OPOWIEŚCI Z NARNII Siostrzeniec Czarodzieja Lew, Czarownica i stara szafa Koń i jego chłopiec Książę Kaspian Podróż „Wędrowca

do Świtu” Srebrne krzesło Ostatnia bitwa

C.S. LEWIS

LEW, CZAROWNICA I STARA SZAFA
Ilustrowała Pauline Baynes Przełożył Andrzej Polkowski

Media Rodzina of Poznań Tytuł oryginału THE LION, THE WITCH AND WARDROBE Okładkę projektował Jacek Pietrzyński Copyright © CS Lewis Pte Ltd 1950 Copyright © 1996 for Polish edition by Media Rodzina of Poznań Copyright © 1996 for Polish translation by Andrzej Polkowski ISBN 83-85594-32-9 Przekład poprawiony Media Rodzina of Poznań, ul. Pasieka 24, 61-657 Poznań tel. 20-34-75, fax 20-34-11 Skład, łamanie i diapozytywy perfekt s.c, Poznań, ul. Grodziska 11 Druk i oprawa: Zakład Poligraficzny „Abedik", Poznań, ul. Ługańska 1, tel. 877 40-68

DO LUCY BARFIELD Moja Droga Lucy, Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, ze dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej polki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, ze nie będę nic słyszał, i tak stary, ze nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będę wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym, CS LEWIS

Rozdział 1 ŁUCJA ZAGLĄDA DO SZAFY

BYŁO RAZ CZWORO DZIECI: Piotr, Zuzanna, Edmund i Łucja. Opowiem wam o tym, co im się przydarzyło. Podczas wojny wysłano je z Londynu na wieś, aby były bezpieczne w okresie bombowych nalotów na miasto. Zamieszkały w domu pewnego starego Profesora, który żył w głębi kraju, na wsi, dziesięć mil od najbliższej stacji kolejowej i dwie mile od najbliższej poczty. Profesor nie miał żony i mieszkał w wielkim starym domu, ze swoją gospodynią, panią Macready, i jej trzema pomocnicami. (Jeżeli już chcecie wiedzieć, to nazywały się Ivy, Margaret i Betty, ale w tej historii nie odegrały większej roli.) Profesor był bardzo stary i miał krzaczastą, białą brodę, która łączyła się z równie siwą czupryną, a rosła tak gęsto i obficie, że na twarzy pozostawało już niewiele wolnego miejsca. Dzieci szybko go polubiły, choć przy pierwszym spotkaniu w drzwiach starego domu wydał im się postacią tak bardzo dziwaczną, że Łucja (która była najmłodsza) trochę się go przestraszyła, a Edmund (który był następny w kolejności wieku) o mało nie wybuchnął śmiechem; uratowała go chusteczka, w której ukrył twarz udając, że wyciera nos. Pierwszego wieczora, kiedy dzieci powiedziały już Profesorowi dobranoc, pobiegły na górę do swoich sypialni. Tyle było jednak spraw do omówienia, że przed położeniem się do łóżek chłopcy przyszli do pokoju dziewczynek na krótką naradę. — No, to się nam udało, nie ma co — powiedział Piotr. — Założę się, że tu będzie fantastycznie. Ten stary pozwoli na wszystko, co tylko nam przyjdzie do głowy. — Uważam, że to strasznie miły staruszek — powiedziała Zuzanna. — Och, dajcie spokój — przerwał im Edmund, który był już zmęczony, a pragnął sprawiać wrażenie nie zmęczonego, co zawsze wprawiało go w zły humor. — Przestańcie tak gadać. — To znaczy jak gadać? — spytała Zuzanna. — A w ogóle powinieneś już leżeć w łóżku. — Próbujesz przemawiać jak mama — powiedział Edmund. — A kim ty właściwie jesteś, że mówisz mi, kiedy mam iść do łóżka? Sama sobie idź do łóżka. — Myślę, że lepiej będzie, jeśli wszyscy pójdziemy już spać — wtrąciła się Łucja. — Jak usłyszą, że jeszcze rozmawiamy, będzie awantura. — Nie będzie żadnej awantury — powiedział Piotr. — Mówię wam, że to taki dom, w którym nikt nie będzie sobie specjalnie zawracał głowy tym, co robimy. A zresztą i tak nas nie usłyszą. Z jadalni idzie się tu prawie dziesięć minut przez te wszystkie korytarze i schody. — Co to za dziwny odgłos?! — spytała nagle

Mamy radio i mnóstwo książek. Ale następnego ranka obudziło ich monotonne bębnienie deszczu. że przez okno nie było widać ani gór. Nie wahając się ani chwili. że warto by na wszelki wypadek sprawdzić. że dla Łucji nie było nic milszego nad zapach i dotyk futer. za nim niewielka komnata z drzwiami na balkon. Ku jej zdumieniu otworzyły się z łatwością. następnie przejście prowadzące trzy stopnie w dół. — Zamierzam najpierw dokładnie zwiedzić ten dom. odkryli tu kompletną starą zbroję. w pokoju. o jakich wam się nie śniło. tak gęstego. Jeśli chodzi o mnie. Oczywiście nie zapomniała o . Nie było tu nic więcej. Jak można było się spodziewać kilkoro pierwszych drzwi. Właśnie skończyli śniadanie z Profesorem i byli już na górze. Widzieliście te góry w pobliżu? A te lasy? Tu mogą być orły. jeśli nie liczyć stojącej na parapecie pustej butelki z niebieskiego szkła. co to zdają się nigdy nie mieć końca. niektóre z nich były z pewnością większe od Biblii w kościele. Edziu. — To tylko jakiś ptak. czy drzwi szafy nie dadzą się otworzyć. a wam radzę zrobić to samo. które otworzyli. a potem pięć stopni w górę. głuptasie — powiedział Edmund. Dalej był pokój obity zieloną tkaniną. to na razie nie skorzystam — wtrącił Piotr. a trzeba wam wiedzieć. — Lisy! — dodał Edmund. — Króliki! — dodała Zuzanna. — To sowa — powiedział Piotr. weszła do szafy i zanurzyła się w futrach. niski pokój z dwoma oknami wychodzącymi na dwie różne strony świata. Wszyscy chętnie na to przystali i tak zaczęły się ich przygody. wiodło do pustych sypialni. — Tu nic nie ma! — stwierdził Piotr i wszyscy poszli dalej. a na podłogę wypadły dwie kulki naftaliny. Od jutra rozpoczynamy badanie okolicy. a dalej cały szereg połączonych ze sobą pomieszczeń z półkami pełnymi książek. ciarki przebiegły jej po plecach. choć była prawie pewna. W takim miejscu można znaleźć rzeczy. Mogą być jelenie. ani nawet strumyka płynącego przez ogród. Tymczasem nie jest tak źle. że przejaśni się w ciągu godziny. wielki. przeważnie bardzo starych. która pomyślała sobie. — Borsuki! — dodała Łucja. — Stawiam dziesięć do jednego. Nigdy jeszcze nie była w tak dużym domu i na samą myśl o tych wszystkich długich korytarzach. Wkrótce potem dotarli do prawie pustego pokoju. z rozkoszą wtulając w nie twarz. wkrótce jednak doszli do bardzo długiego pokoju pełnego obrazów na ścianach. że będą zamknięte. przestań narzekać — powiedziała Zuzanna. to idę do łóżka. który im przydzielono. — Jeżeli chodzi o mnie. z rodzaju tych wielkich domów. Kiedy zajrzała do środka. — Och. Były to przeważnie futra.Łucja. ani lasów. zobaczyła rząd wiszących płaszczy. że trafiliśmy do prawdziwego raju dla ptaków. . — Oczywiście MUSI padać! — stwierdził Edmund. z rzędami drzwi wiodących do pustych pokojów. Był to długi. w którym stała stara szafa z dużym lustrem w drzwiach. I jastrzębie. — Wygląda mi na to. proszę cię. Dom był pełen zakamarków i niespodzianek. ze stojącą w rogu harfą. Wszyscy — oprócz Łucji.

rozmyślając. że w pokoju nadal jest dzienne światło. z których wystawały dwa małe różki. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie. ostro zakończoną bródkę i kręcące się włosy. lecz miła. a jej skóra miała również lekko czerwoną barwę. że to świeci latarnia na słupie. Tutaj było już prawie zupełnie ciemno i Łucja wyciągnęła ręce przed siebie. że końcami palców dotknie drewnianej ściany. Twarz wędrowca była dziwna. Wkrótce potem bardzo dziwna postać z parasolem wynurzyła się spomiędzy drzew i weszła w krąg światła rzucany przez latarnię. ponieważ wiedziała. a napotkały coś twardego i szorstkiego. Dziwna istota była tylko trochę wyższa od Łucji. Miał krótką. że to bardzo głupio przypadkowo zamknąć się w szafie. usłyszała odgłos zbliżających się kroków. pod nogami ma najprawdziwszy śnieg. Kiedy po blisko dziesięciu minutach doszła do światła. ale jednocześnie była ciekawa i podniecona. Łucja trochę się przestraszyła. że wewnątrz jest jeszcze drugi rząd płaszczy. (Oczywiście zostawiła drzwi otwarte. tam gdzie powinna być tylna ściana szafy. wciąż spodziewając się. — To bardzo dziwne — powiedziała do siebie i zrobiła jeszcze krok lub dwa. ponieważ pamiętała. jakby wracał z zakupów przed Bożym Narodzeniem. Postąpiła krok czy dwa w głąb i stwierdziła. Był to faun. pomyślała i schyliła się. trzymał otwarty. aby zrobić sobie miejsce. zapewne po to. że wszystkie paczki wypadły mu z rąk. W chwilę później zdała sobie sprawę. I to wcale nie kilkanaście centymetrów przed sobą. Nagle zauważyła. połyskującą w świetle latarni sierścią). ale jej nogi były nogami kozła (pokrytymi czarną. chcąc namacać je ręką. ponieważ był elegancko przewieszony przez trzymającą rozłożony parasol rękę. potem jeszcze dwa lub trzy. w drugiej — kilka paczek owiniętych w brązowy papier. Miała też ogon. — Boże miłosierny! — wykrzyknął. przekonała się. a nawet kawałek pustego pokoju. „To chyba kulki naftaliny". W jednej ręce. „Gdyby coś było nie w porządku. Ale zamiast twardego i gładkiego drewna podłogi wyczuła coś miękkiego. Spojrzała przez ramię za siebie. wełniany szalik. by nie uderzyć głową w tylną ścianę szafy. Teraz jej twarz i ręce przestały wyczuwać miękkość futer.pozostawieniu otwartych drzwi. Kiedy zobaczył Łucję. a zamiast stóp miała najprawdziwsze kopytka.) Wyglądało na to. jak już powiedziałem. A kiedy tak stała i patrzyła na nią. aby nie ciągnął się po śniegu. skrzypskrzyp po śniegu. którego płatki wirują w powietrzu. posuwając się wciąż dalej i rozgarniając miękkie futra. Zrobiła jeszcze jeden krok naprzód. Szyję otulał czerwony. Od pasa w górę przypominała człowieka. jest noc. Między czarnymi pniami drzew wciąż widziała otwarte drzwi szafy. sypkiego i zimnego. „To musi być naprawdę ogromna szafa" — pomyślała. zawsze mogę wrócić" — uspokoiła się i zaczęła iść przez las. skąd się wzięła latarnia w środku lasu i co robić dalej. — Ależ to zupełnie przypomina gałęzie drzew! — wykrzyknęła i nagle zauważyła jakieś światło. . że stoi pośrodku lasu. że coś skrzypi pod jej nogami. choć w pierwszej chwili Łucja go nie zauważyła. a nawet kłującego. lecz w oddali. biały od śniegu parasol. tak gwałtownie podskoczył z wrażenia. Ale nic takiego nie nastąpiło. ku dziwnemu światłu przed sobą.

.. że jestem dziewczynką — zgodziła się Łucja. gdzie panuje wieczne lato wokół prześwietnego miasta Staraszafa. — Naturalnie. nie chciałbym być zbyt natrętny. o Łucjo.Rozdział 2 CO ŁUCJA TAM ZOBACZYŁA DOBRY WIECZÓR — powiedziała Łucja. że się przedstawię. zaraz za nami. nie jestem taka pewna. w jaki sposób znalazłaś się w Narnii? — W Narnii? A co to takiego? — zapytała Łucja. Tam jest lato. Córko Ewy. jeszcze nigdy nie widziałem Syna Adama lub Córki Ewy. i to od tak dawna! Jeżeli będziemy tak stać i rozmawiać w tym śniegu. rozbawiona. panie Tumnusie — powiedziała Łucja. to możemy się przeziębić. dobry wieczór. Teraz już na to za późno. że jestem człowiekiem — powiedziała Łucja coraz bardziej zdziwiona. że w pierwszej chwili nie odpowiedział na jej powitanie. — Jednakże — zauważył pan Tumnus — w Narnii jest zima. — Miło mi pana poznać. a w każdym razie. — To jest tam. Pozwól. Wszystko.. Czy Córka Ewy z dalekiego kraju Gar-Deroby. — Ale to wcale nie są żadne kraje — powiedziała Łucja. no.. — Oczywiście. o co mu chodzi. ale w porę ugryzł się w język. czy nie jesteś kimś. panie Tumnusie — powiedziała Łucja — ale . Najmocniej przepraszam. A ty. nie bardzo rozumiejąc. — Ach! — westchnął pan Tumnus melancholijnie. — Ale czy nie jesteś. — Czy to znaczy. nie zechciałaby przyjąć zaproszenia na mały podwieczorek? — Bardzo panu dziękuję.. Bardzo się cieszę. Dopiero kiedy skończył. lekko się skłonił i powiedział: — Dobry wieczór. Cóż za głupiec ze mnie! Ale proszę zrozumieć. czego nie zamierzał. Faun był tak zajęty zbieraniem swoich paczek. Nazywam się Tumnus. ale czy nie mylę się sądząc. — Bardzo mi przyjemnie.. że jesteś Córką Ewy? — Mam na imię Łucja — odpowiedziała. jakby miał powiedzieć coś. że jesteś człowiekiem? — Oczywiście. proszę mi wybaczyć. — Przecież znajdujemy się w kraju. — A czy wolno mi zapytać. co leży między Latarnią a wielkim zamkiem Ker-Paravelem nad wschodnim morzem — wszystko to należy do Narnii. ja przyszłam tu ze starej szafy w garderobie — wyjąkała Łucja. naturalnie. — i tu urwał. kogo się nazywa „dziewczynką"? — zapytał faun.. który nazywa się Narnią. ty zapewne przybywasz z Zachodniej Puszczy? — Ja. to bez wątpienia wiedziałbym wszystko o tych dalekich i dziwnych krajach. — Gdybym tylko trochę bardziej przykładał się do geografii. Trzeba ci bowiem wiedzieć. kiedy byłem małym faunem..

Kiedy gospodarz przygotowywał podwieczorek. stawiając imbryk na ogniu. — Gdybyś zechciała wziąć mnie pod rękę. drugi dla przyjaciela". gdy się go schwyta. wyjaśnił pan Tumnus). Łucja obejrzała sobie książki. faun zaczął opowiadać. w strumieniach popłynęłoby wino zamiast wody. — Będzie też ogień na kominku i grzanki. W rogu były drzwi. — Ale naprawdę nie będę mogła zostać zbyt długo. wyglądający. to parasol osłoni nas oboje. a wszyscy mieszkańcy lasu oddaliby się beztroskiej. i zaczął na . Łucja pomyślała sobie. jakby znali się od urodzenia. naokoło pojawiły się skały i niezbyt wysokie wzgórza. czy nie powinnam już wracać. wydobył z leżącego na kredensie futerału dziwny. a nad gzymsem kominka wisiał portret fauna z siwą brodą. Idziemy w tamtą stronę. wykuta w czerwonawej skale. a na koniec ciastko z lukrem. Córko Ewy. mały flet. A kiedy Łucja już się najadła. sucha i czysta pieczara. zgrabnymi szczypcami wyjął płonące drewienko i zapalił lampę. potem sardynki na grzankach. o tym. małymi. potem znowu grzanki z masłem. który może spełnić każde życzenie. że w skale jest wejście do pieczary. jak by to było dobrze. stały też dwa foteliki („Jeden dla mnie. a może i sam Bachus. i sardynki. o gonitwach za mlecznobiałym jelonkiem. oślepił ją blask ognia płonącego na kominku. trzymając pod rękę tę dziwną istotę. albo Ludzie. że nigdy jeszcze nie widziała tak miłego domu. gdyby drzewa były znowu zielone i gdyby znowu odwiedził ich stary Sylen na swoim grubym ośle. jakby miał zamiar wejść prosto na wyjątkowo dużą skałę. mnisi i leśnicy. aby tańczyć z faunami. Był to naprawdę wspaniały podwieczorek: najpierw wyborne jajka na miękko. o biesiadach z dzikimi Czerwonymi Karłami i o wyprawach po skarby ukryte w głębokich kopalniach i jaskiniach. studium znanej legendy. i dopiero w ostatniej chwili Łucja spostrzegła. — To bardzo uprzejme z pana strony — powiedziała Łucja. Pan Tumnus schylił się. jak Życie i pisma Sylena albo Nimfy i ich Życie. Kiedy znaleźli się w środku. Cóż to były za cudowne opowieści o życiu w puszczy! Opowiadał o zabawach w świetle księżyca. Była to niewielka. prowadzące zapewne do sypialni pana Tumnusa. Córko Ewy! — oznajmił faun. Zeszli na dno płytkiego wąwozu i tutaj pan Tumnus skręcił nagle w bok.zastanawiałam się właśnie. Potem. gdy teren stał się bardziej pofałdowany. gdy nimfy — które mieszkają w źródlanych jeziorkach — i driady — które mieszkają w drzewach — wychodzą o północy na polanę. albo Czy człowiek jest mitem? — Wszystko gotowe. — Gdyby tylko nie było tej wiecznej zimy — zakończył ponuro faun. A więc — w drogę! I w ten sposób Łucja szła teraz przez las. Nie uszli daleko.. i ciasto. jakby był zrobiony z trzciny.. wśród których natrafiła na takie dziwne tytuły. — Nie potrwa to długo — powiedział. a potem jeszcze o lecie. a pod jedną ze ścian stała półka z książkami. jakby chcąc dodać sobie otuchy. i jeszcze grzanki z miodem. trwającej tygodniami zabawie... — To zaledwie parę kroków stąd — nalegał faun. Na podłodze leżał dywan. stół i kredens.

— Co pan ma na myśli? Muszę zaraz wracać do domu. teraz już w chusteczkę. Zaprzedałem się Białej Czarownicy. zapytała: — Och.. Oto. co ja zrobiłem — odrzekł faun. drogi panie Tumnusie. — Nierozsądnie? — Łucja zerwała się z fotela. och — załkał pan Tumnus. och. nie mówiłabyś tak. — Białej Czarownicy? Któż to taki? — Jak to. Zawsze jest zima. tak mi żal. drogi panie Tumnusie. że już więcej łez nie chciało w nią wsiąknąć. — Proszę przestać! Proszę natychmiast przestać! Powinien się pan naprawdę wstydzić. na portrecie. czym jestem. na miłość boską. gdy Łucja podeszła do niego. och. — Ale co takiego pan zrobił? — spytała Łucja. błagam pana! Co się stało? Czy źle się pan czuje? Kochany panie Tumnusie. — Panie Tumnusie! — krzyknęła wreszcie Łucja. — Panie Tumnusie! Panie Tumnusie! — zawołała Łucja przerażona. że Łucji chciało się płakać i śmiać. że muszę panu przerwać. bo jestem bardzo złym faunem. gdybyś wiedziała o wszystkim — odpowiedział faun w krótkiej przerwie między dwoma gwałtownymi atakami szlochu. co się stało? Brązowe oczy fauna napełniły się łzami. — Jestem sługą Białej Czarownicy. muszę już wracać do domu. Będą się o mnie niepokoić. Lecz za chwilę.nim grać. żeby było najrozsądniej iść TERAZ — odpowiedział faun. — Nie sądzę. niech mi pan wreszcie powie. Płakał i płakał. trochę przestraszona. objęła go serdecznie i ofiarowała mu swoją chustkę do nosa.. — Nie. naprawdę. nie jestem wcale dobry. — Czego by nie zrobił? — Tego. To ona sprawia. aż w końcu zakrył twarz rękami i gorzko zaszlochał. potrząsając nim w rozpaczy. tak pan ryczy?! — Och. — Spójrz tylko na mojego starego tatę — powiedział pan Tumnus — tam. Naprawdę. choć nigdy nie ma Bożego Narodzenia — sama tylko pomyśl! — Ależ to okropne! — powiedziała Łucja. — Ale co TY właściwie dla niej robisz? . Musiały chyba minąć całe godziny. które zaczęły spływać mu po policzkach. Nie przestał szlochać nawet wówczas.. — Płaczę. No i dlaczego. widząc dziwną zmianę w twarzy gospodarza. — Myślę. nad kominkiem. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił. tańczyć i spać jednocześnie. bo tak strasznie podoba mi się ta muzyka. że zawsze jest zima. zbierać się na czubku nosa i skapywać na ziemię.. jakby mu miało za chwilę pęknąć serce. nie wiesz? To przecież ona panuje nad całą Narnią. ale. — Proszę przestać. gdy stawała się tak mokra. że jest pan bardzo miłym faunem. że jest pan złym faunem — powiedziała Łucja. Tęskny ton fletu sprawiał. jakiego zdarzyło mi się spotkać. Miałam wpaść tylko na chwilkę. kiedy otrząsnęła się z zasłuchania i powiedziała: — Och. wyżymając ją co jakiś czas. jest pan najmilszym faunem. — Wcale nie myślę. jestem bardzo zły. czy stało się coś złego? Ale faun płakał dalej. — Och. taki duży faun jak pan.

Ale żałuje pan tak szczerze. ale pan przecież tego nie zrobi?! — krzyknęła Łucja. A jeżeli będzie na mnie szczególnie zła. oto cała prawda. Otrzymałem rozkaz od Białej Czarownicy. — Co pan chce przez to powiedzieć?! — krzyknęła Łucja. Myślę. co KIEDYŚ zrobiłem. czy ty naprawdę niczego nie rozumiesz? — zapytał faun. — Bardzo mi przykro. bryłowate kopyta. Czy mogłabyś uwierzyć. — Nie zrobi pan tego.. aż do czasu. zamieni mnie w kamień i będę tylko posągiem fauna. kiedy to się stanie i czy w ogóle do tego kiedykolwiek dojdzie.. że to się już nigdy nie powtórzy. — No. zaprosiłem cię na podwieczorek. wybuchając znowu płaczem — ona się o tym na pewno dowie. Teraz widzę to wyraźnie jak na dłoni. tak. Jestem pewna. ale przez cały czas. Popatrz na mnie. jak u jakiejś nędznej szkapy. prawda? Przecież pan tego nie może zrobić! — A jeśli tego nie zrobię — powiedział faun. że pan nie zrobiłby niczego w tym rodzaju. odpiłować różki. jacy są ludzie. Ja to robię TERAZ. udaje. jaką spotykam. aby schwytać i oddać w jej ręce każdego Syna Adama i każdą Córkę Ewy. a potem oddać w ręce Białej Czarownicy? — Nie — powiedziała Łucja. a Bóg jeden wie. — Nie mówię o czymś. Musisz jednak zaraz ruszać w drogę. — Musimy zachować najwyższą ostrożność. — O Córko Ewy. panie Tumnusie — powiedziała stanowczo Łucja — ale proszę mi pozwolić iść już do domu. wiem dobrze. co to spotyka w lesie biedne.. że jestem takim faunem. niewinne dziecko.. a potem machnie swoją różdżką nad moimi ślicznymi. zaprasza je do swojego domu — a wszystko po to. a jej policzki zrobiły się nagle o wiele bielsze niż przedtem. gdy cztery trony na Ker-Paravelu znowu zostaną zajęte. zanim ciebie spotkałem. że kiedy cię uśpię. aby je uśpić. A ty jesteś pierwszą Córką Ewy. — Ale ja to zrobiłem — załkał faun. pójdę i powiem JEJ… — Och. że się z nim zaprzyjaźnia. cóż.— To właśnie jest najgorsze — odpowiedział pan Tumnus i jęknął głucho. to rzeczywiście brzydko z pana strony. nie dbając nawet o posprzątanie po . wyrwać brodę. że nie mogę cię oddać w ręce tej wiedźmy. że muszę tak postąpić. ale i niezbyt surowa). podał Łucji ramię i pospiesznie wyszli z pieczary. których kiedykolwiek spotkam w lesie. w tej właśnie chwili. rozszczepionymi kopytkami i zamieni je w okropne. Córko Ewy.. Robiłem wszystko. — Cóż. — powiedziała Łucja powoli (ponieważ chciała być sprawiedliwa. przez cały czas myślałem tylko o tym. że stamtąd trafisz już łatwo do Gar-Deroby i Staraszafy? — Jestem pewna. żebyś się ze mną zaprzyjaźniła. że trafię — powiedziała Łucja. — To ty jesteś tym dzieckiem. — Pozwolę. — Jestem pewna. Tak więc pan Tumnus ponownie rozłożył parasol. Nie miałem pojęcia. Cały las pełen jest jej szpiegów. Każe mi odciąć ogon. Teraz. — Porywam dla niej dzieci. które nie zrobiło mu nic złego.. Odprowadzę cię aż do Latarni. kiedy już cię znam. Nawet niektóre drzewa są na jej służbie. rzecz jasna — odrzekł faun. — To oczywiste.

nie odzywając się do siebie.. — Jestem tutaj! Wróciłam! Nic mi się nie stało! Rozdział 3 EDMUND WCHODZI DO SZAFY Łucja wybiegła z pustego pokoju na korytarz. — Czy nie martwiliście się o mnie? — A więc schowałaś się przed nami? — powiedział Piotr. a pan Tumnus starał się wybierać najciemniejsze przejścia. — O czym ty. gdzie znalazła pozostałą trójkę rodzeństwa.podwieczorku. kiedy dotarli wreszcie do Latarni. — Zegnaj. w którym rozpoczęła się ta dziwna przygoda. wybaczam — powiedziała Łucja. — Czy stąd już pamiętasz drogę. — A więc pędź do domu tak szybko. jak będziesz chciała. widzę już drzwi szafy. Łucjo? — zapytała Zuzanna. zamiast szorstkich gałęzi drzew. może mógłbym zatrzymać chusteczkę? — Chyba tak! — powiedziała Łucja i popędziła w stronę plamki dziennego światła między drzewami tak szybko. Córko Ewy? — zapytał Tumnus. mówisz. I nagle. Córko Ewy — odpowiedział szybko faun. — I. Starannie zamknęła szafę i rozejrzała się wokoło.. że nie wpadniesz przeze mnie w jakieś straszne tarapaty. — I mam nadzieję. — Hej. aż raptem zdała sobie sprawę z tego. Łucja wpatrzyła się w ciemność między drzewami i dostrzegła w oddali jasną plamkę. — Biedna Łusia.. żeby ktoś zaczął martwić się twoim zniknięciem. jestem tutaj! — krzyknęła. że wyskakuje przez otwarte drzwi szafy wprost do tego samego pokoju. jak tylko potrafisz — powiedział faun. łapiąc oddech po szybkim biegu. Łucja odetchnęła z ulgą. schowała się i nikt tego nie zauważył! Na drugi raz.. Tym razem droga nie przypominała już zupełnie miłego spaceru do pieczary fauna. a z korytarza dobiegły ją głosy rodzeństwa. czy b-będziesz mi mogła w ogóle przebaczyć to wszystko. ściskając mu serdecznie rękę. a zamiast skrzypiącego śniegu pod nogami — twardość drewnianej podłogi. — Jak to? — zdziwiła się Łucja. — A może. wyglądającą jak odblask dziennego światła. musisz posiedzieć w kryjówce trochę dłużej. — Już wróciłam. — Tak. na miłość boską. jak potrafiła. — Nic mi nie jest! — powtórzyła. przemykali się ukradkiem przez las. o czym ci powiedziałem? — Ależ naturalnie. poczuła na twarzy miękkość futrzanych płaszczy. Na dworze wciąż padało. — Ale przecież nie było mnie przez całe godziny! — krzyknęła Łucja. .

Co prawda starsze rodzeństwo wkrótce przestało jej dokuczać. Popatrzcie. twarde drewno. otworzyła drzwi i zawołała: — A teraz wejdźcie do środka i sami zobaczcie! — No i co. jadłam tam podwieczorek i w ogóle zdarzyło się mnóstwo różnych rzeczy. Dzieci nie wiedziały. — Kompletnie stuknięta. głupia gąsko — powiedziała Zuzanna. a w tym wypadku pokazywał. Mam rację. Łucjo? Przecież nie ma w tym nic złego. — Zaraz po śniadaniu weszłam do szafy. Bez przerwy kpił i naśmiewał się z biednej Łucji. aby upewnić wszystkich. Ale Łucja była bardzo prostolinijną dziewczynką i wiedziała. naprawdę udało ci się nas nabrać. wsadzając głowę do środka i rozchylając futra — to przecież zwykła szafa. co? Łucja zaczerwieniła się i chciała jeszcze coś powiedzieć. — Po prostu całą tę historię wymyśliła sobie dla żartu. — Ona wcale nie jest głupia — powiedział Piotr. że w rzeczywistości to ona ma rację. i to się nazywa Narnia. toteż nie mogła się na to zdecydować. ani śniegu. że jest to tylko zwykłe. W środku jest las i pada śnieg. ale Edmund potrafił być złośliwy. — No. — To prawda. tu jest tylna ściana. — To jest zaczarowana szafa. łącznie z Łucją. Prawie ci uwierzyliśmy. Przez następne kilka dni była bardzo biedna. czy znalazła jakieś inne dziwne kraje w różnych kredensach i szafach w całym domu. — Ale to nie był żaden kawał — zaperzyła się Łucja. wypytując ją. Potem każdy po kolei zaglądał do środka. mogli sobie obejrzeć najzwyklejszą w świecie szafę. — To. — Nie bądź głupia. rozchylał płaszcze i — cóż. Naprawdę tak było. i tam jest faun i Czarownica. Łucjo? — zapytał Piotr. co powiedziałam — odrzekła Łucja. a jak nie wierzycie. co o tym sądzić. niczego sobie nie wymyśliłam — powiedziała Łucja. Łucjo — powiedziała Zuzanna. jedynie tylna ściana szafy ze sterczącymi z niej hakami. Piotrze. ale teraz może byłoby lepiej dać temu spokój. Mogła z łatwością w każdej chwili przerwać tę niemiłą sytuację. gdyby tylko dla świętego spokoju przyznała. że wszyscy wrócili do pustego pokoju. że wszystko to było wymyśloną przez nią dla zabawy bajką. Przysięgam. A przecież te dni mogły być tak przyjemne! Pogoda była piękna i dzieci mogły teraz . ale Łucja była tak wzburzona. — Znakomity kawał — powiedział po wyjściu z szafy. Łucjo — powiedział Piotr — czy nie uważasz. że trochę przesadziłaś? Zupełnie nieźle sobie z nas zażartowałaś. z jaką inni uznawali jej opowieść za kłamstwo — i to bardzo głupie kłamstwo — sprawiała jej wielką przykrość. to idźcie i sami zobaczcie. — Co właściwie masz na myśli. nie było mnie całe godziny. Jeszcze przed chwilą wszystko było inaczej. — Posłuchaj. — Dopiero co wyszliśmy z tego pokoju i ty tam jeszcze byłaś. na co go stać. Łucjo. wybuchnęła płaczem. — Ona jest stuknięta! — powiedział Edmund. Nie było ani lasu. wszyscy.Trójka rodzeństwa popatrzyła po sobie. Piotr wszedł do środka i zabębnił w nią pięściami. — Nie. pukając się w czoło. ale ponieważ nie bardzo wiedziała co. Łucja pierwsza podbiegła do szafy. Pewność.

ponieważ wiedziała. Nad nim jaśniało bladoniebieskie niebo. Łucja nie potrafiła jednak cieszyć się tym wszystkim naprawdę. ale dlatego. pewien. to w drugą stronę. Potem zaczął macać rękami w ciemności. jakby był jedyną . Poczuł też. Zapomniał już zupełnie o Łucji i podążył ku światłu. ponieważ wiedziała. aby wpuścić do środka trochę światła. Edmund zauważył. jak zawsze. by uważał szafę za szczególnie dobrą kryjówkę. Naokoło panowała głęboka cisza. zaczął więc przepychać się między płaszczami to w jedną. aby ją złapać — pomyślał Edmund — więc siedzi cicho gdzieś w głębi". Wskoczył do środka i zamknął za sobą drzwi zapominając. czerwone i wyraźne. Ale i drzwi gdzieś się zapodziały. kąpiąc się. że chciał znowu pokpić sobie z Łucji i z jej wymyślonego kraju. wspinając na drzewa i wylegując na wrzosowisku. I wtedy zobaczył światło. Wcale nie miała zamiaru chować się w szafie. Pierwsza szukała Zuzanna. że wychodzi z cienia jakiegoś gęstego. Pod stopami chrzęścił mu suchy. gdyż sama zaczynała już się zastanawiać. jakby tego można było oczekiwać pokrzykując w zamkniętej szafie. Chciała jednak jeszcze raz do niej zajrzeć. gdy jest to szafa zaczarowana. ale tak. nawołując: — Łucjo! Łucjo! Gdzie jesteś? Wiem. usłyszała kroki na korytarzu i nie pozostało jej nic innego. że zrobiło się nieoczekiwanie zimno. że to bardzo głupio zamknąć się w szafie — nawet wtedy. Tego dnia. lecz ku swemu zdziwieniu nigdzie nie mógł jej znaleźć. czy rzeczywiście Narnia nie była tylko pięknym snem. Łucja wśliznęła się do garderoby. że to otwarte drzwi szafy.przebywać poza domem od rana do wieczora. Gdy tylko reszta rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. było cicho i ciemno. Zdążył wejść do pokoju wystarczająco wcześnie. Wewnątrz wisiały. że to przyszła Zuzanna. sypki śnieg. jodłowego zagajnika na otwartą przestrzeń w środku lasu. szukając siostry. jak wskoczyć do środka i przymknąć za sobą drzwi. takie. że jego głos brzmi jakoś dziwnie — wcale nie tak. dobrej kryjówki. Od razu postanowił wejść za nią do środka — nie dlatego. jakby znajdował się na dworze. zobaczył wschodzące słońce. między pniami drzew. Postanowił więc otworzyć drzwi. które usłyszała. ale po Łucji nie było ani śladu. Kroki. Wprost przed sobą. że tu jesteś! Nie było odpowiedzi. Dom był tak wielki i pełen tylu zakamarków. Oczywiście nie zamknęła ich całkowicie. kiedy już zrobiło się popołudnie i wciąż nie było najmniejszych oznak zmiany pogody. który pokrywał też gałęzie drzew. I tak było aż do następnego deszczowego dnia. „Na pewno myśli. jakie zdarza się w piękne zimowe poranki. To już zupełnie przestało mu się podobać. były krokami Edmunda. znowu zaczęłyby się złośliwe docinki na temat tej przeklętej historii. że takie postępowanie może świadczyć tylko o głupocie. Otworzył drzwi. Gdy zbliżyła się do szafy. futra. że gdyby ją tam znaleziono. „Dzięki Bogu — pomyślał — drzwi musiały się same otworzyć". stwierdził nagle. Ale zamiast wyskoczyć z ciemności wprost do pełnej światła garderoby. że z pewnością miałaby jeszcze potem czas na znalezienie sobie jakiejś innej. by dostrzec Łucję znikającą w szafie. pachniało naftaliną. dzieci postanowiły zabawić się w chowanego. łowiąc ryby.

lecz dumna. zwisającym nisko pomponem. Wśród drzew nie dostrzegł choćby drozda czy wiewiórki. że jest zupełnie sam w tym dziwnym. siedziała zupełnie inna postać: wysoka pani. pełniąc funkcję czegoś w rodzaju pledu chroniącego przed zimnem. lub wata cukrowa. hej. lecz zupełnie biała. Uprząż była zrobiona ze szkarłatnej skóry i przyozdobiona dzwoneczkami. jak tylko mógł sięgnąć wzrokiem. Zbliżające się do Edmunda sanie wyglądały naprawdę cudownie: dzwoneczki dzwoniły. Teraz widzę. że od początku miałaś rację. Za nim. Potem wyprostowały się i potrząsały gniewnie łbami. a dzwonki przybliżały się i przybliżały. a śnieg wzbijał się w powietrze po obu stronach. Teraz przypomniał sobie o Łucji. gdy nagle. — Jak to dziewczynka! — powiedział do siebie Edmund. że to miejsce nie bardzo mu się podoba. „Na pewno jest na mnie zła za to wszystko. a las rozciągał się w każdym kierunku tak daleko. że ci nie uwierzyłem. Jej twarz była biała — nie zwyczajnie blada. więc zawołał: — Łucjo! Łucjo! Ja też jestem tutaj! To ja. bardziej wysoka niż najwyższa kobieta. parskając głośno.żywą istotą w tym kraju. że w porównaniu z nimi nawet śnieg wydawał się szary. Reny były wielkości szetlandzkich kucyków. . który — jak się okazało — wcale nie był wymyślony. Ich rozgałęzione rogi były pozłacane i kiedy zalśniło na nich słońce. pomyślał Edmund. . Była to twarz piękna. zapłonęły żywym ogniem. Nasłuchiwał. który z pewnością nie miałby nawet metra wysokości. aż w końcu zza drzew wyskoczyły sanie zaprzężone w dwa reny. a na głowie miał czerwony kaptur z długim. Wciąż miał jednak nadzieję. prostą laseczkę. jeszcze mniej podobało mu się to. Na koźle siedział przysadzisty karzeł. a na głowie miała złotą koronę. a w mroźnym powietrzu ich szybkie oddechy zamieniały się w gęstą parę. że reny prawie przysiadły na śniegu. Edmund! Nie było żadnej odpowiedzi. że ciarki przebiegają mu po plecach. zimnym i cichym miejscu. Łusiu! Przepraszam. Poczuł. co jej ostatnio mówiłem". Obfita broda spływała mu aż na kolana. Pani również była przykryta białym futrem. — Dąsa się gdzieś i nie przyjmie żadnych przeprosin. a sierść miały tak białą. na podwyższeniu pośrodku sań. I chociaż nie lubił przyznawać się do błędów. wobec czego już postanowił wracać do domu. że siostra musi być gdzieś blisko. proszę cię! Dajmy temu spokój! Wciąż nie było żadnej odpowiedzi. gdzieś daleko w lesie. jak śnieg lub papier. karzeł strzelał z bata. Ale wyjdź już. gdyby stanął wyprostowany. jaką Edmund kiedykolwiek widział. zimna i surowa. — Zatrzymaj się! — powiedziała pani i karzeł ściągnął lejce tak ostro. tylko wargi płonęły jaskrawą czerwienią. a także — choć poniewczasie — o swoich docinkach na temat jej „wymyślonego kraju". Krzyknął więc jeszcze raz: — Hej. Ubrany był w kożuch z polarnego niedźwiedzia. odezwał się dźwięk dzwoneczków. Raz jeszcze rozejrzał się wokoło i doszedł do wniosku. w prawej ręce trzymała długą.

wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. chyba że chcesz. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. — Drzwi. Powstała ze swojego siedzenia i spojrzała Edmundowi prosto w twarz. nie wiedziałem. wasza królewska wysokość. najjaśniejsza pani — powiedział Edmund. że za chwilę stanie się coś strasznego.. patrząc na niego jeszcze bardziej surowo.. Ale pytam raz jeszcze: kim jesteś? — Niech mi wasza królewska wysokość wybaczy — wyjąkał Edmund — ale nie wiem. to znaczy byłem. w jaki na niego patrzyła.. — Ha! Zaraz poznasz nas lepiej. że jesteś Synem Adama? Edmund nic nie odpowiedział. — Chłopcem? Czy chcesz powiedzieć.. — Nie znasz królowej Narnii?! — krzyknęła pani. Jestem w szkole. — Czy może jesteś wyrośniętym karłem. — I w ten sposób odzywasz się do swojej królowej? — zapytała. i po prostu znalazłem się tutaj. — A jak się dostałeś do mojego królestwa? — Dostałem się tu przez szafę. najjaśniejsza pani. co odpowiedzieć. Edmund czuł. teraz są wakacje. — Przez szafę? Co to znaczy? — Ja.. — Kimkolwiek jesteś.. spoglądając surowo na Edmunda. — I odpowiedz mi wreszcie. Był zbyt zmieszany. — Moje biedne dziecko — odezwała się do niego zupełnie innym tonem — chyba bardzo zmarzłeś.. ja otworzyłem drzwi.. ja. nazywam się Edmund — wyjąkał chłopiec. a ręka uniosła różdżkę. Rozdział 4 PTASIE MLECZKO ALE KIM JESTEŚ? — zapytała ponownie królowa. bardziej do siebie niż do niego. który obciął sobie brodę? — Nie. Jej oczy zapłonęły dziwnym blaskiem... Ale kiedy już pogodził się ze swoim losem. a ja otulę cię futrem i trochę sobie porozmawiamy. — Ja. to prócz tego jesteś na pewno idiotą — powiedziała królowa.. Wcale nie podobał mu się sposób. abym straciła cierpliwość: czy jesteś człowiekiem? — Tak.. .. Pani zmarszczyła brwi. — Ha! — wykrzyknęła królowa.— A kimże ty jesteś? — zapytała pani. Słyszałam już o takich rzeczach. — Proszę o wybaczenie.. prawda? Chodź tutaj i usiądź ze mną w saniach. — Nigdy nie miałem brody. Jestem chłopcem. Drzwi do Świata Ludzi. To może popsuć wszystko. . ale nie był w stanie ruszyć się z miejsca. aby zrozumieć pytanie. królowa nagle jakby zmieniła zamiar... Ale na razie on jest sam i łatwo sobie z nim poradzę...

przewiązane zieloną wstążeczką pudło. żeby ten pomysł spodobał się Edmundowi. ani mniej? Edmund. o czym Edmund marzy. odpowiadał wciąż: — Tak. że ma brata i dwie siostry. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. ponieważ wiedziała też. Potem wyciągnęła rękę poza sanie i wylała z flaszeczki kroplę jakiegoś płynu. Bardzo łatwo wyciągnęła z niego. Dziwny napój nie przypominał niczego. — A teraz może byś się napił czegoś gorącego? — zapytała. tak że nie wpadło mu nawet do głowy zastanowić się. W końcu całe ptasie mleczko zostało zjedzone i Edmund wpatrywał się uporczywie w puste pudełko. Królowa wylała z buteleczki jeszcze jedną kroplę. a po wypiciu ciepło rozchodziło się momentalnie po całym ciele. Karzeł błyskawicznie zeskoczył na ziemię. ale nie śmiał być nieposłuszny. — Nie sądzisz. co pił kiedykolwiek przedtem: był słodki. tym razem na śniegu pojawiło się okrągłe. królowa zadawala mu mnóstwo pytań. Królowa wyjęła z fałd swego płaszcza małą flaszeczkę. Nie był to wcale przyjemny uśmiech. pragnąc jedynie pochłonąć tyle ptasiego mleczka. ale gdy tylko spadła na śnieg. skłonił się i podał Edmundowi z uśmiechem. tak że mógłby zajeść . Teraz zrobiło mu się bardzo ciepło i przyjemnie. pełne — jak się okazało — najlepszego ptasiego mleczka. i wciąż wracała do tego tematu. kto go choć raz skosztuje. Kiedy objadał się ptasim mleczkiem. dlaczego królowa jest taka ciekawa. będzie chciał wciąż więcej i więcej. czy nie chciałby więcej. że jest ich czworo. — Czy jesteś pewien. modląc się w duchu. Synu Adama? — zapytała królowa. że jedna z nich już tutaj była i spotkała fauna oraz że nikt prócz niego i jego rodzeństwa nie ma pojęcia o istnieniu Narnii. z ustami pełnymi ptasiego mleczka. szczękając zębami. więc wspiął się na sanie i usiadł u jej stóp. Przez moment kropla zalśniła w słońcu jak diament. że jest to zaczarowane ptasie mleczko i że każdy. Początkowo starał się pamiętać. że nie wypada mówić z pełnymi ustami. tym bardziej miał na nie ochotę. Królowa zapewne dobrze wiedziała. — Tak. jeśli można. ale wkrótce o tym zapomniał. bardzo proszę. przecież już mówiłem — zapominając nawet o dodaniu „wasza królewska wysokość". wyglądającą jakby była zrobiona z miedzi. Im więcej zjadał. że nigdy jeszcze nie jadł czegoś równie wspaniałego. co parowało w zimnym powietrzu. Pani zarzuciła na niego futro i troskliwie go nim otuliła. ale królowa wydawała się nie zwracać na to uwagi. — Na co miałbyś ochotę? — Na ptasie mleczko. Każdy kawałek był słodki i cudownie piankowaty aż do samego środka i Edmund musiał przyznać. ile tylko zdoła.Trudno powiedzieć. Ale gdy tylko chłopiec wypił kilka łyków gorącego płynu. że jest was czworo? Dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy. pieniący się i gęsty. wasza królewska wysokość — odpowiedział Edmund. by go zapytano. poczuł się od razu lepiej. Królową interesowało szczególnie to. podniósł kubek. coś zasyczało — i oto w tym samym miejscu stał wysadzany drogimi kamieniami kubek z czymś. że dobrze byłoby teraz coś zjeść. ani więcej.

musisz tylko znaleźć Latarnię. a ręce lepiły się od potu. A teraz popatrz tam — wskazała w przeciwnym kierunku — i powiedz mi. A muszę wyznać. pod którą Łucja spotkała fauna. Ty będziesz księciem. Co innego w moim pałacu. musisz teraz wrócić do swojego kraju. gdybyś tu wrócił sam. nie wyglądał teraz ani mądrze. czy widzisz te dwa wzgórza nad drzewami? — Chyba widzę — odpowiedział Edmund. Twego brata uczynię hrabią.. mój pałac to naprawdę cudowne miejsce — powiedziała królowa. Myślę. poszukać tych dwu . to będę ci mogła dać więcej ptasiego mleczka. tak bardzo chciałabym zobaczyć twoje czarujące rodzeństwo. trząsł się ze strachu. ślina ciekła mu z ust. że naprawdę mógłbyś zostać księciem pewnego dnia. a twoje siostry hrabinami. — Ale ja nawet nie wiem. a Edmund odwrócił się i zobaczył Latarnię. to zrozumiałe. ani pięknie. — Dlaczego nie teraz? — spytał Edmund. czy trafię tu z powrotem — spróbował jeszcze raz Edmund. — A więc mój pałac leży właśnie między tymi dwoma wzgórzami.. kiedy przyprowadzisz do mnie swoje rodzeństwo. Nie byłoby dobrze.. — Och. że ta wyniosła pani powiedzie go do jakiegoś nieznanego miejsca. Czy mógłbyś je do mnie przyprowadzić? — Spróbuję — odpowiedział Edmund. z którego nie będzie mógł trafić do domu. Będę na ciebie czekała i NA NICH. — Zresztą mogę ich przyprowadzić kiedy indziej. jeżeli przyjdziesz tu jeszcze raz. Teraz już nie mogę. Jako książę mógłbyś nosić złotą koronę i przez cały dzień zajadać się ptasim mleczkiem. Są tam pokoje pełne ptasiego mleczka. ale teraz zapomniał o wszystkim. — Ach. wciąż spoglądając z żalem na puste pudełko. tylko powiedziała: — Synu Adama..się na śmierć. gdyby mu na to pozwolono. Ale przecież musisz mieć swoich dworzan i baronów. — To nie będzie trudne — odpowiedziała królowa. naturalnie razem z nimi. — Och. — Oni nie są specjalnie interesujący — powiedział Edmund. bo takie czary można zrobić tylko raz. że nie będzie ci się chciało po nich iść. że jesteś najmądrzejszym i najprzystojniejszym młodzieńcem. Cokolwiek mogła mówić królowa. którego mogłabym uczynić księciem i który zostałby królem Narnii. — Za nią znajdziesz drogę do Świata Ludzi. Bardzo pragnę je poznać. że będzie ci się podobało. kiedy już raz znajdziesz się w moim pałacu. — Bo widzisz. Miał wypieki na twarzy. że nie mam swoich własnych dzieci. mógłbyś o nich zapomnieć. — Jestem pewna. Bardzo bym chciała mieć jakiegoś miłego chłopca. — A dlaczego nie możemy tam pojechać zaraz? — zapytał Edmund. — Widzisz tę Latarnię? — Wskazała swoją różdżką. a musisz wiedzieć. Kiedy wsiadał do sań. Nie. Ale nie zaproponowała następnego pudełka. Kiedy tu wrócisz następnym razem. Czeka cię tam tyle różnych przyjemności. kiedy mnie już nie będzie. a później królem. jakiego dotąd spotkałam. oczywiście. gdybym cię tam zabrała teraz — powiedziała — nie zobaczyłabym twojego uroczego rodzeństwa.

ze swoją czarodziejską różdżką i w koronie na głowie. po prostu jej nienawidzą. och. — Zjadłam mały obiadek z panem Tumnusem. w każdym razie te.. czy coś w tym rodzaju. zobaczymy. — Biała Czarownica? — zapytał Edmund. że pani. aby się mnie lękano. a kiedy sanie ruszyły. a musisz wiedzieć. które są dobre. Edmundowi było już niedobrze od zjedzenia zbyt wielu słodyczy. i karły. które opowiadają. — Och. taki mądry chłopiec jak ty na pewno coś wymyśli. że mnie puścił. błagam — przerwał jej nagle Edmund — czy nie mógłbym dostać na drogę choć jednego kawałka ptasiego mleczka? — Nie. za którymi zniknęły sanie. dobrze? Zróbmy im niespodziankę. gdzie się podziewałaś przez cały ten czas? Wszędzie cię szukałem.. I to właśnie ona zaczarowała Narnię. zawsze zima. i być może wszystko dobrze się skończy. pomachała Edmundowi ręką wołając: — Następnym razem! Następnym razem! Nie zapomnij! Wróć szybko! Edmund wciąż jeszcze wpatrywał się w drzewa.. — Gdybym tylko wiedziała. — Aha. Fauny nigdy nic mądrego nie mówią. chociaż wcale nie ma do tego prawa. a kiedy się rozejrzał. Edmundzie! — zawołała. mogła nasłuchać się o mnie różnych dziwnych rzeczy. że tak będzie najlepiej. — A więc ty też tu trafiłeś? Czy tu nie jest cudownie? A teraz. tak że zawsze jest tu zima. więc sądzi.. Ale pamiętaj: musisz przyprowadzić swoje rodzeństwo. — Będę się bardzo starał — odpowiedział Edmund. który ma się zupełnie dobrze. Jeżeli chcesz. Ona może zmieniać ludzi w kamień i w ogóle potrafi robić różne okropne rzeczy. A kiedy dojdziecie do mojego zamku. złośliwych plotek. — Kto to taki? — To okropna postać. Nie musisz im o mnie od razu mówić. że. że mówiłaś prawdę i że to rzeczywiście jest zaczarowana szafa. Wciąż jednak miał tak straszną ochotę na ptasie mleczko. To będzie taki nasz mały sekret. — Błagam. poczuł się jeszcze gorzej.. Jeżeli twoja siostra spotkała jednego z faunów. jak ktoś wykrzykuje jego imię.. Biała Czarownica nic mu nie zrobiła za to. Ale. aby się zgodzili. tym faunem. że nie zauważyła dziwnej nuty w jego głosie i wypieków na jego zmienionej twarzy. gdybyś przyszedł sam. — Dała znak karłowi. i zwierzęta. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia! Jeździ po kraju w saniach zaprzężonych w reny. — Dobra. na miłość boską. a bardzo szybko trafisz do mojej siedziby. że ty też tu trafisz. dobra — powiedział Edmund. to mogę cię przeprosić. zobaczył Łucję wychodzącą z innej części lasu. która była tak szczęśliwa i podniecona. a kiedy usłyszał. Nazywa siebie królową Narnii. jeszcze jedna sprawa. kto tu mieszka". — Przecież widzę. tobym na ciebie poczekała — powiedziała Łucja.wzgórz i iść w ich kierunku przez las. Zaprowadź ich do tych dwu wzgórz. jest groźną czarownicą. z którą się zaprzyjaźnił. Jestem pewna. Byłabym bardzo zła. i wszystkie driady i najady. gdy nagle usłyszał. że w ogóle się o tym nie dowiedziała. że wszystko . możesz po prostu powiedzieć: „Chodźcie. nie — odpowiedziała królowa ze śmiechem — musisz poczekać do następnego razu.

opowiedz im o wszystkim. Kiedy jednak Piotr zapytał go nagle o zdanie. Postanowił Łucję całkowicie pognębić. Dobrze się czujesz? — Nic mi nie jest — odpowiedział Edmund. Będzie musiał przyznać przed wszystkimi. poczuli na twarzach dotyk miękkich futer. — A tobie kto to powiedział? — Każdy to wie — powiedział Edmund. ale w głębi serca pomyślał. ale nie bardzo jeszcze wiedział. Edziu? — zapytał Piotr. — Zapytaj kogo chcesz. Edmundzie — powiedziała Łucja — przecież ty okropnie wyglądasz. Piotr i Zuzanna będą teraz musieli uwierzyć w Narnię. zdecydował się bez wahania na najbardziej podły i złośliwy uczynek. — A więc chodź. był nadąsany i zły na Łucję. Naprawdę JEST taki kraj. Tyle mamy im do opowiedzenia! I pomyśl tylko. co powie i jak utrzyma wszystko w tajemnicy. sam zaś był już bardziej niż w połowie po stronie Czarownicy. Ale kiedy już w końcu wszyscy byli razem (a zdarzyło się to w owym długim pokoju. kiedy już będziemy w Narnii we czwórkę! Rozdział 5 Z POWROTEM PO TEJ STRONIE DRZWI Ponieważ zabawa w chowanego wciąż jeszcze trwała. jaka to będzie zabawa! Edmund nic nie odpowiedział. — Ejże. Edmundzie. chociaż było to dalekie od prawdy. — Masz rację! Och. że to ona miała rację. Byliśmy tam razem. Nie sądzę też. — Co to wszystko znaczy.inne wydawało mu się zupełnie nieważne. Nie wiedział więc. Tym razem trafili z powrotem bez trudności. ponieważ w końcu okazało się. co z tym wszystkim począć. a w następnym momencie oboje stali przed szafą w garderobie. . Edmund też to widział. i spotkaliśmy się w lesie. że Łucja miała rację. jakby wiedział o faunach o wiele więcej. kiedy będą w czwórkę rozmawiać o Narnii. że dla niego to nie będzie wcale tak zabawne. zamiast ośnieżonych gałęzi. poszukamy innych. żeby było coś zabawnego w staniu na śniegu. w którym znaleźli rycerską zbroję). Edmundzie. Aż do tej chwili Edmund czul się okropnie. co mówią fauny — powiedział Edmund. Chodźmy do domu. odnalezienie reszty rodzeństwa zajęło Edmundowi i Łucji wiele czasu. — Kto ci naopowiadał tych bzdur o Białej Czarownicy? — zapytał. — Pan Tumnus. że ty też tu trafiłeś. jaki mu przyszedł do głowy. — Nie powinno się wierzyć we wszystko. był też pewien. jakie nas czekają wspaniałe przygody. że pozostała trójka stanie po stronie faunów i zwierząt. Czuł się fatalnie. starając się sprawić wrażenie. Łucja wybuchnęła: — Piotrze! Zuzanno! To wszystko jest prawda. No. I tu dochodzimy do jednego z najbardziej paskudnych momentów w całej tej historii. tak się cieszę. Nagle. Ach. Edmund i ja. do którego można się dostać przez szafę. ten faun — odpowiedziała Łucja.

. zawsze. ty! — krzyknął Piotr i spojrzał na niego groźnie. po prostu bawiłem się z Łucją udając.. że napisze do ojca. co mówicie. kiedy szli do gabinetu Profesora. gdy tylko zaczęła opowiadać te bzdury o szafie. szepcząc coś do siebie. — Przestańcie. jeśli i wy dwaj będziecie się kłócić. a kiedy . I Edmund przybrał pobłażliwą minę.. i ciągnął dalej w tym samym stylu: — Znowu coś ją naszło. Ale czy sądzisz. Chodźmy i poszukajmy Łucji. że z Łucją rzeczywiście dzieje się coś niedobrego.. Biedna Łucja rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wybiegła z pokoju. nikt nie miał wątpliwości. jak myślał. — Zamknij się! Byłeś wyjątkowo okrutny dla Łucji od samego początku. a wy wszyscy jesteście potwory. Widzieliśmy to już w szkole. długo jeszcze stali na korytarzu. że następnego dnia postanowili iść do Profesora i wszystko mu opowiedzieć. Łucja była w okropnym nastroju. że jego plan nie udaje się tak dobrze. jeśli uzna. że Łucja ma źle w głowie. bo nie wiedział. jakby był o wiele starszy od Łucji (w rzeczywistości był między nimi tylko rok różnicy). a następnego udajesz. Kiedy odjeżdżaliśmy z domu.. — Nie poprawicie sytuacji. — Jasne. — To wszystko ze złości. I kiedy młodsze dzieci położyły się już do łóżek. Rezultat tej nocnej narady był taki. Spotkałam fauna i. Zapukali do drzwi. że płakała. i nie obchodzi mnie. — Ale przecież to są bzdury — powiedział Edmund. sprawia wrażenie. ale na nic się to zdało. zachichotał i powiedział: — Ach tak. Edmundowi. Zawsze lubiłeś być okrutny wobec mniejszych od siebie. Próbowali załagodzić sprawę różnymi sposobami. Jestem pewien. co opowiada. że robisz to wszystko tylko po to. że uwierzyłem w całą tę historię. ale na to już nic nie poradzimy — powiedział Piotr. Możecie powiedzieć Profesorowi albo napisać do mamy. jeśli jednego dnia dokuczasz jej i wyśmiewasz się z tego. Chyba nie będzie dla was niespodzianką. A naprawdę nic tam nie ma.. całkowicie zaskoczony. wydawało się.. że kiedy w końcu znaleźli Łucję. Naturalnie tylko dla zabawy. myślałem. — Właśnie o to chodzi. aby jej dokuczyć. który z każdą minutą stawał się coraz bardziej podły. a Edmund zaczynał sobie zdawać sprawę z tego. Edziu — odezwała się Zuzanna. Co się z nią dzieje? To jest właśnie najgorsze z tymi dzieciakami. żałuję. powiedz nam. co powiedzieć. — Hej. że bzdury — powiedział Piotr.. że odniósł wielki sukces. Łucja była zupełnie normalna. Uparcie obstawała przy swojej historii i powtarzała: — Wcale mnie nie obchodzi. że tam nie zostałam. — Wcale nie myślałeś — powiedział Piotr.. że jej pomożesz.— No. potwory! Ten wieczór nie należał do najprzyjemniejszych. co sobie myślicie. Piotr i Zuzanna zaczynali zupełnie poważnie obawiać się. — Oczywiście trzeba się liczyć z tym. co się wam będzie podobało. — wyjąkał Edmund i urwał. a teraz bawisz się jej kosztem i jeszcze ją podpuszczasz.. że w to wierzysz? — Ja myślałem. jakby zaczynała dostawać bzika albo zamieniła się w odrażającą kłamczuchę. ale odkąd tu jesteśmy. albo zrobić. błagam was — wtrąciła się Zuzanna.

. — zaczęła Zuzanna i urwała. czy wasze dotychczasowe doświadczenie pozwala wam stwierdzić. czego żadne z nich się nie spodziewało: — A skąd wiecie. potem odchrząknął i powiedział coś. panie Profesorze — powiedział Piotr. Kiedy skończyli. — Może z Łucją dzieje się coś niedobrego? — Macie na myśli obłęd? — zapytał Profesor spokojnie. — Logika! — powiedział Profesor. Albo wasza siostra kłamie. które z nich jest według was bardziej prawdomówne? — To dość śmieszna sprawa. Na przykład. bo przecież.. naprawdę bardzo poważna sprawa. — Aż dotąd zawsze bym odpowiedział. — zaczęła Zuzanna i urwała. Starszy pan znalazł dla nich jakieś krzesła i oświadczył. że jest inaczej. zanim nie uzyskamy jakichś nowych danych. że na pewno nie zwariowała. że opowieść waszej siostry nie jest prawdą? — No. tak ogólnie. żeby stwierdzić. wystarczy z nią porozmawiać. A więc przynajmniej czasowo. ale wyraz jego twarzy nie wskazywał na to. — Tego jeszcze nie wiemy — powiedział Profesor — a zarzut kłamstwa wobec kogoś. to dlaczego każdy. — Jeżeli to prawda.Profesor zawołał: „Proszę!". że stykały się końcami palców. na bardzo wnikliwą uwagę. — Ale wobec tego. albo zwariowała. — Ale jak coś takiego może być prawdą? — spytał Piotr. — A co ty o tym sądzisz. że tak się tylko bawili. że nie zwykła kłamać. Wyraz twarzy Profesora wcale nie wskazywał na to. — Ależ. — To jest właśnie punkt — powiedział Profesor — który z pewnością zasługuje na naszą uwagę. — No więc. nie znajduje tego kraju? Chodzi mi o to. że to wcale nie musi być kłamstwo — powiedziała Zuzanna. kiedy zajrzeliśmy do środka. że nie zwariowała. panie Profesorze. albo siostra — bardziej zasługuje na zaufanie? Chodzi mi o to. że mówi prawdę.. ale przecież to nie może być prawda. milczał przez jakiś czas. Nawet się jej nie śniło. że sobie z nich żartuje. że jest całkowicie do ich dyspozycji. jeśli mi wolno zapytać. nawet Łucja nie twierdziła wówczas. co o tym myśleć. weszli do środka. albo mówi prawdę.. Wystarczy na nią popatrzeć. to bardzo poważna sprawa. że jedno z nich — albo brat.. kto wejdzie do szafy. Wiecie. że tam naprawdę nic nie było. jestem tego samego zdania co Piotr. Zuzanna popatrzyła na niego uważnie. moja droga? — zapytał Profesor Zuzannę. — Przecież sam Edmund powiedział. kogo zawsze uważaliście za osobę prawdomówną. to musi być prawdziwe zawsze! . jeżeli coś jest prawdziwe. że żartuje. złożył dłonie tak. że dorosły może mówić w ten sposób i zupełnie nie wiedziała. — A co to ma do rzeczy? — zapytał znowu Profesor. o to możecie być spokojni. jakby do siebie. i jest oczywiste. — Dlaczego o to pytasz? — Z jednego powodu — odpowiedział Piotr. musimy założyć. i słuchał z uwagą. to wszystko o tym lesie i o faunie. — Dlaczego nie uczą was logiki w tych szkołach? Są tylko trzy możliwości. Potem usiadł w fotelu. — Obawiamy się.. — Och. że Łucja.

w tym miejscu. które prowadzą do jakiegoś Innego Świata (a powinienem was ostrzec. — To właśnie sprawia. — Ale czy pan naprawdę uważa — powiedział Piotr — że mogą być jakieś inne światy. to Łucja nie miałaby czasu. — Co to takiego? — Możemy wszyscy spróbować zająć się własnymi sprawami. o zbroi. Nie minęła nawet minuta. Profesor zawsze się zgadzał. że gdyby naprawdę chciała was nabrać. to wcale bym się nie zdziwił. NASZ czas nie ma z tym nic wspólnego. tak więc. gdzie opowiadała. Z drugiej strony nie sądzę. — Jeżeli rzeczywiście są w tym domu Drzwi. że jej opowieść wygląda na prawdziwą — powiedział Profesor. Tak więc przez jakiś czas mogło się wydawać. Już pierwszego ranka po przyjeździe dzieci (po udzieleniu wielu . kiedy opowiadała zwiedzającym wszystko. którą wam właśnie opowiadam. — Ale wobec tego. że to bardzo dziwny dom i nawet ja dobrze go nie znam) — jeśli więc. że z całej Anglii przyjeżdżali tu różni ludzie. Pani Macready nie bardzo lubiła dzieci. zdejmując okulary. Był to koniec rozmowy. o rzadkich okazach książek w bibliotece. Wkrótce jednak miało się okazać. biorąc pod uwagę to. Łucja dostała się do Innego Świata. — Moja panno — powiedział Profesor i spojrzał na nich ostro. a który wart jest wypróbowania. mówię. że ten Inny Świat ma swój własny. żeby to pasowało do jej opowieści. które wymieniane są w przewodnikach. A kiedy przybywały grupy turystów i prosiły o pozwolenie zwiedzenia domu. niezależnie od tego. że nie było jej całe godziny. Dom Profesora — o którym nawet on sam tak mało wiedział — był tak stary i tak słynny. by jej przeszkadzano. tuż koło nas. a nawet w książkach historycznych. — Nawet gdyby takie miejsce istniało. jak długo w nim się przebywa. gdyby się okazało. — A poza tym brakuje czasu na to wszystko — dodała Zuzanna. Stała się po prostu tematem zakazanym. co o nim opowiadano. odrębny czas. a już szczególnie nie znosiła. ani nikt z reszty rodzeństwa nie miał najmniejszej ochoty wracać do sprawy starej szafy. nie było w tym nic dziwnego. mrucząc do siebie: — Jestem ciekaw. aby poprosić o zgodę na jego zwiedzenie. że ich nadzwyczajne przygody dobiegły końca. aby Edmund przestał dokuczać Łucji. jego gospodyni. a pani Macready. Był to jeden z tych starych domów. co na to powiedzieć. a ona upierała się. — Jest pewien pomysł. oprowadzała ich po domu. czego oni ich uczą w tych szkołach. co wiedziała o starym domu. by dziewczynka w jej wieku mogła coś takiego sama wymyślić. Piotr zadbał o to. że cała ta rozmowa zaczyna tracić sens. że jest inaczej. tak jak ten? — Nie ma nic bardziej prawdopodobnego — odpowiedział Profesor. co mamy robić? — zapytała Zuzanna. opowiadając o obrazach. Zabrał się do ich czyszczenia.— Musi? — raz jeszcze zapytał Profesor i Piotr nie wiedział. a ani ona. to by się gdzieś schowała i siedziała tam tak długo. Przecież wybiegła z tego pokoju zaraz za nami. Niektóre z tych historii były jeszcze bardziej niesamowite niż ta. W ciągu następnych dni atmosfera trochę się polepszyła. aby być wszędzie. którego nikt jeszcze nie podsunął. Sądzę. Miała wrażenie.

— Szybko! — wyrzucił z siebie Piotr. usłyszeli nagle głosy przed sobą i zdali sobie sprawę z tego. mokre! Oj.NIECH TA MACREADY SIĘ POSPIESZY i zabierze stąd tych wszystkich ludzi. Piotr przyciągnął za sobą drzwi. abyście pamiętali. zrozumiano?" — Tak jakby ktoś z nas chciał marnować połowę przedpołudnia na szwendanie się po domu z tłumem obcych wapniaków! — powiedział później Piotr. jak by tu ją rozebrać na kawałki. a pozostała trójka była tego samego zdania. czy może zaczęły działać jakieś czary. wciąż słysząc zbliżające się glosy. — Coś mnie uwiera w plecy — odezwał się Piotr. to jest coraz bardziej mokre! — I zerwał się na równe nogi. nie zamykając ich jednak całkowicie. jest zimne i. to was tam nie ma. Rozdział 6 W PUSZCZY OJEJ. aby zwabić ich do Narnii — dość. — Na pewno wszystkie kieszenie tych płaszczy są jej pełne — powiedziała Zuzanna — To przed molami. gdy się wchodzi do szafy. a nie frontowymi. Wszyscy czworo dali nurka między futra i usiedli na podłodze.. że pani Macready musiała poprowadzić grupę zwiedzających tylnymi schodami. aby ich przyłapać. zastanawiając się. I właśnie z tego powodu ich przygody zaczęły się po raz drugi. usłyszeli głosy na korytarzu. czy też pani Macready uwzięła się. — Tylko to nam pozostało! — I otworzył szafę. A potem — nie bardzo już wiadomo dlaczego: czy potracili głowy. — A czy to nie jest przypadkiem zimne? — zapytała Zuzanna.. kiedy nagle wpadły siostry krzycząc: — Uwaga! Nadchodzi Macready i cała banda razem z nią! — Szybko! — zawołał Piotr i cała czwórka czmychnęła przez drzwi w drugim końcu pokoju. jak tego oczekiwali. Kilka dni po rozmowie z Profesorem Piotr i Edmund przyglądali się stojącej w pokoju z obrazami zbroi. aż w końcu Zuzanna krzyknęła: — Och. — I co za zapach naftaliny — dodał Edmund. psiakostka. ciężko dysząc. Ale kiedy przelecieli przez zielony pokój i zatrzymali się w bibliotece. a wreszcie zobaczyli.innych instrukcji) zapowiedziała im: „I proszę bardzo. bo oczywiście pamiętał o tym — o czym pamięta każdy rozsądny człowiek — że nie powinno się nigdy zatrzaskiwać za sobą drzwi. bo się uduszę — wyszeptała Zuzanna. o. że klamka zaczyna się poruszać. niech dunder świśnie tych wycieczkowiczów! Tutaj! Schowajmy się w garderobie. potem chrobotanie pr\y drzwiach. że biegali tam i z powrotem. — Rzeczywiście. Nikt tam za nami nie wejdzie. dopóki nie przejdą. — Ale gdy tylko wpadli do pustego pokoju z szafą. że gdy oprowadzam jakąś grupę po domu. .

— Chodźcie, wyłazimy stąd — powiedział Edmund. — Już poszli. — Ooooch! — krzyknęła nagle Zuzanna. Wszyscy zapytali co się stało. — Siedzę przed jakimś drzewem! — odpowiedziała Zuzanna. — I, popatrzcie tylko, tam jest jakieś światło... o tam! — O holender, masz rację! — zawołał Piotr. — I popatrzcie tu, i tu! Wszędzie są drzewa. A to mokre świństwo to śnieg. Ależ my przecież jesteśmy w lesie Łucji! I nie mylił się. Cala czwórka stała teraz, mrugając oczami, w pełnym świetle jasnego, zimowego dnia. Za nimi były płaszcze na wieszakach — przed nimi pokryte śniegiem drzewa. Piotr zwrócił się od razu do Łucji. — Wybacz mi, że ci nie uwierzyłem. Naprawdę, bardzo mi głupio. Podamy sobie ręce? — Oczywiście! — odpowiedziała Łucja. — A co teraz zrobimy? — zapytała Zuzanna. — Co zrobimy? — powiedział Piotr. — Ależ naturalnie pójdziemy i zbadamy ten las. — Robi mi się zimno — stwierdziła Zuzanna, przytupując na śniegu. — Co byście powiedzieli na to, żeby włożyć po jednym z tych futer? — Nie są nasze — powiedział z wahaniem w głosie Piotr. — Jestem pewna, że nikomu to nie zaszkodzi, przecież nie chcemy ich wynieść z domu. Pomyśl, my ich właściwie nawet nie wyniesiemy z szafy. — Wiesz, Zuziu, sam nigdy bym na to nie wpadł — powiedział Piotr. — To wcale nie jest takie głupie. Nikt nie może powiedzieć, że się ukradło płaszcz, jeżeli on wciąż pozostaje w tej samej szafie, w której go znaleziono. A zakładam, że cały ten kraj należy do szafy. Szybko zgodzili się na bardzo rozsądny pomysł Zuzanny. Futra były na nich za długie, sięgały aż do i stóp, tak że kiedy je powkładali na siebie, przypominały bardziej królewskie szaty niż zwykłe płaszcze. Od razu zrobiło im się cieplej, a każdy był przekonany, że pozostali wyglądają w nowym stroju o wiele lepiej i bardziej pasują do otoczenia. — Możemy udawać, że jesteśmy odkrywcami polarnymi — powiedziała Łucja. — To wszystko jest tak niesamowite, że chyba nie ma potrzeby niczego udawać — zauważył Piotr, prowadząc ich przez las. Na niebie wisiały ciężkie chmury i zanosiło się na to, że śnieg będzie padać jeszcze przed nadejściem nocy. — Słuchajcie — odezwał się nagle Edmund — czy nie powinniśmy kierować się bardziej na lewo, oczywiście jeśli chcemy dojść do Latarni? — Przez moment zapomniał, że miał przecież nie przyznawać się do tego, że był już kiedyś w tym lesie. Jak tylko wypowiedział te słowa, zrozumiał, że się zdradził. Wszyscy stanęli i patrzyli na niego w milczeniu. Piotr zagwizdał. — A więc rzeczywiście tu byłeś, kiedy Łucja mówiła, że cię tu spotkała. A ty upierałeś się, że ona kłamie. Zapadła cisza. — Ach, te małe jadowite potworki — mruknął pogardliwie Piotr i wzruszył ramionami. Prawdę mówiąc, nie było już nic więcej do powiedzenia i cała czwórka ruszyła w dalszą drogę, ale Edmund powtarzał sobie w duchu:

„Zapłacicie mi za to wszyscy. Banda zarozumiałych, zadowolonych z siebie pyszałków!" — Ale dokąd właściwie idziemy? — zapytała Zuzanna, przede wszystkim po to, aby zmienić temat. — Myślę, że Łucja powinna prowadzić — odparł Piotr — choć Bóg jeden wie, czy do tego dorosła. Dokąd byś nas zaprowadziła, Łucjo? — A co myślicie o odwiedzeniu pana Tumnusa? — zapytała Łucja. — To ten miły faun, o którym wam mówiłam. Wszyscy się na to zgodzili i ruszyli teraz żwawiej w drogę, chrzęszcząc butami po śniegu. Łucja okazała się dobrym przewodnikiem. W pierwszej chwili nie była wcale pewna, czy znajdzie drogę, ale wkrótce rozpoznała jakieś dziwnie wyglądające drzewo, a potem jakiś pniak, który poprzednio utkwił jej w pamięci. Dość szybko znaleźli się w górzystej okolicy, potem zeszli do małego wąwozu, aż w końcu trafili na wejście do pieczary pana Tumnusa. Ale tutaj oczekiwała ich przykra niespodzianka. Drzwi zostały wyłamane z zawiasów i porozbijane na kawałki. Wewnątrz pieczary było ciemno, wilgotno i zimno — czuło się przygnębiającą atmosferę nie zamieszkanego od wielu dni miejsca. Do środka nawiało sporo śniegu, który leżał na podłodze, zmieszany z czymś czarnym, co okazało się zawartością dawno wygasłego kominka. Ktoś najwyraźniej porozrzucał popiół i zwęglone szczapy po całym pokoju, a następnie miażdżył je butami. Wszędzie walały się potłuczone naczynia, a portret taty fauna pocięto nożami. — Kompletna klapa — powiedział Edmund. — W ogóle nie warto było tu przychodzić. — A co to takiego? — Piotr zwrócił uwagę na kawałek papieru przygwożdżony do dywanu. — Czy tam jest coś napisane? — zapytała Łucja. — Tak mi się wydaje — odpowiedział Piotr — ale w tych ciemnościach nie mogę niczego odczytać. Wyjdźmy z tym na dwór. Wyszli na światło dzienne i otoczyli Piotra, który odczytał następujące słowa: Poprzedni właściciel tej nieruchomości, faun Tumnus, został aresztowany i oczekuje sądu pod zarzutem Spisku Najwyższego Stopnia przeciw władzy Jej Cesarskiej Wysokości Jadis, Królowej Narnii, Kasztelanki na Ker-Paravelu, Cesarzowej Samotnych Wysp etc., a także pod zarzutem sprzyjania wrogom Jej Królewskiej Wysokości, udzielania schronienia szpiegom i przyjaźnienia się z Ludźmi. Podpisano: Maugnm, Kapitan Tajnej Policji. Niech żyje Królowa! Dzieci popatrzyły po sobie. — Wcale nie jestem pewna, czy mi się tu naprawdę podoba — powiedziała Zuzanna. — Kim jest ta królowa, Łucjo? — zapytał Piotr.

— Czy coś o niej wiesz? — Ona wcale nie jest prawdziwą królową. To straszna wiedźma, Biała Czarownica. Nienawidzą jej wszyscy, wszyscy mieszkańcy lasu. To ona zaczarowała cały ten kraj, tak że zawsze jest zima, a przy tym nigdy nie ma Bożego Narodzenia. — Ja... zastanawiam się, czy w ogóle jest sens iść dalej — powiedziała Zuzanna. — Chodzi mi o to, że tutaj jakoś nie jest specjalnie bezpiecznie, i myślę, że nie będziemy się dobrze bawić. A poza tym z każdą chwilą robi się coraz zimniej i nie zabraliśmy nic do jedzenia. Co wy na to, żeby wrócić do domu? — Ale przecież nie możemy tego zrobić, naprawdę, nie możemy! — wykrzyknęła Łucja. — Czy to nie jest dla was jasne? Po tym wszystkim nie możemy sobie tak po prostu iść do domu. Przecież to przeze mnie ten biedny faun wpadł w takie tarapaty. Mówiłam wam, że ukrył mnie przed Czarownicą i pokazał mi powrotną drogę. To właśnie oznacza „sprzyjanie wrogom Królowej i przyjaźnienie się z Ludźmi". Musimy spróbować go uwolnić. — Dużo możemy zrobić — wtrącił się Edmund — kiedy nawet nie mamy nic do jedzenia. — Cicho bądź! — powiedział Piotr, który wciąż był na niego zły. — A co ty o tym myślisz, Zuzanno? — Mam okropne uczucie, że Łucja ma rację. Nie mam najmniejszej ochoty iść ani kroku dalej i żałuję, że w ogóle tu przyszłam. Ale sądzę, że musimy coś zrobić dla pana Jak-mu-tam-na-imię, to znaczy tego fauna. — I ja tak myślę — powiedział Piotr. — Niepokoi mnie tylko brak jedzenia. Głosowałbym za powrotem i zabraniem czegoś ze spiżarni, gdyby tylko była pewność, że uda nam się dostać do tego kraju po raz drugi. Ale takiej pewności nie mamy. Uważam, że musimy iść dalej. — Ja też — powiedziały jednocześnie obie dziewczynki. — Dobrze by było, żebyśmy chociaż wiedzieli, gdzie tego biedaka uwięziono — dodał Piotr. Milczeli przez chwilę zastanawiając się, co robić, kiedy nagle Łucja zawołała: — Spójrzcie! Tam jest drozd, z takim czerwonym brzuszkiem! To pierwszy ptak, jakiego tu widzę. Patrzcie! A może ptaki w Narnii potrafią mówić? On wygląda tak, jakby chciał nam coś powiedzieć. — I zwróciła się wprost do drozda: — Przepraszam bardzo, czy nie mógłbyś nam powiedzieć, dokąd zabrano fauna Tumnusa? Kiedy to powiedziała, zrobiła kilka kroków w kierunku ptaka, a drozd natychmiast odfrunął na następne drzewo i zaćwierkał, wpatrując się w nich tak, jakby zrozumiał wszystko, co mówili. Prawie bezwiednie cała czwórka postąpiła krok lub dwa w jego stronę. Drozd znowu przeleciał na następne drzewo i znowu patrzył na nich, jakby chciał im coś powiedzieć. (Trudno byłoby spotkać drozda o bardziej czerwonym brzuszku i o bardziej bystrym spojrzeniu.) — Wiecie co — powiedziała Łucja — jestem pewna, że on naprawdę chce nas gdzieś zaprowadzić. — Ja też tak myślę — zgodziła się Zuzanna. — Co o tym sądzisz, Piotrze? — No cóż, w każdym razie możemy spróbować — odpowiedział Piotr.

Kiedy odfruwał. — Drozd! — zawołała Łucja. Dziewczynki szły na przedzie. zawsze kilkanaście metrów przed nimi. Przelatywał z drzewa na drzewo. jak wrócić do domu? — O holender! Nie pomyślałem o tym. zniżając głos do szeptu. SŁYSZAŁEM. ale na tyle blisko. na lewo. a śnieg wokół nich rozjarzył się kłującą w oczy bielą. jest zła? Przecież nic nie wiemy ani o niej. Po co straszyć dziewczyny? Czy zdajesz sobie sprawę z tego. aby ze mną rozmawiać. a . zimowe słońce. — Co masz na myśli? — Ciiicho! Nie tak głośno. tak. że drozd nie mógłby być po złej stronie. Wszyscy wytrzeszczyli oczy. że tak było naprawdę? A poza tym jest jeszcze jedna sprawa. — Faun uratował Łucję.. Nigdzie go nie było. Rozdział 6 DZIEŃ U BOBRÓW PODCZAS GDY DWAJ CHŁOPCY szeptali między sobą w tyle.Drozd wydawał się wszystko doskonale rozumieć. We wszystkich opowieściach. o którym nic nie wiemy. to która strona jest naprawdę dobra? Skąd możemy wiedzieć. tak. Skąd wiesz. jakby chciał powiedzieć: „A nie mówiłem?" — Ciiicho! Spójrzcie! — powiedziała Zuzanna. ani o faunach. z gałązek opadała lawina śniegu. drozdy są zawsze dobrymi ptakami. Czy ktoś z was ma najmniejsze pojęcie o tym. — Jeżeli już o to chodzi. że to czarownica. — On tak tylko POWIEDZIAŁ. — Idziemy za przewodnikiem. po czyjej stronie jest i ten ptak? A może prowadzi nas w pułapkę? — To wredny pomysł. W ten sposób prowadził ich po nieznacznie opadającym zboczu. żebyś to wiedział. Dobrze by było. — Drozd gdzieś odleciał! I miała rację. patrząc na Piotra tak. aby nie stracili go z oczu. dziewczynki krzyknęły nagle: „Och!" i raptownie się zatrzymały. o. co robimy? — A co? — spytał Piotr. a królowa. Jestem pewien. — I co teraz zrobimy? — zapytał Edmund. — Co? — spytał Piotr. jakie czytałem. W pewnej chwili Edmund odezwał się półgłosem do Piotra: — Jeżeli nie jesteś zbyt dumny i wielki na to. To przecież drozd. — Tam coś jest wśród drzew. tam.. to miałbym ci coś do powiedzenia. Skąd możemy wiedzieć. Wędrowali tak około godziny. — I w dodatku nie ma żadnych widoków na obiad — dodał Edmund. Po jakimś czasie czarne chmury na niebie rozstąpiły się i wyjrzało blade. że fauny są w porządku.

chociaż nikt nic nie powiedział. a za nim. . aby jej głos nie brzmiał zbyt nerwowo. która obserwowała ich zza drzewa. wstrzymując oddechy. Łucjo? — Wygląda na bardzo miłego bobra. że na pewno zjadłabym obiad. Potem znowu znikło. tworząc szczelny dach. jeśli okaże się wrogiem. znowu się rusza — powiedziała Zuzanna. W tej chwili bóbr znowu wytknął głowę zza drzewa i wyraźnie pokiwał na nich pazurem. o czym Edmund szeptał Piotrowi na końcu poprzedniego rozdziału. jak można się było spodziewać. — Wiem. co to jest — powiedział Piotr. znalazły bobra. — To jest chyba jakiś rodzaj zwierzęcia — powiedziała Zuzanna. — Problem tylko. że ktoś może ich zobaczyć. gardłowym głosem: — Trochę dalej. starając się. i powiedział: „Ciiicho!". — Nie sądzę. Potem zniknął ponownie. — Czy nie możemy zaryzykować? — odezwała się Zuzanna. Przeciwnie. — O. a widząc. O. czyniąc wyraźne znaki. Na otwartej przestrzeni nie jesteśmy bezpieczni. a poza tym czuję. patrzcie! Patrzcie! Szybko! O. — O. czy nie. rozejrzał się dookoła. Pod nogami widać było zamiast śniegu brunatną ziemię i jodłowe igły. — Wciąż tam jest. czy iść za nim. żebyśmy byli cicho. gdzie pokazuję. Chwilę później dziwny stwór wychynął zza drzewa. I wtedy. przyłożyło łapę do pyska. — Jakie to jest? — spytała znowu Łucja. — To jasne — powiedział Piotr. — Chodźmy — powiedział Piotr — sprawdzimy to. żebyśmy za nim poszli — wtrąciła Zuzanna — i ostrzega nas. Widziałem jego ogon. że się wahają. — On chce. co nie chce być zauważone. Schowało się za tym wielkim drzewem. Wreszcie zaprowadził ich do ciemnego miejsca. w gęstszy las. żeby być cicho. Trzymajmy się blisko siebie. Co o tym myślisz. gdzie cztery drzewa rosły tak blisko siebie. — Co to może być? — zapytała Łucja. tak jak ludzie przykładają palec do ust. Chodźcie trochę dalej. Dzieci stały. Na ich widok znowu zaczął się cofać. Dopiero tutaj zatrzymał się i zaczął mówić.nikt nie czuł się zbyt przyjemnie. odezwał się chrapliwym. — To coś takiego. Powinniśmy być godnymi przeciwnikami dla jednego bobra. Zabłądzili. Ale tym razem dziwne stworzenie nie uciekło na ich widok. co to jest. by poszli za nim. aby stanie w tym śniegu dało nam coś więcej. — Nie wiem. kiedy dają znać. tam. wszyscy zdali sobie sprawę z tego. jakby w obawie. — Tak. ale wiem. tam jest! Teraz wszyscy zobaczyli porośniętą futrem twarz z długimi wąsami. że wyraźnie się przed nami chowa — zauważył Piotr. że ich gałęzie połączyły się. tylko skąd o tym WIESZ? — zapytał Edmund. Tak więc dzieci zbiły się w ciasną gromadkę i poszły w kierunku drzewa. — To bóbr. — Wracajmy do domu — powiedziała Zuzanna.

— tu głos mu zamarł. Piotr stał się nagle wyjątkowo dzielny i żądny przygód. czego nie rozumieliście. Powiedział mi. I wówczas zdarzyło się coś bardzo dziwnego. że Aslan jest w drodze. że trudno wyrazić je słowami — i wtedy sen stawał się czymś tak wspaniałym. — Gdzie on może teraz być? — Sza! — syknął bóbr. a może już wylądował. — Są tu drzewa — powiedział bóbr. — A co z panem Tumnusem? — przerwała ciszę Łucja. albo tak cudowne. pana obrazić — wtrącił szybko Piotr — ale sam pan rozumie. Nikt — prócz Edmunda — nie miał już żadnych wątpliwości. o kim mówię. — Oprócz nas nie ma tu nikogo. — One zawsze nasłuchują. oczywiście.— To wy jesteście Synami Adama i Córkami Ewy? — Zgadza się. ale co zdawało się mieć jakieś niezwykłe znaczenie: albo przerażające — i wtedy cały sen zamieniał się w koszmar. i wszyscy — tym razem również i Edmund — ucieszyli się na dźwięk . że ktoś powiedział coś. przypominało nastrój. Wszyscy popatrzyli ze zdziwieniem. które mogłyby donieść JEJ. aby przysunęły się do niego jeszcze bliżej. Muszę was zaprowadzić tam. Na dźwięk imienia „Aslan" każdemu z dzieci coś drgnęło w sercu. że przyjdą go aresztować. Zuzanna poczuła się tak.. każde z nich poczuło się zupełnie inaczej. jesteśmy tu obcy. że można bobrowi zaufać. że jest pierwszy dzień wakacji albo początek lata.. w jakim ktoś budzi się rano i zdaje sobie sprawę. a on sam wykonał kilka tajemniczych gestów. ale gdy tylko bóbr wypowiedział te słowa. Coś podobnego poczuły dzieci po wypowiedzeniu przez bobra tego dziwnego zdania. — W porządku. no i zjeść obiad. — Po tych słowach podał im jakiś mały przedmiot. wyczuł. — Nie tak głośno. proszę. aby przyśnił się wam raz jeszcze. że zapamiętaliście go na całe życie i zawsze odtąd pragniecie. Być może zdarzyło się wam kiedyś we śnie.. które przeniknęło Łucję. A uczucie. w porządku — powiedział bóbr. jesteśmy przedstawicielami tego gatunku — odpowiedział Piotr. Większość z nich jest po naszej stronie. — Biedaczysko. że gdyby mu się coś stało. — Dlaczego? Kogo się obawiasz? — zapytał Piotr. Żadne z dzieci nie wiedziało o Aslanie więcej niż wy. że jesteś naszym przyjacielem? — Nie chcemy. muszę was odnaleźć i zabrać do. wiecie. a Łucja oznajmiła: — Ależ oczywiście! To moja chusteczka. słodka melodia. tak że jego długie wąsy łaskotały je w policzki. Potem dał znać dzieciom. jakby ją ogarnął jakiś cudowny zapach albo jakaś zachwycająca. — Jeżeli już mówimy o stronach — powiedział Edmund — to skąd możemy mieć pewność. Edmund odczuł falę tajemniczego lęku. gdzie będziemy mogli spokojnie porozmawiać. i dodał stłumionym szeptem: — Mówią. — Zgadza się — rzekł bóbr.. ale są i takie. — Oto mój znak rozpoznawczy. i zdążył mi ją przekazać. — Nie tutaj. którą dałam biednemu panu Tumnusowi. Nie jesteśmy tu bezpieczni.

Słońce wciąż świeciło. Tama okazała się wystarczająco szeroka. pieczenie i smażenie. gdzie niegdyś woda spływała w kaskadach z tamy. co sprawiało.. jakby tę stronę budowli pokrywały kwiaty. Pospieszyli więc za swoim nowym przyjacielem. ale Edmund dostrzegł coś jeszcze. a teren zaczął się stopniowo obniżać. Stali na zboczu spadzistej. Pośrodku tamy. zaledwie milę stąd. zobaczył dwa małe wzniesienia. częściowo w nią wbudowany. który ją pokrywał. lecz pofałdowany i pożłobiony. Z jednej strony zamarznięte rozlewisko górnej rzeki równało się poziomem ze szczytem tamy. żeby się nie pośliznąć. że dzieci wpatrywały się w domek na tamie jak urzeczone. gdyby nie była skuta lodem — dość szeroka rzeka. A tam. że czuło się jeszcze większy głód niż przedtem. Uważajcie tylko. biegnącej przez niezbyt stromą dolinę. że na jego twarzy pojawił się wyraz dumy — coś takiego. „A więc gdzieś pomiędzy nimi — pomyślał Edmund — musi być jej pałac. która pokazuje nam swój ogród albo czyta nam napisane przez siebie opowiadanie. wieńce i girlandy z najczystszego cukru. Trwało to około godziny. aby po niej iść. kiedy wreszcie drzewa przed nimi stały się rzadsze. Zauważyli zresztą. a przed nimi roztaczał się wspaniały widok. gdy tamtego dnia rozstawali się w pobliżu Latarni. że są to owe dwa wzgórza. Chwilę później wyszli na otwartą przestrzeń. na co pozostałe nie zwróciły w ogóle uwagi. co łatwo można dostrzec na twarzy osoby.słowa „obiad". Z dziury w jego szczycie ulatywał wesoły dymek i już sam ten widok (zwłaszcza gdy się było głodnym) przywodził na myśl gotowanie. Powyżej tamy znajdowało się coś. lśniła teraz ściana lodowych sopli. a może jeszcze bliżej". Nie ulegało wątpliwości. co zapewne było kiedyś głębokim stawem. Zuzanna potrafiła się znaleźć i powiedziała: — Cóż za wspaniała tama! A pan Bóbr nie syknął tym razem „Sza!". przypomnieli sobie od razu. Poniżej też był lód. wyrastał śmieszny domek przypominający wielki ul. Pomyślał o ptasim mleczku i o tym. . Tuż pod nimi na rzece zbudowano tamę i kiedy ją zobaczyli. że pani Bobrowa nas oczekuje. czy Piotrowi będzie się to podobało"). ale nie płaski i równy jak stół. Patrząc w górę tej dolinki. i okropny pomysł wpadł mu do głowy. na której dnie płynęła — a w każdym razie płynęłaby. Nieco niżej widać było ujście drugiej. wąskiej doliny. mniejszej rzeczki.. Nie mieli wątpliwości. które pokazała mu Biała Czarownica. Trudno się dziwić. Pokażę wam drogę. który podążał naprzód nadspodziewanie szybko i prowadził ich przez najbardziej zarośnięte miejsca. — A więc jesteśmy na miejscu — oznajmił pan Bóbr — i wygląda na to. ale rzucił lekceważąco: — Ależ to przecież nic nadzwyczajnego! Nic nadzwyczajnego! Jeszcze nie skończona. ale teraz jedynie płaską powierzchnią ciemnozielonego lodu. którą zbudował właśnie pan Bóbr. że przecież bobry zawsze budują tamy. Każdy był już porządnie zmęczony i głodny. że patrzą na tamę. że może zostać królem („Ciekaw jestem. jakby nagle chwycił ostry mróz i utrwalił kształty spienionych fal w ich naturalnym biegu w dół rzeki. chociaż (dla ludzi) nie było to zbyt przyjemne ze względu na lód.

wyjątkiem był specjalny fotel na biegunach. że dom państwa Bobrów jest bardzo przytulny. panie Bobrze. A obrus na stole. które gospodarz uprzednio wypatroszył i oczyścił nożem na świeżym powietrzu. która zwróciła uwagę Łucji. płaszcze nieprzemakalne.a z drugiej strony ziała niebezpieczna przepaść. Nie było w nim książek ani obrazów. był dziwnie znajomy turkot. Na ich widok zatrzymała maszynę. szpadle. Potem zobaczyła puszystą postać siedzącą w kącie przy maszynie do szycia. sieci rybackie i więcierze. rydle. Zuzanna odcedziła kartofle i postawiła je jeszcze na kuchni. Potem powtórzył tę sztukę tyle razy. rozmaite narzędzia murarskie. kiedy weszli do środka. a jakże — odpowiedział pan Bóbr i chwyciwszy cebrzyk. wyciągając do nich swoje pomarszczone. nakryć do stołu. skąd hen. Łucja pomyślała sobie. pokroić chleb. postawić na ogniu patelnię i rozgrzać tłuszcz. wyjęła długą nitkę. Na stole stał dzban kremowego mleka dla dzieci (pan Bóbr wolał zostać przy piwie) i wielka bryła złocistego masła. z beczułki stojącej w kącie nalać dla pana Bobra piwa do sporego kufla. Była to pani Bobrowa. Wreszcie każdy mógł sobie przysunąć jeden ze stołków (w domu Bobrów wszystkie stołki miały trzy nogi. wyciągnął pięknego pstrąga. — Przyniosę. stare łapy. Tutaj znajdowały się drzwi do jego domku. Możecie sobie wyobrazić. że przyniesiesz nam jakąś rybkę. z . wstała. że dożyłam tego dnia! Kartofle już się gotują. Pan Bóbr usiadł na jego brzegu (nie przejmując się wcale temperaturą). jak cudownie pachniała smażąca się świeżo złowiona ryba i jak bardzo dzieciom ciekła ślinka. — A więc jesteśmy. czajnik podśpiewuje i mam nadzieję. W tym samym czasie dziewczynki pomagały pani Bobrowej napełnić kociołek wodą. widać było rzekę z jednej i drugiej strony. która zwisała jej z pyska. to jesteśmy już prawie gotowe". aż na sam środek. był szorstki w dotyku. Pan Bóbr poprowadził ich gęsiego po szczycie tamy. — Nareszcie! Pomyśleć tylko. Z sufitu zwieszały się szynki i wieńce cebuli. wyszedł z domu (a Piotr z nim). żono — powiedział pan Bóbr. jak na okręcie. ile było potrzeba. i jak głód ich wzrastał i wzrastał z każdą chwilą. choć bardzo czysty. na której dnie bieliły się lodowe fale dolnej rzeki. Właśnie kiedy tłuszcz na patelni zaczynał już skwierczeć. Oto są Synowie i Córki Adama i Ewy. Piotr i pan Bóbr powrócili z rybami. potem nagle zanurzył błyskawicznie łapę w wodzie i zanim zdążylibyście powiedzieć „Kuba Wróbel". a na ścianach wisiały gumowe buty. włożyć talerze do piekarnika. by cebrzyk napełnił się rybami. siekiery. a Łucja pomogła pani Bobrowej wyłożyć pstrągi na półmisek. aż wreszcie pani Bobrowa oznajmiła: „No. w którym pani Bobrowa siadywała przy piecu) i przygotować się na bliskie już rozkosze podniebienia. Pierwszą rzeczą. choć w niczym nie przypominał pieczary pana Tumnusa. — Znalazłem ich. a zamiast łóżek wbudowano w ściany prycze. Na środku zamarzniętego rozlewiska czerniał wyrąbany w lodzie siekierą niewielki przerębel. — Wreszcie przybywacie! — powiedziała. i spojrzała na nich przyjaźnie. do horyzontu. aby się ogrzały. aby odparowały. wędki. nożyce. popatrzył uważnie w dziurę.

Posągi. że to oznacza tylko jedno: prowadzą go do jej Domu. a wszyscy wiemy. których tam zabrano. żebyś go uratowała. pani Bobrowa wyciągnęła niespodziewanie z piekarnika wielką. herbata była już gotowa. że śnieg znowu pada — dodał. — Obawiam się. — Ale co oni chcą z nim zrobić? — wydusiła z siebie Łucja. że nie będziemy mieli nieproszonych gości. Posągi tych.. — To najlepsze. aby go uratować. W każdym razie z tych. panie Bobrze — powiedziała Łucja — czy nie możemy. nie znajdzie żadnych śladów. to znaczy my musimy coś zrobić. potrząsając głową. — Kiedy go ostatni raz widziano. — Ale dokąd go zabrali? — zapytała Łucja. i to wszystko z mojego powodu.której każdy mógł sobie brać do kartofli tyle. Mówią. To przecież jest straszne. odstawiając pusty już kufel i przysuwając sobie filiżankę herbaty — jeżeli będziecie tak mili i poczekacie. których ona zamieniła — tu przerwał na chwilę i wzdrygnął się — zamieniła w kamień. że cały ten Dom pełen jest posągów: na dziedzińcu. jeżeli je się ją w pół godziny po złowieniu i w pół minuty po zdjęciu z patelni. aż napełnię sobie fajkę. — Nie ma wątpliwości. tak że kiedy skończyli struclę. I kiedy każdy dostał filiżankę herbaty. niewielu dotąd powróciło. gdybyś tylko mogła. — A teraz — powiedział pan Bóbr. jeszcze gorącą i polukrowaną na wierzchu struclę z marmoladą i postawiła imbryk na ogniu. aby się o nią wygodnie oprzeć. spoglądając w okno. możemy zająć się naszymi sprawami. aby się dostać żywym do pałacu bez jej woli i .. A kiedy skończyli jeść rybę. to paskudna. i każdy wydał z siebie długie westchnienie pełnego szczęścia. co mogło się zdarzyć.. — No cóż. na ile miał ochotę. co stało się z panem Tumnusem. Dowiedziałem się o tym od pewnego ptaka. wzdłuż schodów. Każde z dzieci pomyślało sobie — a ja zgadzam się z nimi — że nie ma nic lepszego nad dobrą rybę ze słodkiej wody. — Nie wątpię. prowadzili go na północ.. Widzę. — Ale. moja kochana — wtrąciła się pani Bobrowa — ale nie ma żadnej szansy. bo to znaczy. co to oznacza. — No cóż — odpowiedział pan Bóbr — trudno to z całą pewnością przewidzieć. który to wszystko widział. a jeśli ktoś próbował was tropić. Pan Bóbr jeszcze raz potrząsnął głową ze smutkiem. że zabrała go policja. — Nie wszyscy. każdy podsunął swój stołek do ściany. bardzo paskudna sprawa — odpowiedział pan Bóbr. MY nie wiemy — powiedziała Zuzanna. w wielkiej sali. Rozdział 8 CO WYDARZYŁO SIĘ PO OBIEDZIE A TERAZ — poprosiła Łucja — niech nam pan opowie.

jakoby powrócił.. czy nie możemy przebrać się za kogoś albo udawać. Nie możemy go tak po prostu zostawić. narażając swoje życie. nie wiecie? On jest Królem.. albo. — Aslan? — powtórzył pan Bóbr. może uratować pana Tumnusa. On sobie poradzi z Białą Czarownicą. — Czy. Nie. — Ale czy go zobaczymy? — zapytała Zuzanna. nie .. — Myślałam. — Aslan. — Właśnie! Opowiedz nam o Aslanie! — odezwało się kilka głosów naraz. — O Córko Ewy. — To znaczy. żeby z nim to zrobiono. Powiedziałem wam. do licha.. On wszystko naprawi.. że jest człowiekiem. i to nie jakimś tam lwem.. ogarnęło ich dziwne uczucie: jak pierwsze oznaki wiosny. przecież musi być jakiś sposób! Ten faun uratował moją siostrę. wybuchając śmiechem. A gdy grzywą złotą wstrząśnie Da początek wiecznej wiośnie. On jest Panem całej puszczy. A gdy głośno on zaryczy.. — Czy nie możemy wymyślić jakiegoś fortelu? — zapytał Piotr. Mam was zaprowadzić tam. aż ona będzie wyjeżdżała.. ale Wielkim Lwem! — Och! — zawołała Zuzanna. — Oczywiście. Ale skoro już Aslan jest w drodze. żeby.. no. człowiekiem! — powiedział pan Bóbr ostro. — Jak to. że nie. choć nie bywa tu często. Czy on.. A gdy zębem wkoło błyśnie. jak dobra nowina. Zrozumiecie zresztą sami. albo zaczaić się i czekać. — Kim jest Aslan? — zapytała Zuzanna. To on. Czyżbyście nie wiedzieli. jak mówi się w naszych stronach w pewnym starym wierszu: Zło zostanie naprawione. — Niech cię Pan Bóg ma w swojej opiece. na sam dźwięk tego imienia.. to już będzie szczyt tego. na przykład wędrownymi sprzedawcami. Znikną smutki i gorycze. — A czy ona nie może zamienić i jego w kamień? — zapytał Edmund.. a nie wy. że on jest Królem puszczy i synem Wielkiego Władcy-Zza-Morza. Synu Adama — powiedział pan Bóbr — aby cokolwiek wyszło z WASZYCH prób. na co ją stać. ponieważ znowu.wyjść z niego żywym. nie. gdzie się z nim spotkacie.. — Zamienić w kamień JEGO? Jeżeli zdoła stanąć na własnych nogach przed nim i spojrzeć mu w twarz. przecież właśnie dlatego tutaj jesteście. Synu Adama! Cóż to za naiwne pytanie — odpowiedział pan Bóbr. czy on jest człowiekiem? — zapytała Łucja.. kto jest królem zwierząt? Aslan jest lwem. Już jest w Narnii. Zimę nagła śmierć uściśnie. Gdy w tę Aslan przyjdzie stronę.. że jesteśmy. Nie było go tu za mojego życia ani za życia mojego ojca.. albo kimkolwiek.. kiedy go zobaczycie. — Nie sądzę. och. Ale oto doszła nas nowina. żeby był.

— Groźny? — powtórzył pan Bóbr. że może mi się zrobić słabo. żebyśmy w to uwierzyli. — I właśnie dlatego jest na wskroś zła — dodała pani Bobrowa. kiedyś — nikt nie wie kiedy — Aslan był już w tych stronach. bez obrazy tutaj obecnych. — Jeżeli już mamy być całkiem szczerzy. Nadeszła wiadomość. — Ale co będzie z biednym panem Tumnusem? — Nie ma szybszego sposobu udzielenia mu pomocy od spotkania się z Aslanem. że kiedyś. że jest pierwszą żoną waszego praojca Adama — tutaj pan Bóbr skłonił się — ale naprawdę należała do rasy dżinnów. — Nie słyszałaś. Powiedziałem wam. że macie się właśnie z nim spotkać — jutro. — I ja również. Słyszeliśmy. Kiedy już będzie z nami. Tyle jeśli idzie o jej pochodzenie z jednej strony. — Tak bardzo chciałbym go zobaczyć — powiedział Piotr. dobry kawałek stąd. Ale jest dobry. — Tego właśnie nie rozumiem. możemy zaczynać. w tej Czarownicy nie płynie ani jedna kropla prawdziwej ludzkiej krwi. — Czyżby Czarownica nie była człowiekiem? — Bardzo by chciała. Synu Adama — powiedział pan Bóbr. A więc musi zbliżać się spełnienie tego wszystkiego. Zaprowadzę was. że wszystkie filiżanki i spodeczki podskoczyły z hałasem. — A więc on jest groźny? — zapytała Łucja. a nimi nie są. to albo jest najdzielniejszym z dzielnych. jeżeli już mamy o tym mówić — odparł jej mąż — ale tak . kiedy spotkam lwa. nie trzęsąc się przy tym ze strachu. — Znam zupełnie przyzwoite karły — powiedziała pani Bobrowa. — Pokażę wam — powiedział pan Bóbr. który głosi: Gdy ciało z ciała Adama i kość z jego kości. że nie będziemy was potrzebować. — Jeżeli jest ktoś. panie Bobrze — powiedział Piotr. nie. kto może stanąć przed Aslanem. Ona pochodzi od Lilith. co powiedziała moja żona? Oczywiście. która twierdziła. uderzając łapą w stół z taką siłą.jest groźny? Obawiam się. gdy do tego dojdzie. Przeminą złe czasy niegodziwości. Z drugiej strony pochodzi od olbrzymów. że jest groźny. — To jest w dół rzeki. że ci się zrobi słabo. Ale z całą pewnością trudno o dwie różne opinie na temat takich typów. Jest jeszcze jeden stary wiersz. — Nie ma wątpliwości. Ale nigdy jeszcze nie widziano tu nikogo z waszej rasy. — Masz świętą rację. Ale ona nie jest Córką Ewy. że on jest Królem. — Gdzie to jest? — zapytała Łucja. moja kochana — odezwała się pani Bobrowa. bo właśnie na tym opiera swoje roszczenia do tronu Narnii. skoro on nadchodzi i wy już jesteście. albo jest po prostu głupi. — Nawet jeśli miałbym się bardzo bać. Nie. To wcale nie znaczy. którzy wyglądają jak ludzie. — I zobaczysz go. jeśli to będzie możliwe — przy Kamiennym Stole. moja żono — powiedział pan Bóbr — to mogą być dwie różne opinie na temat ludzi. W Ker-Paravelu na tronie zagości.

jak dziać powinno — a więc w Ker-Paravelu znajdują się cztery trony. musi od razu wrócić i. — Och. który powinien być stolicą całego kraju. który już wkładał długie buty. Nie mamy ani chwili do stracenia. — Co robić? Musimy natychmiast ruszać w drogę. Śnieg sypał gęsto. gdyby wszystko działo się tak. jeden przez drugiego. Wszystkie dzieci były tak zasłuchane w opowieść pana Bobra. posłuchajcie mojej rady i kiedy spotkacie kogoś. nagle: — Słuchajcie. jakie to okropne! — biadała Zuzanna. ale i jej życia.. że zapomniały o Bożym świecie. że jest was czworo.. — Co pan chce przez to powiedzieć? — odezwała się Zuzanna. albo kiedyś był człowiekiem. krążyli wokoło. że w ogóle tu przychodziliśmy! — I co teraz mamy robić. sypki śnieg. Oto dlaczego musieliśmy być tacy ostrożni. zaczęli zadawać sobie bezładne pytania: „Kto go widział ostatni?" — „A może wyszedł na dwór?" — „Od jak dawna go nie ma?" Rzucili się do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz. Teraz.naprawdę to nie jest ich zbyt wielu. a ze środka tamy. a nim nie jest — to nie spuszczajcie go z oka i przypomnijcie sobie. a w dodatku nie bardzo przypominają ludzi. będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. kiedy tu wędrowaliśmy. że jest was czworo. gdzie stali. a już nim być przestał. — Istnieje jeszcze jedna przepowiednia. Wyszli z domku i zapadając się po kostki w miękki. kto zamierza być człowiekiem. że kiedy dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy zasiądą na tych tronach. — Och. a od niepamiętnych czasów krąży po Narnii przepowiednia. jak żałuję. — Będzie lepiej. gdzie jest Edmund?! i Zapanowała złowroga cisza. kiedy w końcu dali spokój poszukiwaniom i zrozpaczeni wrócili do domku. nadejdzie koniec — już nie tylko panowania Białej Czarownicy. Wypatruje was od lat. zielonkawy lód na powierzchni rozlewiska pokrył się już całkowicie białą pierzyną. W Ker-Paravelu — jest to zamek położony na brzegu morza. albo też powinien być człowiekiem. — Przecież nie . — A po co? — Jak to? Aby szukać Edmunda! — Nie ma najmniejszego sensu go szukać — oświadczył pan Bóbr. — A co to ma do rzeczy? — zapytał Piotr. gdzie macie siekierę. — Grupy poszukiwawcze? — zapytał pan Bóbr. Ale. po chwili milczenia. nawołując aż do zachrypnięcia: „Edmund! Edmund!" Ale cicho padający śnieg wydawał się tłumić ich głosy i nie było nawet echa w odpowiedzi. czy w Narnii nie pojawi się jakiś prawdziwy człowiek. jak podzielimy się na cztery grupy poszukiwawcze — powiedział Piotr — i rozejdziemy w różnych kierunkach. Jeżeli ktoś z nas go znajdzie. Ale biorąc rzecz w ogólności. a potem wszyscy. wasze życie nie byłoby warte kawałeczka moich wąsów. a jeszcze nim nie jest. właśnie dlatego ta wiedźma wciąż wypatruje. u ujścia rzeki. wracając do rzeczy. Łucja zapytała. które zapadło po jego ostatnich słowach. panie Bobrze? — zapytał Piotr. Gdyby się tylko dowiedziała. ledwo można było dostrzec oba brzegi. a jeżeli się dowie. — Robić? — powtórzył gospodarz.

— A czy był już kiedyś w tym kraju? — odpowiedział pytaniem pan Bóbr. A my musimy go znaleźć. Jest coś takiego w ich oczach. już jest po jej stronie i już wie. — Przecież nie mógł tego zrobić! — Nie mógł? — zapytał pan Bóbr. przestanie się niepokoić. — Czy wy nie rozumiecie? — powiedział pan Bóbr. ponieważ każde z nich nagle poczuło. aby uratować jego i siebie. że nie zrobi mu krzywdy. do Białej Czarownicy. powiedziałem sobie: „On mi wygląda niepewnie". to myślę. Wszyscy popatrzyli na niego ze zdumieniem.. jak tam trafić? — zapytał Piotr. Co pan miał na myśli mówiąc. po prostu do jej kolekcji przybędą cztery nowe posągi. że Edmund na pewno to zrobił. — Och. On mi wyglądał na takiego. Nie chciałem wam wcześniej tego mówić. dokąd poszedł — odpowiedział spokojnie pan Bóbr. — Tylko Aslan — powiedział pan Bóbr. nie mówił — odpowiedziała Łucja. co chciały powiedzieć. a . że on już spotkał Białą Czarownicę. czy zaczęliśmy mówić o Aslanie. — Czy kiedykolwiek był tu sam? — Tak — powiedziała Łucja prawie szeptem. zawsze to poznacie. — Iść do domu Czarownicy? — zapytała pani Bobrowa. co może jej powiedzieć. Zdradził nas wszystkich.. jest trzymanie się od niej z daleka? — Co pani ma na myśli? — zapytała Łucja. — Czy sądzi pan. to jesteśmy górą. A dopóki ma tylko jego. nawet jeśli prócz tego jest małym potworem. — A więc posłuchajcie. zanim wyszedł? Jeżeli nie. — Czy nie rozumiecie. że był. — On poszedł do NIEJ. i to jeszcze dziecko. — Przecież ona właśnie tego pragnie: dostać was wszystkich czworo w swoje szpony. co usłyszał. Bo to. że nie ma sensu go szukać? — Powód. co tu robił i kogo spotkał? — No więc. — Och. patrząc uważnie na troje dzieci. jest prosty: ponieważ dobrze wiemy. i to zanim zdążycie wypowiedzieć choćby jedno słowo. co wam powiem — oświadczył pan Bóbr. bo wobec tego ona nie będzie wiedziała. dla którego nie ma sensu go szukać.. No. — Musimy iść i spotkać się z Aslanem.. czy NIKT nie może nam pomóc? — jęknęła głucho Łucja. że on wie. aby ustalić. że jedynym sposobem na to. — A czy mówił wam. Przez cały czas myśli o tych czterech tronach w Ker-Paravelu. — Wydaje mi się.. zamarło im na ustach. naprawdę! — zawołała Zuzanna. co mu dała.mógł odejść daleko.. Na przykład. — A powiem wam. i wszystko. KIEDY on się wymknął z domu. że Aslan przybył do Narnii oraz że mamy się z nim spotkać. Jeśli będziecie długo żyli w Narnii. co spotkał się z tą wiedźmą i jadł to. Kiedy już raz znajdziecie się w pałacu. nie. ostatecznie to wasz brat! Ale kiedy go tylko zobaczyłem. gdzie ona mieszka. zależy od tego. moi kochani — wtrąciła się znowu pani Bobrowa — że jest bardzo ważne. — A jednak — powiedział Piotr zdławionym głosem — musimy iść i szukać go. Ostatecznie to nasz brat. bo to najlepsza przynęta. — Obawiam się. aby zwabić was troje. To jest teraz nasza jedyna szansa..

że Biała Czarownica nie jest wcale człowiekiem. Rozdział 9 W DOMU CZAROWNICY A TERAZ CHCIELIBYŚCIE się na pewno dowiedzieć. — Masz świętą rację. ale i strasznego zarazem. W tym samym momencie. W ten sposób zostaniemy odcięci od Aslana. Oczywiście mijało się to z prawdą. czy tu jeszcze był. tak. A jeżeli uciekł jakieś pół godziny temu. niepostrzeżenie wśliznął się za kotarę. — Nie mogę sobie przypomnieć. — Bo jeśli był — ciągnął pan Bóbr — to ona bardzo szybko popędzi saniami w tym kierunku. która osłaniała drzwi. ale nie sprawiało mu to specjalnej przyjemności. gdzie jesteśmy. jak wspomnienie o jakimś złym. Edmund wymknął się z domu i jak mógł najciszej zamknął za sobą drzwi. Jak tylko Edmund powie jej. był! Pamiętacie. że mamy się spotkać z Aslanem przy Kamiennym Stole? I naturalnie nikt nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. — A teraz następna sprawa: czy był tu jeszcze. Rozmowa. — A więc był — powiedział Piotr. normalnego jedzenia. to ona tu będzie za jakieś dwadzieścia minut. jak będziemy tam szli. ale Łucja szybko mu przerwała: — Och. a nic tak nie psuje smaku dobrego. Podczas gdy w innych samo wspomnienie imienia Aslana rodziło jakieś tajemnicze. który bardzo do niego pasuje. . jaką zrobi. zagrodzi nam drogę do Kamiennego Stołu i będzie chciała nas złapać. Wysłuchał tego wszystkiego. Nie ma nawet chwili do stracenia. bo miał wrażenie. Edmund zjadł obiad wraz z innymi. kiedy wam powiedziałem. a kiedy dowiedział się o spotkaniu wyznaczonym przy Kamiennym Stole. lecz pochodzi w połowie od dżinnów. i to jest ten rodzaj pytania. ponieważ przez cały czas myślał o ptasim mleczku. czy Czarownica nie może zamienić Aslana w kamień. to traktuje go bardzo ozięble. wyruszy. Edmund ostrożnie nacisnął klamkę. a w połowie od olbrzymów. to właśnie on zapytał. cudowne uczucie. — Tak. aby nas wszystkich złapać jeszcze tej nocy. — Musimy natychmiast stąd uciekać. że nikt nie zwraca na niego uwagi. co się stało z Edmundem. zaczarowanym przysmaku. a jeśli już ktoś zwraca. — Jak ją znam — dodała pani Bobrowa — to akurat nie będzie pierwszą rzeczą. a zanim pan Bóbr zaczął im mówić. — Coraz gorzej. przynajmniej jeśli o TO chodzi. coraz gorzej — zamruczał pan Bóbr. co pan Bóbr mówił im o Aslanie. ale Edmund był o tym święcie przekonany. kiedy rozmawialiśmy o Aslanie — zaczął Piotr. której się przysłuchiwał. w nim budziło coś równie tajemniczego.w takim razie nie będzie się miała na baczności. w którym pan Bóbr recytował wiersz O ciele z ciała Adama i kości z jego kości. moja żono — powiedział pan Bóbr. również nie sprawiała mu przyjemności.

przewracał się na zamarzniętych kałużach. przyznać się do wszystkiego i pogodzić z resztą rodzeństwa. że będzie królem. gdy wyszedł na dwór. ale teraz nie zamierzał się już wycofywać. ile będzie miał samochodów i prywatnych kin. że jest to słuszne. gdzie wytyczy główne drogi i jakie wyda ustawy na temat bobrów i budowania przez nich tam. gdy spostrzegł. jaką zrobię. W głębi serca Edmund czuł. był brak płaszcza. A kiedy już zaczął myśleć o tym. że trudno było zobaczyć coś dalej niż na dwa kroki. a w zimie dni są krótkie. potykał się o zwalone pnie. że Edmund był już tak przeżarty niegodziwością. Rozmyślał więc nad tym. była prawie trzecia. który rozgonił chmury. Gdy zasiedli do obiadu. by nikt tego nie zauważył. Właśnie zastanawiał się nad szczegółami zasad. jak jego — ale starał się wierzyć. z pewnością nawet połowa z tego nie jest prawdą. a przynajmniej udawał przed samym sobą. pierwszą rzeczą. że Biała Czarownica jest zła i okrutna. wrócić. w gęsto padający śnieg. którzy mówią o niej takie wstrętne rzeczy — myślał sobie w duchu — są po prostu jej wrogami. W każdym razie była dla mnie bardzo miła. aby wrócić i zabrać go tak. co Czarownica zrobi z jego rodzeństwem. Postawił więc kołnierz i zaczął się posuwać ostrożnie po szczycie tamy (który na szczęście nie był już tak śliski. Pierwszą rzeczą. Nie było też żadnej drogi. że nazwał go potworem. żadnej szansy na to. że jest dzień. ale tak naprawdę wcale nie był przekonany. i o różnych rzeczach. ześlizgiwał ze stromych zboczy i rozbijał kolana o skały. że pogoda się zmienia. by pragnął zaczarowania brata i sióstr w kamienne posągi. Cisza i poczucie samotności napełniały go strasznym lękiem. że zrobiło się już prawie ciemno. Stwierdził też. „Wszyscy. iż nie będzie dla nich zbyt okrutna. i gdyby nie czarne. które pozwolą na utrzymanie Piotra w należytym posłuszeństwie. Wyłonił się księżyc w pełni. o wiele milsza niż oni. to nie życzył sobie bynajmniej. Nie było. Ciemność gęstniała z każdą chwilą. Wpadał po pas w głębokie zaspy śnieżne. . a w dodatku płatki śniegu wirowały wokół niego tak gęsto. aby znaleźć usprawiedliwienie tego. rzecz jasna. będą porządne drogi". Nie wziął tego przedtem pod uwagę. przemarznięty i poobtłukiwany. Jestem przekonany. poczuł się nieco raźniej. które zwykle mogą robić monarchowie. odkąd przykryła go gruba warstwa śniegu) ku dalekiemu brzegowi rzeki. aby była dla nich zbyt miła — a z całą pewnością nie chciał. gdyby nie przyszła mu do głowy następująca myśl: „Kiedy już zostanę królem Narnii. że wierzy. że mógłby w końcu zrezygnować z całego planu. co właśnie robił. który został w domku bobrów. Kiedy dotarł do brzegu. mogłoby się wydawać. zrobiło się jeszcze gorzej. by potraktowała ich tak dobrze. Jeśli chodzi o to. Bardzo mu się chciało ptasiego mleczka.Nie powinniście sądzić. jak będzie wyglądał jego pałac. Jestem pewien. Potem zaczął dąć przenikliwy. którego światło zalało cały zaśnieżony krajobraz. aż w końcu cały był przemoknięty. a prócz tego pragnął już zostać księciem (a później królem) i odpłacić Piotrowi za to. że to ona jest prawdziwą królową. z jakiej zdał sobie sprawę. a w każdym razie jest na pewno lepsza od tego strasznego Aslana!" Wszystko to mówił sobie. lodowaty wiatr. Najpierw przestał padać śnieg. niepokojące cienie.

Ze sposobu. Księżyc wydawał się teraz świecić jeszcze jaśniej. nie wiem. Dom był w rzeczywistości małym zamkiem. dostrzegł śnieg na głowie i grzbiecie lwa. W bramie zatrzymał się i zajrzał ostrożnie na dziedziniec. zwieńczoną łukiem bramę. i za każdym razem z jakiejś gałęzi spadała mu na plecy wielka bryła śniegu. by go . Powoli. ostro zakończonych dachach. jakby to była jego wina. z sercem bijącym tak. jakby cały składał się z wież o wysokich. Edmund prawdopodobnie nigdy by nie znalazł drogi. którą zobaczył ze szczytu tamy. W końcu doszedł jednak do miejsca. Było już jednak za późno. a ich długie cienie kładły się złowrogo na śniegu.". że upłynęły całe godziny. Przeszedł po lodzie na drugi brzeg i zaczął iść w kierunku zamku. Sprawiał wrażenie. aby się wycofać. wciąż pamiętając. mijając wciąż nowe baszty. skalista i zarośnięta. Teraz stwierdził. że na pewno zęby zaczęłyby mu szczękać z zimna. gdyby już uprzednio nie szczękały ze strachu. podobnie zresztą jak i karzełek. — Kiedy skoczy na karzełka. jak bardzo nienawidzi Piotra — zupełnie tak. Posunął się ostrożnie do przodu. jakie noszą wróżki i czarnoksiężnicy. że dotarł już do owej drugiej rzeczki (tej. To. mającej swe ujście nieco poniżej tamy. na drugim brzegu rzeki. Tuż przy bramie stał na ugiętych łapach olbrzymi lew. Naokoło nie dostrzegał najmniejszego ruchu. to może być tylko posąg! Żadne zwierzę nie pozwoliłoby na to.. że czuł je w gardle. jakby gotował się do skoku. pomyślał. skierował się w górę jej biegu. wywnioskował. aby je pokrył śnieg. Nie słyszał nawet swoich własnych kroków po świeżo spadłym śniegu. a strome brzegi dolinki ustąpiły łagodnemu zboczu. gdy przyszli do domku pana Bobra). zanim odnalazł olbrzymią. Musiał obejść prawie cały zamek. Kilka razy zatrzymał się. ale Edmundowi wydawało się. zbliżył się do lwa. Szukając wejścia. Edmund zaczął się trochę bać tego Domu. że odwróci głowę. a kolana stukały mu leciutko jedno o drugie. „Aha! — pomyślał Edmund. I oto przed nim. nie słyszał najlżejszego dźwięku. którą szedł. okazała się o wiele bardziej stroma. w którym teren był równiejszy. dlaczego lew zamarł tak w bezruchu: odkąd na niego po raz pierwszy spojrzał. szedł i szedł. Ale lew tkwił wciąż w bezruchu. spróbuję uciec". jak mówiono. Ależ naturalnie. co zobaczył. Gdy tylko o tym pomyślał. W końcu zaczął się trochę dziwić. I w końcu Edmund przypomniał sobie. że Biała Czarownica zamienia swoich wrogów w kamienie.) Lew patrzył na coś innego — na niewielkiego karzełka. („Przypuśćmy jednak. bojąc się zrobić krok w przód i bojąc się uciekać.. Edmund zamarł w cieniu bramy. Dachy wież lśniły w blasku księżyca. od jednego rogu Domu do drugiego. aby padał na niego cień bramy. Nawet teraz nie mógł się przez dłuższą chwilę ośmielić. I za każdym razem Edmund myślał. który stał ze dwa metry dalej. tak że z trudem posuwał się naprzód.Gdyby nie księżyc. Żelazne wrota były otwarte na oścież. Jak długo to naprawdę trwało. Dolinka. że zwierzę wcale na niego nie patrzy. Pamiętając o położeniu dwu wzgórz. przypominających spiczaste kapelusze. aby trochę odsapnąć. w jaki lew stał. zwierzę nie poruszyło się nawet o centymetr. wznosił się na niewielkiej równinie pomiędzy dwoma wzgórzami Dom Królowej. zmroziło mu krew w żyłach. Stał tak długo. odwrócony do niego plecami.

Teraz zauważył blade światło sączące się z drzwi na końcu dziedzińca. Uniósł nogę. Edmund był pewien. sycąc oczy widokiem skamieniałego lwa. będąc kamieniem? A myślałeś. gdy tak stały jak żywe. że te drwiny wcale nie sprawiły Edmundowi wielkiej przyjemności. gdy nagle bestia powstała ze zjeżoną na grzbiecie sierścią. — Powiem jej królewskiej wysokości — warknął wilk. jak figury na szachownicy w połowie partii szachów. była tak wielka. Poczuł zimny kamień. lecz wysoki jak drzewo. Ale mimo tych wąsików i okularów wielka kamienna bestia wyglądała w świetle księżyca wciąż tak strasznie. że jesteś taki mocny". w poprzek drzwi. aby nad nim przejść. lecz zupełnie nieruchome i ciche w księżycowej poświacie. co uznał za wspaniałe odkrycie. jeśli ci życie miłe. — Tak jest. przygnębiająco i szlachetnie zarazem. trzęsąc się tak. „Taaak! — powiedział.dotknąć. A więc bał się zwykłego posągu! Ulga. Nic mi nie może zrobić". w domu bobrów. Wyjął z kieszeni kawałek kopiowego ołówka i domalował lwu wąsiki. zobaczył wszędzie tuziny posągów stojących tu i tam. i przyszedłem. W samym środku stał posąg przypominający człowieka. Kiedy znalazł się na środku. szary wilk. ona chciała ich widzieć. Na szczycie schodów. obcy przybyszu. „W porządku. aż wreszcie wyciągnął szybko rękę i zrobił to. To znaczy. aż wreszcie przyszedł mu do głowy jeszcze jeden głupi i bardzo dziecinny pomysł. panie — wyjąkał Edmund. że przejście przez dziedziniec wcale nie było czymś najprzyjemniejszym. o którym oni opowiadali. leżał wielki. lisy i dzikie koty. Odwrócił się więc i zaczął iść przez dziedziniec. aby przynieść jej wiadomość. Były też cudowne kamienne figurki. głupi Aslanie! Jak się czujesz. niedźwiedzie. — Stary. a potem okulary. „To jest na pewno ten wielki lew Aslan. że pomimo mrozu zrobiło mu się cieplej i natychmiast wpadło mu do głowy coś. . wszystko w porządku — powtarzał sobie Edmund — to tylko wilk z kamienia. A więc TAK wygląda prawdziwy koniec tych wszystkich bajek! Phi! Kto się teraz boi Aslana?" I tak stał.. całkiem blisko stąd. Wszystkie te postacie wyglądały tak niesamowicie. że ona go już złapała i zamieniła w kamień. kim jesteś. — Nazywam się Edmund i jestem tym Synem Adama. Były tu więc kamienne satyry i kamienne wilki. ale jakoś nie miał ochoty koło niego przejść. zadowolony z siebie. Ona. jaką odczuł. — A tymczasem stój spokojnie na progu. Poszedł w ich kierunku. Do drzwi wiodły niezbyt wysokie kamienne schody. wyglądające jak młode dziewczęta (w rzeczywistości były to duchy drzew). że ledwo mógł mówić. trzymający w ręku wielką maczugę. przypominający smoka. czerwony w środku pysk i powiedziała bulgocącym ze złości głosem: — Kto tu jest? Kto tu jest? Stój spokojnie. — Po tych słowach zniknął we wnętrzu. Był wielki skamieniały centaur i uskrzydlony koń. znowu zamarł z przerażenia. z dziką twarzą i zwichrzoną brodą. Kiedy się na nie wspiął.. którego jej królewska wysokość spotkała pewnego dnia w lesie. otworzyła wielki. i wielki wijący się potwór. że mój brat i moje siostry są już w Narnii. że jest to tylko kamienny olbrzym. i powiedz mi.

u państwa Bobrów. W kręgu jej światła siedziała Biała Czarownica. Weźmiemy też trochę zapałek.Edmund stał i czekał. co usłyszał. a serce łomotało mu w piersiach.. która zebrała kilka worków. — Co pani robi. najjaśniejsza pani — wyjąkał Edmund. pani Bobrowo? — wykrzyknęła Zuzanna.. — Przygotuj sanie — rozkazała — I załóż uprząż bez dzwonków. moja kochana — odpowiedziała spokojnie. — Aslan! Czy to prawda? Jeśli się okaże. — Chyba nie myślisz. Tuż przy drzwiach stał mały skamieniały faun z bardzo nieszczęśliwą miną i Edmund nie mógł się oprzeć wrażeniu. że może to być przyjaciel Łucji. — Czy to wszystko. o czym oni mówili — wyjąkał Edmund. aż wreszcie szary wilk — a był to Maugrim. — Przyszedłem. co chcesz mi powiedzieć? — Nie. zanim opuścił dom bobrów. I cukier. żebyś przyprowadził ze sobą resztę? — Niech wasza królewska wysokość zechce mnie wysłuchać — powiedział Edmund. W sali płonęła tylko jedna lampa. — Ja. co mogłem.. Rozdział 10 CZARY ZACZYNAJĄ TRACIĆ SWĄ MOC A TERAZ MUSIMY POWRÓCIĆ do państwa Bobrów i trójki pozostałych dzieci. — Czyż ci nie powiedziałam. — Jak śmiałeś przyjść tu sam? — zapytała Czarownica głosem mrożącym krew w żyłach. Nagle pojawił się ten sam karzeł. I niech ktoś wyjmie ze dwa lub trzy bochenki chleba z tego kotła w rogu. Jak tylko pan Bóbr zawołał: „Nie ma ani chwili do stracenia!". zapinając się pod . Palce bolały go z zimna. choć może nie tak znowu szczęśliwy. starając się nie nadepnąć przypadkiem na łapy wilka. — Co? Aslan? — krzyknęła królowa. że wyruszymy w drogę bez jedzenia. — Ale przecież nie mamy czasu! — powiedziała Zuzanna. — Pakuję dla każdego prowiant. Ale królowa przestała zwracać na niego uwagę i zaklaskała w dłonie. wszyscy zaczęli pośpiesznie wciągać płaszcze. Są w domku na szczycie tamy. ponurej sali. Teraz znalazł się w wielkiej. którego już widział za pierwszym razem. szef Tajnej Policji Królewskiej — powrócił w susach z powrotem i oznajmił: — Wejdź! Wejdź... — Zrobiłem wszystko. Przyprowadziłem ich bardzo blisko stąd. że mnie okłamujesz. Na twarzy Czarownicy pojawił się powoli okrutny uśmiech. ja tylko powtarzam. szczęśliwy pupilku królowej. podpartej wieloma kolumnami i — tak jak dziedziniec — pełnej posągów. położyła je na stole i zwróciła się do męża: — A teraz sięgnij no po tę szynkę. jak się idzie w górę rzeki.. I Edmund wszedł.. najjaśniejsza pani. Wszyscy — prócz pani Bobrowej. I daj jeszcze paczkę herbaty.. — I Edmund opowiedział jej dokładnie wszystko.

Sceneria była piękna. O. — Pomyśl tylko. wznosiły się stromo nad ich głowami. ZA ciężka — odparł pan Bóbr. a my będziemy szli pieszo.szyją. Oczywiście mamy szansę. dla każdego po jednym. — Ona może tu być w każdej chwili. ale możemy się ukrywać i iść takimi drogami. — Masz świętą rację. że będziesz mogła szyć w drodze? — Nie mogę się pogodzić z myślą. — O wiele za ciężka. choćbyśmy stawali na głowie. — Maszyna do szycia jest chyba za ciężka. moja kochana — dodała i spojrzała na Łucję. moja kochana. zaczęła się niepokoić. — To samo mówię — zgodził się pan Bóbr. żeby ją brać ze sobą. a potem bardzo wyboistą i ledwo widoczną ścieżką tuż nad samą rzeką. — A dajcie mi wszyscy święty spokój — powiedziała jego żona. Nie możemy tam być PRZED nią. I chyba nie sądzisz. — Och. że nas nie ma. Szli gęsiego: pan Bóbr na czele. pan Bóbr zamknął drzwi na klucz („To ją trochę zatrzyma") i ruszyli w drogę. pospieszcie się! — krzyknęło jednocześnie troje dzieci. W ten sposób może się nam uda jakoś przejść.. pani Bobrowo — dodała Zuzanna — że jak tylko tu przybędzie i zobaczy. ale i tak Łucja zachwycała się nią — z początku. Tak jest lepiej. zwłaszcza gdyby się ją mogło oglądać przez okno z wygodnego fotela. Właśnie śnieg przestał padać i zza chmur wyszedł księżyc. błagam. potem Łucja. Wkrótce przestała patrzeć na jaśniejącą w ciemnościach zamarzniętą rzekę z jej lodowymi kaskadami. Ona ma sanie. błagam. Piotr. tak. a na końcu pani Bobrowa. natychmiast tam wyruszy. Zbocza doliny. — Ale czy nie musimy wyruszyć jak najszybciej __wtrącił się Piotr — jeśli chcemy dotrzeć do Kamiennego Stołu przed nią? — Musi pani pamiętać. moja żono — wtrącił pan Bóbr — ale teraz naprawdę musimy już iść. — Ona będzie jechać górą. jestem już prawie gotowa — oznajmiła wreszcie pani Bobrowa. To dla ciebie. Tu są cztery worki. co? — Tak. każdy ze swoim węzełkiem na ramieniu. I w końcu wyszli wszyscy na dwór.. mężu. nie mamy żadnej szansy? — Przestań się tak gorączkować. — A więc. — Najlepiej trzymać się jak najniżej — powiedział pan Bóbr szeptem. a worek robił się coraz bardziej i bardziej ciężki. Pan Bóbr poprowadził ich przez tamę na prawy brzeg. i ten najmniejszy dla najmniejszej z nas. błagam. których ona nie zna. na . że ta wiedźma będzie przy niej majstrować i połamie ją albo ukradnie. Przecież ona nie może tu być prędzej niż za kwadrans. — Och. jak amen w pacierzu. Zuzanna. tylko wyjmij z pół tuzina czystych chusteczek z tamtej szuflady. jaśniejące w blasku księżyca. — Na pewno to zrobi — zgodziła się pani Bobrowa — ale i tak będzie tam przed nami. bo nie zdołałaby zjechać tu na dół saniami. mężu. chodźmy już — powiedziała Łucja. Ale kiedy tak szli i szli. czy aby to wszystko wytrzyma. pozwalając mężowi włożyć sobie śniegowce. — No. — A TY też nie zaczynaj robić zamieszania. błagam panią.

przebierające szybko i regularnie po śniegu. A jednak było to naprawdę rozsądne posunięcie. (Mam nadzieję. Wszyscy usiedli z szeroko otwartymi oczami i ustami. że prawie zasnęła w marszu. Wiedział. sapanie i kichanie — i oto cała piątka była już razem w środku. ale po przełknięciu cudownie rozgrzewało — i wszyscy zapadli w głęboki sen. tobym zdążyła zabrać kilka poduszek — powiedziała pani Bobrowa. Ona go złapała!" Ale. Pozostali siedzieli cichutko w jamie. Może się wam wydaje. Miejsca rzeczywiście nie było tu zbyt wiele. że potrafi się wspiąć aż na szczyt zbocza nie zauważony przez nikogo. podobnie jak pozostali. rozległ się głos pana Bobra: — Wszystko w porządku! Wyjdź. — Gdybyście wszyscy nie byli w takiej piekielnej gorączce. czekając i zastanawiając się. . tak że kiedy się wszyscy położyli. jak wyruszaliśmy w drogę. Widziała przed sobą tylko łapki pana Bobra. Nagle zdała sobie sprawę. Synowie i Córki Adama. W końcu Łucja była już tak zmęczona. jarzący się księżyc i niezliczone gwiazdy. żono! Wychodźcie. Potem księżyc schował się za chmury i znowu zaczął padać śnieg. a chciał za wszelką cenę zobaczyć. co się dzieje. że dobrze by było wziąć gorącą kąpiel. Pan Bóbr błyskawicznie wyskoczył z jamy. jak pan Bóbr znika nagle w małej dziurze. gdy obudziła się. A kiedy rozbudziła się już całkowicie.) — To stara kryjówka bobrów. że czyjeś długie wąsy łaskoczą ją w policzek i zobaczyła zimne światło dzienne. że upłynęła zaledwie chwilka (chociaż w rzeczywistości minęło kilka dobrych godzin). używana w złych czasach — odpowiedział pan Bóbr — a jej położenie utrzymywane jest w największej tajemnicy. co ich przeraziło. prawie zupełnie niewidocznej między krzakami. że wiecie. „Och! — pomyślała Łucja. Po chwili rozbudziła się całkowicie. w najgęstsze zarośla. płaską butelkę. mówiąc o wyblakłym głosie. Nie była to pieczara nawet w przybliżeniu tak przytulna jak dom pana Tumnusa: po prostu zwykła. wydrążona w ziemi. Łucji zdawało się. z której każdy pociągnął łyk czegoś. że zrobił głupio — i tak pomyślała Łucja. Potem poczuła. że pan Bóbr skręcił w prawo i prowadzi ich teraz w górę zbocza. Usłyszeli głosy. z czarnego otworu wystawał już tylko jego krótki. Gdyby tylko podłoga była trochę bardziej równa! Pan Bóbr puścił w obieg małą. o którym myśleli (a czasem wydawało się im. w którą stronę kierują się sanie Czarownicy. sucha jama. myśląc. słuchając tego dźwięku. że go słyszeli) w ciągu całej nocnej wędrówki.wielki. co powodowało kaszel i piekło w gardle. — Gdzie jesteśmy? — zapytał Piotr zmęczonym i wyblakłym głosem. ku ich zaskoczeniu. Nie ma tu zbyt wiele miejsca. zanim się nie stanęło tuż przed nią. sączące się przez otwór wejściowy. Potem usłyszała za sobą odgłosy gramolenia się na czworakach. ale musimy przespać się parę godzin. Czekali tak prawie pięć minut. trochę zziębnięta i strasznie zesztywniała. sprawiali wrażenie jednego wielkiego tobołka z ubraniami. jakby nie miały się nigdy zatrzymać. Było im jednak ciepło — zwłaszcza że rozgrzał ich szybki marsz — i całkiem przyjemnie. Był to dźwięk brzęczących dzwoneczków. co z tego wyniknie. Kiedy sobie uświadomiła. płaski ogon. co mam na myśli. — Zobaczono go. aż usłyszeli coś. Łucja zatrzymała się i wpełzła za nim do dziury. zobaczyła.

Był tak wielki. A teraz pan Bóbr. ponieważ w naszym świecie przeważnie w ogóle nie mówią. — Czy wara nie mówiłem. Ale oczywiście obrazki to co innego. panie — odpowiedział Piotr. że tylko otworzył szeroko pysk i nie mógł powiedzieć ani słowa. co tak bardzo ucieszyło pana Bobra. To rzeczywiście były sanie i to rzeczywiście były reny w uprzęży przyozdobionej dzwoneczkami. rozczochrani i zaspani. pomięci. panie Bobrze? — wysapał Piotr. Oto nowa i. Po powrocie do domu zastanie pan tamę już ukończoną i naprawioną. I Łucja poczuła. że w rzeczywistości jest zupełnie inny. Aslan jest już w drodze.Wszystko w porządku! To nie jest JEJ! — Oczywiście nie było to w porządku z gramatyką. Pan Bóbr tak się ucieszył. a żywa postać w Narnii — co innego. prawie tańcząc w miejscu z radości. Znikną wszelkie przecieki. ale tak już bobry mówią. Czary wiedźmy tracą swą moc. tak miły i tak prawdziwy. — Chodźcie i zobaczcie! A to dopiero paskudny kawał zrobiono Czarownicy! Wygląda na to. — A więc wreszcie jestem! — powiedział. która opadała mu na piersi jak spieniona kaskada. Wszyscy wysypali się z jamy. — Jestem. o wiele lepsza maszyna do szycia dla pani Bobrowej. że zawsze jest zima. kiedy są bardzo podniecone — w każdym razie w Narnii. — A teraz — powiedział Święty Mikołaj — trochę prezentów. Były jednak większe od renów Czarownicy i nie białe. — Dzięki stokrotne. Teraz. panie — powiedziała pani Bobrowa dygając — ale dom jest zamknięty. że choć czuły wielką radość z tego spotkania. mrugając oczami w pełnym świetle dnia. ale wreszcie jestem. jaką można odczuć tylko wtedy. Synu Adama — powiedział Święty Mikołaj. jeśli się jest poważnym i nic się nie mówi. że jej władza już trzeszczy! — O czym pan mówi. — Dalej! — krzyknął pan Bóbr. Był to rosły mężczyzna w jaskrawoczerwonym płaszczu z kapturem (tak czerwonym jak jagody ostrokrzewu). kiedy dzieci przed nim stały. Podrzucę ją do waszego domu. a nigdy nie ma Bożego Narodzenia? Czy wam nie mówiłem? A więc chodźcie i zobaczcie sami! Teraz wszyscy stali już na szczycie i mogli zobaczyć. jak przebiega przez nią dreszcz najgłębszej radości. Każdy go od razu rozpoznał. kiedy wspinali się po stromym zboczu. mogły stwierdzić. jak sądzę. — Piotrze. umazani ziemią. którą każdy rozpoznał bez trudu. — Długo nie pozwalała mi przybyć. A na saniach siedziała postać. stały onieśmielone i poważne. — Zamki i kłódki nie stanowią dla mnie żadnej przeszkody. z długą siwą brodą. gdy na nią spojrzał. jak będę przejeżdżał. Na niektórych obrazkach w naszym świecie Święty Mikołaj wygląda tylko śmiesznie i wesoło. jak ta wiedźma zrobiła. a będzie za to nowa śluza. . ponieważ — choć osobistości tego typu można spotkać tylko w Narnii — w naszym świecie (w świecie po tej stronie szafy) widzi się go często na obrazkach i wysłuchuje o nim różnych opowieści. lecz brązowe.

i to tylko w największym niebezpieczeństwie. Miecz miał złotą rękojeść. że ruszyły z miejsca. a potem reny i sanie zniknęły na horyzoncie.. — I Łucja podeszła do niego. że nie jest to zwykły prezent na Boże Narodzenie. zjawi się jakaś pomoc. zanim ktokolwiek zdał sobie sprawę z tego. Córko Ewy — powiedział Święty Mikołaj — to dla ciebie. dzbankiem kremowej śmietanki i wielkim imbrykiem z dymiącą i syczącą herbatą. które rosną w Górach Słońca.. — Po prostu bitwy nie wyglądają zbyt ładnie. wręczył Piotrowi tarczę i miecz. tak jaskrawoczerwonym jak poziomki. z wymalowanym na niej lwem stojącym na tylnych łapach. A tutaj — i nagle przestał być tak poważny jak przedtem — tutaj jest coś dla was wszystkich! — i wyciągnął (z wielkiego worka za plecami. Jak to mężczyźni. Gdyby któreś z was było ranne. proszę! Przestańcie tak stać i gadać. że to nie są zabawki. Ten łuk nie chybia. Ty również nie będziesz brała udziału w bitwie. że byłabym dzielna. a jego rozmiary i waga sprawiały wrażenie. — Myślę. jakby był zrobiony specjalnie dla Piotra. Dzięki Bogu. — Zuzanno. I pamiętaj.. wystarczy kilka kropel z tej buteleczki. A kiedy zadmiesz w róg. Potem krzyknął: „Wesołych Świąt! Niech żyje prawdziwy król!" i strzelił z bata. nie jest już tak daleki. że była z diamentu) oraz mały sztylet. miską cukru w bryłkach. jak przypuszczam. — W tej butelce — wyjaśnił — jest lek zrobiony z soku jednego z Ognistych Kwiatów. — Możesz użyć tego łuku tylko w wielkiej potrzebie. Przyjął te dary w milczeniu i z powagą. zanim nacieszyli się śniadaniem. A ten sztylet jest do obrony własnej. — Nie w tym rzecz — odpowiedział. co wyglądało jak szkło (ale później opowiadano. Tak więc zeszli ponownie po zboczu i wpełzli do pieczary. Wreszcie powiedział: — Łucjo. w którym ich użyjesz. bo nie masz brać udziału w bitwie. wszystko. a rana zniknie. — Dlaczego. kiedy pani Bobrowa zawołała: — Dalej. ale myślę. pan Bóbr powiedział: — A teraz czas już w drogę! . I wręczył jej łuk z kołczanem pełnym strzał oraz mały róg z kości słoniowej. gdy biorą w nich udział kobiety. Piotr wyjął swój miecz z pochwy i właśnie pokazywał go panu Bobrowi.. Niech ci służą. Chodźcie tu i pomóżcie mi znieść tę tacę na dół. aż herbata całkiem wystygnie. co powinno być przy mieczu. gdziekolwiek będziesz. Zrobimy śniadanie. Córko Ewy. pomyślałam o tym.— To są prezenty dla ciebie. proszę pana? — zapytała Łucja. zawsze. nie wiem. Tarcza była koloru srebra. pani Bobrowa nalała herbaty i wszyscy zaczęli zajadać ze smakiem. Dał jej buteleczkę z czegoś. Mówiąc to. no. Ale na długo przedtem. kiedy się je zrywa. Być może czas. była też pochwa i pas. ale nikt tego dokładnie nie widział) wielką tacę z pięcioma filiżankami na spodeczkach. żeby zabrać nóż do chleba. ponieważ czuł. pan Bóbr pokroił trochę chleba i szynki.

co z nimi zrobić? — Usłyszałem i jestem posłuszny. węsząc przy domku bobrów. a za chwilę wrócił. Tymczasem w ogóle się do niego nie odzywała. że Czarownica wreszcie zacznie być dla niego miła. chłopiec spodziewał się. . że trudno było go ugryźć. postawił naczynia na podłodze przed Edmundem i powiedział: — Ptasie mleczko dla małego księcia. zawołała Maugrima. ty. zanim znajdę dogodne miejsce. więc zebrał w sobie całą swą odwagę i powiedział: — Wasza wysokość. zanim dotrą do Kamiennego Stołu. ale królowa nie zwracała na to uwagi i kazała Edmundowi usiąść w saniach obok siebie. który przybiegł natychmiast i oparł się przednimi łapami o burtę sań. Natychmiast pojawił się inny karzeł.. Jeżeli już ich nie będzie. o królowo! — warknął wilk i natychmiast skoczył w śnieg i ciemność. aby przygotować sanie do drogi. ale po chwili. jakby jej coś przyszło do głowy. gdyby ten gamoń zasłabł gdzieś po drodze — i jeszcze raz zaklaskała w dłonie. że natychmiast przeprosił i zaczął żuć chleb. kiedy wrócił pierwszy karzeł i oznajmił. — Nie będę jadł suchego chleba. ty głupcze! — wrzasnęła królowa. — Weź ze sobą najszybszego z twoich wilków. Ale Czarownica nagle odwróciła się do niego z tak strasznym wyrazem twarzy. popędźcie zaraz do domu Bobrów i zabijcie każdego. — Zatęsknisz jeszcze do chleba. który zasypał wszystkie ślady. kogo tam znajdziecie. Muszę w tym czasie zrobić wiele mil na zachód. stawiałbym dziesięć do jednego. Gdyby nie padający gęsto śnieg. żeby was nikt nie widział. Kiedy wyszli na dziedziniec. to chyba wiecie. Wciąż jeszcze żuł zeschłą kromkę. tak czerstwy. — Przynieś temu ludzkiemu pomiotowi coś do jedzenia i picia — rozkazała. zanim go znowu skosztujesz — powiedziała. czy mógłbym dostać trochę ptasiego mleczka? — Ty. że wilki dogoniłyby naszą piątkę przed dojściem do kryjówki bobrów. jak pies. pobiegnijcie do Kamiennego Stołu. W ciągu kilku minut był już — wraz z drugim wilkiem — przy tamie. jak obiecywała przy pierwszym spotkaniu. Zanim ruszyli. Karzeł zniknął. Na szczęście. Kiedy karzeł odszedł. by przejechać saniami przez rzekę. Ha! ha! ha! ha! — Zabierz to — odpowiedział Edmund nadąsany. dom był pusty. Wyszczerzył zęby w odrażający sposób. tak szybko jak koń wyścigowy. śnieg sypał wciąż gęsto. zamilknij. jak już wiecie. Czarownica wstała. powiedziała do siebie: — Nie byłoby jednak dobrze. ale tak. rozkazała chłopcu iść za sobą i opuściła komnatę. że sanie są gotowe.Rozdział 11 ASLAN JEST BLISKO W TYM SAMYM CZASIE Edmund przeżywał swoje najgorsze chwile... niosąc blaszaną miseczkę z odrobiną wody i blaszany talerz z kawałkiem suchego chleba.. Ukryjcie się tam i czekajcie na mnie. Gdyby się wam udało dogonić ich.

Trwało to dłużej. tłukąc łyżeczką w stół. że Czarownica powie teraz coś o śniadaniu! Ale zatrzymała się zupełnie z innego powodu. że kropelka krwi . — Co?! — ryknęła Czarownica. Wydawało mu się. Zanim minął kwadrans.. — Nie było go tutaj! Nie mogło go tutaj być! Jak śmiałeś? Ale nie. nawet teraz ci wybaczę. ale wkrótce dał spokój. który nie miał płaszcza. nędzne robaki! A może chcecie. wszystko to coraz bardziej wydawało się złym snem. co mają do jedzenia. że Czarownica przygryzła wargi tak. W tej samej chwili całe towarzystwo zobaczyło sanie i kto w nich siedzi. I jeżeli mogę się ośmielić. A więc kłamałeś? No cóż. że widzi dekoracje z gałązek świerkowych i coś.Tymczasem karzeł zaciął reny batem i sanie śmignęły przez wielką bramę w lodowate zimno i ciemność. dwa satyry. trzymając kielich w łapie. — Odpowiadajcie. godzina za godziną. ale pachniało to cudownie. siedziała sobie przy stole wesoła kompania: para wiewiórek z trojgiem dzieci. Edmund nie mógł dostrzec wyraźnie. — Śśśświęty Mikołaj — wyjąkał lis. jaki był biedny! Nic nie wskazywało na to. Wciąż pędzili i pędzili przed siebie. że jest dobra i miła oraz że opowiedzenie się po jej stronie jest wyborem strony właściwej! Oddałby wszystko. — Kto wam to dał? — krzyknęła Czarownica. a małe wiewiórki zaczęły piszczeć ze strachu. Nikt nie odpowiedział. nadszedł ranek i jechali teraz w świetle szarego.. karzeł i lis. by Czarownica miała zamiar zrobić go królem.. aby w tej chwili spotkać innych — nawet Piotra! Aby się zupełnie nie pogrążyć w rozpaczy. Jakże głupio brzmiało teraz to. zimowego dnia. — Co to wszystko ma znaczyć?! — zapytała królowa. gdy śnieg przestał padać. gdy tak pędzili w ciemności przed siebie. Kiedy sanie się zatrzymały. ponieważ natychmiast zbierała się nowa warstwa. Z początku próbował go strząsać. I rzeczywiście. w głębokiej ciszy. z którego w każdej chwili może się obudzić. Radość natychmiast znikła z ich twarzy. gdybym nawet zużył na to p^rę tuzinów stronic. w której słychać było tylko świst śniegu pod płozami i skrzypienie uprzęży. — Tak! On skłamał! Skłamał! Skłamał! — zaskrzeczała. Edmund zobaczył. Głowa rodziny wiewiórek zamarła z widelcem w powietrzu. Przejdę więc od razu do czasu. niż mógłbym opisać. jakby zamierzał coś powiedzieć. co sobie przedtem mówił. Nagle Czarownica zawołała: — Hola! A co to takiego? Zatrzymaj się! Jakże wielką miał Edmund nadzieję. Bardzo prędko przemókł do suchej nitki. cały był oblepiony śniegiem. to folgowanie swoim żądzom? Skąd macie to wszystko? — Wasza wysokość raczy wybaczyć — odezwał się wreszcie lis — ale my to wszystko dostaliśmy. powtarzał sobie. że musi to być sen. była to straszna podróż. to marnotrawstwo czasu. lis — który był najwidoczniej najstarszy w towarzystwie — właśnie wstał. Och. Dla Edmunda. Nie opodal. pod drzewem. zeskoczyła z sań i zbliżyła się do przerażonych zwierząt. aby przekonać samego siebie. co mogło być plackiem ze śliwkami. czy wolno mi wznieść toast za najlepsze zdrowie waszej wysokości.. aby mój karzeł rozwiązał wam języki batem? Co ma znaczyć to obżarstwo. W tym momencie jedna z małych wiewiórek zupełnie straciła głowę.

a wszędzie naokoło zaczęły pojawiać się plamy zielonej trawy. Naokoło rozlegały się dziwne dźwięki. w której się zaryły. ale zanim głos zamarł mu w krtani. Pojawiła się mgła. W końcu udało się im wyciągnąć sanie z błotnistej dziury. Dalej nie można już było jechać. gdzie jeszcze parę chwil temu odbywało się wesołe przyjęcie. a nawet (w oddali) ryczące. Jednocześnie stwierdził. na którym leżały kamienne talerze i kamienny placek ze śliwkami. że mróz ustąpił. Dopóki nie przyjdzie wam patrzyć na śnieżny . a ich twarze pokruszą się ze starości. pluskające i bulgoczące. Wkrótce jednak Edmund zauważył. błagam! — krzyknął Edmund. mruczące. Jakże to było smutne pomyśleć o tych małych kamiennych figurkach. Teraz śnieg już naprawdę topniał w oczach. Płozy zgrzytały. Podniosła różdżkę. nie! Nie. że nie jest mu już tak strasznie zimno. Edmundowi drgnęło coś w sercu (chociaż nie bardzo wiedział dlaczego). kiedy wpatrywał się w jedno z drzew. gdy już wsiadła z powrotem do sań. biegnące im na spotkanie i oblepiające ubrania. jaki teraz robiły sanie i krzyki karła. machnęła różdżką i oto tam. że reny są już po prostu zmęczone. wielka śniegowa czapa zsunęła się z gałęzi i z głośnym pacnięciem spadła na ziemię. że płatki śniegu. gdyż Czarownica powiedziała: — Przestań się tak gapić! Wyłaź z sań i pomóż mu! I oczywiście Edmund musiał być posłuszny. ślizgały się i podskakiwały. jakby napotykały kamienie. I nagle. aż w końcu porośnie je mech. wymierzając Edmundowi siarczysty policzek. karzeł zdołał je zmusić do dalszego biegu. siedzących pod drzewem przez całe ciche dni i całe ciemne noce. słodki. W pierwszej chwili pomyślał. kiedy zdał sobie sprawę z tego. to szmer płynącej wody! Wszędzie naokoło. gwałtownie w coś uderzyły i zatrzymały się. płynęły strugi i strumienie — świergocące. a sanie nie mknęły już po śniegu tak chyżo jak dotąd. Po raz pierwszy. ale wkrótce zrozumiał. choć jeszcze niewidoczne. z każdą chwilą robiło się coraz cieplej i coraz bardziej mglisto. Znęcając się okrutnie nad renami. — A to dla ciebie — dodała Czarownica. rok po roku. a chociaż karzeł okładał biedne reny batem. Dziwny. A jeszcze bliżej słychać było wszędzie klip-klip-klip z gałęzi drzew. Zeskoczył w śnieg — była to teraz mokra breja — i zaczął pomagać karłowi krzątającemu się przy saniach. Nagle sanie zgrzytnęły straszliwie po raz ostatni. Rzeczywiście. zobaczył ciemną zieleń jodły. są jakby większe i bardziej mokre. by nasłuchiwać i obserwować te wszystkie zmiany dłużej. kiedyś już go słyszał — gdyby tylko przypomniał sobie. Zapanowała cisza i teraz chłopiec mógł już wsłuchać się w owe dziwne dźwięki. przynaglającego reny do biegu. zwierzęta biegły coraz wolniej i wolniej. nie pozwalały Edmundowi rozpoznać. szumiący i świergotliwy szmer — dziwny. a przecież nieobcy.spłynęła jej po brodzie. co to jest. — Niech to cię oduczy proszenia o łaskę dla szpiegów i zdrajców. były już tylko kamienne figurki (jedna z kamiennym widelcem zastygłym w połowie drogi do kamiennego pyszczka) siedzące przy kamiennym stole. W drogę! Po raz pierwszy w tej historii Edmund poczuł żal nad kimś innym niż on sam. że nie to było prawdziwą przyczyną wolniejszego tempa. ale hałas. Nie miał jednak czasu. odkąd przybył do Narnii. — Och. I znowu pędzili przed siebie. gdzie! Ależ tak.

rozległo się ze wszystkich stron ćwierkanie i świergotanie. — Szybciej! Szybciej! — poganiała ich Czarownica. którą szli. I weź swój bat. idąc pieszo — burknął karzeł. — Nie możemy jechać saniami przez to błoto. Z każdą minutą coraz więcej drzew zrzucało swoje śnieżne kożuchy. jakby to był sygnał. dopóty trudno wam będzie wyobrazić sobie ulgę. że Edmund odwrócił głowę. a nad głowami. co ci każę. Odetnij uprząż renom. gdy zobaczył. zamiast białych kształtów widniały ciemnozielone jodły albo czarne gałęzie nagich jeszcze dębów. a gdziekolwiek Edmund spojrzał. Fale cudownego słonecznego światła zalały poszycie puszczy. Edmund zobaczył murawę pokrytą wszędzie żółtymi kwiatkami — chelidoniami. Ale oczywiście nie mógł mu przeszkodzić w widzeniu tych wszystkich dziwów. zaćwierkał nagle z gałęzi jakiś ptaszek i natychmiast odpowiedział mu trochę dalej drugi. — Jesteś moim doradcą czy moim niewolnikiem? Rób. albo układające sobie dzióbkami piórka. — Mieli lepszy start. — Nigdy ich nie prześcigniemy. Tuż przy ścieżce. Nie minęło pięć minut. jak tylko mógł. widział ptaki ulatujące z gałęzi albo szybujące nad głowami. rosnących wokół jakiegoś starego drzewa.świat tak długo jak Edmundowi. wasza wysokość — powiedział karzeł. Co kilka kroków ślizgał się po rozmokłym śniegu. — Pilnuj swego nosa! — warknął karzeł i szarpnął sznurem. buków i wiązów. w końcu musieli się przedostać przez prawdziwy strumień. kiedy doszli do skraju zagajnika srebrnych brzóz. a za chwilę cały las rozbrzmiewał śpiewem ptaków. między wierzchołkami drzew. Niebo stawało się coraz bardziej błękitne i pojawiły się białe obłoki. Potem biała dotąd mgła zrobiła się złocista. same znajdą drogę z powrotem. Wtem sanie zatrzymały się ponownie. albo ścigające się nawzajem. błocie i mokrej trawie. a śniegu było coraz mniej. Zwiąż temu ludzkiemu pomiotowi ręce na plecach i trzymaj mocno koniec sznura. Wkrótce. Wkrótce zdarzyło się jeszcze więcej cudownych rzeczy. powtarzając co jakiś czas: — Szybciej! Szybciej! Z każdą minutą plamy zielonej trawy robiły się coraz większe. Teraz nie było już ani śladu mgły. z rękami związanymi na plecach. a za każdym razem karzeł miotał pod jego adresem przekleństwa albo nawet chlastał go batem. — A więc będziemy szli pieszo — odpowiedziała Czarownica. Plusk wody stawał się coraz głośniejszy. aby na nie spojrzeć. — Nie damy rady. jaką mu sprawiały te zielone plamy po nie kończącej się bieli. I wówczas. Karzeł posłuchał i za chwilę Edmund był zmuszony iść tak szybko. a w końcu rozwiała się zupełnie. gdzie tylko można było okiem sięgnąć. Na rozległych polanach wyrastały z trawy pierwiosnki. purpurowych i białych krokusów. . Potem usłyszał dźwięk jeszcze słodszy od pluskania wody. Czarownica szła za karłem. W pewnym momencie. albo sprzeczające się żartobliwie między sobą. zajaśniało błękitne niebo. Rosły nad nim kwitnące przebiśniegi. gdy dostrzegł z tuzin złotych.

Powiał lekki wiaterek. albo „Tylko posłuchajcie tego drozda!" Teraz szli w milczeniu. trzeba było skręcić trochę w prawo (czyli na południe). Przepełniała ich senność. potem przez gęste chaszcze dzikich porzeczek i głogów obsypanych kwiatami. państwo Bobrowie i trójka dzieci zagłębiali się z każdą godziną coraz bardziej w krainę z cudownego snu. przezroczyste listki. orzeźwiające wonie. gdzie słodki zapach odurzał jak wino. Modrzewie pokrywały się zielenią. uganiające się za swoimi sprawami. — Jeżeli któryś z was jeszcze raz wymówi to imię — wycedziła przez zęby Czarownica — to go zabiję bez ostrzeżenia. Nie musieli się już tak bardzo spieszyć i pozwalali sobie na częstsze i dłuższe odpoczynki. a cały las przechodzi w kilka godzin to. zielone gąszcze. światło również pozieleniało. . słonecznego światła. że Czarownica nie będzie już mogła posługiwać się saniami. Już dawno rozstali się z płaszczami i zmęczyli się już ciągłymi okrzykami w rodzaju: „Patrzcie! Zimorodek!" albo „O! Dzwonki!". że zima nagle ustępuje. gdy zobaczyli. mówię ci! To robota Aslana. że ta raptowna wiosna oznacza coś bardzo niedobrego dla niej i dla jej planów. Byli już oczywiście porządnie zmęczeni. tak i oni zdumiewali się. Od pewnego czasu nie wędrowali już z biegiem wielkiej rzeki. Nie wiedzieli nawet z całą pewnością (o czym wiedziała Czarownica). — To WIOSNA. Jak Edmund. chłonąc w siebie to wszystko. Kiedy pod nimi szli. Drzewa zaczęły odżywać na dobre. — To nie jest odwilż — powiedział karzeł. grzmiący i ryczący żółty potok. w którym karzeł i Biała Czarownica prowadzili tę rozmowę. nagle zatrzymując się. pod zielonym dachem listowia wiązów. Zuzannie zrobił się mały pęcherz na pięcie. przechodząc przez plamy ciepłego. Po jakimś czasie zdali sobie też sprawę. albo „Co tak rozkosznie pachnie?". ociężałość i dziwny spokój — tak jak się to dzieje. i znowu przez wyścielone samym mchem wysokopienne lasy. I tak zresztą nie mogliby iść dalej wzdłuż rzeki. co zwykle dzieje się od stycznia do maja. Wiedzieli jednak. że to jej zaklęcie dało ongiś początek nie kończącej się zimie. a stąd łatwo im było wywnioskować. Naokoło bzykały pszczoły. a potem przez chłodne. szczodrzeńce złotem. toczący się całą szerokością doliny. Wkrótce buki wypuściły delikatne. zdmuchujący krople soku z kołyszących się gałęzi drzew i przynoszący ze sobą jakieś cudowne. ale wciąż jeszcze mogli iść dalej. gdy nadchodzi wieczór po długim dniu spędzonym na świeżym powietrzu. którą nagła odwilż zamieniła we wspaniały. Rozdział 12 PIERWSZA WALKA PIOTRA W TYM SAMYM CZASIE. Co teraz zrobimy? Twoja zima została zniweczona. ponieważ aby dojść do Kamiennego Stołu. daleko od miejsca. że wszystko to związane jest z przybyciem do Narnii Aslana.

Ta wspinaczka pod koniec długiej. Znajdowali się na zielonym. A teraz słońce było już nisko. Były tam nimfy leśne i nimfy wodne (driady i najady. rozpięto wielki namiot. to ani dzieci. zapadającym się głęboko mchu. Była to olbrzymia płyta z szarego kamienia. W środku półkola. . — Nie. Rosły tu tylko pojedyncze. na wysokim maszcie. I oto. lecz wspaniale olbrzymy. sprawiającym ulgę zmęczonym nogom. gdy nagle zorientowała się. a kiedy się obrócili. — Pan najpierw. bo każde z nich zdało sobie szybko sprawę z tego. chłodzącej im łagodnie twarze. i pelikan. usłyszeli muzykę dochodzącą z prawej strony. widać było coś innego. była już z pewnością pod wodą. to teraz były wyleczone ze swojej niewiary. Kiedy spojrzały na twarz Aslana. urzeczeni tym widokiem. jak okiem sięgnąć. powiewający w bryzie od dalekiego morza. jeden trzymał koronę. Temu. czy zdoła wejść na tę górę bez jeszcze jednego dłuższego odpoczynku. — Nie — szepnął w odpowiedzi Piotr. że nie może patrzyć w te oczy. jak je zwą w naszym świecie) z instrumentami przypominającymi harfy: to właśnie spod ich palców płynęła owa słodka muzyka. — Już niedaleko — powiedział pan Bóbr i poprowadził ich w górę zbocza. a kwiaty zaczynały myśleć o zamknięciu kielichów. na wschodzie. — Nie do wiary! Przecież to morze! — wyszeptał Piotr do Zuzanny. co było celem ich wędrówki. kiedy go zobaczyły. rozciągała się puszcza — tylko z jednej strony. ani bobry nie wiedziały. drugi sztandar. całodziennej wędrówki porządnie ich wymęczyła. po miękkim. Wyglądała na bardzo starą: pokrywały ją dziwne ornamenty i znaki. a Łucja zastanawiała się właśnie poważnie. i groźne. — Zuzanno — Piotr zwrócił się po cichu do siostry — może ty? Panie mają pierwszeństwo. królewskie. zobaczyli to. coś połyskliwego i ruchliwego. Ogarnął je dziwny lęk. że są już na szczycie. poważne i przenikliwe oczy. W dole. cienie wydłużyły się. pobłyskiwał proporzec z czerwonym lwem wspiętym na dwu łapach. wsparta na czterech głazach. bezdrzewnym płaskowyżu. Z boku. przywodzące na myśl litery jakiegoś nieznanego alfabetu. co zrobić lub co powiedzieć. Trwało to krótko. trudno pojąć. od pasa w dół przypominały rosłe konie używane na angielskich farmach. Jeżeli chodzi o samego Aslana. i orzeł. I kiedy tak stali. A jeśli dzieci nigdy by w to nie uwierzyły. gdy prześwietlały go promienie zachodzącego słońca: namiot z żółtego jedwabiu. Był to wspaniały widok — zwłaszcza teraz. którą uprzednio szli. Tuż obok Aslana stały dwa leopardy. stał Aslan. i wielki pies. dalej — szepnął pan Bóbr. Był tam również jednorożec. że coś może być jednocześnie i dobre. Były tam również cztery wielkie centaury. bardzo wysokie drzewa. utworzonego przez tłum najróżniejszych dziwnych istot. dostrzegły tylko błysk złotej grzywy i jego wielkie.Wąska ścieżka. Nad nim. Wszyscy dyszeli ciężko. — No. Synowie Adama przed zwierzętami — wyszeptał znowu pan Bóbr. co tam zobaczyli. jego blask poczerwieniał. A w samym środku zielonej przestrzeni wznosił się Kamienny Stół. na zielonej murawie. byk z głową mężczyzny. kto nigdy nie był w Narnii. ze szkarłatnymi wiązaniami i drążkami z kości słoniowej. od pasa w górę — groźne.

Kiedy dziewczynki odeszły. Pokazuję ci to. Już nie czuli zakłopotania i lęku. bo jesteś pierworodnym z całego rodzeństwa i jako ten będziesz Wielkim Królem. doliny i — wijąca się jak srebrny wąż — wielka rzeka. który będzie twoją królewską siedzibą. poza tym wszystkim. że nie ma tu już nic więcej do powiedzenia. że to go popchnęło w niedobrą stronę. silny i pełen spokoju. ale chłopiec ugiął się pod jej ciężarem). gdzie kraina Narnii graniczyła z morzem. a za morzem niebo pełne różowiejących już obłoków. Piotrze. spoczywająca na morskim brzegu. u ujścia wielkiej rzeki. ty jesteś najstarszy — odpowiedziała. — Aslanie. — Chodź ze mną. lecz Piotrowi wydało się. Pokażę ci z oddali zamek. Synu Adama — odezwał się Aslan — Ker-Paravel czterech tronów. Aslan położył łapę na ramieniu Piotra (pazury miał oczywiście głęboko ukryte. patrząc na niego swoimi wielkimi. Aslanie — powiedział pan Bóbr. kiedy tak stali przed nim i nic nie mówili. Aslanie! — Witaj. wzgórza. że ma schowane pazury") i powiedział: — Ale tymczasem przygotujmy się do uczty. proszę cię bardzo — powiedziała nagle Łucja — czy nie można nic uczynić. Aslanie. — I znowu zamilkł na jakiś czas. Wydobył miecz z pochwy.— Nie. było morze. I wtedy coś kazało Piotrowi powiedzieć: — To częściowo moja wina. Byłem zły na niego i myślę. aby uratować Edmunda? — Wszystko zostanie uczynione — powiedział Aslan — chociaż może się to okazać cięższe. . Synu Adama. I wszyscy odczuli. niż ci się zdaje. że to jednak jego chwila. A Aslan nie powiedział nic. — Witajcie. A tam. A daleko. a blask pochodził z odbicia promieni słonecznych w jego oknach. I oczywiście im dłużej to trwało. podniósł go w geście pozdrowienia. Aż do tej chwili wydawał się Łucji przede wszystkim niezwykle królewski. Zuzanno i Łucjo. aby Piotra oskarżyć lub potępić. Poszli ku wschodniemu brzegowi szczytu — Piotr wciąż z mieczem w dłoni — skąd rozciągał się wspaniały widok. — Próbował ich zdradzić i przeszedł na stronę Białej Czarownicy. że to wielka gwiazda. Lew wstrząsnął grzywą. Ale w chwilę potem to wrażenie minęło. że jest również z jakiegoś powodu smutny. Na jednym z nich ty masz zasiąść jako król. nieruchomymi oczami. daleko. klasnął w przednie łapy („Cóż to za straszne łapy — pomyślała Łucja — dobrze chociaż. Córki Ewy! Witajcie. — Oto. teraz pomyślała. Wreszcie Piotr zrozumiał. tym bardziej czuli się zmieszani. Bobrowie! Jego głos był głęboki i bogaty i w jakiś sposób napełnił ich spokojem. Był to zamek. władcą nad innymi. jaśniało coś złociście na niewielkim wzgórzu. Panie niech zaprowadzą Córki Ewy do namiotu i pomogą im we wszystkim. wycedził przez zęby do reszty: „Dalej! Razem naprzód!". — Ale gdzie jest czwarty? — zapytał Aslan. podszedł do Lwa i powiedział: — Przyszliśmy. Słońce zachodziło za ich plecami i cała kraina u ich stóp zalana była jego czerwonozłotym światłem: lasy. Synu Adama — odpowiedział Aslan. lecz tylko stał.

I tym razem Piotr nic na to nie odpowiedział. a następnie z całej siły wbić miecz między przednie łapy bestii. dlaczego jego siostra nie wspina się wyżej lub przynajmniej nie podciągnie nóg. że za chwilę spadnie — prosto na tę wściekłą bestię. wpatrując się w chłopca płonącymi ślepiami. o co chodzi. Potem stwierdził. że była bliska omdlenia. z sierścią zjeżoną na karku. biegnących ze wszystkich stron. Najpierw wydawało mu się. i usłyszał ryk Aslana: „Do tyłu! Niech książę zdobędzie swe ostrogi!". Oznaczało to. że to niedźwiedź. A potem Zuzanna zeskoczyła z drzewa i padła mu w objęcia. W pierwszej chwili Piotr nie zrozumiał. jak tylko mógł najszybciej. W chwilę później potwór leżał martwy u jego stóp. w końcu wszystko zamieniło się w krew. Nie mogło to jednak mieć żadnego wpływu na to. czy martwy. co musiał zrobić. do namiotu. Poczuł straszliwe zmęczenie. Nie wstyd przyznać. ile tylko miała sił w krótkich nóżkach. Natarł na potwora mieczem i wymierzył cios w jego bok. by Piotr miał czas o tym pomyśleć — chłopiec mógł zrobić szybki unik. chwyta się jednej z niższych gałęzi i podciąga do góry. że zwierzę przypomina bardziej owczarka alzackiego. zrobiło mu się słabo. a jej twarz była biała jak papier. Potem zobaczył Zuzannę. Ale w Narnii nikt nie myślał o tym gorzej od was. i rozwarł paszczę w ryku wściekłości. przypominało kilka chwil z jakiegoś koszmarnego snu. Widział jego lśniące kły tuż przed swoją twarzą. wyprostował się i otarł pot z twarzy. co działo się później. Łucja biegła ku niemu. że można by go właściwie nazwać mruczeniem. biegnie do najbliższego drzewa. że to wilk. Wreszcie zrozumiał. tyle że było o wiele za duże jak na psa. Ale teraz — choć wszystko to stało się zbyt prędko. . Czuł potężne szarpnięcie i napór szarego cielska. przednimi oparty o pień drzewa. Teraz wy macie szansę odnaleźć Czarownicę i uwolnić czwartego Syna Adama. Potem. To. — To róg twojej siostry — powiedział Aslan niskim głosem. gdy zobaczył innych. Piotr wyciągnął z niego miecz. to z pewnością schwyciłby Piotra za gardło w sekundę po chybionym ciosie. A tam zobaczył straszną scenę. jak wyskakuje z namiotu. sierść i gorąco. Piotr nie czuł się wcale mężnie. O tam — za wami! Właśnie ucieka! Wszyscy za nim! Ucieknie do swojej pani. Ale uderzenie nie dosięgło wilka. że przed atakiem po prostu musiał wydać z siebie ów ryk. Najady i driady rozpierzchły się we wszystkie strony. Jak szara błyskawica okręcił się wokół siebie. zaraz jednak zrozumiał. ponieważ nagle rozległ się dziwny głos przypominający dźwięk trąbki. — Centaury! Orły! Widzę drugiego wilka w zaroślach. Jedna ze stóp Zuzanny zwisała zaledwie o kilkanaście centymetrów od jego rozwartej paszczy. Piotr zastanawiał się przez moment. nie wiedział. tak niskim. — Szybko! Szybko! — zagrzmiał głos Aslana. Gdyby wilk nie był tak rozwścieczony. choć o wiele od niego bogatszy. jeśliby to nie miało oznaczać braku szacunku wobec Lwa. że teraz obojgu trzęsły się nogi i że nie zabrakło pocałunków i łez. przez moment zamarł w bezruchu. Za nią pędziła jakaś olbrzymia szara bestia. wreszcie zrozumiał i zaczął biec. stojący już teraz na dwu łapach. czy wilk jest żywy. warczący i kłapiący zębami.

— Chciałabym to zrobić na Kamiennym Stole. Synu Adama — rzekł Aslan. — Może wilk zwietrzy nas i przyniesie nam wiadomości. nie myśląc już o tym. Nawet teraz nie ośmielił się przed swą panią nazwać Aslana po imieniu. byleby tylko pozwolono mu nie ruszać się z miejsca. z hukiem kopyt i łopotem skrzydeł. zanim będziemy mogli składać krwawe ofiary na Kamiennym Stole. Wreszcie Czarownica zatrzymała się w jakimś mrocznym wąwozie ocienionym jodłami i cisami. Schylił się i wytarł ją do czysta o trawę. Był tak zmęczony. — Nie — powiedział karzeł — to się już nie uda. Piotr. Tam to zawsze robiono. a chłopiec upadł po prostu twarzą na ziemię i leżał tak. około tuzina najszybszych istot znikło w gęstniejących ciemnościach. To jest właściwe miejsce. co mamy zrobić. — A czy nie byłoby lepiej — wtrącił karzeł — trzymać tego tu — i kopnął Edmunda — na przetarg? — Tak! I dać im go odbić! — zauważyła zgryźliwie Czarownica. Piotr wzdrygnął się. Teraz są już na pewno przy Kamiennym Stole. — A więc zróbmy lepiej od razu to. a potem jeszcze o swój płaszcz. — Nie zostanie tu długo. musimy to . A potem napadniemy na tych w Ker. odkąd ON jest tutaj? — odpowiedział karzeł. nawet gdyby nas odnalazł.I oto nagle. Pogromco Wilka. — Masz rację — powiedziała Czarownica. gdy spojrzał na białą klingę i zobaczył. odwrócił się i zobaczył Aslana tuż obok siebie. Nigdy przedtem nie wyobrażał sobie. I kiedy Piotr to uczynił. — Na Ker-Paravelu są cztery trony — powiedziała Czarownica. że nie będą to dobre wiadomości. — Cóż to ma za znaczenie. — Zapomniałeś oczyścić swój miecz — powiedział Aslan. przepowiednia się nie spełni. a po chwili dodała: — Tak. — Upłynie jeszcze wiele czasu. do jakiej go teraz zmuszono. Lew uderzył go płaską stroną klingi w ramię i powiedział: — Powstań. co będzie dalej. A odtąd — cokolwiek się stanie — nigdy nie zapominaj o wytarciu swego miecza. by ktokolwiek mógł wytrzymać tak długą wędrówkę. królowo. Była to prawda. Piotrze. — Obawiam się. Rozdział 13 WIELKIE CZARY Z ZAMIERZCHŁYCH CZASÓW A TERAZ MUSIMY WRÓCIĆ DO EDMUNDA. że cała powalana jest krwią i sierścią. wciąż jeszcze ciężko dysząc. jeśli tylko trzy zostaną zajęte. Opodal niego Czarownica i karzeł rozmawiali przyciszonymi głosami. że zapomniał nawet o głodzie i pragnieniu. — A teraz daj mi swój miecz i uklęknij. — A więc.

Uciekajmy! Uciekajmy! — Nie — powiedziała Czarownica. to tylko stary pniak. i duchy tych drzew. ale przyjemne głosy: — Połóżcie go na trawie — dajcie mu trochę wina — wypij to teraz — leż spokojnie — przyjdziesz do siebie w ciągu minuty. co ten dźwięk oznacza. widma i lud spod muchomorów. Zabił go jeden z Synów Adama. co stało się w wąwozie. Ale w tym momencie Edmund przestał słyszeć cokolwiek. lecz rozmawiały między sobą: — Kto złapał Czarownicę? — Myślałem. W pierwszej chwili nie wiedział. Ale gdybyście patrzyli dłużej. — Co to jest? — Och. odwróciła się i odbiegła wielkimi susami. że uciekła? — Trudno się od razu połapać. Jej ramiona były przeraźliwie białe — tak białe. Potem poczuł. mam tu pewną rzecz do załatwienia. Edmund został brutalnie postawiony na nogi.zrobić. nie. Gdyby jednak wiedziały. . Karzeł rozpiął mu kołnierz i zebrał koszulę na karku. jak potrafią. musiałoby wam przyjść do głowy. jak jego światło pada na stary pniak i sporych rozmiarów głaz. I wtedy Edmund usłyszał dziwny dźwięk: uiiiizzzz — uiiiizzzz — uiiiizzz. — Nie ma potrzeby uciekać. unosząc chłopca ze sobą. że jest coś dziwnego w tym pniaku i w tym głazie. Niech no się rozejrzę. I w tym momencie z gardłowym skowytem wpadł między nich wilk. Będziemy walczyć. — Goniłem karła. — Czy to znaczy. ogry i minotaury. Potem głosy zwracały się już nie do niego. Biegnij i zwołaj wszystkich naszych poddanych. zobaczylibyście. które są po naszej stronie. — Przygotuj ofiarę — rozkazała Czarownica. Wezwij ghule i upiory. Centaury. jelenie i ptaki (była to oczywiście owa grupa pościgowa. wysłana przez Aslana za wilkiem przy końcu poprzedniego rozdziału) wyruszyły w drogę powrotną. Wezwij olbrzymów i wilkołaki. Są wszyscy przy Kamiennym Stole — razem z NIM. że ty. jednorożce. nawet jeśli nas zaatakują? Ruszaj szybko. Otoczyły go czyjeś silne ramiona i usłyszał mocne. I niemal w tej samej chwili usłyszał ze wszystkich stron głośne krzyki — tętent kopyt i łopot skrzydeł — jęk Czarownicy — zamieszanie wokoło. Niech przybędą tu tak szybko. Chłopiec zobaczył. że Czarownica zrzuca swój płaszcz. Cóż to? Czyżbym już nie miała swojej różdżki? Czy nie wiesz. choć nie mógł już dostrzec niczego więcej. gdyż zemdlał ze strachu i wyczerpania. — A więc — powiedziała Czarownica — nie mamy stołu. — Nie widziałem jej. wiedźmy. nie. Był to odgłos ostrzenia noża. że ktoś go odwiązuje. który opuściły! W wąwozie zapanowała głęboka cisza. Schowałem się w krzakach i wszystko widziałem. że widział je dobrze w mrocznym cieniu. Wielka bestia pochyliła krótko łeb. Nagle zaświecił księżyc i gdybyście tam byli. Lepiej będzie przywiązać go do drzewa. Zabili mojego kapitana. Karzeł przycisnął go do pnia drzewa i mocno przywiązał. Maugrima. Wezwij srożyce. A potem zaczęlibyście się zastanawiać. — Widziałem ich. Potem zrozumiał. że zamienię ich szeregi w kamień. odkąd wytrąciłem jej nóż z ręki. Potem chwycił go za włosy i odchylił mu głowę w tył.

abym musiał wam opowiadać. Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. aby upewnić się. — Spokój. Synu Ziemi. Uczyniła to wtedy.. Nie ma już potrzeby wracać do tego. . wyszły na zewnątrz i zobaczyły Aslana spacerującego z Edmundem po mokrej od rosy trawie. ale była to w każdym razie rozmowa. że znowu jest ich przyjacielem — coś prostego i naturalnego — i oczywiście nikt nie mógł czegoś takiego wymyślić. — Nic im się nie stanie — odpowiedział również szeptem Piotr. Nie wypuściła jednak swojej różdżki. że przyrzekam jej bezpieczeństwo. Aslan zwrócił się w ich stronę i popchnął ku nim Edmunda. — Te wszystkie bezczelne. co mu Aslan powiedział (nikt tego zresztą nie słyszał). dzięki której mogła sprawiać. — Już niedługo wszystkie imiona i tytuły zostaną zwrócone ich prawowitym właścicielom. dobre sobie! — wtrącił pan Bóbr. byś zapewnił jej na ten czas nietykalność. w każdym razie kroczyły ostrożnie. Gdy tylko zjadły śniadanie. Bobrze! — powiedział Aslan. co było. jeden z leopardów zbliżył się do Aslana i powiedział: — Miłościwy panie. A gdybyście obserwowali dość długo. w związku z tym żąda. pierwszą rzeczą. toby Aslam ich nie wysłał. po czym byłoby już zupełnie jasne. było to. pod warunkiem że zostawi swoją różdżkę pod tamtym dębem. Nie sądzę. przybył poseł wroga i prosi o posłuchanie. A potem każdy chciał powiedzieć coś takiego. że w nocy ich brat został odbity i przyniesiony do obozu. kiedy wytrącono jej nóż z ręki. Ale zanim zdążyło to ich wprawić w kompletne zmieszanie.. Karzeł zgodził się i dwa leopardy poszły razem z nim do Białej Czarownicy. zobaczylibyście. — Gdyby im coś groziło. — Królowa Narnii i Cesarzowa Samotnych Wysp pragnie tu przybyć i odbyć z tobą rozmowę na temat. — Oto wasz brat. że warunek zostanie spełniony. Synu Ziemi? — zapytał Aslan. — Co masz nam do powiedzenia. i każdy odpowiedział: „Już wszystko w porządku". z najeżoną sierścią i napuszonymi ogonami — jak koty. — Królowa Narnii. Powiedz swojej pani. Edmund uścisnął każdemu rękę i każdemu powiedział: „Bardzo mi przykro". Leopard odszedł i wkrótce powrócił. teraz rozmawia z nim Aslan. z dala od reszty dworu. że różne rzeczy zmieniały swój wygląd. — Ale czy ona przypadkiem nie zamieni ich w posągi? — szepnęła Łucja do Piotra. prowadząc karła Czarownicy. której Edmund nigdy nie zapomni. a głaz podnosi się i zaczyna rozmawiać z pniakiem. Myślę.czy ten pniak nie przypomina czasem małego. Kiedy pozostałe dzieci obudziły się następnego ranka (spały na stosach poduszek w wielkim namiocie). który jest przedmiotem zainteresowania obu stron. grubego człowieczka przycupniętego przy ziemi. o jakiej się dowiedziały (od pani Bobrowej). że to samo przyszło do głowy i leopardom. W kilka minut później sama Czarownica pojawiła się na szczycie wzgórza. Bo w rzeczywistości pniak był karłem. a głaz Czarownicą. — Niech się zbliży — odpowiedział Aslan. które zobaczyły obcego psa. jak pniak wędruje sobie do głazu. Kiedy dzieci zbliżyły się. Była to jedna z jej magicznych sztuczek.

. Jego krew jest moją własnością. złotej i martwobiałej. co jest napisane na berle Władcy-Zza-Morza? Znasz przecież Prawo. — Opowiedzieć ci. Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim. — Powiedzmy. co by można przeciw nim zrobić? — Zrobić coś przeciw Czarom Władcy? — zapytał Aslan i odwrócił się do niej z dziwnym. że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i ze za każdą zdradę mam prawo zabić. — Tak więc — ciągnęła Czarownica — to ludzkie stworzenie do mnie należy. — To prawda — powiedział Aslan. Rozumiem. tak blisko siebie. — Chcę porozmawiać z Czarownicą . to znaczy. co mu powiedzą. lecz groźny pomruk. że jesteś królową. o czym mówi Czarownica. Wiesz. Było coś niesamowitego w widoku tych dwu twarzy. jak nakazuje Prawo. I nikt już nie wspomniał nic więcej na ten temat. czy ty nie możesz. — Czy myślisz. że zapomniałem — odpowiedział Aslan chłodno. — Więc chodź i spróbuj go wziąć — zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie. że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. czy nie powinien się odezwać. że jeśli nie dostanę tej krwi... — Nie zaprzeczam temu. Aslanie! — szepnęła Zuzanna do jego ucha. — Czy nie możemy.. Tylko dwie osoby pozostały niewzruszone: Aslan i sama Czarownica. — Ach — wtrącił pan Bóbr — więc to DLATEGO wyobrażasz sobie. które Władca ustanowił w Narnii na samym początku. możesz. Wie. a jednocześnie zastanawiał się gorączkowo. Nikt nie miał wątpliwości. a słowom tym towarzyszył cichy. — Opowiedz nam o Wielkich Czarach. Dało się również słyszeć stłumiony pomruk wśród wszystkich zwierząt. to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie. co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci. Ale — jak nie omieszkał zauważyć pan Bóbr — Czarownica nie patrzyła Aslanowi w oczy. co przeszedł. Pomimo pełnego słońca wszystkich przeszył chłód. że coś dławi go w gardle. — Głupcze! — warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. Aslanie — powiedziała. — Cofnijcie się wszyscy! — zawołał Aslan.. Edmund stał po drugiej stronie. — Opowiedzieć ci? — głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. Nie obchodziło go wcale. że chodzi o Edmunda. wpatrując się w niego przez cały czas. Teraz nie odrywał od niego oczu. że nie oczekiwano od niego niczego więcej poza milczeniem i zrobieniem tego. Czuł. i po porannej rozmowie z Aslanem. — Spokój. Jego życie jest w moich rękach. — Masz tu zdrajcę. — Och. Na widok jej twarzy ciarki przebiegły po plecach trójce dzieci. — No cóż — odrzekł Aslan — nie ciebie zdradził. Bobrze! — powiedział Aslan. które zobaczyły ją po raz pierwszy. jakby nieco groźnym wyrazem twarzy.przeszła przez otwartą przestrzeń i stanęła przed Aslanem. — Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? — zapytała.. prawda? Możesz coś zrobić z tymi Wielkimi Czarami? Czy nie ma nic takiego. ponieważ jesteś katem Władcy. Zaraz jednak wyczuł.

trzymając się za łapy. jego wielka paszcza otwierała się coraz szerzej i szerzej. tak że nikt nie śmiał o to pytać. zajęto się zwijaniem namiotu i pakowaniem rzeczy. kierując się na północny wschód. Był to straszny okres oczekiwania. Mówiąc o szczegółach obu planów. lecz w ostatniej chwili odwróciła się raz jeszcze i powiedziała: — Jaką mogę jednak mieć pewność. aż Czarownica. Łucja krzyknęła cicho: „Och. W dwie godziny po południu maszerowali już. doradzał Piotrowi. Na twarzy Czarownicy malował się okrutny triumf. jakby przedtem wszyscy wstrzymali oddechy. Edmundzie!" i rozpłakała się. — I po całym wzgórzu rozległ się taki odgłos. że twoja obietnica zostanie spełniona? — Rrrrrrrooouuughhh! — zaryczał Aslan. Potem dał się słyszeć szmer przyciszonych rozmów. Ponieważ odległość od celu nie była zbyt wielka. że jak tylko Czarownica załatwi swoje sprawy w tej okolicy. podczas gdy Lew i Czarownica rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami. popatrzywszy przez chwilę na tę rozwartą paszczę. Nie wiadomo. gdyby doszło do oblężenia zamku. jak ma . powróci do zamku i przygotuje się do oblężenia. gdyby przyszło im walczyć w lesie. nie musieli się spieszyć. Ale w końcu zapanowała głęboka cisza. podnosząc się ze swojego tronu. a wszyscy mieli jeszcze w uszach dźwięk strasznego ryku. z wielką powagą na twarzach. Centaury przebierały niespokojnie kopytami. a ryk był coraz bardziej i bardziej potężny. Rozmowa wciąż trwała. Wszyscy posłuchali. Bobry stały obok siebie ze zwieszonymi głowami. czy uda ci się przeciąć jej drogę i udaremnić ten zamiar". Zamierzała już odejść. który zjedzono pod gołym niebem. „Jest prawie pewne. Będzie potrzebne do innych celów. Piotr odwrócił się do wszystkich plecami i wpatrywał się w odległe morze. jak zakończyła się rozmowa z Czarownicą. Po posiłku. a teraz jednocześnie wypuścili powietrze z płuc. Dziś wieczór rozbijemy obóz przy Brodzie Beruny.sam na sam. w obawie o swe życie. zebrała suknię ręką i uciekła ze wzgórza. tak że można było usłyszeć buczenie przelatującego trzmiela. Na początku wędrówki Aslan wyjaśnił Piotrowi swój plan strategiczny. Oczywiście każdy umierał z ciekawości. śpiew ptaków w lasach na zboczach wzgórza i szelest liści na wietrze. Rozdział 14 TRIUMF CZAROWNICY GDY TYLKO CZAROWNICA ODESZŁA. Potem nakreślił dwa plany bitwy: jeden. ale jego twarz była surowa. Aslan powiedział: — Musimy natychmiast opuścić to miejsce. Ona zrzekła się roszczeń do krwi waszego brata. na szczycie wzgórza (słońce przygrzewało już teraz mocno i trawa obeschła). — Możecie wszyscy wrócić! Sprawa została załatwiona. Wreszcie usłyszeli głos Aslana. drugi.

. — Mam takie okropne uczucie. — Dobrze. że już śpisz. — Myślałam. żeby się dowiedzieć. który wydawał się myśleć o czymś innym. Nie mówił jednak wiele i wydawał się czymś przygnębiony.przeprowadzić operacje wojskowe. I tak nie możemy zasnąć.. — Co?. aż w końcu Piotr zauważył: — Ale przecież ty sam z nami będziesz. Jedli wieczorny posiłek w milczeniu czując.. Słuchaj. — To się wiąże z Aslanem — dodała Łucja. Był to Bród Beruny i Aslan wydał rozkaz. Ten nastrój długo nie pozwalał Łucji zasnąć. — Tak?. — Nie mogę ci tego obiecać — odpowiedział Lew i dalej udzielał mu instrukcji.. Bo widzisz. — Czy nie byłoby lepiej — zauważył Piotr — rozbić obóz po tamtej stronie. — Wydaje mi się. Próbowała liczyć barany i przewracała się na posłaniu. Tego wieczora wszystkim udzielił się dziwny nastrój Aslana. Słuchaj. — Ty też nie możesz zasnąć? — zapytała Zuzanna. — Nie mogę — odpowiedziała Łucja. — Zuzanno! Wyjdźmy na dwór i rozejrzyjmy się. Tak więc zabrali się do rozbijania obozu. że wydarzyło się coś. Zuzanno. że być może przyjdzie mu poprowadzić walkę i że wielkiego Lwa może zabraknąć w oczekującej ich bitwie. Piotr nie mógł się oswoić z myślą. które towarzyszyły mu najbliżej. — Nie — odpowiedział Aslan bezbarwnym głosem. Było jeszcze jasno. — Nie. w którym dolina otworzyła się. że siostra również przewraca się z boku na bok w ciemności. dlaczego on powiedział. choć tak niedawno dopiero się zaczęły. Tak właśnie powinien myśleć żołnierz. albo on sam zamierza zrobić coś strasznego. co zupełnie zmieniło sytuację. jakby cała sprawa niewiele go już obchodziła. aby zatrzymać się po tej stronie rzeki. Ale to już nie ma większego znaczenia. — Coś niedobrego działo się z nim przez całe popołudnie.. chodźmy. były Zuzanna i Łucja. podniósł się. Musimy się z nim zobaczyć. kiedy doszli do miejsca. I westchnął głęboko. Łusiu. W drugiej części marszu osobami. na przykład: „Musisz ustawić centaury tu i tu" albo: „Musisz wysłać zwiadowców. jakby coś nad nami wisiało.. że nie może być z nami w bitwie? Chyba nie myślisz. ja też coś takiego czuję... jak gdyby dobre czasy niespodziewanie się kończyły. aby nas nie zaatakowano w nocy? Aslan.. że albo z nim ma się stać coś strasznego. ona nie zaatakuje nas w nocy.. a rzeka była szeroka i płytka.. potrząsnął swą wspaniałą grzywą i powiedział: — Co takiego? Piotr powtórzył swoją propozycję. że mógłby tej nocy uciec i zostawić nas samych? — A gdzie on teraz jest? Tutaj w namiocie? — Chyba nie. czy ona nie zrobiła tego i tego". Zaraz jednak dodał: — Niemniej dobrze to było pomyślane. Było tak. aż usłyszała głębokie westchnienie Zuzanny i poczuła.

że nie ma potrzeby już nic więcej mówić. — Pozwól nam iść ze sobą. Aslanie? — zapytała Zuzanna. więc poszły w jego kierunku. dziękujemy. — Czuję się smutny i osamotniony. Tak. gdy go spotkały: zanurzyły swoje zimne rączki we wspaniałej gęstwinie jego grzywy i trzymając się jej. królewska głowa zwieszała się tak nisko. odchodzącego powoli w stronę lasu. łapy miał zmoczone rosą. Bez słowa podążyły za nim. że zatrzymacie się. że tu jesteście. którego dotąd znały. A cokolwiek się wydarzy. szły dalej blisko niego.. smutne oczy. Potem powiedział: — Tej nocy miła mi będzie czyjaś bliskość. posuwał się wolno. na rozległej polanie. A Łucja i Zuzanna. Zegnajcie. czemu za mną idziecie? — Nie mogłyśmy zasnąć — odpowiedziała Łucja i nagle poczuła. I dziewczynki zrobiły to. gdzie brakowało cienia. Poszli więc dalej razem — każda z sióstr po jednej stronie Lwa. nie pozwólcie. Nagle Zuzanna złapała Łucję za ramię i szepnęła: „Spójrz!" Na dalekim skraju obozowiska.Ostrożnie. Ogon i łeb zwisały mu ciężko. patrzyły za mm — i oto. i idźmy tak dalej. Aslan zatrzymał się i powiedział: — Och. żebym czuł. możecie ze mną iść. żeby nie zbudzić śpiących. że nos prawie dotykał trawy. jeśli mi przyrzekniecie. zobaczyły Lwa. Potem odwrócił się od nich i wszedł samotnie na szczyt wzgórza. rozbijającej się o kamienie. Jakże jednak wolno szedł! A jego wielka. po zboczu wzgórza. Księżyc świecił jasno i w głębokiej ciszy słychać było tylko plusk wody. Połóżcie ręce na mojej grzywie. to zagłębiając się w gęsty cień drzew i zarośli. jakby był bardzo. zatrzymał się i rozejrzał wokoło. znalazły drogę do wyjścia i wyczołgały się z namiotu. idąc najwyraźniej tą drogą. jak zechcesz — odpowiedziały dziewczynki. gdziekolwiek idziesz — powiedziała Zuzanna. Kiedy były blisko. którą tego popołudnia przybyli ze Wzgórza Kamiennego Stołu. Zrobimy tak. — No cóż — zaczął Aslan i wyglądało na to. I obie dziewczynki zapłakały gorzko (chociaż właściwie nie wiedziały dlaczego) i przytuliły się do Lwa. tam gdzie zaczynały się już drzewa. a o czym marzyły od pierwszej chwili. dzieci. na którym stał Kamienny Stół. Wyglądał zupełnie inaczej niż wielki Aslan. czego nigdy nie śmiałyby zrobić bez jego zachęty. — Czy stało się coś złego? Czy nie możesz nam powiedzieć? — Może jesteś chory. Aslan szedł najpierw w górę zbocza. Szedł i szedł. Kiedy doszli do ostatniego drzewa (pod którym rosły jakieś krzaki). Wkrótce stwierdziły. o czym myślały.. przycupnąwszy w krzakach. dzieci. dzieci. w którym mogłyby się ukryć. jego łapy i jego wielkie. I nagle. — Och. Po chwili wzdrygnął się i wydał z siebie głuchy jęk. potem skręcił nieco w prawo. — Aslanie! Kochany Aslanie! — zawołała Łucja. i pozwolicie mi iść już dalej samemu. kiedy wam powiem. dzieci. że się zastanawia. i ucałowały jego grzywę. bardzo zmęczony. że Aslan dobrze wie. — Nie — odpowiedział Aslan. co . Tutaj musicie pozostać. Aslanie. oddalając się od rzeki. dziękujemy ci. jego nos. to krocząc w jasnej poświacie księżyca.. Ucieczka nie miała już sensu.. że idą pod górę. aby was zauważono. usłyszały jego głos: — Och.

— Powiedziałam. Potem inni — karły i małpoludy — ruszyli. że nawet Czarownica uległa fali strachu. . czerwone płomienie otaczały kłęby czarnego dymu. wampiry i harpie. A pośrodku. — Trzeba go najpierw ogolić. Zwiążcie go mocno! Łucja i Zuzanna wstrzymały oddech w oczekiwaniu na ryk Aslana i jego skok na wrogów. ociągając się trochę ze strachu. wilki i wilkołaki. gdy stwierdziły. wielu trzymało pochodnie. związać go! — powtórzyła Biała Czarownica. nawet wówczas. gdy zgraja potworów zobaczyła wielkiego Lwa kroczącego w ich kierunku. a chociaż księżyc świecił jasno. przecież to jest tylko wielki kot! — Czy to jest TO. Ktoś wykrzyknął: — Patrzcie. nagi łeb Aslana wydawał się jeszcze bardziej mężny. że wpiły się w żywe ciało. cóż to była za zgraja! Ogry z wielkimi zębami. jakby dokonali nie lada wyczynu. i „Chciałbyś dostać spodeczek mleka. Wrogowie również zauważyli tę różnicę. których złowrogie. Cztery wiedźmy. jak oni MOGĄ? — wykrztusiła Łucja. zobaczyły głowę Aslana — małą i zmienioną nie do poznania bez grzywy. I wszyscy otoczyli go ciasnym kołem. karły. gdy jego wrogowie. bardziej piękny i bardziej spokojny niż kiedykolwiek. — Wstrętne bestie! Bestie! — Teraz. miotając się i szarpiąc sznurami. bo gdybym to zrobił. kocurku?" — Och. Ach. gdy jeden z ogrów wysunął się do przodu z nożycami do strzyżenia owiec w ręku i nachylił się nad głową Aslana. Naokoło Kamiennego Stołu zebrał się wielki tłum. i przez moment wydawało się. Wiedźmy rzuciły się na Lwa i zawyły z triumfu. I znowu ryk szyderczego śmiechu zagrzmiał nad tłumem jej poddanych. — Przyszedł głupiec. duchy złych drzew i trujących roślin i wiele innych potworów. Rozległ się szybki zgrzyt nożyc i masy wijącego się złota zaczęły spadać na ziemię. zaczęły się zbliżać do niego. zaciągnęli węzły tak mocno. dorośli nie pozwoliliby wam czytać tej książki — srożyce. ifryty. Wkrótce przewrócili potężnego Lwa na grzbiet i związali mu mocno wszystkie cztery łapy razem. wrzeszcząc i pokrzykując. kici.zobaczyły. przy Kamiennym Stole. — Zatrzymajcie się! — rozkazała Czarownica. Wreszcie ogr podniósł się. obserwujące to wszystko z ukrycia. kiedy minął już pierwszy szok. Ale nic takiego się nie zdarzyło. wiedźmy i zmory. czego się tak baliśmy? — odezwał się drugi głos. Szybko jednak opanowała się i wybuchnęła dzikim śmiechem. że nie stawia żadnego oporu. aby ich wszystkich uśmiercić. Zebrali się tu rzeczywiście wszyscy. Potem zaczęli go wlec w stronę Kamiennego Stołu. których nie będę opisywał. szydząc z niego i nawołując: „Kici. a łzy spływały jej po policzkach. Ale Lew był nadal spokojny. a dziewczynki. kotku?". którzy stali po stronie Czarownicy i których wilk zwołał na jej rozkaz. strachy. szczerząc zęby i łypiąc złośliwie oczami. chociaż — gdyby tylko zechciał — wystarczyłaby jedna z tych potężnych łap. orki. Szwargot i skowyt przerażenia rozległy się na wzgórzu. stała sama Czarownica. widma. biedna kicia" i „Ile myszek dzisiaj złapałeś. — Głupiec! — wykrzyknęła. kici. aby im pomóc.

z tą świadomością — giń! Dziewczynki nie zobaczyły ruchu jej ręki. jedynie nieco smutna. opluwały i wydrwiwały. jak to uczyniła wówczas. które go kopały. którzy uprzednio bali się do niego zbliżyć nawet wówczas. Ci. wreszcie z najwyższym trudem udało im się umieścić olbrzymie cielsko na kamiennej płycie.— Nałóżcie mu kaganiec! — rozkazała Czarownica. inni ciągnęli. kto zwyciężył? Ty głupcze. czy myślisz. obnażając ramiona. Patrzył w niebo. W końcu mieli już dosyć. Jej twarz wykrzywiał grymas złej namiętności — jego była wciąż spokojna: ani zła. Przez kilka minut dziewczynki przestały go widzieć — tak gęsto był otoczony tłumem potworów. W końcu zbliżyła się do Stołu. że nie jest to nóż ze stali. gdy ofiarą miał być Edmund. lecz nagle jeszcze raz opuściła rękę i powiedziała drżącym z podniecenia głosem: — A więc. Jeszcze raz zaciśnięto stare więzy i dodano nowe. Ale się nie poruszył. i w ten sposób uczynimy zadość Wielkim Czarom. Blask pochodni padł na klingę i dziewczynkom wydało się. miał dziwny i złowrogi kształt. ani przerażona. Teraz zaczęli go ciągnąć do Kamiennego Stołu. tylko jedno kłapnięcie jego paszczy kosztowałoby utratę rąk dwu lub trzech wrogów. że przez to wszystko uratujesz tego ludzkiego zdrajcę? Teraz zabiję ciebie zamiast niego. — Tchórze! Podłe tchórze! — łkała Zuzanna. Cztery wiedźmy stanęły przy czterech rogach Stołu z płonącymi pochodniami w rękach. Czarownica podniosła nóż. gdy już był związany. że ledwo go było widać spod plątaniny sznurów). nawet teraz? Kiedy już Aslan leżał na płaskiej powierzchni kamiennej płyty (związany tak. Rozdział 15 NAJWIĘKSZE CZARY SPRZED POCZĄTKÓW CZASU Zanim ukryte w zaroślach dziewczynki ośmieliły się ponownie spojrzeć na . Teraz otoczyli go wszyscy. Ale kiedy już będziesz martwy. że oddałeś mi Narnię na zawsze. Czarownica zrzuciła płaszcz. — Czyżby WCIĄŻ się go bali. I nawet teraz. Nie mogły już na to patrzyć i ukryły twarze w dłoniach. co zdawało się jeszcze bardziej rozwścieczać tę hałastrę. tak jak się umówiliśmy. straciłeś życie i wcale nie uratowałeś tego małego zdrajcy? A teraz. Jedni popychali go. Stała teraz tuż przy głowie Aslana. tłum uciszył się. gdy nakładano mu kaganiec. lecz z krzemienia. któż mnie powstrzyma przed zabiciem również i jego? Kto go WTEDY wyrwie z moich rąk? Czy już pojąłeś. teraz nabrali odwagi. biły. Potem zaczęła ostrzyć nóż.

Czuły widma przepływające koło nich jak chłodne powiewy i drżenie ziemi pod nogami pędzących minotaurów. Gdy tylko las ucichł ponownie. ale jeżeli ktoś z was przeżył kiedyś coś podobnego — jeśli płakał całą noc. podtrzymujące kamienną płytę. gdyż palce zgrabiały im z zimna i zaczęła się już najciemniejsza część nocy. Człowiek czuje się tak. z jazgotem piszczałek i przenikliwym rykiem rogów cała ta podła hałastra zaczęła opuszczać szczyt wzgórza i zbiegać po zboczu tuż obok ich kryjówki. ale zarys martwego ciała na Kamiennym Stole był jeszcze dobrze widoczny. że niemal nie zwracały na to uwagi. W końcu Łucja powiedziała: — Nie mogę już patrzeć na ten okropny kaganiec. że cokolwiek-to-mogło-być wpełza na głazy. wielki kot. Nie było to łatwe. kiedy już ten wielki głupiec. Aż w końcu Łucja zauważyła dwie rzeczy. czy nie udałoby się nam go zdjąć. Cóż to może mieć za znaczenie? Nic się już teraz nie liczy! Ale po jakimś czasie zauważyła. co z niego jeszcze zostało — a potem płakały i płakały. usłyszały głos Czarownicy: — Już po wszystkim! A teraz wszyscy za mną! Skończymy z tą wojną. Drugą był jakiś delikatny ruch w trawie u jej stóp. Oto z dzikim wrzaskiem. tak jak potrafiły. Dziewczynki uklękły w mokrej od rosy trawie. Nie zajmie nam wiele czasu policzenie się z tym ludzkim robactwem i ze zdrajcami. a nad nimi rozlegał się ohydny łopot skrzydeł i niebo poczerniało od sępów i wielkich nietoperzy. że wypłakały już wszystkie łzy. a potem wytarły krew i pianę. że w końcu przychodzi pewien szczególny rodzaj spokoju.Kamienny Stół. wybuchnęły płaczem raz jeszcze. że niebo po wschodniej stronie zrobiło się nieco mniej ciemne niz godzinę wcześniej. Mam nadzieję. Zuzanna i Łucja wypełzły ze swojej kryjówki na otwartą przestrzeń na szczycie wzgórza. Ale oprawcy z czystej złości zaciągnęli węzły tak mocno. Przez kilka chwil dziewczynkom groziło bardzo poważne niebezpieczeństwo. A więc spróbowały. jakby już nic nigdy nie miało się zdarzyć. ucałowały zimny łeb Lwa i pogłaskały jego wspaniałe futro — to. Księżyc zaczął się już zniżać i raz po raz przesłaniały go przejrzyste chmury. beznadziejnie i strasznie — bardziej. Kiedy indziej dygotałyby ze strachu. ale wreszcie dopięły swego. leży martwy. . aż wydało im się. — Tak sobie myślę. a potem znów ucichły. A wtedy popatrzyły na siebie i schwyciły się za ręce. A kiedy zobaczyły pysk Lwa bez kagańca. W pierwszej chwili zupełnie się tym nie przejęła. ale teraz smutek. I tak mijały godzina za godziną. niż potrafię to opisać. wstyd i przerażenie po śmierci Aslana przepełniały je tak. Pierwszą było to. i zrobiło się im jeszcze bardziej samotnie. a dziewczynki nie czuły nawet. że nikt z czytających tę książkę nie czuł się nigdy tak nieszczęśliwy jak Zuzanna i Łucja tej nocy. aby nie czuć się tak samotnie — i zapłakały znowu. aż zabrakło mu łez — to wie. że robi się coraz zimniej. Zastanawiam się. czy nie dałoby się go również rozwiązać — odezwała się Zuzanna. A potem owo cokolwiek-to-mogło-być zaczęło łazić po martwym ciele Aslana. że dziewczynki nie mogły sobie z nimi poradzić.

pociągając Zuzannę za sobą Wschód słońca sprawił. Potem odpowiedział mu inny ptak i wkrótce cały las rozbrzmiał ptasim śpiewem. gdy robiło się jaśniej i mogły widzieć go wyraźniej. hen. Myślą. że to są przyjazne myszki. — Sądzę. — Cóż to za dziwy! One przegryzają więzy! — Tak właśnie myślałam — odezwała się Łucja. może nawet setki małych polnych myszy. gdy go rozwiążą. niezliczoną ilość razy. — Aj! — krzyknęła Zuzanna z drugiej strony. — Zaczekaj! — powiedziała Łucja. że teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Niebo zaczynało się czerwienić. I z każdą chwilą. Był wczesny ranek. nie zdają sobie sprawy z tego. powoli wynurzył się skrawek słońca. wy. I tak chodziły. Myszy znikły gdzieś w trawie. Gdzieś poza nimi.. — Nie do wiary! — powiedziała Zuzanna. która przypatrywała im się uważnie z bliska. Widziały wyraźnie myszy gryzące grube powrozy — tuziny i tuziny. ja. od martwego Aslana do wschodniego brzegu szczytu. I w tej samej chwili usłyszały za sobą ogłuszający. jego martwa twarz wyglądała coraz mniej strasznie. na samym końcu świata. Wynoście się. że mu pomogą.. Tak długo przedtem było cicho. Niebo na wschodzie pojaśniało. I wreszcie. Kamienny Stół był przełamany: wielka . Poczuły teraz. kiedy przystanęły akurat na krawędzi zbocza. — Ja. — Mnie też — dodała Zuzanna. — Stało się coś strasznego. a gwiazdy zbladły — wszystkie. potworki! — I zamachała rękami. Poszły na wschodni brzeg płaskiego szczytu i spojrzały w dół. — Przejdźmy się trochę. straszny trzask. prócz jednej wielkiej gwiazdy. Wielka gwiazda nad horyzontem prawie już znikła. jakby jakiś olbrzym przełamał swoją miskę. Wszystkie barwy i cienie zmieniły się. Teraz zrobiło się dużo jaśniej. w lesie. wzdłuż linii rozdzielającej morze i niebo czerwień zamieniła się w złoto i powoli. aż porządnie się zmęczyły.Nachyliła się niżej. tam i z powrotem. A potem to zobaczyły. płonącej nisko nad wschodnim horyzontem. ale za nią. — Czy nie widzisz. Biedactwa. patrząc na morze i Ker-Paravel (który mogły już teraz rozpoznać). jaśniało już blade morze. co one robią? Obie dziewczynki nachyliły się jeszcze bardziej.. Dziewczynki usunęły resztki przegryzionych powrozów i teraz Aslan wyglądał trochę bardziej swojsko. boję się odwrócić — wyjąkała Zuzanna. aby je przepędzić. Cała kraina w dole tonęła jeszcze w ciemnozielonym mroku. Zobaczyła coś małego i szarego. Dziewczynki zauważyły po raz pierwszy bladość swoich twarzy. wczepiając się w ramię Zuzanny. — Coś złego dzieje się z NIM! — zawołała Łucja. — Zimno mi — powiedziała Łucja. że on jest już martwy. zimniej niż w ciągu całej nocy. — Co to takiego?! — krzyknęła Łucja. I w końcu wszystkie sznury — jeden po drugim — opadły. tak że przez chwilę nie zauważyły rzeczy najważniejszej.. że aż podskoczyły na ten dźwięk. — Chodźmy! — I odwróciła się. że jest im bardzo zimno. — Jakie to wstrętne! Okropne małe myszy chodzą sobie po nim. zaćwierkał ptak.

Potem skoczył nagle nad ich głowami i wylądował po drugiej stronie Stołu. czy to zabawa z piorunem. są czary jeszcze większe. która nie dopuściła się żadnej zdrady. Jej wiedza sięga tylko początków czasu.. nie do pochwycenia. jesteś prawdziwy. Stół rozłamie się i sama Śmierć będzie musiała cofnąć swe wyroki. tego już ZA wiele! — łkała Łucja. nie jesteś. drżącymi. Aslan! — zawołały dziewczynki. z błyszczącymi oczami. — Co to znaczy? Czy to nowe czary? — Taaak! — rozległ się za nimi potężny głos.szczelina biegła od jednego końca do drugiego. — powiedziała Zuzanna drżącym głosem. Łucja nie bardzo wiedziała. — Mogli chociaż ciało zostawić w spokoju. że mi wracają siły. to zatrzymując się raptownie w ucieczce. co i strachu. — Teraz już nie — odpowiedział Aslan. I ciekawa rzecz: kiedy już wszyscy troje leżeli w słońcu . jeśli potraficie! Przez chwilę stał nieruchomo. Aslan skoczył znowu. rąk. Lew krążył wokoło. podskakując i klaszcząc w dłonie. nie mogąc wypowiedzieć ostatniego słowa: DUCHEM. napiętymi łapami i śmigającym na boki ogonem. aż cała trójka turlała się razem po trawie w roześmianym kłębku futra. jeszcze większy niż przedtem. to wyrzucając je w powietrze podrzutem potężnych. Takich swawoli nikt by się nie spodziewał.. — O. nóg i łap. to opadając w skoku między nimi. A teraz. Aslan znikł. dzieci. Aslanie! — krzyknęła Łucja. — Och! Och! Och! — wykrzyknęły dziewczynki i pobiegły do Stołu. — A więc nie jesteś już martwy. czy zabawa z rozkosznym kotem. że kiedy dobrowolna ofiara. — Czy przypominam ducha? — zapytał. tym. Aslan pochylił swój złoty łeb i liznął ją w czoło. — To znaczy — odpowiedział Aslan — że chociaż Czarownica zna Wielkie Czary. o których nie wie. dzieci — powiedział Lew — czuję.. Och. kochany Aslanie? — zapytała Łucja. wpatrując się w niego i czując chyba tyle radości. przyjemny zapach bijący z jego grzywy. wstrząsając grzywą (która widocznie mu odrosła) stał Aslan. — Och. Rozpoczęła się zwariowana zabawa. Łucja śmiejąc się (chociaż nie wiedziała dlaczego) wgramołiła się na szczątki kamiennej płyty. — Och. aby go złapać. — Och. — Kto to zrobił? — krzyczała Zuzanna. jesteś prawdziwy! Och. poznałaby inne zaklęcie.. to znów pozwalając im prawie złapać się za ogon. — I nie jesteś. tak! A teraz? — krzyknęła Łucja. Poczuła ciepło jego oddechu i silny.. Obie dziewczynki rzuciły się na niego i obsypały go pocałunkami. złapcie mnie.. kiedy już ochłonęły trochę z wrażenia. Gdyby jednak potrafiła sięgnąć nieco dalej. — Och. w bezruch i ciemność sprzed początków czasu.. Ścigały go po całym szczycie wzgórza. to daleki.. A tam. Dowiedziałaby się. jaśniejący w blasku wschodzącego słońca. miękkich łap i chwytając je bezpiecznie z powrotem. Ale gdy już była po tamtej stronie. zostanie zabita w miejsce zdrajcy. — Ale co to wszystko znaczy? — spytała Zuzanna. — To nowe czary! Odwróciły się.

przechodzi w bród przez większe. I nie galopujecie po drodze. Zuzanna usiadła na przedzie. Jeździliście kiedy pełnym galopem na koniu? Pomyślcie o tym. co to jest. chwytając się jego grzywy. obejmując ją mocno rękami. ani głodne. siwego lub kasztanowego grzbietu konia wyobraźcie sobie miękkie. nie zwolniwszy nawet biegu. Było prawie południe. jakiego nawet on sam nigdy jeszcze nie wykonał. gdy z wysokiego wzgórza zobaczyły zamek. zapierające dech grzbiety górskie — i znowu w dół. omszałych skał i odpowiadających echem jaskiń. pod dębami i przez dzikie sady pełne wiśni obsypanych śnieżnobiałym kwieciem. między rzędami dostojnych buków i przez słoneczne polany. a potem przez gęstniejący las. A potem wyobraźcie sobie. Pędzi wciąż naprzód i naprzód. Zobaczyły tylko. w dół. przeskakuje przez krzaki. wyglądający z tej odległości jak zabawka. a potem przez nie kończące się łąki pokryte błękitnymi kwiatami. ale wprost przez Narnię. śmiało przepływa przez największe. skoczył ku twierdzy jak pocisk. I teraz nie wyglądał już jak zabawka. dzieci. że pędzicie dwa razy szybciej niż na najlepszym koniu wyścigowym. w dół. Będziecie podróżować na moim grzbiecie. jakby się coś z nich wyrwało i zostało w tyle. złoty grzbiet. byli już na dole. bo oto Lew sprężył się do skoku. i szybciej od najszybszego konia popędził susami po zboczu wzgórza. że nie śmiały na niego patrzyć. nigdy nie zawaha. jak drzewa ugięły się pod podmuchem jego ryku. — Teraz. I położył się. po parku ani nawet po wydmach. tak jak trawy uginają się na łące pod powiewem wiatru. wyglądał tak strasznie. — Dom Czarownicy! — krzyknął. — A teraz — odezwał się wreszcie Aslan — teraz wracajmy do naszych spraw. dziewczynki nie czuły się wcale ani zmęczone. wrzosy i małe strumienie. że zamek rósł z każdą chwilą i zanim zdążyły zapytać jedna drugą. ostro zakończonych wieżyc. I tak zrobiły. nigdy się nie potyka. a Łucja za nią. trzymajcie się mocno! W następnej chwili cały świat odwrócił się nagle do góry nogami. Czuję. przez przepastne. złociste futro i grzywę powiewającą w pędzie. pośród wiosny. a potem odejmijcie głuchy tętent kopyt i dzwonienie uprzęży. i skoczył — albo może lepiej powiedzieć: poszybował w powietrzu — ponad murami zamku. a dzieci poczuły. obok ryczących wodospadów. w dzikie wąwozy.oddychając głęboko. ani spragnione. W dodatku wasz wierzchowiec nie musi być kierowany i nigdy się nie męczy. A Lew podniósł się powoli i nagle skoczył naprzód. Potem powiedział: — Mamy przed sobą daleką drogę. Obie . po zboczach wichrowych wzgórz porośniętych jałowcem i przez przełęcze pokryte wrzosem. Między blankami i w strzelnicach nie dostrzegły żywej duszy. a dzieci wspięły się na jego ciepły. a zamiast tego wyobraźcie sobie prawie bezszelestne opadanie wielkich łap. zawsze bezbłędnie znajduje drogę między pniami drzew. ale srożył się przed nimi mnóstwem złowrogich. Ta jazda była chyba ich najcudowniejszym przeżyciem w czasie całego pobytu w Narnii. że zaraz będę ryczał. A Aslan podniósł się i kiedy otworzył paszczę. Lepiej zatkajcie sobie uszy palcami. I zamiast czarnego. a wrota były zamknięte. Ale Lew pędził po zboczu z taką szybkością. Aslan.

szczekaniem. zsunęły się z jego grzbietu pośrodku rozległego. I w tym momencie Łucja zawołała: — Och. jak ktoś przykłada zapaloną zapałkę do kawałka gazety podłożonego na palenisku pod drewnem: przez chwilę nic się nie dzieje. podbiegł do niego w kilku susach i zaczął brykać wokół niego. psów i satyrów. kamienne fałdy rozsypały się w kaskadę żywych włosów.. stojącą za krasnoludkiem. marmurowym grzbiecie. Zuzanno! Spójrz! Spójrz na tego lwa! Mam nadzieję. Ale wkrótce na całym dziedzińcu zaczęły się dziać takie dziwy. pełznąca wzdłuż brzegu gazety. zobaczywszy Aslana. że aż prawie żółtej. który (jak pamiętacie) stał kilka kroków przed lwem. tupotem. pokrytego kamiennymi płytami dziedzińca. Potem błyskawicznie okręcił się w miejscu — zupełnie jak kot próbujący złapać własny ogon — i dmuchnął na kamiennego krasnoludka. gruchaniem. tak jak płomień liżący kawałek papieru. podczas gdy jego zad zdawał się wciąż jeszcze być z kamienia. krzykami. przez dobrą chwilę lew stał dalej nie zmieniony. bez tchu. lew wstrząsnął grzywą. obrócony do niego plecami. Kiedy Aslan na niego dmuchnął. czerwony wewnątrz pysk. żółte pończochy i szkarłatne buty krasnali. A w miejsce martwej ciszy cały dziedziniec rozbrzmiewał teraz radosnym porykiwaniem. przejrzystej zieleni. aż w końcu prawie zniknął w ruchliwym tłumie. kwileniem. kasztanowe boki centaurów. Potem cienka smuga złota zaczęła pojawiać się na jego białym. czerwonobrązowe futerka i ogony lisów. aby polizać go w pysk. o. Otworzył wielki. Potem. Potem chuchnął na wysmukłą kamienną driadę. W miejsce wszechobecnej martwej bieli wybuchnęły wszędzie żywe barwy: lśniące. i nimfy modrzewiowe w zieleni tak jasnej. rżeniem. ale żywe i całe. Teraz również i tylne łapy ożyły: lew podniósł jedną i podrapał się za uchem. — Aslan coś robi. Najróżniejsze istoty biegały za Aslanem i tańczyły wokół niego. że widzieliście. Dziedziniec nie wyglądał teraz jak muzeum — już bardziej przypominał ogród zoologiczny. — Jakie dziwne. aż złocisty kolor spłynął na całą postać. za chwilę rozszerzyła się gwałtownie. potem pojawia się cienka smuga ognia. a potem ku dwóm centaurom. i jeszcze nimfy brzozowe w srebrze. i cudownie ziewnął. Rozdział 16 CO SIĘ STAŁO Z POSĄGAMI CÓŻ TO ZA NIESAMOWITE MIEJSCE! — zawołała Łucja. Coś podobnego działo się z lwem. i ludzie! To wygląda jak. błękitne rogi jednorożców. Aslan zbliżył się do kamiennego lwa i dmuchnął na niego. ciepły i żywy. jak muzeum. zwrócił się nagle w stronę kamiennego królika po prawej stronie. Wszędzie ożywały kamienne posągi.dziewczynki. a wszystkie ciężkie. . że szybko o niej zapomniały. — Sza! — powiedziała Zuzanna. Miała rację. i nimfy bukowe w świeżej. skamląc z radości i podskakując. zapełnionego posągami. wreszcie. jaskrawokolorowe upierzenie ptaków. skamleniem. Dziewczynki śledziły tę scenę z zapartym tchem. te wszystkie kamienne zwierzaki..

aby Aslana powstrzymać. „Och! Uwaga. i kiedy przyłożył dłoń do ucha i poprosił. Ożywały już całe nogi olbrzyma. „Pomóż nam przy tych drzwiach!". (Olbrzymy są już dziś tak rzadkie w Anglii i tak niewiele z nich należy do łagodnych. tu jest jeszcze jeden biedny kangur! Zawołajcie Aslana!". przetarł oczy i powiedział: — Coś takiego! Chyba musiałem się zdrzemnąć.wiwatowaniem. każde drzwi i każde okno szeroko otwarte. śpiewem i śmiechem. co się naprawdę stało. i dotknął kilka razy palcami swojej czapki. czy to rozsądne? Łucja spojrzała i zobaczyła. Ale było już za późno. że nikt z was nie widział jeszcze olbrzyma z rozpromienioną twarzą. — Nie to akurat miałam na myśli — szepnęła Zuzanna do Łucji. będąc tak długo kamienną figurą. — Wszystko w porządku! — zawołał Aslan radosnym głosem. chodź tutaj szybko! I w chwilę później Łucja i jej mały przyjaciel tańczyli z radości wokoło. co warto zobaczyć. brzydka twarz rozpromieniła się ze szczęścia. to znaczy. cała reszta pójdzie za ich przykładem. jak Aslan dmucha na stopę kamiennego olbrzyma. „Uważajcie na tę zapadnię!". „Tu. wiosenne powietrze przenikały do tych wszystkich złowrogich miejsc. — Jak tylko ożyją stopy. W chwilę później zdjął maczugę z ramienia. aby mu to powtórzono jeszcze raz. że to był Tumnus) powiedział: — Ale jak my się stąd wydostaniemy? Pamiętacie bowiem. co mu Łucja miała do opowiedzenia. Ale kiedy wszyscy zaczęli jeden przez drugiego wykrzykiwać mu. a gdzie jest ta przeklęta mała wiedźma. — Spójrz! Nie wiem.) — A teraz weźmy się za wnętrze tego Domu — powiedział Aslan. iż stawiam dziesięć przeciwko jednemu. na górę! Tu jest ich jeszcze mnóstwo na piętrze!" Ale najlepsze było. Wszyscy ruszyli do środka i przez następne kilkanaście minut cały ten ciemny. Faun nie zmienił się wcale. . tak że jego głowa znalazła się na wysokości zwykłego stogu siana. — Rozglądajcie się bacznie wokoło! Na górę.. w końcu zrozumiał.. Cały zamek był już pusty. gdy Łucja wbiegła na górę i krzyknęła: — Aslanie! Aslanie! Znalazłam pana Tumnusa! Och. i oczywiście bardzo był ciekaw wszystkiego. — Och! — wykrzyknęła Zuzanna już innym tonem. pokłonił się przed Aslanem nisko. a jego prostacka. I właśnie wtedy ktoś (myślę. Hej. że Aslan przeskoczył przez mur. „Aaaaapsik! Co tu tak śmierdzi?". nawet gdyby zechciał jej posłuchać. gdzie jeszcze mogą być ukryci jacyś biedni więźniowie. posępny i cuchnący stęchlizną stary zamek rozbrzmiewał echem otwieranych okien i przekrzykujących się nawzajem głosów: „Nie zapomnijcie o lochach!".. trzymając się za ręce. „Tu są jeszcze jedne kręte schodki!". która plątała się tu po ziemi! Widziałem ją gdzieś przy moich stopach.. a światło i świeże. Tłum wyzwolonych leśnych istot zapełnił dziedziniec. które tak długo były ich pozbawione. a brama była wciąż zamknięta. w dół i do komnaty naszej pani! Przeszukajcie każdy kąt. Wreszcie przetrząsanie twierdzy Białej Czarownicy dobiegło końca. To coś. Teraz poruszył stopami. Nigdy nie wiadomo.

Z tradycjami. runęły z łoskotem na ziemię. krztusząc się ze śmiechu. dysząc jak największa w świecie lokomotywa. To dla mnie wielka przyjemność. schwytana dwoma palcami przez olbrzyma. nigdy by go . gdy nagle potrząsnął głową i postawił ją łagodnie z powrotem na ziemi.. jeszcze raz dotykając ręką kapelusza. nie ma czasem przy sobie czegoś takiego jak chusteczka? — Ja mam! — pisnęła Łucja. ma się rozumieć. Wrota zatrzeszczały przy pierwszym uderzeniu.. Może nie najmądrzejsza (nigdy zresztą nie spotkałem bardzo mądrego olbrzyma). że to chusteczka. ale bardzo stara. Złapał więc każdą z wież strzegących bramy i po kilku minutach strasznych trzasków wieże. a jeszcze dalej — błękit nieba. że nie będzie pan miał z niej wielkiego pożytku. jak z wielką powagą pociera nią swoją wielką.— Nie ma się o co martwić — odpowiedział Aslan. — Nie. wzniósł się na tylnych łapach i zawołał do olbrzyma: — Hej! Chodźże tutaj! Jak ci na imię? — Olbrzym Grzmotołup. ale pozostały zamknięte. młode damy. maluchy. panienko. Łucja najadła się trochę strachu. Była już bardzo blisko jego twarzy. myślałem. Gdyby należał do jakiegoś innego rodzaju olbrzymów. ale oczywiście chusteczka była dla niego tak mała. że straciłem formę. — Och. — Niech skonam. Jaka piękna. Proszę mi wybaczyć. jak tylko mogła. nie wiem. ponieważ nagle znalazła się w powietrzu. To jedna z najbardziej szacownych rodzin olbrzymów w Narnii. wasza miłość. — Wychodzi na to. jak ją opisać. dobrze? — Tak jest. panie Grzmotołupie. Odsuńcie się na przyzwoitą odległość od bramy. rozbijając się w masę gruzu. a z nimi spory kawał muru po obu stronach bramy. mrucząc: — To ci dopiero! Przez omyłkę podniosłem dziewczynkę. — Łupy zawsze są takie. Potem podszedł do wrót kilkoma wielkimi krokami i —bang—bang—bang— zahuczała jego wielka maczuga. falujące na wietrze drzewa. wszyscy stojący na tym ponurym kamiennym dziedzińcu zobaczyli zieloną trawę. — Nigdy jeszcze nie widziałem tak przyjemnej chusteczki. Niezupełnie — odpowiedział grzecznie olbrzym. tak — odrzekł faun.. jeśli się paskudnie nie zmachałem — powiedział olbrzym. — Cóż to za uroczy olbrzym — powiedziała Łucja do pana Tumnusa. no. zatrzeszczały przy drugim i zadygotały przy trzecim. Czy któraś z was. niebieskie wzgórza poza nią. Kiedy pył opadł. nie! — powiedziała Łucja. zawołała: — Obawiam się. panienko — odrzekł olbrzym Grzmotołup i pochylił się ku niej. więc gdy Łucja zobaczyła. — A więc. olbrzymie Grzmotołupie — powiedział Aslan — wypuść nas stąd. jak dla was pastylka sacharyny. — Dzięki ci. — Tu jest chusteczka! Tym razem olbrzym pochwycił właściwą rzecz. stając na czubkach palców i wyciągając rękę z chusteczką tak wysoko. jeśli wasza miłość pozwoli — odpowiedział olbrzym. — Niezupełnie. czerwoną twarz. jaka poręczna! Taka.. połyskującą rzekę.

psy. jak tylko potrafiła. Teraz. Pole bitwy usiane było kamiennymi posągami. W porównaniu z tym tłumem armia Piotra — ustawiona do Łucji plecami — sprawiała wrażenie żałośnie słabej. którzy to potrafią. wznoszących się i opadających tak szybko. Ślad był coraz świeższy i tempo pogoni rosło. że Łucja z trudem mogła się zorientować w przebiegu pojedynku. widziała tylko błyski kling krzemiennego noża Czarownicy i stalowego miecza Piotra. Wkrótce lwy. Ale teraz posługiwała się inną bronią — swoim krzemiennym nożem — a jej przeciwnikiem był Piotr. co dowodziło. musimy jak najszybciej odnaleźć pole bitwy. lwami. co ten zgiełk oznaczał. trzy króliki i jeża. Jeśli mamy zwyciężyć Czarownicę przed nocą. Edmunda i całą resztę armii Aslana walczących zaciekle z hordami tych strasznych istot. Zobaczyła Piotra. gdyby nie wielki owczarek. które widziała ubiegłej nocy. Żadnego wynoszenia się nad innych. jakby to były trzy noże i trzy miecze. — Oczywiście — rzekł Aslan. Kiedy wszyscy byli gotowi (a długo by to trwało. udając bardzo zajętego. To znaczy z nim i ze mną". w poszukiwaniu śladu. który przeszył ją dreszczem lęku. a o jakieś pół mili za nimi pędziła cała reszta. a czasem jeszcze głośniejszy i jeszcze straszniejszy ryk samego Aslana. rozejrzyjcie się wokoło i podzielcie między sobą! Zaczęła się wielka krzątanina i wrzawa. gdyż raz po raz do ujadania psów dołączył się ryk drugiego lwa. gdzie toczy się bitwa. W chwilę potem wydostali się z wąwozu i Łucja zobaczyła. razem z nami. olbrzymów i osłów. który biegał tu i tam. a więc lwów. jadą na grzbietach tych. koni. tak szybko. który pomógł Aslanowi zebrać ich i odpowiednio podzielić). niech biegną na czele. węsząc. że jest ich jeszcze więcej. żywo. opuścili zamek przez wyłom w murze. wydawało się też. Dalej. małe zwierzęta. że Czarownica z powodzeniem używa swojej różdżki. ale tak naprawdę chciał tylko powiedzieć każdemu. kiedy dotarli do ostatniego załomu wąskiego. Najbardziej zadowolony był drugi lew. To właśnie lubię w Aslanie. Powtarzał to w kółko do chwili. driadę. centaurów. krasnoludki. wilki i inne łowcze zwierzęta gnały w pełnym biegu po śladzie przy ziemi. tyle że bardziej doniosła. którzy nie potrafią dotrzymać mi kroku. aby wywęszyć. przypominająca odgłosy polowania na lisa. — I chyba połączyć się z resztą. jednorożców. Walczyli tak zaciekle. Ci. I wreszcie. Ta para walczyła w samym środku. — Nie zrobiliśmy jeszcze wszystkiego. Z początku lwy i psy rozbiegły się. miłościwy panie! — dodał największy z centaurów. Nie było na co czekać. a wokół niej . wyglądały jeszcze bardziej niesamowicie i złowrogo. — A teraz wszyscy. a więc dzieci. Z NAMI LWAMI. którzy mają dobre nosy. Z NAMI LWAMI. Ale w tej chwili Aslan klasnął w łapy i uciszył wszystkich. krętego wąwozu. co przypada na ten dzień. To znaczy z nim i ze mną. Łucja usłyszała ponad tym ujadaniem i rykiem jakiś inny hałas. Ale wnet jeden z wielkich psów złapał trop i zaszczekał. To go trochę ostudziło.nie zamieniła w posąg. w świetle dnia. kogo spotkał: „Słyszeliście. co on powiedział? Z NAMI LWAMI. Był to odgłos krzyków i uderzania metalem o metal. gdy Aslan wsadził mu na grzbiet trzech krasnali. Przez las niosła się wrzawa.

że uderzył mieczem w jej różdżkę. poddali się albo rzucili do ucieczki. a szeregi wroga zaszwargotały i zawyły w odpowiedzi. który dostała od Świętego Mikołaja. nowo przybyli ryknęli dziko. — Córko Ewy — odezwał się Aslan bardziej poważnym głosem — inni też są o . — Są jeszcze inni ranni — powiedział Aslan. pojawiła się przed nami jakaś szansa. Ale i on został ciężko ranny. gdzie tylko skierowała swą różdżkę. — Tak. na której zamarł grymas zdumienia i przerażenia. — Łucjo. Był na tyle mądry. Czarownica zamieniała nasze szeregi w kamień. zielonego koloru. Rozdział 17 POLOWANIE NA BIAŁEGO JELENIA NIE MINĘŁO NAWET KILKA MINUT od ich przybycia. prędko! — powiedział Aslan. Większość wrogów zginęła w wyniku pierwszej szarży Aslana i jego towarzyszy. przypomniała sobie o drogocennym napoju. jednorożce swoimi rogami. aż echo tego niespodziewanego ataku odbiło się gromko od ściany lasu. które miażdżyły tuziny przeciwników). a jego twarz nabrała niedobrego. a kiedy ci. który wstrząsnął całą Narnią. wyprowadzonych przez Aslana z zamku. działy się rzeczy straszne. wiem o tym — odpowiedziała ze złością. chyba po raz pierwszy. zaatakowała wściekle linię wroga: krasnale swoimi toporami. którzy pozostali przy życiu. — To wszystko zasługa Edmunda. Gdziekolwiek spojrzała. Cały był we krwi. niepewna. "Znaleźli Edmunda opodal linii walki. Pokonując trzech ogrów. psy kłami. Ale jego nic nie zdołało powstrzymać. W końcu zdołała wlać kilka kropel w usta brata. Ręce tak jej drżały. a Lew był już nad nią. Gdybyśmy tylko nie stracili przedtem tylu wojowników. Aslanie — mówił Piotr. co się z nim dzieje. a było już po bitwie. gdy wpatrywała się wciąż z napięciem w bladą twarz Edmunda. byłoby już po nas. olbrzymy maczugami (i stopami. Wyczerpana walką armia Piotra wydała okrzyk radości. Dziwne było widzieć Piotra takim. gdy właśnie zamieniała w posąg jednego z twoich leopardów. Z rykiem. Kiedy się rozsypała.rozciągała się linia starcia obu armii. W ułamku sekundy Łucja zobaczyła tylko jej twarz. usta miał otwarte. Musimy iść i zobaczyć. jakim był teraz: jakby postarzały. olbrzymie zwierzę skoczyło na Białą Czarownicę. a jednocześnie cala wojownicza hurma stworzeń. — Złaźcie na ziemię. że przez chwilę nie mogła sobie poradzić z otworzeniem flaszeczki. czy lek w ogóle podziała. centaury mieczami i kopytami. przebił się do niej. I Łucja. potem znalazła się na ziemi. Łucja zobaczyła Piotra i Aslana ściskających sobie ręce. dzieciaki! — zawołał Aslan i obie zsunęły się z jego grzbietu. z pewnością byłby już zimnym głazem: ten błąd popełniło przed nim wielu innych. pod opieką pani Bobrowej. — Gdyby nie on. — Poczekaj trochę. zobaczyli śmierć Czarownicy. Gdyby próbował ugodzić mieczem w nią samą. z twarzą pobladłą i srogą. od Latarni na zachodzie do brzegu morza na wschodzie.

przed nimi był piasek. około pory podwieczorku. że powinien o tym wiedzieć — upierała się Łucja. A dalej lśniła niezmiernie długa linia zielononiebieskich fal. nie tylko wyleczonego z ran.. Czy wielu jeszcze ma za niego umrzeć? — Och. — Mimo to uważam. Synowie Adama! Noście je godnie. Córki Ewy! Tak więc dzieci zasiadły na tronach. wybacz mi. z zachodnią ścianą pokrytą pawimi piórami i wschodnią z drzwiami otwartymi na morze — w obecności przyjaciół i przy dźwiękach trąb Aslan ukoronował uroczyście wszystkich czworo i powiódł ich do czterech tronów wśród ogłuszających okrzyków: „Niech żyje król Piotr! Niech żyje królowa Zuzanna! Niech żyje król Edmund! Niech żyje królowa Łucja!" — Zostając królem lub królową w Narnii — oznajmił Aslan — zostaje się królem lub królową na zawsze. — A czy nie powinien się dowiedzieć? — Och. wręczono im berła i mogły teraz nagrodzić zaszczytami i podarkami wszystkich swoich przyjaciół: fauna Tumnusa. aby mieli co jeść. bardziej słodka i bardziej wzruszająca. Opodal wystrzelał w niebo swymi wieżycami zamek Ker-Paravel. gdy po raz pierwszy poszedł do tej okropnej szkoły. Przez następne pół godziny oboje mieli pełne ręce roboty — ona przy rannych. Tego dnia po podwieczorku dzieci raz jeszcze zeszły na plażę i zdjąwszy buty i skarpetki. gdzie zaczęło się z nim dziać coś złego. Noście te korony godnie. którzy zostali zamienieni w posągi. . obmywających wciąż i wciąż plażę. I tej nocy w Ker-Paravelu odbył się wielki bal: ucztowano i tańczono. ale wyglądającego lepiej niż kiedykolwiek. na polu bitwy. Teraz znowu był prawdziwym sobą i patrzył innym prosto w oczy. A dnia następnego. tak czy owak o ósmej wszyscy siedzieli na trawie. I w tym miejscu.krok od śmierci. podnosząc się i idąc za nim. Słyszeliście go kiedyś? Pamiętacie?. wzdłuż wielkiej rzeki. skały pokryte wodorostami i małe zagłębienia pełne słonej wody. lśniło złoto i płynęło wino. Tej nocy spali w pobliżu pola bitwy. on przywracając do życia tych. dobre centaury. na pewno nie. przynajmniej od czasu. państwa Bobrów. olbrzyma Grzmotołupa. Pomyśl. jakie były warunki umowy z Czarownicą? — Ciiiiicho! Nie. spacerowały w słońcu czując. jak byś się czuła. zastała go już na nogach. leopardy. Wówczas to w wielkiej sali Ker-Paravelu — w owej wspaniałej sali ze stropem z kości słoniowej. — Czy on chociaż wie — szepnęła Łucja do Zuzanny — co Aslan dla niego uczynił? Czy wie. Ale następny dzień był bardziej uroczysty. słychać było cudowny krzyk morskich mew. W jaki sposób Aslan postarał się. gdybyś była na jego miejscu.. karły i lwa. oczywiście nie wie — odpowiedziała Zuzanna. Aslanie — powiedziała Łucja. Pachniało morzem. Kiedy wreszcie mogła wrócić do Edmunda. znaleźli się u jej ujścia. a w odpowiedzi na muzykę rozbrzmiewającą w wielkiej sali z zewnątrz dobiegała do nich raz po raz muzyka mieszkańców morza — bardziej dziwna. jak piasek przesypuje się im między palcami. nie wiem. Nazajutrz wyruszyli na wschód. zajadając wyborną kolację. ale w tym momencie ktoś im przerwał i rozmowa się skończyła. Aslan pasował go na rycerza. To byłoby dla niego zbyt straszne.

jak sami widzicie. A w miarę jak upływały lata. kiedy ci przedarli się przez północną granicę Narnii. aby schwytać Białego Jelenia. Wiecie już. I tak żyli sobie w wielkiej radości. było to tylko jakby wspomnienie snu. tam trwożna wieść niosła o jakimś tajemniczym mordzie. przez gąszcze i polany. aby mogli żyć swobodnie i aby pozwalali żyć innym. Zawarli przymierza z krajami poza morzem oraz złożyli tam oficjalne wizyty przyjaźni i przyjęli oficjalne delegacje z tych krajów u siebie. aby została ich królową. nie powiedzieli nic. wyruszyli na wielkie polowanie do Zachodniej Puszczy. oczywiście. Zuzanna wyrosła na smukłą. W końcu jednak całe to plugawe plemię zostało wytępione. Dwaj królowie i dwie królowe rządzili Narnią sprawiedliwie. A kiedy królowe i królowie to zauważyli. A Łucja pozostała wciąż tak samo żywa i złotowłosa. że Tumnus (który był teraz faunem w średnim wieku i trochę już przytył) przywędrował do nich z biegiem rzeki i przyniósł wiadomość o tym. aż konie wszystkich dworzan zmęczyły się tak. wraz z co znamienitszymi członkami swych dworów. aby nie wycinano niepotrzebnie dobrych drzew. wkrótce królowie z zamorskich krajów zaczęli przysyłać swych posłów. a nazywano go królem Edmundem Sprawiedliwym. Pan Bóbr ostrzegł ich wcześniej: „Aslan przychodzi i odchodzi. Wyparli dzikich olbrzymów (zupełnie innego rodzaju niż olbrzym Grzmotołup).Gdzieś w środku tych zabaw i śpiewów Aslan niepostrzeżenie się oddalił. Z początku musieli poświęcić większość czasu na wyszukanie i zniszczenie niedobitków armii Białej Czarownicy. a innego rozchodziły się niepokojące nowiny o jakiejś wiedźmie. Edmund stał się mężczyzną poważniejszym i spokojniejszym niż Piotr i zasłynął z mądrych rad i wyroków. kiedy chciano je siłą posłać do szkoły. Wówczas zaczęli gonitwę. pełną wdzięku dziewczynę o czarnych. Tropili go bardzo długo. Nie lubi być niczym skrępowany. Tak powinno być. Nazywano ją królową Zuzanną Łagodną. zanim go wreszcie zobaczyli. A jednego roku zdarzyło się. moja opowieść zbliża się (choć jeszcze niezupełnie) do końca. To nie jest OSWOJONY lew". wśród dźwięku rogów i szczekania psów. wyplenili intrygi i waśnie oraz opiekowali się zwykłymi mieszkańcami lasu. barczystym mężczyzną i słynnym rycerzem. I tutaj. a jeśli kiedykolwiek wspomnieli swoje życie w naszym świecie. zmienili się i wydorośleli. a panowanie ich było długie i szczęśliwe. jednego miesiąca gdzieś pojawiał się wilkołak. no i. Piotr stał się wysokim. aby został. ma wiele innych krajów pod swoją opieką. a wszyscy książęta z państw ościennych pragnęli. stawali w obronie małych krasnoludków i satyrów. że musieli zrezygnować z . który spełnia każde życzenie. Tak więc obaj królowie i obie królowe. a jeleń wiódł ich przez góry i równiny. czuwali. że w jego okolicy pojawił się znowu Biały Jeleń — ten sam. że jest dziki. Tylko nie próbujcie nalegać. utrzymywali pokój. a nazywano go królem Piotrem Wspaniałym. Jej własny lud nazywał ją królową Łucją Mężną. Ustanowili sprawiedliwe prawa. Jednego dnia go widzisz. drugiego już nie. prosząc o jej rękę. jeśli się go schwyta. opadających prawie do stóp włosach. Jeszcze przez długi czas dochodziły sygnały o pojawieniu się różnych złych stworów w najbardziej niedostępnych częściach puszczy: tu coś straszyło. Będzie zresztą do nas zaglądał.

wyczyny rycerskie. — Pani — rzekł król Piotr — racz mi wybaczyć. — Panie — odpowiedzieli troje pozostali — tak jest i z nami. Zatem zeskoczyli z koni i przywiązali je do drzew. I tak stali. spotkają nas jakieś dziwne przygody albo też dokona się wielka odmiana naszych losów. jak chcesz. który sobie zamierzyliśmy. tylko tych czworo dalej ścigało zaczarowane zwierzę.dalszej gonitwy. gonitwy. że byłoby hańbą. że jeśli miniemy ten słup z lampą. odkąd my czworo panujemy w Narnii. Nigdy jeszcze. I myślę. na jakie przyszło nam polować. a żelazna kolumna stara. czemu tak się dzieje. że nie mogli już dalej jechać konno. a potem weszli w gęstwinę leśną. — Na grzywę Lwa. — I więcej jeszcze — dodała królowa Łucja — nie mogę bowiem oprzeć się przeczuciu. skoro tak długo był monarchą): — Szlachetne siostry i prawy bracie. — Dlatego też posłuchajcie mojej rady: nie zwlekając powróćmy do naszych koni i zaprzestańmy gonitwy za Białym Jeleniem. jakbym już ją kiedyś widział. — Takie jest i moje zdanie — oświadczył król Edmund — a przy tym tak wielce pragnę odkryć znaczenie tej dziwnej rzeczy. że gdyby ją zapalono. zawsze sięgaliśmy celu. szlachetny bracie — rzekł król Piotr. królowa Zuzanna powiedziała: — Mili przyjaciele. — Pani — rzekł król Edmund — podobne przeczucie przeszyło i moje serce. ujrzysz. gdzie drzewa wokoło są tak gęste. W sercu mym czuję. nikt by nie dostrzegł jej światła! — Panie mój — powiedziała królowa Łucja — zapewne kiedy stawiano tę lampę. — A więc w imię Aslana — powiedziała królowa Zuzanna — skoro wszyscy takoż . aż król Edmund powiedział: — Nie wiem. dziwny to obyczaj — odezwał się król Piotr — stawiać lampę tam. — Pani — rzekł król Edmund — jeśli przypatrzysz się dobrze temu drzewu. jakby to był sen albo sen we śnie. ale jestem odmiennej myśli. albo też nie było ich wcale. drzewa były tu mniejsze albo rzadsze. jeśli mnie bowiem oczy nie mylą. tylko po to. Wreszcie Biały Jeleń zawiódł ich do puszczy tak gęstej. zsiądźmy teraz z naszych koni i pójdźmy za tym Jeleniem w gęstwinę. nie przyłożyliśmy ręki do spraw wyższej wagi. Wówczas odezwał się król Piotr (a mowa jego była teraz nieco inna. że las jest tu młody. że nie zawróciłbym z drogi za najdroższy klejnot w całej Narnii i za wszystkie wyspy. aby je następnie porzucić. ale widok tej lampy na słupie dziwne we mnie rodzi uczucie. — I moje także — powiedziała królowa Zuzanna. Widać bowiem. nigdy bowiem nie zdarzyło mi się polować na tak godną zwierzynę. Jak tylko to jednak uczynili. takich jak bitwy. — Siostro — dodała królowa Łucja — mój królewski brat ma rację. oto jest dziw nad dziwy. a na jej szczycie znajduje się lampa. że jest to kolumna z żelaza. — Panie — odpowiedzieli — niech więc stanie się tak. patrząc na to dziwo. — I moje. dzieła sprawiedliwości i temu podobne. widzę oto drzewo z żelaza. gdybyśmy z powodu jakichś lęków lub przeczuć zaprzestali ścigania tak szlachetnego zwierzęcia.

Zatem weszli śmiało w gęstwinę leśną i zanim jeszcze zdążyli zrobić pierwsze dwadzieścia kroków. jeśli Profesor miał rację. właśnie wtedy. że nie przeciskają się już między gałązkami jodeł. A w chwilę później wszyscy wysypali się — jedno po drugim — przez otwarte drzwi starej szafy do pustej garderoby i nie byli już królami i królowymi we wspaniałych myśliwskich strojach. I nie rozmawiajcie za dużo o tym wszystkim. aby był wielki pożytek z tych płaszczy. Miejcie oczy otwarte. nawet między sobą. I nie sądzę. będziecie o tym dobrze WIEDZIEĆ. tak. To się stanie samo. A innym w ogóle o tym nie wspominajcie. kiedyś jeszcze do Narnii powrócicie. ale uwierzył w całą tę historię. SPIS ROZDZIAŁÓW Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział Rozdział 1 Łucja zagląda do szafy 2 Co Łucja tam zobaczyła 3 Edmund wchodzi do szafy 4 Ptasie mleczko 5 Z powrotem po tej stronie drzwi 6 W puszczy 7 Dzień u bobrów 8 Co wydarzyło się po obiedzie . był to dopiero początek narnijskich przygód. przypomnieli sobie. Będą mówić dziwne rzeczy. nie powiedział im nic takiego. Nie dostaniecie się już do Narnii TĄ drogą. lecz między futrzanymi płaszczami. nawet gdybyście się tam dostali. a nawet ich wygląd będzie nieco dziwny. Kto raz został królem w Narnii.sądzicie. oczywiście. gdyby cała czwórka nie poczuła. Z korytarza dobiegły ich głosy pani Macready i zwiedzających. Powiem więcej: nie PRÓBUJCIE w ogóle tam się dostać. Edmundem i Łucją w starych dziecinnych ubrankach. na zawsze nim pozostanie. Ale. lecz Piotrem. ale na szczęście nikt nie wszedł do garderoby i dzieci nie zostały odkryte. zauważyli. co sami przeżyli przygody tego rodzaju. Co znowu? Po czym to poznać? Och. Ale nie próbujcie nigdy używać tej samej drogi. chyba że spotkacie takich. I był to ten sam dzień i ta sama jego pora. że naprawdę trzeba wyjaśnić Profesorowi. pójdźmy i stawmy czoło przygodzie. Coś takiego! Czego oni ich NAPRAWDĘ uczą w tych szkołach! I tu już jest naprawdę koniec przygody ze starą szafą. aby się w niej schować. I to byłby już naprawdę koniec tej historii. a zanim zrobili drugie dwadzieścia kroków. która nas czeka. który był człowiekiem bardzo osobliwym. Cóż to? Co się stało? No więc. kiedy nie będziecie się o to usilnie starać. jak: „Nie bądźcie głupi!" albo: „Przestańcie kłamać!". dlaczego w starej szafie brakuje czterech płaszczy. aby mogło coś dobrego wyniknąć z próby powrotu do Narnii przez drzwi szafy w celu przyniesienia tych płaszczy. Zuzanną. kiedy wszyscy czworo wskoczyli do szafy. — Nie — powiedział — nie sądzę. że owa dziwna rzecz nazywa się Latarnią. A Profesor.

Rozdział 9 W Domu Czarownicy Rozdział 10 Czary zaczynają tracić swą moc Rozdział 11 Aslan jest blisko Rozdział 12 Pierwsza walka Piotra Rozdział 13 Wielkie czary z zamierzchłych czasów Rozdział 14 Triumf Czarownicy Rozdział 15 Największe czary sprzed początków czasu Rozdział 16 Co się stało z posągami Rozdział 17 Polowanie na Białego Jelenia .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful