OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. I jastrzębie. która pomyślała sobie. które otworzyli. — Lisy! — dodał Edmund. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. w pokoju. Były to przeważnie futra. Nie wahając się ani chwili. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. głuptasie — powiedział Edmund. ciarki przebiegły jej po plecach. Wszyscy — oprócz Łucji. wiodło do pustych sypialni. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. który im przydzielono. odkryli tu kompletną starą zbroję. Edziu. — Och. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. Był to długi. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. Kiedy zajrzała do środka. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. Mogą być jelenie. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. a trzeba wam wiedzieć. Oczywiście nie zapomniała o .Łucja. przeważnie bardzo starych. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. a potem pięć stopni w górę. — To sowa — powiedział Piotr. ani nawet strumyka płynącego przez ogród. zobaczyła rząd wiszących płaszczy. ani lasów. że będą zamknięte. wielki. co to zdają się nigdy nie mieć końca. niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. ze stojącą w rogu harfą. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. a wam radzę zrobić to samo. o jakich wam się nie śniło. Jeśli chodzi o mnie. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. Tymczasem nie jest tak źle. że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. Mamy radio i mnóstwo książek. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. to idę do łóżka. . Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. — Jeżeli chodzi o mnie. niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. proszę cię. — Króliki! — dodała Zuzanna. a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. tak gęstego. — Borsuki! — dodała Łucja. że przejaśni się w ciągu godziny. — Wygląda mi na to. z rodzaju tych wielkich domów. z rozkoszą wtulając w nie twarz. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. Nie było tu nic więcej. — To tylko jakiś ptak. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. że przez okno nie było widać ani gór. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. choć była prawie pewna. — Stawiam dziesięć do jednego. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć.

wełniany szalik. W jednej ręce. aby zrobić sobie miejsce. W chwilę później zdała sobie sprawę. Twarz wędrowca była dziwna. Ale nic takiego nie nastąpiło. z których wystawały dwa małe różki. Szyję otulał czerwony. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę.) Wyglądało na to. „To chyba kulki naftaliny". — Boże miłosierny! — wykrzyknął. ku dziwnemu światłu przed sobą. — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. ponieważ wiedziała. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. Miał krótką. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. a nawet kłującego. że to świeci latarnia na słupie. lecz miła. wciąż spodziewając się. ponieważ pamiętała. biały od śniegu parasol. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. trzymał otwarty. sypkiego i zimnego. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. a nawet kawałek pustego pokoju. ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. potem jeszcze dwa lub trzy. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego. lecz w oddali. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. . rozmyślając. usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Nagle zauważyła. „Gdyby coś było nie w porządku. Łucja trochę się przestraszyła. pomyślała i schyliła się. jak już powiedziałem. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. Kiedy zobaczył Łucję. a napotkały coś twardego i szorstkiego. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. Spojrzała przez ramię za siebie. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. którego płatki wirują w powietrzu. A kiedy tak stała i patrzyła na nią. jest noc. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer. zapewne po to. Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. chcąc namacać je ręką. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. połyskującą w świetle latarni sierścią). tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. Był to faun. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. że coś skrzypi pod jej nogami. że stoi pośrodku lasu. skrzypskrzyp po śniegu. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. że w pokoju nadal jest dzienne światło. Od pasa w górę przypominała człowieka. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. przekonała się. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. aby nie ciągnął się po śniegu. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. Miała też ogon.pozostawieniu otwartych drzwi. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa.

to możemy się przeziębić. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale .. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie.. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja. nie chciałbym być zbyt natrętny. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. dobry wieczór. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. Nazywam się Tumnus. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. o Łucjo. A ty. — To jest tam. czego nie zamierzał. — Ale czy nie jesteś. nie jestem taka pewna. o co mu chodzi. Wszystko. — A czy wolno mi zapytać.. który nazywa się Narnią. Teraz już na to za późno. Dopiero kiedy skończył. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. — Bardzo mi przyjemnie. ale czy nie mylę się sądząc. — Czy to znaczy. Pozwól. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima.. rozbawiona. jakby miał powiedzieć coś. Najmocniej przepraszam. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. a w każdym razie.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała. — Naturalnie. ale w porę ugryzł się w język. czy nie jesteś kimś. naturalnie. nie bardzo rozumiejąc. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun. że jesteś człowiekiem? — Oczywiście. Bardzo się cieszę. Córko Ewy. gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. proszę mi wybaczyć. Trzeba ci bowiem wiedzieć.. kiedy byłem małym faunem. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć.. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja. — Przecież znajdujemy się w kraju. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu.. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. zaraz za nami. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. — Oczywiście.. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór. Tam jest lato. że się przedstawię. — i tu urwał. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. no. — Miło mi pana poznać. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję.

to parasol osłoni nas oboje. drugi dla przyjaciela". studium znanej legendy. jakby był zrobiony z trzciny. jakby chcąc dodać sobie otuchy. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. stawiając imbryk na ogniu. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok. faun zaczął opowiadać. mnisi i leśnicy. gdy się go schwyta. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. i ciasto. W rogu były drzwi. a może i sam Bachus. A kiedy Łucja już się najadła. i jeszcze grzanki z miodem. — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun. Córko Ewy! — oznajmił faun. wyjaśnił pan Tumnus). Na podłodze leżał dywan. potem sardynki na grzankach. Kiedy znaleźli się w środku. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. stół i kredens. w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. czy nie powinnam już wracać. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. a na koniec ciastko z lukrem. mały flet. Była to niewielka. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. Łucja pomyślała sobie. trwającej tygodniami zabawie. potem znowu grzanki z masłem. Łucja obejrzała sobie książki. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. który może spełnić każde życzenie. — Będzie też ogień na kominku i grzanki. jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę. Pan Tumnus schylił się. a potem jeszcze o lecie. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. Potem. wyglądający. Nie uszli daleko. aby tańczyć z faunami. i sardynki. o tym.zastanawiałam się właśnie.. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko. sucha i czysta pieczara. i zaczął na . albo Ludzie. wykuta w czerwonawej skale. Córko Ewy. wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. — Nie potrwa to długo — powiedział.. Idziemy w tamtą stronę.. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie. że w skale jest wejście do pieczary. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. małymi.. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu. jak by to było dobrze. jakby znali się od urodzenia. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach.

— Och. nie mówiłabyś tak. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił. na portrecie. Musiały chyba minąć całe godziny. No i dlaczego. och. Będą się o mnie niepokoić. nad kominkiem. że Łucji chciało się płakać i śmiać. na miłość boską. jakiego zdarzyło mi się spotkać. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć. trochę przestraszona. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał. Lecz za chwilę. — Proszę przestać. potrząsając nim w rozpaczy. tak mi żal. bo jestem bardzo złym faunem. jest pan najmilszym faunem. Naprawdę. — Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona. Tęskny ton fletu sprawiał. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. tańczyć i spać jednocześnie. — Myślę. — Nie sądzę. drogi panie Tumnusie. gdy Łucja podeszła do niego. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja.. och — załkał pan Tumnus.. ale. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię. wyżymając ją co jakiś czas. widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. — Wcale nie myślę. — Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. niech mi pan wreszcie powie. że jest pan bardzo miłym faunem. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to.. gdy stawała się tak mokra. jestem bardzo zły. które zaczęły spływać mu po policzkach. nie jestem wcale dobry. Nie przestał szlochać nawet wówczas. Miałam wpaść tylko na chwilkę. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. co ja zrobiłem — odrzekł faun. naprawdę. och. że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja.nim grać. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. czym jestem. — Płaczę. tak pan ryczy?! — Och. jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. że zawsze jest zima. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią. muszę już wracać do domu. — Czego by nie zrobił? — Tego. Zawsze jest zima. Oto. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. że muszę panu przerwać. co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. — Nie. zapytała: — Och. Płakał i płakał. — Jestem sługą Białej Czarownicy.. teraz już w chusteczkę. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . drogi panie Tumnusie. To ona sprawia. taki duży faun jak pan.

co KIEDYŚ zrobiłem.. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. że jestem takim faunem. — Nie mówię o czymś. Nawet niektóre drzewa są na jej służbie. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. oto cała prawda.. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. Czy mogłabyś uwierzyć. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. — Bardzo mi przykro. A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho. aby je uśpić. nie dbając nawet o posprzątanie po . ale i niezbyt surowa). zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna. a Bóg jeden wie. niewinne dziecko. że to się już nigdy nie powtórzy. — O Córko Ewy. — No. Ale żałuje pan tak szczerze. Jestem pewna. Każe mi odciąć ogon. ale przez cały czas. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. — To ty jesteś tym dzieckiem. to rzeczywiście brzydko z pana strony. podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to. rzecz jasna — odrzekł faun. których kiedykolwiek spotkam w lesie. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. wiem dobrze.. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. wyrwać brodę. aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja. udaje. — Cóż. jacy są ludzie. że muszę tak postąpić. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy. Cały las pełen jest jej szpiegów. jak u jakiejś nędznej szkapy. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. zaprosiłem cię na podwieczorek. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. odpiłować różki. — Nie zrobi pan tego. Ja to robię TERAZ. że kiedy cię uśpię. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem. Popatrz na mnie.. Córko Ewy. — Pozwolę. — To oczywiste. co to spotyka w lesie biedne. jaką spotykam. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. tak. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. aż do czasu. w tej właśnie chwili. że się z nim zaprzyjaźnia. Robiłem wszystko. kiedy już cię znam. — Porywam dla niej dzieci. Myślę. zanim ciebie spotkałem. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie. — Jestem pewna. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. cóż. które nie zrobiło mu nic złego. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. pójdę i powiem JEJ… — Och. bryłowate kopyta. Teraz.. Odprowadzę cię aż do Latarni. Nie miałem pojęcia. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła.. że trafię — powiedziała Łucja. przez cały czas myślałem tylko o tym.

Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna. aż raptem zdała sobie sprawę z tego. — Czy stąd już pamiętasz drogę. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz. jak potrafiła. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie.. — A może. wybaczam — powiedziała Łucja. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. — Już wróciłam. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. — Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. — A więc pędź do domu tak szybko. — Zegnaj. kiedy dotarli wreszcie do Latarni. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło. łapiąc oddech po szybkim biegu. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. — I mam nadzieję.. — Hej. wyglądającą jak odblask dziennego światła. jak tylko potrafisz — powiedział faun. mówisz. czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. Na dworze wciąż padało. jak będziesz chciała. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. . — Biedna Łusia. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. jestem tutaj! — krzyknęła. I nagle. — I. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda.. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy. Łucja odetchnęła z ulgą. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. widzę już drzwi szafy. nie odzywając się do siebie. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. zamiast szorstkich gałęzi drzew. że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. — Tak. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa.. — O czym ty. na miłość boską. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. przemykali się ukradkiem przez las. ściskając mu serdecznie rękę.podwieczorku. może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. Łucjo? — zapytała Zuzanna.

czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. — Nie bądź głupia. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. toteż nie mogła się na to zdecydować. na co go stać. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. Dzieci nie wiedziały. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. nie było mnie całe godziny. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. wszyscy. co powiedziałam — odrzekła Łucja. Pewność. — Nie. tu jest tylna ściana. Przysięgam. łącznie z Łucją. Naprawdę tak było. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. Nie było ani lasu. ale Edmund potrafił być złośliwy. a jak nie wierzycie. — To jest zaczarowana szafa. wypytując ją. — Kompletnie stuknięta. Łucjo? — zapytał Piotr. aby upewnić wszystkich. co o tym sądzić. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. Prawie ci uwierzyliśmy. i to się nazywa Narnia. Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej. a w tym wypadku pokazywał. pukając się w czoło. — Co właściwie masz na myśli. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. wybuchnęła płaczem. że jest to tylko zwykłe. — To. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja. Popatrzcie. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. ale Łucja była tak wzburzona. Łucjo. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. ani śniegu. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. naprawdę udało ci się nas nabrać. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. Łucjo — powiedziała Zuzanna. twarde drewno. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna. — No. to idźcie i sami zobaczcie. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. Piotrze. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy. rozchylał płaszcze i — cóż. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. Mam rację. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. — To prawda. że w rzeczywistości to ona ma rację. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. W środku jest las i pada śnieg. — Posłuchaj. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. i tam jest faun i Czarownica. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz.

ale po Łucji nie było ani śladu. Pod stopami chrzęścił mu suchy. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. Gdy zbliżyła się do szafy. gdy jest to szafa zaczarowana. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju. Wewnątrz wisiały. jakby był jedyną . że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. I tak było aż do następnego deszczowego dnia. futra. „Na pewno myśli. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. między pniami drzew.przebywać poza domem od rana do wieczora. Poczuł też. ponieważ wiedziała. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. Tego dnia. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. były krokami Edmunda. aby wpuścić do środka trochę światła. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. Wprost przed sobą. To już zupełnie przestało mu się podobać. szukając siostry. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. Potem zaczął macać rękami w ciemności. że to otwarte drzwi szafy. ponieważ wiedziała. które usłyszała. że to przyszła Zuzanna. ale dlatego. stwierdził nagle. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. Edmund zauważył. jak zawsze. Kroki. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. kąpiąc się. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. pachniało naftaliną. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. takie. łowiąc ryby. Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. to w drugą stronę. Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. Pierwsza szukała Zuzanna. dobrej kryjówki. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. zobaczył wschodzące słońce. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. czerwone i wyraźne. gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. Łucja wśliznęła się do garderoby. Postanowił więc otworzyć drzwi. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. jakby znajdował się na dworze. I wtedy zobaczył światło. pewien. ale tak. Naokoło panowała głęboka cisza. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". Otworzył drzwi. który pokrywał też gałęzie drzew. że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. było cicho i ciemno. że gdyby ją tam znaleziono. sypki śnieg.

zimna i surowa. Wciąż miał jednak nadzieję. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". Za nim. karzeł strzelał z bata. — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. że siostra musi być gdzieś blisko. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. co jej ostatnio mówiłem". Teraz widzę. lecz dumna. że reny prawie przysiadły na śniegu. na podwyższeniu pośrodku sań. zimnym i cichym miejscu. a sierść miały tak białą. pomyślał Edmund. że to miejsce nie bardzo mu się podoba. lub wata cukrowa. jaką Edmund kiedykolwiek widział. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. wobec czego już postanowił wracać do domu. Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku.żywą istotą w tym kraju. Była to twarz piękna. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. . prostą laseczkę. lecz zupełnie biała. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada. odezwał się dźwięk dzwoneczków. gdyby stanął wyprostowany. Nasłuchiwał. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. Poczuł. że ci nie uwierzyłem. który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. Obfita broda spływała mu aż na kolana. jeszcze mniej podobało mu się to. Ale wyjdź już. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. jak śnieg lub papier. Teraz przypomniał sobie o Łucji. gdzieś daleko w lesie. zapłonęły żywym ogniem. jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. gdy nagle. że od początku miałaś rację. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. hej. a na głowie miała złotą koronę. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. Na koźle siedział przysadzisty karzeł. Pani również była przykryta białym futrem. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. że ciarki przebiegają mu po plecach. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. Łusiu! Przepraszam. parskając głośno. . a na głowie miał czerwony kaptur z długim. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. w prawej ręce trzymała długą. zwisającym nisko pomponem. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta.

. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś.. Był zbyt zmieszany.. Jestem w szkole. chyba że chcesz. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. teraz są wakacje. To może popsuć wszystko. królowa nagle jakby zmieniła zamiar. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja. — Ja.. spoglądając surowo na Edmunda. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę. — I odpowiedz mi wreszcie. aby zrozumieć pytanie... Słyszałam już o takich rzeczach. Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz.. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo. nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. najjaśniejsza pani. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund.. — Ha! — wykrzyknęła królowa. w jaki na niego patrzyła... to znaczy byłem. Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem. . bardziej do siebie niż do niego. i po prostu znalazłem się tutaj.. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. Pani zmarszczyła brwi.. Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem.. Edmund czuł. — Drzwi. — Proszę o wybaczenie. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. ... abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak. Drzwi do Świata Ludzi. — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej. Jestem chłopcem.. nie wiedziałem. wasza królewska wysokość. który obciął sobie brodę? — Nie. że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział... — Kimkolwiek jesteś. to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa. Wcale nie podobał mu się sposób. prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach. — Nigdy nie miałem brody. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani. ja. ja otworzyłem drzwi. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. że za chwilę stanie się coś strasznego. co odpowiedzieć. ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca. a ręka uniosła różdżkę. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć.— A kimże ty jesteś? — zapytała pani.

żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. tym bardziej miał na nie ochotę. modląc się w duchu. Dziwny napój nie przypominał niczego. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. że ma brata i dwie siostry. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. ani mniej? Edmund. przewiązane zieloną wstążeczką pudło. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. szczękając zębami. Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła. Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. będzie chciał wciąż więcej i więcej. Im więcej zjadał. co parowało w zimnym powietrzu. by go zapytano. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. że jest ich czworo. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. ile tylko zdoła. odpowiadał wciąż: — Tak. ani więcej. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie. Królowa zapewne dobrze wiedziała. Początkowo starał się pamiętać. wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. bardzo proszę. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość". o czym Edmund marzy. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. podniósł kubek. — Czy jesteś pewien. Królową interesowało szczególnie to. pieniący się i gęsty. dlaczego królowa jest taka ciekawa. poczuł się od razu lepiej. ale nie śmiał być nieposłuszny. ale wkrótce o tym zapomniał. co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. ale gdy tylko spadła na śnieg. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. — Tak.Trudno powiedzieć. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. i wciąż wracała do tego tematu. jeśli można. tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. Synu Adama? — zapytała królowa. a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. kto go choć raz skosztuje. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. czy nie chciałby więcej. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. tak że mógłby zajeść . — Nie sądzisz. ponieważ wiedziała też. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego.

— Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką. a twoje siostry hrabinami. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi.. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. oczywiście.się na śmierć. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. Kiedy wsiadał do sań. gdybyś tu wrócił sam. A muszę wyznać. trząsł się ze strachu. ani pięknie. tylko powiedziała: — Synu Adama. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. Co innego w moim pałacu. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. że nie będzie ci się chciało po nich iść. musisz tylko znaleźć Latarnię. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo. że nie mam swoich własnych dzieci. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem. — Och. Teraz już nie mogę. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. naturalnie razem z nimi. że będzie ci się podobało. bo takie czary można zrobić tylko raz. Myślę. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. Cokolwiek mogła mówić królowa. Ty będziesz księciem. Twego brata uczynię hrabią. a musisz wiedzieć. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej. jakiego dotąd spotkałam. Będę na ciebie czekała i NA NICH. — Och. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. — Jestem pewna. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. pod którą Łucja spotkała fauna. z którego nie będzie mógł trafić do domu. — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. Miał wypieki na twarzy.. musisz teraz wrócić do swojego kraju. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami. Nie. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa.. Bardzo pragnę je poznać. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. a ręce lepiły się od potu. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. Kiedy tu wrócisz następnym razem. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. — Bo widzisz. poszukać tych dwu . nie wyglądał teraz ani mądrze. kiedy mnie już nie będzie. ślina ciekła mu z ust. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo.. gdyby mu na to pozwolono. jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. Nie byłoby dobrze. ale teraz zapomniał o wszystkim. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa. a później królem. mógłbyś o nich zapomnieć. — Ale ja nawet nie wiem. — Ach. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca. to zrozumiałe.

— Gdybym tylko wiedziała. gdy nagle usłyszał. Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. że mnie puścił. Edmundzie! — zawołała. który ma się zupełnie dobrze.. które opowiadają. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu. aby się mnie lękano. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. i być może wszystko dobrze się skończy. och. dobra — powiedział Edmund. — Błagam. — Przecież widzę. złośliwych plotek. jest groźną czarownicą. dobrze? Zróbmy im niespodziankę. i karły.. a musisz wiedzieć. i zwierzęta. zobaczymy. kto tu mieszka". — Dobra. że. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. a kiedy usłyszał. w każdym razie te. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz. ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie. zawsze zima. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. Jeżeli chcesz. gdybyś przyszedł sam. jeszcze jedna sprawa. że ty też tu trafisz. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. To będzie taki nasz mały sekret. Jestem pewna. że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. Nie musisz im o mnie od razu mówić. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. i wszystkie driady i najady. — Dała znak karłowi... — Kto to taki? — To okropna postać. tak że zawsze jest tu zima. za którymi zniknęły sanie. że wszystko . a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby. — Och. aby się zgodzili. że w ogóle się o tym nie dowiedziała. które są dobre.. możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie. a kiedy sanie ruszyły. A kiedy dojdziecie do mojego zamku. tym faunem. która była tak szczęśliwa i podniecona. chociaż wcale nie ma do tego prawa. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. Ale.wzgórz i iść w ich kierunku przez las. po prostu jej nienawidzą. Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy. jak ktoś wykrzykuje jego imię. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. Nazywa siebie królową Narnii. poczuł się jeszcze gorzej. — Aha.. Byłabym bardzo zła. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. że pani. a kiedy się rozejrzał. więc sądzi. to mogę cię przeprosić. że tak będzie najlepiej. czy coś w tym rodzaju. na miłość boską. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa. z którą się zaprzyjaźnił. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund.

jakie nas czekają wspaniałe przygody. był nadąsany i zły na Łucję. ale w głębi serca pomyślał. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. No. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. Ach. ponieważ w końcu okazało się. chociaż było to dalekie od prawdy. — Co to wszystko znaczy. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. Edmund też to widział. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. Byliśmy tam razem. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. że ty też tu trafiłeś. — Masz rację! Och. Edmundzie. Edmundzie. do którego można się dostać przez szafę. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. zamiast ośnieżonych gałęzi.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. co mówią fauny — powiedział Edmund. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. jaki mu przyszedł do głowy. Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. . starając się sprawić wrażenie. Edmund i ja. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. Naprawdę JEST taki kraj. Nagle. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. — Ejże. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. co z tym wszystkim począć. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. opowiedz im o wszystkim. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Chodźmy do domu. ten faun — odpowiedziała Łucja. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. — Zapytaj kogo chcesz. Edziu? — zapytał Piotr. Czuł się fatalnie. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. poszukamy innych. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. że to ona miała rację. Nie sądzę też. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. tak się cieszę. że Łucja miała rację. ale nie bardzo jeszcze wiedział. i spotkaliśmy się w lesie. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. — A więc chodź. Nie wiedział więc. w którym znaleźli rycerską zbroję). — Pan Tumnus. był też pewien. jakby wiedział o faunach o wiele więcej.

ale odkąd tu jesteśmy. Naturalnie tylko dla zabawy. że tam nie zostałam. Chyba nie będzie dla was niespodzianką. szepcząc coś do siebie. że uwierzyłem w całą tę historię. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu. całkowicie zaskoczony. powiedz nam. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr.. co mówicie.. — Oczywiście trzeba się liczyć z tym. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. Zapukali do drzwi. że jego plan nie udaje się tak dobrze. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego. a wy wszyscy jesteście potwory. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz. bo nie wiedział.. długo jeszcze stali na korytarzu. że bzdury — powiedział Piotr. co się wam będzie podobało. — Jasne. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. jeśli uzna.. Widzieliśmy to już w szkole. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. albo zrobić. — Hej. i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. co opowiada. jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). po prostu bawiłem się z Łucją udając. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie. że w to wierzysz? — Ja myślałem. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. Spotkałam fauna i. że odniósł wielki sukces.. A naprawdę nic tam nie ma. — To wszystko ze złości.. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. Edziu — odezwała się Zuzanna. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. zawsze. — Przestańcie. co powiedzieć. że napisze do ojca. myślałem. że jej pomożesz. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. — wyjąkał Edmund i urwał. że robisz to wszystko tylko po to.. i nie obchodzi mnie. ale na nic się to zdało. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. Chodźmy i poszukajmy Łucji. żałuję. zachichotał i powiedział: — Ach tak. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami. błagam was — wtrąciła się Zuzanna.. Ale czy sądzisz. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie.. Łucja była w okropnym nastroju. — Właśnie o to chodzi. że Łucja ma źle w głowie. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami.. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. — Nie poprawicie sytuacji. Jestem pewien. Łucja była zupełnie normalna. wydawało się. Edmundowi. że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego. I Edmund przybrał pobłażliwą minę. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr. jak myślał. a kiedy . co sobie myślicie. że płakała. Rezultat tej nocnej narady był taki. kiedy szli do gabinetu Profesora. aby jej dokuczyć.— No. nikt nie miał wątpliwości. a następnego udajesz. sprawia wrażenie.

albo zwariowała. kto wejdzie do szafy. kiedy zajrzeliśmy do środka. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr. że jest inaczej. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości.. panie Profesorze — powiedział Piotr. że żartuje. że nie zwykła kłamać. że jest całkowicie do ich dyspozycji. Na przykład. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. A więc przynajmniej czasowo. Kiedy skończyli. — No więc.. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała. na bardzo wnikliwą uwagę. — Och. — To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. Albo wasza siostra kłamie. wystarczy z nią porozmawiać. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to. potem odchrząknął i powiedział coś. — Logika! — powiedział Profesor. że stykały się końcami palców. — zaczęła Zuzanna i urwała.. o to możecie być spokojni. co o tym myśleć. Wystarczy na nią popatrzeć... naprawdę bardzo poważna sprawa. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. — A co ty o tym sądzisz. — Ależ. żeby stwierdzić. musimy założyć. — zaczęła Zuzanna i urwała. panie Profesorze. jestem tego samego zdania co Piotr. Nawet się jej nie śniło. albo mówi prawdę. jeśli mi wolno zapytać. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie. Wiecie. to wszystko o tym lesie i o faunie. to dlaczego każdy. albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to. jeżeli coś jest prawdziwe. że tam naprawdę nic nie było. to bardzo poważna sprawa. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to. ale przecież to nie może być prawda. milczał przez jakiś czas. że tak się tylko bawili.. że sobie z nich żartuje. — Obawiamy się. bo przecież. Potem usiadł w fotelu. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. że jedno z nich — albo brat. że Łucja. — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. weszli do środka. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. to musi być prawdziwe zawsze! . — Jeżeli to prawda. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. i słuchał z uwagą. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. — Przecież sam Edmund powiedział. czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. że nie zwariowała. — Ale wobec tego. tak ogólnie. że na pewno nie zwariowała. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie.Profesor zawołał: „Proszę!". jakby do siebie. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś. złożył dłonie tak. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to. że mówi prawdę. i jest oczywiste.

— Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. jak długo w nim się przebywa. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. co na to powiedzieć. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. gdzie opowiadała. Wkrótce jednak miało się okazać. o zbroi. by jej przeszkadzano. Stała się po prostu tematem zakazanym. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. to wcale bym się nie zdziwił. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. tak więc. że nie było jej całe godziny. a ona upierała się. a który wart jest wypróbowania. a pani Macready. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. — To właśnie sprawia. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. Sądzę. co o nim opowiadano. a już szczególnie nie znosiła. gdyby się okazało. niezależnie od tego. Łucja dostała się do Innego Świata. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. Był to jeden z tych starych domów. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. odrębny czas. Piotr zadbał o to. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. że jest inaczej. co wiedziała o starym domu. mówię. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . opowiadając o obrazach. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. Miała wrażenie. czego oni ich uczą w tych szkołach. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. a ani ona. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. a nawet w książkach historycznych. Nie minęła nawet minuta. którą wam właśnie opowiadam. jego gospodyni. aby być wszędzie. zdejmując okulary. Z drugiej strony nie sądzę. Profesor zawsze się zgadzał. — Jest pewien pomysł. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. oprowadzała ich po domu. Był to koniec rozmowy. że ten Inny Świat ma swój własny. kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. nie było w tym nic dziwnego. tuż koło nas. biorąc pod uwagę to. które wymieniane są w przewodnikach. Zabrał się do ich czyszczenia. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. to Łucja nie miałaby czasu. w tym miejscu. o rzadkich okazach książek w bibliotece. którego nikt jeszcze nie podsunął. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. żeby to pasowało do jej opowieści.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. — Ale wobec tego.

bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna. a wreszcie zobaczyli. aby zwabić ich do Narnii — dość. jak tego oczekiwali. czy może zaczęły działać jakieś czary. usłyszeli głosy na korytarzu. abyście pamiętali. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece.. gdy się wchodzi do szafy. dopóki nie przejdą. jest zimne i. a nie frontowymi. to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. czy też pani Macready uwzięła się. to was tam nie ma. — Rzeczywiście. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. o. — Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy. ciężko dysząc. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. że klamka zaczyna się poruszać. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. wciąż słysząc zbliżające się glosy. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. a pozostała trójka była tego samego zdania. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. Piotr przyciągnął za sobą drzwi. aby ich przyłapać. psiakostka. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund. że biegali tam i z powrotem. potem chrobotanie pr\y drzwiach. jak by tu ją rozebrać na kawałki.. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. .NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. nie zamykając ich jednak całkowicie. Nikt tam za nami nie wejdzie. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi.innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. zastanawiając się. mokre! Oj. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie.

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. — Co? — spytał Piotr. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. z gałązek opadała lawina śniegu. na lewo. to miałbym ci coś do powiedzenia. aby nie stracili go z oczu. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. SŁYSZAŁEM. tak. ani o faunach. a . — Drozd! — zawołała Łucja. Wędrowali tak około godziny. — Idziemy za przewodnikiem. Skąd możemy wiedzieć. ale na tyle blisko. a królowa. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle. o. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. że to czarownica. To przecież drozd. — Jeżeli już o to chodzi. o którym nic nie wiemy. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. Skąd wiesz. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. drozdy są zawsze dobrymi ptakami. zimowe słońce. żebyś to wiedział. — Faun uratował Łucję. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. — Tam coś jest wśród drzew. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. Kiedy odfruwał. Jestem pewien. zniżając głos do szeptu. We wszystkich opowieściach. Wszyscy wytrzeszczyli oczy.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. tam.. Dobrze by było. że fauny są w porządku. co robimy? — A co? — spytał Piotr. Dziewczynki szły na przedzie. Przelatywał z drzewa na drzewo.. patrząc na Piotra tak. Nigdzie go nie było. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. tak. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. że drozd nie mógłby być po złej stronie. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno. jakie czytałem. aby ze mną rozmawiać. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej.

czy iść za nim. co to jest — powiedział Piotr. żeby być cicho. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. tak jak ludzie przykładają palec do ust. tam. — On chce. — Co to może być? — zapytała Łucja. — O. — Problem tylko. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. która obserwowała ich zza drzewa. — To coś takiego. że ktoś może ich zobaczyć. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. — O. i powiedział: „Ciiicho!". patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. O. Na ich widok znowu zaczął się cofać. Co o tym myślisz. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. co to jest. jeśli okaże się wrogiem. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić. — Wiem. starając się. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. by poszli za nim. jak można się było spodziewać. — Nie sądzę. czy nie. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni. a za nim. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. żebyśmy byli cicho. że się wahają. że na pewno zjadłabym obiad. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. I wtedy. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. jakby w obawie. rozejrzał się dookoła. Dzieci stały. chociaż nikt nic nie powiedział. gardłowym głosem: — Trochę dalej. Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. gdzie pokazuję. Potem znowu znikło. Trzymajmy się blisko siebie. . — Nie wiem. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. przyłożyło łapę do pyska. że ich gałęzie połączyły się. Potem zniknął ponownie. Zabłądzili. znalazły bobra. kiedy dają znać. ale wiem. — To bóbr. a poza tym czuję. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. — Wciąż tam jest. tworząc szczelny dach. co nie chce być zauważone. a widząc. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. Widziałem jego ogon. Chodźcie trochę dalej. czyniąc wyraźne znaki. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra.nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. Przeciwnie. w gęstszy las. — To jasne — powiedział Piotr. wstrzymując oddechy. — Tak. odezwał się chrapliwym. Schowało się za tym wielkim drzewem.

każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. — Nie tak głośno. o kim mówię. Nie jesteśmy tu bezpieczni. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie. — Oprócz nas nie ma tu nikogo. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. — W porządku. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów. wiecie.. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. którą dałam biednemu panu Tumnusowi.. aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej. proszę. że gdyby mu się coś stało. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie.. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. że przyjdą go aresztować. — Zgadza się — rzekł bóbr. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. że można bobrowi zaufać. czego nie rozumieliście. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. Powiedział mi. i zdążył mi ją przekazać. — Nie tutaj. ale są i takie. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja. oczywiście. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. no i zjeść obiad. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki. Muszę was zaprowadzić tam. muszę was odnaleźć i zabrać do. — tu głos mu zamarł. że Aslan jest w drodze.. przypominało nastrój. że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata. — Biedaczysko. jesteśmy tu obcy. aby przyśnił się wam raz jeszcze. a może już wylądował. Zuzanna poczuła się tak. w porządku — powiedział bóbr. że ktoś powiedział coś. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. albo tak cudowne. — One zawsze nasłuchują. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy. Większość z nich jest po naszej stronie. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka. wyczuł. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. — Oto mój znak rozpoznawczy. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. Potem dał znać dzieciom. które przeniknęło Łucję. które mogłyby donieść JEJ. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. słodka melodia. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . A uczucie. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym.

Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. Tama okazała się wystarczająco szeroka. co łatwo można dostrzec na twarzy osoby. że patrzą na tamę. że przecież bobry zawsze budują tamy. lecz pofałdowany i pożłobiony. gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. Trwało to około godziny. ale nie płaski i równy jak stół. a może jeszcze bliżej". lśniła teraz ściana lodowych sopli. Nie ulegało wątpliwości. co sprawiało. Nie mieli wątpliwości. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. że pani Bobrowa nas oczekuje. Uważajcie tylko. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. przypomnieli sobie od razu. że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. A tam. Nieco niżej widać było ujście drugiej. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. mniejszej rzeczki. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń.. Pokażę wam drogę. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". którą zbudował właśnie pan Bóbr. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem. Stali na zboczu spadzistej. wąskiej doliny. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok. Słońce wciąż świeciło. czy Piotrowi będzie się to podobało"). Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. i okropny pomysł wpadł mu do głowy. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód. aby po niej iść. że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone. zobaczył dwa małe wzniesienia. że może zostać królem („Ciekaw jestem. które pokazała mu Biała Czarownica. Trudno się dziwić. że są to owe dwa wzgórza. zaledwie milę stąd. „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac.. Patrząc w górę tej dolinki.słowa „obiad". który ją pokrywał. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka. a teren zaczął się stopniowo obniżać. biegnącej przez niezbyt stromą dolinę. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. . Zauważyli zresztą. Pośrodku tamy. Poniżej też był lód. pieczenie i smażenie. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. częściowo w nią wbudowany. Powyżej tamy znajdowało się coś. żeby się nie pośliznąć. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze.

Możecie sobie wyobrazić. Pierwszą rzeczą. był dziwnie znajomy turkot. i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. — Przyniosę. Nie było w nim książek ani obrazów. w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. do horyzontu. nożyce. rydle. — Nareszcie! Pomyśleć tylko. płaszcze nieprzemakalne. to jesteśmy już prawie gotowe". włożyć talerze do piekarnika. wyciągając do nich swoje pomarszczone. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. Łucja pomyślała sobie. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel". z . W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą. by cebrzyk napełnił się rybami. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. która zwisała jej z pyska. i spojrzała na nich przyjaźnie. pokroić chleb. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. sieci rybackie i więcierze. Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. rozmaite narzędzia murarskie. Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). wędki. żono — powiedział pan Bóbr. a na ścianach wisiały gumowe buty. a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek.a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. Była to pani Bobrowa. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. że przyniesiesz nam jakąś rybkę. — Znalazłem ich. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. wstała. wyszedł z domu (a Piotr z nim). stare łapy. wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. skąd hen. był szorstki w dotyku. choć bardzo czysty. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. aby się ogrzały. — A więc jesteśmy. aż na sam środek. ile było potrzeba. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. szpadle. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. nakryć do stołu. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. jak na okręcie. Na ich widok zatrzymała maszynę. wyciągnął pięknego pstrąga. wyjęła długą nitkę. która zwróciła uwagę Łucji. aby odparowały. Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. panie Bobrze. jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. kiedy weszli do środka. A obrus na stole. siekiery. na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. popatrzył uważnie w dziurę. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję.

To przecież jest straszne. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i . potrząsając głową. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja. — Kiedy go ostatni raz widziano. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie. których tam zabrano. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. wzdłuż schodów. bo to znaczy. który to wszystko widział. W każdym razie z tych. aby go uratować. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy. w wielkiej sali.. co to oznacza. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. to znaczy my musimy coś zrobić.. gdybyś tylko mogła. Mówią. — Nie ma wątpliwości. na ile miał ochotę. Posągi tych. niewielu dotąd powróciło. i to wszystko z mojego powodu. spoglądając w okno. żebyś go uratowała. to paskudna. Widzę. Posągi. — Nie wątpię. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. prowadzili go na północ. że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. — Nie wszyscy. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni..której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. a jeśli ktoś próbował was tropić. herbata była już gotowa. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. że zabrała go policja. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. co mogło się zdarzyć. — Obawiam się. każdy podsunął swój stołek do ściany. aby się o nią wygodnie oprzeć. — No cóż. nie znajdzie żadnych śladów. — Ale.. tak że kiedy skończyli struclę. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. a wszyscy wiemy. — To najlepsze. co stało się z panem Tumnusem. — A teraz — powiedział pan Bóbr. możemy zająć się naszymi sprawami. A kiedy skończyli jeść rybę. aż napełnię sobie fajkę. że śnieg znowu pada — dodał.

Nie. — Jak to. A gdy zębem wkoło błyśnie. jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione.. i to nie jakimś tam lwem. — To znaczy. A gdy głośno on zaryczy. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja. — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna. albo kimkolwiek.. nie. On jest Panem całej puszczy.. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie. To on. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza. że jesteśmy. Ale oto doszła nas nowina.. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz.. ponieważ znowu. do licha. — O Córko Ewy. Mam was zaprowadzić tam. gdzie się z nim spotkacie. — Oczywiście. kiedy go zobaczycie..wyjść z niego żywym... — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. nie wiecie? On jest Królem. to już będzie szczyt tego. — Myślałam. Powiedziałem wam. jak dobra nowina. aż ona będzie wyjeżdżała. On wszystko naprawi. choć nie bywa tu często. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr... przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę.. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób. Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. Już jest w Narnii. no. On sobie poradzi z Białą Czarownicą. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. na co ją stać. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście. och.. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund. — Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. Nie możemy go tak po prostu zostawić. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. na przykład wędrownymi sprzedawcami. Zrozumiecie zresztą sami. Zimę nagła śmierć uściśnie. narażając swoje życie. — Aslan. albo. żeby był. Czy on. żeby z nim to zrobiono. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać.. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę. nie . człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. — Nie sądzę.. żeby. że nie. może uratować pana Tumnusa. wybuchając śmiechem. jakoby powrócił. Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca.. Znikną smutki i gorycze. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna.. a nie wy. Ale skoro już Aslan jest w drodze. Czyżbyście nie wiedzieli.. albo zaczaić się i czekać. że jest człowiekiem. — Czy. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem. na sam dźwięk tego imienia.

— Gdzie to jest? — zapytała Łucja. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. że nie będziemy was potrzebować. Ona pochodzi od Lilith.jest groźny? Obawiam się. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. — To jest w dół rzeki. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. Ale ona nie jest Córką Ewy. żebyśmy w to uwierzyli. jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. — Nie ma wątpliwości. — Tego właśnie nie rozumiem. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. bez obrazy tutaj obecnych. a nimi nie są. — I ja również. Kiedy już będzie z nami. panie Bobrze — powiedział Piotr. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. kto może stanąć przed Aslanem. — Nie słyszałaś. Przeminą złe czasy niegodziwości. Jest jeszcze jeden stary wiersz. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. dobry kawałek stąd. że jest groźny. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. co powiedziała moja żona? Oczywiście. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. Nadeszła wiadomość. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. że może mi się zrobić słabo. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. nie. gdy do tego dojdzie. Słyszeliśmy. która twierdziła. To wcale nie znaczy. że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. Zaprowadzę was. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. że ci się zrobi słabo. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. Ale jest dobry. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów. albo jest po prostu głupi. że on jest Królem. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. W Ker-Paravelu na tronie zagości. — Groźny? — powtórzył pan Bóbr. że kiedyś. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. — I zobaczysz go. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. Powiedziałem wam. którzy wyglądają jak ludzie. — Jeżeli jest ktoś. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. Nie. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. możemy zaczynać. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . — Masz świętą rację. uderzając łapą w stół z taką siłą. kiedy spotkam lwa.

ale i jej życia. wracając do rzeczy. który już wkładał długie buty. sypki śnieg. a już nim być przestał. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. gdyby wszystko działo się tak. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie. krążyli wokoło. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje. które zapadło po jego ostatnich słowach. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. że jest was czworo. który powinien być stolicą całego kraju. Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. panie Bobrze? — zapytał Piotr. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. Śnieg sypał gęsto. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza. — Będzie lepiej. Gdyby się tylko dowiedziała. musi od razu wrócić i.. Łucja zapytała. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. Ale. — Och. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. że zapomniały o Bożym świecie. jeden przez drugiego. gdzie stali. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę. ledwo można było dostrzec oba brzegi.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia.. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach. a potem wszyscy. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy. Teraz. a jeszcze nim nie jest. gdzie macie siekierę. jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. nagle: — Słuchajcie. a jeżeli się dowie. — Och. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. kto zamierza być człowiekiem. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. albo kiedyś był człowiekiem. u ujścia rzeki. że jest was czworo. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. — Przecież nie . jak żałuję. — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr. że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić. jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. Wypatruje was od lat. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. — Robić? — powtórzył gospodarz. Nie mamy ani chwili do stracenia. po chwili milczenia. Ale biorąc rzecz w ogólności. kiedy tu wędrowaliśmy. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. a ze środka tamy. albo też powinien być człowiekiem.

nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo. to jesteśmy górą. że Edmund na pewno to zrobił. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy. — Och. Zdradził nas wszystkich. Co pan miał na myśli mówiąc. zawsze to poznacie. co usłyszał. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr.. co mu dała. że był. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. że jedynym sposobem na to. to myślę.. — A więc posłuchajcie. Bo to. naprawdę! — zawołała Zuzanna. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. — Czy nie rozumiecie. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie". zależy od tego. zanim wyszedł? Jeżeli nie. Na przykład. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne.. że nie zrobi mu krzywdy. nie. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. przestanie się niepokoić. gdzie ona mieszka. Ostatecznie to nasz brat. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. nie mówił — odpowiedziała Łucja. a . On mi wyglądał na takiego... — A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. co może jej powiedzieć. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. aby uratować jego i siebie. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. co tu robił i kogo spotkał? — No więc.. ponieważ każde z nich nagle poczuło. bo to najlepsza przynęta. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. i to jeszcze dziecko. co chciały powiedzieć. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. i wszystko. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. KIEDY on się wymknął z domu. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. — Musimy iść i spotkać się z Aslanem. — A powiem wam. No. A my musimy go znaleźć. zamarło im na ustach. już jest po jej stronie i już wie. dla którego nie ma sensu go szukać. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać. — Czy sądzi pan. że on wie. do Białej Czarownicy.. że nie ma sensu go szukać? — Powód. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. że on już spotkał Białą Czarownicę. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. To jest teraz nasza jedyna szansa. patrząc uważnie na troje dzieci. — On poszedł do NIEJ. — Och. — Wydaje mi się. aby ustalić.mógł odejść daleko. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu. Jest coś takiego w ich oczach. — A czy mówił wam. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. jak tam trafić? — zapytał Piotr. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. A dopóki ma tylko jego. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. — Obawiam się. aby zwabić was troje.

Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. tak. a jeśli już ktoś zwraca. bo miał wrażenie. że nikt nie zwraca na niego uwagi. gdzie jesteśmy. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. czy tu jeszcze był. to właśnie on zapytał. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. moja żono — powiedział pan Bóbr. a nic tak nie psuje smaku dobrego. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. — A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. jak będziemy tam szli. . że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem. — Nie mogę sobie przypomnieć. przynajmniej jeśli o TO chodzi. cudowne uczucie. jaką zrobi. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku. który bardzo do niego pasuje. ale Edmund był o tym święcie przekonany. Rozmowa. czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. która osłaniała drzwi. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. Oczywiście mijało się to z prawdą. jak wspomnienie o jakimś złym. Nie ma nawet chwili do stracenia. lecz pochodzi w połowie od dżinnów. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. wyruszy. zaczarowanym przysmaku. i to jest ten rodzaj pytania. również nie sprawiała mu przyjemności. Wysłuchał tego wszystkiego. ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. W tym samym momencie. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. — Tak. Jak tylko Edmund powie jej. — Coraz gorzej. — Masz świętą rację. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. był! Pamiętacie. ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. kiedy wam powiedziałem. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. to traktuje go bardzo ozięble.w takim razie nie będzie się miała na baczności. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. normalnego jedzenia. — A więc był — powiedział Piotr. — Musimy natychmiast stąd uciekać. Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. której się przysłuchiwał. w nim budziło coś równie tajemniczego. a w połowie od olbrzymów. ale i strasznego zarazem. co się stało z Edmundem. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać.

Jestem przekonany. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. Gdy zasiedli do obiadu. przemarznięty i poobtłukiwany. aby wrócić i zabrać go tak. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. Pierwszą rzeczą. i gdyby nie czarne. gdy wyszedł na dwór. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam.Nie powinniście sądzić. ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. by potraktowała ich tak dobrze. Nie było też żadnej drogi. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. które zwykle mogą robić monarchowie. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. potykał się o zwalone pnie. poczuł się nieco raźniej. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. w gęsto padający śnieg. a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. „Wszyscy. gdy spostrzegł. że pogoda się zmienia. Potem zaczął dąć przenikliwy. był brak płaszcza. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. że to ona jest prawdziwą królową. A kiedy już zaczął myśleć o tym. że nazwał go potworem. była prawie trzecia. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. który rozgonił chmury. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. Jeśli chodzi o to. wrócić. W głębi serca Edmund czuł. że jest dzień. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. Rozmyślał więc nad tym. a w zimie dni są krótkie. aż w końcu cały był przemoknięty. . które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. a przynajmniej udawał przed samym sobą. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. by nikt tego nie zauważył. co właśnie robił. z jakiej zdał sobie sprawę. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa. i o różnych rzeczach. W każdym razie była dla mnie bardzo miła. który został w domku bobrów. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. Jestem pewien. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. o wiele milsza niż oni. zrobiło się jeszcze gorzej. Kiedy dotarł do brzegu. że wierzy. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. jak jego — ale starał się wierzyć. Najpierw przestał padać śnieg. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. Stwierdził też. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. będą porządne drogi". niepokojące cienie. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. Wyłonił się księżyc w pełni. rzecz jasna. to nie życzył sobie bynajmniej. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. przewracał się na zamarzniętych kałużach. że będzie królem. jak będzie wyglądał jego pałac. jaką zrobię. Nie było. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. Nie wziął tego przedtem pod uwagę. mogłoby się wydawać. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. że zrobiło się już prawie ciemno. pierwszą rzeczą. lodowaty wiatr. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. żadnej szansy na to. że jest to słuszne.

Powoli. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. ostro zakończonych dachach. Teraz stwierdził. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. pomyślał. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. tak że z trudem posuwał się naprzód. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. że upłynęły całe godziny. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. nie wiem. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie. wciąż pamiętając. zwieńczoną łukiem bramę. jak mówiono. aby je pokrył śnieg. aby padał na niego cień bramy. jakby cały składał się z wież o wysokich. Jak długo to naprawdę trwało. zbliżył się do lwa. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem. — Kiedy skoczy na karzełka. I oto przed nim. i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew. że czuł je w gardle. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. szedł i szedł. spróbuję uciec". Było już jednak za późno. by go .. Stał tak długo.". Musiał obejść prawie cały zamek. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu. skierował się w górę jej biegu. jakby to była jego wina. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. zanim odnalazł olbrzymią. podobnie zresztą jak i karzełek. na drugim brzegu rzeki. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. w jaki lew stał. Edmund zamarł w cieniu bramy. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. I za każdym razem Edmund myślał. W końcu zaczął się trochę dziwić. Gdy tylko o tym pomyślał. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. To. Kilka razy zatrzymał się. Sprawiał wrażenie. który stał ze dwa metry dalej. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. odwrócony do niego plecami. od jednego rogu Domu do drugiego. jakby gotował się do skoku. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. Posunął się ostrożnie do przodu. wywnioskował. którą zobaczył ze szczytu tamy. Żelazne wrota były otwarte na oścież. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. I w końcu Edmund przypomniał sobie. że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. okazała się o wiele bardziej stroma. Szukając wejścia. którą szedł. skalista i zarośnięta. aby się wycofać. W końcu doszedł jednak do miejsca. przypominających spiczaste kapelusze.. („Przypuśćmy jednak. „Aha! — pomyślał Edmund. nie słyszał najlżejszego dźwięku. aby trochę odsapnąć. Dolinka.Gdyby nie księżyc. zmroziło mu krew w żyłach. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić. co zobaczył. Ze sposobu. Ależ naturalnie. mijając wciąż nowe baszty. z sercem bijącym tak. że odwróci głowę. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. ale Edmundowi wydawało się. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać. gdy przyszli do domku pana Bobra). Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. w którym teren był równiejszy.

sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. otworzyła wielki. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. w poprzek drzwi. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. ona chciała ich widzieć. gdy tak stały jak żywe. i powiedz mi. aby nad nim przejść. Poszedł w ich kierunku. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie. aby przynieść jej wiadomość. panie — wyjąkał Edmund. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń. była tak wielka. co uznał za wspaniałe odkrycie. wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. — Stary. trzęsąc się tak. lecz wysoki jak drzewo. Nic mi nie może zrobić". „W porządku. To znaczy. że jesteś taki mocny". W samym środku stał posąg przypominający człowieka. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. Na szczycie schodów. o którym oni opowiadali.. przypominający smoka. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki.. szary wilk. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów.dotknąć. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. a potem okulary. leżał wielki. — Tak jest. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. niedźwiedzie. jeśli ci życie miłe. będąc kamieniem? A myślałeś. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. „Taaak! — powiedział. jaką odczuł. A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. że jest to tylko kamienny olbrzym. kim jesteś. że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. Edmund był pewien. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. znowu zamarł z przerażenia. Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie. — A tymczasem stój spokojnie na progu. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. lisy i dzikie koty. przygnębiająco i szlachetnie zarazem. zadowolony z siebie. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. i wielki wijący się potwór. Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. Uniósł nogę. obcy przybyszu. całkiem blisko stąd. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. Kiedy znalazł się na środku. Kiedy się na nie wspiął. że ledwo mógł mówić. że ona go już złapała i zamieniła w kamień. . aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. trzymający w ręku wielką maczugę. i przyszedłem. Poczuł zimny kamień. w domu bobrów. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał. Ona. głupi Aslanie! Jak się czujesz. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew). — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. Były też cudowne kamienne figurki.

. W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. zanim opuścił dom bobrów.. — Czyż ci nie powiedziałam. I Edmund wszedł. — Co pani robi.. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. jak się idzie w górę rzeki. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. najjaśniejsza pani. że może to być przyjaciel Łucji. — Czy to wszystko. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. Nagle pojawił się ten sam karzeł. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. że mnie okłamujesz... którego już widział za pierwszym razem. I cukier. ja tylko powtarzam. — Pakuję dla każdego prowiant. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź. u państwa Bobrów. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech. — Chyba nie myślisz. że wyruszymy w drogę bez jedzenia. Są w domku na szczycie tamy. Palce bolały go z zimna. Weźmiemy też trochę zapałek. zapinając się pod . — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach. szczęśliwy pupilku królowej.. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund. choć może nie tak znowu szczęśliwy.. ponurej sali. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków. — Zrobiłem wszystko. Teraz znalazł się w wielkiej.. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund. co usłyszał. a serce łomotało mu w piersiach. W sali płonęła tylko jedna lampa. I daj jeszcze paczkę herbaty. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa. wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. — Przyszedłem.Edmund stał i czekał. co mogłem. co chcesz mi powiedzieć? — Nie. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. moja kochana — odpowiedziała spokojnie. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna. która zebrała kilka worków. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!". I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko. — Ja.

ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. — Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. — O wiele za ciężka. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa. I w końcu wyszli wszyscy na dwór. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. mężu. — Pomyśl tylko. — No. — Masz świętą rację. — Och. wznosiły się stromo nad ich głowami. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. na . O. — A więc. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. choćbyśmy stawali na głowie. czy aby to wszystko wytrzyma. błagam. Piotr. — Ona może tu być w każdej chwili. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. błagam. Zbocza doliny. Oczywiście mamy szansę. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. chodźmy już — powiedziała Łucja. Ale kiedy tak szli i szli. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. że nas nie ma. dla każdego po jednym. — Och. mężu. Sceneria była piękna. tak. których ona nie zna. Tu są cztery worki.. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję. błagam panią. Tak jest lepiej. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. — Ona będzie jechać górą. żeby ją brać ze sobą. Ona ma sanie. potem Łucja.szyją. jaśniejące w blasku księżyca. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu.. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele. I chyba nie sądzisz. że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść. moja kochana. co? — Tak. że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. a my będziemy szli pieszo. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. jak amen w pacierzu. Nie możemy tam być PRZED nią. zaczęła się niepokoić. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona. a na końcu pani Bobrowa. To dla ciebie. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci. błagam. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. natychmiast tam wyruszy. Zuzanna. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy.

Usłyszeli głosy. co powodowało kaszel i piekło w gardle. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. Po chwili rozbudziła się całkowicie. sucha jama. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. Łucji zdawało się. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. zanim się nie stanęło tuż przed nią. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. gdy obudziła się. że prawie zasnęła w marszu. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. co ich przeraziło. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. Może się wam wydaje. czekając i zastanawiając się. Potem poczuła. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin).wielki. — Zobaczono go. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie. z której każdy pociągnął łyk czegoś. używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. myśląc. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. mówiąc o wyblakłym głosie. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku. żono! Wychodźcie. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. sączące się przez otwór wejściowy. jak wyruszaliśmy w drogę. Czekali tak prawie pięć minut. płaską butelkę. . Ona go złapała!" Ale. przebierające szybko i regularnie po śniegu. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. aż usłyszeli coś.) — To stara kryjówka bobrów. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. (Mam nadzieję. zobaczyła. tak że kiedy się wszyscy położyli. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. co się dzieje. Kiedy sobie uświadomiła. co mam na myśli. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. słuchając tego dźwięku. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. podobnie jak pozostali. co z tego wyniknie. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. ku ich zaskoczeniu. Nagle zdała sobie sprawę. „Och! — pomyślała Łucja. że wiecie. o którym myśleli (a czasem wydawało się im. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. A kiedy rozbudziła się już całkowicie. tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. Synowie i Córki Adama. płaski ogon. wydrążona w ziemi. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. ale musimy przespać się parę godzin. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki. Wiedział. w najgęstsze zarośla. W końcu Łucja była już tak zmęczona. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami.

która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. umazani ziemią. jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. kiedy dzieci przed nim stały. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. Pan Bóbr tak się ucieszył. lecz brązowe. jak będę przejeżdżał. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami. . panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. Każdy go od razu rozpoznał. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. kiedy wspinali się po stromym zboczu. pomięci. Znikną wszelkie przecieki.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. Ale oczywiście obrazki to co innego. Był tak wielki. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. panie Bobrze? — wysapał Piotr. Podrzucę ją do waszego domu. — Dzięki stokrotne. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. a będzie za to nowa śluza. jaką można odczuć tylko wtedy. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. którą każdy rozpoznał bez trudu. ale tak już bobry mówią. jak sądzę. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. — Długo nie pozwalała mi przybyć. tak miły i tak prawdziwy. że zawsze jest zima. ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. Aslan jest już w drodze. Wszyscy wysypali się z jamy. Czary wiedźmy tracą swą moc. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. prawie tańcząc w miejscu z radości. ale wreszcie jestem. jak ta wiedźma zrobiła. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. — Piotrze. A na saniach siedziała postać. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. — Jestem. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. z długą siwą brodą. stały onieśmielone i poważne. panie — odpowiedział Piotr. a żywa postać w Narnii — co innego. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. Teraz. gdy na nią spojrzał. rozczochrani i zaspani. — Czy wara nie mówiłem. mrugając oczami w pełnym świetle dnia. mogły stwierdzić. I Łucja poczuła. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. Oto nowa i. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii. A teraz pan Bóbr.

w którym ich użyjesz. że to nie są zabawki. pomyślałam o tym. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. Dzięki Bogu. wszystko. zawsze. Jak to mężczyźni. Miecz miał złotą rękojeść.. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. żeby zabrać nóż do chleba. była też pochwa i pas. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. ponieważ czuł. aż herbata całkiem wystygnie. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. kiedy się je zrywa. Ale na długo przedtem. Zrobimy śniadanie. i to tylko w największym niebezpieczeństwie. Dał jej buteleczkę z czegoś. a rana zniknie. — Nie w tym rzecz — odpowiedział. bo nie masz brać udziału w bitwie. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie. gdy biorą w nich udział kobiety. — I Łucja podeszła do niego. proszę pana? — zapytała Łucja. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie. A kiedy zadmiesz w róg. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. zanim nacieszyli się śniadaniem. miską cukru w bryłkach. nie wiem. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi. jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. Być może czas. no. I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. nie jest już tak daleki. I pamiętaj. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. które rosną w Górach Słońca. Ten łuk nie chybia. co powinno być przy mieczu. Córko Ewy. ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. Niech ci służą. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami.— To są prezenty dla ciebie. Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary. Wreszcie powiedział: — Łucjo. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. — Myślę.. Mówiąc to. Gdyby któreś z was było ranne. — Zuzanno. — Dlaczego. gdziekolwiek będziesz. zjawi się jakaś pomoc. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki. Tarcza była koloru srebra. że byłabym dzielna.. że była z diamentu) oraz mały sztylet. jak przypuszczam. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. ale myślę. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . A ten sztylet jest do obrony własnej. wręczył Piotrowi tarczę i miecz.. że ruszyły z miejsca. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach.

postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. Kiedy karzeł odszedł. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. że sanie są gotowe. chłopiec spodziewał się. ale tak. zamilknij. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze. ty. Gdyby nie padający gęsto śnieg. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. Zanim ruszyli. Jeżeli już ich nie będzie. co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy.. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. ale po chwili. jak pies. tak czerstwy. dom był pusty.. to chyba wiecie. węsząc przy domku bobrów. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. Natychmiast pojawił się inny karzeł. żeby was nikt nie widział. .. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu. gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie. jak już wiecie. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę. Gdyby się wam udało dogonić ich. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. Czarownica wstała. tak szybko jak koń wyścigowy. Kiedy wyszli na dziedziniec. zanim znajdę dogodne miejsce. zawołała Maugrima. niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę. stawiałbym dziesięć do jednego. że trudno było go ugryźć. Karzeł zniknął. a za chwilę wrócił. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. jakby jej coś przyszło do głowy. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób. śnieg sypał wciąż gęsto. kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. — Nie będę jadł suchego chleba. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód.. więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość. Na szczęście.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile. zanim dotrą do Kamiennego Stołu. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. kogo tam znajdziecie. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie. który zasypał wszystkie ślady. aby przygotować sanie do drogi. by przejechać saniami przez rzekę.

co sobie przedtem mówił.Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. że musi to być sen. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. Nie opodal. jakby zamierzał coś powiedzieć. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. I rzeczywiście. Kiedy sanie się zatrzymały. karzeł i lis. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo. cały był oblepiony śniegiem. tłukąc łyżeczką w stół. Nikt nie odpowiedział. Przejdę więc od razu do czasu. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie. Z początku próbował go strząsać. Zanim minął kwadrans. Radość natychmiast znikła z ich twarzy. była to straszna podróż. Trwało to dłużej. z którego w każdej chwili może się obudzić. godzina za godziną. ale wkrótce dał spokój. I jeżeli mogę się ośmielić. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie.. Wydawało mu się. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. ale pachniało to cudownie. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. niż mógłbym opisać. Och. nawet teraz ci wybaczę. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. co mają do jedzenia. aby przekonać samego siebie. nędzne robaki! A może chcecie. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. gdy śnieg przestał padać. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. A więc kłamałeś? No cóż. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego. — Co?! — ryknęła Czarownica. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś.. powtarzał sobie. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. w głębokiej ciszy. pod drzewem. siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. trzymając kielich w łapie. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała. Edmund zobaczył. co mogło być plackiem ze śliwkami. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. że Czarownica przygryzła wargi tak.. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. że kropelka krwi .. zimowego dnia. Dla Edmunda. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. Jakże głupio brzmiało teraz to. — Odpowiadajcie. dwa satyry. to marnotrawstwo czasu. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. który nie miał płaszcza. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę.

zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. aż w końcu porośnie je mech. Po raz pierwszy. kiedy zdał sobie sprawę z tego. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. Podniosła różdżkę. są jakby większe i bardziej mokre. że mróz ustąpił. co to jest. Płozy zgrzytały. machnęła różdżką i oto tam. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa. Pojawiła się mgła. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam. — Och. ale zanim głos zamarł mu w krtani. W pierwszej chwili pomyślał. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. Dziwny. gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. ślizgały się i podskakiwały. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. Jednocześnie stwierdził. Dalej nie można już było jechać. że płatki śniegu. zobaczył ciemną zieleń jodły. Znęcając się okrutnie nad renami. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. Nie miał jednak czasu. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. I znowu pędzili przed siebie. przynaglającego reny do biegu. odkąd przybył do Narnii. że nie jest mu już tak strasznie zimno. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. Rzeczywiście. Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. nie! Nie. w której się zaryły. pluskające i bulgoczące. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. gdy już wsiadła z powrotem do sań. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. że reny są już po prostu zmęczone. rok po roku. a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. ale hałas. gdzie! Ależ tak. jakby napotykały kamienie. kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. płynęły strugi i strumienie — świergocące.spłynęła jej po brodzie. a nawet (w oddali) ryczące. mruczące. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie. ale wkrótce zrozumiał. słodki. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. a ich twarze pokruszą się ze starości. I nagle. szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. a przecież nieobcy. błagam! — krzyknął Edmund. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. choć jeszcze niewidoczne. Wkrótce jednak Edmund zauważył. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu.

Odetnij uprząż renom. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. — Mieli lepszy start. z rękami związanymi na plecach. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami. gdy zobaczył. rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. Tuż przy ścieżce. a gdziekolwiek Edmund spojrzał. wasza wysokość — powiedział karzeł. między wierzchołkami drzew. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. I weź swój bat. którą szli. że Edmund odwrócił głowę. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa. aby na nie spojrzeć. Czarownica szła za karłem. — Nie damy rady. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. Wkrótce. albo ścigające się nawzajem. błocie i mokrej trawie. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. gdy dostrzegł z tuzin złotych. buków i wiązów. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. co ci każę. a nad głowami. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. zajaśniało błękitne niebo. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. same znajdą drogę z powrotem. purpurowych i białych krokusów. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. a w końcu rozwiała się zupełnie. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. . Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. jak tylko mógł. albo układające sobie dzióbkami piórka. — Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. idąc pieszo — burknął karzeł. — Nigdy ich nie prześcigniemy. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. Teraz nie było już ani śladu mgły. jakby to był sygnał. I wówczas.świat tak długo jak Edmundowi. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. W pewnym momencie. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. Nie minęło pięć minut. a śniegu było coraz mniej.

albo „Co tak rozkosznie pachnie?". a stąd łatwo im było wywnioskować.Powiał lekki wiaterek. uganiające się za swoimi sprawami. a potem przez chłodne. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. Jak Edmund. Drzewa zaczęły odżywać na dobre. słonecznego światła. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. grzmiący i ryczący żółty potok. szczodrzeńce złotem. tak i oni zdumiewali się. i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. gdzie słodki zapach odurzał jak wino. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). Przepełniała ich senność. Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". a cały las przechodzi w kilka godzin to. pod zielonym dachem listowia wiązów. Kiedy pod nimi szli. przechodząc przez plamy ciepłego. orzeźwiające wonie. przezroczyste listki. daleko od miejsca. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. toczący się całą szerokością doliny. ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. Wiedzieli jednak. Modrzewie pokrywały się zielenią. gdy zobaczyli. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. nagle zatrzymując się. I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni. Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. . że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. zielone gąszcze. — To WIOSNA. że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. Wkrótce buki wypuściły delikatne. Naokoło bzykały pszczoły. że zima nagle ustępuje. gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. chłonąc w siebie to wszystko. mówię ci! To robota Aslana. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. światło również pozieleniało.

że są już na szczycie. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. Ogarnął je dziwny lęk. powiewający w bryzie od dalekiego morza. Trwało to krótko. dalej — szepnął pan Bóbr. — Pan najpierw. jeden trzymał koronę. Ta wspinaczka pod koniec długiej. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. którą uprzednio szli. jego blask poczerwieniał. po miękkim. na wschodzie. bezdrzewnym płaskowyżu. i wielki pies. zapadającym się głęboko mchu. urzeczeni tym widokiem. lecz wspaniale olbrzymy. i pelikan. Temu. Były tam również cztery wielkie centaury. przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. W środku półkola. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. co tam zobaczyli. rozpięto wielki namiot. jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. coś połyskliwego i ruchliwego. .Wąska ścieżka. była już z pewnością pod wodą. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. a kiedy się obrócili. — Nie. widać było coś innego. Wszyscy dyszeli ciężko. Jeżeli chodzi o samego Aslana. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. trudno pojąć. pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. królewskie. wsparta na czterech głazach. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. od pasa w górę — groźne. że coś może być jednocześnie i dobre. Z boku. stał Aslan. Był tam również jednorożec. — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. cienie wydłużyły się. poważne i przenikliwe oczy. I kiedy tak stali. Nad nim. chłodzącej im łagodnie twarze. byk z głową mężczyzny. jak okiem sięgnąć. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. Rosły tu tylko pojedyncze. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. kto nigdy nie był w Narnii. co było celem ich wędrówki. I oto. W dole. na zielonej murawie. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. i orzeł. i groźne. ani bobry nie wiedziały. co zrobić lub co powiedzieć. to ani dzieci. że nie może patrzyć w te oczy. A teraz słońce było już nisko. bardzo wysokie drzewa. — No. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. drugi sztandar. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. kiedy go zobaczyły. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. na wysokim maszcie. zobaczyli to. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. gdy nagle zorientowała się. Znajdowali się na zielonym. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom.

aby Piotra oskarżyć lub potępić. Kiedy dziewczynki odeszły. gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem. Córki Ewy! Witajcie. A daleko. — Oto. wzgórza. poza tym wszystkim. Wreszcie Piotr zrozumiał. — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. — Aslanie. Aslanie — powiedział pan Bóbr. Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. niż ci się zdaje. — Witajcie. spoczywająca na morskim brzegu. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach. Wydobył miecz z pochwy. — I znowu zamilkł na jakiś czas. a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. u ujścia wielkiej rzeki. A Aslan nie powiedział nic. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. nieruchomymi oczami. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy. tym bardziej czuli się zmieszani. daleko. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. który będzie twoją królewską siedzibą. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!". Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. Synu Adama. . Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. Był to zamek. I wszyscy odczuli. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. że jest również z jakiegoś powodu smutny. że to go popchnęło w niedobrą stronę. Już nie czuli zakłopotania i lęku. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. Zuzanno i Łucjo. Pokażę ci z oddali zamek.— Nie. teraz pomyślała. I oczywiście im dłużej to trwało. silny i pełen spokoju. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). patrząc na niego swoimi wielkimi. podniósł go w geście pozdrowienia. że to jednak jego chwila. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż. Aslanie. było morze. A tam. lecz Piotrowi wydało się. władcą nad innymi. że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. Piotrze. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. Synu Adama — odpowiedział Aslan. lecz tylko stał. — Chodź ze mną. Byłem zły na niego i myślę. Aslanie! — Witaj. że to wielka gwiazda. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. Pokazuję ci to. Lew wstrząsnął grzywą. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy.

Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. Piotr zastanawiał się przez moment. że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. wyprostował się i otarł pot z twarzy. przez moment zamarł w bezruchu. że to niedźwiedź. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. Łucja biegła ku niemu. Poczuł straszliwe zmęczenie. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. sierść i gorąco. czy martwy. Piotr wyciągnął z niego miecz. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. Piotr nie czuł się wcale mężnie. a jej twarz była biała jak papier. zrobiło mu się słabo. Najpierw wydawało mu się. warczący i kłapiący zębami. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. A tam zobaczył straszną scenę. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. co musiał zrobić. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. choć o wiele od niego bogatszy. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. jak wyskakuje z namiotu. że była bliska omdlenia. jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. Wreszcie zrozumiał. z sierścią zjeżoną na karku. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie.I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. biegnących ze wszystkich stron. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. do namiotu. Potem stwierdził. nie wiedział. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. gdy zobaczył innych. o co chodzi. Oznaczało to. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. zaraz jednak zrozumiał. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. . i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". co działo się później. wreszcie zrozumiał i zaczął biec. Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. Potem zobaczył Zuzannę. że to wilk. przednimi oparty o pień drzewa. tak niskim. tyle że było o wiele za duże jak na psa. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. Potem. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. stojący już teraz na dwu łapach. biegnie do najbliższego drzewa. czy wilk jest żywy. To. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. Nie wstyd przyznać. jak tylko mógł najszybciej. w końcu wszystko zamieniło się w krew. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia.

— Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. Tam to zawsze robiono. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. To jest właściwe miejsce. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. nie myśląc już o tym. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. co mamy zrobić. I kiedy Piotr to uczynił. Synu Adama — rzekł Aslan. — Nie zostanie tu długo. Była to prawda. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. a po chwili dodała: — Tak. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. że cała powalana jest krwią i sierścią. przepowiednia się nie spełni. — Obawiam się.I oto nagle. A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. że nie będą to dobre wiadomości. musimy to . — Masz rację — powiedziała Czarownica. Pogromco Wilka. a potem jeszcze o swój płaszcz. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. — Cóż to ma za znaczenie. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. do jakiej go teraz zmuszono. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. Był tak zmęczony. A potem napadniemy na tych w Ker. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. Piotrze. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. nawet gdyby nas odnalazł. — A więc zróbmy lepiej od razu to. Piotr wzdrygnął się. królowo. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. — A więc. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. — Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. wciąż jeszcze ciężko dysząc. — Upłynie jeszcze wiele czasu. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. co będzie dalej. Piotr.

Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. Będziemy walczyć. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. że zamienię ich szeregi w kamień. jednorożce. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. co ten dźwięk oznacza. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. Niech przybędą tu tak szybko. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. Zabili mojego kapitana. Wezwij ghule i upiory. to tylko stary pniak. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. musiałoby wam przyjść do głowy. Potem głosy zwracały się już nie do niego. unosząc chłopca ze sobą. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. widma i lud spod muchomorów. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. — A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. Gdyby jednak wiedziały. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. Chłopiec zobaczył. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. Edmund został brutalnie postawiony na nogi. Wezwij srożyce. Maugrima. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. mam tu pewną rzecz do załatwienia. Niech no się rozejrzę. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. nie. wiedźmy. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. — Widziałem ich. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej. . A potem zaczęlibyście się zastanawiać. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. Potem poczuł. Centaury. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. że ty. Potem zrozumiał. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. W pierwszej chwili nie wiedział. — Nie ma potrzeby uciekać. jak potrafią. i duchy tych drzew. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. ogry i minotaury. — Goniłem karła. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. zobaczylibyście. nie. które są po naszej stronie. — Nie widziałem jej. — Co to jest? — Och. Zabił go jeden z Synów Adama. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. Był to odgłos ostrzenia noża. co stało się w wąwozie. że ktoś go odwiązuje. odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. Ale gdybyście patrzyli dłużej. — Czy to znaczy.zrobić. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie.

Nie ma już potrzeby wracać do tego. było to. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". teraz rozmawia z nim Aslan. z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. toby Aslam ich nie wysłał. jak pniak wędruje sobie do głazu. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). z dala od reszty dworu. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi. — Co masz nam do powiedzenia. Była to jedna z jej magicznych sztuczek. ale była to w każdym razie rozmowa. Bo w rzeczywistości pniak był karłem. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. prowadząc karła Czarownicy. które zobaczyły obcego psa.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. co było. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. — Te wszystkie bezczelne. Synu Ziemi. Nie sądzę. Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy. — Spokój. Leopard odszedł i wkrótce powrócił. że warunek zostanie spełniony. Myślę. . Powiedz swojej pani. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. której Edmund nigdy nie zapomni. kiedy wytrącono jej nóż z ręki. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. który jest przedmiotem zainteresowania obu stron. aby upewnić się. a głaz Czarownicą. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. Gdy tylko zjadły śniadanie. że to samo przyszło do głowy i leopardom. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. Kiedy dzieci zbliżyły się. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). Uczyniła to wtedy. po czym byłoby już zupełnie jasne. dzięki której mogła sprawiać. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. — Królowa Narnii. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem. Bobrze! — powiedział Aslan. że przyrzekam jej bezpieczeństwo. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. Synu Ziemi? — zapytał Aslan.. abym musiał wam opowiadać. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. zobaczylibyście. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić. pierwszą rzeczą. w każdym razie kroczyły ostrożnie. w związku z tym żąda. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom.. — Gdyby im coś groziło. i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". A gdybyście obserwowali dość długo. — Oto wasz brat.

Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim. Aslanie — powiedziała. — Czy myślisz. Wie.. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy. Zaraz jednak wyczuł. czy ty nie możesz. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. — Czy nie możemy.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci. lecz groźny pomruk. — Powiedzmy. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo. Jego życie jest w moich rękach. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku. Wiesz. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. Teraz nie odrywał od niego oczu. ponieważ jesteś katem Władcy. Rozumiem. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat. co mu powiedzą. że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. co przeszedł. — Spokój. jak nakazuje Prawo. że chodzi o Edmunda. że jesteś królową. — Masz tu zdrajcę.. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo... — To prawda — powiedział Aslan. możesz. że jeśli nie dostanę tej krwi. Edmund stał po drugiej stronie. — Opowiedzieć ci. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan.. Jego krew jest moją własnością. — Nie zaprzeczam temu. czy nie powinien się odezwać. Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy.. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. złotej i martwobiałej. a słowom tym towarzyszył cichy. tak blisko siebie. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała. Czuł. że coś dławi go w gardle. — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. o czym mówi Czarownica. Bobrze! — powiedział Aslan. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie. wpatrując się w niego przez cały czas. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy. i po porannej rozmowie z Aslanem. Nikt nie miał wątpliwości. to znaczy. które zobaczyły ją po raz pierwszy. — Och. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. Nie obchodziło go wcale. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica.

Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny. Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. Był to straszny okres oczekiwania. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. Po posiłku. jak ma . tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. tak że nikt nie śmiał o to pytać. Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. doradzał Piotrowi. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar". Rozmowa wciąż trwała. jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. „Jest prawie pewne. kierując się na północny wschód. nie musieli się spieszyć. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. Edmundzie!" i rozpłakała się. a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. Wszyscy posłuchali. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. Łucja krzyknęła cicho: „Och. gdyby przyszło im walczyć w lesie. Nie wiadomo. gdyby doszło do oblężenia zamku. w obawie o swe życie. lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. drugi. który zjedzono pod gołym niebem. aż Czarownica. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. W dwie godziny po południu maszerowali już. a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. podnosząc się ze swojego tronu. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. z wielką powagą na twarzach.sam na sam. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Będzie potrzebne do innych celów. Mówiąc o szczegółach obu planów. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona. trzymając się za łapy. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. Zamierzała już odejść. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. ale jego twarz była surowa. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce.

na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. I tak nie możemy zasnąć. — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie. Łusiu. które towarzyszyły mu najbliżej. Było jeszcze jasno. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem.. — Co?. Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. ona nie zaatakuje nas w nocy. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła. Musimy się z nim zobaczyć. że albo z nim ma się stać coś strasznego. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja. — Mam takie okropne uczucie. Piotr nie mógł się oswoić z myślą.. — Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. w którym dolina otworzyła się. jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły. czy ona nie zrobiła tego i tego". Tak więc zabrali się do rozbijania obozu. podniósł się. Słuchaj.. — Nie. były Zuzanna i Łucja. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie. — Myślałam. Słuchaj. a rzeka była szeroka i płytka. że już śpisz. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć. — Tak?. — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. ja też coś takiego czuję. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. — Dobrze. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz. żeby się dowiedzieć. Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując.. choć tak niedawno dopiero się zaczęły. dlaczego on powiedział. chodźmy. Zuzanno. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję. kiedy doszli do miejsca. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz.. Było tak. że wydarzyło się coś. . że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. który wydawał się myśleć o czymś innym. co zupełnie zmieniło sytuację.. Ale to już nie ma większego znaczenia. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony. I westchnął głęboko. jakby coś nad nami wisiało.przeprowadzić operacje wojskowe. Bo widzisz... W drugiej części marszu osobami. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan.. Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności. — Wydaje mi się..

aby was zauważono. to krocząc w jasnej poświacie księżyca. dzieci. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. szły dalej blisko niego. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu. Kiedy były blisko. — Pozwól nam iść ze sobą. w którym mogłyby się ukryć. jakby był bardzo. że Aslan dobrze wie. potem skręcił nieco w prawo.. kiedy wam powiem. że nos prawie dotykał trawy. oddalając się od rzeki. Ucieczka nie miała już sensu. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska. bardzo zmęczony. Zrobimy tak. jego łapy i jego wielkie. po zboczu wzgórza. I nagle. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. o czym myślały. więc poszły w jego kierunku. na rozległej polanie. I dziewczynki zrobiły to. A Łucja i Zuzanna. idąc najwyraźniej tą drogą. że się zastanawia. usłyszały jego głos: — Och. a o czym marzyły od pierwszej chwili. Aslanie? — zapytała Zuzanna.Ostrożnie. Połóżcie ręce na mojej grzywie. na którym stał Kamienny Stół. Zegnajcie. Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). że zatrzymacie się. — Och. zobaczyły Lwa. i ucałowały jego grzywę. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. Wkrótce stwierdziły. posuwał się wolno. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. odchodzącego powoli w stronę lasu.. patrzyły za mm — i oto. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. którego dotąd znały. łapy miał zmoczone rosą.. smutne oczy. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. zatrzymał się i rozejrzał wokoło. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. co . możecie ze mną iść. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. — Czuję się smutny i osamotniony. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. Szedł i szedł. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. dzieci. i pozwolicie mi iść już dalej samemu. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. tam gdzie zaczynały się już drzewa. nie pozwólcie. A cokolwiek się wydarzy. Ogon i łeb zwisały mu ciężko. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. dziękujemy. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. Tutaj musicie pozostać. i idźmy tak dalej. żebym czuł. że idą pod górę. przycupnąwszy w krzakach. Bez słowa podążyły za nim. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. dzieci. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och. Tak. dzieci. dziękujemy ci. Aslanie. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. jego nos.. gdzie brakowało cienia. królewska głowa zwieszała się tak nisko. — Nie — odpowiedział Aslan. że tu jesteście. rozbijającej się o kamienie. żeby nie zbudzić śpiących. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. jeśli mi przyrzekniecie.

ociągając się trochę ze strachu. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. że nawet Czarownica uległa fali strachu. orki. którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu. szydząc z niego i nawołując: „Kici. obserwujące to wszystko z ukrycia. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. bo gdybym to zrobił. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. zaczęły się zbliżać do niego. strachy. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. których nie będę opisywał. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. ifryty. że nie stawia żadnego oporu. a chociaż księżyc świecił jasno. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. zaciągnęli węzły tak mocno. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. kotku?". stała sama Czarownica. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. A pośrodku. Wreszcie ogr podniósł się. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. kiedy minął już pierwszy szok. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. i przez moment wydawało się. gdy stwierdziły. bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. karły. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. kocurku?" — Och. że wpiły się w żywe ciało. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. kici. których złowrogie. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. — Głupiec! — wykrzyknęła. wampiry i harpie. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. — Powiedziałam. miotając się i szarpiąc sznurami. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. Cztery wiedźmy. nawet wówczas. wilki i wilkołaki. czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. — Trzeba go najpierw ogolić. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. a dziewczynki. kici. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. . przy Kamiennym Stole. widma. jakby dokonali nie lada wyczynu. gdy jego wrogowie. Ach. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. aby ich wszystkich uśmiercić. aby im pomóc. wrzeszcząc i pokrzykując. — Przyszedł głupiec. wielu trzymało pochodnie. Ale Lew był nadal spokojny. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. wiedźmy i zmory. Ale nic takiego się nie zdarzyło. a łzy spływały jej po policzkach.zobaczyły.

Potem zaczęła ostrzyć nóż. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. W końcu mieli już dosyć. ani przerażona. tłum uciszył się. Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. lecz z krzemienia. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. Czarownica podniosła nóż. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. opluwały i wydrwiwały. Ale się nie poruszył. tak jak się umówiliśmy. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. — Czyżby WCIĄŻ się go bali. Teraz otoczyli go wszyscy. teraz nabrali odwagi. miał dziwny i złowrogi kształt. biły. Patrzył w niebo. Czarownica zrzuciła płaszcz. że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). jedynie nieco smutna. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś. gdy nakładano mu kaganiec. jak to uczyniła wówczas. Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. gdy ofiarą miał być Edmund. W końcu zbliżyła się do Stołu. które go kopały. inni ciągnęli. czy myślisz. Ale kiedy już będziesz martwy. Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. kto zwyciężył? Ty głupcze. gdy już był związany. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. Ci. co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. że nie jest to nóż ze stali. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie. z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. obnażając ramiona. że oddałeś mi Narnię na zawsze. I nawet teraz. Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. Jedni popychali go.

Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. Oto z dzikim wrzaskiem. że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy.Kamienny Stół. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. A więc spróbowały. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. podtrzymujące kamienną płytę. — Tak sobie myślę. Człowiek czuje się tak. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. tak jak potrafiły. że niemal nie zwracały na to uwagi. że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. a dziewczynki nie czuły nawet. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. leży martwy. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy. czy nie udałoby się nam go zdjąć. aż zabrakło mu łez — to wie. że robi się coraz zimniej. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. Mam nadzieję. Pierwszą było to. Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów. a potem znów ucichły. Zastanawiam się. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. Gdy tylko las ucichł ponownie. Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. że wypłakały już wszystkie łzy. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. kiedy już ten wielki głupiec. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. ale teraz smutek. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. ale wreszcie dopięły swego. . niż potrafię to opisać. wielki kot. Nie było to łatwe. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła. a potem wytarły krew i pianę. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. beznadziejnie i strasznie — bardziej. aż wydało im się. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić. I tak mijały godzina za godziną.

Myszy znikły gdzieś w trawie. A potem to zobaczyły. — Zimno mi — powiedziała Łucja. że aż podskoczyły na ten dźwięk. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny. wy. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. która przypatrywała im się uważnie z bliska. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. Biedactwa. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. nie zdają sobie sprawy z tego. a gwiazdy zbladły — wszystkie. zimniej niż w ciągu całej nocy. Niebo zaczynało się czerwienić. Tak długo przedtem było cicho. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. — Przejdźmy się trochę. aby je przepędzić. Kamienny Stół był przełamany: wielka . Poczuły teraz. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. wczepiając się w ramię Zuzanny. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. Gdzieś poza nimi. potworki! — I zamachała rękami. — Ja. że to są przyjazne myszki. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony.. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. — Sądzę. — Mnie też — dodała Zuzanna. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół... że jest im bardzo zimno. jaśniało już blade morze. może nawet setki małych polnych myszy. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie. tam i z powrotem. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. Był wczesny ranek. Wynoście się. — Stało się coś strasznego. I tak chodziły. Zobaczyła coś małego i szarego. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. ja. że mu pomogą. I z każdą chwilą. Myślą. hen. niezliczoną ilość razy. — Czy nie widzisz. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. powoli wynurzył się skrawek słońca. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. — Chodźmy! — I odwróciła się. prócz jednej wielkiej gwiazdy. ale za nią. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. Niebo na wschodzie pojaśniało. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. I wreszcie. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. że on jest już martwy. aż porządnie się zmęczyły.. Teraz zrobiło się dużo jaśniej.Nachyliła się niżej. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się. gdy go rozwiążą. na samym końcu świata. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. zaćwierkał ptak. w lesie. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. straszny trzask.

dzieci — powiedział Lew — czuję. Łucja nie bardzo wiedziała. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia. — Och. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. zostanie zabita w miejsce zdrajcy. są czary jeszcze większe. dzieci. — O.szczelina biegła od jednego końca do drugiego. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca. jesteś prawdziwy! Och. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos. — A więc nie jesteś już martwy. nie jesteś. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra. Och.. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. to opadając w skoku między nimi. — Czy przypominam ducha? — zapytał. o których nie wie. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych.. podskakując i klaszcząc w dłonie.. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna.. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu. drżącymi. co i strachu. Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. która nie dopuściła się żadnej zdrady.. Aslan skoczył znowu. że mi wracają siły. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. Poczuła ciepło jego oddechu i silny. Dowiedziałaby się. jeszcze większy niż przedtem. nóg i łap. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. — Och. — Och. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu . A teraz. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. to zatrzymując się raptownie w ucieczce. nie do pochwycenia. Aslanie! — krzyknęła Łucja. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał.. Jej wiedza sięga tylko początków czasu.. złapcie mnie. to daleki. Aslan znikł. rąk.. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan. poznałaby inne zaklęcie. tym. Ale gdy już była po tamtej stronie. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. Aslan! — zawołały dziewczynki. — To nowe czary! Odwróciły się. jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. Lew krążył wokoło. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. Rozpoczęła się zwariowana zabawa. aby go złapać. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem. z błyszczącymi oczami. jesteś prawdziwy. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. A tam. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. — Och. czy zabawa z rozkosznym kotem. — I nie jesteś. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. że kiedy dobrowolna ofiara. czy to zabawa z piorunem.

a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. chwytając się jego grzywy. a Łucja za nią. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. a wrota były zamknięte.oddychając głęboko. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. że nie śmiały na niego patrzyć. Zobaczyły tylko. co to jest. — Dom Czarownicy! — krzyknął. Aslan. nigdy nie zawaha. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. I tak zrobiły. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. obejmując ją mocno rękami. w dzikie wąwozy. po parku ani nawet po wydmach. bo oto Lew sprężył się do skoku. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. pośród wiosny. a dzieci wspięły się na jego ciepły. w dół. ale wprost przez Narnię. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. przeskakuje przez krzaki. nie zwolniwszy nawet biegu. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. że zaraz będę ryczał. pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem. złoty grzbiet. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. przechodzi w bród przez większe. wrzosy i małe strumienie. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. I nie galopujecie po drodze. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. ostro zakończonych wieżyc. dzieci. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. — Teraz. nigdy się nie potyka. Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. ani spragnione. wyglądał tak strasznie. a dzieci poczuły. Czuję. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. I zamiast czarnego. Było prawie południe. wyglądający z tej odległości jak zabawka. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. przez przepastne. W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. a potem przez gęstniejący las. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. w dół. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. byli już na dole. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. obok ryczących wodospadów. śmiało przepływa przez największe. Zuzanna usiadła na przedzie. Obie . A potem wyobraźcie sobie. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. ani głodne. skoczył ku twierdzy jak pocisk. I położył się. po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem.

. Wszędzie ożywały kamienne posągi. szczekaniem. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. Coś podobnego działo się z lwem. błękitne rogi jednorożców. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. marmurowym grzbiecie. — Aslan coś robi. obrócony do niego plecami. ciepły i żywy. zapełnionego posągami. pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca. wreszcie. tupotem. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem. kwileniem. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. a wszystkie ciężkie. Miała rację. te wszystkie kamienne zwierzaki. że widzieliście. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. bez tchu. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem.dziewczynki. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. — Sza! — powiedziała Zuzanna. że aż prawie żółtej. przejrzystej zieleni. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. psów i satyrów. przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. krzykami. jak muzeum. rżeniem. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę. kasztanowe boki centaurów. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. aby polizać go w pysk. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. Otworzył wielki. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. aż złocisty kolor spłynął na całą postać. — Jakie dziwne. o. . potem pojawia się cienka smuga ognia. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. Kiedy Aslan na niego dmuchnął. skamleniem. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. i ludzie! To wygląda jak. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów. tak jak płomień liżący kawałek papieru. gruchaniem. ale żywe i całe. a potem ku dwóm centaurom. lew wstrząsnął grzywą. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali.. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. i nimfy bukowe w świeżej. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. czerwony wewnątrz pysk. stojącą za krasnoludkiem. zobaczywszy Aslana. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. i cudownie ziewnął. że szybko o niej zapomniały. skamląc z radości i podskakując. Potem.

a brama była wciąż zamknięta. „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!". trzymając się za ręce. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu. śpiewem i śmiechem. co warto zobaczyć. i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego. Hej.. — Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. „Och! Uwaga. aby Aslana powstrzymać. która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". każde drzwi i każde okno szeroko otwarte. pokłonił się przed Aslanem nisko. nawet gdyby zechciał jej posłuchać. w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. — Spójrz! Nie wiem. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. „Pomóż nam przy tych drzwiach!". I właśnie wtedy ktoś (myślę. w końcu zrozumiał. a jego prostacka. „Uważajcie na tę zapadnię!". iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. Nigdy nie wiadomo. że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. co mu Łucja miała do opowiedzenia. Faun nie zmienił się wcale. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. cała reszta pójdzie za ich przykładem. Teraz poruszył stopami. gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. że Aslan przeskoczył przez mur. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. które tak długo były ich pozbawione. . „Tu. aby mu to powtórzono jeszcze raz. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia. Cały zamek był już pusty. to znaczy. (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych. przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć. gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och.. To coś. Ożywały już całe nogi olbrzyma. tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. będąc tak długo kamienną figurą.wiwatowaniem. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia. — Jak tylko ożyją stopy. Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. co się naprawdę stało. wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc... a światło i świeże. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. Ale było już za późno. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem.

. Kiedy pył opadł. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. więc gdy Łucja zobaczyła. dobrze? — Tak jest. że to chusteczka. panie Grzmotołupie. Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. jak ją opisać. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. To dla mnie wielka przyjemność. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi. a jeszcze dalej — błękit nieba. — Och. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. jak tylko mogła.. nie! — powiedziała Łucja. jak dla was pastylka sacharyny.— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan. olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd. maluchy. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. — Łupy zawsze są takie. jaka poręczna! Taka. — Dzięki ci. krztusząc się ze śmiechu. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. — A więc. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. — Niezupełnie. — Wychodzi na to. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). zawołała: — Obawiam się. myślałem. ma się rozumieć. jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. — Nie. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę. — Niech skonam. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. nie wiem. no. ale pozostały zamknięte.. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. panienko. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. młode damy. rozbijając się w masę gruzu. tak — odrzekł faun. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku. falujące na wietrze drzewa. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. runęły z łoskotem na ziemię. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa.. Czy któraś z was. Łucja najadła się trochę strachu. Proszę mi wybaczyć. wasza miłość. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. połyskującą rzekę. Była już bardzo blisko jego twarzy. Jaka piękna. ale bardzo stara. Z tradycjami. czerwoną twarz. nigdy by go . niebieskie wzgórza poza nią. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. że straciłem formę. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką.

wznoszących się i opadających tak szybko. opuścili zamek przez wyłom w murze. Teraz. razem z nami. Nie było na co czekać. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana.nie zamieniła w posąg. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. centaurów. koni. niech biegną na czele. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. Powtarzał to w kółko do chwili. aby wywęszyć. który biegał tu i tam. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. którzy to potrafią. — I chyba połączyć się z resztą. żywo. trzy króliki i jeża. krętego wąwozu. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. co przypada na ten dzień. jednorożców. który przeszył ją dreszczem lęku. wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. To znaczy z nim i ze mną". — A teraz wszyscy. przypominająca odgłosy polowania na lisa. To właśnie lubię w Aslanie. To znaczy z nim i ze mną. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku. Zobaczyła Piotra. kogo spotkał: „Słyszeliście. Z początku lwy i psy rozbiegły się. a więc dzieci. co ten zgiełk oznaczał. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. małe zwierzęta. driadę. jak tylko potrafiła. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. Ci. Najbardziej zadowolony był drugi lew. gdzie toczy się bitwa. że jest ich jeszcze więcej. którzy mają dobre nosy. gdyby nie wielki owczarek. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. Żadnego wynoszenia się nad innych. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. To go trochę ostudziło. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. a wokół niej . jakby to były trzy noże i trzy miecze. węsząc. krasnoludki. wydawało się też. tyle że bardziej doniosła. I wreszcie. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. Walczyli tak zaciekle. psy. Dalej. a więc lwów. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. Przez las niosła się wrzawa. Z NAMI LWAMI. Z NAMI LWAMI. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. jadą na grzbietach tych. tak szybko. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. w poszukiwaniu śladu. Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. co dowodziło. udając bardzo zajętego. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić). Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. lwami. olbrzymów i osłów. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. w świetle dnia. Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. Ta para walczyła w samym środku. Wkrótce lwy. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. które widziała ubiegłej nocy. — Oczywiście — rzekł Aslan. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa.

Ręce tak jej drżały. Z rykiem. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. — Tak. a jego twarz nabrała niedobrego. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. Był na tyle mądry. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. prędko! — powiedział Aslan. że uderzył mieczem w jej różdżkę. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. Gdziekolwiek spojrzała. — Poczekaj trochę. Aslanie — mówił Piotr. przypomniała sobie o drogocennym napoju. którzy pozostali przy życiu. olbrzymy maczugami (i stopami. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. a było już po bitwie. pod opieką pani Bobrowej. Cały był we krwi. czy lek w ogóle podziała. które miażdżyły tuziny przeciwników). a kiedy ci. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. niepewna. pojawiła się przed nami jakaś szansa. zobaczyli śmierć Czarownicy. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. — Gdyby nie on. działy się rzeczy straszne. Ale i on został ciężko ranny. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. byłoby już po nas. — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. z twarzą pobladłą i srogą. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. który dostała od Świętego Mikołaja. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. — Złaźcie na ziemię. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. który wstrząsnął całą Narnią. Kiedy się rozsypała. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. — Łucjo. Musimy iść i zobaczyć. chyba po raz pierwszy. co się z nim dzieje. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. jednorożce swoimi rogami. centaury mieczami i kopytami. potem znalazła się na ziemi. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. usta miał otwarte. poddali się albo rzucili do ucieczki. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. Pokonując trzech ogrów. nowo przybyli ryknęli dziko. przebił się do niej. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. zielonego koloru. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki. a Lew był już nad nią.rozciągała się linia starcia obu armii. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. jakim był teraz: jakby postarzały. Dziwne było widzieć Piotra takim. — To wszystko zasługa Edmunda. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . I Łucja. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. psy kłami. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie.

aby mieli co jeść. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. . jak piasek przesypuje się im między palcami. leopardy. Synowie Adama! Noście je godnie. obmywających wciąż i wciąż plażę.. I w tym miejscu. Pomyśl. zajadając wyborną kolację. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. Noście te korony godnie. na polu bitwy. W jaki sposób Aslan postarał się. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och.krok od śmierci. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. gdybyś była na jego miejscu. nie wiem. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja. nie tylko wyleczonego z ran. olbrzyma Grzmotołupa. To byłoby dla niego zbyt straszne. Aslanie — powiedziała Łucja. wybacz mi. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. on przywracając do życia tych. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. Nazajutrz wyruszyli na wschód.. na pewno nie. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. Ale następny dzień był bardziej uroczysty. karły i lwa. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. przynajmniej od czasu. Pachniało morzem. znaleźli się u jej ujścia. bardziej słodka i bardziej wzruszająca. lśniło złoto i płynęło wino. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. przed nimi był piasek. zastała go już na nogach. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. A dnia następnego. słychać było cudowny krzyk morskich mew. spacerowały w słońcu czując. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. podnosząc się i idąc za nim. państwa Bobrów. Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. jak byś się czuła. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. Aslan pasował go na rycerza. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. około pory podwieczorku. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. wzdłuż wielkiej rzeki. dobre centaury. tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. którzy zostali zamienieni w posągi. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och. — Mimo to uważam.

aby schwytać Białego Jelenia. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. oczywiście. Zuzanna wyrosła na smukłą. prosząc o jej rękę. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. Wiecie już. Tylko nie próbujcie nalegać. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak. pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. A jednego roku zdarzyło się. zmienili się i wydorośleli. aby został. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. jeśli się go schwyta. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy. który spełnia każde życzenie. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. przez gąszcze i polany. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. Tropili go bardzo długo. aby została ich królową. Piotr stał się wysokim. jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. Nie lubi być niczym skrępowany. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. I tak żyli sobie w wielkiej radości. drugiego już nie. nie powiedzieli nic. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. Jednego dnia go widzisz. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup). barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem. jak sami widzicie. utrzymywali pokój. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. Tak więc obaj królowie i obie królowe. Ustanowili sprawiedliwe prawa. Będzie zresztą do nas zaglądał. Tak powinno być.Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. no i. że musieli zrezygnować z . ma wiele innych krajów pod swoją opieką. że jest dziki. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. To nie jest OSWOJONY lew". czuwali. A w miarę jak upływały lata. zanim go wreszcie zobaczyli. było to tylko jakby wspomnienie snu. wśród dźwięku rogów i szczekania psów. opadających prawie do stóp włosach. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. Wówczas zaczęli gonitwę. I tutaj. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca.

dalszej gonitwy. jakbym już ją kiedyś widział. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. który sobie zamierzyliśmy. I myślę. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. a żelazna kolumna stara. — Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. ujrzysz. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. takich jak bitwy. I tak stali. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. Nigdy jeszcze. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. ale jestem odmiennej myśli. albo też nie było ich wcale. że jeśli miniemy ten słup z lampą. a na jej szczycie znajduje się lampa. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak. jakby to był sen albo sen we śnie. — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. oto jest dziw nad dziwy. jak chcesz. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. na jakie przyszło nam polować. że las jest tu młody. że nie mogli już dalej jechać konno. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. zawsze sięgaliśmy celu. — I moje. czemu tak się dzieje. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę. aby je następnie porzucić. Jak tylko to jednak uczynili. zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. że gdyby ją zapalono. tylko po to. — Na grzywę Lwa. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu. widzę oto drzewo z żelaza. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. odkąd my czworo panujemy w Narnii. gonitwy. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. Widać bowiem. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. że jest to kolumna z żelaza. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . W sercu mym czuję. patrząc na to dziwo. wyczyny rycerskie. że byłoby hańbą. a potem weszli w gęstwinę leśną. aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. szlachetny bracie — rzekł król Piotr.

zauważyli. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. chyba że spotkacie takich.sądzicie. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte. nawet gdybyście się tam dostali. nawet między sobą. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. właśnie wtedy. Cóż to? Co się stało? No więc. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. która nas czeka. ale uwierzył w całą tę historię. Kto raz został królem w Narnii. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. lecz między futrzanymi płaszczami. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". Zuzanną. I nie sądzę. A Profesor. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. Co znowu? Po czym to poznać? Och. — Nie — powiedział — nie sądzę. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. tak. Ale. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. nie powiedział im nic takiego. na zawsze nim pozostanie. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. był to dopiero początek narnijskich przygód. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. Miejcie oczy otwarte. oczywiście. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. Będą mówić dziwne rzeczy. lecz Piotrem. aby się w niej schować. aby był wielki pożytek z tych płaszczy. gdyby cała czwórka nie poczuła. To się stanie samo. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. który był człowiekiem bardzo osobliwym. jeśli Profesor miał rację. przypomnieli sobie. I to byłby już naprawdę koniec tej historii.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful