ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

ani bojaźliwy.krzyknął do trzeciego. II Velerad. ani czarnego płaszcza.Leć po ludzi.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem.Pójdziesz. tyłem. Ruszył ku wyjściu.rozdarł się ten rozdygotany.wymamrotał strażnik.rozkazał strażnikom. a prawą. szybki znak. . metalicznym głosem. Nieznajomy usiadł. . . trzymającego się bliżej drzwi. uniesioną do góry.A wy trzej przodem.rzekł nieznajomy. . Nieznajomy poszedł w ślad.Sam pójdę.Tak. nie tu. w stronę strażników. dziko.rzekł Velerad. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na . Błysnęły ćwieki.Sam pójdę . psie nasienie. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. nakreślił w powietrzu skomplikowany. zastanowił się. inny znowu pomknął ku drzwiom. a sztylet do cholewy.Rzuć to! .Rzuć to. Któryś z gości zerwał się. grododzierżca Wyzimy. zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. Dwaj pozostali wyszli za nim. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam.A ty siadaj. . Gdy wymijali stoły. . pospiesznie. Nie miał już ani miecza.Nie trzeba .natychmiast dobyli mieczy. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. Drogi nie znam. Riv przylgnął plecami do ściany. panie . zasłaniając twarze przedramionami. goście zakrywali twarze połami kubraków. podrapał się w podbródek. . Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. Nie. Treska! . . nie pozwalający mu obejść Riva z boku. jeśli wola.Wyjdźcie . chowając miecz do pochwy. Wreszcie zdecydował się. . przeraźliwie. Nie był ani zabobonny. Rzuć miecz. . opuszczając głowę. ale na powrozie! .powtórzył nieznajomy dźwięcznym. Kobieta znów zakrzyczała. Prowadźcie do grododzierżcy. opuszczając miecz. oglądając się niepewnie. . bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się. Tam dalej. Strażnicy momentalnie cofnęli się.Słucham . .

. bracie.Może być i Geralt. najprawdziwsza. .Jestem Velerad. To poważna sprawa.Nie jestem zainteresowany królewną . Że też od razu się nie domyśliłem.Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój. Wielu już próbowało.Na rozstajach.I królewna za żonę. Ale orędzie orędziem.Z Rivii. co napisane? . Geralt? Z tym . wysłucham cię przedtem. całkiem nieźle. że zrozumiał.powiedział cicho. . co paru obwiesiów pochlastać. . prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak. Z Rivii.Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. król.Tak. . Siedział nieruchomo z rękami na kolanach.Trzy tysiące . Wiesz co.Velerad wydął wargi. w Wyzimie. Znaczy.westchnął grododzierżca. To.Nazywam się Geralt. patrząc na wytrawione na skórze runy. .Co za czasy . .Prawda to. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał. jak wnoszę z wymowy? .stole. grododzierżca Wyzimy. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. . -Napisane jest: trzy tysiące. Co mi masz do powiedzenia. To mój fach. wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku. . nie to samo. Riv rozpiął kubrak. Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody. nie pytam z ciekawości. Mów. próba rzucenia uroku. Velerad sapnął gniewnie.A .Co za parszywe czasy! Jeszcze . po karczmach przybijacie . wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry. .rzekł spokojnie Geralt. prawda. . mości rozbójniku.mruknął Velerad. Podpisane jest: j Foltest. tylko dla ułatwienia rozmowy. .Imię jakieś masz? Może być byle jakie. Ano.To taka sprawa. prawda. a prawo prawem. Ale ze mnie sprawiedliwy człek.Wiem. jak ludzie gadają. nieźle. Ja tu. Pontaru i Mahakamu. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. . pan Temerii. grododzierżco. . Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. .

Foltest przeszedł samego siebie.. siadaj bliżej. bo chce biec i lżyć posłów.O to mi właśnie chodzi. Namnożyło się wszelkiego plugastwa.Pewnie. żeby z pierwszej ręki.To królewskie orędzie. gdzie nie spluniesz. zaraz po śmierci starego króla. Adda była młodsza od niego. borowiki jakieś. Krótko: patrzymy.Geralt uniósł głowę. Jak chcesz. Piwo było zimne i pieniste.Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. to już idzie w setki. Słuchaj . ściszył głos. Co mi tam. pokazywał nam. Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli. Geralt. . bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy.Velerad popił piwa. Udało się.Szczegóły. . uważasz. w górach. że mu to z wiekiem przejdzie. . a teraz akurat: upiory. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę.Uparłeś się. mówisz? A znam. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. Geralt. Potem. swojego ojca.Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. . W Mahakamie. . o jakich nikt dawniej nie słyszał. . kto by pomyślał. aż roi się od bobołaków. że taki popyt na wasze usługi. Po lasach dawniej aby wilki wyły. Z siostrą. wilkołak albo inna zaraza. może królowa. . włos się jeży. co potrafi.Nie dziwota. wysłał poselstwo. a tu Adda o. Choroby. a potrafił wiele.Parszywe czasy nastały .zawołał. splótł dłonie na brzuchu. No i jeszcze to do kompletu! . ale z dobrych źródeł. . grododzierżco .. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? .popchnął zwitek skóry po blacie stołu.A ty. zawsze trzymali się razem. nawet po pijanemu.dwadzieścia lat temu.monologował Velerad pociągając z kufla. za rządów starego Medella. i dobrze. Velerad klasnął w dłonie. Nie to. Aż nam wszystkim szczęki poopadały. . . A tymczasem krótko po swojej koronacji. no. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci. a Foltest zaczyna gadać o ślubie. . ale nikt niczego nie podejrzewał.Piwa! . z takim brzuchem. Liczyliśmy.

co się urodziło. udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub. Jednym słowem. dolał piwa sobie i Rivowi. zleciało się ich z dziesięciu. wiedźmini. . a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. Tego. kiedy okazało się. Zmarła zresztą zaraz. To była dziewczynka. . ale do rzeczy . Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. Nadbękarta trzeba było spalić albo. konkretni. nie przeżyła porodu. jak mi się zdaje. bo ja wiem. co to je noszą. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. jakby tu rzec.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu. pewnie żeby psy odpędzać. Tak jak ja. Przepraszam. o nie. strzyga. Szkoda. w twoim zawodzie pewnie je masz. krzyk.ciągnął Velerad . nie skomentował. . pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . wiele osób nie widziało. wrzask w pałacu. A teraz słuchaj. Sądzę zatem.nie bez pomocy Addy. Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem.Geralt uniósł głowę. co leży w tym sarkofagu. Geralt. na swoje szczęście.No. znasz się na tym. w przepisowym czasie. A zaczęło wyłazić nie od razu. Adda. ale dla mnie to darmozjady i durnie. jak ich kto poszczuje. Siedem lat od pogrzebu był spokój. A myślę. i to nieźle.Za późno teraz na roztrząsanie . że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. nikt.grododzierżca zajrzał do kufla. orędzie też czytałeś. . Jazgotali jeden przez drugiego. a potem Adda urodziła. budzicie wśród ludzi większe zaufanie. że nie widziałeś trupów. . była pełnia księżyca. Jesteście przynajmniej. Geralt uśmiechnął się. No. że szczują ich regularnie. bracie. która wpłynęła na braciszka. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. A potem. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. I co z niego nocami wyłazi. a jakże. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. Aż tu którejś nocy. inny radził odrąbać jej łeb szpadlem. Geralt milczał.Wtedy . zamieszanie! Co tu dużo gadać.jak mówiłem. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. . zakopać gdzieś na pustkowiu. bo zaczyna się. ale już potem. Wy. Niemowlak podrósł w trumnie.

bracie. i już. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. sześć lat. litość brała. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. jacyś kulawcy. nawet jeden pastuszek. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. oczywiście za dnia. A Foltest ma nowy pałac. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. kretyn znany w całej okolicy. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. paru nawet powiesili na ostrokole. wiele z niego nie zostało. Ani tego. garbaty eremita. nawiasem mówiąc. wyobrażasz sobie. całkiem ładny. dodawać chyba nie muszę. Można się przyzwyczaić. Pewnie. . A strzyga ma się dobrze. Geralt. jest chociaż taki pożytek.części ciała. Nikt już tam nie mieszkał. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. Tego. trzy tysiące. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. kiedy diablica spała w trumnie. który wymyślił. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. Wiedźmin milczał. zawszeni. że to są czary. śliczna jak malowanie. po krzyku. . zmordowana po nocnych uciechach. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. błędnych rycerzy. co to był za półgłówek. ale z porządnych.I tak to się ciągnie. za mało. Niestety. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. co ją próbują odczarowywać. zrozumiałych powodów. niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. Po czym. A z tych bohaterów. Jak łatwo zgadnąć. ale za mało. No i dawaj czarować. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. aby odczarować strzygę na królewnę. Velerad przerwał. Ja bym ich wszystkich powiesił. brudni. głównie nad miską i kuflem. bodajże tylko czapka i laga. znalazł się jeden. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. Geralt. popił piwa. poszedł na noc do dworzyszcza. Foltest. No. by szukali nowych czarowników. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. No i nagrodę obiecał. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. niech spoczywa w pokoju.

Było kilku. .Oszustów nie brakuje. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz.. Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. Wszelakoż nie zabrakło durniów. nie spuszczając z wiedźmina wzroku.Był jeszcze jeden. to żart jest wyjątkowo ponury. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. Z pół strzelenia z łuku. Konkretnie.Ano nie . był jeden.No i? . .Pójdę. a nie zabić.przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? . kiedy usłyszeli. dwóch czeladników szewskich. Pamiętaj jednak o mojej radzie.To wszyscy? .Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić. jak opowiadają. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. Mówię o Folteście. -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. nie brakuje.Nie wiem. Velerad milczał przez chwilę. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. Ostatnio. że strzygę trzeba odczarować. wzruszali ramionami i odjeżdżali.Nie. Wiedźmin nie ponaglał go. kto to wymyślił. którzy pognali do dworzyszcza galopem. Ten spróbował.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. No a potem przyjechał jeden.przytaknął grododzierżca. . grododzierżco? Próbowali? . wspomniałem ci. . Dlaczego szewcy są tacy głupi. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora. Nie wiem. nie żądaj złota z góry. .Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. A wiedźmini. Jest ich nawet sporo . Królewna za żonę. Geralt? . imienia nie pamiętam.Geralt uniósł głowę . a jakże. Geralt. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry. naszym miłościwym i ukochanym władcy. o ile je w ogóle podał.Ano. Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. . Najczęściej. Geralt pokiwał głową. młodszy był od ciebie. jak tylko wieść gruchnęła. co prawda. ale jeżeli strzyga wygląda tak. twoja sprawa. .Przez sześć lat . .

Z początku.. Wreszcie. rozzłości się.Potem podjął się zadania. Geralt pokręcił głową. którym cała ta sprawa obrzydła.Plotka nie mówi. jeśli wziąć pod uwagę... zapewne w akcji.Tak . Tylko że nic i tego nie wyszło. . nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat . co prawdopodobnie miało być uśmiechem.. Szelma wiedźmin na to.zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry.Ano .rzekł Velerad. gdy mu Foltest zagroził szubienicą. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. Geralt. żeby rozprostować nogi. wiadomo. potargowali..Inni . . ale potem. jak powiadają. że córeczka spadła ze schodów. zatłukł strzygę. Widzisz. no że zdarzył się wypadek przy pracy. nachylając się przez stół.Nic.rzekł Velerad . czaił się. ale skończy się na tym. że plotka wszystko wyolbrzymia. ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby.Geralt. że| nie zapłaci ani orena nagrody. .Wiedźmin nie chciał iść od razu.Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu. . Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu.Rozumni ludzie .mruknął grododzierżca . kręcił po okolicy.mówią o tysiącu.O czym my rozmawiamy? Wiadomo. W końcu król daje trzy tysiące. .pewnie mają. . Złożyliśmy się. co było robić. bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. Bez pożegnania.Jedni mówią: osiemset. No. aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary. .. No..zadrwił Velerad. . Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś.. że czar nie podziałał. że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy.. . jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.Nie zapominaj o narzeczonej . że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi.Był jeszcze jeden.zaczął . . Geralt podniósł brwi. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina.Niedużo. pierwszej nocy. Król. Łaził. .rzekł wreszcie grododzierżca. . jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi. zobaczył strzygę. nawet na wysokich stanowiskach. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał. . powiadam . . królowi powiedział.

bracie. w zdolności magów i wiedźminów. nawet się nie targował. gdyby to było takie proste. . Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. Prócz Foltesta.Grododzierżco . bzdura. którędy? . Król daje trzy. To nie jest łatwa robota. tego nowego. ja się przedtem pożegnam. któremu dawaliście tysiąc. w którą nie wierzy nikt. Nie. . poszli kupą. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada. którym smok wyżerał owce. . . jak to strzyga.Przestępczość zmalała? . Oczywiście. bo spała z własnym bratem. .Nie. daleka od pałacu. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić.Do pałacu. niejedno widziałem i wierzę. ryzyko jest większe niż tysiąc. Myślicie. niezależnie od moich intencji. że bestia nażre się i wróci do trumny.z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie.Geralt? Tysiąc dwieście? . czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem.powiedział wiedźmin stanowczo. w Wyzimie.Nie. bo wszyscy trzymają się z. ja wierzę w czary. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. normalnie i po prostu. Słuchaj.uśmiechnął się wiedźmin. który zgłupiał od pustelniczego wiktu. Strzyga żre ludzi. .rzekł Geralt. i trzeba ją zabić.Miało być tysiąc. okaże się. . A my tu. a muszę wam powiedzieć.Niezły sposób .Naprowadzę cię osobiście. Nie.Ani trochę. grododzierżco. że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. panie Velerad . uciekł na sam widok strzygi. teraz mniej. Velerad podrapał się w głowę. że dali się . o których mówi plotka. Geralt! Adda urodziła strzygę.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. . taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże.Ten. do pewnego stopnia. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . To znaczy. Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć. rzecz jasna.

masz niejakie? . Wielmoża. To żart. . Dobrze już.Wygodny kodeks. . Umowa stoi. III Foltest był szczupły. .Tak. .Dobra. miłościwy panie.Geralt schylił głowę. Szczerze ci radzę. spojrzał królowi w oczy. . .Radbym posłuchać. Nie miał jeszcze czterdziestki. . panie. Obok.Z wampirami.zagryźć tylko dlatego.powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada. wielce wygodny.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. jak śmiem przypuszczać. .Tak. psy. niestary.twarz.Wiecie wszak. miał ładną .Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. .za ładną . Foltest zawahał się. Doświadczenie. że. panie. Ale tak. z borowikami miałeś do czynienia? . panie . jak ocenił wiedźmin.Wprowadziłeś go w szczegóły? . Geralt skłonił się jeszcze niżej.Słucham.Tak. dobrze.Wiedźmin z Rivii .Velerad! . przy którym grzały się dwa.Też. . z dumnym wyrazem twarzy. Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy. że bali się króla? . na skrzyni siedział starszy. Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. nogi wyciągnął w stronę paleniska. bogato odziany. Za królem stał drugi. Foltest odwrócił wzrok. bracie . bez szczegółów. z leszymi? . mości wiedźminie. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. co robimy.Velerad smętnie pokiwał głową. nic nie mów.Też. .

Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . Było tu już u mnie kilku wiedźminów. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. Foltest wyszedł. że królewnę można odczarować.Nie pamiętam . Nie sądzisz chyba. panie Segelin. zostańcie. Stąd wiem. . jeśli dobrze się spiszesz. siadajcie. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie. nagroda jest twoja. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. . natychmiast rozsiedli się przy stole. Zaraz wieczerzę podadzą. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. Segelin. . ty swoją położysz na pieńku.Siadajcie. Nie sądzę. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom.Dobrze. że jesteś rozumny. zajrzał do dzbana.Ale wiem. Oni zawsze dużo pytają. Twierdzi. zamykając za sobą drzwi. Kodeks. .Uda ci się. Przy drzwiach odwrócił się. ile będzie chciał. "o nie wchodzi w rachubę. . W jaki sposób. i wy. Velerad i wielmoża. skinął na Geralta. .. . . A wy. udzielcie mu tyle informacji. Nie pamiętam imion. . i związanych z tym przykrości.Mówił grododzierżca.Tak było.. patrzył na wiedźmina spode łba.rzekł wielmoża. wiedźminie.Byli tacy i wówczas. Dobrze. To tyle.To wiem od dawna. miłościwy panie. Oczywiście. prawda.Tak. Ostrit. panie. mówcie: "królewna". zapomniałem. mówiłeś mu? Dobrze. brodacz. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących. Ale nie mówcie: "strzyga". a nie odczynianie uroków. wiedźmini. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. mości wiedźminie? Ach. który zajął fotel Foltesta..Zadajcie je. Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. Velerad. Tylko jedna mała uwaga. To dowodzi. pnam go i wiem. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. . że nie| którzy cieszyli się . zaklął. Może jeszcze coś dorzucę. że wydam córkę za byle przybłędę? .Tylko kilka pytań. panie Ostrit? . gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. Ostrit. którzy dotychczas stali. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty.Nie. mości wiedźminie. i później.

. w podziemiu. ma mordę o ucha do ucha.Byli dalecy od zgody . czerwone ślepia rude kudły! Łapska. aby ktoś spędzi] noc. opazurzone jak u żbika..zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. Tfu! Pożera nadgryza. . . że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza. Miał to być proste. od zachodu słońca do trzecich kurów. że ma czternaście lat.parsknął Velerad. pełną zębów jak sztylety. .Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? .. był w miarę dokładny. choć tak obrazowy.wrzasnął. paru . .Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? . .Tak . królewny. przypomina baryłę piwa. Jednemu tylko głowę odgryzła. . Segelin uśmiechnął się lekko.M każdym przedmiocie. czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! . zależnie od humoru zapewne. ma już czternaście lat.Niech cię.Czy byli zgodni co do tego. . Velerad zerwał się z krzesła. zostawia.Pohamuj się. przy sarkofagu. .sławą i uznaniem. Za dnia nie.uśmiechnął się Segelin. Ale takie stwierdzenie padło.Królewna wygląda jak strzyga! . i jak zrozumiałem. ma cztery łokcie wzrostu.odrzekł Segelin. ludzi ginęli zawsze. a ( to chodziło mości wiedźminowi. grododzierżco . że zaklęcie można zdjąć . Mówiło się o tym dużo. . jest faktem. W pałacu.Nie. O ile to ważne. niezależnie od fazy księżyca. proste . prawda? Velerad zapomniał dodać. wręcz nie wymagające zdolności magicznych.Rzeczywiście. . że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi. a i to nie każdej. . .Chciałbym usłyszeć opis. wystarczyło.powiedział wiedźmin. niż można wnosić z jq wzrostu i budowy.Jeżeli napada poza starym pałacem. o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka. różnie. zaraz wieczerza będzie.Jak najbardziej strzygowata strzyga. A to.Opis. przeklęty nadbękart.Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę.Ważne . Ale wychodzi tylko podczas pełni. Geralt. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się.

młynarz.powiedział brodacz.spytał wiedźmin. Ale najedzona. Jednemu udało się uciec. Velerad . Młynarz był przerażony. na którego napadła pod miastem. kogo zaatakowała. . . Taka jej mać! . że byłeś w dworzyszczu przed południem. .cztery. choć mniej zakrzywione. mistrzu.I później . .Na samym początku. . w tym bardzo długie górne kły . Zakończywszy we własnej osobie. Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. po dwa z każdej strony. w której zakwaterowano wiedźmina. pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży..Siadaj... sześć lat temu. panie. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać.Tak.wybebeszyła. Królewną to ona dopiero będzie.Kiedy przystąpisz do dzieła? . O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty.Do pełni cztery dni.Uważaj.. Po pełni. późnym wieczorem.Nie ma takiej potrzeby. .Tak . Geralt skinął na młynarza i żołnierza. królewna. można by rzec.syknął Ostrit. bełkotał.wtrącił Velerad . nie wstawaj . Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. do komnatki nad kordegardą. Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby. i paru ogryzła na czysto. . . . .O strzydze gadaj. bo przy królu się nie odważasz! .Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? . ale Addy nie obrażaj przy mnie.rzekł król. Odpowiadaj. Był to Foltest . jąkał się. strzyga.Wizyta nieoficjalna.Czy był ktoś. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur. co chcesz. Zadowolony z wywiadu? Słyszałem.Strzyga. Rozmowa nie dała większych rezultatów. do goła. Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień. oględziny. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie. odprawiając ich. Nie bawmy się w dyplomację. będzie mniej ruchliwa.. a przeżył? .

Tak zwykle postępuje się ze strzygami. też się. kopali doły. bo to przypadek nieuleczalny.Słucham.Takie proste? .żachnął się Foltest. gdy się zrobi gorąco. czy nie. czy mi się to podoba. że inaczej się nie dało. Trzecie pianie koguta.Potwierdzam. zlikwiduje urok.Zamierzam zrobić. Bardzo wygodny sposób. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. Były już próby podpalenia starego pałacu.Ale gdyby poszło źle. nie próbując uratować.Ciągle to słyszę od nie których. i królowi powiedzieć. . słuchaj! . Mistrzu. ale nie ukarałbym nikogo. co w mojej mocy . .wy krzywił się Geralt. . Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. . . beznadziejne .. jestem pewien.Król nie wie .powiedział wreszcie.Nie rozumiesz mnie. Nie rozgłaszam tego. .nieoficjalnie. I jeżeli się nie mylę. aby zabito ją. panie. . krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem..Tak ... Możliwe są też odstępstwa od normy. my zapłacimy.To nie jest proste. no. Nie o to chodzi. Mistrzu. musicie liczyć z taką ewentualnością. Geralt potarł czoło. na pewno i nieodwołalnie. . .Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. Zabić potwora. Teraz Geralt chwilę pomilczał. że zabijesz ją.rzekł po chwili. będę bronił swojego życia. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. To jasne.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. że już z tobą rozmawiano. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. że czar można odczynić. . zastawiali sidła i wnyki dopóty. Trzeba tę noc przeżyć. to raz. Kolejne. Foltest wstał. Na przykład nie jedni noc. Bo inaczej ona ciebie zabije. Ale nie o to chodzi. a złoto zostanie w kieszeni. kto zabiłby ją w obronie własnej. Król nie zapłaci. Ale nie dopuszczę. królu. Są też przypadki. dopóki kilku nie powiesiłem. Wy. na samym wstępie. ale trzy. I tani. strzelali do niej z łuków.

. Sądzę.. Mistrzu? . Tyle że.Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir. Oprócz tego. królu..To jest poważna sprawa. bo ja wiem. trzyletniego. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa.dodał Geralt . że na poziomie. królu..Słucham.Różnie bywa. . żarnowca i leszczyny. Stale. A co będzie? . .. nie bardzo ci nawet zależało..Fizycznie. mistrzu? A jeżeli. panie.Normalna czternastolatka. A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? . kilkudniowym omdleniu zmarła.Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał.rzekł król. . w komnacie. najlepiej inkluz.Nie. czteroletniego dziecka. trzeba spalić ciało. Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas.Aha .Jeżeli wszystko pójdzie dobrze.. . I to prędko.Już teraz . . . .. jak zmniejszyć niebezpieczeństwo. w której będzie sypiała. jeśli dobrze zrozumiałem.Gdyby po długim. Psychicznie. należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. .przerwał Riv. . ..Może. Dla pewności udzielę wam. . I co wtedy? . Foltest zasępił się.No? .aby do tego doszło. . na srebrnym łańcuszku. czternastolatka.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? . Nie sposób powiedzieć.To jasne.Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym.Nie sądzę jednak . .. . zdaje mi się. kilku wskazówek. Może się zdarzyć.Masz babo placek.Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. dzień i w nocy.Co to jest inkluz? .Już teraz? Nie za wcześnie.

. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. Za to nam zresztą najczęściej płacą. Milczeli chwilę. wiesz od kogo. Wiesz co. Ale myślę.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. a więc i takiego skutku.Niewiele. Jeżeli stwierdzisz. bo Adda była moją siostrą? . nie patrząc na Geralta. . zabijesz ją.Zabijać? .. . magia? .Ile jest prawdy w gadaniu.. Mało kto żąda odczyniania uroków. chociaż nie wszyscy.Nie wiem.. że skupiona wola może takie zjawiska powodować.Wykluczone. królu. . A teraz ty posłuchaj mnie uważnie. Foltest odwrócił się. że to przypadek beznadziejny. I wiedza. .Słyszałem. Jeżeli od-czynisz urok. wypędzę| z pałacu i z miasta. . jeżeli. wystarcza wiedza. . że dziecko było takie.Słucham. a nie inne. . dochodzi jeszcze motyw zemsty. Może coś wytargujesz. wiedźminów. Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Dla nas.Najczęściej. . Czar trzeba rzucić. Tak mówili niektórzy z Wiedzących. .Foltest zamyślił się.Tym? ..Dziękuję ci za rady. nic więcej. Król wstał. nic ci nie grozi z mojej strony. że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru. mistrzu.Geralt . żadne zaklęcie nie rzuca się samo. a dziewczyna nie będzie. Zastosuję się do nich. Nagrody oczywiście nie' dam. zabijesz ją również.Nie. Ten jest na ludzi. jak je zwalczać.spytał.Tak myślałem. Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary. Nie obawiaj się. czy ci się udało w pełni. królu. zrobił kilka kroków po komnacie. . zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu.. oczy mu zabłysły. jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. . Geralt? Pójdę z tobą do krypty. normalna.

Bo myślę . pieczołowicie. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. jak ją będziesz mordował. Geraltowi przez chwilę zdawało się. Opowiadano mi. królu.Powtarzam. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. Nie. . Ale godzę się na to. miał dużo. że ona cierpi. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. ruszył ku drzwiom. Wiesz. nie skinął głową. żeby wstrząsnąć ludźmi.Czy ty wiesz. nie uczynił najmniejszego gestu. Nie przytaknął.. ale król zatrzymał się. jakie z ciebie ziółko. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba.myślę. Czasu. co zaszło w karczmie. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla. V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca. że mogłeś ich pokonać bez zabijania. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. . nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. Znał odpowiedź. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. czy też ją zabić. okutą skrzyneczki Otworzył ją. ale Foltest wiedział. Foltest odwrócił się. Jeżeli osłabię uwagę. czy idziesz ratować moją córkę. . Muszę się zgodzić. spokojnie. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. przy którym jednej z pustych. . Boję się.. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. że wyjdzie bez słowa. mną. Jestem pewien. Najdalej. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu. wolę. Również dla mnie. wykluczone. To pewna śmierć. Jest dla mnie oczywiste. czarowniku. . spojrzał na niego. Strzyga nie opuści krypty przed północą. jak wiedział. bez pożegnalnego gestu. że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu.powiedział. potem. Przed sobą na stole miał niedużą...rzekł król . splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie. Bałem się. ani.Budzisz zaufanie .. Zmierzch zapadał szybko.Pomimo że wiem. że nigdy się nie dowiem.

Z podłogi podjął podłużny pakunek.Pewnie ze . owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. byłaby to śmiertelna trucizna. Potem. pracę wszystkich organów ciała. Obnażył ostrze. jakbyś już był trupem. Mieszanka. lustrzanym blaskiem. w czarnej. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach.powiedział. ciasno. Wiedźmin wyjął trzy. po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę. Ostrit opanował się szybko. który nie był. usiadł. W komnacie nie było żadnego krzesła. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. Geralt wyszeptał formułę. To nie mogła być strzyga. Jego słuch. Siedział nieruchomo.wiedział. Jak zresztą w całym dworzyszczu. poddał pełnej kontroli. Geralt zarzucił miecz na plecy. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. niespokojny. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. głogu i wilczomlecza.Wyglądasz. Dla człowieka. Było za jasno.cofnął się gwałtownie. Człowiek . jak wygląda. Klinga była z czystego srebra. tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. początkowo równy. .był to Ostrit . składała się głównie z ciemiężycy. tak jak Geralt. A potem ustał zupełnie. a źrenice zajmują całe tęczówki. Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. a o to Geraltowi chodziło. czarowniku . stały flakoniki z ciemnego szkła. bieluniu. z zamkniętymi oczami.Wewnątrz. przyzwyczajony do niej od dziecka. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. . mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. za pomocą której wiedźmin. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. które rozbłysło czystym. Na podłodze. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. Jego oddech.

kładąc dłoń na rękojeści miecza.Tysiąc orenów. . że odgadłeś. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa.Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! .Ostrit dumnie podniósł głowę . etyka. było to o tyle korzystne. Ciemniało szybko. Ale mnie.A to .Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. wszystko ma zostać po staremu? . Wiedźmin nie poruszył się.Nie słyszysz. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę.Uważaj. Riv wciąż milczał. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. Przynoszę ci ułaskawienie. rivski znachorze? Jesteś uratowany. nie obchodzi ani polityka. moralność?! Kto to mówi? Zbój.spytał. Nie.Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta. aby wielmoża zorientował się. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. włóczęgo! . Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . ani przewroty pałacowe. przez Novigrad. . i pospólstwu. do kogo mówisz. aby wykonać pracę. który ledwo .A dlaczego to. . I bogaty . co powiedziałem. Nie chciał. Nie chcę. kodeksy. wsiadaj na konia i wynoś się stąd!. ani sukcesje tronów. panie Ostrit. Wiedźmin nie odpowiedział. . . nie myśl. prawda? Jechałem do was przez Redanię. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. Masz się po prostu wynosić. Bierz to. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje.I nie marnuj mojego czasu. panie.krzyknął wściekle Ostrit.Ciekawe. Wiele się tam mówi o tym.Dość już mam tego. . jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. abyś odczyniał uroki.powinno cię diabelnie mało obchodzić.strachu. . Nie bój się.A jeżeli już wiem? . byś ją zabijał. .Ostrit podniósł głos. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. . Nie mam zamiaru stać tutaj do północy. Ja jestem tu. Wszystko ma zostać po staremu.

wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności.Sam tego chciałeś. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń. który stał tuż obok. panie Ostrit .Ty łotrze . . nie widział. suczy synu! . . .Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast. Zabiję cię. Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. .Milcz. . przeciągle. . Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna.Tak. .Milcz . VI Ostrit oprzytomniał rychło.Żeby odciągnąć strzygę? .powiedział. Ale zorientował się. jak błędna. ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita.Wiedźminie? . . Ale nie teraz. Nic ci nie pomogą twoje sztuczki. zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął. Mam przy sobie żółwi kamień. . a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. przestał się miotać.spytał już ciszej. czarowniku. Ostrit dyszał ciężko. gdzie jest.Ściemnia się. Ostrit zamilkł.zasyczał Ostrit.To wy stąd idźcie. . łajdaku! Będziesz za to wisiał.Wypuszczę cię. dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem. . . Geralta. że jest związany. . leżał spokojnie.rzekł wiedźmin. pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd.przybył.Nie . Ostrit cofnął się o krok.Tak. pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. Geralt uśmiechnął się. i zawył. błyskawicznie dobył miecza.Bo przyciągniesz ją przed czasem. Spostrzegł. przeraźliwie.Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? . Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści.rzekł wiedźmin. stał spokojnie.

Królewską siostrę.. a Adda. Wiedźminie? Słuchasz? .Jestem. Tylko raz. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości .Nie. Nie mogła patrzeć.Słucham. dostrzegł pokraczną postać strzygi.. wiesz.. Ja tylko raz. że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. by oszalał. . . Kochałem ją. . To na pewno ona. próbowałem perswadować. Nie znam się na żadnych czarach.. To nie ja.. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. wibrując. że on i Adda. że chciałem obalić Foltesta. Królewską dziewkę. . Tylko raz w złości powiedziałem.. Nie ja jeden.. Ale tak nie było. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. Geralt. opętańczy wrzask rozdarł noc. Potworny. zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały.Wiem. stara królowa. pobiegł. rozedrgany.. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. Za szybko.. nie rzucałem żadnych uroków. Uwierz mi. . Wiesz. wstrząsnął starymi murami i trwał. Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem. wznosząc się i opadając. .Wypuść mnie wcześniej. że strzyga dopadła Ostrita szybko. Królewską kochankę. Wiedźminie. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty.Blisko. pędzącą zwinnie.To jego matka. chciałem. Wiedźminie? To ja? Ja? . Daj mi więcej czasu. jesteś tu? .Kochałem Addę.To prawda.. co myślisz.. dlaczego? Geralt milczał.To już nie ma znaczenia. Ostrit nie czekał na żadne słowa. Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. by żywcem zgnił. przezornie ukryty za balustradą schodów. .jego wyczulony słuch mylił .Wiedźminie? Północ blisko? .ale wiedział. by umarł w mękach.

Geralt cofnął się. Strzyga stała nieruchomo. też zawirowała. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta. Naciągnął rękawice. spiczastych zębisk. choć bez zamachu. choć najedzona po ostatniej pełni. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. Usłyszał. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary. stanął tuż przy wejściu do krypty. Poruszył barkami. Odskakując. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. Do jutrzenki. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. tnąc powietrze szponami. pozostawało jeszcze około trzech godzin. zamarła i poczęła wyć. śliniąc się obrzydliwie.dezorientował strzygę. Nagle otworzyła. Srebro było zabójcze dla strzygi. szczerząc kły. Miał jeszcze chwilę czasu. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. tak jak liczył. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. wściekle. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. na knykciach. . Geralt odskoczył w bok. jak obliczał. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. człapiąc po posadzce. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. ostateczność. Nie straciła równowagi. zaatakowała ponownie. Szła powoli. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. mógł gwarantować mu życie. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. z półobrotu. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. . mocno. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. przypadła do ziemi. wypadła pomyślnie. wpatrzona w Geralta. szedł półkolem. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. Pierwsza próba. głucho. poprawiając ułożenie miecza. Odrzucił płaszcz.Wyszedł na środek sali. złowrogo. natychmiast. I od razu skoczyła. że strzyga. Riv odskoczył w drugą stronę. Wiedział. zaś srebrny miecz. strzyga otarła się o niego. nie porzuci prędko trupa Ostrita. Tym fazom zbliżała się wolno. zawirował w błyskawicznym piiruecie. Wiedźmin czekał. bez rozbiegu. Opis był dokładny. z miejsca. Strzyga zaryczała potwornie. A potem zobaczył ją.

Wiedźmin odczekał. było to zbyt wyczerpujące. Jednak szła. Strzyga waliła się w skoku. Tak jak oczekiwał. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. Geralt czeka spokojnie. wyciągnęła szpony. dzwoniąc po kamieniu. Łańcuch był ze srebra. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. Jej włosy uniosły się i załopotały. koncentrował się. jak deszcz. zeskoczył w dół. cienki. gdyby tego chciał. Strzygi zakręciła się na schodach. Idąc wiedźmin rozwijał długi. gdy strzyga wypadła z krypty. nie wiadomo było. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. jaki zadawał jej nienawistny metal. Miotała się po posadzce. obciążony na końcu. przewróciła się. ale utrzymała się na nogach. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. rycząc okropnie. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. szyję i głowę potwora. mocny łańcuch. ponad dziesięciometrowym . z wściekłości czy z palącego bólu. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr.ostrożnie stawiając kroki. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. Geralt był zadowolony . w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. straciła równowagę. utrudnił jej spięcie się do skoku. srebrne ogniwa. krok po powoli szła. w okamgnieniu oplótł ramiona. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. oddychał głęboko. że bestia pokona opór tak łatwo. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. Z trudem. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. wydając przeszywający uszy wizg. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. obnażyła kły. Nie przebył nawet połowy stopni. Ale wiedźmin nie dobywał miecza. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. Nie oczekiwał. charcząc. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. Geralt zaniepokoił się. pędząc jak ogromny czarny pająk. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. Aby zyskać na czasie. Łańcuch pękł.zabicie strzygi. sypnęły na wszystkie strony. ale i nie spoć się. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu.

wywijając młyńca nad głową. . zrobił krok w stronę strzygi. Sam. zamarł z uniesionym mieczem. zanim ten taniec na skraju przepaści. Geralt raptownie zatrzymał się. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. na potwora. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. Strzyga zerwała się. która przepełniała strzygę. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. Geralt. okrążał strzygę. chorobliwej woli. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. pomyślał. zbliżała się powoli. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. Geralt. Już dobył miecza. cienki kwik.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. Ryk. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . wdzierających się do mózgu i trzewi. Geralt czekał. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. czując wzbierającą w sobie wściekłość. na dobranie się do pokładów skupionej woli. szedł. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. stał pośrodku sali. Potem jeszcze jeden. jak zwierciadłem. Aż tynk posypał się z sufitu. jaki wydała. A potem skoczył. Strzyga nie skoczyła. Alf ponowny. bijących w nią falami. z mocy której strzyga powstała. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. ten szaleńczy. klinga migotała mu w dłoni. długo to trwało. stanęła również. zdetonowana. opisywał nim w powietrzu koła. bacząc. Strzyga. zrejterowała zygzakiem. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. był głośniejszy od wszystkich poprzednich. by skierować go. wstrząsany dreszczem. Geralt był znowu blisko. zakołysał się. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. wodząc oczami za jasną smugą klingi. Złej. . zachwiał nią. Strzyga skuliła się.

VII Kiedy Geralt otworzył oczy. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. . zanim bestia otrząśnie się z szoku. wypił szybko jego zawartość. Tym lepiej. usiadł. Krypta była nieduża.nie usłyszą nic. Leżała na wznak przy grobowcu. Cisza. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. Nadstawił uszu .dla matki i córki. Zszedł po schodach. . Wiedźmin wątpił. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. Działanie eliksirów słabło. po czym lekko. ale wiedźmin wiedział. że jego letarg był na wet dłuższy. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Wygramolił się z sarkofagu. Pusto. Skrzyżował ręce. zdrętwiały. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. Przestawał słyszeć cokolwiek. niż należało. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. naga.Tym lepiej. Tak jak oczekiwał. myślał. co oznaczało. grobowiec był podwójny . nieprzytomna. zziębnięty. Ujął miecz w dłoń. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. zapalił miniaturowy kaganek. zanurzył się w nim.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. mieściła trzy kamienne sarkofagi. W krypcie było ciemno. wszedł do grobowca. z małymi szpiczastymi piersiami. odsunął płytę. Była raczej brzydka. Odsunął wieko bardziej. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. na kilka cali. Szczuplutka. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. obolały. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. a świt był jeszcze daleko. Jego zmysły działały już normalnie. I wtedy dostrzegł ją.

. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. wiązał je wokół szyi wiedząc. Zwalił się na nią. pochylił się. Puścił ją. gdy przestała się poruszać. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. wypluwając krew . rozdarł koszulę. Zęby miała normalne. krew bryznęła jej na twarz. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. solidnie. Paznokcie były brudne. zakrwawione. Kłapnęła zębami . Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. wbił zęby i zaciskał je. zapiał ochryple po raz trzeci. ściekała do rękawa.brudna. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. Krew uchodziła szybko. I zemdlał. Szyję miał obandażowaną. strosząc pióra w chłodnej wilgoci. zobaczył otwarte oczy. kogut.. że zaraz zemdleje. darł szmaty. Zanim namacał dłoń. Chlasnęła go szponami po szyi. Nie było czasu. wiła się tylko pod nim. łapiąc za przeguby obu rąk. że nie ma za dużo czasu. Wiedźmin wstał z trudem. Nie miała już dawnej siły. odłożył miecz. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. W Wyzimie. Rozpiął kaftan.. Włosy . ale zachwiał się.płoworude . Usta miała blade. Najzupełniej normalne. wyła. . ale. Za późno. tnąc głęboko. Uderzył ją czołem w twarz. mocniej przydusił.sięgały jej prawie do pasa. przygważdżając do posadzki. Namacał leżący obok miecz. Ruszył ku schodom. normalne. za jeziorem. rozpaczliwy krzyk. jęknął. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. Zawyła. Geralt zdjął rękawicę. połamane. Zdążył. uniósł się na kolana. przycisnął go do szyi. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. godząc w oczy drugą ręką..jego krew . wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. grubo. pruł. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia.zalewającą jej usta. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. fachowo. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę.już za krótkimi -przed jego twarzą. pochylił się nad jej dłonią. usiadł ciężko na posadzce.

tak. To ja jestem stary dureń. . Tak. Myślę.Dobrze. I głupawa taka jakaś.. nic nie mów. miecz.Mój. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy.Leż. Jest tu.Odpoczywaj. ..Velerad wstał.. . . Ale Foltest mówi. widać było wszystko. . powiedz. I sika w łóżko. co tam masz w środku. wiedźmiński miecz. Straciłeś mnóstwo krwi.Tak.Leż czarowniku . Nieźle rozpłatała ci szyję. nie ruszaj się. Okropnieście tam hałasowali. Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. nie obawiaj się. W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy. tak. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny. że to się jej odmieni.. Płacze bez ustanku.Kro. I trzy tysiące orenów.Dwóch. lewna? ... . Geralt? Zanim pójdę. Chuda. dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał.. a ty jesteś mądry wiedźmin. co. Foltest powtarza to od dwóch dni. że nie na gorsze. Nie dało się.powiedział Velerad.Ano.. Nie męczy cię moje gadanie? .. . I miecz. dwóch. i kuferek. idę już .Królewna jak królewna. .

nie czarne.. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. Nie miała już w sobie nic z rusałki.na nosie.Geralt.GŁOS ROZSĄDKU 2 I .. zakłopotał na. I była piegowata .powiedziała Nenneke.Zaspaliście. dziecko.. wychyliła z łoża. to żal do niej. . Chyba jej nie ukarzesz| . klaszcząc po posadzce bosymi stopami.. Ale nie widział ich wtedy.powiedział. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów..Iola. podreptała w stronę drzwi. co czuje. Pospiesz się.Zaczeka . . niepotrzebnym.powtórzył.Nenneke .I tak ci nie odpowie. odruchowym gestem. Yennefer. że nie pozostała marzeniem. którą była o świcie. nic ze świetlistej. .Nie mów nic do niej. że to. Geralt .parsknęła kapłanka.Zaczekaj--. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy.. Już cię tu nie ma..Głupiś .Już późno . . którego nigdy się nie wyzbył . Dziewczyna. niezręczna. -nadzieję. . penetrowało izbę mackami światła. Zmykaj. Chciałem. żal o to. sięgając po koszulę. rumiankowej zjawy. Iola..bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.. Na ramieniu. owinięta opończą. w miejscu.powiedział niepewnie. Spojrzała na mego. Dziewczyna uniosła się gwałtownie.powiedziała Nenneke.. zmykaj. szybko odwróciła głowę.. . Geralt czuł strużkę stygnącej śliny. Piegi te były wcale wdzięczne. Iola. gdzie były przed chwilą jej usta. W niczym nie przypominał już. Zapomniałeś gdzie . podnosząc opończę z podłogi. na dekolcie na ramionach. otwierając okiennice. Ze wstydem i przykrością stwierdził. Poderwał głowę wyrwany ze snu. Jej oczy były modre. gdy była jego snem. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią. . podchodząc do łoża. że nie masz pretensji. Zmieniła się. zaróżowiona. o świcie.

zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy. co się z tobą dzieje? Jak to się stało.Milczy. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. Znał kapłankę od lat. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem. jak goi się twoja szyja. przemyła ją i zaczęła kląć.. . no może trochę sztywny. Chcę sprawdzić. . Zna ne mi są twoje poglądy na religię. . To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. co ja będę ci tłumaczyć. wiedział. Ach.Nie zabroniłam. zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. Skutek był oczywisty . niczego.Przesadzasz. Nie. nie ubieraj się jeszcze. którą zszyto go w Wyzimie. Geralt. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował.do świątyni przyjechał prawie zdrowy. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. Skrzywił wargi bólu.W tym. Usiadła na skraju łoża.Wcale nie przesadzam . Prawie.. nawet nie będziesz próbował zrozumieć. co się stało. Znał to już na pamięć. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. bo uczyniła taki ślub. Tracisz refleks. ścięgna. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy. uśmiechnął się lekko.Co? . . wzięła z komody torbę z opatrunkami. o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele.jesteś. .Kapłanka wstała.. .Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje. i tak nie zrozumiesz. Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. .. Geralt. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre.Nie uśmiechaj się głupkowato.Zabroniłaś mi mówić do niej.Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . Nenneke obmacała ranę. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział. . grubo omotujące szyję wiedźmina. nie ma niczego zabawnego. .

bandażując mu szyję szybkimi. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. -Nie powinieneś dać się zranić. . Idź się przejść. a dałeś. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. Jesteś tu mile widzianym gościem. Wręcz fatalnie. . W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. Ale nigdy nie brakowało nowych.Nie. nieledwie dzieci. nauczycielki lub guwernantki. raz. przybywających zewsząd. Choć bywał w świątyni często. nawet z . Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa.Dobrze. cztery znajome twarze. Niektóre. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. czy jak? No. jako wędrowne druidki. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . Pospiesz się.Dziękuję za ostrzeżenie. jestem twoją matką. Odpowiadał na pozdrowienia. nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. wiedźminie.Nie w sanktuarium. i to bardzo poważnie. przechodząc obok. gotowe. pewnymi ruchami pulchnych dłoni. Ostrzegam cię. niekiedy nawet dwa razy do roku. .Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. . Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. ale nie rozpoznawał żadnej. . w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem.Nenneke wstała. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. Możesz się ubrać. kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. A znaleźć to ja cię sama znajdę. gospodarskich. . Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek.

treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. Oprócz zwykłych wrzasków.Już ci mówiłem . skutecznie izolując je w zapomnianych. patronkę miłości i małżeństwa. . szumnie nazywanymi zjawiskami. z odradzaniem się życia i innymi. lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. Kult Melitele. przedludzkich jeszcze czasów.Geralt. a początki swe wywodził z niepamiętnych. jest kultem typowo kobiecym. Matki Natury. by taki trans w czymkolwiek mi pomógł.W tej chwili tak.Za Iolą również . . rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody. A ponieważ kobiety rodziły.Za mną? . szukał prostszych wyjaśnień. .że nie chcę żadnego transu.najdalszych okolic. ani sponsorów. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją.rzekł zimno . rodzenia.Masz coś przeciw temu? . udowadniał poeta. Musi się przygotowywać i modlić. . Przyjaciel Geralta. . koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. a Melitele jest do tego w sam raz. Czas. Nie chcę. jest opiekunką położnic. opiekunkę rolników i ogrodników. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. trubadur Jaskier. . rzadko odwiedzanych. wywodził. okazał się łaskaw dla Melitele. . Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. rodzą i będą rodzić.przyznał. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy.kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. analizujący to zjawisko. Nie sądzę. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami. przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. Rozglądałem się za tobą.Jesteś. Uczeni. że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. Melitele jest wszak patronką płodności.Nie za Iolą? . A rodząca kobieta musi krzyczeć. Nenneke. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. jeśli coś ma wyjść z tego transu.

. co chciałam powiedzieć. . która zaciska się powoli. to po diabła w nim grzebać? . że to nie ma sensu. muszę się zdać na zdolności Ioli. Według ciebie. I zobaczymy. A teraz czuję. by łatwiej ją zrozumieli.wykrzywiła się lekko Nenneke . ja i Iola. Nie jestem fanatyczką.Ja zaś . sięgałeś mi do paska spódnicy. jeśli łaska. To może być za duży wysiłek dla medium. prawa. Chcę wiedzieć. nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie.nie sądzę. . Coś jest z tobą nie tak. my po prostu posiedzimy chwilę razem.Dlatego. wiara pozwala oczekiwać od natury tego. Boję się o Iolę. dobra. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. o czym dobrze byłoby wiedzieć. To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. Wolno ci mniemać. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. ta siłą jest siłą ślepą. Przecież znam cię od takiego.. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. zadzierzgnięty w pętli.Mnie nie da się zahipnotyzować. że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. ty. by zaakceptowali jej istnienie.Geralt. o. Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . Sama nie potrafię.Jeśli to wiesz. A jeśli nawet. . A może niczego się nie dowiemy. pozostaną ukryte i niezrozumiałe. które cię otacza. o co chodzi. chciałaś powiedzieć. twoje poglądy na religię są mi znane. że bogowie. Mówiłam.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką. Może dowiemy się czegoś. ty jesteś chory. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził.Wiem. .. zaplątany ze szczętem. w tym i moja Melitele. mam immunitet. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił.Wiem. wyrostka. A dla mnie. gdy cię poznałam.Ranny. . wyczuwam to. . pozwierzam ci się. Nie rób głupich min. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. Ty masz prawo uważać.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. Geralt. I nadziei. Nie wiem tego. co uosabia moja bogini: ładu.

Ale trans. . z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. by mi w gardle nie zaschło. zwykłe wiedźmińskie historie. nie zaszkodziłby. .wydarzeniach ostatnich kilku lat. Ot. dlaczego? .uśmiechnął się .Nie. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz. Nenneke pochyliła się. A wiesz. że niewiara ma jakąkolwiek moc.A nie sądzisz . .Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to. nie sądzę. spojrzała mu w oczy. powtarzam. Obawiam się jednak.Posłucham z chęcią.Nie. i możemy zacząć choćby dziś. że cię zanudzę. Zorganizuj antałek piwa. .że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? .

wrzosowisko i wiatrołom. z poprawką na rzeźbę terenu. do którego przywykła.Nadłożymy trochę drogi. spokojne kręgi. oceniał odległość i przypuszczalny czas. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. posłuszna głosowi.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. Klacz. może to jest padły łoś . co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. wzbiły się wyżej.powiedział. ale ruszyła z miejsca. zataczając wolne. potrzebny na jej pokonanie. a dno suche. nie spiesząc się potruchtały w las. gęstwę lasu. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. spłoszone pojawieniem się jeźdźca.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. chrapliwie. gdzie się go spodziewał . potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. bez gnijących pni. za nim duża polana. rzecz jasna. Ptaszyska.Ale może to nie łoś. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik. . gdzie leży .biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. przysiadłszy na zadach. Pokonał jar łatwo. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. Wilki. Drugiego trupa nie widział. Klacz wiedźmina parsknęła. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . nie odpowiedziała. . poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina. Było ich wiele. Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. .mówił Geralt. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. o dwie dziurki skrócił pas.Zjedziemy z traktu. bijąc skrzydłami. .w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. bezszelestnie. na głębokość i przebieg jaru. jak mi się zdaje.Kto wie. Wreszcie odrzucił płaszcz. Geralt zeskoczył z konia. . ciasno wypełniające rozpadlinę. na ukos przecinający pierś. nie krążą tam bez przyczyny. ostro. jak na komendę. bez tarniny. Ptaki. zakrakały dziko. Płotka . Ptaki krążyły. który podejrzewał na trasie. ale wiedział.

składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. Na szerokim pasie. Kwiat zwiądł.Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. był również zniszczony wilgocią. Na odsłoniętym.powiedział cicho. ale nie stracił koloru . dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi.Sprawa jasna. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. . gardła i większej części lewego uda. pochylony. od strony tamtego lasu. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi.stylizowany hełm z przyłbicą. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. Tak jak się spodziewał. . Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny. Kiedy odwracał ciało. królicze ucho.płatki były ciemnoniebieskie. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. zawiłgły od deszczu i rosy. bacznie lustrował ziemię. Dwa listy. wosk do pieczętowania. na pergaminie. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. Był to list kredytowy. kawałek kredy. amulet z fallicznym symbolem. nosił znak cechu płatnerzy . Było oczywiste. trzy klucze na kółku. bo nikt nie wozi ze sobą . Trzeci. ze mężczyzna zginął od ciosu w kark.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. widząc. coś ukłuło go w palec. wspiął się na siodło. wstrzymując konia. runy rozlały się. prawie granatowe. rozglądając się. Płotka . Płatnerz i kobieta przyjechali konno. ale czytelny. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. zamazały. Wiedźmin zerwał ją. Geralt nie odwracał ciała. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. Była to róża przypięta do sukni. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. nie schylając się.Tak. choć nie do końca. Nie wilczych. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. garść srebrnych monet. Dwukrotnie okrążył polanę. pisane na płótnie. Wiedźmin minął ją. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. Suma akredytywy była niewielka. miedziany pierścień.

że to kikimora albo wipper. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. prawda. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. Kobieta biegła. ciągnęło ją po ziemi. prychała niespokojnie.ciągnął Geralt. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. Konie rozbiegły się. Jechał powoli. nie będziemy ich szukać. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie.Chociaż to nie wilkołak. oboje zsiedli lub spadli z koni. powiedziałbym. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. patrząc na skraj lasu . Trzeba sprawdzić. Nadłożymy drogi. zawieszony na srebrnym łańcuszku. trzymając zębami za kark. rzecz jasna. porośnięte leszczyną. potem upadła i również zginęła. co .długo nie zrealizowanych akredytyw. nie wiadomo. ostrożnie zjechał po pochyłości. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. reagując na znany sobie ton głosu. Ale tu nie ma bagien. Gdyby tu były bagna. a nie traktem. Klacz. I wówczas. Schyliwszy się. zatarasowane zeschłymi gałęziami. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. usłane grubym dywanem żółtych liści. Zbocze. na które wspiął się. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. wrócił na ścieżkę. a to coś." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. podrygiwał w rytm chodu konia. a nie traktem.To coś. co nie zostawiło śladów. nie wiem dlaczego. Medalion. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu. Ale jechali przez wrzosowisko. Ani jeden. poprzez wiatrołom. Wiedźmin wycofał się. . Dlaczego jechali tędy. . Klacz 'parsknęła.nie było ani wilkołakiem. . ani leszym.Tak. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. co zabiło oboje . II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. Płatnerz zginął natychmiast. ostrożnie przestępując wykroty. bok w bok. Płotka. nie odpowiedziała. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

Jak to wino? Zauważyłeś. tu szynka z dzika..Geralt rozerwał pulardę na dwie części. .Zapomniałem . tu pasztet z.Upolował go mój dziadunio . . mydło. . . czego sobie zażyczę.Dziękuję. puchary zadzwoniły kryształowo.Najzupełniej. Mam je od czasu. Twoje zdrowie. Nivellen. Nie wiem z czego. I straszą mną dzieci. po czym ryknął z cicha. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje.powtórzył Geralt z pełnymi ustami. jak mniemam? . .Nivellen. gorącą wodę. A ciebie. .I twoje. Tutaj mamy jarząbki. zaraza. nie obawiaj się. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę.żeś nie z tych strachliwych. Otwieram i zamykam okna i drzwi. znaczy. Zwać cię.Pewnie bezpodstawnie? . . gościu. wyczaruję inne. Geralt! .To lepsze od służby. . Byle baba to potrafi i bez czarów.powiedział potwór. jedz. po czym zatopił paluchy w pasztecie..Nie zaprzeczę. gospodarzu. . Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. ale dom spełnia. Geralt nie okazał zdziwienia. skąd to się wzięło. Tu jest pularda.Straszą dzieci .parsknął potwór .To był chyba ostatni w okolicy. kiedy mi to wyrosło.Nie obawiam się. splótł na brzuchu kosmate łapy. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami.Geralt.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. . Z czegoś. Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz. To porządne. czystą pościel.Nie.Tak . Głodny jesteś. Sam nie wiem. Morda. Zdolności magiczne masz wrodzone? . Nie. Potwór usiadł przy stole. picie. gospodarzu? . to jest niezłe. Nic . to kuropatwy. czosnkiem. Nic wielkiego. jak? . umiem wyczarować żarcie.zatarł łapy potwór. opuścił głowę. Zapalam ogień. majerankiem. Siadaj. Pomyliłem zaklęcia. nie? Częstuj się. Zapachniało pieczystym. na ten przykład. prawdziwe jedzenie. Jedz. przez chwilę coś mamrotał. że to z winogron. który dał się upolować.. gościu. . waląc łapą o stół. gałką muszkatołową. odzienie.

A trzeci.odpowiedział po chwili milczenia . . Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. smutnej i pryszczatej twarzy. jedna zaraza wie kto. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom. Pierwszy. to mój tatunio.Nie rozumiesz? . ze smutkiem pokiwał głową. mordę. Nie będzie chyba nietaktem. ślepia zalśniły mu jak u kota.potwór uniósł głowę. Nic mnie to nie obchodzi. Geralt.Zawsze coś.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. Drugi.Dobrze pamiętasz. jak wyglądałem przedtem. . jak mówisz.Z chęcią. i już. pokażę ci. pytam przez ciekawość. .Widzę. A tę. . ale ja nie jestem człowiekiem. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn. . licząc od kominka..Jak to się stało? ..Od dwunastu lat. wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. .Jeśli tak stawiasz sprawę .Widzisz? . na portrety.Aha. jeżeli spytam. . masz od dawna? .Mój portret. . . zapewne musiałby także wziąć świecznik. gościu.wielkiego. . . żeby obejrzeć portret. Ja go widzę. rozpowszechnione wśród portrecistów.zaśmiał się gromko potwór. podszedłby bliżej. . . to ja.Powód zrozumiały i do przyjęcia . kim w takim razie jesteś? . Człowiek. Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość. z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej.Aha .Ale ja go nie przyjmę. Wniosek jest prosty. . szczerząc kły. .to niezupełnie. Nic ci do tego. Ty tego nie zrobiłeś. Zabijają za opłatą różne potwory. wisi poza zasięgiem światła świec.Jeżeli dobrze pamiętam.Wiedźminem. wstałby. Przynajmniej nie w tej chwili.powtórzył Nivellen. Popatrz no tam.Kto ty jesteś? . .powtórzył Nivellen po chwili.Nie rozumiem.

Czyni się z nich potwory. które mają zabijać inne potwory. Patrzył na potwora uśmiechając się. Jestem tu przypadkiem. że zdążysz mnie nawet ciąć. biły w górę cienkimi wąsami ognia.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach.A co jest kłamstwem? . nalał sobie wina. jest prawdą? . Nivellen siedział nieruchomo.Co z tego. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. .Nie łżesz aby? . zanim zupełnie ostygnie. Zapamiętałem. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. lśniły w rżniętym krysztale pucharów. wiedźminie. . Ciekawe. odchylił się na oparcie krzesła.Nikt. nim do ciebie doskoczę. Trzeba przyznać. przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. Szkoli się je w zabijaniu. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. wypił łyk.powiedział wreszcie . które to przeżyją. by ktoś zaczął polować na wiedźminów.Załóżmy . same zostają wiedźminami. Załóżmy.rzekł przeciągle Nivellen. . . wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy. które potem karmią magicznymi ziołami. A potem. Słyszałem. . czarownikami o nieludzkich zdolnościach. jak mówiono. . w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu.Dlaczego nic nie mówisz? . dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. Zjedz kuropatwę. Te.spytał niewyraźnie. że najwyższy czas. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. . zwalę cię z nóg samym impetem. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę. Bo potworów jest coraz mniej. trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. poruszając lekko olbrzymimi uszami. nie używając wielu słów. to już zdecydują zęby. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. które ci zadam. jak sobie poradzisz z następnym. Kto d za mnie zapłacił? . przełykając. co o was mówią.Znowu zapadła cisza. że umiesz odpowiedzieć na pytanie.Prawie nic. Płomyki świec tętniły. Jak myślisz. a wiedźminów coraz więcej. kto z nas dwu ma większe szansę.Taaak .Nie mam we zwyczaju łgać.że zdążysz wyciągnąć miecz.

. . .przyznał Geralt. zaraza. zaraza . Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. Potwór zachichotał. W wielu wypadkach. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną.To. . Nie chcę.To się stało na skutek rzuconego uroku. a ja mam ochotę pogadać.ryknął Nivellen tak. Jest ich niemało .Wiedziałem. żebym spróbował? .Fakt.Nalej sobie jeszcze.A. Nalej sobie. Nivellen . . według ciebie. bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . Obok .potwór chrząknął. czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. Nivellen .Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich. kto rzucił ten urok. . że potworów jest coraz mniej. to co? .powiedział spokojnie Geralt.powiedział.. .Umiem. że cię zatka . .Nie jesteś potworem.Nie. Nie widzisz.A jeżeli wiem. . .Nie. długi na dwie piędzi. jako wiedźmin. co? . że te uszy wyrosły mi. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No. usiądź wygodnie. czym jestem. gościu. Więc. że wiesz.Ha! . Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy. rozparł się w fotelu.A. że aż się trzęsę z ciekawości? . W wielu wypadkach? . Chcesz. to coś nowego. . Jestem pewien.Zatkało cię.Urok można odczynić. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem. dobrze patrzy ci z oczu. czy dobrze zrobił zapraszając cię.Zatkało .Ty nie jesteś żadnym potworem. -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. po czym ponownie łupnął łapą w stół.Ty. Geralt. powiedz mi.Nie ma już czego. Opowiem ci całą historię. Wiedźmin czy nie wiedźmin. A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu.wyszczerzył kły Nivellen. . oczywiście umiesz odczyniać uroki. .rzekł sucho wiedźmin. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy.

swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. w takim stopniu. mówię ci. że danina płacona jest opieszale. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. Ale musiała to być niedobra świątynia.. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. o krwi. Bo widzisz.zaczął. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy.Jedna zaraza wie.dwóch pustych karafek pojawił się. A parę bliższych osad spaliło się. nie wiedzieć skąd. Nivellen? . No i zmężniałem. palił się zielony ogień. Na ołtarzu. Dowodziłem nimi. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. bo tatunio uznał. Sztylecik. . po czym powiedzieli. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to.Że jestem potwór w ludzkiej skórze. przejdę od razu do rzeczy. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. Na domiar złego. gdyby żył. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca.istny mlekosys. durny smark. nigdy by nie zezwolił.Jak zapewne zauważyłeś . Geralt. Ale do rzeczy.ciągnął Nivellen . że będę potworem w potwornej. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. miała chyba ukryty we włosach. i obrabowaliśmy świątynię.Co to była za świątynia. nie pamiętam. nalewając . tracił w najlepszym wypadku swój majątek.Co? . Zabiła się. Każdy. Geralt. pamiętam. ani kupcom. jak się domyślasz. że jako spadkobierca. którzy wędrowali traktem. mój tatunio. Oprócz mnie. była tam również młoda kapłanka. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. To była niedobra świątynia. kto się tu zawieruszył. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. ja muszę przewodzić drużynie. Strasznie płakałem. leżały czaszki i gnaty. a i mój dziadunio. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. że muszę zmężnieć. a wtedy. Wialiśmy stamtąd. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. naturalnie.. taki mały. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. . Mało kto lubił mojego tatunia. Młody wówczas byłem . . Oszczędzę ci szczegółów. . jąkał się okropnie. bo od dnia. Śmierdziało jak nieszczęście.okolica jest dość odludna. mało nie zajeździliśmy koni. pod Mirt. coś o miłości. na które tatunio. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. Padło na to.

podjął po chwili . Za parę dni budzę się rano. Jużem się sposobił. Przejdę do rzeczy. że choć w strasznej postaci. by wykopać go za główną bramę. spanikowałem. żebym go oszczędził. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić.. Ja do lustra. dostałem jakiegoś ataku.Mów dalej. że to nie byle co.Kiedy atak minął . tłukąc co popadło. gdy wspominam. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu.. które opowiadała mi niegdyś Lenka. . jeszcze dziś mnie trzęsie. Kilka. zanim zdążę wytłumaczyć. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. latały w powietrzu sprzęty. wyjąc. pamiętam to jak przez mgłę. co mnie który zobaczy. a służba. Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. Długo. co ja mówię. Używałem. stara prukwa. Jeśli się ktoś pojawił. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką... Nivellen przerwał. jak powiedziała kapłanka. i to zwykle wystarczało. Złość mnie porwała. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. Potwór zamilkł na chwilę. Byłem sam. nie wystawiając nosa na zewnątrz. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki. jestem tylko głupim wyrostkiem. padły trupy. nie wychodziłem. ciotunia. uciekł w popłochu. chłopcy z drużyny. rycząc. otarł nos rękawem. co mi wpadło w ręce. Zaraza. Kto zdążył. Geralt. w którym. rzadko to się zdarzało. Ale nikt nie wrócił. wyjąc i kuląc ogony. który utracił był na mój widok. Geralt. gdy odzyskał głos. Uciekła moja kotka Żarłoczka.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. czy też odwrotnie. głównie zwierciadła. bladym świtem. Widzisz. Może jest w tym gadaniu . buchał ogień. wykwiczał. a nagle zrobiłem się bardzo silny. kiedy coś mnie oświeciło. uciekły nawet psy. przypomniałem sobie bajki. ale niebieskie róże z Nazairu. Gruby. kuzynka. więc może. szalejąc. podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. Tak było aż do dnia. . Mówiąc krótko. Wnet zostałem sam. A trzeba ci wiedzieć. westchnął. pomyślałem.. moja niania. we wrzask i w nogi. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd.Dalej było tak. pociągnął nosem. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. . wyskoczyłem na dwór. życiem darował i zdrowiem.było już za późno na cokolwiek. ot. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą.

Żal mi się zrobiło kupczyny. . Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. po czym wyznał mi.Bo ja nie wiedziałem. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby. Podskoczyłem na dwa sążnie. język mi się plątał. Geralt. I córkę. dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. Co. który miał być westchnieniem. Kupiec promieniał. Trzeba ci wiedzieć. ze w podziemiu zostało sporo dobra.Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok. przeciągnął się. dziękował. jak się trzęsie.ciągnął. Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. nic lepszego nie przyszło mi do głowy. sam by nie udźwignął. Widzisz. zaryczałem tak.A dziewczyna? . jacy się tu pojawiali. Miał ze sobą przygotowany spory worek. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". Też sporą. myślałem. Nie przemogłem się nawet. które . jakaś szansa.Dogadałem się z kupcem raz dwa . a zabrzmiał jak czkawka. zaprosiłem do środka.Ustaliliśmy. aż się cały opluł. tych z gnojem na łydkach.ziarno prawdy. . ugościłem. że zostawi mi ją na rok. Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. aż fotel zatrzeszczał. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem. na wszystkie strony. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem. . patrzeć me mogłem. a przybył tu drugi kupiec.Potwór wydał z siebie odgłos. że córeczka ma osiem lat. . zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. bo to był kupiec. co z tym począć. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. nie bardzo wiedziałem. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem. Ja zaś. Kupiec.. zrezygnowany. że ją jednak zjem. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. z taką mordą. jeszcze z tatuniowych czasów. Co dopiero. śmiejesz się? .Nie. mogłem sobie pozwolić na gest. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. bo nie minęły dwa miesiące. nawet wobec dziewuch z obory. jak ciężko jest.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. uderzył w płacz. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta. była przekonana. kiedy z nią rozmawiałem. . Nawet te się ze mnie nabijały.. . na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka.

No. kasłałem i leciało mi z nosa. nielichy temperament. gdy on był na wojnie. hę. a Fenne. Wcale się mnie nie bała. A mówią. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. Wiesz. podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. nie dziwota zresztą. co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. miał wychudłego konia. Któregoś dnia. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. z wielkim posagiem. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami.powiedział po chwili . może z odrobinę głupszym wyrazem. nie zasypiałem gruszek w popiele. Przyznam. zwierzu!". Widzisz. jakie ja miałem . Morda została.rzekł potwór. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. rękę bym sobie dał uciąć. Primula. dobrze. Primula. hę. To zajmujące.nazywała się Fenne.Fenne . była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. a i ja. aż tu z rykiem wypadam na niego ja.Powiadasz? . zrobiłem się chłop na schwał. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. jak była. potem wróciła do rodziny. wdowca. Ja w przerwach biegałem do lustra. Następna. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. błyskając bielą kłów. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. teraz nic się mnie nie imało. Paskudny był. całkiem goła. musiała być poczęta. jak kupa obornika. spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. Miała. rozgląda się. na czworakach. żebym zapomniał o zmartwieniach. mówię ci.była u mnie pełny rok. No. Geralt. . Geralt. To była wesoła dziewczyna. Geralt. mniej wydolnej postaci. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. . jak się okazało. bo była całkiem ładniutka.. i rozsiewał dookoła podobną woń. Nivellen. nabrawszy wiary w siebie. gdy tu przybył. istny mysikrólik. Była mała. .Następna . byłem zawiedziony i zgnębiony. Przedtem cięgiem chorowałem. I w niej nie wzbudzałem strachu.. mówię ci. ale Fenne rychło postarała się. Rycerz. Geralt. opiliśmy się oboje miodu i. bystra i ćwierkotliwa. ale wystaw sobie. "Rozszarp mnie.kontynuował .. była córką zubożałego rycerza. przedtem byłem rozlazły.Opowiadaj dalej. A zęby? Nie uwierzyłbyś. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra.

Nie chcę. z łapkami wyługowanymi od prania. Chcesz. I po trzecie: bezpieczeństwo. która była wielce urodziwą panną. już dawno przestałem wierzyć. Krótko: potem były jeszcze dwie. Geralt. bawiąc się pustym pucharem . doszedłem do wniosku. potem nić sympatii. . . potem "Gryź mnie. mieli krewnych. aż do znudzenia.Może to i dobrze . potem powrót taty.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. i żadnych zmian nie trzeba.Wyglądasz na zupełnie pewnego . W piwnicach jest złoto. dla przykładu. jak jest. Ci. Venimiry. Wszystko odbywało się tak samo. że dziewiczy całus odmieni moją postać. Gdyby nie postrach. że na takiego. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. nawet by nie spojrzała. że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. . ktoś by po nie przyszedł. paru przeżyło. zjedz mnie całą". Żadnemu ojcu. Tatunio miał wrogów. końskie zdrowie związane z tą postacią. Oczywiście. I pogodziłem się z tym. żebym przegryzł nogę od krzesła?" .Żadnych. byłem hojny ponad wyobrażenie.Panienki bawiło. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. żadnej córce.Nivellen ziewnął. acz kosztownymi upominkami. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. by móc dobrać się do takiej. Primula jeszcze po . jaki wzbudzam. jak tu przybywały. Widzi mi się. . Co więcej.O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. wzmacniana drobnymi. . Geralt . w to. Co. jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł.obruszył się potwór. A córki? Nie widziałeś ich. Mówiłem ci.Daj spokój. Nivellen? . Nivellen? . Ilka i Venimira. przygarbione od dźwigania cebrów. .Zmęczyło mnie to gadanie. w zgrzebnych sukienczynach. mówiłem ci. których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem.rzekł Geralt.Nie. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu. to raz. jak na tym portrecie. . Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. Choćby wieśniacy z widłami. że dobrze jeat.A żebyś wiedział.rozdziawił paszczę potwór.

cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok.Tak.Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. twoja wola . .Masz. wstając. Widziałeś ją? . . Zaraza. . Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. Dla nich to był dom z bajki.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. .I nikt inny. Od samego początku widzę. jak zerkasz na drzwi. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka.I nikt inny? . Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami..rzekł wreszcie wiedźmin. że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy. Znowu milczenie. Od . W lesie.A więc i o tym wiedziałeś? Tak.Zaraza z twoimi przeprosinami.Cóż. Żadnej nie przymuszałem. . którym łoił ją jej rycerski tatuś.Dzięki za gościnę. . Mam rację? . nawet nie wiedziały. Milczeli obaj. jak nastawiasz ucha. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec. Dobrze wiesz. rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę.Jesteś teraz sam? .Ale podejrzewałeś. A u mnie chodziły jak księżniczki..odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie.rzekł nagle wiedźmin. to jest ten powód. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes.Nivellen wstał również. gdzie tu jest kuchnia. . to. . a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. że ktoś mi za ciebie zapłacił. Geralt. Wiesz. . dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? .Wiedźminie . że nie mieszkam sam.Nie. Nie pozwolę. A co się tyczy łoża. gospodarzu. co ja mówię. . Czas mi w drogę.Nivellen . Przepraszam. do ręki brały wyłącznie wachlarz. Kto mógł zapłacić? . .Słusznie . koło bramy. . którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie. że zapytam. Geralt. Czy to jest powód..Pozwolisz.Chciwość ludzka nie zna granic.Łajdak. wziąć za kark i zrzucić ze schodów. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam.. który zapragnął reszty mojej piwnicy.

Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze. Na podwórzu.Nie.powiedział. Nivellen pogładził klacz po nozdrzach. . Krótko. . . na moje pytanie.Nareszcie.Czy można temu zaradzić? Krótko. •. rada pieszczocie. proszę.dałbyś. Geralt spojrzał mu prosto w oczy..' poklepał po szyi. Nivellen.Nie. po obudzeniu.Jak jest. Nie . Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. .Nie. . odprowadzę cię. . zamiast odpowiadać na moje. . . .pochwalił się potwór.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło. proszę.Będę miał to na uwadze. . wiedźminie. trzeba wiedzy i zdolności. .Słusznie się obawiasz. odwrócił. że dobrze jest.Mieliście wtedy pecha .A jesteś pewien..A kto je posiada? . proszę. . Jesteś pewien. pochyliła łeb. których ja nie posiadam.I ja też je lubię. Obawiam się.Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty.A czy.. . że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . Moja kotka . Chyba odpowiedziałeś. które ciągle zadajesz. Chodźmy. tak.Dosyć mam twoich pytań.czasu gdy okolica wyludniła się. . Płotka. jak jest.. . od pewnego czasu mam paskudne sny.Nie odpowiedziałeś. Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera. Lwiogłowego Pająka. Chociaż. w nocy jest tutaj niedobrze.. . Ale nie jak może być.Lubią mnie zwierzaki . Słuchaj. . Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa. Czy słusznie się obawiam? Krótko.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś. gdy Geralt poprawiał juki. .. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! .Czy po takim śnie.

To mój problem.Podejrzewam. Wiesz.. gdybyś stał się człowiekiem? . . . nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. -Twoja Vereena .Żarłoczka. . Mało kto widział rusałkę z bliska. co mi tam. Jeśli się zaśmiejesz.Jestem tego pewien.. zaraza. . kto.Wydałem się. chociaż uciekła z początku. Geralt. . nie dałem znaku życia. potem wraca. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali. A może nie. Ale uważaj. że nie wróciłaby. jak myślisz.. . Szczupła. Będę pamiętał o tobie. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy. Z córką. .powiedział . Szukaj ich gdzie indziej. Wiesz o tym? . strzelę cię w pysk.Też lubi koty? .wiedźmin dociągnął popręg. to paskudna okolicą. . Vereena też.Słucham cię. moje życie i moja kara. może znajdę kogoś. Nivellen. Czarna. Geralt. jaka towarzyszyła mi w niedoli.Bywaj. To nie jest kolejna kupiecka córka. Nivellen.Pewnie myślisz. którego nie znam. ruszył ku bramie.Mniej więcej . .. wykrzywił paszczę.Ptaki . A ja i Vereena. Geralt uśmiechnął się.. To coś poważnego. w języku.Dzięki. To typowe? . wróciła potem do mnie.Może.Ostatni był u mnie trzy dni temu. Mówiłem ci. . którzy tu ostatnio byli. Na całe dni znika w lesie. Urwał.Nie jestem taki głupi. Potwór człapał u jego boku.to prawdopodobnie rusałka.. Mówi rzadko. Geralt. Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy. zaraza.wyszczerzył zęby Nivellen. Przez długi czas była to jedyna żywa istota. Nie je ludzkiego jadła. Coś się któremuś stało? . Bywaj. Ech.Geralt? . Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. nie najładniejszą zresztą. Kochamy się. Kto wie. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach. A. jak rusałki boją się ludzi. Geralt nie zaśmiał się.Tak.

koniku. Jak się pogorszy. Po co te sceny? Klacz prychnęła. złowrogo nieprzyjazna.Przepraszam cię.mruknął. nie szukaj nikogo. że masz więcej rozumu niż ja.Prawdziwa historyczka robi się z ciebie. zamyślił. Mógł to być leszy. dzika. parskała. gdy poił Płotkę u źródełka. Wiedźmin potarł czoło. Ruszył tam. Po wiedźmińsku. przyzwyczaiłem się. klacz zarżała przenikliwie. przyjedź tu sam i skończ sprawę. Geralt. z mieczem na kolanach. Potem jednym skokiem znalazł się w siodle. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . .Nauczyłem się to znosić. Wiedźmin nie zatrzymał się. przez bór. przerzucił wodze przez łeb konia. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. Wychodzi na to. A jak się bardzo pogorszy. . by sprawdzić. V Klacz tuliła uszy. IV Około południa. zmarszczył się. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza. cofnęła się. Coś. a także coś. Płotka . wrzeszczało i syczało. rwała podkowami ziemię. nie chciała iść. . szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. ledwie zaświtało. pojechał na skróty. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. ."Lubią mnie zwierzaki" . III Okolica była odludna. zawrócił konia. Nie obejrzał się już ani razu. usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. ruszając szybko z powrotem. po własnych śladach. też się przyzwyczaję.zeskoczył z kulbaki. W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. odwracając ku niemu łeb.powiedział. ale mógł też to być i zwykły żbik.To przecież zwyczajne czarcie koło. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. przy maleńkim ognisku. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. Geralt nie uspokajał jej Znakiem . Bywaj. nie chciał nadkładać drogi.

Geralt zbliżył się powoli miękkim. istotę tego śpiewu. . o których wspominał. przenikliwego. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. dobrze wyważoną rękojeścią.powiedział. Domyślam się. Nie rozumiał słów. Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy. .choć maleńkie. Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się.że mogłabyś zwieść każdego. tak jak ją zostawił wyjeżdżając. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. Miecz.To srebro .Tak bardzo przypominasz rusałkę . antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu. elastycznym krokiem. i współczuję mu. wywoływałaś ty. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. . Usłyszał śpiew. Kim jesteś? Myślę. z którego pochodziły. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów.Ta klinga jest srebrna.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. . Stworzenie nie poruszyło się. Ale konie nigdy się nie mylą. co to były za sny. obezwładniającej grozy. zakończoną kulistą głowicą z białego metalu.ciągnął spokojnie wiedźmin . Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek.wiedźmin znał. że wciąż słyszało się pieśń . Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. prawda? Sny. cichego. Była otwarta. . rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. nie mógł nawet zidentyfikować języka. czuł i rozumiał samą naturę. idąc półkolem od strony muru. blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. który sprawiał. tak białymi. że wydawały się przezroczyste. że mulą albo alpem.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. Nie było to potrzebne . obok krzewu niebieskich róż. czarnowłosa. rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. Blada twarzyczka nie drgnęła. pełną uroku.

. Wiedźmin cofnął się. a więc piłaś krew. nie człowiekiem w potwornej masce. ślepe narzędzie. Lecąc do tyłu. . morderca na zawołanie. wiecznie spragniona krwi. Sięgnęłaś po ostateczny środek. twój obrońca.. koszmarnie uśmiechniętych ust. by się poruszyły.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. tym razem wyraźniejsze.Jesteś mulą? Powolny. Ale wpierw. mógł pochodzić tylko z bladych. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu.Co z nim. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. co? Zaiste. Wielkie czarne oczy zwęziły się. . Na grzbiecie delfina. władcy leśnego zamku. Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko.. .ciągnął wiedźmin. miażdżąc żebra. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła. ty i Nivellen! Piękna by była z was para. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. pozbawiając oddechu.To znaczy. prawie niedostrzegalnie. Wampirzyca poderwała się. . potwór i wampirzyca. ale i tak pociemniało mu w oczach. że jesteś. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu.Alp? Zaprzeczenie. Ty. .. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. Syk. choć wiedźmin nie dostrzegł. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. i on. który się rozległ.. wargi rozwarły się.. .Lubisz ptaki . Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. coraz wyżej. przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. przeczący ruch głowy.Bruxa! . z jakim wyrżnął plecami o mur. mocniej ścisnął rękojeść miecza. musiał stać się prawdziwym potworem. czarnowłosa? Śpiewałaś. Czar w znacznej mierze zamortyzował impet. .krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie.

znikał. metamorfował. skręcił gwałtownie.zareagował instynktownie. czując w ustach żelazisty posmak krwi. z gracją. rozwierając długą. Nie trafił. lecz do przodu. sycząc. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. okrążył go i znów zaatakował. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. potrząsnął głową. ciął. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. oburęczny cios. Upadł na jedno kolano. potworny. Geralt. Nietoperz zamachał skrzydłami. wprost na kark wiedźmina. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. wąską paszczękę. rozwierając bezoki. modulując głos w makabryczny zaśpiew. Nietoperz. szum wichru. Zwinął się w miejscu. Uderzenie fali było tak potężne. ośliniony pysk już rozmazywał się. Brusa zawyła przeszywająco. Geralt odskoczył w bok. Usłyszał . poszybował w stronę fontanny. że przełamało Znak. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. Nietoperz płynnie. krzyknął zaklęcie. Prawie nie napotkało. wzbił się. nie trafiając. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. choć oszołomiony falą wrzasku . W ostatniej chwili skoczył . unik i półobrót. wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. dźwięki fletu i oboju. tnąc na odlew. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. Geralt czekał. w skroniach i ciemieniu załomotało. Ostrze nie napotkało oporu. Geralt. w locie rozwierając zębate szczęki. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. -zawodzenia i jęki. jak szpony bestii rozrywają mu policzek. zębaty pysk. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. a po nich szybki jak myśl. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. Było to tak nieoczekiwane. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. Poderwał się z ziemi. kuszy. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. że wypadł z rytmu. Poczuł. aż zawyło powietrze. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku.nie w bok.

starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. odrzucając kilka sążni do tyłu. . skoczył ku niej. które załamało się z przenikliwym trzaskiem. metamorfowała na grzbiecie delfina. Wiedźmin wiedział. Bruxa. grzebiąc go pod stertą drewna. . mknęła wprost na niego. Na białej sukni. poszorował po żwirze alejki. które winno było rozpołowić bestię.Krzycz. Nie wrzeszczała już. Zabiję. Zabiję.Zobaczymy . Zabiję. furkocząc białą suknią. Geralt już był na nogach. wyjąc. oburącz uczepiony ościeżnicy. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. . Bruxa wygięła się. . Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. że jest zmęczona. Kryzę kaftana plamiła krew. Strać siły. wywołanego dotknięciem srebra.warknął. biegł półkolem okrążając dziedziniec. jak gdyby spod wody. ocierając krew z policzka. sprężyła do skoku. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. dzwoniąc głucho. okazało się zadrapaniem.wycedził. Runął na wznak. niepewnie machając łapami. ale tym razem był to wrzask bólu.Vereena! . lekko jak motyl.Zobaczymy. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek.Wywrzeszcz się. . na drewniane rusztowanie pod murem. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. ze zwieszoną głową. .cięcie. . rozczapierzając łapy jak niedźwiedź. Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny. Geralt. że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. Usta bruxy nie poruszyły się. Ale wiedział i to. Wampirzyca. ryczał. Czarownik. pochylony idąc w kierunku fontanny.wrzask. nie dłuższym niż mały palec. nie próbowała metamorfować. z pogłosem. wznosząc miecz do cięcia. Osłabniesz pierwszy. ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały.ryknął ponownie. wampirzyco . widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. ledwo dotykając ziemi. nieco powyżej lewej piersi. Nivellen. wytoczył się z drzwi pałacyku. Wiedźmin zgrzytnął zębami . Zabiję. spróbował ją chwycić. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie.Vereena! Nivellen.

ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. dzierżył żerdź oburącz. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. Koniec żerdzi. ale nie puszczał drąga. Bruxa powoli. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. Geralt zobaczył. wykwita czerwona plama. jak biały motyl na szpilce. zazgrzytał o mur. potem szybko zaczął się cofać. Jej westchnienia stały się częstsze. na białej sukni. wyciągnęła ramiona na całą długość. Stali . ohydnie i nieprzyzwoicie. Nivellen wrzasnął. Mój. Kocham. Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. Geralt wstał. chwyciła go za . jak gdyby pieszczotliwie. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. podciął kolana.ryknął Nivellen. Nadaremnie. Bruxa szarpnęła się. przechodząc w rzężenie. skoczyła ku niemu. dezorientującym młyńcem miecza. głowę odrzuconą do tyłu. Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. który trzymał pod pachą. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. Kolejne straszne. rozedrgane. również zaciskając na nim obie dłonie.Geralt odskoczył w lewo. ostry koniec trzymetrowej żerdzi. dławiące się krwią westchnienie. zrobił krok do tyłu. Nie docenił jej . nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. . sparaliżował ramiona. rąbnął plecami o mur. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. ułamany szpic. otoczył się krótkim. Nie zdążył złożyć Znaku.Nivellen. na szeroko rozstawionych nogach. Westchnęła tylko. słysząc to westchnienie. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. Albo niczyj. straszna.Vereena! . rytmiczne. Bruxa.biało-czama. wyciągnęła ręce. Kocham cię. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. wlokąc za sobą przebitą bruxę. zadygotał. blokując jej koniec pod pachą. Nie krzyknęła. Oczy miała szeroko otwarte. Bruxa sunęła ku niemu . Upadł na klęczki. Bruxa. jak na jej plecach. z której w gejzerze krwi wyłazi. Wiedźmin. wyjąc śpiewnie. rozwiana. zawisła na drugim końcu drąga. poleciał w tył.wrzasnęła w biegu. potem drugi. Odwróciła się.

Krzyknął. Zobaczył jej oczy. środkiem brzeszczotu. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. płynęły. Wzrok miał błędny. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. zwolniona sprężyna. jaki należało teraz wykonać. Nic nie mogło. Klinga. dotykając czterech krwawych. Jaka pustka. obejmując głowę ramionami. . długo wodził nim po dziąsłach. by zagłuszyć słowo.. rozejrzał się dookoła. pod koniec półobrotu już wolna. włożył palec do ust. leżący pod murem. Obmacał twarz. i natychmiast. Jęknął cicho. jak setki takich kroków przedtem. We mnie. Zawył jeszcze przeraźliwiej. ostre. które powtarzała. zaszamotał kosmatym łbem. Nivellen. Uderzył pewnie. zrobił czwarty krok i półobrót. Skręt tułowia.Wstań . sunęła za nim błyszcząc. nieunikniony. Każdy ruch. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi.powiedział wiedźmin. był wyuczony. płynęły. zamaszyste cięcie. Przetarł oczy knykciami. przystojny. zwinięty w kłębek. kontynuując rytm ruchu. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. Głowa upadła na żwir. kończy się na lewą nogę mocnym.głowę. Nic już nie mogło się zmienić. płynęły. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. Skoczył jak bezwolna. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. Trzeci. Spojrzał na swoje dłonie. automatyczny i śmiertelnie pewny. Usłyszał głos. zdecydowanym stąpnięciem. napuchłych pręg na policzku. potem - . Zaszlochał. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. był jego naturą. Trzy szybkie kroki. Geralt skoczył. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. Młody. wstrząsany kurczami i dreszczem. jak setki razy przedtem. Ciął. Kły błysnęły oślepiającą bielą. płynęły w powietrzu. Nic. każdy krok. uniósł głowę.

zaśmiał się. starając się nie patrzeć na drobne. Nivellen.Miłość i krew.Że co.. Poszli poprzez dziedziniec. ale nie doszli do niczego.Nie patrz. . Geralt! . . oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną.. tak białe... Geralt. . podtrzymując jeden drugiego.Ja już nie mam. Wstań i chodź. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką..rzekł cicho wiedźmin.Vereena. W jukach mam lekarstwa.W każdej baśni jest ziarno prawdy .. obok krzaku niebieskich "róż. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. Po tylu latach? Jak to możliwe? . poza tym.Nie do wiary. . Obie mają potężną moc.Miłość musi być prawdziwa.. . . Chodźmy.Geralt! Jak to? Jak to się. że aż przezroczyste ręce. .Wstań. Nivellen jęknął znowu. . są potrzebne nam obu. że. Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat. Geralt? ..

Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu. Przybyli z żądaniem. że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu. .powiedziała od niechcenia. Uważasz to za zaszczyt? Ja nie. zdaje się.Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. .Wątpię . . Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. Książę rozkazuje.Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły . jak wiedział. Wręcz przeciwnie.poprawił z naciskiem Tailles. większego znaczenia.Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja . A niemało tutejszych. Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni. w żyłach których płynęła królewska krew.Nenneke uśmiechnęła się drwiąco.Oni nie przyjechali tu. . .Zaszczyt dla mnie . ale dzisiaj nie ma to. Przybyli. równie niedbale jak poprzednio. nie było żadnej komandorii zakonu. dostrzegła jego zdziwienie. jak obecny tu Tailles. hrabia Moen..Bez chwili zwłoki. . Ja to uważam za obelgę. wlepiając w kapłankę jasne. Zdziwił się nieco. .Jestem Falwick. byś się stąd jak najprędzej wyniósł. by cię wypędzić. dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. . niebieskie oczy. . w którym tak mu twarzowo.pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda. Geralt. Nenneke.Natychmiast .Księcia . patrząc na rycerzy. Geralt ukłonił się niedbale.warknął Tailles. Trzeba oto ci wiedzieć. młodszy z rycerzy. bo w okolicy.. pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta.wiedźmin skłonił się ponownie. w których była wrogość.Księcia Herewarda. jak słyszę . . . . i to niebawem. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz. A to rycerz Tailles z Domdal.przerwała Nenneke zimnym. mówiąc krótko a treściwie. .rzekła zimno kapłanka. by się zaszczycać.GŁOS ROZSĄDKU 3 .Ci szlachetnie urodzeni panowie . rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu . .Nie zamierzam się tu osiedlać.wzruszył ramionami Geralt.

jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. Falwick. kapłanko! Nasi żołnierze.co się stanie.Naprawdę nie wiem . Oni wiedzą o tym bardzo dobrze. bym nauczyła cię manier! . ten starszy. . .. ścisnął. roznosi zapał młodości. Panie Falwick. panie Falwick: zaręczam.Ciszej . niewiasto? -krzyknął Tailles.władczym głosem. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. które są wolą księcia. -Zniż ton. po czym odrzucił płaszcz na ramię. aż zazgrzytała pancerna rękawica. dobrze . chwycił go mocno za łokieć. do kogo mówię! . Odbierałam twój poród. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała.Mówię zaś słowa. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami..Wygląda na to. niewiasto.rycerz postąpił krok. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. Geralt z Rivii jest moim gościem. Posłuchajcie. a nie widzę powodu. .. i żal mi twojej matki.. W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna. panowie. . Tailles. co mówisz i do kogo mówisz. Może porośniesz sierścią. będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. . ale nie kuś losu.Wasi żołnierze.wtrącił wiedźmin. jak zechce. . . którego. zasrany smarkaczu. nie będę jej więc traktować poważniej. znudzony już nieco całym wydarzeniem. że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. niż na to zasługuje. Nie zmuszaj mnie. .powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy.Staram się zwykle. jak widzę. i drugie. Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. że . któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. demonstrując w całej okazałości żłobkowany. lamowany mosiądzem napierśnik. pana tych włości! Wiedz. Tailles.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . .Wiem. aby tak miało być. I ty o tym wiesz. A może i jedno.powiedziała spokojnie . Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo.Nie waż się grozić mi twymi czarami.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. przestań więc zachowywać się jak cham.Dobrze już. Tailles szarpnął się wściekle. Uważaj. Może pękną ci płuca.

powiedziała kapłanka. I tak czas mi w drogę. znanego jako Rzeźnik z Blaviken.przerwała kapłanka. Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni. czy Geralt z Rivii poluje na potwory. Rycerz odwrócił się do Nenneke. panowie! . ale Falwick i jemu podobni. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. Mówił spokojnie i grzecznie. Nie. . Ale Geralt wiedział.kapłanka zerwała się z fotela. Zaręczam też. główna kapłanka Melitele. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy. . mój senior. nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. też niespecjalnie na tym zależy.odezwał się cicho wiedźmin. druidzi wręcz grożą.Tu nie jest Ellander! . Nieważnym jest. Trzy dni. . że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę. nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj.. panie hrabio.uniósł głowę Falwick. czy też uważa się za osobę prywatną. Książę wie. ale jako osoba prywatna.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . przyjmować zleceń i zamówień. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta.I słusznie. Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki.. . Mówił logicznie. .Czcigodna Nenneke.opuszczę te okolice rychło.Dość tej dyskusji . Nenneke. . Wiedźmin zrozumiał i był pewien.Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno.Tu jest świątynia Melitele! A ja.Panie Falwick . aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. proszę. nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa.Posłuchajcie głosu rozsądku. ale książę Hereward. Nie proszę o więcej. a i wam. jak sądzę. . zanim Falwick zdążył . Nenneke. proszę o wybaczenie. Nie jestem tu jako wiedźmin.Nie widzę powodu. . niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. za kilka dni. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić. milcz. Nie chcę kłopotów. że nie prosisz . że Falwick łże jak pies.

Powtórzcie to Herewardowi. . Powtórzcie to jego małżonce. koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja.zareagować. napiszę do niego osobisty list. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. . . nie Herewardowi.Nie myślę słuchać. .Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . kapłanka Wielkiej Melitele. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci. Co prawda. co masz powtórzyć Herewardowi. Wynoście się stąd. bo taka jest jego zachcianka.rzekła spokojnie Nenneke. zabierz stąd tego durnia.. tu jest świątynia. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. A ja. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. . Pohamuj rozlatany języczek. a głos załamał mu się w falset. smarkaczu . chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią.powiedział Geralt. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży.Dosyć! . . Nie. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia.Coś ci upadło.Słyszeliście. Wiesz. odmieńcze! -wrzasnął. ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. .krzyknął cienko Tailles. Mówisz do kobiety.. aby zostać takowym. -Podnieś to zatem.Panie Falwick . Zresztą. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. Falwick.przerwał Geralt. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. nie przestając się uśmiechać. powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny. A potem wybiję nim drzwi. szlachetnej Ermel-li. uśmiechając się paskudnie. dodając.Jeśli on wyciągnie miecz.Słuchaj no. bo taka jest moja zachcianka. mam nadzieję? Falwick. tu nie wolno śmiecić. bo skończy się to nieszczęściem. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców. . Traficie do wyjścia sami. rycerz Białej Róży. synku . niechaj lepiej uspokoi swego diuka. . której należy się szacunek.

Tego się właśnie obawiałam . . . czcigodna Nenneke .To nie była nasza ostatnia wizyta.powiedział. Wrócimy tu.Cała nieprzyjemność po mojej stronie. . Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz.odrzekła zimno kapłanka. Wiedźmin nie uśmiechnął się. chrzęszcząc zbroją. Potem spojrzał w oczy wiedźmina. .ukłonił się.

"Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła..Mówili .ze trzeba dać cosik wielmożnemu. szponiastą łapę wystającą spod derki. jak zwykle. Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. smołą i wolim moczem. pełno było wozów. rozwrzeszczał się. parsknął i czmychnął w pokrzywy. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. położył uszy. .. uniósł okrągłą głowę. Ge-rałt zeskoczył z siodła. . Wiedźmin jechał powoli..Kto? Ze ja niby co. falujący w podnieceniu. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. chamie! Ogłuchłeś? . który na progu chałupy robił co mógł. łachudro? Geralt wszedł. Trzyletni Dragomir. Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim.Zabieraj to. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku. bo inakszy. co chwila mocno napinając postronek. łapówki biorę? Nie .MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. Pręgowaty kocur. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani.. zezując na gęś . wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca. drgnął. Przed wójtem.Nie wolno. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. Na wszystkich bogów! To ty. . Geralt przyspieszył. zwracając się do chłopa: . Za nim. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . podrygującą w rytmie truchtu osła. wpatrzonej w kościstą. wyciągając szyję. truchtał objuczony osioł. z której wiało bryzą. małym i pękatym. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci.bełkotał wieśniak.I znowu. syn rybaka Trigli. uwiązany do łęku siodła. . Przed domem wójta.Kto mówił? . przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę. mówię! Nie wolno. poczerwieniałym z gniewu.Czego. poprawił miecz na plecach. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw.wrzasnął wójt.

opowiadaj! . Co tam u ciebie.Gdzie. I masz. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to.Na grobli.Nagrody nie ma ... na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy. . . Najpierw wyjdźmy. klepnął go w ramię drugą ręką. nie odejmując od ust. patrząc na pają-kowaty.Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. do domów. Geralt. wydymając policzki. Geralt. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca.. siadaj. że muszę ci podziękować. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. Bo zapłacić. Geralt odrzucił derkę.powiedział ponuro.A taka to była spokojna okolica.Kikimora. na szkliste oko z pionową źrenicą. ludkowie.wójt stłumił beknięcie. Geralt. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. Nie ma za nią jakiejś nagrody. Skąd to. pod samym bokiem jakaś kociozmora. co za różnica skąd. Fakt. . Geralt! Co to jest? .. zgadza się. Kto mógł przypuścić.. . pociągnął nosem. obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt.Potem. Ale nikt.. Nie mam funduszy. panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę. kilka osób przepadło w tamtej okolicy. .Na wszystkich bogów.Zapomniałem . przynieś tam który piwa! Siadaj. Caldemeyn. Geralt. Na mokradłach.. bo jutro jarmark. Muchy się zlatują. Hej. . że coś takiego siedzi w słonych bagnach. psia rzyć. Hej. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? .pozwalam. Westchnął ciężko. . Skąd przybywasz? A. U nas zamieszanie. to ja ci za nią nie zapłacę. powiadam! Witaj. Wypada.Nikt nawet nie przypuszczał. ściskając dłoń wiedźmina. powiadam! Won. Tłum ochnął i cofnął się.. . Dzieci. Mało kto łaził po tej grobli. ze cztery mile przed miasteczkiem. Caldemeyn.Ano. . Caldemeyn. Caldemeyn szeroko otworzył usta.Witaj. . ale. tam musieli ginąć ludzie.. Wójt.Nie było cię tu chyba ze dwa lata. ..

. jak jej tam.Długo zabawisz w Blaviken? .Wedle rozkazu. Ale. Idzie zima. Karelka. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę.. Ale nie rób tego przy Libusze. Borg..W moim domu baby nie mają głosu. . tych złodziei.No? .Kikimora.Wybieram się do Yspaden. że trafiłeś.Weź kogoś do pomocy. Panie wójcie. że to będzie zabawne.rzekł Caldemeyn. .Może nim topić to ohydztwo. . możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. Kiki. że nie przepada za mną. ale nie wiem. chociaż było ciemno.. nim śniegi zawalą drogi.. . . Hej tam. Nie mam czasu się zabawiać.Myślałem. wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce. że rzuciłem widelcem w szczura? . do czego? Jeśli nie ma nagrody. .Nosikamyk . Idzie mi o to. co ostatnim razem...wiedźmin łyknął z garnca.. Słuchaj. aby przezimować . ..Chętnie. opowiesz.Pomysł nie jest zły.. co w szerokim świecie słychać.Potrzebna ci do czegoś? . Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu. otarł usta z piany...Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. czy zdążę. .Krótko.Było. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy. Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu. . Pogadamy. A nuż mu się do czegoś przygodzi.Nie. Zrozumiałeś? . . .Czego? . Ale.. Przydałoby mi się trochę grosza.Idzie ci o to. podczas kolacji. . a ta. między nami.Ciekawe. . nie rób przy niej tego. .Pech. . . z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi.

Jaki on jest. Ale odludek. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. z samego wyglądu poznasz. zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup. ośmionogi. niejeden na tym zarobił. Geralt. ale spróbować nie zawadzi.Na stałe. Cóż. czy możny mag zapłaci za kikimorę . widzę .O ile wiem. Gdzie moja czapka? II Wieża. przejdziemy się do wieży.rzekł Geralt.Niegłupiś. Rybacy znoszą mu różne dziworyby. . . Ludziom pomaga.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . Idziemy? .Czarami. nie kochamy się z czarodziejami. ten wasz Irion? . nie przysięgnę. . przedstawiała się imponująco. Chodź. Z wieży prawie nie wychodzi. . obeznany widać z działaniem . Słuchaj. Czy zapłaci. Nosikamyk. zwieńczona zębatymi blankami. żeby Mistrz Irion komuś urągał. Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. Caldemeyn. Mieszka w Blaviken od roku. klabatry czy ker-guleny. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. . .Idziemy. nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. Mistrz Irion. .Nigdy nie słyszałem. My.skrzywił się Geralt. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek. wiedźmini. Wiedźmin pomyślał przez chwilę. mruk.Czarami czy zapędził was do roboty? . Geralt. głównie.Odnowił. Nosikamyk.Porządny.Punkt dla ciebie. Możny mag.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią. Caldemeyn. może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę. Na bagnach może być więcej takich kikimorów.Wątpię. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. . .

tyle. Nosikamyk. Tylko z tobą. dobrzy ludzie. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! .powtórzyła metalicznie kołatka. .Idziemy. Wybaczcie. Nosikamyk. a ja tu będę musiał. co kazałem. by mógł się przecisnąć. . dłubał w nosie. Wpuszczę cię.Mistrz Irion nie przyjmuje. to jest kikimo-ra.Bywaj. którą zabiłem bardzo blisko miasteczka. .mechanizmu. . wyjmij palec z nosa i zrób. wójcie. tchnął obłoczkiem pary. zbliżył się. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho. Zobaczymy się później. To. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. Wiedźmin wzruszył ramionami.Pal ją licho. odchrząknął i wyrecytował: . .powiedziała kołatka zupełnie innym głosem. Chcę z tobą rozmawiać. . .Nie jestem dobrym człowiekiem . Tak. Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. skupiony i poważny. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj. jeśli taka jego wola.Sam. Geralt. pod same drzwi.machnął ręką Caldemeyn. wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą.Odejdźcie. Odejdźcie. . Geralt.rzekła kołatka. to naprawdę ja.Mistrz Irion nie przyjmuje .Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. . nie musi mnie przyjmować.rzekł cicho wójt. pykając obłoczkiem pary. Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy. . po czym natychmiast zatrzasnęły się. ze to naprawdę ja? . spojrzał na Geralta. .Co mi tam. . .Podejdź blisko do drzwi .Wedle rozkazu. Caldemeyn podreptał w miejscu..Geralt.Co z kikimorą? .Tracę cierpliwość. takoż ze sprawą.Zaraz .Geralt . Nosikamyk. . Mistrzu Irionie .. na ośle... Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski.Ty odjedziesz.Jestem wiedźminem. . Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. Caldemeyn.przerwał głośno Geralt. . I co z tego. które uchyliły się bardzo niewiele. dobrzy.

zdziwił się Geralt.Też. .Może później.. maleńki i skromny. jabłka możesz jeść.To też iluzja? .Już .zawołał. Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy. pachniał deszczem. dziwnie znajomy. uśmiechnęła. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką. szukając oparcia. Dostrzegł po lewej ruch. kołysząc biodrami.spytał Geralt.pozostawiając go w zupełnym mroku.odpowiedział głos.odezwał się głos. . siwe. Był wysoki. . Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej.Jestem przed domem. Ale to jest. niosąc koszyk pełen jabłek. . pszczoła może cię użądlić. tonął w malwach. . patrząc na kołysanie. Jak wszystko tutaj. przy stoliku z blatem z białego marmuru. Wszedł w sad pomiędzy drzewa. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje. zgarbiony. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. . szła wzdłuż rzędu krzewów. a ją . . Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził. Sad kwitł biało i różowo. Jasnowłosa dziewczyna. Stregobor faktycznie był czarodziejem.Stregobor! . Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy. zupełnie naga.. wiedźminie. Witaj.czarodziej wskazał na blondynkę . rajców wyglądających jak proszalne dziady. Nie znalazł. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę. mój kochany.Hej! . że stoi po kolana w macierzance. obejrzał się. . Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. nie kryjąc złości.No. spinający korony drzew z dalekim. Geralt . Wrażenie było tak niespodziewane. iluzja pierwszej klasy. krzaczaste brwi i długi. Domek pośród sadu. A Stregobor zawsze wyglądał tak. chodźże. Co dziwniejsze.Nareszcie. błękitnym łańcuchem górskim. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. nierządnice wyglądające jak królewny.możesz. chudy. zakrzywiony nos. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami. . . obróciła i wróciła do sadu. Kwiaty pachną. miał wielkie.

Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy. . To znaczy .Aha . Dotarłem aż tutaj.Mogę . poza iluzjami. . a jak wiesz. . . I pomyśleć. moja specjalność. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie. W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach. .Stregobor .Bredzisz. .Wiele się zmieniło od tamtych czasów.. inaczej nie przyszedłbyś tutaj. czasem wywołam. Robię tu za rezydenta. W pałacach dźgają się sztyletami.Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony.Jeśli cię to ma uszczęśliwić. To ostatnie miejsce. Uznałem. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. Geralt? Nadal trudnisz się -. zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic. . Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. Można żyć. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. odnalazła mnie. to mogę.można było żyć. Wiedziałeś? . Chyba że wiedziałeś o mnie.dodał ponuro .Chociażby twoje miano. . która chce mnie zamordować. Nie możesz mówić normalnie? .Taki jest świat. O ile mnie pamięć nie myli. najdalej pojutrze. . w podobnej wieży.skrzywił się Geralt.Teraz rozumiem.Jak mi się zdaje.Tak nazywał się twórca tej wieży. w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom. .. które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować. że należy jakoś go uczcić. zmarło mu się coś ze dwieście lat temu. Ucieczka nie zdała się na nic. w którym mogłem się ciebie spodziewać. to pogoda. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. siny od .westchnął czarnoksiężnik.Nie wiedziałem. zajmując jego siedlisko. dawniej mieszkałeś w Kovirze.Nic się nie zmieniłeś. Czasem sztorm uciszę. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy.Słusznie. Wiele się widzi podróżując. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą.. . Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? . Stregobor . Co tu robisz.rzekł beznamiętnie wiedźmin.Przeznaczenie ma wiele twarzy.powiedział Geralt.

W rezultacie Idi nie dość. która terroryzowała okolicę. co ci grozi. i zagładę rasy ludzkiej. ledwo zdążyłem. Tak wszakże nazywał się mag. Liczyłem na twoją pomoc. bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. . A teraz. które krwią wypełnią doliny rzek". słyszałem. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. który rozpętał hecę. chronisz je i dbasz. Przyzwyczaiłem się. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya. że nie zapłacił mi ani szeląga. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru. i to w dodatku grożąca tobie? . Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. a że miał popsutą klepsydrę. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. Powiadasz. .rzekł Geralt .Eltłbald. Zobaczymy. Geralt zaśmiał się. Miały być jakoby opętane przez demony. . Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny.trucizny. że ty lubisz potwory.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. Mów. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. Stregobor? Jeśli cię dopadnie. . nawet królewskich.powtórzył z przekąsem Stregobor. magiku. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości. co się da zrobić. ściga cię potwór. odcyfrował napisy na menhirach Dauków.W dodatku grożąca mnie . powiedz mu.Nie nadymaj się jak żaba. ścierwojadem.Nasze ostatnie spotkanie . na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. który wcale nie był obłąkany. Zaiste.A jakże. .A ja miałem cię za przyjaciela. powiadasz. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. zbadał legendy i podania boboła-ków.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . przeklęte. liczysz na moją pomoc. bezmyślną maszyną do mordowania i. jeżeli dobrze pamiętam. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć. okaże się strasznym niewdzięcznikiem. . skażone przez Czarne Słońce. Czego się boisz.

u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego. .powiedział wiedźmin. to. Naszą. potężni czarnoksiężnicy? . . ile z nich odczarowałem. ale jednak. Co ty na to? .Zastosowano wyższą magię. . słowem. Serce o sześciu komorach. Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. gwałtownych wybuchów gniewu. mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach.uniósł głowę czarnoksiężnik.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony. do interpretacji przepowiedni. wyzwoliłem od klątwy? Ja. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach. Ludzi o dodatkowych stawach. aby umocnić waszą władzę. nie dawało się jednoznacznie określić. . ile mutantów zabiłem. co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . agresji.Widziałeś różne mutacje. powiadasz .A w dodatku nie do rymu. jak również kapłańską. zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. sinoróżowymi strzępkami. By rozbić sojusze.Geralt. których powstydziłby się dziad na jarmarku. . dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach. Jakaś czerwona gąbka. A co uczyniliście wy. ludzi z wilczymi kłami. Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu.Byłem przy sekcji jednej z nich . o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. .Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. . Wiadomo powszechnie.Co ty mi tu pleciesz? Pytasz. pogardzany przez was wiedźmin. a także wybujały temperament. . .powiedział czarodziej. niektórych w ogóle brak. a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu. popsuć koligacje.Cóż sprawia.zadrwił Geralt. w różnych .Brednia . zamieszać w dynastiach. dlaczego nie ciekawi cię. Wewnętrzne organy przemieszane. Dwie praktycznie w atrofii..

. To był jednak kolejny błąd. nie będziesz chyba twierdził.Mam. sukinsyny. Dlatego też zaprzestaliśmy je. że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? . Nie patrz tak na mnie. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. . Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. że były i dalsze trupy. nie o dziewczynkach. . usuwać. uwięzione w wieżach szybko marły.parsknął wiedźmin.Nie tylko. Kolejny dowód mutacji. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy.Nie sądzę. we własnym interesie.. i to więcej niż jeden raz.Co dowód. żeby prędko przyszedł taki dzień . A więc mamy już pierwsze trupy.Kłamstwo. . Mówiono.. Ich selekcja była nader trudna. ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. Rozumiem. Pomyliliśmy się. . Wszystkie sekcjonowano. .. magicy. zwłaszcza tych młodszych.Tak twierdzicie wy. Nie masz ich więcej? .. .To świadczy źle o was. córka Eyermira. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z . krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. na szczęście. naście. pani na Naroku.rzekł cierpko czarodziej. co to niewiele mieli do roboty.O ile wiem.Niech ci będzie . do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć. Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. wiesz dobrze.Nasze wieże. Nie zapominaj. Usunęliśmy kilka.. że bez waszej pomocy się nie obeszło. . . ponad wasz nimb nieomylności. że tylko te sekcjonowano? . Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło. a jeszcze mniej do stracenia. Fial-ka. kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. to mniej przekonywający. .I wy. poskręcała karki. Jedną wiwisekcjonowano. chociaż nie powinienem. bo przejęła władzę bardzo szybko.Wasze słynne wieże . odmawiały jedzenia. Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy. Stregobor.świątyniach.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia. zaczęliśmy izolować. Wśród królewiczów. Co ciekawe. . Silvena. przyjdzie dzień. zadarłszy nosy do góry. Większość.Będę szczery. zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek. Jeśli już o tym mowa.

Tego nie mogę obiecać."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka.Cóż . Po wstępie. bądź świadom. Stregobor. księcia Creyden.przerwał Geralt..warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad. była Aridea. . wykształcona kobieta. byłoby pięknie. . . że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. historia zaczęła się w Creyden. . a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. Geralt. że historia mi się nie podoba.Posłuchaj. . Arideę bardziej interesowały losy kraju. choć zawile. . jak sądzę . jak to określiłeś. wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite. ma skrofuły.W Jamurlaku. ani tym bardziej do tego. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności.. . Ale wysłucham cię do końca. który jakoby ci zagraża. Jak wiesz. przepowiadają przyszłość. panuje staruszek Abrad. . bo bezbłędnie.Mylisz się. Są i inne przykłady. Są i ślady wybujałego temperamentu.Ze zwyczajowym pytaniem. małym księstewku na północy. Aridea postarała się. jaki zrobiłeś. a nie uśnie. napadach gniewu.. Nie przekonasz mnie do swoich racji. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom.tym dłużej to będzie trwało. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. . na przykład. Zwierciadło Nehaleni. nie ma ani jednego zęba.Ani myślę. A zatem. Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? . Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła.. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą. Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. Żoną Fredefal-ka.rzekł wiedźmin. Ech.Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . Wróćmy do potwora. mądra. Teraz oślepiony siedzi w lochu. .Pewno że są .

który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. że to Renfri. łowczym. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć.. . Powszechnie nazywano ją Dzierzbą. Wezwany.i zapewne nie przepadała za pasierbicą. Wytropiła małą. kto ukręciłby jej szyję. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. ale ja sądzę.Ja byłeiri za tym. że mała była mutantem.Jeżeli sądzisz. że to sam Fredefalk.mruknął Geralt .przerwał znowu Geralt . Dalszego ciągu się domyślam.aby wiadomość o tym dotarła do Rady. Książę Fredefalk krótko po . ale księżna zadecydowała inaczej. Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. by ją tylko izolować.Tak się nazywała. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. Znaleźliśmy go później w zaroślach. .ciągnął Stregobor .. . by tron dziedziczyły jej własne dzieci. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki. Stregobor westchnął. większość potwierdziła. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. Wolała. Poszedłem z tym do Aridei. że mi go żal . Potem zaś trudno było znaleźć chętnych. Nie miał na sobie spodni.Jasne . Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. Mieczem nauczyła się robić tak. mała była już dość sławna. otruła Arideę.Urządziliśmy obławę . Mówiłem. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. po to tylko. przybyłem potajemnie do Creyden. Powszechnie uważano. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo. I tobie przy okazji też. . a Rada wysłała do Creyden mnie. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. by się dowiedzieć. przez ucho. Nie muszę dodawać. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. jak mówiłem. których przekonała. uniósł oczy ku niebu. że ktoś otruł Arideę. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. Aridea.ale po małej ślad zaginął. . ale żaden nie wrócił.Renfri? . była niegłupią kobietą. bo Fredefalk świata poza córką nie widział.to jesteś w błędzie. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem. zapewne wtedy. a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy.

jaką odegrałem wtedy w Creyden. już sierota i pozbawiony rodzeństwa.Znaczy się. sześć łokci na dziewięć. do pierwszego przewrotu pałacowego. gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. . . Jego ojciec. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. asystował mu starszy syn. że nie zapomniała o mnie. Geralt.Partacka robota . Przeżyła tylko Dzierzba. a miała już wtedy siedemnaście lat. . do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. Mówię: "małej". Tym razem uciekłem do Angrenu. szumnie mówiąc. odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. Mówię ci. jest niebrzydka. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. Faworytą długo nie była. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. nie wiem. To też musiała być robota małej.skomentował Geralt. Wnet okazało się.To było do odczarowania. Ale wówczas ja już byłem w okolicy. okazał więcej rozsądku. Jego błąd polegał na tym. Nie moja specjalność. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. ale i tam mnie odnalazła.Nie ja.W tym czasie . dość. I była nieźle wyrośnięta. . panował w owym królestwie. wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. . Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. Jakoś tak wyszło. stary rozbójnik. jak to robi. ślady zacieram dobrze. Ona jedna. że porznęli się nożami. Znalazła mnie znowu. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. spartaczyłem. Nie wiem. To musi być cecha jej mutacji. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz.Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . że nazajutrz tenże najstarszy syn. . Ale masz rację.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. Gdy zapadła w letarg. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem. Spuścił synowi lanie. Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. .Kwestia gustu.

chroni cię miejscowe prawo. Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj. Zabij ją. Dzierzba jest gorsza od kikimory. Jesteś miejscowym czarodziejem.Za pieniądze zabijam potwory. gdzie mógłbym się ukryć. jakiej zażądasz.Co masz na myśli? .Napluć mi na prawo. że szykuje coś poważnego. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. To przeznaczenie. Ale co mi z tego. To. . byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt. Widziałem ją w krysztale .Już ci mówiłem. . Nie ludzi. .Nie jestem najemnym zbirem.Nie jest sama. . Kikimora zabija z głodu. nie może być przypadkiem. W granicach rozsądku. a ja zapłacę ci każdą sumę. ja się do tego mieszał nie będę. że uodporniła się na magię. zgoda. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie.Jest. . Nie miałem takowych. Zabijesz ją. nie mam zamiaru siedzieć tu do końca . w Blayiken. Jest właśnie potworem. do straży miejskiej. . rozumie się. jestem tu zupełnie bezpieczny.To nie jest możliwe. nie znam miejsca. Nie potrzebuję obrony. Wiedźmin uniósł brwi. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę.Ona nie jest człowiekiem. .sumienia? . Miałem spokój przez rok. ja nie mam już dokąd uciekać. mutantem. prowadzi bandę. Przywnozłeś tu kikimorę.Zbirem nie jesteś. Stregobor. Bestie zagrażające ludziom. to znak. Tak. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą.Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . Zwróć się do wójta. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją. ale znowu mnie wytropiła. Geralt. urzeklętym odmieńcem. a Dzierzba dla przyjemności. która postępuje.wybuchnął Stregobor. .Nie. .czarodziej uniósł różdżkę. . chcę.To chyba oczywiste.Tak. Okazało się jednak. . na wójta i na jego pomoc! . na Łukomorzu. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty.

Mniejsze. Goście. Dzierzba nie zrezygnuje. trzeba było przewidzieć konsekwencje. magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym.Nie. Czarnoksiężnik milczał. wszystko jedno. nie samo dobro czyniłem w życiu. Czas na mnie. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? .Jeżeli zdążysz. proporcje są umowne a granice zatarte. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. było ludno i gwarno. ale wiedźmin wiedział.Może . Nie jestem świątobliwym pustelnikiem. Zobaczymy się jutro. te ostatnie malowniczo i w szczegółach.swoich dni. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór.powiedział Stregobor .Geralt . by być słyszanym poprzez harmider. . póki żyje. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim.rzekł poważnie wiedźmin wstając. przechylając się przez kontuar. III W "Złotym Dworze". Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. Wiesz co. . Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło.kiedy słuchaliśmy Eltibalda. . że w Blaviken już zmierzcha.Proszę cię.rzekł Caldemeyn do karczmarza. Poczuł głód. . Stregobor.Zło to zło. średnie. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji.powiedział czarodziej. wiem to. większe. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. . potężniejszym czarodziejom. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. . . . miejscowi i przyjezdni. odwagę kapitanów i wdzięki syren. Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu. wielu z nas miało wątpliwości. Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. .Sześciu chłopa i dziewucha.Wytęż pamięć. równocześnie zniechęcając nie mających. Setniku . .One siedziały. Stregoborze . Woźnice i rybacy pili tak. Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. Geralt. to wolę nie wybierać wcale.

z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew. Vyr.Tu.Chcę się widzieć z Dzierzbą. .czarno odziani w skórę nabijaną srebrem.zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący . wobec nich wszystkich.Pójdę sam . . jak rzekliście. łysawy. Nohorn? .wrzasnął ten. . Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze.Spokój. przynajmniej na razie. że na jarmark przyjechali. w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób. przepasany na krzyż pasami. .kiwnął głową wójt. Nimir .powiedział wreszcie. odziani. . z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach. Złotem płacili. Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach. .powiedział człowiek z blizną.Czego? . Tej.Z kim. wycierając kufel w pasiasty fartuch. nasadę nosa i prawy policzek. .powiedział Geralt.Co to za jeden? . .Prawili. o kogo mi chodzi. . spocony. chcesz się widzieć.spytał półnagi osiłek. . Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło.Znasz go. sztywną i lepką od brudu. który dostrzegł go pierwszy.To jakiś albinos .Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. Siadaj. . sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami. . jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. nawet dziewka. nie chcę tu awantury. której się spodziewał. Piosenka żeglarzy.Ano . nie było wśród nich. Przyprowadzę ją tutaj.powiedział człowiek z blizną. novigradzką modą. . . a wszyscy przy mieczach.Będę uważał. Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza. Widziałem ich na rogatkach.We mniejszym alkierzu. bracie? Kto to jest Dzierzba? . mówisz.Nie znam . Ale uważaj.Może i dobrze. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn.Wiesz dobrze. opierając łokcie na stole. wójcie . .Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. . Czarno. zmierzała do wielkiego finału.

warkoczem. Ludzie gadali.powiedział półelf.Już wiem. to wyniesie cię obsługa. Chcę się widzieć z Dzierzbą.Nie . jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. . Piętnastka . wyzwiesz? . . No. brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów.On chce się widzieć z Renfri. chłopcy? . to nie. wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa. wiedźmin? . . Piętnastka. nie odrywając od Geralta . Civril przed chwilą strasznie cię obraził.powiedział krępy.Powiedział.Słyszeliście.Przed domem wójta. . Delikatne rysy. bracie.A mnie.powiedział nagle ten z. A w jakimże to celu. . .spytał ten goły.Kuglarz za garść srebrników. Tavik? . Nie skorzystasz.obok Nohoma. bracie. Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór.Nohom rozejrzał się po komr panach. .Wiem .zazgrzytał Tavik. Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków.Najemny czarownik .Słuchaj no. że nie.Co tam mamlesz. co masz do powiedzenia i wynoś się. . Takich powinno się palić.Spokój. Przywiózł jakiegoś smoka na handel. . Mówiłem. .Co to takiego jest. .rzekł Nohorn. . Masz okazję sam się wynieść.powiedział Nohorn.Nieważne. gdzie go widziałem! .Nie można. . ci zaś postąpili krok do przodu.Ja go już gdzieś widziałem .Tobie nie mam nic do powiedzenia. wybryk natury. mów. Na razie.rzekł spokojnie wiedźmin. . gdzie go widziałeś. Tavik . bracie. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz.zarechotał goły do pasa. . mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu. .Nie lubimy czarowników .Albinos. Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi. Obraza praw ludzkich i boskich. że to wiedźmin. mutant. wybryk natury. takie skrzyżowanie pająka z krokodylem. można wiedzieć? . Z Renfri.Hę? Civril? . .

Geralt położył dłoń na rękojeści miecza. .Coś mi się zdaje. Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny. czy jakoś tak.Jeszcze krok. . byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem. jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka. Mówiłem. to świętość! Piętnastka wstał ochoczo. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. jak zrozumiałem. . zaśmiał się gromko.uśmiechnął się złośliwie mieszaniec.Ciągnie swój do swego .Jeżeli masz jakieś wątpliwości . Wypiął pierś. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie. dziwolągi? . a będziesz szukał swojej ręki na podłodze. Że się puszczała. Milczący bliźniacy dobyli .Możliwe .Więcej tolerancji.odpowiedział półelf. cisnął na stół. że oni trzymają się razem.Że też ziemia nosi takich jak ty. Hej.powiedział Nohom . To. Civril. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę.to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. . .Co on mówił o matce Civrila? . że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty. nie przestając się uśmiechać. . czy wypada słuchać.powiedział.Twoja matka.No. którego uwadze to nie uszło. taka jej mać. . jak widzę.ciągnął 'monotonnie Nohorn. . jeśli łaska . odpiął miecz.rzekł spokojnie Geralt. opierając podbródek na splecionych dłoniach. wygląda na miecz. co masz na grzbiecie.zmrużonych ślepi. Piętnastka. Kto was płodzi.parsknął Tavik. łapiąc za miecze. Tu ich jest więcej niż jeden. a wiadomo. .Coś strasznie obrzydliwego. Nohorn i Tavik zerwali się. że cię stąd wyniosą. Zróbcie miejsce.Uważaj . . Piętnastka zbliżył się. bracie. unosząc pięści. Nohorn. niż myśleliśmy. takiej obrazy nie możesz puścić płazem. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie. . .Zasrany tchórz . . splunął i postąpił krok do przodu. Wiedźmin nie zareagował.

swoich jednakowymi ruchami. . Civril. Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. .No to co? . . chłopcy . Prawie dorównywała mu wzrostem. psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. . Geralt nie zdziwił się. . . On pewnie także chce ze mną . U lewego boku miała miecz. Natychmiast. rżeniem koni i zapachem krwi. białowłosy . Jutro jest dzień targowy. . .Wyjdźmy do większej izby.z lewej strony sięgała łydki. I bez awantur.. paskudny chichot. wyciem mordowanych. wciąż rozwalony niedbale na ławie.Chce ze mną porozmawiać.No to co? .Co tu się wyrabia. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika.powiedziała dziewczyna. Jej spódnica była nierówna. .przerwała ciszę Renfri.Chciał rozmawiać z tobą.To czarownik! . W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego. dołączmy do wójta. nieco poniżej uszu.Spokojnie.wykrztusił mieszaniec.warknął Tavik.Ważne. asymetryczna . Wy bawcie się dalej. w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem.bąknął Nohom. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia. Stała opierając się jedną ręką o drzwi. rozległ się cichy.zahuczał Piętnastka. Nie poruszył się jedynie Civril.Zaniemówiliście? .No. Natychmiast. u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy. Renfri .Nie lubimy czarowników . śmiał się. .. Nie chcecie chyba.Zamknij się. Piętnastka cofnął się. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark.Niech cię. . to nie zbrodnia. wydarzenie! . jaka zapadła.To wiedźmin . z którym tu przyszedłeś. Civril przestał się śmiać. Civril. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach. Coś. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy.

nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. prę. Caldemeyn. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie. Ani mówić do mnie: "panienko". wasz miłościwy pan. co was sprowadza do Blaviken.Przeczytajcie to sobie." "Wstręty" pisze się inaczej. . Geralt. albo was wsadzę do jamy. .przeczytał wiedźmin na głos.Może.A to. Nie będziecie mnie. . Audoen. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem. mości wójcie. kto by jej wstrenty czynił. .rozmawiać.spytała cicho Renfri. jakby chciał splunąć . za zwykłego zbója bywa uważany.Właśnie. wasali i poddanych wolnych . Żadnego prawa nie naruszyłam. Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić. jako Renfri. . Postawił ją Audoen.Caldemeyn wyglądał. Niezależnie od tego. pani . Geralt? . czytał długo. A to jeszcze. Klnę się na wszystkich bogów.. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam. księżniczka creydeńska.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem. jeśliście gramotni.Jeśli je naruszysz choćby na piędź . Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. jak się to pisze.. wsadzać do jamy.powiedziała Renfri.Słuchajcie. .Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii. . wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. Pojęliście. . . Na razie.. panienko. I więcej nie mówcie do mnie: "panienko".. .Wszem i wobec oznajmiam. wójcie. I co z tego? . skutek może być dla was opłakany."Do moich komesów. splótł ręce na piersi. Chodź. Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. wyrywając mu pergamin. wyprostował się. . Caldemeyn wziął pergamin. że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią.Prewencyjnie. Ale pieczęć wygląda na autentyczną. czekający przy kontuarze. również niezbyt grzecznym tonem.rzekł twardo. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są. potem bez słowa podał go Geraltowi. tegdy gniew nasz ściągnie na siebie.Bo jest autentyczna .. król. Jak to się nazywa.

To upraszcza sprawę. wetknął go z tyłu za pas. Rzecz w tym.Jesteś Geralt z Rivii. ospale.powiedziała.Nie zanadto. W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem. . . umrze jeszcze kilka osób. odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy. gdyby umarł tylko on. Ładna chociaż ta Libusze? . Dzierzbo.To wszystko. wiedźminie. że ja widzę inne możliwości. powoli zamknął za sobą drzwi.Jeśli. .rzekła cicho.Kilka. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. Zdmuchnął kaganek. białowłosy wiedźmin. przygniótł go do pościeli.Żeby mnie nastraszyć. .Z tobą.Stregobor jutro umrze .jeszcze słowo. .Nie spóźnię się.Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . Nie lubię tego. Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. W izbie było ciemno. .Nie nazywaj mnie Dzierzbą. .Nie. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. . trzeba czegoś więcej niż słowa. Nie dla wiedźmina. . Libusze czeka. . Nie widzę innej możliwości. Warto by to obgadać.Słyszałam o tobie . ale cóż. zanim jeszcze zbliżył się do drzwi.. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. co miałaś mi do powiedzenia? . Oczy Renfri zwęziły się. Geralt wiedział o tym. Nacisnął klamkę. Geralt oparł się o kontuar. Przekroczył próg rozmyślnie wolno. którym przyświecał sobie na schodach. wiedźminie . Ale teraz już idź. Stregobor to twój przyjaciel? .Byłoby mniejszym złem.Nie spóźnij się na kolację .rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła. . a właściwie zanim Stregobor umrze. lewe . . to skromnie powiedziane. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku. Libusze czeka. Wyjął sztylet z cholewy.Nie.

Zapal świecę .Zaraz. Dzierzbo. pij. Twoje zdrowie.Nazywam się Renfri.przedramię wraził mu pod brodę. .Jakiś ty niedomyślny. . Masz. Nie wydobył go.powiedziała.poderwała głowę.Nie.Ja nie widzę po ciemku jak ty. żeby go dostać. . szczupła. leżąc pod nim bez ruchu.Doceniam . Coś było nie tak. ale nie sądziłam.Tyle że nie wiem. wysoka. Doceń to.Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł. obudzisz cały dom. .zaśmiała się. . . . Czy dowiem się nareszcie.W takim razie dobrze.Ciszej.Początek całkiem niezły .rzekł Geralt zimno. Druga: zostaniemy w tej pozycji. jeśli łaska. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. .Jest prawie północ . że tak prędko będziemy oboje w łóżku.odezwała się stłumionym głosem. . Dziewczyna westchnęła. . w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? . Żeby to z tobą omówić. Nie miała żadnej widocznej broni.To ja. . . psiakrew . wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach. są dwie możliwości.Nawzajem. co może dać taka rozmowa. ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. . Podeszła do stołu. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki. Geralt. wstała. . Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość. sięgnął po sztylet. musiałabyś ' go tam oblegać. nie pomoże ci twój list .Masz tu coś do picia? . Jeżeli to zrobisz. usiadła. Sytuacja jest jasna. łaziłam po dachach jak kocica w marcu. ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! . wiedźminie.Może przejdziemy do rzeczy? .To ty .powiedział Geralt. Słuchaj.Liczyłam się z tym. . a lubię widzieć swojego rozmówcę. zwinna. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. że przyniosłam . Zabierz rękę z mojego gardła. poprawiła włosy i spódnicę.

jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. . .Niech ci będzie. Stregoborowi. ale nie do tego stopnia. . jeśli otwarcie złamiesz prawo. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. . dzwonią zęby. którzy co krok potykają się o własne halabardy? .żelazny. przestańmy straszyć się nawzajem. Konkretnie. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. Do takich należy. kiedy mówi o tobie.Całe Blaviken.Moja słodka tajemnica. co się stanie. Audoen nie będzie cię chronił. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. Nie ma na świecie wojownika. wyobrażasz sobie. bo reszta pochowa się po piwnicach.to sam Stregobor.I nie wątpię .Ćiekawam twej przenikliwości. to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się. a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. straż. .że staniesz. Czy wyobrażasz sobie. Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum.Na czym takie ultimatum polega? .powiedziała Renfri . .A czy ty. tridamskie ultimatum. . których nie można odeprzeć. które mogą temu zapobiec. Tego żaden człowiek nie dokona. Ultimatum. Spróbuję zgadnąć. wiedźminie. są dwie osoby. . . ukazując drapieżne białe zęby. Istnieją argumenty. jeśli wystąpi przeciwko mnie. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. .Zamieniam się w słuch. Wątpię jednak w jego skuteczność. który dałby radę siódemce z mieczami. mieszkam u wójta. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec. Wójt. które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci. istnieją propozycje nie do odrzucenia. na przykład. . znają się na swoim rzemiośle.Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego. białowłosy.Jedna .Renfri spoważniała . Renfri. musiałoby być naprawdę nieliche. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku.Kto wie. białowłosy. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. Tyle że pewnie sam. Ale. kto to taki. kto wie.

Zamilkła na chwilę.Gówno tam. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach.Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? .Geralt . Renfri.I to był koniec księżniczki . poradziłam. kije i kopniaki. a może przedtem obie nogi. Renfri. Służbę na każde zawołanie. Ty sama. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec.powiedziała .Nie. nasyłali morderców. Lalki i dom dla nich. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. buciki. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. sukienki. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. Ale przedtem zgwałcił. to się zobaczy.ja byłam księżniczką. większy od tej twojej izby tutaj.Kradłam. w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu.Zabijałam. w porę zakrywając usta dłonią. bułanego kucyka. . smród. . bawiąc się medalionem. Wykażesz iście książęcą. nieprawdaż? . Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. Nigdy już nie odrosły mi porządnie. co ja mówię. głód. batyst bezpowrotnie utracił biel. Kiedy złapałam wszy. Klejnoty i błyskotki. . zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę. I tak było aż do dnia. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. Cieszy mnie. . raczej obrzydliwie. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. nawet prosić nie potrzebowałam. Majtki z batystu. próbowali otruć. by nie zdechnąć z głodu . Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. Miałam wszystko. Potem spoważniała. złote rybki w basenie. Czy wiesz. . Zlitował się i puścił mnie. o czym tylko zamarzyłam. że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. by mnie nie zabito. przy samej skórze.ciągnęła. Pięknie.Sukienka podarła się.To ty. A potem był brud. . sukinsyn. ale w Creyden. Rzucali uroki. nie wiedząc.podjęła. Geralt spojrzał jej prosto w oczy. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty. czy mnie nazajutrz powieszą.. Nie spuściła wzroku. .

a wtedy go zabijesz. miałam dla niej ułożony specjalny program. Mówiłam. Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku. Geralt.Owszem. Ale przeżyłam.zgodziła się z uśmiechem. znienacka.powiedział spokojnie Geralt. że jej wcześniej nie dopadłam.. Nie wydaje ci się. że umiera. . Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. Drugą jesteś ty. . .Nie jestem najemnym zbirem. których chronisz od Zła. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. A teraz mam dla czarownika. . Stregobor to okrutnik. która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija.Nie jesteś . gdy staniemy przeciw sobie.Nie jestem sędzią. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. Możesz go zabić miłosiernie. obrońca ludzi.Renfri . A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. by przykryć uda spódnicą.Waśnie. nie wiedząc.Sporo o mnie wiesz.Jesteś wiedźmin. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. ja sama stałam się myśliwym. nie czyniąc najmniejszego wysiłku. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. Później przestali móc.To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri. po którym myślałam. Wręcz przeciwnie. Umrze.rzekła. że zabiłeś kikimorę. A ja mu tego nie gwarantuję. maniak. Strebobor jest gorszy niż kikimora. które zaczną tu hulać. Dał mi emetyk. że wywrócę się na nice jak pończocha. psiakrew? Mówią.Jesteś wiedźminem czy nie. A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. bo taką ją bogowie stworzyli. Ale to cię nie powinno obchodzić. która właśnie nalewała. Ciebie czarownik wpuści do wieży. . . . najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora. a ja nie pożałuję złota. dopóki mogli. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. według ciebie. . zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem. . Jestem wiedźminem.Oho . Uratował mnie pewien gnom. Dzierzbo. Mówiłam. że proponuję mniejsze zło. . Przywieź mi go na osiołku.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? . jednym pchnięciem. . potwór. zasłużył na śmierć? Powiedz. miała szczęście.

Geralt . zdjęła nogi ze stołu. boli mnie brzuch. I potraktuj mnie poważnie. Mam być jakoby przeklęta. moja właśnie do takich należała. . Jak się obeżrę. a jak opiję.. po czym rysy stwardniały jej znowu.Dokończ.szepnęła. Zastanów się dobrze. a jak smutna.. klnę. Renfri milczała przez czas jakiś. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . bardzo krótki.Czy wiesz.wybuchnęła.Zastanowiłem się dobrze. bo byłam dziedziczką tronu. . . Mam być. . .Rozumiem twoje wahanie .Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka. to śpiewam. których nie można odrzucić. Jak jestem wesoła. Poważnie cię ostrzegam. dość tego. wtedy w Creyden.powiedziała. więc dobrze.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. bo ja również poważnie cię ostrzegam.spytała po chwili milczenia. Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do. a jak.Pamiętasz. .Moja odpowiedź brzmi: "Nie". Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry. . to zabijam. . . psiakrew.A jesteś? Przez moment.Renfri.Potworem.To chyba oczywiste . psiakrew.. . Krwawię też co miesiąc. . bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec. krwawię. Jak kogoś nienawidzę.Bo i skąd mam. dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić. . co mówiłam? .Są propozycje. . I bardzo smutną. Ach. Oczy jej rozbłysły. wyglądała na bezbronną i załamaną. Skażona w łonie matki. ale tylko na moment.No... Dziewczyna opuściła głowę. Twoja odpowiedź wiedźminie.Nie wiem. .Geralt milczał. nie o tym mówię.. głowa. skutki bywają straszne. . i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. .

albo tamto. ze się mylił. że nie jesteś nieludzkim. powiadasz. Uważał. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. masz rację. Geralt.Czy Stregobor prosił cię. i nie tylko jemu. . Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. nieludzkim . choćbyś myślał.Bo nie wierzę w mniejsze zło. . czy nie. Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. szukam prawd ogólnych. że jednak jestem potworem. wiedźminie.Nie wierzysz. abyś mnie zabił? .półkule widoczne w rozcięciu kaftanika.Do niczego. ale tylko częściowo. Udowodnisz mu. do czego zmierzasz? . . krwiożerczym potworem. Widzisz.Tak. Wypiłam trochę i filozofuję. bratku. Bardzo Wielkie Zło. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz. Geralt. Czy tego chcemy. ale my nie możemy wybierać go sami. to takie. w cieniu. Zrezygnuj z zabicia go. prawda? Udowodnię tym samym.powiedziała. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. trochę mniejsze". albo ja. niekiedy bywa tak. minęła tymczasem. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken.Geralt .A jeśli ci powiem. . Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach. że mu odmówiłeś tak jak mnie? . że to będzie mniejszym złem. mutantem i odmieńcem.Czy mogę przyjąć. . . jak to północ.wiedźmin uśmiechnął się cierpko. by doszło tu do walki i rzezi. stoi Bardzo Wielkie Zło. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. i nie tylko jemu. . .Dlaczego? . Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. I widzisz. po czym usta skrzywił jej grymas. Renfri uśmiechnęła się lekko. racji. . Istnieje tylko Zło i Większe Zło. bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. Nie pozwolę. że nic już nie może cię zaskoczyć.Najwyraźniej ja wypiłem za mało . W ten sposób udowodnisz jemu.A północ.Możesz. Przejdźmy do konkretów. nie pozwolę ci na to. a za nimi oboma.Czy mogę wiedzieć.

. na bruku zalanym krwią. zdziwiona. tak dobrze. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały.. wiedźminie. I widzisz. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze. Stoisz na placu. czym jestem.Żal mi ciebie . gdy było jeszcze ciemno. Jutro wcześnie rano. . słyszysz.. Któregoś razu wstałam.. . Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy. jak wierzga nogami. ale dokonałeś. nigdy nie będziesz miał pewności. Spodobałam mu się.Kim jesteś? .Niezależnie od twoich racji i motywów. ale odjedziesz żywa. słuchając. kiedy chciał mnie mieć. za każdym razem. taki bardzo samotny. patrząc. Gdyby było inaczej. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć. wpatrzona w migoczący krążek srebra.. poczułam. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. mi..A ty? . tak jak nakazał wójt. mrugnęła' kilkakrotnie. Odeszłam raźno pogwizdując.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. .. prawie szeptem. . . Nie umiałeś. Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał. Nigdy nie będziesz wiedział.zdrowa. nigdy. i że jest mi dobrze.powiedział Geralt.Renfri . Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. i poderżnęłam kmieciowi gardło. Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa. że aż. . sam.Zimno. że rano ledwo zwlekałam się z barłogu.powiedziała nagle dziewczyna wolno. błyszczał medalion z paszczą wilka.Renfri! . I później za każdym razem było tak samo. Przez moment. ..Ja też nie umiem wybierać.Jestem tym. ale powtórzę. że aż.Geralt ścisnął medalion w dłoni. prał mnie tak. bardzo krótki. że nie istnieje mniejsze zło. Kosą. Już ci to mówiłem. A twoją zapłatą kamień.Twierdzisz. wesoła i szczęśliwa. . wyglądała na przestraszoną. Geralt.spytał wiedźmin cicho. bo nie umiałeś dokonać wyboru.. Żal mi ciebie. jak kmieć gulgocze i krztusi się. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic.. złe słowo. wirując na srebrnym łańcuszku. błyszczały perły w wycięciu kaftanika. a wręcz przeciwnie. któż by tracił czas na zemstę? .Gdzie jesteś? .

psiakrew. wyczuwam ziarnko grochu przez siennik.Ten cholerny dach jest stromy.powiedziała nagle ostro.Wygrałeś . Nie mam przy sobie niczego ostrego.Czy to. . wstała. by nie spotkał cię los wolnego kmiecia. możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. . figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi. Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot. Jestem księżniczką czy nie? . jak widzisz. Nigdy.Co? . Jestem księżniczką.Tutaj również niczego nie ukrywam. . Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. . przystoi księżniczce? . że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna. Zgaś tę cholerną świecę. co się chce. czy sam się domyślisz? Geralt. Nalej. że masz stracha.Pewnie że tak. Położyła mu nogi na kolanach. Zresztą sprawdź sam. Co ty na to? . jeśli jeszcze coś zostało we flaszce.To batyst? . psiakrew.Wolę założyć. .Jestem. Bosa. Po ciemku mogę spaść i potłuc się. szarpnęła klamrę pasa. Mam ci powiedzieć wprost.Wygrałeś. Wolałabym wyjść o świcie.Co ty.Renfri . mam delikatne ciało. . Ech. Zwykły drwiący. wciąż uśmiechnięty. . że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia. rzecz jasna. .Geralt? .Geralt uśmiechnął się mimo woli. gdy odstawiała pusty kubek na stół..Ściągnij mi buty. białowłosy. czego mi się chce.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli. nie odpowiedział. O ile nie jest porządnie wypchany słomą. . wiedźminie. Ani tutaj. co mówisz.Renfri? .

. odmówił. Baron. Geralt.V . zbój i zawodowy morderca. Wypytywałem Setnika. Niektórych rozpoznano. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców.W Tridam. nie myślałem.Tata. Tak trzy lata temu. kto nie słyszał. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło. dobrze się stało.No. . nie muszę się głowić.. że tak gładko pójdzie. karczmarza ze "Złotego Dworu". Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy. Ich kamraci.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak. skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy. córkę. o tę novigradzką kompanię. Audoen.. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków. Marilka . również.Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark. bo Marilka miała dwa latka.Tak. Ten czarniawy półelf to Civril. że wyjeżdżają. to nie myślę.Ten ze szramą na gębie to Nohom.nudziła monotonnie Marilka.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt. dawniej przyboczny Abergarda. Ten byk. po kolei.burknął Caldemeyn. . Geralt. A jak to się właściwie stało? . . ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. ma się rozumieć. To nielicha zgraja. Jednym słowem. . bijatykę? .Aha? . z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej.Nawet. to bardzo drażliwy król. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam. Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych.Gdzie? .Cicho. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne. jakie w życiu zrobił. Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . ja chcę na jarmark! . Nawet jeśli nie. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. Ja mam żonę. którego wołają Piętnastka. Zanim baron zmiękł i zwolnił . wśród nich podobno ten mieszaniec Civril. tata! . jednego po drugim. Robiłem dobrą minę. wycierając talerz chlebem. .Tata .Więc jak mówisz. posyła na szafot za byle co. było to w czasie Święta Nis. dobrze mi na moim urzędzie. nie sądziłem. a wtedy oni zaczęli mordować pątników.

krzyknęła Libusze. jarmark. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku. przerażona krzykiem. że mniejsze zło wybrał.. Albo mnie zmuszą do.Caldemeyn. Możesz się mylić.Co? .Tridamskie ultimatum . . Baron na sądzie prawił. nie możemy ich ruszyć... pójdę na targ. bądź rozsądny.Mówiłam! Samo zło przez niego! . Nie wyjadą. tam będę miał na nich oko.Co? . zanim ludzie wejdą na rynek. babo! Geralt! Siadaj! . wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. zachlipała wtulona w kąt kuchni.. poleje się krew.Cicho.Renfri. i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. Caldemeyn? Oszukała mnie. . . że uległ. .tamtych z lochu. Nie mogę na to zezwolić. . jedni mieli mu za złe. bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. inni wszczęli rwetes.szepnął wiedźmin. . że bardzo wielkie zło uczynił. Gdy będą wychodzili z zajazdu.. Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży. Zwołaj strażników. tak jak zmusili barona z Tridam.Geralt. nie popuścić ni na palec.Mówiłam ci! . Dobrze. . Wasz rynek. Tak nie wolno. Jeśli dojdzie do Audeona.To nic nie da.. Geralt? Marilka. baby. zbiorę straż. że prę. Zaraz.To będzie bezprawie. Geralt! Siadaj! Dokąd. Jeśli tłum wejdzie już na plac. zapłacę głową.. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór. To zawodowcy.. dzieciaki.Na wszystkich bogów. póki rynek jest pusty. za łby ich i w łyka. . .Trzeba ich powstrzymać.Nie rozumiesz. Caldemeyn. precedens to był albo jak. dopiero gdy aż tylu zabito. to prawdziwa pułapka! . jeśli niczego nie przeskrobali. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. Będą się bronić. . w tych murach. spuścili z prądem ponad dziesięciu. nie zapobiegniesz panice i rzezi. wyrżną mi ludzi.Trzeba wybrać mniejsze zło! .

. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy.Aha . chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. składa czarownikowi pewną propozycję. ze tu przyjdziesz. Daj mi kuszę. zmierzał prosto na nich. Civril popatrzył na niego koso. turkotały wozy i wózki. Albo ja. czym jestem.Wypadałoby coś zjeść. przydeptując stopą strze-miączko. opisując łuk nad jego głową. Klinga błysnęła. Civril uniósł kuszę. . Civril.Pierwsza rzecz to posłanie. Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy.rzekł Piętnastka w zadumie. napiął cięciwę. przysłaniając oczy dłonią. wchodził między stragany.Ani kroku dalej. albo tamto drugie. Zgarbił się. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. . wiedźminie! Geralt zatrzymał się.Renfri miała rację. . głośno wrzeszczały mewy. .Patrzcie . VI Civril.. Na rynku zaczynało się ożywiać. o co chodzi.rzekł nagle Piętnastka. pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem. . potem uniósł rękę. Nohorn. Tavik? . I ochotę. naciągając rękawice. . .spytał Nohorn. .Gotowe.powiedział Civril. . zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. piał kogut. mniejsze".Będzie więcej. .Później.Akurat. Będziesz miał później czas. . popatrzył na słońce wychodzące zza drzew.Pod wieżą. osiodłane.Piękny dzień się zapowiada . Starannie ułożył bełt w rowku. Stukał młotek. . Wiedziała. .Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. Wiedźmin szedł.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz. Masz jakoby wiedzieć. Wybieraj. .Konie jak. . ale nic nie powiedział. które brzmi: "Jestem tym.Mów. Wiedźmin kiwnął głową. wciąż ich mało na tym rynku.

rozmazany kształt. odskoczył w bok widząc. Już na kolanach. . Wiedźmin szedł. grupa zwarła się ramię do ramienia. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. jego chód. upadł. Wystarczyło.skomenderował Civril. Nimir dostał w skroń. Szczęknęła cięciwa. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. że grupa rozpada się zupełnie. ze pada. ale wiedźmin przemknął obok. by wyhamować. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. . Vyr. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. zderzyli się barkami. . z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami.Odbił. Tavik był pierwszy. Wiedźmin szedł. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz. cięty przez całą szerokość piersi. ale w bok.Więc jednak. zahurkotały przewracane stragany.stęknął Piętnastka.wrzasnął Civril kręcąc głową. Zaklął.. Zrobiło się bardzo cicho. na moment tracąc rytm. Prosto między oczy.. sucho trzasnął o dach. tracąc wiedźmina z pola widzenia. bezwładnie. zadziwiająco płynny i miękki. zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć. Półelf uniósł kuszę do policzka. wpadli na siebie. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. . nim zdążył unieść miecz. Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. wiedźminie. ciężko. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. złowrogo. że ten mija go z lewej strony. zgiął się wpół. najeżyła ostrzami. . rzucił się na spotkanie..Nie rozbiegać się! . Syknęły miecze dobywane z pochew.Odbił w locie. bełt wyleciał w górę koziołkując. Tavik nie wytrzymał. teraz nagle dostrzegł. .Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. Ona i to przewidziała. Civril zaśmiał się paskudnie. Wiedźmin przyspieszył kroku. Za nim skoczyli bliźniacy. Wiedźmin machnął mieczem. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina. Odkręcił się i stwierdził.nie na wprost. Zadrobił nogami. na kolczastą od mieczów grupę. zadudnił w rynnie. skracając dystans. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. biegnąc w przeciwnym kierunku. . wzbił się kurz i krzyk. przeszedł w bieg .W kupę .. którą poleciła ci przekazać.

Oba ciosy zostały sparowane. wtedy dostał drugi raz. oburącz. złożył paradę. . który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. ledwo zakrywającą biodra. tuż pod ucho. w bok szyi. Nie dość szybko. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. wśród porozrzucanej kapusty. kocim krokiem. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu. nisko. nie zdołał. Piętnastka! .ryknął Nohom. Wózek potoczył się. płasko. musiał przyklęknąć Podrywając się. Tłum. z mieczem w opuszczonej ręce. .. tak silny. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek.Nie będzie tu drugiego Tridam . wytrzymał. krótką.Nie byłoby. zatrzymała. elf zamaszystym cięciem z wysoka. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. nogi ugięły się pod nim.Jesteś pewien. zaatakował z półobrotu. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. że pod kaftanikiem ma kolczugę. tak zamarł w czerwonej kałuży. Stregobor wyśmiał mnie. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. Nohorn z przyklęku. potknął się. symetryczne do starej blizny. przeskoczył padającego Nohorna. Na rynek weszła Renfri. Zobaczył. by zajść wiedźmina z tyłu. momentalnie odskoczył.Z lewej. powyżej łokcia. Geralt stał nieruchomo. Dostał cięcie przez twarz.stwierdziła. Upadł na klęczki. a on i tak nie wyjdzie z wieży. biegnąc półkolem. że właściwego? . Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. nie trafił. przez brzuch. Nie poczuł uderzenia. Wyprężony. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. utrzymał na nogach. za wolno. Odbił cios. obwarzanków i ryb. Civril odbił się plecami od straganu. że rzuciło go w tył. potrząsnął głową. złożył się do ciosu.Dokonałeś wyboru . Opuścił głowę na kolana. Dostał raz. chciał wstać. ścichł. Piętnastka obrócił się szybko. I . Nadchodziła wolno miękkim. wymijając wózki i stragany. Powiedział.rzekł Geralt z wysiłkiem. Civril odskoczył. .

Renfri. czym jesteśmy. . Renfri odskoczyła. owijając materiał dookoła lewego przedramienia.Odejdź stąd.. zrobił szybką fintę i zaatakował. tkanina nawet go nie musnęła. . lewą wlokła spódnicę po ziemi. Obrócił się jeszcze raz. cisnęła spódnicę prosto w oczy. próbując wytrącić jej broń. . Geralt. Geralt cofnął się. w przeciwną stronę. To był błąd. Skoczyła.powtórzył. znowu odskoczył. Umknął przed ciosem. przejechała mu ostrzem przez pierś.. odbił klingę lecącą ku jego skroni. . Ruszyła na niego lekkim. Geralt. już nie będę.powiedziała. przysłoniony.. Ty dokonałeś wyboru. Zaśmiała się. obracając się tuż przy niej. mógł. połyskiwał miecz. tam nie wpuści. Renfri. Ledwie zdołał sparować to uderzenie. krótkim cięciu. chrapliwie.Nic z tego. Jesteśmy tym.wydobyła miecz. machnęła lewą ręką. Kolej na mnie. Geralt odskoczył. związał obie klingi krótkim młyńcem. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi.. szybko i zwinnie.Nie. z półobrotu.. białowłosy. spódnica furknęła w powietrzu. ale nie zakłócił rytmu. Po prostu nie mogę. Ból targnął nim. tak że poczuł jej oddech.Ale ja. krótko. odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. Znała tę sztuczkę. wyciągniętej w bok. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu. . Tylko miecz. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? . Renfri zaśmiała się znowu. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. w ślad za nią. Ty i ja. . składając palce w Znak. błysnął miecz w oszczędnym.Nie. Geralt cofnął się o dwa kroki. cięła płasko.Odejdź. wyprostowanej. Odbiła jego ostrze i od razu. Co tak patrzysz? Tak. a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. Ja też nie mogę inaczej. złożyła się do uderzenia z góry. . wliczając w to ciebie. gdy było trzeba. Wpadła na niego.. Obróciła się wraz z nim i z bliska. ja. Całe życie oszukiwałam. oszukałam cię..Renfri . rozkołysanym krokiem..nikogo.Wiem . . . zakręciła nią^w powietrzu. Zawirował w piruecie. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. W prawej ręce. Jeśli skrzyżujemy ostrza. To się mnie nie ima. z bliska. Geralt . mierząc w twarz. uniósł dłoń.

mi. na łosiowe buty.powiedział ktoś. Renfri jęknęła znowu. a twoja głowa poleci na bruk. wyglądał staro.Dotknij jej tylko... Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami. Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał. przez odsłonięte udo i pachwinę. Geralt. . Nie krzyknęła.Geralt. oszalałeś? Jesteś ranny.. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. Geralt .Dzierzba. . kogo wiedźmin nie znał. Geralt schował miecz. samym końcem miecza. kuląc się jeszcze bardziej.No.. wymijając trupy. Geralt.. całkiem nieżywa.. W powłóczystej czarnej szacie. pochylił się. Ktoś. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku. wsparty na posochu. Czarodziej zbliżał się pospiesznie. .pokręcił głową.. . .przyklękając w wypadzie.. Trzeba zrobić sekcję. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. w szoku! Sekcja to jedyny sposób. Sztylet o bardzo wąskim ostrzu.. wszystko widziałem w krysztale.Nie odchodź.. Padając na kolano i na bok puściła miecz. nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem. wpiła obie dłonie w przecięte udo.Co ty.czarodziej wyprostował się.Idź po wózek. . Obejmij mnie. . na brudny bruk.Widziałem. Nie odpowiedział. bardzo staro. .Wierzyć się nie chce . sięgnął do rękojeści miecza. czarowniku . Geralt nie odpowiedział.jęknęła zwijając się w kłębek. .zasapał. . Tylko jej dotknij.. Spojrzał na wiedźmina. Weźmiemy ją do wieży. Podszedł bliżej. . błyskawicznie ciął ją z dołu. Nie odpowiedział. wyśliznął się z jej martwiejących palców.Zimno.Ale jatki . do tej pory skrywany pod ciałem. wydobył go bardzo szybko. Nie odpowiedział. . .. kogo wiedźmin nie znał.

Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy. nie od razu.odpowiedział Geralt z wysiłkiem. Chodź ze mną. Ci ludzie niczego nie wiedzą.mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem. Potem odwrócił się wolno. Wiedźmin obejrzał się.Jak chcesz . Wiedźmin. jak zabijasz. odskoczył.Geralt..żeby stwierdzić. . ale Znak odpychał je na boki . Wójt zbliżył się do niego.już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. .Czy to .powiedział wiedźmin. nawet nie patrzył na niego.W takim razie zabieraj się stąd. idziesz? Geralt nie odpowiedział. bardzo wolno. nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze. . kamienie poleciały gęściej. . uniósł obie dłonie. machnął laską. co uważałeś za konieczne? .Precz.Twoja rana jest poważna? . Stregobor wzruszył ramionami. słyszysz.Nigdy. wiedźminie? . . przelatując tuż nad ramieniem Geralta. . rytmicznie postukując laską. unikając wzroku wójta. . . Wiedźmin stał nieruchomo. .. Geralt. widzieli tylko.Nie. .czarodziej odwrócił się. Tłum zaszumiał.Tak .powiedział Caldemeyn. Z tłumu poleciał kamień.Nie wracaj tu nigdy . dźwięknął o bruk. wykonał nimi szybki gest.Koniec z tym.Nie dotykaj jej! Stregobor.Wracam do Koviru. Stał jeszcze chwilę. widząc wznoszoną klingę. uderzył posochem o bruk. które wybrałeś? Czy już załatwiłeś. nie zostawaj tu. odszedł szparkim krokiem.Dość!!! . . Schował miecz.Dobrze! . psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju. A ty paskudnie zabijasz. ale kamienie przestały lecieć. . No.Tak .ryknął Caldemeyn. Za nim drugi.krzyknął. . . .rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . wyprostowany.

w najdalszy zakątek świątynnego parku. by wypalić z mięśni to paskudne. oczywiście. Pytasz. Są potwory. też przyszedłem. w co wierzysz. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. Ty przecież milczysz z wyboru. . który spadając zarywa się w ziemię.GŁOS ROZSĄDKU 4 . jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. W każdym razie. uczynią cię lepszą. Możesz. Iola. Usiądźmy. Zabawne. które pochodzi z meteorytu. O tak. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. Potrzebuję tej rozmowy. że ten srebrny jest na potwory. Bo twoja wiara i poświęcenie. to krążące we mnie zimno. Nie! Nie dotykaj ostrza. czy jest aż tyle warte. ćwiczę często. Tobie jest łatwiej. A ty mnie tu odnalazłaś. cenię i szanuję to. ale istnieją i takie. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. Widząc ją.. krótką. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. Pytasz. Nieżyczliwi mawiają. nie każde żelazo. nie wierzę też w istnienie innych bogów. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. dla których zabójcze jest żelazo. Jak widzisz. Trzeba za nie płacić. ale wyłącznie to. może był to dla ciebie kolejny powód. jaką płacisz. że możesz. Widzisz. które mnie opada.. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. Jest bezsilna. ale cenię twój wybór. by wierzyć w bogów. porozmawiajmy chwilę. Nie wolno mi wyjść z wprawy. Nie.Porozmawiajmy. że milczenie jest złotem. Nie wierzę w Melitele. Jest ostrzejsze niż brzytwa. Iola. noszę dwa. W każdej wolnej chwili. Może. Tutaj. A moja niewiara nie może nic. ma swoją cenę. Rozglądałem się za tobą. Potrzebuję tej rozmowy. To oczywiście nieprawda. Iola. twoją ofiarę. nie zaprzeczaj. bardziej wartościową istotą. świetlistą smugę na nocnym niebie. Chciałem. Musi takie być. Metalu. by się rozruszać. a ten z żelaza na ludzi. wziąć mój miecz do ręki. cena milczenia. z którego można zrobić miecz. wredne drętwienie. skaleczysz się. Nie wiem. Mówią. tak.

Przeszedłem tam zwykłą mutację.. Geralt znikąd. Iola.. I od nowa. Tylko Geralt. Tam produkowało się takich jak ja. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Dość długo. to Kaer Morhen. Iola. Jestem wiedźminem.. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen.skutek uboczny. Mój dom. Drobiazg. może trzynastoletnia. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. właśnie ten. Kaer Morhen. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. czy żyją. motywację i. jak widzisz. Jak to się mówi . popsute zęby. bardziej skomplikowanych.. Iola. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Ale. Miałem już mój medalion. Jako jedyny z tych. Nie wiem nawet. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Wiarę w to. Stamtąd pochodzę. zapał... cóż z tego? Prawdziwego nie znałem. zioła. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. Moim jest Vesemir. Była taka warownia. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. wiarę. Nazywam się Geralt. Jest. I doczekałem się. gdzie do spółki z koleżkami potworami.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz.. Znak Szkoły Wilka. Mało przeszkadza. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. Napotkałem go na gościńcu. Kaer Morhen. Od tamtego czasu mam białe włosy. Niewiele z niej zostało. Pełny zanik pigmentu. Koleżkowie trzymali ojca . eksperymentów.. Z tym było gorzej. a potem to co zwykle. Aż wreszcie nadszedł dzień. zakażenie wirusem. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak.. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. gdy stanę z nim oko w oko. Znacznie gorzej. Hormony. przeżyłem.. Nikt oprócz Vesemira. nie mogłem doczekać się chwili. Geralt z. Tak. chorowałem bardzo krótko. którym owe bestie zagrażały. a może nawet nie. których do owych eksperymentów wybrano. Mój pierwszy potwór. Nie. a moim zadaniem było chronić tych. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie.. o. Pytasz. matki też nie. Już się tego nie robi. I jeszcze raz. Bo świat. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. Próba Traw. Do skutku.. że jestem potrzebny i pożyteczny. Wiedźmińskie Siedliszcze.

. zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. wyvern. Szybko nauczyłem się jak. że nadszedł czas. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. Naprawdę jej potrzebuję. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. dla przyjemności. co żyło tylko po to. Czy wiesz. Jeśli pluto. a gdy się do niej zbliżyłem. na moim pierwszym szlachetnym czynie. Robiłem swoje. Uderzyłem go dwa razy. zsiadłem i powiedziałem łysemu. przeraża. A ja wmieszałem się jak kto głupi. by zabijać. bym je omijał z daleka. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. I było coś. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. porzygała się i dostała ataku histerii. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. co to takiego prawdziwy mężczyzna. Był bardzo powolny. odjeżdżałem. Iola. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. Odwiedzałem miasta i twierdze. Podjeżdżałem do opłotków wsi. Mantikora. żyrytwa. że dla niego również nadszedł taki czas. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. wampir. wykonywałem je. złorzeczono i rzucano kamieniami. ale wytrzymały. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. spektakularne. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. by się popisywać. widząc. dopiero wtedy upadł. ale bardzo. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. mglak. a dziewczyna. zemdlała ze strachu. bym się nie mieszał do takich zajść. na którą poleciała większość krwi łysego. po rękach. żagnica. To nie były specjalnie czyste cięcia. powiedziałbym. Widzisz. Na czym to ja stanąłem? Aha. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. leszy. . szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. loch. I czekałem. Nie nudzę cię. Z głodu. że koleżkowie łysego uciekli. z innych przyczyn. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace.dziewczynki. Ruszyłem na szlak nie po to. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. by poznała.. A potem było zwykle jakieś uroczysko. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. Podjechałem. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". swego wybawcę. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. . nekropolia lub ruiny. takie.

strzyga. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. zło. Błędy? A jakże. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. Możesz zobaczyć. zdaje się. jeśli dobrze liczę. to nie moja sprawa. kikimora. Nie zawsze.. I trzymałem się go. Iola. Iola.. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. Nie chcę wiedzieć. Takich. iż wydawałoby się. Co mnie wtedy podkusiło. Pętla? Tak. Bo było tak. ja jestem wiedźminem". zjadarka. najzwyklejszy strach. Nenneke czuje to. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności. nie i jeszcze raz nie. I był strach i wstręt w oczach tego. graveir. Gdyby tak było w istocie. byś zobaczyła. jeżeli nie tego.. wipper. . kto wręczał mi później zapłatę. wilkołak. Popełniałem.. Nigdy tam nie wrócę. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. Nie ma żadnego kodeksu. Ale trzymałem się zasad. które kręci mną jak wir. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. Zwyczajnie.. Wybrałem mniejsze. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. Znam moje przeznaczenie. Nie. A ja nie chcę. Ha. Nie dotykaj mojej ręki. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. co dyktuje doświadczenie. Myślałem. Nie. że wybieram mniejsze zło. Ja sobie swój wymyśliłem. Zawsze.. gigaskorpion. Zmierzcha już. Ja nigdy nie oglądam się za siebie.. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza. Posłuchać instynktu. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. A choćby i zwykły.ghul.. szanuje się i poważa. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. Kontakt może wyzwolić w tobie. Nie posłuchałem. wtedy. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. Chodźmy już. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości.. Ludzie to lubią. A do Cintry nie wrócę nigdy. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. nie kodeksu..

Dziękuję ci. Całkiem dobrze. . Nie.Dziękuję ci. nic mi nie jest. Czuję się dobrze. że zechciałaś ze mną porozmawiać. Iola.

Dzięki. Nóż. na śliską krawędź drewnianej balii.Do mnie należy ubrać was. . Piwa? .powiedział Haxo. .Przebrać. panie Geralt? . jakiego nabrał. po co to wszystko? No. W ustach czuł gorzki posmak mydła. . Ubierał się powoli. otrząsnął się. panie .Nie moja rzecz .Nie.. skrobnął jeszcze raz. Geralt wstał. kasztelanie. . . spodnie. do królowej.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion.Chętnie. pławiąc się w mydlinach. panie Geralt. Balwierz. . chcieliście powiedzieć. z głową odrzuconą do tyłu.Ubrać i zaprowadzić na ucztę. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp.. pozwolił. wylegując się w gorącej wodzie. Dotyk obcego. szorstkiego. . tępy jak siedem nieszczęść.Tu leżał mój sztylet. by pachołek wylał na niego cebrzyk wody. co mogło być nalewką na arcydzięgielu. Włóżcie wams. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi..KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle.Kasztelanie? .powiedział Haxo. ..Tu jest odzienie . do czego jestem tu potrzebny? . wyszedł z balii. A we własnych butach nie mógłbym pójść? . zezując na pachołków. z czystej maniery. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła. . nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor. skrobał go boleśnie po jabłku Adama.Nie wiecie aby..Koszula. A tu buty. .O wszystkim pomyśleliście.Słucham was. .Ręcznik. wams. gacie. Leżał.

Jest w bezpiecznym miejscu. . To twardy naród. wskazując na haft na przedzie ubioru.Istotny powód. Kto. siądzie na tronie. to król. W polu złotym niedźwiedź czarny.rzekł Haxo. gdzie leży? .Dlaczego akurat z nimi? . zęby trafił się chłop na schwał.Co to jest? . zasiądziecie po prawicy królowej. ale co król. -A Czteroróg. . . to się często zdarza. tradycja nie pozwala na niewieście rządy. A to na wamsie.spytał. Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. a królowa nie chce drugiego męża.Byłbym zapomniał. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa.Na tych.Ale nie jedyny.Królewna Pavetta kończy piętnaście lat.powiedział poważnie Geralt.A właśnie . ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki.Jesteśmy sami. wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki.Kasztelanie . Dobrze by było. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza. Chodźmy już. Jako honorowy gość. Mówcie. Ten. . .Ale już nie leży. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. dokąd idziecie. kto ożeni się z królewną. panie Geralt. idzie się bez oręża. Powiedzcie jeszcze. jeśli nie wy? . rozejrzał.. z którymi są w przymierzu. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi.rzekł półgłosem. nie napadają tak często jak na innych. tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. to wasz herb. Wiedźmin wzruszył ramionami. Powinniście to zapamiętać. zapamiętam . Musicie coś wiedzieć. do czego królowej wiedźmin. Gotowiście? Możemy iść? . takie jest jej życzenie. . . .Dostatecznie daleko. A takich trzeba szukać na wyspach. panie Haxo. W połowie krużganka otaczającego mały. z jakiej okazji ta uczta? . kroczący. W Cintrze. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige. .Możemy. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga.Jasne. na nim panna w szacie błękitnej. Tam.

co chcecie . Pojęliście? .burknął Haxo. Prosiliście. Nocą po zamku łazi. gdy powitała go jako "pana na Czterorogu".Nie . panie Geralt . Pojękuje i stęka w komnatach. I co ja mam tam robić? Czuwać. .. Mówią.Haxo splunął. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości..Do tego. . małe.Nie kręćcie. i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami. wciąż schodzili się biesiadnicy. kolczaste jak jeż. jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła.mruknął.A co ma straszyć? Straszydło. panie Haxo. Idziemy na zaręczynową biesiadę. Uczta nie rozpoczynała się. Straszy coś.Pojąłem. .Kazali niczego wam nie mówić. znaczy. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. kasztelanie. brzęka łańcuchami. ceremonialnego pozdrowienia.Niedobrego coś się dzieje. Wielceście uprzejmi. A wy. co i wszystkim innym . . i bazyliszki.I widzieć nie chcę.skrzywił się wiedźmin. . . Idziemy. garbate.Nie jesteście od dziwienia. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa. .Wyście widzieli? . taka sama. kasztelanie. Dziwiłem się tylko.. . .To się kupy nie trzyma. nadal naburmuszony. panie wiedźmin. pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr. II Nie licząc zdawkowego. Cokolwiek ma być. -Na zamku.Przestańcie się tedy dziwić . do czego królowej wiedźmin na uczcie. Haxo też się rozejrzał. kasztelanie . a nawet wychylił się przez balustradę krużganka. . nie chciałem was urazić. .naburmuszył się kasztelan. To i wiedźmin może się przydać. jak dobrze poszukać. gromko zapowiadani przez herolda.Haxo odwrócił głowę.Co? . że plotę. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee.Pleciecie. Pytam. panie Haxo. to zróbcie to bez zdziwienia i wahania. to powiedziałem. Mamy tu i wilkołaki. I dobrze wam radzę. zgłodniałem po tej kąpieli. . a i mantikora się znajdzie.A myślcie sobie. .Wybaczcie.

. . siedząc na tronie z wysokim oparciem.żachnął się baron. . wzdłuż dłuższego boku stołu. i nie dogoniła. .Witajcie nam. Słyszałam.I jam rad z zaproszenia .Wesoło będzie. ale jego żywe. . mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. . to goniła cię z widłami niecałą milę.Baron Eylembert z Tigg! . Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko. Chudy i wąsaty. . jeden z pretendentów do ręki królewny. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką.rzekła ceremonialnie królowa.Rada będę.Ejże. . jak nam dobrze wiadomo. Na prawo od Geralta. jak się poprawi.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . Kudkudaku. zwany Drogodarem.Cóż.Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. . królowo.Biednyś.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek. pani. nawijając lok włosów na palec. szturchając Drogodara. że za rok będzie nawet po żałobie. Musisz ją lepiej karmić i hołubić. pani. jeśli pozwolisz.Stół był ogromny. zobaczysz. . W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. . po lewej siwowłosy bard z lutnią. baronie. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. a i baczyć.Wszakżeście żonaty. panie Kudkudaku .Aluzję zrozumiałem. Kudkudak posmętniał. Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne.ogłosił herold. Trudno żyć samotnie. ale i szczęściarz z ciebie zarazem . prostokątny.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności.oznajmił Kudkudak i westchnął.Eee . .Calanthe uśmiechnęła się lekko. A za rok.Rada wam jestem za przybycie. . ale niezbyt przekonywająco.mruknęła Calanthe.Kudkudak! . rzucę okiem na królewnę. a teraz w naszych okolicach ospa panuje. . książę Wind-halm. zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku.. Ale na uczcie zostać mogę? . by jej w nocy plecy nie ziębły. . jaka ta moja żona słabiutka i delikatna.Sama wiesz. Dalej . panie Kudkudaku . Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom.

jest przyjacielem i doradcą króla Brana. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. .Nie raz. królowo. Gdyby nie dobrze znany fakt. jaki powinna mieć kobieta. . przepasani szarfami z kraciastej weł-. gdy osiągnie wiek. ukląkł przed królową na jedno kolano. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu. jaką pięknością stanie się królewna. Eist? Krępy.. pomiędzy . Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. na. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-.krzyknął herold.Siadajcie. . Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy. nierozkwitłym pączkiem.. ny. . błyskając bielą zębów. unosząc na królową błyszczące oczy. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem.. rycerzu? . jak ja. że żywisz pogardę dla ożenku. panie Tuirseach. . Gdyby nie to.Kogóż jeszcze przywiodłeś. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie. by uszczęśliwić wojownika. mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną..rzekła Calanthe. piękna Calanthe . Wyspiarze wkroczyli dziarskim.Poselstwo ze Skellige! . we czterech. nasz sławny skald. panie? . krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite. . w lśniących. który przybył tu w tym właśnie celu.Wystarczy spojrzeć na ciebie.odrzekł smagłolicy wyspiarz. szlachetni goście. który.uśmiechnął się Eist Tuirseach. Ty.Niedaleko pada jabłko od jabłoni . by wiedzieć. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. ucieszyłabym się nadzieją. . ale. płonąc nadzieją.witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza.. już solidnie zachrypnięty. ten oto Crach an Craite.Wielki to zaszczyt .Ale co. A to Draig Bon-Dhu. tutaj. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. by myśleć o trwałym związku. dudniącym krokiem. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige.Oto waleczny druid Myszowór. lekko zarumieniona . kłoniąc rudą głową. Grach.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie. Wszyscy skłonili się przed królową.

jakie zadanie masz dla mnie. niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma. Vissegerd. ptactwa.No. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. przełknąwszy coś w pośpiechu. . w czym przodował rudy Grach an Craite. . konkrety. przerywając na moment ogryzanie kości. Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii.powiedziała. Pachołkowie. Zaczynamy. .Domyślam się. witani radosnym pomrukiem biesiadników. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w .Jest. . ufryzowanych w loki włosach. wiedźminie . czego się domyślasz? . trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów.To mniej więcej wszyscy . Cieszę się z poznania ciebie. brzdąkał dalej na lutni. Czy jest jeszcze coś. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych. Marszałek klasnął w dłonie.Powiem ci.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki .jak myślisz. raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem.Dookoła jest już dostatecznie głośno. coraz bardziej nieskładne.powiedziała Calanthe. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów. długim sznurem ruszyli ku stołowi. Zacznijmy od grzeczności. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza .Po grzecznościach. Calanthe prawie nie jadła. . Robiło się coraz weselej. Wznoszono pierwsze toasty. królowo. niosąc półmiski i dzbany. gdy dowiem się. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole.Geralt . królowo.To odwzajemniona radość. na których wołano Pomrów. Paszkot i Dzirżygórka. . .Cóż. obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika. . Streptu. .Cóż to takiego? . Drogodar. Kudkudak. ryb i małży. Mam dla ciebie pracę do wykonania.królowa przechyliła się w stronę marszałka.

zasługują na nauczkę.Och .Ciekawam. których jest tak wielu.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. na czym polega twoja profesja. by władca nie był w to zamieszany. Możliwe też. są ci inni. Tyle zadań.Królowo. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. który zniknie potem ze sceny.rzekł Geralt spokojnie . . zawarte przez małżeństwo twojej córki. Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie. kotlarzy i drwali. czego się domyślam. to ci.Domyślam się. A teraz odpowiem na twoje pytanie. w dobrej czy złej sprawie. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. krasnoludów domokrążców. Geralt. królowo. Pewnie. że intryganci. kupców.Królowo . by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. Ci inni.Calanthe. Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy. jest Cintrze potrzebne. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. . . niezależnie. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. spotykałem wieśniaków. wiem. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. O żagnicach i skolopendromorfach. Podobno znajdzie się i mantikora. którzy mają władzę. których jest tak wielu. . I nigdy tego robił nie będę.dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. że byłoby najlepiej. mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę. nie wątpię. . że jak wielu innych. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. jak dobrze poszukać.A kimże. .Tak.jadąc do Cintry. że przymierze ze Skellige. . nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. i to w taki sposób. które mógłby wykonać wiedźmin. którzy chcą temu przeszkodzić. A teraz mogę powiedzieć. Mówili mi o zjadarce. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth. .

nanosił na nią sytuację taktyczną. Można to załatwić innymi. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. Loch. lub wtrącać niestosowne uwagi. dowodząc celności swego przezwiska. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. Mało tego. Jednym rozkazują. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". Są setki. mistrzostwem. a konsternację wśród służby. gdy mówi. Geralt. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. związana ze stopniem trudności zadania.dzielą ludzi na dwie kategorie. Trucizna. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. zbrodnicze plany. że mają różne środki. Geralt. że ptak. który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne.podjęła Calanthe .zaryczał nagle Kudkudak. Zgadzasz się z tym? Ach. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Geralt. jakością wykonania. niepotrzebnie pytam. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. Przecież jesteś wiedźminem. tysiące sposobów. Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. Rozpalone kleszcze. że każdego można kupić.Tak oto. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. ale .BRAAAK! Ghaaa-braaak! . drwiąc z jej czujności. przekonanej. a drugich kupują. Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . . Nie uwierzysz.Królowie . i już ma się zapewnione łamanie kołem. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw. że cena twoich usług nie jest mała. "Nie będę" czy "Nigdy". wiesz. a znasz królów. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. . Królowa złożyła razem białe. wystarczy takiemu przerwać. Geralt nie wiedział jakiego. robiąc efektowną pauzę. którzy mają władzę. wrzeszcząc głośno. wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę. Także z twoją sławą. dostał się jakoś z dziedzińca na salę. Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. . w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk.Calanthe uśmiechnęła się. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. tańszymi rękami. to mogę założyć.Wiedźminem. ale oczy miała zmrużone i złe. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. Kudkudak. To tylko kwestia ceny. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. byłoby trwonieniem pieniędzy. Sztylet. Każdego. . Niejeden nie zapomni ci takich słów.

macochy. .Cóż. Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. a ty milczysz. pani Calanthe. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. nie będąc tak łaskawy. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego. dostrzegając spokojne. Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. pani.niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego. pod względem mądrości. która mając dość jego ordynarnych zalotów. To tylko kwestia ceny. . Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem. Nadziwić się nie mogę.rzekł wiedźmin . trudno zliczyć.powiedziała Calanthe. . Nie uwierzysz.Powtarzam więc . kogo byś zapragnęła.Mów. mogąc siedzieć obok ciebie. a nie wiedźmin. nadając ustom pozór miłego uśmiechu. brzdąkał cicho na lutni. że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry.Ach. Geralt . próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. ojczyma. .Geralt lekko skłonił głowę . Drogodar.że nie posiadam się z dumy.Ja mówię. przymknęła oczy. Byli zdania. ciotki. królowo . królowo. co słyszała. . Trudno mi było go przekonać. ustępujący tobie. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. . stryja. Odwrócił głowę. Pewien władyka uraził kiedyś .nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. Zeszłej zimy książę Hrobarik. gubiąc pantofelek. że to tylko kwestia ceny. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. Kolejność dowolna.Jestem tedy zaszczycony i dumny. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. . jadowicie zielone spojrzenie królowej. wszyscy chcemy dobrze się bawić. Jesteśmy na uczcie. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. Zabaw mnie. wiedźminów. uciekła z balu. Każdego. Zdałby się też jeden z drugim komplement. że do tego potrzebny jest wielki łowczy.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. Za równie wielki zaszczyt uważam.Również inni władcy. jak wiele. mów .

Za twoim pozwoleniem. . Jeden z braci ze Streptu. gówniarzu? . nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem. . Draigu Bon-Dhu.dumę wiedźmina propozycją pracy. matko moja .zawołał Eist Tuirseach. .Zamknij pysk. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki. . -Myliłeś się.Dosyć tych kłótni.Tak jest! Słusznie! . Crach . Ale skinęła przyzwalająco.szepnęła królowa do Geralta. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie. ani drugim.O. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji.powiedziała Calanthe po chwili milczenia.Nie należało tak czynić! Tu.ryknął Crach an Craite. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany. bodajże Dzirżygórka. acz cichej gędźby. bo cię zdzielę tą kością! . przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite.Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! . .Ha! . . Kudkudak. panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste.Geralt . chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. przerywając konwersację z Vissegerdem. .Sam jesteś gówniarz! . waląc kością o stół. Co więcej. dostojna Calanthe! .zawołał. zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui.Kto cię pyta. na skrzydło. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej.krzyknął Windhalm z Attre. Hejże. wojacką muzyką. Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną.Błąd i nieudolność! . znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu.I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! . Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. zamoczywszy palec w piwie.Siedź na rzyci i milcz.

wyruszyliśmy w pole. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. nie bardzo wierzyłam. Nie zmienia to jednak w niczym faktu.zamiast się wstydzić. Banalny powód. przeciągłym. banalna bitwa.mruknęła królowa. Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. chociaż miał wielką ochotę. Biesiadnicy podjęli pieśń. Albo że się uśmiechniesz.że coś powiesz.Myślałam . że śpiewa się o mnie pieśni..Zdrowie! Chwała! . Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? . . pełnego szczęścia i życzliwości. by wykonać zadanie.moja pierwsza bitwa.Jak mówiłam. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry.powiedziała Calanthe. wiedźmini. I wykonasz je bez mędrkowania. Nawet jeżeli do tak okropnej. nienasyceni i chciwi. potem zaś buchnęły straszliwym. siedzę dumna jak paw. że jesteś tu. wzbudziłeś moje zainteresowanie. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. Wróg palił bowiem wsie. . banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. że wówczas biliśmy się o pieniądze. Mówiono mi.Draigu Bon-Dhu . kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . Nie? Tym lepiej. modulowanym jękiem.Kontynuujmy . że wy. I spójrz tylko . . a my. Geralt milczał. nie ulepiono z ptasiego gówna.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. świadczący. spełniając puchary i gliniane czarki. Milczał nadal.rzekł Eist. Teraz wierzę. wyznam ci.ryczeli goście. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. to jest tłukąc czym popadło o stół.Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać. . to ciekawa kasta. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. . zamiast im na to pozwolić. patrząc na Geralta .Chociebuż . Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu. wybijając rytm. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku . barbarzyńskiej muzyki. że wykuto was ze stali. które płaciły nam daniny.

zniknął w ciemnej galeryjce.Rzeczywiście. Haxo wstał bez słowa. wielce mnie ubodła. czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. potem przyjemności. Twoja sława wyprzedza cię. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. . Z drugiej strony.powiedział . Geralt. Na co czekamy? Chyba nie na to. Geralt. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. . po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. Nie lękaj się. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. że zaliczam się do tych niewielu władców. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. Ale tu skończyła się twoja domyślność. skinęła na kasztelana. Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę. . dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga.istnieją zapewne ważne powody. chociaż i nie dla pieniędzy. A chwila ta jest bliska. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach.Niejasnych zadań . Eist . ani w tym. Panie Haxo! Uniosła dłoń. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu. Geralt' nie przestawał się dziwić. żeby Crach an Craite się spił. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. Królowa znów . I równie mało w niej przyjemnych nut.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. nie sposób było jednak stwierdzić.. również się nie pomyliłeś. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. zakończył swój koncert. . Przyjmij do wiadomości. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów.Masz rację.Królowo .nie da się jasno wykonać. nie powinien się dziwić. jak zwykle.Calanthe uśmiechnęła się ciepło. ale najwyższa pora. że jesteś mi potrzebny. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. którzy wiedzą dokładnie. choć nie mógł słyszeć słów królowej. aby to zagrożenie wyeliminować. czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. że plany te są zagrożone. Rzeczywiście. poświęcę czas i tobie. Supozycja. Dudarz. mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. W przypuszczeniu. wrzaskliwą owacją. królowo.rzekł sucho wiedźmin .

na czym ta usługa ma polegać? . musi być konkretny i jednoznaczny. Runy połączyły się . napotkał czarne. Chcę osiągnąć to. Interesuje mnie efekt. ma się rozumieć. . polega na tym. Przed nim. Włosy miała identycznego koloru jak matka - .na moment . z opuszczoną głową.W miarę. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. Tworzyły runy. nie powinieneś. Co innego.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. . nie spuszczając z niego wzroku. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Nadstaw zatem uszu. W pytanie. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę.Szlachetni panowie! . Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. To twoja sprawa. Zauważ. bo powtarzać nie będę. . to zaraz tu będzie. Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku.zawołał herold. Myszowór czekał. że wybieram formę płatnej usługi. Jasne? . Nic więcej. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. obracając głowy w stronę schodów. Powinienem jednak chyba wiedzieć. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. Druid ze Skellige. Posłuszeństwo. Druid opuścił powieki. upuszczał okruszynki. Królewna schodziła wolno. Różnica.Nie. . mój drogi. Załóżmy więc. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową.Pavetta z Cintry! Goście ucichli.. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Żadnych innych rozwiązań być nie może. jeśli mowa o płatnej usłudze.. będzie hojnie nagrodzone. na dębowej desce stołu. przenikliwe spojrzenie Myszowora. że to ogromna różnica? . z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. Co do ciebie. Rozkaz.Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. Geralt spojrzał w dół. kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. kiedy mówię do ciebie. świadczący usługę sam określa jej cenę. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. i owszem. okruchy.w słowo.Wytężaj więc bardziej uwagę. co sobie zamierzyłam. Geralt. unosząc głowę. to masz wybór. a co ty w miarę trafnie odgadłeś. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki. jakimi środkami mi go zapewnisz. Prawda.odwróciła się do wiedź-mina.

że nie wystarczy. Wszak to ta sama krew.Cóż może być silniejsze od twojej woli? . królowo? . . Eskortowana przez pazia. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach . sięgające poniżej pasa. Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. bo to jest moja córka. by odpowiadała więcej niż jednym słowem. nie wystarczy twoja wola.powiedziała cicho Calanthe. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin.Aha. mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. herolda. kasztelana i Visse-gerda.Crach an Craite zaprzestał wrzasków. w milczeniu gapił się na Pa-vettę. nawet podczas hałaśliwych toastów. Oczy miała stale spuszczone. Słuchasz mnie. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach.Przeznaczenie. przykryte długimi rzęsami. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową.I co powiesz. . ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. Cracha. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige.Sprawy mogą potoczyć się tak. najwyraźniej rada z efektu. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. Geralt nie dostrzegł. Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. zapominając nawet o kuflu piwa. . . który musisz mi zapewnić.Aha . bez fałszywej skromności. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. . Niewątpliwie. A zatem ja. cały czas. To właśnie jest efekt. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek.Co tu jest ironią? . Cała moja nadzieja w tym. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. .Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało.popielatoszare. bo wymaga tego interes państwa. biedny wiedźmin.

tak lub nie? . czy przed każdą robotą..Ani słowa więcej.. której żądasz. czego zażądasz. Królowa włączyła się do rozmowy. Zjedz coś. a Eist robi się zły.Gdyby graniczyła z możliwością . coraz bardziej przypominają te. królowo? . w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to. Królowo. zdajesz sobie oczywiście sprawę. . Do cholery. Lepiej.Królowo. co graniczy z niemożliwością. których oczekuję. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi. o którym mówiłam. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? . zadbałam o to. że niemała. czego zażądasz. Przestań mędrkować.Dam. Zapewnisz mi efekt. Jak widzisz. kiedy ktoś każe mi powtarzać. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie. Odpowiadaj.Mniejsza z tym. Na dobrze mu znany miecz. próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka.powiedział cicho .Tak.Calanthe odwróciła głowę. której się imasz. . Nie lubię. a dam ci to. graniczy z niemożliwością. Wojewoda o trudnym . Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. byś miał pewną rękę. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu.Jak powiedziałaś. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. .Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść.Królowo . Haxo nie był rozmowny. Zbyt długo już spiskujemy. że usługa. . Zastanawia mnie. wypij.pomijając już to. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. Patrzą na nas..poradziłabym sobie z tym sama. Domyślam się. . Geralt. Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. gdy stawiam pytania. . . to tylko kwestia ceny.Lepiej. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Byle nie za dużo. Usłuchał.Zdaję . wygląda na to. Geralt. Wszystko jest do załatwienia. Prawie natychmiast natrafił na miecz. jaką wiedli Eist. wiedźminie.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . Chcę. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu.

ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. przebijając się poprzez gwar u stołu. graniasty. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną. wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. była usiana kolcami jak łupina kasztana. wyglądało. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. stanął za tronem i nachylając się nisko. Trzeci. wysłuchał meldunku. odpowiedziała krótko. podochoceni. czy żart został dobrze odebrany. co to był za rozkaz. jednym słowem. wyciągniętą w kształt psiego pyska. W halli rozległy się ciężkie. zmarszczony. spytał grzecznie. brzęczące metalem kroki. wstał. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. Marszałek. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. najmłodszy. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. przekazał rozkaz kapitanowi straży. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. Wypukły. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. że tak. czy klacze dobrze się źrebią. stalowych cierni. Dojrzał jednak. Skald. Nie był pewien. Chrzęszcząc i zgrzytając. zaszeptał. stając nieruchomo na wprost tronu. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. królowa spojrzała na niego ostro. wymruczał coś do królowej. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. .do zapamiętania nazwisku. Marszałek skłonił się. opuściwszy głowę. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. dziwny gość zbliżył się do stołu. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. Geralt nie dosłyszał. że znacznie lepiej od ogierów. Geralt odpowiedział. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

halabardnik przy bramie. a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. bo był tym. niecierpliwiąca się. życzenie. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. aby cię powitać". W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. jeżeli tak ma być.Streszczaj się. której może żądać ten.baron podkręcił długi wąs .wykrzywiła się Calanthe. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. To stara. że będzie to dziecko.Nie strasz mnie.Zbliża się północ.Na rozkaz. co w domu zostawił. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. mości panowie. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. Kudkudaku . to siadaj. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. zdawałoby się. gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. wracając do warowni? A Szalony Dei. biednych wasali. . nawet teściowa. "Oddasz mi to. . nasze lenna. sytuacji.Dopraszam się łaski . to może być pies. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę. który wymógł na podróżnym oddanie tego. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie.by jeszcze móc postać. co w domu zastaniesz. a czego się nie spodziewasz". to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! . Kudkudak . zdawałoby się. Albo: "Oddasz mi to. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. kto spełnia niemożliwe. nasze przywileje. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. przymierza. Ale bywa. A nas. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę.słyszeliśmy już o takich żądaniach. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki.zmarszczyła brwi Calanthe. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . O cenie. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. . Powiecie. Po długiej podróży. . pora strachów. Zivelena nie dotrzymała obietnicy. zapomniana legenda. co pierwsze wyjdzie. czarami zmusiła go do ucieczki.

Cintra nie jest tyranią. Tak.. spojrzała koso na Geralta.A co się tyczy szlachetnych rycerzy. . mówi prawdę. którą potarła czoło. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach. jaką dopiero co wywołały słowa barona. . co bym mu zrobiła. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to.. . że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. Rycerze i wielmoże milczeli. Orzeknie.Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! . czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi. Jeż stał nieruchomo jak żelazny. Rada zadecyduje.Pozwólcie mu skończyć. ten. ..powiedziała nagle Calanthe wstając.. Jako królowa. Kudkudak? . A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci. kolczasty posąg. dziwna po wrzawie. ty ich po prostu szczujesz. .cóż. .To się nie godzi. Calanthe zamilkła na chwilę. czego się nie spodziewał. Wśród szmeru głosów. To jawne podżeganie do rozlewu krwi. jakich tu doznali.Moi panowie . Dobrze więc. Śmieszności.podjęła Calanthe . Calanthe.dyszał wyspiarz. ale królową. że nie jestem matką. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie. Nie ja jestem temu winna. Wygląda. jutro zwołam radę. do czego zdolna jest matka. .. Calanthe stała nadal.A Kudkudak .Po czyjej ty stronie stoisz. Geralt nie sądził.Cicho! Niech mówi! .należy się wam wyjaśnienie.skłonił się Kudkudak. którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny. czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie.. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni. jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi.. Bo wiedział. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze. jaką się okryli. .wrzasnął Rainfam z Attre. . Zapadła cisza.Cisza .Pięknie dziękuję .. Wiedział.Na wszystkich bogów morza . Jeż.powiedziała wreszcie .. . czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa..Baron z Tigg ma rację! . Kudkudak przypomniał mi.Alem właśnie skończył.

powiedział głucho zza zasłony hełmu.abym cię wyzywał.Ani mojej . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem. Rozumiesz.Bo się rozgniewam.Rozumiem . Wszyscy zamilkli. tężejącą w powietrzu. . hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. by wstać.Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . skrzywioną twarzą. Widział. nie znany mi rycerzu! .powiedział głośno i dźwięcznie. z ponurą. patrząc na niego zdziwieni. że nie widzi tego nikt inny.Wszyscy słyszeli . .syknęła wściekle królowa. ktoś żąda takich .Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! . jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty. co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe. że Myszowór też to widzi.dodał złowrogo Rainfarn. .że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne.zawołała Calanthe. . Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. wstał pierwszy. wyprzedził go. czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc.jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg.przemówił Geralt . jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą. w jakim celu. Przyjmuję twoje wyzwanie. . który sposobił się. krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem".Nie przypominam sobie . . Geralt zareagował natychmiast. Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty.rzekł Geralt . gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre. Czarne oczy Myszowora błysnęły. wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. . Dlaczego jednak. Jeżu z Erlenwaldu.. Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie. Wiedział też. co mam na myśli. Słyszałem.Powiedziałem . Eist . Crach zawarczał jeszcze głośniej. -Głupi by nie zrozumiał.powtórzył spokojnie .Geralt! .Zamilcz. Wiedział.

Jeżu.Tego .Gdy co? .trzeba będzie dowieść. Jeżu.powiedział Geralt . Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. .. . Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia. Geralcie z Rivii. nie rodziców. . nie znany mi rycerzu .. . wskazane przez ślepy los. Tak stanowi Prawo Niespodzianki. Bo był przeznaczony do czegoś innego. która jest moim przeznaczeniem! . że na razie nie masz do królewny żadnych praw. I mocą przeznaczenia został .Jest dokładnie tak. Twierdzę.bo do niego je kiedyś zastosowano. że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. To zgoda dziecka. jaką złożył. Właśnie dlatego. bo -wiedział.powiedział chrapliwie Myszowór . Strzegącą. Dziecko takie.Kim jesteś? . z kim zwiąże je los. zażądałeś od Roegnera ceny.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . potwierdza przysięgę. której się dzisiaj domagasz. by spełniały się tylko wtedy.roześmiał się gromko Jeż. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. bo był tym. Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. Jeżu. To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. jak mówisz. . A złożył ją.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym.Tak. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? . kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną.przysiąg? Znasz odpowiedź. Zdobędziesz je dopiero wówczas.Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych. że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi. . Roegner. Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego. Chcegz zabrać królewnę. dzieckiem-niespodzianką.Jestem Geralt z Rivii. gdy. Ty nie chcesz tronu Cintry. Jeżu z Erlenwaldu.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę. co sam przed chwilą powiedziałeś? . dowodzi. Jeżu.Kim jesteś.

ruchliwych kolców. W ciszy.Wiedźminem. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. . zdjął go.niechże dokona się prawo. której spełnienia domagasz się. niewiadoma Moc.ciągnęła królowa. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. . patrząc na Geralta. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe.Tak właśnie wyglądam .A kim on jest? . czarne guzki ślepi. . jakie płodzi noc. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. Zdejm przyłbicę. . ponurym akcentem ogłaszając północ. . uzbrojonego drgającymi wibrysami. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. uderzył dzwon z kordegardy. Jeż milczał. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu. szkodzące ludziom siły.To prawda . jakie czają się na nas po lasach i jarach. jaka zapanowała. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. Na twarzy królowej pojawił się zły. jakie zsyłają złowrogie. Myszowór. Jeżu z Erlenwaldu. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. niech ujrzy twoją twarz.A zatem . wypełniająca hallę jak siwa mgła. szarych.tym. Poświęcił się. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. Wybiła północ. On zabija wszelkie straszydła i monstra. kim jest. zgęstniała raptownie. białych kiełków. aby strzec nas od potworności i koszmarów. Również i te. Dziwna. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. Ktoś krzyknął.o czym dobrze wiedziałaś. Uśmiech okrutnego tryumfu. Znad szerokiej. pełnego ostrych. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib. niech spełni się przysięga. zaskoczoną minę. szarpnął wiązania hełmu. bardzo zły uśmiech.przemówił stwór . umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego.powiedziała Calanthe. Twój ślub już nie obowiązuje. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania. zrobił dziwną. unosząc upierścienioną dłoń . ktoś ze świstem wciągnął powietrze. . ktoś zaklął. tępego ryjka.

Odpowiedz. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. Powiesz: "Nie". absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. Calanthe. Roegner.Skończmy z tym.powtórzyła Calanthe.Calanthe wstała.w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża. Chciałaś mnie upokorzyć. szumiała w uszach. Na okruszki chleba na stole. Odpowiedz. Nikt. Calanthe. bardzo wolno opadła na tron. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. Wiedz.Ty także. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. formujące runy. . Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta.Dosyć . jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie. . kto. I ty. królowo.ciągnął Jeż. Powiesz: "Tak". wiedźminie. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą. chytry. zasiadającego po prawicy. a nigdy go już nie ujrzysz. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . co zaprzysiągł. Calanthe wolno. -pomimo jego wyglądu. komu zawdzięczał życie. nie mógł pominąć opisu tego. . jeżyła włosy na karku. .Najchętniej . oparła zaciśniętą pięść o biodro. szlachetna królowo. Moje prawa zostały dowiedzione. opowiadając o przygodzie. . zdobyczą tego potwora. miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. A na koniec pospolite. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. Payetto! Widzisz. Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. . zaprzysiągł.Pavetto! . a staniesz się własnością. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. zaciśnięte na brzegu stołu. Cóż wam pozostaje. ruszające się jak robaczki.Tak. płatny zbóju. że upokorzyłaś siebie. Prawda i prze-. a raczej co. Komu. dudniąc głucho w łukach sklepienia. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale. ale nie odmówię sobie pewnej . Moc przepełniająca salę zawtórowała.Wszyscy słyszeli . . przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał. Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. Wystarczy jednego twojego słowa. niskie oszustwo.Calanthe. na podorędziu.

. Oczy królowej zwęziły się.krzyknęła królowa.. Rainfam skoczył ku Jeżowi.Zabijcie go! . Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud. co robić. Calanthe. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. Geralt nie poruszył się. Rainfarn .zawtórował Rainfarn. wyprostowana i groźna. usta drgnęły. nie bardzo wiedząc. zrywając się. Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem. kopnął zydel wprost pod jego nogi. od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. Tylko na nim. ale chwila zwłoki wystarczyła . wskazała im Jeża władczym. zrywając się z miejsca. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie.wrzasnęła Calanthe. To ty. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. wprost na wstającego Rainfarna. z całej siły. opancerzonej pięści. .Straż! .Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem. chwytając za nogi. Calanthe.. czując i widząc.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . który unieruchomił go. Jeż zaryczał.zaryczał nagle Grach an Craite. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. jakie zostały z pieczonego dzika. Eist Tuirseach kląć. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. ale zakuty w kolczastą stal. Kudkudak przypadł. W jej oczach był rozkaz.. ale powstrzymał go książę Windhahn. Jeż. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. gdzie stoję. Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. Crach runął na stół. przyprowadzisz twoją córkę tutaj. Był bezbronny. Pavetta zaczęła krzyczeć. świńskim ryjem? . Już wiedział. Kudkudak.Co?! Co takiego? .Z tym straszydłem. by wyrwać Ra-infamowi sztylet. . fukając gniewnie i szczerząc kły. obrócił się ku atakującym strażnikom. gwałtownym gestem. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . Wszyscy pozrywali się z miejsc. .przyjemności. z trzaskiem przewrócił krzesło..Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym. Uderzenie rzuciło go jednak w tył. Potem już poszło szybko.

krzyżując drzewca. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. łopotały wzbijając chmury kurzu. Jeż zwinął się. wskakując na krzesło.dźgnął go sztyletem.Nie godzi się! . półmiski i puchary. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. Stół. Wiedźmin zawirował. skacząc ze stołu. Geralt ciął. Od wejścia biegli następni. wznosił się wirując. zwalił się ze szczękiem. Strażnicy. czując. Wiedźmin. z mieczem w ręku. a z tym. Jeż. zakrzyczał i zafukał. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. padł płasko na ziemię. zatoczył się na ścianę. roztrącając talerze. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany. rzucając gizarmy. gobeliny i arrasy. wleczony po posadzce. rzucił się na nadbiegających. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. Trzeci strażnik przyskoczył. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm.wrzasnęła cienko Pavetta. ledwo utrzymując się na . usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. Tron. wzniósł glewię do pchnięcia. A potem równy. Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. Strażnik runął na ziemię. uwieszony u jego pasa. . siejąc dookoła zastawą i jadłem. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. że czasu jest niewiele. . gubiąc płaski hełm. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. wibrujący krzyk królewny.Dunyyyyyy!!! . Wiedział. Wlokący Jeża odskoczyli. pomknął ku walczącym przez stół. jednostajny.zaryczał Eist Tuirseach. przyparli Jeża do rzeźbionego komina. razem z siedzącą na nim Calanthe. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. Rainfam. Poczuł okropny ból w uszach. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. co zostało mu w ręku. Rainfarn zawył. chwytając za krzesło. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki. Geralt. co się święci. Od wejścia słychać było łomot. łowiąc okiem zielonkawy błysk. Eist Tuirseach. przyklękając.

tak szybko. obaj przypadli za górką. Pavetta wyła. Z powały cichutko sypał się tynk. świszcząc w powietrzu. rozleciało się w drzazgi. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka. Drogodar. . Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. lub rozpłaszczał na ścianie. gdzie Myszowór.wisiała nadal w powietrzu.Widzę! . Obracając się. Geralt doczołgał się do Myszowora. pierwotna Moc! . własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem. a nie na brzuchu. od którego.Ona nad tym nie panuje! .Wiem! . . ściskając medalion w dłoni. przekrzykując harmider i łomot. chwycił w ramiona. nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa.Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. którą licząc od dołu. wszystko i wszystkich.nogach. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść.To czysta.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. na którym siedziała królewna. zacznie się topić posadzka. Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. Geralt. wydawałoby się. jak tylko mógł. Krzesło. pełzł w stronę. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku.odwrzasnął Geralt. Myszowór straszliwym. tworzyli Paszkot ze Streptu. skoczył ku niej.Tak! . unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi. wewnątrz przejrzystej . wyrżnął go w plecy. krzesło i lutnia Drogodara. Geralt Znakiem Aard. Pod powałą krążył stół. trzystopniowym zaklęciem. cięła krzykiem jak batem. walił się i turlał. beczułka piwa.wrzasnął druid.Gotów? . Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . .

wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk. poprzez własny krzyk i wycie rannych. wstrząsając posadami zamczyska. Pavetta zamilkła przerażona. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. wył i ryczał. dzikich i mitycznych zwierząt. brzęk i łomot. jak taran rozsadzając czaszki. co znalazło się pod spodem. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. nieznanych. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. Nie przestając krzyczeć. Myszowór! Blokuj. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. . huk. Sam zaś.zakrzyczał Myszowór. świeczniki. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie.Zwalnia wszystko! . beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. na złotym polu. odrzuciwszy głowę do tyłu. kwiczał i skrzeczał. porażając dech. kuląc się. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć. . Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. majolika.Uwaga! . wirujące leje. . nadgryzione bochenki chleba. Błyskawice skręciły się w oślepiające. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha.krzyknął wiedźmin. poprzez wycie Pavetty. gasząc oczy. deski.zaryczał Myszowór. półmiski. celując różdżką w królewnę. obróciła ku nim głowę.Na wszystkie demony! . na trzy łokcie do góry. . . domowych.zielonej sfery.Blokuj ją. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. wiry. Moc zelżała raptownie. kości.Blokuj. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. z wnętrza których runęła na nich Moc. deszczułki i tlące się polana z paleniska. .

Calanthe! . wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina. Crach . plując krwią płynącą z przygryzionej wargi. Umiłowana. wiedźminie. Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.powiedział wiedźmin. schylony nad Rainfamem.spytał marszałek Vissegerd. . próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc.Że co? . .Opanuj się. .I piwa! . wymachując różdżką.Medyka! . . prędzej! .wychrypiał Kudkudak.A niech patrzą.powiedział z wysiłkiem Myszowór.Tu są kobiety. otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy. znaczy się nie tknięta. niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. patrząc w ich stronę.powiedziała. dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin.Cuach op arse. Dzirżygórka.Wody! . . co to było? . Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę. ghoul y badraigh mai an cuach . przez połamane sprzęty i bezwładne ciała. poprzez rumowisko i zniszczenie. ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. ta jednak odtrąciła ich ręce. wyczołgując się spod zerwanego arrasu. .powtarzał Crach an Craite.Teraz.Wody. . przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. .powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami. . Moja.Calanthe. Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie.Nie .wołał jeden z braci ze Streptu. . . Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się.ryknął Myszowór.Dzisiejsza młodzież! . . z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy.Cóż to. .parsknął Myszowór. nie mogłaby używać Mocy? .Teraz! . Królowa otworzyła oczy..Eist. Ludzie patrzą .krzyknął cienko Windhalm z Attre. nie wiesz. że dziewica. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. wiedźminie! Uderzyli ją. .Czy ktoś zechciałby mi objaśnić.

Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego. . Jak już będzie po wszystkim.powiedział wiedźmin.Właśnie w tej chwili. . odwróciła głowę.stęknął mężczyzna o imieniu Duny. kanciastą męską twarz..Zaklęty? . Myszowór. chcę was widzieć w mojej komnacie. Calanthe? .Calanthe wyprostowała się. dumnie unosząc głowę. .. ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka.Może jednakowoż zamiast rozprawiać.Prawda.zająknął się Eist Tuirseach. . cofnęli się szepcząc i mrucząc. Prawda. ani chybi .Czy ta twoja różdżka. . popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe. Dzwonnika.Dosyć tego. królowo.Na rozkaz. odpowiadając zamiast królowej. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko. . Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci. Nigdy nie dowiedziałem się. ..Co. Pavetta. podnosiła most zwodzony ruchem brwi.zamruczał Eist. .powiedziała miękko Pavetta. ozdobioną wydatnym nosem.Kto to? Jeż? . I okolice. Duny. . był nieporozumieniem i pomyłką. rozmył. ale niepotrzebnie..Dosyć .Ale jak.klątwa . Potworny pysk Jeża rozmazał się. Adalia. .. kręcone włosy i brodę.. okalające bladą. lśniące. zaczął tracić kontury. jaka była przyczyna.Pal diabli jej dziewictwo .Duny .Po co nam medyk? . .mruknął Geralt. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. z zaciśniętymi ustami.Tak. ani Calanthe. Od północy do świtu . .rzekł druid. Myszowór? . . królowo. III . . Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro.ciągnął Duny. . Wszystkich. Geralt i ty.Jej babka. Eist.Odziedziczyła z przeskokiem. ani Roegner. wskazała rannego Jeża strażnikom.Wybiła północ . prawda .powiedział Myszowór.. .. jak tu stoicie. która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać.. Geralt. kto mi to zrobił. Hej.... ..Od urodzenia. Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne. Calanthe. trąc skronie. Dzwon. Stłukłam sobie kręgosłup.. wyjmując różdżkę. który słyszeliśmy wcześniej. co wiem.

Duny. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca.uśmiechnął się Duny. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. Duny. Powinnam cię prosić o wybaczenie. Tuirseach. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny. gdy on zginął.. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. nie chcę..Do licha z przeznaczeniem. . Nie możesz. Jesteś z Pavetta od roku. królowo. .Dalej wiemy. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę.. .Mogę. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. -Na twoje szczęście. . Przeznaczenie zadrwiło z ciebie. sprawa mocno się skomplikowała. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie.. . i co? I nic.uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. potem. . W Maecht ludzie są zabobonni. chciał to ukryć. I piękną. stawać na drodze do naszego szczęścia. Byłam zdecydowana. To znaczy. Zwłaszcza tego. Za tamto.normalny człowiek. Duny. od kogo usłyszałem. względnie domyślamy się . kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. Ty mała czarownico. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec.Dzięki. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii. ... Jeszcze nie skończyłam. podróżowałem sam. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? . Mam pewien dług wobec ciebie. proszę. Kocham Pavettę i ona mnie kocha.Calanthe. tylko to się liczy. Już nie pamiętam. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. Akerspaark. Cóż za ironia. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. Krótko po tym spotkałem Roegnera. od świtu. . .No.Pewnie. i to jeszcze jak . wychował. Dalej wiecie.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową.Pomału. pani. błędny rycerz z giermkiem. ale ja tego bardzo nie lubię. wiesz.zaczął Eist. mój ojciec. widzieliście co. .kiwnęła głową Calanthe. Dzięki . Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. że tak. -z zapałem kręcąc głową. mogę. Pierwiosnki.

Powinna się nauczyć. Myszowór.Zaszczyt to dla mnie..Dzisiejsza młodzież . . Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania.. . trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami. co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia. patrząc na moją prawie zamężną córkę.. wolałabym. Geralt spojrzał na Myszowora. . czarowniku? . żeby stał.. Raptownie odkręciła się w stronę. . .Czekaliśmy.zamruczał Myszowór. Co ty na to. druidzie? .I piękną.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. mam dla ciebie propozycję. jeśli chcecie.To dobrze.Ciekawiło mnie.. Przy okazji. jak stoi. . Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać.Świta już. . Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć. pani. . czarownicy? Czy nie widzicie.parsknął Myszowór.. jak sądzicie. A wy.Co tam mamroczesz.. królowo? ..Tak.zapewnił Geralt. nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny.Tak. Zresztą. zgadzam się. ale.A wam co tak wesoło. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem. ... Lubię ten zamek. aż sama zobaczysz . . Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie.Calanthe.. Pora. .Niedaleko pada jabłko. . .Widzimy. Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. . dobrze radzę. Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają.Możecie oboje zostać w Cintrze.Ja myślę . widzimy . Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. Jak ty to powiedziałeś. Eist.. . leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu.Duny! .królowa odwróciła głowę w stronę okna. kiedy się połapiesz..Nic.

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

zmrużył oczy. . Tutaj nie znajdę roboty. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. .Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym.westchnął ponownie Jaskier. Podobno są tu wodniki. tak . latawce. Jadę na południe. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. dokąd ty się udajesz. patrzą na mnie jak na dziwoląga. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. Jaka tam cywilizacja.Świat się zmienia. Pod mostem siedzi troll. Nie. Mógłbym ci potowarzyszyć.Dokąd zmierzasz? .Donikąd. wszelkie możliwe świństwo. twoim zdaniem. byś mnie tu nią musiał raczyć. . Poeta pociągnął z gąsiorka. . z boginią Melitele.rozkaszlał się.Hereward? . przerazy. . . . mógłbym udać się tam. patrzę.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. a jadąc przez kraj. . Bo na to. łyknął z gąsiorka.Niedługo. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń. z którą ci absolutnie nie do twarzy. Powinieneś mieć roboty po uszy. -Gwiżdż na niego. nawiasem mówiąc. a wódka się kończy. .Dam ci parę przykładów . Długo myślisz tu zabawić? . filozofie.Nie chcę kłopotów.Jaskier znał wszystkich królów.Opowieści to i ja słyszałem. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. A siedzę tu już i tak za długo. zamiast odpowiedzieć. od każdego przechodzącego żąda opłaty. . Cywilizacja.rzekł Geralt po chwili milczenia. Geralt.Co też ty wygadujesz. macając zabandażowaną szyję.Tak. Coś się kończy. westchnął ciężko. Jaskier. wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. wijuny. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. Któregoś dnia podjeżdżam. Jaskier^Świat się zmienia. most. wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. To znaczy. Daleko na południe. jedyna teza z jego traktatu. Połowa jest albo zmyślona. że nie jestem mile widziany w jego włościach. książąt. Owa zmienność świata to. przybierając przy tym minę myśliciela. słońce zachodzi. Co się jeszcze. Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. albo przesadzona. Lud puściłby mu kasztel z dymem. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. że świat się zmienia. .

No. Stwierdzam fakty.Pieprzysz. Chyba. pytam. po wsiach pełno dziewek jak rzepy. Bądź konsekwentny. .Na byle jaką. Taniej wypada więc płacić mu myto...Tym. wołają. zapłacicie za gada. Mało znam kapłanów. . a kto będzie most naprawiał. . Jadę dalej. nie. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. owszem. że ryby śmierdzą. . to baron sioło spali. Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. sędziwego rybaka. Geralt.. a polewce nadaje smak wywaru z onuc. którzy wierzą. a czasem i obie. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. Nieduży. Nie wzmaga nic a nic. Inny prosi.może i nie byłbym.Nie użalam się. którzy odmawiają. Jadę więc dalej. Zostań kapłanem. przetrąca nogę. Leci. Hodowałbym róże. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona. z twoją moralnością. Ja. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. nadal wpatrzony w zelówkę .To będziesz chodził głodny. Pogłupieli doszczętnie.Przypominasz mi.Próbowałem. że skończył się popyt na poezję. ale jaka? Temu złap rusałkę. jak trolla nie stanie? Troll dba o most. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami.zgodził się poeta. jest. Gadanie i żale niczego nie poprawią. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. który pod koniec życia odkrył. bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję. naprawia go regularnie w pocie czoła. Idę więc do wójta.. pyta. jak mu łuska z grzbietu spadnie. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. . .wtrącił Jaskier. a nas ze skóry obedrze. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. . ile.Na jaką? . Rozpytuję o pracę. . Jak to.. niesie w szponach owcę. a robi mi się coraz głodniej. jak się patrzy. patrzę. To. że zmienisz pracę. gdybym stwierdził. pytam. za tego trolla..Nie będę zabijał wojsiłków. ile mi dacie. a im się chce nieludek. temu nimfę. . solidnie. że nie wierzysz w żadnych bogów. owemu dziwożonę. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem.Cóż . Jadę do wsi. a od wody ciągnie i łamie w kościach. Chłopi na kolana. widłogon. Ani innych nieszkodliwych stworzeń. problemu stanowić nie powinno. .To akurat bujda .

milsze i nie chlały tyle piwa. w którym wiedźmini są zbędni. Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. tych raczej nie naśladuj. świat spokojny i bezpieczny. Cóż. . byliśmy tu intruzami. stopniowo.Dawniej. wynajdując skuteczne trutki. o ile pamiętam. mantikory. wzmianki o wiedźminach.Dostrzegam. No. Baron nie pozwala zabić widłogona. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. Paradoks. Wy. w dodatku pożyteczna. o tych pierwszych. Dostrzegasz analogie? . ludzie. którym straszy się dzieci. minęły bezpowrotnie. gdy były jeszcze jednorożce. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. prawda? . racją waszego istnienia jest świat bez potworów. chimery i latawce. Im lepiej i sumienniej pracujecie. wilkołaki i strzygi. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. tym mniej macie do roboty. Niektóre. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. by móc je łowić. które pielęgnowały cnotę. to relikt i lokalna atrakcja. wampiry. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. Czyli świat. A przerazy. to już nie potwór. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. każdą przełęcz.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. . ale stale. Zwierzaczki były tańsze.Prawda.. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. wygląda. Prawiczki od jednorożców. . kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. wiedźmini. A wykończyli ich alchemicy. Przecież waszym celem. Ale te czasy minęły. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. Geralt. sami przecież pozbawiacie się pracy. fretek i łasic. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. natychmiast się rozprawiczyły. Szczurołapowie.. każdy bór i każdą polanę.Ale nasze profesje różnią się nieco. gdy straciły pracę. karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. kikimory. Bo my. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. Z twoim zawodem jest gorzej. W czasach. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty. Tą ziemią władały smoki. gryfy i amfisbeny. każdą dolinę. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy.

Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie. Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś. . miało czterech rosłych braci. Do tego jada się tam pęczak i proso. grożąc. A potworów tam podobno niemało.Miałem więc rację. czy nie. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach. dziewczyny się nie myją. zaraza. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu. że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach.Geralt łyknął z gąsiorka. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem. Ech. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. .Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. że prawisz banalne komunały. było jak mówisz. Gdy zarąbiesz parę potworów. Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. Powiadają. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy. jedźmy co rychlej na to południe. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów..Może powinienem. Coś się kończy. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu. . piwo ma smak szczyn..To ty mnie namówiłeś. żeś znalazł kompana.powiedział. . . Nie podoba mi się mina.mantikory. Szukali cię po całym mieście. a komary gryzą. to zaraz ci minie chandra. coś się kończy.Nie podoba mi się to. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. Jaskier. Geralt. opierając potylicę o regał.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości... . że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. Skutek gwarantowany.Pamiętam.. masz rację. Powinieneś osiąść tam na stałe. . nie biorąc ze sobą rohatyny. . Czy ci się to podoba. Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas. .Ale wydać trudniej. forpoczta cywilizacji i Nowego. Ale nie osiądę. do tych dzikich krajów.Zarobić łatwiej . z jaką to czynisz. Pamiętasz? . . Ale niech ci będzie.. Jaskier zarechotał donośnie. bo dziewczę.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata . .

Wiedźmin. Zawodowo. Poeta postawił kufle. zebrało się już kilkunastu osadników. . przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą. usiadł. ocierając usta z piwnej piany.Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. Przeszedł skosem przez podwórze. że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź.KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy.Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! . Wszelkie plugastwo tępi. .Tak sądziłem ..wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier. w sposób zauważalny. niosąc dwie ociekające pianą stągwie. ten już nie wraca. Kto tam pójdzie. .Aha! . widzicie te góry? Tam elfy mieszkają. Klnąc pod nosem.rzekł Geralt chłodno.. tam jest ichnie królestwo. omijając krowie placki.Są . Oho. Z miejsca zorientował się. Zgroza. No. starosto? .doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili.Taka profesja . rozumiecie? Strzygi zabija i upiory.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się.Niczym nie handluję. Jestem wiedźminem. . powiadam wam.potwierdził Geralt.Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? .powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt. . .. Dookoła wystawionego na majdan stołu. panie starosto .. panie! Elfy. .Jestem wiedźminem. całe są ze szczerego złota. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków. .No właśnie . są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową.Robota? Niby te. Żywiołaki? Pytacie. Pojmujecie. .Spójrzcie tylko tam. za pieniądze. . trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę.Aaaa . . powiadam wam.starosta znowu zaczął myśleć. Pałace ichnie. .

Tak. Zliczyć trudno. wtedy zobaczymy. mówiąc o królewskim włodarzu. Starosta. Geralt wysłuchał spokojnie. prawie starosta gada. tak. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. a niejaki Duda. . dobrze mówię. A z tego. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi. A najgorsza to Mora będzie. po czym wstał i skinął na Jaskra. Blada dziewica.odezwał się Jaskier.Koniom grzywy plączą po stajniach! . by nie poinformowano ich.rzekł jeden.Geralt . . co da się zrobić. żołdak z miejscowej strażnicy.Rychło wrócę.Mora! .powiedział. kiwając głową w udanym skupieniu.Ano. . a dzieciaki od tego mrą! .rzekł wreszcie. Ale są tu i inne żywiołaki. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu. co lata i krowom mleko spija. co przed chwilą słyszałem. . Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie.Jaskier zarechotał bezczelnie. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą. . Z elfiej krainy widać lezą do nas. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! . stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. . jak weźmie się za same baby.Aha . ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie.I chochliki . o latawicy. panie. .I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. to bywajcie. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach.Całą drogę narzekałeś. a w dzień płody spędza. a tylko patrzeć.dodał drugi. Nie obyło się jak zwykle bez tego. obiegli stół ze wszystkich stron. . który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab.No. . dobrzy ludzie . O. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. onaż po chałupach chodzi o brzasku. jest ich a jest. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się. tak. myślał długo. .

Geralt . . . Drogą. Chociaż jedno! Przyznaj. Czemu więc przypisać. Przyglądałem się tym ludziom. . Jaskier. może nie czają się za każdym drzewem w lesie. Coś z tego.wynika. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. że w tym. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża.Ha! Co? . . musi tu być. wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach.Przecież potwory są. .lubią wymyślać potwory i potworności.Geralt odwrócił głowę . Oni nie kłamali.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. co oni mówili..Nie zarobiłbym tu ani szeląga. że będziesz tu pracował do zimy. że ludzie dodatkowo wymyślają takie. . słynny poeto. .Nie . .. wierzą w to. Dlaczego więc. nie było słowa prawdy.Zastanawiałem.Dlatego. jedziemy dalej? . które nie istnieją? Mało tego. o których mówili.Nie.Co proszę? . podkasanym dziewojom.Ciekawym. Może nie jest ich tyle co niegdyś. w przeciwnym kierunku. Poeta milczał czas jakiś. Wyjechali za ostatnie płoty. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie.Żaden ze stworów. Żaden? To być nie może. słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . ciągnęły wyładowane wozy. a ja się na ludziach znam. i to bez wytchnienia. Bard przełożył nogę przez łęk siodła. . ale przecież są. . ja miałbym piękne tematy do ballad. I znam tę przyczynę. to niemożliwe.Ludzie . . Istnieją. Głęboko wierzyli we wszystko. Co nie zmienia faktu.Nietopyrze.zgodził się wiedźmin. szczególnie zawziętego na pęciny koni.powiedział nagle. Ty zarobiłbyś trochę grosza.Przyznaję. od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym. .Nie kłamali. . co wymienili. nie istnieje. wytłumacz mi.Dlaczego? . . Jedno tu jest z pewnością.Żaden z tych potworów.Żartujesz chyba! .

szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli. Pośrodku. . kradną. morzą głodem babkę staruszkę. Horyzont wytyczała zamglona.Na wozie! . a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. co ci powiem? . Geralt. dogonił ich więc szybko. Czyż tu nie pięknie? Idylla. . Jaskier. czapli i perkozów. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. Jechali wolno. .Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę. W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie. . Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. cyranek.Jaskier wstrzymał konia. . oszukują. . . przepusty wzmocnione kamieniami i balami. I łatwiej im żyć.warknął trubadur. .Im bliżej krańca świata. Strach pomyśleć. tym bardziej wyostrza ci się dowcip.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady. Gdy piją na umór. wesoło ciurkały wodą. wcale nie przegniłe. lubią myśleć. -Na wozie? A ja myślałem. Jaskier obejrzał się nagle. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. . . że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy.groble były zadbane. rozejrzał się.powiedział Jaskier po chwili milczenia.powiedział podniecony.Niesłychane .Ha . płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. . obłożone faszyną. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. sina linia gór wznoszących się nad czarną.Spójrz. Ale nie licz na wielki poklask. leją żonę lejcami.zadrwił wiedźmin. Mnichy przy stawach. niech mnie diabli. nie oglądając się. Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka .Jedziemy.Wiesz.Ktoś jedzie za nami .Zapamiętałem .Ułóż. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach. bezkształtną połacią boru. okrągłe i regularne jak listek koniczyny.

W drogę tedy.Słyszałem .O interesach na gościńcu źle się gada.Nic . . Przecie i tak tamtędy wam droga.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej.Miałbym coś dla was.Skąd ta pewność? .mruknął wiedźmin. mości Pokrzywka.I my .Jeśli chcemy . Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał. miłościwi! . . Pokrzywka cmoknął na konie. porządnej roboty. minęli pas skoszonych łąk. . Dalej. . . usiadł na desce. Jaskier zaśmiał się. Wygodniej będzie. panie wiedźmin? .. Geralt puścił wodze. a wasze konie w tamte stronę pyskiem.Święta prawda. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. żeście wiedźmin.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu. do Dolnej Posady. Wdrapali się na wóz. Tam pogadamy. Po co rzyć na kulbace męczyć? . Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie. . .Przyglądałem się wam.rzekł wiedźmin. Geralt? . Chłop. bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak.Stąd. zwany Pokrzywką. biegły w obyczaju . Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było. Jaskier zaśmiał się ponownie.Zwę się Pokrzywka .zaproponował chłop. .odrzekł Jaskier. jak okiem sięgnąć.jak wam starosta bajędy prawili. . Jaskier.Co na to powiesz. . . ciągnęły się uprawne pola.powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. że tu nie masz innej drogi. . .spytał. Geralt patrzył na chłopa bacznie.Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . Jedźmy do mnie. Wiem.ciągnął mężczyzna w kożuchu .Bogów chwalę. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale. . jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali.Tppprrrr! . chrząknął. wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli.Na gościńcu źle się gada.oznajmił woźnica. Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi. nic nie mówiąc. nie chwostem obrócone.ich chwalimy.

Po prawdzie. musimy znać się na wszystkim . dobrze więc znać się na rolnictwie. . Żyto jak złoto. . Dhun? Dhun. jeśli pozwolicie. Brak fantazji.Mało rozumiesz. Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział.W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. Uczyć się trzeba. chroni od chłodu. . można . .Lubinuście nie widzieli.Dolina Kwiatów.A gorzałkę z czego się pędzi? . . te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra. aż miło.Prawda. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. Albo ta rzepa. . Od rolnictwa zależy los świata.Nie mieszamy się jedni do drugich.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś.rzekł wyniośle Jaskier. .Uważasz? Elfów wyżenąwszy. . A teraz. te fioletowe kwiatki. zobacz. II . uczyć. . skinął na dziewki. ubiera. czy jak? Ale w jednym utrafiliście. Spójrz. .rzekł poeta. starszy Dolnej Posady. pisząc. A jak żyje się tu wam z elfami.My.Co. my sobie. mój drogi. . ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. ..Ano. poeci. .Znasz się na rolnictwie? . . . który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów .powiedział Jaskier. To łubin.zgodził się Pokrzywka. ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu. przejdziemy do rzeczy.Dzięki za poczęstunek . Ucz się. jaka ogromniasta.Rzuć tylko okiem.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. Oni sobie. . to jest wyka . koniec cywilizacji . Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą.wtrącił Pokrzywka.Rozumiem.Wierzyć się nie chce. panie. czyli Dol Blathanna .Dzięki stokrotne. Geralt.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski. Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. gospodarze. że to kraniec świata. Rolnictwo karmi. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie.Najlepsze wyjście .

ostry żywiczny zapach docierał aż do izby... patrząc w okno. Diaboł. Kawał pola. prask i patrzym: diaboł.parsknął Jaskier. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza.. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. grasuje tam diaboł. jeśli łaska. . . który już szykował się do złośliwego komentarza. gdy chciał.Słucham tedy .Jaki diaboł? .To już wiem.Diabłów nie ma! .Co takiego? . panie. chmiel i len. z wielkim trudem.Przecie mówię: diaboł. . .Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. .A wy mówcie dalej. odchrząknął. . . po kolei odginając palce. Powiedzcie. . . trzask.Geralt.Ano . Bęc.powiedział.Pomaga? .Po kolei.A jaki ma być? Diaboł i tyle. ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie.Co jest na tym polu? . tak. .zarechotał Jaskier.Nie wtrącaj się.Nie wtrącaj się. że pomaga. potrafił być niesłychanie cierpliwy.rzekł Geralt spokojnym głosem. jak diaboł. . Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie.. wypisz wymaluj diaboł.Ano . .Co? . .I co? . panie Dhun. W jaki to sposób . Skąd się wziął? Ano znikąd. powiadam wam. . . . . Jaskier. -Ano. usiłując wyciągnąć muchę z piwa. mości Dhun. w czym się tu wam mogę przydać. Bywa nawet.nie wytrzymał poeta.Ano.niewybrednymi żartami.Diabeł? . Po kolei.Dhun uniósł głowę. .Jest tu takie jedno pole. skąd się wziął. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem.Pole . Starszy osady kiwnął' głową. mądry z was człek. podrapał się za uchem. to jest tak . jako żywo.Dobrze mówię. Jaskier . jak wygląda. .Mówcie. Mówcie dalej. w czym wam przeszkadza.kontynuował Dhun. Ano. Geralt kopnął pod stołem Jaskra.rzekł Geralt. Aż po sam bór sięga.Przecie mówię. . Pokrzywka spojrzał na Dhuna. Wygląda to on.

nie? To zróbcie z tym diabłem porządek.. . A i liszkę. ile trza. Nic. Ale zważcie. Niszczy a psuje.Nie przeszkadza. rzepy i buraków dogląda.Diaboł . We stogu lulkę palił..Interesujące . ot co. Jak to diaboł. panie. w studnię napaskudzi. czy tak? Innymi słowy.Rozumiem . nie chcemy. . glebę wzrusza.. . .rzekł spokojnie wiedźmin . panie wiedźmin. z przeproszeniem. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada. Skąd tyle miłosierdzia? .. . zjada. . Co to. panie. . nasrane tak. Jaskier odwrócił się do okna. . . co mu wieczorem do łba strzeli. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie.pokręcił głową Dhun. kurwi syn. co się w kapuście lęgnie. sami rąk nie mamy? A to. woda z jednego stawu. z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej.A. abyście diabła ubili.Ano. co tu gadać .Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej . Pluć nam na jego pomoc. że wytrzymać ciężko. po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku.przerwał Geralt.. .odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka. tłumiąc śmiech. nie chcecie go w okolicy? .Więc jednak przeszkadza.Rzekłbym. ptaki płoszy.gotowiście mi zapłacić.Wszelakoż . krety tępi. jak powiadacie. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki.Niecodzienny warunek.Nie . ze szczętem uciekła i karpie posnęły. .bo w tej Dolinie. pomaga tak: grunt użyźnia. Zapłacimy wam.powtórzył z naciskiem kmieć. grozi. a złośliwe bydlę i w głowie ma.Co? . Jaskier znowu zarechotał. chudobę i spyżę. z dymem puścił wszystko siano. Psoci jeno.Nie Iza ubijać . Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem. To i macie robotę. A to. a to za dziewką goni.zmarszczył się Dhun. że dupczył będzie. na grobli ryje. Kradnie. . Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie. Nie wiedzieć rano. naprzykrza się. nie diaboł. straszy. by pozbyć się tego diabła.. co to.pomaga wam ten. ino by żarł.powiedział. .Dhun spojrzał na niego ponuro . niecodzienne. sam słyszałem. Wiedźmin milczał.A któżby .Wyście są wiedźmin. to nie. .chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da.

Rzeczywiście .Przybijecie ugodę? . Kmiecie popatrzyli po sobie.powiedział Pokrzywka.przerwał Pokrzywka. definitywnie wybijając kota ze snu. się przyjrzeć. Albo wśród starych wierzb na bagnisku.Jaskier zerwał się z zydla. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy. III .Ale ja.W takim razie nie rozumiem. po czym wstał. że to stworzenia mityczne. Chcecie wypocząć. Nie minął dzień od chwili.skrzywił się Geralt. Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. Bywajcie.Najpierw chciałbym mu.zaciekawił się Jaskier. wie przecież każdy. Diaboł nocami hula po całej okolicy.mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę. na oddalających się od chaty kmieciów. . . gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. znając cię trochę. nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś.Wygląda na to.Z czego to wnosisz? . Jaskier. co nie istnieje. wiktu i opierunku? . .Głupi ten diabeł nie jest.Co tu jest do rozumienia? . . wyjąwszy widać ciemnych kmiotków.Nie Iza i już . nie przestając się uśmiechać. że właśnie diabły to wymysły.Geralt . że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu.Wasze prawo . .wrzasnął poeta. A o tym.Przestaję zgoła rozumieć.Złapcie go tylko. Nie ma! Diabły nie istnieją. a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów. wedle prawa gościny. Tam se go możecie oglądnąć. . Wiedźmin milczał. . wyjrzał na podwórko. panie.uśmiechnął się Geralt. . albo wygońcie za siódmą górę. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu..spytał Dhun. .Z faktu.Jedno jest pewne . do diabła! . że mnie już trochę znasz. . A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was. . śpiewaku.Prawda . . . Nie będziemy was naglić.I wasza wola. . . ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach.Diabłów nie ma! . wypoczywajcie jak długo wola. temu waszemu diabłu.

Założę się. ów diabeł. Co o tym sądzisz? .Jaskier rozejrzał się. Baba.jak też się do tego zabierzesz. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną. wziął na arkan... Geralt. nieprzyzwoita. bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. .Chodzi o specjalne właściwości konopi.Nie wziąłeś miecza! .nadął się Jaskier. poprawił spodnie.. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość.A ty. nic więcej. Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie.Oryginalne . Na razie chcę się zorientować.Co chcesz zrobić? . że jest tu bezpieczny. A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć.Sprytnie. . Chciałem być pomocny. Wypędziłbym diabła z chaszczy. Jaskier odkaszlnął. .Inteligentnie . Była taka jedna.Pomyszkuję trochę w konopiach. . że to nie przypadek.Jak chcesz. ale zabawna. Ani baba.Przestań gadać. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy.Daruj mi babę.. jak byś się do tego zabrał? ..Choć niewyrafinowane.parsknął trubadur. A tam. . .. co to takiego jest. o diable i babie. . a w czystym polu dognałbym go konno. Dlatego muszę poszperać w konopiach.Hmm.bard dopiero teraz zauważył. . Jaskier. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady. Jest ballada o parobku imieniem Yolop. Zapracować na wikt i opierunek. może i do zastosowania. widzisz te tyczki? To chmiel.Ciekawym . Z nagonką. Łajdak wyczuwa aurę i wie.A po co? Też znam ballady o diabłach.Hej! . . dla przykładu. . . . Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. Zakładam. Czas zabrać się do roboty. spójrz.powiedział. . Ale na razie jeszcze nie polujemy. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. uważasz.. .Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . jeśli zechciałbyś uczestniczyć. który.Wcale ciekawa koncepcja. Kto wie.

na nim stało kilka glinianych miseczek. płaski kamień. . nie . a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". .Ty nie musisz. Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie. jak widzę. "Diabli nadali". . Zaraza. Jaskier zamilkł.mruknął.Wiem. . Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu. potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów.W samej rzeczy . . . . Ale karmią go. jak również inne.Faktycznie . Ścieżka zakręcała lekko. Przestań pleść. W gęstwinie panowało ciężkie. zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. co to znaczy. ..zaprotestował poeta.Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła. a tuż za zakrętem kończyła się niedużą.Spójrz... . nierozpoznawalne pestki i nasionka. Jaskier.. czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie.Geralt przysłonił oczy dłonią. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą".I palą diabłu ogarek. żeby było jak kląć. Geralt . Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu. Skorzystajmy z niej. co za cholerny chlew.Zawsze myślałem. wydeptaną w zielsku polanką. duszne gorąco. .Jest ścieżka. gdy im się coś nie uda. przekonać się.A jeśli to diabla ścieżka? .paplał bard.Wiesz. Niziołki. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se". ziarenkami. wskazując na świeczkę. . że "diabeł" to tylko taka metafora. W samym centrum polanki leżał duży. skoro tam jest ścieżka. wymyślona.O. co znaczy. Co. czy rzeczywiście jest taki straszny. My tak mówimy we wspólnym. . Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. Pytałem. "do diabła".Składają mu ofiary.Tak przypuszczałem . gdy widzą nadjeżdżających gości. .rzekł poeta. krocząc za wiedźminem wąską. "niech to diabli". niby jakiegoś czyżyka. . Jaskier. nierówną ścieżynką wśród konopi.. wilgotne. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. jak go malują. Krasnoludy klną: "Duwel hoael".Tym lepiej. Nie nachodzimy się zbytnio.

Koło ucha Geralta coś świsnęło. . bo na rogi wezmę. zakończony pędzlastym kutasem ogon. -Czego tu? Precz. przebierając racicami.Żarty!!! . przywodziły na myśl żującą kozę. precz.zagulgotał wściekle stwór. do cholery . jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać.Uk! Uk! Beeeeee! .Zamilcz. Dziwoląg wyposażony był też w długi. .. ruchliwe. koziołku? . . beee. uk. beeee! Nowi żartownisie przyszli. po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór.wrzasnął koźloróg. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. przy czym warga rozeszła się szeroko. .Uk! Uk! Beeee! . Dolna część ciała stwora pokryta była długim.Ani słowa. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki. . beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką.Blebleblebeeeeee! . Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. . . podzielone i miękkie. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. .kiwnął głową Jaskier.Katarynka i dzwoneczek są twoje. Zachowaj dla siebie głupie żarty.Uk! Uk! . uk. -Żarty.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. kozie rogi i brodę. -Ja wam dam kulki! . .nie wytrzymał Jaskier.Jak najbardziej . którym energicznie zamiatał. Jaskier .Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! .zabeczał koźloróg. . W konopiach coś zaszuściło i zatupało. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne. a kulki świszczały mu nad głową. uk! Żartów się wam zachciało. trzymając się za czoło.syknął Geralt. uk..warknął wiedźmin.Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie. Również usta.Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć. następna trafiła Jaskra w kolano. zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki. podskakując. możesz je zabrać. . zamachnął się ponownie.Psujesz wszystko. łajdako-wie wy. wyłupiaste oczy. uk! . Stwór zabeczał. czy było to potwierdzenie.szczeknął potwór. Geralt nie czekając skoczył za nim. Trudno było ocenić. Gdy będziesz szedł do domu.ryknął donośnie koźloróg i podskoczył. ukazując żółte końskie zęby.Przestań. .

diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. IV . . Geralt .Mości Dhun.Nie prosiłem.Prawiście. .Pokazujesz mi go po raz szósty. . Mam powody przypuszczać. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. Taka rogata pokraka z kozią brodą. a zaraz potem świst kolejnej kulki. jeśli łaska. panie. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka. bo wstyd nas żarł.już dawniej objawiały się straszydła. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej. taki cap kosmaty.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu. Wiedźmin. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. pytałem. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język. . Zobacz. . mości Pokrzywka . który trafił go w łopatkę. Czekam na wyjaśnienia.Tego się nie spodziewałem.U nas w Dolinie . sprawić. ale nie uniknął pocisku.No wiesz.zaczął wiedźmin bez wstępów. . że nie robiliście niczego. byś łaził za mną w konopie. jakiego mam guza! . klucząc wśród gęstwiny. Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. Nie posłuchałeś.. usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła. . pomiędzy konopie..Zanim wyruszyłem.Jakim sposobem? . Zełgaliśmy. Geralt rzucił się w bok. chwytając się za potylicę. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. Prosiłem natomiast.. Powiedzieliście.Miły jesteś. że będę przy tobie bezpieczny! . A ja oberwałem w łeb. W milczeniu. A potem zapadła cisza. Wybaczenia prosim. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. bo właśnie nadchodzą. że było inaczej. teraz cierp. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. A myślałem.rzekł wolno Dhun . Trzeba było przyznać. by poszedł sobie od nas precz. Osadnicy pomruczeli między sobą.

to w bibliotekach świątynnych.Pokażcie księgę. wijuny ziemne. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . z podkową ciągle przyłożoną do czoła. Była starsza. nie umiejąc czytać runów? . Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha. pająki ogromniaste i żmije różne. grube. złociutki. włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić. Ciekawe ryciny i iluminacje. obrosłe tłustym kurzem tomisko.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. jakie na świecie były są albo będą. . . . rzeknij babce. Tej sztuki nie posiadła żem.Objaśnijcie mi .Czytać? .Rzuć na to okiem. nie po wsiach na krańcu świata. . Zabawna składnia.Ja? Nie. .ocenił bard. by pień! Lilie. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. Geralt obrócił w dłoniach ciężkie. mnąc dłońmi fartuszek. . Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę.W księdze tej . burdałaki. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? . Księgę. Geralt. Nieczęsto widzi się coś takiego. są sposoby na wszystkie potwory.zmyliła go jej filigranowa postać. .rzekł Geralt zimno. zapewne jej rówieśniczek.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu.W jakiej księdze? . ale tak wówczas mówiono. Dziewczyna wciąż stała przed nim.Pierwsze Kuny . niż początkowo przypuszczał .jakim sposobem korzystacie z księgi. czary i cudactwa.którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. Na wszystkich bogów.Smoki latające. mówię. A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali. . babko. skąd to macie. a jeżeli już. Jaskier.starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady.ciągnął Dhun . żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. upiry. zaglądając mu przez ramię.

. Rogi ma i bodzie niemi.Nie. z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. tamte wiater sieją.. . łajna mysiego łuty trzy. . Dziękuję. Wzywać go niebezpiecznie barzo.pośrednictwem Lilie jeno to.wyrecytowała. po czym zamknęła oczy.. babciu. .. . owamte pioruny miotają. . bo od tego oparszywieć można.Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie..Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. zaiste .Dość. że naszej babce już pora. A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała. coby wiedźmaka nie dotykać.mruknął Geralt. czapli siwej smalcu.mruknął Jaskier.Stara wiedźma i młoda wiedźma . .Wiedźmak . wiedźmak uradzi. nie . ..Najstarsza babka zawżdy wie. babciu. Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją. gdzieżby tam . co wie.babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? . przyjrzała się rycinie..Pochmurniki a płanetniki rozmaite są. Ale póki co. babciu.zamamlała babka. Sami baczycie. Chceszli urodzaj od nich uchronić.Przez niektórych wiedźminem zwany.. . Baczyć aby trzeba. . . .Geralt otworzył księgę na chybił trafił. mówcie. Baczyć aby trzeba. uczy jaką młodą.. . babka najlepiej wie. . wżdy trzeba. Pochwalcie się zatem.wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. znowu za . gdy już jej pora do ziemi..zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. Te deszcz leją. . Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry.Eee. . w lewej wór pieniędzy. . A dziewki przed nim kryć. bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką. brawo.Jeśli dobrze rozumiem . W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz. .Całą nie.Wystarczy ..odrzekła babka.Dobrze. Hmm.powiedział Geralt z niedowierzaniem .. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi. Bardzo dobrze.Wystarczy. co podle obrazka stoi.Aha . nowy.Tur rogaty albo taurus .A tu? .A tego. weźmij nóż żelazny..

wyrecytowała babka. Chceszli go z Opola wygonić.. jakoby to nic. panie.No.No.. . odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki.A gdzie tam . Za kotołaka: srebrne grosze dwa. Geralt . pójdź nocną porą.mruknął Jaskier. .Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą.zaśmiał się poeta.Zaczynasz wpadać w ten żargon.. . wodząc palcem po pergaminie.ciągnęła babka. no . jak wydało się Geraltowi.. daj onemu mydła.mruknął wiedźmin. .Weźmij orzechów jedną przygarść . z trudem opanowując drżenie ręki.Zgadza się. włochaty. dziegciu drugą.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak.chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. diaboł.To były czasy . bom ciekaw... któ-ren łakomy jest.Dziękuję. jak miód jesz. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży. babciu. przybieży i spyta. . A teraz pokażcie nam. babko. . mrużąc oczy . Dalej. Miodu łagiewkę.. ... Babka.. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. . Kędy diaboł siedzi.A żeby was pokręciło..przerwał Geralt z kamienną twarzą. Za wąpierza: srebrne grosze cztery.. tako uczyń. jakiego to sposobu na niego użyliście. .Doszliście do mydła? . dał on nam ..stęknął Pokrzywka.Takoż zwany rokita albo silvan.Cicho . Daj onemu dziegciu. na rycinie figurował miotacz kulek.mamrotała babka. takoż miodu zapragnie. . . . . baczywszy. twarogu drugą. Wraz diaboł.. rogaty.zamruczał Jaskier. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. przewróciła kilka stronic. A jeść pocznij orzechy. Tym razem więcej rad bym usłyszeć. Och.A żeby was cholera .Uważaj.zębów nadłamawszy. Wonczas daj onemu kulki żelazne. Posłyszysz niebawem. ale pozór daj. W samej rzeczy.. jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy.zachichotał Jaskier.Aby do kulek.. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. a sam twaróg jedz. . A zechce diaboł twarogu. . wypisz wymaluj .rzekł Geralt. Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony. smaczne li. To zaraźliwa maniera. a Lilie. Mydła szarego faskę. .. . .Diaboł .

Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro. .Dhun spojrzał na niego. Nie odpowie wam. . Lilie nie odpowiedziała. Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli. . wpełzający na kark. Poczuł dreszcz biegnący po plecach. Dziwna jest. Lilie? Dhun wstał z ławy. prawda. bym go nie próbował zabić. Głową niemal sięgał powały. .. Przecież widać. A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli. Ona. dziewczyno. durni wy! . a Lilie nadal nie spuszczała wzroku.Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? . żeby jeno przygarść. .Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? . . ..Lilie.bobu. gdy kulkę ugryznął. Geralt raptownie uniósł głowę.Wyjdź. Mnie uprzedziliście.Nie pytajcie jej o nic.A kto wam kazał .podjął wiedźmin. To zaraźliwe. Nie bój się. Lilie nie spuściła wzroku.Dziękuję. nie przymuszajcie jej.Wpadasz w żargon. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. panie .Bom się i nie starał ..Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie.Nie wasza rzecz . .rzekł wiedźmin zimno. mości Dhun? .Zadałem ci pytanie.Uważaj . Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś. u siebie stosy podpalajcie.rozsierdził się Jaskier . . że to typowy roślinożerca.uśmiechnął się wiedźmin. . U nas tego nie było i nie będzie. . dziewko ...Nie zrozumieliście mnie .uniósł głos.odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. . spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny.warknął.dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze. gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi.Kto to jest.Zabierz babkę i wyjdź stąd. Geralt nadal patrzył w oczy Lilie.. od rozmowy ze mną nie parszywieje się. .warknął Dhun. . . jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony. a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. .

a kiedy on "uk-uk".A i o czerwonym kurze napomknął.lo też .. . też nie siląc się na serdeczność. Ale. . mości Dhun. potem nagle wyprostował się. Otóż nie. nażre się i da pokój. szurając łapciami po klepisku. to zażądał daniny. Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz.Jakeśmy tu jechali . Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. Pokrzywka zachrząkał.Panie wiedźmin . mości Dhun..baczyliście. Albo nie chcecie. .Zauważyłem to . panie. Długo by gadać.Nie sierdźcie się.przytaknął Pokrzywka. . i mieniamy się. Nie przy waszej niechęci do rozumienia.. . my i daninę tym płacim. Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi.Źleśmy wiedźmina ocenili. Nic z tego: kradł dalej. żeby wam się to udało. nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego. Powiemy wam.Co to ma wspólnego z diabłem? . czego wy zrobić nie umiecie.Ma. Takie się tu nieraz uhoduje. usiadł.. . tedy lepiej nogi za pas. nie mógł kraść. że.powiedział. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to.odezwał się nagle Dhun. co i jak. Albo nie wolno wam.. Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę. Nie macie podstaw do mniemania. i sprzedajem. Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco. .. jakie się tu zbiory udają.zaczął Pokrzywka . spuścił głowę. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać. to on wściekł się. Groził. myślelim.wycedził Geralt. Pokrzywka. Dhun milczał... . aż trzeszczało. Nadal nie wiąże nas żadna umowa. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę..dupczył będzie . ryczał. Gadaj wszystko. . Kmieć chrząknął. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem. . jak tu wszystko rośnie.Nie trza kręcić . beczał. że kupiliście sobie wiedźmina. powiercił się na ławie.. .wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem. "uk-uk" wołał. o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz.

gębę by rozwarł. . Gdyby tak do włodarza doszło.rzekł poważnie Geralt. zaprzestaniu siewu lub zbioru. czy można was-.o wybijaniu całych stad zarodowych.Przecie odgadliście. Były już kłopoty z włodarzem. My się słuchamy. którego sama me rozumie.Babka zabroniła diabła bić . często nie przebierając w środkach. panie..Wiem. .. bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało. a nawet o migracjach całych wsi. albo. Prosimy was.Zauważyłem . jak księga każe.. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów.ciągnął Pokrzywka. Władcy tępili więc "zabobon". nająć. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre.. . Wierzyli im ślepo i bezgranicznie. nie dajcie bogowie. ale próbujecie zgadywać jej życzenia. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. Kto to jest. A my. Wiecie sami. Ale słuchać ich rad nie przestali. Babka tylko to gada..I co? . że to Lilie. ze Mądre miały słuszność. nazywane wieszczkami lub Mądrymi.Kazała zrobić tak. A jej życzenia to dla was rozkazy. . Jak wiecie.Nie obawiajcie się .aleć przecie wiemy. Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. unikacie jej oczu. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek.. panie wiedźmin. nie ulegało wątpliwości .powiedział szybko Pokrzywka .. jak dowodziło doświadczenie. pomstował. w każdej nieledwie sprawie. Bo jedno. Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . No. krzyczał.. znaczy. A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini. Mądra. Ale nie mówcie o tym nikomu. . w czym rzecz. Pytalim Lilie. Wieszczka. I wtedy wyście się napatoczyli. nie wyszło. do namiestnika. bo babka. ta wasza Lilie? .. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta...na dłuższą metę zawsze okazywało się.Geralt skrzywił usta w uśmiechu.Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . z otwartymi gębami. i nie zdradzę was. co jej Lilie każe. -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst. .

Wieszczka. .Hm. wiemy to.to nie tylko o diaboła idzie.uśmiechnął się lekko Pokrzywka. umiemy poznać. Skąd ona wzięła się u was? ..Ale z babką. I uznała was. I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie. Nie śmiejcie się. prócz babki.I spojrzała. Lilie czy nie. . Pojmujecie? . to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. . Czego oczy nie widzą.Spojrzała. co się zjawiła nie wiedzieć skąd. panie wiedźmin .rzekł Pokrzywka . . mój kodeks tego zabrania. . mości Dhun. ze taki związek istnieje.Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. co warzywniki ryły. . . A ta dziewka. .Oczywiście . Dziad mój mawiali. . . Nie zabiję go. A taki druid. Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce. jak to pamiętają starsi. Ale gdyby was nie uznała.mruknął Dhun.wtrącił Jaskier. Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy.A jakże. że babka się odradza tym sposobem. gdy giez ssie z niego krew. do świetlicy nie weszłaby za nic.mruknął Geralt. takoż było. .Utrafiliście .Nie śmieję się . taką.Do nikogo. to teraz właśnie nasza babka. . . . . Sposób się znalazł.. milczy. Lilie niczego nie pozwala krzywdzić. która zamiast wieszczyć.Nie wiemy. tego sercu nie żal. panie . to mu jeszcze życzy smacznego. Toż samo było u nas z dzikami. co Lilie uznaje. nigdy słowa nie powiedziała. wasz diabeł to silvan. a czego nie. Sami już chyba zrozumieliście.. że wpierw musi na was spojrzeć. Ale nic z tego. ale rozumne stworzenie..To ciekawe.pokręcił głową Geralt. -Utrafiliście w sedno. Niezwykle rzadkie.Za wiele widziałem. . Lilie nawet nie wie jaki.zastanowił się Geralt. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną..Nie powiedziała do mnie ani słowa.Pojmuję . Żadnego stworu.Wiecie. by śmieszyły mnie takie rzeczy.Rzekła przez babkę.

Wygrywa lepszy. . .powtórzył wiedźmin.Ale. rokita. .Tu cię boli .Ale co? . jeśli liczyliście. Zamiast dogadywania się. mości Dhun. do czego zmierzam? . przezornie ukryty.Zgadza się . panie wiedźmin.przyznał Geralt obojętnie.. beee! Życie. zawody.. znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. Rozumiecie. Zrobicie to? . toście się cholernie pomylili. .Wytłumaczę wam. gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek. Przecież on tego ziarna nie żre.zabeczał diabeł.koźloróg wystawił głowę z konopi.Wasza księga.Pogadać. . . że nie wiem. co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery. . Otóż. dowiedzcie się. Proponuję wyścig. jest przestarzała. stąd do starej wierzby na grobli. udowodnij. To wy. A nuż się dogadamy? .Sam jesteś rokita. o co jemu chodzi. .zdecydował się Geralt.I o tym właśnie chciałem pogawędzić. to współzawodnictwo.podchwycił Pokrzywka.Pokaz no się. że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak. wżdy nie tyle. Czego chcesz? .Hej! .burknął Dhun . mości Pokrzywka.Tak po prawdzie .to przemówcie mu do rozumu. człowieku. ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. . czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem. co? . Zwycięzca podyktuje warunki. .W samej rzeczy .Chciałbyś wykpić się tanim kosztem. byś mnie stąd wyrzucił.Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest. . V . szczerząc zęby.Kpisz.Jeśli diaboł ma rozum. drodzy moi.Sam jesteś diabeł . Chcesz ze mną wygrać.Spróbuję . czy jak? Myślisz. . .odezwał się Dhun .Więc jak? Diabeł? . To po co mu ziarno? Na złość nam czyni. że jesteś lepszy.Jeśli on rozumny .to nie bardzo..

. jeśli nie lubisz gier siłowych. Zamknij oczy. potupał racicami. .Zauważyłem.. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze.Nie wyniosę się stąd. Zanim Geralt zdążył zaprotestować. a ty się wynosisz. a ja się wynoszę. Przegrałeś. Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki. Przesadziłeś z żartami. . .Gdybyś wiedział.Dliweisheyss ci do moich żartów. jeśli ją odgadniesz.. boby zaraz zjadł.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. nakrapiane strączeczki? . . Gorąco dzisiaj. . Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. nawet nie usiłując się zastanawiać. Wytęż pomyślunek.Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma.. smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień.. jak się okazało. pełniutkie strączeczki. .Pojęcia nie mam . co to jest? Zgadnij. Nie. nie będziemy się ścigać. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat.Szkoda. Zaraz zadam ci zagadkę. Nigdzie się nie wyniosę.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy. . gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. .Nie wiem.Zamieniam się w słuch. diabeł zabeczał.Mam inną propozycję.No. .Źle. .Ale za bardzo tu narozrabiałeś. hm. Lubię zawody. wygrałeś. .Silvan. znał również krasnoludzki. . Mnie się tu podoba. . . tobym nie proponował wyścigu. Nie pokazuj kotu.. bez przymusu. Jeśli ci się nie uda. wyścigów i hukania.przyznał obojętnie wiedźmin. ale nie lubię przegrywać.Wyniesiesz się stąd bez zawodów. . Sam. bo zagadka nie jest łatwa. ja zostaję. .Może pnący groszek? .A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss.

co tobie niemiło". rozłączywszy się. Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę.pokręcił głową Geralt. . .Nie . A ty odchodzisz. wiedźmin ukrył głowę za ramieniem. aroganckiego bęcwała. ale nie zdołał.Nie .Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć.Gra nazywa się . potoczyli się w różne strony. Żegnam pana ozięble. . opuszczając rogaty łeb. Geralt zaklął brzydko..wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni.Kapusta. zostaję.rzekł wiedźmin wolno . Wiedźmin odruchowo cofnął się. bo diabeł. kopał z siłą złośliwego muła.Mam cię za złośliwego. Zaraz zabawimy się w całkiem nową. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami.Zaczynasz działać mi na nerwy. Trudno. Silvan zabeczał i wierzgnął. mimo nikczemnej postury. Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy. Obaj. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach.co dziwniejsze . ale i tak zadzwoniło mu w uszach. . calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. prosto w czoło. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem. nie znaną ci grę. Silvan. Koźloróg zatrzepotał. Wiedźmin zaklął czując. zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i .Słuchaj ."Nie rób drugiemu. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem. ale nie zwolnił chwytu.obydwoma trafił.warknął Geralt.zarechotał diabeł . . Masz mnie za głupka? .Jeszcze chwila . szarpnął mocno. . nie puszczając jednak diablich rogów. jak noga diabła wymyka mu się z palców.Ha! Więc jednak! Co to za gra? .Uprzedzałem . Poderwał diabła z ziemi. .A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? . próbując miotać głową. Wygrałem. Nie musisz zamykać oczu. Spróbował ucapić wierzgającą racicę. Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .zaprotestował diabeł. . i to w taki sposób. chwycił stwora za róg. Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.że zagadka nie jest łatwa.

Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie. . Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami. Gdy chciał go wypluć.Dobrze. niedokładnie. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi.. o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. rzucił się w pościg. . a w następnej chwili został najechany.kopnął w kosmate kolano. zorientował się. ze nikt go nie widzi. Pomimo to zdołał odturlać się w bok. .. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice.Nie rób drugiemu. VI Na ustach miał piasek. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha. to wyłącznie z faktu. wył i pluł zaciekle. że leży twarzą do ziemi. scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko. A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. którego oczekiwał. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec.W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą.. Geralt.wrzasnął. Przedarli się przez konopie. A potem nagle ktoś zwalił się na niego. ponownie obalając. Bardzo dobrze. przygwoździł do ziemi. Gdy chciał się poruszyć.co tobie niemiło! Gramy dalej? . że jest związany. w gąszcz konopi. Uniósł lekko głowę. I ciemność. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. . . dysząc i ocierając twarz. . Widział je zza pierzastych paproci. wpadli w chmiel. Odgłos. unikając kopyt.wydyszał wiedźmin . drące ziemię.Tutaj.. Leżał na leśnej ściółce. wymianie obelg i kopniaków.Bleblebleeeeee!!! ..diabeł bulgotał. zauważalnie kusztykając. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony.Trzy worki kukurydzy . Geralt. tuż obok pnia sosny.usłyszał. Słyszał głosy. za chmielowe tyki. Jaskier! Tutaj! . wzbijające chmury kurzu i zielska. zorientował się. . Zerwał się zwinnie. Torque.

Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. .Tu z tym nie ma problemu... Galarr był elfem.Siemię lniane. noszący. Geralt miał dość. Co z nami.powiedział Galarr. nie bój się. ale zupełnie biała.. tu wszystko rośnie jak cholera.Jaskier. Niby fasola.powiedział bekliwy głos. Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. Sposób obróbki jest.To jeszcze nie wszystko . dźwięczne imię Torque. .Dowiedz się wreszcie. Elfem z gór. przedstawicielem Starszego Ludu. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana.I jeszcze jedno . Oni z tego robią olej.Spójrz na to Galarr.. . . Len. jak to już wiedział. Zaklął.. W czynności tej pomagał mu szczupły. Ten.Geralt. na czym polega ta ich trójpolówka. Na skraju polany siedziało . Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku.Postaraj się o nowe sadzonki rzepy.Gdzie my.. nadal posługując się cudacznym volapukiem. . Był zajęty ładowaniem na konie worków. . wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem. posługiwali się Starszą Mową. . . kimkolwiek był. Na środku polany stał diabeł. "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym.A to? Co to jest? . Ale słowa kukurydza". I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak. odwrócił się. Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy.Spisałeś się. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr. saków i juków. . Diabeł i Galarr. Nie. to nie był sen. Dostarczę wam. Miał ostre rysy twarzy i wielkie. jak mi się zdaje. I szpiczaste zakończone uszy. Torque.Byle się tylko przyjął ten twój len.odszepnął. co i jak.beknął diabeł. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne. dość skomplikowany. ale wybadam. wyprężył się i przewrócił na bok.Nie ma strachu . pojmujesz? Koszule się robi z lnu. błyszczące oczy. . usłyszawszy ruch wiedźmina.. . . Czystej krwi Aen Sei-dhe. językiem elfów. Jaskier tylko stęknął z cicha. . ..Ocknąłeś się? .usłyszał szept. .spytał ten nazywany Galarrem.

Elfka pochyliła się nad Geraltem. drugi brzdąkał na lutni trubadura. małpoludzie .Ten pavienn. poe. Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. . spękane wargi. Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy.Słyszałeś. Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami.NelFea .Nie. Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. ell'ea? . Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra.syknęła. .elfka obróciła się w stronę towarzysza. który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy.Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. . podczas gdy któryś z elfów. Geralt usłyszał odgłos uderzenia. wskazując jeńców ruchem głowy.Que glosse? .Que l'en pavienn.wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi. wysokiego Seidhe.Nie.No.powiedział Galarr.spytała. potrzebujesz pretekstu . przygniótłszy go do ziemi kolanem. wykręcił głowę.Cóż to. czy nie rozluźnili pęt.Ale trzeba sprawdzić. .Jeszcze jeden powód.jęknął trubadur. zebrani dookoła rozwiązanego worka. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań. . Obrócił się. Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. . . by go zakneblować. patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa. . . Miała długie rzęsy.. Toruviel .ich jeszcze sześciu.Yanadain.zaprzeczył. Aen Seidhe. . . nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte.Zobaczymy.Słyszałeś? .. .Czego chcecie od nas? . . bujnie opadające na ramiona. sprawdzał węzły.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia. . Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły. . Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. Toruviel. nie zapomniałem.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał. Pozostali. . powiedz coś jeszcze.

człowieku. pochyliła się. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo. jedna pękła z przeciągłym jękiem.Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. co zechcesz. Postaram się. Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny. .by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. że umierasz. . wypluł piasek .Na tobie już sobie ulżyłam. szamocząc i ciskając w powrozach.plecy.Dlaczego znęcasz się nad nim. . szlachetna Aen Seidhe. . dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić.wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. . i to wówczas. byś czuł. Elfka odskoczyła. patrząc w oczy. . głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. każ jej przestać! . udając wstręt. . błysnęła zębami. że aż zęby mu zadzwoniły. gdy miałeś wolne ręce powiedziała. Udało mu się.Zrobisz. Toruviel! .Nie podchodź tak blisko . Zastrzelę cię z łuku.Muzyk! .rozdarł się nerwowo Jaskier.To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie.Ale ogromnie śmierdzisz. na ile pozwalały mu na to pęta.Zostaw go.Ogromnie śmierdzisz.ciągnęła elfka. Wiedz. . dostał w biodro.Człowiek. Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni. Aen Seidhe.Thaesse! .Zwariowałaś? Galarr.syknęła. . . ale tak.zabeczał diabeł.warknęła. . . Ani od drugiej. że nie zginiesz od pierwszej strzały. gdy czas przyjdzie. Ulżyj sobie. przecież widziałem. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. .Powinnam . Geralt skurczył się i zwinął widząc.Dość tego! Dość. Ale możesz być pewien. . . .wiedźmin wzruszył ramionami.Twoja wola . Elfka wyprostowała się. na bogów! .wykrzywił się. Elfka stanęła nad nim w rozkroku. a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . że to również ja z tobą skończę. ze to lubisz. w co zechcę.Trafiam. Nie odpowiedział.

zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel. dopadł konia. odrzucił głowę w tył tak. uchwycił się strzemienia i zasypał . Vanadain . że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. Torque. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół.Nie! . bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim. pobekując. Wiedźmin wyprężył się. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. Toruviel zawyła. . . wlokąc za ubranie i włosy. wargi mu zadrżały. Poeta zbladł śmiertelnie.Na krowim rogu ci grać. dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki. ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami.Nie zabijaj! Nie! . czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. . chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. przygniótł sobą elfkę. . . evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. Uśmiechał się. Toruviel straciła równowagę. Któryś uderzył go. zachłysnęła się. ale nagle załkała.Quess aen? Caelm.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra.rozległ się nagle dźwięczny głos. zwaliła się na niego. grzywę miał długą.Voe'rle. Brutalnie ściągnęli go z niej. las przed oczyma zatańczył i popłynął. jak Toruviel zrywa się na klęczki. miękką. unieśli. Koń. Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba. nie na lutni. jedwabistą jak włosy kobiety.syknęła elfka.zabeczał Torque. poderwał nagłym rzutem. unosząc ostrze. pochylając się. -Brudny małpoludzie! Chcesz. Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. zgarbiła się. dzikusie. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. był śnieżnobiały. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. poczuł. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. Geralt widział go już na czerwono. który wjechał na polankę.Co się tak gapisz? . na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. Geralt. Dostrzegł.

Toruviel zaczęła . były sino podkrążone. . .powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym. czego potrzebują.. szamocząc się w ich rękach. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel..Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję.Kopała go.. Prawda. jakby rozum straciła.beknął Torque. Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier.. .Chyba nas nie. Zanim udomowią zwierzynę czy drób. której oni nie potrzebują. człowieku.Co się da . poruszając miękkim nosem. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. .zajęczał znowu poeta. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy. .Wszystko. sadzonki. A o rolnictwie nie mają pojęcia. gdy my. podszedł bliżej. .Co ja im zrobiłem złego? . Torque milczał. wiedzę rolniczą. . jak w pewnej chwili krzyknęła..jęknął Jaskier.Nie mogli zostawić świadków . Toruviel jęknęła rozdzierająco. . Gdy ciebie ogłuszyli. . zeskoczył z siodła. Nie wiedziałem.Gówno mnie obchodzi ich czas. .. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie.Chyba nas nie zabiją? .mruknął wiedźmin. Jego czarne. nadal stojący obok nich. . ... Seidhe pokręcił głową. palące oczy. ze oni się pojawią akurat wtedy.powiedział diabeł.Zabiją nas? O co tu chodzi.Cholera .Jak bazyliszek. zasłaniając ją.Nie chciałem tego . Co jeszcze. . a twego druha wzięli na powróz. Geralt? Świadkami czego byliśmy? . by was porzucili tam.Nie chciałem. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę. jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu. prosiłem. diable? . Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel.. Wyciągnę z tego wnioski.zabeczał diabeł. Ale. Oni nie mają na to czasu. człowieku. przykrępowali pasami do pnia. Geralt słyszał. odwrócił się w stronę wiedźmina..Kąsasz nawet związany . A pokaż mi taką rzecz. związanego. zwłaszcza zimą.. Seidhe przerwał mu władczym gestem. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. Oni głodują w górach. w chmielu.. .białowłosego elfa potokiem wymowy. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona.

jak ze wszystkim. Uległ wam. oni nawet nie wystawiają straży.Pomyśl dobrze .To wy. .Świat jest wielki . .powiedział białowłosy elf. . z rodu Feleaomów z Białych Okrętów. nienawidzicie wszystkiego. Ugiął się przed wami. . Ale wyście zmienili ten świat. wreszcie odrzucił go w krzaki. nie zwracając na koźloroga uwagi. Teraz wygląda na to. postępowaliście z nim tak. Czy może być coś prostszego.Jest mu bez różnicy. silvana Torque. . Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież. na kim się mści..Świat jest wielki . urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela. .beknął diabeł. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. bawiąc się rękawicami z miękkiej.To prawda. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. co różni się od was. zbliżywszy się bezszelestnie . . Początkowo zmienialiście go siłą.. Nie widzą i nie słyszą nas. coś łatwiejszego niż szybka. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań.Możemy się pomieścić. Dolinę Kwiatów.powtórzył elf. człowieku. białej skóry . Jaskier. wyparliście w dzikie góry. co wpadło wam w ręce. To ty. . Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. . jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin.wpadłbym do doliny nocą.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. wypędziliście nas z naszych domów.mruknął wiedźmin. Dziecinnie łatwe.powiedział. przesada .Eeee. która nas skopała. że świat zaczął się do was dopasowywać. Obecnie. gdy chodzą do lasu. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. . Zabawiliśmy się trochę. choćby tylko kształtem uszu . człowieku o dziwnych oczach. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. Jest dość miejsca.ciągnął spokojnie elf. ludzie. . wygnany i wyszczuty na kraniec świata. jestem Filavandrel z Krańca Świata.On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy..Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty .Jakie tam polowanie. Geralt nie odpowiedział.

. . czego używaliśmy. grozi nam zagłada. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. Ale my chcemy przetrwać. Możecie handlować. skazujecie się sami na zagładę. razem z waszą arogancją i pogardą. To.Tego właśnie pragniecie. prawda? . a nie ja jestem osią tych zmian. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku.Jakoś sobie radzę. Bo zrozumiałem. Słońce świeci inaczej. bo kochała nas. Bo muszę.Niech was diabli. ludzi. ze słońce świeci inaczej. Trzeba akceptować fakty. to wasza jedyna szansa. Współżyć. od których przecież różnisz się nieco? . nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. Cóż. ile będziecie potrzebowali. bo coś się zmienia.spytał zmienionym.Torque powiedział prawdę . bo zrozumiałem.Współżyć na waszych warunkach? . Nas obdarowywała.Radzę sobie . dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. Tyle.Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności. głodujemy. nic nie da porywanie się na nie z motyką. .Z wami? Nigdy. ginie. trzeba się tego nauczyć.ciągnął Filavandrel. Warn ziemia płaci krwawy haracz. jest obroną żałosną. można je kupić. ze pycha i duma. Filavandrel pochylił się mocno do przodu.. ale wciąż spokojnym głosem. ułożyć się. marnieje. Nie chcąc współżyć.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy. . . karłowacieje. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. Dla nas ziemia rodziła i kwitła. żadna miłość nie trwa wiecznie. . elfie. -Tak. motykami i radiami. Geralt zmarszczył twarz. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć.Zamiast kraść ziarno. którą była. Tak. choć jest obroną przed innością. Bo innego wyjścia nie mam. co niegdyś jedliśmy. woda nie jest już tą wodą. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. .Filavandrel starł nadgarstkiem pot. krusząc zaschniętą na policzku krew. oczy mu rozbłysły. . powietrze jest inne.

. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić.Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem.Mam przyjaciół. Filavandrel. . ludzka era i epoka. . ta rozmowa nie ma sensu . Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. także w formie żywności. Jeśli zechcesz. . Pomyśl o tym. Jaskier. . Jesteś żałosny. . co jej zaaplikowałem. Zobaczysz.Geralt splunął przez ramię. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności.Dziwi mnie.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier. I jakiego rodzaju współżycie przynosi. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. z równym skupieniem słuchałbym wszy. pchnij mnie mieczem. Dalej.który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. Kto za nimi przychodzi. . wasza. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu.To chcecie narzucić innym? Przekonanie. jak ta twoja Toruviel.Nie płaszcz się przed nim. a na handel i wymianę nie damy się nabrać. jak ci ulży. W każdej formie. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami. Nie jesteśmy aż tak naiwni. którzy dadzą za nas okup. to rozwiązanie czysto praktyczne. ludzie. ale musimy was zabić. ze to. . . a nikt nie ma prawa podejrzewać. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę.To. Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby.Toruviel jest chora . czyją forpocztę stanowią wasi kupcy. . Nie stać nas na wojnę z wami. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy. by nie wiedzieć. .. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. powinno pomóc. że oto nadszedł wasz czas. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują. nie błagaj go. Zemścij się na całej ludzkiej rasie. które głosisz? Dlaczego wy. co robicie innym rasom. gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha. To bezcelowe i pożałowania godne.Przykro mi.Rzeczywiście.Znam tę chorobę i jej objawy .Filavandrel wstał. . . z trudem panując nad głosem. Jesteś rozgoryczony.przerwał mu Geralt.Elfie . Ludzi.. Filavandrel odwrócił głowę. elfie rzekł wiedźmin. dla kogo to robi.Nic ich już nie uratuje .powiedział.

Przypomnisz sobie. nic was już nie uratuje.Czas pokaże.I tu tkwi przewaga długowieczności. Zobaczysz.Oszczędź chociaż jego . będziecie żyli długo. Bo ty przecież wiesz. dzięki której chcecie przetrwać. sukinsynu.Jeśli on przeżyje dzięki tobie. coraz mniej liczni. co się wówczas stanie.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią. . . że było mi cię żal.. . . Wiesz. coraz bardziej zgorzkniali. .rzekł cicho elf. poprowadzą w doliny tych.wybuchnął Jaskier. że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady.Marnie oceniasz mój rozsądek .Możesz być pewien. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. z tą odrobiną. . długowieczny Aen Seidhe. z garstką ziarna. takie jak Toruviel.powiedział spokojnie wiedźmin. na które powalą was anemia. a nie na barłogach. wy. że miałem rację. bo obiecuję ci. Zabij mnie też. gruźlica i szkorbut. blady jak śmierć. Ty takiej szansy mieć nie będziesz. przypomnisz sobie mnie. . Filavandrel. kto miał rację .uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel .Możesz być pewien! .Wyjaśnij. I zrozumiesz.Jak na kogoś.Nie. I z tą waszą misją. . na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. Umrzesz za chwilę. w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. O mnie nikt się nie upomni.Raz matka rodziła i raz się umiera . Elf uniósł brwi. Filozofia w sam raz dla wszy. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie. jałowe i chore. Wtedy. I ty wiesz. w arogancko wybranej izolacji. dlaczego. . przekwitłe. ale jego będą chcieli pomścić. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna.powiedział z ociąganiem elf. Filavandrel.Jesteście żałośnie śmieszni.wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci. . coraz słabsi. z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach. Ale jesteście długowieczni. pragnąc umierać godnie. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach. Z rozsądku. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki. nie z patetycznego miłosierdzia. . człowieku. w walce. Ja mam szansę się o tym przekonać. bardzo długo. . kto żyje tak krótko . że to już koniec.

wiedźmin odwrócił głowę. . przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety. jak zauważył wiedźmin. uk.powiedział elf. .. . Torque.dokończył Jaskier. ludzie dowiedzą się o tobie. o tym.choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! .Torque .Jeżeli zostawimy ich przy życiu. .Torque .Nie mogę. .westchnął wiedźmin. . wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory. co on zrobił Toruviel. Zrobiły to szybko.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry.To. . Dopadną cię i zamęczą.. Nie mogę ryzykować.Aleś ty głupi. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami. Widziałeś.powiedział wolno białowłosy elf. co musimy zrobić. uk! . nie! .Nie obchodzi mnie. co robisz.Duweisheyss.Zawiązać wam oczy? . Toruviel.Idź sobie. związany? Nie mogę ryzykować. . . . dzwoniąc zębami. . zabeczał jeszcze głośniej. a nie konieczność! ..O. Jeden.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw. . co możesz. .A d'yeabl aep arse .Bądź rozsądny .Raz matka rodziła i raz się umiera .spytał Filavandrel. Jaskier . przetrzymać gdzieś w jaskiniach.. . Bez łuku. wciąż jeszcze żuł rzepę. Koźloróg potrząsnął uszami. że pozwolę wam na mord? Tu. . stanęła obok łuczników.To przesądza sprawę . dopóki nie skończymy tu.Odejdź na bok. to konieczność.Czas zakończyć ten epizod. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie.Filavandrel oparł ręce o pas. . . bo was na rogi wezmę. najwyraźniej czekały na to już od dawna.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry.rzekł hardo poeta. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców.Odejdź .zabeczał nagle diabeł.

dając znak łucznikom. U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek. Dana Meadbh . L'sparellean! Evel. krótko. powoli. że się z wami sprzymierzyłem..zaszlochał nagle Jaskier. choć również pochylony. Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie.beknął diabeł. urwanie. patrząc na groty strzał. . Torque. krzyknął na łuczników. . To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. . .Słyszę.Sam tego chciałeś. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu. kłosów.Hael.rzekł Geralt. jeden po drugim padały na kolana. . zaiste.. . wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów. Odejdź na bok.Odejdź. Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie.Znam . . pęków ziół. lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. Przez porastające polanę trawy szła . Torque . .rzekł zimno elf. płomiennooka. . nie szła . która uklękła.To się zdarza . zaciskając zęby.nie. Na polanę weszła Lilie. A potem pochylił głowę i uklęknął. złotowłosa. z kim lepiej trzymać! Żałuję. . zgięty w ukłonie...Nie przejmuj się. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie.powtórzył Filavandrel. jakby z ociąganiem. u prawego szeleścił wielki jeż. skurczyła w dziwnym grymasie. z czcią. Żaden z Seidhe nie poruszył się. Filavandrel! . Torque. promienna.powiedział z czcią Filavandrel. Twarz Filavandrela zmieniła się.Sam tego chciałeś .rzekł wiedźmin.To nie ma sensu. pochylały głowy nisko.płynęła ku nim Królowa. nie ruszając się z miejsca.Znasz ich przecież. muzykę. Ostatnią. . była Toruviel.Dana Meadbh . Łucznicy opuścili broń. pokazał mu krasno-ludzki gest. Klęknęły też pozostałe elfy. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. Diabeł.

dziwny człowieku . podtrzymywany przez silvana. blady i oniemiały. Dana Meabdh . Również bez słowa. Do zobaczenia zatem. nie wydała najmniejszego dźwięku. ale jego oczy mówiły wiele. patrzyła długo.doszedłem do wniosku.powiedział białowłosy elf. Nie powiedziała ani słowa. Co robić? . gdy było ci nas żal.Po dłuższym zastanowieniu . Wtedy. Nie zawiedź nas. .zdecydował się zemdleć. rzeźbionym gryfem. Masz rację. Odwieczna. Popatrzyła w oczy wiedźmina. Filavandrel wstał z kolan. Niczego nie zmienią. I nie dokończył. w którym zejdziemy w doliny. gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel. że miałeś słuszność. Nie opuszczaj nas. .. . Podszedł Jaskier. że między parą dokonywała się wymiana myśli. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa. Zginiemy bez niej. . ja i Toruviel. Elf skłonił się. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży.Żegnaj. wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości. wskazała na wschód.. wspaniały instrument z lekkiego. ze smukłym. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca.zabeczał cicho . Nie pozbawiaj nas twej miłości.Jesteś nam potrzebna. .zaczął. Lilie spojrzała na niego.Twój przyjaciel . Do zobaczenia wkrótce. by umierać z godnością. . Słowa nie są potrzebne. uśmiechnęła się. Słowa nie były potrzebne.Chodź z nami. Nie odezwała się. Poeta przyjął instrument. Większość elfów była już w siodłach. Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi. Będziemy wówczas rozglądać się za tobą. Rychło w czas.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. Geralt milczał.Toruviel. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie.dodał Seidhe . Lilie wolno pokręciła głową. . Zdjęła z łęku siodła lutnię. w stronę gór. skłonił się. w dniu.powiedział cicho Filavandrel do Geralta. kunsztownie intarsjowanego drewna.Daj mu parę razy po gębie. .Z rozkoszą. Elfka kiwnęła głową. . Diabeł pociągnął go nagle za rękaw.

za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. Torque. niszczyć groble i paskudzić w studnie.oświadczył diabeł.Pustkowie i tyle. Ech. Myślę.Jaskier przestał grać. że ci to ujdzie na sucho .Na bogów. którą niecnie wyłudziłeś od . Torque? . i to tak. Dzicz. Torque wiercił się na legowisku. . . . przytuli} lutnię.Co? . co. Noc była pochmurna i wietrzna.Konopi mu żal . dotknął jej policzkiem. W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba. gdybym wiedział. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: .Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą.wiedźmin uniósł głowę znad księgi.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. zamiast straszyć dziewki. wicher kładł trzciny. Będę figlował powściągliwiej.oświadczył Jaskier. Geralt? .Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. co dostanę.I życia sobie bez nich nie wyobrażam. który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości. .Torque odłożył fujarkę. Zadupie. wśród których rozłożyli obóz. ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni. . że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli. Geralt . obiecuję. Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? .I ciebie też w niej opiszę. .Słyszę was. Ale niech wam będzie.warknął diabeł. .Nie myśl.Postaram się. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. . szczerząc zęby. cała okolica was słyszy.Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie . . Jaskier dorzucił chrustu do ognia. Uważaj tedy.Trudno was nie słyszeć .zaśmiał się Jaskier.Ja lubię figle . opędzając ogonem od komarów. . Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu. a nie okolica . spojrzał na diabła. szumiał w gałęziach krzewów. żal mi moich konopi! .To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. . że na nowych terenach będę ostrożniejszy.Duweisheyss.Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze.

Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. Nawet Brodaci.. zawsze. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa.Ujrzeć ją można . płonka to najmniejsza czy robak najlichszy.. . chociaż we wnętrzu gór.Dana Meabdh.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel. ale i za skórę niżej podpisanego. Wiedźmin oparł się na łokciu. bo przecie i tak przeminą kiedyś. Panna Polna. którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał.zaczął . przysuwając księgę bliżej ogniska. była i będzie. ale są to. Bo prawie mędrcy powiadają. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza. A Żywią wieczną jest. z jakimi przyszło im się borykać. tak . a wszystko. objął lutnię jak dziecko i posmutniał. jednako.. co rośnie na niej i żyje. we kwiatach cała.kmiotków? . co żywię. inne przyjdą plemiona. babskie baje.Kędy Żywią stąpnie. . póki się jeszcze ogień nie wypalił. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. po koniec wieków. za kwiaty w Dol Blathanna. . Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce.Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach.Danamebi . . Geralt. bez różnicy. że Żywią ziemię jeno kocha i to.Tak. Wiecie. że ich. . który się nad inne wybije. Przestał grać. ziele czy zwierz. ziemia kwitnie i rodzi. Przeczytaj. Dlatego i imię jej jest Żywią. Po co przyspi(r). ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde". Panno Polna! Za urodzaj. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi. . . Bo mówią też. podąża za nią i lgnie do niej. które prastarzy zwali: "Lam-mas".mruknął Jaskier.Bądź pozdrowiona. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce. że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. nie wśród pól mieszkają. coś wam powiem. zajedno. .Po koniec wieków! .letnim czasem. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka.Owszem. ot. . szać.To przeczytaj i nam. w nadziei płonnej.zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. a nowe po nich. . taka jej moc..

mruknął bard. Posiedzę jeszcze. . Jeżeli. ... ..że wśród nich zostanie? Tu. .Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne.Może "Kraniec świata"? . ." .Banalne .. Pojąłeś.. Co przekazywała elfowi? . w Dol Blathanna? Może...... Metaforycznie. .Nie mówmy o tym .Hm. . Północ blisko..Komunikowała się z elfem telepatycznie . Geralt? Lilie mieszka we wsi. . .Prawda. Prawda. co to metafora. że. Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata.Czułem to. "Tam. .Co nieco. wśród ludzi. Nieuniknione... Czy sądzisz.rzekł gorzko Torque.O czym mówiła? .. No. gdzie.Jeżeli ludzie okażą się tego godni. dość tego gadania. Bierzcie przykład z Lilie.Nawet jeśli to faktycznie kraniec.Dokończ . trzeba to miejsce określić inaczej.Wystarczyło. Geralt? Hm. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu.Tylko tyle? .Dobranoc . . że wiesz. .Jeżeli co? . Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację.O nadziei. O tym.przerwał Geralt... .powiedział diabeł. Ładnego tytułu. "Tam. Zakładam. ogień przygasa. Jeżeli będziemy respektować granicę. gdzie.Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to. Czas spać. . o czym..parsknął poeta." Cholera. chłopcy. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać. ..Trubadur zamilkł. Niech pomyślę.. co nieuchronne.

Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. szare jak polne kamienie. odkleił mokry len od karku. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. zamulone koryta. których właściwości mógł się jedynie domyślać. Geralt przyglądał się ciekawie. Wyrastały z wykutych w podłożu. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog. wypełnionych torfem zagłębień. wręcz gorąco. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. grubo żyłkowane liście skorocelu.te. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. Pięły się po skałach. glonów pleśni i bagiennych porostów. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. Nie opodal rósł siężygron. w powietrzu wisiała ciężka. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. Wszędzie dookoła były rośliny. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. z wielkich skrzyń. Wystające z wpuszczonych w grunt. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. Nenneke. I inne. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . kryte zbitym kożuchem wgłębki. koryt i donic. jeszcze rzadsze. I takie. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. hodowle niezliczonych pleśniaków. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. Rozpoznawał mięsiste. bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. W jaskini było bardzo ciepło. Błotniste. głębokich skrzyń żółtoszare.

. Czas już ruszać mi w drogę. łuskowatych i wężowo skręconych roślin.Zgadłaś.Czy dlatego tak ci spieszno. . . szybko szczękała nożycami.Słucham .Nie. patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. . ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. bawiąc się nożycami. zapełniała koszyk pękami zielska. Nie pytała o nic. bo pokłóciłyśmy się. nie o ciebie. wyczułam to. . nie załamuj się.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz.To nie była bynajmniej trudna zagadka . . że połyskujące kłącza poruszały się lekko.mruknęła.Geralt? . wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki. Bardzo ciepło. Nie wróci tak prędko. od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. .Nie pytała? . wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki.zaśmiała się kapłanka. Kilka dni dłużej. Znam Yennefer za dobrze.Tak .przyznał nie bez oporów. ale rozglądała się bacznie. Nenneke. A jest na ciebie potężnie wściekła.sklepieniu jaskini. Kapłanka szczęknęła nożycami. Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki. których wiedźmin nie znał. . Zostań.zwalczył ogarniającą go senność. Yennefer była tu już. mamrocząc gniewnie. Nie był nawet pewien. Nenneke.wydawało mu się. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . by opuścić świątynię. Dwa miesiące temu.Ale uspokój się. Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. prawda? Niż obojętność? Ale nie. szukając tu twoich śladów.Nie. Nie. .Tu cię boli . A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku. . Zostań. Niekiedy. Było ciepło. Geralt. o ciebie nawet nie pytała. zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. .Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna.Nie wyjeżdżaj jeszcze. Nenneke. . czy w ogóle były to rośliny .

rzekła spokojnie Nenneke. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry. poprawiając tyczki. . Rzuć na to okiem. jaki was łączy lub łączył. Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron.stwierdził chłodno. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. gdy odwiedzi cię ponownie.Hę cię kosztowały? . Zapłata za strzygę z Wyzimy. co mogłoby cię obchodzić..Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. obracając gotówkę w te świecidełka.Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna. a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje.Nie. Wierz mi. kwestia ceny. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie. . Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. Nefryty zachowaj dla świątyni jako. przyznaj.Za poszarpaną szyję . co pewnie stanie się niebawem.O nic. aby próbować się leczyć . . . . . . .skrzywiła się kapłanka. dajmy na to.Nenneke znała się na wszystkim. Nenneke. rubin.O to się pokłóciłyście. Ale dobrze zrobiłeś.I tak wiem. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie. rozwścieczysz ją jeszcze .O co się pokłóciłyście? . Wiedźmin podniósł się. interesujący agat.. . Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie. .W depozyt? . Oddaj jej.. . A pozostałe kamienie. trzy ładne nefryty. wysypał zawartość na dłoń. Oren stoi słabo. moją ofiarę dla bogini Melitele. Jej wiedza o tobie. .Niczego nie przyznam.Nie robiłabym tego na twoim miejscu. żebyś to wzięła. .Chciałbym. również.Ona była tu. Cóż. są dla niej. . pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty. Dla Yennefer. nawiasem mówiąc.Nie sądzę . wydobył maleńkie zawiniątko.Pozwól tu na moment.Dwa diamenty. To dość typowe dla związku. stanął w pełnym świetle.

od czego są wyjątki. a to. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę. a kuracja. także u ciebie.. . no. mocno przejrzały.Była zbyt zaborcza .Nenneke zmrużyła oczy. Jeżeli chcesz być durniem. jak jest. Chcę jej pomóc. .Nie wypłakuj mi się na podołku.Nenneke podniosła koszyk z ziemi. ty wiesz o tym również.. -Nie mogłem tego znieść.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt. niż myślałam . ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? .Nie zrozumiałaś mnie. to absolutnie niemożliwe.Owszem . . Wiem coś o tym. .. Naprawdę nie wiem. Uciekając od niej zachowałeś się.powiedziała ostro. Jak i to. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka.. Dlatego szuka pomocy u innych. jakiej ona chce się poddać. ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej. . zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. ani polepszyć. obchodzi mnie jeszcze mniej. odwracając twarz. dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich. Próbując zmazywać własną winę klejnotami. jak cię traktowała. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem.Nie może być regułą coś. . Nie serwuj mi aby.bardziej. . banalnych nieprawd o wyjątkach. . .Jesteś większym głupcem. które reguły potwierdzają.Przestań .Jej nikt nie pomoże. Zostaw wszystko tak. bądź nim bez mojego pośrednictwa.Wiem. Traktowała mnie jak. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. proszę. bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić. Nie jestem twoją matką. Czy ty wiesz. Szkoda. Jest czarodziejką. o ile można bardziej. zachowasz się jak mężczyzna mocno. jak ty traktowałaś ją. Jestem jej jednak coś winien. to wszystko. jest podobno bardzo kosztowna. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać. Gówno mnie obchodzi. . . Jak większość magiczek ma zatrofizowane. .mruknął.To akurat wiem. nazwijmy to.

zwolnioną akomodację oka.stwierdziła fakt Nenneke. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. Cóż. Jesteś niepełnosprawny. wystarczy już. Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. Błędy.Nie odpowiadasz ..można powiedzieć wyłącznie jedno.O wyjątkach . Więcej nic. A przed nią trans. Ty jesteś chory. Znam udokumentowane przypadki.. nie rozumiem. opóźnione reakcje.Nie aż tak.Głupi jesteś! . Popełniając ludzkie błędy. .Ty bardzo mało rozumiesz . Konieczna jest terapia. . Masz przyspieszone tętno.odrzekła chłodno . . I jeżeli ci mówię. których wiedźmin popełniać nie powinien. otarł pot z brwi.To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? . niestety. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych..przerwała kapłanka. Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku. pomyśl o własnych. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia.Jeżeli to aż tak oczywiste. a przecież ciągle starasz się nim być. A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów.Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . dlaczego ona wciąż stara się. . Nenneke odwróciła się. Geralt. Ty się na tym nie znasz. Dziwisz się jej. A Yennefer. to tak jest.. które są nieodwracalne. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych .Czarodziejom .Nie dziwię się. Źle reagujesz na eliksiry. wyjątkiem nie jest.udawało się już wskrzeszać zmarłych.Źle ci się zdaje. Twój organizm tez poddano zmianom. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć. Oparł się o ścianę jaskini. Ze są. to już zaczyna przypominać konsylium. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. że nigdy nie będziesz człowiekiem. . o którym mówimy. .Cholernie mało. jak mi się zdaje. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki. . Geralt. . ja się znam.. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. uśmiechając się lekko.

.No. . że się udało. Jak mógłbym robić to. . Nenneke.Połowa z tęgo. .Aha? . . przysłałam ją do ciebie. że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb. .Ale na głos rozsądku.Konieczny jest trans . Wiedźmin ruszył do wyjścia. co robię. Byłeś spokojniejszy. zróbmy to dziś w nocy. Aha. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni. Nie mylę się. bo zgłodniałem nieco..Iola jest gotowa. ja ją i tak znam.Chodźmy więc. Prorokować. .Tak. niech ci będzie . gdybym ją znał? Zresztą. Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz. w transie Iola może zacząć wieszczyć.Właśnie. W ramach terapii. Geralt? Nie chcę być niedyskretna. to rośliny.No.rzekła swobodnie. prawda? . . . . jak to było. . który słyszysz? Nie odpowiedział. Mam już wszystko.wiedźminowi pnączy. co tu masz. Ale może po wieczerzy. dobrze . Nie chcę. .O to właśnie chodzi. . które nie rosną już nigdzie na świecie. . ale powiedz mi. czytać przyszłość.Nie mylisz się.Mam rozumieć.Jesteś pewien? Nie odpowiedział. Jeżeli chcesz wyjeżdżać. Powiedz. obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek. I powiem ci. Więcej niż połowa. .powtórzyła Nenneke.Chodźmy już. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? .Zaczęło się od tego. czego potrzebowałam.Nie. .Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę. Zrozum.. Nie złość się. A ja nie chcę znać przyszłości. jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się.Opowiem ci. Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny.Nenneke? . Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii.westchnęła. .

.westchnęła kapłanka. Ale już nie tak. Chcesz. których coraz więcej w świetle słonecznym. Geralt. . poczytaj sobie księgi. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce. Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu.Ale co? ..Pewnie nie.Czym to wytłumaczyć? . to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci. .Tak sądziłem . Eliminuje zabójcze promienie. których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz. Dlatego rosną tu rośliny..Już za późno. -Ale.W zasadzie powinniśmy . Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . .kiwnął głową wiedźmin.Jeśli powiem.A my.Zrozumiałem . działa jak filtr.. . z którego zrobiony jest dach. że kryształ. . że łaską bogini Melitele. to może zadowoli cię wyjaśnienie.Widzisz. jak dawniej. pewnie ci to nie wystarczy? .Nenneke uśmiechnęła się.

. . rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. jakby na znak.Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę. zachlapał. Bryzgi poleciały na sążeń w górę.Linka pęknie! . wibrowała.Linka aż trzeszczy! Popuść. sukinsyna! . siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. Z rękawic zadymiło się ponownie. Sum nagle wynurzył się..Trzymaj.OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb.zasapał Jaskier.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się. Zaczęli szybko wybierać luz.Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę. A z łba ugotujemy zupę! . nagłym atakiem ruszył pod prąd.stęknął poeta. Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle.. . Jaskier! . ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da..Ciągnij. targnął łbem. bo zapłacze się w korzenie! . .. zakotłował pod samą powierzchnią. błysnął białym brzuchem. .Uważaj. Linka z sykiem cięła wodę.krzyknął wiedźmin. nie ryba! Ale będzie jedzenia. bogowie! . sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska. Geralt. ciągnij! Na brzeg go. napięcie sznura zelżało.Ciągnij. ależ potwór! Lewiatan. bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. do cholery! . wzburzył wodę. w kierunku zakola rzeki.Uwędzimy go .Trzymam. nie bój się! Z łba. . pociągnęli. . Jaskier! . ciągnij! Nie popuszczaj. . popuszczaj. .. zapierając się obcasami w mokry piach..Matko. ugotujemy zupę.Popuszczaj. Linka zasyczała.Wytrzyma. targnął się z mocą.

. Chciałem rano zobaczyć twoją minę. wzięło ..Mówiłem .Bo widzisz. Na twoje pędraki gówno by wzięło. Palcem nie kiwnąłeś.. A sum złapał się na wronę. . ..Geralt! . pora w drogę. przesadzał. zapierając się.. co znalazłem! .Czego? . psiakrew.oburzył się trubadur. więcej nic. . aż echo zadudniło po wiklinach. Wodorosty aż ruszały się od pijawek. . Idę się pakować. . że ten potwór w ogóle wziął. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów..wyszczerzył zęby Jaskier. a obaj rybacy.Ciekawe. . to moja zasługa.Geralt otrzepał spodnie. trzyma jak kamień. sumi synu! . straciwszy równowagę.Jaskier.A wąsy. gdy tę wronę wyciągniesz. ha. zwalili się na mokry piasek. ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla. . boś ciągnął jak kto głupi. Spieprzyłeś sprawę. Geralt! Jaskier. Nikt nigdy nie dowiedział się. Słońce już wzeszło.wrzasnął Jaskier. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta. Zamiast gadać. . czerwony z wysiłku. zobacz. gdy zasnąłeś. rzecz jasna. resztek sieci i wodorostów był pokaźny.To. Z wąsów -zrobimy. . nie dam rady! N00. . zwiń resztę sznurów. nawijając sznur na drewniane widełki. Ha. . Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł.Ale się urwało.Wzięło.. Nie.. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. zęby nie ciągnąć na siłę. kolego.. Linka pękła z trzaskiem. poszło.Skórę sprzedamy. co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę. tylko się zaczepiło. ciągnął . Cholera.Mylisz się . kiełży i małych raczków. którą znalazłem w krzakach.. Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę..wiedźmin splunął do wody.Mówiłem. ..Ha! Popatrz.linkę oburącz.Nieprawda .Na drugim sznurze też coś jest.A niech cię cholera! . by pomóc mi zastawić sznur. co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz.

.Owszem.Jaskier. Kula przybrała kształt karykaturalnej. Po pierwsze. ociekający śmierdzącym mułem.Dżinnie! . Jaskier. chciałbyś.Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem.Ha! .. Głowa zakłapała dziobem. . który podczas szamotaniny upadł na piasek. Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban. skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. . nawet nie drgnął.oświadczył trubadur.A jużci . który nie był wcale dziobem.Nie dotykaj! O. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą.Mylisz się . .. . zaciekawiony. Wiedźmin parsknął. W środku zaś siedzi dżinn. .kontynuował poeta .Jaki? Pokaż.To jest ni mniej.Czy ty wiesz. Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia.wrzasnął wiedźmin. czarny od zgniłych glonów. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg. ni więcej. mówię! To moje! ..Moje życzenia . a na pieczęci czarodziejski znak. . Moje życzenia. buchnął czerwony.poeta ukrył dzbanek za plecami. . który spełni moje trzy życzenia.Możesz się śmiać . schylił się i opłukał amforę. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz. .Jaskier dokończył odrapywania. świetlisty dym. zaplątany w sieć.Ale na czopie jest pieczęć. Dym zatętnił. .Geralt zbliżył się. tupnąwszy nogą.Akurat! . kolonii chruścików i ślimaków. To jest stary garnek. beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba.Uciekaj. co to jest? .Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! .są następujące.Uciekaj! . skrzyżowawszy ręce na piersi.zakrzyknął znowu dumnie Jaskier. jasna cholera! Z dzbanka. coś w rodzaju dwuuchej amfory. ale czymś na kształt obwisłych. .Jeszcze czego. Jaskier! .Puść. uważaj! . zbryloną glinę. .przemówił Jaskier. . tylko zaczarowany dzban. . niechaj . Głowa miała około sążnia średnicy.

zupełnie nie wiedząc. zakołował. wzbił się w górę. Nikt nigdy nie dowiedział się.. Wiedźmin rzucił się. Powietrze zawyło. parząc dłoń. Energia. Geralt. wymachując łapami. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. Wisiała tak przez chwilę. jaką udało mu się zmobilizować.. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. przez środek. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. jeszcze bardziej urósł. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. uderzyła w cel. Rozwarta. Niech mnie da. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. co robić. Po drugie. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. odleciał nad powierzchnię wody. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. rozwarła się. w wielką. Po trzecie. Wyciągnąwszy łapska. że Geralta zakluło w uszach. ale puścił poetę. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. która nie chce nikomu dać. teraz również znacznie większa. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Efekt przeszedł jego oczekiwania. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. Potwór zaryczał ogłuszająco. trubadura z Cidaris. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. jakie było trzecie życzenie Jaskra. wreszcie zawyła. Potworna paszcza. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. potwór zaatakował. . Huknęło tak. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. zakłapała i wizgnęła. zawisła nieruchomo nad rzeką. Jaskier zaskrzeczał. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. podwajając swą średnicę. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy.

. patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. .. tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie. szarpnął w suchym wymiotnym odruchu. Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony.. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku. .Widzę .Na bogów! . Jeśli wszystko w porządku. dobry człowieku .Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! . .Nie możemy .. opierając czoło o grzywę konia.Jesteśmy w drodze od świtania..powtórzył Geralt. co wyrwało się z krtani barda. a natychmiast po tym przekręcił się na bok. khhuuurwa. proszę. kheee.Hhhh.rzekł cicho wiedź-min. . .strażnik cofnął się i opuścił latarnię. Albo jeśli herbowy szlachcic. . kiwnij głową.Przepuść nas. ochrypły skrzek. . Geralt zaklął. Co z nim? .Spieszno nam.. dusząc się i kaszląc.. skulił się jeszcze bardziej. Ale tym. .. Nie Iza nikomu.Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca.powiedział drugi strażnik.. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka. był ledwie słyszalny. zatrząsł się.Ranny? Paskudnie to wygląda.przełknął ślinę strażnik. Jaskier zaskrzeczał. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki.kłębiastą chmurę. . Przepuśćcie nas. zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku.. Po nocy nie Iza. panie. . eeee. cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową. zwinął i zwymiotował krwią. W ciągu kilku sekund znikła w oddali.Nic nie mów. zadygotał. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. Po rozgałęzionym. chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza. Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. Taki rozkaz. podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę. Przecież widzisz.Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! .Jaskier? Żyjesz? Jaskier. .Hhhh. .. II .. Khuuu. donośny tenor.Spieszę się .

.. pomożemy wam ściągnąć go z konia..Dalej. wyrazistą twarz. -Rozkaz jest rozkaz. Mężczyzna był elfem. Opatrzymy go.. nie mogę. Ogień wesoło trzaskał w kominie. Przy ciężkim. Rycerzem. . hmm. wstał. nie sposób było ocenić jego wieku.Tu nie wystarczy opatrunek . zdolny medyk. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat. . do świtu wytrzyma. byli elfami osiadłymi. kładźcie go na wyrko.mruknął Geralt. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. Dajcie. To już niedługo.jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. W izbie ciepło. Muszę znaleźć kogoś. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody. Obaj. zasymilowanymi. proszę.Szlachcic . ranion. .Potrzebny jest uzdrowiciel.zgrzytnął zębami wiedźmin. jeśli tak mu pisane.Jestem Chireadan .. duszno i przytulnie. Ten tu rycerz. . Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu.Przecież widzicie. . kto go wyleczy. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby. Tuszę.A to mój krewniak Errdil. . wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak.Wybaczcie.rzekł drugi strażnik. I drugi.przedstawił się wyższy z elfów. . W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło. z wyglądu najstarszy. Przepuśćcie nas. Trzeci mężczyzna.strażnik wsparł się na halabardzie. Podobnie jak drugi. by pasowały pod hełm. tedy myślałem. nie będziecie przeciwni.powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. siedzący przy stole. Przepuszczę was. ostrą. był człowiekiem.Nie proście . wielmożni . panie..Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście .Dobrze myślałeś . .. lekcej mu będzie niźli na kulbace.. .że wam przeszkadzamy. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu. . ten o wyrazistej twarzy. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz. . że źle z nim.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik . byście nie musieli do świtania pod bramą koczować.Ludzie . . co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie.Tyle dla was możemy uczynić. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn.. ale uważniejsze spojrzenie na herb .. kapłan.. a i złożyć rannego też będzie na czym. jak wskazywało ich odzienie.

gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. Errdil. . zarzęził. . . Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo. zakrztusił się ostatnim łykiem. .Chodź. . Zapraszamy do kompanii. pomożesz mi. .Chireadan wskazał na Jaskra. przynajmniej nie dla takich jak my. Jako taki.Nie znam żadnej baśni.Jestem wiedźminem.Niedobrze. . Zaczynają się zmiany w strunach . .powiedział Chireadan .To Jaskier. . opluł skórzaną poduszkę.Eliksir przeciwbólowy. patrząc na Geralta. Podtrzymasz mu głowę. Elfy popatrzyły po sobie. . .Wygląda to na zatrucie. Obawiam się. Mam przy sobie dobre lekarstwo. Geralt usiadł. panie rycerzu. Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby.przedstawił się wiedźmin. . Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża.uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . nie rycerzem.Obrażenia tego biedaka . Geralt? .Niestety . marszcząc twarz. ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą.Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra.i my musimy czekać tu na świt.Co to mogło być? . Prawo nie zna wyjątków. Bardzo niedobrze. .Niezupełnie . po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką.są ewidentnie magicznej natury.Dżinn z butelki .Co z nim? . ale i z mieszanego. Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. Widziałem go kiedyś. . która tak by się kończyła.mruknął Vratimir.Trubadur . Jeżeli to zatrucie. mogę mu pomóc. .Ja go znam .Jak w baśni.powiedział drugi z elfów. nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu.Geralt z Rivii . . Dawałeś mu już jakiś lek. choć herbowy.powtórzył Chireadan.Niesamowite . trubadur i poeta..wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem.rzekł Chireadan.. On ma porażone mięśnie szyi i krtań. ludzko-nielu-dzkiego związku.

urządza bale i hulanki. . Geralt.głosowych. patrząc na wiedźmina. oparł czoło na zaciśniętych pięściach. bo inaczej. Nikt nie może jej tam ruszyć. tak. całe Rinde.rzekł Chireadan.Rajcy zaś wściekają się.. . Prawda? Chireadan.To znaczy.A rada miejska to toleruje? . Ale nie narzeka na brak klientów. słyną z gorliwości w tej mierze. które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki. Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru.Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca. . . Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. . wiedźminie. Errdil. o której mówię. .Nawet trzeba .Prawda. psują jej opinię jak mogą . jak słyszałem. . . i tak wszyscy o tym wiedzą. . a wychodzi na tym znakomicie. magicy bojkotują stolicę i te miasta. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem.To bardziej areszt domowy niż azyl . że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi.. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary. bo bojkot powoduje. Jest w azylu. .Geralt uniósł głowę. A rajcy z Rinde. W mieście. Czy to znaczy. Może. czarodziejka nie płaci żadnego podatku.. jak i zarządzenia tutejszych rajców.Zapewne incognito? .. podburzają przeciw niej kogo zdołają.. To może być nieodwracalne.W całej Redanii trudno o magików .powiedział Vratimir.dodał Chireadan. .Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające.rzekł rycerz. . panowie elfy? Od czasu.Osoba. to wielka indywidualistka.Czarodziej . można? . Geralt.uśmiechnął się elf. .Niezbyt .. w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? . .A tu. Chireadan. . bawi chwilowo pewna czarodziejka. że nie będzie mógł mówić? . Bogatych klientów. nie mówiąc ani słowa.Mówić. . Na rajców demonstracyjnie bimba.potwierdził Errdil.Nie ma co robić z tego tajemnicy. Oczywiście..Ale.Ona jest tam praktycznie uwięziona. faktora handlowego z Novigradu. usiadł przy stole.Jak to? . którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde.Masz . Ale nie śpiewać. Lekceważy zarówno bojkot.poprawił Errdil.. mam rację? .

Runął na drzwi. Wiedźmin. mówię. walnął go z rozmachem po raz trzeci.Yennefer z Vengerbergu. III . Nie wiem. . co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń. . ale do damy. Wynocha.Szpicle burmistrza obserwują dom.pewnie w nadziei.Pójdę. Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. . jak się okazało.Beau Berrant. . Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie. choć już prawie bez zmysłów.Masz interes. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki. .Wiedźminowi wydało się. Odźwierny był za potężny.Nie zamierzam. pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz.. chwytając się oburącz ościeżnicy.Mam interes nie do twojego pana. maca jeszcze dookoła rękami.Nie przekupisz mnie . .Pan śpi . Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni.rzekł Errdil. wymieniając nazwisko. dgy tylko otworza bramy. . powiadasz . Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano.. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu.powtórzył odźwierny. .Cóż. do zamtuza i zrób z niego użytek. . gdy będziesz tam szedł . . rzeczywiście. Jak nazywa się czarodziejka? . włóczęgo? Pan śpi. .Uważaj. co robić. patrząc na Geralta z góry. Gdyby cią zatrzymali. trzymając za rzemyki. który jęczy tam na łóżku.rzekł dumnie cerber. jak drab.odźwierny. by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka.To idź.zgodził się wiedźmin. był człowiekiem dowcipnym. że Chireadan skrzywił się. powsinogo. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. . to twoja jedyna szansa. widząc.A niech sobie śpi .Głuchy jesteś. która tu przebywa.Nie lubię pchać palców między takie drzwi .mruknął Geralt. . wiesz. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. . . A raczej jedyna szansa tego biedaka. Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? .Ale nie mam wyboru. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu.

Pieniądz . bo . dobrze? Geralt wzruszył ramionami.Muszę.skrzywił się boleśnie mężczyzna. tam w beczułce. gwiżdżąc nosem.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? .. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę. i pomóż mi wejść na schody.. . Sok. . a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół. . Było ciemnawo..oświadczył. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. Na kamiennej podłodze. Wyszedł z kuchni. psia mać .. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. Gdzie jest służba? . jabłkowy. po czym.. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. zanieść na górę. kręcąc głową jak baran. gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo. Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. który omyłkowo ubódł mur fortecy. wśród odłamków glinianego dzbanka. Po prawej były kolejne drzwi. Korytarz kończył się ciężkimi. naczerpał soku z beczułki..Sok jabłkowy. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. Z jabłek. ale rozmyślił się.Nie wrzeszcz. rozszerzył więc źrenice.prosto w ciemię. niosąc dzban.. pachnącą ziołami i smolnym drewnem. Na rozkopanym wyrku spała.Słucham? .. nie był mu całkowicie obcy. zwiesiwszy głowę na pierś. Nie był to najpiękniejszy widok. ale stan..mruknął . uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. . Pomieszczenie było wielką kuchnią. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów. otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. Wszedł ostrożnie. Wiedźmin już miał je minąć. Słuchaj. Nalej w coś.Ona chce soku z jabłek . I zmarszczył nos. półotwarte.Sok.otwiera wszelkie drzwi. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. łomot i suchy trzask pękającego naczynia. .. . Gdzie. unosząc się z wyraźnym trudem.Ciszej . potem pokiwał głową ze współczuciem.. Goły mężczyzna spał. W sieni było ciemnawo. Usłyszał chrapanie i odwrócił się.spytał grzecznie wiedźmin. intarsjowanymi drzwiami. w jakim znajdował się kupiec.powiedział bełkotliwie. pełną utensyliów. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. . .

Rozejrzał się. Ale to oznaczałoby. karaf. zsunięta serweta zalana była winem. ogonków gruszek i kostropatych. Zmięta. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. srebrnych talerzy i pater.Przyniosłeś sok? . Niektóre idiotycznie śmieszne. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina. walcząc z uczuciem zażenowania. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. pucharów. Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. /Ogólnie rzecz biorąc. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. . półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. pełna fioletowych plam. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. Drugi był cały. który ściekł ze świeczników. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie. Geralt chrząknął głośno.Beau? . że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. świec i przejrzałych owoców. I jeszcze czegoś. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. . I czarna pończocha. Schody wiodły do sypialni. w połowie pełny. obranych z winogron szypuł. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. Kołdra poruszyła się i jęknęła. w różnych pozycjach. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. Zapach bzu i agrestu narastał. by odwrócić się na pięcie i wyjść. Wiele się powtarzało. sztywna od wosku. sterczała z niego kość indyka. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. z chęcią. Niektóre pozycje były interesujące.

. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej.Nie jesteś czarodziejem. Umrę z pragnienia. to widać. mrużąc oczy. .. ale niechętnie.Co tu robisz? Gdzie. Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Nie trzeba! .Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii. .Proszę. lekko skrzywione wargi. ... . na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. skrzącym się od brylantów klejnotem. . Geralt zareagował odruchowo. z palców wystrzeliła złocista smuga.spytała czarnowłosa kobieta. Przekażcie to panu Berrantowi. Wiedźmin wstał z trudem. . Kobieta usiadła. -Oooch. jest Berrant? . składając obie dłonie w Znak Heliotropu. w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz.. fiołkowe oczy i wąskie. na ścianę. .powiedziała wreszcie. ale wyładowanie było tak silne.Odejdźcie . bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot. kim jesteś.Pani Yennefer! . przybywający w . Mów. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu.Pani Yennefer! Przybywam w pokoju. że kobieta unosi rękę ponownie. mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą.wyjęła mu kubek z ręki. Geralt odwrócił wzrok.Dziękuję -. . że cisnęło go w tył.zawołał widząc. potem uniosła ręce i dotknęła skroni. zajmę się nim sama. . wypiła chciwie. wygrzebując się z pościeli. . Osunął się na podłogę.Przyniosłem.Odbiłeś moje zaklęcie .Nie jesteście mi już potrzebni.Kim ty właściwie jesteś? . Kobieta uniosła dłoń... Miała ładne ramiona i zgrabną szyję. . wychwycił czar tuż przed twarzą. Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. do cholery. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego.rozkazała im spokojnie czarodziejka.Oooch. Ale zareagowałeś niezwykle szybko.. Płaci się wam za pilnowanie domu. Grzecznie.

Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój. I radzę. . nie zrobiłeś krzywdy? .dotknęła dłonią jego policzka. Nie zrobiłem. wypiła duszkiem. jeśli zechcesz.Pozwolisz? . . podchodząc jeszcze bliżej. . patrząc na niego zza czarnych rzęs. porozmawiamy o mutacjach i aberracjach.Nie.Jechałem do Rinde cały dzień. który nie chciał mnie tu wpuścić. Wiedźmin.Podobne . . . zbliżyła twarz. Owinąwszy się nim szczelnie. proszę. . a sławny Biały Wilk. . jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę. Porażenie takie.powtórzyła czarodziejka.Wiedźmin .Krótko mówiąc. . że pierwszy. Lub bardzo podobne.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. spojrzała mu w oczy.Geralt z Rivii . Słyszałam o tobie to i owo. Dałem po czerepie odźwiernemu.ziewnęła. Yennefer wychyliła się z łoża. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. co sobie wyobrażasz . Cofnęła się o krok.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła. mów prędko.pokoju nieznajomy. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą. Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku.powtórzyła. nie zatrzymując się.Nie wiem. Zacisnął szczęki. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . Nie spuszczając wzroku z Geralta. to nie kto inny.Yennefer . Udziel jej.Wyobrażam sobie. a potem. Czekałem calutką noc na otwarcie bram. Gardła. to nie szkarłatna mgła magicznie . . .O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . nieładnie skrzywiła usta. . po czym przysunęła się jeszcze bliżej. A wszystko to dlatego. Geralt dyskretnie pomasował krzyże.powiedział spokojnie.Jestem Geralt z Rivii. mam nadzieję. szczelniej otulając się płaszczem. zbliżyła się. którego widzę z bliska. . wstała. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. . potrzebuję twej pomocy. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. której wyłącznie ty możesz udzielić.O regenerację magicznie porażonych narządów. odka-szlnęła.Nie dość. Pani Yennefer. krtani i strun głosowych.mruknęła.

przerwała ostro.Słyszę twoje serce. . by sondować ci mózg. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. .przerwała. .O. ale czas nagli. .poraziła twego przyjaciela.. dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy. Idź. Bardzo wolny . moja przyjaciółka.. bijąc ludzi po czerepach. . . Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku. Ale z wody i mydła nie zrezygnuję.Dobrze. rzucając naręcze odzieży na wieszak.Nie krępuj się . Najlepiej będzie. zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. Wiesz. Wstał.Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział.Piękna blizna . i to rozebranego do rosołu. .zatrzymał się w progu. polewał się wodą z ceberka. .Słucham . patrząc na jego pierś.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny. że jeśli się widziało jednego. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. nie chciałbym być natrętny.Pierwszy wiedźmin.. to widziało się wszystkie. siedząc goły na maleńkim zydelku. a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym. . wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły.Yennefer. Spieszyłeś się. Triss Merigold.. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach. Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. nie . Proszę. .. IV Weszła do łaźni w momencie. jeśli zacznę od początku. Mój przyjaciel. . Niesmak w ustach.Hmm. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. Ująłeś mnie tym i niewykluczone. ani ochoty.Geralt .powiedziała.uśmiechnęła się Yennefer.. że ci pomogę. . .pochyliła się. Co to zatem było? Mówże. gdy Geralt. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz. ale i maści twojego konia.Jeśli to aż tak skomplikowane. Oho! . . .Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp.Geralt. . potargane włosy. Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. nadstawiając ucha. dzwonem. wdarłeś się tu przemocą. którego mogę obejrzeć z bliska. zalotnie przekrzywiając głowę. mawia. to wstrzymaj się nieco.Wylazłam dla ciebie z łóżka.

zaproponował niepewnie.A szkoda. by go jakoś nazwać . Dopinając klamry butów.Opowiadaj.. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz. Zarysy i kształty pochłonęły go tak. jakby chciała zrzucić płaszcz.Yennefer uczyniła ruch. Ale.No. Niewidzialna czarodziejka parsknęła. zrelacjonował przygodę nad rzeką. Nie odpowiedział. nieznany rodzaj.Nowy a nieznany rodzaj zasługuje.powiedział. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana. proszę. . zdaje się. sponad zarysów.rytm. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła. . skracając do minimum opis walki z sumem. Yennefer . kogo może interesować rybołówstwo. A potem usłyszał plusk wody.. . których bardzo nie lubię. zawahała się. Gdy doszedł do momentu. . Nie chcę cię peszyć. ale dość o tym. ze zaniemówił. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami.ponaglił go głos dobiegający z nicości. no . . Oszczędzimy czas. a poza tym prawie się nie znamy. Yennefer nie wyglądała na kogoś. .Co . Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność. zachlupotała w kadzi.Jaki tam dzinn . . Usłyszał wypowiadane zaklęcie. Jakiś nowy.usłyszał.Interesujące. woda przelewała się przez krawędź. . z kim rozmawiam. Mam lepszy pomysł.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły.Opowiadaj! . Zwykłeś te cechy określać słowami. Dżinn zamknięty w butelce. W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. popadając przy tym w patetyczny sarkazm.rzekła niewidzialna Yennefer. Kontynuuj. .Odwrócę się . Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu..Ja się będę kąpała. miękko osuwający się na posadzkę. .zaoponował. Jesteś. którego nie lubię jeszcze bardziej.. . usiadł na ławie. A zatem. wybacz zawodową ciekawość.Teraz ja nie widzę twoich oczu. .Dzinn to nazwa nie gorsza od innych. Muszę widzieć oczy tego..Nie..No. . . Usłuchał. Moja kąpiel stygnie . . ty będziesz opowiadał. przez wzgląd na przyzwoitość.

. . zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem. dla tego tajny. bo woda. kształty też. wiedźminie? Tego. ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki.Czerpak znowu wylał wodę. że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady. .Pewna kapłanka z chramu Huldry.Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób. to co to było? . Geralt westchnął. Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce. . jedną po drugiej.Mniejsza z tym.. wciągnęła suknię i zmaterializowała się. Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach.To nie było żadne zaklęcie. Yennefer.. W łaźni zapachniało bzem i agrestem. zaklęcia? .Zaklęciem .. . gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek. choć na krótko. woda bryznęła na posadzkę.Dokładniej. .Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów.Czerpak uniósł się i wylał wodę..powiedział. Geralt. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. .było dalej? . jak dwie czarne pończochy tworzą. ..Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. zgrabne nogi z powietrza. . .spytał. .Ten twój egzorcyzm. . . . . Sądził..Choć nieco niecenzuralne.. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli. .To wszystko . jak zauważył wiedźmin.Jeśli nie zaklęcie. słysząc z kadzi szaleńczy śmiech.Dowcipne powiedzenie. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety. . jak mówisz. .Jakim? . dżinna.Co w tym jest śmiesznego? . również ukazywała to i owo. To tajny język świątynny. Mydło znikło. Nie musiała.powiedział.Jakim sposobem? .Dla kogo tajny. zdziwił się więc.Jakie powiedzenie? . Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty. egzorcyzmem.Przepędziłem tego. Powtórzył zaklęcie..spytał patrząc.Triss popłacze się ze śmiechu.

Trubadur. który uważa mojego kompana. lecz działam. . by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności.to oczywistym jest. Geralt. czesząc włosy szylkretowym grzebieniem.. zachowały malowniczy.Wracając do butelkowego stwora .Nie wątpię.Kto to jest Valdo Mane? . ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców..odwróciła się plecami.Mam pytanie..Prawdopodobnie . Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. za ulegające gustom motłochu beztalencie. wstała... że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. znudziwszy się po prostu.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa. To wymysł. jak stwierdził. duchy lampy. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. Jesteś mi przez to bliższy duchowo. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. jak zauważył. .zgodził się Geralt ponuro. . Cieszy mnie. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka. ze nie należysz do takowych. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. którzy nawet marzyć nie mogą o tym.Jestem gotowa . Pieczęć. . Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. Grzebień. Geralcie z Rivii. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? . Oba potwornie głupie. . . która zamykała butlę. Ja. czego pragnę. to spełnianie życzeń przez geniusze. d'jinni. które. pozbawiona sensu baję-da. Potrząsnęła włosami. gdy czegoś pragnę.Nie sądzę bowiem. Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. tak jak wszystkie legendy.powiedziała Yennefer. również poetę i muzyka. . Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków.Nawet dwa.Zapnij mnie . przypinając do uszu brylantowe kolczyki .czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków. haftkę po haftce. I zawsze zdobywam to. . .powtórzyła Yennefer z uśmiechem. nie marzę.Oczywiście.Ewidentna bzdura . Jesteś gotowa? . że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki.

Elfa. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. znał kilka.jak na wiedź-mina.Wiedźmin zastanowił się.Tu.Wiem. że tak . .Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta .przerwała. przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. I nie pozwolić dotykać przyjacielowi. by jej nie dotykać. . Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą.zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. zamknęła oczy. No.ucięła. obrzucić kamieniami. Kogoś. Sakiewka wydawała się za mała. że taka pieczęć jest ważna na tyle. Tak.Czy musimy. Nie bój się. w Rinde. . szarpnął łańcuszkiem. gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął. Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię. A co? Czy ta pieczęć jest ważna? .. W domu niejakiego Errdila. .To niedaleko. A co. moje portale są bezpieczne. by pomieścić . Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności.Hmm.Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy. Geralt był świadkiem. Przypadków.Nic . jak widać. ale on sam. sądząc.Zgadza się. . Sądzę. Wiedźmin zaklął z cicha. kto powinien był wiedzieć. jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego.chrząknął.Dziwne pytanie . i to przy sobie.. -Nie przepadają tu za mną. . Gdzie znajduje się twój towarzysz? .Cóż . Ale doświadczenie uczyło.powiedziała ostro . nie ma też nieomylnych wiedźminów. . mogą zelżyć. ze robi to bezkarnie.U Errdila? . gdzie to jest.powtórzyła. Chireadan? . Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. Każdy może się pomylić. Jak mniemam.Nie ma nieomylnych ludzi.. .. Cios był celny. Zacisnął szczęki. Spojrzała na niego bacznie. uniosła ręce.. możemy ruszać w drogę. Pieczęć miał nie Jaskier. . . a może i czymś gorszym. krzywiąc wargi w uśmiechu.. chyba ma. przebywa tam również jego kuzyn. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy...

Zaczynam się niepokoić. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. Errdil. . by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz.Nie przesadzasz? . nie słyszał. Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję.Nie zrobiła na mnie aż tak . Ciekawe.Nie zamierzam jej przeszkadzać.Obejmij mnie. Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast. krzywiąc się niemiłosiernie. by pomóc tobie i Jaskrowi. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. mieszkał w opuszczonej gospodzie. byle Jaskier ozdrowiał. Rycerz Vratimir. który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii. nie słyszałem.Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę. Chireadan.Geralt dopił kubek ziołowego napitku. ale nie zdążył.Jeśli mam być szczery . spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. jak się okazało.Mija godzina. . Mocniej.W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego . W drogę! Medalion zawibrował. cichutką i małomówną elfką. Magia wymaga czasu.nie spodziewałem się.uśmiechnął się wiedźmin. że tak łatwo ci pójdzie. od kiedy tam weszła . . jeśli chodzi o niesienie pomocy. nie czuł. . nie jestem z porcelany. V .podjął Chireadan . . Zimno było jedynym. . ale Geralt wiedział. Chciał zakląć. Niech to trwa choćby i dobę. . że nie jest to zwykła sakiewka. jaki ma interes w tym. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych. którą kupił. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. Krótko mówiąc. masz słuszność. Niczego nie widział.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. w przenikliwym zimnie. co rejestrowały zmysły. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych. gdy uspokoiło się zamieszanie. że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? .Cóż.

bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". za piękność uchodzić nie mogła. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. Nie jesteś pierwszym. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. że z wdzięku i urody uczyniła broń. Chireadan również się uśmiechnął.złego wrażenia. . w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. znamiona i ślady po ospie. z całą tą arogancką bandą. choć na swój sposób atrakcyjna. Uważaj. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. usuwająca blizny. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul.To trochę tak . z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . Już po raz drugi wydało mu się.prostująca i wyrównująca nogi. która zdradzała predyspozycje. Nie zaprzeczysz. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania. Wyższość. reperująca źle zrośnięte kości. Oręż. łatająca zajęcze wargi. Któż pomyślałby o tym. że skorpion jest ładniejszy niż pająk. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. owszem. Nawet tymi bardzo pięknymi.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. jakim cieszyli się magicy. wkraczała magia . bo wymagał tego prestiż jej profesji. bo ma taki śliczny ogonek. Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. lubi demonstrować. czarodzieje przyjmowali każdą. . Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści.jakbyś uważał. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. Geralt. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. nie wiedząc.powiedział . Yennefer zaś. który tak ją ocenia. że jest fascynująco urodziwą kobietą. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". Gusta gustami. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. Co oczywiście nie umniejsza faktu. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu.

. Wiedźmin podszedł. Miała figurę dwudziestolatki. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. Chireadan . Geralt. troszkę zbyt cofnięty.Nie. co w niej poprawiono. nie dla prestiżu profesji. odrobinę wyższe od prawego. Nie.Co z Jaskrem? . Yennefer. Nie odpowiedział.ukrytej nie dlatego. Nie ufaj jej. . . tym wie. a lubi wykorzystywać taką wiedzę. Nie zdołałem go ocalić. nieco zbyt wąskie.Wiedźminie. przyglądając się w milczeniu. Na górze skrzypnęły drzwi. nie umiałem mu pomóc. sensu to nie miało żadnego. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi. . Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki. . Geralt nie rozumiał Chireadana.Twój utalentowany druh będzie zdrowy . .Nie zaprzeczę. jaka była dawniej. Oczy. Brwi. niewymuszoną gracją. . Jest niebezpieczna. . nie sposób było zgadnąć.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? . za mało regularne.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej .powiedziała. Nie. Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. Widział jej lewe ramię. by je uszczęśliwić.Będziesz miał sposobność ją okazać. Zupełnie niepotrzebnie.. Ucierpiał przy mnie. Jego oczy. Przestał się nad tym zastanawiać..uśmiechnął się zagadkowo elf.odpowiedział na pytanie.Masz moją wdzięczność. rejestrowały zbyt wiele szczegółów. choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Usta. Gdybym wiedział. oczy wiedźmina. Podbródek. odrobinę za długi. Uśmiechnęła się. w mojej obecności. . Nos. . Dziękuję ci też za ostrzeżenie.Bo Yennefer o. a wyłącz.Odzyska swe zdolności wokalne.Oczywiście. Widział zbyt wiele szczegółów. że to go uleczy. . Poruszała się z naturalną.

które ustawiłaś na podłodze . Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa. precyzyjnie wytrasowanej. . chwilowo . Yennefer? . na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier. Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro. zajęczał cicho. czego pragnę. wciąż kretyńsko uśmiechnięty.I śni. rytmicznie drgać. Poeta oddychał spokojnie. Odbiorę mu to i rozstaniemy się.Na ciebie. Klucz znikł.czarodziejka przekręciła klucz w zamku.Tak więc. Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. nie rzęził już i nie charczał. to nie znam reguł.powiedział zimno.Yennefer usiadła na brzegu łóżka. W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram.Śpi . bębniąc palcami po framudze drzwi.Na kogo? .Oczywiście. czym może być lwi ryk. . .Wspominałam ci ..Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? . Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy. . przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. Tak się zaś składa. . Jaskier. Nie obawiaj się. W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza.Cudactwa. pełnym szczęścia uśmiechem. ale wiedział.że zawsze zdobywam to. Wejdź.powiedziała Yennefer.Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę..Nie pochlebiaj sobie .. z jego twarzy znikł grymas bólu. nie rozbudzona. ale dawała pojęcie o tym. zastąpiony idiotycznym. Yennefer? Jeśli to gra. nie stanie mu się żadna krzywda. . Ukryta w nich magia była wyczuwalna. Był to bez wątpienia jęk rozkoszy.zaczęła .przerwał -służą do wywoływania . jestem schwytany . .Co to jest. . .Pułapka. że była to magia śpiąca. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki. Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie. co ma Jaskier. Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka.O co tu chodzi. obróciła go w dłoni. że zapragnęłam czegoś. .

kilka marzeń. Wiele tam nie było. . Trochę świństw.Szkoda.Dobrze. nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. Ale niech to będzie uczciwy handel.Nie zadowala.Rozum mu odjęło? Majaczy? . Pieczęć. wręcz szczęśliwy. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne. i równie paskudnie. Jeśli nie zauważyłeś.Jak widzę. Wszyscy będziemy szczęśliwi. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność. . mnóstwo poezji.. . . Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. Wiem.. Mniejsza z tym.Nie . Tam. . Virginio .Piękne są twe piersi. delikatniejsze niźli puch łabędzi. rozłożyłaś cenę na wiele rat . wiedźminie. bez żalu. . Wysondowałam mu mózg do samego dna. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony. gdzie wywołuje się demony. . . którą zaczopo-wana była butla z dżinnem.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? .uśmiechnęła się Yennefer. I ja zapłacę.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. Niełatwo mnie zadowolić. Nie pozwolę na to. . Pozostaniesz zatem niezadowolony. Ja kupiłem twoją pomoc. że właśnie zaczęło się odwdzięczanie..Ach.uśmiechnął się również. poproszę. nie powinieneś mieć wątpliwości. Poproszę o nią. Pieczęć.Śni . zawszę staje się komuś krzywda. Geralt. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. Virginio. Yennefer...Do czego ci ta pieczęć? . ale ty. ale i bez uraz. I rozstaniemy się. .włos mu z głowy nie spadnie . Skrzywiła wargi w uśmiechu.powiedział zimno. Zadowala cię taka odpowiedź? . nie otwierając oczu.demonów.Jego marzenie spełnia się we śnie. . wiedźminie. . które jesteś mi winien.zajęczał Jaskier. .czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. że to nie trubadur ją ma..kontynuowała czarodziejka. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się..Co do tego. to wiedz. Yennefer. Twoja strata.

czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi. jak wbity w ziemię słup. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów. wrócę.zachichotała czarodziejka. Ale nie musisz mi już imponować. Wzruszająca i patetyczna. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce.Piękna przemowa .powiedziała Yennefer. zaciskając szczęki do bólu. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. Szkoda. .Wiedziałam. by płacić. jak kamienny posąg. . może jeszcze gorzej niż poprzednio. . Nie pozwolę. weź.Proszę. będziesz starał się zaimponować mi elokwencją.. zmusić.On już raz był blisko tego. wytężył całą wolę. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. Teraz możesz już tylko mówić. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. Ty gadałeś. Był jak sparaliżowany. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. Nie jako ratę.Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna. że choć wyrachowanie. ale potraktowałaś go życzliwiej. Yennefer. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. który powinien przekonać cię.. . Wiem. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. zapłacę drugą ratę i dalsze. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. . Bo jeżeli chodzi o pierwszą. co zamierzasz tu ściągnąć . . .. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. gówno mnie to obchodzi. że potrafisz odbić czar rzucony wprost . Urwał. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu.Ciekawiło mnie. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. .Ja .Geralt wskazał na wzory na podłodze. Yennefer.. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty. Jeśli narazisz Jaskra. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie.Ale nie Jaskier.powtórzył. wiem. to nie będzie to już uczciwy handel. że jesteś elokwentny. by ci służył? Nie musisz odpowiadać.Wiedziałam też. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża. A rób sobie.. że daremna. Geralt napiął mięśnie. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. Nie pomogło. Ale bez Jaskra. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością. . co chcesz. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. Uczyniwszy to. kiedy poczujesz .

gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. uśmiechając się i bawiąc przypiętą do .. . A może i coś jeszcze. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. bałwan.Czarodziejka wstała z łóżka. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie..Nie szamocz się. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole. ty spełnisz te obietnice za mnie. Ale mną. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. o niewielką przysługę. idziesz do celu najprostszą drogą. wiedźminku . Zorientuje się rychło. nazwijmy to..To na nic. . nie spłacone rachunki. .Chireadan zorientuje się. Zwykła chemia organizmu. . . Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. nie chodzi o czamoksięstwo. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. ... By ratować przyjaciela. walczył z całych sił. wylizałbyś mi buty. Masz silną wolę i sporo odporności na magię. Yennefer stała przed nim.. nie uczyni nic przeciw mnie. nabierze podejrzeń lada chwila. Jest pod moim urokiem. podeszła. Po tym.Chireadan. natychmiast znikam z Rinde. wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. że Chireadan się zorientuje? . . Nic. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt.Mówiłam przecież. a zazdrosny. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek. Walczył. że coś knujesz. Nie ufał ci od początku.. posłużę. Chireadan. a ja zawsze spełniam obietnice.' ku osobom przyrzekłam tu coś.Ależ posłużę. nie robiłam niczego w tym kierunku. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. Zakochał się we mnie. nie posłużysz się. Errdil.I co z tego. To się rzadko zdarza. znikły okna. Znikły drzwi. wyobrażasz sobie? Elf.uśmiechnęła się zjadliwie.powiedział z wysiłkiem. bo nie ufa ci. zapłaciłbyś każdą cenę. Nie. . Geralt.wykrzywiła się złośliwie.Beau Berrant. I nie odgrywaj przede mną komedii. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. czego zamierzam tu zaraz dokonać. Milczał. Rzeczywiście. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. Ponieważ jednak sama nie zdążę. Yennefer. Nadaremnie. . Jaskier. Kil. Yennefer. Chodzi o drobnostkę.

Geralt miał wrażenie. bo musisz zapłacić.aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików.po wymianie kilku słów wiedziałam.Idź zatem i wykonaj moje polecenia. Errdil! Zejdź mu z drogi! .Nie! Errdil. . Klęczał. W jego głowie coś rozbłysło. za zimny wzrok.Dzięki.Już w sypialni Beau ..ciągnęła . Twarz Errdila. Płać. .Muszę. wykrzywiona przerażeniem. Za udawaną hardość. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. . że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota. . za oczy łowiące każdy szczegół.Zapamiętałeś? . pani. I głos Chireadana.Tak. Ciemność. pani. choćby Chireadan... Twarz Chireadana. miękkim głosem. Bzem i agrestem. w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty. I wiedziałam. schody. w uszach zaczęło straszliwie szumieć. Medalion na szyi zadygotał.Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira. jaki jesteś. . Za mniemanie. . Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki. Ale zrobisz to ty. że zbliża się do niej na kolanach. za sarkastyczny ton. Balustrada. za kamienną twarz. Bzem i agrestem. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy. nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki. . . za wyrachowaną wiedźmę. .. Błysk.. wpiła się w nie jak wampir.Jego własny głos. Poczuł. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. .Możesz pocałować mnie w rękę.... Yennefer mówiła do niego łagodnym.Geralt! Co z tobą? Geralt. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. zapadł w ciemność. To był jego własny głos.Muszę iść.Na rozkaz. . dokąd? . pani.

jak ktoś unosi go. rozejrzał się. VI Ciemność. że tak długo nie przytomniejesz.. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od.. Jaskier jest tam.. Wiedźmin zaklął...Cieszy mnie . Rzucany przez pochodnię cień. Cień kraty.. w zupełnych niemal ciemnościach.Chireadan? Gdzie. . Tak jak i ty. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. Bzu i agrestu. Widział ich niewyraźnie. siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni. Gorąco. ..Jeszcze jak. Cholera. odór. Yennefer.. świadczyły. Hej. co jedynie z pozoru było kupą łachmanów. opiera plecami o zawiłgły mur.. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków. Chireadan podgarnął słomę. psiakrew.A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz. Już się zaczynałem martwić. zgniłej słomy i mokrych łachmanów. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl... Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży. Zapach bzu i agrestu. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców.Poczuł. Będzie burza.... wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą. W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób. Zapach.że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków. cień na pokrytym słomą klepisku. I Jaskier. . Żaden nie odpowiedział. Eksplozja słońca. . z nią.Nareszcie.Wsadzili nas do lochu .Zapach bzu i agrestu. . . Drzwi.rzekł elf .. Parno.stwierdził ponuro. . gdy mnie tu wrzucano. głowa mi pęka. byłem bez zmysłów. pomyślał. Smród uryny. a ona planuje.Nie wiem..Cholera jasna. .. Gdzie my jesteśmy? .Czy to ważne? . .. usiadł wygodniej. Zapach? Nie. że nie przebywa tu od wczoraj.

Ogłuchliście? ..zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem.. pochrząkali. Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo.Do żadnej .Pytam. masując skronie.odrzekł dumnie dziadunio.Chireadan? . a po chwili .rzekł wreszcie jeden. .A ty.Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma. Wiedźmin splunął. .Wy macie swój kącik. Wyrzuciłeś go oknem. Niczego nie pamiętasz? . my swój.. .Lichwiarz upadł .Z tym zamachem na władzę. . prosto na ulicę. w którym byłem ja.że na tym się nie skończyło.Wielmożni . . .Ano .Wyszedłem na ulicę..ciągnął cicho Chireadan.Absolutnie.powiedział drugi. . .. To prawda? .. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust..zniżył głos elf. wszedłeś. ..Wszedłeś do lombardu. Potem. Myśmy ino kradli.mruknął Geralt . . Ludzie mi się przyglądali. miłości prosim. ..trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . nie jacyś polityczni. Potem był jakiś sklep.. Mocno. Myśmy są porządni złodzieje. Chireadan parsknął.Obawiam się . Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi.Bo ja jestem niewinny. Geralt splunął ponownie.Lombard . Nawet bardzo mocno. . potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy.A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca.. Errdil i Vratimir. Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek. Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. dziadku . jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie. Za tobą ciągnął już spory tłumek.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas. I niech każdy swego pilnuje. kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu.spytał. .Geralt splunął. .spytał drwiąco elf .Obawa uzasadniona.Tak ono i jest . . . Myśmy się na władzę nie zamachiwali. .

budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą.I ja radbym to wiedzieć.Jakiej? . Coś ty z nimi wyprawiał. . Geralt.pokiwał głową Geralt . baty. którzy nadbiegli. Kara. Bo kapłan Krepp. błagał o litość. Większość z nas wiedziała. Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. To oni wsadzili mnie do lochu? .Mów. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety. oznajmiłeś wszem i wobec. poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. ale dodawałeś inne określenia. . Pewnie cię zainteresuje. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. . będzie wymierzona na miejscu. wrzeszczał. wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. oznajmiłeś.Domyśliłem się tego już dawno. Nie tylko głosowali za tym w radzie. ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. . A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. co to było za widowisko. Nie oszczędzaj mnie. a aptekarz wył. . których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. toporki.Łoiłeś w zad Wawrzynoska.A ja .Najprościej rzecz ujmując. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. pomijałeś jego oficjalny tytuł. I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. wlokąc Wawrzynoska za nogę. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób.A gdzieżby tam. opisać trudno. obiecał nawet poprawę. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej. Och. Zarówno lichwiarz. . płakał. Mówiąc o nim. ba. Mów.Szedłeś do świątyni.byłeś znowu na ulicy. Chireadan. . poszedłeś dalej. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi.Chcieli.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . Oni mieli miecze. pałki. również członek rady. nie żałując ręki. Opowiadaj. Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów. bo to niskie i odrażające. . a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. Zamachnąłeś się znacznie wcześniej. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich. jest gówniarskie i absolutnie karygodne. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. dokąd zmierzasz.

. .to co nam grozi. Bo bałem się. Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. by podziurawić cię sulicami. że byłem powodem twojej śmierci. Znam go. nic ująć. że to sprawka Yennefer. burmistrz. Uroku . co tylko było w cekhauzie. Ale jeśli nie zdążył... Zanosiło się na to.Nic dodać. a sam okazałem się równie wielkim. Wdałem się z nimi w spór. jak myślisz? . A to oznacza. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi.. nie pozwolić. obezwładnić. wyrok wydadzą rajcy. wybacz określenie. a jest dokładnie odwrotnie.. ze będę wisiał.Nie.. durniem. Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu. Wybacz mi. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem. . . w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. Omamiła mnie. . . skrzywdzisz ją. ze przez ciebie tu siedzę.Wybaczam skwapliwie. ale winę ponoszę ja. nie przerywaj. Wiedźmin nie odezwał się.Kiedy upadłeś. kilku strażników doskoczyło. drogi elfie. .zgrzytnął zębami wiedźmin .mruknął elf. Moja głupota. .. jak mówią krasnoludy.. ze gdy pryśnie czar. Psiakrew. Ja. ciebie ostrzegałem. że cię po prostu zmasakrują. wała.. Chireadan. jaki na ciebie rzuciła. Bo nie masz pojęcia.Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu .mruknął Geralt.to kto wie. Ostrzegałem cię przed nią.Jeżeli Neville.Pięknie . Martwisz się. skąd ty wziąłeś się w lochu? . Ale nie doszedłeś do nich. Ty siedzisz tu przeze mnie. zrobiła ze mnie. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. to jeszcze ze świadomością. wrócisz i. . -Nie dość.Aha . Nie zdołałeś tam wejść. w jamie. oprócz katapulty. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym.. Co jeszcze? Desekracja świątyni? . Nie.. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. Chireadan. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. Ale. Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś. Nie zrobiłem tego. jak mi się zdaje. I zapewne Jaskra. zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . Wiem. -jaką moc miał ten urok.Hmm.Kończyć nie musisz.

zdziwił się półgłosem elf. powtarzam. Złodzieje wcisnęli się w swój kąt. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami. nazwijmy to. Kopnąć łysego też nie mógł. który go w niewytłumaczalny sposób. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu. a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. Myślałem o niej.Ten . poobserwował czas jakiś . uśmiechając się smutno. fascynował.. Chireadan . Chireadan chciał się zerwać. Zgrzytnął klucz. brutalnie poderwali i przyparli go do muru. mocno zafascynowany. długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę.. Obraz. o tobie.powiedział. Nie pomogło obronne napięcie mięśni.. cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda.. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych.Chireadan? .przerwał elf.powiedział ..Pan rajca Wawrzynosek . Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. nazwijmy to.Nie. Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać. szczęk metalu.Yennefer nie udałoby się wam przełamać. unikając wielkich słów. .Nie myślałem. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy. .Nie lubię wielkich słów . wskazał na wiedźmina. czy ci aby dobrze u nas w loszku. .Ty ją.Tak? . łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie.Tak prędko? .Jestem nią. podciągnął rękawy i pomasował pięść.Myślałem. Przypomnij sobie gwardię. Loch wypełniły cienie czterech strażników.kazał zapytać. Łysy strażnik stanął przed wiedźminem. Jeden ze strażników.Nie dziwię się.powiedział krótko. .. . . Dwaj inni chwycili Geralta. . z wysiłkiem łapiąc oddech. Dziwisz się zapewne. .Ty ją. . Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek. . Geralt. ale opadł na klepisko. by przywołać w pamięci obraz.

poczerwieniał. przez którą przeświecałby mur. . Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał. .No jak? Żadnych życzeń? . Geralt i Chireadan. chmura burzowa przepływała nad Rinde. zaryczał z bólu. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. parskając i sapiąc . Następne uderzenie. I pękł. zionąc cebulą i zepsutymi zębami. A musiał zemdleć. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce. zgodnie z planem Geralta. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk. .No jak? . ale powyżej nie było dziury. Łysy zgrzytnął zębami. że się nie skarżysz.. wyszczerzył zęby. z trudem podnosząc głowę.Jedno.Ucieszy się pan rajca. chwycił się oburącz za brzuch. ale nie miał czym.Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. czy nie masz jakowych. w to samo miejsce. po krótkiej chwili rozległ się ostry. Zmieniał rękę. skromnie opuściwszy głowy.kontynuował łysy. Strażnik splunął. zawył.. milczeli. niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu.. . musiał zmusić łysego do. zamierzając bić w głowę. Choć wydawało się to dziwne. .I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy.stęknął wiedźmin. VII .. bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. .sprzączkę własnego pasa. Ale cios nie został zadany. cofnął się i zamachnął. tym razem. .. przeciągły trzask gromu. Ulewa przybierała na sile. znowu pomasował kułak.. skurwysynu.łysy cofnął się nieco.Niczego ci nie trzeba? . Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa.Żebyś pękł. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. Łysy obrócił się bokiem. Aby zemdleć. po czym strażnicy poderwali go znowu.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

zaśmiał się kapłan.parsknął Krepp. Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie.Ten potwór niszczy moje miasto! . identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. roznosić w strzępy strzech. czarodziejka już by go miała. pękali ze śmiechu do czasu. jej zaklęcie zaraz osłabnie. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz. burzyć kominów. hę . ty łysy durniu! Mądrzyłeś się. . . I robił to.Patrz. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. ich preceptor.Nie uważaliście.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . gdy mówiłem. ze pod oknami mogą stać wyborcy. w Wiedźmińskim Siedliszczu. że ten demon.Kiedyś przed laty. powtarzam. Wzlatywał i spadał. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. Powiadam wam. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. panie Neville . niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny.. gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. . . po okręgu. bucząc wściekle. zrywał się i pikował w dół.. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela.. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. Nigdy nie uważacie. że d'jinni zetrze ją na proch.Trafiła kosa na kamień. Dżinn mógł.Niszczy miasto! . I będzie spokój. gadałeś.Hę. nie bacząc. gdyby nie to. jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie. gdy mówię. . . był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego. . Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. .wrzasnął burmistrz. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. skończy się to tym. krążył. Bo dżinn. kto kogo schwytał.powtórzył kapłan. .Trzeba czekać . różnokolorowego światła. niesłychanie silny d'jinni. ale. i złoił obu rzemieniem. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! .Tu się nic nie da zrobić.. nie wiem. To jest. Krepp.Sram na sprawiedliwość! . co wyczynia trzmiel na uwięzi. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha. co się tam dzieje! Panika. Patrząc.Ale nie z założonymi rękami.zawył Neville. druzgotać wieżyczek i mansard. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. i tyle.

Mogę.powiedział z ociąganiem. Chodzi o portal. co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł. Przepraszam cię. .Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! . nawet niewidoczny. Chireadan.rzekł zimno kapłan. Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów. napotkał wzrok Chireadana. . ..Nie widzisz? . .Muszę. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad.zdecydował się nagle. a nie stać i gadać! Bogowie. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki. bo musisz. prawda? Geralt zawahał się. .Geralt . Bo ja sam tego nie wiem. że czuje zapach bzu i agrestu. czy nie? . .. Elf uśmiechnął się.. .Nie przepraszaj.kapłan dumnie uniósł głowę. -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić.Wydajcie rozkazy.Zaklęcie? . To.Potrzebna mi wasza pomoc.Do diabła z twoją modlitwą! . potem spuścił wzrok. co się tam teraz dzieje. .To bierzcie się do roboty. umknął przed nim. . Wiem.. Modlę się. .Chyba tak . zostawia ślad. Można zaklęciem taki ślad ustabilizować.rzekł Krepp.Pytałem. .Wątpię. .Możecie. . Zdawało mu się. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością. gdy geniusz skończy z czarownicą. jakie się zacznie.Chybaście niespełna rozumu. Geralt uniósł głowę.I o powagę.Nie ma już nawet znaku po portalu .Panie Krepp . którym przybył tu Jaskier. .. . jak Chireadan dotyka jego ramienia. jest niczym w porównaniu z piekłem..Portal. Odwrócił się. Przejdę tym śladem. Portal wciąż łączy ratusz z. . co czujesz. burmistrzu.Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! . wskazując na ścianę.Idziesz tam. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . . Elf spojrzał mu w oczy.Proszę o ciszę . bo czas nagli.odezwał się Jaskier.rozdarł się Neyille. .

.. Dzinny to mściwe istoty. uczyńcie rachunek sumienia.powiedział. ryczący i kotłujący się jak huragan.Wiem. Czarodziejka jest zgubiona. Geralt wstąpił w nicość.Już uczyniłem . Mogę was pobłogosławić.. który nim wstrząsał.Ten egzorcyzm. pękną wam bębenki w uszach. gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi.Cóż . . . Jeżeli portal eksploduje. Bębenki odrastają. Roztoczę protekcję. .. wyrzucił go z impetem.Proszę was. panie wiedźminie. . Wy. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę.. dysząc. odetchnął głęboko.Chcecie ją ratować. Co znaczą te słowa? ...Zaiste. Uczyńcie rachunek sumienia. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę... VIII Portal.. a zimno zdławiło śmiech. na wszelki wypadek.nie wystarczy czasu .rzekł kapłan. panie wiedźminie. Właśnie na tym. jeśli tam pójdziecie..Panie Krepp? . kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza. wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie. sposobna pora do żartów i krotochwili. . Wielka mi rzecz. bębenki..rzekł Krepp. panie Krepp. Geralt spojrzał na niego życzliwiej. .powiedział. z trudem . "Odejdź stąd i wychędóż się sam". . Nie ma też żadnej pewności. więc wam powiem. Wyjdźcie wszyscy z komnaty. też będziecie zgubieni.Gotowe .dokończył Geralt. .. Hmm.Ja zostanę ...Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. . Geralt.Na tym to właśnie polega. Ostatnie to wasze życzenie. Poruszył dłońmi w powietrzu. .. ale na odpuszczenie grzechów. Na to nigdy nie wystarcza czasu... wypluł z rozrywającą płuca siłą.Słucham was. panie Krepp. Spróbuję was wyciągnąć. Kapłan uśmiechnął się. Zanim w to wstąpicie. . prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. Krepp wyprostował się. Hmm..Geralt stanął przed słabo świecącym portalem. który tak was zdenerwował. Znaczyło to.Mężny z was człowiek . czy nie jest przerwany. A gdyby portal pękł.

. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila.Nie złamiesz go. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. .Nie. On cię zabije. trząsł się i trzeszczał. Cały dom wibrował. chwiejny. . Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe.Ja.parsknęła. ale wyraźny. Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. Wynoś się stąd.łapiąc powietrze otwartymi ustami. .Interesujące. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli.Nie tak łatwo mnie zabić.Wynoś się! .Nie! . zerwała się i uniosła dłoń.Ty? . ogniste linie przepadające w górze ponad dachem. krzywiąc się złowróżbnie. pochylona nad' magiczną kulą. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. trzeszczące.Nie rób tego! Chcę ci pomóc! . ale szybko zorientował się w pomyłce. wygląda. rozumiesz? Nie mogę go opanować. Na powale zarysował się wielki ognisty . . Migotliwy. Ale w gruncie rzeczy nieważne. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna. złamię. powinnam już mieć go w kuli.. Znajdował się nie w izdebce. prześwietlała na czerwono palce czarodziejki. .wrzasnęła.. . . ale łajdak nie słabnie. Yennefer zobaczyła go. .Pomimo tego. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. .krzyknął. Początkowo sądził. Rozejrzał się.Pomimo. natychmiast. jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak. Podłoga dygotała. Złapałam go. Yennefer. Klęczała pomiędzy stołami. że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu. Zobaczył ją. co ci zrobiłam? . Nie potrzebuję twojej pomocy. Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem. nie pojmuję tego.. Urwała.Pomóc? . rozjarzonymi obecnie do białości. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze.

Yennefer? . ale stale zbliżał się do czarodziejki... to będzie portal losowo rzucający. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem. bez widocznego efektu. napinając więzy. rzucił się na nich.. trzeszczały. . Geralt rzucił się ku niej. Czarodziejka zaklęła. Dżinn. Nie mogę go powstrzymać! . Geralt! . musisz uciekać.... Uważaj. niepozornie i nader prowizorycznie. wskazując na portal. rozciągając je. unosząc ręce. nie mam czasu ani siły na inny.czworokąt. który wyczarowała na ścianie przy schodach. wyskoczył z portalu jak korek z butelki. coś jak gdyby rozkaz. wyjąca tak. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki.. Yennefer nie cofnęła się. rozdął się i zdeformował.. Nie zrozumiał jakie. Ale geniusz nie zaatakował.. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy. .krzyknęła Yennefer.Zlokalizował mnie.Tędy! . Yennefer nie cofnęła ..Yennefer.Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować.Uciekaj.. polecenie. rozdął do imponujących rozmiarów. czerwieniejąc z wysiłku. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. W ryku tym było coś. Otworzę mój portal.Tędy. Nie wiem. . W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie. Geralt.. drogę ucieczki dla ciebie.Chce się do mnie dobrać... różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami. omotany magicznym światłem. Nie mogę. . Powoli. krzyczała zaklęcia. Tworzy własny portal. rozwierając paszczę. .. Przygotuj się. -jęknęła. gdzie wylądujesz. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. by dostać się do środka. Yennefer skoczyła.Co się dzieje.. odepchnął i zasłonił. spadając na dżinna jak sieć.Tylko razem z tobą! Yennefer. ze aż świdrowało w uszach. Nie może zerwać uwięzi. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna. Dżinn zawirował jak bąk. z jej palców trysnęły iskry. ale będziesz bezpieczny. wodząc w powietrzu rękami. Geralt! Uciekaj! . ale portalem się tu dostanie.

Doprawdy.odkrzyknął. . jej dłonie sypnęły iskrami. Leżeli na samym środku sali balowej. upadli na marmurową posadzkę. Wylecieli. jasnej od kandelabrów.. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. . Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył.Czy mają państwo zaproszenia? . . patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu.krzyknęła Yennefer. Nie puścił jej.To skandal . Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. Portalu prowadzącego w nieznane. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. wodorostów i ostryg. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg.rzekł z naciskiem szambelan. . usiłując wy drapać mu oczy. głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot. ucapił ją za oba przeguby.. Ktoś wrzasnął. . -Uratowałem ci życie. a zaraz potem stół. Nikt nigdy nie dowiedział się. ktoś zapiszczał. zwarci w uścisku. nie zabił zapachu bzu i agrestu. drugą wpił we włosy na karku. Geralt. zły nie na żarty. zręcznie podstawił jej nogę. przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik. Zażądam. przerwawszy taniec. jaki wytworzyły zaklęcia.Ty kretynie! . z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy.się. odwracając twarz. Wiedźmin przyskoczył.Odchędoż się. . otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho.wrzasnęła Yennefer.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. czego zażąda szambelan.Gówno miałaś! . Przenikliwy zapach ozonu. przesadzacie z tą teleportacją. Geralt rzucił się za nią. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną. . Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. Yennefer wyszarpnęła się. chwycił w pasie jedną ręką. z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. durniu! .Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! . Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią.

Zanim zdołał złapać oddech. agrestem i ostrygami. . wierzgając niczym kucyk. zdzieliła go łokciem. . targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. IX . Mylił się. a chcąc uniknąć uderzenia czołem. których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz. druzgocąc balustradę schodów. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. wrzasnęła zaklęcie. palancie! Puść. Geralt chwycił ją za ręce. a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało.Co się tam dzieje. ze straciła przytomność. Był pewien.Puść mnie! . Trafili w cel. Yennefer. mówię! Uwięź zaraz pęknie. Poczuł. głupku. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. .Co się tam dzieje!?! .Idioto. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. . jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś. Wpadli oboje w nicość portalu. próbując przytłamsić do podłogi.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. chociaż miał ochotę. też nabrawszy praktyki. Chwycił ją jeszcze mocniej. mówcie. że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia. do cholery! . Yennefer zaklęła wstrętnie. i nie pomylił się. odskakując od okna . Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. w karczmę Errdila.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem.wrzasnęła. starając się przebić wzrokiem ulewę. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. muszę ją wzmocnić.Biją się! . Spadli. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. gdzie popadło. wyrwała mu się.Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem.

powiedział ponuro kapłan Krepp. czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno. klaszcząc po błocie bosymi piętami. uwięź zaraz pęknie.Zaraz zobaczysz. Była wyraźnie zmęczona. Tłumek cofnął się. . . kryć się! Komu życie miłe. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil. panie elfie. ludzie.Rozumiem. Panie Neville! Rozkażcie. . Jaskier .Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! . . Bardzo rozumnie. . . błysnęła błyskawica.Uspokój się! Zrozum wreszcie. . Hej. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice.Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. Gratuluję.Rozumnie. z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom. znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej.Biją się? . dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując.Yennefer! .Czarownik i wiedźma biją się! .krzyknął.wycedziła. Nie dokończył. . kryjąc za filarami. niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. dlaczego? Chireadan. groty były słabe i wolne. a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie.. . unikał ich bez większego trudu.Jasne. Co was tak bawi? . byłby pożar jak nic! .potwierdził. by ratować tę czarownicę? Psiakrew.. .zdziwił się Neville.To już długo nie potrwa . Wystarczy.Dlaczego Geralt tam polazł? .karczmy jak oparzony. szczęście.Oni się biją.Światło magiczne słabnie.Nie zdołam? . co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz. ludzie! Biegiem tam! Bogowie.Rozumiem. że pada. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki.jęknął Jaskier. . . do czego jestem zdolna.Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . stając nad nim. . Ubranie zasyczało i zaczęło dymić. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał.

Yennefer. nawet jeżeli już się domyślił. . Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem. napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta..... na bogów. z sufitu sypało się wapno i drzazgi.mruknął Chireadan.Ależ on potwornie ryczy! Wygląda.To było drugie życzenie wiedźmina.Zaczynam rozumieć.To on miał w ręku pieczęć. wiedźminie. jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. . .Uciec? . Budynek trząsł się.rzekł kapłan Rrepp.Jak to? . . cholera! . gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie.. dygocąc spazmatycznie. nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo..poradziła. .. ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. posłuchaj mnie uważnie.. meble pełzały po podłodze.. . Geniusz spełnia jego życzenia. pochylona nad nim. . Muszę zająć się dżinnem..Geralt? Życzenie? . Zdziwisz się. zatoczył koło.Ależ on ryczy! .To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn.zmarszczył się Jaskier. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić. chwytając się odruchowo za gardło. gdy się poruszasz.powtórzył Krepp. .. Pobaraszkowaliśmy.Jest wściekły . .Zdejmij to ze mnie! .Psiakrew . .I nie dziwię się.. Ja też byłbym wściekły. . Ostatnie. bo gotów mi uciec. że jest cholernie wściekły! . Chireadan spojrzał na niego szybko. Ale.wrzasnął. ale co za dużo.Bo jest . nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży. Zostało mu jeszcze jedno.Co? . XI Dżinn zatargał się na uwięzi. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu..To parzy tylko wtedy.. dysząc ciężko.Leż bez ruchu .zaryczał. Muszę ci coś wyznać.Palę się. Muszę ci powiedzieć prawdę.. .krzyknął Jaskier. to niezdrowo. Nie powinien mówić jej tego. Klucznik w lochu. . Pękł. która więziła geniusza. .

. ale tobie nie daruje. Nie Jaskier.jęknął nagle. . . napluł na niego.. Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić. nie doceniasz mojej mocy. nagrodzę go sowicie.Co cię obchodzi. . wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII .. rzucił w błoto i rozdeptał.. Zginiesz. ledwie trzymasz się na nogach.zawył Jaskier. Nie... on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! .To przecież jego fach . Yennefer. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem. . . .Absolutnie bez. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją.. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem.zastanowił się kapłan.syknęła.Nie doceniasz moich sił.. Gdy będzie wolny.Jak to? Panie Krepp. Zwolnisz dżinna.krzyknęła wściekle. lecz ty. co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym. nie sądzę. i siebie! Panie Krepp! .Wiedźmin ratuje moje miasto. Dlaczego. .. zemści się na tobie.powtórzył Chireadan gorzko. Gdyby wyraził właściwe życzenie.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! .Gratuluję. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać.To moje ryzyko! . do ciężkiej i niespodziewanej zarazy.Ale gdyby. Masz jeszcze jedno. Dlaczego? Przecież wiedźmin. i ciebie. zabije cię. żeby . Dżinn może i spełni je. ... czy jak wam tam. .. Nie mogę.. Geralt! . Udało ci się mnie oszukać. Geralt. Nie doceniasz mnie. powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach.. Yennefer.To nie takie proste . Życzenie. Bogów przyzywam na świadków.. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam. .Przecież on. Jesteś wycieńczona. Yennefer. .A więc to tak .. .Zginą obydwoje? .Absolutnie bez sensu .wtrącił Neville.. a wówczas ja go zabutelkuję. .Nie wystarczy ci już sił.. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je.. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna.Nie. jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.

I chyba lepiej. kim byłą niegdyś. z czym żyła. żeby nie wpadał. Przeraził się. Bardzo słabe światło. bez śladu. o czym nie mogła zapomnieć.Życzenie. czym być musisz. Wiedział.na to wpadł. z jej rąk biło światło. drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. oplatany siecią gasnących już promieni. Dżinn spełni to życzenie. zanim stała się czarodziejką. Bo patrzyły na niego zimne. Wypowiedz je. smukła. zwalił się prosto na nich rycząc. nie tym. straszna. A wiedźmin nagle . . uśmiechając się paskudnie. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. z bliska..Więc czego ty pragniesz. . że odczyta jego myśli. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. O czym pamiętała. bo klnę się na Moc. przenikliwe. Zgłuszył tę myśl w sobie. spojrzała mu w oczy. wyprostowana.. Pochyliła się gwałtownie. zabił ją. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli.. XIV . I piękna. Czując. Kim była naprawdę. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. o swobodzie bycia tym. w poświacie magii. prawda? Przecież tego pragniesz. . Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. czarna. czując przy tym ogromną ulgę.Milczysz . nie prawdy. Sufit pękł. Wiedział. o tym marzysz! O wyzwoleniu. Milczał.syknęła. Dżinn. złe i mądre oczy garbuski. Geralt. że. kim zechcesz. Odgadłam. że dowie się. poszukaj głęboko i dokładnie. Yennefer rzuciła się na spotkanie. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. Nie. Czuł zapach bzu i agrestu.powiedziała nagle.. nie mamy czasu! Milczał. Przeraził się. wyrzucił z pamięci na zawsze. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. co odgadł.Człowieczeństwa . z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem. Że nigdy mu tego nie wybaczy.

Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty. syknął.Cholera.Ach . Yennefer. Dziwnym trafem miejsce.Uciekł! Uciekł! ..Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville. delikatnie przesunęła palcami po dłoni. -Cóż za cudowna ruina! . wzbił się w niebo i uleciał. uklękła obok.Żałujesz? . . .Przepraszam. czczeniu. . .Żyję . Pomyślimy o pomniku. wielki jak stodoła.wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. . zniknął. XV Dom eksplodował. przepadł. pamięci i wszystkich pomnikach świata. powiadam wam! . . . było zupełnie czyste. czego pragnie.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! . Kilka bąbli.zrozumiał.Żyjesz? .Wiedźminie . .Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza. dżinn uciekł. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą. urwał iglicę z wieży ratuszowej. Z kurzawy wyprysnął dżinn. Było tak. otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. d'jinni. .Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu. cholera! . wspierając dłonie o kolana. belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier.odchrząknęła. jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza..Poparzyłam cię.Drobiazg. jedna cegła. że wie. uczcimy go. Definitywnie.. . Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna. zatoczył nad miastem trzy kręgi... Wiesz.Nie zapomnimy. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka.. cegły.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. XVI Geralt rozejrzał się. swobodny. zarumieniona lekko. już wolny.zawołał kapłan Krepp. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. gdzie leżeli. Nie spadła na nich nawet jedna deska. I wypowiedział życzenie.

. byli troskliwi i czuli. Co cię do tego skłoniło. wszystkim. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona. a cały świat przestał nagle istnieć. ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. czego sobie życzyłeś.. najpiękniejsze oczy całego świata. Usłyszałam. które. której dotykał. krótką chwilę. to skazałeś się. . jej szyja.. że była to cała wieczność. każdą myślą. co to troskliwość i czułość. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. Skazałeś się na mnie. po prostu osłupiałam.I co dalej? . Nie wiem. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi.Nie wiem.szepnęła. Yennefer pocałowała go. I w ogóle im się nie spieszyło. proszę. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. chłodna skóra. uściskiem.... Wszystkiego mogłam się spodziewać. ale istniał zupełnie inaczej. .Mhm? . ale żeby. jak się obawiał. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli. pieszczotą.To dobrze. słodkie od pomadki. . Dlaczego ja? .. całym sobą. Pomóż mi wstać. a on zrozumiał. Geralt? Dlaczego. tego miękkiego dotyku. oczy.. wszystkim. bo to rzeczywiście była cała wieczność.To twoje życzenie. Wszystkim. staną się dla niego. . nieporównywalna z żadną.Zaczekaj . a im wydawało się. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy. wszystkim. że nigdy nie zapomni tego zapachu.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. wiedział. a potem już wszystkim. byli dokładni. .szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. bo bardzo chcieli.Geralt? . Wiedział nagle. Ale jeżeli tak.. pieszczotami. przestał istnieć na maleńką. dotknięciem. udało im się. Osłupiałam. jedyną myślą. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie.Nie bardzo. Wiedział to. A potem świat znowu zaczął istnieć. jej delikatna. Przerwał jej pocałunkiem. . mięciutkie i wilgotne.Twoje życzenie . dotknęła go.

.Jaka cisza.Nie wiem. . . .Niech stolarz robi trumny . .Nie przeszkadzajmy im..Powiedzcie stolarzowi. albo mój dżinn ich wykończył. .potwierdził Errdil. .powiedział Vratimir. .Na wszystkich bogów . . Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.. Zbliżyli się do ruin oberży.Geralt.Nie jestem pewien. .Trzeba by zobaczyć . czy warto się było na mnie skazywać. Chireadan. Słyszałem. mówię wam.Coś słyszałem. Zaczekaj. . . przecięła niebo urwanym.. co robisz. jak jęknęła. . a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył..Yennefer żyje .rzekł Krepp. wysilając swój muzyczny słuch. Nie ma co. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna.rzekł nagle Jaskier. wycierając czoło zmiętą czapką. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży. Albo pozabijali się nawzajem.Ja tę czarownicę znam. przechylił głowę. O. . Nie jestem pewna. Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha. . | .przerwał Errdil.To oni . ulegając mu zupełnie. . Nie żyją. . . Musi strasznie cierpieć. jęknęła znowu! . Co to było. ....powiedział krótko. a teraz jakby makiem zasiał. Zdawało się.Mogą być ranni. Powiedz to jeszcze raz.. .Chodźmy stąd .Ja też nie.Prędzej grabarza . Jęknęła.Ja też słyszałem. Ja nie umiem. Chciałam ci powiedzieć. kolorowym łukiem. Może wezwać medyka? . proszę.Przed chwilą aż krokwie latały.mruknął Jaskier..Cicho . ja.Aha . bardzo czujnie i powoli....Jaka cisza ...Nikt nigdy mnie tak nie nazywał.. Nad Rinde zjawiła się tęcza. Bo widzisz.Yennefer. Yen.powtórzyła.Yen .powtórzył Jaskier. . . XVII Deszcz przestał padać..stwierdził Krepp.Yen. mówię wam. trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku.. przez które ostrożnie zajrzał. Podejdźmy bliżej.

Oboje. . . ona. . Niech tam zostaną. . bardzo smutno. a dołączą do nas. Bardzo. do cholery! Elf uśmiechnął się.Co oni tam robią? .Chodźmy stąd .powtórzył elf.A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.Nie lubię wielkich słów .Powiedz-że. . nie minie wiele czasu. .Zostawmy ich tam samych na jakiś czas.powiedział. on i jego ostatnie życzenie.żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . Poczekajmy w jakiejś karczmie.zaciekawił się Jaskier.

Geralt? . . wiedźminie . Żołdacy. Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy. wstrzymując konia. . Jaskier obrócił konia. w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym.Zamknij się.O nic. nie wystawiać nosa za mury. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać..Nie wygląda na to.Psiakrew . brodaty krasnolud w lisiej szubie. kolczudze i misiurce z żelaznych kółek.Zamknij się. u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny. . przyglądali się ponuro i obojętnie. .Trzeba było siedzieć u Nenneke. . Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. bez hełmu.. . tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno. zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników. Nie wyglądało.mruknął Geralt. wsparci na oszczepach. spoglądając w stronę niedalekich. . rozejrzał się. nadal przechadzał się.Obraziliście urodzonego Taillesa. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w .A Tailles. pytam? Znowu awantura? .GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi.O co chodzi. jak zapewne pamiętacie. Tailles bez zbroi. mówiłem. by jeździć do miasta -jęknął trubadur. widocznych nad lasem wież świątyni. Zsiedli z koni. Jaskier miał rację. . Wiedźmin oszczepy. rzucił wam rękawicę. .Mogłem się spodziewać. z minami zawodowców. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem. wymachując nagim mieczem.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. .O co chodzi.To był jednak głupi pomysł. Tailles. nie patrząc w ich stronę. wszystko się wyjaśni. Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem. Zobaczysz.

pozwólcie. -Wiem. dobrze? . to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. panie rycerzu. . Jak to się mówi. panie hrabio. . Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym.Co się stanie? . Nie możecie odmówić.Musimy? . Obawiam się. że wówczas każę powiesić cię na gałęzi.krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu. .Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. niegodnym. Jaskier? . które masz wypełnić co do joty. I bez wyzwisk.A czy nie uważacie. hrabio .Spokojnie . . aby. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki. Tailles czeka. rycerzu. gdybym okazał się.Kodeks rycerski stanowi. że nie jestem dostatecznie godny..Musicie. Co się stanie.Geralt uniósł głowę..A to. .To wy nie uczcie mnie. Chciałbym wiedzieć. zależnie od woli. Dokończcie. wydymając wargi.uśmiechnął się krzywo Geralt . panie Falwick ..poczekaliśmy więc.Nie wtrącaj się . Jestem Dennis Cranmer. obejdę się bez pouczeń. a co do urodzenia. Cranmer . Musicie się bić.Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick. Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego.. . . ty hyclu.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu.Nie ucz mnie manier. Panie Geralt.Jakże to logiczne . do czego zmierzacie. .odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. . .. kapitan straży księcia Herewarda. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. .Widzę.Bez nerwów.. spojrzał w oczy Falwicka. ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej. . że studiowaliście filozofów.powiedział Jaskier z małpią miną. jak wykonywać rozkazy. a tym samym podnosi do swej godności. -I pamiętaj.że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza. . że książę wydał ci rozkazy.wycedził rycerz. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi.

Jeśli będę walczył.Macie. ale dosyć paskudnie. jazda. Dasz się pokonać. Obraziłeś zakon. Inaczej już byś wisiał. krzaczastymi brwiami.Argumentujecie urokliwie. No. .Wiedźmin ukłonił się sztywno. by przeciwnik mnie okaleczył. Ale wtedy poleje się krew. Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. poniesiesz karę. A twoja skóra. Wyboru nie masz.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. . to mam pozwolić. panie wiedźminie .Tak będzie lepiej. Nie zależy nam na twoim trupie. Tak jak w Blaviken. bo jeżeli odmówię. jasnoszare.ciągnął spokojnie Dennis Cranmer. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza. odmieńcze. Do ukarania. bo jeśli ja go zranię.Co proszę? .Tak.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . . Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić.powiedział Falwick. ze mam.Nie pogarszaj swej sytuacji.M . by Tailles nakarbował ci skórę. Decyduj. to prawda .powiedział . mnóstwo krwi. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. włóczęgo. . Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór. zrasta się szybko.syknął Falwick. stalowe pod płowymi. nie odrywał od Geralta swych zimnych. chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. Takie otrzymał rozkazy. panie hrabio? . .Bez drwin .zakpił Jaskier.mam stanąć do pojedynku. . ale do obezwładnienia. więc kapitan chce mu taką sławę dać.Tak sądzicie. stalowych oczu. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem. apelujecie do . uśmiechając się złośliwie. rozejrzał się. . to krew i śmierć. Usatysfakcjonuje was to? . to mnie powieszą. wręcz fascynująco . A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię. Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości. panie Geralcie. chcemy. ocalisz twoje nędzne życie.Stańcie Taillesowi. kapitanie. . .Jeśli dobrze rozumiem . to mnie połamią kołem. o którym myślicie. patrząc w oczy krasnoluda.Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. . i musisz za to nieść karę.przyznał Dennis Cranmer. Same radosne alternatywy. .A ja myślę. skóra mutanta. Walka ma być nie na śmierć.

Absolutnie. Przygotujcie się.powiedział wreszcie Geralt. dobywając swego.powiedział Falwick. Patrzyli sobie w oczy. bo zbiry są biedne.Ciężki . Ty nic do tego nie masz. Za wyjątkiem tych.Absolutnie . zachowaj spokój. Ale rozkazy. panie Geralt. Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . wykonani. panie Cranmer? . proszę pana Geralta z Rivii.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka. Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę. którzy połamią nogi. oczy mu rozbłysły. Ma ulitować się nad zbirami. o dzieciach nic mi nie wiadomo. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. kapitanie Cranmer. Jaskier. to dotyczy tylko was.Tak. . Geralt wzruszył ramionami. Nie jestem żonaty. .Falwick uniósł głowę. by raczył nie przelewać krwi zbójców. . Jak zawsze. . Weź mój miecz. wiedźminem. . . nikt tu nie poniesie uszczerbku.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . bliżej mi nie znanej niewiasty.jego wyższych uczuć. jak rozumiem. dzieci. Wiedźmin zdjął miecz z pleców.Dobrze.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . .Jestem gotów .Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii.Załatwmy to. Załatwmy to szybko.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom.stwierdził zimno. .Nie traćmy czasu.Nie . wolałbym w to nie wciągać. . który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. Nie apelując do żadnych uczuć. Co by nie było. Prosicie. krasnolud i wiedźmin. mają żony. a kto wie. jakie mi wydano. Prawda. Tu nie poleje się żadna krew. uciekając do miasta. . . a i matki. którzy go napadli.Dobrze więc .Ja . A nie wydaje się wam.Godzicie się zatem . ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę. może nawet i matki. co do joty. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię.Geralt naciągnął rękawice. aby podjął decyzję. będzie piekło. Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. Szkoda dnia.

upadł na klęczki i dotknął czołem trawy. Szczeniak uderzył się o własne żelazo. wstając.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. spróbował ją odzyskać. skoczył. wyrzucając ramię na pełną długość.Niesłychanieście dowcipni. zamarł w pozycji szermierczej. odskoczył miękko.Geralt uśmiechnął się.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka. . że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. stracił na moment równowagę. lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. .Tailles ma taki sam. niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem. hrabio . ciął szeroko.powiedział wolno krasnolud.charknął Dennis Cranmer. . Równe szansę.Nie. zaatakował błyskawicznie. że jest rad. . Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa.Brać go! . przekonacie się. Jego pech. straż! . skowytał i wył. klinga znowu przecięła powietrze. wcale nie wyglądając na uradowanego. pluł krwią.Nie? . uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem. bez ostrzeżenia. Rycerzyk zamachnął się szeroko. nie rycerz. Zapytajcie go. Geralt wbił miecz w ziemię. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. dotykając topora. odruchowo.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi. Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem. Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna. Falwick podbiegł do niego.Hej. Tailles wił się na ziemi. panie Falwick. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę.na szpadle. Tailles zaklął. . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza.Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby.Skóra się zrasta . . . Tailles przykucnął. od prawej. której tak życzyła mu kapituła. krótką..Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! .Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. walnął na wprost. Rycerz bez blizny to kutas. Rycerz zawył. .Stać! Na miejsca! . hrabio. . Wprost niesłychanie. powód do sławy i chwały. . Żołdacy zamarli.wrzasnął Falwick. odwrócił się. założył lewą rękę za plecy. . Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. .

co się stanie. panie Falwick. .ale w tym wypadku to on ma rację. . Wyjedźcie stąd w miarę szybko. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. .Zrobimy tak. .mruknął Dennis.. . teraz ja zaspokoję waszą.Ale przedtem. zaraz.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin.Choć milczycie . tu. Gdybym.Oj.ryknął Falwick. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa. hrabio. Falwick zbladł. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. że ja was wtedy . .ciekawość. rozejrzał się.kontynuował Geralt . podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . Dennis Cranmer wykrzywił się. przysięgam! Krasnolud odwrócił się. odwrócił się do Geralta. Żołdacy unikali jego wzroku. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń. jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. . Bez chwili zwłoki! . Nie znoszę krzywoprzysiężców. Zaspokoiliście moją.zgrzytnął.Geralt przewiesił pas przez plecy. dysząc ze złości. . otarł dłonie o płaszcz.. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego.Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa.Rzadko kiedy godzę się z nim . obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. na miejscu. powoli wyciągnął topór zza pasa. cofnął się o krok. panie hrabio . Ale nie powtarzajcie ich. by na was na-pluć.Wynoś się z Ellander. wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość.Cranmer! .słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. załóżmy. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. . bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość. Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście. nawet wiedząc.Wiedźminie .Nie przysięgajcie krzywo..Pożałujesz tego. gdybym wyzwał was na miecze. wyrywając swój miecz z ziemi. to wiedzcie. proszę was bardzo. jak radzicie .Falwick. Natychmiast. starając się nie uśmiechać. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego. . Jeśli ciekawi jesteście.

Przeszli w kłus dopiero wtedy. panie Falwick. . .Mam nadzieję.Bywaj. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. To się lepiej sprawdza. Nenneke stała obok nieruchomo. Ze świątyni. Nie zamierzam. . II Geralt pochylił się. Rycerz zbladł jeszcze bardziej. Niosła kuferek wiedźmina. przy Nenneke ani słowa o tej drace. Jaskier. . a później skręcimy na Kupiecki Szlak. dlaczego.Dzięki za gościnę. Ani słóweczka.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy. Nenneke. . Dennis. . Geralt . .powiedział poważnie. Pamiętaj.Wolę uważać na innych. nie oglądając się. . Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. liczę na następne. Pojedziemy lasami. na dłuższą metę. . Dennis. .Nie.Owszem . spuszczę z was krew jak z wieprzka.Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . . . Odjechali demonstracyjnie wolno. Jaskier. bęcwale. prowadząc swego karogniadego wałacha. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu. że wyruszymy nie zwlekając? . Uważaj na siebie. gdy skryli się w lesie.Geralt .Lubię cię.uśmiechnął się szeroko krasnolud.odezwał się nagle poeta.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. Geralt.Natychmiast. choć sama nie wiem.Do zobaczenia.Odwzajemnione. Przecież ja i tak wiem.Powodzenia. Niezręcznie . sztywne jeszcze i oporne w klamrze. Wielcem rad z naszego spotkania. skrzyżowawszy ręce na piersi. wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek. Bywaj. przytroczony do niej srebrny miecz. Chodź.I nie złość się już na mnie. Do zobaczenia tedy. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia. że mnie lubisz. dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. czcigodna . Na nas czas. . Zbliżył się Jaskier. Poprawił popręg. .Do zobaczenia. Bywaj.

Iola znieruchomiała. . bystrzejsza. jakich słów należało użyć. Dziewczyna spuściła głowę. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. Śmierci. wiesz które. . wstała z wysiłkiem. gdyby mogła. Nie zapomnij.Cały orszak pożegnalny. pucołowatej buzi. wyprężonej. I to lekarstwo. zacisnęła szczęki. Bierz regularnie przez dwa tygodnie. zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. Iola wygięła się w łuk.krzyczała Nenneke. Jedna z adeptek stała jak porażona. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. z szybkością niebywałą przy jej tuszy. przypadła do lezącej na ziemi. Krew. Kości jak białe połamane patyczki. Nie wiedziała.Iola! Mów! Mów. że odruchowo się schylił. Weź kuferek. ale jego medalion targnął karkiem tak. co należało powiedzieć. . Krzyk. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. blady jak płótno. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej. druga. masz wszystko.Iola! . I pragnęła.. westchnął głośno. Nie wiedziała.unikała jego wzroku. podała mu kuferek. Krew. Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. zagryzła. Nie miała pojęcia. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie. przytrzymała ją za ramię i włosy.westchnęła Nenneke. niemym wrzasku. czerwieniejąc z wysiłku. co powiedziałaby.Nie zapomnę. Ich ręce zetknęły się. .bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. Uzupełniłam twoje eliksiry. . Nenneke. Nenneke uniosła się na kolana.. To ważne. . by nie chichotać.Na Wielką Melitele . Dzięki. W bezwstydzie końca. czego brakowało. Jaskier. krzyknęła coś. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk . Geralt.Iola!!! Nenneke. Iola. uklękła na nogach Ioli. Krew. tworząc wdzięczną kompozycję. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. otwierając usta w bezgłośnym. czego wiedźmin nie zrozumiał. Krew i krzyk. Krew. . Krzyk.

Ja też to widziałam. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym. widziałeś to? . Iola. nie jedź. Nenneke. Geralt. .Ty widziałeś. zbiegły się.. .Geralt.Nic nie mów. proszę. poważne..Weźcie ją ... gwałtownym ruchem. Kapłanka wolno pokręciła głową. Przez chwilę. przerażone i milczące.. I nie zostawiajcie jej samej. Zajmij się Iolą.I co? . .Muszę.Tak. Wiedźmin stał nieruchomo.Ostrożnie. Do zobaczenia. . . .szepnęła nie patrząc mu w oczy.powiedziała do adeptek.Muszę. .Żegnaj . . Odwróciła się do Geralta.. . . Było już ich więcej. Nie pierwszy raz..Zabierzcie ją . Zaraz przyjdę. Nenneke.. mnąc wodze w spotniałej dłoni. . .Nie jedź..Nie ma sensu oglądać się za siebie.powtórzyła kapłanka.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful