OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

— Och. odkryli tu kompletną starą zbroję. tak gęstego. co to zdają się nigdy nie mieć końca. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. — Borsuki! — dodała Łucja. ani lasów. — Jeżeli chodzi o mnie. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. który im przydzielono. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. wiodło do pustych sypialni. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. Wszyscy — oprócz Łucji. o jakich wam się nie śniło. ani nawet strumyka płynącego przez ogród. Nie wahając się ani chwili. — To tylko jakiś ptak. z rodzaju tych wielkich domów. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. że przejaśni się w ciągu godziny. że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. I jastrzębie. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. Mogą być jelenie. z rozkoszą wtulając w nie twarz. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. zobaczyła rząd wiszących płaszczy. Tymczasem nie jest tak źle. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. choć była prawie pewna.Łucja. — Lisy! — dodał Edmund. a potem pięć stopni w górę. a trzeba wam wiedzieć. Edziu. a wam radzę zrobić to samo. . która pomyślała sobie. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. to idę do łóżka. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. ze stojącą w rogu harfą. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. Były to przeważnie futra. — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. Kiedy zajrzała do środka. głuptasie — powiedział Edmund. — Wygląda mi na to. — Stawiam dziesięć do jednego. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. ciarki przebiegły jej po plecach. Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. które otworzyli. że przez okno nie było widać ani gór. w pokoju. Jeśli chodzi o mnie. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. przeważnie bardzo starych. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. — To sowa — powiedział Piotr. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć. niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. proszę cię. Mamy radio i mnóstwo książek. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. że będą zamknięte. Był to długi. Oczywiście nie zapomniała o . a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. wielki. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. — Króliki! — dodała Zuzanna. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. Nie było tu nic więcej.

posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. Ale nic takiego nie nastąpiło. Od pasa w górę przypominała człowieka. skrzypskrzyp po śniegu. a nawet kawałek pustego pokoju. ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. a nawet kłującego. Miała też ogon. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. W chwilę później zdała sobie sprawę. — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. Twarz wędrowca była dziwna. lecz w oddali. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. . A kiedy tak stała i patrzyła na nią. Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. że to świeci latarnia na słupie. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. Miał krótką. przekonała się. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. Spojrzała przez ramię za siebie. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. „To chyba kulki naftaliny". ponieważ pamiętała. trzymał otwarty. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. Szyję otulał czerwony. Kiedy zobaczył Łucję. aby zrobić sobie miejsce.) Wyglądało na to. połyskującą w świetle latarni sierścią). wełniany szalik. rozmyślając. ponieważ wiedziała. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. jak już powiedziałem. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. sypkiego i zimnego. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa. chcąc namacać je ręką. aby nie ciągnął się po śniegu. biały od śniegu parasol. tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. a napotkały coś twardego i szorstkiego. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. usłyszała odgłos zbliżających się kroków. W jednej ręce. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. Nagle zauważyła. że coś skrzypi pod jej nogami. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. wciąż spodziewając się. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę. jest noc. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. że stoi pośrodku lasu. że w pokoju nadal jest dzienne światło. „Gdyby coś było nie w porządku. zapewne po to. pomyślała i schyliła się.pozostawieniu otwartych drzwi. Był to faun. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. z których wystawały dwa małe różki. ku dziwnemu światłu przed sobą. Łucja trochę się przestraszyła. potem jeszcze dwa lub trzy. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. lecz miła. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. — Boże miłosierny! — wykrzyknął. którego płatki wirują w powietrzu.

gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun. no. Dopiero kiedy skończył. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. Nazywam się Tumnus. — Oczywiście. nie jestem taka pewna. Córko Ewy. — Ale czy nie jesteś. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję.. kiedy byłem małym faunem. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja. czy nie jesteś kimś. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór. Bardzo się cieszę. ale czy nie mylę się sądząc. nie bardzo rozumiejąc. A ty. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. Najmocniej przepraszam. Trzeba ci bowiem wiedzieć. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie. — Bardzo mi przyjemnie. nie chciałbym być zbyt natrętny. czego nie zamierzał. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale .. który nazywa się Narnią. naturalnie. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. — To jest tam.. proszę mi wybaczyć. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. — Miło mi pana poznać.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja. Teraz już na to za późno. że się przedstawię.. Wszystko. Pozwól. o Łucjo. — i tu urwał. Tam jest lato.. — Naturalnie. to możemy się przeziębić. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. — A czy wolno mi zapytać. — Czy to znaczy. zaraz za nami. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu. ale w porę ugryzł się w język. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. jakby miał powiedzieć coś. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć.. o co mu chodzi. rozbawiona.. a w każdym razie. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. dobry wieczór. że jesteś człowiekiem? — Oczywiście.. — Przecież znajdujemy się w kraju.

zastanawiałam się właśnie. o tym. Była to niewielka. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. faun zaczął opowiadać. Potem. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. aby tańczyć z faunami. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. a może i sam Bachus. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie. potem sardynki na grzankach. A kiedy Łucja już się najadła. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu.. Córko Ewy. Idziemy w tamtą stronę. jakby chcąc dodać sobie otuchy. czy nie powinnam już wracać. albo Ludzie. potem znowu grzanki z masłem. i sardynki. Pan Tumnus schylił się.. a potem jeszcze o lecie. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. jakby był zrobiony z trzciny. i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. Łucja pomyślała sobie. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. stół i kredens. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach. jakby znali się od urodzenia. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. Nie uszli daleko. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. i zaczął na . wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły. stawiając imbryk na ogniu. — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun. który może spełnić każde życzenie. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. i ciasto. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. że w skale jest wejście do pieczary. W rogu były drzwi. a na koniec ciastko z lukrem. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. mały flet. drugi dla przyjaciela". wyjaśnił pan Tumnus). jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę. jak by to było dobrze. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. gdy się go schwyta. wyglądający. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun.. w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. Kiedy znaleźli się w środku. i jeszcze grzanki z miodem. A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. sucha i czysta pieczara. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. studium znanej legendy. mnisi i leśnicy. Córko Ewy! — oznajmił faun. Na podłodze leżał dywan. małymi. — Będzie też ogień na kominku i grzanki. — Nie potrwa to długo — powiedział.. trwającej tygodniami zabawie. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. wykuta w czerwonawej skale. to parasol osłoni nas oboje. Łucja obejrzała sobie książki. — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo.

co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. nad kominkiem. Oto. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć.. jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. taki duży faun jak pan. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. na miłość boską. Lecz za chwilę. — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja. To ona sprawia. jest pan najmilszym faunem. — Płaczę. nie jestem wcale dobry. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. Nie przestał szlochać nawet wówczas. które zaczęły spływać mu po policzkach. bo jestem bardzo złym faunem. ale. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. nie mówiłabyś tak. muszę już wracać do domu. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. drogi panie Tumnusie. że jest pan bardzo miłym faunem. naprawdę. och. — Jestem sługą Białej Czarownicy. och — załkał pan Tumnus. — Myślę. Tęskny ton fletu sprawiał. na portrecie. trochę przestraszona. niech mi pan wreszcie powie. drogi panie Tumnusie. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. potrząsając nim w rozpaczy. Płakał i płakał.. jakiego zdarzyło mi się spotkać.. co ja zrobiłem — odrzekł faun. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. — Proszę przestać. — Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. że Łucji chciało się płakać i śmiać. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. teraz już w chusteczkę. gdy stawała się tak mokra. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią. Zawsze jest zima. że zawsze jest zima. och. Miałam wpaść tylko na chwilkę. jestem bardzo zły. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to. że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja. — Nie sądzę. tańczyć i spać jednocześnie.nim grać.. tak mi żal. zapytała: — Och. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię. — Och. że muszę panu przerwać. — Nie. czym jestem. gdy Łucja podeszła do niego. — Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. Będą się o mnie niepokoić. Naprawdę. tak pan ryczy?! — Och. Musiały chyba minąć całe godziny. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa. widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . wyżymając ją co jakiś czas. — Wcale nie myślę. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił. — Czego by nie zrobił? — Tego. No i dlaczego. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał.

aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. co to spotyka w lesie biedne. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem. — Jestem pewna. a Bóg jeden wie. Czy mogłabyś uwierzyć. ale i niezbyt surowa). że to się już nigdy nie powtórzy. co KIEDYŚ zrobiłem. rzecz jasna — odrzekł faun. — O Córko Ewy. zaprosiłem cię na podwieczorek. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho. że jestem takim faunem. Robiłem wszystko. Każe mi odciąć ogon. tak. wiem dobrze. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja.. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. — Cóż. że się z nim zaprzyjaźnia. Myślę. Odprowadzę cię aż do Latarni. aby je uśpić. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie. — Bardzo mi przykro. udaje. kiedy już cię znam. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. ale przez cały czas. — To ty jesteś tym dzieckiem. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. Ale żałuje pan tak szczerze. które nie zrobiło mu nic złego. — Pozwolę. w tej właśnie chwili. bryłowate kopyta. których kiedykolwiek spotkam w lesie. jacy są ludzie. Cały las pełen jest jej szpiegów. — Nie zrobi pan tego.. pójdę i powiem JEJ… — Och. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna.. że kiedy cię uśpię. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. że muszę tak postąpić. — To oczywiste. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. aż do czasu. — Porywam dla niej dzieci. jak u jakiejś nędznej szkapy. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to.. niewinne dziecko.. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. — No. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. że trafię — powiedziała Łucja. wyrwać brodę. Nie miałem pojęcia. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła. odpiłować różki. to rzeczywiście brzydko z pana strony. oto cała prawda. podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary. Popatrz na mnie. Teraz. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. nie dbając nawet o posprzątanie po . Nawet niektóre drzewa są na jej służbie. Jestem pewna. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. Ja to robię TERAZ. zanim ciebie spotkałem. cóż. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. jaką spotykam. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. Córko Ewy.. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. — Nie mówię o czymś. przez cały czas myślałem tylko o tym.

. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz. jak będziesz chciała. Łucja odetchnęła z ulgą. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. kiedy dotarli wreszcie do Latarni.. widzę już drzwi szafy. na miłość boską. — Czy stąd już pamiętasz drogę. czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. I nagle. że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. — O czym ty. nie odzywając się do siebie. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie. — Biedna Łusia. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. jak potrafiła. przemykali się ukradkiem przez las. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. — A może. aż raptem zdała sobie sprawę z tego. — Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. — I mam nadzieję. . może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. łapiąc oddech po szybkim biegu. — Zegnaj. jestem tutaj! — krzyknęła. — I.. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna.. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. wyglądającą jak odblask dziennego światła. wybaczam — powiedziała Łucja. zamiast szorstkich gałęzi drzew. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. — Hej. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. — Już wróciłam. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło. — Tak. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi. Na dworze wciąż padało. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. jak tylko potrafisz — powiedział faun. mówisz. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. ściskając mu serdecznie rękę. Łucjo? — zapytała Zuzanna. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa.podwieczorku. — A więc pędź do domu tak szybko.

na co go stać. pukając się w czoło. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. i tam jest faun i Czarownica. — To jest zaczarowana szafa. Pewność. Łucjo. a jak nie wierzycie. że w rzeczywistości to ona ma rację. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna. Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej. naprawdę udało ci się nas nabrać. Popatrzcie. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. Mam rację. co o tym sądzić. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. to idźcie i sami zobaczcie.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. — To prawda. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. rozchylał płaszcze i — cóż. i to się nazywa Narnia. ani śniegu. Piotrze. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. — Nie bądź głupia. Naprawdę tak było. co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. ale Edmund potrafił być złośliwy. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. Łucjo? — zapytał Piotr. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. wszyscy. W środku jest las i pada śnieg. co powiedziałam — odrzekła Łucja. twarde drewno. łącznie z Łucją. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. że jest to tylko zwykłe. Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. — No. Nie było ani lasu. Prawie ci uwierzyliśmy. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. Łucjo — powiedziała Zuzanna. Przysięgam. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. — Nie. nie było mnie całe godziny. otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. wypytując ją. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. wybuchnęła płaczem. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. — Kompletnie stuknięta. — Co właściwie masz na myśli. — To. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. a w tym wypadku pokazywał. toteż nie mogła się na to zdecydować. — Posłuchaj. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. aby upewnić wszystkich. Dzieci nie wiedziały. czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. tu jest tylna ściana. ale Łucja była tak wzburzona. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja.

To już zupełnie przestało mu się podobać. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. futra. Gdy zbliżyła się do szafy. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu. aby wpuścić do środka trochę światła. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. Wprost przed sobą. I tak było aż do następnego deszczowego dnia. jak zawsze. gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. Łucja wśliznęła się do garderoby. ale po Łucji nie było ani śladu. I wtedy zobaczył światło. Wewnątrz wisiały. Poczuł też. sypki śnieg. Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. między pniami drzew. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. łowiąc ryby. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. było cicho i ciemno. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". stwierdził nagle. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju. który pokrywał też gałęzie drzew. Edmund zauważył. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. pachniało naftaliną. Naokoło panowała głęboka cisza. ale tak. ponieważ wiedziała. że to otwarte drzwi szafy. które usłyszała. jakby był jedyną . że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. Potem zaczął macać rękami w ciemności. dobrej kryjówki. jakby znajdował się na dworze. szukając siostry. takie. Pierwsza szukała Zuzanna. Tego dnia. to w drugą stronę. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. Pod stopami chrzęścił mu suchy. ale dlatego. że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. że gdyby ją tam znaleziono. ponieważ wiedziała.przebywać poza domem od rana do wieczora. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. że to przyszła Zuzanna. zobaczył wschodzące słońce. czerwone i wyraźne. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. „Na pewno myśli. że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. kąpiąc się. Otworzył drzwi. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy. Postanowił więc otworzyć drzwi. Kroki. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". gdy jest to szafa zaczarowana. były krokami Edmunda. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. pewien.

że to miejsce nie bardzo mu się podoba. Teraz przypomniał sobie o Łucji. — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. że reny prawie przysiadły na śniegu. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. Na koźle siedział przysadzisty karzeł. a sierść miały tak białą. że ciarki przebiegają mu po plecach. Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. że ci nie uwierzyłem. Teraz widzę. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. gdyby stanął wyprostowany. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. karzeł strzelał z bata. co jej ostatnio mówiłem". jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. lecz zupełnie biała. który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. . prostą laseczkę. wobec czego już postanowił wracać do domu. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. hej. pomyślał Edmund. że siostra musi być gdzieś blisko. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada. a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. Poczuł. odezwał się dźwięk dzwoneczków. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. jaką Edmund kiedykolwiek widział. Za nim. Ale wyjdź już. gdy nagle. gdzieś daleko w lesie. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. jeszcze mniej podobało mu się to. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. zimnym i cichym miejscu. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. na podwyższeniu pośrodku sań. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku. Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. lub wata cukrowa. że od początku miałaś rację. a na głowie miał czerwony kaptur z długim. Była to twarz piękna. zwisającym nisko pomponem. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. zapłonęły żywym ogniem. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. lecz dumna. Wciąż miał jednak nadzieję. Nasłuchiwał. w prawej ręce trzymała długą. jak śnieg lub papier. Łusiu! Przepraszam. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. a na głowie miała złotą koronę. który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. zimna i surowa. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia.żywą istotą w tym kraju. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". parskając głośno. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. Obfita broda spływała mu aż na kolana. Pani również była przykryta białym futrem. . że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary.

nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. Drzwi do Świata Ludzi. — Ja. najjaśniejsza pani. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa.. co odpowiedzieć. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć. Edmund czuł... — Nigdy nie miałem brody. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. Pani zmarszczyła brwi. . wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś. w jaki na niego patrzyła. Jestem w szkole.. spoglądając surowo na Edmunda. to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem.. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz.. — Drzwi. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani.. prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach. To może popsuć wszystko. ja otworzyłem drzwi. — Proszę o wybaczenie. abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak.. aby zrozumieć pytanie. — I odpowiedz mi wreszcie. nie wiedziałem. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. który obciął sobie brodę? — Nie. Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem.. że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział. bardziej do siebie niż do niego. Słyszałam już o takich rzeczach.. — Kimkolwiek jesteś. wasza królewska wysokość. — Ha! — wykrzyknęła królowa. Był zbyt zmieszany. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja... chyba że chcesz. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem. a ręka uniosła różdżkę. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo. i po prostu znalazłem się tutaj. że za chwilę stanie się coś strasznego.. ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. królowa nagle jakby zmieniła zamiar.. teraz są wakacje.— A kimże ty jesteś? — zapytała pani. to znaczy byłem. Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę.. . ja... — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej.. Jestem chłopcem. Wcale nie podobał mu się sposób.

a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. kto go choć raz skosztuje. Im więcej zjadał. Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie. przewiązane zieloną wstążeczką pudło. Królową interesowało szczególnie to. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego. Początkowo starał się pamiętać. ale wkrótce o tym zapomniał. wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. Dziwny napój nie przypominał niczego. ale nie śmiał być nieposłuszny. żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. dlaczego królowa jest taka ciekawa. Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła. Królowa zapewne dobrze wiedziała. Synu Adama? — zapytała królowa. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. będzie chciał wciąż więcej i więcej. że ma brata i dwie siostry. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. o czym Edmund marzy. ani mniej? Edmund. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. i wciąż wracała do tego tematu. co parowało w zimnym powietrzu. szczękając zębami. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. poczuł się od razu lepiej. bardzo proszę. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. podniósł kubek. co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. odpowiadał wciąż: — Tak. — Nie sądzisz. czy nie chciałby więcej. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. ponieważ wiedziała też. ile tylko zdoła. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. tak że mógłby zajeść . tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. ani więcej. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. ale gdy tylko spadła na śnieg. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. by go zapytano. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość". — Czy jesteś pewien. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. modląc się w duchu. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. — Tak. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. pieniący się i gęsty.Trudno powiedzieć. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. że jest ich czworo. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. tym bardziej miał na nie ochotę. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. jeśli można.

Twego brata uczynię hrabią.. nie wyglądał teraz ani mądrze. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. Nie. a musisz wiedzieć. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej. — Jestem pewna. Cokolwiek mogła mówić królowa. — Och. — Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką. gdyby mu na to pozwolono. naturalnie razem z nimi. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. gdybyś tu wrócił sam. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. Będę na ciebie czekała i NA NICH. Miał wypieki na twarzy. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa.. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem.. Myślę. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo.się na śmierć. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa. to zrozumiałe. bo takie czary można zrobić tylko raz. ani pięknie. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. — Bo widzisz. pod którą Łucja spotkała fauna. — Och. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. że będzie ci się podobało. ślina ciekła mu z ust. Co innego w moim pałacu. tylko powiedziała: — Synu Adama. że nie będzie ci się chciało po nich iść. ale teraz zapomniał o wszystkim. jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. Kiedy wsiadał do sań. kiedy mnie już nie będzie. musisz teraz wrócić do swojego kraju. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo. a twoje siostry hrabinami. — Ale ja nawet nie wiem. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. musisz tylko znaleźć Latarnię. Bardzo pragnę je poznać. Ty będziesz księciem. a ręce lepiły się od potu. A muszę wyznać. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca. że nie mam swoich własnych dzieci. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. Kiedy tu wrócisz następnym razem. oczywiście. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. jakiego dotąd spotkałam.. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. trząsł się ze strachu. mógłbyś o nich zapomnieć. Teraz już nie mogę. poszukać tych dwu . — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. Nie byłoby dobrze. — Ach. to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. a później królem. z którego nie będzie mógł trafić do domu.

że wszystko . och. gdy nagle usłyszał. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. tak że zawsze jest tu zima. że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. i zwierzęta. Jestem pewna. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. który ma się zupełnie dobrze. dobrze? Zróbmy im niespodziankę.. jeszcze jedna sprawa. złośliwych plotek. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. jak ktoś wykrzykuje jego imię. a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby. które są dobre. Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy. które opowiadają. — Błagam. tym faunem. a kiedy usłyszał. gdybyś przyszedł sam. że tak będzie najlepiej. z którą się zaprzyjaźnił. ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie.wzgórz i iść w ich kierunku przez las. Ale. — Gdybym tylko wiedziała. zawsze zima. — Dobra. a kiedy się rozejrzał. — Aha. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja.. kto tu mieszka". za którymi zniknęły sanie. że mnie puścił. a musisz wiedzieć. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. więc sądzi. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz.. aby się mnie lękano. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu. że ty też tu trafisz. To będzie taki nasz mały sekret. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. aby się zgodzili. która była tak szczęśliwa i podniecona. w każdym razie te. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. Byłabym bardzo zła. czy coś w tym rodzaju. A kiedy dojdziecie do mojego zamku. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund. Nazywa siebie królową Narnii. a kiedy sanie ruszyły. zobaczymy. Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa. po prostu jej nienawidzą. na miłość boską. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. Edmundzie! — zawołała. — Przecież widzę. że pani. poczuł się jeszcze gorzej. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund. — Dała znak karłowi. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. Nie musisz im o mnie od razu mówić. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. to mogę cię przeprosić. jest groźną czarownicą. że w ogóle się o tym nie dowiedziała. chociaż wcale nie ma do tego prawa. Jeżeli chcesz. i wszystkie driady i najady.. dobra — powiedział Edmund.. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy.. że. — Och. możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. i być może wszystko dobrze się skończy. i karły. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. — Kto to taki? — To okropna postać.

Tym razem trafili z powrotem bez trudności. Edmund i ja. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. starając się sprawić wrażenie. że Łucja miała rację. — Zapytaj kogo chcesz. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. Ach. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. — A więc chodź. jaki mu przyszedł do głowy. ale nie bardzo jeszcze wiedział. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. Edmundzie. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. chociaż było to dalekie od prawdy. — Co to wszystko znaczy. co mówią fauny — powiedział Edmund. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. co z tym wszystkim począć. Byliśmy tam razem. Czuł się fatalnie. do którego można się dostać przez szafę. ponieważ w końcu okazało się. . jakie nas czekają wspaniałe przygody. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. Nie wiedział więc. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. Naprawdę JEST taki kraj. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. No. że to ona miała rację. Nie sądzę też. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. w którym znaleźli rycerską zbroję). Edmund też to widział. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. był nadąsany i zły na Łucję. poszukamy innych. — Ejże. i spotkaliśmy się w lesie. — Pan Tumnus. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. jakby wiedział o faunach o wiele więcej. Edmundzie. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. ten faun — odpowiedziała Łucja. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. był też pewien. że ty też tu trafiłeś. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. Nagle. tak się cieszę. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. opowiedz im o wszystkim. zamiast ośnieżonych gałęzi. Chodźmy do domu. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. ale w głębi serca pomyślał.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. Edziu? — zapytał Piotr. — Masz rację! Och. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie.

jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). ale na nic się to zdało. zachichotał i powiedział: — Ach tak. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić. że napisze do ojca. a wy wszyscy jesteście potwory. że robisz to wszystko tylko po to... — Oczywiście trzeba się liczyć z tym. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr. Jestem pewien.— No. długo jeszcze stali na korytarzu. a kiedy . że jej pomożesz. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. co sobie myślicie. i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. — Hej. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego. — wyjąkał Edmund i urwał.. Chodźmy i poszukajmy Łucji. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. co się wam będzie podobało. a następnego udajesz. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. powiedz nam. Rezultat tej nocnej narady był taki. myślałem. jeśli uzna. Edziu — odezwała się Zuzanna. kiedy szli do gabinetu Profesora. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju. błagam was — wtrąciła się Zuzanna. że odniósł wielki sukces. i nie obchodzi mnie. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. że Łucja ma źle w głowie. co mówicie. wydawało się. Zapukali do drzwi. A naprawdę nic tam nie ma. że płakała. — Właśnie o to chodzi. nikt nie miał wątpliwości. I Edmund przybrał pobłażliwą minę. żałuję. co opowiada. że tam nie zostałam.. po prostu bawiłem się z Łucją udając. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. aby jej dokuczyć. że jego plan nie udaje się tak dobrze. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. że bzdury — powiedział Piotr. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. Edmundowi. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie. co powiedzieć.. Łucja była w okropnym nastroju. — Nie poprawicie sytuacji. jak myślał. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego. całkowicie zaskoczony.. — To wszystko ze złości. Widzieliśmy to już w szkole. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. że uwierzyłem w całą tę historię. — Przestańcie.. zawsze. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz... Łucja była zupełnie normalna. Chyba nie będzie dla was niespodzianką.. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy. że w to wierzysz? — Ja myślałem. albo zrobić. Naturalnie tylko dla zabawy. ale odkąd tu jesteśmy. — Jasne. szepcząc coś do siebie. Spotkałam fauna i. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami. Ale czy sądzisz. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami. sprawia wrażenie. bo nie wiedział.

— Ależ. że jest inaczej. że nie zwykła kłamać. jeśli mi wolno zapytać. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała. — Logika! — powiedział Profesor. kiedy zajrzeliśmy do środka. żeby stwierdzić. Potem usiadł w fotelu. że mówi prawdę. musimy założyć. wystarczy z nią porozmawiać. że tam naprawdę nic nie było. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna. kto wejdzie do szafy. weszli do środka. albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to.. jestem tego samego zdania co Piotr. że na pewno nie zwariowała. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. Wystarczy na nią popatrzeć. jakby do siebie. że tak się tylko bawili. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie.. A więc przynajmniej czasowo. albo zwariowała. to bardzo poważna sprawa. Kiedy skończyli. na bardzo wnikliwą uwagę. — Ale wobec tego. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. — zaczęła Zuzanna i urwała. to dlaczego każdy. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to. o to możecie być spokojni. potem odchrząknął i powiedział coś. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś.. że stykały się końcami palców. panie Profesorze — powiedział Piotr. milczał przez jakiś czas. co o tym myśleć. panie Profesorze. — No więc. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. to wszystko o tym lesie i o faunie. Nawet się jej nie śniło. — Jeżeli to prawda. że Łucja. tak ogólnie. Na przykład. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. bo przecież. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. — Obawiamy się. Wiecie. ale przecież to nie może być prawda.Profesor zawołał: „Proszę!".. jeżeli coś jest prawdziwe. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie. — A co ty o tym sądzisz.. że sobie z nich żartuje. i jest oczywiste. złożył dłonie tak. — zaczęła Zuzanna i urwała. to musi być prawdziwe zawsze! . czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. Albo wasza siostra kłamie. — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. że jedno z nich — albo brat. albo mówi prawdę. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. że żartuje. że nie zwariowała. że jest całkowicie do ich dyspozycji. i słuchał z uwagą. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to.. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. — Och. — To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to. naprawdę bardzo poważna sprawa. — Przecież sam Edmund powiedział.

Wkrótce jednak miało się okazać. odrębny czas. którą wam właśnie opowiadam. czego oni ich uczą w tych szkołach. że jest inaczej. gdyby się okazało. co o nim opowiadano. — Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. a ani ona. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. co wiedziała o starym domu. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. aby być wszędzie. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . a pani Macready. Profesor zawsze się zgadzał. to Łucja nie miałaby czasu. Miała wrażenie. zdejmując okulary. jego gospodyni. oprowadzała ich po domu. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. Piotr zadbał o to. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. a nawet w książkach historycznych. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. a który wart jest wypróbowania. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. nie było w tym nic dziwnego. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. że ten Inny Świat ma swój własny. biorąc pod uwagę to. o zbroi. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. które wymieniane są w przewodnikach. Był to koniec rozmowy. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. którego nikt jeszcze nie podsunął. że nie było jej całe godziny. tak więc. Był to jeden z tych starych domów. Z drugiej strony nie sądzę.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. Stała się po prostu tematem zakazanym. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. opowiadając o obrazach. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. tuż koło nas. — Ale wobec tego. Zabrał się do ich czyszczenia. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. a już szczególnie nie znosiła. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. Nie minęła nawet minuta. żeby to pasowało do jej opowieści. mówię. — To właśnie sprawia. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. w tym miejscu. a ona upierała się. niezależnie od tego. to wcale bym się nie zdziwił. by jej przeszkadzano. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. Łucja dostała się do Innego Świata. — Jest pewien pomysł. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. Sądzę. co na to powiedzieć. o rzadkich okazach książek w bibliotece. jak długo w nim się przebywa. gdzie opowiadała. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo.

to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. ciężko dysząc. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi. . aby ich przyłapać. wciąż słysząc zbliżające się glosy. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. — Rzeczywiście. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna. usłyszeli głosy na korytarzu. że biegali tam i z powrotem. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy.NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund. Piotr przyciągnął za sobą drzwi.. a pozostała trójka była tego samego zdania. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. abyście pamiętali. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie. o. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. czy może zaczęły działać jakieś czary. potem chrobotanie pr\y drzwiach. zastanawiając się. dopóki nie przejdą. aby zwabić ich do Narnii — dość. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. — Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr. mokre! Oj. czy też pani Macready uwzięła się. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece. Nikt tam za nami nie wejdzie. a wreszcie zobaczyli. jak by tu ją rozebrać na kawałki. jak tego oczekiwali. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. psiakostka. gdy się wchodzi do szafy. jest zimne i.innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. a nie frontowymi. to was tam nie ma. nie zamykając ich jednak całkowicie.. że klamka zaczyna się poruszać. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze.

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej. a . — Co? — spytał Piotr. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. aby ze mną rozmawiać. — Drozd! — zawołała Łucja. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. ani o faunach. patrząc na Piotra tak. ale na tyle blisko. że to czarownica. na lewo. o którym nic nie wiemy. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. Dobrze by było. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. — Faun uratował Łucję.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć. o. że fauny są w porządku. drozdy są zawsze dobrymi ptakami. jakie czytałem. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. tak.. zimowe słońce. tam. co robimy? — A co? — spytał Piotr. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. Wędrowali tak około godziny. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. Nigdzie go nie było. z gałązek opadała lawina śniegu. To przecież drozd. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. że drozd nie mógłby być po złej stronie. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. żebyś to wiedział. Kiedy odfruwał. — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle. po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. tak. Skąd możemy wiedzieć. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. We wszystkich opowieściach. a królowa.. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno. Skąd wiesz. — Idziemy za przewodnikiem. to miałbym ci coś do powiedzenia. zniżając głos do szeptu. aby nie stracili go z oczu. SŁYSZAŁEM. — Jeżeli już o to chodzi. — Tam coś jest wśród drzew. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. Jestem pewien. Dziewczynki szły na przedzie. Przelatywał z drzewa na drzewo.

czy nie. co to jest. O. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić. tam. starając się. ale wiem. znalazły bobra. że się wahają. co nie chce być zauważone. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. Widziałem jego ogon. — To jasne — powiedział Piotr. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra.nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. w gęstszy las. Trzymajmy się blisko siebie. kiedy dają znać. jakby w obawie. Co o tym myślisz. że ich gałęzie połączyły się. patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. jak można się było spodziewać. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. — To coś takiego. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. chociaż nikt nic nie powiedział. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. — To bóbr. żebyśmy byli cicho. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. — Tak. aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. gdzie pokazuję. — Wiem. Na ich widok znowu zaczął się cofać. gardłowym głosem: — Trochę dalej. czyniąc wyraźne znaki. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna. Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. — Nie sądzę. która obserwowała ich zza drzewa. żeby być cicho. że na pewno zjadłabym obiad. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. odezwał się chrapliwym. czy iść za nim. Przeciwnie. . — Wciąż tam jest. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. a za nim. tak jak ludzie przykładają palec do ust. rozejrzał się dookoła. Schowało się za tym wielkim drzewem. jeśli okaże się wrogiem. — On chce. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra. przyłożyło łapę do pyska. — Nie wiem. — Problem tylko. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. co to jest — powiedział Piotr. Dzieci stały. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. wstrzymując oddechy. tworząc szczelny dach. a poza tym czuję. I wtedy. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. — O. i powiedział: „Ciiicho!". Zabłądzili. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. — Co to może być? — zapytała Łucja. Potem zniknął ponownie. — O. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. by poszli za nim. a widząc. Chodźcie trochę dalej. Potem znowu znikło. że ktoś może ich zobaczyć.

że Aslan jest w drodze.. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. że gdyby mu się coś stało. o kim mówię. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. wiecie. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy. a może już wylądował. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie. — tu głos mu zamarł. proszę. albo tak cudowne. w porządku — powiedział bóbr. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. muszę was odnaleźć i zabrać do. przypominało nastrój. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja. że można bobrowi zaufać. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. aby przyśnił się wam raz jeszcze. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka. Zuzanna poczuła się tak. Potem dał znać dzieciom. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. które przeniknęło Łucję. — Oto mój znak rozpoznawczy. jesteśmy tu obcy. — W porządku. każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata. słodka melodia. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. Nie jesteśmy tu bezpieczni. ale są i takie. — Nie tak głośno. Większość z nich jest po naszej stronie. — Nie tutaj. że ktoś powiedział coś. — One zawsze nasłuchują. no i zjeść obiad. Muszę was zaprowadzić tam. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. A uczucie. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. które mogłyby donieść JEJ.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. — Zgadza się — rzekł bóbr.. wyczuł. oczywiście. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie.. i zdążył mi ją przekazać.. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. — Oprócz nas nie ma tu nikogo. że przyjdą go aresztować. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki. czego nie rozumieliście. a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem. — Biedaczysko. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. Powiedział mi. którą dałam biednemu panu Tumnusowi.

Uważajcie tylko. Nie mieli wątpliwości. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. przypomnieli sobie od razu. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. Poniżej też był lód. Tama okazała się wystarczająco szeroka. że patrzą na tamę. Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. częściowo w nią wbudowany. Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. żeby się nie pośliznąć. czy Piotrowi będzie się to podobało"). że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone.. Pokażę wam drogę. który ją pokrywał. ale nie płaski i równy jak stół. Nie ulegało wątpliwości. że pani Bobrowa nas oczekuje. Patrząc w górę tej dolinki. A tam. Trwało to około godziny. że może zostać królem („Ciekaw jestem. pieczenie i smażenie. Pośrodku tamy. Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. Trudno się dziwić. a teren zaczął się stopniowo obniżać. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. zaledwie milę stąd. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. Zauważyli zresztą. Stali na zboczu spadzistej. „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. a może jeszcze bliżej". biegnącej przez niezbyt stromą dolinę. lśniła teraz ściana lodowych sopli. Słońce wciąż świeciło. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. wąskiej doliny. Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. lecz pofałdowany i pożłobiony. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń. że są to owe dwa wzgórza. zobaczył dwa małe wzniesienia. którą zbudował właśnie pan Bóbr. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. aby po niej iść. co sprawiało.słowa „obiad". które pokazała mu Biała Czarownica. Nieco niżej widać było ujście drugiej. co łatwo można dostrzec na twarzy osoby. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. Powyżej tamy znajdowało się coś. że przecież bobry zawsze budują tamy. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. . mniejszej rzeczki. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok.. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód. i okropny pomysł wpadł mu do głowy. gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka.

panie Bobrze. która zwróciła uwagę Łucji. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. choć bardzo czysty. rozmaite narzędzia murarskie. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. popatrzył uważnie w dziurę. by cebrzyk napełnił się rybami. ile było potrzeba. wstała. szpadle. jak na okręcie. Możecie sobie wyobrazić. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek. Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. kiedy weszli do środka. wyjęła długą nitkę. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. był dziwnie znajomy turkot. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. rydle. stare łapy. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. pokroić chleb. aby się ogrzały. do horyzontu. i spojrzała na nich przyjaźnie. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. że przyniesiesz nam jakąś rybkę. płaszcze nieprzemakalne. Łucja pomyślała sobie. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk. z . wędki. — Znalazłem ich. nożyce. wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. wyszedł z domu (a Piotr z nim).a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. był szorstki w dotyku. — A więc jesteśmy. aż na sam środek. Na ich widok zatrzymała maszynę. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję. Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. Nie było w nim książek ani obrazów. siekiery. sieci rybackie i więcierze. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą. na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. Była to pani Bobrowa. Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. Pierwszą rzeczą. że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. wyciągnął pięknego pstrąga. — Przyniosę. aby odparowały. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. wyciągając do nich swoje pomarszczone. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel". w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. to jesteśmy już prawie gotowe". włożyć talerze do piekarnika. nakryć do stołu. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. która zwisała jej z pyska. i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. skąd hen. — Nareszcie! Pomyśleć tylko. żono — powiedział pan Bóbr. A obrus na stole. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. a na ścianach wisiały gumowe buty.

że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. a wszyscy wiemy. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni. żebyś go uratowała. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i . spoglądając w okno. i to wszystko z mojego powodu. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień. — To najlepsze. to paskudna. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. że zabrała go policja. a jeśli ktoś próbował was tropić. co stało się z panem Tumnusem. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie.. aby go uratować. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. A kiedy skończyli jeść rybę.której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. aby się o nią wygodnie oprzeć. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy... — Nie wątpię. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. prowadzili go na północ. — A teraz — powiedział pan Bóbr. — Ale. — No cóż. wzdłuż schodów. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja. Posągi. — Nie ma wątpliwości. gdybyś tylko mogła. których tam zabrano. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. — Nie wszyscy.. który to wszystko widział. co to oznacza. w wielkiej sali. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. że śnieg znowu pada — dodał. aż napełnię sobie fajkę. Widzę. każdy podsunął swój stołek do ściany. na ile miał ochotę. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy. nie znajdzie żadnych śladów. — Obawiam się. To przecież jest straszne. — Kiedy go ostatni raz widziano. herbata była już gotowa. Posągi tych. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. możemy zająć się naszymi sprawami. niewielu dotąd powróciło. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. to znaczy my musimy coś zrobić. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. W każdym razie z tych. co mogło się zdarzyć. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. Mówią. tak że kiedy skończyli struclę. potrząsając głową. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. bo to znaczy. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie.

. — Myślałam. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz. Ale oto doszła nas nowina.. Ale skoro już Aslan jest w drodze. na co ją stać. albo zaczaić się i czekać. ponieważ znowu.. Powiedziałem wam. Czyżbyście nie wiedzieli. kiedy go zobaczycie. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. to już będzie szczyt tego.. Znikną smutki i gorycze... — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna.. gdzie się z nim spotkacie. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. może uratować pana Tumnusa. On sobie poradzi z Białą Czarownicą. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem. Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca. wybuchając śmiechem. — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund. To on. Nie możemy go tak po prostu zostawić. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie. — Aslan. do licha. — O Córko Ewy... jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione. — Czy. choć nie bywa tu często. że nie.. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna. Czy on. na sam dźwięk tego imienia. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać. A gdy zębem wkoło błyśnie. że jesteśmy. żeby z nim to zrobiono. narażając swoje życie. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście. jak dobra nowina. i to nie jakimś tam lwem. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób.. na przykład wędrownymi sprzedawcami. a nie wy. — Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. jakoby powrócił.. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza.. człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. żeby był. Zimę nagła śmierć uściśnie. nie. aż ona będzie wyjeżdżała. Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. żeby. przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę. nie wiecie? On jest Królem.. — Oczywiście. Nie. On wszystko naprawi... no. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja. albo. Już jest w Narnii. albo kimkolwiek. — Nie sądzę. że jest człowiekiem.. A gdy głośno on zaryczy. — To znaczy. Zrozumiecie zresztą sami. Mam was zaprowadzić tam. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę. On jest Panem całej puszczy.wyjść z niego żywym. och. — Jak to. nie .

że on jest Królem. Ale jest dobry. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. — Tego właśnie nie rozumiem. Ona pochodzi od Lilith. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. — Groźny? — powtórzył pan Bóbr. że może mi się zrobić słabo. — Nie słyszałaś. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. że kiedyś. gdy do tego dojdzie. w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. kto może stanąć przed Aslanem. którzy wyglądają jak ludzie. żebyśmy w to uwierzyli. Jest jeszcze jeden stary wiersz. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. — To jest w dół rzeki. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. — Jeżeli jest ktoś. bez obrazy tutaj obecnych. że jest groźny. Powiedziałem wam. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. To wcale nie znaczy. możemy zaczynać. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . Przeminą złe czasy niegodziwości. uderzając łapą w stół z taką siłą. że ci się zrobi słabo. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. która twierdziła. dobry kawałek stąd. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. — Gdzie to jest? — zapytała Łucja. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. kiedy spotkam lwa. — Nie ma wątpliwości. W Ker-Paravelu na tronie zagości. a nimi nie są. że nie będziemy was potrzebować. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. panie Bobrze — powiedział Piotr. Nie. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. albo jest po prostu głupi. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. Słyszeliśmy. nie. Zaprowadzę was. — Masz świętą rację. Nadeszła wiadomość. Ale ona nie jest Córką Ewy. Kiedy już będzie z nami. co powiedziała moja żona? Oczywiście. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów.jest groźny? Obawiam się. — I ja również. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. — I zobaczysz go.

— Będzie lepiej. albo też powinien być człowiekiem. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. Wypatruje was od lat. wracając do rzeczy. a ze środka tamy. jeden przez drugiego. po chwili milczenia. — Och. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje.. kiedy tu wędrowaliśmy. albo kiedyś był człowiekiem. kto zamierza być człowiekiem. a jeżeli się dowie. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. który już wkładał długie buty. a jeszcze nim nie jest. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. Nie mamy ani chwili do stracenia. gdyby wszystko działo się tak. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę. panie Bobrze? — zapytał Piotr. że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić. krążyli wokoło. Teraz. — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. które zapadło po jego ostatnich słowach. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia. który powinien być stolicą całego kraju. jak żałuję.. ledwo można było dostrzec oba brzegi. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. Łucja zapytała. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie. — Przecież nie . a potem wszyscy. gdzie macie siekierę. że jest was czworo. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. że jest was czworo. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. Śnieg sypał gęsto. jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. że zapomniały o Bożym świecie. Ale. sypki śnieg. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. gdzie stali. a już nim być przestał. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach. — Och. nagle: — Słuchajcie. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy. ale i jej życia. u ujścia rzeki. musi od razu wrócić i. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni. Gdyby się tylko dowiedziała. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. Ale biorąc rzecz w ogólności. — Robić? — powtórzył gospodarz.

— On poszedł do NIEJ. do Białej Czarownicy. nie. że nie ma sensu go szukać? — Powód. co może jej powiedzieć. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa. że nie zrobi mu krzywdy. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. — Wydaje mi się. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. ponieważ każde z nich nagle poczuło. — Obawiam się.mógł odejść daleko. że jedynym sposobem na to. To jest teraz nasza jedyna szansa.. aby uratować jego i siebie. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr. a . zawsze to poznacie. nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. jak tam trafić? — zapytał Piotr. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. zależy od tego. Jest coś takiego w ich oczach.. — Och. A dopóki ma tylko jego. co tu robił i kogo spotkał? — No więc. naprawdę! — zawołała Zuzanna. Zdradził nas wszystkich. — Och. — Czy sądzi pan. KIEDY on się wymknął z domu. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie". że on już spotkał Białą Czarownicę. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. — A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. No. On mi wyglądał na takiego. — Czy nie rozumiecie. to myślę. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. przestanie się niepokoić.. co chciały powiedzieć. i to jeszcze dziecko. bo to najlepsza przynęta. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy.. Bo to. zamarło im na ustach. to jesteśmy górą.. aby zwabić was troje. — A czy mówił wam. Na przykład.. co mu dała. że był. Co pan miał na myśli mówiąc. co usłyszał. — Musimy iść i spotkać się z Aslanem. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. i wszystko. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. Ostatecznie to nasz brat. że on wie. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem. — A więc posłuchajcie. zanim wyszedł? Jeżeli nie. dla którego nie ma sensu go szukać. nie mówił — odpowiedziała Łucja. A my musimy go znaleźć. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. — A powiem wam. już jest po jej stronie i już wie. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. że Edmund na pewno to zrobił. i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo.. gdzie ona mieszka. patrząc uważnie na troje dzieci. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. aby ustalić. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać.

Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. to traktuje go bardzo ozięble. w nim budziło coś równie tajemniczego.w takim razie nie będzie się miała na baczności. — Coraz gorzej. ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. Rozmowa. a jeśli już ktoś zwraca. — Tak. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku. a nic tak nie psuje smaku dobrego. normalnego jedzenia. wyruszy. że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem. — A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. cudowne uczucie. jak będziemy tam szli. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. zaczarowanym przysmaku. co się stało z Edmundem. czy tu jeszcze był. Wysłuchał tego wszystkiego. czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. tak. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. jak wspomnienie o jakimś złym. lecz pochodzi w połowie od dżinnów. która osłaniała drzwi. był! Pamiętacie. kiedy wam powiedziałem. ale Edmund był o tym święcie przekonany. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. — Masz świętą rację. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. który bardzo do niego pasuje. Jak tylko Edmund powie jej. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać. a w połowie od olbrzymów. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. również nie sprawiała mu przyjemności. Nie ma nawet chwili do stracenia. to właśnie on zapytał. przynajmniej jeśli o TO chodzi. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. że nikt nie zwraca na niego uwagi. — A więc był — powiedział Piotr. — Musimy natychmiast stąd uciekać. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr. moja żono — powiedział pan Bóbr. W tym samym momencie. gdzie jesteśmy. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. jaką zrobi. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. bo miał wrażenie. ale i strasznego zarazem. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. — Nie mogę sobie przypomnieć. Oczywiście mijało się to z prawdą. i to jest ten rodzaj pytania. której się przysłuchiwał. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. . że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie.

ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. Nie wziął tego przedtem pod uwagę. a w zimie dni są krótkie. że będzie królem. żadnej szansy na to. który rozgonił chmury. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. aby wrócić i zabrać go tak. a przynajmniej udawał przed samym sobą. potykał się o zwalone pnie. będą porządne drogi". że nazwał go potworem. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. poczuł się nieco raźniej. że to ona jest prawdziwą królową. Nie było. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. Gdy zasiedli do obiadu. Potem zaczął dąć przenikliwy. W każdym razie była dla mnie bardzo miła. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. gdy wyszedł na dwór. był brak płaszcza. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. o wiele milsza niż oni. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. że jest dzień. przemarznięty i poobtłukiwany. W głębi serca Edmund czuł. którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. aż w końcu cały był przemoknięty. Nie było też żadnej drogi. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. by nikt tego nie zauważył.Nie powinniście sądzić. Najpierw przestał padać śnieg. wrócić. a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. gdy spostrzegł. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. Pierwszą rzeczą. Jeśli chodzi o to. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. Jestem pewien. Kiedy dotarł do brzegu. które zwykle mogą robić monarchowie. przewracał się na zamarzniętych kałużach. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. zrobiło się jeszcze gorzej. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. niepokojące cienie. że pogoda się zmienia. który został w domku bobrów. lodowaty wiatr. Wyłonił się księżyc w pełni. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. Stwierdził też. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. jak będzie wyglądał jego pałac. pierwszą rzeczą. „Wszyscy. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka. Rozmyślał więc nad tym. że wierzy. Jestem przekonany. że zrobiło się już prawie ciemno. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. by potraktowała ich tak dobrze. A kiedy już zaczął myśleć o tym. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam. w gęsto padający śnieg. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. i o różnych rzeczach. jak jego — ale starał się wierzyć. jaką zrobię. i gdyby nie czarne. które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. rzecz jasna. . że jest to słuszne. z jakiej zdał sobie sprawę. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. to nie życzył sobie bynajmniej. mogłoby się wydawać. była prawie trzecia. co właśnie robił. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa.

od jednego rogu Domu do drugiego. odwrócony do niego plecami. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. To. przypominających spiczaste kapelusze. szedł i szedł. którą zobaczył ze szczytu tamy. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. Kilka razy zatrzymał się. że odwróci głowę. jakby cały składał się z wież o wysokich. nie wiem. na drugim brzegu rzeki.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka. że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie. Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić. że upłynęły całe godziny. „Aha! — pomyślał Edmund. skalista i zarośnięta. zanim odnalazł olbrzymią. podobnie zresztą jak i karzełek. I oto przed nim. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. by go . i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu. jakby gotował się do skoku. aby padał na niego cień bramy. mijając wciąż nowe baszty. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. w którym teren był równiejszy. Szukając wejścia. nie słyszał najlżejszego dźwięku. W końcu zaczął się trochę dziwić. Sprawiał wrażenie. skierował się w górę jej biegu. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać. aby trochę odsapnąć. pomyślał. wywnioskował. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. Dolinka.Gdyby nie księżyc. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. co zobaczył. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. — Kiedy skoczy na karzełka. zbliżył się do lwa. jak mówiono. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. którą szedł. wciąż pamiętając. („Przypuśćmy jednak. I w końcu Edmund przypomniał sobie. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. W końcu doszedł jednak do miejsca. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. Było już jednak za późno. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. aby je pokrył śnieg. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. Gdy tylko o tym pomyślał. tak że z trudem posuwał się naprzód. Żelazne wrota były otwarte na oścież.". ale Edmundowi wydawało się. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu. gdy przyszli do domku pana Bobra). który stał ze dwa metry dalej. Musiał obejść prawie cały zamek. Teraz stwierdził. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. Ze sposobu. jakby to była jego wina. Stał tak długo. że czuł je w gardle. I za każdym razem Edmund myślał. w jaki lew stał. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. zmroziło mu krew w żyłach. że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. Edmund zamarł w cieniu bramy. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. Jak długo to naprawdę trwało. Powoli. Posunął się ostrożnie do przodu. ostro zakończonych dachach. zwieńczoną łukiem bramę.. okazała się o wiele bardziej stroma. aby się wycofać. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem.. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew. spróbuję uciec". gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. Ależ naturalnie. z sercem bijącym tak.

że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. lecz wysoki jak drzewo. To znaczy. trzęsąc się tak. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów. będąc kamieniem? A myślałeś. Nic mi nie może zrobić". Kiedy znalazł się na środku. że ledwo mógł mówić. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń. i przyszedłem. o którym oni opowiadali. A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie. sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. Kiedy się na nie wspiął.dotknąć. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. jaką odczuł. całkiem blisko stąd. Edmund był pewien. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki. panie — wyjąkał Edmund. i wielki wijący się potwór. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie.. że jesteś taki mocny". — Stary. a potem okulary. zadowolony z siebie. szary wilk. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. w poprzek drzwi. w domu bobrów. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. . wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. gdy tak stały jak żywe. — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. głupi Aslanie! Jak się czujesz. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. W samym środku stał posąg przypominający człowieka. że ona go już złapała i zamieniła w kamień. aby przynieść jej wiadomość. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. obcy przybyszu. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. „Taaak! — powiedział. co uznał za wspaniałe odkrycie. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał. kim jesteś. i powiedz mi. niedźwiedzie. Poczuł zimny kamień. trzymający w ręku wielką maczugę. Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. Ona. aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. Były też cudowne kamienne figurki. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. aby nad nim przejść. znowu zamarł z przerażenia. „W porządku. Na szczycie schodów. — Tak jest. leżał wielki. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. Poszedł w ich kierunku. otworzyła wielki. przypominający smoka. jeśli ci życie miłe. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk. była tak wielka. — A tymczasem stój spokojnie na progu. lisy i dzikie koty.. ona chciała ich widzieć. że jest to tylko kamienny olbrzym. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. przygnębiająco i szlachetnie zarazem. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. Uniósł nogę. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew).

że mnie okłamujesz.Edmund stał i czekał. Weźmiemy też trochę zapałek. zapinając się pod . jak się idzie w górę rzeki. że może to być przyjaciel Łucji. choć może nie tak znowu szczęśliwy. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. I cukier. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa. — Zrobiłem wszystko. ja tylko powtarzam. Nagle pojawił się ten sam karzeł. która zebrała kilka worków. — Ja. Są w domku na szczycie tamy. W sali płonęła tylko jedna lampa. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków. u państwa Bobrów.. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech. I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. Teraz znalazł się w wielkiej. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. że wyruszymy w drogę bez jedzenia.. moja kochana — odpowiedziała spokojnie.. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna... wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka. W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica.. zanim opuścił dom bobrów. I Edmund wszedł. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź. — Czyż ci nie powiedziałam. — Czy to wszystko. co usłyszał. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. ponurej sali. — Chyba nie myślisz. szczęśliwy pupilku królowej.. — Pakuję dla każdego prowiant. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. Palce bolały go z zimna.. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund. — Co pani robi. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. którego już widział za pierwszym razem. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!". co chcesz mi powiedzieć? — Nie. najjaśniejsza pani. I daj jeszcze paczkę herbaty. aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. co mogłem. — Przyszedłem. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. a serce łomotało mu w piersiach. — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach.

chodźmy już — powiedziała Łucja. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. Sceneria była piękna. czy aby to wszystko wytrzyma. jaśniejące w blasku księżyca. natychmiast tam wyruszy. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. — Och. co? — Tak. ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce.szyją. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy. błagam. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. wznosiły się stromo nad ich głowami. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci. a my będziemy szli pieszo. Ale kiedy tak szli i szli. — O wiele za ciężka. tak.. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona. — No. których ona nie zna. I chyba nie sądzisz. potem Łucja.. — A więc. błagam panią. mężu. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. Tak jest lepiej. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. żeby ją brać ze sobą. moja kochana. błagam. Nie możemy tam być PRZED nią. O. że nas nie ma. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. — Pomyśl tylko. Zuzanna. — Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. Oczywiście mamy szansę. zaczęła się niepokoić. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. — Och. — Masz świętą rację. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa. — Ona może tu być w każdej chwili. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele. jak amen w pacierzu. a na końcu pani Bobrowa. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. Ona ma sanie. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. Tu są cztery worki. Zbocza doliny. dla każdego po jednym. To dla ciebie. — Ona będzie jechać górą. I w końcu wyszli wszyscy na dwór. Piotr. na . że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. mężu. błagam. choćbyśmy stawali na głowie. że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę.

Usłyszeli głosy. w najgęstsze zarośla. o którym myśleli (a czasem wydawało się im. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. płaską butelkę. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. Może się wam wydaje. . Wiedział. Łucji zdawało się. używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. — Zobaczono go. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. Potem poczuła. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. z której każdy pociągnął łyk czegoś. że wiecie. sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami. tak że kiedy się wszyscy położyli. Synowie i Córki Adama. aż usłyszeli coś. ku ich zaskoczeniu. sączące się przez otwór wejściowy. że prawie zasnęła w marszu. podobnie jak pozostali. Po chwili rozbudziła się całkowicie. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. wydrążona w ziemi. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. myśląc. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. W końcu Łucja była już tak zmęczona. mówiąc o wyblakłym głosie. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. (Mam nadzieję. co mam na myśli. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. co z tego wyniknie. ale musimy przespać się parę godzin. żono! Wychodźcie. co ich przeraziło. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. czekając i zastanawiając się. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. „Och! — pomyślała Łucja. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. Czekali tak prawie pięć minut. tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. przebierające szybko i regularnie po śniegu. zanim się nie stanęło tuż przed nią. płaski ogon. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. Nagle zdała sobie sprawę. zobaczyła. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie.) — To stara kryjówka bobrów. Ona go złapała!" Ale. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. co się dzieje. A kiedy rozbudziła się już całkowicie. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. Kiedy sobie uświadomiła. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem. gdy obudziła się.wielki. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. słuchając tego dźwięku. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin). co powodowało kaszel i piekło w gardle. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. sucha jama. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. jak wyruszaliśmy w drogę.

mogły stwierdzić. którą każdy rozpoznał bez trudu. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. I Łucja poczuła. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. — Dzięki stokrotne. — Czy wara nie mówiłem. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. gdy na nią spojrzał. umazani ziemią. . ale tak już bobry mówią. że zawsze jest zima. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. Teraz. panie — odpowiedział Piotr. lecz brązowe. A teraz pan Bóbr. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. a będzie za to nowa śluza. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami. Czary wiedźmy tracą swą moc. panie Bobrze? — wysapał Piotr.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. ale wreszcie jestem. Znikną wszelkie przecieki. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). kiedy wspinali się po stromym zboczu. — Długo nie pozwalała mi przybyć. tak miły i tak prawdziwy. ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii. jak będę przejeżdżał. Wszyscy wysypali się z jamy. pomięci. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. z długą siwą brodą. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. jak ta wiedźma zrobiła. o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. jaką można odczuć tylko wtedy. — Piotrze. Oto nowa i. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. mrugając oczami w pełnym świetle dnia. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. Pan Bóbr tak się ucieszył. Ale oczywiście obrazki to co innego. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. A na saniach siedziała postać. stały onieśmielone i poważne. Aslan jest już w drodze. panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. Był tak wielki. jak sądzę. prawie tańcząc w miejscu z radości. a żywa postać w Narnii — co innego. rozczochrani i zaspani. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. Każdy go od razu rozpoznał. Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. Podrzucę ją do waszego domu. kiedy dzieci przed nim stały. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. — Jestem.

Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary. miską cukru w bryłkach. Dał jej buteleczkę z czegoś. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. — Zuzanno. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. A ten sztylet jest do obrony własnej. Ten łuk nie chybia. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie. Córko Ewy. pomyślałam o tym. ale myślę. wręczył Piotrowi tarczę i miecz. nie wiem. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół. zanim nacieszyli się śniadaniem.— To są prezenty dla ciebie.. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano. że byłabym dzielna. zawsze. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. aż herbata całkiem wystygnie. że ruszyły z miejsca. gdziekolwiek będziesz. Miecz miał złotą rękojeść. a rana zniknie. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. zjawi się jakaś pomoc. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata. kiedy się je zrywa. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie. jak przypuszczam. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. Tarcza była koloru srebra. Być może czas. jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra.. w którym ich użyjesz. żeby zabrać nóż do chleba. Niech ci służą. — Myślę. które rosną w Górach Słońca. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. wszystko. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. Gdyby któreś z was było ranne. no. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki. że była z diamentu) oraz mały sztylet. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. Wreszcie powiedział: — Łucjo. co powinno być przy mieczu. — Dlaczego. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. I pamiętaj.. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. bo nie masz brać udziału w bitwie. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi. gdy biorą w nich udział kobiety. proszę pana? — zapytała Łucja. A kiedy zadmiesz w róg. Mówiąc to. Jak to mężczyźni. i to tylko w największym niebezpieczeństwie.. — I Łucja podeszła do niego. — Nie w tym rzecz — odpowiedział. ponieważ czuł. Ale na długo przedtem. nie jest już tak daleki. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami. była też pochwa i pas. że to nie są zabawki. Dzięki Bogu. Zrobimy śniadanie.

kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba. tak szybko jak koń wyścigowy. Na szczęście. węsząc przy domku bobrów. że sanie są gotowe. stawiałbym dziesięć do jednego. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie.. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. zanim znajdę dogodne miejsce. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie. śnieg sypał wciąż gęsto. co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy. dom był pusty.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile. postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. kogo tam znajdziecie. ale tak. Natychmiast pojawił się inny karzeł.. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę.. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań. to chyba wiecie. Jeżeli już ich nie będzie. Kiedy wyszli na dziedziniec. który zasypał wszystkie ślady. jak pies. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód. zamilknij.. Karzeł zniknął. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób. by przejechać saniami przez rzekę. Kiedy karzeł odszedł. jak już wiecie. Gdyby nie padający gęsto śnieg. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. tak czerstwy. ty. więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość. a za chwilę wrócił. aby przygotować sanie do drogi. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. Gdyby się wam udało dogonić ich. jakby jej coś przyszło do głowy. — Nie będę jadł suchego chleba. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu. . ale po chwili. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze. chłopiec spodziewał się. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. zawołała Maugrima. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. Zanim ruszyli. że trudno było go ugryźć. zanim dotrą do Kamiennego Stołu. żeby was nikt nie widział. Czarownica wstała. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany.

Z początku próbował go strząsać. siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. Trwało to dłużej. I jeżeli mogę się ośmielić. który nie miał płaszcza. Wydawało mu się. Dla Edmunda. ale wkrótce dał spokój. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. I rzeczywiście. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego.. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. powtarzał sobie. pod drzewem. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie. była to straszna podróż. — Co?! — ryknęła Czarownica.. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem. aby przekonać samego siebie. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała.. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. z którego w każdej chwili może się obudzić. A więc kłamałeś? No cóż.Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. to marnotrawstwo czasu. jakby zamierzał coś powiedzieć. nawet teraz ci wybaczę. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem.. Nie opodal. w głębokiej ciszy. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. Zanim minął kwadrans. Kiedy sanie się zatrzymały. czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości. zimowego dnia. Nikt nie odpowiedział. że musi to być sen. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. gdy śnieg przestał padać. godzina za godziną. co mogło być plackiem ze śliwkami. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. dwa satyry. ale pachniało to cudownie. karzeł i lis. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. Przejdę więc od razu do czasu. niż mógłbym opisać. tłukąc łyżeczką w stół. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. Och. Radość natychmiast znikła z ich twarzy. cały był oblepiony śniegiem. że Czarownica przygryzła wargi tak. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. nędzne robaki! A może chcecie. Edmund zobaczył. — Odpowiadajcie. Jakże głupio brzmiało teraz to. co mają do jedzenia. że kropelka krwi . trzymając kielich w łapie. co sobie przedtem mówił.

Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy. ale wkrótce zrozumiał. ale hałas. gdzie! Ależ tak. a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. Pojawiła się mgła. by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. Wkrótce jednak Edmund zauważył. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. a ich twarze pokruszą się ze starości. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. — Och. I nagle. błagam! — krzyknął Edmund. płynęły strugi i strumienie — świergocące. Po raz pierwszy. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. Płozy zgrzytały. w której się zaryły. Znęcając się okrutnie nad renami. gdy już wsiadła z powrotem do sań. przynaglającego reny do biegu. Rzeczywiście. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. że reny są już po prostu zmęczone. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. ślizgały się i podskakiwały. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. są jakby większe i bardziej mokre. Nie miał jednak czasu. że mróz ustąpił. Dalej nie można już było jechać. kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. a przecież nieobcy. kiedy zdał sobie sprawę z tego. że nie jest mu już tak strasznie zimno. co to jest. ale zanim głos zamarł mu w krtani. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa. nie! Nie. Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. Dziwny. Jednocześnie stwierdził. jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. a nawet (w oddali) ryczące. zobaczył ciemną zieleń jodły. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. jakby napotykały kamienie. Podniosła różdżkę. mruczące. słodki. choć jeszcze niewidoczne. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. pluskające i bulgoczące. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. rok po roku. W pierwszej chwili pomyślał. że płatki śniegu. machnęła różdżką i oto tam. odkąd przybył do Narnii.spłynęła jej po brodzie. zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam. I znowu pędzili przed siebie. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu. aż w końcu porośnie je mech. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie.

a w końcu rozwiała się zupełnie. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. Tuż przy ścieżce. między wierzchołkami drzew. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami. I weź swój bat. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. że Edmund odwrócił głowę. I wówczas. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. — Nie damy rady. idąc pieszo — burknął karzeł. albo układające sobie dzióbkami piórka. z rękami związanymi na plecach. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. Teraz nie było już ani śladu mgły. błocie i mokrej trawie. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. . jakby to był sygnał. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. buków i wiązów. gdy dostrzegł z tuzin złotych. wasza wysokość — powiedział karzeł. aby na nie spojrzeć. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody. co ci każę. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. Odetnij uprząż renom. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. Nie minęło pięć minut. purpurowych i białych krokusów. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. same znajdą drogę z powrotem. gdy zobaczył. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. którą szli. jak tylko mógł. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. Czarownica szła za karłem. zajaśniało błękitne niebo. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. — Mieli lepszy start. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. — Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. a śniegu było coraz mniej. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. — Nigdy ich nie prześcigniemy. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. a nad głowami. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa.świat tak długo jak Edmundowi. Wkrótce. albo ścigające się nawzajem. W pewnym momencie. a gdziekolwiek Edmund spojrzał.

gdzie słodki zapach odurzał jak wino. że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. zielone gąszcze. toczący się całą szerokością doliny. przezroczyste listki. państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. albo „Co tak rozkosznie pachnie?". Wiedzieli jednak. tak i oni zdumiewali się. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni. gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu. ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. Jak Edmund. a potem przez chłodne. że zima nagle ustępuje. orzeźwiające wonie. daleko od miejsca. szczodrzeńce złotem. Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. pod zielonym dachem listowia wiązów. światło również pozieleniało. Drzewa zaczęły odżywać na dobre. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. nagle zatrzymując się. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. Modrzewie pokrywały się zielenią. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. . Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. Naokoło bzykały pszczoły. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). uganiające się za swoimi sprawami. gdy zobaczyli. Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. mówię ci! To robota Aslana.Powiał lekki wiaterek. Przepełniała ich senność. Kiedy pod nimi szli. a cały las przechodzi w kilka godzin to. i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. grzmiący i ryczący żółty potok. chłonąc w siebie to wszystko. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. — To WIOSNA. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. słonecznego światła. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. a stąd łatwo im było wywnioskować. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". przechodząc przez plamy ciepłego. Wkrótce buki wypuściły delikatne. — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia.

pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. ani bobry nie wiedziały. urzeczeni tym widokiem. I oto. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. i groźne. jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. Rosły tu tylko pojedyncze. po miękkim. — Nie. przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. co zrobić lub co powiedzieć. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. byk z głową mężczyzny. na wschodzie. na wysokim maszcie. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. I kiedy tak stali. kiedy go zobaczyły. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom. zapadającym się głęboko mchu. Był tam również jednorożec. to ani dzieci. lecz wspaniale olbrzymy. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. Ogarnął je dziwny lęk. bardzo wysokie drzewa. Nad nim. W dole. — Pan najpierw. Jeżeli chodzi o samego Aslana. bezdrzewnym płaskowyżu. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. Znajdowali się na zielonym. dalej — szepnął pan Bóbr. chłodzącej im łagodnie twarze. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. Temu. Z boku. Ta wspinaczka pod koniec długiej. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy. na zielonej murawie. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. i pelikan. zobaczyli to. kto nigdy nie był w Narnii. coś połyskliwego i ruchliwego. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. że coś może być jednocześnie i dobre. Wszyscy dyszeli ciężko. wsparta na czterech głazach. jeden trzymał koronę. — No. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. widać było coś innego. . — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. A teraz słońce było już nisko. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. że nie może patrzyć w te oczy. drugi sztandar. Były tam również cztery wielkie centaury. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. od pasa w górę — groźne. co tam zobaczyli.Wąska ścieżka. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie. poważne i przenikliwe oczy. jego blask poczerwieniał. rozpięto wielki namiot. była już z pewnością pod wodą. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. Trwało to krótko. i wielki pies. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. jak okiem sięgnąć. powiewający w bryzie od dalekiego morza. co było celem ich wędrówki. trudno pojąć. a kiedy się obrócili. cienie wydłużyły się. którą uprzednio szli. stał Aslan. gdy nagle zorientowała się. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. i orzeł. że są już na szczycie. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. W środku półkola. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. królewskie.

że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. — Chodź ze mną. nieruchomymi oczami. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. niż ci się zdaje. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. I wszyscy odczuli. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy.— Nie. . a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. Piotrze. władcą nad innymi. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. Kiedy dziewczynki odeszły. że to wielka gwiazda. lecz Piotrowi wydało się. Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. silny i pełen spokoju. spoczywająca na morskim brzegu. wzgórza. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż. że to jednak jego chwila. daleko. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy. Synu Adama — odpowiedział Aslan. aby Piotra oskarżyć lub potępić. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach. A daleko. że to go popchnęło w niedobrą stronę. — I znowu zamilkł na jakiś czas. teraz pomyślała. Lew wstrząsnął grzywą. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. Aslanie! — Witaj. Byłem zły na niego i myślę. gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. podniósł go w geście pozdrowienia. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. Zuzanno i Łucjo. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. — Witajcie. I oczywiście im dłużej to trwało. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). Był to zamek. Wreszcie Piotr zrozumiał. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. było morze. A tam. Pokazuję ci to. że jest również z jakiegoś powodu smutny. Wydobył miecz z pochwy. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. Aslanie. Pokażę ci z oddali zamek. Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. A Aslan nie powiedział nic. u ujścia wielkiej rzeki. Aslanie — powiedział pan Bóbr. patrząc na niego swoimi wielkimi. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. Synu Adama. — Oto. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. — Aslanie. który będzie twoją królewską siedzibą. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. poza tym wszystkim. tym bardziej czuli się zmieszani. Córki Ewy! Witajcie. Już nie czuli zakłopotania i lęku. lecz tylko stał. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!".

czy martwy. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. biegnących ze wszystkich stron. choć o wiele od niego bogatszy. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. zrobiło mu się słabo. że była bliska omdlenia. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. tak niskim. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. Potem stwierdził. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. A tam zobaczył straszną scenę. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. tyle że było o wiele za duże jak na psa. biegnie do najbliższego drzewa. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. wreszcie zrozumiał i zaczął biec. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was. Piotr zastanawiał się przez moment. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. że to wilk. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. czy wilk jest żywy. Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. Wreszcie zrozumiał. wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. Piotr wyciągnął z niego miecz. o co chodzi. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. gdy zobaczył innych. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama. zaraz jednak zrozumiał. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. z sierścią zjeżoną na karku. do namiotu. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. w końcu wszystko zamieniło się w krew. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. To. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. nie wiedział. co musiał zrobić. Potem zobaczył Zuzannę. że to niedźwiedź. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. jak tylko mógł najszybciej. przednimi oparty o pień drzewa. jak wyskakuje z namiotu. Łucja biegła ku niemu. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. Potem. przez moment zamarł w bezruchu.I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. sierść i gorąco. jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. co działo się później. że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. Najpierw wydawało mu się. Oznaczało to. . stojący już teraz na dwu łapach. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości. Poczuł straszliwe zmęczenie. warczący i kłapiący zębami. chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". wyprostował się i otarł pot z twarzy. a jej twarz była biała jak papier. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. Nie wstyd przyznać. Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. Piotr nie czuł się wcale mężnie.

— Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. Synu Adama — rzekł Aslan. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. musimy to . — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan. A potem napadniemy na tych w Ker. Tam to zawsze robiono. I kiedy Piotr to uczynił. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. Piotrze. — Masz rację — powiedziała Czarownica. do jakiej go teraz zmuszono. co mamy zrobić. — Cóż to ma za znaczenie. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. — A więc zróbmy lepiej od razu to. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. nie myśląc już o tym. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. że nie będą to dobre wiadomości. — A więc. nawet gdyby nas odnalazł. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. Pogromco Wilka. wciąż jeszcze ciężko dysząc.I oto nagle. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. a potem jeszcze o swój płaszcz. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. — Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. — Obawiam się. Był tak zmęczony. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. — Upłynie jeszcze wiele czasu. królowo. a po chwili dodała: — Tak. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. Piotr. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami. — Nie zostanie tu długo. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. Piotr wzdrygnął się. Była to prawda. co będzie dalej. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. że cała powalana jest krwią i sierścią. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. To jest właściwe miejsce. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. przepowiednia się nie spełni.

Ale gdybyście patrzyli dłużej. — Co to jest? — Och. że ty. Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. jak potrafią.zrobić. Niech przybędą tu tak szybko. Był to odgłos ostrzenia noża. — Czy to znaczy. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk. Maugrima. Potem zrozumiał. Wezwij ghule i upiory. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. musiałoby wam przyjść do głowy. . że ktoś go odwiązuje. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. ogry i minotaury. co ten dźwięk oznacza. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. nie. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. mam tu pewną rzecz do załatwienia. i duchy tych drzew. Chłopiec zobaczył. Wezwij srożyce. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. to tylko stary pniak. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. Będziemy walczyć. nie. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. — Goniłem karła. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył. Niech no się rozejrzę. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie. Centaury. unosząc chłopca ze sobą. A potem zaczęlibyście się zastanawiać. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. Potem głosy zwracały się już nie do niego. Potem poczuł. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. Zabili mojego kapitana. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. jednorożce. Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. które są po naszej stronie. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. wiedźmy. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. — Nie widziałem jej. W pierwszej chwili nie wiedział. — A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. zobaczylibyście. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. widma i lud spod muchomorów. — Widziałem ich. Edmund został brutalnie postawiony na nogi. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. Gdyby jednak wiedziały. Zabił go jeden z Synów Adama. co stało się w wąwozie. że zamienię ich szeregi w kamień. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. — Nie ma potrzeby uciekać.

zobaczylibyście. Gdy tylko zjadły śniadanie. po czym byłoby już zupełnie jasne. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". Była to jedna z jej magicznych sztuczek. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. jak pniak wędruje sobie do głazu. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). kiedy wytrącono jej nóż z ręki. Synu Ziemi? — zapytał Aslan. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. — Królowa Narnii. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem. było to. — Te wszystkie bezczelne. toby Aslam ich nie wysłał. — Gdyby im coś groziło. że warunek zostanie spełniony. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. dzięki której mogła sprawiać. aby upewnić się. Kiedy dzieci zbliżyły się. pierwszą rzeczą. — Co masz nam do powiedzenia. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. której Edmund nigdy nie zapomni. w każdym razie kroczyły ostrożnie. z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. z dala od reszty dworu. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. prowadząc karła Czarownicy. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". Bo w rzeczywistości pniak był karłem. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi. abym musiał wam opowiadać. . że przyrzekam jej bezpieczeństwo. teraz rozmawia z nim Aslan. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). — Oto wasz brat.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie. Nie ma już potrzeby wracać do tego. wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. A gdybyście obserwowali dość długo. ale była to w każdym razie rozmowa. Leopard odszedł i wkrótce powrócił. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić. że to samo przyszło do głowy i leopardom. w związku z tym żąda. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. które zobaczyły obcego psa. który jest przedmiotem zainteresowania obu stron. Uczyniła to wtedy. Powiedz swojej pani. Myślę. Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy... — Spokój. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. Synu Ziemi. Nie sądzę. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). a głaz Czarownicą. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. Bobrze! — powiedział Aslan. co było.

prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. Jego życie jest w moich rękach. Wie. — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. Teraz nie odrywał od niego oczu. Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. Nie obchodziło go wcale. — Spokój. co przeszedł. — Czy myślisz. że jesteś królową. a słowom tym towarzyszył cichy. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. — Masz tu zdrajcę.. że coś dławi go w gardle. czy ty nie możesz. Czuł. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. tak blisko siebie. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. — Czy nie możemy.. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica.. lecz groźny pomruk. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie. Bobrze! — powiedział Aslan. że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. które zobaczyły ją po raz pierwszy. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy. — To prawda — powiedział Aslan. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo. wpatrując się w niego przez cały czas. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. jak nakazuje Prawo. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. to znaczy. możesz. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . — Nie zaprzeczam temu. że jeśli nie dostanę tej krwi.. o czym mówi Czarownica. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy.. Edmund stał po drugiej stronie. ponieważ jesteś katem Władcy. Zaraz jednak wyczuł. Jego krew jest moją własnością. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. — Opowiedzieć ci. czy nie powinien się odezwać. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan. Rozumiem. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził. Nikt nie miał wątpliwości. że chodzi o Edmunda. — Och. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo.. Aslanie — powiedziała. Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim. co mu powiedzą. — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. Wiesz. — Powiedzmy. złotej i martwobiałej. i po porannej rozmowie z Aslanem. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci.

lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność. jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar". podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. nie musieli się spieszyć. Łucja krzyknęła cicho: „Och. W dwie godziny po południu maszerowali już. kierując się na północny wschód. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. Był to straszny okres oczekiwania. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. tak że nikt nie śmiał o to pytać. Nie wiadomo. Po posiłku. Rozmowa wciąż trwała. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). ale jego twarz była surowa. drugi. doradzał Piotrowi. Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. Będzie potrzebne do innych celów. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. w obawie o swe życie. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf. jak ma . a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. „Jest prawie pewne. Mówiąc o szczegółach obu planów. Edmundzie!" i rozpłakała się. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona.sam na sam. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce. śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. aż Czarownica. Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. Wszyscy posłuchali. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. który zjedzono pod gołym niebem. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. z wielką powagą na twarzach. podnosząc się ze swojego tronu. gdyby doszło do oblężenia zamku. gdyby przyszło im walczyć w lesie. Zamierzała już odejść. Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden. trzymając się za łapy.

— Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan. w którym dolina otworzyła się. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu.. Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując.przeprowadzić operacje wojskowe. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. — Myślałam. żeby się dowiedzieć. Było jeszcze jasno. Łusiu. na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. Zuzanno. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć. — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie. Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz. — Tak?. były Zuzanna i Łucja. czy ona nie zrobiła tego i tego". Piotr nie mógł się oswoić z myślą. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji. co zupełnie zmieniło sytuację. podniósł się. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła.. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła. który wydawał się myśleć o czymś innym. ja też coś takiego czuję. Było tak. że albo z nim ma się stać coś strasznego. jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem. chodźmy. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. Ale to już nie ma większego znaczenia. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja.. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego.. W drugiej części marszu osobami. kiedy doszli do miejsca. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie. że wydarzyło się coś.. — Nie.. Bo widzisz. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz. Musimy się z nim zobaczyć. I westchnął głęboko. Słuchaj. — Mam takie okropne uczucie. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności. a rzeka była szeroka i płytka. — Co?. że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. — Wydaje mi się. jakby coś nad nami wisiało. Słuchaj. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. choć tak niedawno dopiero się zaczęły.. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję. — Dobrze. I tak nie możemy zasnąć. . — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. że już śpisz. Tak więc zabrali się do rozbijania obozu... ona nie zaatakuje nas w nocy. dlaczego on powiedział. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. które towarzyszyły mu najbliżej..

Połóżcie ręce na mojej grzywie. aby was zauważono. Szedł i szedł. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. łapy miał zmoczone rosą. rozbijającej się o kamienie. a o czym marzyły od pierwszej chwili. dziękujemy ci. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. odchodzącego powoli w stronę lasu. Wkrótce stwierdziły. którego dotąd znały. w którym mogłyby się ukryć. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. że zatrzymacie się. jego nos. Aslanie? — zapytała Zuzanna. — Czuję się smutny i osamotniony. — Nie — odpowiedział Aslan. o czym myślały. Zegnajcie. więc poszły w jego kierunku. i idźmy tak dalej. że Aslan dobrze wie. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. przycupnąwszy w krzakach. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. jego łapy i jego wielkie. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och.. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. Tutaj musicie pozostać. I nagle. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. i ucałowały jego grzywę.Ostrożnie. gdzie brakowało cienia. I dziewczynki zrobiły to. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. że tu jesteście. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. dziękujemy. że idą pod górę. dzieci. potem skręcił nieco w prawo. jakby był bardzo. królewska głowa zwieszała się tak nisko. na rozległej polanie. — Pozwól nam iść ze sobą. Ucieczka nie miała już sensu. Ogon i łeb zwisały mu ciężko. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. dzieci. idąc najwyraźniej tą drogą. usłyszały jego głos: — Och. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. patrzyły za mm — i oto. że nos prawie dotykał trawy. szły dalej blisko niego. możecie ze mną iść. dzieci. Zrobimy tak. A cokolwiek się wydarzy. zobaczyły Lwa. na którym stał Kamienny Stół. żebym czuł. Bez słowa podążyły za nim. kiedy wam powiem. oddalając się od rzeki. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. Aslanie. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. bardzo zmęczony. zatrzymał się i rozejrzał wokoło. posuwał się wolno. jeśli mi przyrzekniecie. nie pozwólcie. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. Kiedy były blisko.. że się zastanawia. Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). żeby nie zbudzić śpiących. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu. że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. Tak. smutne oczy. po zboczu wzgórza. — Och. co . to krocząc w jasnej poświacie księżyca. dzieci. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. i pozwolicie mi iść już dalej samemu... A Łucja i Zuzanna. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. tam gdzie zaczynały się już drzewa.

Wreszcie ogr podniósł się. — Powiedziałam. a łzy spływały jej po policzkach. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. przy Kamiennym Stole. gdy jego wrogowie. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów. strachy. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. że nawet Czarownica uległa fali strachu. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. których złowrogie. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. Ach. a chociaż księżyc świecił jasno. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. Ale Lew był nadal spokojny. wrzeszcząc i pokrzykując. Cztery wiedźmy. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. — Przyszedł głupiec. aby ich wszystkich uśmiercić. Ale nic takiego się nie zdarzyło. A pośrodku. wielu trzymało pochodnie. wampiry i harpie. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. zaciągnęli węzły tak mocno. obserwujące to wszystko z ukrycia. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. a dziewczynki. aby im pomóc. bo gdybym to zrobił. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. . ociągając się trochę ze strachu. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. nawet wówczas. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. gdy stwierdziły. których nie będę opisywał. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. — Głupiec! — wykrzyknęła. kotku?". wilki i wilkołaki. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. stała sama Czarownica. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu.zobaczyły. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. miotając się i szarpiąc sznurami. szydząc z niego i nawołując: „Kici. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. ifryty. karły. kici. — Trzeba go najpierw ogolić. i przez moment wydawało się. widma. że wpiły się w żywe ciało. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. kocurku?" — Och. zaczęły się zbliżać do niego. czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. orki. kici. jakby dokonali nie lada wyczynu. kiedy minął już pierwszy szok. wiedźmy i zmory. że nie stawia żadnego oporu.

że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. W końcu mieli już dosyć. Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie. jedynie nieco smutna. gdy już był związany. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. I nawet teraz. co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. że oddałeś mi Narnię na zawsze. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. Potem zaczęła ostrzyć nóż. lecz z krzemienia. Czarownica podniosła nóż. które go kopały. Jedni popychali go. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. czy myślisz. Ale kiedy już będziesz martwy. miał dziwny i złowrogi kształt. gdy ofiarą miał być Edmund. teraz nabrali odwagi. ani przerażona. jak to uczyniła wówczas. Czarownica zrzuciła płaszcz. biły. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. — Czyżby WCIĄŻ się go bali. Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. obnażając ramiona. że nie jest to nóż ze stali. opluwały i wydrwiwały. z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. kto zwyciężył? Ty głupcze. tak jak się umówiliśmy. Patrzył w niebo. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. W końcu zbliżyła się do Stołu. Teraz otoczyli go wszyscy. tłum uciszył się. Ci. Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. Ale się nie poruszył. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. inni ciągnęli. gdy nakładano mu kaganiec. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś.

że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy. Gdy tylko las ucichł ponownie. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. beznadziejnie i strasznie — bardziej. Zastanawiam się. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. podtrzymujące kamienną płytę. . A więc spróbowały. tak jak potrafiły. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. ale wreszcie dopięły swego. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. Nie było to łatwe. a dziewczynki nie czuły nawet. Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza. niż potrafię to opisać. wielki kot. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. że robi się coraz zimniej. a potem znów ucichły. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić.Kamienny Stół. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. czy nie udałoby się nam go zdjąć. aż zabrakło mu łez — to wie. Pierwszą było to. że wypłakały już wszystkie łzy. kiedy już ten wielki głupiec. Człowiek czuje się tak. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. leży martwy. Oto z dzikim wrzaskiem. — Tak sobie myślę. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła. ale teraz smutek. a potem wytarły krew i pianę. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. aż wydało im się. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. I tak mijały godzina za godziną. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. Mam nadzieję. że niemal nie zwracały na to uwagi. Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów. Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy.

hen. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony. że to są przyjazne myszki.. — Sądzę. I z każdą chwilą. straszny trzask.. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie. może nawet setki małych polnych myszy. aż porządnie się zmęczyły. Niebo na wschodzie pojaśniało. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. ale za nią. że jest im bardzo zimno. a gwiazdy zbladły — wszystkie. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. — Ja. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny. Teraz zrobiło się dużo jaśniej. Biedactwa.. która przypatrywała im się uważnie z bliska. Był wczesny ranek. że mu pomogą. ja. zimniej niż w ciągu całej nocy. Myślą. Kamienny Stół był przełamany: wielka . I wreszcie. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. prócz jednej wielkiej gwiazdy. gdy go rozwiążą. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. Gdzieś poza nimi. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. — Mnie też — dodała Zuzanna. wczepiając się w ramię Zuzanny. że aż podskoczyły na ten dźwięk. — Chodźmy! — I odwróciła się. — Czy nie widzisz. A potem to zobaczyły. że on jest już martwy. niezliczoną ilość razy. jaśniało już blade morze. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). w lesie.Nachyliła się niżej. wy. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej. — Stało się coś strasznego. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. Wynoście się. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. aby je przepędzić. wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. Myszy znikły gdzieś w trawie. powoli wynurzył się skrawek słońca. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. zaćwierkał ptak. Niebo zaczynało się czerwienić. — Zimno mi — powiedziała Łucja.. Tak długo przedtem było cicho. potworki! — I zamachała rękami. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. I tak chodziły. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. — Przejdźmy się trochę. — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. Zobaczyła coś małego i szarego. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. Poczuły teraz. tam i z powrotem. nie zdają sobie sprawy z tego. na samym końcu świata.

A teraz. są czary jeszcze większe. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. poznałaby inne zaklęcie. rąk. czy to zabawa z piorunem. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. czy zabawa z rozkosznym kotem. Dowiedziałaby się. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca. Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. A tam. Poczuła ciepło jego oddechu i silny.. że mi wracają siły. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. Och. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. to opadając w skoku między nimi. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. — Och. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. nóg i łap.. tym. Aslan znikł. dzieci — powiedział Lew — czuję. Łucja nie bardzo wiedziała. — A więc nie jesteś już martwy. Aslan skoczył znowu. która nie dopuściła się żadnej zdrady. — I nie jesteś. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. — O. jesteś prawdziwy. Jej wiedza sięga tylko początków czasu. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. to daleki. z błyszczącymi oczami. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan.. to zatrzymując się raptownie w ucieczce.. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. Ale gdy już była po tamtej stronie. — Och. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu.. nie jesteś. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał. — Och. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości. o których nie wie... drżącymi. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu . jeszcze większy niż przedtem. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. Rozpoczęła się zwariowana zabawa. — Och. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. jesteś prawdziwy! Och. co i strachu. podskakując i klaszcząc w dłonie. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych. Lew krążył wokoło. Aslanie! — krzyknęła Łucja. — To nowe czary! Odwróciły się. zostanie zabita w miejsce zdrajcy. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. dzieci. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna. że kiedy dobrowolna ofiara. — Czy przypominam ducha? — zapytał. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia. aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra.. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan.szczelina biegła od jednego końca do drugiego. Aslan! — zawołały dziewczynki. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. nie do pochwycenia. aby go złapać. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. złapcie mnie. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu.

pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem. chwytając się jego grzywy. że zaraz będę ryczał. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. a dzieci poczuły. I położył się. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. dzieci. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. nie zwolniwszy nawet biegu. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. obejmując ją mocno rękami. śmiało przepływa przez największe. Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. a Łucja za nią. — Dom Czarownicy! — krzyknął. wrzosy i małe strumienie. bo oto Lew sprężył się do skoku. Aslan. byli już na dole. — Teraz. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. przechodzi w bród przez większe.oddychając głęboko. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. nigdy nie zawaha. a dzieci wspięły się na jego ciepły. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. wyglądał tak strasznie. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. przez przepastne. przeskakuje przez krzaki. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. I tak zrobiły. po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. po parku ani nawet po wydmach. ale wprost przez Narnię. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. I zamiast czarnego. a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. A potem wyobraźcie sobie. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. Było prawie południe. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. pośród wiosny. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. I nie galopujecie po drodze. w dzikie wąwozy. tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. obok ryczących wodospadów. że nie śmiały na niego patrzyć. ani głodne. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. skoczył ku twierdzy jak pocisk. w dół. w dół. Zuzanna usiadła na przedzie. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. ani spragnione. ostro zakończonych wieżyc. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. wyglądający z tej odległości jak zabawka. Zobaczyły tylko. nigdy się nie potyka. złoty grzbiet. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. a wrota były zamknięte. Obie . zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. co to jest. Czuję. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. a potem przez gęstniejący las.

obrócony do niego plecami. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. że widzieliście. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy. szczekaniem. i cudownie ziewnął. rżeniem.. skamląc z radości i podskakując.. kasztanowe boki centaurów. bez tchu. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. a wszystkie ciężkie. stojącą za krasnoludkiem. jak muzeum. wreszcie. . przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. gruchaniem. psów i satyrów. Coś podobnego działo się z lwem. potem pojawia się cienka smuga ognia. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. krzykami. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków. i nimfy bukowe w świeżej. tupotem. marmurowym grzbiecie. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę. Miała rację. — Jakie dziwne. tak jak płomień liżący kawałek papieru. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali. zapełnionego posągami. ale żywe i całe. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem. skamleniem.dziewczynki. Wszędzie ożywały kamienne posągi. pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca. że aż prawie żółtej. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. ciepły i żywy. że szybko o niej zapomniały. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. Otworzył wielki. a potem ku dwóm centaurom. lew wstrząsnął grzywą. te wszystkie kamienne zwierzaki. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. przejrzystej zieleni. aby polizać go w pysk. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. błękitne rogi jednorożców. — Aslan coś robi. aż złocisty kolor spłynął na całą postać. Kiedy Aslan na niego dmuchnął. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. — Sza! — powiedziała Zuzanna. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. zobaczywszy Aslana. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. kwileniem. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. Potem. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. o. czerwony wewnątrz pysk. i ludzie! To wygląda jak. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem.

cała reszta pójdzie za ich przykładem. pokłonił się przed Aslanem nisko. aby mu to powtórzono jeszcze raz. co się naprawdę stało. Cały zamek był już pusty. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia. „Pomóż nam przy tych drzwiach!".. które tak długo były ich pozbawione. aby Aslana powstrzymać. będąc tak długo kamienną figurą. To coś. która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach. a jego prostacka. — Spójrz! Nie wiem. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć. posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!". I właśnie wtedy ktoś (myślę. i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. co mu Łucja miała do opowiedzenia. Ożywały już całe nogi olbrzyma. „Uważajcie na tę zapadnię!". . każde drzwi i każde okno szeroko otwarte. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji. nawet gdyby zechciał jej posłuchać.wiwatowaniem. w końcu zrozumiał. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. — Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia. trzymając się za ręce.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan. „Och! Uwaga. a światło i świeże. Nigdy nie wiadomo. a brama była wciąż zamknięta. Teraz poruszył stopami. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych. gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och. „Tu. „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. Ale było już za późno.. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę.. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. że Aslan przeskoczył przez mur. Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło. śpiewem i śmiechem. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem. gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". to znaczy. Hej. — Jak tylko ożyją stopy. co warto zobaczyć.. wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. Faun nie zmienił się wcale.

— Wychodzi na to. młode damy. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. — Łupy zawsze są takie. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. no. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi. nie! — powiedziała Łucja. runęły z łoskotem na ziemię. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. maluchy. — Dzięki ci. falujące na wietrze drzewa. więc gdy Łucja zobaczyła. Z tradycjami. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. Jaka piękna. że to chusteczka. że straciłem formę. jak ją opisać. połyskującą rzekę. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. niebieskie wzgórza poza nią. jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). nie wiem. nigdy by go . — Nie. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu. jak tylko mogła. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. — Niezupełnie.. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. Czy któraś z was. ale bardzo stara. zawołała: — Obawiam się. myślałem. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. — Och. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. Proszę mi wybaczyć. rozbijając się w masę gruzu.. Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. To dla mnie wielka przyjemność. a jeszcze dalej — błękit nieba. panie Grzmotołupie. ale pozostały zamknięte. krztusząc się ze śmiechu. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. czerwoną twarz. jak dla was pastylka sacharyny.. jaka poręczna! Taka. ma się rozumieć. tak — odrzekł faun. Kiedy pył opadł. — Niech skonam. panienko. Była już bardzo blisko jego twarzy. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę.. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką. olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku. Łucja najadła się trochę strachu. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. — A więc. wasza miłość. dobrze? — Tak jest.— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan.

Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. olbrzymów i osłów. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. Z początku lwy i psy rozbiegły się. jakby to były trzy noże i trzy miecze. w świetle dnia. a więc dzieci. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. jednorożców. co przypada na ten dzień. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa. To go trochę ostudziło. Przez las niosła się wrzawa. którzy mają dobre nosy. gdyby nie wielki owczarek. — A teraz wszyscy. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. psy. lwami. Z NAMI LWAMI. co dowodziło. niech biegną na czele. koni. krętego wąwozu. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku. tyle że bardziej doniosła.nie zamieniła w posąg. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. przypominająca odgłosy polowania na lisa. Walczyli tak zaciekle. tak szybko. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. To znaczy z nim i ze mną. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. razem z nami. krasnoludki. którzy to potrafią. kogo spotkał: „Słyszeliście. Najbardziej zadowolony był drugi lew. żywo. Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. Ta para walczyła w samym środku. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. To znaczy z nim i ze mną". trzy króliki i jeża. driadę. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. udając bardzo zajętego. które widziała ubiegłej nocy. To właśnie lubię w Aslanie. w poszukiwaniu śladu. — Oczywiście — rzekł Aslan. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. Ci. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić). opuścili zamek przez wyłom w murze. aby wywęszyć. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. węsząc. Teraz. jak tylko potrafiła. że jest ich jeszcze więcej. Zobaczyła Piotra. wydawało się też. Wkrótce lwy. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana. — I chyba połączyć się z resztą. który przeszył ją dreszczem lęku. Żadnego wynoszenia się nad innych. Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. co ten zgiełk oznaczał. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. małe zwierzęta. gdzie toczy się bitwa. Powtarzał to w kółko do chwili. wznoszących się i opadających tak szybko. który biegał tu i tam. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. Nie było na co czekać. a więc lwów. wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. I wreszcie. jadą na grzbietach tych. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. centaurów. Dalej. Z NAMI LWAMI. a wokół niej .

rozciągała się linia starcia obu armii. Ręce tak jej drżały. Kiedy się rozsypała. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. — Gdyby nie on. z twarzą pobladłą i srogą. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie. prędko! — powiedział Aslan. które miażdżyły tuziny przeciwników). który dostała od Świętego Mikołaja. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. olbrzymy maczugami (i stopami. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. zielonego koloru. działy się rzeczy straszne. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. który wstrząsnął całą Narnią. a jego twarz nabrała niedobrego. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. że uderzył mieczem w jej różdżkę. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. centaury mieczami i kopytami. co się z nim dzieje. pojawiła się przed nami jakaś szansa. usta miał otwarte. przypomniała sobie o drogocennym napoju. a kiedy ci. pod opieką pani Bobrowej. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. — To wszystko zasługa Edmunda. Z rykiem. niepewna. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. a było już po bitwie. a Lew był już nad nią. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. nowo przybyli ryknęli dziko. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. Cały był we krwi. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. — Złaźcie na ziemię. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. potem znalazła się na ziemi. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. chyba po raz pierwszy. przebił się do niej. — Poczekaj trochę. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. Musimy iść i zobaczyć. zobaczyli śmierć Czarownicy. Aslanie — mówił Piotr. czy lek w ogóle podziała. Dziwne było widzieć Piotra takim. jednorożce swoimi rogami. — Łucjo. Był na tyle mądry. Pokonując trzech ogrów. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. I Łucja. poddali się albo rzucili do ucieczki. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. Ale i on został ciężko ranny. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . Gdziekolwiek spojrzała. którzy pozostali przy życiu. — Tak. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu. byłoby już po nas. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. jakim był teraz: jakby postarzały. psy kłami.

przynajmniej od czasu. słychać było cudowny krzyk morskich mew. około pory podwieczorku. olbrzyma Grzmotołupa. Noście te korony godnie. leopardy. Ale następny dzień był bardziej uroczysty. nie wiem. bardziej słodka i bardziej wzruszająca. Synowie Adama! Noście je godnie. on przywracając do życia tych. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. . tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. dobre centaury. wzdłuż wielkiej rzeki. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och. Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. aby mieli co jeść. nie tylko wyleczonego z ran.. I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono.krok od śmierci. Aslan pasował go na rycerza. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. zastała go już na nogach. podnosząc się i idąc za nim. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. gdybyś była na jego miejscu. zajadając wyborną kolację. wybacz mi. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. przed nimi był piasek. W jaki sposób Aslan postarał się. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. A dnia następnego. Nazajutrz wyruszyli na wschód. To byłoby dla niego zbyt straszne. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. Pomyśl. — Mimo to uważam. na pewno nie. I w tym miejscu.. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. znaleźli się u jej ujścia. którzy zostali zamienieni w posągi. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. na polu bitwy. spacerowały w słońcu czując. obmywających wciąż i wciąż plażę. Aslanie — powiedziała Łucja. państwa Bobrów. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. lśniło złoto i płynęło wino. jak byś się czuła. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. jak piasek przesypuje się im między palcami. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. Pachniało morzem. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. karły i lwa.

A w miarę jak upływały lata. utrzymywali pokój. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. było to tylko jakby wspomnienie snu. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. I tutaj. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. I tak żyli sobie w wielkiej radości. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup). aby schwytać Białego Jelenia. oczywiście. Będzie zresztą do nas zaglądał. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak. Tropili go bardzo długo. zanim go wreszcie zobaczyli. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. czuwali. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi. drugiego już nie. jeśli się go schwyta. Tak więc obaj królowie i obie królowe. Ustanowili sprawiedliwe prawa. który spełnia każde życzenie. jak sami widzicie. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. wśród dźwięku rogów i szczekania psów. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. Jednego dnia go widzisz. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. że jest dziki. A jednego roku zdarzyło się. opadających prawie do stóp włosach. Tylko nie próbujcie nalegać. prosząc o jej rękę. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. Tak powinno być. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. Nie lubi być niczym skrępowany. zmienili się i wydorośleli. nie powiedzieli nic. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. Piotr stał się wysokim. Wówczas zaczęli gonitwę. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. aby została ich królową. aby został.Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. Zuzanna wyrosła na smukłą. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. przez gąszcze i polany. Wiecie już. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. ma wiele innych krajów pod swoją opieką. To nie jest OSWOJONY lew". jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. że musieli zrezygnować z . wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. no i. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy.

który sobie zamierzyliśmy. gonitwy. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. że las jest tu młody. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia. a potem weszli w gęstwinę leśną. — Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. — I moje. takich jak bitwy. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. że jeśli miniemy ten słup z lampą. — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami. że jest to kolumna z żelaza. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę. I tak stali. czemu tak się dzieje. — Na grzywę Lwa. szlachetny bracie — rzekł król Piotr. że byłoby hańbą. Nigdy jeszcze. aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. zawsze sięgaliśmy celu. a żelazna kolumna stara. Jak tylko to jednak uczynili. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak. wyczyny rycerskie. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. że nie mogli już dalej jechać konno. a na jej szczycie znajduje się lampa. tylko po to. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu. aby je następnie porzucić. Widać bowiem.dalszej gonitwy. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. ujrzysz. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. I myślę. odkąd my czworo panujemy w Narnii. jakbym już ją kiedyś widział. jakby to był sen albo sen we śnie. ale jestem odmiennej myśli. widzę oto drzewo z żelaza. oto jest dziw nad dziwy. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. na jakie przyszło nam polować. jak chcesz. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. że gdyby ją zapalono. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. albo też nie było ich wcale. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. W sercu mym czuję. patrząc na to dziwo. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę.

dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. Zuzanną. nawet gdybyście się tam dostali. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. oczywiście. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . Ale. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. chyba że spotkacie takich. Co znowu? Po czym to poznać? Och. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. na zawsze nim pozostanie. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. lecz Piotrem. I to byłby już naprawdę koniec tej historii. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. ale uwierzył w całą tę historię. A Profesor. pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. Będą mówić dziwne rzeczy. nie powiedział im nic takiego. Miejcie oczy otwarte.sądzicie. nawet między sobą. I nie sądzę. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. jeśli Profesor miał rację. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. właśnie wtedy. Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. aby był wielki pożytek z tych płaszczy. zauważyli. — Nie — powiedział — nie sądzę. lecz między futrzanymi płaszczami. Kto raz został królem w Narnii. jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". który był człowiekiem bardzo osobliwym. Cóż to? Co się stało? No więc. przypomnieli sobie. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. To się stanie samo. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. aby się w niej schować. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. gdyby cała czwórka nie poczuła. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. która nas czeka. był to dopiero początek narnijskich przygód. tak. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .