ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

Błysnęły ćwieki. nie pozwalający mu obejść Riva z boku. trzymającego się bliżej drzwi.rzekł nieznajomy. . ani czarnego płaszcza. . Nie był ani zabobonny. Strażnicy momentalnie cofnęli się. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. .rzekł Velerad. .Sam pójdę.Tak. Wreszcie zdecydował się. Nie. Nie miał już ani miecza.Pójdziesz. Drogi nie znam. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się.Słucham . Riv przylgnął plecami do ściany.A wy trzej przodem. chowając miecz do pochwy. Gdy wymijali stoły.A ty siadaj. Kobieta znów zakrzyczała.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem. panie . szybki znak.Rzuć to. Treska! .rozkazał strażnikom.rozdarł się ten rozdygotany. przeraźliwie. bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na . inny znowu pomknął ku drzwiom. ani bojaźliwy. Któryś z gości zerwał się. dziko. goście zakrywali twarze połami kubraków. ale na powrozie! . Nieznajomy poszedł w ślad. . uniesioną do góry. . pospiesznie. zastanowił się. a prawą. w stronę strażników.krzyknął do trzeciego. . grododzierżca Wyzimy. II Velerad. Tam dalej. zasłaniając twarze przedramionami. nakreślił w powietrzu skomplikowany. oglądając się niepewnie.powtórzył nieznajomy dźwięcznym. tyłem. opuszczając głowę.Sam pójdę . . psie nasienie. a sztylet do cholewy.Nie trzeba .Leć po ludzi. nie tu. metalicznym głosem. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. . . zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. Nieznajomy usiadł. Dwaj pozostali wyszli za nim. którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. podrapał się w podbródek. .wymamrotał strażnik. . Rzuć miecz.Rzuć to! . jeśli wola. Ruszył ku wyjściu. opuszczając miecz. Prowadźcie do grododzierżcy.natychmiast dobyli mieczy.Wyjdźcie .

wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku. Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami. Siedział nieruchomo z rękami na kolanach.westchnął grododzierżca. Wiesz co. wysłucham cię przedtem. . Ale orędzie orędziem. . Pontaru i Mahakamu.Co za parszywe czasy! Jeszcze . patrząc na wytrawione na skórze runy. .I królewna za żonę.Nazywam się Geralt.stole. Że też od razu się nie domyśliłem. grododzierżca Wyzimy.rzekł spokojnie Geralt. nieźle. Ano. jak ludzie gadają. chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał. .Tak. wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry. To. w Wyzimie. .Może być i Geralt. całkiem nieźle. Geralt? Z tym . mości rozbójniku. . pan Temerii. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. .Prawda to.Nie jestem zainteresowany królewną . że zrozumiał. nie to samo. . co napisane? . po karczmach przybijacie . Mów. bracie. co paru obwiesiów pochlastać.A .Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. a prawo prawem. -Napisane jest: trzy tysiące. . jak wnoszę z wymowy? .Jestem Velerad. tylko dla ułatwienia rozmowy. Co mi masz do powiedzenia. .Imię jakieś masz? Może być byle jakie. nie pytam z ciekawości. Ja tu. prawda. Wielu już próbowało.powiedział cicho.Z Rivii. prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak. .Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój. król. . najprawdziwsza. próba rzucenia uroku.To taka sprawa.Co za czasy .Trzy tysiące . .Wiem. Riv rozpiął kubrak.Velerad wydął wargi. . Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody. Znaczy. .mruknął Velerad.Na rozstajach. To poważna sprawa. grododzierżco. Ale ze mnie sprawiedliwy człek. prawda. Velerad sapnął gniewnie. zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. Z Rivii. To mój fach. Podpisane jest: j Foltest.

Po lasach dawniej aby wilki wyły. żeby z pierwszej ręki. Z siostrą. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę. grododzierżco . Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie..dwadzieścia lat temu. włos się jeży. bo chce biec i lżyć posłów. no. Słuchaj . kto by pomyślał. .Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle. wysłał poselstwo. .To królewskie orędzie. a tu Adda o. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci. może królowa.monologował Velerad pociągając z kufla. . siadaj bliżej.Nie dziwota. Adda była młodsza od niego. Velerad klasnął w dłonie. gdzie nie spluniesz. A tymczasem krótko po swojej koronacji. Potem. . No i jeszcze to do kompletu! . o jakich nikt dawniej nie słyszał. swojego ojca. wilkołak albo inna zaraza. . aż roi się od bobołaków. ale z dobrych źródeł. ale nikt niczego nie podejrzewał. nawet po pijanemu. Geralt. . . uważasz. Piwo było zimne i pieniste. w górach. zaraz po śmierci starego króla. Jak chcesz. to już idzie w setki. za rządów starego Medella. Foltest przeszedł samego siebie. . Choroby..O to mi właśnie chodzi. zawsze trzymali się razem.Geralt uniósł głowę.Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. że taki popyt na wasze usługi. Geralt. a potrafił wiele. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? . Nie to. .Pewnie. ściszył głos. mówisz? A znam.popchnął zwitek skóry po blacie stołu.Velerad popił piwa. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. .Piwa! . splótł dłonie na brzuchu. Aż nam wszystkim szczęki poopadały. i dobrze. że mu to z wiekiem przejdzie. W Mahakamie.A ty. . pokazywał nam. co potrafi. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli.Parszywe czasy nastały .zawołał. Liczyliśmy. Udało się. z takim brzuchem.Szczegóły. a Foltest zaczyna gadać o ślubie. Krótko: patrzymy. a teraz akurat: upiory. bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy. Co mi tam. Namnożyło się wszelkiego plugastwa.Uparłeś się. borowiki jakieś.

pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . Zmarła zresztą zaraz. jakby tu rzec. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. że szczują ich regularnie. budzicie wśród ludzi większe zaufanie.Za późno teraz na roztrząsanie . . wrzask w pałacu. że nie widziałeś trupów. zakopać gdzieś na pustkowiu. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. Niemowlak podrósł w trumnie. pewnie żeby psy odpędzać. I co z niego nocami wyłazi. Tego. co się urodziło. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. Tak jak ja. zamieszanie! Co tu dużo gadać. To była dziewczynka. . co to je noszą. ale dla mnie to darmozjady i durnie. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. . a i zęby wyrosły mu jak się patrzy. . A myślę. konkretni. No. kiedy okazało się. wiedźmini. Aż tu którejś nocy.jak mówiłem.ciągnął Velerad . Geralt milczał. . Szkoda. jak mi się zdaje.Wtedy . Nadbękarta trzeba było spalić albo.Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. na swoje szczęście. .grododzierżca zajrzał do kufla. ale już potem. orędzie też czytałeś. co leży w tym sarkofagu.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem. Siedem lat od pogrzebu był spokój. Wy. dolał piwa sobie i Rivowi. o nie. zleciało się ich z dziesięciu. Przepraszam. a potem Adda urodziła. bo zaczyna się. Geralt uśmiechnął się. jak ich kto poszczuje. że nadbękart nie był specjalnie urodziwy.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. Geralt. bracie. i to nieźle. krzyk. wiele osób nie widziało. nie przeżyła porodu. Jazgotali jeden przez drugiego. strzyga. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu. Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. ale do rzeczy . w przepisowym czasie. która wpłynęła na braciszka. Adda. A zaczęło wyłazić nie od razu. udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub. Jednym słowem. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. nie skomentował.No. w twoim zawodzie pewnie je masz. inny radził odrąbać jej łeb szpadlem. A teraz słuchaj.Geralt uniósł głowę. była pełnia księżyca. nikt. znasz się na tym. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach.nie bez pomocy Addy. bo ja wiem. Sądzę zatem. a jakże. Jesteście przynajmniej. A potem.

wiele z niego nie zostało. Ja bym ich wszystkich powiesił. . niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. Nikt już tam nie mieszkał. zawszeni. co ją próbują odczarowywać. paru nawet powiesili na ostrokole. Po czym. sześć lat. Pewnie. nawet jeden pastuszek. garbaty eremita. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. znalazł się jeden. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. i już. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. bodajże tylko czapka i laga. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. Tego. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. który wymyślił. trzy tysiące. kiedy diablica spała w trumnie. Geralt. No. całkiem ładny. bracie. jest chociaż taki pożytek. poszedł na noc do dworzyszcza. za mało. A Foltest ma nowy pałac. Geralt. niech spoczywa w pokoju. No i nagrodę obiecał. jacyś kulawcy. litość brała. Velerad przerwał.I tak to się ciągnie. głównie nad miską i kuflem. nawiasem mówiąc. Można się przyzwyczaić. A z tych bohaterów. oczywiście za dnia. . błędnych rycerzy. ale z porządnych. A strzyga ma się dobrze. zrozumiałych powodów. aby odczarować strzygę na królewnę. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. zmordowana po nocnych uciechach. brudni.części ciała. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. popił piwa. śliczna jak malowanie. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. No i dawaj czarować. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. Foltest. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. kretyn znany w całej okolicy. Ani tego. dodawać chyba nie muszę. by szukali nowych czarowników. co to był za półgłówek. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. wyobrażasz sobie. po krzyku. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. że to są czary. Jak łatwo zgadnąć. Niestety. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. ale za mało. Wiedźmin milczał. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego.

co prawda. nie brakuje. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora.Nie. Najczęściej. Nie wiem. .Ano. był jeden. a nie zabić. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. Z pół strzelenia z łuku. .Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. Geralt pokiwał głową. Geralt? . kto to wymyślił. .Oszustów nie brakuje.przytaknął grododzierżca. . to żart jest wyjątkowo ponury. Geralt.Było kilku. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz. Ten spróbował. Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. .przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? . nie żądaj złota z góry. Wszelakoż nie zabrakło durniów.Pójdę. . którzy pognali do dworzyszcza galopem. grododzierżco? Próbowali? .No i? . że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części.Przez sześć lat .. Jest ich nawet sporo . kiedy usłyszeli. naszym miłościwym i ukochanym władcy. dwóch czeladników szewskich. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach. Wiedźmin nie ponaglał go.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. o ile je w ogóle podał. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. a jakże. Velerad milczał przez chwilę. Ostatnio. wzruszali ramionami i odjeżdżali. twoja sprawa. . że strzygę trzeba odczarować.Był jeszcze jeden.Nie wiem.Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry.To wszyscy? . Dlaczego szewcy są tacy głupi. jak opowiadają. Królewna za żonę. jak tylko wieść gruchnęła. Konkretnie. . Mówię o Folteście. -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. A wiedźmini. Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. młodszy był od ciebie. wspomniałem ci. ale jeżeli strzyga wygląda tak. No a potem przyjechał jeden.Geralt uniósł głowę . imienia nie pamiętam.Ano nie . Pamiętaj jednak o mojej radzie.

No. . . Geralt podniósł brwi.Jedni mówią: osiemset. Złożyliśmy się. ale skończy się na tym. Z początku.Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu. no że zdarzył się wypadek przy pracy. że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi.Inni . rozzłości się. gdy mu Foltest zagroził szubienicą. Szelma wiedźmin na to. że córeczka spadła ze schodów.mówią o tysiącu. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś. .. . Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu. .Niedużo. W końcu król daje trzy tysiące. bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. królowi powiedział..pewnie mają.mruknął grododzierżca ..Wiedźmin nie chciał iść od razu. nawet na wysokich stanowiskach.. powiadam .Był jeszcze jeden.Rozumni ludzie . . pierwszej nocy.zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry. Geralt.rzekł Velerad .zaczął ..Plotka nie mówi. wiadomo. . którym cała ta sprawa obrzydła. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina. ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby. Tylko że nic i tego nie wyszło. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. zapewne w akcji. .zadrwił Velerad. kręcił po okolicy. Bez pożegnania.. żeby rozprostować nogi.Nie zapominaj o narzeczonej . że czar nie podziałał. Geralt pokręcił głową. No.rzekł wreszcie grododzierżca. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał. co prawdopodobnie miało być uśmiechem. . Wreszcie.rzekł Velerad. czaił się. ale potem. . . Łaził. . potargowali. zatłukł strzygę. że| nie zapłaci ani orena nagrody.. że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy. nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat .Tak . . aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary.Ano . jeśli wziąć pod uwagę. jeżeli zabije lub okaleczy strzygę. nachylając się przez stół..O czym my rozmawiamy? Wiadomo. Król. zobaczył strzygę.Potem podjął się zadania. że plotka wszystko wyolbrzymia.Nic. jak powiadają.Geralt. co było robić. jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi. . Widzisz..

Grododzierżco . bzdura. .Geralt? Tysiąc dwieście? . poszli kupą. rzecz jasna. Myślicie. w Wyzimie. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. w zdolności magów i wiedźminów. normalnie i po prostu. czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. że dali się . . którym smok wyżerał owce. że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. . o których mówi plotka. teraz mniej.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże. bo wszyscy trzymają się z.Miało być tysiąc. Słuchaj. To nie jest łatwa robota. tego nowego. Velerad podrapał się w głowę. Oczywiście. .Naprowadzę cię osobiście. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . bo spała z własnym bratem. nawet się nie targował. niezależnie od moich intencji. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem.rzekł Geralt. do pewnego stopnia. Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć.z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie. . Geralt! Adda urodziła strzygę. gdyby to było takie proste. w którą nie wierzy nikt. że bestia nażre się i wróci do trumny. ryzyko jest większe niż tysiąc. i trzeba ją zabić. a muszę wam powiedzieć. Strzyga żre ludzi. którędy? . niejedno widziałem i wierzę. ja się przedtem pożegnam.Przestępczość zmalała? . Król daje trzy. . Nie.Do pałacu. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. ja wierzę w czary. grododzierżco. daleka od pałacu. okaże się. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada. uciekł na sam widok strzygi.Niezły sposób . To znaczy. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. Prócz Foltesta. bracie.Ani trochę. zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić.uśmiechnął się wiedźmin. któremu dawaliście tysiąc. który zgłupiał od pustelniczego wiktu. panie Velerad . jak to strzyga. A my tu.powiedział wiedźmin stanowczo.Nie.Ten. .Nie. . Nie.

Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. jak ocenił wiedźmin. mości wiedźminie. miał ładną .Velerad smętnie pokiwał głową.Słucham. .powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada.Wiecie wszak.Velerad! . niestary. . dobrze. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. że. .Tak.Z wampirami. . potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. Umowa stoi. psy. . To żart.Geralt schylił głowę. nic nie mów. Geralt skłonił się jeszcze niżej.Wprowadziłeś go w szczegóły? .Też. jak śmiem przypuszczać. .Radbym posłuchać. miłościwy panie. nogi wyciągnął w stronę paleniska. Nie miał jeszcze czterdziestki.Dobra.Wygodny kodeks.twarz. . przy którym grzały się dwa. wielce wygodny. Foltest odwrócił wzrok. z leszymi? .zagryźć tylko dlatego. Obok. III Foltest był szczupły. bracie . Szczerze ci radzę. na skrzyni siedział starszy. bez szczegółów. Doświadczenie. Ale tak. co robimy. Foltest zawahał się.Tak. masz niejakie? . Wielmoża. panie .za ładną . bogato odziany. panie. Dobrze już.Tak.Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy.Też. spojrzał królowi w oczy. . . że bali się króla? . z borowikami miałeś do czynienia? .Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. . .Wiedźmin z Rivii . z dumnym wyrazem twarzy. Za królem stał drugi. panie.

jeśli dobrze się spiszesz. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. . Segelin. wiedźminie. zostańcie. . mówiłeś mu? Dobrze. Przy drzwiach odwrócił się. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. panie Segelin. Velerad. Kodeks. skinął na Geralta. To tyle. To dowodzi. . A wy. mości wiedźminie. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty.Uda ci się. Nie sądzę. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. prawda. zapomniałem.rzekł wielmoża. Tylko jedna mała uwaga. . Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. . i później. natychmiast rozsiedli się przy stole. wiedźmini. "o nie wchodzi w rachubę.Tak było. Oni zawsze dużo pytają.Zadajcie je. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie. zajrzał do dzbana. . którzy dotychczas stali. i związanych z tym przykrości. udzielcie mu tyle informacji. patrzył na wiedźmina spode łba.Dobrze. że nie| którzy cieszyli się . Dobrze..Siadajcie. Nie pamiętam imion. zamykając za sobą drzwi. pnam go i wiem. gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom.Byli tacy i wówczas.Nie. Ostrit.Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? . Foltest wyszedł. że królewnę można odczarować.Tak. że wydam córkę za byle przybłędę? . Ale nie mówcie: "strzyga". Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu.. Oczywiście.Ale wiem. że jesteś rozumny. Stąd wiem. panie Ostrit? . ile będzie chciał. . O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. Twierdzi. Nie sądzisz chyba. Zaraz wieczerzę podadzą. mówcie: "królewna". i wy. który zajął fotel Foltesta. zaklął. Velerad i wielmoża.To wiem od dawna. miłościwy panie. . brodacz. panie.Tylko kilka pytań. mości wiedźminie? Ach. Ostrit. ty swoją położysz na pieńku. siadajcie.Mówił grododzierżca. Może jeszcze coś dorzucę. a nie odczynianie uroków. nagroda jest twoja.Nie pamiętam .. . W jaki sposób. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. . Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał.

. wręcz nie wymagające zdolności magicznych. O ile to ważne. był w miarę dokładny.Tak . wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się. .Opis.Jak najbardziej strzygowata strzyga. . w podziemiu. że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza. . od zachodu słońca do trzecich kurów. a ( to chodziło mości wiedźminowi. przy sarkofagu. Za dnia nie. że ma czternaście lat. Jednemu tylko głowę odgryzła. choć tak obrazowy.Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? . o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka.Rzeczywiście. ma już czternaście lat. niezależnie od fazy księżyca. Segelin uśmiechnął się lekko.Ważne . . . proste . ludzi ginęli zawsze. królewny..Jeżeli napada poza starym pałacem.Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę. .Nie.Byli dalecy od zgody . . zaraz wieczerza będzie.Chciałbym usłyszeć opis. . Ale takie stwierdzenie padło. A to. czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! .powiedział wiedźmin. Tfu! Pożera nadgryza. niż można wnosić z jq wzrostu i budowy. różnie. . Mówiło się o tym dużo. pełną zębów jak sztylety.Pohamuj się. aby ktoś spędzi] noc. .zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. ma mordę o ucha do ucha.odrzekł Segelin. czerwone ślepia rude kudły! Łapska.parsknął Velerad. że zaklęcie można zdjąć . grododzierżco . przypomina baryłę piwa. Miał to być proste. . zostawia.M każdym przedmiocie. i jak zrozumiałem. wystarczyło. prawda? Velerad zapomniał dodać. Geralt.Niech cię. opazurzone jak u żbika. Ale wychodzi tylko podczas pełni.Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? . a i to nie każdej. Velerad zerwał się z krzesła. paru .sławą i uznaniem.Królewna wygląda jak strzyga! .wrzasnął. W pałacu.. . ma cztery łokcie wzrostu. przeklęty nadbękart.uśmiechnął się Segelin. zależnie od humoru zapewne. jest faktem.Czy byli zgodni co do tego. że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi.

co chcesz. Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. do goła. pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży. . Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać. nie wstawaj . bełkotał. a przeżył? . . Zakończywszy we własnej osobie.Uważaj. . . .Na samym początku.Wizyta nieoficjalna. Nie bawmy się w dyplomację. Velerad . rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty. . Jednemu udało się uciec. . późnym wieczorem. Odpowiadaj.wybebeszyła. oględziny. na którego napadła pod miastem. Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień. królewna. . Ale najedzona.rzekł król.Kiedy przystąpisz do dzieła? . Królewną to ona dopiero będzie.powiedział brodacz. O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać... w tym bardzo długie górne kły . panie. bo przy królu się nie odważasz! ..młynarz. Rozmowa nie dała większych rezultatów. Po pełni. Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby. Młynarz był przerażony. jąkał się. można by rzec.Tak . Taka jej mać! .Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? . że byłeś w dworzyszczu przed południem. mistrzu. będzie mniej ruchliwa. ale Addy nie obrażaj przy mnie. choć mniej zakrzywione.syknął Ostrit. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur.I później .cztery. Był to Foltest . kogo zaatakowała. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie. Geralt skinął na młynarza i żołnierza.Czy był ktoś.Nie ma takiej potrzeby.wtrącił Velerad . odprawiając ich.Siadaj.O strzydze gadaj. strzyga. . sześć lat temu.Do pełni cztery dni.Strzyga..spytał wiedźmin.Tak. w której zakwaterowano wiedźmina. po dwa z każdej strony.. i paru ogryzła na czysto. Zadowolony z wywiadu? Słyszałem. . do komnatki nad kordegardą.

będę bronił swojego życia. Król nie zapłaci. zlikwiduje urok. Mistrzu. jestem pewien. To jasne. . Bo inaczej ona ciebie zabije.wy krzywił się Geralt. Wy.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. Zabić potwora. królu. no. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem.Zamierzam zrobić. Teraz Geralt chwilę pomilczał. . że czar można odczynić. nie próbując uratować. Tak zwykle postępuje się ze strzygami.Potwierdzam. czy nie. .Nie rozumiesz mnie. zastawiali sidła i wnyki dopóty. Geralt potarł czoło. Nie o to chodzi. Kolejne. na samym wstępie. na pewno i nieodwołalnie. Mistrzu. czy mi się to podoba.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . .To nie jest proste. . my zapłacimy. Trzecie pianie koguta. beznadziejne . dopóki kilku nie powiesiłem. Trzeba tę noc przeżyć.Ciągle to słyszę od nie których.Słucham. aby zabito ją. Foltest wstał. panie. i królowi powiedzieć.powiedział wreszcie. Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. kopali doły.nieoficjalnie. a złoto zostanie w kieszeni. słuchaj! .rzekł po chwili. musicie liczyć z taką ewentualnością. Były już próby podpalenia starego pałacu. Ale nie o to chodzi. ale nie ukarałbym nikogo. . strzelali do niej z łuków. . Możliwe są też odstępstwa od normy. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva.Król nie wie . Bardzo wygodny sposób.. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. gdy się zrobi gorąco. I tani.. co w mojej mocy .Ale gdyby poszło źle. że zabijesz ją.Tak . też się.żachnął się Foltest. że już z tobą rozmawiano.. to raz. Są też przypadki.Takie proste? . kto zabiłby ją w obronie własnej. ale trzy. Na przykład nie jedni noc. Ale nie dopuszczę. Nie rozgłaszam tego. krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem.. Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina. bo to przypadek nieuleczalny. . . . że inaczej się nie dało. I jeżeli się nie mylę.

. że na poziomie. . I to prędko.Słucham. . Sądzę. Tyle że.rzekł król.No? ..Fizycznie..Nie sądzę jednak . w komnacie. . Dla pewności udzielę wam. Oprócz tego. I co wtedy? .Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym. dzień i w nocy.Może. panie. jeśli dobrze zrozumiałem.dodał Geralt ..Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. .Już teraz? Nie za wcześnie. A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? .aby do tego doszło.. . że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa.Już teraz . królu. kilkudniowym omdleniu zmarła. Może się zdarzyć.Różnie bywa. . należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca. mistrzu? A jeżeli.. Foltest zasępił się.Co to jest inkluz? . jak zmniejszyć niebezpieczeństwo. trzeba spalić ciało. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir.Aha . Psychicznie. czteroletniego dziecka. Mistrzu? . . . A co będzie? . w której będzie sypiała. . . .Masz babo placek. bo ja wiem. Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas. trzyletniego. nie bardzo ci nawet zależało. żarnowca i leszczyny.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? . Nie sposób powiedzieć.Jeżeli wszystko pójdzie dobrze.Gdyby po długim..Normalna czternastolatka. .. .To jest poważna sprawa. . . na srebrnym łańcuszku.przerwał Riv.. zdaje mi się.To jasne.Nie. najlepiej inkluz. królu. czternastolatka. Stale.Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał.Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia. kilku wskazówek.

.Wykluczone. jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. bo Adda była moją siostrą? . zrobił kilka kroków po komnacie. zabijesz ją również. . Może coś wytargujesz.Zabijać? . . dochodzi jeszcze motyw zemsty. czy ci się udało w pełni.spytał. wiedźminów.Foltest zamyślił się.Dziękuję ci za rady. Nagrody oczywiście nie' dam. chociaż nie wszyscy. wiesz od kogo.Tym? . Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu. mistrzu.Nie wiem. Geralt? Pójdę z tobą do krypty..Tak myślałem. . a nie inne. Wiesz co. Mało kto żąda odczyniania uroków. Dla nas. Jeżeli od-czynisz urok. żadne zaklęcie nie rzuca się samo. Zastosuję się do nich. Czar trzeba rzucić. Król wstał. Za to nam zresztą najczęściej płacą. że skupiona wola może takie zjawiska powodować. nic więcej. Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. wystarcza wiedza.. normalna.Nie. Nie obawiaj się. że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru.. wypędzę| z pałacu i z miasta. Ale myślę. a dziewczyna nie będzie. oczy mu zabłysły. .. . nic ci nie grozi z mojej strony.. królu. Milczeli chwilę. I wiedza.Ile jest prawdy w gadaniu. . że to przypadek beznadziejny.Słucham.Najczęściej. Foltest odwrócił się. . jeżeli.. . a więc i takiego skutku. nie patrząc na Geralta. Ten jest na ludzi.Słyszałem. jak je zwalczać. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. zabijesz ją. magia? . .Niewiele. Tak mówili niektórzy z Wiedzących. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie. . Jeżeli stwierdzisz. Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. królu. że dziecko było takie.Geralt .

potem. . splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie.. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca. Przed sobą na stole miał niedużą. Najdalej. czy idziesz ratować moją córkę. czy też ją zabić. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. jak wiedział. że ona cierpi. . Muszę się zgodzić..Czy ty wiesz. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. bez pożegnalnego gestu. spokojnie.powiedział. Strzyga nie opuści krypty przed północą. żeby wstrząsnąć ludźmi. .rzekł król . ale król zatrzymał się. Również dla mnie. wolę. Foltest odwrócił się. Znał odpowiedź. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. nie uczynił najmniejszego gestu. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. co zaszło w karczmie. ruszył ku drzwiom. To pewna śmierć. Zmierzch zapadał szybko. Wiesz. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. Bałem się.Powtarzam. Geraltowi przez chwilę zdawało się. Jestem pewien. jak ją będziesz mordował. pieczołowicie. czarowniku. że nigdy się nie dowiem. Jeżeli osłabię uwagę. Jest dla mnie oczywiste. ale Foltest wiedział. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. Nie. że wyjdzie bez słowa...myślę. . Opowiadano mi. . że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. Czasu. królu. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba. spojrzał na niego.Pomimo że wiem. Ale godzę się na to. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć.. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. jakie z ciebie ziółko. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. mną. przy którym jednej z pustych. miał dużo. wykluczone. Nie przytaknął. okutą skrzyneczki Otworzył ją. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu. Boję się. V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. ani. nie skinął głową.Budzisz zaufanie .Bo myślę . że mogłeś ich pokonać bez zabijania.

po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. To nie mogła być strzyga. Na podłodze. usiadł. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach. Klinga była z czystego srebra. poddał pełnej kontroli. głogu i wilczomlecza. Jego oddech. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. Obnażył ostrze. lustrzanym blaskiem.Wyglądasz. Siedział nieruchomo. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . który nie był. . Człowiek . które rozbłysło czystym. Ostrit opanował się szybko. Jak zresztą w całym dworzyszczu. Jego słuch. mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. Dla człowieka. stały flakoniki z ciemnego szkła. Z podłogi podjął podłużny pakunek.Pewnie ze . Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. jak wygląda. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. A potem ustał zupełnie. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. Było za jasno. niespokojny. w czarnej. byłaby to śmiertelna trucizna. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. a o to Geraltowi chodziło. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy.cofnął się gwałtownie. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę. . Geralt wyszeptał formułę. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. a źrenice zajmują całe tęczówki. jakbyś już był trupem.był to Ostrit . owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. bieluniu.Wewnątrz.wiedział. W komnacie nie było żadnego krzesła. czarowniku . pracę wszystkich organów ciała. tak jak Geralt. Wiedźmin wyjął trzy.powiedział. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. ciasno. Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. składała się głównie z ciemiężycy. wypił po kolei zawartość dwu flakoników. Mieszanka. przyzwyczajony do niej od dziecka. Potem. z zamkniętymi oczami. za pomocą której wiedźmin. początkowo równy. Geralt zarzucił miecz na plecy.

. .Ostrit dumnie podniósł głowę .krzyknął wściekle Ostrit. .Nie słyszysz. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. Nie. Wiedźmin nie poruszył się. . co powiedziałem. było to o tyle korzystne. . że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. Masz się po prostu wynosić. wsiadaj na konia i wynoś się stąd!.A to . Ja jestem tu.Tysiąc orenów. Ale mnie. rivski znachorze? Jesteś uratowany. do kogo mówisz. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. wszystko ma zostać po staremu? . ani sukcesje tronów. Nie bój się. panie Ostrit.Uważaj.spytał. . Riv wciąż milczał.A dlaczego to. ani przewroty pałacowe. który ledwo . aby wykonać pracę.Ostrit podniósł głos. Wszystko ma zostać po staremu.A jeżeli już wiem? . . jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom.powinno cię diabelnie mało obchodzić. panie. Nie chcę. włóczęgo! . moralność?! Kto to mówi? Zbój. abyś odczyniał uroki.Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta.Dość już mam tego.Ciekawe. prawda? Jechałem do was przez Redanię. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje. kładąc dłoń na rękojeści miecza. Wiedźmin nie odpowiedział.Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. Nie chciał.strachu. kodeksy. nie obchodzi ani polityka. byś ją zabijał. że odgadłeś. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. . przez Novigrad. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. Ciemniało szybko. . Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . Przynoszę ci ułaskawienie. I bogaty . Nie mam zamiaru stać tutaj do północy. aby wielmoża zorientował się. Wiele się tam mówi o tym. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę. Bierz to.Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! . nie myśl. etyka.I nie marnuj mojego czasu. i pospólstwu.

Ale nie teraz. suczy synu! . srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń.Ściemnia się. błyskawicznie dobył miecza. gdzie jest. przestał się miotać.przybył. wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności. Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia. Mam przy sobie żółwi kamień.powiedział. że jest związany.Tak. a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. i zawył. panie Ostrit . Spostrzegł. Geralt uśmiechnął się. . nie widział.rzekł wiedźmin. Ostrit dyszał ciężko. jak błędna. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna. . przeraźliwie.rzekł wiedźmin. . dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem. Zabiję cię. łajdaku! Będziesz za to wisiał.spytał już ciszej. . Nic ci nie pomogą twoje sztuczki.zasyczał Ostrit.To wy stąd idźcie. . stał spokojnie.Sam tego chciałeś. Ale zorientował się. Geralta.Nie . Ostrit zamilkł.Żeby odciągnąć strzygę? . który stał tuż obok.Bo przyciągniesz ją przed czasem. zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął. Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści. . .Wypuszczę cię.Milcz .Milcz. Ostrit cofnął się o krok. . . przeciągle.Wiedźminie? .Ty łotrze . ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita. .Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? . .Tak. leżał spokojnie. . czarowniku. pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. VI Ostrit oprzytomniał rychło. . pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd.Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast.

Wiedźminie? Słuchasz? . Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty. rozedrgany. że strzyga dopadła Ostrita szybko. próbowałem perswadować. nie rzucałem żadnych uroków.To jego matka.. Wiesz. Królewską dziewkę. że on i Adda. Królewską kochankę.. . pędzącą zwinnie. wiesz.. że chciałem obalić Foltesta. . Potworny. wznosząc się i opadając. dostrzegł pokraczną postać strzygi. Kochałem ją.Wiedźminie? Północ blisko? . Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności. pobiegł. by umarł w mękach.. Za szybko. To nie ja.Wypuść mnie wcześniej.jego wyczulony słuch mylił . . Tylko raz. Królewską siostrę.. Geralt. jesteś tu? . by oszalał. a Adda. Uwierz mi.. Ostrit nie czekał na żadne słowa. Nie znam się na żadnych czarach.Blisko. by żywcem zgnił. ... zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały.Kochałem Addę. dlaczego? Geralt milczał. Ale tak nie było. stara królowa.. Wiedźminie? To ja? Ja? . przezornie ukryty za balustradą schodów.Nie.To już nie ma znaczenia.. Tylko raz w złości powiedziałem.. Daj mi więcej czasu. wibrując. Ja tylko raz. Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci. szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. opętańczy wrzask rozdarł noc. To na pewno ona.Wiem.To prawda. . Nie ja jeden. . że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. Nie mogła patrzeć. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. . Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. wstrząsnął starymi murami i trwał. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości . co myślisz.ale wiedział. Wiedźminie. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem. chciałem.Słucham.Jestem.

A potem zobaczył ją. Strzyga zaryczała potwornie. spiczastych zębisk. człapiąc po posadzce. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. śliniąc się obrzydliwie. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. Nie straciła równowagi. z półobrotu. głucho. przypadła do ziemi. że strzyga. ostateczność. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. choć najedzona po ostatniej pełni. wpatrzona w Geralta. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. nie porzuci prędko trupa Ostrita.Wyszedł na środek sali. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary. Riv odskoczył w drugą stronę. Do jutrzenki. Geralt odskoczył w bok. Wiedźmin czekał. Poruszył barkami. . zawirował w błyskawicznym piiruecie. szczerząc kły. z miejsca. Usłyszał. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. Geralt cofnął się. Szła powoli. I od razu skoczyła. zaatakowała ponownie. tnąc powietrze szponami. zaś srebrny miecz. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta.dezorientował strzygę. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. złowrogo. mocno. jak obliczał. tak jak liczył. Pierwsza próba. Srebro było zabójcze dla strzygi. . Wiedział. na knykciach. Odrzucił płaszcz. szedł półkolem. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną. natychmiast. Nagle otworzyła. stanął tuż przy wejściu do krypty. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. pozostawało jeszcze około trzech godzin. Odskakując. Strzyga stała nieruchomo. poprawiając ułożenie miecza. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. mógł gwarantować mu życie. też zawirowała. wściekle. bez rozbiegu. strzyga otarła się o niego. Miał jeszcze chwilę czasu. choć bez zamachu. wypadła pomyślnie. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. Opis był dokładny. Naciągnął rękawice. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. zamarła i poczęła wyć. Tym fazom zbliżała się wolno.

Nie przebył nawet połowy stopni. Aby zyskać na czasie. ponad dziesięciometrowym . ale i nie spoć się. przewróciła się. że bestia pokona opór tak łatwo. gdy strzyga wypadła z krypty. zeskoczył w dół. z wściekłości czy z palącego bólu.ostrożnie stawiając kroki. Idąc wiedźmin rozwijał długi. obciążony na końcu. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. Strzyga waliła się w skoku. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. krok po powoli szła. ale utrzymała się na nogach. Tak jak oczekiwał. dzwoniąc po kamieniu. Strzygi zakręciła się na schodach. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. Geralt zaniepokoił się. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. Wiedźmin odczekał. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. wyciągnęła szpony. Jednak szła. sypnęły na wszystkie strony. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. Ale wiedźmin nie dobywał miecza. Miotała się po posadzce. jak deszcz. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. koncentrował się. oddychał głęboko. gdyby tego chciał. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. srebrne ogniwa. rycząc okropnie. straciła równowagę. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. cienki. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. wydając przeszywający uszy wizg. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. Łańcuch był ze srebra. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu. utrudnił jej spięcie się do skoku. Nie oczekiwał. mocny łańcuch. Geralt czeka spokojnie. jaki zadawał jej nienawistny metal. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. Jej włosy uniosły się i załopotały. Geralt był zadowolony . nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. Z trudem. nie wiadomo było. Łańcuch pękł. szyję i głowę potwora. pędząc jak ogromny czarny pająk. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. charcząc.zabicie strzygi. obnażyła kły. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. w okamgnieniu oplótł ramiona. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. było to zbyt wyczerpujące.

zrobił krok w stronę strzygi. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. opisywał nim w powietrzu koła. długo to trwało. zrejterowała zygzakiem. na potwora. na dobranie się do pokładów skupionej woli.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . Aż tynk posypał się z sufitu. nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. Strzyga nie skoczyła. by skierować go. wstrząsany dreszczem. ten szaleńczy. szedł. zanim ten taniec na skraju przepaści. Strzyga zerwała się. . Już dobył miecza. stanęła również. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. klinga migotała mu w dłoni. Alf ponowny. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. jak zwierciadłem. wodząc oczami za jasną smugą klingi. z mocy której strzyga powstała. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. która przepełniała strzygę. Geralt był znowu blisko. czując wzbierającą w sobie wściekłość. Geralt. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. był głośniejszy od wszystkich poprzednich.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. zamarł z uniesionym mieczem. wywijając młyńca nad głową. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. Strzyga. Sam. Ryk. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. A potem skoczył. zachwiał nią. zbliżała się powoli. jaki wydała. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. zdetonowana. Złej. zakołysał się. Geralt czekał. Geralt raptownie zatrzymał się. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. wdzierających się do mózgu i trzewi. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. Geralt. Strzyga skuliła się. Potem jeszcze jeden. bijących w nią falami. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. chorobliwej woli. bacząc. pomyślał. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. cienki kwik. . okrążał strzygę. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. stał pośrodku sali.

mieściła trzy kamienne sarkofagi. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Zszedł po schodach. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. Szczuplutka. co oznaczało. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. obolały. z małymi szpiczastymi piersiami. Działanie eliksirów słabło. wszedł do grobowca. . piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. Tak jak oczekiwał. Przestawał słyszeć cokolwiek. bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. Była raczej brzydka. zdrętwiały. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. . grobowiec był podwójny . wypił szybko jego zawartość. naga.nie usłyszą nic. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. Odsunął wieko bardziej. Pusto. po czym lekko. Krypta była nieduża. Ujął miecz w dłoń. że jego letarg był na wet dłuższy. niż należało.dla matki i córki. nieprzytomna. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. Nadstawił uszu .trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec.Tym lepiej. zapalił miniaturowy kaganek. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. Tym lepiej. ale wiedźmin wiedział. I wtedy dostrzegł ją. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę. zziębnięty. Wiedźmin wątpił. odsunął płytę. tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. a świt był jeszcze daleko. na kilka cali. Skrzyżował ręce. W krypcie było ciemno. usiadł. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. VII Kiedy Geralt otworzył oczy. myślał. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. Jego zmysły działały już normalnie. Wygramolił się z sarkofagu. Leżała na wznak przy grobowcu. Cisza. zanurzył się w nim. zanim bestia otrząśnie się z szoku.

pochylił się nad jej dłonią.. Zdążył. Najzupełniej normalne. przycisnął go do szyi. Rozpiął kaftan. rozdarł koszulę. godząc w oczy drugą ręką.płoworude . ściekała do rękawa. mocniej przydusił. zapiał ochryple po raz trzeci. usiadł ciężko na posadzce. I zemdlał. Zwalił się na nią. krew bryznęła jej na twarz. strosząc pióra w chłodnej wilgoci. Nie miała już dawnej siły. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. wbił zęby i zaciskał je. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. grubo. Włosy . Zanim namacał dłoń. Krew uchodziła szybko. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. Uderzył ją czołem w twarz.brudna. rozpaczliwy krzyk.sięgały jej prawie do pasa. Paznokcie były brudne. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. wypluwając krew . wiązał je wokół szyi wiedząc. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę.już za krótkimi -przed jego twarzą. darł szmaty. zobaczył otwarte oczy.jego krew . . dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. wyła. pochylił się. Zęby miała normalne. łapiąc za przeguby obu rąk. wiła się tylko pod nim. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. Wiedźmin wstał z trudem. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. normalne. za jeziorem. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. Nie było czasu. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. Geralt zdjął rękawicę. Ruszył ku schodom. Za późno. połamane. fachowo. W Wyzimie. że zaraz zemdleje. Chlasnęła go szponami po szyi. Usta miała blade. Zawyła. solidnie. odłożył miecz. kogut... zakrwawione. tnąc głęboko. Namacał leżący obok miecz. gdy przestała się poruszać.. że nie ma za dużo czasu. ale. uniósł się na kolana. ale zachwiał się. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia.zalewającą jej usta. Szyję miał obandażowaną. Puścił ją. pruł. jęknął. Kłapnęła zębami . Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. przygważdżając do posadzki.

wiedźmiński miecz. co tam masz w środku. nie obawiaj się. nic nie mów. nie ruszaj się. że to się jej odmieni. W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy. Straciłeś mnóstwo krwi.. .Ano.. tak. Nie męczy cię moje gadanie? . I sika w łóżko. Tak.. Nieźle rozpłatała ci szyję. I głupawa taka jakaś. I miecz. widać było wszystko. .. . dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał. Foltest powtarza to od dwóch dni.Dwóch. co.. .Tak. że nie na gorsze. .Leż.Królewna jak królewna. a ty jesteś mądry wiedźmin. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny.Velerad wstał. Chuda. Nie dało się.Odpoczywaj. . miecz. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy. Płacze bez ustanku. dwóch. powiedz. Geralt? Zanim pójdę.. tak.. lewna? . Ale Foltest mówi.Leż czarowniku .powiedział Velerad.Kro. Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. .. I trzy tysiące orenów. i kuferek. idę już .Dobrze. To ja jestem stary dureń. Myślę.. . Okropnieście tam hałasowali. Jest tu.Mój.

Zapomniałeś gdzie . . co czuje. dziecko. niepotrzebnym...powiedział niepewnie. W niczym nie przypominał już. sięgając po koszulę. żal o to. gdy była jego snem. I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. klaszcząc po posadzce bosymi stopami.Głupiś . . owinięta opończą. wychyliła z łoża. Spojrzała na mego.Zaspaliście. że nie pozostała marzeniem.powtórzył. Nie miała już w sobie nic z rusałki.Iola. nie czarne. podnosząc opończę z podłogi. zaróżowiona. ..Nenneke .Już późno .powiedziała Nenneke..Zaczeka . że nie masz pretensji. w miejscu.. penetrowało izbę mackami światła. o świcie. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny. szybko odwróciła głowę. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy. I była piegowata ..Nie mów nic do niej. otwierając okiennice. odruchowym gestem. na dekolcie na ramionach. podreptała w stronę drzwi. Iola. Dziewczyna. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią. . Na ramieniu.I tak ci nie odpowie..Geralt.parsknęła kapłanka. Yennefer. Jej oczy były modre.. zakłopotał na. Zmykaj. Poderwał głowę wyrwany ze snu. zmykaj. nic ze świetlistej. Ze wstydem i przykrością stwierdził.powiedziała Nenneke.na nosie. którą była o świcie. którego nigdy się nie wyzbył .. Już cię tu nie ma. niezręczna. Zmieniła się. gdzie były przed chwilą jej usta. Chciałem. rumiankowej zjawy. Iola..GŁOS ROZSĄDKU 2 I . Chyba jej nie ukarzesz| . .. . -nadzieję.Zaczekaj--. . podchodząc do łoża. to żal do niej. Piegi te były wcale wdzięczne. Ale nie widział ich wtedy. Dziewczyna uniosła się gwałtownie. że to. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów.bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.powiedział. Geralt . Pospiesz się.

Prawie. Usiadła na skraju łoża.Co? . bo uczyniła taki ślub.. grubo omotujące szyję wiedźmina. To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. Nie. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie.Nie zabroniłam. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował.W tym..Nie uśmiechaj się głupkowato. .Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje. nie ma niczego zabawnego..Wcale nie przesadzam . jak goi się twoja szyja. i tak nie zrozumiesz. Ach. Skutek był oczywisty .Milczy. . co ja będę ci tłumaczyć. co się z tobą dzieje? Jak to się stało.jesteś. .Kapłanka wstała. Geralt. Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. Tracisz refleks. nawet nie będziesz próbował zrozumieć. co się stało. Chcę sprawdzić. . Znał kapłankę od lat. Nenneke obmacała ranę. . Zna ne mi są twoje poglądy na religię. nie ubieraj się jeszcze.Przesadzasz. Znał to już na pamięć. Skrzywił wargi bólu. wiedział. . Geralt. o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele. uśmiechnął się lekko. przemyła ją i zaczęła kląć. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem.. . ścięgna.do świątyni przyjechał prawie zdrowy. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. niczego.Zabroniłaś mi mówić do niej. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. . otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. no może trochę sztywny. którą zszyto go w Wyzimie. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom. zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy. zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. wzięła z komody torbę z opatrunkami. .

raz. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. przechodząc obok. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek. czy jak? No. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. -Nie powinieneś dać się zranić. i to bardzo poważnie. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. Pospiesz się.Dziękuję za ostrzeżenie. . jestem twoją matką.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa.Nie w sanktuarium. nieledwie dzieci. kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. . nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. Choć bywał w świątyni często.Nie. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. Jesteś tu mile widzianym gościem. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. Odpowiadał na pozdrowienia. pewnymi ruchami pulchnych dłoni. nauczycielki lub guwernantki. Ostrzegam cię. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki.Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to.Dobrze. przybywających zewsząd. Niektóre. niekiedy nawet dwa razy do roku. . jako wędrowne druidki. Wręcz fatalnie.Nenneke wstała. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. Ale nigdy nie brakowało nowych. nawet z . skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. bandażując mu szyję szybkimi. Możesz się ubrać. . w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. A znaleźć to ja cię sama znajdę. Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. gotowe. . gospodarskich. cztery znajome twarze. ale nie rozpoznawał żadnej. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. wiedźminie. . Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. a dałeś.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. Idź się przejść. w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem.

. Oprócz zwykłych wrzasków. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. szukał prostszych wyjaśnień. jest opiekunką położnic. rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. a Melitele jest do tego w sam raz. . . opiekunkę rolników i ogrodników. wywodził. Melitele jest wszak patronką płodności. . skutecznie izolując je w zapomnianych. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. Matki Natury. szumnie nazywanymi zjawiskami.przyznał.Już ci mówiłem . by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. Czas. okazał się łaskaw dla Melitele. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. Musi się przygotowywać i modlić. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami.Geralt. trubadur Jaskier. Rozglądałem się za tobą. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą.Za Iolą również . Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy.rzekł zimno . że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. rodzenia. Nie chcę. Nie sądzę. rodzą i będą rodzić.najdalszych okolic. patronkę miłości i małżeństwa. Kult Melitele. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. przedludzkich jeszcze czasów. .Masz coś przeciw temu? .kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem.Jesteś. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody. Nenneke. przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. . analizujący to zjawisko. A ponieważ kobiety rodziły. jeśli coś ma wyjść z tego transu.Nie za Iolą? .W tej chwili tak. a początki swe wywodził z niepamiętnych. z odradzaniem się życia i innymi. jest kultem typowo kobiecym. Przyjaciel Geralta. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. rzadko odwiedzanych. Uczeni. A rodząca kobieta musi krzyczeć. .że nie chcę żadnego transu. lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. ani sponsorów.Za mną? . koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. udowadniał poeta.

nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie. o czym dobrze byłoby wiedzieć. co uosabia moja bogini: ładu. Coś jest z tobą nie tak.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką.. To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. Może dowiemy się czegoś. ty. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. . wiara pozwala oczekiwać od natury tego. . pozwierzam ci się. Sama nie potrafię. muszę się zdać na zdolności Ioli. twoje poglądy na religię są mi znane. to po diabła w nim grzebać? . Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . Według ciebie. Chcę wiedzieć. Nie jestem fanatyczką. chciałaś powiedzieć. ty jesteś chory.Wiem. że to nie ma sensu. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził.nie sądzę. I zobaczymy. . prawa.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. . o. zaplątany ze szczętem. . o co chodzi. sięgałeś mi do paska spódnicy. zadzierzgnięty w pętli. wyczuwam to. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. by zaakceptowali jej istnienie. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. pozostaną ukryte i niezrozumiałe. wyrostka. A może niczego się nie dowiemy. Przecież znam cię od takiego. że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. . ta siłą jest siłą ślepą. gdy cię poznałam. mam immunitet. Boję się o Iolę. Mówiłam.. Geralt. Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . która zaciska się powoli. A jeśli nawet. . w tym i moja Melitele. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. Nie rób głupich min. A dla mnie. by łatwiej ją zrozumieli. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. Ty masz prawo uważać. To może być za duży wysiłek dla medium.Ranny.Ja zaś . że bogowie.Wiem. co chciałam powiedzieć.wykrzywiła się lekko Nenneke . jeśli łaska.Geralt. dobra.Jeśli to wiesz.Mnie nie da się zahipnotyzować. Nie wiem tego. ja i Iola. I nadziei. my po prostu posiedzimy chwilę razem. Wolno ci mniemać. które cię otacza.Dlatego. A teraz czuję.

że cię zanudzę.wydarzeniach ostatnich kilku lat.A nie sądzisz . Ale trans. nie zaszkodziłby. dlaczego? . że niewiara ma jakąkolwiek moc.Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to. A wiesz.Nie. . .Nie. spojrzała mu w oczy. i możemy zacząć choćby dziś. z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. Obawiam się jednak. Nenneke pochyliła się.uśmiechnął się . . zwykłe wiedźmińskie historie. . nie sądzę. by mi w gardle nie zaschło. Ot. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz. Zorganizuj antałek piwa.że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? . powtarzam.Posłucham z chęcią.

Ptaki. ostro. oceniał odległość i przypuszczalny czas. . Ptaki krążyły.Nadłożymy trochę drogi. może to jest padły łoś . który podejrzewał na trasie. za nim duża polana. ale wiedział. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. Wilki.mówił Geralt. ale ruszyła z miejsca. jak mi się zdaje. . bijąc skrzydłami. Kto wie? Jar był rzeczywiście tam.Ale może to nie łoś. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik. gdzie się go spodziewał . zataczając wolne. gęstwę lasu. rzecz jasna. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. . Klacz wiedźmina parsknęła. przysiadłszy na zadach. do którego przywykła. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . wrzosowisko i wiatrołom. wzbiły się wyżej. o dwie dziurki skrócił pas. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. Klacz. zakrakały dziko. bezszelestnie. posłuszna głosowi. bez tarniny. chrapliwie. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. potrzebny na jej pokonanie.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. ciasno wypełniające rozpadlinę. .Kto wie. nie krążą tam bez przyczyny. . Ptaszyska.biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. gdzie leży . nie odpowiedziała. Pokonał jar łatwo. Wreszcie odrzucił płaszcz. jak na komendę.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. z poprawką na rzeźbę terenu. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę.powiedział. Drugiego trupa nie widział. poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina.Zjedziemy z traktu. Geralt zeskoczył z konia. na głębokość i przebieg jaru. spłoszone pojawieniem się jeźdźca. na ukos przecinający pierś. a dno suche. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. nie spiesząc się potruchtały w las. spokojne kręgi. Płotka . Było ich wiele. bez gnijących pni.

Kwiat zwiądł. zamazały. Było oczywiste. widząc. wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. pisane na płótnie. . Płotka . zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. Nie wilczych. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. ale nie stracił koloru . bo nikt nie wozi ze sobą .Tak. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. Płatnerz i kobieta przyjechali konno. garść srebrnych monet. Wiedźmin zerwał ją. Na szerokim pasie. Był to list kredytowy. Dwukrotnie okrążył polanę. Tak jak się spodziewał. wspiął się na siodło. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. . Dwa listy. miedziany pierścień. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. nie schylając się. pochylony. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu. na pergaminie. od strony tamtego lasu. Trzeci. Na odsłoniętym.stylizowany hełm z przyłbicą. Geralt nie odwracał ciała. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. wstrzymując konia. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. trzy klucze na kółku. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. Kiedy odwracał ciało. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. królicze ucho.powiedział cicho. amulet z fallicznym symbolem. zawiłgły od deszczu i rosy. Suma akredytywy była niewielka. był również zniszczony wilgocią. bacznie lustrował ziemię.Sprawa jasna. choć nie do końca. prawie granatowe. Wiedźmin minął ją. Była to róża przypięta do sukni. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok . coś ukłuło go w palec. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. nosił znak cechu płatnerzy .Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy.płatki były ciemnoniebieskie. wosk do pieczętowania. runy rozlały się. zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. rozglądając się. gardła i większej części lewego uda. ale czytelny. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. kawałek kredy.

wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. nie wiadomo. usłane grubym dywanem żółtych liści. Nadłożymy drogi. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. co zabiło oboje . bok w bok. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. Kobieta biegła. Płatnerz zginął natychmiast. Zbocze. prychała niespokojnie. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. Trzeba sprawdzić. nie będziemy ich szukać. . potem upadła i również zginęła. porośnięte leszczyną. Płotka. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. podrygiwał w rytm chodu konia. poprzez wiatrołom. Jechał powoli." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. patrząc na skraj lasu . ostrożnie przestępując wykroty. rzecz jasna. oboje zsiedli lub spadli z koni. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. Dlaczego jechali tędy. trzymając zębami za kark. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin.ciągnął Geralt.To coś. nie wiem dlaczego.nie było ani wilkołakiem. wrócił na ścieżkę. Ani jeden. co . Ale tu nie ma bagien. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców. Wiedźmin wycofał się.Tak. nie odpowiedziała. zatarasowane zeschłymi gałęziami. ostrożnie zjechał po pochyłości. wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. a to coś. że to kikimora albo wipper. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. co nie zostawiło śladów. ani leszym. . a nie traktem. Konie rozbiegły się. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. ciągnęło ją po ziemi. .Chociaż to nie wilkołak. Klacz 'parsknęła. na które wspiął się. reagując na znany sobie ton głosu. Schyliwszy się. a nie traktem. I wówczas. Klacz. Medalion. zawieszony na srebrnym łańcuszku. II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. Ale jechali przez wrzosowisko. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. Gdyby tu były bagna.długo nie zrealizowanych akredytyw. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. prawda. nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu. powiedziałbym.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

. . jak mniemam? . gospodarzu. nie? Częstuj się. picie.zatarł łapy potwór. Geralt nie okazał zdziwienia. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. gałką muszkatołową. Jedz. .Najzupełniej. Sam nie wiem. Zdolności magiczne masz wrodzone? . Twoje zdrowie. Mam je od czasu. Tutaj mamy jarząbki.Geralt. że to z winogron. Geralt! . odzienie. który dał się upolować.Straszą dzieci . . opuścił głowę. waląc łapą o stół.Zapomniałem . Nie wiem z czego. A ciebie. gościu.powtórzył Geralt z pełnymi ustami.Tak . prawdziwe jedzenie. Tu jest pularda. po czym zatopił paluchy w pasztecie.Upolował go mój dziadunio . . . Siadaj. czosnkiem. Byle baba to potrafi i bez czarów.Geralt rozerwał pulardę na dwie części. gorącą wodę. wyczaruję inne. Głodny jesteś. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. znaczy.To lepsze od służby. ale dom spełnia. Zapachniało pieczystym.Nivellen.Nie zaprzeczę. . . po czym ryknął z cicha. umiem wyczarować żarcie. majerankiem. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami. przez chwilę coś mamrotał. Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz. mydło.. Nic wielkiego. kiedy mi to wyrosło.Jak to wino? Zauważyłeś. to kuropatwy.To był chyba ostatni w okolicy. gospodarzu? . Pomyliłem zaklęcia.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu.. Zapalam ogień. splótł na brzuchu kosmate łapy. to jest niezłe. na ten przykład..Nie. Nic . nie obawiaj się. zaraza.parsknął potwór . jedz. Nie. Morda.Dziękuję.I twoje. . puchary zadzwoniły kryształowo. skąd to się wzięło. Z czegoś. . tu pasztet z.żeś nie z tych strachliwych. Zwać cię. To porządne. Otwieram i zamykam okna i drzwi. czystą pościel. tu szynka z dzika. Nivellen. jak? .Pewnie bezpodstawnie? .Nie obawiam się. Potwór usiadł przy stole. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem. I straszą mną dzieci.powiedział potwór. . czego sobie zażyczę. gościu.

ale ja nie jestem człowiekiem.. licząc od kominka. rozpowszechnione wśród portrecistów..powtórzył Nivellen po chwili. Nie będzie chyba nietaktem. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn.Ale ja go nie przyjmę. szczerząc kły. . Przynajmniej nie w tej chwili. Pierwszy. żeby obejrzeć portret. . . . ślepia zalśniły mu jak u kota. zapewne musiałby także wziąć świecznik. Ja go widzę.Nie rozumiem. . jak mówisz. Geralt.Aha. wstałby. A trzeci.odpowiedział po chwili milczenia .wielkiego.Z chęcią.Powód zrozumiały i do przyjęcia . z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej.Od dwunastu lat. wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. A tę.Aha .Jeśli tak stawiasz sprawę . Ty tego nie zrobiłeś.powtórzył Nivellen. to ja.Widzę.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. gościu. to mój tatunio.Jeżeli dobrze pamiętam. Drugi. masz od dawna? .Mój portret. pytam przez ciekawość. ze smutkiem pokiwał głową. . Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość. . . mordę.zaśmiał się gromko potwór.Wiedźminem. Nic mnie to nie obchodzi. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom. na portrety.Zawsze coś. .to niezupełnie.Nie rozumiesz? . .Jak to się stało? . smutnej i pryszczatej twarzy.potwór uniósł głowę.Kto ty jesteś? . Zabijają za opłatą różne potwory. Nic ci do tego. kim w takim razie jesteś? . jak wyglądałem przedtem. i już. wisi poza zasięgiem światła świec. Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku. Człowiek. . . .Dobrze pamiętasz. Popatrz no tam. Wniosek jest prosty. . . jedna zaraza wie kto. . podszedłby bliżej.Widzisz? . jeżeli spytam. pokażę ci.

rzekł przeciągle Nivellen. Słyszałem. Kto d za mnie zapłacił? . wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy. które ci zadam. to już zdecydują zęby. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. które mają zabijać inne potwory.Prawie nic. że zdążysz mnie nawet ciąć. zwalę cię z nóg samym impetem. jest prawdą? . wypił łyk. że najwyższy czas. lśniły w rżniętym krysztale pucharów. jak sobie poradzisz z następnym. wiedźminie. Te.spytał niewyraźnie. nie używając wielu słów. A potem. . że umiesz odpowiedzieć na pytanie. czarownikami o nieludzkich zdolnościach.Nie mam we zwyczaju łgać. a wiedźminów coraz więcej. .Co z tego. . jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. Jak myślisz. poruszając lekko olbrzymimi uszami. biły w górę cienkimi wąsami ognia. przełykając. .Znowu zapadła cisza. by ktoś zaczął polować na wiedźminów. Szkoli się je w zabijaniu. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. Nivellen siedział nieruchomo.że zdążysz wyciągnąć miecz. Zjedz kuropatwę.Dlaczego nic nie mówisz? . Trzeba przyznać. w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu. które potem karmią magicznymi ziołami. Bo potworów jest coraz mniej. które to przeżyją.Nikt. kto z nas dwu ma większe szansę. Płomyki świec tętniły.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. nim do ciebie doskoczę. Patrzył na potwora uśmiechając się. same zostają wiedźminami.Nie łżesz aby? . . Ciekawe. nalał sobie wina. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. zanim zupełnie ostygnie.Załóżmy . .A co jest kłamstwem? . Jestem tu przypadkiem. co o was mówią. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. odchylił się na oparcie krzesła. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. Czyni się z nich potwory. jak mówiono.Taaak . Nivellen wziął z półmiska kuropatwę.powiedział wreszcie . . Załóżmy. Zapamiętałem.

Nie. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy. Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. Nie chcę. . Potwór zachichotał. . Obok . .Nie ma już czego.Fakt. że te uszy wyrosły mi.potwór chrząknął. . . oczywiście umiesz odczyniać uroki. W wielu wypadkach. to coś nowego. czy dobrze zrobił zapraszając cię.Wiedziałem.A. kto rzucił ten urok. . . Geralt.Ty nie jesteś żadnym potworem.A jeżeli wiem. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy. a ja mam ochotę pogadać. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną. że aż się trzęsę z ciekawości? . czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. usiądź wygodnie.Ty. Nivellen . . Jest ich niemało .To się stało na skutek rzuconego uroku. Chcesz. zaraza. długi na dwie piędzi. Jestem pewien.Nalej sobie jeszcze. W wielu wypadkach? .Ha! .Umiem. dobrze patrzy ci z oczu. według ciebie.wyszczerzył kły Nivellen. to co? . A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu. -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się.powiedział.rzekł sucho wiedźmin. Nalej sobie. powiedz mi. Opowiem ci całą historię.A.powiedział spokojnie Geralt. że potworów jest coraz mniej. jako wiedźmin.Nie. Nivellen . co? . rozparł się w fotelu. czym jestem. gościu. po czym ponownie łupnął łapą w stół. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem. .Zatkało cię. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No. .ryknął Nivellen tak.Nie jesteś potworem. że wiesz. .To. bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . . żebym spróbował? . Więc.Zatkało ..Urok można odczynić. zaraza .przyznał Geralt. że cię zatka . . Wiedźmin czy nie wiedźmin.Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich. Nie widzisz.

Mało kto lubił mojego tatunia. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem. Oprócz mnie.istny mlekosys. gdyby żył. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca. Padło na to. miała chyba ukryty we włosach. jąkał się okropnie. bo od dnia. tracił w najlepszym wypadku swój majątek. Śmierdziało jak nieszczęście. Na ołtarzu. nie pamiętam. .Że jestem potwór w ludzkiej skórze.Co? . jak się domyślasz. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. że danina płacona jest opieszale.zaczął.Jedna zaraza wie. Na domiar złego. ja muszę przewodzić drużynie. nie wiedzieć skąd.okolica jest dość odludna. To była niedobra świątynia. Zabiła się.. którzy wędrowali traktem. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. bo tatunio uznał. i obrabowaliśmy świątynię. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. taki mały. swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. Każdy. nalewając . o krwi. Sztylecik. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. przejdę od razu do rzeczy.dwóch pustych karafek pojawił się. mało nie zajeździliśmy koni. na które tatunio. Wialiśmy stamtąd. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie.. Strasznie płakałem. Młody wówczas byłem . . coś o miłości. Nivellen? . spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. że muszę zmężnieć. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. pod Mirt. że jako spadkobierca. mój tatunio. po czym powiedzieli. . naturalnie. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki.Co to była za świątynia. że będę potworem w potwornej. palił się zielony ogień.ciągnął Nivellen . Bo widzisz. nigdy by nie zezwolił. . durny smark. a wtedy. Dowodziłem nimi. Ale do rzeczy. w takim stopniu. była tam również młoda kapłanka. mówię ci.Jak zapewne zauważyłeś . Geralt. No i zmężniałem. pamiętam. Ale musiała to być niedobra świątynia. A parę bliższych osad spaliło się. Geralt. leżały czaszki i gnaty. ani kupcom. kto się tu zawieruszył. a i mój dziadunio. Oszczędzę ci szczegółów.

bladym świtem. kiedy coś mnie oświeciło. co mi wpadło w ręce. Ale nikt nie wrócił. zanim zdążę wytłumaczyć. pomyślałem. podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. westchnął. chłopcy z drużyny. Mówiąc krótko. Złość mnie porwała. ciotunia. Uciekła moja kotka Żarłoczka. więc może. Ja do lustra. tłukąc co popadło. Nivellen przerwał. we wrzask i w nogi. spanikowałem..Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. pamiętam to jak przez mgłę.. . latały w powietrzu sprzęty. Może jest w tym gadaniu .Dalej było tak. Wnet zostałem sam. Tak było aż do dnia. A trzeba ci wiedzieć. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. Widzisz. Geralt. kuzynka.. Potwór zamilkł na chwilę. uciekł w popłochu. Za parę dni budzę się rano. otarł nos rękawem. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. Używałem. wyjąc i kuląc ogony. wykwiczał. życiem darował i zdrowiem. a nagle zrobiłem się bardzo silny. i to zwykle wystarczało. Przejdę do rzeczy. uciekły nawet psy. ot. Zaraza. jeszcze dziś mnie trzęsie. Długo. wyjąc. przypomniałem sobie bajki. wyskoczyłem na dwór. Byłem sam. . gdy odzyskał głos. ale niebieskie róże z Nazairu. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą.Kiedy atak minął . moja niania. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących. szalejąc. Jeśli się ktoś pojawił.podjął po chwili . by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu. . nie wychodziłem. nie wystawiając nosa na zewnątrz. by wykopać go za główną bramę.Mów dalej. Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. że choć w strasznej postaci. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki. że to nie byle co. dostałem jakiegoś ataku. żebym go oszczędził. jestem tylko głupim wyrostkiem. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd.. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. Kto zdążył. Geralt. co mnie który zobaczy.było już za późno na cokolwiek. czy też odwrotnie. co ja mówię. który utracił był na mój widok. rzadko to się zdarzało. Kilka. w którym. stara prukwa. a służba. Gruby. padły trupy. które opowiadała mi niegdyś Lenka. Jużem się sposobił. głównie zwierciadła.. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. rycząc. pociągnął nosem. jak powiedziała kapłanka. Nikomu już nie mogłem wyjaśnić. buchał ogień. gdy wspominam.

zrezygnowany. I córkę. Też sporą. bo to był kupiec. że córeczka ma osiem lat. zaprosiłem do środka. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta. jak ciężko jest. jacy się tu pojawiali. Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. śmiejesz się? . Kupiec promieniał.Bo ja nie wiedziałem. dziękował. na wszystkie strony. język mi się plątał. była przekonana.ziarno prawdy. Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. że ją jednak zjem. aż się cały opluł. myślałem. ze w podziemiu zostało sporo dobra. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. co z tym począć. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". który miał być westchnieniem. Widzisz. ugościłem. nawet wobec dziewuch z obory. nie bardzo wiedziałem. Ja zaś. . . bo nie minęły dwa miesiące.ciągnął.Ustaliliśmy. sam by nie udźwignął. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. kiedy z nią rozmawiałem. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka. Co. . jakaś szansa. Podskoczyłem na dwa sążnie. mogłem sobie pozwolić na gest. a przybył tu drugi kupiec. jak się trzęsie. Miał ze sobą przygotowany spory worek. po czym wyznał mi. przeciągnął się. nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem.Nie. a zabrzmiał jak czkawka. jeszcze z tatuniowych czasów. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. Trzeba ci wiedzieć.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli. które . Nawet te się ze mnie nabijały. Co dopiero. .. Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem.. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. tych z gnojem na łydkach. Kupiec. z taką mordą. Geralt.A dziewczyna? . dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. uderzył w płacz. . aż fotel zatrzeszczał. Nie przemogłem się nawet. zaryczałem tak. Żal mi się zrobiło kupczyny. Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby.Dogadałem się z kupcem raz dwa . patrzeć me mogłem. .Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok.Potwór wydał z siebie odgłos. że zostawi mi ją na rok. Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem.

bystra i ćwierkotliwa. byłem zawiedziony i zgnębiony. Następna.. Geralt. mniej wydolnej postaci. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. . zrobiłem się chłop na schwał.powiedział po chwili . Paskudny był. kasłałem i leciało mi z nosa. rozgląda się. nabrawszy wiary w siebie. teraz nic się mnie nie imało. spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem. hę.Fenne . gdy tu przybył. Przedtem cięgiem chorowałem. gdy on był na wojnie.rzekł potwór. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. dobrze. ale Fenne rychło postarała się. A zęby? Nie uwierzyłbyś. Ja w przerwach biegałem do lustra. bo była całkiem ładniutka.. Wiesz. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn.Następna . istny mysikrólik.nazywała się Fenne. jak była. A mówią. całkiem goła. "Rozszarp mnie. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. na czworakach. mówię ci. nie dziwota zresztą.była u mnie pełny rok. Geralt. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. ale wystaw sobie. No. Geralt. Miała. nie zasypiałem gruszek w popiele.. I w niej nie wzbudzałem strachu. a Fenne. wdowca. rękę bym sobie dał uciąć. Któregoś dnia. żebym zapomniał o zmartwieniach. Przyznam. Wcale się mnie nie bała. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. opiliśmy się oboje miodu i. jakie ja miałem . Morda została. musiała być poczęta.Powiadasz? . hę. Rycerz. jak się okazało. Geralt. Primula. a i ja. . błyskając bielą kłów. Była mała. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra. No. była córką zubożałego rycerza. przedtem byłem rozlazły. . Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej.kontynuował . co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości. z wielkim posagiem. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. potem wróciła do rodziny. mówię ci. może z odrobinę głupszym wyrazem. To była wesoła dziewczyna. nielichy temperament. jak kupa obornika. Primula. zwierzu!". podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. Widzisz.Opowiadaj dalej. i rozsiewał dookoła podobną woń. To zajmujące. Nivellen. miał wychudłego konia. aż tu z rykiem wypadam na niego ja. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami.

końskie zdrowie związane z tą postacią. jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł. potem "Gryź mnie. jak na tym portrecie. Wszystko odbywało się tak samo. . i żadnych zmian nie trzeba. byłem hojny ponad wyobrażenie. Krótko: potem były jeszcze dwie. I po trzecie: bezpieczeństwo. to raz. Ilka i Venimira. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. która była wielce urodziwą panną.Zmęczyło mnie to gadanie. jaki wzbudzam. aż do znudzenia. dla przykładu. potem nić sympatii. w zgrzebnych sukienczynach.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. Widzi mi się. potem powrót taty. w to. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak. . przygarbione od dźwigania cebrów. że na takiego. Co. że dobrze jeat. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. . nawet by nie spojrzała. Ci. że dziewiczy całus odmieni moją postać.Daj spokój. Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki. . Mówiłem ci. by móc dobrać się do takiej. Geralt . żebym przegryzł nogę od krzesła?" . Choćby wieśniacy z widłami. . Primula jeszcze po .rozdziawił paszczę potwór. już dawno przestałem wierzyć. ktoś by po nie przyszedł. jak jest. jak tu przybywały. W piwnicach jest złoto.Nie.Nivellen ziewnął. A córki? Nie widziałeś ich.O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. Nie chcę.Panienki bawiło. paru przeżyło. Tatunio miał wrogów. Venimiry. Co więcej. Chcesz. mówiłem ci. Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. bawiąc się pustym pucharem . mieli krewnych. Gdyby nie postrach.Żadnych.Wyglądasz na zupełnie pewnego . których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem. Oczywiście.rzekł Geralt. że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać. acz kosztownymi upominkami. Nivellen? . I pogodziłem się z tym. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. Żadnemu ojcu. .Może to i dobrze . . zjedz mnie całą".A żebyś wiedział. żadnej córce. z łapkami wyługowanymi od prania.obruszył się potwór. doszedłem do wniosku. wzmacniana drobnymi. Geralt. Nivellen? . czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu.

wstając. że ktoś mi za ciebie zapłacił. rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę. Kto mógł zapłacić? . że nie mieszkam sam..dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. . za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka. Od . gospodarzu. którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie. Wiesz. . Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny.Pozwolisz. którym łoił ją jej rycerski tatuś.Chciwość ludzka nie zna granic.Cóż.I nikt inny? . jak zerkasz na drzwi.Tak. Przepraszam.Nivellen wstał również. koło bramy. A co się tyczy łoża. Widziałeś ją? . cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok. gdzie tu jest kuchnia..Jesteś teraz sam? . .Dzięki za gościnę. co ja mówię. . to. Geralt.Nivellen . Dla nich to był dom z bajki. Czy to jest powód. że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy. który zapragnął reszty mojej piwnicy. .I nikt inny. . Zaraza.Zaraza z twoimi przeprosinami. a do nocowania w tych lasach nie zachęcam.Ale podejrzewałeś. nawet nie wiedziały. . Czas mi w drogę. Dobrze wiesz. Geralt. ..Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. . to jest ten powód. Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami.Słusznie .rzekł nagle wiedźmin. . Od samego początku widzę. Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes.Nie. . Milczeli obaj.odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie. dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? .rzekł wreszcie wiedźmin. A u mnie chodziły jak księżniczki. Znowu milczenie. że zapytam. W lesie.A więc i o tym wiedziałeś? Tak. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec. a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen. Nie pozwolę. Mam rację? . Żadnej nie przymuszałem.Masz.Wiedźminie . wziąć za kark i zrzucić ze schodów. do ręki brały wyłącznie wachlarz. twoja wola .Łajdak.. jak nastawiasz ucha. .

Chociaż. proszę.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło. •. . rada pieszczocie.dałbyś. Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera.Czy można temu zaradzić? Krótko. . trzeba wiedzy i zdolności. . . proszę.. . . . Chyba odpowiedziałeś.I ja też je lubię. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze.A kto je posiada? .. odprowadzę cię. . .. . Lwiogłowego Pająka.Nie odpowiedziałeś.pochwalił się potwór. odwrócił.' poklepał po szyi.Słusznie się obawiasz.powiedział.Czy po takim śnie. że dobrze jest. których ja nie posiadam.Nie.Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera. gdy Geralt poprawiał juki. . które ciągle zadajesz..Mieliście wtedy pecha . Słuchaj. Krótko. . Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać. Czy słusznie się obawiam? Krótko. Na podwórzu.Lubią mnie zwierzaki .Dosyć mam twoich pytań.Jak jest.. po obudzeniu.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś. . Nivellen pogładził klacz po nozdrzach.Będę miał to na uwadze.czasu gdy okolica wyludniła się. jak jest. . Ale nie jak może być. Moja kotka .Nareszcie. od pewnego czasu mam paskudne sny. Nivellen. tak.Nie.A jesteś pewien. proszę. . zamiast odpowiadać na moje. . Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. wiedźminie.A czy. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! .Nie. Chodźmy. . Płotka.Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty. na moje pytanie. w nocy jest tutaj niedobrze. pochyliła łeb. Nie . . Geralt spojrzał mu prosto w oczy. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa.. Jesteś pewien. Obawiam się. że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? .

. A.. Geralt nie zaśmiał się. chociaż uciekła z początku. A może nie.Nie jestem taki głupi. Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. To nie jest kolejna kupiecka córka. to paskudna okolicą. Kochamy się. gdybyś stał się człowiekiem? .Podejrzewam. zaraza. że nie wróciłaby. . Geralt. nie najładniejszą zresztą.to prawdopodobnie rusałka. To typowe? .. Geralt. Nie je ludzkiego jadła. To coś poważnego. ruszył ku bramie.. Mówi rzadko. Z córką. Mówiłem ci. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy. Szukaj ich gdzie indziej. Geralt. jak rusałki boją się ludzi.Bywaj. strzelę cię w pysk. którego nie znam. wróciła potem do mnie. Vereena też. Na całe dni znika w lesie.Pewnie myślisz. zaraza. .. jak myślisz. A ja i Vereena. -Twoja Vereena .wyszczerzył zęby Nivellen. Ale uważaj. nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. Bywaj. . Czarna. w języku. potem wraca. Geralt uśmiechnął się. kto. Szczupła. Urwał. co mi tam.Ptaki . Nivellen. Będę pamiętał o tobie. Potwór człapał u jego boku. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. . Wiesz.Jestem tego pewien. nie dałem znaku życia. .Tak.wiedźmin dociągnął popręg.Żarłoczka.Też lubi koty? . Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach.Dzięki. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali.. Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. wykrzywił paszczę. .Geralt? . jaka towarzyszyła mi w niedoli. Mało kto widział rusałkę z bliska. Wiesz o tym? . Coś się któremuś stało? . moje życie i moja kara. Kto wie. . . Nivellen.Wydałem się. .Może. Ech.powiedział . To mój problem.Słucham cię. Jeśli się zaśmiejesz..Mniej więcej . może znajdę kogoś.Ostatni był u mnie trzy dni temu. którzy tu ostatnio byli. Przez długi czas była to jedyna żywa istota.

przyjedź tu sam i skończ sprawę. Ruszył tam. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. Potem jednym skokiem znalazł się w siodle. Geralt. też się przyzwyczaję. z mieczem na kolanach. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. A jak się bardzo pogorszy. nie chciała iść. rwała podkowami ziemię. ledwie zaświtało. Płotka . usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. Wiedźmin nie zatrzymał się."Lubią mnie zwierzaki" . ruszając szybko z powrotem. Wychodzi na to. przyzwyczaiłem się. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. parskała. III Okolica była odludna. przez bór. pojechał na skróty.mruknął.Nauczyłem się to znosić. . Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. po własnych śladach. nie chciał nadkładać drogi. a także coś. zawrócił konia. Po co te sceny? Klacz prychnęła. by sprawdzić. Coś. Bywaj.zeskoczył z kulbaki. V Klacz tuliła uszy. przy maleńkim ognisku. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. Geralt nie uspokajał jej Znakiem . odwracając ku niemu łeb. że masz więcej rozumu niż ja. dzika. . koniku. Po wiedźmińsku. zamyślił.Przepraszam cię. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - . IV Około południa. . cofnęła się. ale mógł też to być i zwykły żbik.Prawdziwa historyczka robi się z ciebie. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. Nie obejrzał się już ani razu. zmarszczył się. złowrogo nieprzyjazna. gdy poił Płotkę u źródełka. Wiedźmin potarł czoło. nie szukaj nikogo.To przecież zwyczajne czarcie koło. Jak się pogorszy. . wrzeszczało i syczało. klacz zarżała przenikliwie. Mógł to być leszy. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. przerzucił wodze przez łeb konia.powiedział. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza.

czarnowłosa.ciągnął spokojnie wiedźmin . tak jak ją zostawił wyjeżdżając. dobrze wyważoną rękojeścią. zakończoną kulistą głowicą z białego metalu. wywoływałaś ty. nie mógł nawet zidentyfikować języka. Geralt zbliżył się powoli miękkim. Blada twarzyczka nie drgnęła. tak białymi. Usłyszał śpiew.Ta klinga jest srebrna. który sprawiał. z którego pochodziły.choć maleńkie. Stworzenie nie poruszyło się. rozjarzył się i zalśnił nad jego głową. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. i współczuję mu. . Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. Tym razem brama nie otwarła się przed nim.że mogłabyś zwieść każdego. blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. o których wspominał. Była otwarta. Nie było to potrzebne . . Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się. Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. elastycznym krokiem.powiedział. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. . pełną uroku.wiedźmin znał. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów. Domyślam się. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. Nie rozumiał słów.To srebro . . rozlewającego się po żyłach falą mdlącej. Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. idąc półkolem od strony muru. co to były za sny. przenikliwego. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy.Tak bardzo przypominasz rusałkę . cichego. prawda? Sny. obezwładniającej grozy. Kim jesteś? Myślę. że wciąż słyszało się pieśń . Ale konie nigdy się nie mylą. że mulą albo alpem.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu. czuł i rozumiał samą naturę. Miecz. że wydawały się przezroczyste. . obok krzewu niebieskich róż. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył. istotę tego śpiewu.

nie człowiekiem w potwornej masce. ale i tak pociemniało mu w oczach. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. . musiał stać się prawdziwym potworem. Sięgnęłaś po ostateczny środek. potwór i wampirzyca. Lecąc do tyłu. władcy leśnego zamku. zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu. Wielkie czarne oczy zwęziły się. prawie niedostrzegalnie. ślepe narzędzie.. mocniej ścisnął rękojeść miecza.Bruxa! . Wampirzyca poderwała się... . a więc piłaś krew. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. Ty. miażdżąc żebra. przeszywając uszy i mózg cierniami bólu. by się poruszyły.. mógł pochodzić tylko z bladych.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. coraz wyżej. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. tym razem wyraźniejsze. i on. że jesteś. Syk. choć wiedźmin nie dostrzegł. morderca na zawołanie.krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie. .Co z nim.Jesteś mulą? Powolny. przeczący ruch głowy. Ale wpierw. twój obrońca.ciągnął wiedźmin. Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą.To znaczy. Na grzbiecie delfina. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu. który się rozległ.Alp? Zaprzeczenie. a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. koszmarnie uśmiechniętych ust. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. pozbawiając oddechu. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. Czar w znacznej mierze zamortyzował impet. co? Zaiste. czarnowłosa? Śpiewałaś. wiecznie spragniona krwi. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny.. . Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie.Lubisz ptaki . . z jakim wyrżnął plecami o mur. wargi rozwarły się. Wiedźmin cofnął się. . . . ty i Nivellen! Piękna by była z was para.

kurcząc jedno skrzydło zawrócił. ośliniony pysk już rozmazywał się. choć oszołomiony falą wrzasku . Uderzenie fali było tak potężne. wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. znikał. rozwierając bezoki. Geralt. poszybował w stronę fontanny. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. wprost na kark wiedźmina. Geralt. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. Ostrze nie napotkało oporu. Prawie nie napotkało. Nie trafił. Usłyszał . Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. dźwięki fletu i oboju. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. modulując głos w makabryczny zaśpiew. wąską paszczękę.nie w bok. a po nich szybki jak myśl. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. sycząc. potrząsnął głową. okrążył go i znów zaatakował. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu.zareagował instynktownie. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. kuszy. oburęczny cios. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. Zwinął się w miejscu. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. potworny. w locie rozwierając zębate szczęki. w skroniach i ciemieniu załomotało. Upadł na jedno kolano. Geralt czekał. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. zębaty pysk. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku. Poczuł. W ostatniej chwili skoczył . skręcił gwałtownie. metamorfował. jak szpony bestii rozrywają mu policzek. czując w ustach żelazisty posmak krwi. ciął. Było to tak nieoczekiwane. aż zawyło powietrze. Nietoperz płynnie. -zawodzenia i jęki. nie trafiając. Nietoperz. Geralt odskoczył w bok. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. Poderwał się z ziemi. Nietoperz zamachał skrzydłami. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. że wypadł z rytmu. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. tnąc na odlew. szum wichru. lecz do przodu. rozwierając długą.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. wzbił się. unik i półobrót. Brusa zawyła przeszywająco. że przełamało Znak. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. krzyknął zaklęcie. z gracją.

Ale wiedział i to. Zabiję. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. rozczapierzając łapy jak niedźwiedź. ryczał. poszorował po żwirze alejki.warknął. skoczył ku niej. nie próbowała metamorfować. . sprężyła do skoku. że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. Zabiję. metamorfowała na grzbiecie delfina. Na białej sukni. Kryzę kaftana plamiła krew. grzebiąc go pod stertą drewna. wampirzyco . Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny. nie dłuższym niż mały palec.Krzycz. Strać siły. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku.Vereena! Nivellen.cięcie. które winno było rozpołowić bestię. Osłabniesz pierwszy. Wiedźmin zgrzytnął zębami . odrzucając kilka sążni do tyłu. na drewniane rusztowanie pod murem. Wiedźmin wiedział. mknęła wprost na niego. Bruxa. wytoczył się z drzwi pałacyku. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek.wycedził. okazało się zadrapaniem. ocierając krew z policzka. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg.Wywrzeszcz się. że jest zmęczona. z pogłosem. wznosząc miecz do cięcia. wyjąc. Nivellen. niepewnie machając łapami. Zabiję. . ledwo dotykając ziemi. wywołanego dotknięciem srebra. Usta bruxy nie poruszyły się. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. które załamało się z przenikliwym trzaskiem.Vereena! . Nie wrzeszczała już. ze zwieszoną głową.Zobaczymy . pochylony idąc w kierunku fontanny. dzwoniąc głucho. Wampirzyca. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. . Zabiję. jak gdyby spod wody. Bruxa wygięła się. Runął na wznak. . ale tym razem był to wrzask bólu. furkocząc białą suknią. Czarownik. nieco powyżej lewej piersi. Geralt już był na nogach. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. lekko jak motyl. oburącz uczepiony ościeżnicy. Geralt.wrzask. . .ryknął ponownie. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. biegł półkolem okrążając dziedziniec. spróbował ją chwycić. ale wrzasnęła mu prosto w paszczę.Zobaczymy. .

straszna. ale nie puszczał drąga. skoczyła ku niemu. Kolejne straszne. z której w gejzerze krwi wyłazi. Geralt wstał. Bruxa szarpnęła się. jak biały motyl na szpilce. ostry koniec trzymetrowej żerdzi. Nivellen wrzasnął. zawisła na drugim końcu drąga. wyciągnęła ramiona na całą długość. otoczył się krótkim. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. potem drugi. dławiące się krwią westchnienie. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. Mój. zadygotał. dzierżył żerdź oburącz. Stali . Bruxa. Bruxa.wrzasnęła w biegu. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku. dezorientującym młyńcem miecza. Wiedźmin. rąbnął plecami o mur. podciął kolana. chwyciła go za . Bruxa powoli. I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. . Albo niczyj. Nie docenił jej . rytmiczne. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. rozwiana. Upadł na klęczki. na białej sukni. Westchnęła tylko. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. wyciągnęła ręce. również zaciskając na nim obie dłonie.biało-czama. na szeroko rozstawionych nogach. zazgrzytał o mur. Odwróciła się. Nadaremnie. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie.Vereena! . wlokąc za sobą przebitą bruxę. który trzymał pod pachą. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. potem szybko zaczął się cofać. Nie krzyknęła. blokując jej koniec pod pachą.Geralt odskoczył w lewo. Geralt zobaczył. ohydnie i nieprzyzwoicie. zrobił krok do tyłu. Oczy miała szeroko otwarte. sparaliżował ramiona. Bruxa sunęła ku niemu . Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. rozedrgane. poleciał w tył. Jej westchnienia stały się częstsze. wyjąc śpiewnie. jak na jej plecach. jak gdyby pieszczotliwie. słysząc to westchnienie. ułamany szpic. Kocham cię.Nivellen. Koniec żerdzi. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie.ryknął Nivellen. głowę odrzuconą do tyłu. przechodząc w rzężenie. wykwita czerwona plama. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. Kocham. Nie zdążył złożyć Znaku.

leżący pod murem.powiedział wiedźmin. Geralt skoczył. włożył palec do ust. Krzyknął. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek. Trzeci. Skręt tułowia.Wstań . zwolniona sprężyna. kończy się na lewą nogę mocnym. każdy krok. Uderzył pewnie. . długo wodził nim po dziąsłach. obejmując głowę ramionami. jak setki takich kroków przedtem. Usłyszał głos. Nic. kontynuując rytm ruchu. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. zamaszyste cięcie. środkiem brzeszczotu. Każdy ruch. Obmacał twarz. Spojrzał na swoje dłonie. wstrząsany kurczami i dreszczem. nieunikniony. które powtarzała. Skoczył jak bezwolna. Zawył jeszcze przeraźliwiej. Jęknął cicho. dotykając czterech krwawych. Trzy szybkie kroki. by zagłuszyć słowo. Nic nie mogło. Nic już nie mogło się zmienić. zaszamotał kosmatym łbem. sunęła za nim błyszcząc. Ciął. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. zwinięty w kłębek. jak setki razy przedtem. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach. Wzrok miał błędny. zdecydowanym stąpnięciem. Głowa upadła na żwir. Kły błysnęły oślepiającą bielą. ostre. Przetarł oczy knykciami. rozejrzał się dookoła. Jaka pustka. był wyuczony. i natychmiast. przystojny. pod koniec półobrotu już wolna. napuchłych pręg na policzku. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. płynęły.. uniósł głowę. automatyczny i śmiertelnie pewny. zrobił czwarty krok i półobrót. jaki należało teraz wykonać. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. potem - . Zobaczył jej oczy. We mnie. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi. Nivellen.głowę. płynęły. płynęły w powietrzu. był jego naturą. płynęły. Zaszlochał. Klinga. Młody.

że. że aż przezroczyste ręce. tak białe.Że co. oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami.Miłość musi być prawdziwa.. .Nie do wiary.Wstań. Geralt? . Obie mają potężną moc. . Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat.rzekł cicho wiedźmin. . . .. Nivellen. Geralt. Nivellen jęknął znowu.Ja już nie mam. podtrzymując jeden drugiego. są potrzebne nam obu.Miłość i krew.. ...W każdej baśni jest ziarno prawdy . Poszli poprzez dziedziniec.zaśmiał się. ale nie doszli do niczego. starając się nie patrzeć na drobne. . .Nie patrz.Vereena.Geralt! Jak to? Jak to się. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką. obok krzaku niebieskich "róż. W jukach mam lekarstwa. Wstań i chodź. poza tym. Po tylu latach? Jak to możliwe? . Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać. Geralt! . Chodźmy....

przerwała Nenneke zimnym.Jestem Falwick. w których była wrogość. wlepiając w kapłankę jasne. .Zaszczyt dla mnie . . Trzeba oto ci wiedzieć. Wręcz przeciwnie. .pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda.. Zdziwił się nieco. jak słyszę . jak wiedział. .Nie zamierzam się tu osiedlać. Książę rozkazuje.Księcia Herewarda.powiedziała od niechcenia. patrząc na rycerzy. A to rycerz Tailles z Domdal.Natychmiast . Nenneke. pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta.Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. Przybyli z żądaniem. w żyłach których płynęła królewska krew. Geralt. Przybyli.GŁOS ROZSĄDKU 3 . .wzruszył ramionami Geralt. hrabia Moen.Ci szlachetnie urodzeni panowie . .Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły .Wątpię .warknął Tailles. ale dzisiaj nie ma to. by cię wypędzić. A niemało tutejszych. Ja to uważam za obelgę. Uważasz to za zaszczyt? Ja nie. większego znaczenia. i to niebawem. niebieskie oczy. jak obecny tu Tailles. mówiąc krótko a treściwie..Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu.Oni nie przyjechali tu. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni. . równie niedbale jak poprzednio. bo w okolicy. . by się zaszczycać. Geralt ukłonił się niedbale.wiedźmin skłonił się ponownie. w którym tak mu twarzowo. . rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu . . dostrzegła jego zdziwienie. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz.Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. .poprawił z naciskiem Tailles. nie było żadnej komandorii zakonu. . dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu.Bez chwili zwłoki. młodszy z rycerzy. że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu.Księcia . . . byś się stąd jak najprędzej wyniósł. zdaje się.rzekła zimno kapłanka.Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja .

rycerz postąpił krok. W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna. które są wolą księcia. któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. lamowany mosiądzem napierśnik.Dobrze już. ale nie kuś losu. Może porośniesz sierścią.Wygląda na to. po czym odrzucił płaszcz na ramię. nie będę jej więc traktować poważniej. . Panie Falwick.Wasi żołnierze.Ciszej .. co mówisz i do kogo mówisz. Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo.. panowie. którego. znudzony już nieco całym wydarzeniem.. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. Tailles szarpnął się wściekle. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły. Posłuchajcie. niewiasto. Odbierałam twój poród. aby tak miało być. aż zazgrzytała pancerna rękawica. jak zechce. Uważaj. niż na to zasługuje. . . chwycił go mocno za łokieć. że . że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy.Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . Tailles. . Nie zmuszaj mnie. . Tailles. -Zniż ton. przestań więc zachowywać się jak cham. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami. a nie widzę powodu. I ty o tym wiesz.. panie Falwick: zaręczam. ten starszy. Geralt z Rivii jest moim gościem.powiedziała spokojnie . demonstrując w całej okazałości żłobkowany.powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. dobrze .Mówię zaś słowa.co się stanie.Nie waż się grozić mi twymi czarami. kapłanko! Nasi żołnierze. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała. A może i jedno. niewiasto? -krzyknął Tailles. jak widzę. pana tych włości! Wiedz. . wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. .władczym głosem. bym nauczyła cię manier! . do kogo mówię! . .wtrącił wiedźmin. . Może pękną ci płuca. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele. Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu. będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. zasrany smarkaczu. i żal mi twojej matki. Oni wiedzą o tym bardzo dobrze.Naprawdę nie wiem . i drugie.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. roznosi zapał młodości.Wiem. Falwick.Staram się zwykle. ścisnął.

Trzy dni. za kilka dni. panowie! . Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni. że nie prosisz .odezwał się cicho wiedźmin. ale książę Hereward. zanim Falwick zdążył . Wiedźmin zrozumiał i był pewien. .I słusznie. druidzi wręcz grożą. Ale Geralt wiedział.opuszczę te okolice rychło. . milcz. główna kapłanka Melitele. Nenneke.powiedziała kapłanka.przerwała kapłanka. Mówił spokojnie i grzecznie. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa.Tu jest świątynia Melitele! A ja. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy. ale jako osoba prywatna. nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj. mój senior. proszę o wybaczenie. że Falwick łże jak pies.Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno. znanego jako Rzeźnik z Blaviken.uniósł głowę Falwick. . . aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. Nieważnym jest.Tu nie jest Ellander! . że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta.Panie Falwick . czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno.Czcigodna Nenneke.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. proszę. Nie proszę o więcej. Nie. Nenneke. Nie jestem tu jako wiedźmin. Nie chcę kłopotów. . też niespecjalnie na tym zależy. Książę wie. Mówił logicznie. . panie hrabio.Nie widzę powodu. Rycerz odwrócił się do Nenneke. ale Falwick i jemu podobni. nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę. . przyjmować zleceń i zamówień. . a i wam.. Zaręczam też.Posłuchajcie głosu rozsądku. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. I tak czas mi w drogę.. czy Geralt z Rivii poluje na potwory.kapłanka zerwała się z fotela. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić.Dość tej dyskusji . niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść. czy też uważa się za osobę prywatną. Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. jak sądzę.

Powtórzcie to jego małżonce. . ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. bo skończy się to nieszczęściem. bo taka jest jego zachcianka. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. tu nie wolno śmiecić. Wiesz. nie przestając się uśmiechać. rycerz Białej Róży. Pohamuj rozlatany języczek. odmieńcze! -wrzasnął. mam nadzieję? Falwick. -Podnieś to zatem.Coś ci upadło. . uśmiechając się paskudnie. dodając.przerwał Geralt.Słuchaj no. Traficie do wyjścia sami. smarkaczu .Słyszeliście. ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron..Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią. zabierz stąd tego durnia. Falwick. Powtórzcie to Herewardowi. . powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. .Dosyć! .zareagować. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców.Jeśli on wyciągnie miecz. bo taka jest moja zachcianka. Mówisz do kobiety. kapłanka Wielkiej Melitele. szlachetnej Ermel-li.powiedział Geralt.krzyknął cienko Tailles. Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. Nie. nie Herewardowi. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia. A ja. co masz powtórzyć Herewardowi. chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. . odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci. której należy się szacunek.rzekła spokojnie Nenneke. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny.. synku . Co prawda. tu jest świątynia. . niechaj lepiej uspokoi swego diuka.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . . koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja.Nie myślę słuchać. A potem wybiję nim drzwi. Wynoście się stąd. jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. . . Zresztą. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. aby zostać takowym. napiszę do niego osobisty list.Panie Falwick . a głos załamał mu się w falset.

. Wiedźmin nie uśmiechnął się. Wrócimy tu. czcigodna Nenneke . .powiedział.To nie była nasza ostatnia wizyta. .odrzekła zimno kapłanka. Potem spojrzał w oczy wiedźmina.Tego się właśnie obawiałam . chrzęszcząc zbroją. Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz.Cała nieprzyjemność po mojej stronie. .ukłonił się.

z której wiało bryzą. Ge-rałt zeskoczył z siodła.Czego. łachudro? Geralt wszedł.. zezując na gęś . stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. jak zwykle. łapówki biorę? Nie . poczerwieniałym z gniewu. podrygującą w rytmie truchtu osła. który na progu chałupy robił co mógł. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła.Zabieraj to. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku.Kto mówił? . rozwrzeszczał się. Geralt przyspieszył. . Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. . . bo inakszy. syn rybaka Trigli. .ze trzeba dać cosik wielmożnemu. uniósł okrągłą głowę. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. zwracając się do chłopa: .Kto? Ze ja niby co.I znowu. małym i pękatym. parsknął i czmychnął w pokrzywy. wyciągając szyję. Na wszystkich bogów! To ty. pełno było wozów. mówię! Nie wolno. chamie! Ogłuchłeś? .Nie wolno. Pręgowaty kocur. Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. drgnął. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci. poprawił miecz na plecach. Trzyletni Dragomir. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. uwiązany do łęku siodła. Przed wójtem. falujący w podnieceniu. Za nim. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. wpatrzonej w kościstą. truchtał objuczony osioł. smołą i wolim moczem. szponiastą łapę wystającą spod derki. Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę. co chwila mocno napinając postronek.Mówili . aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani.bełkotał wieśniak. Wiedźmin jechał powoli..MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle. położył uszy.wrzasnął wójt.. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. Przed domem wójta. wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca..

tam musieli ginąć ludzie.pozwalam. . ludkowie.powiedział ponuro. Wypada. przynieś tam który piwa! Siadaj. Geralt..Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. Caldemeyn. Skąd przybywasz? A. wydymając policzki.Kikimora.Na grobli. opowiadaj! . na szkliste oko z pionową źrenicą. Geralt.. Westchnął ciężko.Na wszystkich bogów. Na mokradłach.. . klepnął go w ramię drugą ręką. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. to ja ci za nią nie zapłacę. zgadza się.Zapomniałem . powiadam! Won. .. Geralt odrzucił derkę. Tłum ochnął i cofnął się.wójt stłumił beknięcie. Skąd to. Caldemeyn.Nagrody nie ma . Hej. Kto mógł przypuścić. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się. Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca. Ale nikt. .. Hej. pod samym bokiem jakaś kociozmora. . psia rzyć. Wójt. . że muszę ci podziękować... . Nie mam funduszy. I masz. ale. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? .Witaj. . że coś takiego siedzi w słonych bagnach. Dzieci.Nie było cię tu chyba ze dwa lata. bo jutro jarmark. do domów. nie odejmując od ust. kilka osób przepadło w tamtej okolicy. Muchy się zlatują.Potem. ściskając dłoń wiedźmina..Gdzie.. co za różnica skąd. .Nikt nawet nie przypuszczał. pociągnął nosem. Najpierw wyjdźmy. Caldemeyn. U nas zamieszanie. Co tam u ciebie. . obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt. Mało kto łaził po tej grobli..Ano. siadaj. patrząc na pają-kowaty. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka.A taka to była spokojna okolica. Geralt. powiadam! Witaj. na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy. Geralt. panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę. . Caldemeyn szeroko otworzył usta. ze cztery mile przed miasteczkiem. Geralt! Co to jest? . do roboty! To nie widowisko! Zakryj to. Fakt. Bo zapłacić. Nie ma za nią jakiejś nagrody.

między nami.No? .Krótko.. Karelka.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi. Przydałoby mi się trochę grosza.Pech. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu. . . .Kikimora. . ale nie wiem.Nosikamyk . chociaż było ciemno.Weź kogoś do pomocy. opowiesz. . wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy.Wedle rozkazu.Czego? . otarł usta z piany. nim śniegi zawalą drogi. Idzie zima.. Borg. podczas kolacji. .Długo zabawisz w Blaviken? . Ale. . Słuchaj. Panie wójcie. Ale.. .Ciekawe. Zrozumiałeś? . że nie przepada za mną. A nuż mu się do czegoś przygodzi. że rzuciłem widelcem w szczura? .wiedźmin łyknął z garnca. . co ostatnim razem. Hej tam. Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć. . że trafiłeś. . Pogadamy.Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. nie rób przy niej tego.rzekł Caldemeyn. Nie mam czasu się zabawiać.Myślałem. tych złodziei.Wybieram się do Yspaden. możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. a ta. z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę. do czego? Jeśli nie ma nagrody....Nie.Było. . że to będzie zabawne.. . Idzie mi o to... . Ale nie rób tego przy Libusze.Idzie ci o to... jak jej tam. Kiki.Potrzebna ci do czegoś? .. Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu.. aby przezimować .Chętnie.Pomysł nie jest zły. czy zdążę. . .W moim domu baby nie mają głosu. co w szerokim świecie słychać. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę.Może nim topić to ohydztwo.

O ile wiem. Geralt.skrzywił się Geralt. . . górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup. nie kochamy się z czarodziejami. Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co. My. Caldemeyn.Punkt dla ciebie.Odnowił. czy możny mag zapłaci za kikimorę . . przejdziemy się do wieży.Porządny. Czy zapłaci. klabatry czy ker-guleny. ale spróbować nie zawadzi. Idziemy? . zwieńczona zębatymi blankami. Mistrz Irion. zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem. niejeden na tym zarobił. Mieszka w Blaviken od roku.rzekł Geralt. Gdzie moja czapka? II Wieża.Idziemy. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. Geralt. Z wieży prawie nie wychodzi. ten wasz Irion? . obeznany widać z działaniem . . widzę . . może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę. . głównie. Nosikamyk. Caldemeyn. ośmionogi. żeby Mistrz Irion komuś urągał.Na stałe.Jaki on jest.Czarami czy zapędził was do roboty? .Czarami.Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce. Chodź. Rybacy znoszą mu różne dziworyby. z samego wyglądu poznasz. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek. Na bagnach może być więcej takich kikimorów.Wątpię. Słuchaj. wiedźmini.Nigdy nie słyszałem. . Cóż. Możny mag. Ludziom pomaga. . Nosikamyk. . Ale odludek. przedstawiała się imponująco. Wiedźmin pomyślał przez chwilę. nie przysięgnę.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią.Niegłupiś. mruk. nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów.

Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski. wyjmij palec z nosa i zrób. Chcę z tobą rozmawiać.Bywaj. . . tyle. .przerwał głośno Geralt. to jest kikimo-ra. jeśli taka jego wola. Mistrzu Irionie . Nosikamyk. Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy. zbliżył się.Wedle rozkazu. na ośle. Tylko z tobą.Pal ją licho. takoż ze sprawą..powtórzyła metalicznie kołatka. wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą.rzekł cicho wójt.Idziemy. Caldemeyn. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo.Mistrz Irion nie przyjmuje . Wiedźmin wzruszył ramionami. pykając obłoczkiem pary. . Tak. Geralt.Jestem wiedźminem. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho. dobrzy ludzie. a ja tu będę musiał. To.Co z kikimorą? . to naprawdę ja.Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona.Odejdźcie.Tracę cierpliwość. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj.Zaraz . Odejdźcie. spojrzał na Geralta.Mistrz Irion nie przyjmuje.. skupiony i poważny. pod same drzwi. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! .powiedziała kołatka zupełnie innym głosem. . Wpuszczę cię.rzekła kołatka.Podejdź blisko do drzwi .. dobrzy.Geralt .Geralt. by mógł się przecisnąć. Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. odchrząknął i wyrecytował: . . nie musi mnie przyjmować. Wybaczcie. które uchyliły się bardzo niewiele. . którą zabiłem bardzo blisko miasteczka.machnął ręką Caldemeyn. Nosikamyk. . po czym natychmiast zatrzasnęły się.Co mi tam. Caldemeyn podreptał w miejscu. . Nosikamyk. . .Ty odjedziesz. .Sam. . Geralt.Nie jestem dobrym człowiekiem . co kazałem. ze to naprawdę ja? . Zobaczymy się później. . . dłubał w nosie. . I co z tego. tchnął obłoczkiem pary. wójcie..mechanizmu.

iluzja pierwszej klasy.zawołał. chodźże. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. . . niosąc koszyk pełen jabłek. Domek pośród sadu..Nareszcie.Jestem przed domem. Ale to jest. mój kochany. maleńki i skromny. dziwnie znajomy. szła wzdłuż rzędu krzewów. obróciła i wróciła do sadu. rajców wyglądających jak proszalne dziady. Witaj. nierządnice wyglądające jak królewny. tonął w malwach. Kwiaty pachną. pszczoła może cię użądlić. przy stoliku z blatem z białego marmuru.możesz. Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził.. błękitnym łańcuchem górskim. Jasnowłosa dziewczyna.czarodziej wskazał na blondynkę . . kołysząc biodrami. zgarbiony. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje. Jak wszystko tutaj. uśmiechnęła. zakrzywiony nos.odpowiedział głos. że stoi po kolana w macierzance. Geralt .zdziwił się Geralt. Co dziwniejsze. . Sad kwitł biało i różowo. patrząc na kołysanie. . . Wrażenie było tak niespodziewane. Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach.Może później.No. krzaczaste brwi i długi. . .pozostawiając go w zupełnym mroku. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy. Stregobor faktycznie był czarodziejem. chudy. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy.odezwał się głos. a ją . pachniał deszczem. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami.Też. spinający korony drzew z dalekim. Był wysoki. A Stregobor zawsze wyglądał tak. nie kryjąc złości. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę. . zupełnie naga. Dostrzegł po lewej ruch. Nie znalazł. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. Wszedł w sad pomiędzy drzewa. siwe. jabłka możesz jeść.Stregobor! .Już . miał wielkie. szukając oparcia.spytał Geralt. wiedźminie.Hej! . .To też iluzja? . obejrzał się.

Robię tu za rezydenta. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy. że należy jakoś go uczcić. . która chce mnie zamordować. Dotarłem aż tutaj. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie. dawniej mieszkałeś w Kovirze. robiąc przy tym mądre i znaczące miny. . . . To znaczy . Geralt? Nadal trudnisz się -. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? .. to mogę. odnalazła mnie. Wiedziałeś? . . zajmując jego siedlisko.powiedział Geralt. Można żyć.Teraz rozumiem.Jeśli cię to ma uszczęśliwić. inaczej nie przyszedłbyś tutaj.Przeznaczenie ma wiele twarzy. . Czasem sztorm uciszę. I pomyśleć. a jak wiesz. W pałacach dźgają się sztyletami.można było żyć.Tak nazywał się twórca tej wieży. które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować.dodał ponuro .skrzywił się Geralt. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. Nie możesz mówić normalnie? . w podobnej wieży. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. .Aha .Taki jest świat. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy. W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony. Wiele się widzi podróżując. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą. Chyba że wiedziałeś o mnie.Mogę .Nic się nie zmieniłeś.Jak mi się zdaje. w którym mogłem się ciebie spodziewać. Stregobor . Uznałem. moja specjalność. czasem wywołam.. to pogoda. Ucieczka nie zdała się na nic. Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem.Stregobor . zmarło mu się coś ze dwieście lat temu.Bredzisz.Wiele się zmieniło od tamtych czasów.Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? .rzekł beznamiętnie wiedźmin. Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. O ile mnie pamięć nie myli.Chociażby twoje miano. To ostatnie miejsce. Co tu robisz. Większość mieszkańców utrzymuje się z morza. . siny od . .Nie wiedziałem.Słusznie. .. w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom. zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic.westchnął czarnoksiężnik. . najdalej pojutrze. poza iluzjami.

.trucizny. Geralt zaśmiał się. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych. i zagładę rasy ludzkiej. bezmyślną maszyną do mordowania i.Eltłbald.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. okaże się strasznym niewdzięcznikiem. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć. magiku. . które krwią wypełnią doliny rzek". zbadał legendy i podania boboła-ków. Czego się boisz. chronisz je i dbasz. że nie zapłacił mi ani szeląga.powtórzył z przekąsem Stregobor. odcyfrował napisy na menhirach Dauków. przeklęte. Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. skażone przez Czarne Słońce. Powiadasz. Liczyłem na twoją pomoc. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. ściga cię potwór. która terroryzowała okolicę. powiadasz. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości.A jakże. liczysz na moją pomoc. i to w dodatku grożąca tobie? . co się da zrobić. ścierwojadem. Mów. Miały być jakoby opętane przez demony. Przyzwyczaiłem się.A ja miałem cię za przyjaciela. powiedz mu. nawet królewskich. W rezultacie Idi nie dość. słyszałem. Stregobor? Jeśli cię dopadnie. ledwo zdążyłem.Nie nadymaj się jak żaba. . czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya.W dodatku grożąca mnie .Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . Tak wszakże nazywał się mag. a że miał popsutą klepsydrę. Zobaczymy. to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru. co ci grozi. jeżeli dobrze pamiętam. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. . że ty lubisz potwory.Nasze ostatnie spotkanie . na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. . Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. który rozpętał hecę. . bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. który wcale nie był obłąkany. Zaiste. A teraz.rzekł Geralt .

Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego. .Cóż sprawia. u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. Wiadomo powszechnie.Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda.A w dodatku nie do rymu. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach. . mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. to. powiadasz . Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. a także wybujały temperament. słowem. sinoróżowymi strzępkami.Byłem przy sekcji jednej z nich . których powstydziłby się dziad na jarmarku. aby umocnić waszą władzę. ile mutantów zabiłem. Ludzi o dodatkowych stawach. . dlaczego nie ciekawi cię. Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu. Wewnętrzne organy przemieszane.Zastosowano wyższą magię.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony.powiedział wiedźmin. . .zadrwił Geralt. ale jednak. popsuć koligacje. niektórych w ogóle brak. Jakaś czerwona gąbka. gwałtownych wybuchów gniewu. Naszą.Brednia .Co ty mi tu pleciesz? Pytasz. zamieszać w dynastiach. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. ile z nich odczarowałem. By rozbić sojusze.powiedział czarodziej.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . potężni czarnoksiężnicy? .uniósł głowę czarnoksiężnik. jak również kapłańską. Dwie praktycznie w atrofii. . co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia. nie dawało się jednoznacznie określić. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach. Co ty na to? . . agresji. . w różnych . pogardzany przez was wiedźmin.Widziałeś różne mutacje.. zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. wyzwoliłem od klątwy? Ja. do interpretacji przepowiedni.Geralt. Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami. Serce o sześciu komorach. ludzi z wilczymi kłami. . a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. A co uczyniliście wy.

ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech. Nie masz ich więcej? . zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek.Niech ci będzie . Jedną wiwisekcjonowano. i to więcej niż jeden raz. Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy. . bo przejęła władzę bardzo szybko. Dlatego też zaprzestaliśmy je. przyjdzie dzień.I wy. Ich selekcja była nader trudna. uwięzione w wieżach szybko marły.Będę szczery. Kolejny dowód mutacji. magicy. Większość. córka Eyermira. Wszystkie sekcjonowano. że tylko te sekcjonowano? . ponad wasz nimb nieomylności. nie będziesz chyba twierdził.. co to niewiele mieli do roboty. Co ciekawe. naście. że były i dalsze trupy.Nasze wieże. na szczęście.Kłamstwo. Mówiono. żeby prędko przyszedł taki dzień . to mniej przekonywający. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. Nie zapominaj. Wśród królewiczów. . Stregobor.. że bez waszej pomocy się nie obeszło.Nie sądzę.Co dowód.Nie tylko.parsknął wiedźmin. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. Usunęliśmy kilka. usuwać. Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. . Jeśli już o tym mowa.świątyniach..O ile wiem. wiesz dobrze. we własnym interesie.. zwłaszcza tych młodszych.. zaczęliśmy izolować. chociaż nie powinienem. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć. . . To był jednak kolejny błąd. pani na Naroku. Nie patrz tak na mnie. nie o dziewczynkach. kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. . Pomyliliśmy się.Wasze słynne wieże . sukinsyny. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło.Mam. . A więc mamy już pierwsze trupy.. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia.rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia. a jeszcze mniej do stracenia. Rozumiem.rzekł cierpko czarodziej. . Silvena. zadarłszy nosy do góry. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z .Tak twierdzicie wy. Początkowo postanowiono eliminować wszystkie.To świadczy źle o was. . że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? . . odmawiały jedzenia. poskręcała karki. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. Fial-ka.

mądra. Arideę bardziej interesowały losy kraju. Stregobor.Cóż . Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. bądź świadom. który jakoby ci zagraża.tym dłużej to będzie trwało.Posłuchaj. .przerwał Geralt. ma skrofuły. nie ma ani jednego zęba. Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła. małym księstewku na północy. księcia Creyden. podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka.rzekł wiedźmin.Pewno że są . jak sądzę . .. historia zaczęła się w Creyden. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Wróćmy do potwora. że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. Nie przekonasz mnie do swoich racji. jaki zrobiłeś.. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności. Zwierciadło Nehaleni. wykształcona kobieta. choć zawile. Żoną Fredefal-ka. na przykład. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą. Są i ślady wybujałego temperamentu. a nie uśnie.. napadach gniewu. Ech. A zatem. Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz. Geralt. Są i inne przykłady.Ze zwyczajowym pytaniem.Tego nie mogę obiecać.Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . . byłoby pięknie. . wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite. jak to określiłeś.W Jamurlaku. ani tym bardziej do tego. . . Aridea postarała się. panuje staruszek Abrad.Ani myślę. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych. Po wstępie. Ale wysłucham cię do końca. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. . była Aridea. Jak wiesz. przepowiadają przyszłość. .. że historia mi się nie podoba. Teraz oślepiony siedzi w lochu.warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad.Mylisz się. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom. bo bezbłędnie. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. ."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem. .Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? .

który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. ale ja sądzę. zapewne wtedy. po to tylko. Mówiłem. Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. Książę Fredefalk krótko po . I tobie przy okazji też.Urządziliśmy obławę .Jasne . Wezwany. Nie muszę dodawać.aby wiadomość o tym dotarła do Rady. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać.Renfri? . Poszedłem z tym do Aridei. nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków.Ja byłeiri za tym. Aridea. Nie miał na sobie spodni. .mruknął Geralt . . mała była już dość sławna. by się dowiedzieć. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem.ale po małej ślad zaginął. a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy. Powszechnie nazywano ją Dzierzbą. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. że to sam Fredefalk. Znaleźliśmy go później w zaroślach. . że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. Potem zaś trudno było znaleźć chętnych. których przekonała.. ale księżna zadecydowała inaczej. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. Stregobor westchnął. bo Fredefalk świata poza córką nie widział. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. przybyłem potajemnie do Creyden. jak mówiłem. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei.to jesteś w błędzie. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. że mała była mutantem. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo. . by ją tylko izolować. uniósł oczy ku niebu.Tak się nazywała.i zapewne nie przepadała za pasierbicą. ale żaden nie wrócił.Jeżeli sądzisz.przerwał znowu Geralt . że mi go żal .ciągnął Stregobor . . otruła Arideę. że ktoś otruł Arideę. Wytropiła małą. Wolała. przez ucho. że to Renfri. większość potwierdziła. Mieczem nauczyła się robić tak. była niegłupią kobietą. Powszechnie uważano. Dalszego ciągu się domyślam. łowczym.. kto ukręciłby jej szyję. a Rada wysłała do Creyden mnie. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu.

Znalazła mnie znowu. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. a miała już wtedy siedemnaście lat. panował w owym królestwie.Partacka robota .podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści. Spuścił synowi lanie. Ona jedna. jest niebrzydka.Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . Jego ojciec. że nie zapomniała o mnie. sześć łokci na dziewięć. . . jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. Ale masz rację. szumnie mówiąc. Ale wówczas ja już byłem w okolicy. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie.skomentował Geralt. Gdy zapadła w letarg. . do pierwszego przewrotu pałacowego. spartaczyłem. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. Nie wiem. już sierota i pozbawiony rodzeństwa.Nie ja.Kwestia gustu. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem. Przeżyła tylko Dzierzba.W tym czasie . odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. Jakoś tak wyszło. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby.To było do odczarowania. okazał więcej rozsądku. gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. jaką odegrałem wtedy w Creyden. . Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili. Geralt. Mówię ci. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. ale i tam mnie odnalazła. . Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. Tym razem uciekłem do Angrenu. asystował mu starszy syn. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. nie wiem. Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. jak to robi. Mówię: "małej". . że nazajutrz tenże najstarszy syn. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. dość. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. . To musi być cecha jej mutacji. stary rozbójnik.Znaczy się. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. Faworytą długo nie była. To też musiała być robota małej. ślady zacieram dobrze. I była nieźle wyrośnięta. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. że porznęli się nożami.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. Wnet okazało się. Jego błąd polegał na tym. Nie moja specjalność.

To nie jest możliwe. W granicach rozsądku. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją. Ale co mi z tego. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę. Stregobor. Zabijesz ją. .sumienia? . Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. która postępuje. a Dzierzba dla przyjemności. Wiedźmin uniósł brwi. Nie miałem takowych. Bestie zagrażające ludziom.Tak.czarodziej uniósł różdżkę. chroni cię miejscowe prawo. w Blayiken.Napluć mi na prawo.Zbirem nie jesteś. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą. Widziałem ją w krysztale . nie znam miejsca. nie może być przypadkiem. Dzierzba jest gorsza od kikimory. . jakiej zażądasz. . ale znowu mnie wytropiła. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. Jesteś miejscowym czarodziejem.Ona nie jest człowiekiem. mutantem.Nie jest sama. Kikimora zabija z głodu.Nie jestem najemnym zbirem. gdzie mógłbym się ukryć. . do straży miejskiej. To przeznaczenie.Nie. Nie potrzebuję obrony.wybuchnął Stregobor. ja nie mam już dokąd uciekać. rozumie się. byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt.Za pieniądze zabijam potwory. . . urzeklętym odmieńcem. .Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? . nie mam zamiaru siedzieć tu do końca . to znak.Już ci mówiłem. ja się do tego mieszał nie będę. Jest właśnie potworem. Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj. Miałem spokój przez rok. Przywnozłeś tu kikimorę. . chcę. .Co masz na myśli? . że uodporniła się na magię. prowadzi bandę. na wójta i na jego pomoc! . Tak. Okazało się jednak. Zabij ją. że szykuje coś poważnego.Jest. Nie ludzi. . Zwróć się do wójta. na Łukomorzu. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie. . a ja zapłacę ci każdą sumę. To. jestem tu zupełnie bezpieczny. Geralt.To chyba oczywiste. zgoda.

.Może . Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem.swoich dni.Wytęż pamięć.Nie. . Stregobor. Woźnice i rybacy pili tak. przechylając się przez kontuar. Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. większe. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? . magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. Dzierzba nie zrezygnuje. Geralt. Czas na mnie. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. Zobaczymy się jutro. jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. było ludno i gwarno. te ostatnie malowniczo i w szczegółach.Proszę cię. odwagę kapitanów i wdzięki syren. wszystko jedno. Stregoborze . póki żyje. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu.One siedziały. Wiesz co. trzeba było przewidzieć konsekwencje.Jeżeli zdążysz. wiem to. . Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. ale wiedźmin wiedział.rzekł Caldemeyn do karczmarza. równocześnie zniechęcając nie mających. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. nie samo dobro czyniłem w życiu. Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. Setniku . Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. Czarnoksiężnik milczał. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. by być słyszanym poprzez harmider. Poczuł głód. wielu z nas miało wątpliwości. miejscowi i przyjezdni. potężniejszym czarodziejom.kiedy słuchaliśmy Eltibalda. to wolę nie wybierać wcale. III W "Złotym Dworze". Goście. . . . . średnie. . że w Blaviken już zmierzcha.Sześciu chłopa i dziewucha. . proporcje są umowne a granice zatarte. .Geralt .Mniejsze.powiedział czarodziej.rzekł poważnie wiedźmin wstając.Zło to zło.powiedział Stregobor .

chcesz się widzieć. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn. Nimir .Czego? . Nohorn? . Tej.powiedział Geralt.Znasz go. odziani. . której się spodziewał. przynajmniej na razie. sztywną i lepką od brudu.wrzasnął ten.Będę uważał. Piosenka żeglarzy. Złotem płacili.Chcę się widzieć z Dzierzbą.spytał półnagi osiłek. . .Co to za jeden? . nasadę nosa i prawy policzek.powiedział wreszcie.Z kim. opierając łokcie na stole. Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. spocony.Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. że na jarmark przyjechali.Może i dobrze. Vyr. . Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło. łysawy. wójcie .Ano . Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza.powiedział człowiek z blizną.Prawili.Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami.Wiesz dobrze. . . jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. Widziałem ich na rogatkach. wycierając kufel w pasiasty fartuch. . o kogo mi chodzi. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach. jak rzekliście. nie chcę tu awantury. który dostrzegł go pierwszy. zmierzała do wielkiego finału. . Siadaj. bracie? Kto to jest Dzierzba? .Spokój. . przepasany na krzyż pasami.kiwnął głową wójt. . . .czarno odziani w skórę nabijaną srebrem.Pójdę sam . Czarno. w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób. nawet dziewka. . . Przyprowadzę ją tutaj. mówisz.zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący .We mniejszym alkierzu. z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew.Nie znam .powiedział człowiek z blizną. Ale uważaj. Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach.Tu. novigradzką modą. . nie było wśród nich. wobec nich wszystkich. .To jakiś albinos . a wszyscy przy mieczach.

bracie.Słuchaj no. . wybryk natury. . wybryk natury.Spokój.spytał ten goły.zarechotał goły do pasa. . wyzwiesz? . bracie.Tobie nie mam nic do powiedzenia. . Przywiózł jakiegoś smoka na handel. . Civril przed chwilą strasznie cię obraził. ci zaś postąpili krok do przodu. wiedźmin? . .Nie można. takie skrzyżowanie pająka z krokodylem. No.Nie lubimy czarowników . . gdzie go widziałem! . że nie.On chce się widzieć z Renfri. Masz okazję sam się wynieść. Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór. jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. Tavik .zazgrzytał Tavik.Już wiem. Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków. Ludzie gadali. . Obraza praw ludzkich i boskich. Piętnastka. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz. Na razie.Nie .obok Nohoma. Mówiłem.Wiem . brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa. co masz do powiedzenia i wynoś się.Kuglarz za garść srebrników. Tavik? . Delikatne rysy. Chcę się widzieć z Dzierzbą.powiedział nagle ten z.Co to takiego jest.Najemny czarownik .Słyszeliście. warkoczem.rzekł Nohorn. to wyniesie cię obsługa.Nieważne. .Ja go już gdzieś widziałem .powiedział krępy. . chłopcy? . . że to wiedźmin.Nohom rozejrzał się po komr panach.A mnie.Co tam mamlesz.rzekł spokojnie wiedźmin. mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu.Hę? Civril? .Powiedział.Przed domem wójta. . A w jakimże to celu. Z Renfri. Nie skorzystasz. Takich powinno się palić. można wiedzieć? .powiedział półelf. .powiedział Nohorn. Piętnastka . . bracie. . mutant. mów. . gdzie go widziałeś. . Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi. to nie.Albinos. nie odrywając od Geralta .

jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka.zmrużonych ślepi. czy wypada słuchać. Nohorn i Tavik zerwali się.rzekł spokojnie Geralt.Jeżeli masz jakieś wątpliwości . cisnął na stół.Coś mi się zdaje. a wiadomo. Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny. . . .uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. To.Więcej tolerancji.ciągnął 'monotonnie Nohorn. jak zrozumiałem. .Zasrany tchórz . takiej obrazy nie możesz puścić płazem.powiedział Nohom . Mówiłem. Hej.No.Coś strasznie obrzydliwego. Milczący bliźniacy dobyli . że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty. jak widzę.parsknął Tavik. Civril.powiedział. co masz na grzbiecie. że cię stąd wyniosą.Jeszcze krok.Twoja matka.Możliwe . . . musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie.odpowiedział półelf. . taka jej mać. .Ciągnie swój do swego . wygląda na miecz. Kto was płodzi. Że się puszczała. Piętnastka. czy jakoś tak. łapiąc za miecze. bracie. że oni trzymają się razem. a będziesz szukał swojej ręki na podłodze. Piętnastka zbliżył się. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. . to świętość! Piętnastka wstał ochoczo. odpiął miecz. . Wiedźmin nie zareagował. zaśmiał się gromko. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem. Tu ich jest więcej niż jeden.Że też ziemia nosi takich jak ty. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach.Uważaj . dziwolągi? . . którego uwadze to nie uszło. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę. splunął i postąpił krok do przodu. unosząc pięści. jeśli łaska .Co on mówił o matce Civrila? .to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. Wypiął pierś. . . opierając podbródek na splecionych dłoniach. nie przestając się uśmiechać. Zróbcie miejsce. Geralt położył dłoń na rękojeści miecza. niż myśleliśmy. Nohorn.

Co tu się wyrabia.Wyjdźmy do większej izby.Spokojnie. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. dołączmy do wójta.No to co? . psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. wciąż rozwalony niedbale na ławie. Inni również musieli mieć podobne skojarzenia. żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark.Niech cię. białowłosy . to nie zbrodnia. Jej spódnica była nierówna. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. . Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. . Wy bawcie się dalej. . nieco poniżej uszu. . Jutro jest dzień targowy. wyciem mordowanych. . Piętnastka cofnął się. . w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem. Geralt nie zdziwił się. . Renfri . Nie chcecie chyba. paskudny chichot. . z którym tu przyszedłeś. asymetryczna .powiedziała dziewczyna.zahuczał Piętnastka.Zamknij się. u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy. chłopcy . jaka zapadła. On pewnie także chce ze mną . Stała opierając się jedną ręką o drzwi. Civril.bąknął Nohom.. rżeniem koni i zapachem krwi. Coś.swoich jednakowymi ruchami. . W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego. Civril.Chce ze mną porozmawiać. śmiał się. Natychmiast.warknął Tavik.Ważne.No. rozległ się cichy. I bez awantur.To wiedźmin .Zaniemówiliście? . wydarzenie! .No to co? . U lewego boku miała miecz.przerwała ciszę Renfri.wykrztusił mieszaniec. Nie poruszył się jedynie Civril.To czarownik! . ..z lewej strony sięgała łydki. Prawie dorównywała mu wzrostem. Natychmiast.Nie lubimy czarowników . Civril przestał się śmiać. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach. .Chciał rozmawiać z tobą.

Może. . jako Renfri. za zwykłego zbója bywa uważany. kto by jej wstrenty czynił. nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. jeśliście gramotni. Chodź. wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin. księżniczka creydeńska. Niezależnie od tego. . .Właśnie. Caldemeyn wziął pergamin. Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. . Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić..Caldemeyn wyglądał.Wszem i wobec oznajmiam. Ani mówić do mnie: "panienko". Caldemeyn.."Do moich komesów. . albo was wsadzę do jamy. Na razie. .rozmawiać. jakby chciał splunąć . król. Nie będziecie mnie.Prewencyjnie. czekający przy kontuarze. Pojęliście.przeczytał wiedźmin na głos. . . że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są. czytał długo..rzekł twardo. . co was sprowadza do Blaviken. Audoen. Jak to się nazywa.Jeśli je naruszysz choćby na piędź . panienko. prę. wasz miłościwy pan. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie. skutek może być dla was opłakany." "Wstręty" pisze się inaczej. pani . wójcie.. Postawił ją Audoen. jak się to pisze. Klnę się na wszystkich bogów.powiedziała Renfri.Słuchajcie.Przeczytajcie to sobie. mości wójcie. również niezbyt grzecznym tonem. wyrywając mu pergamin. tegdy gniew nasz ściągnie na siebie. I co z tego? . Żadnego prawa nie naruszyłam. A to jeszcze. .spytała cicho Renfri.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem. na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem. Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja. I więcej nie mówcie do mnie: "panienko". Geralt? . wasali i poddanych wolnych .Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii. splótł ręce na piersi..Bo jest autentyczna . wyprostował się. Ale pieczęć wygląda na autentyczną. że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią. . potem bez słowa podał go Geraltowi.A to. Geralt. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam. wsadzać do jamy.

rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła.Byłoby mniejszym złem.Nie spóźnij się na kolację . wiedźminie. Geralt wiedział o tym. co miałaś mi do powiedzenia? . Ale teraz już idź. trzeba czegoś więcej niż słowa. Dzierzbo. Stregobor to twój przyjaciel? .Stregobor jutro umrze . .Jeśli. . białowłosy wiedźmin. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. gdyby umarł tylko on. ale cóż.Nie zanadto..rzekła cicho. Nacisnął klamkę. Libusze czeka. a właściwie zanim Stregobor umrze. Nie widzę innej możliwości.jeszcze słowo. Libusze czeka. powoli zamknął za sobą drzwi. Wyjął sztylet z cholewy. odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy. Zdmuchnął kaganek. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. Rzecz w tym. zanim jeszcze zbliżył się do drzwi.Żeby mnie nastraszyć. Warto by to obgadać. którym przyświecał sobie na schodach. wetknął go z tyłu za pas.Z tobą. Ładna chociaż ta Libusze? . . . . W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem.Nie spóźnię się. wiedźminie . . Nie lubię tego. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu. lewe . Oczy Renfri zwęziły się. .powiedziała. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku. . .Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. W izbie było ciemno. .Nie. że ja widzę inne możliwości.To upraszcza sprawę. ospale. zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku. przygniótł go do pościeli.Nie nazywaj mnie Dzierzbą. to skromnie powiedziane. umrze jeszcze kilka osób.To wszystko. Nie dla wiedźmina. . Przekroczył próg rozmyślnie wolno.Jesteś Geralt z Rivii.Kilka. . Geralt oparł się o kontuar.Nie.Słyszałam o tobie .

Ciszej. są dwie możliwości.Liczyłam się z tym. Doceń to. Czy dowiem się nareszcie.Nazywam się Renfri. . Masz. sięgnął po sztylet. nie pomoże ci twój list .Nie. co może dać taka rozmowa. w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? . ale nie sądziłam. Coś było nie tak.Jest prawie północ .zaśmiała się. . Słuchaj. Sytuacja jest jasna. obudzisz cały dom. pij. Dziewczyna westchnęła. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki. jeśli łaska. Jeżeli to zrobisz. Dzierzbo.Nawzajem. Nie wydobył go. . że przyniosłam .rzekł Geralt zimno. Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość.Początek całkiem niezły . . .przedramię wraził mu pod brodę. Twoje zdrowie. wstała. Podeszła do stołu. . Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. wysoka. ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. .powiedział Geralt. szczupła.odezwała się stłumionym głosem.poderwała głowę. . . a lubię widzieć swojego rozmówcę. Nie miała żadnej widocznej broni. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. usiadła. . . Geralt. . poprawiła włosy i spódnicę. . wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach. leżąc pod nim bez ruchu. łaziłam po dachach jak kocica w marcu.W takim razie dobrze.Tyle że nie wiem.Zapal świecę . wiedźminie. że tak prędko będziemy oboje w łóżku. Żeby to z tobą omówić. .Doceniam .Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł. Druga: zostaniemy w tej pozycji. ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! .To ty . psiakrew .Ja nie widzę po ciemku jak ty. Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią. zwinna.powiedziała.Masz tu coś do picia? .To ja.Jakiś ty niedomyślny. żeby go dostać. . musiałabyś ' go tam oblegać.Może przejdziemy do rzeczy? . Zabierz rękę z mojego gardła.Zaraz.

musiałoby być naprawdę nieliche. . a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie.A czy ty. Wójt. Do takich należy. .powiedziała Renfri . Czy wyobrażasz sobie. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. .Ćiekawam twej przenikliwości. . Wątpię jednak w jego skuteczność. białowłosy. który dałby radę siódemce z mieczami. kiedy mówi o tobie. są dwie osoby. tridamskie ultimatum. bo reszta pochowa się po piwnicach. białowłosy. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. . Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. .Niech ci będzie. przestańmy straszyć się nawzajem. Audoen nie będzie cię chronił. Ale. ale nie do tego stopnia. .Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego.Renfri spoważniała .Jedna . jeśli otwarcie złamiesz prawo.I nie wątpię . Renfri. .żelazny. których nie można odeprzeć. co się stanie. mieszkam u wójta.że staniesz. . które mogą temu zapobiec. wyobrażasz sobie. jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. straż. wiedźminie. jeśli wystąpi przeciwko mnie. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec.to sam Stregobor. którzy co krok potykają się o własne halabardy? . Konkretnie. istnieją propozycje nie do odrzucenia. dzwonią zęby. Ultimatum. Tyle że pewnie sam.Moja słodka tajemnica. Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum. na przykład. .Zamieniam się w słuch. kto to taki. ukazując drapieżne białe zęby. które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki.Na czym takie ultimatum polega? . .Kto wie. Nie ma na świecie wojownika. kto wie.Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci. Spróbuję zgadnąć. to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się.Całe Blaviken. Istnieją argumenty. Tego żaden człowiek nie dokona. Stregoborowi. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. znają się na swoim rzemiośle.

nasyłali morderców. Ale przedtem zgwałcił.Kradłam. Wykażesz iście książęcą. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec. Majtki z batystu..Geralt .Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? .ciągnęła. a może przedtem obie nogi. głód.podjęła. Pięknie.Zabijałam. Służbę na każde zawołanie. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. smród. . .Nie. że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. I tak było aż do dnia. Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. by nie zdechnąć z głodu . jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. by mnie nie zabito. Rzucali uroki.I to był koniec księżniczki . A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. sukinsyn. buciki. nie wiedząc. bawiąc się medalionem. Lalki i dom dla nich. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. kije i kopniaki. Zamilkła na chwilę. co ja mówię. Nie spuściła wzroku. . ale w Creyden. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty. Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. Miałam wszystko.ja byłam księżniczką. większy od tej twojej izby tutaj. przy samej skórze. . . raczej obrzydliwie.powiedziała . nawet prosić nie potrzebowałam. poradziłam. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. . sukienki. Renfri. . to się zobaczy. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. złote rybki w basenie. Nigdy już nie odrosły mi porządnie. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. Zlitował się i puścił mnie. Potem spoważniała. Kiedy złapałam wszy. Renfri. nieprawdaż? . bułanego kucyka.Gówno tam. A potem był brud. o czym tylko zamarzyłam. próbowali otruć.Sukienka podarła się. Cieszy mnie. czy mnie nazajutrz powieszą. Geralt spojrzał jej prosto w oczy. w porę zakrywając usta dłonią. w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu.To ty. Klejnoty i błyskotki. Ty sama. batyst bezpowrotnie utracił biel. Czy wiesz.

A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. Geralt.. które zaczną tu hulać. . która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija.Nie jesteś . . . że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. obrońca ludzi. znienacka. Uratował mnie pewien gnom. że umiera. maniak. Stregobor to okrutnik. dopóki mogli. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. Ale to cię nie powinno obchodzić. Ale przeżyłam. . . według ciebie.Owszem.zgodziła się z uśmiechem. Ciebie czarownik wpuści do wieży.Nie jestem najemnym zbirem. Przywieź mi go na osiołku.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? . . Strebobor jest gorszy niż kikimora. gdy staniemy przeciw sobie. że jej wcześniej nie dopadłam. jednym pchnięciem. Drugą jesteś ty. byli dla mnie lepsi od większości ludzi. Mówiłam.rzekła. Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku. . A ja mu tego nie gwarantuję. Dzierzbo. miałam dla niej ułożony specjalny program.Jesteś wiedźmin. a wtedy go zabijesz. . Jestem wiedźminem. psiakrew? Mówią.Nie jestem sędzią. których chronisz od Zła. że zabiłeś kikimorę.Oho . która właśnie nalewała. nie wiedząc. Mówiłam. zasłużył na śmierć? Powiedz. . Dał mi emetyk.Waśnie. po którym myślałam. . że proponuję mniejsze zło. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. bo taką ją bogowie stworzyli. potwór. .Sporo o mnie wiesz. Wręcz przeciwnie. nie czyniąc najmniejszego wysiłku. że wywrócę się na nice jak pończocha.powiedział spokojnie Geralt. by przykryć uda spódnicą. Nie wydaje ci się. A teraz mam dla czarownika.To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri. Później przestali móc. Możesz go zabić miłosiernie. przywiozłeś ją na osiołku do wyceny. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. ja sama stałam się myśliwym. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora. miała szczęście. zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem. a ja nie pożałuję złota.Jesteś wiedźminem czy nie.Renfri . Umrze.

więc dobrze.Geralt milczał. .. . bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi.powiedziała. .No.To chyba oczywiste . Oczy jej rozbłysły. .Rozumiem twoje wahanie . psiakrew. Renfri milczała przez czas jakiś. . .szepnęła. Poważnie cię ostrzegam. Mam być jakoby przeklęta.Bo i skąd mam. ..A jesteś? Przez moment. . i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. bardzo krótki. to śpiewam. I potraktuj mnie poważnie. Jak kogoś nienawidzę.Dokończ. .Zastanowiłem się dobrze.Potworem. Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do. a jak.spytała po chwili milczenia.Czy wiesz. zdjęła nogi ze stołu.. ale tylko na moment. wtedy w Creyden.Moja odpowiedź brzmi: "Nie". a jak smutna..Pamiętasz. I bardzo smutną.. Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry. moja właśnie do takich należała. Twoja odpowiedź wiedźminie. . . których nie można odrzucić. bo byłam dziedziczką tronu. Geralt .wybuchnęła. to zabijam. dość tego. boli mnie brzuch. Zastanów się dobrze. wyglądała na bezbronną i załamaną.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. skutki bywają straszne. Jak jestem wesoła. nie o tym mówię. Dziewczyna opuściła głowę. .Są propozycje. . głowa. Krwawię też co miesiąc. psiakrew. Ach. po czym rysy stwardniały jej znowu. a jak opiję.Renfri. klnę. Mam być. . krwawię.Nie wiem. .Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka.. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . Skażona w łonie matki. dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić. bo ja również poważnie cię ostrzegam. Jak się obeżrę. . co mówiłam? .

powiedziała. nie pozwolę ci na to. . W ten sposób udowodnisz jemu. Renfri uśmiechnęła się lekko.Nie wierzysz.A północ. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje.Najwyraźniej ja wypiłem za mało . ale my nie możemy wybierać go sami. . minęła tymczasem. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. czy nie. powiadasz.Geralt . że nic już nie może cię zaskoczyć. wiedźminie. . by doszło tu do walki i rzezi.A jeśli ci powiem. Bardzo Wielkie Zło. Widzisz. Uważał. do czego zmierzasz? . choćbyś myślał. Geralt. Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach.Czy mogę wiedzieć. bratku.Czy Stregobor prosił cię. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. że to będzie mniejszym złem. . Geralt. że mu odmówiłeś tak jak mnie? .Czy mogę przyjąć. albo ja. . albo tamto. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. Zrezygnuj z zabicia go. i nie tylko jemu. niekiedy bywa tak.Bo nie wierzę w mniejsze zło. a za nimi oboma. którego nawet wyobrazić sobie nie możesz. racji. masz rację.półkule widoczne w rozcięciu kaftanika. bardzo nieładny w żółtym świetle świecy. że nie jesteś nieludzkim. Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką. . . Istnieje tylko Zło i Większe Zło. Udowodnisz mu. Wypiłam trochę i filozofuję.Dlaczego? . Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. że jednak jestem potworem. . .Możesz.Tak. jak to północ. Czy tego chcemy.Do niczego. nieludzkim . I widzisz. po czym usta skrzywił jej grymas. trochę mniejsze". Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. w cieniu. to takie. i nie tylko jemu.wiedźmin uśmiechnął się cierpko. stoi Bardzo Wielkie Zło. Przejdźmy do konkretów. ale tylko częściowo. abyś mnie zabił? . Nie pozwolę. krwiożerczym potworem. mutantem i odmieńcem. ze się mylił. będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. szukam prawd ogólnych. prawda? Udowodnię tym samym.

że rano ledwo zwlekałam się z barłogu. tak dobrze. . Gdyby było inaczej. Stoisz na placu. .Jestem tym. Już ci to mówiłem. błyszczał medalion z paszczą wilka. poczułam. Nigdy nie będziesz wiedział. za każdym razem. któż by tracił czas na zemstę? .Ja też nie umiem wybierać.. błyszczały perły w wycięciu kaftanika.powiedziała nagle dziewczyna wolno. Przez moment. wiedźminie.Żal mi ciebie . gdy było jeszcze ciemno. . mi. . A twoją zapłatą kamień. nigdy.powiedział Geralt. nigdy nie będziesz miał pewności. Żal mi ciebie.. słuchając. taki bardzo samotny.Geralt ścisnął medalion w dłoni. Kosą. złe słowo. Jutro wcześnie rano. . na bruku zalanym krwią. sam. kiedy chciał mnie mieć. że nie istnieje mniejsze zło. prał mnie tak.A ty? . Odeszłam raźno pogwizdując. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu. słyszysz. wpatrzona w migoczący krążek srebra.. .Kim jesteś? . jak wierzga nogami. Spodobałam mu się. I później za każdym razem było tak samo. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. tak jak nakazał wójt. jak kmieć gulgocze i krztusi się. i że jest mi dobrze. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć.Gdzie jesteś? . Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał.zdrowa. wirując na srebrnym łańcuszku. prawie szeptem.Zimno.. Geralt.Niezależnie od twoich racji i motywów. zdziwiona. że aż. bo nie umiałeś dokonać wyboru. czym jestem. wyglądała na przestraszoną.Twierdzisz. a wręcz przeciwnie. Któregoś razu wstałam.demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. wesoła i szczęśliwa.. Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa.Renfri! . nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały. . ale odjedziesz żywa. że aż. Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic. ale powtórzę. bardzo krótki. . I widzisz..Renfri . patrząc. i poderżnęłam kmieciowi gardło. ale dokonałeś. mrugnęła' kilkakrotnie....spytał wiedźmin cicho. . Nie umiałeś.

O ile nie jest porządnie wypchany słomą.Wygrałeś. wiedźminie.Ściągnij mi buty. co się chce. Zgaś tę cholerną świecę. że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna.Geralt? . Nalej. . . możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem. białowłosy. . Po ciemku mogę spaść i potłuc się. co mówisz. że masz stracha. mam delikatne ciało. Jestem księżniczką czy nie? .To batyst? . psiakrew. . Zwykły drwiący. że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia.Czy to. Mam ci powiedzieć wprost. Ani tutaj.Jestem.Ten cholerny dach jest stromy. Zresztą sprawdź sam. nie odpowiedział. psiakrew. .Co? . Ech.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli.Renfri . . Co ty na to? . Bosa. czego mi się chce. Położyła mu nogi na kolanach. .Wygrałeś . Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot. wyczuwam ziarnko grochu przez siennik.. . by nie spotkał cię los wolnego kmiecia.Tutaj również niczego nie ukrywam. Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. . wstała. gdy odstawiała pusty kubek na stół. szarpnęła klamrę pasa. Nigdy.Co ty.powiedziała nagle ostro. Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. jeśli jeszcze coś zostało we flaszce. wciąż uśmiechnięty. Nie mam przy sobie niczego ostrego.Geralt uśmiechnął się mimo woli.Pewnie że tak. Jestem księżniczką. czy sam się domyślisz? Geralt. jak widzisz. rzecz jasna. przystoi księżniczce? .Wolę założyć. figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi. Wolałabym wyjść o świcie.Renfri? .

Gdzie? . którego wołają Piętnastka. Geralt. dobrze mi na moim urzędzie. było to w czasie Święta Nis. Tak trzy lata temu. wycierając talerz chlebem.V . jakie w życiu zrobił. Jednym słowem. Ich kamraci. a wtedy oni zaczęli mordować pątników.W Tridam. Marilka . nie sądziłem.burknął Caldemeyn.Więc jak mówisz.. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców.Aha? . córkę. Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy. Ten byk.Tata. po kolei. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam.Tak. jednego po drugim. . Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy.. kto nie słyszał.Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak. . posyła na szafot za byle co. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt. A jak to się właściwie stało? .Ten ze szramą na gębie to Nohom. również. Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło. To nielicha zgraja. że tak gładko pójdzie. ja chcę na jarmark! . nie myślałem. nie muszę się głowić.nudziła monotonnie Marilka. Geralt. ma się rozumieć. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić.Nawet. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. o tę novigradzką kompanię. karczmarza ze "Złotego Dworu". . z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej. Nawet jeśli nie.Cicho. to nie myślę. . bijatykę? . . to bardzo drażliwy król. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril. Robiłem dobrą minę. Niektórych rozpoznano. Zanim baron zmiękł i zwolnił . Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych. Ten czarniawy półelf to Civril. . Baron. że wyjeżdżają. odmówił. bo Marilka miała dwa latka. zbój i zawodowy morderca. dawniej przyboczny Abergarda. Audoen. Ja mam żonę. dobrze się stało. tata! . Wypytywałem Setnika.No. Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne.Tata .

póki rynek jest pusty.. Caldemeyn? Oszukała mnie. Geralt? Marilka.Cicho. Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. zachlipała wtulona w kąt kuchni. ..krzyknęła Libusze.Geralt. precedens to był albo jak. Gdy będą wychodzili z zajazdu. Jeśli dojdzie do Audeona. Baron na sądzie prawił.Co? . jarmark.To będzie bezprawie. Możesz się mylić.. Wasz rynek. jeśli niczego nie przeskrobali. . nie możemy ich ruszyć. Nie mogę na to zezwolić.Mówiłam ci! . . w tych murach. baby. bądź rozsądny. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór. tam będę miał na nich oko.To nic nie da. Dobrze. to prawdziwa pułapka! . bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. poleje się krew. . Zaraz.Trzeba ich powstrzymać. zbiorę straż.szepnął wiedźmin. dopiero gdy aż tylu zabito. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. Nie wyjadą. . Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. przerażona krzykiem..Renfri.. . nie zapobiegniesz panice i rzezi.Na wszystkich bogów. babo! Geralt! Siadaj! . Będą się bronić. za łby ich i w łyka. .Tridamskie ultimatum . Zwołaj strażników. tak jak zmusili barona z Tridam. Caldemeyn. dzieciaki. . że mniejsze zło wybrał. że bardzo wielkie zło uczynił. Albo mnie zmuszą do.Caldemeyn. .. zanim ludzie wejdą na rynek. To zawodowcy.. że uległ. inni wszczęli rwetes.Nie rozumiesz. spuścili z prądem ponad dziesięciu. Jeśli tłum wejdzie już na plac. Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży. jedni mieli mu za złe.Mówiłam! Samo zło przez niego! .Trzeba wybrać mniejsze zło! . Tak nie wolno..Co? . wyrżną mi ludzi. pójdę na targ. . i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku.tamtych z lochu. nie popuścić ni na palec. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina. zapłacę głową. że prę. Geralt! Siadaj! Dokąd.

Renfri miała rację. które brzmi: "Jestem tym. . składa czarownikowi pewną propozycję. albo tamto drugie. wchodził między stragany. Starannie ułożył bełt w rowku. Na rynku zaczynało się ożywiać. Zgarbił się.Będzie więcej. .Konie jak. naciągając rękawice.rzekł Piętnastka w zadumie. . wiedźminie! Geralt zatrzymał się. . Wiedźmin kiwnął głową. przydeptując stopą strze-miączko. Stukał młotek. Będziesz miał później czas. . zmierzał prosto na nich. . ze tu przyjdziesz. Albo ja. .Akurat.rzekł nagle Piętnastka. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy.Mów. pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem. VI Civril. potem uniósł rękę. .Ani kroku dalej.Aha .Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz. Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy. Civril. zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. piał kogut. Civril uniósł kuszę.Pierwsza rzecz to posłanie.powiedział Civril. .spytał Nohorn. Civril popatrzył na niego koso. o co chodzi.Piękny dzień się zapowiada . głośno wrzeszczały mewy. . turkotały wozy i wózki. . mniejsze".Gotowe. Masz jakoby wiedzieć. wciąż ich mało na tym rynku. Wiedziała.Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. czym jestem. popatrzył na słońce wychodzące zza drzew.Patrzcie . .. opisując łuk nad jego głową.Później.Wypadałoby coś zjeść. chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. Nohorn. Tavik? . I ochotę. napiął cięciwę. . . Wybieraj. Klinga błysnęła. osiodłane. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. . ale nic nie powiedział. Daj mi kuszę.Pod wieżą. przysłaniając oczy dłonią. Wiedźmin szedł. .

.nie na wprost. Zadrobił nogami. zderzyli się barkami. skracając dystans. tracąc wiedźmina z pola widzenia. ale w bok. Już na kolanach. Ona i to przewidziała. Wiedźmin szedł. Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. Wystarczyło. Za nim skoczyli bliźniacy. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz. że grupa rozpada się zupełnie.Odbił. jego chód.Nie rozbiegać się! . Tavik nie wytrzymał. wpadli na siebie. na kolczastą od mieczów grupę. Zrobiło się bardzo cicho. Wiedźmin machnął mieczem. rzucił się na spotkanie. Półelf uniósł kuszę do policzka.skomenderował Civril.stęknął Piętnastka. Szczęknęła cięciwa. . bełt wyleciał w górę koziołkując.W kupę . wiedźminie. zahurkotały przewracane stragany. kręci między stragany w szaleńczym korowodzie.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. zadudnił w rynnie. ciężko. sucho trzasnął o dach. Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. Civril zaśmiał się paskudnie. biegnąc w przeciwnym kierunku. Prosto między oczy. . grupa zwarła się ramię do ramienia. ale wiedźmin przemknął obok. Wiedźmin przyspieszył kroku. upadł. ze pada.Więc jednak. wzbił się kurz i krzyk.wrzasnął Civril kręcąc głową.. zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. . Tavik był pierwszy.. Wiedźmin szedł. teraz nagle dostrzegł. zadziwiająco płynny i miękki. . Nimir dostał w skroń. Odkręcił się i stwierdził. bezwładnie. Zaklął. na moment tracąc rytm. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina. Vyr. najeżyła ostrzami. że ten mija go z lewej strony. zgiął się wpół. którą poleciła ci przekazać. złowrogo. by wyhamować. przeszedł w bieg . cięty przez całą szerokość piersi.Odbił w locie.. . nim zdążył unieść miecz. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. rozmazany kształt. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. Syknęły miecze dobywane z pochew. . z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. . odskoczył w bok widząc.

Wyprężony. elf zamaszystym cięciem z wysoka. Nadchodziła wolno miękkim. ledwo zakrywającą biodra.Z lewej. potrząsnął głową. nisko. biegnąc półkolem. złożył się do ciosu. Dostał cięcie przez twarz. wtedy dostał drugi raz. Piętnastka obrócił się szybko. Geralt stał nieruchomo. nie zdołał. oburącz. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. wymijając wózki i stragany. przez brzuch. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. momentalnie odskoczył. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. przeskoczył padającego Nohorna.Dokonałeś wyboru . który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. I . złożył paradę. Na rynek weszła Renfri.ryknął Nohom. Piętnastka! . Civril odskoczył. .. utrzymał na nogach.rzekł Geralt z wysiłkiem. . dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno.Jesteś pewien. Wózek potoczył się. Oba ciosy zostały sparowane. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków.stwierdziła. zatrzymała. Powiedział. Nohorn z przyklęku. w bok szyi. Odbił cios. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. Nie dość szybko. by zajść wiedźmina z tyłu. za wolno. że pod kaftanikiem ma kolczugę.Nie będzie tu drugiego Tridam . postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. że rzuciło go w tył. Tłum.Nie byłoby. z mieczem w opuszczonej ręce. Opuścił głowę na kolana. płasko. Upadł na klęczki. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. nogi ugięły się pod nim. krótką. Zobaczył. chciał wstać. że właściwego? . zaatakował z półobrotu. ścichł. Dostał raz. . Civril odbił się plecami od straganu. wśród porozrzucanej kapusty. musiał przyklęknąć Podrywając się. nie trafił. wytrzymał. obwarzanków i ryb. Stregobor wyśmiał mnie. symetryczne do starej blizny. tak silny. powyżej łokcia. tuż pod ucho. kocim krokiem. a on i tak nie wyjdzie z wieży. potknął się. tak zamarł w czerwonej kałuży. Nie poczuł uderzenia.

przejechała mu ostrzem przez pierś. tkanina nawet go nie musnęła. złożyła się do uderzenia z góry. Odbiła jego ostrze i od razu. Obróciła się wraz z nim i z bliska. . lewą wlokła spódnicę po ziemi. Geralt. . Po prostu nie mogę. czym jesteśmy. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. wliczając w to ciebie. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. składając palce w Znak. Ledwie zdołał sparować to uderzenie.Odejdź. Geralt .powiedziała. błysnął miecz w oszczędnym. Geralt cofnął się.nikogo.Nie. owijając materiał dookoła lewego przedramienia. a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie.. Skoczyła. chrapliwie. z półobrotu. Ja też nie mogę inaczej. gdy było trzeba. . Ty i ja. Geralt odskoczył. ale nie zakłócił rytmu. zrobił szybką fintę i zaatakował. Geralt cofnął się o dwa kroki.. obracając się tuż przy niej..powtórzył. . Znała tę sztuczkę. wyprostowanej. Co tak patrzysz? Tak. krótkim cięciu. zakręciła nią^w powietrzu. wyciągniętej w bok. To się mnie nie ima. mógł. Umknął przed ciosem. odbił klingę lecącą ku jego skroni. cisnęła spódnicę prosto w oczy.Ale ja. spódnica furknęła w powietrzu. mierząc w twarz.Nic z tego. To był błąd. Ból targnął nim. ja. Jeśli skrzyżujemy ostrza. Ty dokonałeś wyboru. przysłoniony.Nie. w przeciwną stronę. już nie będę. . odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy. Zaśmiała się.. tak że poczuł jej oddech. Całe życie oszukiwałam. szybko i zwinnie. Renfri.Renfri.wydobyła miecz.. w ślad za nią.. . krótko. połyskiwał miecz. Renfri odskoczyła. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? . Tylko miecz. . znowu odskoczył. Geralt.. rozkołysanym krokiem. machnęła lewą ręką. próbując wytrącić jej broń. związał obie klingi krótkim młyńcem. białowłosy. Renfri zaśmiała się znowu. Zawirował w piruecie.Odejdź stąd. Jesteśmy tym. tam nie wpuści. cięła płasko.Renfri .Wiem . Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. Ruszyła na niego lekkim. oszukałam cię. z bliska. . . Obrócił się jeszcze raz. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu.. W prawej ręce. Wpadła na niego. uniósł dłoń. Kolej na mnie.

Tylko jej dotknij. Nie odpowiedział.Dzierzba. .zasapał.No. Podszedł bliżej.Co ty..Ale jatki .Geralt. przez odsłonięte udo i pachwinę.. do tej pory skrywany pod ciałem. Nie krzyknęła. kogo wiedźmin nie znał. Renfri jęknęła znowu. .. błyskawicznie ciął ją z dołu. . wyśliznął się z jej martwiejących palców. . . bardzo staro. Trzeba zrobić sekcję. Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami.. mi.jęknęła zwijając się w kłębek. . Sztylet o bardzo wąskim ostrzu. pochylił się. nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem.. całkiem nieżywa.Nie odchodź. Geralt.pokręcił głową.Wierzyć się nie chce . w szoku! Sekcja to jedyny sposób. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. samym końcem miecza. na łosiowe buty.. Padając na kolano i na bok puściła miecz. . Obejmij mnie.Dotknij jej tylko. Weźmiemy ją do wieży. kuląc się jeszcze bardziej. wsparty na posochu. Geralt. .Widziałem. a twoja głowa poleci na bruk. .. wydobył go bardzo szybko. W powłóczystej czarnej szacie.przyklękając w wypadzie. na brudny bruk. . Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał. Ktoś. Spojrzał na wiedźmina. wszystko widziałem w krysztale.. wyglądał staro. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku. Nie odpowiedział.powiedział ktoś. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. czarowniku . Nie odpowiedział. wpiła obie dłonie w przecięte udo. sięgnął do rękojeści miecza. Geralt nie odpowiedział.. Geralt . kogo wiedźmin nie znał.czarodziej wyprostował się. .Idź po wózek... Geralt schował miecz. . oszalałeś? Jesteś ranny.. wymijając trupy. .Zimno. Czarodziej zbliżał się pospiesznie.

. unikając wzroku wójta.Nie.Tak . ale Znak odpychał je na boki . odszedł szparkim krokiem.Dość!!! .. odskoczył. Wiedźmin. widzieli tylko. . .Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy. .Geralt. . .W takim razie zabieraj się stąd.krzyknął.Wracam do Koviru. nie od razu. uniósł obie dłonie. uderzył posochem o bruk. Wiedźmin stał nieruchomo. ale kamienie przestały lecieć. No. wykonał nimi szybki gest. . Stregobor wzruszył ramionami. które wybrałeś? Czy już załatwiłeś.. Z tłumu poleciał kamień. przelatując tuż nad ramieniem Geralta.Nigdy. kamienie poleciały gęściej. machnął laską.Jak chcesz .powiedział Caldemeyn.rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała . Geralt. .czarodziej odwrócił się. Ci ludzie niczego nie wiedzą. .Koniec z tym.Tak .już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. Za nim drugi.Nie dotykaj jej! Stregobor. nawet nie patrzył na niego. idziesz? Geralt nie odpowiedział. wiedźminie? . dźwięknął o bruk. rytmicznie postukując laską. . . jak zabijasz. . .Czy to . Wiedźmin obejrzał się. wyprostowany. Potem odwrócił się wolno.ryknął Caldemeyn. Chodź ze mną.odpowiedział Geralt z wysiłkiem.Dobrze! . A ty paskudnie zabijasz. nie zostawaj tu. Schował miecz.Twoja rana jest poważna? . Stał jeszcze chwilę. Wójt zbliżył się do niego. słyszysz.powiedział wiedźmin. . widząc wznoszoną klingę.żeby stwierdzić.Nie wracaj tu nigdy .mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem. . bardzo wolno. Tłum zaszumiał.Precz. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju. co uważałeś za konieczne? . nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze.

Nie wolno mi wyjść z wprawy. cena milczenia. to krążące we mnie zimno. Iola. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. Rozglądałem się za tobą. Widzisz. a ten z żelaza na ludzi. Nie wiem. uczynią cię lepszą. Są potwory. w co wierzysz. Pytasz. z którego można zrobić miecz. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. ale istnieją i takie. Iola. Metalu. tak. Nie. krótką. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. Może.GŁOS ROZSĄDKU 4 . Tutaj. Zabawne. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. że ten srebrny jest na potwory. oczywiście. Jest ostrzejsze niż brzytwa. cenię i szanuję to. jaką płacisz. Trzeba za nie płacić. bardziej wartościową istotą.Porozmawiajmy. To oczywiście nieprawda. Bo twoja wiara i poświęcenie. może był to dla ciebie kolejny powód. w najdalszy zakątek świątynnego parku. Pytasz.. by wierzyć w bogów. wziąć mój miecz do ręki. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. twoją ofiarę. Możesz. też przyszedłem. Nie! Nie dotykaj ostrza. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. Potrzebuję tej rozmowy. skaleczysz się. W każdej wolnej chwili. porozmawiajmy chwilę. świetlistą smugę na nocnym niebie. by się rozruszać. Chciałem. Ty przecież milczysz z wyboru.. nie każde żelazo. Jak widzisz. ma swoją cenę. Jest bezsilna. A moja niewiara nie może nic. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. Mówią. ale cenię twój wybór. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. wredne drętwienie. Musi takie być. że możesz. Nie wierzę w Melitele. A ty mnie tu odnalazłaś. Iola. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. dla których zabójcze jest żelazo. że milczenie jest złotem. nie wierzę też w istnienie innych bogów. ćwiczę często. nie zaprzeczaj. który spadając zarywa się w ziemię. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. W każdym razie. czy jest aż tyle warte. Tobie jest łatwiej. które mnie opada. Usiądźmy. które pochodzi z meteorytu. Widząc ją. . Potrzebuję tej rozmowy. ale wyłącznie to. by wypalić z mięśni to paskudne. Nieżyczliwi mawiają. noszę dwa. O tak. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz.

właśnie ten. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem. Aż wreszcie nadszedł dzień. matki też nie.. Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. był łysy i miał wyjątkowo brzydkie.. Drobiazg.. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca. Już się tego nie robi. Jak to się mówi .. Bo świat. I od nowa. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Wiarę w to. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. popsute zęby. Dość długo. a potem to co zwykle. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Moim jest Vesemir. którym owe bestie zagrażały. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. Hormony. Kaer Morhen. nie mogłem doczekać się chwili. że jestem potrzebny i pożyteczny. Mało przeszkadza.. Napotkałem go na gościńcu. czy żyją. motywację i. Mój dom. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Próba Traw.. zioła. Koleżkowie trzymali ojca . I jeszcze raz. zakażenie wirusem.. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Nikt oprócz Vesemira. Stamtąd pochodzę. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. I doczekałem się. przeżyłem. Nie wiem nawet. zapał. a moim zadaniem było chronić tych. Nie. Geralt z. Iola. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. Iola. Tylko Geralt. Mój pierwszy potwór.. Jako jedyny z tych.. Z tym było gorzej. Iola. jak widzisz. Miałem już mój medalion. Znacznie gorzej.. Znak Szkoły Wilka. może trzynastoletnia. eksperymentów. Jestem wiedźminem. Geralt znikąd. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. bardziej skomplikowanych. Jest. a może nawet nie. Pytasz. Przeszedłem tam zwykłą mutację. Kaer Morhen. Niewiele z niej zostało. o.skutek uboczny.. których do owych eksperymentów wybrano. miał jakoby być pełen potworów i bestii. Pełny zanik pigmentu. wiarę. Do skutku. Od tamtego czasu mam białe włosy. to Kaer Morhen. chorowałem bardzo krótko. gdy stanę z nim oko w oko.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz. gdzie do spółki z koleżkami potworami. Nazywam się Geralt. Ale. Wiedźmińskie Siedliszcze.. Tak. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak. Tam produkowało się takich jak ja. Była taka warownia.

loch. A ja wmieszałem się jak kto głupi. takie. powiedziałbym. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. z innych przyczyn. Iola. by się popisywać. a dziewczyna. bym je omijał z daleka. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. że nadszedł czas. zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. Szybko nauczyłem się jak. bym się nie mieszał do takich zajść. Podjeżdżałem do opłotków wsi. spektakularne. Był bardzo powolny. wampir. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. by zabijać. Podjechałem. ale bardzo. co żyło tylko po to. widząc. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. a gdy się do niej zbliżyłem. Ruszyłem na szlak nie po to. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. że dla niego również nadszedł taki czas. Z głodu. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. żyrytwa.dziewczynki. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". co to takiego prawdziwy mężczyzna. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. swego wybawcę. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. Na czym to ja stanąłem? Aha. . To nie były specjalnie czyste cięcia. Robiłem swoje. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. Uderzyłem go dwa razy. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. mglak. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. by poznała. przeraża. zemdlała ze strachu. zsiadłem i powiedziałem łysemu. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. dlaczego to zrobiłem? Chciałem.. złorzeczono i rzucano kamieniami. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. Widzisz. na moim pierwszym szlachetnym czynie. dopiero wtedy upadł. ale wytrzymały. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. wyvern. Mantikora. żagnica. na którą poleciała większość krwi łysego. Odwiedzałem miasta i twierdze. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. nekropolia lub ruiny. Nie nudzę cię. Czy wiesz. A potem było zwykle jakieś uroczysko. Naprawdę jej potrzebuję. I czekałem. odjeżdżałem. I było coś. . leszy. że koleżkowie łysego uciekli. dla przyjemności. Jeśli pluto. porzygała się i dostała ataku histerii. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. po rękach.. wykonywałem je.

Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. I był strach i wstręt w oczach tego. Iola. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości.. szanuje się i poważa. Myślałem. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. jeśli dobrze liczę. Takich.. Gdyby tak było w istocie. Nie ma żadnego kodeksu. Nie dotykaj mojej ręki. .ghul. A ja nie chcę. Kontakt może wyzwolić w tobie. Zwyczajnie. Chodźmy już. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności. zjadarka. Nie zawsze. Bo było tak. nie i jeszcze raz nie. Nie. byś zobaczyła. Ja sobie swój wymyśliłem. co dyktuje doświadczenie. nie kodeksu. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku.. kikimora. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. które kręci mną jak wir. Ha. Ja nigdy nie oglądam się za siebie. Możesz zobaczyć. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. Ale trzymałem się zasad. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. to nie moja sprawa. strzyga. Iola. Zawsze. wtedy.. Popełniałem. wilkołak. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok.. najzwyklejszy strach. I trzymałem się go. Co mnie wtedy podkusiło. ja jestem wiedźminem". Zmierzcha już. zdaje się. Posłuchać instynktu. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. Nie. Błędy? A jakże. A do Cintry nie wrócę nigdy. graveir. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. kto wręczał mi później zapłatę. Pętla? Tak. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza.. że wybieram mniejsze zło. zło. Nigdy tam nie wrócę. Wybrałem mniejsze. Ludzie to lubią.. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. jeżeli nie tego. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. A choćby i zwykły. Nie posłuchałem.. Znam moje przeznaczenie.. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. wipper. Nie chcę wiedzieć. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. iż wydawałoby się. gigaskorpion. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku.. Nenneke czuje to.

że zechciałaś ze mną porozmawiać. Nie.Dziękuję ci. . Całkiem dobrze. Iola. nic mi nie jest. Dziękuję ci. Czuję się dobrze.

by pachołek wylał na niego cebrzyk wody. otrząsnął się. W ustach czuł gorzki posmak mydła. nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor.Słucham was. . do czego jestem tu potrzebny? . Ubierał się powoli. po co to wszystko? No. Geralt wstał. jakiego nabrał. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi. . panie . wyszedł z balii. . co mogło być nalewką na arcydzięgielu.Nie moja rzecz . Leżał.Tu leżał mój sztylet.KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle. do królowej. znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp. .. zezując na pachołków. . .Kasztelanie? .Tu jest odzienie . Dotyk obcego.O wszystkim pomyśleliście. z czystej maniery.. szorstkiego. A tu buty.Nie wiecie aby. chcieliście powiedzieć.Przebrać. panie Geralt.Ubrać i zaprowadzić na ucztę.Do mnie należy ubrać was.. . Włóżcie wams.Dzięki.Koszula. wylegując się w gorącej wodzie. .. Piwa? .Ręcznik. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. pozwolił. skrobnął jeszcze raz. kasztelanie. A we własnych butach nie mógłbym pójść? .powiedział Haxo. . wams.Chętnie. pławiąc się w mydlinach. Nóż. Balwierz. spodnie. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła. .Nie. I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion. skrobał go boleśnie po jabłku Adama.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. tępy jak siedem nieszczęść.powiedział Haxo. z głową odrzuconą do tyłu. gacie. panie Geralt? . . na śliską krawędź drewnianej balii..

Powiedzcie jeszcze. . na nim panna w szacie błękitnej. a królowa nie chce drugiego męża.rzekł półgłosem. wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki. z jakiej okazji ta uczta? . tradycja nie pozwala na niewieście rządy. . Tam. zasiądziecie po prawicy królowej.Jesteśmy sami.powiedział poważnie Geralt. . takie jest jej życzenie. do czego królowej wiedźmin. .Królewna Pavetta kończy piętnaście lat. tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. W polu złotym niedźwiedź czarny.Ale nie jedyny. Wiedźmin wzruszył ramionami. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige.. . Dobrze by było. ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki.Byłbym zapomniał. rozejrzał. idzie się bez oręża.Możemy. A takich trzeba szukać na wyspach. zęby trafił się chłop na schwał. siądzie na tronie. . nie napadają tak często jak na innych. to wasz herb.Co to jest? .Na tych. to się często zdarza.rzekł Haxo. A to na wamsie. wskazując na haft na przedzie ubioru. Chodźmy już. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi. kroczący. Mówcie.Dlaczego akurat z nimi? .spytał. Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. .Kasztelanie . panie Haxo. . gdzie leży? . Powinniście to zapamiętać. -A Czteroróg. Musicie coś wiedzieć. kto ożeni się z królewną. W połowie krużganka otaczającego mały. W Cintrze. z którymi są w przymierzu. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. Gotowiście? Możemy iść? . Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga. .A właśnie .Jasne. Jest w bezpiecznym miejscu. ale co król. Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza. to król. Ten.Dostatecznie daleko.Ale już nie leży. dokąd idziecie. To twardy naród. jeśli nie wy? . Jako honorowy gość. zapamiętam . Kto. panie Geralt.Istotny powód. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa.

Niedobrego coś się dzieje. gromko zapowiadani przez herolda.Wybaczcie.skrzywił się wiedźmin.Nie jesteście od dziwienia. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. . Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości. że plotę.burknął Haxo.Nie . jak dobrze poszukać.Do tego. co i wszystkim innym . .. to powiedziałem.mruknął. kasztelanie.Co? . . . . jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła. panie Haxo.. II Nie licząc zdawkowego.Nie kręćcie.Haxo odwrócił głowę. kasztelanie . brzęka łańcuchami. kasztelanie. Pojęliście? . Cokolwiek ma być. i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami. znaczy. garbate. To i wiedźmin może się przydać. . .Haxo splunął. I co ja mam tam robić? Czuwać. gdy powitała go jako "pana na Czterorogu". to zróbcie to bez zdziwienia i wahania. nadal naburmuszony. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee. ceremonialnego pozdrowienia. a i mantikora się znajdzie.I widzieć nie chcę.A myślcie sobie. Pytam. Dziwiłem się tylko. zgłodniałem po tej kąpieli.naburmuszył się kasztelan. Wielceście uprzejmi.A co ma straszyć? Straszydło. kolczaste jak jeż. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa. . małe. .Pleciecie.. Haxo też się rozejrzał. -Na zamku. Idziemy na zaręczynową biesiadę.Wyście widzieli? . A wy. . Straszy coś. a nawet wychylił się przez balustradę krużganka. Pojękuje i stęka w komnatach.To się kupy nie trzyma.Kazali niczego wam nie mówić. Prosiliście. Nocą po zamku łazi. taka sama. pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr. i bazyliszki. I dobrze wam radzę. nie chciałem was urazić. . Idziemy. . wciąż schodzili się biesiadnicy. panie wiedźmin.Przestańcie się tedy dziwić . Mamy tu i wilkołaki. Mówią. panie Geralt . co chcecie .Pojąłem. Uczta nie rozpoczynała się. panie Haxo. . do czego królowej wiedźmin na uczcie.

jeśli pozwolisz. ale niezbyt przekonywająco. .Rada wam jestem za przybycie. .ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre .Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. Dalej . . jaka ta moja żona słabiutka i delikatna. zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku.Wszakżeście żonaty. wzdłuż dłuższego boku stołu. że za rok będzie nawet po żałobie. by jej w nocy plecy nie ziębły. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. zobaczysz. szturchając Drogodara.. nawijając lok włosów na palec.Stół był ogromny.Aluzję zrozumiałem. Kudkudak posmętniał.Calanthe uśmiechnęła się lekko. a i baczyć. panie Kudkudaku . . prostokątny.Ejże. Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej. Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko. Po jej prawej ręce zasiadał Geralt. królowo.oznajmił Kudkudak i westchnął. Kudkudaku.mruknęła Calanthe. rzucę okiem na królewnę. . jeden z pretendentów do ręki królewny. Trudno żyć samotnie.Wesoło będzie. baronie. ale jego żywe. pani.Witajcie nam. i nie dogoniła. jak się poprawi. Słyszałam. a teraz w naszych okolicach ospa panuje. pani.Biednyś. .Sama wiesz. . Na prawo od Geralta. .ogłosił herold. siedząc na tronie z wysokim oparciem. Ale na uczcie zostać mogę? .Eee . to goniła cię z widłami niecałą milę. Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom. Musisz ją lepiej karmić i hołubić. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką.Baron Eylembert z Tigg! . zwany Drogodarem. . książę Wind-halm.żachnął się baron. A za rok.Cóż. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. jak nam dobrze wiadomo. . ale i szczęściarz z ciebie zarazem . . panie Kudkudaku . po lewej siwowłosy bard z lutnią. .rzekła ceremonialnie królowa. W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. Chudy i wąsaty. . .Rada będę.kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. . wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności.Kudkudak! .I jam rad z zaproszenia .

Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-.rzekła Calanthe. . Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. dudniącym krokiem. lekko zarumieniona . błyskając bielą zębów. . panie Tuirseach.Siadajcie. Gdyby nie dobrze znany fakt. jest przyjacielem i doradcą króla Brana. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem. ucieszyłabym się nadzieją. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie. .krzyknął herold. panie? . nierozkwitłym pączkiem. w lśniących.. by uszczęśliwić wojownika. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. kłoniąc rudą głową. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. ten oto Crach an Craite. Grach. Wyspiarze wkroczyli dziarskim. A to Draig Bon-Dhu..Nie raz. królowo. Wszyscy skłonili się przed królową.Niedaleko pada jabłko od jabłoni . Eist? Krępy. unosząc na królową błyszczące oczy. . płonąc nadzieją. tutaj. . ukląkł przed królową na jedno kolano. we czterech. jak ja. który. Gdyby nie to. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci..Wystarczy spojrzeć na ciebie.Oto waleczny druid Myszowór. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu. Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej.witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. na.odrzekł smagłolicy wyspiarz. nasz sławny skald.Poselstwo ze Skellige! . . Ty. który przybył tu w tym właśnie celu. już solidnie zachrypnięty. by myśleć o trwałym związku. że żywisz pogardę dla ożenku. . rycerzu? . ny.. jaką pięknością stanie się królewna. by wiedzieć.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie.Kogóż jeszcze przywiodłeś. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige. pomiędzy .Ale co. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite. jaki powinna mieć kobieta. szlachetni goście. piękna Calanthe . przepasani szarfami z kraciastej weł-. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy.uśmiechnął się Eist Tuirseach.Wielki to zaszczyt . mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną. ale. gdy osiągnie wiek.. że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę.

Vissegerd.Cóż. .To odwzajemniona radość. . ptactwa. ryb i małży. coraz bardziej nieskładne. Mam dla ciebie pracę do wykonania. wiedźminie .Po grzecznościach. długim sznurem ruszyli ku stołowi. . trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki . z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza . Drogodar. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. . . abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów.powiedziała.Jest. Streptu. . Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych.Dookoła jest już dostatecznie głośno. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma.To mniej więcej wszyscy . królowo. jakie zadanie masz dla mnie. Czy jest jeszcze coś.królowa przechyliła się w stronę marszałka. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w .Powiem ci. konkrety. .Cóż to takiego? . czego się domyślasz? . . raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem. niosąc półmiski i dzbany.jak myślisz. gdy dowiem się. przełknąwszy coś w pośpiechu. . Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii. na których wołano Pomrów. Kudkudak. obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika.Domyślam się. brzdąkał dalej na lutni. ufryzowanych w loki włosach. Zaczynamy. Cieszę się z poznania ciebie. Robiło się coraz weselej. Paszkot i Dzirżygórka.powiedziała Calanthe.No. w czym przodował rudy Grach an Craite.Geralt . uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. witani radosnym pomrukiem biesiadników. przerywając na moment ogryzanie kości. Zacznijmy od grzeczności. królowo. niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem. Wznoszono pierwsze toasty. pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole. Calanthe prawie nie jadła. Pachołkowie. Marszałek klasnął w dłonie.

Domyślam się. .dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. krasnoludów domokrążców. A teraz mogę powiedzieć. są ci inni. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. zasługują na nauczkę. A teraz odpowiem na twoje pytanie. . Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. królowo.jadąc do Cintry. że byłoby najlepiej. jak dobrze poszukać. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara. który zniknie potem ze sceny. spotykałem wieśniaków. to ci. czego się domyślam. że intryganci.Ciekawam.Królowo . . Pewnie. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . których jest tak wielu. że przymierze ze Skellige. jest Cintrze potrzebne. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. Ci inni. . Mówili mi o zjadarce. których jest tak wielu. Podobno znajdzie się i mantikora. Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. w dobrej czy złej sprawie.Tak.Och . . Możliwe też. . O żagnicach i skolopendromorfach.Calanthe. nie wątpię. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy. I nigdy tego robił nie będę.A kimże. że jak wielu innych. którzy chcą temu przeszkodzić. zawarte przez małżeństwo twojej córki. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth.Królowo. na czym polega twoja profesja. którzy mają władzę. Tyle zadań. niezależnie. wiem. by władca nie był w to zamieszany. . kotlarzy i drwali.rzekł Geralt spokojnie . Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. i to w taki sposób. Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. które mógłby wykonać wiedźmin. która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę. mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. Geralt. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza.Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. kupców. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. .

drwiąc z jej czujności. dowodząc celności swego przezwiska. Geralt. wrzeszcząc głośno.podjęła Calanthe . lub wtrącać niestosowne uwagi. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". Sztylet. związana ze stopniem trudności zadania. Mało tego. jakością wykonania.BRAAAK! Ghaaa-braaak! . a konsternację wśród służby. że cena twoich usług nie jest mała. że każdego można kupić. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. To tylko kwestia ceny. a znasz królów. którzy mają władzę. . budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. . Jednym rozkazują. dostał się jakoś z dziedzińca na salę. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. Nie uwierzysz. Królowa złożyła razem białe. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. przekonanej. Można to załatwić innymi. wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę.Tak oto.nanosił na nią sytuację taktyczną. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. . Także z twoją sławą. tysiące sposobów. w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk. że ptak. który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne.zaryczał nagle Kudkudak. . ale oczy miała zmrużone i złe. Rozpalone kleszcze. zbrodnicze plany. wystarczy takiemu przerwać.dzielą ludzi na dwie kategorie. niepotrzebnie pytam. tańszymi rękami. gdy mówi. Są setki. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Geralt. Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. Zgadzasz się z tym? Ach. ale . "Nie będę" czy "Nigdy". Kudkudak. Każdego. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą.Calanthe uśmiechnęła się. wiesz. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. byłoby trwonieniem pieniędzy. a drugich kupują. i już ma się zapewnione łamanie kołem. Loch.Królowie . Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. Trucizna. mistrzostwem. Geralt. to mogę założyć. jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. Geralt nie wiedział jakiego. robiąc efektowną pauzę. Przecież jesteś wiedźminem.Wiedźminem. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. Niejeden nie zapomni ci takich słów. że mają różne środki.

Jesteśmy na uczcie. kogo byś zapragnęła.powiedziała Calanthe. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. że to tylko kwestia ceny.Ach. pod względem mądrości. nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. To tylko kwestia ceny. jak wiele. Zabaw mnie.niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem. . że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. jadowicie zielone spojrzenie królowej. nie będąc tak łaskawy. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. Kolejność dowolna.Mów. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. ciotki. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko.nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać. ustępujący tobie. . hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. pani. wszyscy chcemy dobrze się bawić. co słyszała.Ja mówię. macochy.Powtarzam więc . . Odwrócił głowę. Zeszłej zimy książę Hrobarik. Nadziwić się nie mogę.Cóż. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. że do tego potrzebny jest wielki łowczy. brzdąkał cicho na lutni.że nie posiadam się z dumy. mów . przymknęła oczy. trudno zliczyć. . Każdego. Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego. Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem.rzekł wiedźmin . pani Calanthe. Trudno mi było go przekonać. mogąc siedzieć obok ciebie. królowo. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. . uciekła z balu. królowo . . Zdałby się też jeden z drugim komplement. która mając dość jego ordynarnych zalotów.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. Nie uwierzysz. ojczyma. a ty milczysz. nadając ustom pozór miłego uśmiechu. stryja. Byli zdania. dostrzegając spokojne. Geralt . . a nie wiedźmin.Jestem tedy zaszczycony i dumny.Geralt lekko skłonił głowę . Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić. wiedźminów. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego. Za równie wielki zaszczyt uważam. Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. Pewien władyka uraził kiedyś . gubiąc pantofelek. Drogodar.Również inni władcy.

matko moja . zamoczywszy palec w piwie.O.Siedź na rzyci i milcz. Draigu Bon-Dhu.I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! . zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui.Zamknij pysk. . przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite. nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji. przerywając konwersację z Vissegerdem. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. -Myliłeś się. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany.Dosyć tych kłótni. Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem. gówniarzu? .Kto cię pyta. .Nie należało tak czynić! Tu. . na skrzydło.zawołał Eist Tuirseach.zawołał. Kudkudak. acz cichej gędźby. bo cię zdzielę tą kością! .Błąd i nieudolność! . więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej.Tak jest! Słusznie! . trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste. wojacką muzyką. Za twoim pozwoleniem. . Jeden z braci ze Streptu. . uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie.Geralt .powiedziała Calanthe po chwili milczenia.krzyknął Windhalm z Attre. Ale skinęła przyzwalająco.ryknął Crach an Craite. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem. Crach .szepnęła królowa do Geralta. Co więcej.Ha! . dostojna Calanthe! . .Sam jesteś gówniarz! . .dumę wiedźmina propozycją pracy. ani drugim.Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! . Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki. znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu. bodajże Dzirżygórka. waląc kością o stół. Hejże.

Draigu Bon-Dhu . że wykuto was ze stali. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku .Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać. banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. . nie bardzo wierzyłam. Geralt milczał. banalna bitwa. Wróg palił bowiem wsie. barbarzyńskiej muzyki.rzekł Eist. wybijając rytm. pełnego szczęścia i życzliwości. .że coś powiesz.Kontynuujmy . które płaciły nam daniny. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. patrząc na Geralta . . wyznam ci. by wykonać zadanie. potem zaś buchnęły straszliwym. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry. Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu. Albo że się uśmiechniesz. . wzbudziłeś moje zainteresowanie. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. wyruszyliśmy w pole. nienasyceni i chciwi.zamiast się wstydzić.powiedziała Calanthe.Myślałam .ryczeli goście. Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina. Mówiono mi. modulowanym jękiem. Milczał nadal. Nie zmienia to jednak w niczym faktu. . że wy. to jest tłukąc czym popadło o stół. że jesteś tu. siedzę dumna jak paw.Zdrowie! Chwała! .mruknęła królowa.Jak mówiłam. wiedźmini. spełniając puchary i gliniane czarki. że wówczas biliśmy się o pieniądze. zamiast im na to pozwolić.Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. to ciekawa kasta. chociaż miał wielką ochotę. przeciągłym. Banalny powód.moja pierwsza bitwa.. Biesiadnicy podjęli pieśń. nie ulepiono z ptasiego gówna. Teraz wierzę. I wykonasz je bez mędrkowania. że śpiewa się o mnie pieśni.Chociebuż . Nie? Tym lepiej. I spójrz tylko . a my. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? . świadczący. Nawet jeżeli do tak okropnej. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! .

czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów. Geralt. wielce mnie ubodła. Ale tu skończyła się twoja domyślność. jak zwykle. Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. . Królowa znów . czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi. Na co czekamy? Chyba nie na to. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach. Haxo wstał bez słowa. również się nie pomyliłeś. chociaż i nie dla pieniędzy. że jesteś mi potrzebny. Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. że zaliczam się do tych niewielu władców. wrzaskliwą owacją. dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga. Rzeczywiście. Przyjmij do wiadomości. Geralt' nie przestawał się dziwić. A chwila ta jest bliska. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. Z drugiej strony. poświęcę czas i tobie. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę.Masz rację. ale najwyższa pora. aby to zagrożenie wyeliminować. Dudarz. . choć nie mógł słyszeć słów królowej. . Supozycja. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. potem przyjemności..Niejasnych zadań . Twoja sława wyprzedza cię. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. nie sposób było jednak stwierdzić. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira.nie da się jasno wykonać.istnieją zapewne ważne powody.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. skinęła na kasztelana. którzy wiedzą dokładnie. nie powinien się dziwić. mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia. żeby Crach an Craite się spił.rzekł sucho wiedźmin . I równie mało w niej przyjemnych nut. Panie Haxo! Uniosła dłoń. królowo. . a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu. Nie lękaj się. W przypuszczeniu. Eist . Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. że plany te są zagrożone.Calanthe uśmiechnęła się ciepło. po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. ani w tym.Rzeczywiście. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. zakończył swój koncert. zniknął w ciemnej galeryjce. Geralt.powiedział .Królowo .

będzie hojnie nagrodzone. unosząc głowę. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. Załóżmy więc. nie powinieneś. z opuszczoną głową. musi być konkretny i jednoznaczny. Geralt. kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. bo powtarzać nie będę. W pytanie. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. Rozkaz. i owszem.Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze.Wytężaj więc bardziej uwagę. Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. obracając głowy w stronę schodów. Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku. Przed nim. że wybieram formę płatnej usługi. przenikliwe spojrzenie Myszowora.zawołał herold. ma się rozumieć.. Nadstaw zatem uszu.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. . że to ogromna różnica? .W miarę. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Co do ciebie. Co innego. nie spuszczając z niego wzroku. Posłuszeństwo.w słowo. Druid opuścił powieki. mój drogi. na czym ta usługa ma polegać? . okruchy. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. . co sobie zamierzyłam. napotkał czarne. Powinienem jednak chyba wiedzieć. polega na tym. Myszowór czekał. Chcę osiągnąć to. kiedy mówię do ciebie.Nie. Prawda. jakimi środkami mi go zapewnisz.Pavetta z Cintry! Goście ucichli. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. Tworzyły runy. na dębowej desce stołu. jeśli mowa o płatnej usłudze. ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki.Szlachetni panowie! . Jasne? . upuszczał okruszynki.na moment .. świadczący usługę sam określa jej cenę. . Włosy miała identycznego koloru jak matka - . . Żadnych innych rozwiązań być nie może. Interesuje mnie efekt. To twoja sprawa. Geralt spojrzał w dół. Runy połączyły się . Nic więcej. to masz wybór. Różnica. Druid ze Skellige. z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. Zauważ. to zaraz tu będzie. a co ty w miarę trafnie odgadłeś.odwróciła się do wiedź-mina. Królewna schodziła wolno.

Geralt nie dostrzegł.Crach an Craite zaprzestał wrzasków. cały czas. . Oczy miała stale spuszczone. jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach .Cóż może być silniejsze od twojej woli? . nawet podczas hałaśliwych toastów.popielatoszare. A zatem ja. bo to jest moja córka. kasztelana i Visse-gerda.Przeznaczenie. Słuchasz mnie.Aha . by odpowiadała więcej niż jednym słowem. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. Niewątpliwie. który musisz mi zapewnić. sięgające poniżej pasa. . przykryte długimi rzęsami. zapominając nawet o kuflu piwa. najwyraźniej rada z efektu. królowo? . W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. nie wystarczy twoja wola.Aha. mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. że nie wystarczy. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu.Sprawy mogą potoczyć się tak. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. . Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. bez fałszywej skromności. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. w milczeniu gapił się na Pa-vettę. bo wymaga tego interes państwa. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. . herolda. Pavetta nie nosiła żadnych ozdób.I co powiesz. Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę. Wszak to ta sama krew. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. Cracha. Eskortowana przez pazia. To właśnie jest efekt.Co tu jest ironią? . Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. . Cała moja nadzieja w tym. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin.powiedziała cicho Calanthe. . biedny wiedźmin.Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia.

Królowo . Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału.Zdaję . Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. zadbałam o to.. Królowa włączyła się do rozmowy. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi. czego zażądasz. kiedy ktoś każe mi powtarzać.Lepiej.Dam. której się imasz. .. Nie lubię. Domyślam się. jaką wiedli Eist. coraz bardziej przypominają te. Królowo. Zastanawia mnie. Patrzą na nas. wiedźminie. Haxo nie był rozmowny. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? . Zjedz coś. Geralt. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie.Gdyby graniczyła z możliwością .Calanthe odwróciła głowę. Na dobrze mu znany miecz. w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to. Usłuchał. Wojewoda o trudnym . Odpowiadaj. Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty.pomijając już to. zdajesz sobie oczywiście sprawę.Jak powiedziałaś. że niemała.poradziłabym sobie z tym sama. . próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. królowo? . Chcę.Królowo. wypij. . Zbyt długo już spiskujemy.Ani słowa więcej. że usługa.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . byś miał pewną rękę. a dam ci to. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. Wszystko jest do załatwienia.Mniejsza z tym. której żądasz. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. . czy przed każdą robotą.powiedział cicho .Tak. Geralt. Jak widzisz. Zapewnisz mi efekt. czego zażądasz.. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. . Byle nie za dużo. . Lepiej. o którym mówiłam. wygląda na to. . Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu. gdy stawiam pytania. Prawie natychmiast natrafił na miecz. tak lub nie? .Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść. to tylko kwestia ceny. Przestań mędrkować. co graniczy z niemożliwością. których oczekuję. graniczy z niemożliwością. a Eist robi się zły. Do cholery.

Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. czy klacze dobrze się źrebią. brzęczące metalem kroki. czy żart został dobrze odebrany. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. wysłuchał meldunku. graniasty. odpowiedziała krótko. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. zmarszczony. stając nieruchomo na wprost tronu. że znacznie lepiej od ogierów.do zapamiętania nazwisku. Wypukły. Geralt nie dosłyszał. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. zaszeptał. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. królowa spojrzała na niego ostro. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną. wyglądało. . wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. Skald. spytał grzecznie. Nie był pewien. stanął za tronem i nachylając się nisko. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. wyciągniętą w kształt psiego pyska. co to był za rozkaz. wymruczał coś do królowej. Trzeci. Geralt odpowiedział. dziwny gość zbliżył się do stołu. Dojrzał jednak. przekazał rozkaz kapitanowi straży. podochoceni. wstał. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. przebijając się poprzez gwar u stołu. W halli rozległy się ciężkie. opuściwszy głowę. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. Marszałek. Chrzęszcząc i zgrzytając. stalowych cierni. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. Marszałek skłonił się. była usiana kolcami jak łupina kasztana. jednym słowem. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. że tak. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. najmłodszy.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

nasze lenna. Kudkudak .Zbliża się północ. .Streszczaj się. a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. Po długiej podróży. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę. halabardnik przy bramie. bo był tym. wracając do warowni? A Szalony Dei. zdawałoby się. co w domu zastaniesz.słyszeliśmy już o takich żądaniach. Kudkudaku . nasze przywileje. a czego się nie spodziewasz". kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . biednych wasali. To stara. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę.Dopraszam się łaski . O cenie. wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. "Oddasz mi to. sytuacji. Ale bywa. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. Powiecie. . zdawałoby się. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. Albo: "Oddasz mi to. niecierpliwiąca się.wykrzywiła się Calanthe. to siadaj. czarami zmusiła go do ucieczki. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty.Nie strasz mnie. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. co pierwsze wyjdzie. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. przymierza.by jeszcze móc postać. nawet teściowa. to może być pies. A nas. Dziecko wskazane przez przeznaczenie.Na rozkaz.zmarszczyła brwi Calanthe. aby cię powitać". mości panowie. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. który wymógł na podróżnym oddanie tego. jeżeli tak ma być. zapomniana legenda. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. Zivelena nie dotrzymała obietnicy. to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! .baron podkręcił długi wąs . . pora strachów. kto spełnia niemożliwe. co w domu zostawił. gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki. życzenie. której może żądać ten. że będzie to dziecko. . i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie.

Jako królowa. .Pozwólcie mu skończyć. . Wygląda. Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to. do czego zdolna jest matka. Calanthe stała nadal. którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny. Tak. Zapadła cisza. czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu. .To się nie godzi.powiedziała wreszcie . .podjęła Calanthe . ale królową. jakich tu doznali.. dziwna po wrzawie. mówi prawdę. Dobrze więc. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach..Moi panowie . czego się nie spodziewał. Kudkudak przypomniał mi. ten. Cintra nie jest tyranią. którą potarła czoło. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi. Bo wiedział. jaką się okryli.Baron z Tigg ma rację! . jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi.powiedziała nagle Calanthe wstając. .Pięknie dziękuję ...Cicho! Niech mówi! . . Śmieszności. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze.Po czyjej ty stronie stoisz.. że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. Jeż. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa.należy się wam wyjaśnienie. jutro zwołam radę. Kudkudak? . To jawne podżeganie do rozlewu krwi. . spojrzała koso na Geralta. Wiedział. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni. .Na wszystkich bogów morza . czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. Jeż stał nieruchomo jak żelazny.cóż. . że nie jestem matką. Wśród szmeru głosów. Nie ja jestem temu winna. Rada zadecyduje.A co się tyczy szlachetnych rycerzy.dyszał wyspiarz.A Kudkudak . co bym mu zrobiła. jaką dopiero co wywołały słowa barona.wrzasnął Rainfam z Attre. Calanthe. . Calanthe zamilkła na chwilę...Cisza .Alem właśnie skończył.skłonił się Kudkudak.Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! .. Rycerze i wielmoże milczeli. Orzeknie. Geralt nie sądził.. kolczasty posąg. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie.. A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci. ty ich po prostu szczujesz.

powiedział głucho zza zasłony hełmu.Geralt! . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem. co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe.Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! . . skrzywioną twarzą.że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne.Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . co mam na myśli. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą.Zamilcz.dodał złowrogo Rainfarn. że nie widzi tego nikt inny. . by wstać. który sposobił się.Rozumiem . gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre. Słyszałem.przemówił Geralt . .Bo się rozgniewam.abym cię wyzywał. . Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. Przyjmuję twoje wyzwanie.Powiedziałem .Nie przypominam sobie . jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze. Czarne oczy Myszowora błysnęły.rzekł Geralt . wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. nie znany mi rycerzu! .powtórzył spokojnie . z ponurą. ..zawołała Calanthe.powiedział głośno i dźwięcznie. Eist . Crach zawarczał jeszcze głośniej. Geralt zareagował natychmiast. krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem". Widział. Dlaczego jednak. Jeżu z Erlenwaldu. Wszyscy zamilkli. Wiedział też.Wszyscy słyszeli . wstał pierwszy. patrząc na niego zdziwieni. Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. wyprzedził go. -Głupi by nie zrozumiał. Rozumiesz. Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty. w jakim celu. ktoś żąda takich .Ani mojej . że Myszowór też to widzi.jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg.syknęła wściekle królowa. Wiedział. hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc. tężejącą w powietrzu. . Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie. . jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty.

Jeżu.. która jest moim przeznaczeniem! . .Tego .Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. Jeżu.Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę. nie znany mi rycerzu .trzeba będzie dowieść. by spełniały się tylko wtedy. . .przysiąg? Znasz odpowiedź. Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego.Jest dokładnie tak. Ty nie chcesz tronu Cintry. której się dzisiaj domagasz. . bo był tym. Strzegącą. potwierdza przysięgę.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny . dowodzi. Właśnie dlatego. A złożył ją. Jeżu z Erlenwaldu.powiedział chrapliwie Myszowór . że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi.roześmiał się gromko Jeż.Kim jesteś? . Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. Twierdzę.bo do niego je kiedyś zastosowano. Jeżu. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia. z kim zwiąże je los.powiedział Geralt . że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych. jak mówisz. kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. Bo był przeznaczony do czegoś innego. dzieckiem-niespodzianką. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? . To dlatego wróciłeś po piętnastu latach. nie rodziców.. Chcegz zabrać królewnę.Gdy co? . co sam przed chwilą powiedziałeś? .Jestem Geralt z Rivii. Tak stanowi Prawo Niespodzianki. Geralcie z Rivii. To zgoda dziecka.Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner. wskazane przez ślepy los. że na razie nie masz do królewny żadnych praw. Jeżu. Dziecko takie. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. Roegner. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. bo -wiedział. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną. gdy.Tak. zażądałeś od Roegnera ceny.Kim jesteś. . jaką złożył. Zdobędziesz je dopiero wówczas. . I mocą przeznaczenia został .

Myszowór. jakie czają się na nas po lasach i jarach. aby strzec nas od potworności i koszmarów. niewiadoma Moc. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. zrobił dziwną. pełnego ostrych. wypełniająca hallę jak siwa mgła. szkodzące ludziom siły. zaskoczoną minę. ktoś ze świstem wciągnął powietrze.tym. uderzył dzwon z kordegardy. .przemówił stwór . Dziwna. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. Jeżu z Erlenwaldu. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania. On zabija wszelkie straszydła i monstra. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. bardzo zły uśmiech. . umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego. białych kiełków. jakie zsyłają złowrogie. niech ujrzy twoją twarz. niech spełni się przysięga. kim jest. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe. . Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. Wybiła północ. Uśmiech okrutnego tryumfu.powiedziała Calanthe.To prawda . której spełnienia domagasz się. Twój ślub już nie obowiązuje. ktoś zaklął. Zdejm przyłbicę. Poświęcił się. szarpnął wiązania hełmu. uzbrojonego drgającymi wibrysami. patrząc na Geralta.A zatem . czarne guzki ślepi. . . zgęstniała raptownie. ruchliwych kolców.A kim on jest? . Jeż milczał. Na twarzy królowej pojawił się zły. Znad szerokiej. unosząc upierścienioną dłoń . zdjął go.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem.Wiedźminem. ponurym akcentem ogłaszając północ. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. jaka zapanowała. Również i te.niechże dokona się prawo. jakie płodzi noc. tępego ryjka. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. szarych.Tak właśnie wyglądam . . Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. Ktoś krzyknął. W ciszy. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu.ciągnęła królowa.o czym dobrze wiedziałaś. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie.

Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. a nigdy go już nie ujrzysz. . Powiesz: "Tak". .ciągnął Jeż. płatny zbóju. szumiała w uszach. a staniesz się własnością. zaciśnięte na brzegu stołu. dudniąc głucho w łukach sklepienia. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej.powtórzyła Calanthe. Calanthe wolno. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. bardzo wolno opadła na tron. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników. Wiedz. Nikt. Prawda i prze-. nie mógł pominąć opisu tego. ruszające się jak robaczki.w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża.Pavetto! . Calanthe. wiedźminie. poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta. ale nie odmówię sobie pewnej . na podorędziu. Chciałaś mnie upokorzyć. Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. . szlachetna królowo.Ty także. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale. niskie oszustwo. królowo. zdobyczą tego potwora. Odpowiedz. Calanthe. Moje prawa zostały dowiedzione. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. jeżyła włosy na karku. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. Na okruszki chleba na stole.Tak. Powiesz: "Nie". co zaprzysiągł.Wszyscy słyszeli . Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. A na koniec pospolite. . Moc przepełniająca salę zawtórowała.Calanthe. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . kto. chytry. Roegner. że upokorzyłaś siebie. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie.Calanthe wstała. -pomimo jego wyglądu. Wystarczy jednego twojego słowa. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą.Najchętniej . oparła zaciśniętą pięść o biodro. komu zawdzięczał życie.Dosyć . zaprzysiągł. . I ty. formujące runy. Cóż wam pozostaje. zasiadającego po prawicy. a raczej co.Odpowiedz. . stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. Payetto! Widzisz. miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. .Skończmy z tym. opowiadając o przygodzie. Komu.

Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym. Już wiedział.przyjemności. wprost na wstającego Rainfarna. Jeż zaryczał. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. Calanthe. Tylko na nim. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. Eist Tuirseach kląć. czując i widząc. który unieruchomił go. . usta drgnęły. Crach runął na stół.. W jej oczach był rozkaz. .zaryczał nagle Grach an Craite. Kudkudak przypadł. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. zrywając się. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . wyprostowana i groźna. obrócił się ku atakującym strażnikom. Potem już poszło szybko. przyprowadzisz twoją córkę tutaj. wskazała im Jeża władczym. Rainfarn . Uderzenie rzuciło go jednak w tył. kopnął zydel wprost pod jego nogi. Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina.Zabijcie go! . Był bezbronny. gwałtownym gestem. Jeż.. Calanthe. świńskim ryjem? . od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. Wszyscy pozrywali się z miejsc. Oczy królowej zwęziły się. . opancerzonej pięści. co robić. z całej siły.Straż! . pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. by wyrwać Ra-infamowi sztylet. Rainfam skoczył ku Jeżowi. Kudkudak. chwytając za nogi.Co?! Co takiego? . zrywając się z miejsca. . Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. z trzaskiem przewrócił krzesło.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . ale chwila zwłoki wystarczyła . To ty.. fukając gniewnie i szczerząc kły.krzyknęła królowa. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. jakie zostały z pieczonego dzika. ale powstrzymał go książę Windhahn.Z tym straszydłem. nie bardzo wiedząc. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem. ale zakuty w kolczastą stal. Pavetta zaczęła krzyczeć.zawtórował Rainfarn.wrzasnęła Calanthe. gdzie stoję.. Geralt nie poruszył się. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud.Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem.

Nie godzi się! . rzucił się na nadbiegających. roztrącając talerze. że czasu jest niewiele. Poczuł okropny ból w uszach. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany. rzucając gizarmy. padł płasko na ziemię. półmiski i puchary. wznosił się wirując. chwytając za krzesło. wskakując na krzesło.Dunyyyyyy!!! . Strażnik runął na ziemię. jednostajny. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. Od wejścia słychać było łomot. Wiedźmin zawirował. Wiedział. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki. usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. Od wejścia biegli następni. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się. Rainfarn zawył. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. Geralt ciął. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. skacząc ze stołu. Trzeci strażnik przyskoczył. uwieszony u jego pasa. .wrzasnęła cienko Pavetta. Jeż. co zostało mu w ręku. ledwo utrzymując się na . zatoczył się na ścianę. przyklękając. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. zakrzyczał i zafukał. pomknął ku walczącym przez stół. Rainfam. z mieczem w ręku. Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. . przyparli Jeża do rzeźbionego komina. Jeż zwinął się. łowiąc okiem zielonkawy błysk. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. łopotały wzbijając chmury kurzu.zaryczał Eist Tuirseach. co się święci. a z tym. A potem równy. zwalił się ze szczękiem. Stół. wzniósł glewię do pchnięcia.dźgnął go sztyletem. razem z siedzącą na nim Calanthe. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. Wlokący Jeża odskoczyli. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. krzyżując drzewca. Eist Tuirseach. siejąc dookoła zastawą i jadłem. Tron. gubiąc płaski hełm. gobeliny i arrasy. Strażnicy. wleczony po posadzce. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. Geralt. wibrujący krzyk królewny. czując. Wiedźmin. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał.

Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi. pełzł w stronę. od którego. Obracając się. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka. Z powały cichutko sypał się tynk.nogach.odwrzasnął Geralt. Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła . zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku. wszystko i wszystkich. Krzesło. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. krzesło i lutnia Drogodara. Pod powałą krążył stół.Widzę! . jak tylko mógł. świszcząc w powietrzu. Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu.Wiem! . obaj przypadli za górką.Tak! . . Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. którą licząc od dołu. wydawałoby się. .Gotów? . Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. skoczył ku niej. Geralt. Geralt Znakiem Aard.wisiała nadal w powietrzu.Ona nad tym nie panuje! . rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa. wewnątrz przejrzystej . Myszowór straszliwym. rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. gdzie Myszowór. rozleciało się w drzazgi. wyrżnął go w plecy.wrzasnął druid. pierwotna Moc! . nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach.To czysta. własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem. zacznie się topić posadzka. przekrzykując harmider i łomot. Pavetta wyła. beczułka piwa. trzystopniowym zaklęciem.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie. . Geralt doczołgał się do Myszowora. ściskając medalion w dłoni. tak szybko. lub rozpłaszczał na ścianie. na którym siedziała królewna. Drogodar. cięła krzykiem jak batem. tworzyli Paszkot ze Streptu. a nie na brzuchu. walił się i turlał. chwycił w ramiona.

poprzez własny krzyk i wycie rannych.Uwaga! . bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę. .Blokuj ją. . na złotym polu. majolika. . huk. nieznanych. Błyskawice skręciły się w oślepiające.Zwalnia wszystko! . wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk. poprzez wycie Pavetty. półmiski. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. co znalazło się pod spodem. wstrząsając posadami zamczyska. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. nadgryzione bochenki chleba. . Myszowór! Blokuj. kości. domowych. wył i ryczał. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć. porażając dech. obróciła ku nim głowę. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła.zielonej sfery. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. brzęk i łomot. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom.zakrzyczał Myszowór. Sam zaś. deszczułki i tlące się polana z paleniska. dzikich i mitycznych zwierząt. . druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. świeczniki. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta. odrzuciwszy głowę do tyłu. Pavetta zamilkła przerażona. gasząc oczy. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko.Na wszystkie demony! . deski. kuląc się. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. Moc zelżała raptownie.krzyknął wiedźmin. kwiczał i skrzeczał.Blokuj. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. Nie przestając krzyczeć. na trzy łokcie do góry. celując różdżką w królewnę.zaryczał Myszowór. wiry. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. z wnętrza których runęła na nich Moc. jak taran rozsadzając czaszki. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha. wirujące leje. .

..Tu są kobiety.powtarzał Crach an Craite. . . schylony nad Rainfamem. ghoul y badraigh mai an cuach . nie mogłaby używać Mocy? . prędzej! . dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin. ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. przez połamane sprzęty i bezwładne ciała. że dziewica. Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. . ta jednak odtrąciła ich ręce.Cuach op arse. plując krwią płynącą z przygryzionej wargi. Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium.krzyknął cienko Windhalm z Attre.Medyka! . . .Nie . niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza.Cóż to.I piwa! . .Opanuj się.A niech patrzą. wiedźminie. . wyczołgując się spod zerwanego arrasu.ryknął Myszowór. . co to było? . wymachując różdżką.spytał marszałek Vissegerd. Królowa otworzyła oczy.Teraz.Dzisiejsza młodzież! . Calanthe! . z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy. wiedźminie! Uderzyli ją.parsknął Myszowór. wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina. .Wody! . Crach . Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się.Czy ktoś zechciałby mi objaśnić. .powiedział z wysiłkiem Myszowór.Calanthe. patrząc w ich stronę. .powiedział wiedźmin.Wody. Umiłowana. próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc.wychrypiał Kudkudak. poprzez rumowisko i zniszczenie. znaczy się nie tknięta.powiedziała. . Ludzie patrzą . Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie.Teraz! . przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż. Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę.Eist. otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy.powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami.Że co? . nie wiesz. Moja. . Dzirżygórka.wołał jeden z braci ze Streptu.

Na rozkaz.klątwa . Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro. popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe. kto mi to zrobił.Po co nam medyk? . odpowiadając zamiast królowej. co wiem.Co.powiedział wiedźmin. Duny.Od urodzenia.. Stłukłam sobie kręgosłup. Potworny pysk Jeża rozmazał się. . zaczął tracić kontury. . wskazała rannego Jeża strażnikom.Duny . z zaciśniętymi ustami. . Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci. .. dumnie unosząc głowę. był nieporozumieniem i pomyłką. ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka. III . ani Roegner. Nigdy nie dowiedziałem się.mruknął Geralt. ani Calanthe. .Ale jak.. ani chybi . okalające bladą. .. odwróciła głowę. ale niepotrzebnie.Czy ta twoja różdżka. kręcone włosy i brodę. . I okolice...ciągnął Duny.Dosyć tego. jaka była przyczyna. rozmył. chcę was widzieć w mojej komnacie. prawda .zająknął się Eist Tuirseach. .Prawda. Myszowór? . ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. Jak już będzie po wszystkim. ozdobioną wydatnym nosem..Tak. Adalia.Pal diabli jej dziewictwo . podnosiła most zwodzony ruchem brwi. Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne.Calanthe wyprostowała się.Zaklęty? . która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać. Calanthe? . .Odziedziczyła z przeskokiem. . .Kto to? Jeż? . . Wszystkich. Myszowór. kanciastą męską twarz. .. .powiedziała miękko Pavetta. Od północy do świtu .Może jednakowoż zamiast rozprawiać.. Calanthe. Hej. . królowo... Dzwonnika.. .powiedział Myszowór. wyjmując różdżkę.. Eist.Jej babka.rzekł druid. który słyszeliśmy wcześniej.Właśnie w tej chwili. Geralt i ty. trąc skronie.zamruczał Eist. jak tu stoicie. Pavetta. Dzwon.Wybiła północ .Dosyć . Prawda. lśniące. królowo.. cofnęli się szepcząc i mrucząc. . Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko. Geralt.stęknął mężczyzna o imieniu Duny.Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego.

Tuirseach. proszę. Ty mała czarownico. To znaczy.. I piękną. Nie możesz. Za tamto. od świtu. błędny rycerz z giermkiem. Duny. Duny.Mogę. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec. W Maecht ludzie są zabobonni. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. potem. . Przeznaczenie zadrwiło z ciebie. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii.uśmiechnął się Duny. Zwłaszcza tego. . względnie domyślamy się . .. mogę.zaczął Eist. pani. . Byłam zdecydowana. Kocham Pavettę i ona mnie kocha. ale ja tego bardzo nie lubię. i co? I nic. kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. tylko to się liczy. . Dzięki ... widzieliście co. mój ojciec. i to jeszcze jak . Duny. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę.Dalej wiemy. podróżowałem sam. stawać na drodze do naszego szczęścia.. chciał to ukryć. .kiwnęła głową Calanthe. Cóż za ironia. -z zapałem kręcąc głową.Pomału. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny.No. Mam pewien dług wobec ciebie. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. wiesz.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka.Pewnie. Jeszcze nie skończyłam. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. .. . gdy on zginął.Do licha z przeznaczeniem. Powinnam cię prosić o wybaczenie. od kogo usłyszałem. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? . .uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów. Pierwiosnki. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. wychował. . Dalej wiecie. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie. Krótko po tym spotkałem Roegnera. sprawa mocno się skomplikowała. Akerspaark.normalny człowiek.Calanthe.Dzięki. Jesteś z Pavetta od roku. że tak. Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca. -Na twoje szczęście. nie chcę. Już nie pamiętam. królowo.

. Geralt spojrzał na Myszowora. patrząc na moją prawie zamężną córkę.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. zgadzam się. pani. dobrze radzę. Myszowór. żeby stał.Zaszczyt to dla mnie.....Dzisiejsza młodzież . nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny. . królowo? . czarownicy? Czy nie widzicie. druidzie? . trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami. .parsknął Myszowór. . Pavetta potrzebować będzie nauczyciela.Czekaliśmy. A wy. . Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania. Przy okazji. jeśli chcecie.Świta już.Widzimy.To dobrze. aż sama zobaczysz . Pora.zamruczał Myszowór.Duny! .A wam co tak wesoło. .Możecie oboje zostać w Cintrze. . . leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu. kiedy się połapiesz. Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć.I piękną. Raptownie odkręciła się w stronę.. Jak ty to powiedziałeś. jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem... Lubię ten zamek. . Powinna się nauczyć. . mam dla ciebie propozycję. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać..Nic.Ja myślę . Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają. Zresztą. jak sądzicie. ...królowa odwróciła głowę w stronę okna. jak stoi.Tak. .Ciekawiło mnie. Eist. Co ty na to.Co tam mamroczesz. Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry. . czarowniku? . Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia.Calanthe. Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć.zapewnił Geralt. widzimy . Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. . wolałabym.. co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie.Tak. ale.Niedaleko pada jabłko.. ..

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

z boginią Melitele. most. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. patrzą na mnie jak na dziwoląga. Cywilizacja.Donikąd. Jadę na południe.Jaskier znał wszystkich królów. Mógłbym ci potowarzyszyć. Pod mostem siedzi troll. Powinieneś mieć roboty po uszy. Któregoś dnia podjeżdżam. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. Nie. Bo na to. od każdego przechodzącego żąda opłaty. wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. . . Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. Coś się kończy. . że nie jestem mile widziany w jego włościach. albo przesadzona. Geralt. Daleko na południe. Jaka tam cywilizacja. byś mnie tu nią musiał raczyć. a jadąc przez kraj. a wódka się kończy. Długo myślisz tu zabawić? . mógłbym udać się tam.Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym.Nie chcę kłopotów. wijuny.Dokąd zmierzasz? . Tutaj nie znajdę roboty. -Gwiżdż na niego.Hereward? .Dam ci parę przykładów .Opowieści to i ja słyszałem. . Jaskier. nasłuchałem się przeróżnych opowieści.Co też ty wygadujesz. słońce zachodzi. wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. wszelkie możliwe świństwo.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. Podobno są tu wodniki. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. Jaskier^Świat się zmienia. Poeta pociągnął z gąsiorka. . Połowa jest albo zmyślona. twoim zdaniem. macając zabandażowaną szyję. . . łyknął z gąsiorka.rozkaszlał się. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń. Lud puściłby mu kasztel z dymem. filozofie.Tak. z którą ci absolutnie nie do twarzy. nawiasem mówiąc. przerazy. To znaczy.westchnął ponownie Jaskier. A siedzę tu już i tak za długo. tak . patrzę. zmrużył oczy.Świat się zmienia. przybierając przy tym minę myśliciela. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. Co się jeszcze. .Niedługo. westchnął ciężko. jedyna teza z jego traktatu.rzekł Geralt po chwili milczenia. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. książąt. . . latawce. że świat się zmienia. dokąd ty się udajesz. . Owa zmienność świata to. Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. zamiast odpowiedzieć.

Jadę więc dalej. Nieduży... Jadę dalej.. Ani innych nieszkodliwych stworzeń. jak się patrzy. To. przetrąca nogę. którzy odmawiają. Rozpytuję o pracę. pyta. Hodowałbym róże. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. a nas ze skóry obedrze. że skończył się popyt na poezję. pytam. jak trolla nie stanie? Troll dba o most. gdybym stwierdził.. a robi mi się coraz głodniej. za tego trolla.Nie będę zabijał wojsiłków.Na jaką? . patrzę. . że nie wierzysz w żadnych bogów. . Nie wzmaga nic a nic. że zmienisz pracę. .. zapłacicie za gada. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. widłogon. Zostań kapłanem. to baron sioło spali. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. ile mi dacie. Idę więc do wójta. że ryby śmierdzą. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. Chłopi na kolana. jak mu łuska z grzbietu spadnie. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. problemu stanowić nie powinno. Stwierdzam fakty. a kto będzie most naprawiał. który pod koniec życia odkrył. nadal wpatrzony w zelówkę . Jak to. . a od wody ciągnie i łamie w kościach.To akurat bujda . sędziwego rybaka. a polewce nadaje smak wywaru z onuc.wtrącił Jaskier. wołają. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. .może i nie byłbym.Pieprzysz. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. temu nimfę. niesie w szponach owcę. .Cóż . naprawia go regularnie w pocie czoła. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami. No.Nie użalam się. Gadanie i żale niczego nie poprawią.zgodził się poeta. Geralt. jest. ile. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona.To będziesz chodził głodny. Mało znam kapłanów. a czasem i obie. . a im się chce nieludek.Na byle jaką..Przypominasz mi. Inny prosi. Pogłupieli doszczętnie. nie. z twoją moralnością. . bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję. owszem.Próbowałem. którzy wierzą. pytam. Leci. Bądź konsekwentny. . . po wsiach pełno dziewek jak rzepy. Taniej wypada więc płacić mu myto. ale jaka? Temu złap rusałkę. Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. Jadę do wsi. Chyba. solidnie. owemu dziwożonę. Ja.Tym.

. Geralt.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. każdą dolinę. milsze i nie chlały tyle piwa. .Dostrzegam. Bo my. ludzie. gdy były jeszcze jednorożce. Cóż. by móc je łowić. tym mniej macie do roboty. gdy straciły pracę. wzmianki o wiedźminach. karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. No. A przerazy. Ale te czasy minęły. każdą przełęcz. wampiry. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. Zwierzaczki były tańsze. Dostrzegasz analogie? . o tych pierwszych. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. minęły bezpowrotnie. W czasach. stopniowo. wynajdując skuteczne trutki. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. prawda? . Tą ziemią władały smoki.. Czyli świat. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału.. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. wygląda. to relikt i lokalna atrakcja. tych raczej nie naśladuj. Z twoim zawodem jest gorzej. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. A wykończyli ich alchemicy. świat spokojny i bezpieczny. wiedźmini.Prawda. Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. to już nie potwór. ale stale. którym straszy się dzieci. Baron nie pozwala zabić widłogona. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. każdy bór i każdą polanę. w dodatku pożyteczna. Niektóre. chimery i latawce. kikimory. byliśmy tu intruzami. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. gryfy i amfisbeny. Przecież waszym celem. mantikory. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty. sami przecież pozbawiacie się pracy. Prawiczki od jednorożców. Szczurołapowie. w którym wiedźmini są zbędni. natychmiast się rozprawiczyły.Ale nasze profesje różnią się nieco. . Paradoks.Dawniej. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. Im lepiej i sumienniej pracujecie. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. o ile pamiętam. fretek i łasic. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. Wy. wilkołaki i strzygi. które pielęgnowały cnotę.

.Może powinienem. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy.powiedział. coś się kończy.. Geralt.Ale wydać trudniej. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach. Ech. . najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. Pamiętasz? . Powiadają. . . opierając potylicę o regał. . Jaskier zarechotał donośnie. Do tego jada się tam pęczak i proso. jedźmy co rychlej na to południe. . piwo ma smak szczyn. A potworów tam podobno niemało. nie biorąc ze sobą rohatyny. zaraza.To ty mnie namówiłeś.Pamiętam. forpoczta cywilizacji i Nowego. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata .mantikory. Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas. czy nie. że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem.Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie.Zarobić łatwiej . . Ale nie osiądę.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. było jak mówisz. Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. . żeś znalazł kompana. .. z jaką to czynisz. .. dziewczyny się nie myją.Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. Powinieneś osiąść tam na stałe. Coś się kończy. Jaskier... masz rację. Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś.Geralt łyknął z gąsiorka.. grożąc. że prawisz banalne komunały. Skutek gwarantowany. Gdy zarąbiesz parę potworów. miało czterech rosłych braci.Nie podoba mi się to. to zaraz ci minie chandra. Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. Nie podoba mi się mina. Szukali cię po całym mieście. do tych dzikich krajów. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu.Miałem więc rację. a komary gryzą. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. bo dziewczę. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów. Ale niech ci będzie. Czy ci się to podoba. .

Kto tam pójdzie.Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . Jestem wiedźminem. .doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. za pieniądze. . trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę.wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier.potwierdził Geralt. Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. Klnąc pod nosem.. panie starosto . Dookoła wystawionego na majdan stołu.starosta znowu zaczął myśleć.Tak sądziłem . są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową. ocierając usta z piwnej piany. Oho. . powiadam wam.Aaaa .Są . . .czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się.Taka profesja . widzicie te góry? Tam elfy mieszkają.KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy.. Pałace ichnie. .Aha! . zebrało się już kilkunastu osadników. No.Wiedźmin. Z miejsca zorientował się. przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą. . tam jest ichnie królestwo.Niczym nie handluję. starosto? . Żywiołaki? Pytacie. niosąc dwie ociekające pianą stągwie. usiadł.Robota? Niby te..Spójrzcie tylko tam. że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź. ten już nie wraca. powiadam wam. . przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków.powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt.No właśnie .Jestem wiedźminem. Wszelkie plugastwo tępi. całe są ze szczerego złota..Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram. . .Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! . rozumiecie? Strzygi zabija i upiory. Zgroza. Przeszedł skosem przez podwórze. . Poeta postawił kufle. w sposób zauważalny. . omijając krowie placki. Zawodowo. panie! Elfy.rzekł Geralt chłodno. Pojmujecie.

O.rzekł jeden. a tylko patrzeć. stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu. zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. obiegli stół ze wszystkich stron. Starosta. mówiąc o królewskim włodarzu.Ano.Tak. . po czym wstał i skinął na Jaskra. odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. to bywajcie.powiedział. a niejaki Duda. Ale są tu i inne żywiołaki. o latawicy. który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab. .rzekł wreszcie. przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. tak.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! . .I chochliki . ludkowie? "Ludkowie" ożywili się.odezwał się Jaskier. Geralt wysłuchał spokojnie. co da się zrobić. dobrzy ludzie . . dobrze mówię. co lata i krowom mleko spija.No. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą. tak.Mora! . . a w dzień płody spędza. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi. a dzieciaki od tego mrą! . jest ich a jest. Z elfiej krainy widać lezą do nas.Koniom grzywy plączą po stajniach! .Jaskier zarechotał bezczelnie. Nie obyło się jak zwykle bez tego.Aha . . Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach. Zliczyć trudno. Blada dziewica.dodał drugi. . żołdak z miejscowej strażnicy. onaż po chałupach chodzi o brzasku. A najgorsza to Mora będzie. wtedy zobaczymy. by nie poinformowano ich. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie.Rychło wrócę.I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. jak weźmie się za same baby. myślał długo. A z tego. kiwając głową w udanym skupieniu. . prawie starosta gada. panie. . . że stara Naradkowa lata nocą na ożogu.Geralt . o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach. Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów.Całą drogę narzekałeś. co przed chwilą słyszałem.

Przecież potwory są. a ja się na ludziach znam. Jaskier. . . jedziemy dalej? . . Dlaczego więc.. .Dlatego. ciągnęły wyładowane wozy. Bard przełożył nogę przez łęk siodła. Jedno tu jest z pewnością. ja miałbym piękne tematy do ballad. słynny poeto. . Może nie jest ich tyle co niegdyś. Wyjechali za ostatnie płoty.Geralt . co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. może nie czają się za każdym drzewem w lesie.Geralt odwrócił głowę . od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym.Ha! Co? . i to bez wytchnienia.wynika. co oni mówili. Poeta milczał czas jakiś.powiedział nagle.Nie kłamali. że ludzie dodatkowo wymyślają takie.Przyznaję. . . Głęboko wierzyli we wszystko. Oni nie kłamali.Nietopyrze. . . że będziesz tu pracował do zimy.Żaden ze stworów.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla. . które nie istnieją? Mało tego. nie było słowa prawdy. nie istnieje. ale przecież są. Coś z tego. wierzą w to.Co proszę? . oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie.Nie.Zastanawiałem.Ludzie . wytłumacz mi.. . . Przyglądałem się tym ludziom. Istnieją.zgodził się wiedźmin. że w tym. słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . szczególnie zawziętego na pęciny koni. . co wymienili.Nie . na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża.Ciekawym.Dlaczego? . w przeciwnym kierunku. Ty zarobiłbyś trochę grosza.Żaden z tych potworów. . musi tu być. Drogą. to niemożliwe. o których mówili. Czemu więc przypisać. Żaden? To być nie może.Nie zarobiłbym tu ani szeląga. Co nie zmienia faktu.Żartujesz chyba! . wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach.lubią wymyślać potwory i potworności. Chociaż jedno! Przyznaj. podkasanym dziewojom. I znam tę przyczynę.

I łatwiej im żyć. kradną. Ale nie licz na wielki poklask. Mnichy przy stawach.warknął trubadur.Na wozie! . a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli.Ktoś jedzie za nami . . tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. leją żonę lejcami. Jechali wolno.powiedział podniecony.Ha . Strach pomyśleć. morzą głodem babkę staruszkę. .groble były zadbane. -Na wozie? A ja myślałem. bezkształtną połacią boru. cyranek. płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw.Jaskier wstrzymał konia. . rozejrzał się. do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie. niech mnie diabli. nie oglądając się. wesoło ciurkały wodą.Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. . przepusty wzmocnione kamieniami i balami.Spójrz. . Gdy piją na umór.Ułóż. . Jaskier. oszukują. lubią myśleć. .powiedział Jaskier po chwili milczenia. a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy. W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. co ci powiem? . że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. Geralt. tym bardziej wyostrza ci się dowcip. wcale nie przegniłe. obłożone faszyną. Jaskier obejrzał się nagle. czapli i perkozów.Wiesz. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. dogonił ich więc szybko. . sina linia gór wznoszących się nad czarną.zadrwił wiedźmin. . Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady. Horyzont wytyczała zamglona.Zapamiętałem . Pośrodku. okrągłe i regularne jak listek koniczyny.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach. .Jedziemy.Niesłychane . Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. Czyż tu nie pięknie? Idylla. .Im bliżej krańca świata.

Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi.Stąd. Dalej. Po co rzyć na kulbace męczyć? . Geralt? . nie chwostem obrócone.Miałbym coś dla was. Jaskier zaśmiał się ponownie.Skąd ta pewność? .Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej. porządnej roboty. Geralt puścił wodze. wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli. . Jedźmy do mnie. że tu nie masz innej drogi. Tam pogadamy.ciągnął mężczyzna w kożuchu . .powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. Geralt patrzył na chłopa bacznie. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. żeście wiedźmin.Tppprrrr! . Wdrapali się na wóz. nic nie mówiąc. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale. .Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie.Co na to powiesz. jak okiem sięgnąć. minęli pas skoszonych łąk.Jeśli chcemy . Wiem.zaproponował chłop. usiadł na desce. biegły w obyczaju .Nic . . Chłop.odrzekł Jaskier. Pokrzywka cmoknął na konie.Święta prawda. Jaskier zaśmiał się.Na gościńcu źle się gada. . W drogę tedy.jak wam starosta bajędy prawili.mruknął wiedźmin.oznajmił woźnica.O interesach na gościńcu źle się gada. .Bogów chwalę.Zwę się Pokrzywka .ich chwalimy. Wygodniej będzie. do Dolnej Posady. . . miłościwi! . . ciągnęły się uprawne pola. Przecie i tak tamtędy wam droga. .rzekł wiedźmin. panie wiedźmin? . a wasze konie w tamte stronę pyskiem.Słyszałem . jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali. chrząknął. mości Pokrzywka.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu. Jaskier.Przyglądałem się wam. Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było..spytał. Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał. . . . bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak. . zwany Pokrzywką.I my .

. . . . A jak żyje się tu wam z elfami. Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. Spójrz.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina. te fioletowe kwiatki. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili. A teraz. mój drogi. To łubin.Znasz się na rolnictwie? . dobrze więc znać się na rolnictwie.Co. Uczyć się trzeba. Żyto jak złoto. . Albo ta rzepa. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. zobacz. czyli Dol Blathanna .Po prawdzie.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski. Geralt.Mało rozumiesz.W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. . dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę. Ucz się. można .Dzięki za poczęstunek . uczyć.Uważasz? Elfów wyżenąwszy.Dolina Kwiatów.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś.Najlepsze wyjście . koniec cywilizacji . .Rzuć tylko okiem.wtrącił Pokrzywka. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów .My.A gorzałkę z czego się pędzi? . Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. . skinął na dziewki.Nie mieszamy się jedni do drugich. to jest wyka . . ubiera. pisząc. gospodarze. ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu. .Dzięki stokrotne. że to kraniec świata.Prawda. II .rzekł poeta. Od rolnictwa zależy los świata.Wierzyć się nie chce.zgodził się Pokrzywka. .rzekł wyniośle Jaskier. . Rolnictwo karmi. przejdziemy do rzeczy. my sobie. Dhun? Dhun. poeci. .. starszy Dolnej Posady. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie. jeśli pozwolicie. Oni sobie. . . musimy znać się na wszystkim . ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy.powiedział Jaskier. Brak fantazji. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą.Rozumiem. chroni od chłodu. jaka ogromniasta. aż miło. panie. . te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra.Lubinuście nie widzieli.Ano. czy jak? Ale w jednym utrafiliście.

Mówcie. w czym się tu wam mogę przydać.To już wiem. .zarechotał Jaskier.Co takiego? .Geralt. to jest tak .rzekł Geralt. Jaskier. powiadam wam. ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie. .Dobrze mówię. panie.Diabłów nie ma! . . .Co jest na tym polu? . Powiedzcie. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem. . Geralt kopnął pod stołem Jaskra.Diabeł? .I co? . Bywa nawet.Pole . Po kolei. . Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie. Wygląda to on.parsknął Jaskier. po kolei odginając palce.. który już szykował się do złośliwego komentarza. W jaki to sposób .Ano . Jaskier .Przecie mówię: diaboł. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza. . . ostry żywiczny zapach docierał aż do izby. odchrząknął.Nie wtrącaj się.kontynuował Dhun. w czym wam przeszkadza. panie Dhun.Dhun uniósł głowę. prask i patrzym: diaboł. gdy chciał. patrząc w okno. Mówcie dalej. . usiłując wyciągnąć muchę z piwa. jeśli łaska. .Przecie mówię.Jest tu takie jedno pole. podrapał się za uchem.powiedział. . jak wygląda. Starszy osady kiwnął' głową..Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać.A wy mówcie dalej.Po kolei. Diaboł. .niewybrednymi żartami. trzask.rzekł Geralt spokojnym głosem.Jaki diaboł? . Aż po sam bór sięga. . skąd się wziął.Nie wtrącaj się. chmiel i len. -Ano. jak diaboł. . że pomaga. . .Ano. potrafił być niesłychanie cierpliwy.. Pokrzywka spojrzał na Dhuna. Bęc. . mości Dhun.. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. . Ano. jako żywo. grasuje tam diaboł. . tak.Co? .Ano . Skąd się wziął? Ano znikąd.Pomaga? .Słucham tedy .nie wytrzymał poeta. . wypisz wymaluj diaboł.A jaki ma być? Diaboł i tyle. Kawał pola. mądry z was człek. z wielkim trudem.

nie chcemy. z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej.Więc jednak przeszkadza.Wyście są wiedźmin. straszy. Niszczy a psuje.Nie przeszkadza. a złośliwe bydlę i w głowie ma. tłumiąc śmiech.zmarszczył się Dhun.Nie Iza ubijać . niecodzienne. . to nie. czy tak? Innymi słowy. . glebę wzrusza.bo w tej Dolinie. ze szczętem uciekła i karpie posnęły. krety tępi. A i liszkę. Co to..Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej . co to.A. ptaki płoszy. Nic. . Zapłacimy wam. Skąd tyle miłosierdzia? . w studnię napaskudzi. że dupczył będzie. nie? To zróbcie z tym diabłem porządek.powiedział. z dymem puścił wszystko siano. pomaga tak: grunt użyźnia. . Jaskier znowu zarechotał. z przeproszeniem. .Wszelakoż . by pozbyć się tego diabła.. Szukaliście roboty w Górnej Posadzie. panie.rzekł spokojnie wiedźmin . po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku. nasrane tak.Dhun spojrzał na niego ponuro . . sami rąk nie mamy? A to. a to za dziewką goni. A to. We stogu lulkę palił. panie wiedźmin. . rzepy i buraków dogląda.. zjada.Interesujące . Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem. Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie. ..Rzekłbym.pokręcił głową Dhun. co tu gadać .odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka.Ano. chudobę i spyżę..pomaga wam ten. kurwi syn. co mu wieczorem do łba strzeli. na grobli ryje. Ale zważcie.gotowiście mi zapłacić. .Diaboł . . . abyście diabła ubili. To i macie robotę..chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da. .przerwał Geralt. woda z jednego stawu. Jak to diaboł.Co? .powtórzył z naciskiem kmieć. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada. ot co. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki. Jaskier odwrócił się do okna. Psoci jeno. naprzykrza się.A któżby . grozi. co się w kapuście lęgnie. jak powiadacie.Rozumiem .Niecodzienny warunek. Wiedźmin milczał. sam słyszałem. nie diaboł. .Nie . ino by żarł. Kradnie. Nie wiedzieć rano. . ile trza. Pluć nam na jego pomoc. panie. że wytrzymać ciężko. nie chcecie go w okolicy? .

Z czego to wnosisz? . się przyjrzeć.powiedział Pokrzywka. Nie minął dzień od chwili. na oddalających się od chaty kmieciów. do diabła! . Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. że mnie już trochę znasz. Tam se go możecie oglądnąć.W takim razie nie rozumiem.Geralt . A o tym. A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was.uśmiechnął się Geralt. wiktu i opierunku? . Nie będziemy was naglić. . wie przecież każdy.Złapcie go tylko. . . a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów.Rzeczywiście . Bywajcie. gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu. .wrzasnął poeta. co nie istnieje. albo wygońcie za siódmą górę.Głupi ten diabeł nie jest. . Wiedźmin milczał. że to stworzenia mityczne. . wedle prawa gościny.Z faktu. panie.przerwał Pokrzywka. znając cię trochę. Kmiecie popatrzyli po sobie.Przybijecie ugodę? . Diaboł nocami hula po całej okolicy. . wyjąwszy widać ciemnych kmiotków.Wasze prawo . . . nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś.Wygląda na to.Nie Iza i już .Najpierw chciałbym mu. wypoczywajcie jak długo wola. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy. po czym wstał.Ale ja. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu.Przestaję zgoła rozumieć.spytał Dhun. temu waszemu diabłu. . .zaciekawił się Jaskier.Diabłów nie ma! .Jaskier zerwał się z zydla. że właśnie diabły to wymysły.Co tu jest do rozumienia? . . . Jaskier. ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach.skrzywił się Geralt.Jedno jest pewne . . definitywnie wybijając kota ze snu. śpiewaku. III .mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę. Albo wśród starych wierzb na bagnisku. ..I wasza wola. nie przestając się uśmiechać. Chcecie wypocząć.Prawda . wyjrzał na podwórko. Nie ma! Diabły nie istnieją.

powiedział. . Czas zabrać się do roboty. . a w czystym polu dognałbym go konno. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady.bard dopiero teraz zauważył.Co chcesz zrobić? . Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. ale zabawna.A po co? Też znam ballady o diabłach. .Inteligentnie . Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. . Zakładam. Założę się.Jak chcesz.parsknął trubadur.A ty. Była taka jedna.Pomyszkuję trochę w konopiach. . poprawił spodnie..jak też się do tego zabierzesz..Sprytnie.Chodzi o specjalne właściwości konopi. .Hmm. o diable i babie. dla przykładu.Choć niewyrafinowane. Jest ballada o parobku imieniem Yolop. że to nie przypadek. A tam. nieprzyzwoita. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną.Daruj mi babę. Jaskier. Geralt. . Łajdak wyczuwa aurę i wie.. .Oryginalne . który. Zapracować na wikt i opierunek. Chciałem być pomocny. Jaskier odkaszlnął. Co o tym sądzisz? . Kto wie.Jaskier rozejrzał się. może i do zastosowania. nic więcej. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . Baba. Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy.. ów diabeł.nadął się Jaskier. Na razie chcę się zorientować.Ciekawym . Z nagonką.Nie wziąłeś miecza! . .. jeśli zechciałbyś uczestniczyć. . wziął na arkan. Ani baba. . że jest tu bezpieczny.. Ale na razie jeszcze nie polujemy. tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość.Hej! .Przestań gadać.Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . Wypędziłbym diabła z chaszczy. . że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. .. jak byś się do tego zabrał? . A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć.Wcale ciekawa koncepcja. uważasz. Dlatego muszę poszperać w konopiach. widzisz te tyczki? To chmiel. spójrz. . bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy. co to takiego jest.

. wskazując na świeczkę. duszne gorąco. ziarenkami.Ty nie musisz. Jaskier. Przestań pleść.Spójrz.Faktycznie . Zaraza. W samym centrum polanki leżał duży. krocząc za wiedźminem wąską. czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie. płaski kamień.Składają mu ofiary. gdy im się coś nie uda.Wiem.Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła.I palą diabłu ogarek. jak widzę. a tuż za zakrętem kończyła się niedużą.Jest ścieżka.Tym lepiej. ..mruknął. niby jakiegoś czyżyka. . . co za cholerny chlew. gdy widzą nadjeżdżających gości. wymyślona.. jak go malują..Tak przypuszczałem . Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se". Jaskier. skoro tam jest ścieżka.A jeśli to diabla ścieżka? . . Co. na nim stało kilka glinianych miseczek. "Diabli nadali". Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie. jak również inne. . Niziołki. "niech to diabli".zaprotestował poeta. "do diabła".Wiesz. Skorzystajmy z niej.O. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą". przekonać się. . Pytałem. nierówną ścieżynką wśród konopi. . . potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów. Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. Krasnoludy klną: "Duwel hoael". My tak mówimy we wspólnym. Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu.Geralt przysłonił oczy dłonią. co znaczy. Ścieżka zakręcała lekko. . .W samej rzeczy . co to znaczy. nie . .Zawsze myślałem. żeby było jak kląć.rzekł poeta. że "diabeł" to tylko taka metafora.. wydeptaną w zielsku polanką. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. . W gęstwinie panowało ciężkie. czy rzeczywiście jest taki straszny. wilgotne.. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik. Geralt . Ale karmią go.paplał bard. Nie nachodzimy się zbytnio. Jaskier zamilkł. nierozpoznawalne pestki i nasionka. .

Blebleblebeeeeee! . Dolna część ciała stwora pokryta była długim.Jak najbardziej . -Czego tu? Precz. a kulki świszczały mu nad głową. kozie rogi i brodę. . łajdako-wie wy.Katarynka i dzwoneczek są twoje.kiwnął głową Jaskier. uk! . zakończony pędzlastym kutasem ogon. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać. następna trafiła Jaskra w kolano. . uk. Koło ucha Geralta coś świsnęło. bo na rogi wezmę. przy czym warga rozeszła się szeroko. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne. uk. podskakując. Dziwoląg wyposażony był też w długi. . czy było to potwierdzenie. Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. Geralt nie czekając skoczył za nim.Ani słowa. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki. ..Uk! Uk! Beeee! . przywodziły na myśl żującą kozę. zamachnął się ponownie. -Ja wam dam kulki! . .. . wyłupiaste oczy. uk.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. ruchliwe.zagulgotał wściekle stwór.Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. którym energicznie zamiatał.warknął wiedźmin. . po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór.Zamilcz. przebierając racicami. -Żarty. Zachowaj dla siebie głupie żarty.Uk! Uk! Beeeeee! . .Uk! Uk! . .syknął Geralt.Przestań. Jaskier .szczeknął potwór.zabeczał koźloróg.nie wytrzymał Jaskier.Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć. beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką. koziołku? .Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . podzielone i miękkie.Żarty!!! . trzymając się za czoło. Również usta. . ukazując żółte końskie zęby. uk! Żartów się wam zachciało. do cholery . .Psujesz wszystko.ryknął donośnie koźloróg i podskoczył. precz. . Stwór zabeczał. beee. beeee! Nowi żartownisie przyszli. W konopiach coś zaszuściło i zatupało. możesz je zabrać. Gdy będziesz szedł do domu.wrzasnął koźloróg. Trudno było ocenić. zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki.

Powiedzieliście. usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła.Jakim sposobem? .Prawiście.. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok. byś łaził za mną w konopie.Zanim wyruszyłem. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym. a zaraz potem świst kolejnej kulki. . że będę przy tobie bezpieczny! . . Trzeba było przyznać. Nie posłuchałeś.Tego się nie spodziewałem. Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. ale nie uniknął pocisku. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej. Zobacz.rzekł wolno Dhun . panie. który trafił go w łopatkę. .U nas w Dolinie . Taka rogata pokraka z kozią brodą. Geralt rzucił się w bok. Zełgaliśmy. Wiedźmin. .zaczął wiedźmin bez wstępów. sprawić. teraz cierp. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . Geralt .Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu. że nie robiliście niczego. czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. jakiego mam guza! . Prosiłem natomiast. że było inaczej. IV . Czekam na wyjaśnienia. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język.Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. pomiędzy konopie. . . Wybaczenia prosim.. taki cap kosmaty. chwytając się za potylicę.. bo właśnie nadchodzą. diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. bo wstyd nas żarł.już dawniej objawiały się straszydła. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. jeśli łaska. A potem zapadła cisza.No wiesz. pytałem. klucząc wśród gęstwiny. Mam powody przypuszczać. mości Pokrzywka . prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka.Mości Dhun.Pokazujesz mi go po raz szósty. .Nie prosiłem. Osadnicy pomruczeli między sobą. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. A ja oberwałem w łeb.Miły jesteś. W milczeniu. A myślałem. by poszedł sobie od nas precz.

czary i cudactwa. . pająki ogromniaste i żmije różne. burdałaki. . Zabawna składnia. zapewne jej rówieśniczek. .Objaśnijcie mi . włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić.Pokażcie księgę. złociutki.Smoki latające. nie po wsiach na krańcu świata. Geralt obrócił w dłoniach ciężkie. . Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha.ocenił bard. A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali.zmyliła go jej filigranowa postać. Była starsza.starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła.Rzuć na to okiem. .Ja? Nie. niż początkowo przypuszczał .W księdze tej . jakie na świecie były są albo będą. Nieczęsto widzi się coś takiego. mnąc dłońmi fartuszek. Tej sztuki nie posiadła żem. mówię. nie umiejąc czytać runów? . żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. rzeknij babce. Na wszystkich bogów. a jeżeli już. to w bibliotekach świątynnych. upiry.Czytać? . Geralt.jakim sposobem korzystacie z księgi.W jakiej księdze? . Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę. babko. wijuny ziemne. Księgę. Dziewczyna wciąż stała przed nim. ale tak wówczas mówiono. Ciekawe ryciny i iluminacje. z podkową ciągle przyłożoną do czoła. by pień! Lilie. . tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady.Pierwsze Kuny . Jaskier. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . . są sposoby na wszystkie potwory. grube.rzekł Geralt zimno. . Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach.ciągnął Dhun .którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. zaglądając mu przez ramię.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. obrosłe tłustym kurzem tomisko.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu. skąd to macie. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? .

Eee. Dziękuję.. po czym zamknęła oczy. owamte pioruny miotają. w lewej wór pieniędzy. A dziewki przed nim kryć.A tu? .mruknął Jaskier.zamamlała babka.Wystarczy . wiedźmak uradzi. tamte wiater sieją.pośrednictwem Lilie jeno to. łajna mysiego łuty trzy. Te deszcz leją. mówcie. .A tego. Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry. przyjrzała się rycinie...odrzekła babka. Baczyć aby trzeba. brawo. zaiste . z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami.. . co podle obrazka stoi. . Rogi ma i bodzie niemi. Sami baczycie.Przez niektórych wiedźminem zwany.mruknął Geralt. znowu za . bo od tego oparszywieć można. babka najlepiej wie. Wzywać go niebezpiecznie barzo.Wiedźmak .Dobrze. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała. . . nowy.Pochmurniki a płanetniki rozmaite są.Jeśli dobrze rozumiem . .Dość. weźmij nóż żelazny. ...Stara wiedźma i młoda wiedźma . Hmm.... . Baczyć aby trzeba. . że naszej babce już pora. babciu. bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi.. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. .babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? ..wyrecytowała.Aha . . Bardzo dobrze. gdy już jej pora do ziemi..wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. babciu.Geralt otworzył księgę na chybił trafił. .zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem.Całą nie. Chceszli urodzaj od nich uchronić. wżdy trzeba.. bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką. Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją.Wystarczy. babciu. . uczy jaką młodą. . Pochwalcie się zatem. co wie.Tur rogaty albo taurus . . nie . A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz.Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. coby wiedźmaka nie dotykać.powiedział Geralt z niedowierzaniem .Najstarsza babka zawżdy wie.Nie.Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie. czapli siwej smalcu. . gdzieżby tam . Ale póki co. .

..Takoż zwany rokita albo silvan. no . Za kotołaka: srebrne grosze dwa. . rogaty.A żeby was pokręciło. Geralt . Miodu łagiewkę. . .. wypisz wymaluj .mruknął Jaskier. . . . dziegciu drugą. Wraz diaboł.. . panie.Doszliście do mydła? . Za wąpierza: srebrne grosze cztery. Babka. uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. babciu.przerwał Geralt z kamienną twarzą. .. tako uczyń. przybieży i spyta. Daj onemu dziegciu.. babko. Chceszli go z Opola wygonić. daj onemu mydła. Po mydle zasię diar boł nie zdzierży.. jak miód jesz.stęknął Pokrzywka. ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty..zachichotał Jaskier.Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą.mruknął wiedźmin.A gdzie tam .mamrotała babka. Kędy diaboł siedzi. .Aby do kulek.rzekł Geralt.wyrecytowała babka.Cicho . Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony. Wonczas daj onemu kulki żelazne. Mydła szarego faskę. na rycinie figurował miotacz kulek.No.Zaczynasz wpadać w ten żargon. jakiego to sposobu na niego użyliście. mrużąc oczy . To zaraźliwa maniera.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. jakoby to nic. twarogu drugą. A teraz pokażcie nam.zaśmiał się poeta. Och.A żeby was cholera . przewróciła kilka stronic.Diaboł ... a sam twaróg jedz. A jeść pocznij orzechy. któ-ren łakomy jest. smaczne li.Uważaj. .. . diaboł. .Weźmij orzechów jedną przygarść . a Lilie. z trudem opanowując drżenie ręki. . jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy.ciągnęła babka.. takoż miodu zapragnie. ale pozór daj... Posłyszysz niebawem. bom ciekaw.. odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki. . baczywszy. W samej rzeczy. . wodząc palcem po pergaminie.Dziękuję. Tym razem więcej rad bym usłyszeć. włochaty.To były czasy . gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. jak wydało się Geraltowi. .chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem. pójdź nocną porą. .Zgadza się. ...No. Dalej.zamruczał Jaskier. A zechce diaboł twarogu. dał on nam .zębów nadłamawszy.

Uważaj ..Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie. .A kto wam kazał . .Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? . nie przymuszajcie jej.uśmiechnął się wiedźmin. wpełzający na kark. Poczuł dreszcz biegnący po plecach. . Ona. Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli. durni wy! .Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? .Bom się i nie starał .bobu.podjął wiedźmin. A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli. żeby jeno przygarść. Lilie nie odpowiedziała.. od rozmowy ze mną nie parszywieje się. Głową niemal sięgał powały. . Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś. panie .. . dziewko . bym go nie próbował zabić. .Wyjdź.rozsierdził się Jaskier . że to typowy roślinożerca. spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny. u siebie stosy podpalajcie. .. Przecież widać.. . . Lilie? Dhun wstał z ławy. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. Lilie nie spuściła wzroku.Zadałem ci pytanie.Nie pytajcie jej o nic. gdy kulkę ugryznął. . . a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni. mości Dhun? .warknął Dhun. Nie odpowie wam.Wpadasz w żargon. prawda.Nie wasza rzecz . Nie bój się. . . gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. To zaraźliwe.Kto to jest. Geralt raptownie uniósł głowę. Mnie uprzedziliście.Lilie. Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. . a Lilie nadal nie spuszczała wzroku.Nie zrozumieliście mnie .dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze.uniósł głos.Dhun spojrzał na niego.Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro.odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. .rzekł wiedźmin zimno.Dziękuję. dziewczyno.. U nas tego nie było i nie będzie.warknął. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony.Zabierz babkę i wyjdź stąd. Dziwna jest. .

. też nie siląc się na serdeczność. to zażądał daniny. beczał.przytaknął Pokrzywka. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem. że kupiliście sobie wiedźmina.wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem. Nadal nie wiąże nas żadna umowa. Kmieć chrząknął. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę. spuścił głowę. tedy lepiej nogi za pas.. . czego wy zrobić nie umiecie. Ale.A i o czerwonym kurze napomknął. i sprzedajem.odezwał się nagle Dhun. co i jak. "uk-uk" wołał. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to..Źleśmy wiedźmina ocenili. a kiedy on "uk-uk". Nie macie podstaw do mniemania. jakie się tu zbiory udają. Nic z tego: kradł dalej. . panie. nażre się i da pokój.powiedział. Pokrzywka.lo też . Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi.Ma. szurając łapciami po klepisku. Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco.. .Zauważyłem to . że. Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz. Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę.dupczył będzie . A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych. Albo nie chcecie. .baczyliście. Albo nie wolno wam. potem nagle wyprostował się. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać. Długo by gadać. nie mógł kraść. . mości Dhun. . myślelim.Jakeśmy tu jechali . my i daninę tym płacim. żeby wam się to udało. Groził.. . Nie przy waszej niechęci do rozumienia..Nie trza kręcić . Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. Powiemy wam. nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego. o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz.Co to ma wspólnego z diabłem? . .. Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. Otóż nie.. aż trzeszczało. Gadaj wszystko.Nie sierdźcie się. mości Dhun.zaczął Pokrzywka . . Takie się tu nieraz uhoduje.. ryczał.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. . Pokrzywka zachrząkał.. powiercił się na ławie. i mieniamy się. . Dhun milczał. usiadł. to on wściekł się. jak tu wszystko rośnie.Panie wiedźmin .wycedził Geralt.

krzyczał. Bo jedno. panie..Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . . Wiecie sami. Wieszczka. nie dajcie bogowie.. którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. w każdej nieledwie sprawie. często nie przebierając w środkach.Nie obawiajcie się .. nająć. -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. . z otwartymi gębami. w czym rzecz. Władcy tępili więc "zabobon". jak księga każe.Zauważyłem .Wiem. gębę by rozwarł... nie wyszło. do namiestnika. pomstował.powiedział szybko Pokrzywka .Geralt skrzywił usta w uśmiechu.I co? . . a nawet o migracjach całych wsi. jak dowodziło doświadczenie.Kazała zrobić tak. Gdyby tak do włodarza doszło. Wierzyli im ślepo i bezgranicznie. że to Lilie. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. Ale nie mówcie o tym nikomu. My się słuchamy. Kto to jest.Babka zabroniła diabła bić . Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków. nazywane wieszczkami lub Mądrymi. ze Mądre miały słuszność. A my. ta wasza Lilie? . panie wiedźmin.. A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini.Przecie odgadliście. I wtedy wyście się napatoczyli. Mądra. No.ciągnął Pokrzywka. zaprzestaniu siewu lub zbioru..aleć przecie wiemy. Były już kłopoty z włodarzem. ale próbujecie zgadywać jej życzenia. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek. unikacie jej oczu. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre.. Babka tylko to gada. albo. Prosimy was. .. Ale słuchać ich rad nie przestali.. znaczy. . . Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . Jak wiecie. Pytalim Lilie. A jej życzenia to dla was rozkazy. co jej Lilie każe.na dłuższą metę zawsze okazywało się. i nie zdradzę was. bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta.. czy można was-. nie ulegało wątpliwości . bo babka.o wybijaniu całych stad zarodowych. którego sama me rozumie. nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów.rzekł poważnie Geralt.

ale rozumne stworzenie. co Lilie uznaje. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. że babka się odradza tym sposobem.wtrącił Jaskier. Żadnego stworu. jak to pamiętają starsi. -Utrafiliście w sedno. . panie wiedźmin . Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy. Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. Wieszczka. . do świetlicy nie weszłaby za nic. Sami już chyba zrozumieliście.mruknął Dhun. prócz babki.Nie powiedziała do mnie ani słowa. .Hm.Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. Sposób się znalazł. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną. Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce.Rzekła przez babkę. to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. takoż było.mruknął Geralt. Lilie nawet nie wie jaki. panie . a czego nie.I spojrzała. Skąd ona wzięła się u was? . I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie.Wiecie. która zamiast wieszczyć.Spojrzała. . by śmieszyły mnie takie rzeczy. mości Dhun. Nie zabiję go.Nie wiemy. Lilie niczego nie pozwala krzywdzić.rzekł Pokrzywka . to mu jeszcze życzy smacznego. mój kodeks tego zabrania.pokręcił głową Geralt.Nie śmieję się .Do nikogo. .. Toż samo było u nas z dzikami. . umiemy poznać. A taki druid.Pojmuję . tego sercu nie żal. nigdy słowa nie powiedziała. ... Dziad mój mawiali.zastanowił się Geralt. Niezwykle rzadkie. Lilie czy nie. Ale gdyby was nie uznała.Oczywiście . .To ciekawe.. Czego oczy nie widzą.Utrafiliście . Ale nic z tego.Za wiele widziałem.A jakże. . to teraz właśnie nasza babka. że wpierw musi na was spojrzeć. wasz diabeł to silvan. wiemy to. milczy. I uznała was. co warzywniki ryły. gdy giez ssie z niego krew. . . .to nie tylko o diaboła idzie. . co się zjawiła nie wiedzieć skąd. taką. ze taki związek istnieje. Nie śmiejcie się. . . . Pojmujecie? .uśmiechnął się lekko Pokrzywka. A ta dziewka.Ale z babką..

Proponuję wyścig. co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery.Jeśli diaboł ma rozum. stąd do starej wierzby na grobli.Hej! . . czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem. zawody.Chciałbyś wykpić się tanim kosztem. . toście się cholernie pomylili. . gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek. jest przestarzała. Chcesz ze mną wygrać.odezwał się Dhun .zdecydował się Geralt. . byś mnie stąd wyrzucił.Więc jak? Diabeł? .Ale co? .Pokaz no się. . Rozumiecie.burknął Dhun . przezornie ukryty. to współzawodnictwo.zabeczał diabeł.. Zwycięzca podyktuje warunki. Wygrywa lepszy. jeśli liczyliście.Kpisz. że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak. Przecież on tego ziarna nie żre. . . panie wiedźmin. co? .. . Czego chcesz? . że jesteś lepszy. znaczy kradnie ziarno wedle rozumu.Wasza księga.Jeśli on rozumny . czy jak? Myślisz.Zgadza się .Tak po prawdzie .Wytłumaczę wam.powtórzył wiedźmin.Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest.Sam jesteś diabeł . mości Pokrzywka.to przemówcie mu do rozumu.Tu cię boli .koźloróg wystawił głowę z konopi. wżdy nie tyle. udowodnij.to nie bardzo.Spróbuję .Pogadać. szczerząc zęby. To wy. do czego zmierzam? .I o tym właśnie chciałem pogawędzić. A nuż się dogadamy? .Sam jesteś rokita. dowiedzcie się.Ale. V . . rokita.W samej rzeczy . Zrobicie to? . drodzy moi. ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. człowieku. o co jemu chodzi. .przyznał Geralt obojętnie. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni. . mości Dhun. beee! Życie.podchwycił Pokrzywka. . Otóż.. Zamiast dogadywania się. . że nie wiem.

diabeł zabeczał. .Nie wyniosę się stąd. . a ja się wynoszę. Przegrałeś. Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. Mnie się tu podoba. nawet nie usiłując się zastanawiać.Może pnący groszek? . bo zagadka nie jest łatwa. Przesadziłeś z żartami..Zamieniam się w słuch. Jeśli ci się nie uda.No. Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze. wyścigów i hukania. Zaraz zadam ci zagadkę. . potupał racicami. Lubię zawody. jeśli nie lubisz gier siłowych.. . wygrałeś.Wyniesiesz się stąd bez zawodów.Silvan.Mam inną propozycję. Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki. .. . . znał również krasnoludzki. a ty się wynosisz. ja zostaję. .Szkoda.Zauważyłem. .Nie wiem. jak się okazało. Sam. nakrapiane strączeczki? . Gorąco dzisiaj. Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień. . bez przymusu. Zamknij oczy.. .Źle. Nie.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy. . Wytęż pomyślunek.Ale za bardzo tu narozrabiałeś. . . Nigdzie się nie wyniosę. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat..Pojęcia nie mam .Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. Zanim Geralt zdążył zaprotestować. co to jest? Zgadnij. smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki. gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy. .przyznał obojętnie wiedźmin. pełniutkie strączeczki. boby zaraz zjadł. ale nie lubię przegrywać.Dliweisheyss ci do moich żartów.Gdybyś wiedział. jeśli ją odgadniesz. . nie będziemy się ścigać. . hm. Nie pokazuj kotu. tobym nie proponował wyścigu.

jak noga diabła wymyka mu się z palców. Geralt zaklął brzydko.Zaczynasz działać mi na nerwy.obydwoma trafił."Nie rób drugiemu.Uprzedzałem . . Trudno.Nie .Słuchaj . przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć. Koźloróg zatrzepotał. ale i tak zadzwoniło mu w uszach.rzekł wiedźmin wolno . wiedźmin ukrył głowę za ramieniem. Zaraz zabawimy się w całkiem nową. nie znaną ci grę.warknął Geralt.Mam cię za złośliwego. . Masz mnie za głupka? . zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem. kopał z siłą złośliwego muła. . prosto w czoło. próbując miotać głową. Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy. opuszczając rogaty łeb. nie puszczając jednak diablich rogów. chwycił stwora za róg. calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. Żegnam pana ozięble. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. Obaj. Wiedźmin odruchowo cofnął się. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i . Silvan zabeczał i wierzgnął.Nie .zarechotał diabeł . bo diabeł. ale nie zdołał.Jeszcze chwila . szarpnął mocno. Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę. Wygrałem.Ha! Więc jednak! Co to za gra? . zostaję. Spróbował ucapić wierzgającą racicę. Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach. Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.że zagadka nie jest łatwa. A ty odchodzisz..co dziwniejsze . i to w taki sposób.Gra nazywa się . Wiedźmin zaklął czując.zaprotestował diabeł.wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni. potoczyli się w różne strony. Poderwał diabła z ziemi. .pokręcił głową Geralt. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem.Kapusta. . co tobie niemiło". ale nie zwolnił chwytu. Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował. Nie musisz zamykać oczu. .A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? . rozłączywszy się. . Silvan. . mimo nikczemnej postury. aroganckiego bęcwała.

Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. Uniósł lekko głowę. . Widział je zza pierzastych paproci.usłyszał. to wyłącznie z faktu. I ciemność. dysząc i ocierając twarz. Leżał na leśnej ściółce.Dobrze. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha. unikając kopyt. Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. Zerwał się zwinnie. Gdy chciał go wypluć. zorientował się. wzbijające chmury kurzu i zielska. tuż obok pnia sosny. . scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko.Trzy worki kukurydzy . . VI Na ustach miał piasek. że leży twarzą do ziemi. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami.W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. zorientował się. Słyszał głosy. .co tobie niemiło! Gramy dalej? . o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. wył i pluł zaciekle. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach. rzucił się w pościg.... a w następnej chwili został najechany. . ponownie obalając. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. w gąszcz konopi. . Gdy chciał się poruszyć. Bardzo dobrze.Tutaj. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. Odgłos.wydyszał wiedźmin . Pomimo to zdołał odturlać się w bok. . Jaskier! Tutaj! . Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie. Geralt. niedokładnie.Nie rób drugiemu. przygwoździł do ziemi. drące ziemię. Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. za chmielowe tyki. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra.Bleblebleeeeee!!! . wpadli w chmiel.kopnął w kosmate kolano.. ze nikt go nie widzi. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. Torque. zauważalnie kusztykając.diabeł bulgotał. Przedarli się przez konopie. wymianie obelg i kopniaków.wrzasnął. A potem nagle ktoś zwalił się na niego. że jest związany. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec. A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy.. którego oczekiwał. Geralt.

Byle się tylko przyjął ten twój len. .Siemię lniane. . Ale słowa kukurydza". ale wybadam. . Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy.beknął diabeł. Galarr był elfem. dość skomplikowany.A to? Co to jest? . I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak. . Na skraju polany siedziało . "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym. I szpiczaste zakończone uszy. noszący..Dowiedz się wreszcie.odszepnął. Nie.Geralt.powiedział Galarr.usłyszał szept. kimkolwiek był. Oni z tego robią olej. Czystej krwi Aen Sei-dhe. posługiwali się Starszą Mową. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne. językiem elfów.. Dostarczę wam. Sposób obróbki jest. . ale zupełnie biała. wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem. dźwięczne imię Torque. nadal posługując się cudacznym volapukiem. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana. . Miał ostre rysy twarzy i wielkie. .Nie ma strachu ..To jeszcze nie wszystko . odwrócił się. .. przedstawicielem Starszego Ludu. Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. tu wszystko rośnie jak cholera. Był zajęty ładowaniem na konie worków.Jaskier. wyprężył się i przewrócił na bok. jak to już wiedział.Gdzie my.Spójrz na to Galarr. . Torque.Ocknąłeś się? . Co z nami. co i jak. Na środku polany stał diabeł.spytał ten nazywany Galarrem. . nie bój się.I jeszcze jedno . jak mi się zdaje. . to nie był sen..Postaraj się o nowe sadzonki rzepy. Zaklął... usłyszawszy ruch wiedźmina. saków i juków. Geralt miał dość. błyszczące oczy. W czynności tej pomagał mu szczupły. Niby fasola.powiedział bekliwy głos. . . Jaskier tylko stęknął z cicha.. Len. Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu.Spisałeś się. . Diabeł i Galarr. Ten. na czym polega ta ich trójpolówka. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. .Tu z tym nie ma problemu. Elfem z gór. byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr.

Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły.jęknął trubadur.Zobaczymy. patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa. . .wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . . . przygniótłszy go do ziemi kolanem.Słyszałeś? .Ale trzeba sprawdzić. sprawdzał węzły.Czego chcecie od nas? . Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań.elfka obróciła się w stronę towarzysza. ell'ea? . . Pozostali. drugi brzdąkał na lutni trubadura. . Miała długie rzęsy. . . nie zapomniałem. .Słyszałeś.Nie.Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier. Toruviel . Aen Seidhe.Que l'en pavienn.powiedział Galarr.No. . zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi. powiedz coś jeszcze. wysokiego Seidhe.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał.spytała. wskazując jeńców ruchem głowy. wykręcił głowę.Jeszcze jeden powód. Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy. potrzebujesz pretekstu . Toruviel.ich jeszcze sześciu. .Yanadain.. Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. . małpoludzie . spękane wargi.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia.Que glosse? .. poe.Cóż to.NelFea .Ten pavienn. Elfka pochyliła się nad Geraltem.zaprzeczył. .syknęła.Nie. tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra. bujnie opadające na ramiona. . Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. . Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami. Geralt usłyszał odgłos uderzenia. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte. czy nie rozluźnili pęt. . który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy. by go zakneblować. zebrani dookoła rozwiązanego worka. Obrócił się. podczas gdy któryś z elfów.

Geralt skurczył się i zwinął widząc. .syknęła. Postaram się. błysnęła zębami. Ale możesz być pewien. przecież widziałem. udając wstręt. głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. . Aen Seidhe. Wiedz.Nie podchodź tak blisko . w co zechcę. .Ale ogromnie śmierdzisz. że to również ja z tobą skończę. a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . Ani od drugiej. że nie zginiesz od pierwszej strzały. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach.by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu.Muzyk! . Elfka stanęła nad nim w rozkroku. . . . Elfka wyprostowała się.Powinnam .Trafiam. Udało mu się. ze to lubisz. szamocząc i ciskając w powrozach. że aż zęby mu zadzwoniły.Zostaw go. ale tak.wiedźmin wzruszył ramionami. .rozdarł się nerwowo Jaskier. .Człowiek.warknęła. gdy miałeś wolne ręce powiedziała. .wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. na ile pozwalały mu na to pęta. pochyliła się.Na tobie już sobie ulżyłam.Zrobisz. szlachetna Aen Seidhe. Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić.Twoja wola . Nie odpowiedział.ciągnęła elfka. dostał w biodro. wypluł piasek .Thaesse! .wykrzywił się. . byś czuł. .plecy. co zechcesz. . . Toruviel! . i to wówczas. Elfka odskoczyła.Ogromnie śmierdzisz.Dość tego! Dość. patrząc w oczy. na bogów! . Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny.zabeczał diabeł.Dlaczego znęcasz się nad nim. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie.Zwariowałaś? Galarr. człowieku. Zastrzelę cię z łuku. . .Najchętniej pchnęłabym cię z bliska. każ jej przestać! . . Ulżyj sobie. Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni. gdy czas przyjdzie.To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie. że umierasz. jedna pękła z przeciągłym jękiem. zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo.

pochylając się. evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. jak Toruviel zrywa się na klęczki. Geralt widział go już na czerwono. ale nagle załkała.Nie! . krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. wlokąc za ubranie i włosy.rozległ się nagle dźwięczny głos. . las przed oczyma zatańczył i popłynął.Voe'rle. Dostrzegł.instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny. . ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. Któryś uderzył go. wargi mu zadrżały. zwaliła się na niego. Geralt. Uśmiechał się. Poeta zbladł śmiertelnie. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. Wiedźmin wyprężył się.Quess aen? Caelm.Na krowim rogu ci grać. Koń. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. jedwabistą jak włosy kobiety. dzikusie. uchwycił się strzemienia i zasypał . chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. nie na lutni. poczuł. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel.syknęła elfka. zachłysnęła się. unosząc ostrze. dopadł konia. grzywę miał długą. Torque. Vanadain . . pobekując. Toruviel zawyła. miękką. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. Toruviel straciła równowagę. Brutalnie ściągnęli go z niej.zabeczał Torque. podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. poderwał nagłym rzutem. -Brudny małpoludzie! Chcesz. unieśli. odrzucił głowę w tył tak. był śnieżnobiały. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. przygniótł sobą elfkę. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze. który wjechał na polankę. chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. . zgarbiła się. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba.Co się tak gapisz? . . bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim.Nie zabijaj! Nie! . dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki.

były sino podkrążone. .. Geralt? Świadkami czego byliśmy? .beknął Torque.. zeskoczył z siodła. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel.Wszystko. Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier. diable? . człowieku.. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach. Torque milczał.Nie chciałem. . Jego czarne. . błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy. podszedł bliżej.. Oni nie mają na to czasu.Kąsasz nawet związany .powiedział diabeł. Gdy ciebie ogłuszyli.Co ja im zrobiłem złego? .Gówno mnie obchodzi ich czas.Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. Geralt słyszał.Jak bazyliszek. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona.powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym. .zabeczał diabeł. .Kopała go. .Chyba nas nie zabiją? . Toruviel jęknęła rozdzierająco. ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę. przykrępowali pasami do pnia. odwrócił się w stronę wiedźmina. człowieku. nadal stojący obok nich. zasłaniając ją. a twego druha wzięli na powróz. palące oczy. w chmielu. Zanim udomowią zwierzynę czy drób. zwłaszcza zimą.. jak w pewnej chwili krzyknęła.Co się da .. Oni głodują w górach. Co jeszcze. A o rolnictwie nie mają pojęcia. której oni nie potrzebują. . by was porzucili tam. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie. Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. poruszając miękkim nosem. .jęknął Jaskier.Chyba nas nie. związanego.. . .Toruviel zaczęła .Cholera .Zabiją nas? O co tu chodzi. Prawda.. Seidhe pokręcił głową. . Nie wiedziałem. wiedzę rolniczą.mruknął wiedźmin.Nie chciałem tego . ze oni się pojawią akurat wtedy. sadzonki.zajęczał znowu poeta.. . jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu.Nie mogli zostawić świadków . Wyciągnę z tego wnioski.białowłosego elfa potokiem wymowy. gdy my. Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel. czego potrzebują.. szamocząc się w ich rękach. . . Seidhe przerwał mu władczym gestem. A pokaż mi taką rzecz. Ale. prosiłem. jakby rozum straciła...

powiedział. choćby tylko kształtem uszu . Początkowo zmienialiście go siłą. .Eeee. Ale wyście zmienili ten świat. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. . że świat zaczął się do was dopasowywać.wpadłbym do doliny nocą. bawiąc się rękawicami z miękkiej.powiedział białowłosy elf. białej skóry . postępowaliście z nim tak. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna. Teraz wygląda na to. nie zwracając na koźloroga uwagi. Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument. .On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy.beknął diabeł. wypędziliście nas z naszych domów.. wreszcie odrzucił go w krzaki.Pomyśl dobrze . Czy może być coś prostszego. ludzie. co różni się od was. człowieku.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie.Jakie tam polowanie. To ty. Uległ wam. cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań. oni nawet nie wystawiają straży. wyparliście w dzikie góry. Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. która nas skopała. . silvana Torque. człowieku o dziwnych oczach. Obecnie. Zabawiliśmy się trochę. Nie widzą i nie słyszą nas. Dziecinnie łatwe. wygnany i wyszczuty na kraniec świata. nienawidzicie wszystkiego. z rodu Feleaomów z Białych Okrętów.Możemy się pomieścić.Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty .powtórzył elf. Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież.To prawda. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. . Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. Jest dość miejsca.. coś łatwiejszego niż szybka. .Jest mu bez różnicy.mruknął wiedźmin. Ugiął się przed wami. .Świat jest wielki . .. . jestem Filavandrel z Krańca Świata. co wpadło wam w ręce. .ciągnął spokojnie elf. Dolinę Kwiatów. zbliżywszy się bezszelestnie . jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin.Świat jest wielki . Geralt nie odpowiedział. urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela. jak ze wszystkim. przesada .To wy. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. Jaskier. na kim się mści. . gdy chodzą do lasu.

choć jest obroną przed innością. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. ginie. jest obroną żałosną. trzeba się tego nauczyć. skazujecie się sami na zagładę. Nas obdarowywała. .Torque powiedział prawdę . Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności.Jakoś sobie radzę. prawda? .Zamiast kraść ziarno. oczy mu rozbłysły.Z wami? Nigdy. bo coś się zmienia.spytał zmienionym. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. Ale my chcemy przetrwać. -Tak. . głodujemy. od których przecież różnisz się nieco? . ułożyć się. . co niegdyś jedliśmy.Radzę sobie . bo kochała nas. razem z waszą arogancją i pogardą. Nie chcąc współżyć. . to wasza jedyna szansa. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku.Filavandrel starł nadgarstkiem pot. Bo muszę.Współżyć na waszych warunkach? . .Niech was diabli. ze słońce świeci inaczej. nic nie da porywanie się na nie z motyką. ludzi. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć. a nie ja jestem osią tych zmian. Filavandrel pochylił się mocno do przodu. . Bo zrozumiałem. ze pycha i duma. .Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów. ale wciąż spokojnym głosem. dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. którą była. Geralt zmarszczył twarz. krusząc zaschniętą na policzku krew. czego używaliśmy. Współżyć. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. można je kupić. Słońce świeci inaczej.ciągnął Filavandrel. Tak.. bo zrozumiałem. marnieje.Tego właśnie pragniecie. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. To. żadna miłość nie trwa wiecznie. grozi nam zagłada. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. woda nie jest już tą wodą. Tyle. Możecie handlować. Cóż. elfie. karłowacieje. ile będziecie potrzebowali. motykami i radiami. Trzeba akceptować fakty. powietrze jest inne. Dla nas ziemia rodziła i kwitła. . Bo innego wyjścia nie mam.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy. Warn ziemia płaci krwawy haracz.

Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. ale musimy was zabić. . które głosisz? Dlaczego wy. z trudem panując nad głosem. jak ta twoja Toruviel. ludzie.Filavandrel wstał. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. . Nie jesteśmy aż tak naiwni. .Przykro mi. I jakiego rodzaju współżycie przynosi.To chcecie narzucić innym? Przekonanie.powiedział.Znam tę chorobę i jej objawy . a nikt nie ma prawa podejrzewać.Elfie . ta rozmowa nie ma sensu . dla kogo to robi. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę. którzy dadzą za nas okup. . Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. Zemścij się na całej ludzkiej rasie. Filavandrel. co robicie innym rasom. To bezcelowe i pożałowania godne. czyją forpocztę stanowią wasi kupcy.. Pomyśl o tym. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić.Dziwi mnie. wasza.Geralt splunął przez ramię. to rozwiązanie czysto praktyczne. że oto nadszedł wasz czas. elfie rzekł wiedźmin. Kto za nimi przychodzi.To. Ludzi.Toruviel jest chora . nie błagaj go. Jeśli zechcesz.który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. . Jesteś żałosny. powinno pomóc. co jej zaaplikowałem.Rzeczywiście. ze to.przerwał mu Geralt. Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. Zobaczysz.Mam przyjaciół. z równym skupieniem słuchałbym wszy. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy. Filavandrel odwrócił głowę. . . Nie stać nas na wojnę z wami. . a na handel i wymianę nie damy się nabrać. .Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. . nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu. Jesteś rozgoryczony. . ludzka era i epoka.. jak ci ulży. pchnij mnie mieczem. .Nie płaszcz się przed nim. Jaskier.Nic ich już nie uratuje . W każdej formie. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności. także w formie żywności. gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha. by nie wiedzieć. Dalej. .

Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki.Wyjaśnij.rzekł cicho elf.uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel . w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. Filavandrel.wybuchnął Jaskier. która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. . Zabij mnie też. . Przypomnisz sobie. Z rozsądku. I z tą waszą misją. Wtedy.Jeśli on przeżyje dzięki tobie.Możesz być pewien! . . Ty takiej szansy mieć nie będziesz. że było mi cię żal. gruźlica i szkorbut. Bo ty przecież wiesz. Elf uniósł brwi. w walce.powiedział spokojnie wiedźmin. jałowe i chore. nie z patetycznego miłosierdzia. na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. Filozofia w sam raz dla wszy. . ale jego będą chcieli pomścić. . będziecie żyli długo. dzięki której chcecie przetrwać.Marnie oceniasz mój rozsądek . takie jak Toruviel.Raz matka rodziła i raz się umiera . . kto miał rację . Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach. coraz mniej liczni.Jak na kogoś.Nie. że miałem rację. blady jak śmierć. a nie na barłogach. . I zrozumiesz. człowieku. z tą odrobiną. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie.Czas pokaże. Zobaczysz. Ja mam szansę się o tym przekonać.powiedział z ociąganiem elf. pragnąc umierać godnie. . Umrzesz za chwilę. długowieczny Aen Seidhe. przypomnisz sobie mnie.Oszczędź chociaż jego . bo obiecuję ci. w arogancko wybranej izolacji. Ale jesteście długowieczni.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. I ty wiesz. że to już koniec. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna. przekwitłe. Filavandrel.I tu tkwi przewaga długowieczności. kto żyje tak krótko . na które powalą was anemia. coraz bardziej zgorzkniali. . . wy. . O mnie nikt się nie upomni. . z garstką ziarna.Jesteście żałośnie śmieszni.Możesz być pewien. sukinsynu. dlaczego. Wiesz. poprowadzą w doliny tych. bardzo długo. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. coraz słabsi. że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny.wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci. nic was już nie uratuje.. z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach. co się wówczas stanie.

rzekł hardo poeta. co robisz. Nie mogę ryzykować.Idź sobie. .Nie mogę.zabeczał nagle diabeł. Toruviel. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . stanęła obok łuczników.Duweisheyss. zabeczał jeszcze głośniej. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców.Zawiązać wam oczy? .. . że pozwolę wam na mord? Tu.O.wiedźmin odwrócił głowę.Torque ..Bądź rozsądny . Bez łuku.To. to konieczność. Widziałeś. . .. bo was na rogi wezmę.Odejdź . jak zauważył wiedźmin. związany? Nie mogę ryzykować. dopóki nie skończymy tu. . najwyraźniej czekały na to już od dawna. na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami. wciąż jeszcze żuł rzepę. .Filavandrel oparł ręce o pas. ludzie dowiedzą się o tobie. dzwoniąc zębami. nie! .Aleś ty głupi. .Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je. . Dopadną cię i zamęczą. uk. . uk! . o tym.powiedział elf. . Jeden.Torque . a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie. Koźloróg potrząsnął uszami.Odejdź na bok. co on zrobił Toruviel. przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry. . co musimy zrobić.To przesądza sprawę . .dokończył Jaskier.Nie obchodzi mnie.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry.. przetrzymać gdzieś w jaskiniach.Jeżeli zostawimy ich przy życiu. .choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! . co możesz. . a nie konieczność! .westchnął wiedźmin. z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory.spytał Filavandrel. wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. Jaskier . Zrobiły to szybko. .Raz matka rodziła i raz się umiera .powiedział wolno białowłosy elf. .Czas zakończyć ten epizod. .A d'yeabl aep arse . Torque.

Ostatnią. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. u prawego szeleścił wielki jeż. . Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie.Znam . Przez porastające polanę trawy szła . . była Toruviel.. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie. . skurczyła w dziwnym grymasie. . płomiennooka. . powoli. Torque . lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. Filavandrel! . Twarz Filavandrela zmieniła się. krzyknął na łuczników.To nie ma sensu. z czcią. jeden po drugim padały na kolana.nie.rzekł Geralt. że się z wami sprzymierzyłem. promienna. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. kłosów.Znasz ich przecież. . Łucznicy opuścili broń. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów.To się zdarza . A potem pochylił głowę i uklęknął. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu.Nie przejmuj się.powiedział z czcią Filavandrel. jakby z ociąganiem. która uklękła.Sam tego chciałeś. Żaden z Seidhe nie poruszył się. z kim lepiej trzymać! Żałuję. złotowłosa. To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce.. Na polanę weszła Lilie. Dana Meadbh . Klęknęły też pozostałe elfy.Sam tego chciałeś . muzykę..Słyszę. choć również pochylony. pęków ziół. nie ruszając się z miejsca. Odejdź na bok.. . dając znak łucznikom.Odejdź. patrząc na groty strzał. pochylały głowy nisko.Dana Meadbh .zaszlochał nagle Jaskier. Torque. zgięty w ukłonie. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie.powtórzył Filavandrel. U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek. nie szła .płynęła ku nim Królowa. krótko. .beknął diabeł. . Torque.Hael. Diabeł.rzekł wiedźmin.rzekł zimno elf. zaciskając zęby. urwanie. . pokazał mu krasno-ludzki gest. L'sparellean! Evel. . zaiste.

. uśmiechnęła się. gdy było ci nas żal. Do zobaczenia wkrótce.Chodź z nami.powiedział białowłosy elf. Popatrzyła w oczy wiedźmina. Masz rację.zaczął. Wtedy. I nie dokończył. by umierać z godnością. Co robić? . rzeźbionym gryfem. dziwny człowieku . Nie powiedziała ani słowa. Nie opuszczaj nas. Filavandrel wstał z kolan. . w dniu. Nie odezwała się. Również bez słowa. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. ale jego oczy mówiły wiele. Dana Meabdh .Twój przyjaciel . Elf skłonił się. wskazała na wschód. blady i oniemiały. Elfka kiwnęła głową. Poeta przyjął instrument.Z rozkoszą. . skłonił się. Niczego nie zmienią. Zginiemy bez niej.Jesteś nam potrzebna. Lilie spojrzała na niego.Żegnaj. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa.powiedział cicho Filavandrel do Geralta. . kunsztownie intarsjowanego drewna..Daj mu parę razy po gębie. Nie pozbawiaj nas twej miłości. Zdjęła z łęku siodła lutnię. ja i Toruviel. Większość elfów była już w siodłach. . ze smukłym. gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel. podtrzymywany przez silvana.. Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi. wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości. Słowa nie są potrzebne. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. nie wydała najmniejszego dźwięku.doszedłem do wniosku. patrzyła długo.Po dłuższym zastanowieniu .dodał Seidhe . . w stronę gór. Odwieczna. Lilie wolno pokręciła głową. wspaniały instrument z lekkiego. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży.zdecydował się zemdleć. Do zobaczenia zatem. . Podszedł Jaskier. Nie zawiedź nas.Toruviel. że między parą dokonywała się wymiana myśli. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca.zabeczał cicho . Będziemy wówczas rozglądać się za tobą. . . Rychło w czas. Słowa nie były potrzebne. że miałeś słuszność.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. Geralt milczał. w którym zejdziemy w doliny.

. że na nowych terenach będę ostrożniejszy.Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.Trudno was nie słyszeć .Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze.wiedźmin uniósł głowę znad księgi.Konopi mu żal . a nie okolica . . Noc była pochmurna i wietrzna. .Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. i to tak. żal mi moich konopi! . Geralt .I życia sobie bez nich nie wyobrażam. Jaskier dorzucił chrustu do ognia. obiecuję. Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu. Torque. . Geralt? . Zadupie. Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? .warknął diabeł.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera. za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena. Torque wiercił się na legowisku.zaśmiał się Jaskier.Jaskier przestał grać.Nie myśl. . którą niecnie wyłudziłeś od . Torque? . wicher kładł trzciny.Na bogów. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: .Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą. co dostanę. dotknął jej policzkiem.Ja lubię figle . co.I ciebie też w niej opiszę. wśród których rozłożyli obóz. . Uważaj tedy.Słyszę was. zamiast straszyć dziewki. gdybym wiedział. opędzając ogonem od komarów.Torque odłożył fujarkę. . cała okolica was słyszy. spojrzał na diabła. przytuli} lutnię. ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni. . który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości.Postaram się.Pustkowie i tyle. szumiał w gałęziach krzewów.Co? . Ale niech wam będzie. niszczyć groble i paskudzić w studnie. Będę figlował powściągliwiej. .oświadczył diabeł. . szczerząc zęby. Myślę. . Dzicz. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli. że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. że ci to ujdzie na sucho .oświadczył Jaskier.Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie .Duweisheyss. W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba. Ech.

To przeczytaj i nam.Owszem. a nowe po nich. bo przecie i tak przeminą kiedyś... .letnim czasem. w nadziei płonnej. że Żywią ziemię jeno kocha i to. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde".zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni.Ujrzeć ją można . . nie wśród pól mieszkają. że ich. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. . ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu. inne przyjdą plemiona. Dlatego i imię jej jest Żywią.mruknął Jaskier. za kwiaty w Dol Blathanna.zaczął . A Żywią wieczną jest. Geralt.Bądź pozdrowiona.. tak . Wiedźmin oparł się na łokciu. co rośnie na niej i żyje. taka jej moc. ale są to.kmiotków? . . coś wam powiem. Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. .Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach. Bo mówią też.Tak. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy. który się nad inne wybije.Kędy Żywią stąpnie. objął lutnię jak dziecko i posmutniał. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce. Przestał grać.Po koniec wieków! . Nawet Brodaci. . ziemia kwitnie i rodzi. . była i będzie. Wiecie. zawsze. co żywię. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. przysuwając księgę bliżej ogniska.Dana Meabdh. ot. póki się jeszcze ogień nie wypalił. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał. we kwiatach cała.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel. jednako. Panno Polna! Za urodzaj. babskie baje.Danamebi . ale i za skórę niżej podpisanego. ziele czy zwierz. które prastarzy zwali: "Lam-mas". podąża za nią i lgnie do niej. szać. zajedno. po koniec wieków. Panna Polna. Przeczytaj. . a wszystko. . że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. Bo prawie mędrcy powiadają. Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi. z jakimi przyszło im się borykać. chociaż we wnętrzu gór.. Po co przyspi(r). . Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. bez różnicy.

Północ blisko. gdzie. co nieuchronne.Dobranoc . wśród ludzi.przerwał Geralt..O czym mówiła? .Tylko tyle? .Banalne ...Prawda.Jeżeli ludzie okażą się tego godni.powiedział diabeł. Bierzcie przykład z Lilie.O nadziei.. gdzie.że wśród nich zostanie? Tu.. Niech pomyślę..Komunikowała się z elfem telepatycznie .. . "Tam. "Tam. Jeżeli. . chłopcy. .Wystarczyło.Trubadur zamilkł. Metaforycznie.. że.rzekł gorzko Torque...Nie mówmy o tym .Hm. trzeba to miejsce określić inaczej.Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne. Co przekazywała elfowi? . Prawda. .Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to." . Geralt? Lilie mieszka we wsi. o czym. . Geralt? Hm.mruknął bard. Czy sądzisz.. że wiesz. Nieuniknione.. . Zakładam... Posiedzę jeszcze.. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu. . Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację. . Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata. ogień przygasa.Nawet jeśli to faktycznie kraniec. Czas spać. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać.Jeżeli co? . Pojąłeś.Co nieco." Cholera. . w Dol Blathanna? Może. O tym. dość tego gadania.Czułem to. Ładnego tytułu.Dokończ . . co to metafora. No. ... Jeżeli będziemy respektować granicę.parsknął poeta. .. ..Może "Kraniec świata"? . . .

bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. Pięły się po skałach. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. W jaskini było bardzo ciepło. jeszcze rzadsze. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. wypełnionych torfem zagłębień. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca. wręcz gorąco. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. Wszędzie dookoła były rośliny. kryte zbitym kożuchem wgłębki. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. hodowle niezliczonych pleśniaków. Błotniste. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. Nie opodal rósł siężygron. I inne. glonów pleśni i bagiennych porostów. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . I takie. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. szare jak polne kamienie. Wyrastały z wykutych w podłożu. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach. z wielkich skrzyń.te. zamulone koryta. Geralt przyglądał się ciekawie. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. których właściwości mógł się jedynie domyślać. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. w powietrzu wisiała ciężka. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. koryt i donic. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . Wystające z wpuszczonych w grunt. Rozpoznawał mięsiste. Nenneke. grubo żyłkowane liście skorocelu. odkleił mokry len od karku. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. głębokich skrzyń żółtoszare. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog.

Tu cię boli . że połyskujące kłącza poruszały się lekko. . szukając tu twoich śladów. Kilka dni dłużej. bawiąc się nożycami. Kapłanka szczęknęła nożycami. wyczułam to.zaśmiała się kapłanka. o ciebie nawet nie pytała. A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku. ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. Nenneke.Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna. . . ale rozglądała się bacznie. Było ciepło. .Tak .zwalczył ogarniającą go senność. .Słucham . patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. Geralt.To nie była bynajmniej trudna zagadka . . których wiedźmin nie znał. od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek. prawda? Niż obojętność? Ale nie. bo pokłóciłyśmy się. . Zostań.mruknęła.Nie. Zostań. . by opuścić świątynię. wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki.Geralt? . . zapełniała koszyk pękami zielska. Nenneke. nie załamuj się. szybko szczękała nożycami. czy w ogóle były to rośliny . Nie wróci tak prędko. . . zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. łuskowatych i wężowo skręconych roślin.Zgadłaś.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz. Czas już ruszać mi w drogę. Niekiedy.Ale uspokój się. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? .Nie wyjeżdżaj jeszcze. Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki. Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. nie o ciebie. Dwa miesiące temu. Nenneke. mamrocząc gniewnie. wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki.wydawało mu się.Nie.Czy dlatego tak ci spieszno. Bardzo ciepło. Znam Yennefer za dobrze. . A jest na ciebie potężnie wściekła. Yennefer była tu już.Nie pytała? . Nie pytała o nic.przyznał nie bez oporów. Nie.sklepieniu jaskini. Nie był nawet pewien.

stanął w pełnym świetle. co mogłoby cię obchodzić. poprawiając tyczki.O to się pokłóciłyście. Oddaj jej. .Nie.Hę cię kosztowały? . Rzuć na to okiem..Chciałbym. Nenneke. żebyś to wzięła. . To dość typowe dla związku. Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. co pewnie stanie się niebawem.. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie.Pozwól tu na moment.O nic. A pozostałe kamienie. Jej wiedza o tobie. . nawiasem mówiąc. są dla niej. Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. Nefryty zachowaj dla świątyni jako. moją ofiarę dla bogini Melitele.Za poszarpaną szyję . . rozwścieczysz ją jeszcze . obracając gotówkę w te świecidełka.Nie robiłabym tego na twoim miejscu. . .Dwa diamenty. . . a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje. Wiedźmin podniósł się. Oren stoi słabo. kwestia ceny.I tak wiem.Niczego nie przyznam. Cóż.Ona była tu.Nenneke znała się na wszystkim. Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty. przyznaj. . interesujący agat. Dla Yennefer.skrzywiła się kapłanka. . aby próbować się leczyć . Ale dobrze zrobiłeś. .O co się pokłóciłyście? .Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna.rzekła spokojnie Nenneke. wydobył maleńkie zawiniątko. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie. Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie. . jaki was łączy lub łączył. . gdy odwiedzi cię ponownie. wysypał zawartość na dłoń.W depozyt? . Wierz mi. Zapłata za strzygę z Wyzimy. dajmy na to. trzy ładne nefryty. .Nie sądzę .stwierdził chłodno. również.. rubin.

które reguły potwierdzają.Owszem .Wiem. a to.Nenneke zmrużyła oczy. Próbując zmazywać własną winę klejnotami.. banalnych nieprawd o wyjątkach. Nie serwuj mi aby.Jesteś większym głupcem.Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt. jakiej ona chce się poddać.powiedziała ostro. proszę. -Nie mogłem tego znieść. .bardziej. bądź nim bez mojego pośrednictwa. Chcę jej pomóc. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę. nazwijmy to. . Naprawdę nie wiem. to wszystko. Zostaw wszystko tak. jest podobno bardzo kosztowna.Nenneke podniosła koszyk z ziemi. a kuracja. jak ty traktowałaś ją. Nie jestem twoją matką. . no.Jej nikt nie pomoże. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być. jak cię traktowała.mruknął. . mocno przejrzały. Jak i to. . niż myślałam . ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej. . dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka. Traktowała mnie jak.To akurat wiem. Dlatego szuka pomocy u innych. Uciekając od niej zachowałeś się. zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich.Nie zrozumiałaś mnie. . od czego są wyjątki. obchodzi mnie jeszcze mniej. jak jest. . Gówno mnie obchodzi. .Przestań . także u ciebie..Była zbyt zaborcza . ty wiesz o tym również. ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . odwracając twarz. Jeżeli chcesz być durniem. ani polepszyć.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem. . zachowasz się jak mężczyzna mocno. Jak większość magiczek ma zatrofizowane.Nie może być regułą coś. bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić.. Wiem coś o tym.Nie wypłakuj mi się na podołku. Czy ty wiesz. . Szkoda. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny. Jest czarodziejką. to absolutnie niemożliwe. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać. o ile można bardziej. .. Jestem jej jednak coś winien.

.. uśmiechając się lekko. Cóż. ja się znam. . A Yennefer. Przynajmniej nie pod względem upośledzenia. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer.Nie dziwię się. Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. o którym mówimy.Jeżeli to aż tak oczywiste. Nenneke odwróciła się. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. . Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku. a przecież ciągle starasz się nim być. Popełniając ludzkie błędy.udawało się już wskrzeszać zmarłych. Dziwisz się jej. Ze są. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych . niestety.Nie odpowiadasz . . A przed nią trans. wyjątkiem nie jest. . Twój organizm tez poddano zmianom. jak mi się zdaje.można powiedzieć wyłącznie jedno. Błędy.Czarodziejom . Źle reagujesz na eliksiry.. w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych. wystarczy już.To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? .Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . . Geralt. Ty jesteś chory. .O wyjątkach . Więcej nic. Masz przyspieszone tętno. opóźnione reakcje. dlaczego ona wciąż stara się.Cholernie mało. zwolnioną akomodację oka.Źle ci się zdaje. to już zaczyna przypominać konsylium. pomyśl o własnych. których wiedźmin popełniać nie powinien.stwierdziła fakt Nenneke. Znam udokumentowane przypadki. Geralt.Nie aż tak. I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć.Głupi jesteś! .odrzekła chłodno .. że nigdy nie będziesz człowiekiem. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. otarł pot z brwi. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki.Ty bardzo mało rozumiesz .przerwała kapłanka.. nie rozumiem. Konieczna jest terapia. które są nieodwracalne. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste. . A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów. Jesteś niepełnosprawny.. Oparł się o ścianę jaskini. I jeżeli ci mówię. to tak jest. Ty się na tym nie znasz.

Powiedz.Ale na głos rozsądku. Ale może po wieczerzy.Chodźmy więc. czego potrzebowałam. Wiedźmin ruszył do wyjścia.Tak. obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek.Nenneke? . Geralt? Nie chcę być niedyskretna. . Jak mógłbym robić to. dobrze . . Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. co tu masz.Zaczęło się od tego. zróbmy to dziś w nocy. Byłeś spokojniejszy. jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. . . . Nie mylę się. przysłałam ją do ciebie. ja ją i tak znam. . Jeżeli chcesz wyjeżdżać. .Iola jest gotowa. . I powiem ci.No. Nie chcę. że się udało.. . W ramach terapii. bo zgłodniałem nieco. ale powiedz mi.Opowiem ci.rzekła swobodnie.Aha? .Nie.Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę.Połowa z tęgo. Nenneke.wiedźminowi pnączy. Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz. Prorokować. Więcej niż połowa.No. Nie złość się. Aha. . które nie rosną już nigdzie na świecie. że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb. . Mam już wszystko. niech ci będzie .. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? .westchnęła. Zrozum.Nie mylisz się. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii.Chodźmy już. . to rośliny.O to właśnie chodzi. prawda? .powtórzyła Nenneke. . A ja nie chcę znać przyszłości.Konieczny jest trans .Mam rozumieć. jak to było. .Jesteś pewien? Nie odpowiedział.Właśnie. gdybym ją znał? Zresztą. co robię. czytać przyszłość. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni. który słyszysz? Nie odpowiedział. . w transie Iola może zacząć wieszczyć. . .

W zasadzie powinniśmy . Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . pewnie ci to nie wystarczy? . Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce.A my.kiwnął głową wiedźmin. -Ale. których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz.. Dlatego rosną tu rośliny.Czym to wytłumaczyć? . poczytaj sobie księgi.Widzisz. których coraz więcej w świetle słonecznym. Chcesz. działa jak filtr. Eliminuje zabójcze promienie.Nenneke uśmiechnęła się. że łaską bogini Melitele.Jeśli powiem. to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci. Ale już nie tak.westchnęła kapłanka.Już za późno. jak dawniej. . Geralt.Ale co? .Tak sądziłem . że kryształ.Zrozumiałem . . . .. . Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu.Pewnie nie.. to może zadowoli cię wyjaśnienie. . z którego zrobiony jest dach.

Zaczęli szybko wybierać luz.Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę. błysnął białym brzuchem.Popuszczaj. ciągnij! Nie popuszczaj.Trzymaj. Z rękawic zadymiło się ponownie. zachlapał.Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da.Matko. bogowie! . sukinsyna! ..zasapał Jaskier. Bryzgi poleciały na sążeń w górę. chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę.Uważaj. w kierunku zakola rzeki.Ciągnij. . Geralt. popuszczaj.. ciągnij! Na brzeg go. .Linka pęknie! .Ciągnij. pociągnęli. .krzyknął wiedźmin.Linka aż trzeszczy! Popuść.Wytrzyma. . ależ potwór! Lewiatan. nie bój się! Z łba.Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się. bo zapłacze się w korzenie! . bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. jakby na znak..Uwędzimy go . . sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska.stęknął poeta. ugotujemy zupę. wzburzył wodę... nagłym atakiem ruszył pod prąd. A z łba ugotujemy zupę! . Linka z sykiem cięła wodę. rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. zapierając się obcasami w mokry piach. Jaskier! . do cholery! . . . siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. wibrowała. Sum nagle wynurzył się.Trzymam. . targnął łbem. . Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle.. Linka zasyczała. napięcie sznura zelżało. Jaskier! . zakotłował pod samą powierzchnią. nie ryba! Ale będzie jedzenia. targnął się z mocą.OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb.

.. rzecz jasna. Nie. aż echo zadudniło po wiklinach. Spieprzyłeś sprawę. boś ciągnął jak kto głupi. gdy tę wronę wyciągniesz. sumi synu! . zęby nie ciągnąć na siłę. trzyma jak kamień... . Słońce już wzeszło. . . a obaj rybacy. . tylko się zaczepiło.A wąsy. Linka pękła z trzaskiem.Mylisz się . ..wrzasnął Jaskier. .Na drugim sznurze też coś jest. . poszło. straciwszy równowagę. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę.Skórę sprzedamy.Ale się urwało. Ha. zwalili się na mokry piasek.Nieprawda . zwiń resztę sznurów. ciągnął . Zamiast gadać.To. którą znalazłem w krzakach. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. by pomóc mi zastawić sznur. Geralt! Jaskier. nawijając sznur na drewniane widełki. . Chciałem rano zobaczyć twoją minę. kiełży i małych raczków. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta. to moja zasługa. . zapierając się.A niech cię cholera! .linkę oburącz. zobacz.. Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę.. że ten potwór w ogóle wziął. Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł. ha.wyszczerzył zęby Jaskier.Mówiłem .Czego? . . co znalazłem! . . gdy zasnąłeś. psiakrew. nie dam rady! N00. Idę się pakować. Wodorosty aż ruszały się od pijawek.wiedźmin splunął do wody.Ha! Popatrz. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów. . co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz.. Z wąsów -zrobimy. Cholera. wzięło ..Mówiłem. co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów.Wzięło. kolego.Geralt! . A sum złapał się na wronę. przesadzał.. czerwony z wysiłku.. resztek sieci i wodorostów był pokaźny. ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla. Palcem nie kiwnąłeś.Geralt otrzepał spodnie..Bo widzisz. pora w drogę.Ciekawe. Na twoje pędraki gówno by wzięło.oburzył się trubadur. Nikt nigdy nie dowiedział się. więcej nic.Jaskier.

Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą. . Kula przybrała kształt karykaturalnej. beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. a na pieczęci czarodziejski znak. tylko zaczarowany dzban.oświadczył trubadur. . tupnąwszy nogą. To jest stary garnek. Głowa miała około sążnia średnicy. . .wrzasnął wiedźmin.Uciekaj. . Wiedźmin parsknął. skrzyżowawszy ręce na piersi. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz.są następujące. coś w rodzaju dwuuchej amfory. ale czymś na kształt obwisłych. . świetlisty dym. niechaj . Moje życzenia.Akurat! .Jaskier. co to jest? . który nie był wcale dziobem. zaplątany w sieć.Ale na czopie jest pieczęć.Moje życzenia .Nie dotykaj! O.Czy ty wiesz. kolonii chruścików i ślimaków..przemówił Jaskier.zakrzyknął znowu dumnie Jaskier. . Jaskier! . który spełni moje trzy życzenia. Po pierwsze. ociekający śmierdzącym mułem.Mylisz się . jasna cholera! Z dzbanka. buchnął czerwony. czarny od zgniłych glonów.Jaskier dokończył odrapywania. mówię! To moje! . Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia. .A jużci . który podczas szamotaniny upadł na piasek.Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! .kontynuował poeta .Jeszcze czego.Geralt zbliżył się. chciałbyś. Dym zatętnił. .Ha! . . zbryloną glinę.Możesz się śmiać .Jaki? Pokaż. . . zaciekawiony.Dżinnie! .. Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban. nawet nie drgnął. ni więcej. W środku zaś siedzi dżinn. Głowa zakłapała dziobem. Jaskier.poeta ukrył dzbanek za plecami.To jest ni mniej.Puść. . .Uciekaj! .Owszem. schylił się i opłukał amforę.. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg. skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. uważaj! .

Huknęło tak. Energia. Powietrze zawyło. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. Wiedźmin rzucił się. Jaskier zaskrzeczał. wymachując łapami. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. zupełnie nie wiedząc. parząc dłoń. zawisła nieruchomo nad rzeką. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana. trubadura z Cidaris. Rozwarta. odleciał nad powierzchnię wody. przez środek. Potworna paszcza. wreszcie zawyła. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. która nie chce nikomu dać. rozwarła się. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. Nikt nigdy nie dowiedział się. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. Wyciągnąwszy łapska. ale puścił poetę. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. jaką udało mu się zmobilizować. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. jeszcze bardziej urósł. uderzyła w cel. Geralt. potwór zaatakował.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi. jakie było trzecie życzenie Jaskra. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. co robić. zakołował. zakłapała i wizgnęła.. Niech mnie da. Po drugie. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. Potwór zaryczał ogłuszająco. że Geralta zakluło w uszach. . teraz również znacznie większa. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. Po trzecie. w wielką. wzbił się w górę. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu. Wisiała tak przez chwilę. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. podwajając swą średnicę..

szarpnął w suchym wymiotnym odruchu. opierając czoło o grzywę konia.Hhhh.Jaskier? Żyjesz? Jaskier.powiedział drugi strażnik.powtórzył Geralt. kheee. II .Widzę . . Ale tym. donośny tenor. dusząc się i kaszląc. kiwnij głową.. W ciągu kilku sekund znikła w oddali... patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. dobry człowieku . . Po rozgałęzionym. tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie. . .kłębiastą chmurę. .Ranny? Paskudnie to wygląda.. Khuuu. zwinął i zwymiotował krwią.Spieszę się . Przepuśćcie nas. . eeee.Nic nie mów.Na bogów! . cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki..Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca. ochrypły skrzek..Nie możemy . był ledwie słyszalny. . Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony. Albo jeśli herbowy szlachcic.Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! .przełknął ślinę strażnik.. zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku. panie.rzekł cicho wiedź-min. zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka. zatrząsł się.. khhuuurwa. Geralt zaklął. co wyrwało się z krtani barda.. Jaskier zaskrzeczał. zadygotał.Spieszno nam. proszę. Co z nim? .Jesteśmy w drodze od świtania.strażnik cofnął się i opuścił latarnię. skulił się jeszcze bardziej. Jeśli wszystko w porządku.Przepuść nas. a natychmiast po tym przekręcił się na bok. . Przecież widzisz. Po nocy nie Iza.Hhhh. .. . Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. .Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! . chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza.. . zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę. podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. Nie Iza nikomu. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku.. Taki rozkaz.

Tyle dla was możemy uczynić.. . Trzeci mężczyzna.Dalej. -Rozkaz jest rozkaz. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. nie mogę.Szlachcic . z wyglądu najstarszy. ale uważniejsze spojrzenie na herb . . wstał.zgrzytnął zębami wiedźmin. wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak. by pasowały pod hełm. kapłan. byście nie musieli do świtania pod bramą koczować.Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście .Potrzebny jest uzdrowiciel.strażnik wsparł się na halabardzie. ten o wyrazistej twarzy. duszno i przytulnie.rzekł drugi strażnik. zdolny medyk. był człowiekiem. że źle z nim. Podobnie jak drugi.mruknął Geralt. Obaj.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik .. hmm. .. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody. to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby.przedstawił się wyższy z elfów. wielmożni . Dajcie. . ostrą. proszę. Rycerzem.Przecież widzicie. pomożemy wam ściągnąć go z konia. wyrazistą twarz. zasymilowanymi. nie sposób było ocenić jego wieku. ranion. . panie.. tedy myślałem. Mężczyzna był elfem..Jestem Chireadan . kto go wyleczy. siedzący przy stole. . Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu.że wam przeszkadzamy. Ten tu rycerz. W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło. Przepuśćcie nas. .Ludzie . jeśli tak mu pisane.Dobrze myślałeś . Przy ciężkim. Opatrzymy go.Nie proście . jak wskazywało ich odzienie.. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat...Tu nie wystarczy opatrunek . do świtu wytrzyma. I drugi. Muszę znaleźć kogoś. Ogień wesoło trzaskał w kominie. .jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. . To już niedługo. byli elfami osiadłymi.A to mój krewniak Errdil.. lekcej mu będzie niźli na kulbace. W izbie ciepło. .. Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu. nie będziecie przeciwni.Wybaczcie. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn. . kładźcie go na wyrko. Przepuszczę was. Tuszę. a i złożyć rannego też będzie na czym. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz..powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. .

. .Niedobrze.Chireadan wskazał na Jaskra.uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . . zarzęził. mogę mu pomóc. Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża.są ewidentnie magicznej natury. Podtrzymasz mu głowę. Errdil. .Trubadur . .rzekł Chireadan. Geralt usiadł.Dżinn z butelki .Co to mogło być? . . Jeżeli to zatrucie. przynajmniej nie dla takich jak my.Niezupełnie . patrząc na Geralta.Niesamowite . nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu.Ja go znam . gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. Zapraszamy do kompanii. On ma porażone mięśnie szyi i krtań. .wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem.Obrażenia tego biedaka . . . Obawiam się.Wygląda to na zatrucie. nie rycerzem. Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo. trubadur i poeta.Co z nim? . . . .powiedział drugi z elfów. .i my musimy czekać tu na świt. Jako taki. Bardzo niedobrze. .Jak w baśni.Eliksir przeciwbólowy. marszcząc twarz. Mam przy sobie dobre lekarstwo. ludzko-nielu-dzkiego związku.Jestem wiedźminem.mruknął Vratimir.Nie znam żadnej baśni. ale i z mieszanego.powtórzył Chireadan. . którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. Geralt? . Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby. zakrztusił się ostatnim łykiem.Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra. pomożesz mi. Elfy popatrzyły po sobie. która tak by się kończyła. panie rycerzu.Geralt z Rivii .przedstawił się wiedźmin.. ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą. choć herbowy.Chodź. Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. . Dawałeś mu już jakiś lek. Widziałem go kiedyś.Niestety . po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką. Prawo nie zna wyjątków.powiedział Chireadan .To Jaskier. opluł skórzaną poduszkę.. Zaczynają się zmiany w strunach .

.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki. . patrząc na wiedźmina. można? . Chireadan. magicy bojkotują stolicę i te miasta.Prawda. Prawda? Chireadan.głosowych.. że nie będzie mógł mówić? . które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. bo inaczej. jak słyszałem. . . bo bojkot powoduje. nie mówiąc ani słowa.Czarodziej . Lekceważy zarówno bojkot. bawi chwilowo pewna czarodziejka. panowie elfy? Od czasu. ..Rajcy zaś wściekają się.A rada miejska to toleruje? . .Masz . Errdil. a wychodzi na tym znakomicie. i tak wszyscy o tym wiedzą. Ale nie narzeka na brak klientów. Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru. słyną z gorliwości w tej mierze.Osoba..To znaczy.W całej Redanii trudno o magików . Na rajców demonstracyjnie bimba. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem.Niezbyt . faktora handlowego z Novigradu. tak. . Bogatych klientów. podburzają przeciw niej kogo zdołają. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta.dodał Chireadan. W mieście. Ale nie śpiewać. całe Rinde..powiedział Vratimir. To może być nieodwracalne..rzekł rycerz.Nawet trzeba .A tu. . .uśmiechnął się elf. w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? . wiedźminie.rzekł Chireadan. to wielka indywidualistka.Jak to? . jak i zarządzenia tutejszych rajców. o której mówię. . Geralt. Może.Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające. urządza bale i hulanki..Zapewne incognito? . . .To bardziej areszt domowy niż azyl . A rajcy z Rinde.potwierdził Errdil. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary. usiadł przy stole.Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca.. . . którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde. Geralt.Nie ma co robić z tego tajemnicy.poprawił Errdil. Oczywiście. że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi.. . mam rację? . oparł czoło na zaciśniętych pięściach. Czy to znaczy.Ale. psują jej opinię jak mogą .Ona jest tam praktycznie uwięziona. czarodziejka nie płaci żadnego podatku. Nikt nie może jej tam ruszyć.Mówić. Jest w azylu.Geralt uniósł głowę. .

Wynocha.rzekł Errdil. wiesz.Wiedźminowi wydało się.zgodził się wiedźmin. walnął go z rozmachem po raz trzeci. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. . pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz. patrząc na Geralta z góry.Beau Berrant. jak się okazało.To idź. .. który jęczy tam na łóżku. do zamtuza i zrób z niego użytek.Pan śpi .pewnie w nadziei. jak drab. .odźwierny. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu. . . dgy tylko otworza bramy.rzekł dumnie cerber.. mówię. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń.Pójdę. widząc. to twoja jedyna szansa. . Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie.Cóż. . Wiedźmin.Masz interes. . A raczej jedyna szansa tego biedaka. Runął na drzwi. Gdyby cią zatrzymali. włóczęgo? Pan śpi. choć już prawie bez zmysłów. Jak nazywa się czarodziejka? . był człowiekiem dowcipnym. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji. Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? . Odźwierny był za potężny.Nie zamierzam.Ale nie mam wyboru. ale do damy.powtórzył odźwierny. . nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki.Uważaj. . Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano. wymieniając nazwisko. trzymając za rzemyki. Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. rzeczywiście.Yennefer z Vengerbergu.A niech sobie śpi . . gdy będziesz tam szedł . powsinogo. co robić. powiadasz .Nie przekupisz mnie . Nie wiem.Nie lubię pchać palców między takie drzwi .Mam interes nie do twojego pana. by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka. . . . chwytając się oburącz ościeżnicy. która tu przebywa.Głuchy jesteś. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. III .Szpicle burmistrza obserwują dom. maca jeszcze dookoła rękami. .mruknął Geralt. Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni. że Chireadan skrzywił się.

.. Gdzie jest służba? . .Sok jabłkowy... . unosząc się z wyraźnym trudem. który omyłkowo ubódł mur fortecy. Na kamiennej podłodze. ale stan.prosto w ciemię. Gdzie.otwiera wszelkie drzwi. Wszedł ostrożnie.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? . potem pokiwał głową ze współczuciem.spytał grzecznie wiedźmin. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. pełną utensyliów.oświadczył. . Nalej w coś. Sok.Nie wrzeszcz. . jabłkowy. Wyszedł z kuchni.. pachnącą ziołami i smolnym drewnem. niosąc dzban. kręcąc głową jak baran. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. .Pieniądz .. Z jabłek. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów. a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół. bo . W sieni było ciemnawo.Sok. Usłyszał chrapanie i odwrócił się. wśród odłamków glinianego dzbanka. tam w beczułce. Na rozkopanym wyrku spała. .skrzywił się boleśnie mężczyzna. Goły mężczyzna spał. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. w jakim znajdował się kupiec.. Po prawej były kolejne drzwi. gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo.. i pomóż mi wejść na schody. intarsjowanymi drzwiami.. . psia mać . łomot i suchy trzask pękającego naczynia. nie był mu całkowicie obcy. dobrze? Geralt wzruszył ramionami. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. Pomieszczenie było wielką kuchnią.Słucham? .. Wiedźmin już miał je minąć.. zwiesiwszy głowę na pierś.powiedział bełkotliwie.Ona chce soku z jabłek . otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder. naczerpał soku z beczułki. uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. I zmarszczył nos. Słuchaj. Było ciemnawo.mruknął . klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. po czym. Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie. Nie był to najpiękniejszy widok. rozszerzył więc źrenice. gwiżdżąc nosem. . zanieść na górę.Muszę. ale rozmyślił się. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek.Ciszej . półotwarte. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę. Korytarz kończył się ciężkimi.

Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. w różnych pozycjach. Rozejrzał się.Beau? . w połowie pełny. że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. by odwrócić się na pięcie i wyjść. . Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. pucharów. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. sterczała z niego kość indyka. ogonków gruszek i kostropatych. Kołdra poruszyła się i jęknęła. obranych z winogron szypuł.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina. /Ogólnie rzecz biorąc. Zapach bzu i agrestu narastał. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. świec i przejrzałych owoców.Przyniosłeś sok? . Ale to oznaczałoby. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków. Niektóre pozycje były interesujące. Schody wiodły do sypialni. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. Wiele się powtarzało. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. sztywna od wosku. Drugi był cały. Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. zsunięta serweta zalana była winem.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. walcząc z uczuciem zażenowania. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. Niektóre idiotycznie śmieszne. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. Geralt chrząknął głośno. . karaf. I czarna pończocha. I jeszcze czegoś. z chęcią. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. który ściekł ze świeczników. Zmięta. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. srebrnych talerzy i pater. pełna fioletowych plam. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż.

Miała ładne ramiona i zgrabną szyję.Odejdźcie . wygrzebując się z pościeli.Nie trzeba! .spytała czarnowłosa kobieta. . potem uniosła ręce i dotknęła skroni. mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą.Pani Yennefer! . Geralt odwrócił wzrok. . ale wyładowanie było tak silne. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego. wypiła chciwie.Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii. Umrę z pragnienia. -Oooch. że kobieta unosi rękę ponownie.. Geralt zareagował odruchowo. . . jest Berrant? ..zawołał widząc. kim jesteś. na ścianę.. Płaci się wam za pilnowanie domu. Osunął się na podłogę. . bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot.Pani Yennefer! Przybywam w pokoju. Kobieta usiadła. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu. Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Co tu robisz? Gdzie. Grzecznie... . przybywający w . to widać. A dla mnie proszę przygotować kąpiel. składając obie dłonie w Znak Heliotropu. mrużąc oczy. wychwycił czar tuż przed twarzą.powiedziała wreszcie. Wiedźmin wstał z trudem.Proszę. Przekażcie to panu Berrantowi. z palców wystrzeliła złocista smuga.rozkazała im spokojnie czarodziejka. w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. . że cisnęło go w tył.Kim ty właściwie jesteś? . Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. ale niechętnie. . fiołkowe oczy i wąskie.Nie jesteście mi już potrzebni. ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej.Oooch. lekko skrzywione wargi. do cholery...Nie jesteś czarodziejem. Kobieta uniosła dłoń.wyjęła mu kubek z ręki.Odbiłeś moje zaklęcie . zajmę się nim sama. .Dziękuję -. na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym. . Mów.Przyniosłem. . Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz. . skrzącym się od brylantów klejnotem.

szczelniej otulając się płaszczem. Lub bardzo podobne. Dałem po czerepie odźwiernemu. Zacisnął szczęki.Podobne . nieładnie skrzywiła usta. a potem. . . którego widzę z bliska. spojrzała mu w oczy. krtani i strun głosowych.dotknęła dłonią jego policzka.Geralt z Rivii . potrzebuję twej pomocy.mruknęła.Pozwolisz? . to nie kto inny.Wiedźmin . Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku. I radzę. . Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . patrząc na niego zza czarnych rzęs. . chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. .Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. . które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą. po czym przysunęła się jeszcze bliżej.Jestem Geralt z Rivii. proszę. . porozmawiamy o mutacjach i aberracjach.O regenerację magicznie porażonych narządów. . . to nie szkarłatna mgła magicznie . której wyłącznie ty możesz udzielić. Owinąwszy się nim szczelnie. Yennefer wychyliła się z łoża. .powiedział spokojnie.powtórzyła. . nie zrobiłeś krzywdy? . Wiedźmin.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła. Pani Yennefer. Geralt dyskretnie pomasował krzyże. . . mam nadzieję. Czekałem calutką noc na otwarcie bram. odka-szlnęła.Yennefer .Krótko mówiąc. Udziel jej. co sobie wyobrażasz . jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę.powtórzyła czarodziejka. że pierwszy.Nie.pokoju nieznajomy. a sławny Biały Wilk. A wszystko to dlatego. Porażenie takie. wypiła duszkiem. zbliżyła się. Nie spuszczając wzroku z Geralta. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. wstała. który nie chciał mnie tu wpuścić. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem. jeśli zechcesz. podchodząc jeszcze bliżej.Nie dość.Wyobrażam sobie. nie zatrzymując się. Nie zrobiłem. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? . Gardła. Cofnęła się o krok. mów prędko. Słyszałam o tobie to i owo.Jechałem do Rinde cały dzień.Nie wiem.ziewnęła. zbliżyła twarz.

bijąc ludzi po czerepach.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny.przerwała ostro. gdy Geralt. . . nie . .Jeśli to aż tak skomplikowane.. polewał się wodą z ceberka.powiedziała.Geralt . wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły. . Ale z wody i mydła nie zrezygnuję. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. . siedząc goły na maleńkim zydelku. by sondować ci mózg. . . Wstał. Ująłeś mnie tym i niewykluczone. Co to zatem było? Mówże.uśmiechnęła się Yennefer. . Spieszyłeś się. Idź. Niesmak w ustach..Dobrze. Triss Merigold. .poraziła twego przyjaciela. . którego mogę obejrzeć z bliska. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. ale czas nagli. IV Weszła do łaźni w momencie. mawia. że ci pomogę. Proszę.Geralt. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. wdarłeś się tu przemocą. Oho! . . Bardzo wolny ... Najlepiej będzie.Nie krępuj się . dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy.Piękna blizna .. i to rozebranego do rosołu. rzucając naręcze odzieży na wieszak. to wstrzymaj się nieco. jeśli zacznę od początku.Hmm. a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym. .Słyszę twoje serce.Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział.O. ale i maści twojego konia. moja przyjaciółka. . nie chciałbym być natrętny. Wiesz. . to widziało się wszystkie. że jeśli się widziało jednego.Yennefer. nadstawiając ucha. patrząc na jego pierś. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku. Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach.. Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. ani ochoty.Pierwszy wiedźmin.Wylazłam dla ciebie z łóżka. Mój przyjaciel.Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp. dzwonem.Słucham . . zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. .przerwała. zalotnie przekrzywiając głowę.pochyliła się. potargane włosy.zatrzymał się w progu. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz.

. . Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność. Moja kąpiel stygnie .Interesujące. A zatem. nieznany rodzaj. popadając przy tym w patetyczny sarkazm. miękko osuwający się na posadzkę. . którego nie lubię jeszcze bardziej. proszę. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach. Yennefer nie wyglądała na kogoś. Nie chcę cię peszyć.Opowiadaj! .Co . zawahała się. W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. usiadł na ławie. . Yennefer . Ale. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami. . . Jakiś nowy. Nie odpowiedział. by go jakoś nazwać . . przez wzgląd na przyzwoitość. woda przelewała się przez krawędź. Zarysy i kształty pochłonęły go tak.rzekła niewidzialna Yennefer. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu. zrelacjonował przygodę nad rzeką.. sponad zarysów. Usłuchał.A szkoda. no .Nie. .Yennefer uczyniła ruch. z kim rozmawiam. . wybacz zawodową ciekawość. . zdaje się.rytm. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz. Jesteś. . zachlupotała w kadzi.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły. a poza tym prawie się nie znamy. Gdy doszedł do momentu. . .. jakby chciała zrzucić płaszcz.usłyszał.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych.ponaglił go głos dobiegający z nicości. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana. Kontynuuj. których bardzo nie lubię. Dżinn zamknięty w butelce. Niewidzialna czarodziejka parsknęła. ze zaniemówił. .Nowy a nieznany rodzaj zasługuje. Mam lepszy pomysł.Teraz ja nie widzę twoich oczu. . Usłyszał wypowiadane zaklęcie. Muszę widzieć oczy tego.Jaki tam dzinn .zaoponował. . Zwykłeś te cechy określać słowami.No. Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści.zaproponował niepewnie.powiedział. Dopinając klamry butów. A potem usłyszał plusk wody..Ja się będę kąpała.Odwrócę się . skracając do minimum opis walki z sumem.No.Opowiadaj. Oszczędzimy czas. kogo może interesować rybołówstwo. ty będziesz opowiadał.. ale dość o tym. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła..

. . woda bryznęła na posadzkę.Dokładniej. egzorcyzmem.spytał patrząc.Dowcipne powiedzenie. Geralt westchnął.. .Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób..Triss popłacze się ze śmiechu. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek. .powiedział.Przepędziłem tego. . To tajny język świątynny.. Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce. . również ukazywała to i owo.Jeśli nie zaklęcie. zgrabne nogi z powietrza. zaklęcia? . . Czarodziejka zapięła mankiety koszuli. dla tego tajny. bo woda. . jak dwie czarne pończochy tworzą. ..Pewna kapłanka z chramu Huldry.Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów..To nie było żadne zaklęcie. jedną po drugiej. W łaźni zapachniało bzem i agrestem. . jak zauważył wiedźmin.To wszystko . . Nie musiała. .było dalej? . . . . Sądził. słysząc z kadzi szaleńczy śmiech.Jakie powiedzenie? ...Dla kogo tajny. wciągnęła suknię i zmaterializowała się. Geralt.Jakim? . choć na krótko. Powtórzył zaklęcie.. wiedźminie? Tego. Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty. że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady.spytał. . gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył. Yennefer. kształty też. to co to było? . zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem. dżinna. Mydło znikło.powiedział.Ten twój egzorcyzm. zdziwił się więc. .Czerpak znowu wylał wodę. jak mówisz. .Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki.Co w tym jest śmiesznego? .Choć nieco niecenzuralne.Mniejsza z tym.Czerpak uniósł się i wylał wodę.Zaklęciem . nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety. Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach.Jakim sposobem? .

Cieszy mnie. że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców. Geralt. gdy czegoś pragnę. jak stwierdził. . znudziwszy się po prostu. czesząc włosy szylkretowym grzebieniem. I zawsze zdobywam to.powiedziała Yennefer.Nie wątpię.to oczywistym jest..Zapnij mnie .czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków. Ja. którzy nawet marzyć nie mogą o tym. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. czego pragnę.Mam pytanie. duchy lampy. ze nie należysz do takowych.Jestem gotowa . w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. która zamykała butlę.. . które. jak zauważył. nie marzę. Grzebień. Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa. .powtórzyła Yennefer z uśmiechem. . . . przypinając do uszu brylantowe kolczyki . że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. to spełnianie życzeń przez geniusze. . Czy twój przyjaciel ma ją nadal? .. Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków. Geralcie z Rivii. by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności. zachowały malowniczy. Potrząsnęła włosami. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. To wymysł.Kto to jest Valdo Mane? .Nie sądzę bowiem..zgodził się Geralt ponuro.Ewidentna bzdura . pozbawiona sensu baję-da. Jesteś mi przez to bliższy duchowo. wstała.Nawet dwa. za ulegające gustom motłochu beztalencie.Wracając do butelkowego stwora ..Oczywiście. Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. lecz działam. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka. tak jak wszystkie legendy.Trubadur. . . Pieczęć. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. który uważa mojego kompana. haftkę po haftce. Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. d'jinni. Oba potwornie głupie.Prawdopodobnie .Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . Jesteś gotowa? .odwróciła się plecami. również poetę i muzyka.

Tu. ze robi to bezkarnie. . Każdy może się pomylić. w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość.U Errdila? .Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta . i to przy sobie. No. Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą. że tak . .zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. uniosła ręce.Nic . A co? Czy ta pieczęć jest ważna? .Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy. a może i czymś gorszym.powtórzyła. możemy ruszać w drogę. Spojrzała na niego bacznie..Czy musimy. szarpnął łańcuszkiem. I nie pozwolić dotykać przyjacielowi.Dziwne pytanie . Geralt był świadkiem. Kogoś.. nie ma też nieomylnych wiedźminów. . chyba ma. jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego.Wiedźmin zastanowił się. Sakiewka wydawała się za mała. że taka pieczęć jest ważna na tyle. . sądząc..Nie ma nieomylnych ludzi. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. Ale doświadczenie uczyło. Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy. gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął.Zgadza się. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił.ucięła. W domu niejakiego Errdila..powiedziała ostro . w Rinde. obrzucić kamieniami. . ale on sam. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy. Przypadków.Cóż . Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię. moje portale są bezpieczne. by jej nie dotykać. przebywa tam również jego kuzyn. .. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. jak widać. -Nie przepadają tu za mną.. zamknęła oczy. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. by pomieścić . . Zacisnął szczęki. Nie bój się. . Cios był celny. Tak. Chireadan? . przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. krzywiąc wargi w uśmiechu.To niedaleko. kto powinien był wiedzieć. . Jak mniemam.przerwała. Elfa.jak na wiedź-mina. gdzie to jest. A co. . Pieczęć miał nie Jaskier. Wiedźmin zaklął z cicha.Hmm..Wiem.chrząknął.. znał kilka. Gdzie znajduje się twój towarzysz? . mogą zelżyć. Sądzę.

W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego .Nie zrobiła na mnie aż tak .Geralt dopił kubek ziołowego napitku. W drogę! Medalion zawibrował.Zaczynam się niepokoić. Zimno było jedynym. krzywiąc się niemiłosiernie. masz słuszność.podjął Chireadan .Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę. spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie. mieszkał w opuszczonej gospodzie.Obejmij mnie. co rejestrowały zmysły. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych.Cóż. V . nie słyszałem. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz. od kiedy tam weszła . Magia wymaga czasu. by pomóc tobie i Jaskrowi. Chireadan. . wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu. nie słyszał. Krótko mówiąc. . że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . Niczego nie widział. byle Jaskier ozdrowiał. nie jestem z porcelany. jeśli chodzi o niesienie pomocy. w przenikliwym zimnie. Ciekawe. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. gdy uspokoiło się zamieszanie.Nie zamierzam jej przeszkadzać. Chciał zakląć. jaki ma interes w tym. cichutką i małomówną elfką. Errdil. nie czuł. Rycerz Vratimir.Mija godzina. ale Geralt wiedział. . . . . który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków. że tak łatwo ci pójdzie.Jeśli mam być szczery . Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast.uśmiechnął się wiedźmin. którą kupił.Nie przesadzasz? . że nie jest to zwykła sakiewka. ale nie zdążył. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych.nie spodziewałem się. ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. Niech to trwa choćby i dobę. Mocniej. . Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. jak się okazało.

. Chireadan również się uśmiechnął. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. z całą tą arogancką bandą. Oręż. który tak ją ocenia. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością. bo ma taki śliczny ogonek. Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. owszem. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". bo wymagał tego prestiż jej profesji.powiedział . Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści.złego wrażenia. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania. jakim cieszyli się magicy. wkraczała magia . Co oczywiście nie umniejsza faktu. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. Nawet tymi bardzo pięknymi. bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. że jest fascynująco urodziwą kobietą. lubi demonstrować. że z wdzięku i urody uczyniła broń. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. Yennefer zaś. Nie jesteś pierwszym. . usuwająca blizny.prostująca i wyrównująca nogi. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. Uważaj. za piękność uchodzić nie mogła. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. Wyższość. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. Któż pomyślałby o tym. Gusta gustami.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. Już po raz drugi wydało mu się. znamiona i ślady po ospie. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek .To trochę tak .jakbyś uważał. reperująca źle zrośnięte kości. czarodzieje przyjmowali każdą. Nie zaprzeczysz. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. nie wiedząc. łatająca zajęcze wargi. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. że skorpion jest ładniejszy niż pająk. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". która zdradzała predyspozycje. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. Geralt. choć na swój sposób atrakcyjna. Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską.

ukrytej nie dlatego. Usta.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył.Oczywiście. Geralt. Jego oczy.Nie zaprzeczę.Co z Jaskrem? . czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? . nieco zbyt wąskie. odrobinę za długi. niewymuszoną gracją. . usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. . Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki. Na górze skrzypnęły drzwi. . a lubi wykorzystywać taką wiedzę. Przestał się nad tym zastanawiać.odpowiedział na pytanie.Wiedźminie. Nie ufaj jej. Nie odpowiedział. Jest niebezpieczna. .Twój utalentowany druh będzie zdrowy . Gdybym wiedział. przyglądając się w milczeniu. Geralt nie rozumiał Chireadana.powiedziała. . Miała figurę dwudziestolatki. Yennefer.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej .. Nie.Bo Yennefer o. nie umiałem mu pomóc. Wiedźmin podszedł. sensu to nie miało żadnego..Będziesz miał sposobność ją okazać. .Masz moją wdzięczność. jaka była dawniej. Dziękuję ci też za ostrzeżenie. rejestrowały zbyt wiele szczegółów. że to go uleczy. Nie zdołałem go ocalić.Nie. . Podbródek. .uśmiechnął się zagadkowo elf.Odzyska swe zdolności wokalne. nie dla prestiżu profesji. Widział zbyt wiele szczegółów. a wyłącz. odrobinę wyższe od prawego. Nos. Poruszała się z naturalną. za mało regularne. Oczy. Ucierpiał przy mnie. . co w niej poprawiono. . nie sposób było zgadnąć. Uśmiechnęła się. tym wie. oczy wiedźmina. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi. Widział jej lewe ramię. Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra. Nie. w którym umieszczono cierpiącego trubadura. troszkę zbyt cofnięty. choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Zupełnie niepotrzebnie. Chireadan . . w mojej obecności. by je uszczęśliwić. Brwi.

Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa. . . .Na kogo? . Nie obawiaj się. rytmicznie drgać. nie rzęził już i nie charczał.Wspominałam ci .Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. Był to bez wątpienia jęk rozkoszy.Tak więc. Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie. jestem schwytany .Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? .że zawsze zdobywam to. że była to magia śpiąca. . przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. Jaskier. Klucz znikł. że zapragnęłam czegoś. co ma Jaskier. Yennefer? . Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka.Cudactwa.I śni. .Śpi .Yennefer usiadła na brzegu łóżka.powiedział zimno..Oczywiście. zastąpiony idiotycznym. Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. Poeta oddychał spokojnie. Wejdź. czym może być lwi ryk. Ukryta w nich magia była wyczuwalna. chwilowo . . . Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy.powiedziała Yennefer. nie rozbudzona.Na ciebie. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki.O co tu chodzi. W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza.Nie pochlebiaj sobie .. które ustawiłaś na podłodze . pełnym szczęścia uśmiechem. nie stanie mu się żadna krzywda. czego pragnę. wciąż kretyńsko uśmiechnięty. Odbiorę mu to i rozstaniemy się. z jego twarzy znikł grymas bólu. na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier. Tak się zaś składa.Pułapka. . ale dawała pojęcie o tym. . Yennefer? Jeśli to gra.czarodziejka przekręciła klucz w zamku. to nie znam reguł. .zaczęła . precyzyjnie wytrasowanej. bębniąc palcami po framudze drzwi. Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro. obróciła go w dłoni..przerwał -służą do wywoływania . W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram.Co to jest. zajęczał cicho. ale wiedział.

Mniejsza z tym. wiedźminie. Niełatwo mnie zadowolić.. Pieczęć. Geralt. Ja kupiłem twoją pomoc.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi. to wiedz. Skrzywiła wargi w uśmiechu. ale ty.Nie zadowala.zajęczał Jaskier. Wysondowałam mu mózg do samego dna. Virginio.Nie . zawszę staje się komuś krzywda.powiedział zimno. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? .. Twoja strata. Wiem. bez żalu. . .uśmiechnął się również. że to nie trubadur ją ma. Nie pozwolę na to.Jego marzenie spełnia się we śnie.Ach.Dobrze. .kontynuowała czarodziejka.Szkoda. I ja zapłacę. I rozstaniemy się.. nie otwierając oczu.Do czego ci ta pieczęć? .Co do tego. i równie paskudnie. wiedźminie. Ale niech to będzie uczciwy handel. Trochę świństw. Virginio . Wiele tam nie było.. . . że właśnie zaczęło się odwdzięczanie. .Śni . Zadowala cię taka odpowiedź? . poproszę. nie powinieneś mieć wątpliwości. wręcz szczęśliwy. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. .Rozum mu odjęło? Majaczy? . kilka marzeń.Piękne są twe piersi. . . Pozostaniesz zatem niezadowolony. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. Poproszę o nią.demonów. które jesteś mi winien. Pieczęć. . Jeśli nie zauważyłeś.Jak widzę.czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. ale i bez uraz.. mnóstwo poezji.uśmiechnęła się Yennefer. . -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony. Wszyscy będziemy szczęśliwi. Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. Yennefer...włos mu z głowy nie spadnie . delikatniejsze niźli puch łabędzi. rozłożyłaś cenę na wiele rat . Tam. nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność. . którą zaczopo-wana była butla z dżinnem. . Yennefer. gdzie wywołuje się demony. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne.

. że potrafisz odbić czar rzucony wprost . A rób sobie. Nie pomogło. wytężył całą wolę. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu.Piękna przemowa . Ty gadałeś. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów. Wzruszająca i patetyczna. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. Nie jako ratę. to nie będzie to już uczciwy handel.Ja . zapłacę drugą ratę i dalsze. by ci służył? Nie musisz odpowiadać. będziesz starał się zaimponować mi elokwencją. Jeśli narazisz Jaskra. Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów. Yennefer. że jesteś elokwentny.Ale nie Jaskier. .Wiedziałam. co zamierzasz tu ściągnąć . by płacić. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. . Nie pozwolę.On już raz był blisko tego. wiem.powtórzył. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. wrócę. Szkoda.Ciekawiło mnie. . że daremna.Geralt wskazał na wzory na podłodze. weź.czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi. co chcesz. gówno mnie to obchodzi. jak kamienny posąg. Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie. .. Geralt napiął mięśnie. ale potraktowałaś go życzliwiej. Yennefer. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. Teraz możesz już tylko mówić. jak wbity w ziemię słup...Wiedziałam też.powiedziała Yennefer. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością. Urwał. .. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. zaciskając szczęki do bólu. Wiem. Ale bez Jaskra. może jeszcze gorzej niż poprzednio. Uczyniwszy to.Proszę. Bo jeżeli chodzi o pierwszą. który powinien przekonać cię. . Był jak sparaliżowany. .. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to.Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna.zachichotała czarodziejka. że choć wyrachowanie. kiedy poczujesz . zmusić. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty. Ale nie musisz mi już imponować. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. .

Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne.Ależ posłużę. Jaskier. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. Masz silną wolę i sporo odporności na magię. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. Jest pod moim urokiem. Chodzi o drobnostkę. . natychmiast znikam z Rinde. nazwijmy to... nie posłużysz się. o niewielką przysługę. Znikły drzwi. Ale mną. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. .I co z tego.To na nic. uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . idziesz do celu najprostszą drogą. .Mówiłam przecież. I nie odgrywaj przede mną komedii. ja nie bez powodu wybrałam ten dom. zapłaciłbyś każdą cenę. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. ty spełnisz te obietnice za mnie. bo nie ufa ci. Milczał. nabierze podejrzeń lada chwila. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt. znikły okna. Zorientuje się rychło. posłużę. nie uczyni nic przeciw mnie. Walczył. Yennefer stała przed nim. bałwan.uśmiechnęła się zjadliwie.. czego zamierzam tu zaraz dokonać. Ponieważ jednak sama nie zdążę. wyobrażasz sobie? Elf.Nie szamocz się.Beau Berrant. .. Nie..powiedział z wysiłkiem. . Rzeczywiście. a ja zawsze spełniam obietnice. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach.wykrzywiła się złośliwie. By ratować przyjaciela. nie robiłam niczego w tym kierunku.. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety.Chireadan. gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. . . Zwykła chemia organizmu. że coś knujesz.. Nadaremnie. To się rzadko zdarza. wylizałbyś mi buty. . wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. że Chireadan się zorientuje? .Chireadan zorientuje się. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz.' ku osobom przyrzekłam tu coś. nie chodzi o czamoksięstwo. Zakochał się we mnie. Kil. Nie ufał ci od początku. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie. wiedźminku . Geralt. Nic. Yennefer. a zazdrosny. Yennefer. . Po tym. Chireadan. nie spłacone rachunki. A może i coś jeszcze. walczył z całych sił. podeszła. Errdil.Czarodziejka wstała z łóżka.

ciągnęła . Geralt miał wrażenie. W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. pani. za oczy łowiące każdy szczegół. Poczuł. .Jego własny głos.. Bzem i agrestem. pani.Tak. .po wymianie kilku słów wiedziałam.Możesz pocałować mnie w rękę. .. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. Ciemność. miękkim głosem.. . choćby Chireadan. Twarz Chireadana. w uszach zaczęło straszliwie szumieć. Płać. jaki jesteś. . za wyrachowaną wiedźmę. Błysk. za kamienną twarz.. Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki.Zapamiętałeś? . Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. wpiła się w nie jak wampir. że zbliża się do niej na kolanach. W jego głowie coś rozbłysło. Ale zrobisz to ty.Nie! Errdil. Medalion na szyi zadygotał.. Errdil! Zejdź mu z drogi! .Dzięki..Na rozkaz. . To był jego własny głos. Za mniemanie. pani. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. Twarz Errdila. schody.. .Geralt! Co z tobą? Geralt. za zimny wzrok. dokąd? . bo musisz zapłacić.aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików. zapadł w ciemność. . Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy. Yennefer mówiła do niego łagodnym. Za udawaną hardość. Balustrada. Klęczał. Bzem i agrestem. za sarkastyczny ton. I wiedziałam. .Muszę. nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki. wykrzywiona przerażeniem.Idź zatem i wykonaj moje polecenia.Już w sypialni Beau .Muszę iść. I głos Chireadana. w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty. . że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota..Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira. .

zgniłej słomy i mokrych łachmanów.. I Jaskier. . VI Ciemność.A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz.Poczuł. Jaskier jest tam. że nie przebywa tu od wczoraj. .. Eksplozja słońca. Yennefer. Parno.. Hej.Czy to ważne? . Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców. Cholera. Gorąco. .. Będzie burza.. Drzwi. . że tak długo nie przytomniejesz. Zapach? Nie. opiera plecami o zawiłgły mur. gdy mnie tu wrzucano.. Zapach. Gdzie my jesteśmy? ..Wsadzili nas do lochu . W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób. . usiadł wygodniej. cień na pokrytym słomą klepisku. w zupełnych niemal ciemnościach. jak ktoś unosi go. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.. psiakrew. byłem bez zmysłów. .. Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży. rozejrzał się.Chireadan? Gdzie.. Smród uryny. co jedynie z pozoru było kupą łachmanów.... świadczyły. Widział ich niewyraźnie.Jeszcze jak.. Chireadan podgarnął słomę. odór. Zapach bzu i agrestu. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. a ona planuje.Cholera jasna. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl. Bzu i agrestu.Nie wiem. . Wiedźmin zaklął. Rzucany przez pochodnię cień... wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą. Już się zaczynałem martwić. głowa mi pęka.stwierdził ponuro.Cieszy mnie . Żaden nie odpowiedział. pomyślał. z nią.Nareszcie. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od. Tak jak i ty. .Zapach bzu i agrestu. ..że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków.rzekł elf .. siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni. Cień kraty.

Ogłuchliście? .. Potem był jakiś sklep. .Wyszedłem na ulicę. .Chireadan? .Lombard .Absolutnie.Geralt splunął. Potem.Tak ono i jest .Lichwiarz upadł .A ty.spytał drwiąco elf . Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. .Wszedłeś do lombardu. Wiedźmin splunął.A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca. Za tobą ciągnął już spory tłumek. .ciągnął cicho Chireadan. a po chwili .Wy macie swój kącik.Z tym zamachem na władzę. . .. Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy.Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma.powiedział drugi.. wszedłeś.. Mocno..Pytam.Bo ja jestem niewinny. potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas.trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu. miłości prosim.Ano . Myśmy ino kradli. . jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie. masując skronie. . dziadku .Wielmożni . Myśmy się na władzę nie zamachiwali. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust. Ludzie mi się przyglądali. Niczego nie pamiętasz? ..zniżył głos elf. Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek.. . . . Errdil i Vratimir. Geralt splunął ponownie. Nawet bardzo mocno.że na tym się nie skończyło.. .. pochrząkali. Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi. Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo.. To prawda? . Myśmy są porządni złodzieje. . .Obawiam się . my swój.mruknął Geralt . . I niech każdy swego pilnuje.spytał..odrzekł dumnie dziadunio.Do żadnej . w którym byłem ja.rzekł wreszcie jeden. Wyrzuciłeś go oknem. .zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem.Obawa uzasadniona. nie jacyś polityczni. Chireadan parsknął. . prosto na ulicę.

Większość z nas wiedziała. . Nie tylko głosowali za tym w radzie. płakał. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. Mów. . również członek rady. Coś ty z nimi wyprawiał. wlokąc Wawrzynoska za nogę.Szedłeś do świątyni.byłeś znowu na ulicy.Najprościej rzecz ujmując. obiecał nawet poprawę. budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. będzie wymierzona na miejscu. błagał o litość. której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. ale dodawałeś inne określenia. Mówiąc o nim. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. Oni mieli miecze. Opowiadaj. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. toporki. bo to niskie i odrażające. Chireadan. którzy nadbiegli. jest gówniarskie i absolutnie karygodne. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. . którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa. poszedłeś dalej. Geralt. . Och. .Mów. ba. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej. Pewnie cię zainteresuje. . których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. Zamachnąłeś się znacznie wcześniej.Chcieli. pałki.A gdzieżby tam. a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów. opisać trudno. To oni wsadzili mnie do lochu? . I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy.Jakiej? . że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą.pokiwał głową Geralt . Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś.I ja radbym to wiedzieć. oznajmiłeś.A ja . Bo kapłan Krepp. nie żałując ręki. Nie oszczędzaj mnie. Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. Kara. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety.Domyśliłem się tego już dawno. wrzeszczał. Zarówno lichwiarz.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . a aptekarz wył. oznajmiłeś wszem i wobec. pomijałeś jego oficjalny tytuł. co to było za widowisko. wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. . . poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. baty. dokąd zmierzasz. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej.

jaki na ciebie rzuciła. że byłem powodem twojej śmierci. co tylko było w cekhauzie. burmistrz. Moja głupota. Ale jeśli nie zdążył. Ale nie doszedłeś do nich. ze gdy pryśnie czar. a sam okazałem się równie wielkim. w jamie. Wdałem się z nimi w spór.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. Ale. Wybacz mi. . ze będę wisiał. nie pozwolić. Ja.zgrzytnął zębami wiedźmin .. Nie. w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. A to oznacza. . Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. Bo nie masz pojęcia. jak myślisz? .Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu .Kończyć nie musisz..mruknął elf.to co nam grozi. Chireadan. Mogłem zatrzymać cię na ulicy.. Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi. Omamiła mnie. Bo bałem się. ze przez ciebie tu siedzę. .Kiedy upadłeś. ale winę ponoszę ja. Zanosiło się na to. Nie zrobiłem tego. wybacz określenie..Jeżeli Neville..Nie.to kto wie. Uroku .. . .mruknął Geralt. skrzywdzisz ją.Wybaczam skwapliwie. by podziurawić cię sulicami. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. ciebie ostrzegałem. wrócisz i.. Znam go. I zapewne Jaskra. -jaką moc miał ten urok. obezwładnić. zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . Ty siedzisz tu przeze mnie. wała. Chireadan.Nic dodać. że cię po prostu zmasakrują. nie przerywaj. Psiakrew. Ostrzegałem cię przed nią.. jak mówią krasnoludy. skąd ty wziąłeś się w lochu? . Co jeszcze? Desekracja świątyni? .Aha . Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły. kilku strażników doskoczyło. zrobiła ze mnie. jak mi się zdaje. nic ująć. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem. Nie zdołałeś tam wejść. to jeszcze ze świadomością. oprócz katapulty. że to sprawka Yennefer..Pięknie . Wiedźmin nie odezwał się. a jest dokładnie odwrotnie. durniem. Wiem. Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś. . . -Nie dość.Hmm. Martwisz się. drogi elfie. wyrok wydadzą rajcy.. Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu.. . Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać.

kazał zapytać. fascynował.zdziwił się półgłosem elf. z wysiłkiem łapiąc oddech.Yennefer nie udałoby się wam przełamać. . . Łysy strażnik stanął przed wiedźminem. . . wskazał na wiedźmina. o tobie.Tak prędko? .. .Pan rajca Wawrzynosek .powiedział krótko.Nie dziwię się. Przypomnij sobie gwardię.Myślałem. Geralt.. Dwaj inni chwycili Geralta.powiedział. czy ci aby dobrze u nas w loszku. nazwijmy to. Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu.. Kopnąć łysego też nie mógł. . cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda. Obraz.Tak? . długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę. Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać... powtarzam. Myślałem o niej. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie. szczęk metalu. unikając wielkich słów.Jestem nią. Loch wypełniły cienie czterech strażników. . . Chireadan . mocno zafascynowany.Ten .Ty ją. Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. Jeden ze strażników. Zgrzytnął klucz. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami. podciągnął rękawy i pomasował pięść. Dziwisz się zapewne.Chireadan? .. Nie pomogło obronne napięcie mięśni. nazwijmy to. brutalnie poderwali i przyparli go do muru.Nie lubię wielkich słów .Nie. ale opadł na klepisko.Nie myślałem. a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych.powiedział . poobserwował czas jakiś . który go w niewytłumaczalny sposób. . Złodzieje wcisnęli się w swój kąt.Ty ją.przerwał elf. by przywołać w pamięci obraz. uśmiechając się smutno. Chireadan chciał się zerwać. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy. .

Ucieszy się pan rajca. cofnął się i zamachnął. parskając i sapiąc . niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu. po krótkiej chwili rozległ się ostry. zgodnie z planem Geralta. .Niczego ci nie trzeba? . poczerwieniał. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa.No jak? Żadnych życzeń? . . w to samo miejsce. Ulewa przybierała na sile. . milczeli. Choć wydawało się to dziwne. skromnie opuściwszy głowy. zaryczał z bólu. bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. Następne uderzenie. .No jak? ..Żebyś pękł.I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy.sprzączkę własnego pasa.. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk...łysy cofnął się nieco. skurwysynu. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce. znowu pomasował kułak. czy nie masz jakowych.kontynuował łysy. ale nie miał czym.Jedno.. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. . Ale cios nie został zadany. zionąc cebulą i zepsutymi zębami. że się nie skarżysz. ale powyżej nie było dziury. . Geralt i Chireadan. Łysy zgrzytnął zębami. przez którą przeświecałby mur. Łysy obrócił się bokiem.. chmura burzowa przepływała nad Rinde. I pękł.stęknął wiedźmin. wyszczerzył zęby. przeciągły trzask gromu. Strażnik splunął. A musiał zemdleć. zamierzając bić w głowę. z trudem podnosząc głowę. zawył. . Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał. po czym strażnicy poderwali go znowu. Zmieniał rękę. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. Aby zemdleć. VII .Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać. chwycił się oburącz za brzuch. tym razem. musiał zmusić łysego do.

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

gdy mówię. i tyle. burzyć kominów. kto kogo schwytał. druzgotać wieżyczek i mansard. jej zaklęcie zaraz osłabnie.. I będzie spokój. czarodziejka już by go miała. skończy się to tym. identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. I robił to. nie bacząc. pękali ze śmiechu do czasu. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się.powtórzył kapłan. co się tam dzieje! Panika. ale. .Nie uważaliście.Trzeba czekać .Ale nie z założonymi rękami. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! .. że d'jinni zetrze ją na proch. ich preceptor.zaśmiał się kapłan. Bo dżinn. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz.Patrz. że ten demon.. powtarzam. bucząc wściekle. krążył.Niszczy miasto! . gadałeś. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. Powiadam wam. To jest.Trafiła kosa na kamień.Tu się nic nie da zrobić. niesłychanie silny d'jinni. Patrząc.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . .Sram na sprawiedliwość! . Wzlatywał i spadał. jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie. Dżinn mógł. roznosić w strzępy strzech. .parsknął Krepp. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś.. Krepp. nie wiem. Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny. i złoił obu rzemieniem. zrywał się i pikował w dół.Ten potwór niszczy moje miasto! . gdy mówiłem. hę . . . . on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela.Kiedyś przed laty. ze pod oknami mogą stać wyborcy. był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego. gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. . . panie Neville . gdyby nie to.zawył Neville.wrzasnął burmistrz. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen. w Wiedźmińskim Siedliszczu. . po okręgu. Nigdy nie uważacie. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha.Hę. Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. różnokolorowego światła. co wyczynia trzmiel na uwięzi.

Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością. Portal wciąż łączy ratusz z.powiedział z ociąganiem. -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić..zdecydował się nagle.Wątpię.rzekł Krepp. .. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . Zdawało mu się. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki. .Nie widzisz? . burmistrzu. Elf uśmiechnął się.odezwał się Jaskier. jest niczym w porównaniu z piekłem..Nie przepraszaj. Geralt uniósł głowę. gdy geniusz skończy z czarownicą. . wskazując na ścianę.. napotkał wzrok Chireadana.Geralt .Potrzebna mi wasza pomoc. bo czas nagli.Portal.Muszę. bo musisz.Chybaście niespełna rozumu. Chodzi o portal. . Elf spojrzał mu w oczy.Panie Krepp . jakie się zacznie. co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł. . co czujesz. nawet niewidoczny.To bierzcie się do roboty. . .rozdarł się Neyille.Zaklęcie? .Proszę o ciszę . .Idziesz tam. umknął przed nim. Przepraszam cię. że czuje zapach bzu i agrestu. Odwrócił się.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! . którym przybył tu Jaskier. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad. jak Chireadan dotyka jego ramienia. Można zaklęciem taki ślad ustabilizować. ..Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! . .Wydajcie rozkazy.. . Modlę się. . potem spuścił wzrok. .kapłan dumnie uniósł głowę. .I o powagę. zostawia ślad. Wiem. To.Mogę. prawda? Geralt zawahał się. Bo ja sam tego nie wiem.Nie ma już nawet znaku po portalu .rzekł zimno kapłan.Chyba tak . .Pytałem. czy nie? .Do diabła z twoją modlitwą! .Możecie. co się tam teraz dzieje. . . Chireadan. Przejdę tym śladem. Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów. . a nie stać i gadać! Bogowie.

Krepp wyprostował się.. Geralt wstąpił w nicość. Hmm. panie Krepp. panie wiedźminie. . Dzinny to mściwe istoty. Jeżeli portal eksploduje. Na to nigdy nie wystarcza czasu.Już uczyniłem .powiedział. . ..rzekł Krepp. Hmm. Nie ma też żadnej pewności. Geralt.. gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi. z trudem . Czarodziejka jest zgubiona.rzekł kapłan. A gdyby portal pękł.Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. odetchnął głęboko. Spróbuję was wyciągnąć. Bębenki odrastają..Panie Krepp? . .Geralt stanął przed słabo świecącym portalem. Uczyńcie rachunek sumienia.. Wy.Proszę was. . Mogę was pobłogosławić.Zaiste. więc wam powiem...Gotowe .Ten egzorcyzm. Kapłan uśmiechnął się. pękną wam bębenki w uszach. Ostatnie to wasze życzenie. panie Krepp. VIII Portal. .Wiem.Cóż ... "Odejdź stąd i wychędóż się sam". który tak was zdenerwował.. . na wszelki wypadek. ryczący i kotłujący się jak huragan. Zanim w to wstąpicie.. . sposobna pora do żartów i krotochwili. dysząc.. . Wielka mi rzecz.. Znaczyło to.dokończył Geralt. . . jeśli tam pójdziecie.Ja zostanę . czy nie jest przerwany. Właśnie na tym. panie wiedźminie..Mężny z was człowiek . a zimno zdławiło śmiech. Wyjdźcie wszyscy z komnaty. też będziecie zgubieni.Na tym to właśnie polega. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę. który nim wstrząsał. . Roztoczę protekcję. wypluł z rozrywającą płuca siłą. Geralt spojrzał na niego życzliwiej. wyrzucił go z impetem.Słucham was. bębenki. kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza. wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie...powiedział. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę... uczyńcie rachunek sumienia.nie wystarczy czasu .Chcecie ją ratować. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. ale na odpuszczenie grzechów. Co znaczą te słowa? . Poruszył dłońmi w powietrzu.

Podłoga dygotała. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli.. . prześwietlała na czerwono palce czarodziejki. Yennefer zobaczyła go.Ty? . Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. . ale łajdak nie słabnie. złamię. .Nie tak łatwo mnie zabić.Pomimo.Nie złamiesz go.Nie rób tego! Chcę ci pomóc! .Pomóc? . . Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności.Nie! . chwiejny.krzyknął. Wynoś się stąd.. Klęczała pomiędzy stołami.parsknęła. Ale w gruncie rzeczy nieważne. Początkowo sądził. Złapałam go. Nie potrzebuję twojej pomocy. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila. jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak.łapiąc powietrze otwartymi ustami. Migotliwy. On cię zabije. krzywiąc się złowróżbnie. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe. . Na powale zarysował się wielki ognisty . ale szybko zorientował się w pomyłce.. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna.Nie. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. Zobaczył ją. trzeszczące. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. wygląda. . rozjarzonymi obecnie do białości. Cały dom wibrował. trząsł się i trzeszczał. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze. powinnam już mieć go w kuli. natychmiast. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. Yennefer.Wynoś się! . co ci zrobiłam? .Interesujące.Pomimo tego.Ja. . że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu. Rozejrzał się. .wrzasnęła. rozumiesz? Nie mogę go opanować. Urwała. Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem. ale wyraźny. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. zerwała się i uniosła dłoń. Znajdował się nie w izdebce.. ogniste linie przepadające w górze ponad dachem. pochylona nad' magiczną kulą. . nie pojmuję tego.

. Geralt! . rozdął się i zdeformował.. ale portalem się tu dostanie.Tędy. wyjąca tak.Tylko razem z tobą! Yennefer. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. coś jak gdyby rozkaz. ... Otworzę mój portal.. wyskoczył z portalu jak korek z butelki. rozdął do imponujących rozmiarów. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. Geralt! Uciekaj! .Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować.Co się dzieje. Uważaj. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy. Przygotuj się. niepozornie i nader prowizorycznie. . Nie zrozumiał jakie. W ryku tym było coś. wskazując na portal. Nie mogę.Yennefer. Ale geniusz nie zaatakował. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie.Uciekaj. nie mam czasu ani siły na inny. Czarodziejka zaklęła. omotany magicznym światłem. rzucił się na nich. . Powoli. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła. bez widocznego efektu. Yennefer nie cofnęła . Nie mogę go powstrzymać! . gdzie wylądujesz. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki.. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. rozciągając je. odepchnął i zasłonił. kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. wodząc w powietrzu rękami. Yennefer nie cofnęła się. Geralt. Tworzy własny portal. Yennefer? . który wyczarowała na ścianie przy schodach. rozwierając paszczę. krzyczała zaklęcia. różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami. musisz uciekać.Chce się do mnie dobrać. W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. ..krzyknęła Yennefer. Dżinn. ze aż świdrowało w uszach. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna.czworokąt.. Dżinn zawirował jak bąk. Nie wiem.. to będzie portal losowo rzucający. unosząc ręce. Yennefer skoczyła.. -jęknęła. trzeszczały.. spadając na dżinna jak sieć.Tędy! . Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem. czerwieniejąc z wysiłku. drogę ucieczki dla ciebie.. polecenie. napinając więzy. z jej palców trysnęły iskry.. ale stale zbliżał się do czarodziejki..Zlokalizował mnie. by dostać się do środka. ale będziesz bezpieczny.. .. Nie może zerwać uwięzi. Geralt rzucił się ku niej.

głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot. Portalu prowadzącego w nieznane. Wiedźmin przyskoczył. wodorostów i ostryg. jaki wytworzyły zaklęcia. Wylecieli. przesadzacie z tą teleportacją. Leżeli na samym środku sali balowej.się. zwarci w uścisku.To skandal . durniu! . Przenikliwy zapach ozonu. .. jasnej od kandelabrów. a zaraz potem stół.rzekł z naciskiem szambelan.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! . z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal. ktoś zapiszczał.krzyknęła Yennefer. Geralt rzucił się za nią. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. . przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną. upadli na marmurową posadzkę. Ktoś wrzasnął. jej dłonie sypnęły iskrami. patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu. odwracając twarz.Ty kretynie! . chwycił w pasie jedną ręką.odkrzyknął. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary.Doprawdy. Geralt. .wrzasnęła Yennefer.Odchędoż się. nie zabił zapachu bzu i agrestu. usiłując wy drapać mu oczy. Yennefer wyszarpnęła się. Nie puścił jej. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy. Nikt nigdy nie dowiedział się. Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. -Uratowałem ci życie. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. drugą wpił we włosy na karku.. czego zażąda szambelan.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg.Czy mają państwo zaproszenia? .Gówno miałaś! . . Poskarżę się Radzie Czarodziejów. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. Zażądam. . zręcznie podstawił jej nogę. zły nie na żarty. sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. ucapił ją za oba przeguby. . . Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią. przerwawszy taniec. Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy.

których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. głupku. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. Był pewien. targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. chociaż miał ochotę. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. IX . a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. Spadli. muszę ją wzmocnić. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. wierzgając niczym kucyk.Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. odskakując od okna . Geralt chwycił ją za ręce. mówcie. zdzieliła go łokciem. Mylił się. Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep. i nie pomylił się.Co się tam dzieje. . Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. druzgocąc balustradę schodów. . starając się przebić wzrokiem ulewę. a chcąc uniknąć uderzenia czołem. Trafili w cel. Chwycił ją jeszcze mocniej. bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. gdzie popadło. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. Wpadli oboje w nicość portalu. mówię! Uwięź zaraz pęknie. a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. próbując przytłamsić do podłogi.Co się tam dzieje!?! . wyrwała mu się. . wrzasnęła zaklęcie. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia. Zanim zdołał złapać oddech.Puść mnie! . też nabrawszy praktyki. Yennefer zaklęła wstrętnie.Biją się! . do cholery! . ze straciła przytomność. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś.Idioto.wrzasnęła.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. w karczmę Errdila. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. palancie! Puść. Yennefer. Poczuł. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. . agrestem i ostrygami.

.karczmy jak oparzony. groty były słabe i wolne.krzyknął.Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! .Nie zdołam? . szczęście. . Panie Neville! Rozkażcie. ludzie.Rozumiem.Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz.wycedziła.jęknął Jaskier. Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki. Bardzo rozumnie. stając nad nim. . Tłumek cofnął się. by ratować tę czarownicę? Psiakrew.To już długo nie potrwa .. . . Co was tak bawi? . . panie elfie. do czego jestem zdolna.Jasne. uwięź zaraz pęknie. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić.zdziwił się Neville.Biją się? .powiedział ponuro kapłan Krepp. dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując.Rozumnie. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał. czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno. klaszcząc po błocie bosymi piętami. byłby pożar jak nic! . kryjąc za filarami. . Była wyraźnie zmęczona. .Oni się biją..Zaraz zobaczysz. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil.Yennefer! . niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. Wystarczy. Jaskier .Uspokój się! Zrozum wreszcie. .Czarownik i wiedźma biją się! . a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice. Gratuluję. . znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej.Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? .Rozumiem. . unikał ich bez większego trudu.Światło magiczne słabnie. Nie dokończył. że pada. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom. błysnęła błyskawica.Dlaczego Geralt tam polazł? . dlaczego? Chireadan. kryć się! Komu życie miłe. . ludzie! Biegiem tam! Bogowie.potwierdził. Hej. .

nawet jeżeli już się domyślił. na bogów..Uciec? .Palę się.Zdejmij to ze mnie! ..Leż bez ruchu ..zaryczał.. Zdziwisz się..mruknął Chireadan.To on miał w ręku pieczęć.Ależ on potwornie ryczy! Wygląda.. gdy się poruszasz. Pękł.. Nie powinien mówić jej tego...Geralt? Życzenie? . wiedźminie. dygocąc spazmatycznie. zatoczył koło. gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie. Ostatnie. Ale. .Co? . dysząc ciężko. jakie przypadkowo wyraził wiedź-min. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem. Pobaraszkowaliśmy. Ja też byłbym wściekły. z sufitu sypało się wapno i drzazgi.. .Bo jest . Budynek trząsł się. chwytając się odruchowo za gardło. . . Yennefer.Jest wściekły . Chireadan spojrzał na niego szybko. Muszę ci coś wyznać.To parzy tylko wtedy. Klucznik w lochu. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić.zmarszczył się Jaskier. meble pełzały po podłodze. Geniusz spełnia jego życzenia. . ale co za dużo. .. napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta.rzekł kapłan Rrepp.To było drugie życzenie wiedźmina.Psiakrew .. która więziła geniusza.powtórzył Krepp. cholera! . . posłuchaj mnie uważnie. Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu. .To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn.poradziła. ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. . .. że jest cholernie wściekły! . nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo.. Zostało mu jeszcze jedno. bo gotów mi uciec.krzyknął Jaskier. nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży.Zaczynam rozumieć. Muszę ci powiedzieć prawdę. .Jak to? . . to niezdrowo. XI Dżinn zatargał się na uwięzi.I nie dziwię się.Ależ on ryczy! . Muszę zająć się dżinnem. pochylona nad nim. .wrzasnął.. .

..Ale gdyby.. Dlaczego.... .. . Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić. nagrodzę go sowicie..Nie.. Życzenie.. nie sądzę.. Dlaczego? Przecież wiedźmin.Absolutnie bez. .wtrącił Neville. Gdyby jakoś powiązał swój los z losem. Yennefer..Absolutnie bez sensu . Bogów przyzywam na świadków. Dżinn może i spełni je.zawył Jaskier.Zginą obydwoje? . .Jak to? Panie Krepp.To moje ryzyko! . Jesteś wycieńczona. Masz jeszcze jedno. powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach. .Wiedźmin ratuje moje miasto. Nie mogę.powtórzył Chireadan gorzko. .zastanowił się kapłan. Zginiesz. ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je. Yennefer. . czy jak wam tam. Geralt! . .Co cię obchodzi. rzucił w błoto i rozdeptał.. Gdy będzie wolny. Zwolnisz dżinna. nie doceniasz mojej mocy.. . on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! . i ciebie. Nie Jaskier. a wówczas ja go zabutelkuję. To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam. Na razie jeszcze mam w garści i dżinna.jęknął nagle.. .Przecież on. Nie doceniasz mnie. do ciężkiej i niespodziewanej zarazy. co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym. Geralt.. żeby . jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona.To nie takie proste .Nie doceniasz moich sił. co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać. Gdyby wyraził właściwe życzenie.A więc to tak . . zabije cię. . zemści się na tobie. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII .Gratuluję. Nie. Yennefer.syknęła. Udało ci się mnie oszukać.Nie wystarczy ci już sił..To przecież jego fach . ledwie trzymasz się na nogach. ale tobie nie daruje. lecz ty.krzyknęła wściekle.. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją.. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! . i siebie! Panie Krepp! . . napluł na niego.

syknęła.Więc czego ty pragniesz. bez śladu. czując przy tym ogromną ulgę... Dżinn spełni to życzenie. Wypowiedz je. prawda? Przecież tego pragniesz. Że nigdy mu tego nie wybaczy. Wiedział. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie. I piękna. O czym pamiętała. czarna.Życzenie. z jej rąk biło światło. Bo patrzyły na niego zimne. Pochyliła się gwałtownie. drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę. Przeraził się. z bliska. uśmiechając się paskudnie. Nie. zwalił się prosto na nich rycząc. nie tym. Milczał.. kim byłą niegdyś. bo klnę się na Moc. poszukaj głęboko i dokładnie. o swobodzie bycia tym. smukła. Bardzo słabe światło. .powiedziała nagle. o tym marzysz! O wyzwoleniu. przenikliwe. . Czuł zapach bzu i agrestu. wyrzucił z pamięci na zawsze.. o czym nie mogła zapomnieć. oplatany siecią gasnących już promieni. z czym żyła. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni.Człowieczeństwa . żeby nie wpadał. Dżinn. I chyba lepiej. co odgadł. Czując. zabił ją. w poświacie magii. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem. Kim była naprawdę. Wiedział. Yennefer rzuciła się na spotkanie. wyprostowana. Odgadłam. Sufit pękł. nie prawdy. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. . A wiedźmin nagle . złe i mądre oczy garbuski. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. kim zechcesz.Milczysz . nie mamy czasu! Milczał. zanim stała się czarodziejką. że. czym być musisz. Przeraził się. Zgłuszył tę myśl w sobie. spojrzała mu w oczy. że dowie się. że odczyta jego myśli.na to wpadł. Geralt. XIV . straszna.

Wiedźminie . czego pragnie. Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza.. zniknął. . Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty. . delikatnie przesunęła palcami po dłoni.Uciekł! Uciekł! . . Wiesz.Cholera. . Dziwnym trafem miejsce.. cegły. Kilka bąbli.Drobiazg. Było tak. XV Dom eksplodował. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna.. czczeniu. . otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku.Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu. przepadł. uczcimy go. wielki jak stodoła. d'jinni.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! .Żałujesz? . Nie spadła na nich nawet jedna deska. że wie. jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza. uklękła obok. wspierając dłonie o kolana.Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą. Z kurzawy wyprysnął dżinn.Żyję .. . swobodny. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. jedna cegła. cholera! . było zupełnie czyste.Przepraszam.Żyjesz? .zrozumiał. .Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. . -Cóż za cudowna ruina! .. pamięci i wszystkich pomnikach świata.Poparzyłam cię. już wolny. Definitywnie. wzbił się w niebo i uleciał.zawołał kapłan Krepp. urwał iglicę z wieży ratuszowej. XVI Geralt rozejrzał się. zatoczył nad miastem trzy kręgi. Yennefer. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem.odchrząknęła. belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. dżinn uciekł. Pomyślimy o pomniku. I wypowiedział życzenie. zarumieniona lekko. powiadam wam! . .Ach .wrzasnął Jaskier skulony za murkiem. gdzie leżeli. . syknął..Nie zapomnimy.

mięciutkie i wilgotne. wszystkim.. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. krótką chwilę. Yennefer pocałowała go. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży.. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy. które. a potem już wszystkim. przestał istnieć na maleńką. Ale jeżeli tak.. Skazałeś się na mnie. bo to rzeczywiście była cała wieczność. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. czego sobie życzyłeś. całym sobą.. . każdą myślą. pieszczotą. jedyną myślą.. słodkie od pomadki. a on zrozumiał. Usłyszałam. a cały świat przestał nagle istnieć. Dlaczego ja? .szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. co to troskliwość i czułość. I w ogóle im się nie spieszyło. że była to cała wieczność. . Wszystkiego mogłam się spodziewać. nieporównywalna z żadną. Nie wiem. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle.Zaczekaj . Przerwał jej pocałunkiem. Geralt? Dlaczego. Wiedział nagle. ale żeby. jej szyja. po prostu osłupiałam.To twoje życzenie. Co cię do tego skłoniło. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. . Pomóż mi wstać.Twoje życzenie . wszystkim. Wszystkim.Nie bardzo. wszystkim.Nie wiem.. jej delikatna. dotknięciem. że nigdy nie zapomni tego zapachu. wiedział. a im wydawało się. najpiękniejsze oczy całego świata.szepnęła. byli troskliwi i czuli.Mhm? . to skazałeś się. Osłupiałam. . której dotykał. dotknęła go. bo bardzo chcieli.To dobrze. byli dokładni. ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi. Wiedział to. tego miękkiego dotyku. ale istniał zupełnie inaczej. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej.Geralt? .. uściskiem. jak się obawiał.. A potem świat znowu zaczął istnieć.I co dalej? . . proszę. pieszczotami. udało im się. oczy. staną się dla niego. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli. chłodna skóra.. .

.Yen. Słyszałem. jak jęknęła.. .. . czy warto się było na mnie skazywać.. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem. Chireadan. . . ulegając mu zupełnie.. Zdawało się.Jaka cisza . że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży.Geralt. . . wysilając swój muzyczny słuch.Nie wiem.. Bo widzisz. | . Ja nie umiem.Yennefer.Cicho . Nie żyją. mówię wam. Nad Rinde zjawiła się tęcza.potwierdził Errdil.Jaka cisza. XVII Deszcz przestał padać.Ja też nie.To oni . Jęknęła.. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna. Nie jestem pewna.Yen .Coś słyszałem.Powiedzcie stolarzowi.rzekł Krepp. bardzo czujnie i powoli. O. kolorowym łukiem. . .Przed chwilą aż krokwie latały.Nie przeszkadzajmy im. ja.Na wszystkich bogów . wycierając czoło zmiętą czapką. Co to było.Trzeba by zobaczyć . proszę. .przerwał Errdil.powiedział Vratimir. . Yen. a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył.. . jęknęła znowu! .Nikt nigdy mnie tak nie nazywał. Musi strasznie cierpieć. Zbliżyli się do ruin oberży.. trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku.mruknął Jaskier..Ja tę czarownicę znam.Prędzej grabarza . co robisz.. przechylił głowę. . . Podejdźmy bliżej.Chodźmy stąd .powtórzył Jaskier. albo mój dżinn ich wykończył. . . . Albo pozabijali się nawzajem.rzekł nagle Jaskier. . Chciałam ci powiedzieć.Ja też słyszałem. .Yennefer żyje .. . Nie ma co.Aha . przez które ostrożnie zajrzał. a teraz jakby makiem zasiał. Zaczekaj. mówię wam.powtórzyła.Niech stolarz robi trumny .. Może wezwać medyka? .Mogą być ranni. .powiedział krótko. Powiedz to jeszcze raz.Nie jestem pewien.stwierdził Krepp.... przecięła niebo urwanym. Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha. . ..

powiedział. .Nie lubię wielkich słów .Co oni tam robią? . . . .Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. .żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . on i jego ostatnie życzenie. do cholery! Elf uśmiechnął się.zaciekawił się Jaskier.Chodźmy stąd . Niech tam zostaną. .A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać. a dołączą do nas. bardzo smutno. Oboje.powtórzył elf. nie minie wiele czasu. Poczekajmy w jakiejś karczmie.Powiedz-że. ona. Bardzo.

Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w . kolczudze i misiurce z żelaznych kółek. . Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem.O co chodzi.A Tailles. spoglądając w stronę niedalekich.. jak zapewne pamiętacie. Zobaczysz. zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników.mruknął Geralt. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno. nie patrząc w ich stronę.Nie wygląda na to. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się. rozejrzał się. . by jeździć do miasta -jęknął trubadur. wiedźminie . przyglądali się ponuro i obojętnie. brodaty krasnolud w lisiej szubie. rzucił wam rękawicę. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać.Trzeba było siedzieć u Nenneke. . Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy.O co chodzi. Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. Jaskier miał rację. .Zamknij się.. wstrzymując konia. nie wystawiać nosa za mury. .O nic. . . nadal przechadzał się. . wymachując nagim mieczem. wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem.Mogłem się spodziewać. wszystko się wyjaśni. Geralt? . widocznych nad lasem wież świątyni. pytam? Znowu awantura? . Tailles bez zbroi. wsparci na oszczepach.Obraziliście urodzonego Taillesa.GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. z minami zawodowców. Nie wyglądało. Jaskier obrócił konia. u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny. Tailles.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności. mówiłem. w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym. Wiedźmin oszczepy. Zsiedli z koni.Zamknij się. bez hełmu. . .Psiakrew .To był jednak głupi pomysł. Żołdacy.

Cranmer . kapitan straży księcia Herewarda. aby. . .A to.Widzę. Chciałbym wiedzieć.że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza. Musicie się bić. że studiowaliście filozofów. pozwólcie. panie rycerzu.. spojrzał w oczy Falwicka. . ty hyclu. Obawiam się.Geralt uniósł głowę.Bez nerwów.Jakże to logiczne .. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. niegodnym.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. . obejdę się bez pouczeń. że wówczas każę powiesić cię na gałęzi.Musimy? . oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi. -Wiem.poczekaliśmy więc.Kodeks rycerski stanowi. .. I bez wyzwisk. a tym samym podnosi do swej godności. gdybym okazał się. Panie Geralt.A czy nie uważacie. .wycedził rycerz.Co się stanie? . ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej. zależnie od woli. .odezwał się nagle chrapliwie krasnolud. Co się stanie. ..Nie wtrącaj się .krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. .Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick. hrabio . do czego zmierzacie.. Tailles czeka. . panie hrabio. panie Falwick . Dokończcie. Nie możecie odmówić. Jak to się mówi.. . -I pamiętaj.powiedział Jaskier z małpią miną. Jaskier? .Nie ucz mnie manier.To wy nie uczcie mnie. a co do urodzenia. wydymając wargi. które masz wypełnić co do joty. .Musicie. Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym. dobrze? .Spokojnie . Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego.uśmiechnął się krzywo Geralt . że książę wydał ci rozkazy. Jestem Dennis Cranmer. jak wykonywać rozkazy. że nie jestem dostatecznie godny. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki. rycerzu. to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. .

panie wiedźminie . apelujecie do . Takie otrzymał rozkazy. nie odrywał od Geralta swych zimnych. Decyduj.syknął Falwick. Tak jak w Blaviken. jasnoszare. Walka ma być nie na śmierć. o którym myślicie.powiedział . .ciągnął spokojnie Dennis Cranmer.Argumentujecie urokliwie. odmieńcze. stalowe pod płowymi. Usatysfakcjonuje was to? . to mnie połamią kołem. mnóstwo krwi. . . Do ukarania. Inaczej już byś wisiał.Tak będzie lepiej.Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. Dasz się pokonać. jazda.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór.Bez drwin . Nie zależy nam na twoim trupie. Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. krzaczastymi brwiami. Jeśli będę walczył. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić. ze mam. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem.przyznał Dennis Cranmer. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza. to mnie powieszą.Wiedźmin ukłonił się sztywno.Stańcie Taillesowi. poniesiesz karę.powiedział Falwick. . uśmiechając się złośliwie. to mam pozwolić. i musisz za to nieść karę. rozejrzał się. Ale wtedy poleje się krew. chcemy. więc kapitan chce mu taką sławę dać. No. skóra mutanta. . Wyboru nie masz. to krew i śmierć. . Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej.Jeśli dobrze rozumiem . .M . patrząc w oczy krasnoluda.Tak.Tak sądzicie. to prawda . panie Geralcie. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. . zrasta się szybko. by przeciwnik mnie okaleczył.mam stanąć do pojedynku. Same radosne alternatywy. wręcz fascynująco . by Tailles nakarbował ci skórę. . . ocalisz twoje nędzne życie. bo jeśli ja go zranię.zakpił Jaskier.Macie.A ja myślę. ale do obezwładnienia. stalowych oczu. A twoja skóra. . A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię. kapitanie. włóczęgo. chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. panie hrabio? .Nie pogarszaj swej sytuacji. bo jeżeli odmówię.Co proszę? . Obraziłeś zakon. ale dosyć paskudnie.

Tu nie poleje się żadna krew. Przygotujcie się. Nie jestem żonaty. jakie mi wydano.powiedział wreszcie Geralt. Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię. Co by nie było. . Jaskier.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą.jego wyższych uczuć. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii. zachowaj spokój. Patrzyli sobie w oczy. . Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . . bliżej mi nie znanej niewiasty.Dobrze.Ja .Załatwmy to. Wiedźmin zdjął miecz z pleców. Geralt wzruszył ramionami. Ale rozkazy. jak rozumiem. kapitanie Cranmer. a kto wie. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. . Ty nic do tego nie masz.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom. Prawda. Absolutnie. Jak zawsze. co do joty. . . może nawet i matki. nikt tu nie poniesie uszczerbku. Załatwmy to szybko. . będzie piekło. Nie apelując do żadnych uczuć.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . którzy go napadli. a i matki. Za wyjątkiem tych. Ma ulitować się nad zbirami. uciekając do miasta. proszę pana Geralta z Rivii. oczy mu rozbłysły. o dzieciach nic mi nie wiadomo. krasnolud i wiedźmin. Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę.Absolutnie . wolałbym w to nie wciągać. to dotyczy tylko was. by raczył nie przelewać krwi zbójców. bo zbiry są biedne. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. .Jestem gotów .Falwick uniósł głowę. panie Geralt. Prosicie.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka.Tak. panie Cranmer? . .Ciężki . mają żony.Godzicie się zatem . dzieci.Nie . Szkoda dnia.Nie traćmy czasu.Geralt naciągnął rękawice. Weź mój miecz. A nie wydaje się wam. dobywając swego. . którzy połamią nogi. wykonani. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę. . aby podjął decyzję. wiedźminem.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić .stwierdził zimno.powiedział Falwick.Dobrze więc .

. Falwick podbiegł do niego. . od prawej.Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby. lekką fintą wybił Taillesa z rytmu.Skóra się zrasta . Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna. skoczył. wcale nie wyglądając na uradowanego. zaatakował błyskawicznie. Tailles zaklął.Tailles ma taki sam. Tailles przykucnął. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. krótką. .Nie.. bez ostrzeżenia. klinga znowu przecięła powietrze. ciął szeroko. uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem. walnął na wprost. której tak życzyła mu kapituła. Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa. straż! . .Brać go! . Zapytajcie go. hrabio. Rycerz bez blizny to kutas. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz. założył lewą rękę za plecy. .Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! . dotykając topora. . hrabio . Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. spróbował ją odzyskać. upadł na klęczki i dotknął czołem trawy.wrzasnął Falwick. Żołdacy zamarli. że jest rad. . odskoczył miękko. Geralt wbił miecz w ziemię. przekonacie się. Jego pech. stracił na moment równowagę.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi. .Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. . wstając. . niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem.charknął Dennis Cranmer. wyrzucając ramię na pełną długość. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę. Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka. odwrócił się.Geralt uśmiechnął się. . Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem. panie Falwick.Niesłychanieście dowcipni. zamarł w pozycji szermierczej. Równe szansę. Wprost niesłychanie. Tailles wił się na ziemi. nie rycerz. odruchowo. Rycerz zawył. .Hej.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. skowytał i wył. pluł krwią.powiedział wolno krasnolud. powód do sławy i chwały.Nie? .Stać! Na miejsca! . Rycerzyk zamachnął się szeroko. Szczeniak uderzył się o własne żelazo.na szpadle.

otarł dłonie o płaszcz.Geralt przewiesił pas przez plecy.Ale przedtem. .Oj. tu. nawet wiedząc. na miejscu. przysięgam! Krasnolud odwrócił się. Dennis Cranmer wykrzywił się. . .Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. panie hrabio .mruknął Dennis. starając się nie uśmiechać. podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . Wyjedźcie stąd w miarę szybko. Ale nie powtarzajcie ich. zaraz. Żołdacy unikali jego wzroku.Nie przysięgajcie krzywo. Jeśli ciekawi jesteście. cofnął się o krok. że ja was wtedy . załóżmy. jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi. . Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo..Falwick. .Wynoś się z Ellander. dysząc ze złości. co się stanie. Gdybym. rozejrzał się. Natychmiast. Falwick zbladł. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście.Wiedźminie . teraz ja zaspokoję waszą. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. . proszę was bardzo. panie Falwick. jak radzicie .zgrzytnął.Pożałujesz tego. . wyrywając swój miecz z ziemi.. . wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość.Zrobimy tak.Cranmer! . obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick. . cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego. . Bez chwili zwłoki! . powoli wyciągnął topór zza pasa. Zaspokoiliście moją. hrabio. Nie znoszę krzywoprzysiężców. by na was na-pluć.słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku.ryknął Falwick.ale w tym wypadku to on ma rację.Rzadko kiedy godzę się z nim .ciekawość.kontynuował Geralt .Choć milczycie . gdybym wyzwał was na miecze. to wiedzcie.. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin. Mam jeszcze słowo do pana hrabiego. odwrócił się do Geralta. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego. bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość.

Pojedziemy lasami. II Geralt pochylił się. Dennis.Powodzenia. Jaskier.Natychmiast.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy.Mam nadzieję. . Niosła kuferek wiedźmina.I nie złość się już na mnie. przy Nenneke ani słowa o tej drace. Niezręcznie . na dłuższą metę. Bywaj. sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. panie Falwick. Pamiętaj. . . bęcwale. Jaskier. sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn. . Chodź. czcigodna .Owszem .Bywaj.Do zobaczenia.Lubię cię.Nie. spuszczę z was krew jak z wieprzka. To się lepiej sprawdza. . Do zobaczenia tedy. . . Poprawił popręg. wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek. sztywne jeszcze i oporne w klamrze.uśmiechnął się szeroko krasnolud. . Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. Geralt . Nie zamierzam.Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? .odezwał się nagle poeta. . Na nas czas. .Geralt . Odjechali demonstracyjnie wolno. a później skręcimy na Kupiecki Szlak. skrzyżowawszy ręce na piersi. gdy skryli się w lesie.Do zobaczenia. dlaczego. choć sama nie wiem. Przecież ja i tak wiem.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. Ani słóweczka.Wolę uważać na innych. że wyruszymy nie zwlekając? . Wielcem rad z naszego spotkania.powiedział poważnie. że mnie lubisz. . Bywaj. liczę na następne. Zbliżył się Jaskier. Dennis.Dzięki za gościnę. Ze świątyni. . przytroczony do niej srebrny miecz. Nenneke stała obok nieruchomo. Geralt. prowadząc swego karogniadego wałacha.Odwzajemnione. . . dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. Rycerz zbladł jeszcze bardziej. nie oglądając się. Uważaj na siebie. Przeszli w kłus dopiero wtedy. Nenneke.

Iola wygięła się w łuk. Krew. Krew. Nenneke. westchnął głośno.. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. . .krzyczała Nenneke. To ważne. Nie wiedziała. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej.Iola!!! Nenneke.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. przytrzymała ją za ramię i włosy. ale jego medalion targnął karkiem tak. Dziewczyna spuściła głowę. Krew. Śmierci. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. zacisnęła szczęki. . Ich ręce zetknęły się. I pragnęła. Dzięki. tworząc wdzięczną kompozycję. co należało powiedzieć. uklękła na nogach Ioli. Nenneke uniosła się na kolana. pucołowatej buzi. Weź kuferek. jakich słów należało użyć. że odruchowo się schylił. masz wszystko. Krzyk. by nie chichotać.Iola! . Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie. Jaskier. Krew i krzyk. wstała z wysiłkiem. krzyknęła coś. gdyby mogła. co powiedziałaby. . Geralt. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk .. przypadła do lezącej na ziemi. . dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. wiesz które. Tak bardzo chciała coś powiedzieć. Jedna z adeptek stała jak porażona. czego brakowało. Nie wiedziała. Nie miała pojęcia.Nie zapomnę. Bierz regularnie przez dwa tygodnie.westchnęła Nenneke. podała mu kuferek. Iola znieruchomiała. Nie zapomnij. Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. I to lekarstwo. Uzupełniłam twoje eliksiry. czego wiedźmin nie zrozumiał. otwierając usta w bezgłośnym. wyprężonej. czerwieniejąc z wysiłku. niemym wrzasku. Krzyk. W bezwstydzie końca.Iola! Mów! Mów. zagryzła. bystrzejsza. zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej. Iola. blady jak płótno.unikała jego wzroku.Na Wielką Melitele . Krew. . . z szybkością niebywałą przy jej tuszy. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku. druga. Kości jak białe połamane patyczki.Cały orszak pożegnalny.

Wiedźmin stał nieruchomo. zbiegły się. Nenneke. Odwróciła się do Geralta. gwałtownym ruchem.powiedziała do adeptek.szepnęła nie patrząc mu w oczy. . Nie pierwszy raz.. .. Geralt.powtórzyła kapłanka. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym. .. Zaraz przyjdę. widziałeś to? ... .Nic nie mów.Ty widziałeś. przerażone i milczące. Nenneke. mnąc wodze w spotniałej dłoni. . . Kapłanka wolno pokręciła głową.Ja też to widziałam. nie jedź.Muszę.. .Nie jedź. poważne.Muszę. I nie zostawiajcie jej samej. Zajmij się Iolą.Tak.Zabierzcie ją . . Było już ich więcej. .. . . . Iola.Żegnaj . proszę.Weźcie ją .Geralt.I co? . Do zobaczenia. Przez chwilę.Nie ma sensu oglądać się za siebie...Ostrożnie.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful