OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. . zobaczyła rząd wiszących płaszczy. — Stawiam dziesięć do jednego. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. Oczywiście nie zapomniała o . że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. z rozkoszą wtulając w nie twarz. w pokoju. — To tylko jakiś ptak. tak gęstego. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. które otworzyli. co to zdają się nigdy nie mieć końca. Tymczasem nie jest tak źle. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. który im przydzielono. a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. — Króliki! — dodała Zuzanna. o jakich wam się nie śniło. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. że będą zamknięte. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. a wam radzę zrobić to samo. — To sowa — powiedział Piotr. ani lasów. — Lisy! — dodał Edmund. a trzeba wam wiedzieć. która pomyślała sobie. I jastrzębie. Był to długi. proszę cię. Mogą być jelenie. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. choć była prawie pewna. Nie było tu nic więcej. — Jeżeli chodzi o mnie. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. ani nawet strumyka płynącego przez ogród. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. przeważnie bardzo starych. Kiedy zajrzała do środka. Wszyscy — oprócz Łucji. ze stojącą w rogu harfą. Edziu. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć. niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. to idę do łóżka. — Borsuki! — dodała Łucja. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. Były to przeważnie futra. wiodło do pustych sypialni. Nie wahając się ani chwili. głuptasie — powiedział Edmund. wielki. Jeśli chodzi o mnie. a potem pięć stopni w górę. niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. — Wygląda mi na to. odkryli tu kompletną starą zbroję. że przez okno nie było widać ani gór. — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. z rodzaju tych wielkich domów.Łucja. Mamy radio i mnóstwo książek. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. ciarki przebiegły jej po plecach. że przejaśni się w ciągu godziny. — Och.

biały od śniegu parasol. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. Był to faun. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. jest noc. zapewne po to. sypkiego i zimnego. potem jeszcze dwa lub trzy. wciąż spodziewając się. trzymał otwarty. Miała też ogon. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. połyskującą w świetle latarni sierścią). aby nie ciągnął się po śniegu. że coś skrzypi pod jej nogami. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. — Boże miłosierny! — wykrzyknął. rozmyślając. W chwilę później zdała sobie sprawę. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. usłyszała odgłos zbliżających się kroków.) Wyglądało na to. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. lecz w oddali. tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. . A kiedy tak stała i patrzyła na nią. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. że stoi pośrodku lasu. Od pasa w górę przypominała człowieka. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. jak już powiedziałem. Nagle zauważyła. posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego. „To chyba kulki naftaliny". — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. Ale nic takiego nie nastąpiło. że to świeci latarnia na słupie. lecz miła. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. Kiedy zobaczył Łucję. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. że w pokoju nadal jest dzienne światło. ku dziwnemu światłu przed sobą. ponieważ wiedziała. z których wystawały dwa małe różki. Spojrzała przez ramię za siebie.pozostawieniu otwartych drzwi. a napotkały coś twardego i szorstkiego. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. a nawet kłującego. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. którego płatki wirują w powietrzu. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. Szyję otulał czerwony. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. przekonała się. aby zrobić sobie miejsce. „Gdyby coś było nie w porządku. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. Miał krótką. wełniany szalik. skrzypskrzyp po śniegu. Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer. W jednej ręce. pomyślała i schyliła się. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. Łucja trochę się przestraszyła. ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę. a nawet kawałek pustego pokoju. chcąc namacać je ręką. Twarz wędrowca była dziwna. ponieważ pamiętała.

rozbawiona.. Teraz już na to za późno. a w każdym razie.. Wszystko. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja.. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. A ty. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. o co mu chodzi. naturalnie. Trzeba ci bowiem wiedzieć. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. — To jest tam. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała.. gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. proszę mi wybaczyć. nie bardzo rozumiejąc. Najmocniej przepraszam. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie. o Łucjo. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. no. — Bardzo mi przyjemnie. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja.. czego nie zamierzał.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun. — Miło mi pana poznać. który nazywa się Narnią. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. czy nie jesteś kimś. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. kiedy byłem małym faunem. Nazywam się Tumnus.. ale w porę ugryzł się w język. Córko Ewy. Dopiero kiedy skończył. Tam jest lato. — Naturalnie.. zaraz za nami. dobry wieczór. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu. to możemy się przeziębić. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. jakby miał powiedzieć coś. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale . nie chciałbym być zbyt natrętny. — Oczywiście. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. — Przecież znajdujemy się w kraju. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. Pozwól. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima. — Ale czy nie jesteś. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór.. — Czy to znaczy. nie jestem taka pewna. — i tu urwał. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. że się przedstawię. — A czy wolno mi zapytać. ale czy nie mylę się sądząc. że jesteś człowiekiem? — Oczywiście. Bardzo się cieszę.

— Będzie też ogień na kominku i grzanki. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. sucha i czysta pieczara. Córko Ewy. a może i sam Bachus. Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. a na koniec ciastko z lukrem. i sardynki. W rogu były drzwi. wyjaśnił pan Tumnus). — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo. i zaczął na . Nie uszli daleko. który może spełnić każde życzenie. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. Córko Ewy! — oznajmił faun. A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. Pan Tumnus schylił się. A kiedy Łucja już się najadła.. Łucja pomyślała sobie. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. jakby chcąc dodać sobie otuchy. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko. stół i kredens. gdy się go schwyta. małymi. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. mały flet. o tym. aby tańczyć z faunami. wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. Łucja obejrzała sobie książki. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. jakby był zrobiony z trzciny.. drugi dla przyjaciela". w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. studium znanej legendy. — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun. Idziemy w tamtą stronę. Na podłodze leżał dywan. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. jakby znali się od urodzenia.zastanawiałam się właśnie. faun zaczął opowiadać. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun. Była to niewielka. Potem. stawiając imbryk na ogniu. trwającej tygodniami zabawie. wykuta w czerwonawej skale. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok. i ciasto. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu. czy nie powinnam już wracać. potem sardynki na grzankach.. to parasol osłoni nas oboje. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. a potem jeszcze o lecie. że w skale jest wejście do pieczary. potem znowu grzanki z masłem. Kiedy znaleźli się w środku. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. mnisi i leśnicy. wyglądający. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę. jak by to było dobrze. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie.. albo Ludzie. i jeszcze grzanki z miodem. — Nie potrwa to długo — powiedział. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach.

tańczyć i spać jednocześnie. — Płaczę. na portrecie. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią. trochę przestraszona. muszę już wracać do domu. taki duży faun jak pan. na miłość boską. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja. — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja. które zaczęły spływać mu po policzkach. bo jestem bardzo złym faunem. Miałam wpaść tylko na chwilkę. — Och. Będą się o mnie niepokoić. och. — Nie. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. jakiego zdarzyło mi się spotkać... jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. wyżymając ją co jakiś czas. — Proszę przestać. jest pan najmilszym faunem. Oto. ale. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. teraz już w chusteczkę. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. och. nie mówiłabyś tak. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. jestem bardzo zły. zapytała: — Och. niech mi pan wreszcie powie. gdy stawała się tak mokra. drogi panie Tumnusie. widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. naprawdę. że jest pan bardzo miłym faunem. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. — Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. Musiały chyba minąć całe godziny. Nie przestał szlochać nawet wówczas. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. — Myślę. że zawsze jest zima. Zawsze jest zima. Lecz za chwilę. — Wcale nie myślę.nim grać. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to. gdy Łucja podeszła do niego. że Łucji chciało się płakać i śmiać. Tęskny ton fletu sprawiał. drogi panie Tumnusie. tak mi żal. Płakał i płakał. czym jestem. że muszę panu przerwać. tak pan ryczy?! — Och. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. co ja zrobiłem — odrzekł faun. — Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. — Czego by nie zrobił? — Tego. nie jestem wcale dobry. To ona sprawia. Naprawdę. potrząsając nim w rozpaczy. — Nie sądzę. och — załkał pan Tumnus. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię.. — Jestem sługą Białej Czarownicy. No i dlaczego.. co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. nad kominkiem. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił.

że jestem takim faunem.. cóż. a Bóg jeden wie. jacy są ludzie. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie. Nie miałem pojęcia. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. — Porywam dla niej dzieci. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. pójdę i powiem JEJ… — Och. zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna. Myślę. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. aż do czasu. że kiedy cię uśpię. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. Czy mogłabyś uwierzyć. udaje. jak u jakiejś nędznej szkapy. nie dbając nawet o posprzątanie po . tak. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. jaką spotykam.. aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. — Cóż. Nawet niektóre drzewa są na jej służbie. to rzeczywiście brzydko z pana strony. rzecz jasna — odrzekł faun. — No. Popatrz na mnie. że muszę tak postąpić. wiem dobrze. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy. A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła. — O Córko Ewy. bryłowate kopyta. Teraz.. aby je uśpić. że trafię — powiedziała Łucja. — Nie zrobi pan tego. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. co KIEDYŚ zrobiłem. niewinne dziecko. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. — Jestem pewna. ale przez cały czas. oto cała prawda. — To ty jesteś tym dzieckiem. — To oczywiste. zanim ciebie spotkałem. które nie zrobiło mu nic złego. odpiłować różki. wyrwać brodę. kiedy już cię znam. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy.. przez cały czas myślałem tylko o tym. Robiłem wszystko. których kiedykolwiek spotkam w lesie. w tej właśnie chwili. ale i niezbyt surowa). Ja to robię TERAZ.. podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary.. — Nie mówię o czymś. Córko Ewy. co to spotyka w lesie biedne. Odprowadzę cię aż do Latarni. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun. Cały las pełen jest jej szpiegów. że się z nim zaprzyjaźnia. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. że to się już nigdy nie powtórzy.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho. Jestem pewna. Każe mi odciąć ogon. zaprosiłem cię na podwieczorek. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. — Pozwolę. — Bardzo mi przykro. Ale żałuje pan tak szczerze. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem.

jak potrafiła. I nagle. — Hej. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. mówisz.. jestem tutaj! — krzyknęła. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. — Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło. Łucjo? — zapytała Zuzanna. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. Na dworze wciąż padało. — I. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz. ściskając mu serdecznie rękę. wyglądającą jak odblask dziennego światła. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa. . czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. na miłość boską. Łucja odetchnęła z ulgą. — Zegnaj. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. — I mam nadzieję. — Czy stąd już pamiętasz drogę. przemykali się ukradkiem przez las.. — Już wróciłam. Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna. jak tylko potrafisz — powiedział faun. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy. wybaczam — powiedziała Łucja. aż raptem zdała sobie sprawę z tego.. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. — Biedna Łusia. — Tak. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi.podwieczorku. widzę już drzwi szafy.. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. — O czym ty. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. — A może. — A więc pędź do domu tak szybko. nie odzywając się do siebie. łapiąc oddech po szybkim biegu. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. zamiast szorstkich gałęzi drzew. że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. kiedy dotarli wreszcie do Latarni. jak będziesz chciała.

co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz. Piotrze. wszyscy. a w tym wypadku pokazywał. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś. a jak nie wierzycie. wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. co powiedziałam — odrzekła Łucja. i tam jest faun i Czarownica.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. ani śniegu. ale Edmund potrafił być złośliwy. W środku jest las i pada śnieg. wypytując ją. Przysięgam. Dzieci nie wiedziały. — Posłuchaj. nie było mnie całe godziny. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. — To prawda. — Nie. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. — No. ale Łucja była tak wzburzona. Łucjo — powiedziała Zuzanna. co o tym sądzić. Prawie ci uwierzyliśmy. naprawdę udało ci się nas nabrać. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. Pewność. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. pukając się w czoło. rozchylał płaszcze i — cóż. — Co właściwie masz na myśli. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. to idźcie i sami zobaczcie. i to się nazywa Narnia. Łucjo? — zapytał Piotr. twarde drewno. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. Nie było ani lasu. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. Mam rację. że w rzeczywistości to ona ma rację. — Nie bądź głupia. Łucjo. — To jest zaczarowana szafa. wybuchnęła płaczem. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. Naprawdę tak było. że jest to tylko zwykłe. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. na co go stać. Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. toteż nie mogła się na to zdecydować. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. aby upewnić wszystkich. — To. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. łącznie z Łucją. Popatrzcie. tu jest tylna ściana. — Kompletnie stuknięta. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej.

Kroki. I wtedy zobaczył światło. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju. gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. „Na pewno myśli. sypki śnieg. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. jakby był jedyną . takie. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. ale tak. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. aby wpuścić do środka trochę światła. że to otwarte drzwi szafy. Pod stopami chrzęścił mu suchy. Łucja wśliznęła się do garderoby. ale po Łucji nie było ani śladu. który pokrywał też gałęzie drzew. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". Naokoło panowała głęboka cisza. ponieważ wiedziała. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. I tak było aż do następnego deszczowego dnia. To już zupełnie przestało mu się podobać. ale dlatego. były krokami Edmunda. Poczuł też. było cicho i ciemno. Pierwsza szukała Zuzanna. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. jak zawsze. łowiąc ryby. pachniało naftaliną. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. gdy jest to szafa zaczarowana. Wprost przed sobą. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. Tego dnia. które usłyszała. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy.przebywać poza domem od rana do wieczora. Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. zobaczył wschodzące słońce. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. czerwone i wyraźne. Otworzył drzwi. między pniami drzew. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem. szukając siostry. stwierdził nagle. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. że to przyszła Zuzanna. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". Edmund zauważył. że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. Wewnątrz wisiały. Potem zaczął macać rękami w ciemności. Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. to w drugą stronę. kąpiąc się. pewien. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. futra. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. że gdyby ją tam znaleziono. Gdy zbliżyła się do szafy. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. dobrej kryjówki. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. ponieważ wiedziała. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. Postanowił więc otworzyć drzwi. jakby znajdował się na dworze.

zimna i surowa. że reny prawie przysiadły na śniegu. jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. Za nim. hej. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. Poczuł. na podwyższeniu pośrodku sań. Wciąż miał jednak nadzieję. . Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. jak śnieg lub papier. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. . jaką Edmund kiedykolwiek widział. tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary. że ciarki przebiegają mu po plecach. zwisającym nisko pomponem. który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. pomyślał Edmund. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. Na koźle siedział przysadzisty karzeł. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia. gdy nagle. Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. że od początku miałaś rację. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. że ci nie uwierzyłem. Teraz przypomniał sobie o Łucji. Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. lub wata cukrowa. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada.żywą istotą w tym kraju. Ale wyjdź już. a sierść miały tak białą. a na głowie miał czerwony kaptur z długim. gdyby stanął wyprostowany. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. odezwał się dźwięk dzwoneczków. Pani również była przykryta białym futrem. co jej ostatnio mówiłem". a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. Obfita broda spływała mu aż na kolana. że to miejsce nie bardzo mu się podoba. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta. karzeł strzelał z bata. Nasłuchiwał. jeszcze mniej podobało mu się to. Była to twarz piękna. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. gdzieś daleko w lesie. Łusiu! Przepraszam. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. parskając głośno. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. wobec czego już postanowił wracać do domu. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. że siostra musi być gdzieś blisko. Teraz widzę. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. zapłonęły żywym ogniem. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. zimnym i cichym miejscu. a na głowie miała złotą koronę. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. lecz dumna. w prawej ręce trzymała długą. lecz zupełnie biała. prostą laseczkę.

że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział... królowa nagle jakby zmieniła zamiar. nie wiedziałem. spoglądając surowo na Edmunda. w jaki na niego patrzyła. wasza królewska wysokość.. a ręka uniosła różdżkę. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę. który obciął sobie brodę? — Nie. Jestem w szkole. ja otworzyłem drzwi. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa. To może popsuć wszystko. — Kimkolwiek jesteś. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani.... Pani zmarszczyła brwi.. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz. ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca.. Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem.. prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. — I odpowiedz mi wreszcie. — Nigdy nie miałem brody. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo.. . Słyszałam już o takich rzeczach. teraz są wakacje. Edmund czuł. co odpowiedzieć. nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak.. ja.. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja.. Drzwi do Świata Ludzi. — Ha! — wykrzyknęła królowa. i po prostu znalazłem się tutaj. — Ja. . najjaśniejsza pani. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę. Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć... to znaczy byłem. — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej.— A kimże ty jesteś? — zapytała pani. że za chwilę stanie się coś strasznego. to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa. aby zrozumieć pytanie.. bardziej do siebie niż do niego. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. — Proszę o wybaczenie. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś. — Drzwi. chyba że chcesz. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. Jestem chłopcem.. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. Był zbyt zmieszany. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem.. Wcale nie podobał mu się sposób.

Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. ani więcej. tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. dlaczego królowa jest taka ciekawa. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. szczękając zębami. Synu Adama? — zapytała królowa. ale gdy tylko spadła na śnieg. by go zapytano. modląc się w duchu. ponieważ wiedziała też. że jest ich czworo. i wciąż wracała do tego tematu. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. będzie chciał wciąż więcej i więcej. czy nie chciałby więcej. co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. bardzo proszę. ani mniej? Edmund. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. Królowa zapewne dobrze wiedziała. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. poczuł się od razu lepiej. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość". Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. ale nie śmiał być nieposłuszny. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. kto go choć raz skosztuje. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. Im więcej zjadał. ile tylko zdoła. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. Królową interesowało szczególnie to. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. Początkowo starał się pamiętać. pieniący się i gęsty. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie.Trudno powiedzieć. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. ale wkrótce o tym zapomniał. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. przewiązane zieloną wstążeczką pudło. żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. co parowało w zimnym powietrzu. — Tak. o czym Edmund marzy. Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. odpowiadał wciąż: — Tak. — Nie sądzisz. Dziwny napój nie przypominał niczego. — Czy jesteś pewien. tym bardziej miał na nie ochotę. że ma brata i dwie siostry. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. podniósł kubek. jeśli można. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. tak że mógłby zajeść .

tylko powiedziała: — Synu Adama. Co innego w moim pałacu. jakiego dotąd spotkałam. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. to zrozumiałe. — Bo widzisz. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo. że nie mam swoich własnych dzieci. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. — Ale ja nawet nie wiem. a później królem. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. Miał wypieki na twarzy. to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. — Jestem pewna. nie wyglądał teraz ani mądrze. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. Będę na ciebie czekała i NA NICH. Ty będziesz księciem. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. gdybyś tu wrócił sam. a musisz wiedzieć. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. Nie byłoby dobrze. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi. Teraz już nie mogę. kiedy mnie już nie będzie. że nie będzie ci się chciało po nich iść. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo. gdyby mu na to pozwolono. z którego nie będzie mógł trafić do domu. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. Cokolwiek mogła mówić królowa. — Och. poszukać tych dwu . ani pięknie. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. pod którą Łucja spotkała fauna. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. że będzie ci się podobało. ale teraz zapomniał o wszystkim. oczywiście.się na śmierć... Kiedy wsiadał do sań. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. a twoje siostry hrabinami. Twego brata uczynię hrabią. — Ach. Bardzo pragnę je poznać. bo takie czary można zrobić tylko raz. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. Nie. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa. ślina ciekła mu z ust. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem. trząsł się ze strachu. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. naturalnie razem z nimi.. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej. — Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką. mógłbyś o nich zapomnieć. — Och. — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. musisz tylko znaleźć Latarnię. jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. A muszę wyznać. Kiedy tu wrócisz następnym razem. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca. musisz teraz wrócić do swojego kraju.. a ręce lepiły się od potu. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. Myślę. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami.

Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie. Jeżeli chcesz. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. i karły. Byłabym bardzo zła. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. dobra — powiedział Edmund. To będzie taki nasz mały sekret. — Gdybym tylko wiedziała. Nie musisz im o mnie od razu mówić. poczuł się jeszcze gorzej. to mogę cię przeprosić. — Kto to taki? — To okropna postać. a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby.. Nazywa siebie królową Narnii. — Dała znak karłowi. Edmundzie! — zawołała. A kiedy dojdziecie do mojego zamku. jeszcze jedna sprawa. Jestem pewna. że. że ty też tu trafisz.wzgórz i iść w ich kierunku przez las. jak ktoś wykrzykuje jego imię.... że tak będzie najlepiej. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem. w każdym razie te. że w ogóle się o tym nie dowiedziała. a kiedy usłyszał.. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy. czy coś w tym rodzaju. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. tym faunem. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. a kiedy się rozejrzał. z którą się zaprzyjaźnił. kto tu mieszka". Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund. chociaż wcale nie ma do tego prawa. i zwierzęta. zawsze zima. — Aha. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. a kiedy sanie ruszyły. a musisz wiedzieć. że pani. zobaczymy. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. tak że zawsze jest tu zima. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu. — Och. więc sądzi. która była tak szczęśliwa i podniecona. gdybyś przyszedł sam.. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund. i wszystkie driady i najady. — Błagam. za którymi zniknęły sanie. aby się mnie lękano. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. — Przecież widzę. — Dobra. dobrze? Zróbmy im niespodziankę. które są dobre. jest groźną czarownicą. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja. po prostu jej nienawidzą. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. i być może wszystko dobrze się skończy. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz. że mnie puścił. na miłość boską. och. ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. który ma się zupełnie dobrze. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. złośliwych plotek. które opowiadają. że wszystko . gdy nagle usłyszał. Ale. aby się zgodzili.

Ach. starając się sprawić wrażenie. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. — A więc chodź. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. co mówią fauny — powiedział Edmund. ale w głębi serca pomyślał. — Ejże. Byliśmy tam razem. zamiast ośnieżonych gałęzi. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie. — Zapytaj kogo chcesz. Edmund i ja. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. i spotkaliśmy się w lesie. jakie nas czekają wspaniałe przygody. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. — Co to wszystko znaczy. poszukamy innych. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. ale nie bardzo jeszcze wiedział. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. że ty też tu trafiłeś. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. ponieważ w końcu okazało się. ten faun — odpowiedziała Łucja. do którego można się dostać przez szafę. jakby wiedział o faunach o wiele więcej. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. w którym znaleźli rycerską zbroję). . że to ona miała rację. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. Czuł się fatalnie. No. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. chociaż było to dalekie od prawdy. jaki mu przyszedł do głowy. Nie sądzę też. — Masz rację! Och. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. że Łucja miała rację. co z tym wszystkim począć. był nadąsany i zły na Łucję. Nie wiedział więc.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. — Pan Tumnus. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. opowiedz im o wszystkim. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. Edmundzie. był też pewien. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. Chodźmy do domu. Edziu? — zapytał Piotr. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. Naprawdę JEST taki kraj. Edmundzie. Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. Edmund też to widział. tak się cieszę. Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. Nagle.

że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. że jego plan nie udaje się tak dobrze. że Łucja ma źle w głowie. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić.. Łucja była zupełnie normalna. — To wszystko ze złości. ale na nic się to zdało.. nikt nie miał wątpliwości.. Chyba nie będzie dla was niespodzianką. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy. że odniósł wielki sukces. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju. że jej pomożesz. — Przestańcie. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami. Jestem pewien. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie.. — Jasne. Zapukali do drzwi. — Hej. a wy wszyscy jesteście potwory. I Edmund przybrał pobłażliwą minę. szepcząc coś do siebie..— No. zachichotał i powiedział: — Ach tak. że tam nie zostałam. — Nie poprawicie sytuacji. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. albo zrobić. Łucja była w okropnym nastroju. błagam was — wtrąciła się Zuzanna. co sobie myślicie. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr. bo nie wiedział. co opowiada. — Oczywiście trzeba się liczyć z tym. żałuję. Widzieliśmy to już w szkole. co powiedzieć. zawsze. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie. Spotkałam fauna i. ale odkąd tu jesteśmy. sprawia wrażenie. Edmundowi. Ale czy sądzisz. długo jeszcze stali na korytarzu. kiedy szli do gabinetu Profesora. i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. i nie obchodzi mnie.. Chodźmy i poszukajmy Łucji. że bzdury — powiedział Piotr. że uwierzyłem w całą tę historię. wydawało się. myślałem.. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz.. co mówicie. — Właśnie o to chodzi. A naprawdę nic tam nie ma. po prostu bawiłem się z Łucją udając. jak myślał. że płakała. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. Naturalnie tylko dla zabawy. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. jeśli uzna. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. a następnego udajesz. że robisz to wszystko tylko po to. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). co się wam będzie podobało. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami. całkowicie zaskoczony. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. — wyjąkał Edmund i urwał. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego. aby jej dokuczyć. Rezultat tej nocnej narady był taki. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. że w to wierzysz? — Ja myślałem. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu.. że napisze do ojca.. Edziu — odezwała się Zuzanna. a kiedy . powiedz nam.

na bardzo wnikliwą uwagę. Wystarczy na nią popatrzeć. Potem usiadł w fotelu. to bardzo poważna sprawa. że jedno z nich — albo brat. jestem tego samego zdania co Piotr. potem odchrząknął i powiedział coś. — Logika! — powiedział Profesor. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr. Na przykład. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś.. panie Profesorze — powiedział Piotr. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to. — Obawiamy się. jeżeli coś jest prawdziwe. żeby stwierdzić.. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to.Profesor zawołał: „Proszę!". albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna. milczał przez jakiś czas. — Ależ. o to możecie być spokojni. kiedy zajrzeliśmy do środka. — To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. — zaczęła Zuzanna i urwała. jeśli mi wolno zapytać. że sobie z nich żartuje. Kiedy skończyli. tak ogólnie. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. że tak się tylko bawili. wystarczy z nią porozmawiać. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. ale przecież to nie może być prawda. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. że jest całkowicie do ich dyspozycji. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. co o tym myśleć. że stykały się końcami palców. Albo wasza siostra kłamie. to wszystko o tym lesie i o faunie. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała.. i słuchał z uwagą. kto wejdzie do szafy. Nawet się jej nie śniło. weszli do środka. że Łucja. — Jeżeli to prawda. panie Profesorze. Wiecie. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. że mówi prawdę. A więc przynajmniej czasowo.. że na pewno nie zwariowała. bo przecież.. że jest inaczej. albo zwariowała. — A co ty o tym sądzisz. że nie zwariowała. to musi być prawdziwe zawsze! . musimy założyć. jakby do siebie. że nie zwykła kłamać. — No więc. — Och. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości. że żartuje. albo mówi prawdę. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. naprawdę bardzo poważna sprawa.. to dlaczego każdy. — Przecież sam Edmund powiedział. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie. — Ale wobec tego. — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. że tam naprawdę nic nie było. złożył dłonie tak. i jest oczywiste. — zaczęła Zuzanna i urwała. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to.

Profesor zawsze się zgadzał. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. Łucja dostała się do Innego Świata. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. którą wam właśnie opowiadam. że nie było jej całe godziny. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. to wcale bym się nie zdziwił. — To właśnie sprawia. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. jak długo w nim się przebywa. Piotr zadbał o to.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. co na to powiedzieć. a już szczególnie nie znosiła. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. Wkrótce jednak miało się okazać. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. Sądzę. nie było w tym nic dziwnego. co o nim opowiadano. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. Zabrał się do ich czyszczenia. Miała wrażenie. Był to jeden z tych starych domów. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. biorąc pod uwagę to. Z drugiej strony nie sądzę. którego nikt jeszcze nie podsunął. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. o zbroi. niezależnie od tego. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. Stała się po prostu tematem zakazanym. a ani ona. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. które wymieniane są w przewodnikach. — Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. żeby to pasowało do jej opowieści. a ona upierała się. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. opowiadając o obrazach. jego gospodyni. że jest inaczej. mówię. tuż koło nas. Był to koniec rozmowy. o rzadkich okazach książek w bibliotece. Nie minęła nawet minuta. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo. tak więc. by jej przeszkadzano. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . że ten Inny Świat ma swój własny. a nawet w książkach historycznych. w tym miejscu. czego oni ich uczą w tych szkołach. aby być wszędzie. zdejmując okulary. a pani Macready. to Łucja nie miałaby czasu. gdzie opowiadała. — Ale wobec tego. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. odrębny czas. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. a który wart jest wypróbowania. co wiedziała o starym domu. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. gdyby się okazało. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. oprowadzała ich po domu. — Jest pewien pomysł.

— Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr. . o. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece. — Rzeczywiście. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. że biegali tam i z powrotem. abyście pamiętali. jak by tu ją rozebrać na kawałki. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. aby ich przyłapać. a nie frontowymi. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund.NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. nie zamykając ich jednak całkowicie. czy też pani Macready uwzięła się. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. czy może zaczęły działać jakieś czary. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. jak tego oczekiwali. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. wciąż słysząc zbliżające się glosy. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. potem chrobotanie pr\y drzwiach.. zastanawiając się. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie. Piotr przyciągnął za sobą drzwi. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. a pozostała trójka była tego samego zdania. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. to was tam nie ma.innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. ciężko dysząc. bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna. mokre! Oj. jest zimne i. usłyszeli głosy na korytarzu.. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze. a wreszcie zobaczyli. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. Nikt tam za nami nie wejdzie. że klamka zaczyna się poruszać. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna. dopóki nie przejdą. psiakostka. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi. aby zwabić ich do Narnii — dość. gdy się wchodzi do szafy.

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

— Idziemy za przewodnikiem. SŁYSZAŁEM. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. to miałbym ci coś do powiedzenia. — Tam coś jest wśród drzew. ani o faunach. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. żebyś to wiedział. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. drozdy są zawsze dobrymi ptakami. Przelatywał z drzewa na drzewo. — Co? — spytał Piotr. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Skąd wiesz. Dziewczynki szły na przedzie. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. ale na tyle blisko. — Drozd! — zawołała Łucja. a królowa. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. Jestem pewien. We wszystkich opowieściach. Kiedy odfruwał. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. tam. — Faun uratował Łucję. o. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. zniżając głos do szeptu. Skąd możemy wiedzieć. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. aby ze mną rozmawiać. aby nie stracili go z oczu. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. że drozd nie mógłby być po złej stronie.. że fauny są w porządku. z gałązek opadała lawina śniegu. To przecież drozd. zimowe słońce. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. co robimy? — A co? — spytał Piotr. na lewo. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno. patrząc na Piotra tak. o którym nic nie wiemy. Wędrowali tak około godziny. — Jeżeli już o to chodzi. tak. a . — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. Dobrze by było.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć.. jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. że to czarownica. jakie czytałem. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. tak. Nigdzie go nie było.

Trzymajmy się blisko siebie. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. a za nim. gdzie pokazuję. w gęstszy las.nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. jakby w obawie. jak można się było spodziewać. czy nie. chociaż nikt nic nie powiedział. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. — Problem tylko. tak jak ludzie przykładają palec do ust. Potem znowu znikło. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. a widząc. a poza tym czuję. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. co to jest — powiedział Piotr. Zabłądzili. znalazły bobra. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. że się wahają. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. — To coś takiego. żebyśmy byli cicho. i powiedział: „Ciiicho!". rozejrzał się dookoła. odezwał się chrapliwym. gardłowym głosem: — Trochę dalej. czyniąc wyraźne znaki. — O. przyłożyło łapę do pyska. ale wiem. Chodźcie trochę dalej. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. O. wstrzymując oddechy. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra. że na pewno zjadłabym obiad. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. — Tak. — Nie wiem. Widziałem jego ogon. tam. jeśli okaże się wrogiem. — On chce. starając się. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. — Nie sądzę. tworząc szczelny dach. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. — O. czy iść za nim. Dzieci stały. która obserwowała ich zza drzewa. — Wciąż tam jest. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna. Przeciwnie. . co to jest. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. że ich gałęzie połączyły się. Schowało się za tym wielkim drzewem. żeby być cicho. — Wiem. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. — Co to może być? — zapytała Łucja. że ktoś może ich zobaczyć. by poszli za nim. Potem zniknął ponownie. Co o tym myślisz. kiedy dają znać. I wtedy. — To bóbr. aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. Na ich widok znowu zaczął się cofać. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. — To jasne — powiedział Piotr. co nie chce być zauważone.

które mogłyby donieść JEJ. Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki. — tu głos mu zamarł. oczywiście. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. Muszę was zaprowadzić tam. że gdyby mu się coś stało. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. muszę was odnaleźć i zabrać do. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. o kim mówię. przypominało nastrój. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. słodka melodia. każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. że można bobrowi zaufać. Powiedział mi. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. ale są i takie. no i zjeść obiad. którą dałam biednemu panu Tumnusowi. — Nie tak głośno. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. Większość z nich jest po naszej stronie. i zdążył mi ją przekazać. a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy.. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. że ktoś powiedział coś. wyczuł. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem.. że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata. w porządku — powiedział bóbr. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. proszę. — Oto mój znak rozpoznawczy. — Oprócz nas nie ma tu nikogo. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. że Aslan jest w drodze. — W porządku. Zuzanna poczuła się tak.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. A uczucie. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Nie jesteśmy tu bezpieczni. — Zgadza się — rzekł bóbr. — Biedaczysko. — One zawsze nasłuchują. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej.. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. albo tak cudowne. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. że przyjdą go aresztować. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja.. jesteśmy tu obcy. aby przyśnił się wam raz jeszcze. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. czego nie rozumieliście. a może już wylądował. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. wiecie. które przeniknęło Łucję. Potem dał znać dzieciom. — Nie tutaj.

chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. Nie ulegało wątpliwości. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone. Nie mieli wątpliwości. Trwało to około godziny. Nieco niżej widać było ujście drugiej. Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń. co sprawiało. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem.słowa „obiad". A tam. że patrzą na tamę. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. aby po niej iść. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. mniejszej rzeczki. Patrząc w górę tej dolinki. Zauważyli zresztą. ale nie płaski i równy jak stół. jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. czy Piotrowi będzie się to podobało"). które pokazała mu Biała Czarownica. i okropny pomysł wpadł mu do głowy. Trudno się dziwić. Pośrodku tamy. Stali na zboczu spadzistej. że może zostać królem („Ciekaw jestem. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka. lecz pofałdowany i pożłobiony. przypomnieli sobie od razu. a teren zaczął się stopniowo obniżać. Tama okazała się wystarczająco szeroka. pieczenie i smażenie. który ją pokrywał. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. że przecież bobry zawsze budują tamy. zobaczył dwa małe wzniesienia. Słońce wciąż świeciło. którą zbudował właśnie pan Bóbr. że pani Bobrowa nas oczekuje. co łatwo można dostrzec na twarzy osoby.. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. Uważajcie tylko. zaledwie milę stąd. Pokażę wam drogę. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. częściowo w nią wbudowany. że są to owe dwa wzgórza. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. żeby się nie pośliznąć. Powyżej tamy znajdowało się coś. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze. .. Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok. a może jeszcze bliżej". Poniżej też był lód. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. wąskiej doliny. gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. lśniła teraz ściana lodowych sopli. biegnącej przez niezbyt stromą dolinę.

na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. skąd hen. jak na okręcie. płaszcze nieprzemakalne. i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. a na ścianach wisiały gumowe buty. nożyce. w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. wyciągając do nich swoje pomarszczone. był dziwnie znajomy turkot. stare łapy. włożyć talerze do piekarnika. do horyzontu. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. — A więc jesteśmy. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję. — Przyniosę. aby odparowały. to jesteśmy już prawie gotowe". rozmaite narzędzia murarskie. A obrus na stole. Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. która zwróciła uwagę Łucji. choć bardzo czysty. Na ich widok zatrzymała maszynę. by cebrzyk napełnił się rybami. Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). ile było potrzeba. aż na sam środek. żono — powiedział pan Bóbr. że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. popatrzył uważnie w dziurę. Była to pani Bobrowa. Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. nakryć do stołu. wyciągnął pięknego pstrąga. wędki. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. był szorstki w dotyku. postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. Nie było w nim książek ani obrazów. — Nareszcie! Pomyśleć tylko. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. wyjęła długą nitkę. panie Bobrze. wstała. aby się ogrzały. wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. Pierwszą rzeczą. rydle. sieci rybackie i więcierze. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. i spojrzała na nich przyjaźnie. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. szpadle. że przyniesiesz nam jakąś rybkę. Łucja pomyślała sobie. pokroić chleb. Możecie sobie wyobrazić. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. kiedy weszli do środka. W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą.a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. wyszedł z domu (a Piotr z nim). a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek. — Znalazłem ich. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. siekiery. z . Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. która zwisała jej z pyska. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel".

prowadzili go na północ. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja. — Nie ma wątpliwości. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. — Kiedy go ostatni raz widziano. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie. Posągi. W każdym razie z tych. nie znajdzie żadnych śladów. w wielkiej sali. co to oznacza. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. Mówią. — To najlepsze. A kiedy skończyli jeść rybę. co mogło się zdarzyć.której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. niewielu dotąd powróciło. a wszyscy wiemy. — A teraz — powiedział pan Bóbr. Widzę. tak że kiedy skończyli struclę. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. wzdłuż schodów. herbata była już gotowa. spoglądając w okno. który to wszystko widział. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. Posągi tych. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. i to wszystko z mojego powodu. aby go uratować. — Ale. potrząsając głową. żebyś go uratowała. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. aż napełnię sobie fajkę. co stało się z panem Tumnusem. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień.. — No cóż. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni. każdy podsunął swój stołek do ściany. to znaczy my musimy coś zrobić. aby się o nią wygodnie oprzeć.. bo to znaczy. których tam zabrano. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. a jeśli ktoś próbował was tropić. gdybyś tylko mogła. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie. na ile miał ochotę. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i . że zabrała go policja. To przecież jest straszne. — Nie wątpię. — Obawiam się. że śnieg znowu pada — dodał. to paskudna.. możemy zająć się naszymi sprawami.. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. — Nie wszyscy.

— Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione. Czy on. że jest człowiekiem. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie. Mam was zaprowadzić tam.. na sam dźwięk tego imienia. Powiedziałem wam. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście... och. albo kimkolwiek. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem... On sobie poradzi z Białą Czarownicą. aż ona będzie wyjeżdżała. nie.. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz. On jest Panem całej puszczy. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. i to nie jakimś tam lwem. na przykład wędrownymi sprzedawcami. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę. — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna. a nie wy.. Czyżbyście nie wiedzieli. przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę. — O Córko Ewy. — To znaczy. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać. Ale oto doszła nas nowina. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. to już będzie szczyt tego. jak dobra nowina. — Nie sądzę.. — Myślałam. ponieważ znowu. do licha. kiedy go zobaczycie. żeby. wybuchając śmiechem. Ale skoro już Aslan jest w drodze. A gdy głośno on zaryczy.wyjść z niego żywym. Nie możemy go tak po prostu zostawić.. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. Zrozumiecie zresztą sami. Znikną smutki i gorycze. na co ją stać. — Jak to. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna. człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. — Aslan. — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. albo zaczaić się i czekać. nie wiecie? On jest Królem. choć nie bywa tu często... żeby z nim to zrobiono. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr. Nie. może uratować pana Tumnusa. To on. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja. jakoby powrócił.. Już jest w Narnii. nie . Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca.. Zimę nagła śmierć uściśnie. żeby był. narażając swoje życie. On wszystko naprawi. gdzie się z nim spotkacie. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza. no. — Czy.. że jesteśmy. że nie.. albo.. A gdy zębem wkoło błyśnie.. — Oczywiście.

panie Bobrze — powiedział Piotr. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. To wcale nie znaczy. że on jest Królem. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. Nadeszła wiadomość. która twierdziła. dobry kawałek stąd. że może mi się zrobić słabo. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. że ci się zrobi słabo. że jest groźny. uderzając łapą w stół z taką siłą. — Jeżeli jest ktoś. — Groźny? — powtórzył pan Bóbr. Ale ona nie jest Córką Ewy. co powiedziała moja żona? Oczywiście. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. możemy zaczynać. jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. — Nie słyszałaś. — Nie ma wątpliwości. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. — To jest w dół rzeki. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. żebyśmy w to uwierzyli. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. Nie. Ale jest dobry. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. bez obrazy tutaj obecnych. Powiedziałem wam. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. kto może stanąć przed Aslanem. W Ker-Paravelu na tronie zagości. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. — Tego właśnie nie rozumiem. w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. — Gdzie to jest? — zapytała Łucja. Zaprowadzę was. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. — Masz świętą rację. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów. że nie będziemy was potrzebować. — I zobaczysz go. że kiedyś. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. nie. gdy do tego dojdzie. Słyszeliśmy. Ona pochodzi od Lilith. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. kiedy spotkam lwa. Jest jeszcze jeden stary wiersz. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. a nimi nie są.jest groźny? Obawiam się. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. którzy wyglądają jak ludzie. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. Kiedy już będzie z nami. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. — I ja również. albo jest po prostu głupi. Przeminą złe czasy niegodziwości.

kiedy tu wędrowaliśmy. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. Śnieg sypał gęsto. Nie mamy ani chwili do stracenia. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. jeden przez drugiego. — Robić? — powtórzył gospodarz. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni. ale i jej życia. a potem wszyscy. krążyli wokoło.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. Ale. że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. panie Bobrze? — zapytał Piotr. a jeszcze nim nie jest. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. jak żałuję. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną. po chwili milczenia. które zapadło po jego ostatnich słowach. jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. sypki śnieg. a ze środka tamy. — Przecież nie . Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. wracając do rzeczy. który już wkładał długie buty. że zapomniały o Bożym świecie. albo też powinien być człowiekiem. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. gdyby wszystko działo się tak. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach. — Och. Gdyby się tylko dowiedziała. kto zamierza być człowiekiem. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. Teraz. — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy.. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. — Będzie lepiej. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza. musi od razu wrócić i. że jest was czworo. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie.. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia. gdzie macie siekierę. który powinien być stolicą całego kraju. Łucja zapytała. nagle: — Słuchajcie. ledwo można było dostrzec oba brzegi. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę. gdzie stali. a jeżeli się dowie. Ale biorąc rzecz w ogólności. u ujścia rzeki. — Och. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. że jest was czworo. Wypatruje was od lat. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. albo kiedyś był człowiekiem. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. a już nim być przestał. jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony.

i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo. co mu dała. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. — A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. — On poszedł do NIEJ. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. co chciały powiedzieć. — Musimy iść i spotkać się z Aslanem.. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. — Och. — Och. — A powiem wam. bo to najlepsza przynęta. — A czy mówił wam. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem.. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr. to jesteśmy górą. że on już spotkał Białą Czarownicę. to myślę. No.. przestanie się niepokoić. Ostatecznie to nasz brat. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. i wszystko.. zawsze to poznacie. KIEDY on się wymknął z domu. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu.. co może jej powiedzieć. — Wydaje mi się. — Obawiam się. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne. On mi wyglądał na takiego. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. nie mówił — odpowiedziała Łucja. nie. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. Bo to. A my musimy go znaleźć. aby uratować jego i siebie. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. aby zwabić was troje. że był. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. gdzie ona mieszka.mógł odejść daleko. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. naprawdę! — zawołała Zuzanna. i to jeszcze dziecko. ponieważ każde z nich nagle poczuło. dla którego nie ma sensu go szukać. co tu robił i kogo spotkał? — No więc. zanim wyszedł? Jeżeli nie. co usłyszał. To jest teraz nasza jedyna szansa. już jest po jej stronie i już wie. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem. Na przykład. nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. aby ustalić. patrząc uważnie na troje dzieci. że Edmund na pewno to zrobił. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony.. — Czy sądzi pan. Zdradził nas wszystkich. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie". — A więc posłuchajcie. zależy od tego. Co pan miał na myśli mówiąc. jak tam trafić? — zapytał Piotr. do Białej Czarownicy. Jest coś takiego w ich oczach.. — Czy nie rozumiecie. że jedynym sposobem na to. że nie zrobi mu krzywdy. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. zamarło im na ustach. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. że nie ma sensu go szukać? — Powód. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. A dopóki ma tylko jego. że on wie. a .

i to jest ten rodzaj pytania. co się stało z Edmundem. cudowne uczucie. Nie ma nawet chwili do stracenia. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku. Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. który bardzo do niego pasuje. jak wspomnienie o jakimś złym. lecz pochodzi w połowie od dżinnów.w takim razie nie będzie się miała na baczności. że nikt nie zwraca na niego uwagi. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. kiedy wam powiedziałem. — Tak. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. — Coraz gorzej. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać. zaczarowanym przysmaku. normalnego jedzenia. gdzie jesteśmy. ale Edmund był o tym święcie przekonany. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. jaką zrobi. która osłaniała drzwi. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. ale i strasznego zarazem. w nim budziło coś równie tajemniczego. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. bo miał wrażenie. jak będziemy tam szli. . ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. W tym samym momencie. Jak tylko Edmund powie jej. — Masz świętą rację. wyruszy. — Nie mogę sobie przypomnieć. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. czy tu jeszcze był. — Musimy natychmiast stąd uciekać. to właśnie on zapytał. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. a nic tak nie psuje smaku dobrego. Rozmowa. to traktuje go bardzo ozięble. — A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. Wysłuchał tego wszystkiego. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. moja żono — powiedział pan Bóbr. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. przynajmniej jeśli o TO chodzi. tak. a jeśli już ktoś zwraca. Oczywiście mijało się to z prawdą. był! Pamiętacie. której się przysłuchiwał. również nie sprawiała mu przyjemności. — A więc był — powiedział Piotr. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem. a w połowie od olbrzymów. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr.

zrobiło się jeszcze gorzej. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. Nie wziął tego przedtem pod uwagę. i gdyby nie czarne. przewracał się na zamarzniętych kałużach. jak będzie wyglądał jego pałac. że będzie królem. że pogoda się zmienia. . gdy spostrzegł. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. „Wszyscy. który rozgonił chmury. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. pierwszą rzeczą. Najpierw przestał padać śnieg. Pierwszą rzeczą.Nie powinniście sądzić. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. A kiedy już zaczął myśleć o tym. który został w domku bobrów. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. że wierzy. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. była prawie trzecia. a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. W każdym razie była dla mnie bardzo miła. że nazwał go potworem. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. w gęsto padający śnieg. Gdy zasiedli do obiadu. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. co właśnie robił. niepokojące cienie. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. że jest dzień. Potem zaczął dąć przenikliwy. rzecz jasna. by nikt tego nie zauważył. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. i o różnych rzeczach. aż w końcu cały był przemoknięty. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. Kiedy dotarł do brzegu. gdy wyszedł na dwór. lodowaty wiatr. będą porządne drogi". którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. mogłoby się wydawać. Nie było. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. aby wrócić i zabrać go tak. Jestem pewien. Stwierdził też. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. Nie było też żadnej drogi. a w zimie dni są krótkie. jaką zrobię. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. z jakiej zdał sobie sprawę. potykał się o zwalone pnie. o wiele milsza niż oni. Wyłonił się księżyc w pełni. które zwykle mogą robić monarchowie. że to ona jest prawdziwą królową. przemarznięty i poobtłukiwany. a przynajmniej udawał przed samym sobą. Rozmyślał więc nad tym. to nie życzył sobie bynajmniej. by potraktowała ich tak dobrze. poczuł się nieco raźniej. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. Jestem przekonany. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam. był brak płaszcza. wrócić. Jeśli chodzi o to. że jest to słuszne. że zrobiło się już prawie ciemno. jak jego — ale starał się wierzyć. żadnej szansy na to. W głębi serca Edmund czuł.

gdy przyszli do domku pana Bobra). Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. Musiał obejść prawie cały zamek. zmroziło mu krew w żyłach. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. Kilka razy zatrzymał się. wywnioskował. zanim odnalazł olbrzymią.". Powoli.. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. Edmund zamarł w cieniu bramy. skierował się w górę jej biegu. skalista i zarośnięta. że upłynęły całe godziny. z sercem bijącym tak. ostro zakończonych dachach. Dolinka. aby padał na niego cień bramy. W końcu zaczął się trochę dziwić. Teraz stwierdził. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. zwieńczoną łukiem bramę. Sprawiał wrażenie. co zobaczył. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić. by go . jakby gotował się do skoku. aby trochę odsapnąć. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. przypominających spiczaste kapelusze. Ależ naturalnie. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. I za każdym razem Edmund myślał. jakby to była jego wina. podobnie zresztą jak i karzełek. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. jak mówiono. że czuł je w gardle. którą zobaczył ze szczytu tamy. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. Ze sposobu. zbliżył się do lwa. że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. że odwróci głowę. który stał ze dwa metry dalej. tak że z trudem posuwał się naprzód. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. Jak długo to naprawdę trwało. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew. nie słyszał najlżejszego dźwięku. którą szedł. szedł i szedł. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. Szukając wejścia. ale Edmundowi wydawało się. Żelazne wrota były otwarte na oścież. że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. spróbuję uciec". I w końcu Edmund przypomniał sobie. Było już jednak za późno. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. Gdy tylko o tym pomyślał. „Aha! — pomyślał Edmund. Stał tak długo. pomyślał. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem. w jaki lew stał. mijając wciąż nowe baszty. okazała się o wiele bardziej stroma. i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu.. jakby cały składał się z wież o wysokich.Gdyby nie księżyc. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu. aby je pokrył śnieg. Posunął się ostrożnie do przodu. od jednego rogu Domu do drugiego. na drugim brzegu rzeki. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. W końcu doszedł jednak do miejsca. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to. — Kiedy skoczy na karzełka. („Przypuśćmy jednak. nie wiem. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. aby się wycofać. I oto przed nim. To. wciąż pamiętając. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. w którym teren był równiejszy. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. odwrócony do niego plecami.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka.

A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. jeśli ci życie miłe. W samym środku stał posąg przypominający człowieka. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. Były też cudowne kamienne figurki. szary wilk. w poprzek drzwi. że jesteś taki mocny". obcy przybyszu. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk.. Na szczycie schodów. była tak wielka. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. lisy i dzikie koty. i wielki wijący się potwór. aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. Ona. przypominający smoka. znowu zamarł z przerażenia. że jest to tylko kamienny olbrzym. — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. będąc kamieniem? A myślałeś. aby przynieść jej wiadomość. Nic mi nie może zrobić". „Taaak! — powiedział. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał. Kiedy znalazł się na środku. aby nad nim przejść. — Tak jest. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. lecz wysoki jak drzewo. Edmund był pewien. To znaczy. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. niedźwiedzie. jaką odczuł. Poczuł zimny kamień. wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. „W porządku. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. głupi Aslanie! Jak się czujesz. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów. i przyszedłem. przygnębiająco i szlachetnie zarazem. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew). Uniósł nogę. Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. Poszedł w ich kierunku. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. — Stary. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie. trzęsąc się tak. panie — wyjąkał Edmund. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie.dotknąć. co uznał za wspaniałe odkrycie. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. zadowolony z siebie. . Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. trzymający w ręku wielką maczugę. sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. Kiedy się na nie wspiął. leżał wielki. otworzyła wielki. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł. o którym oni opowiadali. — A tymczasem stój spokojnie na progu. a potem okulary.. ona chciała ich widzieć. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. że ledwo mógł mówić. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń. że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. w domu bobrów. całkiem blisko stąd. kim jesteś. i powiedz mi. gdy tak stały jak żywe. że ona go już złapała i zamieniła w kamień.

W sali płonęła tylko jedna lampa. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. — Chyba nie myślisz.. — Czyż ci nie powiedziałam. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. — Zrobiłem wszystko. choć może nie tak znowu szczęśliwy. która zebrała kilka worków.. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!".. ja tylko powtarzam. zanim opuścił dom bobrów. — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach. co chcesz mi powiedzieć? — Nie. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka. — Przyszedłem.. Nagle pojawił się ten sam karzeł. Weźmiemy też trochę zapałek. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. — Co pani robi. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. — Pakuję dla każdego prowiant. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko. ponurej sali. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech.. — Czy to wszystko. W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. — Ja. I Edmund wszedł. aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. a serce łomotało mu w piersiach. co mogłem. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund.. I cukier. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa. wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. którego już widział za pierwszym razem. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź. Palce bolały go z zimna. najjaśniejsza pani. I daj jeszcze paczkę herbaty. że mnie okłamujesz. zapinając się pod . Teraz znalazł się w wielkiej. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu. jak się idzie w górę rzeki.Edmund stał i czekał. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków.. szczęśliwy pupilku królowej. moja kochana — odpowiedziała spokojnie. co usłyszał.. Są w domku na szczycie tamy. że wyruszymy w drogę bez jedzenia. u państwa Bobrów. że może to być przyjaciel Łucji. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund.

— Ona może tu być w każdej chwili. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. jak amen w pacierzu. To dla ciebie. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. mężu. zaczęła się niepokoić. — Och. czy aby to wszystko wytrzyma. — No. potem Łucja. Piotr. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. Tu są cztery worki. Oczywiście mamy szansę. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona.. mężu. a na końcu pani Bobrowa. błagam. żeby ją brać ze sobą. Sceneria była piękna. I chyba nie sądzisz. błagam panią. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. — Och. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść. — Pomyśl tylko. choćbyśmy stawali na głowie. — Ona będzie jechać górą. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce. tak. Nie możemy tam być PRZED nią.szyją. dla każdego po jednym. że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. błagam. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. błagam. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę. na . Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. — Masz świętą rację. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. — O wiele za ciężka. — A więc. ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. wznosiły się stromo nad ich głowami. że nas nie ma. Zbocza doliny. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy. co? — Tak. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. jaśniejące w blasku księżyca. Ona ma sanie. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci.. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. O. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele. I w końcu wyszli wszyscy na dwór. chodźmy już — powiedziała Łucja. Zuzanna. Ale kiedy tak szli i szli. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. których ona nie zna. moja kochana. — Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. a my będziemy szli pieszo. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. natychmiast tam wyruszy. Tak jest lepiej. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa.

podobnie jak pozostali. zanim się nie stanęło tuż przed nią. tak że kiedy się wszyscy położyli. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. że wiecie. Usłyszeli głosy. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. Kiedy sobie uświadomiła. że prawie zasnęła w marszu. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. — Zobaczono go. Potem poczuła. płaską butelkę. ale musimy przespać się parę godzin. przebierające szybko i regularnie po śniegu. sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami. Łucji zdawało się.wielki. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. płaski ogon. . A kiedy rozbudziła się już całkowicie. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. gdy obudziła się. myśląc. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. Synowie i Córki Adama. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. sączące się przez otwór wejściowy. jak wyruszaliśmy w drogę. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. żono! Wychodźcie. aż usłyszeli coś. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. Nagle zdała sobie sprawę. ku ich zaskoczeniu. Po chwili rozbudziła się całkowicie. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. co ich przeraziło. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki. „Och! — pomyślała Łucja. mówiąc o wyblakłym głosie. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. Wiedział. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. (Mam nadzieję. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. co mam na myśli. Może się wam wydaje. używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin). zobaczyła. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. wydrążona w ziemi. słuchając tego dźwięku. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. z której każdy pociągnął łyk czegoś. czekając i zastanawiając się. sucha jama. Ona go złapała!" Ale. w najgęstsze zarośla. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. co z tego wyniknie. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. Czekali tak prawie pięć minut. W końcu Łucja była już tak zmęczona. co się dzieje.) — To stara kryjówka bobrów. co powodowało kaszel i piekło w gardle. o którym myśleli (a czasem wydawało się im.

mrugając oczami w pełnym świetle dnia. gdy na nią spojrzał. . kiedy wspinali się po stromym zboczu. Oto nowa i. a żywa postać w Narnii — co innego. a będzie za to nowa śluza. Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. — Jestem. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. — Dzięki stokrotne. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. Każdy go od razu rozpoznał. A na saniach siedziała postać. Wszyscy wysypali się z jamy. Aslan jest już w drodze. która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. — Czy wara nie mówiłem. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. panie — odpowiedział Piotr. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. Ale oczywiście obrazki to co innego. którą każdy rozpoznał bez trudu. że zawsze jest zima. — Długo nie pozwalała mi przybyć. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. panie Bobrze? — wysapał Piotr. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. Pan Bóbr tak się ucieszył. prawie tańcząc w miejscu z radości. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. jak ta wiedźma zrobiła. Czary wiedźmy tracą swą moc. ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. Teraz. Był tak wielki.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. Znikną wszelkie przecieki. rozczochrani i zaspani. jak sądzę. z długą siwą brodą. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. jak będę przejeżdżał. I Łucja poczuła. — Piotrze. ale wreszcie jestem. ale tak już bobry mówią. panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. Podrzucę ją do waszego domu. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. stały onieśmielone i poważne. lecz brązowe. pomięci. tak miły i tak prawdziwy. o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. kiedy dzieci przed nim stały. jaką można odczuć tylko wtedy. A teraz pan Bóbr. mogły stwierdzić. umazani ziemią. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami.

że to nie są zabawki. zjawi się jakaś pomoc. Tarcza była koloru srebra. że ruszyły z miejsca. Dał jej buteleczkę z czegoś. ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. a rana zniknie. zanim nacieszyli się śniadaniem. wszystko. — Nie w tym rzecz — odpowiedział... — Myślę. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. bo nie masz brać udziału w bitwie. gdy biorą w nich udział kobiety. — I Łucja podeszła do niego. aż herbata całkiem wystygnie. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. ale myślę. A kiedy zadmiesz w róg. Wreszcie powiedział: — Łucjo. Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary.. Córko Ewy. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki. proszę pana? — zapytała Łucja. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi. A ten sztylet jest do obrony własnej. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. co powinno być przy mieczu. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. w którym ich użyjesz. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie. Mówiąc to. jak przypuszczam. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. że była z diamentu) oraz mały sztylet. ponieważ czuł. które rosną w Górach Słońca. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. była też pochwa i pas. I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. żeby zabrać nóż do chleba. wręczył Piotrowi tarczę i miecz. Niech ci służą. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata. miską cukru w bryłkach. I pamiętaj. Gdyby któreś z was było ranne.. Ale na długo przedtem. zawsze. jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. i to tylko w największym niebezpieczeństwie. — Dlaczego. Miecz miał złotą rękojeść. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano. Jak to mężczyźni. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach. Ten łuk nie chybia. no. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. pomyślałam o tym. nie wiem. — Zuzanno. kiedy się je zrywa. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . Dzięki Bogu. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. Zrobimy śniadanie. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. że byłabym dzielna. gdziekolwiek będziesz. nie jest już tak daleki.— To są prezenty dla ciebie. Być może czas. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół.

więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość. tak czerstwy. ale po chwili. który zasypał wszystkie ślady. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie. węsząc przy domku bobrów. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. Natychmiast pojawił się inny karzeł. Kiedy karzeł odszedł. Jeżeli już ich nie będzie. że sanie są gotowe.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile. — Nie będę jadł suchego chleba. . Gdyby się wam udało dogonić ich.. jakby jej coś przyszło do głowy. kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. tak szybko jak koń wyścigowy. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. by przejechać saniami przez rzekę. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. a za chwilę wrócił. dom był pusty. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy. jak już wiecie. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny.. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała.. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. Kiedy wyszli na dziedziniec. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę. Na szczęście. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. ale tak. ty. jak pies. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. Zanim ruszyli. Czarownica wstała. zawołała Maugrima. zanim dotrą do Kamiennego Stołu. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań. zamilknij. Gdyby nie padający gęsto śnieg. to chyba wiecie. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany. żeby was nikt nie widział. chłopiec spodziewał się. stawiałbym dziesięć do jednego. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. śnieg sypał wciąż gęsto. niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba. kogo tam znajdziecie. że trudno było go ugryźć. aby przygotować sanie do drogi. Karzeł zniknął. zanim znajdę dogodne miejsce. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę.. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób.

Nikt nie odpowiedział. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. — Odpowiadajcie. dwa satyry. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. nędzne robaki! A może chcecie. Kiedy sanie się zatrzymały.. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. Radość natychmiast znikła z ich twarzy. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś. ale wkrótce dał spokój. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. nawet teraz ci wybaczę.. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego. Edmund zobaczył. że musi to być sen. trzymając kielich w łapie. co mają do jedzenia. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. co mogło być plackiem ze śliwkami. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. niż mógłbym opisać. Wydawało mu się. I rzeczywiście. Jakże głupio brzmiało teraz to. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała. cały był oblepiony śniegiem. karzeł i lis. jakby zamierzał coś powiedzieć. pod drzewem. tłukąc łyżeczką w stół. że Czarownica przygryzła wargi tak. Nie opodal. siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. I jeżeli mogę się ośmielić.Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. który nie miał płaszcza. Z początku próbował go strząsać. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie. ale pachniało to cudownie. Przejdę więc od razu do czasu. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. zimowego dnia. A więc kłamałeś? No cóż. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. w głębokiej ciszy. aby przekonać samego siebie. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. Trwało to dłużej. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. z którego w każdej chwili może się obudzić. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. godzina za godziną. Och. że kropelka krwi . powtarzał sobie.. gdy śnieg przestał padać.. była to straszna podróż. co sobie przedtem mówił. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. Dla Edmunda. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. Zanim minął kwadrans. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo. — Co?! — ryknęła Czarownica. to marnotrawstwo czasu.

spłynęła jej po brodzie. Jednocześnie stwierdził. słodki. że mróz ustąpił. Rzeczywiście. gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. pluskające i bulgoczące. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. gdzie! Ależ tak. Nie miał jednak czasu. ale wkrótce zrozumiał. są jakby większe i bardziej mokre. choć jeszcze niewidoczne. Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . W pierwszej chwili pomyślał. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. że nie jest mu już tak strasznie zimno. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. odkąd przybył do Narnii. błagam! — krzyknął Edmund. rok po roku. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. przynaglającego reny do biegu. że reny są już po prostu zmęczone. płynęły strugi i strumienie — świergocące. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. gdy już wsiadła z powrotem do sań. co to jest. że płatki śniegu. a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. Dziwny. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. Płozy zgrzytały. I znowu pędzili przed siebie. — Och. kiedy zdał sobie sprawę z tego. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). Podniosła różdżkę. w której się zaryły. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. ślizgały się i podskakiwały. by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa. Pojawiła się mgła. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. mruczące. jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. I nagle. zobaczył ciemną zieleń jodły. a przecież nieobcy. ale hałas. Znęcając się okrutnie nad renami. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie. Po raz pierwszy. jakby napotykały kamienie. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. machnęła różdżką i oto tam. Dalej nie można już było jechać. wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. ale zanim głos zamarł mu w krtani. a ich twarze pokruszą się ze starości. szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. nie! Nie. aż w końcu porośnie je mech. Wkrótce jednak Edmund zauważył. a nawet (w oddali) ryczące. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy.

— Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. . Wkrótce. rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody. zajaśniało błękitne niebo. co ci każę. a w końcu rozwiała się zupełnie. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. Odetnij uprząż renom. — Mieli lepszy start. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. wasza wysokość — powiedział karzeł. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. którą szli. błocie i mokrej trawie. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. między wierzchołkami drzew. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. a nad głowami. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. idąc pieszo — burknął karzeł. — Nigdy ich nie prześcigniemy. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. same znajdą drogę z powrotem. Czarownica szła za karłem. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. z rękami związanymi na plecach. albo ścigające się nawzajem. gdy zobaczył. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. jakby to był sygnał. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. aby na nie spojrzeć. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. purpurowych i białych krokusów. Tuż przy ścieżce. W pewnym momencie. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa. Nie minęło pięć minut. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. I wówczas. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. buków i wiązów. gdy dostrzegł z tuzin złotych. albo układające sobie dzióbkami piórka. — Nie damy rady. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. jak tylko mógł. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. Teraz nie było już ani śladu mgły. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. a śniegu było coraz mniej. I weź swój bat.świat tak długo jak Edmundowi. że Edmund odwrócił głowę. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. a gdziekolwiek Edmund spojrzał.

ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. toczący się całą szerokością doliny. że zima nagle ustępuje. ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. daleko od miejsca. orzeźwiające wonie. Wkrótce buki wypuściły delikatne. Kiedy pod nimi szli. a potem przez chłodne. Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. przechodząc przez plamy ciepłego. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). Modrzewie pokrywały się zielenią. I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. . państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. szczodrzeńce złotem. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. słonecznego światła. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". zielone gąszcze. chłonąc w siebie to wszystko. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. a cały las przechodzi w kilka godzin to. i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. Naokoło bzykały pszczoły. nagle zatrzymując się. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni. Wiedzieli jednak. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana. Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. grzmiący i ryczący żółty potok. gdzie słodki zapach odurzał jak wino. pod zielonym dachem listowia wiązów. Przepełniała ich senność. światło również pozieleniało. Drzewa zaczęły odżywać na dobre. gdy zobaczyli. mówię ci! To robota Aslana. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. uganiające się za swoimi sprawami.Powiał lekki wiaterek. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. a stąd łatwo im było wywnioskować. Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. Jak Edmund. — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia. przezroczyste listki. tak i oni zdumiewali się. — To WIOSNA. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. albo „Co tak rozkosznie pachnie?". gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu.

na zielonej murawie. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. zapadającym się głęboko mchu. i wielki pies. Ta wspinaczka pod koniec długiej. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. urzeczeni tym widokiem. drugi sztandar. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. powiewający w bryzie od dalekiego morza. . przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom. I kiedy tak stali. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. Były tam również cztery wielkie centaury. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. A teraz słońce było już nisko. wsparta na czterech głazach. bezdrzewnym płaskowyżu. była już z pewnością pod wodą. Trwało to krótko. od pasa w górę — groźne. co zrobić lub co powiedzieć. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. zobaczyli to. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. bardzo wysokie drzewa.Wąska ścieżka. co było celem ich wędrówki. że nie może patrzyć w te oczy. cienie wydłużyły się. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie. kto nigdy nie był w Narnii. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. — No. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. — Nie. widać było coś innego. trudno pojąć. Jeżeli chodzi o samego Aslana. jak okiem sięgnąć. co tam zobaczyli. gdy nagle zorientowała się. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. i groźne. W środku półkola. byk z głową mężczyzny. W dole. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. chłodzącej im łagodnie twarze. kiedy go zobaczyły. pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. Wszyscy dyszeli ciężko. Rosły tu tylko pojedyncze. Nad nim. poważne i przenikliwe oczy. rozpięto wielki namiot. Z boku. — Pan najpierw. a kiedy się obrócili. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. że są już na szczycie. I oto. i orzeł. że coś może być jednocześnie i dobre. na wysokim maszcie. jego blask poczerwieniał. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. stał Aslan. Znajdowali się na zielonym. Ogarnął je dziwny lęk. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. lecz wspaniale olbrzymy. dalej — szepnął pan Bóbr. królewskie. po miękkim. coś połyskliwego i ruchliwego. na wschodzie. to ani dzieci. którą uprzednio szli. i pelikan. jeden trzymał koronę. Temu. jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. ani bobry nie wiedziały. Był tam również jednorożec. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy.

— Chodź ze mną. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. Zuzanno i Łucjo. patrząc na niego swoimi wielkimi. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. Synu Adama. . proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. — Oto. Już nie czuli zakłopotania i lęku. niż ci się zdaje. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. A tam. A Aslan nie powiedział nic. że to go popchnęło w niedobrą stronę. daleko. Córki Ewy! Witajcie. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. Pokazuję ci to. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). A daleko. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy. wzgórza. spoczywająca na morskim brzegu. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!". było morze. — Aslanie. — I znowu zamilkł na jakiś czas. lecz Piotrowi wydało się. Kiedy dziewczynki odeszły. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. Był to zamek. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. Aslanie! — Witaj. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy. że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. Lew wstrząsnął grzywą. I oczywiście im dłużej to trwało. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. Wydobył miecz z pochwy. władcą nad innymi. tym bardziej czuli się zmieszani. — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. Pokażę ci z oddali zamek. Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. Synu Adama — odpowiedział Aslan. lecz tylko stał. a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. Aslanie. Wreszcie Piotr zrozumiał. u ujścia wielkiej rzeki. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. Byłem zły na niego i myślę. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. nieruchomymi oczami. Piotrze. — Witajcie. I wszyscy odczuli. poza tym wszystkim. że jest również z jakiegoś powodu smutny. który będzie twoją królewską siedzibą. silny i pełen spokoju. aby Piotra oskarżyć lub potępić. podniósł go w geście pozdrowienia. gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem.— Nie. teraz pomyślała. że to wielka gwiazda. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. że to jednak jego chwila. Aslanie — powiedział pan Bóbr. Ale w chwilę potem to wrażenie minęło.

wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. tyle że było o wiele za duże jak na psa. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. co musiał zrobić. jak tylko mógł najszybciej. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. Oznaczało to. . chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. czy martwy. przez moment zamarł w bezruchu. wyprostował się i otarł pot z twarzy. o co chodzi. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. że to wilk. przednimi oparty o pień drzewa. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama.I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. Piotr wyciągnął z niego miecz. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. Potem. biegnących ze wszystkich stron. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. Piotr nie czuł się wcale mężnie. Potem stwierdził. choć o wiele od niego bogatszy. Nie wstyd przyznać. zaraz jednak zrozumiał. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. z sierścią zjeżoną na karku. w końcu wszystko zamieniło się w krew. Wreszcie zrozumiał. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. nie wiedział. biegnie do najbliższego drzewa. że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. Poczuł straszliwe zmęczenie. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. że była bliska omdlenia. To. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. Potem zobaczył Zuzannę. Piotr zastanawiał się przez moment. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. jak wyskakuje z namiotu. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. a jej twarz była biała jak papier. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości. i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". tak niskim. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. Łucja biegła ku niemu. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. że to niedźwiedź. zrobiło mu się słabo. warczący i kłapiący zębami. stojący już teraz na dwu łapach. sierść i gorąco. gdy zobaczył innych. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. co działo się później. Najpierw wydawało mu się. do namiotu. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. A tam zobaczył straszną scenę. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. czy wilk jest żywy. wreszcie zrozumiał i zaczął biec.

A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. królowo. do jakiej go teraz zmuszono. Był tak zmęczony. — Obawiam się. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. a po chwili dodała: — Tak. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. nie myśląc już o tym. Synu Adama — rzekł Aslan. — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan. Była to prawda. Piotr. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. że nie będą to dobre wiadomości. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. To jest właściwe miejsce. co mamy zrobić. A potem napadniemy na tych w Ker. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. — Upłynie jeszcze wiele czasu. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. a potem jeszcze o swój płaszcz. Tam to zawsze robiono. Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. przepowiednia się nie spełni. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. Pogromco Wilka. — Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. — Cóż to ma za znaczenie.I oto nagle. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. — Masz rację — powiedziała Czarownica. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. I kiedy Piotr to uczynił. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. — Nie zostanie tu długo. Piotr wzdrygnął się. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. — A więc. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. wciąż jeszcze ciężko dysząc. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. co będzie dalej. Piotrze. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. — A więc zróbmy lepiej od razu to. że cała powalana jest krwią i sierścią. — Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości. musimy to . nawet gdyby nas odnalazł.

odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. Będziemy walczyć. Wezwij ghule i upiory. Był to odgłos ostrzenia noża. — Widziałem ich. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. to tylko stary pniak. — Nie ma potrzeby uciekać. W pierwszej chwili nie wiedział. Zabił go jeden z Synów Adama. że ktoś go odwiązuje. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. Centaury. jednorożce. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. unosząc chłopca ze sobą. że ty. i duchy tych drzew. Wezwij srożyce. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. Edmund został brutalnie postawiony na nogi. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. Zabili mojego kapitana. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył. mam tu pewną rzecz do załatwienia. co stało się w wąwozie. że zamienię ich szeregi w kamień. — Nie widziałem jej. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. Gdyby jednak wiedziały. ogry i minotaury. jak potrafią. wiedźmy. zobaczylibyście. widma i lud spod muchomorów. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. Niech no się rozejrzę. Potem poczuł. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. — Czy to znaczy. co ten dźwięk oznacza. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. . — Co to jest? — Och. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. Maugrima. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. A potem zaczęlibyście się zastanawiać.zrobić. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie. musiałoby wam przyjść do głowy. — A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. Niech przybędą tu tak szybko. Ale gdybyście patrzyli dłużej. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk. Potem głosy zwracały się już nie do niego. Chłopiec zobaczył. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. nie. Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. które są po naszej stronie. nie. — Goniłem karła. Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. Potem zrozumiał.

i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". po czym byłoby już zupełnie jasne. A gdybyście obserwowali dość długo. . toby Aslam ich nie wysłał. — Gdyby im coś groziło. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. Była to jedna z jej magicznych sztuczek. w każdym razie kroczyły ostrożnie. że warunek zostanie spełniony. co było. teraz rozmawia z nim Aslan. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. — Te wszystkie bezczelne. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). że to samo przyszło do głowy i leopardom. w związku z tym żąda.. — Spokój. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom. że przyrzekam jej bezpieczeństwo. dzięki której mogła sprawiać. Powiedz swojej pani. które zobaczyły obcego psa. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. aby upewnić się.. z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". Bo w rzeczywistości pniak był karłem. ale była to w każdym razie rozmowa. zobaczylibyście. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. Gdy tylko zjadły śniadanie. jak pniak wędruje sobie do głazu. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić. Synu Ziemi? — zapytał Aslan. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. Synu Ziemi. Nie ma już potrzeby wracać do tego. — Co masz nam do powiedzenia. Kiedy dzieci zbliżyły się. — Oto wasz brat. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. z dala od reszty dworu. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. a głaz Czarownicą. kiedy wytrącono jej nóż z ręki. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). Leopard odszedł i wkrótce powrócił. prowadząc karła Czarownicy. Nie sądzę. Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy. Uczyniła to wtedy. której Edmund nigdy nie zapomni. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi. abym musiał wam opowiadać. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. Bobrze! — powiedział Aslan. było to. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. pierwszą rzeczą. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. Myślę. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). — Królowa Narnii. który jest przedmiotem zainteresowania obu stron.

że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego. że chodzi o Edmunda. jak nakazuje Prawo. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo. — Och. Rozumiem. i po porannej rozmowie z Aslanem. — Masz tu zdrajcę. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . to znaczy. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie... — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim. Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził. o czym mówi Czarownica. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. Czuł. prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo. Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica. Edmund stał po drugiej stronie.. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat.. — To prawda — powiedział Aslan. Wie. czy nie powinien się odezwać. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan. — Czy nie możemy. Jego życie jest w moich rękach. złotej i martwobiałej. lecz groźny pomruk. czy ty nie możesz. że jesteś królową. Jego krew jest moją własnością. — Powiedzmy. a słowom tym towarzyszył cichy. — Nie zaprzeczam temu. wpatrując się w niego przez cały czas.. że coś dławi go w gardle. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. Nie obchodziło go wcale. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. które zobaczyły ją po raz pierwszy. możesz. Zaraz jednak wyczuł.. co przeszedł. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. — Opowiedzieć ci. — Czy myślisz. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. tak blisko siebie. co mu powiedzą. ponieważ jesteś katem Władcy. Aslanie — powiedziała. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy. — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. Bobrze! — powiedział Aslan. Nikt nie miał wątpliwości. — Spokój. Teraz nie odrywał od niego oczu. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. Wiesz. że jeśli nie dostanę tej krwi.

jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden. ale jego twarz była surowa. tak że nikt nie śmiał o to pytać. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar". Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. gdyby doszło do oblężenia zamku. Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. Był to straszny okres oczekiwania. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. w obawie o swe życie. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. kierując się na północny wschód. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. Edmundzie!" i rozpłakała się. Mówiąc o szczegółach obu planów. nie musieli się spieszyć. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. Nie wiadomo. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. trzymając się za łapy.sam na sam. Po posiłku. W dwie godziny po południu maszerowali już. doradzał Piotrowi. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. Wszyscy posłuchali. z wielką powagą na twarzach. Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny. gdyby przyszło im walczyć w lesie. jak ma . tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. który zjedzono pod gołym niebem. powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. Będzie potrzebne do innych celów. aż Czarownica. Zamierzała już odejść. śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. drugi. a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. Łucja krzyknęła cicho: „Och. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. Rozmowa wciąż trwała. podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. podnosząc się ze swojego tronu. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). „Jest prawie pewne. lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność.

ja też coś takiego czuję. Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. podniósł się. jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję. w którym dolina otworzyła się. — Nie. — Co?. ona nie zaatakuje nas w nocy. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. Słuchaj.. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz. — Tak?. Bo widzisz. Było tak. .. Piotr nie mógł się oswoić z myślą.. Musimy się z nim zobaczyć. — Dobrze.. I westchnął głęboko. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony. — Myślałam. — Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie... — Mam takie okropne uczucie. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności. a rzeka była szeroka i płytka. jakby coś nad nami wisiało. Zuzanno.przeprowadzić operacje wojskowe.. że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz. I tak nie możemy zasnąć.. które towarzyszyły mu najbliżej. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. chodźmy. W drugiej części marszu osobami. że wydarzyło się coś. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz.. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu. choć tak niedawno dopiero się zaczęły. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła. Tak więc zabrali się do rozbijania obozu. — Wydaje mi się. że albo z nim ma się stać coś strasznego. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego. na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła. że już śpisz. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć. Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja. Łusiu. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji. Było jeszcze jasno. żeby się dowiedzieć. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. który wydawał się myśleć o czymś innym. Ale to już nie ma większego znaczenia. Słuchaj. dlaczego on powiedział. Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując. co zupełnie zmieniło sytuację. — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie. czy ona nie zrobiła tego i tego". były Zuzanna i Łucja. — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. kiedy doszli do miejsca..

to krocząc w jasnej poświacie księżyca. jego nos. na rozległej polanie. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu. dzieci. Kiedy były blisko. posuwał się wolno.. którego dotąd znały. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. Ucieczka nie miała już sensu. Zegnajcie. i ucałowały jego grzywę. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. więc poszły w jego kierunku.. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. potem skręcił nieco w prawo. Ogon i łeb zwisały mu ciężko. na którym stał Kamienny Stół.Ostrożnie. że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. idąc najwyraźniej tą drogą. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. Połóżcie ręce na mojej grzywie. Bez słowa podążyły za nim. Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). usłyszały jego głos: — Och. i pozwolicie mi iść już dalej samemu. A Łucja i Zuzanna. że się zastanawia. a o czym marzyły od pierwszej chwili. że nos prawie dotykał trawy. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. zatrzymał się i rozejrzał wokoło. I dziewczynki zrobiły to. dzieci. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. — Czuję się smutny i osamotniony. Zrobimy tak. Szedł i szedł. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. patrzyły za mm — i oto. co . smutne oczy. po zboczu wzgórza. Tak.. że zatrzymacie się. A cokolwiek się wydarzy. zobaczyły Lwa. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska. — Och. Aslanie? — zapytała Zuzanna. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. w którym mogłyby się ukryć. rozbijającej się o kamienie. odchodzącego powoli w stronę lasu. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. jakby był bardzo. żebym czuł. żeby nie zbudzić śpiących. dzieci. aby was zauważono. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. nie pozwólcie. tam gdzie zaczynały się już drzewa. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. możecie ze mną iść. łapy miał zmoczone rosą. — Nie — odpowiedział Aslan. że idą pod górę. że tu jesteście. że Aslan dobrze wie.. królewska głowa zwieszała się tak nisko. Wkrótce stwierdziły. oddalając się od rzeki. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. Aslanie. jeśli mi przyrzekniecie. szły dalej blisko niego. Tutaj musicie pozostać. dzieci. bardzo zmęczony. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. o czym myślały. i idźmy tak dalej. dziękujemy ci. gdzie brakowało cienia. przycupnąwszy w krzakach. — Pozwól nam iść ze sobą. kiedy wam powiem. I nagle. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. dziękujemy. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. jego łapy i jego wielkie.

przy Kamiennym Stole. ociągając się trochę ze strachu. Ale nic takiego się nie zdarzyło. . — Trzeba go najpierw ogolić. że nawet Czarownica uległa fali strachu. wampiry i harpie. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. ifryty. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. — Głupiec! — wykrzyknęła. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. miotając się i szarpiąc sznurami. kotku?". Ach. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. karły. a łzy spływały jej po policzkach. widma. kici. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. kiedy minął już pierwszy szok. kici. którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. wielu trzymało pochodnie. szydząc z niego i nawołując: „Kici. i przez moment wydawało się. aby im pomóc. orki. wrzeszcząc i pokrzykując. A pośrodku. gdy jego wrogowie. — Przyszedł głupiec. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. obserwujące to wszystko z ukrycia. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. bo gdybym to zrobił. Ale Lew był nadal spokojny. zaczęły się zbliżać do niego. wilki i wilkołaki. że nie stawia żadnego oporu. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. — Powiedziałam. Cztery wiedźmy. a chociaż księżyc świecił jasno. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. których złowrogie. zaciągnęli węzły tak mocno. nawet wówczas. że wpiły się w żywe ciało. gdy stwierdziły. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. kocurku?" — Och. gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. których nie będę opisywał. a dziewczynki. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. stała sama Czarownica.zobaczyły. aby ich wszystkich uśmiercić. jakby dokonali nie lada wyczynu. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. Wreszcie ogr podniósł się. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. strachy. wiedźmy i zmory.

Ale się nie poruszył. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. — Czyżby WCIĄŻ się go bali. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. W końcu mieli już dosyć. Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. opluwały i wydrwiwały. ani przerażona. tłum uciszył się. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . Ale kiedy już będziesz martwy. Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. Czarownica podniosła nóż. teraz nabrali odwagi. jak to uczyniła wówczas. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. Jedni popychali go. że nie jest to nóż ze stali. Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. obnażając ramiona. że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz. gdy już był związany. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. inni ciągnęli. co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. Potem zaczęła ostrzyć nóż. z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. Ci. W końcu zbliżyła się do Stołu. miał dziwny i złowrogi kształt. Czarownica zrzuciła płaszcz. gdy ofiarą miał być Edmund. Teraz otoczyli go wszyscy. tak jak się umówiliśmy. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. które go kopały. lecz z krzemienia. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. gdy nakładano mu kaganiec.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. kto zwyciężył? Ty głupcze. jedynie nieco smutna. biły. że oddałeś mi Narnię na zawsze. I nawet teraz. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. Patrzył w niebo. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie. czy myślisz.

A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. kiedy już ten wielki głupiec. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. a potem znów ucichły. Zastanawiam się. podtrzymujące kamienną płytę. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. ale teraz smutek. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. wielki kot. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. że niemal nie zwracały na to uwagi. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy. A więc spróbowały. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. Gdy tylko las ucichł ponownie. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. aż wydało im się. leży martwy. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić.Kamienny Stół. Oto z dzikim wrzaskiem. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. Mam nadzieję. a dziewczynki nie czuły nawet. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. Człowiek czuje się tak. czy nie udałoby się nam go zdjąć. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. że wypłakały już wszystkie łzy. Nie było to łatwe. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. ale wreszcie dopięły swego. że robi się coraz zimniej. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. niż potrafię to opisać. aż zabrakło mu łez — to wie. I tak mijały godzina za godziną. a potem wytarły krew i pianę. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. — Tak sobie myślę. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. . tak jak potrafiły. Pierwszą było to. beznadziejnie i strasznie — bardziej. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów.

gdy go rozwiążą. Kamienny Stół był przełamany: wielka . Był wczesny ranek. wczepiając się w ramię Zuzanny. prócz jednej wielkiej gwiazdy. straszny trzask. potworki! — I zamachała rękami. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół. w lesie.. A potem to zobaczyły. pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. Niebo zaczynało się czerwienić. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. zimniej niż w ciągu całej nocy. I wreszcie. że jest im bardzo zimno. że on jest już martwy. nie zdają sobie sprawy z tego. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. że to są przyjazne myszki.. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. — Chodźmy! — I odwróciła się. — Stało się coś strasznego. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się. aby je przepędzić. Teraz zrobiło się dużo jaśniej. powoli wynurzył się skrawek słońca. Poczuły teraz. a gwiazdy zbladły — wszystkie. tam i z powrotem. ale za nią. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie.Nachyliła się niżej. Tak długo przedtem było cicho. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. wy. — Czy nie widzisz. ja. — Mnie też — dodała Zuzanna. Myślą. Zobaczyła coś małego i szarego. Wynoście się. I z każdą chwilą. — Ja. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. jaśniało już blade morze. I tak chodziły. na samym końcu świata. która przypatrywała im się uważnie z bliska. Niebo na wschodzie pojaśniało. że mu pomogą. — Sądzę. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. — Przejdźmy się trochę. hen. Myszy znikły gdzieś w trawie. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. Gdzieś poza nimi.. aż porządnie się zmęczyły. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. zaćwierkał ptak. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej. Biedactwa. że aż podskoczyły na ten dźwięk. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. — Zimno mi — powiedziała Łucja.. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. niezliczoną ilość razy. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. może nawet setki małych polnych myszy.

. to opadając w skoku między nimi. — Och. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu .. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. jesteś prawdziwy. aby go złapać. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. nie do pochwycenia. nóg i łap. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. Dowiedziałaby się. co i strachu. że kiedy dobrowolna ofiara. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. Poczuła ciepło jego oddechu i silny. poznałaby inne zaklęcie. dzieci — powiedział Lew — czuję. są czary jeszcze większe. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. Och. jeszcze większy niż przedtem. Łucja nie bardzo wiedziała. to daleki. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. nie jesteś. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. złapcie mnie. — Och. Aslan skoczył znowu. Ale gdy już była po tamtej stronie.. — I nie jesteś. Aslan znikł. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem. tym. jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos. A tam. zostanie zabita w miejsce zdrajcy. Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia.. drżącymi. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. podskakując i klaszcząc w dłonie.szczelina biegła od jednego końca do drugiego. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych. — To nowe czary! Odwróciły się. czy to zabawa z piorunem. aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra. że mi wracają siły. Aslan! — zawołały dziewczynki. która nie dopuściła się żadnej zdrady. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. — Och. czy zabawa z rozkosznym kotem. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. Jej wiedza sięga tylko początków czasu. rąk. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan. Rozpoczęła się zwariowana zabawa.. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca.. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał.. z błyszczącymi oczami. — Czy przypominam ducha? — zapytał. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. o których nie wie. A teraz. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu. Lew krążył wokoło. Aslanie! — krzyknęła Łucja.. to zatrzymując się raptownie w ucieczce. — Och. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu. jesteś prawdziwy! Och. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości. dzieci. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. — O. — A więc nie jesteś już martwy.

— Teraz. nigdy się nie potyka. że zaraz będę ryczał. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. A potem wyobraźcie sobie. chwytając się jego grzywy. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. obok ryczących wodospadów. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. przeskakuje przez krzaki. Aslan. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. a Łucja za nią. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. co to jest. bo oto Lew sprężył się do skoku. Czuję. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. — Dom Czarownicy! — krzyknął. nie zwolniwszy nawet biegu. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. skoczył ku twierdzy jak pocisk. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. I nie galopujecie po drodze. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. ostro zakończonych wieżyc. ani spragnione. tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. Zobaczyły tylko. ale wprost przez Narnię. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. Obie . I położył się. nigdy nie zawaha. a dzieci wspięły się na jego ciepły. w dół. ani głodne. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. że nie śmiały na niego patrzyć. a potem przez gęstniejący las. wyglądał tak strasznie. a wrota były zamknięte. obejmując ją mocno rękami. w dzikie wąwozy. a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem.oddychając głęboko. Zuzanna usiadła na przedzie. Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. Było prawie południe. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. wrzosy i małe strumienie. śmiało przepływa przez największe. W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. w dół. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. złoty grzbiet. I tak zrobiły. dzieci. przechodzi w bród przez większe. a dzieci poczuły. I zamiast czarnego. po parku ani nawet po wydmach. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. wyglądający z tej odległości jak zabawka. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. przez przepastne. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. pośród wiosny. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. byli już na dole. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem.

a wszystkie ciężkie. szczekaniem. tupotem. Otworzył wielki. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. gruchaniem. a potem ku dwóm centaurom. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. — Jakie dziwne. ciepły i żywy. zobaczywszy Aslana. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy. krzykami. Miała rację. Potem. — Sza! — powiedziała Zuzanna. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. i nimfy bukowe w świeżej. kasztanowe boki centaurów.. czerwony wewnątrz pysk. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. kwileniem. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów. lew wstrząsnął grzywą. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. i cudownie ziewnął. tak jak płomień liżący kawałek papieru. że aż prawie żółtej. i ludzie! To wygląda jak. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. jak muzeum. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. przejrzystej zieleni. Coś podobnego działo się z lwem. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. . Kiedy Aslan na niego dmuchnął. przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. marmurowym grzbiecie. że widzieliście. zapełnionego posągami. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja.. o. wreszcie. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. potem pojawia się cienka smuga ognia. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. obrócony do niego plecami. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. psów i satyrów. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali. błękitne rogi jednorożców. Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. bez tchu. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. ale żywe i całe. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. — Aslan coś robi. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem. aby polizać go w pysk. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem. rżeniem. stojącą za krasnoludkiem. skamląc z radości i podskakując. te wszystkie kamienne zwierzaki. aż złocisty kolor spłynął na całą postać.dziewczynki. że szybko o niej zapomniały. skamleniem. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. Wszędzie ożywały kamienne posągi. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków.

— Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. aby Aslana powstrzymać. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem. Teraz poruszył stopami. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. nawet gdyby zechciał jej posłuchać. cała reszta pójdzie za ich przykładem. Ożywały już całe nogi olbrzyma.. a brama była wciąż zamknięta. które tak długo były ich pozbawione. — Jak tylko ożyją stopy. „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". — Spójrz! Nie wiem. w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. „Uważajcie na tę zapadnię!". wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia.. Ale było już za późno. to znaczy. że Aslan przeskoczył przez mur. „Och! Uwaga. a światło i świeże. trzymając się za ręce. „Pomóż nam przy tych drzwiach!". i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego. aby mu to powtórzono jeszcze raz. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu.. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć. śpiewem i śmiechem. posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!". gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia. To coś.wiwatowaniem. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę. co się naprawdę stało. I właśnie wtedy ktoś (myślę. że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach. . co warto zobaczyć.. Nigdy nie wiadomo. pokłonił się przed Aslanem nisko. a jego prostacka. Hej. Cały zamek był już pusty. (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło. „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. będąc tak długo kamienną figurą. Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. każde drzwi i każde okno szeroko otwarte. w końcu zrozumiał. Faun nie zmienił się wcale. co mu Łucja miała do opowiedzenia. iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. „Tu.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan.

olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd. — Niech skonam. że straciłem formę. panienko. nigdy by go . dobrze? — Tak jest. Z tradycjami. — Dzięki ci.. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa. jak dla was pastylka sacharyny. niebieskie wzgórza poza nią. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej.. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. Łucja najadła się trochę strachu. młode damy. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. zawołała: — Obawiam się. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. że to chusteczka. Proszę mi wybaczyć. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. nie wiem. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. falujące na wietrze drzewa. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę. połyskującą rzekę. ale pozostały zamknięte. Była już bardzo blisko jego twarzy. panie Grzmotołupie. no. — Wychodzi na to. ma się rozumieć. myślałem. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. — A więc. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi. tak — odrzekł faun.. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. a jeszcze dalej — błękit nieba. czerwoną twarz. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. — Nie. jaka poręczna! Taka. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. ale bardzo stara. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką. jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym. rozbijając się w masę gruzu. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. — Och. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. jak tylko mogła. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku.. maluchy. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. nie! — powiedziała Łucja. To dla mnie wielka przyjemność. więc gdy Łucja zobaczyła. — Łupy zawsze są takie. Kiedy pył opadł. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. krztusząc się ze śmiechu. Jaka piękna. — Niezupełnie.— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan. runęły z łoskotem na ziemię. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. jak ją opisać. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. wasza miłość. Czy któraś z was.

W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. wydawało się też. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. Walczyli tak zaciekle. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. a więc dzieci. Ta para walczyła w samym środku. węsząc. a więc lwów. psy. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. krasnoludki. razem z nami. Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. Powtarzał to w kółko do chwili. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. udając bardzo zajętego. aby wywęszyć. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana. wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. opuścili zamek przez wyłom w murze. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. a wokół niej . w świetle dnia. co ten zgiełk oznaczał. niech biegną na czele. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. którzy mają dobre nosy. jednorożców. tak szybko. Zobaczyła Piotra. Teraz. Dalej. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. Z początku lwy i psy rozbiegły się. Ci. To właśnie lubię w Aslanie. żywo. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. jak tylko potrafiła. małe zwierzęta. lwami. Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. Nie było na co czekać. Najbardziej zadowolony był drugi lew. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. który przeszył ją dreszczem lęku. driadę. że jest ich jeszcze więcej. gdyby nie wielki owczarek. jakby to były trzy noże i trzy miecze. w poszukiwaniu śladu. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. Przez las niosła się wrzawa. — Oczywiście — rzekł Aslan. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. tyle że bardziej doniosła. krętego wąwozu. Żadnego wynoszenia się nad innych. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. kogo spotkał: „Słyszeliście. olbrzymów i osłów. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. I wreszcie. co dowodziło. To znaczy z nim i ze mną". — A teraz wszyscy. centaurów. To znaczy z nim i ze mną. przypominająca odgłosy polowania na lisa. gdzie toczy się bitwa. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. jadą na grzbietach tych.nie zamieniła w posąg. które widziała ubiegłej nocy. który biegał tu i tam. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. To go trochę ostudziło. Z NAMI LWAMI. Wkrótce lwy. co przypada na ten dzień. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa. Z NAMI LWAMI. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić). — I chyba połączyć się z resztą. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. którzy to potrafią. Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. trzy króliki i jeża. wznoszących się i opadających tak szybko. koni. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku.

— Złaźcie na ziemię. co się z nim dzieje. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. zobaczyli śmierć Czarownicy. Aslanie — mówił Piotr. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. niepewna. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. Pokonując trzech ogrów. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. potem znalazła się na ziemi. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. Kiedy się rozsypała. a Lew był już nad nią. Gdziekolwiek spojrzała. nowo przybyli ryknęli dziko. — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. działy się rzeczy straszne. Z rykiem. Ale i on został ciężko ranny. a było już po bitwie. z twarzą pobladłą i srogą. Był na tyle mądry. psy kłami. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki. Musimy iść i zobaczyć. — Tak.rozciągała się linia starcia obu armii. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. jakim był teraz: jakby postarzały. chyba po raz pierwszy. jednorożce swoimi rogami. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . Cały był we krwi. poddali się albo rzucili do ucieczki. prędko! — powiedział Aslan. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. — To wszystko zasługa Edmunda. który wstrząsnął całą Narnią. zielonego koloru. usta miał otwarte. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. którzy pozostali przy życiu. Dziwne było widzieć Piotra takim. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. pojawiła się przed nami jakaś szansa. że uderzył mieczem w jej różdżkę. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. przebił się do niej. I Łucja. — Łucjo. centaury mieczami i kopytami. byłoby już po nas. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. — Poczekaj trochę. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. czy lek w ogóle podziała. przypomniała sobie o drogocennym napoju. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. Ręce tak jej drżały. który dostała od Świętego Mikołaja. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. olbrzymy maczugami (i stopami. a kiedy ci. a jego twarz nabrała niedobrego. które miażdżyły tuziny przeciwników). — Gdyby nie on. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. pod opieką pani Bobrowej.

zajadając wyborną kolację. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. przynajmniej od czasu. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. To byłoby dla niego zbyt straszne. lśniło złoto i płynęło wino. około pory podwieczorku. W jaki sposób Aslan postarał się. karły i lwa. Ale następny dzień był bardziej uroczysty. słychać było cudowny krzyk morskich mew. państwa Bobrów. nie tylko wyleczonego z ran. jak byś się czuła. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. jak piasek przesypuje się im między palcami. na pewno nie. aby mieli co jeść. Noście te korony godnie. Aslanie — powiedziała Łucja. on przywracając do życia tych. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja.krok od śmierci. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. na polu bitwy. . Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. dobre centaury. Aslan pasował go na rycerza. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. znaleźli się u jej ujścia. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. Pachniało morzem. przed nimi był piasek. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och. którzy zostali zamienieni w posągi. I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. olbrzyma Grzmotołupa. gdybyś była na jego miejscu. obmywających wciąż i wciąż plażę. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. podnosząc się i idąc za nim. Synowie Adama! Noście je godnie. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. wybacz mi. nie wiem. zastała go już na nogach. Pomyśl. spacerowały w słońcu czując. — Mimo to uważam. A dnia następnego. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. Nazajutrz wyruszyli na wschód. I w tym miejscu. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. bardziej słodka i bardziej wzruszająca... wzdłuż wielkiej rzeki. leopardy.

Tylko nie próbujcie nalegać. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. I tak żyli sobie w wielkiej radości. jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. Tropili go bardzo długo. że jest dziki. Jednego dnia go widzisz. wśród dźwięku rogów i szczekania psów. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. Ustanowili sprawiedliwe prawa. nie powiedzieli nic. drugiego już nie. Nie lubi być niczym skrępowany. prosząc o jej rękę. aby schwytać Białego Jelenia. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. zanim go wreszcie zobaczyli. ma wiele innych krajów pod swoją opieką. A jednego roku zdarzyło się. Tak więc obaj królowie i obie królowe. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. opadających prawie do stóp włosach. jak sami widzicie. oczywiście. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym. Będzie zresztą do nas zaglądał. Wówczas zaczęli gonitwę. czuwali. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak.Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. I tutaj. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup). Wiecie już. pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. aby została ich królową. utrzymywali pokój. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. jeśli się go schwyta. Tak powinno być. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. A w miarę jak upływały lata. było to tylko jakby wspomnienie snu. zmienili się i wydorośleli. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. To nie jest OSWOJONY lew". Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. że musieli zrezygnować z . aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. aby został. Zuzanna wyrosła na smukłą. no i. który spełnia każde życzenie. wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. przez gąszcze i polany. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. Piotr stał się wysokim. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi.

— Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. na jakie przyszło nam polować. jak chcesz. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. Jak tylko to jednak uczynili. jakbym już ją kiedyś widział. I tak stali. ale jestem odmiennej myśli. ujrzysz. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia. że nie mogli już dalej jechać konno. wyczyny rycerskie. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. który sobie zamierzyliśmy. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. odkąd my czworo panujemy w Narnii.dalszej gonitwy. aby je następnie porzucić. że jest to kolumna z żelaza. a żelazna kolumna stara. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. szlachetny bracie — rzekł król Piotr. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę. tylko po to. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. że las jest tu młody. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. a na jej szczycie znajduje się lampa. oto jest dziw nad dziwy. że byłoby hańbą. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . Nigdy jeszcze. że jeśli miniemy ten słup z lampą. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. albo też nie było ich wcale. widzę oto drzewo z żelaza. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu. — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. — Na grzywę Lwa. zawsze sięgaliśmy celu. jakby to był sen albo sen we śnie. że gdyby ją zapalono. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. I myślę. takich jak bitwy. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. Widać bowiem. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. — I moje. czemu tak się dzieje. patrząc na to dziwo. W sercu mym czuję. a potem weszli w gęstwinę leśną. gonitwy. — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami.

jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". aby był wielki pożytek z tych płaszczy. Będą mówić dziwne rzeczy. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. zauważyli. nawet gdybyście się tam dostali. Zuzanną. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. przypomnieli sobie. lecz między futrzanymi płaszczami. był to dopiero początek narnijskich przygód. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. nie powiedział im nic takiego. która nas czeka. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. lecz Piotrem. To się stanie samo. jeśli Profesor miał rację. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . aby się w niej schować. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi. nawet między sobą. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. Kto raz został królem w Narnii. ale uwierzył w całą tę historię. gdyby cała czwórka nie poczuła. dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. A Profesor. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. właśnie wtedy. Miejcie oczy otwarte. — Nie — powiedział — nie sądzę. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. I nie sądzę.sądzicie. Ale. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. na zawsze nim pozostanie. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. oczywiście. chyba że spotkacie takich. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. tak. który był człowiekiem bardzo osobliwym. Cóż to? Co się stało? No więc. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. Co znowu? Po czym to poznać? Och. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. I to byłby już naprawdę koniec tej historii. pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful