nią. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców. odór. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. Będzie burza.. jak ktoś unosi go. Hej.Czy to ważne? .Poczuł. Zapach bzu i agrestu. psiakrew.rzekł elf . . że nie przebywa tu od wczoraj. . . Smród uryny. byłem bez zmysłów. głowa mi pęka.A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz. .Jeszcze jak. Parno. Gdzie my jesteśmy? .. pomyślał. ..Zapach bzu i agrestu. Wiedźmin zaklął.Chireadan? Gdzie. Eksplozja słońca.. Gorąco...Wsadzili nas do lochu . Jaskier jest tam. Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży. że tak długo nie przytomniejesz.Nie wiem.Cieszy mnie . Żaden nie odpowiedział. a ona planuje.że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków. . Już się zaczynałem martwić... siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni.stwierdził ponuro. opiera plecami o zawiłgły mur..Nareszcie. wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą. Yennefer. W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób.. Zapach? Nie. Drzwi. co jedynie z pozoru było kupą łachmanów.. świadczyły.. Bzu i agrestu. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od. usiadł wygodniej. . Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.. Cień kraty.

. Chireadan parsknął. .zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem. wszedłeś. a po chwili .powiedział drugi.. prosto na ulicę.Wy macie swój kącik. Myśmy są porządni złodzieje. miłości prosim. Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi.zniżył głos elf.spytał. Myśmy ino kradli.Pytam.Lichwiarz upadł .Z tym zamachem na władzę. Errdil i Vratimir.Do żadnej . . Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy. Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. . my swój. nie jacyś polityczni. Mocno.Obawiam się . .Ano . jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie. . Wyrzuciłeś go oknem.. dziadku .Geralt splunął.Wielmożni .. To prawda? . . . Ludzie mi się przyglądali. . Geralt splunął ponownie. masując skronie..odrzekł dumnie dziadunio.Wyszedłem na ulicę..Lombard .. potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy. w którym byłem ja.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas. Potem był jakiś sklep. I niech każdy swego pilnuje. Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek..A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca. Wiedźmin splunął. .A ty.trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu.Chireadan? .Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma.Tak ono i jest .Obawa uzasadniona.że na tym się nie skończyło. Za tobą ciągnął już spory tłumek.Ogłuchliście? . pochrząkali. . .rzekł wreszcie jeden.Bo ja jestem niewinny.. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo. ..spytał drwiąco elf . . .. . Potem.mruknął Geralt . wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust. Niczego nie pamiętasz? . . Myśmy się na władzę nie zamachiwali.ciągnął cicho Chireadan. . Nawet bardzo mocno.Absolutnie.Wszedłeś do lombardu.

. Opowiadaj. . że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą. . wrzeszczał. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety. Nie tylko głosowali za tym w radzie.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? .Chcieli. To oni wsadzili mnie do lochu? . Pewnie cię zainteresuje. Chireadan. których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej.Jakiej? . ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. oznajmiłeś wszem i wobec. poszedłeś dalej. ba. płakał. a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. opisać trudno. Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów.byłeś znowu na ulicy. toporki.A ja . jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich.Mów. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. . Zarówno lichwiarz. Kara. Mówiąc o nim.A gdzieżby tam.Szedłeś do świątyni. Bo kapłan Krepp.Najprościej rzecz ujmując. pomijałeś jego oficjalny tytuł. Oni mieli miecze. obiecał nawet poprawę. Nie oszczędzaj mnie. . bo to niskie i odrażające. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. również członek rady. .Domyśliłem się tego już dawno. Większość z nas wiedziała. co to było za widowisko. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. oznajmiłeś. Mów. budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. a aptekarz wył. . Geralt. wlokąc Wawrzynoska za nogę. Zamachnąłeś się znacznie wcześniej. którzy nadbiegli. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. Och. dokąd zmierzasz.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. jest gówniarskie i absolutnie karygodne. baty. nie żałując ręki. . I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. pałki.pokiwał głową Geralt . Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. ale dodawałeś inne określenia. będzie wymierzona na miejscu. której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. błagał o litość. Coś ty z nimi wyprawiał.I ja radbym to wiedzieć.

ze przez ciebie tu siedzę.Kończyć nie musisz. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi. Ostrzegałem cię przed nią. Nie zdołałeś tam wejść. to jeszcze ze świadomością. zrobiła ze mnie. Ty siedzisz tu przeze mnie. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. Bo bałem się. jak mi się zdaje.zgrzytnął zębami wiedźmin . że cię po prostu zmasakrują.mruknął Geralt..Kiedy upadłeś.Jeżeli Neville..mruknął elf.to co nam grozi. jak myślisz? . Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś. zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . co tylko było w cekhauzie. Chireadan. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym. Zanosiło się na to.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. skąd ty wziąłeś się w lochu? .Hmm. oprócz katapulty. kilku strażników doskoczyło. wybacz określenie. Omamiła mnie. . skrzywdzisz ją. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem..to kto wie. . Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu. jaki na ciebie rzuciła. wrócisz i. -jaką moc miał ten urok. wyrok wydadzą rajcy..Nic dodać.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął.. Ale jeśli nie zdążył. Nie zrobiłem tego. durniem. Ja.. .. Psiakrew.Aha . Wybacz mi. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. A to oznacza. ze będę wisiał. Ale.. Ale nie doszedłeś do nich.. Wiem. -Nie dość. . . obezwładnić. . drogi elfie. Uroku . że byłem powodem twojej śmierci. Bo nie masz pojęcia. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły. ale winę ponoszę ja. a sam okazałem się równie wielkim. . nie przerywaj. ze gdy pryśnie czar..Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu . a jest dokładnie odwrotnie. nie pozwolić. Wdałem się z nimi w spór. by podziurawić cię sulicami. I zapewne Jaskra. jak mówią krasnoludy. że to sprawka Yennefer. Chireadan.Wybaczam skwapliwie.Pięknie . Znam go. burmistrz. Co jeszcze? Desekracja świątyni? . w jamie. ciebie ostrzegałem. Moja głupota. Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać.Nie. Nie. wała. nic ująć. . Martwisz się.. w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. Wiedźmin nie odezwał się.

Kopnąć łysego też nie mógł. by przywołać w pamięci obraz.Ty ją. .Pan rajca Wawrzynosek ..Ten . . .Yennefer nie udałoby się wam przełamać.powiedział krótko. fascynował. . Przypomnij sobie gwardię.przerwał elf.Nie lubię wielkich słów . .. mocno zafascynowany. . powtarzam. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie.Myślałem. Geralt. szczęk metalu. Jeden ze strażników.Nie. brutalnie poderwali i przyparli go do muru. uśmiechając się smutno.Jestem nią. czy ci aby dobrze u nas w loszku. podciągnął rękawy i pomasował pięść. Dwaj inni chwycili Geralta.. cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda.powiedział. .Chireadan? ... a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. Zgrzytnął klucz.powiedział . Myślałem o niej.kazał zapytać. . unikając wielkich słów. nazwijmy to. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu.Nie dziwię się. nazwijmy to. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy.Tak prędko? . Chireadan chciał się zerwać. wskazał na wiedźmina. Nie pomogło obronne napięcie mięśni. poobserwował czas jakiś .zdziwił się półgłosem elf. .. Loch wypełniły cienie czterech strażników.Ty ją. Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych. Złodzieje wcisnęli się w swój kąt. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami.Nie myślałem. Dziwisz się zapewne. z wysiłkiem łapiąc oddech.Tak? . Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. o tobie. długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę. Obraz. który go w niewytłumaczalny sposób. Chireadan . . Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać. ale opadł na klepisko. Łysy strażnik stanął przed wiedźminem.

po krótkiej chwili rozległ się ostry. chwycił się oburącz za brzuch. Geralt i Chireadan. zamierzając bić w głowę. cofnął się i zamachnął. Ale cios nie został zadany. . ale powyżej nie było dziury. . milczeli.No jak? Żadnych życzeń? . A musiał zemdleć. czy nie masz jakowych.łysy cofnął się nieco.Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. I pękł. Ulewa przybierała na sile. zgodnie z planem Geralta.No jak? . bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach.. że się nie skarżysz. VII . tym razem. Zmieniał rękę. . Łysy zgrzytnął zębami. zawył. skurwysynu.. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce.kontynuował łysy. z trudem podnosząc głowę. znowu pomasował kułak. ale nie miał czym. . Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał.Żebyś pękł. po czym strażnicy poderwali go znowu. wyszczerzył zęby. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. poczerwieniał. Następne uderzenie. . w to samo miejsce. przeciągły trzask gromu. skromnie opuściwszy głowy. . przez którą przeświecałby mur. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa.Niczego ci nie trzeba? ... Łysy obrócił się bokiem. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. .stęknął wiedźmin. Strażnik splunął..Ucieszy się pan rajca.I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy. niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu. parskając i sapiąc . zaryczał z bólu. chmura burzowa przepływała nad Rinde.sprzączkę własnego pasa. zionąc cebulą i zepsutymi zębami..Jedno. Aby zemdleć. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk. Choć wydawało się to dziwne. musiał zmusić łysego do.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

Trzeba czekać .zawył Neville. gdy mówiłem. I robił to. Krepp. burzyć kominów. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. i złoił obu rzemieniem. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz.parsknął Krepp.Sram na sprawiedliwość! . panie Neville . . gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. . kto kogo schwytał. nie bacząc. gdyby nie to. ale. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. . Bo dżinn. różnokolorowego światła.Nie uważaliście. .Tu się nic nie da zrobić. jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela. To jest.powtórzył kapłan..Hę.wrzasnął burmistrz. co się tam dzieje! Panika. Nigdy nie uważacie. .Ten potwór niszczy moje miasto! . był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego. druzgotać wieżyczek i mansard. Patrząc. roznosić w strzępy strzech. co wyczynia trzmiel na uwięzi. Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. Dżinn mógł. gadałeś. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. w Wiedźmińskim Siedliszczu.Niszczy miasto! . Wzlatywał i spadał. pękali ze śmiechu do czasu.zaśmiał się kapłan. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir.Trafiła kosa na kamień. i tyle. nie wiem. Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. .Kiedyś przed laty. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. ich preceptor. że d'jinni zetrze ją na proch. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się. niesłychanie silny d'jinni.. . ze pod oknami mogą stać wyborcy.Ale nie z założonymi rękami. zrywał się i pikował w dół. po okręgu.. powtarzam. . I będzie spokój. hę . identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. krążył. . niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny. czarodziejka już by go miała. gdy mówię. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie. Powiadam wam. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! . wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha. że ten demon.Patrz. bucząc wściekle. skończy się to tym.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . jej zaklęcie zaraz osłabnie..

wskazując na ścianę. którym przybył tu Jaskier. . . -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić. a nie stać i gadać! Bogowie. . .. Przejdę tym śladem. Zdawało mu się. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad.. . czy nie? . Portal wciąż łączy ratusz z. . . Geralt uniósł głowę. . Chireadan. gdy geniusz skończy z czarownicą. To. Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów. co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł.powiedział z ociąganiem. jest niczym w porównaniu z piekłem.Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! .odezwał się Jaskier. Wiem.Idziesz tam. jakie się zacznie. napotkał wzrok Chireadana. umknął przed nim. Chodzi o portal.Potrzebna mi wasza pomoc. . Można zaklęciem taki ślad ustabilizować.Zaklęcie? . .Geralt . . co czujesz.rzekł Krepp. zostawia ślad. Modlę się. Elf uśmiechnął się.Pytałem.Chyba tak . co się tam teraz dzieje.. . bo czas nagli. Elf spojrzał mu w oczy.Muszę.Mogę. prawda? Geralt zawahał się.. .Nie widzisz? .. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością.kapłan dumnie uniósł głowę. . .rozdarł się Neyille.I o powagę.Proszę o ciszę . co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . . . burmistrzu.Panie Krepp .rzekł zimno kapłan.Wątpię. bo musisz.Nie ma już nawet znaku po portalu .Chybaście niespełna rozumu. .To bierzcie się do roboty. jak Chireadan dotyka jego ramienia.. że czuje zapach bzu i agrestu. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki.Wydajcie rozkazy.zdecydował się nagle. potem spuścił wzrok. Przepraszam cię.Portal.Możecie. Bo ja sam tego nie wiem.Do diabła z twoją modlitwą! . Odwrócił się. nawet niewidoczny.Nie przepraszaj.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! .

Cóż . a zimno zdławiło śmiech. Mogę was pobłogosławić.rzekł Krepp. . Wy..Zaiste...Ten egzorcyzm. gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi. . kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza. Co znaczą te słowa? . odetchnął głęboko.powiedział. Właśnie na tym. . Znaczyło to. . . Poruszył dłońmi w powietrzu. .. Kapłan uśmiechnął się.. . który tak was zdenerwował.Panie Krepp? .Gotowe . z trudem . Ostatnie to wasze życzenie.Wiem. Wyjdźcie wszyscy z komnaty. pękną wam bębenki w uszach. . też będziecie zgubieni. ryczący i kotłujący się jak huragan.Słucham was. na wszelki wypadek.Na tym to właśnie polega.Geralt stanął przed słabo świecącym portalem. Na to nigdy nie wystarcza czasu.Proszę was. Zanim w to wstąpicie.rzekł kapłan. więc wam powiem. ale na odpuszczenie grzechów. panie wiedźminie. panie wiedźminie. panie Krepp.. Roztoczę protekcję. wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie. który nim wstrząsał. VIII Portal..Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. Krepp wyprostował się. . jeśli tam pójdziecie. Geralt spojrzał na niego życzliwiej....nie wystarczy czasu .. Geralt. dysząc.. Spróbuję was wyciągnąć. bębenki. .. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę. A gdyby portal pękł.Chcecie ją ratować. Dzinny to mściwe istoty. Nie ma też żadnej pewności. Geralt wstąpił w nicość.dokończył Geralt. wyrzucił go z impetem.. sposobna pora do żartów i krotochwili.. Jeżeli portal eksploduje. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę. Wielka mi rzecz. .powiedział. "Odejdź stąd i wychędóż się sam". wypluł z rozrywającą płuca siłą. czy nie jest przerwany..Ja zostanę . Hmm.Mężny z was człowiek . Czarodziejka jest zgubiona..Już uczyniłem . Bębenki odrastają. Uczyńcie rachunek sumienia. panie Krepp. uczyńcie rachunek sumienia. Hmm. ..

.Nie.Wynoś się! . On cię zabije.Pomóc? . wygląda. Na powale zarysował się wielki ognisty .. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. ..Ja. . Zobaczył ją.łapiąc powietrze otwartymi ustami. . Yennefer zobaczyła go. ale łajdak nie słabnie. Nie potrzebuję twojej pomocy. Początkowo sądził. prześwietlała na czerwono palce czarodziejki.Interesujące. Cały dom wibrował. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. . ale wyraźny. Podłoga dygotała. trzeszczące. Znajdował się nie w izdebce.Ty? . ale szybko zorientował się w pomyłce. . Migotliwy. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe.Nie rób tego! Chcę ci pomóc! .Pomimo.Nie tak łatwo mnie zabić.Pomimo tego. zerwała się i uniosła dłoń. Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem. Rozejrzał się. Złapałam go.parsknęła. trząsł się i trzeszczał. natychmiast.Nie! . -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli. rozjarzonymi obecnie do białości. Ale w gruncie rzeczy nieważne. . Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. Yennefer. że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu. powinnam już mieć go w kuli. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila. pochylona nad' magiczną kulą. . co ci zrobiłam? . ogniste linie przepadające w górze ponad dachem.Nie złamiesz go. chwiejny. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. . nie pojmuję tego. złamię. Urwała.. rozumiesz? Nie mogę go opanować. Wynoś się stąd.wrzasnęła. krzywiąc się złowróżbnie. Klęczała pomiędzy stołami.krzyknął..

. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki... omotany magicznym światłem.. by dostać się do środka.Uciekaj. W ryku tym było coś. Nie może zerwać uwięzi. coś jak gdyby rozkaz.. wodząc w powietrzu rękami.. wyjąca tak. Geralt rzucił się ku niej.. ale stale zbliżał się do czarodziejki. spadając na dżinna jak sieć.Tędy! . Yennefer nie cofnęła . Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy.Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować.. różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami.Chce się do mnie dobrać. Yennefer skoczyła. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem.Tylko razem z tobą! Yennefer. nie mam czasu ani siły na inny. ..Zlokalizował mnie. Dżinn zawirował jak bąk. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie. -jęknęła. drogę ucieczki dla ciebie. Geralt. musisz uciekać. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. Ale geniusz nie zaatakował. Dżinn.. ze aż świdrowało w uszach.Co się dzieje.krzyknęła Yennefer. odepchnął i zasłonił. Nie zrozumiał jakie. napinając więzy. . Nie mogę go powstrzymać! . gdzie wylądujesz. unosząc ręce. niepozornie i nader prowizorycznie. . krzyczała zaklęcia.Tędy. Przygotuj się. Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem.. Powoli. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna.. który wyczarowała na ścianie przy schodach. rozdął do imponujących rozmiarów. trzeszczały. to będzie portal losowo rzucający. z jej palców trysnęły iskry. Geralt! Uciekaj! . wyskoczył z portalu jak korek z butelki. wskazując na portal.. rozciągając je. rozwierając paszczę. .czworokąt. polecenie. Yennefer nie cofnęła się. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. rzucił się na nich. czerwieniejąc z wysiłku. Tworzy własny portal. Czarodziejka zaklęła. Yennefer? . Otworzę mój portal. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. Nie mogę.Yennefer. W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. Uważaj.. Geralt! .. bez widocznego efektu. rozdął się i zdeformował. ale będziesz bezpieczny. ale portalem się tu dostanie.. Nie wiem..

wodorostów i ostryg. zły nie na żarty. ucapił ją za oba przeguby. czego zażąda szambelan. Geralt rzucił się za nią. Portalu prowadzącego w nieznane. .się.Odchędoż się. chwycił w pasie jedną ręką. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną. jaki wytworzyły zaklęcia. . przesadzacie z tą teleportacją. Wiedźmin przyskoczył. a zaraz potem stół. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot.To skandal . upadli na marmurową posadzkę. Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. .krzyknęła Yennefer. Wylecieli. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. durniu! . Nikt nigdy nie dowiedział się.. . przerwawszy taniec. przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. -Uratowałem ci życie.rzekł z naciskiem szambelan..Czy mają państwo zaproszenia? .Ty kretynie! . zręcznie podstawił jej nogę. Leżeli na samym środku sali balowej.wrzasnęła Yennefer. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. Yennefer wyszarpnęła się. . jasnej od kandelabrów. nie zabił zapachu bzu i agrestu. usiłując wy drapać mu oczy. ktoś zapiszczał. . . Nie puścił jej. Geralt. sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik.Gówno miałaś! . Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią. zwarci w uścisku. odwracając twarz. jej dłonie sypnęły iskrami.Doprawdy. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. drugą wpił we włosy na karku. patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu. Przenikliwy zapach ozonu. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy. Zażądam. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. Ktoś wrzasnął.odkrzyknął. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! .

których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz. też nabrawszy praktyki. bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. Yennefer zaklęła wstrętnie.Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. palancie! Puść. w karczmę Errdila. . chociaż miał ochotę. a chcąc uniknąć uderzenia czołem.Puść mnie! .Biją się! . gdzie popadło. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. do cholery! . targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. ze straciła przytomność. Był pewien. wyrwała mu się. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. Trafili w cel. głupku. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. Poczuł. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. agrestem i ostrygami. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. .Co się tam dzieje!?! . Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem. Yennefer. Wpadli oboje w nicość portalu. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał.wrzasnęła. . wrzasnęła zaklęcie. a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. i nie pomylił się. .Idioto. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. Zanim zdołał złapać oddech. mówcie. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś. zdzieliła go łokciem. Geralt chwycił ją za ręce. muszę ją wzmocnić.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. starając się przebić wzrokiem ulewę. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. wierzgając niczym kucyk. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. odskakując od okna . że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. próbując przytłamsić do podłogi. mówię! Uwięź zaraz pęknie. Mylił się.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników.Co się tam dzieje. Spadli. druzgocąc balustradę schodów. IX . Chwycił ją jeszcze mocniej.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało.

Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki. byłby pożar jak nic! .Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! . panie elfie.krzyknął.Yennefer! . że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał. szczęście. .Rozumiem. niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. błysnęła błyskawica. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil.Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się.powiedział ponuro kapłan Krepp. a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. Bardzo rozumnie. .Światło magiczne słabnie. dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując. Jaskier .Czarownik i wiedźma biją się! . Co was tak bawi? . unikał ich bez większego trudu. Tłumek cofnął się.Nie zdołam? . znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej. ludzie! Biegiem tam! Bogowie.Jasne.karczmy jak oparzony. .Biją się? ..Uspokój się! Zrozum wreszcie.Dlaczego Geralt tam polazł? .potwierdził. klaszcząc po błocie bosymi piętami. .Oni się biją. kryć się! Komu życie miłe.Rozumiem. dlaczego? Chireadan. Nie dokończył. z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom.Zaraz zobaczysz. stając nad nim. . . by ratować tę czarownicę? Psiakrew. . .wycedziła.jęknął Jaskier.Rozumnie. uwięź zaraz pęknie. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. . ludzie. Hej. że pada. Panie Neville! Rozkażcie.To już długo nie potrwa . . . Była wyraźnie zmęczona. Gratuluję. co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz. Wystarczy. groty były słabe i wolne.zdziwił się Neville. . kryjąc za filarami. do czego jestem zdolna. czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno.. .Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice.

ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie.Geralt? Życzenie? .Ależ on potwornie ryczy! Wygląda.powtórzył Krepp. . na bogów.zaryczał. nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży..Co? .poradziła. to niezdrowo.rzekł kapłan Rrepp.. . Nie powinien mówić jej tego. ale co za dużo. . posłuchaj mnie uważnie.krzyknął Jaskier.To było drugie życzenie wiedźmina. z sufitu sypało się wapno i drzazgi..Jak to? ..To on miał w ręku pieczęć.. meble pełzały po podłodze. bo gotów mi uciec. .Bo jest .Leż bez ruchu . pochylona nad nim...Jest wściekły . chwytając się odruchowo za gardło. Ja też byłbym wściekły.Uciec? . że jest cholernie wściekły! . . która więziła geniusza. dysząc ciężko. dygocąc spazmatycznie. Zdziwisz się.Palę się. zatoczył koło. .. XI Dżinn zatargał się na uwięzi.I nie dziwię się...Zaczynam rozumieć. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić. wiedźminie. Muszę ci coś wyznać. . nawet jeżeli już się domyślił. Zostało mu jeszcze jedno. Ale. . napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta.mruknął Chireadan. . Chireadan spojrzał na niego szybko.Ależ on ryczy! . . Pobaraszkowaliśmy.To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn.. . cholera! . Klucznik w lochu. . Ostatnie. Pękł. . gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie. Geniusz spełnia jego życzenia.... Muszę zająć się dżinnem. Muszę ci powiedzieć prawdę.Psiakrew .Zdejmij to ze mnie! . Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem. Yennefer.wrzasnął.. . gdy się poruszasz.To parzy tylko wtedy. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu. jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo. Budynek trząsł się.zmarszczył się Jaskier.

Yennefer. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem. Masz jeszcze jedno. żeby .. Życzenie. Gdy będzie wolny. . Nie.wtrącił Neville. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać. on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! .syknęła.... . Bogów przyzywam na świadków.. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem.powtórzył Chireadan gorzko. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją. nagrodzę go sowicie. . . co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym...To przecież jego fach . Udało ci się mnie oszukać.Jak to? Panie Krepp.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! .Nie. ale tobie nie daruje. Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić.Zginą obydwoje? .zastanowił się kapłan. Gdyby wyraził właściwe życzenie. . Zwolnisz dżinna.Nie wystarczy ci już sił.Wiedźmin ratuje moje miasto. nie sądzę.jęknął nagle.To moje ryzyko! . Yennefer.. Yennefer. rzucił w błoto i rozdeptał. . zabije cię. . Jesteś wycieńczona. Nie doceniasz mnie.. nie doceniasz mojej mocy. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII .. Nie Jaskier.Absolutnie bez. lecz ty. a wówczas ja go zabutelkuję. Dlaczego.To nie takie proste .. Geralt! .. Dlaczego? Przecież wiedźmin.Co cię obchodzi.. . do ciężkiej i niespodziewanej zarazy.Przecież on.A więc to tak ... i ciebie. Dżinn może i spełni je.. Nie mogę.. ledwie trzymasz się na nogach.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją. .Nie doceniasz moich sił.Ale gdyby. Zginiesz. i siebie! Panie Krepp! . powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach. napluł na niego. . .Gratuluję. Geralt. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam.Absolutnie bez sensu . . zemści się na tobie.krzyknęła wściekle. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je.. jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.zawył Jaskier. . czy jak wam tam..

wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. Wiedział. poszukaj głęboko i dokładnie. Kim była naprawdę. Pochyliła się gwałtownie. kim zechcesz. Dżinn. Czując. z czym żyła.powiedziała nagle. nie tym. I chyba lepiej. co odgadł. Że nigdy mu tego nie wybaczy. . spojrzała mu w oczy.Życzenie. Yennefer rzuciła się na spotkanie. Bo patrzyły na niego zimne. czym być musisz. czując przy tym ogromną ulgę.syknęła. . kim byłą niegdyś. Wypowiedz je. że. że odczyta jego myśli. A wiedźmin nagle . że dowie się. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem. o tym marzysz! O wyzwoleniu. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. Odgadłam.. zwalił się prosto na nich rycząc. Zgłuszył tę myśl w sobie. Czuł zapach bzu i agrestu. I piękna. wyprostowana. oplatany siecią gasnących już promieni. przenikliwe. zanim stała się czarodziejką. Sufit pękł. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. Bardzo słabe światło. XIV . Geralt. wyrzucił z pamięci na zawsze.. . czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. złe i mądre oczy garbuski.. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu.Więc czego ty pragniesz. z bliska. Dżinn spełni to życzenie.Milczysz .na to wpadł. żeby nie wpadał. bo klnę się na Moc. prawda? Przecież tego pragniesz. zabił ją.. bez śladu. uśmiechając się paskudnie. czarna. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli. drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. w poświacie magii. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. O czym pamiętała. z jej rąk biło światło. straszna. o swobodzie bycia tym. Nie. smukła.Człowieczeństwa . o czym nie mogła zapomnieć. Wiedział. Milczał. nie mamy czasu! Milczał. Przeraził się. Przeraził się. nie prawdy.

.. wspierając dłonie o kolana.Ach . . powiadam wam! .Drobiazg. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. czego pragnie.Wiedźminie .Nie zapomnimy.Przepraszam.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. dżinn uciekł. zatoczył nad miastem trzy kręgi. uczcimy go. urwał iglicę z wieży ratuszowej. już wolny. jedna cegła. wielki jak stodoła. .Poparzyłam cię. . Definitywnie.Żyjesz? .Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. było zupełnie czyste. Yennefer. . zarumieniona lekko. otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. gdzie leżeli.. jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. d'jinni. XV Dom eksplodował.zawołał kapłan Krepp.wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty. delikatnie przesunęła palcami po dłoni. zniknął. że wie. Nie spadła na nich nawet jedna deska. cegły.odchrząknęła. swobodny. Wiesz. syknął. .. .. Z kurzawy wyprysnął dżinn.zrozumiał. Było tak.Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! . uklękła obok.Żyję .Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu. Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza. Kilka bąbli.Żałujesz? . . czczeniu. Pomyślimy o pomniku. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. przepadł.. cholera! . I wypowiedział życzenie.Cholera. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka. belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. . nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą. -Cóż za cudowna ruina! .Uciekł! Uciekł! . . Dziwnym trafem miejsce. pamięci i wszystkich pomnikach świata.. wzbił się w niebo i uleciał. XVI Geralt rozejrzał się. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody.

czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. dotknięciem. . ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. że była to cała wieczność. pieszczotami. jak się obawiał.I co dalej? . co to troskliwość i czułość.. Co cię do tego skłoniło. .To dobrze. ale żeby. .Twoje życzenie . wszystkim. a cały świat przestał nagle istnieć.. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli..Nie wiem. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. A potem świat znowu zaczął istnieć.Zaczekaj . po prostu osłupiałam. każdą myślą. wszystkim. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy. Wiedział nagle. Ale jeżeli tak.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. przestał istnieć na maleńką. Geralt? Dlaczego.szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. . Wiedział to. proszę. byli dokładni. I w ogóle im się nie spieszyło. Yennefer pocałowała go. Osłupiałam. . najpiękniejsze oczy całego świata. Wszystkiego mogłam się spodziewać. staną się dla niego.Nie bardzo. że nigdy nie zapomni tego zapachu. a on zrozumiał. tego miękkiego dotyku. oczy. czego sobie życzyłeś. Usłyszałam. krótką chwilę. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży. dotknęła go. Pomóż mi wstać. bo bardzo chcieli. pieszczotą. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi. ale istniał zupełnie inaczej. byli troskliwi i czuli. Dlaczego ja? . . Nie wiem...Geralt? . Wszystkim. chłodna skóra. słodkie od pomadki. mięciutkie i wilgotne.szepnęła. wszystkim. nieporównywalna z żadną. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej.. uściskiem. a im wydawało się. jej delikatna.. Skazałeś się na mnie. jej szyja.To twoje życzenie. jedyną myślą. całym sobą. Przerwał jej pocałunkiem. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. to skazałeś się.. której dotykał. wiedział. bo to rzeczywiście była cała wieczność.. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona. które.Mhm? . a potem już wszystkim. udało im się.

. przechylił głowę. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży...Cicho . Zdawało się. .Nikt nigdy mnie tak nie nazywał..powiedział krótko. ..Yennefer. .Geralt. Może wezwać medyka? .powtórzył Jaskier.. Słyszałem. .rzekł nagle Jaskier. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna. Powiedz to jeszcze raz.mruknął Jaskier. Podejdźmy bliżej.Jaka cisza.potwierdził Errdil. ja..Trzeba by zobaczyć .. przez które ostrożnie zajrzał. .Niech stolarz robi trumny . . Nie żyją. . ulegając mu zupełnie.. wycierając czoło zmiętą czapką. . . .Powiedzcie stolarzowi. Yen. | . Musi strasznie cierpieć. XVII Deszcz przestał padać. .Mogą być ranni.. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem. jęknęła znowu! ..Ja też słyszałem.Yen .Yen. . Co to było..Przed chwilą aż krokwie latały.. Bo widzisz. O. Zaczekaj.Ja też nie. a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. . kolorowym łukiem.To oni .Ja tę czarownicę znam.. co robisz. ... Chciałam ci powiedzieć.Jaka cisza . Nad Rinde zjawiła się tęcza.powtórzyła. . mówię wam.Aha . mówię wam. .. Ja nie umiem.Prędzej grabarza .Na wszystkich bogów .Nie wiem. . Jęknęła. . Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha. czy warto się było na mnie skazywać.Nie jestem pewien. jak jęknęła. Nie ma co.Chodźmy stąd .Coś słyszałem. . proszę. . albo mój dżinn ich wykończył. Albo pozabijali się nawzajem. Zbliżyli się do ruin oberży.przerwał Errdil. wysilając swój muzyczny słuch.Nie przeszkadzajmy im.stwierdził Krepp.. przecięła niebo urwanym. Nie jestem pewna. bardzo czujnie i powoli.powiedział Vratimir. a teraz jakby makiem zasiał.Yennefer żyje . Chireadan.rzekł Krepp. . trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku.

. . Oboje. a dołączą do nas. . on i jego ostatnie życzenie.Powiedz-że. ona. nie minie wiele czasu.powtórzył elf.powiedział. .żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? .zaciekawił się Jaskier. Bardzo. Niech tam zostaną. Poczekajmy w jakiejś karczmie. .Co oni tam robią? .A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać. bardzo smutno. do cholery! Elf uśmiechnął się.Chodźmy stąd . .Zostawmy ich tam samych na jakiś czas.Nie lubię wielkich słów .

.O nic. Jaskier miał rację. wstrzymując konia. Tailles. zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników. Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem. brodaty krasnolud w lisiej szubie. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w .O co chodzi. wszystko się wyjaśni. bez hełmu.Obraziliście urodzonego Taillesa. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się. nie patrząc w ich stronę.Psiakrew . Zsiedli z koni. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać. Tailles bez zbroi. widocznych nad lasem wież świątyni.mruknął Geralt.A Tailles. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno. Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. . kolczudze i misiurce z żelaznych kółek. Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy. nie wystawiać nosa za mury. Wiedźmin oszczepy. Jaskier obrócił konia. rzucił wam rękawicę. pytam? Znowu awantura? .Trzeba było siedzieć u Nenneke.Zamknij się.O co chodzi.Nie wygląda na to. . .Zamknij się. spoglądając w stronę niedalekich. nadal przechadzał się. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem.Mogłem się spodziewać. . Nie wyglądało. jak zapewne pamiętacie. .. przyglądali się ponuro i obojętnie. . wiedźminie .To był jednak głupi pomysł. wsparci na oszczepach. . .. Żołdacy. Zobaczysz. by jeździć do miasta -jęknął trubadur. z minami zawodowców. rozejrzał się. . wymachując nagim mieczem. Geralt? . u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym.GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. mówiłem.

Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego. . obejdę się bez pouczeń. do czego zmierzacie.Widzę. ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej. Co się stanie. Nie możecie odmówić. że książę wydał ci rozkazy. . gdybym okazał się.. zależnie od woli.Musicie.A to.poczekaliśmy więc. Musicie się bić.. niegodnym. pozwólcie. Cranmer .uśmiechnął się krzywo Geralt . -I pamiętaj.A czy nie uważacie.wycedził rycerz.krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. jak wykonywać rozkazy. a co do urodzenia.Jakże to logiczne . .. Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym. Jestem Dennis Cranmer.. panie Falwick . Jaskier? . kapitan straży księcia Herewarda. Obawiam się.Nie wtrącaj się .To wy nie uczcie mnie. panie hrabio. .Kodeks rycerski stanowi.Co się stanie? . rycerzu. a tym samym podnosi do swej godności.odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. że studiowaliście filozofów. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was.Musimy? .Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi. panie rycerzu. że nie jestem dostatecznie godny. dobrze? .Spokojnie .Geralt uniósł głowę.powiedział Jaskier z małpią miną. . . . . Panie Geralt. . to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. Chciałbym wiedzieć.Nie ucz mnie manier. że wówczas każę powiesić cię na gałęzi. Dokończcie. ty hyclu.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. I bez wyzwisk. aby.Bez nerwów. hrabio . .że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza.. . spojrzał w oczy Falwicka. -Wiem. Tailles czeka. . Jak to się mówi. które masz wypełnić co do joty.. wydymając wargi. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki. .

Tak sądzicie.mam stanąć do pojedynku. by przeciwnik mnie okaleczył. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem. patrząc w oczy krasnoluda. Inaczej już byś wisiał. ale dosyć paskudnie. to krew i śmierć. .A ja myślę. . No. Wyboru nie masz. Obraziłeś zakon. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. i musisz za to nieść karę. A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię. panie Geralcie. to prawda . to mam pozwolić.Co proszę? . Do ukarania. nie odrywał od Geralta swych zimnych. poniesiesz karę. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza.powiedział . chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. ocalisz twoje nędzne życie. Usatysfakcjonuje was to? . Same radosne alternatywy.Argumentujecie urokliwie. skóra mutanta. .Macie. jasnoszare. Nie zależy nam na twoim trupie. . włóczęgo. bo jeśli ja go zranię. . .M .Bez drwin . stalowe pod płowymi. rozejrzał się. bo jeżeli odmówię. . krzaczastymi brwiami.Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem.Tak.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia .Wiedźmin ukłonił się sztywno.ciągnął spokojnie Dennis Cranmer. Ale wtedy poleje się krew.przyznał Dennis Cranmer.Nie pogarszaj swej sytuacji.Stańcie Taillesowi. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić. .syknął Falwick. Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości.Jeśli dobrze rozumiem . .zakpił Jaskier.powiedział Falwick. chcemy. panie wiedźminie . Dasz się pokonać. ze mam. to mnie powieszą. Jeśli będę walczył. A twoja skóra. Takie otrzymał rozkazy. Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. wręcz fascynująco . Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór. Decyduj. . zrasta się szybko. by Tailles nakarbował ci skórę. odmieńcze. . więc kapitan chce mu taką sławę dać. kapitanie. jazda. panie hrabio? . uśmiechając się złośliwie. Tak jak w Blaviken. o którym myślicie. apelujecie do . to mnie połamią kołem. ale do obezwładnienia. mnóstwo krwi. stalowych oczu.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. Walka ma być nie na śmierć.Tak będzie lepiej.

Nie apelując do żadnych uczuć. jak rozumiem. Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . by raczył nie przelewać krwi zbójców. Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. proszę pana Geralta z Rivii.jego wyższych uczuć. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę.Absolutnie . Prosicie. panie Geralt.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . uciekając do miasta. . . oczy mu rozbłysły.Ja .stwierdził zimno.powiedział Falwick. . . którzy go napadli. którzy połamią nogi. Jaskier.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. Ty nic do tego nie masz.Falwick uniósł głowę. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię. to dotyczy tylko was. . . aby podjął decyzję. dzieci. Załatwmy to szybko. .powiedział wreszcie Geralt.Załatwmy to. . . Patrzyli sobie w oczy.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom. Tu nie poleje się żadna krew. bo zbiry są biedne.Dobrze.Ciężki . krasnolud i wiedźmin. mają żony. panie Cranmer? . Jak zawsze. zachowaj spokój. Nie jestem żonaty. Szkoda dnia.Geralt naciągnął rękawice. Ale rozkazy.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . Zaakceptuję każdą i dostosuję się. Co by nie było. Geralt wzruszył ramionami. a kto wie. Za wyjątkiem tych. a i matki.Jestem gotów . . kapitanie Cranmer. Wiedźmin zdjął miecz z pleców. dobywając swego. Przygotujcie się. nikt tu nie poniesie uszczerbku.Nie traćmy czasu. wolałbym w to nie wciągać.Dobrze więc .Tak. bliżej mi nie znanej niewiasty. Weź mój miecz. Absolutnie. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę. . jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii. Ma ulitować się nad zbirami. o dzieciach nic mi nie wiadomo. co do joty.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka. będzie piekło.Nie . wiedźminem. wykonani. może nawet i matki. Prawda. A nie wydaje się wam. jakie mi wydano.Godzicie się zatem .

lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. . panie Falwick. . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza. . Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. klinga znowu przecięła powietrze. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę. krótką.Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. odruchowo. . . Rycerzyk zamachnął się szeroko. Tailles przykucnął. . odskoczył miękko. walnął na wprost. . .Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! .. odwrócił się.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka. hrabio. Falwick podbiegł do niego.Nie. Tailles wił się na ziemi. wcale nie wyglądając na uradowanego. nie rycerz.Geralt uśmiechnął się. spróbował ją odzyskać. . ciął szeroko.charknął Dennis Cranmer. upadł na klęczki i dotknął czołem trawy.Stać! Na miejsca! .Skóra się zrasta . .Brać go! . Szczeniak uderzył się o własne żelazo. dotykając topora. skowytał i wył. Geralt wbił miecz w ziemię. Rycerz zawył. Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. Tailles zaklął.na szpadle. przekonacie się. Jego pech. zaatakował błyskawicznie. że jest rad. bez ostrzeżenia. której tak życzyła mu kapituła. niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem. straż! . pluł krwią. Żołdacy zamarli. Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa.wrzasnął Falwick. .powiedział wolno krasnolud. wstając. skoczył.Nie? .Tailles ma taki sam. zamarł w pozycji szermierczej. hrabio . Równe szansę.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi. Wprost niesłychanie.Hej. uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem.Niesłychanieście dowcipni. Zapytajcie go. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. . od prawej. stracił na moment równowagę. wyrzucając ramię na pełną długość. założył lewą rękę za plecy.Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem. powód do sławy i chwały. Rycerz bez blizny to kutas.

. Wyjedźcie stąd w miarę szybko. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. Bez chwili zwłoki! .Oj. proszę was bardzo. starając się nie uśmiechać. cofnął się o krok. odwrócił się do Geralta. .ale w tym wypadku to on ma rację.kontynuował Geralt . . wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość.Pożałujesz tego. dysząc ze złości. jak radzicie .. .Geralt przewiesił pas przez plecy. . załóżmy. powoli wyciągnął topór zza pasa. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa.Wiedźminie . jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. tu. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń. nawet wiedząc.Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa. teraz ja zaspokoję waszą. by na was na-pluć. obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. przysięgam! Krasnolud odwrócił się. Żołdacy unikali jego wzroku. bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. hrabio. .Choć milczycie . panie hrabio . Natychmiast.Rzadko kiedy godzę się z nim .ciekawość.zgrzytnął. Falwick zbladł. wyrywając swój miecz z ziemi.słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. Jeśli ciekawi jesteście.mruknął Dennis. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście.Zrobimy tak. na miejscu. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. gdybym wyzwał was na miecze. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego. .Falwick. że ja was wtedy . . panie Falwick. Zaspokoiliście moją. Gdybym.. .ryknął Falwick. co się stanie.Ale przedtem. otarł dłonie o płaszcz.Wynoś się z Ellander. Ale nie powtarzajcie ich. Nie znoszę krzywoprzysiężców. zaraz.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin. Dennis Cranmer wykrzywił się. .. rozejrzał się.Nie przysięgajcie krzywo. podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . to wiedzcie. Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo.Cranmer! .

prowadząc swego karogniadego wałacha. Pamiętaj. na dłuższą metę. że wyruszymy nie zwlekając? . czcigodna . że mnie lubisz.uśmiechnął się szeroko krasnolud. . Dennis. przy Nenneke ani słowa o tej drace.Lubię cię. .Owszem . dlaczego. Geralt .Do zobaczenia.Powodzenia. a później skręcimy na Kupiecki Szlak. Niezręcznie .Odwzajemnione. Bywaj. Nenneke. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn.I nie złość się już na mnie. Jaskier. . Chodź.Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . Bywaj. Na nas czas. . Nie zamierzam. Uważaj na siebie. II Geralt pochylił się. . Przeszli w kłus dopiero wtedy.Wolę uważać na innych. wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek. choć sama nie wiem. . Rycerz zbladł jeszcze bardziej. Przecież ja i tak wiem. Wiedźmin uśmiechnął się cierpko.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. Odjechali demonstracyjnie wolno. . spuszczę z was krew jak z wieprzka. Niosła kuferek wiedźmina.Natychmiast. Geralt. liczę na następne. .Dzięki za gościnę.Mam nadzieję. Dennis. dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. nie oglądając się. bęcwale.powiedział poważnie.Nie. przytroczony do niej srebrny miecz. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia. Wielcem rad z naszego spotkania.odezwał się nagle poeta. . Poprawił popręg.Bywaj. panie Falwick.Do zobaczenia. . gdy skryli się w lesie. Ani słóweczka. skrzyżowawszy ręce na piersi. . Nenneke stała obok nieruchomo. . . To się lepiej sprawdza. . Zbliżył się Jaskier.Geralt . Do zobaczenia tedy. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. sztywne jeszcze i oporne w klamrze. Ze świątyni.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy. Pojedziemy lasami. Jaskier.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu.

Weź kuferek. uklękła na nogach Ioli. otwierając usta w bezgłośnym. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. Jedna z adeptek stała jak porażona. niemym wrzasku. . pucołowatej buzi. przytrzymała ją za ramię i włosy. by nie chichotać. że odruchowo się schylił.Iola! Mów! Mów. Iola wygięła się w łuk. Jaskier. przypadła do lezącej na ziemi. Iola. Dzięki. Krew. Iola znieruchomiała. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. Nenneke. zagryzła. wyprężonej. wiesz które. podała mu kuferek. druga. Nie wiedziała. czego wiedźmin nie zrozumiał. Nenneke uniosła się na kolana.Na Wielką Melitele . Krew. co należało powiedzieć. To ważne. tworząc wdzięczną kompozycję.westchnęła Nenneke. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie.unikała jego wzroku. wstała z wysiłkiem. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. gdyby mogła. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej.Iola! . zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. Uzupełniłam twoje eliksiry. bystrzejsza. . Ich ręce zetknęły się. Krew i krzyk.. krzyknęła coś. jakich słów należało użyć. I to lekarstwo.krzyczała Nenneke. Krzyk. zacisnęła szczęki. masz wszystko. .Nie zapomnę. czerwieniejąc z wysiłku.Cały orszak pożegnalny. z szybkością niebywałą przy jej tuszy. Geralt. blady jak płótno. . Kości jak białe połamane patyczki. W bezwstydzie końca. Nie miała pojęcia. westchnął głośno. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk . zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. Krzyk.. . I pragnęła.Iola!!! Nenneke. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. Krew. ale jego medalion targnął karkiem tak. co powiedziałaby. Krew.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. Dziewczyna spuściła głowę. . Śmierci. Nie zapomnij. Nie wiedziała. Bierz regularnie przez dwa tygodnie. Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. czego brakowało. .

. . Geralt. Wiedźmin stał nieruchomo. Do zobaczenia. . pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym.. przerażone i milczące. zbiegły się. .Muszę. Nenneke.Weźcie ją . . .Nic nie mów. Nenneke.Ja też to widziałam. Nie pierwszy raz.. Przez chwilę. I nie zostawiajcie jej samej..powiedziała do adeptek. gwałtownym ruchem. . . Odwróciła się do Geralta. mnąc wodze w spotniałej dłoni.Nie ma sensu oglądać się za siebie.. .powtórzyła kapłanka.. . nie jedź. Zaraz przyjdę. widziałeś to? .I co? .Nie jedź. Iola.Muszę. Było już ich więcej.Geralt. Zajmij się Iolą. Kapłanka wolno pokręciła głową. proszę.Ty widziałeś.. .Żegnaj .Tak.Ostrożnie.szepnęła nie patrząc mu w oczy.. .Zabierzcie ją ... poważne.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful