P. 1
Sapkowski_Andrzej_-_zbior_opowiadan_-_Ostatnie_Zyczenie

Sapkowski_Andrzej_-_zbior_opowiadan_-_Ostatnie_Zyczenie

5.0

|Views: 2,655|Likes:

More info:

Published by: Maria Rutkowska on Oct 17, 2010
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

12/22/2012

pdf

text

original

ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

Nieznajomy poszedł w ślad.Leć po ludzi. Drogi nie znam. . szybki znak. uniesioną do góry. Kobieta znów zakrzyczała. jeśli wola. Błysnęły ćwieki. II Velerad. a sztylet do cholewy.rozdarł się ten rozdygotany. Tam dalej. Któryś z gości zerwał się. metalicznym głosem.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem. nie tu. .Wyjdźcie . Ruszył ku wyjściu. opuszczając głowę.Słucham . Riv przylgnął plecami do ściany. Nie był ani zabobonny.Rzuć to! .natychmiast dobyli mieczy. przeraźliwie. psie nasienie. Prowadźcie do grododzierżcy. Nie miał już ani miecza.Tak.Nie trzeba . Treska! . w stronę strażników.wymamrotał strażnik. panie . podrapał się w podbródek. ani bojaźliwy. nie pozwalający mu obejść Riva z boku. Dwaj pozostali wyszli za nim. zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. .powtórzył nieznajomy dźwięcznym.Sam pójdę. Strażnicy momentalnie cofnęli się. ale na powrozie! . a prawą. Wreszcie zdecydował się. pospiesznie. .Rzuć to. ani czarnego płaszcza. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na .A ty siadaj. . .Sam pójdę . grododzierżca Wyzimy. goście zakrywali twarze połami kubraków. . inny znowu pomknął ku drzwiom. Rzuć miecz.krzyknął do trzeciego. .Pójdziesz. Gdy wymijali stoły.rozkazał strażnikom. .rzekł Velerad. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. opuszczając miecz. Nieznajomy usiadł. dziko. . ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. trzymającego się bliżej drzwi. nakreślił w powietrzu skomplikowany. chowając miecz do pochwy. oglądając się niepewnie.rzekł nieznajomy. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. zasłaniając twarze przedramionami. . tyłem. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się. zastanowił się. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. .A wy trzej przodem. Nie.

pan Temerii.stole. a prawo prawem. grododzierżco. w Wyzimie.Trzy tysiące . Mów. .Nie jestem zainteresowany królewną .Wiem. . Ja tu.Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój.Imię jakieś masz? Może być byle jakie. co napisane? . . . Riv rozpiął kubrak. Velerad sapnął gniewnie. To. Pontaru i Mahakamu. tylko dla ułatwienia rozmowy. król. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. nie to samo. jak ludzie gadają. . .Nazywam się Geralt. wysłucham cię przedtem. mości rozbójniku.Tak.westchnął grododzierżca. Z Rivii. Podpisane jest: j Foltest. .rzekł spokojnie Geralt. . nie pytam z ciekawości. nieźle. . . . wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. że zrozumiał. Znaczy. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał. Ale orędzie orędziem.Co za parszywe czasy! Jeszcze .To taka sprawa. Geralt? Z tym . prawda. próba rzucenia uroku.Z Rivii.mruknął Velerad. po karczmach przybijacie .Może być i Geralt. To poważna sprawa. . Siedział nieruchomo z rękami na kolanach. całkiem nieźle. To mój fach.Prawda to. Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody. Ano. Ale ze mnie sprawiedliwy człek. patrząc na wytrawione na skórze runy. Co mi masz do powiedzenia. jak wnoszę z wymowy? . wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku. -Napisane jest: trzy tysiące. Wielu już próbowało.Jestem Velerad. grododzierżca Wyzimy. Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak.Co za czasy . Że też od razu się nie domyśliłem. prawda.A . bracie.powiedział cicho.Na rozstajach. . Wiesz co. co paru obwiesiów pochlastać.Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. . .I królewna za żonę.Velerad wydął wargi. najprawdziwsza.

zaraz po śmierci starego króla. Słuchaj . i dobrze.A ty. .Szczegóły. z takim brzuchem. to już idzie w setki. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli. mówisz? A znam. zawsze trzymali się razem. W Mahakamie. . Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie. grododzierżco . bo chce biec i lżyć posłów. ale nikt niczego nie podejrzewał. . Aż nam wszystkim szczęki poopadały. a Foltest zaczyna gadać o ślubie.zawołał.popchnął zwitek skóry po blacie stołu. Adda była młodsza od niego.Parszywe czasy nastały . gdzie nie spluniesz.. co potrafi. że mu to z wiekiem przejdzie.O to mi właśnie chodzi. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę. . Udało się.Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. Geralt.To królewskie orędzie. Nie to. Namnożyło się wszelkiego plugastwa. . . nawet po pijanemu. swojego ojca. a potrafił wiele. ale z dobrych źródeł. No i jeszcze to do kompletu! . .monologował Velerad pociągając z kufla.dwadzieścia lat temu. a tu Adda o. żeby z pierwszej ręki. . .Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. Co mi tam. Z siostrą. uważasz. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. że taki popyt na wasze usługi. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? . może królowa.Velerad popił piwa.Uparłeś się. Velerad klasnął w dłonie. Choroby.. a teraz akurat: upiory. ściszył głos. Potem. wilkołak albo inna zaraza. A tymczasem krótko po swojej koronacji.Piwa! . splótł dłonie na brzuchu. Jak chcesz. o jakich nikt dawniej nie słyszał. za rządów starego Medella. w górach. włos się jeży. no. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci. . bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy. pokazywał nam.Nie dziwota.Pewnie. kto by pomyślał. Po lasach dawniej aby wilki wyły. aż roi się od bobołaków. . Krótko: patrzymy. wysłał poselstwo. Geralt. Liczyliśmy. siadaj bliżej.Geralt uniósł głowę. Piwo było zimne i pieniste. borowiki jakieś. Foltest przeszedł samego siebie.

.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. Jednym słowem. dolał piwa sobie i Rivowi.No. ale już potem. nie przeżyła porodu. Niemowlak podrósł w trumnie. a jakże. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. nikt. budzicie wśród ludzi większe zaufanie. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach. pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem. Przepraszam. znasz się na tym. krzyk. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. Nadbękarta trzeba było spalić albo. . Zmarła zresztą zaraz. Geralt milczał.Za późno teraz na roztrząsanie . A teraz słuchaj. Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub. To była dziewczynka. .nie bez pomocy Addy. wiedźmini. Aż tu którejś nocy. w przepisowym czasie. na swoje szczęście.Wtedy . Sądzę zatem. Geralt. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. A potem. . a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu. A myślę. co leży w tym sarkofagu.grododzierżca zajrzał do kufla. zamieszanie! Co tu dużo gadać. orędzie też czytałeś. inny radził odrąbać jej łeb szpadlem.ciągnął Velerad . że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. Wy. Adda. I co z niego nocami wyłazi. . No. a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. A zaczęło wyłazić nie od razu. strzyga. w twoim zawodzie pewnie je masz. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. jak mi się zdaje. że szczują ich regularnie. co to je noszą. zleciało się ich z dziesięciu. Jazgotali jeden przez drugiego. . bracie. kiedy okazało się. a potem Adda urodziła.jak mówiłem. o nie. była pełnia księżyca.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. bo ja wiem. bo zaczyna się. Geralt uśmiechnął się. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. ale do rzeczy . Siedem lat od pogrzebu był spokój. że nie widziałeś trupów. Szkoda. wiele osób nie widziało. Tego. jak ich kto poszczuje.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. która wpłynęła na braciszka. Tak jak ja. jakby tu rzec. co się urodziło. pewnie żeby psy odpędzać. ale dla mnie to darmozjady i durnie. konkretni.Geralt uniósł głowę. nie skomentował. Jesteście przynajmniej. zakopać gdzieś na pustkowiu. i to nieźle. wrzask w pałacu.

ale za mało. A strzyga ma się dobrze. . Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. śliczna jak malowanie. Ani tego. No i dawaj czarować. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty.I tak to się ciągnie. Geralt. trzy tysiące. który wymyślił. Ja bym ich wszystkich powiesił. nawiasem mówiąc. za mało. No. No i nagrodę obiecał. brudni. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. Wiedźmin milczał. by szukali nowych czarowników. po krzyku. Tego. niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. Po czym. garbaty eremita. Geralt. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. dodawać chyba nie muszę. kretyn znany w całej okolicy. sześć lat. Pewnie. paru nawet powiesili na ostrokole. nawet jeden pastuszek. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. bodajże tylko czapka i laga. zrozumiałych powodów. że to są czary. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. aby odczarować strzygę na królewnę. zmordowana po nocnych uciechach. zawszeni. głównie nad miską i kuflem. jest chociaż taki pożytek. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. Foltest. znalazł się jeden. Velerad przerwał. Niestety. poszedł na noc do dworzyszcza. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. niech spoczywa w pokoju.części ciała. i już. Jak łatwo zgadnąć. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. Można się przyzwyczaić. A Foltest ma nowy pałac. . ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. Nikt już tam nie mieszkał. co ją próbują odczarowywać. wyobrażasz sobie. popił piwa. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. całkiem ładny. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. błędnych rycerzy. litość brała. bracie. A z tych bohaterów. oczywiście za dnia. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. ale z porządnych. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. kiedy diablica spała w trumnie. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. co to był za półgłówek. wiele z niego nie zostało. jacyś kulawcy. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka.

Ten spróbował. to żart jest wyjątkowo ponury. Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. No a potem przyjechał jeden.Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić. . był jeden. grododzierżco? Próbowali? . . a nie zabić. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. naszym miłościwym i ukochanym władcy. nie brakuje. Geralt pokiwał głową. Jest ich nawet sporo .przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? .Pójdę. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. jak opowiadają. Wiedźmin nie ponaglał go.Nie. . Geralt? . Ostatnio. Z pół strzelenia z łuku. kto to wymyślił.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. A wiedźmini. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. nie żądaj złota z góry. a jakże.. ale jeżeli strzyga wygląda tak. imienia nie pamiętam. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach. dwóch czeladników szewskich.Geralt uniósł głowę . -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. co prawda. . jak tylko wieść gruchnęła. Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. . .Przez sześć lat .Było kilku. Geralt.No i? . Najczęściej. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. . że strzygę trzeba odczarować. Pamiętaj jednak o mojej radzie.Oszustów nie brakuje.Ano nie . Mówię o Folteście. .Nie wiem. kiedy usłyszeli. Królewna za żonę.To wszyscy? . wzruszali ramionami i odjeżdżali. młodszy był od ciebie. Velerad milczał przez chwilę. Wszelakoż nie zabrakło durniów. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora.Ano. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz. Dlaczego szewcy są tacy głupi.Był jeszcze jeden. Nie wiem.przytaknął grododzierżca. Konkretnie.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. którzy pognali do dworzyszcza galopem. twoja sprawa. o ile je w ogóle podał. wspomniałem ci.

rzekł Velerad .Wiedźmin nie chciał iść od razu. co prawdopodobnie miało być uśmiechem..Ano . Bez pożegnania. ale potem. No. Złożyliśmy się. wiadomo. . królowi powiedział. żeby rozprostować nogi. Tylko że nic i tego nie wyszło.. zapewne w akcji.Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu. Z początku.Plotka nie mówi. rozzłości się.Geralt. Szelma wiedźmin na to. No. że| nie zapłaci ani orena nagrody.mówią o tysiącu.Rozumni ludzie . .Tak . . jeśli wziąć pod uwagę. . Geralt..pewnie mają. potargowali. Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu.mruknął grododzierżca .. bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. Geralt podniósł brwi. czaił się. Wreszcie. aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary. W końcu król daje trzy tysiące. Widzisz.Nic..zadrwił Velerad.. że czar nie podziałał.Nie zapominaj o narzeczonej . . jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi. nachylając się przez stół. pierwszej nocy.Był jeszcze jeden. . gdy mu Foltest zagroził szubienicą. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina. że plotka wszystko wyolbrzymia. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał.zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry. .rzekł Velerad. co było robić.. nawet na wysokich stanowiskach. jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.Jedni mówią: osiemset. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby. kręcił po okolicy. .zaczął . zobaczył strzygę. . Król. którym cała ta sprawa obrzydła. powiadam . nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat . no że zdarzył się wypadek przy pracy.O czym my rozmawiamy? Wiadomo. . Geralt pokręcił głową.Niedużo. . ale skończy się na tym.Inni .rzekł wreszcie grododzierżca.Potem podjął się zadania.. .. że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi. zatłukł strzygę. . . że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy. że córeczka spadła ze schodów. Łaził. jak powiadają.

czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc. uciekł na sam widok strzygi. Geralt! Adda urodziła strzygę. że dali się . bzdura. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . . Słuchaj.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. Nie. któremu dawaliście tysiąc. niezależnie od moich intencji. ryzyko jest większe niż tysiąc. .Miało być tysiąc. poszli kupą. niejedno widziałem i wierzę. daleka od pałacu.Przestępczość zmalała? . że bestia nażre się i wróci do trumny.z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie. Nie. Myślicie. Król daje trzy. grododzierżco. teraz mniej. To znaczy. panie Velerad . dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem. i trzeba ją zabić.Grododzierżco . że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. ja wierzę w czary. bo spała z własnym bratem.Nie.Nie. okaże się. Velerad podrapał się w głowę. którym smok wyżerał owce. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada.Naprowadzę cię osobiście. normalnie i po prostu. rzecz jasna. .uśmiechnął się wiedźmin. Strzyga żre ludzi. A my tu. do pewnego stopnia. Prócz Foltesta. w zdolności magów i wiedźminów. w którą nie wierzy nikt. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca.Niezły sposób .Ani trochę.rzekł Geralt. bracie. bo wszyscy trzymają się z. To nie jest łatwa robota. o których mówi plotka. . . jak to strzyga. . zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić. gdyby to było takie proste. . tego nowego.Geralt? Tysiąc dwieście? . w Wyzimie. ja się przedtem pożegnam. którędy? . nawet się nie targował.Ten. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. a muszę wam powiedzieć. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć. . który zgłupiał od pustelniczego wiktu. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże.Do pałacu.powiedział wiedźmin stanowczo. Oczywiście.

miłościwy panie.Też. z dumnym wyrazem twarzy.za ładną . . .Ze strzygami? Geralt uniósł głowę.twarz.zagryźć tylko dlatego.Wygodny kodeks. panie .Z wampirami.powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada.Wiedźmin z Rivii . mości wiedźminie. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. dobrze.Wprowadziłeś go w szczegóły? . na skrzyni siedział starszy. . niestary. . jak ocenił wiedźmin. Doświadczenie. Obok. nogi wyciągnął w stronę paleniska. Umowa stoi. . z leszymi? . . Za królem stał drugi. nic nie mów. III Foltest był szczupły.Też. bracie . Geralt skłonił się jeszcze niżej.Dobra. psy.Tak.Wiecie wszak. . panie. przy którym grzały się dwa. . potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. że bali się króla? .Tak. jak śmiem przypuszczać. To żart. . Foltest zawahał się. panie. Dobrze już. że. miał ładną . Ale tak. . spojrzał królowi w oczy. Nie miał jeszcze czterdziestki. bogato odziany. wielce wygodny. bez szczegółów.Velerad! .Velerad smętnie pokiwał głową.Słucham. Wielmoża. masz niejakie? .Radbym posłuchać. . Foltest odwrócił wzrok. co robimy. Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę.Tak.Geralt schylił głowę. Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. Szczerze ci radzę. z borowikami miałeś do czynienia? .

Przy drzwiach odwrócił się. . Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. i później. Oczywiście. . brodacz.Ale wiem. Ostrit. . że królewnę można odczarować. że nie| którzy cieszyli się .Byli tacy i wówczas. Velerad i wielmoża.Tylko kilka pytań.Nie pamiętam . .. Ale nie mówcie: "strzyga".Tak było. Segelin. Nie sądzisz chyba. Twierdzi. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. . Tylko jedna mała uwaga. To tyle. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. . Oni zawsze dużo pytają. ty swoją położysz na pieńku. wiedźmini.Uda ci się. którzy dotychczas stali..rzekł wielmoża. "o nie wchodzi w rachubę. Kodeks. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty. gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie. zajrzał do dzbana.Zadajcie je. Zaraz wieczerzę podadzą. miłościwy panie. nagroda jest twoja.Mówił grododzierżca. mości wiedźminie. zamykając za sobą drzwi. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. .Tak. Nie pamiętam imion. że wydam córkę za byle przybłędę? . Nie sądzę. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom. ile będzie chciał. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. mości wiedźminie? Ach. To dowodzi. udzielcie mu tyle informacji. . Dobrze. prawda. Foltest wyszedł. zapomniałem. mówcie: "królewna". wiedźminie. Velerad. który zajął fotel Foltesta. siadajcie. Może jeszcze coś dorzucę. W jaki sposób. i związanych z tym przykrości. . i wy. panie Segelin. pnam go i wiem.Siadajcie. natychmiast rozsiedli się przy stole. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. panie. panie Ostrit? .To wiem od dawna. Stąd wiem. jeśli dobrze się spiszesz.Nie. że jesteś rozumny.Dobrze. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. skinął na Geralta. .. Ostrit. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. mówiłeś mu? Dobrze.Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . zostańcie. a nie odczynianie uroków. patrzył na wiedźmina spode łba. A wy. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących. zaklął.

. Za dnia nie. Jednemu tylko głowę odgryzła. Tfu! Pożera nadgryza. wystarczyło. prawda? Velerad zapomniał dodać. w podziemiu. .M każdym przedmiocie. . opazurzone jak u żbika.Rzeczywiście. paru . Segelin uśmiechnął się lekko.powiedział wiedźmin. W pałacu. Ale takie stwierdzenie padło. królewny. choć tak obrazowy. . Mówiło się o tym dużo. grododzierżco . .Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? . .zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. ma już czternaście lat. zaraz wieczerza będzie. że zaklęcie można zdjąć .Opis. zostawia. niezależnie od fazy księżyca. pełną zębów jak sztylety. . i jak zrozumiałem.wrzasnął.. ma cztery łokcie wzrostu. .Jak najbardziej strzygowata strzyga.Jeżeli napada poza starym pałacem.Byli dalecy od zgody . O ile to ważne. .Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę. . Ale wychodzi tylko podczas pełni.Chciałbym usłyszeć opis. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się. o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka.Tak . . ludzi ginęli zawsze. Geralt. różnie. . niż można wnosić z jq wzrostu i budowy.Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? . był w miarę dokładny.Ważne .uśmiechnął się Segelin.Nie. a i to nie każdej. a ( to chodziło mości wiedźminowi.parsknął Velerad. jest faktem.. przeklęty nadbękart. że ma czternaście lat. zależnie od humoru zapewne. czerwone ślepia rude kudły! Łapska.sławą i uznaniem. czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! . od zachodu słońca do trzecich kurów. przypomina baryłę piwa.Pohamuj się. proste . że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi. że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza.Czy byli zgodni co do tego. ma mordę o ucha do ucha.Królewna wygląda jak strzyga! . aby ktoś spędzi] noc.Niech cię. wręcz nie wymagające zdolności magicznych.odrzekł Segelin. . Velerad zerwał się z krzesła. przy sarkofagu. A to. Miał to być proste.

królewna. rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty. do goła.wtrącił Velerad . pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży. .. Jednemu udało się uciec.powiedział brodacz. ..Tak . Nie bawmy się w dyplomację. . O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. co chcesz. mistrzu. kogo zaatakowała.Strzyga. bo przy królu się nie odważasz! .Czy był ktoś. panie. . Młynarz był przerażony. po dwa z każdej strony. jąkał się. że byłeś w dworzyszczu przed południem. Zadowolony z wywiadu? Słyszałem. można by rzec. Ale najedzona. będzie mniej ruchliwa.Nie ma takiej potrzeby.Tak. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie.Kiedy przystąpisz do dzieła? . Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. . Odpowiadaj. Geralt skinął na młynarza i żołnierza.. Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur. sześć lat temu.spytał wiedźmin. strzyga.Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? . . w tym bardzo długie górne kły .. w której zakwaterowano wiedźmina. na którego napadła pod miastem.Uważaj.cztery. odprawiając ich.Wizyta nieoficjalna.syknął Ostrit.młynarz. nie wstawaj . oględziny. Królewną to ona dopiero będzie. choć mniej zakrzywione.I później . . Rozmowa nie dała większych rezultatów. Był to Foltest . .Do pełni cztery dni. a przeżył? . Velerad .. Po pełni.wybebeszyła. do komnatki nad kordegardą. późnym wieczorem. i paru ogryzła na czysto.Na samym początku. Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby. ale Addy nie obrażaj przy mnie. bełkotał.rzekł król. Taka jej mać! . Zakończywszy we własnej osobie. Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień.O strzydze gadaj. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać.Siadaj. . .

kopali doły.Takie proste? . Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. I jeżeli się nie mylę. Były już próby podpalenia starego pałacu. .nieoficjalnie. . no. na pewno i nieodwołalnie. Tak zwykle postępuje się ze strzygami. . Foltest wstał. Król nie zapłaci. dopóki kilku nie powiesiłem. co w mojej mocy . słuchaj! . bo to przypadek nieuleczalny. panie. ale trzy. nie próbując uratować. Mistrzu.Potwierdzam. beznadziejne .Król nie wie . Teraz Geralt chwilę pomilczał. . strzelali do niej z łuków.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? .wy krzywił się Geralt. zlikwiduje urok. Nie o to chodzi. Zabić potwora. Kolejne.Zamierzam zrobić. też się. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. Ale nie dopuszczę. Ale nie o to chodzi. musicie liczyć z taką ewentualnością. . że inaczej się nie dało. że już z tobą rozmawiano. czy nie.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. jestem pewien. Wy. na samym wstępie.. Są też przypadki.powiedział wreszcie. i królowi powiedzieć. . będę bronił swojego życia. To jasne. Możliwe są też odstępstwa od normy.Słucham. Bardzo wygodny sposób.Ciągle to słyszę od nie których.To nie jest proste. . Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. ale nie ukarałbym nikogo. że czar można odczynić. a złoto zostanie w kieszeni. my zapłacimy. gdy się zrobi gorąco. . czy mi się to podoba. że zabijesz ją. królu. I tani. Nie rozgłaszam tego. Trzecie pianie koguta. .Tak . zastawiali sidła i wnyki dopóty.. aby zabito ją. kto zabiłby ją w obronie własnej..żachnął się Foltest.rzekł po chwili.Ale gdyby poszło źle. Na przykład nie jedni noc. . Bo inaczej ona ciebie zabije. Trzeba tę noc przeżyć.Nie rozumiesz mnie. to raz. Mistrzu. krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem. Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. Geralt potarł czoło..

Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas. kilkudniowym omdleniu zmarła.rzekł król. I to prędko. . .Już teraz . w komnacie. zdaje mi się.Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? .Jeżeli wszystko pójdzie dobrze. Nie sposób powiedzieć.To jasne.aby do tego doszło. .Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym. należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. .Masz babo placek. nie bardzo ci nawet zależało. . kilku wskazówek.Może. I co wtedy? .Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia.Co to jest inkluz? . .Gdyby po długim. . bo ja wiem. . Może się zdarzyć. królu.Nie..No? .Nie sądzę jednak . panie. czteroletniego dziecka. ..To jest poważna sprawa.Już teraz? Nie za wcześnie. . trzyletniego. jeśli dobrze zrozumiałem.Słucham... . w której będzie sypiała. królu. żarnowca i leszczyny. Sądzę.. A co będzie? . jak zmniejszyć niebezpieczeństwo. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir. czternastolatka. trzeba spalić ciało. najlepiej inkluz. Foltest zasępił się.. .Różnie bywa. A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? . Oprócz tego. Mistrzu? . .Normalna czternastolatka. mistrzu? A jeżeli. na srebrnym łańcuszku... że na poziomie.Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. dzień i w nocy. Stale.. Psychicznie. . Dla pewności udzielę wam. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa. Tyle że. .przerwał Riv.Aha .dodał Geralt .Fizycznie.

a nie inne.Nie. żadne zaklęcie nie rzuca się samo. Ten jest na ludzi. Mało kto żąda odczyniania uroków.Ile jest prawdy w gadaniu. .Niewiele. . wiesz od kogo. czy ci się udało w pełni. że to przypadek beznadziejny. Król wstał. normalna.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu.Foltest zamyślił się. Ale myślę.Nie wiem. magia? .Geralt . . . Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary. nic więcej. zabijesz ją. wystarcza wiedza.. że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru.Słucham.. . . a dziewczyna nie będzie. dochodzi jeszcze motyw zemsty. chociaż nie wszyscy.Tym? . królu. Dla nas.spytał. Jeżeli stwierdzisz. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. Tak mówili niektórzy z Wiedzących. Może coś wytargujesz. że dziecko było takie. że skupiona wola może takie zjawiska powodować. oczy mu zabłysły. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. I wiedza.. Milczeli chwilę. mistrzu. jeżeli będziesz miał cień wątpliwości.. Jeżeli od-czynisz urok. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. wypędzę| z pałacu i z miasta. Nie obawiaj się. królu. Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Geralt? Pójdę z tobą do krypty.Tak myślałem.Zabijać? . nie patrząc na Geralta. . zrobił kilka kroków po komnacie. zabijesz ją również. Nagrody oczywiście nie' dam. jak je zwalczać. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu. a więc i takiego skutku... bo Adda była moją siostrą? . wiedźminów.Wykluczone. Czar trzeba rzucić. .Najczęściej. . Wiesz co. . jeżeli.Słyszałem. Foltest odwrócił się.Dziękuję ci za rady. . nic ci nie grozi z mojej strony. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie. Zastosuję się do nich. Za to nam zresztą najczęściej płacą.

Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. Bałem się.Budzisz zaufanie . pieczołowicie. . Jest dla mnie oczywiste.. V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. żeby wstrząsnąć ludźmi. bez pożegnalnego gestu. że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. okutą skrzyneczki Otworzył ją. jak ją będziesz mordował. Zmierzch zapadał szybko. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie.Czy ty wiesz.. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca.Powtarzam.. Opowiadano mi. Znał odpowiedź. jak wiedział. Nie przytaknął. . Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. mną. Foltest odwrócił się. że mogłeś ich pokonać bez zabijania. spokojnie. nie skinął głową. miał dużo. przy którym jednej z pustych. Przed sobą na stole miał niedużą. Strzyga nie opuści krypty przed północą. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. że wyjdzie bez słowa. czarowniku. wykluczone. Ale godzę się na to. spojrzał na niego. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla. jakie z ciebie ziółko. czy idziesz ratować moją córkę. . Również dla mnie. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. Czasu. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba.myślę. Wiesz. ale Foltest wiedział.Bo myślę . Jeżeli osłabię uwagę. potem. nie uczynił najmniejszego gestu. ale król zatrzymał się. Jestem pewien. Boję się.Pomimo że wiem. . wolę. królu. że ona cierpi. Najdalej. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu. Muszę się zgodzić. ruszył ku drzwiom.rzekł król . prawda? Mam prawo chociaż widzieć. Geraltowi przez chwilę zdawało się. . co zaszło w karczmie. Nie.. czy też ją zabić.. To pewna śmierć. że nigdy się nie dowiem.powiedział. ani.

Jego oddech. czarowniku . Siedział nieruchomo.wiedział. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. które rozbłysło czystym. po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem.Pewnie ze . .powiedział. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach. Dla człowieka. lustrzanym blaskiem. poddał pełnej kontroli. z zamkniętymi oczami. Klinga była z czystego srebra. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. To nie mogła być strzyga. Geralt wyszeptał formułę. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. pracę wszystkich organów ciała. usiadł. Jego słuch. . ciasno. składała się głównie z ciemiężycy. bieluniu. Było za jasno. Potem. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . Geralt zarzucił miecz na plecy. Z podłogi podjął podłużny pakunek. który nie był. a o to Geraltowi chodziło. byłaby to śmiertelna trucizna. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę. jak wygląda. głogu i wilczomlecza. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. A potem ustał zupełnie. Człowiek . Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. Na podłodze. Mieszanka. początkowo równy. Obnażył ostrze.był to Ostrit . mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta.Wewnątrz. Wiedźmin wyjął trzy. w czarnej. za pomocą której wiedźmin. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. niespokojny. tak jak Geralt. Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. Jak zresztą w całym dworzyszczu. jakbyś już był trupem. W komnacie nie było żadnego krzesła.Wyglądasz. tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. stały flakoniki z ciemnego szkła.cofnął się gwałtownie. przyzwyczajony do niej od dziecka. a źrenice zajmują całe tęczówki. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. Ostrit opanował się szybko.

moralność?! Kto to mówi? Zbój. Nie chciał. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. co powiedziałem.Nie słyszysz. że odgadłeś.Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. Wiedźmin nie odpowiedział. który ledwo . . było to o tyle korzystne. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. kładąc dłoń na rękojeści miecza. Przynoszę ci ułaskawienie. . I bogaty . . abyś odczyniał uroki. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje.I nie marnuj mojego czasu. .Ostrit dumnie podniósł głowę .krzyknął wściekle Ostrit. . przez Novigrad. włóczęgo! . Bierz to. jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. .Uważaj. aby wielmoża zorientował się. byś ją zabijał. . wsiadaj na konia i wynoś się stąd!.strachu. kodeksy. Riv wciąż milczał. aby wykonać pracę. Ciemniało szybko. rivski znachorze? Jesteś uratowany. ani przewroty pałacowe.A to . do kogo mówisz. panie Ostrit. Wszystko ma zostać po staremu. nie obchodzi ani polityka. Ja jestem tu.Ciekawe.Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę.spytał.Dość już mam tego. Ale mnie. Wiedźmin nie poruszył się.Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! . Wiele się tam mówi o tym. . ani sukcesje tronów. . prawda? Jechałem do was przez Redanię. etyka. panie. Nie chcę.Ostrit podniósł głos.powinno cię diabelnie mało obchodzić. wszystko ma zostać po staremu? .A jeżeli już wiem? . nie myśl. Nie bój się. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie.A dlaczego to. Masz się po prostu wynosić. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. Nie.Tysiąc orenów. i pospólstwu. Nie mam zamiaru stać tutaj do północy. Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? .

przybył. a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. przeraźliwie. . czarowniku.Tak. . gdzie jest. Ostrit cofnął się o krok. . .rzekł wiedźmin.spytał już ciszej. ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita.Żeby odciągnąć strzygę? . Ale nie teraz. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń. jak błędna. Spostrzegł. . Nic ci nie pomogą twoje sztuczki.Milcz .Tak. stał spokojnie. . Mam przy sobie żółwi kamień. przeciągle. Geralta.Nie .powiedział. . Ostrit zamilkł. pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd. Zabiję cię. błyskawicznie dobył miecza.Sam tego chciałeś.Bo przyciągniesz ją przed czasem. że jest związany. nie widział.Ściemnia się. łajdaku! Będziesz za to wisiał. VI Ostrit oprzytomniał rychło. który stał tuż obok. . dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem. Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści. wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności.rzekł wiedźmin.Ty łotrze . przestał się miotać. . zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął.Milcz. Geralt uśmiechnął się. . . i zawył.zasyczał Ostrit.Wiedźminie? . Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. panie Ostrit . .To wy stąd idźcie.Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? . suczy synu! . leżał spokojnie. Ostrit dyszał ciężko.Wypuszczę cię.Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna. . Ale zorientował się.

że chciałem obalić Foltesta. . a Adda. .. że strzyga dopadła Ostrita szybko. . przezornie ukryty za balustradą schodów.Słucham. Nie znam się na żadnych czarach. Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności.. Uwierz mi..jego wyczulony słuch mylił .To już nie ma znaczenia.. Za szybko. rozedrgany. co myślisz. Ale tak nie było.Jestem. pędzącą zwinnie. Kochałem ją. wibrując. . jesteś tu? . Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku.Wypuść mnie wcześniej. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty. by umarł w mękach. wznosząc się i opadając.. Ja tylko raz. wiesz. Geralt. że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. dlaczego? Geralt milczał. Królewską siostrę.Nie.Blisko. nie rzucałem żadnych uroków.Kochałem Addę. chciałem. próbowałem perswadować. pobiegł. . wstrząsnął starymi murami i trwał. dostrzegł pokraczną postać strzygi.Wiedźminie? Północ blisko? . Królewską dziewkę. To na pewno ona. by żywcem zgnił. Potworny. Tylko raz w złości powiedziałem. stara królowa. To nie ja. zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały.Wiem. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości . opętańczy wrzask rozdarł noc.. Wiedźminie. Tylko raz. Wiedźminie? To ja? Ja? . Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. Wiedźminie? Słuchasz? . Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem. .ale wiedział. Królewską kochankę... że on i Adda.To jego matka. Wiesz. by oszalał. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. Nie ja jeden. Nie mogła patrzeć.. Daj mi więcej czasu..To prawda. Ostrit nie czekał na żadne słowa. Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. ..

Miał jeszcze chwilę czasu. Strzyga stała nieruchomo.Wyszedł na środek sali. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. zamarła i poczęła wyć. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. . Strzyga zaryczała potwornie. poprawiając ułożenie miecza. Naciągnął rękawice. natychmiast. głucho. Nagle otworzyła. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta. Opis był dokładny. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. Nie straciła równowagi. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. jak obliczał. Tym fazom zbliżała się wolno. stanął tuż przy wejściu do krypty. . wpatrzona w Geralta. z półobrotu. choć najedzona po ostatniej pełni. Poruszył barkami. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. Riv odskoczył w drugą stronę. I od razu skoczyła. Wiedział. tnąc powietrze szponami. Odrzucił płaszcz. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. Geralt odskoczył w bok. zaś srebrny miecz. nie porzuci prędko trupa Ostrita. śliniąc się obrzydliwie. człapiąc po posadzce. strzyga otarła się o niego. Usłyszał. tak jak liczył. zaatakowała ponownie. Odskakując. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. szedł półkolem. mocno. wściekle. też zawirowała. Pierwsza próba. mógł gwarantować mu życie. Do jutrzenki. przypadła do ziemi. na knykciach. Srebro było zabójcze dla strzygi. bez rozbiegu. Szła powoli. szczerząc kły.dezorientował strzygę. zawirował w błyskawicznym piiruecie. A potem zobaczył ją. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. choć bez zamachu. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. złowrogo. że strzyga. ostateczność. wypadła pomyślnie. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. Geralt cofnął się. z miejsca. Wiedźmin czekał. pozostawało jeszcze około trzech godzin. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. spiczastych zębisk. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary.

cienki. Łańcuch był ze srebra. krok po powoli szła. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. Wiedźmin odczekał. srebrne ogniwa. Tak jak oczekiwał. że bestia pokona opór tak łatwo. Nie oczekiwał. było to zbyt wyczerpujące. sypnęły na wszystkie strony. Strzygi zakręciła się na schodach. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. w okamgnieniu oplótł ramiona. szyję i głowę potwora. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. mocny łańcuch. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. Z trudem. straciła równowagę. utrudnił jej spięcie się do skoku. gdyby tego chciał. ponad dziesięciometrowym . zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. Łańcuch pękł. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. wyciągnęła szpony. Miotała się po posadzce.ostrożnie stawiając kroki. oddychał głęboko. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. Jednak szła. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. Ale wiedźmin nie dobywał miecza.zabicie strzygi. jak deszcz. Geralt zaniepokoił się. pędząc jak ogromny czarny pająk. charcząc. Jej włosy uniosły się i załopotały. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. dzwoniąc po kamieniu. Geralt czeka spokojnie. jaki zadawał jej nienawistny metal. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. Geralt był zadowolony . ale i nie spoć się. ale utrzymała się na nogach. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. nie wiadomo było. obciążony na końcu. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. Strzyga waliła się w skoku. gdy strzyga wypadła z krypty. zeskoczył w dół. Idąc wiedźmin rozwijał długi. z wściekłości czy z palącego bólu. rycząc okropnie. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. obnażyła kły. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. Nie przebył nawet połowy stopni. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. koncentrował się. wydając przeszywający uszy wizg. Aby zyskać na czasie. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. przewróciła się.

Geralt.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. Geralt raptownie zatrzymał się. zdetonowana. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. zanim ten taniec na skraju przepaści. Sam. Strzyga skuliła się. długo to trwało. . dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. jaki wydała. Złej. Ryk. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. zrejterowała zygzakiem. zbliżała się powoli. z mocy której strzyga powstała. był głośniejszy od wszystkich poprzednich. Już dobył miecza. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. . ten szaleńczy. zrobił krok w stronę strzygi. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. wstrząsany dreszczem. Geralt. klinga migotała mu w dłoni. wywijając młyńca nad głową. która przepełniała strzygę. Strzyga nie skoczyła. chorobliwej woli. zamarł z uniesionym mieczem. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. na potwora. Geralt czekał. cienki kwik. Alf ponowny. A potem skoczył. bijących w nią falami. wodząc oczami za jasną smugą klingi. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. Strzyga zerwała się. wdzierających się do mózgu i trzewi. stanęła również. Strzyga. Geralt był znowu blisko. Potem jeszcze jeden. stał pośrodku sali. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. czując wzbierającą w sobie wściekłość. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. okrążał strzygę. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. szedł. jak zwierciadłem. bacząc. zakołysał się. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. by skierować go. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. pomyślał.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . Aż tynk posypał się z sufitu. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. na dobranie się do pokładów skupionej woli. opisywał nim w powietrzu koła. zachwiał nią.

Zasunął pokrywę dopiero wtedy. Wygramolił się z sarkofagu. Pusto. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Krypta była nieduża. nieprzytomna. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. wszedł do grobowca. obolały. Działanie eliksirów słabło. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. Była raczej brzydka.nie usłyszą nic. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. VII Kiedy Geralt otworzył oczy. ale wiedźmin wiedział. po czym lekko. mieściła trzy kamienne sarkofagi. co oznaczało. na kilka cali. że jego letarg był na wet dłuższy. Nadstawił uszu . . Cisza. Jego zmysły działały już normalnie. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę.Tym lepiej. zapalił miniaturowy kaganek. W krypcie było ciemno. z małymi szpiczastymi piersiami. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. grobowiec był podwójny . Skrzyżował ręce. Leżała na wznak przy grobowcu. a świt był jeszcze daleko. tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. Ujął miecz w dłoń. naga. odsunął płytę. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. wypił szybko jego zawartość. . Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. myślał. Odsunął wieko bardziej. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. Szczuplutka. zanurzył się w nim. I wtedy dostrzegł ją. usiadł. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. Wiedźmin wątpił. zdrętwiały. zanim bestia otrząśnie się z szoku. Tym lepiej.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. niż należało. zziębnięty. Przestawał słyszeć cokolwiek. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Zszedł po schodach.dla matki i córki. Tak jak oczekiwał.

Zanim namacał dłoń.już za krótkimi -przed jego twarzą. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. ale. wiązał je wokół szyi wiedząc.płoworude . Wiedźmin wstał z trudem.jego krew . przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. godząc w oczy drugą ręką.. W Wyzimie. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. Puścił ją. Geralt zdjął rękawicę. Zęby miała normalne. połamane. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. tnąc głęboko. łapiąc za przeguby obu rąk. zakrwawione. rozpaczliwy krzyk. Ruszył ku schodom. wypluwając krew .sięgały jej prawie do pasa. Kłapnęła zębami . darł szmaty. Za późno.zalewającą jej usta. kogut. ale zachwiał się. strosząc pióra w chłodnej wilgoci. pruł. krew bryznęła jej na twarz. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej.. mocniej przydusił.brudna. Zawyła. przycisnął go do szyi. Zdążył. Włosy . VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. odłożył miecz. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. Nie było czasu. zobaczył otwarte oczy. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia. Usta miała blade. fachowo.. Zwalił się na nią. Najzupełniej normalne. normalne. wbił zęby i zaciskał je. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. Chlasnęła go szponami po szyi. . grubo. że zaraz zemdleje. jęknął. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę. Paznokcie były brudne. Szyję miał obandażowaną. pochylił się. za jeziorem. usiadł ciężko na posadzce. wiła się tylko pod nim. ściekała do rękawa. zapiał ochryple po raz trzeci. Nie miała już dawnej siły. że nie ma za dużo czasu. uniósł się na kolana. Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. gdy przestała się poruszać. Namacał leżący obok miecz. wyła. pochylił się nad jej dłonią. Krew uchodziła szybko. Rozpiął kaftan. Uderzył ją czołem w twarz. przygważdżając do posadzki.. rozdarł koszulę. solidnie. I zemdlał.

. . Płacze bez ustanku. i kuferek.Dwóch. Okropnieście tam hałasowali. I głupawa taka jakaś. Ale Foltest mówi. nie ruszaj się. I trzy tysiące orenów. dwóch. Myślę. .Velerad wstał. . widać było wszystko..Tak.Leż. Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. idę już . Tak.Dobrze... miecz. Nieźle rozpłatała ci szyję. nie obawiaj się. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny.. wiedźmiński miecz. a ty jesteś mądry wiedźmin. Straciłeś mnóstwo krwi. Geralt? Zanim pójdę.. Chuda.Ano. . I miecz. . nic nie mów. To ja jestem stary dureń.Leż czarowniku . I sika w łóżko. ..powiedział Velerad.Królewna jak królewna. dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał. Foltest powtarza to od dwóch dni. co tam masz w środku. Nie męczy cię moje gadanie? .Odpoczywaj. tak. co. Nie dało się.Kro.Mój. tak.. . że nie na gorsze. powiedz. W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy.. że to się jej odmieni. . Jest tu. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy. lewna? .

powiedział niepewnie. Dziewczyna.. o świcie. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy. sięgając po koszulę. że to. Iola. .Nie mów nic do niej. Zmykaj. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią. Zmieniła się. Już cię tu nie ma. W niczym nie przypominał już. Na ramieniu.Zaczeka . -nadzieję. podnosząc opończę z podłogi. . Spojrzała na mego..Już późno . zmykaj.parsknęła kapłanka. Piegi te były wcale wdzięczne. że nie masz pretensji. niepotrzebnym. w miejscu.. Ale nie widział ich wtedy. Zapomniałeś gdzie . nie czarne.Zaspaliście. Pospiesz się. którego nigdy się nie wyzbył . . Iola. Poderwał głowę wyrwany ze snu. niezręczna. dziecko. Jej oczy były modre..I tak ci nie odpowie.. że nie pozostała marzeniem. Geralt . nic ze świetlistej.powiedział. odruchowym gestem. gdy była jego snem.na nosie. . I była piegowata . Ze wstydem i przykrością stwierdził.. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. . na dekolcie na ramionach. co czuje. gdzie były przed chwilą jej usta..bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki. żal o to. to żal do niej. klaszcząc po posadzce bosymi stopami. Nie miała już w sobie nic z rusałki. Chyba jej nie ukarzesz| .Nenneke . Yennefer.powiedziała Nenneke..Głupiś . podchodząc do łoża. owinięta opończą. którą była o świcie. wychyliła z łoża.Geralt. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny. zakłopotał na. penetrowało izbę mackami światła.GŁOS ROZSĄDKU 2 I .Iola. . podreptała w stronę drzwi. rumiankowej zjawy. zaróżowiona.powtórzył. ..powiedziała Nenneke.. Dziewczyna uniosła się gwałtownie.Zaczekaj--.. otwierając okiennice. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów. szybko odwróciła głowę. Chciałem.

Zna ne mi są twoje poglądy na religię.Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . Znał kapłankę od lat. uśmiechnął się lekko.Nie zabroniłam. Skutek był oczywisty .Kapłanka wstała.. jak goi się twoja szyja. nie ma niczego zabawnego.Milczy. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. wzięła z komody torbę z opatrunkami.. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre. . wprawnie odwinęła lniane bań dążę. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował.Wcale nie przesadzam . nie ubieraj się jeszcze. wiedział. . Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. Nie. Geralt. bo uczyniła taki ślub. grubo omotujące szyję wiedźmina. . Usiadła na skraju łoża. . Skrzywił wargi bólu. zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy. Prawie..jesteś. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy.. . co się z tobą dzieje? Jak to się stało.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie. którą zszyto go w Wyzimie. o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele. Geralt.Co? . Chcę sprawdzić. .do świątyni przyjechał prawie zdrowy. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem. Znał to już na pamięć. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. i tak nie zrozumiesz. co się stało. . jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje.W tym. . To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. co ja będę ci tłumaczyć. Nenneke obmacała ranę. Tracisz refleks. nawet nie będziesz próbował zrozumieć. Ach. przemyła ją i zaczęła kląć.Przesadzasz. ścięgna.Nie uśmiechaj się głupkowato. no może trochę sztywny. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. .Zabroniłaś mi mówić do niej. niczego. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział.

. nauczycielki lub guwernantki. raz. bandażując mu szyję szybkimi. gospodarskich. Możesz się ubrać. -Nie powinieneś dać się zranić. . pewnymi ruchami pulchnych dłoni. niekiedy nawet dwa razy do roku. kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. i to bardzo poważnie.Dziękuję za ostrzeżenie.Nie w sanktuarium. przybywających zewsząd. nawet z .Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . Choć bywał w świątyni często. Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem. gotowe. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek. Odpowiadał na pozdrowienia.Dobrze. nieledwie dzieci.Nie.Nenneke wstała. przechodząc obok. wiedźminie. czy jak? No. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. jako wędrowne druidki. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi. . a dałeś. Wręcz fatalnie.Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. Idź się przejść. Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. Ostrzegam cię. Jesteś tu mile widzianym gościem. . . Ale nigdy nie brakowało nowych. cztery znajome twarze. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa. . II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. jestem twoją matką. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. A znaleźć to ja cię sama znajdę. ale nie rozpoznawał żadnej. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. Niektóre. Pospiesz się. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań.

przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. Kult Melitele. że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. okazał się łaskaw dla Melitele. a początki swe wywodził z niepamiętnych. jeśli coś ma wyjść z tego transu. Oprócz zwykłych wrzasków. jest opiekunką położnic. skutecznie izolując je w zapomnianych. Rozglądałem się za tobą. z odradzaniem się życia i innymi.Jesteś. Przyjaciel Geralta.przyznał. rzadko odwiedzanych. rodzenia. przedludzkich jeszcze czasów. analizujący to zjawisko. Nie chcę. udowadniał poeta. szukał prostszych wyjaśnień.rzekł zimno . patronkę miłości i małżeństwa. treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. A ponieważ kobiety rodziły. by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. Matki Natury. rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. . Nie sądzę.najdalszych okolic. .że nie chcę żadnego transu. . . a Melitele jest do tego w sam raz.kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem. Nenneke. ani sponsorów. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami. Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. Czas. opiekunkę rolników i ogrodników.Za Iolą również .W tej chwili tak. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. . lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. szumnie nazywanymi zjawiskami. rodzą i będą rodzić. Melitele jest wszak patronką płodności. .Za mną? .Już ci mówiłem . wskazywali na powiązania z cyklem przyrody. wywodził.Geralt. jest kultem typowo kobiecym. Uczeni.Masz coś przeciw temu? . trubadur Jaskier. . Musi się przygotowywać i modlić.Nie za Iolą? . tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy. A rodząca kobieta musi krzyczeć. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych.

sięgałeś mi do paska spódnicy. dobra.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz.Ja zaś . Boję się o Iolę. wyczuwam to. nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie.wykrzywiła się lekko Nenneke . Ty masz prawo uważać. Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . zadzierzgnięty w pętli. Geralt. . czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. A jeśli nawet. to po diabła w nim grzebać? . Według ciebie..Geralt.Mnie nie da się zahipnotyzować. które cię otacza. by łatwiej ją zrozumieli.Dlatego. że to nie ma sensu. A dla mnie.Wiem.Jeśli to wiesz. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. . co uosabia moja bogini: ładu. co chciałam powiedzieć. Wolno ci mniemać. pozostaną ukryte i niezrozumiałe.Wiem. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. która zaciska się powoli. zaplątany ze szczętem.nie sądzę. chciałaś powiedzieć. o. w tym i moja Melitele. I zobaczymy. Mówiłam. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. . ta siłą jest siłą ślepą. że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. Nie wiem tego. ja i Iola. że bogowie. wyrostka. my po prostu posiedzimy chwilę razem. prawa. Chcę wiedzieć. muszę się zdać na zdolności Ioli. Coś jest z tobą nie tak. I nadziei.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką. . mam immunitet. ty. Sama nie potrafię. gdy cię poznałam. Nie rób głupich min. To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. Przecież znam cię od takiego. pozwierzam ci się. o czym dobrze byłoby wiedzieć. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. Nie jestem fanatyczką. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził. . To może być za duży wysiłek dla medium. A może niczego się nie dowiemy. wiara pozwala oczekiwać od natury tego. . Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . jeśli łaska. twoje poglądy na religię są mi znane. Może dowiemy się czegoś. ty jesteś chory. . A teraz czuję.. o co chodzi.Ranny. by zaakceptowali jej istnienie. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to.

uśmiechnął się . . zwykłe wiedźmińskie historie. nie sądzę. Ot.że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? .Nie. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz. powtarzam. dlaczego? . nie zaszkodziłby. Zorganizuj antałek piwa.Nie. . by mi w gardle nie zaschło. z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. Obawiam się jednak. i możemy zacząć choćby dziś.wydarzeniach ostatnich kilku lat. że niewiara ma jakąkolwiek moc.Posłucham z chęcią. że cię zanudzę. . spojrzała mu w oczy. A wiesz. Nenneke pochyliła się.Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to.A nie sądzisz . Ale trans. .

Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. bez gnijących pni. Klacz. z poprawką na rzeźbę terenu. Płotka . do którego przywykła. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . Pokonał jar łatwo. . Klacz wiedźmina parsknęła. bijąc skrzydłami. nie krążą tam bez przyczyny. . ale ruszyła z miejsca. bezszelestnie. może to jest padły łoś . przysiadłszy na zadach. wzbiły się wyżej. potrzebny na jej pokonanie. który podejrzewał na trasie. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. nie spiesząc się potruchtały w las. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. wrzosowisko i wiatrołom. bez tarniny. rzecz jasna. poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina.Ale może to nie łoś. gdzie się go spodziewał .powiedział. Zbocza wąwozu były jednak łagodne.Nadłożymy trochę drogi.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. Wreszcie odrzucił płaszcz. spłoszone pojawieniem się jeźdźca. zataczając wolne. Wilki. Drugiego trupa nie widział. nie odpowiedziała. posłuszna głosowi. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. Ptaki. a dno suche. chrapliwie. ciasno wypełniające rozpadlinę. . Ptaszyska. jak na komendę. jak mi się zdaje. Ptaki krążyły. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. na głębokość i przebieg jaru.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. Było ich wiele. zakrakały dziko. gęstwę lasu. oceniał odległość i przypuszczalny czas. ale wiedział.biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy.mówił Geralt. co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. spokojne kręgi. gdzie leży . .Zjedziemy z traktu. o dwie dziurki skrócił pas.Kto wie. Geralt zeskoczył z konia. ostro. na ukos przecinający pierś.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. za nim duża polana. .

ale nie stracił koloru . na pergaminie. Nie wilczych.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. prawie granatowe. wspiął się na siodło. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. Było oczywiste. był również zniszczony wilgocią. . wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. nosił znak cechu płatnerzy . Kwiat zwiądł. Była to róża przypięta do sukni. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. choć nie do końca. od strony tamtego lasu. runy rozlały się. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. bacznie lustrował ziemię. wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. Był to list kredytowy. wstrzymując konia. Kiedy odwracał ciało. amulet z fallicznym symbolem. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. Trzeci. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. Geralt nie odwracał ciała. zawiłgły od deszczu i rosy. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. coś ukłuło go w palec. Płatnerz i kobieta przyjechali konno. Dwukrotnie okrążył polanę. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. Wiedźmin minął ją. garść srebrnych monet.Tak.Sprawa jasna. Tak jak się spodziewał. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. widząc.płatki były ciemnoniebieskie. Płotka . miedziany pierścień. . zamazały. nie schylając się.stylizowany hełm z przyłbicą. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. trzy klucze na kółku.Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy. pisane na płótnie. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . pochylony. królicze ucho. Dwa listy. Na szerokim pasie. kawałek kredy. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. bo nikt nie wozi ze sobą . Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. rozglądając się. Wiedźmin zerwał ją. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. Na odsłoniętym. wosk do pieczętowania. Suma akredytywy była niewielka. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. ale czytelny.powiedział cicho. gardła i większej części lewego uda. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny.

. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. wrócił na ścieżkę. porośnięte leszczyną. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. ciągnęło ją po ziemi.nie było ani wilkołakiem. powiedziałbym. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. Płatnerz zginął natychmiast. reagując na znany sobie ton głosu. a nie traktem. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. zawieszony na srebrnym łańcuszku. podrygiwał w rytm chodu konia. że to kikimora albo wipper. II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. Wiedźmin wycofał się. Ale tu nie ma bagien.Tak. prychała niespokojnie. Trzeba sprawdzić. Kobieta biegła.długo nie zrealizowanych akredytyw. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. nie będziemy ich szukać. ostrożnie przestępując wykroty. Dlaczego jechali tędy. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. Zbocze. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. zatarasowane zeschłymi gałęziami. oboje zsiedli lub spadli z koni. Gdyby tu były bagna. I wówczas. Jechał powoli. patrząc na skraj lasu . na które wspiął się. Płotka. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. prawda. Ale jechali przez wrzosowisko. poprzez wiatrołom. Medalion. ani leszym. potem upadła i również zginęła. Klacz 'parsknęła. trzymając zębami za kark. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. co zabiło oboje . ostrożnie zjechał po pochyłości. rzecz jasna.ciągnął Geralt. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. nie wiadomo. co nie zostawiło śladów. . Ani jeden. Konie rozbiegły się. a nie traktem.To coś. a to coś.Chociaż to nie wilkołak. usłane grubym dywanem żółtych liści. Klacz. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. Schyliwszy się. bok w bok. nie odpowiedziała. . nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. Nadłożymy drogi. co . nie wiem dlaczego.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

Głodny jesteś. nie? Częstuj się.Nie zaprzeczę.powiedział potwór.I twoje. . Tu jest pularda. Potwór usiadł przy stole.Nie obawiam się. Pomyliłem zaklęcia. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem.To lepsze od służby. Nivellen. Geralt! .Tak .Geralt rozerwał pulardę na dwie części. znaczy. Zdolności magiczne masz wrodzone? . nie obawiaj się. Nic . gorącą wodę. jak? . Nie wiem z czego. umiem wyczarować żarcie. prawdziwe jedzenie. . waląc łapą o stół. Twoje zdrowie. gościu.Najzupełniej. jak mniemam? . Tutaj mamy jarząbki. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami. czego sobie zażyczę. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. czystą pościel.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. Nic wielkiego. skąd to się wzięło. który dał się upolować. . na ten przykład. Z czegoś. . . gospodarzu? .powtórzył Geralt z pełnymi ustami. Nie. .Pewnie bezpodstawnie? . gałką muszkatołową. po czym zatopił paluchy w pasztecie. zaraza.Upolował go mój dziadunio . .Geralt.parsknął potwór ..To był chyba ostatni w okolicy. gościu.Dziękuję. to jest niezłe. I straszą mną dzieci. to kuropatwy.Nivellen. Zapachniało pieczystym. picie. splótł na brzuchu kosmate łapy. majerankiem. kiedy mi to wyrosło. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. tu pasztet z.Straszą dzieci .Zapomniałem . Otwieram i zamykam okna i drzwi. gospodarzu. Zapalam ogień. Sam nie wiem. że to z winogron. A ciebie. puchary zadzwoniły kryształowo. tu szynka z dzika.zatarł łapy potwór. . Siadaj. To porządne. Mam je od czasu. . mydło. opuścił głowę. Morda. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. . wyczaruję inne.żeś nie z tych strachliwych.. Zwać cię. odzienie. Jedz. przez chwilę coś mamrotał. po czym ryknął z cicha.Nie. Geralt nie okazał zdziwienia.Jak to wino? Zauważyłeś. ale dom spełnia. Byle baba to potrafi i bez czarów. .. czosnkiem. Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz. jedz.

. Ty tego nie zrobiłeś. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom. jak wyglądałem przedtem. Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość.Kto ty jesteś? . Ja go widzę.Z chęcią. .odpowiedział po chwili milczenia . Wniosek jest prosty. . gościu. Nic mnie to nie obchodzi. żeby obejrzeć portret. Przynajmniej nie w tej chwili. jeżeli spytam. Popatrz no tam. .Aha. .Nie rozumiesz? . Nic ci do tego. Pierwszy. .Jeżeli dobrze pamiętam.to niezupełnie. . ze smutkiem pokiwał głową. . Nie będzie chyba nietaktem. wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie.Aha . smutnej i pryszczatej twarzy.. A trzeci.Mój portret.powtórzył Nivellen.Widzę. ślepia zalśniły mu jak u kota. to ja. Zabijają za opłatą różne potwory. na portrety. szczerząc kły. kim w takim razie jesteś? . to mój tatunio. . .Powód zrozumiały i do przyjęcia . rozpowszechnione wśród portrecistów. masz od dawna? .powtórzył Nivellen po chwili. podszedłby bliżej. pokażę ci. . Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. . licząc od kominka.zaśmiał się gromko potwór. Człowiek. mordę. Drugi.Ale ja go nie przyjmę.wielkiego.Widzisz? . ale ja nie jestem człowiekiem. . . wstałby. pytam przez ciekawość. . Geralt. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn. zapewne musiałby także wziąć świecznik. jedna zaraza wie kto. i już.Wiedźminem. jak mówisz. . A tę.potwór uniósł głowę. wisi poza zasięgiem światła świec.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze.Dobrze pamiętasz. z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej.Jeśli tak stawiasz sprawę .Od dwunastu lat.Nie rozumiem.Jak to się stało? .Zawsze coś..

A potem. jest prawdą? . w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu. które potem karmią magicznymi ziołami. Szkoli się je w zabijaniu. by ktoś zaczął polować na wiedźminów.Prawie nic. Trzeba przyznać. to już zdecydują zęby. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. Nivellen siedział nieruchomo.Dlaczego nic nie mówisz? . Bo potworów jest coraz mniej.Załóżmy . a był to uśmiech wyjątkowo paskudny.A co jest kłamstwem? . wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy. Te. .Nie łżesz aby? . Załóżmy.Znowu zapadła cisza.że zdążysz wyciągnąć miecz. że umiesz odpowiedzieć na pytanie. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. które to przeżyją. wypił łyk. . przełykając. nim do ciebie doskoczę. . nie używając wielu słów. lśniły w rżniętym krysztale pucharów. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. Płomyki świec tętniły.Nie mam we zwyczaju łgać.powiedział wreszcie . które ci zadam. poruszając lekko olbrzymimi uszami. jak mówiono. . biły w górę cienkimi wąsami ognia. Jak myślisz. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. jak sobie poradzisz z następnym. Zjedz kuropatwę. kto z nas dwu ma większe szansę.Nikt. odchylił się na oparcie krzesła. Słyszałem. trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. co o was mówią. zwalę cię z nóg samym impetem. wiedźminie. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. same zostają wiedźminami. . Czyni się z nich potwory.rzekł przeciągle Nivellen. . Jestem tu przypadkiem. Patrzył na potwora uśmiechając się. że najwyższy czas.Taaak .Co z tego. czarownikami o nieludzkich zdolnościach. Ciekawe. . zanim zupełnie ostygnie.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. że zdążysz mnie nawet ciąć. Zapamiętałem.spytał niewyraźnie. Kto d za mnie zapłacił? . przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. nalał sobie wina. a wiedźminów coraz więcej. które mają zabijać inne potwory. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę.

Wiedziałem. Jestem pewien. Nalej sobie.ryknął Nivellen tak.przyznał Geralt.Nie ma już czego. czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny.To się stało na skutek rzuconego uroku. według ciebie.Nalej sobie jeszcze. Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. . bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . Więc.Fakt. Geralt. .Ha! . to coś nowego. .A. W wielu wypadkach? .Urok można odczynić.Ty nie jesteś żadnym potworem. gościu. Obok . jako wiedźmin.potwór chrząknął. to co? . zaraza.powiedział.Zatkało . rozparł się w fotelu. zaraza . że wiesz.A. Potwór zachichotał. . . A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu. Nie widzisz.Nie. czym jestem. .Nie jesteś potworem. Nivellen .To. żebym spróbował? . . . czy dobrze zrobił zapraszając cię. długi na dwie piędzi.Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich. Wiedźmin czy nie wiedźmin. -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. usiądź wygodnie. . co? . . że te uszy wyrosły mi.A jeżeli wiem. a ja mam ochotę pogadać. oczywiście umiesz odczyniać uroki. Nie chcę. że cię zatka . że potworów jest coraz mniej. że aż się trzęsę z ciekawości? . W wielu wypadkach. powiedz mi.. . .Nie. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną.Ty.Umiem. kto rzucił ten urok. po czym ponownie łupnął łapą w stół.powiedział spokojnie Geralt. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem.rzekł sucho wiedźmin.wyszczerzył kły Nivellen. Jest ich niemało .Zatkało cię. . W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy. Opowiem ci całą historię. Chcesz. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No. dobrze patrzy ci z oczu. Nivellen .

ja muszę przewodzić drużynie. naturalnie. .. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie.ciągnął Nivellen . nalewając . Bo widzisz. mało nie zajeździliśmy koni. Na domiar złego.Że jestem potwór w ludzkiej skórze.Jedna zaraza wie. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. Śmierdziało jak nieszczęście. w takim stopniu.istny mlekosys. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. tracił w najlepszym wypadku swój majątek. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. To była niedobra świątynia. a i mój dziadunio. ani kupcom. po czym powiedzieli. Zabiła się.Co to była za świątynia. i obrabowaliśmy świątynię. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. bo od dnia.Co? . Geralt. że jako spadkobierca. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. na które tatunio. Każdy. o krwi. durny smark. że danina płacona jest opieszale. gdyby żył. Strasznie płakałem. Nivellen? . Ale do rzeczy. że będę potworem w potwornej. Geralt. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. nie wiedzieć skąd. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. Młody wówczas byłem . kto się tu zawieruszył. mówię ci. Mało kto lubił mojego tatunia. taki mały.. . Oprócz mnie. palił się zielony ogień. jąkał się okropnie. leżały czaszki i gnaty. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. Ale musiała to być niedobra świątynia. No i zmężniałem. którzy wędrowali traktem. Wialiśmy stamtąd. a wtedy. nigdy by nie zezwolił. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku.Jak zapewne zauważyłeś . Padło na to. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca. że muszę zmężnieć. pamiętam. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. Dowodziłem nimi. . bo tatunio uznał. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. Na ołtarzu. była tam również młoda kapłanka. miała chyba ukryty we włosach. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. Sztylecik. Oszczędzę ci szczegółów. swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. nie pamiętam.okolica jest dość odludna. jak się domyślasz. A parę bliższych osad spaliło się. . przejdę od razu do rzeczy. coś o miłości. mój tatunio.zaczął.dwóch pustych karafek pojawił się. pod Mirt.

Geralt. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących. rzadko to się zdarzało. Tak było aż do dnia. w którym. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki.było już za późno na cokolwiek. przypomniałem sobie bajki. tłukąc co popadło. życiem darował i zdrowiem. wyskoczyłem na dwór. otarł nos rękawem.Mów dalej. Jużem się sposobił. Mówiąc krótko. kuzynka. Uciekła moja kotka Żarłoczka. . ot. A trzeba ci wiedzieć.podjął po chwili . Byłem sam. Zaraza... które opowiadała mi niegdyś Lenka. we wrzask i w nogi.Kiedy atak minął . nie wystawiając nosa na zewnątrz. a służba. Jeśli się ktoś pojawił. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd. jeszcze dziś mnie trzęsie. jestem tylko głupim wyrostkiem. Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. Nivellen przerwał. Używałem. . Ja do lustra. . Potwór zamilkł na chwilę.. wykwiczał. Wnet zostałem sam. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. Może jest w tym gadaniu . podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. Kto zdążył. pomyślałem. latały w powietrzu sprzęty. szalejąc. spanikowałem. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą. wyjąc i kuląc ogony. Przejdę do rzeczy. Za parę dni budzę się rano. a nagle zrobiłem się bardzo silny.. Długo. gdy odzyskał głos. stara prukwa. chłopcy z drużyny. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu.. nie wychodziłem.Dalej było tak. wyjąc. Geralt. żebym go oszczędził. czy też odwrotnie. pociągnął nosem. padły trupy. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. więc może. westchnął. ciotunia. moja niania. rycząc. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. że choć w strasznej postaci. Kilka. dostałem jakiegoś ataku. by wykopać go za główną bramę. co ja mówię. ale niebieskie róże z Nazairu. i to zwykle wystarczało. uciekł w popłochu. Ale nikt nie wrócił. gdy wspominam. zanim zdążę wytłumaczyć. co mnie który zobaczy. uciekły nawet psy. co mi wpadło w ręce. Gruby. pamiętam to jak przez mgłę. Widzisz. Złość mnie porwała. głównie zwierciadła. kiedy coś mnie oświeciło. jak powiedziała kapłanka. który utracił był na mój widok. buchał ogień. że to nie byle co. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. bladym świtem.

. ze w podziemiu zostało sporo dobra. zrezygnowany. z taką mordą. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. bo to był kupiec.Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. Podskoczyłem na dwa sążnie.Ustaliliśmy. które . że zostawi mi ją na rok. a przybył tu drugi kupiec. zaryczałem tak. dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. . Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. Też sporą. myślałem. . aż się cały opluł. ugościłem. Co. była przekonana. Co dopiero. jakaś szansa.Dogadałem się z kupcem raz dwa . bo nie minęły dwa miesiące. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta. . nic lepszego nie przyszło mi do głowy. nawet wobec dziewuch z obory. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. Nie przemogłem się nawet. że ją jednak zjem. . Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. mogłem sobie pozwolić na gest. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. . aż fotel zatrzeszczał. Żal mi się zrobiło kupczyny.Nie.Potwór wydał z siebie odgłos. uderzył w płacz. sam by nie udźwignął. przeciągnął się. jacy się tu pojawiali. patrzeć me mogłem. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". Kupiec promieniał.ciągnął. Geralt. po czym wyznał mi. śmiejesz się? . zaprosiłem do środka. Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. Widzisz. Nawet te się ze mnie nabijały. na wszystkie strony. jeszcze z tatuniowych czasów. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem. który miał być westchnieniem. dziękował.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. I córkę. Kupiec. nie bardzo wiedziałem.ziarno prawdy. tych z gnojem na łydkach. Trzeba ci wiedzieć. Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem.. co z tym począć. jak się trzęsie. kiedy z nią rozmawiałem. a zabrzmiał jak czkawka. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby. Ja zaś. jak ciężko jest.. język mi się plątał. Miał ze sobą przygotowany spory worek.Bo ja nie wiedziałem.A dziewczyna? . że córeczka ma osiem lat. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem.

spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. nabrawszy wiary w siebie. jak była. jak się okazało. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. opiliśmy się oboje miodu i. a Fenne.była u mnie pełny rok. podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. wdowca. ale Fenne rychło postarała się. Geralt. Przyznam. Była mała. To zajmujące. żebym zapomniał o zmartwieniach. A zęby? Nie uwierzyłbyś.nazywała się Fenne.. Geralt. Przedtem cięgiem chorowałem.kontynuował .powiedział po chwili . I w niej nie wzbudzałem strachu.Opowiadaj dalej. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. mniej wydolnej postaci. może z odrobinę głupszym wyrazem. rękę bym sobie dał uciąć. Primula. Paskudny był. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami. na czworakach. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. rozgląda się. potem wróciła do rodziny.Następna . całkiem goła. Wcale się mnie nie bała. nie dziwota zresztą. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. mówię ci. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko. hę. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra.Powiadasz? . jak kupa obornika. A mówią. mówię ci. miał wychudłego konia. To była wesoła dziewczyna. jakie ja miałem . aż tu z rykiem wypadam na niego ja. błyskając bielą kłów. Następna. Rycerz. Geralt. była córką zubożałego rycerza. a i ja.Fenne . istny mysikrólik. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. gdy tu przybył. No. przedtem byłem rozlazły. bo była całkiem ładniutka. teraz nic się mnie nie imało. bystra i ćwierkotliwa. nielichy temperament. Nivellen. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. Któregoś dnia. zrobiłem się chłop na schwał. kasłałem i leciało mi z nosa. z wielkim posagiem. gdy on był na wojnie. musiała być poczęta.. ale wystaw sobie. No. Wiesz. hę. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. Morda została. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. byłem zawiedziony i zgnębiony. dobrze. Geralt. i rozsiewał dookoła podobną woń.rzekł potwór. Widzisz. Miała. Ja w przerwach biegałem do lustra. . co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. Primula. nie zasypiałem gruszek w popiele. zwierzu!". . "Rozszarp mnie. ..

bawiąc się pustym pucharem . potem nić sympatii. Wszystko odbywało się tak samo. . Geralt . to raz. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy.Daj spokój. aż do znudzenia. . których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem. z łapkami wyługowanymi od prania.Zmęczyło mnie to gadanie. Krótko: potem były jeszcze dwie.Może to i dobrze . Chcesz. . zjedz mnie całą". Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. potem "Gryź mnie.O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. Gdyby nie postrach. i żadnych zmian nie trzeba. I po trzecie: bezpieczeństwo. Nie chcę. I pogodziłem się z tym.obruszył się potwór. mówiłem ci. dla przykładu. Nivellen? . Oczywiście. doszedłem do wniosku. w to.A żebyś wiedział.rozdziawił paszczę potwór. przygarbione od dźwigania cebrów. paru przeżyło. która była wielce urodziwą panną. Widzi mi się.rzekł Geralt. Co więcej. . jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. jaki wzbudzam.Żadnych.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. nawet by nie spojrzała. .Nie.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. że dobrze jeat. że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać. by móc dobrać się do takiej. Co. końskie zdrowie związane z tą postacią. jak jest. mieli krewnych. . byłem hojny ponad wyobrażenie. Tatunio miał wrogów. W piwnicach jest złoto. A córki? Nie widziałeś ich. . ktoś by po nie przyszedł. acz kosztownymi upominkami. Venimiry. Ilka i Venimira. wzmacniana drobnymi. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. żadnej córce. jak tu przybywały.Panienki bawiło.Nivellen ziewnął. że na takiego. potem powrót taty. Ci. w zgrzebnych sukienczynach. żebym przegryzł nogę od krzesła?" . już dawno przestałem wierzyć. Mówiłem ci. Primula jeszcze po . Choćby wieśniacy z widłami. Nivellen? . Geralt. Żadnemu ojcu. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę.Wyglądasz na zupełnie pewnego . że dziewiczy całus odmieni moją postać. jak na tym portrecie.

Ale podejrzewałeś. Milczeli obaj.Masz. Geralt. Znowu milczenie.Nivellen . . Przepraszam.. Czy to jest powód. Zaraza.. którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie.Dzięki za gościnę. Żadnej nie przymuszałem. . co ja mówię. .Cóż.Nie.. . dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? . że nie mieszkam sam.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia.rzekł wreszcie wiedźmin. do ręki brały wyłącznie wachlarz.Chciwość ludzka nie zna granic. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam. nawet nie wiedziały. Nie pozwolę. . którym łoił ją jej rycerski tatuś. że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy. Geralt. wziąć za kark i zrzucić ze schodów.Tak. Wiesz. Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. to. .Łajdak. Dla nich to był dom z bajki. to jest ten powód.rzekł nagle wiedźmin. gdzie tu jest kuchnia. Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami. Widziałeś ją? . . A co się tyczy łoża. wstając. Mam rację? . Od .Zaraza z twoimi przeprosinami. twoja wola .. Dobrze wiesz.Nivellen wstał również. . jak zerkasz na drzwi.A więc i o tym wiedziałeś? Tak. .Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. gospodarzu. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec. . koło bramy.odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie. Od samego początku widzę. że ktoś mi za ciebie zapłacił.Wiedźminie . . rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę. a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. . że zapytam.I nikt inny. cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok. W lesie.Słusznie .Pozwolisz. Kto mógł zapłacić? .Jesteś teraz sam? . który zapragnął reszty mojej piwnicy. jak nastawiasz ucha. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes. Czas mi w drogę.I nikt inny? . A u mnie chodziły jak księżniczki.

Nivellen pogładził klacz po nozdrzach.czasu gdy okolica wyludniła się.Będę miał to na uwadze.. . Obawiam się. zamiast odpowiadać na moje. proszę. .Czy można temu zaradzić? Krótko. Chodźmy.powiedział.Słusznie się obawiasz.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś. Nivellen. Jesteś pewien. . .Lubią mnie zwierzaki .A czy. Lwiogłowego Pająka.Jak jest. Moja kotka .Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty.Nie odpowiedziałeś. odprowadzę cię. . Chociaż. Na podwórzu. wiedźminie.Nie.I ja też je lubię. . proszę. że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . pochyliła łeb. . od pewnego czasu mam paskudne sny. . .. jak jest. Krótko..Nie tylko o taką pomoc mi chodziło..Nareszcie. . Słuchaj.Nie.pochwalił się potwór. Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. . że dobrze jest. . . odwrócił. tak.' poklepał po szyi.Czy po takim śnie. ..A jesteś pewien. Chyba odpowiedziałeś.. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze.Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. Płotka. których ja nie posiadam. w nocy jest tutaj niedobrze. •. . trzeba wiedzy i zdolności. które ciągle zadajesz.A kto je posiada? . Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera. Nie . Geralt spojrzał mu prosto w oczy. po obudzeniu. Czy słusznie się obawiam? Krótko.Mieliście wtedy pecha .Nie. proszę. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! . gdy Geralt poprawiał juki. na moje pytanie. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa. Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać. .dałbyś.Dosyć mam twoich pytań. Ale nie jak może być. . rada pieszczocie. .

Podejrzewam. Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. co mi tam.Żarłoczka.wyszczerzył zęby Nivellen. A ja i Vereena.Też lubi koty? . Nivellen. potem wraca. Z córką. . . Geralt.Ptaki .Pewnie myślisz. Mało kto widział rusałkę z bliska.Ostatni był u mnie trzy dni temu. Szukaj ich gdzie indziej. jak myślisz. ruszył ku bramie.Nie jestem taki głupi. wróciła potem do mnie. gdybyś stał się człowiekiem? . Szczupła. którego nie znam. Przez długi czas była to jedyna żywa istota. Mówiłem ci. Vereena też.Dzięki.. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców.. jaka towarzyszyła mi w niedoli. Geralt uśmiechnął się. Nie je ludzkiego jadła. w języku. zaraza. nie najładniejszą zresztą.Bywaj. Na całe dni znika w lesie. strzelę cię w pysk. Geralt. kto.powiedział . . -Twoja Vereena . nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach.Geralt? . A może nie. zaraza. to paskudna okolicą. To nie jest kolejna kupiecka córka. .Może.. Ech. którzy tu ostatnio byli. Mówi rzadko. że nie wróciłaby. . . Urwał.Mniej więcej .. chociaż uciekła z początku. może znajdę kogoś.. Jeśli się zaśmiejesz. Czarna. . jak rusałki boją się ludzi. . Nivellen.Jestem tego pewien. moje życie i moja kara. Kto wie.Wydałem się. Ale uważaj.Słucham cię.wiedźmin dociągnął popręg. Coś się któremuś stało? . Geralt. Potwór człapał u jego boku. To coś poważnego. Wiesz. To typowe? . Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy. Bywaj. A. Będę pamiętał o tobie. Geralt nie zaśmiał się. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy. . Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali. Wiesz o tym? . wykrzywił paszczę. Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. To mój problem.Tak. Kochamy się. nie dałem znaku życia.to prawdopodobnie rusałka.. .

zawrócił konia. rwała podkowami ziemię. A jak się bardzo pogorszy. ruszając szybko z powrotem. Po wiedźmińsku. że masz więcej rozumu niż ja. nie chciał nadkładać drogi. IV Około południa.mruknął. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza. III Okolica była odludna. .Nauczyłem się to znosić. zmarszczył się. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. wrzeszczało i syczało. przez bór. po własnych śladach. cofnęła się. nie szukaj nikogo. Ruszył tam. parskała. Coś.To przecież zwyczajne czarcie koło. usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. dzika. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. gdy poił Płotkę u źródełka. Nie obejrzał się już ani razu. przerzucił wodze przez łeb konia. Wiedźmin nie zatrzymał się. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. zamyślił. z mieczem na kolanach. Potem jednym skokiem znalazł się w siodle. koniku. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. Wychodzi na to. Jak się pogorszy.zeskoczył z kulbaki. pojechał na skróty. Płotka . by sprawdzić. przyzwyczaiłem się. też się przyzwyczaję. Geralt nie uspokajał jej Znakiem . nie chciała iść. ale mógł też to być i zwykły żbik.Przepraszam cię. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. złowrogo nieprzyjazna. . Bywaj. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. . W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. Mógł to być leszy. Geralt. a także coś. ledwie zaświtało."Lubią mnie zwierzaki" . Wiedźmin potarł czoło. V Klacz tuliła uszy.Prawdziwa historyczka robi się z ciebie. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . przy maleńkim ognisku. klacz zarżała przenikliwie. Po co te sceny? Klacz prychnęła.powiedział. . co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. przyjedź tu sam i skończ sprawę. odwracając ku niemu łeb.

blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. czuł i rozumiał samą naturę. nie mógł nawet zidentyfikować języka. Nie rozumiał słów. Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. .To srebro . przenikliwego. rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. . pełną uroku. że wydawały się przezroczyste.powiedział. idąc półkolem od strony muru. Była otwarta. . o których wspominał. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów.wiedźmin znał. dobrze wyważoną rękojeścią. Usłyszał śpiew. Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. Stworzenie nie poruszyło się. że mulą albo alpem.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. Nie było to potrzebne . tak jak ją zostawił wyjeżdżając. Miecz. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. Kim jesteś? Myślę. Blada twarzyczka nie drgnęła.że mogłabyś zwieść każdego. . elastycznym krokiem. co to były za sny. istotę tego śpiewu. wywoływałaś ty.Ta klinga jest srebrna.Tak bardzo przypominasz rusałkę . z którego pochodziły. Geralt zbliżył się powoli miękkim. tak białymi. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie.choć maleńkie.ciągnął spokojnie wiedźmin . zakończoną kulistą głowicą z białego metalu.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu. Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. obok krzewu niebieskich róż. obezwładniającej grozy. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. . prawda? Sny. Domyślam się. Ale konie nigdy się nie mylą. że wciąż słyszało się pieśń . i współczuję mu. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy. czarnowłosa. który sprawiał. cichego.

ciągnął wiedźmin. wargi rozwarły się. Na grzbiecie delfina. wiecznie spragniona krwi. . Ale wpierw. . koszmarnie uśmiechniętych ust. morderca na zawołanie. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. ty i Nivellen! Piękna by była z was para. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. by się poruszyły. Wiedźmin cofnął się.Lubisz ptaki .Co z nim.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. miażdżąc żebra. z jakim wyrżnął plecami o mur. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran.. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła. choć wiedźmin nie dostrzegł. . Wielkie czarne oczy zwęziły się. przeczący ruch głowy. a więc piłaś krew. co? Zaiste. Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko. mógł pochodzić tylko z bladych.Bruxa! . Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. ślepe narzędzie. . tym razem wyraźniejsze.. że jesteś.. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. Sięgnęłaś po ostateczny środek. władcy leśnego zamku. ale i tak pociemniało mu w oczach. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. pozbawiając oddechu. twój obrońca. coraz wyżej. . który się rozległ.Alp? Zaprzeczenie. Czar w znacznej mierze zamortyzował impet.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie. Lecąc do tyłu. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny. Ty. . przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. Syk. Wampirzyca poderwała się. musiał stać się prawdziwym potworem. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu. mocniej ścisnął rękojeść miecza.Jesteś mulą? Powolny. potwór i wampirzyca. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej.To znaczy. .. prawie niedostrzegalnie. .. i on. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. nie człowiekiem w potwornej masce. czarnowłosa? Śpiewałaś.krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu.

a po nich szybki jak myśl. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. skręcił gwałtownie. Zwinął się w miejscu. Geralt czekał. Brusa zawyła przeszywająco. Ostrze nie napotkało oporu. z gracją. czując w ustach żelazisty posmak krwi. poszybował w stronę fontanny. w skroniach i ciemieniu załomotało. wprost na kark wiedźmina. sycząc. krzyknął zaklęcie. -zawodzenia i jęki. jak szpony bestii rozrywają mu policzek. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. dźwięki fletu i oboju. nie trafiając.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. tnąc na odlew. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. metamorfował. że wypadł z rytmu. okrążył go i znów zaatakował. wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. rozwierając bezoki. choć oszołomiony falą wrzasku . kuszy. Upadł na jedno kolano. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła.nie w bok. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. unik i półobrót. Poczuł. Uderzenie fali było tak potężne. potworny. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. szum wichru. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. Nie trafił. W ostatniej chwili skoczył . wzbił się. że przełamało Znak. aż zawyło powietrze. modulując głos w makabryczny zaśpiew. Nietoperz zamachał skrzydłami. zębaty pysk. Prawie nie napotkało. wąską paszczękę. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. Poderwał się z ziemi. lecz do przodu. w locie rozwierając zębate szczęki. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. Geralt. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. ośliniony pysk już rozmazywał się. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku. Geralt. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu.zareagował instynktownie. Usłyszał . potrząsnął głową. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. Było to tak nieoczekiwane. znikał. rozwierając długą. ciął. oburęczny cios. Nietoperz płynnie. Nietoperz. Geralt odskoczył w bok.

Zabiję. wyjąc. nieco powyżej lewej piersi. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. . rozczapierzając łapy jak niedźwiedź. z pogłosem. Runął na wznak. skoczył ku niej. ocierając krew z policzka. Na białej sukni. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. wytoczył się z drzwi pałacyku. Nivellen. które załamało się z przenikliwym trzaskiem. metamorfowała na grzbiecie delfina.wrzask. Ale wiedział i to. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. Usta bruxy nie poruszyły się. ledwo dotykając ziemi. ze zwieszoną głową. okazało się zadrapaniem. . . furkocząc białą suknią. Zabiję. wywołanego dotknięciem srebra.warknął. . że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. dzwoniąc głucho.Krzycz. oburącz uczepiony ościeżnicy. Wiedźmin zgrzytnął zębami . ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. biegł półkolem okrążając dziedziniec. . na drewniane rusztowanie pod murem. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. mknęła wprost na niego. odrzucając kilka sążni do tyłu. Czarownik. Osłabniesz pierwszy. spróbował ją chwycić. Bruxa wygięła się.Zobaczymy. Geralt już był na nogach. wampirzyco . kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty.Wywrzeszcz się.ryknął ponownie. które winno było rozpołowić bestię. Wampirzyca. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek. ryczał. Wiedźmin wiedział. jak gdyby spod wody. poszorował po żwirze alejki. sprężyła do skoku. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. grzebiąc go pod stertą drewna. Kryzę kaftana plamiła krew. wznosząc miecz do cięcia. nie próbowała metamorfować.cięcie. nie dłuższym niż mały palec. . Zabiję. niepewnie machając łapami. Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny.Vereena! Nivellen. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. pochylony idąc w kierunku fontanny. że jest zmęczona. Bruxa. Nie wrzeszczała już.Zobaczymy .wycedził.Vereena! . Strać siły. Zabiję. ale tym razem był to wrzask bólu. lekko jak motyl. . Geralt.

Bruxa powoli. Nadaremnie. Nie docenił jej . Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. Bruxa. straszna. Mój. jak biały motyl na szpilce. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. Bruxa szarpnęła się. Westchnęła tylko. zadygotał. Nie krzyknęła. . wyciągnęła ręce. głowę odrzuconą do tyłu.Vereena! . zawisła na drugim końcu drąga. z której w gejzerze krwi wyłazi. Upadł na klęczki. Bruxa. rozedrgane. wlokąc za sobą przebitą bruxę.biało-czama. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. Oczy miała szeroko otwarte. przechodząc w rzężenie. potem szybko zaczął się cofać. wyciągnęła ramiona na całą długość. dzierżył żerdź oburącz. Stali . przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga.ryknął Nivellen. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców.Nivellen.Geralt odskoczył w lewo. również zaciskając na nim obie dłonie. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie. jak gdyby pieszczotliwie. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. zrobił krok do tyłu. Geralt wstał. dławiące się krwią westchnienie. Nivellen wrzasnął. ostry koniec trzymetrowej żerdzi. potem drugi. Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. skoczyła ku niemu. Geralt zobaczył. wykwita czerwona plama. poleciał w tył.wrzasnęła w biegu. rąbnął plecami o mur. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. Wiedźmin. który trzymał pod pachą. wyjąc śpiewnie. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. ohydnie i nieprzyzwoicie. ułamany szpic. na białej sukni. zazgrzytał o mur. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. Bruxa sunęła ku niemu . Albo niczyj. sparaliżował ramiona. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. jak na jej plecach. ale nie puszczał drąga. rozwiana. dezorientującym młyńcem miecza. Koniec żerdzi. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. słysząc to westchnienie. Odwróciła się. na szeroko rozstawionych nogach. Kocham cię. Nie zdążył złożyć Znaku. otoczył się krótkim. chwyciła go za . rytmiczne. blokując jej koniec pod pachą. Jej westchnienia stały się częstsze. podciął kolana. Kocham. Kolejne straszne. Nivellen zaryczał rozpaczliwie.

wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. Zawył jeszcze przeraźliwiej. był jego naturą. wstrząsany kurczami i dreszczem. Zobaczył jej oczy.głowę. kontynuując rytm ruchu. Uderzył pewnie. zaszamotał kosmatym łbem. dotykając czterech krwawych. włożył palec do ust. Nic już nie mogło się zmienić. nieunikniony. Młody. kończy się na lewą nogę mocnym. przystojny. jak setki takich kroków przedtem. Trzy szybkie kroki. . leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. potem - . Klinga. Kły błysnęły oślepiającą bielą. zwinięty w kłębek. płynęły. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. jak setki razy przedtem. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. uniósł głowę. Nic nie mogło. napuchłych pręg na policzku. Usłyszał głos. leżący pod murem. Nic. płynęły. płynęły w powietrzu. Geralt skoczył. Skręt tułowia. pod koniec półobrotu już wolna.powiedział wiedźmin. zamaszyste cięcie. Nivellen. Ciął. Jaka pustka. środkiem brzeszczotu. obejmując głowę ramionami. sunęła za nim błyszcząc. jaki należało teraz wykonać. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. i natychmiast. Wzrok miał błędny. płynęły. zrobił czwarty krok i półobrót. Skoczył jak bezwolna. by zagłuszyć słowo. Obmacał twarz. zwolniona sprężyna. Spojrzał na swoje dłonie. był wyuczony. automatyczny i śmiertelnie pewny. We mnie. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi.Wstań . Trzeci. Każdy ruch. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. Krzyknął. rozejrzał się dookoła. zdecydowanym stąpnięciem. długo wodził nim po dziąsłach. które powtarzała.. Zaszlochał. każdy krok. Przetarł oczy knykciami. ostre. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. Głowa upadła na żwir. Jęknął cicho.

Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać. .Geralt! Jak to? Jak to się. Nivellen. starając się nie patrzeć na drobne. tak białe.. ... . że.. Poszli poprzez dziedziniec. Po tylu latach? Jak to możliwe? .Że co.. poza tym. W jukach mam lekarstwa. podtrzymując jeden drugiego. . Geralt.. Wstań i chodź.Ja już nie mam. ale nie doszli do niczego.Miłość i krew.rzekł cicho wiedźmin.zaśmiał się.. obok krzaku niebieskich "róż.Nie patrz. . .Vereena. oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną.. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. Nivellen jęknął znowu. Geralt! . Geralt? . Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką. są potrzebne nam obu. . że aż przezroczyste ręce. .Wstań.Nie do wiary. Obie mają potężną moc.W każdej baśni jest ziarno prawdy . Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat.Miłość musi być prawdziwa. Chodźmy.

Księcia . hrabia Moen. niebieskie oczy.Nie zamierzam się tu osiedlać. patrząc na rycerzy.Ci szlachetnie urodzeni panowie . Książę rozkazuje. młodszy z rycerzy. Geralt.Bez chwili zwłoki. .. by się zaszczycać. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. . A niemało tutejszych. .Zaszczyt dla mnie .poprawił z naciskiem Tailles.wiedźmin skłonił się ponownie.Natychmiast .Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły . .GŁOS ROZSĄDKU 3 .Jestem Falwick. Przybyli z żądaniem.. równie niedbale jak poprzednio. .rzekła zimno kapłanka. by cię wypędzić. A to rycerz Tailles z Domdal. . byś się stąd jak najprędzej wyniósł. Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni. .Oni nie przyjechali tu. Zdziwił się nieco. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz.przerwała Nenneke zimnym. ale dzisiaj nie ma to. . Przybyli. Ja to uważam za obelgę. mówiąc krótko a treściwie. w których była wrogość. dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. . .wzruszył ramionami Geralt. bo w okolicy. .Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu. większego znaczenia. Nenneke.Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja . dostrzegła jego zdziwienie. w którym tak mu twarzowo. w żyłach których płynęła królewska krew. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu. i to niebawem.pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda.Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. Geralt ukłonił się niedbale. Wręcz przeciwnie.powiedziała od niechcenia. nie było żadnej komandorii zakonu. wlepiając w kapłankę jasne.Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. . . jak słyszę . jak wiedział. że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu. zdaje się.Księcia Herewarda. rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu . Uważasz to za zaszczyt? Ja nie. . Trzeba oto ci wiedzieć. jak obecny tu Tailles. pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta.Wątpię .warknął Tailles.

przestań więc zachowywać się jak cham. ale nie kuś losu.wtrącił wiedźmin. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała. Tailles. Falwick.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna.powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. ..Mówię zaś słowa. . aby tak miało być. Może pękną ci płuca. ścisnął. . lamowany mosiądzem napierśnik. niewiasto? -krzyknął Tailles. . Może porośniesz sierścią.Nie waż się grozić mi twymi czarami. Nie zmuszaj mnie. po czym odrzucił płaszcz na ramię. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. Geralt z Rivii jest moim gościem. jak widzę. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. pana tych włości! Wiedz. Odbierałam twój poród. którego. . dobrze . Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo. znudzony już nieco całym wydarzeniem. . Oni wiedzą o tym bardzo dobrze. bym nauczyła cię manier! . panowie.Wygląda na to. Uważaj. I ty o tym wiesz. będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. A może i jedno. i żal mi twojej matki.powiedziała spokojnie . nie będę jej więc traktować poważniej. któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. demonstrując w całej okazałości żłobkowany.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. panie Falwick: zaręczam. i drugie.Dobrze już. chwycił go mocno za łokieć. co mówisz i do kogo mówisz. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami.Staram się zwykle.Naprawdę nie wiem . . .władczym głosem. Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. -Zniż ton. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. .rycerz postąpił krok. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy. które są wolą księcia.co się stanie. zasrany smarkaczu. ten starszy. niewiasto. Tailles szarpnął się wściekle.Wasi żołnierze.. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. roznosi zapał młodości. Panie Falwick.Wiem. aż zazgrzytała pancerna rękawica. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu.. do kogo mówię! . kapłanko! Nasi żołnierze. Tailles.Ciszej . że .. jak zechce. a nie widzę powodu. niż na to zasługuje. Posłuchajcie.

Tu nie jest Ellander! . że nie prosisz .Nie widzę powodu.uniósł głowę Falwick.kapłanka zerwała się z fotela. Nenneke.powiedziała kapłanka. czy też uważa się za osobę prywatną. Zaręczam też. ale książę Hereward. Wiedźmin zrozumiał i był pewien. też niespecjalnie na tym zależy. ale jako osoba prywatna. Rycerz odwrócił się do Nenneke. proszę o wybaczenie. jak sądzę. Nenneke.Czcigodna Nenneke. że Falwick łże jak pies. . Mówił spokojnie i grzecznie. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić.. czy Geralt z Rivii poluje na potwory.opuszczę te okolice rychło. . . Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. za kilka dni. zanim Falwick zdążył . a i wam.I słusznie. niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. I tak czas mi w drogę. Nieważnym jest. ale Falwick i jemu podobni. . czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. Nie jestem tu jako wiedźmin. Trzy dni. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa. Nie. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta. panie hrabio. Książę wie. Nie proszę o więcej. milcz. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę.Tu jest świątynia Melitele! A ja. mój senior. . druidzi wręcz grożą.przerwała kapłanka.Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno. .Dość tej dyskusji . nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj. główna kapłanka Melitele.odezwał się cicho wiedźmin.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. . przyjmować zleceń i zamówień.. Ale Geralt wiedział. proszę. Nie chcę kłopotów. panowie! . Mówił logicznie.Posłuchajcie głosu rozsądku. .Panie Falwick . nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. znanego jako Rzeźnik z Blaviken.

smarkaczu .Jeśli on wyciągnie miecz.przerwał Geralt.Panie Falwick .zareagować. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. tu jest świątynia.Nie myślę słuchać. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki. aby zostać takowym. ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. bo taka jest jego zachcianka. szlachetnej Ermel-li. Wiesz. Falwick. . rycerz Białej Róży. Zresztą. dodając. . powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny.krzyknął cienko Tailles. Co prawda.Coś ci upadło. synku .Dosyć! .rzekła spokojnie Nenneke. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. Nie. . .. . odmieńcze! -wrzasnął. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. uśmiechając się paskudnie. . kapłanka Wielkiej Melitele.. . nie przestając się uśmiechać. koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja. Traficie do wyjścia sami.powiedział Geralt. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. mam nadzieję? Falwick. bo skończy się to nieszczęściem. . wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. co masz powtórzyć Herewardowi. której należy się szacunek. Powtórzcie to Herewardowi. a głos załamał mu się w falset. bo taka jest moja zachcianka. A ja.Słuchaj no. tu nie wolno śmiecić. niechaj lepiej uspokoi swego diuka. zabierz stąd tego durnia. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci.Słyszeliście. Mówisz do kobiety.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. nie Herewardowi. . Wynoście się stąd. Powtórzcie to jego małżonce. -Podnieś to zatem. Pohamuj rozlatany języczek. A potem wybiję nim drzwi. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. napiszę do niego osobisty list. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia.

. . Wiedźmin nie uśmiechnął się. Potem spojrzał w oczy wiedźmina. chrzęszcząc zbroją. . Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz. . czcigodna Nenneke .powiedział.To nie była nasza ostatnia wizyta. Wrócimy tu.odrzekła zimno kapłanka.ukłonił się.Tego się właśnie obawiałam .Cała nieprzyjemność po mojej stronie.

Przed wójtem. zezując na gęś .Kto? Ze ja niby co.ze trzeba dać cosik wielmożnemu. Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi..wrzasnął wójt. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku. zwracając się do chłopa: . podrygującą w rytmie truchtu osła. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę.. Wiedźmin jechał powoli. łapówki biorę? Nie .Zabieraj to. truchtał objuczony osioł. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. . Pręgowaty kocur.. poczerwieniałym z gniewu. bo inakszy. Trzyletni Dragomir. uwiązany do łęku siodła. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę. . poprawił miecz na plecach. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. położył uszy. szponiastą łapę wystającą spod derki.Mówili . . falujący w podnieceniu. Geralt przyspieszył.. Za nim. smołą i wolim moczem. Przed domem wójta.MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. rozwrzeszczał się. uniósł okrągłą głowę. Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. wyciągając szyję. wpatrzonej w kościstą. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci. parsknął i czmychnął w pokrzywy. mówię! Nie wolno.Czego.Nie wolno. wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca.bełkotał wieśniak. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. co chwila mocno napinając postronek. . małym i pękatym. łachudro? Geralt wszedł. z której wiało bryzą. drgnął.Kto mówił? . Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. który na progu chałupy robił co mógł.I znowu. jak zwykle. pełno było wozów. Na wszystkich bogów! To ty. chamie! Ogłuchłeś? . Ge-rałt zeskoczył z siodła. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. syn rybaka Trigli.

siadaj.. obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt. to ja ci za nią nie zapłacę.. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy. Muchy się zlatują... Caldemeyn. Caldemeyn. . Najpierw wyjdźmy.Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie.. zgadza się. Hej. Geralt. Kto mógł przypuścić. .wójt stłumił beknięcie.Nikt nawet nie przypuszczał. ściskając dłoń wiedźmina. powiadam! Won. Geralt odrzucił derkę.Ano. Caldemeyn szeroko otworzył usta. pociągnął nosem..pozwalam. Nie mam funduszy.powiedział ponuro. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się. że muszę ci podziękować. przynieś tam który piwa! Siadaj. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? . W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. Geralt. Co tam u ciebie. wydymając policzki. pod samym bokiem jakaś kociozmora. . ludkowie. . na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. Skąd przybywasz? A.Nagrody nie ma . Hej. opowiadaj! .Nie było cię tu chyba ze dwa lata.Potem. Geralt. psia rzyć. . . ze cztery mile przed miasteczkiem. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca. co za różnica skąd. Caldemeyn. .. I masz.A taka to była spokojna okolica. do domów. że coś takiego siedzi w słonych bagnach. Bo zapłacić. klepnął go w ramię drugą ręką.. .Na wszystkich bogów.Zapomniałem . Ale nikt. nie odejmując od ust. . ale. Tłum ochnął i cofnął się. . Fakt. Wójt. Skąd to. bo jutro jarmark.Gdzie. Wypada. Dzieci. panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę.Kikimora. .. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. na szkliste oko z pionową źrenicą. Na mokradłach. powiadam! Witaj. Mało kto łaził po tej grobli. kilka osób przepadło w tamtej okolicy.. Nie ma za nią jakiejś nagrody. Geralt. Westchnął ciężko. tam musieli ginąć ludzie.Na grobli.Witaj. patrząc na pają-kowaty. Geralt! Co to jest? . U nas zamieszanie. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to.

co w szerokim świecie słychać. Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu.Nie. Pogadamy.Pomysł nie jest zły. Panie wójcie.W moim domu baby nie mają głosu.. że trafiłeś. Idzie zima. nim śniegi zawalą drogi.. tych złodziei. Przydałoby mi się trochę grosza. .Może nim topić to ohydztwo. . . Borg. A nuż mu się do czegoś przygodzi. Ale nie rób tego przy Libusze. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę. że nie przepada za mną.wiedźmin łyknął z garnca.. wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce. nie rób przy niej tego. możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć. Słuchaj. między nami. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi. . . .Myślałem. ..Wedle rozkazu. . Kiki.. .Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku.Potrzebna ci do czegoś? . czy zdążę.Ciekawe. Ale. jak jej tam. podczas kolacji. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy. . co ostatnim razem... opowiesz. ale nie wiem.Czego? ....Nosikamyk . aby przezimować .Długo zabawisz w Blaviken? . .rzekł Caldemeyn. . Nie mam czasu się zabawiać.Pech.Weź kogoś do pomocy.Było.Krótko. .Kikimora. chociaż było ciemno.Chętnie.. Zrozumiałeś? . Karelka.. . z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę. . a ta. otarł usta z piany..Idzie ci o to. że rzuciłem widelcem w szczura? .Wybieram się do Yspaden.No? . Ale. Idzie mi o to. do czego? Jeśli nie ma nagrody. Hej tam. że to będzie zabawne. .

Wiedźmin pomyślał przez chwilę. Chodź. Ludziom pomaga.Punkt dla ciebie. przedstawiała się imponująco. głównie. . i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. wiedźmini. Nosikamyk. .Jaki on jest. zwieńczona zębatymi blankami. . zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem. ośmionogi.Porządny. przejdziemy się do wieży.skrzywił się Geralt. Caldemeyn.Idziemy. czy możny mag zapłaci za kikimorę . . Rybacy znoszą mu różne dziworyby. Na bagnach może być więcej takich kikimorów. obeznany widać z działaniem . Nosikamyk. Idziemy? . Gdzie moja czapka? II Wieża. z samego wyglądu poznasz. Mistrz Irion. My.Czarami czy zapędził was do roboty? . Mieszka w Blaviken od roku. Z wieży prawie nie wychodzi. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. Ale odludek. widzę . Geralt. żeby Mistrz Irion komuś urągał. Geralt. nie kochamy się z czarodziejami. . .Wątpię. Czy zapłaci. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek.Nigdy nie słyszałem. klabatry czy ker-guleny. ten wasz Irion? . mruk. może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią.Czarami. .Odnowił. Cóż. Caldemeyn. .rzekł Geralt. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. .Niegłupiś.Na stałe.O ile wiem. ale spróbować nie zawadzi.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . nie przysięgnę. Możny mag. nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. Słuchaj. Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. niejeden na tym zarobił.

Geralt. Odejdźcie.machnął ręką Caldemeyn. . .Wedle rozkazu.. spojrzał na Geralta. Zobaczymy się później. tchnął obłoczkiem pary. To. odchrząknął i wyrecytował: .Mistrz Irion nie przyjmuje .Mistrz Irion nie przyjmuje.Jestem wiedźminem.Ty odjedziesz.Co mi tam. . .. dłubał w nosie. które uchyliły się bardzo niewiele.Bywaj. pykając obłoczkiem pary. Caldemeyn. Wybaczcie.przerwał głośno Geralt. Caldemeyn podreptał w miejscu.rzekła kołatka. . jeśli taka jego wola.. Mistrzu Irionie . Tak. Geralt. to jest kikimo-ra. . tyle. to naprawdę ja.mechanizmu. by mógł się przecisnąć. dobrzy.powiedziała kołatka zupełnie innym głosem.powtórzyła metalicznie kołatka. pod same drzwi.rzekł cicho wójt. .. skupiony i poważny. .Pal ją licho. dobrzy ludzie. I co z tego. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. wójcie. Wpuszczę cię.Odejdźcie.Idziemy. . Tylko z tobą.Zaraz .Co z kikimorą? . co kazałem. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. po czym natychmiast zatrzasnęły się. którą zabiłem bardzo blisko miasteczka. takoż ze sprawą.Geralt . zbliżył się. wyjmij palec z nosa i zrób. wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj. Nosikamyk. nie musi mnie przyjmować. Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy. Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski. . . ze to naprawdę ja? . Chcę z tobą rozmawiać. Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii.Sam.Podejdź blisko do drzwi . . .Nie jestem dobrym człowiekiem . Nosikamyk. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho. a ja tu będę musiał. Geralt. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. .Tracę cierpliwość. na ośle.Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. Wiedźmin wzruszył ramionami. . . Nosikamyk. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! .

nierządnice wyglądające jak królewny. . Kwiaty pachną. Sad kwitł biało i różowo. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje.czarodziej wskazał na blondynkę .możesz. A Stregobor zawsze wyglądał tak.Też. jabłka możesz jeść. mój kochany. obróciła i wróciła do sadu. Ale to jest. zakrzywiony nos. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej.Nareszcie. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy.zdziwił się Geralt. pachniał deszczem. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami. . siwe.zawołał. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się.. . że stoi po kolana w macierzance. błękitnym łańcuchem górskim. Stregobor faktycznie był czarodziejem. uśmiechnęła.To też iluzja? . chodźże. wiedźminie. Wrażenie było tak niespodziewane. zgarbiony. Dostrzegł po lewej ruch. patrząc na kołysanie. Domek pośród sadu. tonął w malwach. Jasnowłosa dziewczyna. Wszedł w sad pomiędzy drzewa. .No. miał wielkie. a ją . a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką.odpowiedział głos.odezwał się głos.Może później.spytał Geralt.Stregobor! . nie kryjąc złości.. Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził. szukając oparcia. spinający korony drzew z dalekim.Już . Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. kołysząc biodrami. dziwnie znajomy. chudy. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. Witaj. Był wysoki. maleńki i skromny. Nie znalazł. przy stoliku z blatem z białego marmuru. Geralt . . pszczoła może cię użądlić. Co dziwniejsze.Hej! . zupełnie naga. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę. rajców wyglądających jak proszalne dziady. Jak wszystko tutaj. iluzja pierwszej klasy. . obejrzał się. .Jestem przed domem. . krzaczaste brwi i długi. . szła wzdłuż rzędu krzewów. .pozostawiając go w zupełnym mroku. niosąc koszyk pełen jabłek.

grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? . Uznałem. poza iluzjami. Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. To znaczy . .Nic się nie zmieniłeś. w podobnej wieży.dodał ponuro . w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom. czasem wywołam.Słusznie.. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. Geralt? Nadal trudnisz się -. . .Taki jest świat. inaczej nie przyszedłbyś tutaj. To ostatnie miejsce. Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem. zmarło mu się coś ze dwieście lat temu. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą. zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic. Nie możesz mówić normalnie? . . Czasem sztorm uciszę. Wiedziałeś? .rzekł beznamiętnie wiedźmin. Co tu robisz. to pogoda. Chyba że wiedziałeś o mnie.skrzywił się Geralt.Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . Dotarłem aż tutaj. Robię tu za rezydenta. Stregobor .powiedział Geralt. Można żyć.Przeznaczenie ma wiele twarzy. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. w którym mogłem się ciebie spodziewać. . . dawniej mieszkałeś w Kovirze. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony. że należy jakoś go uczcić. W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie.. a jak wiesz. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. W pałacach dźgają się sztyletami. Wiele się widzi podróżując.Teraz rozumiem. to mogę. .Mogę . zajmując jego siedlisko. Ucieczka nie zdała się na nic. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. odnalazła mnie.westchnął czarnoksiężnik. I pomyśleć. . O ile mnie pamięć nie myli.Aha . . .Bredzisz.Tak nazywał się twórca tej wieży.można było żyć.Jak mi się zdaje. najdalej pojutrze.Chociażby twoje miano. moja specjalność. które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować. siny od .Stregobor .Nie wiedziałem. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro. . która chce mnie zamordować..Jeśli cię to ma uszczęśliwić.Wiele się zmieniło od tamtych czasów. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy.

rzekł Geralt . na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. bezmyślną maszyną do mordowania i. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. co ci grozi. Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. zbadał legendy i podania boboła-ków. która terroryzowała okolicę. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości. Miały być jakoby opętane przez demony. przeklęte. Tak wszakże nazywał się mag. Czego się boisz. odcyfrował napisy na menhirach Dauków.Nie nadymaj się jak żaba. okaże się strasznym niewdzięcznikiem.Eltłbald. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. że ty lubisz potwory. bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. . a że miał popsutą klepsydrę. chronisz je i dbasz. . który rozpętał hecę. liczysz na moją pomoc. Przyzwyczaiłem się. i zagładę rasy ludzkiej.Nasze ostatnie spotkanie . że nie zapłacił mi ani szeląga. Mów.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . powiadasz. ledwo zdążyłem. Zaiste. A teraz. . skażone przez Czarne Słońce. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. który wcale nie był obłąkany. które krwią wypełnią doliny rzek". i to w dodatku grożąca tobie? . Zobaczymy. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. Stregobor? Jeśli cię dopadnie. powiedz mu. ściga cię potwór. Liczyłem na twoją pomoc. Geralt zaśmiał się. Powiadasz. W rezultacie Idi nie dość.W dodatku grożąca mnie . słyszałem. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny.powtórzył z przekąsem Stregobor. jeżeli dobrze pamiętam.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. . Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć.A jakże. magiku. . ścierwojadem. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru. by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju.A ja miałem cię za przyjaciela. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya.trucizny. . nawet królewskich. co się da zrobić.

A w dodatku nie do rymu. Wiadomo powszechnie. Naszą. powiadasz .Cóż sprawia. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach. nie dawało się jednoznacznie określić.Byłem przy sekcji jednej z nich . co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia. pogardzany przez was wiedźmin. ludzi z wilczymi kłami. A co uczyniliście wy. ile mutantów zabiłem.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony. aby umocnić waszą władzę.uniósł głowę czarnoksiężnik.zadrwił Geralt. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. Ludzi o dodatkowych stawach. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. a także wybujały temperament. . ale jednak.Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego. a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. . Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. . mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu. to. słowem.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . agresji. popsuć koligacje. Co ty na to? .Zastosowano wyższą magię.. sinoróżowymi strzępkami. .Co ty mi tu pleciesz? Pytasz.Widziałeś różne mutacje. do interpretacji przepowiedni. . Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu. ile z nich odczarowałem. Jakaś czerwona gąbka. wyzwoliłem od klątwy? Ja.Geralt. dlaczego nie ciekawi cię. niektórych w ogóle brak. potężni czarnoksiężnicy? .powiedział czarodziej. gwałtownych wybuchów gniewu. . .Brednia . Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami. zamieszać w dynastiach. których powstydziłby się dziad na jarmarku. w różnych . Wewnętrzne organy przemieszane. . By rozbić sojusze. Dwie praktycznie w atrofii. Serce o sześciu komorach. zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach.powiedział wiedźmin. . jak również kapłańską. o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze.

. że tylko te sekcjonowano? . Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy.rzekł cierpko czarodziej. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia. ponad wasz nimb nieomylności. .. że były i dalsze trupy. Ich selekcja była nader trudna. Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. Silvena. pani na Naroku. .Co dowód. Co ciekawe. Pomyliliśmy się. sukinsyny. magicy. Nie zapominaj. To był jednak kolejny błąd.I wy.Nasze wieże. córka Eyermira. Jeśli już o tym mowa. zwłaszcza tych młodszych. poskręcała karki. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć. . ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. . A więc mamy już pierwsze trupy..To świadczy źle o was. nie będziesz chyba twierdził. usuwać. Kolejny dowód mutacji. przyjdzie dzień. uwięzione w wieżach szybko marły.Będę szczery. a jeszcze mniej do stracenia. że bez waszej pomocy się nie obeszło. Nie patrz tak na mnie. to mniej przekonywający.Nie tylko.Tak twierdzicie wy. Dlatego też zaprzestaliśmy je. Jedną wiwisekcjonowano. . naście. .parsknął wiedźmin. chociaż nie powinienem. . Usunęliśmy kilka. Stregobor.Kłamstwo. żeby prędko przyszedł taki dzień . nie o dziewczynkach.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia.. . Większość. że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? . Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. i to więcej niż jeden raz. co to niewiele mieli do roboty. Rozumiem. zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek.Mam. Wszystkie sekcjonowano. Mówiono.O ile wiem. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło.Niech ci będzie .. Fial-ka. . Nie masz ich więcej? . uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z .. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. Wśród królewiczów.świątyniach. odmawiały jedzenia. na szczęście. zadarłszy nosy do góry.Wasze słynne wieże . kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. wiesz dobrze. we własnym interesie. bo przejęła władzę bardzo szybko. . zaczęliśmy izolować.Nie sądzę.

byłoby pięknie. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica.. historia zaczęła się w Creyden.przerwał Geralt. a nie uśnie. panuje staruszek Abrad. Są i ślady wybujałego temperamentu. . Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom.. . Nie przekonasz mnie do swoich racji. choć zawile. przepowiadają przyszłość. Teraz oślepiony siedzi w lochu. . wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite.warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad. że historia mi się nie podoba. Arideę bardziej interesowały losy kraju. że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem.. . .Pewno że są . Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. Ech. . bądź świadom. . Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt.tym dłużej to będzie trwało. małym księstewku na północy. napadach gniewu.Cóż . . jaki zrobiłeś.Tego nie mogę obiecać. Ale wysłucham cię do końca. księcia Creyden.Ani myślę.Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . Są i inne przykłady. była Aridea.. który jakoby ci zagraża. . na przykład. ani tym bardziej do tego. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą. Zwierciadło Nehaleni. Aridea postarała się.rzekł wiedźmin.Mylisz się. Wróćmy do potwora. ma skrofuły. Geralt.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? .Ze zwyczajowym pytaniem. Po wstępie. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. Stregobor. wykształcona kobieta. bo bezbłędnie. jak sądzę .Posłuchaj. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych. A zatem. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności. nie ma ani jednego zęba."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem.W Jamurlaku. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka. . Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła. jak to określiłeś. Żoną Fredefal-ka. mądra. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Jak wiesz.

że to Renfri. Wezwany.ciągnął Stregobor . Powszechnie nazywano ją Dzierzbą. . Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo.aby wiadomość o tym dotarła do Rady.mruknął Geralt .. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. otruła Arideę. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać. Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. ale księżna zadecydowała inaczej. . których przekonała. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. że mi go żal . a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy.ale po małej ślad zaginął. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki. Książę Fredefalk krótko po . Dalszego ciągu się domyślam. mała była już dość sławna. zapewne wtedy. .Jeżeli sądzisz. Znaleźliśmy go później w zaroślach.Ja byłeiri za tym. większość potwierdziła. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem. Wolała.przerwał znowu Geralt . bo Fredefalk świata poza córką nie widział.Jasne . przybyłem potajemnie do Creyden. Mówiłem.Renfri? . . Nie muszę dodawać. .Tak się nazywała. by się dowiedzieć. ale ja sądzę. Nie miał na sobie spodni. Stregobor westchnął. który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. a Rada wysłała do Creyden mnie. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. I tobie przy okazji też. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. ale żaden nie wrócił. Aridea.to jesteś w błędzie.Urządziliśmy obławę . kto ukręciłby jej szyję. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. Poszedłem z tym do Aridei. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków. łowczym. Wytropiła małą. przez ucho. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. że to sam Fredefalk. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. była niegłupią kobietą. że ktoś otruł Arideę. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. Powszechnie uważano. by ją tylko izolować. uniósł oczy ku niebu. że mała była mutantem. Mieczem nauczyła się robić tak.. Potem zaś trudno było znaleźć chętnych. jak mówiłem.i zapewne nie przepadała za pasierbicą. po to tylko.

jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła.Znaczy się. już sierota i pozbawiony rodzeństwa. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. Jakoś tak wyszło.Kwestia gustu. odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. Jego błąd polegał na tym. .Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . Wnet okazało się. ale i tam mnie odnalazła. .Partacka robota . asystował mu starszy syn. dość. Mówię ci. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. Faworytą długo nie była. że nie zapomniała o mnie. . Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. Ona jedna. To też musiała być robota małej. spartaczyłem. nie wiem. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem. . szumnie mówiąc.Nie ja. Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. jest niebrzydka. okazał więcej rozsądku. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. . wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. panował w owym królestwie. sześć łokci na dziewięć. . Jego ojciec. ślady zacieram dobrze. Nie wiem. To musi być cecha jej mutacji. jaką odegrałem wtedy w Creyden. Ale wówczas ja już byłem w okolicy.skomentował Geralt. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. Geralt. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. . ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie. gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów.W tym czasie . Tym razem uciekłem do Angrenu. Mówię: "małej". Gdy zapadła w letarg. Znalazła mnie znowu. stary rozbójnik. Przeżyła tylko Dzierzba. I była nieźle wyrośnięta. jak to robi. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. Ale masz rację. Nie moja specjalność. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. do pierwszego przewrotu pałacowego. Spuścił synowi lanie. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. że porznęli się nożami.To było do odczarowania. że nazajutrz tenże najstarszy syn. a miała już wtedy siedemnaście lat.

. . Ale co mi z tego. na wójta i na jego pomoc! . że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie.Już ci mówiłem. .Tak. Widziałem ją w krysztale . Nie potrzebuję obrony.Za pieniądze zabijam potwory.Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj. . W granicach rozsądku. Dzierzba jest gorsza od kikimory. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. zgoda.Zbirem nie jesteś. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę.To chyba oczywiste. Jest właśnie potworem. . To przeznaczenie.Ona nie jest człowiekiem. . Zabijesz ją. Jesteś miejscowym czarodziejem. że szykuje coś poważnego. w Blayiken. Miałem spokój przez rok. ja się do tego mieszał nie będę. Przywnozłeś tu kikimorę.Co masz na myśli? . nie mam zamiaru siedzieć tu do końca .To nie jest możliwe. .sumienia? . . . to znak. ja nie mam już dokąd uciekać. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. gdzie mógłbym się ukryć. . rozumie się.Nie. Zabij ją. do straży miejskiej.Napluć mi na prawo. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją. Nie ludzi. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą. mutantem. a ja zapłacę ci każdą sumę. Stregobor. Bestie zagrażające ludziom. Wiedźmin uniósł brwi. Zwróć się do wójta.Nie jest sama.wybuchnął Stregobor. . urzeklętym odmieńcem. która postępuje. To. Kikimora zabija z głodu. jakiej zażądasz. jestem tu zupełnie bezpieczny. Tak. chcę. Nie miałem takowych. a Dzierzba dla przyjemności. że uodporniła się na magię. na Łukomorzu. Geralt. byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt.czarodziej uniósł różdżkę. nie znam miejsca.Jest. nie może być przypadkiem. prowadzi bandę. ale znowu mnie wytropiła. chroni cię miejscowe prawo. Okazało się jednak.Nie jestem najemnym zbirem.

. Wiesz co.Zło to zło.rzekł poważnie wiedźmin wstając. .Może . . Stregoborze .kiedy słuchaliśmy Eltibalda. przechylając się przez kontuar. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. miejscowi i przyjezdni. . . to wolę nie wybierać wcale. III W "Złotym Dworze". trzeba było przewidzieć konsekwencje. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem.rzekł Caldemeyn do karczmarza. by być słyszanym poprzez harmider. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? .powiedział czarodziej. Woźnice i rybacy pili tak.Mniejsze. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. większe. . Dzierzba nie zrezygnuje. Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. ale wiedźmin wiedział. Zobaczymy się jutro. Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem.swoich dni.powiedział Stregobor . Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. wszystko jedno. że w Blaviken już zmierzcha. proporcje są umowne a granice zatarte.Wytęż pamięć.One siedziały. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór.Jeżeli zdążysz.Proszę cię. było ludno i gwarno.Geralt . Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. średnie. odwagę kapitanów i wdzięki syren.Nie. równocześnie zniechęcając nie mających. Poczuł głód. potężniejszym czarodziejom.Sześciu chłopa i dziewucha. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. . jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu. Czarnoksiężnik milczał. Goście. Setniku . . . wielu z nas miało wątpliwości. Czas na mnie. póki żyje. te ostatnie malowniczo i w szczegółach. nie samo dobro czyniłem w życiu. Stregobor. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. wiem to. . Geralt.

który dostrzegł go pierwszy.Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. Piosenka żeglarzy. . nawet dziewka. . z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew. novigradzką modą.Tu. której się spodziewał. przepasany na krzyż pasami.powiedział człowiek z blizną.czarno odziani w skórę nabijaną srebrem. bracie? Kto to jest Dzierzba? .To jakiś albinos .kiwnął głową wójt. chcesz się widzieć.We mniejszym alkierzu. . a wszyscy przy mieczach. sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami. Ale uważaj. Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło.Z kim. o kogo mi chodzi.powiedział Geralt. jak rzekliście. Widziałem ich na rogatkach. spocony. . że na jarmark przyjechali. jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. wobec nich wszystkich. Vyr.Będę uważał.Wiesz dobrze. . . nasadę nosa i prawy policzek. wycierając kufel w pasiasty fartuch. opierając łokcie na stole. Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. łysawy. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn.Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. odziani. . Nimir .wrzasnął ten. sztywną i lepką od brudu. przynajmniej na razie. Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach. Czarno. Przyprowadzę ją tutaj. Siadaj.Czego? . wójcie . mówisz. Tej. nie było wśród nich. .powiedział wreszcie.spytał półnagi osiłek. w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób. .Ano .zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący . .Prawili.powiedział człowiek z blizną. . . zmierzała do wielkiego finału. Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza. . .Pójdę sam .Co to za jeden? . nie chcę tu awantury. .Może i dobrze.Nie znam . Nohorn? . Złotem płacili. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach. .Znasz go.Chcę się widzieć z Dzierzbą.Spokój.

chłopcy? . .Przed domem wójta. .Co tam mamlesz.rzekł spokojnie wiedźmin.Hę? Civril? . jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. Nie skorzystasz. . . . . . to wyniesie cię obsługa. . Civril przed chwilą strasznie cię obraził. wiedźmin? .obok Nohoma.Albinos. Tavik . Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków. Tavik? . . .Słyszeliście.Nie lubimy czarowników . .powiedział krępy.Spokój.powiedział półelf. . A w jakimże to celu.Kuglarz za garść srebrników.powiedział nagle ten z.Nie można. Z Renfri. Takich powinno się palić.zazgrzytał Tavik.Nie . No. Ludzie gadali. wybryk natury. wyzwiesz? .rzekł Nohorn.Tobie nie mam nic do powiedzenia. Piętnastka . gdzie go widziałem! .On chce się widzieć z Renfri. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz.Słuchaj no. ci zaś postąpili krok do przodu. że to wiedźmin.zarechotał goły do pasa. Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi.powiedział Nohorn. że nie.Już wiem. nie odrywając od Geralta . brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. warkoczem.Najemny czarownik . takie skrzyżowanie pająka z krokodylem. Masz okazję sam się wynieść.Powiedział. Mówiłem.Ja go już gdzieś widziałem . wybryk natury.Wiem . . to nie. Delikatne rysy. . . bracie. wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa.spytał ten goły. gdzie go widziałeś. Na razie. Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór. bracie.A mnie.Co to takiego jest. . można wiedzieć? . mutant. . co masz do powiedzenia i wynoś się. mów.Nohom rozejrzał się po komr panach.Nieważne. Przywiózł jakiegoś smoka na handel. bracie. Piętnastka. Obraza praw ludzkich i boskich. Chcę się widzieć z Dzierzbą. mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu.

Hej.Jeżeli masz jakieś wątpliwości . że cię stąd wyniosą. .Twoja matka.No. bracie.odpowiedział półelf. . Milczący bliźniacy dobyli .Jeszcze krok. że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty.zmrużonych ślepi. .powiedział Nohom . Tu ich jest więcej niż jeden. . jak widzę.parsknął Tavik. Piętnastka zbliżył się. unosząc pięści. jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka.Coś strasznie obrzydliwego. Mówiłem. . poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach. Zróbcie miejsce. cisnął na stół. Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny. nie przestając się uśmiechać. wygląda na miecz.Zasrany tchórz . Wypiął pierś.Że też ziemia nosi takich jak ty. Że się puszczała. czy wypada słuchać. a wiadomo. Nohorn. . zaśmiał się gromko. to świętość! Piętnastka wstał ochoczo. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie. Wiedźmin nie zareagował. Civril. opierając podbródek na splecionych dłoniach. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem. .Uważaj . jak zrozumiałem.Coś mi się zdaje.Możliwe .Więcej tolerancji. co masz na grzbiecie. dziwolągi? .rzekł spokojnie Geralt. że oni trzymają się razem.uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. jeśli łaska . . Geralt położył dłoń na rękojeści miecza.Co on mówił o matce Civrila? . odpiął miecz. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. niż myśleliśmy. . Nohorn i Tavik zerwali się. . łapiąc za miecze. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie. Kto was płodzi.ciągnął 'monotonnie Nohorn. czy jakoś tak. którego uwadze to nie uszło.powiedział. a będziesz szukał swojej ręki na podłodze.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę. .Ciągnie swój do swego .to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. . Piętnastka. To. takiej obrazy nie możesz puścić płazem. splunął i postąpił krok do przodu. . taka jej mać.

Renfri . paskudny chichot. Civril przestał się śmiać. białowłosy . wyciem mordowanych. Civril. z którym tu przyszedłeś. . Wy bawcie się dalej.. . rżeniem koni i zapachem krwi. I bez awantur.Wyjdźmy do większej izby. . . jaka zapadła. chłopcy . Nie poruszył się jedynie Civril. śmiał się. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark.powiedziała dziewczyna. Natychmiast. Natychmiast. Jutro jest dzień targowy.wykrztusił mieszaniec.Zamknij się.zahuczał Piętnastka. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach. Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. to nie zbrodnia. Jej spódnica była nierówna. Geralt nie zdziwił się. wydarzenie! . Prawie dorównywała mu wzrostem. Nie chcecie chyba. Civril. W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego. . Coś.Spokojnie.Ważne. dołączmy do wójta.Co tu się wyrabia.To wiedźmin . . psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody.No to co? .Niech cię.. asymetryczna . wciąż rozwalony niedbale na ławie. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. rozległ się cichy.Nie lubimy czarowników . .No to co? . On pewnie także chce ze mną .przerwała ciszę Renfri. . tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. Stała opierając się jedną ręką o drzwi.Zaniemówiliście? . bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem.bąknął Nohom. nieco poniżej uszu. u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy.z lewej strony sięgała łydki. . .No.Chciał rozmawiać z tobą.To czarownik! .Chce ze mną porozmawiać. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia. . U lewego boku miała miecz.warknął Tavik. Piętnastka cofnął się.swoich jednakowymi ruchami.

. . kto by jej wstrenty czynił. Klnę się na wszystkich bogów.Może.Słuchajcie. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam. król. Nie będziecie mnie. Caldemeyn. czekający przy kontuarze. za zwykłego zbója bywa uważany. pani . Geralt. . Jak to się nazywa. wasz miłościwy pan. A to jeszcze. czytał długo. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem..A to. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie.Prewencyjnie. . tegdy gniew nasz ściągnie na siebie. jako Renfri."Do moich komesów. .powiedziała Renfri. skutek może być dla was opłakany. jeśliście gramotni. splótł ręce na piersi. . .Właśnie.Jeśli je naruszysz choćby na piędź . wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. również niezbyt grzecznym tonem. Żadnego prawa nie naruszyłam. I co z tego? . Niezależnie od tego. Audoen. nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. wsadzać do jamy. jak się to pisze. jakby chciał splunąć . Pojęliście. I więcej nie mówcie do mnie: "panienko". Ale pieczęć wygląda na autentyczną..Wszem i wobec oznajmiam.przeczytał wiedźmin na głos. wyprostował się. albo was wsadzę do jamy. że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią. Postawił ją Audoen. księżniczka creydeńska. Caldemeyn wziął pergamin. wójcie. . Geralt? . wyrywając mu pergamin. mości wójcie.. co was sprowadza do Blaviken. panienko. . Na razie.. potem bez słowa podał go Geraltowi. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są.rzekł twardo.spytała cicho Renfri.Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem." "Wstręty" pisze się inaczej. . prę.Przeczytajcie to sobie.. Chodź. Ani mówić do mnie: "panienko". .Bo jest autentyczna .rozmawiać. wasali i poddanych wolnych . Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić.Caldemeyn wyglądał.

. umrze jeszcze kilka osób.rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła. .Stregobor jutro umrze . .Nie nazywaj mnie Dzierzbą.Nie spóźnij się na kolację . Nie dla wiedźmina. Nacisnął klamkę.Z tobą. .To wszystko.Nie spóźnię się. Oczy Renfri zwęziły się.Nie zanadto. Wyjął sztylet z cholewy. wetknął go z tyłu za pas. . powoli zamknął za sobą drzwi. zanim jeszcze zbliżył się do drzwi. Libusze czeka. Ładna chociaż ta Libusze? . lewe . Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać.Byłoby mniejszym złem. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. W izbie było ciemno.Jeśli. Nie lubię tego. Geralt wiedział o tym. którym przyświecał sobie na schodach. . Stregobor to twój przyjaciel? . wiedźminie . Dzierzbo. co miałaś mi do powiedzenia? .Nie.Nie. że ja widzę inne możliwości. .To upraszcza sprawę. . białowłosy wiedźmin. przygniótł go do pościeli. gdyby umarł tylko on. . Libusze czeka. trzeba czegoś więcej niż słowa. Geralt oparł się o kontuar. ospale. odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy. Warto by to obgadać. Przekroczył próg rozmyślnie wolno. ale cóż.Żeby mnie nastraszyć. W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem.Jesteś Geralt z Rivii. . a właściwie zanim Stregobor umrze..Słyszałam o tobie .jeszcze słowo. Ale teraz już idź.Kilka. Rzecz w tym.rzekła cicho.powiedziała. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. . wiedźminie. to skromnie powiedziane. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku.Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . Zdmuchnął kaganek. Nie widzę innej możliwości. .

Zabierz rękę z mojego gardła. Nie miała żadnej widocznej broni.przedramię wraził mu pod brodę. Sytuacja jest jasna. . Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. jeśli łaska. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy.powiedział Geralt. że tak prędko będziemy oboje w łóżku.rzekł Geralt zimno. Coś było nie tak.Jest prawie północ . leżąc pod nim bez ruchu. pij. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki.Nawzajem. wiedźminie. musiałabyś ' go tam oblegać. Dziewczyna westchnęła. .Nazywam się Renfri. Jeżeli to zrobisz. usiadła. . Geralt. psiakrew . a lubię widzieć swojego rozmówcę. . wysoka.Masz tu coś do picia? . . .Tyle że nie wiem. są dwie możliwości. Druga: zostaniemy w tej pozycji.Liczyłam się z tym. wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach.Ciszej. obudzisz cały dom. Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość. zwinna. wstała. poprawiła włosy i spódnicę. ale nie sądziłam. żeby go dostać. Czy dowiem się nareszcie.Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł.Zaraz. Twoje zdrowie.Ja nie widzę po ciemku jak ty.zaśmiała się. w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? . . Nie wydobył go. łaziłam po dachach jak kocica w marcu. co może dać taka rozmowa. . . . sięgnął po sztylet.Zapal świecę .powiedziała. Masz. Dzierzbo.To ja. Słuchaj. że przyniosłam . Podeszła do stołu.To ty .Początek całkiem niezły .Jakiś ty niedomyślny.odezwała się stłumionym głosem.W takim razie dobrze. . ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. nie pomoże ci twój list .Doceniam . Doceń to. . . .Może przejdziemy do rzeczy? . szczupła. Żeby to z tobą omówić. . Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! .Nie.poderwała głowę.

. Ale. jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. białowłosy. znają się na swoim rzemiośle. a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. jeśli otwarcie złamiesz prawo. kiedy mówi o tobie. na przykład. Audoen nie będzie cię chronił. . Renfri. Nie ma na świecie wojownika.A czy ty. to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się.Renfri spoważniała . których nie można odeprzeć.Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego.Zamieniam się w słuch. Tyle że pewnie sam. białowłosy.Całe Blaviken.Moja słodka tajemnica. . . Do takich należy.Ćiekawam twej przenikliwości. . ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. Wójt.żelazny. Czy wyobrażasz sobie. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. wiedźminie. który dałby radę siódemce z mieczami.Jedna . ale nie do tego stopnia.to sam Stregobor. . co się stanie. straż. którzy co krok potykają się o własne halabardy? . mieszkam u wójta. Stregoborowi. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken.Na czym takie ultimatum polega? . tridamskie ultimatum. . są dwie osoby. Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum. kto to taki. Ultimatum. Spróbuję zgadnąć.że staniesz. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec. . które mogą temu zapobiec. Tego żaden człowiek nie dokona.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci.Kto wie. wyobrażasz sobie.I nie wątpię .powiedziała Renfri . kto wie. . istnieją propozycje nie do odrzucenia. Istnieją argumenty. jeśli wystąpi przeciwko mnie. ukazując drapieżne białe zęby. Wątpię jednak w jego skuteczność. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. Konkretnie. . przestańmy straszyć się nawzajem. bo reszta pochowa się po piwnicach.Niech ci będzie. które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. musiałoby być naprawdę nieliche. dzwonią zęby. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. .

ja byłam księżniczką. sukienki. co ja mówię. . Lalki i dom dla nich. Geralt spojrzał jej prosto w oczy. .I to był koniec księżniczki .Geralt . a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. Rzucali uroki. Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. Zamilkła na chwilę. Klejnoty i błyskotki. . przy samej skórze. Renfri. kije i kopniaki. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu. większy od tej twojej izby tutaj. Zlitował się i puścił mnie. poradziłam. nasyłali morderców. .Gówno tam. .. smród. Nigdy już nie odrosły mi porządnie. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. raczej obrzydliwie. o czym tylko zamarzyłam.Kradłam.ciągnęła. że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. próbowali otruć. w porę zakrywając usta dłonią. buciki.podjęła. by mnie nie zabito. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. Kiedy złapałam wszy.Nie. nawet prosić nie potrzebowałam. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. by nie zdechnąć z głodu . Służbę na każde zawołanie. Czy wiesz. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę. A potem był brud. Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. bawiąc się medalionem. Nie spuściła wzroku. Ty sama. Majtki z batystu. to się zobaczy. Renfri. batyst bezpowrotnie utracił biel. Potem spoważniała. Cieszy mnie. Pięknie.Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? . Ale przedtem zgwałcił. bułanego kucyka. nie wiedząc. czy mnie nazajutrz powieszą. głód. nieprawdaż? . Miałam wszystko. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec.Zabijałam. sukinsyn.To ty. złote rybki w basenie. I tak było aż do dnia. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty.powiedziała . ale w Creyden.Sukienka podarła się. . a może przedtem obie nogi. Wykażesz iście książęcą. .

zasłużył na śmierć? Powiedz.zgodziła się z uśmiechem. jednym pchnięciem. miała szczęście. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. Uratował mnie pewien gnom. Strebobor jest gorszy niż kikimora. dopóki mogli. . które zaczną tu hulać. Jestem wiedźminem. a ja nie pożałuję złota. A ja mu tego nie gwarantuję.To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri. A teraz mam dla czarownika. . nie czyniąc najmniejszego wysiłku. obrońca ludzi. a wtedy go zabijesz. Mówiłam. po którym myślałam. Umrze.Nie jesteś . . by przykryć uda spódnicą. . psiakrew? Mówią.. gdy staniemy przeciw sobie. . zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem.Jesteś wiedźminem czy nie. Dzierzbo. według ciebie. . Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku.Waśnie. Ale przeżyłam.Oho .Renfri . Mówiłam. że umiera.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? .powiedział spokojnie Geralt.Nie jestem sędzią. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. nie wiedząc. Stregobor to okrutnik. miałam dla niej ułożony specjalny program. . których chronisz od Zła. potwór. bo taką ją bogowie stworzyli.Sporo o mnie wiesz. że wywrócę się na nice jak pończocha. . która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija. maniak. . że proponuję mniejsze zło. Dał mi emetyk. Geralt. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora.Jesteś wiedźmin. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. że zabiłeś kikimorę. . Drugą jesteś ty. . A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. ja sama stałam się myśliwym.Nie jestem najemnym zbirem. Ciebie czarownik wpuści do wieży. która właśnie nalewała. Później przestali móc.rzekła. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. Wręcz przeciwnie. Ale to cię nie powinno obchodzić.Owszem. Możesz go zabić miłosiernie. znienacka. że jej wcześniej nie dopadłam. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. Przywieź mi go na osiołku. Nie wydaje ci się.

wybuchnęła.No. . zdjęła nogi ze stołu.Czy wiesz. . a jak smutna. dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić. po czym rysy stwardniały jej znowu.To chyba oczywiste .Są propozycje. to zabijam. krwawię. . i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. a jak opiję. co mówiłam? . ale tylko na moment. Jak kogoś nienawidzę. klnę. Zastanów się dobrze.. . Krwawię też co miesiąc. a jak. psiakrew.Zastanowiłem się dobrze. psiakrew. wtedy w Creyden. bardzo krótki. . Skażona w łonie matki. Geralt . moja właśnie do takich należała.A jesteś? Przez moment.Dokończ. skutki bywają straszne.Renfri. Renfri milczała przez czas jakiś. . I potraktuj mnie poważnie. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec.Rozumiem twoje wahanie . Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do. których nie można odrzucić. .. bo ja również poważnie cię ostrzegam. dość tego. więc dobrze. .Nie wiem. I bardzo smutną. Jak jestem wesoła.powiedziała. Poważnie cię ostrzegam.Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka. .szepnęła. Jak się obeżrę.. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne ..Moja odpowiedź brzmi: "Nie". boli mnie brzuch. . nie o tym mówię. Dziewczyna opuściła głowę. bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi.spytała po chwili milczenia.Geralt milczał. ..Potworem. głowa. Mam być.. Ach. Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry. Mam być jakoby przeklęta. wyglądała na bezbronną i załamaną. .Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. . Oczy jej rozbłysły. to śpiewam.Bo i skąd mam. . . Twoja odpowiedź wiedźminie. . bo byłam dziedziczką tronu.Pamiętasz.

A jeśli ci powiem.Dlaczego? .Czy mogę wiedzieć. W ten sposób udowodnisz jemu.Czy mogę przyjąć. i nie tylko jemu.Możesz. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. . do czego zmierzasz? . Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. . że jednak jestem potworem. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. .półkule widoczne w rozcięciu kaftanika. jak to północ.Czy Stregobor prosił cię.Do niczego. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. abyś mnie zabił? . ale my nie możemy wybierać go sami. to takie. . że nie jesteś nieludzkim.Nie wierzysz. . . ale tylko częściowo.Najwyraźniej ja wypiłem za mało . albo tamto. .wiedźmin uśmiechnął się cierpko. że nic już nie może cię zaskoczyć. szukam prawd ogólnych. albo ja. a za nimi oboma. Zrezygnuj z zabicia go. po czym usta skrzywił jej grymas. Geralt. Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz. Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach. Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. masz rację. trochę mniejsze". racji. Bardzo Wielkie Zło. czy nie. mutantem i odmieńcem. Renfri uśmiechnęła się lekko. Udowodnisz mu. wiedźminie. nie pozwolę ci na to. Widzisz. by doszło tu do walki i rzezi. krwiożerczym potworem. I widzisz.Geralt . powiadasz. Przejdźmy do konkretów. że mu odmówiłeś tak jak mnie? .Bo nie wierzę w mniejsze zło. Nie pozwolę. i nie tylko jemu. stoi Bardzo Wielkie Zło. . Istnieje tylko Zło i Większe Zło. minęła tymczasem. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje. nieludzkim . że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. choćbyś myślał. Uważał. Wypiłam trochę i filozofuję. bratku. prawda? Udowodnię tym samym.Tak. w cieniu. niekiedy bywa tak. Czy tego chcemy. . bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. Geralt. ze się mylił. że to będzie mniejszym złem.powiedziała.A północ.

Kim jesteś? . I widzisz.Jestem tym.Zimno. Stoisz na placu.A ty? . tak dobrze. błyszczały perły w wycięciu kaftanika. Spodobałam mu się. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć. . złe słowo. słuchając..Ja też nie umiem wybierać. tak jak nakazał wójt.. . że rano ledwo zwlekałam się z barłogu. nigdy nie będziesz miał pewności.Twierdzisz. Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy. wpatrzona w migoczący krążek srebra. wiedźminie. poczułam. ale odjedziesz żywa. czym jestem.powiedział Geralt.spytał wiedźmin cicho.Żal mi ciebie . nigdy. . Przez moment. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. gdy było jeszcze ciemno. wyglądała na przestraszoną. któż by tracił czas na zemstę? . jak wierzga nogami. Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa.. . i że jest mi dobrze.. Odeszłam raźno pogwizdując. A twoją zapłatą kamień. i poderżnęłam kmieciowi gardło. . . prawie szeptem. patrząc. Geralt.. że aż. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały. że aż. na bruku zalanym krwią. za każdym razem. I później za każdym razem było tak samo. błyszczał medalion z paszczą wilka.Renfri . wirując na srebrnym łańcuszku.. kiedy chciał mnie mieć. Nie umiałeś. mrugnęła' kilkakrotnie.powiedziała nagle dziewczyna wolno.. że nie istnieje mniejsze zło. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze.Renfri! . wesoła i szczęśliwa.Gdzie jesteś? . taki bardzo samotny. bardzo krótki. .. słyszysz. zdziwiona. a wręcz przeciwnie. prał mnie tak. Kosą. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic. Żal mi ciebie. Któregoś razu wstałam. . ale powtórzę.. bo nie umiałeś dokonać wyboru.Niezależnie od twoich racji i motywów.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. jak kmieć gulgocze i krztusi się. ale dokonałeś.zdrowa.Geralt ścisnął medalion w dłoni. Gdyby było inaczej. sam. . Już ci to mówiłem. Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał. Nigdy nie będziesz wiedział. mi. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. Jutro wcześnie rano.

Czy to. mam delikatne ciało.Tutaj również niczego nie ukrywam. gdy odstawiała pusty kubek na stół.Pewnie że tak.Jestem. wstała.Wygrałeś. . możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem. jak widzisz. czego mi się chce. co się chce. Ani tutaj.To batyst? .Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli. wciąż uśmiechnięty. Po ciemku mogę spaść i potłuc się. nie odpowiedział. przystoi księżniczce? .Geralt uśmiechnął się mimo woli. . .Ściągnij mi buty.Ten cholerny dach jest stromy. że masz stracha. że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna. Jestem księżniczką. że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia. Nie mam przy sobie niczego ostrego.powiedziała nagle ostro. psiakrew. Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot. Bosa. czy sam się domyślisz? Geralt. Jestem księżniczką czy nie? . wyczuwam ziarnko grochu przez siennik.Wolę założyć. .Geralt? . .Wygrałeś . Nalej. Zresztą sprawdź sam. Nigdy. figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi.Renfri? . Położyła mu nogi na kolanach. O ile nie jest porządnie wypchany słomą. Zwykły drwiący. psiakrew. białowłosy. by nie spotkał cię los wolnego kmiecia. . .Co? . Mam ci powiedzieć wprost. .Renfri . jeśli jeszcze coś zostało we flaszce. Co ty na to? .Co ty. Ech. Zgaś tę cholerną świecę. Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. co mówisz. . wiedźminie. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. szarpnęła klamrę pasa. Wolałabym wyjść o świcie.. rzecz jasna.

Audoen.Cicho. którego wołają Piętnastka. dobrze się stało.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt.No.Aha? . Baron.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak. Niektórych rozpoznano. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków. że wyjeżdżają.Tata .burknął Caldemeyn. kto nie słyszał. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców. bijatykę? . Geralt. dobrze mi na moim urzędzie. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. że tak gładko pójdzie. Ich kamraci. nie myślałem. Marilka .Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark.. było to w czasie Święta Nis. a wtedy oni zaczęli mordować pątników. zbój i zawodowy morderca. . Jednym słowem. Wypytywałem Setnika. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne. Robiłem dobrą minę. Geralt. jakie w życiu zrobił. to bardzo drażliwy król. nie sądziłem.Tak. dawniej przyboczny Abergarda. Tak trzy lata temu. Nawet jeśli nie. To nielicha zgraja. Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy.Ten ze szramą na gębie to Nohom. A jak to się właściwie stało? . bo Marilka miała dwa latka. również. o tę novigradzką kompanię. posyła na szafot za byle co. Ten byk. jednego po drugim. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril. .Nawet. . Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam. . wycierając talerz chlebem. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło. Ja mam żonę. Ten czarniawy półelf to Civril. karczmarza ze "Złotego Dworu".Więc jak mówisz. córkę.Tata.. . Zanim baron zmiękł i zwolnił . Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych. odmówił.Gdzie? . skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy.V . ma się rozumieć. po kolei. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. tata! . . nie muszę się głowić. ja chcę na jarmark! .W Tridam.nudziła monotonnie Marilka. to nie myślę. Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej.

Renfri. . Jeśli dojdzie do Audeona. nie popuścić ni na palec. . dopiero gdy aż tylu zabito. w tych murach.Trzeba ich powstrzymać. jeśli niczego nie przeskrobali. .Cicho. tak jak zmusili barona z Tridam.... pójdę na targ. Geralt! Siadaj! Dokąd. Tak nie wolno. inni wszczęli rwetes. że bardzo wielkie zło uczynił.tamtych z lochu. Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. Caldemeyn? Oszukała mnie. że prę. . jarmark..Mówiłam! Samo zło przez niego! . że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. nie zapobiegniesz panice i rzezi. nie możemy ich ruszyć. to prawdziwa pułapka! . Nie wyjadą. . Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży.Co? .Tridamskie ultimatum . przerażona krzykiem. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku. . tam będę miał na nich oko.krzyknęła Libusze.To będzie bezprawie. Zaraz. Geralt? Marilka. Baron na sądzie prawił. Jeśli tłum wejdzie już na plac.. Gdy będą wychodzili z zajazdu. To zawodowcy. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. Zwołaj strażników. póki rynek jest pusty. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. wyrżną mi ludzi. poleje się krew. bądź rozsądny.Nie rozumiesz.. Dobrze. zanim ludzie wejdą na rynek. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór. precedens to był albo jak.Caldemeyn. jedni mieli mu za złe.Na wszystkich bogów.. .Trzeba wybrać mniejsze zło! . Caldemeyn. zbiorę straż.Mówiłam ci! . Wasz rynek.Co? . zachlipała wtulona w kąt kuchni. spuścili z prądem ponad dziesięciu.Geralt.. bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. . Będą się bronić. że uległ. zapłacę głową. że mniejsze zło wybrał. Nie mogę na to zezwolić. . baby. Możesz się mylić. babo! Geralt! Siadaj! .To nic nie da.szepnął wiedźmin. . dzieciaki. Albo mnie zmuszą do. i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. za łby ich i w łyka.

wciąż ich mało na tym rynku. chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. . osiodłane. składa czarownikowi pewną propozycję. pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem. opisując łuk nad jego głową.Konie jak. Na rynku zaczynało się ożywiać. ze tu przyjdziesz. Zgarbił się. Civril uniósł kuszę. potem uniósł rękę. .Wypadałoby coś zjeść. Wiedźmin szedł. zmierzał prosto na nich.Pod wieżą. Wiedziała. mniejsze".powiedział Civril.Patrzcie . wiedźminie! Geralt zatrzymał się. zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. . ale nic nie powiedział. VI Civril.Aha . . albo tamto drugie. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy. napiął cięciwę. . Wiedźmin kiwnął głową. .Piękny dzień się zapowiada . Nohorn.Akurat. popatrzył na słońce wychodzące zza drzew. . Daj mi kuszę. . czym jestem. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. . Tavik? . Civril popatrzył na niego koso. przydeptując stopą strze-miączko. . piał kogut.rzekł nagle Piętnastka.rzekł Piętnastka w zadumie.Gotowe.Będzie więcej. wchodził między stragany. naciągając rękawice. Klinga błysnęła.Pierwsza rzecz to posłanie. Masz jakoby wiedzieć. turkotały wozy i wózki. Civril. I ochotę.. Wybieraj.Ani kroku dalej.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz.spytał Nohorn. . które brzmi: "Jestem tym. Starannie ułożył bełt w rowku.Renfri miała rację. . . o co chodzi. Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy. Albo ja.Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. Stukał młotek. przysłaniając oczy dłonią. Będziesz miał później czas. .Mów. . .Później. głośno wrzeszczały mewy.

rozmazany kształt. .Więc jednak. Civril zaśmiał się paskudnie. Wystarczyło. na moment tracąc rytm. skracając dystans. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. Wiedźmin szedł. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina.. biegnąc w przeciwnym kierunku. ale w bok. zadziwiająco płynny i miękki. wpadli na siebie. Ona i to przewidziała. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. Vyr. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. .Nie rozbiegać się! .nie na wprost. Już na kolanach. bezwładnie. cięty przez całą szerokość piersi. bełt wyleciał w górę koziołkując. ciężko. zahurkotały przewracane stragany. z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. . Półelf uniósł kuszę do policzka. nim zdążył unieść miecz. . że ten mija go z lewej strony. Prosto między oczy. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. upadł. . Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. odskoczył w bok widząc.. zadudnił w rynnie. zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć.Odbił. Nimir dostał w skroń. którą poleciła ci przekazać. Szczęknęła cięciwa.Odbił w locie. grupa zwarła się ramię do ramienia. zderzyli się barkami. Tavik był pierwszy. Syknęły miecze dobywane z pochew. Wiedźmin szedł.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. Tavik nie wytrzymał. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz.skomenderował Civril. sucho trzasnął o dach. ze pada.stęknął Piętnastka. . wzbił się kurz i krzyk. jego chód. ale wiedźmin przemknął obok. wiedźminie. Wiedźmin machnął mieczem. Zaklął. najeżyła ostrzami.W kupę . zgiął się wpół.. przeszedł w bieg . Zadrobił nogami. na kolczastą od mieczów grupę. że grupa rozpada się zupełnie.. Wiedźmin przyspieszył kroku. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. by wyhamować.wrzasnął Civril kręcąc głową. tracąc wiedźmina z pola widzenia. Zrobiło się bardzo cicho. Za nim skoczyli bliźniacy. teraz nagle dostrzegł. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. Odkręcił się i stwierdził. rzucił się na spotkanie. . złowrogo.

potrząsnął głową. krótką. przez brzuch. Nohorn z przyklęku. tuż pod ucho. Oba ciosy zostały sparowane. elf zamaszystym cięciem z wysoka. złożył się do ciosu. a on i tak nie wyjdzie z wieży. kocim krokiem. potknął się. złożył paradę. Dostał raz. nisko. Stregobor wyśmiał mnie.rzekł Geralt z wysiłkiem. ledwo zakrywającą biodra. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno. powyżej łokcia. z mieczem w opuszczonej ręce. oburącz. nie trafił. Odbił cios. Opuścił głowę na kolana. Zobaczył. który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. tak silny. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu.Nie będzie tu drugiego Tridam . Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek. Na rynek weszła Renfri. Powiedział. symetryczne do starej blizny. wtedy dostał drugi raz.Dokonałeś wyboru . Nadchodziła wolno miękkim. . że rzuciło go w tył. Wózek potoczył się. Nie dość szybko. . Tłum. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. przeskoczył padającego Nohorna. Piętnastka obrócił się szybko. utrzymał na nogach.Z lewej.. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. biegnąc półkolem. obwarzanków i ryb. Piętnastka! . ścichł. Civril odskoczył. momentalnie odskoczył. . zaatakował z półobrotu. za wolno.Nie byłoby. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. w bok szyi. że pod kaftanikiem ma kolczugę. wymijając wózki i stragany. nogi ugięły się pod nim.stwierdziła. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. chciał wstać. wytrzymał. Geralt stał nieruchomo.Jesteś pewien. płasko. Civril odbił się plecami od straganu. nie zdołał. że właściwego? . wśród porozrzucanej kapusty. Upadł na klęczki. zatrzymała. by zajść wiedźmina z tyłu. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. musiał przyklęknąć Podrywając się. Dostał cięcie przez twarz. Wyprężony. Nie poczuł uderzenia. tak zamarł w czerwonej kałuży. I .ryknął Nohom. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi.

. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? .Odejdź.. Umknął przed ciosem. zrobił szybką fintę i zaatakował. To się mnie nie ima. Geralt . w przeciwną stronę. To był błąd.. z bliska.. Znała tę sztuczkę. wliczając w to ciebie.nikogo. Skoczyła. Ból targnął nim. błysnął miecz w oszczędnym. złożyła się do uderzenia z góry. chrapliwie. Obrócił się jeszcze raz. szybko i zwinnie. mógł. ja. Renfri. połyskiwał miecz. machnęła lewą ręką.. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. Tylko miecz.. z półobrotu. . . . Obróciła się wraz z nim i z bliska. tam nie wpuści. składając palce w Znak. Geralt cofnął się o dwa kroki. Renfri odskoczyła. . odbił klingę lecącą ku jego skroni. odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. oszukałam cię. Geralt odskoczył. gdy było trzeba. krótko.Odejdź stąd. Geralt cofnął się. związał obie klingi krótkim młyńcem. cisnęła spódnicę prosto w oczy. Geralt. Ja też nie mogę inaczej.powtórzył.Nic z tego. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła.... lewą wlokła spódnicę po ziemi. Wpadła na niego. Renfri zaśmiała się znowu. krótkim cięciu. owijając materiał dookoła lewego przedramienia. znowu odskoczył. tak że poczuł jej oddech. . spódnica furknęła w powietrzu.Nie.Renfri . białowłosy. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu. Ledwie zdołał sparować to uderzenie. już nie będę. tkanina nawet go nie musnęła. wyprostowanej. Jesteśmy tym.powiedziała.Renfri.Ale ja. Co tak patrzysz? Tak. ale nie zakłócił rytmu. . Geralt. cięła płasko. . Po prostu nie mogę. Całe życie oszukiwałam. Jeśli skrzyżujemy ostrza. czym jesteśmy. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. przysłoniony. Kolej na mnie. uniósł dłoń. Ty i ja. Odbiła jego ostrze i od razu.wydobyła miecz. zakręciła nią^w powietrzu. W prawej ręce.Wiem . a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. przejechała mu ostrzem przez pierś. obracając się tuż przy niej. . Zaśmiała się. Ty dokonałeś wyboru. mierząc w twarz. Ruszyła na niego lekkim. w ślad za nią. Zawirował w piruecie. próbując wytrącić jej broń.Nie. wyciągniętej w bok. rozkołysanym krokiem.

...Geralt. wsparty na posochu. Ktoś. oszalałeś? Jesteś ranny. . Weźmiemy ją do wieży. Geralt nie odpowiedział. na łosiowe buty.Co ty. wymijając trupy. .. błyskawicznie ciął ją z dołu. Nie odpowiedział. przez odsłonięte udo i pachwinę. Geralt. ..Dotknij jej tylko.. samym końcem miecza.. kuląc się jeszcze bardziej. Tylko jej dotknij.Wierzyć się nie chce . mi. Geralt. . Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. sięgnął do rękojeści miecza. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. . bardzo staro.zasapał. kogo wiedźmin nie znał. Czarodziej zbliżał się pospiesznie. . czarowniku .Zimno.. Sztylet o bardzo wąskim ostrzu. Nie krzyknęła.czarodziej wyprostował się. Padając na kolano i na bok puściła miecz. Trzeba zrobić sekcję. pochylił się.. a twoja głowa poleci na bruk. wyśliznął się z jej martwiejących palców. kogo wiedźmin nie znał.. Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami. wpiła obie dłonie w przecięte udo. . Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał. Obejmij mnie. W powłóczystej czarnej szacie. Geralt schował miecz. Nie odpowiedział. . nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem. całkiem nieżywa. . Spojrzał na wiedźmina. wydobył go bardzo szybko.. do tej pory skrywany pod ciałem.pokręcił głową. .Idź po wózek. . Podszedł bliżej. Geralt . w szoku! Sekcja to jedyny sposób.Ale jatki .. Nie odpowiedział. . Renfri jęknęła znowu.jęknęła zwijając się w kłębek.. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku.przyklękając w wypadzie.Nie odchodź. wyglądał staro. wszystko widziałem w krysztale.Widziałem.No.Dzierzba.powiedział ktoś. na brudny bruk.

Nie wracaj tu nigdy .Nie. dźwięknął o bruk.krzyknął. nie od razu. kamienie poleciały gęściej. . . Z tłumu poleciał kamień. Stał jeszcze chwilę. ale Znak odpychał je na boki . Wiedźmin.Tak ..mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem.Dość!!! .Tak . machnął laską. .Wracam do Koviru.powiedział Caldemeyn.żeby stwierdzić. . Chodź ze mną.rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . nawet nie patrzył na niego.Koniec z tym.Nigdy. uderzył posochem o bruk.Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy. A ty paskudnie zabijasz. widząc wznoszoną klingę. nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze.już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło.Precz. wykonał nimi szybki gest. ale kamienie przestały lecieć. Za nim drugi. nie zostawaj tu.W takim razie zabieraj się stąd. . które wybrałeś? Czy już załatwiłeś.. . Schował miecz. . Wiedźmin obejrzał się. uniósł obie dłonie. wiedźminie? . wyprostowany.Jak chcesz . . . Potem odwrócił się wolno. widzieli tylko. Tłum zaszumiał. co uważałeś za konieczne? . odskoczył. słyszysz. Geralt. idziesz? Geralt nie odpowiedział.Czy to .powiedział wiedźmin.odpowiedział Geralt z wysiłkiem. Ci ludzie niczego nie wiedzą. No.Geralt.Nie dotykaj jej! Stregobor. . . .Twoja rana jest poważna? . bardzo wolno. odszedł szparkim krokiem. unikając wzroku wójta. Stregobor wzruszył ramionami. .czarodziej odwrócił się. . przelatując tuż nad ramieniem Geralta. Wójt zbliżył się do niego. . rytmicznie postukując laską.Dobrze! . jak zabijasz. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju. Wiedźmin stał nieruchomo.ryknął Caldemeyn.

ćwiczę często. by wypalić z mięśni to paskudne. ale wyłącznie to. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. Możesz. Bo twoja wiara i poświęcenie. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. W każdej wolnej chwili. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. Iola. Nie wierzę w Melitele. że możesz. twoją ofiarę. Trzeba za nie płacić. Nie wolno mi wyjść z wprawy.. Chciałem. Iola. Jak widzisz. to krążące we mnie zimno. Iola. Jest bezsilna. w co wierzysz. może był to dla ciebie kolejny powód. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. że milczenie jest złotem. Usiądźmy. Pytasz. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. porozmawiajmy chwilę. a ten z żelaza na ludzi. uczynią cię lepszą.. nie zaprzeczaj. z którego można zrobić miecz. by się rozruszać. świetlistą smugę na nocnym niebie. A ty mnie tu odnalazłaś. nie wierzę też w istnienie innych bogów. Potrzebuję tej rozmowy. To oczywiście nieprawda. . Nie. w najdalszy zakątek świątynnego parku. Nieżyczliwi mawiają. Metalu. A moja niewiara nie może nic. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. jaką płacisz. oczywiście. które mnie opada. nie każde żelazo. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. który spadając zarywa się w ziemię. czy jest aż tyle warte. Są potwory. które pochodzi z meteorytu. Tutaj. Nie! Nie dotykaj ostrza. Widzisz. ma swoją cenę. O tak. wredne drętwienie. skaleczysz się.Porozmawiajmy. Może. Pytasz. Musi takie być. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. że ten srebrny jest na potwory. dla których zabójcze jest żelazo. Nie wiem. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. Widząc ją.GŁOS ROZSĄDKU 4 . Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. wziąć mój miecz do ręki. W każdym razie. cena milczenia. krótką. Rozglądałem się za tobą. Mówią. ale cenię twój wybór. Tobie jest łatwiej. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. Jest ostrzejsze niż brzytwa. Ty przecież milczysz z wyboru. noszę dwa. cenię i szanuję to. Potrzebuję tej rozmowy. by wierzyć w bogów. Zabawne. też przyszedłem. bardziej wartościową istotą. ale istnieją i takie. tak.

wiarę. Mój dom. Jest. że jestem potrzebny i pożyteczny. a potem to co zwykle.. Hormony. Nie wiem nawet. to Kaer Morhen. właśnie ten. Bo świat. motywację i. gdzie do spółki z koleżkami potworami. a moim zadaniem było chronić tych. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. Już się tego nie robi. o. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca.. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Jestem wiedźminem. jak widzisz. Tam produkowało się takich jak ja. zioła. Kaer Morhen.. Od tamtego czasu mam białe włosy. którym owe bestie zagrażały. Iola. chorowałem bardzo krótko. Tylko Geralt. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny.. Niewiele z niej zostało. Pytasz. popsute zęby. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak. Iola. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Geralt znikąd. Miałem już mój medalion. Iola. Jako jedyny z tych.. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. Znacznie gorzej. I doczekałem się. Stamtąd pochodzę. Jak to się mówi . Tak. Aż wreszcie nadszedł dzień. Nikt oprócz Vesemira. Nazywam się Geralt. Znak Szkoły Wilka. Ale. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Mój pierwszy potwór. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem.. może trzynastoletnia. Wiarę w to. Drobiazg. Do skutku. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. Nie. Napotkałem go na gościńcu... maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. Mało przeszkadza. zakażenie wirusem. gdy stanę z nim oko w oko.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. Dość długo.. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. Była taka warownia. Wiedźmińskie Siedliszcze.. Przeszedłem tam zwykłą mutację.. nie mogłem doczekać się chwili. przeżyłem. Pełny zanik pigmentu. Próba Traw. Geralt z.skutek uboczny. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Koleżkowie trzymali ojca . Z tym było gorzej. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Moim jest Vesemir. a może nawet nie. matki też nie. I od nowa. eksperymentów. których do owych eksperymentów wybrano.. Kaer Morhen. I jeszcze raz. czy żyją. zapał. bardziej skomplikowanych.

bym je omijał z daleka. co to takiego prawdziwy mężczyzna. Szybko nauczyłem się jak. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. Widzisz. z innych przyczyn. a dziewczyna. Na czym to ja stanąłem? Aha. . zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. dla przyjemności.dziewczynki. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. żagnica. wyvern. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. zemdlała ze strachu. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. Z głodu. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. Ruszyłem na szlak nie po to. To nie były specjalnie czyste cięcia. mglak. widząc. A potem było zwykle jakieś uroczysko. by się popisywać. Naprawdę jej potrzebuję. że dla niego również nadszedł taki czas. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. Robiłem swoje. Był bardzo powolny. powiedziałbym. porzygała się i dostała ataku histerii. żyrytwa. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. dopiero wtedy upadł. by poznała. bym się nie mieszał do takich zajść. Nie nudzę cię. swego wybawcę. na którą poleciała większość krwi łysego. co żyło tylko po to. a gdy się do niej zbliżyłem. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. wykonywałem je. Iola. na moim pierwszym szlachetnym czynie. loch. po rękach. Podjechałem. ale wytrzymały. takie. Jeśli pluto.. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. I czekałem. nekropolia lub ruiny. Odwiedzałem miasta i twierdze. leszy. A ja wmieszałem się jak kto głupi. by zabijać. . że nadszedł czas. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". przeraża. wampir. odjeżdżałem. zsiadłem i powiedziałem łysemu. Uderzyłem go dwa razy. Podjeżdżałem do opłotków wsi. spektakularne. że koleżkowie łysego uciekli. złorzeczono i rzucano kamieniami. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. I było coś. ale bardzo. Mantikora.. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. Czy wiesz.

nie kodeksu. graveir. które kręci mną jak wir. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. kikimora. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. Zawsze. Nie. Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. Gdyby tak było w istocie. jeżeli nie tego. Ale trzymałem się zasad. wtedy. A ja nie chcę. Wybrałem mniejsze. Nie ma żadnego kodeksu. Kontakt może wyzwolić w tobie.. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. Iola.. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości. Znam moje przeznaczenie. to nie moja sprawa. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. Co mnie wtedy podkusiło. Zmierzcha już. . Popełniałem. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. Nie zawsze. nie i jeszcze raz nie. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. najzwyklejszy strach. Nie chcę wiedzieć. Bo było tak. zdaje się. iż wydawałoby się. byś zobaczyła. I był strach i wstręt w oczach tego.. wipper. Możesz zobaczyć.. Ha. Pętla? Tak. Nigdy tam nie wrócę. Ludzie to lubią. Posłuchać instynktu. co dyktuje doświadczenie.. Nie dotykaj mojej ręki. Takich. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. A choćby i zwykły. I trzymałem się go.. Błędy? A jakże. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. gigaskorpion. szanuje się i poważa. strzyga.. Nie posłuchałem.. A do Cintry nie wrócę nigdy. kto wręczał mi później zapłatę. ja jestem wiedźminem". Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. zło. jeśli dobrze liczę. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności.ghul. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. zjadarka. Ja nigdy nie oglądam się za siebie. Zwyczajnie. wilkołak.. Ja sobie swój wymyśliłem. Nenneke czuje to. że wybieram mniejsze zło. Myślałem.. Nie. Iola. Chodźmy już.

Nie. nic mi nie jest.Dziękuję ci. że zechciałaś ze mną porozmawiać. Całkiem dobrze. . Czuję się dobrze. Iola. Dziękuję ci.

I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion. panie Geralt? . panie . co mogło być nalewką na arcydzięgielu. pozwolił. Włóżcie wams. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła.Dzięki. kasztelanie. Geralt wstał. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp... skrobał go boleśnie po jabłku Adama.Tu jest odzienie . . .. . z głową odrzuconą do tyłu. Piwa? .. wyszedł z balii. skrobnął jeszcze raz.Nie wiecie aby. spodnie. A tu buty. . tępy jak siedem nieszczęść. do królowej. wams. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi.Nie.KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle.Kasztelanie? . W ustach czuł gorzki posmak mydła. panie Geralt. do czego jestem tu potrzebny? .Do mnie należy ubrać was.Chętnie. Ubierał się powoli. z czystej maniery. chcieliście powiedzieć. . nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. .Koszula. .Ubrać i zaprowadzić na ucztę.Tu leżał mój sztylet.. . Dotyk obcego.powiedział Haxo. otrząsnął się. . .Nie moja rzecz . na śliską krawędź drewnianej balii. zezując na pachołków. szorstkiego. gacie. Nóż.Ręcznik. . po co to wszystko? No. jakiego nabrał. Leżał.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. A we własnych butach nie mógłbym pójść? .O wszystkim pomyśleliście. pławiąc się w mydlinach. Balwierz. wylegując się w gorącej wodzie.powiedział Haxo.Przebrać. by pachołek wylał na niego cebrzyk wody.Słucham was.

.. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza.Ale już nie leży. . zapamiętam . A to na wamsie. wskazując na haft na przedzie ubioru.Możemy. to król.rzekł półgłosem. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi. to wasz herb. Mówcie. ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki. nie napadają tak często jak na innych. ale co król. z jakiej okazji ta uczta? . gdzie leży? . W polu złotym niedźwiedź czarny. Tam. Powinniście to zapamiętać.Dostatecznie daleko. panie Geralt. . . Ten. A takich trzeba szukać na wyspach. Dobrze by było.spytał. wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki.Jasne. Jest w bezpiecznym miejscu. siądzie na tronie. . na nim panna w szacie błękitnej. Musicie coś wiedzieć. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga. . a królowa nie chce drugiego męża. .Istotny powód. Kto. kto ożeni się z królewną. to się często zdarza.Jesteśmy sami. Powiedzcie jeszcze. Gotowiście? Możemy iść? . Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa. idzie się bez oręża. W Cintrze.Kasztelanie . jeśli nie wy? . tak jak oba wasze miecze i cały dobytek.powiedział poważnie Geralt. panie Haxo.Ale nie jedyny. rozejrzał.Co to jest? . Wiedźmin wzruszył ramionami. -A Czteroróg. zęby trafił się chłop na schwał. do czego królowej wiedźmin.Dlaczego akurat z nimi? . obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. zasiądziecie po prawicy królowej. W połowie krużganka otaczającego mały. Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. To twardy naród. . Chodźmy już.Byłbym zapomniał. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige.rzekł Haxo. takie jest jej życzenie. . z którymi są w przymierzu. Jako honorowy gość.Królewna Pavetta kończy piętnaście lat.A właśnie .Na tych. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. kroczący. tradycja nie pozwala na niewieście rządy. dokąd idziecie.

Nie jesteście od dziwienia. zgłodniałem po tej kąpieli. znaczy. garbate... co chcecie .Pleciecie.Haxo splunął. nie chciałem was urazić. Pytam.Haxo odwrócił głowę. gromko zapowiadani przez herolda. do czego królowej wiedźmin na uczcie.Do tego.Pojąłem. panie Geralt .naburmuszył się kasztelan.Nie kręćcie. . II Nie licząc zdawkowego. Mówią. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee. i bazyliszki. I co ja mam tam robić? Czuwać.burknął Haxo. i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami. panie Haxo. to powiedziałem.I widzieć nie chcę. to zróbcie to bez zdziwienia i wahania. .Nie . Haxo też się rozejrzał. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj.Niedobrego coś się dzieje. gdy powitała go jako "pana na Czterorogu". taka sama. . . że plotę.Kazali niczego wam nie mówić. . małe.Przestańcie się tedy dziwić . Straszy coś. . pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr. Pojękuje i stęka w komnatach.Wybaczcie. Cokolwiek ma być. jak dobrze poszukać. . kolczaste jak jeż. kasztelanie. panie wiedźmin. . . .Wyście widzieli? .skrzywił się wiedźmin. wciąż schodzili się biesiadnicy. panie Haxo. co i wszystkim innym . brzęka łańcuchami.To się kupy nie trzyma. Uczta nie rozpoczynała się. Dziwiłem się tylko. a nawet wychylił się przez balustradę krużganka.A co ma straszyć? Straszydło.. Prosiliście.Co? . Wielceście uprzejmi. jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła. Pojęliście? . A wy. kasztelanie . -Na zamku. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości.mruknął. . a i mantikora się znajdzie. nadal naburmuszony. . Nocą po zamku łazi. Mamy tu i wilkołaki. Idziemy. To i wiedźmin może się przydać. ceremonialnego pozdrowienia. kasztelanie. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa. .A myślcie sobie. I dobrze wam radzę. Idziemy na zaręczynową biesiadę.

W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. . Chudy i wąsaty. jak się poprawi. Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką. .Kudkudak! . Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . siedząc na tronie z wysokim oparciem. Ale na uczcie zostać mogę? .I jam rad z zaproszenia .mruknęła Calanthe. i nie dogoniła.Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. . Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne.Eee . by jej w nocy plecy nie ziębły. królowo.Stół był ogromny. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. jeden z pretendentów do ręki królewny. Kudkudaku.Calanthe uśmiechnęła się lekko. . nawijając lok włosów na palec.Baron Eylembert z Tigg! . po lewej siwowłosy bard z lutnią. jeśli pozwolisz.Rada wam jestem za przybycie. A za rok. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. . . . zwany Drogodarem. pani. jak nam dobrze wiadomo. . . ale jego żywe. Trudno żyć samotnie. Dalej . a i baczyć. książę Wind-halm. . Słyszałam. .rzekła ceremonialnie królowa. Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko.Cóż. . panie Kudkudaku . . że za rok będzie nawet po żałobie.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek. rzucę okiem na królewnę.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej. Na prawo od Geralta.żachnął się baron. jaka ta moja żona słabiutka i delikatna. a teraz w naszych okolicach ospa panuje.Aluzję zrozumiałem.Wszakżeście żonaty. ale i szczęściarz z ciebie zarazem . . Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom. prostokątny.Sama wiesz. Musisz ją lepiej karmić i hołubić. pani.Wesoło będzie. ale niezbyt przekonywająco. zobaczysz. Kudkudak posmętniał.. szturchając Drogodara.Ejże. panie Kudkudaku .Rada będę.Witajcie nam.Biednyś. to goniła cię z widłami niecałą milę.oznajmił Kudkudak i westchnął. wzdłuż dłuższego boku stołu. baronie.ogłosił herold. zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku. .

mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną. ny. Eist? Krępy. by wiedzieć. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie. który. Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. Grach. . oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. już solidnie zachrypnięty. nierozkwitłym pączkiem.Nie raz. że żywisz pogardę dla ożenku. lekko zarumieniona . panie? . we czterech. Wyspiarze wkroczyli dziarskim. który przybył tu w tym właśnie celu. piękna Calanthe . ale. nasz sławny skald. jest przyjacielem i doradcą króla Brana. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem. . jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige.. tutaj. A to Draig Bon-Dhu. przepasani szarfami z kraciastej weł-. by uszczęśliwić wojownika.. płonąc nadzieją. Gdyby nie dobrze znany fakt.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie.rzekła Calanthe. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu. pomiędzy . Ty. by myśleć o trwałym związku. ukląkł przed królową na jedno kolano. unosząc na królową błyszczące oczy. na. ucieszyłabym się nadzieją.Ale co. w lśniących. błyskając bielą zębów.witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci..Poselstwo ze Skellige! . . dudniącym krokiem.Wystarczy spojrzeć na ciebie.Oto waleczny druid Myszowór.Wielki to zaszczyt . .krzyknął herold. panie Tuirseach. rycerzu? . kłoniąc rudą głową. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy. Wszyscy skłonili się przed królową. jak ja. Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-. królowo. .Kogóż jeszcze przywiodłeś. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite.Niedaleko pada jabłko od jabłoni .. jaki powinna mieć kobieta. gdy osiągnie wiek. jaką pięknością stanie się królewna. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana.uśmiechnął się Eist Tuirseach.odrzekł smagłolicy wyspiarz. Gdyby nie to. szlachetni goście. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. . . ten oto Crach an Craite.Siadajcie..

Drogodar. w czym przodował rudy Grach an Craite. Zaczynamy. przełknąwszy coś w pośpiechu.Cóż to takiego? . Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii.To odwzajemniona radość. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma. czego się domyślasz? . jakie zadanie masz dla mnie. . brzdąkał dalej na lutni. Czy jest jeszcze coś. królowo. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów. ufryzowanych w loki włosach. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. ptactwa. Cieszę się z poznania ciebie. Mam dla ciebie pracę do wykonania. gdy dowiem się. Paszkot i Dzirżygórka. Vissegerd. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w . Pachołkowie. . . Kudkudak. Streptu. witani radosnym pomrukiem biesiadników. niosąc półmiski i dzbany.No. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole. .To mniej więcej wszyscy . niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. .Dookoła jest już dostatecznie głośno.powiedziała Calanthe. raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem.jak myślisz.Jest. trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów.Domyślam się. Marszałek klasnął w dłonie.Powiem ci.Cóż. Calanthe prawie nie jadła. wiedźminie . Zacznijmy od grzeczności. królowo. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza .marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki . przerywając na moment ogryzanie kości. . coraz bardziej nieskładne. Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych.królowa przechyliła się w stronę marszałka. ryb i małży. Robiło się coraz weselej. . obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika. na których wołano Pomrów. .powiedziała. długim sznurem ruszyli ku stołowi.Geralt . konkrety. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. Wznoszono pierwsze toasty.Po grzecznościach. .

Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie. których jest tak wielu. krasnoludów domokrążców. zawarte przez małżeństwo twojej córki. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. Geralt. . Tyle zadań.dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. . że byłoby najlepiej. kotlarzy i drwali. O żagnicach i skolopendromorfach.Domyślam się. . który zniknie potem ze sceny.jadąc do Cintry. Mówili mi o zjadarce. by władca nie był w to zamieszany.Och . królowo. mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. które mógłby wykonać wiedźmin. którzy chcą temu przeszkodzić. zasługują na nauczkę. czego się domyślam. niezależnie. jak dobrze poszukać. których jest tak wielu. kupców. Pewnie. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. wiem.A kimże. i to w taki sposób.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. że jak wielu innych. spotykałem wieśniaków. Możliwe też. nie wątpię. . która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę.Calanthe. Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. I nigdy tego robił nie będę. że przymierze ze Skellige. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth.Ciekawam. w dobrej czy złej sprawie. że intryganci. . . Ci inni. A teraz odpowiem na twoje pytanie. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. A teraz mogę powiedzieć. na czym polega twoja profesja. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. Podobno znajdzie się i mantikora. którzy mają władzę. jest Cintrze potrzebne. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy.Królowo . Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy.Królowo. są ci inni. .Tak. to ci. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? .rzekł Geralt spokojnie . .

Są setki. a konsternację wśród służby. Mało tego. . że ptak. wiesz. Kudkudak. w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk. to mogę założyć. wystarczy takiemu przerwać. Geralt. ale oczy miała zmrużone i złe. Rozpalone kleszcze. Także z twoją sławą. Niejeden nie zapomni ci takich słów. że każdego można kupić. dowodząc celności swego przezwiska. tańszymi rękami. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". że cena twoich usług nie jest mała.zaryczał nagle Kudkudak.nanosił na nią sytuację taktyczną. zbrodnicze plany. . jak intrygi pałacowe czy morderstwa. że mają różne środki. Jednym rozkazują. Przecież jesteś wiedźminem. a znasz królów. Trucizna. wrzeszcząc głośno. i już ma się zapewnione łamanie kołem. drwiąc z jej czujności. "Nie będę" czy "Nigdy". tysiące sposobów.dzielą ludzi na dwie kategorie. To tylko kwestia ceny. Geralt. związana ze stopniem trudności zadania. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw.podjęła Calanthe . którzy mają władzę. ale . Sztylet. przekonanej. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie.Królowie . wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę. byłoby trwonieniem pieniędzy.Wiedźminem. robiąc efektowną pauzę. Loch. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. . Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. Geralt nie wiedział jakiego. Zgadzasz się z tym? Ach.Tak oto. . mistrzostwem. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. Każdego. lub wtrącać niestosowne uwagi. a drugich kupują. Można to załatwić innymi. Nie uwierzysz. dostał się jakoś z dziedzińca na salę. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem .BRAAAK! Ghaaa-braaak! . Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne. Królowa złożyła razem białe. gdy mówi. jakością wykonania. Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. niepotrzebnie pytam. Geralt.Calanthe uśmiechnęła się. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców.

Powtarzam więc .niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. Kolejność dowolna. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. wszyscy chcemy dobrze się bawić.rzekł wiedźmin . Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem. Geralt . Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. ciotki. Drogodar. gubiąc pantofelek. stryja. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. co słyszała. . ustępujący tobie. przymknęła oczy. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko. a ty milczysz.Również inni władcy. Pewien władyka uraził kiedyś . . Każdego. pani Calanthe. kogo byś zapragnęła. że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. Nadziwić się nie mogę. Trudno mi było go przekonać. . Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. pani. trudno zliczyć. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. królowo . Zabaw mnie. macochy.Cóż. . nadając ustom pozór miłego uśmiechu. ojczyma. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba.Ja mówię. Byli zdania.Calanthe odchyliła głowę do tyłu.Ach.Mów. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. królowo. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. wiedźminów. dostrzegając spokojne. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego.Jestem tedy zaszczycony i dumny. że to tylko kwestia ceny. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. a nie wiedźmin. Zeszłej zimy książę Hrobarik. uciekła z balu. która mając dość jego ordynarnych zalotów. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. . pod względem mądrości. że do tego potrzebny jest wielki łowczy. Jesteśmy na uczcie. Odwrócił głowę.że nie posiadam się z dumy.Geralt lekko skłonił głowę . nie będąc tak łaskawy.powiedziała Calanthe. mogąc siedzieć obok ciebie. To tylko kwestia ceny. Zdałby się też jeden z drugim komplement. mów . brzdąkał cicho na lutni. .nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać. jak wiele. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. Nie uwierzysz. jadowicie zielone spojrzenie królowej. Za równie wielki zaszczyt uważam. .

dumę wiedźmina propozycją pracy.Tak jest! Słusznie! . na skrzydło. . Za twoim pozwoleniem.krzyknął Windhalm z Attre. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki.Ha! . wojacką muzyką. acz cichej gędźby.szepnęła królowa do Geralta. -Myliłeś się. Draigu Bon-Dhu. nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany. . Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną. bodajże Dzirżygórka.Geralt . Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili.Błąd i nieudolność! . Ale skinęła przyzwalająco.ryknął Crach an Craite. Co więcej. . . gówniarzu? .Sam jesteś gówniarz! . ani drugim. Kudkudak. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite.powiedziała Calanthe po chwili milczenia. znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu. zamoczywszy palec w piwie. Hejże. panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste.Nie należało tak czynić! Tu. Crach .Siedź na rzyci i milcz. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji.zawołał.Dosyć tych kłótni. Jeden z braci ze Streptu. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem.I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! .Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! .Kto cię pyta.zawołał Eist Tuirseach. więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej.O. .Zamknij pysk. przerywając konwersację z Vissegerdem. zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui. . bo cię zdzielę tą kością! . Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. matko moja . . waląc kością o stół. trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . dostojna Calanthe! .

I wykonasz je bez mędrkowania. Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu. I spójrz tylko . Milczał nadal. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. że wy. Nie? Tym lepiej. że wówczas biliśmy się o pieniądze. wzbudziłeś moje zainteresowanie. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry.powiedziała Calanthe. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku . że wykuto was ze stali. pełnego szczęścia i życzliwości. Mówiono mi. siedzę dumna jak paw. Teraz wierzę. . Banalny powód. Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. wiedźmini.Jak mówiłam.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. . wyruszyliśmy w pole. Geralt milczał. a my. potem zaś buchnęły straszliwym. modulowanym jękiem. Albo że się uśmiechniesz. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru.ryczeli goście. Nie zmienia to jednak w niczym faktu.mruknęła królowa. zamiast im na to pozwolić. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. wyznam ci. nie bardzo wierzyłam.Myślałam . banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. patrząc na Geralta . .. przeciągłym.Kontynuujmy . nienasyceni i chciwi. banalna bitwa. wybijając rytm. to ciekawa kasta. nie ulepiono z ptasiego gówna. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. że śpiewa się o mnie pieśni. które płaciły nam daniny.rzekł Eist. by wykonać zadanie. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . Wróg palił bowiem wsie.że coś powiesz.Zdrowie! Chwała! . spełniając puchary i gliniane czarki. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? . Biesiadnicy podjęli pieśń.Draigu Bon-Dhu . .Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać.Chociebuż . chociaż miał wielką ochotę.zamiast się wstydzić. . barbarzyńskiej muzyki. świadczący. to jest tłukąc czym popadło o stół.moja pierwsza bitwa. że jesteś tu. Nawet jeżeli do tak okropnej.

. zakończył swój koncert. jak zwykle.rzekł sucho wiedźmin . czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów.Niejasnych zadań . po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. ale najwyższa pora.istnieją zapewne ważne powody. nie powinien się dziwić.nie da się jasno wykonać. .Masz rację. wielce mnie ubodła. A chwila ta jest bliska. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. Geralt. Twoja sława wyprzedza cię. czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. poświęcę czas i tobie. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. że plany te są zagrożone.Królowo . rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach. W przypuszczeniu. zniknął w ciemnej galeryjce. Ale tu skończyła się twoja domyślność. królowo. . chociaż i nie dla pieniędzy. nie sposób było jednak stwierdzić. Haxo wstał bez słowa. skinęła na kasztelana. Królowa znów . żeby Crach an Craite się spił. Na co czekamy? Chyba nie na to. wrzaskliwą owacją. . mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. Geralt' nie przestawał się dziwić. dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga. że zaliczam się do tych niewielu władców. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować.powiedział . I równie mało w niej przyjemnych nut. Z drugiej strony. Supozycja. Rzeczywiście. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu.Rzeczywiście.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. Przyjmij do wiadomości. Geralt. również się nie pomyliłeś. Dudarz. że jesteś mi potrzebny.Calanthe uśmiechnęła się ciepło. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę. aby to zagrożenie wyeliminować. potem przyjemności.. Nie lękaj się. Panie Haxo! Uniosła dłoń. Eist . jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. choć nie mógł słyszeć słów królowej. którzy wiedzą dokładnie. ani w tym.

Pavetta z Cintry! Goście ucichli. Interesuje mnie efekt. Włosy miała identycznego koloru jak matka - . okruchy. Druid opuścił powieki. z opuszczoną głową.odwróciła się do wiedź-mina. Runy połączyły się . i owszem. nie powinieneś. to masz wybór. Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. kiedy mówię do ciebie.W miarę. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Co innego. Geralt.Szlachetni panowie! . Nic więcej. . Nadstaw zatem uszu. a co ty w miarę trafnie odgadłeś. Druid ze Skellige. jakimi środkami mi go zapewnisz. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. Prawda. na czym ta usługa ma polegać? . Co do ciebie. Myszowór czekał.Nie. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. unosząc głowę. bo powtarzać nie będę. kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. ma się rozumieć. nie spuszczając z niego wzroku. polega na tym. Jasne? .Wytężaj więc bardziej uwagę. . nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. na dębowej desce stołu.w słowo. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. napotkał czarne. że to ogromna różnica? . Rozkaz. Różnica. Powinienem jednak chyba wiedzieć.na moment .Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. Chcę osiągnąć to. mój drogi..zawołał herold. Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. Żadnych innych rozwiązań być nie może. będzie hojnie nagrodzone. Tworzyły runy. Geralt spojrzał w dół. że wybieram formę płatnej usługi. to zaraz tu będzie. przenikliwe spojrzenie Myszowora. upuszczał okruszynki. Królewna schodziła wolno. co sobie zamierzyłam. musi być konkretny i jednoznaczny. Przed nim. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. . obracając głowy w stronę schodów. . z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu.. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki. Zauważ. jeśli mowa o płatnej usłudze. To twoja sprawa. świadczący usługę sam określa jej cenę. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Posłuszeństwo.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. W pytanie. Załóżmy więc.

jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach . bez fałszywej skromności. Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę.Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało.Przeznaczenie. . biedny wiedźmin. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. który musisz mi zapewnić. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. cały czas. Eskortowana przez pazia. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. kasztelana i Visse-gerda. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. królowo? . A zatem ja. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. . ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin. w milczeniu gapił się na Pa-vettę. sięgające poniżej pasa.powiedziała cicho Calanthe.I co powiesz.Crach an Craite zaprzestał wrzasków. nie wystarczy twoja wola. że nie wystarczy. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. nawet podczas hałaśliwych toastów. . ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. Cała moja nadzieja w tym. . mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. by odpowiadała więcej niż jednym słowem. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. przykryte długimi rzęsami. Niewątpliwie. Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. Wszak to ta sama krew. . Oczy miała stale spuszczone. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. najwyraźniej rada z efektu. . Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. bo to jest moja córka. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia.Sprawy mogą potoczyć się tak. zapominając nawet o kuflu piwa.Aha . Cracha. To właśnie jest efekt. Geralt nie dostrzegł.Aha. Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. bo wymaga tego interes państwa.popielatoszare.Co tu jest ironią? .Cóż może być silniejsze od twojej woli? . Słuchasz mnie. herolda.

Chcę. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Geralt.Lepiej. Nie lubię. wygląda na to. . zadbałam o to.Tak.Mniejsza z tym. kiedy ktoś każe mi powtarzać. że usługa. próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. Wszystko jest do załatwienia. a Eist robi się zły. Przestań mędrkować. Do cholery.Calanthe odwróciła głowę. Zastanawia mnie. Zjedz coś.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg .. Prawie natychmiast natrafił na miecz. Geralt. że niemała. Zbyt długo już spiskujemy. zdajesz sobie oczywiście sprawę. Jak widzisz. jaką wiedli Eist. królowo? . a dam ci to. tak lub nie? . A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. Wojewoda o trudnym . o którym mówiłam. których oczekuję. której się imasz. w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to.Ani słowa więcej. Usłuchał. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. Zapewnisz mi efekt. . co graniczy z niemożliwością. Królowo. byś miał pewną rękę. coraz bardziej przypominają te. . to tylko kwestia ceny. Domyślam się. . Lepiej. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. Patrzą na nas. Królowa włączyła się do rozmowy.Gdyby graniczyła z możliwością .Zdaję . graniczy z niemożliwością. Na dobrze mu znany miecz. gdy stawiam pytania.. wiedźminie.Królowo . czego zażądasz. Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi.pomijając już to. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? .Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść.poradziłabym sobie z tym sama. Odpowiadaj. . czy przed każdą robotą. czego zażądasz. Byle nie za dużo. wypij. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie.Królowo.powiedział cicho . .Dam. której żądasz. ..Jak powiedziałaś. Haxo nie był rozmowny. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu.

jakie narzucił Draig Bon-Dhu. stanął za tronem i nachylając się nisko. stalowych cierni. wysłuchał meldunku. co to był za rozkaz. Marszałek. zaszeptał. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. brzęczące metalem kroki. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. że znacznie lepiej od ogierów. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej.do zapamiętania nazwisku. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. że tak. czy klacze dobrze się źrebią. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. Marszałek skłonił się. wyglądało. przekazał rozkaz kapitanowi straży. spytał grzecznie. stając nieruchomo na wprost tronu. Chrzęszcząc i zgrzytając. przebijając się poprzez gwar u stołu. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. Dojrzał jednak. najmłodszy. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną. wyciągniętą w kształt psiego pyska. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. Skald. czy żart został dobrze odebrany. . czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. Geralt odpowiedział. graniasty. zmarszczony. Wypukły. odpowiedziała krótko. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. jednym słowem. W halli rozległy się ciężkie. była usiana kolcami jak łupina kasztana. Trzeci. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. opuściwszy głowę. wstał. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. Nie był pewien. dziwny gość zbliżył się do stołu. podochoceni. Geralt nie dosłyszał. wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. królowa spojrzała na niego ostro. wymruczał coś do królowej.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

biednych wasali. To stara. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. że będzie to dziecko. czarami zmusiła go do ucieczki. życzenie. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie.zmarszczyła brwi Calanthe. . Po długiej podróży. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki.Dopraszam się łaski .baron podkręcił długi wąs . W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę. co w domu zostawił. wracając do warowni? A Szalony Dei. nawet teściowa. sytuacji. a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. pora strachów. niecierpliwiąca się.Zbliża się północ. halabardnik przy bramie. zdawałoby się. . W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. nasze lenna. a czego się nie spodziewasz". Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę. aby cię powitać". Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. zdawałoby się. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. A nas. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. Ale bywa. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. co pierwsze wyjdzie. "Oddasz mi to. O cenie. który wymógł na podróżnym oddanie tego. co w domu zastaniesz. to może być pies. przymierza. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. . Zivelena nie dotrzymała obietnicy.wykrzywiła się Calanthe. to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! . zapomniana legenda. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! .by jeszcze móc postać.Na rozkaz. Kudkudaku . mości panowie. to siadaj. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. Albo: "Oddasz mi to. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie.Nie strasz mnie. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. . I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się.słyszeliśmy już o takich żądaniach.Streszczaj się. gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. bo był tym. jeżeli tak ma być. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. kto spełnia niemożliwe. Kudkudak . której może żądać ten. nasze przywileje. Powiecie.

. . Jako królowa. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa.. Tak.Pozwólcie mu skończyć. jaką dopiero co wywołały słowa barona.Moi panowie . że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. Bo wiedział. Wygląda.To się nie godzi.należy się wam wyjaśnienie. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie.A co się tyczy szlachetnych rycerzy.skłonił się Kudkudak. Calanthe. Śmieszności. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach. ten. czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu. którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny. dziwna po wrzawie. .dyszał wyspiarz. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to.Pięknie dziękuję .Cisza . Zapadła cisza.. jakich tu doznali.. Nie ja jestem temu winna. Rada zadecyduje.powiedziała nagle Calanthe wstając. Wśród szmeru głosów. Kudkudak? .. Wiedział. Rycerze i wielmoże milczeli. Dobrze więc. Calanthe stała nadal.Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! . Calanthe zamilkła na chwilę. . do czego zdolna jest matka.. co bym mu zrobiła. czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze. Orzeknie. To jawne podżeganie do rozlewu krwi. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi..Cicho! Niech mówi! . czego się nie spodziewał. mówi prawdę. . Geralt nie sądził. że nie jestem matką. Cintra nie jest tyranią. . .. .wrzasnął Rainfam z Attre.A Kudkudak .cóż.. ty ich po prostu szczujesz. jutro zwołam radę.Po czyjej ty stronie stoisz. . A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci. ale królową. Jeż. którą potarła czoło. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni.powiedziała wreszcie . jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi.Baron z Tigg ma rację! . spojrzała koso na Geralta.Na wszystkich bogów morza .. Kudkudak przypomniał mi. jaką się okryli. Jeż stał nieruchomo jak żelazny.podjęła Calanthe .Alem właśnie skończył. kolczasty posąg. ..

dodał złowrogo Rainfarn. . skrzywioną twarzą. z ponurą. Geralt zareagował natychmiast.abym cię wyzywał. Wiedział. wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. Wszyscy zamilkli. . Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie.powtórzył spokojnie . wstał pierwszy. jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze. jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty. patrząc na niego zdziwieni. Widział. . -Głupi by nie zrozumiał. ktoś żąda takich . Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty. . co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe. . . Jeżu z Erlenwaldu. by wstać.Rozumiem . co mam na myśli. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. nie znany mi rycerzu! . .Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem.Geralt! . tężejącą w powietrzu.Wszyscy słyszeli . czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc.powiedział głośno i dźwięcznie. Rozumiesz. Przyjmuję twoje wyzwanie.zawołała Calanthe. gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre. wyprzedził go. Słyszałem.powiedział głucho zza zasłony hełmu.że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne.. że nie widzi tego nikt inny. Wiedział też. że Myszowór też to widzi. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą.Nie przypominam sobie .Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! .jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg. Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem. w jakim celu.Powiedziałem . krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem". Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. Crach zawarczał jeszcze głośniej.Zamilcz. Czarne oczy Myszowora błysnęły.syknęła wściekle królowa.rzekł Geralt . Eist .przemówił Geralt . który sposobił się.Bo się rozgniewam. Dlaczego jednak.Ani mojej .

że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. że na razie nie masz do królewny żadnych praw. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną. Twierdzę. Dziecko takie. która jest moim przeznaczeniem! .. Jeżu z Erlenwaldu. Roegner.bo do niego je kiedyś zastosowano..Gdy co? . Zdobędziesz je dopiero wówczas. jaką złożył. . której się dzisiaj domagasz. Geralcie z Rivii. gdy. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. . Jeżu.Jest dokładnie tak. Strzegącą. by spełniały się tylko wtedy. .powiedział chrapliwie Myszowór . przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. jak mówisz. Bo był przeznaczony do czegoś innego. Chcegz zabrać królewnę. dzieckiem-niespodzianką.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . nie znany mi rycerzu .Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. bo -wiedział. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia.roześmiał się gromko Jeż.przysiąg? Znasz odpowiedź. Tak stanowi Prawo Niespodzianki. Właśnie dlatego. z kim zwiąże je los.Tego . wskazane przez ślepy los. nie rodziców. Ty nie chcesz tronu Cintry.powiedział Geralt . Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę.trzeba będzie dowieść. . Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. co sam przed chwilą powiedziałeś? . Jeżu. zażądałeś od Roegnera ceny. że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi.Tak. A złożył ją. potwierdza przysięgę.Kim jesteś? . bo był tym. I mocą przeznaczenia został .Jestem Geralt z Rivii. Jeżu. kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner. dowodzi.Kim jesteś. . Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. . To zgoda dziecka. Jeżu. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? .

Wybiła północ. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania.przemówił stwór . Poświęcił się. Dziwna.A zatem . Myszowór. tępego ryjka. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib. On zabija wszelkie straszydła i monstra.ciągnęła królowa. ktoś zaklął. szarpnął wiązania hełmu. szarych. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. jakie zsyłają złowrogie. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu. której spełnienia domagasz się. zaskoczoną minę. ktoś ze świstem wciągnął powietrze.o czym dobrze wiedziałaś. uzbrojonego drgającymi wibrysami.To prawda . niech spełni się przysięga. . umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. szkodzące ludziom siły.niechże dokona się prawo. patrząc na Geralta. Znad szerokiej. Jeż milczał. unosząc upierścienioną dłoń . ponurym akcentem ogłaszając północ. Ktoś krzyknął. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. Na twarzy królowej pojawił się zły. Zdejm przyłbicę. . Twój ślub już nie obowiązuje.tym. zrobił dziwną. zgęstniała raptownie. białych kiełków. Jeżu z Erlenwaldu. bardzo zły uśmiech. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz.A kim on jest? .Tak właśnie wyglądam . pełnego ostrych. kim jest. Również i te. aby strzec nas od potworności i koszmarów. niech ujrzy twoją twarz. W ciszy. jakie płodzi noc.powiedziała Calanthe. czarne guzki ślepi. . niewiadoma Moc. jakie czają się na nas po lasach i jarach.Wiedźminem. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. . . kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. . zdjął go. jaka zapanowała. Uśmiech okrutnego tryumfu. uderzył dzwon z kordegardy.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. wypełniająca hallę jak siwa mgła. ruchliwych kolców. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich.

miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. ale nie odmówię sobie pewnej .Skończmy z tym. zaciśnięte na brzegu stołu. że upokorzyłaś siebie. formujące runy. jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie. Jej twarz była zupełnie bez wyrazu.Tak. zasiadającego po prawicy. Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. a raczej co. . wiedźminie. chytry. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. Wystarczy jednego twojego słowa.Calanthe wstała. Cóż wam pozostaje. bardzo wolno opadła na tron. . jeżyła włosy na karku.Ty także. . szumiała w uszach. Roegner. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą. Payetto! Widzisz. poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał. a nigdy go już nie ujrzysz. Moje prawa zostały dowiedzione. dudniąc głucho w łukach sklepienia. szlachetna królowo. na podorędziu. królowo. zdobyczą tego potwora. Moc przepełniająca salę zawtórowała.powtórzyła Calanthe. . co zaprzysiągł. płatny zbóju. zaprzysiągł. .Najchętniej .ciągnął Jeż. Chciałaś mnie upokorzyć. niskie oszustwo. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale.Pavetto! . komu zawdzięczał życie. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . ruszające się jak robaczki. . A na koniec pospolite. kto. opowiadając o przygodzie.Calanthe. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje.Wszyscy słyszeli . Prawda i prze-. Nikt. nie mógł pominąć opisu tego. -pomimo jego wyglądu. Powiesz: "Tak". W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. Na okruszki chleba na stole. I ty.w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża.Dosyć . Calanthe. Calanthe. Komu. Calanthe wolno. a staniesz się własnością. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników.Odpowiedz. Wiedz. Odpowiedz. Powiesz: "Nie". Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. . Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. oparła zaciśniętą pięść o biodro.

by wyrwać Ra-infamowi sztylet. Crach runął na stół. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. ale powstrzymał go książę Windhahn. przyprowadzisz twoją córkę tutaj. Oczy królowej zwęziły się. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. Pavetta zaczęła krzyczeć..wrzasnęła Calanthe. opancerzonej pięści. Potem już poszło szybko. Calanthe. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. usta drgnęły. Tylko na nim. gdzie stoję.Co?! Co takiego? . wskazała im Jeża władczym. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud. . fukając gniewnie i szczerząc kły. świńskim ryjem? . Rainfarn . Uderzenie rzuciło go jednak w tył.przyjemności. Eist Tuirseach kląć.Straż! . Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. . zrywając się z miejsca. co robić.zawtórował Rainfarn. Jeż. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. W jej oczach był rozkaz. To ty..Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym..krzyknęła królowa. czując i widząc. Już wiedział. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. z całej siły.Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem. wyprostowana i groźna. . Był bezbronny. obrócił się ku atakującym strażnikom. . od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. z trzaskiem przewrócił krzesło. zrywając się.. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . Geralt nie poruszył się.Z tym straszydłem. chwytając za nogi.Zabijcie go! . kopnął zydel wprost pod jego nogi. nie bardzo wiedząc. Calanthe. który unieruchomił go. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem. Kudkudak przypadł. Jeż zaryczał.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina. Wszyscy pozrywali się z miejsc. Rainfam skoczył ku Jeżowi. gwałtownym gestem. Kudkudak.zaryczał nagle Grach an Craite. wprost na wstającego Rainfarna. ale chwila zwłoki wystarczyła . ale zakuty w kolczastą stal. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. jakie zostały z pieczonego dzika.

Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. chwytając za krzesło. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. wznosił się wirując. rzucił się na nadbiegających. A potem równy. Eist Tuirseach.wrzasnęła cienko Pavetta. usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. łopotały wzbijając chmury kurzu. Wiedźmin. zakrzyczał i zafukał. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. siejąc dookoła zastawą i jadłem. rzucając gizarmy. gubiąc płaski hełm. czując. zwalił się ze szczękiem. Stół. Rainfarn zawył. Geralt. półmiski i puchary. co zostało mu w ręku. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki.dźgnął go sztyletem. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany.zaryczał Eist Tuirseach. razem z siedzącą na nim Calanthe. Od wejścia biegli następni. krzyżując drzewca. przyparli Jeża do rzeźbionego komina. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. gobeliny i arrasy. wzniósł glewię do pchnięcia. roztrącając talerze. Strażnicy.Dunyyyyyy!!! . Tron. że czasu jest niewiele. padł płasko na ziemię. . odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. wibrujący krzyk królewny. Jeż zwinął się. Strażnik runął na ziemię. Od wejścia słychać było łomot. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. zatoczył się na ścianę. Trzeci strażnik przyskoczył. jednostajny. z mieczem w ręku. co się święci. Wlokący Jeża odskoczyli. . ledwo utrzymując się na . Rainfam. skacząc ze stołu. wleczony po posadzce. Geralt ciął. Poczuł okropny ból w uszach. Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. uwieszony u jego pasa. Jeż. łowiąc okiem zielonkawy błysk.Nie godzi się! . Wiedźmin zawirował. Wiedział. pomknął ku walczącym przez stół. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. wskakując na krzesło. a z tym. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. przyklękając.

skoczył ku niej.Widzę! . rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. gdzie Myszowór. rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa.To czysta. Geralt doczołgał się do Myszowora. ściskając medalion w dłoni. Geralt Znakiem Aard.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. tak szybko. na którym siedziała królewna. przekrzykując harmider i łomot. Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść. wszystko i wszystkich. a nie na brzuchu. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku.Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi. pierwotna Moc! . od którego. krzesło i lutnia Drogodara. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu. .wrzasnął druid. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. świszcząc w powietrzu. wewnątrz przejrzystej . beczułka piwa. Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . Z powały cichutko sypał się tynk. Pavetta wyła. Obracając się. wydawałoby się. wyrżnął go w plecy. obaj przypadli za górką.wisiała nadal w powietrzu. lub rozpłaszczał na ścianie. tworzyli Paszkot ze Streptu. zacznie się topić posadzka. . Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. Myszowór straszliwym. Geralt. trzystopniowym zaklęciem. którą licząc od dołu.odwrzasnął Geralt.Wiem! . walił się i turlał.Gotów? . Krzesło. pełzł w stronę. cięła krzykiem jak batem. rozleciało się w drzazgi. Pod powałą krążył stół. chwycił w ramiona. Drogodar.Tak! . Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka.nogach.Ona nad tym nie panuje! . własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem. . jak tylko mógł.

co znalazło się pod spodem. Nie przestając krzyczeć. wiry. domowych. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę.krzyknął wiedźmin. Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. deski. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. obróciła ku nim głowę. wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk.Uwaga! . niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. na złotym polu. nadgryzione bochenki chleba. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom. . porażając dech. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. kwiczał i skrzeczał. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. Myszowór! Blokuj. nieznanych. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. . Moc zelżała raptownie. wył i ryczał. Błyskawice skręciły się w oślepiające. Pavetta zamilkła przerażona. . . dzikich i mitycznych zwierząt. poprzez wycie Pavetty. Sam zaś. kości. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. na trzy łokcie do góry. półmiski. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. wirujące leje. brzęk i łomot. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć.Zwalnia wszystko! . z wnętrza których runęła na nich Moc. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. poprzez własny krzyk i wycie rannych. . jak taran rozsadzając czaszki. świeczniki. gasząc oczy. kuląc się.zaryczał Myszowór. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha.Blokuj ją. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko. odrzuciwszy głowę do tyłu. deszczułki i tlące się polana z paleniska.zakrzyczał Myszowór.zielonej sfery. majolika.Blokuj.Na wszystkie demony! . wstrząsając posadami zamczyska. . huk. celując różdżką w królewnę.

Nie . Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę.Czy ktoś zechciałby mi objaśnić. . . nie mogłaby używać Mocy? .Cóż to. . próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc.wychrypiał Kudkudak. ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku.Eist.Wody! . Ludzie patrzą . . . poprzez rumowisko i zniszczenie.Że co? . . wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina.ryknął Myszowór.Opanuj się.. patrząc w ich stronę.A niech patrzą. . z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy. Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się. przez połamane sprzęty i bezwładne ciała. wyczołgując się spod zerwanego arrasu.Medyka! .Dzisiejsza młodzież! . Calanthe! .krzyknął cienko Windhalm z Attre.Wody. Crach . otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy. znaczy się nie tknięta.parsknął Myszowór. wymachując różdżką. . . Dzirżygórka. niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie. ghoul y badraigh mai an cuach .Teraz.powiedziała.Cuach op arse. wiedźminie! Uderzyli ją. nie wiesz. .spytał marszałek Vissegerd.powtarzał Crach an Craite. . że dziewica.Tu są kobiety. przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka.I piwa! .powiedział wiedźmin. co to było? . plując krwią płynącą z przygryzionej wargi. .powiedział z wysiłkiem Myszowór. . prędzej! . Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.Teraz! .powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami. Królowa otworzyła oczy. dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin.Calanthe. schylony nad Rainfamem. Umiłowana. wiedźminie. ta jednak odtrąciła ich ręce. Moja. .wołał jeden z braci ze Streptu.

był nieporozumieniem i pomyłką.Jej babka. jak tu stoicie. Od północy do świtu .... .zająknął się Eist Tuirseach. z zaciśniętymi ustami. prawda . . . Myszowór? . Geralt i ty. chcę was widzieć w mojej komnacie. . jaka była przyczyna. ale niepotrzebnie. Duny. dumnie unosząc głowę..Calanthe wyprostowała się. ani Roegner. trąc skronie.Dosyć tego. Myszowór. Calanthe.Tak. Nigdy nie dowiedziałem się.Prawda. . wyjmując różdżkę.. ozdobioną wydatnym nosem. . który słyszeliśmy wcześniej.Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego.Dosyć . Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne.. odpowiadając zamiast królowej. Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci. .powiedział wiedźmin.powiedział Myszowór. Jak już będzie po wszystkim. Calanthe? .. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko. okalające bladą. .. .Kto to? Jeż? ..Pal diabli jej dziewictwo . Hej. Pavetta. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. . Prawda. kto mi to zrobił.Co.Po co nam medyk? . . Adalia. popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe.. Wszystkich. Geralt.. kręcone włosy i brodę.ciągnął Duny. która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać. odwróciła głowę. ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka.stęknął mężczyzna o imieniu Duny. rozmył.klątwa . ani Calanthe.Wybiła północ . Potworny pysk Jeża rozmazał się. . III . Dzwonnika. . Dzwon. cofnęli się szepcząc i mrucząc.mruknął Geralt.Czy ta twoja różdżka. Stłukłam sobie kręgosłup. kanciastą męską twarz.Zaklęty? .Od urodzenia. .rzekł druid. podnosiła most zwodzony ruchem brwi..Duny . lśniące.Ale jak. Eist. co wiem.powiedziała miękko Pavetta.Może jednakowoż zamiast rozprawiać.Właśnie w tej chwili.Na rozkaz. I okolice. . królowo. ani chybi ... . . wskazała rannego Jeża strażnikom. zaczął tracić kontury.Odziedziczyła z przeskokiem. Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro.zamruczał Eist. królowo.

Ty mała czarownico. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii. kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. Dalej wiecie. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca. . że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę. . . . Zwłaszcza tego. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. widzieliście co. proszę. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. nie chcę. Kocham Pavettę i ona mnie kocha.kiwnęła głową Calanthe...Dalej wiemy..No. pani. Jesteś z Pavetta od roku. Dzięki . od kogo usłyszałem. . .. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? ..uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. . błędny rycerz z giermkiem. To znaczy. królowo. Za tamto. mój ojciec. gdy on zginął.Calanthe. -Na twoje szczęście.Pewnie.Mogę. Powinnam cię prosić o wybaczenie. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. tylko to się liczy. Nie możesz.uśmiechnął się Duny. I piękną. Pierwiosnki.Dzięki.. Akerspaark. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny. . Krótko po tym spotkałem Roegnera. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. mogę. Jeszcze nie skończyłam.Do licha z przeznaczeniem. wiesz. potem. i co? I nic. Duny. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie. Już nie pamiętam. stawać na drodze do naszego szczęścia. -z zapałem kręcąc głową.Pomału. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. Duny. .normalny człowiek. Tuirseach. Mam pewien dług wobec ciebie. względnie domyślamy się . sprawa mocno się skomplikowała. ale ja tego bardzo nie lubię. Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. od świtu. Byłam zdecydowana. że tak. wychował. W Maecht ludzie są zabobonni. Przeznaczenie zadrwiło z ciebie. chciał to ukryć. .zaczął Eist. podróżowałem sam.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową. i to jeszcze jak . Cóż za ironia. Duny.

Tak. aż sama zobaczysz . . . druidzie? . Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. jak sądzicie. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie. Co ty na to.. czarowniku? . Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia. . Eist.Ja myślę . Zresztą. Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję.Niedaleko pada jabłko.. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem. widzimy . Powinna się nauczyć. trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami. nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny. Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry.. ... Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania.. Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają.Ciekawiło mnie.Widzimy.Calanthe. co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. wolałabym.zamruczał Myszowór. pani. kiedy się połapiesz. Pora. zgadzam się. . .. Przy okazji.Tak... . jeśli chcecie.. Raptownie odkręciła się w stronę.Świta już. Geralt spojrzał na Myszowora.. czarownicy? Czy nie widzicie.. leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu.Czekaliśmy. .zapewnił Geralt. . Lubię ten zamek.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. patrząc na moją prawie zamężną córkę. Jak ty to powiedziałeś. dobrze radzę. . królowo? .To dobrze.królowa odwróciła głowę w stronę okna.Zaszczyt to dla mnie.I piękną. . mam dla ciebie propozycję. . jak stoi. .A wam co tak wesoło.parsknął Myszowór.Nic. Myszowór. żeby stał.. . A wy. Pavetta potrzebować będzie nauczyciela. Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć.Dzisiejsza młodzież . .Duny! . ale.Co tam mamroczesz. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać.Możecie oboje zostać w Cintrze.

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

mógłbym udać się tam.Nie chcę kłopotów. zmrużył oczy. . Co się jeszcze. filozofie. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. przerazy. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. tak . westchnął ciężko. Któregoś dnia podjeżdżam. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. .Niedługo. Jadę na południe. że nie jestem mile widziany w jego włościach. Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. Poeta pociągnął z gąsiorka. Geralt. Pod mostem siedzi troll. wijuny. Tutaj nie znajdę roboty. patrzą na mnie jak na dziwoląga.Donikąd. wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur.Opowieści to i ja słyszałem. jedyna teza z jego traktatu. Bo na to. . przybierając przy tym minę myśliciela. Nie. Daleko na południe. -Gwiżdż na niego. . że świat się zmienia. dokąd ty się udajesz.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny.Hereward? .rozkaszlał się. Długo myślisz tu zabawić? . wszelkie możliwe świństwo. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń.Jaskier znał wszystkich królów. łyknął z gąsiorka. wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. albo przesadzona.Dam ci parę przykładów . Cywilizacja. patrzę. Połowa jest albo zmyślona.Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym. To znaczy. z boginią Melitele. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. . latawce. od każdego przechodzącego żąda opłaty. byś mnie tu nią musiał raczyć.rzekł Geralt po chwili milczenia. Coś się kończy. zamiast odpowiedzieć. Powinieneś mieć roboty po uszy. Mógłbym ci potowarzyszyć. .Dokąd zmierzasz? .westchnął ponownie Jaskier.Co też ty wygadujesz. z którą ci absolutnie nie do twarzy. Jaka tam cywilizacja. macając zabandażowaną szyję. most. Lud puściłby mu kasztel z dymem. a jadąc przez kraj. twoim zdaniem. A siedzę tu już i tak za długo. . nawiasem mówiąc. Jaskier. Jaskier^Świat się zmienia. . książąt. . Podobno są tu wodniki. słońce zachodzi.Tak. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu.Świat się zmienia. Owa zmienność świata to. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. a wódka się kończy. . .

a od wody ciągnie i łamie w kościach. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. Leci. Ani innych nieszkodliwych stworzeń. ile. problemu stanowić nie powinno.. Geralt. Bądź konsekwentny. Stwierdzam fakty.może i nie byłbym. a polewce nadaje smak wywaru z onuc.Pieprzysz. . Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. niesie w szponach owcę.Na byle jaką. . No.. a kto będzie most naprawiał. ale jaka? Temu złap rusałkę. gdybym stwierdził. . jak mu łuska z grzbietu spadnie. przetrąca nogę.zgodził się poeta. Nie wzmaga nic a nic. patrzę.. .Nie będę zabijał wojsiłków. jak się patrzy. Chyba. Mało znam kapłanów. Hodowałbym róże. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. który pod koniec życia odkrył. . że ryby śmierdzą. Zostań kapłanem. Inny prosi. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. .Przypominasz mi. Jak to. pyta. . owemu dziwożonę. Chłopi na kolana. a robi mi się coraz głodniej. że zmienisz pracę. temu nimfę. jest. wołają. . bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję. Ja. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona.. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. to baron sioło spali. To. którzy odmawiają. Gadanie i żale niczego nie poprawią.. Jadę do wsi. widłogon. sędziwego rybaka. że nie wierzysz w żadnych bogów.Próbowałem.. Taniej wypada więc płacić mu myto. naprawia go regularnie w pocie czoła. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. nie.Tym. Jadę więc dalej. a czasem i obie. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. że skończył się popyt na poezję. Nieduży.wtrącił Jaskier. solidnie.Na jaką? .Nie użalam się.To będziesz chodził głodny. . Byłbyś niezły z twoimi skrupułami. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić. pytam. Pogłupieli doszczętnie. a im się chce nieludek. jak trolla nie stanie? Troll dba o most.Cóż . a nas ze skóry obedrze. nadal wpatrzony w zelówkę . którzy wierzą. owszem. Jadę dalej. z twoją moralnością. Rozpytuję o pracę. zapłacicie za gada. po wsiach pełno dziewek jak rzepy. Idę więc do wójta. .To akurat bujda . to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona. pytam. ile mi dacie. za tego trolla.

prawda? . ludzie. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. stopniowo. gdy były jeszcze jednorożce. Dostrzegasz analogie? .. wilkołaki i strzygi. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. w którym wiedźmini są zbędni. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. wygląda. A wykończyli ich alchemicy. sami przecież pozbawiacie się pracy. gryfy i amfisbeny. w dodatku pożyteczna. którym straszy się dzieci. wampiry. W czasach.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. które pielęgnowały cnotę.. Ale te czasy minęły. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. milsze i nie chlały tyle piwa. by móc je łowić. Bo my. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. . Niektóre. gdy straciły pracę. Z twoim zawodem jest gorzej. każdą dolinę. o ile pamiętam. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. wiedźmini. fretek i łasic. ale stale. tym mniej macie do roboty. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. wynajdując skuteczne trutki. Przecież waszym celem. świat spokojny i bezpieczny. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. Wy. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. Paradoks. o tych pierwszych.Prawda.Dawniej. No. A przerazy. Prawiczki od jednorożców. natychmiast się rozprawiczyły.Dostrzegam. kikimory. mantikory. Tą ziemią władały smoki. minęły bezpowrotnie. Zwierzaczki były tańsze. wzmianki o wiedźminach. byliśmy tu intruzami. Szczurołapowie. tych raczej nie naśladuj. . to już nie potwór. chimery i latawce.Ale nasze profesje różnią się nieco. Czyli świat. każdą przełęcz. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. każdy bór i każdą polanę. karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. Geralt. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. Im lepiej i sumienniej pracujecie. to relikt i lokalna atrakcja. Cóż. . Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam. Baron nie pozwala zabić widłogona. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty.

to zaraz ci minie chandra. Ale niech ci będzie. dziewczyny się nie myją. forpoczta cywilizacji i Nowego. było jak mówisz. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata . żeś znalazł kompana..mantikory. Powinieneś osiąść tam na stałe. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy. z jaką to czynisz. Ech. jedźmy co rychlej na to południe. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem. Geralt.powiedział. A potworów tam podobno niemało... o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. czy nie. . . . Pamiętasz? .Może powinienem.Pamiętam. nie biorąc ze sobą rohatyny. że prawisz banalne komunały. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach.Nie podoba mi się to. Coś się kończy. Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. do tych dzikich krajów. . Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu.Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić.Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie.Ale wydać trudniej. masz rację.To ty mnie namówiłeś. Powiadają. Szukali cię po całym mieście.. Jaskier. opierając potylicę o regał. zaraza. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu. miało czterech rosłych braci. . a komary gryzą.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. Nie podoba mi się mina. . grożąc.. . że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. Gdy zarąbiesz parę potworów.Zarobić łatwiej . . . bo dziewczę. . Ale nie osiądę.Geralt łyknął z gąsiorka. piwo ma smak szczyn. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. Czy ci się to podoba. Jaskier zarechotał donośnie. coś się kończy.Miałem więc rację. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. Skutek gwarantowany. .. Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś. Do tego jada się tam pęczak i proso.

ocierając usta z piwnej piany..Tak sądziłem .Niczym nie handluję.Robota? Niby te. Zawodowo. ten już nie wraca. rozumiecie? Strzygi zabija i upiory. Wszelkie plugastwo tępi.Aha! . Żywiołaki? Pytacie. całe są ze szczerego złota. .powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt. powiadam wam. .No właśnie . Klnąc pod nosem. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków. zebrało się już kilkunastu osadników. że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź.KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy.. Z miejsca zorientował się.potwierdził Geralt. panie! Elfy. . . starosto? . usiadł..Spójrzcie tylko tam.doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. Dookoła wystawionego na majdan stołu. Przeszedł skosem przez podwórze.Jestem wiedźminem.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się.. Oho. niosąc dwie ociekające pianą stągwie. . Zgroza. panie starosto . powiadam wam. Jestem wiedźminem.Wiedźmin. trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę. Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. Poeta postawił kufle. . widzicie te góry? Tam elfy mieszkają.wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier.Taka profesja . przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą. . Pałace ichnie.Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! .Aaaa . .Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. Pojmujecie. No. omijając krowie placki.starosta znowu zaczął myśleć. Kto tam pójdzie.rzekł Geralt chłodno.Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . w sposób zauważalny. za pieniądze. . są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową. tam jest ichnie królestwo. . . .Są .

Geralt .I chochliki . tak. a dzieciaki od tego mrą! . myślał długo. ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie. który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab. A z tego. Nie obyło się jak zwykle bez tego.powiedział.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! .I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. . kiwając głową w udanym skupieniu. . co da się zrobić. panie. o latawicy. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach.No. by nie poinformowano ich. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się. A najgorsza to Mora będzie. jak weźmie się za same baby.Mora! . onaż po chałupach chodzi o brzasku. a tylko patrzeć. Starosta. dobrzy ludzie . jest ich a jest. to bywajcie. Blada dziewica. obiegli stół ze wszystkich stron.Ano. . stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu.Jaskier zarechotał bezczelnie.Rychło wrócę. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. . mówiąc o królewskim włodarzu.rzekł jeden. prawie starosta gada. a niejaki Duda. . O. . Z elfiej krainy widać lezą do nas. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. co lata i krowom mleko spija. po czym wstał i skinął na Jaskra.rzekł wreszcie. . Geralt wysłuchał spokojnie. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach. dobrze mówię.Tak.odezwał się Jaskier. . nazwał tegoż złodziejem i swołoczą. a w dzień płody spędza. Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów.Koniom grzywy plączą po stajniach! . Zliczyć trudno. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. . Ale są tu i inne żywiołaki. żołdak z miejscowej strażnicy. co przed chwilą słyszałem. .Całą drogę narzekałeś. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu.Aha .dodał drugi. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. tak. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. wtedy zobaczymy.

.Ha! Co? . Wyjechali za ostatnie płoty. Drogą. Może nie jest ich tyle co niegdyś.Przyznaję.. wytłumacz mi. nie było słowa prawdy. ja miałbym piękne tematy do ballad. Poeta milczał czas jakiś.powiedział nagle.Ciekawym. Jaskier. Istnieją. że w tym. Czemu więc przypisać. wierzą w to. to niemożliwe. o których mówili. Głęboko wierzyli we wszystko.Dlatego. że będziesz tu pracował do zimy. ale przecież są. I znam tę przyczynę. .Nie kłamali.Geralt odwrócił głowę . . . Oni nie kłamali. co wymienili. .wynika. podkasanym dziewojom.Zastanawiałem.Żaden ze stworów. .Nie. Ty zarobiłbyś trochę grosza. słynny poeto. musi tu być. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii.Co proszę? . Chociaż jedno! Przyznaj. a ja się na ludziach znam.Nietopyrze. Dlaczego więc. Jedno tu jest z pewnością. ..lubią wymyślać potwory i potworności.Geralt . . Bard przełożył nogę przez łęk siodła. . słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . Coś z tego. Co nie zmienia faktu. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie.Przecież potwory są. jedziemy dalej? .Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. .Żaden z tych potworów. ciągnęły wyładowane wozy. co oni mówili. że ludzie dodatkowo wymyślają takie. wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach.Nie .Dlaczego? .Żartujesz chyba! . może nie czają się za każdym drzewem w lesie. . nie istnieje. i to bez wytchnienia. od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym. .Nie zarobiłbym tu ani szeląga. szczególnie zawziętego na pęciny koni. .zgodził się wiedźmin. które nie istnieją? Mało tego.Ludzie . w przeciwnym kierunku. Żaden? To być nie może. Przyglądałem się tym ludziom. .

Pośrodku. Strach pomyśleć. . Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. okrągłe i regularne jak listek koniczyny.Ułóż.Jedziemy.zadrwił wiedźmin. Jechali wolno.Jaskier wstrzymał konia. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. tym bardziej wyostrza ci się dowcip. płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw. . oszukują. bezkształtną połacią boru. wesoło ciurkały wodą. . do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie. Ale nie licz na wielki poklask. czapli i perkozów. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. nie oglądając się. . sina linia gór wznoszących się nad czarną. . . Mnichy przy stawach. . przepusty wzmocnione kamieniami i balami.Ha .Ktoś jedzie za nami .Im bliżej krańca świata. rozejrzał się. . dogonił ich więc szybko. wcale nie przegniłe.warknął trubadur. a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy. W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. I łatwiej im żyć. -Na wozie? A ja myślałem.Wiesz. obłożone faszyną. co ci powiem? . lubią myśleć.Spójrz.Niesłychane . że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni.Na wozie! . . Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli.groble były zadbane. Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek.powiedział Jaskier po chwili milczenia. leją żonę lejcami. . Jaskier obejrzał się nagle. Horyzont wytyczała zamglona. Geralt. kradną.powiedział podniecony. niech mnie diabli. . Czyż tu nie pięknie? Idylla. cyranek. a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. morzą głodem babkę staruszkę. ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady. Gdy piją na umór. Jaskier.Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę.Zapamiętałem .

miłościwi! . żeście wiedźmin. nic nie mówiąc.spytał. zwany Pokrzywką.Słyszałem .rzekł wiedźmin. . Jaskier zaśmiał się. . Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale. usiadł na desce. biegły w obyczaju . Przecie i tak tamtędy wam droga.Na gościńcu źle się gada.mruknął wiedźmin.I my .oznajmił woźnica. nie chwostem obrócone. Pokrzywka cmoknął na konie.powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi.O interesach na gościńcu źle się gada. Geralt? .Przyglądałem się wam. do Dolnej Posady.ciągnął mężczyzna w kożuchu . . wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli. Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał. . Wygodniej będzie. bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak. porządnej roboty. Geralt puścił wodze.Święta prawda. Wiem.Skąd ta pewność? . . Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie. jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali.zaproponował chłop.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej. Geralt patrzył na chłopa bacznie. .Bogów chwalę. panie wiedźmin? . jak okiem sięgnąć. mości Pokrzywka. . . Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi. Chłop. Dalej.Co na to powiesz. Tam pogadamy.Stąd.Jeśli chcemy . ciągnęły się uprawne pola. . .Tppprrrr! .jak wam starosta bajędy prawili. chrząknął. Jaskier. . Po co rzyć na kulbace męczyć? . Wdrapali się na wóz. że tu nie masz innej drogi. a wasze konie w tamte stronę pyskiem. Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu.odrzekł Jaskier. W drogę tedy.Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . . .ich chwalimy. .Miałbym coś dla was. minęli pas skoszonych łąk. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy.Zwę się Pokrzywka .Nic . Jaskier zaśmiał się ponownie.. Jedźmy do mnie.

Ano. te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra.Po prawdzie. koniec cywilizacji .rzekł poeta.Dolina Kwiatów. Uczyć się trzeba. . czyli Dol Blathanna . To łubin. który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów .Lubinuście nie widzieli. . Dhun? Dhun.wtrącił Pokrzywka.A gorzałkę z czego się pędzi? .Nie mieszamy się jedni do drugich.. Brak fantazji.Co. . ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. mój drogi. Żyto jak złoto. . Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. . . panie. ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy. .Rzuć tylko okiem. . Rolnictwo karmi. jeśli pozwolicie. .Uważasz? Elfów wyżenąwszy. uczyć. gospodarze. II . Spójrz. aż miło.Dzięki stokrotne. można . Albo ta rzepa.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski.Znasz się na rolnictwie? .Wierzyć się nie chce. Oni sobie. starszy Dolnej Posady. Ucz się. . chroni od chłodu. skinął na dziewki. A teraz. czy jak? Ale w jednym utrafiliście. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. to jest wyka . poeci. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili.Dzięki za poczęstunek .W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się.zgodził się Pokrzywka. Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. ubiera. .Najlepsze wyjście . zobacz. te fioletowe kwiatki.powiedział Jaskier. . Geralt.Mało rozumiesz. musimy znać się na wszystkim .Rozumiem. . dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. przejdziemy do rzeczy. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie.Prawda. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą. że to kraniec świata.My.rzekł wyniośle Jaskier. pisząc. . jaka ogromniasta. A jak żyje się tu wam z elfami. . dobrze więc znać się na rolnictwie. Od rolnictwa zależy los świata.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. my sobie. .

Jaskier .parsknął Jaskier. Jaskier.Nie wtrącaj się. . z wielkim trudem. Aż po sam bór sięga. . wypisz wymaluj diaboł.Co jest na tym polu? .Jest tu takie jedno pole. że pomaga. Skąd się wziął? Ano znikąd. panie Dhun.Mówcie. Pokrzywka spojrzał na Dhuna. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza. po kolei odginając palce.Diabłów nie ma! . chmiel i len. panie. usiłując wyciągnąć muchę z piwa. Bywa nawet.A jaki ma być? Diaboł i tyle. powiadam wam.Po kolei.. odchrząknął. w czym się tu wam mogę przydać. tak.A wy mówcie dalej. jako żywo. trzask.Geralt. Po kolei.zarechotał Jaskier. W jaki to sposób . to jest tak . jak wygląda. . Diaboł.Co takiego? . jeśli łaska.rzekł Geralt.Jaki diaboł? .. grasuje tam diaboł. . .powiedział.nie wytrzymał poeta.. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania.Pomaga? . Starszy osady kiwnął' głową. Bęc. skąd się wziął. . . podrapał się za uchem. .Pole . gdy chciał. .Ano. Geralt kopnął pod stołem Jaskra. prask i patrzym: diaboł.Dobrze mówię.Diabeł? .Przecie mówię: diaboł.rzekł Geralt spokojnym głosem. .niewybrednymi żartami.Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. jak diaboł. . .Ano . który już szykował się do złośliwego komentarza. . Mówcie dalej. .Słucham tedy .Ano .Dhun uniósł głowę. potrafił być niesłychanie cierpliwy..To już wiem. .Nie wtrącaj się. .Co? .I co? . mądry z was człek.Przecie mówię. . Ano. . . Wygląda to on. mości Dhun. ostry żywiczny zapach docierał aż do izby. ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie. Kawał pola. Powiedzcie. patrząc w okno. Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem.kontynuował Dhun. -Ano. w czym wam przeszkadza. .

Dhun spojrzał na niego ponuro . . po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku.Rozumiem .pomaga wam ten. Skąd tyle miłosierdzia? . Jak to diaboł.A któżby . A i liszkę. .rzekł spokojnie wiedźmin .. .Niecodzienny warunek. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada.chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da. naprzykrza się. co to. co tu gadać . Jaskier znowu zarechotał.odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka. rzepy i buraków dogląda. Niszczy a psuje. . Co to. grozi. . . abyście diabła ubili.Nie Iza ubijać . z przeproszeniem. A to. co się w kapuście lęgnie. . Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie. chudobę i spyżę.Nie .bo w tej Dolinie. glebę wzrusza.Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej . Kradnie. sami rąk nie mamy? A to. ze szczętem uciekła i karpie posnęły. . kurwi syn. Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem. na grobli ryje. czy tak? Innymi słowy. panie. . w studnię napaskudzi. ile trza. woda z jednego stawu. ptaki płoszy. Pluć nam na jego pomoc. że wytrzymać ciężko.Ano. . jak powiadacie. że dupczył będzie. panie.Interesujące . . a złośliwe bydlę i w głowie ma. . co mu wieczorem do łba strzeli. nie chcecie go w okolicy? . niecodzienne. Ale zważcie. straszy. zjada.. nie? To zróbcie z tym diabłem porządek. Nic.powtórzył z naciskiem kmieć.A. Jaskier odwrócił się do okna. ino by żarł. panie wiedźmin.gotowiście mi zapłacić. z dymem puścił wszystko siano. .przerwał Geralt. nie chcemy.powiedział.Wyście są wiedźmin. Zapłacimy wam. Wiedźmin milczał.zmarszczył się Dhun.Wszelakoż . a to za dziewką goni. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki.Diaboł ..Więc jednak przeszkadza. to nie... nasrane tak.pokręcił głową Dhun.Rzekłbym. Psoci jeno. . sam słyszałem. pomaga tak: grunt użyźnia. We stogu lulkę palił. tłumiąc śmiech. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie.Co? . by pozbyć się tego diabła. ot co. To i macie robotę.Nie przeszkadza. z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej. krety tępi. nie diaboł. Nie wiedzieć rano..

. III . gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. po czym wstał.Nie Iza i już . Diaboł nocami hula po całej okolicy. Nie ma! Diabły nie istnieją. wyjrzał na podwórko. A o tym.wrzasnął poeta. wedle prawa gościny. wie przecież każdy. wyjąwszy widać ciemnych kmiotków.I wasza wola. ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach.Jaskier zerwał się z zydla. się przyjrzeć.uśmiechnął się Geralt.Przybijecie ugodę? . nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś.Najpierw chciałbym mu. Tam se go możecie oglądnąć. a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów.spytał Dhun. śpiewaku.Z czego to wnosisz? . .Wasze prawo . . albo wygońcie za siódmą górę. . . . Kmiecie popatrzyli po sobie.Głupi ten diabeł nie jest.Diabłów nie ma! . wiktu i opierunku? .Co tu jest do rozumienia? .Geralt .powiedział Pokrzywka. Albo wśród starych wierzb na bagnisku. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu. że właśnie diabły to wymysły. że mnie już trochę znasz. . Wygody ni jadła wam nie poskąpimy. Bywajcie. . A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was.zaciekawił się Jaskier.Z faktu.mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę.Ale ja.W takim razie nie rozumiem. wypoczywajcie jak długo wola. nie przestając się uśmiechać. Chcecie wypocząć.przerwał Pokrzywka.skrzywił się Geralt. . panie. do diabła! . Wiedźmin milczał. znając cię trochę. .Jedno jest pewne . definitywnie wybijając kota ze snu. Jaskier.Przestaję zgoła rozumieć.. Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. Nie minął dzień od chwili. temu waszemu diabłu. . Nie będziemy was naglić. .Wygląda na to.Złapcie go tylko. co nie istnieje. .Prawda . że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu. . . że to stworzenia mityczne.Rzeczywiście . na oddalających się od chaty kmieciów.

Chodzi o specjalne właściwości konopi. . Baba.Choć niewyrafinowane.. Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. . Jaskier odkaszlnął. Z nagonką.Jak chcesz. Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna.nadął się Jaskier. dla przykładu. jeśli zechciałbyś uczestniczyć. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną. Geralt. ale zabawna.. jak byś się do tego zabrał? . Kto wie. ów diabeł. . nieprzyzwoita. co to takiego jest. Na razie chcę się zorientować. Ani baba. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów.A po co? Też znam ballady o diabłach. Jaskier.Pomyszkuję trochę w konopiach. . Wypędziłbym diabła z chaszczy. poprawił spodnie. . Chciałem być pomocny. uważasz.Przestań gadać.Ciekawym .. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy. ..Hmm. że to nie przypadek. który. bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć. a w czystym polu dognałbym go konno. . wziął na arkan.Co chcesz zrobić? . .Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? .. nic więcej.Hej! .Nie wziąłeś miecza! . .. Ale na razie jeszcze nie polujemy. Jest ballada o parobku imieniem Yolop. Co o tym sądzisz? . widzisz te tyczki? To chmiel. .Daruj mi babę. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . .bard dopiero teraz zauważył.jak też się do tego zabierzesz. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady. spójrz. że jest tu bezpieczny.Jaskier rozejrzał się. Założę się. Dlatego muszę poszperać w konopiach.Wcale ciekawa koncepcja.Oryginalne . . . Czas zabrać się do roboty.. tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość. Zakładam. Łajdak wyczuwa aurę i wie. A tam.parsknął trubadur.Inteligentnie .powiedział. Była taka jedna. . o diable i babie.A ty. może i do zastosowania.Sprytnie. Zapracować na wikt i opierunek.

jak również inne. ziarenkami. Nie nachodzimy się zbytnio.zaprotestował poeta. . . czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie. .Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła.O. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. skoro tam jest ścieżka. Skorzystajmy z niej. W gęstwinie panowało ciężkie. Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu. wydeptaną w zielsku polanką. nierówną ścieżynką wśród konopi. zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. My tak mówimy we wspólnym. .I palą diabłu ogarek. Jaskier zamilkł. Co. "do diabła". na nim stało kilka glinianych miseczek. nierozpoznawalne pestki i nasionka..Ty nie musisz. . . gdy im się coś nie uda.Tak przypuszczałem . co za cholerny chlew. Pytałem.Jest ścieżka. . Jaskier. Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie. .Wiesz. Jaskier. Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. krocząc za wiedźminem wąską.Zawsze myślałem. Geralt . przekonać się. . .Składają mu ofiary. potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów. . a tuż za zakrętem kończyła się niedużą. Przestań pleść. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss".Faktycznie . gdy widzą nadjeżdżających gości. wilgotne. jak widzę. W samym centrum polanki leżał duży.Wiem. nie . jak go malują. Krasnoludy klną: "Duwel hoael". . Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu.rzekł poeta. płaski kamień. wskazując na świeczkę. Niziołki. wymyślona. "Diabli nadali". Ale karmią go. .Spójrz.. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą". Ścieżka zakręcała lekko.W samej rzeczy . "niech to diabli".. co znaczy. . Zaraza. duszne gorąco.mruknął. co to znaczy. czy rzeczywiście jest taki straszny.Tym lepiej. niby jakiegoś czyżyka. że "diabeł" to tylko taka metafora.paplał bard.A jeśli to diabla ścieżka? ..Geralt przysłonił oczy dłonią. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se". żeby było jak kląć..

syknął Geralt.Uk! Uk! Beeee! . Dolna część ciała stwora pokryta była długim.Uk! Uk! . Również usta. uk.Przestań.nie wytrzymał Jaskier. bo na rogi wezmę. czy było to potwierdzenie.zagulgotał wściekle stwór. -Czego tu? Precz. następna trafiła Jaskra w kolano. Stwór zabeczał.. Zachowaj dla siebie głupie żarty. ruchliwe. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. a kulki świszczały mu nad głową.Ani słowa. Dziwoląg wyposażony był też w długi. beeee! Nowi żartownisie przyszli.Psujesz wszystko.Jak najbardziej . beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką. Jaskier .Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. Geralt nie czekając skoczył za nim.Uk! Uk! Beeeeee! . możesz je zabrać.zabeczał koźloróg. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne.Zamilcz. .wrzasnął koźloróg. zamachnął się ponownie.ryknął donośnie koźloróg i podskoczył. koziołku? .kiwnął głową Jaskier. Trudno było ocenić. kozie rogi i brodę. zakończony pędzlastym kutasem ogon.. . wyłupiaste oczy.Katarynka i dzwoneczek są twoje. przywodziły na myśl żującą kozę. -Żarty. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki. uk. przy czym warga rozeszła się szeroko. . zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki. przebierając racicami. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. . . .Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . Koło ucha Geralta coś świsnęło. ukazując żółte końskie zęby. . do cholery . którym energicznie zamiatał. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać. Gdy będziesz szedł do domu. po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór.Blebleblebeeeeee! . beee. . precz. trzymając się za czoło. uk! . . W konopiach coś zaszuściło i zatupało. -Ja wam dam kulki! . podzielone i miękkie. uk! Żartów się wam zachciało. podskakując. .Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć.szczeknął potwór. .Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie.Żarty!!! . .warknął wiedźmin. uk. łajdako-wie wy.

teraz cierp. usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła.Miły jesteś..Mości Dhun. klucząc wśród gęstwiny. prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka.Nie prosiłem. jeśli łaska.No wiesz.Jakim sposobem? . Powiedzieliście. czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej.Prawiście. Zobacz. .Zanim wyruszyłem. Taka rogata pokraka z kozią brodą. że było inaczej. taki cap kosmaty.już dawniej objawiały się straszydła. A potem zapadła cisza. bo wstyd nas żarł. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka. .Tego się nie spodziewałem. że nie robiliście niczego. a zaraz potem świst kolejnej kulki. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język.. Wiedźmin. bo właśnie nadchodzą.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu. Czekam na wyjaśnienia. by poszedł sobie od nas precz. .rzekł wolno Dhun . Prosiłem natomiast. który trafił go w łopatkę.Pokazujesz mi go po raz szósty.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. A myślałem. Wybaczenia prosim. sprawić. . Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . . . Trzeba było przyznać.zaczął wiedźmin bez wstępów. IV . po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. pomiędzy konopie. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. Geralt .U nas w Dolinie . Osadnicy pomruczeli między sobą. . diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. że będę przy tobie bezpieczny! . pytałem. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. mości Pokrzywka . Mam powody przypuszczać. jakiego mam guza! . panie. Zełgaliśmy.. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. Geralt rzucił się w bok. Nie posłuchałeś. chwytając się za potylicę. byś łaził za mną w konopie. ale nie uniknął pocisku. A ja oberwałem w łeb. W milczeniu.

Geralt obrócił w dłoniach ciężkie.rzekł Geralt zimno. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady. Na wszystkich bogów. Dziewczyna wciąż stała przed nim. z podkową ciągle przyłożoną do czoła. a jeżeli już. mówię.ciągnął Dhun . zaglądając mu przez ramię. Ciekawe ryciny i iluminacje. Była starsza. . upiry. Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę. zapewne jej rówieśniczek. Księgę. . wijuny ziemne. skąd to macie.Pierwsze Kuny .Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu.zmyliła go jej filigranowa postać. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? .Czytać? .W jakiej księdze? . czary i cudactwa. . żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. niż początkowo przypuszczał . . Geralt.ocenił bard. A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali. . pająki ogromniaste i żmije różne. grube.Smoki latające. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . Nieczęsto widzi się coś takiego. burdałaki.którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. rzeknij babce. włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić. jakie na świecie były są albo będą. ale tak wówczas mówiono.W księdze tej . .Ja? Nie.Pokażcie księgę. Jaskier. obrosłe tłustym kurzem tomisko. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. nie po wsiach na krańcu świata.starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła.Rzuć na to okiem.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. są sposoby na wszystkie potwory. złociutki. Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha. . by pień! Lilie. Tej sztuki nie posiadła żem. to w bibliotekach świątynnych. Zabawna składnia.Objaśnijcie mi . mnąc dłońmi fartuszek. babko. .jakim sposobem korzystacie z księgi. nie umiejąc czytać runów? .

wyrecytowała. A dziewki przed nim kryć. zaiste . Baczyć aby trzeba. . . . wżdy trzeba. babciu. mówcie. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi.Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. ..Dobrze. . bo od tego oparszywieć można. .Całą nie...Eee.A tu? . . nie . po czym zamknęła oczy.Wystarczy . weźmij nóż żelazny. .. Chceszli urodzaj od nich uchronić. Dziękuję. łajna mysiego łuty trzy. gdy już jej pora do ziemi.wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. .. przyjrzała się rycinie.Wiedźmak .Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie. Bardzo dobrze.zamamlała babka.babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? . babka najlepiej wie. .. gdzieżby tam . Wzywać go niebezpiecznie barzo.Stara wiedźma i młoda wiedźma . Co tu jest napisane? Babka zamlaskała. w lewej wór pieniędzy. brawo.Przez niektórych wiedźminem zwany.mruknął Geralt. Ale póki co. Hmm. czapli siwej smalcu.zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem. Rogi ma i bodzie niemi. co podle obrazka stoi. Te deszcz leją. Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją..A tego. Baczyć aby trzeba. Sami baczycie. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun.Wystarczy. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry.Aha ... . . z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami. ..powiedział Geralt z niedowierzaniem . .Dość.Nie. bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką.. Pochwalcie się zatem. nowy.Najstarsza babka zawżdy wie. W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz. wiedźmak uradzi.Pochmurniki a płanetniki rozmaite są. uczy jaką młodą.Geralt otworzył księgę na chybił trafił. że naszej babce już pora.Tur rogaty albo taurus .mruknął Jaskier. . babciu.pośrednictwem Lilie jeno to.. . coby wiedźmaka nie dotykać.odrzekła babka. tamte wiater sieją. owamte pioruny miotają. znowu za .. co wie. . babciu.Jeśli dobrze rozumiem .

.A żeby was pokręciło.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak.. . na rycinie figurował miotacz kulek. Dalej. A zechce diaboł twarogu.No. bom ciekaw. takoż miodu zapragnie. Geralt ..Cicho . smaczne li. rogaty. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie.chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy .A żeby was cholera . . ale pozór daj. .. Wraz diaboł. dał on nam .zaśmiał się poeta. . .zamruczał Jaskier.. . babciu.To były czasy .mamrotała babka.... mrużąc oczy ... . Posłyszysz niebawem. któ-ren łakomy jest. przybieży i spyta.. baczywszy. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. babko. jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy. wodząc palcem po pergaminie..Zgadza się. . . . panie.Aby do kulek. . . jakiego to sposobu na niego użyliście. przewróciła kilka stronic. a sam twaróg jedz. dziegciu drugą.Uważaj.zębów nadłamawszy.Dziękuję. Chceszli go z Opola wygonić. A jeść pocznij orzechy. daj onemu mydła. wypisz wymaluj . Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony.przerwał Geralt z kamienną twarzą. Tym razem więcej rad bym usłyszeć.No. Za kotołaka: srebrne grosze dwa.Weźmij orzechów jedną przygarść . A teraz pokażcie nam.Takoż zwany rokita albo silvan. jakoby to nic.zachichotał Jaskier..Zaczynasz wpadać w ten żargon. . Babka.Doszliście do mydła? . Po mydle zasię diar boł nie zdzierży.Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą. odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki.mruknął wiedźmin.. W samej rzeczy. . To zaraźliwa maniera.Diaboł . jak wydało się Geraltowi. włochaty. Mydła szarego faskę..mruknął Jaskier.A gdzie tam . diaboł. . twarogu drugą.rzekł Geralt.ciągnęła babka.stęknął Pokrzywka. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. Miodu łagiewkę. a Lilie. ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. pójdź nocną porą. Wonczas daj onemu kulki żelazne.. no . z trudem opanowując drżenie ręki.. tako uczyń. .wyrecytowała babka. Kędy diaboł siedzi. Och. Daj onemu dziegciu. Za wąpierza: srebrne grosze cztery. . jak miód jesz. .

spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny. . Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. . Nie odpowie wam.Zadałem ci pytanie.warknął Dhun. Mnie uprzedziliście.. dziewko .. Przecież widać. .Nie zrozumieliście mnie . durni wy! . .bobu.Lilie.Uważaj . Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli. Nie bój się. .Wpadasz w żargon.Dziękuję.. Lilie? Dhun wstał z ławy.Bom się i nie starał .Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? .Kto to jest. dziewczyno.uśmiechnął się wiedźmin. Geralt raptownie uniósł głowę.rzekł wiedźmin zimno. wpełzający na kark. Dziwna jest. Poczuł dreszcz biegnący po plecach. . . . Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. . Ona. żeby jeno przygarść.warknął.dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze. mości Dhun? . gdy kulkę ugryznął. panie . To zaraźliwe.Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro.odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. bym go nie próbował zabić.A kto wam kazał . gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony.Wyjdź.Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? .. Lilie nie odpowiedziała. . a Lilie nadal nie spuszczała wzroku. u siebie stosy podpalajcie.Dhun spojrzał na niego.Zabierz babkę i wyjdź stąd. od rozmowy ze mną nie parszywieje się. że to typowy roślinożerca. nie przymuszajcie jej. .Nie pytajcie jej o nic. Lilie nie spuściła wzroku. . .. . Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś. Głową niemal sięgał powały.rozsierdził się Jaskier ..uniósł głos.Nie wasza rzecz . .podjął wiedźmin.Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie. prawda. U nas tego nie było i nie będzie. . A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli.

który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to. . spuścił głowę. Albo nie wolno wam.. Ale. mości Dhun. Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi. .Nie trza kręcić .powiedział. że kupiliście sobie wiedźmina. jakie się tu zbiory udają. Powiemy wam. Albo nie chcecie.lo też .Co to ma wspólnego z diabłem? . o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać.Panie wiedźmin . Takie się tu nieraz uhoduje. też nie siląc się na serdeczność.Zauważyłem to . panie. potem nagle wyprostował się. szurając łapciami po klepisku. Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco.Jakeśmy tu jechali .Ma. i sprzedajem.. "uk-uk" wołał. Dhun milczał. .odezwał się nagle Dhun. Pokrzywka zachrząkał.wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem. Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę.dupczył będzie . . nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego. że. co i jak. Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. . to on wściekł się. . nażre się i da pokój.baczyliście.. Nie macie podstaw do mniemania. . my i daninę tym płacim. .. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych. Nie przy waszej niechęci do rozumienia. Pokrzywka.. . ryczał. Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę.przytaknął Pokrzywka.Nie sierdźcie się. Groził. . Otóż nie. Kmieć chrząknął. Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem. a kiedy on "uk-uk".. to zażądał daniny.zaczął Pokrzywka .. Nic z tego: kradł dalej. Długo by gadać.. usiadł.wycedził Geralt. beczał.. myślelim. mości Dhun. Gadaj wszystko. powiercił się na ławie.Źleśmy wiedźmina ocenili. nie mógł kraść.A i o czerwonym kurze napomknął. czego wy zrobić nie umiecie. . i mieniamy się.. Nadal nie wiąże nas żadna umowa. aż trzeszczało. jak tu wszystko rośnie. żeby wam się to udało.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. tedy lepiej nogi za pas.

nająć.rzekł poważnie Geralt. albo. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. My się słuchamy. ale próbujecie zgadywać jej życzenia.Zauważyłem .Wiem. Babka tylko to gada.. Gdyby tak do włodarza doszło. Ale nie mówcie o tym nikomu. . bo babka.Nie obawiajcie się . nie ulegało wątpliwości .Kazała zrobić tak. . nie dajcie bogowie. a nawet o migracjach całych wsi. No. .. Jak wiecie..Babka zabroniła diabła bić ... A my. panie wiedźmin.. -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst. Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . jak dowodziło doświadczenie. że to Lilie. Wiecie sami. zaprzestaniu siewu lub zbioru. znaczy. A jej życzenia to dla was rozkazy. co jej Lilie każe.aleć przecie wiemy. . A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini. ze Mądre miały słuszność. panie. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre. do namiestnika. w każdej nieledwie sprawie. z otwartymi gębami. czy można was-.na dłuższą metę zawsze okazywało się. bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów. Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. gębę by rozwarł. Pytalim Lilie..o wybijaniu całych stad zarodowych.I co? . Mądra. Bo jedno. w czym rzecz. Były już kłopoty z włodarzem. Władcy tępili więc "zabobon".. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek. krzyczał. jak księga każe. często nie przebierając w środkach. Ale słuchać ich rad nie przestali. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. . pomstował. nie wyszło. Wierzyli im ślepo i bezgranicznie. unikacie jej oczu. i nie zdradzę was.. Wieszczka.Geralt skrzywił usta w uśmiechu. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta. ta wasza Lilie? .ciągnął Pokrzywka. I wtedy wyście się napatoczyli.Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić ..Przecie odgadliście. nazywane wieszczkami lub Mądrymi. którego sama me rozumie.powiedział szybko Pokrzywka .. Kto to jest. Prosimy was. .

.Za wiele widziałem.Oczywiście . . Toż samo było u nas z dzikami. do świetlicy nie weszłaby za nic. Skąd ona wzięła się u was? . Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce.Utrafiliście .Hm. Nie zabiję go. .Nie powiedziała do mnie ani słowa. wasz diabeł to silvan. panie . Czego oczy nie widzą.wtrącił Jaskier. taką. to teraz właśnie nasza babka.Nie śmieję się . . . I uznała was. jak to pamiętają starsi. .Ale z babką..Rzekła przez babkę. która zamiast wieszczyć...To ciekawe. Sposób się znalazł. Pojmujecie? . że wpierw musi na was spojrzeć.Nie wiemy. . a czego nie.rzekł Pokrzywka .zastanowił się Geralt. prócz babki. Niezwykle rzadkie. A ta dziewka. A taki druid.A jakże. to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. tego sercu nie żal. .. gdy giez ssie z niego krew. panie wiedźmin . by śmieszyły mnie takie rzeczy. mości Dhun. co warzywniki ryły. . ze taki związek istnieje.Wiecie. Ale gdyby was nie uznała.mruknął Dhun.Do nikogo. .. Wieszczka. . -Utrafiliście w sedno. umiemy poznać. milczy.uśmiechnął się lekko Pokrzywka. Sami już chyba zrozumieliście. co się zjawiła nie wiedzieć skąd. . że babka się odradza tym sposobem.I spojrzała. Lilie nawet nie wie jaki. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną. wiemy to. to mu jeszcze życzy smacznego. Dziad mój mawiali. Lilie niczego nie pozwala krzywdzić. I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie. Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. . mój kodeks tego zabrania. Lilie czy nie.Pojmuję . Żadnego stworu.mruknął Geralt. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. . ale rozumne stworzenie.pokręcił głową Geralt. . Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy.Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. .to nie tylko o diaboła idzie. takoż było. nigdy słowa nie powiedziała. Nie śmiejcie się.Spojrzała. Ale nic z tego. co Lilie uznaje.

toście się cholernie pomylili. do czego zmierzam? . .Hej! . czy jak? Myślisz...Tu cię boli . Zrobicie to? . szczerząc zęby.Ale co? . .Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest. .Spróbuję . jest przestarzała. że jesteś lepszy.to przemówcie mu do rozumu. . przezornie ukryty. .. człowieku.powtórzył wiedźmin. mości Pokrzywka. czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem.Jeśli on rozumny . Otóż.burknął Dhun . . V . stąd do starej wierzby na grobli. ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. dowiedzcie się. o co jemu chodzi.odezwał się Dhun . . . wżdy nie tyle.Sam jesteś diabeł .Wasza księga.zabeczał diabeł. Chcesz ze mną wygrać.Zgadza się . że nie wiem. Wygrywa lepszy. byś mnie stąd wyrzucił.zdecydował się Geralt.przyznał Geralt obojętnie. . co? . panie wiedźmin.Pogadać. gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek.Ale. .koźloróg wystawił głowę z konopi. Zamiast dogadywania się.Kpisz. to współzawodnictwo. co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery. zawody.I o tym właśnie chciałem pogawędzić.to nie bardzo. . udowodnij. Zwycięzca podyktuje warunki.W samej rzeczy . drodzy moi.Wytłumaczę wam.Pokaz no się. rokita.Więc jak? Diabeł? . A nuż się dogadamy? . że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak.podchwycił Pokrzywka. Czego chcesz? . beee! Życie.Sam jesteś rokita. Proponuję wyścig.Chciałbyś wykpić się tanim kosztem. jeśli liczyliście. To wy. Rozumiecie. Przecież on tego ziarna nie żre. mości Dhun. znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. . .Tak po prawdzie .Jeśli diaboł ma rozum. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni.

... Nigdzie się nie wyniosę. a ja się wynoszę. . jeśli ją odgadniesz.. Gorąco dzisiaj.Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. Zaraz zadam ci zagadkę.Pojęcia nie mam . co to jest? Zgadnij. ale nie lubię przegrywać. . Nie.Mam inną propozycję. .. . Przesadziłeś z żartami. Wytęż pomyślunek. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze. nie będziemy się ścigać.Wyniesiesz się stąd bez zawodów. Mnie się tu podoba.Może pnący groszek? . Jeśli ci się nie uda.No. boby zaraz zjadł. nawet nie usiłując się zastanawiać. Nie pokazuj kotu.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy.Nie wiem. pełniutkie strączeczki.Zamieniam się w słuch.Nie wyniosę się stąd. . .Źle. Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki. Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. .Gdybyś wiedział. ja zostaję. Sam. Zamknij oczy.Dliweisheyss ci do moich żartów.przyznał obojętnie wiedźmin. . nakrapiane strączeczki? . .Zauważyłem. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat. jeśli nie lubisz gier siłowych. bo zagadka nie jest łatwa.Szkoda. Zanim Geralt zdążył zaprotestować. gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień. wygrałeś.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss. . smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki. wyścigów i hukania.Ale za bardzo tu narozrabiałeś. potupał racicami. diabeł zabeczał. . hm. znał również krasnoludzki. jak się okazało. bez przymusu.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. Przegrałeś. . a ty się wynosisz. tobym nie proponował wyścigu. . . . .Silvan. Lubię zawody..

.Nie . Spróbował ucapić wierzgającą racicę. aroganckiego bęcwała. Koźloróg zatrzepotał.Uprzedzałem . Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy.wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni.Słuchaj . nie znaną ci grę. Wiedźmin zaklął czując. nie puszczając jednak diablich rogów. Wiedźmin odruchowo cofnął się. jak noga diabła wymyka mu się z palców. Trudno. Masz mnie za głupka? . ale nie zdołał. Silvan zabeczał i wierzgnął. prosto w czoło. . i to w taki sposób. bo diabeł.Mam cię za złośliwego."Nie rób drugiemu. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .warknął Geralt. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. potoczyli się w różne strony. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem.że zagadka nie jest łatwa. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i .zaprotestował diabeł.zarechotał diabeł .Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć.Kapusta. zostaję. ale nie zwolnił chwytu. Zaraz zabawimy się w całkiem nową.rzekł wiedźmin wolno . Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę.Nie . zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem. . kopał z siłą złośliwego muła. calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. szarpnął mocno. co tobie niemiło". Nie musisz zamykać oczu. . Geralt zaklął brzydko. Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku.Ha! Więc jednak! Co to za gra? . Wygrałem.obydwoma trafił. Silvan. . Żegnam pana ozięble.Zaczynasz działać mi na nerwy. Poderwał diabła z ziemi. . mimo nikczemnej postury. Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował. A ty odchodzisz. Obaj. rozłączywszy się. .co dziwniejsze . Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.Gra nazywa się .A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? . wiedźmin ukrył głowę za ramieniem.pokręcił głową Geralt. chwycił stwora za róg. próbując miotać głową. . opuszczając rogaty łeb. ale i tak zadzwoniło mu w uszach.Jeszcze chwila . .

. przygwoździł do ziemi.Bleblebleeeeee!!! . scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko... Przedarli się przez konopie. że leży twarzą do ziemi. Leżał na leśnej ściółce. . wpadli w chmiel.. to wyłącznie z faktu. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. wył i pluł zaciekle. . rzucił się w pościg.diabeł bulgotał. wzbijające chmury kurzu i zielska. drące ziemię.wydyszał wiedźmin . ze nikt go nie widzi.W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. zorientował się. Pomimo to zdołał odturlać się w bok. a w następnej chwili został najechany.Trzy worki kukurydzy . Jaskier! Tutaj! . Słyszał głosy. Geralt. unikając kopyt. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha. Geralt. że jest związany.. . o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. którego oczekiwał. dysząc i ocierając twarz. Uniósł lekko głowę. A potem nagle ktoś zwalił się na niego.co tobie niemiło! Gramy dalej? . Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony. Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. Gdy chciał się poruszyć. Odgłos. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. Widział je zza pierzastych paproci.Nie rób drugiemu. w gąszcz konopi. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami. VI Na ustach miał piasek. zorientował się. .usłyszał. Gdy chciał go wypluć.kopnął w kosmate kolano. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. Bardzo dobrze. niedokładnie.wrzasnął. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. . A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. Zerwał się zwinnie. za chmielowe tyki. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. . . zauważalnie kusztykając. I ciemność.Tutaj. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec. wymianie obelg i kopniaków. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. ponownie obalając. Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie.Dobrze. tuż obok pnia sosny. Torque.

.Dowiedz się wreszcie. . błyszczące oczy. . Niby fasola. Na środku polany stał diabeł. Sposób obróbki jest. dość skomplikowany. wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem. . W czynności tej pomagał mu szczupły. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. Oni z tego robią olej. I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak. Geralt miał dość. Na skraju polany siedziało . .Byle się tylko przyjął ten twój len. Zaklął. . Len. Dostarczę wam.Tu z tym nie ma problemu.A to? Co to jest? . nie bój się. posługiwali się Starszą Mową.Siemię lniane. językiem elfów. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. Miał ostre rysy twarzy i wielkie. co i jak. .Ocknąłeś się? . Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. Co z nami.. Był zajęty ładowaniem na konie worków.spytał ten nazywany Galarrem. kimkolwiek był.. Torque. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne.odszepnął.Spójrz na to Galarr. ale wybadam. Elfem z gór. saków i juków. . przedstawicielem Starszego Ludu. Jaskier tylko stęknął z cicha.Postaraj się o nowe sadzonki rzepy.. Czystej krwi Aen Sei-dhe.Geralt.I jeszcze jedno .powiedział bekliwy głos.powiedział Galarr. odwrócił się. Ten. na czym polega ta ich trójpolówka.Spisałeś się.usłyszał szept. Galarr był elfem. "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym. Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku. . Nie. I szpiczaste zakończone uszy. . tu wszystko rośnie jak cholera.Jaskier. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana.beknął diabeł.. to nie był sen. jak to już wiedział. nadal posługując się cudacznym volapukiem. usłyszawszy ruch wiedźmina.To jeszcze nie wszystko . .. jak mi się zdaje. dźwięczne imię Torque. wyprężył się i przewrócił na bok.Nie ma strachu .. . . Diabeł i Galarr.Gdzie my. Ale słowa kukurydza".. . . Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy. ale zupełnie biała. . noszący. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr.

wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . sprawdzał węzły. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte. Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia.Que l'en pavienn. by go zakneblować.Zobaczymy.spytała.Ten pavienn. Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań. . . przygniótłszy go do ziemi kolanem.Jeszcze jeden powód. Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy. zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi. Geralt usłyszał odgłos uderzenia. Miała długie rzęsy.NelFea . wskazując jeńców ruchem głowy. . .Nie. . Toruviel.. .Ale trzeba sprawdzić.No. małpoludzie .Słyszałeś. . zebrani dookoła rozwiązanego worka. drugi brzdąkał na lutni trubadura.. . . Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . Elfka pochyliła się nad Geraltem.ich jeszcze sześciu. . podczas gdy któryś z elfów.Yanadain. tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. Toruviel . . wykręcił głowę. Pozostali. powiedz coś jeszcze. który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy.elfka obróciła się w stronę towarzysza. . . Obrócił się.Słyszałeś? . . ell'ea? . czy nie rozluźnili pęt. potrzebujesz pretekstu . Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra. poe.Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły. wysokiego Seidhe.Nie. nie zapomniałem.Czego chcecie od nas? . . Aen Seidhe. .jęknął trubadur.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał.syknęła.Cóż to.zaprzeczył.Que glosse? . Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami.powiedział Galarr. spękane wargi. Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. bujnie opadające na ramiona.

każ jej przestać! . Toruviel! . że to również ja z tobą skończę. a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła .zabeczał diabeł. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo. ze to lubisz. Ale możesz być pewien. Ulżyj sobie.Trafiam.wykrzywił się.warknęła. Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni.Człowiek. że aż zęby mu zadzwoniły. Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny. . .syknęła.rozdarł się nerwowo Jaskier.wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze.Zwariowałaś? Galarr.Dlaczego znęcasz się nad nim. . szamocząc i ciskając w powrozach. Aen Seidhe. .Thaesse! . w co zechcę. Elfka wyprostowała się. wypluł piasek .ciągnęła elfka. gdy miałeś wolne ręce powiedziała. patrząc w oczy. gdy czas przyjdzie. .Na tobie już sobie ulżyłam. Wiedz.Zrobisz. . Zastrzelę cię z łuku. .Ogromnie śmierdzisz. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. Postaram się.Powinnam . głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. pochyliła się. byś czuł. przecież widziałem. . . ale tak. . i to wówczas. że umierasz. . Ani od drugiej. jedna pękła z przeciągłym jękiem.Nie podchodź tak blisko .Dość tego! Dość. szlachetna Aen Seidhe.To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie. .plecy. człowieku. udając wstręt. błysnęła zębami. .Twoja wola . Elfka stanęła nad nim w rozkroku.Zostaw go. Geralt skurczył się i zwinął widząc.Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. co zechcesz. Elfka odskoczyła.Muzyk! . .by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. dostał w biodro. Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić. Udało mu się. Nie odpowiedział. na bogów! . .wiedźmin wzruszył ramionami. że nie zginiesz od pierwszej strzały. . na ile pozwalały mu na to pęta.Ale ogromnie śmierdzisz.

wlokąc za ubranie i włosy. Któryś uderzył go. wargi mu zadrżały. nie na lutni. chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. jak Toruviel zrywa się na klęczki. odrzucił głowę w tył tak. dzikusie. ale nagle załkała. uchwycił się strzemienia i zasypał . Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki.Quess aen? Caelm. Koń. . przygniótł sobą elfkę.Voe'rle. Torque. pochylając się. jedwabistą jak włosy kobiety. Brutalnie ściągnęli go z niej. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba. miękką. ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. Uśmiechał się. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. pobekując. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim. Geralt.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny.Na krowim rogu ci grać. zgarbiła się. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. unieśli.Nie! . Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. Poeta zbladł śmiertelnie. był śnieżnobiały. Dostrzegł. zwaliła się na niego. . Geralt widział go już na czerwono. Toruviel straciła równowagę. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. -Brudny małpoludzie! Chcesz. grzywę miał długą. las przed oczyma zatańczył i popłynął. unosząc ostrze. evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. Vanadain .Co się tak gapisz? . który wjechał na polankę.zabeczał Torque. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. . dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. zachłysnęła się. . Wiedźmin wyprężył się. dopadł konia.rozległ się nagle dźwięczny głos. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel. poderwał nagłym rzutem.Nie zabijaj! Nie! . Toruviel zawyła. . poczuł.syknęła elfka.

.Nie chciałem. .. . Co jeszcze.zabeczał diabeł. zwłaszcza zimą. Ale. podszedł bliżej. człowieku. .powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym. diable? .Toruviel zaczęła .Kąsasz nawet związany .powiedział diabeł.Zabiją nas? O co tu chodzi. . jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu. ze oni się pojawią akurat wtedy.białowłosego elfa potokiem wymowy. .. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie. a twego druha wzięli na powróz. prosiłem. Nie wiedziałem. związanego. Jego czarne. zeskoczył z siodła. Oni głodują w górach.. Seidhe przerwał mu władczym gestem. .Nie mogli zostawić świadków . poruszając miękkim nosem.Co ja im zrobiłem złego? . Geralt słyszał. gdy my..Jak bazyliszek. . . przykrępowali pasami do pnia. palące oczy. .. były sino podkrążone. czego potrzebują. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel. człowieku..Chyba nas nie zabiją? .mruknął wiedźmin. zasłaniając ją.Co się da .Chyba nas nie. szamocząc się w ich rękach. sadzonki. Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel. Toruviel jęknęła rozdzierająco..zajęczał znowu poeta.. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę. jakby rozum straciła. . .. Geralt? Świadkami czego byliśmy? .Nie chciałem tego . Seidhe pokręcił głową. nadal stojący obok nich. której oni nie potrzebują. Oni nie mają na to czasu.jęknął Jaskier.Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę..Wszystko. A pokaż mi taką rzecz.Cholera .beknął Torque. by was porzucili tam. Wyciągnę z tego wnioski. Torque milczał. . Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier. Gdy ciebie ogłuszyli. jak w pewnej chwili krzyknęła. w chmielu. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy. wiedzę rolniczą. Zanim udomowią zwierzynę czy drób.Gówno mnie obchodzi ich czas. Prawda.. A o rolnictwie nie mają pojęcia.Kopała go. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona.. odwrócił się w stronę wiedźmina. .

Świat jest wielki . wygnany i wyszczuty na kraniec świata. Ale wyście zmienili ten świat. człowieku o dziwnych oczach. Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież.. . wreszcie odrzucił go w krzaki. silvana Torque. jestem Filavandrel z Krańca Świata.wpadłbym do doliny nocą. Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. . urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela.To prawda. Dziecinnie łatwe. bawiąc się rękawicami z miękkiej. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. choćby tylko kształtem uszu . . nienawidzicie wszystkiego.On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy. co wpadło wam w ręce. postępowaliście z nim tak.Możemy się pomieścić.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie. Uległ wam. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. wyparliście w dzikie góry. Geralt nie odpowiedział. oni nawet nie wystawiają straży. Nie widzą i nie słyszą nas.To wy.Eeee. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. . Zabawiliśmy się trochę. coś łatwiejszego niż szybka. na kim się mści. . wypędziliście nas z naszych domów. jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin. że świat zaczął się do was dopasowywać. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań. To ty.mruknął wiedźmin. Obecnie. gdy chodzą do lasu.beknął diabeł. Początkowo zmienialiście go siłą. człowieku.powiedział.Jakie tam polowanie. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. zbliżywszy się bezszelestnie . Zajęliście naszą Dol Blat-hanna. .Pomyśl dobrze . Jest dość miejsca. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść.Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty . co różni się od was.Jest mu bez różnicy.powiedział białowłosy elf. jak ze wszystkim. Czy może być coś prostszego. .. Jaskier. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument. . Dolinę Kwiatów. Ugiął się przed wami. ludzie. nie zwracając na koźloroga uwagi. która nas skopała.. białej skóry . .powtórzył elf. przesada .ciągnął spokojnie elf.Świat jest wielki . z rodu Feleaomów z Białych Okrętów. Teraz wygląda na to. . .

elfie.Niech was diabli. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć. To.Jakoś sobie radzę. . grozi nam zagłada. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. trzeba się tego nauczyć. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. razem z waszą arogancją i pogardą.Z wami? Nigdy. ze słońce świeci inaczej. .Torque powiedział prawdę . dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. co niegdyś jedliśmy. Współżyć. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. nic nie da porywanie się na nie z motyką. Filavandrel pochylił się mocno do przodu. to wasza jedyna szansa. . Geralt zmarszczył twarz. Nas obdarowywała. ułożyć się. można je kupić. ze pycha i duma.Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów.Tego właśnie pragniecie. głodujemy. od których przecież różnisz się nieco? . Dla nas ziemia rodziła i kwitła.Radzę sobie . choć jest obroną przed innością. bo zrozumiałem. prawda? . motykami i radiami. . nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. a nie ja jestem osią tych zmian. ale wciąż spokojnym głosem. skazujecie się sami na zagładę. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności. ludzi.ciągnął Filavandrel. którą była. Bo innego wyjścia nie mam. Trzeba akceptować fakty. marnieje. -Tak.spytał zmienionym. bo coś się zmienia. ile będziecie potrzebowali. ginie. Słońce świeci inaczej. Cóż.Filavandrel starł nadgarstkiem pot. Bo muszę. woda nie jest już tą wodą. . . Ale my chcemy przetrwać. oczy mu rozbłysły. Możecie handlować.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie.Zamiast kraść ziarno. . Tak. żadna miłość nie trwa wiecznie. Tyle. krusząc zaschniętą na policzku krew. Nie chcąc współżyć. . bo kochała nas.. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. jest obroną żałosną. karłowacieje. powietrze jest inne. Bo zrozumiałem. Warn ziemia płaci krwawy haracz.Współżyć na waszych warunkach? . co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku. czego używaliśmy.

gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha. dla kogo to robi. Jesteś rozgoryczony. Dalej. I jakiego rodzaju współżycie przynosi. jak ci ulży. Jesteś żałosny.który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. . czyją forpocztę stanowią wasi kupcy. Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. nie błagaj go. że oto nadszedł wasz czas.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier.. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami. Filavandrel. a nikt nie ma prawa podejrzewać.To chcecie narzucić innym? Przekonanie. Jaskier.Rzeczywiście. . Jeśli zechcesz. co jej zaaplikowałem. powinno pomóc.przerwał mu Geralt. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu. jak ta twoja Toruviel. ale musimy was zabić.To. Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. to rozwiązanie czysto praktyczne.Filavandrel wstał. . To bezcelowe i pożałowania godne. Zemścij się na całej ludzkiej rasie. pchnij mnie mieczem. W każdej formie. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy. ta rozmowa nie ma sensu . elfie rzekł wiedźmin.Przykro mi. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę. . . Pomyśl o tym.Geralt splunął przez ramię. Kto za nimi przychodzi. . Filavandrel odwrócił głowę. .Znam tę chorobę i jej objawy . którzy dadzą za nas okup. a na handel i wymianę nie damy się nabrać. wasza. .Elfie . Ludzi. by nie wiedzieć. Nie stać nas na wojnę z wami. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. ludzka era i epoka.Mam przyjaciół. co robicie innym rasom. . z trudem panując nad głosem. z równym skupieniem słuchałbym wszy.Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. .powiedział.Toruviel jest chora .Nic ich już nie uratuje . .Nie płaszcz się przed nim. Nie jesteśmy aż tak naiwni. .. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują. ludzie. także w formie żywności. ze to. Zobaczysz. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności.Dziwi mnie. które głosisz? Dlaczego wy. . spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić.

. że było mi cię żal. poprowadzą w doliny tych. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie. że miałem rację. . Z rozsądku. O mnie nikt się nie upomni. ale jego będą chcieli pomścić. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna. na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. . w walce. długowieczny Aen Seidhe. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią. Zobaczysz. sukinsynu. kto miał rację . . z tą odrobiną. przypomnisz sobie mnie.Jesteście żałośnie śmieszni. Bo ty przecież wiesz. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki. Wtedy. coraz mniej liczni. Filavandrel. I zrozumiesz.Marnie oceniasz mój rozsądek . wy. coraz bardziej zgorzkniali. Umrzesz za chwilę. . dzięki której chcecie przetrwać. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. Wiesz. Ty takiej szansy mieć nie będziesz.Nie.rzekł cicho elf.Wyjaśnij. kto żyje tak krótko .wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci. . . Filavandrel. bo obiecuję ci. Przypomnisz sobie. z garstką ziarna.powiedział z ociąganiem elf.uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel .wybuchnął Jaskier. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. pragnąc umierać godnie. nie z patetycznego miłosierdzia. a nie na barłogach.I tu tkwi przewaga długowieczności. Filozofia w sam raz dla wszy. że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny. w arogancko wybranej izolacji. Elf uniósł brwi. I z tą waszą misją.Możesz być pewien! .Jak na kogoś. w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. . dlaczego. będziecie żyli długo. . .Oszczędź chociaż jego .Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. Ja mam szansę się o tym przekonać. bardzo długo. człowieku. co się wówczas stanie..Czas pokaże. takie jak Toruviel. jałowe i chore. blady jak śmierć.Możesz być pewien. Zabij mnie też. na które powalą was anemia. przekwitłe. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach. że to już koniec.Jeśli on przeżyje dzięki tobie. gruźlica i szkorbut. .Raz matka rodziła i raz się umiera . . z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach. Ale jesteście długowieczni.powiedział spokojnie wiedźmin. nic was już nie uratuje. coraz słabsi. I ty wiesz.

wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. Zrobiły to szybko.To.Nie obchodzi mnie. co możesz..Idź sobie. Widziałeś. . na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami. to konieczność. jak zauważył wiedźmin. . .Raz matka rodziła i raz się umiera . Koźloróg potrząsnął uszami.Nie mogę. Bez łuku..Zawiązać wam oczy? . . Toruviel. zabeczał jeszcze głośniej.Duweisheyss. .A d'yeabl aep arse .choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! . podbiegając i zasłaniając sobą skazańców.Torque .dokończył Jaskier.. wciąż jeszcze żuł rzepę.wiedźmin odwrócił głowę. związany? Nie mogę ryzykować. ludzie dowiedzą się o tobie. co robisz.Odejdź na bok. . z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory. uk! .Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry. dopóki nie skończymy tu.. . stanęła obok łuczników. przetrzymać gdzieś w jaskiniach.Odejdź .Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry. przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . bo was na rogi wezmę. .Jeżeli zostawimy ich przy życiu.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je. Torque.To przesądza sprawę . że pozwolę wam na mord? Tu. . Nie mogę ryzykować.spytał Filavandrel.powiedział wolno białowłosy elf. . co musimy zrobić.Filavandrel oparł ręce o pas. Jeden.powiedział elf.Torque . Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw. .rzekł hardo poeta. . .Aleś ty głupi.Czas zakończyć ten epizod. dzwoniąc zębami. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie. a nie konieczność! . . uk.Bądź rozsądny . o tym.westchnął wiedźmin. co on zrobił Toruviel.O. Jaskier . najwyraźniej czekały na to już od dawna. nie! . . . .zabeczał nagle diabeł. Dopadną cię i zamęczą.

powtórzył Filavandrel.. urwanie.Słyszę.. która uklękła. . Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie. pęków ziół. L'sparellean! Evel. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów.beknął diabeł.rzekł zimno elf.Nie przejmuj się. . zgięty w ukłonie. . Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu. Torque.Hael. powoli. była Toruviel.Dana Meadbh . Twarz Filavandrela zmieniła się. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów.płynęła ku nim Królowa. Dana Meadbh . choć również pochylony. skurczyła w dziwnym grymasie. nie szła . jakby z ociąganiem. . U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek.Znasz ich przecież. nie ruszając się z miejsca.nie. .Znam . lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. Łucznicy opuścili broń. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. pochylały głowy nisko.Odejdź. Filavandrel! . krzyknął na łuczników. z kim lepiej trzymać! Żałuję. muzykę. patrząc na groty strzał. zaciskając zęby. Przez porastające polanę trawy szła . Klęknęły też pozostałe elfy. pokazał mu krasno-ludzki gest. Diabeł. .rzekł wiedźmin... zaiste. To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. Torque. . .Sam tego chciałeś. . jeden po drugim padały na kolana.zaszlochał nagle Jaskier. kłosów. .To nie ma sensu. z czcią. Żaden z Seidhe nie poruszył się. promienna. złotowłosa. Odejdź na bok. Torque .powiedział z czcią Filavandrel. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie.rzekł Geralt. płomiennooka. Na polanę weszła Lilie. dając znak łucznikom.To się zdarza . . A potem pochylił głowę i uklęknął. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. że się z wami sprzymierzyłem. u prawego szeleścił wielki jeż. krótko. Ostatnią.Sam tego chciałeś .

że miałeś słuszność. I nie dokończył. w którym zejdziemy w doliny. Filavandrel wstał z kolan. Popatrzyła w oczy wiedźmina. ze smukłym.Po dłuższym zastanowieniu . gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel. Słowa nie są potrzebne. .powiedział cicho Filavandrel do Geralta. Co robić? . ja i Toruviel. blady i oniemiały.zaczął.Daj mu parę razy po gębie. Zginiemy bez niej. Podszedł Jaskier. kunsztownie intarsjowanego drewna. Odwieczna.Chodź z nami. Lilie wolno pokręciła głową. Będziemy wówczas rozglądać się za tobą. Elf skłonił się.Twój przyjaciel . rzeźbionym gryfem. patrzyła długo. . Słowa nie były potrzebne. . podtrzymywany przez silvana. dziwny człowieku . Niczego nie zmienią. . Wtedy.zabeczał cicho .zdecydował się zemdleć. w stronę gór. . że między parą dokonywała się wymiana myśli. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. Nie pozbawiaj nas twej miłości. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. nie wydała najmniejszego dźwięku.. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. skłonił się. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca. Nie zawiedź nas. Nie powiedziała ani słowa. gdy było ci nas żal.Żegnaj. w dniu. Poeta przyjął instrument.Jesteś nam potrzebna. Nie odezwała się. Masz rację. Elfka kiwnęła głową. Również bez słowa.dodał Seidhe . Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi. Geralt milczał. . wspaniały instrument z lekkiego.Z rozkoszą. Dana Meabdh . wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości. Większość elfów była już w siodłach. ale jego oczy mówiły wiele.Toruviel.powiedział białowłosy elf. . Lilie spojrzała na niego. .. Do zobaczenia zatem. Zdjęła z łęku siodła lutnię. .doszedłem do wniosku. by umierać z godnością. uśmiechnęła się. Nie opuszczaj nas. Do zobaczenia wkrótce. Rychło w czas. wskazała na wschód.

. zamiast straszyć dziewki. co dostanę.Pustkowie i tyle. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: . Geralt . szumiał w gałęziach krzewów.Nie myśl.Postaram się.Trudno was nie słyszeć . Torque? . .Co? . Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? . niszczyć groble i paskudzić w studnie. Ale niech wam będzie. Noc była pochmurna i wietrzna. wicher kładł trzciny. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. którą niecnie wyłudziłeś od . Jaskier dorzucił chrustu do ognia. Geralt? . i to tak. . co. cała okolica was słyszy.I ciebie też w niej opiszę. Dzicz.zaśmiał się Jaskier.Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze. gdybym wiedział. obiecuję. że ci to ujdzie na sucho . . . .Słyszę was.Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą. Uważaj tedy. za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. spojrzał na diabła.Duweisheyss. opędzając ogonem od komarów.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. żal mi moich konopi! .Konopi mu żal . Będę figlował powściągliwiej. Myślę. wśród których rozłożyli obóz. Zadupie. Torque wiercił się na legowisku.Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie . . .Torque odłożył fujarkę. szczerząc zęby. ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni.Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli.Na bogów. dotknął jej policzkiem. Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu. Torque. przytuli} lutnię.oświadczył diabeł.I życia sobie bez nich nie wyobrażam.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.Ja lubię figle .warknął diabeł. . W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba. .oświadczył Jaskier.wiedźmin uniósł głowę znad księgi. który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości.Jaskier przestał grać. Ech. a nie okolica . . że na nowych terenach będę ostrożniejszy.

zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. ziele czy zwierz. Dlatego i imię jej jest Żywią.. ale są to. Wiedźmin oparł się na łokciu. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde". bez różnicy. Panno Polna! Za urodzaj. tak . podąża za nią i lgnie do niej.letnim czasem.. . była i będzie. babskie baje. Po co przyspi(r).Po koniec wieków! . że Żywią ziemię jeno kocha i to. jednako. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. że ich. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi. że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. chociaż we wnętrzu gór. we kwiatach cała. w nadziei płonnej. Wiecie. coś wam powiem. Bo prawie mędrcy powiadają. ale i za skórę niżej podpisanego. Nawet Brodaci. szać. za kwiaty w Dol Blathanna.Kędy Żywią stąpnie. A Żywią wieczną jest. . którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał.To przeczytaj i nam.Dana Meabdh. z jakimi przyszło im się borykać. Geralt.kmiotków? . Panna Polna. po koniec wieków. .mruknął Jaskier. co rośnie na niej i żyje. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel.Tak. zawsze. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza.Bądź pozdrowiona.Danamebi . zajedno. ot. nie wśród pól mieszkają. co żywię. który się nad inne wybije.Ujrzeć ją można .. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. . taka jej moc. Bo mówią też.. . . które prastarzy zwali: "Lam-mas". Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. ziemia kwitnie i rodzi. przysuwając księgę bliżej ogniska. . objął lutnię jak dziecko i posmutniał. Przeczytaj. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. a nowe po nich. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy.zaczął .Owszem. Przestał grać. . Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. . póki się jeszcze ogień nie wypalił. bo przecie i tak przeminą kiedyś. . inne przyjdą plemiona. a wszystko.Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach. ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu.

że wiesz. gdzie..Co nieco. Czas spać. .. Nieuniknione.. . wśród ludzi. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu. ." Cholera.powiedział diabeł..parsknął poeta..Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne... . Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację. .Prawda. "Tam. Zakładam. trzeba to miejsce określić inaczej..rzekł gorzko Torque. .Nawet jeśli to faktycznie kraniec. Czy sądzisz. No. dość tego gadania. Niech pomyślę.. . Ładnego tytułu. Północ blisko. .O czym mówiła? .Trubadur zamilkł...Czułem to.Jeżeli ludzie okażą się tego godni.Wystarczyło. co nieuchronne. Pojąłeś. Bierzcie przykład z Lilie. że. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu. "Tam. . . .Hm. Metaforycznie. Geralt? Hm. w Dol Blathanna? Może. gdzie. . o czym." ..Dobranoc . Prawda.Nie mówmy o tym .mruknął bard..przerwał Geralt.Może "Kraniec świata"? . O tym..Dokończ . Jeżeli będziemy respektować granicę..Jeżeli co? .. Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata. chłopcy.że wśród nich zostanie? Tu. .Tylko tyle? . Geralt? Lilie mieszka we wsi. . Jeżeli. . Co przekazywała elfowi? .Komunikowała się z elfem telepatycznie .... że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać. co to metafora.Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to. ogień przygasa.Banalne . Posiedzę jeszcze.O nadziei.

Rozpoznawał mięsiste. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. odkleił mokry len od karku. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. wręcz gorąco. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. grubo żyłkowane liście skorocelu. I takie. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. wypełnionych torfem zagłębień. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. Wystające z wpuszczonych w grunt. I inne. głębokich skrzyń żółtoszare. koryt i donic. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. kryte zbitym kożuchem wgłębki. glonów pleśni i bagiennych porostów. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. w powietrzu wisiała ciężka. hodowle niezliczonych pleśniaków. W jaskini było bardzo ciepło. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. Wszędzie dookoła były rośliny. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog. Nenneke. z wielkich skrzyń. szare jak polne kamienie. Nie opodal rósł siężygron. Błotniste. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. Wyrastały z wykutych w podłożu. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. Pięły się po skałach. Geralt przyglądał się ciekawie. jeszcze rzadsze.te. zamulone koryta. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. których właściwości mógł się jedynie domyślać.

Zgadłaś. Zostań. A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku. prawda? Niż obojętność? Ale nie. . od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek. . o ciebie nawet nie pytała.Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna.To nie była bynajmniej trudna zagadka . Było ciepło. Nie był nawet pewien. bo pokłóciłyśmy się. Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. nie załamuj się. szybko szczękała nożycami. . wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki. Yennefer była tu już. . wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki.Nie wyjeżdżaj jeszcze. że połyskujące kłącza poruszały się lekko.Tak . mamrocząc gniewnie. Znam Yennefer za dobrze.Geralt? .Tu cię boli . czy w ogóle były to rośliny . patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. . Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki.sklepieniu jaskini. . Dwa miesiące temu. Nenneke. Niekiedy. Zostań.Ale uspokój się. wyczułam to. Bardzo ciepło.Nie. . szukając tu twoich śladów. których wiedźmin nie znał. . nie o ciebie.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz. .Czy dlatego tak ci spieszno. by opuścić świątynię. Kapłanka szczęknęła nożycami. . A jest na ciebie potężnie wściekła.zwalczył ogarniającą go senność.Nie.Nie pytała? . bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . Kilka dni dłużej.wydawało mu się.mruknęła. Geralt.zaśmiała się kapłanka. Nie. Nie pytała o nic. zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. Nenneke. Nenneke.przyznał nie bez oporów. ale rozglądała się bacznie. Czas już ruszać mi w drogę. .Słucham . . zapełniała koszyk pękami zielska. ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. łuskowatych i wężowo skręconych roślin. Nie wróci tak prędko. bawiąc się nożycami.

przyznaj. Nenneke. poprawiając tyczki. .. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie. Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. jaki was łączy lub łączył. pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty. wydobył maleńkie zawiniątko. Wierz mi. rubin.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. . . Wiedźmin podniósł się. gdy odwiedzi cię ponownie. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie. stanął w pełnym świetle. .Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna.Nie robiłabym tego na twoim miejscu. trzy ładne nefryty. . obracając gotówkę w te świecidełka. Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. moją ofiarę dla bogini Melitele. co mogłoby cię obchodzić. . a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje.Chciałbym. żebyś to wzięła. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry. dajmy na to. co pewnie stanie się niebawem.Pozwól tu na moment. . . Nefryty zachowaj dla świątyni jako. nawiasem mówiąc. Jej wiedza o tobie. . .rzekła spokojnie Nenneke. . Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie.O nic. . Rzuć na to okiem.I tak wiem.O to się pokłóciłyście.Hę cię kosztowały? .Nie sądzę . To dość typowe dla związku. rozwścieczysz ją jeszcze . aby próbować się leczyć .W depozyt? . Oddaj jej.Za poszarpaną szyję . również. A pozostałe kamienie. Zapłata za strzygę z Wyzimy.Nie. kwestia ceny.Dwa diamenty. są dla niej. Ale dobrze zrobiłeś.O co się pokłóciłyście? . Cóż. .. interesujący agat. Dla Yennefer.Nenneke znała się na wszystkim.stwierdził chłodno..Ona była tu.Niczego nie przyznam. Oren stoi słabo. wysypał zawartość na dłoń. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. .skrzywiła się kapłanka.

. Gówno mnie obchodzi. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być.Była zbyt zaborcza . Jest czarodziejką. Próbując zmazywać własną winę klejnotami. . jakiej ona chce się poddać. jak cię traktowała.. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka.powiedziała ostro.Nenneke podniosła koszyk z ziemi. Wiem coś o tym.Nie zrozumiałaś mnie. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. . Zostaw wszystko tak. Naprawdę nie wiem. . Traktowała mnie jak. . od czego są wyjątki.Nie może być regułą coś. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę. Jestem jej jednak coś winien.To akurat wiem. Czy ty wiesz. Szkoda.Jesteś większym głupcem. .Jej nikt nie pomoże. bądź nim bez mojego pośrednictwa. banalnych nieprawd o wyjątkach. jak ty traktowałaś ją. ani polepszyć.Nie wypłakuj mi się na podołku. -Nie mogłem tego znieść. zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej. Jak większość magiczek ma zatrofizowane. ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . niż myślałam . A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru.Przestań . Jak i to.. a kuracja. Uciekając od niej zachowałeś się. dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. proszę. . w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny.Wiem. ty wiesz o tym również. Nie jestem twoją matką. Jeżeli chcesz być durniem.mruknął. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać. mocno przejrzały.bardziej. to absolutnie niemożliwe.. które reguły potwierdzają. Dlatego szuka pomocy u innych. obchodzi mnie jeszcze mniej. nazwijmy to. . o ile można bardziej. także u ciebie. . Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich. . jest podobno bardzo kosztowna. .Nenneke zmrużyła oczy. Chcę jej pomóc. . bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić. jak jest.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem. a to. no. zachowasz się jak mężczyzna mocno. to wszystko..Owszem . Nie serwuj mi aby. odwracając twarz.

Głupi jesteś! . ja się znam..można powiedzieć wyłącznie jedno. Błędy. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. wystarczy już.odrzekła chłodno . Ty jesteś chory. Popełniając ludzkie błędy. A przed nią trans. . wyjątkiem nie jest. Dziwisz się jej. Twój organizm tez poddano zmianom. Geralt. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. . A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów. Masz przyspieszone tętno.udawało się już wskrzeszać zmarłych. Geralt. Ze są.Jeżeli to aż tak oczywiste. to już zaczyna przypominać konsylium. pomyśl o własnych.Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . .przerwała kapłanka. .Źle ci się zdaje. o którym mówimy. niestety. to tak jest.Cholernie mało. których wiedźmin popełniać nie powinien. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych .Nie dziwię się. a przecież ciągle starasz się nim być. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer. uśmiechając się lekko.stwierdziła fakt Nenneke. otarł pot z brwi. I jeżeli ci mówię. A Yennefer. . dlaczego ona wciąż stara się. Konieczna jest terapia. Jesteś niepełnosprawny.. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć. .. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia. Więcej nic. Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku. Źle reagujesz na eliksiry.To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? . Znam udokumentowane przypadki.. . jak mi się zdaje.Ty bardzo mało rozumiesz .O wyjątkach . że nigdy nie będziesz człowiekiem. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki. opóźnione reakcje. Oparł się o ścianę jaskini. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych. Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. Cóż. które są nieodwracalne. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona.Czarodziejom .Nie aż tak. zwolnioną akomodację oka. Nenneke odwróciła się. nie rozumiem..Nie odpowiadasz . . Ty się na tym nie znasz.

westchnęła. Nie mylę się. A ja nie chcę znać przyszłości. . Aha.. . powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni. . . Byłeś spokojniejszy. Nie chcę.powtórzyła Nenneke.Połowa z tęgo. I powiem ci. Nenneke. Prorokować.No.Nie. Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz.Jesteś pewien? Nie odpowiedział. Nie złość się. bo zgłodniałem nieco. .Iola jest gotowa. przysłałam ją do ciebie. . czytać przyszłość. Geralt? Nie chcę być niedyskretna. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii. Wiedźmin ruszył do wyjścia. .Opowiem ci. Mam już wszystko. gdybym ją znał? Zresztą. Ale może po wieczerzy. .Mam rozumieć.Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę. jak to było. Jak mógłbym robić to. . .rzekła swobodnie. obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek. Powiedz. Więcej niż połowa. ja ją i tak znam. ale powiedz mi. w transie Iola może zacząć wieszczyć. . . które nie rosną już nigdzie na świecie.Zaczęło się od tego. Zrozum.Tak.Konieczny jest trans .Nie mylisz się. .. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? . .Chodźmy więc. .No. że się udało. który słyszysz? Nie odpowiedział. to rośliny.Chodźmy już. że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb.wiedźminowi pnączy. prawda? .Aha? . czego potrzebowałam. co tu masz. niech ci będzie . dobrze . co robię. .Ale na głos rozsądku. W ramach terapii. jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. Jeżeli chcesz wyjeżdżać.Właśnie.O to właśnie chodzi. . zróbmy to dziś w nocy.Nenneke? .

Dlatego rosną tu rośliny. Geralt.Widzisz. -Ale. .Tak sądziłem .. .. działa jak filtr. jak dawniej. Eliminuje zabójcze promienie. że kryształ. .. że łaską bogini Melitele. z którego zrobiony jest dach. Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? .Jeśli powiem. to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci.Czym to wytłumaczyć? .westchnęła kapłanka.Ale co? .Pewnie nie. Ale już nie tak.Nenneke uśmiechnęła się. Chcesz.A my. poczytaj sobie księgi. Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu. których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz. to może zadowoli cię wyjaśnienie. których coraz więcej w świetle słonecznym. .Zrozumiałem .Już za późno. . . pewnie ci to nie wystarczy? .W zasadzie powinniśmy .kiwnął głową wiedźmin. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce.

ugotujemy zupę.Matko. Sum nagle wynurzył się. siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. . w kierunku zakola rzeki..OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb. .. A z łba ugotujemy zupę! .. zachlapał. ciągnij! Nie popuszczaj. . do cholery! .Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. nie bój się! Z łba. popuszczaj. . rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. wzburzył wodę. jakby na znak. . nie ryba! Ale będzie jedzenia. .stęknął poeta.Linka aż trzeszczy! Popuść. ciągnij! Na brzeg go.Wytrzyma. Bryzgi poleciały na sążeń w górę. nagłym atakiem ruszył pod prąd.Trzymaj. ależ potwór! Lewiatan. napięcie sznura zelżało. Z rękawic zadymiło się ponownie.Linka pęknie! . sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska. sukinsyna! . Jaskier! ..Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę. zapierając się obcasami w mokry piach.krzyknął wiedźmin. Zaczęli szybko wybierać luz.Uwędzimy go . Jaskier! .Trzymam. bo zapłacze się w korzenie! . Linka z sykiem cięła wodę.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się. Geralt..Uważaj. bogowie! . ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da. Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle.Ciągnij. Linka zasyczała.zasapał Jaskier. . błysnął białym brzuchem. chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę. zakotłował pod samą powierzchnią.Popuszczaj.. .Ciągnij. wibrowała. targnął łbem. bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. targnął się z mocą. . pociągnęli.

Chciałem rano zobaczyć twoją minę.Mówiłem .wrzasnął Jaskier. A sum złapał się na wronę. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. . . . Słońce już wzeszło. więcej nic. psiakrew.Ale się urwało. . resztek sieci i wodorostów był pokaźny. zwiń resztę sznurów. pora w drogę. sumi synu! ..Ha! Popatrz. którą znalazłem w krzakach. Z wąsów -zrobimy. to moja zasługa. Zamiast gadać... Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów. zapierając się. Cholera.Czego? .wiedźmin splunął do wody. poszło.. gdy zasnąłeś.oburzył się trubadur. zobacz. Na twoje pędraki gówno by wzięło. a obaj rybacy.A niech cię cholera! . kiełży i małych raczków. nie dam rady! N00. zwalili się na mokry piasek.Geralt otrzepał spodnie...Ciekawe. Nie.Geralt! . że ten potwór w ogóle wziął. zęby nie ciągnąć na siłę.A wąsy. . kolego.Jaskier. . boś ciągnął jak kto głupi. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta.Bo widzisz. . ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla.To.linkę oburącz. Ha. trzyma jak kamień. . Linka pękła z trzaskiem. gdy tę wronę wyciągniesz. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę. Palcem nie kiwnąłeś. ciągnął . rzecz jasna. Wodorosty aż ruszały się od pijawek.Nieprawda . tylko się zaczepiło. . ha. wzięło . nawijając sznur na drewniane widełki.Mówiłem. .. Nikt nigdy nie dowiedział się. . aż echo zadudniło po wiklinach.. .Wzięło. przesadzał.. straciwszy równowagę..wyszczerzył zęby Jaskier. co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów.Na drugim sznurze też coś jest. Spieprzyłeś sprawę.. .Mylisz się . Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł. Idę się pakować. by pomóc mi zastawić sznur. co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz. co znalazłem! . czerwony z wysiłku.Skórę sprzedamy. Geralt! Jaskier.

skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. W środku zaś siedzi dżinn.Jeszcze czego.To jest ni mniej.. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg.Geralt zbliżył się. nawet nie drgnął.Ale na czopie jest pieczęć. Kula przybrała kształt karykaturalnej. Głowa zakłapała dziobem. zaplątany w sieć. czarny od zgniłych glonów..Jaskier. schylił się i opłukał amforę. Głowa miała około sążnia średnicy. . .są następujące. beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. . . który podczas szamotaniny upadł na piasek. Jaskier. ni więcej. który spełni moje trzy życzenia. To jest stary garnek. chciałbyś. tylko zaczarowany dzban.Uciekaj. Po pierwsze.Akurat! . ale czymś na kształt obwisłych.Nie dotykaj! O.oświadczył trubadur.Dżinnie! . Wiedźmin parsknął. . . tupnąwszy nogą. . Moje życzenia.Jaskier dokończył odrapywania. zbryloną glinę. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą. Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban.Mylisz się .Owszem.Uciekaj! . kolonii chruścików i ślimaków.zakrzyknął znowu dumnie Jaskier. . skrzyżowawszy ręce na piersi. buchnął czerwony. uważaj! .Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem.poeta ukrył dzbanek za plecami.przemówił Jaskier.Moje życzenia . Jaskier! .Puść. niechaj . .Możesz się śmiać .. ociekający śmierdzącym mułem. zaciekawiony.A jużci . coś w rodzaju dwuuchej amfory.Jaki? Pokaż. . . .Czy ty wiesz. a na pieczęci czarodziejski znak. który nie był wcale dziobem.kontynuował poeta .Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! . jasna cholera! Z dzbanka. Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia. Dym zatętnił. . co to jest? .Ha! . świetlisty dym. . Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz.wrzasnął wiedźmin. mówię! To moje! .

teraz również znacznie większa. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. która nie chce nikomu dać. przez środek. Jaskier zaskrzeczał. odleciał nad powierzchnię wody. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. Geralt. jaką udało mu się zmobilizować. rozwarła się. Potworna paszcza. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. Po trzecie. zawisła nieruchomo nad rzeką. podwajając swą średnicę. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. Nikt nigdy nie dowiedział się. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. Powietrze zawyło. zakołował. ale puścił poetę. parząc dłoń. Po drugie. wymachując łapami. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. Efekt przeszedł jego oczekiwania. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. co robić. w wielką.. Wyciągnąwszy łapska. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. wzbił się w górę. . rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. wreszcie zawyła. że Geralta zakluło w uszach. jakie było trzecie życzenie Jaskra. uderzyła w cel. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. Wiedźmin rzucił się.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. Potwór zaryczał ogłuszająco. zupełnie nie wiedząc. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. jeszcze bardziej urósł. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. Energia. Rozwarta. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. Niech mnie da.. zakłapała i wizgnęła. potwór zaatakował. trubadura z Cidaris. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. Wisiała tak przez chwilę. Huknęło tak.

.Nic nie mów. Nie Iza nikomu.Hhhh. Jaskier zaskrzeczał. tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie. zadygotał.. Taki rozkaz. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki. .... . Przecież widzisz. W ciągu kilku sekund znikła w oddali. .. ochrypły skrzek. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka.Na bogów! . kheee. Ale tym.Spieszno nam. skulił się jeszcze bardziej. . Co z nim? . cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową. . II .Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca.Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! .powtórzył Geralt.Przepuść nas. proszę. zatrząsł się.kłębiastą chmurę.Hhhh.. co wyrwało się z krtani barda. . Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony. Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. dusząc się i kaszląc. Albo jeśli herbowy szlachcic.powiedział drugi strażnik. . . Po nocy nie Iza. Geralt zaklął..Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! .Jaskier? Żyjesz? Jaskier. donośny tenor. panie. Jeśli wszystko w porządku.rzekł cicho wiedź-min. opierając czoło o grzywę konia. khhuuurwa.. zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę.. eeee. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku.strażnik cofnął się i opuścił latarnię. Po rozgałęzionym.Jesteśmy w drodze od świtania.Ranny? Paskudnie to wygląda.. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. zwinął i zwymiotował krwią.Nie możemy .przełknął ślinę strażnik. Przepuśćcie nas..Widzę . był ledwie słyszalny.. patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. . chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza. kiwnij głową. zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku. . a natychmiast po tym przekręcił się na bok. podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. Khuuu. dobry człowieku . .Spieszę się . szarpnął w suchym wymiotnym odruchu.

duszno i przytulnie. ostrą. tedy myślałem.że wam przeszkadzamy.Przecież widzicie. Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu. Ten tu rycerz. Obaj. kapłan.A to mój krewniak Errdil..Ludzie .Jestem Chireadan . W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło.Szlachcic .Dalej. siedzący przy stole. Mężczyzna był elfem. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz. że źle z nim. Dajcie. pomożemy wam ściągnąć go z konia.Wybaczcie. -Rozkaz jest rozkaz. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat. Przy ciężkim. wyrazistą twarz. .jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. panie. Przepuszczę was. proszę. by pasowały pod hełm. zasymilowanymi. ale uważniejsze spojrzenie na herb . kładźcie go na wyrko. . Muszę znaleźć kogoś. . hmm.. z wyglądu najstarszy. Ogień wesoło trzaskał w kominie. .Tu nie wystarczy opatrunek . ranion. .mruknął Geralt. Tuszę.przedstawił się wyższy z elfów. Opatrzymy go.. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody. kto go wyleczy.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik . Podobnie jak drugi. lekcej mu będzie niźli na kulbace. do świtu wytrzyma. To już niedługo.rzekł drugi strażnik.. byście nie musieli do świtania pod bramą koczować. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu. . nie mogę.zgrzytnął zębami wiedźmin. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie. wstał. a i złożyć rannego też będzie na czym. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn.Nie proście . Przepuśćcie nas.. .. .Potrzebny jest uzdrowiciel.Dobrze myślałeś .... byli elfami osiadłymi. Trzeci mężczyzna. jeśli tak mu pisane.powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. . Rycerzem. nie sposób było ocenić jego wieku.. zdolny medyk. ten o wyrazistej twarzy. wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak. I drugi. W izbie ciepło.Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście . . . był człowiekiem. . Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. jak wskazywało ich odzienie.Tyle dla was możemy uczynić. nie będziecie przeciwni..strażnik wsparł się na halabardzie. wielmożni .

.Geralt z Rivii .wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem. Podtrzymasz mu głowę.Niestety .są ewidentnie magicznej natury. .Co z nim? .Jak w baśni. . gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. Elfy popatrzyły po sobie. . Jeżeli to zatrucie.przedstawił się wiedźmin.. Jako taki. patrząc na Geralta.Nie znam żadnej baśni. . którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. . .Obrażenia tego biedaka . On ma porażone mięśnie szyi i krtań. pomożesz mi. marszcząc twarz. Widziałem go kiedyś.Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra. Obawiam się. ludzko-nielu-dzkiego związku.Chireadan wskazał na Jaskra. zarzęził. Prawo nie zna wyjątków.Chodź. Zaczynają się zmiany w strunach .Dżinn z butelki . choć herbowy.rzekł Chireadan.. Dawałeś mu już jakiś lek. Zapraszamy do kompanii. Errdil.Niesamowite . Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. . . opluł skórzaną poduszkę.mruknął Vratimir.uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . . . Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby.Trubadur .To Jaskier.i my musimy czekać tu na świt.Jestem wiedźminem. ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą. Mam przy sobie dobre lekarstwo. . Bardzo niedobrze. Geralt usiadł.Co to mogło być? . nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu. zakrztusił się ostatnim łykiem. ale i z mieszanego. mogę mu pomóc. nie rycerzem. Geralt? . . po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką.powtórzył Chireadan.Wygląda to na zatrucie.powiedział drugi z elfów. która tak by się kończyła. . trubadur i poeta.powiedział Chireadan . Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo.Ja go znam .Eliksir przeciwbólowy. przynajmniej nie dla takich jak my. .Niedobrze. panie rycerzu. Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża. .Niezupełnie .

to wielka indywidualistka. .Zapewne incognito? . To może być nieodwracalne. . Lekceważy zarówno bojkot. . czarodziejka nie płaci żadnego podatku. bo bojkot powoduje..rzekł rycerz. słyną z gorliwości w tej mierze. które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. .Nawet trzeba ..Nie ma co robić z tego tajemnicy. którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde.Rajcy zaś wściekają się. urządza bale i hulanki. Nikt nie może jej tam ruszyć. . tak.dodał Chireadan. . można? . panowie elfy? Od czasu. Ale nie śpiewać.uśmiechnął się elf. . Czy to znaczy. Jest w azylu. o której mówię. całe Rinde. W mieście.Geralt uniósł głowę. że nie będzie mógł mówić? . . oparł czoło na zaciśniętych pięściach. . i tak wszyscy o tym wiedzą. Prawda? Chireadan. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary.. wiedźminie. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. podburzają przeciw niej kogo zdołają.Jak to? .głosowych. psują jej opinię jak mogą . A rajcy z Rinde.Prawda.Niezbyt . .Masz .poprawił Errdil.Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające. bo inaczej.powiedział Vratimir. faktora handlowego z Novigradu. bawi chwilowo pewna czarodziejka.Ona jest tam praktycznie uwięziona.potwierdził Errdil. jak i zarządzenia tutejszych rajców.To bardziej areszt domowy niż azyl .To znaczy.A tu. magicy bojkotują stolicę i te miasta.Mówić. a wychodzi na tym znakomicie.Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca. Geralt. Oczywiście.rzekł Chireadan.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki. . . Bogatych klientów. Geralt.Osoba... Chireadan. Ale nie narzeka na brak klientów.. że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi.W całej Redanii trudno o magików . Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru. mam rację? . . jak słyszałem. Na rajców demonstracyjnie bimba. . .. patrząc na wiedźmina. .A rada miejska to toleruje? . w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? ..Czarodziej . Może. usiadł przy stole. nie mówiąc ani słowa. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem.Ale. Errdil.

maca jeszcze dookoła rękami. był człowiekiem dowcipnym. Gdyby cią zatrzymali. Nie wiem. by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka. .Uważaj. Wiedźmin. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji.. Wynocha. rzeczywiście. który jęczy tam na łóżku..rzekł dumnie cerber.mruknął Geralt. że Chireadan skrzywił się.odźwierny. . powsinogo.Nie zamierzam.Ale nie mam wyboru.Szpicle burmistrza obserwują dom.Yennefer z Vengerbergu. do zamtuza i zrób z niego użytek. . A raczej jedyna szansa tego biedaka.Pan śpi .Nie lubię pchać palców między takie drzwi . mówię. Jak nazywa się czarodziejka? . Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano. . III .Nie przekupisz mnie .A niech sobie śpi . patrząc na Geralta z góry. jak się okazało. . Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni. to twoja jedyna szansa.Beau Berrant.Masz interes. Runął na drzwi. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń.Głuchy jesteś.Wiedźminowi wydało się. wymieniając nazwisko.Mam interes nie do twojego pana. walnął go z rozmachem po raz trzeci. . ale do damy.Cóż. . chwytając się oburącz ościeżnicy. Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? . która tu przebywa.pewnie w nadziei. gdy będziesz tam szedł . . . dgy tylko otworza bramy. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki.To idź.powtórzył odźwierny. widząc.Pójdę. jak drab. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu. . trzymając za rzemyki. . włóczęgo? Pan śpi. . Odźwierny był za potężny. powiadasz . Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach.rzekł Errdil. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. . Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie. . choć już prawie bez zmysłów. pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz. .zgodził się wiedźmin. co robić. wiesz.

po czym. naczerpał soku z beczułki. unosząc się z wyraźnym trudem.Sok jabłkowy. Wyszedł z kuchni. psia mać . niosąc dzban.. pachnącą ziołami i smolnym drewnem. Wiedźmin już miał je minąć. .Słucham? .. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową.Nie wrzeszcz. jabłkowy. Gdzie.. Sok.skrzywił się boleśnie mężczyzna.powiedział bełkotliwie. .. tam w beczułce. gwiżdżąc nosem. ale rozmyślił się. I zmarszczył nos. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. bo . intarsjowanymi drzwiami.mruknął . . a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół.Pieniądz .. . pełną utensyliów. Po prawej były kolejne drzwi... Goły mężczyzna spał.Muszę. . W sieni było ciemnawo. uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. kręcąc głową jak baran.prosto w ciemię. Było ciemnawo. potem pokiwał głową ze współczuciem. . Usłyszał chrapanie i odwrócił się. nie był mu całkowicie obcy. wśród odłamków glinianego dzbanka. który omyłkowo ubódł mur fortecy. . i pomóż mi wejść na schody. gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo.. Z jabłek.Sok. półotwarte.Ciszej . Korytarz kończył się ciężkimi. Pomieszczenie było wielką kuchnią. zwiesiwszy głowę na pierś. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. Na kamiennej podłodze. rozszerzył więc źrenice.otwiera wszelkie drzwi. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów.. ale stan. łomot i suchy trzask pękającego naczynia. Słuchaj. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. Na rozkopanym wyrku spała.Ona chce soku z jabłek . Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek.spytał grzecznie wiedźmin. Gdzie jest służba? . Wszedł ostrożnie.. Nalej w coś. zanieść na górę. otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. dobrze? Geralt wzruszył ramionami..oświadczył. w jakim znajdował się kupiec.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? . Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę. . Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. Nie był to najpiękniejszy widok.

Drugi był cały. że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. karaf. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina.Przyniosłeś sok? . Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie.Beau? . by odwrócić się na pięcie i wyjść. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. . w połowie pełny. Geralt chrząknął głośno. pełna fioletowych plam. Niektóre pozycje były interesujące. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. Niektóre idiotycznie śmieszne. Kołdra poruszyła się i jęknęła. z chęcią. . Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. srebrnych talerzy i pater. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. ogonków gruszek i kostropatych. I jeszcze czegoś. świec i przejrzałych owoców. Schody wiodły do sypialni. zsunięta serweta zalana była winem. Zapach bzu i agrestu narastał. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie. /Ogólnie rzecz biorąc. obranych z winogron szypuł. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. I czarna pończocha. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. sterczała z niego kość indyka. sztywna od wosku. walcząc z uczuciem zażenowania. który ściekł ze świeczników. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. pucharów. Wiele się powtarzało. w różnych pozycjach. Rozejrzał się. Ale to oznaczałoby. Zmięta. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów.

Dziękuję -. . zajmę się nim sama.Pani Yennefer! . . że kobieta unosi rękę ponownie. ale niechętnie. . z palców wystrzeliła złocista smuga. wygrzebując się z pościeli. przybywający w . Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Odejdźcie .wyjęła mu kubek z ręki. ale wyładowanie było tak silne.spytała czarnowłosa kobieta.. Osunął się na podłogę. wychwycił czar tuż przed twarzą. . że cisnęło go w tył. skrzącym się od brylantów klejnotem. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. Grzecznie.Nie jesteście mi już potrzebni. lekko skrzywione wargi.Przyniosłem.Kim ty właściwie jesteś? . . Płaci się wam za pilnowanie domu. . . mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą. Geralt odwrócił wzrok. Geralt zareagował odruchowo. jest Berrant? . potem uniosła ręce i dotknęła skroni. . .zawołał widząc. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego. Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz.. .Nie trzeba! . do cholery. mrużąc oczy. wypiła chciwie. składając obie dłonie w Znak Heliotropu. Miała ładne ramiona i zgrabną szyję. Przekażcie to panu Berrantowi.. na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. Kobieta uniosła dłoń..Proszę. Umrę z pragnienia. fiołkowe oczy i wąskie. . Mów. -Oooch.Pani Yennefer! Przybywam w pokoju.powiedziała wreszcie. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej.Odbiłeś moje zaklęcie .. w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. kim jesteś. Wiedźmin wstał z trudem.Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii.Co tu robisz? Gdzie.Oooch.Nie jesteś czarodziejem.rozkazała im spokojnie czarodziejka. Kobieta usiadła. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu. bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot. ... to widać. na ścianę.

Podobne . Geralt dyskretnie pomasował krzyże. Gardła.Krótko mówiąc. Porażenie takie. . . podchodząc jeszcze bliżej.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi.Pozwolisz? .powtórzyła. Pani Yennefer.O regenerację magicznie porażonych narządów. szczelniej otulając się płaszczem. . I radzę. Lub bardzo podobne. nie zrobiłeś krzywdy? . . Słyszałam o tobie to i owo.Nie wiem. to nie szkarłatna mgła magicznie .dotknęła dłonią jego policzka.Geralt z Rivii . której wyłącznie ty możesz udzielić. Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku. po czym przysunęła się jeszcze bliżej.Wiedźmin . krtani i strun głosowych. że pierwszy.powtórzyła czarodziejka.Jestem Geralt z Rivii. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę.Nie dość. . wstała. jeśli zechcesz. Udziel jej. nieładnie skrzywiła usta. Owinąwszy się nim szczelnie.pokoju nieznajomy. A wszystko to dlatego. który nie chciał mnie tu wpuścić. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą. . Nie spuszczając wzroku z Geralta.mruknęła. Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój.Wyobrażam sobie.powiedział spokojnie. Zacisnął szczęki.ziewnęła. zbliżyła się. spojrzała mu w oczy. . proszę. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . patrząc na niego zza czarnych rzęs. Yennefer wychyliła się z łoża. Nie zrobiłem. Wiedźmin. porozmawiamy o mutacjach i aberracjach.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . mam nadzieję.Yennefer .Jechałem do Rinde cały dzień. co sobie wyobrażasz . . . wypiła duszkiem. mów prędko. .Nie. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. odka-szlnęła. . którego widzę z bliska. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. a sławny Biały Wilk. a potem. to nie kto inny. . nie zatrzymując się. Cofnęła się o krok. potrzebuję twej pomocy. zbliżyła twarz. . Czekałem calutką noc na otwarcie bram. Dałem po czerepie odźwiernemu.

jeśli zacznę od początku.przerwała.Pierwszy wiedźmin. . to wstrzymaj się nieco.zatrzymał się w progu. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. dzwonem.. .Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp.pochyliła się. gdy Geralt. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania.Piękna blizna . .. Ująłeś mnie tym i niewykluczone. . i to rozebranego do rosołu. .Nie krępuj się . nadstawiając ucha. . bijąc ludzi po czerepach. Idź.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny.przerwała ostro. . dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy. nie . Bardzo wolny . Mój przyjaciel.Geralt. mawia.. .Hmm. siedząc goły na maleńkim zydelku.O. polewał się wodą z ceberka. ale i maści twojego konia. zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. . wdarłeś się tu przemocą.Wylazłam dla ciebie z łóżka.uśmiechnęła się Yennefer. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. że ci pomogę.Słyszę twoje serce. . to widziało się wszystkie.Dobrze. Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. że jeśli się widziało jednego.Yennefer.Geralt .Słucham . Wstał.poraziła twego przyjaciela. którego mogę obejrzeć z bliska. .Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział. Ale z wody i mydła nie zrezygnuję. IV Weszła do łaźni w momencie. by sondować ci mózg. patrząc na jego pierś.. . ale czas nagli. Proszę. . potargane włosy. Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. nie chciałbym być natrętny. moja przyjaciółka.powiedziała. rzucając naręcze odzieży na wieszak. Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku. Triss Merigold. . owinąwszy się ręcznikiem w biodrach. Co to zatem było? Mówże. wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły. Niesmak w ustach. Najlepiej będzie.Jeśli to aż tak skomplikowane. Spieszyłeś się. . a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym. . Wiesz. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz.. ani ochoty.. Oho! . zalotnie przekrzywiając głowę.

Gdy doszedł do momentu. ty będziesz opowiadał. jakby chciała zrzucić płaszcz. Yennefer . w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły. Nie chcę cię peszyć.. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach. nieznany rodzaj. .Opowiadaj. ze zaniemówił. skracając do minimum opis walki z sumem. .zaoponował.zaproponował niepewnie. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz. zachlupotała w kadzi.Ja się będę kąpała.A szkoda. A zatem. Moja kąpiel stygnie . A potem usłyszał plusk wody. a poza tym prawie się nie znamy. Mam lepszy pomysł.No. .Yennefer uczyniła ruch. Zwykłeś te cechy określać słowami. Jakiś nowy. . by go jakoś nazwać .Teraz ja nie widzę twoich oczu.. Jesteś.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych.Odwrócę się . Yennefer nie wyglądała na kogoś. Zarysy i kształty pochłonęły go tak.. Usłuchał. Kontynuuj. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu. .Nowy a nieznany rodzaj zasługuje. . no . Niewidzialna czarodziejka parsknęła.rzekła niewidzialna Yennefer. . Dżinn zamknięty w butelce.powiedział. ...Jaki tam dzinn .Co . Dopinając klamry butów. zrelacjonował przygodę nad rzeką. Ale. kogo może interesować rybołówstwo.Interesujące. . . Muszę widzieć oczy tego.Opowiadaj! .Nie. .usłyszał. W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. którego nie lubię jeszcze bardziej. woda przelewała się przez krawędź. Nie odpowiedział.ponaglił go głos dobiegający z nicości. przez wzgląd na przyzwoitość. ale dość o tym. miękko osuwający się na posadzkę. . Oszczędzimy czas. wybacz zawodową ciekawość. których bardzo nie lubię. Usłyszał wypowiadane zaklęcie. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami. zawahała się. Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność.rytm. zdaje się. .. proszę. sponad zarysów. usiadł na ławie. popadając przy tym w patetyczny sarkazm. . z kim rozmawiam. . wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła.No. Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści.

Jakie powiedzenie? . Geralt westchnął.powiedział.Dokładniej. . zdziwił się więc. Mydło znikło. Nie musiała. zaklęcia? .Jeśli nie zaklęcie. jak mówisz.. . . Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty. . zgrabne nogi z powietrza.Zaklęciem ..Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. .spytał. wiedźminie? Tego. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety. . słysząc z kadzi szaleńczy śmiech. wciągnęła suknię i zmaterializowała się. zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem. choć na krótko. .. gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył. że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady.. . W łaźni zapachniało bzem i agrestem. również ukazywała to i owo. Sądził.To nie było żadne zaklęcie.To wszystko . Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. bo woda.Choć nieco niecenzuralne. ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki... Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce. dżinna.. . . jak zauważył wiedźmin. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli.Mniejsza z tym. . .Dla kogo tajny.Przepędziłem tego.Czerpak znowu wylał wodę. Geralt.Triss popłacze się ze śmiechu. .Dowcipne powiedzenie.powiedział. dla tego tajny. kształty też.Co w tym jest śmiesznego? .Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów. jedną po drugiej.Jakim? . To tajny język świątynny. . . Yennefer. Powtórzył zaklęcie. jak dwie czarne pończochy tworzą.spytał patrząc.Pewna kapłanka z chramu Huldry. woda bryznęła na posadzkę. . Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek. to co to było? .Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób.Czerpak uniósł się i wylał wodę. .. .Ten twój egzorcyzm. Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach.było dalej? . egzorcyzmem.Jakim sposobem? .

Jestem gotowa . Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków. że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. czesząc włosy szylkretowym grzebieniem.Wracając do butelkowego stwora . duchy lampy.. Ja. to spełnianie życzeń przez geniusze. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka.. by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności. Jesteś mi przez to bliższy duchowo.. Bliższa prawdy wydaje się hipoteza.. I zawsze zdobywam to. . Potrząsnęła włosami.Nie sądzę bowiem. Cieszy mnie. by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa.Kto to jest Valdo Mane? . którzy nawet marzyć nie mogą o tym. ze nie należysz do takowych.to oczywistym jest. . Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. jak stwierdził. że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. za ulegające gustom motłochu beztalencie.powtórzyła Yennefer z uśmiechem.. która zamykała butlę. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? .Nawet dwa. d'jinni. Geralt.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? .czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków. nie marzę.Ewidentna bzdura . Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. Pieczęć. również poetę i muzyka.Mam pytanie. znudziwszy się po prostu. ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców. haftkę po haftce.Prawdopodobnie . czego pragnę.odwróciła się plecami. . które.Zapnij mnie . . jak zauważył. tak jak wszystkie legendy. . Oba potwornie głupie. To wymysł. Jesteś gotowa? . Geralcie z Rivii.Nie wątpię. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. lecz działam. . wstała. .Oczywiście.zgodził się Geralt ponuro. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. . . zachowały malowniczy.Trubadur. pozbawiona sensu baję-da.powiedziała Yennefer. przypinając do uszu brylantowe kolczyki . gdy czegoś pragnę. Grzebień. który uważa mojego kompana.

Jak mniemam.U Errdila? . znał kilka. . moje portale są bezpieczne. Sakiewka wydawała się za mała. Zacisnął szczęki. Gdzie znajduje się twój towarzysz? . by pomieścić . A co? Czy ta pieczęć jest ważna? . uniosła ręce.powiedziała ostro . jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość. sądząc. krzywiąc wargi w uśmiechu. . kto powinien był wiedzieć.Wiedźmin zastanowił się. ze robi to bezkarnie.powtórzyła.Wiem.Dziwne pytanie . Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. . chyba ma. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. . i to przy sobie. .ucięła. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. Spojrzała na niego bacznie.chrząknął. Elfa. Każdy może się pomylić. . zamknęła oczy. że tak . obrzucić kamieniami.. mogą zelżyć.Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta .. gdzie to jest.przerwała. że taka pieczęć jest ważna na tyle. . Chireadan? . gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął. . a może i czymś gorszym. . Kogoś. Tak.Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy.Zgadza się. .. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy.Czy musimy. Geralt był świadkiem.Tu. Przypadków..Hmm. jak widać.Nic .Cóż .. Cios był celny. by jej nie dotykać. nie ma też nieomylnych wiedźminów. -Nie przepadają tu za mną.jak na wiedź-mina. ale on sam. Sądzę... No.zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi.To niedaleko. w Rinde. możemy ruszać w drogę. przebywa tam również jego kuzyn. Wiedźmin zaklął z cicha. Ale doświadczenie uczyło. Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą. Pieczęć miał nie Jaskier. przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. I nie pozwolić dotykać przyjacielowi. W domu niejakiego Errdila.. A co.Nie ma nieomylnych ludzi. szarpnął łańcuszkiem. Nie bój się. Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię.

Mija godzina. Krótko mówiąc.Obejmij mnie. Rycerz Vratimir. cichutką i małomówną elfką. ale Geralt wiedział. Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast.uśmiechnął się wiedźmin. jak się okazało. który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii.Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. w przenikliwym zimnie. . jaki ma interes w tym. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków. krzywiąc się niemiłosiernie. . nie czuł.Cóż. że nie jest to zwykła sakiewka. . Chciał zakląć. V . że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . Niczego nie widział. masz słuszność. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. W drogę! Medalion zawibrował. . Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. .Jeśli mam być szczery . jeśli chodzi o niesienie pomocy.Nie przesadzasz? .W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego .nie spodziewałem się.Zaczynam się niepokoić. Errdil. Chireadan. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych.Geralt dopił kubek ziołowego napitku. . nie słyszałem. którą kupił. że tak łatwo ci pójdzie. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych. Niech to trwa choćby i dobę. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu. nie jestem z porcelany. co rejestrowały zmysły. nie słyszał. ale nie zdążył. Zimno było jedynym.Nie zamierzam jej przeszkadzać.podjął Chireadan . Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. byle Jaskier ozdrowiał. Magia wymaga czasu. gdy uspokoiło się zamieszanie. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. od kiedy tam weszła . by pomóc tobie i Jaskrowi. mieszkał w opuszczonej gospodzie. Mocniej. Ciekawe.Nie zrobiła na mnie aż tak . Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz. .

Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". Oręż. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. Wyższość. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". nie wiedząc. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. lubi demonstrować. bo ma taki śliczny ogonek. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. Chireadan również się uśmiechnął.prostująca i wyrównująca nogi. z całą tą arogancką bandą. bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. bo wymagał tego prestiż jej profesji. reperująca źle zrośnięte kości. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. że z wdzięku i urody uczyniła broń. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . Co oczywiście nie umniejsza faktu. Yennefer zaś. że skorpion jest ładniejszy niż pająk. Nawet tymi bardzo pięknymi. znamiona i ślady po ospie.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. usuwająca blizny. Uważaj. za piękność uchodzić nie mogła. wkraczała magia . że jest fascynująco urodziwą kobietą. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. jakim cieszyli się magicy.złego wrażenia. owszem. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. który tak ją ocenia. . choć na swój sposób atrakcyjna. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. która zdradzała predyspozycje.powiedział . Już po raz drugi wydało mu się. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. Gusta gustami. Nie jesteś pierwszym.To trochę tak . W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. Nie zaprzeczysz. czarodzieje przyjmowali każdą. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. . łatająca zajęcze wargi. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania.jakbyś uważał. Geralt. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. Któż pomyślałby o tym. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści.

odrobinę za długi. Gdybym wiedział. Brwi. . Chireadan . czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? .Bo Yennefer o. Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra. Nos. Poruszała się z naturalną. Zupełnie niepotrzebnie. . Widział zbyt wiele szczegółów.Twój utalentowany druh będzie zdrowy .Co z Jaskrem? .. . Usta. Yennefer.Nie. Podbródek. Jego oczy. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi. Dziękuję ci też za ostrzeżenie. jaka była dawniej.ukrytej nie dlatego. rejestrowały zbyt wiele szczegółów. Nie. Nie zdołałem go ocalić. oczy wiedźmina. sensu to nie miało żadnego. Wiedźmin podszedł. niewymuszoną gracją. choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. Jest niebezpieczna.uśmiechnął się zagadkowo elf. Ucierpiał przy mnie. .odpowiedział na pytanie. . Geralt nie rozumiał Chireadana. odrobinę wyższe od prawego. Na górze skrzypnęły drzwi. za mało regularne. Uśmiechnęła się. nieco zbyt wąskie. Geralt. . troszkę zbyt cofnięty. przyglądając się w milczeniu.Nie zaprzeczę. . . .Wiedźminie.. Miała figurę dwudziestolatki. tym wie. Oczy. co w niej poprawiono. by je uszczęśliwić.Oczywiście. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki.Będziesz miał sposobność ją okazać. a wyłącz. .powiedziała. . Przestał się nad tym zastanawiać.Masz moją wdzięczność. nie dla prestiżu profesji. Nie odpowiedział. w mojej obecności. że to go uleczy.Odzyska swe zdolności wokalne. Widział jej lewe ramię. nie sposób było zgadnąć. Nie.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. a lubi wykorzystywać taką wiedzę. nie umiałem mu pomóc. Nie ufaj jej.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej .

powiedział zimno.czarodziejka przekręciła klucz w zamku.Tak więc. ale dawała pojęcie o tym. które ustawiłaś na podłodze . . Wejdź. pełnym szczęścia uśmiechem. chwilowo . co ma Jaskier. nie stanie mu się żadna krzywda. bębniąc palcami po framudze drzwi. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki. Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. zajęczał cicho. z jego twarzy znikł grymas bólu. W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza...Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. Tak się zaś składa. . Był to bez wątpienia jęk rozkoszy. Klucz znikł.że zawsze zdobywam to. . że zapragnęłam czegoś. Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa. obróciła go w dłoni. Yennefer? . wciąż kretyńsko uśmiechnięty. . Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro. Yennefer? Jeśli to gra. precyzyjnie wytrasowanej. to nie znam reguł. na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier.Śpi . .Na ciebie. nie rozbudzona.Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? . ale wiedział. rytmicznie drgać. Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie.Cudactwa.Co to jest.przerwał -służą do wywoływania .O co tu chodzi. jestem schwytany . czym może być lwi ryk. Poeta oddychał spokojnie. czego pragnę. przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. Jaskier. Odbiorę mu to i rozstaniemy się.. W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram. nie rzęził już i nie charczał. Nie obawiaj się. zastąpiony idiotycznym. Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka.I śni.Oczywiście.Nie pochlebiaj sobie . . że była to magia śpiąca. .Wspominałam ci . . Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy. .Pułapka.zaczęła .Yennefer usiadła na brzegu łóżka.Na kogo? . Ukryta w nich magia była wyczuwalna.powiedziała Yennefer. .

Mniejsza z tym. Niełatwo mnie zadowolić.Nie . nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. Skrzywiła wargi w uśmiechu. że właśnie zaczęło się odwdzięczanie. ale ty.uśmiechnęła się Yennefer. kilka marzeń. . Ja kupiłem twoją pomoc. Zadowala cię taka odpowiedź? .Dobrze. Wszyscy będziemy szczęśliwi.uśmiechnął się również. bez żalu. to wiedz.Jak widzę. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne.. Poproszę o nią. że to nie trubadur ją ma. . .Piękne są twe piersi. Nie pozwolę na to. poproszę. Geralt. Ale niech to będzie uczciwy handel.Szkoda. gdzie wywołuje się demony... mnóstwo poezji. . Twoja strata. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność. . Jeśli nie zauważyłeś. i równie paskudnie.Śni . wiedźminie. . Wiele tam nie było.. .. Yennefer.Co do tego. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. . Virginio.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? . I ja zapłacę. Trochę świństw. Wysondowałam mu mózg do samego dna. Virginio . Wiem. wręcz szczęśliwy.demonów. . . ale i bez uraz. rozłożyłaś cenę na wiele rat . I rozstaniemy się.. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony.włos mu z głowy nie spadnie . delikatniejsze niźli puch łabędzi. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Pieczęć. . którą zaczopo-wana była butla z dżinnem. które jesteś mi winien. wiedźminie.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. nie otwierając oczu. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. zawszę staje się komuś krzywda.kontynuowała czarodziejka. Pieczęć.Nie zadowala. Tam. Yennefer.Ach. .Jego marzenie spełnia się we śnie. nie powinieneś mieć wątpliwości.zajęczał Jaskier..Rozum mu odjęło? Majaczy? . .Do czego ci ta pieczęć? .powiedział zimno.czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie.

który powinien przekonać cię. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu. Ale nie musisz mi już imponować.Proszę. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. . ale potraktowałaś go życzliwiej. Yennefer. że jesteś elokwentny. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. Geralt napiął mięśnie.Geralt wskazał na wzory na podłodze.powtórzył.Ja . wrócę. co zamierzasz tu ściągnąć .zachichotała czarodziejka. .. może jeszcze gorzej niż poprzednio. zapłacę drugą ratę i dalsze. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. Ale bez Jaskra.On już raz był blisko tego. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty.Ale nie Jaskier. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. Jeśli narazisz Jaskra. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża. Bo jeżeli chodzi o pierwszą. jak wbity w ziemię słup. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. że potrafisz odbić czar rzucony wprost . gówno mnie to obchodzi. jak kamienny posąg. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością.. Ty gadałeś. .. Wiem. . Nie jako ratę. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. . Był jak sparaliżowany.Wiedziałam też.powiedziała Yennefer. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. Nie pomogło. będziesz starał się zaimponować mi elokwencją. Teraz możesz już tylko mówić. . co chcesz.. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów. wiem. zmusić.Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna. Urwał. że daremna. Szkoda. Wzruszająca i patetyczna.Piękna przemowa . by ci służył? Nie musisz odpowiadać. że choć wyrachowanie. to nie będzie to już uczciwy handel. Yennefer. kiedy poczujesz . Uczyniwszy to. weź.Ciekawiło mnie.. A rób sobie. . . . Nie pozwolę. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. by płacić.Wiedziałam. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce. zaciskając szczęki do bólu. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. wytężył całą wolę.czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi.

a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. Ale mną. uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . Masz silną wolę i sporo odporności na magię. .Mówiłam przecież. . Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek. . Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. . znikły okna.To na nic.Ależ posłużę. . Po tym. a zazdrosny. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole.I co z tego.powiedział z wysiłkiem. To się rzadko zdarza.Czarodziejka wstała z łóżka. ty spełnisz te obietnice za mnie. Yennefer.. Rzeczywiście. Zakochał się we mnie. nie posłużysz się.' ku osobom przyrzekłam tu coś. nie chodzi o czamoksięstwo. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. bo nie ufa ci. Jaskier. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. Jest pod moim urokiem. Geralt. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. Kil. wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. bałwan. posłużę.. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz.. nie robiłam niczego w tym kierunku. nie uczyni nic przeciw mnie. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. nabierze podejrzeń lada chwila. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. wyobrażasz sobie? Elf. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. a ja zawsze spełniam obietnice.Nie szamocz się. . czego zamierzam tu zaraz dokonać. walczył z całych sił. Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. Ponieważ jednak sama nie zdążę. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie.. że Chireadan się zorientuje? .Chireadan. .Beau Berrant. Chireadan. By ratować przyjaciela. Errdil.uśmiechnęła się zjadliwie. nazwijmy to. natychmiast znikam z Rinde. Chodzi o drobnostkę. Walczył. wiedźminku . zapłaciłbyś każdą cenę. I nie odgrywaj przede mną komedii. Zwykła chemia organizmu. Nie ufał ci od początku. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. A może i coś jeszcze. Nie. że coś knujesz.. Znikły drzwi. Yennefer. idziesz do celu najprostszą drogą. podeszła. . gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. Nadaremnie. Milczał.wykrzywiła się złośliwie. wylizałbyś mi buty. o niewielką przysługę. Yennefer stała przed nim. Zorientuje się rychło. Nic..Chireadan zorientuje się. nie spłacone rachunki. ..

za oczy łowiące każdy szczegół. I wiedziałam.. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki.Zapamiętałeś? . nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. za zimny wzrok. .. Yennefer mówiła do niego łagodnym. .aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików. bo musisz zapłacić. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. schody. jaki jesteś. Za udawaną hardość. Balustrada. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. Bzem i agrestem..Idź zatem i wykonaj moje polecenia.Dzięki. . . I głos Chireadana.. że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota.Możesz pocałować mnie w rękę.. .ciągnęła . w uszach zaczęło straszliwie szumieć.Muszę. wpiła się w nie jak wampir. Ale zrobisz to ty.Nie! Errdil. .Już w sypialni Beau .Jego własny głos. To był jego własny głos.Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira. pani.. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. Klęczał. Ciemność. Twarz Errdila. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy.Tak. Poczuł. Twarz Chireadana. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. dokąd? . Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki. Medalion na szyi zadygotał. . . za wyrachowaną wiedźmę. . Płać. w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty.Muszę iść.Na rozkaz. za sarkastyczny ton. Geralt miał wrażenie. pani. . Bzem i agrestem. W jego głowie coś rozbłysło. pani... choćby Chireadan. za kamienną twarz. miękkim głosem. Za mniemanie. .po wymianie kilku słów wiedziałam.Geralt! Co z tobą? Geralt. że zbliża się do niej na kolanach. Errdil! Zejdź mu z drogi! . zapadł w ciemność. Błysk. wykrzywiona przerażeniem.

Widział ich niewyraźnie. .. Chireadan podgarnął słomę. pomyślał..Czy to ważne? . Żaden nie odpowiedział.rzekł elf ...Cholera jasna... Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży. .że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków. cień na pokrytym słomą klepisku. że nie przebywa tu od wczoraj. Smród uryny. . VI Ciemność. Hej.Chireadan? Gdzie. wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą. psiakrew..Nie wiem. głowa mi pęka.Poczuł. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców.. Gorąco. Już się zaczynałem martwić. . odór. Drzwi. I Jaskier. .. Parno. Cień kraty. Jaskier jest tam. opiera plecami o zawiłgły mur. zgniłej słomy i mokrych łachmanów. co jedynie z pozoru było kupą łachmanów. usiadł wygodniej. Rzucany przez pochodnię cień. Bzu i agrestu. .A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz.Zapach bzu i agrestu. .. Gdzie my jesteśmy? .. W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób.. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od..Nareszcie. Tak jak i ty. Yennefer. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.Wsadzili nas do lochu . że tak długo nie przytomniejesz. rozejrzał się. jak ktoś unosi go. .. gdy mnie tu wrzucano. .. Będzie burza. byłem bez zmysłów. Wiedźmin zaklął. siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. z nią. a ona planuje.. Cholera. Eksplozja słońca.Cieszy mnie . I była to ostatnia jego trzeźwa myśl.. Zapach.. Zapach bzu i agrestu.Jeszcze jak. w zupełnych niemal ciemnościach.stwierdził ponuro. Zapach? Nie. świadczyły.

masując skronie. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust.odrzekł dumnie dziadunio. ..Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas.Wielmożni . Geralt splunął ponownie. Errdil i Vratimir. jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie.mruknął Geralt .Obawiam się .Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma. ..trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . w którym byłem ja.. Wiedźmin splunął. Nawet bardzo mocno. pochrząkali. nie jacyś polityczni..Pytam.Do żadnej . ..że na tym się nie skończyło. Myśmy ino kradli. Ludzie mi się przyglądali..zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem.Tak ono i jest . Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek. Myśmy się na władzę nie zamachiwali. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo.rzekł wreszcie jeden.ciągnął cicho Chireadan.. kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu.powiedział drugi. . . Potem był jakiś sklep. .Geralt splunął.spytał.spytał drwiąco elf . .A ty. prosto na ulicę.Wszedłeś do lombardu.Lombard . . wszedłeś..Absolutnie.zniżył głos elf. potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy.Obawa uzasadniona. Mocno. To prawda? .A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca. .Chireadan? . .. . .Ano . Niczego nie pamiętasz? . . dziadku . Chireadan parsknął. Potem..Lichwiarz upadł . Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. Myśmy są porządni złodzieje. Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi.. Za tobą ciągnął już spory tłumek. I niech każdy swego pilnuje. . a po chwili . my swój. .Z tym zamachem na władzę.Bo ja jestem niewinny.Ogłuchliście? .Wy macie swój kącik. . . Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy. Wyrzuciłeś go oknem.Wyszedłem na ulicę. miłości prosim.

. ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. . ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. ba. nie żałując ręki. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. opisać trudno. I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. oznajmiłeś. Nie tylko głosowali za tym w radzie.Jakiej? . Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety. płakał.Domyśliłem się tego już dawno. poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. będzie wymierzona na miejscu. To oni wsadzili mnie do lochu? . których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. poszedłeś dalej. . Pewnie cię zainteresuje. . Zamachnąłeś się znacznie wcześniej.A gdzieżby tam. Zarówno lichwiarz. . również członek rady. błagał o litość.Chcieli. Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami.Najprościej rzecz ujmując. . toporki. dokąd zmierzasz. Oni mieli miecze. Nie oszczędzaj mnie.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. obiecał nawet poprawę. że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą. wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. Coś ty z nimi wyprawiał. Kara. a aptekarz wył. jest gówniarskie i absolutnie karygodne.A ja . . a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. Geralt. Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi.pokiwał głową Geralt . pałki. Mów. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. wlokąc Wawrzynoska za nogę.Mów. baty. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej. pomijałeś jego oficjalny tytuł. Większość z nas wiedziała. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich.I ja radbym to wiedzieć. którzy nadbiegli. ale dodawałeś inne określenia. Opowiadaj. Chireadan.byłeś znowu na ulicy. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. bo to niskie i odrażające.Szedłeś do świątyni. oznajmiłeś wszem i wobec. Och. budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. wrzeszczał. Bo kapłan Krepp. co to było za widowisko. . Mówiąc o nim.

Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu. Nie zrobiłem tego. jak mi się zdaje. w jamie.. . Nie. Ale nie doszedłeś do nich. Omamiła mnie. burmistrz. Ty siedzisz tu przeze mnie.. wrócisz i. Wdałem się z nimi w spór. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. nic ująć.Aha . Ale jeśli nie zdążył. Martwisz się. A to oznacza... Co jeszcze? Desekracja świątyni? . a sam okazałem się równie wielkim. .Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu . Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. . kilku strażników doskoczyło. oprócz katapulty. nie przerywaj.. ale winę ponoszę ja. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem. że cię po prostu zmasakrują.Kończyć nie musisz.Wybaczam skwapliwie. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. . .to co nam grozi. .Nie. I zapewne Jaskra. w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz.Nic dodać. Bo nie masz pojęcia. drogi elfie. co tylko było w cekhauzie. Wybacz mi. Wiedźmin nie odezwał się. Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać. ze gdy pryśnie czar.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął.. . durniem.mruknął Geralt.. Znam go. jak myślisz? . jaki na ciebie rzuciła. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym. skrzywdzisz ją. Wiem. ciebie ostrzegałem.to kto wie. Ostrzegałem cię przed nią. jak mówią krasnoludy.mruknął elf. wała.Pięknie . Chireadan. skąd ty wziąłeś się w lochu? . że byłem powodem twojej śmierci. -jaką moc miał ten urok... . zrobiła ze mnie. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi. Uroku .Jeżeli Neville. nie pozwolić. Zanosiło się na to.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. wyrok wydadzą rajcy. Bo bałem się. Chireadan. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły. to jeszcze ze świadomością. że to sprawka Yennefer. wybacz określenie. -Nie dość. Moja głupota. Psiakrew. Ja.. Nie zdołałeś tam wejść. ze będę wisiał. obezwładnić.zgrzytnął zębami wiedźmin . ze przez ciebie tu siedzę. zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . a jest dokładnie odwrotnie.. Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś. Ale.Kiedy upadłeś.Hmm. by podziurawić cię sulicami.

Jestem nią. który go w niewytłumaczalny sposób.Myślałem. Nie pomogło obronne napięcie mięśni..kazał zapytać.. Przypomnij sobie gwardię. ale opadł na klepisko. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy. z wysiłkiem łapiąc oddech. długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę. uśmiechając się smutno.Nie. mocno zafascynowany. poobserwował czas jakiś .Nie lubię wielkich słów . Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych.powiedział. cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda. Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. wskazał na wiedźmina. Dziwisz się zapewne. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie. Chireadan . a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. ..Ty ją. . .powiedział .Nie myślałem.powiedział krótko. .Tak prędko? . nazwijmy to. .Tak? . powtarzam. brutalnie poderwali i przyparli go do muru.Nie dziwię się. Złodzieje wcisnęli się w swój kąt.przerwał elf. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu.Pan rajca Wawrzynosek . czy ci aby dobrze u nas w loszku. fascynował.Ten . .Yennefer nie udałoby się wam przełamać.. Loch wypełniły cienie czterech strażników. Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek. o tobie.Chireadan? . Geralt. Kopnąć łysego też nie mógł. . Myślałem o niej. unikając wielkich słów. nazwijmy to. Chireadan chciał się zerwać. Dwaj inni chwycili Geralta. Obraz. by przywołać w pamięci obraz. szczęk metalu.Ty ją. podciągnął rękawy i pomasował pięść. Zgrzytnął klucz. . Łysy strażnik stanął przed wiedźminem. Jeden ze strażników. . bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami...zdziwił się półgłosem elf. .

bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. . zamierzając bić w głowę.sprzączkę własnego pasa. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. Aby zemdleć. . po czym strażnicy poderwali go znowu. Ale cios nie został zadany..Jedno. Choć wydawało się to dziwne.stęknął wiedźmin. VII .I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk. chwycił się oburącz za brzuch. czy nie masz jakowych. chmura burzowa przepływała nad Rinde. parskając i sapiąc . zionąc cebulą i zepsutymi zębami. po krótkiej chwili rozległ się ostry. poczerwieniał. z trudem podnosząc głowę. Strażnik splunął.No jak? . zawył. zaryczał z bólu. Następne uderzenie. .Ucieszy się pan rajca. .. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce. Zmieniał rękę. cofnął się i zamachnął. ale powyżej nie było dziury.. tym razem... przeciągły trzask gromu. w to samo miejsce. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa. . skromnie opuściwszy głowy. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. Łysy zgrzytnął zębami. znowu pomasował kułak. że się nie skarżysz.No jak? Żadnych życzeń? . ale nie miał czym. Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał.kontynuował łysy. skurwysynu. musiał zmusić łysego do. Ulewa przybierała na sile. przez którą przeświecałby mur.Żebyś pękł. .Niczego ci nie trzeba? . wyszczerzył zęby.łysy cofnął się nieco. Łysy obrócił się bokiem. I pękł. Geralt i Chireadan. niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu..Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. milczeli. zgodnie z planem Geralta. . A musiał zemdleć.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

. jej zaklęcie zaraz osłabnie. .Trzeba czekać . Patrząc. I robił to. Bo dżinn. . druzgotać wieżyczek i mansard.Tu się nic nie da zrobić. pękali ze śmiechu do czasu.Kiedyś przed laty. ze pod oknami mogą stać wyborcy. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. niesłychanie silny d'jinni. niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . że d'jinni zetrze ją na proch. różnokolorowego światła. I będzie spokój. bucząc wściekle. co się tam dzieje! Panika.Patrz. zrywał się i pikował w dół. gadałeś.powtórzył kapłan. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha. . był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego. gdy mówiłem. Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. nie wiem. krążył. panie Neville .Trafiła kosa na kamień. Powiadam wam.zawył Neville.zaśmiał się kapłan. powtarzam. .Hę. ale. .Sram na sprawiedliwość! . skończy się to tym.Ale nie z założonymi rękami.Niszczy miasto! .Ten potwór niszczy moje miasto! . Krepp.Nie uważaliście. Nigdy nie uważacie. i złoił obu rzemieniem. gdyby nie to. nie bacząc. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz.. w Wiedźmińskim Siedliszczu. . Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. .. jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie.wrzasnął burmistrz. czarodziejka już by go miała. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. i tyle. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! . kto kogo schwytał. po okręgu. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela. gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. . To jest. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie.. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. Wzlatywał i spadał. co wyczynia trzmiel na uwięzi.. gdy mówię. identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen.parsknął Krepp. hę . że ten demon. Dżinn mógł. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. ich preceptor. roznosić w strzępy strzech. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. burzyć kominów.

czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . .Mogę. Portal wciąż łączy ratusz z. nawet niewidoczny. umknął przed nim.rzekł zimno kapłan.Potrzebna mi wasza pomoc. . Geralt uniósł głowę.Panie Krepp .Portal. Elf spojrzał mu w oczy. jakie się zacznie. Odwrócił się. .. .. Chodzi o portal.odezwał się Jaskier. co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł. Przejdę tym śladem. co się tam teraz dzieje. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki.Wątpię. a nie stać i gadać! Bogowie. zostawia ślad. .Możecie.rozdarł się Neyille. . potem spuścił wzrok. jest niczym w porównaniu z piekłem. Przepraszam cię. prawda? Geralt zawahał się. .Geralt . gdy geniusz skończy z czarownicą. .powiedział z ociąganiem.zdecydował się nagle.rzekł Krepp. którym przybył tu Jaskier.Do diabła z twoją modlitwą! .To bierzcie się do roboty. że czuje zapach bzu i agrestu. bo czas nagli.Chybaście niespełna rozumu. Modlę się. Wiem.I o powagę. co czujesz. . burmistrzu. .. .Muszę. Bo ja sam tego nie wiem.Proszę o ciszę .Chyba tak . Zdawało mu się. Chireadan. . . bo musisz. wskazując na ścianę..Idziesz tam. . Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów.Nie ma już nawet znaku po portalu .Nie widzisz? . . Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością.Pytałem. czy nie? . Można zaklęciem taki ślad ustabilizować. jak Chireadan dotyka jego ramienia. . napotkał wzrok Chireadana. . Elf uśmiechnął się.. -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić. To.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! .Nie przepraszaj.Wydajcie rozkazy.. .Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! .kapłan dumnie uniósł głowę.Zaklęcie? .

ale na odpuszczenie grzechów.. Kapłan uśmiechnął się.. Właśnie na tym.powiedział. czy nie jest przerwany. . Co znaczą te słowa? . . Jeżeli portal eksploduje.. wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie.Zaiste.. też będziecie zgubieni.Chcecie ją ratować. panie Krepp. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę.rzekł kapłan. Ostatnie to wasze życzenie. Hmm. Poruszył dłońmi w powietrzu.Mężny z was człowiek . . panie Krepp.Gotowe . . Geralt wstąpił w nicość..powiedział..Na tym to właśnie polega. . Bębenki odrastają. . panie wiedźminie. odetchnął głęboko. .Proszę was.Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. "Odejdź stąd i wychędóż się sam". z trudem .dokończył Geralt.. Roztoczę protekcję. A gdyby portal pękł.rzekł Krepp.. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. Mogę was pobłogosławić. . pękną wam bębenki w uszach. Krepp wyprostował się. Spróbuję was wyciągnąć.. więc wam powiem... . Geralt spojrzał na niego życzliwiej. .nie wystarczy czasu . kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza. Nie ma też żadnej pewności. . Uczyńcie rachunek sumienia.Panie Krepp? .Cóż .Już uczyniłem ..Ja zostanę . sposobna pora do żartów i krotochwili. Wyjdźcie wszyscy z komnaty.. bębenki. Na to nigdy nie wystarcza czasu. na wszelki wypadek.Wiem. uczyńcie rachunek sumienia.. który tak was zdenerwował. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę. dysząc. jeśli tam pójdziecie. ryczący i kotłujący się jak huragan. Zanim w to wstąpicie. Dzinny to mściwe istoty. Hmm. VIII Portal. który nim wstrząsał. .Ten egzorcyzm. wypluł z rozrywającą płuca siłą.. panie wiedźminie. Znaczyło to. Wy. a zimno zdławiło śmiech... Wielka mi rzecz. gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi. Geralt. Czarodziejka jest zgubiona. wyrzucił go z impetem..Geralt stanął przed słabo świecącym portalem.Słucham was.

ale wyraźny.Nie tak łatwo mnie zabić. Klęczała pomiędzy stołami. krzywiąc się złowróżbnie. . Zobaczył ją. . ale szybko zorientował się w pomyłce. .Wynoś się! . Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem..Ja. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności. Podłoga dygotała. ale łajdak nie słabnie. Wynoś się stąd.Pomimo tego. Nie potrzebuję twojej pomocy. . Złapałam go.. trzeszczące. Yennefer zobaczyła go.krzyknął. Yennefer. . rozjarzonymi obecnie do białości. Rozejrzał się. natychmiast. Początkowo sądził. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. On cię zabije. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna.parsknęła. ..Ty? . złamię. Urwała. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli. pochylona nad' magiczną kulą.Pomóc? .Nie rób tego! Chcę ci pomóc! . jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak.Nie. . że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu.Nie złamiesz go. prześwietlała na czerwono palce czarodziejki. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze.Pomimo. Ale w gruncie rzeczy nieważne.łapiąc powietrze otwartymi ustami. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe. zerwała się i uniosła dłoń. ogniste linie przepadające w górze ponad dachem. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila. nie pojmuję tego.. Znajdował się nie w izdebce. . Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął.wrzasnęła.Interesujące. powinnam już mieć go w kuli. trząsł się i trzeszczał. co ci zrobiłam? . Migotliwy. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. .Nie! . rozumiesz? Nie mogę go opanować. Cały dom wibrował. chwiejny. wygląda. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. Na powale zarysował się wielki ognisty .

Nie mogę go powstrzymać! . gdzie wylądujesz. -jęknęła. Geralt. .. różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami. by dostać się do środka. rozdął się i zdeformował. to będzie portal losowo rzucający. drogę ucieczki dla ciebie. Yennefer nie cofnęła się.Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować. omotany magicznym światłem.. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna. Yennefer nie cofnęła . nie mam czasu ani siły na inny. Czarodziejka zaklęła.. wskazując na portal. trzeszczały. Powoli. czerwieniejąc z wysiłku. ale portalem się tu dostanie. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki.krzyknęła Yennefer. Yennefer? . . Nie może zerwać uwięzi. niepozornie i nader prowizorycznie. rozciągając je.Uciekaj. ze aż świdrowało w uszach...czworokąt... napinając więzy. wyskoczył z portalu jak korek z butelki. spadając na dżinna jak sieć. unosząc ręce. Dżinn. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. Nie wiem. krzyczała zaklęcia. Uważaj.Chce się do mnie dobrać. Przygotuj się. Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem.. Geralt rzucił się ku niej. z jej palców trysnęły iskry.Zlokalizował mnie. wodząc w powietrzu rękami. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy. rzucił się na nich.. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. rozdął do imponujących rozmiarów. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie.Yennefer. . Tworzy własny portal. Nie zrozumiał jakie. Otworzę mój portal.. Geralt! Uciekaj! . Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza.Tędy! . ale stale zbliżał się do czarodziejki. . Yennefer skoczyła... Dżinn zawirował jak bąk. W ryku tym było coś. odepchnął i zasłonił. musisz uciekać.. Geralt! . coś jak gdyby rozkaz. Ale geniusz nie zaatakował. wyjąca tak. . W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie..Tylko razem z tobą! Yennefer.Co się dzieje. bez widocznego efektu. Nie mogę. który wyczarowała na ścianie przy schodach.Tędy. rozwierając paszczę.. ale będziesz bezpieczny. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. polecenie..

-Uratowałem ci życie. usiłując wy drapać mu oczy. . odwracając twarz. .odkrzyknął.Doprawdy.rzekł z naciskiem szambelan.Czy mają państwo zaproszenia? . durniu! . Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję.. przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. Geralt. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. Wylecieli. drugą wpił we włosy na karku.się. Nikt nigdy nie dowiedział się. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. Yennefer wyszarpnęła się. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią. Zażądam. Poskarżę się Radzie Czarodziejów. patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu. zręcznie podstawił jej nogę.krzyknęła Yennefer. Ktoś wrzasnął. . . . z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. . jaki wytworzyły zaklęcia. Wiedźmin przyskoczył. sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik.wrzasnęła Yennefer.Gówno miałaś! . Geralt rzucił się za nią. przesadzacie z tą teleportacją. ucapił ją za oba przeguby.To skandal . wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy.Ty kretynie! . nie zabił zapachu bzu i agrestu. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. czego zażąda szambelan. upadli na marmurową posadzkę. Nie puścił jej. Leżeli na samym środku sali balowej. przerwawszy taniec.Odchędoż się. jej dłonie sypnęły iskrami. . unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. zwarci w uścisku. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! . chwycił w pasie jedną ręką. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. ktoś zapiszczał. Przenikliwy zapach ozonu.. głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. Portalu prowadzącego w nieznane. jasnej od kandelabrów. wodorostów i ostryg. a zaraz potem stół. zły nie na żarty.

że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia.Puść mnie! . a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. Trafili w cel. Yennefer zaklęła wstrętnie. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem. do cholery! . Yennefer. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś. . Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. Chwycił ją jeszcze mocniej. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. Był pewien.Co się tam dzieje!?! . Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. chociaż miał ochotę.Co się tam dzieje. Mylił się. Spadli. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga.Idioto.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. próbując przytłamsić do podłogi.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. głupku. . Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. Zanim zdołał złapać oddech. starając się przebić wzrokiem ulewę. wyrwała mu się. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. odskakując od okna . . wrzasnęła zaklęcie. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem. targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze.Biją się! . Poczuł. gdzie popadło. mówię! Uwięź zaraz pęknie. mówcie. druzgocąc balustradę schodów. i nie pomylił się. agrestem i ostrygami. Wpadli oboje w nicość portalu. w karczmę Errdila. których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. Geralt chwycił ją za ręce. też nabrawszy praktyki. palancie! Puść. zdzieliła go łokciem. IX . bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. .Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. wierzgając niczym kucyk. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. a chcąc uniknąć uderzenia czołem.wrzasnęła. a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. muszę ją wzmocnić. ze straciła przytomność. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana.

. kryjąc za filarami.Czarownik i wiedźma biją się! . Nie dokończył. dlaczego? Chireadan.zdziwił się Neville. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil. stając nad nim. .To już długo nie potrwa .Nie zdołam? .Rozumnie. znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej. . . do czego jestem zdolna. a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. .Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. unikał ich bez większego trudu. . niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. . .Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno. klaszcząc po błocie bosymi piętami. by ratować tę czarownicę? Psiakrew.Oni się biją. groty były słabe i wolne..powiedział ponuro kapłan Krepp. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. Była wyraźnie zmęczona. Panie Neville! Rozkażcie. Co was tak bawi? . szczęście.jęknął Jaskier. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał. że pada.krzyknął. uwięź zaraz pęknie. Bardzo rozumnie. Hej. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice.Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! . błysnęła błyskawica.potwierdził. Tłumek cofnął się. ludzie.wycedziła. ..Jasne.Yennefer! . z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom.Światło magiczne słabnie. Jaskier .Rozumiem.Biją się? . panie elfie. .Zaraz zobaczysz.Dlaczego Geralt tam polazł? .karczmy jak oparzony. . Wystarczy.Uspokój się! Zrozum wreszcie. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić. kryć się! Komu życie miłe.Rozumiem. ludzie! Biegiem tam! Bogowie. Gratuluję. . dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując. co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz. byłby pożar jak nic! . .

.. bo gotów mi uciec. . Ja też byłbym wściekły..zaryczał.Jak to? . .Geralt? Życzenie? .Psiakrew . Klucznik w lochu..To on miał w ręku pieczęć. Muszę ci coś wyznać. posłuchaj mnie uważnie. .. zatoczył koło. meble pełzały po podłodze. . . Yennefer.zmarszczył się Jaskier. dysząc ciężko.To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn... jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. cholera! . napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta. Zdziwisz się. Chireadan spojrzał na niego szybko. .I nie dziwię się.. że jest cholernie wściekły! . nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży.. XI Dżinn zatargał się na uwięzi.wrzasnął.krzyknął Jaskier. ale co za dużo..rzekł kapłan Rrepp.powtórzył Krepp. . .. nawet jeżeli już się domyślił. ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo.poradziła. Budynek trząsł się.. Nie powinien mówić jej tego. Pobaraszkowaliśmy. Muszę zająć się dżinnem.Ależ on potwornie ryczy! Wygląda. która więziła geniusza. . to niezdrowo.. gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie.To parzy tylko wtedy. wiedźminie. z sufitu sypało się wapno i drzazgi.To było drugie życzenie wiedźmina.Leż bez ruchu . na bogów. . gdy się poruszasz.. Muszę ci powiedzieć prawdę.Ależ on ryczy! .Uciec? . chwytając się odruchowo za gardło. Geniusz spełnia jego życzenia.. Ale.mruknął Chireadan. pochylona nad nim.Bo jest . . Pękł. Zostało mu jeszcze jedno. Ostatnie. dygocąc spazmatycznie..Jest wściekły . .Zdejmij to ze mnie! .Co? . Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu.Palę się.Zaczynam rozumieć. .

.Nie.zastanowił się kapłan.powtórzył Chireadan gorzko.Absolutnie bez sensu .. rzucił w błoto i rozdeptał. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem. Masz jeszcze jedno. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je. .syknęła. nagrodzę go sowicie... napluł na niego. Yennefer. i siebie! Panie Krepp! .. Gdy będzie wolny. Nie doceniasz mnie. .Co cię obchodzi.Zginą obydwoje? . Nie Jaskier. .. Życzenie. nie sądzę. . .. zabije cię.Przecież on. lecz ty.Ale gdyby..jęknął nagle.. Dlaczego..wtrącił Neville. Bogów przyzywam na świadków. Nie mogę.Gratuluję. . ale tobie nie daruje.. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją..A więc to tak . Yennefer. Geralt..To nie takie proste . zemści się na tobie. ledwie trzymasz się na nogach.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! . i ciebie.krzyknęła wściekle. jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.Nie wystarczy ci już sił. Jesteś wycieńczona.To przecież jego fach . Dlaczego? Przecież wiedźmin. on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! . . Gdyby wyraził właściwe życzenie. . . Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII . . Yennefer..zawył Jaskier.Jak to? Panie Krepp. nie doceniasz mojej mocy. co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam.Wiedźmin ratuje moje miasto.. Udało ci się mnie oszukać. . do ciężkiej i niespodziewanej zarazy.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna. powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach. czy jak wam tam..Nie doceniasz moich sił.Absolutnie bez. Zginiesz. a wówczas ja go zabutelkuję. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać. żeby .To moje ryzyko! . Geralt! ... Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić. Zwolnisz dżinna. Nie. . .. Dżinn może i spełni je.

czując przy tym ogromną ulgę. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. straszna.Milczysz . Bardzo słabe światło. Geralt. nie tym. A wiedźmin nagle . Wiedział. w poświacie magii. Wiedział. Odgadłam. Dżinn. że. nie prawdy. Zgłuszył tę myśl w sobie. Czując. czarna.Więc czego ty pragniesz. I piękna. co odgadł. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. prawda? Przecież tego pragniesz. Kim była naprawdę.. . z jej rąk biło światło. drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem. że dowie się.Życzenie. . złe i mądre oczy garbuski. Bo patrzyły na niego zimne. wyrzucił z pamięci na zawsze. Pochyliła się gwałtownie. poszukaj głęboko i dokładnie. Wypowiedz je. O czym pamiętała. Przeraził się. o tym marzysz! O wyzwoleniu. zwalił się prosto na nich rycząc. XIV . smukła.. żeby nie wpadał. oplatany siecią gasnących już promieni.na to wpadł. zabił ją. Czuł zapach bzu i agrestu.powiedziała nagle. z czym żyła. czym być musisz. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz.syknęła. uśmiechając się paskudnie. . Sufit pękł. Milczał. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. spojrzała mu w oczy. zanim stała się czarodziejką. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. przenikliwe. wyprostowana. Yennefer rzuciła się na spotkanie. Nie. nie mamy czasu! Milczał. Przeraził się. o czym nie mogła zapomnieć. bez śladu. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. kim zechcesz. Że nigdy mu tego nie wybaczy. kim byłą niegdyś. że odczyta jego myśli. bo klnę się na Moc. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli..Człowieczeństwa .. Dżinn spełni to życzenie. I chyba lepiej. z bliska. o swobodzie bycia tym.

Nie spadła na nich nawet jedna deska. że wie. . Kilka bąbli. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. d'jinni. jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. wspierając dłonie o kolana.Nie zapomnimy.. już wolny. . . Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! .Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville. . swobodny. gdzie leżeli.Ach . jedna cegła. otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. Pomyślimy o pomniku. cegły. -Cóż za cudowna ruina! .zrozumiał. .. .. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą.zawołał kapłan Krepp. . delikatnie przesunęła palcami po dłoni. było zupełnie czyste.wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. zniknął. I wypowiedział życzenie.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem.Żyję . uczcimy go. Dziwnym trafem miejsce. urwał iglicę z wieży ratuszowej.. XVI Geralt rozejrzał się. zarumieniona lekko.Przepraszam. Było tak. belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka. Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty. Definitywnie. ..Cholera. Z kurzawy wyprysnął dżinn.Żałujesz? ..Wiedźminie . pamięci i wszystkich pomnikach świata.Uciekł! Uciekł! . Yennefer. przepadł. zatoczył nad miastem trzy kręgi.odchrząknęła. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. wzbił się w niebo i uleciał. uklękła obok. dżinn uciekł.Drobiazg.Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. czego pragnie. cholera! . syknął. .Żyjesz? . powiadam wam! . XV Dom eksplodował. czczeniu. Wiesz.Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu.Poparzyłam cię. wielki jak stodoła. . Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna.

I co dalej? . A potem świat znowu zaczął istnieć. Skazałeś się na mnie. pieszczotą. Pomóż mi wstać. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. jej szyja. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli.Nie wiem. udało im się. mięciutkie i wilgotne. wszystkim. ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. ale żeby. tego miękkiego dotyku. a cały świat przestał nagle istnieć. najpiękniejsze oczy całego świata..To twoje życzenie.szepnęła z ustami tuż przy jego uchu.. Nie wiem. jej delikatna. krótką chwilę. czego sobie życzyłeś. . Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. wszystkim.Zaczekaj . której dotykał. . co to troskliwość i czułość. przestał istnieć na maleńką. . to skazałeś się. słodkie od pomadki. które. Co cię do tego skłoniło. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi. a potem już wszystkim. uściskiem. proszę. Geralt? Dlaczego.. jedyną myślą. Wiedział to. po prostu osłupiałam.szepnęła. byli dokładni. że była to cała wieczność. bo to rzeczywiście była cała wieczność.. a on zrozumiał. bo bardzo chcieli. oczy.To dobrze.Geralt? . Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży. dotknęła go. wiedział. Dlaczego ja? . ale istniał zupełnie inaczej.. Osłupiałam. nieporównywalna z żadną.. Przerwał jej pocałunkiem.Nie bardzo. chłodna skóra. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. każdą myślą. I w ogóle im się nie spieszyło. byli troskliwi i czuli. całym sobą. Wszystkim. wszystkim. Wiedział nagle. . że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej. pieszczotami. że nigdy nie zapomni tego zapachu. Yennefer pocałowała go. . dotknięciem.. a im wydawało się. jak się obawiał. Usłyszałam.Twoje życzenie . Wszystkiego mogłam się spodziewać. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. . Ale jeżeli tak..Mhm? . poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. staną się dla niego..

mówię wam.. .Powiedzcie stolarzowi. ja. Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha.. Słyszałem. przez które ostrożnie zajrzał. bardzo czujnie i powoli.Jaka cisza . trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku. . . ulegając mu zupełnie.Jaka cisza. .stwierdził Krepp.. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem.Yennefer żyje . Musi strasznie cierpieć. Chireadan.. mówię wam.Niech stolarz robi trumny . wysilając swój muzyczny słuch. Zaczekaj. . ..powiedział krótko.przerwał Errdil. . Nie jestem pewna. Może wezwać medyka? .rzekł Krepp. Zdawało się. .Nikt nigdy mnie tak nie nazywał.. . . Yen. co robisz.Coś słyszałem. Jęknęła.. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.Cicho . Chciałam ci powiedzieć. . Bo widzisz. Podejdźmy bliżej. czy warto się było na mnie skazywać. O.Chodźmy stąd . .. .Ja tę czarownicę znam.potwierdził Errdil...Na wszystkich bogów ..Nie jestem pewien.Prędzej grabarza . . jęknęła znowu! . Nie żyją.powtórzyła.Ja też nie..Aha ..Yen. .Yen .To oni ..Nie wiem.Trzeba by zobaczyć .Ja też słyszałem. jak jęknęła. . . Zbliżyli się do ruin oberży.Yennefer. Nie ma co. przecięła niebo urwanym. Powiedz to jeszcze raz. XVII Deszcz przestał padać. przechylił głowę.. kolorowym łukiem. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna. .Nie przeszkadzajmy im.Przed chwilą aż krokwie latały. a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. a teraz jakby makiem zasiał.Mogą być ranni. Albo pozabijali się nawzajem. Ja nie umiem. . . albo mój dżinn ich wykończył. Nad Rinde zjawiła się tęcza.mruknął Jaskier. | .rzekł nagle Jaskier.Geralt.powtórzył Jaskier. . Co to było. ... wycierając czoło zmiętą czapką. proszę.powiedział Vratimir.

Poczekajmy w jakiejś karczmie. a dołączą do nas. nie minie wiele czasu.Nie lubię wielkich słów . . bardzo smutno. . .A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.zaciekawił się Jaskier. do cholery! Elf uśmiechnął się.powtórzył elf. .Co oni tam robią? . on i jego ostatnie życzenie.Chodźmy stąd . ona. Niech tam zostaną.żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . Oboje.powiedział.Powiedz-że. .Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. . Bardzo.

jak zapewne pamiętacie.O nic. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w .O co chodzi. mówiłem. z minami zawodowców.mruknął Geralt. przyglądali się ponuro i obojętnie. .Trzeba było siedzieć u Nenneke. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać. Jaskier obrócił konia. wsparci na oszczepach.Obraziliście urodzonego Taillesa. wiedźminie . Geralt? .GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. Wiedźmin oszczepy. Jaskier miał rację. spoglądając w stronę niedalekich. widocznych nad lasem wież świątyni.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. nadal przechadzał się.Zamknij się. Zobaczysz. kolczudze i misiurce z żelaznych kółek. nie wystawiać nosa za mury. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno.Mogłem się spodziewać. . w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym. wstrzymując konia. brodaty krasnolud w lisiej szubie.. Tailles. bez hełmu. . zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników. Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem. u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny. . . rzucił wam rękawicę. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się.Zamknij się. rozejrzał się. . Żołdacy. Zsiedli z koni. . pytam? Znowu awantura? . Nie wyglądało. wymachując nagim mieczem.A Tailles.. . wszystko się wyjaśni. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem. nie patrząc w ich stronę. Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. Tailles bez zbroi.Psiakrew . Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy.O co chodzi. .Nie wygląda na to. . by jeździć do miasta -jęknął trubadur.To był jednak głupi pomysł.

że wówczas każę powiesić cię na gałęzi. .powiedział Jaskier z małpią miną. Jestem Dennis Cranmer. rycerzu. obejdę się bez pouczeń. dobrze? .poczekaliśmy więc. . Cranmer .Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick.A to. że książę wydał ci rozkazy. panie hrabio. niegodnym. .Kodeks rycerski stanowi. . . ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej.że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza.Co się stanie? . -I pamiętaj. do czego zmierzacie. panie rycerzu. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi. panie Falwick .odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. Chciałbym wiedzieć. .Spokojnie . to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. ty hyclu. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. wydymając wargi. . . Co się stanie.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. I bez wyzwisk. .. Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego.Musicie. aby. kapitan straży księcia Herewarda.To wy nie uczcie mnie. hrabio . ..Geralt uniósł głowę. Obawiam się. Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta.Bez nerwów.Jakże to logiczne .. Dokończcie. Tailles czeka. pozwólcie. zależnie od woli. a tym samym podnosi do swej godności... aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki. . Nie możecie odmówić. spojrzał w oczy Falwicka.wycedził rycerz. że nie jestem dostatecznie godny.A czy nie uważacie.Nie ucz mnie manier. . że studiowaliście filozofów. -Wiem. Jaskier? ..Widzę.Nie wtrącaj się . .krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu.Musimy? . Panie Geralt. gdybym okazał się. Musicie się bić. Jak to się mówi. a co do urodzenia. jak wykonywać rozkazy.uśmiechnął się krzywo Geralt . które masz wypełnić co do joty.

i musisz za to nieść karę. Do ukarania.Wiedźmin ukłonił się sztywno. jasnoszare. Ale wtedy poleje się krew. bo jeśli ja go zranię. wręcz fascynująco . rozejrzał się. nie odrywał od Geralta swych zimnych. panie hrabio? . powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem. . poniesiesz karę. Usatysfakcjonuje was to? . . panie Geralcie.ciągnął spokojnie Dennis Cranmer. .Jeśli dobrze rozumiem .zakpił Jaskier.Nie pogarszaj swej sytuacji. ocalisz twoje nędzne życie.Co proszę? . . . Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości. A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię.M .Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. ale dosyć paskudnie. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza. Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . by przeciwnik mnie okaleczył. .mam stanąć do pojedynku. to krew i śmierć. by Tailles nakarbował ci skórę. Jeśli będę walczył. to mam pozwolić. ale do obezwładnienia. chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. odmieńcze. skóra mutanta. Nie zależy nam na twoim trupie. Tak jak w Blaviken. to prawda . Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór. .Stańcie Taillesowi.A ja myślę. o którym myślicie. Inaczej już byś wisiał.Bez drwin .Tak sądzicie. mnóstwo krwi. Takie otrzymał rozkazy. to mnie połamią kołem. Dasz się pokonać. to mnie powieszą.przyznał Dennis Cranmer. .powiedział Falwick. jazda.Tak będzie lepiej. kapitanie. włóczęgo. No.Tak. Walka ma być nie na śmierć.powiedział . Same radosne alternatywy. Obraziłeś zakon. chcemy.syknął Falwick. ze mam.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. krzaczastymi brwiami. . . stalowych oczu. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić. panie wiedźminie . więc kapitan chce mu taką sławę dać. . bo jeżeli odmówię. Decyduj. stalowe pod płowymi. A twoja skóra.Argumentujecie urokliwie.Macie. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. Wyboru nie masz. zrasta się szybko. uśmiechając się złośliwie. apelujecie do . patrząc w oczy krasnoluda.

Prawda.Załatwmy to. . Geralt wzruszył ramionami. wolałbym w to nie wciągać.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . Za wyjątkiem tych. . jakie mi wydano.Absolutnie . mają żony. panie Geralt. Szkoda dnia. Nie apelując do żadnych uczuć.Geralt naciągnął rękawice. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię. to dotyczy tylko was.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka.powiedział Falwick. bliżej mi nie znanej niewiasty. Ty nic do tego nie masz. Jaskier.Ciężki .powiedział wreszcie Geralt. A nie wydaje się wam. krasnolud i wiedźmin.stwierdził zimno. a kto wie. a i matki. . .Nie . nikt tu nie poniesie uszczerbku. będzie piekło. . jak rozumiem. . Weź mój miecz. o dzieciach nic mi nie wiadomo.Ja . Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. proszę pana Geralta z Rivii. którzy połamią nogi. panie Cranmer? . dzieci.jego wyższych uczuć. by raczył nie przelewać krwi zbójców. . dobywając swego. aby podjął decyzję. wiedźminem. co do joty.Dobrze. Prosicie. Tu nie poleje się żadna krew. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii.Godzicie się zatem . Przygotujcie się.Nie traćmy czasu. uciekając do miasta. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. którzy go napadli.Tak. . Ma ulitować się nad zbirami. Wiedźmin zdjął miecz z pleców. Jak zawsze.Jestem gotów . . może nawet i matki. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. zachowaj spokój.Dobrze więc . bo zbiry są biedne. wykonani.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. Ale rozkazy. Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę. . Absolutnie.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . oczy mu rozbłysły. Nie jestem żonaty. Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . . Załatwmy to szybko. kapitanie Cranmer. Co by nie było. Patrzyli sobie w oczy.Falwick uniósł głowę.

. że jest rad. Falwick podbiegł do niego. zaatakował błyskawicznie. której tak życzyła mu kapituła. Rycerz zawył. ciął szeroko. panie Falwick.Geralt uśmiechnął się. nie rycerz. . spróbował ją odzyskać. Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem.Hej. Rycerz bez blizny to kutas. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę. Równe szansę.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. wstając. Tailles wił się na ziemi.Tailles ma taki sam.Nie? .Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby. Żołdacy zamarli. Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa. wcale nie wyglądając na uradowanego. stracił na moment równowagę. Jego pech. .Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda.Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! . skowytał i wył. przekonacie się. odwrócił się. odskoczył miękko. lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. .Nie. Zapytajcie go.Skóra się zrasta . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza. . straż! . upadł na klęczki i dotknął czołem trawy. niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem.Stać! Na miejsca! . Tailles przykucnął. skoczył. . założył lewą rękę za plecy.wrzasnął Falwick. odruchowo. . Szczeniak uderzył się o własne żelazo. .Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi.charknął Dennis Cranmer. Tailles zaklął. Wprost niesłychanie.powiedział wolno krasnolud. Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak.Brać go! . uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem. hrabio . bez ostrzeżenia.. hrabio. powód do sławy i chwały. . Rycerzyk zamachnął się szeroko.na szpadle. wyrzucając ramię na pełną długość. od prawej. Geralt wbił miecz w ziemię. . . walnął na wprost. krótką. .A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka. zamarł w pozycji szermierczej. dotykając topora. pluł krwią. klinga znowu przecięła powietrze. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna.Niesłychanieście dowcipni.

obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. na miejscu. nawet wiedząc.Falwick. powoli wyciągnął topór zza pasa. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego.ryknął Falwick. Gdybym.Wynoś się z Ellander. . czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. . wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość. co się stanie.Nie przysięgajcie krzywo.ale w tym wypadku to on ma rację. panie Falwick. to wiedzcie. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego. otarł dłonie o płaszcz. Ale nie powtarzajcie ich. by na was na-pluć. . Żołdacy unikali jego wzroku. załóżmy. ..ciekawość. Nie znoszę krzywoprzysiężców. gdybym wyzwał was na miecze.Wiedźminie .Ale przedtem.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin.zgrzytnął.Rzadko kiedy godzę się z nim . wyrywając swój miecz z ziemi. Natychmiast.Cranmer! . podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . Zaspokoiliście moją.. bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość. Dennis Cranmer wykrzywił się.Zrobimy tak. teraz ja zaspokoję waszą. . rozejrzał się. panie hrabio .Pożałujesz tego. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń. Wyjedźcie stąd w miarę szybko. hrabio.kontynuował Geralt . by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście.Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa. . Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa.Geralt przewiesił pas przez plecy. zaraz. starając się nie uśmiechać. jak radzicie . .Oj. . . proszę was bardzo. Falwick zbladł. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. . cofnął się o krok..mruknął Dennis. odwrócił się do Geralta. Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. Bez chwili zwłoki! . przysięgam! Krasnolud odwrócił się.Choć milczycie . Jeśli ciekawi jesteście. tu.słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. że ja was wtedy . dysząc ze złości.

uśmiechnął się szeroko krasnolud.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu. dlaczego. Dennis. spuszczę z was krew jak z wieprzka. . liczę na następne. Przeszli w kłus dopiero wtedy. . Nie zamierzam.Geralt . II Geralt pochylił się.Lubię cię. Bywaj. .Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . nie oglądając się. panie Falwick. Wielcem rad z naszego spotkania.powiedział poważnie.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy. Nenneke. . Poprawił popręg. . . Jaskier. prowadząc swego karogniadego wałacha. choć sama nie wiem. . Geralt .Nie.Dzięki za gościnę.Wolę uważać na innych. Ani słóweczka. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia. a później skręcimy na Kupiecki Szlak. Pamiętaj. Uważaj na siebie.Do zobaczenia. Bywaj. Chodź. . na dłuższą metę. Odjechali demonstracyjnie wolno.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. Rycerz zbladł jeszcze bardziej.Powodzenia. Zbliżył się Jaskier. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę.I nie złość się już na mnie. czcigodna . To się lepiej sprawdza. sztywne jeszcze i oporne w klamrze. Nenneke stała obok nieruchomo.Odwzajemnione. przytroczony do niej srebrny miecz. Do zobaczenia tedy. . . Przecież ja i tak wiem. bęcwale. Geralt. Jaskier. wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek.Natychmiast. Ze świątyni. że wyruszymy nie zwlekając? .Do zobaczenia. że mnie lubisz.Mam nadzieję. dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. skrzyżowawszy ręce na piersi. przy Nenneke ani słowa o tej drace. Niezręcznie . .odezwał się nagle poeta. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn.Owszem . . .Bywaj. Na nas czas. . Pojedziemy lasami. gdy skryli się w lesie. Dennis. Niosła kuferek wiedźmina.

Dzięki. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. z szybkością niebywałą przy jej tuszy. Nie wiedziała. Iola wygięła się w łuk. wstała z wysiłkiem. pucołowatej buzi.Cały orszak pożegnalny. bystrzejsza. ale jego medalion targnął karkiem tak. .Iola! Mów! Mów. To ważne. krzyknęła coś. co powiedziałaby. Nie zapomnij. zagryzła. blady jak płótno. Krzyk. Kości jak białe połamane patyczki. Krew i krzyk. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. przytrzymała ją za ramię i włosy.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. uklękła na nogach Ioli. Nenneke uniosła się na kolana. podała mu kuferek. Jedna z adeptek stała jak porażona. niemym wrzasku. Uzupełniłam twoje eliksiry. Krew. Nie miała pojęcia. druga. Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. I pragnęła.. czego wiedźmin nie zrozumiał. W bezwstydzie końca. czego brakowało. zacisnęła szczęki. Krew. I to lekarstwo. wiesz które.unikała jego wzroku. Nie wiedziała. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie.Na Wielką Melitele . .. Krew. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej. Krew. zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. co należało powiedzieć. wyprężonej.Nie zapomnę. Krzyk. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. Iola. Jaskier. masz wszystko.westchnęła Nenneke. westchnął głośno. . . tworząc wdzięczną kompozycję. czerwieniejąc z wysiłku. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk .Iola!!! Nenneke.Iola! . Geralt. . Iola znieruchomiała. Ich ręce zetknęły się.krzyczała Nenneke. by nie chichotać. otwierając usta w bezgłośnym. . Nenneke. przypadła do lezącej na ziemi. . Śmierci. że odruchowo się schylił. Weź kuferek. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. gdyby mogła. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. Dziewczyna spuściła głowę. jakich słów należało użyć. Bierz regularnie przez dwa tygodnie.

. Było już ich więcej. Do zobaczenia. . .Nie jedź. Przez chwilę.Ja też to widziałam. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym.. przerażone i milczące.I co? . . poważne. Kapłanka wolno pokręciła głową. zbiegły się.Muszę.powiedziała do adeptek. Geralt. . Zaraz przyjdę. I nie zostawiajcie jej samej. proszę.. Nenneke. widziałeś to? .Zabierzcie ją . Odwróciła się do Geralta.Tak..szepnęła nie patrząc mu w oczy.Żegnaj ..Weźcie ją .Ty widziałeś. Iola. ..powtórzyła kapłanka..Nie ma sensu oglądać się za siebie. .Muszę.Ostrożnie. Wiedźmin stał nieruchomo. . .Nic nie mów. . ..Geralt. nie jedź. Nenneke. .. Zajmij się Iolą. . Nie pierwszy raz. gwałtownym ruchem. mnąc wodze w spotniałej dłoni.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->