ANDRZEJ SAPKOWSKI

OSTATNIE ŻYCZENIE

GŁOS ROZSĄDKU 1 WIEDŹMIN GŁOS ROZSĄDKU 2 ZIARNO PRAWDY GŁOS ROZSĄDKU 3 MNIEJSZE ZŁO GŁOS ROZSĄDKU 4 KWESTIA CENY GŁOS ROZSĄDKU 5 KRANIEC ŚWIATA GŁOS ROZSĄDKU 6 OSTATNIE ŻYCZENIE GŁOS ROZSĄDKU 7

3 4 27 32 55 59 90 94 124 129 161 167 21

GŁOS ROZSĄDKU 1
Przyszła do niego nad ranem. Weszła bardzo ostrożnie, cicho, stąpając bezszelestnie, płynąc przez komnatę jak widmo, jak zjawa, a jedyny dźwięk, jaki towarzyszył jej ruchom, wydawała opończa, ocierająca się o nagą skórę. A jednak ten właśnie nikły, ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina, a może tylko wyrwał z półsnu, w którym kołysał się monotonnie, jak gdyby w bezdennej toni, zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza, pośród falujących leciutko pasemek morszczynu. Nie poruszył się, nie drgnął nawet. Dziewczyna przyfrunęła bliżej, zrzuciła opończę, powoli, z wahaniem oparła zgięte kolano o krawędź łoża. Obserwował ją spod opuszczonych rzęs, nadal nie zdradzając, że nie śpi. Dziewczyna ostrożnie wspięła się na posłanie, na niego, obejmując go udami. Wsparta na wyprężonych ramionach musnęła mu twarz włosami, które pachniały rumiankiem. Zdecydowana i jakby zniecierpliwiona pochyliła się, dotknęła koniuszkiem piersi jego powieki, policzka, ust. Uśmiechnął się, ujmując ją za ramiona, bardzo wolnym ruchem, ostrożnie, delikatnie. Wyprostowała się, uciekając jego palcom, promieniująca, podświetlona, zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu. Poruszył się, ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmiany pozycji, lekkimi, ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi. Odpowiedział. Nie cofała się już przed jego dłońmi, odrzuciła głowę w tył, potrząsnęła włosami. Jej skóra była chłodna i zadziwiająco gładka. Oczy, które zobaczył, gdy zbliżyła twarz do jego twarzy, były wielkie i ciemne, jak oczy rusałki. Kołysany utonął w rumiankowym morzu, które wzburzyło się i zaszumiało, zatraciwszy spokój.

WIEDŹMIN
I Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej. Szedł pieszo, a objuczonego konia prowadził za uzdę. Było późne popołudnie i kramy powroźników i rymarzy były już zamknięte, a uliczka pusta. Było ciepło, a człowiek ten miał na sobie czarny płaszcz narzucony na ramiona. Zwracał uwagę. Zatrzymał się przed gospodą "Stary Narakort", postał chwilę, posłuchał gwaru głosów. Gospoda, jak zwykle o tej porze, była pełna ludzi. Nieznajomy nie wszedł do "Starego Narakortu". Pociągnął konia dalej, w dół uliczki. Tam była druga karczma, mniejsza, nazywała się- "Pod Lisem". Tu było pusto. Karczma nie miała najlepszej sławy. Karczmarz uniósł głowę znad beczki kiszonych ogórków i zmierzył gościa wzrokiem. Obcy, ciągle w płaszczu, stał przed szynkwasem sztywno, nieruchomo, milczał. - Co podać? - Piwa - rzekł nieznajomy. Głos miał nieprzyjemny. Karczmarz wytarł ręce o płócienny fartuch i napełnił gliniany kufel. Kufel był wyszczerbiony. Nieznajomy nie był stary, ale włosy miał prawie zupełnie białe. Pod płaszczem nosił wytarty skórzany kubrak, sznurowany pod szyją i na ramionach. Kiedy ściągnął swój płaszcz, wszyscy zauważyli, że na pasie za plecami miał miecz. Nie było w tym nic dziwnego, w Wyzimie prawie wszyscy chodzili z bronią, ale nikt nie nosił miecza na plecach niby łuku czy kołczana. Nieznajomy nie usiadł za stołem, pomiędzy nielicznymi gośćmi, stał dalej przy szynkwasie, godząc w karczmarza przenikliwymi oczami. Pociągnął z kufla. - Izby na nocleg szukani. - Nie ma - burknął karczmarz, patrząc na buty gościa, zakurzone i brudne. - W "Starym Narakorcie" pytajcie. - Tu bym wolał. - Nie ma - karczmarz rozpoznał wreszcie akcent nieznajomego. To był Riv. - Zapłacę - rzekł obcy cicho, jak gdyby niepewnie. Wtedy właśnie zaczęła

się ta cała paskudna historia. Ospowaty drągal, który od chwili wejścia obcego nie spuszczał z niego ponurego wzroku,, wstał i podszedł do szynkwasu. Dwójka jego towarzyszy stanęła z tyłu, nie dalej niż dwa kroki. - Nie ma miejsca, hultaju, rivski włóczęgo - charknął ospowaty, stając tuż obok nieznajomego. - Nie .trzeba nam takich jak ty tu, w Wyzimie. To porządne miasto! Nieznajomy wziął swój kufel i odsunął się. Spojrzał na karczmarza, ale ten unikał jego wzroku. Ani mu było w głowie bronić Riva. W końcu, kto lubił Rivów? - Każdy Riv to złodziej - ciągnął ospowaty, zionąc piwem, czosnkiem i złością. - Słyszysz, co mówię, pokrzywniku? - Nie słyszy. Łajno ma w uszach - rzekł jeden z tych z tyłu, a drugi zarechotał. - Płać i wynoś się! - wrzasnął dziobaty. Nieznajomy dopiero teraz spojrzał na niego. - Piwo skończę. - Pomożemy ci - syknął drągal. Wytrącił Rivowi kufel z ręki i jednocześnie chwytając go za ramię, wpił palce w rzemień przecinający skosem pierś obcego. Jeden z tych z tyłu wzniósł pięść do uderzenia. Obcy zwinął się w miejscu, wytrącając ospowatego z równowagi. Miecz zasyczał w pochwie i błysnął krótko w świetle kaganków. Zakotłowało się. Krzyk. Ktoś z pozostałych gości runął ku wyjściu. Z trzaskiem upadło krzesło, głucho mlasnęły o podłogę gliniane naczynia. Karczmarz - usta mu dygotały -patrzył na okropnie rozrąbaną twarz ospowatego, który wczepiwszy palce w brzeg szynkwasu, osuwał się, niknął z oczu, jak gdyby tonął. Tamci dwaj leżeli na podłodze. Jeden nieruchomo, drugi wił się i drgał w rosnącej szybko ciemnej kałuży. W powietrzu wibrował, świdrując uszy, cienki, histeryczny krzyk kobiety. Karczmarz zatrząsł się, zaczerpnął tchu i zaczął wymiotować. Nieznajomy cofnął się pod ścianę. Skurczony, spięty, czujny. Miecz trzymał oburącz, wodząc końcem ostrza w powietrzu. Nikt się nie ruszał. Zgroza, jak zimne błoto, oblepiła twarze, skrępowała członki, zatkała gardła; Strażnicy wpadli do karczmy z hukiem i szczękiem, we trzech. Musieli być w pobliżu. Okręcone rzemieniami pałki mieli w pogotowiu, ale na widok trupów

Nie był ani zabobonny. . nie tu.rozkazał strażnikom.natychmiast dobyli mieczy. Któryś z gości zerwał się.wrzasnął jeden ze strażników rozdygotanym głosem. goście zakrywali twarze połami kubraków. . Dwaj pozostali wyszli za nim. ani bojaźliwy. nie pozwalający mu obejść Riva z boku.rzekł nieznajomy. metalicznym głosem.Rzuć to. Gdy wymijali stoły. lewą ręką wyciągnął sztylet z cholewy. dziko. ale nie uśmiechało mu się pozostanie z białowłosym sam na sam. . którymi gęsto nabijane były długie aż do łokci mankiety skórzanego kaftana. jeśli wola.Rzuć to! . Błysnęły ćwieki. szybki znak.Słucham . oglądając się niepewnie. opuszczając miecz. zasłaniając twarze przedramionami. trzymającego się bliżej drzwi. . uniesioną do góry. bo ci łeb rozwalę! Riv wyprostował się. Rzuć miecz. . . zastanowił się.krzyknął do trzeciego.Tak. psie nasienie. Nieznajomy poszedł w ślad.rozdarł się ten rozdygotany.rzekł Velerad. podrapał się w podbródek. nakreślił w powietrzu skomplikowany.Wyjdźcie . Riv przylgnął plecami do ściany. przeraźliwie. ale na powrozie! .A wy trzej przodem. Szybko chwycił klingę pod lewą pachę. Ruszył ku wyjściu. opuszczając głowę. II Velerad.A ty siadaj. grododzierżca Wyzimy. inny znowu pomknął ku drzwiom.Leć po ludzi. Wreszcie zdecydował się. chowając miecz do pochwy. Nie miał już ani miecza. Drogi nie znam. . a prawą.Pójdziesz.powtórzył nieznajomy dźwięcznym. . . bawiąc się ciężkim buzdyganem leżącym na . pospiesznie. tyłem.Sam pójdę.Nie trzeba . Tam dalej. Treska! .Sam pójdę . . a sztylet do cholewy. . Nieznajomy usiadł. ani czarnego płaszcza. panie . Kobieta znów zakrzyczała. Nie.wymamrotał strażnik. . zbóju! Pójdziesz z nami! Drugi strażnik kopnął stół. Strażnicy momentalnie cofnęli się. Prowadźcie do grododzierżcy. w stronę strażników.

Na medalionie wyobrażony był łeb wilka z wyszczerzonymi kłami.stole. Wiesz co. Velerad sapnął gniewnie.Z Rivii. bracie. To poważna sprawa. Wielu już próbowało. nieźle. Za takie rzeczy u nas w Wyzimie wbija się na pal. wydobył spod niego zwitek białej koźlej skóry. nie pytam z ciekawości. . jak wnoszę z wymowy? . Ano. prawda. co paru obwiesiów pochlastać. . prawa pilnuję i porządku! Ludzi mordować nie pozwolę! Zrozumiałeś? Riv kiwnął głową na znak.Wiem.A . patrząc na wytrawione na skórze runy. Siedział nieruchomo z rękami na kolanach.mruknął Velerad. Ja tu. a prawo prawem. mości rozbójniku. To mój fach. . całkiem nieźle. . -Napisane jest: trzy tysiące. próba rzucenia uroku. Że też od razu się nie domyśliłem.Trzy tysiące .Imię jakieś masz? Może być byle jakie. Ale orędzie orędziem. Znaczy. Riv rozpiął kubrak.Jestem Velerad.Na rozstajach.Co za parszywe czasy! Jeszcze . To. Podpisane jest: j Foltest. że zrozumiał. . po karczmach przybijacie . nie to samo. Geralt? Z tym . król.Tak. . wysłucham cię przedtem. .Nie jestem zainteresowany królewną . chociaż tego miłościwy Foltest nie dopisał.powiedział cicho. Napisane jest: trzy tysiące orenów nagrody.Co za czasy . .westchnął grododzierżca. pan Temerii. jak ludzie gadają. co napisane? .Velerad wydął wargi. grododzierżca Wyzimy. Pontaru i Mahakamu.Znak wiedźmiński masz? Nieznajomy znów sięgnął w rozcięcie kaftana. wygrzebał okrągły medalion na srebrnym łańcuszku.rzekł spokojnie Geralt.To taka sprawa. Co mi masz do powiedzenia.Prawda to. . Ale ze mnie sprawiedliwy człek. .Velerad klepnął w orędzie otwartą dłonią z tym daj sobie spokój. . Z Rivii. . zanim pójdziesz do lochu? Trzech zabitych. tylko dla ułatwienia rozmowy. . grododzierżco. najprawdziwsza. .I królewna za żonę. prawda. w Wyzimie.Nazywam się Geralt. . Mów.Może być i Geralt.

no. siadaj bliżej. . Geralt. za rządów starego Medella. . uważasz. .Nie dziwota. kto by pomyślał. Z siostrą. . że mu to z wiekiem przejdzie. że takie profesje będą? Wiedź-mini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców! Geralt? W twoim cechu piwo wolno pić? . może królowa.zawołał. Choroby.Velerad popił piwa. ale z dobrych źródeł. swojego ojca. grododzierżco .Geralt uniósł głowę. o jakich nikt dawniej nie słyszał. . Adda była młodsza od niego.Uparłeś się. nawet po pijanemu.. . a teraz akurat: upiory. ale nikt niczego nie podejrzewał.A ty. w górach. i dobrze.dwadzieścia lat temu. A tymczasem krótko po swojej koronacji. ściszył głos. a Foltest zaczyna gadać o ślubie. Liczyliśmy. zaraz po śmierci starego króla.popchnął zwitek skóry po blacie stołu. zawsze trzymali się razem.Parszywe czasy nastały . mówisz? A znam. żeby z pierwszej ręki. Nie to. . Foltest przeszedł samego siebie. Słuchaj . Krótko mówiąc: zrobił dziecko swojej rodzonej siostrze Addzie. Aż nam wszystkim szczęki poopadały. W Mahakamie. Udało się. pokazywał nam.. Po wsiach rusałki i płaczki porywają dzieci.Znacie szczegóły? Velerad odchylił się na krześle.O to mi właśnie chodzi. Po lasach dawniej aby wilki wyły. włos się jeży. bo akurat Vizimir z Novigradu umyślił wydać za Foltesta swoją Dalkę.Pewnie. . to już idzie w setki. Potem.Piwa! .Nasz miłościwy Foltest jeszcze jako królewicz. aż roi się od bobołaków. co potrafi. No i jeszcze to do kompletu! .Szczegóły. a potrafił wiele. splótł dłonie na brzuchu. z takim brzuchem. a tu trzeba trzymać króla za ręce i nogi. borowiki jakieś. Co mi tam. Geralt.To królewskie orędzie. Geralt? Sytuacja zrobiła się napięta jak diabli. . a tu Adda o. wilkołak albo inna zaraza. . Jak chcesz. gdzie nie spluniesz. bo obrażony Vizimir wyprułby z nas bebechy. Krótko: patrzymy.monologował Velerad pociągając z kufla. . Namnożyło się wszelkiego plugastwa. bo chce biec i lżyć posłów. wysłał poselstwo. że taki popyt na wasze usługi. Velerad klasnął w dłonie. Piwo było zimne i pieniste.

jakby tu rzec. . na swoje szczęście. bo zaczyna się. co to je noszą. strzyga. wrzask w pałacu.grododzierżca zajrzał do kufla. Zmarła zresztą zaraz. zleciało się ich z dziesięciu. nikt. w twoim zawodzie pewnie je masz. Aż tu którejś nocy. kiedy okazało się. pewnie żeby psy odpędzać. ale już potem.ciągnął Velerad . inny radził odrąbać jej łeb szpadlem.W każdym razie należało wezwać kogoś z Wiedzących. jak mi się zdaje. bracie.nie bez pomocy Addy. Jednym słowem. wiedźmini. Foltest skrzyknął do nas całą gromadę czarowników. która wpłynęła na braciszka.Mówisz o tych wydrwigroszach z gwiazdkami na kapeluszach? A jakże. Geralt. zamieszanie! Co tu dużo gadać. . Jazgotali jeden przez drugiego. ale dla mnie to darmozjady i durnie. Adda. że szczują ich regularnie. .Niektóre rady czarowników wydawały się całkiem niegłupie. że nie widziałeś trupów. a druga dostała pomieszania zmysłów i do dzisiaj jest kołowata. udało się wyperswadować szczeniakowi szybki ślub. . wiele osób nie widziało. I co z niego nocami wyłazi. Przepraszam. krzyk. o mało nie pobili się tymi swoimi drągami. ale do rzeczy . A teraz słuchaj. Tak jak ja. że nadbękart nie był specjalnie urodziwy. ale jedna położna wyskoczyła oknem z wieży i zabiła się. Geralt uśmiechnął się. Siedem lat od pogrzebu był spokój. nie skomentował. konkretni.Wtedy . Wy. była pełnia księżyca. Sądzę zatem. nie przeżyła porodu. To była dziewczynka. znasz się na tym. jeśli masz inne zdanie o czarodziejach. . a potem Adda urodziła. w przepisowym czasie. co leży w tym sarkofagu. nie spieszył się zanadto z podwiązywaniem pępowiny. dolał piwa sobie i Rivowi. a nie chować go w sarkofagu "w podziemiach pałacu.jak mówiłem. Foltest po raz kolejny zrobił z siebie durnia. A myślę. budzicie wśród ludzi większe zaufanie.No.Geralt uniósł głowę. Tego. Jeden proponował spalenie strzygi razem z pałacem i sarkofagiem. . a i zęby wyrosły mu jak się patrzy.Za późno teraz na roztrząsanie . Pewnie ominąłbyś Wyzimę szerokim łukiem. bo ja wiem. Niemowlak podrósł w trumnie. co się urodziło. i to nieźle. A zaczęło wyłazić nie od razu. No. jak ich kto poszczuje. Szkoda. Jesteście przynajmniej. o nie. a jakże. A potem. pozostali byli zwolennikami wbijania osinowych kołków w różne . zakopać gdzieś na pustkowiu. Geralt milczał. orędzie też czytałeś. Nadbękarta trzeba było spalić albo.

ale za mało. poszedł na noc do dworzyszcza. . Foltest. a ze wszystkich możliwych zakamarków kraju pościągał do Wyzimy szarlatanów. Geralt. Tyle że co jakiś czas kogoś zagryzie. Niestety. poszło nam o przesuwanie słupów granicznych. by szukali nowych czarowników. głównie nad miską i kuflem. niech spoczywa w pokoju. Geralt. A strzyga ma się dobrze. wiele z niego nie zostało. że strzyga w tym czasie zagryzała co rusz kogoś innego. Jak łatwo zgadnąć. które dawniej zwykł był wrzucać do wychodka. błazen w spiczastej czapce na łysym czerepie. nawet jeden pastuszek. ale co jakiś czas opada go znowu ta mania i rozsyła konnych. że Foltest nie mieszkał już w pałacu. ale z porządnych. który wymyślił. zaczyna już przebąkiwać o małżeństwie i ogląda przesyłane przez sąsiednie dwory konterfekty. Po czym. litość brała. Zakazał wszelkich prób zabicia strzygi. co ją próbują odczarowywać.I tak to się ciągnie.części ciała. To była dopiero malownicza kompania! Jakieś pokręcone baby. Tego. jest chociaż taki pożytek. że to są czary. kiedy diablica spała w trumnie. bracie. Ale Foltest uczepił się tego pomysłu jak rzep psiego ogona. brudni. oczywiście za dnia. zmordowana po nocnych uciechach. znalazł się jeden. błędnych rycerzy. trzy tysiące. Można się przyzwyczaić. i już. nawiasem mówiąc. kretyn znany w całej okolicy. dodawać chyba nie muszę. za mało. śliczna jak malowanie. po krzyku. No i dawaj czarować. wyobrażasz sobie. co to był za półgłówek. . No. sześć lat. Trzeba tylko przesiedzieć w krypcie całą noc. przez co zbiegło się trochę postrzeleńców. Nikt już tam nie mieszkał. Pewnie. A z tych bohaterów. zrozumiałych powodów. Ja bym ich wszystkich powiesił. że to się da odczynić i że ze strzygi znowu będzie Foltestowa córeczka. Mieliśmy w tym czasie trochę innych zmartwień. aby odczarować strzygę na królewnę. garbaty eremita. zawszeni. bodajże tylko czapka i laga. A Foltest ma nowy pałac. a nie tam o jakieś córki czy koligacje. Ani tego. że bestia nażera się na miejscu i nie szwenda poza dworzyszczem. bo pobiliśmy się z Vizimirem z Novigradu. popił piwa. No i nagrodę obiecał. paru nawet powiesili na ostrokole. nie zwracając na oszustów i ich zaklęcia żadnej uwagi. Wiedźmin milczał. Velerad przerwał. bo to się urodziło tak jakoś czternaście lat temu. całkiem ładny. niektórych Foltest albo rada zdemaskowali prędko. jacyś kulawcy.

jak opowiadają. Ostatnio. Królewna za żonę. Wiedźmin nie ponaglał go. dwóch czeladników szewskich. nie spuszczając z wiedźmina wzroku. wzruszali ramionami i odjeżdżali. którzy pognali do dworzyszcza galopem. a jakże. No to wsadziliśmy go do worka i wrzuciliśmy do jeziora.Nie wiem.. co prawda. był jeden.Było kilku. Velerad milczał przez chwilę. Geralt pokiwał głową. . Dlaczego szewcy są tacy głupi. -Dlatego jak pójdziesz do pałacu. że jest okazja wejść do królewskiej rodziny. Nie wiem.Był jeszcze jeden. Z pół strzelenia z łuku. nie żądaj złota z góry.To wszyscy? . to żart jest wyjątkowo ponury. No a potem przyjechał jeden. Najczęściej. wspomniałem ci. kto to wymyślił. Jeżeli tam w ogóle pójdziesz. ale chciał te trzy tysiące koniecznie z góry. który ciągle jeszcze przybija te orędzia na rozstajnych drogach.przytaknął grododzierżca. . Jeżeli zaś już o nagrodzie mowa. .przez sześć lat nikt nie załatwił sprawy? .Przez sześć lat . jak tylko wieść gruchnęła. Geralt. .Ano nie .Geralt uniósł głowę . Tyle że chętnych zrobiło się jakby mniej. A wiedźmini. Jest ich nawet sporo . młodszy był od ciebie. ale jeżeli strzyga wygląda tak.Zębata królewna rozwłóczyła jego flaki na sporej odległości. Mówię o Folteście. Geralt? .Bo pewnie sprawa jest nie do załatwienia i przyjdzie się z tym pogodzić.Ano. Ten spróbował.Velerad popatrzył na wiedźmina przenikliwie. twoja sprawa. ostatnio zaczęło się mówić o jej drugiej części. Konkretnie. Dlatego też znacznie wzrósł mój szacunek dla wiedźminów. . a nie zabić. imienia nie pamiętam. o ile je w ogóle podał. grododzierżco? Próbowali? . naszym miłościwym i ukochanym władcy. że strzygę trzeba odczarować. nie brakuje. Wszelakoż nie zabrakło durniów.No i? . kiedy usłyszeli.Oszustów nie brakuje.Pójdę. . .Nie. . Pamiętaj jednak o mojej radzie.

Rozumni ludzie . Szelma wiedźmin na to. jak powiadają.mówią o tysiącu. co było robić. jeśli wziąć pod uwagę. jeżeli zabije lub okaleczy strzygę.zadrwił Velerad.Jedni mówią: osiemset.pewnie mają. Zobaczył ją więc i tej samej nocy zwiał. .rzekł Velerad. roześmiał się tylko i zaczął się pakować. W końcu król daje trzy tysiące. wiadomo. Złożyliśmy się. Plotka głosi że ci ludzie przekonali po cichu wiedźmina. ale potem. .rzekł wreszcie grododzierżca.mruknął grododzierżca . bo bestia nie wyłazi z krypty tylko po to. . . żeby rozprostować nogi.Potem podjął się zadania.Geralt.. pierwszej nocy.zaczął . nawet na wysokich stanowiskach. . Łaził.Wiedźmin nie chciał iść od razu. .Nie zapominaj o narzeczonej ... . No. zapewne w akcji. Geralt. Wreszcie. gdy mu Foltest zagroził szubienicą. Geralt wykrzywił lekko wargi w czymś. powiadam ..zapewne mają jeszcze te pieniądze? Wiedźmini nie biorą z góry. No.Niedużo.O czym my rozmawiamy? Wiadomo. nie psuj mojego wyobrażenia o wiedźminach! To już trwa sześć lat . Velerad ponownie ściszył głos prawie do szeptu. którym cała ta sprawa obrzydła.Inni . no że zdarzył się wypadek przy pracy. . zobaczył strzygę.. nachylając się przez stół.Plotka nie mówi. . królowi powiedział. że| za darmo sami sobie możemy chodzić na strzygi. Widzisz. że czar nie podziałał. . jest tu w Wyzimie paru rozumnych ludzi.. rozzłości się.rzekł Velerad . że nie dostaniesz tamtych trzech tysięcy. że plotka wszystko wyolbrzymia. że córeczka spadła ze schodów. ale skończy się na tym.. potargowali.Skąd to niby wiadomo? Velerad huknął dłonią o blat stołu. zatłukł strzygę. aby nie ba wiać się w żadne ceregiele ani czary. ile tego jest? Velerad wyszczerzył zęby. Bez pożegnania. Geralt pokręcił głową. . co prawdopodobnie miało być uśmiechem.. . czaił się. Z początku.Nic. Tylko że nic i tego nie wyszło. Król. . Geralt podniósł brwi.. kręcił po okolicy.Ano . że| nie zapłaci ani orena nagrody.Tak .Był jeszcze jeden. .

który zgłupiał od pustelniczego wiktu. nawet się nie targował. i trzeba ją zabić.Nie. Velerad podrapał się w głowę. daleka od pałacu. jak ocalić mnie przed gniewem króla i przygotować te tysiąc pięćset orenów. o których mówi plotka.Po co się spieszyć? Przecież naprawdę może zdarzyć się wypadek przy pracy. Słuchaj.Nie. . bo spała z własnym bratem. uciekł na sam widok strzygi.uśmiechnął się wiedźmin. To znaczy. w Wyzimie. bzdura. .z hakiem! Strzyga wykańcza do pól setki ludzi rocznie. Myślicie. czekamy na cud i ryglujemy drzwi przy każdej pełni księżyca albo wiążemy przestępców do palika przed dworzyszczem licząc.Ani trochę.Ten. a muszę wam powiedzieć. Ale z tym odczarowywaniem to bzdura. bracie. A my tu. .Geralt? Tysiąc dwieście? . teraz mniej. Oczywiście. Prócz Foltesta. że bestia nażre się i wróci do trumny. gdyby to było takie proste. Strzyga żre ludzi. Nie. rzecz jasna. panie Velerad .powiedział wiedźmin stanowczo. ryzyko jest większe niż tysiąc. w zdolności magów i wiedźminów. okaże się. zatłukli go kłonicami i nawet nie uznali za celowe się tym szczególnie chwalić. w którą nie wierzy nikt. dwa lata temu kmiotkowie z jakiegoś zapadłego zadupia pod Mahakamem.Niezły sposób . To nie jest łatwa robota. że dali się . że odczarować jest czasem łatwiej niż zabić. jak to strzyga. tego nowego. wymyślona przez garbatego i usmarkanego dziada.Grododzierżco .Naprowadzę cię osobiście.Przestępczość zmalała? .rzekł Geralt. Czy nie jest większe niż półtora tysiąca. Co będzie z propozycją rzuconą przez rozumnych ludzi? . do pewnego stopnia. . niejedno widziałem i wierzę. poszli kupą. W końcu któryś z moich poprzedników zabiłby strzygę. ja się przedtem pożegnam.Miało być tysiąc. którędy? . bo wszyscy trzymają się z. normalnie i po prostu. Wtedy rozumni ludzie winni pomyśleć. ja wierzę w czary. . Nie. któremu dawaliście tysiąc. Król daje trzy.Do pałacu. Geralt! Adda urodziła strzygę. którym smok wyżerał owce. . . niezależnie od moich intencji. taka jest prawda i żaden czar tu nie pomoże. grododzierżco. .

Velerad! .twarz.Radbym posłuchać. .Wiedźmin z Rivii .Też. Tylko przed królem ani mru-mru o możliwości wypadku przy pracy.zagryźć tylko dlatego.Od czego ci tak łeb posiwiał? Od czarów? Widzę. co robimy.Wprowadziłeś go w szczegóły? . że bali się króla? . . panie. spojrzał królowi w oczy. Siedział na karle rzeźbionym z czarnego drewna. Umowa stoi.powiedział król po chwili jaka zapadła po wstępnej przemowie Velerada. na skrzyni siedział starszy. bogato odziany. Dobrze już. Wielmoża. panie. Obok. . Geralt skłonił się jeszcze niżej. . nic nie mów.Velerad smętnie pokiwał głową. z dumnym wyrazem twarzy.Tak. masz niejakie? . . że. . Ale tak. przy którym grzały się dwa.Tak. Foltest zawahał się. że nasz kodeks zabrania mówienia o tym. .Wiecie wszak. jak ocenił wiedźmin. bez szczegółów.Wygodny kodeks.Z wampirami.Tak.za ładną . potężnie zbudowany mężczyzna z brodą. mości wiedźminie. psy. Foltest odwrócił wzrok. . To żart. Doświadczenie. . dobrze. III Foltest był szczupły. z borowikami miałeś do czynienia? . z leszymi? . niestary. Szczerze ci radzę.Geralt schylił głowę. .Słucham.Dobra. wielce wygodny. nogi wyciągnął w stronę paleniska. jak śmiem przypuszczać. Nie miał jeszcze czterdziestki. miłościwy panie. .Ze strzygami? Geralt uniósł głowę. miał ładną . Za królem stał drugi. panie . bracie .Też.

mości wiedźminie? Ach. . udzielcie mu tyle informacji.. nagroda jest twoja.Dobrze. Twierdzi. patrzył na wiedźmina spode łba. Segelin. Kodeks. zaklął. panie Ostrit? . Oni zawsze dużo pytają. "o nie wchodzi w rachubę. . ile będzie chciał.. że królewnę można odczarować. wiedźmini. Może jeszcze coś dorzucę.Uda ci się.rzekł wielmoża.Nie.Czy wśród Wiedzących był ktoś znany? Sławny? .Zadajcie je. . mości wiedźminie.Mówił grododzierżca. Łatwiej unikniecie takiej pomyłki przy królu.Tak było. i związanych z tym przykrości. zajrzał do dzbana.Nie pamiętam . zapomniałem. natychmiast rozsiedli się przy stole. który zajął fotel Foltesta.Ale wiem. panie Segelin. A wy. Foltest wyszedł. bajania pospólstwa co do ożenku z królewną nie zawiera słowa prawdy. To tyle. Stąd wiem. wiedźminie. . Oczywiście. Dobrze. pnam go i wiem. Tylko jedna mała uwaga. O czym chcielibyście rozmawiać? Grododzierżca Velerad powiedział wam już chyba wszystko. Nie pamiętam imion. miłościwy panie. skinął na Geralta. . gładząc dłońmi rzeźbione poręcze. W jaki sposób. . panie. że po pojawieniu się strzygi król wezwał wielu Wiedzących.. mówcie: "królewna". gwizdnął na psy i ruszył ku drzwiom. Nakarmcie go i niech mieszka w pałacu. że nie| którzy cieszyli się .Siadajcie. którzy dotychczas stali. . Nie sądzisz chyba. że jesteś rozumny.Tylko kilka pytań. Ostrit. . Ale nie mówcie: "strzyga". ty swoją położysz na pieńku. a nie odczynianie uroków. zamykając za sobą drzwi. Grododzierżca dopił w połowie pełny puchar króla. zostańcie. siadajcie. Było tu już u mnie kilku wiedźminów. że powiedział prędzej za dużo niż za mało. prawda. że wydam córkę za byle przybłędę? . Ostrit. Zaraz wieczerzę podadzą.Tak.Byli tacy i wówczas. że waszą specjalnością jest raczej zabijanie. . jeśli dobrze się spiszesz. i wy. Niech się de włóczy po karczmach -Król wstał. Velerad i wielmoża. brodacz. . i później.To wiem od dawna. To dowodzi. Przy drzwiach odwrócił się. Jeżeli mojej córce spadnie włos z głowy. Nie sądzę. mówiłeś mu? Dobrze. Velerad. rozrzucając słomę pokrywającą podłogę komnaty.

. . . królewny. opazurzone jak u żbika. Segelin uśmiechnął się lekko. . wystarczyło. prawda? Velerad zapomniał dodać.Czy ataki na lud zdarzają się tylko podczas pełni? .Ważne . aby ktoś spędzi] noc. ma mordę o ucha do ucha. że ma czternaście lat. i jak zrozumiałem. że jeszcze nie zaczęliśmy rozsyłać jej miniatur po zaprzyjaźnionych dworach! Królewna niech ją zaraza udusi.Byli dalecy od zgody .Nie. Velerad zerwał się z krzesła. proste . że królewna porusza się z niewiarygodną prędkością i jest o wiele silniejsza.Niech cię.Jeżeli napada poza starym pałacem. pełną zębów jak sztylety. wiszą jej d samej ziemi! Dziwię się.zmarszczył się Ostrit zerkając w stronę drzwi. niż można wnosić z jq wzrostu i budowy.Chciałbym usłyszeć opis. . choć tak obrazowy. różnie. Tfu! Pożera nadgryza. Miał to być proste.Tak . O ile to ważne. paru .Czy byli zgodni co do tego. . . jest faktem. A to. Mówiło się o tym dużo.powiedział wiedźmin. zaraz wieczerza będzie.Opis.Rzeczywiście. w podziemiu. . czas pomyśleć o wydaniu jej za jakiegoś królewicza! ..M każdym przedmiocie.wrzasnął.Pohamuj się. W pałacu.Zawsze pożera ofiary? Velerad splunął zamaszyście na słomę. a i to nie każdej. o jakiej słyszałem! Jej wysokość królewska córka. .Czy był chociaż jeden wypadek ataku za dnia? . . wręcz nie wymagające zdolności magicznych. Ale wychodzi tylko podczas pełni. był w miarę dokładny. ma już czternaście lat. grododzierżco . czerwone ślepia rude kudły! Łapska. . niezależnie od fazy księżyca. . Jednemu tylko głowę odgryzła. Ale takie stwierdzenie padło. Za dnia nie. zależnie od humoru zapewne. ludzi ginęli zawsze.uśmiechnął się Segelin. . od zachodu słońca do trzecich kurów. ma cztery łokcie wzrostu. przy sarkofagu.Królewna wygląda jak strzyga! . że zaklęcie można zdjąć . a ( to chodziło mości wiedźminowi.. zostawia. przypomina baryłę piwa.parsknął Velerad. Geralt.Jak najbardziej strzygowata strzyga. przeklęty nadbękart.sławą i uznaniem.odrzekł Segelin.

Przyprowadził go żołnierz w płaszczu z kapturem. strzyga.syknął Ostrit. panie. co chcesz.. odprawiając ich. będzie mniej ruchliwa. Geralt skinął na młynarza i żołnierza. Pazury zapewne ostrzejsze od żbiczych. kogo zaatakowała.. Odpowiadaj. i paru ogryzła na czysto. Rozmowa nie dała większych rezultatów. sześć lat temu. na którego napadła pod miastem. Taka jej mać! .Do pełni cztery dni. .Tak . O tym zresztą przyszedłem z tobą porozmawiać. .wtrącił Velerad . ale Addy nie obrażaj przy mnie. późnym wieczorem. Segelin i Ostrit spojrzeli po sobie. .O strzydze gadaj. Nie bawmy się w dyplomację.Nie ma takiej potrzeby. Pamiętacie? IV Młynarza przyprowadzono na drugi dzień. . Więcej powiedziały wiedź-z -aminowi jego blizny: strzyga miała imponujący rozstaw szczęk i rzeczywiście ostre zęby.Kiedy przystąpisz do dzieła? . można by rzec. jąkał się.Strzyga.powiedział brodacz. . .Siadaj.I później . do goła. do komnatki nad kordegardą. choć mniej zakrzywione.wybebeszyła. Królewną to ona dopiero będzie. a przeżył? ..Wizyta nieoficjalna. bo przy królu się nie odważasz! . Velerad .cztery. Był to Foltest . Zakończywszy we własnej osobie. że byłeś w dworzyszczu przed południem. bełkotał. Żołnierz wypchnął chłopa za drzwi i zdjął kaptur.Na samym początku. Po pełni. mistrzu.spytał wiedźmin. Ale najedzona. w tym bardzo długie górne kły . . oględziny.. Tylko dlatego zresztą udało się młynarzowi wyrwać. . po dwa z każdej strony. królewna. Jednemu udało się uciec. rzuciła się na dwóch żołnierzy stojących warcie u krypty.. Zadowolony z wywiadu? Słyszałem. w której zakwaterowano wiedźmina.Tak.Czy był ktoś. nie wstawaj . Młynarz był przerażony. .Uważaj. pozornie nie zwracając uwagi na wybuch wielmoży.Wolisz sam się jej wcześniej przyjrzeć? .młynarz.rzekł król. .

Mistrzu. królu.Ale gdyby poszło źle. Ale nie o to chodzi. I tani. Mistrzu..rzekł po chwili. my zapłacimy. to raz. kopali doły. Kolejne. . Geralt potarł czoło. aby zabito ją. Tak zwykle postępuje się ze strzygami. Foltest przez dłuższą chwilę patrzył w oczy Riva. krótko i jasno: będzie czy nie będzie? Nie zasłaniaj mi się tylko żadnym kodeksem. To jasne. Co? Żeby zarąbać ludojadkę bez ceregieli. Możliwe są też odstępstwa od normy. czy nie. nie próbując uratować. strzelali do niej z łuków. zlikwiduje urok. kto zabiłby ją w obronie własnej. Król nie zapłaci.To nie jest proste. I jeżeli się nie mylę. bo to przypadek nieuleczalny.żachnął się Foltest. słuchaj! .Ciągle to słyszę od nie których. też się.Słucham. . musicie liczyć z taką ewentualnością.nieoficjalnie. Były już próby podpalenia starego pałacu. Ale nie dopuszczę. .wy krzywił się Geralt. . Nie rozgłaszam tego. . Trzecie pianie koguta. . no. .Potwierdzam. .Nie rozumiesz mnie. na pewno i nieodwołalnie. Zabić potwora.Takie proste? . . będę bronił swojego życia. .. że już z tobą rozmawiano. Bo król każe ściąć lub powiesić wiedźmina.. to rzeczywiście spędzając noc w dworzyszczu. Foltest wstał.Zamierzam zrobić. że czar można odczynić.powiedział wreszcie. Bo inaczej ona ciebie zabije. że inaczej się nie dało. Nie o to chodzi. Teraz Geralt chwilę pomilczał.Król nie wie . Wy. i królowi powiedzieć.Król bezwarunkowo każe ściąć wiedźmina? . Bardzo wygodny sposób. na samym wstępie. Trzeba tę noc przeżyć. o ile zaskoczy strzygę poza sarkofagiem. ale trzy. beznadziejne . panie. a złoto zostanie w kieszeni.Ale liczyć się taką ewentualnością wiedźmin raczej powinien. ale nie ukarałbym nikogo. gdy się zrobi gorąco.Tak . że zabijesz ją. Na przykład nie jedni noc. zastawiali sidła i wnyki dopóty.. czy mi się to podoba. dopóki kilku nie powiesiłem. Są też przypadki. co w mojej mocy . jestem pewien.

.Może. w komnacie..To jest poważna sprawa.Aha .. zdaje mi się. .aby do tego doszło. . Foltest zasępił się. nie bardzo ci nawet zależało..Nie sądzę jednak . . Tyle że.Czerwonooka? Z zębami jak krokodyl? .rzekł król..Różnie bywa. I co wtedy? . najlepiej inkluz. żarnowca i leszczyny.. . .przerwał Riv. trzeba spalić ciało. jeśli dobrze zrozumiałem. . Mistrzu? .Czy to jej może wrócić? Później? Wiedźmin milczał. panie. jak zmniejszyć niebezpieczeństwo. Będzie wymagała troskliwej opieki przez dłuższy czas. kilku wskazówek. A psychicznie? Codziennie na śniadanie wiadro krwi? Udko dziewczęcia? . Psychicznie.. Oprócz tego..Normalna czternastolatka.dodał Geralt .No? .Już teraz? Nie za wcześnie. Ryzyko jest wielkie Dlatego słuchajcie: królewna stałe musi nosić na szyi szafir. dzień i w nocy. . królu. Nie sposób powiedzieć.. .Jeżeli wszystko pójdzie dobrze. . należy co jakiś czas palić w kominku gałązki jałowca.Nie.Szafir z pęcherzykiem powietrza wewnątrz kamienia. czteroletniego dziecka. czternastolatka.Gdyby po długim. bo ja wiem. A co będzie? . że na poziomie. . . Stale. na srebrnym łańcuszku..Masz babo placek. . Dla pewności udzielę wam.Słucham.To jasne. I to prędko. kilkudniowym omdleniu zmarła.Aż tak? Pomimo mojego zezwolenia na obronę własną? Na którym. że rano znajdziecie w krypcie odczarowani królewnę i mojego trupa. trzyletniego. . Może się zdarzyć. królu.Fizycznie.Po tych trzech kurach nie będzie strzygi. Sądzę. .Już teraz . w której będzie sypiała.Co to jest inkluz? . mistrzu? A jeżeli.

. . że wasz związek z siostrą był przyczyną rzucenia czaru.Nie wiem.spytał. nie patrząc na Geralta. wiesz od kogo. Ale myślę. mistrzu. oczy mu zabłysły.. Nie obawiaj się. Mało kto żąda odczyniania uroków. chociaż nie wszyscy. nic ci nie grozi z mojej strony.Tym? . zabijesz ją również.Dziękuję ci za rady. . jeżeli będziesz miał cień wątpliwości. a więc i takiego skutku. Geralt? Skąd się biorą takie sprawy? Czary.Najczęściej. magia? . I wiedza. Czar trzeba rzucić. Za to nam zresztą najczęściej płacą. Ten jest na ludzi. Foltest odwrócił się. nic więcej. dochodzi jeszcze motyw zemsty. .Ile jest prawdy w gadaniu. normalna. . Nagrody oczywiście nie' dam. Dla nas. Wiedzący zajmują się badaniem przyczyn tych zjawisk. Milczeli chwilę. czy ci się udało w pełni. zatrzymał się przed mieczem wiedźmina wiszącym na ścianie. jeżeli. . . Będę na ciebie krzyczał przy ludziach. Jeżeli od-czynisz urok. A teraz ty posłuchaj mnie uważnie.. królu. jak je zwalczać.Foltest po raz pierwszy zwrócił się do wiedźmina po imieniu. zrobił kilka kroków po komnacie. wystarcza wiedza.Tak myślałem. wypędzę| z pałacu i z miasta.Nie.Niewiele.Słyszałem.. a dziewczyna nie będzie. bo Adda była moją siostrą? . Geralt? Pójdę z tobą do krypty. że to przypadek beznadziejny.Zabijać? ..Foltest zamyślił się. . Król wstał.Wykluczone. a nie inne. Jeżeli stwierdzisz. . że dziecko było takie. żadne zaklęcie nie rzuca się samo. . Tak mówili niektórzy z Wiedzących.Słucham. Jeżeli zaś potwór ma ludzi na sumieniu. . Zastosuję się do nich. wiedźminów. królu.Geralt . Może coś wytargujesz. że skupiona wola może takie zjawiska powodować.. Z reguły ludzie chcą się po prostu uchronić od zagrożenia. Wiesz co. zabijesz ją..

V Geralt po raz ostatni wyjrzał przez okno dworzyszcza. Wiesz. miał dużo. przegniłych belkowań i resztek szczerbatego ostrokołu. że mogłeś ich pokonać bez zabijania. czy idziesz ratować moją córkę. jak ją będziesz mordował. ale król zatrzymał się. bez pożegnalnego gestu. . Nie przytaknął. dlaczego? Geralt nie odpowiedział. Za jeziorem migotały niejasni światełka Wyzimy. Zmierzch zapadał szybko.Powtarzam. że zabiłeś tych opryszków wyłącznie dla rozgłosu. Prawda? Wiedźmin utkwił w królu swoje przenikliwe oczy. Przed sobą na stole miał niedużą. ani. Wiedźmin wrócił do zakurzonego stołu. jakie z ciebie ziółko. nie zostawiając nic oprócz kilku ruin. Opowiadano mi. Bałem się. czy też ją zabić. wykluczone. wolę. co zaszło w karczmie.Bo myślę . przy którym jednej z pustych.. ale Foltest wiedział. Muszę się zgodzić. Czasu.rzekł król . Foltest odwrócił się.. Jest dla mnie oczywiste. splądrowanych komnat przygotowywał się niespiesznie. czarowniku. Geraltowi przez chwilę zdawało się. Mogę jej już nigdy nie zobaczyć. nie skinął głową. . To pewna śmierć. Strzyga nie opuści krypty przed północą.myślę. okutą skrzyneczki Otworzył ją.Czy ty wiesz. spojrzał na niego. bo na zupełnie przeciwległy kraniec osiedla..powiedział. Znał odpowiedź. przeniósł swoją rezydencję sam król -pękaty stołb jego nowego pałacu czernił się w dali na tle granatowiejącego nieba. królu. mną. Boję się.. spokojnie. jak wiedział. Dookoła dworzyszcza było pustkowie -pas ziemi niczyjej. żeby wstrząsnąć ludźmi.Budzisz zaufanie . nie uczynił najmniejszego gestu. pieczołowicie. ruszył ku drzwiom. prawda? Mam prawo chociaż widzieć. Ale godzę się na to. którym miasto w ciągu sześciu lat odgrodziło się od niebezpiecznego miejsca. . . że ja jej nie widziałem? Ani po urodzeniu. Najdalej. Nie.. że ona cierpi. potem. Jestem pewien. że nigdy się nie dowiem.Pomimo że wiem. . Jeżeli osłabię uwagę. że wyjdzie bez słowa. których widać nie opłacało się rozbierać i przenosić. Również dla mnie.

głogu i wilczomlecza.Wewnątrz. składała się głównie z ciemiężycy. Wiedźmin uśmiechnął się krzywo . mimowolny grymas przerażenia i wstrętu wykrzywił mu usta. ukrył swój tobołek w palenisku zrujnowanego kominka i cicho jak nietoperz zbiegł po schodach. z łatwością wyłowił z ciszy szelest kroków na zarośniętym pokrzywami dziedzińcu. . Potem. Jak zresztą w całym dworzyszczu. Mieszanka. bieluniu. To nie mogła być strzyga.Pewnie ze . Dla człowieka. Klinga była z czystego srebra. stały flakoniki z ciemnego szkła. grubo owinięty owczymi skórami i okręcony rzemieniem. niespokojny. Geralt zarzucił miecz na plecy.Wyglądasz. pracę wszystkich organów ciała. stał się nagle przyspieszony^ chrapliwy. by nadchodzący człowiek mógł zobaczyć twarz wiedźmina. A potem ustał zupełnie.cofnął się gwałtownie. które rozbłysło czystym. który nie był. Inne jej składniki nie posiadały nazw w żadnym ludzkim języku. .powiedział. Geralt wyszeptał formułę. poddał pełnej kontroli. Wiedźmin wyjął trzy. jak wygląda. z zamkniętymi oczami. Ale mikstura pozwala widzieć w najgłębszych ciemnościach. Z podłogi podjął podłużny pakunek. Było za jasno. Siedział nieruchomo. Obnażył ostrze.wiedział. a o to Geraltowi chodziło. lśniącej pochwie pokrytej rzędami runicznych znaków i symboli. przyzwyczajony do niej od dziecka. Człowiek . wypił po kolei zawartość dwu flakoników. ciasno. W komnacie nie było żadnego krzesła.był to Ostrit . Jego oddech. jakbyś już był trupem. usiadł. za pomocą której wiedźmin. lustrzanym blaskiem. początkowo równy. wyostrzony obecnie ponad wszelką miarę. w czarnej. owijając się szczelnie w swój czarny płaszcz. Ostrit opanował się szybko. Na dziedzińcu było jeszcze na tyle jasno. Wiedźmin gwałtownie odwrócił głowę. Na podłodze. czarowniku . Rozwinął go i wydobył miecz z ozdobną rękojeścią. byłaby to śmiertelna trucizna. w wyłożonych suchą trawą przegródkach. Po wypiciu mieszanki pokrzyku. tak jak Geralt. po każdym łyku kładąc lewą dłoń na głowni miecza. tojadu i świetlika twarz nabiera koloru kredy. Jego słuch. a źrenice zajmują całe tęczówki.

Nie słyszysz. starając się wolno wypowiadać poszczególe słowa. że nawet półmrok zmierzchu był zbyt jaskrawy dla jego rozszerzonych źrenic. wsiadaj na konia i wynoś się stąd!. byś ją zabijał. co powiedziałem. że niektórzy w Wyzimie wyglądają króla Vizimira jako wybawiciela i prawdziwego monarchę.strachu.Ostrit zważył w ręku sporą sakwę i rzucił ją pod nogi Geralta. . . Ale mnie. .powinno cię diabelnie mało obchodzić. Nie słyszeliście nigdy o poczuciu obowiązku i zwykłej uczciwości? O etyce zawodowej? . nie obchodzi ani polityka. . aby wielmoża zorientował się.Nie wytrzeszczaj na mnie oczu! .Ostrit dumnie podniósł głowę . Nie chciał. Wszystko ma zostać po staremu. Ciemniało szybko. aby wykonać pracę. Nie bój się. panie.Ciekawe. . który ledwo .krzyknął wściekle Ostrit. ani sukcesje tronów. I bogaty . jeżeli strzyga dokuczy ludziom jeszcze bardziej? Jeżeli królewskie szaleństwo do cna obrzydnie i wielmożom. nie myśl. Wiedźmin nie odpowiedział. jak przyspieszone są w tej chwili jego ruchy i reakcje. Nie trzymam z Veleradem i Segelinem. przez Novigrad. Bierz to. że odgadłeś. do kogo mówisz.I nie marnuj mojego czasu. rivski znachorze? Jesteś uratowany. wszystko ma zostać po staremu? . włóczęgo! . Nie. prawda? Jechałem do was przez Redanię. moralność?! Kto to mówi? Zbój. ani przewroty pałacowe. Nie mam zamiaru stać tutaj do północy. Czy nie rozumiesz? Nie życzę sobie. i pospólstwu.spytał. Masz się po prostu wynosić. Wiele się tam mówi o tym. .Ostrit podniósł głos. nie przywykłem dyskutować z byle kim! Patrzcie go. Riv wciąż milczał. kładąc dłoń na rękojeści miecza.Dość już mam tego.A to . Nie chcę. abyś odczyniał uroki.A dlaczego to.A jeżeli już wiem? . . etyka.Uważaj. . Wiedźmin nie poruszył się. panie Ostrit. Ja jestem tu. było to o tyle korzystne.Łatwiej będzie usunąć Foltesta z tronu. Przynoszę ci ułaskawienie.Tysiąc orenów. kodeksy. .

. łajdaku! Będziesz za to wisiał. panie Ostrit .Nie . . gdzie jest.Zostawisz mnie jej na pożarcie! Związanego? . pomordował ludzi? Który giął się przed Foltestem w ukłonach. .Milcz.Wiedźminie? . Znurkował pod młynkującym ostrzem i nasadą pięści. Zabiję cię. że jest związany. błyskawicznie dobył miecza. . przestał się miotać. suczy synu! . leżał spokojnie. .Żeby odciągnąć strzygę? . .Ściemnia się. czarowniku. . Ale wiedźmin nie myślał tracić sił na zaklęcia.Wypuszczę cię. .Tak.zasyczał Ostrit. pachołku? Udawać Wiedzącego? Maga? Czarodzieja? Ty parszywy wiedźminie! Precz stąd.Tak. dorzucając plugawe wyzwisko prawie szeptem. ani tym bardziej narażać srebrnej klingi na zetknięcie się z brzeszczotem Ostrita. Geralta. .rzekł wiedźmin. Nic ci nie pomogą twoje sztuczki. który stał tuż obok.powiedział.rzekł wiedźmin.Bo przyciągniesz ją przed czasem.Ty łotrze . Mam przy sobie żółwi kamień. jak błędna. wodził wkoło oczami w zupełnej ciemności. Geralt uśmiechnął się. Ale zorientował się.Sam tego chciałeś. Ostrit dyszał ciężko. a za jego plecami targował się z Veleradem jak najemny zbir? I ty ośmielasz się zadzierać głowę. Ale nie teraz. przeciągle. Ostrit zamilkł.Milcz . i zawył. Opinia o mocy żółwiego kamienia była równie powszechna. przeraźliwie. nie widział. . zanim płazem przez pysk przejadę! Wiedźmin nawet nie drgnął.spytał już ciszej. . VI Ostrit oprzytomniał rychło. . Spostrzegł.Ty przeklęty morderco! Gdzie jesteś? Rozwiąż mnie natychmiast. stał spokojnie. .To wy stąd idźcie. Ostrit cofnął się o krok. srebrnymi ćwiekami mankietu uderzył wielmożę w skroń.przybył.

zerwał się niezgrabnie pokuśtykał zdrętwiały. To nie ja. opętańczy wrzask rozdarł noc.To już nie ma znaczenia. Uwierz mi. by umarł w mękach. Ostrit nie usłyszał zgrzytu odsuwanej płyty grobowca ale wiedźmin tak. Wiedźmin nie mógł dokładnie ocenić odległości . rozedrgany. wibrując. pędzącą zwinnie. wiesz.. Kochałem ją. chciałem. Z hukiem wyskoczyła z podłogi płyta blokująca wejście do krypty... że chciałem obalić Foltesta. Wiedźminie? Słuchasz? . Jego wzrols na tyle już przyzwyczaił się do ciemności.jego wyczulony słuch mylił . Potworny. Za szybko. . Wiedźminie..Kochałem Addę.Słucham.. Pochylił się i rozciął sztyletem więź} wielmoży. stara królowa. . przezornie ukryty za balustradą schodów. dlaczego? Geralt milczał. że strzyga dopadła Ostrita szybko. by żywcem zgnił. Królewską kochankę. by oszalał.. a Adda. . Nie ja jeden. wznosząc się i opadając. Ale tak nie było. Ale ja jeden pragnąłem jego śmierci.ale wiedział.. Strzyga nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Wiedźminie! Zamroczyło mnie i powiedziałem. Królewską siostrę.Wiedźminie? Północ blisko? .Nie. Królewską dziewkę. Nie znam się na żadnych czarach. że on i Adda.To jego matka. próbowałem perswadować.Wiem. Wiesz. Ja tylko raz. . że widział drogę prowadzącą z głównej sali do wyjścia. wstrząsnął starymi murami i trwał. Nie mogła patrzeć. Daj mi więcej czasu. jesteś tu? . .. To na pewno ona.Blisko.To prawda.Jestem... co myślisz. Geralt. Wiedźminie? To ja? Ja? .Wypuść mnie wcześniej. Tylko raz w złości powiedziałem. pobiegł. dostrzegł pokraczną postać strzygi. . . szybko i nieomylnie w ślad za oddalającym się tupotem butów Ostrita. nie rzucałem żadnych uroków. Tylko raz.. Ostrit nie czekał na żadne słowa.

Odrzucił płaszcz.Wyszedł na środek sali. Wiedźmin uśmiechnął się złośliwie. bez rozbiegu. człapiąc po posadzce. Poruszył barkami. uderzył ją w bok głowy srebrnymi kolcami osadzonymi na wierzchniej stronie rękawicy. wypadła pomyślnie. pozostawało jeszcze około trzech godzin. Miał jeszcze chwilę czasu. zaś srebrny miecz. Szła powoli. mógł gwarantować mu życie. ostateczność. Nieproporcjonalnie duża głowa osadzona na krótkiej szyi okolona była splątaną.dezorientował strzygę. mocno. choć bez zamachu. Strzyga stała nieruchomo. strzyga otarła się o niego. . nie porzuci prędko trupa Ostrita. godząc w wiedźmina okrwawionymi pazurami. W okolicy nie było zresztą prawdopodobnie żadnych kogutów. na knykciach. choć najedzona po ostatniej pełni. a to mogło gwarantować pomyślne odczarowanie. głucho. Strzyga zaryczała potwornie. Pianie koguta mogłoby go tylko zmylić. kłapiąc zębami tuż przed piersią Geralta. zawirował w błyskawicznym piiruecie. zamarła i poczęła wyć. przypadła do ziemi. tak jak liczył. Do jutrzenki. A potem zobaczył ją. wpatrzona w Geralta. jak dla większości potworów powołanych do życia przez czary. z półobrotu. Oczy świeciły w mroku jak dwa karbunkuły. Serce i wątroba były dla niej cennym zapasem pożywienia na długie trwanie w letargu. I od razu skoczyła. z miejsca. spiczastych zębisk. trzykrotnie zmienił kierunek obrotu w Turkoczącym piruecie. Geralt odskoczył w bok. śliniąc się obrzydliwie. Wiedźmin czekał. Opis był dokładny. Nie straciła równowagi. tnąc powietrze szponami. . złowrogo. poprawiając ułożenie miecza. po czym kłapnęła żuchwą z trzaskiem przypominającym zamykanie skrzyni. szedł półkolem. Wiedział. Tym fazom zbliżała się wolno. Srebro było zabójcze dla strzygi. wypełniając dworzyszcze dudniącym echem. Usłyszał. Odskakując. Nagle otworzyła. zaatakowała ponownie. Pierwsza próba. szczerząc kły. że strzyga. paszczę -jak gdyby chwaląc się rzędami białych. natychmiast. jak obliczał. Geralt cofnął się. wściekle. Istniała więc szansa: bestia była jak inne. Naciągnął rękawice. stanął tuż przy wejściu do krypty. też zawirowała. Riv odskoczył w drugą stronę. wijącą się aureolą czerwonawych włosów. Strzyga nie spieszyła się z następnym atakiem.

Geralt był zadowolony . srebrne ogniwa. Miotała się po posadzce. że mógłby to być przypadek nieuleczalna Geralt cofnął się na odpowiednią odległość i nie spuszcza jąć wzroku z kotłującego się na posadzce kształtu. wyciągnęła szpony. przewróciła się. Tak jak oczekiwał. z wściekłości czy z palącego bólu. Idąc wiedźmin rozwijał długi. Strzyga poleciała w tył kilka kroków jak uderzona młotem. straciła równowagę. ale utrzymała się na nogach. Strzyga waliła się w skoku. odbiła i poleciała na niego w nieprawdopodobnym. Z dołu rozległo się jej potępieńcze wycie. uniesioną prawą dłonią kreślił przed sobą Znak Aard. w okamgnieniu oplótł ramiona. Raptownie zdjął Znak i odskoczył w bok. Jej włosy uniosły się i załopotały. zwalniając i przyspieszając ruchy dekoncentrował strzygę. gdy strzyga wypadła z krypty. obciążony na końcu. aż wbiegnie za nim na schody po czym przesadził balustradę. zeskoczył w dół. Wiedźmin odczekał. Aby zyskać na czasie.zabicie strzygi. pośliznęła po posadzce i stoczył! w dół po schodach. nie wiadomo było. pędząc jak ogromny czarny pająk. koncentrował się. Łańcuch był ze srebra. w ziejący w podłodze otwór wejścia do krypty. że bestia pokona opór tak łatwo. Geralt skoczył na schody prowadzące na galeryjkę. jak deszcz. jaki zadawał jej nienawistny metal. oddychał głęboko. Ale wiedźmin nie dobywał miecza. obnażyła kły. charcząc. Geralt czeka spokojnie. łańcuch świsnął w powietrzu i zwijając się jak wąż. jak gdyby szła pod gwałtowny wiatr. że tak Znak zupełnie sparaliżuje strzygę. cienki. sypnęły na wszystkie strony. Geralt zaniepokoił się. rycząc okropnie. ponad dziesięciometrowym . Nie oczekiwał. W momencie gdy strzyga sprężyła się i skoczyła. mocny łańcuch. a strzyga miała już do przebycia nie więcej niż dziesięć kroków. zaskoczona strzyga poleciała naprzód. Strzygi zakręciła się na schodach. Nie przebył nawet połowy stopni. Nie mógł trzymać Znaku zbyt długo.ostrożnie stawiając kroki. krok po powoli szła. Jak do tej pory nic w zachowaniu strzygi nie dawało powodów przypuszczać. ale i nie spoć się. dzwoniąc po kamieniu. Jednak szła. szyję i głowę potwora. było to zbyt wyczerpujące. gdyby tego chciał. Z trudem. Zaślepi wściekłością strzyga runęła do ataku wyjąc. nie przedstawiało w tej chwili wielkiego problemu. Łańcuch pękł. wydając przeszywający uszy wizg. utrudnił jej spięcie się do skoku.

nawet u bazyliszków cieszących się pod tym względem najgorszą sławą. Geralt. Strzyga. Oczy wiedźmina rozpaliły się złowrogim blaskiem. opisywał nim w powietrzu koła. Potem jeszcze jeden. Złej. by uchy miecza były niezgodne z rytmem i tempem jego kroków. na potwora. przerażona aż do bólu nie znanym jej dotychczas uczuciem wydała z siebie roztrzęsiony. w którym wchłonął w siebie ten ładunek zła. Alf ponowny. pozwolił mu na osiągnięcie psychicznej jedności z przeciwnikiem. Strzyga skuliła się. Geralt raptownie zatrzymał się. Strzyga znów cofnęła się pchnięta do tyłu mocą skoncentrowanej nienawiści. długo to trwało. Aż tynk posypał się z sufitu. Strzyga nie skoczyła. stał pośrodku sali. zanim ten taniec na skraju przepaści. Nigdy jeszcze nie spotkał się z taką koncentracją nienawiści i morderczego szału. Wiedźmin zadygotał na wspomnienie momentu. Geralt. zakręciła się w miejscu i rzuciła do obłąkańczej ucieczki w mroczną plątaninę korytarzy dworzyszcza. . ten szaleńczy. zza zaciśniętych zębów rwał się chrapliwy ryk. dygocąc z nieopanowanej złości i żądzy mordu. Strzyga zerwała się. chorobliwej woli. zbliżała się powoli. bacząc. makabryczny balet walki doprowadził do oczekiwanego rezultatu. na dobranie się do pokładów skupionej woli. zrejterowała zygzakiem. zdetonowana. bijących w nią falami. był głośniejszy od wszystkich poprzednich. pomyślał. . z mocy której strzyga powstała. wywijając młyńca nad głową. wstrząsany dreszczem. zachwiał nią. Ryk.skoku Nie dała się już tak łatwo zwieść jego piruetom . czując wzbierającą w sobie wściekłość. zakołysał się. jaki wydała. Wiedźmin opisał ostrzem powolne półkole. Już dobył miecza.dwu krotnic jej szpony naznaczyły skórzany kaftan Riva. stanęła również. szedł. wodząc oczami za jasną smugą klingi. wdzierających się do mózgu i trzewi. jak zwierciadłem. wygiął tułów do tyłu i potężnym kopniakiem w bok zwalił bestię z nóg. klinga migotała mu w dłoni. złości przemocy emanujących z atakującego ją człowieka. okrążał strzygę. cienki kwik. Geralt czekał. która przepełniała strzygę. rozpaczliwie mocny cios srebrnych kolców rękawicy odrzucił strzygę. Sam. zrobił krok w stronę strzygi. zamarł z uniesionym mieczem. Geralt był znowu blisko. A potem skoczył. by skierować go.

bo czworolist i jaskółcze ziele zaczynały działać. Geralt wydobył zza pazuchy trzeci flakonik. VII Kiedy Geralt otworzył oczy. Nie słyszał już wrzasków strzygi przetrząsającej dworzyszcze. Wygramolił się z sarkofagu. Zszedł po schodach. Na piersiach położył miecz i postawił maleńką klepsydrę wypełnioną fosforyzującym piaskiem.trzymając broń w pogotowiu wystawił głowę ponad grobowiec. co oznaczało. czy zdobyłby sj na jeszcze jeden podobny wysiłek. grobowiec był podwójny . Skrzyżował ręce. myślał. Odsunął wieko bardziej. I wtedy dostrzegł ją. To mu da trochę więcej czasu na dalsze działanie. Cisza. odsunął płytę.nie usłyszą nic. zanurzył się w nim. Była raczej brzydka. Pusto. inaczej cały dotychczasowy niej trud zda się na nic. Zasunął pokrywę dopiero wtedy. idąc w stronę wejścia do krypty czerniejącego w podłodze jak ogromna kałuża. .Tym lepiej. zziębnięty. Krypta była nieduża. wszedł do grobowca. wypił szybko jego zawartość. Strzyga nie może dosta się do krypty przed jutrzenką. Nadstawił uszu . zapalił miniaturowy kaganek. z małymi szpiczastymi piersiami. tym mocniejsze uderzenie odebrała sama strzyga. zanim bestia otrząśnie się z szoku. nieprzytomna. a świt był jeszcze daleko. usiadł. że na zewnątrz świta Skrzesał ognia. że jego letarg był na wet dłuższy. przesunął ręką po pokrywie sarkofagu mrucząc formułę. Szczuplutka. Jego zmysły działały już normalnie. po czym lekko. naga. W krypcie było ciemno. zdrętwiały. obolały. Leżała na wznak przy grobowcu. Wiedźmin wątpił. Ujął miecz w dłoń. Działanie eliksirów słabło.dla matki i córki. uniósł go śląc na ściany krypty dziwaczne cienie. ale wiedźmin wiedział. na płycie od wewnątrz nakreśli Znak Yrden. Tym lepiej. Tak jak oczekiwał. . Przestawał słyszeć cokolwiek. niż należało. piasek w klepsydrze prze sypał się już do końca. Pierwszy od wejścia miał na wpół odsuniętą pokrywę. Położył się na wznak obok zmumifikowanych zwłok Addy. gdy z góry usłyszą znów ryk strzygi. mieściła trzy kamienne sarkofagi. na kilka cali.

grubo. przyłożył nieprzytomnej dziewczynie ostrze do gardła. tnąc głęboko. normalne. Poruszył głową krzywiąc się z bólu. wyła. Najzupełniej normalne.. Nie było czasu. . krew bryznęła jej na twarz. na kości policzkowej duży krwiak od jego uderzenia. solidnie.sięgały jej prawie do pasa. Chlasnęła go szponami po szyi. mocniej przydusił. ale zachwiał się. odłożył miecz. rozdarł koszulę. dopóki nieludzkie wycie nie zmieniło się w cienki. fachowo. Szyję miał obandażowaną. wiła się tylko pod nim. rozpaczliwy krzyk. uniósł się na kolana. VIII Zobaczył bielone ściany i belkowany sufit komnatki nad kordegardą. strosząc pióra w chłodnej wilgoci. wbił zęby i zaciskał je. że zaraz zemdleje.. Geralt zdjął rękawicę. Rozpiął kaftan. wyrwał z kieszeni na rękawie kawał płótna. Wiedźmin wstał z trudem. Przez wejście do krypty wlewała się już lepkomokra szarość poranka. zapiał ochryple po raz trzeci. wypluwając krew . usiadł ciężko na posadzce. połamane. zobaczył otwarte oczy.. Namacał leżący obok miecz. Zawyła. Sięgnął po jej rękę zagrzebaną w splątanych włosach. Usta miała blade. W Wyzimie. przycisnął go do szyi.płoworude . Zęby miała normalne. Uderzył ją czołem w twarz. Zwalił się na nią. zakrwawione. pruł. Puścił ją. przygważdżając do posadzki. Kłapnęła zębami . gdy przestała się poruszać. ale.jego krew . że nie ma za dużo czasu. Włosy . wiązał je wokół szyi wiedząc. za jeziorem.zalewającą jej usta. Za późno.już za krótkimi -przed jego twarzą. jęknął. Zdążył. a potem dławiący się szloch -płacz krzywdzonej czternastoletniej dziewczynki. pochylił się. kogut. łapiąc za przeguby obu rąk. Przez przesiąknięte płótno krew lała mu się po ręce. Ruszył ku schodom. godząc w oczy drugą ręką.. Stawiając kaganek na płycie ukląkł przy niej. darł szmaty. Zanim namacał dłoń. Wiedźmin zaklął i ugryzł ją mocno w szyję tuż pod uchem. I zemdlał. Krew uchodziła szybko. bezceremonialnie zadarł jej palcem górną wargę. pochylił się nad jej dłonią.brudna. Paznokcie były brudne. Nie miała już dawnej siły. ściekała do rękawa.

Velerad wstał.. I trzy tysiące orenów.. W Wyzimie nikt nie spał tamtej nocy. i kuferek.Dobrze.Dwóch. wiedźmiński miecz. ..Mój. tak. Chuda.. ..powiedział Velerad. Geralt? Zanim pójdę..Leż czarowniku .Odpoczywaj. widać było wszystko.Leż. Tak. I głupawa taka jakaś. . . To ja jestem stary dureń.. co. co tam masz w środku. że to się jej odmieni. I sika w łóżko. Najważniejszy jest oczywiście twój srebrny. idę już . Ale Foltest mówi. . Szczęściem pognaliśmy do dworzyszcza zaraz po trzecich kurach. nic nie mów. nie obawiaj się. Nieźle rozpłatała ci szyję. Nie dało się. tak. Okropnieście tam hałasowali. miecz. a ty jesteś mądry wiedźmin. Straciłeś mnóstwo krwi. Nie męczy cię moje gadanie? .Ano. dlaczego chciałeś ją zagryźć? Hę? Geralt? Wiedźmin spał. Myślę.Królewna jak królewna.. . I miecz. powiedz. dwóch.Kro. . lewna? . Płacze bez ustanku. Foltest powtarza to od dwóch dni.. Jest tu. . że nie na gorsze.Tak. nie ruszaj się. Geralt? Wiedźmin zamknął oczy.

W niczym nie przypominał już. niepotrzebnym.Zaczeka . zakłopotał na. zaróżowiona. Dziewczyna uniosła się gwałtownie..Geralt. Na ramieniu. klaszcząc po posadzce bosymi stopami. pasowały do jej karnacji i rudawych włosów.. penetrowało izbę mackami światła. Chyba jej nie ukarzesz| .. owinięta opończą. Chciałem. którą była o świcie.Iola. żal o to. I była piegowata . Jej oczy były modre. Geralt . rumiankowej zjawy.. wychyliła z łoża... Spojrzała na mego. Ale nie widział ich wtedy. otwierając okiennice. Iola. Piegi te były wcale wdzięczne. . na dekolcie na ramionach. podnosząc opończę z podłogi.powtórzył.. o świcie. nie czarne. . którego nigdy się nie wyzbył . I że nigdy sobie nie wybaczy tego żalu. w miejscu.I tak ci nie odpowie.na nosie. . Zmieniła się. Iola. . gdzie były przed chwilą jej usta. Wiedźmin przysłonił oczy dłonią.Już późno . gdy była jego snem. zmykaj.parsknęła kapłanka. nic ze świetlistej.Głupiś .. to żal do niej. podchodząc do łoża.. że nie masz pretensji. Nie miała już w sobie nic z rusałki. dziecko. -nadzieję. niezręczna. Ze wstydem i przykrością stwierdził. Dziewczyna.. Pospiesz się.powiedział niepewnie.powiedział. Słońce było już wysoko przemocą przepychało przez listwy okiennic oślepiająco złote plamy. że to. Geralt czuł strużkę stygnącej śliny.bo przecież wystarczyło tylko zwęzić źrenice w pionowe szparki.GŁOS ROZSĄDKU 2 I .Nenneke . Yennefer.Zaczekaj--. Poderwał głowę wyrwany ze snu.. . szybko odwróciła głowę.Nie mów nic do niej.Zaspaliście. Zapomniałeś gdzie .powiedziała Nenneke. Już cię tu nie ma. . Zmykaj. że nie pozostała marzeniem. podreptała w stronę drzwi. odruchowym gestem.powiedziała Nenneke. co czuje. . sięgając po koszulę.

Prawie.Milczy. wprawnie odwinęła lniane bań dążę. Teraz zaś był znowu chory i obolała Ale nie protestował.Coś potwornego! Żeby się tak dać pochlastać zwykłej strzydze! Mięśnie.Przesadzasz. bo uczyniła taki ślub. uśmiechnął się lekko. otworzyła ranę i ponownie opatrzyła. . . zaczęła zaraz pierwszego dnia i nie zapomniała psioczyć za każdym razem. nie ma niczego zabawnego. .Nenneke przykleiła do rany zieloną papkę . no może trochę sztywny. co ja będę ci tłumaczyć. że dopuściłeś ją tak blisko? Coś ty chciał nią zrobić? Wychędożyć? Nie odpowiedział. Geralt.. i tak nie zrozumiesz. Ach.Kapłanka wstała. Chcę sprawdzić. co się stało. Kuracja w świątyni Melitele mogła mu wyjść wyłącznie na dobre. . co się z tobą dzieje? Jak to się stało. którą zszyto go w Wyzimie. Tracisz refleks.Zabroniłaś mi mówić do niej. . ścięgna.. Nenneke obmacała ranę. jak goi się twoja szyja. niczego. Geralt. . To rodzaj wyrzeczenia dzięki któremu. Skutek był oczywisty . wiedział. Znał kapłankę od lat. Pomimo tuszy i niskiego wzrostu poruszała się zwinnie i z wdziękiem.do świątyni przyjechał prawie zdrowy. grubo omotujące szyję wiedźmina. . zwróciłam uwagę na bezcelowość Iola milczy. Nie. Znał to już na pamięć. Skrzywił wargi bólu. ilekroć zobaczyła pamiątkę po szponach królewny z Wyzimy.Co? . o mały włos poszłaby tętnica szyjna! Na Wielką Melitele. nie ubieraj się jeszcze. To nie pustelnia ani konwent To świątynia Melitele. nawet nie będziesz próbował zrozumieć..Wcale nie przesadzam . . wzięła z komody torbę z opatrunkami.Nie uśmiechaj się głupkowato. Zna ne mi są twoje poglądy na religię. jak ogromna jest jej wiedza o leczeniu i jak bogatą i wszechstronną apteką dysponuje.jesteś. przemyła ją i zaczęła kląć. Zaraz po przybyciu do Ellander Nenneke usunęła paskudne grube szwy z szewskiej dratwy. Usiadła na skraju łoża..W tym. Nasza bogini nie zabrania kapłan kom.Nie zabroniłam. .

i to bardzo poważnie. wiedźminie. w przeciwnym razie będziesz sobie pitrasił sam. Przeważały wśród nich młode i bardzo młode. skręcił w kierunku ogrodów i zabudowań. jestem twoją matką. Idź się przejść. . Jesteś tu mile widzianym gościem. . -Nie powinieneś dać się zranić. raz.Dziękuję za ostrzeżenie. nieledwie dzieci. Odpowiadał na pozdrowienia.Gdzie cię później znajdę? W sanktuarium? . czy jak? No. gospodarskich. nigdy nie natrafiał na więcej niż trzy. II Geralt przeszedł się po raz czwarty topolową alejką prowadzącą od bramy ku budynkom mieszkalnym i w stronę wtopionego w urwistą skałę bloku sanktuarium i głównej świątyni. jako położne i wyspecjalizowane w chorobach kobiecych i dziecięcych uzdrowicielki. nawet z . Dziewczęta przychodziły i odchodziły jako wieszczki do innych świątyń. ale nie rozpoznawał żadnej.Nie w sanktuarium. A znaleźć to ja cię sama znajdę. jako wędrowne druidki. pozdrawiały go skinieniem głowy lub uśmiechem. . . . Wręcz fatalnie. nauczycielki lub guwernantki. a dałeś. W refektarzu czeka na ciebie śniadanie. Możesz się ubrać. Pospiesz się. Nie mam zamiaru trzymać dziewcząt w kuchni do południa. Nawet przy twoich niebywałych zdolnościach regeneracyjnych minie kilka miesięcy. Po krótkim namyśle zrezygnował z powrotu pod dach. Udziel mi może jeszcze rady: z czego mam w tym czasie żyć? Skrzyknąć kilka panienek. w tym czasie nie próbuj sił w walce z ruchliwym przeciwnikiem. ale po sanktuarium mi się nie pętaj. Ostrzegam cię. przechodząc obok.Nenneke wstała.Dobrze. Choć bywał w świątyni często. Kilkanaście kapłanek w szarych roboczych szatach pracowało tam pilnie przy pieleniu grządek i karmieniu ptactwa w kurnikach. Niektóre. przybywających zewsząd.Nie. Ale nigdy nie brakowało nowych.wydzielającą ostry zapach eukaliptusa. kupić wóz i zorganizować objazdowy dom rozpusty? Nenneke wzruszyła ramionami. pewnymi ruchami pulchnych dłoni. bandażując mu szyję szybkimi. gotowe.Mam udzielać ci rad i życiowych nauk? Co to. . cztery znajome twarze. zanim odzyskasz pełną mobilność szyi. niekiedy nawet dwa razy do roku.

że już nigdy w życiu nie odda się żadnemu parszywemu chłopu. wskazywali na powiązania z cyklem przyrody.Nie za Iolą? . Nie sądzę. Większość z tych kultów skupiła się i zlała w kult Melitele. A ponieważ kobiety rodziły. Kult Melitele. ani sponsorów. A rodząca kobieta musi krzyczeć.rzekł zimno . . wywodził.W tej chwili tak. Musi się przygotowywać i modlić. rzadko odwiedzanych. rodzenia. Świątynia Melitele w Ellander była znana i cieszyła się zasłużoną sławą.Masz coś przeciw temu? . a Melitele jest do tego w sam raz. byś jej przeszkadzał i rozpraszał ją.że nie chcę żadnego transu. .Geralt.Już ci mówiłem . . przeto bogini Melitele nie musi obawiać się o popularność. a swego czasu jednym z najbardziej rozpowszechnionych. Nenneke. koczownicze jeszcze ludzkie plemię czciły jakąś boginię urodzaju i płodności. Każda nieledwie przedludzka rasa i każde pierwotne. Rozglądałem się za tobą. treścią których są zwykle obiecanki-cacanki. jest opiekunką położnic. z odradzaniem się życia i innymi. . Uczeni. tłumacząc popularność bogini zwykli sięgać do prakultów Wielkiej Macierzy. Matki Natury. jeśli coś ma wyjść z tego transu.Za mną? . rodzą i będą rodzić.Jesteś.kapłanka spojrzała na niego drwiącym wzrokiem. Kult bogini Melitele był jednym z najstarszych. patronkę miłości i małżeństwa. analizujący to zjawisko. . Oprócz zwykłych wrzasków. . szumnie nazywanymi zjawiskami. udowadniał poeta.Za Iolą również . by taki trans w czymkolwiek mi pomógł. Czas. Melitele nadal nie brakowało ani wyznawców. Melitele jest wszak patronką płodności. . rodząca kobieta musi wzywać na ratunek jakieś bóstwo. trubadur Jaskier. opiekunkę rolników i ogrodników. przedludzkich jeszcze czasów. zatopionych w zabudowie miast świątynkach i chramach. Przyjaciel Geralta. okazał się łaskaw dla Melitele. Nie chcę. szukał prostszych wyjaśnień. lubiący uchodzić za specjalistę we wszystkich możliwych dziedzinach. a początki swe wywodził z niepamiętnych.najdalszych okolic. jest kultem typowo kobiecym. który dość nielitościwie obszedł się z innymi religiami i kultami.przyznał. skutecznie izolując je w zapomnianych.

ta siłą jest siłą ślepą. ty.Dlatego. . zaplątany ze szczętem. Coś jest z tobą nie tak. która zaciska się powoli. to jedynie personifikacja tej siły wymyślona na użytek prostaczków po to. dobra. Wypełnię ci wieczory opowieściami o co ciekawszych . To dziecko cieszy się szczególną łaską bogini. żeby taki trans w czymkolwiek ci zaszkodził. czy zdolności tej dziewczyny pozwolą poczytać w kłębowisku sił. wiara pozwala oczekiwać od natury tego. A może niczego się nie dowiemy. o czym dobrze byłoby wiedzieć. wyrostka. I zobaczymy.Iolą nie jest żadnym medium ani umysłowo chorą wróżbitką.Mnie nie da się zahipnotyzować. . zadzierzgnięty w pętli. pozostaną ukryte i niezrozumiałe.Geralt. Ty masz prawo uważać. . o co chodzi. Nie otacza mnie żadne kłębowisko przeznaczenia. Chcę wiedzieć. że to nie ma sensu. A dla mnie.nie sądzę. Geralt. Może dowiemy się czegoś. Boję się o Iolę.wykrzywiła się lekko Nenneke . w tym i moja Melitele. To może być za duży wysiłek dla medium. pozwierzam ci się. . nigdy nie przeszkadzało mi to zbytnio i w przyszłości też zapewne przeszkadzać nie będzie.Ranny.Jeśli to wiesz.Nie za głęboko chcesz sięgać? Po co ta metafizyka? Jeśli chcesz. by zaakceptowali jej istnienie. że kręcisz się w jakimś cholernym wirze. co chciałam powiedzieć. Sama nie potrafię. Mówiłam. Nie jestem fanatyczką. . muszę się zdać na zdolności Ioli. sięgałeś mi do paska spódnicy.. wyczuwam to. skąd zastrzeżenia co do transu? Czego się obawiasz? Że każę ci bić czołem o posadzkę przed posągiem i śpiewać kantyczki? Geralt. I nadziei. Przecież znam cię od takiego. prawa. mam immunitet. A jeśli nawet. Może otaczające cię moce przeznaczenia nie zechcą objawić się nam. Ale dlaczego nie mielibyśmy spróbować? . jeśli łaska.Wiem. .Ja zaś . że rządzi nami Natura i ukryta w niej Moc. Nie wiem tego. A teraz czuję.. gdy cię poznałam. o. chciałaś powiedzieć. my po prostu posiedzimy chwilę razem. ja i Iola. Wolno ci mniemać. Nie rób głupich min. by łatwiej ją zrozumieli. to po diabła w nim grzebać? . twoje poglądy na religię są mi znane.Wiem. . co uosabia moja bogini: ładu. Według ciebie. które cię otacza. że bogowie. ty jesteś chory.

.A nie sądzisz .wydarzeniach ostatnich kilku lat. . że cię zanudzę. by mi w gardle nie zaschło.uśmiechnął się .Bo byłby to pierwszy znany mi dowód na to.Nie. .że moja niewiara w sens takiego transu z góry przekreśla jego celowość? . że niewiara ma jakąkolwiek moc. z dziwnym uśmiechem na bladych wargach. bo żadnych pętli i kłębowisk tam nie znajdziesz. Nenneke pochyliła się. . i możemy zacząć choćby dziś.Nie. Ot. Obawiam się jednak. spojrzała mu w oczy.Posłucham z chęcią. powtarzam. zwykłe wiedźmińskie historie. A wiesz. nie zaszkodziłby. Zorganizuj antałek piwa. dlaczego? . nie sądzę. Ale trans.

. Było ich wiele. Klacz. Ptaki krążyły. które patrzyły na jeźdźca spokojnie. Głowica i rękojeść miecza przerzuconego przez plecy wyjrzały znad prawego barku. ale ruszyła z miejsca.Kto wie. ciasno wypełniające rozpadlinę.położenie zwłok zdradzała pozycja trzech wilków. Po drugiej stronie był brzozowy zagajnik. bezszelestnie.w pewnym momencie wiedźmin z góry spojrzał na korony drzew. Geralt zeskoczył z konia. zataczając wolne. wzbiły się wyżej. Pokonał jar łatwo. zakrakały dziko. nie spiesząc się potruchtały w las. na ukos przecinający pierś.mówił Geralt. gdzie się go spodziewał . a dno suche. poznaczonym pasmami mgły tle nieba. ostro. Ptaki. rzecz jasna. potem raptownie zniżały lot i zaraz znów wzlatywały w górę. bez gnijących pni. Wiedźmin obserwował ptaki przez dłuższy czas. który podejrzewał na trasie. wrzosowisko i wiatrołom. bijąc skrzydłami.powiedział. Geralt od razu zobaczył pierwsze zwłoki . nie odpowiedziała. może to jest padły łoś . posłuszna głosowi. ale wiedział. Zbocza wąwozu były jednak łagodne. przysiadłszy na zadach. .biel baraniego kożuszka i matowy błękit sukni wyraźnie odcinały się od pożółkłych kęp turzycy. do którego przywykła. wyciągający w górę macki poplątanych gałęzi i korzeni. Ptaszyska.Ale może to nie łoś. Klacz wiedźmina parsknęła.Nadłożymy trochę drogi. spokojne kręgi.ZIARNO PRAWDY I Czarne punkciki na jasnym. za nim duża polana. gdzie leży . Drugiego trupa nie widział. bez tarniny. gęstwę lasu.Zjedziemy z traktu. chrapliwie. na głębokość i przebieg jaru. co jakiś czas odwracając w stronę przybysza trójkątne głowy. oceniał odległość i przypuszczalny czas. o dwie dziurki skrócił pas. . Kto wie? Jar był rzeczywiście tam. . Płotka . spłoszone pojawieniem się jeźdźca. jak na komendę. jak mi się zdaje. z poprawką na rzeźbę terenu. potrzebny na jej pokonanie. Wilki. nie krążą tam bez przyczyny. . poruszając się przyciągnęły uwagę wiedź-mina. Wreszcie odrzucił płaszcz.

miedziany pierścień. garść srebrnych monet. amulet z fallicznym symbolem. Kwiat zwiądł. Mężczyzna leżał twarzą ku ziemi. nosił znak cechu płatnerzy . Wiedźmin minął ją. . bacznie lustrował ziemię. Odwrócił ciało zupełnie i drgnął. rozgałęziony deseń zaschniętej krwi. zawiłgły od deszczu i rosy. że i tu wilki i ptaki nie próżnowały. wrzynający się w opuchły i zsiniały palec. na pergaminie. Dwa listy. Geralt po raz pierwszy w życiu widział taką różę. obok krótkiego korda w drewnianej pochwie. pisane na płótnie. Byli ponad wszelką wątpliwość w drodze z Murivel do domu. dwa skrzyżowane miecze i runę A wyrytą pod nimi. Nie wilczych. ale czytelny. królicze ucho. Było oczywiste. widząc. trzy klucze na kółku. coś ukłuło go w palec. zamazały. bo nikt nie wozi ze sobą . wyrzucił kolejno w trawę krzesiwo. Nie było zresztą potrzeby dokładniejszego oglądania zwłok .Tak. mężczyzna nosił skórzaną sakwę. Był to list kredytowy. Na szerokim pasie. Płatnerz i kobieta przyjechali konno. składany nożyk do golenia w kościanej oprawie. . zaś wilki zmasakrowały ciało dopiero później. Dwukrotnie okrążył polanę. Schyliwszy się Geralt uniósł prawą rękę mężczyzny. wstrzymując konia. nie schylając się. rozglądając się. Suma akredytywy była niewielka. prawie granatowe. Geralt nie odwracał ciała. był również zniszczony wilgocią. choć nie do końca.płatki były ciemnoniebieskie. Wiedźmin zerwał ją.Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni nie miała twarzy. wosk do pieczętowania. Na odsłoniętym. od strony tamtego lasu. Była to róża przypięta do sukni. wystawiony przez krasnoludzki bank w Murivel na kupca o nazwisku Rulle Asper lub Aspen. gardła i większej części lewego uda. runy rozlały się.ramiona i plecy wełnianego kubraka pokrywał czarny. Nie spuszczając wzroku ze skraju lasu.powiedział cicho. Płotka . wspiął się na siodło. ale nie stracił koloru . kawałek kredy. Tak jak się spodziewał.stylizowany hełm z przyłbicą.Sprawa jasna. ze mężczyzna zginął od ciosu w kark. zdeformowanym karku kobiety wyraźnie widać było ślady zębów. Kiedy odwracał ciało. pochylony. Wiedźmin wrócił do trupa kobiety. Wiedźmin cofnął się ostrożnie do konia. Trzeci.

podrygiwał w rytm chodu konia. Geralt rozsznurował nieco kaftan pod szyją. Ale tu nie ma bagien. Zbocze. jak rtęć rozbłyskując w promieniach słońca. nie będziemy ich szukać. I wówczas. prawda. Płotka? Klacz posłusznie ruszyła do przodu. czemu płatnerz i kobieta jechali przez bór. ścinając łuk zakrętu niewyraźnej ścieżki. a to coś. zatarasowane zeschłymi gałęziami.długo nie zrealizowanych akredytyw. Konie rozbiegły się. Ani jeden. ciągnęło ją po ziemi. potem upadła i również zginęła. patrząc na skraj lasu . na które wspiął się. poprzez wiatrołom. bok w bok. Wiedźmin wycofał się. . Nadłożymy drogi. co zabiło oboje . nie było zbyt bezpieczne dla zjazdu. Płatnerz zginął natychmiast. a nie traktem. ostrożnie przestępując wykroty. wydobył na zewnątrz medalion z wyszczerzoną wilczą paszczą. Jechał powoli. ani drugi nie zostawiliby tyle dla padlinożerców." ozdobnym jelcem i czarną karbowaną rękojeścią. co nie zostawiło śladów. Medalion. ani leszym. Klacz 'parsknęła. powiedziałbym.nie było ani wilkołakiem. nie będziemy ryzykować -ciągnął wiedźmin. a nie traktem. . II Czerwone dachówki stożkowatego dachu wieży dostrzegł po raz pierwszy ze szczytu wzniesienia. Klacz. ostrożnie zjechał po pochyłości. Płotka.ciągnął Geralt. nie wiadomo. Dlaczego jechali tędy.To coś. prychała niespokojnie. To się wydarzyło dwa lub trzy dni temu. co . Schyliwszy się.Chociaż to nie wilkołak. Jeżeli będziemy obojętnie omijać takie wydarzenia. wyjmując z torby u siodła zasuszony bukiecik tojadu i wieszając go przy munsztuku. że to kikimora albo wipper. porośnięte leszczyną. usłane grubym dywanem żółtych liści. zawieszony na srebrnym łańcuszku. nie odpowiedziała. reagując na znany sobie ton głosu. rzecz jasna. Gdyby tu były bagna. trzymając zębami za kark. . wiedźmin odwinął nieco derkę przykrywającą bok konia. nie zarobimy nawet na owies dla ciebie. oboje zsiedli lub spadli z koni. nie wiem dlaczego. Ale jechali przez wrzosowisko. Trzeba sprawdzić. wrócił na ścieżkę.Tak. Kobieta biegła. odsłaniając przytroczony do juków drugi miecz z błyszczącym.

jakiś czas wstrzymywał konia, zwisając z kulbaki wypatrywał śladów. Klacz targnęła łbem, zarżała dziko, zatupała, zatańczyła na ścieżce, wzbijając kurzawę zeschłych liści. Geralt, oplatając szyję konia lewym ramieniem, dłonią prawej ręki, złożywszy palce w Znak Aksji, wodził nad łbem wierzchowca, szepcząc zaklęcie. - Aż tak źle? - mruczał, rozglądając się dookoła, nie zdejmując Znaku. - Aż tak? Spokojnie, Płotka, spokojnie. Czar szybko podziałał, ale szturchnięta piętą klacz ruszyła z ociąganiem, tępo, nienaturalnie, tracąc elastyczny rytm chodu. Wiedźmin zwinnie zeskoczył na ziemię, poszedł dalej pieszo, ciągnąc konia za uzdę. Zobaczył mur. Pomiędzy murem a lasem nie było odstępu, wyraźnej przerwy. Młode drzewka i krzaki jałowców mieszały liście z bluszczem i dzikim winem, uczepionym kamiennej ściany. Geralt zadarł głowę. W tym samym momencie poczuł, jak do karku drażniąc, podnosząc włosy, przysysa się i porusza pełznąc niewidzialne miękkie stworzonko. Wiedział, co to jest. Ktoś patrzył. Odwrócił się wolno, płynnie. Płotka parsknęła, mięśnie na jej szyi zadrgały, poruszyły się pod skórą. Na zboczu wzniesienia, z którego przed chwilą zjechał, stała nieruchomo dziewczyna wsparta jedną ręką o pień olchy. Jej biała powłóczysta suknia kontrastowała z połyskliwą czernią długich rozczochranych włosów spadających na ramiona. Geraltowi wydało się, że się uśmiecha, ale nie był pewien - była za daleko. - Witaj - rzekł, unosząc dłoń w przyjaznym geście. Zrobił krok w stronę dziewczyny. Ta, lekko obracając głowę, śledziła jego poruszenia. Twarz miała bladą, oczy czarne i ogromne. Uśmiech - o ile to był uśmiech - znikł z jej twarzy jak starty ścierką. Geralt zrobił jeszcze jeden krok. Liście zaszeleściły. Dziewczyna zbiegła po zboczu jak sama, przemknęła pomiędzy krzakami leszczyny, była już tylko białą smugą, gdy znikła w głębi lasu. Długa suknia zdawała się zupełnie nie ograniczać swobody jej ruchów. Klacz wiedźmina zarżała jękliwie, podrywając w górę łeb. Geralt, wciąż patrząc w kierunku lasu, odruchowo uspokoił ją Znakiem. Ciągnąc konia za uzdę,

poszedł dalej powoli wzdłuż muru, tonąc po pas wśród łopianów. Brama, solidna, okuta żelazem, osadzona na przerdzewiałych zawiasach, opatrzona była wielką mosiężną kołatką. Po chwili wahania Geralt wyciągnął rękę i dotknął zaśniedziałego kółka. Odskoczył natychmiast, bo w tej samej chwili brama rozwarła się, skrzypiąc, chrzęszcząc, rozgarniając na boki kępki trawy, kamyki i gałązki. Za bramą nie było nikogo - wiedźmin widział tylko pusty dziedziniec, zaniedbany, zarośnięty pokrzywą. Wszedł ciągnąc konia za sobą. Oszołomiona Znakiem klacz nie opierała się, ale nogi stawiała sztywno i niepewnie. Dziedziniec z trzech stron okolony był murem i resztkami drewnianych rusztowań, czwartą stanowiła fasada pałacyku, pstrokata ospą poodpadanego tynku, brudnymi zaciekami, girlandami bluszczu. Okiennice, z których oblazła farba, były zamknięte. Drzwi również. Geralt przerzucił wodze Płotki przez słupek przy bramie i poszedł wolno w stronę pałacyku żwirową alejką, wiodącą obok niskiej cembrowiny niedużej fontanny pełnej liści i śmiecia. W środku fontanny, na fantazyjnym cokole, prężył się delfin wykuty z białego kamienia, wyginając w górę obtłuczony ogon Obok fontanny, na czymś, co bardzo dawno temu było klombem, rósł krzak róży. Niczym oprócz koloru kwiatów krzak ten nie różnił się od innych krzaków róży, jakie przychodziło oglądać Geraltowi. Kwiaty stanowiły wyjątek - miały kolor indyga, z lekkim odcieniem purpury na końcach niektórych płatków. Wiedźmin dotknął jednego, zbliżył twarz, powąchał. Kwiaty miały typowy dla róż zapach, ale nieco bardziej intensywny. Drzwi pałacyku - i równocześnie wszystkie okiennice -otwarły się z trzaskiem. Geralt raptownie uniósł głowę., Alejką, zgrzytając żwirem, pędził prosto na niego potwór. Prawa ręka wiedźmina błyskawicznie pomknęła do góry ponad prawe ramię, w tym samym momencie lewa targnęła mocno za pas na piersi, przez co rękojeść miecza sama wskoczyła do dłoni. Brzeszczot, z sykiem wyskakując z pochwy, opisał krótkie świetliste półkole i zamarł, wymierzony ostrzem w kierunku szarżującej bestii. Potwór na widok miecza wyhamował, zatrzymał się. Żwir prysnął na wszystkie strony. Wiedźmin ani drgnął.

Stwór był człekokształtny, ubrany w podniszczone, ale dobrego gatunku odzienie, nie pozbawione gustownych, choć całkowicie niefunkcjonalnych ozdób. Człekokształtność sięgała jednak nie wyżej niż przybrudzona kryza kaftana - nad nią wznosił się bowiem olbrzymi, kosmaty jak u niedźwiedzia łeb z ogromnymi uszami, parą dzikich ślepi i przerażającą paszczą pełną krzywych kłów, w której, niby płomień, migotał czerwony ozór. - Precz stąd, człeku śmiertelny! - ryknął potwór, machając łapami, ale nie ruszając się z miejsca. - Bo pożrę cię! Na sztuki rozedrę! Wiedźmin nie poruszył się, nie opuścił miecza. - Głuchy jesteś? Precz stąd! - wrzasnęło stworzenie, po czym wydało z siebie odgłos będący czymś pośrednim pomiędzy kwikiem wieprza a rykiem jelenia samca. Okiennice we wszystkich oknach zakłapały i załomotały, strząsając gruz i tynk z parapetów. Ani wiedźmin, ani potwór nie poruszyli się. - Umykaj, pókiś cały! - zaryczał stwór, ale jak gdyby mniej pewnie. - Bo jak nie, to... - To co? - przerwał Geralt. Potwór zasapał gwałtownie, przekrzywił potworną głowę. - Patrzcie go, jaki śmiały - rzekł spokojnie, szczerząc kły, łypiąc na Geralta przekrwionym ślepiem. - Opuść to żelazo, jeśli łaska. Może nie dotarło do ciebie, że znajdujesz się na podwórzu mojego własnego domu? A może tam, skąd pochodzisz, jest zwyczaj wygrażania gospodarzowi mieczem na jego własnym podwórzu? - Jest - potwierdził Geralt. - Ale tylko względem gospodarzy, którzy witają gości rykiem i zapowiedzią rozrywania na sztuki. - A, zaraza - podniecił się potwór. - Jeszcze mnie będzie obrażał, przybłęda. Gość się znalazł! Pcha się na podwórze, niszczy cudze kwiaty, panoszy się i myśli, że zaraz wyniosą chleb i sól. Tfu! Stwór splunął, sapnął i zamknął paszczę. Dolne kły pozostały na wierzchu, nadając mu wygląd odyńca. - I co? - rzekł wiedźmin po chwili, opuszczając miecz;, - Będziemy tak stać? - A co proponujesz? Położyć się? - prychnął potwór. - Schowaj to żelazo, mówię.

Wiedźmin zręcznie wsunął broń do pochwy na plecach, nie opuszczając ręki pogładził głowicę sterczącą powyżej ramienia. - Wolałbym - powiedział - żebyś nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów. Ten miecz zawsze da się wyjąć, i to prędzej, niż myślisz. - Widziałem - charknął potwór. - Gdyby nie to, już dawno byłbyś za bramą, ze śladem mojego obcasa na rzyci. Czego tu chcesz? Skąd się tu wziąłeś? - Zabłądziłem - skłamał wiedźmin. - Zabłądziłeś - powtórzył potwór, wykrzywiając paszczę w groźnym grymasie. - No to się wybłądź. Za bramę, znaczy się. Nastaw lewe ucho ku słońcu i tak trzymaj, a wnet wrócisz na trakt. No, na co czekasz? - Woda tu jest? - spytał spokojnie Geralt. - Koń jest spragniony. I ja również, jeśli ci to specjalnie nie wadzi. Potwór przestąpił z nogi na nogę, podrapał się w ucho. - Słuchaj no, ty - rzekł. - Czy ty się mnie naprawdę nie boisz? - A powinienem? Potwór rozejrzał się, chrząknął, zamaszyście podciągnął bufiaste spodnie. - A, zaraza, co mi tam. Gość w dom. Niecodziennie trafia się ktoś, kto na mój widok nie ucieka lub nie mdleje. No, dobra. Jeśliś strudzony, ale uczciwy wędrowiec, zapraszam cię do środka. Jeśliś jednak zbój albo złodziej, ostrzegam: ten dom wykonuje moje rozkazy. Wewnątrz tych murów rządzę ja! Uniósł kosmatą łapę. Wszystkie okiennice ponownie zaklekotały o mur, a w kamiennej gardzieli delfina coś głucho zaburczało. - Zapraszam - powtórzył. Geralt nie poruszył się, patrząc na niego badawczo. - Mieszkasz sam? - A co cię obchodzi, z kim mieszkam? - rzekł gniewnie stwór, rozwierając paszczę, po czym zarechotał głośno. - Aha, rozumiem. Pewnie idzie ci o to, czy mam czterdziestu pachołków dorównujących mi urodą. Nie mam. No to jak, zaraza, korzystasz z zaproszenia danego ze szczerego serca? Jeśli nie, to brama jest tam, dokładnie za twoim tyłkiem! Geralt skłonił się sztywno. - Zaproszenie przyjmuję - rzekł formalnie. - Prawu gościny nie uchybię.

- Dom mój twoim domem - odrzekł stwór, również formalnie, choć niedbale. - Tędy, gościu. A konia daj tu, ku studni. Pałacyk również od wewnątrz prosił się o gruntowny remont, było tu jednakowoż w miarę czysto i porządnie, Meble wyszły zapewne spod ręki dobrych rzemieślników, nawet jeżeli stało się to bardzo dawno temu. W powietrzu wisiał ostry zapach kurzu. Było ciemno. Światło! - warknął potwór, a łuczywo zatknięte w żelazny uchwyt natychmiast buchnęło płomieniem i kopciem. - Nieźle - rzekł wiedźmin. Potwór zarechotał. - Tylko tyle? Zaiste, widzę, że byle czym cię nie zadziwić. Mówiłem ci, ten dom wykonuje moje rozkazy. Tędy, proszę. Uważaj, schody są strome. Światło! Na schodach potwór odwrócił się. - A cóż to dynda ci na szyi, gościu! Co to takiego? - Zobacz. Stwór ujął medalion w łapę, podniósł do oczu, napinając lekko łańcuszek na szyi Geralta. - Nieładny wyraz twarzy ma to zwierzę. Co to takiego? - Znak cechowy. - Aha, zapewne trudnisz się wyrobem kagańców. Tędy, proszę. Światło! Środek dużej komnaty, całkowicie pozbawionej okien, zajmował ogromny, dębowy stół, zupełnie pusty, jeżeli nie liczyć wielkiego lichtarza z pozieleniałego mosiądzu pokrytego festonami zastygłego wosku. Na kolejną komendę potwora świece zapaliły się, zamigotały, rozjaśniając nieco wnętrze. Jedna ze ścian komnaty obwieszona była bronią - wisiały tu kompozycje z okrągłych tarcz, skrzyżowanych partyzan, rohatyn i gizarm, ciężkich koncerzy i toporów. Połowę przyległej ściany zajmowało palenisko olbrzymiego komina, nad którym widniały rzędy łuszczących się i oblazłych portretów. Ściana na wprost wejścia zapełniona była trofeami łowieckimi - łopaty łosi i rosochate rogi jeleni rzucały długie cienie na wyszczerzone łby dzików, niedźwiedzi i rysi, na zmierzwione i postrzępione skrzydła wypchanych orłów i jastrzębi. Centralne, honorowe miejsce zajmował pobrązowiały, zniszczony, roniący pakuły łeb skalnego smoka. Geralt podszedł bliżej.

Z czegoś. tu szynka z dzika. Zdolności magiczne masz wrodzone? . który dał się upolować. a nie z jabłek? Ale jeśli ci nie smakuje. odzienie. . umiem wyczarować żarcie.Tak .Dziękuję. Nic wielkiego. Nie wiem z czego. nie obawiaj się. kręcąc młynka olbrzymimi kciukami.Najzupełniej. Geralt! . Jedz. picie. skąd to się wzięło. Nie. Tu jest pularda. . to jest niezłe. Nic . że to z winogron.Nie obawiam się. ciskając w czeluść paleniska ogromną kłodę. To porządne. na ten przykład. A ciebie. jak? . po czym zatopił paluchy w pasztecie. . czystą pościel. wyczaruję inne. czosnkiem. Zwać cię. . .. waląc łapą o stół. gospodarzu. .To był chyba ostatni w okolicy. Ale w okolicy mówią na mnie Wyrod albo Kłykacz. Nivellen. wyrywając z misy około połowy za jednym zamachem. to kuropatwy.To lepsze od służby.Pewnie bezpodstawnie? . splótł na brzuchu kosmate łapy. opuścił głowę. jedz.żeś nie z tych strachliwych. . Byle baba to potrafi i bez czarów. Zapachniało pieczystym.Potwór wlał sobie do gardła zawartość ogromnego pucharu. Sam nie wiem.parsknął potwór . znaczy.. Potwór usiadł przy stole.powiedział potwór.Nivellen. Otwieram i zamykam okna i drzwi. gościu. Półmiski i talerze brzęknęły cynowo i srebrnie. gospodarzu? . . puchary zadzwoniły kryształowo. kiedy mi to wyrosło.Nie.Nie zaprzeczę. mydło. ale dom spełnia. po czym ryknął z cicha.Geralt.I twoje.Upolował go mój dziadunio . prawdziwe jedzenie. gałką muszkatołową. majerankiem. tu pasztet z.Geralt rozerwał pulardę na dwie części.Straszą dzieci .zatarł łapy potwór.. gościu. Zapalam ogień. czego sobie zażyczę. Morda. jak mniemam? . . Głodny jesteś. Tutaj mamy jarząbki. Mam je od czasu. .Zapomniałem . I straszą mną dzieci. Pomyliłem zaklęcia. nie? Częstuj się. Siadaj. . Twoje zdrowie.Jak to wino? Zauważyłeś.powtórzył Geralt z pełnymi ustami. gorącą wodę. zaraza. przez chwilę coś mamrotał. Geralt nie okazał zdziwienia.

z portretu spoglądał wodnistym spojrzeniem nijaki grubasek o nalanej. gościu. któremu nieobce były skłonności do schlebiania klientom.Mój portret.Nie rozumiem. wstałby.powtórzył Nivellen po chwili. zapewne musiałby także wziąć świecznik. .odpowiedział po chwili milczenia . Popatrz no tam. jeżeli spytam. . kim w takim razie jesteś? . Zabijają za opłatą różne potwory. i już. A tę.to niezupełnie. . .Z chęcią. na portrety. jak mówisz. ze smutkiem pokiwał głową. Ale ja pytam bez ogródek: jesteś człowiekiem? Geralt nie spuścił wzroku..Jeśli tak stawiasz sprawę . licząc od kominka.wielkiego. .Zawsze coś.Nie rozumiesz? . pytam przez ciekawość.Wiedźminem.Jeżeli dobrze pamiętam. rozpowszechnione wśród portrecistów.Jak to się stało? .potwór uniósł głowę.A co cię to obchodzi? Nalej sobie jeszcze. . ślepia zalśniły mu jak u kota.. Żeby jednak choć częściowo zaspokoić twoją ciekawość. Geralt. ale ja nie jestem człowiekiem. to mój tatunio. . . jedna zaraza wie kto.zaśmiał się gromko potwór.Widzisz? . . szczerząc kły.Dobrze pamiętasz.Kto ty jesteś? . . podszedłby bliżej. . Nic ci do tego. Pierwszy.Aha . pokażę ci. smutnej i pryszczatej twarzy. jak wyglądałem przedtem. .Ale ja go nie przyjmę. . żeby obejrzeć portret.Aha. wisi poza zasięgiem światła świec. to ja. Przynajmniej nie w tej chwili.Od dwunastu lat. Nic mnie to nie obchodzi. . wiedźmini w ciekawy sposób zarabiają na życie. Człowiek. .powtórzył Nivellen. Drugi. Nie będzie chyba nietaktem. A trzeci. mordę. Widzisz? Spod kurzu i pajęczyn. .Widzę. Ja go widzę. Ty tego nie zrobiłeś. Wniosek jest prosty. masz od dawna? .Powód zrozumiały i do przyjęcia .

Jestem tu przypadkiem. Patrzył na potwora uśmiechając się. nie używając wielu słów. wykorzenia wszelkie ludzkie uczucia i odruchy. Nivellen wziął z półmiska kuropatwę.spytał niewyraźnie. . A potem.że zdążysz wyciągnąć miecz. wiedźminie. że wiedźmini porywają maleńkie dzieci. które potem karmią magicznymi ziołami. które mają zabijać inne potwory. poruszając lekko olbrzymimi uszami. że umiesz odpowiedzieć na pytanie. . przełykając. jak sobie poradzisz z następnym. jeżeli dojdzie do przegryzania gardzieli? Geralt. Zapamiętałem.Nikt. nim do ciebie doskoczę.A co masz we zwyczaju? Opowiadano mi o wiedźminach. jest prawdą? . Słyszałem. co o was mówią.Taaak . jak mówiono. że najwyższy czas. kto z nas dwu ma większe szansę. same zostają wiedźminami. trzeszcząc miażdżonymi w zębach kostkami. Trzeba przyznać.Załóżmy . w kaskadach wosku ściekającego po lichtarzu.rzekł przeciągle Nivellen.Prawie nic. to już zdecydują zęby. które ci zadam. dłubiąc pazurem w kąciku paszczy. Czyni się z nich potwory.A co jest kłamstwem? . przytrzymując kciukiem cynowy kołpaczek karafy. Szkoli się je w zabijaniu. zwalę cię z nóg samym impetem. Zjedz kuropatwę. . lśniły w rżniętym krysztale pucharów. odchylił się na oparcie krzesła. Nivellen siedział nieruchomo. . czarownikami o nieludzkich zdolnościach.Nie mam we zwyczaju łgać. Bo potworów jest coraz mniej. Przy mojej wadze mnie to nie zatrzyma. by ktoś zaczął polować na wiedźminów. .Co z tego. biły w górę cienkimi wąsami ognia. wypił łyk.Nie łżesz aby? .Dlaczego nic nie mówisz? . Płomyki świec tętniły. że zdążysz mnie nawet ciąć. Te. .Znowu zapadła cisza. Jak myślisz. nalał sobie wina. Kto d za mnie zapłacił? . a wiedźminów coraz więcej. całą włożył do paszczy i schrupał jak sucharek. zanim zupełnie ostygnie. Ciekawe. a był to uśmiech wyjątkowo paskudny. . Załóżmy. które to przeżyją.powiedział wreszcie .

że wiesz. . . Nie widzisz. . zaraza . zaraza.rzekł sucho wiedźmin. Geralt. W wielu wypadkach. według ciebie. Nivellen .Nie jesteś potworem.Zatkało cię.Ty nie jesteś żadnym potworem. to co? . usiądź wygodnie. a ja mam ochotę pogadać. -Jeden właśnie siedzi przed tobą i zastanawia się. że płomyki świec przybrały na moment pozycję horyzontalną. że aż się trzęsę z ciekawości? .ryknął Nivellen tak. .Wiedziałem. kto rzucił ten urok. oczywiście umiesz odczyniać uroki. co? . po czym ponownie łupnął łapą w stół.Nalej sobie jeszcze. czy dobrze zrobił zapraszając cię. . .Nie ma już czego. .A. że cię zatka . czym jestem.Fakt.Zatkało .Ha! . Chcesz. . powiedz mi. .. strasznych tajemnic! Zaraz się dowiem.Nie. gościu.Dziś jest najwyraźniej dzień wyjawiania wielkich.powiedział. Od razu nie spodobał mi się twój znak cechowy.Umiem. że potworów jest coraz mniej. jako wiedźmin.To. Więc. listopadowy poranek? Nie? Więc może cnotą utraconą u źródła przez cycatą córkę młynarza? No.przyznał Geralt.powiedział spokojnie Geralt. . bo jako dziecko nie lubiłem owsianki na mleku! . że te uszy wyrosły mi. Nie chcę. W wielu wypadkach? .Ty. Potwór otworzył paszczę i wywiesił czerwony ozór. dobrze patrzy ci z oczu. . długi na dwie piędzi. . czym ja jestem? Kisielem z żurawiny? Kluczem dzikich gęsi odlatujących na południe w smutny. rozparł się w fotelu. Wiedźmin czy nie wiedźmin.potwór chrząknął. Nivellen . Jest ich niemało . żebym spróbował? . A już w żadnym wypadku nie wziąłbyś do ręki mojego medalionu. to coś nowego. Nalej sobie. Obok . Jestem pewien.Nie. Potwór zachichotał.Urok można odczynić.To się stało na skutek rzuconego uroku.A jeżeli wiem. Opowiem ci całą historię.A. .wyszczerzył kły Nivellen. W przeciwnym razie nie mógłbyś dotykać tej srebrnej tacy.

i obrabowaliśmy świątynię. Geralt. gdyby żył. jąkał się okropnie.ciągnął Nivellen . w takim stopniu. więc chłopcy z drużyny migiem owinęli mnie sobie dookoła palca. Ale do rzeczy. gdy pewnego razu przywieziono na wozie to. .. Padło na to. Wnet zaczęliśmy robić rzeczy. nie wiedzieć skąd.Co? . że jako spadkobierca.istny mlekosys. Każdy. mało nie zajeździliśmy koni. w którym dostał po czerepie żelaznym morgensternem.Jak zapewne zauważyłeś . a wtedy. Strasznie płakałem. Zabiła się. bo tatunio uznał.okolica jest dość odludna. Chłopcy obezwładnili kapłankę i odarli z przyodziewy. Nivellen zdarł zębami woskową pieczęć. mówię ci. którzy wędrowali traktem.dwóch pustych karafek pojawił się.. spory gliniany gąsiorek w wiklinowym koszyku. Młody wówczas byłem . jeśli tatunio wypatrzył go z wieży. . kto się tu zawieruszył. ani kupcom. leżały czaszki i gnaty.zaczął.Co to była za świątynia.Jedna zaraza wie. Wialiśmy stamtąd. naturalnie. Geralt. Dowodziłem nimi. nie pamiętam. W trakcie mężnienia kapłanka napluła mi w gębę i coś wywrzeszczała. przejdę od razu do rzeczy. w jakim tłusty prosiak może przewodzić wilczej hordzie. była tam również młoda kapłanka. coś o miłości. . swojego czasu nie dawali zbytnich powodów do miłości ani sąsiadom. No i zmężniałem. po czym powiedzieli. Oprócz mnie. Dziadunio podówczas nie zajmował się aktywnym rozbojem. na które tatunio. bo od dnia. ślinił i rzadko kiedy zdążył w porę do wygódki. że muszę zmężnieć. Bo widzisz. . co zostało z mojego tatunia po ciosie dwuręcznym mieczem. Mało kto lubił mojego tatunia. o krwi. a i mój dziadunio. durny smark. Oszczędzę ci szczegółów. Nivellen? .Że jestem potwór w ludzkiej skórze. Do najbliższych osiedli ludzkich jest kawał drogi. Śmierdziało jak nieszczęście. tracił w najlepszym wypadku swój majątek. palił się zielony ogień. To była niedobra świątynia. miała chyba ukryty we włosach. mój tatunio. pod Mirt. A parę bliższych osad spaliło się. Na domiar złego. Ale musiała to być niedobra świątynia. Sztylecik. Na ołtarzu. że danina płacona jest opieszale. jak się domyślasz. że będę potworem w potwornej. nalewając . pamiętam. Pewnego dnia wypuściliśmy się aż do Gelibolu. ja muszę przewodzić drużynie. taki mały. nigdy by nie zezwolił.

Kto zdążył. gdy odzyskał głos. co mi wpadło w ręce. wyjąc i kuląc ogony. jak powiedziała kapłanka.Nie chcę wracać do tamtych pierwszych miesięcy. Długo. że chciał jeno kilka kwiatów dla córeczki. sadzonki przywiózł jeszcze dziadunio. pomyślałem. uciekł w popłochu. co ja mówię. a służba. stara prukwa. pociągnął nosem. A dom pomagał jak mógł: trzaskały drzwi. latały w powietrzu sprzęty. buchał ogień. ale niebieskie róże z Nazairu. który utracił był na mój widok. Byłem sam. Wnet zostałem sam. Jeśli się ktoś pojawił. padły trupy. Jużem się sposobił. Używałem. Gruby.. Ja do lustra. bladym świtem. Tak było aż do dnia. westchnął. że zmienił mi się tylko i wyłącznie wygląd. że to nie byle co. otarł nos rękawem. Widzisz. we wrzask i w nogi. czy też odwrotnie.. głównie zwierciadła. Geralt. Nivellen przerwał. Mówiąc krótko. kiedy coś mnie oświeciło. dostałem jakiegoś ataku. by wykopać go za główną bramę. co mnie który zobaczy. wyskoczyłem na dwór. Potem przyszedł potworny strach: wrócą i zatłuką. kuzynka. . życiem darował i zdrowiem.. Uciekła moja kotka Żarłoczka. które opowiadała mi niegdyś Lenka.. nie wychodziłem. zanim zdążę wytłumaczyć.było już za późno na cokolwiek. nie wystawiając nosa na zewnątrz. tłukąc co popadło. szalejąc. kazałem domowi trzasnąć ze dwa razy okiennicą albo ryknąłem sobie przez gargulec od rynny. chłopcy z drużyny. pamiętam to jak przez mgłę.. jestem tylko głupim wyrostkiem.Mów dalej. spanikowałem. A trzeba ci wiedzieć. a nagle zrobiłem się bardzo silny. by gość wzbił za sobą potężną chmurę kurzu. Kilka. Za parę dni budzę się rano. Zaraza. gdy wspominam. wyglądam przez okno i co widzę? Jakiś grubas ścina róże z krzewu ciotuni. że choć w strasznej postaci.podjął po chwili . Nikomu już nie mogłem wyjaśnić. ciotunia. wyjąc. Potwór zamilkł na chwilę. rycząc. bardzo długo siedziałem w zamku jak mysz pod miotłą. Może jest w tym gadaniu . podobno ładne dziewuszki zamieniają żaby w królewiczów. jeszcze dziś mnie trzęsie. . Ale nikt nie wrócił. więc może. przypomniałem sobie bajki. Przejdę do rzeczy. Złość mnie porwała. i to zwykle wystarczało. . Ze strachu szlag trafił nawet papugę ciotuni. ot. Geralt.Dalej było tak. uciekły nawet psy. moja niania. w którym. żebym go oszczędził. rzadko to się zdarzało.Kiedy atak minął . wykwiczał. szlochającym w pustym zamku nad ciałami służących.

Przez jakiś czas dostawała konwulsji na mój widok.ziarno prawdy. Musiałem mu pomóc załadować wór na muła. na wszystkie strony. jacy się tu pojawiali. Kupiec promieniał. Kupiec.A dziewczyna? . ugościłem. że córeczka ma osiem lat. aż się cały opluł. myślałem. tych z gnojem na łydkach. jak się trzęsie.. jak ciężko jest.ciągnął. Widzisz. zawsze byłem nieśmiały wobec dziewcząt. które . Ale po roku spędzonym w towarzystwie zrozumiałem. mogłem sobie pozwolić na gest. Miał ze sobą przygotowany spory worek. . dla której tak drogo zapłaciłem za rok jej życia. Geralt. zrezygnowany. zamknąłem się w domu i przez kilka miesięcy nie reagowałem na żadnych gości z córkami. . Podskoczyłem na dwa sążnie.Bo ja nie wiedziałem. a przybył tu drugi kupiec. aż fotel zatrzeszczał. ze dzikie wino oberwało się z muru i wrzasnąłem: "Córka albo życie!". Musiał się gdzieś pochwalić swoją przygodą. że ją jednak zjem. z taką mordą. zaryczałem tak. aż wreszcie kupiec zjawił się i zabrał ją. jeszcze z tatuniowych czasów. sam by nie udźwignął. jakaś szansa. uderzył w płacz. by jej cokolwiek napomknąć o przyczynie. zawsze wystawiałem się na pośmiewisko. który miał być westchnieniem. była przekonana. gawędziliśmy i chodziliśmy na długie spacery. Co. . kiedy z nią rozmawiałem. język mi się plątał. bo nie minęły dwa miesiące. bo to był kupiec. Też sporą. Ja zaś. że zostawi mi ją na rok. nie bardzo wiedziałem. kiedy nie ma do kogo otworzyć gęby. zaprosiłem do środka.chłopcy z drużyny obracali jak chcieli.Nie. . Żal mi się zrobiło kupczyny.Dogadałem się z kupcem raz dwa . Rok ciągnął się jak smród za pospolitym ruszeniem. na odjezdnym nasypałem złota i kamyków do worka.. Nawet te się ze mnie nabijały. . śmiejesz się? . przeciągnął się. Ale po miesiącu jadaliśmy już przy jednym stole. nic lepszego nie przyszło mi do głowy. . Co dopiero. dziękował. Nivellen wyciągnął nogi pod stołem. a zabrzmiał jak czkawka.Potwór wydał z siebie odgłos. patrzeć me mogłem. Trzeba ci wiedzieć. I córkę. ze w podziemiu zostało sporo dobra. Nie przemogłem się nawet. śmiać się czy płakać nad swoim zasranym losem. po czym wyznał mi. co z tym począć. Ale chociaż była miła i nad podziw rozgarnięta.Ustaliliśmy. nawet wobec dziewuch z obory.

Wiesz. Ja w przerwach biegałem do lustra. Geralt. teraz nic się mnie nie imało. była akuratnie rocznica moich postrzyżyn. mniej wydolnej postaci. mówię ci. dobrze. rozgląda się. Była mała. Następna. bo była całkiem ładniutka. miał wychudłego konia. a i ja. zrobiłem się chłop na schwał.Następna . wdowca. istny mysikrólik.powiedział po chwili . ale wystaw sobie. przedtem byłem rozlazły. To była wesoła dziewczyna. . nielichy temperament. hę.. na czworakach. Przedtem cięgiem chorowałem. No. Któregoś dnia. Coraz mniej tęskniłem do powrotu do tamtej. "Rozszarp mnie. Rycerz. zardzewiały kirys i nieprawdopodobne długi. bo w porównaniu z jej rodzicem mogłem się wydawać wcale nadobny. była córką zubożałego rycerza. Zaraz po itym wyskoczyłem z łoza i do lustra. Przyznam. co wymyśliła? Straszyliśmy we dwójkę niepożądanych gości.Fenne . nabrawszy wiary w siebie. że w bajkach jest mądrość ludu! Gówno warta taka mądrość. Primula. z wielkim posagiem. podczas których lubiła targać mnie za uszy i wykrzykiwać: "Zagryź mnie. nie zasypiałem gruszek w popiele. A zęby? Nie uwierzyłbyś. siedzi mi na grzbiecie i trąbi na myśliwskim rogu dziadunia! Nivellen zatrząsł się od śmiechu. Paskudny był.Opowiadaj dalej.nazywała się Fenne. a Fenne. gdy on był na wojnie. Morda została. bestio!" i temu podobne idiotyzmy. Sposobiła się wyjść za mąż za pewnego właściciela szynku. drapiąc się z chrzęstem pomiędzy uszami. ale Fenne rychło postarała się. Miała. hę. Primula. spoglądałem w nie z rosnącym niepokojem.kontynuował . byłem zawiedziony i zgnębiony. Geralt. Już po dwóch tygodniach byłem z Primula w bardzo bliskich stosunkach. Geralt. jakie ja miałem .rzekł potwór. żebym zapomniał o zmartwieniach. kasłałem i leciało mi z nosa. To zajmujące. jak kupa obornika.była u mnie pełny rok. aż tu z rykiem wypadam na niego ja.Powiadasz? .. jak była. zwierzu!". . całkiem goła. nie dziwota zresztą. Widzisz. bystra i ćwierkotliwa. i rozsiewał dookoła podobną woń. A mówią. Geralt. może z odrobinę głupszym wyrazem. błyskając bielą kłów. Wyobraź sobie: wchodzi taki na podwórko. mówię ci. musiała być poczęta. jak się okazało. rękę bym sobie dał uciąć. gdy tu przybył. . Nivellen. Wcale się mnie nie bała. I w niej nie wzbudzałem strachu.. No. opiliśmy się oboje miodu i. potem wróciła do rodziny.

Nie śmiej się! Jestem więcej niż pewien. żadnej córce. Oczywiście. Żadnemu ojcu. ktoś by po nie przyszedł. I po trzecie: bezpieczeństwo. to raz. Primula jeszcze po . Venimiry. Geralt. których posłała do ziemi drużyna pod moim żałosnym dowództwem. Chcesz. Nivellen? . aż do znudzenia.Zmęczyło mnie to gadanie. Geralt .Żadnych.obruszył się potwór. zjedz mnie całą". jaki wzbudzam. . Żadnemu krewnemu lub narzeczonemu córki.rzekł Geralt. Ci. Najpierw mieszanina strachu i rezerwy. Dwa: moja inność działa na dziewczęta jak afrodyzjak.Może to i dobrze .Nivellen ziewnął. Postanowiłem robić dłuższe przerwy na samotność. że dziewiczy całus odmieni moją postać. doszedłem do wniosku. Ilka i Venimira. I pogodziłem się z tym. która była wielce urodziwą panną. potem "Gryź mnie. mieli krewnych. potem powrót taty. przy czym jęzor zwinął mu się w trąbkę. że na takiego. Widzi mi się. Co.O czym ty mówisz? Ojcowie nie posiadali się z radości. acz kosztownymi upominkami.Nie. paru przeżyło. Krótko: potem były jeszcze dwie. bawiąc się pustym pucharem . już dawno przestałem wierzyć. by móc dobrać się do takiej. końskie zdrowie związane z tą postacią. potem nić sympatii. że dobrze jeat. Nivellen? . przygarbione od dźwigania cebrów. że jako człowiek musiałbym się zdrowo nabiegać.Panienki bawiło.rozdziawił paszczę potwór. czułe pożegnanie i coraz bardziej zauważalny ubytek w skarbcu. Mówiłem ci. . z łapkami wyługowanymi od prania. . Co więcej.Daj spokój. Tatunio miał wrogów. i żadnych zmian nie trzeba. Gdyby nie postrach.Wyglądasz na zupełnie pewnego . wzmacniana drobnymi. W piwnicach jest złoto.A żebyś wiedział. nawet by nie spojrzała.popsute zęby! A teraz? Mogę przegryźć nogę od krzesła. Wszystko odbywało się tak samo. w zgrzebnych sukienczynach. . . jak na tym portrecie. Nie chcę. żebym przegryzł nogę od krzesła?" . mówiłem ci. dla przykładu. . jak jest.że w obecnej postaci nikomu się nie naraziłeś. . jak się popisywałem i w domu zostało strasznie mało całych krzeseł. w to. Choćby wieśniacy z widłami. A córki? Nie widziałeś ich. byłem hojny ponad wyobrażenie. jak tu przybywały.

A u mnie chodziły jak księżniczki.Ale podejrzewałeś. że ktoś mi za ciebie zapłacił.Pozwolisz.dwóch tygodniach u mnie miała na plecach i udach ślady rzemienia. który zapragnął reszty mojej piwnicy. Wyczarowywałem na zawołanie gorącą wodę do blaszanej wanny. .Jesteś teraz sam? .. twoja wola .Cóż. dla którego kupcy z córkami od pewnego czasu odjeżdżają stąd z niczym? . a do nocowania w tych lasach nie zachęcam. wpatrując się w mrugające nerwowo płomyki świec.Słusznie .. . . którym łoił ją jej rycerski tatuś. gospodarzu. A co się tyczy łoża. koło bramy. Dobrze wiesz. nawet nie wiedziały.Z pewnych względów nie mogę zaoferować ci noclegu w zamku. Przepraszam. którą tatunio zrabował jeszcze dla mamy w Assengardzie.rzekł wreszcie wiedźmin. Geralt. Kto mógł zapłacić? . Geralt.. co ja mówię. . to.rzekł nagle wiedźmin. .Nivellen .Tak.odpowiedział potwór po chwili zwłoki myślę sobie. jak nastawiasz ucha. Dla nich to był dom z bajki.A więc i o tym wiedziałeś? Tak. .Dzięki za gościnę. .Zaraza z twoimi przeprosinami. gdzie tu jest kuchnia. rzadko który władyka ma u siebie blaszaną wannę.Łajdak. Widziałeś ją? . Od . Mam rację? . Wyobrażasz sobie? Blaszana wanna! Rzadko który komes. . .I nikt inny.I nikt inny? . do ręki brały wyłącznie wachlarz. Milczeli obaj.Chciwość ludzka nie zna granic. że zasadniczo powinienem zwymyślać cię teraz nieprzyzwoitymi słowy. wstając.Masz. W lesie.Wiedźminie . . Czas mi w drogę. Stroiłem je i obwieszałem świecidełkami. Znowu milczenie. . Zaraza.Nivellen wstał również.. Wiesz. Od samego początku widzę. jak zerkasz na drzwi. Nie pozwolę. za co? Za traktowanie mnie jak półgłówka. a nie miał więcej córek rzekł dobitnie Nivellen.Nie. . że zapytam. wziąć za kark i zrzucić ze schodów. to jest ten powód. Żadnej nie przymuszałem. cnota jest w dzisiejszych czasach rzadsza niż skalny smok. Czy to jest powód. że nie mieszkam sam.

proszę.. •. odprowadzę cię. . Na podwórzu. proszę. . Chodźmy.. Ale nie jak może być.dałbyś.. Moja kotka . trzeba wiedzy i zdolności.Jednak cię to interesuje? Mówiłeś.czasu gdy okolica wyludniła się. Nivellen. że nie potrzebujesz mojej pomocy? Potwór spojrzał na niego z ukosa. Jesteś pewien. rada pieszczocie. . Płotka.Czego się obawiasz? Potwór zatrzymał się w drzwiach komnaty. Żeby zdjąć przekleństwo rzucone przez kapłankę Coram Agh Tera. Geralt spojrzał mu prosto w oczy.Dosyć mam twoich pytań. Słuchaj. Czy słusznie się obawiam? Krótko. pochyliła łeb. Chociaż.powiedział.I ja też je lubię. jak jest. Powinieneś wrócić na trakt przed zmierzchem. że dobrze jest. .Nareszcie.Słusznie się obawiasz.Nie tylko o taką pomoc mi chodziło. .A jesteś pewien. Chyba odpowiedziałeś. których ja nie posiadam. w nocy jest tutaj niedobrze.Czy można temu zaradzić? Krótko. . . Nivellen pogładził klacz po nozdrzach. Może słowo "potworne" byłoby trafniejsze.A czy. . zamiast odpowiadać na moje. . że mógłbyś mi pomóc? Dałbyś radę zdjąć to ze mnie? . Krótko.Nie.. . .Ze wszystkich świątyń w Gelibolu i Dolinie Nimnar wybraliście akurat chram Coram Agh Tera.Nie odpowiedziałeś.Lubią mnie zwierzaki .' poklepał po szyi. odwrócił.pochwalił się potwór.Jak jest.Nie. wiedźminie. . .Czy po takim śnie. od pewnego czasu mam paskudne sny. Nie . . gdy Geralt poprawiał juki. po obudzeniu. . Lwiogłowego Pająka. .Będę miał to na uwadze. Widocznie trzeba cię odpowiednio pytać.A kto je posiada? .Nie. Obawiam się. nigdy nie miałeś zabłoconych nóg? Igliwia w pościeli! . które ciągle zadajesz. na moje pytanie. tak. proszę. ..Mieliście wtedy pecha . ..

Dziewczyna zerwała jedną różę z krzewu ciotuni i przypięła sobie do sukni. .. A. A może nie.Geralt? . Wiedźmin szturchnął piętą bok klaczy. strzelę cię w pysk.Może. . Bywaj. . może znajdę kogoś. Jeśli się zaśmiejesz. Wiesz o tym? . chociaż uciekła z początku.Mniej więcej . Przez długi czas była to jedyna żywa istota. . potem wraca. Geralt uśmiechnął się. Ech. ..to prawdopodobnie rusałka. Kochamy się. Z córką. jaka towarzyszyła mi w niedoli. Ale uważaj. Na całe dni znika w lesie.Słucham cię. Urwał. Mało kto widział rusałkę z bliska. Geralt.. nie dałem znaku życia. jak myślisz.Ptaki .Bywaj.Podejrzewam. nocą w lesie nie jest najbezpieczniej. To mój problem.. Szczupła. Geralt. moje życie i moja kara. Mówiłem ci.Ostatni był u mnie trzy dni temu. wróciła potem do mnie. nie najładniejszą zresztą. w języku. .Nie jestem taki głupi. To typowe? . Potwór człapał u jego boku. . A ja i Vereena. ani kolejna próba szukania ziarna prawdy w starych bajędach. że nie wróciłaby. Vereena też. Nie je ludzkiego jadła. którego nie znam. Pokręcili się po dziedzińcu i odjechali. Coś się któremuś stało? .Tak. którzy tu ostatnio byli. co mi tam. gdybyś stał się człowiekiem? . kto.Też lubi koty? . Nivellen. ruszył ku bramie. Przyjechałeś tu śladem jednego z kupców. Geralt nie zaśmiał się. Geralt. Wiesz. Kto wie. Będę pamiętał o tobie.Dzięki. Czarna.Wydałem się. Nivellen. . zaraza. To nie jest kolejna kupiecka córka. Mówi rzadko. .Jestem tego pewien. jak rusałki boją się ludzi.. .powiedział . -Twoja Vereena ..wyszczerzył zęby Nivellen. Szukaj ich gdzie indziej. To coś poważnego. wykrzywił paszczę. Słyszy się i widzi nieładne rzeczy. zaraza.Pewnie myślisz.Żarłoczka.wiedźmin dociągnął popręg. Kazałem domowi zamknąć wszystkie drzwi i okiennice. to paskudna okolicą.

Jak się pogorszy. parskała. szczerząc żółte zęby i gryząc munsztuk. cofnęła się. IV Około południa.zeskoczył z kulbaki. ale odnalazł jedynie wydeptaną polanę i zwęglone kości w ciepłym jeszcze popiele. Nivellen odwrócił się i raźno pomaszerował w stronę pałacyku. Wiedźmin potarł czoło. złowrogo nieprzyjazna. V Klacz tuliła uszy. ale mógł też to być i zwykły żbik. Wiedźmin nie zatrzymał się. przyzwyczaiłem się. Wychodzi na to. Po co te sceny? Klacz prychnęła. Geralt nie uspokajał jej Znakiem .To przecież zwyczajne czarcie koło. Geralt nie wrócił na trakt przed zmierzchem. ruszając szybko z powrotem. A jak się bardzo pogorszy. . przerzucił wodze przez łeb konia."Lubią mnie zwierzaki" . Bywaj. co mogło być tylko krzykiem torturowanej kobiety. nie szukaj nikogo. .Nauczyłem się to znosić. zamyślił. Coś. też się przyzwyczaję. Potem jednym skokiem znalazł się w siodle. dzika. w które co jakiś czas wrzucał pęczki tojadu. przyjedź tu sam i skończ sprawę. Noc spędził na łysym szczycie--wysokiego wzgórza. Na plecach nie miał już swego starego miecza w pochwie z jaszczurczej skóry - .Prawdziwa historyczka robi się z ciebie.Przepraszam cię. .mruknął. przez bór.powiedział. III Okolica była odludna. klacz zarżała przenikliwie. gdy poił Płotkę u źródełka. Po wiedźmińsku. Nie obejrzał się już ani razu. odwracając ku niemu łeb. a także coś. zmarszczył się. nie chciał nadkładać drogi. Mógł to być leszy. Płotka . usłyszał obłąkańcze wycia i śpiewy. po własnych śladach. z mieczem na kolanach. rwała podkowami ziemię. że masz więcej rozumu niż ja. ledwie zaświtało. Geralt odruchowo uspokoił ją Znakiem i wówczas dostrzegł regularny krąg uformowany przez wystające z mchu czapeczki czerwonawych grzybków. . W środku nocy dostrzegł daleko w dolinie blask ognia. przy maleńkim ognisku. Ruszył tam. koniku. Geralt. pojechał na skróty. wrzeszczało i syczało. zawrócił konia. co siedziało w koronie olbrzymiego dębu. by sprawdzić. nie chciała iść.

Ale konie nigdy się nie mylą. Blada twarzyczka nie drgnęła.jego miejsce zajmowała teraz błyszcząca. .Tak bardzo przypominasz rusałkę . że wciąż słyszało się pieśń . Tym bardziej że rzadki z ciebie ptaszek. piękna broń z krzyżowym jelcem i smukłą. Śpiew urwał się gwałtownie i wtedy ją zobaczył.Ta klinga jest srebrna. że mulą albo alpem. który sprawiał. tak jak ją zostawił wyjeżdżając.choć maleńkie. dobrze wyważoną rękojeścią. nie mógł nawet zidentyfikować języka. . Kąciki bladych usteczek drgnęły i lekko uniosły się. o których wspominał. obezwładniającej grozy. czuł i rozumiał samą naturę. pełną uroku. szeroko rozwarte oczy koloru antracytów. antracytowe oczy nie zmieniły wyrazu. że wydawały się przezroczyste. Kim jesteś? Myślę. Była otwarta. Przylgnęła do grzbietu delfina w wyschniętej fontannie. Spod burzy splątanych czarnych włosów błyszczały wlepione w niego ogromne. cichego. Miecz. Tym razem brama nie otwarła się przed nim. czarnowłosa. Zwyczajny wampir nie wyszedłby na słońce. elastycznym krokiem.To srebro . Nie było to potrzebne . Usłyszał śpiew. . . istotę tego śpiewu. Wiedźmin zatrzymał się w odległości dziesięciu kroków. zakończoną kulistą głowicą z białego metalu. Geralt zbliżył się powoli miękkim. obok krzewu niebieskich róż. Stworzenie przyklejone do grzbietu delfina obracało za nim maleńką twarzyczkę o wyrazie nieopisanej tęsknoty. Rozpoznają takie jak ty instynktownie i bezbłędnie. powolutku dobywany z czarnej emaliowanej pochwy.ciągnął spokojnie wiedźmin . Domyślam się. z którego pochodziły. Stworzenie nie poruszyło się. idąc półkolem od strony muru. co to były za sny. Nie rozumiał słów. obejmując omszały kamień drobnymi rękami. wywoływałaś ty. przenikliwego. i współczuję mu.wiedźmin znał. prawda? Sny. rozlewającego się po żyłach falą mdlącej.Przyciągnął cię Nivellan w swojej postaci. tak białymi. blade usteczka były zaciśnięte i nie dobywał się zza nich najmniejszy nawet dźwięk. . rozjarzył się i zalśnił nad jego głową.że mogłabyś zwieść każdego.powiedział.

co? Zaiste.Teraz zapewne uważasz się za panią tego zamku? Kiwnięcie.. Wiedźmin cofnął się.Lubisz ptaki . zdążył jeszcze skrzyżować przeguby obu rąk w Znak Heliotropu. Zapanowalibyście w mig nad całą okolicą. że jesteś. a więc piłaś krew. z jakim wyrżnął plecami o mur. Ale wpierw. tym razem wyraźniejsze. prawie niedostrzegalnie. . coraz wyżej.. wygięła grzbiet jak lampart i wrzasnęła. przeszywając uszy i mózg cierniami bólu.. . musiał stać się prawdziwym potworem.krzyknął wiedźmin rzucając się ku fontannie. wargi rozwarły się. w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą siedziała filigranowa dziewczyna w białej sukni. koszmarnie uśmiechniętych ust. ale i tak pociemniało mu w oczach.Ale nie przeszkadza ci to przegryzać karków ludziom obojga płci. ślepe narzędzie. Wampirzyca poderwała się. czyli że nie udało ci się zniewolić jego umysłu.. . władcy leśnego zamku. mógł pochodzić tylko z bladych. Kąciki ust zaczęły unosić się wyżej. morderca na zawołanie. Lecąc do tyłu.Co z nim. potwór i wampirzyca. Fala dźwięku uderzyła w wiedźmina jak taran. Na grzbiecie delfina. który się rozległ. a reszta powietrza wyrwała się z płuc wraz z jękiem. by się poruszyły. Sięgnęłaś po ostateczny środek. ty i Nivellen! Piękna by była z was para.. pozbawiając oddechu. czarnowłosa? Śpiewałaś. . mocniej ścisnął rękojeść miecza. Ty. nie człowiekiem w potwornej masce. choć wiedźmin nie dostrzegł.To znaczy. w kamiennym kręgu wyschniętej fontanny.Bruxa! . Mam słuszność? Czarna główka kiwnęła leciutko. i on. Maleńka twarzyczka nabrała upiornego wyrazu. Zza bladych warg błysnęły białe kończyste kły. . .Jesteś mulą? Powolny. twój obrońca. .ciągnął wiedźmin. . a kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. Syk. Wielkie czarne oczy zwęziły się. Czar w znacznej mierze zamortyzował impet.Alp? Zaprzeczenie. miażdżąc żebra. wiecznie spragniona krwi. przeczący ruch głowy.

choć oszołomiony falą wrzasku . że przełamało Znak. Czarny nietoperz bezszelestnie płynął ku niemu. potrząsnął głową. lecz do przodu. unik i półobrót. Poprzez ból świdrujący uszy zaczął słyszeć głosy. Błoniaste skrzydła rozwinęły się. ponownie chybiając fantastycznie zwrotnego stwora. metamorfował. W ostatniej chwili skoczył . szum wichru. choć zjawiające się w jego miejscu blade usteczka nadal nie kryły morderczych kłów. Nietoperz zamachał skrzydłami. krzyknął zaklęcie. w skroniach i ciemieniu załomotało. błyskawicznie dopasowując tempo ruchów do prędkości lotu potwora wykonał trzy kroki w przód. Prawie nie napotkało. Geralt odskoczył w bok.zareagował instynktownie. Geralt. o ułamek sekundy spóźnił się z unikiem. wąską paszczękę. W oczach Geralta zawirowały czarne i czerwone kręgi. Poczuł. Zwinął się w miejscu. ciął. wzbił się. modulując głos w makabryczny zaśpiew.rozpłaszczał połyskliwe cielsko ogromny czarny nietoperz. oburęczny cios. sycząc. wprost na kark wiedźmina. jak szpony bestii rozrywają mu policzek. Geralt. tnąc na odlew. czując w ustach żelazisty posmak krwi. chichocząc wzbił się w powietrze i natychmiast spikował pionowo w dół. zębaty pysk. aż zawyło powietrze. Uderzenie fali było tak potężne. okrążył go i znów zaatakował. kuszy. W momencie gdy zakrzywione pazury zazgrzytały o kamień cembrowiny. Usłyszał . wyrzucając przed siebie dłoń z palcami rozwartymi w Znak Quen. rozwierając bezoki. Geralt czekał. Ostrze nie napotkało oporu. załopotały bezgłośnie i stwór runął na wiedźmina jak bełt wystrzelony z. Nietoperz. kurcząc jedno skrzydło zawrócił. dźwięki fletu i oboju. nie trafiając. a po nich szybki jak myśl. w locie rozwierając zębate szczęki.nie w bok. Skóra na jego twarzy martwiała i ziębła. rozwierając długą. że wypadł z rytmu. Poderwał się z ziemi. Brusa zawyła przeszywająco. znikał. ośliniony pysk już rozmazywał się. -zawodzenia i jęki. poszybował w stronę fontanny. skręcił gwałtownie. potworny. wytrzeszczyła na wiedźmina przepełnione nienawiścią oczy i wrzasnęła znowu. przeniósł ciężar ciała na prawą nogę i ciął ostrym zamachem w tył. Upadł na jedno kolano. a aksamitnie wilgotne skrzydło chlaszcze po karku. wyciągając w stronę stwora trzymany oburącz miecz. Było to tak nieoczekiwane. Nietoperz płynnie. przepełnioną rzędami igłokształtnej bieli. z gracją. Nie trafił.

Zabiję. nie próbowała metamorfować. wyjąc. . furkocząc białą suknią. lekko jak motyl. Bruxa szarpnęła głowę w jego kierunku. jak gdyby spod wody.Vereena! Nivellen. Geralt. biegł półkolem okrążając dziedziniec. odrzucając kilka sążni do tyłu. niepewnie machając łapami. A wtedy zetnę ci śliczną główkę! Ty. że nawet zmęczona jest nadal śmiertelnie niebezpieczna. ale reakcje wampirzycy były znacznie szybsze. nieco powyżej lewej piersi. Ale wiedział i to. widać było czerwoną plamę pod draśnięciem. na drewniane rusztowanie pod murem. ocierając krew z policzka. wytoczył się z drzwi pałacyku. starając się odciągnąć uwagę bruxy od Nivellena. ryczał. mknęła wprost na niego. . Czarownik. . skoczył ku niej. ale tym razem był to wrzask bólu. poszorował po żwirze alejki. Zabiję. Na białej sukni. metamorfowała na grzbiecie delfina. Nie wrzeszczała już.Zobaczymy. grzebiąc go pod stertą drewna. Nivellen. rozczapierzając łapy jak niedźwiedź.wycedził.warknął. rozbrzmiewały w jego mózgu eksplodując. Ostry wrzask i kolejna fala zbiła wiedźmina z nóg. sprężyła do skoku.ryknął ponownie. Kryzę kaftana plamiła krew. ale wrzasnęła mu prosto w paszczę. nie dłuższym niż mały palec. pochylony idąc w kierunku fontanny. Chwiejnym krokiem poszedł w stronę fontanny. Usta bruxy nie poruszyły się. . które załamało się z przenikliwym trzaskiem.Krzycz. wywołanego dotknięciem srebra. Za plecami Geralta Nivellen hurkotał wśród desek. . Runął na wznak. . Geralt już był na nogach.Zobaczymy .cięcie. że jest zmęczona. dzwoniąc głucho. okazało się zadrapaniem. . Wiedźmin zgrzytnął zębami . Osłabniesz pierwszy. Wiedźmin wiedział. Zabiję. kły w jej ustach zabłysły jak zbójeckie puginały. spróbował ją chwycić. ale wiedźmin słyszał słowa wyraźnie. Zabiję. ze zwieszoną głową.wrzask. Strać siły. wampirzyco . oburącz uczepiony ościeżnicy. które winno było rozpołowić bestię. Bruxa. Wampirzyca. wznosząc miecz do cięcia.Wywrzeszcz się. Bruxa wygięła się. ledwo dotykając ziemi. z pogłosem.Vereena! .

rytmiczne.biało-czama. Stali . Odwróciła się. ale zafascynowany obrazem nadal nie mógł zdobyć się na żadną akcję. wykwita czerwona plama. Wampirzyca westchnęła rozdzierająco i nagle naparła silnie na kół. nie puszczając drąga usiłował odsunąć wampirzycę jak najdalej od siebie. dławiące się krwią westchnienie. chwyciła go za . wyciągnęła ręce. Mój. Nivellen wrzasnął.Geralt odskoczył w lewo. dezorientującym młyńcem miecza. uchwyciła się mocno żerdzi i naparła na nią ponownie. Przesunęła się jeszcze bardziej do przodu. blokując jej koniec pod pachą. Kocham. . na szeroko rozstawionych nogach. jak gdyby pieszczotliwie. Nie zdążył złożyć Znaku. Kolejne straszne. Jej westchnienia stały się częstsze. wlokąc za sobą przebitą bruxę. który trzymał pod pachą. Upadł na klęczki. jak pod sklepieniem zimnego i mokrego lochu. poleciał w tył. Kocham cię. skoczyła ku niemu.ryknął Nivellen. przechodząc w rzężenie. ale nie puszczał drąga. rozwiana. podciął kolana. ohydnie i nieprzyzwoicie. Wiedźmin. potem drugi. przesunęła dalej wzdłuż żerdzi. jak na jej plecach. Bruxa. Westchnęła tylko. Nie krzyknęła. na białej sukni. Nie docenił jej . I wtedy Nivellen z rozmachem wbił jej pomiędzy piersi złamany. z której w gejzerze krwi wyłazi. zazgrzytał o mur. jak biały motyl na szpilce. potem szybko zaczął się cofać. ostry koniec trzymetrowej żerdzi. wyciągnęła ramiona na całą długość. Jeszcze krok i wsparł się plecami o ścianę pałacyku.wrzasnęła w biegu. Albo niczyj. Bruxa. dzierżył żerdź oburącz.Vereena! . słysząc to westchnienie. Oczy miała szeroko otwarte. straszna. ból w kręgosłupie zapromieniował aż do czubków palców. Nivellen zaryczał rozpaczliwie. Nadaremnie.Nivellen. zrobił krok do tyłu. Geralt zobaczył. Bruxa powoli. również zaciskając na nim obie dłonie. rąbnął plecami o mur. otoczył się krótkim. wyjąc śpiewnie. głowę odrzuconą do tyłu. Usłyszał słowa głucho rozbrzmiewające wewnątrz czaszki. zawisła na drugim końcu drąga. Koniec żerdzi. Bruxa szarpnęła się. ułamany szpic. Bruxa sunęła ku niemu . zadygotał. przesunęła drobne dłonie wzdłuż drąga. sparaliżował ramiona. rozedrgane. Już przeszło metr skrwawionego drewna wystawał jej z pleców. Geralt wstał.

pod koniec półobrotu już wolna. zwinięty w kłębek. Zawył jeszcze przeraźliwiej. Jaka pustka. które powtarzała. włożył palec do ust. zdecydowanym stąpnięciem. nieunikniony. Potworów jest coraz mniej? A ja? Czym ja jestem? Kto krzyczy? Ptaki? Kobieta w kożuszku i błękitnej sukni? Róża z Nazairu? Jak cicho! Jak pusto. Znowu złapał się za twarz i znów jęknął. Zaszlochał. przystojny. dotykając czterech krwawych. uniósł głowę. potężnie zbudowany mężczyzna o bladej cerze. Przetarł oczy knykciami. wstrząsany kurczami i dreszczem. płynęły w powietrzu. jaki należało teraz wykonać. płynęły. leżący pod murem. kontynuując rytm ruchu. kończy się na lewą nogę mocnym. zrobił czwarty krok i półobrót. Kruczoczarne włosy zafalowały rozwiewając się. przechyliła głowę ku gardłu Nivellena. ostre. Geralt skoczył. zwolniona sprężyna. Uderzył pewnie. Zobaczył jej oczy. Skręt tułowia. Nic nie mogło. Skoczył jak bezwolna. był wyuczony. Kły błysnęły oślepiającą bielą. napuchłych pręg na policzku. We mnie. Jęknął cicho. Trzeci. Nic. każdy krok. potem - .głowę. obejmując głowę ramionami. Trzy szybkie kroki. był jego naturą. Ciął. Obmacał twarz. Spojrzał na swoje dłonie. Klinga. Głowa upadła na żwir. Bruxa znów przesunęła się na żerdzi. Nic już nie mogło się zmienić. Nivellen. Wzrok miał błędny. Młody. długo wodził nim po dziąsłach. automatyczny i śmiertelnie pewny. jak setki takich kroków przedtem. i natychmiast. płynęły. by zagłuszyć słowo.. jak setki razy przedtem. Usłyszał głos. płynęły. środkiem brzeszczotu.Wstań . . Krzyknął. wlokąc za sobą wachlarzyk czerwonych kropelek.powiedział wiedźmin. zamaszyste cięcie. sunęła za nim błyszcząc. zaszamotał kosmatym łbem. rozejrzał się dookoła. Każdy ruch. leżał pod murem pałacyku w pokrzywach.

Ja już nie mam. W jukach mam lekarstwa. ale nie doszli do niczego. Nivellen bezustannie obmacywał sobie twarz wolną ręką.Wstań. . poza tym. podtrzymując jeden drugiego. Nivellen.zaśmiał się. są potrzebne nam obu.Nie patrz. że. .. . . Poszli poprzez dziedziniec. Chodźmy..Geralt! Jak to? Jak to się.. Nivellen jęknął znowu. Geralt. starając się nie patrzeć na drobne... oblepionymi mokrą czerwoną tkaniną. obok krzaku niebieskich "róż.Że co.rzekł cicho wiedźmin.. Geralt! .Nie do wiary.Vereena. . tak białe.Miłość i krew. Nie mam? Geralt? Jak to? Wiedźmin pomógł mu wstać.W każdej baśni jest ziarno prawdy .. .. . Po tylu latach? Jak to możliwe? . Obie mają potężną moc. Geralt? .Miłość musi być prawdziwa. Wstań i chodź. zaciśnięte na żerdzi utkwionej pomiędzy małymi piersiami. że aż przezroczyste ręce. Magowie i uczeni łamią sobie nad tym głowy od lat. .

mówiąc krótko a treściwie. większego znaczenia. by cię wypędzić. Zdziwił się nieco. .warknął Tailles. zdaje się.Bez chwili zwłoki.Zaszczyt dla mnie . .Za moich czasów książętami zwykło się tytułować tylko tych. w których była wrogość. Geralt ukłonił się niedbale. równie niedbale jak poprzednio. bo w okolicy.Nie bawmy się w nazewnicze szczegóły . . jak słyszę .pozostają w służbie miłościwie władającego tymi ziemiami diuka Herewarda. Trzeba oto ci wiedzieć. złożyło śluby i przyjęło czerwony płaszcz. Wyniosę się stąd sam bez dodatkowych bodźców i ponagleń. . Przybyli z żądaniem. patrząc na rycerzy. w którym tak mu twarzowo. byś się stąd jak najprędzej wyniósł. rozsiadając się wygodniej na swym przypominającym tron fotelu . jak obecny tu Tailles. nie było żadnej komandorii zakonu. .wzruszył ramionami Geralt. i to niebawem.. Obaj byli w zbrojach i karminowych płaszczach ze znakiem Białej Róży na lewym ramieniu. . Ja to uważam za obelgę.Oni nie przyjechali tu. .Księcia Herewarda.GŁOS ROZSĄDKU 3 . ale dzisiaj nie ma to. . . . Książę rozkazuje. dlatego wielu rycerzy Róży wstąpiło na służbę do księcia. A to rycerz Tailles z Domdal. . jak wiedział. że kapituła zabiega właśnie u Herewarda o nadania dla zakonu.Natychmiast .Na terenie tej świątyni rozkazy wydaję ja .Nie zamierzam się tu osiedlać. .Ci szlachetnie urodzeni panowie .Księcia . A niemało tutejszych.Szlachetni rycerze trudzili się bez powodu. pozornie swobodnie i niefrasobliwie uśmiechnięta. młodszy z rycerzy.poprawił z naciskiem Tailles. dostrzegła jego zdziwienie. niebieskie oczy. . w żyłach których płynęła królewska krew. wlepiając w kapłankę jasne. Wręcz przeciwnie. Przybyli.przerwała Nenneke zimnym.wiedźmin skłonił się ponownie.Jestem Falwick. by się zaszczycać. Uważasz to za zaszczyt? Ja nie. hrabia Moen.rzekła zimno kapłanka. Wróćmy do prezentacji i wyjaśnienia celu wizyty rycerzy Białej Róży w mojej skromnej świątyni.Nenneke uśmiechnęła się drwiąco. Geralt. ..powiedziała od niechcenia.Wątpię . Nenneke.

.Masz czelność sprzeciwiać się księciu. O ile ta polityka jest logiczna i zrozumiała. chwycił go mocno za łokieć. Uważaj. wyjęła z niego nieduży porcelanowy słoiczek. Geralt z Rivii jest moim gościem. Falwick. ścisnął. że mamy na podwórcu dwunastu żołnierzy. znudzony już nieco całym wydarzeniem.Ciszej . aby tak miało być. i drugie. i to zanim jeszcze słońce dotknie horyzontu. że moja skromna osoba urasta do rozmiarów przyczyny poważnego konfliktu. by moje rozkazy nie stały w nadmiernej sprzeczności z polityką Herewarda. że .powiedziała spokojnie . będą wisieli na akacjach wzdłuż drogi do miasta. niewiasto? -krzyknął Tailles.co się stanie. Oni wiedzą o tym bardzo dobrze.. A może i jedno. jeśli rozwalę ci to naczynie pod nogami.Nie waż się grozić mi twymi czarami. . W tym konkretnym przypadku jest ona irracjonalna.Mówię zaś słowa. nie będę jej więc traktować poważniej. . zasrany smarkaczu.władczym głosem. przestań więc zachowywać się jak cham. które są wolą księcia. Jego pobyt w mojej świątyni jest mi miły.Wygląda na to. lamowany mosiądzem napierśnik. jak zechce. którego.Staram się zwykle.Wasi żołnierze. . Tailles. . Tailles szarpnął się wściekle. któż to wie? Chyba tylko miłościwa Melitele.wtrącił wiedźmin. Panie Falwick..Dobrze już. . panowie. niewiasto. do kogo mówię! . ten starszy. . Nenneke sięgnęła do mieszka przy pasku. pana tych włości! Wiedz. kapłanko! Nasi żołnierze.rycerz postąpił krok..Ośmielasz się kwestionować autorytet władzy? . aż zazgrzytała pancerna rękawica.powiedziała Nenneke i zmrużyła oczy. .Naprawdę nie wiem . dobrze . Posłuchajcie. I ty o tym wiesz.. -Zniż ton. co mówisz i do kogo mówisz. bym nauczyła cię manier! . roznosi zapał młodości. a nie widzę powodu. panie Falwick: zaręczam. niż na to zasługuje. wyglądacie mi na bardziej zrównoważonego niż wasz towarzysz. . demonstrując w całej okazałości żłobkowany. Nie zmuszaj mnie. Odbierałam twój poród. po czym odrzucił płaszcz na ramię. jak widzę. Dlatego Geralt z Rivii pozostanie w mojej świątyni tak długo. i żal mi twojej matki. jeśli którykolwiek z nich dotknie kapłanki Melitele.Wiem. Może pękną ci płuca. Tailles. ale nie kuś losu. Może porośniesz sierścią.

ale książę Hereward. . a i wam. ale jako osoba prywatna. Nie. Trzy dni.. Zaręczam też. skłonił z szacunkiem i zaczął mówić. .Czy nie wyrażam się dostatecznie jasno. Wiedźmin przyciąga kłopoty jak magnes opiłki. Książę wie. że to nie diuk Hereward wyrzuca i przepędza go. druidzi wręcz grożą. a Geralt od razu zrozumiał swoją pomyłkę. Mówił logicznie. Nie jestem tu jako wiedźmin. znanego jako Rzeźnik z Blaviken. . . Nenneke. przyjmować zleceń i zamówień.Tu nie jest Ellander! . nie życzę sobie ani jednej chwili dłużej tolerować bytności na terenie świątyni waszych osób. niewzruszona i niczym nie skażona nienawiść.przerwała kapłanka. Nieważnym jest. aby Geralt z Rivii ponosił konsekwencje rozwydrzenia tutejszych czarodziejów i druidów . . Mówił spokojnie i grzecznie. .Panie Falwick . czcigodna Nenneke? Powiem zatem tak jasno. że Geralt z Rivii osobą prywatną nie bywa. panowie! . ale Falwick i jemu podobni. ani kapituła zakonu nie życzą sobie ani jednego dnia dłużej tolerować w Ellander wiedźmina Geralta z Rivii. nie życzy sobie i nie będzie tolerował w swych włościach wiedźmina Geralta z Rivii. czy też uważa się za osobę prywatną.Tu jest świątynia Melitele! A ja. Wiedźmin zrozumiał i był pewien. że nie prosisz . .powiedziała kapłanka.kapłanka zerwała się z fotela. że jaśniej nie sposób: ani książę Hereward. We wzroku rycerza Białej Róży była czysta. Nenneke. Opuszczę te okolice najdalej za trzy dni.Dość tej dyskusji . milcz.I słusznie..uniósł głowę Falwick. też niespecjalnie na tym zależy. Rycerz odwrócił się do Nenneke. Czarodzieje burzą się i piszą petycje. . główna kapłanka Melitele. Ale Geralt wiedział.Posłuchajcie głosu rozsądku. zanim Falwick zdążył .opuszczę te okolice rychło. proszę o wybaczenie.Nie widzę powodu. Nie chcę kłopotów. nie zamierzałem i nie zamierzam pracować tutaj. I tak czas mi w drogę. jak sądzę. że Falwick łże jak pies.Czcigodna Nenneke.odezwał się cicho wiedźmin.Od kiedy to Herewarda interesuje zdanie jednych lub drugich? . czy Geralt z Rivii poluje na potwory. za kilka dni. mój senior. Nie proszę o więcej. panie hrabio. proszę. Hrabia Falwick spojrzał mu w oczy.

Pohamuj rozlatany języczek. A może się mylę? Tailles pobladł i sięgnął do boku.Na udeptanej ziemi! Wychodź na podwórzec! . bo skończy się to nieszczęściem. Zresztą. ale jakieś obyczaje chyba jeszcze u was przetrwały. Niechaj powściągnie jego humory i fanaberie wyglądające coraz bardziej na objawy zidiocenia. .rzekła spokojnie Nenneke. Nie. Mówisz do kobiety. uśmiechając się paskudnie. Tailles drżącymi rękami wyciągnął zza pasa żelazną rękawicę i z trzaskiem cisnął nią o posadzkę tuż przed stopami wiedźmina. smarkaczu . . jak jakaś szarlatanka znieważa mojego seniora i jego małżonkę! Nie puszczę płazem takiej zniewagi! Tu rządzić będzie teraz zakon Białej Róży. mam nadzieję? Falwick.Coś ci upadło. dodając. Traficie do wyjścia sami.Zmyję zniewagę zakonu twoją krwią. .powiedział Geralt. kapłanka Wielkiej Melitele. zabierz stąd tego durnia. nie Herewardowi.. nie przestając się uśmiechać.Dosyć! . aby zostać takowym. . -Podnieś to zatem. będę mu przez owe trzy dni udzielać gościny. wy nie wyglądacie mi na godnych zaufania posłańców.Słuchaj no. niechaj lepiej uspokoi swego diuka. szlachetnej Ermel-li. powstrzymując rozwścieczonego Taillesa żelaznym uchwytem. co masz powtórzyć Herewardowi. A ja. Falwick. odmieńcze! -wrzasnął.zareagować. Co prawda. bo taka jest jego zachcianka. Wiesz.Jeśli on wyciągnie miecz. której należy się szacunek.. . . chłopcy? Wiedźmin pozostanie tu przez trzy dni. synku . A potem wybiję nim drzwi. że jeśli zależy jej na nieprzerwanych dostawach afrodyzjaków z mojej apteki.krzyknął cienko Tailles. Powtórzcie to Herewardowi.Panie Falwick .Nie myślę słuchać. tu jest świątynia. ostatnio wystarczy wpłacić do skarbca kapituły tysiąc novigradzkich koron. napiszę do niego osobisty list. odbiorę mu go i opłazuję gówniarza po rzyci. koniec będzie z waszymi gniazdami ciemnoty i zabobonu! A ja. zakon zrobił się zatem pełen synów lichwiarzy i krawców. . . Wynoście się stąd.przerwał Geralt. a głos załamał mu się w falset. rycerz Białej Róży.Słyszeliście. . Zwłaszcza od rycerza Białej Róży. bo taka jest moja zachcianka. tu nie wolno śmiecić. Powtórzcie to jego małżonce.

ukłonił się. Potem spojrzał w oczy wiedźmina. chrzęszcząc zbroją. .Tego się właśnie obawiałam .To nie była nasza ostatnia wizyta. czcigodna Nenneke . Falwick zarzucił na ramię karminowy płaszcz.powiedział.Cała nieprzyjemność po mojej stronie. Wiedźmin nie uśmiechnął się. . . .odrzekła zimno kapłanka. Wrócimy tu.

Za nim. uniósł okrągłą głowę. podrygującą w rytmie truchtu osła. Szarobiały bok osła pokrywały czarne smugi zakrzepłej krwi. wlepiając załzawione oczy w przejeżdżającego obok jeźdźca.I znowu.bełkotał wieśniak. łachudro? Geralt wszedł. bo inakszy. pierwsze zwróciły na niego uwagę koty i dzieci.Czego. . rozwrzeszczał się. Przed domem wójta. . Oprócz zwykłych juków długouch taszczył na grzbiecie spory kształt owinięty w derkę. śpiący na nagrzanym słońcem sągu drewna. jak zwykle. przerzucił uzdę przez drewnianą barierkę.Zabieraj to. nie starając się wyprzedzać wozu z sianem tarasującego uliczkę. stał wieśniak trzymając za szyję szamoczącą się gęś. mówię! Nie wolno. pełno było wozów. syn rybaka Trigli. psiamać! Nie rozumiesz po ludzku.ze trzeba dać cosik wielmożnemu. parsknął i czmychnął w pokrzywy. smołą i wolim moczem.Kto mówił? . . chamie! Ogłuchłeś? . łapówki biorę? Nie . Krzyki wójta słychać było już przed wejściem. Na wszystkich bogów! To ty. zwracając się do chłopa: . poprawił miecz na plecach. wpatrzonej w kościstą. poczerwieniałym z gniewu.Kto? Ze ja niby co. zezując na gęś .Mówili ..MNIEJSZE ZŁO I Jak zwykle.wrzasnął wójt. drgnął. Wóz skręcił wreszcie w boczną uliczkę prowadzącą do spichlerza i przystani. . który na progu chałupy robił co mógł. Geralt przyspieszył. Nie obejrzał się na rosnący tłumek ludzi idący za nim. położył uszy. Geralt? Czy mnie wzrok nie myli? . szponiastą łapę wystającą spod derki. Przed wójtem. małym i pękatym.Nie wolno. wyciągając szyję.. uwiązany do łęku siodła.. falujący w podnieceniu. aby jeszcze bardziej upaprać upapraną koszulinę. co chwila mocno napinając postronek. Pręgowaty kocur. truchtał objuczony osioł.. Wiedźmin jechał powoli. Nie zareagował na zduszony krzyk handlarki warzyw. Ge-rałt zeskoczył z siodła. Trzyletni Dragomir. z której wiało bryzą. "Rum podążający za nim utworzył półkole wokół osła.

Witaj. Nawet skrzaty z rzadka jeno szczały tu babom do mleka. I masz. Geralt odrzucił derkę. . ludkowie. ściskając dłoń wiedźmina. Ale nikt. ale. Wójt. Kto mógł przypuścić. . Co tam u ciebie. Skąd przybywasz? A.. ze cztery mile przed miasteczkiem.. Muchy się zlatują. do domów. Skąd to. Caldemeyn. Caldemeyn. Tłum ochnął i cofnął się.pozwalam. Geralt. że coś takiego siedzi w słonych bagnach. klepnął go w ramię drugą ręką.Nagrody nie ma . Wypada. Na zewnątrz tłumek był już ze dwa razy większy.. co za różnica skąd.Na wszystkich bogów. Caldemeyn szeroko otworzył usta. . obciągnięty zeschłą czarną skórą kształt. Bo zapłacić. wydymając policzki.. Dzieci. Hej. opowiadaj! . . Co? Że też ty nigdzie nie zagrzejesz miejsca.A taka to była spokojna okolica. zgadza się. Na mokradłach. Nie ma za nią jakiejś nagrody. na szkliste oko z pionową źrenicą. to ja ci za nią nie zapłacę. . Geralt.Gdzie. A ty skąd się tam wziąłeś? Dlaczego nie jechałeś głównym traktem? . . bo jutro jarmark.Na głównych traktach trudno o zarobek dla mnie. patrząc na pają-kowaty. Fakt. Westchnął ciężko. Caldemeyn.Na grobli. Geralt! Co to jest? . .. przynieś tam który piwa! Siadaj. .Potem. . Hej. powiadam! Witaj. że muszę ci podziękować.Kikimora... tam musieli ginąć ludzie. Mało kto łaził po tej grobli. Najpierw wyjdźmy. powiadam! Won. ale wolna przestrzeń wokół osła nie zmniejszyła się. kilka osób przepadło w tamtej okolicy. U nas zamieszanie. . Geralt. do roboty! To nie widowisko! Zakryj to. siadaj..Zapomniałem . panie wójcie? Caldemeyn przestąpił z nogi na nogę.wójt stłumił beknięcie.Nie było cię tu chyba ze dwa lata.. Nie mam funduszy. na igłowate kły w zakrwawionej paszczy. pod samym bokiem jakaś kociozmora. .Nikt nawet nie przypuszczał.. W izbie wójt bez słowa chwycił garniec piwa i wypił do dna. Geralt.powiedział ponuro. nie odejmując od ust. pociągnął nosem.Ano. psia rzyć.

Ale. z hukiem zawadzając ostrzem o ościeżnicę. że trafiłeś.Chętnie..Pech. że nie przepada za mną.Krótko.. Przydałoby mi się trochę grosza. możesz ją kazać wrzucić do gnojówki. do czego? Jeśli nie ma nagrody..Może nim topić to ohydztwo. jak jej tam..Potrzebna ci do czegoś? .. że to będzie zabawne. że rzuciłem widelcem w szczura? . ale nie wiem.Wybieram się do Yspaden. po co masz się dać obedrzeć przez karczmarzy.Nosikamyk .Ciekawe..Było.Pokazaćby Mistrzowi Irionowi.. . Słuchaj. Borg. chociaż było ciemno.Nie.Czego? . Ale co na to twoja Libusze? Ostatnim razem dało się zauważyć.No? .Pomysł nie jest zły..rzekł Caldemeyn.. . . czy zdążę. A nuż mu się do czegoś przygodzi. . . . a ta.. Zrozumiałeś? . podczas kolacji. opowiesz. Idzie zima. nim śniegi zawalą drogi. co ostatnim razem. . Karelka. Idzie mi o to.. . między nami.Gdzie się zatrzymasz? Może u mnie? Wolna izba jest na stryszku. Mogę utknąć w którymś z grodków wzdłuż Lutońskiego traktu. . Ale nie rób tego przy Libusze. . . nie rób przy niej tego.. .Idzie ci o to.W moim domu baby nie mają głosu. co w szerokim świecie słychać. aby przezimować . . Ale.Myślałem. . wyprowadź za chlewiki i utop w gnojówce. Panie wójcie.Kikimora. Nie mam czasu się zabawiać. Nosikamyk! Jest tam który? Wszedł strażnik miejski z partyzaną na ramieniu.wiedźmin łyknął z garnca. .Weź kogoś do pomocy.Długo zabawisz w Blaviken? . Pogadamy. Kiki. tych złodziei. otarł usta z piany. Hej tam. zabierz sprzed chałupy osła razem z tym świństwem zapakowanym w derkę. .Wedle rozkazu..

Mieszka w Blaviken od roku. Cóż. Słuchaj.Czarami. obeznany widać z działaniem .Punkt dla ciebie. Geralt. Nosikamyk. czy możny mag zapłaci za kikimorę . Caldemeyn. Ludziom pomaga. . Geralt. przedstawiała się imponująco. zwieńczona zębatymi blankami. . My. przejdziemy się do wieży. . nie jest potrzebna do produkcji żadnych eliksirów. Możny mag. wyłupiastookiego łba ryby trzymającej mosiężne kółko w zębatej paszczęce. niejeden na tym zarobił. nie przysięgnę. .skrzywił się Geralt. . Nosikamyk. zbudowana z gładko ociosanych bloków granitu. Idziemy? .Nigdy nie słyszałem. ten wasz Irion? . widzę . .Dorobiliście się czarodzieja? Na stałe czy dorywczo? . Wiedźmin pomyślał przez chwilę. z samego wyglądu poznasz. Caldemeyn. Chodź.Na stałe. ośmionogi. Na bagnach może być więcej takich kikimorów.Wątpię.Odnowił.Porządny. Ale odludek. Czy zapłaci. Mistrz Irion. .Idziemy. może nasz miejscowy czarodziej odpali ci coś za tę padlinę. Na drzwiach zdobnych rozetą intarsjowaną jasnym drewnem wisiała ogromna kołatka w kształcie płaskiego. nie kochamy się z czarodziejami. mruk. Gdzie moja czapka? II Wieża. górując nad potłuczonymi dachówkami domostw i wklęśniętymi strzechami chałup.O ile wiem. Z wieży prawie nie wychodzi. Rybacy znoszą mu różne dziworyby. ale spróbować nie zawadzi. odgoń te dzieciaki i bierz kła-poucha na postronek.Caldemeyn pacnął się w czoło otwartą dłonią. zaryzykujemy spotkanie z Mistrzem Irionem.Czarami czy zapędził was do roboty? . .Jaki on jest. wiedźmini. żeby Mistrz Irion komuś urągał. głównie. i co wtedy? Niech czarodziej obejrzy stwora i w razie czego rzuci jakieś czary na bagniska albo co.Niegłupiś. klabatry czy ker-guleny. . Zapewne wasz Irion tylko mi na-urąga.rzekł Geralt.

dłubał w nosie.machnął ręką Caldemeyn. .. .Co mi tam. a ja tu będę musiał. odtrocz kikimorę i zwal ją tutaj.Geralt. . .. to naprawdę ja. nie musi mnie przyjmować. Obowiązkiem każdego czarodzieja rezydenta jest dbać o bezpieczeństwo w okolicy.Mistrz Irion nie przyjmuje.Zaraz . Caldemeyn podreptał w miejscu.rzekła kołatka.Tracę cierpliwość. Geralt. dobrzy ludzie. Tak. tchnął obłoczkiem pary. .Wedle rozkazu. Nosikamyk. którą zabiłem bardzo blisko miasteczka.Pal ją licho. Ale kikimorę niech sobie obejrzy i wyciągnie wnioski. ze to naprawdę ja? .. . Wybaczcie. . Zobaczymy się później. Odejdźcie. co kazałem. wójcie. spojrzał na Geralta. na ośle. . . Tylko z tobą. tyle. by mógł się przecisnąć. .Sam. . dobrzy. Wiedźmin wzruszył ramionami.Jestem wiedźminem.powiedziała kołatka zupełnie innym głosem.Geralt . Nosikamyk. odchrząknął i wyrecytował: .Podejdź blisko do drzwi . wreszcie rybi łeb poruszył zębatą żuchwą.Pozdrawia wójt Caldemeyn ze sprawą do Mistrza Iriona. pod same drzwi. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo. wyjmij palec z nosa i zrób. jeśli taka jego wola. które uchyliły się bardzo niewiele. . Mistrz Irion nie musi zaszczycać mnie rozmową. .. To. Geralt. Wpuszczę cię. po czym natychmiast zatrzasnęły się. Z nim pozdrawia wiedźmin Geralt z Rivii.Mistrz Irion nie przyjmuje .Ty odjedziesz.Odejdźcie. Nosikamyk! Potwora do gnojówki! . skupiony i poważny. Caldemeyn.Co z kikimorą? . I co z tego. to jest kikimo-ra. zbliżył się. Mistrzu Irionie .Bywaj. Wiedźmin podszedł do intarsjowanych drzwi. . Nosikamyk.powtórzyła metalicznie kołatka.Nie jestem dobrym człowiekiem . pykając obłoczkiem pary. to naprawdę ty? Wiedźmin zaklął cicho. . takoż ze sprawą.mechanizmu.Idziemy.przerwał głośno Geralt. Chcę z tobą rozmawiać.rzekł cicho wójt. .

. Był wysoki.Jestem przed domem. uśmiechnęła.odezwał się głos. Wiedźmin solennie sobie obiecał nie dziwić się więcej. zupełnie naga. mój kochany.czarodziej wskazał na blondynkę . siwe. jak wedle wszystkich prawideł i wyobrażeń winien wyglądać czarodziej. kołysząc biodrami. Witaj. Jak wszystko tutaj. a w ręku dzierżył długaśny posoch z kryształową gałką. chudy. Siedli na ganku otoczonym malwami w wiklinowych fotelach. Co dziwniejsze. Wrażenie było tak niespodziewane. patrząc na kołysanie. Kwiaty pachną. szła wzdłuż rzędu krzewów. przy stoliku z blatem z białego marmuru. Nie znalazł. . dziwnie znajomy.. . Geralt spojrzał pod nogi i stwierdził. iluzja pierwszej klasy. królewny wyglądające jak cielne krowy i królów wyglądających jak złodzieje. . tonął w malwach. pachniał deszczem. . jabłka możesz jeść. niosąc koszyk pełen jabłek. wiedźminie.Też. zakrzywiony nos. że wiedźmin zatoczył się i wyciągnął rękę.Hej! . obróciła i wróciła do sadu. Wiedźmin spotykał w życiu złodziei wyglądających jak rajcy miejscy.Stregobor! . że stoi po kolana w macierzance. błękitnym łańcuchem górskim. Jasnowłosa dziewczyna. Dostrzegł po lewej ruch.spytał Geralt. chodźże. . zgarbiony. nierządnice wyglądające jak królewny. . Geralt . Stregobor faktycznie był czarodziejem. szukając oparcia. Żaden ze znanych Geraltowi czarodziejów nie wyglądał tak jak Stregobor. A Stregobor zawsze wyglądał tak. Niebo przecinał wielobarwny łuk tęczy. .. spinający korony drzew z dalekim. Naga blondynka z koszem jabłek zbliżyła się. Wszedł w sad pomiędzy drzewa. rajców wyglądających jak proszalne dziady. obejrzał się. .To też iluzja? .No.odpowiedział głos. miał wielkie.Nareszcie. maleńki i skromny.Może później.zdziwił się Geralt.pozostawiając go w zupełnym mroku.możesz. a ją . nie kryjąc złości.zawołał. pszczoła może cię użądlić.Już . krzaczaste brwi i długi. Sad kwitł biało i różowo. . Domek pośród sadu. Na dobitkę nosił czarną powłóczystą szatę z nieprawdopodobnie szerokimi rękawami. Ale to jest.

robiąc przy tym mądre i znaczące miny. . dawniej mieszkałeś w Kovirze. . to pogoda. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa spróbuje mnie zabić jutro.Aha . zabijaniem za pieniądze przedstawicieli ginących gatunków? Ile dostałeś za kikimorę? Pewnie nic. Wiedziałeś? . .powiedział Geralt. że są ludzie nie wierzący w przeznaczenie. Większość mieszkańców utrzymuje się z morza.Przeznaczenie ma wiele twarzy.Jeśli cię to ma uszczęśliwić. najdalej pojutrze. To ostatnie miejsce. W pałacach dźgają się sztyletami.Wiele się zmieniło od tamtych czasów.. w którym mogłem się ciebie spodziewać.dodał ponuro .westchnął czarnoksiężnik. która chce mnie zamordować.skrzywił się Geralt. ..Chociażby twoje miano.Stregobor . Czasem sztorm uciszę. czasem zachodnim wiatrem przygnam bliżej brzegów ławice witlinków i dorszy. .Teraz rozumiem. poza iluzjami. Moje jest piękne z wierzchu i obrzydliwe wewnątrz. O ile mnie pamięć nie myli. zmarło mu się coś ze dwieście lat temu. że należy jakoś go uczcić. Chyba że wiedziałeś o mnie.Mogę . Robię tu za rezydenta.. w lasach zbójcy podrzynają gardła kupcom.Jak mi się zdaje. które jutro stratują konie drużyn dwóch komesów chcących się nawzajem wymordować. . I pomyśleć.Tak nazywał się twórca tej wieży.można było żyć. a na ucztach co i rusz ktoś wali się pod stół. . Dotarłem aż tutaj. kryjąc się i uciekając przed potworną istotą. . W miastach co krok potykasz się o trupy w rynsztokach. Wiele się widzi podróżując. Wzdłuż dróg na drzewach dyndają wisielcy. w podobnej wieży.Bredzisz. . Dwóch chłopów zabija się o miedzę pośrodku pola. Można żyć. to mogę. Uznałem. .Taki jest świat. zajmując jego siedlisko.rzekł beznamiętnie wiedźmin.Dlaczego "można było"? Skąd zmiana imienia? . siny od . Geralt? Nadal trudnisz się -. a jak wiesz. Wyciągnęło ku mnie swoje krwawe szpony. Ucieczka nie zdała się na nic. Stregobor . Podobno jesteś teraz Mistrzem Irionem.Nie wiedziałem. odnalazła mnie.Nic się nie zmieniłeś. To znaczy . Nie możesz mówić normalnie? . . Co tu robisz. grożąca mi śmierć nie robi na tobie większego wrażenia? .Słusznie. inaczej nie przyszedłbyś tutaj. moja specjalność. czasem wywołam.

i to w dodatku grożąca tobie? . jeżeli dobrze pamiętam. nawet królewskich. Przyzwyczaiłem się.A ja miałem cię za przyjaciela. ledwo zdążyłem. ściga cię potwór. w wyniku której zamordowano lub uwięziono w wieżach kilkadziesiąt dziewcząt z wielkich rodów. . Miały być jakoby opętane przez demony. która terroryzowała okolicę.powtórzył z przekąsem Stregobor. że ty lubisz potwory. bezmyślną maszyną do mordowania i. bo tak w waszym nadętym żargonie nazwaliście najzwyklejsze w świecie zaćmienie. Przyszedłem po zapłatę za zabicie amfisbeny. że nie zapłacił mi ani szeląga. jeśli potwór cię wypatroszy i pożre. . co ci grozi. Powiadasz. A teraz. Tyle że pod nazwą Mania Obłąkanego Eltibalda. magiku. Czarodziej milczał odwróciwszy głowę.miało miejsce na dworze króla Idiego w Kovirze. Zobaczymy. Czego się boisz.Eltłbald. ścierwojadem. który wcale nie był obłąkany. przeklęte. chronisz je i dbasz. słyszałem.A jakże. które krwią wypełnią doliny rzek". Zaiste.trucizny. . odcyfrował napisy na menhirach Dauków. . powiedz mu. okaże się strasznym niewdzięcznikiem. W rezultacie Idi nie dość. który rozpętał hecę. Liczyłem na twoją pomoc. Drogę dla Lilit miało utorować "sześćdziesiąt niewiast w koronach złotych.rzekł Geralt . a że miał popsutą klepsydrę.Nie nadymaj się jak żaba. Wówczas ty i twój konfrater Zavist na wyprzódki nazywaliście mnie szarlatanem. Mów. na płytach nagrobnych w nekropoliach Wożgorów. Stregobor? Jeśli cię dopadnie.W dodatku grożąca mnie . to jeszcze dał dwanaście godzin na opuszczenie Koviru.Słyszałeś o Przekleństwie Czarnego Słońca? . Geralt zaśmiał się.Nasze ostatnie spotkanie . by żaden wiedźmin ścierwojad nie zakłócał im spokoju. Czarne Słońce miało zwiastować rychły powrót Lilit. . co się da zrobić. czczonej wciąż na Wschodzie pod imieniem Niya. powiadasz. i zagładę rasy ludzkiej. skażone przez Czarne Słońce. liczysz na moją pomoc. zbadał legendy i podania boboła-ków. . Tak wszakże nazywał się mag. Wszystkie mówiły o zaćmieniu w sposób pozostawiający mało wątpliwości. Dlaczego więc ma robić na mnie wrażenie grożąca śmierć.

Byłem przy sekcji jednej z nich . a także wybujały temperament. powiadasz .uniósł głowę czarnoksiężnik. Ludzi o dodatkowych stawach. zamieszać w dynastiach.powiedział wiedźmin. u których stwierdzono wręcz niepoczytalną skłonność do okrucieństwa. Wiadomo powszechnie. Wewnętrzne organy przemieszane.Widziałem ludzi mających zamiast rąk orle szpony.zadrwił Geralt. Wykorzystaliście majaczenia szaleńca. Ale nie sposób podważyć faktu wystąpienia potwornej mutacji wśród dziewcząt urodzonych krótko po zaćmieniu.A ile z nich zatłukłeś za pieniądze. gwałtownych wybuchów gniewu.Brednia . a można mieć jednocześnie wilczą naturę i atakować dzieci. do interpretacji przepowiedni. w różnych . zgodnie ze swoim wiedźmińskim powołaniem? Co? Bo można mieć wilcze kły i poprzestawać na szczerzeniu ich do dziewek w oberży. ile z nich odczarowałem.U każdej baby można stwierdzić coś takiego . ludzi z wilczymi kłami. pogardzany przez was wiedźmin. Serce o sześciu komorach. By rozbić sojusze. słowem..Można mieć zastrzeżenia do teorii Eltibalda. Jakaś czerwona gąbka. . potężni czarnoksiężnicy? . . . co znaleźliśmy wewnątrz czaszki i rdzenia. wyzwoliłem od klątwy? Ja. ile mutantów zabiłem. Naszą. Wszystko to były efekty waszego babrania się w magii. mocniej potargać za sznurki umocowane do kukiełek w koronach. . Co ty na to? . Wszystko pokryte ruchliwymi rzęskami.Zastosowano wyższą magię. których powstydziłby się dziad na jarmarku. popsuć koligacje.powiedział czarodziej. Wszystkie przyzwoite przepowiednie są do rymu. jak również kapłańską. . że nie można tego podważyć? Słyszałem coś zupełnie przeciwnego. A tak właśnie było w przypadku dziewczynek urodzonych po zaćmieniu.Cóż sprawia.Widziałeś różne mutacje. Dwie praktycznie w atrofii. to.Geralt. dodatkowych organach i dodatkowych zmysłach. agresji. ale jednak. nie dawało się jednoznacznie określić. o co wówczas szło Eltibaldowi i Radzie Czarodziejów. A ty mi tu prawisz o przepowiedniach. sinoróżowymi strzępkami. . . . aby umocnić waszą władzę. .A w dodatku nie do rymu. A co uczyniliście wy.Co ty mi tu pleciesz? Pytasz. dlaczego nie ciekawi cię. niektórych w ogóle brak.

. Usunęliśmy kilka. To był jednak kolejny błąd. . Teraz dzieją się w tym kraju okropne rzeczy. Mówiono. a jeszcze mniej do stracenia. przyjdzie dzień. . poskręcała karki. Nie patrz tak na mnie.parsknął wiedźmin. .O ile wiem. . Jedną wiwisekcjonowano. wiesz dobrze. . zadarłszy nosy do góry. Pomyliliśmy się. Co ciekawe. że były i dalsze trupy. uciekła z wieży za pomocą sznura uplecionego z . Silvena. na szczęście.I wy. Dlatego też zaprzestaliśmy je. i to więcej niż jeden raz. zwłaszcza tych młodszych. .Wasze słynne wieże . żeby prędko przyszedł taki dzień . A więc mamy już pierwsze trupy.Nie sądzę. Mutantki utopiłyby we krwi całe krainy. Stregobor. że tylko te sekcjonowano? .Niech ci będzie . Początkowo postanowiono eliminować wszystkie. Ich selekcja była nader trudna. Nie zapominaj. córka Eyermira. . Kolejny dowód mutacji. nie będziesz chyba twierdził. we własnym interesie. Nie docenialiśmy ich i sporo nam uciekło. usuwać. że działaliśmy właśnie w obronie ludzi. bo przejęła władzę bardzo szybko. ponad wasz nimb nieomylności. zaczęliśmy izolować... pani na Naroku. do której nigdy nie udało się nam nawet zbliżyć. magicy. Jeśli już o tym mowa. to mniej przekonywający. krótko przed śmiercią zdradzały dar jasnowidzenia. . że w waszym polowaniu na rzekome mutantki nie pomyliliście się ani razu? . . kiedy ludzie zmądrzeją i dobiorą się wam do skóry. Nie masz ich więcej? . nie o dziewczynkach.Nasze wieże.Mam. Rzeczywiście jednak szybko popadały w apatię. że bez waszej pomocy się nie obeszło. chociaż nie powinienem. sukinsyny. Wszystkie próby zakończyły się śmiercią dziewczynek. . uwięzione w wieżach szybko marły. Wśród królewiczów.Będę szczery.Tak twierdzicie wy. zapanowała jakaś obłąkańcza moda na uwalnianie więzionych ślicznotek..świątyniach.Co dowód. naście. odmawiały jedzenia. Rozumiem..rzekł Stregobor po dłuższej chwili milczenia.To świadczy źle o was. Większość.Nie tylko. co to niewiele mieli do roboty. Fial-ka. Wszystkie sekcjonowano.Kłamstwo. ośmielacie się krytykować wiedźminów? Ech.rzekł cierpko czarodziej..

. który jakoby ci zagraża. jaki zrobiłeś.Nie przeszkadzając złośliwymi uwagami? . panuje staruszek Abrad. Stregobor. Ech. Wyrżnął wszystkich krewnych i wyludnił połowę kraju w niepoczytalnych. księcia Creyden. a nie uśnie."Kto jest najpiękniejszy na świecie?" Jak wiem.. wszystkie Zwierciadła Nehaleni dzielą się na uprzejme i na rozbite. że historia mi się nie podoba. Arideę bardziej interesowały losy kraju. na przykład. . nie ma ani jednego zęba. . Miała w rodzie wielu wybitnych adeptów kunsztu czarnoksięskiego i zapewne w drodze dziedzictwa przejęła dość rzadki i potężny artefakt. a najczęściej zauważalnym elementem krajobrazu w Talgarze jest szubienica. urodził się chyba ze sto lat przed tym zaćmieniem. ma skrofuły.Stregobor wsunął dłonie w rękawy szaty . Geralt. wykształcona kobieta. Ale wysłucham cię do końca.W Jamurlaku. Są i inne przykłady. Aridea dość często zwracała się do Zwierciadła..Cóż . małym księstewku na północy. Nie przekonasz mnie do swoich racji. A na jej pytania Zwierciadło przepowiedziało paskudną śmierć jej samej i całego mnóstwa ludzi z ręki bądź z winy córki Fredefalka z pierwszego małżeństwa. Teraz oślepiony siedzi w lochu.rzekł wiedźmin. .. historia zaczęła się w Creyden. Są i ślady wybujałego temperamentu. byłoby pięknie.. . napadach gniewu. Zwierciadła Nehaleni służyły głównie prorokom i wyroczniom.Tego nie mogę obiecać. . A zatem. była Aridea. Zwierciadło Nehaleni. bo bezbłędnie. Aridea postarała się. gdyby okrucieństwa władców można było wytłumaczyć mutacją lub klątwą.tym dłużej to będzie trwało. . przepowiadają przyszłość.przerwał Geralt. choć zawile. jak to określiłeś.Posłuchaj. Wróćmy do potwora.Pewno że są . Po wstępie. mądra.warkoczy i obecnie terroryzuje Północny Velhad. jeśli kogoś nie zakatują w jego przytomności.Ani myślę. . Bernikę z Talgaru uwolnił idiota królewicz.Ze zwyczajowym pytaniem. . bądź świadom. jak sądzę . że Eltibald nie był zbrodniczym wariatem. ani tym bardziej do tego. . podobno w młodości przezywano go nawet Abrad Zadrzykiecka.Mylisz się. Jak wiesz. Żoną Fredefal-ka.

ale żaden nie wrócił. że mało który mężczyzna mógł stawić jej czoło. Mieczem nauczyła się robić tak. że ktoś otruł Arideę. .Ja byłeiri za tym. bo Fredefalk świata poza córką nie widział. Dopiero po czterech latach otrzymałem wieści od Aridei. Dalszego ciągu się domyślam.to jesteś w błędzie. a także trzonkiem grzebienia wyłupiła oko służebnicy. Stregobor westchnął.Jasne .Tak się nazywała. . Mówiłem. by tron dziedziczyły jej własne dzieci. .Jeżeli sądzisz. ale księżna zadecydowała inaczej.ale po małej ślad zaginął. bo pojmanych żywcem lubiła nabijać na zaostrzone kołki. większość potwierdziła.i zapewne nie przepadała za pasierbicą. I tobie przy okazji też.ciągnął Stregobor .Renfri? . jak mówiłem. ale ja sądzę. Aridea kilkakrotnie wynajmowała morderców. po to tylko.Urządziliśmy obławę .aby wiadomość o tym dotarła do Rady. Książę Fredefalk krótko po . nietrudno było więc odtworzyć przebieg wypadków. że mała była mutantem. kto ukręciłby jej szyję. by ją tylko izolować. że bardziej opłaca się łupić kupców na drogach niż zapylać sobie płuca w kopalni. Znaleźliśmy go później w zaroślach. bo Fredefalk zaczął coś podejrzewać. Wolała. Poszedłem z tym do Aridei. Obserwowałem małą dyskretnie krótki czas. mała była już dość sławna.. przybyłem potajemnie do Creyden. który upatrzył sobie młodszy i jędrniejszy mezalians. otruła Arideę. przez ucho.przerwał znowu Geralt . Potem zaś trudno było znaleźć chętnych. na którym tęcza wciąż mieniła się wielobarwnie i malowniczo. W tym to czasie zdążyła zamęczyć kanarka i dwa szczeniaki. gdy uwagę miał zaprzątniętą zupełnie czymś innym. uniósł oczy ku niebu.mruknął Geralt . . Posłała małą do lasu z wynajętym zbirem. Powszechnie uważano.. Powszechnie nazywano ją Dzierzbą. Nie miał na sobie spodni. a Rada wysłała do Creyden mnie. . których przekonała. Ja zaś musiałem w pośpiechu opuścić Creyden. Wbiła mu szpilkę od broszki w mózg. Aridea. że to sam Fredefalk. żyła w Mahakamie z siedmioma gnomami. że pierworodna Fredefalka urodziła się krótko po zaćmieniu. Że też nie znalazł się tam wówczas ktoś. była niegłupią kobietą. że mi go żal . Nie muszę dodawać. zapewne wtedy. że to Renfri. Przeprowadziłem kilka testów za pomocą zaklęć. by się dowiedzieć. łowczym. Wezwany. Wytropiła małą.

Gdy zapadła w letarg. gdy ta dzika kocica leciała na mnie z mieczem. a miała już wtedy siedemnaście lat. Ale masz rację.Co cię powstrzymało przed ponownym zaklęciem jej w kryształ? Wyrzuty . Jakoś tak wyszło. że kiedy nagą rozciągnięto na katowskiej ławie. Mówię ci. a najstarszy syn Aridei przepadł bez wieści.To było do odczarowania. do jakiegoś zapadłego królestwa na wschodzie. ledwo zdążyłem wypowiedzieć zaklęcie.W tym czasie . że porznęli się nożami. Nie mogłeś jej spalić na żużel? Przecież znacie tyle sympatycznych zaklęć. Znalazła mnie znowu. I była nieźle wyrośnięta. jakie zagrabiła wraz z gnomami i przemyślnie ukryła. że nie zapomniała o mnie. Nie moja specjalność. To musi być cecha jej mutacji. ślady zacieram dobrze. sześć łokci na dziewięć. a Dzierzba objęła urząd pierwszej faworyty. okazał więcej rozsądku. . dość. nie wiem. . odczarował i tryumfalnie zawiózł do domu. do pierwszego przewrotu pałacowego.skomentował Geralt. już sierota i pozbawiony rodzeństwa.Nie ja. ale i tam mnie odnalazła. spartaczyłem. Postanowiłem nie ryzykować i przeczekać w Pontarze. Zapakowałem ją w zgrabną bryłę kryształu górskiego. Nie wiem.tym zginął w dziwnym wypadku na łowach. jest niebrzydka. a Dzierzbę postanowił wypytać o skarby. Mówię: "małej". Przeżyła tylko Dzierzba. Faworytą długo nie była. bo tamtejszy pałac bardziej przypominał oborę. W Kovirze dokonała na mnie trzech skrytobójczych zamachów. . stary rozbójnik. Ona jedna. panował w owym królestwie. Spotkaliśmy się oko w oko: w mig poznała mnie i zorientowała się co do roli. Odnalazł ją jakiś idiota królewicz. . Ale wówczas ja już byłem w okolicy.Partacka robota . że nazajutrz tenże najstarszy syn. szumnie mówiąc. jak to robi. Tym razem uciekłem do Angrenu. wydał mnóstwo pieniędzy na kontrzaklęcie. To też musiała być robota małej.Znaczy się. Siódemka gnomów nie przeżyła nożowej rozprawy. o podział łupów czy kolejność nocy w tygodniu. . . wrzuciłem bryłę do gnomowej kopalni i zawaliłem szyb. a ręce trzęsły mi się jak nie wiem. Spuścił synowi lanie. Wnet okazało się. Tyle że pewnego dnia o coś tam się pokłócili.Kwestia gustu. asystował mu starszy syn. jaką odegrałem wtedy w Creyden. Geralt. . Jego ojciec.podjął czarodziej po chwili przerwy -ona i jej gnomy były już postrachem całego Mahakamu. Jego błąd polegał na tym.

Zwróć się do wójta. Okazało się jednak. Jest właśnie potworem.Co masz na myśli? .wybuchnął Stregobor. .Ona nie jest człowiekiem. to znak. Dzierzba jest gorsza od kikimory. . urzeklętym odmieńcem. Zabij ją.Nie jestem najemnym zbirem. rozumie się. że ty przybyłeś tutaj właśnie w tym momencie.Napluć mi na prawo. . Widziałem ją w krysztale . .Zbirem nie jesteś. chcę. . jakiej zażądasz. . jestem tu zupełnie bezpieczny.Już ci mówiłem. Jesteś miejscowym czarodziejem. Nie miałem takowych.Skąd wiesz? Jest już w miasteczku? .Za pieniądze zabijam potwory. Uciekłem z Angrenu i ukryłem się tutaj.czarodziej uniósł różdżkę. chroni cię miejscowe prawo. Ale co mi z tego. . Nie potrzebuję obrony. Względnie znowu to może być związane z jej mutacją. zgoda.Jest. Wiedźmin uniósł brwi. To przeznaczenie. . Bestie zagrażające ludziom. w Blayiken. Geralt. nie może być przypadkiem. prowadzi bandę.Nie. mutantem. a Dzierzba dla przyjemności. a ja zapłacę ci każdą sumę. Nie ludzi. nie znam miejsca. Straszydła wywoływane czarami i zaklęciami takich jak ty. To. Kikimora zabija z głodu. historię o mutacji i przekleństwie Lilit uważam za brednie. Stregobor. . na wójta i na jego pomoc! .To chyba oczywiste. ja nie mam już dokąd uciekać. Wystarczy mieć odpowiedni artefakt albo aurę.To nie jest możliwe. ja się do tego mieszał nie będę. byś ją zabił! Do tej wieży nie wejdzie nikt.sumienia? . Zabijesz ją. gdzie mógłbym się ukryć. Dziewczyna ma powody do porachunków z tobą. Przywnozłeś tu kikimorę. że szykuje coś poważnego. która postępuje. . do straży miejskiej. ale znowu mnie wytropiła. W granicach rozsądku. na Łukomorzu.Nie jest sama. Miałem spokój przez rok. nie mam zamiaru siedzieć tu do końca . że uodporniła się na magię. Tak. .Tak.

Lokalni przygłupkowie udawali dobrze poinformowanych. Woźnice i rybacy pili tak. Żeglarze śpiewali piosenkę sławiącą morskie fale. .Zło to zło. Dzierzba nie zrezygnuje.Nie. proporcje są umowne a granice zatarte. Stregobor. Geralt. Zobaczymy się jutro. że w Blaviken już zmierzcha. .powiedział czarodziej. Teraz ja ciebie proszę o podobny wybór. trzeba było przewidzieć konsekwencje. Dziewki starały się podobać mającym pieniądze. zajęci byli w większości czynnościami typowymi dla nacji lub profesji. jak gdyby od jutra miano wydać zakaz uprawy chmielu.Mniejsze.kiedy słuchaliśmy Eltibalda.rzekł Caldemeyn do karczmarza. . Czarnoksiężnik milczał.powiedział Stregobor .Geralt . Mniej poważni kupcy szczypali w tyłki dziewczęta roznoszące piwo i kapustę z grochem. . Goście. . nie samo dobro czyniłem w życiu. by być słyszanym poprzez harmider. póki żyje. . magiku? Trzeba było zostawić polowanie na dziewczęta innym. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem.Jeżeli zdążysz. Mam siedzieć w tej wieży i czekać na śmierć? .Proszę cię. reprezentacyjnym zajeździe miasteczka. .rzekł poważnie wiedźmin wstając. .One siedziały.Sześciu chłopa i dziewucha. wszystko jedno. odwagę kapitanów i wdzięki syren. to wolę nie wybierać wcale. Czas na mnie. te ostatnie malowniczo i w szczegółach. przechylając się przez kontuar. Setniku . .swoich dni. Wiesz co. potężniejszym czarodziejom. Nieprawdziwe słońce na nieprawdziwym niebie nie przesunęło się w kierunku zenitu. było ludno i gwarno.Wytęż pamięć. Poczuł głód. miejscowi i przyjezdni. wielu z nas miało wątpliwości. Ale postanowiliśmy wybrać mniejsze zło. III W "Złotym Dworze".Może . wiem to. większe. średnie. ale wiedźmin wiedział. równocześnie zniechęcając nie mających. Poważni kupcy kłócili się z krasno-ludami o ceny towarów i oprocentowanie kredytu. Stregoborze . .

.Co to za jeden? . . Od stołu wstały dwie jednakowe postacie o identycznych nieruchomych twarzach.Wiesz dobrze. jasnych zmierzwionych włosach sięgających ramion. . opierając łokcie na stole. której się spodziewał. jak rzekliście. Przy stole w alkierzu siedziało sześciu mężczyzn. który dostrzegł go pierwszy. nie chcę tu awantury.wrzasnął ten.powiedział Geralt.Chcę się widzieć z Dzierzbą. . . o kogo mi chodzi. przynajmniej na razie. łysawy. mówisz. Tej. z twarzą zniekształconą blizną biegnącą przez lewą brew.Nie znam .Tu. . Siadaj. a wszyscy przy mieczach. sztywną i lepką od brudu.Z kim.Prawili.Pójdę sam .Znasz go. Nimir .Może i dobrze. . chcesz się widzieć.czarno odziani w skórę nabijaną srebrem. novigradzką modą. w identycznych obcisłych strojach z czarnej skóry lśniących od srebrnych ozdób.Będę uważał.Spokój. wobec nich wszystkich. . zmierzała do wielkiego finału. z kolczastymi ochraniaczami na przedramionach. Przyprowadzę ją tutaj.Gdzie oni teraz? Tu ich nie widzę. . Czarno. Widziałem ich na rogatkach.To jakiś albinos .kiwnął głową wójt. bracie? Kto to jest Dzierzba? .Nie ma co robić z tego sprawy urzędowej. Zatrzymali się u ciebie czy "Pod Tuńczykiem"? Karczmarz zmarszczył wypukłe czoło.powiedział człowiek z blizną. . Nohorn? . wycierając kufel w pasiasty fartuch. .zachichotał szczupły ciemnowłosy mężczyzna siedzący . Geralt uchylił kotarę zasłaniającą wejście do alkierza.We mniejszym alkierzu. nawet dziewka. że na jarmark przyjechali. nasadę nosa i prawy policzek. Piosenka żeglarzy. . . Złotem płacili. . Jednakowymi ruchami bliźniacy podnieśli z ławy jednakowe miecze. odziani.spytał półnagi osiłek.powiedział wreszcie. sądząc po rosnącym nasyceniu plugawymi słowami.powiedział człowiek z blizną. spocony. Vyr. Ale uważaj. nie było wśród nich. .Ano .Czego? . przepasany na krzyż pasami. . wójcie .

mierząc Geraita złym spojrzeniem zmrużonych oczu. mów. to nie. Że też takim pozwala się wchodzić do szynków między porządnych ludzi.spytał ten goły. Ludzie gadali. można wiedzieć? . . .Spokój. .Co tam mamlesz.Nie lubimy czarowników . nie odrywając od Geralta .rzekł spokojnie wiedźmin. ogorzały typ z włosami zaplecionymi w warkocz. . . że nie. Nie skorzystasz. że to wiedźmin.Wiem .Co to takiego jest.Tobie nie mam nic do powiedzenia.A mnie. Tavik? . Obraza praw ludzkich i boskich.Przed domem wójta. to wyniesie cię obsługa.Ja go już gdzieś widziałem . .Albinos. . Nie wyzwiesz go? Taki nudny wieczór.Słuchaj no.Powiedział. jeśli wyleję ci na łeb tę rybią polewkę. bracie. mutant.powiedział krępy.zarechotał goły do pasa. takie skrzyżowanie pająka z krokodylem. Piętnastka.Hę? Civril? . A w jakimże to celu.Kuglarz za garść srebrników. . .rzekł Nohorn. Przywiózł jakiegoś smoka na handel.powiedział Nohorn. Mówiłem. . brzęcząc srebrnymi klamerkami wysokich butów. . . . . wyzwiesz? . .Nieważne. gdzie go widziałeś.Nie można. warkoczem. wiedźmin? . Tavik . bracie.Nohom rozejrzał się po komr panach.On chce się widzieć z Renfri. Civril przed chwilą strasznie cię obraził. Piętnastka .obok Nohoma. wybryk natury.zazgrzytał Tavik.Nie . gdzie go widziałem! . co masz do powiedzenia i wynoś się.powiedział nagle ten z. Takich powinno się palić.Najemny czarownik . . Z Renfri. wybryk natury.Już wiem.Słyszeliście. . ci zaś postąpili krok do przodu.powiedział półelf. chłopcy? . No. Masz okazję sam się wynieść. Nohorn podniósł głowę i popatrzył na bliźniaków. Na razie. Delikatne rysy. Chcę się widzieć z Dzierzbą. wielkie czarne oczy i szpiczaste zakończone uszy nieomylnie zdradzały półkrwi elfa. bracie.

. czy jakoś tak.No. byś miał powody zastanawiać się nad własnym pochodzeniem. że będziemy mieli w tej dziurze więcej roboty. Hej.Uważaj . to świętość! Piętnastka wstał ochoczo. Więc jak? Wyjdziecie z Civrilem na dwór? Wieczór taki nudny. . cisnął na stół. Nohorn. Geralt położył dłoń na rękojeści miecza. czy wypada słuchać. Ty jako wiedźmin nie możesz tego powiedzieć o sobie.uśmiechnął się złośliwie mieszaniec. którego uwadze to nie uszło. . .Co on mówił o matce Civrila? . Że się puszczała. musiała dostatecznie często chodzić sama po lesie. Mówiłem. poprawił najeżone srebrnymi ćwiekami ochraniacze na przedramionach. Zróbcie miejsce. .parsknął Tavik. jak widzę.Coś mi się zdaje. że cię stąd wyniosą. Wypiął pierś. . . Milczący bliźniacy dobyli . że oni trzymają się razem.Że też ziemia nosi takich jak ty.Coś strasznie obrzydliwego. taka jej mać. Piętnastka. a będziesz szukał swojej ręki na podłodze. To. .ciągnął 'monotonnie Nohorn.Możliwe . Piętnastka zbliżył się.Zasrany tchórz .odpowiedział półelf. bracie.rzekł spokojnie Geralt. . zaśmiał się gromko. a wiadomo. dziwolągi? . jak jakiś przybłęda obraża matkę kompana? Matka. opierając podbródek na splecionych dłoniach. odpiął miecz. takiej obrazy nie możesz puścić płazem. Civril. splunął i postąpił krok do przodu. nie przestając się uśmiechać. Wiedźmin nie zareagował.Ale ja przynajmniej znałem moją matkę.Więcej tolerancji. Kto was płodzi. .Twoja matka. jak zrozumiałem. . Tu ich jest więcej niż jeden. co masz na grzbiecie. Nohorn i Tavik zerwali się. Geralt pobladł lekko i zacisnął wargi. .powiedział Nohom . niż myśleliśmy.to Piętnastka właśnie wyzywa cię do walki na pięści. jeśli łaska .Jeszcze krok. łapiąc za miecze.Jeżeli masz jakieś wątpliwości . . unosząc pięści. wygląda na miecz.Ciągnie swój do swego .powiedział.zmrużonych ślepi.

.No to co? .Wyjdźmy do większej izby.Spokojnie.To czarownik! . .zahuczał Piętnastka. Natychmiast. W głosie Renfri zadźwięczało coś bardzo dziwnego. tak ważne wydarzenie w życiu tego miłego miasteczka? W ciszy. Civril. psiakrew? Na chwilę nie można was samych zostawić? Geralt odwrócił się bardzo wolno i spojrzał w oczy koloru morskiej wody. . Coś.Ważne. w obcisłym aksamitnym kaftaniku ściągniętym ozdobnym pasem. śmiał się. z prawej odsłaniała mocne udo ponad cholewą wysokiego buta z łosiowej skóry.warknął Tavik. . Civril. wyciem mordowanych. Renfri .Co tu się wyrabia. wydarzenie! . Civril przestał się śmiać. nieco poniżej uszu. paskudny chichot.. Nie poruszył się jedynie Civril. . białowłosy . . żeby wasze wybryki zakłóciły jarmark. to nie zbrodnia. Włosy koloru słomy nosiła nierówno obcięte. asymetryczna .. Geralt nie zdziwił się. . Natychmiast. dołączmy do wójta.Niech cię. Wy bawcie się dalej.Zaniemówiliście? . I bez awantur.bąknął Nohom. chłopcy .przerwała ciszę Renfri. Nie chcecie chyba. Piętnastka cofnął się. bo bladość pokryła nawet ogorzałą gębę Tavika. jaka zapadła. u prawego sztylet z wielkim rubinem w głowicy. Stała opierając się jedną ręką o drzwi.Chciał rozmawiać z tobą.No.powiedziała dziewczyna. rozległ się cichy.wykrztusił mieszaniec. . rżeniem koni i zapachem krwi. wciąż rozwalony niedbale na ławie.z lewej strony sięgała łydki.Zamknij się. Prawie dorównywała mu wzrostem.Chce ze mną porozmawiać. . Inni również musieli mieć podobne skojarzenia.swoich jednakowymi ruchami. Jutro jest dzień targowy. Jej spódnica była nierówna. U lewego boku miała miecz. co kojarzyło się z czerwonym odblaskiem pożaru na klingach. . On pewnie także chce ze mną .Nie lubimy czarowników . z którym tu przyszedłeś.To wiedźmin .No to co? . .

. . za zwykłego zbója bywa uważany.rozmawiać. również niezbyt grzecznym tonem.Właśnie. wydobyła kilkakrotnie złożony pergamin.Caldemeyn wyglądał.Prewencyjnie. Niezależnie od tego. wsadzać do jamy.. skutek może być dla was opłakany.przeczytał wiedźmin na głos. potem bez słowa podał go Geraltowi. Caldemeyn wziął pergamin. w naszej pozostaje służbie i miłą jest nam. . na ich widok przerwał cichą rozmowę z karczmarzem. Jak to się nazywa. I więcej nie mówcie do mnie: "panienko". Pojęliście. Na razie. że do takich uraz sądy grodzkie albo kasztelańskie są. jakby chciał splunąć .Jeśli je naruszysz choćby na piędź . Ani mówić do mnie: "panienko". wyrywając mu pergamin."Do moich komesów.spytała cicho Renfri.Może.Słuchajcie. . . Caldemeyn. nie tracąc czasu na wymianę zdawkowych grzeczności. że albo wczesnym rankiem wyniesiecie się z Blaviken razem ze swoją czarną kompanią. co was sprowadza do Blaviken. Geralt? . ..A to. . prę.Wiem od tego tu wiedźmina z Rivii. . król. księżniczka creydeńska. kto by jej wstrenty czynił. splótł ręce na piersi. . pani .. wasz miłościwy pan. Postawił ją Audoen.Przeczytajcie to sobie. Audoen. Nie będziecie mnie. jak się to pisze. jeśliście gramotni.Wszem i wobec oznajmiam. Podobno żywicie urazę do naszego czarodzieja.. . A to jeszcze. czytał długo. jako Renfri. Kto urazę u nas na Łukomorzu żelazem chce mścić. tegdy gniew nasz ściągnie na siebie. wyprostował się.powiedziała Renfri. Chodź.Bo jest autentyczna . Ale pieczęć wygląda na autentyczną. Geralt. wójcie. . Dlatego nie radzę robić mi wstrętów. panienko? Renfri sięgnęła do sakiewki przy pasie. mości wójcie. Żadnego prawa nie naruszyłam. wasali i poddanych wolnych .rzekł twardo." "Wstręty" pisze się inaczej. albo was wsadzę do jamy.wsadzę cię do lochu razem z tym pergaminem. czekający przy kontuarze.. Klnę się na wszystkich bogów. panienko. I co z tego? .

Nacisnął klamkę. Ale teraz już idź. to skromnie powiedziane. Warto by to obgadać. . . zanim jeszcze zbliżył się do drzwi. Geralt oparł się o kontuar. Nie widzę innej możliwości.Żeby mnie nastraszyć. Przekroczył próg rozmyślnie wolno. gdyby umarł tylko on.Z tobą. a właściwie zanim Stregobor umrze. Nie lubię tego. trzeba czegoś więcej niż słowa. Nie mam zamiaru spokojnie się przyglądać. patrzył w niebiesko-zielone oczy dziewczyny. .rzekła cicho. . ale cóż. wiedźminie. .powiedziała.To upraszcza sprawę.Nie spóźnij się na kolację .Renfri dotknęła ramienia Ge-raita . . Nie dla wiedźmina. .jeszcze słowo.Jeśli.Byłoby mniejszym złem. którym przyświecał sobie na schodach.Nie nazywaj mnie Dzierzbą. Libusze czeka. poznał to po ledwie wyczuwalnej wibracji medalionu. Rzecz w tym. . Geralt wiedział o tym. W izbie było ciemno.Kilka.Nie. Zdmuchnął kaganek.Stregobor jutro umrze . Oczy Renfri zwęziły się. Ładna chociaż ta Libusze? .To wszystko. IV Ktoś był w jego izdebce na stryszku. wetknął go z tyłu za pas. umrze jeszcze kilka osób. . . Wyjął sztylet z cholewy. Stregobor to twój przyjaciel? . lewe . zwalił się na człowieka siedzącego na jego łóżku.Nie zanadto.. że ja widzę inne możliwości. białowłosy wiedźmin. Libusze czeka.rzucił wójt przez ramię -bo Libusze będzie wściekła. . . ospale. Bawiąc się medalionem z paszczą wilka zawieszonym na szyi. co miałaś mi do powiedzenia? .Jesteś Geralt z Rivii.Słyszałam o tobie . wiedźminie . przygniótł go do pościeli. W następnej sekundzie skoczył z potężnego odbicia długim szczupakiem. Dzierzbo.Nie spóźnię się.Nie. powoli zamknął za sobą drzwi. odgarniając z czoła nierówno obcięte włosy.

To ty . Zabierz rękę z mojego gardła. zwinna. że tak prędko będziemy oboje w łóżku. Twoje zdrowie. . Podeszła do stołu. psiakrew .Nie. .przedramię wraził mu pod brodę.Zaraz. żeby go dostać.Może przejdziemy do rzeczy? . co może dać taka rozmowa. ale chciałabym zdjąć przynajmniej buty. jeśli łaska. Chcę ocalić Blavi-ken przed rzezią.odezwała się stłumionym głosem. Stregobor siedzi w czarodziejskiej wieży. Słuchaj. Druga: zostaniemy w tej pozycji. .powiedział Geralt. leżąc pod nim bez ruchu. Żeby to z tobą omówić. szczupła. Jeżeli to zrobisz. Pierwsza: zejdziesz ze mnie i porozmawiamy. że przyniosłam . Wiedźmin wybrał pierwszą możliwość.Jakiś ty niedomyślny.To ja. poprawiła włosy i spódnicę.zaśmiała się. w jakim celu wkradłaś się tu przez okno? . Nie miała żadnej widocznej broni.rzekł Geralt zimno. .powiedziała. Geralt. Coś było nie tak.Zapal świecę .Początek całkiem niezły . . wyciągając przed siebie nogi w wysokich butach.Liczyłam się z tym. . Nie wydobył go. sięgnął po sztylet. Sytuacja jest jasna.poderwała głowę.Ciszej. . obudzisz cały dom. są dwie możliwości. . ale przestań nazywać mnie Dzierzbą! . . wstała.Pozwalam ci pomijać książęcy tytuł.Nawzajem. wiedźminie. stawiając na stole podróżny bukłaczek i dwa skórzane kubki.Masz tu coś do picia? .W takim razie dobrze. Czy dowiem się nareszcie.Ja nie widzę po ciemku jak ty. Dzierzbo. . .Jest prawie północ . Dziewczyna westchnęła. ale nie sądziłam. usiadła. nie pomoże ci twój list .Tyle że nie wiem. a lubię widzieć swojego rozmówcę.Nazywam się Renfri. Masz. musiałabyś ' go tam oblegać.Doceniam . Doceń to. łaziłam po dachach jak kocica w marcu. pij. . wysoka. . . .

to będzie strasznie żałować Renfri uśmiechnęła się.Zamieniam się w słuch. są dwie osoby. Istnieją argumenty. . Wójt. istnieją propozycje nie do odrzucenia. .Na czym takie ultimatum polega? . a Blaviken znów pogrąży się w błogiej apatii i rychło zapomni o całej sprawie. straż. Ale. przestańmy straszyć się nawzajem. .powiedziała Renfri . . musiałoby być naprawdę nieliche. Postawię czarownikowi tridamskie ultimatum.Niech ci będzie. Tego żaden człowiek nie dokona.Stregobor może i sprawia wrażenie pomylonego. którzy co krok potykają się o własne halabardy? . Spróbuję zgadnąć. Wątpię jednak w jego skuteczność. wyobrażasz sobie. który dałby radę siódemce z mieczami. mieszkam u wójta.A czy ty. na przykład.żelazny. kiedy mówi o tobie. których nie można odeprzeć.Renfri spoważniała . . kto to taki. .Przyjrzałeś się moim chłopcom? Zaręczam ci.Kto wie. jeśli otwarcie złamiesz prawo.Całe Blaviken.Ćiekawam twej przenikliwości. . Ultimatum. tridamskie ultimatum. jeśli dojdzie do walki między nimi a tymi ciołkami ze straży. co się stanie. . .że staniesz. które skłoniłoby go do dobrowolnego oddania się w twoje śliczne rączki. które mogą temu zapobiec. . wiedźminie.Jedna .Moja słodka tajemnica. W potrzebie wypadnie mi stanąć u jego boku. znają się na swoim rzemiośle. całe Blaviken wystąpi przeciwko tobie. że ja będę stał i przyglądał się spokojnie takiej walce? Jak widzisz. Mówiłam: rzezi i rozlewowi krwi można zapobiec.to sam Stregobor. Przejdźmy więc raczej do drugiej osoby mogącej zapobiec rzezi w Blaviken. dzwonią zęby. Renfri. Tyle że pewnie sam. Stregoborowi. Do takich należy.I nie wątpię . bo reszta pochowa się po piwnicach. Dobrowolnie wyjdzie ze swojej wieży. białowłosy. . jeśli wystąpi przeciwko mnie. kto wie. Nie ma na świecie wojownika. białowłosy. ukazując drapieżne białe zęby. Czy wyobrażasz sobie. ja zabiorę go gdzieś na pustkowie. Konkretnie. ale nie do tego stopnia. Audoen nie będzie cię chronił.

Siedziałam w lochach śmierdzących uryną. a sięgały mi dobry łokieć poniżej tyłka. Zgadłem? Renfri odrzuciła głowę w tył i zaśmiała się gromko. odgarnęła z czoła nierówne kosmyki. Ale przedtem zgwałcił. poradziłam. Oddawanie się byle łajzie za miskę zupy lub dach nad głową. Renfri.Kradłam.To ty. nie wiedząc. Zamilkła na chwilę. Lalki i dom dla nich. bułanego kucyka. w którym twój Stregobor i ta kurwa Aridea rozkazali łowczemu zabrać mnie do lasu. nawet prosić nie potrzebowałam. co ja mówię. Nigdy już nie odrosły mi porządnie. większy od tej twojej izby tutaj. . a może przedtem obie nogi. . buciki.Geralt .I to był koniec księżniczki . Klejnoty i błyskotki. nieprawdaż? . I tak było aż do dnia. bawiąc się medalionem. . czy mnie nazajutrz powieszą. A przez cały ten czas moja macocha i twój czarownik deptali mi po piętach. obrabował z kolczyków i złotego diademiku. sukienki. w porę zakrywając usta dłonią. Potem spoważniała. by mnie nie zabito. Ty sama.. . sukinsyn. Służbę na każde zawołanie. złote rybki w basenie. utkwiła w wiedźminie błyszczące oczy. próbowali otruć. głód. Nie spuściła wzroku. Okazać wielkoduszność? Wybaczyć mu po królewsku? Ja mu po królewsku urwę głowę. Majtki z batystu. to się zobaczy. królewską wielkoduszność i poniechasz zemsty. czy tylko wychłoszczą i wypędzą. Zlitował się i puścił mnie. A potem był brud. . Geralt spojrzał jej prosto w oczy.powiedziała . Miałam wszystko. Wykażesz iście książęcą.Gówno tam.Sukienka podarła się. obcięto mi je nożycami do strzyżenia owiec.podjęła. Renfri. nasyłali morderców. jakie ja miałam włosy? Jak jedwab. raczej obrzydliwie.ciągnęła. by nie zdechnąć z głodu . przy samej skórze. zarżnąć i przynieść sobie serce i wątrobę.Nie. smród. Czy wiesz.Aridea i Stregobor próbowali cię otruć? . o czym tylko zamarzyłam.ja byłam księżniczką. kije i kopniaki. Pięknie. batyst bezpowrotnie utracił biel. . że wówczas poradziłaś sobie z łowczym. Cieszy mnie. Rzucali uroki. . ale w Creyden. Kiedy złapałam wszy.Zabijałam.

A ja mu tego nie gwarantuję. Ale to cię nie powinno obchodzić. najlepsze rozwiązanie? Nawet dla tego sukinsyna Stregobora. by przykryć uda spódnicą. których chronisz od Zła. Mówiłam. znienacka. Geralt. Mówiłam. Odchyliła się na oparcie zydla i skrzyżowała nogi na stole. gdy staniemy przeciw sobie. . Nie wydaje ci się.Renfri .Sporo o mnie wiesz.Owszem. że zabiłeś kikimorę. Ale przeżyłam. Możesz go zabić miłosiernie. obrońca ludzi. dopóki mogli.zgodziła się z uśmiechem. zamarła z bukłaczkiem nad kubkiem. które zaczną tu hulać. a wtedy go zabijesz. . Przywieź mi go na osiołku. że wywrócę się na nice jak pończocha. która jest bezrozumnym bydlęciem i zabija. że jej wcześniej nie dopadłam. maniak. Wręcz przeciwnie. .Nie jestem najemnym zbirem. że są dwie osoby mogące zapobiec rozlewowi krwi w Blaviken. nie czyniąc najmniejszego wysiłku.Nie jesteś . że proponuję mniejsze zło. która właśnie nalewała. psiakrew? Mówią. Stregobor i Aridea szczuli mnie jak dzikie zwierzę.rzekła. po którym myślałam.To był jeden z siedmiu gnomów? Renfri. Ciebie czarownik wpuści do wieży. Drugą jesteś ty. . .Waśnie. A co? Masz coś przeciw gnomom? Albo innym humanoidom? Jeżeli chodzi o ścisłość. bo taką ją bogowie stworzyli. . byli dla mnie lepsi od większości ludzi. A w tym przypadku Zło to żelazo i ogień. Umrze. Strebobor jest gorszy niż kikimora.Czy po drodze do mojej izdebki nie spadłaś przypadkiem z dachu na głowę? . .Jesteś wiedźminem czy nie. . Stregobor to okrutnik. potwór. . że umiera. Dał mi emetyk. Aridea wyciągnęła kopyta we własnym łóżku. miała szczęście. miałam dla niej ułożony specjalny program. nie wiedząc.. według ciebie. . Jestem wiedźminem.Nie jestem sędzią. . a ja nie pożałuję złota. Jabłkiem zaprawionym wyciągiem z po-krzyku. Później przestali móc. jednym pchnięciem. Uratował mnie pewien gnom. A teraz mam dla czarownika.powiedział spokojnie Geralt.Oho . przywiozłeś ją na osiołku do wyceny.Jesteś wiedźmin. ja sama stałam się myśliwym. zasłużył na śmierć? Powiedz. Dzierzbo.

Skażona w łonie matki. .Potworem. .Dokończ.wybuchnęła.Pamiętasz.szepnęła. . psiakrew. bardzo krótki. . krwawię. Twoja odpowiedź wiedźminie. dlaczego Stregobor i księżna chcieli cię zabić.. Mam być. to śpiewam.Moja odpowiedź brzmi: "Nie". Oczy jej rozbłysły. Jak kogoś nienawidzę.. a jak opiję. I bardzo smutną.Renfri.Geralt milczał. i później? Renfri wyprostowała się gwałtownie. Renfri przeciągnęła się unosząc ręce do góry. to zabijam. wtedy w Creyden. których nie można odrzucić. Zastanów się dobrze. Ach. .. co mówiłam? .. bo ja również poważnie cię ostrzegam. wiedzieć? Jak się skaleczę w palec. . .Nie wiem. a jak smutna.A jesteś? Przez moment.Zastanowiłem się dobrze.powiedziała. psiakrew. głowa. więc dobrze. . ale tylko na moment. I potraktuj mnie poważnie. skutki bywają straszne. Mam być jakoby przeklęta. Poważnie cię ostrzegam. klnę. . .To chyba oczywiste . boli mnie brzuch. .Czy wiesz.Bo i skąd mam.Ale odpowiedź muszę znać natychmiast. figlarnie wpadającym pomiędzy dwie zgrabne . bo byłam dziedziczką tronu.. dość tego. wyglądała na bezbronną i załamaną. moja właśnie do takich należała. Renfri milczała przez czas jakiś. nie o tym mówię. Dzieci Aridei były z morganatycznego związku i nie miały żadnych praw do. . . Jak jestem wesoła. . Krwawię też co miesiąc. Geralt . po czym rysy stwardniały jej znowu. Dziewczyna opuściła głowę. Jak się obeżrę.No. .. zdjęła nogi ze stołu. . a jak.Chcieli pozbyć się pierworodnej córki Fredefalka.Rozumiem twoje wahanie .Są propozycje. bawiąc się sznurem pereł trzykrotnie okręconym wokół kształtnej szyi.spytała po chwili milczenia.

racji. i nie tylko jemu. że nic już nie może cię zaskoczyć. . albo tamto.Czy mogę przyjąć. Renfri uśmiechnęła się lekko.Tak. powiadasz. Właśnie jedną znalazłam: mniejsze zło istnieje. bardzo nieładny w żółtym świetle świecy.półkule widoczne w rozcięciu kaftanika. mutantem i odmieńcem. że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: "Wybieraj. Uważał.powiedziała. . to takie. po czym usta skrzywił jej grymas. ale tylko częściowo. nie pozwolę ci na to. Widzisz. . którego nawet wyobrazić sobie nie możesz.Bo nie wierzę w mniejsze zło. trochę mniejsze". . abyś mnie zabił? .Do niczego. niekiedy bywa tak. choćbyś myślał. jak to północ. krwiożerczym potworem. że jednak jestem potworem. Wypiłam trochę i filozofuję. . ze się mylił. by doszło tu do walki i rzezi. . w cieniu. Renfri przez chwilę patrzyła na medalion wiedźmina kręcący się na łańcuszku obracanym w palcach.A północ. że mu odmówiłeś tak jak mnie? .wiedźmin uśmiechnął się cierpko.Nie wierzysz. a za nimi oboma. . I widzisz. ale my nie możemy wybierać go sami. szukam prawd ogólnych.Możesz. do czego zmierzasz? . minęła tymczasem. To Bardzo Wielkie Zło potrafi nas do takiego wyboru zmusić. Czy tego chcemy.Geralt . Po raz drugi proponuję: zaniechaj zemsty. że nie jesteś nieludzkim. Geralt. masz rację. albo ja. Istnieje tylko Zło i Większe Zło. Że wyrządził ci wielką krzywdę swoją pomyłką.Najwyraźniej ja wypiłem za mało . . będzie to równoznaczne z przyznaniem mu. Przejdźmy do konkretów. W ten sposób udowodnisz jemu. i nie tylko jemu.A jeśli ci powiem. . wiedźminie. bratku.Czy Stregobor prosił cię. Geralt. Udowodnisz mu.Czy mogę wiedzieć. czy nie. że nie potrafię wybaczać ani rezygnować z zemsty. prawda? Udowodnię tym samym. że to będzie mniejszym złem. Nie pozwolę. stoi Bardzo Wielkie Zło. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. nieludzkim . Zrezygnuj z zabicia go. Bardzo Wielkie Zło.Dlaczego? .

. I później za każdym razem było tak samo.spytał wiedźmin cicho. kiedy chciał mnie mieć. czym jestem. bo nie umiałeś dokonać wyboru. Żal mi ciebie.Twierdzisz. poczułam. że ślady jego kija i pięści nie bolą już nic a nic.Renfri . Nigdy nie będziesz wiedział. . I widzisz. nigdy nie będziesz miał pewności.Renfri! . prał mnie tak. wirując na srebrnym łańcuszku.powiedziała nagle dziewczyna wolno.Kim jesteś? . ale powtórzę.Niezależnie od twoich racji i motywów. że rano ledwo zwlekałam się z barłogu. . Odeszłam raźno pogwizdując. ale dokonałeś. Nie miałam wtedy jeszcze takiej wprawy jak dzisiaj i nóż wydał mi się za mały. słuchając. Nie umiałeś. Już ci to mówiłem. ale odjedziesz żywa. taki bardzo samotny. . że aż. na bruku zalanym krwią.. słyszysz... Ponieważ on jednak wcale mi się nie podobał. błyszczał medalion z paszczą wilka.Zimno. patrząc.. mi. prawie szeptem. bardzo krótki. wiedźminie. jak kmieć gulgocze i krztusi się.zdrowa. mrugnęła' kilkakrotnie. a wręcz przeciwnie. błyszczały perły w wycięciu kaftanika.Ja też nie umiem wybierać. zdziwiona. . Gdyby było inaczej. Nie odjedziesz wesoła i szczęśliwa. Nie zabijesz Stregobora w Blaviken. .. . wyglądała na przestraszoną. Kosą. i że jest mi dobrze. . i poderżnęłam kmieciowi gardło. wesoła i szczęśliwa. Na samym początku mojej tułaczki przygarnął mnie pewien wolny kmieć. Jutro wcześnie rano.A ty? . tak jak nakazał wójt.Jestem tym. jak wierzga nogami. że aż.. Któregoś razu wstałam.. . złe słowo. któż by tracił czas na zemstę? . Oczy Renfri błyszczały w świetle świecy. nie odjedziesz stąd pogwizdując i nie będzie ci tak dobrze.Geralt ścisnął medalion w dłoni. sam. że nie istnieje mniejsze zło.. A twoją zapłatą kamień. Stoisz na placu. . za każdym razem. Geralt. Przez moment.powiedział Geralt.Gdzie jesteś? .demonem przeklętym przez bogów? Posłuchaj. Spodobałam mu się. gdy było jeszcze ciemno. nigdy. wpatrzona w migoczący krążek srebra.Żal mi ciebie . tak dobrze. Poderwała głowę jak zbudzona ze snu.

Jestem księżniczką. . Nie mam przy sobie niczego ostrego. Cholewa to najlepsze miejsce do ukrycia noża. Po ciemku mogę spaść i potłuc się. wyczuwam ziarnko grochu przez siennik.Wygrałeś. Ani tutaj.Pewnie że tak.To batyst? . że ci się nie podobam skrzywiła się dziewczyna. jeśli jeszcze coś zostało we flaszce. .Ten cholerny dach jest stromy. Zwykły drwiący. Bosa.Renfri? .Wolę założyć. by nie spotkał cię los wolnego kmiecia. psiakrew. mam delikatne ciało.Co? . Położyła mu nogi na kolanach.Nie chcę nawet dopuścić do siebie myśli. białowłosy.Tutaj również niczego nie ukrywam. . .Geralt? . . Jutro rankiem wyjeżdżam z Blaviken i nigdy nie wrócę do tego parszywego miasteczka. gdy odstawiała pusty kubek na stół. Mam ci powiedzieć wprost. Ech.Renfri .Jestem. O ile nie jest porządnie wypchany słomą. Na zewnątrz w ciemnościach darł się kot.. figlarny uśmieszek wrócił na jej wargi. szarpnęła klamrę pasa. psiakrew.Co ty. wstała. Nalej. jak widzisz. czy sam się domyślisz? Geralt. co się chce. możesz wiedzieć o księżniczkach? Ja byłam księżniczką i wiem.Wygrałeś .Ściągnij mi buty.Czy to. nie odpowiedział. czego mi się chce. Wolałabym wyjść o świcie. Nigdy. . Jestem księżniczką czy nie? . co mówisz. wciąż uśmiechnięty. .Geralt uśmiechnął się mimo woli. rzecz jasna. że masz stracha. Co ty na to? . że cała przyjemność bycia • takową to możność robienia. przystoi księżniczce? . Zresztą sprawdź sam. Zgaś tę cholerną świecę.powiedziała nagle ostro. . wiedźminie. .

było to w czasie Święta Nis. którego wołają Piętnastka. po kolei. . Baron. A jak to się właściwie stało? . . Robiłem dobrą minę.Libusze! Weź stąd Marilkę! Tak.Tata. . bo Marilka miała dwa latka. wycierając talerz chlebem. Nawet jeśli nie. wśród nich podobno ten mieszaniec Civril.Cicho. to nie myślę. karczmarza ze "Złotego Dworu".No.V . o tę novigradzką kompanię. ale po prawdzie to guzik mógłbym im uczynić. zbój i zawodowy morderca. a wtedy oni zaczęli mordować pątników. że tak gładko pójdzie. Posłali do barona żądanie uwolnienia tamtych. Geralt? Wynoszą się z miasteczka? . Z tym pergaminem opieczętowanym przez Audeona trzymali mnie za gardło. Marilka . Geralt. dobrze mi na moim urzędzie. Tak trzy lata temu. . tata! . z tak zwanej wolnej kompanii angreńskiej. Wypytywałem Setnika.W Tridam. Ten czarniawy półelf to Civril. dawniej przyboczny Abergarda. Jednym słowem..Kiedy pójdziemy na jarmark? Na jarmark. Geralt.Nawet jeśli otwarcie złamaliby prawo? Wszczęli gwałt. córkę. Ich kamraci.burknął Caldemeyn. ma się rozumieć.Aha? . ja chcę na jarmark! . Nie słyszałeś? Głośno było o tym trzy.nudziła monotonnie Marilka. nie sądziłem. Niektórych rozpoznano. opanowali prom na rzece pełen pielgrzymów. że wyjeżdżają. kto nie słyszał. Zanim baron zmiękł i zwolnił . .Tak. również.Gdzie? .Nawet. skąd jutro wytrzasnę omastę do kaszy. Baron z Tridam trzymał w lochu jakichś zbójców. nie muszę się głowić. bijatykę? . Słyszałeś o wolnej kompanii? Jasne. odmówił. dobrze się stało. jakie w życiu zrobił. Audoen. To nielicha zgraja. Ja mam żonę. Podobno miał coś wspólnego z masakrą w Tridam..Więc jak mówisz. by jego przezwisko wzięło się od piętnastu dobrych uczynków. posyła na szafot za byle co. jednego po drugim.Ten ze szramą na gębie to Nohom. nie myślałem.Tata . Ten byk. . to bardzo drażliwy król.

Nie rozumiesz.Co? . przerażona krzykiem.Tridamskie ultimatum . bo na promie było więcej jak ćwierć setki ludzi. za łby ich i w łyka.Geralt. zbiorę straż. wyciągając rękę w kierunku wiedźmina.Trzeba wybrać mniejsze zło! ..tamtych z lochu. babo! Geralt! Siadaj! . .Co? . . Jeśli tłum wejdzie już na plac... wyrżną mi ludzi. Tak nie wolno. . . Z tym półelfem i Tridam to może być plotka. precedens to był albo jak. tak jak zmusili barona z Tridam. jarmark. zachlipała wtulona w kąt kuchni.Mówiłam! Samo zło przez niego! . póki rynek jest pusty. Nie rozumiesz? Zaczną mordować ludzi na jarmarku.. w tych murach. Albo mnie zmuszą do. Baronowi groziło potem wygnanie albo nawet i topór. Ich trzeba unieszkodliwić zaraz. jedni mieli mu za złe. Gdy będą wychodzili z zajazdu.szepnął wiedźmin. Geralt! Siadaj! Dokąd. że bardzo wielkie zło uczynił.krzyknęła Libusze.. że uległ.Trzeba ich powstrzymać. . Geralt? Marilka. zanim ludzie wejdą na rynek. . spuścili z prądem ponad dziesięciu.To nic nie da. Jeśli dojdzie do Audeona.Na wszystkich bogów. Zaraz. bądź rozsądny.. To zawodowcy. Zwołaj strażników. Baron na sądzie prawił.Cicho.Caldemeyn. zapłacę głową. dzieciaki.To będzie bezprawie. że mniejsze zło wybrał. Zmuszą Stregobora do wyjścia z wieży. Nie wyjadą. nie popuścić ni na palec. to prawdziwa pułapka! . nie możemy ich ruszyć. . .. inni wszczęli rwetes.Renfri.Mówiłam ci! .. . Wasz rynek. że prę. Nie mogę na to zezwolić. Dobrze. Caldemeyn? Oszukała mnie. nie zapobiegniesz panice i rzezi. poleje się krew. . baby. że trzeba było tamtych wystrzelać z kusz razem z zakładnikami albo szturmem brać na łodziach. Będą się bronić. i co wtedy? Audoen pasy ze mnie będzie darł. jeśli niczego nie przeskrobali. tam będę miał na nich oko. pójdę na targ. dopiero gdy aż tylu zabito. Możesz się mylić. Caldemeyn.

mniejsze". chwytając rękojeść miecza sterczącą nad prawym barkiem. . . składa czarownikowi pewną propozycję. Starannie ułożył bełt w rowku. Civril.Gotowe.Geralt! Zabraniam ci! Jako wójt. potem uniósł rękę. Wybieraj. . Będziesz miał później czas. zmierzał prosto na nich.Mów. wchodził między stragany. albo tamto drugie. Daj mi kuszę. przysłaniając oczy dłonią. przydeptując stopą strze-miączko. . o co chodzi.Pierwsza rzecz to posłanie. Wiedźmin nadchodził od strony głównej uliczki. które brzmi: "Jestem tym. . naciągając rękawice. zabraniam! Zostaw miecz! Stój! Marilka krzyczała zakrywszy buzię rączkami. . Civril popatrzył na niego koso. wiedźminie! Geralt zatrzymał się. czym jestem. ale nic nie powiedział.Aha .Konie jak. Nohorn.spytał Nohorn. Civril uniósł kuszę. głośno wrzeszczały mewy.Piękny dzień się zapowiada .Będzie więcej.. . Poleciła mi przekazać ci dwie rzeczy. popatrzył na słońce wychodzące zza drzew. osiodłane. VI Civril. pierwsi przekupnie już zapełniali stragany towarem.Gdzie jest Renfri? Mieszaniec wykrzywił swoją ładną twarz.Akurat. .Wypadałoby coś zjeść. Wiedźmin szedł. Masz jakoby wiedzieć. . .Pod wieżą. Około czterdziestu kroków dzieliło go od grupy. ze tu przyjdziesz. Na rynku zaczynało się ożywiać. . . wciąż ich mało na tym rynku.rzekł nagle Piętnastka. Wiedziała. piał kogut. napiął cięciwę. I ochotę.Później. .Ani kroku dalej.rzekł Piętnastka w zadumie. Klinga błysnęła.Renfri miała rację. Tavik? .powiedział Civril. Wiedźmin kiwnął głową. . . Stukał młotek.Patrzcie . Albo ja. turkotały wozy i wózki. Zgarbił się. . opisując łuk nad jego głową.

Za nim skoczyli bliźniacy. zgiął się wpół.Odbił.Więc jednak. że ten mija go z lewej strony.. Wiedźmin machnął mieczem. ale w bok. na moment tracąc rytm. bezwładnie. wiedźminie. nim zdążył unieść miecz. Tavik poczuł silne uderzenie tuż ponad biodrem. okrążając ją po zacieśniającej się spirali. rzucił się na spotkanie. ze pada. sucho trzasnął o dach. tracąc wiedźmina z pola widzenia. zadudnił w rynnie. Szczęknęła cięciwa.skomenderował Civril. Tavik był pierwszy. że grupa rozpada się zupełnie. upadł.Nie rozbiegać się! . zawirował w miejscu i padł do rynsztoka. ciężko. grupa zwarła się ramię do ramienia. złowrogo. Jeszcze przed chwilą ścigał wiedźmina. Civril zaśmiał się paskudnie. Zaklął. Ona i to przewidziała. Bliźniacy jednocześnie atakując pędzący na nich czarny. Wystarczyło.stęknął Piętnastka. Nimir dostał w skroń. A zatem zaraz otrzymasz drugą rzecz. bełt wyleciał w górę koziołkując. Vyr. . Prosto między oczy.. przeszedł w bieg . jego chód.W kupę . . którą poleciła ci przekazać.wrzasnął Civril kręcąc głową. Zrobiło się bardzo cicho. . kręci między stragany w szaleńczym korowodzie. teraz nagle dostrzegł. na kolczastą od mieczów grupę. Wiedźmin szedł. Już na kolanach. . by wyhamować. cięty przez całą szerokość piersi. Tavik nie wytrzymał. wzbił się kurz i krzyk. Półelf uniósł kuszę do policzka. . zdziwiony spojrzał na swoje biodro i zaczął krzyczeć. . najeżyła ostrzami. zahurkotały przewracane stragany.Odbił w locie. . Na rynku zakotłowało się od uciekających przekupniów. Odkręcił się i stwierdził. Tavik jeszcze raz spróbował unieść się na rozedrganych rękach. zadziwiająco płynny i miękki. rozmazany kształt. biegnąc w przeciwnym kierunku. Wiedźmin szedł.Wolnym krokiem ruszył w kierunku grupy. wpadli na siebie.. Zadrobił nogami.. zderzyli się barkami. z opuszczoną głową zrobił jeszcze parę kroków i runął na stragan z warzywami. Wiedźmin przyspieszył kroku. ale wiedźmin przemknął obok. skracając dystans. Syknęły miecze dobywane z pochew.nie na wprost. rozległ się przeciągły jęk uderzonego metalu. odskoczył w bok widząc.

wśród porozrzucanej kapusty. . który w uliczkach i pod ścianami domów buczał jak rój szerszeni. Piętnastka obrócił się szybko. wytrzymał. Wyprężony. Wózek potoczył się.. Piętnastka! . z mieczem w opuszczonej ręce. w bok szyi. Tłum. postąpił cztery rozkołysane kroki i zwalił się na wózek pełen ryb. wymijając wózki i stragany. potrząsnął głową. tak zamarł w czerwonej kałuży. chciał wstać. Dziewczyna zbliżyła się na dziesięć kroków. że mogę wymordować całe Blaviken i dorzucić kilka okolicznych wsi. wtedy dostał drugi raz. Powiedział. elf zamaszystym cięciem z wysoka. Oba ciosy zostały sparowane. Miecz wypadł mu z ręki przeciętej po wewnętrznej stronie. Stregobor wyśmiał mnie. ścichł. Nie poczuł uderzenia. utrzymał na nogach. że właściwego? . przez brzuch. biegnąc półkolem. Civril odskoczył. że rzuciło go w tył. Nadchodziła wolno miękkim. Dostał raz. symetryczne do starej blizny. I . tuż pod ucho. Piętnastka zsunął się na bruk srebrzący się od łusek.stwierdziła. potknął się. Zobaczył. złożył paradę. musiał przyklęknąć Podrywając się. Opuścił głowę na kolana. tak silny. nisko. dopiero gdy po odruchowej paradzie usiłował przejść od finty do kolejnego ataku. Nohom rzucił się i zasłonił go trzymanym pionowo mieczem. Dostał cięcie przez twarz. Nie dość szybko. Upadł na klęczki.ryknął Nohom.rzekł Geralt z wysiłkiem. dwa metaliczne szczęknięcia zlały się w jedno.Nie byłoby. przeskoczył padającego Nohorna. Nohorn z przyklęku. nie zdołał. Geralt stał nieruchomo. Na rynek weszła Renfri. momentalnie odskoczył. Civril odbił się plecami od straganu. za wolno. krótką. Civril i Nohorn uderzyli jednocześnie z dwóch stron. ledwo zakrywającą biodra. zaatakował z półobrotu. zatrzymała. obwarzanków i ryb. powyżej łokcia. płasko.Z lewej. kocim krokiem. a on i tak nie wyjdzie z wieży. . że pod kaftanikiem ma kolczugę.Nie będzie tu drugiego Tridam . Odbił cios. nogi ugięły się pod nim.Jesteś pewien. złożył się do ciosu.Dokonałeś wyboru . by zajść wiedźmina z tyłu. oburącz. chwytając się drewnianej konstrukcji straganu. nie trafił. .

odskoczył przed spadającą na niego materią spódnicy.Nie. Zaśmiała się.nikogo. zakręciła nią^w powietrzu.wydobyła miecz. . czym jesteśmy. Całe życie oszukiwałam. zrobił szybką fintę i zaatakował. z ugiętych kolan i rozkołysanych bioder cięła. . lewą wlokła spódnicę po ziemi. .powiedziała. To się mnie nie ima. Skoczyła.. uniósł dłoń.Renfri. dlaczego miałam robić wyjątek dla ciebie? .Nic z tego. Wpadła na niego. przysłoniony. składając palce w Znak. Jesteśmy tym. cisnęła spódnicę prosto w oczy. związał obie klingi krótkim młyńcem. mógł. połyskiwał miecz. z bliska. W prawej ręce. Zawirował w piruecie. w przeciwną stronę. Geralt cofnął się. złożyła się do uderzenia z góry. białowłosy.. . Renfri zaśmiała się znowu. machnęła lewą ręką. wliczając w to ciebie. Geralt cofnął się o dwa kroki. Znała tę sztuczkę. błysnął miecz w oszczędnym. owijając materiał dookoła lewego przedramienia. cięła płasko.Renfri . Geralt...Ale ja. Po prostu nie mogę. krótko. Jeśli skrzyżujemy ostrza. Co tak patrzysz? Tak. Geralt odskoczył. . już nie będę. obracając się tuż przy niej...Odejdź. mierząc w twarz. Zripostował odruchowo środkiem brzeszczotu. gdy było trzeba. Ja też nie mogę inaczej. Umknął przed ciosem. ale nie zakłócił rytmu. Ty dokonałeś wyboru.. wyciągniętej w bok. odbił klingę lecącą ku jego skroni. Ty i ja. Kolej na mnie. Renfri odskoczyła. oszukałam cię. Geralt. Obrócił się jeszcze raz. Ból targnął nim. Geralt . Tylko miecz. przejechała mu ostrzem przez pierś. . a klinga Renfri ześliznęła się po ukośnej paradzie. próbując wytrącić jej broń.powtórzył. chrapliwie. z półobrotu. .. Ruszyła na niego lekkim. . tak że poczuł jej oddech. Jednym ostrym ruchem zerwała spódnicę z bioder. .Odejdź stąd. To był błąd.Wiem . Ledwie zdołał sparować to uderzenie. w ślad za nią. Odbiła jego ostrze i od razu. spódnica furknęła w powietrzu.Nie. unikając migocącej w błyskawicznych cięciach klingi. tkanina nawet go nie musnęła. Renfri. ja. wyprostowanej. szybko i zwinnie. krótkim cięciu. rozkołysanym krokiem. tam nie wpuści. znowu odskoczył. Obróciła się wraz z nim i z bliska.

Geralt schował miecz.Idź po wózek.Dotknij jej tylko. Nie krzyknęła. Krew wartkimi strumyczkami wypełniała jamki między kamieniami. całkiem nieżywa.czarodziej wyprostował się. .Zimno. błyskawicznie ciął ją z dołu. Spojrzał na wiedźmina. wsparty na posochu. samym końcem miecza. mi. na łosiowe buty.. Sztylet o bardzo wąskim ostrzu. wyglądał staro. . kogo wiedźmin nie znał. przez odsłonięte udo i pachwinę. bardzo staro. Geralt.Wierzyć się nie chce . a twoja głowa poleci na bruk. wpiła obie dłonie w przecięte udo... ..No. . wydobył go bardzo szybko. Nie odpowiedział. wymijając trupy. . nie doczekawszy się odpowiedzi schylił się nad ciałem.zasapał.przyklękając w wypadzie.. kuląc się jeszcze bardziej. do tej pory skrywany pod ciałem. . Trzeba zrobić sekcję. wszystko widziałem w krysztale. Nie odpowiedział. . Tłum wciśnięty w uliczki zafalował i zakrzyczał.. .Dzierzba..Widziałem.. . . w szoku! Sekcja to jedyny sposób.Co ty. Tylko jej dotknij. Po chwili będącej wiecznością wiedźmin uniósł głowę na odgłos stukającej o bruk różdżki Stregobora. Odwróciła głowę i znieruchomiała z policzkiem na bruku.jęknęła zwijając się w kłębek. Obejmij mnie. Geralt. Geralt . .Nie odchodź. Spomiędzy palców krew zatętniła jasnym strumieniem na ozdobny pas. Nie odpowiedział. Renfri jęknęła znowu. czarowniku . W powłóczystej czarnej szacie... Weźmiemy ją do wieży. pochylił się.Ale jatki . na brudny bruk.pokręcił głową. Padając na kolano i na bok puściła miecz. . .. wyśliznął się z jej martwiejących palców. Geralt nie odpowiedział. kogo wiedźmin nie znał. oszalałeś? Jesteś ranny. Podszedł bliżej. Ktoś.powiedział ktoś..Geralt. sięgnął do rękojeści miecza. Czarodziej zbliżał się pospiesznie.

Dość!!! . bardzo wolno. .Nie dotykaj jej! Stregobor. .Nie.krzyknął. Za nim drugi. przelatując tuż nad ramieniem Geralta. idziesz? Geralt nie odpowiedział. psiamać! Tłum zahuczał jak fala przyboju.W takim razie zabieraj się stąd. Stregobor wzruszył ramionami. wyprostowany. słyszysz.Koniec z tym.Jak chcesz . Chodź ze mną. . machnął laską. nie od razu. Ci ludzie niczego nie wiedzą..Precz. . odskoczył. ale Znak odpychał je na boki . wykonał nimi szybki gest. .Wracam do Koviru. .powiedział Caldemeyn. . dźwięknął o bruk. Wójt zbliżył się do niego.Nigdy. nie zostawaj tu. Schował miecz. uderzył posochem o bruk. uniósł obie dłonie.. nawet nie patrzył na niego. wiedźminie? . unikając wzroku wójta.Tak . .Dobrze! .czarodziej odwrócił się. A ty paskudnie zabijasz.rzekł wskazując szerokim gestem na rozrzucone po placyku nieruchome ciała .Jak chcesz! Ale nigdy nie będziesz wiedział! Nigdy nie będziesz miał pewności! Nigdy. nie zostanę ani dnia dłużej w tej dziurze.Twoja rana jest poważna? . odszedł szparkim krokiem.powiedział wiedźmin.Tak . ale kamienie przestały lecieć.mijały cel chroniony niewidzialnym obłym pancerzem. Wiedźmin stał nieruchomo. No. .Nie wracaj tu nigdy . rytmicznie postukując laską. Geralt. . co uważałeś za konieczne? .żeby stwierdzić. . Potem odwrócił się wolno. Wiedźmin obejrzał się. które wybrałeś? Czy już załatwiłeś. widząc wznoszoną klingę. Wiedźmin. . Z tłumu poleciał kamień.Czy to .już wszystko? Tak wygląda mniejsze zło. Tłum zaszumiał.odpowiedział Geralt z wysiłkiem.Geralt. widzieli tylko.ryknął Caldemeyn. . kamienie poleciały gęściej. . jak zabijasz. Stał jeszcze chwilę. .

Iola.GŁOS ROZSĄDKU 4 .Porozmawiajmy. Jest bezsilna. Nie wierzę w Melitele. Ty przecież milczysz z wyboru. świetlistą smugę na nocnym niebie.. bardziej wartościową istotą. Pytasz. wypowiadałaś zapewne jakieś życzenie. a ten z żelaza na ludzi. krótką. Nie. to krążące we mnie zimno. Pytasz. Jest ostrzejsze niż brzytwa. Możesz. Musi takie być. . w co wierzysz. ale istnieją i takie. Iola. ma swoją cenę. Potrzebuję tej rozmowy. nie zaprzeczaj. A ty mnie tu odnalazłaś. Tutaj. Widząc ją. co to meteoryt? To spadająca gwiazda. Zabawne. cenię i szanuję to. Trzeba za nie płacić. tak. że ten srebrny jest na potwory. Nie wolno mi wyjść z wprawy. oczywiście. że możesz. ale wyłącznie to. Chciałem. Usiądźmy. który spadając zarywa się w ziemię. Widzisz. by się rozruszać. że milczenie jest złotem. Metalu. Jak widzisz. które pochodzi z meteorytu. jaką płacisz. porozmawiajmy chwilę. twoją ofiarę. Iola. Nieżyczliwi mawiają. które mnie opada. Tobie jest łatwiej. Może. by wypalić z mięśni to paskudne. wziąć mój miecz do ręki. Bo twoja wiara i poświęcenie. W każdej wolnej chwili. To oczywiście nieprawda. jaki jest lekki? Nawet ty unosisz go bez trudu. w co w takim razie wierzę? Wierzę w miecz. A moja niewiara nie może nic. wredne drętwienie. które można ugodzić wyłącznie srebrnym ostrzem. też przyszedłem. skaleczysz się. Mówią. by wierzyć w bogów. Widziałaś pewnie nieraz spadającą gwiazdę. uczynią cię lepszą. Każdy wiedźmin ma dwa miecze. dla których zabójcze jest żelazo. nie wierzę też w istnienie innych bogów. Rozglądałem się za tobą. ty z milczenia uczyniłaś ofiarę dla twojej bogini. Dla mnie meteoryt jest tylko kawałem metalu. może był to dla ciebie kolejny powód. Są potwory. noszę dwa. ćwiczę często. ale cenię twój wybór. W każdym razie. Potrzebuję tej rozmowy. O tak. czy jest aż tyle warte. Nie wiem. A przynajmniej mogą cię taką uczynić. z którego można zrobić miecz. cena milczenia. przez kilka dni to ja próbowałem odnaleźć ciebie. Nie! Nie dotykaj ostrza.. nie każde żelazo. w najdalszy zakątek świątynnego parku.

którym owe bestie zagrażały. właśnie ten. Geralt z. Niewiele z niej zostało. Ale. a w Kaer Morhen już nikt nie mieszka. Gdy wyruszałem z Kaer Morhen. Tak. Hormony. kim jest Vesemir? Jest moim ojcem. że jestem potrzebny i pożyteczny. Uznano mnie więc za niezwykle odpornego gówniarza i wybrano do pewnych dalszych. Była taka warownia. przeżyłem. Koleżkowie trzymali ojca . Miałem też dwa miecze: srebrny i żelazny. Jest. Nie. Drobiazg.. Mój dom.. Jestem wiedźminem. Próba Traw. a moim zadaniem było chronić tych.. Geralt znikąd. zakażenie wirusem. Z tym było gorzej. a potem to co zwykle. Kaer Morhen. Tam produkowało się takich jak ja. Wiedźmińskie Siedliszcze. Miałem już mój medalion... był łysy i miał wyjątkowo brzydkie. Jako jedyny z tych. Nazywam się Geralt. Nikt oprócz Vesemira. Znacznie gorzej. o. Nie wiem nawet. Dość długo.. Już się tego nie robi. Oprócz mieczy niosłem jeszcze z sobą przekonanie. może trzynastoletnia. Potem uczono mnie różnych rzeczy. Dlaczego spoglądasz na mnie ze zdumieniem? Co w tym dziwnego? Każdy ma jakiegoś ojca. gdy stanę z nim oko w oko. Tylko Geralt. których do owych eksperymentów wybrano. I jeszcze raz. maruderami z jakiejś armii zatrzymał chłopski wóz i wyciągnął z tego wozu dziewczynkę. chorowałem bardzo krótko.. czy żyją. nie mogłem doczekać się chwili. motywację i. Napotkałem go na gościńcu.. Pytasz. a może nawet nie. A że nie jest moim prawdziwym ojcem. Wiarę w to. eksperymentów. Aż wreszcie nadszedł dzień. Bo świat. matki też nie. marzyłem o spotkaniu z moim pierwszym potworem. Jak to się mówi . Przeszedłem tam zwykłą mutację..skutek uboczny. I doczekałem się. jak widzisz.. Mało przeszkadza. bardziej skomplikowanych. Stamtąd pochodzę. popsute zęby. wiarę. w którym opuściłem Kaer Mor-hen i ruszyłem na szlak. I w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi. Moim jest Vesemir. Iola. zioła. miał jakoby być pełen potworów i bestii. cóż z tego? Prawdziwego nie znałem.. Iola. Mój pierwszy potwór.. I od nowa. Znak Szkoły Wilka. Do skutku.Ty mnie przecież w ogóle nie znasz. Od tamtego czasu mam białe włosy. gdzie do spółki z koleżkami potworami. zapał. Kaer Morhen. Pełny zanik pigmentu. to Kaer Morhen. Podobno zniosłem Zmiany nad podziw dobrze. Iola.

że dla niego również nadszedł taki czas. Szybko nauczyłem się jak. Z głodu. bym je omijał z daleka. że nadszedł czas. Tymczasem ojciec dziewczyny uciekł razem z maruderami. by się popisywać. przeraża. co żyło tylko po to. żyrytwa. z innych przyczyn. Naprawdę jej potrzebuję. takie. bym się nie mieszał do takich zajść. powiedziałbym. Czy wiesz. Ruszyłem na szlak nie po to. wyvern. złorzeczono i rzucano kamieniami. Podjechałem. Widzisz. odjeżdżałem. Łysy puścił smarkulę i rzucił się na mnie z toporem. ale by za pieniądze wykonywać zlecane mi prace. co to takiego prawdziwy mężczyzna. Podjeżdżałem do opłotków wsi. swego wybawcę. zatrzymywałem się pod palisadami osad i grodów. dla przyjemności. a łysy zdzierał z niej sukienkę i wrzeszczał. że koleżkowie łysego uciekli. Iola. w Kaer Morhen wbito mi do głowy. ale wytrzymały. a gdy się do niej zbliżyłem. by zabijać. Od tamtego czasu wtrącałem się w podobne historie już bardzo rzadko. Mantikora. a dziewczyna. mglak. szukałem orędzi przybijanych do słupów na rozstajnych drogach. nie bawił się w błędnego rycerza i nie wyręczał stróżów prawa. co wiedźmiński miecz może zrobić z człowieka. Na czym to ja stanąłem? Aha. A potem było zwykle jakieś uroczysko. Wydawało mi się to szalenie dowcipne. na moim pierwszym szlachetnym czynie.. nie ujechawszy nawet pięćdziesięciu mil od podnóża gór. To nie były specjalnie czyste cięcia. Szukałem wiadomości: "Wiedźmin potrzebny pilnie". Był bardzo powolny. dlaczego to zrobiłem? Chciałem. by poznała. po rękach. . Jeśli pluto. na którą poleciała większość krwi łysego. nekropolia lub ruiny. powodowane czyjąś chorobliwą wolą. ale bardzo. widząc. leśny wąwóz lub grota w górach pełna kości i śmierdząca padliną. porzygała się i dostała ataku histerii. spektakularne. Robiłem swoje. leszy. loch. I czekałem.. Uderzyłem go dwa razy. Jeśli miast tego ktoś wychodził i dawał mi zlecenie. A ja wmieszałem się jak kto głupi. a jej ojciec dziękował mi na kolanach. by dziewczyna zalawszy się łzami wdzięczności całowała mnie. Iola? Potrzebuję tej rozmowy. dopiero wtedy upadł. żagnica. Odwiedzałem miasta i twierdze. zemdlała ze strachu. wampir. I było coś.dziewczynki. . Nie nudzę cię. wykonywałem je. zsiadłem i powiedziałem łysemu.

zdaje się.. że wybieram mniejsze zło. ten dzieciak musiał urodzić się w maju. Iola. Bo Yennefer też urodziła się w Belleteyn. I trzymałem się go. Zwyczajnie. strzyga. Zwany także Rzeźnikiem z Blaviken. wtedy.. Nie ma żadnego kodeksu. Iola. I był taniec w ciemnościach i cięcie miecza. tam w Cintrze? Jak mogłem tak głupio ryzykować? Nie. zjadarka. Że należałoby posłuchać głosu rozsądku. Nenneke czuje to. Ja nigdy nie oglądam się za siebie.. A choćby i zwykły.. Moje przeznaczenie? Ono idzie za mną krok w krok. gigaskorpion. graveir. Bo było tak. Co mnie wtedy podkusiło. ale ja nigdy nie oglądam się za siebie. którzy maja jakieś kodeksy i kierują się nimi. że nie ma miejsca na żadne wątpliwości. szanuje się i poważa. jeżeli nie tego. co dyktuje doświadczenie.. Zawsze.. Wybrałem mniejsze..ghul. Popełniałem. gdzieś w okolicach święta Belleteyn. A do Cintry nie wrócę nigdy. wipper. wilkołak. Nie dotykaj mojej ręki. Pętla? Tak. Że należałoby powiedzieć sobie: "A co mnie to obchodzi. Nie. Posłuchać instynktu. Myślałem. I był strach i wstręt w oczach tego. Powinienem był posłuchać głosu rozsądku. Ja sobie swój wymyśliłem. Zwykłem niekiedy zasłaniać się kodeksem. Mniejsze zło! Jestem Geralt z Rivii. iż wydawałoby się. Ale trzymałem się zasad. Chodźmy już. Błędy? A jakże. Ha. byś zobaczyła. Możesz zobaczyć. Zmierzcha już. Takich. nie kodeksu. Nie posłuchałem. będę omijał Cintręjak gniazdo dżumy. Znam moje przeznaczenie. najzwyklejszy strach. zło. jeśli dobrze liczę. to nie moja sprawa. Kontakt może wyzwolić w tobie. Gdyby tak było w istocie. Nie.. które kręci mną jak wir.. Nie chcę wiedzieć. .. ja jestem wiedźminem". Nigdy nie ułożono żadnego wiedźmińskiego kodeksu. kto wręczał mi później zapłatę. nie i jeszcze raz nie. Ludzie to lubią. Nigdy tam nie wrócę. kikimora. Nie zawsze. A ja nie chcę. to mielibyśmy do czynienia z interesującym zbiegiem okoliczności.

.Dziękuję ci. Całkiem dobrze. Czuję się dobrze. Nie. że zechciałaś ze mną porozmawiać. Dziękuję ci. nic mi nie jest. Iola.

do czego jestem tu potrzebny? .Kasztelanie? . . na śliską krawędź drewnianej balii.Ubrać i zaprowadzić na ucztę.Tu jest odzienie .O wszystkim pomyśleliście. A we własnych butach nie mógłbym pójść? . panie . wyszedł z balii. W ustach czuł gorzki posmak mydła. wams. kasztelanie. pławiąc się w mydlinach. skrobnął jeszcze raz. z czystej maniery. Nóż.Dzięki. z głową odrzuconą do tyłu. . szorstkiego.powiedział Haxo. spodnie.Koszula. otrząsnął się. A tu buty. Włóżcie wams.KWESTIA CENY I Wiedźmin miał nóż na gardle. Piwa? . znacząc ceglaną podłogę śladami mokrych stóp. co mogło być nalewką na arcydzięgielu. zezując na pachołków. jakiego nabrał.Tu leżał mój sztylet. panie Geralt. panie Geralt? . tępy jak siedem nieszczęść. po co to wszystko? No. gacie. Geralt wstał.Ręcznik.pachołek zerknął ciekawie na jego medalion. do królowej.Nie. . .Przebrać.. z chrzęstem przesuwał się ku podbródkowi.Do mnie należy ubrać was. nieprzyjemnego ubrania na spęczniałej skórze psuł mu humor.Nie moja rzecz .. by pachołek wylał na niego cebrzyk wody. Leżał.powiedział Haxo. . chcieliście powiedzieć. . wylegując się w gorącej wodzie.. .. . .Chętnie. . Ubierał się powoli.Nie wiecie aby.. po czym otarł mu twarz kawałkiem lnianego płótna zmoczonym w czymś. . I ukryjcie pod nim wiedźmiński medalion. z miną artysty świadomego narodzin arcydzieła. skrobał go boleśnie po jabłku Adama. Dotyk obcego. pozwolił.Słucham was. Balwierz.

panie Geralt.Ale nie jedyny. zęby trafił się chłop na schwał. zasiądziecie po prawicy królowej. do czego królowej wiedźmin.Dlaczego akurat z nimi? . . Nasz król Roegner zmarł był jakiś czas temu od morowego powietrza. rozejrzał. Jest w bezpiecznym miejscu. z włosami rozpuszczonymi i rękoma wzniesionymi. . W połowie krużganka otaczającego mały. kroczący. Mówcie.Królewna Pavetta kończy piętnaście lat. to wasz herb. Powinniście to zapamiętać. W polu złotym niedźwiedź czarny. -A Czteroróg. nie napadają tak często jak na innych. kto ożeni się z królewną. z jakiej okazji ta uczta? . tak jak oba wasze miecze i cały dobytek. .powiedział poważnie Geralt. wskazując na haft na przedzie ubioru. . A to na wamsie. Jako honorowy gość.Jesteśmy sami. Kto. . siądzie na tronie. gdzie leży? . idzie się bez oręża. W Cintrze. . . . dokąd idziecie. Powiedzcie jeszcze.A właśnie .spytał. takie jest jej życzenie. to król. ktoś z gości może mieć hyzia na punkcie heraldyki. Królowa Calanthe chce ją wydać za kogoś ze Skellige.Dostatecznie daleko.rzekł Haxo. . jeśli nie wy? . tradycja nie pozwala na niewieście rządy. panie Haxo. obciągając na sobie ciasny purpurowy wams. pusty wewnętrzny dziedziniec Geralt zatrzymał się. Chodźmy już. Dobrze by było.Kasztelanie . Ten. Gotowiście? Możemy iść? .Co to jest? . To twardy naród. zapamiętam . Wiedźmin wzruszył ramionami.Możemy. Musicie coś wiedzieć. a królowa nie chce drugiego męża.Na tych. na nim panna w szacie błękitnej. Zależy nam na przymierzu z wyspiarzami. wedle zwyczaju zwalili się konkurenci do jej ręki.. ale co król. z którymi są w przymierzu. to się często zdarza.Ale już nie leży. Na czas uczty nazywacie się wielmożny Ravix z Czteroroga.Byłbym zapomniał. A takich trzeba szukać na wyspach.Istotny powód. Nasza pani Calanthe mądra jest i sprawiedliwa. Tam.rzekł półgłosem.Jasne.

kasztelanie . Idziemy. .Nie . Dziwiłem się tylko. garbate.A myślcie sobie. Uczta nie rozpoczynała się. nie chciałem was urazić.burknął Haxo.Kazali niczego wam nie mówić.Nie jesteście od dziwienia.Pojąłem.Haxo odwrócił głowę. co i wszystkim innym .Co? . jak dobrze poszukać. panie wiedźmin.. panie Geralt .Wybaczcie.naburmuszył się kasztelan.To się kupy nie trzyma. Cokolwiek ma być. .Do tego. . Idziemy na zaręczynową biesiadę. a i mantikora się znajdzie. to powiedziałem. ..Pleciecie. co chcecie . -Na zamku. I dobrze wam radzę. królowa Ca-lanthe nie zamieniła z wiedźminem ani słowa. Wielceście uprzejmi. Pojęliście? . Pytam. kolczaste jak jeż. znaczy. Mamy tu i wilkołaki.. I co ja mam tam robić? Czuwać. To i wiedźmin może się przydać. kasztelanie. panie Haxo. i bazyliszki. to zróbcie to bez zdziwienia i wahania.mruknął. taka sama. pomalować sobie rzyć niebieską farbką i powiesić się w sieni głową w dół jako kandelabr.I widzieć nie chcę. . że plotę.Nie kręćcie. panie Haxo. Mówią.Przestańcie się tedy dziwić . i to przebrany za błękitnego niedźwiedzia z rozpuszczonymi włosami. Prosiliście. żeby spod stołu nie wyskoczył garbus i nie zastękał? Bez broni? Wystrojony jak błazen? Eee. Inaczej mogą was spotkać nieliche przykrości. . brzęka łańcuchami. Straszy coś. kasztelanie. ceremonialnego pozdrowienia. zgłodniałem po tej kąpieli. a nawet wychylił się przez balustradę krużganka. jeśli królowa rozkaże wam rozdziać się do goła. Nocą po zamku łazi. .Wyście widzieli? . nadal naburmuszony. .Niedobrego coś się dzieje. Haxo też się rozejrzał. gdy powitała go jako "pana na Czterorogu".A co ma straszyć? Straszydło. . II Nie licząc zdawkowego. gromko zapowiadani przez herolda. . A wy.Haxo splunął. . do czego królowej wiedźmin na uczcie. Pojękuje i stęka w komnatach. . małe. -Cintra jest jak każdy jeden inny kraj. wciąż schodzili się biesiadnicy. .skrzywił się wiedźmin.

Sama wiesz. Chudy i wąsaty. Stawiam mój pas i miecz przeciwko starym łapciom. A za rok. pani.Rada wam jestem za przybycie.Calanthe uśmiechnęła się lekko. ale niezbyt przekonywająco.Biednyś. . . jak się poprawi.Baron Eylembert z Tigg! .Cóż. wzdłuż dłuższego boku stołu. królowo. Słyszałam. szturchając Drogodara. . Najwyraźniej przydomek barona zrośnięty był z nim trwałej niż rodowe nazwisko. zobaczysz. prostokątny. Trudno żyć samotnie.Witajcie nam. zwany Drogodarem. mógł pomieścić z górą czterdziestu chłopa. baronie. że jak czasu zeszłych żniw zdybała cię w stogu z dziewką. by jej w nocy plecy nie ziębły. a i baczyć. . jeśli pozwolisz. .Ejże. .kolorowi i różnobarwni rycerze z Cintry i okoliczni wasale. . jeden z pretendentów do ręki królewny.Kudkudak! .Wszakżeście żonaty..oznajmił Kudkudak i westchnął. Ale na uczcie zostać mogę? . Musisz ją lepiej karmić i hołubić. Kudkudaku.Twoja żona rzeczywiście jest słabiutka. jaka ta moja żona słabiutka i delikatna. książę Wind-halm. i nie dogoniła. panie Kudkudaku . siedząc na tronie z wysokim oparciem. nawijając lok włosów na palec. ale i szczęściarz z ciebie zarazem . pani. . zasiadali kasztelan Haxo i wojewoda o trudnym do zapamiętania nazwisku.żachnął się baron. . . ale jego żywe. W jego szczycie zajmowała miejsce Calanthe. rzucę okiem na królewnę. panie Kudkudaku . a teraz w naszych okolicach ospa panuje. . Dalej . .Stół był ogromny.Aluzję zrozumiałem. wesołe oczy i błądzący po ustach uśmieszek zaprzeczały czołobitności. Kudkudak posmętniał. to goniła cię z widłami niecałą milę.mruknęła Calanthe.Wesoło będzie. Dwa szczytowe krzesła po lewicy królowej pozostawały wolne.ponury i milczący rycerz Rainfarn i pozostający pod jego opieką pucołowaty dwunastolatek. .ogłosił herold.Calanthe uśmiechnęła się jeszcze milej.rzekła ceremonialnie królowa.I jam rad z zaproszenia .Eee . jak nam dobrze wiadomo.Rada będę. dostatnio odziany rycerz skłonił się nisko. po lewej siwowłosy bard z lutnią. Na prawo od Geralta. Za nimi siedzieli goście z księstwa Attre . że za rok będzie nawet po żałobie. . . Po jej prawej ręce zasiadał Geralt.

. ale. by uszczęśliwić wojownika. przepasani szarfami z kraciastej weł-.witać ponownie na moim zamku świetnego rycerza. . Ty. ucieszyłabym się nadzieją.Nie raz. . Wyspiarze wkroczyli dziarskim. tutaj. ukląkł przed królową na jedno kolano. kłoniąc rudą głową.Siadajcie. .rzekła Calanthe. pomiędzy . Gdyby nie to. nasz sławny skald. we czterech. dudniącym krokiem.Poselstwo ze Skellige! . piękna Calanthe . nierozkwitłym pączkiem.. że żywisz pogardę dla ożenku..Ale co. jest przyjacielem i doradcą króla Brana. mający u boku barczystego młodziana z rudą czupryną. ten oto Crach an Craite. ny.krzyknął herold. że piękna Calanthe z Cintry ukaże się im choć w oknie.odrzekł smagłolicy wyspiarz. by myśleć o trwałym związku. Prowadził ich żylasty wojownik o ciemnej twarzy i orlim nosie.Zbyt niebezpieczne jednak wiodę życie. Eist zajął wolne miejsce przy węższym końcu stołu.Kogóż jeszcze przywiodłeś. już solidnie zachrypnięty. gdy osiągnie wiek. . jaką pięknością stanie się królewna. skórzanych kubrakach obszytych foczym futrem.. Pozostali wyspiarze siedli razem po lewej. panie? . by wiedzieć. który.Wystarczy spojrzeć na ciebie. unosząc na królową błyszczące oczy.uśmiechnął się Eist Tuirseach. Pavetta jest młodziutką jeszcze pan-. w lśniących. jaki powinna mieć kobieta. Gdyby nie dobrze znany fakt.Wielki to zaszczyt . który przybył tu w tym właśnie celu. Tymczasem jednak o jej rękę winni ubiegać się młodzieńcy. lekko zarumieniona . że może przybywasz ubiegać się o moją Pavettę. rycerzu? . na.Niedaleko pada jabłko od jabłoni . .Oto waleczny druid Myszowór. oddzielony od królowej tylko pustym krzesłem i miejscem Drogodara. jak ja. Czyżby samotność jednak dokuczyła ci. płonąc nadzieją.. . błyskając bielą zębów. Trzydziestu żeglarzy ze Skellige czeka zaś na podwórcu. A to Draig Bon-Dhu. krzepki mężczyzna z miotłowatą brodą i dryblas z kobzą na plecach przyklękli obok Cracha an Craite.. Eist? Krępy. Tacy jak siostrzeniec naszego króla Brana. panie Tuirseach. jakim jest Eist Tuirseach ze Skellige. Wszyscy skłonili się przed królową. królowo. Grach. szlachetni goście.

pewnie nie jesteś interesującym partnerem przy stole. królowo. Pozostali goście czynili natomiast prawdziwe spustoszenie wśród pieczonych prosiąt. . . coraz bardziej nieskładne.Powiem ci. . konkrety. przerywając na moment ogryzanie kości. Calanthe poprawiła wąską złotą obręcz na popielatych. Streptu. Zacznijmy od grzeczności.Domyślam się. jakie zadanie można mieć dla wiedźmina? Co? Wykopanie studni? Załatanie dziury w . Calanthe prawie nie jadła.Po grzecznościach. ufryzowanych w loki włosach. z których najmniejszy był wielkości majowego chrabąszcza .Cóż. Rainfarn z Attre srogo strofował młodego księcia Windhalma.jak myślisz. .Jest. jakie zadanie masz dla mnie.Cóż to takiego? . Vissegerd. czego się domyślasz? . raz nawet dał mu po łapach za próbę sięgnięcia po dzban z jabłecznikiem. Rzadko kto zaprasza mnie na biesiady z czystej sympatii. gdy dowiem się. Pachołkowie. abyśmy mogli zamienić dyskretnie kilka słów.To mniej więcej wszyscy .powiedziała.powiedziała Calanthe. ryb i małży. Mam dla ciebie pracę do wykonania. na których wołano Pomrów. . . Czy jest jeszcze coś. uradował sąsiadów naśladowaniem gwizdu błotnego żółwia. trącając palcami naszyjnik ze szmaragdów. .Dookoła jest już dostatecznie głośno. Robiło się coraz weselej. niosąc półmiski i dzbany. królowo. Drogodar. ptactwa. obróciła się lekko w stronę Geralta zajętego kruszeniem skorupy wielkiego czerwonego raka ociężnika. wiedźminie . Marszałek klasnął w dłonie. Paszkot i Dzirżygórka. witani radosnym pomrukiem biesiadników.królowa przechyliła się w stronę marszałka. Kudkudak. brzdąkał dalej na lutni. . niechętnie trącała podawane kąski srebrnym widelcem.No. przełknąwszy coś w pośpiechu. . długim sznurem ruszyli ku stołowi. Wznoszono pierwsze toasty.To odwzajemniona radość. Zaczynamy. Cieszę się z poznania ciebie.Geralt . w czym przodował rudy Grach an Craite.marszałkiem Vissegerdem a trójką synów władyki .

I nigdy tego robił nie będę. kotlarzy i drwali. . A teraz mogę powiedzieć. która gdzieś w tutejszych lasach ma swoją kryjówkę.Domyślam się. są ci inni. O żagnicach i skolopendromorfach.Królowo . który zniknie potem ze sceny.jadąc do Cintry.Och . Mówili mi o zjadarce. którzy chcą temu przeszkodzić. A teraz odpowiem na twoje pytanie. zasługują na nauczkę. nie musząc przy tym stroić się w cudze piórka i herby. że przymierze ze Skellige. których jest tak wielu. że intryganci. .Ciekawam.rzekł Geralt spokojnie . którzy mają władzę. Ci inni. Pewnie. jakie król Vridank i piękna Cerro wypróbowali podczas nocy poślubnej? Sam chyba wiesz najlepiej.Tak. jest Cintrze potrzebne. sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej. by władca nie był w to zamieszany. . Możliwe też. by tę nauczkę dał im nie znany nikomu pan z Czteroroga. Ale ja nigdy nie zabijałem ludzi dla pieniędzy. Rudy Grach an Craite znalazł wdzięcznych słuchaczy do opowieści o bitwie nad Thwyth. Mylisz mój zawód z profesją najemnego mordercy. że jak wielu innych. Nie pierwszy raz wzywany jestem na dwór. Geralt. w dobrej czy złej sprawie. . Wspominali o przerazie gnieżdżącej się w górach. nachylona swobodnie w kierunku brzdąkającego na lutni Drogodara.dachu? Utkanie gobelinu przedstawiającego wszystkie pozycje. Nakreśliwszy na stole mapę za pomocą kości z mięsem zamaczanej w sosie. nie wątpię. czego się domyślam. to ci. które mógłby wykonać wiedźmin. krasnoludów domokrążców. zawarte przez małżeństwo twojej córki. mylisz mój zawód z całkiem inną profesją. niezależnie. . jak dobrze poszukać.A kimże. i to w taki sposób. . Atmosfera przy stole ożywiała się w miarę jak ubywało piwa. a z którymi byłeś łaskaw zrównać mnie pod względem ignorancji? I z jaką to profesją mylą twój zawód owi głupcy? . Tyle zadań. spotykałem wieśniaków. na czym polega twoja profesja.Królowo.Calanthe. wiem. których jest tak wielu. że byłoby najlepiej. . Podobno znajdzie się i mantikora. na którym problemy władcy wymagają szybkich ciosów miecza. .Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. kupców. domek na pazurzastym kurzym trójnogu. królowo.

nanosił na nią sytuację taktyczną. że ptak. mistrzostwem. To tylko kwestia ceny. który bez cienia szacunku czy chociażby zwykłej grzeczności demaskuje moje intrygi i niecne. wrzeszcząc głośno. wykonujesz swoją pracę i bierzesz zapłatę. Geralt. Angażowanie cię do tak prostych i banalnych spraw.Królowie . Loch. Rozpalone kleszcze.Calanthe uśmiechnęła się. a drugich kupują. tańszymi rękami. Trucizna. robiąc efektowną pauzę. i już ma się zapewnione łamanie kołem. a znasz królów. ale oczy miała zmrużone i złe. zagdakał nagle jak najprawdziwsza kwoka. Niejeden nie zapomni ci takich słów. Rzadko który z nich zniesie spokojnie słowa takie jak: "Nie". Zgadzasz się z tym? Ach. budząc powszechną wesołość wśród biesiadników. że każdego można kupić. że mają różne środki. wystarczy takiemu przerwać. Kudkudak.BRAAAK! Ghaaa-braaak! . dostał się jakoś z dziedzińca na salę. którzy mają władzę. los pokarał mnie nazbyt domyślnym wiedźminem . Czy jednak fascynacja moją urodą i ujmującą osobowością nie przyćmiły przypadkiem twojego rozsądku? Nigdy więcej tego nie rób. drwiąc z jej czujności.dzielą ludzi na dwie kategorie. byłoby trwonieniem pieniędzy. niepotrzebnie pytam. Sztylet. . Przecież jesteś wiedźminem. Geralt. Jednym rozkazują.zaryczał nagle Kudkudak. Geralt nie przerywał i niczego nie wtrącał. "Nie będę" czy "Nigdy". . . że cena twoich usług nie jest mała. tysiące sposobów. Geralt nie wiedział jakiego. Hołdują bowiem starej i banalnej prawdzie. przekonanej. jak intrygi pałacowe czy morderstwa. Dziadowie na jarmarkach wyśpiewują o czynach białowłosego wiedźmina z Rivii. Każdego.Wiedźminem. jakością wykonania. zdobywając huczny aplauz za imitację odgłosów kolejnego zwierzęcia. Królowa złożyła razem białe.Tak oto. wiesz. związana ze stopniem trudności zadania. wąskie dłonie i lekko oparła na nich usta. Również kwestia ceny to w twoim przypadku rzecz oczywista. ale . to mogę założyć. lub wtrącać niestosowne uwagi. w odniesieniu do ciebie słowo "kupić" traci swój pogardliwy wydźwięk. Także z twoją sławą. Nie odzywaj się w taki sposób do tych. po które sięgają królowie zwykli mścić swoją urażoną dumę. Są setki. Nie uwierzysz. . jak łatwo jest urazić dumę niektórych władców. Można to załatwić innymi. dowodząc celności swego przezwiska. Mało tego. Jeśli chociaż połowa z tego jest prawdą. zbrodnicze plany. Geralt. a konsternację wśród służby.podjęła Calanthe . gdy mówi.

Zaczyna mi brakować twoich celnych uwag i domyślnych komentarzy. . Jesteśmy na uczcie. przymknęła oczy. dostrzegając spokojne. co słyszała. Trudno mi było go przekonać. jadowicie zielone spojrzenie królowej.Powtarzam więc . królowo. . nadając ustom pozór miłego uśmiechu. Odwrócił głowę.Cóż.powiedziała Calanthe. Drogodar.Jestem tedy zaszczycony i dumny. ojczyma.Geralt lekko skłonił głowę .Ach. wszyscy chcemy dobrze się bawić. mogąc siedzieć obok ciebie. pod względem mądrości. wiedźminów.Również inni władcy. królowo . Zabaw mnie. Zeszłej zimy książę Hrobarik. Zdałby się też jeden z drugim komplement. Można wszak było posadzić tu kogoś znacznie bardziej odpowiedniego. pani Calanthe. Każdego. że do tego potrzebny jest wielki łowczy. Pewien władyka uraził kiedyś . jak wiele. próbował wynająć mnie do szukania ślicznotki. .niewątpliwie jestem mało interesującym partnerem za stołem.rzekł wiedźmin . że właśnie mnie wyróżniłaś zaszczytem zajmowania tego miejsca. a ty milczysz. gestem zabraniając pachołkowi dolewać do swojego pucharu. Nadziwić się nie mogę. Głównie szło im o banalne pozbawienie życia pasierba. . nie chce wykorzystywać mnie do banalnych spraw. a nie wiedźmin. uciekła z balu. nie cofali się przed proponowaniem mi banalnych zadań. mów . pani. Kolejność dowolna. . Królowa słuchała z zagadkowym uśmiechem. z opuszczoną głową i twarzą niewidoczną zza zasłony siwych włosów opadających na ręce i instrument. nie będąc tak łaskawy. stryja. Byli zdania. Wystarczyło tylko komuś rozkazać lub kogoś kupić.Calanthe odchyliła głowę do tyłu. Nie uwierzysz. To tylko kwestia ceny. macochy.że nie posiadam się z dumy. gubiąc pantofelek.Ja mówię. ciotki. kogo byś zapragnęła. hołd czy też zapewnienie o posłuszeństwie. że królowa raczyła słyszeć o mnie i że na podstawie tego.Mów. która mając dość jego ordynarnych zalotów. trudno zliczyć. że to ja siedzę obok królowej Calanthe z Cintry. której urodę przewyższa tylko jej mądrość. brzdąkał cicho na lutni. ustępujący tobie. . Za równie wielki zaszczyt uważam. Geralt . . że to tylko kwestia ceny. Uśmiech królowej mógł oznaczać wszystko. Duma zaś ogromnie wiele znaczy dla nas.nie chciałby nigdy czegoś takiego napotkać.

Tylko ślepiec lub chory na umyśle nie korzysta z manewru w takiej sytuacji! . .Siedź na rzyci i milcz. otrzepując wąsy i przód kaftana z piwnej piany. Draigu Bon-Dhu.ryknął Crach an Craite. unosząc na moment wzrok ku sklepieniu w niemej rezygnacji.zawołał Eist Tuirseach. matko moja . Kudkudak.dumę wiedźmina propozycją pracy. .Geralt . znacząc twarze i tuniki sąsiadów kropelkami sosu. poprowadził grubą krechę dookoła formacji narysowanej przez Cracha an Craite. Nadmij no swoje dudy i uraduj nasze uszy porządną. Ale skinęła przyzwalająco. więcej skupienia i powagi wymaga słuchanie waszej pięknej. Wszyscy komentujący potem to zdarzenie zgodnie twierdzili. .Błąd i nieudolność! .Dosyć tych kłótni. Jeden z braci ze Streptu.Kto cię pyta. nie licującą z honorem i wiedźmińskim kodeksem. bo cię zdzielę tą kością! . gówniarzu? . zadarł głowę i przeszywająco zawył w wielce udatnym naśladownictwie wilczycy w czasie rui. ani drugim. chciał powstrzymać wiedźmina przed opuszczeniem swojego kasztelu. -Myliłeś się. waląc kością o stół. dostojna Calanthe! . acz cichej gędźby. na skrzydło. .szepnęła królowa do Geralta.zawołał. przerywając konwersację z Vissegerdem. Crach . Co więcej. nie przyjął do wiadomości grzecznej odmowy. Za twoim pozwoleniem. uśmiechając się wcale naturalnie i życzliwie. że nie był to najlepszy z pomysłów tego władyki.Zamknij pysk. panie Drogodar! Szkoda waszego talentu! Zaiste.powiedziała Calanthe po chwili milczenia.Nie należało tak czynić! Tu. trzeba było skierować konnicę i uderzyć z flanki! . . zamoczywszy palec w piwie. . Hejże. Psy z dziedzińca i całej okolicy zawtórowały wyciem.I osłabić środek? Kluczową pozycję? Niedorzeczność! . bodajże Dzirżygórka.Sam jesteś gówniarz! . przestań żreć i żłopać! Nikomu za tym stołem nie zaimponujesz ani jednym. Jesteś bardzo interesującym partnerem przy stole. .Tak jest! Słusznie! . wojacką muzyką.O.krzyknął Windhalm z Attre.Ha! .

a my. że wy. że śpiewa się o mnie pieśni. nienasyceni i chciwi. by wykonać zadanie. że wówczas biliśmy się o pieniądze. wyznam ci. to ciekawa kasta. Albo że się uśmiechniesz. . że jesteś tu. .Zagraj nam pieśń o bitwie pod Chociebużem! Ta nie dostarczy nam przynajmniej wątpliwości co do taktycznych posunięć dowódców! Ani co do tego. . siedzę dumna jak paw. kto okrył się tam nieśmiertelną sławą! Zdrowie bohaterskiej Calanthe z Cintry! . banalne trzy tysiące trupów rozdziobanych przez kruki. Banalny powód. Mówiono mi. Biesiadnicy podjęli pieśń. I wykonasz je bez mędrkowania. barbarzyńskiej muzyki. Geralt nie uśmiechnął się lekceważąco i paskudnie. modulowanym jękiem. wzbudziłeś moje zainteresowanie. Milczał nadal. niewątpliwie urzeczony myślą o wciągnięciu wydobywających się z jego wnętrza przerażających tonów do swego repertuaru. Nie? Tym lepiej. Teraz wierzę. wyruszyliśmy w pole. zamiast im na to pozwolić.zamiast się wstydzić.moja pierwsza bitwa. Przy uderzeniu wydajecie dźwięk. Dudy Draiga Bon-Dhu wydały z siebie złowrogie buczenie.że coś powiesz. zdając się poświęcać" całą uwagę wyłącznie bażanciemu udku .Myślałam . Geralt milczał. Nie zmienia to jednak w niczym faktu. nie ulepiono z ptasiego gówna. nie bardzo wierzyłam. pełnego szczęścia i życzliwości.Calanthe przyjęła podane przez Drogodara udko bażanta i zaczęła je wdzięcznie ogryzać.Zdrowie! Chwała! . że wykuto was ze stali. Kudkudak chciwie wpatrywał się w wór z koziej skóry.mruknęła królowa.Jak mówiłam. świadczący.powiedziała Calanthe.Kontynuujmy . Nawet jeżeli do tak okropnej. I spójrz tylko . Chociaż lękam się wzbudzić oburzenie i pogardę dumnego wiedźmina.Chociebuż . patrząc na Geralta . wiedźmini. uniesieniem pustego pucharu odpowiadając na toasty wznoszone jak stół długi. potem zaś buchnęły straszliwym.rzekł Eist.ryczeli goście. . chociaż miał wielką ochotę. Czy naszą umowę mogę uważać za zawartą? . które płaciły nam daniny. przeciągłym. . Znowu przywołała na twarz parodię uśmiechu.. Wróg palił bowiem wsie.Draigu Bon-Dhu . to jest tłukąc czym popadło o stół. wybijając rytm. banalna bitwa. spełniając puchary i gliniane czarki.

królowo. nie sposób było jednak stwierdzić. żeby Crach an Craite się spił.Królowo . . Dudarz. czy była to imitacja kolejnego zwierzęcia. Geralt' nie przestawał się dziwić. . zniknął w ciemnej galeryjce. Geralt.powiedział . Kudkudak wydawał gromkie odgłosy. ale najwyższa pora. że mylę twój zawód z profesją najemnego zbira. byśmy ujrzeli królewnę Pavettę.Masz rację.Rzeczywiście.Co tu jest niejasnego? Przecież od razu wszystkiego się domyśliłeś. Biesiadnicy nagrodzili go chaotyczną. Ale znasz moją zasadę: najpierw obowiązki. Nie lękaj się. po czym z nowym zapałem poświęcili się niszczeniu zapasów jadła i picia. Geralt. Eist .Niejasnych zadań . dla których cały czas poświęcasz wyłącznie panu z-Czteroroga. . nie powinien się dziwić. czy próba ulżenia przeładowanemu żołądkowi.rzekł sucho wiedźmin . Eist Tuirseach nachylił się daleko przez stół. że plany te są zagrożone. A chwila ta jest bliska. . zakończył swój koncert. I równie mało w niej przyjemnych nut. rozpamiętywaniu przebiegu rozmaitych bitew i nieprzyzwoitym żartom o niewiastach. jeśli ktoś zabija ludzi równie wprawnie jak ty. również się nie pomyliłeś. chociaż i nie dla pieniędzy. Na co czekamy? Chyba nie na to. Twoja sława wyprzedza cię. skinęła na kasztelana. Haxo wstał bez słowa. Ale tu skończyła się twoja domyślność.nie da się jasno wykonać. że zaliczam się do tych niewielu władców. Przyjmij do wiadomości. Z drugiej strony. aby to zagrożenie wyeliminować. którzy wiedzą dokładnie. że tak wielu przypisuje mu profesjonalizm w tej dziedzinie. Supozycja. wrzaskliwą owacją. Panie Haxo! Uniosła dłoń. ani w tym. a jest ona głośniejsza od przeklętej kobzy Draiga Bon-Dhu. choć nie mógł słyszeć słów królowej. jak zwykle. jak bogaty był arsenał jej uśmiechów. że jesteś mi potrzebny. mam plany odnośnie przymierza ze Skellige i co do małżeństwa mojej córki Pavetty. skłonił się i szybko pobiegł po schodach. potem przyjemności.. W przypuszczeniu. poświęcę czas i tobie. Rzeczywiście. wielce mnie ubodła. czym zajmują się wiedźmini i do -czego należy ich angażować. Królowa znów . mam z wielmożnym Ravixem niezwykle ważne sprawy do omówienia.Calanthe uśmiechnęła się ciepło.istnieją zapewne ważne powody.

ziarnka kaszy i czerwonawe fragmenciki skorupy ociężnika poruszały się szybko jak mrówki. na dębowej desce stołu. Tworzyły runy. upuszczał okruszynki.odwróciła się do wiedź-mina. Druid opuścił powieki. Nadstaw zatem uszu. Załóżmy więc. okruchy. że wybieram formę płatnej usługi. Geralt. Myszowór czekał. Chcę osiągnąć to. nie spuszczając z niego wzroku. mój drogi. Prawda. nad konsekwencjami nieposłuszeństwa nie uważam za celowe się rozwodzić.na moment . Geralt spojrzał w dół.Słyszałeś? Rozprawiamy zbyt długo. że to ogromna różnica? . . Runy połączyły się . nie powinieneś. Co do ciebie. Jasne? . Rozkaz. Żadnych innych rozwiązań być nie może. Włosy miała identycznego koloru jak matka - .zawołał herold. napotkał czarne. Druid ze Skellige. . na czym ta usługa ma polegać? . Posłuszeństwo. obracając głowy w stronę schodów. będzie hojnie nagrodzone.Wytężaj więc bardziej uwagę. bo postanowiłam nie urażać twojej wiedźmińskiej dumy. Albo możesz wyświadczyć mi płatną usługę. z opuszczoną głową. Jeśli Pavetta przestała już mizdrzyć się przed zwierciadłem. jakimi środkami mi go zapewnisz. To twoja sprawa. Co innego. z kamienną twarzą zmiótł okruszki ze stołu. .. bo powtarzać nie będę. nie spuszczając z wiedźmina wzroku.w słowo. to masz wybór. Różnica.W miarę. kruszył jak gdyby w zamyśleniu trzymany w dłoni kawałek chleba. że kupowanemu płaci się według własnego widzimisię. Geralt ledwie dostrzegalnie kiwnął głową. przenikliwe spojrzenie Myszowora. Królewna schodziła wolno. kiedy mówię do ciebie. i owszem. co sobie zamierzyłam. to zaraz tu będzie. Nic więcej. że nie powiedziałam: "Mogę cię kupić". Poprzedzana przez kasztelana i jasnowłosego pazia w szkarłatnym kubraczku. Powinienem jednak chyba wiedzieć. . Zauważ. a co ty w miarę trafnie odgadłeś.. musi być konkretny i jednoznaczny. ma się rozumieć. W pytanie. Interesuje mnie efekt.Ogrom tej różnicy uniknął jakoś mojej uwadze. Możesz zostać zmuszony do działania moim rozkazem. Przed nim. świadczący usługę sam określa jej cenę. unosząc głowę.Nie. jeśli mowa o płatnej usłudze.Szlachetni panowie! .Pavetta z Cintry! Goście ucichli. polega na tym.

ale nosiła je splecione w dwa grube warkocze. . . Moja córka powinna poślubić odpowiednią osobę.Przeznaczenie. Aż mi jej trochę szkoda dla tego rudego kloca. by odpowiadała więcej niż jednym słowem. biedny wiedźmin.Cóż może być silniejsze od twojej woli? . jej uroda zrobiła wrażenie na biesiadnikach .Ja mam to zapewnić? Czy aby tak się stało. Rycerski wyspiarz natychmiast zadbał o jej puchar i zabawił rozmową. Windhalm z Attre także pożerał królewnę wzrokiem. który musisz mi zapewnić. bo to jest moja córka.popielatoszare. najwyraźniej rada z efektu.Aha. Cała moja nadzieja w tym. Niewątpliwie. Geralt nie dostrzegł. Słuchasz mnie. Wszak to ta sama krew. mam stawić czoło przeznaczeniu silniejszemu od królewskiej woli. Eskortowana przez pazia. .Crach an Craite zaprzestał wrzasków. Ge-rait? Cintra musi sprzymierzyć się ze Skellige. ściskającego na biodrach długą srebrnobłękitną suknię. mieniąc się różnymi odcieniami czerwieni.I co powiesz. bez fałszywej skromności.Aha . bo wymaga tego interes państwa. W podejrzanym skupieniu studiowali drobną twarz dziewczynki również Kudkudak i bracia ze Streptu. To właśnie jest efekt. Cracha. .powiedziała cicho Calanthe. Oprócz diademika z misternie rzeźbioną gemmą i paska z drobniutkich złotych ogniwek. że może ze szczeniaka wyrośnie ktoś klasy Eista Tuirseach. królewna zajęła wolne krzesło pomiędzy Drogoda-rem a Eistem Tuirseach. Wiedźmin walczący z przeznaczeniem! Cóż za ironia.Co tu jest ironią? . Pavetta nie nosiła żadnych ozdób. sięgające poniżej pasa. że nie wystarczy. herolda. jakie sypnęły się ku niej z różnych punktów stołu. królowo? . jak gdyby już tylko kilka ziarenek piasku w klepsydrze dzieliło go od pokładzin. zapominając nawet o kuflu piwa. Oczy miała stale spuszczone. . w milczeniu gapił się na Pa-vettę. A zatem ja. . nie wystarczy twoja wola. nawet podczas hałaśliwych toastów.Sprawy mogą potoczyć się tak. przykryte długimi rzęsami. Geralt? Dziewczyna wdała się w matkę. cały czas. kasztelana i Visse-gerda.

.Calanthe odwróciła głowę. Prawie natychmiast natrafił na miecz. Zjedz coś. Zastanawia mnie.Gdyby graniczyła z możliwością .poradziłabym sobie z tym sama. Lepiej.Jak powiedziałaś. kiedy ktoś każe mi powtarzać. czego zażądasz. . czy przed każdą robotą. co wcześniej mówiłem o zabijaniu ludzi. Królowo. byś miał pewną rękę.Zdaję . zdajesz sobie oczywiście sprawę. że niemała. Geralt. że usługa. Chcę. której się imasz. której żądasz. Wojewoda o trudnym .pomijając już to.Ani słowa więcej. Przestań mędrkować.Potrzebny jest jeszcze wiedźmin trzymający rękojeść. to tylko kwestia ceny. płasko przytwierdzony do obitego kurdybanem oparcia. gdy stawiam pytania.powiedział cicho .Dam.Tak. coraz bardziej przypominają te. czego zażądasz. jaką wiedli Eist.Królowo. królowo? . Usłuchał. Królowa włączyła się do rozmowy. wiedźminie.Lepiej. Odpowiadaj. . Vissegerd i Myszowór przy milczącym i sennym udziale Pavetty. nie potrzebowałabym sławnego Geralta z Rivii. co graniczy z niemożliwością. graniczy z niemożliwością. Patrzą na nas. wypij. których oczekuję.wycedziła Calanthe zza uśmiechniętych warg . Do cholery. Domyślam się. Byle nie za dużo. o którym mówiłam. Zapewnisz mi efekt. próbujesz zniechęcić zleceniodawcę równie usilnie jak mnie? Czas ucieka. zadbałam o to. .Mniejsza z tym. . Porozmawiaj chwilę z kasztelanem. Na dobrze mu znany miecz. w twoim wiedźmińskim cenniku musi figurować cena za to.Królowo . Jak widzisz. Zbyt długo już spiskujemy. Drogodar odłożył lutnię i nadrabiał opóźnienia w jedzeniu. że na przeznaczenie nie wystarczy miecza? . tak lub nie? . Wszystko jest do załatwienia.. wygląda na to.. Haxo nie był rozmowny. a Eist robi się zły. A teraz wyciągnij dyskretnie lewą rękę i pomacaj za oparciem mojego tronu. Twoje odpowiedzi są już znacznie bliższe ideału. Nie lubię. . . Geralt. Geralt wsunął dłoń pod żółto-niebieskie udrapowanie. . a dam ci to.

spytał grzecznie. czarno i niebiesko szmelcowany napierśnik zachodził na segmentowany fartuch i krótkie ochraniacze na udach. Nadchodząca postać zakuta była w zbroję z kombinacji żelaznych blach i trawionej w wosku skóry. wysłuchał meldunku. Marszałek. Wojewoda nie zadawał więcej pytań. W halli rozległy się ciężkie. ale okruszynki na stole nie poruszyły się więcej. Trzeci. wyglądało. wyciągniętą w kształt psiego pyska. któremu obiły się widać o uszy sprawy i problemy Czteroroga. królowa spojrzała na niego ostro. brzęczące metalem kroki. Zgromadzeni w końcu stołu młodsi i mniej ważni komesi. graniasty. Marszałek skłonił się. stanął za tronem i nachylając się nisko. że Myszowór poruszył się niespokojnie i spojrzał na Pavettę -królewna siedziała nieruchomo. stając nieruchomo na wprost tronu. Dojrzał jednak. Kędzierzawy pachołek i kapitan straży w złoto-niebieskich barwach Cintry podbiegli do Vissegerda. wymruczał coś do królowej. czy żart został dobrze odebrany. bez słowa pacnęła otwartą dłonią w oparcie tronu. jakie narzucił Draig Bon-Dhu. że tak. dziwny gość zbliżył się do stołu. zaintonowali fałszywie znaną piosenkę o rogatym koziołeczku i mściwej. odpowiedziała krótko. Nie był pewien. zmarszczony. . wyszedł z tej próby bez najmniejszego szwanku. opuściwszy głowę. Geralt nie dosłyszał. że znacznie lepiej od ogierów. najmłodszy. przekazał rozkaz kapitanowi straży. Wypukły. Oczy Myszowora wciąż szukały kontaktu z oczami wiedźmina. Skald. Geralt odpowiedział. czy klacze dobrze się źrebią. Chrzęszcząc i zgrzytając. Vissegerd nachylił się jeszcze bardziej. jednym słowem. był już nie do użytku po próbie dotrzymania tempa w piciu. zaszeptał. była usiana kolcami jak łupina kasztana. Calanthe rzuciła szybko okiem na Geralta. Wszyscy unieśli i obrócili głowy. Crach an Craite coraz bardziej zaprzyjaźniał się z dwoma braćmi ze Streptu. Pancerne naramienniki jeżyły się od ostrych. pozbawionej poczucia humoru babuleńce. podochoceni. przebijając się poprzez gwar u stołu. stalowych cierni. co to był za rozkaz. wstał.do zapamiętania nazwisku. również przyłbica z gęsto kratowaną zasłoną.

- Dostojna królowo, szlachetni panowie - przemówił przybysz zza zasłony hełmu, wykonując sztywny ukłon. -Wybaczcie, że zakłócam uroczystą ucztę. Jestem Jeż z Erlenwaldu. - Witaj nam, Jeżu z Erlenwaldu - powiedziała wolno Calanthe. - I zajmij miejsce za stołem. W Cintrze radzi jesteśmy każdemu gościowi. - Dziękuję, królowo - Jeż z Erlenwaldu skłonił się jeszcze raz, dotknął piersi pięścią w żelaznej rękawicy. - Nie przybywam jednak do Cintry jako gość, lecz ze sprawą ważną, a nie cierpiącą zwłoki. Jeśli królowa Calanthe zezwoli, wyłożę moją sprawę natychmiast, nie marnując waszego czasu. - Jeżu z Erlenwaldu - rzekła ostro królowa. - Chwalebna troska o nasz czas nie usprawiedliwia braku szacunku. A takim jest przemawianie do mnie zza żelaznego rzeszota. Zdejm zatem hełm. Zniesiemy jakoś stratę czasu, jaki zabierze ci ta czynność. - Moja twarz, królowo, musi na razie pozostać zakrytą. Za twoim przyzwoleniem. Po zebranych przebiegł gniewny szmer, pomruk, akcentowany tu i ówdzie zmielonym w zębach przekleństwem. Myszowór, pochylając głowę, bezgłośnie poruszył wargami. Wiedźmin wyczuł, jak zaklęcie na sekundę naelektryzowało powietrze, jak poruszyło jego medalionem. Calanthe patrzyła na Jeża, mrużąc oczy i postukując palcami po oparciu tronu. - Przyzwalam - rzekła wreszcie. - Chcąc wierzyć, że powód, jaki tobą kieruje, jest dostatecznie ważny. Mów zatem, co cię sprowadza, Jeżu bez twarzy. - Dzięki za przyzwolenie - powiedział przybysz. - Nie mogąc jednak znieść posądzenia o brak szacunku, wyjaśniam, że chodzi o ślub rycerski. Nie wolno mi odkrywać twarzy przed wybiciem północy. Królowa niedbałym uniesieniem dłoni potwierdziła, że akceptuje wyjaśnienie. Jeż postąpił do przodu, chrzęszcząc kolczastym pancerzem. - Lat temu piętnaście - oznajmił głośno - twój małżonek, pani Calanthe, król Roegner, pobłądził był na łowach w Erlenwaldzie. Klucząc po wertepach, spadł z konia do jaru i zwichnął nogę. Leżał na dnie wąwozu i wołał pomocy, a odpowiadał mu jeno syk żmij i wycie zbliżających się wilkołaków. Zginąłby niezawodnie, gdyby nie pomoc, jaką mu okazano.

- Wiem, że tak było - potwierdziła królowa. - Jeśli i ty to wiesz, domyślam się, że byłeś tym, kto mu tę pomoc okazał. - Tak. Tylko dzięki mnie powrócił cało i zdrowo do zamku. Do ciebie, pani. - Winnam ci zatem wdzięczność, Jeżu z Erlenwaldu. Wdzięczności tej nie umniejsza fakt, że Roegner, pan mego serca i łoża, odszedł był już z tego świata. Rada bym zapytać, w jaki sposób mogłabym ci tę wdzięczność okazać, lękam się jednak, że szlachetnego rycerza, składającego rycerskie ślubowania, kierującego się we wszystkich postępkach prawem rycerskim, takie pytanie może obrazić. Zakładałoby bowiem, że pomoc, jakiej udzieliłeś królowi, nie była bezinteresowna. - Dobrze wiesz, królowo, że nie była bezinteresowna. Wiesz także, że właśnie przychodzę po nagrodę, obiecaną mi przez króla za uratowanie mu życia. - Ach, tak? - Calanthe uśmiechnęła się, ale w jej oczach zapełgały zielone ogniki. - Znalazłeś więc króla na dnie jaru, bezbronnego, rannego, wydanego na pastwę żmij i potworów. I dopiero wówczas, gdy obiecał ci nagrodę, pospieszyłeś mu z ratunkiem? A gdyby nie chciał lub nie mógł obiecać ci nagrody, zostawiłbyś go tam, a ja do dzisiaj nie wiedziałabym, gdzie bieleją jego kości? Ach, jak szlachetnie. Bez ochyby, twoim postępowaniem kierowało wówczas jakieś szczególne rycerskie ślubowanie. Szmer wśród zgromadzonych przybrał na sile. - I dzisiaj przybywasz po swoją nagrodę, Jeżu? - ciągnęła królowa, uśmiechając się coraz bardziej złowieszczo. - Po piętnastu latach? Liczysz pewnie na odsetki od sumy, jakie narosły przez ten czas? Tu nie jest krasnoludzki bank, Jeżu. Powiadasz, nagrodę obiecał ci Roegner? Cóż, trudno będzie go tu ściągnąć, żeby się wypłacił. Prościej będzie chyba posłać ciebie do niego, w zaświaty. Tam się dogadacie, co kto komu winien. Zbyt kochałam mego małżonka, Jeżu, by móc przestać myśleć o tym, że mogłam utracić go już wówczas, piętnaście lat temu, gdyby nie zechciał się z tobą targować. Myśl o tym budzi u mnie niezbyt sympatyczne uczucia do twojej osoby. Zamaskowany przybyszu, czy wiesz, że w tej chwili tu, w Cintrze, na moim zamku i w mojej mocy, jesteś równie bezradny i bliski śmierci jak Roegner, wtedy na dnie wąwozu? Cóż mi zaproponujesz, jaką cenę, jaką nagrodę, jeżeli ci obiecam, że wyjdziesz stąd żywy?

Medalion na szyi Geralta zadrgał, zawibrował. Wiedź-min rzucił szybkie spojrzenie na Myszowora, napotkał jego przenikliwy, wyraźnie zaniepokojony wzrok. Pokręcił lekko głową, uniósł pytająco brwi. Druid zaprzeczył również, ledwie dostrzegalnym ruchem kędzierzawej brody wskazał na Jeża. Geralt nie był pewien. - Twoje słowa, królowo - zawołał Jeż - obliczone są na to, by mnie zastraszyć. I na to, by wzbudzić gniew zebranych tutaj szlachetnych panów. Pogardę twej urodziwej córki Pavetty. A nade wszystko, twoje słowa nie są prawdziwe. I dobrze o tym wiesz! - Innymi słowy, kłamię jak pies. - Na ustach Calanthe wypełzł bardzo nieładny grymas. - Dobrze wiesz, królowo - ciągnął niewzruszenie przybysz - co wydarzyło się wówczas w Erlenwaldzie. Wiesz, że uratowany Roegner sam, z własnej woli, zaprzysiągł dać mi to, czego tylko zażądam. Wzywam wszystkich na świadków tego, co teraz powiem! Kiedy król, wyratowany ze złej przygody, odprowadzony w pobliże swego orszaku, po raz wtóry spytał, czego żądam, odpowiedziałem mu. Poprosiłem, by obiecał oddać mi to, co w domu zostawił, o czym nie wie i czego się nie spodziewa. I król zaprzysiągł, że tak się stanie. A po powrocie do zamku zastał ciebie, Calanthe, w połogu. Tak, królowo, czekałem te piętnaście lat, a odsetki od mojej nagrody rosły. Dziś, gdy patrzę na piękną Pavettę, widzę, że czekanie się opłaciło! Panowie i rycerze! Część z was przybyła do Cintry, by pretendować do ręki królewny. Oświadczam, żeście przybyli nadaremnie. Od dnia swoich narodzin, mocą królewskiej przysięgi, piękna Pavetta należy do mnie! Wśród biesiadników wybuchła wrzawa. Ktoś krzyczał, ktoś klął, ktoś inny łupił pięścią o stół, przewracając naczynia. Dzirżygórka ze Streptu wyrwał nóż z baraniej pieczeni i wymachiwał nim. Crach an Craite, pochylony, najwyraźniej próbował, czy nie uda się wyłamać deski z krzyżaka stołu. - To niesłychane! - wrzeszczał Vissegerd. - Jakie masz dowody? Dowody? - Twarz królowej - zawołał Jeż, wyciągając dłoń w żelaznej rękawicy - jest najlepszym dowodem! Pavetta siedziała nieruchomo, nie unosząc głowy. W powietrzu gęstniało coś bardzo dziwnego. Medalion wiedź-mina szarpał się na łańcuszku pod

wamsem. Zobaczył, jak królowa gestem przyzwała stojącego za tronem pazia i szeptem wydała mu krótki rozkaz. Geralt nie dosłyszał jaki. Zastanowiło go jednak zdziwienie malujące się na twarzy chłopca i fakt, że rozkaz musiał zostać powtórzony. Paź pobiegł ku wyjściu. Wrzawa przy stole nie cichła. Eist Tuirseach zwrócił się do królowej. - Calanthe - rzekł spokojnie. - Czy on mówi prawdę? - A nawet jeżeli - wycedziła królowa, przygryzając wargi i skubiąc zieloną szarfę na ramieniu - to co? - Jeśli mówi prawdę - zmarszczył się Eist - obietnicy trzeba będzie dotrzymać. - Doprawdy? - Czy mam rozumieć - spytał ponuro wyspiarz - że równie beztrosko traktujesz wszystkie obietnice? W tej liczbie i te, które tak dobrze wryły mi się w pamięć? Geralt, który nigdy nie spodziewał się ujrzeć u Calanthe głębokiego rumieńca, wilgotnych oczu i drżących warg, został zaskoczony. - Eist - szepnęła królowa. - To co innego... - Doprawdy? - Ach, ty psi synu! - rozdarł się niespodziewanie Crach an Craite, zrywając się z miejsca. - Ostatni głupek, który twierdził, że coś zrobiłem nadaremnie, został oszczypany przez kraby na dnie zatoki Allenker! Nie po to przypłynąłem tu ze Skellige, żeby wracać z niczym! Znalazł się konkurent, mać jego gamratka! Hola, niech ktoś przyniesie mój miecz, i dajcie zaraz tu żelazo temu durniowi! Wnet obaczymy, kto... - Może byś się tak zamknął, Grach? - rzekł zjadliwie Eist, opierając obie pięści o stół. - Draigu Bon-Dhu! Czynię cię odpowiedzialnym za dalsze zachowanie królewskiego siostrzeńca! - Czy i mnie uciszysz, Tuirseach? - krzyknął Rainfam - z Attre wstając. Kto ośmieli się powstrzymać mnie przed zmyciem krwią zniewagi, jaką wyrządzono tu mojemu księciu? I jego synowi Windhalmowi, jedynemu, który godny jest ręki i łożnicy Pavetty! Przynieście miecze! Zaraz, tu na miejscu, udowodnię temu Jeżowi, czy jak go tam zwą, jak w Attre mścimy takie obelgi!

Ciekawe, czy znajdzie się ktoś lub coś, zdolne mnie przed tym powstrzymać? - Owszem. Wzgląd na dobre obyczaje - powiedział spokojnie Eist Tuirseach. - Nie godzi się wszczynać tu bitki ani wyzwać nikogo, nie uzyskawszy wpierw zgody pani tego domu. Cóż to, czy halla tronowa Cintry to karczma, gdzie można prać się po pyskach i dźgać nożami, gdy tylko przyjdzie ochota? Wszyscy znowu zaczęli krzyczeć jeden przez drugiego, pomstować i wymachiwać rękami. Rozgardiasz ucichł jak ucięty nożem, gdy w sali rozległ się nagle krótki, wściekły ryk rozjuszonego żubra. - Tak - powiedział Kudkudak, odchrząkując i unosząc się z krzesła - Eist się pomylił. To już nie wygląda nawet na karczmę. To coś na kształt zwierzyńca, dlatego i żubr był na miejscu. Dostojna Calanthe, zezwól, bym wypowiedział swój pogląd na problem, jaki tu mamy. - Mnóstwo osób, jak widzę - powiedziała przeciągle Calanthe - ma na ten problem swoje poglądy i wypowiada je, nawet bez mego zezwolenia. Dziwne, dlaczego nie ciekawi was mój własny? A wedle mojego własnego poglądu, prędzej ten cholerny zamek zawali mi się na głowę, niż oddam Pavettę temu cudakowi. Nie mam najmniejszego zamiaru... - Przysięga Roegnera... - zaczął Jeż, ale królowa przerwała mu natychmiast, grzmotnąwszy o stół złotym pucharem. - Przysięga Roegnera obchodzi mnie tyle co zeszłoroczny śnieg! A co do ciebie, Jeżu, to jeszcze nie zdecydowałam, czy zezwolę Crachowi lub Rainfarnowi na spotkanie z tobą na ubitej ziemi, czy po prostu rozkażę cię powiesić. Przerywając mi, gdy mówię, w znaczący sposób wpływasz na moją decyzję! Geralt, wciąż niepokojony drganiem medalionu, rozglądając się po sali, napotkał nagle oczy Pavetty, szmaragdowozielone jak oczy matki. Królewna nie kryła ich już pod długimi rzęsami - wodziła nimi od Myszowora do wiedź-mina, nie zwracając uwagi na innych. Myszowór wiercił się, schylony, coś mamrotał. Kudkudak, wciąż stojąc, chrząknął znacząco. - Mów - skinęła królowa. - Aby do rzeczy i w miarę krótko. - Na rozkaz, królowo. Dostojna Calanthe i wy, rycerze! Zaiste, dziwne żądanie postawił Jeż z Erlenwaldu królowi Roegnerowi, dziwnej nagrody zażądał, gdy król zadeklarował mu spełnienie każdego życzenia. Ale nie udawajmy, że nie

Na rozkaz. który wymógł na podróżnym oddanie tego. mości panowie. nasze lenna. gdy Rumplestelt przybył po nagrodę. Kudkudaku . O cenie. kto ratuje czyjeś życie w beznadziejnej. i niespodziewanym powrocie będzie to zazwyczaj gach w łóżku żony. biednych wasali. aby cię powitać". "Oddasz mi to. .słyszeliśmy już o takich żądaniach.Nie strasz mnie.baron podkręcił długi wąs . a w zamian obiecała swoje pierwsze dziecko. Powiecie. Kudkudak . z królami łączy jedynie królewskie słowo: na nim oparte są traktaty. Ale bywa. życzenie. Chciałbym przypomnieć wszystkim jeszcze jedną legendę. nasze przywileje. Czy pamiętasz jeszcze jakieś legendy z twojego niewątpliwie trudnego dzieciństwa? Jeśli nie. której może żądać ten. kto spełnia niemożliwe. Dziecko wskazane przez przeznaczenie. A nas. .zmarszczyła brwi Calanthe. To stara. nawet teściowa. zdawałoby się. kogo ojciec spotkał jako pierwszego. co pierwsze wyjdzie. który później wyzwolił Szalonego Dei od ciążącej na nim klątwy. sytuacji. jeżeli tak ma być. że będzie ono znaczyło tyle co zeszłoroczny śnieg? Zaiste. W tej legendzie królowie dotrzymywali danych obietnic. która została królową Metinny za sprawą gnoma Rumplestelta. . wszyscyśmy ją chyba słyszeli w naszym trudnym dzieciństwie. że będzie to dziecko. bo był tym. czarami zmusiła go do ucieczki. Przypomnijcie sobie także Zivelenę. to może być pies.Dopraszam się łaski . Po długiej podróży. a o czym nie wie? Tą niespodzianką był sławny Supree. co w domu zostawił. Panowie! Czy nie słyszeliście o dzieciach wskazywanych przez przeznaczenie? Czy legendarny bohater Zatret Voruta nie został jako dziecko oddany kras-noludom. zapomniana legenda. pora strachów. .Streszczaj się. zdawałoby się. halabardnik przy bramie. I co? Mamy w to wszystko zwątpić? Zwątpić w nienaruszalność królewskiego słowa? Doczekać się. to po trudnym dzieciństwie czeka nas trudna starość! .wykrzywiła się Calanthe. co w domu zastaniesz. wracając do warowni? A Szalony Dei. a czego się nie spodziewasz". przymierza. niecierpliwiąca się. Zivelena nie dotrzymała obietnicy.Zbliża się północ. W niedługi czas potem ona i dziecko zmarli na zarazę.by jeszcze móc postać. to siadaj. by na-pyskować wracającemu do domu zięciowi. Nie igra się bezkarnie z przeznaczeniem! . o starym jak ludzkość Prawie Niespodzianki. Albo: "Oddasz mi to.

wrzasnął Rainfam z Attre. Kudkudak? . Geralt nie sądził.należy się wam wyjaśnienie. którzy przybyli do Cintry z nadzieją na rękę królewny. Wiedział. Śmieszności. Wygląda. Cintra nie jest tyranią. jaką dopiero co wywołały słowa barona.. Dobrze więc. Orzeknie. .powiedziała nagle Calanthe wstając. którą potarła czoło.dyszał wyspiarz. Kudkudak przypomniał mi. Bo wiedział. Wśród szmeru głosów. Jeż stał nieruchomo jak żelazny. Calanthe. . Zapadła cisza. jakich tu doznali..To się nie godzi. A mnie wyznał prawdę dopiero na łożu śmierci.Na wszystkich bogów morza . mówi prawdę. żeby ktokolwiek oprócz niego dostrzegł drżenie dłoni. czy też postąpić zgodnie z interesem królestwa. Tak. czy należy ją i tron Cintry oddać przybłędzie. ty ich po prostu szczujesz.. Rycerze i wielmoże milczeli.. Rada zadecyduje.. co bym mu zrobiła. kolczasty posąg. jutro zwołam radę. Calanthe stała nadal. do czego zdolna jest matka. . .. Pozostaje mi tylko wyrazić ubolewanie z powodu srogiego despektu i ujmy na honorze..Cicho! Niech mówi! ..Po czyjej ty stronie stoisz. ale królową.Ten zapowietrzony gdakacz obraża majestat! .Pozwólcie mu skończyć. wiedźmin ułowił szept Eista Tuirseach. dziwna po wrzawie. ten. gdyby wcześniej przyznał się do tej przysięgi.Pięknie dziękuję . czego się nie spodziewał.Baron z Tigg ma rację! .A Kudkudak . .Moi panowie .podjęła Calanthe .. . Jeż.cóż.Alem właśnie skończył.Cisza . Calanthe zamilkła na chwilę. że nie jestem matką. czy przysięga nieżyjącego już króla ma przesądzić los następczyni tronu.powiedziała wreszcie . . Roegner rzeczywiście zaprzysiągł mu to. że nasz nieodżałowany król był cymbałem w sprawach niewieścich i nie umiał liczyć do dziewięciu. To jawne podżeganie do rozlewu krwi. jaką się okryli. której dzieckiem rozporządza się tak lekkomyślnie. .A co się tyczy szlachetnych rycerzy.. Nie ja jestem temu winna. . spojrzała koso na Geralta. .skłonił się Kudkudak. Jako królowa. jaki przetoczył się pomiędzy gośćmi.

że zwoływanie rady może okazać się niepotrzebne. Słyszałem. Jeżu z Erlenwaldu? Kolczasty rycerz postąpił dwa chrzęszczące kroki do przodu. .dodał złowrogo Rainfarn.syknęła wściekle królowa.Zamilcz. . w jakim celu. Geralt czuł na sobie szmaragdowe spojrzenie Pavetty.Powiedziałem . . Jeżu z Erlenwaldu.Ani mojej . Wszyscy zamilkli. skrzywioną twarzą. Nie zamierzam pojedynkować się z tobą.Rozumiem . czuł też wzbierającą jak fala powodzi Moc. Eist .przemówił Geralt .Geralt! . nie znany mi rycerzu! . Znalazła świetny sposób na pozbycie się mnie.powiedział głucho zza zasłony hełmu. że nie widzi tego nikt inny. z ponurą. że Myszowór też to widzi.Może niepotrzebne okaże się zwoływanie rady . . Eist Tuirseach pokazał mu zaciśniętą pięść wymownym gestem.powtórzył spokojnie . by wstać. Przyjmuję twoje wyzwanie. Wiedział. Czarne oczy Myszowora błysnęły. co mam na myśli.zawołała Calanthe.jak baron z Tigg opowiadał o sławnych bohaterach odebranych rodzicom na mocy takich samych przysiąg. Widział. wstał pierwszy. . Wiedział też. wzrok Jeża zza krat czarnej przyłbicy. jaką wymógł Jeż na królu Roegnerze.Nie przypominam sobie . krzywiąc usta i zapominając o tytułowaniu wiedźmina "szlachetnym Ravixem".. Crach zawarczał jeszcze głośniej. Rozumiesz.Bo się rozgniewam.rzekł Geralt . jak pod wpływem tej Mocy dym z pochodni i kaganków zaczyna przybierać fantastyczne kształty.powiedział głośno i dźwięcznie.Wszyscy słyszeli . hałaśliwie trzasnąwszy krzesłem. Zaś Crach an Craite tylko zawarczał. ktoś żąda takich . patrząc na niego zdziwieni. gdy druid wskazał nimi Rainfarna z Attre. . Geralt zareagował natychmiast. tężejącą w powietrzu. -Głupi by nie zrozumiał.abym cię wyzywał. . wyprzedził go.Nie przeciągaj struny! Nie wystawiaj na próbę mojej cierpliwości! . Dlaczego jednak. co przed chwilą powiedziała miłościwa i szlachetna pani Calanthe. który sposobił się.

Jego kiedyś zabrano z domu rodziców. znał moc Prawa Niespodzianki i wagę przysięgi. Bo nie powiedziałeś nam wszystkiego. gdy potwierdzi je siła przeznaczenia. że na razie nie masz do królewny żadnych praw. zażądałeś od Roegnera ceny.bo do niego je kiedyś zastosowano.roześmiał się gromko Jeż. Jeżu. To dlatego wróciłeś po piętnastu latach.Jestem Geralt z Rivii. której się dzisiaj domagasz.. gdy. dowodzi. nie znany mi rycerzu .powiedział chrapliwie Myszowór . jaką złożył. Chcegz zabrać królewnę. bo -wiedział.On zna to prawo lepiej niż ktokolwiek inny .Gdy co? . potwierdza przysięgę. Taki bowiem warunek wprowadził -do przysięgi król Roegner. Taka przysięga zdolna jest stworzyć potężną. że chcesz uchodzić za wyrocznię w kwestii zwyczajów i praw? .Śmiesz w to wątpić? Po potwierdzeniu przez królową prawdziwości moich słów? Po tym. Zdobędziesz je dopiero wówczas. I mocą przeznaczenia został .Tego właśnie się domagam! Oddajcie mi tę. z kim zwiąże je los. nierozerwalną więź przeznaczenia pomiędzy żądającym przysięgi a obiektem tejże. Bo był przeznaczony do czegoś innego. Ty nie chcesz tronu Cintry. bo był tym. Dziecko takie.Gdy królewna sama zgodzi się odejść z tobą. . . Twierdzę.. Właśnie dlatego. To zgoda dziecka. Roegner. Geralcie z Rivii.przysiąg? Znasz odpowiedź. A złożył ją. wskazane przez ślepy los. która jest moim przeznaczeniem! . by spełniały się tylko wtedy. co sam przed chwilą powiedziałeś? . jak mówisz.Tak. nie rodziców. . że dziecko rzeczywiście urodziło się w cieniu przeznaczenia. Tak stanowi Prawo Niespodzianki. Jeżu. Jeżu.trzeba będzie dowieść.Tego .Kim jesteś? . że prawo i zwyczaj ma moc chroniącą takie przysięgi.Kim jesteś. Jeżu z Erlenwaldu. . . . Jeżu.powiedział Geralt . kogo jego ojciec nie spodziewał się zastać w domu po powrocie. Strzegącą. dzieckiem-niespodzianką.Jest dokładnie tak. Zdolne może być do odegrania niesłychanie ważnej roli w życiu tego. przeznaczone może być do rzeczy niezwykłych.

tym. Zanim moja córka wypowie swoją wolę. zanim zdecyduje o swoim przeznaczeniu.Wiedźminem. wypełniająca hallę jak siwa mgła. Ale najbardziej zauważalnie wzdrygnął się i niespokojnie poruszył Jeż. uderzył dzwon z kordegardy. Poświęcił się. Uśmiech okrutnego tryumfu.Obecny tu Geralt z Rivii jest wiedźminem. patrząc na Geralta. bardzo zły uśmiech. jaka zapanowała.Tak właśnie wyglądam . zgęstniała raptownie. chwytając za żelazny róg i cisnął z brzękiem na posadzkę. ktoś zaklął. Twój ślub już nie obowiązuje. kolczasty hełm zakołysał się niepewnie. zaskoczoną minę. Jego zawód godzien jest szacunku i poważania.A zatem . Znad szerokiej.To prawda . której spełnienia domagasz się. ktoś ze świstem wciągnął powietrze. . Myszowór. Wszyscy wzdrygnęli się i poderwali głowy. . . niech ujrzy twoją twarz. Jeżu z Erlenwaldu. tępego ryjka. jakie zsyłają złowrogie. aby strzec nas od potworności i koszmarów.A kim on jest? . kim jest. czarne guzki ślepi. niewiadoma Moc.o czym dobrze wiedziałaś. uzbrojonego drgającymi wibrysami. Dziwna. Wybiła północ. . jakie czają się na nas po lasach i jarach. unosząc upierścienioną dłoń . . pełnego ostrych. ruchliwych kolców. niech spełni się przysięga. ponurym akcentem ogłaszając północ. Na twarzy królowej pojawił się zły.niechże dokona się prawo.ciągnęła królowa. Zdejm przyłbicę. Wszyscy pragniemy ujrzeć twoją twarz. szkodzące ludziom siły.przemówił stwór . Jeż milczał. W ciszy. zdjął go. umiejscowione po obu stronach pokrytego rudawą szczeciną wydłużonego. białych kiełków. Ręce w pancernych rękawicach opadły mu bezwładnie wzdłuż boków. Jeż z Erlenwaldu wolno podniósł opancerzoną dłoń. . Również i te. Ktoś krzyknął. On zabija wszelkie straszydła i monstra. Głowa i kark stojącej pośrodku halli postaci jeżyły się grzebieniem krótkich. jakie płodzi noc. półokrągłej blachy napierśnika spoglądały na nich dwa wypukłe. szarpnął wiązania hełmu. które mają czelność zachodzić do naszych siedzib.powiedziała Calanthe. zrobił dziwną. szarych.

formujące runy. Gdy nie powiodła się próba poszczucia na mnie innych zalotników.Ty także. ale nie odmówię sobie pewnej .Tak. Czy chcesz odejść z tym stworzeniem? Pavetta uniosła głowę. przebrany wiedźminie? Zimna stal? Nikt się nie odezwał. a nigdy go już nie ujrzysz. W myśl Prawa Niespodzianki i odwiecznego zwyczaju decyzja należy do ciebie. .Wszyscy słyszeli . oparła zaciśniętą pięść o biodro. szumiała w uszach. Powiesz: "Nie". dudniąc głucho w łukach sklepienia. Tętniąca w sali Moc ściskała skronie Geralta żelazną obręczą. niskie oszustwo. Calanthe. Odpowiedz. zdobyczą tego potwora. nie mógł pominąć opisu tego. . szlachetna królowo. -pomimo jego wyglądu. opowiadając o przygodzie. zaprzysiągł. Chciałaś mnie upokorzyć. Komu.Dosyć . na podorędziu. .w ciszy rozległ się spokojny głos Jeża.Calanthe wstała. Cóż wam pozostaje.powtórzyła Calanthe. co zaprzysiągł. poruszając wibrysami i kłapiąc ryjkiem natychmiast opuściłbym to miejsce wraz z Pavetta. Calanthe. jeżyła włosy na karku. ruszające się jak robaczki.Najchętniej . bardzo wolno opadła na tron.ciągnął Jeż.Skończmy z tym. A na koniec pospolite. Wiedźmin patrzył na bielejące knykcie palców Myszowo-ra. zaciśnięte na brzegu stołu. chytry. stoi przed tobą i rości sobie do ciebie pretensje. Wystarczy jednego twojego słowa. . komu zawdzięczał życie. Na okruszki chleba na stole. płatny zbóju. kto. Nikt. rozłażące się i znowu grupujące w wyraźny napis: UWAŻAJ! . . a staniesz się własnością. Twoją wyniosłą i pogardliwą odmowę dotrzymania słowa wytknęli ci właśni wasale. Payetto! Widzisz. Roegner. Dobrze przygotowałaś się na moje przybycie. Calanthe wolno. Na cienką strużkę potu biegnącą w dół po policzku królowej. znaczenie wzięły górę nad kłamstwem i krętactwem. . Jej twarz była zupełnie bez wyrazu. Prawda i prze-.Calanthe. królowo. Moje prawa zostały dowiedzione. absolutnie nikt nie wydał najmniejszego dźwięku. jaka przydarzyła mu się w Erlenwaldzie.Odpowiedz. zasiadającego po prawicy.Pavetto! . Moc przepełniająca salę zawtórowała. . Powiesz: "Tak". miałaś jeszcze w odwodzie wiedźmina mordercę. a raczej co. wiedźminie. I ty. że upokorzyłaś siebie. Wiedz.

Co?! Co takiego? .krzyknęła królowa.Zabijcie go! . usta drgnęły. ale chwila zwłoki wystarczyła .. wskazała im Jeża władczym. .. który unieruchomił go. obrócił się ku atakującym strażnikom. Crach an Craite chwycił nóż ze stołu. by wyrwać Ra-infamowi sztylet. i włożysz jej białą dłoń do mojej dłoni. przyprowadzisz twoją córkę tutaj.przyjemności. z trzaskiem przewrócił krzesło. czując i widząc. gdzie stoję. z tym bydlęciem! Poszczuć go psami! Psami! . Calanthe. W jej oczach był rozkaz. ale powstrzymał go książę Windhahn. pomiędzy jesiotra w szarym sosie a krzywe wręgi żeber. Crach runął na stół. jakie zostały z pieczonego dzika.zawtórował Rainfarn. zrywając się. czepiając się jego uda niczym pies posokowiec. ale zakuty w kolczastą stal. Geralt nie poruszył się. Od wejścia biegli strażnicy uzbrojeni w gizarmy i glewie. Już wiedział. Pavetta zaczęła krzyczeć. błyskając wydobytym z rękawa sztyletem.. wyprostowana i groźna. Calanthe. Posłuszny rozkazowi Eista Draig Bon-Dhu bez namysłu zdzielił go w potylicę szałamają od dud.Straż! . Był bezbronny.A ja chciałem z nim walczyć jak z rycerzem! . opancerzonej pięści. chwytając za nogi.wrzasnęła Calanthe. Kudkudak. Kudkudak przypadł. Oczy królowej zwęziły się. Calanthe powoli odwróciła głowę w stronę wiedźmina. jak skraplająca się w powietrzu Moc koncentruje się na nim. z całej siły. odbijając żelaznymi nałokcicami ciosy brzeszczotów sypiące się na jego głowę. wprost na wstającego Rainfarna. Jeż. fukając gniewnie i szczerząc kły. co robić. nie bardzo wiedząc.Z tym straszydłem. Eist Tuirseach kląć. Tylko na nim.zaryczał nagle Grach an Craite. . Potem już poszło szybko.Białą dłoń? Do jego dłoni? Królewna z tym szczeciniastym śmierdzielem? Z tym. od której ze szczękiem odbiły się szpikulce gizarm. Jeż zaryczał. Uderzenie rzuciło go jednak w tył. kopnął zydel wprost pod jego nogi.. . To ty. zrywając się z miejsca. Rainfarn zwinnie przeskoczył przeszkodę. świńskim ryjem? . .Jeż zmylił go krótkim zwodem i posłał na kolana potężnym uderzeniem. Wszyscy pozrywali się z miejsc. gwałtownym gestem. Rainfam skoczył ku Jeżowi. Rainfarn .

razem z siedzącą na nim Calanthe. Rainfarn wznosił sztylet do kolejnego pchnięcia. zakrzyczał i zafukał. rzucił się na nadbiegających. Pisk Pavetty nabierał coraz bardziej nienaturalnego brzmienia. podskoczył i jak strzała pomknął przez salę. środkiem klingi chlasnął strażnika usiłującego wbić ostry jęzor glewi pomiędzy fartuch a napierśnik Jeża. jednostajny. usłyszał straszliwy huk i przeraźliwy krzyk wyrywający się z licznych gardzieli. Wiedźmin. Strażnik runął na ziemię. ciężkie krzesła latały po halli roztrzaskując się o ściany. gobeliny i arrasy. wzniósł glewię do pchnięcia. krzyżując drzewca. Rainfarn zawył. Wiedział. przyklękając. Geralt. wznosił się wirując. ale ostrze ześlizgnęło się po blachach napierśnika. uwieszony u jego pasa. Geralt ciął go w skroń samym końcem miecza. siejąc dookoła zastawą i jadłem. pomknął ku walczącym przez stół.Dunyyyyyy!!! . łowiąc okiem zielonkawy błysk. ledwo utrzymując się na . Jeż. co się święci. co zostało mu w ręku. Z rozmachem zdruzgotał nieporęczny mebel o posadzkę. zwalił się ze szczękiem.wrzasnęła cienko Pavetta. wskakując na krzesło.dźgnął go sztyletem. łopotały wzbijając chmury kurzu. wrzask i suche trzaski drzewców gizarm pękających jak patyki. rzucając gizarmy. Eist Tuirseach. Królowa osunęła się bezwładna jak szmaciana kukiełka. czując. zaczepiony dwoma jednocześnie hakami gizarm. Jeż zwinął się. Pisk Pavetty osiągnął szczyt i nagle jakby się załamał. gubiąc płaski hełm. Wiedźmin zawirował. Nadbiegający od wejścia cofnęli się przed ułomkiem krzesła świszczącym w ręku Eista niczym czarodziejski miecz Balmur w prawicy legendarnego Zatreta Voruty. . Strażnicy. Stół. skacząc ze stołu. Tron. a z tym. padł płasko na ziemię. . zatoczył się na ścianę. wleczony po posadzce. Od wejścia biegli następni. że czasu jest niewiele. wibrujący krzyk królewny. odszukał w pancerzu szczelinę i wbił w nią puginał.Nie godzi się! . z mieczem w ręku. przyparli Jeża do rzeźbionego komina.zaryczał Eist Tuirseach. chwytając za krzesło. Poczuł okropny ból w uszach. roztrącając talerze. półmiski i puchary. Geralt ciął. Rainfam. Wlokący Jeża odskoczyli. Trzeci strażnik przyskoczył. Od wejścia słychać było łomot. A potem równy. z hukiem wyrżnął o ścianę i rozleciał się.

a nie na brzuchu.Wiem! . na którym siedziała królewna. od którego. Geralt. którą licząc od dołu. Drogodar.To czysta. wyrżnął go w plecy. gdzie Myszowór. krzesło i lutnia Drogodara. beczułka piwa. pierwotna Moc! . Na oczach Geralta wielkie srebrne naczynie do sosu.nogach. trzystopniowym zaklęciem. zwaliło z nóg próbującego umykać wojewodę o trudnym do zapamiętania nazwisku.Raz! Dwa! Teraz! Uderzyli ją jednocześnie.Ona nad tym nie panuje! . Spadający nie wiadomo skąd pieczony bażant. jak tylko mógł. walił się i turlał. świszcząc w powietrzu. wszystko i wszystkich. . Krzesło. Pavetta wyła. tak szybko. Pod powałą krążył stół. zacznie się topić posadzka. przekrzykując harmider i łomot. wydawałoby się. tworzyli Paszkot ze Streptu. Ktokolwiek z leżących na podłodze próbował się unieść.Trzeba ją powstrzymać! Ściany zaczynają się rysować! . rozleciało się w drzazgi.odwrzasnął Geralt. obaj przypadli za górką. pełzł w stronę. nie wiadomo jakim cudem wciąż na kolanach. wciąż z kilkoma pręgowanymi piórami tkwiącymi w kuprze. Na końcu różdżki zatknięta była szczurza czaszka. . skoczył ku niej. Geralt doczołgał się do Myszowora. wewnątrz przejrzystej . lub rozpłaszczał na ścianie.wisiała nadal w powietrzu. unosił w górę krótką różdżkę z głogowej gałęzi.Gotów? . rzeźbione w kształt wielowiosłowej nawy z zadartym dziobem. własnym ciałem zasłonił przed tłuczącym o ściany i podłogę gradem. Obracając się. rozpłaszczony na nim Grach an Craite miotał w dół ohydne przekleństwa. Myszowór straszliwym.Widzę! . chwycił w ramiona.wrzasnął druid. cięła krzykiem jak batem. . Pavetta jak gdyby tego nie zauważyła .Tak! . Na ścianie za plecami druida gobelin przedstawiający oblężenie i pożar twierdzy Ortagor płonął najprawdziwszym ogniem. ściskając medalion w dłoni. Geralt Znakiem Aard. Z powały cichutko sypał się tynk.

Nie przestając krzyczeć. dzikich i mitycznych zwierząt. domowych. nieznanych. Poprzez trzęsące ścianami halli zaklęcia Myszowora. deszczułki i tlące się polana z paleniska. jak taran rozsadzając czaszki. co znalazło się pod spodem. świeczniki. Leżący na stole Crach an Craite podskoczył płasko.Na wszystkie demony! . porażając dech. jaki dane mu było kiedykolwiek usłyszeć.Blokuj ją. Urwany z muru gzyms zahuczał jak grom. Moc zelżała raptownie.Blokuj. Dookoła padał ciężki deszcz talerzy i resztek jadła. . . deski. a jej drobna twarzyczka skurczyła się nagle w złowróżbnym grymasie. Krzycząc dziko niby wielki głuszec przeleciał nad ich głowami kasztelan Haxo. Ogromny łeb gotowanego karpia rozbryznął się na piersi Geralta.zielonej sfery. przekrzykując potworne odgłosy wydobywające się z miecha. kwiczał i skrzeczał. Kudkudak klęcząc dusił rękami i kolanami dudy Draiga Bon-Dhu. majolika. brzęk i łomot. . gasząc oczy. na trzy łokcie do góry. obróciła ku nim głowę. z wnętrza których runęła na nich Moc. wstrząsając posadami zamczyska.zakrzyczał Myszowór. huk. eksplodowały w zetknięciu z posadzką kryształowe karafy. druzgocąc pod sobą krzyżak i wszystko. odrzuciwszy głowę do tyłu. Sam zaś. wiry. patrząc na barona z szeroko otwartymi ustami. poprzez wycie Pavetty. wiedźmin usłyszał nagle najstraszliwszy dźwięk. nadgryzione bochenki chleba. bo będzie po nas! Stół rymnął ciężko o podłogę. Wraz 'z Mocą sypnęło się na nich szkło. kuląc się. poprzez własny krzyk i wycie rannych.Uwaga! .krzyknął wiedźmin. Błyskawice skręciły się w oślepiające.zaryczał Myszowór. Myszowór! Blokuj. beczał i kwilił w mieszaninie głosów wszystkich znanych. Myszowór! Szmaragdowe oczy posłały w nich dwie zielone błyskawice. wirujące leje. wył i ryczał. . Pavetta zamilkła przerażona. na złotym polu. celując różdżką w królewnę. półmiski. Zwalnia wszystko! Teraz cała Moc pójdzie na nas! Geralt uderzeniem miecza odbił lecący prosto na druida wielki dwuzębny widelec. kości. niedźwiedziu i pannie z Czteroroga.Zwalnia wszystko! . . .

prędzej! . patrząc w ich stronę. Ludzie patrzą .Tu są kobiety. . próżnia momentalnie wessała szalejącą po halli Moc.Nie . przy którym siedział oparty plecami o ścianę Jeż.Teraz! . . Wcześnie zaczynają! Tylko jedno im w głowie. wstała sama i chwiejnym krokiem poszła w stronę komina.. Kilku mogących jeszcze ustać na nogach rycerzy próbowało unieść Pavettę. Dzirżygórka.Eist.spytał marszałek Vissegerd. Moja. Umiłowana.powiedział wiedźmin.Wody! .Że co? . . Królowa otworzyła oczy. ghoul y badraigh mai an cuach . wiedźminie! Uderzyli ją. znaczy się nie tknięta. . otrzepując przód ubioru z gryczanej kaszy.I piwa! . przez połamane sprzęty i bezwładne ciała. Calanthe! . Crach .Calanthe.Opanuj się. .powtarzał Crach an Craite. . Zielonkawa sfera otaczająca królewnę pękła pod uderzeniem jak mydlana bańka. . . wiedźminie. plując krwią płynącą z przygryzionej wargi. .Dzisiejsza młodzież! . . .parsknął Myszowór.Teraz. co to było? .Czy ktoś zechciałby mi objaśnić.Medyka! . ale nie próbowała wyzwolić się z jego uścisku. dusząc własnym kaftanem tlący się gobelin. .krzyknął cienko Windhalm z Attre.wychrypiał Kudkudak.A niech patrzą. wyczołgując się spod zerwanego arrasu. ta jednak odtrąciła ich ręce.Cuach op arse. nie wiesz.powtarzał Eist Tuirseach w przerwach pomiędzy pocałunkami.wołał jeden z braci ze Streptu. z trudem i mozołem zaczęły przebijać się głosy. że dziewica. niezręcznie usiłując pozbyć się pomazanych krwią blach pancerza. schylony nad Rainfamem.ryknął Myszowór. Po chwili ciszy dzwoniącej w uszach po niedawnym pandemonium. wymachując różdżką. .powiedział z wysiłkiem Myszowór. . poprzez rumowisko i zniszczenie.powiedziała. Pavetta klapnęła ciężko na posadzkę i rozpłakała się.Wody.Cóż to. nie mogłaby używać Mocy? .

Jak już będzie po wszystkim.Dosyć tego. ciągle uwieszona na ramieniu Eista Tuirseach. Duny.Wybiła północ .Tak. dumnie unosząc głowę.zamruczał Eist.rzekł druid. popatrz no! Ona wciąż nie ma dość! Calanthe.Calanthe wyprostowała się. kto mi to zrobił. . Nigdy nie dowiedziałem się..stęknął mężczyzna o imieniu Duny. co wiem.. Geralt i Myszowór zbliżyli się szybko.powiedział wiedźmin.Czy ta twoja różdżka. Calanthe. ani Calanthe. chcę was widzieć w mojej komnacie. rozmył. wskazała rannego Jeża strażnikom. .ciągnął Duny. kanciastą męską twarz.Dosyć . Adalia. trąc skronie. Dzwonnika.Prawda.. . był nieporozumieniem i pomyłką. lśniące..Skąd u niej w ogóle takie zdolności? Z tego.. cofnęli się szepcząc i mrucząc. Pavetta. .Duny . Hej. kręcone włosy i brodę. . która zresztą nie miała zamiaru odpowiadać.Na rozkaz.Po co nam medyk? . jak tu stoicie. .Co.Od urodzenia.powiedział Myszowór. Strażnicy odskoczyli od półleżącej postaci. Myszowór. królowo.. prawda . . odwróciła głowę. Potworny pysk Jeża rozmazał się.Może jednakowoż zamiast rozprawiać. . .. Wszystkich. . ozdobioną wydatnym nosem. Geralt i ty. z zaciśniętymi ustami. Ten szaleniec Rainfarn dziabnął mnie pod żebro. ani Roegner.Odziedziczyła z przeskokiem.Zaklęty? . . Eist. który słyszeliśmy wcześniej.mruknął Geralt.. odpowiadając zamiast królowej.. wyjmując różdżkę. .Jej babka.. okalające bladą. . Stłukłam sobie kręgosłup.. Od północy do świtu .klątwa . Kolce i szczecina falując zmieniły się w czarne. jaka była przyczyna.zająknął się Eist Tuirseach. Myszowór? . ale niepotrzebnie.Ale jak.Kto to? Jeż? .powiedziała miękko Pavetta. . królowo. . III .. zaczął tracić kontury.Właśnie w tej chwili. Dzwon. Calanthe? . ani chybi .. ktoś pomoże ściągnąć ze mnie te blachy i wezwie medyka. .. . I okolice. Geralt.Pal diabli jej dziewictwo . podnosiła most zwodzony ruchem brwi. Prawda.

pani. Pavetta! Od jak dawna? Królewna opuściła głowę i uniosła jeden palec.. . mój ojciec. cholera! No i co ja mam z wami teraz zrobić? . błędny rycerz z giermkiem. ale ja tego bardzo nie lubię.zaczął Eist. gdy on zginął. z którymi chodziłaś zbierać pierwiosnki. czary i klątwy w rodzinie królewskiej mogłyby się okazać fatalne dla dynastii. Z dworu zabrał mnie jeden z rycerzy ojca. i co? I nic. przysięgami i ironią -wykrzywił się Duny. i to jeszcze jak . Tuirseach. Krótko po tym spotkałem Roegnera. podróżowałem sam. I piękną. Pod samym moim nosem! Niech no ja się tylko dowiem. że od niewłaściwego ojca wytargowałeś przysięgę.kiwnęła głową Calanthe. wiesz. wychował.. Duny.Pewnie. Byłam zdecydowana. stawać na drodze do naszego szczęścia. . Akerspaark. To znaczy.Jesteś mądrą i wielkoduszną królową.. Kocham Pavettę i ona mnie kocha. że od klątwy może mnie wyswobodzić dziecko-niespodzianka. Duny.Do licha z przeznaczeniem. Dzięki . od świtu. sprawa mocno się skomplikowała. widzieliście co. królowo.uśmiechnął się Duny. Powinnam cię prosić o wybaczenie. . względnie domyślamy się .No. -z zapałem kręcąc głową. że nie czekałeś na uzgodnione z Roegnerem piętnaście lat i wcześniej zawróciłeś głowę mojej córce. Pierwiosnki.Dalej wiemy. chciał to ukryć.uśmiechnęła się •Calanthe jednym ze swoich niezawodnych uśmiechów.. Mam pewien dług wobec ciebie.Pomału. jak mawia obecny tu Geralt z Rivii. że tak. we dwójkę włóczyliśmy się po świecie. .Mogę. Jeszcze nie skończyłam. Zwłaszcza tego. . Jesteś z Pavetta od roku.Dzięki. Za tamto. potem. .Calanthe. Ty mała czarownico. nie chcę. Duny. A więc daję ci Pavettę i bądźmy kwita. mogę... W Maecht ludzie są zabobonni.normalny człowiek. Przeznaczenie zadrwiło z ciebie. Dalej wiecie. Cóż za ironia. proszę. . tylko to się liczy. Nie możesz. -Na twoje szczęście. Już nie pamiętam. od kogo usłyszałem. . . kto go wpuszczał nocą do zamku! Niech no dobiorę się do dam dworu. . Pavetta? Nie rozmyśliłaś się aby? Królewna zaprzeczyła.

.. gdzie Pavetta i Duny szeptali do siebie. Przy okazji.Tak.Calanthe. Tutejsi ludzie są mniej zabobonni od mieszkańców Maecht i prędko się przyzwyczają. .To dobrze.. Myszowór na Geralta i obaj zaczęli się śmiać. Zresztą. pani. . jak sądzicie. Przy następnym ataku histerii mojej zdolnej córki może się rozlecieć. A wy. Jeszcze nigdy nie wysłuchałam miłosnego wyznania. Myszowór.zapewnił Geralt.. kiedy się połapiesz. Lubię ten zamek. . . widzimy . co się tak gapicie? Nie jestem jeszcze taka stara. . Raptownie odkręciła się w stronę. trzymając się za ręce i nieledwie stykając się czołami.Ja myślę . Tyle że na tron nie możesz na razie liczyć. Pora. . Geralt spojrzał na Myszowora.. aż sama zobaczysz . . druidzie? .. . Szlachetny Eist Tuirseach ze Skellige uczynił mi pewną propozycję. mam dla ciebie propozycję.Ciekawiło mnie. dobrze radzę. zgadzam się. jak stoi.parsknął Myszowór.Czekaliśmy. . królowo? . jeśli chcecie. leżąc na podłodze wśród szczątków własnego tronu.Możecie oboje zostać w Cintrze. Powinna się nauczyć. .Tak.. .Dzisiejsza młodzież . wolałabym. czarownicy? Czy nie widzicie. . jak obchodzić się ze swoim szczególnym darem.Słyszysz? Świta! Jest już jasno! A ty. Co ty na to. żeby stał. Mam zamiar jeszcze trochę porządzić u boku nowego króla Cintry..Co tam mamroczesz. .Widzimy.Świta już.Duny! . . czarowniku? .A wam co tak wesoło.. nawet jako Jeż byłeś dość sympatyczny. Jak ty to powiedziałeś.Niedaleko pada jabłko. ale. patrząc na moją prawie zamężną córkę. Duny? Tylko to się liczy i niech nikt lepiej nie staje na drodze do mojego szczęścia.I piękną.. . Eist.królowa odwróciła głowę w stronę okna.... Pavetta potrzebować będzie nauczyciela.Nic.zamruczał Myszowór.Zaszczyt to dla mnie.

- W czym? - Zdjęłaś klątwę. Ty ją zdjęłaś - rzekł wiedźmin. - W momencie, gdy wyrzekłaś: "Daję ci Pavettę", spełniło się przeznaczenie. - Dokładnie - potwierdził druid. - Na bogów - rzekł wolno Duny. - Więc nareszcie. Psiakrew, myślałem, że się będę bardziej cieszył, że zagrają jakieś surmy albo co... Przyzwyczajenie. Królowo! Dzięki. Pavetta, słyszysz? - Mhm - powiedziała królewna, nie unosząc powiek. - Tym samym - westchnęła Calanthe, patrząc na Geralta zmęczonym wzrokiem - wszystko dobrze się kończy. Prawda, wiedźminie? Klątwa zdjęta, szykują się dwa wesela, remont halli tronowej potrwa z miesiąc, czterech zabitych, rannych bez liku, Rainfam z Attre ledwie dycha. Radujmy się. Czy wiesz, wiedźminie, że był moment, gdy miałam ochotę kazać cię... - Wiem. - Ale teraz muszę oddać ci sprawiedliwość. Żądałam efektu i mam efekt. Cintra sprzymierza się ze Skellige. Moja córka nie najgorzej wychodzi za mąż. Przez chwilę myślałam sobie, to wszystko i tak by się spełniło zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli nie ściągnęłabym cię na tę ucztę i nie posadziła obok siebie. Ale myliłam się. Przeznaczenie mógł odmienić sztylet Rainfama. A Rainfama powstrzymał miecz w ręku wiedźmina. Zapracowałeś uczciwie, Geralt. Teraz kwestia ceny. Mów, czego żądasz. - Zaraz - powiedział Duny, macając zabandażowany bok. - Kwestia ceny, mówicie. To ja jestem dłużnikiem, do mnie należy... - Nie przerywaj mi, zięciu - zmrużyła oczy Calanthe. - Twoja teściowa nie znosi, gdy się jej przerywa. Zapamiętaj to. I wiedz, że żadnym dłużnikiem nie jesteś. Tak się składa, że byłeś czymś w rodzaju przedmiotu umowy, jaką zawarłam z Geraltem z Rivii. Mówiłam, jesteśmy kwita i nie widzę sensu, żebym musiała cię za to w nieskończoność przepraszać. Ale umowa obowiązuje mnie nadal. No, Geralt. Twoja cena. - Dobrze - rzekł wiedźmin. - Proszę o twoją zieloną szarfę, Calanthe. Niech zawsze przypomina mi kolor oczu najpiękniejszej ze znanych mi królowych. Calanthe zaśmiała się, odpięła z szyi naszyjnik ze szmaragdami.

- Ta błyskotka - powiedziała - ma kamienie we właściwszym odcieniu. Zachowaj ją wraz z miłym, wspomnieniem. - Czy mogę coś powiedzieć? - spytał skromnie Duny. - Ależ tak, zięciu, proszę, proszę. - Dalej twierdzę, że to ja jestem twoim dłużnikiem, wiedźminie. To mojemu życiu zagrażał sztylet Rainfarna. Mnie zatłukliby strażnicy, gdyby nie ty. Jeśli jest mowa o jakiejkolwiek cenie, ja ją powinienem zapłacić. Zaręczam, że mnie na to stać. Czego żądasz, Geralt? - Duny - powiedział wolno Geralt. - Wiedźmin, któremu stawia się takie pytanie, musi prosić, by je powtórzono. - Powtarzam więc. Bo, widzisz, jestem twoim dłużnikiem jeszcze z innego powodu. Gdy dowiedziałem się tam, w halli, kim jesteś, nienawidziłem cię i myślałem o tobie bardzo źle. Miałem cię za ślepe, żądne krwi narzędzie, za kogoś, kto bezmyślnie i beznamiętnie zabija, ociera klingę z krwi i liczy pieniądze. A przekonałem się, że zawód wiedźmina rzeczywiście godzien jest szacunku. Bronisz nas nie tylko przed Złem czającym się w mroku, ale i przed tym, które tkwi w nas samych. Szkoda, że jest was tak mało. Calanthe uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tej nocy Geralt skłonny był uznać, że był to uśmiech naturalny. - Ładnie powiedział mój zięć. Muszę do tej wypowiedzi dodać dwa słowa. Dokładnie dwa. Wybacz, Geralt. - A ja - powiedział Duny - powtarzam. Czego żądasz? - Duny - rzekł poważnie Geralt - Calanthe, Pavetto. I ty, prawy rycerzu Tuirseach, przyszły królu Cintry. Aby zostać wiedźminem, trzeba urodzić się w cieniu przeznaczenia, a bardzo niewielu tak się rodzi. Dlatego jest nas tak mało. Starzejemy się, giniemy, a nie mamy komu przekazywać naszej wiedzy, naszych zdolności. Brakuje nam następców. A ten świat pełen jest Zła, które tylko czeka by nas zabrakło. - Geralt - szepnęła Calanthe. - Tak, nie mylisz się, królowo. Duny! Dasz mi to, co już posiadasz, a o czym nie wiesz. Wrócę do Cintry za sześć lat, by sprawdzić, czy przeznaczenie było dla mnie łaskawe.

- Pavetto - Duny szeroko otworzył oczy. - Ty chyba nie... - Pavetto! - zawołała Calanthe. - Czy ty... Czy ty jesteś... Królewna spuściła oczy i zaczerwieniła się. A potem odpowiedziała.

GŁOS ROZSĄDKU 5
- Geralt! Hej! Jesteś tu? Uniósł głowę znad pożółkłych szorstkich stron Historii świata Rodericka de Novembre, ciekawego, choć nieco kontrowersyjnego dzieła, które studiował od wczoraj. - Jestem. Co się stało, Nenneke? Potrzebujesz mnie? - Masz gościa. - Znowu? Kto tym razem? Diuk Hereward we własnej osobie? - Nie. Tym razem to Jaskier, twój kumpel, ta powsinoga, ten truteń i nierób, ów kapłan sztuki, świecąca jasno gwiazda ballady i miłosnego wiersza. Jak zwykle opromieniony sławą, nadęty jak świński pęcherz i śmierdzący piwem. Chcesz się z nim widzieć? - Oczywiście. Przecież to mój przyjaciel. Nenneke żachnęła się, wzruszyła ramionami. - Nie rozumiem tej przyjaźni. On jest twoim absolutnym przeciwieństwem. - Przeciwieństwa przyciągają się. - Najwyraźniej. O, proszę, nadchodzi - wskazała ruchem głowy. - Twój słynny poeta. - On naprawdę jest słynnym poetą, Nenneke. Nie będziesz chyba twierdzić, że nie słyszałaś jego ballad. - Słyszałam - skrzywiła się kapłanka. - A jakże. Cóż, nie znam się na tym, być może umiejętność swobodnego przeskakiwania od wzruszającej liryki do obscenicznego świństwa to właśnie jest talent. Mniejsza z tym. Wybacz, ale nie dotrzymam wam towarzystwa. Nie jestem dziś w nastroju ani do jego poezji, ani do jego wulgarnych żartów. Z korytarza rozległ się perlisty śmiech, brzęk lutni, na progu biblioteki stanął Jaskier w liliowym kubraczku z koronkowymi mankietami i kapelusiku na bakier. Na widok Nenneke trubadur ukłonił się przesadnie, zamiatając posadzkę przypiętym do kapelusika czaplim piórem. - Moje głębokie uszanowanie, czcigodna matko - zakwilił kretyńsko. -

Chwała Wielkiej Melitele i jej kapłankom, krynicom cnoty i mądrości... - Przestań pieprzyć, Jaskier - parsknęła Nenneke. - I nie tytułuj mnie matką. Wiedz, że na myśl, iż mógłbyś być moim synem, ogarnia mnie zgroza. Odwróciła się na pięcie i wyszła szeleszcząc powłóczystą szatą. Jaskier robiąc małpie miny sparodiował ukłon. - Nic się nie zmieniła - rzekł pogodnie. - Nadal kompletnie nie rozumie się na żartach. Wściekła się na mnie, bo po przyjeździe pogawędziłem chwilę z furtianką, taką milutką blondynką o długich rzęsach, z dziewiczą kosą sięgającą zgrabnej dupeczki, której nie uszczypnąć byłoby grzechem. Więc uszczypnąłem, a Nenneke, która właśnie nadeszła... A, co tam. Witaj, Geralt. - Witaj, Jaskier. Skąd wiedziałeś, że tu jestem? Poeta wyprostował się, podciągnął spodnie. - Byłem w Wyzimie - powiedział. - Usłyszałem o strzydze, dowiedziałem się, że zostałeś ranny. Domyśliłem się, dokąd mogłeś pojechać na rekonwalescencję. Jak widzę, jesteś już zdrów? - Dobrze widzisz. Ale spróbuj wytłumaczyć to Nenneke. Siadaj, pogawędzimy. Jaskier usiadł, zajrzał do księgi, leżącej na pulpicie. - Historia? - uśmiechnął się. - Roderick de Novembre? Czytałem, czytałem. Gdy studiowałem w akademii w Oxenfurcie, historia zajmowała drugie miejsce na liście moich ulubionych przedmiotów. - Co było na pierwszym miejscu? - Geografia - rzekł poważnie poeta. - Atlas świata był większy i łatwiej było za nim ukryć gąsiorek wódki. Geralt zaśmiał się sucho, wstał, wyjął z regału Arkana magii i alchemii Luniniego i Tyrssa i wyciągnął na światło dzienne ukryte za opasłym tomiskiem pękate, oplecione słomą naczynie. - Oho - poweselał wyraźnie bard. - Mądrość i natchnienie, jak widzę, nadal kryją się w księgozbiorach. Oooch! To lubię! Na śliwkach, prawda? Tak, to jest alchemia, co się zowie. Oto kamień filozoficzny, prawdziwie wart studiów. Twoje zdrowie, bracie. Ooooch, mocna, jak zaraza! - Co cię tu sprowadza? - Geralt przejął gąsiorek od 'poety, łyknął i

Podobno są tu wodniki. kończy? Wspominałeś coś o kończeniu. Daleko na południe. To znaczy. wijuny. Lud puściłby mu kasztel z dymem.Świat się zmienia. z którą ci absolutnie nie do twarzy.rozkaszlał się. Co się jeszcze.rzekł Geralt po chwili milczenia. A siedzę tu już i tak za długo. . . wiedźmińskim losem? I filozofować przy tym? Dostrzegam zgubne skutki niewłaściwych lektur. wpadł nawet ten stary pierdziel Roderick de Novembre. twoim zdaniem. jedyna teza z jego traktatu.Jaskier znał wszystkich królów. .Hereward? . tak . Powinieneś mieć roboty po uszy. Mógłbym ci potowarzyszyć. że nie jestem mile widziany w jego włościach. nasłuchałem się przeróżnych opowieści. Ale nie jest to teza na tyle odkrywcza. Jadę na południe. Na cholerę tu komuś wiedź-min? Gdy pytam o jakieś zajęcie. z boginią Melitele.Tak.Opowieści to i ja słyszałem. łyknął z gąsiorka. władyków i seniorów od Jarugi po Góry Smocze. Jaka tam cywilizacja. . Nie. filozofie.Dokąd zmierzasz? . Jaskier.Donikąd. nawiasem mówiąc. latawce. książąt. . że świat się zmienia. od każdego przechodzącego żąda opłaty. most. przybierając przy tym minę myśliciela. Tutaj nie znajdę roboty. Cywilizacja. Nie odważy się zadrzeć z Nenneke. westchnął ciężko. Poeta pociągnął z gąsiorka. . zamiast odpowiedzieć.westchnął ponownie Jaskier. Przeprawiłem się przez Buinę tydzień temu. . patrzą na mnie jak na dziwoląga. Pod mostem siedzi troll. macając zabandażowaną szyję. Długo myślisz tu zabawić? . albo przesadzona.Nie chcę kłopotów.Niedługo. Połowa jest albo zmyślona. Któregoś dnia podjeżdżam. patrzę. Lokalny diuk dał mi do zrozumienia. -Gwiżdż na niego. .Dam ci parę przykładów . Geralt. a wódka się kończy. Owa zmienność świata to. byś mnie tu nią musiał raczyć. mógłbym udać się tam. zmrużył oczy. . Coś się kończy.Co też ty wygadujesz. Bo na to.Znowu zaczynasz płakać nad twym smutnym. . . Jaskier^Świat się zmienia. a jadąc przez kraj. wszelkie możliwe świństwo. przerazy. z którą można zgodzić się bez zastrzeżeń.Z ostatnich dwóch miesięcy spędzonych na tym brzegu Buiny. słońce zachodzi. dokąd ty się udajesz.

że skończył się popyt na poezję. Stwierdzam fakty. ile. bym zabił wojsiłka i dostarczył mu kostkę z jego dłoni. Jaskier założył nogę na nogę i z zainteresowaniem przyjrzał się startej zelówce. ale jeśli ludzie w to wierzą i są skłonni płacić.zgodził się poeta.Na jaką? . . To.To będziesz chodził głodny. . że ryby śmierdzą. . pytam. z twoją wiedzą o naturze ludzi i wszelkiej rzeczy. Wójt otwiera gębę ze zdumienia. będzie z pięć arszynów od czubka nosa do końca ogona. Jak to. owszem.To akurat bujda . a nas ze skóry obedrze. No.Przypominasz mi. a im się chce nieludek. owemu dziwożonę..Na byle jaką. Byłbyś niezły z twoimi skrupułami. jest. Do takiego wyrzeczenia nie byłbyś zdolny. Zastań kapłanem i przestań się użalać nad sobą. a polewce nadaje smak wywaru z onuc. to baron sioło spali. a kto będzie most naprawiał. . po wsiach pełno dziewek jak rzepy. który pod koniec życia odkrył. niesie w szponach owcę. przetrąca nogę. widłogon.Nie użalam się.Próbowałem. którzy odmawiają. Chyba. jak mu łuska z grzbietu spadnie. Nie wzmaga nic a nic.może i nie byłbym.Cóż .Nie będę zabijał wojsiłków. sędziwego rybaka.Tym. a robi mi się coraz głodniej. pyta. jak trolla nie stanie? Troll dba o most.. Bądź konsekwentny. wołają. patrzę. Ja. pytam. Jadę dalej. Chłopi na kolana. Taniej wypada więc płacić mu myto. zawiesiłbym lutnię na kołku i został ogrodnikiem. Rozpytuję o pracę. Leci. to ulubiony smok najmłodszej córki naszego barona. zapłacicie za gada. ale jaka? Temu złap rusałkę. . Geralt. nie. . . Ani innych nieszkodliwych stworzeń. Nieduży. gdybym stwierdził.. naprawia go regularnie w pocie czoła. Mało znam kapłanów. . . jak się patrzy. Pogłupieli doszczętnie.. za tego trolla. a od wody ciągnie i łamie w kościach. Inny prosi. ile mi dacie. nadal wpatrzony w zelówkę . Hodowałbym róże.Pieprzysz.wtrącił Jaskier. solidnie. Idę więc do wójta. że zmienisz pracę. bo zmielona i wsypana do polewki podobno wzmaga potencję. że nie wierzysz w żadnych bogów. temu nimfę.. Zostań kapłanem. z twoją moralnością. .. Gadanie i żale niczego nie poprawią. którzy wierzą. a czasem i obie. problemu stanowić nie powinno. Jadę do wsi. Jadę więc dalej.

. Prawiczki od jednorożców. kiedy chłopi wychodzili żąć zbrojnymi kupami. natychmiast się rozprawiczyły. lecz współczucie i nostalgię za minionym czasem. o tych pierwszych. którzy zaczęli jeździć po kraju jakieś trzysta lat temu. każdy bór i każdą polanę. W czasach. bo jak jeden mąż rozpili się i zeszli na dziadów. Wy. wzmianki o wiedźminach. Cóż. chimery i latawce. milsze i nie chlały tyle piwa. prawda? . Czytasz Rodericka de Novembre? Są tam.Korzystaj więc z cudzych doświadczeń. gryfy i amfisbeny. a na wałach nielicznych grodów dzień i noc stały gotowe do strzału katapulty.Dostrzegam. .. Przecież waszym celem. A przerazy. pragnąc odbić sobie lata wyrzeczeń. Czyli świat. Z twoim zawodem jest gorzej. Niektóre. kikimory. wiedźmini. sami przecież pozbawiacie się pracy. Baron nie pozwala zabić widłogona. w dodatku pożyteczna. szeroko zasłynęły potem z techniki i zapału. wynajdując skuteczne trutki. fretek i łasic. istniała całkiem liczna grupa dziewczyn. . karawany kupieckie przypominały przemarsze wojsk zaciężnych. Troll pod mostem zżył się z ludźmi. Geralt.Dawniej. A wykończyli ich alchemicy. mantikory.Ale nasze profesje różnią się nieco. wilkołaki i strzygi. minęły bezpowrotnie. F udało nam się to nie bez nieocenionej pomocy wiedźminów. gdy były jeszcze jednorożce. że teraz przyszła kolej na wiedźminów. racją waszego istnienia jest świat bez potworów. stopniowo. Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. to relikt i lokalna atrakcja. które pielęgnowały cnotę. No. ludzie. o ile pamiętam. Tą ziemią władały smoki. świat spokojny i bezpieczny. Zwierzaczki były tańsze. by móc je łowić.. ale stale. Paradoks. wsie otaczano potrójnym ostrokołem. Bo my. na to nałożyło się powszechne udomowienie kotów. Szczurołapowie. bo to pewnie ostatni drakonid w promieniu tysiąca mil i nie budzi już grozy. Im lepiej i sumienniej pracujecie. gdy straciły pracę.Prawda. wygląda. każdą dolinę. Pamiętasz? A szczurołapowie z fujarkami? Wszyscy bili się wręcz o ich usługi. I trzeba było im tę ziemię odbierać po kawałku. tych raczej nie naśladuj. wampiry. tym mniej macie do roboty. to już nie potwór. Ale te czasy minęły. każdą przełęcz. którym straszy się dzieci. byliśmy tu intruzami. Dostrzegasz analogie? . w którym wiedźmini są zbędni.

Zarobić łatwiej . .Dlaczego? Tam wiedźminowi łatwiej zarobić. Powiadają. forpoczta cywilizacji i Nowego. Jaskier zarechotał donośnie.Proso i komary! To mi przypomina naszą pierwszą wspólną wyprawę na kraniec świata .Pamiętasz? Poznaliśmy się na festynie w Gulecie i namówiłeś mnie.Geralt łyknął z gąsiorka. Szukali cię po całym mieście. a Dolina Kwiatów wydawała mi się w sam raz do tego celu. jedźmy co rychlej na to południe.. dziewczyny się nie myją. grożąc. czy nie.. . Miał to być przecież kraniec zamieszkanego świata. amfisbeny? Siedzą w matecznikach i niedostępnych górach. Coś się kończy.. Do tamtych pór mogłeś w drodze pogadać wyłącznie z koniem. nie biorąc ze sobą rohatyny.powiedział. do tych dzikich krajów. że prawisz banalne komunały. Powinieneś osiąść tam na stałe. Czy ci się to podoba. że jeśli starą babkę zmęczy tam życie. Jaskier. które wychędożyłeś pod podium dla muzykantów. . z jaką to czynisz. Skutek gwarantowany.Pamiętam. a komary gryzą.. Gdy zarąbiesz parę potworów. Ech.Może powinienem. Ale niech ci będzie. najdalej wysunięty punkt na granicy dwóch światów. żeś znalazł kompana. Do tego jada się tam pęczak i proso. było jak mówisz. opierając potylicę o regał.A ty o mało z portek nie wyskoczyłeś z radości. . . Nie podoba mi się mina. .Ale wydać trudniej. masz rację. . Pamiętasz? . miało czterech rosłych braci. . to zaraz ci minie chandra. o oprawne w skórę grzbiety ksiąg. Ale nie osiądę. . że cię wywałaszą i wytarzają w smole i trocinach. . piwo ma smak szczyn. . Co się z tobą dzieje? Nie poznaję cię. coś się kończy. bo dziewczę.Nie podoba mi się to. to idzie sama-samiuteńka po chrust do lasu. A potworów tam podobno niemało.Miałem więc rację.To ty mnie namówiłeś.. zaraza. Dlatego się do mnie wtedy przyczepiłeś.. Musiałeś przecież wiać z Gulety co koń wyskoczy. Geralt. Musiałem wtedy faktycznie zniknąć na jakiś czas.mantikory.

Klnąc pod nosem. Pałace ichnie.potwierdził Geralt. powiadam wam. trąc knykciem swędzącą od kurzu powiekę. są li tu Żywiołaki? Wiedźmin uśmiechnął się i kiwnął głową. powiadam wam. Żywiołaki? Pytacie. Jestem wiedźminem. przy którym wiedźmin rozmawiał ze starostą.rzekł Geralt chłodno. . niosąc dwie ociekające pianą stągwie. Oho. .Spójrzcie tylko tam.Tak sądziłem .Od razu zatem zapytam: znajdzie się tu w okolicy jakaś robota dla mnie? . . Pojmujecie. Zgroza.. .Taka profesja .Jestem wiedźminem.Aaaa . No.Właśnie dlatego wcale się tam nie wybieram.Są . .. zebrało się już kilkunastu osadników. Z miejsca zorientował się.. starosto? . panie! Elfy.No właśnie .KRANIEC ŚWIATA I Jaskier zszedł ostrożnie ze schodków karczmy. Dookoła wystawionego na majdan stołu.czoło starosty zorane głębokimi bruzdami ciężkiego myślenia wygładziło się. tam jest ichnie królestwo. rozumiecie? Strzygi zabija i upiory. omijając krowie placki. że w czasie jego krótkiej nieobecności rozmowa nie posunęła się do przodu nawet o piędź.Aha! .Niczym nie handluję. Kto tam pójdzie. . w sposób zauważalny. Zawodowo. przecisnął się przez grupkę tłoczących się wokół ciekawskich dzieciaków.starosta znowu zaczął myśleć.. usiadł. panie starosto . Przeszedł skosem przez podwórze.Wiedźmin! Trzeba było tak od razu! . całe są ze szczerego złota. Wszelkie plugastwo tępi.doszedł do wniosku starosta po dłuższej chwili. Poeta postawił kufle. . . ten już nie wraca.Wiedźmin. Nie zajmuję się zaciągiem do wojska i nie umiem leczyć nosacizny. .Robota? Niby te. .powtórzył po raz nie wiadomo który Geralt. widzicie te góry? Tam elfy mieszkają.wyjaśnił po raz nie wiadomo który Jaskier. za pieniądze. ocierając usta z piwnej piany. . .

.Rychło wrócę. . odprowadzani przez jazgoczące psy i wrzeszczące dzieci. ludkowie? "Ludkowie" ożywili się. jak weźmie się za same baby. . dobrze mówię.Całą drogę narzekałeś. który wyrywa bieliznę z rąk piorących bab.Geralt .Aha .rzekł wreszcie. a tylko patrzeć.odezwał się Jaskier. by nie poinformowano ich. panie. o biegającej po lesie głowie na pajęczych nogach. Blada dziewica. Ale są tu i inne żywiołaki. . przez które uczciwy chłop nie może trafić do dom w pijanym widzie. co da się zrobić. ze coraz to trudniej przychodzi ci znaleźć zajęcie. . . zadał kilka pytań dotyczących głównie dróg i topografii terenu. to bywajcie. że stara Naradkowa lata nocą na ożogu. co przed chwilą słyszałem. . kiwając głową w udanym skupieniu. onaż po chałupach chodzi o brzasku. mówiąc o królewskim włodarzu.dodał drugi. co lata i krowom mleko spija. dobrzy ludzie .Ano.Mora! . Z elfiej krainy widać lezą do nas. Geralt wysłuchał spokojnie. a niejaki Duda. żołdak z miejscowej strażnicy. . jest ich a jest. prawie starosta gada. tak. stając w strzemionach i zrywając dorodne jabłko z gałęzi wystającej poza ogrodzenie sadu. nazwał tegoż złodziejem i swołoczą.powiedział.I wiły! Przez nie człeka krosta obsypuje! Następne kilka minut upłynęło na intensywnym wyliczaniu potworów naprzykrzających się okolicznym włościanom swymi niecnymi uczynkami lub samą tylko egzystencją. Starosta.Tak. Geralt i Jaskier dowiedzieli się o biedakach i mamunach. .Koniom grzywy plączą po stajniach! .No. a dzieciaki od tego mrą! . wtedy zobaczymy. że młynarz fałszuje mąkę prochem z żołędzi.rzekł jeden. O. a w dzień płody spędza. myślał długo. Zliczyć trudno. o chobołdach noszących kraśne czapeczki i o groźnym szczupaku. . po czym wstał i skinął na Jaskra.I nietopyrze! Nietopyrze tu są! . Odjechali w milczeniu wzdłuż chałup i płotów. A najgorsza to Mora będzie. obiegli stół ze wszystkich stron. zgodnie z oczekiwaniami Geralta. o latawicy. tak. A z tego.I chochliki . Nie obyło się jak zwykle bez tego.Jaskier zarechotał bezczelnie.

. jedziemy dalej? . Oni nie kłamali. Drogą. Chociaż jedno! Przyznaj. ale przecież są. . słynny poeto. i to bez wytchnienia.Nietopyrze. wierzą w to. co wymyślają? Hę? Geralcie z Rivii. .Żaden z tych potworów.Przecież potwory są. . . że ludzie dodatkowo wymyślają takie. a ja się na ludziach znam. nie było słowa prawdy. . szczególnie zawziętego na pęciny koni. Bard przełożył nogę przez łęk siodła. Dlaczego więc. że będziesz tu pracował do zimy. . .Geralt .Nie zarobiłbym tu ani szeląga. w przeciwnym kierunku. które nie istnieją? Mało tego. od czasu do czasu machając ręką ku chichoczącym.Nie . podkasanym dziewojom. Poeta milczał czas jakiś. że w tym.Dlatego.Żartujesz chyba! .powiedział nagle.Żaden ze stworów.Jaskier wypluł pestkę i rzucił ogryzkiem w łaciatego kundla.Ha! Co? . Może nie jest ich tyle co niegdyś. wędrującym poboczami z grabiami na krzepkich ramionach.Nie. Ty zarobiłbyś trochę grosza. Jedno tu jest z pewnością. I znam tę przyczynę. Głęboko wierzyli we wszystko..Ciekawym.wynika. ciągnęły wyładowane wozy. co wymienili. Przyglądałem się tym ludziom. . o których mówili.Co proszę? . wytłumacz mi. ja miałbym piękne tematy do ballad. to niemożliwe. może nie czają się za każdym drzewem w lesie. Wyjechali za ostatnie płoty. .Nie kłamali. Co nie zmienia faktu. musi tu być.zgodził się wiedźmin.Ludzie . . Coś z tego.lubią wymyślać potwory i potworności. oparł lutnię o kolano i wybrzdękiwał na strunach tęskne melodie. Żaden? To być nie może. co oni mówili. na gościniec wśród zagonów żółtych od rzepaku i falujących na wietrze łanów zboża. . nie istnieje.Przyznaję. Czemu więc przypisać. Jaskier..Zastanawiałem. słynny wiedźminie? Nie zastanawiałeś się nad przyczyną? . . . Istnieją.Dlaczego? .Geralt odwrócił głowę .

do czego to dojdzie! Jechali niespiesznie.Sami sobie wydają się wtedy mniej potworni. a że zaprzężony w dwójkę sroka-tych koni wóz był pusty. . Horyzont wytyczała zamglona.Jedziemy.warknął trubadur. szkliły się plosa trzech jezior okolonych ciemnymi pasami olchowych zarośli. . Jaskier obejrzał się nagle. .Dobiorę rymy i ułożę o tym balladę. I łatwiej im żyć. Bogactwo pierzastego zwierza dziwiło przy widocznych wszędzie śladach działalności człowieka . Wtedy jakoś lżej im się robi na sercu. . ale wkrótce stracili z oczu ostatnie chałupy osady.Im bliżej krańca świata. że tutejsi jeżdżą na nietopy-rzach.Jaskier wstrzymał konia. Czyż tu nie pięknie? Idylla. . Ale nie licz na wielki poklask. lubią myśleć. Mnichy przy stawach.Ktoś jedzie za nami . morzą głodem babkę staruszkę.Niesłychane . Jechali wolno.Na wozie! . cyranek. płaskich pól pociętych mozaiką różnokolorowych upraw.zadrwił wiedźmin. . W nadjeziornych trzcinach widać było czółna i pomosty. . sina linia gór wznoszących się nad czarną. okrągłe i regularne jak listek koniczyny. Oko się raduje! Teren za wzgórzami opadał łagodnie w kierunku równych. . obłożone faszyną. Gościniec wiódł prosto ku jeziorom wzdłuż grobli i ukrytych w olszynach stawów pełnych rozkwakanych kaczek krzyżówek. Geralt.Ha . że jednak potworniejsza od nich jest Mora wchodząca do chat o brzasku. rozejrzał się. czapli i perkozów. wesoło ciurkały wodą. a z plos sterczały drągi zastawionych sieci i więcierzy. wcale nie przegniłe. .Zapamiętałem . -Na wozie? A ja myślałem.Spójrz. niech mnie diabli. Pośrodku. leją żonę lejcami. tłuką siekierą schwytanego w paści lisa lub szpikują strzałami ostatniego pozostałego na świecie jednorożca. dogonił ich więc szybko. tym bardziej wyostrza ci się dowcip. Strach pomyśleć.groble były zadbane. Jaskier. bezkształtną połacią boru.Ułóż. oszukują. przepusty wzmocnione kamieniami i balami.Wiesz.powiedział Jaskier po chwili milczenia.powiedział podniecony. co ci powiem? . kradną. . nie oglądając się. Niebawem pokonali linię zalesionych wzgórz. . Gdy piją na umór.

. Jaskier.rzekł wiedźmin.Na gościńcu źle się gada. . Pokrzywka cmoknął na konie. panie wiedźmin? . Wygodniej będzie. Geralt patrzył na chłopa bacznie.Słyszałem . a wasze konie w tamte stronę pyskiem. Chłop. porządnej roboty. Przejechali przez most na zarośniętym grążelami i rzęsą kanale. . usiadł na desce.odrzekł Jaskier. . . . chrząknął. .powożący mężczyzna wstrzymał konie tuż za nimi. jakeście ze starostą z Górnej Posady gadali. Nosił kożuch na gołą skórę i miał włosy aż po brwi. Geralt? .Troczcie konie do drabki i siednijcie na wóz . miłościwi! .Stąd. Jaskier zaśmiał się ponownie. mości Pokrzywka. . że tu nie masz innej drogi.Nie chcielibyście się nająć do prawdziwej.Tppprrrr! .Bogów chwalę.. ciągnęły się uprawne pola. Miarkowałem waszą minę i nie dziwno mi było.Jeśli chcemy .Co na to powiesz.ich chwalimy.Nic . Wiedźmin z rozkoszą wyciągnął się na słomie. nie chwostem obrócone.O interesach na gościńcu źle się gada.spytał.jak wam starosta bajędy prawili. jak okiem sięgnąć. . .zaproponował chłop. Dawnom takich bredni i lży nie słychiwał.mruknął wiedźmin.Przyglądałem się wam.oznajmił woźnica. Po co rzyć na kulbace męczyć? . wehikuł zaturkotał po umocnionej balami grobli.Święta prawda.Miałbym coś dla was. nic nie mówiąc.I my . minęli pas skoszonych łąk.Cóż takiego? Pokrzywka nie spuścił oczu. pozwolił klaczy poprychać na przydrożne pokrzywy. W drogę tedy. Wdrapali się na wóz. . Jedźmy do mnie. Przecie i tak tamtędy wam droga. Wiem. żeście wiedźmin. zwany Pokrzywką. .Skąd ta pewność? . biegły w obyczaju . . . bojąc się widać pobrudzić swój elegancki zielony kubrak. Dalej. do Dolnej Posady. Geralt puścił wodze.Zwę się Pokrzywka .ciągnął mężczyzna w kożuchu . Jaskier zaśmiał się. Tam pogadamy.

pisząc.Najlepsze wyjście .wtrącił Pokrzywka. my sobie. Dlatego i mówią: Dolina Kwiatów. to jest wyka .powiedział Jaskier.. a w tej kukurydzy schowałby się chłop na koniu. Dlatego się tu nasi dziadowie posiedlili.Geralt oblizał kościaną łyżkę i włożył ją do pustej miski.Nie mieszamy się jedni do drugich. dobrze więc znać się na rolnictwie. . uczyć. który od początku biesiady szczerzył do nich zęby i zmuszał do chichotów . że to kraniec świata. elfów stąd wprzód wyżenąwszy. panie. czyli Dol Blathanna .Znasz się na rolnictwie? . jaka ogromniasta.Wierzyć się nie chce.rzekł poeta.Z tą rozrywką i sztuką trochę przesadziłeś. koniec cywilizacji . Geralt? Wiedźmin nie odpowiedział. Rolnictwo karmi. można . poeci.Dzięki za poczęstunek .W przeciwnym razie kompromitowalibyśmy się. . ale dawnej elfiej nazwy nie uznawszy za konieczne zmieniawszy.A gorzałkę z czego się pędzi? . aż miło. chroni od chłodu. ogromny mężczyzna o ponurym wejrzeniu. To łubin. . II . Od rolnictwa zależy los świata. . . . te pospiesznie zebrały ze stołu naczynia i opuściły świetlicę ku wyraźnemu żalowi Jaskra.Dzięki stokrotne.Po prawdzie. Uczyć się trzeba. . Brak fantazji. .rzekł wyniośle Jaskier. ubiera. Ucz się.Co. gospodarzu? Macie ich przecież w górach za miedzą.Uważasz? Elfów wyżenąwszy. mój drogi. . . . Spójrz. dostarcza rozrywki i wspomaga sztukę.zgodził się Pokrzywka. . musimy znać się na wszystkim .Lubinuście nie widzieli.Jaskier trącił łokciem wyciągniętego na słomie wiedźmina.Rozumiem. starszy Dolnej Posady. . Żyto jak złoto. A jak żyje się tu wam z elfami. gospodarze. skinął na dziewki.My. jeśli pozwolicie.Dolina Kwiatów.Ano. zobacz. czy jak? Ale w jednym utrafiliście.Prawda. przejdziemy do rzeczy. Rodzi się tu wszystko na potęgę i rośnie. Albo ta rzepa. Geralt. Oni sobie.Rzuć tylko okiem.Mało rozumiesz. te fioletowe kwiatki. . . Dhun? Dhun. . A teraz.

.Co jest na tym polu? .Jaki diaboł? . . -Ano. Bęc. . mości Dhun.Co? .Ano.Pole .Mówcie.Dobrze mówię. patrząc w okno. .Nie wtrącaj się. tak. . Powiedzcie. usiłując wyciągnąć muchę z piwa.Po kolei. panie. trzask..Diabeł? .Co takiego? . . skąd się wziął.rzekł Geralt spokojnym głosem. . Skąd się wziął? Ano znikąd.rzekł Geralt.powiedział. Bywa nawet. grasuje tam diaboł..kontynuował Dhun.Przecie mówię.nie wytrzymał poeta. Geralt kopnął pod stołem Jaskra.Diabłów nie ma! . Na podwórzu wrzała jakaś robota przy drewnie. Kawał pola. .Nie wtrącaj się.A wy mówcie dalej. zza którego dobiegał stuk siekier i odgłos piłowania. wypisz wymaluj diaboł. .Ano . w czym się tu wam mogę przydać.Ano . .Jest tu takie jedno pole. A przeszkadzać to on nam po prawdzie nie zanadto przeszkadza.Słucham tedy . powiadam wam. . jak wygląda. . panie Dhun. ostry żywiczny zapach docierał aż do izby. prask i patrzym: diaboł.niewybrednymi żartami. odchrząknął. Mówcie dalej. jako żywo. Ano. mądry z was człek.To już wiem. chmiel i len. . ale zaoralim je i teraz sadzimy tamój konopie. w czym wam przeszkadza. że pomaga. . Aż po sam bór sięga.A jaki ma być? Diaboł i tyle. jak diaboł. . Starszy osady kiwnął' głową. .Geralt.parsknął Jaskier. po kolei odginając palce. Pokrzywka? Leżało to pole długi czas odłogiem. Jaskier.zarechotał Jaskier.Dhun uniósł głowę.. gdy chciał. . Po kolei. Diaboł.Dhun uniósł sękatą dłoń i jął wyliczać. Jaskier .I co? . jeśli łaska. to jest tak . . podrapał się za uchem.Pomaga? .Przecie mówię: diaboł.. Wygląda to on. z wielkim trudem. . który już szykował się do złośliwego komentarza. . potrafił być niesłychanie cierpliwy. W jaki to sposób . Pokrzywka spojrzał na Dhuna.

. z królewskiego nadania i nic diabołowi do niej.A któżby . abyście diabła ubili. naprzykrza się. . by pozbyć się tego diabła. Skąd tyle miłosierdzia? . Jaskier znowu zarechotał. z dymem puścił wszystko siano. ze szczętem uciekła i karpie posnęły. to nie. Nie wiedzieć rano. Nic. panie wiedźmin. Jak to diaboł.. Ale kapustę takoż po prawdzie zjada.. pomaga tak: grunt użyźnia. A i liszkę.gotowiście mi zapłacić. w studnię napaskudzi. rzepy i buraków dogląda. Kradnie.Niecodzienny warunek. z przeproszeniem. panie. krety tępi. . nie diaboł. .pomaga wam ten. Niszczy a psuje. nie chcecie go w okolicy? . nasrane tak. ino by żarł.Co? . kurwi syn.Interesujące .A.Nie przeszkadza. glebę wzrusza. grozi. chudobę i spyżę. doły kopie jak piżmowiec albo bober jaki.chciał diaboła na ojcowiźnie? Nasza to ziemia z dziada-pradzia-da. co to. Kot otworzył jedno oko i spojrzał na barda z wyrzutem. jak powiadacie. We stogu lulkę palił. .Wszelakoż . . czy tak? Innymi słowy.Dhun spojrzał na niego ponuro . Zapłacimy wam. . Psoci jeno. Co to.Ano. a to za dziewką goni. .Dhun zmarszczył się jeszcze bardziej .odezwał się milczący do tej pory Pokrzywka. po czym pstryknął palcami i strzelił zmoczoną w piwie muchą w kota śpiącego przy palenisku. .Rzekłbym. nie? To zróbcie z tym diabłem porządek.Diaboł . Pluć nam na jego pomoc. ile trza. Jaskier odwrócił się do okna. .bo w tej Dolinie. tłumiąc śmiech. ptaki płoszy. co tu gadać . .Rozumiem .rzekł spokojnie wiedźmin .pokręcił głową Dhun.powiedział. że wytrzymać ciężko.Nie Iza ubijać . Ale zważcie.. co się w kapuście lęgnie. niecodzienne. Wiedźmin milczał.. sami rąk nie mamy? A to.Więc jednak przeszkadza. co mu wieczorem do łba strzeli.. a złośliwe bydlę i w głowie ma. Wiedźmin uniósł głowę i uśmiechnął się paskudnie. straszy. panie.Wyście są wiedźmin. że dupczył będzie. na grobli ryje. ot co.Nie . . nie chcemy. woda z jednego stawu. A to.zmarszczył się Dhun. . Szukaliście roboty w Górnej Posadzie.. zjada.powtórzył z naciskiem kmieć. To i macie robotę. sam słyszałem.przerwał Geralt. .

skrzywił się Geralt. nie przestając się uśmiechać. .Przybijecie ugodę? . .Diabłów nie ma! . . na oddalających się od chaty kmieciów. Nie minął dzień od chwili. wedle prawa gościny.Jaskier zerwał się z zydla. . znając cię trochę. Kmiecie popatrzyli po sobie. Diaboł nocami hula po całej okolicy.Ale ja..Co tu jest do rozumienia? .Z czego to wnosisz? . gdy rozmawialiśmy o wyimaginowanych potworach. ale we dnie siedzi gdzieś w konopiach. Bywajcie. A o tym. że siedzi w nieprzebytym gąszczu? Byle zając ma na to dość rozumu. A przy zapłacie nie ukrzywdzimy was. . wyjrzał na podwórko.Złapcie go tylko. że mnie już trochę znasz. Albo wśród starych wierzb na bagnisku. Nie będziemy was naglić. do diabła! .I wasza wola. Wygody ni jadła wam nie poskąpimy. . temu waszemu diabłu. co nie istnieje.spytał Dhun. . .Prawda . śpiewaku. Jaskier. wiktu i opierunku? . wyjąwszy widać ciemnych kmiotków.Wygląda na to. definitywnie wybijając kota ze snu. .Jedno jest pewne . .Przestaję zgoła rozumieć. wie przecież każdy. panie. .uśmiechnął się Geralt.Głupi ten diabeł nie jest.Wasze prawo . a ty nagle angażujesz się do łowienia diabłów.mruknął wiedźmin obrzuciwszy wzrokiem roztaczającą się przed nimi splątaną konopianą dżunglę. że to stworzenia mityczne.Geralt . . .W takim razie nie rozumiem.Najpierw chciałbym mu. że nie zniżyłeś się do załatwienia nam tym sposobem noclegu. Wiedźmin milczał. III . że właśnie diabły to wymysły. nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie popatrzenia na coś.przerwał Pokrzywka.Z faktu. Nie ma! Diabły nie istnieją. . Tam se go możecie oglądnąć.Nie Iza i już .wrzasnął poeta. .Rzeczywiście . Co ma oznaczać twój niespodziewany zapał? Zakładam. się przyjrzeć. Chcecie wypocząć.zaciekawił się Jaskier. wypoczywajcie jak długo wola. albo wygońcie za siódmą górę. po czym wstał.powiedział Pokrzywka.

widzisz te tyczki? To chmiel. co to takiego jest.Musimy pchać się w sam środek tej gęstwiny? . poprawił spodnie.Pomyszkuję trochę w konopiach.bard dopiero teraz zauważył. .Sprytnie. że jest tu bezpieczny. . Zapracować na wikt i opierunek. Łajdak wyczuwa aurę i wie.Oryginalne .A po co? Też znam ballady o diabłach..Nie wziąłeś miecza! . Nigdy cię jeszcze nie widziałem przy pracy. o diable i babie.Przestań gadać. Ale na razie jeszcze nie polujemy. Z nagonką.Choć niewyrafinowane.Wcale ciekawa koncepcja. Dlatego muszę poszperać w konopiach.A ty.Inteligentnie . . Geralt.Jak chcesz. Zakładam.Hmm.powiedział. Na razie chcę się zorientować. dla przykładu.. . Baba. Jaskier. Tak ogromne pole emituje silną aurę antymagiczną. może i do zastosowania. . który.. Kto wie. drapiąc się w czoło pod kapelusikiem . bo do takiej operacji trzeba co najmniej dwóch. ani parobek imieniem Yolop nie używali mieczy.Hej! . nic więcej. nieprzyzwoita. Polleny z szyszek chmielu mają podobne działanie. że wiesz co nieco o chwytaniu diabłów. . . . że to nie przypadek..Chodzi o specjalne właściwości konopi. wziął na arkan..Jaskier rozejrzał się. uważasz. jak byś się do tego zabrał? . Jest ballada o parobku imieniem Yolop. . Chciałem być pomocny. . Wypędziłbym diabła z chaszczy. jeśli zechciałbyś uczestniczyć. Była taka jedna.Co chcesz zrobić? .. .parsknął trubadur. A tam.Ciekawym . a w czystym polu dognałbym go konno. Staram się przypomnieć sobie niektóre starożytne ballady.. tkwi w nich nagromadzona przez pokolenia mądrość.jak też się do tego zabierzesz. Czas zabrać się do roboty. Większość zaklęć byłaby tu bezużyteczna. ów diabeł. A starożytnych przyśpiewek nie należy lekceważyć. ale zabawna.Daruj mi babę. . Ani baba.nadął się Jaskier. spójrz. . . Co o tym sądzisz? . Założę się. Jaskier odkaszlnął.

wskazując na świeczkę. Przestań pleść. My tak mówimy we wspólnym. A w Starszej Mowie jest takie powiedzonko: "A d'yaebl aep ar-se".zaprotestował poeta. W gęstwinie panowało ciężkie. . duszne gorąco. Jaskier zamilkł. płaski kamień. Jaskier. . Skorzystajmy z niej. wydeptaną w zielsku polanką. Pytałem..paplał bard.. W samym centrum polanki leżał duży.Zawsze myślałem. jak również inne. a tuż za zakrętem kończyła się niedużą. . gdy widzą nadjeżdżających gości. co to znaczy. jak widzę. Ale karmią go. powachlował się nim i wytarł spocone czoło. "do diabła". Możesz wracać do wsi i czekać tam na mnie.mruknął. Nie nachodzimy się zbytnio. krocząc za wiedźminem wąską. Jaskier. nierówną ścieżynką wśród konopi..Faktycznie . "Diabli nadali".Geralt przysłonił oczy dłonią.Mam stracić taką okazję? Też chcę zobaczyć diabła. mówią: "Znowu kogoś diabli niosą".. przekonać się.Ty nie musisz.Spójrz. . jak go malują. na nim stało kilka glinianych miseczek.Jest ścieżka. Co. . czy koniecznie musimy przedzierać się poprzez konopie.O. skoro tam jest ścieżka.Składają mu ofiary. nierozpoznawalne pestki i nasionka. .Wiem. gdy im się coś nie uda. . . Zaraza. Ścieżka zakręcała lekko. czy rzeczywiście jest taki straszny. . Krasnoludy klną: "Duwel hoael". nie .A jeśli to diabla ścieżka? .Wiesz.W samej rzeczy .. niby jakiegoś czyżyka. co znaczy. wilgotne. co za cholerny chlew. Między miseczkami rzucała się w oczy wypalona prawie do końca łojowa świeczka. . Geralt . potęgowane jeszcze wiszącym w powietrzu zapachem kwitnących traw i chwastów. że "diabeł" to tylko taka metafora. żeby było jak kląć. Geralt widział przyklejone do placków roztopionego tłuszczu ziarna kukurydzy i bobu. ziarenkami. wymyślona. "niech to diabli". .Tak przypuszczałem . .rzekł poeta. zdjął ozdobiony czaplim piórkiem kapelusik.I palą diabłu ogarek. . Niziołki. Wszystko tu aż lepi się od miodu i dziegciu. a kiepski towar nazywają: "Duweisheyss". .Tym lepiej.

Zamilcz. uk.Kopnął cię ktoś kiedyś w rzyć. Trudno było ocenić.Uk! Uk! Beeee! . czy było to potwierdzenie. . podzielone i miękkie.Katarynka i dzwoneczek są twoje. .syknął Geralt. beee.Żarty!!! . a kulki świszczały mu nad głową. zakończony pędzlastym kutasem ogon. przywodziły na myśl żującą kozę. którym energicznie zamiatał.warknął wiedźmin. . Dziwoląg wyposażony był też w długi. .zabeczał koźloróg. Również usta. Poeta zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki. następna trafiła Jaskra w kolano. Jaskier zawył i usiadł na ścieżce. precz.. . . łajdako-wie wy. co? Przynieśli kulki żelazne? Ja wam dam kulki żelazne. Stworzenie miało nieco powyżej sążnia wzrostu. jakiego Geraltowi zdarzyło się oglądać. gęstym ciemnorudym włosem aż po rozwidlone racice.Macie wasze kulki! Beeee! Calowej średnicy żelazna kulka rąbnęła wiedźmina w ramię. uk. . po czym z gęstwiny wyłonił się najdziwniejszy stwór. uk! . podskakując. Stwór zabeczał.zagulgotał wściekle stwór.Jak najbardziej . bo na rogi wezmę.Psujesz wszystko. ruchliwe. . .szczeknął potwór. Jaskier .Blebleblebeeeeee! .Uk! Uk! Uk! Bleubeeeubleuuubeeeee! . . możesz je zabrać.wrzasnął koźloróg.ryknął donośnie koźloróg i podskoczył. zamachnął się ponownie. -Ja wam dam kulki! .nie wytrzymał Jaskier. Dolna część ciała stwora pokryta była długim. uk! Żartów się wam zachciało. W konopiach coś zaszuściło i zatupało. zaprzeczenie czy też beczenie dla samej jeno sztuki. Geralt nie czekając skoczył za nim. trzymając się za czoło. Gdy będziesz szedł do domu. do cholery . kozie rogi i brodę.Przestań.Ani słowa. przebierając racicami. beeee? Macie żarty! Macie wasze kulki! Macie! Stwór podskoczył i machnął gwałtownie ręką.Uk! Uk! . uk.kiwnął głową Jaskier. Zachowaj dla siebie głupie żarty. -Czego tu? Precz. beeee! Nowi żartownisie przyszli.. .Dalsze słowa barda zagłuszyło groźne i donośne beczenie. ukazując żółte końskie zęby. .Uk! Uk! Beeeeee! . Koło ucha Geralta coś świsnęło. -Żarty. wyłupiaste oczy. przy czym warga rozeszła się szeroko. koziołku? .

A myślałem. ale nie uniknął pocisku. Zobacz. Nie wygląda ciekawiej aniżeli za pierwszym..Miły jesteś.Zanim wyruszyłem. Prosiłem natomiast. Chcieliśmy sami diaboła przechytrzyć. Powiedzieliście. a pogonił cię jak jakiegoś chłystka.już dawniej objawiały się straszydła. sprawić.Żartownisie zasrani! Kulka zaświszczała w powietrzu. pomiędzy konopie. Trzeba było przyznać. Mam powody przypuszczać. Jaskier zaklął jeszcze szpetniej. panie. że będę przy tobie bezpieczny! .U nas w Dolinie . .Mości Dhun.Pokazujesz mi go po raz szósty. Za nimi dreptała siwiuteńka i pokręcona jak precel babuleńka . że nie robiliście niczego. byś trzymał za zębami twój niewyparzony język. Taka rogata pokraka z kozią brodą. że było inaczej. jeśli łaska.. A ja oberwałem w łeb. a zaraz potem świst kolejnej kulki.rzekł wolno Dhun . Geralt rzucił się w bok. bluźnierstwo i tupot nóg Jaskra zmykającego ścieżką. Geralt . pytałem.Nie prosiłem. .Jakim sposobem? . usłyszał jeszcze triumfalne beczenie zwycięskiego diabła. chwytając się za potylicę. . Zełgaliśmy.. taki cap kosmaty.zaczął wiedźmin bez wstępów. Wybaczenia prosim. Nie posłuchałeś. który trafił go w łopatkę. . Osadnicy pomruczeli między sobą. prowadzona przez jasnowłosego i przeraźliwie chudego podlotka. po czym Dhun po-kasłał w pięść i postąpił krok.Tego się nie spodziewałem. jakiego mam guza! .Jaskier przyłożył do czoła schłodzoną w wiadrze podkowę. teraz cierp. . . mości Pokrzywka . bo właśnie nadchodzą.Prawiście. by poszedł sobie od nas precz. klucząc wśród gęstwiny. . Wiedźmin. bo wstyd nas żarł. W milczeniu. diabeł rzucał zatrważająco celnie i wydawał się mieć nieprzebrany zapas kulek. Do świetlicy weszli Pokrzywka i zwalisty Dhun. Czekam na wyjaśnienia.No wiesz. IV . czy próbowaliście już sami coś przedsięwziąć względem tego waszego diabła. byś łaził za mną w konopie. A potem zapadła cisza.

nie po wsiach na krańcu świata. . czary i cudactwa. tak różna od krzepkiej postury innych dziewcząt z osady. to w bibliotekach świątynnych.Rzuć na to okiem. babko. burdałaki. .ocenił bard. nie umiejąc czytać runów? . Tej sztuki nie posiadła żem.ciągnął Dhun . Na wszystkich bogów. Dziewczyna wciąż stała przed nim. Geralt. obrosłe tłustym kurzem tomisko. a jeżeli już.Pierwsze Kuny . włościanie kochani? Chyba nie chcecie nam wmówić.Czytać? .W księdze tej .jakim sposobem korzystacie z księgi. złociutki. że umiecie to czytać? Babko? Umiesz czytać Pierwsze Runy? Umiesz czytać jakiekolwiek runy? . upiry. niż początkowo przypuszczał .starowinka pokazała w uśmiechu bezzębne dziąsła. Geralt obrócił w dłoniach ciężkie.którą w rodzie naszym mamy od niepamiętnych czasów. skąd to macie. Była starsza. Jaskier.Najstarsze pismo używane do czasu wprowadzenia nowoczesnego alfabetu.Ja? Nie. Nieczęsto widzi się coś takiego. . żeby księgę pokazała! Jasnowłosa dziewczyna wyszarpnęła wielką księgę ze szponiastych palców staruszki i podała ją wiedźminowi. . jakie na świecie były są albo będą. grube. zaglądając mu przez ramię. mówię. Zabawna składnia.rzekł Geralt zimno. Księgę. wijuny ziemne.Objaśnijcie mi . . Ciekawe ryciny i iluminacje.Czegoooo? Jasnowłosa dziewczyna zbliżyła się do babki i szepnęła jej coś wprost do ucha. by pień! Lilie. . zapewne jej rówieśniczek. są sposoby na wszystkie potwory. z podkową ciągle przyłożoną do czoła. Oparte jeszcze na runach elfich i krasnoludzkich ideogramach. pająki ogromniaste i żmije różne.Pokażcie księgę.zmyliła go jej filigranowa postać. Położył księgę na stole i odwrócił ciężką drewnianą okładkę.W jakiej księdze? .Smoki latające. rzeknij babce. odwracając się do Dhuna i Pokrzywki . ale tak wówczas mówiono. . A my zawżdy sposobu na plugastwo wszelkie w naszej księdze szukali. . Księgę! Krew mnie zaleje zaraz! Głucha. mnąc dłońmi fartuszek.

babka zna całą księgę na pamięć? Czy tak? Babciu? . wżdy trzeba.zamamlała babka.. Wzywać go niebezpiecznie barzo.. że naszej babce już pora. .Wystarczy.wyrecytowała. weźmij nóż żelazny. mówcie.mruknął Jaskier. bo od tego oparszywieć można.Dość.Wiedźmak .. co wie. A dziewki przed nim kryć. Co tu jest napisane? Babka zamlaskała. gdzieżby tam . A tu? Co to jest? Rycina przedstawiała rozczochrane straszydło na koniu. babka najlepiej wie. przyjrzała się rycinie. ..Najstarsza babka zawżdy wie. . co podle obrazka stoi.Przez niektórych wiedźminem zwany. .powiedział Geralt z niedowierzaniem . z ogromnymi ślepiami i jeszcze większymi zębami.Jeśli dobrze rozumiem . owamte pioruny miotają.wiedźmin przewrócił kilka lepiących się stron. Te deszcz leją. Bardzo dobrze. w lewej wór pieniędzy. Dziękuję. uczy jaką młodą.Wystarczy . babciu.Nie. . nowy.. bo wiedźmak chutliwy jest ponad miarę wszelką. . . babciu. gdy już jej pora do ziemi.pośrednictwem Lilie jeno to.mruknął Geralt. co w księdze stoi -rzekł ponuro Dhun. . wiedźmak uradzi.Jak tam dalej idzie? Wielce ciekawa to księga! "Mówcie.Przez nieuków ziubrem zwany błędnie. .A tego.Całą nie.. Pochwalcie się zatem. . Rogi ma i bodzie niemi.Tur rogaty albo taurus .Stara wiedźma i młoda wiedźma . bo gdy przeciw potworu a plugastwu niczym nie uradzi. łajna mysiego łuty trzy. nie . . tamte wiater sieją. Hmm. Chceszli urodzaj od nich uchronić.. Sami baczycie. po czym zamknęła oczy. brawo. .. babciu.. coby wiedźmaka nie dotykać. Baczyć aby trzeba. . W prawej ręce straszydło dzierżyło pokaźny miecz. zaiste .Pochmurniki a płanetniki rozmaite są. . Baczyć aby trzeba. .Geralt otworzył księgę na chybił trafił. znowu za . czapli siwej smalcu. .. Ale póki co.zaprotestował Jaskier ze złośliwym uśmiechem.Dobrze. Babka tedy przygarnęła Lilie i uczy ją.Aha . Widniejący na naddartej stronicy obrazek przedstawiał cętkowaną świnię z rogami w kształcie liry..A tu? .odrzekła babka.. .Eee..

Daj onemu dziegciu.Weźmij orzechów jedną przygarść . dziegciu drugą. jak diabołowi we wnętrzu burczy a kurczy. Och. Chceszli go z Opola wygonić.. . włochaty.Aby do kulek. Wiedźmin i poeta schylili się nad stołem.A żeby was pokręciło.ciągnęła babka.rzekł Geralt.zamruczał Jaskier. Posłyszysz niebawem. Za kotołaka: srebrne grosze dwa. jakoby to nic. babciu.Zaczynasz wpadać w ten żargon. .. . któ-ren łakomy jest.Weźmij zasię kulek żelaznych przygarść drugą.... .Takoż zwany rokita albo silvan. a Lilie. ale pozór daj. . uśmiechnęła się ledwie zauważalnie. przewróciła kilka stronic. ogoniasty i złośliwie uśmiechnięty. pójdź nocną porą.Uważaj. A zechce diaboł twarogu. Wraz diaboł.mruknął wiedźmin. no . Miodu łagiewkę. jakiego to sposobu na niego użyliście. . jak miód jesz.nie dać onemu więcej jak: za utopca srebrny grosz abo półtorak. A jeść pocznij orzechy. rogaty. wypisz wymaluj . na rycinie figurował miotacz kulek. dał on nam .chocia wiedźmak wielce chciwy a na złoto łasy . Za wąpierza: srebrne grosze cztery.Dziękuję. jak wydało się Geraltowi.mamrotała babka.zębów nadłamawszy. W samej rzeczy.. z trudem opanowując drżenie ręki.zaśmiał się poeta.. Babka.A gdzie tam . wodząc palcem po pergaminie. Geralt . Mydła szarego faskę.No. . a sam twaróg jedz. gdzie tu o diable mowa i cóż to księga o diabłach powiada. .. baczywszy. . przybieży i spyta. Kędy diaboł siedzi.mruknął Jaskier.. mrużąc oczy ... Po mydle zasię diar boł nie zdzierży. Przeciw chudobie a domowej gadzinie szkodnik wielki i uprzykrzony.zachichotał Jaskier. tako uczyń. ..Cicho . . . ... . odwracając się w stronę Dhuna i Pokrzywki.stęknął Pokrzywka. Dalej. panie. twarogu drugą. A teraz pokażcie nam.No..Diaboł . diaboł.wyrecytowała babka. babko. bom ciekaw.Zgadza się. . .przerwał Geralt z kamienną twarzą. Tym razem więcej rad bym usłyszeć.A żeby was cholera . takoż miodu zapragnie. Wonczas daj onemu kulki żelazne.To były czasy . . . To zaraźliwa maniera..Doszliście do mydła? . smaczne li.. daj onemu mydła.

Wpadasz w żargon. . gdy za babką i Lilie zamknęły się drzwi. nie przymuszajcie jej.Dlaczego składacie diabłu ofiary w postaci ziarna? -spytał ostro. Poczuł dreszcz biegnący po plecach. A wy jemu wór onych kulek dali! Wy jemu amunicji na dwa roki bez mała przysporzyli.rozsierdził się Jaskier . U nas tego nie było i nie będzie. Nie odpowie wam. . . .. .Zadałem ci pytanie.Uważaj . .podjął wiedźmin.Kto to jest.Nie wasza rzecz . Dziwna jest. Oczy miała jasne i wściekle niebieskie. mości Dhun? . a w spojrzeniu tym nie było przyjaźni.Nie zrozumieliście mnie .. Lilie nie spuściła wzroku. panie . durni wy! . spojrzał w oczy stojącej obok babki dziewczyny. Dlaczego nie zastawiliście na niego naści? Gdybyście tylko zechcieli.. . . Dlaczego? Ty im tego zabroniłaś.bobu.. .warknął. . Geralt nadal patrzył w oczy Lilie. .Bom się i nie starał . Geralt raptownie uniósł głowę. dziewko .Mądre niewiasty u siebie w miastach prześladujcie.Dziękuję. dziewczyno.Nie pytajcie jej o nic.Dhun spojrzał na niego.rzekł wiedźmin zimno. Lilie nie odpowiedziała. u siebie stosy podpalajcie. prawda. bym go nie próbował zabić. . Mnie uprzedziliście. że to typowy roślinożerca. żeby jeno przygarść. Nie bój się.warknął Dhun. . . gdy kulkę ugryznął. jego kozi łeb byłby już zatknięty na kiju jako straszydło na wrony. .uniósł głos.Lilie. a Lilie nadal nie spuszczała wzroku.Dlaczego nie poszliście na diabła z kłonicami i widłami? .Wyjdź. To zaraźliwe. od rozmowy ze mną nie parszywieje się.Kim jest ta dziewczyna? Dlaczego cieszy się u was większym szacunkiem niż ta cholerna księga? .dawać mu tyle kulek? Stoi w księdze.Zabierz babkę i wyjdź stąd. Ona. Głową niemal sięgał powały..odezwał się Pokrzywka z wyraźnym zakłopotaniem w głosie. Lilie? Dhun wstał z ławy.uśmiechnął się wiedźmin. Przecież widać.A kto wam kazał . .. wpełzający na kark.

. . Dhun? Starszy osady kiwnął przyzwalająco.odezwał się nagle Dhun. a kiedy on "uk-uk". Nie kupiliście sobie jeszcze wiedźmina i nie myślę. Dhun milczał. my i daninę tym płacim. który za srebrny grosz albo półtorak zrobi to. Powiemy wam. "uk-uk" wołał.. Z początku zaczęliśmy mu nosić po troszku na kamień w konopiach. Albo nie wolno wam. . Nadal nie wiąże nas żadna umowa. nie mógł kraść.Ale jedną podstawową rzecz raczcie zrozumieć. Kazał sobie ziarno i inne dobro nosić worami całymi. Długo by gadać. beczał.przytaknął Pokrzywka. myślelim.Źleśmy wiedźmina ocenili. mości Dhun.wycedził Geralt. o jakie gdzie indziej trudno albo i w ogóle nie uświadczysz.. szurając łapciami po klepisku. .A i o czerwonym kurze napomknął.dupczył będzie . żeby wam się to udało..Co to ma wspólnego z diabłem? . Pokrzywka zachrząkał.. to on wściekł się.wtrącił Jaskier z rubasznym uśmiechem. . nażre się i da pokój. to zażądał daniny...Panie wiedźmin . Tak tedy u nas sadzonki a siewne ziarno ważna rzecz. i sprzedajem. i mieniamy się.. Nic z tego: kradł dalej. Ale.. tedy lepiej nogi za pas. potem nagle wyprostował się.lo też . Pokrzywka. też nie siląc się na serdeczność. A jakeśmy przed nim zapasy kryć poczęli po sklepach i szopach na trzy spusty zamknionych. Kmieć chrząknął. mierząc Geralta ponurym wejrzeniem.baczyliście. nadal nie zobowiązałem się wobec was do niczego. jakie się tu zbiory udają. . Albo nie chcecie. . .Ma.Nie trza kręcić .powiedział. spuścił głowę. panie. Takie się tu nieraz uhoduje. Gadaj wszystko. że.Jakeśmy tu jechali . usiadł. . mości Dhun. Nie macie podstaw do mniemania. Otóż nie. aż tu zaczął ziarno wykradać na potęgę.. jak tu wszystko rośnie. że kupiliście sobie wiedźmina. .Zauważyłem to . Diaboł dawniej aby naprzykrzał się i głupie figle płatał. co i jak. .zaczął Pokrzywka . czego wy zrobić nie umiecie. powiercił się na ławie. Wtedy prawie żeśmy się zeźlili i zamiarowaliśmy mu ogoniastą rzyć przetrzepać. Groził. aż trzeszczało. . Nie przy waszej niechęci do rozumienia. ryczał.Nie sierdźcie się.

w czym rzecz. .. jak księga każe.Kazała zrobić tak.Lilie nie zwoliła nam diaboła ubić . . A my. nie wyszło.ciągnął Pokrzywka. Wieszczka. gębę by rozwarł.Babka zabroniła diabła bić . bo włodarz srogi jest i na żartach zna się okrutnie mało... Mądra. Trafiające się po wsiach dziwne kobiety i dziewczęta. O diable tośmy mu nawet nie pisnęli. nazywane wieszczkami lub Mądrymi. z otwartymi gębami. Wiecie sami. do namiestnika.o wybijaniu całych stad zarodowych. Pytalim Lilie. . krzyczał. Geralt słyszał o przypadkach wręcz radykalnych i niezrozumiałych . -Babka potrafi tylko trząść brodą i międlić tekst.na dłuższą metę zawsze okazywało się. Podejmowane zaś na gruncie takich porad decyzje były często absolutnie sprzeczne z polityką panów i władyków.. czy można was-. ale próbujecie zgadywać jej życzenia. Ale nie mówcie o tym nikomu.Przecie odgadliście. panie wiedźmin. a nawet o migracjach całych wsi. nająć.Zauważyłem . Wierzyli im ślepo i bezgranicznie. co jej Lilie każe.. Bo jedno. często nie przebierając w środkach. nie ulegało wątpliwości ..powiedział szybko Pokrzywka . pomstował. bo babka.. którego sama me rozumie. że to Lilie. albo. jak dowodziło doświadczenie. Władcy tępili więc "zabobon". I wtedy wyście się napatoczyli. panie.Nie obawiajcie się . Prosimy was. Kto to jest. unikacie jej oczu.. Rolnicy zawsze zasięgali rady wieszczek. A jej życzenia to dla was rozkazy.. Jak wiecie..I co? . którzy zbierali daniny i ciągnęli zyski z rolnictwa. A na dziewczynę gapicie się jak na posąg bogini.Wiem. .rzekł poważnie Geralt. Toteż kmiecie bardzo szybko nauczyli się ukrywać Mądre. Były już kłopoty z włodarzem.aleć przecie wiemy. My się słuchamy. znaczy. nie dajcie bogowie. . nie cieszyły się zbytnią sympatią wielmożów. Gdyśmy mniej niż zwykle ziarna w daninę oddali. zaprzestaniu siewu lub zbioru. ze Mądre miały słuszność. Babka tylko to gada. w każdej nieledwie sprawie.Geralt skrzywił usta w uśmiechu. i nie zdradzę was.. Gdyby tak do włodarza doszło. No. . Ale słuchać ich rad nie przestali. ta wasza Lilie? .

Jeżeli więc zależy wam na waszej wieszczce. by śmieszyły mnie takie rzeczy. Nie myślę też wścibiać nosa w wasze sprawy..Za wiele widziałem. gdy giez ssie z niego krew. do świetlicy nie weszłaby za nic. . umiemy poznać. to względem diabła mogę wam podać jeden jedyny sposób: musicie go polubić. panie wiedźmin .I spojrzała. -Utrafiliście w sedno. wasz diabeł to silvan.. .Hm. . panie . Czego oczy nie widzą.pokręcił głową Geralt. Ale gdyby was nie uznała.rzekł Pokrzywka . Ale nic z tego. mości Dhun. . Dziad mój mawiali.to nie tylko o diaboła idzie. Zapoprzednia babka też przygarnęła dziewkę małomówną. Nie śmiejcie się. wiemy to.mruknął Geralt. która zamiast wieszczyć. Lilie nawet nie wie jaki.Utrafiliście .Wiejskie wieszczki wywodzą się z tego samego pnia co druidzi. . ale rozumne stworzenie.A jakże. Lilie niczego nie pozwala krzywdzić.Rzekła przez babkę. Niezwykle rzadkie. milczy. Skąd ona wzięła się u was? . Wieszczka.Nie powiedziała do mnie ani słowa.Oczywiście . A taki druid.Spojrzała.To ciekawe.Nie wiemy. . Nie zabiję go. Pytania moje zmierzają do ustalenia związku między Lilie a diabłem. Żadnego stworu. takoż było. to mu jeszcze życzy smacznego.zastanowił się Geralt. . Sposób się znalazł.Nie śmieję się . że babka się odradza tym sposobem.mruknął Dhun.Pojmuję . mój kodeks tego zabrania. .Ale z babką. . ze taki związek istnieje. . . . jak to pamiętają starsi.wtrącił Jaskier. . że wpierw musi na was spojrzeć. Iście niby miesiąc na niebie odradza się i coraz to nowa jest. I uznała was. nigdy słowa nie powiedziała. to teraz właśnie nasza babka. co się zjawiła nie wiedzieć skąd. Toż samo było u nas z dzikami. A ta dziewka. prócz babki.Wiecie. I co? Wyglądnijcie oknem: warzywniki jak malowanie... . tego sercu nie żal.uśmiechnął się lekko Pokrzywka. co warzywniki ryły. .Do nikogo. Pojmujecie? . Sami już chyba zrozumieliście. taką. co Lilie uznaje. Lilie czy nie. a czego nie.. .

to przemówcie mu do rozumu. jeśli liczyliście. zawody. . .Zgadza się .Wasza księga. toście się cholernie pomylili. A nuż się dogadamy? . że nie wiem. Przecież on tego ziarna nie żre. znaczy kradnie ziarno wedle rozumu. że moja pomoc będzie was kosztowała srebrny grosz albo półtorak. to współzawodnictwo. .Jeśli diaboł ma rozum. . że jesteś lepszy. .. byś mnie stąd wyrzucił.powtórzył wiedźmin.Ale co? .W samej rzeczy .Wytłumaczę wam.. drodzy moi. Chcesz ze mną wygrać.zabeczał diabeł. To wy. czy jak? Myślisz.Hej! . . rokita. . stąd do starej wierzby na grobli. przezornie ukryty. Otóż.. V . udowodnij. co? .Spróbuję . gniewne "uk-uk" i potrzaskiwanie tyczek.Chciałbyś wykpić się tanim kosztem. wżdy nie tyle.Ale.Jeśli on rozumny . Zwycięzca podyktuje warunki. czy jak? Czego on chce? Dowiedzcie się i wypędźcie go z okolicy jakimś wiedźmiń-skim sposobem.Hej! Z gęstwiny dobiegł szelest.podchwycił Pokrzywka. . Czego chcesz? . . . co? Bez wysiłku? Nie ze mną takie numery. Wygrywa lepszy. dowiedzcie się. beee! Życie.koźloróg wystawił głowę z konopi.odezwał się Dhun .Sam jesteś rokita.Sam jesteś diabeł .Więc jak? Diabeł? .I o tym właśnie chciałem pogawędzić. .Tu cię boli . . mości Dhun.Pokaz no się. To po co mu ziarno? Na złość nam czyni. ktoś ty taki? Chłopi wynajęli cię. jest przestarzała. Proponuję wyścig. mości Pokrzywka. Zamiast dogadywania się.zdecydował się Geralt.Pogadać.Kpisz. do czego zmierzam? . człowieku. o co jemu chodzi.burknął Dhun . Zrobicie to? . szczerząc zęby. .to nie bardzo. panie wiedźmin. Rozumiecie.przyznał Geralt obojętnie.Tak po prawdzie .

co to jest? Zgadnij. a ja się wynoszę. bez przymusu. Zanim Geralt zdążył zaprotestować..Nie wyniosę się stąd. gdzie jest grobla ani gdzie jest stara wierzba. smagnął ziemię ogonem i wyrecytował: Różowe listeczki.Wyniesiesz się stąd bez zawodów.Silvan. . pełniutkie strączeczki. a ty się wynosisz.Zauważyłem.Szkoda. . .. ale nie lubię przegrywać. wyścigów i hukania. . ja zostaję. ...Zamieniam się w słuch. nawet nie usiłując się zastanawiać.Nie wiem. potupał racicami.A twoja propozycja też warta jest tyle co Dliweisheyss. Zaraz zadam ci zagadkę. . Rośnie w miękkiej glinie nie opodal rzeczki. Przegrałeś. hm. Na długiej łodydze nakrapiany kwiat. .. Przesadziłeś z żartami.Czy znasz grę w "Kto głośniej huknie?" Ja hukam pierwszy. Nigdzie się nie wyniosę.Gdybyś wiedział. Jeśli ci się nie uda. nie będziemy się ścigać.Mam inną propozycję. Wytęż pomyślunek. Nie pokazuj kotu. . . Mnie się tu podoba. . tobym nie proponował wyścigu.Dliweisheyss ci do moich żartów. nakrapiane strączeczki? . Dać ci szansę? Zabawimy się w zagadki. Sam. Gorąco dzisiaj. . jak się okazało. Nie. znał również krasnoludzki. boby zaraz zjadł. jeśli ją odgadniesz. . wygrałeś.Wsadź taką propozycję a d'yeabl aep arse -~ diabeł wykazał znajomość Starszej Mowy.Ale za bardzo tu narozrabiałeś. .Pojęcia nie mam .Może pnący groszek? . . Może więc zmierzymy się w inny sposób? -diabeł wyszczerzył żółte zęby i podniósł z ziemi spory polny kamień.Ajak brzmi prawidłowe rozwiązanie? Co ma. diabeł zabeczał. . jeśli nie lubisz gier siłowych. . Lubię zawody.No.Źle. Zamknij oczy. bo zagadka nie jest łatwa. . Chyba że mnie pokonasz w jakiejś grze.przyznał obojętnie wiedźmin.

Ale Geralt też już stał pewnie na nogach i bez wysiłku uniknął ataku. kopał z siłą złośliwego muła.Nie . wiedźmin ukrył głowę za ramieniem. aroganckiego bęcwała.Kapusta. . Poderwał diabła z ziemi. Wygrałem. Wiedźmin odruchowo cofnął się. Geralt długim szczupakiem rzucił się między tyki i chwycił go za kosmatą nogę.rzekł wiedźmin wolno . A ty odchodzisz. Masz mnie za głupka? . . Silvan zabeczał i wierzgnął. jakiego nie powstydziłby się wielbłąd dotknięty ślinotokiem. Wiedźmin zaklął czując. chwycił stwora za róg.A moja zagadka? Mam chyba prawo do re-wanżu? . ale nie zwolnił chwytu. ."Nie rób drugiemu..zarechotał diabeł . mimo nikczemnej postury. Koźloróg zatrzepotał. . rozłączywszy się.pokręcił głową Geralt. Silvan.Zaczynasz działać mi na nerwy.Ha! Więc jednak! Co to za gra? .Jeszcze chwila . nie puszczając jednak diablich rogów.Mam cię za złośliwego.Uprzedzałem . co tobie niemiło". .zaprotestował diabeł.Nie . Nie musisz zamykać oczu. Spróbował ucapić wierzgającą racicę.co dziwniejsze . szarpnął mocno. zwalił na ziemię i przygniótł kolanami. ale nie zdołał. Trudno. bo diabeł.że zagadka nie jest łatwa. i to w taki sposób. . Zaraz zabawimy się w całkiem nową. Geralt zaklął brzydko. potoczyli się w różne strony. . opuszczając rogaty łeb.Gra nazywa się . Diabeł zerwał się pierwszy i zaszarżował. ale i tak zadzwoniło mu w uszach. Obaj. jak noga diabła wymyka mu się z palców. zostaję. . zamłócił po ziemi rękami i kopnął go ponownie. nie znaną ci grę. próbując miotać głową. przyparł do trzeszczących tyczek i z całej siły .Niby z jakiej racji? Przecież mógłbym nie odgadnąć. Diabeł zabeczał i plunął mu prosto w oczy.obydwoma trafił. wierzgnął obydwoma kopytami naraz i .Słuchaj . prosto w czoło.warknął Geralt.wiedźmin skrycie włożył rękę do kieszeni. z trzaskiem przewracając tyczki i plącząc się w konopianych pnączach. Stwór runął na wznak jak trafiony gromem. calowa żelazna kulka świsnęła ostro w powietrzu i z trzaskiem wyrżnęła diabła prosto między rogi. Żegnam pana ozięble. Geralt zgarbił się w błyskawicznym zamachu.

Odbił się od konia jak od skały i runął na wznak. że leży twarzą do ziemi. Widział je zza pierzastych paproci. Bardzo dobrze.. drące ziemię. Przedarli się przez konopie.. ale w tym momencie najechał go drugi jeździec. Następne kilka minut upłynęło na intensywnej szamotaninie. zauważalnie kusztykając. A potem był błysk i przenikliwy ból w potylicy. Słyszał głosy. o ile w ogóle mógł się z czegoś radować. ale jeden z tych koni był bez wątpienia kasztanką Jaskra. to wyłącznie z faktu. I ciemność.co tobie niemiło! Gramy dalej? . Odgłos. . . Wiedźmin usłyszał tętent galopującego konia. od uderzenia o ziemię pociemniało mu w oczach.Tutaj. .Nie rób drugiemu. Diabeł zawył i zakłapał tępymi zębami.diabeł bulgotał. wzbijające chmury kurzu i zielska. Impet kolejnego kopniaka rozerwał obu walczących i cisnął nimi w przeciwne strony. VI Na ustach miał piasek.W chmielu! Nagle zobaczył pierś wierzchowca tuz przed sobą. ponownie obalając. a w następnej chwili został najechany.. . . tuż obok pnia sosny. scena bowiem przedstawiała się iście kretyńsko. niedokładnie. . którego oczekiwał. wpadli w chmiel.. za chmielowe tyki. Geralt. przygwoździł do ziemi. po czym schylił się i napluł mu prosto do ucha. Torque. Geralt. O jakieś dwadzieścia kroków stało kilka rozkułbaczonych koni. Zerwał się zwinnie. Diabeł ponownie wyprzedził wiedźmina zerwał się i rzucił do ucieczki. dzięki czemu plunięcia trafiały we własne diable Facice. ale Geralt krzepko dzierżył go za rogi i dusił łeb ku dołowi. Gdy chciał go wypluć. A potem nagle ktoś zwalił się na niego. ze nikt go nie widzi. zorientował się. zorientował się. wył i pluł zaciekle. Gdy chciał się poruszyć. dysząc i ocierając twarz.wrzasnął.Dobrze. Leżał na leśnej ściółce. wymianie obelg i kopniaków. Jaskier! Tutaj! . Uniósł lekko głowę.Trzy worki kukurydzy .kopnął w kosmate kolano. rzucił się w pościg.wydyszał wiedźmin . Pomimo to zdołał odturlać się w bok..usłyszał. że jest związany. .Bleblebleeeeee!!! . w gąszcz konopi. unikając kopyt.

. Len. Oni z tego robią olej. Co z nami. To jest dużo tańsze niż jedwab i bardziej odporne. . Galarr nie był jedynym elfem w zasięgu wzroku.Siemię lniane. Dostarczę wam. I jaka wielka! A to to się nazywa rzepak. Jego włosy były czarne z wyraźnym odcieniem granatu. językiem elfów. Wiedźmin ostrożnie uniósł głowę i spróbował się obrócić. Galarr był elfem. jak to już wiedział.Spójrz na to Galarr. Ale słowa kukurydza". Elfem z gór.Byle się tylko przyjął ten twój len. . wysoki mężczyzna mogący być wyłącznie Galarrem. kimkolwiek był.Dowiedz się wreszcie..Jaskier. Nie.powiedział Galarr.. ale zupełnie biała.. Niby fasola. . . Torque. tu wszystko rośnie jak cholera. I szpiczaste zakończone uszy.To jeszcze nie wszystko .. usłyszawszy ruch wiedźmina.Ocknąłeś się? . W czynności tej pomagał mu szczupły. . co i jak. Sposób obróbki jest.Geralt. . błyszczące oczy.I jeszcze jedno .usłyszał szept. Na środku polany stał diabeł.powiedział bekliwy głos. Miał ostre rysy twarzy i wielkie. to nie był sen..Nie ma strachu . . Zaklął. wyprężył się i przewrócił na bok. . Jaskier tylko stęknął z cicha. saków i juków.Gdzie my. .Postaraj się o nowe sadzonki rzepy. Ten. Diabeł i Galarr. odwrócił się. Czystej krwi Aen Sei-dhe.. . . byle nie zmarniał nam jak rzepa poskarżył się Galarr. Geralt mocno zacisnął powieki i ponownie otworzył oczy.A to? Co to jest? . nadal posługując się cudacznym volapukiem.. "fasola" i "rzepak" użyte były we wspólnym.Tu z tym nie ma problemu. przedstawicielem Starszego Ludu. jak mi się zdaje.beknął diabeł. . na czym polega ta ich trójpolówka. dźwięczne imię Torque.Spisałeś się. Na skraju polany siedziało .odszepnął. noszący..spytał ten nazywany Galarrem. mogący być wyłącznie głosem diabła silvana. . posługiwali się Starszą Mową. . Był zajęty ładowaniem na konie worków. pojmujesz? Koszule się robi z lnu. Geralt miał dość. ale wybadam. dość skomplikowany. nie bój się.

tylko na skroniach zaplecione w dwa cieniutkie warkoczyki. Aen Seidhe.Yanadain.NelFea . poe. drugi brzdąkał na lutni trubadura. Geralt usłyszał odgłos uderzenia.. sprawdzał węzły. przygniótłszy go do ziemi kolanem. . Biodra miała owinięte kolorową chustą sięgającą połowy ud. wysokiego Seidhe..Nie.Słyszałeś? .Jeszcze jeden powód.jęknął trubadur.Ale trzeba sprawdzić. . Jeden zajęty był wybebeszaniem juków Jaskra. Miała długie rzęsy. Toruviel. zebrani dookoła rozwiązanego worka.No. .Ten pavienn. Nosiła krótki skórzany kabacik na luźnej koszuli z zielonej satyny i obcisłe wełniane legginsy wpuszczone w jeździeckie buty. Elfka pochyliła się nad Geraltem.Dlaczego nas więzicie? O co wam chodzi? Jestem Jaskier.powiedział Galarr. podczas gdy któryś z elfów. Galarr! Nie! Filavandrel zabronił! Zapomniałeś? . patrząc na wiedźmina i bawiąc się rękojeścią długiego sztyletu u pasa. . nie zapomniałem. . . czy nie rozluźnili pęt.syknęła.wiedźmin z wysiłkiem obrócił się na . wykręcił głowę. spękane wargi. na co stać twoją przywykłą do szczekania krtań. .Zobaczymy. powiedz coś jeszcze.Cóż to. .elfka obróciła się w stronę towarzysza. . bujnie opadające na ramiona.ich jeszcze sześciu.Vedrai! Enn'le! Torque podskoczył i zabeczał.Que glosse? . potrzebujesz pretekstu . . zajmowali się łapczywym pożeraniem rzepy i surowej marchwi. ell'ea? . Toruviel . Stojąca nad Jaskrem elfka miała czarne oczy i krucze włosy. Nosiła długi naszyjnik z rzeźbionych kawałków złotej brzozy nawleczonych na rzemyk kilkakrotnie owinięty wokół szyi. Pozostali.Czego chcecie od nas? . który nie zadając sobie trudu sprawdzania więzów Geralta brzdąkał na lutni Jaskra z obojętnym wyrazem pociągłej twarzy.Galarr przerzucił dwa związane worki przez grzbiet konia. Obrócił się. . . małpoludzie . Pióra dekorujące jego kurtkę zaszeleściły. .Słyszałeś.Nie. Vanadain? Małpolud potrafi mówić! Potrafi nawet być bezczelny! Seidhe wzruszył ramionami. wskazując jeńców ruchem głowy.zaprzeczył.spytała. nienaturalnie bladą cerę i spierzchnięte. by go zakneblować. .Que l'en pavienn. . .

Wiedz. Elfka odskoczyła.zabeczał diabeł. Zastrzelę cię z łuku.rozdarł się nerwowo Jaskier. Wysoki Seidhe gwałtownie szarpinął struny. byś czuł.Na tobie już sobie ulżyłam. każ jej przestać! .To ja rozjechałam cię koniem i dałam po łbie. .Ale ogromnie śmierdzisz. szlachetna Aen Seidhe. ale tak. dobrze? Toruviel odwróciła się ku niemu ze złym grymasem na spękanych ustach. że umierasz. . Aen Seidhe. na ile pozwalały mu na to pęta. . błysnęła zębami.Muzyk! . Udało mu się. . gdy czas przyjdzie. Elfka wyprostowała się. . Do związanego i nieruchomego celu powinnaś trafić. .syknęła. Elfka stanęła nad nim w rozkroku. co zechcesz.warknęła.Thaesse! .Nie podchodź tak blisko . szamocząc i ciskając w powrozach. . że aż zęby mu zadzwoniły. . wypluł piasek . Ale możesz być pewien. Toruviel! .wykrzywił się. . Ani od drugiej. pochyliła się.Zostaw go. . a muzyk! Lutnista! Bez słowa wyciągnęła . na bogów! .wiedźmin wzruszył ramionami. patrząc w oczy. Geralt skurczył się i zwinął widząc. udając wstręt.Dlaczego znęcasz się nad nim.ciągnęła elfka.Ogromnie śmierdzisz. Postaram się. dostał w biodro.Twoja wola .Zrobisz. .plecy.by uderzyć związanego? Bij bez pretekstu. że nie zginiesz od pierwszej strzały.Powinnam . gdy miałeś wolne ręce powiedziała. i to wówczas. . przecież widziałem.Człowiek.Trafiam. że to również ja z tobą skończę. Ulżyj sobie. .wrzasnęła Toruviel i kopnęła wiedźmina raz jeszcze. Stojący obok wysoki elf kwitował kopnięcia ostrymi akordami na strunach lutni. jedna pękła z przeciągłym jękiem. .Najchętniej pchnęłabym cię z bliska.Zwariowałaś? Galarr.Dość tego! Dość. . człowieku. Nie odpowiedział. głupia dziwko? Zostawcie nas w spokoju! A ty zostaw w spokoju moją lutnię. w które miejsce zamierza go kopnąć ponownie. w co zechcę. . zakołysała się w wąskich biodrach i z rozmachem kopnęła go w udo. ze to lubisz.

zabeczał Torque. zwaliła się na niego. .rozległ się nagle dźwięczny głos. ściągnięte na czole opaską wysadzaną szafirami. bym wykłuła ci te gadzie oczy? Jej naszyjnik zawisł tuż nad nim.Quess aen? Caelm. rzuciła oplatane strunami resztki na pierś Jaskra. jedwabistą jak włosy kobiety. który wjechał na polankę. Dostrzegł. miękką. kurcząc nogi i wykręcając się w bok. Toruviel straciła równowagę. Koń. Poeta zbladł śmiertelnie. Geralt miotnął się w więzach jak wyciągnięta na brzeg ryba. wlokąc za ubranie i włosy. przyciągnął wzrokiem czarne oczy Toruviel. Vanadain .Na krowim rogu ci grać.Nie zabijaj! Nie! . Włosy jeźdźca siedzącego w bogatym siodle były identyczne w kolorze.Voe'rle. Geralt. że aż chrupnęło mu w kręgach szyjnych i z całej siły uderzył ją czołem w twarz. zachłysnęła się.syknęła elfka. był śnieżnobiały. dopadł konia. Któryś uderzył go. na ile pozwalała mu wczepiona w jego włosy pięść. Toruviel zawyła. dzikusie. uchwycił się strzemienia i zasypał . ale nagle załkała. . pobekując. las przed oczyma zatańczył i popłynął. nie na lutni. jak Toruviel zrywa się na klęczki. -Brudny małpoludzie! Chcesz. poczuł. .instrument z rąk wysokiego elfa i z rozmachem roztrzaskała lutnię o pień sosny. pochylając się. przygniótł sobą elfkę. chwycił naszyjnik zębami i targnął potężnie. krew z czoła rozciętego o zęby Toruviel zalewała mu oczodół. zobaczył krew płynącą jej z nosa i ust. poderwał nagłym rzutem. unieśli. Geralt widział go już na czerwono. grzywę miał długą.Nie! . evellienn! Galarr! Geralt obrócił głowę na tyle. . chwyciła za twarz i opuściła głowę między kolana. Wiedźmin wyprężył się. Torque. Elfka wyszarpnęła sztylet z pochwy. Brutalnie ściągnęli go z niej. wargi mu zadrżały. Wysoki elf w przybranej pstrokatymi piórami kurtce wyjął sztylet z jej ręki. jak pierścienie tną skórę na kości policzkowej. . podszedł do podtrzymywanego wiedźmina. dopadając do elfa i wieszając się u jego ręki. czując rosnącą gdzieś w środku zimną wściekłość. odrzucił głowę w tył tak. unosząc ostrze. Uśmiechał się.Co się tak gapisz? . zgarbiła się.

ostrożnie odjął jej od twarzy zakrwawioną chustkę. . Co ja im zrobiłem? -zajęczał Jaskier. człowieku..zabeczał diabeł.. Toruviel jęknęła rozdzierająco.Co ja im zrobiłem złego? . Oni głodują w górach.zajęczał znowu poeta. .Gówno mnie obchodzi ich czas. diable? . jak w pewnej chwili krzyknęła.. Torque milczał. człowieku. jakby rozum straciła.Co się da .. związanego. Nie wiedziałem.. podszedł bliżej. zanim cokolwiek wyhodują na poletkach.. Seidhe przerwał mu władczym gestem. Geralt? Świadkami czego byliśmy? . jak gdyby przez kilka nocy z rzędu nie zaznał snu.. błyszczące niczym gwiazdy w pobladłej twarzy..Kopała go. Gdy ciebie ogłuszyli. . czego potrzebują. sadzonki. przykrępowali pasami do pnia. .Zabiją nas? O co tu chodzi.beknął Torque.powiedział cicho w pozbawionym akcentu wspólnym.jęknął Jaskier. . Geralt słyszał. . .Nasz koźlorogi przyjaciel wypełnia w Dolinie Kwiatów szczególną misję. wiedzę rolniczą.Wszystko. której oni nie potrzebują.mruknął wiedźmin. A pokaż mi taką rzecz. ze oni się pojawią akurat wtedy.Cholera . zasłaniając ją. Zbliżył się do podtrzymywanej przez dwóch elfów Toruviel. Elf znowu nakazał mu gestem milczenie.Nie chciałem tego . by was porzucili tam.Nie chciałem.powiedział diabeł.. poruszając miękkim nosem. nadal stojący obok nich. . . Zanim udomowią zwierzynę czy drób. . Co jeszcze. odwrócił się w stronę wiedźmina.Chyba nas nie zabiją? .. A o rolnictwie nie mają pojęcia. Oni nie mają na to czasu. prosiłem.Kąsasz nawet związany . a twego druha wzięli na powróz. Torque? Na polecenie elfów kradnie nasiona. gdy my. . Jego czarne. . Na jego krótki rozkaz inni Seidhe zawlekli wiedźmina i Jaskra pod sosnę. Seidhe pokręcił głową. były sino podkrążone. w chmielu. ..Chyba nas nie. palące oczy.Nie mogli zostawić świadków .białowłosego elfa potokiem wymowy. Ale. zwłaszcza zimą.Toruviel zaczęła . szamocząc się w ich rękach. zeskoczył z siodła.Jak bazyliszek. Prawda.. Wyciągnę z tego wnioski. Potem wszyscy uklękli przy leżącej Toruviel. .

coś łatwiejszego niż szybka. człowieku.Gdybym chciał dać upust nienawiści lub chęci zemsty .Eeee.. . cicha strzała zza drzewa? Ale my nie urządzamy na was polowań. przesada . która nas skopała. Jaskier.a być może sam zdołasz sobie odpowiedzieć na to pytanie. co różni się od was. wreszcie odrzucił go w krzaki.Pomyśl dobrze . Przez chwilę patrzył w milczeniu na zniszczony instrument.powiedział. jakich elfy doznały od ludzi uśmiechnął się krzywo wiedźmin.powiedział białowłosy elf.Jest mu bez różnicy. jak ze wszystkim. oni nawet nie wystawiają straży.mruknął wiedźmin. zbliżywszy się bezszelestnie . z rodu Feleaomów z Białych Okrętów.beknął diabeł. wygnany i wyszczuty na kraniec świata.powtórzył elf. . . że świat zaczął się do was dopasowywać. .To wy. Dlatego odebraliście nam naszą ziemię. Nie daj się zwieść jego szlachetnej postaci i wyszukanej mowie. jestem Filavandrel z Krańca Świata.To prawda. To ty. wyparliście w dzikie góry. Obecnie. Czy może być coś prostszego. Elf podniósł strzaskaną lutnię Jaskra. Zabawiliśmy się trochę. Dziecinnie łatwe. białej skóry . Ale wyście zmienili ten świat. .Jakie tam polowanie. choćby tylko kształtem uszu . co wpadło wam w ręce. Dolinę Kwiatów. nienawidzicie wszystkiego. postępowaliście z nim tak. .ciągnął spokojnie elf. Geralt nie odpowiedział. Zajęliście naszą Dol Blat-hanna.Świat jest wielki .. spalił osady i wyrżnął mieszkańców. ludzie. na kim się mści. Początkowo zmienialiście go siłą. . gdy chodzą do lasu. Uległ wam.Możemy się pomieścić. wypędziliście nas z naszych domów. Jestem Filavandrel aen Fidhail ze Srebrnych Wież. On niczym nie różni się od tej czarnookiej. .On po prostu-mści się za wszystkie krzywdy. bawiąc się rękawicami z miękkiej. Jest dość miejsca. człowieku o dziwnych oczach. Musi na kimś wyładować swoją bezsilną nienawiść. . Nie widzą i nie słyszą nas. nie zwracając na koźloroga uwagi. silvana Torque.wpadłbym do doliny nocą. Ugiął się przed wami. Teraz wygląda na to. urządziłeś 'polowanie na naszego przyjaciela.Świat jest wielki . . ..

.spytał zmienionym. którą była. bo zrozumiałem. . . woda nie jest już tą wodą. ile będziecie potrzebowali. prawda? . marnieje.Niech was diabli. Filavandrel uśmiechnął się pogardliwie. jest obroną żałosną.Jakoś sobie radzę. co spotyka na każdym kroku dzieci będące skutkiem takiego współżycia? Dlaczego unikasz mojego wzroku. którymi odgradzacie się od nas w miastach? Współżyć z waszymi kobietami i iść za to na stryczek? Względnie patrzeć. motykami i radiami. dziwny człowieku? Jak tobie układa się współżycie z bliźnimi. głodujemy. Nas obdarowywała.Radzę sobie . grozi nam zagłada.Torque powiedział prawdę . trzeba się tego nauczyć.Zamiast kraść ziarno.. Warn ziemia płaci krwawy haracz. razem z waszą arogancją i pogardą. ze słońce świeci inaczej. . . co niegdyś jedliśmy. ludzi.Uznawszy waszą dominację? Utraciwszy tożsamość? Współżyć jako kto? Niewolnicy? Pariasi? Współżyć z wami zza murów. nie darliśmy jej w przeciwieństwie do was. Nie chcąc współżyć. elfie. Wciąż macie mnóstwo rzeczy uważanych przez ludzi za niezwykle cenne. skazujecie się sami na zagładę. Słońce świeci inaczej i będzie świecić. ale wciąż spokojnym głosem. od których przecież różnisz się nieco? .Współżyć na waszych warunkach? . . czego używaliśmy. Filavandrel pochylił się mocno do przodu. To. karłowacieje. Cóż. żadna miłość nie trwa wiecznie. Geralt zmarszczył twarz. Tyle. oczy mu rozbłysły. bo kochała nas. Bo innego wyjścia nie mam. Słońce świeci inaczej. Bo muszę. nic nie da porywanie się na nie z motyką. Współżyć. powietrze jest inne. Myśmy nigdy nie uprawiali ziemi. -Tak.Z wami? Nigdy. bo coś się zmienia. krusząc zaschniętą na policzku krew. . Możecie handlować. ułożyć się. Trzeba akceptować fakty. ze pycha i duma. ginie. choć jest obroną przed innością. można je kupić. . to wasza jedyna szansa. a nie ja jestem osią tych zmian.Filavandrel starł nadgarstkiem pot. Tak.Tego właśnie pragniecie. Ale my chcemy przetrwać. Dla nas ziemia rodziła i kwitła. Wy wydzieracie ziemi jej skarby siłą. Bo zrozumiałem. Bo jakoś zmogłem w sobie pychę i dumę z inności.ciągnął Filavandrel.wiedźmin spojrzał mu prosto w oczy.

także w formie żywności. . ze to. .Mam przyjaciół. pchnij mnie mieczem. Zobaczysz. spragniony zemsty i świadom własnej bezsiły. jak bardzo pragniesz w takiej wszy jak ja wzbudzić poczucie winy i skruchę. Dalej. . Filavandrel odwrócił głowę. . . wasza.To. by nie wiedzieć.powiedział.który wystąpił na blade czoło nad białymi brwiami. Jeśli zechcesz.. powinno pomóc. dla kogo to robi.Elfie . a nikt nie ma prawa podejrzewać.Nie trać więc czasu na dyskusję z takim nieprzyjemnym insektem. Jesteś żałosny. gdyby w zamian za uznanie ich zwierzchnictwa wyrażały zgodę na wspólne korzystanie z kożucha.Geralt splunął przez ramię.Rzeczywiście.Znam tę chorobę i jej objawy . co robicie innym rasom. które głosisz? Dlaczego wy. Kopnij mnie przedtem w jaja lub w zęby. W każdej formie. nie błagaj go.Dziwi mnie. Przecież te ukradzione nasiona was nie uratują. . . . Jesteś rozgoryczony. Zemścij się na całej ludzkiej rasie. ta rozmowa nie ma sensu .Toruviel jest chora .To chcecie narzucić innym? Przekonanie. jest równie naturalne jak wschody i zachody słońca? Ze wszyscy muszą się z tym pogodzić. że w waszym panowaniu nad światem jest akurat tyle naturalności. To bezcelowe i pożałowania godne.. elfie rzekł wiedźmin. Ludzi. jak ta twoja Toruviel. Nie stać nas na wojnę z wami. Jaskier. Pomyśl o tym. . Zemsta nie ma tu nic do rzeczy. ale musimy was zabić. z trudem panując nad głosem. a na handel i wymianę nie damy się nabrać. Torque musi nadal wykonywać swoje zadania. . .przerwał mu Geralt. że oto nadszedł wasz czas. czyją forpocztę stanowią wasi kupcy. jak ci ulży. z równym skupieniem słuchałbym wszy. ile we wszach rozmnożonych w kożuchu? Z równym skutkiem mógłbyś proponować mi współżycie z wszami. co jej zaaplikowałem. Filavandrel. ludzka era i epoka. to rozwiązanie czysto praktyczne.Przykro mi. . Kto za nimi przychodzi. . którzy dadzą za nas okup. ludzie. I jakiego rodzaju współżycie przynosi.odezwał się cicho milczący do tej chwili Jaskier. zaakceptować to? I ty mnie zarzucasz pychę? A czym są poglądy.Nic ich już nie uratuje .Nie płaszcz się przed nim.Filavandrel wstał. Nie jesteśmy aż tak naiwni. nie zdacie sobie wreszcie sprawy z faktu.

Oszczędź chociaż jego . w innym razie poderwę przeciw wam cały świat. Choćby dzięki tej ukradzionej garstce ziarna.Jeśli on przeżyje dzięki tobie. że było mi cię żal. na co stać wszy z kożucha! Wykończymy was. na które powalą was anemia. w arogancko wybranej izolacji. coraz bardziej zgorzkniali. że to już koniec.Nie. bo obiecuję ci. I ty wiesz. a nie na barłogach. kto żyje tak krótko . która ma odwrócić wasze myśli od bliskiej zagłady. długowieczny Aen Seidhe. Przypomnisz sobie. pragnąc umierać godnie. nic was już nie uratuje. Zejdziecie w kwitnące doliny na spotkanie ze śmiercią. człowieku. będziecie żyli długo.rzekł cicho elf. O mnie nikt się nie upomni. Zobaczysz. . z ukradzionymi woreczkami nasion na jucznych koniach.Geralt wskazał Jaskra ruchem głowy. dzięki której chcecie przetrwać. Wtedy. Ale jesteście długowieczni. Filozofia w sam raz dla wszy.Jak na kogoś.wykazujesz zaskakującą pogardę śmierci. poprowadzą w doliny tych. bez wątpienia poczuje się w obowiązku pomścić cię. . wy. Nic nie wzejdzie i nie urodzi się na płaskowyżach.Możesz być pewien! . . Zabij mnie też. z tą odrobiną. .Marnie oceniasz mój rozsądek . Filavandrel. jałowe i chore. co się wówczas stanie. . coraz mniej liczni. Umrzesz za chwilę.. Bo ty przecież wiesz.Wyjaśnij. . gruźlica i szkorbut. którzy jeszcze będą mogli utrzymać w garści miecze i łuki. . przekwitłe. . . I z tą waszą misją. I zrozumiesz.Czas pokaże. . coraz słabsi. kto miał rację . .I tu tkwi przewaga długowieczności. Wiesz. Filavandrel.powiedział z ociąganiem elf. Elf uniósł brwi.uśmiechnął się wymuszenie Filavandrel . Ty takiej szansy mieć nie będziesz. przypomnisz sobie mnie. Z rozsądku. w walce. nie z patetycznego miłosierdzia. Ja mam szansę się o tym przekonać. z garstką ziarna. prawda? A twoja długowieczność? Żal mi ciebie. blady jak śmierć.Jesteście żałośnie śmieszni.powiedział spokojnie wiedźmin. sukinsynu. .wybuchnął Jaskier. dlaczego. że miałem rację. że wtedy zrozpaczeni młodzieńcy o oczach stuletnich starców i dziewczyny. bardzo długo. ale jego będą chcieli pomścić. takie jak Toruviel.Możesz być pewien.Raz matka rodziła i raz się umiera .

Koźloróg potrząsnął uszami.choćbyśmy mieli zrównać z ziemią te wasze góry! Możesz być tego pewien! .powiedział elf. uk! .Odejdź . . przy czym efekt hardości psuły nieco zęby dzwoniące jak kastaniety.Torque . . przetrzymać gdzieś w jaskiniach.Jeżeli zostawimy ich przy życiu..powiedział wolno białowłosy elf. Widziałeś. za przełęcze! W przeciwnym razie musicie zabić i mnie! . Bez łuku.dokończył Jaskier. to konieczność. . . . .Idź sobie. wybałuszył oczy i zgiął łokieć w popularnym wśród kras-noludów obelżywym geście. jak zauważył wiedźmin.Bądź rozsądny . Dopadną cię i zamęczą. bo was na rogi wezmę. . Jaskier . .O.Duweisheyss. co możesz. a czego nie! Co wy sobie wyobrażacie? Sądzicie. co robisz.. Toruviel. . . na mojej ziemi? Tuż obok mojej osady? Wy przeklęci durnie! Zabierajcie się stąd razem z waszymi łukami. . a nie konieczność! . najwyraźniej czekały na to już od dawna.Nie będziecie tu nikogo mordować! Wsiadajcie na konie i wynoście się w góry.Nie mogę. zabeczał jeszcze głośniej.zabeczał nagle diabeł. uk.Filavandrel wyjął rękawice zza pasa i naciągnął je. .To przesądza sprawę .Aleś ty głupi. Na jego krótki rozkaz elfy z łukami ustawiły się naprzeciw. podbiegając i zasłaniając sobą skazańców. .Nie obchodzi mnie. o tym.A d'yeabl aep arse .rzekł hardo poeta.spytał Filavandrel.westchnął wiedźmin.. co musimy zrobić.To. dopóki nie skończymy tu.Raz matka rodziła i raz się umiera .wiedźmin odwrócił głowę.Czas zakończyć ten epizod. z ustami i nosem zabandażowanymi na krzyż pasami tkaniny i brzozowej kory. Jeden.Filavandrel oparł ręce o pas.Zawiązać wam oczy? . związany? Nie mogę ryzykować. nie! . dzwoniąc zębami.Odejdź na bok. Zrobiły to szybko. Nie mogę ryzykować. że pozwolę wam na mord? Tu. .Torque . . ludzie dowiedzą się o tobie. Torque. . . stanęła obok łuczników.. wciąż jeszcze żuł rzepę.Rozum wam odjęło? Filavandrel! Nie tak się umawialiśmy! Nie tak! Miałeś ich wywieźć w góry. co on zrobił Toruviel.

z kim lepiej trzymać! Żałuję.To się zdarza .płynęła ku nim Królowa. promienna.zaszlochał nagle Jaskier. krótko. powiodła błękitnym spojrzeniem po Jaskrze i Geralcie. Torque. Diabeł. .Sam tego chciałeś. . Twarz Filavandrela zmieniła się.. lienn! Elfy wyciągnęły strzały z kołczanów. zgięty w ukłonie. kłosów.To nie ma sensu. złotowłosa. Dana Meadbh . Filavandrel! . .Odejdź. choć również pochylony. skurczyła w dziwnym grymasie.nie. z czcią. Żaden z Seidhe nie poruszył się. która uklękła. Zatrzymała się kilka kroków przed elfem. pochylały głowy nisko.Dana Meadbh .Nie przejmuj się. urwanie. że się z wami sprzymierzyłem. Torque . Torque.beknął diabeł. pęków ziół.rzekł wiedźmin. L'sparellean! Evel. . . Odejdź na bok. nie szła . krzyknął na łuczników. natychmiast zabrał się do rozcinania więzów. To nie było już chude wiejskie dziewczę w zgrzebnej sukieneczce. Łucznicy opuścili broń.rzekł zimno elf. . U jej lewego boku dreptał na sztywnych nogach jelonek.Znasz ich przecież. A potem pochylił głowę i uklęknął. wciąż zasłaniając sobą Geralch lepiej niż was! I nie wiem. była Toruviel. Lilie nie odpowiedziała na pozdrowienie. płomiennooka. u prawego szeleścił wielki jeż.powiedział z czcią Filavandrel. powoli..Sam tego chciałeś .. zachwycająca Królowa Pól udekorowana girlandami kwiatów. muzykę. Białowłosy Seidhe odwrócił się gwałtownie. zaiste.Znam .rzekł Geralt.. . zaciskając zęby. jeden po drugim padały na kolana. Klęknęły też pozostałe elfy. .powtórzył Filavandrel. nie ruszając się z miejsca.Słyszę.Hael. patrząc na groty strzał. To żaden wstyd zgłupieć ze strachu. pokazał mu krasno-ludzki gest. jakby z ociąganiem. Przez porastające polanę trawy szła . . . Ostatnią. dając znak łucznikom. . Na polanę weszła Lilie.

Masz rację. dziwny człowieku . gdy zbliżyli się Filavandrel i Toruviel. wyczuwał otaczającą ich aurę i nie miał wątpliwości.zaczął. Filavandrel wstał z kolan. Wtedy. Nie zawiedź nas. . gdy było ci nas żal. . Dana Meabdh .Jesteś nam potrzebna. ale wiedźmin widział zmiany na twarzy elfa. uśmiechnęła się. Podszedł Jaskier. Niczego nie zmienią. podtrzymywany przez silvana. Nie opuszczaj nas. Geralt milczał. . Do zobaczenia wkrótce. patrzyła długo.doszedłem do wniosku. Bez słowa wręczyła lutnię Jaskrowi. Geralt spojrzał w czarne oczy ełfki widoczne znad bandaży. kunsztownie intarsjowanego drewna. ja i Toruviel. . w stronę gór. że miałeś słuszność. Diabeł pociągnął go nagle za rękaw. ale jego oczy mówiły wiele.powiedział białowłosy elf. w dniu. Nie odezwała się. Zginiemy bez niej.zabeczał cicho .dodał Seidhe .Z rozkoszą. Większość elfów była już w siodłach. Nie powiedziała ani słowa. Słowa nie są potrzebne. Lilie wolno pokręciła głową.. Również bez słowa. że między parą dokonywała się wymiana myśli. . .zdecydował się zemdleć. nie wydała najmniejszego dźwięku. Nie pozbawiaj nas twej miłości. Rychło w czas. Elf skłonił się. . Do zobaczenia zatem.Chodź z nami. Co robić? . Słowa nie były potrzebne. . wspaniały instrument z lekkiego. Poeta przyjął instrument. blady i oniemiały.powiedział cicho Filavandrel do Geralta. mnąc w dłoni zdobione wodze swego białogrzywego wierzchowca. Będziemy wówczas rozglądać się za tobą.Żegnaj. wskazała na wschód.Daj mu parę razy po gębie.. Na jego rozkaz elfy błyskawicznie rzuciły się siodłać konie. .Toruviel.Lilie wciąż stała przed Filavandrelem. skłonił się. rzeźbionym gryfem. ze smukłym. Elfka kiwnęła głową. w którym zejdziemy w doliny.Po dłuższym zastanowieniu . Odwieczna. Lilie spojrzała na niego. by umierać z godnością. Zdjęła z łęku siodła lutnię. Popatrzyła w oczy wiedźmina. I nie dokończył.Twój przyjaciel .

Geralt . co. zamiast straszyć dziewki. który nadal zajadle piskał na dziwacznej fujarce zmontowanej z kawałków trzciny o różnej długości. wicher kładł trzciny. co dostanę. niszczyć groble i paskudzić w studnie. Torque? . Będę figlował powściągliwiej. że ci to ujdzie na sucho .Jaskier przestał grać. Myślę. a nie okolica . .oświadczył diabeł. Dzicz.Ja wtedy też napiszę balladę i opiszę ciebie. . Noc była pochmurna i wietrzna. . wśród których rozłożyli obóz. opędzając ogonem od komarów.To drewno samo śpiewa! Te struny żyją! Co za cudowny ton! Cholera.Nie myśl.Ja lubię figle .zaśmiał się Jaskier.Trudno was nie słyszeć . przytuli} lutnię. ostrożnie podkręcając misternie rzeźbione kołki lutni.Trzeba było siedzieć w gąszczu jak mysz pod miotłą.Konopi mu żal . cała okolica was słyszy.Słyszę was. Jaskier dorzucił chrustu do ognia.Co? .Przez dłuższą chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. szczerząc zęby.Duweisheyss. W jeziorze z pluskiem rzuciła się ryba. że teraz będziesz ostrożniejszy i zaniechasz figli. dotknął jej policzkiem. .Postaram się. Zadupie. Ale niech wam będzie. Pozwoliłbym się kopać od świtu do zmierzchu.I ciebie też w niej opiszę.warknął diabeł. . . Geralt? Czy ty mnie w ogóle słuchasz? .wiedźmin uniósł głowę znad księgi. . że przez dwanaście lat nie będziesz się mógł pokazać w przyzwoitym towarzystwie. .Wyczytałeś coś ciekawego w tej księdze. . szumiał w gałęziach krzewów. obiecuję. za tę luteńkę parę kopniaków i trochę strachu to bardzo niska cena.Całą naszą wyprawę na kraniec świata opiszę w balladzie . Torque. spojrzał na diabła. Uważaj tedy. którą niecnie wyłudziłeś od .I życia sobie bez nich nie wyobrażam. gdybym wiedział. Ech.Torque odłożył fujarkę.oświadczył Jaskier. A potem wiedźmin odpowiedział krótko i prosto: . Torque wiercił się na legowisku. . i to tak. żal mi moich konopi! . Geralt? . że na nowych terenach będę ostrożniejszy. .Pustkowie i tyle.Na bogów.

coś wam powiem.Chyba nie wspomnę w balladzie o elfach i o trudnościach.Danamebi . tak . . Dlatego i imię jej jest Żywią. Wiecie.Po koniec wieków! . bez różnicy.Owszem. szać. . jednako.. szanują ją i imionują: "Bloemenmagde". którą ocaliłaś przed podziurawieniem grotami strzał.. a wszystko. . . nie cudzą dziedzinę Żywią odwiedzi. . . bo przecie i tak przeminą kiedyś.letnim czasem.. zajedno. Przeczytaj. po koniec wieków. chociaż we wnętrzu gór.Jaskier zabrzęczał na dźwięcznych strunach lutni Toruviel. a nowe po nich. z jakimi przyszło im się borykać. nie wśród pól mieszkają. póki się jeszcze ogień nie wypalił.zaczął .kmiotków? .Kędy Żywią stąpnie. Przestał grać. zawsze. przysuwając księgę bliżej ogniska. że Żywią ziemię jeno kocha i to.mruknął Jaskier. Panna Polna. była i będzie. podąża za nią i lgnie do niej. co rośnie na niej i żyje. ziemia kwitnie i rodzi. Objawia się ona jako Panna Jasnowłosa. i bujnie lęgnie się wszelaki stwór. za kwiaty w Dol Blathanna.Tak. babskie baje. Nawet Brodaci.Bądź pozdrowiona. Panno Polna! Za urodzaj. ale najczęściej zdarza się to we Święto Sierpu. objął lutnię jak dziecko i posmutniał.. . które prastarzy zwali: "Lam-mas". . . Ludy wszystkie ofiary jej składają z urodzaju. co żywię. Wiedźmin oparł się na łokciu.Dana Meabdh. Nie zabrakłoby mętów chętnych do ruszenia w góry. w nadziei płonnej. który się nad inne wybije. taka jej moc. Torque dołączył się wysokim trelem na swej trzcinowej piszczałce. inne przyjdą plemiona.To przeczytaj i nam. Prastarzy zwą ją: "Danamebi" i czczą ją wielce. ot.zaśpiewał trubadur i zabrzęczał na lutni. ale są to. a ludy wszelkie dla niej nie więcej znaczą niźli owa najchudsza płonka. że ich. Bo mówią też. Geralt.Ujrzeć ją można . ziele czy zwierz. ale i za skórę niżej podpisanego. Po co przyspi(r). Bo prawie mędrcy powiadają. A Żywią wieczną jest. we kwiatach cała. . że kiedyś na koniec osiądzie Żywią wśród tego ludu. płonka to najmniejsza czy robak najlichszy. od Dni Maju i Czerwia aż po dni Paździerza.

mruknął bard.Może "Kraniec świata"? .Nie mówmy o tym .Hm. Geralt? Hm.powiedział diabeł.Dobranoc .Prawda. . No. "Tam. gdzie. Geralt? Ty przecież wyczuwasz taką komunikację.. że wszystko się odnawia i nie przestanie odnawiać.. trzeba to miejsce określić inaczej.parsknął poeta." . wśród ludzi.Nawet jeśli to faktycznie kraniec.. Nieuniknione.Trubadur zamilkł. Ładnego tytułu. . gdzie. o czym... . ogień przygasa.O nadziei.Co nieco. . Metaforycznie. zawsze najlepiej układało mi się rymy przy dogasającym ogniu. .... chłopcy.. .że wśród nich zostanie? Tu. Co przekazywała elfowi? . "Tam.rzekł gorzko Torque.Wystarczyło. w Dol Blathanna? Może.O czym mówiła? .Jeżeli co? .Dokończ .. dość tego gadania. Czas spać. . że. Zakładam.Komunikowała się z elfem telepatycznie . . co to metafora...Chciałeś powiedzieć: przyspieszać to. . Czy sądzisz. . Prawda. O tym. A potrzebuję dla mojej ballady tytułu.. Pojąłeś.przerwał Geralt. ... Niech pomyślę. . Posiedzę jeszcze. Jeżeli kraniec świata pozostanie krańcem świata. Geralt? Lilie mieszka we wsi. Jeżeli będziemy respektować granicę.Banalne .. ." Cholera. . że wiesz. co nieuchronne..Po co o tym mówić? Słowa nie są potrzebne..Tylko tyle? . .Czułem to. Jeżeli. Bierzcie przykład z Lilie..Jeżeli ludzie okażą się tego godni. Północ blisko.

Rozpoznawał mięsiste. wylewające się z ogromnych donic zbite kule dętogłowu. Dostrzegał przytulony do kamiennych brył pierzasty mech stawikrew. Błotniste. rozpoznając niektóre rzadkie okazy . smukłych ciemnozielonych kryptokoryn i kłębów nicieńców. z wielkich skrzyń. pożywki dla pasożytniczego ostryżu. Wszędzie dookoła były rośliny. Nenneke. Geralt widział kadzie pełne rogatka i żółwiowej rzęsy i baseny po. których właściwości mógł się jedynie domyślać. jeszcze rzadsze. magicznych filtrów i czarodziejskich dekoktów. Pięły się po skałach. koryt i donic. których w ogóle nie znał i nawet o nich nie słyszał. Widział oblepiające ściany jaskini połacie gwiazdolistnego nostrixu. mokra para skraplająca się na omszałych głazach i bazaltowych płytach ścian. hodowle niezliczonych pleśniaków. kryte zbitym kożuchem wgłębki. wręcz gorąco. ziele zdolne zneutralizować każdą znaną toksynę lub jad. wyjęła z koszyka nożyce i kościane grabki i bez słowa przystąpiła do pracy. W jaskini było bardzo ciepło. bordowozłote owale niezmiaru i ciemne strzałki piłorytki. głębokich skrzyń żółtoszare. Nie opodal rósł siężygron. zamulone koryta. wypełnionych torfem zagłębień. glonów pleśni i bagiennych porostów. odkleił mokry len od karku. szare jak polne kamienie. które wchodziły w skład wiedźmińskich leków i eliksirów. Geralt przyglądał się ciekawie. I inne. I takie. Wyrastały z wykutych w podłożu. po drewnianych rusztowaniach i tyczkach.te. korzeń o silnych i uniwersalnych właściwościach leczniczych. zakasawszy rękawy kapłańskiej szaty. połyskujące bulwy wroniego oka i tygrysie prążkowane płatki storczyka mysichwosta. niepozorne miotełki zdradzały ra-nog. W zacienionej części groty wybrzuszały się czapy grzyba szytnaćca. grubo żyłkowane liście skorocelu. w powietrzu wisiała ciężka. pędy arenarii obsypane jagodami czerwonymi jak krew. Środek jaskini zajmowały rośliny wodne.GŁOS ROZSĄDKU 6 Wiedźmin rozsznurował koszulę. Szklane zbiorniki pełne pokręconych kłączy halucynogennego dwugrotu. Geralt przysiadł na ławeczce pomiędzy słupami światła wpadającego przez wielkie kryształowe płyty w . Wystające z wpuszczonych w grunt.

. Nie ma niczego gorszego niż brak zainteresowania. o ciebie nawet nie pytała.sklepieniu jaskini.Słucham . Dwa miesiące temu.Ale uspokój się.przyznał nie bez oporów. Zostań. . nie o ciebie. zwinnie zagłębiając ręce w gęstwinę liści i pędów. których wiedźmin nie znał. szybko szczękała nożycami. Nie pytała o nic. . . zapełniała koszyk pękami zielska. Nenneke. łuskowatych i wężowo skręconych roślin.Geralt? . . Kilka dni dłużej. bawiąc się nożycami. . . . by opuścić świątynię. Kapłanka szczęknęła nożycami.Nie. Bardzo ciepło. . Kapłanka mruczała i nuciła pod nosem. bo boisz się że ona cię tu odnajdzie? . Nie był nawet pewien. . bo pokłóciłyśmy się. ciskała je do zbiorników humusu na pożywkę dla grzybów i innych. Nenneke. że połyskujące kłącza poruszały się lekko. Czas już ruszać mi w drogę. szukając tu twoich śladów.Nie. wyciągając w stronę rąk kapłanki włosowate odnóżki. Znam Yennefer za dobrze. Nie wróci tak prędko. patrzyła na niego zza wielkich pierzastych liści muchokrzewu. Nenneke.Tak . Poprawiała podtrzymujące rośliny tyczki i ramki.Nie wyjeżdżaj jeszcze.Co cię tak pędzi? Herewardem przejmować się nie musisz.To nie była bynajmniej trudna zagadka . Yennefer była tu już. mamrocząc gniewnie. czy w ogóle były to rośliny . Nie. A jest na ciebie potężnie wściekła. od czasu do czasu wzruszała ziemię trzonkiem grabek.zaśmiała się kapłanka. wyczułam to. A ten włóczykij Jaskier niech jedzie sam na złamanie karku. .Jesteś egocentrykiem jak każdy mężczyzna. ale rozglądała się bacznie. prawda? Niż obojętność? Ale nie.wydawało mu się.zwalczył ogarniającą go senność.mruknęła. Zostań. Niekiedy. Geralt.Czy dlatego tak ci spieszno.Nie pytała? . . Było ciepło. nie załamuj się.Tu cię boli . wyrywała zeschłe lub przegniłe łodyżki.Zgadłaś.

. . Obydwojga nie stać na nic oprócz silnie emocjonalnej oceny skutków przy jednoczesnym ignorowaniu przyczyn. To dość typowe dla związku.Twoja wiedza o niej jest bardzo powierzchowna. Rozsupłał tajną kieszonkę w pasie.stwierdził chłodno. a korona to obecnie sześć i pół orena i zwyżkuje. poprawiając tyczki.Nie sądzę . również. rozwścieczysz ją jeszcze . dajmy na to. A pozostałe kamienie. Nefryty zachowaj dla świątyni jako.Niczego nie przyznam. . Oren stoi słabo.Pozwól tu na moment. aby próbować się leczyć . są dla niej. jaki was łączy lub łączył. .Chciałbym.Hę cię kosztowały? . Nenneke spojrzała mu prosto w oczy. Ale dobrze zrobiłeś. . trzy ładne nefryty.W depozyt? . .. Dla Yennefer. stanął w pełnym świetle. wysypał zawartość na dłoń. przyznaj. .I tak wiem.skrzywiła się kapłanka.Ona była tu.O nic. obracając gotówkę w te świecidełka. Rzuć na to okiem.O co się pokłóciłyście? . . pod jedną z kryształowych tafli w sklepieniu groty. co pewnie stanie się niebawem.rzekła spokojnie Nenneke. Jeśli sprzedasz te kamyki w Novigradzie dostaniesz co najmniej pięćset novigradzkich koron. rubin. . Oddaj jej.Nie.Dwa diamenty. a ceny kamieni w Wy-zimie nie są wysokie.Nie robiłabym tego na twoim miejscu. wydobył maleńkie zawiniątko.Za poszarpaną szyję .Nenneke znała się na wszystkim. Wiedźmin podniósł się. Nenneke. . Wierz mi. .O to się pokłóciłyście. miniaturową sakieweczkę z koziej skóry. interesujący agat. za blisko do krasnoludzkich kopalni w Mahakamie.. co mogłoby cię obchodzić.Dwa i pół tysiąca temerskich orenów. .. Zapłata za strzygę z Wyzimy. Cóż. nawiasem mówiąc. . gdy odwiedzi cię ponownie. żebyś to wzięła. kwestia ceny. Jej wiedza o tobie. . moją ofiarę dla bogini Melitele.

Gówno mnie obchodzi.Przestań . Jeżeli chcesz być durniem. mocno przejrzały. Jestem jej jednak coś winien.To akurat wiem. Nie serwuj mi aby. które reguły potwierdzają. Jest czarodziejką. jak ty traktowałaś ją.Jesteś większym głupcem. Nie myślę jej przebłagiwać ani przekupywać. dla niej te twoje kamyczki to drobiazg nie warty plunięcia. . . zachowasz się jak mężczyzna mocno. Wiem coś o tym. . Szkoda. no. Czy ty wiesz. -Nie mogłem tego znieść.powiedziała ostro. ile Yennefer potrafi zainkasować za usunięcie ciąży u wielkiej damy? . a to. Chcę jej pomóc. Naprawdę nie wiem.mruknął. bo niczego już nie jesteś w stanie ani poprawić. A pośredniczyć ani wręczać jej tych głupich kamyków nie mam najmniejszego zamiaru. ty wiesz o tym również. obchodzi mnie jeszcze mniej. Zostaw wszystko tak. od czego są wyjątki. ze sobie samej nie potrafi pomóc pod tym względem. Traktowała mnie jak. proszę. ani polepszyć. .Owszem .Kosztowna kuracja? Pomoc? Geralt. także u ciebie. banalnych nieprawd o wyjątkach.Nie zrozumiałaś mnie. Nie jestem twoją matką. Jak i to.bardziej.. nazwijmy to.Była zbyt zaborcza . . bądź nim bez mojego pośrednictwa.. odwracając twarz. niż myślałam . jak cię traktowała. którego typu mężczyzn gorzej nie znoszę. Nigdy nie będzie mogła mieć dziecka. a kuracja. jakiej ona chce się poddać.Jej nikt nie pomoże. Dlatego szuka pomocy u innych. . to absolutnie niemożliwe. Uciekając od niej zachowałeś się. to wszystko. .Nenneke zmrużyła oczy.Nie wszystkie czarodziejki są upośledzone pod tym względem.. . zupełnie niewydolne gonady i to jest nieodwracalne. Powiedz mi coś o wyjątkach jako takich. Próbując zmazywać własną winę klejnotami. . jak jest.Nie może być regułą coś. ze za wyleczenie bezpłodności bierze jeszcze więcej.Nenneke podniosła koszyk z ziemi. ile razy mam powtarzać? Twoją powiernicą też nie zamierzam być.Nie wypłakuj mi się na podołku.. . . . Jak większość magiczek ma zatrofizowane. w sposób niespecjalnie godny dojrzałego mężczyzny. jest podobno bardzo kosztowna. o ile można bardziej.Wiem.

Geralt. . ja się znam. Błędy. . w pełni udanego przypadku cofnięcia atrofii lub regeneracji gruczołów dokrewnych.Głupi jesteś! . .odrzekła chłodno . to tak jest. . . dlaczego ona wciąż stara się. Dziwisz się jej. jak mi się zdaje.można powiedzieć wyłącznie jedno. uśmiechając się lekko. niestety. Masz przyspieszone tętno. Ty się na tym nie znasz.Nie aż tak. Ze są. opóźnione reakcje. pomyśl o własnych. nie rozumiem. A Yennefer.Czarodziejom . Przynajmniej nie pod względem upośledzenia.Jeżeli to aż tak oczywiste.To dlatego przysłałaś do mnie Iolę? W ramach terapii? Dla ułatwienia transu? .. A przed nią trans. I jeżeli ci mówię.Nie odpowiadasz .. wystarczy już. których wiedźmin popełniać nie powinien. Bo pod innymi względami trudno o większy wyjątek niż ona. .udawało się już wskrzeszać zmarłych. Geralt. ze Yennefer zapłaciła za pewne zdolności utratą innych. zwolnioną akomodację oka. Bo ja nie znam ani jednego udokumentowanego. otarł pot z brwi. Oparł się o ścianę jaskini.Źle ci się zdaje. Niełatwo dyskutuje się z głosem rozsądku. Ty jesteś chory. o którym mówimy. Nenneke odwróciła się. Konieczna jest terapia. Źle reagujesz na eliksiry. Cóż.stwierdziła fakt Nenneke. wsunęła ręce pomiędzy mięsiste łodygi nie znanych . które są nieodwracalne. Jesteś niepełnosprawny.Ty bardzo mało rozumiesz .przerwała kapłanka. . I ty chcesz ruszać na szlak? Ty musisz się leczyć.Geralt nie przejął się chłodem ani aluzją . A wskrzeszanie zmarłych jest trudniejsze niż cofnięcie atrofii narządów lub organów. Więcej nic. wyjątkiem nie jest. .. Znam udokumentowane przypadki. a co powiesz o sobie samym? Dla ciebie też powinno być oczywiste.. Przestań przejmować się dolegliwościami Yennefer. Nie wychodzą ci najprostsze Znaki. Twój organizm tez poddano zmianom.O wyjątkach . to już zaczyna przypominać konsylium. a przecież ciągle starasz się nim być. Popełniając ludzkie błędy.Nie dziwię się. że nigdy nie będziesz człowiekiem.Cholernie mało..

Konieczny jest trans .Ale na głos rozsądku. . czytać przyszłość. .Właśnie. prawda? . zróbmy to dziś w nocy. ale powiedz mi. Oprócz tego Iola też potrzebowała terapii.Chodźmy więc. Jak mógłbym robić to.Jesteś pewien? Nie odpowiedział. . czego potrzebowałam. .Nenneke? . W ramach terapii. . Mam już wszystko. że zamiast ryby złowiłeś Yennefer? . . który słyszysz? Nie odpowiedział. przysłałam ją do ciebie. Nenneke. Prorokować.westchnęła.No. . gdybym ją znał? Zresztą..Chodźmy już.Zaczęło się od tego.Tak. . obrzucając wzrokiem swój jaskiniowy ogródek.rzekła swobodnie. Zrozum. . co tu masz. że się udało.Opowiem ci. A ja nie chcę znać przyszłości. Więcej niż połowa.Aha? . . niech ci będzie . co robię. . Dużo lepiej reagowałeś nazajutrz.O to właśnie chodzi.Nie mylisz się. bo zgłodniałem nieco. Geralt? Nie chcę być niedyskretna. to rośliny. Jeżeli chcesz wyjeżdżać. . Powiedz. Ale może po wieczerzy.Nie. że ja i Jaskier nie mieliśmy niczego na śniadanie i postanowiliśmy nałowić ryb.Nie złoszczę się na terapię ani na Iolę. Nawiązała z tobą kontakt fizyczny i psychiczny. . Nie mylę się..wiedźminowi pnączy. w transie Iola może zacząć wieszczyć. .Iola jest gotowa. Wiedźmin ruszył do wyjścia. . jak wyście się poznali? Ty i Yennefer? Jak to się zaczęło? Wiedźmin uśmiechnął się. jak to było. które nie rosną już nigdzie na świecie. ja ją i tak znam.Mam rozumieć.No. Nie chcę.Połowa z tęgo. Nie złość się.powtórzyła Nenneke. powiódł jeszcze raz wzrokiem po jaskiniowej cieplarni. dobrze . . Byłeś spokojniejszy. Aha. . I powiem ci.

.Tak sądziłem .Nenneke uśmiechnęła się. Ale już nie tak. Geralt. których coraz więcej w świetle słonecznym. że łaską bogini Melitele. że kryształ. Czy i my nie powinniśmy schronić się pod taki dach? . Chcesz.Pewnie nie. Jeżeli zaś nie chce ci się tracić na to czasu.Czym to wytłumaczyć? .kiwnął głową wiedźmin.westchnęła kapłanka. . których nigdzie na świecie dziko rosnących nie-zobaczysz. . pewnie ci to nie wystarczy? . -Ale. to może zadowoli cię wyjaśnienie.W zasadzie powinniśmy .Już za późno. Dlatego rosną tu rośliny.Zrozumiałem . jak dawniej. . . Eliminuje zabójcze promienie. działa jak filtr.A my. to nasze jasne słońce ciągle jeszcze świeci. . poczytaj sobie księgi.Ale co? ..Jeśli powiem. . z którego zrobiony jest dach. Nenneke? Co z nami? Na nas też świeci słońce.Widzisz..

do cholery! .Ciągnij.Uważaj. nie ryba! Ale będzie jedzenia. .Nie pęknie! Ciągnij! Zgarbili się..Linka pęknie! .Uważaj! Czując pod brzuchem płyciznę.Matko. Linka z sykiem cięła wodę. . Jaskier! .Wytrzyma.Trzymam. targnął łbem. bogowie! . Przywleczony znowu w pobliże plaży sum zakotłował się i zatargał wściekle. . Bryzgi poleciały na sążeń w górę. . zachlapał.Popuszczaj. zakotłował pod samą powierzchnią. targnął się z mocą. Z rękawic zadymiło się ponownie. Linka zasyczała.Uwędzimy go . . ugotujemy zupę.Trzymaj. Zaczęli szybko wybierać luz. w kierunku zakola rzeki. ależ potwór! Lewiatan.Linka aż trzeszczy! Popuść..krzyknął wiedźmin.stęknął poeta. ze tak łatwo do garnka wsadzić się nie da. . jakby na znak. zapierając się obcasami w mokry piach.Zawieziemy do wsi i każemy uwędzić. błysnął białym brzuchem. nagłym atakiem ruszył pod prąd. popuszczaj. wibrowała.Ciągnij. Jaskier! . napięcie sznura zelżało. Sum nagle wynurzył się. . . A z łba ugotujemy zupę! . bo linka pęknie! Sum przymurował do dna. nie bój się! Z łba. sukinsyna! . ciągnij! Na brzeg go.. siała kropelkami połyskującymi jak rtęć w blasku wschodzącego słońca. ciągnij! Nie popuszczaj. .OSTATNIE ŻYCZENIE I Sum wystawił nad powierzchnię wąsaty łeb. bo zapłacze się w korzenie! . rękawice Jaskra i Geralta zadymiły. Geralt.. chlasnął płaskim ogonem i ostro runął w głębinę.zasapał Jaskier. wzburzył wodę.. pociągnęli. sum wywalił się z wody do połowy dwusążniowego cielska..

zwiń resztę sznurów..Nieprawda . . straciwszy równowagę.Geralt! .To. Na twoje pędraki gówno by wzięło. wzięło .Ale się urwało.Mówiłem. rzecz jasna. zwalili się na mokry piasek. . . Tyle żarcia przepadło! A bodajbyś zdechł. poszło..oburzył się trubadur.Geralt otrzepał spodnie. nie dam rady! N00. Geralt! Jaskier..wrzasnął Jaskier. Ha. A sum złapał się na wronę. . ale daleko mu było do rozmiarów szkuty z czasów legendarnego króla. by pomóc mi zastawić sznur. . Zamiast gadać. . przesadzał. gdy tę wronę wyciągniesz.Ciekawe.. co znalazłem! . co tez poeta zamierzał zrobić z sumich wąsów. Spieprzyłeś sprawę. zobacz. Bard rozrzucił kłębowisko na plaży i zaczął grzebać w nim czubkiem buta.linkę oburącz.Wzięło. Grałeś na lutni i darłeś gębę na całą okolicę.. Chciałem rano zobaczyć twoją minę. Wodorosty aż ruszały się od pijawek.. co ciągnę! To chyba wrak szkuty z czasów króla Dezmoda! Ale wielkie gówno! Zobacz. a obaj rybacy. tylko się zaczepiło. trzyma jak kamień.Skórę sprzedamy.A niech cię cholera! . boś ciągnął jak kto głupi. kolego. ha.Mylisz się . ..Czego? . Palcem nie kiwnąłeś. czerwony z wysiłku. ciągnął . resztek sieci i wodorostów był pokaźny.Ha! Popatrz. .. że ten potwór w ogóle wziął. sumi synu! .Bo widzisz.wyszczerzył zęby Jaskier. Cholera. Rybak z ciebie jak z koziej rzyci trąba. . Linka pękła z trzaskiem.wiedźmin splunął do wody.. . psiakrew.. Słońce już wzeszło. Idę się pakować. Nie.Na drugim sznurze też coś jest.Jaskier.A wąsy. wyciągnięty z wody kłąb przegniłych powrozów. zdjąłem z haka pędraki i zaczepiłem zdechłą wronę. Z wąsów -zrobimy. .Mówiłem . to moja zasługa. zęby nie ciągnąć na siłę. nawijając sznur na drewniane widełki. . pora w drogę. kiełży i małych raczków.. którą znalazłem w krzakach. . Nikt nigdy nie dowiedział się. więcej nic. gdy zasnąłeś. aż echo zadudniło po wiklinach. zapierając się.

Jaskier. kawałkiem drewna odrapując z dzbana muszle i skamieniałą.poeta ukrył dzbanek za plecami.kontynuował poeta . W środku zaś siedzi dżinn. schylił się i opłukał amforę. zaciekawiony. nawet nie drgnął. To jest stary garnek.Ale na czopie jest pieczęć. Wiedźmin parsknął. Głowa zakłapała dziobem. niechaj . .To jest ni mniej.zakrzyknął znowu dumnie Jaskier.Nie ruszaj tej pieczęci! Zostaw to! . Dym zatętnił. ale czymś na kształt obwisłych..Uciekaj! . . . zaplątany w sieć. . jasna cholera! Z dzbanka.oświadczył trubadur..Jaki? Pokaż. Ja to znalazłem i potrzebne mi są wszystkie życzenia. . . ociekający śmierdzącym mułem. uważaj! . tupnąwszy nogą. który spełni moje trzy życzenia.są następujące. .Uciekaj. . . beznosej głowy z wielkimi ślepiami i czymś w rodzaju dzioba. tylko zaczarowany dzban. Wiedźmin odskoczył i rzucił się w stronę biwaku po miecz. Kula przybrała kształt karykaturalnej.Moje życzenia . Po pierwsze.Nie dotykaj! O. który nie był wcale dziobem. chciałbyś. ni więcej. coś w rodzaju dwuuchej amfory. .Mylisz się . Moje życzenia.Jaskier. co to jest? . mówię! To moje! ..Dżinnie! .Ja cię wyzwoliłem i od nynie jam jest twym panem. czarny od zgniłych glonów. skupił się w nieregularną kulę wiszącą na wysokości głowy poety. Głowa miała około sążnia średnicy. a na pieczęci czarodziejski znak. . zbryloną glinę.wrzasnął wiedźmin. zdeformowanych i zmiennokształtnych warg.Jeszcze czego.Geralt zbliżył się.Możesz się śmiać .Owszem. który podczas szamotaniny upadł na piasek. .A jużci . Znaleziskiem okazał się obtłuczony kamionkowy dzban. świetlisty dym. .Czy ty wiesz. . kolonii chruścików i ślimaków.Ha! .Jaskier dokończył odrapywania. Jaskier! . buchnął czerwony.przemówił Jaskier.Akurat! . skrzyżowawszy ręce na piersi.Puść.

Nikt nigdy nie dowiedział się. Energia. zamachnął się srebrnym mieczem i ciął od ucha. co robić. materializując się w otaczającej głowę poświacie jako oślepiający promień. Wiedźmin złożył palce w Znak Aard i władował w głowę maksymalną ilość energii. rycząca paszcza przypominała zaś wrota stodoły średnich rozmiarów. która nie chce nikomu dać. W tym momencie jego palce natrafiły na zagrzebany w' piasku okrągły przedmiot. zupełnie nie wiedząc. Po drugie. w wielką. łapy zatargały szarpiącym się Jaskrem i przygniotły go do ziemi. głowa buchnęła dymem i gwałtownie urosła. teraz również znacznie większa. wreszcie zawyła. ale puścił poetę. jaką udało mu się zmobilizować. potwór zaatakował. wzbił się w górę. Wisiała tak przez chwilę. jeszcze bardziej urósł. że Geralta zakluło w uszach. . której nauczyła go kiedyś pewna kapłanka. Potwór zaryczał ogłuszająco. zakołował. Pieczęć zasyczała i rozgrzała się gwałtownie. wy-wrzeszczał formułę egzorcyzmu. wymachując łapami. Wyciągnąwszy łapska. albowiem w zabobony pryncypialnie nie wierzył. Gigantyczna głowa zamarła w powietrzu. Jaskier zaskrzeczał. Huknęło tak. parząc dłoń. w Caelf mieszka hrabianka Virginia. zaryczała i rozwiała się w pulsujący kłąb dymu.. jakie było trzecie życzenie Jaskra. zawisła nieruchomo nad rzeką. Efekt przeszedł jego oczekiwania. Potworna głowa wyłoniła z siebie dwie jeszcze potworniejsze łapy i chwyciła barda za gardło. Geralt. odleciał nad powierzchnię wody. uderzyła w cel.. by odciągnąć Jaskra leżącego bez ruchu. zakłapała i wizgnęła. a od wsysanego przez implozję powietrza aż zaszumiały wikliny. ścisnął pieczęć w pięści i wystawiając rękę w kierunku napastnika. trubadura z Cidaris. Potworna paszcza. przez środek. Po trzecie. Powietrze zawyło. Niech mnie da. Była to mosiężna pieczęć ozdobiona znakiem złamanego krzyża i dziewięcioramiennej gwiazdy. Geralt dopadł głowy w trzech skokach. Nigdy dotąd tej formuły nie używał. podwajając swą średnicę. Wiedźmin rzucił się. Rozwarta. rozwarła się.co rychlej szlag trafi Valdo Mar-xa. Wisząca nad rzeką głowa nabrała już wielkości stogu siana.

powiedział drugi strażnik. panie. Khuuu. Geralt wykrzywił się i zmrużył oczy -Jaskier miał szkolony.powtórzył Geralt.. Po rozgałęzionym.rzekł cicho wiedź-min. dobry człowieku . podtrzymując skulonego w siodle Jaskra. dusząc się i kaszląc.Spieszę się . khhuuurwa.. Chmura zawizżała cienko i z niesamowitą prędkością pomknęła w górę rzeki. cholera! Co z tobą? Poeta zaszamotał głową. . . opierając czoło o grzywę konia.kłębiastą chmurę.Jaskier? Żyjesz? Jaskier.Jaskier! Co z tobą? Odezwij się! . Jeśli wszystko w porządku..Boli cię coś? Co z tobą? Jaskier! .Przepuść nas. .Widzę . zakrzepłym deseniu na szyi wierzchowca pociekła kolejna strużka. tylko woda niosła jeszcze czas jakiś ucichające wycie.Nic nie mów.. eeee. patrząc na bladą twarz poety i jego zachlapany czarną skrzepłą krwią podbródek. a pod wpływem przestrachu potrafił sięgnąć głosem niebywałych rejestrów. donośny tenor. .. Taki rozkaz. . zostawiając na powierzchni wody wzburzoną smugę.. Po nocy nie Iza. Nie Iza nikomu. co wyrwało się z krtani barda. Geralt zaklął. kiwnij głową. Jaskier zaskrzeczał..Jesteśmy w drodze od świtania..Przez bramę tylko od wschodu do zachodu słońca. zwinął i zwymiotował krwią. kheee. . ochrypły skrzek. Przepuśćcie nas.Na bogów! . . . chyba że ze znakiem od króla albo burmistrza. Przecież widzisz. Wiedźmin przypadł do poety kulącego się na piasku. II . skulił się jeszcze bardziej.. a natychmiast po tym przekręcił się na bok.Spieszno nam. .Hhhh.. proszę. zadygotał. Co z nim? . był ledwie słyszalny.Ranny? Paskudnie to wygląda. Ale tym. W ciągu kilku sekund znikła w oddali. szarpnął w suchym wymiotnym odruchu.Hhhh. .strażnik cofnął się i opuścił latarnię.Nie możemy . zatrzepał rękami i otworzył usta do wrzasku.. .. zatrząsł się. Albo jeśli herbowy szlachcic.przełknął ślinę strażnik. Jaskier wykrzywił się i z wielkim trudem kiwnął. .

nie będziecie przeciwni. kwadratowym stole zastawionym dzbanami i talerzami siedziało trzech mężczyzn. jeśli tak mu pisane.jeden z mężczyzn odwrócił ku nim szczupłą. z wyglądu najstarszy. kto go wyleczy. Ogień wesoło trzaskał w kominie.. Jak zwykle u przedstawicieli Starszego Ludu. Ten zaś szlachcic to rycerz Vratimir. . to pójdę pod pręgierz i pogonią mnie precz ze służby. . Przepuszczę was.. ale uważniejsze spojrzenie na herb . wielmożni . panie. Przepuśćcie nas. kapłan. był człowiekiem. Opatrzymy go.strażnik wsparł się na halabardzie. Ściągnijcie druha z konia i dajcie go do izby do barbakanu. nie mogę. . a i złożyć rannego też będzie na czym. do świtu wytrzyma. Rycerzem. I drugi.Dobrze myślałeś . nie sposób było ocenić jego wieku.Tyle dla was możemy uczynić. Trzeci mężczyzna. Mężczyzna był elfem. .. Muszę znaleźć kogoś. . Ten tu rycerz.Nie proście . .A to mój krewniak Errdil.że wam przeszkadzamy. co wtedy dzieciakom dam jeść? Nie. lekcej mu będzie niźli na kulbace. pomożemy wam ściągnąć go z konia. proszę.. Podobnie jak drugi.. mógł równie dobrze mieć dwadzieścia jak i sto dwadzieścia lat. tedy myślałem. To już niedługo.Potrzebny jest uzdrowiciel. ostrą. ranion.Dalej. wyrazistą twarz. .powiedział Geralt najspokojniej jak umiał. W izbie wewnątrz barbakanu rzeczywiście było ciepło..Tu nie wystarczy opatrunek . zasymilowanymi. hmm.. W izbie ciepło. wstał. . ..Szlachcic . ten o wyrazistej twarzy. . . byście nie musieli do świtania pod bramą koczować.zgrzytnął zębami wiedźmin.powiedział podtrzymujący Jaskra strażnik . Tuszę.Przecież widzicie.rzekł drugi strażnik.Takowego i tak po nocy nie zbudzilibyście . wnosząc z ubioru i szpakowatych włosów obciętych tak. siedzący przy stole.Wybaczcie. Obaj.. duszno i przytulnie. zdolny medyk. Dajcie. kładźcie go na wyrko.. ..Jestem Chireadan . że źle z nim. byli elfami osiadłymi.Ludzie .mruknął Geralt. Przy ciężkim.przedstawił się wyższy z elfów. jak wskazywało ich odzienie. -Rozkaz jest rozkaz. a za kominem zajadle ćwierkotał świerszcz. będące charakterystyczną mieszanką ludzkiej i elfiej mody. by pasowały pod hełm.

i my musimy czekać tu na świt. Geralt usiadł.są ewidentnie magicznej natury.Co z nim? . ze moje medykamenty nie na wiele się zdadzą.przedstawił się wiedźmin. nie mógł uważać się za pełnoprawnego szlachcica i niewątpliwie nie przysługiwał mu przywilej przekraczania bram miasta po zmierzchu. .Wygląda to na zatrucie.powtórzył Chireadan. .Jak w baśni. Dawałeś mu już jakiś lek.Geralt z Rivii . którego tymczasem strażnicy złożyli na barłogu. Geralt? .mruknął Vratimir. Bardzo niedobrze. . Widziałem go kiedyś.rzekł Chireadan. zakrztusił się ostatnim łykiem.wyhaftowany na tunice rozwiało jego nadzieje: czterodzielna tarcza ze złotymi liliami przecięta była na skos srebrnym haikiem.. trubadur i poeta. . Errdil. . . pomożesz mi. Prawo nie zna wyjątków. On ma porażone mięśnie szyi i krtań. Vratimir pochodził nie tylko z nieprawego łoża. Ale mogę mu przynajmniej ulżyć w cierpieniu. zarzęził. po czym szybko zdał oględną relację z wydarzenia nad rzeką.Ja go znam . mogę mu pomóc.Niedobrze. Obawiam się. przynajmniej nie dla takich jak my. która tak by się kończyła.Chireadan wskazał na Jaskra. . marszcząc twarz. .powiedział drugi z elfów.Eliksir przeciwbólowy. Jako taki.Dżinn z butelki .Trubadur .Niestety . Mam przy sobie dobre lekarstwo. gdy śpiewał na dworze króla Ethaina w Cidaris. ale i z mieszanego. . . ludzko-nielu-dzkiego związku.. .To Jaskier. patrząc na Geralta. . panie rycerzu. .Niezupełnie . Zaczynają się zmiany w strunach . Szpakowaty rycerz postrzykał śliną przez zęby.Niesamowite .powiedział Chireadan . Zapraszamy do kompanii. opluł skórzaną poduszkę.Chodź.Co to mogło być? . . . Jeżeli to zatrucie. .Jestem wiedźminem.Obrażenia tego biedaka .Nie znam żadnej baśni.uwadze elfa nie uszło spojrzenie wiedźmi-na . Elfy popatrzyły po sobie. nie rycerzem. choć herbowy. Podtrzymasz mu głowę. Jaskier wypił chciwie zmieszane z winem lekarstwo.Geralt wskazał na skurczonego na wyrku Jaskra.

jak słyszałem. Ale nie narzeka na brak klientów. bawi chwilowo pewna czarodziejka. . usiadł przy stole. W mieście.. oparł czoło na zaciśniętych pięściach. całe Rinde.Mówić.To bardziej areszt domowy niż azyl . .Zapewne incognito? . Prawda? Chireadan.. czarodziejka nie płaci żadnego podatku. .A tu.A rada miejska to toleruje? . które są gorliwe w wypełnianiu królewskich zarządzeń. .powiedział Vratimir.. słyną z gorliwości w tej mierze.. bo inaczej. bo bojkot powoduje. Musisz go zawieźć do jakiegoś innego miasta. którym Rada Czaridziejów obłożyła Rinde. .Czarodziejka mieszka w rezydencji pewnego kupca. tak.Czarodziej . urządza bale i hulanki. Geralt. . .Geralt uniósł głowę. że nie będzie mógł mówić? .. wiedźminie. można? . Errdil.Konieczny jest lek magiczny lub zaklęcie uzdrawiające.Rozpuszczają o niej obrzydliwe plotki.Jak to? . To może być nieodwracalne. podburzają przeciw niej kogo zdołają. Nikt nie może jej tam ruszyć.potwierdził Errdil..Niezbyt . faktora handlowego z Novigradu. który jest jednocześnie tytularnym ambasadorem. . A rajcy z Rinde. gdy król Heribert nałożył zbójecki podatek na czary. .Ale.głosowych.. to wielka indywidualistka.W całej Redanii trudno o magików . . Bogatych klientów.rzekł rycerz. Na rajców demonstracyjnie bimba.Osoba. panowie elfy? Od czasu. Jest w azylu. psują jej opinię jak mogą . . Oczywiście. mam rację? . w Rinde? Nie ma tu czarodzieja? . .poprawił Errdil. Chireadan.dodał Chireadan. magicy bojkotują stolicę i te miasta.. .Prawda.Masz .Nawet trzeba . . Lekceważy zarówno bojkot.To znaczy. Czy to znaczy. Ale nie śpiewać.uśmiechnął się elf. że jest tu ogromny popyt na magiczne usługi. Geralt. patrząc na wiedźmina. i tak wszyscy o tym wiedzą.rzekł Chireadan. o której mówię. jak i zarządzenia tutejszych rajców. . Trzeba jak najszybciej przerwać działanie czaru. a wychodzi na tym znakomicie.Ona jest tam praktycznie uwięziona.Nie ma co robić z tego tajemnicy. . Może. nie mówiąc ani słowa.Rajcy zaś wściekają się.

Gdyby cią zatrzymali. . . pchnął barkiem i zdzieliłsakiewką jeszcze raz.A niech sobie śpi .Szpicle burmistrza obserwują dom. chwytając się oburącz ościeżnicy. by mieć refleks pozwalający uchylić się lub zasłonić przed szybkim ciosem zwykłego człowieka. .Nie lubię pchać palców między takie drzwi . . . do zamtuza i zrób z niego użytek.pewnie w nadziei.mruknął Geralt. powiadasz .Nie zamierzam.Głuchy jesteś. co zadziwiało u kogoś tej postury i aparycji.Cóż.Masz interes.zgodził się wiedźmin. Przed ciosem wiedźmina nie zdołał nawet przymknąć oczu. Geralt oderwał go od niej kopniakiem w kolano. III . Geralt odpiął od pasa sakiewkę i zważył ją w dłoni.Ale nie mam wyboru. . . Wynocha.Uważaj. walnął go z rozmachem po raz trzeci. co robić. Ciężka sakiewka z metalicznym trzaskiem wyrżnęła go w skroń. Nie wiem. Był wyższy o głowę i blisko dwukrotnie szerszy w barach. nogi złożyły się pod nim jak dwa scyzoryki.rzekł dumnie cerber. mówię. . .powtórzył odźwierny.Nie przekupisz mnie .To idź.rzekł Errdil. Jak nazywa się czarodziejka? . to twoja jedyna szansa. maca jeszcze dookoła rękami.Beau Berrant.Mam interes nie do twojego pana. dgy tylko otworza bramy.. wiesz.Pan śpi . ale do damy. choć już prawie bez zmysłów. jak drab. wymieniając nazwisko. . A raczej jedyna szansa tego biedaka.. .Pójdę. rzeczywiście. Jak nazywa się ten kupiec-ambasador? .Wiedźminowi wydało się. trzymając za rzemyki. która tu przebywa.odźwierny. gdy będziesz tam szedł . włóczęgo? Pan śpi. Oczy odźwiernego zmętniały i rozbiegły się w przekomicznym zezie. . patrząc na Geralta z góry. że Chireadan skrzywił się. powsinogo. że hierarcha z Novigradu zabroni kupcowi udzielać jej azylu. Odźwierny był za potężny. widząc.Yennefer z Vengerbergu. Runął na drzwi. Pieniądz otwiera wszelkie drzwi. Ale czy czarodziejka zechce ci pomóc. Wiedźmin. jak się okazało. . . który jęczy tam na łóżku. był człowiekiem dowcipnym. .

naczerpał soku z beczułki. ale stan. Zza drzwi po lewej dobiegało gromkie chrapanie.mruknął . gdy z dołu dobiegło go niewyraźne przekleństwo.oświadczył. Sam raczej unikał alkoholowych ekscesów.Muszę. pełną utensyliów. i pomóż mi wejść na schody. Po prawej były kolejne drzwi. .Ona chce soku z jabłek . ale rozmyślił się.. Na rozkopanym wyrku spała.. Wszedł ostrożnie. uchylając je tylko na szerokość pozwalającą wśliznąć się do środka. . intarsjowanymi drzwiami. Mężczyzna uniósł głowę i przełknął ślinę. tam w beczułce. wśród odłamków glinianego dzbanka.. Gdzie.. . Korytarz kończył się ciężkimi.Sok jabłkowy.. I zmarszczył nos. Z jabłek. Geralt wciągnął odźwiernego do izdebki i zamknął drzwi na skobel. Nie był to najpiękniejszy widok. który omyłkowo ubódł mur fortecy. Odnalazł wśród naczyń dzban i cynowy kubek. bo . Wiedźmin już miał je minąć. gwiżdżąc nosem. nie był mu całkowicie obcy. rozszerzył więc źrenice.. Słuchaj. ..Nie wrzeszcz.skrzywił się boleśnie mężczyzna. pachnącą ziołami i smolnym drewnem. Usłyszał chrapanie i odwrócił się. Nalej w coś. zwiesiwszy głowę na pierś.powiedział bełkotliwie. łomot i suchy trzask pękającego naczynia.. .. Oczy miał błędne i mocno przekrwione. usiadł na nakrytej kożuchem skrzyni i oparł się o piec. unosząc się z wyraźnym trudem. a za nimi kamienne schodki prowadzące w dół. półotwarte. dobrze? Geralt wzruszył ramionami.Słucham? .prosto w ciemię. W sieni było ciemnawo.. po czym.otwiera wszelkie drzwi.. .spytał grzecznie wiedźmin. Goły mężczyzna spał. niosąc dzban. psia mać . otyła kobieta w nocnej koszuli zadartej powyżej bioder.Sok. . kręcąc głową jak baran. potem pokiwał głową ze współczuciem.Pieniądz . Sok. Gdzie jest służba? . Na kamiennej podłodze. Wyszedł z kuchni. Wiedźmin zajrzał tam ostrożnie. zanieść na górę. klęczał zupełnie goły mężczyzna z nisko opuszczoną głową. jabłkowy.Czy mam przyjemność z kupcem Beau Berrantem? .Ciszej . . Było ciemnawo. Wiedźmin miał przez chwilę ochotę polać go sokiem i rozbudzić. w jakim znajdował się kupiec. Pomieszczenie było wielką kuchnią.

który ściekł ze świeczników. Zrobiony był ze skóry bazyliszka. Na stopniach znalazł cztery zwiędłe białe róże i serwetkę poplamioną winem i karminową pomadką. Wiele się powtarzało. sztywna od wosku. Drugi był cały. Zapach bzu i agrestu narastał. Kołdra poruszyła się i jęknęła.spytało niewyraźnie mnóstwo czarnych loków. karaf. Jeden puchar był przewrócony i rozbity. z chęcią.Przyniosłeś sok? . I czarna pończocha. której podłogę pokrywała wielka kosmata skóra. zsunięta serweta zalana była winem. ogonków gruszek i kostropatych. co przypominało mieszankę woni bzu i agrestu. patrząc na mnóstwo czarnych loków widocznych spod adamaszkowej kołdry. Druga pończocha zwisała z jednego z czterech rzeźbionych słupków podtrzymujących kopulasty baldachim nad łożem. Geralt chrząknął jeszcze głośniej. że cerber w sieni oberwał zupełnie niepotrzebnie. obranych z winogron szypuł. Rzeźby na słupkach wyobrażały nimfy i faunów. sterczała z niego kość indyka. Ale to oznaczałoby. Geralt stał przez chwilę niezdecydowany. /Ogólnie rzecz biorąc. . świec i przejrzałych owoców. Łupiny pomarańczy jaskrawiły się niby kwiaty wśród pestek śliwek i brzoskwiń. Drugi pantofelek leżał pod krzesłem na rzuconej niedbale czarnej sukni z białymi falbankami i haftem o kwiecistym motywie. srebrnych talerzy i pater. walcząc z uczuciem zażenowania. Schody wiodły do sypialni. Nie istniał droższy surowiec mogący być wykorzystany w szewstwie. Zmięta. Niektóre idiotycznie śmieszne. półmisków i sztućców oprawnych w kość słoniową. Wiedźmin nie lubił robić czegokolwiek niepotrzebnie. w połowie pełny. Rozejrzał się.W powietrzu wisiał ciężki zapach kwaśniejącego wina. Stół na środku komnaty dźwigał prawdziwe pobojowisko dzbanków.Beau? . Obok pucharu stał czarny pantofelek na wysokim obcasie. . by odwrócić się na pięcie i wyjść. pełna fioletowych plam. pucharów. Geralt chrząknął głośno. W rogu komnaty dostrzegł kręcone schody. w różnych pozycjach. I jeszcze czegoś. Na skórze leżała biała koszula z koronkowymi mankietami i kilkanaście białych róż. Niektóre pozycje były interesujące.

z palców wystrzeliła złocista smuga. Geralt zareagował odruchowo. .. fiołkowe oczy i wąskie. że cisnęło go w tył. potem uniosła ręce i dotknęła skroni. . kim jesteś.Oooch. Płaci się wam za pilnowanie domu. .Kim ty właściwie jesteś? . . .Na które pytanie mam odpowiedzieć najpierw? Momentalnie pożałował ironii. Oprócz aksamitki nie miała na sobie niczego. do cholery. wypiła chciwie. Grzecznie. Osunął się na podłogę. . Umrę z pragnienia. wygrzebując się z pościeli. Wiedźmin wstał z trudem.rozkazała im spokojnie czarodziejka.Przyniosłem. -Oooch. ale wyładowanie było tak silne. Przekażcie to panu Berrantowi. ale niechętnie. wychwycił czar tuż przed twarzą. jest Berrant? ..Dziękuję -.Pani Yennefer! . ~ wargi skrzywiły się jeszcze bardziej. . zajmę się nim sama. że kobieta unosi rękę ponownie. Yennefer przyglądała mu się w milczeniu.Co tu robisz? Gdzie.Odejdźcie . Ale skoro ten osobnik zdołał jednak tu wejść. . bez złych zamiarów! Od strony schodów dobiegł tupot.Proszę.. Kobieta usiadła. mrużąc oczy.Nie jesteście mi już potrzebni. Spod czarnych loków objawiła się blada trójkątna twarz..Pani Yennefer! Przybywam w pokoju. skrzącym się od brylantów klejnotem.Nie trzeba! . składając obie dłonie w Znak Heliotropu..spytała czarnowłosa kobieta.Odbiłeś moje zaklęcie . przybywający w . .. w drzwiach sypialni zamajaczyły postacie służących. lekko skrzywione wargi. .. Mów. . mrużąc oczy i zakrywając się kołdrą. Kobieta uniosła dłoń. Ale zareagowałeś niezwykle szybko. . A dla mnie proszę przygotować kąpiel. na szyi czarną aksamitkę z gwiaździstym.zawołał widząc. Geralt odwrócił wzrok.wyjęła mu kubek z ręki.powiedziała wreszcie. Kołdra zsunęła się jeszcze bardziej.Nie jesteś czarodziejem. to widać. Miała ładne ramiona i zgrabną szyję. na ścianę.

to nie szkarłatna mgła magicznie . porozmawiamy o mutacjach i aberracjach. nie zrobiłeś krzywdy? . krtani i strun głosowych. wypiła duszkiem.Podobne . to nie kto inny. Udziel jej. . spojrzała mu w oczy. Słyszałam o tobie to i owo. patrząc na niego zza czarnych rzęs. jakby spowodowane przez szkarłatną mgłę. a sławny Biały Wilk. podchodząc jeszcze bliżej. chwytając wyrzeźbionego na słupie fauna za fragment anatomii nieźle przystosowany do chwytania. czy też możesz je zwężać lub rozszerzać zależnie od woli? .powtórzyła czarodziejka. wstała.Nie dość.Wiedźmin . . Lub bardzo podobne.powiedział spokojnie. nie zatrzymując się. Nie zrobiłem. A wszystko to dlatego. . .ziewnęła.O jakiego rodzaju pomoc chodzi? . zbliżyła twarz. który nie chciał mnie tu wpuścić. po czym przysunęła się jeszcze bliżej. Gardła. nieładnie skrzywiła usta. . .Nie. że mój przyjaciel potrzebuje pomocy. Porażenie takie.Pozwolisz? . Pani Yennefer. proszę. mów prędko. że pierwszy. jeśli zechcesz.Wyobrażam sobie. Owinąwszy się nim szczelnie.powtórzyła.Źrenice odruchowo dopasowują ci się do światła. szczelniej otulając się płaszczem. .O regenerację magicznie porażonych narządów. Cofnęła się o krok.Yennefer . odka-szlnęła. Nie spiesząc się nalała sobie jeszcze jeden kubek soku. .pokoju nieznajomy. mam nadzieję.Krótko mówiąc. . I radzę. Dałem po czerepie odźwiernemu. Zacisnął szczęki. podniosła z podłogi płaszcz z futrzanym kołnierzem.Geralt z Rivii . . Geralt dyskretnie pomasował krzyże.dotknęła dłonią jego policzka. . potrzebuję twej pomocy. Wiedźmin. Yennefer wychyliła się z łoża.Nie wiem. co sobie wyobrażasz . zbliżyła się. Czekałem calutką noc na otwarcie bram. której wyłącznie ty możesz udzielić.Jak się tu dostałeś? I w jakim celu? Berrantowi. Niegrzecznie i natrętnie zakłóciłem ci sen i spokój. którego widzę z bliska.Jechałem do Rinde cały dzień. .mruknęła. a potem. .Jestem Geralt z Rivii. które przed momentem boleśnie zetknęły się ze ścianą. Nie spuszczając wzroku z Geralta.

Wylazłam dla ciebie z łóżka. rzucając naręcze odzieży na wieszak. wdarłeś się tu przemocą. Zaraz tam będę i wtedy wszystko mi opowiesz.Yennefer.Hmm. . dlaczego? Bo przyniosłeś mi sok jabłkowy. to wstrzymaj się nieco. Niesmak w ustach. siedząc goły na maleńkim zydelku.Pierwszy wiedźmin. Triss Merigold. że ci pomogę. zalotnie przekrzywiając głowę.Dobrze. którego mogę obejrzeć z bliska. nie chciałbym być natrętny. Bardzo wolny . potargane włosy.Słucham . jeśli zacznę od początku.Co to było? Wpadłeś pod piłę w tartaku? Nie odpowiedział. a mimo to poświęciłeś myśl spragnionej kobiecie. owinąwszy się ręcznikiem w biodrach.. .Piękna blizna . nadstawiając ucha.Skorzystaj z okazji i sam też się wykąp.uśmiechnęła się Yennefer. Wiesz.. Wstał. .zatrzymał się w progu. . Po zapachu jestem w stanie domyślić się nie tylko rasy i wieku. że jeśli się widziało jednego. gdy Geralt. głowę zaprzątało ci cierpienie przyjaciela. . Chrząknął i skromnie obrócił się tyłem. . . nie .Jeśli to aż tak skomplikowane. . Najlepiej będzie.. i to rozebranego do rosołu. Zejdź na dół do łaźni w piwnicy. Spieszyłeś się. Proszę. dzwonem. Co to zatem było? Mówże.powiedziała.Słyszę twoje serce.. patrząc na jego pierś. . ale czas nagli.Nie mdleję na widok nagiego mężczyzny. Ująłeś mnie tym i niewykluczone.poraziła twego przyjaciela.Nie krępuj się . by sondować ci mózg. .przerwała. Jestem gotowa zrezygnować ze śniadania. to widziało się wszystkie. Czarodziejka nadal przyglądała mu się. IV Weszła do łaźni w momencie. moja przyjaciółka. Mój przyjaciel. . Ale z wody i mydła nie zrezygnuję. polewał się wodą z ceberka. . Idź. ani ochoty..pochyliła się. ale i maści twojego konia.Geralt. . . . zlepione powieki i inne poranne niedogodności silnie ograniczają moje zdolności percepcyjne. bijąc ludzi po czerepach. Oho! . wyrwana ze snu o świcie nie mam ani siły. .przerwała ostro. a nie zamierzałam tego zrobić przed południowym.O. mawia..Geralt .

Opowiadaj! . ze zaniemówił.Interesujące. ale dość o tym. A zatem.ponaglił go głos dobiegający z nicości.. .rzekła niewidzialna Yennefer.Dzinn to nazwa nie gorsza od innych.Teraz ja nie widzę twoich oczu. Oszczędzimy czas. wybacz zawodową ciekawość. Przypatrzył się uważniej i dostrzegł zarysy i kształty ukazane przez mydło pokrywające niewidzialność. sponad zarysów. . kogo może interesować rybołówstwo. .zaoponował. Nie chcę cię peszyć. Moja kąpiel stygnie . .No. Jakiś nowy. którego nie lubię jeszcze bardziej.Nie. z kim rozmawiam. Niewidzialna czarodziejka parsknęła. .zaproponował niepewnie. . . miękko osuwający się na posadzkę.Odwrócę się .. no . Zwykłeś te cechy określać słowami.Opowiadaj. Mam lepszy pomysł. Nie odpowiedział. Mydliny w kadzi pieniły się zawzięcie w trakcie dalszego ciągu opowieści.rytm. W pewnej chwili coś przykuło jego wzrok. Yennefer . . przez wzgląd na przyzwoitość.Yennefer uczyniła ruch.usłyszał. Yennefer nie wyglądała na kogoś. Dżinn zamknięty w butelce. a poza tym prawie się nie znamy.. Kontynuuj. . usiadł na ławie. Ale. jakby chciała zrzucić płaszcz. dziwnie drażliwy na punkcie cech własnego organizmu.. w którym stwór-obłok wydostał się z dzbana. popadając przy tym w patetyczny sarkazm. . skracając do minimum opis walki z sumem. ty będziesz opowiadał. . woda przelewała się przez krawędź. zawahała się. zrelacjonował przygodę nad rzeką. Usłyszał wypowiadane zaklęcie. .A szkoda. Zarysy i kształty pochłonęły go tak. Jesteś. . proszę.To była jakaś odmiana szkarłatnej mgły. Usłuchał.powiedział. Potrafisz kontrolować wydzielanie adrenaliny? Ach.. poczuł drgnięcie me--dalionu i zobaczył czarny płaszcz. . zdaje się. Geralt skończył mocować się z wciąganymi pod ręcznik spodniami.Ja się będę kąpała.Co . Muszę widzieć oczy tego. zachlupotała w kadzi. wielka gąbka mydląca niewidzialność zamarła.No. nieznany rodzaj.. A potem usłyszał plusk wody. .Jaki tam dzinn . by go jakoś nazwać . Gdy doszedł do momentu. których bardzo nie lubię. Dopinając klamry butów.Nowy a nieznany rodzaj zasługuje.

że zaimponuje czarodziejce znajomością tej zasady.. dżinna.Jeśli nie zaklęcie.Jakim sposobem? . . Yennefer.Jakim? . . jak mówisz.. dla tego tajny. słysząc z kadzi szaleńczy śmiech. .Czerpak znowu wylał wodę. . . Geralt. zdziwił się więc.Co w tym jest śmiesznego? . bo woda. kształty też.Pewna kapłanka z chramu Huldry. jak dwie czarne pończochy tworzą.. Mydło znikło. Nie musiała.Ten twój egzorcyzm.Dla kogo tajny. .było dalej? .powiedział.. zgrabne nogi z powietrza. nie nosiła żadnych fiszbinowych fidry-gałek używanych zwykle przez kobiety.. zgodnie z zasadą bezpieczeństwa zastępując głoskę "e" wdechem. W łaźni zapachniało bzem i agrestem.Przepędziłem tego.Zaklęciem ..To wszystko . jak zauważył wiedźmin. jedną po drugiej.spytał patrząc. Wiedźmin zaczął pilniej obserwować czynności czerpaka. wiedźminie? Tego. to co to było? .. Biała koszula z wielkim żabotem w kształcie kwiatu furknęła w górę i utworzyła kształty.Jakie powiedzenie? . Sądził.Triss popłacze się ze śmiechu. . gdy jej o tym opowiem! Kto cię tego nauczył.Mniejsza z tym. . Powtórzył zaklęcie. .Dowcipne powiedzenie. choć na krótko.Majtki z falbankami opięły się na nicości w niezwykle interesujący sposób. Nie radziłabym ci tez powtarzać tych słów w innych świątyniach. .. zaklęcia? . .To nie było żadne zaklęcie. egzorcyzmem. . Korek opisał kilka kręgów i wskoczył na miejsce.Ręcznik sfrunął z kołka i zaczął gwałtownie wycierać resztki zarysów. Czarodziejka zapięła mankiety koszuli. . .Choć nieco niecenzuralne.Czerpak uniósł się i wylał wodę. . To tajny język świątynny.Ręcznik chlasnął o brzeg kadzi. .Dokładniej. również ukazywała to i owo. ślady bosych stóp zaznaczyły kroki czarodziejki. . wciągnęła suknię i zmaterializowała się. woda bryznęła na posadzkę. .powiedział. Ze stojącej na stołku czworokątnej kryształowej butelki wyskoczył korek.spytał. Geralt westchnął.

haftkę po haftce. . Potrząsnęła włosami. że wyładował wściekłość na twoim kompanie i uciekł. gdy czegoś pragnę. Bliższa prawdy wydaje się hipoteza. zachowały malowniczy. duchy lampy.. nie marzę..Mam pytanie. Jesteś gotowa? . Dlaczego pytasz? Przecież to ewidentna bzdura. tak jak wszystkie legendy. Zapiął jej suknię wyrachowanie powoli. Czarodziejka odwróciła się z dziwnym błyskiem we fiołkowych oczach. d'jinni. również poetę i muzyka. . . wstała.czarodziejka dopięła rzemyki trzeiczków. za ulegające gustom motłochu beztalencie.Ewidentna bzdura . Cieszy mnie.Zapnij mnie . która zamykała butlę.Prawdopodobnie . czesząc włosy szylkretowym grzebieniem. by swe liczne życzenia i pragnienia zaspokajać w drodze własnej aktywności.powiedziała Yennefer. . .. to spełnianie życzeń przez geniusze. który uważa mojego kompana.Czyżby twój przyjaciel zdążył wypowiedzieć życzenie? . czego pragnę. znudziwszy się po prostu. Bajki takie wymyślane są przez biednych prostaczków.Trubadur. Geralt.Kto to jest Valdo Mane? .zgodził się Geralt ponuro. Nawet na obcasach nie była imponująco wysoka. . którzy nawet marzyć nie mogą o tym. .Oczywiście. Geralcie z Rivii. To wymysł.. przypinając do uszu brylantowe kolczyki . pozbawiona sensu baję-da. rozburzony i wijący się nieład pomimo zawziętego czesania. miał długi i zaostrzony kolec mogący w potrzebie z powodzeniem zastąpić sztylet. ciesząc się zapachem jej włosów opadających czarną kaskadą do połowy pleców. .Nie sądzę bowiem. w których dobre duchy i wróżki spełniają życzenia. . Grzebień.Jestem gotowa .to oczywistym jest.. Jesteś mi przez to bliższy duchowo.Nawet dwa. które. I zawsze zdobywam to.Wracając do butelkowego stwora . lecz działam.powtórzyła Yennefer z uśmiechem. ze nie należysz do takowych.odwróciła się plecami. jak zauważył.Nie wątpię. Ja. Oba potwornie głupie. że nie to twoje śmieszne "zaklęcie" zmusiło go do ucieczki. jak stwierdził. Pieczęć. Czy twój przyjaciel ma ją nadal? . by poleciał do Cidaris ukatrupić Valdo Marxa.

w obramowaniu których kłębiła się fosforyzująca mleczna nicość. Spojrzała na niego bacznie. że tak . . Geralt był świadkiem.Wiedźmin zastanowił się.Zgadza się. Chireadan? . przypięła do paska wyszywaną perłami sakiewkę. Kogoś. Sakiewka wydawała się za mała. obrzucić kamieniami.ucięła. . .Nie mogę chodzić po ulicach tego miasta ... No. Medalion na szyi wiedźmina zatętnił. kto powinien był wiedzieć. sądząc.Cóż .U Errdila? . nie ma też nieomylnych wiedźminów. Gdzie znajduje się twój towarzysz? . . jak kiedyś przez bezpieczny portal przeleciała połowa przechodzącego. w Rinde. .Tu. Elfa... i to przy sobie. mogą zelżyć. Sądzę. by pomieścić . Pieczęć miał nie Jaskier. Zacisnął szczęki..powiedziała ostro . I nie pozwolić dotykać przyjacielowi. możemy ruszać w drogę.. by jej nie dotykać. Wiedźmin zaklął z cicha.chrząknął.jak na wiedź-mina. Każdy może się pomylić. jak widać. W domu niejakiego Errdila. Ale doświadczenie uczyło. . krzywiąc wargi w uśmiechu.powtórzyła.Hmm. moje portale są bezpieczne.. .przerwała. Cios był celny. ze robi to bezkarnie. Nie lubił magicznych portali i podróżowania za ich pomocą.Nic . gdy ktoś wszedł w portal i wszelki słuch o nim zaginął.Wiem. Czarodziejka po raz kolejny poprawiła włosy. . -Nie przepadają tu za mną. A co. Jak mniemam.Nie ma nieomylnych ludzi.Dziwne pytanie .Yennefer zmieniła ton na znacznie łagodniejszy. a może i czymś gorszym. gdzie to jest. .zmylił ją co do przyczyny zwłoki w odpowiedzi. zamknęła oczy. Na wilgotnej ścianie łaźni rozbłysnął świetlisty zarys przypominający drzwi. specjalistę od nadprzyrodzonych potworności. Drugiej połowy nie odnaleziono nigdy. że taka pieczęć jest ważna na tyle. ale on sam. uniosła ręce. Kilka osób psuje mi tu skutecznie opinię..To niedaleko. znał kilka. Przypadków. że czarodziejom nie należało mówić za wiele. przebywa tam również jego kuzyn. chyba ma. szarpnął łańcuszkiem. .Czy musimy. Tak. Nie bój się. A co? Czy ta pieczęć jest ważna? .

by pomóc tobie i Jaskrowi.W dość wyraźny sposób nie życzyła sobie tego . Chciał zakląć. Magia wymaga czasu. . byle Jaskier ozdrowiał. nie słyszał. którą kupił. Wespół z małżeństwem zabrał się za odnawianie boazerii natychmiast.uśmiechnął się wiedźmin.Obejmij mnie. Niech to trwa choćby i dobę. . .Chireadan obrócił stojącą na stole klepsydrę. V .Geralt dopił kubek ziołowego napitku. W drogę! Medalion zawibrował. Rycerz Vratimir. .Jeśli mam być szczery . jeśli chodzi o niesienie pomocy. Czyżby z gardłem Jaskra było aż tak źle? Nie sądzisz. Chireadan.Nie zrobiła na mnie aż tak . jak się okazało. Kłopoty bliźnich nie bulwersują jej zbytnio i nie zakłócają snu. cichutką i małomówną elfką. który po nocy wspólnie spędzonej w kordegardzie przylgnął do kompanii. wywołane nagłym a spektakularnym objawieniem się wiedźmina i Yennefer wyskakujących ze ściany w błysku portalu.podjął Chireadan . w przenikliwym zimnie. Krótko mówiąc. że nie jest to zwykła sakiewka.Zaczynam się niepokoić. Z pomieszczenia obok rozlegał się stuk młotków. Mocniej. spokojną rezerwę i specyficzne poczucie humoru. nie jestem z porcelany. że tak łatwo ci pójdzie. krzywiąc się niemiłosiernie.Mija godzina.nie spodziewałem się. mieszkał w opuszczonej gospodzie. Cenił i lubił osiadłych elfów za inteligencję. Niczego nie widział. . ale nie zdążył. ale Geralt wiedział. że należałoby zajrzeć tam do nich na górę? . od kiedy tam weszła . ale ich upodobań względem jadła i napoju nie rozumiał i nie podzielał. nie czuł. co rejestrowały zmysły. masz słuszność. .Nie przesadzasz? . Ciekawe. Zimno było jedynym. Errdil.Cóż. gdy uspokoiło się zamieszanie. jaki ma interes w tym. coś błysnęło i Geralt znalazł się nagle wśród czarnej nicości. samorzutnie zaoferował pomoc w pracach remontowych. zamierzał odnowić i prowadzić wraz z żoną. nie słyszałem.cokolwiek oprócz garści miedziaków i pomadki do ust. . Yennefer nie należy do osób szczególnie spontanicznych. by kiedykolwiek pomogła komukolwiek bezinteresownie.Nie zamierzam jej przeszkadzać.

choć na swój sposób atrakcyjna. prawda? Geralt spojrzał bystro na elfa. Któż pomyślałby o tym. czarodzieje przyjmowali każdą. łatająca zajęcze wargi. by skazywać córkę na lata żmudnej nauki i tortury zmian somatycznych. W przeciwieństwie do kapłanek i druidek. która zdradzała predyspozycje. którym posługuje się nader zręcznie i bez skrupułów. Rezultatem były pseudoładne kobiety o złych i zimnych oczach brzydul. wkraczała magia . Brzydul niezdolnych zapomnieć o swej brzydocie przysłoniętej magiczną maską. z rodziną przestawało łączyć ją cokolwiek . Oręż. za piękność uchodzić nie mogła. ale w porównaniu z innymi czarodziejami. Dlatego czarodziejkami zostawały wyłącznie córki mające zerowe szansę na znalezienie męża. Elfy czystej krwi nie zwykły zachwycać się ludzkimi kobietami. . owszem. Gusta gustami. Uważaj. lubi demonstrować. Już po raz drugi wydało mu się. znamiona i ślady po ospie. który tak ją ocenia. Co oczywiście nie umniejsza faktu.liczyło się wyłącznie konfraterstwo. Yennefer zaś. Młoda czarodziejka stawała się "atrakcyjna". usuwająca blizny. jakim cieszyli się magicy. jest chodzącym wdziękiem i wcieloną życzliwością.jakbyś uważał. które niechętnie brały brzydkie lub kalekie dziewczynki. gdy można było wydać ją za mąż i korzystnie się spowinowacić? Kto życzył sobie mieć w rodzime czarodziejkę? Pomimo respektu. Nie jesteś pierwszym. . reperująca źle zrośnięte kości. Wyższość. rodzina czarodziejki nie miała z niej najmniejszej korzyści.prostująca i wyrównująca nogi. że jest fascynująco urodziwą kobietą. bo wymagał tego prestiż jej profesji. Wszystkie wywodziły się wszak z kręgów społecznych. z całą tą arogancką bandą.powiedział . Chireadan również się uśmiechnął. Nie zaprzeczysz. Zdziwiło go to nie mniej niż słowa Chireadana. Geralt. że z wdzięku i urody uczyniła broń. bo zanim dziewczyna ukończyła edukację. Nawet tymi bardzo pięknymi.To trochę tak . bo ma taki śliczny ogonek.złego wrażenia. w których wyłącznym przeznaczeniem córek było zamążpójście. ale w istocie mało kto określał czarodziejki jako "urodziwe". że skorpion jest ładniejszy niż pająk. że dostrzega na jego twarzy ślad rumieńca. nie wiedząc. Jeśli zaś dziecko przechodziło przez sito pierwszych lat terminowania.

uśmiechnął się zagadkowo elf. by je uszczęśliwić.odpowiedział na pytanie.. Wiedźmin podszedł.Twój utalentowany druh będzie zdrowy . Chireadan .Co z Jaskrem? . nie sposób było zgadnąć. Geralt. jaka była dawniej. Dziękuję ci też za ostrzeżenie. Nie zdołałem go ocalić. Czarodziejka oparła się plecami o drzwi jednego z niewielu jako tako umeblowanych pokoi. tym wie.Bo Yennefer o. rejestrowały zbyt wiele szczegółów. Uśmiechnęła się. nie umiałem mu pomóc. .Odzyska swe zdolności wokalne. Ucierpiał przy mnie. . w którym umieszczono cierpiącego trubadura. nie dla prestiżu profesji. za mało regularne. Gdybym wiedział. odrobinę wyższe od prawego. Yennefer. . Widział jej lewe ramię. Na górze skrzypnęły drzwi. . choć jej prawdziwego wieku wolał nie zgadywać. Brwi. niewymuszoną gracją.Tego właśnie musisz się strzec najbardziej . a wyłącz. Podbródek. Oczy. Nie. Nie ufaj jej. . Widział zbyt wiele szczegółów. sensu to nie miało żadnego. . Nos. . Poruszała się z naturalną.Masz moją wdzięczność. .powiedziała.ukrytej nie dlatego. co w niej poprawiono. przyglądając się w milczeniu. Nie odpowiedział. troszkę zbyt cofnięty.. .Nie zaprzeczę.Wątpisz w moje umiejętności? Nadal patrzył. że to go uleczy. w mojej obecności. . a lubi wykorzystywać taką wiedzę.Oczywiście. . Miała figurę dwudziestolatki. oczy wiedźmina. Jego oczy. Usta. Ale tu chodzi wyłącznie o Jaskra. czy mógłbyś tu na chwilę przyjść? . Jest niebezpieczna. Zupełnie niepotrzebnie. Yennefer stanęła przy schodach wsparta na balustradzie galeryjki.Będziesz miał sposobność ją okazać. Nie.Nie. Przestał się nad tym zastanawiać. nieco zbyt wąskie. usiadłbym na skorpionie gołym tyłkiem. Geralt nie rozumiał Chireadana. odrobinę za długi.Wiedźminie.

Yennefer usiadła na brzegu łóżka. sięgającej ramionami kątów i ścian komnatki.Co to jest. nie rozbudzona. Przywodziła na myśl szmer oddechu drzemiącego lwa.Śpi . obróciła go w dłoni. to nie znam reguł. czego pragnę. . jestem schwytany .zaczęła . zajęczał cicho..Na kogo? .I śni.przerwał -służą do wywoływania . W gwiazdę wpisany był wymalowany czerwoną farbą pentagram. Czarne świece płonęły również na wezgłowiu łóżka. . W centralnym punkcie podłogi leżała płonąca mlecznym światłem szklana kula wielkości małego arbuza. Końce pentagramu oznaczone były czarnymi świecami tkwiącymi w lichtarzach o dziwacznym kształcie. precyzyjnie wytrasowanej. Jaskier. pełnym szczęścia uśmiechem. Yennefer? Jeśli to gra. Tak się zaś składa. nie rzęził już i nie charczał..Na ciebie. że zapragnęłam czegoś. Poeta oddychał spokojnie. Kula wytyczała środek dziewięcioramiennej gwiazdy. . co ma Jaskier. na którym spoczywał okryty baranimi skórami Jaskier. ale dawała pojęcie o tym.Czy mogę zajrzeć tam do niego? Milczała chwilę. z jego twarzy znikł grymas bólu. Ukryta w nich magia była wyczuwalna. .O co tu chodzi.czarodziejka przekręciła klucz w zamku.Oczywiście. . . Geralt przyjrzał się wzorom wykreślonym na podłodze. rytmicznie drgać. chwilowo . wciąż kretyńsko uśmiechnięty. które ustawiłaś na podłodze . przyglądając mu się z dziwnym uśmiechem. Medalion na szyi wiedźmina zaczął ostro. że była to magia śpiąca.powiedziała Yennefer.Nie pochlebiaj sobie . bębniąc palcami po framudze drzwi.Cudactwa. Nie obawiaj się. Yennefer? .Co teraz? Będziesz nastawać na moją cnotę? . . zastąpiony idiotycznym. .powiedział zimno.że zawsze zdobywam to.Wspominałam ci . . Był to bez wątpienia jęk rozkoszy. Odbiorę mu to i rozstaniemy się.Tak więc. Wejdź. .Pułapka. Klucz znikł. ale wiedział.. nie stanie mu się żadna krzywda. czym może być lwi ryk.

zawszę staje się komuś krzywda.. Niełatwo mnie zadowolić.. wręcz szczęśliwy. Yennefer. Jeśli nie zauważyłeś. . kilka marzeń. wiedźminie. Wysondowałam mu mózg do samego dna. i równie paskudnie.włos mu z głowy nie spadnie . . . . Ale niech to będzie uczciwy handel. ale i bez uraz. poproszę.. Trochę świństw.czarodziejka uśmiechnęła się zalotnie. . Twoja strata. wiedźminie. ale ty. Mniejsza z tym.Śni . którą zaczopo-wana była butla z dżinnem.. ale jej fiołkowe oczy pozostały nie zmrużone i zimne. to wiedz. . Geralt. bez żalu.Piękne są twe piersi.uśmiechnął się również. które jesteś mi winien.Jak by tu odpowiedzieć na twoje pytanie? .demonów.Do czego ci ta pieczęć? . Ale nie rób sobie z tego powodu wyrzutów. Pieczęć jest pierwszą ratą ceny za głos śpiewaka. nie zwracając żadnej uwagi na jego słowa.. Nie rób min nie pasujących do twego typu urody i karnacji. -Głosik będzie miał jeszcze piękniejszy i będzie bardzo zadowolony. Pieczęć.powiedział zimno. nie powinieneś mieć wątpliwości. delikatniejsze niźli puch łabędzi. Mogłem się tego spodziewać i spodziewałem się. Wszyscy będziemy szczęśliwi.. Ja kupiłem twoją pomoc. ..Rozum mu odjęło? Majaczy? . mnóstwo poezji.Spróbujmy może tak: gówno cię to obchodzi.Ach. że właśnie zaczęło się odwdzięczanie. I ja zapłacę. gdzie wywołuje się demony. . . . Nie pozwolę na to. Virginio. Poproszę o nią. rozłożyłaś cenę na wiele rat . Wiele tam nie było.Co do tego. nie otwierając oczu. . Yennefer. I rozstaniemy się. . Virginio . Skrzywiła wargi w uśmiechu. że to nie trubadur ją ma.Nie zadowala. Jak do tej pory udawało się to wyłącznie osobom sięgającym wyżej niż przeciętność.zajęczał Jaskier. Pozostaniesz zatem niezadowolony. Zadowala cię taka odpowiedź? . .kontynuowała czarodziejka. Tam. Wiem.Jak widzę.Nie .Dobrze.Jego marzenie spełnia się we śnie.uśmiechnęła się Yennefer. Pieczęć.Szkoda.

wrócę. gówno mnie to obchodzi. Sięgnął do sekretnej kieszonki w pasie. i nie masz prawa za takowy żądać zapłaty.. .Wiedziałam. Jaskier jest mi potrzebny i zostanie tu. prawda? Zamierzasz zawładnąć nim. .Gdy zakończysz dzieło i ściągniesz tu dżinna.Ale nie Jaskier. . Urwał. Ale bez Jaskra. co zamierzasz tu ściągnąć .. wiem. Yennefer. . . Nie dostrzegłem skorpiona wśród kwiatów. Przyjmij to od wiedźmina w dowód wdzięczności za to. Szkoda. zaciskając szczęki do bólu. Wzruszająca i patetyczna. Uczyniwszy to. Przyjmij to jako dowód dobrej woli. Dalsze wysiłki w tym kierunku popsują własny efekt. jak kamienny posąg. Teraz możesz już tylko mówić. by płacić.Ja . Jeśli narazisz Jaskra. Zabieram go stąd w bezpieczne miejsce. wytężył całą wolę. Yennefer. Geralt napiął mięśnie. A rób sobie. Nie pozwolę. zapłacę drugą ratę i dalsze.. może jeszcze gorzej niż poprzednio. zmusić..Proszę. który powinien przekonać cię. jak wbity w ziemię słup..zachichotała czarodziejka. że potrafisz odbić czar rzucony wprost . Był jak sparaliżowany. .Ciekawiło mnie. że jesteś elokwentny. niż zrobiłaby to większość twoich konfratrów. Ale nie musisz mi już imponować. ściągnij tu sobie nawet dziesięć demonów.Geralt wskazał na wzory na podłodze. że daremna.Wiedziałam też. wydobył mosiężną pieczęć ze znakiem gwiazdy i złamanego krzyża.Piękna przemowa . Wiem.On już raz był blisko tego. Ty gadałeś. a zawieszony nad tobą urok działał i powoli cię łamał. że zadbawszy o bezpieczeństwo przyjaciela wrócę tu. . to nie będzie to już uczciwy handel.powtórzył. Bo wszakże to o stwora z butelki ci idzie. pomimo twoich obietnic Jaskier ucierpi z pewnością. . Nie mógł poruszyć nawet palcem w bucie. Nie pomogło. że nim cokolwiek przedsięweźmiesz. Gotów jestem płacić za moją nieuwagę. Nie jako ratę. co chcesz. Bo jeżeli chodzi o pierwszą. ale potraktowałaś go życzliwiej. że choć wyrachowanie.czarodziejka skrzyżowała ręce na piersi.powiedziała Yennefer. weź. by ci służył? Nie musisz odpowiadać. kiedy poczujesz . . będziesz starał się zaimponować mi elokwencją.

.' ku osobom przyrzekłam tu coś. czego zamierzam tu zaraz dokonać. Ale Chireadan nigdzie nie pobiegnie. Zorientuje się rychło. nie chodzi o czamoksięstwo. nie spłacone rachunki. Masz silną wolę i sporo odporności na magię. że Chireadan się zorientuje? . podeszła.Chireadan. że jesteś mi coś winien za uzdrowienie poety. .Beau Berrant. o niewielką przysługę. Yennefer. znikły okna. ty spełnisz te obietnice za mnie. Ponieważ jednak sama nie zdążę. . I nie odgrywaj przede mną komedii. bałwan. wyobrażasz sobie? Elf.Ależ posłużę. Po tym. zrobiłbyś dla mnie wszystko i bez czarów. nabierze podejrzeń lada chwila. a zazdrosny. Znikły drzwi.. starannie omijając wykreślone na podłodze znaki i symbole. Czarodziejka powiodła dłonią w szerokim geście. wciąż próbując walczyć z magicznym paraliżem. Jest pod moim urokiem. że coś knujesz. a ja zawsze spełniam obietnice. Nie. Milczał.I co z tego. Zakochał się we mnie. Ale mną. idziesz do celu najprostszą drogą. nie posłużysz się. To się rzadko zdarza. Nadaremnie..Mówiłam przecież. Pobiegnie po pomoc? Przez moją barierę nie przejdzie nikt.Czarodziejka wstała z łóżka. Geralt.powiedział z wysiłkiem. Nic.wykrzywiła się złośliwie.Chireadan zorientuje się.Nie szamocz się. walczył z całych sił. Yennefer stała przed nim. bo nie ufa ci. Chireadan. nazwijmy to. Nie próbuj fascynować mnie twą twardą i hardą męskością. zapłaciłbyś każdą cenę. Kil. wiedźminku . gdybym nieoczekiwanie zapragnęła rozrywki. ale ze mną i moim zaklęciem mierzyć się nie możesz. . Chodzi o drobnostkę. Jaskier. Ściany komnaty zamazały się i nabrały jednolitej mętnoszarej struktury i barwy. Nie ufał ci od początku.To na nic. Nie wiedziałeś o tym? Zamierzał nawet wyzwać Beau na pojedynek. a mam jeszcze w tym miasteczku pewne. Walczył. .. . . posłużę. natychmiast znikam z Rinde. wylizałbyś mi buty. znikły nawet zakurzone kotary i upstrzone przez muchy obrazki na ścianach. Yennefer. A może i coś jeszcze.uśmiechnęła się zjadliwie. . Ty wyłącznie we własnym mniemaniu jesteś hardy i twardy. nie uczyni nic przeciw mnie. uśmiechając się i bawiąc przypiętą do . nie robiłam niczego w tym kierunku. ja nie bez powodu wybrałam ten dom... Rzeczywiście... Errdil. . Zwykła chemia organizmu. By ratować przyjaciela.

Idź zatem i wykonaj moje polecenia. za sarkastyczny ton. W jego głowie coś rozbłysło.Geralt! Co z tobą? Geralt..Na rozkaz. pani. Geralt miał wrażenie. . W głowie brzęczało dziesięć tysięcy pszczół. że łańcuszek kurczy się i zaciska jak garota.ciągnęła .. pani. Geralcie z Rivii! Chwyciła go oburącz za włosy i gwałtownie pocałowała w usta. że zbliża się do niej na kolanach. w uszach zaczęło straszliwie szumieć. .Zapamiętałeś? .Tak. za oczy łowiące każdy szczegół. za wyrachowaną wiedźmę.. Ale zrobisz to ty. Moje rachunki w Rinde mógłby wyrównać każdy.Muszę. Medalion na szyi zadygotał. Twarz Errdila. bo musisz zapłacić. I wiedziałam.aksamitki gwiazdą z obsydianu skrzącą się od brylancików.. Bzem i agrestem.po wymianie kilku słów wiedziałam.Jego własny głos. za zimny wzrok.. . nie! Nie dotykajcie go i nie próbujcie zatrzymać! Z drogi. Jej dłoń pachniała bzem i agrestem. To był jego własny głos. Ciemność. .Dzięki. miękkim głosem.. . Balustrada. pani. .Nie! Errdil. a jednocześnie wytrzeszczać oczy na jej namydlone cycki. wpiła się w nie jak wampir. Przestał widzieć fiołkowe oczy czarodziejki. I głos Chireadana. Poczuł. . Errdil! Zejdź mu z drogi! . Błysk. Bzem i agrestem.Już w sypialni Beau .. Yennefer mówiła do niego łagodnym. Płać. że możesz stać twarzą w twarz z Yennefer z Vengerbergu i uważać ją za pełną samouwielbienia arogantkę. zapadł w ciemność. za kamienną twarz. jaki jesteś. Za udawaną hardość. wykrzywiona przerażeniem..Muszę iść. choćby Chireadan. . . Klęczał.Bogowie! Spójrzcie na jego oczy! Twarz Vratimira. schody. dokąd? . . Za mniemanie. . w jakiej monecie zażądam od ciebie zapłaty.Możesz pocałować mnie w rękę. Twarz Chireadana.

. usiadł wygodniej. . wy tam! Jak dawno temu nas tu zamknięto? Oberwańcy poszeptali między sobą.stwierdził ponuro.. .Chireadan? Gdzie. że nie przebywa tu od wczoraj.. Chireadan podgarnął słomę.Nie wiem. gdy mnie tu wrzucano. Gdzie my jesteśmy? . Bzu i agrestu.Poczuł.. . że tak długo nie przytomniejesz.Czy to ważne? . głowa mi pęka. . Wiedźmin zaklął. I była to ostatnia jego trzeźwa myśl. Drzwi. A Jaskier? Jak długo tu siedzimy? Ile czasu minęło od. Parno. Eksplozja słońca. Zapach bzu i agrestu... Smród uryny. Żaden nie odpowiedział.że odzyskałeś zdolność wyciągania logicznych wniosków.. Widział ich niewyraźnie. Pod przeciwległą ścianą siedziało trzech oberwańców..Zapach bzu i agrestu.. jak ktoś unosi go. Rzucany przez pochodnię cień. a ona planuje. w zupełnych niemal ciemnościach. z nią. rozejrzał się. W rzeczywistości był to chuderlawy staruszek z nosem jak bociani dziób.Nareszcie.. Już się zaczynałem martwić. cień na pokrytym słomą klepisku. . Zapach. byłem bez zmysłów. psiakrew. Długość poskręcanych w strąki włosów i stan odzieży.. Cień kraty. pomyślał.. odór. Zapach? Nie. Gorąco. Smród kopcącej pochodni zatkniętej w żelazny uchwyt osadzony w ścianie z nierównych kamiennych bloków.Cholera jasna. .Cieszy mnie . Yennefer.. .rzekł elf .A jak ci się wydaje? Gerałt przetarł twarz.Jeszcze jak. . opiera plecami o zawiłgły mur. Cholera.... VI Ciemność.. I Jaskier. Będzie burza.Wsadzili nas do lochu . co jedynie z pozoru było kupą łachmanów. zgniłej słomy i mokrych łachmanów. Hej. siedzieli w miejscu najbardziej oddalonym od światła pochodni. świadczyły. Pod kratą oddzielającą ich od oświetlonego korytarza przycupnęło coś. Jaskier jest tam.. . Tak jak i ty.

Lombard . Potem.. . Natychmiast po wejściu dałeś w zęby właścicielowi... ..Obawiam się . . .. . Ludzie mi się przyglądali.ciągnął cicho Chireadan.Z tym zamachem na władzę. dziadku .Absolutnie.odrzekł dumnie dziadunio.że na tym się nie skończyło. Myśmy ino kradli. . Niczego nie pamiętasz? .zniżył głos elf.Wy macie swój kącik.A ty kopnąłeś go kilka razy w czułe miejsca. . .. Errdil i Vratimir.trzymasz z nimi czy z nami? Do której grupy się zaliczasz? . .spytał drwiąco elf . pochrząkali. Mocno. .Każdy w turmie swego kąta pilnuje i ze swymi trzyma.Ostawcie nas w pokoju i nie gadajcie do nas.mruknął Geralt . Nawet bardzo mocno.. . Ty zaś zatrzymałeś się przed domem aptekarza Wawrzynoska. prosto na ulicę.zamamlał zarośnięty staruszek z długim nosem. . Za tobą ciągnął już spory tłumek. Wyrzuciłeś go oknem.powiedział drugi.spytał. wszedłeś. .Bo ja jestem niewinny.Wielmożni . Myśmy są porządni złodzieje. a po chwili . Wyszedłeś z lombardu i pomaszerowałeś środkiem ulicy. masując skronie.Lichwiarz upadł . Wiedźmin zmełł w zębach przekleństwo..Geralt splunął.. To prawda? . .Chireadan? . w którym byłem ja. . my swój.Do żadnej .Wyszedłem na ulicę.Pytam.. Potem był jakiś sklep.Tak ono i jest .. miłości prosim. Geralt splunął ponownie. Na ratunek pryncypałowi przybieżał pachołek. I niech każdy swego pilnuje.Ogłuchliście? . Chireadan parsknął.Ano . Wiedźmin splunął.Obawa uzasadniona.A ty.Wszedłeś do lombardu. wciąż nie mogąc pozbyć się metalicznego posmaku z ust. kiedy przynoszą wam żarcie? Oberwańcy pomruczeli znowu. . Myśmy się na władzę nie zamachiwali. jaka jest teraz pora dnia? Czy nocy? Chyba wiecie. nie jacyś polityczni. potrącając przechodniów i wykrzykując jakieś głupstwa o honorze damy. .rzekł wreszcie jeden.

pomijałeś jego oficjalny tytuł. a aptekarz wył. dokąd zmierzasz. . ale w widoczny sposób nie uwierzyłeś. . Zamachnąłeś się znacznie wcześniej. Bo kapłan Krepp. . Coś ty z nimi wyprawiał. poszedłeś dalej.Najprościej rzecz ujmując. ściągnąłeś mu portki i wkroiłeś w rzyć pasem. błagał o litość. Kara. będzie wymierzona na miejscu. Większość z nas wiedziała. Geralt. . Och. której się nigdy nie chędożyło i nigdy się jej za to nie dawało pieniędzy. Wtedy nadbiegło kilku uzbrojonych bandytów. Opowiadaj. .Mów.A ja . bo to niskie i odrażające.właśnie wtedy zamachnąłem się na władzę? . Ścisnąłeś głowę aptekarza między kolanami. I wygłosiłeś do tłumu coś w rodzaju mowy. płakał. toporki. których w Rinde przyjęło się nazywać gwardią. . Chireadan. również członek rady. jest gówniarskie i absolutnie karygodne. Zarówno lichwiarz. Mówiąc o nim. ze obaj nawoływali do wyrzucenia Yennefer z miasta. . wzywał pomocy boskiej i ludzkiej. A gdy już wszyscy leżeli na ziemi. Oni mieli miecze. że nawet zawodowej nierządnicy szanujący się mężczyzna nie powinien nazywać kurwą. wrzeszczał. a ty wyłącznie jesionową laskę z gałką. baty. którą odebrałeś jakiemuś elegantowi. oznajmiłeś. To oni wsadzili mnie do lochu? . Zatrzymałeś się na strażnikach miejskich.A gdzieżby tam. . wlokąc Wawrzynoska za nogę. ale gardłowali przeciw niej po karczmach i obmawiali w niewyszukany sposób. Mów. budząc wielką uciechę wśród ciągnącej za tobą dziatwy. co to było za widowisko.Łoiłeś w zad Wawrzynoska. ba. Zaś używanie określenia: "kurwa" w stosunku do kobiety.pokiwał głową Geralt .byłeś znowu na ulicy. jak i Wawrzynosek są w radzie miejskiej. nie żałując ręki. poświęcał Yennefer sporo miejsca w swych kazaniach. pałki.Domyśliłem się tego już dawno. opisać trudno. a będzie to kara w sam raz dla gówniarza. Ty zresztą wcale nie kryłeś poglądów na temat kapłana Kreppa.Jakiej? . obiecał nawet poprawę.Chcieli.Szedłeś do świątyni. Pewnie cię zainteresuje.I ja radbym to wiedzieć. którzy nadbiegli. Nie oszczędzaj mnie. Nie tylko głosowali za tym w radzie. Obiecywałeś mu lekcję szacunku dla płci pięknej. oznajmiłeś wszem i wobec. ale dodawałeś inne określenia.

Nic dodać. obezwładnić. Dostałem po głowie buzdyganem i ocknąłem się tu.. Pomimo panującego w piwnicy mroku gest ten pozostawiał mało miejsca na domysły. ciebie ostrzegałem. Znam go. ze będę wisiał.. wała. by podziurawić cię sulicami.. nie przerywaj. w jamie. . Martwisz się.to kto wie. Ale.mruknął Geralt. oprócz katapulty.Kończyć nie musisz.Pięknie . Ja. jak mi się zdaje.Nie.Jeśli już jesteśmy przy oskarżeniu . skrzywdzisz ją.. w tym oczywiście Wawrzynosek i lichwiarz. Wybacz mi. nie pozwolić. Nie.. Złodzieje mruczeli do siebie cichcem. . jak mówią krasnoludy.to co nam grozi. ze przez ciebie tu siedzę. Nie zdołałeś tam wejść. Moja głupota. Ty siedzisz tu przeze mnie.. Wdałem się z nimi w spór. .Kiedy upadłeś. Zanosiło się na to. wrócisz i. -jaką moc miał ten urok. . zdążył wrócić ze stolicy -mruknął Chireadan . Ostrzegałem cię przed nią.. Przed świątynią czekała już cała rota straży miejskiej uzbrojona we wszystko. co tylko było w cekhauzie. a sam okazałem się równie wielkim.Doszło zatem jeszcze bluźnierstwo. drogi elfie. . Elf wykonał krótki gest w okolicy szyi. nic ująć. Ale jeśli nie zdążył. wyrok wydadzą rajcy. jak myślisz? .Hmm. A to oznacza. . Bo bałem się. zrobiła ze mnie. Chireadan. Wiedźmin nie odezwał się. Wiem. Bo nie masz pojęcia. burmistrz. Co jeszcze? Desekracja świątyni? . wybacz określenie. Psiakrew.. że to sprawka Yennefer. że byłem powodem twojej śmierci.mruknął elf. I zapewne Jaskra. Uroku . że cię po prostu zmasakrują. Mogłem zatrzymać cię na ulicy. Nie zrobiłem tego. Chireadan.Wybaczam skwapliwie. Niewątpliwie oskarżą mnie o udział w antyludzkim spisku. ze gdy pryśnie czar. . Siedzący za niewinność dziadunio zdawał się spać. Omamiła mnie. Ale nie doszedłeś do nich.. zwykły szarm przełamuję w kilka minut i nie mdleję przy tym.. ale winę ponoszę ja. -Nie dość.Jeżeli Neville. durniem. Nagle złapałeś się oburącz za głowę i zemdlałeś.Aha . .zgrzytnął zębami wiedźmin . a jest dokładnie odwrotnie.rzekł wreszcie Geralt i plugawię zaklął.. to jeszcze ze świadomością. kilku strażników doskoczyło. jaki na ciebie rzuciła. skąd ty wziąłeś się w lochu? .

Tak prędko? . długo-nosy dziadunio zagrzebał się w słomę. Geralt. Obraz. by przywołać w pamięci obraz. . . niewinny staruszek odskoczył od kraty jak ryś i skrył się wśród kryminalnych. Chireadan . . .Ty ją. podciągnął rękawy i pomasował pięść.Chireadan? . Loch wypełniły cienie czterech strażników.Jestem nią. jak można być zafascynowanym kimś takim jak ona? Geralt przymknął oczy. ale opadł na klepisko. . a z obezwładnieniem mogłyby być kłopoty. Złodzieje wcisnęli się w swój kąt. szczęk metalu. Dwaj inni chwycili Geralta..Nie..Ten .powiedział krótko. Kopnąć łysego też nie mógł. uśmiechając się smutno..Ty ją. .. mocno zafascynowany. unikając wielkich słów. wskazał na wiedźmina.. . Zgrzytnął klucz.Nie lubię wielkich słów .powiedział. Dziwisz się zapewne. fascynował.Yennefer nie udałoby się wam przełamać. o tobie.Pan rajca Wawrzynosek . brutalnie poderwali i przyparli go do muru. Z korytarza rozległy się ciężkie kroki. z wysiłkiem łapiąc oddech.zdziwił się półgłosem elf.Myślałem.przerwał elf. Łysy strażnik stanął przed wiedźminem. poobserwował czas jakiś . Nie pomogło obronne napięcie mięśni. Jeden ze strażników. nazwijmy to.Tak? .. Przypomnij sobie gwardię. który go w niewytłumaczalny sposób. nazwijmy to.kazał zapytać. . czy ci aby dobrze u nas w loszku. Chireadan chciał się zerwać. . cofając się przed ostrzem przystawionego do piersi korda. . Może nie dostaje ci czego? Może chłód doskwiera? A? Geralt nie uznał za celowe odpowiadać.powiedział . Łysy wziął krótki zamach i walnął go w żołądek.Nie dziwię się. bo trzymający go strażnicy nadepnęli mu na stopy ciężkimi buciorami. Myślałem o niej.Nie myślałem. łysy jak kolano drab z iście dziczą szczeciną na gębie. że postawienie szafotu zajmie więcej czasu. powtarzam.

przez którą przeświecałby mur. po czym strażnicy poderwali go znowu. skromnie opuściwszy głowy.No jak? . niewątpliwie celem wzięcia większego zamachu. czy nie masz jakowych.I co ja mam z wami zrobić? Pociemniałe niebo za oknem przecięła oślepiająco jasna wstęga błyskawicy. przeciągły trzask gromu. że się nie skarżysz. VII . Ale czemu to nic nie gadasz? Jęzor ci się na supeł zamotał? Zara ci go odmotam! Łup! Geralt i tym razem nie zemdlał. musiał zmusić łysego do. usadzeni na ławie pod wielkim arrasem przedstawiającym Proroka Lebiodę pasącego owce.. Aby zemdleć.Niczego ci nie trzeba? . Geralt i Chireadan. Łysy zgrzytnął zębami. A musiał zemdleć. Zmieniał rękę. Łysy obrócił się bokiem. Ulewa przybierała na sile.kontynuował łysy. zamierzając bić w głowę. . milczeli..Ucieszy się pan rajca. zionąc cebulą i zepsutymi zębami. z trudem podnosząc głowę. Strażnik zagulgotał nagle niczym indyk.Jedno. Wiedźmin zakrztusił się i byłby wyrzygał. . . bo zależało mu trochę na wewnętrznych organach. ale nie miał czym. parskając i sapiąc . chwycił się oburącz za brzuch. Choć wydawało się to dziwne... Strażnik splunął. poczerwieniał. Łup! Geralt ponownie popatrzył na sprzączkę własnego pasa. .No jak? Żadnych życzeń? .. .stęknął wiedźmin. Burmistrz Neville przechadzał się po komnacie. .. Ale cios nie został zadany. zgodnie z planem Geralta. po krótkiej chwili rozległ się ostry. cofnął się i zamachnął.Żebyś pękł. znowu pomasował kułak. chmura burzowa przepływała nad Rinde. ale powyżej nie było dziury. zawył. skurwysynu. Następne uderzenie.Nie masz żadnych życzeń? Kazał pan Wawrzynosek spytać.sprzączkę własnego pasa.łysy cofnął się nieco. tym razem. I pękł. wyszczerzył zęby. zaryczał z bólu. w to samo miejsce. .

gniewnie. - Wy cholerni, zasram czarownicy! - wrzasnął nagle, zatrzymując się. Uwzięliście się na moje miasto, czy jak? Nie ma innych miast na świecie, czy co? Elf i wiedźmin milczeli. - Żeby coś takiego... - zachłysnął się burmistrz. - Żeby klucznika... Jak pomidor! Na miazgę! Na czerwoną papkę! To nieludzkie! - Nieludzkie i bezbożne - powtórzył obecny w urzędowej komnacie ratusza kapłan Krepp. - Tak nieludzkie, że głupiec domyśliłby się, kto za tym stoi. Tak, burmistrzu. Chireadana znamy obaj, a ten tu, podający się za wiedź-mina, nie miałby dość Mocy, by tak potraktować klucznika. To wszystko sprawka tej Yennefer, tej przeklętej przez bogów wiedźmy! Za oknem, jakby potwierdzając słowa kapłana, gruchnął grom. - To ona, nikt inny - ciągnął Krepp. - To nie ulega kwestii. Któż, jeśli nie Yennefer, chciałby się mścić na panu rajcy Wawrzynosku? - Hę, hę, hę - zarechotał nagle burmistrz. - O to akurat się najmniej gniewam. Wawrzynosek podgryzał mnie, na urząd mój dybał. A teraz nie znajdzie już u ludzi posłuchu. Co kto sobie przypomni, jak dostał w dupę... - Brakowało tylko, byście zaczęli przyklaskiwać tej zbrodni, panie Neville zmarszczył się Krepp. - Przypominam wam, że gdybym nie rzucił na wiedźmina egzorcyzmu, podniósłby rękę na mnie i na majestat świątyni... - A bo to też i paskudnie gadaliście o niej w kazaniach, Krepp. Nawet Berrant skarżył się na was. Ale co prawda, to prawda. Słyszycie, łotry? - burmistrz znowu odwrócił się do Geralta i Chireadana. - Nic was nie usprawiedliwia! Nie myślę tolerować tu takich awantur! No już, jazda, gadajcie mi tu wszystko, gadajcie, co macie na swoją obronę, bo jak nie, to klnę się na wszystkie relikwie, zatańczę z wami tak, że do śmierci nie zapomnicie! Gadać mi tu wszystko, zaraz, jak na spowiedzi! Chireadan westchnął ciężko i popatrzył na wiedźmina znacząco i prosząco. Geralt też westchnął, odchrząknął. I opowiedział wszystko. No, prawie wszystko. - A więc to takie buty - rzekł kapłan po chwili milczenia - Ładna historia. Geniusz uwolniony z zamknięcia. I czarodziejka, która zagięła na tego geniusza

parol. Niezła kombinacja. To się może źle skończyć, bardzo źle. - Co to jest geniusz? - spytał Neville. - I o co chodzi tej Yennefer? - Czarodzieje - wyjaśnił Krepp - czerpią swą moc z sił natury, a dokładniej z tak zwanych Czterech Elementów albo Pierwiastków, popularnie nazywanych żywiołami. Powietrze, Woda, Ogień i Ziemia. Każdy z tych żywiołów ma swój własny Wymiar, w żargonie czarowników nazywany Płaszczyzną. Istnieje Płaszczyzna Wody, Płaszczyzna Ognia i tak dalej. Wymiary te, dla nas niedostępne, zamieszkują istoty zwane geniuszami... - Zwane w legendach - przerwał wiedźmin. - Bo o ile mi wiadomo... - Nie przerywaj - uciął Krepp. - To, że niewiele ci wiadomo, było jasne już w czasie twojej opowieści, wiedź-minie. Milcz więc teraz i posłuchaj mądrzejszych od siebie. Wracając do geniuszy, są ich cztery rodzaje, tak jak cztery są Płaszczyzny. Istnieją d'jinni, istoty powietrzne, maridy, związane z żywiołem wody, ifrity, które są geniuszami Ognia, i d'ao, geniusze Ziemi... - Zagalopowałeś się, Krepp - wtrącił Neville. - Tu nie szkółka świątynna, nie ucz nas. Mów krótko: czego Yennefer chce od tego geniusza? - Taki geniusz, burmistrzu, to żywy zbiornik energii magicznej. Czarownik, mając geniusza na zawołanie, może tę energię ukierunkowywać w postaci zaklęć. Nie musi mozolnie ciągnąć Mocy z Natury, robi to za niego geniusz. Wówczas moc takiego czarodzieja jest ogromna, bliska wszechmocy... - Jakoś nie słyszałem o magach mogących wszystko -skrzywił się Neville. Wręcz przeciwnie, moc większości z nich jest wyraźnie przesadzona. Tego nie mogą, tamtego nie... - Czarodziej Stammelford - przerwał kapłan, znowu przybierając ton, pozę i minę akademickiego wykładowcy - przesunął kiedyś górę, bo mu zasłaniała widok z wieży. Nikomu nie udało się nigdy, ani przedtem, ani potem dokonać czegoś podobnego. Bo Stammelford, jak wieść niesie, miał na usługi d'ao, geniusza Ziemi. Istnieją zapiski o podobnych w skali wyczynach innych magików. Ogromne fale i katastrofalne deszcze, niezawodnie dzieło maridów. Słupy ogniste, pożary i eksplozje, robota ognistych ifritów... - Trąby powietrzne, huragany, loty nad ziemią - mruknął Geralt. - Geoffrey Monck.

- Zgadza się. Coś jednak wiesz, jak widzę - Krepp spojrzał na niego życzliwiej. - Mówi się, że stary Monck znalazł sposób, by zmusić do służby d'jinni, geniusza Powietrza. Krążyły pogłoski, że niejednego. Miał je trzymać jakoby w butlach i wykorzystywał w miarę potrzeby, po trzy życzenia od każdego geniusza. Bo geniusz, moi panowie, spełnia tylko trzy życzenia, a potem jest wolny i ucieka w swój wymiar. - Ten nad rzeką niczego nie spełniał - rzekł stanowczo Geralt. - Od razu rzucił się Jaskrowi do gardła. - Geniusze - zadarł nos Krepp - to istoty złośliwe i przewrotne. Nie lubią takich, co pakują je do butli i każą przesuwać góry. Robią wszystko, by uniemożliwić wypowiedzenie życzeń, a spełniają je też w sposób trudny do opanowania i przewidzenia. Niekiedy dosłownie, trzeba więc uważać, co się mówi. Aby zaś geniusza ujarzmić, trzeba żelaznej woli, stalowych nerwów, silnej Mocy i niemałych umiejętności. Z tego, co opowiadałeś, wynika, że twoje umiejętności, wiedźminie, były za małe. - Za małe, żeby drania ujarzmić - zgodził się Geralt. -Ale przepędziłem go, wiał tak, że aż powietrze wyło. A to też jest coś. Yennefer, co prawda, wyśmiała mój egzorcyzm... - Jaki to był egzorcyzm? Powtórzcie. Wiedźmin powtórzył, słowo w słowo. - Co?!? - kapłan najpierw pobladł, potem poczerwieniał, a na koniec posiniał. - Jak śmiesz! Dworujesz sobie ze mnie? - Wybaczcie - zająknął się Geralt. - Mówiąc szczerze, to nie znam... znaczenia tych słów. - Nie powtarzajcie więc, czego nie znacie! Pojęcia nie mam, gdzie mogliście usłyszeć podobne plugastwo! - Dość tego - machnął ręką burmistrz. - Tracimy czas. Dobra. Wiemy już, do czego czarownicy jest ten geniusz. Ale mówiliście, Krepp, że to niedobrze. Co jest niedobrze? A niech go sobie złapie i niech idzie do diabła, co mnie to obchodzi. Ja myślę... Nikt nigdy nie dowiedział się, co w danej chwili myślał Neville, jeżeli nawet nie były to przechwałki. Na ścianie obok arrasu z Prorokiem Lebiodą pojawił się nagle świetlisty czworokąt, coś błysnęło, po czym na środku ratuszowej komnaty

wylądował... Jaskier. - Niewinny! - wrzasnął poeta czyściutkim, dźwięcznym tenorem, siedząc na podłodze i wodząc dookoła błędnym wzrokiem. - Niewinny! Wiedźmin jest niewinny! Życzę sobie, by w to uwierzono! - Jaskier! - krzyknął Geralt, powstrzymując Kreppa, najwyraźniej szykującego się do egzorcyzmowania, a kto wie, czy nie klątwy. - Skąd ty... tutaj... Jaskier! - Geralt! - bard zerwał się z podłogi. - Jaskier! - Co to za jeden? - warknął Neville. - Do jasnej cholery, jeśli nie zaprzestaniecie czarów, to nie ręczę za siebie. Powiedziałem, w Rinde czarować nie wolno! Najpierw trzeba złożyć pisemne podanie, potem uiścić podatek i opłatę skarbową... Ejże? Czy to aby nie ten śpiewak, zakładnik wiedźmy? - Jaskier - powtórzył Geralt, trzymając poetę za ramiona. - Jak się tu dostałeś? - Nie wiem - przyznał bard z głupią i zatroskaną miną. - Mówiąc szczerze, jestem raczej nieświadom, co się ze mną działo. Pamiętam niewiele i niech mnie zaraza, jeśli wiem, co z tego było jawą, a co koszmarem. Przypominam sobie jednak niebrzydką czarnulkę o ognistych oczach... - Co wy mi tu o czarnulkach - przerwał gniewnie Neville. - Do rzeczy, mospanie, do rzeczy. Wrzeszczeliście, że wiedźmin jest niewinny. Jak mam to rozumieć? Że niby Wawrzynosek sam, własnoręcznie obił sobie dupę? Bo jeśli wiedźmin jest niewinny, to inaczej być nie mogło. Chyba że była to zbiorowa halucynacja. - Nic mi nie wiadomo o dupach ani halucynacjach -rzekł dumnie Jaskier. Ani o wawrzynowych noskach. Powtarzam, ostatnie, co pamiętam, to była elegancka kobieta ubrana w gustownie skomponowaną czerń i biel. Wzmiankowana wrzuciła mnie brutalnie do świecącej dziury, niechybnie portalu magicznego. A przedtem wydała mi wyraźne i dobitne polecenie. Po przybyciu na miejsce miałem bezzwłocznie oświadczyć, cytuję: "Życzeniem moim jest, by mi uwierzono, że wiedźmin nie ponosi winy za to, co się stało. Takie, nie inne, jest moje życzenie." Dosłownie tak. Owszem, pytałem, w czym rzecz, o co chodzi i po

co to wszystko. Czarnulka nie dała mi dojść do słowa. Obrugała mnie nieelegancko, wzięła za kark i wrzuciła w portal. To wszystko. A teraz... Jaskier wyprostował się, otrzepał kubrak, poprawił kołnierz i fantazyjny, acz brudny żabot. - ...zechcą mi panowie powiedzieć, jak nazywa się i gdzie się znajduje najlepsza w tym mieście oberża. - W moim mieście nie ma złych oberży - powiedział wolno Neville. - Ale zanim będziesz się mógł o tym przekonać, obejrzysz dokładnie najlepszy w tym mieście loch. Ty i twoi kompani. Jeszcze nie jesteście na wolności, łajdacy, przypominam! Widzicie ich! Jeden opowiada niestworzone historie, a drugi wyskakuje ze ściany i krzyczy o niewinności, życzę sobie, wrzeszczy, by mi uwierzono. Ma czelność życzyć sobie... - Bogowie! - kapłan chwycił się nagle za łysinę. - Teraz rozumiem! Życzenie! Ostatnie życzenie! - Co się wam stało, Krepp? - burmistrz zmarszczył czoło. - Chórzyście? - Ostatnie życzenie! - powtórzył kapłan. - Zmusiła barda do wypowiedzenia ostatniego, trzeciego życzenia. Geniuszem nie można było zawładnąć, dopóki nie spełnił tego życzenia. A Yennefer zastawiła pułapkę magiczną i zapewne pojmała geniusza, zanim zdążył umknąć we własny wymiar! Panie Neville, trzeba koniecznie... Za oknem zagrzmiało. I to tak, że zadrżały ściany. - Cholera mruknął burmistrz, podchodząc do okna. - Blisko rąbnęło. Byle nie w jaki dom, brakuje mi tu jeszcze pożaru... Bogowie! Spójrzcie tylko! Spójrzcie tylko na to! Krepp!!! Co to jest? Wszyscy, jak jeden mąż, rzucili się ku oknu. - O matko! - wrzasnął Jaskier, chwytając się za gardło. - To on! To ten sukinsyn, który mnie udusił! - D'jinni! - krzyknął Krepp. - Geniusz powietrza! - Nad karczmą Errdila! - zawołała Chireadan. - Nad dachem! - Złapała go! - Kapłan wychylił się tak mocno, że omal nie wypadł. Widzicie światło magiczne? Czarownica schwytała geniusza w pułapkę! Geralt patrzył w milczeniu.

.Ten potwór niszczy moje miasto! . Dżinn mógł.powtórzył kapłan. . jak mi się zdaje! To wyjątkowo silny d'jinni! Prawdziwie. skończy się to tym.Trafiła kosa na kamień.. .Patrz.zaśmiał się kapłan. niewinny czarowniku? Zrób z tym diabłem porządek! Daruję -ci wszystkie przewiny. gadałeś. wiedźma jego czy on wiedźmę! Ha.Tu się nic nie da zrobić.Ale nie z założonymi rękami.Trzeba czekać . roznosić w strzępy strzech. czarodziejka już by go miała. To jest. identycznie jak trzmiel z Kaer Morhen. bucząc wściekle. i złoił obu rzemieniem. Nigdy nie uważacie. gdy będąc zupełnym smarkaczem pobierał nauki w Kaer Morhen.Kiedyś przed laty. krążył.Hę. panie Neville . jej zaklęcie zaraz osłabnie. Dżinn krążący nad dachem oberży Errdila zachowywał się identycznie jak tamten trzmiel.parsknął Krepp.. co wyczynia trzmiel na uwięzi. zrywał się i pikował w dół. po okręgu. ruina! Tego mi nie powiedziałeś. niesłychanie silny d'jinni. Krepp. . pękali ze śmiechu do czasu.Niszczy miasto! . druzgotać wieżyczek i mansard.A miasto pójdzie tymczasem w gruzy? . ich preceptor. . był przywiązany pokręconymi nitkami z oślepiająco jasnego. burzyć kominów. powtarzam. i bardzo dobrze! Sprawiedliwości stanie się zadość! . ale. że d'jinni zetrze ją na proch.Sram na sprawiedliwość! .. ty łysy durniu! Mądrzyłeś się.wrzasnął burmistrz. a wówczas d'jinni zmiażdży ją i ucieknie. i tyle. w Wiedźmińskim Siedliszczu. Bo dżinn. że ten demon. kto kogo schwytał. on i jego koleżka Eskel schwytali wielkiego leśnego trzmiela. nie bacząc. którego następnie przywiązali do stojącego na stole dzbana długą nitką wyprutą z koszuli. oplatającymi go szczelnie i kończącymi się na dachu. różnokolorowego światła. . . . gdyby nie to. Patrząc.zawył Neville. Powiadam wam. co się tam dzieje! Panika. I będzie spokój.. nie wiem. Wiedźminie! Zrób coś! Słyszysz. Dżinn jednak miał większe możliwości niż przywiązany do dzbanka trzmiel. gdy mówię. gdy mówiłem. a o najważniejszym ani słowa! Dlaczego mi nie powiedziałeś. hę . gdy zdybał ich na tym zajęciu Vesemir. Wzlatywał i spadał.Nie uważaliście. I robił to. . Trzmiel nie mógł rozwalać okolicznych dachów. ze pod oknami mogą stać wyborcy.

Przejdę tym śladem.. . . Można zaklęciem taki ślad ustabilizować.zdecydował się nagle.. zostawia ślad. że czuje zapach bzu i agrestu..rzekł Krepp. Portal wciąż łączy ratusz z.Chyba tak . .. a nie stać i gadać! Bogowie.I o powagę. gdy geniusz skończy z czarownicą. .rzekł zimno kapłan.Ja nie jestem bezbożnym czarownikiem! Ja nie rzucam zaklęd! Moja moc płynie z wiary i modlitwy! . potem spuścił wzrok. . . Elf uśmiechnął się.Mogę. .Muszę.Wątpię.Potrzebna mi wasza pomoc.Pytałem. którym przybył tu Jaskier.Wydajcie rozkazy.To bierzcie się do roboty.. Nawet jeśli takie przejście nie rozerwie was na sztuki.Chybaście niespełna rozumu. bo czas nagli. To.kapłan dumnie uniósł głowę. napotkał wzrok Chireadana. czy możecie rzucić zaklęcie stabilizujące ślad. . Chireadan. Modlę się.rozdarł się Neyille.Nie ma już nawet znaku po portalu . Chodzi o portal. prawda? Geralt zawahał się.Zaklęcie? .Proszę o ciszę . -Lecę zbierać ludzi! Trzeba coś robić. .Nie przepraszaj.. jest niczym w porównaniu z piekłem. Zdawało mu się. czy nie? . Elf spojrzał mu w oczy. .Geralt . co za dzień! Co za cholerny dzień! Wiedźmin poczuł. co czujesz. .Możecie. . Geralt uniósł głowę. Uśmiech ten mało miał wspólnego z radością.powiedział z ociąganiem. .Nie widzisz? .Idziesz tam. .Portal.Tyś naprawdę zwariował! Trzymaj się z daleka od tego cholernego dusiciela! . Przepraszam cię. wskazując na ścianę. . Bo ja sam tego nie wiem. umknął przed nim. . .Panie Krepp . Wiem. jakie się zacznie. Odwrócił się. jak Chireadan dotyka jego ramienia. nawet niewidoczny.Do diabła z twoją modlitwą! .odezwał się Jaskier. . bo musisz. co chcecie osiągnąć? Chcecie znaleźć się w środku cyklonu? . co się tam teraz dzieje. burmistrzu. Niech ludzie opuszczą okoliczne domy i niech się przygotują do gaszenia pożarów.

uczyńcie rachunek sumienia.Geralt stanął przed słabo świecącym portalem. Spróbuję was wyciągnąć.. Roztoczę protekcję.powiedział. na wszelki wypadek.. . ryczący i kotłujący się jak huragan.Gotowe . ..Zaiste.nie wystarczy czasu .Mężny z was człowiek . ale na odpuszczenie grzechów.. wytwarzając dookoła siebie pulsującą aurę.Proszę was..Ale portal jest chwiejny i długo się nie utrzyma. Kapłan uśmiechnął się. odetchnął głęboko. prawda? Ale męstwo nie na wiele się wam zda. Znaczyło to. Krepp wyprostował się.. Wyjdźcie wszyscy z komnaty.Słucham was.. Geralt. . Wielka mi rzecz. Zanim w to wstąpicie. Hmm. sposobna pora do żartów i krotochwili.Ten egzorcyzm. Wy.dokończył Geralt. . kryjąc się za ciężkim dębowym stołem burmistrza. bębenki.Chcecie ją ratować.powiedział. Geralt wstąpił w nicość. też będziecie zgubieni. Dzinny to mściwe istoty. Hmm..Wiem.. panie wiedźminie.rzekł Krepp. Geralt spojrzał na niego życzliwiej. Właśnie na tym. Nie ma też żadnej pewności.Na tym to właśnie polega.Cóż . Uczyńcie rachunek sumienia. Jeżeli portal eksploduje.rzekł kapłan..Panie Krepp? . . . wypluł z rozrywającą płuca siłą. Na to nigdy nie wystarcza czasu. . Poruszył dłońmi w powietrzu. Co znaczą te słowa? . czy nie jest przerwany.. Czarodziejka jest zgubiona. VIII Portal. wyrzucił go z impetem. ..Już uczyniłem . z trudem . . Mogę was pobłogosławić.Ja zostanę . . panie Krepp. który nim wstrząsał. pękną wam bębenki w uszach. "Odejdź stąd i wychędóż się sam". jeśli tam pójdziecie. dysząc. a zimno zdławiło śmiech. . A gdyby portal pękł. który tak was zdenerwował. Wiedźmin runął bezwładnie na podłogę. gdy za Jaskrem i elfem zamknęły się drzwi... panie Krepp.... . Bębenki odrastają.. więc wam powiem. Ostatnie to wasze życzenie. panie wiedźminie. wskazując z dumą na ledwie widoczny zarys na ścianie.

Migotliwy. A on w ogóle nie słabnie! Cholera. że to on sam trzęsie się po podróży przez pękające piekło portalu.Nie tak łatwo mnie zabić.Nie! . pochylona nad' magiczną kulą. ale łajdak nie słabnie. Wynoś się stąd. ale wyraźny. w której po raz ostatni widział Yennefer i Jaskra. Ale w gruncie rzeczy nieważne.wrzasnęła. skąd dobiegał wściekły ryk złowionego dżinna. ale w dużej ogólnej sali remontowanej karczmy Errdila. chwiejny. zerwała się i uniosła dłoń.krzyknął. nie pojmuję tego. Znajdował się nie w izdebce.. Rzucana przez kulę wizja rozpłynęła się w jasności.Nie. wygląda.. gdy spełnił trzecie życzenie trubadura. trzeszczące. . Yennefer. Zobaczył ją.Nie złamiesz go. . Urwała.Ja..Nie rób tego! Chcę ci pomóc! . złamię. Podłoga dygotała. Nie potrzebuję twojej pomocy. Blask rzucany przez kulę tworzył obraz. trząsł się i trzeszczał.Interesujące. Złapałam go.łapiąc powietrze otwartymi ustami. Cały sufit karczmy rozjarzył się nagle i rozbłysnął. . Cały dom wibrował. -Tu robi się niebezpiecznie! Sprawa wymyka mi się spod kontroli. krzywiąc się złowróżbnie. . rozjarzonymi obecnie do białości.Ty? . .Pomimo tego.Wynoś się! . powinnam już mieć go w kuli. Klęczała pomiędzy stołami. Kula płonęła silnym mlecznym blaskiem.Pomimo. Rozejrzał się.parsknęła. . . Początkowo sądził. ogniste linie przepadające w górze ponad dachem. Geralt widział pokoik z gwiazdą i pentagramem wykreślonymi na podłodze. Na powale zarysował się wielki ognisty . . rozumiesz? Nie mogę go opanować. . jakby robił się coraz silniejszy! Ale pokonam go i tak. Widział wystrzelające z pentagramu różnokolorowe. On cię zabije.Pomóc? . prześwietlała na czerwono palce czarodziejki.. co ci zrobiłam? . natychmiast. ale szybko zorientował się w pomyłce. Yennefer zobaczyła go.

. Geralt! . kłapiąca obwisłymi wargami paszcza. rzucił się na nich.. Dżinn.. omotany magicznym światłem. wyskoczył z portalu jak korek z butelki. Nie wiem. rozdął się i zdeformował.. Zawisł w powietrzu pod samym sufitem. ze aż świdrowało w uszach. różnokolorowe liny uwięzi sypały iskrami. drogę ucieczki dla ciebie. ale będziesz bezpieczny.Zlokalizował mnie. Czarodziejka zaklęła.. spadając na dżinna jak sieć. wybałuszył na Geralta blade ślepia i zaryczał. W porównaniu z portalem utworzonym przez geniusza portal czarodziejki wyglądał biednie. by dostać się do środka.Tylko razem z tobą! Yennefer. Dżinn zawirował jak bąk.. krzyczała zaklęcia. Uważaj. . rozdął do imponujących rozmiarów. Nie zrozumiał jakie. Nie może zerwać uwięzi.. które niczym atakujące kobry pomknęły ku gardłu czarodziejki. polecenie. nie mam czasu ani siły na inny. Geralt! Uciekaj! ..Nie rozpraszaj mnie! Muszę się skoncentrować. Ale geniusz nie zaatakował.. ale portalem się tu dostanie. to będzie portal losowo rzucający. Otworzę mój portal.. Dżinn zaryczał i wypączkował z siebie długie łapy.Tędy. Geralt. W ryku tym było coś. wyjąca tak.krzyknęła Yennefer. . coś jak gdyby rozkaz. Yennefer nie cofnęła się. napinając więzy. Powoli. który wyczarowała na ścianie przy schodach.. Geralt rzucił się ku niej. . czerwieniejąc z wysiłku... niepozornie i nader prowizorycznie. Yennefer skoczyła.Uciekaj. rozciągając je. Tworzy własny portal. Yennefer? . bez widocznego efektu.Co się dzieje.czworokąt. zamachała rękami i krzyknęła zaklęcie. . ale stale zbliżał się do czarodziejki. trzeszczały. z jej palców trysnęły iskry. musisz uciekać. Yennefer nie cofnęła . unosząc ręce. wodząc w powietrzu rękami. wskazując na portal.Yennefer. Wielki portal na suficie rozbłysnął nagle oślepiająco. Wiedźmin zacisnął zęby i uderzył go Znakiem. .Tędy! . odepchnął i zasłonił. gdzie wylądujesz..Chce się do mnie dobrać. Nie mogę. rozwierając paszczę. Nie mogę go powstrzymać! . -jęknęła. z nicości wyłoniła się znana wiedźminowi bezkształtna. Z jej dłoni wystrzeliła plątanina światła.. Przygotuj się..

Bogato odziani panowie i skrzące się od klejnotów damy. jasnej od kandelabrów.wrzasnęła Yennefer.. z mocą kopnęła go w łydkę i skoczyła w gasnący na ścianie portal.spytał postawny mężczyzna ze złotym łańcuchem szambelana na piersi. Yennefer zaklęła obrzydliwie i walnęła go łokciem w szyję. Wylecieli. . jaki wytworzyły zaklęcia. .Odchędoż się.Ty cholerny idioto! Przeszkodziłeś mi! Już go prawie miałam! . głupia wiedźmo! Parsknęła jak wściekły kot.rzekł z naciskiem szambelan. Portalu prowadzącego w nieznane. odwracając twarz. zły nie na żarty. przyglądali im się w osłupiałym milczeniu. durniu! . -Uratowałem ci życie. . przerwawszy taniec. Przenikliwy zapach ozonu. patrząc na nich z góry z wyniosłą miną.. . upadli na marmurową posadzkę.Gówno miałaś! .Doprawdy. usiłując wy drapać mu oczy.się. ucapił ją za oba przeguby. chwycił w pasie jedną ręką. unosząc ją prosto w opalizujące migotliwą nicość mniejszego portalu. Poskarżę się Radzie Czarodziejów.krzyknęła Yennefer. wciąż próbując wydrapać Geraltowi oczy. a zaraz potem stół.Ty kretynie! . Muzycy z galeryjki zakończyli grę gryzącą uszy kakofonią. nie zabił zapachu bzu i agrestu. Yennefer wyszarpnęła się. kandyzowanych owoców i kruszonego lodu. ktoś zapiszczał. po czym zaczęli się tarzać wśród ostryg. sunąc po niej w poślizgu przewrócili ogromny świecznik.To skandal . czego zażąda szambelan. drugą wpił we włosy na karku. patery z owocami i ogromna micha pełna tłuczonego lodu. Geralt. Nikt nigdy nie dowiedział się. Geralt podciął czarodziejce wierzgające nogi i skoczył. jej dłonie sypnęły iskrami. zwarci w uścisku.odkrzyknął. Wiedźmin przyskoczył. zręcznie podstawił jej nogę. z którego z hukiem i trzaskiem posypały się kryształowe puchary. wodorostów i ostryg. . .Czy mają państwo zaproszenia? . Geralt rzucił się za nią. . Leżeli na samym środku sali balowej. Zażądam. otwartą dłonią trzasnęła wiedź-mina w ucho. Nie puścił jej. przesadzacie z tą teleportacją. Ktoś wrzasnął.

Geralt chwycił ją za ręce. że z każdą kolejną podróżą portalem rośnie tez ryzyko nieszczęścia. starając się przebić wzrokiem ulewę. a chcąc uniknąć uderzenia czołem. wcisnął twarz w dekolt czarodziejki pachnący bzem.Biją się! . do cholery! . Mylił się. Yennefer zaklęła wstrętnie. mówcie.wypraktykowanym ruchem łapiąc za włosy i pasek. Chwycił ją jeszcze mocniej. . próbując przytłamsić do podłogi. ale zmaterializowali się pod samym sufitem. których nie powstydziłby się krasnoludzki grabarz. Był pewien. głupku. Zza rozdartego dekoltu wyleciała ostryga. mówię! Uwięź zaraz pęknie.Co się tam dzieje!?! . wierzgając niczym kucyk. targnęła się i z całej siły kopnęła go kolanem w krocze. Wpadli oboje w nicość portalu. Spadli. z ogłuszającym trzaskiem wylądowali na stole. .Jaskier uczepiony murku wyciągnął szyję. Walnęła go nasadą pięści w oko i bluznęła prosto w twarz wiązanką obelg. jak jakaś potworna siła dźwiga go z podłogi i ciska nim przez całą długość sali. w karczmę Errdila. zdzieliła go łokciem. . muszę ją wzmocnić. Geralt usłyszał jeszcze słowa szambelana. . druzgocąc balustradę schodów.Puść mnie! . a potem z pozbawiającym oddechu impetem wyrżnął o rzeźbioną dwudrzwiową komodę i zdruzgotał ją dokumentnie. chociaż miał ochotę. Yennefer. Trafili w cel. ze straciła przytomność. Od gwałtownego ruchu trzasnęła jej suknia pod pachą. palancie! Puść.Idioto. Poczuł. odskakując od okna . a krasnoludzcy grabarze byli niezrównanymi plugawcami. Proszę nie przejmować się tym godnym pożałowania incydentem! Wiedźmin był przekonany. i nie pomylił się. IX . Klątwom towarzyszyły wściekłe i bezładne ciosy wymierzane na oślep.Co się tam dzieje. Yennefer w chwili upadku znalazła się pod spodem.wrzasnął jeden z ciekawskich uliczników. Zanim zdołał złapać oddech. wyrwała mu się. wrzasnęła zaklęcie. agrestem i ostrygami. odsłaniając zgrabną dziewczęcą pierś.Muzyka! Grać dalej! Nic się nie stało. bo dżinn ucieknie! Nie odpowiedział. Stół nie miał prawa tego wytrzymać i nie wytrzymał. gdzie popadło.wrzasnęła. też nabrawszy praktyki.

dlaczego? Chireadan.Biją się? . ludzie! Biegiem tam! Bogowie. unikał ich bez większego trudu. .Nie zdołam? . Wystarczy.Rozumiem. Ubranie zasyczało i zaczęło dymić. Hej.jęknął Jaskier.Uspokój się! Zrozum wreszcie. Nie dokończył. ludzie. .Zaraz zobaczysz. . Co was tak bawi? . z czego się śmiejecie? Przecież to wasz dom. Z rąk czarodziejki trysnęły cieniutkie czerwone błyskawice. kryjąc za filarami. niech ludzie się cofną! Tam zaraz rozpęta się piekło! Z tego domu zostaną drzazgi! Panie Errdil. byłby pożar jak nic! .Jasne.Rozumnie.Rozumiem. .Yennefer! .potwierdził.Dlaczego Geralt tam polazł? . uwięź zaraz pęknie. Była wyraźnie zmęczona. co chcę ci powiedzieć! Nie zdołasz. znowu obalił komin! I rozpieprzył cegielnię! Hej. że pada. kryć się! Komu życie miłe.. Gratuluję. czy ty to rozumiesz? Elf uśmiechnął się smutno. . . Jego obszar-pani koleżkowie również rzucili się do ucieczki. do czego jestem zdolna.wycedziła. że sobie poleżysz i nie będziesz więcej przeszkadzał. niech nie podchodzi bliżej! Z wewnątrz Errdilowego domostwa rozległ się ogłuszający huk. .Oni się biją.To już długo nie potrwa . panie elfie.Ubezpieczyłem tę ruderę na kupę forsy! .krzyknął. Jaskier . . stając nad nim. Panie Neville! Rozkażcie.zdziwił się Neville.Polisa obejmuje wypadki magiczne i nadprzyrodzone? . ..Czarownik i wiedźma biją się! . .Po jaką cholerę? Dlaczego uparł się. . by ratować tę czarownicę? Psiakrew. .karczmy jak oparzony. szczęście. X Geralt uskoczył przed kolejnym ogniście pomarańczowym grotem strzelającym z palców czarodziejki. a ten zafajdany demon rujnuje moje miasto! Patrzcie. błysnęła błyskawica.Światło magiczne słabnie. dosięgając go w wielu miejscach i dokładnie omotując. . klaszcząc po błocie bosymi piętami. Tłumek cofnął się. groty były słabe i wolne.powiedział ponuro kapłan Krepp. Bardzo rozumnie.

Jest wściekły .Ależ on ryczy! . nie powinien zdradzić tego Yennefer! XII Stała nieruchomo. dysząc ciężko.. Muszę ci coś wyznać. Yennefer. jakie przypadkowo wyraził wiedź-min.. Ja też byłbym wściekły.. . . ciskając się i szarpiąc w ognistej pajęczynie. Ostatnie. . cholera! .Ależ on potwornie ryczy! Wygląda. XI Dżinn zatargał się na uwięzi. Pękł. bo gotów mi uciec.Zdejmij to ze mnie! .To on miał w ręku pieczęć.. . chwytając się odruchowo za gardło. gdy się poruszasz. pochylona nad nim. Geniusz spełnia jego życzenia. . .rzekł kapłan Rrepp. . Ja nie mogę poświęcić ci już więcej czasu. . . Pobaraszkowaliśmy. Ale wiedźmin nie powinien jej tego mówić.powtórzył Krepp. na bogów. ale co za dużo. napiął trzymające go liny i zmiótł wieżyczkę z domu Beau Berranta. że jest cholernie wściekły! . Muszę ci powiedzieć prawdę.krzyknął Jaskier. która więziła geniusza.To ty powinnaś uciekać! Ten dżinn. .. ..poradziła.To parzy tylko wtedy.I nie dziwię się..mruknął Chireadan.To było drugie życzenie wiedźmina.Leż bez ruchu .Co? . nawet jeżeli już się domyślił.. Budynek trząsł się.. Klucznik w lochu. zatoczył koło. posłuchaj mnie uważnie. Muszę zająć się dżinnem. Chireadan spojrzał na niego szybko. to niezdrowo. .Bo jest .. Dlatego czarownica nie może zapanować nad dżinnem. Zostało mu jeszcze jedno. gdybym musiał co do joty wypełnić pierwsze życzenie. Nie powinien mówić jej tego. dygocąc spazmatycznie. . Zdziwisz się. Ale...wrzasnął..Jak to? .. wiedźminie. z sufitu sypało się wapno i drzazgi..Uciec? .Psiakrew .zmarszczył się Jaskier. nie zwracając żadnej uwagi na dżinna targającego się na uwięzi nad dachem oberży.zaryczał.Geralt? Życzenie? .Palę się. . meble pełzały po podłodze.Zaczynam rozumieć.

.syknęła.Ma jeszcze jedno życzenie w zapasie! Mógłby uratować i ją. Nie doceniasz mnie.Gratuluję. ledwie trzymasz się na nogach. Dżinn może i spełni je. Dlaczego.powtórzył Chireadan gorzko. .. . Zginiesz.Nie doceniasz moich sił. .To przecież jego fach . Nie zdołasz go schwytać i nie zdołasz się przed nim obronić.. .Nie wystarczy ci już sił. Jaskier zerwał z głowy kapelusik ozdobiony czaplim piórkiem.jęknął nagle. ..wtrącił Neville. Dlaczego? Przecież wiedźmin. zabije cię. a wówczas ja go zabutelkuję. Gdy będzie wolny. rzucił w błoto i rozdeptał. Geralt! . Zwolnisz dżinna.To moje ryzyko! . . . Gdyby jakoś powiązał swój los z losem. Yennefer. Nie mogę. Masz jeszcze jedno...Ale gdyby. Nie Jaskier. Jesteś wycieńczona. i siebie! Panie Krepp! ..A więc to tak .Absolutnie bez... Gdyby wyraził właściwe życzenie. czego zechcesz! Wykorzystaj szansę! Wykorzystaj ją. Nie. nie sądzę.Jak to? Panie Krepp.. wiedźminie! Możesz mieć wszystko! Wszystko! XIII . napluł na niego.zastanowił się kapłan. nie doceniasz mojej mocy. nagrodzę go sowicie.zawył Jaskier. ..Zginą obydwoje? . lecz ty..... ostatnie życzenie? A zatem wypowiedz je. do ciężkiej i niespodziewanej zarazy. .To nie takie proste . To dlatego dżinn tak walczy! Ale ja jeszcze nie przegrałam. Geralt. i ciebie. czy jak wam tam.Absolutnie bez sensu . co się ze mną stanie? Pomyśl lepiej o tym. Bogów przyzywam na świadków.. zemści się na tobie. . Udało ci się mnie oszukać.krzyknęła wściekle.Nie.. Yennefer.. Życzenie. jeśli pokona czarownicę i przepędzi demona. powtarzając przy tym różne słowa w różnych językach.Przecież on. .. . co dżinn może dać tobie! Masz jeszcze jedno życzenie! Możesz zażądać. on nie ucieka? Dlaczego? Co go tam trzyma? Dlaczego nie zostawi na pastwę losu tej cholernej wiedźmy i nie ucieknie? Przecież to bez sensu! . Na razie jeszcze mam w garści i dżinna.To samobójstwo! I zwyczajny idiotyzm! .. żeby .Wiedźmin ratuje moje miasto. ale tobie nie daruje.Co cię obchodzi. Yennefer.

Yennefer rzuciła się na spotkanie. wyprostowana. Dżinn. I chyba lepiej. czarna. poszukaj głęboko i dokładnie. czując przy tym ogromną ulgę. smukła. Przeraził się. o tym marzysz! O wyzwoleniu. nie mamy czasu! Milczał. kim zechcesz. spojrzała mu w oczy. z czym żyła. Dżinn spełni to życzenie.Człowieczeństwa . Wypowiedz je. Bo patrzyły na niego zimne. Pochyliła się gwałtownie. nie tym. Odgadłam. uśmiechając się paskudnie.Milczysz . Że nigdy mu tego nie wybaczy. złe i mądre oczy garbuski. Geralt! Prędzej! Czego pragniesz? Nieśmiertelności? Bogactwa? Sławy? Władzy? Potęgi? Zaszczytów? Prędzej. wiedźminie? Jakie jest twoje najskrytsze marzenie? Nie wiesz. XIV . drugiej takiej szansy mieć nie będziesz! A on nagle znał prawdę.. Wiedział.. Zgłuszył tę myśl w sobie. wyrzucił z pamięci na zawsze. Przeraził się. czy nie możesz się zdecydować? Poszukaj w sobie.Więc czego ty pragniesz. Bardzo słabe światło. zwalił się prosto na nich rycząc. że odczyta jego myśli. kim byłą niegdyś. Milczał. straszna.powiedziała nagle. A wiedźmin nagle .. Nie. wśród rozbłysków więżących dżinna promieni. Dżinn rozwarł paszczę i wyciągnął ku niej łapy. z bliska. co odgadł. że. o czym nie mogła zapomnieć. bo klnę się na Moc. że dowie się. I piękna. . Geralt. o swobodzie bycia tym. przenikliwe. . czym być musisz.. oplatany siecią gasnących już promieni. Stała nad nim w migotliwym blasku czarodziejskiej kuli. zabił ją. żeby nie wpadał. bez śladu. zanim stała się czarodziejką. prawda? Przecież tego pragniesz.syknęła. Wiedział. O czym pamiętała. w poświacie magii. Kim była naprawdę. . z jej rąk biło światło. z rozwianymi włosami i oczami płonącymi fioletem.Życzenie.na to wpadł. Czuł zapach bzu i agrestu. Czując. a w ryku tym był tryumf i żądza mordu. nie prawdy. Sufit pękł.

już wolny. urwał iglicę z wieży ratuszowej. XV Dom eksplodował. -Cóż za cudowna ruina! .zrozumiał. Z dziury w dachu wolno kapały krople wody. Yennefer.. powiadam wam! . uczcimy go. XVI Geralt rozejrzał się. Yennefer wolnym ruchem dotknęła jego nadgarstka.. Rycząc i zanosząc się tryumfalnym śmiechem geniusz powietrza.Nie zapomnimy. cholera! . zniknął. swobodny.zawołał kapłan Krepp. jak gdyby chroniła ich niewidzialna tarcza.Żyję . . zatoczył nad miastem trzy kręgi.Rozwalił cały dom! Tego nikt nie mógł przeżyć! Nikt. Jaskier strząsnął z ramion kawał zlepionej gliną trzcinowej maty..Drobiazg. pamięci i wszystkich pomnikach świata. było zupełnie czyste. . wzbił się w niebo i uleciał. belki i deski frunęły w górę w obłoku dymu i iskier. uklękła obok. .Cholera. nie wiązany żadnym zobowiązaniem i niczyją wolą. Nie spadła na nich nawet jedna deska. d'jinni.Żałujesz? .Żyjesz? . . że wie. zarumieniona lekko. syknął.. Pomyślimy o pomniku.Ach .wrzasnął Jaskier skulony za murkiem.Wiedźmin dopiął swego! Geniusz odleciał! Nie zagrozi już nikomu! . Dziwnym trafem miejsce.Uciekł! Uciekł! . otrzepał kubrak z pecyn zmoczonego deszczem tynku. .Wiedźminie . . jedna cegła. cegły. Było tak. Kilka bąbli. . Wiesz.. gdzie leżeli.Geralt otarł twarz z kurzu i pyłu.Wiedźmin Geralt z Rivii poświęcił się dla miasta -powiedział uroczyście burmistrz Neville.rzekł Errdil z niekłamanym zachwytem. . wspierając dłonie o kolana. . czego pragnie. Definitywnie. wielki jak stodoła. I wypowiedział życzenie. spojrzał na burmistrza i w kilku precyzyjnie dobranych słowach wyraził swoją opinię o poświęceniu. Dookoła piętrzyło się gruzowisko i sterty drewna.Poparzyłam cię. delikatnie przesunęła palcami po dłoni. czczeniu. dżinn uciekł. Z kurzawy wyprysnął dżinn. .. przepadł.Przepraszam.odchrząknęła.

byli dokładni. a on zrozumiał. oczy.. byli troskliwi i czuli. ale istniał zupełnie inaczej. Ale jeżeli tak. a cały świat przestał nagle istnieć. Przerwali ciszę westchnieniami i szelestem porozrzucanej na podłodze odzieży.Twoje życzenie . . Wiedział to. Skazałeś się na mnie. . ramiona i piersi wyzwolone spod czarnej sukni. wiedział.To twoje życzenie.Geralt? . co to troskliwość i czułość.. że była to cała wieczność. Wszystkim. pieszczotami. jej szyja.. że nigdy już nie będzie mógł porównać ich z innym zapachem i innym dotykiem. słodkie od pomadki. najpiękniejsze oczy całego świata. Yennefer pocałowała go.Mhm? . której dotykał. Usłyszałam. czego sobie życzyłeś. pieszczotą. Dlaczego ja? . Co cię do tego skłoniło. uściskiem. Przerwał jej pocałunkiem. a chociaż obydwoje nie bardzo wiedzieli. że nigdy nie zapomni tego zapachu. mięciutkie i wilgotne. Patrzył z bliska w jej fiołkowe oczy. Osłupiałam. przerwali ciszę bardzo łagodnie i byli leniwi. że nigdy już nie będzie pragnął innych ust niż te jej. a potem już wszystkim. czy takie życzenie w ogóle może się spełnić. Geralt? Dlaczego. . Nie wiem. a im wydawało się. poczuł na twarzy muśnięcie jej włosów pachnących bzem i agrestem i wiedział nagle. czy istnieje w Naturze Moc zdolna spełnić takie życzenie. bo to rzeczywiście była cała wieczność.szepnęła z ustami tuż przy jego uchu. Pomóż mi wstać.To dobrze. nieporównywalna z żadną. to skazałeś się. każdą myślą. . I w ogóle im się nie spieszyło. krótką chwilę. tego miękkiego dotyku. Wiedział nagle.. udało im się.Nie bardzo. staną się dla niego. jak się obawiał.. całym sobą.Zaczekaj .. proszę. że od tej chwili istnieć będzie tylko ona.. A potem świat znowu zaczął istnieć. wszystkim. jej delikatna. chłodna skóra. które. dotknęła go. wszystkim.Nie wiem.. jedyną myślą.. dotknięciem. wszystkim. przestał istnieć na maleńką.szepnęła.Nie wiesz? Pochyliła się nad nim.I co dalej? . bo bardzo chcieli. . ale żeby. po prostu osłupiałam. Wszystkiego mogłam się spodziewać. .

przecięła niebo urwanym.. mówię wam. Nie jestem pewna.. bardzo czujnie i powoli. co robisz. Chireadan.. przechylił głowę. Co to było. .Yennefer żyje .Ja tę czarownicę znam. XVII Deszcz przestał padać.. ulegając mu zupełnie. . albo mój dżinn ich wykończył. Chireadan? Elf odgarnął włosy ze szpiczaste zakończonego ucha.. . Zaczekaj...Ja też nie.Geralt. | ..Coś słyszałem. . . Słyszałem. .Nie wiem. .Yen. trzeba zacząć kopać dwa doły na żalniku.Mogą być ranni. wycierając czoło zmiętą czapką. kolorowym łukiem.mruknął Jaskier. dokąd? Uważaj! Elf cofnął się od rozwalonego okna.Niech stolarz robi trumny .. ja. .Powiedzcie stolarzowi. Nad Rinde zjawiła się tęcza..Trzeba by zobaczyć . Może wezwać medyka? . .powiedział krótko. . . .To oni .Przed chwilą aż krokwie latały.... Jęknęła. mówię wam.rzekł nagle Jaskier.przerwał Errdil. Podejdźmy bliżej.Cicho .Yen . Chciałam ci powiedzieć. proszę.Nie przeszkadzajmy im..Ja też słyszałem.powtórzyła. jęknęła znowu! .. Albo pozabijali się nawzajem. . ...Jaka cisza . a wiedźminowi też diabeł z oczu patrzył. Powiedz to jeszcze raz.Prędzej grabarza .Nie jestem pewien.Aha . Zbliżyli się do ruin oberży. a teraz jakby makiem zasiał. Tę Yennefer radziłbym przed pochówkiem przebić osinowym kołkiem. Ja nie umiem. Zdawało się. że wyrasta wprost ze zrujnowanego dachu oberży. Bo widzisz.Na wszystkich bogów . . . Musi strasznie cierpieć. Nie ma co.rzekł Krepp. . . O. Nie żyją.powiedział Vratimir. czy warto się było na mnie skazywać.potwierdził Errdil. .stwierdził Krepp.Chodźmy stąd . . wysilając swój muzyczny słuch. . .Jaka cisza. przez które ostrożnie zajrzał. jak jęknęła. Yen.Yennefer.powtórzył Jaskier.Nikt nigdy mnie tak nie nazywał.

Co oni tam robią? . Poczekajmy w jakiejś karczmie.żyją obydwoje? Chireadan? Co oni tam robią? . Bardzo.Zostawmy ich tam samych na jakiś czas. on i jego ostatnie życzenie. . do cholery! Elf uśmiechnął się. nie minie wiele czasu.A nie używając wielkich słów nie da się tego nazwać.powiedział. .powtórzył elf. .zaciekawił się Jaskier.Powiedz-że. Oboje.Chodźmy stąd . a dołączą do nas. Niech tam zostaną. . ona. bardzo smutno. .Nie lubię wielkich słów . .

. . wszystko się wyjaśni.Psiakrew . jak zapewne pamiętacie. .Nie wygląda na to.Trzeba było siedzieć u Nenneke. Jaskier miał rację. kolczudze i misiurce z żelaznych kółek. pytam? Znowu awantura? .Zamknij się. Jaskier obrócił konia.A Tailles. rozejrzał się. . Falwick i krasnolud zbliżyli się wolnym krokiem.Obraziliście urodzonego Taillesa. . spoglądając w stronę niedalekich.Zamknij się. wstrzymując konia.O co chodzi. widocznych nad lasem wież świątyni. u których zabijanie nie powoduje intensywniejszego wydzielania adrenaliny.. przyglądali się ponuro i obojętnie. zaklął cicho na widok odcinających im odwrót oszczepników. Tailles bez zbroi. z minami zawodowców. nie patrząc w ich stronę.GŁOS ROZSĄDKU 7 I Na polanie stał Falwick w pełnej zbroi. . wymachując od czasu do czasu obnażonym mieczem. Zsiedli z koni. . Zobaczysz. Wiedźmin oszczepy. nie wystawiać nosa za mury.Mogłem się spodziewać. bez hełmu. by jeździć do miasta -jęknął trubadur. Geralt? . Spróbuję jakoś wyłgać się z tego. Na terenie świątyni nie godziło się na was nastawać. w odrzuconym na ramię karminowym płaszczu zakonnym. Trzymaj gębę na kłódkę i nie wtrącaj się. tylko w krótkim pikowanym wamsie przechadzał się wolno.To był jednak głupi pomysł. Obok niego krzyżował ręce na piersi krępy. nadal przechadzał się.O nic. Tailles. rzucił wam rękawicę.mruknął Geralt. . Żołdacy. wymachując nagim mieczem. . brodaty krasnolud w lisiej szubie. wiedźminie . . wsparci na oszczepach. mówiłem.powiedział hrabia bez wstępów ani zwyczajowych grzeczności.O co chodzi. . Nie wyglądało. Dookoła połyskiwały półpancerze i płaskie kapaliny otaczających polanę żołdaków uzbrojonych w .

że wówczas każę powiesić cię na gałęzi.A to. panie Falwick . że książę wydał ci rozkazy. wydymając wargi. Jest jednak odwrotnie: to rycerz wyzywa was. . . . . obejdę się bez pouczeń. zależnie od woli.Falwick skrzywił wargi w złośliwym uśmiechu. Panie Geralt. Obawiam się. że studiowaliście filozofów.A czy nie uważacie. że nie jestem dostatecznie godny.że urodzony Tailles nadto mnie zaszczyca? Nigdy nie dostąpiłem honoru pasowania na rycerza. hrabio . .powiedział Jaskier z małpią miną. aż wychylicie się zza spódnicy kapłanki.Kapituła zakonu kieruje się własnym kodeksem -przerwał Falwick.. a tym samym podnosi do swej godności. oczywiście wyłącznie na czas potrzebny do zmycia zniewagi.Niezdolny do dawania satysfakcji i potykania się w szrankach wyrecytował poeta. jak wykonywać rozkazy. . gdybym okazał się. I bez wyzwisk. Gdybyście to wy wyzwali rycerza zakonnego.odezwał się nagle chrapliwie krasnolud.Nie wtrącaj się . ty hyclu..Jakże to logiczne .Spokojnie .poczekaliśmy więc.. rycerzu. to lepiej nie wspominać o towarzyszących mu okolicznościach. pozwólcie. . -Wiem. Co się stanie. .Co się stanie? .Kodeks rycerski stanowi. ów mógłby odmówić wam satysfakcji lub udzielić jej.Bez nerwów. Musicie się bić. Jestem Dennis Cranmer.Musimy? . aby. .To wy nie uczcie mnie. do czego zmierzacie..Geralt uniósł głowę. Chciałbym wiedzieć. Nie możecie odmówić. a co do urodzenia. panie rycerzu.Nie ucz mnie manier. spojrzał w oczy Falwicka.. panie hrabio.wycedził rycerz. Odmowa przyjęcia godności uczyniłaby was niegodnym. .Widzę.krasnolud oparł pięść o zatknięty za pas topór o podwójnym ostrzu. .. niegodnym. które masz wypełnić co do joty. Dokończcie. Cranmer . dobrze? . . Jaskier? .Musicie.uśmiechnął się krzywo Geralt . Tailles czeka. -I pamiętaj. kapitan straży księcia Herewarda. . Jak to się mówi.

syknął Falwick. No. to mam pozwolić. krzaczastymi brwiami. ale do obezwładnienia.Jeśli dobrze rozumiem .ciągnął spokojnie Dennis Cranmer. . Człowieka napadniętego w lesie próbujecie wziąć na humanitaryzm. Jeśli będę walczył. panie hrabio? . Wyboru nie masz. by Tailles nakarbował ci skórę. Decyduj. . . jasnoszare. o którym myślicie. i musisz za to nieść karę. to mnie połamią kołem. bo jeżeli odmówię. Walka ma być nie na śmierć.Rycerz Tailles jest ulubieńcem księcia . Nie zależy nam na twoim trupie. Dasz się pokonać. bo jeśli ja go zranię.Macie. to mnie powieszą. Krasnolud nawet nie spojrzał na rycerza.Tak sądzicie. .Jeżeli dotkniesz go w walce mieczem. kapitanie. . wręcz fascynująco .powiedział . apelujecie do . Kapitan Cranmer aresztuje cię i dostawi przed oblicze jego wysokości. .Stańcie Taillesowi. Stańcie więc w polu i dajcie mu się obezwładnić.A ja myślę. patrząc w oczy krasnoluda.przyznał Dennis Cranmer.Wiedźmin ukłonił się sztywno. stalowych oczu. więc kapitan chce mu taką sławę dać. uśmiechając się złośliwie. nie odrywał od Geralta swych zimnych.Geralt uśmiechnął się jeszcze paskudniej. zrasta się szybko. A może zaoszczędzić wam kłopotów? ' Huknę głową o pień sosny i sam się obezwładnię.Tak będzie lepiej. chcemy. Wiedźmin uśmiechnął się lekko. panie wiedźminie . skóra mutanta. poniesiesz karę. Same radosne alternatywy. odmieńcze. to krew i śmierć. .Bez drwin . Ale wtedy poleje się krew. Usatysfakcjonuje was to? .mam stanąć do pojedynku. to prawda . chyba już zrozumiałeś? A młodemu Taillesowi potrzebna jest sława pogromcy wiedźmina. mnóstwo krwi. rozejrzał się. Obraziłeś zakon. Do ukarania. ale dosyć paskudnie. Chcecie tego? Chcecie obciążyć sumienie krwią i śmiercią? Bo wybór.Nie pogarszaj swej sytuacji. Takie otrzymał rozkazy. stalowe pod płowymi. powiódł po żołdakach taksującym spojrzeniem.Co proszę? . ocalisz twoje nędzne życie.M . włóczęgo. Tak jak w Blaviken. .Argumentujecie urokliwie. jazda.powiedział Falwick. Inaczej już byś wisiał. A twoja skóra. ze mam. by przeciwnik mnie okaleczył. .zakpił Jaskier. panie Geralcie.Tak. . .

może nawet i matki. .Geralt naciągnął rękawice.Godzicie się zatem . .Nie . wykonani.Nie traćmy czasu. jak rozumiem. Prosicie.Załatwmy to. . co do joty. jak dygoczą im kolana na samą myśl o walce z Geraltem z Rivii.nie mam niczego do zarzucenia moim kolanom. . o dzieciach nic mi nie wiadomo.Dobrze. wolałbym w to nie wciągać. . bo zbiry są biedne. a i matki. Patrzyli sobie w oczy.Absolutnie . A nie wydaje się wam. Szkoda dnia. . Absolutnie.Jestem gotów . Jeśli Nenneke dowie się o tej awanturze. Wziął brzeszczot hrabiego i machnął nim na próbę. Za wyjątkiem tych. Przed nikim nie uciekałem jak do tej pory i przyzwyczajeń nie zmienię. bliżej mi nie znanej niewiasty. Ma ulitować się nad zbirami.Tak. . Przystajecie na pojedynek z urodzonym Taillesem z Dorndal? . Ale rozkazy. który radzi sobie ze strzygą gołymi rękami. aby podjął decyzję.Nie będziesz walczył tą twoją brzytwą. Zaakceptuję każdą i dostosuję się. którzy połamią nogi. Weź mój miecz. którzy go napadli. Geralt wzruszył ramionami.powiedział Falwick. Przygotujcie się. oczy mu rozbłysły. .Ja .Dobrze więc . dzieci.powiedział spokojnie krasnolud i zawadiacko zadarł brodę . będzie piekło. Prawda. Jak zawsze.stwierdził twardo krasnolud i popatrzył na Falwicka. Załatwmy to szybko. Tu nie poleje się żadna krew. wiedźminem. mają żony. uciekając do miasta. Co by nie było. jakie mi wydano. panie Cranmer? . nikt tu nie poniesie uszczerbku.powiedział wreszcie Geralt. Nie jestem żonaty. panie Geralt. a kto wie. . Jaskier. zachowaj spokój. by raczył nie przelewać krwi zbójców.jego wyższych uczuć.Ciężki .Falwick uniósł głowę.Z równym powodzeniem moglibyśmy się bić . .stwierdził zimno. dobywając swego. Wiedźmin zdjął miecz z pleców. krasnolud i wiedźmin. . to dotyczy tylko was. kapitanie Cranmer. proszę pana Geralta z Rivii. Ty nic do tego nie masz. Nie apelując do żadnych uczuć. ze za wcześnie się martwicie? Bo ja patrzę na tych waszych oszczepników i widzę.

Hej.Ma zmasakrowaną twarz! Jest oszpecony na całe życie! . Tailles zaklął. krótką. Równe szansę. . ciął szeroko. wstając. nie rycerz. powód do sławy i chwały.Tailles ma taki sam. że jest rad. Jego pech.wrzasnął Falwick. wcale nie wyglądając na uradowanego. Rycerzyk zamachnął się szeroko. Ciężki brzeszczot grzmotnął ze szczękiem w klingę Tadlesa tak. . dotykając topora.Brać go! . Falwick podbiegł do niego. skoczył. wyrzucając ramię na pełną długość. pluł krwią.Dennis Cranmer utkwił w wiedź-minie swe stalowe oczy i wyszczerzył zęby.powiedział wolno krasnolud. .Nie? . niezgrabnie i wysoko zasłaniając się mieczem.charknął Dennis Cranmer. zamarł w pozycji szermierczej.. Rycerz zawył. upadł na klęczki i dotknął czołem trawy. której tak życzyła mu kapituła. Tailles wił się na ziemi.Nie posłuchacie głosu rozsądku? Szkoda. od prawej. .Stać! Na miejsca! . zaatakował błyskawicznie. . założył lewą rękę za plecy. lekką fintą wybił Taillesa z rytmu. Wiedźmin nie wysilił się nawet na paradę.Nie. walnął na wprost. przekonacie się. panie Falwick. Tailles i wiedźmin stanęli na wprost siebie. . skowytał i wył. Żołdacy otoczyli polanę rzadkim łańcuchem.Skóra się zrasta . odskoczył miękko. straż! . Wiedźmin nie dotknął rycerza Taillesa. odruchowo. spróbował ją odzyskać. . uniknął płaskiego sztychu szybkim półobrotem. hrabio. Wprost niesłychanie. . bez ostrzeżenia. stracił na moment równowagę. . Tailles przykucnął. Geralt wbił miecz w ziemię. . Geralt zwinnym piruetem wyszedł spod ostrza.Ja zawsze wykonuję rozkazy co do joty. hrabio .Geralt uśmiechnął się.Niesłychanieście dowcipni. Rycerz bez blizny to kutas. Żołdacy zamarli. odwrócił się. klinga znowu przecięła powietrze. . Szczeniak uderzył się o własne żelazo. że odbita silnie uderzyła go prosto w twarz.na szpadle. Zapytajcie go.A blizna? Blizna dla rycerza to zaszczytna pamiątka. . Wiedźmin uderzył z szybkością i siłą pioruna.Panie Tailles? Co powiecie na przeprosiny? Rycerzyk zacisnął wargi.

kontynuował Geralt . odwrócił się do Geralta. Żołdacy unikali jego wzroku. zaraz. .słyszę w waszym milczeniu głos rozsądku. Nie znoszę krzywoprzysiężców. Natychmiast. że ja was wtedy . tu. dysząc ze złości.Wynoś się z Ellander. jak radzicie . co się stanie. . bądźcie tak łaskawi i zechciejcie zaspokoić moją ciekawość.Wiedźminie . . Dennis Cranmer wykrzywił się..Oj.Bardzo ciekawi mnie jedna sprawa.Rzadko kiedy godzę się z nim . starając się nie uśmiechać. a książę Hereward dał mi prawo karania takich na gardle. Gdybym.mruknął Dennis. Wyjedźcie stąd w miarę szybko. teraz ja zaspokoję waszą. Jeśli ciekawi jesteście. obić po mordzie i kopnąć w rzyć na oczach knechtów? Hrabio Falwick.Ale przedtem. Bez chwili zwłoki! . Panie Falwick! Rycerz Białej Róży zamrugał nerwowo. jeśli zakon zechce w jakikolwiek sposób naprzykrzać się matce Nenneke lub kapłankom lub jeśli nadmiernie narzucać się będzie kapitanowi Cranmerowi.ciekawość. . Mam jeszcze słowo do pana hrabiego. by skrzyżować ze mną klingę? Czy też odmówilibyście. . panie Falwick. gdybym wyzwał was na miecze. załóżmy. cofnął się o krok. . Zaspokoiliście moją. nawet wiedząc. panie hrabio . otarł dłonie o płaszcz. hrabio. Ale nie powtarzajcie ich. Falwick zbladł. .Pożałujesz tego. czuł się zdegustowany i obrażony waszą postawą w całej tej aferze. powoli wyciągnął topór zza pasa. że w razie odmowy ja miałbym was za niegodnego nawet tego.Geralt przewiesił pas przez plecy.Cranmer! .ryknął Falwick.. wywiesił język i strzyknął śliną na sporą odległość. cóż uczynilibyście? Czy uznalibyście mnie za dostatecznie godnego.zgrzytnął. to wiedzcie. odkaszlnął i popluł soczyście na prawą dłoń.ale w tym wypadku to on ma rację.Wróćmy na chwilę do kodeksu waszej kapituły -ciągnął wiedźmin. Puszczę mimo uszu wasze głupie słowa. proszę was bardzo.. . na miejscu. rozejrzał się. .Nie przysięgajcie krzywo. . podchodząc do wiedźmina i oddając mu miecz . przysięgam! Krasnolud odwrócił się. wyrywając swój miecz z ziemi.Choć milczycie . by na was na-pluć.Zrobimy tak.Falwick.

wyszła Iola w towarzystwie dwóch młodszych adeptek.Wolę uważać na innych.Nie zapomnijcie o mojej obietnicy. przytroczony do niej srebrny miecz. Odjechali demonstracyjnie wolno. czcigodna . Poprawił popręg. .Do zobaczenia. . Nenneke. przy Nenneke ani słowa o tej drace. Niezręcznie .I nie złość się już na mnie. To się lepiej sprawdza. Dennis.Lubię cię.zgodziła się Nenneke bez uśmiechu. Uważaj na siebie. . . Nie zamierzam. . sakwy i zrolowaną za siodłem derkę. Ze świątyni. Przeszli w kłus dopiero wtedy. Bywaj. spuszczę z was krew jak z wieprzka.Chyba nie pojedziemy prosto na południe? Trzeba będzie łukiem ominąć Ellander i włości Herewarda? Co? Czy też zamierzasz kontynuować ten pokaz? . Chodź.Nie. . gdy skryli się w lesie.odszukam i nie przejmując się żadnym kodeksem. panie Falwick. że wyruszymy nie zwlekając? . że mnie lubisz. Zbliżył się Jaskier. Ani słóweczka. Wielcem rad z naszego spotkania. spomiędzy oplecionych bluszczem kolumn.powiedział poważnie.Mam nadzieję. . II Geralt pochylił się. Rycerz zbladł jeszcze bardziej. na dłuższą metę. . a później skręcimy na Kupiecki Szlak.Geralt . . . Wiedźmin uśmiechnął się cierpko. prowadząc swego karogniadego wałacha.Bywaj. dlaczego. . choć sama nie wiem. bęcwale. nie oglądając się. Geralt.Powodzenia. Dennis. liczę na następne. Bywaj. Jaskier. Do zobaczenia tedy.uśmiechnął się szeroko krasnolud. Pamiętaj. skrzyżowawszy ręce na piersi.odezwał się nagle poeta.Owszem . dopasował pachnące nowiutką skórą puślisko. Przecież ja i tak wiem. Nenneke stała obok nieruchomo.Natychmiast.Dzięki za gościnę.Do zobaczenia. Niosła kuferek wiedźmina. Pojedziemy lasami. . . Na nas czas.Odwzajemnione. Geralt . Jaskier. sztywne jeszcze i oporne w klamrze. . sprawdził naprawiony kabłąk strzemienia.

Jedna z adeptek stała jak porażona.Iola! . westchnął głośno. zgiął przyciśnięty niewidzialnym ciężarem. dygoczącej w konwulsjach dziewczyny. zacisnęła szczęki. wstała z wysiłkiem. przytrzymała ją za ramię i włosy. wyprężonej. Krew i krzyk. I pragnęła. Nenneke uniosła się na kolana. Nie zapomnij. przypadła do lezącej na ziemi. Nenneke. Krew. Bierz regularnie przez dwa tygodnie. Towarzyszące jej adeptki nie kryły znaczących spojrzeń i z trudem powstrzymywały się. Iola wygięła się w łuk. Iola. uklękła na nogach Ioli. co należało powiedzieć. dziecko! Mów! Dziewczyna wyprężyła się jeszcze silniej. Obrzydliwy odgłos dartego ciała i krzyk . Geralt. Iola znieruchomiała.krzyczała Nenneke.Iola!!! Nenneke. pucołowatej buzi. . Krew.. Nie wiedziała. . gdyby mogła. czego brakowało. Jaskier. Krzyk. Uzupełniłam twoje eliksiry. Krew. . blady jak płótno. zakłopotany uśmiech mieszał się z rumieńcem na jej piegowatej.Iola! Mów! Mów. I to lekarstwo. wiesz które. W bezwstydzie końca. najeżone kolcami łapy i ostre zęby. . Nie miała pojęcia.westchnęła Nenneke. Dzięki. zagryzła. Weź kuferek. Ich ręce zetknęły się. otwierając usta w bezgłośnym. masz wszystko.Na Wielką Melitele . krzyknęła coś. bystrzejsza. czerwieniejąc z wysiłku. cienka strużka krwi popłynęła jej po policzku.Nie zapomnę. co powiedziałaby. by nie chichotać.unikała jego wzroku. tworząc wdzięczną kompozycję. jakich słów należało użyć. Kości jak białe połamane patyczki.Cały orszak pożegnalny. ale jego medalion targnął karkiem tak. Krew. . podała mu kuferek. Ścięgna jak białawe powrozy eksplodujące spod pękającej skóry ciętej przez wielkie. czego wiedźmin nie zrozumiał. Krzyk. Śmierci. z szybkością niebywałą przy jej tuszy. druga. niemym wrzasku. To ważne. . . Tak bardzo chciała coś powiedzieć.. Nie wiedziała.bezwstydny i przerażający w swoim bezwstydzie. że odruchowo się schylił. Dziewczyna spuściła głowę.

.. . . Nie pierwszy raz. Do zobaczenia. Odwróciła się do Geralta. Kapłanka wolno pokręciła głową. Iola.Zabierzcie ją ..Żegnaj . poważne. Było już ich więcej. gwałtownym ruchem..Nie jedź. pociągnęła nosem i starła nadgarstkiem łzę ostrym. widziałeś to? .Muszę. .Nic nie mów. Geralt. Nenneke. . przerażone i milczące.. zbiegły się.powiedziała do adeptek. Zaraz przyjdę.Nie ma sensu oglądać się za siebie.I co? . Zajmij się Iolą. I nie zostawiajcie jej samej. . . Nenneke... Przez chwilę. .Ostrożnie.Ty widziałeś. proszę.Weźcie ją .Muszę..Geralt. nie jedź.. . .Ja też to widziałam.. mnąc wodze w spotniałej dłoni. Wiedźmin stał nieruchomo.powtórzyła kapłanka.Tak. .szepnęła nie patrząc mu w oczy. .