P. 1
C.S.lewis - Opowiesci z Narnii 1 - Lew, Czarownica i Stara Szafa

C.S.lewis - Opowiesci z Narnii 1 - Lew, Czarownica i Stara Szafa

|Views: 2,340|Likes:
Wydawca: michał_foc

More info:

Published by: michał_foc on Oct 18, 2010
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as RTF, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

12/23/2012

pdf

text

original

OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. Edziu. Tymczasem nie jest tak źle. Mogą być jelenie. proszę cię. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. ani lasów. co to zdają się nigdy nie mieć końca. jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. ciarki przebiegły jej po plecach. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. Nie wahając się ani chwili. który im przydzielono. Wszyscy — oprócz Łucji. a trzeba wam wiedzieć. — Stawiam dziesięć do jednego. — Jeżeli chodzi o mnie. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. — Króliki! — dodała Zuzanna. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. które otworzyli. choć była prawie pewna. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. przeważnie bardzo starych. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. wielki. Był to długi. w pokoju. zobaczyła rząd wiszących płaszczy. że będą zamknięte. Jeśli chodzi o mnie. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. — Och. — Borsuki! — dodała Łucja. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć. że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. a wam radzę zrobić to samo. — To sowa — powiedział Piotr. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. tak gęstego. Nie było tu nic więcej. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. Mamy radio i mnóstwo książek. wiodło do pustych sypialni. Były to przeważnie futra. — To tylko jakiś ptak. że przejaśni się w ciągu godziny. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. Oczywiście nie zapomniała o . Kiedy zajrzała do środka.Łucja. a potem pięć stopni w górę. z rozkoszą wtulając w nie twarz. z rodzaju tych wielkich domów. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. I jastrzębie. która pomyślała sobie. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. to idę do łóżka. że przez okno nie było widać ani gór. a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. — Wygląda mi na to. głuptasie — powiedział Edmund. o jakich wam się nie śniło. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. odkryli tu kompletną starą zbroję. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. — Lisy! — dodał Edmund. . Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. ze stojącą w rogu harfą. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. ani nawet strumyka płynącego przez ogród.

Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer. ku dziwnemu światłu przed sobą. Miał krótką. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. . Był to faun. lecz w oddali. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. zapewne po to. potem jeszcze dwa lub trzy. — Boże miłosierny! — wykrzyknął. Nagle zauważyła. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. którego płatki wirują w powietrzu. W jednej ręce. „Gdyby coś było nie w porządku. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. Szyję otulał czerwony. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. a nawet kłującego. że coś skrzypi pod jej nogami. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. aby zrobić sobie miejsce. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa. aby nie ciągnął się po śniegu. Twarz wędrowca była dziwna. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. pomyślała i schyliła się. Od pasa w górę przypominała człowieka. chcąc namacać je ręką. Kiedy zobaczył Łucję. ponieważ pamiętała. połyskującą w świetle latarni sierścią). sypkiego i zimnego. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. Miała też ogon. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. Spojrzała przez ramię za siebie. ponieważ wiedziała. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę.) Wyglądało na to. wełniany szalik. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. wciąż spodziewając się. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. skrzypskrzyp po śniegu. ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. biały od śniegu parasol. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. Ale nic takiego nie nastąpiło. że stoi pośrodku lasu. lecz miła. że w pokoju nadal jest dzienne światło. tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. a napotkały coś twardego i szorstkiego. W chwilę później zdała sobie sprawę. a nawet kawałek pustego pokoju. A kiedy tak stała i patrzyła na nią. że to świeci latarnia na słupie. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. jest noc. usłyszała odgłos zbliżających się kroków. przekonała się. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego. „To chyba kulki naftaliny". (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. trzymał otwarty. z których wystawały dwa małe różki.pozostawieniu otwartych drzwi. Łucja trochę się przestraszyła. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. rozmyślając. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. jak już powiedziałem.

że jesteś człowiekiem? — Oczywiście. — A czy wolno mi zapytać. — Oczywiście. Nazywam się Tumnus. — Naturalnie. czy nie jesteś kimś. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu.. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja. ale w porę ugryzł się w język. kiedy byłem małym faunem. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja. Tam jest lato.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. Najmocniej przepraszam. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun.. Teraz już na to za późno. dobry wieczór. Córko Ewy. czego nie zamierzał. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima. a w każdym razie. nie chciałbym być zbyt natrętny. — Miło mi pana poznać. Pozwól. Wszystko. — Ale czy nie jesteś. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie.. to możemy się przeziębić.. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale . który nazywa się Narnią.. — i tu urwał. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć. nie jestem taka pewna. naturalnie. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała. zaraz za nami. Trzeba ci bowiem wiedzieć. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. nie bardzo rozumiejąc. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. Bardzo się cieszę.. że się przedstawię.. proszę mi wybaczyć. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. — Czy to znaczy. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. rozbawiona.. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. — Przecież znajdujemy się w kraju. — To jest tam. jakby miał powiedzieć coś. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. no. o Łucjo. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór. ale czy nie mylę się sądząc. Dopiero kiedy skończył. o co mu chodzi. A ty. — Bardzo mi przyjemnie.

Córko Ewy. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko.. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun. jakby znali się od urodzenia. potem sardynki na grzankach. i sardynki. Łucja pomyślała sobie. studium znanej legendy.. że w skale jest wejście do pieczary.. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. stół i kredens. i zaczął na . Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. mnisi i leśnicy. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok. jakby był zrobiony z trzciny. który może spełnić każde życzenie. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. W rogu były drzwi. — Będzie też ogień na kominku i grzanki. Była to niewielka. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie. A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. Nie uszli daleko. małymi. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. Potem. a na koniec ciastko z lukrem. — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun. mały flet. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. gdy się go schwyta. — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo. Pan Tumnus schylił się. Córko Ewy! — oznajmił faun. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. drugi dla przyjaciela". i jeszcze grzanki z miodem.zastanawiałam się właśnie. wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach. albo Ludzie. wykuta w czerwonawej skale. sucha i czysta pieczara. jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę.. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. trwającej tygodniami zabawie. wyglądający. i ciasto. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. wyjaśnił pan Tumnus). jakby chcąc dodać sobie otuchy. potem znowu grzanki z masłem. Na podłodze leżał dywan. Łucja obejrzała sobie książki. to parasol osłoni nas oboje. Idziemy w tamtą stronę. aby tańczyć z faunami. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. a potem jeszcze o lecie. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. faun zaczął opowiadać. w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. stawiając imbryk na ogniu. Kiedy znaleźli się w środku. jak by to było dobrze. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. a może i sam Bachus. A kiedy Łucja już się najadła. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu. — Nie potrwa to długo — powiedział. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. o tym. czy nie powinnam już wracać.

— Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. że jest pan bardzo miłym faunem. trochę przestraszona. tak pan ryczy?! — Och. och — załkał pan Tumnus. — Myślę. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. niech mi pan wreszcie powie. — Nie sądzę. tańczyć i spać jednocześnie. tak mi żal.. — Och. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił.. zapytała: — Och. gdy Łucja podeszła do niego. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. teraz już w chusteczkę. Tęskny ton fletu sprawiał. taki duży faun jak pan. jest pan najmilszym faunem. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja. naprawdę. potrząsając nim w rozpaczy. No i dlaczego. — Nie. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to. które zaczęły spływać mu po policzkach. że muszę panu przerwać. że zawsze jest zima. Naprawdę. Płakał i płakał. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć. Zawsze jest zima. jestem bardzo zły. — Jestem sługą Białej Czarownicy. — Płaczę. ale. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. Będą się o mnie niepokoić. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią. czym jestem. nie jestem wcale dobry. Nie przestał szlochać nawet wówczas. Lecz za chwilę. — Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. Miałam wpaść tylko na chwilkę. och. To ona sprawia. Oto. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. bo jestem bardzo złym faunem. jakiego zdarzyło mi się spotkać. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. Musiały chyba minąć całe godziny. — Proszę przestać.. nie mówiłabyś tak. jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. nad kominkiem. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona.nim grać. wyżymając ją co jakiś czas. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa. drogi panie Tumnusie. że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja. och. — Czego by nie zrobił? — Tego. widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. na portrecie. muszę już wracać do domu.. co ja zrobiłem — odrzekł faun. gdy stawała się tak mokra. że Łucji chciało się płakać i śmiać. — Wcale nie myślę. na miłość boską. drogi panie Tumnusie. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał.

tak. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. które nie zrobiło mu nic złego. wiem dobrze. udaje. aż do czasu. nie dbając nawet o posprzątanie po . Cały las pełen jest jej szpiegów.. — Pozwolę. — Nie zrobi pan tego. Myślę. w tej właśnie chwili. zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna.. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. że się z nim zaprzyjaźnia. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to. kiedy już cię znam. że kiedy cię uśpię. — O Córko Ewy. rzecz jasna — odrzekł faun. a Bóg jeden wie. jak u jakiejś nędznej szkapy. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie. podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary. pójdę i powiem JEJ… — Och. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. ale i niezbyt surowa). Nie miałem pojęcia.. — No. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. — Porywam dla niej dzieci. Każe mi odciąć ogon. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun. Czy mogłabyś uwierzyć. Robiłem wszystko. Nawet niektóre drzewa są na jej służbie.. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. oto cała prawda. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. że to się już nigdy nie powtórzy. ale przez cały czas. Jestem pewna. jacy są ludzie. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. — To oczywiste. — Nie mówię o czymś. że muszę tak postąpić. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. co KIEDYŚ zrobiłem. że trafię — powiedziała Łucja. Teraz.. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. Córko Ewy. co to spotyka w lesie biedne. Popatrz na mnie. niewinne dziecko.. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. że jestem takim faunem. jaką spotykam. aby je uśpić. to rzeczywiście brzydko z pana strony. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy. zaprosiłem cię na podwieczorek. — Bardzo mi przykro. Ale żałuje pan tak szczerze. Ja to robię TERAZ. Odprowadzę cię aż do Latarni. — To ty jesteś tym dzieckiem. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem. — Cóż. cóż. — Jestem pewna. przez cały czas myślałem tylko o tym. których kiedykolwiek spotkam w lesie. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja. odpiłować różki. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. bryłowate kopyta. zanim ciebie spotkałem. wyrwać brodę.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho.

— Hej. jak tylko potrafisz — powiedział faun. czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło.. — Biedna Łusia. wyglądającą jak odblask dziennego światła. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa. może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. I nagle. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. jestem tutaj! — krzyknęła. kiedy dotarli wreszcie do Latarni. Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna. — I. — O czym ty. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. nie odzywając się do siebie. aż raptem zdała sobie sprawę z tego. — I mam nadzieję. — Czy stąd już pamiętasz drogę. — Już wróciłam. Łucjo? — zapytała Zuzanna. widzę już drzwi szafy. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. — Tak. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy. Na dworze wciąż padało. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie.podwieczorku. Łucja odetchnęła z ulgą. ściskając mu serdecznie rękę.... mówisz. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. — Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. zamiast szorstkich gałęzi drzew. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. — Zegnaj. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi. przemykali się ukradkiem przez las. . wybaczam — powiedziała Łucja. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. — A więc pędź do domu tak szybko. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz. jak potrafiła. łapiąc oddech po szybkim biegu. na miłość boską. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. — A może. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. jak będziesz chciała.

Mam rację. ale Łucja była tak wzburzona. łącznie z Łucją. — To jest zaczarowana szafa. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja. — To prawda. Naprawdę tak było. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. Przysięgam. W środku jest las i pada śnieg. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy. co powiedziałam — odrzekła Łucja. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. wybuchnęła płaczem. Piotrze. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. że jest to tylko zwykłe. — Nie bądź głupia. — Posłuchaj. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. Pewność. że w rzeczywistości to ona ma rację. naprawdę udało ci się nas nabrać. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. — Co właściwie masz na myśli. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . Nie było ani lasu. co o tym sądzić. Prawie ci uwierzyliśmy. a jak nie wierzycie. co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. ale Edmund potrafił być złośliwy. to idźcie i sami zobaczcie. otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. a w tym wypadku pokazywał. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. Popatrzcie. — Kompletnie stuknięta. i to się nazywa Narnia. toteż nie mogła się na to zdecydować. — No. na co go stać. Łucjo. ani śniegu. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. — Nie. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. tu jest tylna ściana. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. rozchylał płaszcze i — cóż. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. i tam jest faun i Czarownica. aby upewnić wszystkich. Łucjo? — zapytał Piotr. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. nie było mnie całe godziny. Dzieci nie wiedziały. pukając się w czoło.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. twarde drewno. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś. wypytując ją. wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. Łucjo — powiedziała Zuzanna. — To. wszyscy. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna.

gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. jakby znajdował się na dworze. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem.przebywać poza domem od rana do wieczora. że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. Tego dnia. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. były krokami Edmunda. że to otwarte drzwi szafy. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. To już zupełnie przestało mu się podobać. I wtedy zobaczył światło. Wprost przed sobą. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. aby wpuścić do środka trochę światła. czerwone i wyraźne. Kroki. Gdy zbliżyła się do szafy. dobrej kryjówki. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. pewien. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. stwierdził nagle. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. Naokoło panowała głęboka cisza. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". sypki śnieg. który pokrywał też gałęzie drzew. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. ale dlatego. „Na pewno myśli. Pod stopami chrzęścił mu suchy. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. pachniało naftaliną. gdy jest to szafa zaczarowana. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. jak zawsze. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. to w drugą stronę. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". I tak było aż do następnego deszczowego dnia. Postanowił więc otworzyć drzwi. że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. Wewnątrz wisiały. ale tak. ponieważ wiedziała. Edmund zauważył. ponieważ wiedziała. które usłyszała. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy. Łucja wśliznęła się do garderoby. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju. ale po Łucji nie było ani śladu. Potem zaczął macać rękami w ciemności. Pierwsza szukała Zuzanna. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. futra. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. Poczuł też. było cicho i ciemno. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. łowiąc ryby. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. że to przyszła Zuzanna. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. szukając siostry. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. kąpiąc się. jakby był jedyną . Otworzył drzwi. między pniami drzew. zobaczył wschodzące słońce. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. takie. Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. że gdyby ją tam znaleziono. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu.

żywą istotą w tym kraju. gdyby stanął wyprostowany. a na głowie miała złotą koronę. jeszcze mniej podobało mu się to. parskając głośno. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. lecz dumna. lub wata cukrowa. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. Teraz przypomniał sobie o Łucji. Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. prostą laseczkę. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. gdzieś daleko w lesie. . który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. zwisającym nisko pomponem. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. co jej ostatnio mówiłem". — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. w prawej ręce trzymała długą. gdy nagle. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. Była to twarz piękna. który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. że to miejsce nie bardzo mu się podoba. a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. odezwał się dźwięk dzwoneczków. Obfita broda spływała mu aż na kolana. na podwyższeniu pośrodku sań. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. Teraz widzę. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. Ale wyjdź już. że ci nie uwierzyłem. Pani również była przykryta białym futrem. wobec czego już postanowił wracać do domu. a na głowie miał czerwony kaptur z długim. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. a sierść miały tak białą. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku. jak śnieg lub papier. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. zimna i surowa. że ciarki przebiegają mu po plecach. zapłonęły żywym ogniem. Wciąż miał jednak nadzieję. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". Za nim. Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. Łusiu! Przepraszam. że siostra musi być gdzieś blisko. że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary. Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia. Nasłuchiwał. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. Poczuł. Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. pomyślał Edmund. jaką Edmund kiedykolwiek widział. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada. hej. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. że od początku miałaś rację. Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. że reny prawie przysiadły na śniegu. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. lecz zupełnie biała. tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. karzeł strzelał z bata. . Na koźle siedział przysadzisty karzeł. zimnym i cichym miejscu.

Wcale nie podobał mu się sposób. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa. prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach. teraz są wakacje.. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem. Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę.. co odpowiedzieć. nie wiedziałem.. — Kimkolwiek jesteś. bardziej do siebie niż do niego. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja... Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani. a ręka uniosła różdżkę. Drzwi do Świata Ludzi... . — Ja. nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. . To może popsuć wszystko.. — I odpowiedz mi wreszcie. ja.. i po prostu znalazłem się tutaj.. — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej.. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś.. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. Edmund czuł. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund. królowa nagle jakby zmieniła zamiar. Jestem w szkole. chyba że chcesz. aby zrozumieć pytanie.. — Proszę o wybaczenie. ja otworzyłem drzwi. w jaki na niego patrzyła. — Nigdy nie miałem brody. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć. Był zbyt zmieszany.. Słyszałam już o takich rzeczach. który obciął sobie brodę? — Nie. — Ha! — wykrzyknęła królowa. ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca..— A kimże ty jesteś? — zapytała pani. Pani zmarszczyła brwi. spoglądając surowo na Edmunda. abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak. najjaśniejsza pani.. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund.. — Drzwi. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę. wasza królewska wysokość. że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział. że za chwilę stanie się coś strasznego. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa.. Jestem chłopcem. to znaczy byłem.

co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. bardzo proszę. Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. podniósł kubek. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. ale wkrótce o tym zapomniał. pieniący się i gęsty. Królowa zapewne dobrze wiedziała. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego. że ma brata i dwie siostry. że jest ich czworo. Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. ponieważ wiedziała też. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. — Tak. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. jeśli można. czy nie chciałby więcej. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. ani mniej? Edmund. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. by go zapytano. kto go choć raz skosztuje. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. ani więcej. przewiązane zieloną wstążeczką pudło. modląc się w duchu. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. Królową interesowało szczególnie to. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. ale gdy tylko spadła na śnieg.Trudno powiedzieć. Synu Adama? — zapytała królowa. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. tym bardziej miał na nie ochotę. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. Dziwny napój nie przypominał niczego. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. — Czy jesteś pewien. wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. ile tylko zdoła. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. ale nie śmiał być nieposłuszny. co parowało w zimnym powietrzu. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie. tak że mógłby zajeść . Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła. poczuł się od razu lepiej. odpowiadał wciąż: — Tak. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. o czym Edmund marzy. będzie chciał wciąż więcej i więcej. Im więcej zjadał. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. dlaczego królowa jest taka ciekawa. Początkowo starał się pamiętać. szczękając zębami. — Nie sądzisz. i wciąż wracała do tego tematu. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość".

Myślę. poszukać tych dwu . a ręce lepiły się od potu. jakiego dotąd spotkałam. — Jestem pewna. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. Nie. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej... Kiedy wsiadał do sań.. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. — Och. A muszę wyznać. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. Cokolwiek mogła mówić królowa. pod którą Łucja spotkała fauna. że będzie ci się podobało. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo. bo takie czary można zrobić tylko raz. Co innego w moim pałacu. to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. gdyby mu na to pozwolono. Miał wypieki na twarzy.się na śmierć. mógłbyś o nich zapomnieć. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi. jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. Ty będziesz księciem. — Ach. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. ale teraz zapomniał o wszystkim. — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. Będę na ciebie czekała i NA NICH. Bardzo pragnę je poznać. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. Kiedy tu wrócisz następnym razem. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. że nie będzie ci się chciało po nich iść. a musisz wiedzieć. — Och. — Ale ja nawet nie wiem. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. nie wyglądał teraz ani mądrze. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa. to zrozumiałe. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. musisz teraz wrócić do swojego kraju. tylko powiedziała: — Synu Adama. trząsł się ze strachu. z którego nie będzie mógł trafić do domu. kiedy mnie już nie będzie. — Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami. a później królem. Nie byłoby dobrze. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. gdybyś tu wrócił sam. Twego brata uczynię hrabią. ani pięknie. że nie mam swoich własnych dzieci.. Teraz już nie mogę. — Bo widzisz. oczywiście. naturalnie razem z nimi. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. musisz tylko znaleźć Latarnię. ślina ciekła mu z ust. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem. a twoje siostry hrabinami.

że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. — Dała znak karłowi. że wszystko .wzgórz i iść w ich kierunku przez las. Jeżeli chcesz.. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. że mnie puścił. i zwierzęta. że w ogóle się o tym nie dowiedziała. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. że pani. Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. Byłabym bardzo zła. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie. a kiedy się rozejrzał. Edmundzie! — zawołała. tym faunem. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. na miłość boską. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. — Błagam. Nie musisz im o mnie od razu mówić. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy. czy coś w tym rodzaju. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu.. więc sądzi. och. i karły. gdy nagle usłyszał. zobaczymy. a kiedy sanie ruszyły. — Dobra. a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. aby się mnie lękano. Ale.. jest groźną czarownicą. która była tak szczęśliwa i podniecona. że tak będzie najlepiej. poczuł się jeszcze gorzej. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. — Och. które są dobre. złośliwych plotek. — Gdybym tylko wiedziała. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu. — Aha. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem. Jestem pewna. dobra — powiedział Edmund. i być może wszystko dobrze się skończy. kto tu mieszka". które opowiadają. możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie.. jeszcze jedna sprawa. Nazywa siebie królową Narnii. który ma się zupełnie dobrze. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. To będzie taki nasz mały sekret. tak że zawsze jest tu zima. z którą się zaprzyjaźnił. — Kto to taki? — To okropna postać. jak ktoś wykrzykuje jego imię. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. — Przecież widzę. to mogę cię przeprosić. gdybyś przyszedł sam. Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy. dobrze? Zróbmy im niespodziankę. za którymi zniknęły sanie. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja. chociaż wcale nie ma do tego prawa.. w każdym razie te. a musisz wiedzieć. a kiedy usłyszał. że. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz. po prostu jej nienawidzą. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund. i wszystkie driady i najady. zawsze zima. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund.. aby się zgodzili. A kiedy dojdziecie do mojego zamku. że ty też tu trafisz.

— Ejże. jaki mu przyszedł do głowy. Byliśmy tam razem. w którym znaleźli rycerską zbroję). . ten faun — odpowiedziała Łucja. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. — Co to wszystko znaczy. Nagle. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. — Masz rację! Och. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie. starając się sprawić wrażenie. chociaż było to dalekie od prawdy. do którego można się dostać przez szafę. że Łucja miała rację. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. że ty też tu trafiłeś. zamiast ośnieżonych gałęzi. ale w głębi serca pomyślał. Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. — Zapytaj kogo chcesz. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. Nie sądzę też. Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. Nie wiedział więc. — A więc chodź. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. że to ona miała rację. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. poszukamy innych. co z tym wszystkim począć. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. Edziu? — zapytał Piotr. — Pan Tumnus. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. Edmundzie. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. tak się cieszę. i spotkaliśmy się w lesie. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. ale nie bardzo jeszcze wiedział. Czuł się fatalnie. Edmund i ja. Naprawdę JEST taki kraj. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. Ach. był nadąsany i zły na Łucję. opowiedz im o wszystkim. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. Edmund też to widział. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. No. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. co mówią fauny — powiedział Edmund. Chodźmy do domu. jakie nas czekają wspaniałe przygody. jakby wiedział o faunach o wiele więcej. był też pewien. Edmundzie.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. ponieważ w końcu okazało się.

. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu. że tam nie zostałam. szepcząc coś do siebie. po prostu bawiłem się z Łucją udając. A naprawdę nic tam nie ma. że Łucja ma źle w głowie. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz. że odniósł wielki sukces. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie. co powiedzieć. że w to wierzysz? — Ja myślałem.. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju. wydawało się. co sobie myślicie. — Przestańcie. Widzieliśmy to już w szkole. Edziu — odezwała się Zuzanna. — Właśnie o to chodzi. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr. Chodźmy i poszukajmy Łucji. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami.. Edmundowi. że uwierzyłem w całą tę historię. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. Jestem pewien. Ale czy sądzisz. jak myślał. że robisz to wszystko tylko po to. co mówicie. I Edmund przybrał pobłażliwą minę. — To wszystko ze złości. że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego. — Oczywiście trzeba się liczyć z tym.. — wyjąkał Edmund i urwał. zawsze. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. Chyba nie będzie dla was niespodzianką. myślałem. długo jeszcze stali na korytarzu. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. Łucja była w okropnym nastroju. aby jej dokuczyć. Zapukali do drzwi. że jej pomożesz. zachichotał i powiedział: — Ach tak. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. że napisze do ojca. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. jeśli uzna. Rezultat tej nocnej narady był taki. że jego plan nie udaje się tak dobrze. ale odkąd tu jesteśmy.— No. powiedz nam. że płakała. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. bo nie wiedział.... Naturalnie tylko dla zabawy. co opowiada. że bzdury — powiedział Piotr. — Hej. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie.. błagam was — wtrąciła się Zuzanna. Łucja była zupełnie normalna. i nie obchodzi mnie. całkowicie zaskoczony. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. a następnego udajesz. — Jasne.. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. a kiedy . i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. sprawia wrażenie. ale na nic się to zdało. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. nikt nie miał wątpliwości. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. — Nie poprawicie sytuacji. jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). żałuję. kiedy szli do gabinetu Profesora. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić. a wy wszyscy jesteście potwory. albo zrobić. co się wam będzie podobało. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego.. Spotkałam fauna i.

że tak się tylko bawili. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. że na pewno nie zwariowała. że żartuje. jakby do siebie.Profesor zawołał: „Proszę!". — zaczęła Zuzanna i urwała. albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. to dlaczego każdy.. — Ale wobec tego. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. tak ogólnie. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. że jedno z nich — albo brat. naprawdę bardzo poważna sprawa. albo zwariowała. Wystarczy na nią popatrzeć.. wystarczy z nią porozmawiać. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie. ale przecież to nie może być prawda. Kiedy skończyli. milczał przez jakiś czas. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to. — Obawiamy się. — A co ty o tym sądzisz. że jest całkowicie do ich dyspozycji. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała. — Och. — No więc. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to.. A więc przynajmniej czasowo. Albo wasza siostra kłamie. to wszystko o tym lesie i o faunie. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna. co o tym myśleć. — Jeżeli to prawda. musimy założyć. złożył dłonie tak. jeśli mi wolno zapytać. kto wejdzie do szafy. że mówi prawdę. Potem usiadł w fotelu. — Logika! — powiedział Profesor. że nie zwykła kłamać. że sobie z nich żartuje. — To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. potem odchrząknął i powiedział coś. — Przecież sam Edmund powiedział. żeby stwierdzić. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie. na bardzo wnikliwą uwagę.. panie Profesorze. że tam naprawdę nic nie było. że Łucja. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. jeżeli coś jest prawdziwe. to musi być prawdziwe zawsze! . — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. — zaczęła Zuzanna i urwała. — Ależ. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. o to możecie być spokojni. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. Nawet się jej nie śniło. weszli do środka. i słuchał z uwagą. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości. Na przykład. że jest inaczej. to bardzo poważna sprawa. panie Profesorze — powiedział Piotr.. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr.. czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. albo mówi prawdę. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. kiedy zajrzeliśmy do środka. Wiecie. że stykały się końcami palców. że nie zwariowała. bo przecież. jestem tego samego zdania co Piotr. i jest oczywiste.

co o nim opowiadano. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. że ten Inny Świat ma swój własny. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. a ona upierała się. gdyby się okazało. a już szczególnie nie znosiła. o zbroi. Nie minęła nawet minuta. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. to wcale bym się nie zdziwił. mówię.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. o rzadkich okazach książek w bibliotece. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . którą wam właśnie opowiadam. a który wart jest wypróbowania. nie było w tym nic dziwnego. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. Zabrał się do ich czyszczenia. kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. odrębny czas. — Ale wobec tego. a pani Macready. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. że jest inaczej. niezależnie od tego. Profesor zawsze się zgadzał. Miała wrażenie. — To właśnie sprawia. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. tuż koło nas. Był to jeden z tych starych domów. Łucja dostała się do Innego Świata. — Jest pewien pomysł. którego nikt jeszcze nie podsunął. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. opowiadając o obrazach. aby być wszędzie. co wiedziała o starym domu. by jej przeszkadzano. gdzie opowiadała. czego oni ich uczą w tych szkołach. — Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. żeby to pasowało do jej opowieści. w tym miejscu. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. zdejmując okulary. a nawet w książkach historycznych. biorąc pod uwagę to. a ani ona. tak więc. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. co na to powiedzieć. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. Wkrótce jednak miało się okazać. Sądzę. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. że nie było jej całe godziny. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. jak długo w nim się przebywa. które wymieniane są w przewodnikach. jego gospodyni. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. Stała się po prostu tematem zakazanym. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. oprowadzała ich po domu. Był to koniec rozmowy. Piotr zadbał o to. Z drugiej strony nie sądzę. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. to Łucja nie miałaby czasu.

czy też pani Macready uwzięła się. usłyszeli głosy na korytarzu. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. o. aby zwabić ich do Narnii — dość. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. a wreszcie zobaczyli. ciężko dysząc. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy. nie zamykając ich jednak całkowicie. a pozostała trójka była tego samego zdania. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. Nikt tam za nami nie wejdzie. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. aby ich przyłapać. gdy się wchodzi do szafy. mokre! Oj. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna.NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. zastanawiając się. że biegali tam i z powrotem. Piotr przyciągnął za sobą drzwi. abyście pamiętali. czy może zaczęły działać jakieś czary. psiakostka. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. wciąż słysząc zbliżające się glosy. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. to was tam nie ma. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie. dopóki nie przejdą. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. — Rzeczywiście. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece.. bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. . jak tego oczekiwali. potem chrobotanie pr\y drzwiach. — Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr.. jest zimne i. jak by tu ją rozebrać na kawałki. że klamka zaczyna się poruszać.innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. a nie frontowymi.

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

Kiedy odfruwał. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. to miałbym ci coś do powiedzenia. że to czarownica. tam. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. — Tam coś jest wśród drzew. — Faun uratował Łucję. po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. zniżając głos do szeptu. a .. a królowa. jakie czytałem. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. Jestem pewien. na lewo. że drozd nie mógłby być po złej stronie. — Jeżeli już o to chodzi. — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. z gałązek opadała lawina śniegu. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. ale na tyle blisko. Wędrowali tak około godziny. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. We wszystkich opowieściach. aby nie stracili go z oczu. — Idziemy za przewodnikiem. — Co? — spytał Piotr. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. patrząc na Piotra tak. Skąd możemy wiedzieć. co robimy? — A co? — spytał Piotr. ani o faunach. o. jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej. Nigdzie go nie było. Dziewczynki szły na przedzie. drozdy są zawsze dobrymi ptakami.. To przecież drozd. Przelatywał z drzewa na drzewo. zimowe słońce. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. tak. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć. tak. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. żebyś to wiedział. aby ze mną rozmawiać. SŁYSZAŁEM. o którym nic nie wiemy. Dobrze by było. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. Skąd wiesz. że fauny są w porządku. — Drozd! — zawołała Łucja.

nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. która obserwowała ich zza drzewa. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. że na pewno zjadłabym obiad. rozejrzał się dookoła. znalazły bobra. Potem zniknął ponownie. — Wciąż tam jest. w gęstszy las. czy iść za nim. — Co to może być? — zapytała Łucja. — Nie sądzę. — On chce. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. Schowało się za tym wielkim drzewem. co nie chce być zauważone. — O. — To coś takiego. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. starając się. i powiedział: „Ciiicho!". gardłowym głosem: — Trochę dalej. czy nie. aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. a za nim. chociaż nikt nic nie powiedział. — Wiem. żeby być cicho. że ich gałęzie połączyły się. ale wiem. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. O. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra. Potem znowu znikło. jakby w obawie. patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. co to jest. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. . przyłożyło łapę do pyska. by poszli za nim. Co o tym myślisz. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. co to jest — powiedział Piotr. — Problem tylko. Widziałem jego ogon. że się wahają. Dzieci stały. odezwał się chrapliwym. — To jasne — powiedział Piotr. Trzymajmy się blisko siebie. jak można się było spodziewać. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra. a widząc. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. Na ich widok znowu zaczął się cofać. tworząc szczelny dach. wstrzymując oddechy. — To bóbr. I wtedy. a poza tym czuję. jeśli okaże się wrogiem. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. — Tak. tak jak ludzie przykładają palec do ust. Przeciwnie. Zabłądzili. żebyśmy byli cicho. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić. Chodźcie trochę dalej. czyniąc wyraźne znaki. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna. gdzie pokazuję. że ktoś może ich zobaczyć. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. kiedy dają znać. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. — O. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. — Nie wiem. tam. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni.

— Oprócz nas nie ma tu nikogo. że można bobrowi zaufać. A uczucie. które przeniknęło Łucję. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. Nie jesteśmy tu bezpieczni. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. wiecie. — Zgadza się — rzekł bóbr. którą dałam biednemu panu Tumnusowi. słodka melodia. Zuzanna poczuła się tak. że gdyby mu się coś stało. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem. proszę. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie. które mogłyby donieść JEJ. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów. albo tak cudowne. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja. a może już wylądował. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy.. ale są i takie. Potem dał znać dzieciom. wyczuł. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. czego nie rozumieliście. Powiedział mi. — Biedaczysko. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. Muszę was zaprowadzić tam. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. no i zjeść obiad. o kim mówię. że przyjdą go aresztować. że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata. w porządku — powiedział bóbr.. — One zawsze nasłuchują. przypominało nastrój. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. oczywiście. muszę was odnaleźć i zabrać do.. aby przyśnił się wam raz jeszcze. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. — Nie tutaj. że ktoś powiedział coś. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. i zdążył mi ją przekazać. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie. Większość z nich jest po naszej stronie. — W porządku. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki.. jesteśmy tu obcy. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. — tu głos mu zamarł. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. — Nie tak głośno. że Aslan jest w drodze. — Oto mój znak rozpoznawczy.

co łatwo można dostrzec na twarzy osoby. Pokażę wam drogę. pieczenie i smażenie. że są to owe dwa wzgórza. biegnącej przez niezbyt stromą dolinę. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. zobaczył dwa małe wzniesienia. Uważajcie tylko. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem. Nie mieli wątpliwości. które pokazała mu Biała Czarownica. Stali na zboczu spadzistej. gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. Nie ulegało wątpliwości. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń. . i okropny pomysł wpadł mu do głowy. częściowo w nią wbudowany. Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. a może jeszcze bliżej". Pośrodku tamy. A tam. Powyżej tamy znajdowało się coś. ale nie płaski i równy jak stół. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. mniejszej rzeczki. chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód. Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". że pani Bobrowa nas oczekuje. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. który ją pokrywał.. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. Patrząc w górę tej dolinki. że przecież bobry zawsze budują tamy. wąskiej doliny. a teren zaczął się stopniowo obniżać. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze. aby po niej iść. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. Poniżej też był lód. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. Słońce wciąż świeciło. którą zbudował właśnie pan Bóbr. Nieco niżej widać było ujście drugiej.. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. co sprawiało.słowa „obiad". czy Piotrowi będzie się to podobało"). Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. że może zostać królem („Ciekaw jestem. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. Zauważyli zresztą. żeby się nie pośliznąć. lecz pofałdowany i pożłobiony. lśniła teraz ściana lodowych sopli. Tama okazała się wystarczająco szeroka. zaledwie milę stąd. „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac. przypomnieli sobie od razu. że patrzą na tamę. że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone. Trudno się dziwić. Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. Trwało to około godziny.

Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. — A więc jesteśmy. do horyzontu. a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. — Znalazłem ich. Na ich widok zatrzymała maszynę. jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. Pierwszą rzeczą. w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. że przyniesiesz nam jakąś rybkę. popatrzył uważnie w dziurę. wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. to jesteśmy już prawie gotowe". i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. wyciągnął pięknego pstrąga. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. stare łapy. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. — Przyniosę. rozmaite narzędzia murarskie. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. sieci rybackie i więcierze. aby się ogrzały. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. nożyce. rydle. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. szpadle. był dziwnie znajomy turkot. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. Możecie sobie wyobrazić. Była to pani Bobrowa. nakryć do stołu. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. wyjęła długą nitkę. był szorstki w dotyku. panie Bobrze. włożyć talerze do piekarnika. pokroić chleb. z . Nie było w nim książek ani obrazów. wstała. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk. aż na sam środek. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. by cebrzyk napełnił się rybami. na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję. siekiery. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. żono — powiedział pan Bóbr.a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. płaszcze nieprzemakalne. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. aby odparowały. Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. Łucja pomyślała sobie. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. wyszedł z domu (a Piotr z nim). wyciągając do nich swoje pomarszczone. która zwisała jej z pyska. ile było potrzeba. A obrus na stole. Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). która zwróciła uwagę Łucji. skąd hen. wędki. W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą. kiedy weszli do środka. i spojrzała na nich przyjaźnie. jak na okręcie. a na ścianach wisiały gumowe buty. choć bardzo czysty. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel". — Nareszcie! Pomyśleć tylko.

co to oznacza. Posągi. i to wszystko z mojego powodu. aż napełnię sobie fajkę. — Nie wątpię. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy.. a wszyscy wiemy. aby się o nią wygodnie oprzeć. — Ale. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy. — No cóż. — Nie wszyscy. możemy zająć się naszymi sprawami. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. herbata była już gotowa. a jeśli ktoś próbował was tropić. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. potrząsając głową. — Obawiam się. których tam zabrano. Mówią. niewielu dotąd powróciło.. nie znajdzie żadnych śladów. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie. że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. W każdym razie z tych. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. żebyś go uratowała.. — A teraz — powiedział pan Bóbr. To przecież jest straszne. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie. że śnieg znowu pada — dodał. to znaczy my musimy coś zrobić. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. że zabrała go policja. na ile miał ochotę. A kiedy skończyli jeść rybę. prowadzili go na północ. wzdłuż schodów. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. gdybyś tylko mogła. co stało się z panem Tumnusem.. — To najlepsze. tak że kiedy skończyli struclę. spoglądając w okno. aby go uratować. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i . w wielkiej sali. który to wszystko widział. bo to znaczy. — Kiedy go ostatni raz widziano. to paskudna. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja.której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. Widzę. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. — Nie ma wątpliwości. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. co mogło się zdarzyć. każdy podsunął swój stołek do ściany. Posągi tych.

jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione. żeby był. Ale oto doszła nas nowina. — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja.. albo kimkolwiek.. — Czy. na sam dźwięk tego imienia.. choć nie bywa tu często. Ale skoro już Aslan jest w drodze. jak dobra nowina.. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób. A gdy głośno on zaryczy. albo. a nie wy. gdzie się z nim spotkacie. Nie. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. do licha. narażając swoje życie. nie. On jest Panem całej puszczy. — Aslan. no. Mam was zaprowadzić tam. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście.. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem. na co ją stać. On sobie poradzi z Białą Czarownicą. — Jak to. i to nie jakimś tam lwem. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr.. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna. To on. Zimę nagła śmierć uściśnie. — Oczywiście.. żeby z nim to zrobiono.. — To znaczy. jakoby powrócił.. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. albo zaczaić się i czekać. na przykład wędrownymi sprzedawcami. On wszystko naprawi.. Znikną smutki i gorycze. to już będzie szczyt tego. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać.. — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna. Powiedziałem wam. Czyżbyście nie wiedzieli. że jest człowiekiem. że jesteśmy. może uratować pana Tumnusa. że nie... Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. wybuchając śmiechem. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz. aż ona będzie wyjeżdżała. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę. Już jest w Narnii.. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza.. kiedy go zobaczycie. och. przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę. — Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. nie . nie wiecie? On jest Królem.wyjść z niego żywym. Nie możemy go tak po prostu zostawić. Zrozumiecie zresztą sami. Czy on... Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. — O Córko Ewy. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie. ponieważ znowu. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund. — Nie sądzę. człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. — Myślałam. A gdy zębem wkoło błyśnie. żeby.

Jest jeszcze jeden stary wiersz. To wcale nie znaczy. że ci się zrobi słabo. co powiedziała moja żona? Oczywiście. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. żebyśmy w to uwierzyli. — Masz świętą rację. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. panie Bobrze — powiedział Piotr. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. — Tego właśnie nie rozumiem. Kiedy już będzie z nami. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. która twierdziła. Ale jest dobry.jest groźny? Obawiam się. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. możemy zaczynać. — To jest w dół rzeki. że on jest Królem. gdy do tego dojdzie. Przeminą złe czasy niegodziwości. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. albo jest po prostu głupi. że nie będziemy was potrzebować. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. Zaprowadzę was. którzy wyglądają jak ludzie. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. — Nie ma wątpliwości. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. — Nie słyszałaś. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. dobry kawałek stąd. w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. że może mi się zrobić słabo. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. nie. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. Ona pochodzi od Lilith. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. że kiedyś. Nie. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. — Jeżeli jest ktoś. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. kto może stanąć przed Aslanem. bez obrazy tutaj obecnych. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. Nadeszła wiadomość. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. że jest groźny. uderzając łapą w stół z taką siłą. Powiedziałem wam. — Gdzie to jest? — zapytała Łucja. kiedy spotkam lwa. Ale ona nie jest Córką Ewy. W Ker-Paravelu na tronie zagości. — I zobaczysz go. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. — I ja również. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów. — Groźny? — powtórzył pan Bóbr. Słyszeliśmy. a nimi nie są.

gdyby wszystko działo się tak. — Przecież nie . że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. kto zamierza być człowiekiem. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. albo też powinien być człowiekiem. u ujścia rzeki. Teraz. że jest was czworo. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. Wypatruje was od lat. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. Gdyby się tylko dowiedziała. — Będzie lepiej. musi od razu wrócić i. sypki śnieg. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. że zapomniały o Bożym świecie. a potem wszyscy. — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. albo kiedyś był człowiekiem. jeden przez drugiego. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. który powinien być stolicą całego kraju. Ale biorąc rzecz w ogólności. a jeszcze nim nie jest. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni.. Łucja zapytała. gdzie stali. — Robić? — powtórzył gospodarz. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony. Śnieg sypał gęsto. który już wkładał długie buty. a jeżeli się dowie. że jest was czworo. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach.. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. Ale. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. panie Bobrze? — zapytał Piotr. kiedy tu wędrowaliśmy. gdzie macie siekierę. — Och. krążyli wokoło. które zapadło po jego ostatnich słowach. ledwo można było dostrzec oba brzegi. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie. nagle: — Słuchajcie. jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. ale i jej życia. a już nim być przestał. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. Nie mamy ani chwili do stracenia. po chwili milczenia. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje. wracając do rzeczy. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną. a ze środka tamy. — Och. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy. jak żałuję. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę.

że on wie. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. ponieważ każde z nich nagle poczuło. i wszystko. zawsze to poznacie. dla którego nie ma sensu go szukać. — A powiem wam. — Och. patrząc uważnie na troje dzieci. przestanie się niepokoić. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem. — Czy sądzi pan. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. że jedynym sposobem na to. To jest teraz nasza jedyna szansa. Zdradził nas wszystkich. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. — Och. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem. naprawdę! — zawołała Zuzanna. Jest coś takiego w ich oczach.. do Białej Czarownicy. — Obawiam się. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. to jesteśmy górą. — A czy mówił wam.. — Wydaje mi się. co może jej powiedzieć. KIEDY on się wymknął z domu. aby zwabić was troje.mógł odejść daleko. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. A my musimy go znaleźć. aby uratować jego i siebie. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. Ostatecznie to nasz brat. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. że on już spotkał Białą Czarownicę. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. aby ustalić. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne. że był. — On poszedł do NIEJ. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy. gdzie ona mieszka. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo. że nie ma sensu go szukać? — Powód. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. już jest po jej stronie i już wie.. Bo to. co mu dała. — A więc posłuchajcie. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie". — Musimy iść i spotkać się z Aslanem. nie mówił — odpowiedziała Łucja. nie. On mi wyglądał na takiego.. to myślę. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony. zamarło im na ustach.. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu. co chciały powiedzieć. Na przykład.. — A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. zanim wyszedł? Jeżeli nie. i to jeszcze dziecko. co tu robił i kogo spotkał? — No więc. No. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. zależy od tego. że Edmund na pewno to zrobił. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. że nie zrobi mu krzywdy.. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa. — Czy nie rozumiecie. A dopóki ma tylko jego. bo to najlepsza przynęta. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. jak tam trafić? — zapytał Piotr. Co pan miał na myśli mówiąc. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr. a . co usłyszał.

— A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. czy tu jeszcze był. ale i strasznego zarazem. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. W tym samym momencie. cudowne uczucie. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. tak. to traktuje go bardzo ozięble. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. ale Edmund był o tym święcie przekonany. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. Wysłuchał tego wszystkiego. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. który bardzo do niego pasuje. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. bo miał wrażenie. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. — Masz świętą rację. Jak tylko Edmund powie jej. a nic tak nie psuje smaku dobrego. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. jaką zrobi. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. a w połowie od olbrzymów. Rozmowa. co się stało z Edmundem. — Nie mogę sobie przypomnieć. Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. to właśnie on zapytał. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. przynajmniej jeśli o TO chodzi. a jeśli już ktoś zwraca. — Coraz gorzej. ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr. Nie ma nawet chwili do stracenia. gdzie jesteśmy. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. normalnego jedzenia. że nikt nie zwraca na niego uwagi. jak wspomnienie o jakimś złym. wyruszy. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać. kiedy wam powiedziałem. moja żono — powiedział pan Bóbr. i to jest ten rodzaj pytania. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku. czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. był! Pamiętacie. . ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. — Musimy natychmiast stąd uciekać. w nim budziło coś równie tajemniczego. — A więc był — powiedział Piotr. Oczywiście mijało się to z prawdą. również nie sprawiała mu przyjemności. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. lecz pochodzi w połowie od dżinnów. zaczarowanym przysmaku.w takim razie nie będzie się miała na baczności. Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. jak będziemy tam szli. która osłaniała drzwi. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. której się przysłuchiwał. — Tak. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem.

była prawie trzecia. którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. był brak płaszcza. który rozgonił chmury. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. i o różnych rzeczach. „Wszyscy. mogłoby się wydawać. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. przemarznięty i poobtłukiwany. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. jaką zrobię. że pogoda się zmienia. co właśnie robił. a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. a przynajmniej udawał przed samym sobą. Jeśli chodzi o to. zrobiło się jeszcze gorzej. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. żadnej szansy na to. o wiele milsza niż oni. Nie wziął tego przedtem pod uwagę. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. będą porządne drogi". a w zimie dni są krótkie. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. Wyłonił się księżyc w pełni. że wierzy. gdy spostrzegł. jak będzie wyglądał jego pałac. lodowaty wiatr. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. gdy wyszedł na dwór. że zrobiło się już prawie ciemno. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. aby wrócić i zabrać go tak. W głębi serca Edmund czuł. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. to nie życzył sobie bynajmniej. rzecz jasna. że jest dzień. niepokojące cienie. że to ona jest prawdziwą królową. Gdy zasiedli do obiadu. A kiedy już zaczął myśleć o tym. że nazwał go potworem. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa. jak jego — ale starał się wierzyć. przewracał się na zamarzniętych kałużach. wrócić. które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. Najpierw przestał padać śnieg. . by potraktowała ich tak dobrze. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka. Nie było też żadnej drogi. i gdyby nie czarne. który został w domku bobrów. Potem zaczął dąć przenikliwy. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. by nikt tego nie zauważył. z jakiej zdał sobie sprawę. poczuł się nieco raźniej. Pierwszą rzeczą. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. W każdym razie była dla mnie bardzo miła.Nie powinniście sądzić. Jestem pewien. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. Stwierdził też. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. Nie było. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam. aż w końcu cały był przemoknięty. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. Kiedy dotarł do brzegu. że jest to słuszne. że będzie królem. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. potykał się o zwalone pnie. które zwykle mogą robić monarchowie. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. w gęsto padający śnieg. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. pierwszą rzeczą. ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. Jestem przekonany. Rozmyślał więc nad tym.

Jak długo to naprawdę trwało. jak mówiono. którą szedł. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. zanim odnalazł olbrzymią. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem. co zobaczył. z sercem bijącym tak. w którym teren był równiejszy. pomyślał. Posunął się ostrożnie do przodu. że czuł je w gardle. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to. tak że z trudem posuwał się naprzód. Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu. Szukając wejścia. Edmund zamarł w cieniu bramy. Kilka razy zatrzymał się. gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. nie słyszał najlżejszego dźwięku. w jaki lew stał. który stał ze dwa metry dalej. „Aha! — pomyślał Edmund. W końcu zaczął się trochę dziwić. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. ostro zakończonych dachach. aby się wycofać. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. gdy przyszli do domku pana Bobra). zbliżył się do lwa. Powoli. od jednego rogu Domu do drugiego. aby trochę odsapnąć. Było już jednak za późno. szedł i szedł. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. którą zobaczył ze szczytu tamy. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. Musiał obejść prawie cały zamek. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. mijając wciąż nowe baszty. To. I za każdym razem Edmund myślał.. wciąż pamiętając.Gdyby nie księżyc. że odwróci głowę. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. zwieńczoną łukiem bramę. („Przypuśćmy jednak. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać. I w końcu Edmund przypomniał sobie. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. — Kiedy skoczy na karzełka. W końcu doszedł jednak do miejsca. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu. na drugim brzegu rzeki. aby je pokrył śnieg. odwrócony do niego plecami. Żelazne wrota były otwarte na oścież. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. Ze sposobu. I oto przed nim. Dolinka. Sprawiał wrażenie. by go . okazała się o wiele bardziej stroma. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew..". przypominających spiczaste kapelusze. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. Ależ naturalnie. Teraz stwierdził. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. jakby to była jego wina. spróbuję uciec". że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. zmroziło mu krew w żyłach. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. skalista i zarośnięta.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka. aby padał na niego cień bramy. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. podobnie zresztą jak i karzełek. że upłynęły całe godziny. jakby gotował się do skoku. skierował się w górę jej biegu. wywnioskował. nie wiem. Gdy tylko o tym pomyślał. że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie. Stał tak długo. jakby cały składał się z wież o wysokich. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. ale Edmundowi wydawało się.

przypominający smoka. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. jeśli ci życie miłe. aby nad nim przejść. zadowolony z siebie. ona chciała ich widzieć. Poszedł w ich kierunku. szary wilk. panie — wyjąkał Edmund.. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. To znaczy. głupi Aslanie! Jak się czujesz. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. Na szczycie schodów. że jesteś taki mocny". była tak wielka. Edmund był pewien. że jest to tylko kamienny olbrzym. w domu bobrów. aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. w poprzek drzwi. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. „Taaak! — powiedział. niedźwiedzie. lisy i dzikie koty. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. co uznał za wspaniałe odkrycie. otworzyła wielki. W samym środku stał posąg przypominający człowieka. . że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. będąc kamieniem? A myślałeś. znowu zamarł z przerażenia. gdy tak stały jak żywe. „W porządku. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki. a potem okulary. Były też cudowne kamienne figurki. Uniósł nogę. że ledwo mógł mówić. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. Ona. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. — Tak jest. przygnębiająco i szlachetnie zarazem. trzymający w ręku wielką maczugę. leżał wielki. Poczuł zimny kamień. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk. i powiedz mi. lecz wysoki jak drzewo. A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. i przyszedłem. Kiedy znalazł się na środku. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń.dotknąć. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. trzęsąc się tak. o którym oni opowiadali. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. aby przynieść jej wiadomość. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł. — Stary. całkiem blisko stąd. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. — A tymczasem stój spokojnie na progu. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. i wielki wijący się potwór. jaką odczuł. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. Nic mi nie może zrobić". sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. kim jesteś.. Kiedy się na nie wspiął. Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew). że ona go już złapała i zamieniła w kamień. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. obcy przybyszu.

W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica. I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. — Co pani robi. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. I cukier. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu.. że wyruszymy w drogę bez jedzenia.. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków. — Zrobiłem wszystko. Palce bolały go z zimna. co mogłem. W sali płonęła tylko jedna lampa. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna... a serce łomotało mu w piersiach. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. że mnie okłamujesz. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. że może to być przyjaciel Łucji. u państwa Bobrów. I daj jeszcze paczkę herbaty. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka.Edmund stał i czekał. Są w domku na szczycie tamy. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund. którego już widział za pierwszym razem. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. która zebrała kilka worków. I Edmund wszedł. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!". Nagle pojawił się ten sam karzeł. moja kochana — odpowiedziała spokojnie. — Czy to wszystko. Weźmiemy też trochę zapałek. jak się idzie w górę rzeki. — Pakuję dla każdego prowiant.. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa.. ponurej sali.. zanim opuścił dom bobrów. — Chyba nie myślisz. ja tylko powtarzam. — Ja. najjaśniejsza pani. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. — Przyszedłem. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko. szczęśliwy pupilku królowej. — Czyż ci nie powiedziałam. zapinając się pod . aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. choć może nie tak znowu szczęśliwy. co usłyszał. co chcesz mi powiedzieć? — Nie.. Teraz znalazł się w wielkiej. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź.

— Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. I chyba nie sądzisz. na . Zbocza doliny. dla każdego po jednym. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce. — Ona będzie jechać górą. moja kochana. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. mężu. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. czy aby to wszystko wytrzyma. jak amen w pacierzu. Ale kiedy tak szli i szli. — Och. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. błagam. tak. I w końcu wyszli wszyscy na dwór. choćbyśmy stawali na głowie.. wznosiły się stromo nad ich głowami. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. Sceneria była piękna. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. — Ona może tu być w każdej chwili. że nas nie ma. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję. błagam. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę. natychmiast tam wyruszy. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci. że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. a my będziemy szli pieszo. — O wiele za ciężka. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa. Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. — Pomyśl tylko. Ona ma sanie..szyją. potem Łucja. jaśniejące w blasku księżyca. Tak jest lepiej. żeby ją brać ze sobą. błagam panią. błagam. zaczęła się niepokoić. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. — Masz świętą rację. — Och. chodźmy już — powiedziała Łucja. To dla ciebie. a na końcu pani Bobrowa. — A więc. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść. co? — Tak. — No. ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. Piotr. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. Tu są cztery worki. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. których ona nie zna. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele. O. Oczywiście mamy szansę. Zuzanna. Nie możemy tam być PRZED nią. że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. mężu. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona.

wielki. co z tego wyniknie. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. co mam na myśli. czekając i zastanawiając się. zobaczyła. o którym myśleli (a czasem wydawało się im. sucha jama. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. w najgęstsze zarośla. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. mówiąc o wyblakłym głosie. że wiecie. zanim się nie stanęło tuż przed nią. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. Czekali tak prawie pięć minut. ku ich zaskoczeniu. że prawie zasnęła w marszu. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. Synowie i Córki Adama. tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. „Och! — pomyślała Łucja. Po chwili rozbudziła się całkowicie. co ich przeraziło. gdy obudziła się. — Zobaczono go. z której każdy pociągnął łyk czegoś. używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin). sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami. przebierające szybko i regularnie po śniegu.) — To stara kryjówka bobrów. co się dzieje. płaski ogon. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. słuchając tego dźwięku. płaską butelkę. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. jak wyruszaliśmy w drogę. Wiedział. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. Łucji zdawało się. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. A kiedy rozbudziła się już całkowicie. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. sączące się przez otwór wejściowy. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. . ale musimy przespać się parę godzin. W końcu Łucja była już tak zmęczona. Ona go złapała!" Ale. Usłyszeli głosy. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. aż usłyszeli coś. myśląc. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. żono! Wychodźcie. podobnie jak pozostali. (Mam nadzieję. Może się wam wydaje. Nagle zdała sobie sprawę. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. Kiedy sobie uświadomiła. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. co powodowało kaszel i piekło w gardle. tak że kiedy się wszyscy położyli. Potem poczuła. wydrążona w ziemi. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku.

ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. Aslan jest już w drodze. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. Każdy go od razu rozpoznał. którą każdy rozpoznał bez trudu. Był tak wielki. — Jestem. z długą siwą brodą. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. jak sądzę. o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. rozczochrani i zaspani. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. A teraz pan Bóbr. — Piotrze. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. mrugając oczami w pełnym świetle dnia. lecz brązowe. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. prawie tańcząc w miejscu z radości. — Dzięki stokrotne. A na saniach siedziała postać. Znikną wszelkie przecieki. która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. stały onieśmielone i poważne. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. Czary wiedźmy tracą swą moc. . gdy na nią spojrzał. jak będę przejeżdżał. jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. Wszyscy wysypali się z jamy. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. Pan Bóbr tak się ucieszył. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. Ale oczywiście obrazki to co innego. pomięci. a będzie za to nowa śluza. umazani ziemią. jak ta wiedźma zrobiła. Podrzucę ją do waszego domu. panie — odpowiedział Piotr. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. jaką można odczuć tylko wtedy. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami. I Łucja poczuła. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. — Długo nie pozwalała mi przybyć. ale tak już bobry mówią. — Czy wara nie mówiłem. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. mogły stwierdzić. tak miły i tak prawdziwy. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. kiedy dzieci przed nim stały. Oto nowa i. kiedy wspinali się po stromym zboczu. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. a żywa postać w Narnii — co innego. że zawsze jest zima. Teraz. panie Bobrze? — wysapał Piotr. ale wreszcie jestem.

Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. gdziekolwiek będziesz. Dzięki Bogu.. gdy biorą w nich udział kobiety. i to tylko w największym niebezpieczeństwie.. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. Dał jej buteleczkę z czegoś. I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. ponieważ czuł. Zrobimy śniadanie. — Dlaczego. ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. — I Łucja podeszła do niego. że była z diamentu) oraz mały sztylet. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach.— To są prezenty dla ciebie. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. zawsze. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi. kiedy się je zrywa. które rosną w Górach Słońca. żeby zabrać nóż do chleba. Niech ci służą. była też pochwa i pas. aż herbata całkiem wystygnie. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. nie wiem. — Myślę. I pamiętaj. A kiedy zadmiesz w róg. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. Córko Ewy.. Wreszcie powiedział: — Łucjo. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. Tarcza była koloru srebra. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. w którym ich użyjesz. proszę pana? — zapytała Łucja. nie jest już tak daleki. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. ale myślę. no. że ruszyły z miejsca. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. Mówiąc to. Gdyby któreś z was było ranne. — Zuzanno. Jak to mężczyźni. że byłabym dzielna. Ale na długo przedtem. — Nie w tym rzecz — odpowiedział. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano. Ten łuk nie chybia. wszystko. Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary. Być może czas. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. pomyślałam o tym. A ten sztylet jest do obrony własnej. Miecz miał złotą rękojeść. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. zjawi się jakaś pomoc. co powinno być przy mieczu. a rana zniknie. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie. zanim nacieszyli się śniadaniem. że to nie są zabawki. bo nie masz brać udziału w bitwie. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami. miską cukru w bryłkach. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata.. wręczył Piotrowi tarczę i miecz. jak przypuszczam.

by przejechać saniami przez rzekę. jak już wiecie. . gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. — Nie będę jadł suchego chleba. węsząc przy domku bobrów. dom był pusty. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód. który zasypał wszystkie ślady. że trudno było go ugryźć. więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. jak pies. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. jakby jej coś przyszło do głowy. to chyba wiecie. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. tak szybko jak koń wyścigowy. Na szczęście. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. Zanim ruszyli. Natychmiast pojawił się inny karzeł. śnieg sypał wciąż gęsto. zawołała Maugrima. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze. postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. Kiedy wyszli na dziedziniec. a za chwilę wrócił. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. ale tak. ty. Czarownica wstała. kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. ale po chwili. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób. zamilknij. Jeżeli już ich nie będzie.. co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy. Gdyby nie padający gęsto śnieg. żeby was nikt nie widział. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę. aby przygotować sanie do drogi. niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie. zanim dotrą do Kamiennego Stołu.. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. stawiałbym dziesięć do jednego. Gdyby się wam udało dogonić ich. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań.. zanim znajdę dogodne miejsce. kogo tam znajdziecie. Kiedy karzeł odszedł.. tak czerstwy. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. że sanie są gotowe. chłopiec spodziewał się. Karzeł zniknął.

nawet teraz ci wybaczę. nędzne robaki! A może chcecie. że musi to być sen. gdy śnieg przestał padać. cały był oblepiony śniegiem. to marnotrawstwo czasu. Radość natychmiast znikła z ich twarzy.. Trwało to dłużej. siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. Przejdę więc od razu do czasu. że kropelka krwi .Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie. aby przekonać samego siebie. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. Och. ale wkrótce dał spokój. — Odpowiadajcie. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. była to straszna podróż. I jeżeli mogę się ośmielić. co mają do jedzenia. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. co mogło być plackiem ze śliwkami.. Wydawało mu się. Kiedy sanie się zatrzymały. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś. — Co?! — ryknęła Czarownica. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. zimowego dnia. A więc kłamałeś? No cóż.. niż mógłbym opisać. ale pachniało to cudownie. że Czarownica przygryzła wargi tak. karzeł i lis. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. w głębokiej ciszy. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. I rzeczywiście. powtarzał sobie. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. który nie miał płaszcza. co sobie przedtem mówił. Edmund zobaczył. pod drzewem. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. Zanim minął kwadrans. tłukąc łyżeczką w stół. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała. trzymając kielich w łapie. dwa satyry. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem. Nie opodal. Jakże głupio brzmiało teraz to. godzina za godziną. czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości. z którego w każdej chwili może się obudzić. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo.. Dla Edmunda. Z początku próbował go strząsać. jakby zamierzał coś powiedzieć. Nikt nie odpowiedział.

ale zanim głos zamarł mu w krtani. Płozy zgrzytały. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. nie! Nie. Podniosła różdżkę. I nagle. aż w końcu porośnie je mech. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. że mróz ustąpił. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu. Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. że nie jest mu już tak strasznie zimno. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. gdy już wsiadła z powrotem do sań. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam.spłynęła jej po brodzie. zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. a przecież nieobcy. Dziwny. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. kiedy zdał sobie sprawę z tego. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. co to jest. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. słodki. Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . jakby napotykały kamienie. kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. I znowu pędzili przed siebie. że reny są już po prostu zmęczone. choć jeszcze niewidoczne. Jednocześnie stwierdził. że płatki śniegu. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. mruczące. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. W pierwszej chwili pomyślał. gdzie! Ależ tak. są jakby większe i bardziej mokre. Pojawiła się mgła. ale hałas. a nawet (w oddali) ryczące. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. płynęły strugi i strumienie — świergocące. w której się zaryły. machnęła różdżką i oto tam. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. pluskające i bulgoczące. Rzeczywiście. odkąd przybył do Narnii. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. Nie miał jednak czasu. Znęcając się okrutnie nad renami. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. Wkrótce jednak Edmund zauważył. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. błagam! — krzyknął Edmund. przynaglającego reny do biegu. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. ślizgały się i podskakiwały. rok po roku. — Och. ale wkrótce zrozumiał. a ich twarze pokruszą się ze starości. Dalej nie można już było jechać. zobaczył ciemną zieleń jodły. by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. Po raz pierwszy. a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa.

same znajdą drogę z powrotem. Odetnij uprząż renom. między wierzchołkami drzew. Tuż przy ścieżce. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. I weź swój bat. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. aby na nie spojrzeć. co ci każę. jakby to był sygnał. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. I wówczas. a nad głowami. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. wasza wysokość — powiedział karzeł. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. Teraz nie było już ani śladu mgły. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. gdy zobaczył. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. — Nigdy ich nie prześcigniemy. z rękami związanymi na plecach. jak tylko mógł. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. albo układające sobie dzióbkami piórka. — Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. Nie minęło pięć minut. — Mieli lepszy start. Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. . idąc pieszo — burknął karzeł. którą szli. albo ścigające się nawzajem. gdy dostrzegł z tuzin złotych. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. a śniegu było coraz mniej.świat tak długo jak Edmundowi. buków i wiązów. błocie i mokrej trawie. a gdziekolwiek Edmund spojrzał. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. Czarownica szła za karłem. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. purpurowych i białych krokusów. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. W pewnym momencie. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. że Edmund odwrócił głowę. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami. zajaśniało błękitne niebo. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. — Nie damy rady. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. Wkrótce. a w końcu rozwiała się zupełnie.

nagle zatrzymując się. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. a stąd łatwo im było wywnioskować. — To WIOSNA. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. Wkrótce buki wypuściły delikatne. zielone gąszcze. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. a potem przez chłodne. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. a cały las przechodzi w kilka godzin to. . gdzie słodki zapach odurzał jak wino. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. słonecznego światła. państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. że zima nagle ustępuje. Modrzewie pokrywały się zielenią. albo „Co tak rozkosznie pachnie?". orzeźwiające wonie. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. Kiedy pod nimi szli. światło również pozieleniało. Przepełniała ich senność. i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. tak i oni zdumiewali się. grzmiący i ryczący żółty potok. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia. chłonąc w siebie to wszystko. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana. Jak Edmund. daleko od miejsca.Powiał lekki wiaterek. Drzewa zaczęły odżywać na dobre. Naokoło bzykały pszczoły. Wiedzieli jednak. toczący się całą szerokością doliny. przechodząc przez plamy ciepłego. mówię ci! To robota Aslana. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. uganiające się za swoimi sprawami. przezroczyste listki. szczodrzeńce złotem. gdy zobaczyli. pod zielonym dachem listowia wiązów. ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni.

jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. i groźne. kto nigdy nie był w Narnii. a kiedy się obrócili. W dole. jego blask poczerwieniał. rozpięto wielki namiot. Wszyscy dyszeli ciężko. co było celem ich wędrówki. kiedy go zobaczyły. — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. gdy nagle zorientowała się. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. byk z głową mężczyzny. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. . po miękkim. co zrobić lub co powiedzieć. Ta wspinaczka pod koniec długiej. A teraz słońce było już nisko. że nie może patrzyć w te oczy. Trwało to krótko. — Nie. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. Rosły tu tylko pojedyncze. na wysokim maszcie. trudno pojąć. zobaczyli to. była już z pewnością pod wodą. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. stał Aslan. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. którą uprzednio szli. Ogarnął je dziwny lęk. Z boku. lecz wspaniale olbrzymy.Wąska ścieżka. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. poważne i przenikliwe oczy. I kiedy tak stali. dalej — szepnął pan Bóbr. i wielki pies. zapadającym się głęboko mchu. królewskie. wsparta na czterech głazach. bardzo wysokie drzewa. Były tam również cztery wielkie centaury. powiewający w bryzie od dalekiego morza. i orzeł. jeden trzymał koronę. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. że coś może być jednocześnie i dobre. bezdrzewnym płaskowyżu. od pasa w górę — groźne. że są już na szczycie. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. W środku półkola. coś połyskliwego i ruchliwego. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. i pelikan. I oto. jak okiem sięgnąć. Nad nim. Znajdowali się na zielonym. Był tam również jednorożec. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. co tam zobaczyli. pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. Jeżeli chodzi o samego Aslana. drugi sztandar. widać było coś innego. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy. Temu. chłodzącej im łagodnie twarze. to ani dzieci. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. na zielonej murawie. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. urzeczeni tym widokiem. — Pan najpierw. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. — No. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. cienie wydłużyły się. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie. na wschodzie. ani bobry nie wiedziały.

A tam. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. podniósł go w geście pozdrowienia. tym bardziej czuli się zmieszani. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. A daleko. Lew wstrząsnął grzywą. który będzie twoją królewską siedzibą. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). nieruchomymi oczami. I oczywiście im dłużej to trwało. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. Zuzanno i Łucjo. Aslanie — powiedział pan Bóbr. a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. A Aslan nie powiedział nic. Był to zamek. — Chodź ze mną. Córki Ewy! Witajcie. — I znowu zamilkł na jakiś czas. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!". Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy. proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. niż ci się zdaje. I wszyscy odczuli. Wydobył miecz z pochwy. — Aslanie. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy. Synu Adama. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. spoczywająca na morskim brzegu. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. Wreszcie Piotr zrozumiał. że to go popchnęło w niedobrą stronę. Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. teraz pomyślała.— Nie. . aby Piotra oskarżyć lub potępić. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach. Już nie czuli zakłopotania i lęku. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż. Aslanie. u ujścia wielkiej rzeki. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. Piotrze. lecz Piotrowi wydało się. Pokazuję ci to. Byłem zły na niego i myślę. Aslanie! — Witaj. że jest również z jakiegoś powodu smutny. daleko. lecz tylko stał. silny i pełen spokoju. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. — Witajcie. Kiedy dziewczynki odeszły. wzgórza. — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. Synu Adama — odpowiedział Aslan. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. Pokażę ci z oddali zamek. poza tym wszystkim. patrząc na niego swoimi wielkimi. gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. że to wielka gwiazda. było morze. — Oto. że to jednak jego chwila. władcą nad innymi.

co działo się później. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama. co musiał zrobić. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. Potem zobaczył Zuzannę. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. Potem stwierdził. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was.I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. Piotr zastanawiał się przez moment. Piotr nie czuł się wcale mężnie. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. nie wiedział. Najpierw wydawało mu się. czy wilk jest żywy. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. zrobiło mu się słabo. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. przez moment zamarł w bezruchu. Łucja biegła ku niemu. Oznaczało to. że to niedźwiedź. jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie. tyle że było o wiele za duże jak na psa. A tam zobaczył straszną scenę. To. o co chodzi. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. przednimi oparty o pień drzewa. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. do namiotu. Piotr wyciągnął z niego miecz. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. że była bliska omdlenia. jak wyskakuje z namiotu. wyprostował się i otarł pot z twarzy. warczący i kłapiący zębami. . Potem. sierść i gorąco. biegnie do najbliższego drzewa. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. Nie wstyd przyznać. gdy zobaczył innych. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. choć o wiele od niego bogatszy. Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. w końcu wszystko zamieniło się w krew. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. Poczuł straszliwe zmęczenie. a jej twarz była biała jak papier. wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. że to wilk. zaraz jednak zrozumiał. Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. czy martwy. z sierścią zjeżoną na karku. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. biegnących ze wszystkich stron. stojący już teraz na dwu łapach. Wreszcie zrozumiał. wreszcie zrozumiał i zaczął biec. tak niskim. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. jak tylko mógł najszybciej. chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości.

Synu Adama — rzekł Aslan. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. że nie będą to dobre wiadomości. że cała powalana jest krwią i sierścią. Tam to zawsze robiono. do jakiej go teraz zmuszono. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. wciąż jeszcze ciężko dysząc. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. Piotr. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. a potem jeszcze o swój płaszcz. Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. nie myśląc już o tym. — A więc. A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. królowo. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. A potem napadniemy na tych w Ker. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. przepowiednia się nie spełni. To jest właściwe miejsce. Była to prawda. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami. a po chwili dodała: — Tak. — Obawiam się. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan.I oto nagle. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. — Cóż to ma za znaczenie. co będzie dalej. musimy to . — Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. — A więc zróbmy lepiej od razu to. Pogromco Wilka. Był tak zmęczony. — Nie zostanie tu długo. nawet gdyby nas odnalazł. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. — Upłynie jeszcze wiele czasu. I kiedy Piotr to uczynił. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. — Masz rację — powiedziała Czarownica. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. Piotr wzdrygnął się. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. co mamy zrobić. Piotrze. — Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości.

które są po naszej stronie. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. . zobaczylibyście. A potem zaczęlibyście się zastanawiać. że ty. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. że zamienię ich szeregi w kamień. W pierwszej chwili nie wiedział. Centaury.zrobić. musiałoby wam przyjść do głowy. że ktoś go odwiązuje. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. Wezwij srożyce. Niech no się rozejrzę. nie. Zabił go jeden z Synów Adama. unosząc chłopca ze sobą. wiedźmy. Gdyby jednak wiedziały. Będziemy walczyć. co ten dźwięk oznacza. Maugrima. Potem poczuł. to tylko stary pniak. Wezwij ghule i upiory. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. nie. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. Był to odgłos ostrzenia noża. widma i lud spod muchomorów. — A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. — Co to jest? — Och. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. — Widziałem ich. ogry i minotaury. odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. co stało się w wąwozie. i duchy tych drzew. mam tu pewną rzecz do załatwienia. jak potrafią. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. Zabili mojego kapitana. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. Potem zrozumiał. — Czy to znaczy. Ale gdybyście patrzyli dłużej. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. jednorożce. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. Potem głosy zwracały się już nie do niego. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. — Nie widziałem jej. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. Chłopiec zobaczył. Niech przybędą tu tak szybko. — Goniłem karła. — Nie ma potrzeby uciekać. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. Edmund został brutalnie postawiony na nogi. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej.

aby upewnić się. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". Bobrze! — powiedział Aslan. zobaczylibyście. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. — Spokój. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). który jest przedmiotem zainteresowania obu stron. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). Myślę. po czym byłoby już zupełnie jasne. że warunek zostanie spełniony. — Co masz nam do powiedzenia. i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy. Bo w rzeczywistości pniak był karłem. które zobaczyły obcego psa. że to samo przyszło do głowy i leopardom. w każdym razie kroczyły ostrożnie. toby Aslam ich nie wysłał. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. pierwszą rzeczą.. której Edmund nigdy nie zapomni.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom. Gdy tylko zjadły śniadanie. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. Nie ma już potrzeby wracać do tego. wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. Nie sądzę. Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. prowadząc karła Czarownicy. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. ale była to w każdym razie rozmowa. A gdybyście obserwowali dość długo. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. — Królowa Narnii. z dala od reszty dworu. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. — Oto wasz brat. Synu Ziemi? — zapytał Aslan. a głaz Czarownicą. w związku z tym żąda. z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). Uczyniła to wtedy. że przyrzekam jej bezpieczeństwo. Powiedz swojej pani. Leopard odszedł i wkrótce powrócił. co było. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem. abym musiał wam opowiadać. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. było to. Synu Ziemi. teraz rozmawia z nim Aslan. . — Te wszystkie bezczelne. — Gdyby im coś groziło. dzięki której mogła sprawiać. Kiedy dzieci zbliżyły się. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. Była to jedna z jej magicznych sztuczek. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi.. kiedy wytrącono jej nóż z ręki. jak pniak wędruje sobie do głazu.

Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan. i po porannej rozmowie z Aslanem. Nie obchodziło go wcale. że jeśli nie dostanę tej krwi. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. Jego życie jest w moich rękach. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził. że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego. — To prawda — powiedział Aslan. wpatrując się w niego przez cały czas. prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. Rozumiem. to znaczy. Nikt nie miał wątpliwości. jak nakazuje Prawo. Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy. — Opowiedzieć ci.. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy. możesz. że jesteś królową. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. a słowom tym towarzyszył cichy. co przeszedł. — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. czy nie powinien się odezwać.. Edmund stał po drugiej stronie. Zaraz jednak wyczuł. — Czy myślisz. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. że chodzi o Edmunda. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. że coś dławi go w gardle. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. Teraz nie odrywał od niego oczu. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku.. tak blisko siebie. Jego krew jest moją własnością. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica.. — Czy nie możemy. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . czy ty nie możesz. Czuł. Bobrze! — powiedział Aslan. — Nie zaprzeczam temu. które zobaczyły ją po raz pierwszy.. co mu powiedzą. — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. ponieważ jesteś katem Władcy. Wiesz. — Powiedzmy. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. złotej i martwobiałej. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo.. o czym mówi Czarownica. — Masz tu zdrajcę. Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. — Och. — Spokój. lecz groźny pomruk. Wie. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. Aslanie — powiedziała.

Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. Mówiąc o szczegółach obu planów. aż Czarownica. gdyby przyszło im walczyć w lesie. a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. Był to straszny okres oczekiwania. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. doradzał Piotrowi. podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. jak ma . Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce. Zamierzała już odejść. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. podnosząc się ze swojego tronu. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. W dwie godziny po południu maszerowali już. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar". „Jest prawie pewne. z wielką powagą na twarzach. drugi. nie musieli się spieszyć. tak że nikt nie śmiał o to pytać. ale jego twarz była surowa. Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny. Będzie potrzebne do innych celów. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. kierując się na północny wschód. Wszyscy posłuchali. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. który zjedzono pod gołym niebem. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Nie wiadomo. Łucja krzyknęła cicho: „Och. Rozmowa wciąż trwała. Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden. tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność. w obawie o swe życie. trzymając się za łapy. powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. Edmundzie!" i rozpłakała się. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. Po posiłku. gdyby doszło do oblężenia zamku. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf.sam na sam.

Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. żeby się dowiedzieć. — Myślałam. a rzeka była szeroka i płytka. — Dobrze. choć tak niedawno dopiero się zaczęły. chodźmy. ja też coś takiego czuję. Ale to już nie ma większego znaczenia. Tak więc zabrali się do rozbijania obozu. że wydarzyło się coś. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. Słuchaj. Bo widzisz. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji.. na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. I tak nie możemy zasnąć. — Tak?.. Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując. który wydawał się myśleć o czymś innym. które towarzyszyły mu najbliżej. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. co zupełnie zmieniło sytuację. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. kiedy doszli do miejsca.. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję. — Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła. jakby coś nad nami wisiało. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz.. — Wydaje mi się. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan.. w którym dolina otworzyła się. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie.przeprowadzić operacje wojskowe. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz. W drugiej części marszu osobami. Łusiu. podniósł się. dlaczego on powiedział. — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. że już śpisz. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu. Piotr nie mógł się oswoić z myślą. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności. że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. były Zuzanna i Łucja. Było tak.. Musimy się z nim zobaczyć.. — Nie. że albo z nim ma się stać coś strasznego. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja. Słuchaj. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła.. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć.. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem. Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. — Mam takie okropne uczucie. Było jeszcze jasno. I westchnął głęboko.. ona nie zaatakuje nas w nocy. — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie. Zuzanno. czy ona nie zrobiła tego i tego". . — Co?. jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły.

. rozbijającej się o kamienie. Szedł i szedł. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. dziękujemy ci. Wkrótce stwierdziły. I nagle. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska. i idźmy tak dalej. Aslanie. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. Ucieczka nie miała już sensu. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. którego dotąd znały. że tu jesteście. Tutaj musicie pozostać. co . że zatrzymacie się.. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. patrzyły za mm — i oto. że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. I dziewczynki zrobiły to. dzieci. gdzie brakowało cienia. możecie ze mną iść. oddalając się od rzeki. i ucałowały jego grzywę. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. żeby nie zbudzić śpiących. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. żebym czuł.. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. zatrzymał się i rozejrzał wokoło. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. — Pozwól nam iść ze sobą. Połóżcie ręce na mojej grzywie. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. smutne oczy. Ogon i łeb zwisały mu ciężko. w którym mogłyby się ukryć. że idą pod górę. kiedy wam powiem. odchodzącego powoli w stronę lasu. Kiedy były blisko. a o czym marzyły od pierwszej chwili. że Aslan dobrze wie. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. po zboczu wzgórza. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. łapy miał zmoczone rosą. o czym myślały. zobaczyły Lwa. A Łucja i Zuzanna. że się zastanawia. — Nie — odpowiedział Aslan. jakby był bardzo. jeśli mi przyrzekniecie. Bez słowa podążyły za nim. nie pozwólcie. idąc najwyraźniej tą drogą. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. więc poszły w jego kierunku. dzieci.Ostrożnie. posuwał się wolno. dziękujemy. tam gdzie zaczynały się już drzewa. Zegnajcie. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. dzieci. to krocząc w jasnej poświacie księżyca. przycupnąwszy w krzakach. A cokolwiek się wydarzy. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). królewska głowa zwieszała się tak nisko. na którym stał Kamienny Stół. Zrobimy tak. jego nos. szły dalej blisko niego. — Och. usłyszały jego głos: — Och.. że nos prawie dotykał trawy. Aslanie? — zapytała Zuzanna. na rozległej polanie. dzieci. Tak. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. i pozwolicie mi iść już dalej samemu. — Czuję się smutny i osamotniony. jego łapy i jego wielkie. potem skręcił nieco w prawo. aby was zauważono. bardzo zmęczony. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu.

których złowrogie. kici. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. wilki i wilkołaki. że nie stawia żadnego oporu. kocurku?" — Och. — Przyszedł głupiec. którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. a łzy spływały jej po policzkach. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. strachy. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. kiedy minął już pierwszy szok. karły. wielu trzymało pochodnie. Wreszcie ogr podniósł się. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. obserwujące to wszystko z ukrycia. czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. przy Kamiennym Stole. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. zaczęły się zbliżać do niego. bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. A pośrodku. wrzeszcząc i pokrzykując. stała sama Czarownica. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. widma. i przez moment wydawało się. wiedźmy i zmory. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu. aby ich wszystkich uśmiercić. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. — Powiedziałam. ociągając się trochę ze strachu. . gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. jakby dokonali nie lada wyczynu. wampiry i harpie. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. że wpiły się w żywe ciało. nawet wówczas. orki. kici. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. miotając się i szarpiąc sznurami. że nawet Czarownica uległa fali strachu. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów. których nie będę opisywał. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. ifryty. gdy stwierdziły. — Głupiec! — wykrzyknęła. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. — Trzeba go najpierw ogolić. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. zaciągnęli węzły tak mocno. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. bo gdybym to zrobił. a dziewczynki. kotku?". Cztery wiedźmy. Ale Lew był nadal spokojny. gdy jego wrogowie. aby im pomóc. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. Ach.zobaczyły. szydząc z niego i nawołując: „Kici. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. a chociaż księżyc świecił jasno. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. Ale nic takiego się nie zdarzyło.

co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. które go kopały. Jedni popychali go. Teraz otoczyli go wszyscy. czy myślisz.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. obnażając ramiona. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. że nie jest to nóż ze stali. gdy już był związany. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. opluwały i wydrwiwały. że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). Ale się nie poruszył. gdy nakładano mu kaganiec. nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak. I nawet teraz. Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. Ale kiedy już będziesz martwy. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. lecz z krzemienia. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. Patrzył w niebo. jedynie nieco smutna. ani przerażona. Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz. biły. tak jak się umówiliśmy. Potem zaczęła ostrzyć nóż. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. Czarownica zrzuciła płaszcz. że oddałeś mi Narnię na zawsze. tłum uciszył się. Ci. teraz nabrali odwagi. W końcu zbliżyła się do Stołu. Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. jak to uczyniła wówczas. Czarownica podniosła nóż. z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie. gdy ofiarą miał być Edmund. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . — Czyżby WCIĄŻ się go bali. inni ciągnęli. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. W końcu mieli już dosyć. Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. miał dziwny i złowrogi kształt. kto zwyciężył? Ty głupcze.

Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. aż zabrakło mu łez — to wie. leży martwy. ale teraz smutek. kiedy już ten wielki głupiec. podtrzymujące kamienną płytę. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła.Kamienny Stół. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. że wypłakały już wszystkie łzy. że robi się coraz zimniej. — Tak sobie myślę. ale wreszcie dopięły swego. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. I tak mijały godzina za godziną. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. że niemal nie zwracały na to uwagi. Człowiek czuje się tak. Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. Zastanawiam się. czy nie udałoby się nam go zdjąć. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. tak jak potrafiły. a dziewczynki nie czuły nawet. Pierwszą było to. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. Mam nadzieję. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. niż potrafię to opisać. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy. beznadziejnie i strasznie — bardziej. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. aż wydało im się. Gdy tylko las ucichł ponownie. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. a potem wytarły krew i pianę. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. Oto z dzikim wrzaskiem. Nie było to łatwe. A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. . że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. a potem znów ucichły. A więc spróbowały. że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy. wielki kot.

I wreszcie. — Ja. I tak chodziły. Myszy znikły gdzieś w trawie. Biedactwa. — Stało się coś strasznego. tam i z powrotem. Wynoście się. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. prócz jednej wielkiej gwiazdy. ja. Niebo na wschodzie pojaśniało. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). — Sądzę. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. może nawet setki małych polnych myszy. zimniej niż w ciągu całej nocy. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół. Gdzieś poza nimi. — Mnie też — dodała Zuzanna. I z każdą chwilą.Nachyliła się niżej. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej.. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. jaśniało już blade morze. Zobaczyła coś małego i szarego. wczepiając się w ramię Zuzanny. zaćwierkał ptak. — Przejdźmy się trochę. aż porządnie się zmęczyły. Tak długo przedtem było cicho. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. potworki! — I zamachała rękami. która przypatrywała im się uważnie z bliska. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny. że jest im bardzo zimno. — Czy nie widzisz. że to są przyjazne myszki. straszny trzask. wy. aby je przepędzić. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. Niebo zaczynało się czerwienić. na samym końcu świata. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. — Chodźmy! — I odwróciła się. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. gdy go rozwiążą. że aż podskoczyły na ten dźwięk. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej. a gwiazdy zbladły — wszystkie. A potem to zobaczyły. Był wczesny ranek. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się... wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. hen. Teraz zrobiło się dużo jaśniej. że mu pomogą. że on jest już martwy. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. ale za nią. Myślą. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. nie zdają sobie sprawy z tego. — Zimno mi — powiedziała Łucja. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. Kamienny Stół był przełamany: wielka . niezliczoną ilość razy. Poczuły teraz. w lesie.. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. powoli wynurzył się skrawek słońca.

— Czy przypominam ducha? — zapytał.. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos.szczelina biegła od jednego końca do drugiego. Aslan! — zawołały dziewczynki. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. że kiedy dobrowolna ofiara. jesteś prawdziwy. z błyszczącymi oczami. Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. podskakując i klaszcząc w dłonie. nóg i łap. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. — O. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan. która nie dopuściła się żadnej zdrady. aby go złapać. Och.. — Och. Lew krążył wokoło. jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. są czary jeszcze większe. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych. Rozpoczęła się zwariowana zabawa. A tam. Ale gdy już była po tamtej stronie. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia. jesteś prawdziwy! Och. jeszcze większy niż przedtem. to daleki. Jej wiedza sięga tylko początków czasu. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. poznałaby inne zaklęcie.. to zatrzymując się raptownie w ucieczce. nie jesteś. nie do pochwycenia. Aslanie! — krzyknęła Łucja. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. zostanie zabita w miejsce zdrajcy. Aslan skoczył znowu. rąk. — A więc nie jesteś już martwy.. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. że mi wracają siły. — To nowe czary! Odwróciły się. — Och. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. czy zabawa z rozkosznym kotem. to opadając w skoku między nimi. Łucja nie bardzo wiedziała. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu. złapcie mnie. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. Dowiedziałaby się. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. drżącymi. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca. A teraz. — Och. tym. o których nie wie. co i strachu. — I nie jesteś... Aslan znikł. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości.. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. — Och. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. czy to zabawa z piorunem. dzieci — powiedział Lew — czuję. Poczuła ciepło jego oddechu i silny. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu . aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra. dzieci.. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem.

Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. I położył się. I nie galopujecie po drodze. wyglądał tak strasznie. a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. obejmując ją mocno rękami. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. a dzieci wspięły się na jego ciepły. w dół. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. a dzieci poczuły. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. wyglądający z tej odległości jak zabawka. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. nigdy się nie potyka. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. a Łucja za nią. po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem. ostro zakończonych wieżyc. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. w dół. nigdy nie zawaha. złoty grzbiet. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. Obie . W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. skoczył ku twierdzy jak pocisk. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. pośród wiosny. I tak zrobiły. ale wprost przez Narnię. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. po parku ani nawet po wydmach. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. Aslan. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. I zamiast czarnego. nie zwolniwszy nawet biegu. Czuję. że zaraz będę ryczał. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. obok ryczących wodospadów. — Teraz. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. co to jest. że nie śmiały na niego patrzyć. ani spragnione. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. Zobaczyły tylko. Zuzanna usiadła na przedzie. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. przez przepastne. — Dom Czarownicy! — krzyknął.oddychając głęboko. chwytając się jego grzywy. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. przeskakuje przez krzaki. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. wrzosy i małe strumienie. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. A potem wyobraźcie sobie. dzieci. pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem. śmiało przepływa przez największe. Było prawie południe. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. byli już na dole. a potem przez gęstniejący las. w dzikie wąwozy. tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. bo oto Lew sprężył się do skoku. a wrota były zamknięte. przechodzi w bród przez większe. ani głodne.

Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. Potem. aż złocisty kolor spłynął na całą postać. i ludzie! To wygląda jak. . tak jak płomień liżący kawałek papieru. skamleniem. ale żywe i całe. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. aby polizać go w pysk. a wszystkie ciężkie. rżeniem. skamląc z radości i podskakując. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. tupotem. gruchaniem. — Aslan coś robi. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów. krzykami. potem pojawia się cienka smuga ognia. kwileniem. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. zapełnionego posągami. a potem ku dwóm centaurom. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków. pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca. Otworzył wielki. te wszystkie kamienne zwierzaki. błękitne rogi jednorożców. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. obrócony do niego plecami. — Sza! — powiedziała Zuzanna. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. kasztanowe boki centaurów. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. Kiedy Aslan na niego dmuchnął. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. jak muzeum. — Jakie dziwne. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. psów i satyrów. Coś podobnego działo się z lwem. że widzieliście. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. czerwony wewnątrz pysk. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali.. stojącą za krasnoludkiem. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. marmurowym grzbiecie. wreszcie. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę.. szczekaniem. Miała rację. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. i cudownie ziewnął.dziewczynki. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. zobaczywszy Aslana. przejrzystej zieleni. lew wstrząsnął grzywą. o. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. ciepły i żywy. i nimfy bukowe w świeżej. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. bez tchu. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy. że szybko o niej zapomniały. Wszędzie ożywały kamienne posągi. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem. że aż prawie żółtej.

Ożywały już całe nogi olbrzyma. Teraz poruszył stopami.. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. które tak długo były ich pozbawione. Ale było już za późno. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia. a jego prostacka. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. będąc tak długo kamienną figurą. gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och. co się naprawdę stało. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. „Uważajcie na tę zapadnię!". Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. cała reszta pójdzie za ich przykładem.. aby Aslana powstrzymać. — Jak tylko ożyją stopy.wiwatowaniem. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. I właśnie wtedy ktoś (myślę. iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach. „Tu. Nigdy nie wiadomo. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło.. „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". co mu Łucja miała do opowiedzenia. aby mu to powtórzono jeszcze raz. wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. nawet gdyby zechciał jej posłuchać. przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć. Cały zamek był już pusty. i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego. tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. a brama była wciąż zamknięta. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych. każde drzwi i każde okno szeroko otwarte.. Hej. . „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". pokłonił się przed Aslanem nisko. że Aslan przeskoczył przez mur.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem. co warto zobaczyć. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". „Och! Uwaga. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę. to znaczy. że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. — Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. „Pomóż nam przy tych drzwiach!". Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji. a światło i świeże. w końcu zrozumiał. To coś. — Spójrz! Nie wiem. posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!". śpiewem i śmiechem. trzymając się za ręce. Faun nie zmienił się wcale.

— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan. ale bardzo stara.. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. maluchy. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. jak dla was pastylka sacharyny. gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi. jak ją opisać. panie Grzmotołupie. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. młode damy. Proszę mi wybaczyć. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej.. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. Czy któraś z was. jaka poręczna! Taka.. nie wiem. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką. Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym.. jak tylko mogła. więc gdy Łucja zobaczyła. no. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. czerwoną twarz. Z tradycjami. panienko. a jeszcze dalej — błękit nieba. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. że to chusteczka. krztusząc się ze śmiechu. Jaka piękna. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. Była już bardzo blisko jego twarzy. rozbijając się w masę gruzu. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. — Och. To dla mnie wielka przyjemność. wasza miłość. runęły z łoskotem na ziemię. tak — odrzekł faun. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. falujące na wietrze drzewa. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku. zawołała: — Obawiam się. połyskującą rzekę. — A więc. Kiedy pył opadł. Łucja najadła się trochę strachu. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. ma się rozumieć. niebieskie wzgórza poza nią. że straciłem formę. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. ale pozostały zamknięte. — Niezupełnie. — Niech skonam. nie! — powiedziała Łucja. — Wychodzi na to. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. nigdy by go . — Łupy zawsze są takie. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. — Dzięki ci. dobrze? — Tak jest. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. — Nie. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu. myślałem. olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd.

trzy króliki i jeża. które widziała ubiegłej nocy. którzy to potrafią. Dalej. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. Z NAMI LWAMI. driadę. wznoszących się i opadających tak szybko. razem z nami. To go trochę ostudziło. Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. Ci. Z NAMI LWAMI. wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. Nie było na co czekać. To znaczy z nim i ze mną". opuścili zamek przez wyłom w murze. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. Wkrótce lwy. a wokół niej . jednorożców. gdzie toczy się bitwa. jadą na grzbietach tych. lwami. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić). Najbardziej zadowolony był drugi lew. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. a więc lwów. Żadnego wynoszenia się nad innych. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. Teraz. krasnoludki. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. — I chyba połączyć się z resztą. a więc dzieci. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. centaurów. węsząc. krętego wąwozu. Walczyli tak zaciekle. który biegał tu i tam.nie zamieniła w posąg. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. aby wywęszyć. tak szybko. który przeszył ją dreszczem lęku. — Oczywiście — rzekł Aslan. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. To właśnie lubię w Aslanie. udając bardzo zajętego. przypominająca odgłosy polowania na lisa. To znaczy z nim i ze mną. W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. jak tylko potrafiła. — A teraz wszyscy. co dowodziło. wydawało się też. co ten zgiełk oznaczał. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana. którzy mają dobre nosy. Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. co przypada na ten dzień. koni. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. że jest ich jeszcze więcej. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. żywo. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. I wreszcie. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. Ta para walczyła w samym środku. olbrzymów i osłów. kogo spotkał: „Słyszeliście. Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. Z początku lwy i psy rozbiegły się. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. w świetle dnia. tyle że bardziej doniosła. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku. niech biegną na czele. Powtarzał to w kółko do chwili. Zobaczyła Piotra. psy. Przez las niosła się wrzawa. gdyby nie wielki owczarek. małe zwierzęta. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa. w poszukiwaniu śladu. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. jakby to były trzy noże i trzy miecze.

Gdziekolwiek spojrzała. chyba po raz pierwszy. potem znalazła się na ziemi. które miażdżyły tuziny przeciwników). a jego twarz nabrała niedobrego. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. czy lek w ogóle podziała. — Poczekaj trochę. przypomniała sobie o drogocennym napoju. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. jakim był teraz: jakby postarzały. Dziwne było widzieć Piotra takim. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. — Złaźcie na ziemię. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. co się z nim dzieje. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki. działy się rzeczy straszne. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu.rozciągała się linia starcia obu armii. byłoby już po nas. niepewna. psy kłami. Z rykiem. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. Musimy iść i zobaczyć. usta miał otwarte. — Gdyby nie on. a kiedy ci. a Lew był już nad nią. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. prędko! — powiedział Aslan. Ale i on został ciężko ranny. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. który dostała od Świętego Mikołaja. którzy pozostali przy życiu. nowo przybyli ryknęli dziko. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. Aslanie — mówił Piotr. Ręce tak jej drżały. zobaczyli śmierć Czarownicy. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. który wstrząsnął całą Narnią. Cały był we krwi. a było już po bitwie. Pokonując trzech ogrów. olbrzymy maczugami (i stopami. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie. że uderzył mieczem w jej różdżkę. I Łucja. pojawiła się przed nami jakaś szansa. poddali się albo rzucili do ucieczki. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . pod opieką pani Bobrowej. — Tak. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. zielonego koloru. z twarzą pobladłą i srogą. — To wszystko zasługa Edmunda. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. Był na tyle mądry. przebił się do niej. jednorożce swoimi rogami. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. Kiedy się rozsypała. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. — Łucjo. centaury mieczami i kopytami.

I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono. podnosząc się i idąc za nim.. nie wiem. To byłoby dla niego zbyt straszne. obmywających wciąż i wciąż plażę. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och.. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. na pewno nie. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. A dnia następnego. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. I w tym miejscu. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. olbrzyma Grzmotołupa. Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. jak piasek przesypuje się im między palcami. Aslanie — powiedziała Łucja. Noście te korony godnie. on przywracając do życia tych. przed nimi był piasek. lśniło złoto i płynęło wino. nie tylko wyleczonego z ran. aby mieli co jeść. słychać było cudowny krzyk morskich mew. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. Nazajutrz wyruszyli na wschód. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. wybacz mi. jak byś się czuła. Pomyśl. spacerowały w słońcu czując. . Ale następny dzień był bardziej uroczysty. Synowie Adama! Noście je godnie. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. gdybyś była na jego miejscu. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. karły i lwa. — Mimo to uważam. W jaki sposób Aslan postarał się. bardziej słodka i bardziej wzruszająca. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. leopardy. dobre centaury. Pachniało morzem. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. wzdłuż wielkiej rzeki. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. którzy zostali zamienieni w posągi. około pory podwieczorku. przynajmniej od czasu. zajadając wyborną kolację. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. zastała go już na nogach. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. państwa Bobrów.krok od śmierci. na polu bitwy. Aslan pasował go na rycerza. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. znaleźli się u jej ujścia.

Ustanowili sprawiedliwe prawa. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. drugiego już nie. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. utrzymywali pokój. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. że musieli zrezygnować z . oczywiście. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. Tak powinno być. A w miarę jak upływały lata. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. zanim go wreszcie zobaczyli. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca. To nie jest OSWOJONY lew". pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. czuwali. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. Piotr stał się wysokim. jeśli się go schwyta. jak sami widzicie. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. I tutaj. wśród dźwięku rogów i szczekania psów. aby została ich królową. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. A jednego roku zdarzyło się. Jednego dnia go widzisz. Zuzanna wyrosła na smukłą. zmienili się i wydorośleli. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. I tak żyli sobie w wielkiej radości. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. Tak więc obaj królowie i obie królowe. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak. Nie lubi być niczym skrępowany. aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. który spełnia każde życzenie. Tylko nie próbujcie nalegać. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup). przez gąszcze i polany. Będzie zresztą do nas zaglądał. prosząc o jej rękę. było to tylko jakby wspomnienie snu. że jest dziki. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. ma wiele innych krajów pod swoją opieką. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym.Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. no i. Wówczas zaczęli gonitwę. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. Wiecie już. nie powiedzieli nic. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy. opadających prawie do stóp włosach. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi. Tropili go bardzo długo. aby został. aby schwytać Białego Jelenia. barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem.

zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. Jak tylko to jednak uczynili. że jest to kolumna z żelaza. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. gonitwy. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. że jeśli miniemy ten słup z lampą. — Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. aby je następnie porzucić. jak chcesz. — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. I tak stali. patrząc na to dziwo. a potem weszli w gęstwinę leśną. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu. jakby to był sen albo sen we śnie. że las jest tu młody. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę. aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. jakbym już ją kiedyś widział. czemu tak się dzieje. ale jestem odmiennej myśli. że byłoby hańbą. — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. szlachetny bracie — rzekł król Piotr. — Na grzywę Lwa. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. widzę oto drzewo z żelaza. Widać bowiem. W sercu mym czuję. albo też nie było ich wcale. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. takich jak bitwy. na jakie przyszło nam polować. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. że nie mogli już dalej jechać konno. wyczyny rycerskie. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. ujrzysz. który sobie zamierzyliśmy. a żelazna kolumna stara. I myślę. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. zawsze sięgaliśmy celu. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. — I moje. tylko po to.dalszej gonitwy. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. że gdyby ją zapalono. a na jej szczycie znajduje się lampa. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . Nigdy jeszcze. odkąd my czworo panujemy w Narnii. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. oto jest dziw nad dziwy. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak.

jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". I nie sądzę. na zawsze nim pozostanie. nie powiedział im nic takiego. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . — Nie — powiedział — nie sądzę. był to dopiero początek narnijskich przygód. właśnie wtedy. tak. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. który był człowiekiem bardzo osobliwym. Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. Będą mówić dziwne rzeczy. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. Ale. przypomnieli sobie. gdyby cała czwórka nie poczuła. Zuzanną. lecz między futrzanymi płaszczami. dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. lecz Piotrem. Miejcie oczy otwarte. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. Cóż to? Co się stało? No więc. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. Kto raz został królem w Narnii. pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. oczywiście. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. I to byłby już naprawdę koniec tej historii. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. zauważyli. Co znowu? Po czym to poznać? Och. A Profesor.sądzicie. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. ale uwierzył w całą tę historię. nawet gdybyście się tam dostali. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte. To się stanie samo. aby się w niej schować. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. aby był wielki pożytek z tych płaszczy. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. jeśli Profesor miał rację. chyba że spotkacie takich. nawet między sobą. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. która nas czeka.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->