P. 1
MODERNIZM

MODERNIZM

|Views: 459|Likes:
Wydawca: Teerea

More info:

Published by: Teerea on Dec 05, 2010
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

12/05/2010

pdf

text

original

MODERNIZM – MŁODA POLSKA

Koniec pozytywizmu nie jest wyrazisty. Mimo, że twórcy pozytywistyczni wciąż tworzyli, już w latach dziewięćdziesiątych XIXw. stawało się oczywiste, że społeczeństwu nie wystarczą idee pozytywistyczne. Można się spierać o to, czy poniosły one całkowitą klęskę, ale faktem jest, że żadna odnowa ogólnospołeczna i ogólnonarodowa na skutek realizacji programu pozytywistycznego nie nastąpiła, choć wiek XIX to prawie w całej Europie czas burzliwego rozwoju nauki, techniki i kultury. Ustanowiono wtedy Nagrodę Nobla (przyznawaną od 1901r.)! Z polskich pisarzy literacką Nagrodę Nobla otrzymali: Henryk Sienkiewicz (1905), Władysław Stanisław Reymont (1925), Czesław Miłosz (1980) i Wisława Szymborska (1996). Kilka faktów bywa uznawanych za początek nowej ery.: 1898 – opublikowanie przez Artura Górskiego w tygodniku „Życie” cyklu artykułów pt. „Młoda Polska”. 1894 – rok wydania II serii Poezji Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Koniec tej epoki utożsamiany jest z rokiem 1918 – datą odzyskania przez Polskę niepodległości.

U schyłku XIXw. coraz częściej zauważano, że naukowa wiedza i racjonalizm nie wyjaśniają, że postęp techniczny i rozwój cywilizacyjny nie dają powszechnego szczęścia, że człowiek, który jest zamożniejszy i wygodniej żyje, wcale nie musi być lepszy moralnie. Reakcją na to rozczarowanie był tak zwany przełom antypozytywistyczny polegający na odrzuceniu przekonań pozytywistycznych takich jak: automatyczny postęp, dokonujący się w dziejach, o wszechmocy ludzkiego rozumu, o racjonalności świata. Wróciły odwieczne pytania np. o sens życia, a odpowiedzi szukano w religii, irracjonalnej filozofii, myśli Wschodu, sztuce. Bohaterem nowych czasów był nie kupiec czy inżynier a poszukiwacz prawd wiecznych, życiowy rozbitek, dekadent, artysta. W tej ogarniętej dekadentyzmem epoce ludzie lubili się jednak bawić : kabarety i teatrzyki przeżywały swój złoty okres. Ośrodki kultury modernizmu: Paryż, Lwów, Berlin, Kraków, Zakopane.

Młoda Polska

Modernizm

Fin de siècle (fr.) ‘koniec wieku’ La belle époque (piękna epoka) Neoromantyzm Dekadentyzm (décadence – schyłek, upadek)

Nazwy Epoki Nawiązuje do działalności młodego pokolenia twórców, które doszło do głosy w latach dziewięćdziesiątych XIXw. Nie stworzyło ono jednoznacznego i spójnego programu, jego przedstawiciele kierowali się jednak podobnymi przesłankami i proponowali podobne rozwiązania. Cechowała ich niechęć do pozytywizmu, który uznawali za słuszny programowo i moralnie, ale nieuwzględniający prawdziwej sztuki a także zbyt ograniczony w wyborze tematów i problemów do tych specyficznie polskich. Niektórzy twórcy powrócili więc do wątków romantycznych, inni szukali inspiracji wyjeżdżając na Zachód. Nazwa epoki używana na świecie, przede wszystkim w innych krajach europejskich. Podkreśla ona fakt pojawienia się w ostatniej dekadzie XIXw wielu nowych prądów w sztuce (m.in.: impresjonizmu, symbolizmu, ekspresjonizmu). Można ją rozumieć dwojako – z jednej stron uwypukla ona schyłkowość, upadek, przeczucie końca (u kresu XIXw. dość powszechnie spodziewano się końca świata), Z drugiej – kontrastuje z drugą nazwą epoki: (Czytaj dalej) Zwraca ona uwagę na to, że przełom stuleci to także epoka beztroskiej zabawy. Nazwa podkreśla fakt świadomego nawiązywania przez twórców do idei romantycznych (charakterystyczne zwłaszcza w Polsce) Jest to tendencja w sztuce europejskiej oraz postawa życiowa manifestowana przez wielu artystów końca wieku XIX i początków XX. Charakteryzuje się skrajnym pesymizmem, przekonaniem o schyłku kultury i wyczerpaniu się sił witalnych cywilizacji. Nazwa upowszechniła się dziełki fragmentowi wiersza Niemoc Paula Marie Verlaine’a.

Filozofia 1. Arthur Schopenhauer – filozofia skrajnego pesymizmu, filozof doby późnego romantyzmu. Wg. Schopenhauera ludzkiej egzystencji towarzyszą lęk i cierpienie, które są wynikiem bezrozumnego, pierwotnego popędy życiowego, popychającego człowieka do działania i mającego na celu zaspokojenie ludzkich pragnień i ambicji. Ta aktywność w efekcie przysparza mu jedynie klęsk i licznych rozczarowań, ponieważ zaspokojenie potrzeb i ambicji człowieka jest niemożliwe. Wg myśliciela uieczką od nieprzyjaznego świata mogą stać się: - kontemplacja sztuki – sztuka zatrzymuje czas, nie ma w niej elementy braku, zła, jest czyste piękno i dobro. - stan nirwany (Ważne pojęcie religijno-filozoficzne buddyzmu oznaczające ostateczne wyzwolenie od namiętności, pragnień, uwarunkowań osobowości, dające oświecenie i szczęście. Stan ten można osiągnąć przez kontemplacje i medytacje. W okresie modernizmu w kulturze zachodu pojmowano jako stan zapomnienia i spokoju.) – poczucie nicości, stanowi zaprzeczenie woli i aktywności, wprowadza człowieka w stan spoczynku, koi ból istnienia. - kierowanie się etyką współczucia (współodczuwanie z innymi, którzy też cierpią). 2. Friedrich Wilhelm Nietzsche (czyt. Nicze) – niemiecki myśliciel bezwzględnie krytykujący współczesną mu kulturę i moralność. Kryzysu Europy upatrywał w jej chrześcijańskich korzeniach i dziewiętnastowiecznej demokracji. Nietzsche krytykował różne formacje społeczne, podając w wątpliwość wytworzone przez nie wartości: altruizm, litość, równość, wolność, sprawiedliwość, które jego zdaniem stworzyły Europę ludzi słabych. Niemiecki filozof proponował przewartościować wszystkie zasady. Wg niego silny człowiek powinien przekroczyć ramy własnego człowieczeństwa, stać się bogiem, twórcą nowej etyki ludzi wybitnych. Jego wola mocy przełamie tkwiącą w nim wewnętrzną słabość, stanie się siłą pobudzającą do twórczych działań i doprowadzi go do wolności absolutnej. Takie jednostki Nietsche nazwał nadludźmi i domagał się dla nich prawa działania „poza dobrem i złem”. Teoria nadczłowieka, odrzucająca chrześcijańskie i demokratyczne idee, stała się ideologią indywidualizmu – kultu jednostki, którą niemiecki filozof przeciwstawił bezmyślnemu tłumowi kiedyjącą się, pogardzaną przez niego, moralnością mieszczańską. Wyznawał wolność silnego – wolność dla tych, którzy mają dość siły by ją sobie zapewnić. Niemiec wyróżniał dwie zasadnicze postawy ludzkie – apollińską i dionizyjską. Ta pierwsza ceni to, co jasne, przejrzyste, opanowane, zrównoważone, zamknięte, doskonałe, harmonijne. Ta druga za najlepsze uważa pełnię życia, płodność, jego pęd, dynamikę, burzenie harmonii. Nietzsche jasno opowiedział się po stronie tej drugiej, ponieważ widział w niej źródło wszystkiego. 3. Henryk Bergson – autor Ewolucji Twórczej, laureat literakiej Nagrody Nobla głosił: - Główną rolę w procesie życiowym odgrywa nie rozum ale irracjonalny pęd życiowy - rzeczywistość poznaje się tylko za pomocą intuicji, wtedy można zauważyć zmienność i różnorodność zjawisk - świat podlega ciągłemu rozwojowi, jest w ruchu, życie to strumień nowości, przeżyć i czynów - wolność jest najwyższą wartością. - odnowił i unowocześnił odrzucaną w pozytywizmie metafizykę 4, Marksizm – Karol Marks i Fryderyk Engels. Uważali oni, że światopogląd, sztuka, filozofia zależą tylko i wyłącznie od sytuacji ekonomicznej. Twierdzili, że źródłem społecznych konfliktów jest rozbieżność interesów klas społecznych. Mówili,

że świat jest materialny i podległa nieustannemu rozwojowi, który dokonuje się przez walkę wewnętrznych przeciwieństw. Ich poglądy stały się podstawą do wystąpień robotników i rewolucji społecznych. Była to też podstawa praktycznej ideologii proletariatu. Sztuka Sztuka opatrzona była w tym czasie swoją własną filozofią: Sztuka miała być odtworzeniem, odbiciem duszy. Niezależnym od etyki, moralności, ideologii, zasad i norm. Sztuka nie ma celu. Sztuka jest celem. Sztuka stoi poza życiem, łączy się z wiecznością i wszechrzeczą. Sztuka utylitarna jest sztuką poniżoną. „Sztuka religią a kapłanem artysta”. Artysta jest jednostką wybitną, stoi ponad tłumem. Nowe kierunki: Impresjonizm określa metodę twórczą, której istotą jest uchwycenie ego, co ulotne, chwilowe, subiektywne i bardzo trudne do jednoznacznego określenia. Impresjoniści, w opozycji do realistów odrzucili ideę obiektywizmu w sztuce. Poszukując nowych środków wyrazu, malarze opuścili pracownie i wyszli w plener. Dzięki temu uwypuklili jakże istotny związek światła i koloru. Na płótnach widać rozmyte kontury, szeroką paletę barw, szczególnie półtonów. Farba nakładana jest drobnymi pociągnięciami pędzla lub punktowo. Artyści : Claude Monet, Auguste Renoir, Eduard Manet, Kamille Pissarro, Degas, Józef Pankiewicz, Olga Poznańska, Władysław Podkowiński. Van Gogh jest przedstawicielem postimpresjonizmu. Wytworzył własny, niepowtarzalny i pełen ekspresji styl. W przeciwieństwie do impresjonistów, malarz nigdy nie zrezygnował z konturów. Na jego płótnach widać też tendencję do redukcji niepotrzebnego detalu i wyczuwalny niepokój. Ekspresjonizm pojawił się pod koniec wieku XIX w opozycji do impresjonizmu. Cechy charakterystyczne ekspresjonizmu: Silne oddziaływanie na odbiorcę, irracjonalność, odwołanie do intuicji, spontaniczności, działanie na podświadomość odbiorcy, prostota, telegraficzność, dynamiczność, aktywizm społeczny, zaangażowanie polityczne artysty, prymitywizm, zainteresowanie kulturami egzotycznymi. Artyści: Edward Munch, Umberto Boccioni, J.S.E. Ensor. Symbolizm Jego istotą jest sugerowanie, a nie nazywanie czy konkretyzowanie znaczeń. Wieloznaczność, tajemniczość, zagadkowość, nastrojowość, sugerowanie ukrytych znaczeń przez użycie umownego znaku zastępczego – symboli, różnorodność skojarzeń, zakładanie przez twórców subiektywnej intuicyjnej interpretacji dzieła. Artyści: Gustave Moreau, Odilon Redon, Jacek Malczewski, Stanisław Wyspiański, Wojciech Weiss, Józef Mehoffer, Wacław Szymanowski, Władysław Ślewiński, Secesja Łączył on różne tendencje artystyczne i jednocześnie zrywał z dotychczasową tradycyjną akademicką sztuką. Charakterystyczną cechą twórców secesjibył fakt, że zajęli się wszystkimi dziedzinami życie: tkaniny, meble, naczynia, ubiory, wystrój wnętrz, architektura, malarstwo. Posługiwali się asymetrycznymi, falistymi, niespokojnymi liniami, barwną plamą, subtelnymi, jasnymi, zgaszonymi barwami. Cechami charakterystycznymi sztuki secesyjnej były dekoracyjność, skomplikowane układy kompozycyjne, powtarzalność motywów (zwłaszcza motywy kwiatowe: powoje, lilie, osty,

irysy), motywy ze sztuki dalekiego wschody, zwłaszcza z Japonii. Przedstawiciele: Gustav Klimt, Alfons Mucha, Aubrey Vincent Beardsley, Joseph Maria Olbrich. Wielka Reforma Teatru Teatr przestał pełnić funkcję służebną wobec literatury, stał się autonomiczną sztuką. Dopiero w drugiej połowie XIXw. uznano wszystkie elementy przedstawienia za równoważne: dramat, scenografię, światło, kostiumy, grę aktorską, muzykę. Taką koncepcję stworzył Edvard Gordon Craig, angielski aktor i reżyser. Stworzono pojęcie artysty teatru, czyli osoby która tworzy pełną wizję spektaklu (dziś funkcję taką pełni reżyser). Takim artystą teatru był na przykład Stanisław Wyspiański. Krakowskie kabarety Najbardziej znanym krakowskim kabaretem w tamtych czasach był założony między innymi przez Tadeusza Żeleńskiego (Boya) „Zielony Balonik” – dziś legenda polskich kabaretów. „Zielony Balonik” stworzył model kabaretu literackiego, kontynuowany w drugiej połowie XXw. przez także krakowską „Piwnicę pod Baranami” oraz telewizyjny „Kabaret Starszych Panów”. Cyganeria Krakowska Z francuskiego: bohema. Grupa artystów i ludzi z nimi związanych, wyróżniających się swobodnym i ekscentrycznym stylem życia, prowokujących swoją postawą innych obywateli. Ten styl życia – na marginesie społeczeństwa – jest zwykle formą protestu przeciwko normom społecznym, konwencjom i obowiązującym poglądom estetycznym. W wypadku cyganerii młodopolskiej pojawia się sprzeciw wobec fałszywej moralności dominującej środowisku mieszczańskim – filistrów i kołtunów. Najsłynniejsza grupa polskiej cyganerii powstała na przełomie XIX i XXw. w Krakowie i skupiła się wokół Stanisława Przybyszewskiego, który wcześniej był ważną postacią międzynarodowej bohemy w Berlinie (gdzie poznał m.in. Muncha). Miejscem spotkań bohemy krakowskiej była Jama Michalikowa, istniejąca do dziś. Stanisław Przybyszewski (1868-1927) Dramaturg, powieściopisarz, autor poematów prozą i esejów. Zdobył sławę w Berlinie za sprawą interpretacji muzyki Chopina, esejów w których wykładał modernistyczną koncepcję sztuki oraz skandali obyczajowych. W 1898 przybył do Krakowa, gdzie objął redakcję „Życia”, z którego uczynił trybunę nowych idei. Cyganeria, która skupiła się wokół Przybyszewskiego oburzała konserwatywne elity miasta swobodnym stylem życie. Ten styl życie to nie tylko poczucie wolności, odrzucenie konwenansów towarzyskich, ale także pijackie wybryki, oszustwa i skandaliczne romanse. Jest on twórcą koncepcję „sztuka dla sztuki” i autorem manifestu artystycznego pt. Confiteor. Sztuka dla sztuki Sformułowane w końcu XIXw. hasło programowe, istotne dla wielu kierunków artystycznych tego okresu. Szczególnie ważne dla kultury modernizmu europejskiego, w Polsce propagowane m.in. przez Stanisława Przybyszewskiego i Zenona Przesmyckiego (Miriada). U podstaw takiej koncepcji sztuki legło przekonanie, że jest ona dziedziną autonomiczną, niezależną od zobowiązan etycznych, poznawczych, ideologicznych, społecznych, politycznych czy dydaktycznych i że sama w sobie jest wartością najwyższą.

Najważniejsze pojęcia epoki: Dekadentyzm – nastrój i postawa, dla których właściwy jest: skrajny pesymizm, poczucie bezsensu istnienia, przeczucie końca, a w związku z tym uczucia: rozpaczy, smutku, zniechęcenia, znużenia oraz odwrócenie się od świata, zamkniecie w sobie, rozpamiętywanie własnych stanów i przeżyć wewnętrznych. Filister – uosobienie drobnomieszczańskiej głupoty, ograniczenia intelektualnego, pustki wewnętrznej, braku wyobraźni, co uniemożliwia odczuwanie czystej sztuki. Filister to człowiek ograniczony, małostkowy, którego świat zamyka się w czterech ścianach jego mieszkania i kręgu nudnych, bezbarwnych i codziennych spraw. Symbol – znak o nieograniczonej ilości znaczeń, umożliwiający opisanie i przekazanie nastrojów, stanów, których istoty nie można wyrazić słowami. Najczęstsze symbole młodopolskie to: łabędź, jednorożec – symbole tajemnicy, orzeł, albatros – artysta wzgardzony przez tłum sytych mieszczuchów, wzbijający się na skrzydłach natchnienia w sfery niedostępne przeciętnym ludziom, sen – zatopienie w wewnętrznym świecie, samopoznanie. Nirwana – pojęcie rodem z filozofii indyjskiej, oznacza zanik bytu indywidualnego, roztopienie się w niebycie. W sztuce młodopolskiej pojęcie to oznaczało brak pragnień i pożądania, zapomnienie, odpoczynek, wyzwolenie od wszystkiego co ziemskie, doczesne, fizyczne.

Muzykant Kasia Staszek – Stanisław Wyspiański 1869 – w Krakowie urodził się Stanisław Wyspiański. Studiował w Szkole Sztuk Pięknych, na UJ filozofię, był uczniem Jana Matejki (Wraz z Mehofferem pomagał przy pracach przy polichromii Kościoła Mariackiego). Długo podróżuje po Europie: Włochy, Szwajcaria, Niemcy, Praga, Paryż. 1900 – żeni się z chłopką, Teodorą Teofilą Pytkówną Zajmował się ilustracjami, literaturą i teatrem, projektował kostiumy i reżyserował. 1907 – Umiera na syfilis. Wesele Osoby Gospodarz – Włodzimierz Tetmajer, malarz i poeta, ożeniony z Anną Mikołajczykówną, rzecznik interesów chłopskich, wielbiciel ludowej kultury Gospodyni – Anna Mikołajczykówna, siostra Panny Młodej Pan Młody – Lucjan Rydel, krakoski poeta i dramaturg, zwolennik klasycznych reguł sztuki, tłumaczył Homera, przyjaciel Wyspiańskiego Panna Młoda – Jadwiga Mikołajczykówna Marysia – Maria Mikołajczykówna. Niegdyś zaręczona z malarzem Ludwikiem de Leveaux, który zmarł na gruźlicę. Isia – Jadwiga, córka Tetmajerów Ojciec – Jakub Mikołajczyk Jasiek i Kuba – bracia panny młodej Poeta – Kazimierz Przerwa-Tetmajer, przyrodni brat Włodzimierza, jeden z czołowych liryków Młodej Polski, autor dekadencki Dziennikarz – Rudolf Starzewski, redaktor naczelny krakowskiego konserwatywnego dziennika „Czas” Nos – postać łącząca w sobie cechy dwóch postaci, symboli „przybyszewszczyzny”: malarza Tadeusza Noskowskiego i Stanisława Czajkowskiego. Maryna i Zosia – Maria i Zofia Pareńskie. Ich matka, Eliza Pareńska, prowadziła w Krakowie salon literacki. Wyspiański bywał w tym domu, był zaprzyjaźniony z gospodynią. Zofia to przyszła żona Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Radczyni – Antonina Domańska, ciotka Lucjana Rydla, autorka książek dla dzieci i młodzieży (Historia żółtej ciżemki). Haneczka – Anna Rydlówna, siostra Pana Młodego. Czepiec – Błażej Czepiec, pisarz gminny z Bronowic Żyd – Kirsz Singer, dzierżawca karczmy w Bronowicach, Rachel – Pepa Singer, córka karczmarza, postać całkowicie zmieniona przez Wyspiańskiego. Czepcowa – żona Czepca Klimina – Matka chrzestna Isi, mieszkanka Bronowic Dziad – posługacz w karczmie Wojtek – Kasper Ksiądz – Stańczyk – błazen trzech ostatnich Jagiellonów, uwieczniony na portrecie Jana Matejki. Na obrazie widać go z pozycji siedzącej, na fotelu, z pochyloną głową, zamyślonego nad losem Polski. Stańczyk uchodzi w tradycji za błazna mądrego, przewidującego. W dramacie Wyspiańskiego, Stańczyk ukazuje się Dziennikarzowi. Jak na portrecie Matejki, siedzi na fotelu, więc Dziennikarz go od razu poznaje. Hetman – Franciszek Ksawery Branicki, hetman wielki koronny, jeden z przywódców konfederacji targowickiej, zawiązanej przeciwko Konstytucji 3maja. Symbol zdrajcy i sprzedawczyka. W czasie powstania kościuszkowskiego został zaocznie skazany na śmierć. Hetman ukazuje się Panu Młodemu. Jego postać przywodzi na myśli widmo złego pana z IIcz. Dziadów, lub zjawy Doktora i Bajkowa z IIIcz. Dziadów. Hetman ukazuje się Panu Modemu, gdyż w baśni dramatycznej Lucjana Rydla Zaczarowane koło występuje Wojewoda, który za władzę zaprzedaje duszę diabłu. Czarny Rycerz – Zawisza Czarny z Garbowa herbu Sulima, walczył m.in. w bitwie pod Grunwaldem. Pojawia się Poecie i przywołuje dawną chwalę Polski. Żąda poezji prawdziwej, zaangażowanej. Kazimierz Przerwa-Tetmajer był autorem dramatu Zawisza Czarny. Upiór – zjawa Jakuba Szeli, chłopa ze wsi Smarzowa, przywódcy chłopskiej rabacji w Galicji w roku 1846. Chłopi podburzeni przez administrację austriacką krwawo rozprawili się ze szlachtą. W tradycji Szela postrzegany jest jako mściciel krzywdy ludu. Upiór ukazuje się Dziadowi Wernyhora – na poły legendarny kozak, dziad-lirnik, wieszcz ukraiński z połowy XVIIIw. Głoszący przepowiednie o przyszłości Polski i Ukrainy (m.in. wyzwolenie Polski). Proroctwo Wernyhory, które okazało się mistyfikacją, inspirowało wielu twórców romantyzmu, m.in. J.Słowackiego (Sen srebrny Salomei) i Jana Matejkę (portret na którym Wernyhora jest ukazany jako natchniony wieszcz). Wernyhora ukazuje się Gospodarzowi i nawołuje do zorganizowania powstania.

Osoby Dramatu Pojawiają się w II akcie i interpretowane bywają w różny sposób: jako personifikacje konfliktów rozgrywających się w duszach bohaterów, ich kompleksy, marzenia, sny, zjawy – duchy. Pojawienie się osób dramatu zapowiada Chochoł. Widmo – postać Ludwika do Leveaux, narzeczonego Marysi, zmarłego na gruźlicę malarza. Scena spotkania wystylizowana jest na spotkanie romantycznych kochanków, znana z „Romantyczności” i IIcz. „Dziadów” Adama Mickiewicza. Widmo przypomina Marysi o uczuciach jakie ich łączyły.

Scena 6 Haneczka, Jasiek Haneczka rozmawia z Jasiem, zachęcając go do tańca. Młodzieniec zgadza się, zadowolony z jej towarzystwa. Scena 7 Radczyni, Klimina Radczyni wypytuję Kliminę o żniwa i prace w gospodarstwie. Po chwili zauważa, że gospodyni jest jeszcze młoda i sama powinna wydać się za mąż. Scena 8 Ksiądz, Pan Młody, Panna Młoda Pan Młody prosi Księdza, aby o nich nie zapomniał. Ksiądz odpowiada, że są tacy, którzy nim gardzą, ponieważ z pochodzenia jest chłopem. Cieszy się z obecności na weselu, gdyż są tu ludzie, którzy podobnie jak on pochodzą ze wsi. Pan Młody życzy mu szybkiego awansu. Panna Młoda nie rozumie, o czym mówią, dodaje, że jedyne co może ksiądz dostać, to „ciarachy tworde”. Pan Młody wyjaśnia żonie, że miał na myśli kościelne dostojności, które mają być przyznane księdzu. Ksiądz stwierdza, że dziewczyna jest naiwna i niewinna. Scena 9 Pan Młody, Panna Młoda Panna Młoda zarzuca mężowi, że wyłącznie mówi o ich miłości. Młodzieniec pyta, czy woli całowanie. Pragnie, aby ukochana zapewniła go o swych uczuciach, jest szczęśliwy. Prosi Pannę, aby go pocałowała. Dziewczyna stwierdza, że jest nienasycony. Zauważa, że mąż jest blady i rozgorączkowany. Mężczyzna odpowiada, że kobiety nie dawały mu spokoju. Kochał już wiele razy, lecz teraz pragnie kochać po swojemu. Jest pewien, że nikt już mu nie odbierze żony. Dziewczyna woła, aby poszli tańczyć. Scena 10 Poeta, Maryna Poeta rozmawia z Maryną. Wyznaje, że chciałby, aby jakaś wiejska dziewczyna pokochała go. Maryna pyta, czy to ona miałaby mu się oświadczyć. Mężczyzna wyjaśnia, że miał inne plany – chciał szeptać czułe słowa, dowiedzieć się, czy w sercu panny są jakieś uczucia. Dziewczyna żali się, że jej serce jest zimne, a ten, który ją pokocha, będzie miał trudne zadanie i zawsze można się sparzyć. Przez chwilę przekomarzają się. Maryna nie wierzy w miłość, w Amora, Poeta natomiast stara się ją przekonać. W końcu stwierdza, że choć mieli się uczyć od siebie wzajemnie, to jego nauka poszła na marne, była tylko sztuką dla sztuki. Dziewczyna odpowiada, że Poeta może podejmować się każdej sztuki, lecz ona chce mieć spokój. Nie wierzy w słowa mężczyzny i jest przekonana, że prędzej on się zakocha niż ona. Poeta wyjaśnia, że bawił ją rozmową, a tak naprawdę tajemnicą jest kobieta. Maryna mówi, że to on jest poetą. Scena 11 Ksiądz, Pan Młody, Panna Młoda Ksiądz rozmawia z młodą parą. Przestrzega Pannę Młodą, że teraz ich miłość jest wielka, lecz czas wszystko chłodzi. Dziewczyna odpowiada, że Bóg pobłogosławił ich uczucie przed ołtarzem, a jeśli kiedykolwiek mąż ją zdradzi, to kochance wydrze włosy z głowy. Dla Pana Młodego zazdrość jest dowodem miłości. Scena 12Pan Młody, Panna Młoda Pan Młody dopytuję żonę, czy go kocha i czy jest jego. Dziewczyna zapewnia go, że tak, lecz nie powinien cały czas o tym mówić. Młodzieniec zachwyca się jej urodą i strojem. Panna Młoda żali się, że ma za ciasne buciki. Mąż radzi, aby je zdjęła i tańczyła boso. Panna Młoda odpowiada, że musi być w butach na weselu. Scena 13 Ksiądz, Pan Młody

Jest listopadowa noc, rok tysiąc dziewięćsetny. Z wiejskiej chaty dobiegają dźwięki weselnej muzyki. Zebrani w świetlicy goście ubrani są w krakowskie stroje ludowe. Na środku izby stoi suto zastawiony stół, w rogu biurko, zarzucone papierami, a nad nim wisi fotografia „Wernyhory” i reprodukcja „Bitwy pod Racławicami”. Nad drzwiami wejściowymi wisi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, a nad drzwiami, prowadzącymi do alkierza – obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Akt pierwszy Scena 1 Czepiec, Dziennikarz Rozmowa między Dziennikarzem a Czepcem. Czepiec wypytuje przybysza z miasta o sytuację polityczną na świecie. Dziennikarz wyjaśnia, że jest już znudzony politykami i tęskni za polską wsią, cichą i spokojną. Czepiec mówi, że ludzie na wsi są ciekawi wieści, czytają każdego dnia gazety i wiedzą o wszystkim. Zarzuca Dziennikarzowi, że naśmiewa się z chłopów, a przecież z takich właśnie ludzi wywodził się Głowacki. Scena 2 Dziennikarz, Zosia Dziennikarz pyta Zosię, dlaczego jest smutna. Zachwyca się urodą dziewczyny, jej wdziękiem. Zosia stwierdza, że mężczyzna ją bałamuci, choć potrafi odróżnić prawdziwe uczucie od salonowych żartów. Jest zaskoczona, że redaktor poczytnego dziennika wpatruje się w nią jak w obrazek. Dziennikarz chce się dowiedzieć, dlaczego się na niego gniewa. Zosia odpowiada, że jego miłe słowa są nie dla niej, ponieważ nigdy nie będą sobie przeznaczeni. Mężczyzna mówi, że jego zachowanie wynika z towarzyskiej „rozlewności”. Scena 3 Radczyni, Haneczka, Zosia Haneczka żali się Radczyni, że wszyscy tańczą, a ona i Zosia stoją, choć chętnie dołączyłyby do towarzystwa. Radczyni radzi, aby bawiły się razem. Zosia wyjaśnia, że chciałaby tańczyć z drużbami, którzy mają na głowach czapki z pawimi piórami. Kobieta odpowiada, że tańczące towarzystwo nie jest dla młodych dziewcząt, gdyż często dochodzi do bójek. Zosia i Hania przekonuję ciotkę, że za chwilę wrócą. Scena 4 Radczyni, Klimina Klimina wita się z Radczynią i przedstawia jako wdowa po wójcie. Radczyni wyjaśnia, że pochodzi z Krakowa. Kobiety obserwują syna Radczyni, który patrzy się na dziewczęta. Klimina stwierdza, że panowie z miasta boją się dziewcząt ze wsi. Radczyni odpowiada, że każdy powinien bawić się w swoim towarzystwie. Wdowa po wójcie wyjaśnia, że chciała porozmawiać z Radczynią, żeby wyswatać jej syna. Scena 5 Zosia, Kasper Zosia zaprasza do tańca drużbę, Kaspera. Młodzieniec stwierdza, że dziewczyna jest zuchwała, ale chętnie zaczyna z nią tańczyć. Mówi, że swatają go z pierwszą druhną, Kasią. Kasper zachwyca się szczupłą talią Zosi, dodając, że Kasia jest szersza w pasie. Zosia pyta go, czy kocha Kasię, a młodzieniec odpowiada wymijająco, że Zosia jest wesoła.

Pan Młody wyjaśnia Księdzu, że może przeczyć sam sobie, lecz każdy ma szczęście tuż przed sobą i należy podążać za nim. Ksiądz jest przeciwnego zdania – uważa, że nie każdy może podążać za głosem serca, ponieważ nie każdy może otrzymać to, po co sięga. Scena 14 Radczyni, Maryna Radczyni obserwuje tańczące panny. Obok zatrzymuje się Maryna, zmęczona tańcem z Czepcem. Radczyni mówi, aby odpoczęła, ponieważ może się przeziębić. Dziewczyna odpowiada, że teraz zrozumiała, że czym innym jest złoto, a czym innym miedź. Radczyni mówi, żeby nie plotła głupstw i usiadła. Scena 15 Maryna, Poeta Poeta przystaje przy Marynie, zachwycony blaskiem jej oczu. Dziewczyna wyjaśnia, że zmęczyła się przy tańczeniu. Mężczyzna jest przekonany, że Maryna tęskni za miłością i pyta, komu oddała swoje serce. Dziewczyna zaczyna przekomarzać się z nim, odrzucając jego zaloty. Poeta żałuje uczuć, które tak się garną do siebie. Maryna pyta, czy sądzi, że jest zajęta. Mężczyzna odpowiada, że Maryna pamięta, co komu wypada. Dziewczyna mówi, że żal uczuć, które tak do siebie ciągną. Scena 16 Zosia, Haneczka Zosia zwierza się Haneczce, że chciałaby kiedyś kogoś bardzo pokochać. Haneczka mówi, że to pod wpływem weselnej muzyki w sercu Zosi narodziło się pragnienie miłości, lecz jeszcze wiele łez wyleje, zanim spotka prawdziwą miłość. Najpierw musi poznać smak cierpienia, nędzy, bólu, zanim odkryje radość. Zosia odpowiada, że gdyby była Fortuną, to obdzieliłaby sprawiedliwie wszystkich ludzi, żeby się nie męczyli i poświęcali miłości. Dla niej miłość nieszczęśliwa jest karą. Haneczka wyjaśnia jej, że najpierw musi się napłakać, by wreszcie stanąć przed ołtarzem, cierpieć, by w końcu uszanować prawdziwe uczucie. Zosia odpowiada, że gardzi nieszczęśliwą miłością. Chciałaby spotkać kogoś, kto by spodobał się jej od pierwszego wejrzenia i kogo mogłaby pokochać. Scena 17 Pan Młody, Żyd Pan Młody wita na weselu Żyda, Mośka. Nazywa go przyjacielem, lecz mężczyzna odpowiada, że są takimi przyjaciółmi, którzy się nie lubią. Dodaje, że Pan Młody następnego dnia zrzuci swój chłopski strój. Młodzieniec wyznaje, że chciał zobaczyć jego córkę, Rachelę. Żyd wyjaśnia, że dziewczyna wkrótce zjawi się, ponieważ jako osoba wykształcona, chce popatrzeć na bawiących się panów. Chwali się, że Rachela jest nowoczesną panną, czyta książki, bywała we wiedeńskiej operze i nosi modnie upięte włosy. Lubi również poezję i chłopów, którym udziela kredytów. Pyta Pana Młodego, dlaczego ożenił się z chłopką, skoro są inteligentniejsze panny. Pan Młody odpowiada, że takie panny wydają mu się przeciętne i nie chce „zapychać nimi każdej piędzi naszej ziemi”. Scena 18 Pan Młody, Żyd, Rachel Pojawia się Rachel i wita się z Panem Młodym po francusku. Dodaje, że zwiodła ją muzyka weselna i pyta ojca, czy pozwoli jej bawić z innymi. Mosiek odpowiada, że córka nie wstydzi się go i Pan Młody musi ją uszanować. Młodzieniec zaprasza dziewczynę na weselną biesiadę. Scena 19 Pan Młody, Rachel Rachel określa tańczących ludzi jako barwne przedstawienie teatralne. Szła do chaty przez błoto, nęcona muzyką i bawiącymi się ludźmi. Jest przekonana, że ten widok nadaje się, by opisać go w wierszu i Pan Młody uczyni to, kiedy się zmieni. Młodzieniec mówi, że czuje spokój i ciszę we wsi. Do tej pory żył tak jakby w ciasnym, spleśniałym świecie, gdzie wszystko było szare i stare. Tu odnalazł młodość, urodę, zdrowie i kolory życia. Od miesiąca chodzi boso i czuje się zdrowszy. Scena 20 Pan Młody, Rachel, Poeta

Do Pana Młodego podchodzi Poeta, mówiąc, że żona chce z nim porozmawiać. Młodzieniec przeprasza Rachel, która jest przekonana, że Panna Młoda będzie mu czyniła wymówki, ponieważ kiwa na nią głową. Poeta wyjaśnia, że chodzi o jakieś drobnostki. Scena 21 Rachel, Poeta Poeta mówi Rachel, że interesuje się nią. Zauważa, że dziewczyna zna poezję. Rachel pyta, czy uważa, że za chwilę porwie ją Amor. Podobne słowa prawił jej pewien urzędnik, lecz ona pragnie mężczyzny, który przemawiałby do niej słowami poezji. Poeta dopytuje się, czego sobie życzy. Rachel odpowiada, że rozkoszy, miłości, namiętności i szczęścia. Mężczyzna pyta ją, czy pragnęłaby wolnej miłości i co zrobiłaby, gdyby takie uczucie ją spotkało. Dziewczyna wyjaśnia, że wówczas przestałaby marzyć. Scena 22 Radczyni, Pan Młody Pan Młody rozmawia z Radczynią. Kobieta ostrzega go, by uważał, ponieważ każdy, kto staje przed ołtarzem targany namiętnością, topi się. Młodzieniec odpowiada, że w tej chwili najważniejsze dla niego jest to, by muzykanci ładnie grali. W tej szczęśliwej chwili cały świat wydaje mu się przychylny, chciałby kupić grajka, który potrafiłby wygrać wszystko, co teraz gra mu w duszy. Scena 23 Pan Młody, Poeta Pan Młody pyta Poetę, jak się czuje na weselu. Wydaje mu się, że patrzy na cudze szczęście, nie na swoje. Chciałby w słowach poezji opisać wszystko, co się wydarzyło: pierwsze spotkania z ukochaną, ich rozmowy aż do chwili, kiedy stanęli na ślubnym kobiercu. Poeta uważa, że to, co oni rozumieją przez prozę, zmienia się w dźwięki i rymy, odbijając się echem w literaturze. Zastanawia się, jakimi słowami mógłby opisać śmierć człowieka na stosie, który śpiewa, mając na głowie wieniec z róż. Uważa, że w takim wierszu byłaby ogromna siła. Scena 24 Poeta, Gospodarz Poeta wyznaje Gospodarzowi, że pod wpływem muzyki weselnej w jego sercu zrodziło się pragnienie kochania. Każdy jest zdolny do miłości: rycerz w złocistej zbroi czy też chłop, a każda historia miłosna jest zarazem wesoła i smutna. Zachwyca się polskim ludem – prostym, rubasznym, o rycerskim harcie. Gospodarz przyznaje mu rację, dodając, że w każdym chłopie coś się burzy. Poeta mówi, że ich serce wyrywa się do rzeczy śmiałych, lecz powstrzymuje je pospolitość. Gospodarz stwierdza, że w każdym pokoleniu rodzi się ktoś wielki, ale jego zapał gaśnie, ponieważ nie otrzymuje żadnej zachęty. Poeta odpowiada, że w oczach panów chłop urasta do potęgi Piasta. Gospodarz zgadza się z jego słowami i dodaje, że chłopi żyją w zgodzie, zachowując godność, rozwagę i pojęcie. Uważa, że „chłop potęgą jest i basta”. Scena 25 Poeta, Gospodarz, Czepiec, Ojciec Do Gospodarza i Poety podchodzą Czepiec i Ojciec. Gospodarz zachwala wesele, na którym zjawiło się tylu gości z Krakowa. Ojciec mówi, że dla ludzi z miasta pobyt na wsi jest nowością. Gospodarz dodaje, że to leczy ich z ospałości. Czepiec pyta Poetę, czy podoba mu się wieś. Mężczyzna odpowiada, że czuje się tu jak u siebie. Czepiec stwierdza, że tylko na wsi są jeszcze ludzie z fantazją. Gdyby kiedykolwiek ktoś chciał skorzystać z ich chęci, to kosy wiszą przygotowane nad boiskiem. Przechwala się, że jest silny i pewnego dnia pobił Żyda. Zachęca Poetę, aby ożenił się z chłopką i zamieszkał na wsi. Poeta odpowiada, że czuje potrzebę podróżowania po świecie. Potrafi przez jakiś czas zamieszkać w jednym miejscu, ale kiedy czuje się zranionym, natychmiast wyjeżdża. Czepiec radzi, by poślubił prostą kobietę, bo taka da mu wiele szczęścia i mało go będzie kosztowała. Określa mężczyznę mianem „latawca”. Scena 26 Ojciec, Dziad

Dziad gratuluje Ojcu udanego wesela. Ojciec mówi, że panowie nudzą się sami i dlatego bawią się z ludźmi z niższego stanu. Dziad wspomina, że dawniej między panami a chłopami dochodziło do zatargów, a teraz potrafią razem tańczyć. Razem modlą się za dusze zmarłych. Dziad dodaje, że wnuk Ojca będzie panem. Scena 27 Dziad, Żyd Żyd mówi do Dziada, że musi przygotować w karczmie izbę, bo weselnicy po zabawie przyjdą do niego. Dziad zarzuca mu, że zjawił się po to, aby zachęcić gości do picia w karczmie. Chwali Pana Młodego i jego gości, którzy przywitali się z chłopami jak należy. Żyd nazywa to szopką, która nic nie kosztuje. Scena 28 Żyd, Ksiądz Ksiądz przypomina Mośkowi o terminie zapłaty za dzierżawę karczmy. Przyglądają się bójce Maćka z Czepcem. Ksiądz zarzuca Żydowi, że chce się wzbogacić na chłopach, sprzedając im wódkę. Radzi, by przypomniał Czepcowi o zapłacie za alkohol. Żyd odpowiada, że boi się zadzierać z pijanymi chamami. Scena 29 Żyd, Ksiądz, Czepiec Do Księdza i Żyda podchodzi Czepiec. Ksiądz upomina Czepca, by nie wszczynał bójek. Mosiek przypomina o długu, co wzbudza gniew mężczyzny. Ksiądz radzi Żydowi, aby zwrócił się do sądu. Czepiec ze złością mówi, że to dzięki łaskawości Księdza Mosiek wynajmuje karczmę. Żyd prosi, by Ksiądz obniżył czynsz, który zapłaci wówczas, kiedy Czepiec odda mu pieniądze. Ksiądz nakazuje Czepcowi, żeby zapłacił Żydowi. Czepiec jest rozgniewany. Scena 30 Pan Młody, Gospodarz Pan Młody żali się Gospodarzowi, że weselnicy kłócą się. Gospodarz przypomina mu, że polski chłop ma temperament, a na wsiach długo wspominano rok czterdziesty szósty. Pan Młody mówi, że zna to wyłącznie z opowiadań, a jego pokolenie już zapomniało o tych wydarzeniach. Gospodarz zgadza się z nim, dodając, że jego ojciec również walczył i został zabity. Pan Młody stwierdza, że ludzie zmieniają się i zapominają o przeszłości, nędzy, mękach, a teraz stroją się w pawie pióra. Gospodarz wyjaśnia, iż w ludziach nadal tli się jakaś wiara. Scena 31 Gospodarz, Ksiądz Gospodarz wypomina Księdzu, że chce już opuścić przyjęcie weselne. Ksiądz mówi, że mile tu spędza czas, a młoda para go zaintrygowała. Piją strzemiennego. Haneczka, Jasiek Haneczka dziękuje Jaśkowi za taniec i obiecuje, że będzie z nim jeszcze tańczyła. Jasiek jest zachwycony dziewczyną. Scena 33 Kasper, Jasiek Kasper mówi do Jaśka, że panny ich chcą. Jasiek jest zdania, że dziewczęta z nich kpią. Scena 34 Jasiek Jasiek śpiewa piosenkę o pawich piórach, które zdobył i o dworze, który postawi. Scena 35 Pan Młody, Radczyni Pan Młody wyjaśnia Radczyni, dlaczego tak szybko zdecydował się na ślub. Mówi, że nikogo nie powinno to dziwić. Radczyni odpowiada, że jego słowa nie zmienią jej zdania.

Scena 36 Poeta, Rachel Poeta przepowiada Rachel, że kiedyś dziewczyna pokocha chłopa. Rachel odpowiada, że chłopi podobają się jej, lecz musi to być ładny chłopiec. Wyznaje, że ojciec jest dla niej dobry. Przeczytała już dużo wierszy, ale nigdy nie starała się ich pisać, choć dostrzega wiele rzeczy, które uważa za godne poezji. Poeta stwierdza, że obcowanie z poetami wynika z wygody. Rachel odpowiada, że mężczyzna ciągle ją krytykuje. Zjawiła się na weselu zwabiona muzyką, niedługo odejdzie do domu i będzie myślała o Poecie, a kiedy uzna, że się w nim zakochała, prześle mu list i klucz. Poeta żartuje z niej, że może odda swe serce drużbie i zapomni o nim. Pragnie patrzeć na dziewczynę, idącą przez sad i pochylającą się nad chochołem. Rachel wskazuje mu róże, osłonięte chochołami. Mówi, że zaczaruje chochoła, aby zjawił się na weselu. Zachęca Poetę, aby zaprosił na przyjęcie wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy. Żegna się z mężczyzną, wyjaśniając, że nie pasuje do tego towarzystwa, a bawiła się na weselu wyłącznie dla zabicia czasu. Scena 37 Poeta, Panna Młoda Poeta zachęca Pannę Młodą, aby zaprosiła na wesele tych, którym dokuczają złe moce. Może to uczynić dzięki szczęściu, jakie odczuwa w tym wyjątkowym dniu. Dziewczyna odpowiada, że tylu ludzi nie zmieści się w izbie. Scena 38 Poeta, Panna Młoda, Pan Młody Do Poety i Panny Młodej podchodzi Pan Młody. Mówi, że jest tak szczęśliwy, iż chciałby, aby w gospodzie bawili się wszyscy ludzie. Poeta zachęca go, aby zaprosił chochoła, który stoi za oknem. Młodzieniec śmieje się i spełnia prośbę. Panna Młoda również powtarza zaproszenie, choć nie wierzy, że chochoł ich posłucha.

Akt drugi Scena 1 Gospodyni, Isia Dochodzi północ. Gospodyni każe kłaść dzieci do łóżek, lecz jej córka, Isia, protestuje. Chce bawić się dopóki gra muzyka i uczestniczyć w oczepinach. Gospodyni obiecuje, że jeśli uśpi dziecko, to będzie mogła zostać. Scena 2 Gospodyni, Isia, Klimina W drugiej izbie Gospodyni, Klimina i Isia przygotowują oczepiny. Kobiety zapalają łojówki i idą ku weselnikom. Na zegarze wybija północ. Scena 3 Isia, Chochoł Pojawia się Chochoł. Zaskoczona Isia nazywa go śmieciem. Chochoł zapowiada nadejście wielu gości. Dziewczyna przepędza go na pole. Scena 4 Marysia, Wojtek Marysia prosi Wojtka, żeby odpoczęli, gdyż zmęczyła się tańcami. Mężczyzna zachęca ukochaną, aby bawiła się dalej. Żartuje, że bawi się tak, jakby było to ich wesele. Mówi, że widział obok nich jakieś cienie. Oboje odchodzą do alkierza. Scena 5 Marysia, Widmo Marysi ukazuje się Widmo dawnego narzeczonego. Zjawa przypomina kobiecie, że miała go poślubić. Marysia zauważa, że od Widma wieje chłodem. Dopytuje się, gdzie mieszka, mówi, że czekała na niego bardzo długo, kiedy wyjechał do miasta. Duch wyjawia jej, że zwabiły go głosy biesiadników, lecz on już należy do innego świata. Marysia pyta, gdzie znajduje się jego grób i zasłania dłonią oczy. Widmo prosi, aby nie płakała, ponieważ jej łzy palą go. Wspomina dzień, kiedy stali razem w sadzie pod gruszą, a do jej rodziców szedł od niego swat. Chce tańczyć z ukochaną, bo za chwilę będzie musiał odejść. Przez chwilę tańczą razem, lecz Marysia zaczyna odczuwać chłód, bijący od zjawy. Widmo pragnie, by przytuliła się do niego. Kobieta odpycha go, a duch znika. Marysia próbuje go zatrzymać. Scena 6 Marysia, Wojtek Do Marysi podchodzi Wojtek, pytając, dlaczego jest blada. Kobieta wyjaśnia, że uchyliła drzwi i powiało chłodem. Prosi męża, aby ją przytulił. Scena 7 Stańczyk, Dziennikarz

Za Stańczykiem podąża Dziennikarz. Stańczyk żali się, że ktoś nieustannie za nim kroczy, a Dziennikarz mówi, że ciągle ktoś przed nim stąpa. Stańczyk siada i stwierdza, że dobrze zna polską rzeczywistość: własne trwogi, brudy, zbrodnie. Przedstawia się Dziennikarzowi jako błazen i oświadcza, że jest coraz mniej dobrych błaznów w kraju. Naród zmienia się, gasną zamiary, pochodnie trzymane w rękach hajduków. Kraj potrzebuje szeregu błaznów, którzy obudziliby uśpione i zniewolone serca. Stańczyk zarzuca, że Polacy wolą spać. Dziennikarz odpowiada, że okropne dzieją się rzeczy, a to, co niegdyś było w narodzie wielkie, dziś przepadło. Pozostało jedynie skrwawione serce, które męczy się okrutnie i wini samo siebie. Stańczyk widzi łzy mężczyzny i uznaje jego słowa za spowiedź z grzechów innych. Jest przekonany, że następnego dnia Dziennikarz odzyska dobry humor, ponieważ mówi o winach innych, a nie własnych. Dziennikarz wyjaśnia, że wina ojca przechodzi na syna, a o błędach pamiętają wszyscy. Dla niego śmierć jest ulgą. Błazen pyta, po co mu niepokoje tych, którzy od dawna nie żyją. Uważa, że mężczyzna zbyt wiele uwagi przywiązuje do śmierci. Pyta go, czy kiedykolwiek słyszał dźwięk dzwonu Zygmunta. Stańczyk wspomina czasy, kiedy siedział u stóp króla i razem z całym dworem obserwowali zawieszenie dzwonu w wieży. Dziennikarz wyjaśnia, że dzwon Zygmunta dzwoni do dziś, kiedy odbywają się ważne pogrzeby. Stańczyk oznajmia, że w pękniętym sercu dzwonu można odnaleźć wyłącznie wstyd, ponieważ jakieś fatum pędzi ludzi w przepaść. Dziennikarz mówi, że społeczeństwo stało się próżne, ludzie uważają się za nadludzi i nie dostrzegają małości pękniętego serca. Wolałby już dożywać ostatnich dni niż patrzeć na ten pęd ku otchłani. Pragnie, aby wszystko obróciło się w nicość. Stańczyk zarzuca mu, że zwiastuje nieszczęście. Dziennikarz wyjaśnia, że tylko nieszczęście mogłoby obudzić Polaków, by wydobyli z piersi krzyk, należący do ich pokolenia. Błazen zarzuca mu, że gna na oślep ku własnemu zniszczeniu, targając Świętość, którą należy uszanować. Wręcza mężczyźnie błazeńską laskę. Dziennikarz zarzuca mu, iż stał się jego złym Duchem i napełnił jego serce goryczą. Stańczyk nakazuje mu rządzić. Scena 8 Dziennikarz, Poeta Dziennikarz żali się, że każdy dzień niesie ze sobą kolejne trudy. Prosi Młodość, która już minęła, aby wyrwała go z otchłani żalu. Opowiada Poecie, iż przeszedł obok niego cień i pozostawił mu laskę błazeńską. Mówi, że męczy się strasznie duchowymi torturami. Wszystko wydaje mu się farsą: przyjaźń, litość, miłość. Widzi obrazki, przedstawiające sceny z historii Polski, słyszy narodową muzykę, lecz to jedynie drażni go i męczy. Zastanawia się, czy Polacy mają prawo do życia, do czegokolwiek, żyjąc w niewoli. Poeta stwierdza, że nastrój mężczyzny wynika z muzyki, która sprawia, że wszystko denerwuje go. Dziennikarz wyjaśnia, że jedyne, co działa mu na nerwy, to sieć, która więzi jego duszę. Zarzuca Poecie, że chce go uśpić i znieczulić słowami wierszy, które są maską pozorów. Poeta prosi, aby podał mu rękę, lecz Dziennikarz wychodzi za próg. Scena 9 Poeta, Rycerz Poeta dostrzega Rycerza, który powoli się wyłania z cienia. Zjawa chce pochwycić go za rękę, każe wsiąść na konia, by przepadły przekleństwo i męki. Chwyta mężczyznę na arkan, mówiąc, że jest Mocą, która bierze go w niewolę. Poeta jest przerażony, każe zjawie zniknąć. W oddali słychać gromy, które wstrząsają domem. Rycerz pyta mężczyznę, czy wie, kim ma być i kim mógłby być. Poeta mówi, że jego marzenia przybrały postać Rycerza. Duch wyjaśnia, że przybył z zaświatów, przechodząc przez ogień i zapach lochów. Jest dziełem Witolda, Zawiszy, Jagiełły, był obecny podczas bitwy pod Grunwaldem. Nakazuje Poecie wziąć miecze, zbroje i kopie z ofiarnego stosu, który został złożony po zwycięskiej bitwie. Nadszedł czas, by rycerze przebudzili się ponownie, tak jak on powstał z prochów. Poeta zaczyna płakać, zdając sobie sprawę z tego, że na polu walki nie byłoby dla niego miejsca. Spogląda na Rycerza i widzi, że pod przyłbicą nie ma nic prócz pustki i prochu. Rycerz każe mu spojrzeć w jego twarz, mówiąc, że mężczyzna powinien go rozpoznać.

Chce, aby Poeta podał mu rękę, lecz ten mówi, aby wziął jego duszę. Pod przyłbicą dostrzega śmierć i noc. Scena 10 Poeta, Pan Młody Do Poety zbliża się Pan Młody. Poeta mówi, że do tej pory był niedołęgą, a jego dzieła były nic nie wartą mgłą. Teraz słyszy więcej, nawet spadające w otchłań skały. Pan Młody nie rozumie jego słów, sądząc, że Poeta ma zamiar pisać nowy wiersz. Mężczyzna zaprzecza. Wyznaje, że zrozumiał, iż polskość to wielka rzecz i należy odrzucić wszelką podłość. Należy podjąć walkę i mieć nadzieję, że na czele stanie ktoś wielki. Zamierza wezwać rodaków do walki, czuje, że płonie w nim ów pożar i ma nadzieję, że nie zgaśnie następnego dnia. Scena 11 Pan Młody, Hetman, Chór Chór zachęca Hetmana Branieckiego, aby nie żałował pieniędzy na oczepiny. Mężczyzna odpowiada, że nie przywiązuje wagi do złota i oddaje monety. Chór zarzuca mu, że brał pieniądze od Rosjan. Hetman czuje, że pieniądze go palą, a diabły szarpią jego duszę. Pan Młody przerażony, wykrzykuje imię Jezusa. Scena 12 Pan Młody, Hetman Hetman mówi do Pana Młodego, że jakaś litościwa dusza przepędziła od niego diabły, lecz nadal pali go rana. Nie odczuwa jednak żalu, ponieważ drwi z tego. Od stu lat pędzi przez puszcze, ugory, czując ogień palący jego wnętrzności. Mówi, że w chwili, kiedy młodzieniec wykrzyknął imię Chrystusa, mógł przez chwilę odetchnąć. Chce mu ofiarować złoto, które każdej nocy diabły dosypują do niesionych przez niego niecek. Pan Młody mówi, że zjawa zajmowała wysoką pozycję w państwie, choć była za życia łotrem. To dzięki Hetmanowi Polacy znaleźli się w niewoli i nic już nie jest w stanie im pomóc. Braniecki zarzuca mu, że ożenił się z „chamską dziewką”. Uważa, że Polacy to hołota łasa na złoto. Musiał więc „smalić cholewki do bękartów Carycy”. Mówi, aby Pan Młody nie żałował Polski, ponieważ jest szlachcicem. Młodzieniec przeklina go. Scena 13 Pan Młody, Hetman, Chór Hetman żali się, że ścigają go psy i wygryzają mu serce. Chór zarzuca mu, że zaprzedał ojczyznę. Zjawa wznosi okrzyk na cześć cara. Chór nakazuje, aby złoto zalało mu usta i wydarto mu wnętrzności. Hetman krzyczy, że psy piją jego krew i rozrywają mu ciało na strzępy. Chór wzywa go do weselnego tańca. Braniecki po raz kolejny wiwatuje na cześć cara, wykrzykując, że Czarty Moskale żłopią krew. Scena 14 Pan Młody, Dziad Pan Młody mówi, że na weselu pojawiło się wiele mar. Dziad pyta, po co mu to było i czy panna młoda go urzekła. Młodzieniec dodaje, że widział diabły, wlokące przed nim człowieka. Musi zaczerpnąć powietrza i wychodzi. Scena 15 Dziad, Upiór Dziad życzy odchodzącemu Panu Młodemu wszystkiego najlepszego. Obok niego pojawia się Upiór. Przerażony Dziad dostrzega, że zjawa jest cała we krwi. Upiór oznajmia, że chce bawić się na Weselu, lecz najpierw musi umyć się. Dziad przepędza go. Upiór prosi, aby podał mu wiadro wody. Przedstawia się jako Szela, a na weselu zjawił się ponieważ przed laty był katem dla ojców biesiadników, a teraz chce być swatem. Sądzi, że kiedy się obmyje z krwi, to jedynie plama na czole mogłaby zdradzić, kim jest. Dziad każe iść mu precz. Dostrzega krwawe plamy na podłodze. Upiór powtarza, że zmyje z siebie ślady krwi i zacznie bawić się z weselnikami. Dziad wzywa na pomoc Matkę Boską.

Scena 16 Kasper, Kasia, Jasiek Jasiek i Kasper flirtują z Kasią. Każdy stara się zachęcić dziewczynę, aby podeszła do niego. Kasper mówi, że skoro Kasia podoba się Jaśkowi, to powinien się z nią ożenić. Młodzian odpowiada, że nie spieszy mu się do ślubu. Kasia prosi go, aby przyniósł wódki. Jasiek odchodzi. Scena 17 Kasper, Kasia Kasia wyznaje Kasprowi, że kazała iść Jaśkowi po wódkę dla żartu. Młodzieniec zachęca dziewczynę, aby razem wyszli do ogrodu. Kasia odpowiada, że jest rosa i całuje go. Po chwili zauważa, że zgubiła gdzieś wstążkę, którą przewiązała spódnicę. Scena 18 Kasper, Kasia, Nos Do Kaspra i Kasi podchodzi Nos. Podaje Kasprowi wódkę, prosząc o pozwolenie na pocałowanie dziewczyny. Młodzieniec zgadza się, lecz Kasia protestuje. Nos zachęca ją, aby dała mu całusa. Kiedy dziewczyna nie godzi się na to, odchodzi. Kasper dostrzega, że mężczyzna wypił całą butelkę wódki. Scena 19 Panna Młoda, Pan Młody Panna Młoda żali się mężowi, że jest już zmęczona zabawą, ale będzie dalej tańczyła, aby następnego dnia nie żałować. Chce, by wszyscy bawili się na weselu, dopóki starczy pieczywa i kołaczy. Pan Młody obiecuje jej, że będą szczęśliwi. Opowiada o dworku, który wybudują, a wokół niego posadzi brzózki. Pannie Młodej nie podoba się ten pomysł. Mówi, że brzozy szybko rosną i zasłonią ściany. Młodzieniec dodaje, że wówczas będą siedzieć wśród zieleni, w kwitnącym sadzie. Odchodzą, nucąc piosenkę. Scena 20 Dziennikarz, Zosia Dziennikarz podchodzi do Zosi, która jest już zmęczona tańcami. Pyta dziewczynę, czy chłopi jeszcze jej nie zbrzydli. Zosia zaprzecza, dodając, że patrzy na różnych ludzi i usypia serce, które boli ją, kiedy widzi poniewierane piękne i czułe rzeczy. Mówi, że mężczyzna ma papier, na który może przelać swoje troski i bóle. Dziewczyna mówi, że ojczyzna jest dla niej niczym chemia, a serce, które się do czegoś przywiąże, jest jak dynamit. Dziennikarz zachęca ją do tańca, który najwyraźniej czegoś ją nauczył. Zosia dodaje, że nie byłaby żoną chłopa i nikt jej nie prosił do ślubów, lecz w tej wiejskiej chacie jej taniec coś znaczy. Mężczyzna wpatruje się w nią i stwierdza, że nie wierzy w tańce, choć je lubi, ale wierzy w dziewczynę. Zosia pyta go, czy mu się podoba. Dziennikarz odpowiada, że coś w tym jest. Scena 21 Poeta, Rachel Poeta dostrzega Rachel i zaprasza ją do izby. Dziewczyna wyjaśnia mu, że miała przeczucie, iż coś zaczęło się dziać na weselu. Mężczyzna wyznaje, że noc sprawia, iż wszystko wydaje się być innym, a on sam, widząc nadchodzącą Rachelę, miał wrażenie, że zmierza ku niemu płomienne widziadło. Rachel opowiada, że zawróciła w połowie drogi do domu, ponieważ przez ścieżkę przeszła jakaś osoba. Poeta stwierdza, że to tylko ludowe baśnie. Oboje przypatrują się wiatrowi, który szarpie drzewami w ogrodzie. Mężczyzna mówi, że ktoś wyrwał krzew różany z chochołem. Wyjaśnia, że oboje pragnęli poezji i na weselu zjawiły się różne mary. Rachel przyznaje, że wyczuwa zmianę atmosfery, a wszyscy zaczęli lubować się w polskości. Ta noc jest dla nich dziwna, przepełniona Mocą i walczącymi potęgami. Jest przekonana, że po tej nocy nieprzespanej będą mieli cudowne sny. Poeta zachęca ją, aby poszli popatrzeć na weselników.

Scena 22 Gospodarz, Kuba Kuba oznajmia Gospodarzowi, że na podwórku pojawił się jakiś jeździec na ogromnym koniu. Gospodarz każe, aby zaprowadzili zwierzę do szopy. Kuba jest przekonany, że przybysz jest kimś ważnym. Jest ubrany na czerwono, ma siwą brodę i lirę. Prosi Gospodarza, aby wyszedł przed chatę. Gospodarz nakazuje poświecić latarką, zaskoczony przybyciem nowego gościa. Scena 23 Gospodarz, Gospodyni, Kuba Gospodarz oznajmia Gospodyni, że przybył jakiś ważny gość. Kobieta mówi, że ma dość już tańców. Dziwi ją niepewna mina męża. Mężczyzna odpowiada, że to wesele tak go rozrzewniło. Gospodyni prosi, aby powitał przybysza przed domem i tam z nim rozmawiał. Scena 24 Gospodarz, Wernyhora Wernyhora wita się z Gospodarzem. Mężczyzna prosi, aby usiadł i wyjaśnia, że żona przebiera się w alkierzu, zaskoczona przybyciem niespodziewanego gościa. Wernyhora zachęca, by Gospodarz usiadł obok niego, ponieważ przyniósł wiele nowi i chce porozmawiać o Przymierzu. Wyjaśnia, że przyjechał z daleka. Gospodarz dopytuje się, kto zwabił przybysza w tak odległe strony o tak dziwnej porze. Wernyhora oznajmia, że wybrał dom Gospodarza, gdyż przebywają w nim ludzie o prostych sercach. Drogę wskazali mu mali chłopcy. Gospodarz przypomina sobie, że malcy przybiegli z wiadomością, że spotkali starca z brodą i lirą. Wernyhora mówi, że dom gospodarza musi być szczęśliwi, gdyż jako prości i mali ludzie nie zaznali wielkich krzywd. Gospodarz przyznaje mu rację, wyjaśniając, że żniwa już zakończone, sady kwitną i rodzą owoce. Chce przyprowadzić żonę, która na powitanie gościa stroi się w alkierzu. Każe podać piwo, lecz Wernyhora powstrzymuje go, mówiąc, że to osobliwa chwila. Chce porozmawiać z mężczyzną na osobności. Gospodarz pyta go o nazwisko. Wernyhora dziwi się, że nie został rozpoznany. Mężczyzna przygląda się jego twarzy, dostrzegając w niej znajome rysy. Wernyhora pyta go, czy przypomina sobie rzeź tak krwawą, że rzeki zabarwiły się na czerwono. Nadal słyszy jęki umierających ludzi, przy których stał. Gospodarz mówi, że to dawne czasy, których jęki zagłuszają weselni grajkowie. Przybysz opowiada, że stał w łunie pożarów, siedząc na siwym rumaku i czekał na znak od Boga. Gospodarz zastanawia się, kogo ma przed sobą, a wtedy gość wyjawia swoje imię. Mężczyzna mówi, że spodziewał się przybycia Wernyhory. Zjawa mówi, że przyniósł ze sobą Rozkaz-Słowo. Gospodarz odpowiada, że już dawno czekał na takie wezwanie. Wernyhora chce porozmawiać o Przymierzu. Pragnie przekazać trzy zlecenia. Po pierwsze Gospodarz ma o świcie rozesłać wici, wzywające chłopów do zebrania się przed kościołem. Kiedy wszyscy zbiorą się, ma nakazać im ciszę, aby usłyszeli tętent od krakowskiego gościńca. Gospodarz jest zaskoczony wyróżnieniem, jakie go spotkało. Zapewnia Wernyhorę, że będzie gotów o świcie. Cieszy się, że duch wypowiedział głośno to, o czym on myślał w tajemnicy. Gość wyjaśnia, że świadomie wybrał dworek Gospodarza i mówi o tysiącach koni ze złotymi podkowami, których dźwięk słychać w wichrze i deszczu. Wyjawia, że ten, kto pierwszy zjawi się w Warszawie na sejmie, zbawi Polaków. Słowa te zaskakują Gospodarza. Wernyhora podaje mu złoty róg, którego dźwięk może powołać chór. Powtarza, że mężczyzna ma rozesłać wici i zebrać ludzi pod kościołem. Nie mają nic radzić, tylko stanąć w ciszy. Scena 25 Gospodarz, Gospodyni Gospodarz zwierza się żonie, że usłyszał wiele dziwnych rzeczy, których nie jest w stanie zrozumieć. Wyjawia jej imię przybysza i prosi, aby dochowała tajemnicy. Zaczyna przygotowywać się do wyjścia, bierze broń i szablę. Gospodyni dopytuje się, gdzie się wybiera. Sądzi, że mąż jest chory i próbuje go powstrzymać. Mężczyzna jest przekonany, że nadeszła ważna chwila i od tej pory zaczną

żyć. Mówi, że dał słowo Wernyhorze i urzekła go jego siła – duch narodu. Gospodyni sądzi, że jest pijany. Scena 26 Gospodarz, Jasiek Gospodarz przyzywa do siebie Jaśka. Każe mu siodłać konia i ruszyć w cztery strony, aby zwołać chłopów. Jasiek początkowo obawia się, że zgubi drogę, lecz Gospodarz nalega, mówiąc, że chłopi muszą zebrać się z bronią przed kaplicą. Jasiek uważa mężczyznę za dobrego wojaka i uważa, że to dobry znak. Gospodarz upomina go, by dochował tajemnicy. Wręcza młodzianowi róg, który dostał od Wernyhory. Nakazuje, aby powiesił go sobie na szyi i nie schylał się po nic. Nalega, aby Jasiek wrócił nim zapieje trzeci kur i zadął w róg, a wówczas w ludziach obudzi się Duch walki. Prosi, aby chłopak nie zgubił instrumentu, bo jest zesłany im przez Boga, a bez jego dźwięku wszystko przepadnie. Jasiek wybiega i po chwili wraca po czapkę z pawimi piórami, którą zgubił. Scena 27 Gospodarz, Staszek Do Gospodarza podchodzi Staszek. Pyta, czy mężczyzna zauważył, że po odjeździe starego pana zaczęła się wichura. Gospodarz dopytuje się, czy to Staszek przyprowadził Wernyhorę. Młodzian wyjaśnia, że starzec zrobił na nim ogromne wrażenie – był uprany w czerwone szaty, na wąsach miał złote iskry i dosiadał siwego konia. Kiedy koń poruszył ogonem, osmalił twarz Kubie. Obaj musieli przytrzymać zwierzę, aby starzec mógł na niego wsiąść. Gospodarz zauważa, że północ już minęła. Staszek podaje mu złotą podkowę, którą koń Wernyhory zgubił w błocie. Gospodarz traktuje przedmiot jako oczywisty znak, poświadczający odwiedziny niezwykłego gościa. Scena 28 Gospodarz, Gospodyni, Staszek Gospodarz pokazuje żonie podkowę. Kobieta zachwyca się misterną robotę. Gospodarz każe zwołać ludzi, by pokazać im, co znalazł. Scena 29 Gospodarz, Gospodyni Gospodyni przekonuje męża, że nie powinien chwalić się znaleziskiem, ponieważ należy własne szczęście szanować. Mężczyzna każe jej wrzucić podkowę do skrzyni, mówiąc, że nie wie, czy to dar Niebios czy Piekieł. Kobieta jest przestraszona, nie rozumie jego słów. Gospodarz wyjaśnia, że cały świat jest zaczarowany, skryty pod podłą maską podziałów społecznych. Dodaje, że wół pracuje na roli, a świnia w ganku. Gospodyni sądzi, że mąż jest pijany i każe mu się położyć. Gospodarz wyrywa się jej, wyjaśniając, że musi jechać, ponieważ przysięgał na własną duszę. Kobieta krzyczy, przerażona. Scena 30 Gospodarz, Gospodyni, Goście z miasta Zbiegają się goście weselni, dopytując się, co zaszło. Gospodyni wyjaśnia, że mąż szaleje. Gospodarz mówi, że goście wynudzili się w mieście i zachciało im się wyjazdu na wieś. Dla niego zachowują się fałszywie. Niegdyś rwali się do szabli i do miski, dziś nie ma już na co czekać. Wyraża swoją litość dla nich i spluwa.

Scena 3 Czepiec, Muzykant Muzykant wprowadza pijanego Czepca. Czepiec oskarża go, że wziął pieniądze za granie i wygraża się, że pobije muzykantów, jeśli nie zaczną grać. Muzykant odpowiada, że grali już za pieniądze, które od niego dostali, a teraz powinni tańczyć pozostali goście. Czepiec z uporem powtarza, że powinni grać dla niego. Scena 4 Czepiec, Czepcowa Czepcowa usiłuje powstrzymać pijanego męża, które chce bić muzykantów. Chce, aby mężczyzna poszedł do domu. Czepiec każe jej odejść. Scena 5 Czepcowa, Gospodyni Czepcowa mówi do Gospodyni, że z weselem jest wiele zachodu, a kobieta stwierdza, że młodzi powinni teraz się bawić. Czepcowa przyznaje jej rację, dodając, że człowiek, kiedy jest młody, to potrafi się radować, a później wyłącznie narzeka. Chwali przyjęcie, choć państwo z miasta jedynie patrzą i ziewają. Scena 6 Rachel, Poeta Rachel wyznaje Poecie, że jest mu oddana, lecz ani on się do niej nie zbliża, ani ona nie potrafi przełamać swojej nieśmiałości. Mężczyzna zarzuca jej, że przez cały czas stoi na wietrze. Dziewczyna wyjaśnia, że może obserwować wszystko. Niedługo goście rozejdą się i zapomną o sobie. Również Poeta zapomni o niej, a kiedy ona oprzytomnieje, będzie marzyć i smucić się. Poeta odpowiada, że powinna być zadowolona ze smutku, ponieważ smutek to jednocześnie piękno. Dziewczyna pyta, co będzie jeśli smutek zamieni się w żal. Mężczyzna stwierdza, że wówczas wyjdzie do ogrodu, zastanowi się, jak się ubrać i uda się na bal lub na koncert, gdzie będzie mogła go spotkać. Rachel zastanawia się, po cóż jej będzie żal, a mężczyzna wyjaśnia, że to uczucie zostanie opisane w literaturze. Dziewczyna pyta go, co stanie się z muzyką w jej sercu, która jest szczerą miłością do niego. Poeta odpowiada, że to uczucie najszczerzej zostanie oddane w wierszu. Scena 7 Haneczka, Pan Młody Haneczka dziękuje Panu Młodemu za taniec. Opowiada, że muzyka sprawiła, iż chciała pocałować drużbę. Pan Młody nazywa ją dzieckiem, a dziewczyna dodaje, że oni przecież nie całują się jak dzieci. Młodzieniec odpowiada, że jemu, jako poecie, to przystoi, ponieważ inaczej rozumie pocałunek. Haneczka wyjaśnia, że chce dać upust czułości dla Krakusów. Pan Młody zgadza się na to, lecz nie pozwala jej całować się z drużbami, ponieważ są na to za głupi. Dziewczyna mówi, że całus nie jest żadną stratą. Scena 8 Poeta, Maryna Poeta podchodzi do Maryny, zadowolony, że dziewczyna stoi sama. Maryna odpowiada, że pięknieje w samotności. Pyta go, czy już upoetyzował wesele, dom i gości. Mężczyzna potwierdza jej przypuszczenia. Dziewczyna stwierdza, że dzięki temu stał się szczęśliwy. Uważa, że nad tymi, którzy nie są poetami, pojawia się jakaś kaskada czułości. Poeta stwierdza, że być może dzięki nieprzespanej nocy stali się oni aniołami. Niedługo odjedzie z domu weselnego i wszystko się skończy. Wyjawia, że przysłuchiwała się rozmowom chłopów o Polsce, którzy twierdzili, że nie trzeba się dawać i jakoś żyć. Uwierzyła, że te słowa są szczere i rozsądne. Poeta odpowiada, że nie ma co myśleć i skarżyć się na niedolę. Maryna przyznaje mu rację. Stwierdza jednak, że zauważyła pewną przemianę w polskiej naturze. Poeta mówi, że on również czuje się przemieniony, choć nadal nie wierzy sobie i skrywa przed samym sobą jakąś tajemnicę. Poznał wiele podłości i głupoty, zawracał już z wielu dróg, lecz wszędzie czuje poetycki nastrój,

Akt trzeci Scena 1 Gospodarz Po izbie chodzi Gospodarz, zamykając drzwi, które ktoś otwiera z zewnątrz. Wreszcie, zmęczony, siada na krześle i zapada w drzemkę. Scena 2 Gospodarz, Poeta, Nos, Pan Młody, Gospodyni, Panna Młoda Do Gospodarza podchodzą Poeta, Nos, Panna Młoda, Pan Młody i Gospodyni. Poeta stwierdza, że mężczyzna jest pijany. Gospodarz odpowiada, że powinien mieć „polski łeb” i do szabli i do szklanki, lecz zasnął. Nos mówi, że czuje dziwne rwanie pod sercem, jakby coś miało się wydarzyć, coś, co ma związek z mieczem. Poeta przekonuje innych, aby położyli go spać, lecz ten wyrywa im się. Nos ma wrażenie, że znalazł się w lesie, a drzewa uciekają przed nim. Jest wszystkim znudzony. Poeta uznaje, że to ciekawa rzecz, a Gospodarz dodaje, że wszystko jest zawsze interesujące. Nos prosi, aby podali mu wino i Poeta spełnia jego życzenie. Nos wznosi wiwat na cześć sztuki i dodaje, że życie nie jest nic warte i należy znosić Fatum, próżny trzos, śniąc o Wielkościach. Gospodarz pyta go, gdzie się tak spił, ponieważ dopiero zaczął się drugi dzień wesela, a Nos jest już całkowicie pijany. Mężczyzna wyjaśnia, że chciał w ten sposób wtopić się w tłum, zmuszając się do prostoty, lecz poczuł jedynie niepokój w sercu. Gospodarz cicho mówi, że żyć z pustką w duszy to prawdziwe męczeństwo. Nos tłumaczy, że pije, bo musi, wtedy dopiero czuje serce w piersiach i rozumie wiele rzeczy. Poeta nakazuje mu się przespać. Nos opowiada, że tańczył z Morawianką, gdyż nikt nie chciał jej prosić do tańca i okazał jej litość. Gospodarz, majacząc, mówi, że widzi drogę, którą jedzie wielki pan. Gospodyni zachęca go, aby się położył do łóżka, lecz mężczyzna woli zostać w fotelu. Nos układa się na sofie. Mówi do Pana Młodego, że całował Morawiankę i napił się wina, które go tak rozmarzyło, że chciał ponownie pocałować dziewczynę, lecz runął jak głaz. Pan Młody żartuje, że najpierw powinien całować, a dopiero później pić. Panna Młoda prosi, aby pozwolili mężczyznom wyspać się. Poeta stwierdza, że sen to dziwny stan duszy. Nos oznajmia, że pragnie zasnąć. Pan Młody zauważa, że mężczyzna jest zlany potem. Poeta proponuje, aby przebrać go w inne odzienie. Nos mówi, że po nich przyjdą inni. Gospodarz pragnie spokoju. Obaj zasypiają.

który, przepełniony smutkiem, podłością i mgłami, ciąży mu. Ma wrażenie, że gdzieś w górze słyszał płacz. Maryna sądzi, że coś mu dolega i radzi, aby ochłonął na dworze. Mężczyzna odpowiada, że w sadzie otacza go ponurość zrodzona z ogromnych drzew. Boli go myśl, że działają na niego dwie przeciwstawne siły – jedna wiąże go do roli, inna go odrywa, jedna rozwija mu skrzydła, inna je pęta. Maryna uznaje, że Poeta nad wszystkim się rozczula. Scena 9 Czepiec, Kuba Czepiec przestrzega Kubę, aby nie kręcił się w pobliżu starszeństwa. Chłopak odpowiada, że coś wie i chętnie zdradzi tajemnicę. Wskazuje na Gospodarza i mówi, że wójt ma iść z nim na Moskali. Opowiada o wizycie Wernyhory, o Jaśku, który pojechał zwoływać chłopów. Czepiec pyta, czy ktoś jeszcze widział dziwnego gościa, lecz Kuba zaprzecza. Kiedy Czepiec mu nie wierzy, mówi o złotej podkowie, którą Gospodyni schowała do skrzyni. Czepiec stwierdza, że kobieta postąpiła jak dobra gospodyni. Rozumie, że muszą pójść za Gospodarzem. Wychodzi razem z Kubą. Scena 10 Czepiec, Dziad Czepiec w drzwiach spotyka wchodzącego do izby Dziada. Dziad ostrzega go i prosi o zmiłowanie. Słyszał rozmowy chłopów, którzy chcą chwytać za broń. Widział Jaśka, który pukał w okna chat we wsi. Czepiec odpowiada, że stanie się to, co ma się stać. Zastanawia się, gdzie wtedy był. Dziad odpowiada, że wówczas pił.

Scena 15 Marysia, Ojciec Marysia mówi do Ojca, że najwyraźniej jest zadowolony z wesela. Mężczyzna odpowiada, że są to dni radości, a później nie będzie już mógł ingerować w życie nowożeńców. Marysia prosi ojca o pomoc w spłacie gruntów, lecz ten mówi, że nie jest bogaty. Wówczas kobieta dopytuje się, czy wolałby, aby wyszła za mąż za bogatego pana, który przed laty starał się o jej rękę. Ojciec przypomina jej, że wolał tego młodzieńca, który zmarł, a ona wyszła za swata, Wojtka. Marysia przyznaje, że pokochała swata, lecz w dniu ślubu siostry przypomniała sobie dawnego ukochanego, którego poznała na weselu Hanusi. Wyjaśnia ojcu, że jej mąż śpi, lecz pozwolił jej zostać na zabawie. Widok tańczących par obudził w niej wspomnienia z dnia, w którym przyszli do niej swaci, a ona była zakochana. Ojciec radzi, aby przyłączyła się do tańczących druhen. Nagle dostrzega łzy w oczach córki. Scena 16 Poeta, Panna Młoda Panna Młoda opowiada Poecie swój sen. Śniło się jej, że jedzie w złotej karocie i widzi diabła. Prosi, aby nie szydził z jej wyobraźni, ani nie mówił o tym nikomu. Poeta wyjaśnia jej, że są tacy ludzie, którzy sowicie płacą za takie bajanie. Dziewczyna żali się, że była zmęczona tańcami i przysnęła. Diabeł ze snu wiózł ją do Polski. Zaintrygowana, pyta Poetę, gdzie jest Polska. W odpowiedzi słyszy, że nawet jeśliby zjeździła cały świat, to nie znalazłaby tego kraju. Poeta każe jej przyłożyć rękę do serca i dodaje, że to właśnie jest Polska. Scena 17 Pan Młody, Poeta Pan Młody mówi Poecie, że na długo zapamięta tę nieprzespaną noc. Żali się, że poczuł jakiś strach przed prozą fantastycznego świata i świadomością, że pewnego dnia to, co teraz żyje, zniknie. Poeta jest w zupełnie innym nastroju – wiatr, wiejący tej nocy, uwznioślił jego przemyślenia. Pan Młody odpowiada, że woli spokój normalnego życia, zapach kwitnących drzew w sadzie i kwiatów na łące. Pragnie spokoju, a jeśli usłyszy jakikolwiek hałas, niech to będzie brzęczenie pszczół i much. Scena 18 Pan Młody, Poeta, Czepiec Do Pana Młodego i Poety podchodzi Czepiec. Jest ubrany w kożuch, a w dłoni dzierży kosę. Pan Młody dostrzega, że kosa jest postawiona i naostrzona. Pyta, co się wydarzy. Czepiec wyjaśnia, że nie wiedzą, co nastąpi. Jego słowa intrygują mężczyzn. Czepiec nazywa Pana Młodego ślepcem i dodaje, że kosa jest ważna. Poeta sądzi, że jego brat potrzebował kosy do obrazu i każe postawić ją w kącie. Czepiec odpowiada, że obrazy już się skończyły, a panów interesują tylko płótna. Pan Młody stwierdza, że mężczyzna ma butną minę. Czepiec odpowiada, że nie rozumieją się i na nic zda się ich rozmowa. Poeta dodaje, że „oni do Sasa, a chłopi do lasa”. Scena 19 Pan Młody, Poeta, Czepiec, Gospodarz Czepiec budzi śpiącego Gospodarza, przypominając, że pora już wstać, by wypełnić nakaz Wernyhory. Rozbudzony mężczyzna przywołuje Hanusię, lecz Czepiec uspokaja go. Gospodarz ze zdziwieniem dostrzega kosę. Czepiec zarzuca mu, że śpi, kiedy we wsi zbierają się chłopi, czekając na rozkazy. Gospodarz nie rozumie jego słów. Czepiec wyjaśnia, że słyszał, iż mężczyzna otrzymał ważny rozkaz i zobowiązał się go wypełnić. Przypomina, że chłopi czekają na niego przy studni. Gospodarz próbuje sobie wszystko przypomnieć. Pyta o jakiś znak. Czepiec grozi, że jeśli panowie nie pójdą z nimi, to chłopi ruszą na nich z kosami. Pan Młody usiłuje uspokoić Czepca, mówiąc, że nie nadszedł czas na przelewanie krwi. Czepiec przypomina Gospodarzowi o tym, co mówił o sile Polaków i że kiedyś nadejdzie dzień, w którym ta moc się obudzi. Zwraca się do Pana Młodego, oskarżając go, że skupia się wyłącznie na książkach i poezji. Poeta stwierdza, że przecież to nic złego, bo nic się nie dzieje. Czepiec zauważa, że dnieje. Poeta i Pan Młody zachwycają się rosą na

Scena 11 Czepiec, Gospodyni Gospodyni mówi do Czepca, że jej mąż śpi. Wcześniej zachowywał się dziwnie, wymyślał różne rzeczy. Czepiec dopytuje się, co Gospodarz robił. Kobieta odpowiada, że nie rozumiała, co się działo. Mąż chciał się gdzieś wybierać, kogoś bić. Pyta Czepca, czy chciał jechać z Gospodarzem. Mężczyzna dopytuje, czy Gospodarz mówił coś więcej. Kobieta przyznaje, że nie wie. Scena 12 Radczyni, Dziennikarz Radczyni dziwi się, że Dziennikarz, zawsze zajęty pracą, przybył na Wesele. Mężczyzna odpowiada, że jest zadowolony, ponieważ oderwało go to od głupstw. Kobieta jest zaskoczona faktem, że Dziennikarz tak niemile wypowiada się o swojej, jej zdaniem, poważnej pracy. Mężczyzna uważa, że nie ma poważnych rzeczy, a wszystko jest prowizoryczne: przekonania, teorie, opinie. Bywa w towarzystwie wiele, lecz wynika to przede wszystkim z nudy. Również na weselu pojawił się z nudy i ze zdziwieniem stwierdził, że jest mu tu dobrze. Scena 13 Radczyni, Panna Młoda Radczyni pyta Panny Młodej, jak młoda para będzie żyła po ślubie. Dziewczyna odpowiada, że jeszcze nie rozmawiała o tym z mężem. Radczyni stwierdza, że jej uroda może załagodzić wiele trudności, lecz nie sprawi, że Pan Młody – człowiek wykształcony, będzie miał o czym rozmawiać z dziewczyną, która nie ukończyła szkół. Panna Młoda uważa, że jeśli nie będzie miał jej nic do powodzenia, to nie będą rozmawiali nadaremnie. Scena 14 Panna Młoda, Marysia Marysia uważa, że Panna Młoda będzie żałowała życia, jakie wiodła przed ślubem. Będzie jej brakowało domu rodzinnego, sióstr, pracy, ogarnie ją tęsknota za ojcem i miejscami, w których dorastała. Panna Młoda odpowiada, że to mała szkoda, więc krótki żal. Marysia jest jednak przekonana, że dusza siostry zostanie przy nich, a w domu męża będzie samotna i smutna.

liściach. Czepiec zarzuca Panu Młodemu, że dostrzega rosę i inne świecidła, a nie zwraca uwagi na to, kim są chłopi, którzy stoją gotowi z kosami. Gospodarz przypomina sobie, że ktoś już mówił mu o zebraniu się chłopów. Czepiec przypomina mu wizytę Wernyhory. Poeta i Pan Młody poświadczają, że w nocy słyszeli dźwięki liry. Dodaje, że panowie mówią jedynie o majakach. Prosi, aby wyjrzeli na krakowski gościniec. Poeta wychodzi na zewnątrz. Scena 20 Pan Młody, Czepiec, Gospodarz Pan Młody usiłuje uspokoić rozgniewanego Czepca. Mężczyzna odpowiada, że słychać już śpiewy zbierających się chłopów. Młodzieniec stwierdza, że to jedynie marzenia Czepca. Czepiec każe mu wyjść na zewnątrz. Pan Młody wybiega, zdziwiony. Scena 21 Gospodarz, Czepiec Gospodarz zarzuca Czepcowi, że jest pijany. Rozgniewany mężczyzna wzywa chłopów. Do izby wchodzi dwóch parobków z nastawionymi kosami. Jednym z nich jest Kasper, ubrany w strój drużby. Scena 22 Gospodarz, Czepiec, Parobcy Gospodarz każe zamknąć drzwi i dopytuje się, co się dzieje. Czepiec pyta, kto odwiedził go w nocy. Mężczyzna usiłuje sobie coś przypomnieć, lecz ma w głowie jedynie chaotyczne myśli.

Scena 28 Poeta Pojawia się Poeta, opowiadając o wrzawie, jaką usłyszał. Z dala dobiegają śpiewy, a to, co udało mu się wypatrzyć, nagle znikało. Scena 29 Pan Młody Wraca Pan Młody z wiadomością, że zorza przybrała kształt krwawego sznura, który unosił się nad Krakowem. Scena 30 Panna Młoda Wbiega Panna Młoda. Opowiada o ogromnym kruku, który przysiadł na ganku, potem wzbił się w powietrze i zniknął. Scena 31 Gospodyni Pojawia się wzburzona Gospodyni. Nie rozumie, co się dzieje i dlaczego chłopi chwycili za kosy. Prosi Czepca, aby wyszedł do sieni. Kasper mówi, że nadchodzi coraz więcej chłopów.

Scena 32
Nadchodzą chłopi z kosami, ubrani jak do drogi. Gospodyni jest przerażona. Czepiec każe jej odejść. Gospodarz uświadamia sobie, że muszą iść, lecz nadal nie pamięta o rozmowie z Wernyhorą. Pan Młody mówi do żony, że zapowiada się piękny poranek. Poeta opowiada Gospodarzowi, że w nocy ujrzał ducha w czarnej zbroi. Gospodarz pyta się go, czy to prawda, że ludzie słyszą jakiś śpiew. Zastanawia się, kto mówił mu o wytężaniu słuchu. Scena 33 Zosia, Haneczka Wbiegają Haneczka i Zosia. Hania opowiada Panu Młodemu o dziwnych zjawiskach na niebie. Widziała na chmurach dwóch rycerzy i konne gonitwy. Pan Młody jest przekonany, że człowiek z każdej rzeczy potrafi wysnuć znaczące wnioski i zjawiska, o których słyszy, graniczą z obłędem. Haneczka zachwyca się kosą Czepca, którą mógłby ciąć obłoki. Prosi, aby mężczyzna pozwolił jej potrzymać narzędzie. Gospodarz przypomina sobie wizytę starca z siwą brodą, a Staszek potwierdza jego słowa. Po chwili mężczyzna uświadamia sobie, że odwiedził go Wernyhora. Przypomina sobie rozkaz rozesłania wici. Poeta spogląda na kosynierów, zaskoczony. Czepiec wyjaśnia, że o wszystkim dowiedział się od Kuby i Staszka. Gospodarz powtarza rozkaz Wernyhory. Gospodyni spogląda przez okno i widzi gromadę chłopów, zebranych pod Krakowem. W oddali słyszą tętent końskich kopyt. Gospodarz jest przekonany, że to Wernyhora. Gospodyni zauważa, że ludzie klękają. Gospodarz każe pokłonić się przybyszowi, który ma przyjechać z Archaniołem, a na zamku czeka na nich Królowa z Częstochowy. Wszyscy wytężają słuch. Poeta słyszy opadające liście z drzew i wrony. Po chwili słyszą tętent końskich kopyt. Zebrani w izbie przygotowują się na powitanie gościa. Są wyraźnie podekscytowani. W ciszy pochylają się ku drzwiom i oknu. Gospodarz ma nadzieję, że to Wernyhora nadjeżdża. Jest przekonany, że tej nocy wydarzyło się coś ważnego, co obudzi Polaków. Widzą postać na koniu. Hania jest przekonana, że to Archanioł. Ktoś wbiega do chaty i w drzwiach staje Jasiek. Scena 34 Jasiek, Chochoł Zaskoczony Jasiek dostrzega zebranych w izbie. Woła do nich, lecz oni stoją jak zaklęci, nieruchomo i w milczeniu. Jasiek przypomina sobie, że miał zadąć w róg. Szuka przedmiotu na piersiach, lecz zauważa, że został tylko sznur. Za Jaśkiem wchodzi do izby słomiany Chochoł.

Scena 23 Pan Młody W drzwiach pojawia się Pan Młody z informacją, że przeleciało stado białych gołębi. Woła żonę, lecz Kasper powstrzymuje go, wyjaśniając, że zaczynają się tu dziać ważne sprawy. Scena 24 Panna Młoda Do izby wchodzi Panna Młoda, odpychając Kaspra. Jest zagniewana, że młodzieniec nie chciał jej wpuścić do środka. Pan Młody pyta ją, co się stało. Kasper radzi, aby poszła spać z mężem. Dziewczyna odpowiada, że wszyscy są niewyspani. Scena 25 Poeta Do pomieszczenia wbiega Poeta. Opowiada, że z pola zerwało się stado wron. Wszyscy obserwują chmury, które przybierają kształt tronu. Scena 26 Gospodyni Wchodzi Gospodyni, mówiąc, że pod Krakowem stoi jakieś wojsko. Poeta wychodzi z nią, pragnąc to ujrzeć. Scena 27 Pan Młody, Panna Młoda Panna Młoda ciągnie za sobą męża, chcąc mu pokazać znaki, jakie sobie dają ludzie. Młodzieniec zaciekawiony, wybiega za nią.

Scena 35 Chochoł mówi Jaśkowi, że zgubił róg w chwili, kiedy schylił się, aby podnieść czapkę z pawimi piórami. Młodzian na nadzieję, że odnajdzie zgubę przy figurze, lecz Chochoł dodaje, że ktoś tam stał. Jasiek wybiega z izby. Tuż za nim podąża Chochoł. Pozostali stoją nadal nieruchomo. Izbę rozświetla niebieskie Światło. Jasiek wraca do pomieszczenia. Jest przerażony, rozgląda się wokół. Scena 36 Jasiek mówi, że nadszedł ranek i należy zająć się obowiązkami gospodarskimi, lecz wszyscy stoją jakby we śnie. Zastanawia się, gdzie zgubił złoty róg. Scena 37 Do izby wchodzi za Jaśkiem Chochoł. Chochoł wyjaśnia, że zebranych ogarnął Lęk i Strach, ponieważ w oddali usłyszeli głos Ducha, a nad nimi swe skrzydła rozpiął Los. Jasiek dostrzega, że wszyscy mają blade lica i spływa z nich pot. Zastanawia się, jak mógłby uwolnić ich od tej męki. Chochoł radzi, aby wyjął im kosy z rąk, a nad czołami nakreślił kółko. Ma też podać skrzypce. Jasiek uczynił to i rzucił kosy w kąt, za piec. Chochoł radzi, by wysypał proch z broni i nakreślił krąg na podłodze. Zaczyna grać, a zebrani tańczą. Jasiek cieszy się, że czar prysnął. Chochoł gra na patykach, a dźwięki weselnej muzyki rozlegają się coraz głośniej. Jasiek dziwi się, że tyle par tańczy. Po chwili zauważa, że zgubił gdzieś swoją czapkę z pawimi piórami. Martwi się, ponieważ jest drużbą. Chochoł śpiewa, że cham miał złoty róg i czapkę z piór, a teraz został mu się tylko sznur. Słychać pianie koguta. Jasiek przytomnieje i wzywa zebranych do chwycenia za broń. Pary tańczą wokół niego, oszołomione muzyką Chochoła. Jasiek zauważa, że tańczący nie słyszą go. Jest zrozpaczony, próbuje powstrzymać tańczące pary. Kogut ponownie pieje, a Chochoł śpiewa swoją pieśń. Konfrontacje i kompromitacje narodowych mitów Wesele jest dramatem wielopłaszczyznowym, w pierwszym rzędzie jednak odczytywano je jako dramat narodowy. Temu odczytaniu dopomaga teatr - Wyspiański w didaskaliach na początku utworu informuje widza, że na ścianach bronowickiej chaty znajdują się dwa obrazy Matejki: Wernyhora oraz Kościuszko pod Racławicami. Te dwa obrazy odwołują się do narodowych mitów: mitu wspólnej sprawy "panów" i "ludu", mitu "racławickich kosynierów", którzy angażują się w sprawy narodowe oraz idei "zmartwychwstania" narodu (przepowiednia Wernyhory). W dramacie dokonuje się konfrontacja tych mitów z rzeczywistością. Ośrodkiem i niejako katalizatorem tej konfrontacji staje się sprawa Gospodarza, nawiedzonego przez Wernyhorę i stojącego wobec potencjalnej realizacji mitu kosynierów-wybawców, którym by tylko hasła potrzeba. Konfrontacja staje się tu - kompromitacją. Na ową kompromitację składają się: zaspanie, pijaństwo i oszołomienie weselników, którzy mają podobno iść się bić, trzeźwe sądy Gospodyni, nie chcącej uwierzyć w możliwość narodowego zrywu, pijackie monologi Nosa oraz sytuacja finałowa. Finał jest bowiem bolesny: Jasiek zgubił złoty róg (symbol czynu, hasła do zmartwychwstania), a został mu jedynie sznur - nic, pustka, rozpacz. Jasiek zgubił "narzędzie" spełnienia się mitu "racławickiego kosyniera", ponieważ uległ pokusie pragnień prywatnych: zależało mu bardziej na kolorowej czapce z piór. Zmarnuje przez to Jasiek wyczekiwaną od dawna możliwość działania, od której miał zależeć los narodu, spełnienie "cudu" zapowiedzianego proroctwem Wernyhory. To właśnie Jasiek wyjmuje weselnikom kosy z rąk i ciska je w piec.

Mit "kosyniera-wybawcy" nie został jednak jednoznacznie skompromitowany. Wraz z Czepcem stawia się bowiem na pierwsze nocne wezwanie cały tłum chłopów z kosami, poświadczając przez to swoją potencjalną siłę i wolę działania. Z drugiej strony, sceny obrazujące prymitywną krzepę Czepca w pijackich bójkach z biesiadnikami, muzykantami, jego targi z Żydem, z księdzem, nie służą na pewno idealizacji chłopa według reguł ludomanii Skompromitowani za to na pewno zostali "panowie z miasta" wraz z Gospodarzem. Szczerość i efektywność przebrania się Pana Młodego w "chłopski strój" jako wyraz zbratania z ludem, zakwestionowana jest w ten sposób, że zostaje w całym utworze podważona jako ogólna skłonność "panów" do frazesów i mitomanii. Rola Gospodarza w tej kompromitacji jest ogromna - jemu właśnie przypada misja, której wynikiem staje się totalne unicestwienie mitów. Nawiedzony przez mitycznego Wernyhorę, wprawdzie głęboko i szczerze przejęty możliwością nadejścia wieszczonej przez narodowych proroków chwili, zleca wykonanie poleceń Jaśkowi, sam zaś o wszystkim zapomina i idzie spać. Zamiast oczekiwanego Archanioła i Wernyhory do izby wpadnie tylko Jasiek, który zgubił złoty róg, a za nim wsunie się na chwilę groteskowy i niesamowity zarazem Chochoł. Inteligencja okazuje się więc niezdolna do poprowadzenia chłopów do walki. Nawarstwione w świadomości inteligenckiej mity zostały w Weselu skazane na zagładę. 1. Mit inteligencji jako duchowego przewodnika narodu 2. Mit społecznego i narodowego posłannictwa literatury i sztuki 3. Mit solidaryzmu narodowego 4. Mit chłopa-kosyniera (w powstaniu kościuszkowskim brali udział chłopi z kosami, przewodził nimi Głowacki) 5. Mit chłopa-piasta.

kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie? Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie, co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda. Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy, dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza? Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza, człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy. Tytuł : nawiązanie do jednej z nazw epoki „fin de sciele”. Zapowiada, ze podmiot będzie mówił o uczuciach dekadenta wobec końca wieku, który niesie nieznane. Podmiotem lirycznym jest przedstawiciel dekadentyzmu, ujawnia się on w ostatniej strofie, pokazuje, że utożsamia się z dekadentami o których mówi. Budowa: 6 strof, po 4 wersy, po 13 sylab, rymy końcowe, regularne, okalające. Wiersz zbudowany jest za pomocą pytań i odpowiedzi. Pytania są pojedynczymi słowami kojarzącymi się z końcem wieku i z obawami przed nadchodzącym nowym wiekiem. Wartości i postawy poddawane ocenie: aktywne: Idee, modlitwa, walka, użycie, przekleństwa pasywne: wzgarda, rozpacz, rezygnacja, byt przyszły, ironia. Podmiot podważa wszelkie sposoby obrony przed nowym wiekiem. Dekadent dochodzi do wniosku, że nic nie ma sensu, wszystko jest bezcelowe, przedstawia filozofię skrajnego pesymizmu Schopenhauera. Wiersz odrzuca wszystkie dotychczasowe wartości i postawy nie proponując niczego w zamian. Widać tu dekadenckie bankructwo ideałów.

Kazimierz Tetmajer - "KONIEC WIEKU XIX" Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy, złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze. Ironia?... lecz największe z szyderstw czyż się może równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy? Idee?... Ależ lat już minęły tysiące, A idee są zawsze tylko ideami. Modlitwa?... Lecz niewielu tylko jeszcze mami Oko w trójkąt wprawione i na świat patrzące. Wzgarda... Lecz tylko głupiec gardzi tym ciężarem, którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona. Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona, co się zabija, kiedy otoczą go żarem? Walka?... Ale czyż mrówka wrzucona na szyny może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie? Rezygnacja?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie, gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny? Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,

Nie wierzę w nic... Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie, Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów: Posągi moich marzeń strącam z piedestałów I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie... A wprzód je depcę z żalu tak dzikim szaleństwem, Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę, Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite Depce, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem. I jedna mi już tylko wiara pozostała: Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym — I jedno mi już tylko zostało pragnienie Nirwany, w której istność pogrąża się cała W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie. Tytuł: rezygnacja, odrzucenie wiary i nadzieji. Podmiot liryczny jest dekadentem, mówi o sobie (1.os)

4 strofy, pierwze dwie po 4 wersy, dwie ostatnie po 3 wersy, rymy okalające (sonet włoski) Wiersz jest monologiem. Podmiot mówi o rezygnacji i odrzuceniu wg. Niego bezcelowych idei, wiary i innych postaw. Mówi o marazmie i stagnacji. Dekadent odrzuca czyny, marzenia, jakiekolwiek działanie. Jedyną ucieczką od tego stanu apatii i pesymizmu jest Nirwana – ucieczka w pozorny niebyt i brak myśli. Tęsknota za nirwaną.

Anioł Pański Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Maria pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony... Na Anioł Pański biją dzwony, w niebiosach kędyś głos ich kona... W wieczornym mroku, we mgle szarej, idzie przez łąki i moczary, po trzęsawiskach i rozłogach, po zapomnianych dawno drogach, zaduma polna, Osmętnica... Idzie po polach, smutek sieje, jako szron biały do księżyca... Na wód topiele i rozchwieje, na omroczone, śpiące gaje, cień, zasępienie od niej wieje, włóczą się za nią żal, tęsknica... Hen, na cmentarzu ciemnym staje, na grób dziewczyny młodej siada, w świat się od grobu patrzy blada... Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Maria pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony... Na Anioł Pański biją dzwony, w niebiosach kędyś głos ich kona... Na wodę ciche cienie schodzą, tumany się po wydmach wodzą, a rzeka szemrze, płynie w mrokach, płynie i płynie coraz dalej... A coś w niej wzdycha, coś zawodzi, coś się w niej skarży, coś tak żali... Płynie i płynie, aż gdzieś ginie,. traci się w górach i w obłokach, i już nie wraca nigdy fala, co taka smutna stąd odchodzi,

przepada kędyś w mórz głębinie i już nie wraca nigdy z dala... Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Maria pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony... Na Anioł Pański biją dzwony, w niebiosach kędyś głos ich kona... Szare się dymy wolno wleką nad ciemne dachy, kryte słomą wleką się, snują gdzieś daleko, zawisną chwilę nieruchomo i giną w pustym gdzieś przestworzu... Może za rzeczną płynąc falą polecą kędyś aż ku morzu... A mrok się rozpościera dalą i coraz szerzej idzie, szerzej, i coraz cięższy, gęstszy leży, zatopił lasy, zalał góry, pochłonął ziemię do rubieży, na niebie oparł się ponury... Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Maria pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony... Na Anioł Pański biją dzwony, w niebiosach kędyś głos ich kona... Idzie samotna dusza polem, idzie ze swoim złem i bólem, po zbożnym łanie i po lesie, wszędy zło swoje, swój ból niesie i swoją dolę klnie tułacza, i swoje losy klnie straszliwe, z ogromną skargą i rozpaczą przez zasępioną idzie niwę... Idzie jak widmo potępione, gwiżdże koło niej wiatr i tańczy -

w którą się kolwiek zwróci stronę, wszędzie gościniec jej wygnańczy nigdzie tu miejsca nie ma dla niej, nie ma spoczynku ni przystani... Idzie przez pola umęczona, łamiąc nad głową swą ramiona... Na Anioł Pański biją dzwony, niech będzie Maria pozdrowiona, niech będzie Chrystus pozdrowiony... Na Anioł Pański biją dzwony, w niebiosach kędyś głos ich kona... „Anioł Pański” (lub „Na Anioł Pański”) to jeden z najbardziej znanych utworów Tetmajera. Pochodzi z III serii Poezji w 1898 roku, ale znalazł swoje miejsce również w V serii jako pierwsza część tryptyku Dzwony. Tytuł wiersza nawiązuje do popularnej modlitwy o wielowiekowej tradycji w Kościele. W XIX wieku „Pozdrowienie Anielskie” odmawiane było trzy razy dziennie (rano, w południe i wieczorem), a do modlitwy zgodnie z zaleceniem papieża nawoływały dzwony. Trudno jednak mówić, że „Anioł Pański” Tetmajera to wiesz o charakterze religijnym. Poeta raczej wykorzystał litanijną monotonność powtarzanego refrenu oraz dźwięk bijących z oddali dzwonów, by spotęgować ponury nastrój wiersza. Mamy tu do czynienia z typową liryką pośrednią, a dokładniej z jej opisową odmianą. Ukryty podmiot wiersza dokonuje subiektywizacji świata przedstawionego. Jest to sztandarowy przykład młodopolskiej liryki nastroju, mającej na celu za pomocą różnego rodzaju środków artystycznych zasugerowanie czytelnikowi konkretnego stanu uczuciowego. W tym przypadku chodzi o wprowadzenie w nastrój melancholijny. Sugestia odbywa się w wierszu na wielu poziomach. Przede wszystkim zwraca uwagę ukształtowanie formalne wiersza. Pisany regularnym dziewięciozgłoskowcem, składa się z czterech strof o różnej ilości wersów (1. strofa – 14 wersów, 2. – 12, 3. – 13, 4. -16) oraz pieciokrotnie powtórzonego refrenu (pięć wersów, rymy w układzie abaab). Ostatni refren urywa się na trzecim wersie, co dodatkowo podkreśla wrażenie krajobrazu płynącego, snującego się, niekończącego. Układ rymów w strofach jest kunsztowny i skomplikowany, głównie występują rymy żeńskie i niegramatyczne. Akcenty w wierszu padają regularnie na czwartą, szóstą i ósmą sylabę, tylko w przypadku pierwszego nacisku występuje zmienność (pierwsza lub druga sylaba). Mamy tu przykład wyraźnej dążności do sylabotonizmu. Wszystkie wyżej wymienione własności wiersza składają się na melodyjny, monotonny rytm, wywołujący wrażenie znużenia. Na poziomie leksyki melancholijny nastrój budowany jest przede wszystkim poprzez przywołanie typowych elementów ponurej scenerii wraz z równie smętnymi epitetami: „wieczorny mrok”, „mgła ciemna”, „moczary”, „cmentarz ciemny”, „grób”- to tylko przykłady z pierwszej strofy. Cały prezentowany świat rozmywa się, jest niewyraźny, płynny - pełno tu cieni, mgieł, wody, obłoków,

fal, rekwizytów o niestałej konsystencji. Efekt potęgowany jest również dzięki użyciu takich czasowników, jak: włóczyć się, snuć, płynąć, wlec się, tracić się (w sensie zatracać) – wszystko tu dzieje się w niezwykle wolnym tempie. W wierszu odnajdujemy ciekawe neologizmy: „tęsknica”, „osmętnica”. Warto zwrócić uwagę również na powtórzenia typu: „płynie i płynie” oraz liczne anafory, które jakby wtórują bijącym dzwonom. Ważną funkcję pełnią tu przywołane otwarte przestrzenie: łąki, pola, przestworza, morze, które sprawiają, że ten ponury nastrój wydaje się wszechobecny. Repertuar przywołanych tu leksemów jest charakterystyczny dla polskiego symbolizmu. Jednak zaliczenie tego wiersza do tego rodzaju poezji jest problematyczne. Jednym z najważniejszych założeń symbolizmu jest zamierzona przez autora wieloznaczność symbolu, a w tym przypadku nie mamy większych problemów z nazwaniem uczuć, nastrojów, jakie są sugerowane w tekście, z resztą są one w nim nazwane: „żal, tęsknica”, „smutek” itd. To jednak problem całego polskiego symbolizmu, który wbrew swym postulatom nieschematyczności, sprowadził się w pewnym momencie do dość prostego schematu. W tym zasępionym krajobrazie spotykamy dwa upersonifikowane wyobrażenia. W pierwszej strofie z wieczornego mroku wyłania się „zaduma polna, osmętnica”, to ona nadaje krajobrazowi taki przygnębiający charakter, to ona „smutek sieje”. Podobnie „samotna dusza” z czwartej zwrotki „wszędy zło swoje, swój ból niesie”. Ponury krajobraz spotyka się tu z melancholijnym stanem duszy człowieka, to w jego złej kondycji duchowej, poczuciu osamotnienia tkwi główne źródło takiego widzenia świata. Gęsty, wilgotny i szary pejzaż współgra z wewnętrznym cierpieniem człowieka. Zarówno dusza, jak i „osmętnica” są wędrowcami, tułaczami. Wędrówka okazuje się tu jednocześnie symbolem przemijania oraz wiecznego cierpienia. Z pewnością wiersz ten doskonale współgra ze schyłkowymi nastrojami epoki, stanowi również świetny pod względem artystycznym przykład psychizacji pejzażu. Na koniec warto jeszcze zwrócić uwagę na paradoks opisywanej sytuacji. Ten pesymistyczny, depresyjny pejzaż rozciąga się w pewnym sensie pomiędzy wezwaniami na modlitwę. Jednak wszystko

pozostaje głuche na te wezwania, tu nie ma miejsca na jakąkolwiek nadzieję. Jest to jeszcze jeden przejaw młodopolskiej świadomości kryzysu wszelkich wartości.

Symbolizm, impresjonizm. Refren – nawiązanie do modlitwy odmawianej codziennie w południe, symbol upływającego czasu. Losem człowieka jest samotność, szarość.

Melodia mgieł nocnych Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca, co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca, i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze, i limb szumy powiewne, i w smrekowym szept borze, pijmy kwiatów woń rzcźwą, co na zboczach gór kwitną, dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną. Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie... Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona, lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona, puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przezrocza, i sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą, nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci, jak my same, i w nikłe oplatajmy go sieci, z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące, gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce, a wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie, nim je zerwie i w pląsy pogoni nas skocznie...

Widok ze Świnicy do Doliny Wierchcichej Taki tam spokój... Na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza, na senną zieleń gór. Szumiący z dala wśród kamieni w słońcu się potok skrzy i mieni w srebrnotęczowy sznur. Ciemnozielony w mgle złocistej wśród ciszy drzemie uroczystej głuchy smrekowy las. Na jasnych, bujnych traw pościeli pod słońce się gdzieniegdzie bieli w zieleni martwy głaz. Na ścianie nagiej, szarej, stromej, spiętrzone wkoło skał rozłomy w świetlnych zasnęły mgłach. Ponad doliną się rozwiesza srebrzystoturkusowa cisza nieba w słonecznych skrach.

Lubię, kiedy kobieta Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię przegięciu, gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie. Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi, gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi, gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem. I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia. Lubię to - i tę chwilę lubię, gdy koło mnie wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie, a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata.

Patrzę ze szczytu w dół: pode mną przepaść rozwarła paszczę ciemną, patrzę w dolinę, w dal: i jakaś dziwna mnie pochwyca bez brzegu i bez dna tęsknica, niewysłowiony żal...

Kowal - Leopold Staff Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych, Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą, Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło. Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze, Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne, Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę, Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne. Lecz gdy ulegniesz, serce, pod młota żelazem, Gdy pękniesz, przeciw ciosom stali nieodporne: W pył cię rozbiją pięści mej gromy potworne! Bo lepiej giń, zmiażdżone cyklopowym razem, Niżbyś żyć miało własną słabością przeklęte, Rysą chorej niemocy skażone, pęknięte.

Sonet ten znalazł się w debiutanckim tomiku poezji Leopolda Staffa, wydanym w roku 1901, pod tytułem Sny o potędze. Tytuł zbioru poezji jest bardzo wymowny i sugeruje generalne przesłanie wierszy, które się nań złożyły. Młody Staff proponuje przezwyciężenie modernistycznego dekadentyzmu sporo czerpiąc przy tym z filozofii Fryderyka Nietzschego: afirmacja życia, pochwała człowieka mocnego, aktywnego i kształtującego swoją siłę duchową. W wierszu Kowal podmiot liryczny dąży do takiej właśnie potęgi ducha, myśli i uczucia głosząc hasło doskonalenia wewnętrznego. Wiersz należy odbierać metaforycznie, celem dążeń człowieka powinno być przekucie „bezkształtnej masy kruszców drogocennych”, jaką każdy nosi w piersi, w dumę, siłę, męstwo i wielkość. Tytuł można odnieść do łacińskiego powiedzenia „Każdy jest kowalem swojego losu”. U kresu działań ludzkich powinno leżeć osiągnięcie potęgi, ale potęgi duchowej. Szlachetności, poczucia wewnętrznego spokoju i porządku. Każdy człowiek powinien znać własną wartość, powinien wiedzieć, na co go stać. Podmiot liryczny zdecydowanie odrzuca słabość i brak pewności. W brutalnym świecie, jaki nas otacza, lepiej est nie żyć w ogóle, niż dać się upokorzyć i wegetować w poczuciu własnej słabości i niemocy. Takie życie jest pozbawione sensu, niegodne człowieka.

Deszcz jesienny - Leopold Staff
O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną I światła szarego blask sączy się senny... O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze Na próżno czekały na słońca oblicze... W dal poszły przez chmurna pustynię piaszczystą, W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą... Odziane w łachmany szat czarnej żałoby Szukają ustronia na ciche swe groby, A smutek cień kładzie na licu ich młodem... Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem W dal idą na smutek i życie tułacze, A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze... To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną I światła szarego blask sączy się senny... O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny... Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny... Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię... Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie... Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło. Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło, Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno... Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną... Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą... Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą... To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną I światła szarego blask sączy się senny... O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny... Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie I zmienił go w straszną, okropną pustelnię... Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem I kwiaty kwitnące przysypał popiołem, Trawniki zarzucił bryłami kamienia I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia... Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu Położył się na tym kamiennym pustkowiu, By w piersi łkające przytłumić rozpacze, I smutków potwornych płomienne łzy płacze... To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną I światła szarego blask sączy się senny... O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Wiersz ten należy do wydanego w 1903 zbiory Dzień Duszy. Obok utworów postulujących odrzucenie dekadentyzmu i wzywających do budowania potęgi duchowej, znalazły się w nim wiersze wyciszone, nastrojowe. Takim utworem jest właśnie Deszcz jesienny, wiersz zdominowany przez nastrój smutku i melancholii. Podmiot liryczny maluje tu obraz ponurego, deszczowego dnia, wyrażając zarazem swe osobiste odczucia i myśli, stan duchowy oraz przelotne wrażenia, wywołane jesienną szarugą. Dzwoniący monotonnie o szyby deszcz wyraźnie oddziałuje na psychikę podmiotu lirycznego, budzi w nim jednoznacznie ponure skojarzenia ogniskując jego myśli wokół czyjejś śmierci, pogrzebu, cmentarza, grobów. Podmiot liryczny widzi wokół siebie jedynie ludzkie nieszczęście i tragedie. Nieszczęśliwy jest nawet przechodzący przez ogród szatan, który w końcu zrozpaczony kładzie się na kamieniach i płacze. Utwór wykazuje zwi…ązki z impresjonizmem – poeta stara się uchwycić i ukazać ulotny nastrój chwili. Powtarzający się refren daje się czytać w rytm bijącego monotonnie o szyby deszczu, co dowodzi zastosowania onomatopei. Poeta tak dobiera wyrazy by mogły one swym brzmieniem naśladować brzmienie opisywanego zjawiska lub dźwięków kojarzących się w stym zjawiskiem. Poetyckie widzenie świata łączy się tu z melancholijną zadumą i refleksją nad upływającymi chwilami.

Chłopi I.Jesień 1. Jesienne roboty na polu. a. Rozmowa księdza z Agatą, odchodzącą ze wsi na zimowe żebry. b. Plotki przy pracy. c. Przybycie Józki z wiadomością o zdechłej krowie 2. Nieszczęście w Borynowej zagrodzie. a. Lament kobiet nad chorą krową – próba ratowanie zwierzęcia. b. Gniew gospodarza. c. Decyzja o dobicie krowy. 3. Boryna w sądzie. a. Sprawa między Kozłami a Dominikową o przywłaszczenie świni. b. Nieprawdziwe oskarżenie Boryny o ojcostwo –wygrana strawa z Jewka. 4. Niedziela. a. Wizyta Kuby u księdza – „cała złotówka” za kilka przyniesionych kuropatw. b. Ekstaza Kuby podczas Mszy. c. Kłótnia o przepisanie gruntu podczas obiadu w domu Boryny. d. Rady kowala dla nieusatysfakcjonowanego Antka. c. Propozycja zarobku dla Kuby od Jankiela. 5 Jarmark. a. Spotkanie Boryny i Jagny – piękne prezenty od gospodarza. b. Spotkanie Byny i kowala – nalegania zięcia na przepisanie ziemi. 6. Wizyta Ambrożego u Dominikowej – wstępne rozeznanie w sprawie zaręczyn Boryny i Jagny. 7. Krojenie kapusty u Borynów. a. Podekscytowanie Jagny. b. Wzajemne zainteresowanie Jagny i Antka. c. Chojny poczęstunek gospodarza. d. Opowieść starego Rocha o Panajezusowym psie. e. Wspólny powrót Antka i Jagny. 8. Zmowiny Jagny i Doryny. a. Zdenerwowanie Macieja. b. Dziewosłęby w domu Dominikowej – tradycyjne rytuały zaręczynowe c. Zrękowiny w karczmie – zapis dla Jagny na sześć morgów ziemi. d. Wiadomość o planowanej przez dziedzica sprzedaży lasu. 9. Dzień Zaduszny. a. Radość narzeczonego oraz rozgoryczenie jego dzieci. b. Uroczystości zaduszkowe. c. Wizyta na cmentarzu Kuby i Witka – wspomnienia o rodzicach. 10. Nieposkromiony gniew Antka.

a. Nieudana wizyta u księdza. b. Spotkanie z siostrą i kowalem – oburzenie Antka na propozycję szwagra. c. Konflikt Antka z wójtem. d. Kłótnia, a potem bojka syna z ojcem – wyrzucenie Antków z Borynowej chałupy. 11. Ślub Jagny i Boryny. a. Rady matki dla przyszłej żony. b. Brak entuzjazmu w Jagnie z powodu zamążpójścia – zakaz tradycyjnego ścinania włosów mężatce. c. Tradycyjny pochód do kościoła. d. Huczne wesele. e. Przenosiny i dalsza zabawa. 12. Śmierć Kuby. a. Postrzelenie parobka podczas próby kłusowania na dworskich ziemiach. b. Niegojąca się rana – samotna choroba parobka. c. Brak pomocy z powodu wesela Boryny. d. Rady Jamrozego. e. Własnoręczne odrąbanie sobie chorej nogi. f. Śmierć w stajni.

TOM PIERWSZY: JESIEŃ Rozdział I Ksiądz przywitał troskliwie, idącą na zimowe żebry starą Agatę. Przez chwilę rozmawiał z kobietą o jej ciężkim losie, po czym włożył jej w ręce złotówkę i pobłogosławił. Kiedy Agata odeszła ksiądz chciał modlić się brewiarzem, ale zadumał się nad roztaczającym się jesiennym krajobrazem. Ruszył w drogę w stronę kaplicy, co rusz to zagadywał jakiegoś przechodnia, chwile zatrzymał się koło grupy ludzi, pracujących na polu. Pobłogosławił wszystkim, porozmawiał i odszedł. Stojący na polu poczęli chwalić księdza, ale przywołani do porządku przez Annę szybko wrócili do pracy. Wzięli się chyżo za robotę i w cichości, że ino słychać było dziabanie motyczek o twardą ziemię, a czasem suchy dźwięk żelaza o kamień. Czasami ktoś niektoś wyprostował zgięty i zbolały grzbiet, odetchnął głęboko, popatrzył bezmyślnie na siejącego przed nimi i znowu kopał, wybierał z szarej ziemi żółte ziemniaki i rzucał do kosza, przed się stojącego. Ludzi. było kilkanaścioro, przeważnie starych kobiet i komorników, a za nimi bieliły się dwa krzyżaki, u których w płachtach leżały dzieci raz w raz popłakując. Kobiety znowu zaczynają gadać to o Agacie, to o Dominikowej, którą posądzają o czary i jej córce Jagnie, która tylko się stroi i rozgląda za mężczyznami. Nagle do Hanki przybiegła Józka Borynówna z wiadomością, że zdycha jedna z krów. Tymczasem słońce zachodzi i wszyscy przerywają pracę. Jeszcze tylko Jagustynaka plotkuje o Borynie, twierdzi, że gospodarz jeszcze krzepki i każda panna by za niego poszła. Rozdział II Na Borynowym podworcu, obstawionym z trzech stron budowlami gospodarskimi, a z czwartej sadem, który go oddzielał od drogi, już się zebrało dość narodu; kilka kobiet radziło i wydziwiało nad ogromną czerwono-białą krową, leżącą przed oborą na kupie nawozu. Hanka rozpaczając nad chorą krową, posłała Józkę po Ambrożego, który zna się na leczeniu. Niestety było już a późno. Na podwórku pojawił się Boryna z synem Antkiem, rozwścieczony gospodarz, krzyczał na kobiety, że zmarnowały mu zwierzę. Wszyscy rozeszli się, widząc, że złość gospodarza może się skończyć bijatyką. W końcu Boryna zażądał posiłku, więc udano się do domu. Dom był zwykły kmiecy – przedzielony na przestrzał sienią ogromną; szczytem wychodził na podwórze, a frontem czterookiennym na sad i na drogę. Jedną połowę od ogrodu zajmował Boryna z Józią, a na drugiej siedzieli Antkowie. Parobek z pastuchem sypiali przy koniach. Nieco udobruchany gospodarz zarządził oporządzenie krowy i poszedł spać. Witek, który pasł krowę i boi się gniewu Boryny, prosi o pomoc Józię. Tymczasem gospodarz wstał i udał się do wójta, by dowiedzieć się o oskarżenia, jakie rzuciła na niego Jewka. Po drodze rozmyśla o zmarłej żonie. Wójt podsunął gościowi myśl o nowej żonie, proponując mu Jagnę Dominikową, co wyraźnie spodobało się Borynie, choć nie dał tego po sobie poznać, jednak wracając do domu, nadrobił drogi, by przejść koło domu Jagny. Myśl o małżeństwie podobała mu się bardziej o tyle, że nie chciał przepisywać gospodarki na dzieci, poza tym Jagna miała spory posag. Wieczorem leżąc w łóżku rozmyślał o Jagnie. Rozdział III Kuba pierwszy się obudził i zaczął chodzić po gospodarstwie, chwilę pobawił się z psem Łapą, by zaraz zająć się obrządkiem. Potem poszedł obudzić Witka, który wstawszy, siadł przed chałupą i bawił się z ptaszkami. Nagle pojawił się Boryna i nie bacząc na lamenty parobka, począł go bić za zmarnowanie najlepszej krowy. Następnie stary gospodarz począł budzić syna (Antka) i wydawać mu polecenia, co skończyło się kolejnym już spięciem między mężczyznami. Boryna wydał resztę poleceń i pojechał na sąd.

Przed sądem panował gwar. Wiele ludzi czekało na rozstrzygnięcie sporu. Jedna sprawa dotyczyła Dominikowej – matki Jagny – więc Boryna uważniej się jej przyglądał. Oskarżano Bartka Kozła o przywłaszczenie sobie świni Dominikowej. Po przerwie przyszła pora na sprawę Boryny. Jewka, która służyła przez pewien czas u niego, twierdziła, że wygnał ją z dzieckiem (którego był ojcem) i nie zapłacił jej za posługę. Płakała i krzyczała, ale nikt nie dał jej wiary, nie miała również żadnych świadków na potwierdzenie swoich słów. Boryna wygrał sprawę i poczuł wielką ulgę. Poczekał na Dominikową, by pójść z nią do karczmy napić się wódki. Matka Jagny uznała, że to kowal namówił Ewkę na to oskarżenie, byle tylko pognębić teścia. Wracali do wsi razem, w drodze kobieta zaczęła się podpytywać, czy Boryna nie zamierza się jeszcze ożenić, na co ten odpowiedział: „I... nie bierą mnie już ciągotki do kobiet, za starym...” Rozmowa toczyła się dalej, a tymczasem Dominikowa zobaczyła córkę, chciała zejść do niej, ale ta obrabiajła z innymi kobietami len. Boryna grzecznie powitał Jagnę i pomyslał: „Dzieucha kiej łania... W sam raz”. Rozdział IV Niedziela. Kuba pilnował inwentarza i uczył niechętnego Witka pacierza. Wystrojeni ludzie już szli do kościoła. Kuba pobiegł na plebanie zanieść księdzu kilka kuropatw, za co otrzymał „cała złotówkę” oraz błogosławieństwo od dobrodzieja. Rozradowany poszedł do kościoła i staną z przodu, tam gdzie wójt i najbogatsi gospodarze, przez co usłyszał kilka słów nagany. Modlił się żarliwie, a w czasie kazania wpatrywał się w księdza, jak w jakiego Archanioła. Kapłan tak żarliwie wzywał do nawrócenia, że po całym kościele rozszedł się żałosny płacz wiernych. Gdy Jambroży zbierał ofiarę, Kuba rzucił swój pieniążek i długo wybierał resztę, jak to czynią gospodarze. Potem podczas procesji szedł blisko niosących baldachim i śpiewał głośno w uniesieniu. Po procesji wszyscy zbierali się na przykościelnym „smętarzu”. Kuba nie śpieszył się wyjątkowo na obiad i stał z resztą, rozglądając się naokoło i rozmawiając ze znajomymi. Wśród zebranych stał kowal, na którego co i rusz spoglądał Boryna, bojąc się gadania zięcia. Jednak Jagna odciągnęła wzrok Maćka, szła powoli z matką, piękna i strojna. Kobieta rozglądała się naokoło, a gdy jej oczy ujrzały Antka, oblała się rumieńcem. Obiad u Borynów był długi i smaczny. Józia tego dnia robiła za gospodynię, więc tylko chwilami przysiadała na ławie. Boryna zagadnął Kubę o wizytę u księdza, ten z zapałem wszystko opowiedział. Wszyscy włączyli się w rozmowę o książkach i gazetach, które czyta ksiądz, co doprowadziło do kolejnej kłótni między ojcem a synem: - I kowal z młynarzem trzymają gazetę. - I... to i taka kowalowa gazeta! - rzekł urągliwie Boryna. - Takutka sama kiej księża - powiedział ostro Antek. - Czytałeś? Wiesz? - Czytałem i wiem, a bo raz! - I nie zmądrzałeś nic z tego, że się zadajesz z kowalem. - La ojca to ino ten mądry, co chocia z półwłóczek ma abo i ogonów krowich z mendel. - Zawrzyj gębę, pókim dobry! A to ino okazji szuka, żeby się kłyźnić! Chleb cię to rozpiera, widzę... mój chleb... - Ością on mi już stoi we grdyce, ością... - Szukaj se lepszego, na Hanczynych trzech morgach będziesz jadł bułki. - Będę żarł ziemniaki, ale mi ich niktój nie wymówi. - Nie wymawiam ci i ja... - Ino kto drugi?... Haruj jak ten wół, jeszcze ci słowa dobrego nie dadzą... - We świecie jest lekciej, nie trza robić, a dadzą wszystko... - Pewnie, że jest lepiej. - To se idź i posmakuj.

- Z gołymi rękami nie pójdę. - Kijek ci dam, cobyś się miał czym od piesków oganiać. - Ociec! - wrzasnął Antek zrywając się z ławki, ale padł zaraz, bo Hanka ujęła go wpół, a stary popatrzył groźnie, przeżegnał się, jako że już było po obiedzie, i odchodząc do izby rzekł twardo: - Na wycug do ciebie nie pójdę, nie! Kuba myślał o czekających go wydatkach na kożuch i buty. Hanka z dzieckiem na rękach oraz Antek poszli na pole, rozmawiali co i rusz, o biedzie, o tym, że ojciec nie chce im przepisać ziemi. Kobieta narzekała coraz bardziej, a Antek nie słuchał, kiedy Hanka to zauważyła rozzłoszczona i smutna poszła sobie. Biedna kobieta nie miała nawet z kim porozmawiać. Nawet Kuba udawała, że śpi. Kiedy sobie poszła, otworzył oczy i patrzył w kierunku karczmy, bo go paliła „ta złotówka”. Poszedł, długo się namyślał, po czym kazał nalać: „Półkwaterek, ino krzepkiej!”. Żyd Jankiel, dowiedziawszy się zapłacie od księdza za kuropatwy, obiecał dać dziesiątaka za jednego ptaszka. Widząc zainteresowanie parobka dodał, ze za sarnę zapłaci całego rubla. Kuba początkowo nie chciała się zgodzić (nie wolno było zabijać zwierząt w pańskim lesie), ale że był już zadłużony u sprytnego Jankiela – zgodził się. Tymczasem w karczmie zrobiło się gwarnie, pijani ludzie tańcowali, szczególnie Franek młynarczyk skory był do zabawy. W alkierzu natomiast siedział Antek z kowalem, podeszła do nich również Jagustynka. Kowal rozprawiał o lepszym życiu, o tym że dworscy mają wszystko, że się uczą i są panami. Jagustynka rozzłościła kowala niedowierzaniem, więc ją wyrzucił z alkierza. Karczma opustoszała. Tylko Kuba jeszcze spał w popiele i nie chciał się obudzić. W końcu jednak dał się przekonać do wyjścia. Jankiel zdążył mu obiecać strzelbę, żeby mógł odpracować przepitego rubla. Zrozpaczony Kuba wracał do domu, nie wiedział, jak mógł przepić w jeden wieczór całego rubla. Rozdział V „Jesień szła coraz głębsza”. Wszyscy gorączkowo przygotowywali się na jarmark. W domu Borynów pracowano do późna w nocy. Wieczorem gospodarz począł pytać Kubę, czy zostanie u niego na służbie dłużej. Parobek wahał się, więc targowali się długo przy gorzałce, aż ustalili odpowiednie wynagrodzenie („trzy ruble i dwie koszule miasto zadatku”). Boryna trochę był zły, że tyle pieniędzy musi wydać, ale wiedział za co płaci – Kuba był doskonałym pracownikiem. Na koniec parobek prosił jeszcze, żeby Maciej nie sprzedawał źrebicy. Kochał to wierzę, bo je odchował i własnym kożuchem przykrywał Rano drogi do Tymonowa zapełniły się ludźmi zmierzającymi na jarmark. Tyla narodu szło, jakby wieś cała wychodziła. Szli gospodarze, co biedniejsi, szły kobiety, szły parobki i dziewczyny, i komornicy też szli, a i biedota sama – najemnicy tegoż ciągnęli, bo jarmark to był ten, na którym godzono się do robót i zmieniano służby. Od Borynów na jarmark pojechał Antek z pszenicą i koniczyną, a Józia z Hanką pognały maciorę i wieprzka. Maciej poszedł później na piechotę, bo liczył, że się z kimś zabierze po drodze. Stało się nie inaczej, spotkał organistę, który zaproponował podwózkę. Na wozie siedział również Jaś, który przyjechał ze szkoły specjalnie na jarmark. Okazało się, że syn organisty po skończeniu szkoły ma iść na księdza. Mężczyźni trochę ponarzekali na ciężkie czasy. Niebawem z przodu ukazał się wóz Dominikowej. Kiedy organista ich wymijał, Boryna aż się obejrzał i krzykną żartobliwie: „Spóźnita się!”. Jagna tylko odkrzyknęła z uśmiechem, że zdążą. Jaś od razu zwrócił uwagę na urodę dziewczyny, natomiast organista dość pogardliwie wyraził się o Jagnie, co nie spodobało się Borynie. Gdy tylko dojechali do miasteczka podziękował za podwiezienie i pożegnał się. Jarmark był wielki, kolorowy i głośny. Czego tam nie było: i pszenica, i zwierzęta, i książki nabożne, i zabawki, i czego tylko dusza zapragnęła. Boryna szybko odnalazł córkę i synową, dowiedział się, że

jeszcze nie sprzedały świni, bo mało dają. Potem począł szukać Antka. Zobaczył go siedzącego na workach i twardo targującego się z Żydami. Boryna oznajmił synowi, że idzie do pisarza złożyć skargę na dwór, bo to z ich winy padła „jego graniasta”. Opowiedział wszystko pisarzowi, ten trochę podkolorował całą historię, napisał skargę i zgodził się występować w sądzie, jeśli sprawa przejdzie. Boryna pożegnał się i poszedł z powrotem na jarmark, a tam natkną się na Jagnę, wybierającą kapelusze. Dziewczyna zaczęła się go radzić, Boryna wykorzystał okazję i zaczął dziewczynę czarować, aż się zawstydziła. Zapraszał ją na wódkę, ale nie chciała, poszedł więc przed nią, by torować jej drogę wśród tłumu. Gdy doszli do stoisk z płótnami, dziewczyna aż wzdychał z zachwytu nad wstążkami, chustami. Boryna cały czas towarzyszył Jagnie, chciał jej nawet kupić wstążkę, ale się nie zgodziła. Maciej jednak nie dał za wygraną i odchodząc ofiarował dziewczynie jedwabną chustę i wstążkę, kupione, kiedy nie patrzyła. Jagna nagle zobaczyła żebrzącą Agatę, porozmawiały chwile. Boryna idąc do Antka, spotkał kowala, który zaraz zaczął upominać się o swoje. Ale Boryna upierał się, że nic nie jest zięciowi winien. Poszli napić się wódki. W karczmie kowal znowu zaczął rozmowę o przepisaniu ziemi, na co Boryna oznajmił, że nic nie da póki żyw, a jak zechce to się i ożeni. Ale nieco uspokojony gospodarz obiecał kowalowi ciołka po graniastej. Rozeszli się do swoich. Jarmark dobiegał końca. Rozdział VI „Deszcz się rozpadał na dobre”. Cały świat zrobił się szary i smutny. Nastała powszechna cisza. Tego dnia cała wieś wycinała kapustę. Pod wieczór Jagna i Szymek kończyli swoją pracę, a Józia z Hanką swoją. Jagustynka zaczęła pytać o śluby, tak zeszło na ewentualny ponowny ożenek Boryny. Jagna słuchała w ciszy sprzeciwów Józi i Hanki. Kobiety umówiły się jeszcze „na obieranie” i rozeszły się do domów. W drodze powrotnej Jagna spotkała Antka, oboje szli dziwnie zmieszaniu, a młody Boryna namawiał dziewczynę by przyszła „w niedzielę na muzykę do Kłebów”. Jagna wahała się, ale po gorących zachętach Antka obiecała przyjść. W domu Jagna zastała starego człowieka – wędrownika świętego od grobu Jezusowego. Starzec właśnie wychodził, ale zapowiedział, że pewnie jeszcze wróci. Tymczasem przybył Jambroży. Poopowiadał trochę nowin, podano kolacja, po czym synowie Dominikowej „jak zwykle zajęli się sprzątaniem, myciem naczyń i obrządkiem”, a Jagna siadła z Jambrożym przed kominem. Starzec począł wypytywać Jagnę, czy kto się starał o jej rękę, itd. Komplementował dziewczynę, by zaraz wybadać, czy byłaby przychylna Borynie. Dominikowa zachęcona perspektywą dużego zapisu, powiedziała, żeby przysyłali swaty. Jagnie było wszystko jedno, zrobi, co matka każe. Zadowolony Jambroży poszedł od razu do Boryny. Dominikowa pytała potem córki, jak jej się ta propozycja podoba, ale Jagna jakby nie słuchała, siedziała zamyślona: A bo to jej źle było przy matce? Robiła, co chciała, i nikt jej marnego słowa nie powiedział. Co ją tam obchodziły gronta, co zapisy, a majątki – tyle, co nic, abo i mąż? Mało to chłopów latało za nią? – niechby tylko chciała, to choćby wszystkie na jedną noc się zlecą...(...) jak matka każą, to pójdzie za Borynę... Juści, że go nawet woli od innych, bo kupił jej wstążkę i chustkę... juści... ale i Antek by kupił to samo... a i inne może... żeby tylko miały Borynowe pieniądze... każden dobry... i wszystkie razem... a bo ona ma głowę, żeby wybierać? Matki w tym głowa, żeby zrobić, jak potrza... Tymczasem wpadła Józia z zaproszeniem na obieranie następnego dnia. Rozdział VII Kolejny dzień deszczowej pogody, wszyscy siedzieli po chałupach. Jagnie od rano było jakoś smętnie, nie mogła znaleźć sobie miejsca, bo niecierpliwie czekała na wieczorne obieranie u Borynów. Nagle do chałupy wszedł Mateusz, ten sam o którego Jagnę pomawiano najwięcej, „że z nim w sadzie nocami się schodzi, a często i gdzie indziej puszcza...”. Mężczyzna porwał dziewczynę i począł ją całować, oszołomiona próbowała się wyrywać, ale to był na nic. Na szczęście Jędrzej nadszedł, a potem matka, które od razu przegoniła parobka. Czas już było się ubierać i iść do Borynów. U Boryny już było sporo ludzi.

Ogień buzował się na kominie i rozświetlał ogromną izbę, aż lśniły się szkła od obrazów i kołysały się te światy, czynione z kolorowych opłatków i na nitkach wiszące u czarnych, okopconych belek; na środku izby leżała kupa czerwonej kapusty, a w półkole, szeroko zatoczone, twarzami do ognia, siedziały rzędem dziewczyny i kilka kobiet starszych - obierały z liści kapustę, a główki rzucały na rozesłaną pod oknem płachtę. Jaguś ogrzała ręce przy kominie, ostawiła trepy pod oknem i siadła zaraz z kraju przy starej Jagustynce, i jęła się roboty. Zaczęły się rozmowy, wszyscy cieszyli się, że Mateusz wrócił, bo będzie miał kto przygrywać przy robocie. Mówiono też o Rochu, starym wędrowniku (był podobno u Grobu Jezusowego), który właśnie po trzech latach nieobecności zawitał do Lipiec. Bardzo to dziwny człowiek, mówi wieloma językami, nie przyjął gościny od księdza, bo uważa, że jego miejsce z ludem, a nie na pokojach. Od ludzi tylko kapkę mleka przyjmie i kawałek chleba, a i za to dzieci uczy. Rozmowy trwały, a tymczasem do chałupy wpadła „Nastusia Gołębianka, Mateusza siostra” z wiadomością, że młynarzowi konie ukradli jakieś „trzy pacierze temu”. Zaczęły się liczne komentarze, które przerwało wejście Boryny. Nakryto do stołu. Po posiłku nastała chwila przerwy przed powrotem do pracy. Wtedy do izby wszedł Roch z błogosławieństwem na ustach. Ktoś zaczął grać tak rzewnie, że Jagnie ze wzruszenia zaczęły płynąć łzy. Nagle za oknem zawył pies, ktoś przyciął mu nogę, Roch wstał uwolnić psa, bo: I pies stworzenie boskie, i czuje krzywdę jako i człowiek... Pan Jezus miał też swojego pieska i nie dał nikomu krzywdzić... Na słowa niedowierzania, iżby Pan Jezus miał psa jak zwykły człowiek, odpowiedział taką to historią: W czasach gdy Pan Jezus jeszcze po ziemi chodził, szedł robie jednego razu na odpust do Mstowa. A upal był straszny i droga piaszczysta, a do losu jeszcze daleko. Zmęczony bardzo Pan Jezus co jakiś czas przysiadał sobie na wydmach, ale Zły, chcąc mu zmylić drogę i dokuczyć, bił racicami w piach, a kurz się podnosił ogromny i Pan Jezusa dusił Doszedł w końcu Pan Jezus do lasu. Odpoczął tam w cieniu, napił się i posilił, ułamał „niezgorszy kijek”, przeżegnał się, a potem wszedł w gęsty las. A w lesie Zły z innymi strachami poczęli trząść gałęziami i wyć, i ciemność całkowita nastała. Pan Jezus spieszył się na odpust, więc przegnał wszycie strachy, tylko się jeden dziki pies ostał, „bo w ony czas pieski nie były jeszcze z ludźmi pobratane”. Ten ci to pies ostał i leciał za Panem Jezusem, szczekał, to docierał do świętych nóżek. Jego, to udarł zębami za porteczki, to kapot Mu ozdarł i za torby chytał, i sielnie się dobierał do mięsa... ale Pan Jezus, jako że był litościwy i krzywdy nijakiemu stworzeniu zrobić by nie zrobił, a mógł go kijaszkiem przetrącić abo i zasie samym pomyśleniem zabić, to ino powieda: - Naści, głupi, chlebaszka, kiejś głodny - i rzucił mu z torby. Ale pies się rozeźlił i zapamiętał, że nic, ino kły szczerzy, warczy, ujada, a dociera i całkiem już psuje Jezusowe porteczki. - Chlebam ci dał, nie ukrzywdził, a obleczenie mi rwiesz i szczekasz po próżnicy. Głupiś, mój, piesku, boś Pana swego nie poznał. Jeszcze ty za to człowiekowi odsłużysz i żyć bez niego nie poradzisz... - powiedział Pan Jezus mocno, aż pies siadł na zadzie, potem zawrócił, ogon wtulił między nogi, zawył i kiej ogłupiały pognał w cały świat. Pan Jezus poszedł na odpust. Pośród tłumu nagle rozległ się krzyk: „wściekły pies, wściekły pies!” i rzeczywiście miedzy ludźmi biegł pies z wywalonym językiem prosto na Pana Jezusa. Przestraszeni chłopi chcieli zabić psa, ale Pan Jezus poznał, że to to samo zwierzę, które spotkał w borze i zabronił robić mu krzywdę. Okrył go swoim płaszczem, gdy chłopi mimo zakazu chcieli bić psa i powiedział ludziom zgromadzonym na odpuście, że są „łajdusy” i bezbożnicy. Pan Jezus chciał już odchodzić, ale lud prosił, żeby z nim został i przebaczył mu grzechy. Tak tez Pan Jezus uczynił, a na odchodne powiedział, że odtąd psy będą służyć ludziom. Zaś odchodząc zawołał Burka (takie imię nadał dzikiemu psu), by szedł za nim. I tak też się stało, pies służył Panu Jezusowi aż do końca, kiedy to wył pod krzyżem, a po zmartwychwstaniu Jezusa poszedł z nim do nieba.

Wszyscy trwali w milczeniu po tej opowieści, tylko Jagustynka drwiąco rzuciła, że ona lepsza zna historię, o tym „skąd się wół wziął człowiekowi”. Pan Bóg stworzył byka. I byk był. A chłop wziął kozika, Urznął mu u dołu I stworzył wołu...i wół jest! Wszyscy wybuchli śmiechem. Przyszedł wójt z księdzem, pogadali z gospodarzem. Boryna na koniec dziękował wszystkim za pomoc i oglądał się za Jagną, która szykowała się do wyjścia. Na to też czekał Antek, który wymknął się wcześniej, by móc pod oslonął nocy odprowadzić dziewczynę. Rozdział VIII Nazajutrz gruchnęła po Lipcach wieść o Borynowych z Jagną zmówinach. Wójt był dziewosłębem więc wójtowa, że mąż srogo przykazywał pary z gęby nie puszczać przódzi, nim powróci, dopiero na odwieczerzu pobiegła do sąsiadki, rzekomo soli pożyczyć, i już na odchodnym nie wytrzymała, ino wzięła kumę na bok i szepnęła: - Wiecie to, Boryna posłał z wódką do Jagny! Ino nie mówcie, bo mój tak przykazywał. Plotki szybko się rozeszły i wywołały wielkie oburzenie: że taki stary, a za trzecią żonę się bierze; że taka, co się z niejednym szlajała, a zostanie pierwszą gospodynią we wsi i będzie głowę wysoko nosić. Tylko dzieci Borynowe nic nie wiedziały, bo nikt nie miał odwagi z taka wiadomością do nich zawitać. Maciej cały dzień chodził struty, bo denerwował się o wynik oświadczyn. Jagustynka widząc to, pocieszała go, mówiąc, że i Dominikowi, i Jagna rozum mają, a sam Boryna dobrze robi, biorąc żonę. Jagustynka żałowała, że sama sobie drugiego męża nie wzięła, tylko ziemię na dzieci przepisała i teraz musi po ludziach służyć, żeby mieć, co jeść. Boryna pod wieczór poszedł do karczmy i tam czekał na wójta z wieściami. Tymczasem wójt z Ambrożym u Dominikowej według zwyczaju targowali się i przepijali, kiedy matka zgodziła się oddać córkę Borynie, poszli wszyscy do karczmy. Szczęśliwy Maciej hojnie wszystkich ugościł. Gęsto pić poczęli, jeden po drugim i na przekładankę arak ze słodką, i wszyscy wraz mówić zaczęli, nawet Dominikowa podpiła se niezgorzej i nuż wywodzić różności, nuż prawić, aż się wójt dziwował, że taka mądra kobieta jest. Synowie się też popili, bo Jambroży, to wójt przepijali do nich gęsto i zachęcali. W czasie tej radosnej zabawy przyszło do rozmowy o zapisie na rzecz Jagny. Minikowa chciała sześć morgów najlepszej ziemi. Boryna początkowo nie chciał się zgodzić, ale szybko uległ. W karczmie było coraz głośniej, wszyscy się popili. Boryna co rusz to prawił jakieś czułości Jagnie. Aż przyszedł czas powrotu do domu. Dominikowa z trudem wyciągnęła pijanych synów z karczmy, gdzie został już tylko Boryna z dziewosłębami. Tymczasem pojawił się młynarz z wiadomością, że „dziedzic sprzedał porębę na Wilczych Dołach”, do której chłopi również roszczyli sobie prawo z dziada pradziada. To wywołało wielkie oburzenie, szczególnie u Boryny. Rozdział IX W całej wsi zapanował powszechny smętek związany z pogorszeniem się pogody. Szczególnie cicho było w chałupie Boryny, bo dzieci dowiedziały się o planach matrymonialnych ojca. W Zaduszki Boryna ubrał się odświętnie i poszedł opłotkami do Jagny, co by się na dzieci nie natknąć. Witek prosił Kubę, żeby nauczył go strzelać. Chłopakowi marzyły się buty i lepsze życie w mieście. Poszli potem obaj na cmentarz do kościoła dać na wypominki.

Popołudniu na nieszpory odprawiane raz w roku na cmentarzu poszli już wszyscy z Borynowej chałupy. Po okolicy rozchodziły się odgłosy pobożnych pieśni. Ludzie chodzili między grobami, rozmyślając o bliskości śmierci. Kuba poszedł na stary cmentarz i tam rzucał na groby okruchy chleba, co by dusze czyśćcowe się pożywiły. Parobek wspominał swoją zmarła matkę – Magdalenę. Wieczorem w izbie u Antków siedziała cała gromada ludzi, a wśród nich Roch. Tylko Boryny nie było, bo siedział do późna u Jagny. Stary pątnik pocieszał zasmuconych ludzi, że nie straszno umierać, bo dusza ludzka po śmieci do Pana Jezusa podąża. Rozdział X Antek poszedł do księdza pożalić się na ojca i poradzić, a ten go zapędził do szukania zgubionej kobyłki. Ksiądz pocieszał, że przecie inni nic nie mają i Bogu dziękują, a Antek, i trzy morgi ziemi posiada, i żonę i dzieci. Szli obok karczmy, gdzie gwar wielki panował. Antek powiedział, że chłopi nie pozwolą wycinać lasu, dopóki dwór się z nimi nie pogodzi, jak będzie trzeba to i siły użyją, by swoich praw bronić. Ksiądz chciał zganić za te słowa Antka, ale mężczyzna już gdzieś zniknął. Antek myśląc cały czas o Jagnie, a „jak zadra tkwiła mu ona pod sercem, jak zła zadra, że jej nie wyciągnąć ni uciec od niej”, poszedł do kowala. Mężczyźni pokłócili się, kto więcej wziął od Boryny. Kowal wypomniał Antkowi, że się za Jagną uganiał. Wszedł wójt i począł Borynę usprawiedliwiać, więc i z nim kłótnia się wywiązała. Następnego dnia rano syn Macieja rozmyślał, że teraz to już wszyscy będą przeciwko niemu, ale ku jego zdziwieniu kowal wszedł do izby, żeby się pogodzić. Kowal zaproponował, że jego żona przyjdzie dziś do Antka i razem rozmówią się z ojcem. Chodzi o to, żeby Boryna resztę ziemi przyobiecał tym dwojgu przy światkach, a Józkę i Grzelę się spłaci. Jeśli Boryna obieca przy świadkach zawsze będzie z czym do sądu pójść, a już teraz jest, bo przecież są jeszcze cztery morgi po tankowej matce. - Wielka parada, cztery morgi - na mnie i na twoją... - Ale go nie dał tobie ni mojej! A tyle roków sieje i zbiera! Zapłaci wam dobrze za to i z procentami... Kowal nakazał spokój i niesprzeciwianie się ojcu w rozmowie. Wszystko po dobroci ma iść, a jak ojciec nie da, to się do sadu pójdzie. Pożegnali się, ale Antek na koniec, niewiadomo czemu pogroził kowalowi. Teraz już Borynowy zięć nie wiedział, co Antek uczyni. Juści, kto go ta wie, co zrobi? Sklął mnie, a gotów zrobić, com redził... to i lepiej, że kobieta przy tym będzie... a nie zrobi, pokłócą się... stary go wypędzi... Tak abo i nie, a zawsze się cosik udrze la siebie... - zaśmiał się radośnie, zatarł ręce (…) Antek jednak zdecydował się porozmawiać z ojcem. W domu Hanka gotowała obiad i rozmawiała ze swoim ojcem starym Bylicą, który akurat przyszedł w odwiedziny. Skarżył się nieśmiało na Weronkę, córkę u której mieszkał. Kobieta tak oszczędzała, że i jeść czasem ojcu zapomniała dać, a i pierzynę, i łóżko mu zabrała. Hanka zaproponowała mu, żeby się przeniósł do niej a wiosnę, ale on tylko zabrał tobołek przygotowany przez córkę i poszedł, gdy w izbie pojawiła się Kowalowa z dziećmi. Antek naradzał się z siostrą, kiedy wpadła Jagustynka z wiadomością, że Maciej z Jagną byli u księdza na wesele prosić. Antek wyszedł na podwórze, ciągle w głowie słyszał kowalowe słowa – nie o grunt ci idzie, a o Jagusie. I tak się w nim uczucia przeplatały, raz nienawiść, raz namiętność w nim wzbierała. Nagle z zamyślenia wytrącił go Witek, który dostrzegł Borynę z daleka W izbie panowało jakieś napięcie, tylko Józia siedziała spokojnie, bo nie wiedziała, co się święci. Gdy doszło do rozmowy o zapisie, rozpętała się kłótnia. Antek domagał się swojej ziemi, straszył ojca sądem. Hanka również dodała swoje pretensje, a co najbardziej rozwścieczyło Macieja, nazwała Jagnę „świnią” i „lakudrą”. Boryna chciał w złości uderzyć synową, ale Anek nie dał, dorzucił jeszcze kilka zdań prawdy o Jagnie, co doprowadziło do bojki. Rzucili się na siebie jak dwa psy wściekłe, chycili się za piersi i wodzili po izbie, miotali, bili sobą o łóżka, o skrzynie, o ściany, aż łby trzaskały. Krzyk się podniósł nieopisany, kobiety chciały ich

rozerwać, ale przewalili się na ziemię i tak zwarci całą nienawiścią i krzywdami tarzali się, gnietli, dusili... Całe szczęście, że rychło rozerwali ich sąsiedzi i odgrodzili od siebie... Antka przenieśli na drugą stronę i zlewali wodą, tak osłabł z umęczenia i upływu krwi, bo twarz miał porozcinaną o szyby. Staremu nic się nie stało; spencer miał nieco podarty i twarz podrapaną i aż siną z wściekłości...Sklął i powyganiał ludzi, co się byli zlecieli, drzwi od sieni zamknął i siadł przed kominem... Ale uspokoić się nie mógł, bo mu cięgiem wracało przypomnienie tego, co na Jagnę wypowiedzieli, a żgało go w serce jakby nożem... Boryna przed snem chodził jeszcze długo po wsi, rozmyślając. Rano, gdy ranny Antek leżał jeszcze w łóżku, Maciej wszedł do izby syna i kazał się mu wynosić wraz z rodziną. Kazał zawezwać Kubę do pomocy przy przeprowadzce, ale parobek leżał chory, bolała go noga i ruszyć się nie mógł. Antkowie się wynieśli na koniec wsi do ojca Hanki już bez krzyków i kłótni. Przyszli ludzie z Rochem na czele, godzić ich chcieli. Bezskutecznie. Łapa pobiegł za Antkiem. Przy obiedzie Boryna pocieszał markotną Józię obietnicami nowych trzewików, kaftana i wstążek. Rozdział XI W dniu wesela Jagny i Boryny Dominikowa od rana chodziła po chałupie i ino patrzyła na córkę z troską i żalem, bo ckniło jej się, że Jagny już przy sobie mieć nie będzie. Tymczasem panna młoda wstała, ubrała się i słuchała matczynych rad. Zdziwiła się bardzo, kiedy dowiedziała się, że to Antek najbardziej przeciwko niej do ojca wygadywał. Nie chciała wcale w to wierzyć, nawet broniła mężczyznę, co lekko zatrwożyło Dominikową. Tymczasem przyszła Ewka do gotowania, a Jagna poszła z płaczem do komory. W chałupie pięknie przystrojonej wycinankami przez Jagnę coraz gwarniej się robiło i weselej, tylko pannie młodej było wszystko jedno, wciąż myślała o Tankowych słowach: Jakże, on by wygadywał, on?... Nie mogła wierzyć, nie chciała... bo aż się jej na płacz zbierało!... A może?... Wczoraj, kiedy prała w stawie, przeszedł i ani się nie spojrzał! A jak szli rano do spowiedzi z Boryną, spotkali go przed kościołem... z miejsca zawrócił jak przed złym psem... A może?... Niech szczeka, kiej taki, niech szczeka!... Zaczęła się buntować przeciw niemu, ale z nagła wspomnienia tego wieczora, kiedy wracali z obierania kapusty od Boryny, buchnęły jej do mózgu i zatopiły ją całą w ogniu, i obwinęły jej duszę z taką mocą, a tak wyraziście w niej odżyły, że rady sobie dać nie mogła.. Nagle Jagna powiedziała matce, żeby jej po ślubie włosów nie obcinali. Matka i inne kobiety próbowały ją przekonać, że to nie wypada, ale ona była nieugięta. Nagle wpadł Witek po Jagustynkę bo z Kubą było gorzej. Nadszedł czas ślubu i wesela. Boryna wraz z drużbami poszedł do domu Dominikowej po narzeczoną. A stamtąd oboje - Maciej przez druhny, a Jagna przez drużby - zostali zaprowadzeni do kościoła. Przed wyjściem Dominikowa pobłogosławiła parę obrazem. Po ślubie wszyscy poszli do Dominikowej chałupy na wesele. Muzyka grała głośno, a wesoło. Boyna z Jagną tańcowali pięknie, ale niezbyt długo. Podano wieczerzę, wszyscy zasiedli u stołu według dostojeństwa. Po wódce wójt zaczął rozmowę, oznajmił, że zarządzono zbiórkę na budowę szkoły. Na to powstał wielki sprzeciw, nikt takiej szkoły nie chciał. Potem jeszcze o wycinaniu lasu gorączkowo rozmawiali. Ale wesele trwało dalej. Toczyły się przeróżne rozmowy. Żartowano sobie sprośnie z młodej pary. Kucharki obmawiały Jagnę, że się źle prowadziła, że z niejednym ją widzieli a teraz Antkom się przez nią krzywda dzieje. Chłopi dobrze już napici dalej pomstowali na dwór i zły los. Zaczęto się rozchodzić po kątach po opłotkach. To znowu wszyscy się zebrali, kiedy muzykanci żwawiej poczęli przygrywać.

odprawować poczęli obrządki różne, jak to jest zwyczajnie przy oczepinach. Najpierw Jagusia musiała wkupywać się do gospodyń! A potem jednym ciągiem odprawiali drugie ceremonie; aż parobcy uczynili długie powrósło z nieomłóconej pszenicy i opasali nim wielgachne koło, które druhny pilnie trzymały i strzegły, a Jagusia stojała w pośrodku: chciał z nią któren tańcować, podchodzić musiał, wyrywać przez moc i hulać w kole, nie bacząc, że go ta i prażyły drugimi powrósłami po słabiźnie. Zaś na dokończenie młynarzowa i Wachnikowa zaczęły zbierać na czepiec. Pierwszy wójt rzucił złoty pieniądz na talerz, a za nim, kiej ten grad brzękliwy, posypały się srebrne ruble i jako te listeczki na jesieni, papierki leciały. Więcej niźli trzysta złotych zebrali! Teraz na nowo tance rozgorzały przeróżne, Boryna pochodził, to do jednych, to do drugich,a cały czas wodził oczami za Jagną. Tak miało trwać wiejskie wesele, póki ludzie się nie pomęczą i nie porozchodzą. Rozdział XII Świtem Witek wygoniony przez Jagustynkę z wesela poleciał do chałupy, zajrzał do Kuby, który leżał zmarnowany, cały w gorączce od kilku dni. Jakby na pocieszenie wrócił Łapa od Antków. Kuba żałował, że nie mógł uczestniczyć w weselu, które wciąż trwało. Parobek czuł się coraz gorzej, aż począł wzywać Witka, śpiącego obok: - Zamrę już! Zamrę! Tak mnie boli, tak we mnie choroba rośnie i dusi... Witek, bieżyj po Jambroża... o Jezus, albo Jagustynki zawołaj... może co poredzą, bo już nie wydzierżę... już ta ostatnia godzina na mnie idzie... ten czas ostatni... Przestraszony Witek pobiegł na wesele po pomoc, ale wszyscy byli spici i nie zwracali na niego uwagi. Kuba tymczasem zasnął przykryty słomą i łachmanami. Po śniadaniu przyszła do niego Jagustynka, ale tylko po to, żeby przepowiedzieć mu rychła śmierć. Chciała do niego wzywać księdza, ale nie pozwolił, bo jego zdaniem nie godziło się tak wielebnej postaci w stajni przyjmować. Został więc sam, tylko Witek czasem do niego zaglądał i Łapa dzielnie mu towarzyszył. Tymczasem na podwórku trwały przygotowania do przenosin. Wieczorem przyszedł do parobka Ambroży, ledwo wytrzeźwiały. Począł nogę oglądać i dziwił się co to za rana. Kuba wyznał, że to borowy go postrzelił Jamrozy powiedział, że jest za późno na jego leczenie, teraz to tylko do szpitala, gdzie nogę utną. Wtedy Kuba wyzdrowieje. Ale Kuba do szpitala nie chciał, bał się. Z resztą, co to za parobek bez nogi. Boryna by go wygnał, a wtedy co? Przenosiny trwały. Jagna przybyła do domu Boryny, gdzie przywitał ją mąż. Muzyka zaczęła grać, w izbie już tańcowano. Przed domem kobiety ubolewały, że takiej nieporządnej dziewczynie najlepsze gospodarstwo się trafiło. Przyszedł wójt i wtedy najlepsza zabawa się rozpoczęła, prześmiewano się z państwa młodych i pito wódkę. Nagle w izbie pojawił się Żyd Jankiel, początkowo przywitały go przezwiska, ale wójt o Boryna kazali podać mu wódki i zagrać „żydowskiego”, co by se potańcował. Ale Jankiel niepostrzeżenie wykradł się do sieni, poszedł do Kuby strzelbę odebrać. Ludzie zasiedli do wieczerzy podług starszeństwa, kiedy Roch zaczął wołać Jambrożego do Kuby. Okazało się, że parobek bał się szpitala, więc sam sobie nogę odrąbał siekierą i teraz leżał w kałuży krwi prawie nieprzytomny. Roch pojechał do Woli po księdza, a do Kuby przyszła Jozia z jedzeniem. Potem znowu został tylko z łapą i końmi. I kiedy w domu wciąż tańcowano i pito, ulatywała „Kubowa dusza”.

OMÓWIENIE / OPRACOWANIE 1904-1909. Czas akcji: koniec XIXw, po powstaniu styczniowym, po uwłaszczeniu chłopów. Miejsce – wieś Lipce, jarmark w Tymowie. Powieść traktuje o życiu, losach chłopów zamieszkujących wieś Lipce (dzisiaj Lipce Reymontowskie). Poznajemy kolejno bohaterów powieści, ich problemy i radości. Egzystencja lipieckich chłopów związana jest z pracą na roli i troską o gospodarstwa. Nie brak w powieści wątków obyczajowych, miłosnych, patriotycznych, ekonomicznych, społecznych, itp. Bohaterowie: Maciej Boryna: ~60letni rosły i silny mężczyzna, najbogatszy chłop we wsi. Z racji swojego majątku cieszy się niekwestionowanym zaufaniem i autorytetem społeczności Lipiec, a jego pozycja materialna daje mu prawo do pierwszeństwa na wiejskich zebraniach. Jest urodzonym przewodnikiem wiejskiej gromady – to właśnie on daje sygnał do walki z kolonistami niemieckimi. Posiada dużo życiowej energii, chce używać życia, dopóki starcza mu sił. Dwukrotnie owdowiał, teraz rozkochany jest w Jagnie Dominikowej, którą lekkomyślnie pojmuje za żonę. Ambitny, zawzięty, uparty, mściwy, zdradę młodej żony traktuje jako osobistą zniewagę i klęskę. Gotów jest nawet zabić winowajców. Duma i poczucie własnej wartości nakazują mu jednak ukrywać własne nieszczęście, aby nie dostać się na wsiowe języki. Maciej to gospodarz despotyczny i bardzo wymagający, żelazną ręką sprawujący rządy w domu i gospodarstwie. Nie toleruje lenistwa parobków. Żąda perfekcji i dokładności w wykonywaniu prac gospodarskich. Nie wzrusza go ludzka bieda „To (…), że tam który Wojtek albo Bartek nie ma co do gęby włożyć, księdzowa to sprawa, nie moja”. Uważa ją za przeznaczenie: „już takie urządzenie boskie jest, (…) że jeden ma, a drugi wicher w polu łapie”. Potrafi być bezwzględny i okrutny. Bez skrupułów wyrzuca Antka i Hankę z dziećmi z domu, do upadłego walczy „o swoje”, nie obce są mu wyrachowanie i egoizm. Jest przy tym zapobiegliwy i pracowity, a jeśli wymaga dużo od innych, to jeszcze więcej od siebie. Okazuje współczucie lekceważonej początkowo Hance i jej dzieciom. Kiedy dostrzega, jak bardzo się zmieniła, czyni ją nawet gospodynią i powiernicą swych tajemnic. Postać Macieja jest symbolem chłopa-siewcy, który ukochał ziemię ponad wszystko i rozumie jak wiele jej zawdzięcza. Antek Boryna – syn Macieja, mąż Hanki, kochanek Jagny. W swej zawziętości i mściwości jest podobny do ojca (podczas walki z Niemcami jest o krok od ojcobójstwa). Bywa brutalny, despotyczny – jego stosunki z Hanką pełne są napiec, nie waha się pobić Mateusza, który zranił jego ambicje i dumę. Antek to mężczyzna o dużym temperamencie – jego spotkania z Jagną nasycone są wielką namiętnością. W poświeci jego postać podlega ewolucji: powrót z więzienia i objęcie schedy po zmarłym ojcu decydują o zmianie postępowania młodszego Boryny – emocje schodzą na plan dalszy, zwycięża rozsądek, poczucie realizmu i obowiązku. Dlatego „umywa ręce”, kiedy społeczność wiejska chce wyrzucić Jagnę ze wsi, mówiąc „w gromadzie żyję, to i z gromadą trzymam”. Hanka – żona Antka, synowa Macieja Boryny. To pracowita i zapobiegliwa kobieta, która sama doglądała własnego gospodarstwa podczas nieobecności Antka i choroby Macieja Boryny. Jest dobrą żoną i matką. Spokój dzieci i ich wychowanie znaczą dla niej bardzo wiele, dla nich stara się uratować swe zagrożone małżeństwo. Kocha Antka i uważa macierzyństwo za świętość, ustanowioną przez Boga. Najbardziej szanowaną przez nią wartością jest praca, w której znajduje ukojenie w trudnych momentach życia i dzięki której stopniowo zyskuje powszechny szacunek wśród mieszkańców Lipiec, a przede wszystkim swojego teścia, Macieja Boryny. Znamienne jest to, że jako

jedna z nielicznych staje w obronie Jagny, mimo, że ta była kochanką jej męża, daje jej schronienie i pierwsza wyciąga rękę do zgody. Jagna Paczesiówna – żona, a później wdowa po Macieju Borynie, to niewątpliwie najładniejsza dziewczyna we wsi. Jaj modre oczy zawracają w głowie Antkowi, romansuje także z wójtem, Mateuszem, a na koniec z młodym księdzem – Jasiem od organistów. Odznacza się nie tylko urodą, ale i siłą – w pracy potrafi dorównywać mężczyznom. Posłuszna nakazom matki wychodzi za mąż za Macieja Borynę, chociaż małżeństwo to nie mogło przynieść jej szczęścia. Jest wrażliwa na piękno, posiada zmysł estetyczny. Z drugiej strony jest nieczuła na cierpienia dogorywającego męża. W czasie jego choroby umawia się na schadzki z wójtem. Bywa bierna, mało aktywna – poddaje się kolejnym flirtom i romansom, bo tak dyktuje jej biologia. Schadzki z Antkiem to burza namiętności, którym Jagna ulega. Dopiero uczucie do Jasia nabiera znamion prawdziwej miłości. Postać Jagny odbiega od wiejskich schematów, narusza spokój lipieckiej gromady. Oddziaływuje destrukcyjnie na stykających się z nią mężczyzn : staje się przyczyną zażartego konfliktu Antka z ojcem, dramatu wójta i Jasia. Za złamanie nakazów moralnych zostaje okrutnie ukarana wygnaniem ze wsi. Jagna to postać samotna i tragiczna, wyizolowana z wiejskiej społeczności. Pełni rolę kozła ofiarnego – społeczność wiejska karze ją nie tylko za „inność”, ale i za wszelkie nieszczęścia spadające na gromadę. Drugoplanowi: Dominikowa (Marcjanna Pacześ) – matka Jagny, Szymka i Jędrzeja. Wdowa, zaradna i gospodarna, prowadzi dom twardą ręką, wymaga od swych synów bezwzględnego posłuszeństwa. Jagnę kocha ponad wszystko, pragnie jej szczęścia, dlatego przeżywa prawdziwą tragedię, kiedy ta zostaje sponiewierana i upokorzona przez wiejskie kobiety. Społeczność lipiecka uważa ją za znachorkę, uzdrowicielkę i… czarownicę. Kowal – Michał, zięć Macieja Borny, mąż Magdy. Chciwy i łasy na majątek, bez skrupułów czyha na spadek po teściu. Kowal to wiejski plotkarz, złodziej, intrygant, ciągle niespełniony i z ‘rozbieganymi oczami’. Kuba – Jakub Socha, parobek Boryny, były powstaniec, jedna z najtragiczniejszych postaci powieści. Pobożny i pracowity, wykonuje u Boryny najcięższe prace w zamian za dach nad głową i marny zarobek. Jest wrażliwy, dobry i pokorny, zna swoje miejsce w wiejskiej gromadzie. Nawet surowy Boryna potrafił to ocenić mówiąc „bo Kuba wartał i więcej, robotny parob, choćby i za dwóch, gospodarskiego nie ruszył i o inwentarz dbał więcej niźli o siebie”. Bieda i cierpienia sprawiły, że brak tej postaci chciwości i egoizmu, cech tak typowych dla społeczności wiejskie w powieści Reymonta. Jeśli kłusuje, to na dworskim, czyli – jak uważa- „panajezusowym” polu lub lesie. Uosabia „duszę anielską” ludu w taj postaci, jak była bliska wielu młodopolskim pisarzom. Epizodyczne postacie: Ksiądz – Jasio, syn organistów, inteligentny, oczytany młody ksiądz, życiowo bardzo jeszcze naiwny i łatwowierny. Jest posłuszny matce. Znajomość z Jagusią wyzwala w nim głęboko skrywaną i nieuświadomioną jeszcze namiętność. Roch – postać tajemnicza i zagadkowa. Przybywa do Lipiec i zamieszkuje u Borynów. Jest wykształcony i doświadczony, służy swą pomocą wszystkim mieszkańcom wioski, kształci lipieckie dzieci, krzewi polską kulturę i budzi świadomość narodową wśród chłopów. Na tle innych, pogłębionych psychologicznie postaci Rocho to osobowość nieco papierowa, wyidealizowana, sztuczna.

Agata – staruszka, krewniaczka Kłębów. Jest biedna, a jednocześnie pełna pokory i dobroci. Przywiązana do wsi i jej mieszkańców właśnie w Lipcach wśród swoich pragnie zakończyć życie. Nie obawia się śmierci, chce tylko umrzeć „po gospodarsku” – na łóżku z porządną pościelą. Jej pojawienie się na początku i śmierć na końcu powieści to rodzaj klamry fabularnej utworu. Porządek hierarchii wiejskiej w "Chłopach" Reymont w Chłopach w sposób niezwykle umiejętny odtworzył strukturę wewnętrzną Lipieckiej gromady. Mamy tu do czynienia z wyraźnie zarysowaną hierarchią społeczną. O przynależności do wyższej bądź niższej warstwy tej hierarchii decydują między innymi następujące czynniki: - majątek, ilość morgów ziemi, ubiór i inne atrybuty bogactwa; - pochodzenie, przynależność do zacnego chłopskiego rodu; - wykształcenie, mądrość; - zawód, profesja, urząd – ksiądz, doktor, wójt - moralność lub niemoralność postępowania; Tak wiec w Lipcach najwyżej stali bogaci gospodarze tacy jak Boryna, urzędnicy np. wójt oraz kler (dobrodziej oraz kleryk Jasio). Wśród tej grupy również można dokonać podziału, na tych których kochano i szanowano (Boryna, dobrodziej) oraz na tych których się bano i nienawidzono – wójt. Nie zawsze bogactwo i uroda szły w parze z powszechnym szacunkiem. Wyrazistym przykładem jest tu Jagna, która z urodzenia i majątku stała niżej w hierarchii, ale małżeństwo z Boryną stało się dla niej szansą swoistego awansu społecznego. Jednak niemoralnie prowadząca się kobieta, na mocy woli całej gromady w końcu została wypędzona, a więc znalazła się wręcz poza hierarchią. Druga warstwa to średniozamożni chłopi, dalej znajdują się biedni chłopi, ale posiadający nieco ziemi i chałupę (np. Weronka i Stach). Na samym końcu natomiast znajdują się parobkowie (Kuba), komornicy oraz dziady żebracze. Choć tu też można zrobi c zastrzeżenia, że nie wszyscy mieli jednakowy statut. Np. Roch, choć nic nie posiadał, to cieszył się powszechnym szacunkiem, był chętnie goszczony w najlepszych Lipieckich domach. Nawet ksiądz go do siebie zapraszał. Hierarchiczna struktura Lipiec została ukazana przez Reymonata w sposób niezwykle sugestywny. Przedstawił to, jak przejawiała się w praktyce: w ustawieniu ludzi podczas Mszy, czy w drodze na wojnę z dworem. Pokazał jak można awansować oraz jak można upaść na samo dno tej hierarchii. Narracja w „Chłopach” W Chłopach mamy do czynienia z trzema odrębnymi narratorami: - „realistycznym obserwatorem” – chłop opisujący zdarzenia z pewnego dystansu, posługujący językiem literackim z domieszką gwary. - „wsiowym gadułą” - gawędziarz charakteryzujący się dużym zaangażowaniem uczuciowym w relacjonowane zdarzenia. Jego wypowiedzi nasycone są mnogością elementów gwarowych. - „młodopolskim stylizatorem” – jego domeną są przede wszystkim poetyckie opisy przyrody, przeżyć, ludzkich namiętności, charakteryzujące się liryzmem, subiektywizmem, emocjonalizmem, plastycznością. Często narrator wciela się w jakiegoś bohatera i mówi z jego perspektywy. W tym rodzaju mamy do czynienia z językiem literackim, czasem nawet wyrafinowanym.

Realia 1. Zajęcia codzienne: praca na roli: koszenie zboża, modlitwa na polach, ścinanie zboża, prace przy hodowli zwierząt; Gospodynie w jednej chałupie przędą len lub konopie, kwaszą kapustę wspólne posiłki: poprzedzone modlitwą, Wspólne spędzanie niedziel. Stroje: Strój męski: • Wysokie buty • Portki w zielonożółte lub czerwone pasy • Koszula • Czerwona wstążka pod szyją • Granatowy żupan lub czerwony spencerek • Biata kapota z czerwonym pasem • Kapelusz z niedużym rondem Strój kobiecy: • Czarne trzewiki z czerwonymi sznurowadłami • Białe pończochy • Wełniana spódnica w zielone i pomarańczowe pasy • Koszula z bufiastymi rękawami • Aksamitny gorset (zielony wyszywany złotem, błękitny srebrem) • Korale i bursztyny • Wstążki na plecach 2. Opis obrzędów weselnych: Obrzędy zalotów, zaręczyn, swatanie narzeczonych. W trakcie wesela Boryny odbywają się oczepiny panny młodej, goście tańczą ludowe tańce, matka panny młodej błogosławi nowożeńców, a świeżo poślubiona żegna się ze swoim stanem panieńskim. "Dopiero w jakie dwa pacierze otwarli drzwi komory i organiścina z młynarzową wywiedły Jaguś na izbę, a druhny otoczyły ją wiankiem, a tak strojne i urodne wszystkie, że kwiaty to były, nie kwiaty, a ona między nimi najśmiglejsza i kieby ta róża najśliczniejsza stojała w pośrodku, a cała w białościach, w aksamitacln, w piórach, we wstęgach, w srebrze a złocie - że się widziała niby ten obraz, co go naszają na procesjach, aż przycichło z nagła, tak oniemieli i dziwowali się ludzie." "(...) włosy miała zaplecione nad czołem, w nich koronę wysoką, ze złotych szychów, z pawich oczek i gałązek rozmarynu, a od niej na plecy spływały długie wstążki we wszystkich kolorach i leciały za nią, i furkotały kieby ta tęcza; spódnica biała rzęsisto zebrana w pasie, gorset z błękitnego jak niebo aksamitu wyszyty srebrem, koszula o bufiastych rękawach, a pod szyją bujne krezy obdziergane modrą nicią, a na szyi całe sznury korali i bursztynów aż do pół piersi opadały." "Słońce już zachodziło, wisiało nad lasami czerwone, ogromne i zalewało całą drogę, staw i domy krwawym brzaskiem, a oni szli w tych łunach wolno, że aż się w oczach mieniło od tych wstążek, piór pawich, kwiatów, czerwonych portek, pomarańczowych wełniaków, chustek, kapot białych jakoby ten zagon, rozkwitłymi kwiatami pokryty (...)" ...Owe krakowiaki, drygliwe, baraszkujące, ucinaną, brzękliwą nutą i skokliwymi przyśpiewkami sadzone, jako te pasy nabijane, a pełne śmiechów i swawoli; pełne weselnej gędźby i bujnej, mocnej,

zuchowatej młodości i wraz pełne figlów uciesznych, przegonów i waru krwi młodej kochania pragnącej. Hej! ...Owe mazury, długie kiej miedze, rozłożyste jako te grusze Maćkowe, huczne a szerokie niby te równie nieobjęte, przyciężkie a strzeliste, tęskliwe a zuchwałe, posuwiste a groźne, godne a zabijackie i nieustępliwe, jako te chłopy, co zwarci w kupę niby w ten bór wyniosły, runęli w tan z pokrzykami i mocą taką, że choćby w stu na tysiące iść, że choćby świat cały porwać, sprać, stratować, w drzazgi rozbić i na obcasach roznieść, i samym przepaść, a jeszcze tam i po śmierci tańcować, hołubce bić i ostro, po mazursku pokrzykiwać: "da dana!" ...Owe obertasy, krótkie, rwane, zawrotne, wściekłe, oszalałe, zawadiackie a rzewliwe, siarczyste a zadumane i żalną nutą przeplecione, warem krwie ognistej tętniące a dobrości pełne i kochania, jako chmura gradowa z nagła spadające, a pełne głosów serdecznych, pełne modrych patrzań, wiośnianych tchnień, woniejących poszumów, okwietnych sadów; jako te pola o wiośnie rozśpiewane, że i łza przez śmiechy płynie, i serce śpiewa radością, i dusza tęskliwie rwie się za te rozłogi szerokie, za te lasy dalekie, we świat wszystek idzie marząca i "oj da dana!" przyśpiewuje. 3. Rola Kobiet w społeczności wiejskiej: Dominikowa – jako wdowa przejęła obowiązki męża, była głową rodziny, silna kobieta, która potrafiła sama zadbać o całe gospodarstwo. Hanka – dobra żona, matka, na początku dosyć płaczliwa, ale gdy Boryna jest chory a Antek w więzieniu potrafi zająć się gospodarstwem, znajduje w sobie siłę by opiekować się całym domem. Przedstawiona jako strażniczka domowego ogniska. Jagna – nie przyzwyczajona do obowiązków, nie pasuje do realiów w których żyje. cechuje się niezwykle skomplikowaną i wrażliwą duszą. Często sama siebie nie rozumie, nagle wybucha płaczem lub się raduje. Raczej biernie uczestnicząca w życiu społecznym, cechuje się bogatym wnętrzem. Jej sposób przeżywania i przetwarzania rzeczywistości zbliża ją do postaci młodopolskich artystów, a oddala od prostych chłopów. 4. Życie parobków i komorników: Kuba, Witek, Mateusz Kuba Socha - Powstaniec z 1863 r. - Ma silne poczucie dumy rodowej - czuje się gospodarzem, zaś los parobka przyjmuje z pokorą. - głęboko wierzy (franciszkanin) - daje księdzu kilka upolowanych przepiórek, a niespodziewana zapłata ("tylachna pieniędzy", czyli złotówka) i podszepty Jankiela sprawiają, że rozpoczyna kłusowanie na pańskim polu i w lesie. - Nie jest złodziejem- nakrzyczał na Żyda, gdy ten proponował mu pokątną sprzedaż podbieranego koniom owsa- własność dziedzica traktuje jako niczyją. - Podczas jednej z wypraw zostaje postrzelony. Nie wie jak się zachować i prosi o pomoc Jagustynkę i Jambrożego. Lęk przed szpitalem doprowadza go do okrutnego samookaleczenia (ucina sobie nogę) i śmierci z wykrwawienia. - Boryna ceni jego pracowitość, jednak nie wynagradza go obficie za ciężką pracę i oddanie.

DO UZUPEŁNIENIA: CHŁOPI, Dies Irae, i inne.

Stefan Żeromski - Ludzie Bezdomni W fabule utworu brakuje konkretnych informacji, w którym roku dzieją się przedstawione wydarzenia, jest jednak prawie pewne, że powieściowe „teraz” oznacza lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte XIXw. Miejsce akcji: 1. Paryż: tu po raz pierwszy spotykamy bohatera utworu, dowiadujemy się o jego gustach artystycznych i literackich. Także w tym mieście Judym poznaje starszą panią Niewadzką oraz trzy młode panny miały odegrać w jego życiu ogromną rolę. 2. Warszawa: na zebraniu lekarzy w mieszkaniu doktora Czernisz Judym wygłasza swój rewolucyjny referat, który staje się początkiem jego śmierci towarzyskiej i poniekąd zawodowej. Tutaj też rozpoczyna swoją nieudaną praktykę lekarską. 3. Cisy: w tej uzdrowiskowej miejscowości Judym próbuje zrealizować plany reformatorskie, tu przeżywa zauroczenie panną Natalią, a następnie miłość do Joasi, tu wreszcie zrywa z dotychczasowym życiem. 4. Wiedeń: Tam udaje się żona Wiktora Judyma wraz z dziećmi, aby połączyć się z mężem. Stamtąd też żona Wiktora zostaje wyprawiona w daleką podróż, przesypia jednak stację Amstatten, na której miała wysiąść. 5. Szwajcaria: Wintertur to małe miasteczko położone niedaleko jeziora Wallensee 6. Zagłębie Dąbrowskie: tam poznaje Judym wyniszczającą pracę górników i robotników fabrycznych, w efekcie czego postanawia poświecić się im bez reszty. Czas i miejsce świata przedstawionego są znacznie szersze niż wymiary, w których toczy się akcja. Dzięki narratorowi, wspomnieniom Joanny Podborskiej oraz korespondencji Wacława do siostry dowiedzieć się można o Kielcach, Głogach, Karwczysku, Mękarzycach, nawet odległej Syberii, a także o przeszłości wielu postaci, przede wszystkim Joanny Podborskiej. GATUNEK LITERACKI: modernistyczna powieść społecznikowska. Powieść modernistyczna wywodzi się z powieści dojrzałego realizmu i naturalizmu, łącząc elementy tego ostatniego prądu z elementami symbolizmu i impresjonizmu. Kategorie „Bezdomności” i interpretacja tytułu: 8. ”Dom” to dla większości ludzi miejsce gdzie można odpocząć, czuć się bezpiecznym, gdzie przede wszystkim jest się ‘u siebie’. Poza dosłownym znaczeniem wyraz ten stanowi symbol spokoju, ciepła i miłości. Postaci bezdomnych w powieści Żeromskiego zawieszone są między dwoma skranymi możliwościami: bezdomni z konieczności i bezdomni z wyboru. 1. Nory, w których mieszkają proletariusze i chłopi, trudno nazwać domem. Są one po prostu chwilowym schronieniem, miejscem, gdzie można się przespać i ewentualnie schować przed deszczem, śniegiem czy mrozem. Brak w tych noclegowniach czy „mieszkaniach” elementarnych urządzeń higienicznych, panuje tam brud, ludzie często gnieżdżą się po dwie rodziny w jednej izbie, w której na wsiach trzymane są dodatkowo zwierzęta domowe. Ten wątek stanowi oskarżenie ówczesnego systemu społecznego, co widoczne jest przy porównaniach z opisami domów fabrykanta, zarządcy uzdrowiska itp. Bezdomna z konieczności, ale i z wyboru jest Joasia Podborska, którą śmierć rodziców pozbawiła domu, oraz jej bracia: Wacław – wywieziony na Syberię i Henryk, którego brak 9.

3. 4.

5. 6.

7.

domu demoralizuje. Dla nich bezdomność oznacza także swoistą degradację społeczną, „wydziedziczenie” , poczucie braku przynależności widoczne w pamiętnikarskich zapiskach Joasi, która odwiedza rodzinne miejsca. Jednocześnie Joanna kocha miejsca rodzinne, z ogromnym wzruszeniem patrzy na swój były dom. Z drugiej strony nie potrafi pogodzić się ze szlacheckim, ograniczonym spojrzeniem na świat, reprezentowanym przez jej wujostwo, dlatego – w pewnym sensie – „odchodzi” powtórnie z rodzinnych miejsc, zdając się na przypadkowe miejsca związane z pracą guwernantki – dokonuje więc także wyboru. Korzecki, Wacław (brat Joasi), Les-Leszczykowski (którego „burza” wyrzuciła z kraju), Wiktor Judym – to kategoria ludzi bezdomnych w znaczeniu braku wolnej ojczyzny, ale w dwu przypadkach decydują o tym także inne czynniki. Dla inż. Korzeckiego „na ziemi nie ma miejsca”. Po świecie gna go niepokój, strach przed samotnością nocy, śmiercią, a także życiem. Jednocześnie, jakby na przekór wszystkiemu, pełni on misję kuriera. Jego motywacja jest więc skrzyżowaniem racji patriotycznych z poglądami filozoficznymi i światopoglądem dekadenta. Wiktor Judym – rewolucjonista, stracił swe ognisko domowe, ponieważ próbował walczyć o poprawę losu innych ludzi. Ostatecznie postanawia, że tam będzie jego dom, gdzie za pracę będą mu godziwie płacić. Żona Wiktora – chce powrócić do Warszawy, gdy zostają wyrzuceni ze szwajcarskiego mieszkania. Dla niej dom to miejsca znane, gdzie nie czuje się obco, to ludzie, którzy mówią po polsku. Bezdomność zostaje jej narzucona przez decyzję męża. Bezdomny z wyboru jest doktor Tomasz Judym. Ma dotkliwe poczucie wyobcowania, zrozumiałe u człowieka, który cale życie był samotny, jak gdyby zawieszony w międzyklasowej próżni, w imię wyższej idei. Świadomie decyduje się na samotne życie. W świecie, w którym „ci do cynku” skazani są na śmierć w trzydziestym roku życia, a Ci stojący bliżej Judyma – jak Korzecki – nie umieją w nim żyć, sam doktor nie może postąpić inaczej. Według Judyma, dom jest symbolem braku zainteresowania problemami społecznymi, egoizmu i ciasnoty uczuć. Dowodem tego są lekarze warszawscy, cyniczna obojętność inż. Kilanowicza na los robotników, uwydatniona umieszczeniem go w luksusowej willi, niechęć ludzi zarządzających Cisami do projektów Judyma. Dlatego bohater odrzuca pokusę założenia domu rodzinnego wraz z Joasią, obawiając się własnego egoizmu i konieczności wzięcia odpowiedzialności za rodzinę, które nie pozwoliłyby mu realizować obowiązków społecznych, do których się poczuwał. Na sposób romantyczny, „wallendoryczny” postanawia budować inny dom: dom społeczny, dom-ojczyznę. W warstwie patriotycznej i aluzyjnej bezdomne jest całe społeczeństwo polskie w wyniku utraty niepodległości kraju. W sensie uniwersalnym – jak pisał jeden z krytyków powieści – „Bezdomnym” musi być każdy człowiek owładnięty jakąś altruistyczną ideą.

2.

Symbole: - Wenus z Milo i obraz „Rybak” – symbole rozdarcia Judyma miedzy dążeniem do pięknego, wypełnionego estetyką życia arystokracji oraz tęsknotą za miłością do kobiety z tej warstwy społecznej (Wenus) a chęcią służenia niższym warstwom społecznym, żyjącym w przerażającej nędzy (Rybak) - Krzyk pawia – symbol śmierci - Martwa woda – symbol wrogów Polski i zarazem stan społeczeństwa - Węgiel – przeszłość ojczyzny utrwalona w postaci skamielin. - Rozdarta sosna – symbol wewnętrznego rozdarcia Judyma, Joasi i symbol Polski, która jest martwa, nie istniejąca na mapach Europy, część zaś wiecznie żyje wśród Polaków.

- Symbolika tytułu PLAN WYDARZEŃ
1.Studia Tomasza Judyma w Paryżu. 2.Znajomość z panią Niewadzką, pannami Orszeńskimi i Joanną Podborską. 3.Wspólne zwiedzanie Luwru. 4.Wycieczka do Wersalu. 5.Pożegnanie z paniami. 6.Powrót Judyma do Warszawy. 7.Wizyta w domu Wiktora. 8.Spotkanie z bratem. 9.Judym podziwia pracę robotników w fabryce. 10.Doktor Tomasz na spotkaniu warszawskich lekarzy w domu Czernisza. 11.Odczyt o współczesnej higienie. 12.Oburzenie zebranych. 13.Tomasz broni swoich racji. 14.Chmielnicki określa marzenie Judyma jako mrzonki. 15.Gorycz Tomasza. 16.Judym dostrzega na spacerze znajome z Paryża, jadące w powozie. 17.Praktyka lekarska. 18.Propozycja pracy w Cisach. 19.Wyjazd Judyma z Warszawy. 20.Podróż do Cisów. 21.Psoty Dyzia i gniew Judyma. 22.Nadzieje doktora Tomasza. 23.Judym zwiedza Cisy. 24.Korespondencja z Leszczykowskim. 25.Spotkanie ze znajomymi z Paryża. 26.Zaproszenie na plebanię. 27.Wizyta Karbowskiego. 28.Miłość Natalii i kuracjusza. 29.Zazdrość Judyma o pannę Orszeńską. 30.Marzenia Tomasza o miłości. 31.Zwierzenia Joasi Podborskiej na kartach dziennika. 32.Życie towarzyskie Tomasza w Cisach. 33.Judym adoruje pannę Natalię. 34.Malaria w folwarcznych czworakach. 35.Judym pomaga urządzić przydomowy szpitalik dla podopiecznych Podborskiej. 36.Plany ulepszenia i zmian w Cisach. 37.Komisja odrzuca propozycję Tomasza w sprawie osuszenia stawów. 38.Wyjazd Wiktora za granicę. 39.Wiadomość o ucieczce Natalii i ślubie z Karbowskim. 40.Narodziny miłości Tomasz do Joasi. 41.Podróż Judymowej i dzieci do Szwajcarii. 42.Spotkanie kobiety z Karbowskimi. 43.Decyzja Wiktora o wyjeździe do Ameryki. 44.Wspólne spacery Judyma z Podborską. 45.Wyznanie uczuć. 46.Zatrucie wody w wiosce szlamem ze stawów. 47.Awantura Judyma z Węglichowskim i Krzywosądem. 48.Tomasz opuszcza Cisy. 49.Spotkanie z Korzeckim i wyjazd do Zagłębia. 50.Judym zwiedza kopalnie. 51.Wizyta u inżyniera Kalinowicza. 52.Wizyta u Daszkowskich. 53.Praca Tomasza jako lekarza fabrycznego. 54.Samobójstwo Korzeckiego. 55.Wizyta Joasi. 56.Marzenia dziewczyny o wspólnej przyszłości. 57.Zerwanie zaręczyn i rozstanie.

58.Rozdarta sosna

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->