OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

Były to przeważnie futra. które otworzyli. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. ze stojącą w rogu harfą. — Borsuki! — dodała Łucja. który im przydzielono. Oczywiście nie zapomniała o . proszę cię. co to zdają się nigdy nie mieć końca. wiodło do pustych sypialni. choć była prawie pewna. — Och. Edziu. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. Wszyscy — oprócz Łucji. niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. Kiedy zajrzała do środka. a trzeba wam wiedzieć. jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. że przejaśni się w ciągu godziny. że przez okno nie było widać ani gór. — To tylko jakiś ptak. ciarki przebiegły jej po plecach. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. wielki. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. Jeśli chodzi o mnie. — Jeżeli chodzi o mnie. odkryli tu kompletną starą zbroję. ani nawet strumyka płynącego przez ogród. Mamy radio i mnóstwo książek. a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. że będą zamknięte. — Wygląda mi na to. w pokoju. — Króliki! — dodała Zuzanna. o jakich wam się nie śniło. z rozkoszą wtulając w nie twarz. to idę do łóżka. . niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. a wam radzę zrobić to samo. a potem pięć stopni w górę. głuptasie — powiedział Edmund. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. — Lisy! — dodał Edmund. Mogą być jelenie. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. która pomyślała sobie. że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. zobaczyła rząd wiszących płaszczy. — Stawiam dziesięć do jednego. przeważnie bardzo starych. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. I jastrzębie. — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. Tymczasem nie jest tak źle. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. ani lasów. Nie było tu nic więcej. za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. z rodzaju tych wielkich domów. Był to długi. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. tak gęstego.Łucja. Nie wahając się ani chwili. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. — To sowa — powiedział Piotr. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć.

Spojrzała przez ramię za siebie. W chwilę później zdała sobie sprawę. „Gdyby coś było nie w porządku. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. a nawet kłującego. wciąż spodziewając się. Był to faun. aby zrobić sobie miejsce. tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. „To chyba kulki naftaliny". Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. pomyślała i schyliła się. przekonała się. sypkiego i zimnego. chcąc namacać je ręką. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. jest noc. wełniany szalik. ponieważ pamiętała. aby nie ciągnął się po śniegu. Miała też ogon. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. z których wystawały dwa małe różki. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. Szyję otulał czerwony. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. lecz w oddali. że coś skrzypi pod jej nogami. a nawet kawałek pustego pokoju. skrzypskrzyp po śniegu. że to świeci latarnia na słupie. usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. Od pasa w górę przypominała człowieka. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. że stoi pośrodku lasu.) Wyglądało na to. posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. że w pokoju nadal jest dzienne światło. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. potem jeszcze dwa lub trzy. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. Kiedy zobaczył Łucję. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka. Ale nic takiego nie nastąpiło. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. lecz miła. ku dziwnemu światłu przed sobą. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę. jak już powiedziałem. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. Łucja trochę się przestraszyła. połyskującą w świetle latarni sierścią). trzymał otwarty. Nagle zauważyła. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. Twarz wędrowca była dziwna. rozmyślając. a napotkały coś twardego i szorstkiego. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer. A kiedy tak stała i patrzyła na nią. Miał krótką. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. biały od śniegu parasol. zapewne po to.pozostawieniu otwartych drzwi. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. W jednej ręce. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. . ponieważ wiedziała. którego płatki wirują w powietrzu. — Boże miłosierny! — wykrzyknął. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego.

— Ale czy nie jesteś. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun. Pozwól. że jesteś człowiekiem? — Oczywiście. nie jestem taka pewna. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. jakby miał powiedzieć coś. — i tu urwał. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. czego nie zamierzał. zaraz za nami. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała. a w każdym razie. że się przedstawię. Wszystko. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. — To jest tam. — Miło mi pana poznać. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. czy nie jesteś kimś. który nazywa się Narnią.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja.. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. Tam jest lato. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. to możemy się przeziębić. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. — Czy to znaczy. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. Bardzo się cieszę.. o Łucjo. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu. A ty. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale . rozbawiona. ale w porę ugryzł się w język. — Oczywiście. Dopiero kiedy skończył. no. — Bardzo mi przyjemnie. ale czy nie mylę się sądząc. naturalnie. — Przecież znajdujemy się w kraju. o co mu chodzi. Trzeba ci bowiem wiedzieć.. kiedy byłem małym faunem. Teraz już na to za późno. proszę mi wybaczyć.. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć. Najmocniej przepraszam. nie chciałbym być zbyt natrętny. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie. Nazywam się Tumnus. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję. — A czy wolno mi zapytać. nie bardzo rozumiejąc.. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór.. — Naturalnie.. dobry wieczór. Córko Ewy..

A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. a może i sam Bachus. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. Córko Ewy! — oznajmił faun. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. i sardynki. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. stół i kredens. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. mnisi i leśnicy. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. sucha i czysta pieczara. a na koniec ciastko z lukrem. wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły.. i ciasto. Łucja obejrzała sobie książki. Na podłodze leżał dywan. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. aby tańczyć z faunami. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. to parasol osłoni nas oboje. stawiając imbryk na ogniu. potem znowu grzanki z masłem. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. jakby był zrobiony z trzciny. Była to niewielka. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. Potem. Idziemy w tamtą stronę. faun zaczął opowiadać. potem sardynki na grzankach. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach. gdy się go schwyta. wykuta w czerwonawej skale. Córko Ewy... jakby chcąc dodać sobie otuchy. jak by to było dobrze. małymi. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun. i zaczął na . że w skale jest wejście do pieczary.. mały flet. Kiedy znaleźli się w środku. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. Pan Tumnus schylił się. drugi dla przyjaciela". A kiedy Łucja już się najadła. studium znanej legendy. jakby znali się od urodzenia. czy nie powinnam już wracać. — Będzie też ogień na kominku i grzanki. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. Nie uszli daleko. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. wyjaśnił pan Tumnus). i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. — Nie potrwa to długo — powiedział. który może spełnić każde życzenie. o tym. wyglądający. i jeszcze grzanki z miodem. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. Łucja pomyślała sobie. — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo. a potem jeszcze o lecie. albo Ludzie. trwającej tygodniami zabawie.zastanawiałam się właśnie. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. W rogu były drzwi. — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun.

— Myślę. niech mi pan wreszcie powie. — Wcale nie myślę.. Lecz za chwilę. drogi panie Tumnusie. nie mówiłabyś tak. bo jestem bardzo złym faunem. gdy stawała się tak mokra. które zaczęły spływać mu po policzkach. zapytała: — Och. co ja zrobiłem — odrzekł faun. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa. Miałam wpaść tylko na chwilkę. drogi panie Tumnusie. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. że muszę panu przerwać.. tak mi żal. Będą się o mnie niepokoić. To ona sprawia. — Nie sądzę. Zawsze jest zima. na miłość boską. — Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. och. — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię. tak pan ryczy?! — Och. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. Oto. taki duży faun jak pan. ale. że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja. Płakał i płakał. naprawdę. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. tańczyć i spać jednocześnie. — Jestem sługą Białej Czarownicy. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. Tęskny ton fletu sprawiał. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił. że zawsze jest zima. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. potrząsając nim w rozpaczy. — Nie. teraz już w chusteczkę. muszę już wracać do domu. wyżymając ją co jakiś czas. Musiały chyba minąć całe godziny. gdy Łucja podeszła do niego. — Proszę przestać. że Łucji chciało się płakać i śmiać. nad kominkiem.. trochę przestraszona. że jest pan bardzo miłym faunem. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to. jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. jest pan najmilszym faunem. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. jestem bardzo zły. No i dlaczego. — Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. na portrecie..nim grać. jakiego zdarzyło mi się spotkać. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał. Naprawdę. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona. — Płaczę. — Och. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. nie jestem wcale dobry. Nie przestał szlochać nawet wówczas. och. czym jestem. och — załkał pan Tumnus. — Czego by nie zrobił? — Tego. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią.

A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła. zanim ciebie spotkałem. oto cała prawda. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. Nawet niektóre drzewa są na jej służbie. — O Córko Ewy. Jestem pewna. — Porywam dla niej dzieci. że muszę tak postąpić. nie dbając nawet o posprzątanie po . Każe mi odciąć ogon. ale przez cały czas. udaje. że to się już nigdy nie powtórzy. Myślę. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. Popatrz na mnie. bryłowate kopyta.. że się z nim zaprzyjaźnia. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. że kiedy cię uśpię. Ale żałuje pan tak szczerze. wiem dobrze. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. — To ty jesteś tym dzieckiem. aby je uśpić... jak u jakiejś nędznej szkapy. to rzeczywiście brzydko z pana strony.. jaką spotykam. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. — Bardzo mi przykro. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. Odprowadzę cię aż do Latarni. kiedy już cię znam. co KIEDYŚ zrobiłem. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy. — Nie zrobi pan tego. — To oczywiste.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. jacy są ludzie. aż do czasu. że trafię — powiedziała Łucja. że jestem takim faunem. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun. cóż. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. przez cały czas myślałem tylko o tym. Robiłem wszystko.. aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. odpiłować różki. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. Czy mogłabyś uwierzyć. zaprosiłem cię na podwieczorek. — Jestem pewna. wyrwać brodę. podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy.. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. — Nie mówię o czymś. tak. zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. których kiedykolwiek spotkam w lesie. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. co to spotyka w lesie biedne. rzecz jasna — odrzekł faun. w tej właśnie chwili. Ja to robię TERAZ. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła. a Bóg jeden wie. Teraz. — Pozwolę. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja. niewinne dziecko. — No. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. ale i niezbyt surowa). pójdę i powiem JEJ… — Och. które nie zrobiło mu nic złego. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to. Córko Ewy. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. Nie miałem pojęcia. Cały las pełen jest jej szpiegów. — Cóż.

— Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. — Hej. może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. aż raptem zdała sobie sprawę z tego. Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi. ściskając mu serdecznie rękę.podwieczorku. czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. — A może. jak potrafiła. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. — Zegnaj. Łucjo? — zapytała Zuzanna. jak tylko potrafisz — powiedział faun. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie. — A więc pędź do domu tak szybko. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. — I mam nadzieję. — O czym ty. na miłość boską. — Już wróciłam. — Tak. . że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. kiedy dotarli wreszcie do Latarni. — Czy stąd już pamiętasz drogę. wybaczam — powiedziała Łucja. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy.. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. — Biedna Łusia. widzę już drzwi szafy.. Na dworze wciąż padało.. zamiast szorstkich gałęzi drzew. I nagle. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. mówisz.. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. wyglądającą jak odblask dziennego światła. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. jestem tutaj! — krzyknęła. nie odzywając się do siebie. — I. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz. jak będziesz chciała. Łucja odetchnęła z ulgą. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. łapiąc oddech po szybkim biegu. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. przemykali się ukradkiem przez las.

Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. że w rzeczywistości to ona ma rację. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. a w tym wypadku pokazywał. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. Dzieci nie wiedziały. — No. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. Piotrze. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz. — Kompletnie stuknięta. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. że jest to tylko zwykłe. nie było mnie całe godziny. Prawie ci uwierzyliśmy. aby upewnić wszystkich. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. Mam rację. Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś. na co go stać. Pewność. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. — To. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. — Nie. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna. co powiedziałam — odrzekła Łucja. co o tym sądzić. pukając się w czoło. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. łącznie z Łucją. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. Nie było ani lasu. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. twarde drewno. ani śniegu. Łucjo. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. wybuchnęła płaczem. — To prawda. rozchylał płaszcze i — cóż. Naprawdę tak było. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. ale Łucja była tak wzburzona. — To jest zaczarowana szafa. Przysięgam. wypytując ją. Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. i tam jest faun i Czarownica. W środku jest las i pada śnieg. czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. wszyscy. naprawdę udało ci się nas nabrać. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. Popatrzcie. Łucjo? — zapytał Piotr. toteż nie mogła się na to zdecydować. i to się nazywa Narnia. co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. to idźcie i sami zobaczcie. wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. — Posłuchaj. ale Edmund potrafił być złośliwy. a jak nie wierzycie. Łucjo — powiedziała Zuzanna. — Co właściwie masz na myśli. mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. tu jest tylna ściana. — Nie bądź głupia.

Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. były krokami Edmunda. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". jak zawsze. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. Poczuł też. aby wpuścić do środka trochę światła. stwierdził nagle. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. dobrej kryjówki. ponieważ wiedziała. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem. „Na pewno myśli. że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. że to otwarte drzwi szafy. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. ale dlatego. I tak było aż do następnego deszczowego dnia. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu. Edmund zauważył. Postanowił więc otworzyć drzwi. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. ale po Łucji nie było ani śladu. było cicho i ciemno. szukając siostry. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. Łucja wśliznęła się do garderoby. że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. pachniało naftaliną. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. jakby znajdował się na dworze. takie. futra. I wtedy zobaczył światło. gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. sypki śnieg. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. że gdyby ją tam znaleziono. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. zobaczył wschodzące słońce. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. Pierwsza szukała Zuzanna. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. pewien. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. łowiąc ryby. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. ponieważ wiedziała. które usłyszała.przebywać poza domem od rana do wieczora. To już zupełnie przestało mu się podobać. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy. że to przyszła Zuzanna. Wewnątrz wisiały. Kroki. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. jakby był jedyną . kąpiąc się. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. Otworzył drzwi. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. Potem zaczął macać rękami w ciemności. to w drugą stronę. gdy jest to szafa zaczarowana. ale tak. Pod stopami chrzęścił mu suchy. czerwone i wyraźne. Wprost przed sobą. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. który pokrywał też gałęzie drzew. Naokoło panowała głęboka cisza. Tego dnia. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". między pniami drzew. Gdy zbliżyła się do szafy. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju.

Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. lecz dumna. zimna i surowa. zwisającym nisko pomponem. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. a na głowie miał czerwony kaptur z długim. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. jeszcze mniej podobało mu się to. pomyślał Edmund. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. że od początku miałaś rację. a sierść miały tak białą. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. gdy nagle. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. Była to twarz piękna. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku. że to miejsce nie bardzo mu się podoba. Obfita broda spływała mu aż na kolana. Teraz przypomniał sobie o Łucji. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada. a na głowie miała złotą koronę. że siostra musi być gdzieś blisko. Na koźle siedział przysadzisty karzeł. na podwyższeniu pośrodku sań. Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. Teraz widzę. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. Wciąż miał jednak nadzieję. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. jaką Edmund kiedykolwiek widział. Łusiu! Przepraszam. wobec czego już postanowił wracać do domu. — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. gdzieś daleko w lesie. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. Poczuł. który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. zapłonęły żywym ogniem. Pani również była przykryta białym futrem. jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. jak śnieg lub papier. że ci nie uwierzyłem. . tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta. Za nim. Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. prostą laseczkę. . Ale wyjdź już. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. lecz zupełnie biała. że ciarki przebiegają mu po plecach. hej. karzeł strzelał z bata. lub wata cukrowa. parskając głośno. Nasłuchiwał. że reny prawie przysiadły na śniegu. w prawej ręce trzymała długą. odezwał się dźwięk dzwoneczków. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary. gdyby stanął wyprostowany. Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. co jej ostatnio mówiłem".żywą istotą w tym kraju. zimnym i cichym miejscu.

to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa. Pani zmarszczyła brwi. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. Edmund czuł.— A kimże ty jesteś? — zapytała pani. i po prostu znalazłem się tutaj. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś. Był zbyt zmieszany. Słyszałam już o takich rzeczach. — Ja. Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę.. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo. — Nigdy nie miałem brody. który obciął sobie brodę? — Nie.. Drzwi do Świata Ludzi. Jestem w szkole. Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem.. że za chwilę stanie się coś strasznego. królowa nagle jakby zmieniła zamiar.. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. teraz są wakacje. w jaki na niego patrzyła. — Kimkolwiek jesteś. a ręka uniosła różdżkę.. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa. — Proszę o wybaczenie. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund.. najjaśniejsza pani. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć. że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział. chyba że chcesz. to znaczy byłem. ja. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja. ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę.. Wcale nie podobał mu się sposób. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. To może popsuć wszystko. — Drzwi... Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem. wasza królewska wysokość. . . prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach... Jestem chłopcem. — I odpowiedz mi wreszcie. — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej.. bardziej do siebie niż do niego. aby zrozumieć pytanie. ja otworzyłem drzwi. nie wiedziałem. spoglądając surowo na Edmunda. abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak. co odpowiedzieć.. — Ha! — wykrzyknęła królowa... nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz....

odpowiadał wciąż: — Tak. o czym Edmund marzy. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie. czy nie chciałby więcej. Królowa zapewne dobrze wiedziała. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość". wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. podniósł kubek. i wciąż wracała do tego tematu. Synu Adama? — zapytała królowa. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. poczuł się od razu lepiej. co parowało w zimnym powietrzu. Królową interesowało szczególnie to. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. ani więcej. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. dlaczego królowa jest taka ciekawa. ponieważ wiedziała też. kto go choć raz skosztuje. Początkowo starał się pamiętać. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. że ma brata i dwie siostry. pieniący się i gęsty. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. modląc się w duchu. tak że mógłby zajeść . — Tak. co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. Dziwny napój nie przypominał niczego. bardzo proszę. wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. ani mniej? Edmund. ale wkrótce o tym zapomniał. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. jeśli można. Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. przewiązane zieloną wstążeczką pudło. tym bardziej miał na nie ochotę. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. szczękając zębami. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. — Czy jesteś pewien. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. by go zapytano. ale nie śmiał być nieposłuszny. Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. Im więcej zjadał. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. — Nie sądzisz. będzie chciał wciąż więcej i więcej. ile tylko zdoła. ale gdy tylko spadła na śnieg. Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła.Trudno powiedzieć. że jest ich czworo. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego.

jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami. bo takie czary można zrobić tylko raz. oczywiście. gdybyś tu wrócił sam. pod którą Łucja spotkała fauna. trząsł się ze strachu. Nie byłoby dobrze. — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. Kiedy tu wrócisz następnym razem. mógłbyś o nich zapomnieć. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi. — Och. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. że nie będzie ci się chciało po nich iść. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. — Bo widzisz. ślina ciekła mu z ust. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. — Och. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej.. a później królem. Ty będziesz księciem. musisz tylko znaleźć Latarnię. że nie mam swoich własnych dzieci. ani pięknie. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. nie wyglądał teraz ani mądrze. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. — Jestem pewna. — Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką.się na śmierć. musisz teraz wrócić do swojego kraju. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. A muszę wyznać.. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. — Ale ja nawet nie wiem. tylko powiedziała: — Synu Adama. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. Nie. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. ale teraz zapomniał o wszystkim. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca.. naturalnie razem z nimi. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo. to zrozumiałe. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. Cokolwiek mogła mówić królowa. Teraz już nie mogę. gdyby mu na to pozwolono. poszukać tych dwu . a ręce lepiły się od potu. Będę na ciebie czekała i NA NICH. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. jakiego dotąd spotkałam. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. Co innego w moim pałacu. a musisz wiedzieć. z którego nie będzie mógł trafić do domu. Kiedy wsiadał do sań. Bardzo pragnę je poznać. Myślę. kiedy mnie już nie będzie. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem. Miał wypieki na twarzy. — Ach. a twoje siostry hrabinami.. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. że będzie ci się podobało. Twego brata uczynię hrabią.

a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby. chociaż wcale nie ma do tego prawa. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja. Nie musisz im o mnie od razu mówić. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund. i wszystkie driady i najady. po prostu jej nienawidzą.. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. a kiedy usłyszał.. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. które opowiadają. za którymi zniknęły sanie. — Aha. jeszcze jedna sprawa. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz. więc sądzi. — Gdybym tylko wiedziała. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. a musisz wiedzieć. a kiedy sanie ruszyły. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. — Przecież widzę. i karły.wzgórz i iść w ich kierunku przez las. zawsze zima. że ty też tu trafisz. jak ktoś wykrzykuje jego imię. i zwierzęta. ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. dobra — powiedział Edmund. Ale. kto tu mieszka". To będzie taki nasz mały sekret. że mnie puścił. Jeżeli chcesz. Jestem pewna. Byłabym bardzo zła. zobaczymy. że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. poczuł się jeszcze gorzej. i być może wszystko dobrze się skończy. Edmundzie! — zawołała. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu. tak że zawsze jest tu zima. — Och. to mogę cię przeprosić. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie. że wszystko . że w ogóle się o tym nie dowiedziała. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. złośliwych plotek. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu. że pani. na miłość boską. — Błagam. która była tak szczęśliwa i podniecona. a kiedy się rozejrzał. Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy.. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. tym faunem. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. że. gdybyś przyszedł sam. czy coś w tym rodzaju. jest groźną czarownicą. aby się zgodzili. — Dobra. z którą się zaprzyjaźnił.. dobrze? Zróbmy im niespodziankę. — Kto to taki? — To okropna postać. — Dała znak karłowi. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem. że tak będzie najlepiej. gdy nagle usłyszał. w każdym razie te.. które są dobre. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. który ma się zupełnie dobrze. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa. Nazywa siebie królową Narnii.. och. aby się mnie lękano. A kiedy dojdziecie do mojego zamku.

do którego można się dostać przez szafę. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. — A więc chodź. w którym znaleźli rycerską zbroję). i spotkaliśmy się w lesie. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. Edziu? — zapytał Piotr. Edmundzie. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. — Masz rację! Och.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. poszukamy innych. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. że to ona miała rację. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. że Łucja miała rację. Nagle. . Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. Naprawdę JEST taki kraj. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. co z tym wszystkim począć. Ach. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. ponieważ w końcu okazało się. jakby wiedział o faunach o wiele więcej. No. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. Edmund też to widział. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. Nie wiedział więc. tak się cieszę. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. Byliśmy tam razem. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. Edmund i ja. był też pewien. że ty też tu trafiłeś. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. — Co to wszystko znaczy. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. jakie nas czekają wspaniałe przygody. — Zapytaj kogo chcesz. opowiedz im o wszystkim. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. Nie sądzę też. Czuł się fatalnie. zamiast ośnieżonych gałęzi. Edmundzie. starając się sprawić wrażenie. Chodźmy do domu. — Ejże. co mówią fauny — powiedział Edmund. — Pan Tumnus. ale w głębi serca pomyślał. ten faun — odpowiedziała Łucja. ale nie bardzo jeszcze wiedział. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. był nadąsany i zły na Łucję. jaki mu przyszedł do głowy. Tym razem trafili z powrotem bez trudności. chociaż było to dalekie od prawdy.

a wy wszyscy jesteście potwory. że Łucja ma źle w głowie. zawsze. sprawia wrażenie. całkowicie zaskoczony. kiedy szli do gabinetu Profesora. Edmundowi. — To wszystko ze złości. Chyba nie będzie dla was niespodzianką. Jestem pewien. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy.. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. A naprawdę nic tam nie ma. że uwierzyłem w całą tę historię. ale na nic się to zdało. aby jej dokuczyć. co powiedzieć. co się wam będzie podobało. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. Naturalnie tylko dla zabawy. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami.. Edziu — odezwała się Zuzanna. myślałem. — Jasne. — wyjąkał Edmund i urwał. Chodźmy i poszukajmy Łucji.. Łucja była zupełnie normalna. — Hej.. i nie obchodzi mnie. wydawało się. co opowiada. że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego. co mówicie. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz. że robisz to wszystko tylko po to. błagam was — wtrąciła się Zuzanna. a następnego udajesz. że w to wierzysz? — Ja myślałem. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie. długo jeszcze stali na korytarzu. — Nie poprawicie sytuacji. — Oczywiście trzeba się liczyć z tym. Rezultat tej nocnej narady był taki.. szepcząc coś do siebie. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić.— No. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. po prostu bawiłem się z Łucją udając. że płakała.. Ale czy sądzisz. nikt nie miał wątpliwości. albo zrobić. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. jeśli uzna. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie.. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu. bo nie wiedział. że odniósł wielki sukces. Widzieliśmy to już w szkole. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. że tam nie zostałam. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju.. ale odkąd tu jesteśmy. że jej pomożesz. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. a kiedy . Spotkałam fauna i. żałuję. I Edmund przybrał pobłażliwą minę. i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. co sobie myślicie. że bzdury — powiedział Piotr. — Przestańcie.. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. że napisze do ojca. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie. Łucja była w okropnym nastroju. Zapukali do drzwi. jak myślał. jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). że jego plan nie udaje się tak dobrze. zachichotał i powiedział: — Ach tak. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. — Właśnie o to chodzi. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr.. powiedz nam.

— To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. to musi być prawdziwe zawsze! . Kiedy skończyli. jeśli mi wolno zapytać. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to. — No więc.. — Jeżeli to prawda. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości. że Łucja. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. że nie zwykła kłamać. kto wejdzie do szafy. — zaczęła Zuzanna i urwała. i jest oczywiste. bo przecież. Wiecie. — Ale wobec tego. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. — Przecież sam Edmund powiedział. — A co ty o tym sądzisz. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. potem odchrząknął i powiedział coś. tak ogólnie. Albo wasza siostra kłamie. A więc przynajmniej czasowo.. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie. naprawdę bardzo poważna sprawa. na bardzo wnikliwą uwagę.. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie. że nie zwariowała. wystarczy z nią porozmawiać. jeżeli coś jest prawdziwe. żeby stwierdzić. o to możecie być spokojni. że stykały się końcami palców. jakby do siebie. — Logika! — powiedział Profesor. — Ależ. że jest inaczej. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna.. co o tym myśleć. to dlaczego każdy. że tak się tylko bawili. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. milczał przez jakiś czas. ale przecież to nie może być prawda. — Och. czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. Potem usiadł w fotelu. Na przykład. — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. że tam naprawdę nic nie było.. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. złożył dłonie tak. że sobie z nich żartuje. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to. i słuchał z uwagą. Wystarczy na nią popatrzeć. albo zwariowała. że jedno z nich — albo brat. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała. że jest całkowicie do ich dyspozycji. że żartuje. Nawet się jej nie śniło. panie Profesorze. albo mówi prawdę. panie Profesorze — powiedział Piotr. — Obawiamy się. że mówi prawdę. że na pewno nie zwariowała.. to wszystko o tym lesie i o faunie. jestem tego samego zdania co Piotr. weszli do środka. kiedy zajrzeliśmy do środka. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to. — zaczęła Zuzanna i urwała.Profesor zawołał: „Proszę!". musimy założyć. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr. to bardzo poważna sprawa.

to Łucja nie miałaby czasu. odrębny czas. gdyby się okazało. co o nim opowiadano. niezależnie od tego. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. Stała się po prostu tematem zakazanym. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. oprowadzała ich po domu. którego nikt jeszcze nie podsunął. a pani Macready. którą wam właśnie opowiadam. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. biorąc pod uwagę to. kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. mówię. — Jest pewien pomysł. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. Był to jeden z tych starych domów. Z drugiej strony nie sądzę. że jest inaczej. Profesor zawsze się zgadzał. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. a nawet w książkach historycznych. — To właśnie sprawia. co na to powiedzieć. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. to wcale bym się nie zdziwił. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. aby być wszędzie. a który wart jest wypróbowania. zdejmując okulary. Miała wrażenie. Sądzę. żeby to pasowało do jej opowieści. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. Łucja dostała się do Innego Świata. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. Piotr zadbał o to. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. Nie minęła nawet minuta. a już szczególnie nie znosiła. Zabrał się do ich czyszczenia. które wymieniane są w przewodnikach. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. — Ale wobec tego. Był to koniec rozmowy. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. nie było w tym nic dziwnego. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. w tym miejscu. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . by jej przeszkadzano. jak długo w nim się przebywa. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. tuż koło nas. że nie było jej całe godziny. gdzie opowiadała. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. — Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. a ona upierała się. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. a ani ona. o zbroi.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. opowiadając o obrazach. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. co wiedziała o starym domu. o rzadkich okazach książek w bibliotece. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. tak więc. że ten Inny Świat ma swój własny. jego gospodyni. Wkrótce jednak miało się okazać. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. czego oni ich uczą w tych szkołach.

innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. a wreszcie zobaczyli. Nikt tam za nami nie wejdzie. psiakostka. potem chrobotanie pr\y drzwiach. o. czy też pani Macready uwzięła się. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy. aby ich przyłapać. — Rzeczywiście. a pozostała trójka była tego samego zdania. jest zimne i. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. zastanawiając się. aby zwabić ich do Narnii — dość. Piotr przyciągnął za sobą drzwi. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze. ciężko dysząc. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. czy może zaczęły działać jakieś czary. to was tam nie ma. usłyszeli głosy na korytarzu. a nie frontowymi. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie. to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. jak tego oczekiwali. — Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr. dopóki nie przejdą.. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. że biegali tam i z powrotem. . jak by tu ją rozebrać na kawałki. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi. wciąż słysząc zbliżające się glosy. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. że klamka zaczyna się poruszać. nie zamykając ich jednak całkowicie. gdy się wchodzi do szafy. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą.. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna.NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund. abyście pamiętali. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. mokre! Oj.

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

żebyś to wiedział. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. to miałbym ci coś do powiedzenia. tam.. zniżając głos do szeptu. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. z gałązek opadała lawina śniegu.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć. To przecież drozd. o którym nic nie wiemy. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. a królowa. że to czarownica.. Dziewczynki szły na przedzie. zimowe słońce. Kiedy odfruwał. Wędrowali tak około godziny. — Co? — spytał Piotr. drozdy są zawsze dobrymi ptakami. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. że fauny są w porządku. aby ze mną rozmawiać. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. że drozd nie mógłby być po złej stronie. — Drozd! — zawołała Łucja. jakie czytałem. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. — Tam coś jest wśród drzew. Przelatywał z drzewa na drzewo. ani o faunach. Nigdzie go nie było. tak. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. na lewo. Dobrze by było. patrząc na Piotra tak. — Faun uratował Łucję. SŁYSZAŁEM. Skąd możemy wiedzieć. co robimy? — A co? — spytał Piotr. We wszystkich opowieściach. po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. tak. jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej. — Jeżeli już o to chodzi. aby nie stracili go z oczu. Jestem pewien. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. — Idziemy za przewodnikiem. ale na tyle blisko. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. a . — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. o. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. Skąd wiesz.

Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. w gęstszy las. — Wiem. Schowało się za tym wielkim drzewem. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. . wstrzymując oddechy. — Wciąż tam jest. — Tak. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. czy iść za nim. tworząc szczelny dach. czyniąc wyraźne znaki. a widząc. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra. Dzieci stały. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. a poza tym czuję. starając się. Potem znowu znikło. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. Widziałem jego ogon. Chodźcie trochę dalej. co to jest — powiedział Piotr. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. znalazły bobra. co nie chce być zauważone. jeśli okaże się wrogiem. żebyśmy byli cicho. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. że ich gałęzie połączyły się. — O. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. — Nie sądzę. gardłowym głosem: — Trochę dalej. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna. jak można się było spodziewać.nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. tam. — To coś takiego. co to jest. gdzie pokazuję. czy nie. — To jasne — powiedział Piotr. kiedy dają znać. aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. O. I wtedy. Na ich widok znowu zaczął się cofać. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić. że ktoś może ich zobaczyć. przyłożyło łapę do pyska. odezwał się chrapliwym. rozejrzał się dookoła. Co o tym myślisz. — On chce. tak jak ludzie przykładają palec do ust. że na pewno zjadłabym obiad. — Problem tylko. a za nim. ale wiem. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. — To bóbr. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. Trzymajmy się blisko siebie. — Co to może być? — zapytała Łucja. która obserwowała ich zza drzewa. i powiedział: „Ciiicho!". — O. chociaż nikt nic nie powiedział. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. Przeciwnie. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni. jakby w obawie. Potem zniknął ponownie. że się wahają. Zabłądzili. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra. żeby być cicho. by poszli za nim. — Nie wiem.

o kim mówię. — Oprócz nas nie ma tu nikogo. że można bobrowi zaufać. — Oto mój znak rozpoznawczy. Powiedział mi. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. no i zjeść obiad. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. A uczucie. jesteśmy tu obcy. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka. które przeniknęło Łucję. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki. Potem dał znać dzieciom. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. że Aslan jest w drodze. czego nie rozumieliście.. wyczuł. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. oczywiście. Muszę was zaprowadzić tam. każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. a może już wylądował. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. Większość z nich jest po naszej stronie. — W porządku. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja. przypominało nastrój. które mogłyby donieść JEJ. — One zawsze nasłuchują. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata.. aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej. że gdyby mu się coś stało. którą dałam biednemu panu Tumnusowi. wiecie. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów.. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. Nie jesteśmy tu bezpieczni. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy. — Nie tutaj. — tu głos mu zamarł. — Biedaczysko. — Nie tak głośno. proszę. słodka melodia. Zuzanna poczuła się tak.. że przyjdą go aresztować. ale są i takie. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. muszę was odnaleźć i zabrać do.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. i zdążył mi ją przekazać. w porządku — powiedział bóbr. że ktoś powiedział coś. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. aby przyśnił się wam raz jeszcze. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. — Zgadza się — rzekł bóbr. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. albo tak cudowne.

że pani Bobrowa nas oczekuje. Patrząc w górę tej dolinki. i okropny pomysł wpadł mu do głowy. że przecież bobry zawsze budują tamy. Nie ulegało wątpliwości. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. częściowo w nią wbudowany. że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone.. A tam. a teren zaczął się stopniowo obniżać. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. co łatwo można dostrzec na twarzy osoby. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. Powyżej tamy znajdowało się coś. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód. zobaczył dwa małe wzniesienia. . Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". lśniła teraz ściana lodowych sopli. którą zbudował właśnie pan Bóbr. Nieco niżej widać było ujście drugiej.. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. wąskiej doliny. zaledwie milę stąd. Pośrodku tamy. Trudno się dziwić. że patrzą na tamę. Słońce wciąż świeciło. który ją pokrywał. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. że może zostać królem („Ciekaw jestem. a może jeszcze bliżej". gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. które pokazała mu Biała Czarownica. aby po niej iść. biegnącej przez niezbyt stromą dolinę. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka. co sprawiało. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. mniejszej rzeczki. Zauważyli zresztą. Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. przypomnieli sobie od razu. żeby się nie pośliznąć. Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. czy Piotrowi będzie się to podobało"). Pokażę wam drogę. Trwało to około godziny. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. Stali na zboczu spadzistej. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. Nie mieli wątpliwości. że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. Poniżej też był lód. lecz pofałdowany i pożłobiony. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze. Uważajcie tylko. pieczenie i smażenie. „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac.słowa „obiad". jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. Tama okazała się wystarczająco szeroka. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. że są to owe dwa wzgórza. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok. ale nie płaski i równy jak stół.

że przyniesiesz nam jakąś rybkę. wstała. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. wyjęła długą nitkę. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. żono — powiedział pan Bóbr. W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą. Była to pani Bobrowa. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. rozmaite narzędzia murarskie. Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. kiedy weszli do środka. ile było potrzeba. włożyć talerze do piekarnika. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. A obrus na stole. wędki. wyciągając do nich swoje pomarszczone. to jesteśmy już prawie gotowe". Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. Łucja pomyślała sobie. panie Bobrze. aby się ogrzały. która zwisała jej z pyska. i spojrzała na nich przyjaźnie. aż na sam środek. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. do horyzontu. sieci rybackie i więcierze. Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. z . a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek. jak na okręcie. Pierwszą rzeczą. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. nożyce. rydle. w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. — Przyniosę. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel". aby odparowały. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. skąd hen. wyciągnął pięknego pstrąga. był dziwnie znajomy turkot. Nie było w nim książek ani obrazów. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję. Na ich widok zatrzymała maszynę. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. nakryć do stołu. — Znalazłem ich. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. Możecie sobie wyobrazić. płaszcze nieprzemakalne. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. był szorstki w dotyku. wyszedł z domu (a Piotr z nim). Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. by cebrzyk napełnił się rybami. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. — A więc jesteśmy.a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. siekiery. na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. a na ścianach wisiały gumowe buty. szpadle. popatrzył uważnie w dziurę. która zwróciła uwagę Łucji. stare łapy. pokroić chleb. choć bardzo czysty. — Nareszcie! Pomyśleć tylko. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk.

aż napełnię sobie fajkę. że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. — To najlepsze. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i . spoglądając w okno.. — Nie wątpię. tak że kiedy skończyli struclę. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy. że śnieg znowu pada — dodał. że zabrała go policja. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. niewielu dotąd powróciło. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. — A teraz — powiedział pan Bóbr.. możemy zająć się naszymi sprawami. Widzę. prowadzili go na północ. potrząsając głową. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. — Nie ma wątpliwości. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie. W każdym razie z tych. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy. bo to znaczy. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. co mogło się zdarzyć. — Nie wszyscy. na ile miał ochotę. w wielkiej sali. — Kiedy go ostatni raz widziano. co to oznacza. aby go uratować. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja. gdybyś tylko mogła.. to znaczy my musimy coś zrobić. To przecież jest straszne. Posągi. — No cóż. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. A kiedy skończyli jeść rybę. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni. których tam zabrano. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. a jeśli ktoś próbował was tropić. który to wszystko widział. herbata była już gotowa. każdy podsunął swój stołek do ściany. — Obawiam się. — Ale. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie. i to wszystko z mojego powodu. aby się o nią wygodnie oprzeć. a wszyscy wiemy. nie znajdzie żadnych śladów.. żebyś go uratowała. wzdłuż schodów. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. Mówią. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień. Posągi tych.której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. to paskudna. co stało się z panem Tumnusem.

Ale skoro już Aslan jest w drodze. — Oczywiście. och. On jest Panem całej puszczy.. aż ona będzie wyjeżdżała. — Myślałam. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać. Ale oto doszła nas nowina. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. choć nie bywa tu często. żeby z nim to zrobiono.. jak dobra nowina.. że jest człowiekiem. żeby był. i to nie jakimś tam lwem. narażając swoje życie.. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę. — To znaczy. może uratować pana Tumnusa. nie wiecie? On jest Królem.. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund.. na co ją stać. Mam was zaprowadzić tam. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie... na sam dźwięk tego imienia. że nie.. że jesteśmy. Czyżbyście nie wiedzieli. człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. nie .. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę. żeby. Już jest w Narnii.. — O Córko Ewy. albo zaczaić się i czekać. To on. — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna. — Czy. — Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. A gdy zębem wkoło błyśnie. On sobie poradzi z Białą Czarownicą. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. — Jak to. — Aslan. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz.. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja. Zimę nagła śmierć uściśnie. Czy on.... jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione. ponieważ znowu. A gdy głośno on zaryczy. Nie. nie. na przykład wędrownymi sprzedawcami. Zrozumiecie zresztą sami. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna. On wszystko naprawi.wyjść z niego żywym. albo kimkolwiek. do licha. kiedy go zobaczycie.. Znikną smutki i gorycze. Nie możemy go tak po prostu zostawić. — Nie sądzę. Powiedziałem wam. no. — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr. jakoby powrócił. Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca. albo. gdzie się z nim spotkacie. wybuchając śmiechem.. a nie wy. to już będzie szczyt tego. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza.

— To jest w dół rzeki. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. bez obrazy tutaj obecnych. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. że kiedyś. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. Powiedziałem wam. jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. że nie będziemy was potrzebować. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. Ona pochodzi od Lilith. — Jeżeli jest ktoś. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. — Nie ma wątpliwości. żebyśmy w to uwierzyli. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. nie. Zaprowadzę was. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. uderzając łapą w stół z taką siłą. kiedy spotkam lwa. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. Nadeszła wiadomość. że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. Nie. — Masz świętą rację. co powiedziała moja żona? Oczywiście. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. możemy zaczynać. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. To wcale nie znaczy. Słyszeliśmy. gdy do tego dojdzie. że on jest Królem. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. panie Bobrze — powiedział Piotr. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. dobry kawałek stąd. Przeminą złe czasy niegodziwości. — Gdzie to jest? — zapytała Łucja. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. która twierdziła. Jest jeszcze jeden stary wiersz. że może mi się zrobić słabo. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. — I ja również. W Ker-Paravelu na tronie zagości. a nimi nie są. Kiedy już będzie z nami. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. — Tego właśnie nie rozumiem. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. że jest groźny.jest groźny? Obawiam się. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. że ci się zrobi słabo. kto może stanąć przed Aslanem. albo jest po prostu głupi. — Groźny? — powtórzył pan Bóbr. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. — I zobaczysz go. Ale jest dobry. — Nie słyszałaś. którzy wyglądają jak ludzie. Ale ona nie jest Córką Ewy.

jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. musi od razu wrócić i. że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić. Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. które zapadło po jego ostatnich słowach. a jeżeli się dowie. Śnieg sypał gęsto. kiedy tu wędrowaliśmy. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy. Ale biorąc rzecz w ogólności. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. — Och. a ze środka tamy.. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. który powinien być stolicą całego kraju. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. ale i jej życia. wracając do rzeczy. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. Łucja zapytała. a potem wszyscy. — Och. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza. gdyby wszystko działo się tak. że zapomniały o Bożym świecie. u ujścia rzeki. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie. gdzie macie siekierę. Gdyby się tylko dowiedziała. kto zamierza być człowiekiem.. krążyli wokoło. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. który już wkładał długie buty. gdzie stali. Ale. że jest was czworo. Nie mamy ani chwili do stracenia. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. sypki śnieg. ledwo można było dostrzec oba brzegi. Wypatruje was od lat. Teraz. — Przecież nie . panie Bobrze? — zapytał Piotr. jeden przez drugiego. a już nim być przestał. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. że jest was czworo. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. albo też powinien być człowiekiem. albo kiedyś był człowiekiem. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia. nagle: — Słuchajcie. — Będzie lepiej. a jeszcze nim nie jest. — Robić? — powtórzył gospodarz. jak żałuję. po chwili milczenia. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr.

że on wie. — Czy sądzi pan. — A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. aby ustalić. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem. jak tam trafić? — zapytał Piotr. co usłyszał. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. — Och. że nie ma sensu go szukać? — Powód. że był. przestanie się niepokoić.. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. że on już spotkał Białą Czarownicę. On mi wyglądał na takiego. nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać. to jesteśmy górą. — Czy nie rozumiecie. ponieważ każde z nich nagle poczuło. naprawdę! — zawołała Zuzanna. zawsze to poznacie. że Edmund na pewno to zrobił. co chciały powiedzieć. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. co może jej powiedzieć.mógł odejść daleko. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr. Jest coś takiego w ich oczach. A dopóki ma tylko jego. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. bo to najlepsza przynęta. nie. Zdradził nas wszystkich. — A powiem wam. Na przykład. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. i wszystko. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa.. do Białej Czarownicy. — On poszedł do NIEJ. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo. to myślę. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem. dla którego nie ma sensu go szukać. A my musimy go znaleźć... No. że jedynym sposobem na to. — Musimy iść i spotkać się z Aslanem. nie mówił — odpowiedziała Łucja. — A czy mówił wam. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. zamarło im na ustach. gdzie ona mieszka. Ostatecznie to nasz brat. — Obawiam się.. już jest po jej stronie i już wie. co mu dała. — A więc posłuchajcie. aby uratować jego i siebie. patrząc uważnie na troje dzieci. i to jeszcze dziecko.. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. aby zwabić was troje. Bo to. Co pan miał na myśli mówiąc. KIEDY on się wymknął z domu. zależy od tego. — Wydaje mi się. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu.. że nie zrobi mu krzywdy. To jest teraz nasza jedyna szansa. zanim wyszedł? Jeżeli nie. a . — Och. co tu robił i kogo spotkał? — No więc. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie".

a nic tak nie psuje smaku dobrego. której się przysłuchiwał. lecz pochodzi w połowie od dżinnów. wyruszy. bo miał wrażenie. że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem. normalnego jedzenia. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. zaczarowanym przysmaku. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. i to jest ten rodzaj pytania. w nim budziło coś równie tajemniczego. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. jak wspomnienie o jakimś złym. Oczywiście mijało się to z prawdą. — Coraz gorzej. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. tak. jak będziemy tam szli. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. cudowne uczucie. przynajmniej jeśli o TO chodzi. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. która osłaniała drzwi. to właśnie on zapytał. — Musimy natychmiast stąd uciekać. ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. gdzie jesteśmy. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. również nie sprawiała mu przyjemności. — A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. to traktuje go bardzo ozięble. a w połowie od olbrzymów. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. a jeśli już ktoś zwraca. ale Edmund był o tym święcie przekonany. czy tu jeszcze był. ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. który bardzo do niego pasuje. moja żono — powiedział pan Bóbr. W tym samym momencie. Wysłuchał tego wszystkiego. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku.w takim razie nie będzie się miała na baczności. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. kiedy wam powiedziałem. był! Pamiętacie. — A więc był — powiedział Piotr. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr. co się stało z Edmundem. . czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. — Tak. Jak tylko Edmund powie jej. Rozmowa. — Masz świętą rację. ale i strasznego zarazem. — Nie mogę sobie przypomnieć. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać. jaką zrobi. Nie ma nawet chwili do stracenia. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. że nikt nie zwraca na niego uwagi.

aż w końcu cały był przemoknięty. który został w domku bobrów. . Gdy zasiedli do obiadu. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. będą porządne drogi". mogłoby się wydawać. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. przemarznięty i poobtłukiwany. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. Stwierdził też. wrócić. to nie życzył sobie bynajmniej. przewracał się na zamarzniętych kałużach. W głębi serca Edmund czuł. które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. że to ona jest prawdziwą królową. i o różnych rzeczach. ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. potykał się o zwalone pnie. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. Kiedy dotarł do brzegu. że będzie królem. aby wrócić i zabrać go tak. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. Potem zaczął dąć przenikliwy. z jakiej zdał sobie sprawę. Nie wziął tego przedtem pod uwagę. Wyłonił się księżyc w pełni. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. gdy spostrzegł. Jestem przekonany. jaką zrobię. by nikt tego nie zauważył. w gęsto padający śnieg. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. że jest dzień. co właśnie robił. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa. Najpierw przestał padać śnieg. rzecz jasna. Pierwszą rzeczą. że nazwał go potworem. „Wszyscy. o wiele milsza niż oni. a przynajmniej udawał przed samym sobą. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. jak będzie wyglądał jego pałac. który rozgonił chmury. Nie było też żadnej drogi. zrobiło się jeszcze gorzej. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. i gdyby nie czarne. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. niepokojące cienie. lodowaty wiatr. był brak płaszcza. a w zimie dni są krótkie. poczuł się nieco raźniej. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. że jest to słuszne. żadnej szansy na to. Jestem pewien. że wierzy. że pogoda się zmienia.Nie powinniście sądzić. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka. które zwykle mogą robić monarchowie. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. że zrobiło się już prawie ciemno. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. Rozmyślał więc nad tym. była prawie trzecia. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. pierwszą rzeczą. jak jego — ale starał się wierzyć. gdy wyszedł na dwór. Nie było. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. by potraktowała ich tak dobrze. A kiedy już zaczął myśleć o tym. a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. W każdym razie była dla mnie bardzo miła. Jeśli chodzi o to.

w którym teren był równiejszy. tak że z trudem posuwał się naprzód. zmroziło mu krew w żyłach. ale Edmundowi wydawało się. że odwróci głowę. jak mówiono. którą zobaczył ze szczytu tamy. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. przypominających spiczaste kapelusze. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. okazała się o wiele bardziej stroma.Gdyby nie księżyc. Ależ naturalnie. zanim odnalazł olbrzymią. mijając wciąż nowe baszty. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu. nie wiem. Kilka razy zatrzymał się. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. skierował się w górę jej biegu. Ze sposobu. Stał tak długo. I w końcu Edmund przypomniał sobie. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. skalista i zarośnięta. którą szedł. odwrócony do niego plecami. z sercem bijącym tak. Szukając wejścia. szedł i szedł. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. „Aha! — pomyślał Edmund. („Przypuśćmy jednak. aby się wycofać. podobnie zresztą jak i karzełek. W końcu doszedł jednak do miejsca. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. jakby gotował się do skoku. Edmund zamarł w cieniu bramy. Było już jednak za późno. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić.. jakby to była jego wina. Posunął się ostrożnie do przodu. I za każdym razem Edmund myślał. ostro zakończonych dachach. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. wciąż pamiętając. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu. wywnioskował. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. od jednego rogu Domu do drugiego. W końcu zaczął się trochę dziwić. To. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać. zbliżył się do lwa. Żelazne wrota były otwarte na oścież. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. że czuł je w gardle. aby trochę odsapnąć. — Kiedy skoczy na karzełka.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka. aby padał na niego cień bramy. zwieńczoną łukiem bramę.. Dolinka. który stał ze dwa metry dalej. Teraz stwierdził. spróbuję uciec".". Powoli. co zobaczył. Sprawiał wrażenie. na drugim brzegu rzeki. I oto przed nim. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. by go . że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. że upłynęły całe godziny. Gdy tylko o tym pomyślał. w jaki lew stał. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. Jak długo to naprawdę trwało. aby je pokrył śnieg. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew. jakby cały składał się z wież o wysokich. Musiał obejść prawie cały zamek. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. pomyślał. gdy przyszli do domku pana Bobra). nie słyszał najlżejszego dźwięku.

jaką odczuł. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki. aby przynieść jej wiadomość. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. gdy tak stały jak żywe. wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. że ona go już złapała i zamieniła w kamień. szary wilk. Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. będąc kamieniem? A myślałeś. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie. co uznał za wspaniałe odkrycie. kim jesteś. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. Poszedł w ich kierunku. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. Ona. „W porządku. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. aby nad nim przejść. i powiedz mi. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew). a potem okulary. otworzyła wielki. obcy przybyszu. że jest to tylko kamienny olbrzym. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów. Nic mi nie może zrobić". była tak wielka. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. — Stary.. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie. w domu bobrów. trzęsąc się tak. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. trzymający w ręku wielką maczugę. i wielki wijący się potwór. przypominający smoka. Na szczycie schodów. i przyszedłem. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. — A tymczasem stój spokojnie na progu. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk. Kiedy się na nie wspiął. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. „Taaak! — powiedział. To znaczy. sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. zadowolony z siebie. jeśli ci życie miłe. Były też cudowne kamienne figurki. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. Edmund był pewien. lisy i dzikie koty. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł.dotknąć. że ledwo mógł mówić. . — Tak jest. panie — wyjąkał Edmund. że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. w poprzek drzwi. głupi Aslanie! Jak się czujesz. niedźwiedzie. Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. W samym środku stał posąg przypominający człowieka. o którym oni opowiadali. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. lecz wysoki jak drzewo. że jesteś taki mocny". aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. leżał wielki. znowu zamarł z przerażenia. Uniósł nogę. Kiedy znalazł się na środku. całkiem blisko stąd. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń. Poczuł zimny kamień.. ona chciała ich widzieć. przygnębiająco i szlachetnie zarazem.

W sali płonęła tylko jedna lampa. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu. — Chyba nie myślisz. że może to być przyjaciel Łucji. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. I daj jeszcze paczkę herbaty. u państwa Bobrów. która zebrała kilka worków. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. Nagle pojawił się ten sam karzeł. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund.. wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. co mogłem. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!". I Edmund wszedł.. — Przyszedłem. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. zapinając się pod . którego już widział za pierwszym razem. że wyruszymy w drogę bez jedzenia. szczęśliwy pupilku królowej. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund. co usłyszał. — Czyż ci nie powiedziałam. aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. — Ja. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. I cukier. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź. — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach. jak się idzie w górę rzeki. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund... co chcesz mi powiedzieć? — Nie. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. — Co pani robi. I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. Palce bolały go z zimna. — Pakuję dla każdego prowiant. — Czy to wszystko. moja kochana — odpowiedziała spokojnie. że mnie okłamujesz. — Zrobiłem wszystko.. ponurej sali. najjaśniejsza pani. Weźmiemy też trochę zapałek. W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica. Są w domku na szczycie tamy. choć może nie tak znowu szczęśliwy. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków. ja tylko powtarzam. a serce łomotało mu w piersiach. Teraz znalazł się w wielkiej.Edmund stał i czekał.. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech... zanim opuścił dom bobrów.

błagam panią. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. zaczęła się niepokoić. błagam. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona. — Ona może tu być w każdej chwili. To dla ciebie. Sceneria była piękna. Zbocza doliny. błagam. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę. moja kochana. I chyba nie sądzisz. — Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. a my będziemy szli pieszo. że nas nie ma. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. Oczywiście mamy szansę. I w końcu wyszli wszyscy na dwór. że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu. błagam. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. jak amen w pacierzu. Ona ma sanie. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. Piotr. jaśniejące w blasku księżyca. że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. Tak jest lepiej. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci. czy aby to wszystko wytrzyma. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść. — Och. choćbyśmy stawali na głowie. — A więc. Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. Ale kiedy tak szli i szli. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. Tu są cztery worki.szyją. żeby ją brać ze sobą. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. potem Łucja. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. — O wiele za ciężka. — Ona będzie jechać górą. wznosiły się stromo nad ich głowami. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. — Masz świętą rację. co? — Tak. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa. na . — Pomyśl tylko. których ona nie zna. — Och. natychmiast tam wyruszy. — No. Zuzanna. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. mężu.. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. a na końcu pani Bobrowa. tak. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele.. O. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. chodźmy już — powiedziała Łucja. ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. mężu. Nie możemy tam być PRZED nią. dla każdego po jednym. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję.

używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. Usłyszeli głosy. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. ku ich zaskoczeniu. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. Po chwili rozbudziła się całkowicie. Synowie i Córki Adama. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. myśląc. mówiąc o wyblakłym głosie. ale musimy przespać się parę godzin. co z tego wyniknie. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie. sucha jama. Czekali tak prawie pięć minut. sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. (Mam nadzieję. że prawie zasnęła w marszu. — Zobaczono go. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki. przebierające szybko i regularnie po śniegu. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. słuchając tego dźwięku. z której każdy pociągnął łyk czegoś. w najgęstsze zarośla. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. sączące się przez otwór wejściowy. o którym myśleli (a czasem wydawało się im. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin). tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. aż usłyszeli coś. co powodowało kaszel i piekło w gardle. co się dzieje. Nagle zdała sobie sprawę. podobnie jak pozostali. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. Kiedy sobie uświadomiła. żono! Wychodźcie. płaski ogon. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. A kiedy rozbudziła się już całkowicie. „Och! — pomyślała Łucja.wielki. Wiedział. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. gdy obudziła się. zobaczyła. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. wydrążona w ziemi. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. płaską butelkę. Łucji zdawało się. co mam na myśli. Ona go złapała!" Ale. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. Może się wam wydaje. . czekając i zastanawiając się. co ich przeraziło. tak że kiedy się wszyscy położyli. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. że wiecie. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem.) — To stara kryjówka bobrów. W końcu Łucja była już tak zmęczona. Potem poczuła. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. jak wyruszaliśmy w drogę. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. zanim się nie stanęło tuż przed nią.

która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami. . jak sądzę. jak będę przejeżdżał. którą każdy rozpoznał bez trudu. lecz brązowe. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. Znikną wszelkie przecieki. jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. Teraz. Wszyscy wysypali się z jamy. Każdy go od razu rozpoznał. że zawsze jest zima. — Jestem. Był tak wielki. Czary wiedźmy tracą swą moc. kiedy wspinali się po stromym zboczu. tak miły i tak prawdziwy. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. Oto nowa i. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. ale tak już bobry mówią. — Czy wara nie mówiłem. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. panie — odpowiedział Piotr. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. — Dzięki stokrotne. a żywa postać w Narnii — co innego. o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). ale wreszcie jestem. mogły stwierdzić. prawie tańcząc w miejscu z radości. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. — Długo nie pozwalała mi przybyć. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. A na saniach siedziała postać. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. jaką można odczuć tylko wtedy. rozczochrani i zaspani. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. a będzie za to nowa śluza. gdy na nią spojrzał.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. Ale oczywiście obrazki to co innego. Podrzucę ją do waszego domu. stały onieśmielone i poważne. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. kiedy dzieci przed nim stały. I Łucja poczuła. A teraz pan Bóbr. Pan Bóbr tak się ucieszył. mrugając oczami w pełnym świetle dnia. ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. panie Bobrze? — wysapał Piotr. pomięci. z długą siwą brodą. umazani ziemią. jak ta wiedźma zrobiła. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. Aslan jest już w drodze. — Piotrze.

no. nie wiem. w którym ich użyjesz. ale myślę. A kiedy zadmiesz w róg. Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary. miską cukru w bryłkach. I pamiętaj. które rosną w Górach Słońca. Dał jej buteleczkę z czegoś. zanim nacieszyli się śniadaniem. a rana zniknie. wszystko. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. — Dlaczego. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki. bo nie masz brać udziału w bitwie. i to tylko w największym niebezpieczeństwie. zjawi się jakaś pomoc. że byłabym dzielna. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata. Ale na długo przedtem. — Zuzanno. Wreszcie powiedział: — Łucjo. I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. jak przypuszczam. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. — Nie w tym rzecz — odpowiedział. Niech ci służą. kiedy się je zrywa. Tarcza była koloru srebra. A ten sztylet jest do obrony własnej. Zrobimy śniadanie. zawsze. Miecz miał złotą rękojeść. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi. ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. — I Łucja podeszła do niego. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. była też pochwa i pas. gdy biorą w nich udział kobiety. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. proszę pana? — zapytała Łucja.. wręczył Piotrowi tarczę i miecz. nie jest już tak daleki. gdziekolwiek będziesz.. że ruszyły z miejsca. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół. Mówiąc to. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . że była z diamentu) oraz mały sztylet. Córko Ewy. Dzięki Bogu. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. Gdyby któreś z was było ranne.. Jak to mężczyźni. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach.. co powinno być przy mieczu. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. ponieważ czuł. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. Być może czas. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. pomyślałam o tym. aż herbata całkiem wystygnie. że to nie są zabawki. Ten łuk nie chybia. żeby zabrać nóż do chleba. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano.— To są prezenty dla ciebie. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. — Myślę. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie.

Gdyby się wam udało dogonić ich. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód. jak już wiecie. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. kogo tam znajdziecie. Gdyby nie padający gęsto śnieg. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. to chyba wiecie. zamilknij. tak czerstwy. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze.. by przejechać saniami przez rzekę. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. że sanie są gotowe. który zasypał wszystkie ślady. ale tak. Karzeł zniknął. zanim dotrą do Kamiennego Stołu. Czarownica wstała. żeby was nikt nie widział. śnieg sypał wciąż gęsto. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu. postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. chłopiec spodziewał się. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. a za chwilę wrócił. ty.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę. Natychmiast pojawił się inny karzeł. — Nie będę jadł suchego chleba. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. Na szczęście. że trudno było go ugryźć. zawołała Maugrima. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny. Kiedy wyszli na dziedziniec.. Jeżeli już ich nie będzie. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. Zanim ruszyli. jak pies. niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań. stawiałbym dziesięć do jednego. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. aby przygotować sanie do drogi. ale po chwili. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę. więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość.. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie.. węsząc przy domku bobrów. tak szybko jak koń wyścigowy. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała. zanim znajdę dogodne miejsce. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób. jakby jej coś przyszło do głowy. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. . Kiedy karzeł odszedł. dom był pusty. gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie.

czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. Zanim minął kwadrans. Z początku próbował go strząsać. z którego w każdej chwili może się obudzić. karzeł i lis. dwa satyry. Edmund zobaczył. Nikt nie odpowiedział. Dla Edmunda. była to straszna podróż. niż mógłbym opisać. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. cały był oblepiony śniegiem. gdy śnieg przestał padać. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie.Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. Jakże głupio brzmiało teraz to. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. tłukąc łyżeczką w stół.. Nie opodal. — Co?! — ryknęła Czarownica. to marnotrawstwo czasu.. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. ale wkrótce dał spokój. — Odpowiadajcie.. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. Trwało to dłużej. nędzne robaki! A może chcecie. zimowego dnia. Radość natychmiast znikła z ich twarzy. nawet teraz ci wybaczę.. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. Przejdę więc od razu do czasu. że Czarownica przygryzła wargi tak. w głębokiej ciszy. godzina za godziną. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. aby przekonać samego siebie. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. że musi to być sen. I rzeczywiście. co mają do jedzenia. Kiedy sanie się zatrzymały. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. trzymając kielich w łapie. Wydawało mu się. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. jakby zamierzał coś powiedzieć. ale pachniało to cudownie. Och. który nie miał płaszcza. A więc kłamałeś? No cóż. powtarzał sobie. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem. że kropelka krwi . siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. co sobie przedtem mówił. co mogło być plackiem ze śliwkami. pod drzewem. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. I jeżeli mogę się ośmielić.

Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. co to jest. Znęcając się okrutnie nad renami. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. płynęły strugi i strumienie — świergocące. pluskające i bulgoczące. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. mruczące.spłynęła jej po brodzie. by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. kiedy zdał sobie sprawę z tego. ślizgały się i podskakiwały. błagam! — krzyknął Edmund. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. Dziwny. przynaglającego reny do biegu. I nagle. Wkrótce jednak Edmund zauważył. rok po roku. Dalej nie można już było jechać. ale zanim głos zamarł mu w krtani. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. słodki. Rzeczywiście. a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa. Podniosła różdżkę. a nawet (w oddali) ryczące. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu. a przecież nieobcy. nie! Nie. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. ale hałas. ale wkrótce zrozumiał. są jakby większe i bardziej mokre. machnęła różdżką i oto tam. kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. aż w końcu porośnie je mech. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. że nie jest mu już tak strasznie zimno. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. choć jeszcze niewidoczne. Płozy zgrzytały. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. — Och. gdy już wsiadła z powrotem do sań. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie. Jednocześnie stwierdził. że płatki śniegu. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. Nie miał jednak czasu. że reny są już po prostu zmęczone. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. Pojawiła się mgła. jakby napotykały kamienie. w której się zaryły. jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. zobaczył ciemną zieleń jodły. W pierwszej chwili pomyślał. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. gdzie! Ależ tak. Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . że mróz ustąpił. szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam. a ich twarze pokruszą się ze starości. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. I znowu pędzili przed siebie. odkąd przybył do Narnii. Po raz pierwszy.

gdy dostrzegł z tuzin złotych. Odetnij uprząż renom. co ci każę. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. W pewnym momencie. a śniegu było coraz mniej. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. Czarownica szła za karłem. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. Wkrótce. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. wasza wysokość — powiedział karzeł. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. zajaśniało błękitne niebo. idąc pieszo — burknął karzeł. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. którą szli. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. między wierzchołkami drzew. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. Tuż przy ścieżce. Nie minęło pięć minut. rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. albo układające sobie dzióbkami piórka. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. — Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. a nad głowami. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. I weź swój bat. z rękami związanymi na plecach. jakby to był sygnał. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. purpurowych i białych krokusów. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. — Nigdy ich nie prześcigniemy. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. gdy zobaczył. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. albo ścigające się nawzajem. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. — Mieli lepszy start. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. same znajdą drogę z powrotem. I wówczas. Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody.świat tak długo jak Edmundowi. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. — Nie damy rady. jak tylko mógł. a w końcu rozwiała się zupełnie. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. błocie i mokrej trawie. aby na nie spojrzeć. buków i wiązów. . Teraz nie było już ani śladu mgły. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa. a gdziekolwiek Edmund spojrzał. że Edmund odwrócił głowę. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami.

Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni. — To WIOSNA. I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. daleko od miejsca. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. Modrzewie pokrywały się zielenią. Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. tak i oni zdumiewali się. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. szczodrzeńce złotem. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. a potem przez chłodne. toczący się całą szerokością doliny. Naokoło bzykały pszczoły. a stąd łatwo im było wywnioskować. nagle zatrzymując się. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. przezroczyste listki. gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu. Wkrótce buki wypuściły delikatne. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. a cały las przechodzi w kilka godzin to. światło również pozieleniało. gdzie słodki zapach odurzał jak wino. przechodząc przez plamy ciepłego. państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. orzeźwiające wonie. uganiające się za swoimi sprawami. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). Drzewa zaczęły odżywać na dobre. Kiedy pod nimi szli.Powiał lekki wiaterek. Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. Jak Edmund. grzmiący i ryczący żółty potok. chłonąc w siebie to wszystko. zielone gąszcze. albo „Co tak rozkosznie pachnie?". ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. gdy zobaczyli. że zima nagle ustępuje. Wiedzieli jednak. Przepełniała ich senność. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia. słonecznego światła. . ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. pod zielonym dachem listowia wiązów. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. mówię ci! To robota Aslana.

jego blask poczerwieniał. Trwało to krótko. co tam zobaczyli. coś połyskliwego i ruchliwego. W środku półkola. wsparta na czterech głazach. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. była już z pewnością pod wodą. i orzeł. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. Nad nim. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. lecz wspaniale olbrzymy. Rosły tu tylko pojedyncze. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. Jeżeli chodzi o samego Aslana. trudno pojąć. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. urzeczeni tym widokiem.Wąska ścieżka. W dole. I oto. bardzo wysokie drzewa. byk z głową mężczyzny. od pasa w górę — groźne. to ani dzieci. że są już na szczycie. I kiedy tak stali. stał Aslan. cienie wydłużyły się. że nie może patrzyć w te oczy. i wielki pies. widać było coś innego. powiewający w bryzie od dalekiego morza. jak okiem sięgnąć. kto nigdy nie był w Narnii. jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie. Temu. Był tam również jednorożec. którą uprzednio szli. Wszyscy dyszeli ciężko. Były tam również cztery wielkie centaury. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy. a kiedy się obrócili. chłodzącej im łagodnie twarze. co było celem ich wędrówki. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. — Pan najpierw. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. Ogarnął je dziwny lęk. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. — Nie. Ta wspinaczka pod koniec długiej. i pelikan. poważne i przenikliwe oczy. kiedy go zobaczyły. zobaczyli to. rozpięto wielki namiot. Z boku. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom. jeden trzymał koronę. że coś może być jednocześnie i dobre. na wschodzie. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. i groźne. Znajdowali się na zielonym. na wysokim maszcie. . na zielonej murawie. zapadającym się głęboko mchu. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. królewskie. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. dalej — szepnął pan Bóbr. drugi sztandar. bezdrzewnym płaskowyżu. ani bobry nie wiedziały. A teraz słońce było już nisko. gdy nagle zorientowała się. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. — No. po miękkim. co zrobić lub co powiedzieć.

teraz pomyślała. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. Pokażę ci z oddali zamek. lecz tylko stał. Córki Ewy! Witajcie. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy. daleko. aby Piotra oskarżyć lub potępić. że to go popchnęło w niedobrą stronę. A tam. gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem. władcą nad innymi. wzgórza. że to jednak jego chwila. Już nie czuli zakłopotania i lęku. Pokazuję ci to. — Chodź ze mną. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. A Aslan nie powiedział nic. — Aslanie. patrząc na niego swoimi wielkimi. Aslanie — powiedział pan Bóbr. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. Kiedy dziewczynki odeszły. — Oto. poza tym wszystkim. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. — Witajcie. u ujścia wielkiej rzeki. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. Piotrze. I wszyscy odczuli. lecz Piotrowi wydało się. Lew wstrząsnął grzywą. . Aslanie! — Witaj. Był to zamek. który będzie twoją królewską siedzibą. Zuzanno i Łucjo. Aslanie. a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. że jest również z jakiegoś powodu smutny. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. — I znowu zamilkł na jakiś czas. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż.— Nie. że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. nieruchomymi oczami. tym bardziej czuli się zmieszani. było morze. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. Byłem zły na niego i myślę. A daleko. Wreszcie Piotr zrozumiał. Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. I oczywiście im dłużej to trwało. Wydobył miecz z pochwy. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. Synu Adama — odpowiedział Aslan. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. że to wielka gwiazda. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. Synu Adama. podniósł go w geście pozdrowienia. silny i pełen spokoju. niż ci się zdaje. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!". proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. spoczywająca na morskim brzegu. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach.

czy martwy. warczący i kłapiący zębami. z sierścią zjeżoną na karku. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was. że to wilk. Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. że to niedźwiedź. zaraz jednak zrozumiał. co działo się później. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. Oznaczało to. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. Potem stwierdził. Najpierw wydawało mu się. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. Nie wstyd przyznać. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. Wreszcie zrozumiał. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. biegnie do najbliższego drzewa. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. choć o wiele od niego bogatszy. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. nie wiedział. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. do namiotu. A tam zobaczył straszną scenę. przez moment zamarł w bezruchu. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. w końcu wszystko zamieniło się w krew. . jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. Piotr wyciągnął z niego miecz. stojący już teraz na dwu łapach. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. a jej twarz była biała jak papier. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. Potem zobaczył Zuzannę. wyprostował się i otarł pot z twarzy. co musiał zrobić. tak niskim. To. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. czy wilk jest żywy. Łucja biegła ku niemu. biegnących ze wszystkich stron. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. Poczuł straszliwe zmęczenie. Piotr nie czuł się wcale mężnie. wreszcie zrozumiał i zaczął biec. o co chodzi. jak wyskakuje z namiotu. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. tyle że było o wiele za duże jak na psa. wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. przednimi oparty o pień drzewa. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. Piotr zastanawiał się przez moment.I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie. gdy zobaczył innych. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. Potem. zrobiło mu się słabo. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości. że była bliska omdlenia. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. sierść i gorąco. jak tylko mógł najszybciej.

— A więc. nawet gdyby nas odnalazł.I oto nagle. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. a potem jeszcze o swój płaszcz. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. Piotrze. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. co mamy zrobić. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. — Upłynie jeszcze wiele czasu. królowo. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. Była to prawda. nie myśląc już o tym. a po chwili dodała: — Tak. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. że cała powalana jest krwią i sierścią. Tam to zawsze robiono. To jest właściwe miejsce. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. — Cóż to ma za znaczenie. do jakiej go teraz zmuszono. Pogromco Wilka. musimy to . Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. Był tak zmęczony. — Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości. Piotr wzdrygnął się. przepowiednia się nie spełni. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. że nie będą to dobre wiadomości. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. — Obawiam się. — Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. — A więc zróbmy lepiej od razu to. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. wciąż jeszcze ciężko dysząc. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. Piotr. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. — Masz rację — powiedziała Czarownica. I kiedy Piotr to uczynił. — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan. co będzie dalej. Synu Adama — rzekł Aslan. — Nie zostanie tu długo. A potem napadniemy na tych w Ker. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami.

— A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. mam tu pewną rzecz do załatwienia. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej. Potem zrozumiał. A potem zaczęlibyście się zastanawiać. — Nie ma potrzeby uciekać. Potem poczuł. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk.zrobić. Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. co stało się w wąwozie. — Widziałem ich. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. W pierwszej chwili nie wiedział. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. zobaczylibyście. — Co to jest? — Och. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. — Czy to znaczy. jednorożce. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. co ten dźwięk oznacza. to tylko stary pniak. Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. Chłopiec zobaczył. nie. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. Wezwij ghule i upiory. że ty. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. Edmund został brutalnie postawiony na nogi. musiałoby wam przyjść do głowy. nie. Gdyby jednak wiedziały. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. Był to odgłos ostrzenia noża. — Goniłem karła. Maugrima. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. Będziemy walczyć. wiedźmy. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. że zamienię ich szeregi w kamień. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. które są po naszej stronie. Zabili mojego kapitana. Niech no się rozejrzę. Potem głosy zwracały się już nie do niego. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. Wezwij srożyce. . widma i lud spod muchomorów. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. Zabił go jeden z Synów Adama. Niech przybędą tu tak szybko. — Nie widziałem jej. i duchy tych drzew. Centaury. jak potrafią. unosząc chłopca ze sobą. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. ogry i minotaury. że ktoś go odwiązuje. Ale gdybyście patrzyli dłużej.

Nie sądzę. które zobaczyły obcego psa. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). zobaczylibyście. — Co masz nam do powiedzenia. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. Bo w rzeczywistości pniak był karłem. — Oto wasz brat. toby Aslam ich nie wysłał. aby upewnić się. że warunek zostanie spełniony. Myślę. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. abym musiał wam opowiadać. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. prowadząc karła Czarownicy. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. Uczyniła to wtedy. że przyrzekam jej bezpieczeństwo. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. Była to jedna z jej magicznych sztuczek. Leopard odszedł i wkrótce powrócił. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). co było. — Królowa Narnii. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. Kiedy dzieci zbliżyły się.. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). który jest przedmiotem zainteresowania obu stron. po czym byłoby już zupełnie jasne. .. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". w każdym razie kroczyły ostrożnie. teraz rozmawia z nim Aslan. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. było to. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. Synu Ziemi? — zapytał Aslan. — Te wszystkie bezczelne. Powiedz swojej pani. której Edmund nigdy nie zapomni. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. ale była to w każdym razie rozmowa. i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". Gdy tylko zjadły śniadanie. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom. pierwszą rzeczą. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem. Nie ma już potrzeby wracać do tego. jak pniak wędruje sobie do głazu. Synu Ziemi. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi. z dala od reszty dworu. kiedy wytrącono jej nóż z ręki. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. dzięki której mogła sprawiać. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. — Spokój. a głaz Czarownicą. w związku z tym żąda. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. — Gdyby im coś groziło. Bobrze! — powiedział Aslan. że to samo przyszło do głowy i leopardom. A gdybyście obserwowali dość długo. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić.

Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. Czuł. Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy. Edmund stał po drugiej stronie.. i po porannej rozmowie z Aslanem. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat. czy nie powinien się odezwać.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. Wie. które zobaczyły ją po raz pierwszy.. to znaczy. że jeśli nie dostanę tej krwi. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie.. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku. o czym mówi Czarownica. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. a słowom tym towarzyszył cichy. — Och. Nikt nie miał wątpliwości. — Masz tu zdrajcę. Zaraz jednak wyczuł. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. Bobrze! — powiedział Aslan. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo. możesz. ponieważ jesteś katem Władcy. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan. Wiesz. Jego krew jest moją własnością. że jesteś królową. Nie obchodziło go wcale. Aslanie — powiedziała. że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego. prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. — Opowiedzieć ci. tak blisko siebie. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. Rozumiem. jak nakazuje Prawo. — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. — Czy nie możemy. — Czy myślisz. Jego życie jest w moich rękach. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci. — Spokój. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo. złotej i martwobiałej. co mu powiedzą. Teraz nie odrywał od niego oczu. że chodzi o Edmunda. wpatrując się w niego przez cały czas. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. — To prawda — powiedział Aslan. co przeszedł. lecz groźny pomruk. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. — Nie zaprzeczam temu. — Powiedzmy. że coś dławi go w gardle. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy. czy ty nie możesz. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim.. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził...

podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. ale jego twarz była surowa. lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność. Wszyscy posłuchali. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. trzymając się za łapy. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. Był to straszny okres oczekiwania. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf. Łucja krzyknęła cicho: „Och. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar".sam na sam. Rozmowa wciąż trwała. gdyby doszło do oblężenia zamku. tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. Po posiłku. tak że nikt nie śmiał o to pytać. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. Mówiąc o szczegółach obu planów. Będzie potrzebne do innych celów. doradzał Piotrowi. W dwie godziny po południu maszerowali już. gdyby przyszło im walczyć w lesie. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona. podnosząc się ze swojego tronu. który zjedzono pod gołym niebem. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce. z wielką powagą na twarzach. w obawie o swe życie. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. kierując się na północny wschód. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. drugi. aż Czarownica. „Jest prawie pewne. Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. Edmundzie!" i rozpłakała się. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. jak ma . śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. Zamierzała już odejść. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. nie musieli się spieszyć. Nie wiadomo. Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden.

Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując. co zupełnie zmieniło sytuację. Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. Łusiu. — Wydaje mi się. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem. które towarzyszyły mu najbliżej. czy ona nie zrobiła tego i tego". W drugiej części marszu osobami. . — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego.. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności.. kiedy doszli do miejsca. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. Musimy się z nim zobaczyć. I westchnął głęboko.. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie... Było tak. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. Tak więc zabrali się do rozbijania obozu. Bo widzisz. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. jakby coś nad nami wisiało. dlaczego on powiedział. że albo z nim ma się stać coś strasznego. żeby się dowiedzieć. choć tak niedawno dopiero się zaczęły. były Zuzanna i Łucja. — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. w którym dolina otworzyła się. ona nie zaatakuje nas w nocy. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz. który wydawał się myśleć o czymś innym. Słuchaj. że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. że wydarzyło się coś. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję... — Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie. chodźmy. — Nie. jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły. Ale to już nie ma większego znaczenia. Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. a rzeka była szeroka i płytka. — Dobrze. podniósł się.przeprowadzić operacje wojskowe.. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan.. Zuzanno. na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. że już śpisz. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji. — Myślałam. — Tak?.. Było jeszcze jasno. — Mam takie okropne uczucie. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz. Słuchaj. ja też coś takiego czuję. Piotr nie mógł się oswoić z myślą. — Co?. I tak nie możemy zasnąć.

Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). Zegnajcie. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska. więc poszły w jego kierunku. i ucałowały jego grzywę. że tu jesteście. Kiedy były blisko. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. żebym czuł. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. po zboczu wzgórza. jego łapy i jego wielkie. oddalając się od rzeki.. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. Tak. i pozwolicie mi iść już dalej samemu.. przycupnąwszy w krzakach. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. jakby był bardzo. Ogon i łeb zwisały mu ciężko.Ostrożnie. że idą pod górę. — Czuję się smutny i osamotniony. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. Szedł i szedł. Ucieczka nie miała już sensu. — Och. to krocząc w jasnej poświacie księżyca. że Aslan dobrze wie.. że zatrzymacie się. dzieci. Aslanie. że się zastanawia. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. — Nie — odpowiedział Aslan. co . zatrzymał się i rozejrzał wokoło. smutne oczy. możecie ze mną iść. — Pozwól nam iść ze sobą. jeśli mi przyrzekniecie. tam gdzie zaczynały się już drzewa. w którym mogłyby się ukryć. usłyszały jego głos: — Och. bardzo zmęczony. a o czym marzyły od pierwszej chwili. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. szły dalej blisko niego. idąc najwyraźniej tą drogą. na rozległej polanie. żeby nie zbudzić śpiących. łapy miał zmoczone rosą. którego dotąd znały. jego nos. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. Zrobimy tak. posuwał się wolno. patrzyły za mm — i oto. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. Aslanie? — zapytała Zuzanna. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. I nagle. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och. że nos prawie dotykał trawy. aby was zauważono. królewska głowa zwieszała się tak nisko. A Łucja i Zuzanna. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. i idźmy tak dalej. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. zobaczyły Lwa. nie pozwólcie. odchodzącego powoli w stronę lasu. kiedy wam powiem. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. Wkrótce stwierdziły. że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. na którym stał Kamienny Stół. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. rozbijającej się o kamienie. dzieci. A cokolwiek się wydarzy. potem skręcił nieco w prawo. Połóżcie ręce na mojej grzywie. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. dziękujemy. I dziewczynki zrobiły to. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. o czym myślały. dzieci.. dzieci. Bez słowa podążyły za nim. gdzie brakowało cienia. dziękujemy ci. Tutaj musicie pozostać.

bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. których złowrogie. że nie stawia żadnego oporu. Ale Lew był nadal spokojny. a dziewczynki. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. . widma. a łzy spływały jej po policzkach. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. miotając się i szarpiąc sznurami. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. Ale nic takiego się nie zdarzyło. gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. A pośrodku. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. gdy stwierdziły. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. wampiry i harpie. Ach. kici. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. zaczęły się zbliżać do niego. a chociaż księżyc świecił jasno. — Przyszedł głupiec. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. orki. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. wilki i wilkołaki. — Powiedziałam. przy Kamiennym Stole. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. stała sama Czarownica. aby im pomóc. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. — Trzeba go najpierw ogolić. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu. wiedźmy i zmory. zaciągnęli węzły tak mocno. gdy jego wrogowie. jakby dokonali nie lada wyczynu. — Głupiec! — wykrzyknęła. ociągając się trochę ze strachu. czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. których nie będę opisywał. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. obserwujące to wszystko z ukrycia. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. aby ich wszystkich uśmiercić. kocurku?" — Och. ifryty. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. kici. Cztery wiedźmy. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. karły. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. kotku?". że nawet Czarownica uległa fali strachu. Wreszcie ogr podniósł się. kiedy minął już pierwszy szok. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. i przez moment wydawało się. nawet wówczas. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. szydząc z niego i nawołując: „Kici. którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. wielu trzymało pochodnie. bo gdybym to zrobił. wrzeszcząc i pokrzykując. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów.zobaczyły. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. strachy. że wpiły się w żywe ciało.

tak jak się umówiliśmy. Potem zaczęła ostrzyć nóż. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. jak to uczyniła wówczas. Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz. gdy nakładano mu kaganiec. nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak. które go kopały. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. czy myślisz. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. Czarownica zrzuciła płaszcz. że oddałeś mi Narnię na zawsze. ani przerażona. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś. gdy ofiarą miał być Edmund. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. Jedni popychali go. Ale się nie poruszył. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. obnażając ramiona. jedynie nieco smutna. opluwały i wydrwiwały. że nie jest to nóż ze stali. Ale kiedy już będziesz martwy. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie. Czarownica podniosła nóż. biły. co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. teraz nabrali odwagi. — Czyżby WCIĄŻ się go bali. tłum uciszył się. lecz z krzemienia. inni ciągnęli. I nawet teraz. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. Ci. W końcu mieli już dosyć. Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. miał dziwny i złowrogi kształt.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. Patrzył w niebo. Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. W końcu zbliżyła się do Stołu. gdy już był związany. Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. Teraz otoczyli go wszyscy. kto zwyciężył? Ty głupcze.

czy nie udałoby się nam go zdjąć. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. podtrzymujące kamienną płytę. niż potrafię to opisać. aż wydało im się. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. a potem wytarły krew i pianę. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. — Tak sobie myślę. tak jak potrafiły. ale teraz smutek. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. Oto z dzikim wrzaskiem. Zastanawiam się. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. kiedy już ten wielki głupiec. że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. . że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła. Gdy tylko las ucichł ponownie. aż zabrakło mu łez — to wie. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. A więc spróbowały. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. leży martwy. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. I tak mijały godzina za godziną. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju. A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. Mam nadzieję. Nie było to łatwe. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. ale wreszcie dopięły swego. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić. a dziewczynki nie czuły nawet. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy. beznadziejnie i strasznie — bardziej.Kamienny Stół. Człowiek czuje się tak. Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. wielki kot. a potem znów ucichły. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. że wypłakały już wszystkie łzy. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. że robi się coraz zimniej. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. Pierwszą było to. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. że niemal nie zwracały na to uwagi. Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza.

prócz jednej wielkiej gwiazdy... Myślą. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. I z każdą chwilą. Biedactwa. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Teraz zrobiło się dużo jaśniej. Gdzieś poza nimi. potworki! — I zamachała rękami. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. — Chodźmy! — I odwróciła się. straszny trzask. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). aby je przepędzić. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. — Przejdźmy się trochę. że aż podskoczyły na ten dźwięk. zaćwierkał ptak. powoli wynurzył się skrawek słońca. tam i z powrotem. I wreszcie. która przypatrywała im się uważnie z bliska. ale za nią.. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. w lesie. zimniej niż w ciągu całej nocy. wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. na samym końcu świata. — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół. że mu pomogą. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny.Nachyliła się niżej. I tak chodziły. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. wy. hen. A potem to zobaczyły. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. Myszy znikły gdzieś w trawie. Tak długo przedtem było cicho. jaśniało już blade morze. może nawet setki małych polnych myszy. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. — Stało się coś strasznego. że jest im bardzo zimno. niezliczoną ilość razy. — Zimno mi — powiedziała Łucja. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się. — Czy nie widzisz. wczepiając się w ramię Zuzanny. Wynoście się. Niebo na wschodzie pojaśniało. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. a gwiazdy zbladły — wszystkie. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. aż porządnie się zmęczyły. Poczuły teraz. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. gdy go rozwiążą. Był wczesny ranek. Niebo zaczynało się czerwienić. ja. Kamienny Stół był przełamany: wielka . — Ja. że on jest już martwy.. — Sądzę. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. Zobaczyła coś małego i szarego. że to są przyjazne myszki. nie zdają sobie sprawy z tego. — Mnie też — dodała Zuzanna. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej.

nóg i łap. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. — To nowe czary! Odwróciły się. Jej wiedza sięga tylko początków czasu. Lew krążył wokoło. rąk. nie jesteś. Aslanie! — krzyknęła Łucja. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. jeszcze większy niż przedtem. A teraz. — I nie jesteś.szczelina biegła od jednego końca do drugiego.. Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał. o których nie wie. — Och. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych.. jesteś prawdziwy. tym. jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. że kiedy dobrowolna ofiara. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. Aslan! — zawołały dziewczynki. — O.. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca. czy zabawa z rozkosznym kotem. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. Aslan skoczył znowu. — Och. Rozpoczęła się zwariowana zabawa.. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. która nie dopuściła się żadnej zdrady. z błyszczącymi oczami. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. aby go złapać.. poznałaby inne zaklęcie. co i strachu. Poczuła ciepło jego oddechu i silny. złapcie mnie. — Och. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu .. A tam. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia. że mi wracają siły. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. podskakując i klaszcząc w dłonie. Dowiedziałaby się. aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra. jesteś prawdziwy! Och. Aslan znikł.. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan. czy to zabawa z piorunem. — Czy przypominam ducha? — zapytał. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. — A więc nie jesteś już martwy. to opadając w skoku między nimi. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. drżącymi.. nie do pochwycenia. Och. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. Łucja nie bardzo wiedziała. są czary jeszcze większe. to daleki. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości. to zatrzymując się raptownie w ucieczce. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. dzieci — powiedział Lew — czuję. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu. Ale gdy już była po tamtej stronie. dzieci. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. — Och. zostanie zabita w miejsce zdrajcy.

A potem wyobraźcie sobie. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. a dzieci poczuły. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem.oddychając głęboko. chwytając się jego grzywy. ani spragnione. I nie galopujecie po drodze. nigdy się nie potyka. nie zwolniwszy nawet biegu. obejmując ją mocno rękami. byli już na dole. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. dzieci. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. ale wprost przez Narnię. I zamiast czarnego. ani głodne. po parku ani nawet po wydmach. — Dom Czarownicy! — krzyknął. Obie . tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. I położył się. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. Aslan. wyglądał tak strasznie. przechodzi w bród przez większe. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. że zaraz będę ryczał. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. obok ryczących wodospadów. w dół. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. złoty grzbiet. wyglądający z tej odległości jak zabawka. pośród wiosny. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. Czuję. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. przez przepastne. nigdy nie zawaha. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. Było prawie południe. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. Zuzanna usiadła na przedzie. śmiało przepływa przez największe. a potem przez gęstniejący las. przeskakuje przez krzaki. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. wrzosy i małe strumienie. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. — Teraz. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. w dzikie wąwozy. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. a dzieci wspięły się na jego ciepły. bo oto Lew sprężył się do skoku. a wrota były zamknięte. ostro zakończonych wieżyc. w dół. co to jest. po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem. W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. że nie śmiały na niego patrzyć. a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. Zobaczyły tylko. skoczył ku twierdzy jak pocisk. Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. a Łucja za nią. I tak zrobiły.

pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca.. i cudownie ziewnął. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. obrócony do niego plecami. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. Potem. i nimfy bukowe w świeżej. wreszcie. Kiedy Aslan na niego dmuchnął. kasztanowe boki centaurów. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. że widzieliście. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. szczekaniem. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. zapełnionego posągami. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy.dziewczynki. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja. Miała rację. Otworzył wielki. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. Coś podobnego działo się z lwem. kwileniem. Wszędzie ożywały kamienne posągi. czerwony wewnątrz pysk. i ludzie! To wygląda jak. te wszystkie kamienne zwierzaki. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. skamleniem. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. gruchaniem. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków. zobaczywszy Aslana. — Jakie dziwne. ale żywe i całe. lew wstrząsnął grzywą. aż złocisty kolor spłynął na całą postać. przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. — Aslan coś robi. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę. jak muzeum. że aż prawie żółtej. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. a potem ku dwóm centaurom. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem. o. tupotem. psów i satyrów. stojącą za krasnoludkiem. marmurowym grzbiecie. bez tchu. rżeniem. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. a wszystkie ciężkie. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. — Sza! — powiedziała Zuzanna. że szybko o niej zapomniały. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów. błękitne rogi jednorożców. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. tak jak płomień liżący kawałek papieru. krzykami. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. skamląc z radości i podskakując. . przejrzystej zieleni. potem pojawia się cienka smuga ognia. ciepły i żywy. aby polizać go w pysk..

a jego prostacka. aby Aslana powstrzymać. gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. każde drzwi i każde okno szeroko otwarte. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". „Och! Uwaga. I właśnie wtedy ktoś (myślę. „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". Nigdy nie wiadomo. cała reszta pójdzie za ich przykładem. (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych... pokłonił się przed Aslanem nisko. nawet gdyby zechciał jej posłuchać. przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć. a światło i świeże. co się naprawdę stało. że Aslan przeskoczył przez mur. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. „Uważajcie na tę zapadnię!". Teraz poruszył stopami. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem. wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc. aby mu to powtórzono jeszcze raz. Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji. to znaczy. iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och. co warto zobaczyć. Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. „Pomóż nam przy tych drzwiach!". będąc tak długo kamienną figurą. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. To coś. Cały zamek był już pusty. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. w końcu zrozumiał. w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. Hej. — Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. Ale było już za późno. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan. Ożywały już całe nogi olbrzyma. które tak długo były ich pozbawione. „Tu. co mu Łucja miała do opowiedzenia. Faun nie zmienił się wcale. — Spójrz! Nie wiem. — Jak tylko ożyją stopy. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego.. trzymając się za ręce. śpiewem i śmiechem.. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". . że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę. a brama była wciąż zamknięta. posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!".wiwatowaniem.

czerwoną twarz. rozbijając się w masę gruzu. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę. młode damy. Łucja najadła się trochę strachu. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. tak — odrzekł faun. nie! — powiedziała Łucja. jak ją opisać. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej. zawołała: — Obawiam się. Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. nigdy by go . Czy któraś z was. ale pozostały zamknięte. Kiedy pył opadł. To dla mnie wielka przyjemność. niebieskie wzgórza poza nią. — Dzięki ci. — Wychodzi na to. ale bardzo stara. Jaka piękna. więc gdy Łucja zobaczyła. krztusząc się ze śmiechu. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). — Niezupełnie. dobrze? — Tak jest.— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. panienko. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. jaka poręczna! Taka. Była już bardzo blisko jego twarzy. nie wiem.. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma.. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd. runęły z łoskotem na ziemię. a jeszcze dalej — błękit nieba. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. — A więc. jak tylko mogła. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. Proszę mi wybaczyć. — Nie. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. jak dla was pastylka sacharyny. ma się rozumieć... Z tradycjami. falujące na wietrze drzewa. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. panie Grzmotołupie. myślałem. maluchy. że to chusteczka. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. — Och. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. — Niech skonam. wasza miłość. gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi. połyskującą rzekę. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku. — Łupy zawsze są takie. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. no. jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym. że straciłem formę.

centaurów. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. driadę. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. kogo spotkał: „Słyszeliście. jakby to były trzy noże i trzy miecze. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. jak tylko potrafiła. Przez las niosła się wrzawa. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. lwami. w świetle dnia. wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. żywo. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. wznoszących się i opadających tak szybko. które widziała ubiegłej nocy. Ta para walczyła w samym środku. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić).nie zamieniła w posąg. To znaczy z nim i ze mną. opuścili zamek przez wyłom w murze. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. wydawało się też. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. gdyby nie wielki owczarek. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. że jest ich jeszcze więcej. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. tak szybko. gdzie toczy się bitwa. koni. Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. I wreszcie. — Oczywiście — rzekł Aslan. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. Ci. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. trzy króliki i jeża. którzy mają dobre nosy. jadą na grzbietach tych. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. Zobaczyła Piotra. który biegał tu i tam. Żadnego wynoszenia się nad innych. krętego wąwozu. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. udając bardzo zajętego. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa. co przypada na ten dzień. Wkrótce lwy. razem z nami. psy. olbrzymów i osłów. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. aby wywęszyć. krasnoludki. To znaczy z nim i ze mną". To go trochę ostudziło. To właśnie lubię w Aslanie. jednorożców. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. Z początku lwy i psy rozbiegły się. co dowodziło. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. Z NAMI LWAMI. Walczyli tak zaciekle. Z NAMI LWAMI. który przeszył ją dreszczem lęku. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. małe zwierzęta. Teraz. co ten zgiełk oznaczał. tyle że bardziej doniosła. niech biegną na czele. Nie było na co czekać. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. a więc lwów. a wokół niej . Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. — A teraz wszyscy. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. którzy to potrafią. a więc dzieci. węsząc. przypominająca odgłosy polowania na lisa. w poszukiwaniu śladu. — I chyba połączyć się z resztą. Najbardziej zadowolony był drugi lew. W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. Dalej. Powtarzał to w kółko do chwili.

— To wszystko zasługa Edmunda. które miażdżyły tuziny przeciwników). — Łucjo. prędko! — powiedział Aslan. Pokonując trzech ogrów. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. działy się rzeczy straszne. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . — Poczekaj trochę. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. pod opieką pani Bobrowej. nowo przybyli ryknęli dziko. przebił się do niej. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. Cały był we krwi. potem znalazła się na ziemi. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. czy lek w ogóle podziała. jakim był teraz: jakby postarzały. Gdziekolwiek spojrzała. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu. chyba po raz pierwszy. a jego twarz nabrała niedobrego. przypomniała sobie o drogocennym napoju. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. — Gdyby nie on. zielonego koloru. który wstrząsnął całą Narnią. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. Dziwne było widzieć Piotra takim. co się z nim dzieje. olbrzymy maczugami (i stopami. Musimy iść i zobaczyć. a Lew był już nad nią. Ale i on został ciężko ranny. a kiedy ci.rozciągała się linia starcia obu armii. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. Kiedy się rozsypała. Ręce tak jej drżały. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. Aslanie — mówił Piotr. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. a było już po bitwie. usta miał otwarte. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. niepewna. Z rykiem. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. psy kłami. pojawiła się przed nami jakaś szansa. — Złaźcie na ziemię. zobaczyli śmierć Czarownicy. że uderzył mieczem w jej różdżkę. — Tak. poddali się albo rzucili do ucieczki. którzy pozostali przy życiu. byłoby już po nas. który dostała od Świętego Mikołaja. z twarzą pobladłą i srogą. centaury mieczami i kopytami. jednorożce swoimi rogami. I Łucja. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. Był na tyle mądry. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki.

jak piasek przesypuje się im między palcami. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. A dnia następnego. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. przynajmniej od czasu. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. lśniło złoto i płynęło wino. Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. Pachniało morzem. podnosząc się i idąc za nim. I w tym miejscu. zajadając wyborną kolację. — Mimo to uważam. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. jak byś się czuła. aby mieli co jeść. nie tylko wyleczonego z ran. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. bardziej słodka i bardziej wzruszająca. na polu bitwy.krok od śmierci. wzdłuż wielkiej rzeki.. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och. obmywających wciąż i wciąż plażę. spacerowały w słońcu czując. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. . Aslanie — powiedziała Łucja. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. leopardy. olbrzyma Grzmotołupa. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. przed nimi był piasek. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. którzy zostali zamienieni w posągi. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja. słychać było cudowny krzyk morskich mew. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono. Aslan pasował go na rycerza. tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. na pewno nie. Pomyśl. Synowie Adama! Noście je godnie. wybacz mi. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. około pory podwieczorku. gdybyś była na jego miejscu. karły i lwa. Nazajutrz wyruszyli na wschód. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. państwa Bobrów. Noście te korony godnie. on przywracając do życia tych. zastała go już na nogach. To byłoby dla niego zbyt straszne. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och. W jaki sposób Aslan postarał się. znaleźli się u jej ujścia. Ale następny dzień był bardziej uroczysty. dobre centaury.. nie wiem.

Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. Jednego dnia go widzisz. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. zanim go wreszcie zobaczyli. Tylko nie próbujcie nalegać. który spełnia każde życzenie. drugiego już nie. jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. nie powiedzieli nic. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. Wówczas zaczęli gonitwę. Tak powinno być. Tropili go bardzo długo. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. jak sami widzicie. utrzymywali pokój. Zuzanna wyrosła na smukłą. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. przez gąszcze i polany. wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. aby został. prosząc o jej rękę. aby schwytać Białego Jelenia. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. I tak żyli sobie w wielkiej radości. barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem. Piotr stał się wysokim. czuwali. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak. Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. było to tylko jakby wspomnienie snu. że musieli zrezygnować z . no i. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. Ustanowili sprawiedliwe prawa. jeśli się go schwyta. opadających prawie do stóp włosach. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. oczywiście. I tutaj. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. Wiecie już. ma wiele innych krajów pod swoją opieką. zmienili się i wydorośleli. wśród dźwięku rogów i szczekania psów. aby została ich królową. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym. Będzie zresztą do nas zaglądał. A w miarę jak upływały lata. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. Nie lubi być niczym skrępowany. Tak więc obaj królowie i obie królowe. A jednego roku zdarzyło się. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. To nie jest OSWOJONY lew". pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. że jest dziki. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup).

ujrzysz. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. szlachetny bracie — rzekł król Piotr. albo też nie było ich wcale. oto jest dziw nad dziwy. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. że las jest tu młody. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. — Na grzywę Lwa. aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. że gdyby ją zapalono. że nie mogli już dalej jechać konno. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę. widzę oto drzewo z żelaza. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. a potem weszli w gęstwinę leśną. Nigdy jeszcze. że byłoby hańbą. jakbym już ją kiedyś widział. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. aby je następnie porzucić. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. — Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. jakby to był sen albo sen we śnie. gonitwy. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami. który sobie zamierzyliśmy. I myślę. zawsze sięgaliśmy celu. patrząc na to dziwo. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. że jeśli miniemy ten słup z lampą. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. W sercu mym czuję. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia. ale jestem odmiennej myśli. I tak stali. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. Jak tylko to jednak uczynili. Widać bowiem. wyczyny rycerskie. czemu tak się dzieje. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu.dalszej gonitwy. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. odkąd my czworo panujemy w Narnii. tylko po to. a na jej szczycie znajduje się lampa. — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak. a żelazna kolumna stara. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. — I moje. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę. że jest to kolumna z żelaza. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. takich jak bitwy. zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. jak chcesz. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. na jakie przyszło nam polować.

jeśli Profesor miał rację. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. To się stanie samo. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. która nas czeka. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. Co znowu? Po czym to poznać? Och. Ale. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. Zuzanną. aby był wielki pożytek z tych płaszczy. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. I to byłby już naprawdę koniec tej historii. dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. właśnie wtedy. aby się w niej schować. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte. — Nie — powiedział — nie sądzę. chyba że spotkacie takich. Miejcie oczy otwarte. nie powiedział im nic takiego. A Profesor. I nie sądzę. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. gdyby cała czwórka nie poczuła. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. był to dopiero początek narnijskich przygód. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi. tak. nawet między sobą. zauważyli. który był człowiekiem bardzo osobliwym. lecz między futrzanymi płaszczami. ale uwierzył w całą tę historię. nawet gdybyście się tam dostali. lecz Piotrem. oczywiście. Kto raz został królem w Narnii. Cóż to? Co się stało? No więc. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. przypomnieli sobie. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. na zawsze nim pozostanie. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. Będą mówić dziwne rzeczy.sądzicie.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .