ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

rzekł Velerad.powtórzył nieznajomy dźwięcznym. . Tam dalej. Rzuć miecz.natychmiast dobyli mieczy. . . nie pozwalający mu obejść Riva z boku. . uniesioną do góry. zasłaniając twarze przedramionami.Pójdziesz. . psie nasienie. Ruszył ku wyjściu.Leć po ludzi. goście zakrywali twarze połami kubraków. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. szybki znak. . Nie. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się.Tak. II Velerad. Wreszcie zdecydował się.wymamrotał strażnik. . Drogi nie znam. Strażnicy momentalnie cofnęli się. metalicznym głosem. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na . Nieznajomy poszedł w ślad. Kobieta znów zakrzyczała. Treska! .wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem.Słucham . pospiesznie.Sam pójdę . w stronę strażników.A ty siadaj. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. Prowadźcie do grododzierżcy. opuszczając miecz.Sam pójdę. nie tu. Gdy wymijali stoły. Błysnęły ćwieki. tyłem.Nie trzeba . dziko. ani bojaźliwy. panie .Wyjdźcie . oglądając się niepewnie. chowając miecz do pochwy. Nieznajomy usiadł. grododzierżca Wyzimy.Rzuć to. ani czarnego płaszcza.rozkazał strażnikom. . . podrapał się w podbródek. ale na powrozie! . Nie był ani zabobonny. . . zastanowił się. trzymającego się bliżej drzwi.rozdarł się ten rozdygotany.rzekł nieznajomy. Nie miał już ani miecza.Rzuć to! . Któryś z gości zerwał się. Dwaj pozostali wyszli za nim. nakreślił w powietrzu skomplikowany. przeraźliwie. zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. a sztylet do cholewy. jeśli wola.krzyknął do trzeciego. . opuszczając głowę. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. Riv przylgnął plecami do ściany.A wy trzej przodem. inny znowu pomknął ku drzwiom. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. a prawą.

. w Wyzimie. Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. Podpisane jest: j Foltest. jak wnoszę z wymowy? . wysłucham cię przedtem. Znaczy. patrząc na wytrawione na skórze runy. nie to samo. . wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry.Co za parszywe czasy! Jeszcze . . -Napisane jest: trzy tysiące.Z Rivii. Ja tu.westchnął grododzierżca. prawda. Siedział nieruchomo z rękami na kolanach. Ano.Nazywam się Geralt. Wiesz co. . nieźle. Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody.Jestem Velerad. Z Rivii. że zrozumiał. jak ludzie gadają. Pontaru i Mahakamu. prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak. Geralt? Z tym . .Co za czasy . wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku.Może być i Geralt. .mruknął Velerad.Tak. Co mi masz do powiedzenia. po karczmach przybijacie . .Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój.I królewna za żonę. tylko dla ułatwienia rozmowy. . co napisane? . pan Temerii. To poważna sprawa.Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. nie pytam z ciekawości.Nie jestem zainteresowany królewną .Velerad wydął wargi. Wielu już próbowało. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał. . Ale orędzie orędziem. . najprawdziwsza.stole. Ale ze mnie sprawiedliwy człek. To.A . Velerad sapnął gniewnie. . mości rozbójniku. To mój fach.To taka sprawa.rzekł spokojnie Geralt. grododzierżca Wyzimy. grododzierżco. prawda.Prawda to. całkiem nieźle. bracie. co paru obwiesiów pochlastać. Riv rozpiął kubrak.Wiem. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. Mów. . Że też od razu się nie domyśliłem. próba rzucenia uroku. a prawo prawem. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. .Trzy tysiące .Imię jakieś masz? Może być byle jakie. król. . .powiedział cicho.Na rozstajach.

.Piwa! .monologował Velerad pociągając z kufla. Geralt. siadaj bliżej. .popchnął zwitek skóry po blacie stołu. że taki popyt na wasze usługi. bo chce biec i lżyć posłów. pokazywał nam. W Mahakamie. Jak chcesz. a potrafił wiele. w górach. Udało się. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci. . A tymczasem krótko po swojej koronacji. wysłał poselstwo. Potem. gdzie nie spluniesz. . . aż roi się od bobołaków. to już idzie w setki.Pewnie.Parszywe czasy nastały . mówisz? A znam.Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. Choroby. Aż nam wszystkim szczęki poopadały. grododzierżco . Z siostrą. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli.To królewskie orędzie. splótł dłonie na brzuchu.dwadzieścia lat temu. . żeby z pierwszej ręki. Po lasach dawniej aby wilki wyły. .Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. ale z dobrych źródeł. . z takim brzuchem.. Co mi tam.A ty. bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy.Nie dziwota. . bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę. a teraz akurat: upiory. Nie to. uważasz. Namnożyło się wszelkiego plugastwa. a Foltest zaczyna gadać o ślubie.zawołał. i dobrze. Liczyliśmy. no. włos się jeży. co potrafi. borowiki jakieś. kto by pomyślał. Krótko: patrzymy. zaraz po śmierci starego króla. może królowa. Piwo było zimne i pieniste. Słuchaj . a tu Adda o. Foltest przeszedł samego siebie. ściszył głos. . .Szczegóły. swojego ojca.Velerad popił piwa. zawsze trzymali się razem. Geralt. o jakich nikt dawniej nie słyszał.O to mi właśnie chodzi. za rządów starego Medella.Uparłeś się. wilkołak albo inna zaraza. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? . ale nikt niczego nie podejrzewał. No i jeszcze to do kompletu! . Velerad klasnął w dłonie.Geralt uniósł głowę. Adda była młodsza od niego.. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. nawet po pijanemu. że mu to z wiekiem przejdzie. Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie.

Niemowlak podrósł w trumnie. Jednym słowem.nie bez pomocy Addy. orędzie też czytałeś. jak mi się zdaje. dolał piwa sobie i Rivowi.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. Geralt uśmiechnął się. nikt. inny radził odrąbać jej łeb szpadlem. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata.jak mówiłem. konkretni. Nadbękarta trzeba było spalić albo. . ale do rzeczy . Tego. . że nie widziałeś trupów. co to je noszą. pewnie żeby psy odpędzać. o nie. bo ja wiem. pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . nie przeżyła porodu. była pełnia księżyca. a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. .Za późno teraz na roztrząsanie . Zmarła zresztą zaraz. w przepisowym czasie.No. bo zaczyna się. No. Aż tu którejś nocy. Sądzę zatem. kiedy okazało się. ale dla mnie to darmozjady i durnie. co się urodziło. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. . jeśli masz inne zdanie o czarodziejach. Szkoda. znasz się na tym. zamieszanie! Co tu dużo gadać. Geralt milczał.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. I co z niego nocami wyłazi. . udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub. krzyk. A potem. że szczują ich regularnie. wiedźmini. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. Wy. Jesteście przynajmniej. Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. A zaczęło wyłazić nie od razu. ale już potem.grododzierżca zajrzał do kufla. Adda. jakby tu rzec. która wpłynęła na braciszka. na swoje szczęście. a jakże. Przepraszam. zakopać gdzieś na pustkowiu. zleciało się ich z dziesięciu. co leży w tym sarkofagu. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. a potem Adda urodziła. budzicie wśród ludzi większe zaufanie. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. Tak jak ja. nie skomentował. Jazgotali jeden przez drugiego. Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem.ciągnął Velerad . . w twoim zawodzie pewnie je masz.Wtedy . strzyga. A teraz słuchaj. wiele osób nie widziało. i to nieźle. Geralt. To była dziewczynka. wrzask w pałacu. A myślę. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. bracie. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu.Geralt uniósł głowę. jak ich kto poszczuje. Siedem lat od pogrzebu był spokój.

bracie. dodawać chyba nie muszę. niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko.I tak to się ciągnie. Tego. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. litość brała.części ciała. Można się przyzwyczaić. A z tych bohaterów. by szukali nowych czarowników. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. Nikt już tam nie mieszkał. co ją próbują odczarowywać. popił piwa. aby odczarować strzygę na królewnę. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. Jak łatwo zgadnąć. znalazł się jeden. . nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. Pewnie. który wymyślił. zrozumiałych powodów. kretyn znany w całej okolicy. Po czym. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. nawet jeden pastuszek. jest chociaż taki pożytek. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. i już. oczywiście za dnia. Wiedźmin milczał. Ani tego. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. No. zawszeni. śliczna jak malowanie. A strzyga ma się dobrze. paru nawet powiesili na ostrokole. ale z porządnych. Foltest. głównie nad miską i kuflem. za mało. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. trzy tysiące. kiedy diablica spała w trumnie. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. Ja bym ich wszystkich powiesił. jacyś kulawcy. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. niech spoczywa w pokoju. A Foltest ma nowy pałac. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. nawiasem mówiąc. Niestety. Velerad przerwał. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. całkiem ładny. garbaty eremita. No i dawaj czarować. zmordowana po nocnych uciechach. brudni. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. . co to był za półgłówek. po krzyku. No i nagrodę obiecał. wiele z niego nie zostało. błędnych rycerzy. ale za mało. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. Geralt. bodajże tylko czapka i laga. sześć lat. że to są czary. wyobrażasz sobie. poszedł na noc do dworzyszcza. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. Geralt.

jak tylko wieść gruchnęła. kiedy usłyszeli.Ano.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. Najczęściej.Nie wiem. No a potem przyjechał jeden. . Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. nie brakuje. to żart jest wyjątkowo ponury.Oszustów nie brakuje. a jakże. imienia nie pamiętam. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. co prawda. Konkretnie. ale jeżeli strzyga wygląda tak. Wszelakoż nie zabrakło durniów.Przez sześć lat . Dlaczego szewcy są tacy głupi.No i? . wspomniałem ci.Ano nie . Geralt? . ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. . Nie wiem.Geralt uniósł głowę . był jeden.Nie. Geralt.Pójdę. Królewna za żonę. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. Geralt pokiwał głową. a nie zabić. . A wiedźmini. którzy pognali do dworzyszcza galopem. . . . twoja sprawa.Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić.To wszyscy? .przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? . wzruszali ramionami i odjeżdżali. Mówię o Folteście. jak opowiadają. Ten spróbował. naszym miłościwym i ukochanym władcy. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach. Jest ich nawet sporo . Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. Ostatnio. kto to wymyślił. Velerad milczał przez chwilę. Pamiętaj jednak o mojej radzie. dwóch czeladników szewskich. grododzierżco? Próbowali? .. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry.Było kilku. o ile je w ogóle podał. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora. Wiedźmin nie ponaglał go. . Z pół strzelenia z łuku. młodszy był od ciebie. nie żądaj złota z góry. że strzygę trzeba odczarować. .przytaknął grododzierżca.Był jeszcze jeden.

kręcił po okolicy. Widzisz.mówią o tysiącu. co było robić. no że zdarzył się wypadek przy pracy.Inni . zapewne w akcji. . jak powiadają. No.zadrwił Velerad. bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. pierwszej nocy. .Był jeszcze jeden. jeśli wziąć pod uwagę. . Geralt pokręcił głową.rzekł Velerad. . Bez pożegnania.Plotka nie mówi. nawet na wysokich stanowiskach. którym cała ta sprawa obrzydła. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał. Król. ale skończy się na tym.zaczął . że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi. wiadomo.Ano .. Geralt.. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. Szelma wiedźmin na to. W końcu król daje trzy tysiące.rzekł wreszcie grododzierżca.. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś. .zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry. Z początku.Wiedźmin nie chciał iść od razu. Złożyliśmy się.. powiadam .. żeby rozprostować nogi. że córeczka spadła ze schodów. że plotka wszystko wyolbrzymia. .Tak .. nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat . potargowali. nachylając się przez stół. królowi powiedział. . . rozzłości się. .O czym my rozmawiamy? Wiadomo.pewnie mają.Nic.Potem podjął się zadania. . . jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi.Niedużo. Tylko że nic i tego nie wyszło. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina.mruknął grododzierżca .Jedni mówią: osiemset. . Geralt podniósł brwi.Nie zapominaj o narzeczonej . jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.. Łaził.Geralt. Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu. gdy mu Foltest zagroził szubienicą.rzekł Velerad . że czar nie podziałał. . ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby.. zobaczył strzygę.. No. czaił się. że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy. Wreszcie. zatłukł strzygę.Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu.Rozumni ludzie . że| nie zapłaci ani orena nagrody. . aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary. ale potem. co prawdopodobnie miało być uśmiechem.

bo spała z własnym bratem.z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie. bzdura. To znaczy. Strzyga żre ludzi.Naprowadzę cię osobiście. Nie. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura.Ten. grododzierżco. daleka od pałacu. .Nie. teraz mniej. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże. ja wierzę w czary. uciekł na sam widok strzygi. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. jak to strzyga. ja się przedtem pożegnam. A my tu.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy.Miało być tysiąc. że dali się .Geralt? Tysiąc dwieście? . normalnie i po prostu.Niezły sposób . panie Velerad . o których mówi plotka. poszli kupą. . Nie. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada. Geralt! Adda urodziła strzygę. Słuchaj. którym smok wyżerał owce.Nie. nawet się nie targował. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. To nie jest łatwa robota. w którą nie wierzy nikt. Myślicie.Ani trochę. Velerad podrapał się w głowę. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem.Przestępczość zmalała? . ryzyko jest większe niż tysiąc. że bestia nażre się i wróci do trumny.uśmiechnął się wiedźmin. tego nowego. okaże się. . . rzecz jasna. bo wszyscy trzymają się z. którędy? . niezależnie od moich intencji. Oczywiście. . Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć.Grododzierżco . Król daje trzy. a muszę wam powiedzieć.rzekł Geralt. bracie. do pewnego stopnia. w zdolności magów i wiedźminów.Do pałacu. w Wyzimie. Prócz Foltesta. gdyby to było takie proste. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. niejedno widziałem i wierzę. . zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić. że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. któremu dawaliście tysiąc. . i trzeba ją zabić. czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc.powiedział wiedźmin stanowczo. . który zgłupiał od pustelniczego wiktu.

Velerad! .powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada.Dobra.Tak.Wprowadziłeś go w szczegóły? . dobrze. Obok. niestary. .Też.Tak.Wygodny kodeks.Tak. bracie . panie . .Geralt schylił głowę. Szczerze ci radzę. Wielmoża. .Radbym posłuchać. miał ładną . panie. nic nie mów. . Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. jak śmiem przypuszczać. jak ocenił wiedźmin.zagryźć tylko dlatego. . co robimy.Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. z dumnym wyrazem twarzy. psy. Za królem stał drugi. z leszymi? . wielce wygodny.Z wampirami. miłościwy panie. że.twarz. Nie miał jeszcze czterdziestki.za ładną .Velerad smętnie pokiwał głową. III Foltest był szczupły. Dobrze już.Słucham. Doświadczenie. z borowikami miałeś do czynienia? .Wiedźmin z Rivii . nogi wyciągnął w stronę paleniska. przy którym grzały się dwa. Geralt skłonił się jeszcze niżej. Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy. .Też.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. że bali się króla? . Ale tak. . . bez szczegółów. . Foltest zawahał się. masz niejakie? .Wiecie wszak. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. Umowa stoi. . mości wiedźminie. na skrzyni siedział starszy. . spojrzał królowi w oczy. Foltest odwrócił wzrok. potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. bogato odziany. panie. To żart.

gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. że jesteś rozumny. który zajął fotel Foltesta.Byli tacy i wówczas.Tak.Uda ci się.Tak było. Foltest wyszedł.rzekł wielmoża.. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty. i później. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie. wiedźminie. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. Może jeszcze coś dorzucę. panie Segelin.Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . .To wiem od dawna. To dowodzi. i wy. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. zapomniałem. Ale nie mówcie: "strzyga". jeśli dobrze się spiszesz. Velerad. . zamykając za sobą drzwi. natychmiast rozsiedli się przy stole. że królewnę można odczarować. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. Dobrze. ile będzie chciał.Zadajcie je. . nagroda jest twoja. zajrzał do dzbana.Ale wiem. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy.. panie. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących.Nie pamiętam . Ostrit. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. patrzył na wiedźmina spode łba. mości wiedźminie? Ach. miłościwy panie. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. a nie odczynianie uroków. . ty swoją położysz na pieńku. zaklął. . Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. mówiłeś mu? Dobrze. Segelin. zostańcie. którzy dotychczas stali. Oczywiście. Ostrit. panie Ostrit? . pnam go i wiem. brodacz. . . . "o nie wchodzi w rachubę. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom. . udzielcie mu tyle informacji. Przy drzwiach odwrócił się.Dobrze. Kodeks. wiedźmini. Oni zawsze dużo pytają. W jaki sposób. mówcie: "królewna". Nie pamiętam imion. Stąd wiem. Zaraz wieczerzę podadzą. Nie sądzę. że wydam córkę za byle przybłędę? . Twierdzi. skinął na Geralta.Mówił grododzierżca.. że nie| którzy cieszyli się . Tylko jedna mała uwaga. To tyle.Siadajcie. i związanych z tym przykrości.Nie. Velerad i wielmoża. Nie sądzisz chyba. A wy.Tylko kilka pytań. prawda. . siadajcie. mości wiedźminie.

o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka..Ważne .Królewna wygląda jak strzyga! .Tak . że zaklęcie można zdjąć . zostawia. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się. . .Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę. paru . od zachodu słońca do trzecich kurów.zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi.Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? . ma już czternaście lat. czerwone ślepia rude kudły! Łapska. . czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! . i jak zrozumiałem. Tfu! Pożera nadgryza.odrzekł Segelin. a ( to chodziło mości wiedźminowi. . był w miarę dokładny. ma mordę o ucha do ucha. . różnie. niż można wnosić z jq wzrostu i budowy.M każdym przedmiocie.Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? .Rzeczywiście.Nie. Ale takie stwierdzenie padło. . ma cztery łokcie wzrostu. . . Velerad zerwał się z krzesła. Za dnia nie. niezależnie od fazy księżyca. że ma czternaście lat.Jak najbardziej strzygowata strzyga.Niech cię. O ile to ważne. królewny. przy sarkofagu.Byli dalecy od zgody . Mówiło się o tym dużo. Miał to być proste. wystarczyło. Segelin uśmiechnął się lekko. że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza.parsknął Velerad. A to.Chciałbym usłyszeć opis. Jednemu tylko głowę odgryzła. ludzi ginęli zawsze. Ale wychodzi tylko podczas pełni. W pałacu. zaraz wieczerza będzie.. prawda? Velerad zapomniał dodać. .wrzasnął. .Pohamuj się. w podziemiu. choć tak obrazowy. zależnie od humoru zapewne. pełną zębów jak sztylety. aby ktoś spędzi] noc. wręcz nie wymagające zdolności magicznych. grododzierżco . a i to nie każdej.sławą i uznaniem.Opis. przypomina baryłę piwa. jest faktem. proste . Geralt. że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi. .Czy byli zgodni co do tego. . opazurzone jak u żbika. .powiedział wiedźmin. przeklęty nadbękart.Jeżeli napada poza starym pałacem.uśmiechnął się Segelin.

. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie. do goła.spytał wiedźmin..wtrącił Velerad . Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać. nie wstawaj . oględziny.Wizyta nieoficjalna. strzyga.Tak.Uważaj. . na którego napadła pod miastem. późnym wieczorem.młynarz. Odpowiadaj.syknął Ostrit..Tak .Kiedy przystąpisz do dzieła? . Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. bełkotał. Zakończywszy we własnej osobie. Po pełni. Był to Foltest .Strzyga. sześć lat temu. Geralt skinął na młynarza i żołnierza. .Nie ma takiej potrzeby. królewna.rzekł król. .Czy był ktoś. będzie mniej ruchliwa. Nie bawmy się w dyplomację. Młynarz był przerażony. w tym bardzo długie górne kły . ale Addy nie obrażaj przy mnie. Zadowolony z wywiadu? Słyszałem. Jednemu udało się uciec. . choć mniej zakrzywione. bo przy królu się nie odważasz! . Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem.O strzydze gadaj.. Rozmowa nie dała większych rezultatów.cztery.wybebeszyła. Taka jej mać! .Siadaj. . panie. kogo zaatakowała. .Do pełni cztery dni. O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby. jąkał się. w której zakwaterowano wiedźmina. co chcesz. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur. do komnatki nad kordegardą. odprawiając ich. Królewną to ona dopiero będzie.Na samym początku. . pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży. że byłeś w dworzyszczu przed południem. Ale najedzona. i paru ogryzła na czysto.. a przeżył? . Velerad . . rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty..powiedział brodacz. . mistrzu. można by rzec.I później .Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? . po dwa z każdej strony.

kopali doły.żachnął się Foltest.Zamierzam zrobić. też się.. dopóki kilku nie powiesiłem.Potwierdzam.. kto zabiłby ją w obronie własnej.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. Kolejne. czy nie. . beznadziejne .Król nie wie . słuchaj! . musicie liczyć z taką ewentualnością. Bardzo wygodny sposób. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. królu. gdy się zrobi gorąco. krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem. będę bronił swojego życia. . ale nie ukarałbym nikogo. panie. bo to przypadek nieuleczalny.rzekł po chwili. Mistrzu.nieoficjalnie.powiedział wreszcie.. ale trzy. Mistrzu. Tak zwykle postępuje się ze strzygami. jestem pewien. a złoto zostanie w kieszeni. .Ciągle to słyszę od nie których. Król nie zapłaci. Ale nie o to chodzi. Były już próby podpalenia starego pałacu. my zapłacimy. Ale nie dopuszczę.To nie jest proste. zastawiali sidła i wnyki dopóty. . to raz. na samym wstępie. Teraz Geralt chwilę pomilczał..Słucham. Wy. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. Nie o to chodzi. że zabijesz ją. i królowi powiedzieć. Są też przypadki.Nie rozumiesz mnie.Tak . . . że inaczej się nie dało. aby zabito ją. strzelali do niej z łuków. Na przykład nie jedni noc. Foltest wstał. Trzeba tę noc przeżyć. że czar można odczynić. nie próbując uratować. . To jasne. na pewno i nieodwołalnie. Bo inaczej ona ciebie zabije. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. Możliwe są też odstępstwa od normy.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . . czy mi się to podoba. co w mojej mocy . że już z tobą rozmawiano. zlikwiduje urok. Trzecie pianie koguta.wy krzywił się Geralt. no. Nie rozgłaszam tego. . Geralt potarł czoło. I jeżeli się nie mylę. Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. . Zabić potwora.Takie proste? . Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. I tani.Ale gdyby poszło źle.

. .Różnie bywa. dzień i w nocy. panie..aby do tego doszło. Sądzę.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? . Oprócz tego. .To jest poważna sprawa. . Foltest zasępił się. Dla pewności udzielę wam. . . I to prędko.Nie sądzę jednak .przerwał Riv.Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym.Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał. jeśli dobrze zrozumiałem. . . A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? .Masz babo placek. Psychicznie. najlepiej inkluz.Aha . Tyle że. należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. królu.dodał Geralt . I co wtedy? . mistrzu? A jeżeli.Już teraz? Nie za wcześnie. zdaje mi się.Jeżeli wszystko pójdzie dobrze. A co będzie? . trzyletniego. kilkudniowym omdleniu zmarła. że na poziomie. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir.. żarnowca i leszczyny.Co to jest inkluz? . królu. . . na srebrnym łańcuszku. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa.Już teraz .. Mistrzu? ..No? . czteroletniego dziecka. kilku wskazówek.Normalna czternastolatka. Nie sposób powiedzieć. .To jasne..Nie..Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia. . . . bo ja wiem.Gdyby po długim.Po tych trzech kurach nie będzie strzygi.Słucham. w której będzie sypiała. Stale. jak zmniejszyć niebezpieczeństwo.Może. trzeba spalić ciało. .. nie bardzo ci nawet zależało. . Może się zdarzyć. Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas.. w komnacie. czternastolatka.Fizycznie.rzekł król.

Tak mówili niektórzy z Wiedzących. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. że dziecko było takie. mistrzu. żadne zaklęcie nie rzuca się samo. . Mało kto żąda odczyniania uroków. Wiesz co.Tym? . że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru. Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Król wstał. dochodzi jeszcze motyw zemsty. zabijesz ją również. Ale myślę.Tak myślałem. zrobił kilka kroków po komnacie. wiedźminów.Zabijać? . . a dziewczyna nie będzie. Jeżeli stwierdzisz.Słyszałem. wystarcza wiedza.Najczęściej. . Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary. królu. . Milczeli chwilę. nic ci nie grozi z mojej strony.Wykluczone. jeżeli. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie. jak je zwalczać. nie patrząc na Geralta. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu. a nie inne.Foltest zamyślił się.Niewiele. Jeżeli od-czynisz urok. oczy mu zabłysły.Nie. chociaż nie wszyscy.Geralt . wiesz od kogo.. Zastosuję się do nich. że skupiona wola może takie zjawiska powodować. zabijesz ją. .spytał.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. Nagrody oczywiście nie' dam. wypędzę| z pałacu i z miasta. . jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. Nie obawiaj się..Słucham.. a więc i takiego skutku.. . Foltest odwrócił się. I wiedza. czy ci się udało w pełni. bo Adda była moją siostrą? . . . magia? .Nie wiem. Czar trzeba rzucić. że to przypadek beznadziejny. Może coś wytargujesz.. nic więcej. Za to nam zresztą najczęściej płacą. królu. Geralt? Pójdę z tobą do krypty.Ile jest prawdy w gadaniu. normalna. . Ten jest na ludzi.Dziękuję ci za rady. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. . Dla nas..

Nie przytaknął. wolę. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu.myślę. pieczołowicie. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla.Budzisz zaufanie . Bałem się. . Strzyga nie opuści krypty przed północą. ale Foltest wiedział. królu. Zmierzch zapadał szybko. że wyjdzie bez słowa. Jest dla mnie oczywiste. jakie z ciebie ziółko. Muszę się zgodzić. Również dla mnie. że ona cierpi. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. co zaszło w karczmie. czy idziesz ratować moją córkę. splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie. czarowniku. Geraltowi przez chwilę zdawało się. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. potem.. Jeżeli osłabię uwagę. Przed sobą na stole miał niedużą. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. . że mogłeś ich pokonać bez zabijania. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. Czasu. nie skinął głową. Wiesz.Pomimo że wiem. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. okutą skrzyneczki Otworzył ją. że nigdy się nie dowiem. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. Nie. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. jak ją będziesz mordował.powiedział. V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. bez pożegnalnego gestu. spokojnie. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. Foltest odwrócił się.. ale król zatrzymał się. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca. Ale godzę się na to. wykluczone. przy którym jednej z pustych.Czy ty wiesz.Bo myślę .rzekł król . To pewna śmierć. Najdalej. spojrzał na niego.. nie uczynił najmniejszego gestu. ruszył ku drzwiom. jak wiedział.. Opowiadano mi. Jestem pewien. miał dużo. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. żeby wstrząsnąć ludźmi.Powtarzam. Znał odpowiedź. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba. Boję się. .. ani. mną. że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. . . czy też ją zabić.

z zamkniętymi oczami. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. Wiedźmin wyjął trzy.Wyglądasz. byłaby to śmiertelna trucizna. jak wygląda. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę.Pewnie ze .był to Ostrit . Mieszanka. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. Obnażył ostrze.powiedział. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. Potem. w czarnej. A potem ustał zupełnie.Wewnątrz. tak jak Geralt. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. niespokojny. Jego słuch. pracę wszystkich organów ciała. To nie mogła być strzyga. Jak zresztą w całym dworzyszczu. które rozbłysło czystym. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. . bieluniu. lustrzanym blaskiem. czarowniku . Było za jasno. który nie był. Geralt zarzucił miecz na plecy. jakbyś już był trupem. poddał pełnej kontroli. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. Na podłodze. a źrenice zajmują całe tęczówki. początkowo równy. składała się głównie z ciemiężycy. Jego oddech. Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. Z podłogi podjął podłużny pakunek. mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. W komnacie nie było żadnego krzesła. Ostrit opanował się szybko. Siedział nieruchomo. . tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy.cofnął się gwałtownie. Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. za pomocą której wiedźmin. a o to Geraltowi chodziło. usiadł. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. Klinga była z czystego srebra. przyzwyczajony do niej od dziecka. stały flakoniki z ciemnego szkła.wiedział. owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. Człowiek . Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach. Dla człowieka. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. ciasno. Geralt wyszeptał formułę. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. głogu i wilczomlecza.

Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. . panie Ostrit. nie obchodzi ani polityka. Wiedźmin nie odpowiedział. Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . . panie. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę. Masz się po prostu wynosić.Uważaj. .Tysiąc orenów. . byś ją zabijał. nie myśl. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. że odgadłeś.Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. Ale mnie.I nie marnuj mojego czasu. przez Novigrad. aby wykonać pracę. który ledwo . wsiadaj na konia i wynoś się stąd!. Wiedźmin nie poruszył się.Ciekawe.powinno cię diabelnie mało obchodzić. Ja jestem tu.spytał. Ciemniało szybko.krzyknął wściekle Ostrit. I bogaty . nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go.A dlaczego to.Ostrit podniósł głos. . jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. . etyka. było to o tyle korzystne. Nie bój się. abyś odczyniał uroki. Nie chcę.Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta.A jeżeli już wiem? . . Nie. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. ani sukcesje tronów. ani przewroty pałacowe. kładąc dłoń na rękojeści miecza. i pospólstwu. co powiedziałem.Ostrit dumnie podniósł głowę . Riv wciąż milczał.Nie słyszysz. do kogo mówisz. Nie chciał. . Nie mam zamiaru stać tutaj do północy. włóczęgo! .Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! . Bierz to. kodeksy. rivski znachorze? Jesteś uratowany. Wiele się tam mówi o tym.Dość już mam tego.A to .strachu. . jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje. moralność?! Kto to mówi? Zbój. Wszystko ma zostać po staremu. prawda? Jechałem do was przez Redanię. Przynoszę ci ułaskawienie. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. aby wielmoża zorientował się. wszystko ma zostać po staremu? .

panie Ostrit . Mam przy sobie żółwi kamień. przestał się miotać.Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast.Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? . czarowniku. jak błędna. Ostrit dyszał ciężko.Wypuszczę cię. . Geralt uśmiechnął się.Sam tego chciałeś.Ty łotrze . przeraźliwie. Ostrit zamilkł. przeciągle.przybył.rzekł wiedźmin. .To wy stąd idźcie.Żeby odciągnąć strzygę? . Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. . . nie widział.spytał już ciszej. . Ale zorientował się. stał spokojnie. VI Ostrit oprzytomniał rychło. . łajdaku! Będziesz za to wisiał.rzekł wiedźmin. zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął. .Bo przyciągniesz ją przed czasem. leżał spokojnie. ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita.Milcz . wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności. .Tak.powiedział. Geralta. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna.zasyczał Ostrit. a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd. i zawył. Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści. . suczy synu! . że jest związany. błyskawicznie dobył miecza. .Ściemnia się. Spostrzegł. Nic ci nie pomogą twoje sztuczki. Zabiję cię. . pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. . który stał tuż obok. . Ostrit cofnął się o krok.Nie .Milcz. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń.Tak. Ale nie teraz. gdzie jest. dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem.Wiedźminie? .

Nie znam się na żadnych czarach. co myślisz.Blisko. że strzyga dopadła Ostrita szybko. wibrując. . Wiedźminie? To ja? Ja? . Wiesz. To nie ja. Za szybko.. . Tylko raz.. próbowałem perswadować.Wiedźminie? Północ blisko? . że on i Adda. jesteś tu? . że chciałem obalić Foltesta. wznosząc się i opadając. pędzącą zwinnie.. pobiegł. że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. . a Adda. Ale tak nie było. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita.. by oszalał. by umarł w mękach. wiesz. Królewską siostrę. Geralt. Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. chciałem. Potworny. . . dlaczego? Geralt milczał. stara królowa.To prawda.. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty.To jego matka. wstrząsnął starymi murami i trwał. Wiedźminie? Słuchasz? .. zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały. nie rzucałem żadnych uroków.To już nie ma znaczenia. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem.ale wiedział. Ostrit nie czekał na żadne słowa. Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności.Kochałem Addę. opętańczy wrzask rozdarł noc. Wiedźminie.. Daj mi więcej czasu.Wypuść mnie wcześniej. To na pewno ona.. Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. Nie mogła patrzeć.Słucham. Nie ja jeden.Wiem. . rozedrgany. Królewską dziewkę...jego wyczulony słuch mylił . Uwierz mi. . by żywcem zgnił. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości .. Tylko raz w złości powiedziałem. dostrzegł pokraczną postać strzygi. Ja tylko raz.Nie. Kochałem ją. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Królewską kochankę. przezornie ukryty za balustradą schodów.Jestem.

złowrogo. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary.Wyszedł na środek sali. Tym fazom zbliżała się wolno. jak obliczał. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. I od razu skoczyła. Opis był dokładny. Pierwsza próba. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. choć bez zamachu. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. tak jak liczył. nie porzuci prędko trupa Ostrita. Wiedźmin czekał. Naciągnął rękawice. bez rozbiegu. tnąc powietrze szponami. zaś srebrny miecz. szedł półkolem. Do jutrzenki. Odrzucił płaszcz. głucho. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. że strzyga. poprawiając ułożenie miecza. Szła powoli. . W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. wypadła pomyślnie. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta. Riv odskoczył w drugą stronę. Usłyszał. natychmiast. śliniąc się obrzydliwie.dezorientował strzygę. człapiąc po posadzce. pozostawało jeszcze około trzech godzin. mocno. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. Poruszył barkami. z miejsca. zawirował w błyskawicznym piiruecie. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. Odskakując. przypadła do ziemi. A potem zobaczył ją. Nie straciła równowagi. spiczastych zębisk. choć najedzona po ostatniej pełni. na knykciach. Nagle otworzyła. Strzyga zaryczała potwornie. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. Strzyga stała nieruchomo. wpatrzona w Geralta. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. Geralt odskoczył w bok. też zawirowała. wściekle. szczerząc kły. strzyga otarła się o niego. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. Geralt cofnął się. Wiedział. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. z półobrotu. ostateczność. Miał jeszcze chwilę czasu. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. mógł gwarantować mu życie. zamarła i poczęła wyć. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. zaatakowała ponownie. stanął tuż przy wejściu do krypty. Srebro było zabójcze dla strzygi. .

z wściekłości czy z palącego bólu. Strzyga waliła się w skoku. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. zeskoczył w dół. utrudnił jej spięcie się do skoku. Łańcuch pękł. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. przewróciła się. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. pędząc jak ogromny czarny pająk. Geralt zaniepokoił się. charcząc. koncentrował się. Łańcuch był ze srebra. rycząc okropnie. obciążony na końcu. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. Jednak szła. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. było to zbyt wyczerpujące. sypnęły na wszystkie strony. krok po powoli szła. Aby zyskać na czasie. Idąc wiedźmin rozwijał długi.ostrożnie stawiając kroki. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. Strzygi zakręciła się na schodach. ale i nie spoć się. Geralt był zadowolony .zabicie strzygi. ale utrzymała się na nogach. Nie przebył nawet połowy stopni. obnażyła kły. nie wiadomo było. jaki zadawał jej nienawistny metal. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. Ale wiedźmin nie dobywał miecza. gdy strzyga wypadła z krypty. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. wydając przeszywający uszy wizg. Z trudem. dzwoniąc po kamieniu. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu. Geralt czeka spokojnie. srebrne ogniwa. jak deszcz. Tak jak oczekiwał. Miotała się po posadzce. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. w okamgnieniu oplótł ramiona. mocny łańcuch. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. ponad dziesięciometrowym . zaskoczona strzyga poleciała naprzód. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. Nie oczekiwał. straciła równowagę. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. gdyby tego chciał. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. Wiedźmin odczekał. że bestia pokona opór tak łatwo. szyję i głowę potwora. Jej włosy uniosły się i załopotały. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. wyciągnęła szpony. oddychał głęboko. cienki.

Aż tynk posypał się z sufitu. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. Strzyga skuliła się. zachwiał nią. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. stał pośrodku sali. Geralt. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. zbliżała się powoli. . okrążał strzygę. która przepełniała strzygę. zakołysał się. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. A potem skoczył. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. Złej. Strzyga nie skoczyła. bijących w nią falami. Geralt był znowu blisko. . był głośniejszy od wszystkich poprzednich. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. Geralt czekał. Alf ponowny. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. bacząc. pomyślał. Geralt raptownie zatrzymał się. szedł. ten szaleńczy. Potem jeszcze jeden. długo to trwało. by skierować go. Już dobył miecza. chorobliwej woli. Ryk. zdetonowana. cienki kwik. czując wzbierającą w sobie wściekłość. Sam. zamarł z uniesionym mieczem. stanęła również. zrejterowała zygzakiem. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. jaki wydała. na potwora. z mocy której strzyga powstała. Geralt. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. jak zwierciadłem. zrobił krok w stronę strzygi. zanim ten taniec na skraju przepaści. wodząc oczami za jasną smugą klingi. Strzyga zerwała się. wdzierających się do mózgu i trzewi. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. wstrząsany dreszczem. na dobranie się do pokładów skupionej woli. opisywał nim w powietrzu koła. klinga migotała mu w dłoni. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. wywijając młyńca nad głową. Strzyga.

naga. Tym lepiej. wszedł do grobowca. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. . tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. z małymi szpiczastymi piersiami. zanim bestia otrząśnie się z szoku. Jego zmysły działały już normalnie. I wtedy dostrzegł ją. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. Krypta była nieduża. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. VII Kiedy Geralt otworzył oczy. Cisza. Ujął miecz w dłoń. obolały. grobowiec był podwójny . na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. zziębnięty. nieprzytomna. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. niż należało. Pusto. odsunął płytę. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. Odsunął wieko bardziej. myślał. po czym lekko. zdrętwiały. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi.dla matki i córki. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. wypił szybko jego zawartość. Tak jak oczekiwał. ale wiedźmin wiedział. zapalił miniaturowy kaganek. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. zanurzył się w nim. Przestawał słyszeć cokolwiek.nie usłyszą nic. a świt był jeszcze daleko. że jego letarg był na wet dłuższy. Wiedźmin wątpił. Nadstawił uszu . Zszedł po schodach. mieściła trzy kamienne sarkofagi. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. Była raczej brzydka. Szczuplutka. Skrzyżował ręce.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. na kilka cali. . czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. Działanie eliksirów słabło. co oznaczało. Wygramolił się z sarkofagu. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę.Tym lepiej. usiadł. W krypcie było ciemno. Leżała na wznak przy grobowcu.

wyła. W Wyzimie. Chlasnęła go szponami po szyi.płoworude .brudna. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia. ale. fachowo. . tnąc głęboko. I zemdlał. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. ściekała do rękawa. Puścił ją. że zaraz zemdleje. Zwalił się na nią. Wiedźmin wstał z trudem. zakrwawione. rozpaczliwy krzyk. Zęby miała normalne. za jeziorem. pochylił się. ale zachwiał się. Namacał leżący obok miecz. gdy przestała się poruszać. wypluwając krew . jęknął. Rozpiął kaftan. zobaczył otwarte oczy. strosząc pióra w chłodnej wilgoci.. normalne. Usta miała blade. Uderzył ją czołem w twarz. uniósł się na kolana. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. solidnie. pochylił się nad jej dłonią. Zawyła. wiązał je wokół szyi wiedząc. łapiąc za przeguby obu rąk. Za późno. odłożył miecz. godząc w oczy drugą ręką. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. kogut. krew bryznęła jej na twarz. Nie było czasu. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. Zanim namacał dłoń.już za krótkimi -przed jego twarzą. Włosy . Geralt zdjął rękawicę. przycisnął go do szyi. Ruszył ku schodom. usiadł ciężko na posadzce. Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. Kłapnęła zębami . wiła się tylko pod nim.. przygważdżając do posadzki.. darł szmaty. połamane. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. rozdarł koszulę. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. Najzupełniej normalne. Szyję miał obandażowaną. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę. pruł. Zdążył. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. wbił zęby i zaciskał je.jego krew . Paznokcie były brudne. że nie ma za dużo czasu.zalewającą jej usta.sięgały jej prawie do pasa. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. Krew uchodziła szybko. grubo. Nie miała już dawnej siły.. zapiał ochryple po raz trzeci. mocniej przydusił.

Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. Płacze bez ustanku.Dwóch. że to się jej odmieni. dwóch.Leż czarowniku . W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy.Kro. i kuferek. I sika w łóżko.. I głupawa taka jakaś. . Geralt? Wiedźmin zamknął oczy. lewna? .Dobrze.. ..Leż.Królewna jak królewna. Myślę. . . Chuda.Ano.Mój.. I miecz. nie obawiaj się. . nic nie mów. tak.Velerad wstał.. że nie na gorsze.Tak. . dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał. miecz. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny. Straciłeś mnóstwo krwi. a ty jesteś mądry wiedźmin. . Foltest powtarza to od dwóch dni. powiedz. idę już . Nie męczy cię moje gadanie? .. co tam masz w środku. Ale Foltest mówi.. To ja jestem stary dureń. wiedźmiński miecz. I trzy tysiące orenów. Okropnieście tam hałasowali. Geralt? Zanim pójdę. Jest tu. tak. Nieźle rozpłatała ci szyję. co. Tak.powiedział Velerad. nie ruszaj się.. . widać było wszystko..Odpoczywaj. Nie dało się.

penetrowało izbę mackami światła.powtórzył.. dziecko. . -nadzieję.powiedział. otwierając okiennice. wychyliła z łoża. . pasowały do jej karnacji i rudawych włosów. Geralt . Dziewczyna. że nie pozostała marzeniem. Dziewczyna uniosła się gwałtownie. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy. Już cię tu nie ma. zakłopotał na.na nosie. Yennefer. rumiankowej zjawy. .. W niczym nie przypominał już.powiedziała Nenneke. nic ze świetlistej. gdzie były przed chwilą jej usta. Iola.parsknęła kapłanka. niezręczna. Ze wstydem i przykrością stwierdził. owinięta opończą.. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią.bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.. podnosząc opończę z podłogi. . co czuje.Nie mów nic do niej. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. o świcie. Pospiesz się.Głupiś . .GŁOS ROZSĄDKU 2 I .. to żal do niej. Zmykaj..powiedziała Nenneke. którego nigdy się nie wyzbył .I tak ci nie odpowie. że to. klaszcząc po posadzce bosymi stopami. Poderwał głowę wyrwany ze snu.. Spojrzała na mego. podchodząc do łoża. podreptała w stronę drzwi. nie czarne. Nie miała już w sobie nic z rusałki. na dekolcie na ramionach. odruchowym gestem.powiedział niepewnie. Na ramieniu. I była piegowata .Zaczeka . Zapomniałeś gdzie . że nie masz pretensji.. którą była o świcie.. . sięgając po koszulę. szybko odwróciła głowę.Już późno . . Piegi te były wcale wdzięczne. zaróżowiona. Ale nie widział ich wtedy. Chyba jej nie ukarzesz| .. niepotrzebnym. Chciałem. w miejscu.Nenneke .Geralt. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny. żal o to. Jej oczy były modre. gdy była jego snem. zmykaj.Zaspaliście.Zaczekaj--.Iola. Iola. Zmieniła się..

Nie uśmiechaj się głupkowato.Zabroniłaś mi mówić do niej. uśmiechnął się lekko. nie ubieraj się jeszcze. Skutek był oczywisty . Znał kapłankę od lat. . zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie.jesteś. Skrzywił wargi bólu. co ja będę ci tłumaczyć. Geralt. nawet nie będziesz próbował zrozumieć. Prawie.. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. . Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował. Tracisz refleks. wiedział.Wcale nie przesadzam . Geralt. grubo omotujące szyję wiedźmina. Nenneke obmacała ranę. przemyła ją i zaczęła kląć. Chcę sprawdzić. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre. . co się z tobą dzieje? Jak to się stało. Usiadła na skraju łoża. . bo uczyniła taki ślub. Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. co się stało.Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . którą zszyto go w Wyzimie. niczego. . Ach. Nie.Kapłanka wstała. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem. nie ma niczego zabawnego. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele.. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. jak goi się twoja szyja. no może trochę sztywny. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy..Przesadzasz. . jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje.. . zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. Zna ne mi są twoje poglądy na religię. ścięgna. i tak nie zrozumiesz. To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. Znał to już na pamięć.Milczy. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział. .Co? . .Nie zabroniłam.do świątyni przyjechał prawie zdrowy.W tym. wzięła z komody torbę z opatrunkami.

i to bardzo poważnie. w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem.Nie. Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. jako wędrowne druidki. Pospiesz się. A znaleźć to ja cię sama znajdę. . . nieledwie dzieci. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi. .Nie w sanktuarium. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek. przechodząc obok. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. gospodarskich. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. bandażując mu szyję szybkimi. pewnymi ruchami pulchnych dłoni.Dobrze. Odpowiadał na pozdrowienia. Wręcz fatalnie. nawet z . . Możesz się ubrać. .Dziękuję za ostrzeżenie.Nenneke wstała. raz. .Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. -Nie powinieneś dać się zranić. Choć bywał w świątyni często. Jesteś tu mile widzianym gościem.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. przybywających zewsząd. Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. Niektóre. nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. cztery znajome twarze. Ostrzegam cię. nauczycielki lub guwernantki. jestem twoją matką. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. Ale nigdy nie brakowało nowych. niekiedy nawet dwa razy do roku. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. czy jak? No. wiedźminie. a dałeś.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. Idź się przejść. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. gotowe. ale nie rozpoznawał żadnej. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode.

Za Iolą również . lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami. rzadko odwiedzanych. przedludzkich jeszcze czasów. Uczeni. Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych.Już ci mówiłem . . przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy. opiekunkę rolników i ogrodników. .W tej chwili tak.Nie za Iolą? . okazał się łaskaw dla Melitele. skutecznie izolując je w zapomnianych. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach.że nie chcę żadnego transu. . wywodził. Czas.Masz coś przeciw temu? .Geralt. Musi się przygotowywać i modlić. rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. patronkę miłości i małżeństwa. . Nie sądzę. . a początki swe wywodził z niepamiętnych. Nenneke. że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. Nie chcę. jest kultem typowo kobiecym. udowadniał poeta. .Za mną? . Oprócz zwykłych wrzasków.kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją. Rozglądałem się za tobą. analizujący to zjawisko. szumnie nazywanymi zjawiskami. jest opiekunką położnic. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. z odradzaniem się życia i innymi. A ponieważ kobiety rodziły. . Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. ani sponsorów. koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. szukał prostszych wyjaśnień. by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. rodzą i będą rodzić. jeśli coś ma wyjść z tego transu. Kult Melitele. trubadur Jaskier.Jesteś. Przyjaciel Geralta. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą.najdalszych okolic. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody. Matki Natury. A rodząca kobieta musi krzyczeć.rzekł zimno . Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców.przyznał. rodzenia. a Melitele jest do tego w sam raz. treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. Melitele jest wszak patronką płodności.

To może być za duży wysiłek dla medium.Jeśli to wiesz. ty. A jeśli nawet.. Coś jest z tobą nie tak.Wiem.wykrzywiła się lekko Nenneke . która zaciska się powoli. by zaakceptowali jej istnienie.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. Boję się o Iolę. Ty masz prawo uważać. ty jesteś chory.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką. chciałaś powiedzieć. że to nie ma sensu. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. zaplątany ze szczętem. co uosabia moja bogini: ładu.Geralt.. Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? .nie sądzę.Dlatego. mam immunitet. . To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. ja i Iola. Według ciebie. wyczuwam to. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. Nie wiem tego. że bogowie. które cię otacza. A dla mnie. A może niczego się nie dowiemy. zadzierzgnięty w pętli. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził. w tym i moja Melitele. o co chodzi. ta siłą jest siłą ślepą. .Wiem. to po diabła w nim grzebać? .Mnie nie da się zahipnotyzować. wiara pozwala oczekiwać od natury tego. prawa.Ranny. . wyrostka. Mówiłam. Przecież znam cię od takiego. . by łatwiej ją zrozumieli. I zobaczymy. twoje poglądy na religię są mi znane. gdy cię poznałam. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . pozostaną ukryte i niezrozumiałe. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. Wolno ci mniemać. Może dowiemy się czegoś. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. dobra. Chcę wiedzieć. muszę się zdać na zdolności Ioli. Nie jestem fanatyczką. I nadziei. . że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. my po prostu posiedzimy chwilę razem. o czym dobrze byłoby wiedzieć. co chciałam powiedzieć.Ja zaś . . o. sięgałeś mi do paska spódnicy. pozwierzam ci się. Nie rób głupich min. nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie. . A teraz czuję. jeśli łaska. Geralt. Sama nie potrafię.

Posłucham z chęcią. że cię zanudzę. Zorganizuj antałek piwa.że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? .wydarzeniach ostatnich kilku lat. nie zaszkodziłby. dlaczego? . Ale trans. .Nie. A wiesz. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz. by mi w gardle nie zaschło. spojrzała mu w oczy. .uśmiechnął się . że niewiara ma jakąkolwiek moc. Obawiam się jednak. Nenneke pochyliła się. Ot. nie sądzę. .Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to. zwykłe wiedźmińskie historie. z dziwnym uśmiechem na bladych wargach.Nie.A nie sądzisz . i możemy zacząć choćby dziś. powtarzam. .

wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. chrapliwie.Kto wie. ale wiedział. wrzosowisko i wiatrołom. Drugiego trupa nie widział. zakrakały dziko. ale ruszyła z miejsca. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. jak na komendę. Wreszcie odrzucił płaszcz. ciasno wypełniające rozpadlinę. Ptaki. . Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. gęstwę lasu. . na ukos przecinający pierś.biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. Ptaki krążyły. a dno suche. . Wilki. Klacz.Zjedziemy z traktu. gdzie się go spodziewał . bez tarniny. za nim duża polana. spłoszone pojawieniem się jeźdźca. bijąc skrzydłami. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. z poprawką na rzeźbę terenu. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. bez gnijących pni. wzbiły się wyżej. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. zataczając wolne. Było ich wiele. nie odpowiedziała. Pokonał jar łatwo. ostro. nie krążą tam bez przyczyny. poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. oceniał odległość i przypuszczalny czas. potrzebny na jej pokonanie.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. nie spiesząc się potruchtały w las. . Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik.powiedział. Płotka . spokojne kręgi. Ptaszyska. co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. rzecz jasna. gdzie leży . o dwie dziurki skrócił pas. przysiadłszy na zadach. Geralt zeskoczył z konia. jak mi się zdaje. bezszelestnie.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków.Nadłożymy trochę drogi.mówił Geralt. który podejrzewał na trasie.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. Klacz wiedźmina parsknęła. do którego przywykła. posłuszna głosowi. na głębokość i przebieg jaru. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . . może to jest padły łoś .Ale może to nie łoś.

wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. nie schylając się. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. Geralt nie odwracał ciała. prawie granatowe. Na odsłoniętym. Było oczywiste. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . zawiłgły od deszczu i rosy. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. . ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. Dwa listy. trzy klucze na kółku. Była to róża przypięta do sukni. wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. od strony tamtego lasu. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny.Tak. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. ale nie stracił koloru . gardła i większej części lewego uda. Dwukrotnie okrążył polanę.powiedział cicho. runy rozlały się. rozglądając się. Na szerokim pasie. choć nie do końca. pisane na płótnie. bacznie lustrował ziemię. Kiedy odwracał ciało. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. wstrzymując konia. widząc. Trzeci. Płotka . miedziany pierścień. Suma akredytywy była niewielka. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. garść srebrnych monet. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. Kwiat zwiądł. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. kawałek kredy. pochylony. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. Był to list kredytowy. Płatnerz i kobieta przyjechali konno.stylizowany hełm z przyłbicą. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. mężczyzna nosił skórzaną sakwę.płatki były ciemnoniebieskie. zamazały. nosił znak cechu płatnerzy . coś ukłuło go w palec. Nie wilczych. królicze ucho. był również zniszczony wilgocią. .Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy. ale czytelny. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. wosk do pieczętowania. Wiedźmin minął ją. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. Tak jak się spodziewał. amulet z fallicznym symbolem.Sprawa jasna. Wiedźmin zerwał ją. na pergaminie. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. wspiął się na siodło. bo nikt nie wozi ze sobą .

nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. poprzez wiatrołom.Chociaż to nie wilkołak. Ale jechali przez wrzosowisko. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. co . powiedziałbym. prychała niespokojnie. że to kikimora albo wipper. Gdyby tu były bagna. nie odpowiedziała. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. ani leszym. co nie zostawiło śladów. reagując na znany sobie ton głosu. Ale tu nie ma bagien. a to coś. Nadłożymy drogi. ciągnęło ją po ziemi. nie wiem dlaczego. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. ostrożnie przestępując wykroty. zawieszony na srebrnym łańcuszku. Kobieta biegła.Tak. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. I wówczas. Ani jeden. zatarasowane zeschłymi gałęziami. Dlaczego jechali tędy. Schyliwszy się. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. a nie traktem. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. Trzeba sprawdzić. patrząc na skraj lasu . . Jechał powoli.długo nie zrealizowanych akredytyw. wrócił na ścieżkę. a nie traktem. na które wspiął się. Zbocze. podrygiwał w rytm chodu konia. Wiedźmin wycofał się. nie będziemy ich szukać. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. Konie rozbiegły się.nie było ani wilkołakiem. co zabiło oboje . prawda. potem upadła i również zginęła. ostrożnie zjechał po pochyłości. . Płotka. Klacz 'parsknęła. Medalion. rzecz jasna. II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. . Płatnerz zginął natychmiast. Klacz.ciągnął Geralt. trzymając zębami za kark. bok w bok. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. usłane grubym dywanem żółtych liści.To coś. oboje zsiedli lub spadli z koni. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. porośnięte leszczyną. nie wiadomo.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

zaraza. przez chwilę coś mamrotał. Mam je od czasu. to kuropatwy. . czystą pościel. umiem wyczarować żarcie. A ciebie.. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. jedz.Geralt. Potwór usiadł przy stole. Nivellen. opuścił głowę. . Pomyliłem zaklęcia. który dał się upolować.Jak to wino? Zauważyłeś. Geralt! . Siadaj. . kiedy mi to wyrosło.parsknął potwór . że to z winogron. na ten przykład. Nie wiem z czego. wyczaruję inne. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. I straszą mną dzieci. jak? . puchary zadzwoniły kryształowo.Upolował go mój dziadunio . to jest niezłe. prawdziwe jedzenie. znaczy. Jedz. Nic . Tutaj mamy jarząbki.Straszą dzieci . tu pasztet z. mydło. Otwieram i zamykam okna i drzwi.Dziękuję. po czym ryknął z cicha. tu szynka z dzika.Nivellen. Zapachniało pieczystym. gospodarzu? . Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz.I twoje.Nie zaprzeczę.To był chyba ostatni w okolicy. czego sobie zażyczę. Zwać cię. Morda. jak mniemam? . waląc łapą o stół. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami. po czym zatopił paluchy w pasztecie.powiedział potwór. Nie. Zapalam ogień. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. gościu. splótł na brzuchu kosmate łapy. majerankiem. Sam nie wiem. nie obawiaj się. Z czegoś. . Tu jest pularda.żeś nie z tych strachliwych. gałką muszkatołową.. picie. gospodarzu. czosnkiem. nie? Częstuj się. . Nic wielkiego. To porządne.. Twoje zdrowie.Pewnie bezpodstawnie? . .Nie obawiam się. Głodny jesteś. Byle baba to potrafi i bez czarów.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. odzienie.powtórzył Geralt z pełnymi ustami. skąd to się wzięło.zatarł łapy potwór.Tak . . . gorącą wodę.Zapomniałem .To lepsze od służby.Nie.Geralt rozerwał pulardę na dwie części. gościu. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem. Zdolności magiczne masz wrodzone? . ale dom spełnia.Najzupełniej. . . . Geralt nie okazał zdziwienia.

odpowiedział po chwili milczenia . A tę.Zawsze coś. mordę. ale ja nie jestem człowiekiem. Pierwszy. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn. zapewne musiałby także wziąć świecznik. podszedłby bliżej.Widzę. . to mój tatunio. pokażę ci. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom. .zaśmiał się gromko potwór.Jeżeli dobrze pamiętam. . jak mówisz.Jak to się stało? . Drugi..A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. na portrety. szczerząc kły. licząc od kominka. i już.Nie rozumiesz? .wielkiego. wisi poza zasięgiem światła świec.Aha . A trzeci. . jak wyglądałem przedtem.Nie rozumiem. . wstałby. ślepia zalśniły mu jak u kota.powtórzył Nivellen. ze smutkiem pokiwał głową.Wiedźminem. Ty tego nie zrobiłeś. .Powód zrozumiały i do przyjęcia . . Geralt. Ja go widzę. . Człowiek.Mój portret. rozpowszechnione wśród portrecistów. to ja.Aha. .Kto ty jesteś? .Od dwunastu lat. Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. pytam przez ciekawość. Nic mnie to nie obchodzi.Widzisz? . . Nic ci do tego.Ale ja go nie przyjmę. smutnej i pryszczatej twarzy. jeżeli spytam. Nie będzie chyba nietaktem. Zabijają za opłatą różne potwory.Jeśli tak stawiasz sprawę .. . kim w takim razie jesteś? . Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość.Z chęcią. . Wniosek jest prosty. Przynajmniej nie w tej chwili. z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej. . Popatrz no tam.potwór uniósł głowę.Dobrze pamiętasz. jedna zaraza wie kto. . . masz od dawna? . wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. . gościu.powtórzył Nivellen po chwili. żeby obejrzeć portret.to niezupełnie.

powiedział wreszcie .A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. wiedźminie. Szkoli się je w zabijaniu. wypił łyk. Załóżmy. że zdążysz mnie nawet ciąć. Bo potworów jest coraz mniej. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. odchylił się na oparcie krzesła. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. . w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu. lśniły w rżniętym krysztale pucharów.spytał niewyraźnie.Nie łżesz aby? . jak mówiono. . . trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami.Nie mam we zwyczaju łgać. a wiedźminów coraz więcej. które potem karmią magicznymi ziołami. co o was mówią. które mają zabijać inne potwory. że umiesz odpowiedzieć na pytanie. A potem. . Nivellen siedział nieruchomo. przełykając. . całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. Zapamiętałem. że najwyższy czas. jak sobie poradzisz z następnym. zwalę cię z nóg samym impetem. jest prawdą? . które ci zadam. kto z nas dwu ma większe szansę. to już zdecydują zęby.Znowu zapadła cisza. Ciekawe. przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. Trzeba przyznać. Płomyki świec tętniły. Słyszałem. nalał sobie wina. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. nie używając wielu słów. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę.Nikt.Dlaczego nic nie mówisz? . biły w górę cienkimi wąsami ognia. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. Czyni się z nich potwory. Zjedz kuropatwę. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. Kto d za mnie zapłacił? . Te. zanim zupełnie ostygnie. czarownikami o nieludzkich zdolnościach.Co z tego.rzekł przeciągle Nivellen. wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy.że zdążysz wyciągnąć miecz. Jestem tu przypadkiem. . by ktoś zaczął polować na wiedźminów.A co jest kłamstwem? . Patrzył na potwora uśmiechając się. . poruszając lekko olbrzymimi uszami. Jak myślisz.Załóżmy .Taaak . same zostają wiedźminami. które to przeżyją. nim do ciebie doskoczę.Prawie nic.

czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. W wielu wypadkach. czym jestem.powiedział.wyszczerzył kły Nivellen. że te uszy wyrosły mi. Opowiem ci całą historię.Urok można odczynić.. zaraza. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną. Potwór zachichotał. Nivellen .A. a ja mam ochotę pogadać. Nie chcę. Obok . Nivellen . rozparł się w fotelu.Umiem. jako wiedźmin. to co? . . . Jestem pewien. .A. Więc. zaraza . -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. . . . że potworów jest coraz mniej. bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . żebym spróbował? . oczywiście umiesz odczyniać uroki. Chcesz. co? . Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem. Nalej sobie. .Nie. że aż się trzęsę z ciekawości? .Nie ma już czego.Ha! . usiądź wygodnie.rzekł sucho wiedźmin. według ciebie. . gościu.Nie.Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich. .ryknął Nivellen tak. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy.Wiedziałem. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy. po czym ponownie łupnął łapą w stół. że wiesz. .Zatkało cię.Nalej sobie jeszcze.przyznał Geralt. kto rzucił ten urok. powiedz mi.A jeżeli wiem.To. to coś nowego.Zatkało . Jest ich niemało . listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No. Wiedźmin czy nie wiedźmin. długi na dwie piędzi. Nie widzisz. W wielu wypadkach? . A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu. . że cię zatka . dobrze patrzy ci z oczu. Geralt. .To się stało na skutek rzuconego uroku.powiedział spokojnie Geralt.Nie jesteś potworem. .Ty.potwór chrząknął. czy dobrze zrobił zapraszając cię.Ty nie jesteś żadnym potworem.Fakt.

Ale musiała to być niedobra świątynia. . Oprócz mnie. durny smark. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. Nivellen? . ani kupcom. Mało kto lubił mojego tatunia. Ale do rzeczy. że danina płacona jest opieszale. że będę potworem w potwornej.Co to była za świątynia. mój tatunio.dwóch pustych karafek pojawił się. pod Mirt. ja muszę przewodzić drużynie.Że jestem potwór w ludzkiej skórze. Sztylecik. bo tatunio uznał. jak się domyślasz. Każdy. taki mały. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. pamiętam. była tam również młoda kapłanka. .. Bo widzisz. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi.ciągnął Nivellen . Geralt.. nie pamiętam. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. leżały czaszki i gnaty. tracił w najlepszym wypadku swój majątek.Co? . Dowodziłem nimi. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. że jako spadkobierca. mówię ci. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. A parę bliższych osad spaliło się.okolica jest dość odludna. nigdy by nie zezwolił. Na domiar złego. a i mój dziadunio.zaczął. że muszę zmężnieć. . W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. . nie wiedzieć skąd. miała chyba ukryty we włosach. jąkał się okropnie. o krwi. na które tatunio. w takim stopniu. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. a wtedy. nalewając . coś o miłości. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć.istny mlekosys.Jedna zaraza wie. po czym powiedzieli. mało nie zajeździliśmy koni. Oszczędzę ci szczegółów. Geralt. którzy wędrowali traktem. To była niedobra świątynia. kto się tu zawieruszył. Na ołtarzu. Młody wówczas byłem . Wialiśmy stamtąd.Jak zapewne zauważyłeś . przejdę od razu do rzeczy. bo od dnia. i obrabowaliśmy świątynię. palił się zielony ogień. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. No i zmężniałem. swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. Strasznie płakałem. Padło na to. naturalnie. Zabiła się. Śmierdziało jak nieszczęście. gdyby żył.

otarł nos rękawem. stara prukwa. że choć w strasznej postaci. Przejdę do rzeczy. życiem darował i zdrowiem. kiedy coś mnie oświeciło. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu. Ale nikt nie wrócił. pomyślałem. Długo. uciekły nawet psy. rycząc. które opowiadała mi niegdyś Lenka. Geralt. latały w powietrzu sprzęty. Potwór zamilkł na chwilę. buchał ogień. więc może. co mnie który zobaczy. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki. Mówiąc krótko. . wyjąc. dostałem jakiegoś ataku. wyskoczyłem na dwór.podjął po chwili . Kto zdążył. co mi wpadło w ręce. nie wychodziłem. żebym go oszczędził. chłopcy z drużyny. przypomniałem sobie bajki. w którym. czy też odwrotnie. głównie zwierciadła. Wnet zostałem sam. Nivellen przerwał. we wrzask i w nogi.Dalej było tak.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. Używałem. Jeśli się ktoś pojawił.. Za parę dni budzę się rano.było już za późno na cokolwiek. który utracił był na mój widok.. wykwiczał. ot.Mów dalej. a nagle zrobiłem się bardzo silny. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. Złość mnie porwała.. nie wystawiając nosa na zewnątrz. Byłem sam. Kilka. . ciotunia. że to nie byle co. Zaraza. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. uciekł w popłochu. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić. zanim zdążę wytłumaczyć. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd. Gruby. bladym świtem. Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. Tak było aż do dnia. tłukąc co popadło.. gdy wspominam. Ja do lustra. padły trupy. .. ale niebieskie róże z Nazairu. gdy odzyskał głos. moja niania.Kiedy atak minął . co ja mówię. wyjąc i kuląc ogony. szalejąc. pamiętam to jak przez mgłę. jak powiedziała kapłanka. a służba. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. A trzeba ci wiedzieć. jeszcze dziś mnie trzęsie. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. kuzynka. Geralt. Uciekła moja kotka Żarłoczka. Jużem się sposobił. spanikowałem. Widzisz. Może jest w tym gadaniu . rzadko to się zdarzało. i to zwykle wystarczało. westchnął. jestem tylko głupim wyrostkiem. pociągnął nosem. by wykopać go za główną bramę. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących.

Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem. Ja zaś. uderzył w płacz.Dogadałem się z kupcem raz dwa . Trzeba ci wiedzieć. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. aż się cały opluł. Co.Bo ja nie wiedziałem. zaryczałem tak. . nic lepszego nie przyszło mi do głowy. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". patrzeć me mogłem. Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. język mi się plątał. myślałem. że zostawi mi ją na rok.Ustaliliśmy. które . by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. Miał ze sobą przygotowany spory worek. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery..Potwór wydał z siebie odgłos. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem. Widzisz. Nawet te się ze mnie nabijały.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. Żal mi się zrobiło kupczyny. .Nie.ciągnął. Geralt. jacy się tu pojawiali. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. mogłem sobie pozwolić na gest.Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok. Kupiec. jeszcze z tatuniowych czasów. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. jak się trzęsie. nawet wobec dziewuch z obory.ziarno prawdy.A dziewczyna? . tych z gnojem na łydkach. Podskoczyłem na dwa sążnie. Też sporą. aż fotel zatrzeszczał. bo to był kupiec. z taką mordą. dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. ugościłem. który miał być westchnieniem. jak ciężko jest. Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. . zaprosiłem do środka. Co dopiero. na wszystkie strony. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta. nie bardzo wiedziałem. bo nie minęły dwa miesiące. że córeczka ma osiem lat. . Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. była przekonana. dziękował. Kupiec promieniał. po czym wyznał mi. kiedy z nią rozmawiałem. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka. zrezygnowany. co z tym począć. ze w podziemiu zostało sporo dobra. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. sam by nie udźwignął. a przybył tu drugi kupiec. Nie przemogłem się nawet. jakaś szansa. I córkę. że ją jednak zjem. . Nivellen wyciągnął nogi pod stołem.. a zabrzmiał jak czkawka. śmiejesz się? . przeciągnął się. .

spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. Przyznam. podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. miał wychudłego konia. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość.Opowiadaj dalej. przedtem byłem rozlazły. . "Rozszarp mnie. Primula. Miała. Geralt. Rycerz. błyskając bielą kłów. No. byłem zawiedziony i zgnębiony.rzekł potwór. a i ja. Widzisz. wdowca. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. była córką zubożałego rycerza. z wielkim posagiem. nabrawszy wiary w siebie. dobrze. Primula. rozgląda się. a Fenne. ale Fenne rychło postarała się. teraz nic się mnie nie imało. Morda została. całkiem goła. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. żebym zapomniał o zmartwieniach. .kontynuował . istny mysikrólik. może z odrobinę głupszym wyrazem. Paskudny był.Fenne . zrobiłem się chłop na schwał. A zęby? Nie uwierzyłbyś. rękę bym sobie dał uciąć. Nivellen. mówię ci. Następna. Była mała.. . No. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. A mówią. Geralt. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. Wcale się mnie nie bała. Geralt. nie dziwota zresztą. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. Przedtem cięgiem chorowałem. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra. gdy tu przybył.była u mnie pełny rok.nazywała się Fenne. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami. jak się okazało.powiedział po chwili . Wiesz. hę. opiliśmy się oboje miodu i. nie zasypiałem gruszek w popiele. jak kupa obornika.. kasłałem i leciało mi z nosa. bo była całkiem ładniutka. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko.. To była wesoła dziewczyna. aż tu z rykiem wypadam na niego ja. potem wróciła do rodziny. na czworakach. To zajmujące. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. nielichy temperament.Powiadasz? . hę. Któregoś dnia. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. Geralt. gdy on był na wojnie. mówię ci. jakie ja miałem . i rozsiewał dookoła podobną woń. zwierzu!". ale wystaw sobie. jak była. I w niej nie wzbudzałem strachu.Następna . musiała być poczęta. mniej wydolnej postaci. Ja w przerwach biegałem do lustra. bystra i ćwierkotliwa.

Panienki bawiło. bawiąc się pustym pucharem . Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. I pogodziłem się z tym.Daj spokój. aż do znudzenia. końskie zdrowie związane z tą postacią. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. potem powrót taty. jak jest. jak na tym portrecie. jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł. .rzekł Geralt.rozdziawił paszczę potwór. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. Nie chcę.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś.Żadnych. A córki? Nie widziałeś ich. żadnej córce. Choćby wieśniacy z widłami. Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. Żadnemu ojcu. Geralt.Nivellen ziewnął. jaki wzbudzam. Tatunio miał wrogów. że na takiego. . . Co. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. w to. Widzi mi się. która była wielce urodziwą panną. Oczywiście. jak tu przybywały. Wszystko odbywało się tak samo. potem nić sympatii. których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem. czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu. ktoś by po nie przyszedł.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. Mówiłem ci. wzmacniana drobnymi. Venimiry. że dziewiczy całus odmieni moją postać. potem "Gryź mnie. . Nivellen? .O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. byłem hojny ponad wyobrażenie.Nie. acz kosztownymi upominkami. Gdyby nie postrach. nawet by nie spojrzała.Zmęczyło mnie to gadanie.obruszył się potwór. Chcesz. mieli krewnych. przygarbione od dźwigania cebrów. z łapkami wyługowanymi od prania. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę. Nivellen? . . Co więcej. żebym przegryzł nogę od krzesła?" . i żadnych zmian nie trzeba. Ilka i Venimira. że dobrze jeat. . by móc dobrać się do takiej. już dawno przestałem wierzyć. Ci.A żebyś wiedział. to raz. mówiłem ci. W piwnicach jest złoto. I po trzecie: bezpieczeństwo. doszedłem do wniosku. w zgrzebnych sukienczynach. zjedz mnie całą". paru przeżyło. dla przykładu. Krótko: potem były jeszcze dwie. Primula jeszcze po .Wyglądasz na zupełnie pewnego .Może to i dobrze . Geralt . że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać. .

I nikt inny? . że nie mieszkam sam. który zapragnął reszty mojej piwnicy.Cóż.rzekł nagle wiedźmin.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. gospodarzu.Jesteś teraz sam? .A więc i o tym wiedziałeś? Tak. Widziałeś ją? . . . że ktoś mi za ciebie zapłacił.Chciwość ludzka nie zna granic. Mam rację? . .. nawet nie wiedziały. cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok. Żadnej nie przymuszałem. wziąć za kark i zrzucić ze schodów. do ręki brały wyłącznie wachlarz. twoja wola . W lesie. Dla nich to był dom z bajki. Dobrze wiesz. Znowu milczenie. to.Tak. Od samego początku widzę. Od .Zaraza z twoimi przeprosinami. Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. gdzie tu jest kuchnia. .Masz.. wstając. .Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. to jest ten powód. dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? .. ..odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie. Geralt. A co się tyczy łoża.Słusznie . Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami. jak zerkasz na drzwi. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes. .Ale podejrzewałeś.I nikt inny.Nivellen wstał również. Nie pozwolę.Dzięki za gościnę. którym łoił ją jej rycerski tatuś. Czy to jest powód. Przepraszam.Pozwolisz. jak nastawiasz ucha.Wiedźminie . Czas mi w drogę. którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie. koło bramy. Geralt.rzekł wreszcie wiedźmin. . Kto mógł zapłacić? . a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. .Łajdak. że zapytam. rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę. Wiesz. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam.Nivellen .Nie. Zaraza. co ja mówię. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec. . że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy. A u mnie chodziły jak księżniczki. . . Milczeli obaj.

.Mieliście wtedy pecha . .. . Obawiam się. . Krótko.Nie. jak jest. proszę.Nie odpowiedziałeś. . . Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać..Dosyć mam twoich pytań. że dobrze jest. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze. •.czasu gdy okolica wyludniła się. odprowadzę cię. trzeba wiedzy i zdolności. Na podwórzu. . których ja nie posiadam. ..Nareszcie.. . Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. Słuchaj. Nivellen.dałbyś. rada pieszczocie. Jesteś pewien. Chyba odpowiedziałeś.A czy. zamiast odpowiadać na moje. Czy słusznie się obawiam? Krótko.Czy można temu zaradzić? Krótko.Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. .A jesteś pewien. gdy Geralt poprawiał juki. proszę.Nie.A kto je posiada? . Płotka.' poklepał po szyi. Lwiogłowego Pająka.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś. Geralt spojrzał mu prosto w oczy. Ale nie jak może być.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło. .Lubią mnie zwierzaki .. .Słusznie się obawiasz. tak.pochwalił się potwór. .Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! . wiedźminie. po obudzeniu. że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . Chociaż. Nivellen pogładził klacz po nozdrzach. .. . w nocy jest tutaj niedobrze. . .powiedział.Jak jest. Moja kotka . pochyliła łeb.Będę miał to na uwadze. które ciągle zadajesz. Chodźmy. na moje pytanie. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa. . proszę. Nie .I ja też je lubię.Czy po takim śnie.Nie. odwrócił. od pewnego czasu mam paskudne sny. Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera.

Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. Przez długi czas była to jedyna żywa istota. Urwał. Z córką. . A ja i Vereena. . ruszył ku bramie. Geralt nie zaśmiał się. To nie jest kolejna kupiecka córka. Kochamy się. co mi tam. . Słyszy się i widzi nieładne rzeczy.Geralt? . to paskudna okolicą.wyszczerzył zęby Nivellen.. Czarna.Pewnie myślisz. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. Jeśli się zaśmiejesz. którzy tu ostatnio byli.Dzięki. Geralt uśmiechnął się. A. Nie je ludzkiego jadła. Będę pamiętał o tobie. Ale uważaj. Szukaj ich gdzie indziej. . Mówiłem ci.Podejrzewam. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach. zaraza.Nie jestem taki głupi. Szczupła.Ptaki .Bywaj. jak rusałki boją się ludzi.Wydałem się. kto. nie dałem znaku życia. To coś poważnego.Mniej więcej . Nivellen. strzelę cię w pysk.Tak. wykrzywił paszczę. . Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni.. zaraza. .Jestem tego pewien. Kto wie.. Mało kto widział rusałkę z bliska. To mój problem. -Twoja Vereena . Bywaj. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali..Ostatni był u mnie trzy dni temu. moje życie i moja kara. . Geralt. jak myślisz. nie najładniejszą zresztą. że nie wróciłaby. jaka towarzyszyła mi w niedoli. Potwór człapał u jego boku. . .. Geralt.Słucham cię. potem wraca..wiedźmin dociągnął popręg. Vereena też.powiedział . Ech. Wiesz o tym? . gdybyś stał się człowiekiem? . nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. Wiesz. Nivellen. może znajdę kogoś. Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy.Żarłoczka. którego nie znam.Też lubi koty? . w języku.to prawdopodobnie rusałka. Mówi rzadko. A może nie. Na całe dni znika w lesie. Coś się któremuś stało? . chociaż uciekła z początku. wróciła potem do mnie. Geralt. To typowe? .Może. .

W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. przyjedź tu sam i skończ sprawę. Płotka . . ruszając szybko z powrotem. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. rwała podkowami ziemię. III Okolica była odludna. Geralt. usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. z mieczem na kolanach. gdy poił Płotkę u źródełka. by sprawdzić. Po wiedźmińsku. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. nie chciał nadkładać drogi. Wychodzi na to. V Klacz tuliła uszy. Coś. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. Bywaj. cofnęła się. Potem jednym skokiem znalazł się w siodle.To przecież zwyczajne czarcie koło. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. Ruszył tam. zmarszczył się. wrzeszczało i syczało. Mógł to być leszy.Przepraszam cię. przyzwyczaiłem się. przerzucił wodze przez łeb konia. klacz zarżała przenikliwie. po własnych śladach. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. . Nie obejrzał się już ani razu. nie szukaj nikogo. IV Około południa. Wiedźmin nie zatrzymał się. koniku. Jak się pogorszy. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza. ledwie zaświtało.mruknął. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. Wiedźmin potarł czoło. ale mógł też to być i zwykły żbik.Nauczyłem się to znosić. też się przyzwyczaję. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . Po co te sceny? Klacz prychnęła.Prawdziwa historyczka robi się z ciebie."Lubią mnie zwierzaki" . zawrócił konia. parskała. przez bór. przy maleńkim ognisku. .zeskoczył z kulbaki.powiedział. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. odwracając ku niemu łeb. zamyślił. a także coś. złowrogo nieprzyjazna. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. nie chciała iść. pojechał na skróty. że masz więcej rozumu niż ja. dzika. . A jak się bardzo pogorszy. Geralt nie uspokajał jej Znakiem .

Ta klinga jest srebrna. czarnowłosa. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. prawda? Sny. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. dobrze wyważoną rękojeścią.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. obok krzewu niebieskich róż. . idąc półkolem od strony muru. Blada twarzyczka nie drgnęła. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. tak jak ją zostawił wyjeżdżając. . Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. czuł i rozumiał samą naturę. Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. Nie rozumiał słów. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą.choć maleńkie. . że wydawały się przezroczyste. Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się. rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. o których wspominał. pełną uroku. z którego pochodziły. . nie mógł nawet zidentyfikować języka. Domyślam się. obezwładniającej grozy. że wciąż słyszało się pieśń . Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. Była otwarta.To srebro . co to były za sny. Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. Stworzenie nie poruszyło się. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. Kim jesteś? Myślę. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. istotę tego śpiewu. przenikliwego. Nie było to potrzebne . tak białymi. cichego. zakończoną kulistą głowicą z białego metalu. rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. elastycznym krokiem. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu.że mogłabyś zwieść każdego. . Miecz. Geralt zbliżył się powoli miękkim.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. Usłyszał śpiew. i współczuję mu. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. Ale konie nigdy się nie mylą. wywoływałaś ty. że mulą albo alpem.Tak bardzo przypominasz rusałkę . który sprawiał.ciągnął spokojnie wiedźmin .wiedźmin znał.powiedział. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów.

wargi rozwarły się. . przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. by się poruszyły..krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie. . Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. ty i Nivellen! Piękna by była z was para. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. który się rozległ. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła. potwór i wampirzyca.. coraz wyżej. Wielkie czarne oczy zwęziły się.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie. ślepe narzędzie.. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. . musiał stać się prawdziwym potworem.Jesteś mulą? Powolny.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. . Wiedźmin cofnął się.Bruxa! . prawie niedostrzegalnie. koszmarnie uśmiechniętych ust. ale i tak pociemniało mu w oczach. morderca na zawołanie. twój obrońca. co? Zaiste. Ale wpierw. .Co z nim. mocniej ścisnął rękojeść miecza. Sięgnęłaś po ostateczny środek. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. a więc piłaś krew. Lecąc do tyłu. mógł pochodzić tylko z bladych. nie człowiekiem w potwornej masce.. Syk. choć wiedźmin nie dostrzegł. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. Na grzbiecie delfina.. Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko. z jakim wyrżnął plecami o mur. tym razem wyraźniejsze. że jesteś. . Czar w znacznej mierze zamortyzował impet.To znaczy.ciągnął wiedźmin. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. miażdżąc żebra. wiecznie spragniona krwi.Lubisz ptaki . Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. Ty. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny.Alp? Zaprzeczenie. Wampirzyca poderwała się. czarnowłosa? Śpiewałaś. i on. . władcy leśnego zamku. . przeczący ruch głowy. pozbawiając oddechu. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu.

W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. Nietoperz zamachał skrzydłami. wąską paszczękę. tnąc na odlew. że wypadł z rytmu. Upadł na jedno kolano. wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. zębaty pysk. Geralt. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. szum wichru. Poczuł. -zawodzenia i jęki. Geralt. aż zawyło powietrze. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. w skroniach i ciemieniu załomotało. wprost na kark wiedźmina. choć oszołomiony falą wrzasku . a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku.nie w bok. Geralt odskoczył w bok. rozwierając długą. wzbił się. potworny. rozwierając bezoki. okrążył go i znów zaatakował. dźwięki fletu i oboju. w locie rozwierając zębate szczęki. Poderwał się z ziemi. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. Prawie nie napotkało. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. Usłyszał . jak szpony bestii rozrywają mu policzek. Zwinął się w miejscu. potrząsnął głową. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. modulując głos w makabryczny zaśpiew. ciął. czując w ustach żelazisty posmak krwi. Nie trafił.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz.zareagował instynktownie. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. że przełamało Znak. Nietoperz płynnie. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. metamorfował. kuszy. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. unik i półobrót. znikał. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. z gracją. sycząc. Brusa zawyła przeszywająco. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. poszybował w stronę fontanny. skręcił gwałtownie. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. W ostatniej chwili skoczył . Geralt czekał. Nietoperz. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. lecz do przodu. a po nich szybki jak myśl. nie trafiając. Było to tak nieoczekiwane. oburęczny cios. krzyknął zaklęcie. ośliniony pysk już rozmazywał się. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. Ostrze nie napotkało oporu. Uderzenie fali było tak potężne.

Strać siły.Vereena! Nivellen. nie dłuższym niż mały palec. które załamało się z przenikliwym trzaskiem. Zabiję. Bruxa. Czarownik.Krzycz. Geralt już był na nogach. Bruxa wygięła się. Usta bruxy nie poruszyły się. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. wznosząc miecz do cięcia.Zobaczymy .wycedził. metamorfowała na grzbiecie delfina. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. furkocząc białą suknią. ale tym razem był to wrzask bólu. Wampirzyca. . wyjąc. że jest zmęczona. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek. Wiedźmin wiedział. Zabiję. Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny. na drewniane rusztowanie pod murem. jak gdyby spod wody. niepewnie machając łapami. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując.Zobaczymy. . że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna.warknął. Geralt. . z pogłosem. wywołanego dotknięciem srebra. Na białej sukni. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. . sprężyła do skoku.ryknął ponownie. mknęła wprost na niego. . oburącz uczepiony ościeżnicy. Ale wiedział i to.cięcie. Nivellen. spróbował ją chwycić. poszorował po żwirze alejki.Wywrzeszcz się. pochylony idąc w kierunku fontanny. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. wampirzyco . Kryzę kaftana plamiła krew. ze zwieszoną głową. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. nie próbowała metamorfować. nieco powyżej lewej piersi. biegł półkolem okrążając dziedziniec. Osłabniesz pierwszy. Nie wrzeszczała już. ryczał. odrzucając kilka sążni do tyłu. dzwoniąc głucho. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. które winno było rozpołowić bestię. Wiedźmin zgrzytnął zębami . Zabiję. skoczył ku niej. rozczapierzając łapy jak niedźwiedź. ocierając krew z policzka. . lekko jak motyl. grzebiąc go pod stertą drewna.wrzask. Zabiję. . okazało się zadrapaniem. ledwo dotykając ziemi. Runął na wznak.Vereena! . wytoczył się z drzwi pałacyku.

ale nie puszczał drąga. Bruxa. również zaciskając na nim obie dłonie. potem drugi. blokując jej koniec pod pachą. Oczy miała szeroko otwarte. jak biały motyl na szpilce. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. zrobił krok do tyłu. straszna. Kocham cię. wyjąc śpiewnie. Koniec żerdzi. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. który trzymał pod pachą.biało-czama.wrzasnęła w biegu. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie. ohydnie i nieprzyzwoicie. jak na jej plecach. Nie zdążył złożyć Znaku. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. wykwita czerwona plama. rozwiana.Geralt odskoczył w lewo. słysząc to westchnienie. zazgrzytał o mur. potem szybko zaczął się cofać. poleciał w tył. Nie krzyknęła. Geralt wstał. Westchnęła tylko. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. . Wiedźmin. Mój.Nivellen. rąbnął plecami o mur. Jej westchnienia stały się częstsze. podciął kolana. dławiące się krwią westchnienie. Kolejne straszne. Bruxa powoli. Nie docenił jej . z której w gejzerze krwi wyłazi. dzierżył żerdź oburącz. przechodząc w rzężenie. Nivellen wrzasnął. rytmiczne. wyciągnęła ramiona na całą długość. na białej sukni. Albo niczyj. Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. sparaliżował ramiona. Nadaremnie. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. Geralt zobaczył. Odwróciła się. rozedrgane. Bruxa szarpnęła się. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. skoczyła ku niemu. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. chwyciła go za . dezorientującym młyńcem miecza.Vereena! . otoczył się krótkim. zawisła na drugim końcu drąga. ułamany szpic. Kocham. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. na szeroko rozstawionych nogach. Upadł na klęczki. głowę odrzuconą do tyłu. Stali . Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. wlokąc za sobą przebitą bruxę.ryknął Nivellen. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. jak gdyby pieszczotliwie. Bruxa. zadygotał. Bruxa sunęła ku niemu . ostry koniec trzymetrowej żerdzi. wyciągnęła ręce.

płynęły. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. jak setki takich kroków przedtem. długo wodził nim po dziąsłach. automatyczny i śmiertelnie pewny. Zawył jeszcze przeraźliwiej. Każdy ruch. sunęła za nim błyszcząc. włożył palec do ust. . zaszamotał kosmatym łbem. Ciął. pod koniec półobrotu już wolna. Skoczył jak bezwolna. Obmacał twarz. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. środkiem brzeszczotu. Nivellen. płynęły. Nic nie mogło. wstrząsany kurczami i dreszczem. napuchłych pręg na policzku. Przetarł oczy knykciami. Skręt tułowia. Wzrok miał błędny. Zobaczył jej oczy. Usłyszał głos.Wstań . Klinga. Uderzył pewnie. przystojny. jaki należało teraz wykonać. Głowa upadła na żwir. płynęły. zdecydowanym stąpnięciem. zrobił czwarty krok i półobrót.głowę. kończy się na lewą nogę mocnym. ostre. dotykając czterech krwawych. uniósł głowę. zamaszyste cięcie.. Nic już nie mogło się zmienić. We mnie. które powtarzała. zwolniona sprężyna. Jęknął cicho. Kły błysnęły oślepiającą bielą.powiedział wiedźmin. jak setki razy przedtem. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. kontynuując rytm ruchu. Nic. Jaka pustka. by zagłuszyć słowo. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi. obejmując głowę ramionami. Krzyknął. Trzeci. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. nieunikniony. leżący pod murem. rozejrzał się dookoła. Geralt skoczył. zwinięty w kłębek. był wyuczony. Zaszlochał. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. i natychmiast. był jego naturą. płynęły w powietrzu. Spojrzał na swoje dłonie. potem - . Młody. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. Trzy szybkie kroki. każdy krok. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze.

Geralt! . podtrzymując jeden drugiego. .Miłość musi być prawdziwa.. Wstań i chodź.Nie do wiary. . ale nie doszli do niczego. Nivellen. . Obie mają potężną moc.rzekł cicho wiedźmin. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką. W jukach mam lekarstwa. Geralt. . oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną.Geralt! Jak to? Jak to się.. . tak białe. . Geralt? . są potrzebne nam obu.Wstań. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat. że aż przezroczyste ręce.. .Że co. . Chodźmy.. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. starając się nie patrzeć na drobne.. Po tylu latach? Jak to możliwe? ..Ja już nie mam. że.Nie patrz. Poszli poprzez dziedziniec. poza tym..Vereena. obok krzaku niebieskich "róż.. Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać.Miłość i krew.zaśmiał się. Nivellen jęknął znowu.W każdej baśni jest ziarno prawdy .

równie niedbale jak poprzednio. .Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. . dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. Ja to uważam za obelgę. rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu .Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. A niemało tutejszych. . A to rycerz Tailles z Domdal. Wręcz przeciwnie.poprawił z naciskiem Tailles. Przybyli z żądaniem. pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta.Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja . Uważasz to za zaszczyt? Ja nie.Ci szlachetnie urodzeni panowie . Przybyli.wiedźmin skłonił się ponownie. w których była wrogość. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu.Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu.Bez chwili zwłoki. . większego znaczenia.Natychmiast . Książę rozkazuje. . by się zaszczycać.powiedziała od niechcenia. .rzekła zimno kapłanka. Trzeba oto ci wiedzieć. jak słyszę . ale dzisiaj nie ma to. że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu.wzruszył ramionami Geralt. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz. niebieskie oczy. Nenneke. Geralt ukłonił się niedbale. patrząc na rycerzy. . wlepiając w kapłankę jasne. nie było żadnej komandorii zakonu.GŁOS ROZSĄDKU 3 . . zdaje się. Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni.warknął Tailles. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. byś się stąd jak najprędzej wyniósł. bo w okolicy. . ..Nie zamierzam się tu osiedlać. i to niebawem.Księcia Herewarda.Oni nie przyjechali tu. dostrzegła jego zdziwienie. by cię wypędzić. mówiąc krótko a treściwie. . . jak wiedział. hrabia Moen.przerwała Nenneke zimnym.Księcia . Zdziwił się nieco..Jestem Falwick.Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły . w żyłach których płynęła królewska krew. w którym tak mu twarzowo.Zaszczyt dla mnie . młodszy z rycerzy.pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda. Geralt. .Wątpię . jak obecny tu Tailles. .

chwycił go mocno za łokieć.. ale nie kuś losu. jak zechce. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu.. nie będę jej więc traktować poważniej. . do kogo mówię! . Posłuchajcie. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. . Panie Falwick.. . Może porośniesz sierścią. i drugie.Staram się zwykle. niewiasto. Tailles. znudzony już nieco całym wydarzeniem.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? .Wasi żołnierze. I ty o tym wiesz.powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami.wtrącił wiedźmin. a nie widzę powodu. aż zazgrzytała pancerna rękawica.powiedziała spokojnie . niż na to zasługuje. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. .Wiem. . niewiasto? -krzyknął Tailles.co się stanie. panie Falwick: zaręczam. przestań więc zachowywać się jak cham. co mówisz i do kogo mówisz. A może i jedno. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. panowie. Nie zmuszaj mnie. będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. Uważaj. roznosi zapał młodości.Naprawdę nie wiem .rycerz postąpił krok.Mówię zaś słowa. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. Tailles. Tailles szarpnął się wściekle. aby tak miało być. Falwick. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. . bym nauczyła cię manier! .władczym głosem. które są wolą księcia. lamowany mosiądzem napierśnik. któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo.Nie waż się grozić mi twymi czarami. ten starszy. ścisnął. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała. . -Zniż ton. dobrze . . W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna. że . by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. zasrany smarkaczu. i żal mi twojej matki. . Odbierałam twój poród.Ciszej . Geralt z Rivii jest moim gościem.Wygląda na to.Dobrze już. kapłanko! Nasi żołnierze. demonstrując w całej okazałości żłobkowany. którego. Może pękną ci płuca. pana tych włości! Wiedz. jak widzę. Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku.. po czym odrzucił płaszcz na ramię. Oni wiedzą o tym bardzo dobrze.

Trzy dni. Nenneke. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa. zanim Falwick zdążył . Nie.Nie widzę powodu. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward.Panie Falwick . też niespecjalnie na tym zależy. . nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj. panowie! .Posłuchajcie głosu rozsądku.Czcigodna Nenneke. mój senior.odezwał się cicho wiedźmin. Nenneke. że Falwick łże jak pies.powiedziała kapłanka. . Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. . że nie prosisz .uniósł głowę Falwick. milcz. Wiedźmin zrozumiał i był pewien.Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno.. jak sądzę. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić. panie hrabio. Mówił logicznie. ale książę Hereward. aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . . Książę wie. przyjmować zleceń i zamówień. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta.Dość tej dyskusji . nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. Nie chcę kłopotów. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy. Ale Geralt wiedział. ale jako osoba prywatna.Tu jest świątynia Melitele! A ja.przerwała kapłanka. druidzi wręcz grożą. czy też uważa się za osobę prywatną. Nieważnym jest. główna kapłanka Melitele.I słusznie. . za kilka dni. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. Zaręczam też. Nie proszę o więcej. Rycerz odwrócił się do Nenneke. a i wam. Nie jestem tu jako wiedźmin. czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. . . proszę o wybaczenie. ale Falwick i jemu podobni.opuszczę te okolice rychło. nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. I tak czas mi w drogę.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . Mówił spokojnie i grzecznie.. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę.kapłanka zerwała się z fotela. proszę. . ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. czy Geralt z Rivii poluje na potwory. znanego jako Rzeźnik z Blaviken. Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni.Tu nie jest Ellander! .

Nie myślę słuchać. Powtórzcie to Herewardowi.powiedział Geralt.Coś ci upadło. uśmiechając się paskudnie. dodając. bo taka jest moja zachcianka. -Podnieś to zatem. smarkaczu . ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. Falwick. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci. koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja. tu jest świątynia. Mówisz do kobiety. Nie. Zresztą.Panie Falwick . . Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia. zabierz stąd tego durnia.. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. nie przestając się uśmiechać. aby zostać takowym. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. bo taka jest jego zachcianka. szlachetnej Ermel-li. a głos załamał mu się w falset.Słuchaj no.Dosyć! . powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. Wynoście się stąd. odmieńcze! -wrzasnął. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki.. A potem wybiję nim drzwi.rzekła spokojnie Nenneke. . Co prawda. . . . Wiesz. napiszę do niego osobisty list. . chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. nie Herewardowi.przerwał Geralt. co masz powtórzyć Herewardowi. Pohamuj rozlatany języczek. . bo skończy się to nieszczęściem. synku .krzyknął cienko Tailles. rycerz Białej Róży. niechaj lepiej uspokoi swego diuka. tu nie wolno śmiecić. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. A ja. . .Słyszeliście.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią. Powtórzcie to jego małżonce.Jeśli on wyciągnie miecz. mam nadzieję? Falwick. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. której należy się szacunek. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. kapłanka Wielkiej Melitele.zareagować.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . Traficie do wyjścia sami.

Cała nieprzyjemność po mojej stronie. Wiedźmin nie uśmiechnął się. Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz. .To nie była nasza ostatnia wizyta. chrzęszcząc zbroją.powiedział. . Wrócimy tu.Tego się właśnie obawiałam .ukłonił się. czcigodna Nenneke . .odrzekła zimno kapłanka. . Potem spojrzał w oczy wiedźmina.

Ge-rałt zeskoczył z siodła.bełkotał wieśniak.Nie wolno. falujący w podnieceniu.. Na wszystkich bogów! To ty. zezując na gęś . Pręgowaty kocur. Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. . truchtał objuczony osioł. Geralt przyspieszył.. łapówki biorę? Nie . Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. położył uszy.Mówili . drgnął. łachudro? Geralt wszedł. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku.Zabieraj to. Przed wójtem. Za nim. poprawił miecz na plecach. bo inakszy. uniósł okrągłą głowę.ze trzeba dać cosik wielmożnemu.MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. syn rybaka Trigli. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani.wrzasnął wójt. uwiązany do łęku siodła. z której wiało bryzą. pełno było wozów.. Wiedźmin jechał powoli. Trzyletni Dragomir. podrygującą w rytmie truchtu osła. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła. chamie! Ogłuchłeś? . poczerwieniałym z gniewu. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci. wpatrzonej w kościstą. . Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. zwracając się do chłopa: . Przed domem wójta. jak zwykle. mówię! Nie wolno. smołą i wolim moczem. rozwrzeszczał się. .Czego. wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca. parsknął i czmychnął w pokrzywy. który na progu chałupy robił co mógł. .I znowu. co chwila mocno napinając postronek.Kto? Ze ja niby co. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. szponiastą łapę wystającą spod derki.. wyciągając szyję. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. małym i pękatym. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę.Kto mówił? .

Wójt. U nas zamieszanie. I masz. . Geralt. panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę. . do domów. obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt. Nie mam funduszy. . . pociągnął nosem. powiadam! Won. na szkliste oko z pionową źrenicą. Muchy się zlatują.Gdzie. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? . Najpierw wyjdźmy. Fakt. Ale nikt. Geralt. Skąd przybywasz? A. .Na wszystkich bogów..Kikimora. Caldemeyn.Nie było cię tu chyba ze dwa lata. Hej. Geralt odrzucił derkę. pod samym bokiem jakaś kociozmora. Hej. Na mokradłach.. Bo zapłacić. Tłum ochnął i cofnął się. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca. ..A taka to była spokojna okolica. Geralt. Caldemeyn szeroko otworzył usta.. że coś takiego siedzi w słonych bagnach. Dzieci. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy.wójt stłumił beknięcie. Wypada. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to.powiedział ponuro. . psia rzyć. siadaj. opowiadaj! .Witaj. klepnął go w ramię drugą ręką. kilka osób przepadło w tamtej okolicy. tam musieli ginąć ludzie.Na grobli. ale. co za różnica skąd. Co tam u ciebie. na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. ściskając dłoń wiedźmina. Geralt! Co to jest? .Ano. że muszę ci podziękować. Skąd to. ze cztery mile przed miasteczkiem. patrząc na pają-kowaty.Potem.Nikt nawet nie przypuszczał.Nagrody nie ma . ludkowie. Caldemeyn. Geralt. bo jutro jarmark. Mało kto łaził po tej grobli. przynieś tam który piwa! Siadaj.. wydymając policzki. nie odejmując od ust.. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. Kto mógł przypuścić..pozwalam. Caldemeyn. to ja ci za nią nie zapłacę.. .Zapomniałem ..Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. powiadam! Witaj.. zgadza się. . . . Nie ma za nią jakiejś nagrody. Westchnął ciężko.

Długo zabawisz w Blaviken? . Przydałoby mi się trochę grosza.. nie rób przy niej tego. ..rzekł Caldemeyn...Nie.Może nim topić to ohydztwo.. czy zdążę. .Wybieram się do Yspaden. . Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć.Potrzebna ci do czegoś? .Chętnie.. . . podczas kolacji.W moim domu baby nie mają głosu. Kiki. Hej tam. co w szerokim świecie słychać. możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. A nuż mu się do czegoś przygodzi.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi. Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu. tych złodziei. opowiesz. .. że to będzie zabawne. a ta. .Myślałem. między nami.. z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę. że nie przepada za mną. .No? . chociaż było ciemno. że rzuciłem widelcem w szczura? . . co ostatnim razem. Pogadamy. . .Pomysł nie jest zły.. . że trafiłeś.Pech. Ale. Nie mam czasu się zabawiać. Panie wójcie. do czego? Jeśli nie ma nagrody.wiedźmin łyknął z garnca. otarł usta z piany.Nosikamyk .Czego? .Weź kogoś do pomocy. aby przezimować . Idzie zima. jak jej tam.Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu. . nim śniegi zawalą drogi.. .Było. Ale. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy.Idzie ci o to. Borg. ale nie wiem. Karelka. wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce... Idzie mi o to. Słuchaj.. Zrozumiałeś? . Ale nie rób tego przy Libusze.Wedle rozkazu.Krótko. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę.Kikimora. . .Ciekawe.

. Rybacy znoszą mu różne dziworyby. My. . Idziemy? . Możny mag. wiedźmini. z samego wyglądu poznasz. widzę . ośmionogi. Chodź. nie kochamy się z czarodziejami. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. Nosikamyk. .Idziemy. zwieńczona zębatymi blankami. Na bagnach może być więcej takich kikimorów. . Czy zapłaci.Nigdy nie słyszałem. Geralt.Czarami. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce.Wątpię. . Geralt. Ale odludek. przejdziemy się do wieży.rzekł Geralt.Na stałe. .Odnowił. czy możny mag zapłaci za kikimorę . Caldemeyn.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią. Mistrz Irion.O ile wiem. . może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę. Z wieży prawie nie wychodzi.skrzywił się Geralt. Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. żeby Mistrz Irion komuś urągał. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek. Caldemeyn. niejeden na tym zarobił. Nosikamyk. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. mruk.Porządny. zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem. głównie.Czarami czy zapędził was do roboty? . ale spróbować nie zawadzi. Cóż. przedstawiała się imponująco. Mieszka w Blaviken od roku.Punkt dla ciebie. klabatry czy ker-guleny. Ludziom pomaga.Niegłupiś. . obeznany widać z działaniem . .Jaki on jest. Wiedźmin pomyślał przez chwilę. ten wasz Irion? . nie przysięgnę. nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. Gdzie moja czapka? II Wieża.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . Słuchaj.

skupiony i poważny. wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą. Wybaczcie.Nie jestem dobrym człowiekiem . odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj. Zobaczymy się później. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. to jest kikimo-ra. co kazałem. Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski.Jestem wiedźminem. wójcie. by mógł się przecisnąć. Tak. .powiedziała kołatka zupełnie innym głosem.Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. Odejdźcie. Caldemeyn.Pal ją licho. tyle. Tylko z tobą. Caldemeyn podreptał w miejscu. zbliżył się. Nosikamyk. . Mistrzu Irionie ... wyjmij palec z nosa i zrób. Nosikamyk.Geralt .Bywaj.Ty odjedziesz. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! . I co z tego. Geralt. ze to naprawdę ja? . dłubał w nosie.Co z kikimorą? .Sam. . . tchnął obłoczkiem pary. . . takoż ze sprawą. Wiedźmin wzruszył ramionami. odchrząknął i wyrecytował: .rzekła kołatka. To.. Geralt. .Mistrz Irion nie przyjmuje.Wedle rozkazu. spojrzał na Geralta.rzekł cicho wójt.Podejdź blisko do drzwi . Nosikamyk. dobrzy ludzie. . pod same drzwi. Wpuszczę cię. jeśli taka jego wola.przerwał głośno Geralt. .Tracę cierpliwość.Geralt. .Mistrz Irion nie przyjmuje . Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy. . Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii. które uchyliły się bardzo niewiele. Chcę z tobą rozmawiać. na ośle.machnął ręką Caldemeyn. ..Odejdźcie. . Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową.Idziemy.powtórzyła metalicznie kołatka.mechanizmu. . nie musi mnie przyjmować. a ja tu będę musiał. pykając obłoczkiem pary. . to naprawdę ja. .Zaraz . dobrzy. po czym natychmiast zatrzasnęły się.Co mi tam. którą zabiłem bardzo blisko miasteczka. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho.

siwe. pszczoła może cię użądlić.pozostawiając go w zupełnym mroku. Dostrzegł po lewej ruch. maleńki i skromny.odpowiedział głos.Jestem przed domem. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę. chodźże. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. niosąc koszyk pełen jabłek.. błękitnym łańcuchem górskim. krzaczaste brwi i długi. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje.No.Nareszcie. obejrzał się. zakrzywiony nos. nierządnice wyglądające jak królewny. Domek pośród sadu. Stregobor faktycznie był czarodziejem. iluzja pierwszej klasy. . . Był wysoki. tonął w malwach. Witaj. Sad kwitł biało i różowo. . Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził.Może później. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. mój kochany. Wszedł w sad pomiędzy drzewa.zawołał. wiedźminie.możesz. Kwiaty pachną. Wrażenie było tak niespodziewane.czarodziej wskazał na blondynkę . przy stoliku z blatem z białego marmuru. uśmiechnęła. .Hej! . spinający korony drzew z dalekim. obróciła i wróciła do sadu.spytał Geralt. zgarbiony. A Stregobor zawsze wyglądał tak.. dziwnie znajomy. szła wzdłuż rzędu krzewów. pachniał deszczem. jabłka możesz jeść. Geralt . zupełnie naga. .zdziwił się Geralt. Jak wszystko tutaj. . .Też. że stoi po kolana w macierzance. nie kryjąc złości. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką.Już .To też iluzja? . . chudy. szukając oparcia. Jasnowłosa dziewczyna. patrząc na kołysanie. Co dziwniejsze. Ale to jest. Nie znalazł. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. a ją .odezwał się głos. rajców wyglądających jak proszalne dziady. miał wielkie. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy. .Stregobor! . Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy. Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami. kołysząc biodrami. .

Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . . . To ostatnie miejsce.Tak nazywał się twórca tej wieży. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony. poza iluzjami.Aha . zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic.Przeznaczenie ma wiele twarzy. W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach.. . Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro. Czasem sztorm uciszę. najdalej pojutrze. Stregobor . To znaczy . Nie możesz mówić normalnie? . Uznałem. .Słusznie. .Taki jest świat. w którym mogłem się ciebie spodziewać. Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą. W pałacach dźgają się sztyletami. w podobnej wieży. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy. Wiedziałeś? .powiedział Geralt. O ile mnie pamięć nie myli. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy. Robię tu za rezydenta. zmarło mu się coś ze dwieście lat temu.. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? .Bredzisz. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. to pogoda.rzekł beznamiętnie wiedźmin. dawniej mieszkałeś w Kovirze. czasem wywołam.westchnął czarnoksiężnik.Wiele się zmieniło od tamtych czasów. . to mogę. Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem. siny od . .Jeśli cię to ma uszczęśliwić. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie.Jak mi się zdaje. która chce mnie zamordować. . I pomyśleć. że należy jakoś go uczcić.można było żyć.Nic się nie zmieniłeś. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. Chyba że wiedziałeś o mnie. które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować.Mogę .Nie wiedziałem. Co tu robisz. zajmując jego siedlisko. . moja specjalność.skrzywił się Geralt. Można żyć.Teraz rozumiem. w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom. . Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. Wiele się widzi podróżując.dodał ponuro . Geralt? Nadal trudnisz się -.Stregobor . Ucieczka nie zdała się na nic. inaczej nie przyszedłbyś tutaj.. odnalazła mnie. a jak wiesz. . Dotarłem aż tutaj.Chociażby twoje miano.

powiedz mu. . który rozpętał hecę. Liczyłem na twoją pomoc.W dodatku grożąca mnie . słyszałem.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . ścierwojadem. nawet królewskich. magiku. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny. bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. . by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. która terroryzowała okolicę. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya. które krwią wypełnią doliny rzek". Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. jeżeli dobrze pamiętam. Zaiste. Powiadasz. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. Tak wszakże nazywał się mag. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. Miały być jakoby opętane przez demony. ściga cię potwór. . powiadasz.Nie nadymaj się jak żaba.powtórzył z przekąsem Stregobor. odcyfrował napisy na menhirach Dauków. że ty lubisz potwory. Czego się boisz. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć.A ja miałem cię za przyjaciela. .trucizny.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. chronisz je i dbasz. co ci grozi.Nasze ostatnie spotkanie . Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości. przeklęte. skażone przez Czarne Słońce. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. A teraz. Mów. bezmyślną maszyną do mordowania i. zbadał legendy i podania boboła-ków.A jakże. W rezultacie Idi nie dość. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. . a że miał popsutą klepsydrę. Zobaczymy. który wcale nie był obłąkany. Stregobor? Jeśli cię dopadnie. Przyzwyczaiłem się. liczysz na moją pomoc. co się da zrobić.rzekł Geralt . Geralt zaśmiał się.Eltłbald. . i zagładę rasy ludzkiej. że nie zapłacił mi ani szeląga. i to w dodatku grożąca tobie? . ledwo zdążyłem. na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. okaże się strasznym niewdzięcznikiem.

a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci.Cóż sprawia. Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. Serce o sześciu komorach. zamieszać w dynastiach.powiedział czarodziej. Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu. ile mutantów zabiłem.powiedział wiedźmin. nie dawało się jednoznacznie określić.Zastosowano wyższą magię. jak również kapłańską. Naszą. w różnych . . zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. aby umocnić waszą władzę. A co uczyniliście wy. to. . ale jednak. mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. pogardzany przez was wiedźmin. Ludzi o dodatkowych stawach. ile z nich odczarowałem. Wewnętrzne organy przemieszane.. powiadasz . gwałtownych wybuchów gniewu. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu. Dwie praktycznie w atrofii. Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami. sinoróżowymi strzępkami. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. do interpretacji przepowiedni. . słowem. niektórych w ogóle brak.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . dlaczego nie ciekawi cię. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach.Geralt. By rozbić sojusze. . . Co ty na to? .Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego. agresji. a także wybujały temperament. . co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia.Widziałeś różne mutacje. . o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. Wiadomo powszechnie. popsuć koligacje.A w dodatku nie do rymu.Co ty mi tu pleciesz? Pytasz.Brednia . .uniósł głowę czarnoksiężnik. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. potężni czarnoksiężnicy? . Jakaś czerwona gąbka. ludzi z wilczymi kłami.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. których powstydziłby się dziad na jarmarku.Byłem przy sekcji jednej z nich .Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony. wyzwoliłem od klątwy? Ja. .zadrwił Geralt. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach.

Nie zapominaj. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. . .Będę szczery. chociaż nie powinienem. sukinsyny. Nie patrz tak na mnie. Silvena. . i to więcej niż jeden raz. Większość. na szczęście. Fial-ka.rzekł cierpko czarodziej. .Kłamstwo. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi.O ile wiem. naście. . Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. zwłaszcza tych młodszych. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia.. .Niech ci będzie . Mówiono. że bez waszej pomocy się nie obeszło. odmawiały jedzenia.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia. pani na Naroku.parsknął wiedźmin. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z . że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? . bo przejęła władzę bardzo szybko.. . że były i dalsze trupy. . żeby prędko przyszedł taki dzień . we własnym interesie. zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. A więc mamy już pierwsze trupy. Rozumiem. Stregobor..Tak twierdzicie wy. nie o dziewczynkach. Nie masz ich więcej? .świątyniach. zadarłszy nosy do góry.. Jedną wiwisekcjonowano. Co ciekawe. Usunęliśmy kilka.To świadczy źle o was. poskręcała karki.Wasze słynne wieże . Wszystkie sekcjonowano. kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć.I wy. że tylko te sekcjonowano? . Kolejny dowód mutacji. Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy. To był jednak kolejny błąd. uwięzione w wieżach szybko marły. to mniej przekonywający.. Wśród królewiczów. . Jeśli już o tym mowa. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. co to niewiele mieli do roboty. Pomyliliśmy się. .Nie tylko. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek.Nie sądzę. Dlatego też zaprzestaliśmy je. wiesz dobrze. przyjdzie dzień. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło.Co dowód..Mam. usuwać.Nasze wieże. nie będziesz chyba twierdził. ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. magicy. a jeszcze mniej do stracenia. Ich selekcja była nader trudna. córka Eyermira. zaczęliśmy izolować. ponad wasz nimb nieomylności.

jak to określiłeś. . choć zawile. Wróćmy do potwora. . który jakoby ci zagraża. była Aridea.rzekł wiedźmin. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności. Stregobor. napadach gniewu. że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem. mądra.przerwał Geralt.Posłuchaj. Są i inne przykłady. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka.Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . wykształcona kobieta. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Zwierciadło Nehaleni. A zatem. Geralt. . ma skrofuły. Ale wysłucham cię do końca.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? . . Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła. jaki zrobiłeś.Mylisz się. ani tym bardziej do tego. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą. bądź świadom. Po wstępie. . Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. Ech. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych.. nie ma ani jednego zęba. . . przepowiadają przyszłość. Teraz oślepiony siedzi w lochu. Żoną Fredefal-ka.. Aridea postarała się. Arideę bardziej interesowały losy kraju. że historia mi się nie podoba.Tego nie mogę obiecać. byłoby pięknie. Są i ślady wybujałego temperamentu.Cóż .Ze zwyczajowym pytaniem. jak sądzę ..warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. na przykład. historia zaczęła się w Creyden.Pewno że są . Jak wiesz. małym księstewku na północy. . Nie przekonasz mnie do swoich racji. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom. a nie uśnie. .Ani myślę.. . księcia Creyden.tym dłużej to będzie trwało.W Jamurlaku. bo bezbłędnie. Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. panuje staruszek Abrad.

Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków. . Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. otruła Arideę. bo Fredefalk świata poza córką nie widział.Ja byłeiri za tym. kto ukręciłby jej szyję. a Rada wysłała do Creyden mnie. była niegłupią kobietą. że mała była mutantem. ale żaden nie wrócił. . że mi go żal .i zapewne nie przepadała za pasierbicą. mała była już dość sławna. zapewne wtedy. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać.ale po małej ślad zaginął. by się dowiedzieć. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. Powszechnie nazywano ją Dzierzbą.aby wiadomość o tym dotarła do Rady. których przekonała. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców.przerwał znowu Geralt .mruknął Geralt . Mieczem nauczyła się robić tak. łowczym. Nie miał na sobie spodni. uniósł oczy ku niebu.Jeżeli sądzisz. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. Wolała. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. że to Renfri. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. po to tylko. Aridea. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy..ciągnął Stregobor . Potem zaś trudno było znaleźć chętnych.to jesteś w błędzie. I tobie przy okazji też. Nie muszę dodawać. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. Poszedłem z tym do Aridei. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. ale ja sądzę. że to sam Fredefalk. by ją tylko izolować. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. Wytropiła małą. większość potwierdziła. przez ucho. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. ale księżna zadecydowała inaczej. Mówiłem. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. . który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. Dalszego ciągu się domyślam..Tak się nazywała. Powszechnie uważano. Znaleźliśmy go później w zaroślach. Książę Fredefalk krótko po . Wezwany. jak mówiłem. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem. . Stregobor westchnął. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. że ktoś otruł Arideę.Renfri? . .Urządziliśmy obławę . przybyłem potajemnie do Creyden. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki.Jasne . na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo.

Ona jedna. Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili. jak to robi. Spuścił synowi lanie. stary rozbójnik. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. Przeżyła tylko Dzierzba. dość. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. że nazajutrz tenże najstarszy syn. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów.Znaczy się. To musi być cecha jej mutacji. do pierwszego przewrotu pałacowego. Ale wówczas ja już byłem w okolicy. Faworytą długo nie była. gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. że porznęli się nożami. Tym razem uciekłem do Angrenu. spartaczyłem.Nie ja. Mówię: "małej". asystował mu starszy syn. . ślady zacieram dobrze. Znalazła mnie znowu. Mówię ci. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. Ale masz rację.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu.W tym czasie . jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. I była nieźle wyrośnięta. że nie zapomniała o mnie. jest niebrzydka.Kwestia gustu. . Wnet okazało się. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem. .Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. . jaką odegrałem wtedy w Creyden. ale i tam mnie odnalazła. sześć łokci na dziewięć. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. . Nie wiem. Jakoś tak wyszło. odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. Nie moja specjalność. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. Gdy zapadła w letarg.To było do odczarowania. nie wiem. . a miała już wtedy siedemnaście lat. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. Jego błąd polegał na tym. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. Jego ojciec. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. szumnie mówiąc. już sierota i pozbawiony rodzeństwa. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. Geralt. okazał więcej rozsądku. To też musiała być robota małej. panował w owym królestwie. .Partacka robota .skomentował Geralt.

jestem tu zupełnie bezpieczny.Co masz na myśli? . chcę. która postępuje. chroni cię miejscowe prawo. . W granicach rozsądku. gdzie mógłbym się ukryć.czarodziej uniósł różdżkę. Tak.sumienia? . Jesteś miejscowym czarodziejem. . Zabijesz ją. Geralt. to znak. do straży miejskiej. Wiedźmin uniósł brwi. . Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą. Zabij ją. . na wójta i na jego pomoc! . . Miałem spokój przez rok. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. a Dzierzba dla przyjemności. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją.Nie. prowadzi bandę.Ona nie jest człowiekiem. .Napluć mi na prawo. zgoda. nie może być przypadkiem. byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt. ja się do tego mieszał nie będę. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. ale znowu mnie wytropiła. że uodporniła się na magię. że szykuje coś poważnego. urzeklętym odmieńcem. mutantem. . .Jest. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę. To przeznaczenie. Widziałem ją w krysztale .Tak.Za pieniądze zabijam potwory. nie mam zamiaru siedzieć tu do końca .Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . . ja nie mam już dokąd uciekać. .Już ci mówiłem. Dzierzba jest gorsza od kikimory. Nie potrzebuję obrony. Stregobor. w Blayiken. a ja zapłacę ci każdą sumę. To. na Łukomorzu. Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj. . Jest właśnie potworem.Zbirem nie jesteś. Bestie zagrażające ludziom. Ale co mi z tego.Nie jest sama. Okazało się jednak.To nie jest możliwe. Kikimora zabija z głodu. Nie ludzi. Przywnozłeś tu kikimorę. rozumie się. Zwróć się do wójta.wybuchnął Stregobor. nie znam miejsca.Nie jestem najemnym zbirem. jakiej zażądasz.To chyba oczywiste. Nie miałem takowych.

Nie jestem świątobliwym pustelnikiem. ale wiedźmin wiedział. proporcje są umowne a granice zatarte. Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych.kiedy słuchaliśmy Eltibalda. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. . . Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. te ostatnie malowniczo i w szczegółach.swoich dni.rzekł poważnie wiedźmin wstając. Poczuł głód. Stregobor.Nie. Wiesz co.Może . . miejscowi i przyjezdni. . Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. . zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. przechylając się przez kontuar. Czas na mnie.rzekł Caldemeyn do karczmarza.Zło to zło.Geralt . . wielu z nas miało wątpliwości.powiedział czarodziej. póki żyje. wszystko jedno. jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu.One siedziały.Mniejsze. Woźnice i rybacy pili tak. Czarnoksiężnik milczał. III W "Złotym Dworze".Wytęż pamięć. magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. było ludno i gwarno. większe. Geralt. . odwagę kapitanów i wdzięki syren. Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. Stregoborze . Setniku .Sześciu chłopa i dziewucha.powiedział Stregobor . Dzierzba nie zrezygnuje. nie samo dobro czyniłem w życiu. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. średnie.Proszę cię. potężniejszym czarodziejom. Goście. wiem to. by być słyszanym poprzez harmider. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? . . . Zobaczymy się jutro. to wolę nie wybierać wcale. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. że w Blaviken już zmierzcha. .Jeżeli zdążysz. równocześnie zniechęcając nie mających. trzeba było przewidzieć konsekwencje.

jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. . . sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami. o kogo mi chodzi.Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. Vyr. . nasadę nosa i prawy policzek. .powiedział wreszcie. . Ale uważaj. przynajmniej na razie. bracie? Kto to jest Dzierzba? . Tej.Może i dobrze. Piosenka żeglarzy. novigradzką modą.Wiesz dobrze.wrzasnął ten. wobec nich wszystkich.Znasz go. a wszyscy przy mieczach. który dostrzegł go pierwszy.kiwnął głową wójt. Nohorn? .We mniejszym alkierzu. nie chcę tu awantury.Ano .Z kim. . nie było wśród nich. łysawy.Spokój.powiedział człowiek z blizną. w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób. wójcie . Siadaj. Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło. opierając łokcie na stole. .powiedział Geralt.Prawili. . Widziałem ich na rogatkach. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn. . Nimir .Tu.powiedział człowiek z blizną. nawet dziewka. . . że na jarmark przyjechali.Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. sztywną i lepką od brudu. Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach.Pójdę sam . .Będę uważał. Przyprowadzę ją tutaj. chcesz się widzieć.Co to za jeden? .Czego? . . przepasany na krzyż pasami.czarno odziani w skórę nabijaną srebrem. .Chcę się widzieć z Dzierzbą.spytał półnagi osiłek. Złotem płacili. jak rzekliście. której się spodziewał. wycierając kufel w pasiasty fartuch. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach. spocony. Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza.zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący . . z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew.To jakiś albinos . zmierzała do wielkiego finału. . mówisz. Czarno. odziani.Nie znam .

powiedział Nohorn.Nie .spytał ten goły.Słuchaj no. .zazgrzytał Tavik. warkoczem.On chce się widzieć z Renfri. . Przywiózł jakiegoś smoka na handel. wybryk natury.rzekł spokojnie wiedźmin. Mówiłem.Kuglarz za garść srebrników. bracie. to nie. .zarechotał goły do pasa.powiedział półelf. A w jakimże to celu. . brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. . Nie skorzystasz. wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa.Najemny czarownik .Już wiem. Piętnastka . Delikatne rysy. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz.Nie można. gdzie go widziałeś. bracie.Nohom rozejrzał się po komr panach. wiedźmin? . Tavik? .Nie lubimy czarowników . Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków. można wiedzieć? . mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu.powiedział nagle ten z. . . to wyniesie cię obsługa. Na razie. . Z Renfri.Przed domem wójta. . .rzekł Nohorn. wybryk natury.Co tam mamlesz. Piętnastka. mutant. bracie.Nieważne. Obraza praw ludzkich i boskich. . chłopcy? .Tobie nie mam nic do powiedzenia. Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi. No. Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór. . jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. gdzie go widziałem! .powiedział krępy.Co to takiego jest. . . Ludzie gadali. że to wiedźmin.Słyszeliście.Powiedział. wyzwiesz? . nie odrywając od Geralta .obok Nohoma. .Spokój.Ja go już gdzieś widziałem . Chcę się widzieć z Dzierzbą. ci zaś postąpili krok do przodu.Albinos. mów. Takich powinno się palić. Masz okazję sam się wynieść.Hę? Civril? . że nie. co masz do powiedzenia i wynoś się. Civril przed chwilą strasznie cię obraził. Tavik . takie skrzyżowanie pająka z krokodylem. . .A mnie.Wiem .

. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem.Że też ziemia nosi takich jak ty. Nohorn i Tavik zerwali się.Coś mi się zdaje. Kto was płodzi. .Co on mówił o matce Civrila? . Nohorn.Jeszcze krok. splunął i postąpił krok do przodu. jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka. . to świętość! Piętnastka wstał ochoczo.Twoja matka. Civril. Że się puszczała. nie przestając się uśmiechać. wygląda na miecz. . że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty.Więcej tolerancji.No.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę. . dziwolągi? . Piętnastka. . a wiadomo. taka jej mać. co masz na grzbiecie. . unosząc pięści. że cię stąd wyniosą.Coś strasznie obrzydliwego. Wiedźmin nie zareagował. . Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny.to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. To. Geralt położył dłoń na rękojeści miecza.Uważaj .uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. . . czy jakoś tak. jak widzę. że oni trzymają się razem. . łapiąc za miecze.zmrużonych ślepi.odpowiedział półelf.Ciągnie swój do swego . Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi.Zasrany tchórz . bracie. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach.parsknął Tavik.powiedział Nohom .powiedział. Piętnastka zbliżył się. niż myśleliśmy. Hej. Milczący bliźniacy dobyli .Możliwe . którego uwadze to nie uszło. odpiął miecz. a będziesz szukał swojej ręki na podłodze. czy wypada słuchać.Jeżeli masz jakieś wątpliwości . Mówiłem.rzekł spokojnie Geralt. Tu ich jest więcej niż jeden. opierając podbródek na splecionych dłoniach. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie.ciągnął 'monotonnie Nohorn. jak zrozumiałem. . Zróbcie miejsce. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie. zaśmiał się gromko. jeśli łaska . takiej obrazy nie możesz puścić płazem. cisnął na stół. Wypiął pierś. .

Co tu się wyrabia.Nie lubimy czarowników . rozległ się cichy. On pewnie także chce ze mną . Coś. . U lewego boku miała miecz. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. Natychmiast. Renfri .Niech cię.z lewej strony sięgała łydki. Piętnastka cofnął się. paskudny chichot. Natychmiast. z którym tu przyszedłeś.warknął Tavik.No to co? . Jutro jest dzień targowy. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach.. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark. W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego.wykrztusił mieszaniec. Stała opierając się jedną ręką o drzwi. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. I bez awantur. jaka zapadła. Nie poruszył się jedynie Civril.To czarownik! .przerwała ciszę Renfri.Zaniemówiliście? . asymetryczna .No. białowłosy . Jej spódnica była nierówna.Wyjdźmy do większej izby.Ważne. . .. Civril przestał się śmiać. Prawie dorównywała mu wzrostem. Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. śmiał się.To wiedźmin . Civril. dołączmy do wójta. Nie chcecie chyba.Spokojnie. . rżeniem koni i zapachem krwi. . . nieco poniżej uszu.Chce ze mną porozmawiać. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia. .No to co? . wyciem mordowanych.zahuczał Piętnastka. to nie zbrodnia.bąknął Nohom. . .Chciał rozmawiać z tobą. wydarzenie! . w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem. psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. Wy bawcie się dalej.Zamknij się.powiedziała dziewczyna. wciąż rozwalony niedbale na ławie. Geralt nie zdziwił się. Civril. chłopcy . u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy.swoich jednakowymi ruchami. . .

"Do moich komesów. Caldemeyn. Caldemeyn wziął pergamin. wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. król. potem bez słowa podał go Geraltowi. kto by jej wstrenty czynił. prę. . księżniczka creydeńska. Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić. wyprostował się. Jak to się nazywa.Prewencyjnie..Właśnie. Postawił ją Audoen. Pojęliście. . I co z tego? . . I więcej nie mówcie do mnie: "panienko".. pani ." "Wstręty" pisze się inaczej. wasali i poddanych wolnych .. Klnę się na wszystkich bogów. również niezbyt grzecznym tonem.Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii.A to. wójcie.powiedziała Renfri. że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią.. . co was sprowadza do Blaviken. . jeśliście gramotni. . Nie będziecie mnie. .wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem.spytała cicho Renfri.Caldemeyn wyglądał. splótł ręce na piersi. Audoen. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam. jak się to pisze. czytał długo. Żadnego prawa nie naruszyłam. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są. Na razie..Wszem i wobec oznajmiam. . nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. jakby chciał splunąć . Geralt.rzekł twardo. Niezależnie od tego. Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. wsadzać do jamy.Bo jest autentyczna .przeczytał wiedźmin na głos. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie.Przeczytajcie to sobie. mości wójcie. tegdy gniew nasz ściągnie na siebie. panienko.Może. Ani mówić do mnie: "panienko".Słuchajcie. Chodź. albo was wsadzę do jamy. jako Renfri. . Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. skutek może być dla was opłakany. wasz miłościwy pan. Geralt? . . czekający przy kontuarze. .Jeśli je naruszysz choćby na piędź .rozmawiać. za zwykłego zbója bywa uważany. wyrywając mu pergamin. A to jeszcze. Ale pieczęć wygląda na autentyczną.

Wyjął sztylet z cholewy. powoli zamknął za sobą drzwi. wiedźminie .Nie.powiedziała. . . a właściwie zanim Stregobor umrze.To upraszcza sprawę. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. białowłosy wiedźmin. że ja widzę inne możliwości.rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła. . W izbie było ciemno.Jeśli. . przygniótł go do pościeli. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. . wetknął go z tyłu za pas.Nie spóźnię się. Nie lubię tego. Stregobor to twój przyjaciel? . Libusze czeka. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. Oczy Renfri zwęziły się.. umrze jeszcze kilka osób.Nie spóźnij się na kolację . ospale. ale cóż. zanim jeszcze zbliżył się do drzwi. . gdyby umarł tylko on.Nie zanadto. to skromnie powiedziane.Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . Nie widzę innej możliwości.Żeby mnie nastraszyć.Nie nazywaj mnie Dzierzbą. Ładna chociaż ta Libusze? . trzeba czegoś więcej niż słowa. Zdmuchnął kaganek.Nie. Rzecz w tym. którym przyświecał sobie na schodach. Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. Geralt oparł się o kontuar. Dzierzbo. .Stregobor jutro umrze .Kilka. Przekroczył próg rozmyślnie wolno. odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy.Byłoby mniejszym złem. . Libusze czeka. wiedźminie. .rzekła cicho. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu.To wszystko. lewe .Słyszałam o tobie .Jesteś Geralt z Rivii. . Ale teraz już idź. Nie dla wiedźmina. Nacisnął klamkę. . Geralt wiedział o tym. W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem.Z tobą. Warto by to obgadać. . co miałaś mi do powiedzenia? .jeszcze słowo.

poderwała głowę. . .rzekł Geralt zimno. .Może przejdziemy do rzeczy? .Tyle że nie wiem.Jakiś ty niedomyślny. nie pomoże ci twój list . jeśli łaska. . Dzierzbo. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. Druga: zostaniemy w tej pozycji. poprawiła włosy i spódnicę. . Słuchaj. szczupła. .Zaraz. Coś było nie tak. Twoje zdrowie. w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? .To ty . że tak prędko będziemy oboje w łóżku.Doceniam . Czy dowiem się nareszcie. wiedźminie.przedramię wraził mu pod brodę.zaśmiała się. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki. . Nie wydobył go. wstała. .W takim razie dobrze. Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość. . łaziłam po dachach jak kocica w marcu. wysoka. sięgnął po sztylet. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. co może dać taka rozmowa. Podeszła do stołu.odezwała się stłumionym głosem.Liczyłam się z tym. Zabierz rękę z mojego gardła.powiedziała. Jeżeli to zrobisz. . psiakrew . ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! .Początek całkiem niezły .Ciszej. leżąc pod nim bez ruchu. żeby go dostać. . . musiałabyś ' go tam oblegać. wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach.powiedział Geralt. Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. ale nie sądziłam. usiadła. Geralt. Żeby to z tobą omówić. że przyniosłam . a lubię widzieć swojego rozmówcę. zwinna.Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł.To ja. Masz.Zapal świecę . Dziewczyna westchnęła.Nawzajem. .Ja nie widzę po ciemku jak ty. obudzisz cały dom. ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. Nie miała żadnej widocznej broni. .Masz tu coś do picia? .Jest prawie północ . pij. są dwie możliwości. .Nie. Sytuacja jest jasna.Nazywam się Renfri. Doceń to.

Audoen nie będzie cię chronił. Nie ma na świecie wojownika. . . jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży.że staniesz. Renfri. kto wie. Istnieją argumenty.Całe Blaviken. są dwie osoby. Wątpię jednak w jego skuteczność. wiedźminie. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. Spróbuję zgadnąć.powiedziała Renfri . znają się na swoim rzemiośle.I nie wątpię . . ukazując drapieżne białe zęby. mieszkam u wójta. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. który dałby radę siódemce z mieczami. na przykład.Na czym takie ultimatum polega? . które mogą temu zapobiec. Wójt. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. białowłosy. to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się. . Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum. białowłosy. . Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec. . Stregoborowi.Niech ci będzie.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci. istnieją propozycje nie do odrzucenia. . Ale. tridamskie ultimatum. przestańmy straszyć się nawzajem. Tego żaden człowiek nie dokona. . kiedy mówi o tobie. kto to taki. jeśli otwarcie złamiesz prawo. .Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego. Czy wyobrażasz sobie. co się stanie.Ćiekawam twej przenikliwości. . straż. Do takich należy.Moja słodka tajemnica.Kto wie.A czy ty. Tyle że pewnie sam. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie.Jedna . które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki. ale nie do tego stopnia. Ultimatum. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. Konkretnie.to sam Stregobor. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie.żelazny.Zamieniam się w słuch. których nie można odeprzeć. bo reszta pochowa się po piwnicach. wyobrażasz sobie. . musiałoby być naprawdę nieliche. jeśli wystąpi przeciwko mnie. a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. dzwonią zęby. którzy co krok potykają się o własne halabardy? .Renfri spoważniała .

kije i kopniaki. by mnie nie zabito. to się zobaczy. Miałam wszystko. co ja mówię. Zlitował się i puścił mnie.podjęła. by nie zdechnąć z głodu . przy samej skórze. Geralt spojrzał jej prosto w oczy..ja byłam księżniczką. bułanego kucyka. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty.Gówno tam. a może przedtem obie nogi. Zamilkła na chwilę. A potem był brud.Nie. Nie spuściła wzroku. bawiąc się medalionem.I to był koniec księżniczki . . w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu. Renfri. Wykażesz iście książęcą. Renfri. batyst bezpowrotnie utracił biel. Potem spoważniała. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec. o czym tylko zamarzyłam. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. Ty sama. Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. Lalki i dom dla nich. buciki. sukienki. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. sukinsyn. nie wiedząc. głód. Ale przedtem zgwałcił. nasyłali morderców. raczej obrzydliwie. Pięknie. Klejnoty i błyskotki. złote rybki w basenie.Sukienka podarła się. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę. czy mnie nazajutrz powieszą. . utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy.Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? . odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. nawet prosić nie potrzebowałam. Służbę na każde zawołanie. że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. ale w Creyden.ciągnęła. w porę zakrywając usta dłonią. Cieszy mnie. Majtki z batystu. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. Czy wiesz. nieprawdaż? . Kiedy złapałam wszy.Kradłam. . próbowali otruć.Zabijałam. . poradziłam. Rzucali uroki. . obrabował z kolczyków i złotego diademiku.Geralt . smród. .To ty. Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. I tak było aż do dnia. większy od tej twojej izby tutaj.powiedziała . . Nigdy już nie odrosły mi porządnie.

rzekła. . . których chronisz od Zła. Ciebie czarownik wpuści do wieży.To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri.Renfri . Mówiłam. gdy staniemy przeciw sobie. a wtedy go zabijesz. dopóki mogli.Jesteś wiedźmin. . znienacka. nie czyniąc najmniejszego wysiłku. zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem.Sporo o mnie wiesz. Nie wydaje ci się. która właśnie nalewała. że proponuję mniejsze zło.Nie jestem sędzią. że umiera.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? . ja sama stałam się myśliwym. maniak. które zaczną tu hulać. Jestem wiedźminem. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken.zgodziła się z uśmiechem.powiedział spokojnie Geralt. że wywrócę się na nice jak pończocha. Mówiłam. Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku.Waśnie. Możesz go zabić miłosiernie. . . . obrońca ludzi. że jej wcześniej nie dopadłam. potwór.Jesteś wiedźminem czy nie. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora. Dał mi emetyk. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija. po którym myślałam. jednym pchnięciem. Przywieź mi go na osiołku. według ciebie. .Nie jesteś . Geralt. by przykryć uda spódnicą. A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. a ja nie pożałuję złota. miałam dla niej ułożony specjalny program. A ja mu tego nie gwarantuję.. Wręcz przeciwnie. Umrze. nie wiedząc.Oho . Ale przeżyłam. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. Stregobor to okrutnik. Później przestali móc.Owszem. . miała szczęście. psiakrew? Mówią. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość.Nie jestem najemnym zbirem. Uratował mnie pewien gnom. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. że zabiłeś kikimorę. bo taką ją bogowie stworzyli. Dzierzbo. Strebobor jest gorszy niż kikimora. Drugą jesteś ty. A teraz mam dla czarownika. . . Ale to cię nie powinno obchodzić. . zasłużył na śmierć? Powiedz.

i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. co mówiłam? . . Zastanów się dobrze.No. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec. bo ja również poważnie cię ostrzegam. a jak opiję.Geralt milczał. Oczy jej rozbłysły. bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi. . I bardzo smutną.A jesteś? Przez moment. Ach. Jak kogoś nienawidzę. klnę. wyglądała na bezbronną i załamaną.powiedziała.Pamiętasz. Geralt . figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . Mam być. . . Mam być jakoby przeklęta. zdjęła nogi ze stołu. nie o tym mówię. psiakrew. . I potraktuj mnie poważnie.. Poważnie cię ostrzegam.Dokończ. dość tego.Nie wiem. ale tylko na moment. . Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry. Renfri milczała przez czas jakiś.. których nie można odrzucić.. skutki bywają straszne.spytała po chwili milczenia. .Są propozycje.Moja odpowiedź brzmi: "Nie".Czy wiesz. bo byłam dziedziczką tronu. Dziewczyna opuściła głowę. psiakrew. moja właśnie do takich należała.Zastanowiłem się dobrze. . .szepnęła... to śpiewam. po czym rysy stwardniały jej znowu. więc dobrze. to zabijam. . Krwawię też co miesiąc. bardzo krótki. boli mnie brzuch. Skażona w łonie matki. Jak się obeżrę.To chyba oczywiste . .Renfri.Potworem. . a jak smutna. . Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. wtedy w Creyden. . krwawię. .Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka. a jak. Twoja odpowiedź wiedźminie.Bo i skąd mam. Jak jestem wesoła. . dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić.wybuchnęła.Rozumiem twoje wahanie . głowa..

. ale tylko częściowo. ale my nie możemy wybierać go sami. szukam prawd ogólnych. Wypiłam trochę i filozofuję. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. nie pozwolę ci na to. albo tamto. powiadasz. Geralt. że jednak jestem potworem.powiedziała. I widzisz. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje.A jeśli ci powiem. i nie tylko jemu. Uważał. że to będzie mniejszym złem. albo ja. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty.półkule widoczne w rozcięciu kaftanika. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. Istnieje tylko Zło i Większe Zło.Czy Stregobor prosił cię. . .Możesz. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz.wiedźmin uśmiechnął się cierpko.Do niczego. że mu odmówiłeś tak jak mnie? .Dlaczego? . W ten sposób udowodnisz jemu. wiedźminie. Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. Geralt. . Zrezygnuj z zabicia go. . że nie jesteś nieludzkim. Czy tego chcemy. a za nimi oboma. Widzisz. to takie.Najwyraźniej ja wypiłem za mało . Udowodnisz mu. minęła tymczasem. że nic już nie może cię zaskoczyć. ze się mylił. krwiożerczym potworem. . Nie pozwolę. bratku. Bardzo Wielkie Zło. niekiedy bywa tak. w cieniu. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. trochę mniejsze". choćbyś myślał.A północ.Tak. jak to północ.Czy mogę przyjąć. nieludzkim . . mutantem i odmieńcem. . bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach. czy nie. i nie tylko jemu.Nie wierzysz. masz rację. Przejdźmy do konkretów. . stoi Bardzo Wielkie Zło. racji. abyś mnie zabił? . do czego zmierzasz? .Geralt . by doszło tu do walki i rzezi. prawda? Udowodnię tym samym.Bo nie wierzę w mniejsze zło. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. po czym usta skrzywił jej grymas. Renfri uśmiechnęła się lekko.Czy mogę wiedzieć.

Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa. błyszczał medalion z paszczą wilka. . ale dokonałeś. . Kosą. I widzisz.Geralt ścisnął medalion w dłoni. Jutro wcześnie rano. jak wierzga nogami. jak kmieć gulgocze i krztusi się.A ty? . Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy.. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. mrugnęła' kilkakrotnie. poczułam.Niezależnie od twoich racji i motywów.. że nie istnieje mniejsze zło.powiedział Geralt.. Żal mi ciebie. wpatrzona w migoczący krążek srebra. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć. bardzo krótki.powiedziała nagle dziewczyna wolno. wiedźminie. Już ci to mówiłem. Odeszłam raźno pogwizdując.Renfri! . wyglądała na przestraszoną. tak jak nakazał wójt. słuchając.. Któregoś razu wstałam. zdziwiona. za każdym razem. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. ..Ja też nie umiem wybierać.Jestem tym. sam. . . słyszysz. a wręcz przeciwnie. wirując na srebrnym łańcuszku. I później za każdym razem było tak samo. czym jestem.. . nigdy.. Przez moment. A twoją zapłatą kamień. na bruku zalanym krwią. ale powtórzę. i że jest mi dobrze.Twierdzisz. . Spodobałam mu się. wesoła i szczęśliwa. patrząc.Kim jesteś? . kiedy chciał mnie mieć. gdy było jeszcze ciemno. . Nie umiałeś. ale odjedziesz żywa..Renfri . któż by tracił czas na zemstę? . Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał. błyszczały perły w wycięciu kaftanika. złe słowo. mi.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. nigdy nie będziesz miał pewności.zdrowa.Żal mi ciebie . Geralt. i poderżnęłam kmieciowi gardło. taki bardzo samotny. . Stoisz na placu. że aż. prawie szeptem. Nigdy nie będziesz wiedział. że rano ledwo zwlekałam się z barłogu.Gdzie jesteś? . bo nie umiałeś dokonać wyboru.Zimno. Gdyby było inaczej. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic. prał mnie tak.spytał wiedźmin cicho. tak dobrze. że aż. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały..

nie odpowiedział. Jestem księżniczką. Zresztą sprawdź sam.Pewnie że tak.Renfri . .Co ty. .. co się chce.Co? . figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi. jak widzisz. psiakrew. że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia. . jeśli jeszcze coś zostało we flaszce. . wciąż uśmiechnięty. szarpnęła klamrę pasa. Wolałabym wyjść o świcie. . Ech. Zgaś tę cholerną świecę.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli. .Wygrałeś. Jestem księżniczką czy nie? . że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna.To batyst? .Renfri? . wyczuwam ziarnko grochu przez siennik. możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem. . Nalej. przystoi księżniczce? . . psiakrew. Ani tutaj. mam delikatne ciało. . by nie spotkał cię los wolnego kmiecia.Jestem.Wolę założyć.Tutaj również niczego nie ukrywam.powiedziała nagle ostro. Mam ci powiedzieć wprost. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. Co ty na to? . czego mi się chce.Ściągnij mi buty. że masz stracha. białowłosy.Geralt? . wstała. wiedźminie. Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot.Ten cholerny dach jest stromy.Geralt uśmiechnął się mimo woli.Czy to. co mówisz. Nigdy. gdy odstawiała pusty kubek na stół. Zwykły drwiący. Położyła mu nogi na kolanach. czy sam się domyślisz? Geralt. rzecz jasna. Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. Nie mam przy sobie niczego ostrego. O ile nie jest porządnie wypchany słomą. Po ciemku mogę spaść i potłuc się.Wygrałeś . Bosa.

nie sądziłem.Nawet. Tak trzy lata temu.Tata. . o tę novigradzką kompanię. kto nie słyszał. Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne.Tata . ma się rozumieć. posyła na szafot za byle co. po kolei. tata! . Robiłem dobrą minę.Cicho.burknął Caldemeyn.Tak. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril. że wyjeżdżają. również. jednego po drugim. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców. Niektórych rozpoznano.W Tridam. zbój i zawodowy morderca. Ich kamraci. z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt.Ten ze szramą na gębie to Nohom. Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy. wycierając talerz chlebem. ja chcę na jarmark! . bijatykę? . córkę.No.Więc jak mówisz. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków. jakie w życiu zrobił. Wypytywałem Setnika. . nie muszę się głowić. To nielicha zgraja. a wtedy oni zaczęli mordować pątników. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło.Aha? . Geralt. było to w czasie Święta Nis. to bardzo drażliwy król.nudziła monotonnie Marilka. bo Marilka miała dwa latka.. karczmarza ze "Złotego Dworu". . dawniej przyboczny Abergarda. Baron. którego wołają Piętnastka. Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych. nie myślałem.V . Jednym słowem. Ten czarniawy półelf to Civril. A jak to się właściwie stało? . odmówił. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. Ten byk. Zanim baron zmiękł i zwolnił . Ja mam żonę. Audoen. . Nawet jeśli nie.. . Geralt. to nie myślę. dobrze się stało. skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy.Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark. Marilka . . dobrze mi na moim urzędzie.Gdzie? . że tak gładko pójdzie.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak.

dopiero gdy aż tylu zabito. Tak nie wolno. . babo! Geralt! Siadaj! . poleje się krew. Caldemeyn. bądź rozsądny.To nic nie da. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży. .To będzie bezprawie.Na wszystkich bogów. póki rynek jest pusty. .szepnął wiedźmin. Caldemeyn? Oszukała mnie. nie zapobiegniesz panice i rzezi.Tridamskie ultimatum . za łby ich i w łyka. Jeśli tłum wejdzie już na plac.Trzeba ich powstrzymać. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. nie możemy ich ruszyć. wyrżną mi ludzi.. tak jak zmusili barona z Tridam. Będą się bronić.Geralt. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. że prę.tamtych z lochu. Baron na sądzie prawił. że mniejsze zło wybrał. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku... Zwołaj strażników. . Albo mnie zmuszą do.. . Jeśli dojdzie do Audeona. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór.Co? .. i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. że bardzo wielkie zło uczynił. spuścili z prądem ponad dziesięciu. dzieciaki. jeśli niczego nie przeskrobali. Możesz się mylić.Mówiłam! Samo zło przez niego! . jedni mieli mu za złe. Zaraz. pójdę na targ.krzyknęła Libusze. bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. zachlipała wtulona w kąt kuchni. Nie mogę na to zezwolić.. ..Caldemeyn. Wasz rynek. Geralt? Marilka.Co? . inni wszczęli rwetes.Renfri. to prawdziwa pułapka! . nie popuścić ni na palec. zanim ludzie wejdą na rynek. Geralt! Siadaj! Dokąd. . Dobrze. zbiorę straż.Cicho. tam będę miał na nich oko. . Nie wyjadą. . precedens to był albo jak. . zapłacę głową.. jarmark. baby.Mówiłam ci! . że uległ. Gdy będą wychodzili z zajazdu. To zawodowcy.Trzeba wybrać mniejsze zło! .Nie rozumiesz. przerażona krzykiem. w tych murach.

Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy.rzekł Piętnastka w zadumie. Wiedźmin kiwnął głową. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy. chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. Albo ja.Ani kroku dalej.Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. wiedźminie! Geralt zatrzymał się. naciągając rękawice. Civril popatrzył na niego koso. Tavik? . .Wypadałoby coś zjeść. przysłaniając oczy dłonią.Aha . . I ochotę.Później.Pod wieżą. wciąż ich mało na tym rynku. Stukał młotek. . .Pierwsza rzecz to posłanie.powiedział Civril.Akurat.Konie jak.Będzie więcej. Klinga błysnęła.Mów. napiął cięciwę.Piękny dzień się zapowiada . Starannie ułożył bełt w rowku. głośno wrzeszczały mewy. Wiedźmin szedł. . Daj mi kuszę. ale nic nie powiedział. albo tamto drugie.spytał Nohorn. Civril. opisując łuk nad jego głową. piał kogut. . . Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki.. VI Civril. składa czarownikowi pewną propozycję.Patrzcie . Masz jakoby wiedzieć. Civril uniósł kuszę.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz. Zgarbił się. turkotały wozy i wózki. Nohorn. przydeptując stopą strze-miączko. . popatrzył na słońce wychodzące zza drzew. Na rynku zaczynało się ożywiać. . pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem. o co chodzi.Renfri miała rację. zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. Wiedziała. osiodłane. wchodził między stragany. . . . . . które brzmi: "Jestem tym. czym jestem. ze tu przyjdziesz. . mniejsze".rzekł nagle Piętnastka. zmierzał prosto na nich.Gotowe. Wybieraj. potem uniósł rękę. . Będziesz miał później czas.

że grupa rozpada się zupełnie. ale w bok. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny.stęknął Piętnastka. Zaklął. nim zdążył unieść miecz. . Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. Szczęknęła cięciwa. bełt wyleciał w górę koziołkując.. Tavik nie wytrzymał. zderzyli się barkami.Odbił w locie. rzucił się na spotkanie.. Civril zaśmiał się paskudnie. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina.skomenderował Civril.Odbił. z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. . Wiedźmin szedł. Syknęły miecze dobywane z pochew. . rozmazany kształt.. złowrogo. że ten mija go z lewej strony. Tavik był pierwszy. Zadrobił nogami. by wyhamować.nie na wprost. Nimir dostał w skroń. .Nie rozbiegać się! .Więc jednak. Półelf uniósł kuszę do policzka. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz. Już na kolanach. Wiedźmin machnął mieczem. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów.wrzasnął Civril kręcąc głową. sucho trzasnął o dach. Prosto między oczy. na moment tracąc rytm. jego chód. Wiedźmin przyspieszył kroku. teraz nagle dostrzegł. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. odskoczył w bok widząc. na kolczastą od mieczów grupę. przeszedł w bieg . Zrobiło się bardzo cicho. wiedźminie. . zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć. cięty przez całą szerokość piersi. zadudnił w rynnie. Wiedźmin szedł. . Za nim skoczyli bliźniacy.W kupę . zadziwiająco płynny i miękki. upadł. wpadli na siebie. Ona i to przewidziała. ciężko. Wystarczyło. .. ze pada. biegnąc w przeciwnym kierunku. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. ale wiedźmin przemknął obok. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. bezwładnie. grupa zwarła się ramię do ramienia. tracąc wiedźmina z pola widzenia. skracając dystans. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. zgiął się wpół.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. wzbił się kurz i krzyk. Vyr. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. którą poleciła ci przekazać. najeżyła ostrzami. Odkręcił się i stwierdził. zahurkotały przewracane stragany.

zatrzymała. symetryczne do starej blizny. nogi ugięły się pod nim. Na rynek weszła Renfri.Nie będzie tu drugiego Tridam . Stregobor wyśmiał mnie.ryknął Nohom. elf zamaszystym cięciem z wysoka. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. że właściwego? . przeskoczył padającego Nohorna. Wyprężony.rzekł Geralt z wysiłkiem. nisko. powyżej łokcia. że pod kaftanikiem ma kolczugę. oburącz.Dokonałeś wyboru . Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. wytrzymał. tak silny. a on i tak nie wyjdzie z wieży.stwierdziła. potknął się. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu. tak zamarł w czerwonej kałuży. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie.Nie byłoby. nie zdołał. zaatakował z półobrotu. momentalnie odskoczył. Piętnastka! . Opuścił głowę na kolana. Piętnastka obrócił się szybko. za wolno. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek. Wózek potoczył się. wtedy dostał drugi raz. Dostał cięcie przez twarz. płasko. utrzymał na nogach. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. przez brzuch. obwarzanków i ryb. Nie dość szybko. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. wśród porozrzucanej kapusty. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. by zajść wiedźmina z tyłu.Jesteś pewien. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. w bok szyi.. ścichł. Zobaczył. Civril odskoczył. ledwo zakrywającą biodra. krótką. Nadchodziła wolno miękkim. Odbił cios. Dostał raz. Powiedział. . z mieczem w opuszczonej ręce. nie trafił. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. potrząsnął głową. I . złożył paradę. Upadł na klęczki. wymijając wózki i stragany. tuż pod ucho. biegnąc półkolem. kocim krokiem. Geralt stał nieruchomo. . Civril odbił się plecami od straganu. Oba ciosy zostały sparowane. Nohorn z przyklęku. musiał przyklęknąć Podrywając się. Nie poczuł uderzenia. że rzuciło go w tył. złożył się do ciosu. Tłum.Z lewej. . chciał wstać.

Umknął przed ciosem. Zaśmiała się. Jesteśmy tym. przejechała mu ostrzem przez pierś. Geralt .wydobyła miecz. w przeciwną stronę. złożyła się do uderzenia z góry. a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. odbił klingę lecącą ku jego skroni. Geralt cofnął się o dwa kroki. z bliska. tak że poczuł jej oddech..nikogo. szybko i zwinnie.Nic z tego.Renfri. Skoczyła. lewą wlokła spódnicę po ziemi. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. Jeśli skrzyżujemy ostrza. tkanina nawet go nie musnęła.. Obrócił się jeszcze raz. . ja. Ty i ja. Geralt cofnął się. próbując wytrącić jej broń. uniósł dłoń. Ból targnął nim.. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu. To się mnie nie ima. To był błąd. spódnica furknęła w powietrzu. przysłoniony. Ja też nie mogę inaczej. . zakręciła nią^w powietrzu. białowłosy..Odejdź stąd.. krótkim cięciu.. Ruszyła na niego lekkim. rozkołysanym krokiem. Kolej na mnie. owijając materiał dookoła lewego przedramienia. związał obie klingi krótkim młyńcem. tam nie wpuści. ..Wiem .Ale ja. . Geralt odskoczył.Nie. . dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? . ale nie zakłócił rytmu. wyprostowanej. Wpadła na niego. błysnął miecz w oszczędnym. . cisnęła spódnicę prosto w oczy. mierząc w twarz.Odejdź. Obróciła się wraz z nim i z bliska. Odbiła jego ostrze i od razu.. gdy było trzeba. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. znowu odskoczył. połyskiwał miecz. Znała tę sztuczkę. Zawirował w piruecie. cięła płasko. czym jesteśmy. wliczając w to ciebie. w ślad za nią. Geralt. Po prostu nie mogę. Renfri zaśmiała się znowu. Geralt. wyciągniętej w bok. Renfri. Ty dokonałeś wyboru.Nie. Ledwie zdołał sparować to uderzenie. oszukałam cię. . . Renfri odskoczyła.powiedziała. składając palce w Znak. machnęła lewą ręką. obracając się tuż przy niej. . z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. mógł.Renfri . W prawej ręce. odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. z półobrotu. Całe życie oszukiwałam. już nie będę. chrapliwie. krótko. zrobił szybką fintę i zaatakował. Co tak patrzysz? Tak.powtórzył. Tylko miecz.

. Nie odpowiedział. Czarodziej zbliżał się pospiesznie. sięgnął do rękojeści miecza. Podszedł bliżej. mi.. wydobył go bardzo szybko.. Tylko jej dotknij. kuląc się jeszcze bardziej. wpiła obie dłonie w przecięte udo.Geralt. bardzo staro. . . Trzeba zrobić sekcję. do tej pory skrywany pod ciałem. przez odsłonięte udo i pachwinę.czarodziej wyprostował się. Geralt. wyglądał staro.No. Nie odpowiedział. . Obejmij mnie. kogo wiedźmin nie znał. Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami. . wsparty na posochu. .pokręcił głową.Zimno. Geralt. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. pochylił się.Dotknij jej tylko. Spojrzał na wiedźmina. samym końcem miecza. Geralt schował miecz.Dzierzba.. Ktoś.Widziałem.zasapał. . błyskawicznie ciął ją z dołu. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku. w szoku! Sekcja to jedyny sposób.. Geralt . wszystko widziałem w krysztale. Geralt nie odpowiedział.powiedział ktoś. całkiem nieżywa... .. czarowniku . Sztylet o bardzo wąskim ostrzu. a twoja głowa poleci na bruk.Nie odchodź. wyśliznął się z jej martwiejących palców. nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem. ..jęknęła zwijając się w kłębek. oszalałeś? Jesteś ranny. Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał. . Nie krzyknęła. Renfri jęknęła znowu. .. Nie odpowiedział.Wierzyć się nie chce . wymijając trupy. na brudny bruk.Ale jatki .. .przyklękając w wypadzie. Padając na kolano i na bok puściła miecz. .. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. kogo wiedźmin nie znał. W powłóczystej czarnej szacie. na łosiowe buty.Idź po wózek.Co ty. . Weźmiemy ją do wieży.

Twoja rana jest poważna? . . wykonał nimi szybki gest. kamienie poleciały gęściej.W takim razie zabieraj się stąd. uniósł obie dłonie. widząc wznoszoną klingę.Koniec z tym. Geralt.Czy to . co uważałeś za konieczne? . które wybrałeś? Czy już załatwiłeś. odskoczył.Precz. jak zabijasz.żeby stwierdzić. uderzył posochem o bruk.krzyknął. wiedźminie? . Potem odwrócił się wolno.czarodziej odwrócił się.mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem. ale kamienie przestały lecieć. . widzieli tylko. . . A ty paskudnie zabijasz.Wracam do Koviru.Tak . .Dobrze! .już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. machnął laską. Wiedźmin obejrzał się. .Tak .Dość!!! . Wiedźmin stał nieruchomo. dźwięknął o bruk. . unikając wzroku wójta. Ci ludzie niczego nie wiedzą. idziesz? Geralt nie odpowiedział..Jak chcesz . ale Znak odpychał je na boki .powiedział Caldemeyn. . wyprostowany. Chodź ze mną. No. . Tłum zaszumiał. Za nim drugi.powiedział wiedźmin. Stał jeszcze chwilę. nie od razu. Schował miecz. Z tłumu poleciał kamień.odpowiedział Geralt z wysiłkiem..Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy.Nie wracaj tu nigdy . nawet nie patrzył na niego. nie zostawaj tu. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju. słyszysz. Wójt zbliżył się do niego. .Nie. Wiedźmin.Nie dotykaj jej! Stregobor. . .rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . . .ryknął Caldemeyn. nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze. . Stregobor wzruszył ramionami. rytmicznie postukując laską.Geralt. przelatując tuż nad ramieniem Geralta. odszedł szparkim krokiem. bardzo wolno.Nigdy.

ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. uczynią cię lepszą. też przyszedłem. wziąć mój miecz do ręki. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. Tutaj. który spadając zarywa się w ziemię. Iola. wredne drętwienie. w najdalszy zakątek świątynnego parku. czy jest aż tyle warte. Musi takie być. Nieżyczliwi mawiają. ćwiczę często. że milczenie jest złotem. świetlistą smugę na nocnym niebie. Możesz. ale istnieją i takie.GŁOS ROZSĄDKU 4 . twoją ofiarę. Pytasz. że możesz. To oczywiście nieprawda. Nie wierzę w Melitele. nie każde żelazo. ale wyłącznie to. noszę dwa. Metalu. oczywiście. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. tak. Chciałem. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. Jest ostrzejsze niż brzytwa.Porozmawiajmy. Jak widzisz. że ten srebrny jest na potwory. O tak. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. ale cenię twój wybór. skaleczysz się. Iola. Pytasz. . by wypalić z mięśni to paskudne. Nie wolno mi wyjść z wprawy. które mnie opada. W każdym razie. które pochodzi z meteorytu. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. Tobie jest łatwiej. to krążące we mnie zimno. Potrzebuję tej rozmowy. Usiądźmy. nie wierzę też w istnienie innych bogów. dla których zabójcze jest żelazo. Może. bardziej wartościową istotą. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. może był to dla ciebie kolejny powód.. Nie wiem. Widząc ją. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. by wierzyć w bogów. ma swoją cenę. porozmawiajmy chwilę. Rozglądałem się za tobą. jaką płacisz. Zabawne. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. Mówią. by się rozruszać. W każdej wolnej chwili. Iola. cena milczenia. Trzeba za nie płacić. z którego można zrobić miecz. Ty przecież milczysz z wyboru.. A ty mnie tu odnalazłaś. A moja niewiara nie może nic. Widzisz. Są potwory. Nie. Potrzebuję tej rozmowy. Jest bezsilna. Bo twoja wiara i poświęcenie. w co wierzysz. nie zaprzeczaj. Nie! Nie dotykaj ostrza. cenię i szanuję to. a ten z żelaza na ludzi. krótką.

gdzie do spółki z koleżkami potworami. I od nowa.. bardziej skomplikowanych. eksperymentów. Koleżkowie trzymali ojca . o. którym owe bestie zagrażały. Do skutku. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. Przeszedłem tam zwykłą mutację. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Nazywam się Geralt. Tylko Geralt. Nie. Próba Traw. że jestem potrzebny i pożyteczny. chorowałem bardzo krótko. Hormony. Znak Szkoły Wilka.. Iola. Mój pierwszy potwór. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Dość długo. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. nie mogłem doczekać się chwili.. Aż wreszcie nadszedł dzień. Jak to się mówi . to Kaer Morhen. Ale. których do owych eksperymentów wybrano. a może nawet nie.. Już się tego nie robi. Jestem wiedźminem. przeżyłem. zioła.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. wiarę. Moim jest Vesemir. Wiedźmińskie Siedliszcze. Bo świat.. zakażenie wirusem. Mało przeszkadza. a potem to co zwykle. motywację i. Tak. może trzynastoletnia. Iola. Kaer Morhen.. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. zapał. Pytasz. Drobiazg.. I jeszcze raz. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem. Stamtąd pochodzę. Iola. Wiarę w to. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak. Była taka warownia. Pełny zanik pigmentu.. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. I doczekałem się. Jest. Geralt z. Tam produkowało się takich jak ja. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. Nie wiem nawet.. popsute zęby. Geralt znikąd. a moim zadaniem było chronić tych. Od tamtego czasu mam białe włosy.. Napotkałem go na gościńcu. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca. jak widzisz. Jako jedyny z tych. Niewiele z niej zostało. Z tym było gorzej. Miałem już mój medalion. Kaer Morhen. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Nikt oprócz Vesemira.. czy żyją. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Mój dom. matki też nie.. Potem uczono mnie różnych rzeczy.skutek uboczny. Znacznie gorzej. właśnie ten. gdy stanę z nim oko w oko.

Nie nudzę cię.. Podjechałem. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. To nie były specjalnie czyste cięcia. z innych przyczyn. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. złorzeczono i rzucano kamieniami. co to takiego prawdziwy mężczyzna. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. Mantikora. A potem było zwykle jakieś uroczysko. wyvern. powiedziałbym. Na czym to ja stanąłem? Aha. Ruszyłem na szlak nie po to. przeraża. żyrytwa. ale bardzo. Iola. mglak. . że dla niego również nadszedł taki czas. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. bym je omijał z daleka. na którą poleciała większość krwi łysego. na moim pierwszym szlachetnym czynie. wampir. dla przyjemności. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. bym się nie mieszał do takich zajść. I czekałem. leszy. Naprawdę jej potrzebuję. porzygała się i dostała ataku histerii. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. że nadszedł czas. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". Robiłem swoje. . że koleżkowie łysego uciekli. wykonywałem je.. odjeżdżałem. widząc. zemdlała ze strachu. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. po rękach. takie. ale wytrzymały. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. swego wybawcę. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. Odwiedzałem miasta i twierdze. Czy wiesz. zsiadłem i powiedziałem łysemu. loch. Uderzyłem go dwa razy. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. żagnica. spektakularne. Widzisz. Podjeżdżałem do opłotków wsi. by się popisywać. dopiero wtedy upadł. by poznała. a gdy się do niej zbliżyłem. a dziewczyna. I było coś. co żyło tylko po to. Z głodu. nekropolia lub ruiny.dziewczynki. A ja wmieszałem się jak kto głupi. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. by zabijać. Szybko nauczyłem się jak. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. Był bardzo powolny. Jeśli pluto.

Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. iż wydawałoby się. nie kodeksu.. Nie. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. wtedy. Posłuchać instynktu. A choćby i zwykły. Ludzie to lubią. Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. wipper. nie i jeszcze raz nie. I trzymałem się go. byś zobaczyła. Iola. A do Cintry nie wrócę nigdy. Ha. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. . wilkołak.. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności. jeżeli nie tego. Nie ma żadnego kodeksu. Błędy? A jakże. zjadarka. kikimora. strzyga. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. graveir.. zło. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. zdaje się. Nie zawsze. Wybrałem mniejsze. Możesz zobaczyć. Popełniałem. to nie moja sprawa. co dyktuje doświadczenie. Nie dotykaj mojej ręki. I był strach i wstręt w oczach tego. Iola. Myślałem. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. najzwyklejszy strach. Nenneke czuje to. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. A ja nie chcę... gigaskorpion. Nigdy tam nie wrócę. jeśli dobrze liczę. Gdyby tak było w istocie. szanuje się i poważa. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. Ale trzymałem się zasad. kto wręczał mi później zapłatę. Pętla? Tak.. Chodźmy już. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. Znam moje przeznaczenie. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. Zawsze. Kontakt może wyzwolić w tobie. Nie posłuchałem.. Takich. Bo było tak. Co mnie wtedy podkusiło. które kręci mną jak wir. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. że wybieram mniejsze zło.ghul.. Ja nigdy nie oglądam się za siebie. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości. Ja sobie swój wymyśliłem. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. Zwyczajnie. Nie chcę wiedzieć. Nie.. Zmierzcha już. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza.. ja jestem wiedźminem".

nic mi nie jest. Dziękuję ci. . że zechciałaś ze mną porozmawiać. Nie. Czuję się dobrze.Dziękuję ci. Całkiem dobrze. Iola.

pławiąc się w mydlinach. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś.. panie Geralt? . tępy jak siedem nieszczęść.Tu leżał mój sztylet. Włóżcie wams. wylegując się w gorącej wodzie. .. Ubierał się powoli.. .Chętnie.powiedział Haxo. kasztelanie.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. otrząsnął się.Nie. . Nóż. A we własnych butach nie mógłbym pójść? .Tu jest odzienie . do czego jestem tu potrzebny? .Przebrać. . A tu buty. jakiego nabrał.powiedział Haxo. wams..Koszula. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp. wyszedł z balii. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi. co mogło być nalewką na arcydzięgielu. z głową odrzuconą do tyłu. gacie. . Balwierz.Ubrać i zaprowadzić na ucztę. Leżał. z czystej maniery. pozwolił. W ustach czuł gorzki posmak mydła.Dzięki.Słucham was. by pachołek wylał na niego cebrzyk wody.Nie moja rzecz . .Ręcznik.Kasztelanie? . Dotyk obcego. nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor. . do królowej. . chcieliście powiedzieć. panie . spodnie.O wszystkim pomyśleliście.Do mnie należy ubrać was. . panie Geralt. Piwa? .. szorstkiego. skrobnął jeszcze raz. zezując na pachołków. . . na śliską krawędź drewnianej balii.Nie wiecie aby. Geralt wstał. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła.KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle. I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion. po co to wszystko? No. skrobał go boleśnie po jabłku Adama.

ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki. A to na wamsie.Co to jest? . wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki. tradycja nie pozwala na niewieście rządy. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi. . do czego królowej wiedźmin.spytał. . rozejrzał. zasiądziecie po prawicy królowej. Wiedźmin wzruszył ramionami. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa.Jasne.. Chodźmy już. . gdzie leży? . .Dostatecznie daleko. Tam. Jest w bezpiecznym miejscu. to się często zdarza.Królewna Pavetta kończy piętnaście lat.Istotny powód. jeśli nie wy? . zęby trafił się chłop na schwał. dokąd idziecie. to wasz herb. Gotowiście? Możemy iść? . Powiedzcie jeszcze.Jesteśmy sami. idzie się bez oręża. ale co król. -A Czteroróg. W Cintrze.Kasztelanie .A właśnie . W połowie krużganka otaczającego mały. zapamiętam .rzekł Haxo.Ale nie jedyny. kto ożeni się z królewną. . z jakiej okazji ta uczta? . Kto. . tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. Jako honorowy gość. na nim panna w szacie błękitnej. Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. Dobrze by było. To twardy naród. A takich trzeba szukać na wyspach. a królowa nie chce drugiego męża. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. . nie napadają tak często jak na innych. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza.Dlaczego akurat z nimi? .Byłbym zapomniał. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige. Musicie coś wiedzieć.Na tych. to król. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga. siądzie na tronie. Ten. Powinniście to zapamiętać.Możemy. W polu złotym niedźwiedź czarny. . takie jest jej życzenie. z którymi są w przymierzu. . panie Haxo. panie Geralt.powiedział poważnie Geralt. wskazując na haft na przedzie ubioru.rzekł półgłosem. Mówcie. kroczący.Ale już nie leży.

-Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. . i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami.Pojąłem. . taka sama. pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr. kasztelanie .Co? .I widzieć nie chcę. . gromko zapowiadani przez herolda. To i wiedźmin może się przydać. Prosiliście. panie Haxo. zgłodniałem po tej kąpieli.Przestańcie się tedy dziwić . że plotę. Haxo też się rozejrzał. . nie chciałem was urazić. I dobrze wam radzę.A myślcie sobie. A wy.Haxo odwrócił głowę.mruknął. do czego królowej wiedźmin na uczcie. . . a nawet wychylił się przez balustradę krużganka..Nie .To się kupy nie trzyma. garbate. Straszy coś. Wielceście uprzejmi. .Wybaczcie. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa.. panie wiedźmin. to powiedziałem. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości. Mówią.Haxo splunął. I co ja mam tam robić? Czuwać. . kolczaste jak jeż. panie Geralt . znaczy.Pleciecie. brzęka łańcuchami.burknął Haxo.Nie jesteście od dziwienia. Nocą po zamku łazi. Cokolwiek ma być. nadal naburmuszony. . Pojękuje i stęka w komnatach. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee. jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła.Wyście widzieli? . . Idziemy na zaręczynową biesiadę. gdy powitała go jako "pana na Czterorogu". wciąż schodzili się biesiadnicy. jak dobrze poszukać. Mamy tu i wilkołaki. -Na zamku. co chcecie .skrzywił się wiedźmin. kasztelanie. .Nie kręćcie. a i mantikora się znajdzie. panie Haxo. to zróbcie to bez zdziwienia i wahania.Niedobrego coś się dzieje. Dziwiłem się tylko.naburmuszył się kasztelan.Do tego. II Nie licząc zdawkowego. ceremonialnego pozdrowienia. kasztelanie..A co ma straszyć? Straszydło. i bazyliszki. Pytam.Kazali niczego wam nie mówić. małe. . co i wszystkim innym . Uczta nie rozpoczynała się. Pojęliście? . . Idziemy.

zobaczysz. Kudkudak posmętniał. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką. Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko.Rada będę. jak nam dobrze wiadomo. . a teraz w naszych okolicach ospa panuje.mruknęła Calanthe. jeśli pozwolisz. pani. .Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej. to goniła cię z widłami niecałą milę.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek.Cóż.Baron Eylembert z Tigg! . prostokątny.Ejże.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. Ale na uczcie zostać mogę? .Rada wam jestem za przybycie. .Stół był ogromny..Kudkudak! . Kudkudaku. a i baczyć. panie Kudkudaku . . dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. nawijając lok włosów na palec. książę Wind-halm. baronie. .I jam rad z zaproszenia .Wesoło będzie.Witajcie nam. Trudno żyć samotnie. zwany Drogodarem. jeden z pretendentów do ręki królewny. Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom. że za rok będzie nawet po żałobie. ale i szczęściarz z ciebie zarazem . A za rok. W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. . Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne. Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. wzdłuż dłuższego boku stołu. Na prawo od Geralta.Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. . i nie dogoniła.Biednyś. ale jego żywe. królowo. by jej w nocy plecy nie ziębły. panie Kudkudaku . . .Aluzję zrozumiałem. Chudy i wąsaty.ogłosił herold. wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności. .rzekła ceremonialnie królowa.Calanthe uśmiechnęła się lekko. jak się poprawi. zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku. po lewej siwowłosy bard z lutnią. rzucę okiem na królewnę. jaka ta moja żona słabiutka i delikatna. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. . pani. Musisz ją lepiej karmić i hołubić.oznajmił Kudkudak i westchnął. .Wszakżeście żonaty.Eee . . . Dalej .Sama wiesz. . siedząc na tronie z wysokim oparciem. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . szturchając Drogodara. Słyszałam. ale niezbyt przekonywająco.żachnął się baron.

już solidnie zachrypnięty..Oto waleczny druid Myszowór. ny. Wyspiarze wkroczyli dziarskim.Siadajcie. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. Gdyby nie to. ale. na. gdy osiągnie wiek. unosząc na królową błyszczące oczy. rycerzu? . który przybył tu w tym właśnie celu. . Wszyscy skłonili się przed królową. błyskając bielą zębów. ucieszyłabym się nadzieją.Wielki to zaszczyt . Gdyby nie dobrze znany fakt. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. jaki powinna mieć kobieta. przepasani szarfami z kraciastej weł-.Ale co.Kogóż jeszcze przywiodłeś. jaką pięknością stanie się królewna. . panie Tuirseach. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. płonąc nadzieją. piękna Calanthe . nierozkwitłym pączkiem. . we czterech. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie.krzyknął herold. w lśniących. . A to Draig Bon-Dhu. pomiędzy .Niedaleko pada jabłko od jabłoni . by myśleć o trwałym związku. nasz sławny skald. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite. mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną.odrzekł smagłolicy wyspiarz. ten oto Crach an Craite. .witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. dudniącym krokiem. .. szlachetni goście.rzekła Calanthe. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem. Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. Grach.. jak ja. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-. Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie. jest przyjacielem i doradcą króla Brana. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy. ukląkł przed królową na jedno kolano.Wystarczy spojrzeć na ciebie. lekko zarumieniona . .Poselstwo ze Skellige! . kłoniąc rudą głową. tutaj.uśmiechnął się Eist Tuirseach. by wiedzieć. królowo. panie? . Ty.. który.Nie raz. by uszczęśliwić wojownika. Eist? Krępy. że żywisz pogardę dla ożenku.. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige.

Pachołkowie. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów.Jest. Vissegerd. .To mniej więcej wszyscy . . Mam dla ciebie pracę do wykonania. Drogodar. trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów. . obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika.powiedziała Calanthe. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. długim sznurem ruszyli ku stołowi. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w . . wiedźminie . Calanthe prawie nie jadła. Paszkot i Dzirżygórka. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. . Zaczynamy. przełknąwszy coś w pośpiechu.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki . . . Cieszę się z poznania ciebie. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza .jak myślisz. królowo. gdy dowiem się. witani radosnym pomrukiem biesiadników. na których wołano Pomrów.Po grzecznościach. ufryzowanych w loki włosach.Domyślam się.No.Cóż. . . Zacznijmy od grzeczności. coraz bardziej nieskładne. raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem.królowa przechyliła się w stronę marszałka. Streptu. konkrety.Cóż to takiego? . czego się domyślasz? . przerywając na moment ogryzanie kości. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole. w czym przodował rudy Grach an Craite.powiedziała. Robiło się coraz weselej. brzdąkał dalej na lutni.To odwzajemniona radość. jakie zadanie masz dla mnie. ryb i małży. niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych. ptactwa.Dookoła jest już dostatecznie głośno. niosąc półmiski i dzbany.Powiem ci. królowo. Wznoszono pierwsze toasty. Kudkudak.Geralt . Czy jest jeszcze coś. Marszałek klasnął w dłonie. Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii.

Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy.Calanthe. na czym polega twoja profesja. zawarte przez małżeństwo twojej córki. . Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. i to w taki sposób. których jest tak wielu. że przymierze ze Skellige.Tak. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. niezależnie. królowo. . Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. nie wątpię. . kotlarzy i drwali. . że byłoby najlepiej. mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. jak dobrze poszukać. spotykałem wieśniaków.A kimże. Mówili mi o zjadarce. Możliwe też. czego się domyślam.Och . w dobrej czy złej sprawie.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. O żagnicach i skolopendromorfach. wiem. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę. kupców. . na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. że intryganci.Domyślam się. zasługują na nauczkę. krasnoludów domokrążców. Tyle zadań. . którzy chcą temu przeszkodzić. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. A teraz odpowiem na twoje pytanie. Pewnie.Królowo. są ci inni. . I nigdy tego robił nie będę. Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie.rzekł Geralt spokojnie .Ciekawam. Podobno znajdzie się i mantikora. którzy mają władzę.Królowo . A teraz mogę powiedzieć. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. to ci. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . który zniknie potem ze sceny. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby.jadąc do Cintry. Geralt. których jest tak wielu. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth. jest Cintrze potrzebne. . że jak wielu innych. by władca nie był w to zamieszany. Ci inni.dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. które mógłby wykonać wiedźmin.

byłoby trwonieniem pieniędzy. . lub wtrącać niestosowne uwagi. gdy mówi. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę. Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. że każdego można kupić.dzielą ludzi na dwie kategorie. Mało tego. Sztylet. dostał się jakoś z dziedzińca na salę.Calanthe uśmiechnęła się. w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk. tysiące sposobów. wrzeszcząc głośno. dowodząc celności swego przezwiska. wiesz. Geralt nie wiedział jakiego.zaryczał nagle Kudkudak. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". Kudkudak. Są setki.Królowie . Także z twoją sławą. a znasz królów. mistrzostwem. Przecież jesteś wiedźminem. że ptak. że mają różne środki.nanosił na nią sytuację taktyczną. wystarczy takiemu przerwać. przekonanej. "Nie będę" czy "Nigdy". drwiąc z jej czujności. Można to załatwić innymi. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. Geralt. niepotrzebnie pytam. i już ma się zapewnione łamanie kołem. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw. To tylko kwestia ceny. Trucizna. Geralt. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. . zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. Niejeden nie zapomni ci takich słów. a konsternację wśród służby.BRAAAK! Ghaaa-braaak! . Jednym rozkazują. Nie uwierzysz.Tak oto.podjęła Calanthe . który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. ale . po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. . Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. . jakością wykonania. którzy mają władzę. ale oczy miała zmrużone i złe. że cena twoich usług nie jest mała. związana ze stopniem trudności zadania. Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . Królowa złożyła razem białe. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. Zgadzasz się z tym? Ach. Rozpalone kleszcze. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. Każdego. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. a drugich kupują. Geralt. Loch. to mogę założyć.Wiedźminem. robiąc efektowną pauzę. zbrodnicze plany. tańszymi rękami.

macochy. pani Calanthe. . jadowicie zielone spojrzenie królowej.Geralt lekko skłonił głowę .Powtarzam więc . Byli zdania. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko. . a ty milczysz. która mając dość jego ordynarnych zalotów.powiedziała Calanthe. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. królowo . ciotki. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. To tylko kwestia ceny.niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. Drogodar. Każdego. . ustępujący tobie. stryja.nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać.rzekł wiedźmin . Trudno mi było go przekonać. że to tylko kwestia ceny. Nie uwierzysz. Geralt . . przymknęła oczy. . że do tego potrzebny jest wielki łowczy.Mów. jak wiele. Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. Za równie wielki zaszczyt uważam. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego.że nie posiadam się z dumy. Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem. Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. Kolejność dowolna. brzdąkał cicho na lutni. .Również inni władcy. Odwrócił głowę. uciekła z balu. kogo byś zapragnęła.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. a nie wiedźmin. pod względem mądrości. wiedźminów. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. Zabaw mnie. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. królowo. pani. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. ojczyma. wszyscy chcemy dobrze się bawić.Jestem tedy zaszczycony i dumny. nie będąc tak łaskawy. gubiąc pantofelek.Ach. mów . Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego. nadając ustom pozór miłego uśmiechu. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. mogąc siedzieć obok ciebie. dostrzegając spokojne. Zdałby się też jeden z drugim komplement.Ja mówię. trudno zliczyć. Zeszłej zimy książę Hrobarik. co słyszała. Nadziwić się nie mogę. Jesteśmy na uczcie. Pewien władyka uraził kiedyś .Cóż. .

matko moja . Hejże. nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. . Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. . panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste. Kudkudak. Crach .Sam jesteś gówniarz! . Za twoim pozwoleniem. waląc kością o stół.zawołał. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie. .Błąd i nieudolność! . na skrzydło. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. bo cię zdzielę tą kością! . znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu. bodajże Dzirżygórka.Zamknij pysk. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji. .ryknął Crach an Craite. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem. Co więcej. Jeden z braci ze Streptu. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu.Ha! . Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną.Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! .dumę wiedźmina propozycją pracy. gówniarzu? .Siedź na rzyci i milcz.powiedziała Calanthe po chwili milczenia. . przerywając konwersację z Vissegerdem. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany.szepnęła królowa do Geralta. wojacką muzyką. . Ale skinęła przyzwalająco. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki. acz cichej gędźby. przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym.O. dostojna Calanthe! .Nie należało tak czynić! Tu. -Myliłeś się.zawołał Eist Tuirseach. Draigu Bon-Dhu.Geralt . trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . zamoczywszy palec w piwie.Tak jest! Słusznie! .I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! . więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. ani drugim. zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui.Kto cię pyta. .Dosyć tych kłótni.krzyknął Windhalm z Attre.

że wówczas biliśmy się o pieniądze. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry. .mruknęła królowa. spełniając puchary i gliniane czarki. by wykonać zadanie.ryczeli goście. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku . że śpiewa się o mnie pieśni. pełnego szczęścia i życzliwości. . niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. Wróg palił bowiem wsie. to ciekawa kasta. Mówiono mi. wzbudziłeś moje zainteresowanie. że wy.Chociebuż . przeciągłym. nie bardzo wierzyłam. Nie zmienia to jednak w niczym faktu..moja pierwsza bitwa. a my. Albo że się uśmiechniesz. Nawet jeżeli do tak okropnej. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. wyznam ci. banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. że wykuto was ze stali. Geralt milczał.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. chociaż miał wielką ochotę.Kontynuujmy . I spójrz tylko .powiedziała Calanthe.Myślałam . Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu. nie ulepiono z ptasiego gówna. Biesiadnicy podjęli pieśń. patrząc na Geralta . że jesteś tu. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? .że coś powiesz. potem zaś buchnęły straszliwym. . Nie? Tym lepiej. .Zdrowie! Chwała! . wiedźmini. wyruszyliśmy w pole. . które płaciły nam daniny. siedzę dumna jak paw.Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać. to jest tłukąc czym popadło o stół. banalna bitwa.Jak mówiłam. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. Banalny powód. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. Milczał nadal. I wykonasz je bez mędrkowania. nienasyceni i chciwi.zamiast się wstydzić. zamiast im na to pozwolić. wybijając rytm. Teraz wierzę. barbarzyńskiej muzyki. modulowanym jękiem.Draigu Bon-Dhu .rzekł Eist. świadczący.

żeby Crach an Craite się spił. ale najwyższa pora. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. że zaliczam się do tych niewielu władców. że plany te są zagrożone.Rzeczywiście. zakończył swój koncert. po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. . Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. choć nie mógł słyszeć słów królowej.powiedział . . A chwila ta jest bliska. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. skinęła na kasztelana.Niejasnych zadań . że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. chociaż i nie dla pieniędzy. I równie mało w niej przyjemnych nut.. Panie Haxo! Uniosła dłoń. Geralt' nie przestawał się dziwić.Masz rację. Nie lękaj się. Przyjmij do wiadomości. Królowa znów . którzy wiedzą dokładnie. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. W przypuszczeniu. Geralt. dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga. poświęcę czas i tobie. Dudarz. aby to zagrożenie wyeliminować. potem przyjemności. Supozycja. nie sposób było jednak stwierdzić. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. Geralt. ani w tym.istnieją zapewne ważne powody. Ale tu skończyła się twoja domyślność. Twoja sława wyprzedza cię. nie powinien się dziwić. . jak zwykle.Królowo . jak bogaty był arsenał jej uśmiechów.nie da się jasno wykonać. zniknął w ciemnej galeryjce. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. również się nie pomyliłeś. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. Rzeczywiście. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach. Z drugiej strony. że jesteś mi potrzebny.rzekł sucho wiedźmin .Calanthe uśmiechnęła się ciepło. Na co czekamy? Chyba nie na to. czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. wielce mnie ubodła. mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. Haxo wstał bez słowa. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu. Eist . królowo. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. wrzaskliwą owacją. . Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki.

Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. nie spuszczając z niego wzroku.W miarę. na czym ta usługa ma polegać? . Chcę osiągnąć to. na dębowej desce stołu. Rozkaz. polega na tym. jakimi środkami mi go zapewnisz. jeśli mowa o płatnej usłudze. Prawda. Załóżmy więc. z opuszczoną głową.. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. Runy połączyły się . . . z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. . kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. że to ogromna różnica? . Przed nim.Nie. . musi być konkretny i jednoznaczny. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Zauważ. To twoja sprawa. Druid ze Skellige. Myszowór czekał. Włosy miała identycznego koloru jak matka - . Interesuje mnie efekt. nie powinieneś. że wybieram formę płatnej usługi. W pytanie. Królewna schodziła wolno. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki. Druid opuścił powieki. mój drogi. Nadstaw zatem uszu. Żadnych innych rozwiązań być nie może. co sobie zamierzyłam. to zaraz tu będzie. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. obracając głowy w stronę schodów. przenikliwe spojrzenie Myszowora. Co do ciebie. Co innego. Powinienem jednak chyba wiedzieć. i owszem. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić".Pavetta z Cintry! Goście ucichli. unosząc głowę. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem.Wytężaj więc bardziej uwagę. ma się rozumieć. a co ty w miarę trafnie odgadłeś. świadczący usługę sam określa jej cenę. kiedy mówię do ciebie.w słowo. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. Geralt spojrzał w dół.odwróciła się do wiedź-mina.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. Tworzyły runy.. upuszczał okruszynki. Różnica. Jasne? . Geralt. Nic więcej. Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. to masz wybór.na moment . będzie hojnie nagrodzone.zawołał herold.Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. napotkał czarne. Posłuszeństwo. bo powtarzać nie będę.Szlachetni panowie! . okruchy.

który musisz mi zapewnić. . Niewątpliwie. że nie wystarczy. Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. Cracha. zapominając nawet o kuflu piwa.Crach an Craite zaprzestał wrzasków. Wszak to ta sama krew. nawet podczas hałaśliwych toastów. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. cały czas. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. Słuchasz mnie.Aha . A zatem ja.I co powiesz. sięgające poniżej pasa. jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach .Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało.Sprawy mogą potoczyć się tak.Aha. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli.Cóż może być silniejsze od twojej woli? . bez fałszywej skromności. . mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. nie wystarczy twoja wola. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. by odpowiadała więcej niż jednym słowem. przykryte długimi rzęsami. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. w milczeniu gapił się na Pa-vettę. herolda. . Cała moja nadzieja w tym.popielatoszare. bo wymaga tego interes państwa. bo to jest moja córka. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. królowo? . Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia. . jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin. Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. Oczy miała stale spuszczone. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. Eskortowana przez pazia. ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. najwyraźniej rada z efektu. . Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę. kasztelana i Visse-gerda. biedny wiedźmin. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. Geralt nie dostrzegł.Przeznaczenie. To właśnie jest efekt.powiedziała cicho Calanthe. .Co tu jest ironią? .

Chcę. gdy stawiam pytania.Ani słowa więcej. że usługa. a Eist robi się zły. . czy przed każdą robotą.Gdyby graniczyła z możliwością . Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. Zastanawia mnie.. Patrzą na nas. wygląda na to. Geralt..Zdaję . nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. której żądasz. kiedy ktoś każe mi powtarzać. próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. Usłuchał. czego zażądasz.Lepiej. byś miał pewną rękę. tak lub nie? . a dam ci to. Byle nie za dużo. . Zjedz coś. graniczy z niemożliwością.Calanthe odwróciła głowę. zdajesz sobie oczywiście sprawę. której się imasz. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi. Prawie natychmiast natrafił na miecz.pomijając już to. wypij. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. królowo? .poradziłabym sobie z tym sama. których oczekuję. czego zażądasz. . Wszystko jest do załatwienia. Jak widzisz.Mniejsza z tym. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. Nie lubię. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? .Dam.Jak powiedziałaś. Odpowiadaj. coraz bardziej przypominają te. w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . Zapewnisz mi efekt.Królowo. Na dobrze mu znany miecz. . Zbyt długo już spiskujemy. to tylko kwestia ceny.Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść.powiedział cicho . Domyślam się.. wiedźminie. zadbałam o to.Królowo . Geralt. że niemała. Do cholery. Wojewoda o trudnym . Przestań mędrkować. Haxo nie był rozmowny. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu. jaką wiedli Eist.Tak. . o którym mówiłam. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie. co graniczy z niemożliwością. . Królowa włączyła się do rozmowy. Królowo. Lepiej. .

zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. dziwny gość zbliżył się do stołu. wyciągniętą w kształt psiego pyska.do zapamiętania nazwisku. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. czy żart został dobrze odebrany. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. Chrzęszcząc i zgrzytając. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. co to był za rozkaz. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. czy klacze dobrze się źrebią. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. wymruczał coś do królowej. zaszeptał. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. zmarszczony. . była usiana kolcami jak łupina kasztana. spytał grzecznie. Marszałek skłonił się. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. przebijając się poprzez gwar u stołu. stalowych cierni. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. jednym słowem. Marszałek. podochoceni. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. wyglądało. wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. królowa spojrzała na niego ostro. stanął za tronem i nachylając się nisko. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. stając nieruchomo na wprost tronu. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. graniasty. Geralt odpowiedział. Dojrzał jednak. Geralt nie dosłyszał. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną. Wypukły. najmłodszy. Skald. W halli rozległy się ciężkie. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. że tak. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. odpowiedziała krótko. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. wysłuchał meldunku. opuściwszy głowę. Nie był pewien. przekazał rozkaz kapitanowi straży. brzęczące metalem kroki. wstał. że znacznie lepiej od ogierów. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. Trzeci. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. zdawałoby się.Dopraszam się łaski . to siadaj.by jeszcze móc postać. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. co pierwsze wyjdzie.Nie strasz mnie. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. wracając do warowni? A Szalony Dei. halabardnik przy bramie. zdawałoby się. To stara. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. jeżeli tak ma być. Powiecie. nawet teściowa. życzenie.Na rozkaz. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. . gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. Kudkudaku . co w domu zastaniesz. który wymógł na podróżnym oddanie tego. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki. W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. aby cię powitać". O cenie. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę. . to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! . a czego się nie spodziewasz". Po długiej podróży. . co w domu zostawił. bo był tym. biednych wasali. że będzie to dziecko. .baron podkręcił długi wąs . A nas.Streszczaj się.wykrzywiła się Calanthe. zapomniana legenda. kto spełnia niemożliwe. Ale bywa. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. pora strachów. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. nasze przywileje. Zivelena nie dotrzymała obietnicy. której może żądać ten. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę. "Oddasz mi to. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. sytuacji. przymierza. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. niecierpliwiąca się.słyszeliśmy już o takich żądaniach. to może być pies. Kudkudak .Zbliża się północ. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony.zmarszczyła brwi Calanthe. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie. nasze lenna. mości panowie. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. Albo: "Oddasz mi to. czarami zmusiła go do ucieczki.

Alem właśnie skończył.cóż. czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. Nie ja jestem temu winna. Calanthe zamilkła na chwilę. . . Jeż stał nieruchomo jak żelazny. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie. Rycerze i wielmoże milczeli. jaką dopiero co wywołały słowa barona. czego się nie spodziewał. ty ich po prostu szczujesz.. Zapadła cisza. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach. mówi prawdę.. .Po czyjej ty stronie stoisz. .skłonił się Kudkudak. spojrzała koso na Geralta. czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu. . jakich tu doznali. kolczasty posąg. Calanthe.Moi panowie .. ten.Cicho! Niech mówi! .Baron z Tigg ma rację! . . Kudkudak? .Cisza . . jutro zwołam radę. Wiedział. Tak. Wśród szmeru głosów. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa...Na wszystkich bogów morza . . ale królową. Orzeknie. Calanthe stała nadal.wrzasnął Rainfam z Attre. Cintra nie jest tyranią.Pięknie dziękuję . Jeż. Dobrze więc.To się nie godzi. Jako królowa. że nie jestem matką. Wygląda.należy się wam wyjaśnienie. do czego zdolna jest matka. że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu.. którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny.powiedziała nagle Calanthe wstając.. Śmieszności. To jawne podżeganie do rozlewu krwi. Geralt nie sądził.. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze. Kudkudak przypomniał mi. którą potarła czoło. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi.A co się tyczy szlachetnych rycerzy. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni.A Kudkudak . . Rada zadecyduje.Pozwólcie mu skończyć. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to. A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci. jaką się okryli. Bo wiedział.powiedziała wreszcie .. co bym mu zrobiła.. dziwna po wrzawie.Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! . .podjęła Calanthe . jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi.dyszał wyspiarz.

.Zamilcz..Rozumiem . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem.Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! . Wiedział. Rozumiesz. Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty. . Słyszałem. jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty.abym cię wyzywał. Czarne oczy Myszowora błysnęły. wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. -Głupi by nie zrozumiał.zawołała Calanthe. Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. by wstać. Eist . Widział. Crach zawarczał jeszcze głośniej.dodał złowrogo Rainfarn. nie znany mi rycerzu! . patrząc na niego zdziwieni. krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem".Geralt! . jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze. ktoś żąda takich . . że Myszowór też to widzi. . . wstał pierwszy. że nie widzi tego nikt inny. . czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał.Wszyscy słyszeli .Powiedziałem . co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe. wyprzedził go. w jakim celu. Jeżu z Erlenwaldu.przemówił Geralt . tężejącą w powietrzu. co mam na myśli. hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. skrzywioną twarzą. Wszyscy zamilkli. Geralt zareagował natychmiast.powiedział głośno i dźwięcznie. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą.Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady .że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne. Dlaczego jednak.jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg.powtórzył spokojnie . Przyjmuję twoje wyzwanie.powiedział głucho zza zasłony hełmu. Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie.rzekł Geralt .Nie przypominam sobie .Ani mojej . Wiedział też. z ponurą.Bo się rozgniewam. . który sposobił się.syknęła wściekle królowa. gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre.

Właśnie dlatego.Gdy co? . Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną.Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą.roześmiał się gromko Jeż.Kim jesteś. To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi. . nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. Bo był przeznaczony do czegoś innego. Strzegącą. potwierdza przysięgę. przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych. zażądałeś od Roegnera ceny. Chcegz zabrać królewnę.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę. Tak stanowi Prawo Niespodzianki.. Roegner.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . która jest moim przeznaczeniem! . A złożył ją.trzeba będzie dowieść. dowodzi. Geralcie z Rivii. . . Dziecko takie. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia.Jestem Geralt z Rivii.. że na razie nie masz do królewny żadnych praw. Jeżu. co sam przed chwilą powiedziałeś? . I mocą przeznaczenia został . dzieckiem-niespodzianką. kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. wskazane przez ślepy los. To zgoda dziecka. Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego. Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. jaką złożył.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. Ty nie chcesz tronu Cintry. . . której się dzisiaj domagasz.Tak. nie rodziców.Kim jesteś? . Jeżu. bo -wiedział.powiedział Geralt . by spełniały się tylko wtedy. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? . Jeżu. Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. z kim zwiąże je los. jak mówisz. gdy. że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. Jeżu.Jest dokładnie tak. Zdobędziesz je dopiero wówczas.bo do niego je kiedyś zastosowano. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner.przysiąg? Znasz odpowiedź.powiedział chrapliwie Myszowór . Jeżu z Erlenwaldu. Twierdzę.Tego . . nie znany mi rycerzu . bo był tym.

tępego ryjka.Wiedźminem. unosząc upierścienioną dłoń .To prawda . uderzył dzwon z kordegardy. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń.tym.niechże dokona się prawo. . Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. . zaskoczoną minę. Znad szerokiej. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. jakie płodzi noc. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. patrząc na Geralta. umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego.A zatem . jakie zsyłają złowrogie. niech ujrzy twoją twarz. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. Twój ślub już nie obowiązuje. zgęstniała raptownie. . uzbrojonego drgającymi wibrysami. jakie czają się na nas po lasach i jarach. ruchliwych kolców. aby strzec nas od potworności i koszmarów. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy.o czym dobrze wiedziałaś. pełnego ostrych. Poświęcił się. Ktoś krzyknął. . czarne guzki ślepi. Myszowór.powiedziała Calanthe. wypełniająca hallę jak siwa mgła. Uśmiech okrutnego tryumfu. której spełnienia domagasz się. . niewiadoma Moc.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. ponurym akcentem ogłaszając północ. jaka zapanowała. szkodzące ludziom siły. Zdejm przyłbicę. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe. bardzo zły uśmiech.przemówił stwór . . białych kiełków. W ciszy. Wybiła północ. szarpnął wiązania hełmu. niech spełni się przysięga. Jeż milczał. On zabija wszelkie straszydła i monstra. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu. Również i te. Dziwna. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib. zrobił dziwną. zdjął go. kim jest.Tak właśnie wyglądam .ciągnęła królowa. Jeżu z Erlenwaldu.A kim on jest? . Na twarzy królowej pojawił się zły. szarych. ktoś zaklął. ktoś ze świstem wciągnął powietrze.

ciągnął Jeż. co zaprzysiągł. dudniąc głucho w łukach sklepienia. zdobyczą tego potwora. -pomimo jego wyglądu. Moc przepełniająca salę zawtórowała. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . na podorędziu. .Tak. kto. jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie.Calanthe. Calanthe.Skończmy z tym. . Moje prawa zostały dowiedzione. królowo. oparła zaciśniętą pięść o biodro. Wystarczy jednego twojego słowa. . niskie oszustwo. Chciałaś mnie upokorzyć. Calanthe wolno. a staniesz się własnością. wiedźminie. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. a raczej co.Najchętniej . zasiadającego po prawicy. Nikt.Dosyć . szumiała w uszach.Pavetto! .w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża. ruszające się jak robaczki. nie mógł pominąć opisu tego. . szlachetna królowo. . poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał.Ty także. komu zawdzięczał życie. Payetto! Widzisz. Wiedz. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą.powtórzyła Calanthe. Na okruszki chleba na stole.Calanthe wstała. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. Roegner. formujące runy. Odpowiedz. Cóż wam pozostaje. Calanthe.Wszyscy słyszeli . Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. I ty. Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. a nigdy go już nie ujrzysz. miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. . . Komu.Odpowiedz. opowiadając o przygodzie. zaprzysiągł. Powiesz: "Tak". bardzo wolno opadła na tron. ale nie odmówię sobie pewnej . zaciśnięte na brzegu stołu. płatny zbóju. jeżyła włosy na karku. Prawda i prze-. chytry. A na koniec pospolite. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale. że upokorzyłaś siebie. Powiesz: "Nie".

fukając gniewnie i szczerząc kły. Uderzenie rzuciło go jednak w tył. gdzie stoję. kopnął zydel wprost pod jego nogi. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . usta drgnęły. Już wiedział. Rainfarn . Calanthe. przyprowadzisz twoją córkę tutaj. ale powstrzymał go książę Windhahn. Geralt nie poruszył się. To ty.Co?! Co takiego? . by wyrwać Ra-infamowi sztylet. Kudkudak. obrócił się ku atakującym strażnikom.Z tym straszydłem. czując i widząc. Crach runął na stół. Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina. zrywając się. świńskim ryjem? . . jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. Jeż zaryczał. z całej siły. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. Był bezbronny. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. Potem już poszło szybko.Straż! . Oczy królowej zwęziły się. zrywając się z miejsca. .wrzasnęła Calanthe.zaryczał nagle Grach an Craite. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud. który unieruchomił go.krzyknęła królowa... Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. Kudkudak przypadł. Calanthe. nie bardzo wiedząc.Zabijcie go! .przyjemności. W jej oczach był rozkaz. opancerzonej pięści. wyprostowana i groźna. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. chwytając za nogi. wskazała im Jeża władczym. Tylko na nim. jakie zostały z pieczonego dzika. wprost na wstającego Rainfarna. ale zakuty w kolczastą stal. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. Pavetta zaczęła krzyczeć.. Eist Tuirseach kląć. od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. . z trzaskiem przewrócił krzesło. Rainfam skoczył ku Jeżowi.Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem..Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym.zawtórował Rainfarn. Jeż. Wszyscy pozrywali się z miejsc. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. co robić. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. ale chwila zwłoki wystarczyła . . gwałtownym gestem.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! .

zatoczył się na ścianę. .zaryczał Eist Tuirseach. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał. co się święci. Rainfam. A potem równy. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. łopotały wzbijając chmury kurzu. siejąc dookoła zastawą i jadłem. chwytając za krzesło. czując. razem z siedzącą na nim Calanthe. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. wskakując na krzesło. Rainfarn zawył. Wiedźmin zawirował. pomknął ku walczącym przez stół. skacząc ze stołu. Strażnik runął na ziemię.dźgnął go sztyletem. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. roztrącając talerze. Wiedźmin. gubiąc płaski hełm. jednostajny. rzucając gizarmy.Nie godzi się! . Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. Tron. Wiedział. padł płasko na ziemię. Wlokący Jeża odskoczyli. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. przyparli Jeża do rzeźbionego komina. Trzeci strażnik przyskoczył. Od wejścia biegli następni. krzyżując drzewca. z mieczem w ręku.wrzasnęła cienko Pavetta. wibrujący krzyk królewny. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. Eist Tuirseach. półmiski i puchary. że czasu jest niewiele. gobeliny i arrasy. wleczony po posadzce. zwalił się ze szczękiem. co zostało mu w ręku. Od wejścia słychać było łomot. . łowiąc okiem zielonkawy błysk. ledwo utrzymując się na . Geralt ciął. przyklękając. Geralt. a z tym. rzucił się na nadbiegających. Jeż. Strażnicy. zakrzyczał i zafukał. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki.Dunyyyyyy!!! . Jeż zwinął się. uwieszony u jego pasa. Stół. Poczuł okropny ból w uszach. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany. usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. wzniósł glewię do pchnięcia. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. wznosił się wirując.

Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant.Wiem! . walił się i turlał. Obracając się. którą licząc od dołu. unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi.nogach.wrzasnął druid. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku. beczułka piwa. Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . Drogodar. . krzesło i lutnia Drogodara. a nie na brzuchu. na którym siedziała królewna. przekrzykując harmider i łomot.Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . ściskając medalion w dłoni.Gotów? . obaj przypadli za górką. świszcząc w powietrzu. Pod powałą krążył stół. tworzyli Paszkot ze Streptu.Tak! . Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść. Z powały cichutko sypał się tynk. . Pavetta wyła. Krzesło.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. skoczył ku niej. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu. lub rozpłaszczał na ścianie. własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem.odwrzasnął Geralt. rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa. wewnątrz przejrzystej .wisiała nadal w powietrzu. . Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. gdzie Myszowór. tak szybko. rozleciało się w drzazgi. pełzł w stronę. trzystopniowym zaklęciem. Myszowór straszliwym. Geralt doczołgał się do Myszowora. Geralt. Geralt Znakiem Aard. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka. zacznie się topić posadzka.Ona nad tym nie panuje! . chwycił w ramiona.To czysta.Widzę! . od którego. jak tylko mógł. cięła krzykiem jak batem. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. wszystko i wszystkich. pierwotna Moc! . wyrżnął go w plecy. nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. wydawałoby się.

nieznanych. kości.Blokuj ją. półmiski. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom. Pavetta zamilkła przerażona. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. brzęk i łomot. . Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. wirujące leje. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. na złotym polu.zaryczał Myszowór. majolika. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. dzikich i mitycznych zwierząt. obróciła ku nim głowę. wstrząsając posadami zamczyska. . Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. kuląc się. Moc zelżała raptownie. Myszowór! Blokuj. z wnętrza których runęła na nich Moc. porażając dech. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha. domowych. . deszczułki i tlące się polana z paleniska. poprzez własny krzyk i wycie rannych. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć. gasząc oczy. wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk.Blokuj.Na wszystkie demony! . odrzuciwszy głowę do tyłu. wył i ryczał. celując różdżką w królewnę. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. huk. poprzez wycie Pavetty. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. Nie przestając krzyczeć. co znalazło się pod spodem. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko. świeczniki. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. . . Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę.Zwalnia wszystko! . nadgryzione bochenki chleba. Błyskawice skręciły się w oślepiające. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. jak taran rozsadzając czaszki.krzyknął wiedźmin. na trzy łokcie do góry. . Sam zaś. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. deski. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. kwiczał i skrzeczał.zielonej sfery.zakrzyczał Myszowór.Uwaga! . wiry.

wychrypiał Kudkudak. ghoul y badraigh mai an cuach . wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina. ta jednak odtrąciła ich ręce. . .powtarzał Crach an Craite.Calanthe. .Teraz. Crach .powiedział wiedźmin. znaczy się nie tknięta. . niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. wiedźminie. Moja. plując krwią płynącą z przygryzionej wargi.Eist. Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę.Tu są kobiety.powiedziała.Cuach op arse. poprzez rumowisko i zniszczenie.Wody! .wołał jeden z braci ze Streptu. otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się. z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy. prędzej! .powiedział z wysiłkiem Myszowór. . . . nie wiesz. wymachując różdżką.Teraz! . patrząc w ich stronę.Nie .Opanuj się. Królowa otworzyła oczy. Dzirżygórka. dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin.Wody. schylony nad Rainfamem.A niech patrzą. Calanthe! . przez połamane sprzęty i bezwładne ciała.parsknął Myszowór.Cóż to. nie mogłaby używać Mocy? . Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie. wiedźminie! Uderzyli ją.ryknął Myszowór. co to było? . . . ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. Umiłowana. .Dzisiejsza młodzież! . .Że co? .powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami.spytał marszałek Vissegerd. wyczołgując się spod zerwanego arrasu.krzyknął cienko Windhalm z Attre. . . Ludzie patrzą .Czy ktoś zechciałby mi objaśnić. przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. . Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.I piwa! . że dziewica.. próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc.Medyka! .

która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać. z zaciśniętymi ustami.Jej babka.Dosyć tego. jaka była przyczyna.powiedział Myszowór.Właśnie w tej chwili. kto mi to zrobił. królowo. .Zaklęty? . . odwróciła głowę. . . co wiem.Prawda. ani chybi .. Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro.Może jednakowoż zamiast rozprawiać. . . Geralt.Czy ta twoja różdżka. ozdobioną wydatnym nosem..zająknął się Eist Tuirseach. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. . Dzwonnika. był nieporozumieniem i pomyłką. Jak już będzie po wszystkim. prawda . podnosiła most zwodzony ruchem brwi.Duny . który słyszeliśmy wcześniej. Myszowór? .Na rozkaz.Ale jak.Pal diabli jej dziewictwo .powiedział wiedźmin. okalające bladą.. .Calanthe wyprostowała się..Tak..Dosyć . wskazała rannego Jeża strażnikom.. królowo. Geralt i ty. . Od północy do świtu .mruknął Geralt. jak tu stoicie. . Dzwon. Adalia. ani Calanthe. Pavetta.Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego. Duny. dumnie unosząc głowę.stęknął mężczyzna o imieniu Duny.Po co nam medyk? . trąc skronie. lśniące. .. chcę was widzieć w mojej komnacie. ani Roegner. kanciastą męską twarz. . Myszowór.Odziedziczyła z przeskokiem. Stłukłam sobie kręgosłup.rzekł druid.powiedziała miękko Pavetta. Calanthe. I okolice... Hej. Wszystkich. Nigdy nie dowiedziałem się. . Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne..Kto to? Jeż? . Calanthe? . kręcone włosy i brodę.zamruczał Eist. rozmył.Co. cofnęli się szepcząc i mrucząc. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko.Od urodzenia.. Eist. odpowiadając zamiast królowej.. zaczął tracić kontury. . ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka. Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci.klątwa . ... .ciągnął Duny. popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe. III . . wyjmując różdżkę. Potworny pysk Jeża rozmazał się. Prawda. ale niepotrzebnie.Wybiła północ .

Akerspaark. -z zapałem kręcąc głową.. kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. stawać na drodze do naszego szczęścia. . gdy on zginął. I piękną.. pani. . -Na twoje szczęście. .. Mam pewien dług wobec ciebie.Calanthe. . wiesz.. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę.. że tak. Tuirseach.Mogę. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. chciał to ukryć. mogę. Ty mała czarownico. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii. wychował.Dalej wiemy. Jesteś z Pavetta od roku.Pomału. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie. . Pierwiosnki. podróżowałem sam. Już nie pamiętam. Powinnam cię prosić o wybaczenie. Krótko po tym spotkałem Roegnera. . A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. potem. od świtu. proszę. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. od kogo usłyszałem.zaczął Eist.kiwnęła głową Calanthe. Jeszcze nie skończyłam. i co? I nic. Przeznaczenie zadrwiło z ciebie.Pewnie.Dzięki. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca. względnie domyślamy się . W Maecht ludzie są zabobonni. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny. królowo..Jesteś mądrą i wielkoduszną królową.uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. nie chcę. Duny. widzieliście co. Za tamto. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. Dzięki . Cóż za ironia.Do licha z przeznaczeniem. Duny. sprawa mocno się skomplikowała.No. Kocham Pavettę i ona mnie kocha. Zwłaszcza tego.normalny człowiek. Dalej wiecie. . Nie możesz. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? . mój ojciec. ale ja tego bardzo nie lubię. i to jeszcze jak . . że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. tylko to się liczy. Byłam zdecydowana. . błędny rycerz z giermkiem.uśmiechnął się Duny. . To znaczy. Duny. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki.

Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać. zgadzam się.To dobrze.Tak. . Jak ty to powiedziałeś.Niedaleko pada jabłko.Dzisiejsza młodzież . wolałabym. Pora. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie.Tak.. Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć. Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. Raptownie odkręciła się w stronę. patrząc na moją prawie zamężną córkę. Przy okazji.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. czarownicy? Czy nie widzicie. . trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami.Calanthe..Zaszczyt to dla mnie. .. czarowniku? . . aż sama zobaczysz . Myszowór.Duny! .Co tam mamroczesz. mam dla ciebie propozycję. Zresztą. A wy. jak sądzicie. Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. .. .parsknął Myszowór. . Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia. . co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. pani. . . .. druidzie? . żeby stał.. dobrze radzę.zapewnił Geralt. .Ja myślę .. Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry. Lubię ten zamek...królowa odwróciła głowę w stronę okna. Co ty na to.zamruczał Myszowór. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem.... nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny.Ciekawiło mnie.I piękną.A wam co tak wesoło. .Świta już. Eist. widzimy .. . leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu. Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają. jak stoi.Możecie oboje zostać w Cintrze. Geralt spojrzał na Myszowora. kiedy się połapiesz.Nic. .Widzimy. Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania. królowo? .Czekaliśmy. jeśli chcecie. Powinna się nauczyć. ale.

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

albo przesadzona. że nie jestem mile widziany w jego włościach. a jadąc przez kraj. Co się jeszcze. zmrużył oczy. -Gwiżdż na niego. Któregoś dnia podjeżdżam. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń.rozkaszlał się. twoim zdaniem. dokąd ty się udajesz.Dam ci parę przykładów .Donikąd. łyknął z gąsiorka. Geralt. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. . Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. latawce.Dokąd zmierzasz? . patrzą na mnie jak na dziwoląga.rzekł Geralt po chwili milczenia. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. patrzę. zamiast odpowiedzieć. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. z boginią Melitele. . .westchnął ponownie Jaskier. most. westchnął ciężko. Mógłbym ci potowarzyszyć. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. książąt. . Coś się kończy.Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym. Tutaj nie znajdę roboty.Świat się zmienia. . . słońce zachodzi.Jaskier znał wszystkich królów. A siedzę tu już i tak za długo. Długo myślisz tu zabawić? . tak .Opowieści to i ja słyszałem. wijuny.Nie chcę kłopotów. a wódka się kończy.Niedługo. . Powinieneś mieć roboty po uszy. mógłbym udać się tam.Co też ty wygadujesz. byś mnie tu nią musiał raczyć. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie.Hereward? .Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. macając zabandażowaną szyję. Bo na to. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. . . Jadę na południe. . wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. Poeta pociągnął z gąsiorka. przybierając przy tym minę myśliciela. Połowa jest albo zmyślona. od każdego przechodzącego żąda opłaty. Jaskier. nawiasem mówiąc. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. . Owa zmienność świata to. wszelkie możliwe świństwo. Jaskier^Świat się zmienia. z którą ci absolutnie nie do twarzy. że świat się zmienia. przerazy. Pod mostem siedzi troll. Podobno są tu wodniki. Nie. Jaka tam cywilizacja. jedyna teza z jego traktatu. Cywilizacja. Daleko na południe.Tak. Lud puściłby mu kasztel z dymem. filozofie. To znaczy.

Taniej wypada więc płacić mu myto. nadal wpatrzony w zelówkę . . Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. Bądź konsekwentny. ale jaka? Temu złap rusałkę. Mało znam kapłanów. Leci. Jadę dalej. . .Pieprzysz. a im się chce nieludek. Idę więc do wójta. Chłopi na kolana. . z twoją moralnością.. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić. . pytam. . Geralt. problemu stanowić nie powinno. nie. a od wody ciągnie i łamie w kościach. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. Stwierdzam fakty.Przypominasz mi. jest. temu nimfę. patrzę. solidnie. niesie w szponach owcę. sędziwego rybaka.To akurat bujda . którzy wierzą. jak trolla nie stanie? Troll dba o most. Hodowałbym róże. owszem. którzy odmawiają. gdybym stwierdził. Gadanie i żale niczego nie poprawią.Na jaką? . Ja. a nas ze skóry obedrze. a czasem i obie. To.może i nie byłbym. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. przetrąca nogę. bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję. Zostań kapłanem.To będziesz chodził głodny. że nie wierzysz w żadnych bogów. jak mu łuska z grzbietu spadnie. ile.Tym. pyta. Jadę więc dalej. a robi mi się coraz głodniej... to baron sioło spali. po wsiach pełno dziewek jak rzepy. jak się patrzy. .Cóż . ile mi dacie. że skończył się popyt na poezję. Nieduży. Chyba. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. naprawia go regularnie w pocie czoła. Nie wzmaga nic a nic. zapłacicie za gada. pytam. widłogon. a kto będzie most naprawiał.Próbowałem. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. że zmienisz pracę. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. . Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. owemu dziwożonę.. który pod koniec życia odkrył. Inny prosi. No. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami.zgodził się poeta. Ani innych nieszkodliwych stworzeń. a polewce nadaje smak wywaru z onuc.Nie będę zabijał wojsiłków. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. .Nie użalam się.. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona. Jak to.Na byle jaką. Pogłupieli doszczętnie. że ryby śmierdzą.wtrącił Jaskier. .. wołają. za tego trolla. Rozpytuję o pracę. Jadę do wsi.

o ile pamiętam. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. prawda? . Tą ziemią władały smoki. milsze i nie chlały tyle piwa. w którym wiedźmini są zbędni. byliśmy tu intruzami. wzmianki o wiedźminach. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. Im lepiej i sumienniej pracujecie. . I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. mantikory. by móc je łowić. Bo my. to relikt i lokalna atrakcja.Dostrzegam. A wykończyli ich alchemicy. wampiry. każdą przełęcz. Czyli świat. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. Szczurołapowie. wsie otaczano potrójnym ostrokołem.Ale nasze profesje różnią się nieco. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. Niektóre..Dawniej. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. Dostrzegasz analogie? . bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. które pielęgnowały cnotę. w dodatku pożyteczna.Prawda. wilkołaki i strzygi. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. świat spokojny i bezpieczny. kikimory. wynajdując skuteczne trutki. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. to już nie potwór. Paradoks. tych raczej nie naśladuj. minęły bezpowrotnie. Prawiczki od jednorożców. Ale te czasy minęły. wiedźmini. Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam. każdą dolinę. No. chimery i latawce. ale stale. o tych pierwszych. wygląda. tym mniej macie do roboty. Przecież waszym celem. Geralt. gdy były jeszcze jednorożce. stopniowo. Baron nie pozwala zabić widłogona. natychmiast się rozprawiczyły. A przerazy. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. . F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. fretek i łasic. gryfy i amfisbeny. którym straszy się dzieci. gdy straciły pracę. . karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty. sami przecież pozbawiacie się pracy. każdy bór i każdą polanę.. ludzie. Wy. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. Zwierzaczki były tańsze. W czasach. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. Cóż. Z twoim zawodem jest gorzej.

Geralt łyknął z gąsiorka. do tych dzikich krajów.Zarobić łatwiej . Ech. że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię.mantikory. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów..Może powinienem. forpoczta cywilizacji i Nowego. nie biorąc ze sobą rohatyny. .Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie.. . to zaraz ci minie chandra. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy.Ale wydać trudniej. zaraza. a komary gryzą. Coś się kończy.Pamiętam. . Powinieneś osiąść tam na stałe. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem. coś się kończy. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu. grożąc.. Pamiętasz? . z jaką to czynisz..Miałem więc rację. . Do tego jada się tam pęczak i proso. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. Skutek gwarantowany. Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas. że prawisz banalne komunały. czy nie.To ty mnie namówiłeś. Ale nie osiądę. Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata.powiedział.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. . . Geralt. Jaskier zarechotał donośnie. opierając potylicę o regał. . bo dziewczę. .Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata . żeś znalazł kompana. A potworów tam podobno niemało. dziewczyny się nie myją.Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. jedźmy co rychlej na to południe. Nie podoba mi się mina.. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów. Powiadają. masz rację. Gdy zarąbiesz parę potworów. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie.Nie podoba mi się to. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu. Ale niech ci będzie. . miało czterech rosłych braci. . Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś.. Szukali cię po całym mieście. było jak mówisz. . Czy ci się to podoba. Jaskier. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach. piwo ma smak szczyn.

przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą. Zgroza. Poeta postawił kufle. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków.Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! . Dookoła wystawionego na majdan stołu.Aha! . całe są ze szczerego złota. rozumiecie? Strzygi zabija i upiory.Spójrzcie tylko tam. zebrało się już kilkunastu osadników.KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy.Tak sądziłem .Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . Klnąc pod nosem.Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź.Aaaa .Jestem wiedźminem. . Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. . są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową. trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę. widzicie te góry? Tam elfy mieszkają.potwierdził Geralt. usiadł.powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt.. w sposób zauważalny.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się.Taka profesja .. powiadam wam. za pieniądze. Zawodowo. powiadam wam. . ocierając usta z piwnej piany. . starosto? . . . Pałace ichnie.Robota? Niby te. ten już nie wraca. Kto tam pójdzie. tam jest ichnie królestwo. . . Przeszedł skosem przez podwórze. niosąc dwie ociekające pianą stągwie.rzekł Geralt chłodno. . Oho. .Są . .Wiedźmin. .doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. Pojmujecie.wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier. Z miejsca zorientował się. omijając krowie placki.starosta znowu zaczął myśleć.. panie starosto . No. Wszelkie plugastwo tępi. panie! Elfy..No właśnie .Niczym nie handluję. Jestem wiedźminem. Żywiołaki? Pytacie.

.dodał drugi. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach. A najgorsza to Mora będzie. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. żołdak z miejscowej strażnicy. Ale są tu i inne żywiołaki. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! .Ano. O. tak.Aha . to bywajcie. obiegli stół ze wszystkich stron. tak. . panie. o latawicy. Z elfiej krainy widać lezą do nas. ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się. dobrzy ludzie . . a tylko patrzeć. Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów. a dzieciaki od tego mrą! . Geralt wysłuchał spokojnie.No. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. mówiąc o królewskim włodarzu. Nie obyło się jak zwykle bez tego.powiedział. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi. Blada dziewica.Całą drogę narzekałeś.Geralt . myślał długo. by nie poinformowano ich.Mora! . zgodnie z oczekiwaniami Geralta.odezwał się Jaskier. prawie starosta gada. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. . Starosta. .Jaskier zarechotał bezczelnie. po czym wstał i skinął na Jaskra.Tak. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą.rzekł jeden. . kiwając głową w udanym skupieniu. który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab. jest ich a jest. . dobrze mówię.rzekł wreszcie. stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu.Koniom grzywy plączą po stajniach! . wtedy zobaczymy. .I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. . a w dzień płody spędza. co lata i krowom mleko spija. co da się zrobić. . a niejaki Duda. jak weźmie się za same baby. co przed chwilą słyszałem.Rychło wrócę.I chochliki . onaż po chałupach chodzi o brzasku. Zliczyć trudno. A z tego.

Drogą. w przeciwnym kierunku.Nietopyrze. słynny poeto. Jedno tu jest z pewnością. wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach.Geralt . .Żaden z tych potworów. może nie czają się za każdym drzewem w lesie. Coś z tego. . Bard przełożył nogę przez łęk siodła.Dlaczego? .Ciekawym. . . . . że w tym. podkasanym dziewojom.Nie. musi tu być. Wyjechali za ostatnie płoty. . . co oni mówili. słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . Czemu więc przypisać. I znam tę przyczynę. ale przecież są.wynika. o których mówili.Nie zarobiłbym tu ani szeląga.. ja miałbym piękne tematy do ballad. szczególnie zawziętego na pęciny koni. że ludzie dodatkowo wymyślają takie. to niemożliwe. wytłumacz mi. i to bez wytchnienia.Geralt odwrócił głowę . Co nie zmienia faktu. które nie istnieją? Mało tego. że będziesz tu pracował do zimy.Przecież potwory są. nie istnieje. Poeta milczał czas jakiś. Istnieją. . Przyglądałem się tym ludziom. . Jaskier.lubią wymyślać potwory i potworności. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża. Dlaczego więc.Nie kłamali. . co wymienili. . Oni nie kłamali..Co proszę? . nie było słowa prawdy. . Ty zarobiłbyś trochę grosza.Żaden ze stworów.zgodził się wiedźmin. wierzą w to. Żaden? To być nie może.Zastanawiałem. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym. a ja się na ludziach znam.Przyznaję. Może nie jest ich tyle co niegdyś. jedziemy dalej? .Dlatego. ciągnęły wyładowane wozy. .Nie .Ludzie . Chociaż jedno! Przyznaj.powiedział nagle.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie.Ha! Co? . Głęboko wierzyli we wszystko.Żartujesz chyba! .

płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw. Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . . Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. przepusty wzmocnione kamieniami i balami. Jaskier obejrzał się nagle.zadrwił wiedźmin. czapli i perkozów. Geralt. Horyzont wytyczała zamglona. . a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy.Im bliżej krańca świata.warknął trubadur. bezkształtną połacią boru. wcale nie przegniłe. W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. tym bardziej wyostrza ci się dowcip.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. .Ułóż. Strach pomyśleć. okrągłe i regularne jak listek koniczyny. . Gdy piją na umór.powiedział Jaskier po chwili milczenia. do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie. sina linia gór wznoszących się nad czarną.powiedział podniecony. niech mnie diabli.Jaskier wstrzymał konia.Wiesz. Jaskier.Ktoś jedzie za nami . . Jechali wolno. I łatwiej im żyć. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. . . leją żonę lejcami. a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. oszukują. Pośrodku.Ha . . . kradną.groble były zadbane. Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. Czyż tu nie pięknie? Idylla. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych.Na wozie! . -Na wozie? A ja myślałem.Niesłychane . rozejrzał się. cyranek.Zapamiętałem . dogonił ich więc szybko. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach. Ale nie licz na wielki poklask. obłożone faszyną. Mnichy przy stawach. co ci powiem? . wesoło ciurkały wodą. że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. nie oglądając się. szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli. .Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę.Jedziemy. . lubią myśleć. morzą głodem babkę staruszkę.Spójrz. ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady.

bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak.O interesach na gościńcu źle się gada. Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał.Zwę się Pokrzywka .Skąd ta pewność? . panie wiedźmin? . Tam pogadamy.Tppprrrr! . że tu nie masz innej drogi. a wasze konie w tamte stronę pyskiem. . zwany Pokrzywką. Chłop. . Wygodniej będzie. .oznajmił woźnica.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej. W drogę tedy.ciągnął mężczyzna w kożuchu . Po co rzyć na kulbace męczyć? . Jaskier zaśmiał się ponownie. Geralt? .Bogów chwalę.Stąd. . . miłościwi! . Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi.I my . . Wdrapali się na wóz. .mruknął wiedźmin. . . Jedźmy do mnie.jak wam starosta bajędy prawili.ich chwalimy. biegły w obyczaju .Słyszałem .zaproponował chłop. porządnej roboty.Nic . chrząknął. Pokrzywka cmoknął na konie. mości Pokrzywka.Święta prawda. .spytał.odrzekł Jaskier. usiadł na desce. żeście wiedźmin. Jaskier.Co na to powiesz. Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu. Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było. Geralt puścił wodze. nie chwostem obrócone. wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli.Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . . ciągnęły się uprawne pola.Przyglądałem się wam. jak okiem sięgnąć. Geralt patrzył na chłopa bacznie. do Dolnej Posady. Jaskier zaśmiał się. . .Na gościńcu źle się gada. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale.Jeśli chcemy ..Miałbym coś dla was. Wiem.powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. nic nie mówiąc. minęli pas skoszonych łąk. . jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali. Dalej. Przecie i tak tamtędy wam droga.rzekł wiedźmin.

Spójrz.Co.Rzuć tylko okiem.A gorzałkę z czego się pędzi? . . Żyto jak złoto. my sobie.Dzięki stokrotne. który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów . koniec cywilizacji . uczyć. ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu.Prawda. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. panie.My. . To łubin. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie. jeśli pozwolicie. . . Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. Ucz się. poeci. pisząc.Lubinuście nie widzieli. . że to kraniec świata.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. jaka ogromniasta. ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy. te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra.Wierzyć się nie chce.rzekł wyniośle Jaskier. aż miło. można . dobrze więc znać się na rolnictwie. zobacz. Rolnictwo karmi.Najlepsze wyjście . Brak fantazji. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. . . Geralt. . musimy znać się na wszystkim .zgodził się Pokrzywka. te fioletowe kwiatki. czyli Dol Blathanna . mój drogi.Nie mieszamy się jedni do drugich. Od rolnictwa zależy los świata. . A teraz. czy jak? Ale w jednym utrafiliście.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski.Po prawdzie. .Dzięki za poczęstunek . chroni od chłodu. to jest wyka . starszy Dolnej Posady. .Znasz się na rolnictwie? . . a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. przejdziemy do rzeczy. . Oni sobie. II .powiedział Jaskier.Ano.. dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę.Rozumiem.Dolina Kwiatów.rzekł poeta.W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili.Uważasz? Elfów wyżenąwszy. ubiera.Mało rozumiesz. Albo ta rzepa. . Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. gospodarze. . . skinął na dziewki. Uczyć się trzeba. Dhun? Dhun.wtrącił Pokrzywka. A jak żyje się tu wam z elfami.

Pomaga? . wypisz wymaluj diaboł. chmiel i len.Przecie mówię: diaboł.. Wygląda to on.Jest tu takie jedno pole. Starszy osady kiwnął' głową. .parsknął Jaskier. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. .. panie. skąd się wziął.. Diaboł. panie Dhun. . grasuje tam diaboł. patrząc w okno. . który już szykował się do złośliwego komentarza. .Ano .Co takiego? . usiłując wyciągnąć muchę z piwa. z wielkim trudem. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem.Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. . . gdy chciał.Dhun uniósł głowę. mądry z was człek. . Aż po sam bór sięga.Nie wtrącaj się. jak diaboł.Diabłów nie ma! .Co jest na tym polu? .Geralt. -Ano. Skąd się wziął? Ano znikąd. Powiedzcie. .Słucham tedy . .Ano.niewybrednymi żartami.Przecie mówię.Pole . Pokrzywka spojrzał na Dhuna. ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie. mości Dhun.I co? . to jest tak .Diabeł? . ostry żywiczny zapach docierał aż do izby. Jaskier . Bywa nawet. .To już wiem.A jaki ma być? Diaboł i tyle. w czym się tu wam mogę przydać. jeśli łaska.rzekł Geralt. . .kontynuował Dhun.zarechotał Jaskier. po kolei odginając palce. Po kolei.Po kolei. jako żywo.Jaki diaboł? . w czym wam przeszkadza. potrafił być niesłychanie cierpliwy. Jaskier. . .rzekł Geralt spokojnym głosem. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza.Nie wtrącaj się. tak. Mówcie dalej.nie wytrzymał poeta.. odchrząknął. Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie.A wy mówcie dalej.Mówcie. . Ano. jak wygląda. Kawał pola.Dobrze mówię.Co? . że pomaga.Ano . prask i patrzym: diaboł. Geralt kopnął pod stołem Jaskra. powiadam wam. Bęc. . podrapał się za uchem.powiedział. trzask. W jaki to sposób . . . .

z dymem puścił wszystko siano. a to za dziewką goni..Więc jednak przeszkadza. a złośliwe bydlę i w głowie ma. nasrane tak. sam słyszałem.Wszelakoż .A któżby . panie. panie wiedźmin. niecodzienne. z przeproszeniem.zmarszczył się Dhun. . by pozbyć się tego diabła. . Zapłacimy wam..powtórzył z naciskiem kmieć. .Interesujące . nie? To zróbcie z tym diabłem porządek. Skąd tyle miłosierdzia? . grozi. ptaki płoszy. ze szczętem uciekła i karpie posnęły.Nie .Diaboł . rzepy i buraków dogląda. sami rąk nie mamy? A to.. Jak to diaboł. Psoci jeno. Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie. po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku. że wytrzymać ciężko. co to.bo w tej Dolinie. Wiedźmin milczał. czy tak? Innymi słowy. abyście diabła ubili. . .Nie przeszkadza. naprzykrza się. Kradnie. nie chcemy..gotowiście mi zapłacić. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie. Niszczy a psuje.chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da. co się w kapuście lęgnie. Co to.Rzekłbym. jak powiadacie. Pluć nam na jego pomoc. że dupczył będzie. ino by żarł.pokręcił głową Dhun.. kurwi syn. . glebę wzrusza. co mu wieczorem do łba strzeli. Nie wiedzieć rano.przerwał Geralt. .powiedział. woda z jednego stawu. co tu gadać . . . We stogu lulkę palił. . Jaskier odwrócił się do okna. Ale zważcie. . Nic. chudobę i spyżę. Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem.A. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki. pomaga tak: grunt użyźnia.Nie Iza ubijać . A to. straszy. . nie chcecie go w okolicy? . Jaskier znowu zarechotał.odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka.. krety tępi. . zjada.Dhun spojrzał na niego ponuro .Wyście są wiedźmin. nie diaboł. ile trza.Co? . To i macie robotę. na grobli ryje.Ano. A i liszkę.Rozumiem . z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej. ot co. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada.pomaga wam ten. w studnię napaskudzi.rzekł spokojnie wiedźmin .Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej .Niecodzienny warunek. . panie. to nie. tłumiąc śmiech.

Nie ma! Diabły nie istnieją.Głupi ten diabeł nie jest. panie. ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach. III .Diabłów nie ma! . Chcecie wypocząć. . Bywajcie. Wiedźmin milczał. Tam se go możecie oglądnąć.Geralt .Jaskier zerwał się z zydla.przerwał Pokrzywka. się przyjrzeć..mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę. . a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów.Jedno jest pewne .skrzywił się Geralt. . nie przestając się uśmiechać.Prawda .Najpierw chciałbym mu. definitywnie wybijając kota ze snu. Jaskier. . wie przecież każdy. że to stworzenia mityczne.uśmiechnął się Geralt. wyjrzał na podwórko.wrzasnął poeta. . śpiewaku. . .Rzeczywiście . .I wasza wola.Co tu jest do rozumienia? . nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś. wyjąwszy widać ciemnych kmiotków. . do diabła! . . wiktu i opierunku? . że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu. . co nie istnieje. że właśnie diabły to wymysły. Nie minął dzień od chwili. Kmiecie popatrzyli po sobie. . .powiedział Pokrzywka.Z faktu. Nie będziemy was naglić.W takim razie nie rozumiem. Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam.Nie Iza i już . gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. temu waszemu diabłu.Przybijecie ugodę? . . Albo wśród starych wierzb na bagnisku.Wasze prawo . znając cię trochę.Ale ja. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy.Przestaję zgoła rozumieć. A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was. A o tym.zaciekawił się Jaskier.Złapcie go tylko. . że mnie już trochę znasz. albo wygońcie za siódmą górę.Wygląda na to.Z czego to wnosisz? . wypoczywajcie jak długo wola.spytał Dhun. wedle prawa gościny. po czym wstał. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu. Diaboł nocami hula po całej okolicy. na oddalających się od chaty kmieciów.

.jak też się do tego zabierzesz. ale zabawna. Ani baba. Chciałem być pomocny.Ciekawym . .Jak chcesz..Co chcesz zrobić? . Ale na razie jeszcze nie polujemy. Jaskier.powiedział. co to takiego jest.Jaskier rozejrzał się. Kto wie. Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. Baba.. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. jak byś się do tego zabrał? .. nieprzyzwoita. Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. . może i do zastosowania. Jaskier odkaszlnął. uważasz.Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . . Założę się. widzisz te tyczki? To chmiel. jeśli zechciałbyś uczestniczyć..Inteligentnie . . Zakładam. . Była taka jedna. o diable i babie.A po co? Też znam ballady o diabłach.. Na razie chcę się zorientować. Zapracować na wikt i opierunek. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy. poprawił spodnie. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy. .Chodzi o specjalne właściwości konopi. Wypędziłbym diabła z chaszczy. Geralt. A tam. Z nagonką. ów diabeł.Hej! . . . A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć. Czas zabrać się do roboty. Łajdak wyczuwa aurę i wie. . a w czystym polu dognałbym go konno.Choć niewyrafinowane..Hmm. że jest tu bezpieczny. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady. że to nie przypadek.Sprytnie. Co o tym sądzisz? .. dla przykładu. tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość.Pomyszkuję trochę w konopiach.Nie wziąłeś miecza! . . drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . wziął na arkan. .parsknął trubadur. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną.Przestań gadać.Daruj mi babę. który. .Oryginalne .A ty. bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch.nadął się Jaskier.Wcale ciekawa koncepcja. Dlatego muszę poszperać w konopiach. Jest ballada o parobku imieniem Yolop. .bard dopiero teraz zauważył. nic więcej. spójrz.

gdy im się coś nie uda.Faktycznie . przekonać się. Skorzystajmy z niej. .O. Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu. że "diabeł" to tylko taka metafora. Niziołki. . Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. "do diabła". . potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów. Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu. skoro tam jest ścieżka. Nie nachodzimy się zbytnio. "niech to diabli". W samym centrum polanki leżał duży. jak również inne. zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. na nim stało kilka glinianych miseczek. Ścieżka zakręcała lekko. Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie. żeby było jak kląć. Krasnoludy klną: "Duwel hoael". . Jaskier.A jeśli to diabla ścieżka? . My tak mówimy we wspólnym. Geralt . powachlował się nim i wytarł spocone czoło. co to znaczy. jak widzę. "Diabli nadali". .Tak przypuszczałem .Jest ścieżka. ziarenkami.paplał bard.I palą diabłu ogarek. .. wymyślona. czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie. duszne gorąco. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą". . płaski kamień.W samej rzeczy . czy rzeczywiście jest taki straszny. . Pytałem. Przestań pleść. Co. co znaczy.. niby jakiegoś czyżyka. Jaskier zamilkł. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se". wilgotne. nierówną ścieżynką wśród konopi.Tym lepiej..rzekł poeta. krocząc za wiedźminem wąską. .zaprotestował poeta.Zawsze myślałem. .Wiesz. Ale karmią go.mruknął.. nie .Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła. Zaraza.Geralt przysłonił oczy dłonią. nierozpoznawalne pestki i nasionka. Jaskier. wydeptaną w zielsku polanką. ..Składają mu ofiary. wskazując na świeczkę.Spójrz. . jak go malują.Ty nie musisz. gdy widzą nadjeżdżających gości. . co za cholerny chlew.Wiem. . a tuż za zakrętem kończyła się niedużą. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". W gęstwinie panowało ciężkie.

Zachowaj dla siebie głupie żarty.Żarty!!! . beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką. przebierając racicami. trzymając się za czoło. Koło ucha Geralta coś świsnęło. -Żarty. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne.zabeczał koźloróg. przy czym warga rozeszła się szeroko. którym energicznie zamiatał.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. zakończony pędzlastym kutasem ogon. . -Czego tu? Precz.zagulgotał wściekle stwór. -Ja wam dam kulki! .ryknął donośnie koźloróg i podskoczył.nie wytrzymał Jaskier. czy było to potwierdzenie. łajdako-wie wy.Uk! Uk! . Gdy będziesz szedł do domu.Jak najbardziej .Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie. precz. Stwór zabeczał. . podskakując. do cholery .Katarynka i dzwoneczek są twoje.Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . wyłupiaste oczy. kozie rogi i brodę.Zamilcz. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać.kiwnął głową Jaskier. Dolna część ciała stwora pokryta była długim.wrzasnął koźloróg. Również usta.Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć.. Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. . Jaskier .syknął Geralt.Blebleblebeeeeee! . . uk! Żartów się wam zachciało. uk! . . ukazując żółte końskie zęby. W konopiach coś zaszuściło i zatupało. zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki.. beee. następna trafiła Jaskra w kolano. .Uk! Uk! Beeee! .warknął wiedźmin. . przywodziły na myśl żującą kozę. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. Geralt nie czekając skoczył za nim.Psujesz wszystko. zamachnął się ponownie.szczeknął potwór. . beeee! Nowi żartownisie przyszli. możesz je zabrać. . . . bo na rogi wezmę. po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór. uk.Uk! Uk! Beeeeee! . koziołku? .Ani słowa. a kulki świszczały mu nad głową. . ruchliwe. Trudno było ocenić. uk. uk. Dziwoląg wyposażony był też w długi. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. podzielone i miękkie.Przestań. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki.

Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun.Pokazujesz mi go po raz szósty.Prawiście. a zaraz potem świst kolejnej kulki. że było inaczej. Osadnicy pomruczeli między sobą. mości Pokrzywka . Taka rogata pokraka z kozią brodą. Wiedźmin. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . Zobacz. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka. że będę przy tobie bezpieczny! . taki cap kosmaty.Jakim sposobem? . A ja oberwałem w łeb. . teraz cierp. sprawić. . Geralt . Czekam na wyjaśnienia. Trzeba było przyznać. bo właśnie nadchodzą.Mości Dhun. Prosiłem natomiast. .Tego się nie spodziewałem. panie. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. A potem zapadła cisza. usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła. że nie robiliście niczego. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką.. . pytałem.Nie prosiłem. chwytając się za potylicę. jakiego mam guza! . czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. byś łaził za mną w konopie. Zełgaliśmy. Geralt rzucił się w bok. klucząc wśród gęstwiny.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. by poszedł sobie od nas precz. prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka.U nas w Dolinie . Mam powody przypuszczać.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu.rzekł wolno Dhun . byś trzymał za zębami twój niewyparzony język. pomiędzy konopie.. diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. Nie posłuchałeś. ale nie uniknął pocisku. . IV .Miły jesteś. .Zanim wyruszyłem. A myślałem. W milczeniu. Wybaczenia prosim.No wiesz.. bo wstyd nas żarł. który trafił go w łopatkę.już dawniej objawiały się straszydła. . jeśli łaska. Powiedzieliście. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej.zaczął wiedźmin bez wstępów. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć.

nie po wsiach na krańcu świata. babko.W jakiej księdze? . nie umiejąc czytać runów? .którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. Dziewczyna wciąż stała przed nim. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . by pień! Lilie.ciągnął Dhun . Na wszystkich bogów.Rzuć na to okiem.Ja? Nie. grube. . mówię. A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali. żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. Księgę. rzeknij babce. Ciekawe ryciny i iluminacje. zapewne jej rówieśniczek. .Smoki latające. Była starsza. mnąc dłońmi fartuszek. .zmyliła go jej filigranowa postać. Zabawna składnia. a jeżeli już. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. są sposoby na wszystkie potwory.Czytać? . niż początkowo przypuszczał .W księdze tej . . . .Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady. upiry. Nieczęsto widzi się coś takiego. Jaskier. zaglądając mu przez ramię. obrosłe tłustym kurzem tomisko. to w bibliotekach świątynnych.ocenił bard. Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha.Objaśnijcie mi . Tej sztuki nie posiadła żem. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? . złociutki.Pierwsze Kuny .jakim sposobem korzystacie z księgi. jakie na świecie były są albo będą. .starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła. skąd to macie. z podkową ciągle przyłożoną do czoła. pająki ogromniaste i żmije różne. . Geralt obrócił w dłoniach ciężkie. włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić. wijuny ziemne. burdałaki. Geralt.rzekł Geralt zimno. ale tak wówczas mówiono.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu. Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę.Pokażcie księgę. czary i cudactwa.

. Dziękuję. .powiedział Geralt z niedowierzaniem . babka najlepiej wie. Bardzo dobrze. babciu. w lewej wór pieniędzy. Hmm. .A tego.Eee. Rogi ma i bodzie niemi. babciu. tamte wiater sieją. przyjrzała się rycinie. Baczyć aby trzeba.Stara wiedźma i młoda wiedźma . Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją.pośrednictwem Lilie jeno to. że naszej babce już pora. gdzieżby tam . Sami baczycie. co podle obrazka stoi.. bo od tego oparszywieć można. Baczyć aby trzeba. znowu za .babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? .mruknął Jaskier.wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi. . owamte pioruny miotają.Aha . W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz.Dobrze.Nie. . Pochwalcie się zatem...Wystarczy ..Przez nieuków ziubrem zwany błędnie.Najstarsza babka zawżdy wie. czapli siwej smalcu.Tur rogaty albo taurus . Wzywać go niebezpiecznie barzo.Dość.odrzekła babka. wżdy trzeba. gdy już jej pora do ziemi.Pochmurniki a płanetniki rozmaite są. babciu. . . łajna mysiego łuty trzy. uczy jaką młodą.Wiedźmak .. . mówcie. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. Te deszcz leją. Ale póki co. A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. ..A tu? .Przez niektórych wiedźminem zwany. . brawo..Jeśli dobrze rozumiem . z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. . . nowy.zamamlała babka.Geralt otworzył księgę na chybił trafił.Całą nie. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry.. A dziewki przed nim kryć.Wystarczy... . wiedźmak uradzi.zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. Chceszli urodzaj od nich uchronić. . coby wiedźmaka nie dotykać..Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie.mruknął Geralt. co wie. . . zaiste . bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką.wyrecytowała.. weźmij nóż żelazny. . nie . po czym zamknęła oczy. .

Zgadza się. Wraz diaboł. Za kotołaka: srebrne grosze dwa.przerwał Geralt z kamienną twarzą.. pójdź nocną porą. wodząc palcem po pergaminie.A żeby was cholera . jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy. bom ciekaw. Daj onemu dziegciu.Diaboł . babciu. A zechce diaboł twarogu. twarogu drugą. przybieży i spyta.stęknął Pokrzywka. jak miód jesz.mruknął wiedźmin. Geralt . jak wydało się Geraltowi.A żeby was pokręciło. panie..Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą. Dalej. Babka. Posłyszysz niebawem.. . Tym razem więcej rad bym usłyszeć. babko. baczywszy.. . Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. .No.Dziękuję.. jakiego to sposobu na niego użyliście.. daj onemu mydła.. ale pozór daj...chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . dziegciu drugą.Zaczynasz wpadać w ten żargon.. .rzekł Geralt. na rycinie figurował miotacz kulek. . .mamrotała babka. . ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. .Uważaj.. A jeść pocznij orzechy. z trudem opanowując drżenie ręki. . . . Wonczas daj onemu kulki żelazne. jakoby to nic. dał on nam . To zaraźliwa maniera. W samej rzeczy. rogaty. mrużąc oczy . Och.mruknął Jaskier. a Lilie. któ-ren łakomy jest. .Takoż zwany rokita albo silvan. A teraz pokażcie nam..Aby do kulek.Doszliście do mydła? ..wyrecytowała babka.zębów nadłamawszy.zaśmiał się poeta. Miodu łagiewkę. . Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony.No. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży.Weźmij orzechów jedną przygarść .To były czasy . . .Cicho . Mydła szarego faskę.zachichotał Jaskier. tako uczyń. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. a sam twaróg jedz. Chceszli go z Opola wygonić. włochaty. wypisz wymaluj . Za wąpierza: srebrne grosze cztery.. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. przewróciła kilka stronic. smaczne li. odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki.zamruczał Jaskier. . ..ciągnęła babka.. no . Kędy diaboł siedzi. diaboł.A gdzie tam . . takoż miodu zapragnie..

Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie.Dhun spojrzał na niego. Lilie nie odpowiedziała. od rozmowy ze mną nie parszywieje się.Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? .. Poczuł dreszcz biegnący po plecach. .Lilie. wpełzający na kark. . . Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli. u siebie stosy podpalajcie. durni wy! . . że to typowy roślinożerca. To zaraźliwe. . panie . spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny. Lilie? Dhun wstał z ławy. Nie bój się. Lilie nie spuściła wzroku.bobu. .podjął wiedźmin. prawda. Dziwna jest.A kto wam kazał .Uważaj .Wyjdź.. mości Dhun? . dziewko .Nie pytajcie jej o nic. . Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. . dziewczyno. Przecież widać.Wpadasz w żargon.Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro. nie przymuszajcie jej. żeby jeno przygarść.dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze. U nas tego nie było i nie będzie.Nie wasza rzecz . . Mnie uprzedziliście. a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. Geralt raptownie uniósł głowę.rozsierdził się Jaskier .Dziękuję. Nie odpowie wam. A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli.. . gdy kulkę ugryznął. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. bym go nie próbował zabić. .Bom się i nie starał .uniósł głos..Zadałem ci pytanie. Głową niemal sięgał powały. .rzekł wiedźmin zimno. . .Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? . .odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony.warknął Dhun. Ona.Nie zrozumieliście mnie .. Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś.. .Kto to jest.warknął.Zabierz babkę i wyjdź stąd. gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. a Lilie nadal nie spuszczała wzroku.uśmiechnął się wiedźmin.

Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi.. . to zażądał daniny.Co to ma wspólnego z diabłem? ..dupczył będzie ... Albo nie wolno wam. . mierząc Geralta ponurym wejrzeniem. że. . Gadaj wszystko. Takie się tu nieraz uhoduje. powiercił się na ławie. Dhun milczał. . mości Dhun. . Nadal nie wiąże nas żadna umowa. tedy lepiej nogi za pas. potem nagle wyprostował się. szurając łapciami po klepisku. Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz.Jakeśmy tu jechali . żeby wam się to udało. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę. jak tu wszystko rośnie. czego wy zrobić nie umiecie. Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco. panie. . a kiedy on "uk-uk".lo też ..powiedział.. Pokrzywka zachrząkał. aż trzeszczało.. Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał.przytaknął Pokrzywka. i sprzedajem. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych. . Długo by gadać. co i jak. nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego.odezwał się nagle Dhun. "uk-uk" wołał. myślelim. jakie się tu zbiory udają..Zauważyłem to . że kupiliście sobie wiedźmina. Groził. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to. beczał.wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem..Nie sierdźcie się. ryczał.A i o czerwonym kurze napomknął. .wycedził Geralt. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać. Nic z tego: kradł dalej. . usiadł.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. nażre się i da pokój. Kmieć chrząknął. też nie siląc się na serdeczność. i mieniamy się.Źleśmy wiedźmina ocenili. nie mógł kraść. Powiemy wam. Otóż nie. . . mości Dhun.baczyliście. Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę. Nie przy waszej niechęci do rozumienia.zaczął Pokrzywka . Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. Ale. o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz.. Albo nie chcecie. my i daninę tym płacim.Ma. Nie macie podstaw do mniemania.Nie trza kręcić . spuścił głowę.Panie wiedźmin . Pokrzywka. to on wściekł się.

Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. Wiecie sami... My się słuchamy.ciągnął Pokrzywka. jak księga każe.Zauważyłem .na dłuższą metę zawsze okazywało się. co jej Lilie każe. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta. Bo jedno. Ale nie mówcie o tym nikomu. ta wasza Lilie? . którego sama me rozumie. do namiestnika. . czy można was-. Prosimy was. pomstował. bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek. Pytalim Lilie. A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini. ..Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . zaprzestaniu siewu lub zbioru.. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre.. krzyczał. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów. nająć. w czym rzecz.Geralt skrzywił usta w uśmiechu. bo babka..powiedział szybko Pokrzywka . -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst. I wtedy wyście się napatoczyli. Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych .I co? . Babka tylko to gada.Kazała zrobić tak. A jej życzenia to dla was rozkazy.Przecie odgadliście. znaczy.aleć przecie wiemy. i nie zdradzę was. ze Mądre miały słuszność.. że to Lilie.. z otwartymi gębami.rzekł poważnie Geralt.. ale próbujecie zgadywać jej życzenia. Mądra. a nawet o migracjach całych wsi. A my. Były już kłopoty z włodarzem. gębę by rozwarł. albo.Babka zabroniła diabła bić . Wieszczka. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. . Wierzyli im ślepo i bezgranicznie.o wybijaniu całych stad zarodowych.. No.. Jak wiecie. Gdyby tak do włodarza doszło. Kto to jest.Nie obawiajcie się . nie ulegało wątpliwości .Wiem. nazywane wieszczkami lub Mądrymi. . w każdej nieledwie sprawie. unikacie jej oczu. panie wiedźmin. . Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. nie wyszło. Władcy tępili więc "zabobon". nie dajcie bogowie. jak dowodziło doświadczenie. . często nie przebierając w środkach. Ale słuchać ich rad nie przestali. panie.

co warzywniki ryły. A taki druid.pokręcił głową Geralt. ale rozumne stworzenie. gdy giez ssie z niego krew. Ale gdyby was nie uznała. Dziad mój mawiali. .Do nikogo. -Utrafiliście w sedno. . Wieszczka. Toż samo było u nas z dzikami. Niezwykle rzadkie. do świetlicy nie weszłaby za nic. .Rzekła przez babkę. to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. Ale nic z tego.Nie śmieję się .rzekł Pokrzywka . tego sercu nie żal. to mu jeszcze życzy smacznego. mój kodeks tego zabrania. co się zjawiła nie wiedzieć skąd.Ale z babką. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną.A jakże. milczy. Sami już chyba zrozumieliście. . Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem.To ciekawe. a czego nie.to nie tylko o diaboła idzie. że wpierw musi na was spojrzeć. .. Nie śmiejcie się. że babka się odradza tym sposobem.. Pojmujecie? . Lilie nawet nie wie jaki..Nie powiedziała do mnie ani słowa. co Lilie uznaje. by śmieszyły mnie takie rzeczy.Hm. która zamiast wieszczyć.uśmiechnął się lekko Pokrzywka.. . panie wiedźmin .zastanowił się Geralt. ze taki związek istnieje. taką. .Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. . Nie zabiję go. takoż było. nigdy słowa nie powiedziała. wiemy to.Utrafiliście . Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce. . Lilie niczego nie pozwala krzywdzić. . Sposób się znalazł. . A ta dziewka. umiemy poznać. prócz babki. Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy. . to teraz właśnie nasza babka.wtrącił Jaskier.Wiecie. I uznała was.I spojrzała. ..Oczywiście .Nie wiemy. Żadnego stworu.mruknął Dhun. I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie. . Skąd ona wzięła się u was? .Spojrzała.mruknął Geralt. . jak to pamiętają starsi. panie .Pojmuję . mości Dhun. . wasz diabeł to silvan. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. Czego oczy nie widzą. Lilie czy nie.Za wiele widziałem.

Zwycięzca podyktuje warunki.I o tym właśnie chciałem pogawędzić. udowodnij.W samej rzeczy .to nie bardzo.Sam jesteś diabeł . dowiedzcie się. czy jak? Myślisz. stąd do starej wierzby na grobli. rokita. ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię.Wasza księga.odezwał się Dhun . . Czego chcesz? . A nuż się dogadamy? .Jeśli on rozumny . czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem.. mości Pokrzywka. .Ale.Pogadać.Hej! . . drodzy moi. Rozumiecie.Tak po prawdzie . panie wiedźmin. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni. Otóż. . beee! Życie. przezornie ukryty.Zgadza się .Sam jesteś rokita. Wygrywa lepszy.Spróbuję .Jeśli diaboł ma rozum. . że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak. .Chciałbyś wykpić się tanim kosztem. . znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. mości Dhun. to współzawodnictwo. wżdy nie tyle.to przemówcie mu do rozumu.Więc jak? Diabeł? .Wytłumaczę wam. Chcesz ze mną wygrać.burknął Dhun . jest przestarzała.Kpisz.przyznał Geralt obojętnie. że jesteś lepszy.zabeczał diabeł.Pokaz no się. że nie wiem.zdecydował się Geralt. Zamiast dogadywania się. . . szczerząc zęby. Proponuję wyścig.Tu cię boli . To wy. V . co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery. Zrobicie to? .Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest. jeśli liczyliście. Przecież on tego ziarna nie żre.. gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek. do czego zmierzam? .powtórzył wiedźmin. . człowieku. o co jemu chodzi.podchwycił Pokrzywka. . toście się cholernie pomylili.Ale co? . byś mnie stąd wyrzucił. .koźloróg wystawił głowę z konopi. co? . zawody. ..

Może pnący groszek? . .Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. wygrałeś. . bo zagadka nie jest łatwa.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. co to jest? Zgadnij. . Mnie się tu podoba.. diabeł zabeczał.Źle. Gorąco dzisiaj. Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. . hm. wyścigów i hukania. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień. jak się okazało. . smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki. nawet nie usiłując się zastanawiać. jeśli ją odgadniesz. boby zaraz zjadł. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze. Przegrałeś. Nie. ale nie lubię przegrywać. znał również krasnoludzki. potupał racicami. Jeśli ci się nie uda. gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. tobym nie proponował wyścigu. Nie pokazuj kotu. ja zostaję. jeśli nie lubisz gier siłowych. .Wyniesiesz się stąd bez zawodów.Silvan. Zanim Geralt zdążył zaprotestować.. bez przymusu. Wytęż pomyślunek. . pełniutkie strączeczki. Zamknij oczy. ..Zamieniam się w słuch. . .Gdybyś wiedział. a ja się wynoszę.Ale za bardzo tu narozrabiałeś. nakrapiane strączeczki? .Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy. ..Szkoda.Dliweisheyss ci do moich żartów. . Lubię zawody. .przyznał obojętnie wiedźmin. .Nie wiem. Zaraz zadam ci zagadkę.No. a ty się wynosisz.Pojęcia nie mam . nie będziemy się ścigać. .. . Sam. . Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss. Przesadziłeś z żartami.Nie wyniosę się stąd.Mam inną propozycję.Zauważyłem. Nigdzie się nie wyniosę. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat.

co tobie niemiło". Zaraz zabawimy się w całkiem nową. . A ty odchodzisz.Mam cię za złośliwego."Nie rób drugiemu. Żegnam pana ozięble. Poderwał diabła z ziemi. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i . nie znaną ci grę. zostaję. Nie musisz zamykać oczu.rzekł wiedźmin wolno . wiedźmin ukrył głowę za ramieniem. Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę. Geralt zaklął brzydko.Jeszcze chwila . jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły . Obaj.Uprzedzałem . .. ale i tak zadzwoniło mu w uszach. prosto w czoło. potoczyli się w różne strony. Wygrałem. próbując miotać głową.Ha! Więc jednak! Co to za gra? . Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem.pokręcił głową Geralt.Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć. Koźloróg zatrzepotał.obydwoma trafił. Spróbował ucapić wierzgającą racicę. .wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni.że zagadka nie jest łatwa. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach.Słuchaj . bo diabeł. Silvan. ale nie zdołał. . aroganckiego bęcwała. .zaprotestował diabeł. Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował. Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.Nie . calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. nie puszczając jednak diablich rogów.Zaczynasz działać mi na nerwy. rozłączywszy się. i to w taki sposób.Kapusta. kopał z siłą złośliwego muła. jak noga diabła wymyka mu się z palców.Gra nazywa się . mimo nikczemnej postury. Masz mnie za głupka? .zarechotał diabeł . szarpnął mocno. opuszczając rogaty łeb. . Silvan zabeczał i wierzgnął. chwycił stwora za róg.co dziwniejsze . Wiedźmin odruchowo cofnął się.A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? .Nie . . Wiedźmin zaklął czując.warknął Geralt. zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. . ale nie zwolnił chwytu. Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. Trudno.

kopnął w kosmate kolano. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. Gdy chciał się poruszyć. zorientował się. unikając kopyt. scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko.Trzy worki kukurydzy . Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony. zauważalnie kusztykając. a w następnej chwili został najechany. Gdy chciał go wypluć. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami. . Zerwał się zwinnie. Geralt.usłyszał.Bleblebleeeeee!!! . rzucił się w pościg. wymianie obelg i kopniaków. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. Bardzo dobrze. A potem nagle ktoś zwalił się na niego. ponownie obalając. Słyszał głosy. .. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha.. . . zorientował się.Nie rób drugiemu..Dobrze. drące ziemię. w gąszcz konopi. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec.diabeł bulgotał. Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie. dysząc i ocierając twarz. przygwoździł do ziemi. wył i pluł zaciekle. Przedarli się przez konopie. . że leży twarzą do ziemi. o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. Torque. Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. że jest związany..W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. tuż obok pnia sosny.. Jaskier! Tutaj! . O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. którego oczekiwał. Pomimo to zdołał odturlać się w bok. ze nikt go nie widzi. Geralt. . A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. I ciemność. wpadli w chmiel.Tutaj. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. . od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach. Uniósł lekko głowę. Odgłos. niedokładnie. Leżał na leśnej ściółce. wzbijające chmury kurzu i zielska. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. VI Na ustach miał piasek.co tobie niemiło! Gramy dalej? . Widział je zza pierzastych paproci.wrzasnął. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. to wyłącznie z faktu. za chmielowe tyki.wydyszał wiedźmin .

. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne.Dowiedz się wreszcie.Spisałeś się. językiem elfów.. Torque.. dźwięczne imię Torque.. Oni z tego robią olej.. Geralt miał dość. Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy.powiedział bekliwy głos. Był zajęty ładowaniem na konie worków. Jaskier tylko stęknął z cicha. na czym polega ta ich trójpolówka.Jaskier. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. posługiwali się Starszą Mową. dość skomplikowany. Nie. Na skraju polany siedziało . . ale zupełnie biała. I szpiczaste zakończone uszy. . Ale słowa kukurydza". . "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym. . odwrócił się. Sposób obróbki jest. . W czynności tej pomagał mu szczupły.beknął diabeł. tu wszystko rośnie jak cholera.usłyszał szept. to nie był sen.Spójrz na to Galarr. wyprężył się i przewrócił na bok. kimkolwiek był. jak to już wiedział. . Galarr był elfem.Geralt.Byle się tylko przyjął ten twój len. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. jak mi się zdaje. ale wybadam. Czystej krwi Aen Sei-dhe. co i jak.Tu z tym nie ma problemu. nadal posługując się cudacznym volapukiem. Dostarczę wam. usłyszawszy ruch wiedźmina.. Zaklął. . Na środku polany stał diabeł. noszący.To jeszcze nie wszystko . mogący być wyłącznie głosem diabła silvana.I jeszcze jedno .odszepnął. .Ocknąłeś się? . Diabeł i Galarr. . nie bój się. saków i juków. Miał ostre rysy twarzy i wielkie. Len. Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku. wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem.. przedstawicielem Starszego Ludu. I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak. . Ten. . . Co z nami. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr. . błyszczące oczy.Siemię lniane. .Postaraj się o nowe sadzonki rzepy. Elfem z gór.Nie ma strachu . Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. Niby fasola.powiedział Galarr.spytał ten nazywany Galarrem.A to? Co to jest? .Gdzie my...

by go zakneblować. potrzebujesz pretekstu . . który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy. małpoludzie . . . czy nie rozluźnili pęt. . Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy. . Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. spękane wargi. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte.Jeszcze jeden powód.ich jeszcze sześciu. przygniótłszy go do ziemi kolanem. zebrani dookoła rozwiązanego worka. .Yanadain.wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . . . drugi brzdąkał na lutni trubadura. . wskazując jeńców ruchem głowy.Nie.syknęła. . ..Nie. Geralt usłyszał odgłos uderzenia.Ale trzeba sprawdzić.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał. zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi.NelFea . patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa. poe. .Que glosse? .Que l'en pavienn.spytała. sprawdzał węzły.No.Ten pavienn.powiedział Galarr. Miała długie rzęsy.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia. Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . ell'ea? . .Słyszałeś? . wysokiego Seidhe. Toruviel .zaprzeczył. bujnie opadające na ramiona. podczas gdy któryś z elfów. Elfka pochyliła się nad Geraltem. Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud.Cóż to. Obrócił się.jęknął trubadur.Czego chcecie od nas? .Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. wykręcił głowę.Zobaczymy. Aen Seidhe.Słyszałeś. Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra. powiedz coś jeszcze.elfka obróciła się w stronę towarzysza. .. Pozostali. Toruviel. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań. tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. nie zapomniałem. Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami. . . Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły.

pochyliła się.syknęła.Dlaczego znęcasz się nad nim. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. . . . . dostał w biodro. Wiedz.Trafiam.wykrzywił się. ale tak. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo. . że nie zginiesz od pierwszej strzały. . głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. . błysnęła zębami. Ulżyj sobie.warknęła. patrząc w oczy. że aż zęby mu zadzwoniły. człowieku.Twoja wola .Na tobie już sobie ulżyłam. Elfka odskoczyła.by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny.Zwariowałaś? Galarr. że umierasz. .wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. Ani od drugiej.Dość tego! Dość.Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. . Geralt skurczył się i zwinął widząc. Elfka wyprostowała się.Muzyk! . . Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. Aen Seidhe. Udało mu się. Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni.Zrobisz. w co zechcę. . udając wstręt. gdy miałeś wolne ręce powiedziała.ciągnęła elfka. że to również ja z tobą skończę. .rozdarł się nerwowo Jaskier. na ile pozwalały mu na to pęta. wypluł piasek .Człowiek. co zechcesz.zabeczał diabeł. Toruviel! .Zostaw go. i to wówczas. jedna pękła z przeciągłym jękiem.Ogromnie śmierdzisz.plecy. Elfka stanęła nad nim w rozkroku.To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie.Ale ogromnie śmierdzisz. ze to lubisz. szlachetna Aen Seidhe.Thaesse! . . na bogów! . przecież widziałem. Ale możesz być pewien. Postaram się. szamocząc i ciskając w powrozach.Nie podchodź tak blisko . a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . . Nie odpowiedział. byś czuł. .wiedźmin wzruszył ramionami. .Powinnam . każ jej przestać! . gdy czas przyjdzie. Zastrzelę cię z łuku.

miękką. Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół.Voe'rle. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel. odrzucił głowę w tył tak. jedwabistą jak włosy kobiety. dopadł konia.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny.Quess aen? Caelm.Nie zabijaj! Nie! . Toruviel straciła równowagę. las przed oczyma zatańczył i popłynął. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba. wlokąc za ubranie i włosy. . jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. Uśmiechał się. dzikusie. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim. uchwycił się strzemienia i zasypał . Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. Wiedźmin wyprężył się. Toruviel zawyła. Vanadain . ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. Torque. unieśli. Brutalnie ściągnęli go z niej. który wjechał na polankę. jak Toruviel zrywa się na klęczki. poderwał nagłym rzutem. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. .rozległ się nagle dźwięczny głos. unosząc ostrze. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. nie na lutni. Geralt.syknęła elfka. . evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. zgarbiła się. Geralt widział go już na czerwono. był śnieżnobiały. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust.Nie! . Koń. wargi mu zadrżały. Któryś uderzył go. chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. Poeta zbladł śmiertelnie. . ale nagle załkała. pobekując. zwaliła się na niego. dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki.Co się tak gapisz? . przygniótł sobą elfkę. zachłysnęła się.zabeczał Torque. -Brudny małpoludzie! Chcesz. grzywę miał długą. Dostrzegł. . pochylając się.Na krowim rogu ci grać. poczuł. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina.

. . . Wyciągnę z tego wnioski.Kąsasz nawet związany .. zasłaniając ją. czego potrzebują... a twego druha wzięli na powróz. . prosiłem. by was porzucili tam. człowieku.Nie chciałem tego . były sino podkrążone. sadzonki. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. Nie wiedziałem.jęknął Jaskier.Chyba nas nie. nadal stojący obok nich. przykrępowali pasami do pnia. zeskoczył z siodła. . Ale. Seidhe pokręcił głową.zabeczał diabeł.powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym. w chmielu. Oni głodują w górach. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie. Zanim udomowią zwierzynę czy drób. szamocząc się w ich rękach.Kopała go.. ze oni się pojawią akurat wtedy. .Nie mogli zostawić świadków . . której oni nie potrzebują. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. .Wszystko. Toruviel jęknęła rozdzierająco. Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier.Nie chciałem. związanego.białowłosego elfa potokiem wymowy. człowieku. wiedzę rolniczą.. .. Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel.. gdy my. odwrócił się w stronę wiedźmina.Chyba nas nie zabiją? .mruknął wiedźmin. .Cholera .Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. zwłaszcza zimą. Oni nie mają na to czasu. jak w pewnej chwili krzyknęła. Geralt? Świadkami czego byliśmy? . . diable? . Jego czarne.. . Torque milczał.. Seidhe przerwał mu władczym gestem. jakby rozum straciła.zajęczał znowu poeta. poruszając miękkim nosem. Geralt słyszał. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel.. . . Co jeszcze. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy. podszedł bliżej.powiedział diabeł. jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu. A o rolnictwie nie mają pojęcia. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona.Co ja im zrobiłem złego? . .Jak bazyliszek. palące oczy.Zabiją nas? O co tu chodzi. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę.Toruviel zaczęła . A pokaż mi taką rzecz.. Gdy ciebie ogłuszyli.beknął Torque.Co się da .Gówno mnie obchodzi ich czas. Prawda.

Dolinę Kwiatów. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. z rodu Feleaomów z Białych Okrętów.. coś łatwiejszego niż szybka.To prawda. która nas skopała. Geralt nie odpowiedział. oni nawet nie wystawiają straży. . jestem Filavandrel z Krańca Świata. że świat zaczął się do was dopasowywać.Możemy się pomieścić. gdy chodzą do lasu. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. Zabawiliśmy się trochę. Czy może być coś prostszego. .Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty . . człowieku. Początkowo zmienialiście go siłą. Nie widzą i nie słyszą nas. bawiąc się rękawicami z miękkiej.. . .Świat jest wielki . nie zwracając na koźloroga uwagi. zbliżywszy się bezszelestnie . choćby tylko kształtem uszu .On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna. urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela. białej skóry . jak ze wszystkim. Uległ wam.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument. na kim się mści. . wypędziliście nas z naszych domów. Teraz wygląda na to. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań.wpadłbym do doliny nocą. Ale wyście zmienili ten świat. . wygnany i wyszczuty na kraniec świata. .mruknął wiedźmin.powiedział.ciągnął spokojnie elf. wyparliście w dzikie góry. Jest dość miejsca. Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież. postępowaliście z nim tak. ludzie.Eeee. człowieku o dziwnych oczach. Dziecinnie łatwe. . Obecnie. .Świat jest wielki . wreszcie odrzucił go w krzaki.powiedział białowłosy elf. przesada . Dlatego odebraliście nam naszą ziemię.powtórzył elf.Jest mu bez różnicy. nienawidzicie wszystkiego.Jakie tam polowanie. To ty..Pomyśl dobrze . Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. co różni się od was.To wy. co wpadło wam w ręce. Jaskier. Ugiął się przed wami.beknął diabeł. silvana Torque. . jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin.

.Filavandrel starł nadgarstkiem pot. grozi nam zagłada. Nie chcąc współżyć. żadna miłość nie trwa wiecznie. ale wciąż spokojnym głosem. ile będziecie potrzebowali. . . . krusząc zaschniętą na policzku krew. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. ludzi. Współżyć. . Bo muszę. powietrze jest inne.Jakoś sobie radzę.Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. ułożyć się. ze pycha i duma. bo zrozumiałem. a nie ja jestem osią tych zmian. prawda? .spytał zmienionym. czego używaliśmy. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności.Zamiast kraść ziarno.Radzę sobie . Warn ziemia płaci krwawy haracz. woda nie jest już tą wodą. ginie. Bo innego wyjścia nie mam. Filavandrel pochylił się mocno do przodu.ciągnął Filavandrel. Słońce świeci inaczej. bo coś się zmienia. -Tak. . Tak.. oczy mu rozbłysły. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. Ale my chcemy przetrwać.Z wami? Nigdy. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć. jest obroną żałosną. Geralt zmarszczył twarz. . to wasza jedyna szansa. głodujemy.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy. . Tyle. karłowacieje. dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku.Niech was diabli. co niegdyś jedliśmy. którą była. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. można je kupić. skazujecie się sami na zagładę. ze słońce świeci inaczej. motykami i radiami. marnieje. Możecie handlować. Bo zrozumiałem. elfie. choć jest obroną przed innością. Nas obdarowywała.Tego właśnie pragniecie. nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. Cóż.Torque powiedział prawdę . razem z waszą arogancją i pogardą. Trzeba akceptować fakty. nic nie da porywanie się na nie z motyką.Współżyć na waszych warunkach? . To. Dla nas ziemia rodziła i kwitła. bo kochała nas. trzeba się tego nauczyć. od których przecież różnisz się nieco? .

powinno pomóc.Przykro mi.Mam przyjaciół. jak ci ulży. . które głosisz? Dlaczego wy.Geralt splunął przez ramię. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują. jak ta twoja Toruviel. . .Elfie . . ze to. Jesteś żałosny.Filavandrel wstał.Dziwi mnie. I jakiego rodzaju współżycie przynosi. ludzie. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności.Nic ich już nie uratuje . Zemścij się na całej ludzkiej rasie. a nikt nie ma prawa podejrzewać. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu. Jaskier. . ludzka era i epoka.który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. Filavandrel odwrócił głowę. nie błagaj go. . z trudem panując nad głosem. To bezcelowe i pożałowania godne. to rozwiązanie czysto praktyczne. czyją forpocztę stanowią wasi kupcy.To.Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. co robicie innym rasom. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami.. Jesteś rozgoryczony. dla kogo to robi.To chcecie narzucić innym? Przekonanie. by nie wiedzieć. ta rozmowa nie ma sensu . .Toruviel jest chora . Pomyśl o tym.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier.Nie płaszcz się przed nim. także w formie żywności.powiedział. Kto za nimi przychodzi. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę. Jeśli zechcesz. pchnij mnie mieczem.przerwał mu Geralt. ale musimy was zabić.Znam tę chorobę i jej objawy . gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha.. Ludzi. a na handel i wymianę nie damy się nabrać. . . . Zobaczysz. Filavandrel. co jej zaaplikowałem. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. że oto nadszedł wasz czas. Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. Dalej. Nie jesteśmy aż tak naiwni. elfie rzekł wiedźmin. Nie stać nas na wojnę z wami. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy.Rzeczywiście. wasza. . Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. . z równym skupieniem słuchałbym wszy. W każdej formie. . którzy dadzą za nas okup.

sukinsynu. Wtedy. Ja mam szansę się o tym przekonać. . I zrozumiesz.Marnie oceniasz mój rozsądek . coraz mniej liczni.Jeśli on przeżyje dzięki tobie. w walce. że to już koniec. co się wówczas stanie.rzekł cicho elf. .wybuchnął Jaskier.Oszczędź chociaż jego . Ale jesteście długowieczni. przekwitłe. poprowadzą w doliny tych. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach. . z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach.Jak na kogoś. Filavandrel. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. Zabij mnie też.. wy. człowieku. Zobaczysz. kto żyje tak krótko . w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. I ty wiesz. jałowe i chore.Nie. takie jak Toruviel.wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci. . . z tą odrobiną. kto miał rację . na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. Elf uniósł brwi. blady jak śmierć. a nie na barłogach. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki.uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel . że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny. Wiesz. Umrzesz za chwilę. .I tu tkwi przewaga długowieczności. w arogancko wybranej izolacji. ale jego będą chcieli pomścić. . długowieczny Aen Seidhe. coraz bardziej zgorzkniali. będziecie żyli długo. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie.Raz matka rodziła i raz się umiera .Czas pokaże. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. O mnie nikt się nie upomni. .powiedział spokojnie wiedźmin. z garstką ziarna.Możesz być pewien. bardzo długo.Możesz być pewien! . bo obiecuję ci. nie z patetycznego miłosierdzia. że było mi cię żal. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię.Jesteście żałośnie śmieszni. . dzięki której chcecie przetrwać. Bo ty przecież wiesz. . Przypomnisz sobie. Z rozsądku. że miałem rację. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna. Filozofia w sam raz dla wszy. dlaczego. Ty takiej szansy mieć nie będziesz. nic was już nie uratuje. gruźlica i szkorbut. . . pragnąc umierać godnie. Filavandrel.powiedział z ociąganiem elf. na które powalą was anemia. coraz słabsi. I z tą waszą misją. przypomnisz sobie mnie.Wyjaśnij.

Nie mogę ryzykować. wciąż jeszcze żuł rzepę. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie.Nie obchodzi mnie. .powiedział wolno białowłosy elf. .rzekł hardo poeta. że pozwolę wam na mord? Tu. Widziałeś.Odejdź na bok. . stanęła obok łuczników. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw. . .. Koźloróg potrząsnął uszami. zabeczał jeszcze głośniej.. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców. wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. co możesz.Raz matka rodziła i raz się umiera . . .. .O.westchnął wiedźmin. co robisz. to konieczność. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . przetrzymać gdzieś w jaskiniach.Aleś ty głupi. Jeden. Torque.choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! . związany? Nie mogę ryzykować.Filavandrel oparł ręce o pas. . uk.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry. co on zrobił Toruviel.Czas zakończyć ten epizod. .dokończył Jaskier.zabeczał nagle diabeł. Bez łuku. .Torque .To. nie! . . .powiedział elf. .. na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami.To przesądza sprawę . jak zauważył wiedźmin.Nie mogę. ludzie dowiedzą się o tobie. dopóki nie skończymy tu. o tym. Dopadną cię i zamęczą. co musimy zrobić.Bądź rozsądny . Zrobiły to szybko. Jaskier . . przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety.Torque . Toruviel.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je.spytał Filavandrel.Duweisheyss. z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory.Idź sobie. a nie konieczność! . .wiedźmin odwrócił głowę. uk! . . dzwoniąc zębami.Odejdź . bo was na rogi wezmę.Jeżeli zostawimy ich przy życiu.Zawiązać wam oczy? . najwyraźniej czekały na to już od dawna.A d'yeabl aep arse .

natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. . krzyknął na łuczników. jeden po drugim padały na kolana.zaszlochał nagle Jaskier.. Torque .Hael. L'sparellean! Evel.powtórzył Filavandrel.Dana Meadbh ..powiedział z czcią Filavandrel.płynęła ku nim Królowa. Na polanę weszła Lilie.nie. . . . U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek.rzekł zimno elf.To nie ma sensu. Odejdź na bok..rzekł Geralt. patrząc na groty strzał. Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie.Słyszę. Diabeł.rzekł wiedźmin.Odejdź. nie szła . że się z wami sprzymierzyłem. Filavandrel! . złotowłosa.Sam tego chciałeś . Torque.beknął diabeł. skurczyła w dziwnym grymasie. urwanie. z czcią. Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie. u prawego szeleścił wielki jeż. pochylały głowy nisko. .Nie przejmuj się. muzykę.To się zdarza . A potem pochylił głowę i uklęknął. To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. zaciskając zęby. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów.Znam . zaiste. kłosów.Sam tego chciałeś. dając znak łucznikom. pokazał mu krasno-ludzki gest. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. choć również pochylony. . . . . która uklękła. jakby z ociąganiem. Ostatnią. lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. Przez porastające polanę trawy szła . powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie. krótko. Żaden z Seidhe nie poruszył się. z kim lepiej trzymać! Żałuję. powoli. pęków ziół.Znasz ich przecież. Twarz Filavandrela zmieniła się. promienna. Dana Meadbh . płomiennooka. nie ruszając się z miejsca. Łucznicy opuścili broń. Torque. . była Toruviel. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem.. . zgięty w ukłonie. Klęknęły też pozostałe elfy. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu.

Podszedł Jaskier. Elfka kiwnęła głową. I nie dokończył. ale jego oczy mówiły wiele. Nie odezwała się. patrzyła długo. Niczego nie zmienią. w którym zejdziemy w doliny. Nie pozbawiaj nas twej miłości. Nie opuszczaj nas. .Żegnaj. Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi.zaczął. że miałeś słuszność. Lilie wolno pokręciła głową. wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości. Wtedy. Nie zawiedź nas.Toruviel. Masz rację. skłonił się.dodał Seidhe .powiedział cicho Filavandrel do Geralta. Do zobaczenia zatem.zdecydował się zemdleć. w dniu. . . Również bez słowa. .doszedłem do wniosku. uśmiechnęła się. . Będziemy wówczas rozglądać się za tobą.Z rozkoszą.Chodź z nami. nie wydała najmniejszego dźwięku. Zginiemy bez niej.Twój przyjaciel . gdy było ci nas żal. Rychło w czas.Daj mu parę razy po gębie. Słowa nie były potrzebne. Filavandrel wstał z kolan. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży. Nie powiedziała ani słowa. kunsztownie intarsjowanego drewna. Do zobaczenia wkrótce.powiedział białowłosy elf. wspaniały instrument z lekkiego. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa. ja i Toruviel. Słowa nie są potrzebne.Jesteś nam potrzebna. ze smukłym.zabeczał cicho . dziwny człowieku . Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. . rzeźbionym gryfem. . . Geralt milczał. Lilie spojrzała na niego. Popatrzyła w oczy wiedźmina. . Zdjęła z łęku siodła lutnię. Poeta przyjął instrument.. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca. Większość elfów była już w siodłach. Odwieczna. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. podtrzymywany przez silvana.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. Co robić? . blady i oniemiały.. wskazała na wschód. że między parą dokonywała się wymiana myśli. Dana Meabdh . by umierać z godnością. Elf skłonił się. w stronę gór.Po dłuższym zastanowieniu . gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel.

Postaram się.oświadczył diabeł. Będę figlował powściągliwiej. że na nowych terenach będę ostrożniejszy. Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? . Dzicz. Ech. Geralt? .Co? . którą niecnie wyłudziłeś od . za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. Geralt .Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie . . Myślę. żal mi moich konopi! .Konopi mu żal . który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości.Nie myśl.Jaskier przestał grać.Pustkowie i tyle. Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu. spojrzał na diabła. Jaskier dorzucił chrustu do ognia. Torque.oświadczył Jaskier. Torque wiercił się na legowisku. Zadupie. . wśród których rozłożyli obóz.wiedźmin uniósł głowę znad księgi.I ciebie też w niej opiszę.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. . ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: .Na bogów.Duweisheyss. . .Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. opędzając ogonem od komarów. Ale niech wam będzie. że ci to ujdzie na sucho .Ja lubię figle . co. niszczyć groble i paskudzić w studnie. Torque? . dotknął jej policzkiem. wicher kładł trzciny. .Słyszę was.Trudno was nie słyszeć . a nie okolica . . co dostanę. W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba. szczerząc zęby.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli. obiecuję. Noc była pochmurna i wietrzna. szumiał w gałęziach krzewów. . zamiast straszyć dziewki.warknął diabeł. .Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. .Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze.Torque odłożył fujarkę. przytuli} lutnię. Uważaj tedy. cała okolica was słyszy.zaśmiał się Jaskier. gdybym wiedział. . i to tak.I życia sobie bez nich nie wyobrażam.

które prastarzy zwali: "Lam-mas". jednako. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi.Tak. .kmiotków? . . . Dlatego i imię jej jest Żywią. bez różnicy. w nadziei płonnej. Wiedźmin oparł się na łokciu. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. we kwiatach cała. . póki się jeszcze ogień nie wypalił. że ich. za kwiaty w Dol Blathanna. przysuwając księgę bliżej ogniska.. ziele czy zwierz. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza.mruknął Jaskier. . . a nowe po nich.To przeczytaj i nam. co żywię.zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. Po co przyspi(r). który się nad inne wybije.Ujrzeć ją można . z jakimi przyszło im się borykać. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. a wszystko. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce. co rośnie na niej i żyje. coś wam powiem. ot. Panno Polna! Za urodzaj. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde".Kędy Żywią stąpnie. taka jej moc.Dana Meabdh. Nawet Brodaci.letnim czasem. ale są to. szać.Owszem.Bądź pozdrowiona. chociaż we wnętrzu gór.. Wiecie. Przeczytaj. Przestał grać. że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu.zaczął . którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał. Panna Polna. . . Geralt.. że Żywią ziemię jeno kocha i to. .Po koniec wieków! . zawsze. babskie baje. Bo mówią też.Danamebi . nie wśród pól mieszkają. ziemia kwitnie i rodzi. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. .Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. po koniec wieków. Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. ale i za skórę niżej podpisanego. tak . bo przecie i tak przeminą kiedyś. Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. A Żywią wieczną jest.. objął lutnię jak dziecko i posmutniał. była i będzie.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel. podąża za nią i lgnie do niej. inne przyjdą plemiona. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy. zajedno. Bo prawie mędrcy powiadają. ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu.

. Posiedzę jeszcze..Nawet jeśli to faktycznie kraniec." . Jeżeli. dość tego gadania. "Tam. .. Jeżeli będziemy respektować granicę.że wśród nich zostanie? Tu.Jeżeli co? . o czym. Północ blisko. Czas spać.. .Tylko tyle? . Bierzcie przykład z Lilie... .. . Co przekazywała elfowi? . .parsknął poeta. ogień przygasa. .. Nieuniknione.O nadziei. Niech pomyślę.. Zakładam.Trubadur zamilkł.Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne. No. . trzeba to miejsce określić inaczej. . ...Dokończ . Czy sądzisz. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu..Nie mówmy o tym .Dobranoc . Metaforycznie.Wystarczyło.przerwał Geralt. Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację.Może "Kraniec świata"? . ..Czułem to.. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać." Cholera. O tym.... wśród ludzi.Co nieco. gdzie. Pojąłeś. . chłopcy.Hm. . w Dol Blathanna? Może. "Tam.powiedział diabeł. . Geralt? Lilie mieszka we wsi. co to metafora. co nieuchronne.mruknął bard. Ładnego tytułu. gdzie.. Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata. że.Komunikowała się z elfem telepatycznie . . Prawda.O czym mówiła? .Jeżeli ludzie okażą się tego godni.Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to.Prawda.rzekł gorzko Torque. Geralt? Hm. że wiesz. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu. ..Banalne .

glonów pleśni i bagiennych porostów. Wszędzie dookoła były rośliny. I inne. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty.te. w powietrzu wisiała ciężka. koryt i donic. Błotniste. W jaskini było bardzo ciepło. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. Rozpoznawał mięsiste. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. hodowle niezliczonych pleśniaków. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . pożywki dla pasożytniczego ostryżu. bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. głębokich skrzyń żółtoszare. grubo żyłkowane liście skorocelu. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. jeszcze rzadsze. Nie opodal rósł siężygron. zamulone koryta. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. których właściwości mógł się jedynie domyślać. Pięły się po skałach. I takie. Nenneke. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. odkleił mokry len od karku. Geralt przyglądał się ciekawie. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. szare jak polne kamienie. Wystające z wpuszczonych w grunt. wręcz gorąco. wypełnionych torfem zagłębień. Wyrastały z wykutych w podłożu. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. kryte zbitym kożuchem wgłębki. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. z wielkich skrzyń.

Zostań. szybko szczękała nożycami.Zgadłaś. Nie był nawet pewien. że połyskujące kłącza poruszały się lekko. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . .Ale uspokój się. Było ciepło. . Nie pytała o nic.Nie wyjeżdżaj jeszcze.Nie. Nenneke.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz.Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna.sklepieniu jaskini. . zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. Bardzo ciepło.Słucham .Tu cię boli . zapełniała koszyk pękami zielska. wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki.zwalczył ogarniającą go senność.Tak . szukając tu twoich śladów. Kilka dni dłużej. Nenneke. patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. by opuścić świątynię.przyznał nie bez oporów. Kapłanka szczęknęła nożycami.Nie pytała? . . bawiąc się nożycami.Nie.Czy dlatego tak ci spieszno. Niekiedy. wyczułam to. Znam Yennefer za dobrze. łuskowatych i wężowo skręconych roślin. Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. . . Geralt. mamrocząc gniewnie.zaśmiała się kapłanka. A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku.wydawało mu się.Geralt? . czy w ogóle były to rośliny . . o ciebie nawet nie pytała. .mruknęła. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. bo pokłóciłyśmy się. Nie. których wiedźmin nie znał. Yennefer była tu już. od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek. . wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki. nie załamuj się. . nie o ciebie. . Nie wróci tak prędko. Nenneke. prawda? Niż obojętność? Ale nie. ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. Czas już ruszać mi w drogę. Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki.To nie była bynajmniej trudna zagadka . Zostań. A jest na ciebie potężnie wściekła. Dwa miesiące temu. ale rozglądała się bacznie. .

za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie. żebyś to wzięła. Nefryty zachowaj dla świątyni jako. są dla niej. Nenneke. interesujący agat. Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. obracając gotówkę w te świecidełka..rzekła spokojnie Nenneke. aby próbować się leczyć .Nie sądzę . dajmy na to. rubin.Hę cię kosztowały? .skrzywiła się kapłanka. moją ofiarę dla bogini Melitele. A pozostałe kamienie. a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. również.Chciałbym. . Wiedźmin podniósł się. . a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie.Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna. .. Wierz mi. . wydobył maleńkie zawiniątko. jaki was łączy lub łączył. Rzuć na to okiem.. trzy ładne nefryty. gdy odwiedzi cię ponownie. stanął w pełnym świetle.Za poszarpaną szyję . Dla Yennefer. . przyznaj.O nic. Ale dobrze zrobiłeś. .Ona była tu. Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. Cóż.Pozwól tu na moment. . . Oren stoi słabo.Dwa diamenty. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry.W depozyt? .Nenneke znała się na wszystkim. poprawiając tyczki. rozwścieczysz ją jeszcze . . wysypał zawartość na dłoń. Zapłata za strzygę z Wyzimy. .O to się pokłóciłyście. To dość typowe dla związku. kwestia ceny. Jej wiedza o tobie. . .I tak wiem.Nie robiłabym tego na twoim miejscu.Niczego nie przyznam. .Nie. co mogłoby cię obchodzić.stwierdził chłodno. Oddaj jej. Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie. co pewnie stanie się niebawem. . nawiasem mówiąc.O co się pokłóciłyście? . pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty.

.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt..Nie może być regułą coś. Nie serwuj mi aby. Naprawdę nie wiem. nazwijmy to. . .. Wiem coś o tym.To akurat wiem. obchodzi mnie jeszcze mniej. Jak i to. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę. . Dlatego szuka pomocy u innych. Jest czarodziejką. Zostaw wszystko tak. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich. Próbując zmazywać własną winę klejnotami.Nenneke podniosła koszyk z ziemi. . . ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej.. od czego są wyjątki.mruknął. no.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem. to absolutnie niemożliwe. zachowasz się jak mężczyzna mocno. Uciekając od niej zachowałeś się. banalnych nieprawd o wyjątkach. także u ciebie. a kuracja.Jej nikt nie pomoże.Nie zrozumiałaś mnie. ani polepszyć. odwracając twarz.Przestań . Traktowała mnie jak.Owszem . Jak większość magiczek ma zatrofizowane. .Wiem. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny.. -Nie mogłem tego znieść. jest podobno bardzo kosztowna. jak ty traktowałaś ją. proszę. Gówno mnie obchodzi.Była zbyt zaborcza . a to. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być.powiedziała ostro. jak cię traktowała. Czy ty wiesz. niż myślałam . bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać. o ile można bardziej. ty wiesz o tym również.Jesteś większym głupcem. . .Nie wypłakuj mi się na podołku.bardziej. ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . . Jestem jej jednak coś winien. to wszystko. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. Nie jestem twoją matką. Szkoda. Chcę jej pomóc. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka. dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. jakiej ona chce się poddać. . jak jest. . bądź nim bez mojego pośrednictwa. zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. które reguły potwierdzają. Jeżeli chcesz być durniem. mocno przejrzały.Nenneke zmrużyła oczy.

ja się znam. . Geralt.udawało się już wskrzeszać zmarłych. otarł pot z brwi. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. A przed nią trans. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć. . niestety. Popełniając ludzkie błędy. Błędy.Nie aż tak. nie rozumiem. wystarczy już. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer. Nenneke odwróciła się. Źle reagujesz na eliksiry.Czarodziejom . Geralt.Źle ci się zdaje. . Ze są. zwolnioną akomodację oka.można powiedzieć wyłącznie jedno.. Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku.Nie odpowiadasz . Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. że nigdy nie będziesz człowiekiem. o którym mówimy. A Yennefer. A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów.Jeżeli to aż tak oczywiste.O wyjątkach . Cóż. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych . Oparł się o ścianę jaskini. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. I jeżeli ci mówię. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia.. . Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. . jak mi się zdaje. .przerwała kapłanka. a przecież ciągle starasz się nim być.Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . to już zaczyna przypominać konsylium. Znam udokumentowane przypadki. Ty się na tym nie znasz.. Więcej nic. Jesteś niepełnosprawny. . Konieczna jest terapia.odrzekła chłodno .Cholernie mało. opóźnione reakcje. dlaczego ona wciąż stara się. których wiedźmin popełniać nie powinien. Twój organizm tez poddano zmianom. .. wyjątkiem nie jest.stwierdziła fakt Nenneke.Nie dziwię się.Głupi jesteś! ..To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? . Dziwisz się jej. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych. Ty jesteś chory. Masz przyspieszone tętno. to tak jest. uśmiechając się lekko. pomyśl o własnych. które są nieodwracalne.Ty bardzo mało rozumiesz .

czytać przyszłość. Zrozum. gdybym ją znał? Zresztą. Prorokować.Konieczny jest trans . . Nie złość się.wiedźminowi pnączy. ale powiedz mi. Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? . że się udało. . które nie rosną już nigdzie na świecie.powtórzyła Nenneke.Mam rozumieć. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni.. Byłeś spokojniejszy.Chodźmy już. ja ją i tak znam.Opowiem ci. obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek. co tu masz. .Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę. I powiem ci. bo zgłodniałem nieco. jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. Powiedz.Nie. . Jak mógłbym robić to.rzekła swobodnie.O to właśnie chodzi. . że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb. prawda? .Tak. Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. co robię.Aha? . . Nie mylę się.westchnęła.Ale na głos rozsądku. przysłałam ją do ciebie. . to rośliny. . .. . zróbmy to dziś w nocy. .Zaczęło się od tego.Chodźmy więc.Właśnie. w transie Iola może zacząć wieszczyć. który słyszysz? Nie odpowiedział.Połowa z tęgo. dobrze .Nenneke? . Geralt? Nie chcę być niedyskretna. Aha. . jak to było.Nie mylisz się. Ale może po wieczerzy. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii. A ja nie chcę znać przyszłości. Nenneke. .No. Wiedźmin ruszył do wyjścia. czego potrzebowałam. Mam już wszystko.No. . W ramach terapii. Jeżeli chcesz wyjeżdżać. niech ci będzie .Iola jest gotowa. Więcej niż połowa. . Nie chcę. . .Jesteś pewien? Nie odpowiedział.

Czym to wytłumaczyć? . Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . z którego zrobiony jest dach. to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci. których coraz więcej w świetle słonecznym. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce.westchnęła kapłanka. że łaską bogini Melitele.Ale co? . jak dawniej. .kiwnął głową wiedźmin. pewnie ci to nie wystarczy? . Geralt. . Dlatego rosną tu rośliny. Chcesz. to może zadowoli cię wyjaśnienie.Już za późno.Zrozumiałem . -Ale.Tak sądziłem . których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz. . poczytaj sobie księgi. działa jak filtr.. . . Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu.W zasadzie powinniśmy ..Jeśli powiem. Eliminuje zabójcze promienie.Nenneke uśmiechnęła się.Pewnie nie.Widzisz.A my. . Ale już nie tak. że kryształ..

siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle. Bryzgi poleciały na sążeń w górę. ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da.Matko.Trzymam. błysnął białym brzuchem. nie ryba! Ale będzie jedzenia. Zaczęli szybko wybierać luz. nagłym atakiem ruszył pod prąd. . Linka zasyczała. .Uwędzimy go . ależ potwór! Lewiatan..Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. Sum nagle wynurzył się..zasapał Jaskier.. . Z rękawic zadymiło się ponownie. do cholery! .krzyknął wiedźmin. bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. jakby na znak. .stęknął poeta.Trzymaj.Linka aż trzeszczy! Popuść. ciągnij! Na brzeg go. sukinsyna! . nie bój się! Z łba.. targnął się z mocą. pociągnęli. bo zapłacze się w korzenie! . wzburzył wodę.Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę.Ciągnij. .OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb. zakotłował pod samą powierzchnią. Jaskier! . w kierunku zakola rzeki. targnął łbem. Geralt.. rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. popuszczaj.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się.Popuszczaj. . bogowie! . A z łba ugotujemy zupę! . . . chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę.Wytrzyma. ciągnij! Nie popuszczaj. ugotujemy zupę. . zachlapał. napięcie sznura zelżało.. Jaskier! . Linka z sykiem cięła wodę. sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska.Ciągnij.Uważaj.Linka pęknie! . zapierając się obcasami w mokry piach. wibrowała.

gdy tę wronę wyciągniesz. resztek sieci i wodorostów był pokaźny. .A niech cię cholera! . psiakrew. Cholera. .Skórę sprzedamy. Spieprzyłeś sprawę.Nieprawda . kolego. to moja zasługa.Ha! Popatrz. Wodorosty aż ruszały się od pijawek. nie dam rady! N00. zobacz. Idę się pakować.Mylisz się . Linka pękła z trzaskiem.. Z wąsów -zrobimy. ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla. .Ale się urwało. trzyma jak kamień.. poszło. zwiń resztę sznurów.wiedźmin splunął do wody. Ha. zęby nie ciągnąć na siłę.Na drugim sznurze też coś jest. Zamiast gadać. Chciałem rano zobaczyć twoją minę.Bo widzisz. ciągnął . Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę.Ciekawe. A sum złapał się na wronę. tylko się zaczepiło. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów.Geralt otrzepał spodnie... co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz. co znalazłem! .wyszczerzył zęby Jaskier. czerwony z wysiłku. .Jaskier.. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba.Mówiłem . przesadzał. Palcem nie kiwnąłeś.Mówiłem. Nikt nigdy nie dowiedział się. . by pomóc mi zastawić sznur. zwalili się na mokry piasek.. gdy zasnąłeś.. zapierając się.To.oburzył się trubadur. . Słońce już wzeszło. .. kiełży i małych raczków. straciwszy równowagę. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta.Czego? . ha. . nawijając sznur na drewniane widełki.linkę oburącz. aż echo zadudniło po wiklinach. więcej nic. Na twoje pędraki gówno by wzięło. . którą znalazłem w krzakach. . Nie.A wąsy. . a obaj rybacy. . zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę. Geralt! Jaskier. że ten potwór w ogóle wziął.Geralt! . co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów.. rzecz jasna.. Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł. pora w drogę.. sumi synu! . wzięło . boś ciągnął jak kto głupi. .wrzasnął Jaskier.Wzięło.

Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem.Jaki? Pokaż.Czy ty wiesz. schylił się i opłukał amforę.Mylisz się . mówię! To moje! .Nie dotykaj! O. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą. . W środku zaś siedzi dżinn.. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz. . ni więcej. który spełni moje trzy życzenia. . Jaskier! . .Jaskier dokończył odrapywania. Jaskier. tylko zaczarowany dzban. To jest stary garnek.są następujące. świetlisty dym. .przemówił Jaskier. beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia. ociekający śmierdzącym mułem. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg. niechaj . coś w rodzaju dwuuchej amfory. nawet nie drgnął.Jaskier.oświadczył trubadur.poeta ukrył dzbanek za plecami. skrzyżowawszy ręce na piersi. . buchnął czerwony.Ale na czopie jest pieczęć.Puść.. zaciekawiony. .Jeszcze czego. ale czymś na kształt obwisłych. . Dym zatętnił. jasna cholera! Z dzbanka. Moje życzenia. kolonii chruścików i ślimaków.Geralt zbliżył się.Moje życzenia . .Możesz się śmiać .Owszem. . czarny od zgniłych glonów.Akurat! . . który nie był wcale dziobem.Uciekaj.To jest ni mniej. .. skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. . który podczas szamotaniny upadł na piasek. Głowa zakłapała dziobem. co to jest? . . zbryloną glinę.Dżinnie! . chciałbyś.wrzasnął wiedźmin. uważaj! .A jużci . Głowa miała około sążnia średnicy. tupnąwszy nogą. zaplątany w sieć.Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! . Wiedźmin parsknął.kontynuował poeta .zakrzyknął znowu dumnie Jaskier. Kula przybrała kształt karykaturalnej.Ha! . Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban. a na pieczęci czarodziejski znak.Uciekaj! . Po pierwsze.

Geralt. Wisiała tak przez chwilę. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. teraz również znacznie większa. Niech mnie da. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. co robić. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. Rozwarta. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. Potwór zaryczał ogłuszająco. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. Wyciągnąwszy łapska. Nikt nigdy nie dowiedział się. . zakołował. zawisła nieruchomo nad rzeką. która nie chce nikomu dać. odleciał nad powierzchnię wody. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Po trzecie. jeszcze bardziej urósł. zakłapała i wizgnęła. wzbił się w górę. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. uderzyła w cel. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. wymachując łapami. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa.. zupełnie nie wiedząc. Po drugie. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. Potworna paszcza. trubadura z Cidaris. jaką udało mu się zmobilizować. wreszcie zawyła. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. podwajając swą średnicę. Wiedźmin rzucił się. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. że Geralta zakluło w uszach. parząc dłoń.. w wielką. rozwarła się. przez środek. jakie było trzecie życzenie Jaskra. Jaskier zaskrzeczał. ale puścił poetę. Powietrze zawyło. Energia. potwór zaatakował. Huknęło tak.

Ale tym. II .. Po rozgałęzionym.. . Co z nim? .Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! . eeee.strażnik cofnął się i opuścił latarnię.Hhhh.Jesteśmy w drodze od świtania. co wyrwało się z krtani barda. a natychmiast po tym przekręcił się na bok. khhuuurwa.przełknął ślinę strażnik. Przecież widzisz.Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca.. proszę. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku. .rzekł cicho wiedź-min. cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową.Nie możemy . zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku. Nie Iza nikomu.Hhhh. . zadygotał. Albo jeśli herbowy szlachcic.Przepuść nas.powiedział drugi strażnik. . . podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. Jaskier zaskrzeczał.Nic nie mów. szarpnął w suchym wymiotnym odruchu. Geralt zaklął. W ciągu kilku sekund znikła w oddali.Spieszno nam.Ranny? Paskudnie to wygląda.. dusząc się i kaszląc. . dobry człowieku .kłębiastą chmurę. . Taki rozkaz.Spieszę się .. . Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. Przepuśćcie nas.. Jeśli wszystko w porządku.Jaskier? Żyjesz? Jaskier. ochrypły skrzek. panie. Po nocy nie Iza.powtórzył Geralt... Khuuu.Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! . opierając czoło o grzywę konia. tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie.Na bogów! .. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki. zatrząsł się. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka. kheee. kiwnij głową.. chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza.Widzę . skulił się jeszcze bardziej. donośny tenor. . patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. . . Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony. zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę. zwinął i zwymiotował krwią. był ledwie słyszalny.. ..

nie sposób było ocenić jego wieku. z wyglądu najstarszy. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie. byli elfami osiadłymi.zgrzytnął zębami wiedźmin. kładźcie go na wyrko. .rzekł drugi strażnik. pomożemy wam ściągnąć go z konia.jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. a i złożyć rannego też będzie na czym. wielmożni .Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście .Tu nie wystarczy opatrunek .strażnik wsparł się na halabardzie. . ..Nie proście . Trzeci mężczyzna. byście nie musieli do świtania pod bramą koczować.. ten o wyrazistej twarzy. Tuszę. .Dobrze myślałeś . wyrazistą twarz. Przy ciężkim. wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak.. Opatrzymy go. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz. Muszę znaleźć kogoś.Dalej. Obaj. . by pasowały pod hełm. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody. kapłan. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik . do świtu wytrzyma. hmm. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn. kto go wyleczy. .. -Rozkaz jest rozkaz. . Przepuszczę was. wstał. Dajcie. zdolny medyk.Potrzebny jest uzdrowiciel.... Mężczyzna był elfem. Ten tu rycerz. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir.że wam przeszkadzamy. Podobnie jak drugi. . . siedzący przy stole.Szlachcic . .A to mój krewniak Errdil. Rycerzem. W izbie ciepło. lekcej mu będzie niźli na kulbace. W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło. Ogień wesoło trzaskał w kominie. nie będziecie przeciwni. tedy myślałem. ostrą.mruknął Geralt. ale uważniejsze spojrzenie na herb . nie mogę. I drugi. jeśli tak mu pisane. był człowiekiem.. jak wskazywało ich odzienie. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu.Przecież widzicie.Wybaczcie. duszno i przytulnie. zasymilowanymi. proszę.. To już niedługo. ranion.przedstawił się wyższy z elfów. że źle z nim.Jestem Chireadan . Przepuśćcie nas.Tyle dla was możemy uczynić..Ludzie ..powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. . panie. . Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu.

Errdil.powtórzył Chireadan. Obawiam się.przedstawił się wiedźmin.powiedział Chireadan . którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. ludzko-nielu-dzkiego związku. Bardzo niedobrze. .Wygląda to na zatrucie. . .są ewidentnie magicznej natury.Dżinn z butelki . panie rycerzu. . . .mruknął Vratimir.Niestety . po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką. . Mam przy sobie dobre lekarstwo. choć herbowy.Jak w baśni.Trubadur . gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. Podtrzymasz mu głowę.Geralt z Rivii . zakrztusił się ostatnim łykiem.Chodź. Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo. Geralt? . Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża. opluł skórzaną poduszkę. ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą.Co to mogło być? .Obrażenia tego biedaka .powiedział drugi z elfów. patrząc na Geralta. ale i z mieszanego. marszcząc twarz.Ja go znam ..Niezupełnie . Zaczynają się zmiany w strunach .Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra. Elfy popatrzyły po sobie. Jako taki.rzekł Chireadan.wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem. .Chireadan wskazał na Jaskra. On ma porażone mięśnie szyi i krtań. Jeżeli to zatrucie.Nie znam żadnej baśni.Eliksir przeciwbólowy. . . Dawałeś mu już jakiś lek. przynajmniej nie dla takich jak my. nie rycerzem.Jestem wiedźminem. nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu. . pomożesz mi. .Co z nim? . .uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . ..To Jaskier. . Geralt usiadł. która tak by się kończyła. mogę mu pomóc. Widziałem go kiedyś. Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby. Zapraszamy do kompanii. zarzęził.Niesamowite .i my musimy czekać tu na świt. trubadur i poeta. Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu.Niedobrze. Prawo nie zna wyjątków. .

nie mówiąc ani słowa. wiedźminie. . To może być nieodwracalne. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem. . które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. . Geralt.Niezbyt ..poprawił Errdil. Chireadan. . Na rajców demonstracyjnie bimba.Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające. Bogatych klientów. można? . Nikt nie może jej tam ruszyć. psują jej opinię jak mogą . że nie będzie mógł mówić? . . że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi.rzekł rycerz. Może. . podburzają przeciw niej kogo zdołają. Lekceważy zarówno bojkot. W mieście.To bardziej areszt domowy niż azyl . magicy bojkotują stolicę i te miasta..Ale. Ale nie śpiewać.Zapewne incognito? .Prawda. patrząc na wiedźmina. Oczywiście. jak i zarządzenia tutejszych rajców. Ale nie narzeka na brak klientów. Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru.głosowych. .. faktora handlowego z Novigradu. Errdil.. czarodziejka nie płaci żadnego podatku. . którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde.dodał Chireadan. o której mówię. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. urządza bale i hulanki. . w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? . bo inaczej. ..potwierdził Errdil.W całej Redanii trudno o magików . bo bojkot powoduje.To znaczy.Masz . jak słyszałem. Prawda? Chireadan.Osoba. panowie elfy? Od czasu. . usiadł przy stole.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki. tak. to wielka indywidualistka..Rajcy zaś wściekają się. . .uśmiechnął się elf. Jest w azylu. Czy to znaczy.Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca.Mówić.powiedział Vratimir. oparł czoło na zaciśniętych pięściach.Nie ma co robić z tego tajemnicy.. A rajcy z Rinde. Geralt. bawi chwilowo pewna czarodziejka. całe Rinde.rzekł Chireadan. . mam rację? . . gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary.A rada miejska to toleruje? . słyną z gorliwości w tej mierze. ..A tu. i tak wszyscy o tym wiedzą.Nawet trzeba . a wychodzi na tym znakomicie.Czarodziej .Ona jest tam praktycznie uwięziona.Geralt uniósł głowę.Jak to? .

że Chireadan skrzywił się. Wynocha. .Głuchy jesteś.Nie lubię pchać palców między takie drzwi . A raczej jedyna szansa tego biedaka.Cóż.A niech sobie śpi . .Uważaj.. .Nie przekupisz mnie . był człowiekiem dowcipnym.zgodził się wiedźmin.Szpicle burmistrza obserwują dom. . Runął na drzwi. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń.Beau Berrant. która tu przebywa. III . Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. jak drab. . Jak nazywa się czarodziejka? . powsinogo.Ale nie mam wyboru. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano.mruknął Geralt. pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji. . choć już prawie bez zmysłów. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. . Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. rzeczywiście. wiesz. jak się okazało. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki. . gdy będziesz tam szedł . by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka.Pan śpi . Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu.Pójdę. . powiadasz . wymieniając nazwisko. dgy tylko otworza bramy.powtórzył odźwierny.Masz interes.rzekł dumnie cerber. chwytając się oburącz ościeżnicy. ale do damy. maca jeszcze dookoła rękami. widząc. mówię. do zamtuza i zrób z niego użytek.Yennefer z Vengerbergu.pewnie w nadziei. Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni. Gdyby cią zatrzymali.To idź. Odźwierny był za potężny. Nie wiem. Wiedźmin.. walnął go z rozmachem po raz trzeci. . który jęczy tam na łóżku. . .rzekł Errdil. .odźwierny. trzymając za rzemyki. włóczęgo? Pan śpi.Wiedźminowi wydało się. patrząc na Geralta z góry. . Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? .Nie zamierzam. to twoja jedyna szansa. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu.Mam interes nie do twojego pana. . co robić. Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie.

Ona chce soku z jabłek . wśród odłamków glinianego dzbanka. . a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół.otwiera wszelkie drzwi. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. ale rozmyślił się. Słuchaj.. . półotwarte. Na kamiennej podłodze. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. intarsjowanymi drzwiami. Wszedł ostrożnie.. po czym.mruknął . uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka.. Korytarz kończył się ciężkimi. pachnącą ziołami i smolnym drewnem. W sieni było ciemnawo. potem pokiwał głową ze współczuciem. rozszerzył więc źrenice. kręcąc głową jak baran. Pomieszczenie było wielką kuchnią. . Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie.Ciszej . gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo. zwiesiwszy głowę na pierś.Słucham? .Nie wrzeszcz. gwiżdżąc nosem.powiedział bełkotliwie. zanieść na górę. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów.Muszę. Na rozkopanym wyrku spała. ale stan..Sok.. otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę.Sok jabłkowy. Goły mężczyzna spał. jabłkowy. tam w beczułce. dobrze? Geralt wzruszył ramionami. . Z jabłek. niosąc dzban. Nalej w coś. psia mać . Wyszedł z kuchni. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek. Było ciemnawo.. Nie był to najpiękniejszy widok. nie był mu całkowicie obcy. w jakim znajdował się kupiec. unosząc się z wyraźnym trudem. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. Wiedźmin już miał je minąć.skrzywił się boleśnie mężczyzna. Gdzie. Gdzie jest służba? . .. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. . .. łomot i suchy trzask pękającego naczynia.. Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. który omyłkowo ubódł mur fortecy.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? . naczerpał soku z beczułki. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. pełną utensyliów. . bo . I zmarszczył nos. Po prawej były kolejne drzwi. Usłyszał chrapanie i odwrócił się..spytał grzecznie wiedźmin.Pieniądz .prosto w ciemię. Sok.oświadczył. i pomóż mi wejść na schody..

Wiele się powtarzało. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. Schody wiodły do sypialni. by odwrócić się na pięcie i wyjść. Zapach bzu i agrestu narastał. srebrnych talerzy i pater. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. Rozejrzał się. Geralt chrząknął głośno. świec i przejrzałych owoców. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. Drugi był cały.Przyniosłeś sok? . że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. I czarna pończocha. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. w połowie pełny. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem.Beau? . pucharów.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. pełna fioletowych plam. Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. walcząc z uczuciem zażenowania. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. sztywna od wosku. Kołdra poruszyła się i jęknęła. /Ogólnie rzecz biorąc. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. . Jeden puchar był przewrócony i rozbity. karaf. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. sterczała z niego kość indyka. Niektóre idiotycznie śmieszne. obranych z winogron szypuł. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. Ale to oznaczałoby. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie. w różnych pozycjach. z chęcią. Zmięta. . który ściekł ze świeczników. I jeszcze czegoś. ogonków gruszek i kostropatych. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. Niektóre pozycje były interesujące. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. zsunięta serweta zalana była winem.

..zawołał widząc. Geralt odwrócił wzrok.. kim jesteś.. bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot.Przyniosłem. Mów.Odbiłeś moje zaklęcie . . Wiedźmin wstał z trudem. składając obie dłonie w Znak Heliotropu.Kim ty właściwie jesteś? . potem uniosła ręce i dotknęła skroni.Odejdźcie . że cisnęło go w tył. Miała ładne ramiona i zgrabną szyję. Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. Kobieta uniosła dłoń. na ścianę. Płaci się wam za pilnowanie domu. na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. wypiła chciwie. ale wyładowanie było tak silne.wyjęła mu kubek z ręki. Umrę z pragnienia.. skrzącym się od brylantów klejnotem. że kobieta unosi rękę ponownie.Dziękuję -. . zajmę się nim sama.Nie trzeba! . Kobieta usiadła. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej.Co tu robisz? Gdzie. Przekażcie to panu Berrantowi. . mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą. fiołkowe oczy i wąskie.powiedziała wreszcie.Pani Yennefer! .spytała czarnowłosa kobieta.Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii.rozkazała im spokojnie czarodziejka. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz.Proszę.. -Oooch. Osunął się na podłogę. . . do cholery. mrużąc oczy. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu.Oooch.Pani Yennefer! Przybywam w pokoju. . to widać. przybywający w . Geralt zareagował odruchowo. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. z palców wystrzeliła złocista smuga.Nie jesteś czarodziejem.Nie jesteście mi już potrzebni. . . Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego... w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej. wychwycił czar tuż przed twarzą. . ale niechętnie. . Grzecznie. wygrzebując się z pościeli. jest Berrant? . lekko skrzywione wargi. .

podchodząc jeszcze bliżej.ziewnęła. odka-szlnęła.pokoju nieznajomy. zbliżyła twarz. I radzę. Nie spuszczając wzroku z Geralta. . spojrzała mu w oczy. której wyłącznie ty możesz udzielić. potrzebuję twej pomocy. Geralt dyskretnie pomasował krzyże. zbliżyła się. Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą.powiedział spokojnie. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . Wiedźmin. że pierwszy. jeśli zechcesz. nie zatrzymując się. mam nadzieję. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. to nie szkarłatna mgła magicznie .Yennefer .O regenerację magicznie porażonych narządów. po czym przysunęła się jeszcze bliżej. Lub bardzo podobne.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? .powtórzyła czarodziejka.powtórzyła. . . Gardła. proszę. Zacisnął szczęki. Dałem po czerepie odźwiernemu.Wyobrażam sobie. . Cofnęła się o krok. . jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę. A wszystko to dlatego.Nie wiem. .Nie.Wiedźmin . nieładnie skrzywiła usta. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. co sobie wyobrażasz . . Czekałem calutką noc na otwarcie bram. . to nie kto inny. Nie zrobiłem. . Yennefer wychyliła się z łoża.Krótko mówiąc. który nie chciał mnie tu wpuścić. . . wstała.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. Udziel jej. a potem. nie zrobiłeś krzywdy? .Nie dość. wypiła duszkiem.mruknęła.Podobne .Geralt z Rivii . porozmawiamy o mutacjach i aberracjach. krtani i strun głosowych. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy.Pozwolisz? . szczelniej otulając się płaszczem.Jestem Geralt z Rivii.Jechałem do Rinde cały dzień. Owinąwszy się nim szczelnie.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła. a sławny Biały Wilk. Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku. .dotknęła dłonią jego policzka. Pani Yennefer. Porażenie takie. patrząc na niego zza czarnych rzęs. którego widzę z bliska. Słyszałam o tobie to i owo. mów prędko. .

Jeśli to aż tak skomplikowane. ani ochoty. . .powiedziała.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny.przerwała. rzucając naręcze odzieży na wieszak. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. Mój przyjaciel. Oho! .. . . patrząc na jego pierś. . . Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku.Geralt. że jeśli się widziało jednego. zalotnie przekrzywiając głowę. wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły. a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. dzwonem.. . Ale z wody i mydła nie zrezygnuję.Słyszę twoje serce. ale i maści twojego konia... by sondować ci mózg. .zatrzymał się w progu. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz. nadstawiając ucha. Wiesz. Ująłeś mnie tym i niewykluczone. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. . zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. gdy Geralt. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. . Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem.uśmiechnęła się Yennefer. Proszę. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach.Hmm.Słucham .Geralt . nie . Najlepiej będzie.Piękna blizna .Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp. to wstrzymaj się nieco. moja przyjaciółka. jeśli zacznę od początku. Spieszyłeś się. ale czas nagli. siedząc goły na maleńkim zydelku. dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy..Nie krępuj się . IV Weszła do łaźni w momencie. . którego mogę obejrzeć z bliska.O. że ci pomogę. polewał się wodą z ceberka. Co to zatem było? Mówże.przerwała ostro. Bardzo wolny . Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. bijąc ludzi po czerepach. ..Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział. Idź. wdarłeś się tu przemocą. Niesmak w ustach.Yennefer. potargane włosy. i to rozebranego do rosołu. . to widziało się wszystkie. .pochyliła się.Pierwszy wiedźmin.poraziła twego przyjaciela. .Wylazłam dla ciebie z łóżka. Wstał. Triss Merigold.Dobrze. nie chciałbym być natrętny. mawia. .

skracając do minimum opis walki z sumem. . wybacz zawodową ciekawość. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz.rzekła niewidzialna Yennefer. Nie odpowiedział.. sponad zarysów. zdaje się. . usiadł na ławie.No. Moja kąpiel stygnie . Dopinając klamry butów.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły. nieznany rodzaj. A zatem. jakby chciała zrzucić płaszcz. Muszę widzieć oczy tego.Yennefer uczyniła ruch.Co . Niewidzialna czarodziejka parsknęła. A potem usłyszał plusk wody. . by go jakoś nazwać . . zachlupotała w kadzi. Ale.. . Yennefer .usłyszał.Opowiadaj! .. woda przelewała się przez krawędź.. Kontynuuj. Zarysy i kształty pochłonęły go tak. Zwykłeś te cechy określać słowami. Nie chcę cię peszyć. . Gdy doszedł do momentu.Teraz ja nie widzę twoich oczu. których bardzo nie lubię. kogo może interesować rybołówstwo. Yennefer nie wyglądała na kogoś. ale dość o tym. . . . no . ze zaniemówił. .ponaglił go głos dobiegający z nicości. którego nie lubię jeszcze bardziej. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu.powiedział. . Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach. Dżinn zamknięty w butelce.Nie. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami. Usłuchał.Odwrócę się .Ja się będę kąpała.Jaki tam dzinn . .Interesujące. Jesteś.. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana.Opowiadaj.rytm. Oszczędzimy czas. zawahała się.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych.zaoponował. . W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. Mam lepszy pomysł. zrelacjonował przygodę nad rzeką.. popadając przy tym w patetyczny sarkazm. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła.A szkoda. Jakiś nowy. przez wzgląd na przyzwoitość. Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność. . ty będziesz opowiadał. miękko osuwający się na posadzkę.Nowy a nieznany rodzaj zasługuje. a poza tym prawie się nie znamy. . Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści.zaproponował niepewnie.No. z kim rozmawiam. Usłyszał wypowiadane zaklęcie. proszę.

W łaźni zapachniało bzem i agrestem. .To wszystko . . zdziwił się więc. zgrabne nogi z powietrza. Geralt.Mniejsza z tym. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek. zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem. . wiedźminie? Tego. . .spytał.To nie było żadne zaklęcie. jak zauważył wiedźmin. Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach.Czerpak uniósł się i wylał wodę. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli.Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. . również ukazywała to i owo. .Przepędziłem tego.Jakim sposobem? .. Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty.. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety. To tajny język świątynny. .Dokładniej. egzorcyzmem. woda bryznęła na posadzkę. Sądził. ..Dowcipne powiedzenie.. dżinna. . Geralt westchnął. gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył. Powtórzył zaklęcie. wciągnęła suknię i zmaterializowała się. bo woda.Jeśli nie zaklęcie.powiedział. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. jak dwie czarne pończochy tworzą.powiedział.spytał patrząc. .. słysząc z kadzi szaleńczy śmiech. kształty też. to co to było? . .. ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki..Ten twój egzorcyzm.Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów.Dla kogo tajny. Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce. dla tego tajny.Czerpak znowu wylał wodę. zaklęcia? . . że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady. . jedną po drugiej..Jakim? . . Yennefer.Pewna kapłanka z chramu Huldry. .było dalej? .Co w tym jest śmiesznego? .Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób. choć na krótko. .Jakie powiedzenie? . Mydło znikło.Choć nieco niecenzuralne.Zaklęciem .Triss popłacze się ze śmiechu. jak mówisz. . Nie musiała.

Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka. że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. ze nie należysz do takowych.Kto to jest Valdo Mane? . którzy nawet marzyć nie mogą o tym. za ulegające gustom motłochu beztalencie. czego pragnę. czesząc włosy szylkretowym grzebieniem. Pieczęć. Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? .czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków.Oczywiście.Mam pytanie. I zawsze zdobywam to.odwróciła się plecami.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . haftkę po haftce. ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców. pozbawiona sensu baję-da. ..Prawdopodobnie . Jesteś gotowa? .zgodził się Geralt ponuro. Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków. . przypinając do uszu brylantowe kolczyki . duchy lampy. która zamykała butlę. ..Nie sądzę bowiem.Zapnij mnie .Nie wątpię. nie marzę. .. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. . Potrząsnęła włosami. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. lecz działam. jak zauważył. wstała. d'jinni. Grzebień. Geralt. To wymysł. znudziwszy się po prostu. że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności.Wracając do butelkowego stwora . by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa. Geralcie z Rivii. który uważa mojego kompana..Jestem gotowa . Jesteś mi przez to bliższy duchowo. Oba potwornie głupie.powtórzyła Yennefer z uśmiechem. Cieszy mnie.powiedziała Yennefer.Ewidentna bzdura . to spełnianie życzeń przez geniusze. jak stwierdził. . gdy czegoś pragnę.Trubadur. . Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. tak jak wszystkie legendy. . zachowały malowniczy. . które.Nawet dwa.. również poetę i muzyka. Ja. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania.to oczywistym jest.

U Errdila? . Kogoś. Tak.. Sądzę. gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął. Jak mniemam. Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi.Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta . . możemy ruszać w drogę. A co? Czy ta pieczęć jest ważna? . Chireadan? . I nie pozwolić dotykać przyjacielowi. że tak . No.. nie ma też nieomylnych wiedźminów. . Ale doświadczenie uczyło. jak widać. chyba ma. Pieczęć miał nie Jaskier. . Zacisnął szczęki. zamknęła oczy.chrząknął.Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy.powtórzyła. ale on sam. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość.Cóż . że taka pieczęć jest ważna na tyle. Przypadków. znał kilka. Elfa. . a może i czymś gorszym. przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. Spojrzała na niego bacznie. W domu niejakiego Errdila. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. mogą zelżyć. uniosła ręce. szarpnął łańcuszkiem. Sakiewka wydawała się za mała.. w Rinde.To niedaleko. . .Wiem.jak na wiedź-mina. Cios był celny. Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię. Geralt był świadkiem.. moje portale są bezpieczne..Nie ma nieomylnych ludzi.Dziwne pytanie . Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy. gdzie to jest. przebywa tam również jego kuzyn.Wiedźmin zastanowił się. . kto powinien był wiedzieć.Czy musimy..przerwała. .Zgadza się. krzywiąc wargi w uśmiechu.zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. obrzucić kamieniami. .Tu. sądząc. i to przy sobie. ze robi to bezkarnie. -Nie przepadają tu za mną. A co. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. Gdzie znajduje się twój towarzysz? .Hmm.. Wiedźmin zaklął z cicha. Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy. Każdy może się pomylić. jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego. by jej nie dotykać. Nie bój się. że czarodziejom nie należało mówić za wiele.. by pomieścić . .powiedziała ostro .ucięła.Nic .

gdy uspokoiło się zamieszanie. Mocniej.Jeśli mam być szczery . Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu. . Ciekawe. w przenikliwym zimnie.W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego . . od kiedy tam weszła . Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych. ale Geralt wiedział. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał.Nie zrobiła na mnie aż tak . Chireadan. . że tak łatwo ci pójdzie. nie słyszał. byle Jaskier ozdrowiał. nie czuł. jeśli chodzi o niesienie pomocy.Zaczynam się niepokoić. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz.Cóż. Magia wymaga czasu. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. .uśmiechnął się wiedźmin. krzywiąc się niemiłosiernie. mieszkał w opuszczonej gospodzie.podjął Chireadan . Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast.Geralt dopił kubek ziołowego napitku. V . jak się okazało. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną.Nie zamierzam jej przeszkadzać. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków. Niech to trwa choćby i dobę. że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . .cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru.Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę. . co rejestrowały zmysły. Krótko mówiąc.nie spodziewałem się. że nie jest to zwykła sakiewka. ale nie zdążył. cichutką i małomówną elfką.Nie przesadzasz? . Zimno było jedynym. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. nie słyszałem. masz słuszność. jaki ma interes w tym. Niczego nie widział. Rycerz Vratimir. Errdil.Obejmij mnie. nie jestem z porcelany. W drogę! Medalion zawibrował. by pomóc tobie i Jaskrowi. Chciał zakląć. .Mija godzina. który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. którą kupił. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych.

usuwająca blizny. nie wiedząc. Gusta gustami. Co oczywiście nie umniejsza faktu. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych.jakbyś uważał. z całą tą arogancką bandą. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. czarodzieje przyjmowali każdą. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. za piękność uchodzić nie mogła. Wyższość. lubi demonstrować. owszem. bo wymagał tego prestiż jej profesji. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. łatająca zajęcze wargi.powiedział . Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. wkraczała magia . bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. . Uważaj. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. jakim cieszyli się magicy. Któż pomyślałby o tym. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. choć na swój sposób atrakcyjna. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. bo ma taki śliczny ogonek.To trochę tak . . Geralt. znamiona i ślady po ospie. Yennefer zaś. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . reperująca źle zrośnięte kości. że jest fascynująco urodziwą kobietą. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". Chireadan również się uśmiechnął.złego wrażenia.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. Nie jesteś pierwszym. który tak ją ocenia. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. Nawet tymi bardzo pięknymi. Już po raz drugi wydało mu się. Nie zaprzeczysz. która zdradzała predyspozycje. że z wdzięku i urody uczyniła broń.prostująca i wyrównująca nogi. Oręż. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania. że skorpion jest ładniejszy niż pająk.

ukrytej nie dlatego. . Nie zdołałem go ocalić. jaka była dawniej. . Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra.. Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki. Poruszała się z naturalną. nie umiałem mu pomóc.Odzyska swe zdolności wokalne. a wyłącz.Bo Yennefer o. Oczy.Oczywiście. za mało regularne. Nie ufaj jej.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. Widział zbyt wiele szczegółów.powiedziała. . Na górze skrzypnęły drzwi. Ucierpiał przy mnie. Usta.Masz moją wdzięczność. nieco zbyt wąskie. troszkę zbyt cofnięty. choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. rejestrowały zbyt wiele szczegółów.Będziesz miał sposobność ją okazać. . Jest niebezpieczna. co w niej poprawiono.Twój utalentowany druh będzie zdrowy . Nos. przyglądając się w milczeniu.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej . . Chireadan .Co z Jaskrem? . Przestał się nad tym zastanawiać. . nie dla prestiżu profesji. nie sposób było zgadnąć. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. tym wie. Brwi. by je uszczęśliwić. niewymuszoną gracją. że to go uleczy. Jego oczy. . w mojej obecności. Nie odpowiedział. Geralt. sensu to nie miało żadnego. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. odrobinę wyższe od prawego. Podbródek. Zupełnie niepotrzebnie. czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? . Dziękuję ci też za ostrzeżenie. . .. . odrobinę za długi. Nie. a lubi wykorzystywać taką wiedzę.Nie. Widział jej lewe ramię. Uśmiechnęła się.uśmiechnął się zagadkowo elf. Gdybym wiedział.Wiedźminie. . Geralt nie rozumiał Chireadana. oczy wiedźmina. Miała figurę dwudziestolatki. Wiedźmin podszedł. Yennefer. Nie.odpowiedział na pytanie.Nie zaprzeczę. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi.

precyzyjnie wytrasowanej.że zawsze zdobywam to. czego pragnę.czarodziejka przekręciła klucz w zamku.Oczywiście.. . przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. wciąż kretyńsko uśmiechnięty. czym może być lwi ryk. ale wiedział. z jego twarzy znikł grymas bólu. nie rzęził już i nie charczał. bębniąc palcami po framudze drzwi.O co tu chodzi.powiedziała Yennefer. zastąpiony idiotycznym.Co to jest. . . że była to magia śpiąca. co ma Jaskier.Wspominałam ci . Yennefer? . jestem schwytany . nie stanie mu się żadna krzywda. .Śpi . Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro.Pułapka.I śni. . chwilowo . to nie znam reguł. że zapragnęłam czegoś. które ustawiłaś na podłodze .Cudactwa.Na ciebie. Nie obawiaj się. Odbiorę mu to i rozstaniemy się. pełnym szczęścia uśmiechem.powiedział zimno. na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier.Nie pochlebiaj sobie .przerwał -służą do wywoływania . nie rozbudzona.Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki. Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. rytmicznie drgać. Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa.zaczęła . Yennefer? Jeśli to gra. Był to bez wątpienia jęk rozkoszy.Yennefer usiadła na brzegu łóżka. . . Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie. Poeta oddychał spokojnie. Tak się zaś składa. Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka. Ukryta w nich magia była wyczuwalna. . W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza. Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy.Na kogo? . zajęczał cicho. Wejdź.. Klucz znikł. ale dawała pojęcie o tym. W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram. Jaskier. obróciła go w dłoni.Tak więc. .Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? . ..

. Wysondowałam mu mózg do samego dna.Co do tego.Piękne są twe piersi. Poproszę o nią. Tam. nie otwierając oczu. Pieczęć. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Twoja strata.Do czego ci ta pieczęć? . . Ja kupiłem twoją pomoc.Jak widzę. Virginio. Geralt. gdzie wywołuje się demony. Wiele tam nie było. wiedźminie. mnóstwo poezji. . Yennefer.uśmiechnął się również.uśmiechnęła się Yennefer. które jesteś mi winien. że właśnie zaczęło się odwdzięczanie. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. . Nie pozwolę na to. Zadowala cię taka odpowiedź? . ale i bez uraz. . Wszyscy będziemy szczęśliwi... . i równie paskudnie. Pieczęć. delikatniejsze niźli puch łabędzi. którą zaczopo-wana była butla z dżinnem.. wiedźminie. ..czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. I ja zapłacę.Nie zadowala.zajęczał Jaskier. nie powinieneś mieć wątpliwości. Mniejsza z tym. Trochę świństw. bez żalu.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi.Dobrze. . Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. że to nie trubadur ją ma.Nie . . Wiem.kontynuowała czarodziejka.włos mu z głowy nie spadnie .Jego marzenie spełnia się we śnie. Yennefer. zawszę staje się komuś krzywda.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? . Jeśli nie zauważyłeś.. ale ty. . . Skrzywiła wargi w uśmiechu. Niełatwo mnie zadowolić.. kilka marzeń. wręcz szczęśliwy. to wiedz.demonów. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji.Rozum mu odjęło? Majaczy? . nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa.. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony. Ale niech to będzie uczciwy handel.powiedział zimno. . rozłożyłaś cenę na wiele rat . I rozstaniemy się. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów.Ach. poproszę. . Virginio .Śni .Szkoda.

Uczyniwszy to. że choć wyrachowanie. .. Ale bez Jaskra. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. zapłacę drugą ratę i dalsze..Proszę.Ja .Wiedziałam. kiedy poczujesz . gówno mnie to obchodzi. będziesz starał się zaimponować mi elokwencją. Yennefer. że daremna. Geralt napiął mięśnie.Piękna przemowa .Geralt wskazał na wzory na podłodze. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. .powiedziała Yennefer. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. . ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża.powtórzył. Wzruszająca i patetyczna. Nie pozwolę. weź. Wiem. Yennefer. Nie pomogło. . ale potraktowałaś go życzliwiej. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. . zaciskając szczęki do bólu. . zmusić. Był jak sparaliżowany. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał.Ale nie Jaskier. który powinien przekonać cię.Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna. to nie będzie to już uczciwy handel. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce.Ciekawiło mnie.Wiedziałam też.On już raz był blisko tego. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. wiem. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu. może jeszcze gorzej niż poprzednio. co chcesz. Ale nie musisz mi już imponować. Ty gadałeś. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz.zachichotała czarodziejka. Teraz możesz już tylko mówić.. jak wbity w ziemię słup.. że jesteś elokwentny. wytężył całą wolę. . wrócę. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie. . by ci służył? Nie musisz odpowiadać. Jeśli narazisz Jaskra. że potrafisz odbić czar rzucony wprost . Urwał. A rób sobie. Szkoda. Nie jako ratę. by płacić. . Bo jeżeli chodzi o pierwszą.. jak kamienny posąg. co zamierzasz tu ściągnąć .czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi.

Zwykła chemia organizmu. Po tym. ..Chireadan zorientuje się. że Chireadan się zorientuje? .. posłużę. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. a ja zawsze spełniam obietnice. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. Nie ufał ci od początku. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. wiedźminku .powiedział z wysiłkiem. . gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. Nie. Znikły drzwi. Errdil. Yennefer. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz. Yennefer stała przed nim. nie spłacone rachunki... bałwan. Chodzi o drobnostkę. Jest pod moim urokiem. By ratować przyjaciela.. ty spełnisz te obietnice za mnie. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole. nie uczyni nic przeciw mnie. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. Nadaremnie. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. zapłaciłbyś każdą cenę.Chireadan. bo nie ufa ci. Zorientuje się rychło. uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . nie posłużysz się. znikły okna. Masz silną wolę i sporo odporności na magię. Yennefer. Kil.Czarodziejka wstała z łóżka.Mówiłam przecież. że coś knujesz. wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. .uśmiechnęła się zjadliwie. .. a zazdrosny.I co z tego. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek.Nie szamocz się. Rzeczywiście. Nic. Milczał. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie.. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. . . A może i coś jeszcze. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. I nie odgrywaj przede mną komedii. nabierze podejrzeń lada chwila. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. nie chodzi o czamoksięstwo. Jaskier. . czego zamierzam tu zaraz dokonać. . . Chireadan. wyobrażasz sobie? Elf. Ale mną.wykrzywiła się złośliwie.' ku osobom przyrzekłam tu coś. wylizałbyś mi buty. Ponieważ jednak sama nie zdążę.Beau Berrant. idziesz do celu najprostszą drogą. nazwijmy to. walczył z całych sił.Ależ posłużę. Walczył. Zakochał się we mnie.To na nic. podeszła. To się rzadko zdarza. natychmiast znikam z Rinde. nie robiłam niczego w tym kierunku. o niewielką przysługę. Geralt.

. . W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota. . Errdil! Zejdź mu z drogi! . pani. bo musisz zapłacić.. I głos Chireadana. Bzem i agrestem.aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików. schody. Twarz Errdila. za oczy łowiące każdy szczegół. Bzem i agrestem. pani.Idź zatem i wykonaj moje polecenia. . ..Dzięki. . Twarz Chireadana. choćby Chireadan. . Poczuł. pani. . za wyrachowaną wiedźmę.Na rozkaz. wykrzywiona przerażeniem. . Ale zrobisz to ty. .Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira.Geralt! Co z tobą? Geralt. nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. jaki jesteś..Jego własny głos. zapadł w ciemność.po wymianie kilku słów wiedziałam. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. Błysk. Geralt miał wrażenie. To był jego własny głos.Tak. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy. za sarkastyczny ton..Nie! Errdil. Ciemność. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. miękkim głosem.Zapamiętałeś? .. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki. Klęczał. Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki.Muszę.Muszę iść. Za udawaną hardość. że zbliża się do niej na kolanach. . w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty. I wiedziałam. w uszach zaczęło straszliwie szumieć. za kamienną twarz. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. Yennefer mówiła do niego łagodnym.. dokąd? .Możesz pocałować mnie w rękę. . za zimny wzrok. W jego głowie coś rozbłysło. Balustrada. wpiła się w nie jak wampir.Już w sypialni Beau . Płać.ciągnęła .. Medalion na szyi zadygotał. Za mniemanie.

Gorąco. opiera plecami o zawiłgły mur.. Tak jak i ty. głowa mi pęka. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od.Wsadzili nas do lochu . Widział ich niewyraźnie. Zapach bzu i agrestu. że tak długo nie przytomniejesz.. . Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. odór. byłem bez zmysłów.A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz.Chireadan? Gdzie. co jedynie z pozoru było kupą łachmanów.. Cholera. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców. psiakrew. zgniłej słomy i mokrych łachmanów. jak ktoś unosi go. w zupełnych niemal ciemnościach. .Czy to ważne? . z nią. cień na pokrytym słomą klepisku.rzekł elf . Eksplozja słońca. Jaskier jest tam. . VI Ciemność.. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl.Nie wiem.. W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób. Drzwi. . pomyślał. Chireadan podgarnął słomę.. I Jaskier. . Będzie burza. Hej. Zapach... Wiedźmin zaklął. Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży. Cień kraty. a ona planuje. Zapach? Nie..Zapach bzu i agrestu.. Gdzie my jesteśmy? . Rzucany przez pochodnię cień. . Już się zaczynałem martwić. .. Smród uryny.że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków. Parno. siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni... usiadł wygodniej.Cholera jasna.Nareszcie.. gdy mnie tu wrzucano. Yennefer.Poczuł. Żaden nie odpowiedział. że nie przebywa tu od wczoraj. Bzu i agrestu. .. wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą.. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.Jeszcze jak.. świadczyły.Cieszy mnie .. . rozejrzał się.stwierdził ponuro.

Wy macie swój kącik. . . Niczego nie pamiętasz? . Za tobą ciągnął już spory tłumek. Chireadan parsknął.. Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek.Geralt splunął.Obawa uzasadniona.Wyszedłem na ulicę. pochrząkali. Errdil i Vratimir. Myśmy są porządni złodzieje. Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy..A ty.Wielmożni . I niech każdy swego pilnuje.Absolutnie. prosto na ulicę.zniżył głos elf.Tak ono i jest . . dziadku .Ano . Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska.Lombard . . .Ogłuchliście? .odrzekł dumnie dziadunio.rzekł wreszcie jeden. w którym byłem ja. Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi. my swój.że na tym się nie skończyło.Bo ja jestem niewinny. . .Z tym zamachem na władzę..spytał..A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca. potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy.Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma. . kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu.. masując skronie. . miłości prosim..Obawiam się .Lichwiarz upadł . a po chwili . .. Myśmy ino kradli. Nawet bardzo mocno.Do żadnej . To prawda? . nie jacyś polityczni.mruknął Geralt .Wszedłeś do lombardu. Geralt splunął ponownie. wszedłeś.ciągnął cicho Chireadan. Wyrzuciłeś go oknem. . Potem. . .trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . Myśmy się na władzę nie zamachiwali. Mocno... Ludzie mi się przyglądali.. . .Pytam. Potem był jakiś sklep. .powiedział drugi.zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo. jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust.Chireadan? .. .spytał drwiąco elf . Wiedźmin splunął.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas.

I ja radbym to wiedzieć. jest gówniarskie i absolutnie karygodne.Najprościej rzecz ujmując.Jakiej? . której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. . . budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. którzy nadbiegli. . oznajmiłeś. błagał o litość. toporki.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . oznajmiłeś wszem i wobec. Coś ty z nimi wyprawiał. Pewnie cię zainteresuje. . Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej.Chcieli. . Zarówno lichwiarz. wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. wrzeszczał. Geralt. pałki.Mów. . Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów. Nie tylko głosowali za tym w radzie. Chireadan. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. a aptekarz wył. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich.Szedłeś do świątyni. Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. Kara. Opowiadaj. Większość z nas wiedziała. będzie wymierzona na miejscu. ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. opisać trudno. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. Mów. ba. że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą. płakał. bo to niskie i odrażające.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. Zamachnąłeś się znacznie wcześniej. wlokąc Wawrzynoska za nogę. ale dodawałeś inne określenia. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta.byłeś znowu na ulicy. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. Oni mieli miecze. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety. I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. baty.A ja . a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. poszedłeś dalej.Domyśliłem się tego już dawno. nie żałując ręki. Mówiąc o nim. których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. obiecał nawet poprawę. również członek rady. . pomijałeś jego oficjalny tytuł.A gdzieżby tam. . Nie oszczędzaj mnie. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. co to było za widowisko. Och. Bo kapłan Krepp.pokiwał głową Geralt . To oni wsadzili mnie do lochu? . dokąd zmierzasz.

. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem.. wała.. ze będę wisiał. jaki na ciebie rzuciła. A to oznacza.mruknął elf. Psiakrew. nic ująć.. co tylko było w cekhauzie. Chireadan..Kończyć nie musisz. obezwładnić. . Wiedźmin nie odezwał się. zrobiła ze mnie. a sam okazałem się równie wielkim. wybacz określenie. Nie zdołałeś tam wejść. -Nie dość.. ale winę ponoszę ja. Wybacz mi.. ciebie ostrzegałem. Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu.Nic dodać. Ja.Pięknie .. wyrok wydadzą rajcy. I zapewne Jaskra. jak mi się zdaje. że cię po prostu zmasakrują. a jest dokładnie odwrotnie.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. Omamiła mnie. wrócisz i. Wdałem się z nimi w spór. Ty siedzisz tu przeze mnie. . Ale. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi.Aha . jak myślisz? ... zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . Chireadan. Wiem. Bo bałem się. kilku strażników doskoczyło. by podziurawić cię sulicami. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. nie przerywaj.to co nam grozi.Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu .Kiedy upadłeś.Jeżeli Neville.mruknął Geralt. . ze gdy pryśnie czar. Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś. Ostrzegałem cię przed nią.. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. . w jamie. że byłem powodem twojej śmierci.to kto wie. . jak mówią krasnoludy.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. Co jeszcze? Desekracja świątyni? . . w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. drogi elfie. Moja głupota. Nie. skrzywdzisz ją. Nie zrobiłem tego. oprócz katapulty. -jaką moc miał ten urok. Ale jeśli nie zdążył. nie pozwolić. burmistrz. ze przez ciebie tu siedzę. skąd ty wziąłeś się w lochu? . że to sprawka Yennefer. Bo nie masz pojęcia. durniem. .Hmm.Wybaczam skwapliwie. Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać. Zanosiło się na to.zgrzytnął zębami wiedźmin . Ale nie doszedłeś do nich.. Uroku . Martwisz się. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym.Nie. to jeszcze ze świadomością. Znam go.

. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy. który go w niewytłumaczalny sposób. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych.Nie. Loch wypełniły cienie czterech strażników. unikając wielkich słów. Zgrzytnął klucz. . Kopnąć łysego też nie mógł. .przerwał elf. z wysiłkiem łapiąc oddech.. Chireadan .Nie lubię wielkich słów .Chireadan? .. Myślałem o niej. poobserwował czas jakiś . . by przywołać w pamięci obraz. . fascynował. powtarzam. podciągnął rękawy i pomasował pięść. . a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty.Tak prędko? . Chireadan chciał się zerwać. czy ci aby dobrze u nas w loszku. Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać. Jeden ze strażników. nazwijmy to.Yennefer nie udałoby się wam przełamać. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie. . długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę..Nie myślałem.Tak? .Ty ją. brutalnie poderwali i przyparli go do muru. wskazał na wiedźmina. Nie pomogło obronne napięcie mięśni.powiedział . o tobie.zdziwił się półgłosem elf. . Dziwisz się zapewne. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu. mocno zafascynowany. Dwaj inni chwycili Geralta. Złodzieje wcisnęli się w swój kąt. szczęk metalu. Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek. Obraz.. ale opadł na klepisko. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami..Ten . nazwijmy to.Jestem nią. . Przypomnij sobie gwardię.kazał zapytać. . cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda.Pan rajca Wawrzynosek . Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. Geralt.powiedział. Łysy strażnik stanął przed wiedźminem.Myślałem. .Nie dziwię się.powiedział krótko.Ty ją. uśmiechając się smutno.

w to samo miejsce. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk. milczeli. z trudem podnosząc głowę.. zawył. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. przeciągły trzask gromu. Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał. ... Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. znowu pomasował kułak.kontynuował łysy. A musiał zemdleć.. zaryczał z bólu.No jak? .Żebyś pękł. bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. zamierzając bić w głowę. Strażnik splunął. że się nie skarżysz.Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. Ulewa przybierała na sile. . skurwysynu. chmura burzowa przepływała nad Rinde. wyszczerzył zęby. parskając i sapiąc . . poczerwieniał.stęknął wiedźmin. cofnął się i zamachnął. Łysy obrócił się bokiem. przez którą przeświecałby mur.Ucieszy się pan rajca.. Choć wydawało się to dziwne. czy nie masz jakowych. po krótkiej chwili rozległ się ostry. . Geralt i Chireadan. ale nie miał czym. .No jak? Żadnych życzeń? . Ale cios nie został zadany. Łysy zgrzytnął zębami. ale powyżej nie było dziury. .Niczego ci nie trzeba? . Zmieniał rękę. Następne uderzenie. zionąc cebulą i zepsutymi zębami. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce. chwycił się oburącz za brzuch.łysy cofnął się nieco. niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa. VII . Aby zemdleć. po czym strażnicy poderwali go znowu. . tym razem. skromnie opuściwszy głowy. zgodnie z planem Geralta. I pękł.sprzączkę własnego pasa..Jedno. musiał zmusić łysego do.I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

. druzgotać wieżyczek i mansard. . pękali ze śmiechu do czasu. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha.Ten potwór niszczy moje miasto! . że d'jinni zetrze ją na proch. niesłychanie silny d'jinni. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela.powtórzył kapłan. burzyć kominów. w Wiedźmińskim Siedliszczu. identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. Patrząc. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. gdyby nie to. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. Wzlatywał i spadał. gdy mówiłem.Sram na sprawiedliwość! ..Niszczy miasto! .zawył Neville. .Trzeba czekać . Powiadam wam. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. panie Neville . .Hę. jej zaklęcie zaraz osłabnie. i tyle.. i złoił obu rzemieniem. I robił to. .Kiedyś przed laty.. Krepp. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. hę .Ale nie z założonymi rękami. . jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie.zaśmiał się kapłan. nie wiem. bucząc wściekle. czarodziejka już by go miała.Patrz. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! . gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. po okręgu. .Tu się nic nie da zrobić. ich preceptor. skończy się to tym.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? .Nie uważaliście. Nigdy nie uważacie. kto kogo schwytał.Trafiła kosa na kamień. że ten demon. co się tam dzieje! Panika. . gadałeś. krążył. nie bacząc. był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego.wrzasnął burmistrz. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. ale.parsknął Krepp. To jest.. roznosić w strzępy strzech. co wyczynia trzmiel na uwięzi. Dżinn mógł. zrywał się i pikował w dół. gdy mówię. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się. . Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. powtarzam. różnokolorowego światła. I będzie spokój. Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. ze pod oknami mogą stać wyborcy. Bo dżinn. niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny.

Muszę. . bo musisz. . którym przybył tu Jaskier. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad. Bo ja sam tego nie wiem. .. nawet niewidoczny. . a nie stać i gadać! Bogowie.rzekł zimno kapłan.To bierzcie się do roboty. Można zaklęciem taki ślad ustabilizować. jest niczym w porównaniu z piekłem.Chyba tak .. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki. prawda? Geralt zawahał się. napotkał wzrok Chireadana. Chireadan. Chodzi o portal. .Chybaście niespełna rozumu. .Potrzebna mi wasza pomoc.Idziesz tam. że czuje zapach bzu i agrestu.. Portal wciąż łączy ratusz z.Geralt . co się tam teraz dzieje. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . Geralt uniósł głowę. Modlę się. .zdecydował się nagle. gdy geniusz skończy z czarownicą. Wiem.Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! .Nie widzisz? . Elf uśmiechnął się.Do diabła z twoją modlitwą! . .Proszę o ciszę .odezwał się Jaskier. . czy nie? . . Zdawało mu się. bo czas nagli.Wydajcie rozkazy. potem spuścił wzrok.rozdarł się Neyille. . co czujesz..Nie ma już nawet znaku po portalu . . .Panie Krepp . .. burmistrzu.Pytałem. zostawia ślad. . jak Chireadan dotyka jego ramienia.kapłan dumnie uniósł głowę.I o powagę. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością. -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić. wskazując na ścianę.Nie przepraszaj.. umknął przed nim. jakie się zacznie. Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów. Elf spojrzał mu w oczy. . Przepraszam cię. To. Odwrócił się.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! .Mogę.Portal. .rzekł Krepp. Przejdę tym śladem.Zaklęcie? . .Możecie.powiedział z ociąganiem.Wątpię. co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł.

Jeżeli portal eksploduje.Zaiste... kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza.. ..Już uczyniłem .Panie Krepp? .Ja zostanę .Chcecie ją ratować. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę. na wszelki wypadek. Geralt wstąpił w nicość. dysząc..Wiem.rzekł kapłan. panie wiedźminie. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. . sposobna pora do żartów i krotochwili. panie wiedźminie. Co znaczą te słowa? . .Cóż . gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi. Właśnie na tym. ... . czy nie jest przerwany. Dzinny to mściwe istoty. Zanim w to wstąpicie.. uczyńcie rachunek sumienia.. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę. Wielka mi rzecz. wypluł z rozrywającą płuca siłą. Poruszył dłońmi w powietrzu. .Geralt stanął przed słabo świecącym portalem. panie Krepp. VIII Portal. Bębenki odrastają. odetchnął głęboko.powiedział. który nim wstrząsał. Hmm.nie wystarczy czasu . "Odejdź stąd i wychędóż się sam". a zimno zdławiło śmiech. .. panie Krepp.Słucham was. Czarodziejka jest zgubiona. A gdyby portal pękł.Mężny z was człowiek . więc wam powiem..Proszę was. Na to nigdy nie wystarcza czasu.Na tym to właśnie polega. pękną wam bębenki w uszach.. wyrzucił go z impetem. Wy. bębenki.dokończył Geralt. Spróbuję was wyciągnąć. Wyjdźcie wszyscy z komnaty... Kapłan uśmiechnął się. . Mogę was pobłogosławić. Nie ma też żadnej pewności.Ten egzorcyzm. Ostatnie to wasze życzenie. . z trudem . Geralt.. ryczący i kotłujący się jak huragan. . który tak was zdenerwował.. jeśli tam pójdziecie. Krepp wyprostował się..Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma.. ale na odpuszczenie grzechów. . wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie. też będziecie zgubieni. .Gotowe . Hmm.rzekł Krepp. Geralt spojrzał na niego życzliwiej.powiedział. Znaczyło to. Roztoczę protekcję. Uczyńcie rachunek sumienia.

Wynoś się stąd.. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna. nie pojmuję tego. powinnam już mieć go w kuli. trzeszczące. Złapałam go. Klęczała pomiędzy stołami.wrzasnęła. . . On cię zabije. Początkowo sądził. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. rozjarzonymi obecnie do białości.Ja. prześwietlała na czerwono palce czarodziejki. .krzyknął. Yennefer. ale łajdak nie słabnie. . chwiejny. że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura.Nie tak łatwo mnie zabić.Pomóc? .Nie! . natychmiast. ale szybko zorientował się w pomyłce. ale wyraźny.parsknęła. Podłoga dygotała. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila.. co ci zrobiłam? .Nie.. Cały dom wibrował. .Nie rób tego! Chcę ci pomóc! . Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze. trząsł się i trzeszczał. ogniste linie przepadające w górze ponad dachem.. Znajdował się nie w izdebce. Na powale zarysował się wielki ognisty . Rozejrzał się. rozumiesz? Nie mogę go opanować. krzywiąc się złowróżbnie. . pochylona nad' magiczną kulą.Interesujące. Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem. Zobaczył ją.Pomimo tego. Nie potrzebuję twojej pomocy. . Urwała. Migotliwy. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz.Nie złamiesz go.Wynoś się! . zerwała się i uniosła dłoń. Yennefer zobaczyła go. . złamię. jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak.Ty? . . Ale w gruncie rzeczy nieważne.łapiąc powietrze otwartymi ustami. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli. wygląda.Pomimo.

musisz uciekać. nie mam czasu ani siły na inny. wyjąca tak. krzyczała zaklęcia. Geralt. Tworzy własny portal. odepchnął i zasłonił. Dżinn. Nie mogę. rozwierając paszczę. Czarodziejka zaklęła.. W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. by dostać się do środka. -jęknęła...Co się dzieje. Ale geniusz nie zaatakował.Zlokalizował mnie. wodząc w powietrzu rękami. Yennefer nie cofnęła . .. . różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami. rozciągając je. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. Dżinn zawirował jak bąk... Yennefer nie cofnęła się.Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować... trzeszczały. unosząc ręce... Nie może zerwać uwięzi. .. . Nie mogę go powstrzymać! .. Yennefer skoczyła. W ryku tym było coś. z jej palców trysnęły iskry. Yennefer? .Uciekaj. Geralt rzucił się ku niej. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. gdzie wylądujesz. który wyczarowała na ścianie przy schodach. polecenie. Geralt! Uciekaj! . Otworzę mój portal. rozdął do imponujących rozmiarów.Tędy! . wyskoczył z portalu jak korek z butelki. rozdął się i zdeformował. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. to będzie portal losowo rzucający. niepozornie i nader prowizorycznie. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy. Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem. Nie wiem.Tędy. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki. Uważaj.krzyknęła Yennefer. spadając na dżinna jak sieć. omotany magicznym światłem. Nie zrozumiał jakie.. drogę ucieczki dla ciebie. ale będziesz bezpieczny. ze aż świdrowało w uszach. wskazując na portal. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. ale stale zbliżał się do czarodziejki. napinając więzy.czworokąt.. Powoli. bez widocznego efektu. ale portalem się tu dostanie.Tylko razem z tobą! Yennefer.. coś jak gdyby rozkaz.Yennefer. czerwieniejąc z wysiłku.Chce się do mnie dobrać.. . z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. rzucił się na nich. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie. Przygotuj się. Geralt! .

przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. . . zły nie na żarty. przerwawszy taniec. -Uratowałem ci życie. durniu! . chwycił w pasie jedną ręką. . Przenikliwy zapach ozonu.Odchędoż się. Wylecieli. wodorostów i ostryg. . sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik. Nie puścił jej. zwarci w uścisku. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. zręcznie podstawił jej nogę.To skandal .Ty kretynie! . patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu.się. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. . z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. usiłując wy drapać mu oczy.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! .wrzasnęła Yennefer. drugą wpił we włosy na karku. Yennefer wyszarpnęła się.krzyknęła Yennefer.odkrzyknął. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. ktoś zapiszczał.. przesadzacie z tą teleportacją. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną. upadli na marmurową posadzkę. odwracając twarz. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg. nie zabił zapachu bzu i agrestu.Doprawdy. Zażądam. Ktoś wrzasnął. .. ucapił ją za oba przeguby. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią.Gówno miałaś! . a zaraz potem stół. Geralt rzucił się za nią. Geralt. Leżeli na samym środku sali balowej. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy.Czy mają państwo zaproszenia? . Nikt nigdy nie dowiedział się. . jej dłonie sypnęły iskrami. czego zażąda szambelan. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. jaki wytworzyły zaklęcia. Portalu prowadzącego w nieznane. Wiedźmin przyskoczył.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. jasnej od kandelabrów.rzekł z naciskiem szambelan.

ale zmaterializowali się pod samym sufitem. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. wierzgając niczym kucyk.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. zdzieliła go łokciem. Trafili w cel.Co się tam dzieje!?! . starając się przebić wzrokiem ulewę. Spadli. Yennefer zaklęła wstrętnie. . Poczuł. druzgocąc balustradę schodów.Idioto.Co się tam dzieje. mówię! Uwięź zaraz pęknie. a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. Chwycił ją jeszcze mocniej. wyrwała mu się. i nie pomylił się. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. gdzie popadło. chociaż miał ochotę. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. wrzasnęła zaklęcie. głupku. agrestem i ostrygami. targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. Mylił się. Wpadli oboje w nicość portalu. w karczmę Errdila. bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. Był pewien. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś. że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia.Puść mnie! . Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. palancie! Puść. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. Zanim zdołał złapać oddech. . a chcąc uniknąć uderzenia czołem. próbując przytłamsić do podłogi. Geralt chwycił ją za ręce.wrzasnęła. .Biją się! .Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. .wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. też nabrawszy praktyki. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem. Yennefer. ze straciła przytomność. IX . mówcie. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem. do cholery! . muszę ją wzmocnić. odskakując od okna . których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz.

Rozumiem. Wystarczy. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić.To już długo nie potrwa . . Jaskier . by ratować tę czarownicę? Psiakrew. .krzyknął. byłby pożar jak nic! . znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej.Yennefer! . uwięź zaraz pęknie. z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom.Jasne. dlaczego? Chireadan. . Bardzo rozumnie. Tłumek cofnął się.. Gratuluję. Panie Neville! Rozkażcie. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał.Zaraz zobaczysz. kryć się! Komu życie miłe. groty były słabe i wolne. . ludzie! Biegiem tam! Bogowie. a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. Była wyraźnie zmęczona.jęknął Jaskier. . .Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! . . co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz.Oni się biją.Rozumnie.powiedział ponuro kapłan Krepp. Co was tak bawi? . . klaszcząc po błocie bosymi piętami. panie elfie.karczmy jak oparzony.Rozumiem. Nie dokończył.wycedziła.Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno. niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk.potwierdził. błysnęła błyskawica. Hej.Światło magiczne słabnie. unikał ich bez większego trudu.zdziwił się Neville. . stając nad nim. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice. . szczęście.Nie zdołam? .Czarownik i wiedźma biją się! . że pada. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki.Uspokój się! Zrozum wreszcie.Biją się? . do czego jestem zdolna. .. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil. ludzie. dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując.Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. kryjąc za filarami.Dlaczego Geralt tam polazł? . . .

Ależ on ryczy! . meble pełzały po podłodze.. wiedźminie. dysząc ciężko.Bo jest . napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta.Ależ on potwornie ryczy! Wygląda. ale co za dużo.. nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży. .Palę się. Zdziwisz się..powtórzył Krepp. że jest cholernie wściekły! . Chireadan spojrzał na niego szybko.zaryczał. pochylona nad nim.mruknął Chireadan.Geralt? Życzenie? . . Zostało mu jeszcze jedno. . . Muszę ci powiedzieć prawdę. dygocąc spazmatycznie.Psiakrew . gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie. .Uciec? .Leż bez ruchu . Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić.zmarszczył się Jaskier.. nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo. . cholera! . Ja też byłbym wściekły. ..To on miał w ręku pieczęć. Geniusz spełnia jego życzenia.. Muszę zająć się dżinnem. . na bogów... zatoczył koło. która więziła geniusza.. Yennefer. .. Muszę ci coś wyznać.To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn. Pobaraszkowaliśmy. Pękł. Klucznik w lochu. . bo gotów mi uciec.Jak to? .. Budynek trząsł się. z sufitu sypało się wapno i drzazgi. .krzyknął Jaskier.Zdejmij to ze mnie! .To parzy tylko wtedy.wrzasnął.Co? .Jest wściekły .. Ostatnie. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem.I nie dziwię się. gdy się poruszasz.. jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu..To było drugie życzenie wiedźmina.Zaczynam rozumieć.. chwytając się odruchowo za gardło. Nie powinien mówić jej tego. XI Dżinn zatargał się na uwięzi. nawet jeżeli już się domyślił. to niezdrowo.rzekł kapłan Rrepp. . Ale. . ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. posłuchaj mnie uważnie. .poradziła.

syknęła.Co cię obchodzi. ale tobie nie daruje. Nie mogę... jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.. . zemści się na tobie..To moje ryzyko! . . Yennefer.Nie. ..Wiedźmin ratuje moje miasto. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je. Yennefer.To nie takie proste . Życzenie. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją. Yennefer. . nie doceniasz mojej mocy. Geralt.krzyknęła wściekle.. Nie Jaskier. Dżinn może i spełni je. Gdy będzie wolny.Zginą obydwoje? . Zwolnisz dżinna.. nagrodzę go sowicie. .Absolutnie bez sensu . rzucił w błoto i rozdeptał.A więc to tak .Ale gdyby. Zginiesz.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! . Jesteś wycieńczona. Geralt! .. . on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! . Nie doceniasz mnie. do ciężkiej i niespodziewanej zarazy. Nie.Przecież on. . Bogów przyzywam na świadków. powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach. .. . lecz ty. Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić... żeby .Gratuluję. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać.. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam. i ciebie.Absolutnie bez.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna. . nie sądzę. . zabije cię.Nie doceniasz moich sił.. Dlaczego. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem..powtórzył Chireadan gorzko. Udało ci się mnie oszukać. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem.To przecież jego fach . czy jak wam tam. i siebie! Panie Krepp! .. Dlaczego? Przecież wiedźmin. napluł na niego. .jęknął nagle..Jak to? Panie Krepp. .. Gdyby wyraził właściwe życzenie..wtrącił Neville.zawył Jaskier. co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym.zastanowił się kapłan. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII . ledwie trzymasz się na nogach.Nie wystarczy ci już sił.. a wówczas ja go zabutelkuję. Masz jeszcze jedno.

Przeraził się. Bardzo słabe światło. w poświacie magii.Milczysz .na to wpadł. zwalił się prosto na nich rycząc. Przeraził się.Człowieczeństwa . z jej rąk biło światło. Pochyliła się gwałtownie. Sufit pękł. Nie. Yennefer rzuciła się na spotkanie. Milczał. z czym żyła. kim zechcesz. żeby nie wpadał. . o tym marzysz! O wyzwoleniu. Geralt. złe i mądre oczy garbuski. zanim stała się czarodziejką.. smukła. Wiedział. I chyba lepiej. o swobodzie bycia tym. bez śladu. . Czuł zapach bzu i agrestu. że odczyta jego myśli. wyprostowana. Czując.Więc czego ty pragniesz.powiedziała nagle. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. I piękna. co odgadł. O czym pamiętała. zabił ją. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. czując przy tym ogromną ulgę. nie prawdy. czym być musisz. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. kim byłą niegdyś. nie tym. Wiedział. prawda? Przecież tego pragniesz. oplatany siecią gasnących już promieni. że dowie się. Dżinn spełni to życzenie. straszna. przenikliwe. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem. Wypowiedz je. nie mamy czasu! Milczał. bo klnę się na Moc. poszukaj głęboko i dokładnie. spojrzała mu w oczy.syknęła. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. że. uśmiechając się paskudnie.. A wiedźmin nagle . Dżinn. Że nigdy mu tego nie wybaczy. . drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. Bo patrzyły na niego zimne. o czym nie mogła zapomnieć.Życzenie. z bliska. Zgłuszył tę myśl w sobie. XIV .. Odgadłam. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli. Kim była naprawdę. wyrzucił z pamięci na zawsze.. czarna.

Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza. . Nie spadła na nich nawet jedna deska. przepadł.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. XV Dom eksplodował.Wiedźminie . Z kurzawy wyprysnął dżinn.Przepraszam. .Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville.Żyję .Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! . belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier.. uczcimy go. powiadam wam! . Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty.wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. cholera! .Żyjesz? . . jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. delikatnie przesunęła palcami po dłoni.zrozumiał. . Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. już wolny.Ach . wzbił się w niebo i uleciał.Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu. .Żałujesz? . zatoczył nad miastem trzy kręgi. wspierając dłonie o kolana. wielki jak stodoła. czego pragnie.. .Poparzyłam cię. swobodny. . zarumieniona lekko. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. -Cóż za cudowna ruina! . Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka.Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. d'jinni.Drobiazg.odchrząknęła. było zupełnie czyste. uklękła obok. Dziwnym trafem miejsce. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą.. Definitywnie. otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. cegły.zawołał kapłan Krepp.Uciekł! Uciekł! . Yennefer..Nie zapomnimy. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. XVI Geralt rozejrzał się. Kilka bąbli. gdzie leżeli. . I wypowiedział życzenie. dżinn uciekł. . Wiesz. syknął.Cholera. czczeniu. zniknął. że wie. Było tak. pamięci i wszystkich pomnikach świata.. . urwał iglicę z wieży ratuszowej. jedna cegła. Pomyślimy o pomniku..

czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. . tego miękkiego dotyku.. Co cię do tego skłoniło.. uściskiem. a cały świat przestał nagle istnieć. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli. a im wydawało się. ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. bo bardzo chcieli. jej szyja. . że była to cała wieczność. Geralt? Dlaczego. której dotykał. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. najpiękniejsze oczy całego świata. jedyną myślą. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. czego sobie życzyłeś. ... bo to rzeczywiście była cała wieczność.. byli troskliwi i czuli. Pomóż mi wstać. Usłyszałam.. Skazałeś się na mnie. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży.Nie wiem.. pieszczotami. Wszystkiego mogłam się spodziewać. nieporównywalna z żadną. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. A potem świat znowu zaczął istnieć. Wszystkim. oczy. słodkie od pomadki. . całym sobą.I co dalej? . proszę. dotknięciem.szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. które. to skazałeś się. mięciutkie i wilgotne.. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona.Zaczekaj . dotknęła go. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej. wiedział. staną się dla niego. Yennefer pocałowała go. Przerwał jej pocałunkiem. Wiedział to. po prostu osłupiałam. co to troskliwość i czułość. Osłupiałam. pieszczotą.Twoje życzenie .To dobrze.Mhm? . Wiedział nagle. że nigdy nie zapomni tego zapachu. Ale jeżeli tak. przestał istnieć na maleńką. byli dokładni. a potem już wszystkim. jak się obawiał. wszystkim. krótką chwilę. .Geralt? . . I w ogóle im się nie spieszyło. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. ale istniał zupełnie inaczej. wszystkim.To twoje życzenie. a on zrozumiał. chłodna skóra. Nie wiem.. wszystkim. Dlaczego ja? .Nie bardzo. ale żeby. jej delikatna. każdą myślą. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi.szepnęła. udało im się.

Jęknęła.Cicho .powiedział krótko.Nie jestem pewien.Jaka cisza.Chodźmy stąd . Nie ma co.Ja też nie. ..Nikt nigdy mnie tak nie nazywał.. Podejdźmy bliżej. Nie jestem pewna. Nad Rinde zjawiła się tęcza. Zaczekaj. Zbliżyli się do ruin oberży. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem....potwierdził Errdil. Słyszałem. . .mruknął Jaskier. .. jak jęknęła.Yennefer.Yen. mówię wam. . Bo widzisz.powiedział Vratimir. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży. .przerwał Errdil. Ja nie umiem. proszę.. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna.stwierdził Krepp. czy warto się było na mnie skazywać. XVII Deszcz przestał padać. przecięła niebo urwanym. O. . mówię wam. | . przez które ostrożnie zajrzał. .. a teraz jakby makiem zasiał.Geralt. .To oni .Yennefer żyje . . Chireadan. a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył.. .Coś słyszałem. albo mój dżinn ich wykończył..Mogą być ranni. Zdawało się. .Trzeba by zobaczyć .Powiedzcie stolarzowi. wysilając swój muzyczny słuch.powtórzył Jaskier. ja.Nie przeszkadzajmy im. . co robisz.rzekł nagle Jaskier.Jaka cisza .rzekł Krepp.Nie wiem..Przed chwilą aż krokwie latały. Powiedz to jeszcze raz. Albo pozabijali się nawzajem. . . Może wezwać medyka? .. .Ja tę czarownicę znam..powtórzyła. przechylił głowę.Aha . Co to było... . kolorowym łukiem. bardzo czujnie i powoli. Nie żyją. Chciałam ci powiedzieć.. . Musi strasznie cierpieć. wycierając czoło zmiętą czapką. . ulegając mu zupełnie.Yen . jęknęła znowu! . . Yen.Niech stolarz robi trumny . Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha.Ja też słyszałem. trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku. . .Na wszystkich bogów ..Prędzej grabarza .

Oboje.Chodźmy stąd .Powiedz-że. .zaciekawił się Jaskier. . . . .powiedział.A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać. Niech tam zostaną.Nie lubię wielkich słów . ona. a dołączą do nas. bardzo smutno. nie minie wiele czasu. do cholery! Elf uśmiechnął się. Poczekajmy w jakiejś karczmie.Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. on i jego ostatnie życzenie.Co oni tam robią? .żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . . Bardzo.powtórzył elf.

w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym. bez hełmu. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem.Psiakrew . Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem. . nie patrząc w ich stronę.GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. wymachując nagim mieczem. z minami zawodowców. nadal przechadzał się. Tailles. Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. brodaty krasnolud w lisiej szubie. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno. kolczudze i misiurce z żelaznych kółek.To był jednak głupi pomysł. Zobaczysz. Wiedźmin oszczepy.O nic. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać. u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny. by jeździć do miasta -jęknął trubadur. Jaskier obrócił konia. . .O co chodzi. spoglądając w stronę niedalekich. Jaskier miał rację. . Tailles bez zbroi.Zamknij się. wstrzymując konia. . mówiłem. . . pytam? Znowu awantura? .Mogłem się spodziewać. Żołdacy.A Tailles. rzucił wam rękawicę. . Zsiedli z koni. wiedźminie . wszystko się wyjaśni.Trzeba było siedzieć u Nenneke. rozejrzał się. wsparci na oszczepach.Zamknij się. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w .Nie wygląda na to. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się.Obraziliście urodzonego Taillesa. jak zapewne pamiętacie.. przyglądali się ponuro i obojętnie.mruknął Geralt. ..O co chodzi.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy. Nie wyglądało. zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników. nie wystawiać nosa za mury. widocznych nad lasem wież świątyni. Geralt? . .

spojrzał w oczy Falwicka.Kodeks rycerski stanowi. dobrze? . . rycerzu. . Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki. jak wykonywać rozkazy.Nie wtrącaj się . Obawiam się. pozwólcie. wydymając wargi.Jakże to logiczne . -I pamiętaj.. Jak to się mówi. do czego zmierzacie. Chciałbym wiedzieć.poczekaliśmy więc.krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu. -Wiem. . obejdę się bez pouczeń.Musicie. Panie Geralt. Musicie się bić. . niegodnym.. Dokończcie.Widzę.odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. Nie możecie odmówić. . . . panie hrabio. .że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza. które masz wypełnić co do joty.Geralt uniósł głowę. .A czy nie uważacie. że wówczas każę powiesić cię na gałęzi.A to. zależnie od woli.powiedział Jaskier z małpią miną. Tailles czeka. a tym samym podnosi do swej godności. .To wy nie uczcie mnie. to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach.. Jestem Dennis Cranmer. ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej.uśmiechnął się krzywo Geralt .Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick..Nie ucz mnie manier. panie rycerzu. ty hyclu. że studiowaliście filozofów. Jaskier? . gdybym okazał się. kapitan straży księcia Herewarda. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi.Bez nerwów. Co się stanie.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. hrabio . Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym. że książę wydał ci rozkazy.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. . Cranmer . . aby. ..Co się stanie? .. że nie jestem dostatecznie godny. a co do urodzenia.Musimy? .wycedził rycerz. panie Falwick .Spokojnie . I bez wyzwisk.

bo jeśli ja go zranię. patrząc w oczy krasnoluda. by Tailles nakarbował ci skórę. Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości. . zrasta się szybko.powiedział . No. chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina.Argumentujecie urokliwie. ale do obezwładnienia. bo jeżeli odmówię.ciągnął spokojnie Dennis Cranmer.M . Tak jak w Blaviken. mnóstwo krwi. .mam stanąć do pojedynku. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić.Co proszę? . Jeśli będę walczył. chcemy. krzaczastymi brwiami.syknął Falwick. Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór. Nie zależy nam na twoim trupie.Tak. Inaczej już byś wisiał.Macie. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza. A twoja skóra. . to mnie powieszą. więc kapitan chce mu taką sławę dać.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . . . A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię. apelujecie do . poniesiesz karę.A ja myślę.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. Wyboru nie masz.Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. Ale wtedy poleje się krew. Usatysfakcjonuje was to? . jazda. Takie otrzymał rozkazy. i musisz za to nieść karę. . uśmiechając się złośliwie.zakpił Jaskier. stalowe pod płowymi. by przeciwnik mnie okaleczył.Nie pogarszaj swej sytuacji.Tak sądzicie. wręcz fascynująco . . panie hrabio? . jasnoszare. panie wiedźminie . panie Geralcie. . ale dosyć paskudnie. odmieńcze. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. nie odrywał od Geralta swych zimnych. to mam pozwolić. stalowych oczu. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem. to prawda . Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. Do ukarania. Walka ma być nie na śmierć.Wiedźmin ukłonił się sztywno. to mnie połamią kołem. . o którym myślicie.Bez drwin .Tak będzie lepiej. kapitanie. to krew i śmierć. Obraziłeś zakon. rozejrzał się. Same radosne alternatywy. ocalisz twoje nędzne życie. ze mam. włóczęgo.przyznał Dennis Cranmer. Dasz się pokonać.Stańcie Taillesowi. Decyduj. skóra mutanta. . .powiedział Falwick.Jeśli dobrze rozumiem .

Patrzyli sobie w oczy.Jestem gotów .jego wyższych uczuć. Jak zawsze. którzy połamią nogi.Tak. Załatwmy to szybko. aby podjął decyzję. Tu nie poleje się żadna krew. by raczył nie przelewać krwi zbójców. będzie piekło.Geralt naciągnął rękawice. wykonani.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . kapitanie Cranmer. Co by nie było.Załatwmy to. co do joty. dobywając swego.Ja .Dobrze więc . Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? .Nie traćmy czasu.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom. Za wyjątkiem tych. Geralt wzruszył ramionami. Nie apelując do żadnych uczuć. A nie wydaje się wam. bo zbiry są biedne.Dobrze.Ciężki . wolałbym w to nie wciągać. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii.powiedział Falwick. wiedźminem. a kto wie. jak rozumiem.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . . Prawda. . mają żony. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę.Godzicie się zatem . Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę. .powiedział wreszcie Geralt. nikt tu nie poniesie uszczerbku. oczy mu rozbłysły.Absolutnie . to dotyczy tylko was.stwierdził zimno.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. Nie jestem żonaty. proszę pana Geralta z Rivii. Ale rozkazy. . Przygotujcie się.Falwick uniósł głowę. jakie mi wydano. panie Cranmer? . Weź mój miecz. . . bliżej mi nie znanej niewiasty. a i matki. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. uciekając do miasta. . może nawet i matki. Prosicie. . Szkoda dnia. Absolutnie. . Jaskier. Wiedźmin zdjął miecz z pleców. którzy go napadli. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. dzieci.Nie . . . zachowaj spokój. krasnolud i wiedźmin. o dzieciach nic mi nie wiadomo. Ma ulitować się nad zbirami. Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. panie Geralt. Ty nic do tego nie masz.

na szpadle. . której tak życzyła mu kapituła.Tailles ma taki sam. ciął szeroko. założył lewą rękę za plecy. wstając. . niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem. Tailles przykucnął. zamarł w pozycji szermierczej. Szczeniak uderzył się o własne żelazo. nie rycerz.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi. odruchowo.Nie. . panie Falwick. odskoczył miękko. Rycerz zawył. pluł krwią. Jego pech.Brać go! . Zapytajcie go.Niesłychanieście dowcipni. zaatakował błyskawicznie. wcale nie wyglądając na uradowanego. upadł na klęczki i dotknął czołem trawy. Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka.. Żołdacy zamarli. Geralt wbił miecz w ziemię. . lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. krótką. od prawej. hrabio.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem.Hej. Rycerzyk zamachnął się szeroko. . Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa.powiedział wolno krasnolud. powód do sławy i chwały. straż! . przekonacie się.Nie? . skoczył. . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza. wyrzucając ramię na pełną długość. Tailles wił się na ziemi. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. Wprost niesłychanie. klinga znowu przecięła powietrze. .Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby.Stać! Na miejsca! . walnął na wprost. . Tailles zaklął. .wrzasnął Falwick. . Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. odwrócił się.Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! . hrabio . Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem. . że jest rad. Równe szansę. bez ostrzeżenia. stracił na moment równowagę. Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna. skowytał i wył. . spróbował ją odzyskać.Skóra się zrasta . Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę. dotykając topora. Falwick podbiegł do niego.Geralt uśmiechnął się.charknął Dennis Cranmer.Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. Rycerz bez blizny to kutas.

panie hrabio .Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin.mruknął Dennis. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście. Jeśli ciekawi jesteście. starając się nie uśmiechać.Rzadko kiedy godzę się z nim . a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. Żołdacy unikali jego wzroku. bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość.. . podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . to wiedzcie. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość.Falwick. proszę was bardzo. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa.. otarł dłonie o płaszcz.Cranmer! . hrabio. by na was na-pluć.Wynoś się z Ellander.Pożałujesz tego.kontynuował Geralt .ciekawość. powoli wyciągnął topór zza pasa. . .Ale przedtem.Zrobimy tak. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego. gdybym wyzwał was na miecze. cofnął się o krok. przysięgam! Krasnolud odwrócił się.ryknął Falwick. . Gdybym.Geralt przewiesił pas przez plecy.. . . . jak radzicie .zgrzytnął. na miejscu. wyrywając swój miecz z ziemi. Nie znoszę krzywoprzysiężców.Oj. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. co się stanie. załóżmy.Wiedźminie . Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo. tu. dysząc ze złości. nawet wiedząc. Dennis Cranmer wykrzywił się.ale w tym wypadku to on ma rację. rozejrzał się. jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. Bez chwili zwłoki! .Choć milczycie . . że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń. Ale nie powtarzajcie ich. Wyjedźcie stąd w miarę szybko. zaraz. Falwick zbladł. . panie Falwick.Nie przysięgajcie krzywo. że ja was wtedy .słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. odwrócił się do Geralta. Zaspokoiliście moją. obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. . teraz ja zaspokoję waszą. Natychmiast.

Niezręcznie . przytroczony do niej srebrny miecz.Geralt . że mnie lubisz. przy Nenneke ani słowa o tej drace.Do zobaczenia. skrzyżowawszy ręce na piersi.Bywaj.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy.Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . spuszczę z was krew jak z wieprzka. .Lubię cię. . Jaskier. Bywaj. Zbliżył się Jaskier.powiedział poważnie. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn. a później skręcimy na Kupiecki Szlak.Powodzenia. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. . . Na nas czas. Nenneke stała obok nieruchomo. że wyruszymy nie zwlekając? .uśmiechnął się szeroko krasnolud. Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. . choć sama nie wiem. . gdy skryli się w lesie.Do zobaczenia. Poprawił popręg. Uważaj na siebie. Wielcem rad z naszego spotkania. Do zobaczenia tedy.Owszem . czcigodna . panie Falwick. sztywne jeszcze i oporne w klamrze. nie oglądając się. Pojedziemy lasami. . prowadząc swego karogniadego wałacha. Geralt.Mam nadzieję. .Wolę uważać na innych.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu. Nie zamierzam.Dzięki za gościnę.Nie. . bęcwale. Rycerz zbladł jeszcze bardziej. . II Geralt pochylił się. Chodź. . dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. Nenneke.odezwał się nagle poeta. Niosła kuferek wiedźmina. Jaskier. .odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. liczę na następne.Natychmiast. Dennis. wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek. .I nie złość się już na mnie. Ze świątyni. Odjechali demonstracyjnie wolno. Przecież ja i tak wiem. To się lepiej sprawdza. na dłuższą metę. Pamiętaj. Bywaj. Przeszli w kłus dopiero wtedy. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia.Odwzajemnione. Ani słóweczka. Geralt . Dennis. . dlaczego.

W bezwstydzie końca. pucołowatej buzi. podała mu kuferek. Iola znieruchomiała. I pragnęła. . Nenneke. Ich ręce zetknęły się. . Dziewczyna spuściła głowę. .krzyczała Nenneke. zacisnęła szczęki. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. Weź kuferek. uklękła na nogach Ioli.westchnęła Nenneke. Nie wiedziała. Nie zapomnij. z szybkością niebywałą przy jej tuszy. . Bierz regularnie przez dwa tygodnie. ale jego medalion targnął karkiem tak. co powiedziałaby. . Uzupełniłam twoje eliksiry. że odruchowo się schylił. Nie wiedziała. westchnął głośno. Nie miała pojęcia. zagryzła. . Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk . czego wiedźmin nie zrozumiał. przypadła do lezącej na ziemi. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. Jaskier. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. blady jak płótno.Cały orszak pożegnalny. czego brakowało. gdyby mogła. krzyknęła coś. To ważne. otwierając usta w bezgłośnym. . I to lekarstwo. wiesz które.Iola! Mów! Mów. tworząc wdzięczną kompozycję. Iola wygięła się w łuk. przytrzymała ją za ramię i włosy. bystrzejsza. Krzyk. Kości jak białe połamane patyczki. czerwieniejąc z wysiłku. by nie chichotać. wyprężonej. Nenneke uniosła się na kolana. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. Krew. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. Jedna z adeptek stała jak porażona.. Krew. Krzyk. wstała z wysiłkiem.Iola!!! Nenneke. Geralt. Iola. zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. masz wszystko. Krew i krzyk. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie. jakich słów należało użyć. druga. Dzięki. Krew.unikała jego wzroku.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie..Na Wielką Melitele .Nie zapomnę. Śmierci. Krew. niemym wrzasku. co należało powiedzieć.Iola! .

mnąc wodze w spotniałej dłoni. Nenneke. .Nic nie mów. Iola. . Nie pierwszy raz. .Zabierzcie ją .Nie ma sensu oglądać się za siebie. przerażone i milczące.. Kapłanka wolno pokręciła głową.. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym. . . Zaraz przyjdę. . widziałeś to? .. proszę.powiedziała do adeptek.. zbiegły się. I nie zostawiajcie jej samej.. poważne. . Odwróciła się do Geralta.Nie jedź. .. Było już ich więcej.powtórzyła kapłanka. Nenneke.Ja też to widziałam.Muszę.. . . Geralt. Zajmij się Iolą.Muszę.Żegnaj .szepnęła nie patrząc mu w oczy. .Geralt. nie jedź.Ty widziałeś.. Do zobaczenia..Tak. gwałtownym ruchem. Przez chwilę.I co? .Ostrożnie. Wiedźmin stał nieruchomo.Weźcie ją . .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful