P. 1
AKTówka nr 1 01/2011

AKTówka nr 1 01/2011

|Views: 372|Likes:
Klubowy periodyk nieokresowy wydawany przez Akademicki Klub Turystyczny WATRA z Gliwic
Klubowy periodyk nieokresowy wydawany przez Akademicki Klub Turystyczny WATRA z Gliwic

More info:

Published by: Redakcja AKTówki AKT Watra on Feb 22, 2011
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial No-derivs

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF or read online from Scribd
See more
See less

06/22/2014

pdf

Od Redakcji Od przeszło pięćdziesięciu lat w  Akademickim Klubie Turystycznym Watra najważniejsze są trzy czynniki: ludzie, ludzie i  jeszcze

raz ludzie. A  że się te czynniki mają skłonność rozpierzchać po świecie, niniejszy „newsletter” chce tę rozproszoną klubową tkankę ludzką okiełznać. Nie tylko klubową tkankę ludzką, zresztą. Nasza AKTówka ma też ogarniać i  prezentować bezlik aktywności, którymi parał, para, chce lub będzie się parać nasz AKT. Mówiąc krótko: AKTówka ma ogłaszać Klubowiczom (oraz miastu i  światu), co w  Klubie piszczy, nawet jeśli akurat jest to tylko świdrujący pisk Klubowicza CARROL‒a, odśpiewującego gdzieś w  Gorcach swoje słynne „Dmuchawce, latawce, wiatr”. Chcemy, aby AKTówka była również swego rodzaju zaproszeniem w  kierunku starszego pokolenia Klubowiczów, do dzielenia się Waszymi wspomnieniami. Nie zawsze jest ku temu okazja podczas wyjazdów, wiec mamy nadzieję, że w  ten sposób przyczynimy się do tego, aby niebanalna 50‒letnia historia życia klubowego nie kurzyła się w  lamusie. Drodzy Klubowicze, piszcie do nas! Przesyłajcie nam swoje historie, zdjęcia ‒ słowem wszystko to, czym Wy możecie się podzielić, a  my chętnie i  z  radością rozpowszechnimy.   Niech AKTówka będzie także zaproszeniem dla niedawno przyjętych w poczet członków AKT kole  żanek i kolegów. Zaproszeniem do podejmowania turystycznych działań, których zuchwałością i  niepowtarzalnością będą mogli zaskoczyć nawet największych watrowych „wyjadaczy”. No a  później oczywiście do dzielenia się wspomnieniami na łamach tego naszego skromnego periodyka. W  kolejnych numerach chcemy prezentować zarówno wyjazdowe pomysły, inspiracje, jak i  informacje praktyczne. Najlepsze, bo sprawdzone przez naszych klubowych doświadczonych praktykantów. Na początek na bazie pojubileuszowych wspaniałych wspomnień, zapraszamy do dzielenia się zdjęciami z  50–lecia. Spory ich zbiór już jest dostępny, a  wszystkie informacje na ten temat można znaleźć w  zakładce „Aktualności” na naszej stronie: www.akt.gliwice.pl Tymczasem jednak... zapraszamy do lektury.

Redakcja

l

P.o. redaktora naczelnego: Witold Pietrzak Skład redakcji: Sławek Brzoza, Mateusz Myga, Marta Mikosz Agata Ibrom, Basia Pięta, Ania Szcześniak Korekta językowa: Andrzej Ekiert Logotyp: Maria Pietrzyk Nasz adres: aktuffka@gmail.com Zdjęcia na stronach 1–3: opis na stronie 27.

www.akt.gliwice.pl

Spis treści

4 Najlepsze 50-lecie na świecie 9 Nowy Zarząd 12
Spływ jesienny

Jubileuszowe przygotowania Przyjęci do Klubu w  2010 Mięsonalia Spływ Mikołajkowy Wigilia Chatkowa

8 10 13 14 24 26 29 30 34

14 Złaz Księżycowy 16 KaTeWu 2010 25 Słowo o  Wigilii Klubowej 28 29 33

Biblioteka nie do końca normalnego człowieka AKT jak Akademicki Klub Taneczny Wspomnienia graniczne Najbliższe imprezy FAQtówka — śpiwory puchowe Kartka ze śpiewnika Poczet Prezesów AKT

- 3 -

AKTówka 01/2011

AKTualności

Najlepsze 50–lecie na świecie!
Drodzy Czytelnicy, w poniższym tekście autorka starała się podsumować obchody pięćdziesięciolecia naszego AKT. Jak sami Czytelnicy zauważą ‒ bezskutecznie. Tym samym autorka odżegnuje się od poniższego tekstu i  przypisuje go Jankowi z  Pietraszonki, którego niejeden Klubowicz mijał w  drodze do naszej Chatki. Janko co prawda tego co poniższe nie powiedział, ale na pewno by to zrobił, gdyby nam tu wlazł na łamy. Czas, Panocku, fugit i  tak to ichniejsemu AKT piskło już pińć dekad. Świsło im to sybcusio (jeszcze przeca Łojce Założyciele nie zaceli nawet swoich zasłużonych czekanów wyłoncnie do drapania pleców uzywać), ale ni niepostzezenie. A  zwłasca nie niepostzezenie dla nosej Wisełki, do której się zgramoliło narozki ze trzy setki luda, coby się ‒ padajo ‒ barscykiem ichnim o  północy stuknuńć. W  łeb by się pierwej stukli, se myśle, bo co tu jest cylebrowoć po pińdziesiynciu lotach absolutnie bezsensownego wysiłku, jak to zresto słusznie pedzioł jeden z  nich, co się w  tym bezsensie cołkiem rozgotowal, i  dlatego pewnikiem wołali go „Klucha”. Nie łon jedyn się zresto rozgotowoł, bo tego bezsensowia zjechało się do nasej Wisły dwa hotele, pumpernikiel. Zaklepali se kino we Wiśle w  piątek, ze se miejscowi nie mogli zodnego filmu łobejzeć, i  klachali bez wiecór, kiery co bezsensownego zdziałoł i  jak daleko to beło. A  no widać daleko, skoro im nowet z  Brukseli Buzek rynce kazał ucałować. Buzek ponoć to tyż jeden z  tego Bezsensowia, jeno jak go wygzmiało do tyj Brukseli, to się tak zacoł chłopok za bacówkami wspinoć, ze się przez psypadek wspioł na scyty władzy. Cłek se myśli, jak się wincyj z  tego klubu bedo wspinoć to strach mysleć, co się w  światowej polityce zrobi. dzom w  nosym kinie psedstowiał niejaki Symek (Sajmon, padajo, pieruny światowe). Jakby im tom prezeskom nie była blondyna, to bym im pewnikiem ciupaskom za ten zmasowany atak na kino pogroził. A  takem ino stoł i  słuchoł i  nowet mi się ich kapke żol zrobiło, jak jeden pokazywoł, jak to im par do żeniacki w  tem klubie ubywa. Ale to se chyba oni sami do syrca wzieli, bo się zaroz po kinie po tych swoich dwóch hotelach rozpieschli. Robili se potym zajecia w  podgrupach, co to kozda śpiewała coś o  gorach, boćkach i  pirsiach dziewcęcych. Zobaczymy, Panocku, jak daleko z  takim śpiwoniem z  demografiom zajadom. Myślałek, że się po takim wiecerniku rano już nie zwlokom, a  tu się nie dość ze zwlekli, to jesce ich pognało na Pietrasonke, co w  tym Bezsensowiu robi im za stolice. Wrócili potem, Panocku, coby pobalowac do rana, tak ze niektózy to se ino pserwe na śniadonie w  tym balu zrobili. Harcom psewodził Wiewiór i  Klucha, więc im beło cołkiem fajno, ale, ktoś padoł, nie łobyło się bez zgzytow.

Najgorse zgzyty to, podług mnie, dochodziły z  pokoju, w  którym przy gitarze majstrowała młodzież, ale to psy takim tłumie Bezsensowia usło. Juzzek se zacoł myśleć, ze pieruny nigdy nie pojado, ale wyjechali. Jak zech patsył po samochodach, to widziałek, ze w  ctery strony się Ale se, Panocku, siedli z  tego Bezsensowia w  tym porozjeżdżali, nawet za granice. Tak się, popatrz, kinie i  prawili długo, o  tem, jak to dawniej w  tym Panocku, ichni bezsens po tym świecie pleni. klubie panowala roz radość i  pokój, a  roz prezes z  Sosnowca. I  tak co troche. Łobecnie, padajo, saBasia Pięta a  niełobecny mi siebie w  tym bezsensowiu psesli, bo łobrali se Janek z  Pietrasonki na prezesa jakom babe z  Sosnowca, co jom wiAKTówka 01/2011 - 4 -

Najlepsze 50–lecie na świecie! No ale co by nie powiedzieć, łorganizatozy tego Bezsensowia staneli na caluśkiej wysokości zadonia... …ze śpilki byś nie wcisnął

… po to, coby resta Bezensowia mogła se stować na głowie...

Jak już zech pedzioł, pozajmowali caluśkie nase kino we Wiśle...

Rozplenilo się to to po cołkiej Pietrasonce bez dziyń a  rozharcowało... A  we wieczór harcowało we Wisełce...

- 5 -

AKTówka 01/2011

AKTualności Tacy Klucha i  Wiewiór to się nawet ich staroli po dobroci przyciszyć... Po tym syćkim jesce se musieli pograć…

…i  łoklaskoś Prezeske, co jom syścy podziwiajo za tako łorganizacje. ...ale im się ino rozbestwilo to syćko...

Bo Tyn Klucha se świntowoł nie byle co, bo czterdziyści lot seśdziesińcioletniego Kluchy w  pińdziesięcioletnim Klubie!

…Aż wreszcie wyjecholi z  nasej Wisełki, chocioż się nie ma co ciesyś, bo tak się to Bezsensowie pleni, ze za pińć lat pewnikiem wróco jesce wienksom potengom.

Fot.: Ania Bania, Grzegorz Król, Piotr Drabik, Paweł Gruca, Darek Łata, Józek Tomanek ‒ a  kiere kogo dokładnij to Janek stwirdziuł, że nimo synsu pisać, bo siła tego, a  syćki jednakowo pikne.

AKTówka 01/2011

- 6 -

Najlepsze 50–lecie na świecie!
Prze z zupe łny przypade k, J e s te z  po wo du złamania rę ki żo s zó s tkę , ści ‒ ny ła nie na ę y J e s te ko legi byłem na bo mb owej imprezie. M imo że nie ab awa b ć dzie s iątk Z S UP organizowała jej AL-Kaid a  na p ię E R ś my a. Kochani! Było super! Jestem z  pokolenia tych , Warto było przedrzeć się przez śniegi „pierwszych” co to „kupowali” chatkę na t! by zob aczyć sieb ie za parę(dzies iąt) Pietraszonce. Takiej organizacji i  takiej 6 la tkim! i2 s lat, by zob aczyć, jak ujawnia się atmosfery jeszcze nie było na naszych ło m ws z y y nas tęp ca DZIDY (Darek) i  kilka innych Ub uj ę zjazdach. uro czych rze czy… ię k GRATULACJE! DZIEKI! Dz

Dziękuję wam Koc hani za czas, któ ry z  Watrą to najle ps za Bycie w  Watrze i  chc ieliście dla nas poś wię cić i  tę karta w  naszym życiu! ! ! i  najpieknie jsza wsp aniałą imp rezę dla nas wszystkic h tak dzięki za zo rganizo wanie to, Se rdec zne przygo tować. Koc hamy Was za to i  za we go ! . lego sp otkania jub ile us zo ws pania że jesteśc ie jak własne dzieci życzymy tkim młodym Watro wiczom Wszys Ale miło b yło zyjaźni na całe spo ws panialyc h po dróży i  pr Watro wic zó w tkać mło dyc h i  s taryc h i  o b e jrze ć na życie . s C H ATKĘ . D z ię ki za ws p an zą ko c haną „W  gó rach je st wsz iałą o rganiza ys tko co ko cham c ję O d „ Fe rajny” i ś m y! I  wszys tkie wie rs ze i e wa l są w  bukach” śp Zało życ ie li A my i  To świę ta prawda, KT B yl i ś ale gó ry AKT Watra = radość życia po trze bują go rących wa ł se rc i  zo b ac zyli ka i  wie lkie go po czuc ia , wyś p ie wali s ię ac h p o humoru. Taki C Wyb awiliś my ro zwij a s ię i  ro ś nie .. . S tr a łe dar je st moim udzi ałem za sp rawą ż yc Już żyje , ie z his to rii. Klub b ę dzie za ko le jne 5 0 lat. .. AKT Watra. To najle   Wa ps za cząs tka c ie ” . myś le ć , c o jaką ze słał mi lo s. D t rą ! a ko le jne „ -le o zo baczenia! kuje my s ię n s zy
- 7 AKTówka 01/2011

AKTualności

Jubileuszowe przygotowania
Wszystko zaczęło się pewnego grudniowego wieczoru roku 2009 w  Gliwicach. Grupa ludzi zrzeszonych pod nazwą AKT Watra podczas Walnego Zebrania zobligowała trzy szare eminencje do zorganizowania „CZEGOŚ” dla uczczenia jubileuszu 50–lecia istnienia. W  praktyce sprowadzało się to do stracenia tych paru głów, jeśli owo „COŚ” by nie wyszło. Po ustaleniu daty Jubileuszu zaczęliśmy usilnie szukać odpowiedniego miejsca. Wybór padł na Wisłę, głównie ze względu na położoną niedaleko Chatkę AKT w  Istebnej–Pietraszonce. Poszukiwania odpowiedniego ośrodka były długie i  żmudne, a  poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko. Talenty negocjacyjne okazały się niezbędne. Można powiedzieć, że od tej chwili, bazę noclegową w  Wiśle znamy od podszewki. Wiele miejsc wzbudziło naszą szczególną sympatię (jak np. ośrodek o  wdzięcznej nazwie „Watra” ‒ niestety zdecydowanie za mały), w  niektórych zdecydowanie wiało chłodem, a  jeden szczególny witał nas z  szeroko otwartymi ramionami. Doświadczeni  wiedzą nabytą podczas ubiegłych jubileuszy szacowaliśmy przyjazd około 160 osób. Nie uwzględniliśmy jednak determinacji pewnych klubowiczów w  poszukiwaniu i  powiadamianiu starszych AKT–owców. Często poruszano niebo i  ziemię, by zewidencjonować około 1040 członków Klubu. Do ponad połowy z  tych osób zostały dostarczone zaproszenia, a  w  Wilśle zjawiło się dokładnie 256 z  nich. W  obchodach uczestniczyli również sympatycy Klubu ‒ nie powiadomieni oficjalnym zaproszeniem (77 osób). W  sumie w  obchodach udział wzięły 333 osoby. Wracając jednak do spraw organizacyjnych. Okazało się, że pomysły się mnożą i  potęgują, a  kreatywnych ludzi jak nigdy nie brakowało, tak i  teraz w  Klubie nie brakuje. Po wakacjach, kiedy przygotowania nabrały tempa, a  grupa dowodząca musiała zacząć spotykać się regularnie co tydzień, w  kluczową fazę realizacji weszły pomysły o  przygotowaniu wystawy, folderu, koszulek i  innych gadżetów. Ponadto na etapie ostatnich przyAKTówka 01/2011

gotowań był również śpiewnik. Wystawa i  folder miały upamiętniać 50 lat z  Klubowego życia turystycznego. Pomysły przepiękne, aczkolwiek kosztowne. Skarbonka AKT musiała zostać rozbita. Ponadto ruszyły szturmy celem zdobycia zewnętrz nych źródeł dofinansowania, takich jak Urząd Miasta Gliwice czy Rektor Politechniki Śląskiej. Zakończone sukcesem. W  październiku przejrzeliśmy na oczy ‒ w  tym momencie nie było żartów. Lista uczestników powiększała się jak nakręcana spirala. Musieliśmy rezerwować drugi ośrodek. Postanowiliśmy zarezerwować również salę kinową w  Wiśle na oficjalne rozpoczęcie. Listopad przyniósł bardzo istotne szkolenie fachowca od kreatywności. Parodniowa burza mózgów zaowocowała pomysłem powstania prezentacji, którą mieliśmy okazję widzieć podczas piątkowego rozpoczęcia. Minął 30 listopadda i  oficjalna lista uczestników została zamknięta. Sami byliśmy zaskoczeni takim wielkim odzewem. W  czasie ostatnich przygotowań byliśmy dosłownie zasypywani ogromną ilością archiwalnych materiałów ‒ dostawaliśmy wolną rękę w  sprawie ich wykorzystania. Niestety brakowało nam już czasu i  nie udało się nam ich tak zagospodarować, jak być powinny. Nic straconego w  końcu, po oficjalnych obchodach mamy na to czas. W  grupie dowodzącej nadeszły zmiany. W  gorączce ostatnich przygotowań opuściła nas nasza prawa ręka. No cóż, pozostało nam jej wsparcie mailowe z  ciepłej Barcelony. 10 grudnia 2010 nadszedł szybciej, niż się spodziewaliśmy. Przyznam szczerze, że początkowy rozgardiasz nie zapowiadał tak świetnej zabawy
.

Paulina Łyko W  komitecie organizacyjnym kawał dobrej ‒ jak wiemy ‒ roboty zrobili: Ola Chrapek, Paulina Łyko, Krzysztof Mrozowski (przyp. red.)

- 8 -

Nowy Zarząd
Szymon Ponikiewski (Szymkuś) ‒ Prezes 2010 / 2011

Nowy Zarząd

Dorocznym zwyczaj em, zgodnie z  wymogiem statutu Akademickiego Klubu Turystycznego Watra, 1 5 grudnia 2 0 1 0 odbyło się Walne Zebranie Klubowiczów. Jak wiadomo, każdy AKT–owiec szanuj e tradycj ę, tak więc w  pierwszym terminie nie udało się zebrać odpowiedniej liczby osób, która stanowiłaby kworum. Rzeczywiste obrady rozpoczęto godzinę później , kiedy to wyznaczony był drugi termin zebrania.

Kasia Niemotko ‒ Wiceprezes

Mateusz Myga ‒ Sekretarz

Ania Szcześniak ‒ Skarbnik

Tomek Koper ‒ Koordynator ds. Chatki

Jacek Gramatyka (z  lewej) ‒ Koordynator ds. sprzętu

Szymon Drabik – Koordynator ds. kontaktów, promocji i wyjazdów

Do komisji rewizyjnej wybrano: Martę Zawadę, odpowiedzialną za promocję naszego Klubu  wyPaulinę Łyko oraz Szymona Sazanów. brana  została  Agnieszka  Jaworska,  pomocnikiem do spraw sprzętu został Jan Woźniakowski, a  rolę Pewną nowością w tym roku było powołano kilku pomocnika opiekuna Chatki na Pietraszonce oficjalnych pomocników Zarządu. I tak osobą pełnił będzie Mikołaj Labus.
- 9 AKTówka 01/2011

Fot.: Archiwum AKT

AKTualności

Obrady przebiegały spokojnie i  bez zbędnych Po przyjęciu sprawozdań, nadeszła pora na wyboemocji. Na prze wodniczącego obrad wybrano ry nowego Zarządu. Duże emocje wzbudził wynik
Andrzeja Mokrosza, który przeprowadził wszystkich zgromadzonych przez kolejne punkty planu zebrania. Ustępujący Zarząd złożył sprawozdanie ze swojej całorocznej działalności. Podczas prezentacji dotyczącej Chatki na Pietraszonce głos zabrał także Maciej Siudut (koordynator d.s.  chatek studenckich z  ramienia Politechniki), który opowiedział o  planach uczelni dotyczących Chatki w  ciągu najbliższego roku. Omówiono kwestię ujęcia wody, z  którym obecnie są problemy, oraz remontu drewutni. głosowania na prezesa Klubu. Nowo wybrany prezes, Szymon Ponikiewski, wygrał przewagą zaledwie dwóch głosów z  Jasiem Woźniakowskim, który wystartował w  wyborach tylko po to, by zapewnić konkurencję swojemu kontrkandydatowi.

Nowy Zarząd został zobligowany do rozwiązania wielu problemów, w  tym kwestii zaangażowania Klubowiczów w  wyjazdy organizowane przez Klub w  ramach KTW i  zwiększenia liczby aktywnych studentów. Do nowych wyzwań będzie należeć także zmiana siedziby Klubu, Po krótkim sprawozdaniu dotyczącym tegorocz- przeprowadzenie kolejnych remontów w  naszej nego Kursu Turystyki Wszechstronnej, rozpoczęła Chatce oraz ustanowienia nowego, jednolitego się dyskusja na temat zaangażowania Klubowi- cennika noclegów. czów w  wyjazdy w  ramach Kursu. Szymon Ponikiewski zaproponował wprowadzenie zasady, W  ramach podsumowania przewodniczący obrad, zgodnie z  którą każdy Klubowicz miałby obowią- chcąc zacytować część występujących podczas zek zorganizowania jednego wyjazdu kursowego 50-lecia AKT prezesów, życzył nowo wybranemu w  ciągu roku. Osoba ta nie musiałaby być obecna prezesowi, aby osiągniecia jego poprzedników na samym wyjeździe, jeśli tylko znalazłaby sto- były wzorem do działania, do których to życzeń sowną liczbę prowadzących oraz przygotowałaby dołączamy się i  my. trasę i/lub sprzęt. Mimo że pomysł sam w  sobie był dość ciekawy, nie spotkał się z  aprobatą Myga zgromadzonych i  został odrzucony w  głosowaniu.

Przyjęci do Klubu w  2010
Jako że wiemy już doskonale, jakie trzy czynniki od zawsze są w  Klubie najważniejsze, oczywistym jest że nie mogło obyć się bez przyjęcia nowych adeptów watrowej turystyki w  szeregi AKT. Tradycyjnie przy cieple ogniska, z  rozgrzewającym barszczykiem w  ręku i  przy dźwiękach Hymnu, słowa przysięgi wypowiedzieli kolejni prawdziwi turystyczni „zbóje”. Oczywiście przygotowania do przyjęć odbywały się w atmosferze spisku, tak aby nie obyło się bez elementu zaskoczenia. I  tak jako pierwsza w  tym roku, już w  nocy z  31 grudnia 2009 na 1 stycznia 2010 podczas Wyjazdu Sylwestrowego do Klubu została przyjęta Ewa „Tinu” Balon.
AKTówka 01/2011 - 10 -

Przyjęci do Klubu w  201 0 Następnym wyjazdem ze zbójnickim barszczykiem była Wiosna Gorczańska. W  nocy z  1 0 na 1 1 kwietnia zaskoczeni zostali: Agata Ibrom, Michał Gurgul, Mikołaj Labus i  Jacek Rogiewicz. Nastała piękna złota jesień, w czasie której kajaki nie mogły pozostać suche. Podczas Spływu Jesiennego gratulacje ekipy kajakarskiej skupiły się na Magdzie „Foto” Langer, a  było to w  nocy z  30 na 31 października (zdjęcie z  lewej strony u  dołu). Złaz księżycowy bez przysięgi? Nie, tak nie mogło być. W  nocy z  20 na 21 listopada przyjęci zostali: Agnieszka „Aceaga” Jaworska, Mateusz „Myga” Myga, Robert Blachliński i  Krzysiek „Kriss” Kuźnik.

Nowym Klubowiczom jeszcze raz gratulujemy i  życzymy owocującej w  zapierające dech w  piersiach skutki nadpobudliwości w  dziedzinie turystyki. I  jak mawiają niektórzy Klubowicze: zawieźcie blachy daleko w  świat!

...Przy ognisku wiara siedzi, I  gotuje barszczyk swój, A  kto barszczyk ten wypije, To prawdziwy gorczański zbój...
Do następnego! Tekst: Ania Szcześniak i  Sławek Brzoza Fot.: Ania Bania, Ola Chrapek, Jacek Gramatyka, Darek Kurzyk.
- 11 AKTówka 01/2011

Spływ Jesienny

Spływ Jesienny
Zeszłoroczny kajakowy spływ jesienny odbył się na rzece Warcie w  dniach 30–31 października 2010 roku. Rzeką tą płynęliśmy od miejscowości Poraj aż do wioski o  sympatycznej nazwie Garnek. W  sumie przepłynęliśmy około 70  km. Ekipa zajmująca miejsca w  kajakach była doborowa. Od najbardziej doborowych zaczynając, byli to: Dzida, Mirek Pradela, Darek Kandzia, a  także Ania Bania, Zbyszek Bania, Wally, Magda Langer, Ewa pseudo Tinu oraz szanowna nieKasia –  druga kobietaprezes. Większość z  nas dała się przekonać, że na Wartę warto dobrze się wyspać, więc z  Gliwic wyjechaliśmy w  sobotę skoro świt. Ruszyliśmy dość żwawo goniąc Mirka Pradelę, a  mając na ogonie Dzidę, który nas skutecznie poganiał!!! W  takim potrzasku poruszaliśmy się nadzwyczaj sprawnie, szczególnie, że pogoda nam dopisywała, a  rzeka pięknie się wiła, oferując różnego rodzaju przeszkody i  pułapki. Płynąc przez Częstochowę Darek złapał młodą kajakostopowiczkę, która przez pewien czas umilała mu płynięcie. W  ogóle cuda i  dziwy w  tej Częstochowie, gdziekolwiek by się nie obejrzeć, wszędzie młode panny pozujące do zdjęć, czy to pod mostem, czy gdzieś blisko rzeki. Gdy nadeszła pora biwaku okazało się, że Mirek tak zapędził się z  tym wiosłowaniem, że już do niego nie dopłynęliśmy i  musiał niestety spędzić noc samotnie. My natomiast mieliśmy pyszną pulpę z  ogromną ilością przypraw, a  dla umilenia pobytu Dzida grał na gitarze i  śpiewał piosenki, co naprawdę często się nie zdarza. Klub owej nocy wzbogacił się o  jedną członkinię –  Magdę Langer, która jak każe zwyczaj, przywitana została ostrym

barszczem, przysięgą i  opowieściami, kto, jak i  kiedy został do Klubu przyjęty. Po tym wstępie Dzida bardzo się rozkręcił, opowiadając jak to przez ostatnie miesiące poszukiwał klubowiczów z  prezesami na czele na potrzeby 50–lecia AKT. Tak się tym przejął, że śnił świadomie i  w  tych nocnych podróżach poza ciałem odnalazł brakującego prezesa. Czary mary, nie do wiary!!! Noc szybko minęła, a  ranek przywitał nas mrozem i  szronem. Po porannej pulpie ruszyliśmy dalej, spotykając po pewnym czasie Mirka, i  tak w  komplecie, po wielu trudach i  przeszkodach,  w  bólach dopłynęliśmy do Garnka. W  podzięce za dobre wiatry, szerokie wody i  aż jeden grzyb, udaliśmy się na Jasną Górę, gdzie śpiąc na parkingu oczekiwaliśmy na apel. Tekst i  zdjęcia: Ania i  Zbyszek Bania

AKTówka 01/2011

- 12 -

Mięsonalia
Odbyły się w  pierwszy weekend listopada 2010 roku i  w  założeniu miały być typowo męskim wyjazdem, odpowiedzią na kobiece Babonalia. Na czym mialy polegać? Najprościej rzecz ujmując, pożeramy tony zabitych przez rzeźników zwierząt, rzucamy mięchem i  opowiadamy sprośne dowcipy. Niby taka męska codzienność tylko w  bacówce. Jak było w  rzeczywistości?

Mięsonalia

Pierwsze nowożytne Mięsonalia odbywały się w  konwencji złazu, dokładniej kilka niezależnych grup idąc jedynie sobie dokładnie znanymi szlakami spotkało się w  bacówce na Mędralowej. Już po kilkunastu minutach marszu okazało się, że sprośne dowcipy zostaną z  całą stanowczością wyparte przez poważną analizę filozoficznego artykułu na temat wyższości somy nad psyche. Dalszej części rozmów nie mogę opisać, ponieważ ciągnąłem się na tyle daleko grupy, że dźwięki wychodzące z  ust moich towarzyszy nie były na tyle dokładne, by je zrozumieć, bądź w  ogóle nie były słyszalne… Niemniej jednak, ostatnie godziny naszej wyprawy, gdy po pięknym dniu wieczorem dopadł nas deszcz, obfitowały z  całą pewnością w  pytania, czy na pewno idę w  grupie. Genezy tego pytania nie będę opisywał, już dostatecznie się na samych mięsonaliach skompromitowałem. Dodam tylko, że gdyby nie pomoc giganta z  czołówką, który poruszał się w  tempie galopującego konia, długo by trwało moje przejście na przełaj, w  stronę światła, do schroniska Od lewej: Edyta Leszczyńska, Mateusz Myga, Marcin Morcina Markowych Szczawinach. Po dotarciu do sza- nek, Szymon Ponikiewski, Marta Zawada i  Magda Langer.
- 13 AKTówka 01/2011

łasu przywitało nas już rozpalone ognisko, Dziku (Marcin Morcinek ‒ przyp. red) i  dziewczyny. Okazało się, że Mięsonalia przyciągnęły dość liczną grupę kobiet. Do tego stopnia, że brzydka płeć była w  mniejszości. Przyszedł w  końcu czas na najważniejszą część imprezy, a  mianowicie na przyrządzenie przyniesionego do bacówki mięsiwa. Tutaj wybór był dość spory: golonka, karczek, kiełbasy i  inne bardziej wyrafinowane wędliny. Wszystko przyrządzone na równie wykwintny, szałasowy sposób, smakowało niesamowicie i  niepowtarzalnie. Mimo iż impreza została przeprowadzona po raz pierwszy i  w  nieco testowych warunkach, podobała się chyba wszystkim uczestnikom Mięsonaliów. Może poza paroma osobami, które musiały przeze mnie dłużej moknąć na deszczu. Z  początkowych założeń pozostała jedynie chęć pożarcia góry mięsa, a  to było kluczem do sukcesu. Nie można zapominać o  odrobinie napięcia, jakie towarzyszyło wszystkim mięsożernym zastanawiającym się, czy przypadkiem rosnąca z roku na rok grupa klubowych wegetarian, w ramach protestu, nie przykuje się do wejścia do bacówki, burząc cały misterny plan. Myga

Złaz Księżycowy

Złaz Księżycowy
Jak co roku w  czasie listopadowej pełni odbył się Złaz Księżycowy (1 9–21 .1 1 ). Niektórzy wędrowali już od piątku, ale główna impreza tradycyjnie miała miejsce w  sobotę. Pochmurny i  chłodny dzień, a  później mglisty wieczór, nie przeszkodził aż 45 osobom w  mniejszych lub większych grupach dotrzeć do bacówki pod Jasieniem, w  okolicy Lubomierza. Mimo braku gitary nie poddaliśmy się tak łatwo i  śpiewy ucichły dopiero nad ranem. Nie było też kociołka dość dużego, żeby wszyscy mogli zjeść równocześnie, dlatego pulpa była serwowana na raty. Tego wieczoru AKT wzbogaciło się o  kilku nowych członków: Roberta Blachlińskiego, Agnieszkę Jaworską, Mateusza Mygę oraz Krzysztofa Kuźniarka. Życzymy samych wspaniałych podróży i  (cytując Marti) welcome to the jungle.
Fot.: Ola Chrapek

Niedziela przywitała nas zaskakująco ciepło i  słonecznie. Dla tych, którzy nie pamiętają – był to ostatni dzień pięknej pogody tej jesieni. Jak przystało na Beskid Wyspowy, rano z  polany przy bacówce rozciągał się cudowny widok na góry zanurzone we mgle. Powoli wszyscy się rozeszli, a  po złazie zostały nam kurtki przesiąknięte dymem i  radość z  kolejnego spotkania w  górach. Agata

Spływ Mikołajkowy
Ostatnią imprezą pierwszego półwiecza Klubu był Spływ Mikołajowy, który odbył się w  weekend poprzedzający Wielką i  Niesamowitą Galę Uroczystych Obchodów Pięćdziesięciolecia AKT Watra. Spływ Mikołajowy odbył się na Dolnym Śląsku, na rzece Smortawie w  dniach 4 i  5 grudnia 201 0 roku w  składzie Darek Kandzia, Mikołaj Walczyk (Miki) i  Grzegorz Król (CARROL). Jesienna pogoda dopisała ‒ spływ rozpoczęliśmy w  Borucicach, w  temperaturze ‒1 2 ° C. Rzeka prowadziła w  pierwszy dzień przez Bory Stobrawskie ‒ na szczęście jak na odcinek leśny, trasa nie okazała się szczególnie uciążliwa. Pewne obawy budziło
AKTówka 01/2011

jedynie znaczne zalodzenie rzeki ‒ praktycznie na całym odcinku woda była zamarznięta przy brzegu, a  na niektórych przeszkodach lód skuwał całą szerokość Smortawy. Na nocleg wybraliśmy nisko położony nad wodą las, jeszcze przed pierwszymi wioskami. Tu przydał się mróz, bo latem miejsce okazałoby się zbyt podmokłe na biwak. Jednak Duch Wally'ego (Adam Herok ‒ przyp. red.) krążył nad spływem i  jedna z  wieczornych eskapad po drewno skończyła się dla Darka wkroczeniem w  nie do końca zamarznięte bajorko.

- 14 -

Spływ Mikołajkowy śmy również częściowo brzegiem. Nasz spływ zakończyliśmy w  Bystrzycy. W wieloletniej tradycji był to chyba pierwszy Spływ Mikołajowy, na którym rzeka całkowicie zniknęła pod lodem. Warto też przypomnieć, że pierwszy Spływ Mikołajowy odbył się w  zeszłym tysiącleciu ‒ 6 grudnia 1998 roku. Poprzedniego dnia zastanawiałem się, czy kajaki składane typu Tajmień znoszą każde warunki zimowe i  stwierdziłem, że w  celu potwierdzenia lub sfalsyfikowania teorii należy wykonać eksperyment w  warunkach naturalnych. Mirek Pradela, do którego nieśmiało zadzwoniłem, zawiódł mnie niesamowicie, gdyż od razu wyraził chęć udziału w  spływie. Uzgodniliśmy, że popłyniemy nazajutrz Rudką od Rud Raciborskich aż do wieczora. Tuż po świcie złożyliśmy kajak (co nie było proste w  kopnym śniegu) i  popłynęliśmy, klnąc na liczne zapory bobrowe. Zakończyliśmy ‒ a  jakże ‒ ogniskiem i  składaniem kajaka przy czołówkach. Rześki poranek i  fakt, że skwar zelżał do ‒16,5 ° C dawały wyraźne sygnały, że lód na rzece nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Wodoszczelne worki wykonane z  grubszego tworzywa zdawały się być na granicy łamliwości. Jednak i  one po porannej pulpie wykazały więcej zrozumienia dla naszych potrzeb i  dały się spakować. Dużo lepiej spisywały się beczki, na których Darek dokonywał doświadczeń związanych z  przenikalnością cieplną. Skomplikowane elektroniczne czujniki non‒stop monitorowały warunki beczkowe i  pozabeczkowe. Być może uzyskane dane po opracowaniu i  zinterpretowaniu staną się przełomowe dla rozwoju nauk zajmujących się pakowaniem i  transportem sprzętu na popularnych spływach zimowych. Rzeczywiście rzeka w  dalszym biegu była mocniej zmrożona ‒ zdarzały się odcinki, na których szerokość nurtu zwężała się do szerokości kajaka i  mniejszej. Wiosłowanie w  takich miejscach stawało się niemożliwe i  żałowaliśmy, że nie mamy czekanów. Jednak wszystko było w  miarę dobrze do czasu, gdy rzeka całkiem nie zniknęła pod lodem. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko wciągnąć kajaki na lód, odtańczyć z  niebywałą gracją kaczuchy i  zamienić się w  husky. Na odcinkach z  bardziej kruchym lodem kajaki ciągnęliAKTówka 01/2011 - 15 AKTówka 01/2011

Ponieważ wrażenia były nadzwyczaj pozytywne, już od następnego roku impreza została wpisana w  klubowy terminarz jako spływ dwudniowy, zyskując swoich zagorzałych zwolenników. Niewątpliwie osobą najbardziej kojarzoną ze Spływem Mikołajowym jest Darek Kandzia, który poza opisaną powyżej pierwszą edycją był na wszystkich pozostałych. Chętnych do obejrzenia zdjęć z  ostatniego spływu zapraszam na stronę: http://picasaweb.google.com/grzegorz.carrol.krol Tekst i  zdjęcia: CARROL

Nie żałuję

KaTeWu 2010
Pomysł narodził się, kiedy to na karnawałowej zabawie zacna Piratka (Aneta Lamik) przypadkiem spotkała niedorobionego Elfa (Justyna Kiełtyka), przezywanego Avatarem. Te dwie panie stwierdziły, że zrobią coś dla siebie i  postanowiły poprowadzić kurs. W  sumie trzy baby, bo jeszcze jest Zosia ‒ najmniejsza piratka.

Akcja reklamowa zaczęła się na całego. Biorąc pod uwagę błagania naszych chłopaków, odpowiedni plakat miał przyciągnąć kobietki. Efekt był nieco odmienny. Zdecydowaną większość stanowili faceci.

Pierwszy wyjazd ‒ inauguracyjny. Udany wielce, nikt nam nie odpadł przy Gańczorce, nikomu nie udało się zdobyć jaskini. A  mi karabinek zrobił dziurę w  języku. Wniosek jeden ‒ do trzymania karabinka przy takim mrozie służą ręce w  rękawiczkach...
AKTówka 01/2011 - 16 -

KTW 2010 Następny wyjazd owiany był wielką szemraną tajemnicą. Teraz chyba każdy umie zagalopować w  kowbojskim stylu na koniu. Kowboje, konie i  motory, było wszystko! Oprócz gitary!!!

Drugi wyjazd skiturowo‒rakietowy. Beskid Żywiecki. Pierwsze grzanie przy ognisku, pierwsze zguby szlakowe, pierwsza pulpa czosnkowa z  czymś tam jeszcze ponoć, jednym słowem pierwsze bacowanie. Na Pilsku było bardzo przyjemnie! Każdy walczył, aby ustać na nogach na tym wichrze, a  potem ci, co umieli i  przede Pora na Wyjazd Krajoznawczy. Tu nie trzeba w  zawszystkim ci, co nie umieli ‒ zjeżdżali, sturliwali sadzie nic więcej pisać wystarczy jedno słowosię, a  nawet dolatywali na dół. –symbol: Vacia. Reszty nie da się streścić w  kilku słowach, wyjazd pełen wrażeń i  atrakcji. Miejsce akcji: Beskid Wyspowy. Wśród rozrywek nie zabrakło zaciętej gry do upadłego w  piłkarzyki, prawdziwego turnieju siatkarskiego, a  nawet przyjęcia urodzinowego z  szampanem! Oczywiście bezalkoholowym. Walory turystyczne ‒ równie ciekawe i zróżnicowane: wycieczka na Strzebel i  Luboń Wielki, zwiedzanie Skansenu Taboru Kolejowego w  Chabówce, Lanckorony, Kalwarii Zebrzydowskiej...

- 17 -

AKTówka 01/2011

Nie żałuję Chcących poczuć emocje wywołane raftingiem było ponad 30 osób. Wyjazd jednak chyba nikogo nie rozczarował, mimo dość niskiego poziomu wody. Nie przewidzieliśmy powodzi miesiąc później ani tego, że zima w  Tatrach przytrzyma aż tak długo. Przed wejściem do pontonu obowiązkowa „rozgrzewka”, zwana przez większość „schłodzewką”. Poza spływaniem była zabawa przy ognisku, a  później całonocne czuwanie.

Wiosna nam była prawdziwie piękną… zimą. Mielimy fest problem z  bacówką na Obidowcu, która po prostu porosła na tę noc mgłą wielką i  ciup, w okolicach  czwartej nad ranem się poddaliśmy. Postanowiliśmy nocować w  bacówko–wiato–dziurawo–mokro–czymś. Jaka kierowniczka, taki kurs hehe… Potem było z  górki. A  druga bacóweczka była nagrodą ‒ piękny Jasień nikogo nie zawiódł. A  i  blachowania były...

Spływ Majowy, rzeka Łeba. Pierwsze skojarzenia z majem to zazwyczaj słońce i ćwierkające ptaszki. Nam również pogoda na spływ dopisała ‒ deszcze i  chłód. Mercedes kończy swój żywot, ale wszystkim towarzyszy dobra zabawa i  humor. Na rzece wymiękły cztery osoby. „Mamy samych twardzieli na kursie...” Walcz o  życie! ‒ to hasło pozostanie już na zawsze w  pamięci kursantów. Podobnych było wiele, bo przecież nie od dziś wiadomo, że majowe spływy najbardziej integrują.
AKTówka 01/2011 - 18 -

KTW 2 01 0

Jura Krako ws ko –C zę s to cho ws ka, Łuto wie c i  s zko le nie z p ie rws ze j p o mo c y. S p o ra c zę ś ć

Złaz babiogórski ‒ wyj azd przyrodniczy ( zdj ęcie w lewej kolumnie u dołu) .

kurs antó w miała o kazj ę ró wnie ż s p ró b o wać s wo ic h s ił ws p inaj ąc s ię na o ko lic zne s kałki. D iab e ls ko p ikatna p ulp a, p rzy któ re j nawe t Fe le k wymię ka. D rugie go dnia dro gi Doj azd ‒ utrudniony „ Żywiecką z  Bielska do Żyw. ca raczej nie doj edziecie ‒ brak mostu” . Alarm powodziowy wciąż nie został odwołany my j ed, nak ruszamy na Babią. Mimo początkowych trudności, wszyscy zainteresowani dotarli na Złaz.

zamie niaj ą s ię w  rze ki, ale my o c zywiś c ie do takich nie s p o dziane k j e s te ś my p rzyzwyczaj e ni.

Pod koniec maj a przyszła pora pożeglować.

Kursowe zmagania z  wiatrem i  wodą w  tym roku okazały się wyj ątkowo łagodne. Zamiast kąpieli w  wodzie, każdy mógł się zanurzyć w  słońcu.

Wieczorem szanty przy ognisku oraz możliwość obserwacj i dość niecodziennego blasku. . . płomieni z  Huty Katowice. Powstała też piosenka o  kierowniczkach. Niestety ‒ została ZAKAZANA!

- 19 -

AKTówka 01/2011

Nie żałuję Wyjazd rowerowy. Góry Sowie i  Stołowe, zahaczamy też o  Skalne Miasto w  Czechach. Nareszcie słońce i  to od drugiego dnia wyjazdu. Poza tym monotonia: pedałowanie, pedałowanie i  pedałowanie... Jak zwykle łączymy przyjemne z  pożytecznym i  udaje nam się kupę fajnych miejsc zwiedzić podczas tego wyjazdu: Zagórze Śląskie, jezioro Bystrzyckie i  zamek Grodno; Sokolec, Jurgów, Walibórz, Srebrna Góra – fort Don Jon, Karłów – widok na Szczeliniec Wielki, Skalne Miasto w  Czechach... Wypad Tatrzański. Pięć niezależnych ekip wyszło na szlaki i  nie tylko. Było bosko, a  w  nocy burzowo, co też przyprawiło kilku kursantów o  mokre śpiwory (zresztą zgodnie z  tradycją wyjazdów tatrzańskich). Pomimo tego, o  ile wcześniej mogliśmy narzekać na brak słońca, to na tym wyjeździe było go pod dostatkiem. Idealne warunki do zarażenia się bakcylem gór wysokich, równie dobre do łapania tradycyjnej opalenizny z „białymi okularami”.

Skałki dały popalić, a w  jaskini nikogo nie zostawiliśmy. Nuda i  tyle ‒ jak zawsze było gorzej niż zwykle, czyli lepiej być nie mogło. Świetny wypad, zresztą jak zawsze z  TKTJ. Wielkanocna okazała się ciekawą jaskinią, ale większy czad był w  Piaskowej, gdzie nie każdy przecisnął się jak noworodek przez drugi otwór.
AKTówka 01/2011 - 20 -

KTW 2010

Na Jasnej (w  Gliwicach) w  całym rynsztunku nurka kursowego podziwialiśmy wprawdzie tylko dno basenu, ale i  tak było wesoło. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że mięśnie ważą więcej niż tłuszczyk i  prawda wyszła na powierzchnię, haha.

Wymarzona przez kierowniczki Rumunia (zdjęcie poniżej) odbyła się bez udziału żadnej z  pań. A  ponoć piknie było... Chociaż też dopadła nas powódź. Tym razem z  jaskini wyjść tak łatwo i  szybko się nie udało! Nocka w  czeluściach z  jakimiś śmierdzielami ‒ skarpetkami.

- 21 -

AKTówka 01/2011

KTW 2010 Na koniec niespodzianka: tor górski na Wietrznicy. Marzenia się spełniają. Czad na maksa, oczy jak pięć złotych, wszędzie fruwające żaby i  fale pod kajakami. Nikt z  nas nie przypuszczał, że da radę, ale na krechę każdy może. POLECAMY kajakarstwo górskie. Zabawa z  naprawdę dużą dawką adrenaliny.

I  już mamy zakończenie KTW w  Chatce. Te kilka miesięcy minęło jak z  bicza strzelił. Najpierw tradycyjny już bieg na orientację. Później prawie do świtu testy i  przepytywnia komisji egzaminacyjnej. Na koniec upragnione dyplomy KTW 2010 oraz nadanie tytułu Superkursantki i  Superkursanta. Do tego masa wspomnień. Aneta i  Kikutka

Fot.: Magda Langer, Maciek Rabsztyn, Justyna Kiełtyka, Andrzej Spintzyk, Darek Kurzyk, Michał Zborowski, Agnieszka Jaworska, Krystian Kowalski, Szymon Sazanów, Mirek Pietrzak, Marta Norberciak, Dorota Kulawik.
AKTówka 01/2011 - 22 -

Kurs Turystyki Wszechstronnej

Wielkimi krokami zbliża się piętnasta już edycja Kursu Turystyki Wszechstronnej. Jeżeli górskie widoki przemawiają do Ciebie bardziej niz widok ekranu LCD, a  siedzenie przy ognisku przedkładasz nad tkwienie za biurkiem przy notatkach, to jest to coś właśnie dla Ciebie! Nie przegap tej szansy, przyjdź na spotkanie rozpoczynające kurs: 2 marca o  godzinie 18:00 w  auli nr  118 na Wydziale Budownictwa. Więcej informacji o  tym czym jest KTW można znaleźć na naszej stronie internetowej, przede wszystkim w  zakładce „Kurs TW”. Na zachętę radzimy też zajrzeć do naszej galerii zdjęć. Kierowniczką tegorocznego kursu została Marysia Pietrzyk, której z  tej okazji życzymy, aby ta odpowiedzialna rola dostarczyła jej wiele radości i  satysfakcji, a  Klubowiczom przypominamy, że stopień tej radości zależy w  dużej mierze od nas i  naszej pomocy w  organizacji wyjazdów i  wykładów. Watrowicze – do dzieła!
- 23 AKTówka 01/2011

Wigilie w  AKT

Wigilia Chatkowa
Szorowanie podłóg, mycie okien, bieganie za karpiem i  uszkami ‒ można by się pokusić o  stwierdzenie, że tak zaczynają się święta w  statystycznym polskim domu. Jest jednak pewne miejsce, znane wszystkim Klubowiczom, kursantom i  sympatykom, wolne od przedświątecznej bieganiny, zgiełku i  wszędobylskiego „Last Christmas” ‒ Chatka AKT w  Istebnej Pietraszonce. przez chatkowego? Wiem, wiem, trąci to wszystko tanim sentymentalizmem, ale nie da się zaprzeczyć, że chatkowa wigilia posiada pewien urok i  atmosferę nie do podrobienia. Tak było i  w  tym roku. Suto zastawiony stół cieszył oko i  podniebienie domowymi pierogami, barszczem, moczką i  makówkami. Nie zabrakło również wolnego nakrycia dla niespodziewane-

Jest coś takiego w  tych czterech ścianach, co rok w  rok przyciąga tłumy Chatkowiczów do wspólnego spędzenia wigilii w  nieco innych okolicznościach i  z  nieco inną „scenografią” niż zwykle. W  końcu na której domowej choince dumnie wiszą pierniczki i  ozdoby z  masy solnej, ręcznie malowane przez niestrudzone klubowiczki podczas pierwszych klubowych Babonaliów? Albo gdzie indziej można rozgrzać zmarznięte ręce przy kominku, na huśtawce i  popijając herbatkę własnoręcznie zaparzoną
AKTówka 01/2011

go gościa, które jednak szybko doczekało się swojego adresata ‒ prosto z  Barcelony do chatki przybyła niespodzianka, czyli nasza klubowa pani sekretarz ‒ Marysia. Zarówno standardowym życzeniom (zdrowia, szczęścia, pomyślności), jak i  tym geograficznym (podróży do…) nie było końca. Klimat był iście świąteczny ‒ za oknem mróz (taki, że aż śnieg skrzypiał pod vibramem), a  w  środku ogień wesoło trzaskał w  kominku. Aż chciałoby się tę chwilę zatrzymać na dłużej.

- 24 -

Słowo o  Wigilii Klubowej

Wigilie w  AKT

Jest taka świecka tradycja w  Klubie, która każe lepić pierogi w  akademikach, warzyć kapustę z  grzybami, przygotowywać barszczyk, a  następnie nieść to wszystko na Wrocławską 6 w  celu wspólnej konsumpcji. Zawsze znajdzie się ktoś, kto przyniesie ciasto, pierniczki czy makówki. Zawsze także zbierze się grupa gotowa to wszystko najpierw podziwiać, potem pożerać ‒ początkowo tylko wzrokiem ‒ by później przejść do jedzenia, pałaszowania, smakowania, maszkiecenia i  delektowania się.

W  tym roku tradycja została wzbogacona dodatkowo o  obowiązkowe świąteczne stroje, wspólne zdjęcie pamiątkowe i  regularną bitwę na śnieżki, która zakończyła się bez żadnych ofiar w  ludziach (ani w  Klubowiczach). Opłatki zostały przełamane, życzenia wypowiedziane, a  kolędy zagrane (tu i  ówdzie pofałszowane) przy akompaniamencie gitary Mikołaja. Tekst: Ania Szcześniak, Zdjęcia: Magda Langer
AKTówka 01/2011

- 25 -

Biblioteka nie do końca normalnego człowieka

Biała gorączka

Jacek Hugo-Bader Wydawnictwo Czarne Wydanie II, rok 2009, oprawa miękka ISBN: 978-83-7536-1 09-4 Liczba stron: 400 Jacek Hugo-Bader, reporter Gazety Wyborczej, od ponad dwudziestu lat przemierza kraje byłego Związku Radzieckiego; literackie efekty tych podróży ukazują się w  „Dużym Formacie” (kiedyś „Magazynie” GW), w  wielu domach powodując walki o  poniedziałkowe wydanie „Gazety”. Po pierwszej książce Hugo-Badera (wydanym po raz pierwszy w  2002 roku zbiorze reportaży „W  rajskiej dolinie wśród zielska”, który już na zawsze rzucił mnie w  ramiona literatury podróżniczej) nie mogłam doczekać się, aż dane mi będzie wgryźć się w  „Białą gorączkę”. I  nie zawiodłam się. Książka składa się z  dwóch części: pierwsza zawiera relację autora z  zimowej podróży UAZ-em przez Syberię oraz reportaże powstałe w  jej trakcie; w  drugiej natomiast zawarte są teksty niezwiązane z  tym przedsięwzięciem, a  pochodzące z  wielu różnych miejsc w  byłym ZSRR,  m.in. z  Mołdawii. Książkę tę czyta się jednym tchem, wręcz połyka,  a  chwilę później chce się do niej wracać, by jeszcze raz powoli ją smakować. Hugo–Bader opisuje Rosję ‒ i  nie tylko ‒ widzianą oczami włóczęgi, który bacznie obserwuje otaczający go świat i  uważnie słucha napotykanych ludzi. Efektem jest niesamowity obraz rosyjskiej rzeczywistości, której „bez wódki nie rozbieriosz”. Dla AKT–owca lektura obowiązkowa. Zwłaszcza, że samo wspomnienie niektórych fragmentów, na przykład tego o  współwięźniu z  „psychuszki”, który włamał się do browaru, potrafi poprawić humor w  każdej sytuacji. Marta Mikosz
AKTówka 01/2011

W  rajskiej dolinie wśród zielska
Jacek Hugo-Bader Wdawnictwo Czarne Wydanie I, rok 201 0, oprawa twarda ISBN: 978-83-7536-1 1 7-9 Liczba stron: 400 „W  rajskiej dolinie wśród zielska” to kolejny po „Białej gorączce” zbiór reportaży dziennikarza Gazety Wyborczej ‒ Jacka Hugo-Badera. Tytułową rajską doliną jest oczywiście Związek Radziecki, do którego autor ma niesłabnący sentyment, a  zielskiem ‒ anasza, z  rodziny cannabis, dość ciekawie oddziałująca na układ nerwowy człowieka, znana powszechnie jako konopia indyjska (rośnie na polach Kirgizji). Z  niemalże każdego rozdziału książki bije nostalgia za tym, co minione, za republikami, które się odłączyły, za kołchozami, sowchozami i  Leninem. Nastrój ten chyba najlepiej odzwierciedlają słowa samego autora, który stara się przybliżyć czytelnikowi mentalność zwykłego, prostego Rosjanina: „Rosyjska dusza jest jak spaniel, który nawet jak jest mu wesoło, ma mordę rozpaczliwie smutną”. Hugo-Bader nie chce jednak moralizować ani tym bardziej „smucić”. Raczej kusi się o  przedstawienie obrazu społeczeństwa byłego imperium. Jak prawdziwy reporter ukazuje wielkie poprzez małe ‒ po kolei przedstawia korowód różnorodnych postaci: starego Michaiła Timofiejewiczowa ‒ konstruktora kałasznikowa, Tatianę Iwanowną, szukającą swojego syna Andreja (lub jego zwłok) na frontach Czeczenii czy Walerego Burkowa, który stracił obie nogi na wojnie w  Afganistanie. Skąd autor bierze bohaterów swoich reportaży? Nie mam zielonego pojęcia, ale pisze o  nich w  taki sposób, że lektura przeciąga się do późnych godzin nocnych. A  właściwie porannych. Co więcej, robi to w  tak plastyczny sposób, że gdzieś po dziesięciu minutach czytelnik sam czuje kaca po wypiciu mocnej radzieckiej wódki i  zapach tanich papierosów marki Beromorkanal. Ania Szcześniak
- 26 -

Biblioteka nie do końca normalnego człowieka

Syberia. Wyprawa na biegun zimna Jacek Pałkiewicz
Wydawnictwo Zysk i  S-ka Wydanie rok 201 0 ISBN: 978-83-7506-073-7

kopnąć cyklopa między oczy (drugim jest oczywiście Chuck Norris). W  tym odcinku Pałkiewiczowej epopei, niestrudzony szef wszystkich szefów podejmuje się zadania prawdziwie ekstremalnego, a  mianowicie zabiera grupę Włochów na przejażdżkę saniami zaprzężonymi w  renifery do Ojmiakonu — wioski w  Jakucji o  najniższej odnotowanej temperaturze w  miejscu stale zamieszkanym przez ludzi: ‒71 ,2°C.

Naprawdę ciekawe wycieczki historyczne i  liteLiczba stron: 31 2 rackie Pałkiewicza przerywane są przejmującymi opisami napotkanych przez ekspedycję Państwo wybaczą ‒ mój stosunek do litera- śmiertelnych niebezpieczeństw, z  którymi jednatury podróżniczej , w  której głównym boha- kowoż (również napotykani przez ekspedycję) terem j est przerośnięte ego autora, j est odziani w  walonki pasterze reniferów radzą somocno ambiwalentny. Tak j est i  w  opisanym bie wprost świetnie. poniżej przypadku. Reasumuj ąc, niezłe do poczytania w  autobuChoć nigdy nie musiał tego udowadniać, jestem sie, tramwaj u lub pociągu. przekonana, że Jacek Pałkiewicz jest jednym z  dwojga ludzi na naszej planecie, którzy potrafią Marta Mikosz

Karpaty wczoraj i dziś

Zdjęcie na okładce oraz  powyżej: Piotr Drabik. W  1 977 roku wyruszyliśmy na zwiad w  góry Rumunii z  mapą szkolną (! ) „Rumunia, Bułgaria” w  kieszeni. Start w  Petrosani, przez Paring do Drum National (wtedy w  budowie), zejście w  dół, przejazd autostopem a później  koleją do Awrig (w  Fogoraszach) podejście do Cabany Barcaciu i  po pierwszym przymrozku do ‒5°C stopni, zejście do Porumbacu. Całość przygody razem z  powrotem przez Bukareszt ok. 1 0 ‒ 1 2 dni. Rumunia ciągle mi się marzy. Fajnie było!

Zdjęcie na stronach 2–3 i  powyżej: Sławek Brzoza. Wyruszyliśmy na pierwszy w  historii zagraniczny trekking z  KTW 2007 w  góry Ukrainy, z  mapą, będącą pracą magisterską. Wtedy nie wiedzieliśmy, że należy jej używać co najwyżej jako podkładki pod talerz z  zupą. Start w  Kwasach ‒ przez Świdowiec na przełaj do Rachowa (choć po Świdowcu miały być Gorgany), a  później znowu z  Kwasów przez Popa Iwana na Howerlę. 30 lat różnicy, ale na szczęście są jeszcze miejsca, gdzie nie za wiele się zmieniło. Fajnie było!
AKTówka 01/2011

- 27 -

Kaczuchy

KT j akki A d e m ic A ka l u b K ne c z ny Ta
—  Hej, widzieliście na Youtubie filmik tego Matta, który jeździ po świecie i  tańczy jakiś swój dziwny taniec w  różnych fajnych miejscach? —  Noo, rewelacja.  Najlepszy jest ten kawałek w  Afryce, jak słonie go pogoniły. —  Mhm, to było bomba... (chwila ciszy, w  której kiełkuje Myśl Watrowa) —  Słuchajcie, a  może by zrobić coś podobnego? Tak żeby każdy, kto gdzieś jedzie, zrobił własny filmik, a  później to razem poskładamy. —  Hmm…no dobrze, ale mamy tańczyć to co on? —  Nie, przydałoby się coś innego, lepszego.  . —  Coś bardziej polskiego. —    Ale coś, co wszyscy znają... —  … —  K  A  C  Z  U  C  H Y !  !  ! Tak moi drodzy, geneza powstania naszego filmu trąci banałem, ale samo wykonanie kaczuch przez członków Klubu jest całkowicie niebanalne. Chachani, Kanion Colca, Elbrus, Kamczatka… Do niektórych z  tych miejsc nie dotarła nawet nasza ulubiona Martyna W.
p a rd o w s k i Kamczatk a - Wulkan Awaczyńs ki, Fot.: K r zys ztof Po

oferty w  istniejących szkołach tańca, będą się oni musieli na razie dokształcać na własną rękę. Ponadto Klubowicze, którzy planują wyjazd, a  nie czują się na siłach do obowiązkowego odtańczenia jedynie słusznego tańca, mogą zgłaszać się na konsultacje do Szymona Ponikiewskiego (Szymkusia) lub Łukasza Chociaż nie zawsze dopilnowaliśmy, aby z  każde- Ciupy (Ciupika). Obaj panowie mają już na swoim go wyjazdu został przywieziony kaczuchowy film, koncie sukcesy w  propagowaniu tańca SKA wśród to przecież dopiero się rozkręcamy. W  związku sympatyków Watry. z  powyższym, jaśnie nam obecnie panujący Zarząd postanowił, iż od teraz zbrodnią przeciw- Pamiętajmy: na 60-leciu AKT oglądamy pełnomeko turystyce będzie, jeśli jakikolwiek Klubowicz trażową produkcję „Kaczuchy 2020”, do której znajdując się w  jakimś spektakularnym miejscu, prologiem jest obecny filmik, możliwy do znalenie nakręci filmiku z  tymże w  tle. Zarząd zauwa- zienia już teraz na Youtube.com, po wpisaniu frażył również potrzebę doszkolenia Klubowiczów zy „Kaczuchy 2020”. w  zakresie tej ‒ jak się okazało ‒ zbyt skomplikowanej choreografii, ale z  braku odpowiedniej Słaby
AKTówka 01/2011 - 28 -

Wspomnienia graniczne
Graniczne, gdyż z  przejścia granicznego Polsko –Czechosłowackiego (to już też historia). W  drugiej połowie lat siedemdziesiątych ‒ kiedy dokładnie, to trzeba by było sprawdzić w  naszych kronikach ‒ AKT wspólnie z  Kołem Przewodników zorganizował wycieczkę na Orawę. W  dobrych humorach, jak zwykle to na wycieczkach bywa, ze śpiewem przy gitarach, podjechał nasz autobus do przejścia granicznego w  Jablonce. I  oczywiście kontrola dowodów osobistych. Trafiliśmy na wyjątkowo służbowego WOP–istę, który natychmiast zakwestionował tożsamość Ryśka Mazura i  moją. Rysiek miał brodę, a  ja długie włosy i  tego brakowało na naszych zdjęciach w  paszporcie. Jedyna możliwość przekroczenia granicy wiązała się z  ogoleniem i  ścięciem, a  to nie wchodziło w  rachubę. Jak to jakiś WOP–ista ma decydować, jak mamy wyglądać? Postanowiliśmy opuścić autobus i  na własną rękę coś sobie zorganizować. Pojechaliśmy PKS–em do pobliskiego Chochołowa i  tam bez problemów przekroczyliśmy granicę. Znaliśmy trasę i  rozkład czasowy pobytu grupy na Orawie, ale dołączyć do

Wspomnienia graniczne

nich się nie udało. Spędziliśmy więc dzień kręcąc się po przygranicznym słowackim miasteczku i  przy słowackim piwku. Tam sprzedałem też butelkę polskiego spirytusu, by móc sobie na to piwko pozwolić. Wtedy przy „zagranicznych” wyjazdach obowiązywała ograniczona wymiana dewiz, które rejestrowano przez wpis do specjalnej książeczki walutowej… Ponieważ nie mogliśmy się tam doczekać naszego autobusu, pojechaliśmy na przejście w  Jabłonce, bo tam na pewno byśmy go nie przeoczyli. I  trafiliśmy na „naszego” WOP–istę. Pienił się ze wściekłości, bo skoro raz nam zabronił przekroczenia, to nie mieliśmy prawa tego zrobić gdzieś indziej. Zaczęły się utarczki, zażądał dokładnych danych pracodawcy, by pokazać, że narobi nam problemów; my żądaliśmy jego służbowych danych, itd., itd. Przyjechał nasz autobus i  dalszą część wycieczki spędziliśmy już razem. Oczywiście później żadnych kłopotów z  tego powodu nie mieliśmy. Henryk Borusiak

Najbliższe imprezy AKT Bal AKT „Watra” w  Wiśle 4 III Łasunalia Bacówkowe 18 – 20 II Rozpoczęcie KTW (wykład inauguracyjny) 2 III Rozpoczęcie KTW w  Chatce 4 – 6 III Wiosna Gorczańska 1 – 3 IV Wycieczka Krajoznawcza 15 – 17 IV Spływ majowy 29 IV – 6 V Pieluchonalia (Wyjazd rodzinny) 1–3V Majówka w  Chatce 1–3V Regaty na Kłodnicy 11 V Złaz babiogórski 20 – 22 V Obra - spływ 14 – 19 VI Treking wakacyjny KTW 8 – 17 VII Spływy letnie lipiec – sierpień Zagraniczne wyjazdy klubowe lipiec – sierpień
- 29 AKTówka 01/2011

FAQtówka

FAQtówka ‒ śpiwory puchowe
Znasz to uczucie? Budzisz się w  nocy i  jest naprawdę zimno. Zresztą, zimno to mało powiedziane. Lodowaty wiatr i  płatki śniegu, nie napotkawszy żadnych większych przeszkód, pędzą przez bacówkę i  sprawiają, że słyszysz jak dzwonią własne (oraz cudze) zęby. Nietrudno wtedy o  czyny tyleż heroiczne, co absurdalne, jak próba rozniecenia ogniska na trzonku od siekiery, czym wsławił się nasz klubowy kolega. Remedium na zimno może być jednak zdecydowanie skuteczniejsze i  jest nim nic innego, jak dobrze dobrany puchowy śpiwór. Podstawowym problemem, jaki napotykają zdesperowani turyści pragnący wyspać się w  ciepełku, jest zapora w  postaci ceny. W  istocie rzeczy, śpiwór puchowy nie jest tani – jednak na pytanie, czy warto wydać tyle pieniędzy, należy zdecydowanie odpowiedzieć: tak! Zanim jednak radosnym, szybkim kłusem popędzimy do sklepu, warto przez chwilę zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę od naszego śpiworka oczekujemy. go, który ma 850–900 cui. Pozwala to zmniejszyć ilość wypełnienia przy zachowaniu podobnych parametrów termicznych. Puch, acz… Ważną kwestią, od której zależą walory termiczne śpiwora jest konstrukcja komór, w  których znajduje się puch. Najpopularniejszą i  najtańszą konstrukcją są komory typu H ‒ przestrzeń pomiędzy powłokami śpiwora podzielona jest przebiegającymi prostopadle przedziałkami. Dla poprawienia własności termicznych, komory mogą być w  kształcie zachodzących na siebie trójkątów (typ V), „grzybków” (typ T) czy też pochylone pod kątem, tak, że zachodzą na siebie dachówkowato (typ S). W  najcieplejszych śpiworach mamy do czynienia z  dwoma warstwami komór.

Większość dostępnych na rynku śpiworów puchowych to mumie i  jest to właściwie jedyny godny polecenia kształt. Osoby, które lubią spać w  pozycji embrionalnej powinny jednak zwrócić uwagę na to, czy wybrany śpiwór na to pozwala ‒ część Co w  środku? śpiworów, np. Guide Pro firmy Małachowski, j e s t Kluczową kwestią dla śpiwora puchowego jest je- bardzo wąska i   wymusza wyprostowaną pozygo wypełnienie. Do wyboru mamy z  reguły puch cję. Bardzo istotne jest też dopasowanie rozmiaru kaczy i  gęsi, przy czym puch gęsi ma zdecydowa- śpiwora ‒ powinien on odpowiadać wzrostowi nie lepsze właściwości; producenci najczęściej użytkownika, tak żeby nie tracić cennego ciepła używają mieszanek tych dwóch. Informacja doty- na ogrzewanie pustych przestrzeni w  śpiworze. cząca wypełnienia często zawiera także tajemniczą liczbę typu 90/1 0 – określa ona stosunek Jeśli chodzi o  generalną konstrukcję śpiwora, puchu do pierza. Oczywiście, im więcej puchu, newralgicznym punktem jest listwa termiczna, tym cieplej, ale niewielka domieszka pierza po- która ma za zadanie izolację okolic zamka błyskaprawia odporność mechaniczną wypełnienia. wicznego. Warto zwrócić uwagę, czy w  wybranym przez nas śpiworze listwa nie „wcina się” w  zaNajistotniejszym czynnikiem w  wyborze puchu mek i  czy wystarczająco go osłania. jest jednak wartość cui. Pod tym akronimem kryje się jednostka rozprężalności puchu, a  ściślej ‒ Jak wiadomo zdarza się, że Homo sapiens dobiera ilość cali sześciennych, jaką wypełnia jedna jego się w  pary ‒ jeśli nasza druga połówka zamierza uncja. Najogólniej rzecz ujmując ‒ im wyższe cui, wyjeżdżać razem z  nami, warto zwrócić uwagę na tym lepiej. Jedyną barierą są właściwości fizyczne to, żeby nasze śpiwory dało się spiąć (tzn., żeby puchu i, jakże by inaczej, cena. Standardowy zamki były po przeciwnych stronach śpiwora i  bypuch, używany przez większość producentów, ma ły ze sobą kompatybilne). To zawsze bardzo po600‒700 cui, natomiast często można za dodatko- prawia komfort termiczny. Niektóre firmy oferują wą opłatą zażyczyć sobie tzw. puchu diamentowe- nawet śpiwory „lewe” i  „prawe”
AKTówka 01/2011 - 30 -

Śpiwory puchowe No to jaki ten śpiwór? W  praktyce sprowadza się to do pytania: jak ciepły? Jeśli chodzi o  wybór wagi wypełnienia, umiarkowane zastosowanie znajduje tu zasada „im więcej, tym lepiej”. Oczywiście, można kupić śpiwór wypełniony 1 ,5  kg puchu i  będzie nam w  nim ciepło w  każdych warunkach, lub nawet za ciepło, ale za to będziemy skazani na noszenie ze sobą ponad dwukilowego, sporych rozmiarów pakunku. Wiem, o  czym piszę ‒ sama kiedyś poszłam za głosem serca i  nabyłam śpiwór o  wymienionych powyżej parametrach. Serce sercem ‒ rozsądek nakazuje, by dostosować wagę wypełnienia do warunków, w  jakich zamierzamy używać śpiwora i  temperatur, jakich możemy się spodziewać. Co trochę zaskakujące, na najcięższe warunki powinny przygotować się osoby planujące bacować w  zimie ‒ wbrew pozorom, nawet na tęgim mrozie, w  namiocie jest zdecydowanie cieplej (i  nie wieje! ). Z pomocą w  wyborze „ciepłoty” śpiwora może przyjść nam norma EN 1 3537, która od roku 2005 zobowiązuje producentów do podawania standaryzowanych temperatur komfortu i  ekstremów dla śpiwora. Zgodnie z  tą normą, informacja o  ciepłocie śpiwora powinna zawierać dwie temperatury komfortu ‒ niższą, w  której „standardowy mężczyzna” (wzrost 1 ,73  m, 73  kg wagi) powinien być w  stanie spać w  pozycji embrionalnej bez budzenia się z  powodu dyskomfortu cieplnego, oraz wyższą, w  której z  kolei „standardowa kobieta” (wzrost 1 ,60  m, 60  kg wagi) wyśpi się w  pozycji wyprostowanej. Temperatury podawane przez producentów należy jednak traktować z  pewną pobłażliwością (czyli wybrać śpiwór o  ok. 5–1 0 stopni niższej temperaturze komfortu niż wymagana), gdyż wrażliwość na zimno jest cechą nadzwyczaj indywidualną. Najpopularniejszą wagą wypełnienia jest ok. 1 000–1 1 00 g, w tabelce podsumowałam ofertę krajowych producentów.

- 31 -

AKTówka 01/2011

FAQtówka Gadżety i  fajerwerki: powłoki membranowe Wielu producentów za skromną dopłatą oferuje membranową powłokę zewnętrzną śpiwora. Niewątpliwie znajdą się zagorzali zwolennicy jak i  przeciwnicy tego rozwiązania. Moim prywatnym zdaniem, śpiwór bez takiej powłoki ma dwie główne zalety w  stosunku do śpiworów w  nią wyposażonych: przede wszystkim, lepiej oddycha i  łatwiej schnie. Fakty są bezlitosne ‒ nawet najlepiej oddychająca membrana oddycha raczej żałośnie w  porównaniu z  typową powłoką nylonową. W  wypadku weekendowych wyjazdów ma to stosunkowo nieduże znaczenie, ale kilkutygodniowe spanie pod namiotem w  tundrze potrafi dać śpiworowi w  kość ‒ a  właściwie w  puch. Drugim istotnym czynnikiem jest waga: membranowa powłoka sprawia, że śpiwór z  reguły waży ok. 300–400  g więcej. zdziałać… pranie. Większość producentów szacuje jednak żywotność puchu na około trzy prania, dlatego nadgorliwość w  utrzymywaniu śpiwora w  czystości jest niewskazana. W  razie potrzeby śpiwór pierzemy w  detergencie do puchu w  pralce (puryści dorzucają do prania piłki tenisowe, acz nawet najstarsi Indianie nie wiedzą po co) i  delikatnie odwirowujemy. Puchacza suszymy w  ciepłym, przewiewnym miejscu, najlepiej na słońcu. Następnie organizujemy sobie wybór ciekawych filmów lub muzyki i  poświęcamy weekend na rozbijanie puchu, który podczas prania ma nieprzyjemny zwyczaj zbijania się w  kule. Efekt murowany.

Ostatnią instancją w  reanimacji puchówki jest regeneracja puchu, którą oferuje większość producentów śpiworów. Wymaga to jednak rozprucia komór i  wydobycia z  nich wypełnienia, co powoduje, że cała operacja jest droższa niż zwykłe praMembrana ma też swoje plusy ‒ śpiwór może nie. i  wilgotnieje od środka, ale nie od zewnątrz, co może nam oddać nieocenione usługi, na przykład Maska z  rekuperatorem podczas noclegów w  jaskini. Sprawia też, że śpiwór jest minimalnie cieplejszy (3–5° różnicy Jest akcesorium z  gatunku T–Fi (Tourist Fiction), w  temperaturze komfortu). Zalety membranowej ale nieodmiennie marzy mi się w  mroźne, bacówpowłoki można jednak uzyskać w  „zwykłym” śpi- kowe noce. Koledzy Inżynierzy, może by tak poworze dokupując płachtę biwakową. Allegro obfi- myśleć nad maską z  wymiennikiem ciepła, którą tuje w  oferty sprzedaży stosunkowo niedrogich zakładałoby się na twarz tak, żeby z  kaptura wypłacht wojskowych (podobno z  Gore–Texu), ma je stawała tylko rurka doprowadzająca powietrze? w swojej ofercie także wiele firm produkujących Tylko czy wtedy bacowania w  ogóle miałyby jeszcze sens? sprzęt turystyczny. Pielęgnacja śpiwora Śpiwór jest najlepszym beznogim przyjacielem człowieka i  choć jest raczej bezobsługowy, warto trochę o  niego zadbać. Po przyjeździe z  wyjazdu najlepiej jest go wysuszyć (i  jeśli został uwędzony ‒ przewietrzyć), ponieważ puch kiepsko znosi wilgoć. Śpiwór puchowy nie powinien być przechowywany w  worku kompresyjnym. Całkiem dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza przy limitowanej ilości miejsca, jest przechowywanie śpiwora w  specjalnym worku do składowania, jaki czasem dołączają producenci. Jeśli jednak miejsca mamy pod dostatkiem, warto śpiwór przechowywać w  postaci rozłożonej, dzięki czemu puch bardzo długo zachowa swoje właściwości. Kiedy jednak puch staje się mało puszysty i  zbity, cuda może Wschód słońca na Zawracie
AKTówka 01/2011 - 32 -

Marta Mikosz

Fot.: Maciek Rabsztyn

Nie sprzedawajcie swych marzeń

Kartka ze śpiewnika

Autorami tekstu i  muzyki są Wiesiek Borkowski i  Mietek Slopek, tworzący niegdyś dosyć znaną w  środowisku studenckim grupę BCF, jednak piosenkę upowszechnił dopiero zespół EKT Gdynia na płycie „Wreszcie płynę” z  niezapomnianym wokalem Janka Wydry. Jest to jedna z  moich ulubionych piosenek i  dlatego my również „staraliśmy się” stworzyć jej własną wizję. Bardzo się cieszę, że także młode pokolenie klubowe polubiło tę piosenkę mówiącą przecież o  tak ważnych uniwersalnych wartościach. Hiszpan (Andrzej Nowiński)

E  A Samotni ze sobą nie możemy znaleźć H7 A  E Miejsca i  czasu na zadumy chwilę A Uciekamy donikąd ‒ pod prąd wyobraźni H7 A  E Zostawiając sny jak bezbronne motyle E  A  E Ludzie ‒ nie sprzedawajcie swych marzeń A  E Nie wiadomo co się jeszcze wydarzy H7 W  waszych snach E  A  E Może taka mała chwila zadumy A  E Sprawi, że te marzenia pofruną H7 Jeszcze raz A  E Jeszcze raz Wstawcie w  okna tęczę, szykujcie witraże Na które wiatr swawolny gwiazd wam nawieje Na pewno przyjdzie wiosna z  uśmiechem na twarzy By jak matka dzieciom rozdawać nadzieję Ludzie …

- 33 -

AKTówka 01/2011

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->