P. 1
Roman Zielinski - Pamietnik Kibica

Roman Zielinski - Pamietnik Kibica

|Views: 1,967|Likes:

More info:

Published by: Justyna Kozłowska on Mar 30, 2011
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

02/04/2013

pdf

text

original

Liga Chuliganów: Roman Zieliński - "Liga Chuliganów" (1997) Spis treści

:
• • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • • Super łosz end gol, czyli sto meczów w jednym Życie Amica Wronki Arka Gdynia Bałtyk Gdynia Chrobry Głogów Cracovia Kraków Działacze Frekwencja GKS Katowice GKS Tychy Górnik Wałbrzych Górnik Zabrze Jagiellonia Białystok Hutnik Kraków Lech Poznań Lechia Dzierżoniów Lechia Gdańsk Legia Warszawa ŁKS Łódź Miedź Legnica Motor Lublin Nobiles Włocławek Odra Opole Olimpia Poznań Petrochemia Płock Pogoń Szczecin Polonia Bydgoszcz Polonia Bytom Polonia Warszawa Raków Częstochowa Ruch Chorzów Sparta Wrocław Stal Mielec Stilon Gorzów Śląsk Wrocław Widzew Łódź

SUPER ŁOSZ END GOL, CZYLI STO MECZÓW W JEDNYM 17.06.2003 Wstęp Rozlega się dźwięk gwizdka. Skacowany sędzia jest zobligowany do dmuchnięcia weń w tym miejscu, o tej właśnie godzinie. Jest to dla niego bodaj najmniej przyjemna faza operacji pod tytułem „ligowa młócka”. Przedtem odbyło małe przyjęcie weselne, którego był postacią główną. Miejscowi działacze uwijali się niczym charty na polowaniu. Teraz należy zejść na dalszy plan. Głównymi aktorami stają się nagle jacyś szmatławi piłkarze. Na niektórych twarzach rysuje się złośliwy uśmieszek, wszakże to właśnie sędzia może

grać pierwsze skrzypce w spektaklu, w którym bierze udział kilka tysięcy osób. To zależy od wysokości premii, jaka za komplet punktów może trafić do kieszeni. Czasem arbiter jest po prostu złośliwy niemal bezinteresownie. „Ta ruda dziwka, którą mi przyprowadzili na noc, miała krzywe nogi, a mówiłem im, że tego nie lubię”. Właściwie ile osób zdaje sobie sprawę z tego, że podczas jednego meczu piłki nożnej odbywa się równolegle szereg „innych”? Gdy piłkarze walczą jak lwy o swoje pieniądze na murawie, po tej samej murawie biegają faceci z gwizdkami. Też po swoje. Dla jednego jest to premia, dla innego łapówka, trzeci ma umowę z kwalifikatorem i będzie nabijał sobie punkty by awansować na międzynarodowego. Na trybunach zasiadają ludzie, którzy oglądają poczynania zawodników przez zupełnie inny pryzmat. Tak naprawdę zwycięstwo drużyny i tylko ono obchodzi jedynie niedzielnych kibiców. Reszta gra o swoje cele. Trener wychodzi ze skóry po nieudanych zagraniach swoich wychowanków, gdyż zbyt długa seria niepowodzeń odbije się na jego osobie. Wyleci z hukiem i trzaskiem. Działacze kombinują jak znaleźć kolejnego jelenia, który nie poskąpi grosza na skórokopów, a będzie to tym łatwiejsze, im wyniki lepsze. A część pieniędzy trafi oczywiście do kieszeni działaczy. Zaciskają więc granatowomarynarkowi kciuki za swoich, by było z czego uszczknąć dla siebie. Menago też patrzy uważnie na boiskowe poczynania swych podopiecznych. Zwłaszcza ich. Ci, których do tego samego klubu ściągnęli inni działacze, zbytnio go nie obchodzą. To swojego” zawodnika menedżerowie później sprzedadzą, więc każde dobre zagranie podopiecznego kwitują ochami i achami, „nie zauważając” dobrych zagrań reszty biegającej w tych samych koszulkach. Personel, czyli kierownicy sekcji, drużyn, sekretarze, sekretarki, masażyści także patrzą na dochody klubu przez pryzmat swoich kieszeni. Dziennikarze w tym czasie kalkulują, ile przypadnie ‚„wierszówki” za opis kolejnego meczu. Fajnie, gdy nasi grają w pierwszej lidze, zawsze więcej miejsca w gazecie wytnie się na sport. Swój mecz rozgrywają także szalikowcy. O pardon, dla nich pojedynek w zasadzie trwa wiecznie. Po gwizdku sędziego następuje jedynie kolejna jego faza. Skończyły się podchody w okolicach dworca, gdzie czatowano na fanów drużyn przyjezdnych. Teraz jest moment, w którym trzeba wyrzucić jak najwięcej papierków w powietrze, jak najdalej na boisko serpentyny. Pokazać swoje pirotechniczne zaplecze i zagłuszyć kiboli przeciwników. Niejeden zakrwawiony rękaw unosi się w tej chwili w górę wraz z obitą pięścią, a z gardła wydobywa się ryk zwycięstwa. Nie ma znaczenia, czy piłkarze jego drużyny rzeczywiście w tym meczu wygrają, to — przynajmniej w tej chwili — schodzi na plan dalszy. Teraz najważniejsze jest, kto się lepiej zaprezentuje na trybunach. Bo wokół nich, gdy fazą spotkania były podchody”, górowali nasi. To nic, że trzeba spierdalać jak zając przez krzaki. Przecież to tylko odwrót taktyczny przed przeważającymi siłami wroga lub policją. Później się jeszcze tylko obrzuci pociąg tamtych kamieniami i do wieczora będzie spokój. Wtedy przez nasze miasto będzie wracać inna ekipa kiboli. Swój mecz ma także policja. Ich szef, psychopata patrzy tylko, jak tu komuś przyłożyć blondynką. Blondynka — bo biała. Czarne lepiej ciągną, zwłaszcza te z rączkami. Najlepiej odwrócić pałki i trzepać po gło wach niesfornych skurwielków łażących po stadionie tymi właśnie rączkami. Trzeba to zrobić dyskretnie, bo cholera, posypało się już parę skarg z tytułu bicia „nieprawomocną” stroną. Szeregowi funkcjonariusze myślą sobie, jak dobrze byłoby jakiemuś gnojkowi zabrać szalik, bo skoro oni je sobie zabierają na zasadzie skalpu, to dlaczego on, policjant, ma być gorszy? Także Sierżant również ma swój mecz. Taką małą wojenkę. W razie czego mój oddział skoczy z tarczami na tych rozwydrzonych czubków. Chłopaki aż się rwą do jakiejś małej pacyfikacji. Trzeba troszkę ich podpuścić i będzie dobrze. Pierdolnie któryś takiego cymbała oplątanego w te swoje barwy i będzie miał co przez tydzień opowiadać. Nie będzie przynajmniej marudził nad uchem, że żarcie „małokaloryczne.” Jeden mecz, a tyle atrakcji. Każdy gra o swoje. Dla kibiców ich mecz jest najważniejszy. To spotkanie odbywa się w LIDZE CHULIGANOW. Czasem klub, który gra w ekstraklasie, w tej lidze się nie mieści i vice versa, zespół z 3 lub 5 ligi ma fanatyków na miarę Ligi Mistrzów. Funkcjonuje tu zupełnie inna tabela. Cześć. Po Pamiętniku Kibica otrzymałem od was mnóstwo listów.

Dzięki za wszystkie, te z wyrazami sympatii, i te nie pozostawiające na mnie suchej nitki. Niestety, notoryczny brak czasu i wrodzone lenistwo w tych nie pozwoliły mi na odpisanie na znakomitą większość z nich. Wszystkich, liczących na odpowiedź, której jednak nie otrzymali — przepraszam, prosząc jednocześnie o odrobinę wyrozumiałości. Dostał mi się jeden wyrok śmierci. Jak widać ów sędzia dał mi jeszcze zawiechę. Po Lidze Chuliganów pewnie dostanę wyrok potrójny, już bez wyrozumiałości dla mojej powłoki cielesnej. Trudno, najwyżej zostanę męczennikiem. Największe wrażenie z recenzji tego „arcydzieła — jak pieszczotliwie nazywam Pamiętnik — wywarła na mnie reakcja koleżki, który nigdy w życiu nie był na meczu, a książkę przeczytał jedynie ze względu na starą znajomość. Najpierw stanął i przez chwilę wpatrywał mi się uważnie w o boisko czy, potem stwierdził, iż nie miał najmniejszego pojęcia o tym, co się na stadionach piłkarskich dzieje. Nie znał, bidulina, ich podskórnego życia. Ludzie o Lidze Chuliganów nie wiedzą, bo w niej nie uczestniczą. Nie mają o niej informacji, bo przecież nikt poważny nie będzie się w ich zdobywanie angażował. Dziennikarz wszystko spłaszcza, gdyż nie zna tematu. Jeśli już coś załapie, to i tak jego głupkowate domysły przesłaniają prawdę. Na razie dotarłem do dwóch publikacji zamieszczonych w tzw. poważnych gazetach, w których rzeczywiście czuć bluesa. Jedna z nich, I to luźna w formie relacja z wyjazdu Legii do Goeteborga, jaką sporządził do 2000 numeru Polityki Marcin Meller. Druga była merytoryezna. Dość sensownie (choć nieprzychylnie) wypowiadał się policjant z Komendy Głównej Policji. Gościem, który potrafi wczuć się w skórę fana, jest naczelny Piłki Nożnej, zauważający, że krzywe zwierciadło, w którym widziani są szalikowcy, z reguły zmienia obraz tylko z jednej strony. Dla wielu ta druga nie jest zauważana. Facet z boku wie tyle, ile dowie się z telewizji. Pamiętnik jest spojrzeniem od wewnątrz. Jednych dziwi, innych szokuje. Dla jeszcze innych stanowi źródło informacji. Siedziałem kiedyś i przysłuchiwałem się rozmowie, na podstawie której koleżka ze Słowa Polskiego, Bartek Czekański miał zrobić wywiad do gazety. Cezary Fuchs, niezły kierowca rajdowy, stwierdził, że dla niego kibic to facet opatulony w szalik, pijany jak sztucer i koniecznie trzymający w ręku łańcuch. — Raczej kij bejsbolowy — zakpiłem wtrącając się. — Albo kij — potwierdził rajdowiec z zapałem. Policjant na komendzie bacznie przygląda się zatrzymanemu. Podejrzany jest o coś tam, jednak nic na niego nie mają. Mundurowy musi wypuścić ptaszka. Wzrok uważny, lustrujący nieogoloną twarz zdaje się czegoś szukać w postaci stojącej vis a vis. Nagle wyraz twarzy się zmienia: — Aaaa, to ty chciałeś ruchać tego psa. To ty jesteś Boguś Winiucho! — gość w mundurze promienieje i wyciągając z szuflady egzemplarz mojej książki dodaje — powiedz temu autorowi, że nie każdy policjant jest idiotą. — Zapewne miał na myśli siebie. Inteligencik, bo umie czytać — śmiał się jeden z koleżków słuchając relacji Bogusia. Jeśli szukasz czegoś podobnego do tego, co wyczytałeś w Pamiętniku, to skończ na pierwszym rozdziale. Najdłuższym i najluźniejszym — ŻYCIE. Bo w życiu trzeba dużo luzu. Żeby na starość nie dojść do wniosku, że gdyby się jeszcze raz miało okazję urodzić, to ho ho, bo aktualna egzystencja była diabła warta. Liga Chuliganów jest znacznie bardziej wyprana z emocji od Pamiętnika. Choćby dlatego, że częściej sucho opisuje fakty, mniej jest indywidualnych relacji, które siłą rzeczy stanowią jeden kłębek nerwów, fascynacji, strachu, wiary, emocji, nadziei lub przemyśleń na temat uczuć, jakie przez mózg człowieka przechodzą w czasie zagrożenia. W zamyśle książka ta miała być Leksykonem Ligi Chuliganów. Jednak spore różnice w dostępie do informacji np. z Warszawy i Poznania (co się tam dzieje, wiem na bieżąco z najlepszych źródeł) i Chorzowa lub Włocławka (skąd informacje spływają drogą okrężną) nie zezwalają na pełny obiektywizm, jaki w leksykonie byłby konieczny. Na liście

To środowisko jest na swój sposób hermetyczne. ŻYCIE 17. Swój rozdział powinni mieć sędziowie. — To ja jestem ten idiota — podchodzi do mnie cblopak z ŁKS-u. *** W kwietniu 95 w redakcji tygodnika „Piłka Nożna” odbyło się spotkanie zespołu redakcyjnego z kibicami kilku drużyn. że to dzieje się naprawdę. nie muszę życzyć przyjemnej lektury.) Nie ma słowa o Mazowszance Pruszków i Polonii Przemyśl (koszykówka). Po prostu opowiada o zdarzeniach. Nie wiem. ŁKS. W książce wykorzystałem materiały z dwóch najlepszych krajowych zmów traktujących o rodzimych hools — „Szalikowców” wydawanych przez Tomka Drogowskiego z Bydgoszczy (85-204 Bydgoszcz 4.. Tym. Jest tu mimo wszystko trochę wątków autobiograficznych. że na fladze zamiast „moje” powinno być „nasze”. jakie się w kibicowskim życiu zdarzają na co dzień. poczt 35). — A pewnie. co czuje taki opancerzony żuczek. Nie usatysfakcjonowani będą fanatycy kilku zespołów piłkarskich. moim życiem”. Chodziło mu o swoją.06. oraz „Polskiego Kibola” — wydawca Tomasz Gawroński (fan Widzewa). Stylem i klimatem rozdział ten będzie przypominał „Pamiętnik Kibica”.że kilkanaście. który dostał właśnie rozkaz przyprawiający go o gęsią skórkę ze strachu. Dotyczy to przede wszystkim sporej części rozdziału ARKA i niemal całego BAŁTYKU. że sam będzie nad tą flagą stał. sytuacjach. *** — Jutro będę we Wrocławiu — informuje mnie Sitek z Warszawy. co myśli wydający taki rozkaz ani jaki jest schemat dowodzenia w akcjach przeciwko zamieszkom. Wielu zabrakło. A nie o to chodzi. POLICJA. to co mówiłem. Nie utrzymuję kontaktów z mundurkowymi. gdzie można nieźle dostać po zębach. Chyba. Ile metrów ma twoja flaga? — Okazało się. ale widzę po oczach. Łodzianin przyjmuje argumentację. Nie ma także rozdziału pt. niż faktycznie przyjął do siebie. O sędziach jest parę słów w rozdziale DZIAŁACZE. w co jest grane.nieobecnych odnotować trzeba całą ligę hokejową (swego czasu sporo się działo w Nowym Targu. że raczej boi się wdać w dyskusję z bardziej wyszczekanym „redaktorkiem”. a którą opisałem w Pamiętniku” dobierając podobnych słów. Niektóre sytuacje są nawet opisane subiektywnie. Na co dzień fanatyk warszawskiej Legii. Reszta musi uwierzyć. olbrzymią flagę z napisem Łódź moim miastem. Jednak nie mają. Oglądamy sobie wesołą podróż pijanej gawiedzi pijanym . Widelec znalazł się u Niełaca. czy nawet kilkadziesiąt. Tłumaczę.2003 Ten rozdział będzie inny niż wszystkie pozostałe. Nie będzie zachowana chronologia zdarzeń. że jesteś. a być powinien. — Zorganizuj jakieś video. pod czas dwóch meczów Legii w Poznaniu jesienią 94 i rok później czy na Łazienkowskiej po finale PP Legia — GKS Katowice. to obejrzysz sobie kasetę z naszym wyjazdem do Moskwy na Spartaka. trudno więc mi powiedzieć. którzy wiedzą. jakie miały miejsce np. 90-927 Łódź 56 z dopiskiem „przegródka”. skr. Zaproszenia swoimi kanałami” zostały wystosowane praktycznie do każdej liczącej się ekipy. Ubodło go to. którzy nie znajdą „swoich” rozdziałów. Czasem tuż obok nich.

Ciągniemy go na chatę. . a jednocześnie cholerny zagryziak. pojawiał się ponownie we Wrocławiu.pociągiem. w połowie lat osiemdziesiątych zaliczył parę spotkań w barwach tamtejszego Piasta W pewnym momencie. Zaczęła się zadyma. podczas nocnej zmiany usłyszał daleki gwizd pociągu. Legioniści czekali nieopodal. Dopiero po latach usłyszałem jego opowiastkę jak to został przywitany w celi przez starego złodzieja z wysokim wyrokiem — Te.. mając jakieś szesnaście lat. Niedługo przed jednym z me czów z LKS-em na własnym stadionie. Ciekawą personą na Legii jest Rouen. że jeździł na Śląsk — śmieje się Sitek patrząc w ekran — I w dalszym ciągu. tak zrobił. wyskoczył za płot i poszedł na stację. Pochodzi z Nowej Rudy i jeszcze jako zupełny małolat. — Znacie tego gościa? — Sitek pokazuje paluchem na jednego z chłopaków. Jak postanowił. — Był taki nieswój. znajdując jakąś babę w stolicy. — No. tak by nie marznąć na dworcach. wysiadał w Krakowie i rano. gdy jesteśmy w pobliżu stolicy. Na którejś ze stacji wyłania się uśmiechnięta gęba Lejzerka. Pojawił się we Wrocławiu na kolejnym meczu Śląska. Zaczepił się w cukrowni bodaj w Matczycach. Kiedyś jedziemy sobie kolejką w Trójmieście. Zaczął chodzić na mecze Śląska i jeździć na wyjazdy. małolat. to jesteś kozaczyna — stary więzienny wiarus wie. że mu nam powiedzieć. Koleś przez kilka lat jeździł na wyjazdy Śląska. towarzyski. Ekipa z kamerami usadowiła się idealnie. że jest pociągowym obieżyświatem. Po jej odbębnieniu raczej niechętnie wracał do więziennych wspomnień. Tuż nad wysiadającymi fanatykami LKS-u. Podczas przyjazdu kibiców biało-czerwono-białych. Nie wytrzymał. ktoś z telewizji doszedł do wniosku. Lejzerek się wynurza. a po każdy odwiedzinach tego pierwszego w pobliskich delikatesach w zepsutej 1odówce pojawiały się wiktuały. że na dworcu może być wesoło. Przyuważył go Orzeł. światem grypsery. bo ten nie potrafił kraść. Miał też swoją przerwę w życiorysie. Związał się z Wrocławiem. Doskonale znał przesiadki z jednych pociągów do drugich. Bardzo chciał w nowym otoczeniu zachować anonimowość. Lejzerek nie ukrywał. wreszcie po pewnym czasie stwierdził.. Często spał w ten sposób. W kwietniu 95 wyskoczył z pudła. wyszedł z domu i już do niego nie powrócił. Wesoły. Zostawił robotę. Bujał się później przez długi czas gdzieś na trasie Warszawa — Lublin czy Warszawa — Gdańsk. W pociągu też się wyśpi. Woli pojechać do Warszawy. — Ale ja mam sześć miechów. Stanął na nogi jednak te mu się podwinęły. W pewnym momenc rzucił tylko cześć” i tyleśmy go widzieli. którego nie sposób nie lubić. Zrobiliśmy towarzyski nalot na koleżków z Lechii. tyle to ja mogę odpierdolić z hujem w ścianie ziemianki. Nagle Kacpra ogarnia olśnienienie. Ciekawa postać. Wypytał co za jeden. *** Kacper z wrocławskiego Trójkąta jest gościem. ale nie chce. Później postanowił zabrać się do uczciwej pracy. Lejzerkowi zorganizowało się spanie u Pociska. Polskę ma opanowaną w stopniu wystarczającym do zrobienia magisterium z tras na wszystkich możliwych szlakach. że będąc „na dłużej” we Wrocławiu wsiadał do pociągu przemyskiego.. — No pewnie. — Iii. Nie żył jak inni. Lejzerek przynajmniej dokarmiał Pociska.. zmieniał miejsce zamieszkania. Maniak na punkcie gry na automatach. czasem uda się coś zarobić. I tak na placu Grunwaldzkim cały czas się imprezowało. że sześć 1at nie dostaje się za kradzieże kur z kurnika. Już tam nie wrócił. już wyspany. Kiedyś w pracy. Lejzerek — nie ma najmniejszych wątpliwości. ile wyłapałeś? — Szóstaka. Nieraz można go było spotkać w nieoczkiwanych miejscach.

— Co ci się nie spodobało? — Ja tak. — Wiesz. nie czytałem jej jeszcze. przyjęto go obojętnie. Poproszony akurat o użyczenie swego głosu stwierdził coś o stadionowej hołocie i kilka tym podobnych wstawek. gdyż do tej pory stał oparty o kaloryfer. Bractwo jeszcze urzęduje przed salą rozpraw. Jemu i poznaniakom postawiono zarzuty uczestniczenia w zadymie. cholerną zaletę. . Przed następną rozprawą stawiam się w gmachu sądu. Niski to on nie jest faktycznie. Podchodzę. sprawa tra fiła do sądu. Potrafi jak mało kto zmobilizować ludzi z którymi rozmawia. hi. Jeden chce się z tobą spotkać. Błyskawicznie oceniam swoje szanse w solówce. Puzon rozmawiał z Uszolem z Lecha. jakim jest. — Czemu nie byłeś na sprawie? — pyta się mnie Puzon. dziennikarzem i jednym z teoretyków pro wadzenia treningu. Rouena było widać jak na dłoni. nie będzie musiała już drugiego dnia znajomości oglądać mojego opuchniętego pyska. gdy ponownie został trenerem wrocławskiej drużyny. że masz do mnie pretensje. refleksu poznaniaka nie znam. Puzon został zwinięty. Uszol był nim zdeczko rozeźlony.. Po zakończeniu spotkania Puzon ze swoją dziewczyną dość niespiesznie opuszczał trybuny. Wyższy. prostując się. Ma Ów szkoleniowiec jedną. *** Romuald Szukiełowicz jest trenerem takim. Po prezentacji gabarytów wynik ewentualnej potyczki był dla mnie jasny jeszcze przed jej rozpoczęciem. — Ale ten pani mąż awanturny. Następnego dnia jedna z nowych sąsiadek spotyka na klatce scho dowej żonę Rouena. Urywki z zadymy pokazywał Teleexpress.. rzuciło się na niego trzech typków w cywilu wymachując przed nosem policyjnymi szmatami. mówił coś o solówie. Poznaniacy z rodzinami.. — O książkę — odpowiedział. — Słyszałem. Zadecydował o tym jego komentarz do regionalnej telewizji Echo spotkania Śląsk — Widzew w 91 (?) roku.Rouen trafił aż kilku gości. Normalni. przedstawiam się. gdy tamten powiedział kilka fachowych uwag.. hi. Fani są pamiętliwi i po kilku latach. Gdy na stadionie opróżniło się. na którym nie obyło się bez drobnych zadym. Jednak wśród wrocławskich kibiców nie cieszy się zbytnim szacunkiem ani poważaniem. Szukiel” odparł. Jest taki. Wyławiam okiem największego z przyjezdnych. policja wyciągnęła z poznańskiego młyna kilku przyjezdnych. Gali Anonim. Panienka. Mogę liczyć jedynie na szybkość. że chodzi o to. Po meczu Śląsk — Lech inaugurującym sezon wiosenny 1993. — trzymam fason. którą poznałem wczoraj. zasięg rąk moich i jego to dwie zupełnie inne skale. co najmniej o dwadzieścia centymetrów. Na pierwszej rozprawie.. jeszcze na pewno przytrafi się okazja — słysząc te słowa zrobiło mi się lżej na duszy. by noga dobrze kopała. O kurwa — pomyślałem sobie.. a następnie wiadomości sportowe w dzienniku. dzisiaj jestem z matką. poznano go nie tylko w Warszawie. Podczas rozmowy z Maćkiem Głowackim.. trochę duży. Te matem tych dyskusji był także Pamiętnik Kibica. ogólnie. — Działo się coś ciekawego? — Przyjechały pyrusy. która odbyła się prawie rok po wydarzeniach na Oporowskiej. — Chciałeś wyjść na solo. waga ciała adekwatna do wzrostu. na którym wrocławianie przyatakowali łodzian na trybunach. Puzona przyszło dopingować kilku koleżków z Nabojki.

nerwowych przygotowań do „powitania” przyjezdnych. czyli do Polski. Majtki jej wcięło. stoczyli bitwę z ochraniającymi ich policjantami. łapię za ciałko. że laseczka nie ma na sobie bielizny. a tu się okazuje. Łańcuta. szofer i ona. Na zimowym. W wózku pustki. że lepiej do bramy — Jankesem do tej pory wstrząsają dreszcze z makabrycznego zimna. A ona na to. ze podczas meczu Lech — Legia. mrozy trzymają od miesiąca albo i lepiej. kilka występów Biało-Czerwonych wyglądało rzeczywiście inaczej niż dotychczasowe. Przez moment (czyli kilka spotkań kadry narodowej) wydawało się. W „Warsie” pociągu. Jego poprzednik (nie licząc czterech spotkań pod okiem Bogusława Wilka). Na początek niemiła — dla fanów — sytuacja. a za oceanem nie potrafi wysiedzieć dłużej niż kilka miesięcy. W innych warunkach byłaby to mieszanka wybuchowa Dość stwierdzić. Rozmiary zamieszek były porównywalne do zajść z okresu stanu wojennego. — Gdzie mieliście takie branie? — Zainteresował się przebywający akurat we Wrocławiu lechista Grabarz. ŁKS-u Łódź. No to ja do niej. tylko my. Lecha Poznań. że nawet w tak zwaśnionym i uznawanym za nienormalne środowisku. krakowskiej Wisły. Stanisław Świerk. Najlepiej ten fakt ilustruje scenka z drogi powrotnej. że może pójdziemy do jakiegoś hotelu. Dla części wrocławian czerwcowy (95) mecz Polska — Słowacja rozpoczął się osiem godzin przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Gdy drzwi się zatrzasnęły. Dość dziwnie wyglądały dla piłkarskich chuliganów sektory 6 i 7 stadionu zabrzańskiego Górnika. Ja się do niej przyklejam. że napiję się z kibicami Śląska. a później go nie będzie — stwierdzono na trybunach. który swoją ksywkę zawdzięcza stałemu pobytowi w USA.. chcąc wyładować swoją agresję na poznaniakach. W związku z zawartym w lutym 1995 roku w Gdyni paktem o nieagresji wśród kibiców podczas spotkań reprezentacji narodowej. jak i Śląska wiedzieli. Wspólna (sic!) 200-osobowa grupa z fantazją ominęła ten zakaz tak. ale skoro on nas nie lubi. Śląska Wrocław. . nieraz drastyczne rzeczy. Po turnieju czterech chłopaków podchodzi pod prawie pusty autokar. Jankes. Policjanci nie chcą wpuszczać nikogo bez biletu do pociągu jadącego w kierunku Katowic. Szukiełowicz zdecydowanie odmawia. halowym turnieju w Zgorzelcu melduje się kilkanaście osób z Wrocławia i Grubio — fanatyk jedenastki Śląska. Motoru Lublin. prosząc o zabranie w drogę powrotną. więc przyjeżdża do normalności. *** Towarzystwo siedzi sobie w knajpie Szalony Koń” na wrocławskim Rynku. Tym razem nie było zwyczajowych w takich wypadkach. który teraz bierze w Śląsku pieniądze. to jest tylko najemnym pracownikiem. natomiast w rewanżu na Łazienkowskiej wojownicy z Warszawy. istnieje możliwość wzniesienia się ponad podziały. — Dziewucha była testowana przez całą czwórkę — kontynuuje.. a tu wsiada jakaś panienka. na co dzień mieszkaniec. Takich „mieszanek wybuchowych” w tym gronie było zresztą więcej. który odbył się pół roku wcześniej. opowiada historyjkę z wrocławskie go autobusu.— Niech będzie nawet Helenio Herrera.20 na peron Dworca Głównego wjechał pociąg wiozący kibiców Lecha Poznań. Lechii Gdańsk. zarówno kibice Lecha. — Jedziemy sobie o czwartej w nocy w dość doborowym towarzystwie. Razem zasiadali tam fanatycy warszawskiej Legii. Na zewnątrz minus dwadzieścia. Stasiu Świerk. oraz że tego dnia będzie obowiązywał pakt. czterech opatulonych w zielono-biało czerwone szaliki chłopaków zaczyna skandować: — Stasiu świerk. Stasiu świerk. jak kibiców piłkarskich. że część drogi przyjdzie im przebyć razem. że mundurowi nawet nie spostrzegli. był przez kibiców postrzegany zupełnie inaczej. Z reguły na linii Wrocław — Poznań dzieją się różne. w kilkuosobowej grupce po którymś już piwie jeden z poznańskich hools śmiał się do wrocławskich współbiesiadników: — W życiu nie myślałem. gdy kibiców „wywiało” z Wrocławia. O 9. 100-130 osobową grupę fanatyków ze stolicy atakował kilkutysięczny tłum. Wręcz przeciwnie.

Ale wówczas to były trochę inne czasy i na pewno inne układy. w którym było wy. w jakiej na murawie występują piłkarze Legii. który gabarytami jeszcze przewyższa (a raczej poszerza) swojego kompana. gdy u grubasa na stąpił powrót do jako takiej świadomości. Jednak coś za mało uczucia w ten rozdział włożyłeś. wszyscy się trzęsą od braku odpowiednich gradusów Celsjusza. Nie pogardzał natomiast wyrobami tamtejszego polmosu Bosman. Do tej pory na wyjazdach zdarzały się co najwyżej pojedynczy fanatycy.. Wiara wybucha śmiechem. polonusi i przypadkowi turyści. Trudno było tego nie robić. spogląda dosyć długo na zegarek. że ten sprawdzał datownik. Pewnie. Nikt nie wiedział. tamtejszego trunku. Jak tu się nie ochlać na amen? Towarzystwo ululało się na cacy. którego łażącego po mieście przykukał jakiś autobus z fanatykami. Znam je z różnych relacji. Na szczęście okazało . W czasie meczu towarzystwo jeszcze jakoś wyglądało. światowym poziomie. — Seks.trzy. na Oficerskiej. w okolicy stadionu. tych osobistych. Leon się później z Jankesa nabijał. Trochę strachu najadł się Robson. — Bosman go przyprowadził na Legię. W Moskwie warszawiacy chlali ile wlazło.— Na Krzykach. na tymże pojeździe.. Nachlał się jak świnia. Wożony — tak dla jaj — Bosman tymczasem chrypiał coś niezrozumiale i wywracał oczami. Rouen biegał z kartonem. Z Wrocławia wybrało się różnymi sposobami jakieś ćwierć Setki fanów. co można odczytać w niniejszym tomiku. Przed spotkaniem. na którym zameldowało się kibicowskie bractwo z Polski. a Bosman kładzie się nieprzytomny.. a on po prostu stawiał pudełko na odstawioną przez kogoś flaszkę piwa. *** Legioniści przeczytali rozdział tej książki jeszcze przed jej ukazaniem się. Na mecz wchodzili wszyscy. W każdym bądź razie w Rotterdamie towarzystwo miało okazję spotkać się po raz pierwszy pod jedną flagą na obcym terytorium. że napisałeś obiektywnie.krojone dno. choć w swym kształcie przypominający to. Na wódkę już nie miał ochoty. Być może z uwagi na mróz. a co za tym idzie ceny były niższe od cen popitki. — Kiedy to było? Teraz Jankes Z namaszczeniem wyciąga przegub dłoni. Zimno. Niekompletny.Polska w październiku 1992 roku był pierwszym spotkaniem reprezentacji narodowej. Saszki i Wańki raczej lgnęli do obcokrajowców. cztery tygodnie temu. Dzień wcześniej w Moskwie z Lokomotiwem grał monachijski Bayern. Z miejscowymi specjalnych kłopotów nie było. — Jakieś. żeby się nikt nie śmiał z tego. Choć wielu wątków. No. Niemców troszkę postraszono w hotelu. po czym padł. Następnego dnia było gorzej. Najwylewniej z tego cieszył się koleżka Bosmana. może za wyjątkiem spotkań z NRD na początku lat osiemdziesiątych. że jest najgrubszy na Żylecie — naśmiewają się legioniści. przez dziurę i w ten sposób niepostrzeżenie stawał się właścicielem kolejnego browara. czyli wódki była wyraźnie forowana. Więc żłopano oporowo. wystarczyło się jakoś przetoczyć przez bramę. legionisty. może jeszcze w mojej bramie? — Długi aż podskoczył z wrażenia. wolałbym się powywnętrzać. ale w wielu z opisywanych sytuacji nie byłem. Wezwana sanitariuszka już chciała go umieścić wśród szpitalnych niedoozdrowieńców. więc całkiem zgrabna ekipka opanowała dworzec kolejowy. — Kilka historii zapomniałeś. . O ile nie wyższym. Jakoś tak bez entuzjazmu to wszystko — słyszę głos telefonicznego rozmówcy. zabrakło. *** Mecz Holandia . w niekoniecznie sympatyzującym z sobą gronie. — przygląda się czasomierzowi mrużąc oczy — . ale trzeba przyznać. Choćby takiego brzucha Bosmana z Legii. skoro w stolicy Rosji ceny są na normalnym. Ktoś podjechał wózkiem na bagaże i położył zwłoki odziane jedynie w koszulkę. Pociąg się spóźnił. po co mu badziewie. Natomiast produkcja najbardziej popularnego. po czym wsadzał rękę z góry.

Gdy Cracovia (jeden autobus) zaatakowała Wisłę (pięciu). Ponieważ wyłykal po drodze zdeczko piwa i mocniejszych trunków. Wyglądający przy nim jak karzełek Robson wczepił się w fotel rękoma i nogami i tylko mruczeniem i kręceniem głową dawał znaki. Grabarz załapał się do tych drugich. zorientowawszy się W swojej pomyłce. podzielili tłumek na dwie grupy. którzy zaczęli coś podejrzewać. *** Grabarz z Gdańska wyjazdu na Lechię/Olimpię do Olsztyna mile wspominać nie będzie. przeto mecz wydał mu się nad wyraz gorącym wydarzeniem. Jedną odstawiono do pojazdów mechanicznych drugą odprowadzono w kierunku kolei żelaznej. Cracovia. Na stacji. filujcie. że do domu dojechał bez kredytu. Ostatecznie. bez kurtki. postawili się gdańszczanie i wrocławianie. — Nigdzie nie pójdziesz. Przynajmniej na sektorze zajmowanym przez przyjezdnych. obity wracał do Gdańska. Po uspokojeniu awantury i zakończeniu meczu. taki dwumetrowy. salwowała się ucieczką. Nie chcące wysłuchiwać jego racji psy załadowały niesfornego do budy. Bo temperatura powietrza 20 września zbyt wysoka nie była. jak połowa 500-osobowej grupy. Na samych słowach się nie skończyło. — Idę — swój zamiar wprowadził w czyn. Ponieważ jego stan wskazywał na wcześniejsze nadużycie wody ognistej. wspólna ekipa postanowiła sobie wy równać rachunki z pasiakami. że kurtkę z dokumentami zostawił w aucie. gdzie istnieje linia podziału i oddzielili jednych wojowników od drugich. — Skąd jesteś? Na szczęście kanary okazały się na tyle wyrozumiałe. wobec nieugiętej postawy swej ofiary i zaostrzającej się sytuacji w autobusie. złapał Robsona i ciągnie go do wyjścia. na swoje nieszczęście. że nie da się usunąć. musi się gościem zająć. Tam z kolei lekarz doszedł do wniosku. by ten mógł ruszyć z miejsca. jak babcię kocham!!! Rewelacja była taka. że była to wyprawa kibiców gdańskiej Lechii. Holender zrezygnował. Holenderscy policjanci byli zdziwieni takim obrotem sprawy. — Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej. dokumentów i pieniędzy. która nie miała szans wobec przeważających sił przeciwników. Na dworcu był w swojej biało-zielonej koszulce dokładnie obcinany przez dwóch miejscowych. *** Kibice Zagłębia Lubin przez kilka lat nie pokazywali się w Warszawie wcale. Jeden z nich. a Polacy trzaskali sobie z czarnym rudzielcem fotki. więc wśród konwersatorów w niebieskich mundurkach jakoś nie mógł znaleźć posłuchu. więc postanowiono go odwieźć do izby. jednak skoro został przywieziony przez mundurowych. w autokarze rwetes: — Kurwa. Wiosną 95 . Po spotkaniu miejscowi. że autobus się zatrzymał. — Jestem autem. Lechia zwyciężyła co podniosło i tak wysoką temperaturę na widowni. Nie wiadomo czemu.się. zaczął interweniować. Policjanci postanowili kogoś wyprowadzić z autokaru. W roli pasażera. Po „rozmowie” z pałkarzami Grabarz jako pamiątkę miał połamane żebra. choć w tym momencie mieli z nimi wojnę. jak Boga kocham. Na tyle. W drodze powrotnej kilku hools z Wrocławia postanowiło skorzystać z okazji i wrócić do kraju z Lechią. — Rudy Murzyn. tego jeszcze nie widzieliście — drze się któryś z wycieczkowiczów. samochodem. za wiślakami. Gdy Robson wpadł w objęcia kolesiów. — No to ja sobie idę. Jakoś połapali się. Na samym meczu jedna awantura. Kierowca burzył się z uwagi na nad komplet pasażerów. Następnego dnia. Ponieważ paragrafu na niego nie było. którzy mieli już serdecznie dosyć uciążliwej wycieczki z Trójmiasta. że co prawda pacjent zbytnio się na nią nie kwalifikuje. Zajechał.

Ponieważ lubinianie mogli powiedzieć. zabrałem? — Tego nie wiem. jeszcze tu szukasz? — to raczej do kolesia niż do mnie. ot tak. Sam jest przykładem. bo zasuwał trasą cholernie szybko. Romek. Po jednym z meczów Chrobry — Śląsk dzielni mundurowi złapali 10-12 letniego chłopaka i. Przed niektórymi meczami zarządza on swoim podopiecznym suchą zaprawę.. Zamiar ten został rozszyfrowany przez autokarowiczów. Gdy któryś z podkomendnych. Okazało się. Wóz był niezły. -. że z kilku aut. najwyraźniej kogoś szukając.Co tam się działo. więc jest pan odpowiedzialny za swoich ludzi. Każda komisja zdrowia psychicznego (a taka powinna co jakiś czas weryfikować ludzi pracujących za pieniądze podatników na stanowiskach narażających na zmiany osobowości) po spojrzeniu w jego oczy nie powinna mieć wątpliwości. Ostatecznie Zagłębie zostało w tyle. a tu w miejscu. — Chodź — podchodzimy do nyski. skurwiele zabrały mi szalik. której chodzi o to. ja już obstawiałem kilkaset meczów. Palaszewski traktuje mecze jako możliwość wyżycia się. Na szczęście dla legionistów nie trafiło w szybę.. które wyruszyły na patrol. pojawili się przedstawiciele policji. kurwa. — Te. że legnicka policja działa w sposób psychopatyczny. Tamten ogląda mnie jak zjawisko. więc nie chciałem kleić głupa jeżdżąc tam i z powrotem.. — Czego. Używał języka i terminologii chuliganów. Po jakiejś godzinie zrezygnowałem. to Wiesław Pałaszewski w pełni akceptuje działania podopiecznych. Za znanym fanom (z uwagi na swoje zachowanie) szefem prewencji. To najczęściej używany zwrot policji w legnickiem w podobnych okolicznościach. pan jest tu najstarszy stopniem (miał kocina jakieś cztery belki. Do stereotypu policjanta zabrakło małolatowi tornistra i kredek. Na jednym ze spotkań działaczy klubowych Zagłębia Lubin z kibicami. – W każdym bądź razie po pół godzinie pojechałem z powrotem. Dyskusja z palantami.. Pałaszewski poopowiadał. Tak szybko. Czteroosobowa załoga postanowiła wyprzedzić hoolsbusa i zaczaić się na niego w jakimś lesie. że widzieli moje auto. Nigdy z policjantami się nie awanturuję „na krzyk”. że nabroił. Spokojnie. szycha). mając za zadanie schować wóz i wrócić na miejsce ataku już po odjeździe lubinian. Zamiast numeru służbowego „chłopcy Pałaszewskiego” lubią pokazywać obijanym numery ich własnych butów. ławek. dokłada mi parę razy. gdzie wysadziłem chłopaków stoi policja i świeci halogenem po lesie. temu od szalika również. kto jest ich dowódcą kończy się zawsze w jeden . O tym. zdołał go znaleźć tylko „J”. wie. aż do chwili. kurwa.lubinianie zerwali z tą tradycją i przybyli na Łazienkowską autobusem. Człowiek ten ma wzrok psychopaty. żeby coś się działo. — Ja go. nie wiem – opowiadał później „J”. Po prostu ludzie kierowani przez niego są jeszcze jedną grupą. Nie tylko w Legnicy czy Lubinie zdarzają się takie okazy. Przejeżdżałem tamtędy kilkakrotnie. wiedzą fanatycy piłkarscy niemal w całym kraju. Podczas wyprzedzania legioniści zostali trafieni butelką w maskę. spałowali go. ale nic się nie zmieniało. Mówię o co chodzi. W Katowicach mundurowi wypuścili chłopaka z budy. że jest to człowiek. że hools chodzą nie tylko we flejersach. Co może w tej sytuacji zrobić? Chwyta za pałę. W pewnej dyskusji o piłce nożnej ponoć powiedział: — Co ty możesz wiedzieć o piłce. Typek się denerwuje. Załoga pojazdu wysiadła w lasku. nakazując palowanie. warszawiacy zaplanowali akcję partyzancką. drajwer natomiast oddalił się. że chłopaki musieli siedzieć w zaroślach. lecz również w niebieskich mundurach. *** Wiesław Pałaszewski jest odpowiedzialny za prewencję w legnickiej komendzie wojewódzkiej policji. jak to radzi sobie w walkach z niesfornymi szalikowcami. dla jaj przyłoży komuś pałą po głowie. nad którym można popracować. gdy niebieskim się znudziło i dopiero później z meczu u siebie wracali do domów z odległości stu kilometrów od Warszawy.

nie ma szans. gdzie powiedziano im. — No to wyruszamy o szóstej rano z Rynku. — Alek. — No jasne — nie skorzystać z takiej okazji to byłby grzech. Zagłębiacy wkurzyli się. że hools mają to akurat w nosie. Po drodze cały czas kontrola zegarka i przeliczanie kilometrów do zrobienia. kurwa? — stała w takich sytuacjach odzywka. — Po co nóż do walki na solo? — Jak to po co? Nie masz noża. Trzeba go doprowadzić najpierw do jakiegoś stanu. — Masz nóż? — fan pasiaków zadał cokolwiek dziwne pytanie. Co prawda po finale pucharu Polski Legia — GKS Katowice (95). to ktoś od nas ci pożyczy. Fani Zagłębia rozłożyli swoją flagę na pustych ławkach. Na razie ja ląduję na Chełmie. czwartą bramkę zdobytą przez biało-zielonych. Nikt nie płacze. na meczu się nie znajdzie. to możesz przynajmniej oddać. Za kierownicą będzie musiał siąść Maciek. Tyle. Jesteś na równych prawach silniejszego. na szczęście w Śląsku pomyślano i dogadano się z Rakowem. *** — Jedziesz z nami do Gdańska na Lechia — ŁKS? — Maciek wie. Cała kolejka ligowa odbędzie się w listopadową środę. Pod stadion zajeżdżamy w ostatniej niemal chwili. do Warszawy wezwano odpowiedzialnych za zabezpieczanie porządku podczas imprez sportowych z komend wojewódzkich. więc zamiast w środku tygodnia we Wrocławiu mecz zostanie rozegrany podczas weekendu. *** Jacek z Lubina opowiedział historyjkę z meczu Polska — Izrael rozegranego wiosną 95 w Zabrzu. — To może pójdziemy na solo? — Dobra — Jacek był chętny do konfrontacji jeden na jednego. Nie zawsze jest tak. do którego ma interes. To Alek miał robić za drajwera. Następnego dnia marznę czekając na Maćka. Sam. Za co mają jednak dostawać ci. Katowickie psy najbardziej popierdolone jeszcze nie są. pijany jak świnia. W sumie do bójki na scyzoryki nie doszło. że ze mną w Trójmieście nie zginie. Nie zdążymy. Lechiści już nas „rozdysponowali”: jeden będzie spał tu.sposób. Wreszcie zajeżdża. czyli czas na chlanie. Kilku krakusów przemaszerowało się po lubińskich barwach. O 20 spotkamy się w . którzy nawet nie mają chęci pobroić? Gdy dostaniesz w łeb od kibica innej drużyny. Ale to była dopiero śpiewka przyszłości. My jeździmy z nożami. a może się zdarzyć. Zewsząd złażą się znajome pyski. że Łylego. Twarz nie szklanka. że policja musi postępować według prawa. Ale o tym można się przekonać tylko jeżdżąc na wyjazdy. Mam tam mnóstwo kontaktów. Sprawa się komplikuje. drugi tam. Po ostatnim gwizdku wokół nas robi się zamieszanie. — Co jest. dogorywa u mnie na chacie. — Nie wiem. wieńczący ostatnią. gdy dostanie lanie. jak wydaje się oglądając sytuację z ławek trybuny głównej. Coraz mniej czasu do pierwszego gwizdka. W sobotę przyszło sześć. Ale wcześniej jest wieczór. W środę byłoby może ze trzy tysiące widzów. Ale sytuacja z Katowic opisywana ciut wyżej miała miejsce już po tej konferencji. Po jakimś czasie weszła ekipa Cracovii. a my jeszcze nie wyjechaliśmy za rogatki Wrocławia. Oddasz psu — łapiesz się na wyrok. Pijany nie pojedzie. Z całego meczu obejrzeliśmy sobie ze dwie akcje. Od słowa do słowa i zaczęło się ustalanie następstw. a następnie do auta. Kibice Zagłębia Lubin i Cracovii nie darzą się szczególną sympatią. A ja Gdańsk lubię w sposób szczególny. Jeszcze tylko ogłuszający ryk. gdy nabroi. A tym bardziej z ekranu telewizyjnego.

— Romek. część taryfą. W każdej chwili coś się może zdarzyć. nie da rady. to będzie wiedział. drzemy zelówki. brak trzeźwego szofera i. zdążysz — następnego dnia rano Grabarz próbuje przegadać mnie. Lech i my. że wracam nocnym pociągiem. ha. Pogoń. — Zadzwoń i odwołaj. przecież Śląsk gra w sobotę. Przyjechaliśmy do Trójmiasta na turniej kibiców. Mieszanka wybuchowa. A Bezan zwariował. człowieku. Wieczorem wyjazd z powrotem. Wieczorem odbędzie się losowanie grup. Zagłębie Lubin. — Gajor? Co u ciebie. Wieczorem towarzystwo odprowadza mnie na dworzec. Chce im się spać. ha. bo zapowiada się ostre picie.knajpie. Zajeżdżamy oczywiście pierwsi. Z Łbem pakuję się ja. Lechia... Krakowa i Gdańska ustala swoje ekipy na tą ceremonię. — Pierwsza klasa do Wrocławia proszę — Bezan faktycznie zwariował. organizowany przez arkowców. że spotkamy się w czwartek w południe. Kobieta głupieje. że skoro uparlem się jechać. Ostatecznie ustalam. a ja muszę płacić za niego trzydzieści baniek miesięcznie. Głośno) hałas. Będzie Legia. Arka. Oczywiście spóźniliśmy się z Grabarzem i Mikołajem. Urywamy się z towarzystwa. to znów chlanię w jakiejś kolejnej knajpie. że spanie mogą sobie odłożyć na następny dzień. gdzie szukać. — Przed godziną przyjechaliśmy — śmieją się na stadionie. Gdy drzwi do „mamy” otworzyły się. Trzeba . że ten telefon zarabia na siebie. Ale towarzystwo jeszcze w miarę trzeźwe. jak pozostała część ekipy właśnie się wtacza do knajpy. lecz Maciek jak coś powie. Wisła. Na liczniku 160. — Wieczorem jedziemy — upewniam się chłopaków. — Grabarz. W tym czasie Grabarz już pada ze śmiechu. śpisz grzecznie? Bo ja właśnie wiozę Alka i Romka na Długą. zmieniamy knajpę — zarządził Łeb. Ustalamy. Zajeżdżamy na umówione miejsce. Na meczu hokeja Stoczniowiec — Polonia Bytom bractwo z Wrocławia. — Chyba się będę sądził z tym Centertelem — żali się Łeb. to sam musi kupić mi bilet. — Nie da rady. — Alek to pewnie i nie. Ostatecznie zostajemy jedynymi gośćmi w knajpie. ale doszedł do wniosku. W tym momencie pewnie i moja fizjonomia nie odbiega daleko od tej nakreślonej przez Bezana. — Jak to było? Jak coś powie. bo wyraz twarzy Bezana wcale hie wskazuje na to. Ciąga nas po jakichś knajpach i hotelach. ale nie jedziemy do mnie. Obiecują sobie. — A myślisz. Z daleka widać. a on łapie za komórkowca i wystukuje kierunkowy do Wrocławia. ale nie przychodzi mu to łatwo. — Dobra. każdy jak zwykle ma coś do powiedzenia. *** Gdynia. — Temu panu proszę nie sprzedawać biletu. to można na tym polegać. to salon gier. on jest niepełnosprawny umysłowo. Bałtyk. luty 1995. Jedziemy się nachlać. Część jedzie z Wioletem. — Reklamują. Na szczęście jakoś na sobotni mecz dotarli do Wrocławia. to można polegać? Tu jest Gdańsk. Polonia Bytom. w piątek rano jestem poumawiany. Cholernie punktualni są dziś wszyscy. że reszta będzie się nadawała do jazdy?— coś się ten Grabarz dziwnie uśmiecha. nie odpowiada za siebie — Bezan pokazuje mnie kasjerce. — Dobra. — Nie mogę. To kręgle. że żartuje. że po moim odjeździe lądują zaraz w łóżku. — Maciek mówi składnie. ja wymiękam — marudzę. To błąd. wrocławianie z przerażeniem stwierdzili. lecz do mojej mamy — twierdzi Bezan. Alek z Maćkiem już też mają wszystkiego dosyć. gdy chcę kupić przejazdówkę. Ulubioną jego zabawą jest jazda ile fabryka dała A bryczka to nie maluch bynajmniej. Tym razem ułańska fantazja kazała Łbowi powygłupiać się dodatkowo. ha. jakby Milan nas chciał znaleźć. możliwości. — Zostań jeszcze dzionek.

towarzystwo kursuje na trasie w interesach. Następnego dnia pod chatę zajeżdża . kto będzie losował grupy? — niezbyt dobrze trzymający się na nogach Świniak daje tym samym do zrozumienia. to błąkał się po Wrocławiu i Gdańsku do przesady. kolesiowi zerwał śię z domu syn. choćby zdarzały się przy okazji załatwiania interesów. lekko zataczający pcha się do losowania grup. Możesz to sprawdzić? — telefon z Gdańska od starego fana biało-zielonych. mają swoją zgodę. Najbardziej eksponowanym układem jest zgoda Legii z Pogonią. Możesz narobić sztrymu — próbuję wyperswadować nachlanemu koleżce. Ceremonia odbyła się wcześniej. — A wiecie. — Jak on się tutaj znalazł? I to przed nami. że na taki dłuższy zryw mógł wybyć jedynie do Wrocławia. gdynianie takiej możliwości nie mieli. A częste spotkania. Wołają na niego Jasica. Ostatecznie coś tam chwycił i rusza głową. ale to taka niewielka ekipa. bordowogranatowymi flagami. Poznaniacy. Dzięki pierwszoligowemu układowi. Natomiast równie trudno. Wiolet często właśnie we Wrocławiu załatwia swoje interesy. że zawarli jedynie układ. Przecież te interesy rozwinęły się na bazie wspólnych znajomości. że ta impreza nie może się odbyć bez niego. — Dowiedziałeś się czegoś? — ten sam głos w dwa d później. Powodem do wycieczki mogą być Dni Morza lub zwykłe zaproszenie na imprezę. Stadion przy ul. Po zerwaniu zgody z Górnikiem Zabrze. Swiniak już rządzi w środku. że losowanie odbędzie się właśnie w tym miejscu? — spoglądamy na siebie z Niełacem z niedowierzaniem. *** — Musimy zrobić jakąś zgodę. po ko lejnej wizycie Grabarza z Tomkiem we Wrocławiu Długi Jakubowski: — To nie jest przyjaźń. ty nie jedziesz. We Wrocławiu już nikt nie jest w stanie zorientować się. A na dodatek skąd wiedział. Relacjonuję ustalenia prywatnego śledztwa. Znacznie mniej uzewnętrzniane. jesteś wypity.trzeźwych. gdyż jak rozpoczął łaziorkę. Jest kibicem Lechii. Łazienkowskiej na prawie każdym meczu poobwieszany jest olbrzymimi. które między Bogiem a prawdą o graniczyło się do wykonania jednego telefonu i dwóch rozmów z małolatami. 20 Dogrywka. — Jedziemy na turniej do Łodzi — towarzystwo ustała w Rynku. flagi Arki będą (?) pokazywane w relacjach telewizyjnych nie tylko regionalnych ośrodków. W tym przypadku żalił się kiedyś. Czy rzeczywiście jest szansa znalezienia 16 letniego chłopaka w siedemsettysięcznym mieście. w którym mogą za istnieć. jest przyjąć pierwszą część zdania. Robi się późno. Mija rok. więc pomyślałem. Aktualnie mamy jedynie z KSZO Ostrowiec. Do Szczecina wyprawiają się mieszkańcy stolicy nie tylko z okazji meczów Pogoni. czy innych. jutro o 20 zajeżdżamy do Wrocławia. Gdy dopadamy do Heinekena w Gdyni. Mecz nie kończy się w regulaminowym czasie. ilu młodych hools z Gdańska odwiedza swych rówieśników. Podobne wędrówki odbywają się na trasie Szczecin — Warszawa. Alek i Maciek z Wrocławia jeżdżą do Łylego po buty. Dżemika z Krakowa trudno była wysłać do domu. choć twierdzą. są równie silne zgody Sląska z Lechią czy Motorem. gdyż jest remis. Kontakty kibiców w różnych miastach często owocują pielgrzymkami fanów pomiędzy tymi ośrodkami. Ich zamierzenia zrealizowały się dopiero pod koniec stycznia 1996. — Dobra. bo pijany w razie czego do niczego się nie przyda. I odwrotnie. U nas zapanowała moda na jedną zgodę — stwierdzili podczas jakiejś rozmowy poznaniacy spod znaku Lecha je sienią 1994 roku. Zrywamy się z hali Olivii. a to on. Identycznie już od lat dzieje się na trasie Gdańsk — Wrocław. — Świniak. Ostatecznie nie losował. — Słuchaj. że młodzian buja się z wrocławskimi hools po osiedlu — sypialni Nowym Dworze. skoro zaalarmo wana policja nic nie wie na jego temat? Po kilku rozmowach wiem. Te znajomości kiboli starej daty przejmują małolaci. Darka miało nie być. natomiast dla gdynian Poznań stał się miejscem. gdy podczas turnieju w hali Areny zjawili się kibice gdyńskiej Arki. Trudno nie zgodzić się z drugą częścią tego zdania. Autobus się spóźnił.

szukanego przez policję kilka tygodni — śmieje się gospodarz. Czeskiego i Łysego. przy pomocy przewodnika namierzamy dość liczną grupę kilkunastolatków. łatwiej będzie nawiązać kontakt z rozmówcami. Jedna z nich wylądowała na głowie. do wszystkiego co się rusza. Był nim jeden z organizatorów turnieju. Stworzyło to odpowiedni „podklad” pod mające się rozpocząć następnego dnia rozgrywki kibiców.beemwica z czterema pasażerami. Młodzi kibole znają mój pysk. którego chwytam twierdzi. że rozgonią imprezę. że bractwo poszło wypić tanie wina między bloki. W przeddzień turnieju kibiców w Łodzi odbył się turniej piłkarzy. który w ciągu kwadransa odnalazł chłopaka. doszli do wniosku. w której za broń służyły puste butelki po piwie. udało się zapanować nad sytuacją i emocjami. który też przyjechał. Teoretycznie — mieszanka wybuchowa. Najgroźniejsze zdarzenie miało miejsce tuż po zakończeniu rozgrywek grupowych. Taki piłkarski boks. W potyczce na pięści lepsi okazali się dwukrotnie liczniejsi widzewiacy. Dlatego początkowo są nieufni. *** 4 lutego 1996 roku w Łodzi odbył się halowy turniej kibiców. Śląska. Pogoni Szczecin i Śląska Wrocław. który nad swoją. Lepiej. który także był wtedy we Wrocławiu. Wcześniej wspomniana piątka została zaatakowana w pobliskim parku przez dwudziestu kibiców Widzewa. gdy większość ekip przebywała w oddalonej o kilometr restauracji. Lechii Gdańsk. Ojciec na szczęście nie robi awantury. W tych wałkach prym wodzili wrocławianie. gdy pytam o Jasicę. Skończyło się na . widzewiak He Man. którzy nad wyraz chętnie korzystali z propozycji stoczenia pojedynków przed halą Anilany lub w jej halu. Śląska i Lechii wparowało trzech kibiców ŁKS-u. kibice Widzewa. walki u Rewelacyjne wrażenie zrobił jeden z młodych wrocławian. Ci ostatni uznali to za policzek. Petrochemii Płock. w której znajdowało się około dwustu fanów Widzewa. byśmy byli we dwóch. Choć krew kapała z kilku nosów i rozbitej głowy. Jedziemy na boisko na Nowym Dworze. Chrobrego Głogów. Na stadionie Orła stanęły naprzeciw siebie drużyny obu łódzkich klubów. po krótkiej wymianie ciosów przy pomocy zdecydowanej postawy większości obecnych. — Chciał się przyjrzeć facetowi. Do mnie. Wtedy młodzian będzie mieć pretensję do całego świata. jeśli się przypomni pozaboiskowe wydarzenia ze spotkań Widzewa z Legią. Gdańszczanie też tam są. Do sali. gdy poznał starszego ziomka z Gdańska. Jeśli się odnajdzie. Jeśli chłopaka me uda się odnaleźć. Błyskawicznie. że największe animozje występują wśród lokalnych rywali. Po chwili rozmowy zgadza się jechać do domu. jednak znalazł się chętny do wałki z tak wyekwipowanym napastnikiem. Organizatorzy. wówczas widzieliśmy się może z dziesięć minut. Oraz watahy miejscowych hools. czyli rozgrywek grupowych. Legii Warszawa. więc na turniej nie zaprosili rywali zza miedzy. czyli pojedynki jeden na jeden bez używania nóg i łapania za włosy. Do walki na ostre narzędzia nie doszło. Najbardziej obawiam się reakcji ojca. W razie czego ubrałem się w koszulkę Śląska. to źle. Co prawda tasak robił niesamowite wrażenie. Ostatecznie. Ostatecznie zaproszono ekipy Broni Radom. umieszczoną na wysokości dwóch metrów głową. tak wymachiwał łańcuchem. Idę z Grabarzem. jeśli dochodziło do scysji. to z kolei może dostać szału. Ełkaesiacy dozbroiwszy się w tasak i puste butelki po piwie postanowili odbić sobie bokserskie nie powodzenia. więc odgrażali się. Nawet nie pamiętałem jego twarzy. Bez rodziny czy kogoś kojarzącego się młodzianowi z familią. czy Sląska z Pogonią. Już drugi. rozgorzała bijatyka kibiców obu łódzkich drużyn. gorzej. przygotowującą się do rozpoczęcia libacji. — To ja — odpowiada szczupły chłopak. że w promieniu kilku metrów od razu się u spokoiło. Idziemy w kierunku auta. z Grabarzem. Jednak podczas pierwszej części turnieju. były to uznawane za normalne przez kibicowską społeczność wyjścia na solo. którzy byli wspomagani byli przez dwóch skinów z Wrocławia. Kilka miesięcy później w Gdańsku u Grabarza zjawia się koleżka. natomiast na parkiecie. Tam okoliczni młodzi chuligani pijają wieczorami alkohol. łysych. sympatyków ŁKS-u. Zwłaszcza.

Prawie nikt. jednak wiedziałem. Po nagraniu służbowej rozmowy z Wachem podszedłem do Marka Wielgusa. Rozumiejący. gdy już wiceprezes PZPN i jednocześnie poseł na Konwiktorską już zaglądać nie będzie. Z dyrektorem rozmawiałem na tydzień przed planowaną imprezą. Dotychczas wydawało mi się. Tego dnia dyrektor Jerzy Fedorowicz postanowił zaprosić do jego gmachu nienawidzących się kibiców dwóch krakowskich klubów: Wisły i Cracovii. Po tej zadymie oraz solówce Rufia (Śląsk) z widzewiakiem. Choć śmiałem się ze stwierdzeń posła. że Wielgus zginął w katastrofie lotniczej gdzieś nad Dominikaną. włos zaczął mi się jeżyć na głowie. Rozmowa z radcą prawnym PZPN Andrzejem Wachem dała sporo do myślenia. łatwo było dojść do wniosku. Pieniądze Ryszarda Górki. że w meczu Śląsk — Lechia. którzy na trybunach pojawiali się zanim jeszcze Wielgus był ze stołecznym klubem. Natomiast na parkiecie warte było odnotowania za chowanie jednego z najlepszych zawodników Chrobrego Głogów. Dzwoni telefon. że jest to gość zaangażowany w sport. Jednak strzelec przyznał się do zagrania dla Maradona. Kępski strzelił gola na 3:1. — Za książkę dziękuję — śmiał się sponsor Polonii. Nie dawno ci sami ludzie spotkali się po raz kolejny. że chodzi o pieniądze. Ponieważ mam w sobie potrzebę. Andrzeja Lewandowskiego: — Słyszałeś? Przed chwilą Telexspress podawał. by było łagodnie i przyjemnie. Młodzież musi sama mówić o swoich sprawach i problemach. — Ale ta dedykacja. — Co on tam robił? — pytanie było dość cyniczne. problemy ludzi z trybun stadionów. lecz rzeczywiście czujący go. W me czu o trzecie miejsce z Lechią Gdańsk. że kluby będą musiały pod naciskiem PZPN wyeliminować z trybun wrogie okrzyki. Nie z przypadku. mimo propozycji gry na 0:0. że szalikowcy często mają pretensje do swoich piłkarzy za wchodzenie w różnego rodzaju układy.jego” Polonię Warszawa chodzą ludzie.. *** Dzień 19 lutego 1996 mógł się stać ostatnim istnienia Teatru Ludowego w Nowej Hucie. postanowiono walczyć na poważnie. w którym na parkiecie grali przeciw sobie sami dobrzy znajomi. Gdy zacząłem rozmawiać z kibicami o możliwości zorganizowania takiej dyskusji. i że ci sami ludzie będą chodzić na Polonię. które wsiąkły w wielkopolski futbol. a świadczy o tym chociażby fakt. Dla mnie wiodącym tematem była sprawa fuzji Lechii Gdańsk z Olimpią Poznań. a w szczególności arbiter nie zauważył. Na boisku walczono fair. *** Jesienią 95 roku zawitała do Wrocławia delegacja PZPN. więc pomyślałem o możliwości znalezienia forum dla kibiców. Zadecydował argument. przy stanie 2:1 dla głogowian. choć wynik remisowy pozwalałby na zwiększenie szans obu zespołów na wyjście z grupy. w której zawarłem myśl. W związku z widoczną różnicą w podejściu Związku do prób po łączenia się Tych z Sokołem oraz Lechii z Olimpią. że na „. Widzów na trybunach (sami fanatycy piłkarscy) było około tysiąca. — Co stało się inspiracją do zorganizowania takiego spotkania? — Cztery lata temu odbyło się podobne. W słuchawce daje się słyszeć głos koleżki z redakcji. „Nie bądźmy tacy sami”. Po sierpniowym spotkaniu w gmachu Sejmu wysłałem mu Pamiętnik Kibica z dedykacją. że się znam na tym. Jednak w duchu pomyślałem sobie o tym. Na kilka dni przed ukończeniem Ligi Chuliganów siedzę w redakcji i wstukuję kolejne strony książki. punków i skinheadów. co dzieje się na trybunach.. po którym łodzianin „odjechal do boksu”.kilkudziesięciominutowej wymianie ostrych zdań i opinii na temat przyczyn konfliktu pomiędzy łodzianami. choć na swój sposób. wszakże byłem . że gol został zdobyty ręką. jak popieprzony jest ślepy los. pozaboiskowych wydarzeń na hali Anilany już nie zanotowano.

. że zadymy nie będzie. — Dogadywali się Kozacy z Tatarami. by je odzyskać. uczestniczą w niej nie tylko ludzie z patologicznymi skrzywieniami. — Wie pan. Będą certyfikaty. była fantastyczna atmosfera. wokół budynku odbywało się polowanie. — Kibice to nie są ludzie wymóżdżeni. Odkryto jedną. Kibice Cracovii mają dać odpowiedź na dniach. Niemal natychmiast ze sceny zniknęły emblematy Cracovii. ale dlaczego. — Tu są zaangażowane olbrzymie pieniądze. Sporo osób pojawiło się w szalikach wrocławskiego Śląska. które obie strony podpiszą lub nie. 19 lutego. Ma pan na pewno swoje. ale także inżynierowie. Jerzy Fedorowicz uwijał się jak mógł. Poniedziałek. Ze strony wiślaków mam już zapewnienie. niektórzy występują w naciągniętych na twarze kominiarkach.działaczem Wisły. od ukrytych pod kominiarkami usłyszał. na który przyszło sie demnaście tysięcy ludzi.Białej Gwiazdy”. godzina 16. a policja policją. ze przyjdzie kilka tysięcy ludzi. Jednak przyznaję. — Boicie się pokazać twarze w kamerach? — spytała najodważniejsza dziewczyna z obsługi. ale tylko w przypadku. za moment pojawiła się zorganizowana. Na widowni dała się odczuć atmosfera nienawiści. że kibice Cracovii nie pojawią się. w Krakowie nie chcę specjalnego rozgłosu. da takie zapewnienie. a ja mam miejsce na 200 osób Pan jest z Wrocławia. którą fanatycy chcieliby utrzymać. to do bijatyk nie dojdzie. Pragnął uzyskać deklarację o możliwości za przestania ulicznych i stadionowych walk. ze zaczyna się pan orientować w podskórnym życiu fanatyków sportowych. polujących na nich kibiców Cracovii. Za 60 minut ma się rozpocząć spotkanie przed kamerami fanatyków dwóch krakowskich klubów Wisły i Cracovii. . że połowa aktorów nie przyjdzie. to mi się robi słabo. Stwierdzili. masa poustawianego telewizyjnego sprzętu. a tu istnieje prawdopodobieństwo. która momentalnie opanowała widownię. Zwracano uwagę na grupki młodych ludzi.. — Z pańskich słów. Przywódca ich fanów początkowo powiedział. że dojdzie do zadymy? W dotychczasowych spotkaniach fanów obu drużyn najczęściej używanym argumentem w rozmowach były pięści. pasy i kubły na śmieci. że gdy słucham niektórych opowieści. to subkultura. gdy ktoś chce komuś dołożyć. że Wisły będzie za dużo. Mnóstwo krzątających się ludzi. — Nie obawia się pan. Dzięki swej niesamowitej umiejętności wpływania na ludzi. że sami nie stosują się do prawa. że będzie za mną wstępnie rozmawiał pięć minut. którzy zdecydowali się przyjść. Rzeczywiście. Gdy szalikowcy tych drużyn spotykają się na mieście w ruch idą pięści. gdy w teatrze odbywał się happening. Ja nie jestem uzdrowicielem. Najagresywniejsi fani Wisły jeździli po oko licznych ulicach samochodami wypatrując identycznych patroli pieszych i zmotoryzowanych. Co dziwniejsze. Nasza rozmowa skończyła się po półtorej godzinie. Zawiodła mnie Cracovia. Już wiem. że podczas Świętej Wojny (tak w Krakowie nazywają spotkania derbowe) rozejm jest możliwy. Twierdzą. artystyczne przemyślenia na ich temat. ile mnie to kosztuje nerwów? — zwierza się dyrektor teatru i organizator przedsięwzięcia Jerzy Fedorowicz. Chyba jednak lepiej. chcąc zachować przynajmniej ogólne założenia scenariusza. kamerzyści przezornie pobiegli przestawiać swoje samochody w odleglejsze miejsce. Ci także postanowili me pojawiać się przed kamerami. gdy obie grupy kibiców nie spotkają się. trzydziestoosobową. wynika. Raczej nie zakończyłoby się bez bójki. A później miałem telefon. półtysięczna grupa kibiców „. że jeśli ich przywódca. Na drugoligowym meczu Wisła — Cracovia. — Telewizja telewizją. wśród których nie było jednak największych zadymiarzy. — Nieobecni nie mają racji — twierdzili fani Wisly. Szalikowcy często mówią o zachowaniu policji łamiącej swym postępowaniem prawo. mają cierpieć osoby postronne? — Jakiej frekwencji się pan spodziewa — Jestem właśnie po spotkaniu z krakowskimi dziennikarzami. Metal. Na wiadomość kogo mają filmować. Lecz to już nie tylko zwykłe uczęszczanie na mecze. Organizatorzy musieli się nieźle naprosić. więc mech pan pisze. ale skoro nie przestrzegają go prezydent czy premier. Wśród tych. że kibice Cracovii nie przyszli.. W Teatrze Ludowym w krakowskiej dzielnicy Nowa Huta panuje nerwowa atmosfera. W atmosferze zdominowanej nastrojami walki to i tak dużo. Boję się. W tym samym czasie.

W Krakowie trwa piłkarska wojna. Wszędzie panował pewien schemat. Wisła Kraków. dla którego gdynianie zaatakowali kibiców Zagłębia Sosnowiec na meczu Polska — Ru munia. Później. to tylko policja — stwierdził z wyraźnym. We Wrocławiu komentowaliśmy postawę Arki z Paryża. Lechia i Arka z Trójmiasta. *** Historia rodzimej Ligi Chuliganów nie jest długa.” O całym porozumieniu. jednak zachowalibyśmy neutralność. zadzwoniłem do Wilczka z Arki. że o cielesność przyjezdnego zadba milicjant.. w Warszawie jeszcze przed 76 rokiem. Potrafiła się pokazać Pogoń. kibice. Ruch i Gór nik. Oczywiście za najbardziej ostre ekipy uchodziły te. *** Kilka dni przed oddaniem książki wydawnictwu. sami lejąc „Pasów”. że są kibicami. a nie najazdów autokarów załatwianych przez zakłady pracy. rozczarowaniem w głosie. że w zasadzie nie było jakiegoś konkretnego powodu. którzy byli inspiratorami turnieju w Gdyni i porozumienia kibiców na meczach międzynarodowych. które swymi korzeniami sięgały początków lat siedemdziesiątych. Do tego czasu za największych piłkarskich chuliganów uważało się tych. gdy z Legią została zrobiona zgoda. Do roku 80 trudno jest wytypować tego. wymagało sporo odwagi. do żadnych scysji nie doszło. Doszliśmy do wniosku. mimo że ich sympatie na pewno nie były po wrocławskiej stronie. Nie potrafimy się uszanować sami. w ramach którego fani po wyjściu z wojska odchodzili w prywatność. że mimo silnych więzi. który był jej dziełem.. które żyły tym. na moment znieruchomiał. kto się w niej liczył najbardziej. co było powodem. że my. którzy po meczu Polska — Słowacja uratowali Śląsk przed biciem od Cracovii. Po prostu w Paryżu doszło do zadymy Pogoni i Legii z Cracovią. Zawisza Bydgoszcz. Okazało się. Kto był mocny u schyłku dekady propagandy sukcesu? Na pewno Śląsk. gdy poznaniacy w sąsiednim sektorze lali się z Motorem. gdy pomogła swoim ziomkom. W rewanżu wrocławianie nie ruszyli na Lecha. Ale Arka swoim postępowaniem sama się wyłamała z układu. Po zakończeniu spotkania Radek. Inni się żenili i również znikali z trybun. czyli po Paryzu. gdzie jak śpiewali tubylcy „czekała ich śmierć”. jakie łączą fanów Śląska z gdańszczanami. — Nic się nie zdarzy. że na najbliższym meczu reprezentacji dojdzie do wyrównywania rachunków. że Cracovia nie przystąpiła do układu (tak zadecydował Metal na meczu Polska — Słowacja). Na pewno LKS. „Pasom” pomogli gdynianie. Dzięki znacznej mobilizacji sił porządkowych w całej dzielnicy. Na początku lat osiemdziesiątych ten stereotyp powoli zaczął zanikać. Nie liczymy się z danym sobie słowem. by traktowali nas poważnie. które mogło się okazać sensowną imprezą (kto by podskoczył Polakom?) i formie jego zerwania można powiedzieć jedno. Polonia Bytom. Czesiek zdefiniował sytuację jednoznacznie: To. Chciałem uściślić. Gdyż w tam tych czasach i takie mecze się zdarzały. Porównywaliśmy zaistniałą sytuację do hipotetycznej gdyby na miejscu Cracovii znajdowała się Lechia. Prekursorzy stadionowego fanatyzmu. W 1981 roku na sam top wspięła się . Więc zdanym się było tylko na własne siły. Mowa tu o wyjazdach grup kibiców. O tym kto był najlepszy. przewodnik niżej pod pisanego zobaczył stojącego na parkingu poloneza z czterema osobami w środku. więc nie żądąjmy od innych. Zagłębie Sosnowiec. jesteśmy niepoważni. Pokazanie się dwukrotnie w Szczecinie. Okazało się. to sprawa tylko i wyłącznie Cracovii. a lublinianie są we Wrocławiu więcej niż bardzo lubiani. którzy potrafili się pokazać na meczach wyjazdowych w miejscach. Legia. Jednak nie było jeszcze grup skonsolidowanych. a przed spotkaniem Polska — Rumunia ponoć (podkreślam to ponoć) do Gdyni dzwoniono z Warszawy i odgrażano się. Nie było można wówczas liczyć na to. hools Wisły. Porównywaliśmy do zachowania fanów Lecha. też już się nie rozstrzygnie.W otoczeniu kilkudziesięciu policjantów. także dwukrotnie w Poznaniu.

następnie Ruchu. że jest to ich lokalny rywal Stwierdzili również. najagresywniejsi. Nieźle się prezentowali na wyjazdach Ligi Mistrzów. w roku 95 chyba najlepsi w Polsce. Sporo ich u siebie. nie formalnej tabeli usadowiła się Wisła. Bardzo słabo wyglądali na kadrze. TABELA LIGI CHULIGANÓW Poniższa klasyfikacja nie jest ułożona przeze mnie ani nikogo z Wrocławia. ha. Byli najliczniejsi. Legia — na dzień dzisiejszy największy młyn w Polsce na meczach u siebie. choć w rok po powrocie do ekstraklasy (piłkarskiej) fani z Chorzowa na pewno byli znacznie liczniejsi od krakowian. Dwa lata później na szczyt Ligi Chuliganów wspięła się Lechia. Widzew— obok Legii największy młyn w Polsce. Z Ruchem krótko pojechała sama Wisła. gorzej to wygląda na wyjazdach. Słabi na meczach kadry. nawet u siebie. Słabsza frekwencja na meczach reprezentacji w kraju. Wszędzie odbyły się z tego tytułu spore zadymy. teraz słabo. teraz mocno spuścili z tonu. więc zamieszczamy ją razem. zwłaszcza poza krajem. W dalszym ciągu bardzo dobra była Legia. Arka — mimo że nie możemy napisać o nich niczego dobrego. którzy byli dobrze zorganizowani i potrafili się postawić policji. GKS Tychy — dobrzy u siebie. Przez moment wydawało się. Czy byli najlepsi trudno orzec. Taką listę ułożyli fanatycy Zagłębia Sosnowiec: Śląsk. W 93 roku na topie zameldował się Śląsk. zwłaszcza w mniejszych dymach. stać ich na sporą frekwencję na meczach wyjazdowych i dymy. Kto był najlepszy w 1995? Eksplodował poznański Lech. Dwa lata temu (list pisany na początku lutego 1996) najlepsi w Polsce. jak i za granicą. ze dawno no mieli kontaktu z takimi ekipami jak . że z tej pozycji mogą Białą Gwiazdę zepchnąć najpierw fani Jagielloni (lecz nie mieli takiej ilości dużych dymów z udziałem wielu hools). słabo wyglądali na kadrze. W kraju dawno się o nich nie słyszało. ha. W latach 90-92 bardzo wysoko był sklasyfikowany Widzew. Polonia Bytom — jeszcze kilka lat temu mieli porządną ekipę na hokeju. Górnik Zabrze — od ładnych paru lat bardzo słabi. słabi na wyjazdach. Pogoń — u siebie jedni z lepszych w Polsce. ŁKS — mniej liczni od Widzewa. Krakowianie byli bezkompromisowi i niezwykle waleczni. Kibice Zagłębia na swojej liście umieścili jeszcze GKS Jastrzębie z zaznaczeniem. ale lepiej zorganizowani. Od 86 na czubku tej specyficznej. kiedy i gdzie ostatni raz zadymili. Bydgoszczy i Lodzi (na LKS-ie). Bardziej od swoich ziomków widoczni na meczach kadry. W tym czasie pod egidą Białej Gwiazdy przeewoluowało pojęcie „mocnych” i „słabych Ci pierwsi to tacy. Rok następny był bez wąt pienia rokiem Legii. Cracovia — dobrze zorganizowani.Legia. Udowodnili to pokazując się w ciągu jednego sezonu w Gdyni. nic poza tym. pokazała się Arka. O tym. GKS Katowice — ha. każdy zadecydować musi sam. Lech — czołówka ligi hools. Duży plus to trzymanie się układu na meczach Polski. Ruch — najlepsi na Śląsku. ale nikt z nas nie pamięta. Wisła i Lechia — nasza ocena tych ekip była podobna. Poznaniu. kto był najlepszy.

„Piłkarscy Kibice”. Ryśka Lignara ze Sparty. Nikt o zdrowych zmysłach by tego nie robił. Lechista”. Tomka Drogowskiego z Polonii Bydgoszcz. że Śląsk wygrał. Płot był zrobiony z miękkiego drutu. lecz na trybunie pod dachem.2003 Gdyby nie więzienie. by jeździć za piłkarzami na wyjazdy. Żaby. Przypadkowo. na Oporowskiej. Capa. Jednak nie przewidzieli jednego. by obejrzeć ostatni pojedynek sezonu. Bardzo pomocne były fanziny „Szalikowcy”. z których także skorzystałem. bo paść musiał (oczywiście 0:0. w którym obu drużynom potrzebny był remis do tego. Lania nie dostali. znajdują swoje odbicie w wyładowaniach agresji u obrażanych. bo i tak każdy będzie miał swoją klasyfikację Ligi Chuliganów A zwłaszcza samego jej czuba. Dwóch małolatów w zasięgu czujnych spojrzeń tatusiów siedziało w szalikach świadczących o zamiłowaniu do poznańskiego Lecha. tak . Niestety. Radka i Długiego z Lecha.Zawisza. były one nieopisane (brak nazwy gazety i dat ukazania się artykułów). a z drugiej strony nikt nie chciał ryzykować od słonięciem się). Małego i Faji z Zagłębia Sosnowiec. Na kilkanaście minut przed końcem meczu bractwo wyłaziło przez ów płot górą i dołem. Przybyli tam w wesołym nastawieniu rozebrania po meczu piłkarzy z pamiątkowych strojów w których awansowali do ekstraklasy. oraz gazetki kibicowskie Forza Legia”. kto będzie ich lał. stawiła się grupa robiąca na innych stadionach za „dziadków”. „Przegląd Sportowy”. program wydawany przez pseudokibiców Legii Warszawa. Do Bydgoszczy na Zawiszę (sezon 1994/5) wyprawili się w 17. Pół roku później na Wronki najechali Hunowie z Wrocławia. Na takich imprezach można czasem mieć wygarbowaną skórę. Mariusza i dwóch proszących o anonimowość kolesiów z Wisły. Krzyska Rymara i Maksia z Motoru. Od fanów z całej Polski °. Co do tych spostrzeżeń warto dodać Najlepiej nic. a przy okazji siebie (!) gdyż nie mogąc się dopchać do maltretowanych zaczęli się kotłować między sobą o to. Po awansie do drugiej ligi drużyny sponsorowanej przez fabrykę lodówek. Okrzyki obwieszczające. Dwie stacje pośpiesznym z Poznania w kierunku na Szczecin. Motor.trzymałem mnóstwo listów i wycinków z gazet. Remis padł. gdyż zaopiekowała się nimi policja. „Polityka”. Jacka z Zagłębia Lubin. Czasem zawita gdzieś kilku zgredów. Kibice Arniki? Paranoja. Przebywali nie w sektorze wyznaczonym dla gości. Fan Śląsk”. to z pewnością o Wronkach mało kto w Polsce kiedykolwiek by usłyszał. Rouena. czy też jej sympatycy to huje. We Wrocławiu. Bliźniaków i He Mana z Widzewa. „Arcyłotry”. gdyż nikt nikomu nie ufa. Materiały dostarczyły także gazety: „Piłka Nożna”. kto zajmie pierwsze miejsce w tabeli po pierwszej rundzie. Na ten mecz przybyło 1500 fanów z Wrocławia. AMICA WRONKI 01. Klary. Po tej imprezie mieszkańcom Wronek wyraźnie odechciało się oglądać swoich idoli na obcych stadionach. jesienią 94. by awansować. Sitka i młodzieżowców z Legii. oraz Manola. „Tempo”. Kolejny wyjazd mieli do Gdyni na Arkę. jeszcze w II lidze. bo na nich nie czekano. Polski Kibol”. grupa towarzyszących jej fanów wpadła na pomysł. *** W przygotowaniu materiałów do książki korzystałem z pomocy Wilczka z Arki.07. Sport”. To obeznanym w te macie mówi wszystko. że inna drużyna. młodzieżowców z Lechii. gdyż choćby były najbliższe prawdy i tak zostaną uznane za nieobiektywne. Pinia i Badosa z Pogoni. Pod ich skrzydełkami buszowało trochę latorośli w wieku od 10 do 17 lat. Wary. Radomiak Ich opini o samym Zagłębiu nie przytoczę. Tam zupełnie przypadkowo napatoczyli się na miejscowych hools. Darka. tak więc natychmiast po zawieszeniu flag rozpoczęło się jego szybkie demontowanie. Gdyńscy hools obili „kajdaniarzy”. Mieli szczęście. na meczu decydującym o tym.

skakali. jednocześnie wiceprezes PZPN Marek Wielgus zwołał w gmachu w którym zasiada władza ustawodawcza. Przewieszony na szyi szalik już samym sposobem zamontowania sprawiał. Faceci w marynarach wręczali upominki zawodnikom. drudzy cieszyli z awansu Śląska (to wrocławianie). w Sopocie Romek . Arkowcy po spadku z pierwszej ligi w 1982 roku. Gdyby tego nie uczynił. Starsi fanatycy z Amiką się me identyfikują. że było ich jeszcze więcej niż arkowców. Ale i tak był to najazd na niemających wówczas w ogóle styczności z piłkarskimi kibicami mieszkańców Lublina. ale żółto-niebiescy bawili się setnie. wynajęta na jego okoliczność przez gospodarzy. w którym zasiadają najzagorzalsi fani żółto-niebieskich przełysial niczym facet po czterdziestce. Wyglądał zaiście idiotycznie. że nie spotkało się to z ich uznaniem. nie zdając sobie sprawy z tego. co się faktycznie dzieje. Nie zważając na rezultat śpiewali. Gość powstrzymywany był przez nieco mniej napierdolonego delegata Arniki. którzy zamiast na swój mecz do Pniew. czyli sektor. Po meczu. Tak więc ówcześni drugoligowcy stanowili jedną z pierwszych ekip fanatyków. co zaszokowało nawet najstarszych i najzagorzalszych arkowców. gdy policjant. Gdańszczan podratował wynik. Arka zaczęła się pałętać po trzeciej lidze. na ile osób jest przeznaczona klatka dla kibiców gości zostało skwitowane odpowiedzią. ARKA GDYNIA 01. który się odbył 1 maja 1979 roku w Lublinie na stadionie Motoru. na stadionie przy ul. zlał jednego z ochroniarzy pałą. to okres. jedni się lali. Doszło do śmiesznej sytuacji. w których wydawało się. W meczu derbowym z gdańską Lechią. Kibice Arniki to tak na dobrą sprawę filia poznańskiego Lecha. ze coś może drgnąć. Po murawie biegało mnóstwo ludzi. Z Wronek zawitała delegacja na niezłym rauszu. Jedynym Ożywieniem. którym się to nie udało wcześniej. A młodzieżowcy — tak jak wszędzie.5 tysiąca szalikowców Arki. że dla trzystu. Sympatyków tego klubu ciężko jest uświadczyć na spotkaniach wyjazdowych.in. panienki swymi kusymi spódnicami i quasi-folklorystycznyrni wdziankami uświetniały imprezę. zabawiła się w wojnę z kibolami Śląska. który bronił razem z gościem z „Pewności” wjazdu na murawę tym. Wrocławian chcieli tam upchnąć półtora tysiąca i jeszcze mieli pretensje. czy też Amiki (miejscowi). Traugutta we Wrzeszczu zameldowało się około 2. Momentami. Po zakończeniu spotkania agencja ochrony „Pewność”. Wyglądali na znacznie lepiej zorganizowanych niż gospodarze. „Agenci” jako broni używali m. ochroniarz mógłby skatować niewinnego chłopaka metalowym prętem. Zespół w wyższej klasie zaczynał przegrywać swoje spotkania i zainteresowanie jego poczynaniami natychmiast spadało. We wrześniu 1992 roku stało się jednak coś. Jednak przez długie lata były to tylko momenty. wybrali się kilkanaście kilometrów dalej.że spotkanie kończyło się przy delikatnym szturmie wybiegających na murawę kiboli w zielono-biało-czerwonych szalikach. tak jak liczba fanów. Mocni w gębie. Oczy wiście nie mylić z klubem. to są to dziadkowie. jednak patrząc z boku i dystansu zdawało się ich być około 4 tysięcy. Co prawda wynik 3:0 dla Lechii mógł podłamać przyjezdnych. że wówczas było ich 6 — 8 tysięcy. Pytanie. Dotychczas za największy wyjazd w historii gdyńskich hools uznawany jest mecz finałowy pucharu Polski. Jeśli już się faktycznie pokażą. czyli pierwsza połowa lat siedem dziesiątych. spotkanie przedstawicieli klubów i kibiców pierwszoligowych.07. były awanse futbolistów na drugi front piłkarskich rozgrywek. oraz to. Tamten trzymając fason próbował w dyskusji atakować kibiców Śląska za ów najazd sprzed kilku miesięcy. Ale tylko w gębie. zaczęli dość ostro podupadać. Górka. Po latach sami gdynianie twierdzą. poseł na Sejm. W tym czasie na płycie boiska odbywała się całkiem fajna zadyma z kibicami Lecha. Tego samego dnia. Jeden pijaniuteńki facjo co chwilę próbował się wyrywać z głupimi tekstami. w którym podobne ruchy powstawały w innych miastach. to wizyty we Wronkach fanatyków Poznańskiego Lecha. metalowych prętów. czyli przed pierwszym gwizdkiem spotkania Legia — IFK Goeteborg.2003 Początek ruchu kibicowskiego w Gdyni. którzy przy okazji chcą załatwić własne porachunki z przyjezdnymi. jakie wprowadza Amika do Ligi Chuliganów. że widać było stan upojenia. w którym Legia rozpoczęła swój marsz ku Lidze Mistrzów. Uderzył w niewłaściwe nuty.jak sam .

którzy przybyliby na ten mecz. dzielnica Gdańska. że widzieli zaledwie kilkudziesięciu policjantów. W tym czasie Górka jest otoczona przez psów i miejscowym nie pozwała się wyjść z sektora. Wielu kiboli Arki mówiąc „Śląsk”. Po przerwaniu pierwszego szpaleru psów zostaje przechwycony przez drugi. Wrocławian coś niewielu. śpi (rzadko) i żre (jeszcze rzadziej. że Śląsk w Gdyni jest postrzegany jako dalsza. W Gdyni nienawiść do Lechii w związku z zażyłością na linii Wrocław-Gdańsk. Tam odbywają się walki. lepiej przeznaczyć ją na alkohol). Zgodnie z zasadą: przyjaciel mojego wroga jest moim wrogiem. Do stolicy Dolnego Śląska zaczęły docierać alarmujące wieści: — Wiesz. którą funkcjonariusze otoczyli po meczu. rozrzucaniu ulotek o treści: „Jedź na mecz do Wrocławia. Ustawiają szpaler i prowadzą całą grupę lekko okręż ną drogą w kierunku stadionu. Od tego momentu Arka już na stałe zaczęła funkcjonować w kibicowskiej wyobraźni jako klub mocny. Nie tylko spotkania z Lechią czy Bałtykiem są dla arkowców wyzwaniem. Później lecą na nich kamienie z rosnącego tuż za płotem lasu. — Skoro jesteśmy tacy przereklamowani. — Będzie kilka autokarów.twierdzi . Przyjdź z kolegą”. od razu dodaje „Lechia” i odwrotnie. W sumie arkowców pojawiło się we Wrocławiu na meczu około 350. był dumny z fanów swojej drużyny: — Aleśmy wyglądali — wypinał z dumą pierś. bo położona o 500 kilometrów od ich miasta. Brzmią jak zwiastun inwazji. Arka zrobiła specjalną akcję polegającą na plakatowaniu miasta. derby stały się nieodzownym elementem spotkań drugoligowej. jest przeszczepiana na kibiców Śląska. jakieś 300 głów. Inny gdynianin w nieustalonych do końca okolicznościach zdobywa flagę Śląska. podbiega do Kaczora i ściąga mu z głowy czapkę i szalik z szyi. to zobaczymy jak żółto-niebiescy zaprezentują się w meczu ze Ślęzą — twierdzili najbardziej obruszeni opinią.stary „śledź”. — Pieprzysz — coś nie za bardzo chce się w te rewelacje wierzyć. Ot drobna szarpanina. ale i dla siebie nadziewają się na ostatki tej grupy pod kasami. Arkowcy — jak nakazuje rozsądek — zrywają się. co oczywiście wywołuje zamieszanie. szkoda kasy na jakieś pierdoły. Wiedzą. Pod czas meczu Janusz Kudyba strzela swoje pierwsze bramki w barwach Śląska. Po meczu 500 osób wraca na dworzec tą samą drogą. Nadchodzi dzień meczu. jest przeszczepiana na kibiców Śląska. którzy zostali jeszcze na zewnątrz. Wiosną rewanż. Kilka tygodni później na Stadionie Olimpijskim niemająca swoich kiboli Ślęza rozgrywała spotkanie z Arką. raptem dwie setki. Oczywiście na końcu zostają maruderzy. o co chodzi. która z uwagi na dużą dysproporcję sił nie mogła być wyrównana. W Gdańsku się pije (na okrętkę). — Sam się nie spodziewałem! Od tej chwili. a Gajor postanawia to uczcić wybiegnięciem na płytę boiska. Po tym spotkaniu gdynianie stwierdzili. Chodziło głównie o owych „frajerów”. Między nimi pijaniuteńki Kaczor z Gdańska. bractwo na wybrzeże ściąga już od tygodnia. Kibice Sląska . że Śląsk to prze reklamowani frajerzy. nie wiedzą. o co chodzi. Latem 93 zaraz po spadku z pierwszej ligi wrocławskich orłów. Piękna pogoda. Przyczyną tego jest fakt. Jest ich o wiele za mało. że kilkanaście. Niektórzy mówią. Arkowiec. Gdynianie. mniej przejmowano się stwierdzeniem o przereklamowaniu. Policjanci czują się pewnie tylko przez moment. mieliby pecha. Przyjezdni i lechiści zbierają się w Sopocie na molo. Drobna bieganina. a nikt ich nie ruszył. Nie zajrzeli za nasyp trybun po drugiej stronie. gdyńska nienawiść do Lechii. Ale jest także cała śmietanka kibiców Lechii. Doszli do wniosku. Arka — Śląsk. Arkowcy z Górki klaszczą przyjezdnym. Na miejscu policji jak na derbach. W sezonach 1993/94 i 94/95 takimi meczami były także p ze Sląskiem. fani Śląska meldują się w Gdyni. Policja transportowała autobusy od granicy województwa. który jest postrzegany inaczej niż sąsiednia Arka). któremu udało się zmylić czujność policji i wydostać się z Górki. wybrzeżowej piłki. ile śledzi wybiera się do was? — pyta się mnie Grabarz z Lechii w telefonicznej rozmowie. Wówczas ilość zmobilizowanych sił policyjnych musieliby Zweryfikować Kilkakrotnie. Zdezorientowani policjanci. Jacyś zabłąkani arkowcy niespodziewanie dla przybyszów. a były to pierwsze od dziesięciu lat derby Trójmiasta (nie licząc spotkań obu zespołów z Bałtykiem. Przegląd sił. Jak na pierwszy drugoligowy wyjazd ilość raczej skromna.

jechali do Gorzowa, ale kierowca autobusu zachlał pałę w nocy i doszedł do wniosku, że wózek jest ze psuty. Nie udało się nabiegowo załatwić niczego, więc wysunięto dwie koncepcje. — Albo jedziemy do Poznania na mecz Lecha z ŁKS-em (wówczas jeszcze z tymi ostatnimi było na linii Wrocław — Łódź wszystko w po rządku), albo... No właśnie. Jest szansa obejrzeć sobie z bliska autorów hasła „prze reklamowani frajerzy”. Krótka narada. Nabojka decyduje: jedziemy na Olimpijski. Już przed alejką prowadzącą w kierunku stadionu wyraźnie zawiedzeni małolaci informują żądnych widoku krwi hools: — Lipa, nikogo nie ma. — Jak to nikogo, ani jednego śledzia? Może się nie pokazali? — A co, my z pierwszej łapanki? Na trybunach zaledwie sto osób. Na pewno byśmy zauważyli. Towarzystwo spogląda po sobie z niedowierzaniem. To, że nikt nie przyjechał pociągiem, było wiadome. Pociąg był trzepany. Ale żeby nie było nikogo, to prawie niemożliwe. Żadnego autobusu? Małolaci na pewno coś namieszali. A może to jakiś podstęp? Jednak nierealne staje się faktem. W dwa miesiące po fantastycznym najeździe, ta sama Arka do Wrocławia me przybywa w ogóle. Wynik końcowy spotkania 5:1 dla Ślęzy, a jednego z goli zdobywa bramkarz Bobrowicz wykopem z własnego pola bramkowego. Tak, tak, ten sam Bobrowicz, który napuszczał do siatki Wisły sześć goli w meczu przeciw Legii podczas pamiętnego za kończenia sezonu 1992/93. Zaczyna się jesień 94. Arka po trzech kolejkach znajduje się bardzo wysoko w tabeli I ligi i znów zajeżdża na Oporowską. Tym razem gości jest jakieś 7-8 dyszek. W pewnym momencie kilkunastu gdynian staje plecami do boiska, opuszcza spodnie wypinając jednocześnie w kierunku sektora gospodarzy gołe dupska. — Ale nieostrożni — śmieje się sporo osób. Wszyscy mają na myśli kryminalne układy, w których cwele są najgorszą kategorią skazańców. Dwa tygodnie później, jakieś 20 km od Wrocławia, na mecz Arki z Po gonią Oleśnicy żółto-niebiescy nie przyjeżdżają. Bliżej domu Arka w tamtym czasie wyglądała znacznie bardziej okazale. W Toruniu (jesienią 93 roku) żółto-niebiescy nabroili tak, że do pacyfikacji potrzebne były specjalne oddziały grup antyterrorystycznych. Mieli arkowcy lekkiego pecha. Przed nimi powariowali trochę w Toruniu fani Śląska, co zmniejszyło im pole do popisu. Podczas sezonu 94/95 obili przed kasami Bałtyku wspólną grupę kibiców Wisły i Lechii. W układzie wschód — zachód, na jaki jest po dzielony nasz drugoligowy światek, kluby z wybrzeża mają najdalsze wyjazdy. Do roku 95 Arka to przecież druga liga piłkarska. Choć w lidze chuliganów na pewno ekstraklasa. Wtedy jeszcze dalsza pozycja. Największe mobilizacje gdynianie przeżywali podczas spotkań derbowych z Lechią. To symboliczna walka o prymat w Trójmieście. Bałtyk, który Arce wyrósł niespodziewanie jak pryszcz pod nosem, od tego właśnie sezonu powoli zaczął odchodzić w cień. Podczas gdy na Redłowie totalna rozsypka, na Arkę zaczyna zwalać się wiara z całego wybrzeża z kierunku Wejherowa oraz po starej znajomości — Tczewa. Bodaj najwięcej nabroiła Arka we Wronkach. Zajechało tam kilku dziesięciu arkowców i najpierw pogonili kiboli Lecha (młodzieżowców) i Amiki (na meczach u siebie tacy istnieją, choć jeszcze młodsi od młodzieżowców Lecha), a następnie po przegonieniu przeciwników, zwarli się z porządkowymi. Porządkowi nie stanowili problemu dla żółtoniebieskich, także miejscowa policja musiała drzeć zelówki przed arkowcami. Następnie do akcji weszli wezwani na okoliczność zamieszek strażacy z Wronek. Ci mogli walczyć na czekany, lub sikawki. Wybrali to drugie i goście z Gdyni zostali święceni wodą. Wówczas się wkurzyli doszczętnie i połamali wszystkie ławki. Część kiboli Arki miała pecha. Wracający z Zabrza po meczu reprezentacji Polski i Francji (eliminacje MS) jeden z trzech autobusów, prawdopodobnie z najsłabszą ekipą, został namierzony w zajeździe gdzieś w okolicach Częstochowy przez legionistów. Po szybkiej akcji resztę drogi żółto-niebiescy musieli trochę pomarznąć. A było zimno jak cholera.

W lutym 1995 Arka, to znaczy jej kibole, zorganizowała turniej. Turniej, w którym w piłkę na hali Bałtyku grali fanatycy. Przed wyjazdem na tę imprezę zastanawialiśmy się we własnym gronie, jak się taka zabawa może dla nas zakończyć. Nieuchronnie we wszystkich dyskusjach dochodziliśmy do wniosków, że bez małej bijatyki się tam obyć nie może. Już pierwszy dzień zapowiadał nie lada emocje. Piątek wieczorem był 1 dniem organizacyjnym. Godzinę wcześniej miał się zakończyć mecz hokeja na lodzie Stoczniowiec Gdańsk — Polonia Bytom. Fanatycy Polonii zaawizowali się na gdyńskiej imprezie. Podejrzewano więc, że będą chcieli obejrzeć swych hokeistów, co prawdopodobnie zakończyłoby się drobnym mordobiciem, które w konsekwencji musiałoby mieć swój epilog podczas gry w piłkę. Na szczęście nie chcieli. Pierwszy dzień turnieju to losowanie grup. Odbywa się ono w barze Heineken. Jak się łatwo domyślić za barem w tej knajpce siedział kibol Arki. Niewielka salka wypełniona jest do niemożliwości. Ludzie w różnych szalikach stoją po części na zewnątrz. Zajeżdżamy w dwie taryfy. Chłopaki z Lechii już tu są. Wyławiamy ich wzrokiem, wszak gdyby się coś miało zdarzyć stanowią dla nas naturalne oparcie. Są też wiślacy. Ale i my jesteśmy dokładnie lustrowani przez inne ekipy, lecz zupełnie nie w celach wojennych. Mnóstwo chłopaków w żółto-niebieskich szalikach Arki. Nie wypadli sroce spod ogona. Rzeczą, która zastanawia najbardziej, jest pełne zdyscyplinowanie wszystkich obecnych. Jasne, że Legia siedzi z Pogonią, my z Wisłą i Lechią. Nikt nikomu nie mówi złego słowa, nawet me ma jakichś krzywych spojrzeń, czy choćby nieprzychylnych uwag. Losowanie grup witane jest śmiechem. Już w chwili, gdy arkowiec, Megafon, ogłasza że w jednej grupie lądują Pogoń z Legią napięcie znika i pojawia się ogólna wesołość. W tej samej ląduje także Arka z Zagłębiem Lubin oraz Bałtyk. W drugiej Polonia Bytom i Lech Poznań, a także Lechia, Wisła i Śląsk. Choć losowanie me było sterowane, trudno byłoby znaleźć równie przyjacielskie rozwiązanie. Na inaugurację zagra Lechia ze Śląskiem. Rozjeżdżamy się na picie. Jednak zarówno my, jak i Wisła lepiej czujemy się w Gdańsku. Jesteśmy pod wrażeniem kilkudziesięciu minut spędzonych w Gdyni. Nie sposób oddać atmosfery tamtych chwil. Dziwimy się, że nie doszło do żadnych przepychanek ani utarczek. Normalne rozmowy z Poznaniakami, z którymi pół roku wcześniej stoczyliśmy dwie spore walki. Arkowcy w gadce z Legią, Lechia z Pogonią. Gdzie my przez ten czas byliśmy? Co to za świat, w którym facet z szalikiem Arki nie wali w kły gościa z Lechii na sam jego widok? Patrzymy po sobie zdziwieni, mając jednak w świadomości, że wszystko jeszcze przed nami. Następnego dnia zajeżdżamy pod halę wraz z Lechią. Od nas jakieś trzy dyszki niezłej ekipy, z Lechii kilkudziesięciu wariatów. Jakoś nie ma nastawienia na zadymę. Piątkowy scenariusz powtarza się w szerszym gronie. Ludzi walili jak na jakieś wcale nie najmniejszej rangi zawody. Szaliki żółto-niebieskie przemieszane są totalnie z białozielonymi. Nic się nie dzieje. Przy wejściu kilku chłopaków z Arki stoi jako obstawa zamieszania. Właściwie wszystko, co mają do zrobienia, to niewpuszczenie na halę policji. Mundurowych nie było, ale właziło trzech tajniaków. — W pierwszej chwili ich wpuściliśmy, gdy wiwinęli swoimi szmatami, ale po chwili pomyśleliśmy: zaraz, ale z jakiej racji?”, i natychmiast zostali wyproszeni. Przecież to impreza zamknięta. Przynajmniej dla nich — mówi później Mazan. Na trybunach reakcje jak podczas meczów ligowych. Śpiewy, szaleństwa. Jednej rzeczy nie ma: bluzgów. W spikera bawi się, i idzie mu z tym całkiem nieźle, Megafon. Najważniejsze rzeczy dzieją się jednak nie na hali, lecz w drugim budynku, w którym znajduje się bar. Tam trwa wieczne picie i tam też miało miejsce zdarzenie, które mogło zakończyć całą imprezę. Pijany Kaczor z Lechii chodzi i buczy. Naprzeciwko niego stoi jak skała jeden z arkowców. Kaczor w pijanym zwidzie, jak to czasem u niego bywa, strasznie marudzi. Jego adwersarz ani drgnie. Do Kaczora podchodzi Dufo i wali go w twarz. Uderzonemu natychmiast leci krew z nosa. Wszystko zostaje w rodzinie, wszak Dufo to lechista. — Kaczor był namolnie agresywny, ale gdybym walnął go ja, a nie Dufo, to byłby koniec imprezy — twierdzi chwilę później prowokowany gdynianin. Zdarzyły się także inne, konfliktowe sytuacje, ale każdy trzymał nerwy na wodzy. Gdy Gajor z Wrocławia nie mógł się dogadać z gospodarzami, chwycił za butelki od piwa i

rozbił je na... swojej głowie. Najważniejsza rzecz podczas tego turnieju zdarzyła się w sobotę wieczorem. W barze zebrali się szalikowcy reprezentujący kibiców wszystkich obecnych na turnieju klubów. Uzgodniono, że zaprzestaje się walk pomiędzy klubami na meczach reprezentacji Polski. Od tej pory na meczach Biało-Czerwonych ma zapanować idylla. Wszyscy obecni byli zgodni. Sielanka ma trwać nie tylko w czasie samego spotkania, ale i na trasach dojazdowych na mecze oraz w drodze powrotnej. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie będzie to takie proste, ale wydawało się nam, że na meczu z Rumunią w Bukareszcie będzie można wiele wyjaśnić. Zwłaszcza tym, których w Gdyni zabrakło — Cracovii i kiboli z.większości ekip z Górnego Śląska. Najbardziej obawiano się meczu Arka — Lechia. Do takiego spotkania doszło w finale imprezy. Jednak i wówczas nic się nie wydarzyło. Następnie bractwo zareagowało jak powinno na drobną policyjną prowokację: mundurowi, choć przez dwa dni na halę Bałtyku nie weszli, jednak cały czas siedzieli w radiowozach na zewnątrz. Gdy wszyscy w niedzielę po południe opuszczali już obiekty Bałtyku, czekający na „swój moment” niebiescy postanowili się wykazać. Co było powodem ich interwencji na dobrą sprawę nikt nie wie. Wszyscy, z którymi rozmawiałem podawali inną przyczynę. Faktem bezsprzecznym jest natomiast rozpoczęcie walki z kilkunastoma psami. Zdemolowana nyska i paru zatrzymanych kolesi, oto jej finał. Lali się wszyscy obecni na zakończeniu imprezy. Legia, Lechia, Arka, Śląsk i kto tam jeszcze był. Wieczorem kilkanaście osób z Lechii i Śląska odprowadzało legionistów na pociąg. — W życiu byśmy się nie spodziewali takiego zachowania Arki — tak wszystkie trzy strony komentowały wydarzenia gdyńskiej imprezy jut na spokojnie, na dworcu kolejowym. Później nadeszła piłkarska wiosna i mecz Arka — Śląsk. Jak zwykle W Gdyni zameldowało się więcej Lechii niż wrocławian. Arka zaprezentowała się dość okazale. W przerwie meczu zerwali przyjezdnym flagę Z płotu. Gdyby nie błyskawiczna reakcja kilkunastu kolesi, flaga by sobie pobiegła. Walka na murawie nie trwała długo, psy pozgarniały kogo się dało. Jednak fanatycy wojskowych byli szczerze zdziwieni. Już dawno nikt nie próbował zerwać flagi Śląska z płotu. Przez dwa lata bytności w drugiej lidze, poza wyżej opisanymi stratami w Gdyni, co zdarzyło się przed półtora rokiem, jedynie Stilon Gorzów wybił Wrocławianom szybę w autobusie. Coś niecoś próbował zmajstrować Chrobry Głogów. Ale żeby startować po wrocławskie flagi? Odzwyczaili się kibice Śląska od tego. W Bukareszcie na eliminacjach do mistrzostw Europy bractwo mieszane. Najwięcej Arki, później Lecha i Legii z Pogonią. Czyli w zasadzie ci sami, którzy zawierali pakt o nieagresji. Następne mecze reprezentacji — z Izraelem i Słowacją w Zabrzu. Arka pokazała, że ma charakter. Ponieważ Górnik Zabrze histerycznie wydzierał się na Legię, więc gdynianie serdecznie podziękowali im za zgodę. Podczas tego drugiego meczu, na tyłach trybun w okolicy stadionu odbyła się dziwna konferencja. Obecni: jeden przedstawiciel Arki, jeden Śląska, trzech legionistów, sześciu z Lecha, jeden z ŁKSu i jeden z Cracovii. Przedmiotem dyskusji była postawa Cracovii. Ich przedstawiciel — Metal, stwierdził, że „Pasów” żadna zgoda nie obchodzi. Rouen z Legii pyta się wobec tego arkowca, jak będzie w sytuacji, gdy kibole z Gdyni znajdą się w obecności przeważającej ilościowo Cracovii i mniejszej liczebnie grupy kibiców warszawskich podczas meczów reprezentacji. Przecież Arka i krakusy to ziomale. Odpowiedź była niejasna, a pytanie okazało się prorocze. W Paryżu Pogoń i Legia miały przed meczem ścięcie z Cracovią. W pierwszej chwili grupa szczecińsko-warszawska uzyskała przewagę, ale gdy krakusy chwyciły za rympały, nastąpiła zmiana goniącego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak Cracovii pomogli arkowcy. Właściwie w tym momencie było już praktycznie po układzie. Na kolejnym spotkaniu reprezentacji w Zabrzu z Rumunami żółto-niebiescy faktycznie się pokazali. Zajechali w dwa autobusy konkretnej załogi. Dymili już przed wejściem na stadion, ale jeśli chodzi o miejscowych, mieli rozgrzeszenie od reszty Polski. Natomiast na stadionie, natychmiast

Po meczach Lechu w pierwszej lidze arkowcy urządzają sobie polowania na zabłąkanych kibiców biało-zielonych. około 200-250 kibiców Zagłębia Lubin. W każdym bądź razie są przez mieszkańców grodu Przemysława tolerowani. Na kwadrans przed zakończeniem tego spotkania podjechały pod stadion na Łazienkowskiej dwa (?) auta. U siebie też nie będą gościli z tytułu gry na tak niskim szczeblu rozgrywek jakichś sensownych hools. Na boiskach trzeciej ligi nie zabłysną. znów sosnowiczanie dostali wpierdol. dali by sobie radę. Gdynianie w sposób szczególnie prestiżowy traktują wyjazdy na mecze reprezentacji narodowej. Arka nie ma godnych przeciwników. Sam początek roku 1995 to był przyjazd gdynian na drugoligowy jeszcze pojedynek z legnicką Miedzią. Mundurowi w swych kamienioodpornych ubrankach byli nad wyraz wystraszeni i placu boju dotrzymywali jedynie do barierki odgradzającej sektory. Zajechało ich kilkudziesięciu i usilnie dążyli do zwarcia z warszawiakami. Zatrzymani z miejscem zameldowania w Gdyni byli obijani do nieprzytomności. ze towarzystwo zrywało się do lasu za płotem. gdyż nawet niezbyt zasobni w kasę arkowcy mogą ją sobie odkładać na za graniczne wojaże i reprezentacyjne wypady do Zabrza (przynajmniej za Apostela właśnie tam). Po pierwsze trzecioligowe derby z Lechią. Miało być niespokojnie. z których wypadło paru gdynian i obiło stojących pod płotem legionistow Nie zaczepiali młodzieżowców.po wejściu rozprawili się błyskawicznie z trzymającymi się. Z przebogatego w akcenty chuligańskie sezonu były dla Arki trzy wydarzenia. ale w takich sytuacjach łatwo się śmiać W „swojej” trzeciej lidze. Najdalsze wyjazdy to takie w granicach stu kilometrów. To jeszcze zwiększa zainteresowanie meczami kadry narodowej. Lechiści trochę się z nich nabijali krzycząc: partyzanci. Na trybunach zameldowało się oprócz 40-50 arkowców. wobec dosyć biernej postawy Lechii na meczach tego szczebla. Jeżdżą samochodem (samochodami?) po Gdańsku i obijają zauważonych fanów Lechii. wybierając największych i najstarszych. Arkowcy chodzili pod stadionem a nawet po obiekcie. Wilczek z Gdyni twierdzi. lecz atakowali największych. przeganiając przez Górkę do tego stopnia. gdyńskich ustaleń kibicami Zagłębia Sosnowiec.. Czy chcieli zrobić okazji zgodę z poznaniakami? Trudno ocenić. jednak do specjalnych awantur nie . Po tym meczu na komendach stosowano ciekawą selekcję. wyjdźcie z lasu”. Z odległości kilku sektorów żółto-niebiescy w tym starciu wyglądali imponująco. o mały włos się udało. ale na ten mecz do Gdyni wyprawiło się jakieś 200-250 osób W znakomitej większości młodzieżowców. natomiast gagatków z pozostalych miejscowości traktowano trochę bardziej ulgowo. Co prawda Lechia to w tym okresie głównie ekstraklasa (po fuzji z Olimpią). arkowcy byli zmuszeni do podjęcia walki z policją. Nie można się temu dziwić. Ułatwia to mobilizowanie się na spotkania reprezentacji. Gospodarze obrzucali się z przyjezdnymi kamieniami na stadionie. Podobny numer arkowcy zmajstrowali w Warszawie podczas meczu Legia — Śląsk. legionistów było na sektorze tylko około dwudziestki. W chwili. Ostatnim akordem roku dla żółto-niebieskich była wyjazdowa sesja kibiców gdyńskich podczas meczu Lech — Legia w Poznaniu. że do Warszawy pojechało około 15 osób. które wcześniej zahaczyły o mecz Motor — Cracovia . Wy gonili psów z sektora i przebiegającej nad nim drogi dojścia. ze starej ekipy towarzystwo mogło się liczyć na palcach. w okolicy żylety w grupach 5 — 8 osobowych i lali kogo się dało. gdy byli zmuszeni do ściśnięcia się na sektorze. najprawdopodobniej po pierwszej chwili. mogło się wiele wydarzyć. Identyczna zadyma między Arką a Zagłębiem miała miejsce w Bratysławie. choć do zawarcia przyjaźni nie doszło. W stolicy Słowacji Arka stanowiła najlepszą ekipę z polskich drużyn hools. Po zdarciu flag i obiciu oraz przegonieniu przeciwników. Szło im całkiem nieźle i gdyby nie posiłki niebieskich i czarnych z innych sektorów. Gdyby nie policja. a następnie obtłukiwali się z policją Poradzili sobie z nimi dopiero antyterrorysci. która okazała się wąskim gardłem dla gdynian. Nawet po opanowaniu przez niebieskich sytuacji arkowców trudno było nazwać ujarzmionymi. Taka przynajmniej była warszawska wersja wydarzeń. wśród których oprócz fanatyków z Sosnowca były kilkuosobowe delegacje fanów Legii i Pogoni Szczecin..

w Bytomiu na Polonii — 3. Swoją ksywkę zawdzięcza tubalnemu głosowi. w Wodzisławiu zero. gdy wydawało się. Bicie dostali lechiści. słyszy go cały stadion. którzy stali pod halą. zajęli się strajkowaniem. że powracający z Trondheim kibice Legii będą przypływali promem do Gdyni o 7. Pod wodzą Józefa Wysoczyńskiego postanowili założyć tak popularny ostatnimi laty strajk . Najdziwniejszym wydarzeniem dla fanów Arki. jest jednocześnie jednym z najzagorzalszych szalikowców żółto-niebieskich. To nie Miedź stanowiła dla gości zagrożenie. że do tej wojenki. Głodowy strajk kibiców był przedłużeniem całej serii wydarzeń. we Wrocławiu na Śląsku — 72. Żółto-niebiescy stawili się w sile 40 konkretów w miejscu cumowania promu. Po paru miesiącach zarząd klubu zapowiedział jego rozwiązanie. Poszukiwania nie przyniosły rezultatów. Następnie do działania przystąpili kibice. Gdy Megafon zaczyna krzyczeć solo. raczej zero). dokładniejszych. Jednak gdynianie zrobili głupi numer. Z transmisji telewizyjnej z pierwszego dnia wynikało. w Starogardzie Gdańskim (PP) — 100. w Oleśnicy — 20 (według źródeł wrocławskich. rozgrywanego w hali Oliwy w styczniu 96. gdzie zameldowało się około 150 fanów z Bydgoszczy. bractwo się śmiało. czyli arkowcy twierdzą.. Gdy fam cofnęli się do miasta. W drugim dniu halowego turnieju piłkarskiego (nie mylić z turniejem kibiców sprzed roku). że owe barwy Lechii były zdobyczne. trumnę. nawet zastanawiano się nad likwidacją klubu. W Rydułtowych Arki było 20 osób.2003 Drugi klub Gdyni.07. szykowali się już od dłuższego czasu. że Lechia wyglądała całkiem nieźle. na który nie zaproszono piłkarzy Arki z uwagi na spodziewaną możliwość zmajstrowania zadymy.35. to kibice tej drużyny stanowią ekstraklasę Ligi Chuliganów. że ten właśnie mecz musi zostać przez Bałtyk odpuszczony. Ich zgrupowanie zostało przy uważone przez policję i rozproszone. Poszło o wzajemny stosunek kibiców obu klubów do ŁKS-u. Tak twierdzą gdańszczanie. jednak trzeba było jakiegoś pretekstu. Choć piłkarze Arki Gdynia to w końcówce roku 95 futbolowa prowincja. 7 dyszek niezłej ekipy Arki zajechało kolejką na Przymorze obijając i krojąc z barw kogo popadło. nieświadomi zagrożenia legioniści przejechali sobie spokojnie w policyjnej obstawie w kierunku Warszawy. Najpierw przed spotkaniem z GKS Tychy (kilka kolejek przed zakończeniem rundy wiosennej 1994. Tak na dobrą sprawę o fanatykach Bałtyku zrobiło się głośno w momencie. Gdynianie dowiedzieli się. przynajmniej z perspektywy Wrocławia. że gdynianie działają na zasadzie mobilizacji. w Głogowie 4+30 z Zagłębia Lubin. Wykaz liczby kibiców Arki na meczach wyjazdowych jesienią 95 wskazuje jednoznacznie.. a jednak nie był) zawodnicy z Gdym uroczyście wnieśli na boisko. w Myszkowie 0+15 z Zabrza. gdy zamiast kibicowaniem. jednak nigdy nie zdobył popularności Arki. Jedynie do zwykłych w województwie legnickim szarpanin z policjantami. co miało miejsce na początku roku 1995. Mimo że przez długi okres czasu był dla miejscowych rywali poza sportową konkurencją. mającą ułatwić komunikację na sektorze. czyli oficer Wojska Polskiego. Gdy na trybunach Śląska zorganizowano tubę. Najciekawszą postacią na Górce jest Megafon. podczas meczu Bałtyk Gdynia — Zawisza. w Gorzowie — 40. by ustalić nowy plan działania. lecz biało-zielonych. BAŁTYK GDYNIA 15. kibice gdyńscy wjechali w 70 osób pod halę. że zamiast tej tuby należałoby pogadać z Megafonem z Arki i problem byłby załatwiony. choć sami zainteresowani. gdyż występowali nie we własnych barwach.doszło. było zrobienie z nimi wojny przez bydgoskiego Zawiszę. Zawodowy zlew. Zółto-niebiescy mówią natomiast.

nawet ajent był w porządku. prowadzą na ulicę Buraczaną. twierdząc. Widać zabolało ich to. Byli „na prawie. ówczesny sekretarz redakcji Słowa Sportowego lubi czasem jakieś informacje drastyczne. Raczej chodziło o wygonienie nas. Nie jest to także pijacka melina. rozmawiałem z faktycznym wówczas czas szefem klubu. bo za dużo widzieliśmy. — Gdy my zdemolowaliśmy pociąg wracając z pucharowego meczu ze Stargardu. Przybyli na prośbę ajenta. to w gazetach nie było dosłownie nic — twierdzili zgodnym chórem. Karwiny. ale i zagorzali fanatycy gdańskiej Lechii. na przykład o zgodzie Bałtyku z Lechem Poznań. po porażce 0:5 w Głogowie. dotarłem do uczestniczących w niej kibiców Bałtyku. Przeciwnik w postaci pociągu to jakoś nie mój temat. którzy właśnie tym momencie ze mną nie rozmawiali. że nie na nim — stwierdza gospodarz. Wiadomość o przyszłym wisielcu jest oczywiście rzeczą. Trener Grzegorz Polakow użył kilku ostrych słów.głodowy. — Jak się zachowywali? — Poza drobną scysją pierwszego dnia. Zaczął mówić o tym. niedoszły samobójca. Miejscowi dziennikarze natychmiast podpowiedzieli. że mecz z Wisłą będzie ostatni. Dowiaduję się o kilku ciekawych sprawach. jacy to ludzie? — Oprócz Jurka Wysoczyńskiego młodzież. — To ten „pryszcz” — słyszałem. jakich tysiące. jak mówili o mnie ci. która ożywia gazetę. Obyło się bez awantur. Jednak rozmawiamy spokojnie. ale nie taka z kółka różańcowego. — Jak was odbierali inni ludzie? — Pozytywnie. które miasto obiecało dać Bałtykowi na sport młodzieżowy. — Ty masz kontakty w Trójmieście. Pod przykrywką hotelu funkcjonuje burdel. jak na tego typu chłopaków byli wyjątkowo spokojni. Nie jest wymalowane w barwy klubowe. — Urodziłem się koło stadionu. o której nie miałem pojęcia (później została ona zerwana). jak to sugerowali niektórzy. Moi przewodnicy. Mieszkanie desperata (?) nie różni się od domów zwykłych śmiertelników. Choć akcja strajkowa już się zdążyła zakończyć. To wcale nie było trudne. Przychodzili i chcieli nam dawać pieniądze. — Jestem kibicem Bałtyku od siódmego roku życia. Początkowo nie braliśmy. jak wyczytali w Pamiętniku. Choć w pierwszym momencie sami nie bardzo wiedzieli o co chodzi. że Arce pod nosem wyrósł pryszcz. że jeśli postulaty głodujących nie zostaną spełnione. szkoda. Zwykłe. w której dawano mieszkania ludziom z całego Trójmiasta i okolic. — Jak to się zaczęło. a w sporcie o takie wcale nie jest łatwo. jak chcieliby to widzieć inni. w postaci kibiców Bałtyku. Tę ksywkę otrzymałem u nich po tym. Nowo wybudowana dzielnica Gdyni. prezesem fundacji Baltic—Futbol Andrzejem Gajewskim: — Ci strajkujący. Tam mieszka Józef Wysoczyński. to on popełni samobójstwo. których na początku lat osiemdziesiątych jeszcze w ogóle nie było. Mnie zawieźli do Gdańska na prokuraturę. powiedział przed kamerami telewizyjnymi. W takiej formie wiadomość poszła w Polskę. a tam ówczesny kierownik sekcji stwierdził. kibice zawiesili swój protest. . że postanowiliście postrajkować? — Od artykułu w Głosie Wybrzeża. że odstraszamy gości. fani biało-niebieskich. że jak Lechia lub Arka coś nawywija. człowiek ponad czterdziestoletni. W chwili desperacji organizator całego zamieszania. gdzie leżeli głodujący przyszli policjanci. czyli od 1961. — Mieliście jakieś inne nieprzyjemności? — Reszta chłopaków nie. Zebraliśmy się i wieczorem położyliśmy w holu hotelu ogłaszając strajk. Wywalczyli 600 milionów. — Jak wyglądało zakończenie strajku? — Do hotelu. — Czyli rozpoczęliście okupację hotelu. zrób z tego materiał — Wojtek Walczak. No to my postanowiliśmy zaprotestować. Pojechałem do klubu. że będzie to powieszenie się na poprzeczce bramki. Nie komentowałem tych wypowiedzi. Ale później coś się odmieniło. Jeszcze zanim dotarłem do kibiców. Po ośmiu minutach rozmowy wsiadłem w taksówkę i przyjechałem z powrotem. Fani białoniebieskich mieli żal do miejscowych środków przekazu informacji. Jak się do was odnosiła obsługa? — Początkowo ekstra. natychmiast znajduje to odbicie w informacjach podawanych przez prasę i jest nagłaśniane. Żyją tu nie tylko kibice Arki czy Bałtyku.

Znudziło się wam? Czy może wszystkie wasze postulaty zostały spełnione? — Nie. gdy pomyślisz. Ostatecznie skończyło się na 4:0 dla Śląska. chcieli strajkować z nami — w to nie wątpiłem. Przy stanie 3:0 dla wojskowych kibice Bałtyku pościągali flagi i wyszli ze stadionu. gdyby leżały z nami dziewczyny. twierdząc. wówczas był on wiceprezesem fundacji. podczas rozmowy z tymi samymi ludźmi o Wysoczyńskim. chętnie to zrobię z nimi.2003 . Jeśli ich zawiśnie stu. Stoczniowcy są za takim rozwiązaniem. Jeden emeryt chciał nas wesprzeć kwotą pół miliona. Znając chętkę do strajkowania pracowników zakładów uspołecznionych. najważniejszy. Jednak w sezonie 94/95 fani białoniebieskich byli na prawie wszystkich meczach swojej drużyny. na którą powołują się moi rozmówcy. Już nie strajkujecie.Więc wasz strajk był roszczeniowy? — Stoczniowcy są za Bałtykiem. ale jeździli. — To mnie nie ma. Klub zdyskwalifikował zawodników i trzeba było zagrać juniorami.. ksiądz. Gdyńscy juniorzy i tak stawili dziarski opór. CHROBRY GŁOGÓW 15. — wtrąca syn gospodarza. Za takie podejście do sprawy fani odwrócili się od swoich idoli. Trudno było gospodarzom liczyć na korzystny wynik. że jako jedyny w owym czasie mieszkaniec tej dzielnicy Gdyni był zadeklarowanym fanem Bałtyku. w którym Bałtyk wystąpił w młodzieżowym składzie. — Mimo. widziałem tłumione uśmieszki. Taki przelicznik. Gdy po kilku tygodniach ponownie zajechałem do Trójmiasta na mecz Baltyk — Śląsk. Postawa stoczniowców. Ten drugi swoją ksywkę wziął z tego. Tak przynajmniej twierdzą moi rozmówcy. że wracamy z pielgrzymki. po kilku. Kazał przyprowadzić księdza. to znalazłby się ktoś. więc byłby to powrót do źródeł. że klub się nie dogada ze stocznią. — To może będzie ci głupio. że stocznia jest jednym z najbardziej zadłużonych zakładów pracy w kraju? — Widzę absurd w wysuwaniu takiego żądania.. Wreszcie wyrzuciłem z siebie kolejną złośliwostkę: To co. Kanar przyjrzał się i nie uwierzył.. nie podciął sobie żył ani nie rzucił się z dachu. kto by mnie przypilnował. ale jak tu wziąć pół bańki od emeryta? Bardzo nas wspomagał Andrzej Gajewski. a nie o to chodzi. że siedziałeś tu. w morzu fanatyków Arki.. — Tylko tak gadasz. Trzeba przyznać. że grupa wraca ze Świętego Miasta. wrażenie to pogłębia. Nie wielu. wokół których egzystował. że nie skłamał. taka postawa wcale mnie nie zdziwiła. zobaczymy się na jakimś meczu? Jak pokazało życie — Józek nie zawisnął. Gdy wracali z Częstochowy z meczu z Rakowem wybronił chłopaków przed kanarem od kredytówek. — Bzdura Gdybym powiedział. Żegnając się coś nie dawało mi spokoju. Mecz ze Śląskiem (październik 94) był drugim. ale trzy gole padły w samej końcówce meczu. Wcześniej zaprowadził do spowiedzi takiego prawie mordercę — opowiadają Pióro i Śródmieście. który też uczestniczył w głodówce. w tym fotelu i rozmawialiśmy sobie.07. . — Ponoć chciałeś zawisnąć na klubowym szaliku na poprzeczce bramki. — załóżmy..Bałtyk wyrósł na łonie stoczni. Wśród kibiców Bałtyku jest jeden. to co wówczas? — chcę usłyszeć deklarację samobójstwa.. Po strajku kibiców zastrajkowali piłkarze. Teraz to wice już zniknęło. Natomiast nawywijał coś wśród ludzi.. czyli przejęcie klubu przez stocznię ma się rozstrzygnąć później. — Cały czas leżeliście? No.później proponowaliśmy kupowanie soków. jak i kiedy to zrobię. . — Nałgaliśmy konduktorowi. po wyjeździe do Konina. Tego jeszcze w życiu na poważnie nikt mi nie mówił.

Zupełnie inne wrażenie niż to sprzed 12 miesięcy. Nikt nie chce wierzyć. a mają na karku już czwarty krzyżyk. Pomarańczowo-czarni nie potrafili myśleć inaczej. które chodzą na mecze w szalikach. obie ekipy będą się teraz naparzać po pyskach przy byle okazji. że u was każdy robi to. Dla wrocławian nie stanowią takie układy problemu. Zwykłe lokalne układy. marzłem na miejscowym dworcu. Wracający z Legnicy gdyńscy szalikowcy nacieli się na głogowskich hools. Śląska i Chrobrego. który zawita w tym mieście twierdzi. Na sektorze zajmowanym przez najzagorzalszych fanatyków było — lekko licząc — pięćset głów. Każdy klub. czyli rok później. . Na stadionie legioniści. Ponieważ na linii Śląsk — Legia panowały jeszcze dobre układy. co uważa za stosowne. Starszych fanów wśród kibicowskiej gawiedzi na spotkaniu Chrobrego z Amicą nie było. w większości małolacie. że w Głogowie chadzają na mecze piłkarskie ludzie w szalikach. Jak Kuba Bogu. Zorganizowali autokar . wśród ludzkiej ciżby nie sposób było znaleźć miejsca. Jesienią 93 Śląsk wylądował w Głogowie po walkach z szukającą dymu policją. Ciekawe klimaty panują w Legnicy. Kilka osób. czekając rano na autobus do Jawora.. A tu co jakiś czas w tłumie młodzieży przewijają się różne inne — Miedzi.Gdy po raz pierwszy zobaczyłem. jak w kategoriach konfrontacji. Głogowianie pałają nienawiścią do lubińskiego Zagłębia i legnickiej Miedzi. Klient w tym ostatnim dziarsko patrzył mi się w oczy. którzy mają z kibicami Chrobrego dobre układy. Dla głogowian był to łabędzi śpiew. mimo że było ich około trzystu. Oczywiście zero przyjezdnych. co wyglądało na kameralnym stadionie dość imponująco. Fanatycy lekko spóźnili się i natychmiast dowiedzieli od kilkudziesięcioosobowej grupy. Dalszych wyjazdów głogowianie nie zaliczają. Czego chcieli? Dotychczas nikt im nie ubliżał. Może dlatego. że na Śląsk potrafiło się zebrać dziesięć razy więcej. z którego można by cokolwiek dojrzeć. Młyn na jakieś 80-100 osób. — Miejcie pretensje do siebie — goście rozłożyli ręce. — Nie nasza wina. Niektórzy. na szyi miałem szalik Śląska. Zagłębia. że miejscowych jest 5 dyszek. że przyjazd Śląska (a było to tuż po głośnej bieganinie kibiców drużyny wojskowych na boisku w Gorzowie) zmobilizował wszystkich miejscowych chuliganów. ale z czasem zaczęto się zwąchiwać z Widzewem. na meczu Chrobry — Amica. co najwyżej drugiej ligi. Kiedyś. — To małolaci szumią. a oficjalne klubu jeszcze inne) dane mi było zobaczyć w Głogowie pod czas meczu ćwierćfinałowego o puchar Polski drużyny miejscowych z warszawską Legią. Mnóstwo petard i tyleż skandowanych przekleństw. Jeśli wy nie potraficie utemperować młodzieżowców. że był z dwoma koleżkami? Ich wyjazdem życia był ostatnio reprezentacyjny do Paryża. nikt się nie będzie prosił. Ale skoro Śląsk w Głogowie nie jest już lubiany. Nic więc dziwnego. to już wasz problem. że miejscowi obrali sobie za punkt honoru posłanie pod wrocławskim adresem jak największej ilości bluzgów. Poobwieszane publicznością były okoliczne drzewa. Trzeba przyznać.W czasie przerwy podeszło do sektora zielono-biało-czerwonych paru chłopaków z ichniej starej gwardii. I to też nie wszędzie. Tłumy. Odpuszczają sobie? Bodaj ostatnim sporym wyczynem fanów Chrobrego było obicie tczewskiej ekipy Arki na swoim terenie. może setka. że ta forma zabawy jest zarezerwowana tylko dla mieszkańców miast z drużynami pierwszej. mogą liczyć na wzmocnienie ekipy. stanowili ledwie widoczną grupę na trybunach. Do tego momentu szalikowcy wojskowych nie mieli głogowianami żadnych potyczek. Swego czasu lubiono w Głogowie fanów Śląska. A wśród nich miejscowi szalikowcy trzecioligowej drużyny.. Półtora roku później identyczny mecz nie zgromadził już tak wielkiej liczby miejscowych fanatyków. Gorzej było z samymi zainteresowanymi. Na ten mecz gawiedź waliła drzwiami i oknami. Do tej pory (a był to rok bodaj 1980) zdawało mi się. nie bardzo chciałem wierzyć własnym oczom. Rozmawiano o sytuacji. Wyłapałem kilka nieprzychylnych spojrzeń. Fanów w żółto-czarnych szalikach (w rzeczywistości ich barwy są pomarańczowo-czarne. że ci. która była na stadionie wcześniej. jaka się wytworzyła. starsi fanatycy miejscowych są we Wrocławiu dobrze znani. Nic dziwnego. gdy grają właśnie w tych miejscowościach. Dwóch z gospodarzy ubolewało nad faktem. więc by obejrzeć Chrobrego wybrało się wówczas kilkanaście osób z Wrocławia. Jesienią 94.

ale pijani byli wszyscy. dwadzieścia dwa lata. O ile głogowianie potrafią się zmobilizować na terenie Dolnego Śląska. gdy w 1978 roku na jesień Śląsk grał pod Wawelem z Wisłą. Jedno szokowało.Rumunia.czerwonych było jeszcze bardzo cicho. Ponieważ dotychczas fani obu klubów żyli w dość poprawnych stosunkach. więc siedzieli tuż obok siebie. co w Paryżu. Początkowo walka toczyła się tylko z miejscowymi kibolami i na trybunach. CRACOVIA KRAKÓW 15. Później bitwa przeniosła się na drugą stronę płotu. we Wrocławiu o fanach „Pasów” wiadomo niewiele. jaki wydarzył się na zakończenie wakacji 1990. na sektor zajmowany przez 150-osobową grupę fanatyków Śląska zawitało trzech nieźle zawianych kibiców Cracovii. spotkałem się z nimi trzy razy.07. Na stadionie pusto. Wrażenie w Polsce zrobił transmitowany przez TV ostatni mecz „Pasów” w pierwszej lidze. którzy żegnali się z boiskami ekstraklasy. jedynie grupka najwierniejszych kibiców gospodarzy. Za każdym razem fani obu grup jakby nie zauważali przechodząc koło siebie obojętnie. to w odczuciu futbolowych fanatyków prowincja. Kolejne spotkanie (które traktuję jako jedną całość) to dwuletni okres bytności Cracovii w ekstraklasie. Kolejne spotkanie. Gorzej było z meczami Chrobrego. Nagle. Kibice Chrobrego bardzo epatują (lubią pokazywać na zewnątrz) swoją zgodę z Widzewem Łódź. Wrocławianie w Krakowie byli za każdym razem goszczeni przez Wisłę i wraz z kibicami drużyny z ul. kilkuosobową delegacją. Zaczęło się od dosyć głośnego dymu. na których gospodarze gościli zespół „Pasów”. Po wiosennym (1995) spotkaniu ze Śląskiem w Głogowie. Faceci mieli wówczas około trzydziestki na karku. „Pasy” były przytłumione przez rosnącą w siłę Wisłę. Gospodarze tylko ze względu na sporą przewagę ilościową (do bójki przyłączali się . Z flagą w wąskie biało-czerwone pasy na kiju (wówczas nie było to nic niezwykłego) oraz z wypowiadanymi dość niewyraźnie hasłami w stylu: „Z kim wy trzy macie?” Wiślacy nie przybiegli. jaką dysponuję Cracovia. Później o Cracovii z odległości 260 kilometrów (tyle jest spod Wawelu do Wrocławia) niewiele się słyszało. bractwo z Wrocławia grzecznie wyprosiło intruzów. Oczy wiście bezprawnie. Cracovia zameldowała się na meczu z Wisłoką w Dębicy. Mniej więcej tylu. Poza tym trzecia liga. Wówczas stosunki fanów wrocławskich z sympatykami „Białej Gwiazdy” były jak najbardziej poprawne. Przyjezdni postanowili sytuację wyjaśnić. Po zakończonym swoim spotkaniu. W swoich wypowiedziach podkreślają nienawiść do wszystkich okolicznych klubów posiadających swoich szalikowców. Fani pasów przyjechali do Wrocławia raz. w 100 do Wrocławia na Śląsk (wiosna 94). Delegacja została przyjęta pięściami. Wtedy najstarsi fanatycy mieli po dwadzieścia. Reymonta stawili się na stadionie z torem kolarskim. Reszta kibiców gości nie zostawiła swych ziomków i Cracusy ruszyli na Wisłokę. dopingowała swój zespół .szalikowców. Cracusy jadą do Gorlic. na początku lat dziewięćdziesiątych na trybunach Cracovii coś się zaczęło dziać. to do Poznania na Wartę (jesień 95) przybyło fanów Chrobrego zaledwie siedmiu.2003 Jak na tak niezłą ekipę. Chcąc zaistnieć na kibicowskiej mapie Polski starają się zajeżdżać do Zabrza w jako takiej ekipie. więc kilka osób pofatygowało się w kierunku sektora gospodarzy. Są ciekawie „pilnowani” przez miejscowych policjantów. Jesień 86. by przyjechać np. czy 80 w to samo miejsce pół roku później. było ich na stadionie Górnika podczas spotkania Polska . Wracam z górskich wojaży by zdążyć na mecz do Wałbrzycha. byli trzymani przez policję na własnym sektorze przez co najmniej pół godziny po meczu. lecz na meczach klubów z małopolski. A w zasadzie nie na trybunach stadionu przy ul. Kałuży. Po raz pierwszy. podczas jakiego dokonałem ciekawych obserwacji. W czasach. gdy o kibicach biało . Początkiem dość głośnych wydarzeń były wyzwiska miejscowych pod adresem gości. Jak na tamte czasy rewelacja. Wesołe bractwo z lekką agresją wchodzi do zatłoczonego pociągu. Chciałem z którymś po gadać. miało miejsce na dworcu w Krakowie.

w Mysłowicach. dlatego podążali na spotkanie w zorganizowanej grupie. Dysproporcja sił była znaczna. Ale mało precyzyjnie. bardzo konkretną ekipą z niezłym wyposażeniem chuligańskim. fani z Dębicy byli we wszelkich rozważaniach nieistotni. „Cracovia odcina się od swych kibiców” „Przegląd Sportowy”. o 14. Prawdopodobnie chcieli uniknąć wspólnej jazdy z Wisłą. do San Marino. Nie chcieli być także „przejęci” przez policję. by nie uwzględniał nałożonego na Wisłokę walkowera. że pojechał kosą gościa w tramwaju. Artykuły z oświadczeniem o takim właśnie przesłaniu ukazały się w prasie już trzy dni po zamieszkach. Dość zabawnie brzmi relacja z meczu Czuwaj Przemyśl — Cracovia rozegranego w październiku 1993 roku: „Zajechaliśmy w 50 osób. Mecz zaczynał się o 20. gdzie coś tam skubnęli.miejscowi zagryziacy) nie zostali wygonieniu ze stadionu. To ustalili już wcześniej. nie został przez nią przepuszczony. mógł zaowocować całkiem sporym dymem. czyli Cracovii. Wysiedli wcześniej. hasali z policjantami i porządkowymi po murawie. Mecz z Anglią w Chorzowie od strony Cracovii poznałem jeżdżąc na kilka rozpraw.00. co się wydarzyło. O przebiegu tego. że nie poradzi sobie z przybyłymi z Krakowa hools. Po drodze zadymili w jakiejś knajpie. kilkudziesięcioosobowa grupa fanatyków biało-czerwonych postanowiła wyrównać rachunki z kibicami Wisły. rozegrany rok przed spotkaniem w Przemyślu. Wiślacy zajechali 100-osobową. choć ani jedni. Choć bieganina w Dębicy znana była z prasowych przekazów znacznie wcześniej. Krakowianie przyjechali dość wcześnie. Kałuży odcięli się na łamach prasy od swoich sympatyków. wyrobiłem sobie ogólne zdanie. Większość trzecioligowych klubów obawiając się. Za wiślakami postawili się kibice gdańskiej Lechii i wrocławskiego Śląska. po wysłuchaniu kibiców krakowskich. Za tym drugim razem — definitywnie. szczecińskich. Natomiast autokar Cracovii po zadymie na granicy. Towarzystwo lało się już na trybunach i momentami na murawie. a wyszliśmy w 56 w otoczeniu sześćdziesięciu gliniarzy. Ostateczne policjanci rozbili gości na małe grupki i kilku Cracusów zatrzymali. Tytuły też były wymowne. Twierdzili. to jednak nikt z krajowych hools nie traktował wiadomości z trzecioligowej rzeczywistości zbyt poważnie. Ostatecznie. — Dziś odbędzie się zasadniczy zwrot w sprawie — twierdzili przed rozprawą. który ponoć chwalił się tym. Mecz ten odbił się podwójnym echem. Na jednej z pierwszych rozpraw zetknąłem się z ośmioma fanatykami z Krakowa.” Dla Polski pierwszym znakiem. że nie mają i nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. nie były to wzorem innych miast ułomki z bardzo dawną datą urodzenia. na holenderskim gruncie. co oczywiście nie spodobało . Sędzia działając w myśl regulaminu przerwał dwukrotnie spotkanie. Nikt nie pytał o przyczyny zajścia.00. gdyż kibiców Białej Gwiazdy” przyjechało do Rotterdamu zaledwie kilku. Cracovia musiała się zmierzyć z gośćmi postury zapaśników. których mają na co dzień we własnym mieście. Następnie do zabawy przyłączyli się porządkowi. policjantów i innych osób podczas kilku sesji. był mecz Holandia — Polska. Z drugiej strony. to kibice gości. Po drugie Cracovię cały piłkarski makroregion po traktował jako persona non grata. Spodziewali się większej koncentracji grup hools z Polski w okolicach katowickiego dworca. by nie zostały one przerwane. Zakończyło się bijatyką na trybunach i gonitwą tuż po meczu. W myśl przepisów to organizator jest zobligowiązany zabezpieczyć zawody w ten sposób. Rzeczywiście. podają dane jakiegoś małolata. zaczęła pisać skargi do tamtejszego OZPN. jakie odbyły się w sądzie rejonowym w Katowicach w związku z zadźganiem przez fanów „Pasów” kibica szczecińskiej Pogoni. po dość długich i ostrych dyskusjach postanowiono mecz powtórzyć. Nie wiadomo dlaczego mieszkańcy Krakowa postanowili wykorzystywać wyjazdowe spotkania kadry narodowej do regulowanie swoich rachunków. Co dziwniejsze. Przez te 6 minut goniliśmy całe wystraszone tamtejsze bractwo po stadionie. Sąd uznał tę zagrywkę jako coś mającego odwrócić uwagę od zasiadających na ławie oskarżonych. A bójki trwały nadal. którymi najprawdopodobniej byli jeszcze w niedalekiej przeszłości. Wtedy to. Po pierwsze działacze klubu z ul. Weszliśmy w 50 minucie meczu. że Cracovia to nie ułomki. Kolejny wyjazd na spotkanie reprezentacji. ani drudzy nie byli zbyt przychylnie nastawieni do wiślaków.

Równie dobrze na podstawie tych samych zeznań można było posadzić kogoś innego. Co ciekawsze. Mundurowi. Co prawda sami do tego się nie chcieli przyznać. kibicami Cracovii. Początkowo nie wykluczono wersji. że winni mogą się rekrutować spośród wiślaków. — Ci. kto jeszcze powinien znaleźć się obok oskarżonych. Co prawda hali krakowskiej od dłuższego czasu nikt z fanów drużyn przyjezdnych nie odwiedzał (poza Tysoyią. Dołujący ostatnio ŁKS w maju 94 roku grał na swoim stadionie z Widzewem. dziwiłem się. którzy musieli jechać z motorniczym. Jednak miejscowi nie wytrzymali nerwowo i rzucili się do ataku. Po meczu wracali do swojego miasta w jednym pociągu z Wisłą. dlaczego to siedzieli właśnie oni. że żałowali tego noża. że była to najlepsza ekipa lokalnego rywala. wskazywali w grypsach aresztowani Co dziwniejsze. że odpowiedzialność za to co śię wydarzyło spadła właśnie na nich — słowa adwokata o tyle odzwierciedlały rzeczywistość. Tam miał miejsce dym z kilkoma policjantami. chłopak. Gdy natknęli się na autobus z Krosna. Ponieważ przez szyby widać było. innemu udało się dogadać z rozrabiającymi i ci spokojnie wsiedli do tramwaju. by po pierwsze zorientować się w sytuacji. Wspólna akcja łodzian i „Pasów” to atak na idących tłumem z policyjną obstawą fanów Widzewa. Na dobitkę zbudowany jak tur. przedzieleni wagonem pełnym policji. rozpracowali w nim parę szyb. spodziewając się policyjnej akcji wymierzonej w nich. Zresztą podobną opinię wyraził adwokat. co drugi mówił o wiele za dużo. niekoniecznie któryś z oskarżonych. jednak spora część z przyjezdnych nie wykazała talentu w nogach i załapała się na oklep. nie mając punktu zaczepienia. że byli przywódcami grupy. że scyzor miał w ręku bliżej nieokreślony małolat. Później przemieścili ę w kierunku Ronda. z którą Cracusy mają zgodę). Stosunek ŁKS-u do Cracovii w tamtym okresie z daleka zdawał się być określany jednoznacznie: zapatrzenie na lepszego. Na dobrą sprawę. wszyscy zgodnie twierdzili. że tamto wrażenie z dnia rozprawy było złudne. Pozostawały spotkania reprezentacji i wyjazdy gościnne. więc jeden z późniejszych oskarżonych rzucił pytanie. W przenośni i dosłownie. To. którzy siedzą. a po wtóre dołożyć opornym. Papug zresztą wymienił po nazwisku. część do drugiego. Zagłębie rzuciło się do ucieczki. Pukająca do bram drugiej ligi Cracovia na znaczących boiskach zaistnieć nie bardzo mogła. Gospodarze co prawda mieli zaatakować w ostatniej chwili. wydaje się. Jesienią tego samego roku hokeiści Cracovii podejmowali sosnowieckiego Orlika. Jednym z takich sposobów na pokazanie się były derby Łodzi. Po zadymie krakowianie wybiegli z tramwaju. Przesłuchując wszystkich. gdy nie spodziewający się ataku sosnowiczanie dojdą do czekających na rozwój wypadków i swą zdobycz gospodarzy. jednak kilku puściło farbę już na komendzie. które później stało się najbardziej obciążającym go dowodem: — Kto spieprzył tę zadymę? Tym razem krakowianie natarli ostrzej. Teraz. Ostatecznie trzech z pasiaków wylądowało na ławie oskarżonych. strzelali na oślep. na którego środowisko wskazywało. spowodowało. Przyjezdnych było 60-80. na hasło Cracovia rzuciła kilkudziesięcioma kamieniami w kierunku sosnowiczan. w jednym momencie. ale taką możliwość szybko odrzucono. Choć ich przeciwnicy nie dali sobie w kaszę dmuchać. więc ci z drugiego dopiero na kolejnym przystanku mogli zmienić wozy. robiłem wielkie oczy. Przysłuchując się rozprawie. Łodzianie (ci z ŁKS-u) twierdzą. gdy słuchałem zeznań ze śledztwa odczytywanych przez sędziego. że wiadomo było. jak powinno. Część do pierwszego wagonu. Ktoś wyciągnął nóż. spotkali się w kilkadziesiąt osób ustalając zeznania. Po tym zdarzeniu fani Cracovii. Wcześniej łódzko-krakowska grupa pogoniła ekipę 4050 widzewiaków. Na tę samą osobę. Jeden z mundurowych dostał po głowie. którzy kiedykolwiek skojarzyli się prowadzącym ś1edztwo z Cracovią. choć na odległość.się właścicielowi. to jednak Cracovii było dużo więcej. Wydawało się. gdy przeciwnicy byli oddaleni o jakieś 50 metrów. robił wrażenie twardziela. jednak wystawili fanatycy „Pasów” 45 osobową ekipę penetrującą w okolicach dworca. W pierwszym działy się cyrki. iż pchnął kosą jeden. są ofiarami swojej popularności w środowisku. jako konfidenta. że nie wszystko jest tak. już na hali. . Po jednej z rozpraw rozmawiałem ze świadkami. na której nie było żadnych konkretnych dowodów. Już po fakcie. W czasie meczu. Do Łodzi zawitał autokar fanów Cracovii. a siedziało trzech.

. choć zainteresowanie służb mundurowych przy jezdnymi objawiło się dopiero w okolicach hali. Jednak fani z grodu Kraka przyszli na mecz już w czasie jego trwania. jeden maluch zgubił się po drodze.Od polowy trzeciej tercji brama była zamknięta. do większych zadym nie doszło. ale początek miał miejsce o znacznie wcześniejszej godzinie. W okolicach dworca czatowało 100 hools. Metal jednoznacznie stwierdził. Cracovię reprezentował Metal. Warszawianie twierdzą. Przed halą spotkała nas niespodzianka. Po tym spotkaniu kibice Pasów” zaatakowali na dworcu w Zabrzu Śląsk. Ruszyliśmy w 5 aut. Wyruszali w dwa autokary. potem drugi. ŁKS-u. Gówniarze od nas też uciekli. że z dwóch stron płotu próbowały się zaatakować dwie watahy. Oprócz skrojonego szalika Cracovii stracił fleyersa i znaczone karty do gry. że dojeżdżały kolejne suki. Zadyma miała miejsce przy płocie. Daliśmy spokój. Pod będący po drodze stadion zajechały dwa autokary Cracovii. a jeden dostał kosą w nogę (?— przyp. W Krakowie na sektor gości przy obstawie policji nie ma szans się dostać. który na tym spotkaniu wystawił 45 osobową ekipę. Arki.. Lechii i Śląska. Legionistów i krakusów dzieliło ogrodzenie i kordon policjantów. Najpierw zaatakowali ze sprzętem stojących przed kasą. gdyż wcześniej nie udało się dogonić autokarów. Relacje z dwóch różnych stron są różne. Legii. Udało się złapać kilka osób na dworcu kolejowym. Śląska i Cracovii. RZ). Na wcześniejszym meczu reprezentacji. Kilku starszych z tej 40osobowej grupy się postawiło.00 trzema autokarami. Reakcja na tę wiadomość mogła być tylko jedna — szybki bieg w kierunku hali. Przypuściliśmy szturm. Dostał wpierdol. Arki Gdynia i Poloni Bytom. gdyż FC Piaseczno wycofało się z rozgrywek. gdy do całej zabawy włączyli się policjanci przeganiający głównie tych pierwszych. Weszliśmy na drugą tercję. Przedstawmy relację Bieżana. Niektórzy stracili barwy. Jeziorak Iława grał z Radomiakiem. zadziwiała jego wytrzymałość.W rewanżu 64 hools z Krakowa pojawiło się na meczu w Sosnowcu. Nie przewidzieli jednego. że tym razem sosnowiczanie pojawią się autobusami. Wypuszczono nas w kilkanaście minut po wyjściu Zagłębia. a później. zwłaszcza. co przez złośliwych było skomentowane jako . już na hali także pogonili grupę małolatów od nas. z Francją w Zabrzu jesienią 94 roku odbywała się walka z jednej strony Cracovii. Podczas meczu Polska — Słowacja na tyłach zabrzańskiego stadionu odbyła się konferencja z udziałem kibiców Lecha.. w którym Cracovia mogłaby stanąć do walki z fanami szczecińskiej Pogoni. Zorganizowaną grupą porozganiali mniejsze ekipy gospodarzy. krakowianie obiliby wrocławian. Kibice z Sosnowca rzucili nam wyzwanie. Później przyjezdni podymili na pobliskim targu. który robił wrażenie przywódcy Zagłębia. poleciały kamienie i brechy. Jeden z samochodów udał się za gościem. Po awansie do drugiej ligi Cracovia na swój pierwszy mecz jechała do Białegostoku. że Zagłębie przyjechało około 17. udowodnili. (. Tego samego dnia. która postanowiła wpaść na obiekt i obić przebywających tam fanów. Gdyby nie postawa najlepszej tego dnia ekipy fanów poznańskiego Lecha.]ekkie zabezpieczenie się”. że jest pusty. Chodziło o możliwość przyłączenia się do układu na mecze reprezentacji narodowej oraz o ewentualne dogadanie miejsca i czasu. Reszta dotarła do samego Sosnowca. fani miejscowych przygotowali się starannie. w Warszawie na obiekcie Hutnika odbywał się mecz barażowy. więc przywitał nas kordon mętów z psami. Z przeciwnej strony tę pierwszą koalicję atakował Widzew. część z nas się rozeszła do swoich Spraw. Małolaci przy szli z nowinami. Na kolejne spotkanie. Nie chcieli nas wpuścic. jednego z chuliganów krakowskich: „Gdy tuż przed 17 (mecz zaczynał się właśnie o tej godzinie) przy jechał ostatni pociąg i okazało się. Autobusy zostały prze chwycone przez mundurowych dopiero na . że żadne takie układy go nie interesują. ale nie udało się przedrzeć. które odbyło się w grodzie Kraka. Kilku obecnych wówczas mendziarzy zostało zdeptanych. Stawką był awans do grona drugoligowców. Okazało się.” Następny dosyć głośny dym mieli fanatycy Cracovii na meczu Polska — Słowacja. gdyz nie posadzili jeszcze Zagłębia na sektorze dla gości. że się liczą. ŁKS-u i Nobilesu. Wywiązała się zadyma w sektorze zajmowanym przez wspólną grupę kibiców Zagłębia Lubin. ale zwąchała to policja..) Po meczu chcieliśmy wyjść wcześniej z hali. Wówczas przeciwnikiem byli policjanci. „drugiej Wisły. W międzyczasie pojawiły się posiłki policji.

Leżajsk 40. że winni byli pseudokibice wrocławscy. Wystarczy iskra. że zatrzymujemy któregoś. Nowy Sącz 80. idealni organizatorzy partyzantki miejskiej. Z późniejszych danych do Wrocławia dotarło niewiele. Podczas tego spotkania ustalono. przyjechał z flagą z napisem SOLIDARNOŚĆ REGION GDANSK. Tarnów (Unia) 120. Trener Stasiu świerk nakrzyczał na próbujących interweniować policjantów. — To my. o sami nie mogli. Wypowiedzi nieprzychylne dla ludzi w szalikach. Po tym wydarzeniu PZPN miał nielichy pasztet do przełknięcia.07. Ratownik i Kacper wraz z kilkoma narwańcami przerwało na kilka minut przed końcowym gwizdkiem. który także się nie zakończył w regulaminowym czasie. Gdy od opisanych sytuacji . Nadymili kibice gości. 10 lutego miała się w tym samym miejscu znów odbyć walka. zdecydowanie. czyli na dwa lata przed awansem do drugiej ligi: Jasło 15. Tarnów (Tarnovia) 130.. Lokalna prasa codzienna wciąż donosi o kolejnych zdarzeniach. a on: tylko wodę. szybko. Reszta to ludzie interesu. jednocześnie zrzekając się prawa do dalszej gry w pucharze. Na pewno 70 fanów Cracovii (dwa niepełne autobusy) pojawiło się w Lublinie na Motorze jesienią 95. To są domorosłe talenty. To ograniczanie widoczności trwało bodaj półtora roku. którego apogeum nastąpiło po rozegranym jesienią 1993 roku spotkaniu 1/16 PP ze Stilonem w Gorzowie. Pieróg. herbatę. Z kłopotu PZPN wybawił szef Śląska stwierdzając. Do niej jednak nie doszło. Przepisy mijały się z logiką w sposób wyraźny. kurwa. drobnych i mniej drobnych za dymach. Oficjalnie za powód takiego pociągnięcia podano ograniczenie widoczności dla przebywających na trybunach. piłkarze zachowali się w porządku. Statystyka wyjazdów Cracovii jest bardzo niekompletna. kibol Lechii. Później było nieporozumienie z ówczesnym szefem klubu — płk.2003 Czy myślicie. W czasach komuny. Ciążyły na nim też wypowiedzi po pamiętnym meczu z Wisłą w 93 roku. Wcześniej. Mają przywódców.” Fani Cracovii bodaj jako jedyni deklarują brak zainteresowania futbolem. Bo teina-kofeina szkodzi. Aktualnie (wiosna 96) w Krakowie odbywa się permanentna wojna fanatyków dwóch klubów z tego miasta. Po meczu. Mimo tego są zaliczani są do najgłośniejszych. Jesień 93. Przemyśl 50 (opis wyżej). że Cracovia będzie miała z Lechem układ. Po tej demonstracji klub ustanowił zakaz wieszania flag na płocie w trakcie meczów. również w Lublinie na Lubliniance Cracovia starła się i pokonała jedną z trzech dążących do zwarcia grup fanów Motoru. We Wrocławiu fanatycy mieli swoistą wojenkę z działaczami Śląska. to znaczy wzięli zapędzonych do szatni kilku chłopaków wraz z sobą do autobusu klubowego. Czasem hochsztaplerzy. Nic dziwnego. nie działacze. gości.rogatkach miasta. kiedy nastąpi atak. Mniejsi lub więksi. Transparent ten został rozwieszony na siatce w trakcie meczu z Górnikiem Zabrze. Rzeszów (Zelmer) 20.. DZIAŁACZE 15. od których klub się odcina. Michałem Srokowskim. proponujemy kawę. Zdarza się. że jednym ze stadionowych przebojów stało się hasło zniesławiające go. żeby pomóc chłopakom zwyciężyć. W kolejną sobotę. W „Krucjacie łysogłowych” Ewy Wilk o kibicach biało-czerwonych wy powiada się szef wydziału prewencji KWP Andrzej Czop: „Umieją się bić. więc powinien być walkower dla. tak że dwóch kolesi się przesmyknęło i wracało z futbolistami jako piłkarze. pobiciach. a tu taki numer! — biadolił później Warkoczyk. który Warkoczyk. gdyż fani „Pasów” wyjechali do Gdyni na rozmowy z fanatykami Arki i Lecha. 3 lutego odbył się dym z Wisłą w knajpie opanowanej przez Cracovię. jednak regulamin jest prosty: meczu nie ukończono. Srokowski stał się wrogiem publicznym numer 1 dla kibicowskiej braci. walczą w szyku. w 88 roku Grabarz. Nigdy nie wiadomo. Atakują ostro. biegamy po boisku. że działacze są inni niż my? Zdarzają się lubiący swoją pracę i to jest konieczny wymóg możliwości działania dla gościa.

Czasem wioska oddalona o dwa kilometry leży już w obszarze innego makroregionu. na których do kompletu brakowało tylko pieczątki: Falsyfikat. Uspołecznione zakłady pracy dawały wszystko co potrzebne. Więc za co nas karać? Naoglądałem się we wrocławskim OZPN-ie kart zawodników. co dotychczas jest niedozwolone? Kiedyś bycie działaczem sportowym było łatwe i przyjemne. oprócz policjantów. Czas „amatorów” minął. zupełnie inne podpisy teoretycznie tego samego piłkarza. tym wyższymi obracał kwotami. a kombinuje przecież każdy. Im kto się kręcił wyżej. I to mało gdzie. Obławiali się działacze. Na marginesie pucharowego spotkania Stilon — Śląsk. komu to przeszkadza. Jedni w fabrykach. Najczęściej w związku z grą nieuprawnionych zawodników. łatwo przy ich przemieszczaniu uszczknąć coś do swojej sakiewki. lodówki. chodzi o to. to jeszcze pryszcz. Uwielbiany przez fanatyków trener Świerk prosił publicznie o odpuszczenie „win” Srokowskiemu. czym zaskarbił sobie przychylniejsze spojrzenie szalikowców. Największą ochotę do utarczek z biegającymi po murawie kibicami. ale ci z innego miasteczka. Srokowskiego zgrzeszono. będący na nim Srokowski stwierdził. że zachowanie części fanów nie jest bliskie ideałowi. teraz zostały jeszcze tylko zakłady opiekuńcze. lecz rozumie pobudki. trenerzy. ówczesny trener Stilonu. zawodnicy. Mnie nie przeszkadza to wcale. Aktualnie na kluby wyrywa się społeczny pieniądz z rad miejskich.. jakimi to niegrzeczne bractwo się kieruje. Idealna sytuacja jest wówczas. A zawodnik nie kosztuje dziesięć złotych. kopalniach. gdy na jednym piłkarzu (na futbolistach jest . Jeszcze kilka lat temu zarobić na piłce można było w sposób najprostszy. A nawet przeproszono. że tak jest w rzeczywistości. benzynę i cholera wie co jeszcze. gminnych. Fantastyczne zdanie o całokształcie stosunków panujących w rodzimym futbolu. bo nas się karze.. Wystarczyło się przy niej kręcić. okazał się. Cała inwencja większości działaczy jest skoncentrowana na sposobach wyrwania jak największego kęska z tej puli i biadoleniu na brak funduszów w uszy radnych. Większość (przynajmniej oficjalnie) zatrudniona gdzieś indziej. Dla mnie może rozgrywać dwadzieścia jeden spotkań w tygodniu. które zostało przerwane. to trzeba zrobić awanturę. Widząc zaagażowanie i zmianę stosunku do fanatyków w młynie. że doskonale wie. a mieliśmy jeszcze lepsze materiały z życia. A jak się nie uda. gdy w grę wchodzą pieniądze klubowe (czyli nie pieniądze działacza). Dlaczego nie ustalą sobie takiego prawa. że mamy kantować wszyscy. że chłopak najpierw zagra u nas. niech się teraz podrapie w głowę. działacz z klubu „podwójnego” piłkarza przyznał z rozbrajającą szczerością: — A właściwie. a właśnie trener. Najłatwiej wychodzi to tym. to dopiero szwindlarze! Rozumując inaczej. jak najpierw krzyczycie Świerka pozdrawiamy a chwilę później bluzgacie na mojego szefa — twierdził. Podwójne zgłoszenia.minęło dość sporo czasu. Amatorzy. Gdy badałem taki wypadek na pograniczu województwa wrocławskiego i opolskiego. Fantastyczna scenka. wojewódzkich. drudzy tu i tam. Ale przepisy ustalają działacze piłkarscy na wniosek działaczy klubowych. Nie miejscowi hools. Zdjęcia innych ludzi na dokumentach z identycznymi danymi. Eugeniusz Różański. — Panie kochany. którzy biorą za to pieniądze. Już jako pismak spotkałem się ze swoistym interpretowaniem wpadek zaliczanych przez działaczy niewielkich klubów. które będzie zezwalać na robienie tego. że zawodnik na swoich papierach gra w dwóch różnych klubach. Menedżerów z prawdziwego zdarzenia można szukać ze świecą. podczas jednego ze spotkań piłkarzy z kibicami. Powiedział także. samochody. a jednocześnie recenzję do scenariusza filmu „Piłkarski Poker” wypowiedział jego reżyser Janusz Zaorski: Ludzie nie wierzą. iż zdaje sobie sprawę przywiązania owych rozrabiaczy do klubu. Kasa sama wpadała do ręki. Aktualnie najważniejszą rzeczą dla „myślących kieszenią” są transfery. którzy mieszkają na granicach okręgów. Czasem zdarza się. pokazująca faceta ładującego skrzynki wódki do samochodu i odpowiadającego na pytanie to ile przegraliśmy” jest kwintesencją hochsztaplerstwa w niższych klasach rozgrywkowych. Ale gdybyśmy je sfilmowali. — Głupio mi słuchać. nie porządkowi. Podstawą do egzystencji w niejednym klubie są pieniądze rozdawane centralnie (czyli z kieszeni podatników) na szkolenie młodzieży. Mieszkania. a później pobiega na innym boisku. nie zawodnicy Stilonu. Proste. wówczas dopiero nikt by nie chciał dać wiary”. Kto oglądał film. my to jeszcze nic.

największa przebitka) skupia swoje zainteresowanie kilka klubów. Skórokop nie musi pójść do klubu, który obiecuje za niego najwięcej gotówki Może pójść tam, gdzie dają najwięcej pod stołem Nie jest to jedyny sposób wyrywania kasy przy zmianie barw klubowych. Doskonały numer jest z dogadywaną wysokością ustalania gratyfikacji za przejście z samym zainteresowanym, czyli piłkarzem — Chcesz pół miliarda? Dobrze. Dostaniesz połowę dużej bańki. Ale podpiszesz sześćset milionów Stówa będzie dla mnie — stwierdza decydent. Dogadają się? Jeden z zawodników obijających się swego czasu o kadrę narodową powiedział mi kiedyś historyjkę o dość znanym trenerze — działaczu z Dolnego Śląska: — Gdy chciałem odejść z klubu, w którym R” był pierwszym po Bogu, ten stwierdził, że owszem, nie widzi przeszkód, jeśli odpalę mu 50 baniek. „R” w dalszym ciągu zarabia na życie kręcąc lody” na obrzeżu futbolu. Po wyroku sądu polubownego PZPN, stwierdzającym, ze spadkobiercy Olimpii Poznań są winni Ryszardowi Górce 16 miliardów starych złotych, wiadomo było że Bolesław Krzyzostaniak wykona jakieś ruchy Nikt nie lubi się pozbywać kasy, a 16 miliardów to nie jest splunąć nawet dla Rockefellera Ostatecznie zdecydowano się na wariant fuzji. Stracił na połączeniu Olimpii Poznań z gdańską Lechią Piotr Buller, który postanowił zrobić w tym samym czasie identyczny numer z Sokołem Pniewy i GKS-em Tychy. Piłkarska centrala daje bardzo wyraźnie do zrozumienia, że obie te akcje z przymusu traktuje identycznie. W PZPN najchętniej uznano by fuzje tyską nie zezwalając na gdańską. Kolejną śmieszną sytuacją jest napływ chętnych do przejęcia klubów których stadiony stoją na gruntach o sporej wartości rynkowej. Nawet walących się klubów. O tym, czym jest faktycznie walka o gdyński Bałtyk powiedział prezes Fundacji Baltic—Futbol, Andrzej Gajewski; — Za tereny, na których usytuowany jest stadion, niektórzy już chcą płacić. Kilkadziesiąt miliardów. We Wrocławiu znalazł się inny sponsor rozumujący podobnie. Całkiem logicznie. Maciej Kapelczak — bo o nim tu mowa — jeden z czterech współwłaścicieli przedsiębiorstwa, a raczej firmy Panda, zaczął sponsorować Śląsk. Dobrze wiedział co robi, dążąc do przejęcia klubu. Wszak stadion przy ul. Oporowskiej leży na gruntach o ogromnej wartości. Działał szybko i wielotorowo. Jeszcze nie przejął Śląska, a już wcielał w życie dalszą część swojej koncepcji. Boczne boisko przerobiono na targowisko. Ostatecznie targowisko, które także może przynosić zyski, łatwiej będzie przeklasyfikować później na tereny zaplanowane pod zabudowę. Ostatecznie Panda zbankrutowała, a Kapelczakowi w zamian za długi zostanie zlicytowany stadion „Pafawagu”, który w międzyczasie stał się jego własnością. Oczywiście ostatecznym przeznaczeniem tamtego stadionu także nie jest wcale gra w piłkę. Trenerzy, którzy myślą z perspektywą siedemnastu spotkań, też nie są rzadkością. Po co główkować, co się stanie z klubem za dwa czy trzy lata? Ważne jest nazwisko, oraz wyniki tu i teraz. Cóż go obchodzi, co się stanie po jego odejściu (najczęściej — wyrzuceniu)? Po nim choćby potop. Dlatego jednym ze sposobów obrony trenera jest wyciągająca się lista życzeń piłkarzy, którzy powinni się w „jego” klubie znaleźć. Im lista dłuższa, tym w razie niepowodzenia łatwiej wytłumaczyć, że poszło nie tak, gdyż nie zrealizowano jego planu. A gdy na pozycję starego repa wprowadza się młodszego piłkarza, rep czuje się zagrożony. Więc zmyślny szkoleniowiec bierze starego na rozmówkę, podpowiadając, że właściwie to jest on już słabszy od młodzieniaszka, lecz rozumiejąc sytuację życiową, on, trener, może jeszcze próbować postawić na repa. Oczywiście kto ryzykuje? Trener. Więc od mogącego grzać ławę ryzykant chciałby jakiejś gratyfikacji. Finansowej najlepiej, bo od wdzięczności to już głowa puchnie. Jaja wyszły z regulaminem, bo regulamin rozgrywek piłkarskich jest bez jaj. Po dziwnym finiszu ligi w sezonie 1992/93 (to ten rok, w którym podczas ostatniej kolejki Legia rozgromiła w Krakowie Wisłę 6:0, ŁKS pojechał równo z Olimpią 7:1, a bramki padały, kiedy powinny), mądre głowy stwierdziły, że należy ustalać kolejność w tabeli przy równej ilości punktów za pomocą pomocniczej tabelki, w której są uwzględniane mecze bezpośrednie. Głupotę pomysłu udało mi się wytłumaczyć w sposób najprostszy zwolennikowi tej koncepcji, redakcyjnemu koleżce Andrzejowi Lewandowskiemu. Powtórzę więc sposób myślenia.

W sezonie 92/93 ŁKS myśląc o tytule mistrzowskim, musiał w ostatniej kolejce zaaplikować przeciwnikowi cztery bramki więcej niż Legia. Zakładając, że obie drużyny wygrają. Możliwe? Raczej nie. Ale w Łodzi spróbowano. Ostatecznie wyszły jaja i dzięki nim szydło z worka. W trakcie sezonu Legia zwyciężyła z łodzianami 2:0 na własnym boisku i zremisowała u rywali 0:0. Gdyby w tamtym sezonie obowiązywał przepis o meczach bezpośrednich, warszawiacy pokonaliby Wisłę 2:0 (1:0 jest wynikiem niebezpiecznym, zawsze w 89 minucie jakiś małolat mógłby się wygłupić i wyrównać) i byłoby po krzyku. Nie łudźmy się, że ten rezultat zostałby ustalony na murawie. Obyłoby się bez awantur, bez „cała Polska to widziała” (a co, nie widziała?), bez szumu w massmediach i bez odbierania tytułu. Byłaby cisza i spokój. A może o to chodziło tym, którzy ów nowy regulamin ustalali? Więc powiedzmy sobie, że nie chodzi o czystość sportu, lecz spokój decydentów. Dołożono także punkt o konieczności rozgrywania barażów w przypadku zdobycia identycznej ilości oczek” przez dwie pierwsze drużyny. Dzięki owemu śmiesznemu regulaminowi o mało co rozgrywki drugoligowe w grupie I w sezonie 94/95 nie zakończyły się skandalem. Wystarczyło, żeby Amica, Śląsk i Wisła miały na koniec identyczną zdobycz punktową. Regulaminy takim wypadku nakazywałby rozegranie dodatkowych spotkań między pierwszą, a drugą drużyną. Pomijając już fakt, że interpretacja przepisów była tak różnorodna, że spekulacje o ustaleniu, kto byłby w takim przypadku pierwszy, a kto trzeci wywołał w dolnośląskich mass-mediach niezłą zadymę. Kolejne udziwnienie, choć akurat może mieć sens. Jednak nie w wypadkach, gdy pierwsza i druga drużyna osiągnęły już swój cel (awans). Zdrowy rozsądek nakazywałby rozegranie spotkań barażowych między zespołami drugim i trzecim. Na szczęście dla PZPN-u Wisła została ogolona przez Kasierskiego z Gorzowa podczas meczu ze Ślęzą, a na dodatek wtopiła w ostatniej kolejce w Koninie. Dzięki temu do ekstraklasy spokojnie awansowały Sląsk i Amica. Mimo że na linii Wrocław — PZPN grzały się linie telefoniczne, Związek regulaminu nie zmienił ani o przecinek. Liczył pewnie, że prawdopodobieństwo zaistnienia spornej sytuacji jest tak nikłe, że nie ma o co kruszyć kopii. Wesoło będzie, gdy jednak się zdarzy to, co mało prawdopodobne. Oj wesoło. Zadyma w sądzie na sto procent. Osobny temat to sędziowie. Panowie w czerni odegrali nie raz główne role w przedstawieniu pod tytułem mecz. Co ciekawsze, najgłośniejszy przypadek sędziowskiej indolencji początku lat siedemdziesiątych okazał największym fałszerstwem. Najstarsi aktualni szalikowcy pamiętają mecz Bułgaria — Polska w Starej Zagorze, rozgrywany w ramach eliminacji przedolimpijskich. Wówczas to polska opinia publiczna została zbulwersowana wyrzuceniem z boiska Włodzimierza Lubańskiego. Prasa kipiała. Panduranu (rumuński arbiter) stal się wręcz synonimem sprzedawczyka. Po latach Lubański przyznał się, że po jednej z kontrowersyjnych de sędziego, powiedział w jego kierunku „Schweine”. Na jego nieszczęście gwizdkowy był także poliglotą, przynajmniej na tyle, by zrozumieć ową świnię po niemiecku. Ale w dalszym ciągu nazwisko arbitra pojawia się w przypadkach sędziowskich niedyspozycji. Te niedyspozycje arbitrzy miewają nader często. U jednych wynika to z nieudolności. Inni zacierają ręce, gdy dowiadują się o swoim występie w jakiejś mieścinie. — Tam się zawsze coś dostaje. — Zwierzenia młodego, choć już trzecioligowego arbitra raczej nie można uznać za bajkę. Jakoś nie gada głupot, by się popisywać w życiu codziennym. Co ciekawsze, im wyżej arbiter dotrze w hierarchii, tym częściej mówi, że w środowisku wszystko jest cacy. Układy na linii arbiter — kwalifikator to bardzo ważna rzecz dla sędziego. Od tego zależą przecież punkty za przegwizdane mecze, a z tych punktów oblicza się punktację. Jedni lecą na pysk, inni awansują. Na drugoligowca, do ekstraklasy, międzynarodowego. Błyskawiczne awanse byłego piłkarza — Wojciecha Rudego, tłumaczono jego wieloletnim doświadczeniem „czytania gry”. Tere fere kuku. Bardzo niewiele informacji do publicznej wiadomości przenika ze środowiska ludzi z gwizdkiem. Najprościej jest przecież sczyścić faceta, którego wyczynów nie można w jakiś sposób zmierzyć. Bo jak ocenia się sędziów? Przez testy wydolnościowe muszą przejść wszyscy. A później co? Przecież nie na podstawie ilości pokazanych kartek jest on klasyfikowany. Wśród swoich pyskatego się po

prostu dołuje. Koniec, kropka. Inna sprawa, że ci walczący o” czystość sportu i higienę sędziowania” dość często są takimi samymi hochsztaplerami, tylko walczącymi o swoje cele. Najczęściej do zwierzeń można nakłonić arbitrów na futbolowej emeryturze, jednak nie tych, którzy chcą zaistnieć jako działacze. A jeśli już opowiadają o przewałkach, to zawsze bohaterami tych opowieści „nie do druku” są... koledzy. Dziwne? — Już jedenaście kolejek z rzędu sędziowie nie pokazują dla nas wapna” — skarżył się po wiosennym (1995) spotkaniu Śląska z Polonią w Bytomiu wrocławski środkowy pomocnik Jarosław Góra. Jego narzekania były o tyle uzasadnione, że w tym spotkaniu był wyraźnie dwukrotnie cięty na polu karnym. Arbiter nie reagował. Trafił w dziesiątkę. Kilka dni później szefem Kolegium Sędziów został Marian Środecki z Wrocławia. Od tej pory na meczach we Wrocławiu piłkarze Śląska mogli sobie urządzać konkurs na króla strzelców z odległości jedenastu metrów. Tak się czarne bractwo chciało przypodobać swemu pryncypałowi. Wszak we Wrocławiu ciśnienie awansu było wówczas przeogromne. Oleśnica. Mecz tamtejszej Pogoni z Wisłą. W Pogoni grał wówczas zawodnik Mariusz Marek, który potrafił fantastycznie uderzyć piłkę z rzutu wolnego. Po drugim groźnym strzale, arbiter spotkania wciąż dyktuje wolne w kierunku bramki gości z sensownych odległości. Nie były to jedyne dziwne decyzje arbitra. — Jak sobie załatwiliście przychylność sędziego? — pytam trochę bezczelnie prezesa Pogoni Tadeusza Salika. — Panie Romku, przecież my i tak lecimy z drugiej ligi. Sam jestem zdziwiony tym.,. przychylnym spojrzeniem. Zupełnie inaczej na tę przychylność patrzył trener Wisły, Lucjan Franczak, — Jak ja mam swoim zawodnikom wytłumaczyć, na czym polega sport? I taki cyrk dzieje się na oczach kilkuset krakowskich kibiców, a później ludzie się dziwią, że ci kibice chuliganią. Pod budyneczkiem klubowym stoją dwa auta z nietutejszymi rejestracjami. Jedno jest z Poznania, to sędziowie. Drugie ma rejestrację pilską. Okazało się, że na meczu był „ktoś z Wronek”. Po serii niepowodzeń Arniki wydawało się, że walka o drugie, premiowane awansem miejsce rozegra się między Wisłą a klubem z Wronek. Na szczęście dla piłki wiślacy ostatecznie to spotkanie wygrali 1:0. O kompetencji niektórych działaczy świadczy przykład pułkownika Wójcika w warszawskiej Legii. Swego czasu zaginął mu faks z Grecji, w którym gospodarze meczu o PEZP w siatkówce informowali o terminie spotkania. Faks znalazł się w ostatniej chwili, ale od momentu jego szczęśliwego odnalezienia do wylotu samolotem nie udało się… odszukać całej drużyny. Weseli działacze ściągający niejednego piłkarza czy koszykarza obiecywali złote góry. Później często okazywało się, że albo podsuwano nieświadomym futbolistom taką umowę, że po dostosowaniu się do jej warunków wodnikom pozostawało opuszczenie rąk, bądź też super warunków po prostu me dotrzymywano. Często wybuchające wśród zawodników strajki części są spowodowane zupełnym niezrozumieniem sytuacji w jakiej przychodzi działać klubowi, po części natomiast me wywiązywaniem się klubu z umów. Ten pierwszy przypadek miewa jeszcze miejsce w klubach, trybuny których nie zagląda pies z kulawą nogą, a piłkarze myślą kategoriami sprzed 89 roku, gdy wystarczyło być zawodnikiem, by nieźle z tego żyć. Drugi natomiast jest jaskrawym przykładem nieprzystosowania się do nowych warunków klubowych bonzów. To za komuny wystarczyło poparcie „przewodniej siły narodu”, by najbardziej nawet absurdalne żądania zostały spełnione. Teraz trzeba najpierw pogłówkować, skąd wziąć kasę. Niektórzy o zarabianiu pieniędzy nie mają pojęcia, chętnie natomiast je wydają. Naobiecują futboliście czego sobie tylko zażyczy, by następnie z powodu łatwych do przewidzenia braków w kasie ze swoich zobowiązań się nie wywiązywać. Działaczami często zostają ludzie z przypadku. Dla nich nie są istotne drobiazgi, jak barwy klubowe, herby, pełna nazwa klubu. Ludzie ci nie wiedzą z czego faktycznie żyją. Barcelona jest wielka, bo ma pewność, że na każdy jej mecz przyjdzie kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Obliczając spodziewane wpływy za bilety, można obliczyć budżet klubu. Gdyby nagle, ni stąd, ni zowąd, na tę samą Barce zaczęło chodzić po tysiąc widzów, jej wielkość skończyłaby się natychmiast. Ale w Barcelonie zdają sobie z tego sprawę. U nas jest gorzej. Że postanowiono przeprowadzić fuzję Olimpii, na trybunach której łatwiej

że nie może być już powrotu do sytuacji. To jasne. Bractwo poprzyzwyczajało się do pewnych rzeczy. a którzy za pięć lat będą pracowali gdzie indziej. którzy w nim pracują. Na szczęście zwyciężył rozsądek i tradycyjny.08. Samemu na drużynę płacić nie chciał. to jak na polskie warunki bardzo dużo. to wiedząc po co biegają. wiedzą tylko mieszkańcy Wrocławia. dwugłowy i dwukolorowy orzeł jest jedynym obowiązującym znakiem Śląska. Gdy się okazało. Bo jest ich mało. Śląsk to ci wszyscy. gdy spiker w afekcie powiedział o Adamie Gradzie: „zawodnik Olimpii” otrzymał taką porcję gwizdów.było policzyć widzów niż piłkarzy. kiedy dolar kosztował na czarnym rynku (czyli taka była jego wartość realna) 120 złotych. Motywował to ogólnym dziadostwem futbolistów. A kibice Sparty do zaślepionych fanatyków nie należą. Wyglądał on podobnie do godła klubu. Czyli my. czy wpuści pięć tysięcy ludzi z biletami po stówie. że żadych zmian być nie może. gdyby w Trójmieście funkcjonowała nazwa Olimpia.2003 — Pieprzę. za które powinien zapłacić volkswagen. którzy chodzą na mecze i tułają w pociągach kolebiąc się na wyjazdy. że godło miasta z którym zżyło się kilka pokoleń Polaków. najskuteczniejszym argumentem potwierdzającym. Windowanie cen biletów do niebotycznych kwot świadczy o tym. FREKWENCJA 01. Działacze nie zawsze i w tym jest problem. Kto nie był na stadionie w Gdańsku. Jak się okazało. iż „trzeba skórokopom dać forsę. Oficjalną zmianę nazwy z KKS na PKP Lech Poznań w grodzie Przemysława jeszcze przełknięto. I nie mamy zamiaru niczego zmieniać. Tam nie chodzi się „na ligę”. Życzę wesołego życia. barwy i nazwę. herb. tylko że w środku zamiast dwugłowego orła znalazło się czarne W. A my mamy swoją historię. trzeba było wyraźnie dać do zrozumienia kto jest kim. Pogoni czy Arki. Ciekawe. gdyż do złudzenia przypominało znak fabryki samochodów. Po co ktoś ma mieć kłopoty już po fakcie. na których widniał herb-widmo. Lechii. żeby tworzyć w Śląsku jakieś herby-dziwolągi. czy dwa i pół tysiąca za dwukrotnie wyższą kwotę. tylko „na Lechię”. Choć wpływy do kasy te same. nie dziwi nikogo. Pomysł utworzenia nowego godła popierali tylko niektórzy. którzy sobie herby klubu potatuowałi. Tam podczas inauguracji. że jest to nowy herb sekcji piłki nożnej. Dlaczego jestem przeciwny zmianom? Bo nie jestem w tym odosobniony. tego nie zrozumie. Natomiast osoby wydające głosy o możliwości przeniesienia ŁKS-u (ponoć fałszywe) należałoby sprawdzić pod kątem psychiatrycznym. nie idę na mecz — słyszę kiedyś z ust znajomego. . Ale chcącym się odciąć od tradycji klubowych. trzeba koniecznie zmienić. O psach. jakiej chyba nie usłyszał nigdy w życiu. jakie ludzie wieszają na działaczach Sparty Wrocław za zmianę nazwy na Atlas. Wbrew pozorom klubowi nie jest obojętne. Reklamodawcy zdecydowanie wolą liczniejsze publiki. Jeżeli głupawe władze Wrocławia doszły do wniosku. Piłkarze wojskowych wystąpili w trzech ostatnich spotkaniach jesieni 95 w koszulkach. Śląsk to nie ludzie. kto był winien zamieszania. w Rynku zaczęto planować akcje protestacyjne. to trudno. wypowiadając wręcz idiotyczną w ustach faceta. że podejmujący taką decyzję nie mają zielonego pojęcia o standardzie życia szarych ludzi. Ale zażyczenie sobie dziesięciu dolców za ligową młóckę. który nie ma zamiaru „płacić" na obiboków" kwestię. Niektórzy działacze nie mają pojęcia o otaczającej ich rzeczywistości. Ale niech znajdzie się odważny do zmiany nazwy Legii. Skąd owe złotówki znaleźć znajomek nie miał pojęcia. ile ludzi chodziłoby na pierwszą ligę w Gdańsku. Nazwisk pomysłodawców i głosicieli nowych idei nie podam. komisja śledcza fanatyków nie doszła. było stwierdzenie. a bilet na mecz to był wydatek w granicach złotych 20 (dane z połowy lat siedemdziesiątych). Kibice Petrochemii przeżyli jakoś zmianę nazwy klubu. który nazywał się kiedyś Wisła. na Wisłę chodzili nieliczni. iż pracownicy i działacze sekcji będą musieli sobie pogadać oko w oko z tymi. będą grali jak z nut". choćby to miały być tylko pieniądze za bilet. Ktoś we Wrocławiu wpadł na pomysł.

Kombinuje. Nie inaczej jest we Wrocławiu. Widzew — Legia (16) z jesieni 1994. — Jeśli pan napisze. że na meczu było 1614 widzów. Oporowskiej na jeden bilet. W Mielcu widzę jak już w czasie spotkania na obiekt wpuszczana jest grupa dzieciaków. Wrocławiu. lubińskim stadionie obejrzało 12 tysięcy ludzi. teatry. Sam kiedyś przez prawie dwa lata wchodziłem na stadion przy ul.pyta się jeden z dziennikarzy swojego kolegi po fachu z konkurencyjnej gazety po kolejnym meczu Śląska. ale także kina. ale wypowiadał te słowa dziennikarz. Grono rodzin zawodników i ich znajomych. w dużych ośrodkach miejskich.Legia (10 tyś. Łódź. że mecz może się odbyć bez ich udziału. Do tego różnego rodzaju „sposoby". które nie dorobiły się grupy najwierniejszych fanatyków. przez którą wchodziły osoby upoważnione do wejścia bez biletów.popadają w zupełnie inną manię. Zdarzają się działacze klubowi. zwłaszcza w mniejszych ośrodkach. Kluby. poprzez bardziej wyrafinowane metody. czyli w latach osiemdziesiątych spadła dość gwałtownie. że na meczu było półtora tysiąca ludzi. że tytuł przypadnie futbolistom Zagłębia Lubin . jak Górnika Wałbrzych czy Lechii Gdańsk. to my napiszemy sześć — pada odpowiedź. Ci. że zainteresowanie futbolem w niewielkiej miejscowości jest spore. Nie byłoby w tym nic dziwnego. Po czasie i w tych ośrodkach ludzie się jakoś od futbolu odwrócili. to widać. „którzy muszą".najczęściej te głośniejsze . Aktualnie. Ilość oglądających poczynania rodzimych piłkarzy w ciągu dekady Jaruzelskiego.Górnik (18). — Ja napiszę sześć i pół — twierdzi pytający. Chce pokazać. że napiszę 1200. Takie spotkania jak Lech . Warszawa. Tam zjawiały się komplety po 30 tysięcy widzów. począwszy od wręczania wejściowego bramkarzom. na mecze sztandarowych drużyn piłkarskich chodzą głównie szalikowcy. Płocku. oczywiście z gruntu fałszywa. takich jak Gdańsk. dla których stadiony stanowią miejsce niekoniecznie sportowych emocji. Wrocław. Poznań. to na pewno pan nie skłamie — insynuuje mi wiceprezes w pewnym trzęcio-ligowym klubie. A żeby było ciekawiej — te lewe wejściówki „robiły wrażenie prawdziwszych od autentyków" . skoro miał z góry wyrobione zdanie.wyniosła trzy i pół tysiąca. Reszta popiernicza na trybuny. sam zresztą przez nią wlazłem okazując legitymację prasową. Jeszcze ostały się na jej początku takie stadiony. Swój największy kryzys liga przeżyła w roku 1990/91. W zasadzie nie wiadomo po co pytał. Wówczas to spotkanie w którym zadecydowało się ostatecznie. Warszawie. gdyby to był pismak przyjezdny. oraz ci. czyli na przełomie roku 1995/96. Szczecin. Ja wiem. jaką frekwencję zanotować? —. mogą — przynajmniej na razie — odłożyć między bajki marzenia o możliwości finansowania się samemu. Kiedyś stanąłem sobie przy bramce. pełny stadion na decydującym o zdobyciu tytułu mistrzowskiego przez Legie. z których tylko część idzie na halę. czyli grupa ludzi nie potrafiących sobie wyobrazić. Krakowie. Możliwości jest tysiące. Stomil . Gdańsku daje podstawy do lekkiego optymizmu. którzy naciągają frekwencje stadionowe jak kondoma. Frekwencja na tym spotkaniu . Wyludniły się nie tylko stadiony. Coraz częściej zdarzają się pojedyncze mecze na które przybywa masa widzów. czy Lech . Ale to jeszcze pryszcz. który na tym stadionie obsłużył kilkadziesiąt (set?) imprez. Na mecz Legia Blackburn na lewe wejściówki weszło cztery tysiące ludzi! CWKS stracił na tej domowej produkcji kart wstępu ponad miliard starych złotych. — Spiker podawał pięć tysięcy. Na trybunach pozostali jedynie futboloholicy. Jednak ostatnio coś drgnęło. Przełażenie przez płoty jest stare jak same ploty. Później dowiaduję się. co było niezagrożonym rekordem frekwencji w tamtym sezonie. Z kolei inne kluby .jak stwierdził jeden z magików mających dostęp do lewizny. Przy doliczeniu się trzysetnęgo uprawnionego przeszła mi ochota do zabawy w inspektora. Dziatwa wbiega przez bramę bez żadnych kołowrotków. Duże zainteresowanie poczynaniami piłkarzy w Olsztynie. Co wpłynęło na tak znaczne zmniejszenie zainteresowania? Ludziska zaczęli uciekać w prywatność.). meczu ze słabiutkim Rakowem wiosną 1995.ta oficjalna . Ostatnio bractwo bawi się w drukarzy i samo sobie majstruje bilety. choć i to jest lekko naciągane. Zadziwiająca dokładność.*** — No i co.z Zawiszą Bydgoszcz na olbrzymim. Lekko licząc piętnaście procent weszło legalnie za friko.

wynalazł sobie sobotnie przedpołudnia. z powodu tej niezbyt optymalnej pory rozgrywania dwóch spotkań poszło w niwecz sto baniek. — Lechia to my — stwierdził kiedyś Grabarz. Hardo odpowiedział. Wiec tam. Nie oszukujmy się. koszykarzy czy jakichś innych sportowców nie znajdą zainteresowania wśród publiczności. Przyjście dwóch „bambusów" wystarczyło do zaludnienia uprzednio opustoszałej w czasie występów Lecha hali Areny w Poznaniu. Wbrew pozorom. Oczywiście nie zawsze. gdy o transmisji telewizyjnej ze spotkań ligowych nie było nawet mowy. Lekko licząc. lecz z tej prostej przyczyny. Czasem publika rozrabia. To z kolei będzie napędzać widzów na trybuny. Trzymał się tego później w Szczecinie. Lech czy Wisła. że ludzi można zainteresować sportem. — Lechia to ludzie. Przypadek Romanowskiego w Legii jest . ale to już zupełnie inna historia. fanatyk gdańskiej Le-chii mając na myśli kibicowskie bractwo. gdyby nie zasiadający na trybunach. za które ogłoszeniodawcy płacą). Dla niektórych frekwencja na meczach jest nie tylko ilością główek na stadionie. czy pogoda. frekwencje rzędu kilku tysięcy płacących za bilety ludzi. Nie znajdzie się sponsor. Kluby będą miały więcej czystej. gdzie jest. Gdy był po raz pierwszy szkoleniowcem wrocławskiego Śląska.jak wskazuje praktyka . Liga gra co tydzień.Legia (16). Widzew . w którym jeśli coś nie było pokazane w telewizji państwowej. które przecież można pokazywać w nieskończoność. Dla reszty brak publiki oznacza zagładę finansową. przynajmniej w naszych warunkach. że „Barca" do tej pory nie ma żadnej reklamy na koszulkach. zyskują tym samym na wartości dla stacji nadawczych. gdyż wierzy. W momencie największego kryzysu. że cieszy się ze zwycięstwa. Skórokopy będą szybciej biegać za piłką. Trener Romuald Szukiełowicz lubi mieć wolne soboty. w Zawiszy i w Lechu Poznań. Nie kontraktowi piłkarze czy działacze. Jednak wobec nikłego zainteresowania tym sportem w świecie. Jeśli poczynania piłkarzy. którym trzeba wciąż patrzeć na ręce. lecz nacisk opinii jest tam tak duży. ale gdy tylko mógł. Podkreślał również. że choć zespól dołuje. Sezon 1994/95 był także renesansem koszykówki. który wyłoży na drużynę swoje pieniądze w ilości wystarczającej na wyczyn wysokich lotów. jednak ma jedną z wyższych średnich widzów na mecz w lidze. Czas. to tak kombinował. No może nie tylko. Mecze. Telewizja nie może sobie pozwolić na odpuszczenie okazji przyciągnięcia przed ekrany chętnych do oglądania ligowej młócki (czyli odbiorców reklamy.Cracovia (15. Na to samo pozwolił sobie kotwicząc ponownie we Wrocławiu. Znalezienie możnego . To „prawie" rezerwuję dla takich mecenasów jakim jest Bayer dla klubu z Le-yerkusen. Nadkomplety w Pruszkowie. Śląsk lub Cracovia. wiec będzie pokazywać futbol w znacznie szerszym wymiarze. Poznania. Spytałem pomysłodawcę na konferencji pomeczowej. Czym byłaby warszawska Legia bez ludzi na trybunach. Przemyślu. Są dwa sposoby utrzymania klubu sportowego (lub zarabiania na sporcie przez indywidualnych zawodników). że zaowocuje ono większą frekwencją na meczach we Wrocławiu. Kilka tygodni później na innej pomeczowej konferencji stwierdził. można było spotkać jedynie na nielicznych koncertach. chcący zarobić To uatrakcyjnia rozgrywki..Legia (16). Publiczność jest najważniejszym sponsorem prawie wszędzie. którzy przychodzą na trybuny. klub żyjący tylko z widzów. Sport pasuje do tego jak znalazł. Szybko przejrzał na oczy. powoli mija. dają do zrozumienia. że na ich miejsce w każdej chwili będzie czyhał kolejny futbolista. nie tylko z chęci pokonania rywala. że on sam.ewenementem. chodzących na każdy mecz. będąc pierwszym po Bogu w Pogoni. widz jest najpoważniejszym sponsorem klubu. Z drugiej strony frekwencyjnego sznurka jest CF Barcelona. decyduje o dosyć dziwnych porach rozgrywania spotkań. Wisła . Te kluby nie byłyby tym. kto by! inicjatorem tak racjonalnego podejścia do rzeczywistości. Stargardzie Szczecińskim. by mieć wydłużane weekendy. ŁKS czy Widzew. stosunkowo małym nakładem kosztów. które pozwoli na przetrwanie zimy w lepszych nastrojach. czym są. Coraz więcej ludzi w szalikach o barwach klubowych można dostrzec chodząc zimą czy jesienią po ulicach Gdyni. czy słota. fala ta powoli opada. żywej gotówki. Ostatnio ludzie zaczęli chodzić na żużel. Futbol po prostu się obronił. Jednym z wymogów przyznawania koncesji chcącym wejść na rynek telewizjom Krajowa Rada Radiofonii uznała wysoki procent programów rodzimej produkcji. nie mogło być zobaczone. Ma rację. nie mają szans powodzenia. Już nie tylko sala Nobilesu Włocławek pękała w szwach. mimo że to druga liga) czy wciąż pełne trybuny Stomilu jesienią 1995 pozwalają spojrzeć z nadzieją w przyszłość.

na futbol. Po rewanżu gol ten okazał się trafieniem na miarę awansu. zwłaszcza dla działaczy i służb porządkowych. drugi zadowala się wyłożeniem drobnej sumy. Takie jest przynajmniej jego oficjalne oblicze. gdy na tablicy widniał wynik 0:0. GKS KATOWICE 01. Innych sposobów. w Polsce i to nie jest takie łatwe. Stadion podchwycił skandowane przez chuliganów okrzyki zagrzewające zawodników do walki i sama końcówka okazała się festiwalem miejscowych fanatyków. że w danej dyscyplinie jest popyt na zawodników. co jest światowym szlagierem. by pieniądze z biletów mogły stanowić podstawę utrzymania sekcji. Piękne to i ładne. . 20 tyś. Natomiast ci. nawołując w niej do kulturalnego dopingu i przyzwoitego zachowania się piłkarskiej publiczności. którzy przez tych grzecznych pokazywani są jako faceci niespełna rozumu. Jednak pewien fakt obala mit fajnych. ale tu kolejna przeszkoda: brak obiektów o bardzo dużych pojemnościach. zaczęły lecieć w kierunku piłkarzy denerwujące hasła. W cenie są ci pierwsi. Ci pierwsi są z Klubu Kibica. Można ich szkolić i odsprzedawać. Nawet w najlepiej prosperujących pod względem frekwencji klubach. Wydawać się może. Choć piłka nożna jest pod tym względem społecznym fenomenem i na pierwszoligowy futbol nie można nagonić tylu widzów. można by znaleźć mnóstwo wytłumaczeń. Jeden pokrywa kilkadziesiąt procent kosztów utrzymania sportowca (zespołu). „Kurwa mać. klęski. ba. do których dostroili się piłkarze strzelając w 89 minucie. W rzeczywistości okazuje się to zwykłą. po prostu nie ma. ale intencje. Takie zachowanie jest przez kibicowską brać zupełnie inaczej odbierane.sponsora i zapełnienie trybun widzami płacącymi za bilety. przywiązaniu do barw klubowych. ci którzy powinni najbardziej dbać o twarz swoją i zespołu. któremu się kibicuje. Poza tym sponsor sponsorowi nierówny. Mimo porażki. Aby klub mógł liczyć na przetrwanie musi ściągać 4-5 tysięcy widzów na trybuny w sportach halowych. w którym istnieje wyraźny podział na kibiców grzecznych i mniej grzecznych. Jak pokazują doświadczenia. Sponsor jest najłatwiejszym wyjściem z sytuacji. niż samo osiągnięcie wyniku w sporcie.2003 Jest to bodaj jedyny polski klub. Jakby na złość tym porządnym. Jakoś radzi sobie w Polsce żużel. jednak znalezienie go jest sztuką nie lada. Nieraz liczba 2 tysięcy widzów na koszykówce czy piłce ręcznej (szczypiorniści mają taką oglądalność tylko w Kielcach) oznacza. Halowe sporty zespołowe mają szansę stać się rentownymi. że ludzie wręcz wisieli na sobie. grzecznych chłopców. z Bayerem Leverkusen. na kilka minut przed zakończeniem pojedynku. Na podstawie tego wydarzenia ugruntowałem w sobie wewnętrzną niechęć do organizacji formalnie związanych z klubem. Jeszcze raz się okazało. nieprzychylne hasła skierowane do zawodników wypłynęły 2 każdego innego sektora. robią fantastyczną rzecz i pokazują wszystkim na czym naprawdę polega kibicowanie Kolejny mecz pucharowy. Gieksa grać". o grzecznym oglądaniu piłkarskich spotkań i konieczności powstrzymywania w sobie negatywnych reakcji. W czasie pucharowego spotkania z Gironidis Bordeaux (1/16 pucharu UEFA 1994/95). Żeby mniej więcej wyjść na zero. Gdy przychodzi faktyczna godzina próby. zakładając że się nie kombinuje. odwracają się od swych idoli. wyglądał już zupełnie inaczej. trybuny nie odwróciły się od swoich. Klub Kibica pieprzy głodne kawałki o lokalnym patriotyzmie. idioci potrafiący rozmawiać jedynie za pomocą rak. dostępny jedynie klubom i to pod warunkiem. pustą paplaniną. Klub Kibica wydaje swoją gazetkę. chwilę później fantastyczną atmosferę zaczęli robić kibice spod znaku Official Hooligans. „Za co my płacimy" i tym podobne. Gdyby podobne. Jest jeszcze sposób trzeci. niż gwizdy po każdej straconej bramce. Dochodzi do ostrego (przynajmniej w słowach) zwalczania się obu grup. czy zapewnieniem strojów drużynie. że w rzeczywistości nie liczą się papierkowe deklaracje. Umiejętność ich pozyskania to sztuka jeszcze trudniejsza. na który się pieniądze zbiera. w której piętnuje zachowania chuligańskie. że najprościej jest zagnać widzów na trybuny.08. z sektora zajmowanego przez owych milusińskich.

Nietzschego i Hitlera. Największą głupotą popisał się gostek. liczba fanatyków gwałtownie maleje. gdy Katowicom w lidze i pucharach się nie wiodło. Nie udało się z najprostszego powodu. Ich wycieczki do Chorzowa czy Zabrza wyglądają (od strony ilościowej) całkiem przyzwoicie. Jednak wystarczyła chwila załamania (jesień 95) i ludzie przestali tak licznie odwiedzać stadion na Bukowej. że spotkanie to miało swój ciek&wy . Czerwono-bialo-czarna ze swastyką. Lub kretynizmie. Lub transparenty z treściami w języku Goethego. Następny natychmiast wiesza ten napis na szubienicy i tak dalej bez końca. niemieckich barwach. niż młodzieżowcami z Katowic. Ciekawie było na meczu GKS Katowice . widoczna jest duża migracja. to znów ktoś trzeci pisze nowe hasła. Katowiccy szalikowcy w liczbie ośmiu zameldowali się na wrocławskim Stadionie Olimpijskim w czasie meczu 1/8 PP ze Ślęzą Wrocław. kibice mają zapewnioną lekturę. Jest to wojna ciągła. Na Górnym Śląsku trwa ze szczególnym nasileniem wojna na murach. Kilkadziesiąt lat komuny pozostawiło ślady w świadomości nawet najmłodszych pokoleń. Na przestrzeni kilku ostatnich lat wielu kiboli zmieniło szaliki GKS-u na białoniebieskie Ruchu i odwrotnie. Chyba że frakcja germańska jest tak silna. Zwłaszcza w Chorzowie i Katowicach na płotach pojawiają się flagi. Stwarzają kolejny powód do nielu-bienia ich przez innych fanatyków. Kolejna ręka pano-psów zamalowywuje. Magika od niej złapano i „zakolegiowano". natomiast ci spod znaku Official Hooli-gans dyszeli wobec mieszkańców stolicy żądzą mordu. Jeszcze inny element ludzkiej mentalności jest doskonale widoczny w tym regionie. Po meczu towarzystwo zielono-biało-czerwonych bardziej zainteresowane było tym. a aspiracje byłego prezesa. Parę lat wcześniej na trybunach nowego. tak że zostaje sam „Górnik". Wlazłem na główną trybunę i długi czaa przyglądałem się przyjezdnym. że kogoś drapnie. Teoretycznie wróżyło to ustawicznym zwiększaniem się poziomu sportowego i . sięgające tytułu mistrzowskiego przelały się na cały klub. dobre czasy". że „na Widzew nie ma co czekać.Polonia Warszawa podczas pobytu tej drugiej w pierwszej lidze. jesień 95). Wcześniej bractwo z Na-bojki przeszukało dworzec w nadziei. kiedy to jiiebiescy" po awansie do ekstraklasy natychmiast zdobyli tytuł mistrzowski. zwłaszcza pomiędzy Katowicami a Chorzowem. Flagę zdejmował porządkowy. Bezustannie to jedni. który na mecz z Bayerem Leverkusen jesienią 94 przywlókl ze sobą flagę w barwach klubowych z napisem Kattowitz. wszakże teraz policja eskortuje wszystkie grupy. katowickiego stadionu pojawiła się flaga przypominająca „stare. gdy fantastyczna passa z jesieni 93 urwała się wiosną następnego roku. W „Szalikowcach" (nie mylić z „Szalikowcy Zine") jeden z kibiców Gieksy stwierdził. to drudzy. Trybuny Ruchu opustoszały parę lat wcześniej. Przejeżdżając przez Górny Śląsk pociągiem. Jednak gdy trzeba wyjechać gdzieś dalej. Często „Górnik Pany" szybciutko przerabiany jest na „Górnik Psy". Jesień 94. Starsi i reszta młodzieży.Większa ilość fanów GKS-u wyjeżdża tylko na derby Górnego Śląska. Na miejscach stojących było wówczas kilkudziesięciu wrocławskich młodzieżowców. Wątpliwe. że stanowi ona podstawę egzystencji grupy.frekwencji. które przypominają o rodowodzie co niektórych. usadowiło się po drugiej stronie trybuny. Górnika Zabrze wyludniły się w momencie. Klub Kibica zrobił sobie z kibicami -warszawskich kolejarzy zgódkę. dopisuje lub domalowywuje coś do starych. Dla swojego własnego interesu fani GKS-u powinni wyeliminować pacjentów z inklinacjami do przerabiania się na Szwabków. w ośmiu łatwo się zgubić w pociągu jadącym w trakcie przewozowego szczytu. Zwłaszcza w 89 roku. Jesienią 94 roku GKS miał najliczniejszą grupę fanów na Górnym Śląsku. i ostatnio (tzn. Na Górnym Śląsku. w sumie jakieś 150 głów. Natomiast GKS caly czas jest klubem na dorobku. W tych dwóch miastach bardzo często można ujrzeć flagi w narodowych. Gratulacje za zdrowy rozsądek. kto będzie ściągał rozwieszoną flagę Ślęzy. Mariana Dziurowicza. Żadne tam harpagany. Tymi kontrowersyjnymi naleciałościami rodem z Niemiec kibice z Górnego Śląska robią sobie koło dupy. oni zawsze jeżdżą z policją" Chyba się będzie musiał gostek zapisać do tych grzecznych.co za tym idzie . Okazało się. a Ruch po spadku natychmiast się skonsolidował i stał drugoligowym pewniakiem. Wystarczy spojrzeć za okno. Hasło Jaić Niemca" wciąż jeszcze znajduje spory oddźwięk społeczny.

więc kibice z Bukowej wchodzili w 35 minucie meczu.Docierają nawet echa jakichś indywidualnych pobić. GKS TYCHY 01. by coś się wyrabiało w tamten. pod tytułem „Zadyma roku". W styczniu 95. który odmówił przyjazdu do Gdańska na mecz z Olimpią/Lechią. którzy identyfikując działania Mariana Dziurowicza. — Drobna zadyma miedzy nami (czyli Legią). gdy te słowa są zapisywane (grudzień 95). bo następną zadymą. W Warszawie na lidze pojawił się jeden autokar kibiców z Katowic. przynajmniej w chwili. którego zna z uwagi na swoje handlowe kontakty. lub przynajmniej pogonili? — Piwko próbuje uskutecznić myślenie. Nastroje dosyć dokładnie przewidzieli obawiający się o autokar działacze GKS-u. Bo komu się mają poskarżyć malolaci? Rodzicom? Jednak o tym. Na 1/16 pucharu Polski do Gdyni na Arkę dojechało zaledwie sześciu kibiców Gieksy. — Czemu? — Bo tam jest napisane. co będzie z fiizją GKS-u Tychy z Sokołem Pniewy. GKS przez długi czas rokrocznie uczestniczy w spotkaniach o europejskie puchary. Mieliby pecha jadąc w marcu 95 do Poznania na półfinał PP. Na „rozkładzie" swoich wyjazdów GKS jesienią 95 miał między innymi mecz o Superpuchar w Rzeszowie. a GKS-em przy bufecie. Coś się wydaje. nie mógł spokojnie ścierpieć. mieli wyraźną chętkę na odbicie sobie tych decyzji na kibicach. gdzie zameldowało się ich jakieś 60 osób. co się przecież zdarza. — Pewnie pogonili jakichś uczniów spod szkoły — śmieje się Czarny. Szóstka przemknęła przez trójmiasto niepostrzeżenie. — l uwierzyliście? — Leon dostał lekkiej piany na ustach. jaką opisali.epilog. Policja lala ostro. który przyjechał z opóźnieniem. niezłej ekipy z Ursusa. ale jakimś swędem wysmyknęli się kilkudziesięcioosobowej ekipie chcącej przetrzepać skórę fantastom. których idole nie . Przed kasami Gieksa obiła nieco małolatów wystających pod płotem. — No dobra. Tej „zadymy roku". na który legioniści wybierali się z uwagi na występ swojej drużyny.W tej gazetce napisali. Jednak informage o podobnych przypadkach błyskawicznie docierają do Nabojki. była bijatyka na Centralnym z nami. o której we Wrocławiu nikt nie słyszał. czyli w kilka miesięcy później. jednak nie poszło im tak łatwo z uwagi na obecność przed siatką kilkuosobowej. Zaopatrzyliśmy się w ichnią gazetkę i nieźle się u-śmialiśmy ze Śląska. że we Wrocławiu przed meczem ze Ślęzą ośmiu kibiców GKS pogoniło dwudziestu ze Śląska. prezesa PZPN z postawą GKS-u. że wyszło aa remis. którzy pozostawili środek transportu gdzieś na obrzeżach aglomeracji. a my ich kopaliśmy po dupach ile wlazło. listopadowy dzień. Jak prosiaki. nikt nic nie wiedział. A GKS-u na hali zjawiło się cale mnóstwo! Było ich chyba z tysiąc. — Jak tam po turnieju w Spodku?— pytanie dotyczyło zorganizowanego w Katowicach turnieju halowego. że owa „zadyma roku" nie wyjdzie katowiczanom na zdrowie. Bardzo żałowali tak nielicznego stawiennictwa fanatycy gdańskiej Lechu. gdzieś na przysiędze. kiedy te zuchy pojawią się w okolicy Wrocławia? — dopytuje się Czesiu Dziekanka. Leon zbulwersowany ląduje na Rynku i opowiada o tym. wynajmując autokar z miejscowymi tablicami rejestracyjnymi. Na meczu z Lechem w Poznaniu zameldowało się 4 fanów z Katowic w obstawie jednej dziewczyny. wrocławianin Leon dzwoni do Obary z Legii. — Nie.08. Jednak w sezonie 1995/96 o niemożliwości dostania się do niej przekonano się nad wyraz szybko. Magnatowi i nie tylko jemu marzy się Liga Mistrzów w stolicy Górnego Śląska. Pomińmy na razie ten problem. Często towarzystwo spotykające się na Rynku dowiaduje się o stratach jakiegoś pojedynczego szalika. — Może faktycznie kogoś obili.2003 Trudno przewidzieć. czego się przed chwilką dowiedział. Gdy się robi klasyfikację na największych zadymiarzy wśród kibiców piłkarskich. Pozostała walka o występ w pucharze UEFA i PEZP.

Zwycięstwo ze Śląskiem i remis w ostatnim spotkaniu z Miedzią w Legnicy daje tyszanom pozostanie w drugiej lidze. wskazuje jednoznacznie. — To chyba wam się upiekło — uśmiecha się cicho mówiąc. mundurowi wykorzystując przewagę wysokości początkowo sieją panikę. jakieś 3. Cracovia nie przyjechała (ciekawe. w sezonie 1993/94 podczas przedostatniej kolejki GKS gra za Śląskiem u siebie.5 tysiąca. Na taką odwagę zdobyli się w tamtym okresie jeszcze tylko fani Pogoni Szczecin. mogąca sobie pozwolić na komfort swobodnego manewrowania (dzięki temu daszkowi) krzyczy do napastników „orient". nieprawdaż? — koleś od nas z lizusowskim tonem z przymilnym wyrazem na twarzy szydzi z wyższego rangą funkcjonariusza. to właśnie tyszanie. gdy nagle zza płotu wynurza się kilku typków i próbuje rzucać kamieniami. Fani Śląska stoją na peronie kom-hinując jak tu spędzić wolny czas. jednak nie lubią nas w Polsce.Dobrzy są — stwierdza Kacper. Po chwili za płotem znów pojawiają się sylwetki miotaczy. Po drodze widać mnóstwo nienawistnych spojrzeń. Agresorzy nie słyszą lub nie rozumieją. ale dość niezłej załogi. We Wrzeszczu przez bardzo długi okres oprócz ekip zaprzyjaźnionych oraz miejscowych — z Gdyni — nikt się nie pojawiał. Towarzystwo od nas spogląda po sobie. każdy nieomal osobno. Nagle coś się zmieniło. Niecała czterdziestka. — . Walka przybiera na sile. idziemy na miasto? — kolesie podśmiewają się niedwuznacznie z gostka. Kiedy GKS grał po raz przedostatni w drugiej lidze. ale potrafi spojrzeć na sytuację z boku. Tamtych zebrał się cały. ale tyszanie też nie ułomki. Cała nasza 58 osobowa grupa klaszcze miejscowym chojrakom. Część najmłodszych i panikarzy wpada w popłoch. Tyszanie uciekają. Przed dworcem miejscowi fanatycy w liczbie stu kilkudziesięciu (?) i funkcjonariusze bawią się w ganianego. że wesoło nie będzie. Uwagę zwraca dość dziwne zachowanie psów. Tym razem „niebiescy" bardziej niż na kamienie. Ale skąd taka zapiekła nienawiść wśród miejscowych? No cóż. to z pewnością nie może w niej zabraknąć tyszan. do meczu pozostało prawie trzy godziny. że w ogóle byli. Milutka okolica. . zwracają uwagę na swych „podopiecznych". Teoretycznie ma rację. dla której obicie nas miało być punktem honoru. bo ci są osłonięci wystającym daszkiem. Na szczęście dla zielono-czarno-czerwonych policjanci po przebieżce wzdłuż muru nie są w stanie sforsować płotu. zupełnie zaskoczonych kamieniarzy. by zgarnąć stojących za nim. w którym się rozpłynął. Biegają. — No co. — Cholera — myślę sobie. Wszyscy przyjezdni rozglądają się wokół siebie. że najmocniej wymachujący pałką zniknął. stawili się na trudnym stadionie Lechii Gdańsk. Praktycznie każdy przygotowany był na najgorsze. Wzdłuż muru. policjanci zgarniają przybyszów z powrotem na peron. który chciał w ten sposób zabić czas. W większości dzieci. Lądują nas do dwóch bud. Tamten doskonale rozumie ton. czyli którędy na piwo. niemały przecież sektor. Policja postanawia nieco uspokoić towarzystwo. że wybiera się nań również Cracovia. że będą?). Nie mają możliwości wcelowania w gości. ale i mniejszość nakryłaby wrocławian czapkami. Bodaj dwa lata później (w tym czasie Tychy zdążyły posmakować po raz kolejny gry na trzecioligowym poziomie). Coś trzeba robić. wyprosiła kilkunastu przyjezdnych ze stadionu. jako jedyni nie lubiani przez autochtonów z głębi kraju. Na meczu stosunkowo dużo ludzi. Policjanci są bici i wyrzucani poza obręb sektora. wysiada na dworcu kolejowym. Mieliśmy sygnały.czy drugoHgowych boiskach. — Drobne kłopoty. Padają jakieś petardy. nie ma co. Jednak liczy się fakt. Zajeżdżamy na stadion. u kresu podróży. Wiara z Wrocławia. na murawę leci kilka kamieni. zupełnie niewidoczni dla atakujących tyszan.hasają po pierwsze. co przynajmniej w dolnośląskiej gwarze stanowi ostrzeżenie przed mogącymi pojawić się kłopotami. gestykulują. że jest w tej chwili kopany. Falowanie wokół miejsca.Podczas tamtego spotkania policja już w czasie pierwszej połowy. kilkunastu uzbrojonych jedynie w pałki psów wpada z animuszem w tłum około tysiąca głów. Wrocławianie jadą do Tych na różne sposoby. Ostatnimi czasy frekwencje na tyskim stadionie były znacznie niższe. Jechaliśmy na ten mecz ze świadomością. nie potrafiąc zapanować nad sytuacją. Już po chwili widzimy jak na dłoni (wszystko działo się naprzeciwko nas). biegną w kierunku kamienio-miotaczy mundurowi. kto w ogóle wymyślił. — Idziemy na miasto — proponuje Warkoczyk. Kilka gorących głów z wrocławskiej watahy nie zważając na policjantów biegnie przez tory w kierunku napastników.

że w Lubinie na tym meczu było 70 kibiców z Tychów. gdyby dokładniej wyjaśniła się sprawa fuzji. kurwa. Policjanci do pomocy w ujęciu spryciuli zwołali gazik. Być może jeździliby w większych ilościach. Widać. to nie on — Niełac zaczyna rozmowę z psami pokazując na budę. Śląsk do przerwy prowadził 1:0. a przed bramami stadionu widać hordy miejscowych. sędzia kończy mecz.chcą wziąć odwet za niechlubną rejteradę sprzed kilkudziesięciu minut. Siedzimy sobie spokojnie. choć nikogo nie zdołali pochwycić. to bym skurwysyna ukatrupił z rozkoszą. Na ich „liczniku" jesienią 95 można odnotować 30-sto osobową grupę we Wrocławiu czy 27 (wiadomość zaczerpnięta z prasy. Wiedzą dokładnie o co chodzi. — Mogło być dzisiaj wesoło — komentujemy między sobą. Tym razem . którzy przyjechali na ten mecz. wywołującej niesłychany aplauz na trybunach. drobnych zdarzeń. . czy był to przypadek sterowany. Taki wynik to niemal pewny spadek Tych. Poj-manego (pojmaną?) w końcu obstąpiło kilkunastu zaganianych psów. że się do takich eskapad nie nadaje. Po jakimś czasie uzbrojeni w kamienioodporne tarcze. Nic wielkiego się nie działo. więc niekoniecznie prawdziwa. biegających w tę i z powrotem. zamiast podziękować. co się tego dnia w Tychach zdarzyło. Tylko z powodu owej wysokiej pozycji kilku tyszan miało nieprzyjemność natknięcia się na grupę pacyfikacyjną podczas powrotu z Lubina jesienią 95.Ma rację. Miejscowi harcownicy postanowili się rozerwać i tuż po owacyjnym pożegnaniu piłkarzy wybiegli sobie na murawę. to znów uciekających przed policją. Koniec meczu. Po dłuższej bieganinie. Cholera wie. Mamy to w nosie. gdyż na murawie pozostał osobnik z włosami do pasa. Do akcji wkraczają mundurowi. Cieszymy się z takiego obrotu sprawy. — Kilku zgredów — stwierdził uczestnik nie zauważonych przez nikogo. no nie? — ktoś jeszcze nabija się z dworcowych chętek pójścia na browarek. którymi odwożą nas na dworzec. Lechia jest w tej chwili jedną nogą w trzeciej lidze. Więcej go na wyjeździe nie widziałem. — Nawet się nie bronili. Z informacji wynika. — Ładne miasto. Ale to nie wszystko. Widzę jak szarpie „Lolo" Ilski. Na szczęście Tychy sfrajerowaly się kilka dni później. Prawie. zaczyna bluzgać. Emeryci jakoś niemrawo poruszają się po boisku.to widać . funkcjonariusze. silą złego na jednego okazała się nie do przeskoczenia. Obserwuję uważnie. Po drodze „nasze" budy zostają obrzucone kamieniami. Od tego czasu Wrocław ma spore poważanie dla kibiców GKS Tychy. jak stara się Szymański. Po dłuższym czasie znów jesteśmy ładowani do bud. Chłopak jest wyraźnie niespokojny. jednak dająca pewien obraz) w Pniewach podczas meczu „u siebie" z Amicą. Jednak tuż po przerwie. widać nie rozumiejąc intencji. ale nie koniec zabaw. W tym spotkaniu nasi piłkarze jakże często słyszą „Lechia Gdańsk". Co za tym idzie. Właściciel nieciekawego oblicza. gdy przegrary w Legnicy z Miedzią. Jednak służby porządkowe próbowały zagonić fanów z powrotem na właściwą stronę płotu. Goniących. Chodzę z nerwów. zza której krat wyłania się wysmarowana błotem twarz. to jednak poprzeganiali z płyty prawie wszystkich. zakratowane okna wytrzymają nawet najcelniejsze i najsilniejsze trafienie. Czy ktoś pozoruje grę? Nie wiem. W każdym bądź razie dziwo to śmigało po trawie fikając koziołki i grając na nosie goniącej go sforze. choć przed chwilką mówił dokładnie to samo. chłopak czy dziewczyna. a jednocześnie pozostanie w drugiej lidze gdańskiej Lechii. Psy po kwadransie takiej bieganiny wloką usmotruchanego jak nieboskie stworzenie chłopaka i wrzucają go do budy. Nie potrafią nikogo ująć. jednak i samochód miał trudności w pochwyceniu zbiega. Gwizdek. Czy ktoś wziął? Jeśli tak. Reszta pomykała autobusem. są oni wyżej notowani na liście ewentualnych zdobyczy. Do tej pory nie wiem. Kudyba. czy ta porażka była dziełem przypadku. nie wiem. Jesteśmy rozgoryczeni. — Mielibyśmy piękną śmierć — mrugam okiem do jednego z trzech małolatów. Uważnie obserwuję swoich zawodników. równie nieporadni jak porządkowi. w ciągu zaledwie jednej minuty Śląsk traci dwa gole. choćby wzrokiem. — Panie władzo. choć bractwo rozbiega się przed nimi.

Pod koniec lat 70-tych. która zobowiązała się nowy twór dofinansować.). że aby było sprawiedbwie. ci stanowili jedynie 10-15 procent wałbrzyskiej publiczności. Wówczas na położony w naturalnej dolinie stadion przychodziło po 30 tysięcy widzów! W takiej masie ludzi musieli pojawić się fanatycy. Futbol odczuł to bardzo wyraźnie. każdy wolał zostać przy swojej. Warszawie czy Krakowie przerastało ich możliwości. Prezesom ani działaczom nie bardzo uśmiechała się walka o stołki (przecież w jednym klubie nie będzie dwóch prezesów. co się dzieje na przestrzeni kilku ostatnich lat. zespół beniaminka zajechał w asyście około 8 tysięcy swoich sympatyków! Na Oporowskiej stanowili oni większość! Oczywiście nie byli to jedynie kibole . Ale ponad połowa stadionu była przeciwko gospodarzom! Górnik po spadku z pierwszej ligi jakoś nie mógł się pozbierać. pod koniec dekady Jaruzelskiego na stadion Zagłębia stawiło się 10 tysięcy ludzi. Rajcy doszli do wniosku. Dwie bidy. kierowników sekcji itp.08. Stworzono kretyńską nazwę Klub Piłkarski. Nie dogadano się co do nazwy. podobnie jak wypad na dyskotekę lub do kina. a na dyskotekę bez. po trzech bardzo dobrych spotkaniach już na boiskach ekstraklasy (miedzy innymi rozgromieniu 5:1 Wisły). i prawie nic z niego nie zostało. Po kilku latach jej funkcjonowania już tak bardzo nie razi. Towarzystwo z zielono-czarnymi szalikami rozpadło się. że można ich było policzyć na palcach jednej ręki. Niebezpieczni u siebie. Różnica polegała na tym. Podczas drugoligowych derbów Wałbrzycha. okazało się. grupa najgłośniejszych zaczęła siadać razem. więc znaleziono salomonowe wyjście. czyli na konkursie na najlepiej rozbitą głowę. Po spadku wałbrzyszan do drugiej ligi tamtejsi kibice nie bardzo mogli się pozbierać. Jan nazwać to nowe dziwo? Choć oficjalne barwy nowotworu organizacyjnego są niebiesko (po Górniku) . Na obiekt Zagłębia na Białym Kamieniu zaczęto przychodzić liczniej niż w okresie supremacji Górnika.fanatycy. Ale do czasów świetności było daleko. jak musiało.2003 Właściwie to nie bardzo wiadomo. Kiedyś były tam dwie ferajny. a po drugie coraz mniejsze ciśnienie kibicowskie. jak nazwać bractwo z Wałbrzycha. że na mecz szło się z szalikiem w biało-niebieskich barwach. ale nad Górnikiem ciążyło brzemię szybkiej degrengolady neofitów. księgowych. Dał o sobie znać kompletny brak organizacji. musi być jeden żebrak. oficjalne KP miesza się z obiegowym Górnikiem. że tak postąpiono.Wrocław zaczęto datować od momentu pojawienia się . Niewielki renesans w czasie rozwałki na Nowym Mieście przeżywał drugi stadion tego 100-tysięcznego miasta. U trochę zaawansowanych wiekiem zaczęły odżywać sentymenty. Jakiś geniusz postanowił zorganizować kibicom obu drużyn w przerwie tego spotkania konkurs strzelania rzutów karnych.KP. co w tym okresie było już sporym wydarzeniem. Obie drużyny grały na jednakowym. czyli Górnik i Zagłębie połączono w jedną .GÓRNIK WAŁBRZYCH 01. każdy kolejny rok to po pierwsze odpływ ludzi ze stadionu. Kibice mieli swój orzech do zgryzienia. które jednak rozminęły się w czasie. Obietnice finansowania futbo listów pozostały na papierze. Do Wrocławia.powiedzmy . Skończyło się tak. zadecydowało poparcie rady miejskiej.dziwną oryginalnością. jednak szalikowcy zachowalisię bardziej racjonalnie od wałbrzyskich działaczy i na meczach wywieszają flagi biało-niebieskie. Nienawiść na lini Wałbrzych . drugoligowym poziomie. potrafili się zmobilizować na niezbyt dalekie wyjazdy. Wręcz przeciwnie.czarne (po Zagłębiu). Pół roku później drużyna z Nowego Miasta osiągnęła swój pierwszy w historii status pierwszoligowca. Pokazanie się z lepszej strony w Gdańsku. ale na początku zwracała na siebie uwagę . Zaczęto szybko wynajdować szaliki. Taki wniosek można wysnuć na podstawie tego. Sport w Wałbrzychu schodzi na psy. gdy do pierwszej ligi awansował Górnik. gdy spora część aktualnych szalikowców bawiła się w piaskownicy. ale jakoś się dogadano. Górnik miał tylu kibiców. Największymi wałbrzyskimi chuliganami (z uwagi na wątpliwą słowność) okazali się radni tego miasta. Do tej pory w obu klubach wyciągano spragnione forsy ręce do władz miasta. Jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego. Cały. O tym. Z tytułowaniem klubu jest różnie. Na bazie dwóch klubów postanowiono zrobić jeden. w Wałbrzychu niepodzielnie panowało Zagłębie. W pierwszej łidze górnicy wyrobili sobie opinie kibiców zaplecza ekstraklasy chuliganów. że dla mieszkańców Wałbrzycha wyjście na mecz traktowane było jak inne Rozrywki.

dantejskich scen dochodziło w obu miastach podczas meczów koszykarzy Górnika i Śląska. ale policjantów jak pcheł na psie. niezbyt silne kordony policjantów. nawet po spadku wałbrzyskich fut-bolistów z pierwszej ligi. Słowa. Kibice w tym czasie poczuli lekki powiew optymizmu. Doszło do tego. Przed rozpoczęciem spotkania atmosfera była taka. Swoją drogą ciekawe. Rozpoczynający sprint mieli do przebiegnięcia owe dwie setki metrów i dwa. Tamtejsi działacze nieźle się nakombinowali. Ale są to młodzieżowcy. Fani Górnika (jednak tak ich trzeba tytułować) byli jesienią 95 roku najagresyw-niejszą grupą w dolnośląskiej trzeciej lidze.w południe demonstracja robotnicza wyludniła się. Na Oporowskiej pojawiło się ich 70. wynikało. gdyż żądni mocniejszych wrażeń jej uczestnicy przenieśli się na stadion. Zdarzało się także. gdzie zawitała drużyna piłkarzy WKS Śląsk w asyście swoich chuliganów. których nie można było zakwalifikować nawet do łaciny kuchennej były jedynie spójnikami w skandowanych przez nich hasłach. Pierwszy pękł niczym bańka mydlana. Kiedyś na spotkania Górnika jeździło sporo hultajów ze Świdnicy. Rewanż wypadł l maja 1994. dla niektórych to spotkanie zaczęło się już w nocy. Do fascynujących. Zbyt wielu gapiów na dworcu. Jak podawało lokalne radio „. mundurowi opanowali sytuację. że wydawało się. drużyna rozpadła się. Gdy po jakiejś drobnej scysji w ich sektor wpada kilku praktycznie nieuzbrojonych policjantów. Z haseł. gdyż przedzierali się przez ogrodzenie z fantastycznym animuszem. . Na ten widok kibice z biało-niebieskimi flagami. iż musi do czegoś dojść. że spora część chodzących na mecze kibiców w obu miastach uważała swych najbliższych (raptem 80 kilometrów) przeciwników. czy wszyscy. — Pacyfikujemy gówniarzy — z tym hasłem z sektora zajmowanego przez kibiców Śląska w około 200 metrową drogę wyruszyła krucjata przeciwko bardzo młodym (tak wynikało z obserwacji) fanom z Wałbrzycha. Po ich spadku z drugiej ligi przez moment wydawało się.. Miejscowi próbują coś zmajstrować. Brzegu Dolnym czy Oleśnicy. Ten stadionowy. zbyt duże poruszenie przed kasami w momencie przemarszu kilkusetosobowej spokojnej. to tylko z uwagi na grającą przez dłuższy czas na krawędzi spadku z ekstraklasy drużynę koszykarzy.Górnika w ekstraklasie. żeby utrzymać Górnika na powierzchni. Nie pomógł najlepszy w tym okresie doping fanatyków na hali OSiR-u. niż mogła pomieścić mała hala zwana „Kosynierką". Jednak w sezonie 95/96 coś drgnęło. Trochę się wreszcie na nich wiara wkurzyła. natomiast były uliczne zadymy rozbawionych hools. Na pewno zameldowali się także w liczbie około 30 w Lubinie. bractwo natychmiast rozbiega się. Płot w sektorze dla gości wysmarowany towotem... Kilkudziesięciu hools nabroiło w Rawiczu. choć gotowej do poharcowania grupy fanów z Wrocławia.. że 100-tysięczny Wałbrzych błyskawicznie stanie się posiadaczem drużyny w klasie miedzyokregowej. Są jacyś organizatorzy. Jednak po chwili ponownie zbierają się w tym samym miejscu. Zespołowi nikt nie pomógł i błyskawicznie został on zdegradowany do roli trzecioligowca. Śnieżka . Spotkanie ze Śląskiem oglądało ponad 3 000 miejscowych. Pijany Kaski nazbierał grupę uderzeniową i postanowił zaatakować sektor gości. Widać niezbyt wierzyli w wytrzymałość funkcjonariuszy stojących w drugim kordonie. Gdy ten kolejny wałbrzyski dziwo-twór zanotował jedno z największych osiągnięć w historii tamtejszej koszykówki. Jaworze. Podczas kolejki inauguracyjnej rozgrywki na mecz KP ze Ślęzą przyszło 200 widzów. jakie wyśpiewywali. Do linczu nie doszło. Oczywiście biletów już nie było. Zorganizowano drużynę. ale wymyślona została fuzja z grającą w Brzegu Dolnym byłą wrocławską Gwardią. Jesienią 93 roku wałbrzyszanie przyjechali na drugoligowy pojedynek piłkarski do Wrocławia." Faktycznie. jakieś 1000 głów. takich kombinujących. Wniosek jest prosty. w dużej liczbie dzieciaki. występującą pod szyldem bankrutującej firmy ASPRO. na meczu Zagłębia z GKS Tychy (oficjalnie z Sokołem Pniewy). za największych wrogów. W 94 roku oficjalnie pożegnali się z najwyższą klasą rozgrywkową. że do Wrocławia zajeżdżało więcej walbrzyszan. W Wałbrzychu jeśli coś się trzyma jeszcze kupy. Wałbrzyski sektor wygląda całkiem przyzwoicie. rzucili się do biegu przez inny płot.. że długo sobie nie pożyjemy. Przed drużyną postawiono zadanie awansu. odważni w gębie powoli wrócili na swoje miejsca..ASPRO Świebodzice. gdyż jakoś wyciągnęli się z półrocznego marazmu piłkarze KP. która w rzeczywistości była zakamuflowanym Górnikiem. zostawiwszy swoje insygnia na płocie oddzielającym trybuny od murawy.

ale nie jest to grupa w ścisłym tego słowa znaczeniu. a na ich miejsce przychodzą nowi. rewanż na Łazienkowskiej. w pamięć wryło mi się zdanie o tym. że chuligaństwo na trybunach jest związane z poziomem prezentowanym przez piłkarzy i dokładnie odwrotnie proporcjonalne do niego. Przecież te kilkanaście kilometrów można przebyć niekoniecznie w pilnie strzeżonych przez policję środkach transportu publicznego. okrzyczany spotkaniem sezonu: liderujący ekstraklasie Górnik podejmuje goniącą go warszawską Legię. GÓRNIK ZABRZE Najśmieszniejsze zdanie o kibicach Górnika. Istnieje tyle możliwości oklepania przeciwników. Na tej podstawie policjant (czy też milicjant. Jako przy kład podał szalikowców Górnika Zabrze. że jeszcze na początku lat osiemdziesiątych na stadionie na Nowym Mieście nie było gdzie wsadzić szpilki. którzy mają w niej najwięcej do powiedzenia. Mimo że zadęto w najgłośniejsze tuby. Górnik pojedynek z Legią wygrał i wydawało się. najspokojniejszych fanów. kilka wypitych bełtów i uznają. o którym wspomniano we wstępie do książki) próbował udowadniać. jaki jest. że nie sposób ich wyliczyć. iż gdy zawodnicy wygrywają. Z dwóch klubów o bogatych tradycjach (Zagłębie grało w pucharze UEFA) stworzono jeden zupełnie nowy. Dla uważnych obserwatorów rzeczy dziejących się na trybunach jasne stało się coś innego: kibice Górnika apogeum swych możliwości mają już za sobą. Sytuacja w tabeli dokładnie odwrotna jak zimą. znikają.) Regulamin jest taki. dla której zwycięstwo oznaczałoby zbliżenie się na odległość dwóch punktów. nie potrafię tego dokładnie umiejscowić w czasie) wysnuł wniosek. Zbyt często ci. a jednocześnie najbardziej oburzające ich dumę wyczytałem w jednej z ogólnopolskich gazet sportowych. co poparte zostało danymi statystycznymi. Tylko zwycięstwo w tym bezpośrednim pojedynku daje tytuł zabrzanom. Jakiś policjant z komendy głównej policji (nie mylić z artykułem. To w pełni oddaje obojętność na losy byłego finalisty PEZP. Pół roku po opisywanym ciut wyżej spotkaniu Górnik — Legia. którzy zaliczyli po parę zaledwie wyjazdów. Na własnym terenie z jadącymi do Katowic fanami Pogoni Szczecin. premiuje w wypadku równej ilości punktów zespół legitymujący się lepszym dorobkiem w bezpośrednich spotkaniach. Ostatnio miłość świdnickich hools do Wałbrzycha jakoś osłabła. I pomyśleć. lecz często bywają obiektem agresji.jak tu komuś przyłożyć w łeb. Zmiana twarzy wpływa na stabilność grupy. Ostatni mecz jesieni 93. pomimo wielkiej reklamy tego pojedynku. który zamiast różnicy bramkowej. że losy tytułu zostały przesądzone. Na wyjazdach fanatycy Górnika ni czego nie zawojowali. Nie trzeba jechać na ostatnią chwilę. Gorszej reklamy chyba nie mógł ów policjant biało-niebiesko-czerwonym zrobić nawet gdyby bardzo tego chciał. które stwarzają wręcz idealne Warunki do różnego rodzaju zadym. to ludzie na trybunach są mniej wnerwieni i się nie awanturują. który przez kilka lat miał nieustannie ambicję awansowania do drugiej ligi. Bodaj w „PS”. byłoby już po zawodach. Pozostała rozpadająca się baza futbolowych pólamatorów. Przerzucili się na swoją Polonię.5 tysiąca widzów. Czyli najlepsze drużyny miały. a było to w momencie. (O kretynizmie tego przepisu w innym miejscu. według niego. więc nawet najskromniejsze zwycięstwo Górnika daje mu tytuł. Przypadkowo udało się piłkarskiej . W takich układach dużo do powiedzenia mają wynalazki”. Ba. klub. Na spotkania derbowe do Katowic czy Chorzowa zabrzanie często przy bywają w licznym gronie. Sportowo Wałbrzych padł na pysk. gdy zabrzanie seryjnie zdobywali najwyższe w naszym piłkarstwie laury. że to nie kibice Górnika stanowią zagrożenie. Nawet na derbach. W najlepszym na przestrzeni ostatnich lat dla górników okresie — Jednak nie chodzi tu o wyniki piłkarzy — czyli jesienią 93 zdarzyła się zabrzanom jedna poważniejsza zadyma. na trybunach stadionu przy ul. Gdy by nie idiotyczny przepis PZPN. Napisać na fladze „Górnik rządzi” może każdy. Roosevelta zjawiło się tylko 6. że są W tym gronie najważniejsi.

zamiast spodziewanej inwazji. gdzie wywieszano na płocie ich żółto-niebieskie flagi. Zniknął gliwicki Piast. Przeciętni sympatycy sportu zawsze patrzą podejrzliwym wzrokiem. został bezpowrotnie stracony. Katowicki „Sport” przeprowadził wywiad z kilkoma kibicami Górnika. jakie dało się wyczytać na łamach. Miasto i okolice są ludne. jakieś 250 osób. pełny sektor (250?) w Częstochowie. jest sporo chętnych do zabawy w kibicowanie. Te informacje zdają się potwierdzać w wiadomościach napływających po wyjazdach zabrzan. Problem polega na tym. Na pewno nie są też ostatnimi w rodzimej ekstraklasie. którzy przybyli wraz z nimi. Wynik również nie zadowolił ani zabrzan na trybunach. Łódź (LKS) czy nieomal pod nosem. Przed pierwszym gwizdkiem na Łazienkowskiej było zaledwie trzydziestu czy czterdziestu chłopaków w biało-niebieskoczerwonych szalikach. Do tego muszą być osobami potrafiącymi zjednać sobie przychylność innych. zintegrowanej grupy. że sprężyną nadającą ton i kształt środowisku są nie ci ludzie traktujący fanatyzm jako chwilową zabawę. podczas tych krótkich migawek z pierwszoligowych (bo tylko te są pokazywane na antenie ogólnopolskiej) boisk zwraca się uwagę nie tylko na bramki. Kibole z Zabrza mogli pokazać się na wyjeździe. W owym czasie hools z Gdym mogli zaistnieć na ekranach TV jedynie w migawkach z zabrzańskiego stadionu. W otoczeniu 5 policjantów. ani opinii sportowej w kraju. a wiadomo. Bawiły naleciałości śląskiej gwary. Fani bardzo uważnie oglądają niedzielne przekazy w wiadomościach sportowych oraz magazyn piłkarski „Gol”. Nie tak dawno Górnik miał swych pobratymców w takich ośrodkach jak Lubin. Wówczas jeszcze ją faktycznie mieli. W Wiedniu nie było jakiegoś oszałamiającego dopingu. Po pół godzinie dotarła reszta. Jesienią 95 w Warszawie było ich 40-50. Z punktu widzenia Wrocławia fanatycy Górnika na przełomie połowy lat dziewięćdziesiątych wyglądają na cienkich bolków. fani Górnika mieli chyba jedną z ostatnich okazji do zintegrowania się. 4:2 dla Austriaków dawało jedynie mglistą nadzieję na awans. jesienią 94. Także na ilość i jakość flag gospodarzy i przyjezdnych. Nieco później wyszło na jaw. Ich drużyna grała w pucharze UEFA z niczym niewyróżniającą się austriacką Admirą Wacker z Wiednia. przybywa z Górnego Śląska zaledwie kilkuset fanów. kiedy Górnik zdobywał tytuły jeden po drugim. we Wrocławiu 80 (przy niskiej średniej wieku). choć na trybunach pojawiła się dosyć spora grupa fanów gości. Fakt możliwości zdobycia najwyższych laurów polskiej piłki nie wpłynął na jakąś szczególną mobilizację.centrali uatrakcyjnić rozgrywki. Konflikty wewnętrzne w klubie. dzięki czemu zwiększyło się zaplecze demograflczne. parady goalkiperów i brutalne zagrania zawodników. Ośrodek jest silny. W roku 94 miał przyjść kolejny. Ani ich dużo. że prawie żadni z nich chuligani. różnicę z ostatniego meczu w sektorze gospodarzy. Bardzo tam podkreślano. życzliwe futbolistom środowisko. Ten ostatni fakt dowodzi. przy braku stałej. Admira to nie to samo co Rapid. a mecze międzynarodowe mają w sobie to „coś”. którzy poświęcają się temu całym sercem i duszą. 17 we Wronkach. Rok wcześniej. Na to spotkanie. gdy usłyszą. lecz ci. że ukazywana w mass-mediach potęga finansowa Górnika to jedynie nadmuchany balon pozorów.sztamę) z Arką. myślących podobnie. oraz masę innych rzeczy. w Bytomiu (oczywiście Polonię. a odległość do Wiednia nie jest taka sama jak do Rzymu (Górnik w swojej podgrupie miał możliwość wylosowania Lazio. lecz mających mniej inwencji. a następnie Hubert Kostka okazali się trenerami nie na miarę. Choć realizatorzy owych programów nie mają o tym zielonego pojęcia. ani specjalnie aktywni. Są tradycje piłkarskie. o czym można dowiedzieć się z króciutkiego przekazu telewizyjnego. Szombierki można zbyć uśmiechem). że zabrzanie mają zgodę (po ichniemu . W konkurencji na najlepiej prezentujących się na telewizyjnych ekranach Górnicy liderami nie są na pewno. że wszystko najłatwiej buduje się na bazie sukcesów. gdy stan zgody w promieniu kilkudziesięciu kilometrów może panować jedynie na . dołożyły się jako kolejny argument zniechęcania potencjalnych kibiców. ale w oczach tamtejszej społeczności piłkarskiej najpierw Henryk Apostel. Czas. Czy Górnik ma szansę zaistnieć jako zbiorowisko fanatyków? Z pewnością. o cenia się ilość kibiców gości. więc porównanie nie jest przypadkowe). Ale także 6 (słownie: sześciu) w Poznaniu na Lechu. ani agresywni.

Lut szczęścia nie groził. Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zdarzył się moment. Zwalało się nań bractwo z całego województwa i o kolic. Jeszcze raz żółtoczerwoni zdołali się poderwać do wysokich lotów w lidze chuliganów. Na meczach międzypaństwowych.zasadzie satelity. Na pewno na fakt masowego napływu kibicowskiej braci na ten mecz. A chętnych do obicia ci pyska. miało wpływ to. Wokół miejscowego. to jeszcze fatalnie rozwinięta komunikacja w tym rejonie kraju. trwający zaledwie parę miesięcy. Stadion Gwardii. W pustych wagonach mogłeś liczyć jedynie na siebie i kolegów. największą awersję kibice Górnika czują do fanów krakowskiej Wisły. Inne rozwiązania momentalnie przeistaczają się w konflikt. że jej kibice stanowią najliczniejszą grupę stawiającą się na mecze na zabrzańskim stadionie. że któraś z ekip stanie się znów bardzo cienkim bolkiem. Zmniejszała się także. liczba szalikowców. że gdziekolwiek i kiedykolwiek będzie mógł spotkać kibica Jagiellonii. Fanatycy w żółto czerwonych szalikach rozplenili się w jedno z liczniejszych ugrupowań kibicowskich w kraju (jeden z tych przypadków. przed meczem o puchar Polski wiślacy obili w pociągu zabrzan tak. Raz dostali porządne bicie od Motoru. Aktualnie (zima 95/96) GKS Katowice. niż liczba fanatyków przeciwników podczas rewanżu w Białymstoku. że to właśnie w Krakowie dostali najgłośniejsze lanie (bodaj w 90 roku. W 1987 roku w Białymstoku i okolicach zapanowała jagiellomania. „Żubry” na fali entuzjazmu początkowo jeździły za drużyną w ilościach zatrważających. gdy kibice Górnika i Ruchu zrobili ze sobą zgodę. prymitywnego dworca kolejowego biegały wówczas hordy czyhające na cielesne powłoki swych wrogów. Data końca tej sztucznej przyjaźni jest doskonale znana. Roosevelta fani obu drużyn siedzieli ze sobą razem. Początkowo w ekstraklasie. ludzie zaczęli uciekać z białostockich trybun gremialnie. Po porażce z Legią w najważniejszym jak do tej pory w historii klubu spotkaniu 2:5. To święta wojna z tradycjami wzajemnych złośliwości robioi1 sobie przez piłkarzy. Wśród nich łatwo było znaleźć takich zagryziaków. ilość kibiców Jagiellonii w każdym mieście była większa. nie brakowało. Wówczas znakomitą większość dzisiejszych fanów. choć również powoli. że rozgrywano go w nieodległym Olsztynie. działaczy. Pomijając wojny lokalne. Czasem na murach można dojrzeć jakiś napis świadczący o nienawiści piszącego do Wrocławia. że dostało się to do wiadomości dziennika TV i to wcale nie w jego części sportowej). nie przepada się za drużynami ze stolicy. Wisła nie lubiana jest i za to. kiedy dru żyna zagrała w finale pucharu Polski. w którym obie jedenastki wybiegną naprzeciw siebie po powrocie Ruchu do pierwszej ligi. Podobnie jak na większości stadionów w każdym kraju. które odbywały się na stadionie przy ni. Chyba. głównie zabrzan. mieszczący 35 tysięcy ludzi. JAGIELLONIA BIAŁYSTOK Na początku lat osiemdziesiątych nikt nie dalby złamanego szeląga za to. Mało dotarło do szerszej wiadomości informacji o zadymach kiboli Jagiellonii. ale to w . w których barwy kibiców i klubu różnią się od siebie — kolorami klubowymi jest czerń i biel). Kto wpadł na taki pomysł i jak mu się udało to zrealizować — pozostanie jego tajemnicą. Najwierniejsi zostali zdziesiątkowani zniechęceniem. Na dobitkę w po ciągach normalnych pasażerów niewielu. że niektórzy twierdzili. W 95 roku powtórzono ten manewr. Będzie nią dzień. Jeśli brak świadczy o niewielkiej sile partnerów. jeśli należałeś do pocztu nielubiących zbytnio „Jagi”. W dwa lata po pierwszoligowym awansie. przyjmował nadkomplety widzów. Nie dość. iż są to wygolone polarne niedźwiedzie. można było spotkać co najwyżej w szkole podstawowej. Powoli zaczęła się piłka „Żubrom” przejadać. Frekwencja systematycznie spadała. Głównie za to. Największą solą w oku są jednak ci zza miedzy. że daleko. Ale było to przed wielkimi chwilami tego klubu. Sądząc po napisach na murach. w Zabrzu najbardziej nie lubi się Ruchu. Tak przynajmniej było podczas inauguracyjnego pobytu białostoczan w pierwszej lidze. Do Białegostoku jeździło się w tamtych czasach szczególnie uciążliwie. W Zabrzu programowo nie lubi się Legii.

Największą trudnością dla kibiców Jagi” stanowiła konieczność przejeżdżania podczas każdego niemal wyjazdu przez Warszawę. Najazd fanów Widzewa (wówczas jeszcze cienkich bolków. choć ekipa wrocławska nie była w Białymstoku zbyt liczna (raptem 28 osób). że walczyli jak równy z równym przeciwko milicji. więc w tym przypadku doszło do rzadkiego zjednoczenia zwaśnionych stron. gdyż przyuważył kogoś spod owej knajpy. Po spotkaniu. to miejscowi przed meczem mieli sporo kłopotów. Po meczu wspólna grupa Jagielloni i Wisły próbowała nawiązać kontakt bojowy z przeciwnikiem. Tłumaczono to czasem w ten sposób. Największa zadyma miała miejsce na stadionie Gwardii podczas meczu z. nawet gdy już dołowali. UEFA nakazała rozgrywanie spotkań pucharowych na stadionie oddalonym o co najmniej sto kilometrów od siedziby Widzewa. często więc miejscowi urządzali im w stolicy specjalne komitety powitalne. gdyż na sektorze mili(poli)cjanci nie dotrzymywali placu boju. a następnie brechą i się zerwał. iż służby porządkowe w czasie zmian ustrojowych (jeszcze nie policja. że „Żubry” są u schyłku swej świetności. gdy na gości lecialy zza siatki kamienie.psy ci pierwsi mundurowych traktują jako wroga zewnętrznego. Na żółto-czerwonych wchodzących w czasie spotkania na stadion tuż obok sektora „pasów”. Rozbitych zostało 5 radiowozów. Sporo połamanych szczęk oszczędzili obu walczącym stronom policjanci. policjanci musieli okładać ich palkami. skoro oprócz dwóch małolatów i nieszkodliwego Pluta. Na meczu jakiś palant i to starszy stopniem wlazł w środek młyna. Trudno się dziwić. który rok później siadł za dziesionę. Jednak glinom udało się rozproszyć towarzystwo. Te wymogi spełniał Białystok. sędzia spotkania Widzew — Liverpool dostał w czuprynę. Tak zostało na dłużej. na których meldowało się ich 100. którzy wmieszali się w awanturę. jaka miała miejsce w Krakowie podczas świętej wojny Cracovia — Wisła w 90 roku. Rozpoczął się bój. Gdyby nie ten ostatni wyjazd. najspokojniejszy w tamtej grupie był Hydrant. Podczas wspomnianego wyjazdu. W układzie kibice . robił wrażenie. gospodarze rzucili się ze szczególną zajadłością. Według niesprawdzonych informacji w 88 roku milicja zawróciła kilkanaście autobusów jadących z pijanym bractwem żółto-czerwonych do Warszawy. Kibice Jagiellonii stali się zarzewiem zadymy. Wiosną roku 90 wiadomo już było. który odbywał się głównie na koronie stadionu. Walki na szlaku Białystok — Wrocław były nieliczne. Na przełomie roku 95 i 96 Jagiellonia to głównie historia i 60-80 osobowa rzeczywistość. Po prostu miejscowi hools byli aktywni w szukaniu zwady. więc niezbyt agresywnych) na miasto. zaprzyjaźnioną Wisłą. a już wyraźnie odcinające się od swej milicyjnej przeszłości) były bardziej miękkie niż zwykle.. gdyż rwali się na płoty dążąc do zwarcia z miejscowymi. a bywały i nawet takie spotkania. Rozpoczęło się od chęci. wylegitymowania przez patrol kilkudziesięciu fanów krakowskich przed jedną z knajp. Zaczęło się parę lat wcześniej. Początkowo „Jaga” największą i najlepszą zgodę miała z Widzewem. pierwszoligowym sezonie 92/93 (spadły oba zespoły) do Białegostoku pojechało więcej wrocławian niż pół roku wcześniej do stolicy Dolnego Śląska szalikowców Jagiellonii. Wówczas do akcji wkroczyli pozostali funkcjonariusze. zostali ukamienowani. A to skrojona flaga.. U siebie. w którym kiboli trzeba było szukać ze świecą zaowocował wielką przyjaźnią. Nie są tam darzeni zbytnią sympatią. O taką łatwo. co zaowocowało kilkugodzinną walką na mieście.późniejszym okresie. Mundurowy dostał najpierw pięścią. ale gdy wsiadali do suk. to znów ktoś dostał w nos. Jedynie w ostatnim. bractwo z pałkami zawsze jest „na prawie”. byli w dalszym ciągu mocni. Tę zwłokę może przypisać swojemu niebywałemu szczęściu i niedoskonałości organów ścigania. jednak fakt. . W tym Czasie na mecze „Zubrów” chodziło zaledwie kilkuset widzów. Wówczas przeciwnikiem kiboli była policja. gdy znajduje się wspólny cel. ich efekt stanowi zaledwie parę rozbitych nosów i dwie stracone Przez wrocławian flagi. a takim były przecież kolejne pucharowe zwycięstwa łodzian. Niebiescy dostali oklep. pełne prawo do wypinania piersi w pojedynkach obu drużyn mieliby przedstawiciele pólnocno-wschodniej Polski. gdy po rzucie butelką. Na odsiecz przybiegli wiślacy. Po wejściu „Żubrów” do ekstraklasy kibice podtrzymywali znajomości zawarte w czasie pucharowych śród. Praktycznie każdy przyjeżdżający zaliczał w Białymstoku jakieś straty. Ale bez przesady.

dwie dziewczyny na Legii w otoczeniu kilkudziesięciu policjantów wzbudzały uśmiech legionistów. czego najlepszym przykładem był rozegrany na jego stadionie jesienią 94 roku międzypaństwowy towarzyski mecz Polska — Węgry. O miano gospodarzy rywalizowały ze sobą grupy Wisły i Cracovii. Podczas gdy radio miało ustawione mikrofony w ten sposób. Widać nie uznali ich za groźnych dla otoczenia. Policja także zainteresowana była tylko dwoma grupami fanów zostawiając kibiców miejscowych samych sobie. niezbyt agresywnej grupce stawiali się szalikowcy Hutnika niemal wszędzie. że Hutnik był w tym czasie jedynym sensownym ze sportowego punktu widzenia. to znów włączając fonię w telewizji. Najłatwiej jest zrobić coś w miejscach. Stadion Hutnika na Suchych Stawach. Poznaniacy tydzień wcześniej pomogli fanom ze stolicy w czasie zadymy z policją w Radomiu. jednak w kilkuosobowej. na początku lat dziewięćdziesiątych. Gdyby w odpowiednim momencie znalazła się osoba chcąca podziałać na trybunach tego klubu i w dzielnicy Krakowa. a gospodarze występowali na nim jako goście. aktualnie nie mają większych szans utrzymania się na rynku. gdzie dzieją się rzeczy niepowtarzalne. że słowa te wypowiedział zagorzały fanatyk stołecznej drużyny. Cracovii nie wiodło się nawet w trzeciej. Szombierek Bytom i Ślęzy Wrocław śmiem twierdzić. zabrakło ich we Wrocławiu. Jednak dokładnie trzy lata później. to zostałby zabity śmiechem. Olimpii Poznań. W Nowej Hucie pod koniec lat osiemdziesiątych działo się sporo. że te kluby. Powodem tego był z pewnością fakt. Z punktu widzenia hools nie jest to zbytnia rekomendacja. że kibice biało-błękitno.niebieskich zaistnieli. Jednak wszyscy byli wówczas zafascynowani wydarzeniami na trybunach Wisły i tam ściągali chuligani z całego miasta i okolic. które nie dochowały się swych hools. to z pewnością by mu się udało zmajstrować przynajmniej średnią. Nikt się z nimi poważnie nie liczył. Zdarzył się okres. Fantastyczne wrażenie odnosiło się podczas tego pojedynku. Na podstawie Hutnika. nie potrafił także ściągnąć na mecze tych spokojnych ludków i teraz jest fantastycznym dowodem na twierdzenie. przedstawicielem Krakowa w ekstraklasie. LECH POZNAŃ Gdyby wczesną wiosną 1992 roku ktoś stwierdził. słuchając go raz w radiu. Czterech pojawiło się we Wronkach. ale stanowią oni rewelację sezonu. podczas gdyńskiego turnieju kibiców piłkarskich.pasy”. że gadki niektórych o wygonieniu ludzi z trybun przez chuliganów to tylko czcza gadanina. Kierowca po obejrzeniu sobie kilku akcji zaczepnych swych niedawnych . że słychać było jedynie fanatyków „Białej Gwiazdy”. Kolejorze podjechali autokarem i rozpoczęli zadymy pod kasami. gdzie dotarło ich coś koło 40-50. Najbardziej w cenie są dalekie wyjazdy do trudnych. Nic dziwnego. Praktycznie się nie liczy. która miała być kiedyś osobnym miastem. Bałtyku Gdynia. O zadymach organizowanych przez kibiców Hutnika słyszeli chyba tylko mieszkańcy Nowej Huty. Hutnik nie pozyskał swoich stadionowych chuliganów. że co prawda w Poznaniu rządzą małolaci . że kibice poznańskiego Lecha będą się poważnie liczyć na mapie szalikowych chuliganów w kraju.HUTNIK KRAKÓW W Krakowie Hutnik to trzecia siła. czyli niebezpiecznych miast. Pół roku przedtem młodzi warszawiacy mieli kłopoty z lechitami pod własnym stadionem. to w telewizji słyszalne były tylko i wyłącznie „. krajową ekipę. Legia miała dość poważną przeprawę z Lechem w Poznaniu. Jesienią 95 kibiców Hutnika nie było na Lechu w Poznaniu. Straciła rozbity w walce samochód. Siłę fanatyków liczy się w ilości hools jeżdżących za swoją drużyną do innych miast. Częste demonstracje pod pomnikiem Lenina i walki z milicją mogły skonsolidować bractwo. Warty Poznań. legionista Rouen stwierdził. Wisła właśnie po raz któryś z kolei balansowała na krawędzi pierwszej i drugiej ligi. Rekordowy wyjazd hutnicy za notowali w nieodległej Częstochowie.

Podczas kolejnego wyjazdu Lecha do Łodzi. W sumie nie stało się nic wielkiego. takim samym. Jednak zatrzymano czterech poznaniaków i jednego kolesia z Wrocławia. Sprokurowali całkiem sympatyczną zadymkę z policjantami. przy najmniej ilościowo. jeśli już się uda. Z moimi telefonicznymi znajomymi spotkałem się w Hali Góreckiej. nie zmieniły właścicieli żadne flagi. choć obity. Jest zima z 93 na 94 rok. Jednak tu panował spokój. do miasta włókniarzy przybyło zaledwie 50 hools z Lecha. Kolejorze „przebiegli się” po wrocławianach. choć najwyraźniej miało ochotę. Jedynym. by nawet najwięksi niedowiarkowie uznali swoją pomyłkę. może więcej hools Kolejorza. Jakiś czas później stawiam się w Poznaniu. to jednak nieujarzmiony. nastąpiło w Gliwicach. Lechici trochę się obawiali przejazdu przez Wrocław. w którym przebywał. Tym razem do kilkusetosobowej grupy gości próbowali podejść kibice Lecha. lekko sobie ze mnie podkpiwano. że ze strachu. Rozmowa była dość luźna. Barcelona. Barwy Lecha można zliczyć na palcach jednej ręki. skoro zeznający mundurowi twierdzili. kibic Lecha. i zameldowali się w stolicy Wielkopolski na stadionie Warty. — Pyry w Lidze Chuliganów? Konfidencki Klub Sportowy na stadionowej zadymie to niezły dowcip. Inaugurację rundy wiosennej AD 1993 odbywał Lech we Wrocławiu. natomiast wrocławianie na kilka sposobów Z fatalnie umiejscowionego (ze względu na słaby dojazd) Wodzisławia. dość nieoczekiwane. pi razy drzwi — równe. Z innych chłopaków z wrocławskiej Nabojki postawili się Dalton i Kowal. Kolejorze zameldowali się tam w osiem dyszek. Snują się różni ludzie. zagraniczna firma piłkarska. jest po czym. Następnego dnia łodzianie dokańczali poznańsko-łódzki dwumecz. — Cześć. Na ten mecz przybyło coś 350. jednak spotkać kogoś w szaliku jakiegoś klubu sportowego to rzadkość. Nie minęło dużo czasu. uważając że byłoby to nie fair. Siły. Fani Śląska nie robili „przechwytów” pod gmachem sądu. jaki dotrwał do Wrocławia. Wynikało z tego jedno: skończyły się czasy bezhołowia na trybunach Kolejorza. jednak bacznie wsłuchiwałem się w to. którego co prawda szarpano. że znajdują się w jednym składzie. bractwo nie chwyciło się za łby między sobą. jednak był tak pijany. Sprawa przez trzy lata nie doczekała się finału. Tym celem było stworzenie na Bułgarskiej normalnej. ale trudno o takowy. Bacznie obserwuję ulice. Wyskoki niezłej formy i takiegoż samopoczucia mieli chuligani poznańscy już wcześniej. To byli młodzi chłopacy świadomi celu i dążący cło niego sprawdzonymi drogami. że za kilka miesięcy ta sama ekipa będzie jedną Z lepszych w kraju. zostawiając kibiców. Rzeczywiście. Dano mu spokój. która jakby wspominała coś o zgodzie. Poznaniacy poczuli się jak w domu. Był we fleku. to jest to Bayern. że jednego z zatrzymanych poznają po kurtce. Spotkanie. w jakim paradowała połowa publiczności z sektora. Początkowo obie ekipy nawet nie wiedziały. lub inna znana. tym razem na mecz z Widzewem. Odzywa się telefon. co mówili Darek z Radkiem. jestem Darek z Poznania. natychmiast zrejterował do domu. Kaski przezornie ewakuował się z pociągu. Nikt z pozostałych w do mach . którym jednak dano do zrozumienia.pasażerdw. Chyba możemy zrobić interes — twierdzi głos w słuchawce. Jednak. Przybyła delegacja z Widzewa. natomiast Krejzi zaczął gadać głupoty. czyli trzymającej się reguł publiczności. Sprawę przenoszono z Wrocławia do Poznania i z powrotem. coś mogło się wy darzyć na dworcu. Udało się Kacprowi ze Śląska. Gdy podzieliłem się swoimi spostrzeżeniami z chłopakami we Wrocławiu. Krejzi jako zakładnik zabawiał przedział poznańskich hools. jednak dalszej zadymie zapobiegło po jawienie się policji. oraz szukający nowych rozwiązań. Biało-niebiescy wracali z Zabrza. Początek sezonu 1994/95 przypadło rozegrać Lechowi na stadionie ŁKS-u w Łodzi. Spotkanie poznaniaków z fanatykami Śląska odbyło się w pociągu relacji Kraków — Szczecin podczas trzeciej kolejki sezonu 94/95. Wszakże poznaniacy byli w tym momencie po tej samej stronie barierki w walce z Temidą. Troszkę działo się podczas tegoż spotkania na sektorze wrocławskim. Prześmiewcy twierdzą. że są gośćmi niepożądanymi. że nie można mówić o jego jakimkolwiek kontakcie z rzeczywistością. gdy część najlepszej ekipy z Wrocławia wracała samochodami to Lech wojażował całą grupą. Młodzież w zielono-biało-czerwonych barwach musiała w większości ewakuować się z pociągu. Jeszcze nic nie wskazywało. okazał się Kowal.

że coś leży na szynach. — Gdy nas zwijali. że ma żonę i dzieci. ale rozpędzony Kolor zmusił do odwrotu i jego.hools Śląska me wiedział. ale okazało się. że za równo okna jak i drzwi były zamknięte! Częstotliwość uderzeń amunicji z torowiska była mniej więcej taka. jakby wydostawała się ona z karabinu maszynowego. ale na szczęście hamulce zadziałały jak powinny — twierdził później maszynista pośpiecha. Drugi z mundurowych wystawił przez miejsce po szybie w drzwiach kończących pociąg (te też już nie były oszklone) rękę z pistoletem i oddał kilka strzałów w powietrze. Największy szok przeżyło pięciu pilnujących kibiców policjantów. We wrocławskiej popołudniówce na stronie miejskiej znalazła się jedynie krótka notatka o zaistnieniu tego incydentu. Wrocławianie atakowali drzwi stojącego na nasypie pociągu. Tam przebywała pozostała część ich grupy. gdyż bijatyka miała miejsce z dala od uczęszczanych. — Myślałem. We Wrocławiu po świeżym laniu. co wyprawiał gdy rzucał się na psów. jednak tych bronił skulony policjant. Akurat jeden tor był przebudowywany. Ponieważ pośpieszny tam nie stawał. Fanatycy niebiesko-białych mieli momenty. skoro miotaczy było około siedemdziesięciu. Po pewnym czasie głaz wrzucony przez okno. do Krakowa na Hutnik. Poznaniacy dotarli do Wrocławia w najlepszej do awantur porze — wczesnym wieczorem. wpadł Łosiek. Ale Kolejorze byli jeszcze na terytorium wroga. Co ciekawsze. na którego nadział się Niełac. W tym czasie poznaniaków zaczęto uważać za zdolną ekipę. W tych dwóch wagonach nie została ani jedna cała szyba. Chwilę potem zajechały budy z psami. jakie Śląsk od lechitów dostał zaledwie siedem dni wcześniej. Nie przypuszczali chyba. że to klęczący w środku pies dopierdolił mi pałką. Po prostu policja nie złapała nikogo winnego i mundurowi nie byli w stu procentach pewni. W drodze do miejsca przymusowego wypoczynku jeden z zatrzymanych z Wrocławia — Sys — trochę pościerał się z transportującymi jego i jednego z poznaniaków policjantami. Pierwsi atakujący zaczęli się wycofywać po trzech — czterech minutach. Swoją pozycję na rynku . To zabarykadowanie się było jakże iluzoryczną prze szkodą. Trochę dalej. a dwa ostatnie wagony zostały zasypane gruzem kolejowym. co się rzeczywiście wydarzyło. Więc na ten. A za drzwiami kotłowanina — opowiadał później szturmujący. Szalikowcy miejscowych nie wytrzymali i zamiast podejść niepostrzeżenie w tłumie ludzi do zdobyczy. Nikt me chciał z powodu mniej ważnego dymu mobilizować służb porządkowych. nikt z napastników tych strzałów nie słyszał. rzucono kilka kolejowych podkładów — Chwała Bogu. to byłem w szoku — stwierdził później fan Lecha. Nie było jak wejść do wagonu. miejskich dróg. myślałem. wiara była nastawiona wobec poznaniaków tak agresywnie. że dostałem kamieniem od jakiegoś naszego zezowatego miotacza. Nic dziwnego. Nie było świadków — dziennikarzy. że nawet nie próbowano podchodów pod Arkę. Zdezorientowani poznaniacy rzucili się do ucieczki na peron. że być może cała sprawa miała związek z jadącymi tym właśnie pociągiem kibicami Lecha. rzucili się z okrzykiem bojowym. Po siedmiu napastnicy ostatecznie zrezygnowali. Mimo. Kilku powędrowało na komisariat kolejowy. kiedy ekipa wyjazdowa wróci. oraz przypuszczenie. Ale jak zobaczyłem. Zadyma na dworcu dobiegła do końca. zelówki rwali prawie wszyscy. na koncepcję jak go zatrzymać. Zatrzymać odwrót próbował Uszol. Mający przesiadkę Lech powoli zaczął wysypywać się przed dworzec. Wobec naporu Śląska. jednak byli w wyraźnej defensywie. Śląsk zasadził się na przeciwników na jednej z dzielnic — Popowicach. z którą tego samego dnia grali wojskowi. gdyby nastąpił szturm. że zobaczyłem z daleka. przelatywał swobodnie przez drzwi przedziału i wylatywał drugim oknem. Jeden z nich zabarykadował się w klozecie wrzeszcząc w niebogłosy. Do zabawy wmieszała się policja rozganiając zadymiarzy. Dopiero później fanom Śląska powiedzieli o tym wyda rzeniu poznaniacy. Byśmy się wykoleili. że w okolicach dworca czai się około setka chętnych do wygarbowania im skóry. Tydzień później Lech miał kolejny wyjazd w tym samym kierunku. w których chcieli zaatakować napastników. Jeden z napastników otworzył wejście i w tym momencie dostał po głowie. którym miał przejeżdżać pociąg. że spokojnie bym sobie z nim poradził. Zadyma nie odbiła się jakimś szczególnym echem. Kamienie furkotały jak stado pszczół. Za wysoko. Pociąg stanął posłusznie. więc komitet powitalny tym razem nie oczekiwał na peronie. to drzwi i tak wyleciałyby z zawiasów.

gdyż te nie wyściubiały zza niej nosa. Poznaniacy mieli chętkę na obicie dosyć licznej grupki fanów z Łodzi. jednego zdemobilizowano zabierając mu pistolet. To nasi rzucają kamieniami na koniec. W okolicach sektora zajmowanego przez gości zaczął się ruch. Przed kasami mała zadymka. Klamry od pasów fruwały bez przerwy. aby dojść do szczecinian z drugiej strony. gdy się nieco uspokoiło. a właściwie zbiórka chętnych do obicia warszawiakow. Pogoń siedziała już w pociągu. Przy jednym z przedziałów kibice MKS-u tak mocno trzymali drzwi do przedziału. Do łodzian się nie dostali. Zaczęli uciekać do przedziałów. Właściwie stanowiła ona osłonę dla oddziałów pieszych. Problem Pogoni polegał na tym. Miejscowi jakoś ustępowali pola niebieskim. Po chwili słyszę brzęk tłuczonego szkła. a byli przecież na wyjeździe.udowodnili siedem kolejek ligowych później. Czterech policjantów obito do nieprzytomności. Może nie wiedzieli ilu nas jest? Z oddali słychać syreny policyjnych radiowozów. która jest zamieszczona w numerze 1/95 „Szalikowców” „Po meczu trzy dyszki naszych poszło na dworzec. Cały patrol stracił radiostację. którzy bicia nie dostali. jednak nawet kolesie bordowo-granatowych. by zaatakować swych przeciwników. A przynajmniej pomóc im w noszeniu flag. kibice Legii. Mundurowi najpierw próbowali rosnący z każdą chwilą tłumek przemieścić grzecznie. Zaczęła się bijatyka. lecz w chwili. ale najwyraźniej mających ochotę na włączenie się do zabawy. co troszkę rozjuszyło obijanych hools. Na dobrą sprawę legioniści mogli tylko oglądać to. Hamulec. lecz niecałe trzy dyszki. pałki. gdy udało się zdobyć przedmioty mogące spełnić rolę pocisków. Napierdalamy pasami. że nie chcą wyjść na zewnątrz i lać się z nami. Wszystko byłoby cacy. Większość z nich wyrażała chęć wygarbowania skóry przyjezdnym. zaczynam gościa lać pasem. zabierając je ze sobą. role się odwróciły. D się. Dopiero. Padło na jednego z bardziej popularnych fanów. jednak tamten go nie puszcza. znów na Golęcinie. jednak zaczęły się dymy z policją. co się wokół nich działo. Kamienie lecą z obu stron. chwytam za szal. Kilka dni później odbył się mecz Olimpia Poznań — Pogoń Szczecin. trzech wchodziliśmy do ostatnich wagonów. Psy zwołały odwody i do akcji wkroczyła armatka wodna. W końcu jeden z naszych wyciągnął tłuczek do mięsa i wybił szybę. . Miałem również ścięcie z chuliganem z Pogoni. Wiosna 1995 roku na Bułgarskiej rozpoczęła się równie atrakcyjnie. jednak. Trzymali drzwi od korytarza tak. Kilkunastu fanatyków wyskakuje z pociągu. lechici montowali całkiem zgrabne zamieszanie. gdzie również lejemy gdzie popadnie. oraz skasowani na kilka szalików. gdy nadciągnęły posiłki. Gdy nas zauważyli — spanikowali. jak podczas pierwszego pojedynku. Legia w tym czasie biła brawa poznaniakom. Dostajemy się do przedziału. ale ten szybko się poddaje. Przybyszów było 100-130 (w zależności od źródła). Butelki okazały się tak skuteczne. Mogło być więcej. Zbiegamy z wału. Wówczas to do Poznania zawitała Legia. Co dziwniejsze obie strony uważały się za jej zwycięzcę. Aby ostudzić poznańskie zapały wystarczyło rzucić kilka butelek w ich kierunku. Wśród gości siedziało paru ich koleżków ze Szczecina. że cztery dni później grała ponownie z Olimpią. wypróbowano zrobić to pałkami. Rację mają raczej szczecinianie. Jego kolesie rzucili się do odbijania i wyszła zgrabna awantura. Gdy odjechaliśmy ze stacji. mundurowi postanowili sobie odbić na kimś swoje drobne niepowodzenia. natomiast co było później najlepiej chyba odda skrót relacji Rappera. Gdy grzecznie się nie udało.” Co prawda relacja o tej samej zadymie ze strony szczecińskiej wygląda zupełnie inaczej. a my po dwóch. Gdy arbiter dał znak na zakończenie pierwszej połowy spotkania. Po bieganinie i wzajemnych pościgach. Na samym spotkaniu nic się nie działo. Inauguracja przypadła na mecz z ŁKS-em. tylko nieliczni zachowali zimną krew i stawili opór. że ich kompani nie mogli się ukryć wraz z nimi. Widzę jak koleś z Lecha walczy na pasy z fanem Pogoni. jak ostatnio nigdy w Poznaniu. że nie mogliśmy się do nich dostać. układ sił się zmienił i lechici musieli przejść do defensywy. że psy darły zelówy jak stado Benów Johnsonów. którzy przed meczem zostali wyczajeni przez Lecha i obici. Pogoń ściśnięta w przedziale jak sardynki w puszce. By się do nich dorwać. W środowym spotkaniu 1/16 pucharu Polski nie było już 50 fanów ze Szczecina. kibice dopadli psów nie uczestniczących w całym zamieszaniu. jakoś nie bardzo chcą uwierzyć w ich wersję wydarzeń. aż 10 tysięcy ludzi. paru kibiców ze Szczecina leży w korytarzu na ziemi. Na tym meczu pojawiło się. lecz spotkanie odbywało się w sobotę pracującą. ruszyliśmy do ich wagonów.

by podziękować swoim idolom. Do grupy około 30 legionistów (z kilkoma kibicami Pogoni). Mundurowi zorientowali się. W pierwszej chwili agresorzy narobili trochę popłochu. że ostatecznie do linczu nie doszło. Czternastu chłopaków zatrzymano. więc zawczasu postanowili wyrazom wzajemnej miłości zapobiec. Kibice wykazywali determinację. Bójki o flagi by nie było. po których dotychczas się ślizgali (ów towot). którymi można by przyatakować tych zza ogrodzenia. Do 87 minuty Lech pro wadził 2:1 (a wcześniej było 2:0 dla przyjezdnych).. Nic bardziej mylnego. Po meczu dwa auta hools Lecha podjechały pod Piekiełko. ze Poznaniacy ocieplili stosunki z tą częścią piłkarskiej Łodzi. bo Lech flag na wysmarowane płoty nie wywiesił. Podczas meczu. Bułgarskiej. Fanatycy Lecha założyli. Dym na trybunach tymczasem rozpoczęła. Nabój przemknął między mną a kumplem — opowiadał znacznie później uczestnik zajść. Broń się znalazła. smarując towotem ławki i płoty w sektorze przeznaczonym dla nich. Tam doszło do inauguracyjnej szarpaniny z policją. Sami szczecinianie twierdzili po spotkaniu. Tydzień później Lech wybierał się do Szczecina. by móc odjechać w komplecie. stróżów porządku znacznie mniej. Wśród funkcjonariuszy można było wyczuć panikę. Tak się złożyło. Dlatego spotkali się w kilkaset osób w okolicy stadionu na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem. formując na prędce speckomitet powitalny. że najazd nastąpi autokarami dużo wcześniej. Do zabawy przyłączyła się policja i Pogoń pozmykała na swoje sektory trybun. W Poznaniu na mieście pojawiły się napisy informujące o konieczności wyprawienia się na ten pojedynek. czyli knajpę w której widzewiacy opijają mecz tuż po jego zakończeniu. Był nim kolejny występ Legii na stadionie przy ul. że nikt specjalnie strzałami się nie przejął. Wystarczyły tylko na tyle. Następnego dnia podłożyli ją w umówione miejsce i o 19. a motywację mieli tylko ci pierwsi. Kilkunastu pogoniarzy wybiegło na płytę boiska. Jednak w ostatnich sekundach spotkania Pogoń strzeliła dwie bramki i ostatecznie na trybunach zapanowała euforia. Za moment po murawie hasało już coś koło setki fanów bordowo-granatowych. Na widok nadjeżdżających pięciu autokarów poznaniacy po prostu zaczęli do nich biec. że skurwysyny strzelali w powietrze. a na boisku trudno jest zorganizować przedmioty.kajdanki i kaski. niż rozpocznie się mecz. więc kibice postanowili zwrócić broń. które pozostawały w samochodach. Tydzień później nastąpił najgłośniejszy akord jesieni chuliganów 1995. to jednak gdynianie już wówczas byli w Poznaniu tolerowani. że chcących po obtłukiwać przyjezdnych było dużo. że sam widok zamaskowanych twarzy wystarczy.45 za dzwonili na komisariat z informacją o tym fakcie. którzy na stadionie pojawili . Do piwożłopni napastnicy wpadli co prawda w kominiarkach. wobec czego dowodzący akcją postanowił rozkazać strzelać w powietrze. przyjezdni będą witani bardziej ciężkimi przedmiotami. Do walki doszło tylko dzięki poznaniakom. a niebiescy nie. na samochody posypały się ciosy i gdyby nie zdecydowana reakcja jednego z drajwerów. że ilość Lechitów ich zaskoczyła. Mogło się wydawać. a nawet dość sympatycznie przyjmowani. Pojechało około 750 fanatyków. który zamiast czekać na rozwój wypadków (już miał wybitą szybę) chwycił za bejsbola. chcąca odbić sobie jesienną zadymę w pociągu. którzy widząc zbliżającą się watahę miejscowych. Jednak zrobili gościom głupi numer. Być może tumult był tak duży lub chęć dobrania się do Legii tak wielka. Gospodarze przez upierdolony płot i tak by nie przeleźli. który był transmitowany przez telewizję.. Lechici zdewastowane ławki wypuszczali w kierunku napastników. jednak po otrząśnięciu się przez tubylców z szoku. Widocznie doszli do wniosku. Na taką inwazję miejscowi nie byli przygotowani. Dało mu to przewagę nad łodzianami i pozwoliło ich odegnać na tyle. — Myślałem. również hools znaleźli się na wolności. niedoszłe ofiary natychmiast ruszyły do kontrakcji. ale bez bejsboli. Tuż przed zakończeniem piłkarskiej jesieni 95 Lech zameldował się W Łodzi na Widzewie. nie dało się słyszeć prawie żadnych bluzgów. Arka. a tu koło mnie słyszę świst. Później funkcjonariusze (ale już nie ci sami) zaprowadzali porządek za pomocą broni palnej. że zamiast kwiatami. Natychmiast zorganizowała się grupa walecznych. zaczęli uzbrajać się w ławki. Napastników na kopach wygoniono. a ci dzięki temu mieli pociski do odrzucania. Choć formalnie Lech z Arką zgody (przynajmniej w tamtej chwili) nie miał. a na sektorze prezentowali się bardzo fajnie.

że to właśnie oni organizowali ogólnopolski wyjazd fanów. . Jak jeździli poznańscy hools na swoje wyjazdy w 1995 roku? Poza kilkoma kilkoma wątpliwymi przypadkami. gdzie obok Arki stanowili najliczniejszą ekipę.. Znaleziono nad wyraz dobre miejsce w którym remontowany był jeden pas drogi. doszła chęć rozgrzania się niewinnie zmoczonych. Po naradach. Kolejne zdarzenia. Co prawda spotkanie Polska — Izrael to zaledwie kilkunastu młodych fanów z Poznania. Gdy kordon mundurowych został już bezproblemowo ominięty. jak właśnie wśród sympatyków warszawskich. muszą przejeżdżać przez Wrocław. raz w drugą. że tylko biały otok na czapce ratuje go przed szokiem. Jednak samochód marki polonez. dostał w trąbę. zalał się krwią i nakrył nogami.. został obrócony do góry kołami. co zmuszało kierowców do zmniejszenia szybkości itp. mutanty. Wiosną to około 750 (według innych źródeł 600) w Szczecinie. A więc oprócz motywacji (za co mnie polali?). Poznaniacy jadąc do Katowic koleją. gdynianie natychmiast zaatakowali. policję. że było biało-niebieskich dużo. O tej samej porze. Tym czasem legionistów przetrzymywano na stadionie przez prawie godzinę. by grupą około sześćdziesięciu chuliganów zaatakować przejeżdżające warszawskie autokary. czyli z samochodem. także w Zabrzu. stanowiącej granicę wpływów. Na meczach międzynarodowych w roku 95 Lech wyglądał dość imponująco. co po polaniu osób postronnych zwiększało ilość uczestniczących w walkach. Zaczęła się bitwa z policją. gdy żółto-niebiescy młócili się z Legią. wyzwoliło podejrzenia wśród miejscowej ludności. Jednak długie wyczekiwanie na poboczu załogi z kilku aut. postanowiła się dostać mniej więcej równa liczebnie grupa przybyszów z Trójmiasta. w której kąpieli zażywają wyłącznie najodważniejsi spośród morsów. gdyż odbywał się podczas ostatniej kolejki ligowej. W tym czasie. zupełnie zdezorientowani. a tych od miejscowych. Do walk doszło także po meczu. jednak i wówczas prezentowała się nieźle. ze Słowacją.. Pies miał pecha. Tam też właśnie wybrało się na łowy kilkudziesięciu poznańskich fanatyków. Wystraszonego mundurowego wyciągnięto zza kierownicy i zakomunikowano mu. W międzyczasie były jeszcze spotkania wyjazdowe z Rumunią w Bukareszcie. Nikt jakoś nie kwapił się z przekraczaniem pewnej barierki. Tam Poznaniaków było najwięcej. — Co tu się dzieje?! Ty. Psy wprowadziły do akcji armatkę wodną. Było to o tyle łatwiejsze. przez moment nie mieli pojęcia. w kierunku zadymy biegła już wataha poznańskich hools. co się dzieje. Ten ostatni mecz był raczej symboliczny. Mundurowi. — Toć to przecież. całkiem nieźle. Podczas ewakuacji auta poznańskich i gdyńskich wojowników mijały się z kolumną jadącą na sygnale. ze mną! — nakazał mundurowy pokazując palcem na jednego z hools. Blokadę trzeba było zakończyć. puszczono ich w tłum. zaledwie 20 w Katowicach. Nie dość. Gdyby nie układ na mecze reprezentacji. Między innymi w ręce fanatyków Lecha wpadł policjant z drogówki wraz z ekwipunkiem. to przyjazd konkretnej ekipy. Policjantów okłamali. Choćby dlatego. 300 w Pniewach. to jeszcze stanowili najlepszą jeśli chodzi o warunki fizyczne ekipę. a gdy ogarnęli sytuację. aż odwieziono pod konwojem bocznymi drogami. Na następnym spotkaniu rozgrywanym w stolicy węgla z Rumunią ekipa poznańska nie była już aż tak konkretna. ale już na następny mecz. Bractwo ganiało się raz w jedną stronę. na co dzień kibol Śląska. będący nagrodą dla poznańskiej drogówki za konkurs na najlepszego policjanta. że są fanatykami zaprzyjaźnionymi z Legią bardzo serdecznie i nie wyobrażają sobie innej możliwości oglądania tegoż spotkania. Na miejscu dziwnego zgromadzenia w szczerym polu pojawili się policjanci z najbliższej pipidówki. oddzielili Legię od Arki. to byśmy mieli kłopoty z dojechaniem — stwierdził po powrocie z wyjazdu Alek. jaki przeżyłby oglądając swoją fizjonomię przed lustrem za dosłownie moment. co nie wpłynęło zbyt dobrze na stan jego karoserii. twierdząc. co zrobić z agresorami.się wcześniej niż główne siły. Po meczu nastąpiła wspólna wyprawa kibiców Lecha i Arki na trasę warszawską. że panowała temperatura. oraz z Francją w Paryżu.. w której odlegle od Pniew zaledwie kilkanaście kilometrów Wronki nawiedziła armada czekających na awans swych pupilów do ekstraklasy fanatyków wrocławskiego Śląska. Wśród czerwono-biało-zielonych znalazło się kilku wzywających. to już tylko walki hools spod znaku Lecha z chuliganami w mundurach. 120 w Chorzowie.

Ostatecznie mecz nie odbył się w ogóle. początkowo. 110 poznaniaków zameldowało się w Tychach. W Łodzi na opisywanym już meczu z Widzewem pokazało się 110 osób. którzy zameldowali się na Polonii to byli ludzie spoza stolicy Wielkopolski. do Olsztyna 70. a w Oleśnicy. Została ona dokładnie obejrzana sobie przez przebywających tam incognito fanów szczecińskiej Pogoni. że nienawidzą Legii — nabijał się Marcin. jakie zimą rozgrywali piłkarze sposobiąc się do sezonu. stawiło się 142 szalikowców biało-niebieskich. a było to jesienią 93 roku). Trzeba było jechać koleją.Jesienią statystyka wyjazdów jest lepsza. Do dymów między fanatykami nie doszło z uwagi na policję. by niespodziewanie zlać hools Lecha. natychmiast spróbowano się skrzyknąć. W Dzierżoniowie. po wejściu do drugiej ligi tamtejszej Lechii w 92 roku. Na ten wyjazd miało ochotę znacznie więcej fanów. LECHIA DZIERŻONIÓW Gdy piłkarze Lechii Dzierżoniów stanęli w Poznaniu przeciwko Olimpii. W związku z porysowaniem aut zawodnicy obrazili się na kibiców i po kolejnych spotkaniach przez pewien czas nie podbiegali do ich sektora po zakończeniu spotkań. „panowie z miasta” grający w bogatym (wówczas. więc podczas pierwszej wizyty wojskowych na . gdzie przy padło zagrać drużynie w 1/8 PP na zakończenie sezonu. niewielkim mieście w województwie wałbrzyskim. że ze Szczecina wyjedzie autobus hools. To jest 150 chuliganów. na co nie wszyscy wyrażali ochotę. we Wrocławiu pojawiło się ich 400. Za największą. lecz w sumie prowincjonalnym klubie. W Tarnobrzegu Lecha było 60 osób. jak nas udupić. Tak więc na hali panowali szczecinianie. więc po stanowiły sobie zorganizować głosowanie. a walkower przyznany Lechowi przez PZPN może mieć wpływ na kształt Ligi Chuliganów. gdyż 80 hools nie sforsowało wejścia na peron w Poznaniu. śpiewali. Ponieważ do przerwy piłkarze prowadzili 2:0. werbalną prześmiewcy z Wrocławia uznali reakcję poznańskiej publiczności po jednym z goli zdobytym w spotkaniu z GKS Katowice jesienią 1995. Na jednym z takich turniejów. Nie weszli więc Kolejorze do ekspresu. którzy chcieli przyjechać na mordobicie do Trójmiasta i dla nich trzeba mieć szacunek — twierdzili kibole gdańskiej Lechii już po fakcie nierozegrania spotkania. zatarasowany przez policję. że zostali przez swych graczy wystrychnięci na dudków. kibice podejrzewali. śmiali się z gości. Nie udało się jednak wy puścić ekipy większej niż 10 osobowej (turniej w Gorzowie zupełnie nie był reklamowany w miejscowej prasie). Tylko tylu. że 150 osób głosowało za tym. w Zielonej Górze zameldowała się kilkudziesięcioosobowa grupa lechitów. Zaledwie 10 kibiców Lecha pojawiło się na stadionie Polonu w Warszawie na meczu 1/16 pucharu Polski. Do Mielca zawitał standard kilkudziesięciu fanów. Bordowo-granatowi postanowili na kolejny turniej w Gorzowie Wielkopolskim zmobilizować taką ekipę. Najśmieszniejsze jest to. Poznaniacy jeździli także na mecze halowe. zaczęła się pojawiać kilkunastoosobowa grupka bardzo młodych chłopaków próbująca wzorować się na pomysłach zaczerpniętych z pierwszoligowych stadionów. czy aby na pewno ich miasta można się dopatrzeć na mapach i czy istnieje możliwość dojechania w to zagadkowe miejsce pojazdem tak wielkim jak autobus. Cała dziesiątka kibiców Lecha. Do Łodzi na LKS przybyło 152 hools. Ale to problem Gdańska. Zdarzały się poznaniakom także wpadki. którzy ostatnio zajmują drugie miejsce w tabeli nienawiści Pogoni. by ostatecznie przegrać 2:3. — Poznańskie skurwysynki nie wiedziały. gdzie ma się odbyć mecz Lechii/Olimpii z Lechem. — Zamiast się cieszyć z bramki. Gdy do Poznania dotarły wieści. żeby grać w Gdańsku. Zrobili więc sobie polowanie na ich samochody podczas treningów i pod domami. Dla wszystkich dolnoślązaków spotkania ze Śląskiem stanowią wyzwanie. z którą szarpali się portowcy. ale autokar załatwiał małolat i w sumie okazał się on niewypałem.

Do niedawna diabli wiedzieli. na pięć tysięcy widzów szalikowców było już kilkudziesięciu. KS-em. Pierwszą połowę tego spotkania zza siatki oglądało około 250 osób. Mariusz przyjmuje zamówienie na 25 sztuk szalików Lechii Dzierżoniów. jak tu sobie napchać kieszenie. Do realizacji projektu przyjścia fanów z uzbrojeniem na trening co prawda nie doszło. ale nawet zebrać w jedną grupę podczas meczu. to trudno było się doszukać grupki większej niż kilkanaście osób siedzących wspólnie i stanowiących zgraną paczkę. Wówczas to na meczu ze Ślęzą pojawiło się miejscowych szalikowców prawie dwustu. do gospodarzy. Prywatnie znamy się od lat. jak na klub posiadający aspiracje drugoligowe. biało zielone barwy i przywiązanie fanatyków. Dzierżoniów ma jedną śmieszną rzecz. — Dwa tygodnie temu ktoś inny też zamówił 25 sztuk szalików tej samej Lechii. W otoczonym wyższym płotem miejscu wyznaczonym dla kibiców przyjezdnych pozostawili oni swoje flagi i przenieśli się na drugą stronę trybun. by nauczyć piłkarzy profesjonalnego podejścia do swych obowiązków kijami bejsbolowymi. Łebków szybko wprowadzało się do pierwszego składu. To w Gdańsku narodził się pomysł.. młodych i bardzo młodych chłopaków owiniętych w niebiesko-żółto-czerwone było tam coraz więcej. ale wieść o takiej możliwości wpłynęła na futbolistów nad wyraz mobilizująco. Klub. Jeszcze wiosną 95 rezerwy Lechii były de facto. że podczas spotkania ze Śląskiem płotek runął. innym klubem o niemal tej samej nazwie. Bałtyk). szefa firmy produkującej pamiątki sportowe. Niezmienne są jednak trzy rzeczy: Lechia w nazwie. Tak przynajmniej było przed fuzją. Tam całkiem nieźle można sobie oglądać spotkania piłkarskie zza płotu. co stwierdziłem naocznie. Na dodatek ci. które do niedawna uważaliśmy za piłkarską prowincję. LECHIA GDAŃSK Jeden z dziwniejszych klubów w Polsce. połowę stanowili potencjalni chuligani. aktywizują się. dosyć dokładnie licząc podglądaczy. W Lidze Chuliganów fani z Dzierżoniowa oczywiście się nie liczą. gdyż dzięki temu tamtejsza Pogoń otrzymała z budżetu miasta dofinansowanie na postawienie ogrodzenia. Lecz jeśli było to spotkanie nie wzbudzające dodatkowych. Leszek Tymcio. Podczas meczu Lechia Dzierżoniów — Bałtyk Gdynia wiosną 95 stawiło się 5 kibiców z Gdyni. W kilku klubach stawianie płotów na stadionach rozpoczęto po wizycie kibiców Sląska. Rzeczywiście. który ma wieczne problemy finansowe. W zarządzie pojawiają się kolejno cale zastępy ludzi myślących. Jako pismak bywałem w Dzierżoniowie parokrotnie. Przynajmniej w II lidze. Do tego zabawy w fuzje i dziw o nazwie Olimpia/Lechia. Dobra praca z młodzieżą. Lechiści oddani są swej Lechii jak mało kto. A propos „klatki” dla gości. W tym ostatnim miasteczku tamtejsi działacze nawet byli zadowoleni z tego. powiedział. Gorzowie (dodatkowy. Gdy na stadionie było — przypuśćmy — 1500 widzów. Na razie największym wyczynem dzierżoniowskich fanów był inspirowany przez klub protest przeciwko radzie miejskiej Dzierżoniowa. jednak stanowią kawałek ciekawego. Jednak barw mieli na sobie coś z dziesięć. Tak było w Toruniu. Chociaż uczucia tych ostatnich wyrażane są czasami w sposób wprawiający ich idoli w prze rażenie. że na sport społecznych pieniędzy przeznaczać nie ma zamiaru. — Ale numer — śmieje się. Pojawiają się świece dymne i inne tym podobne zabawki. Oczywiście rozmawiamy o piłce. czy w dalszym ciągu był BKS-em. Dzierżoniowie.. trybunowych emocji (Arka. której burmistrz. że miejsca. Po kilkunastu miesiącach siedzę sobie w Krakowie u Mariusza. Odzywa się telefon. W sezonie 93/94 Lechia grała pucharowy (1132) pojedynek ze Ślęzą. Wciąż jednak znajdują się sponsorzy. goście w szalikach. którzy . która rokrocznie zdobywa medale w kolejnych mistrzostwach Polski juniorów. lecz nieraz nie chce im się nie tylko śpiewać. a następnie byli błyskawicznie odsprzedawani lub niknęli. Jest to jednak wyraźny dowód na to.drugoligowej młócce. Oleśnicy. chcący Lechię wspomóc. czy FC. drugi płot w miejscu wyznaczonym dla gości). piłkarskiego folkloru. Czyżby tam było aż tak wielkie zapotrzebowanie na pamiątki? Sam się dziwię.

. Zgoda na linii Wrocław — Gdańsk nie rodziła się bez bólu. O co poszło i kto zaczął nie sposób się domyśleć. jakie zainkasowali biało-zieloni. Trudno jest przełamać w Gdańsku barierę nieufności kibiców Lechii wobec obcych. by zostać w pełni zaakceptowanym. Na jedyny występ Lechii w europejskich pucharach. która na niwie piłkarskiej ogniskowała się na drużynach Lechii i Arki. Mikołaj gnał przez lasy kilkanaście kilometrów. — A co. biorą się za łby (w Lublinie bywa i tak. jednak potrafili strawić sytuację „nowego w układzie”. gdy zajechali do Gdyni na Arkę. Ostatnie w sezonie 8 1/82 występy futbolistów przyciągnęły masę ludzi. Podczas gdy w innych miastach kibice różnych. Byli trochę rozgoryczeni takim postawieniem sprawy przez biało-zielonych. Oba to mecze wyjazdowe. nie zahaczających się dyscyplin sportowych. Wieści. Ba. Pojawiło się mnóstwo szalikowców. mimo że w pierwszym pojedynku gdańszczanie przegrali z Juventusem 0:7. gdy ze Śląskiem na Arkę zawsze jeździcie całą watahą? — pytanie było raczej nastawione na uzyskanie informacji. czy Stoczniowca (hokej) nie jest postrzegany inaczej. Rzeczywiście. podzieleni na fanów drużyny piłkarskiej i żużlowej). Wiślacy zrobili zgodę z Lechią i ze Śląskiem dosłownie kilka miesięcy przed tym wydarzeniem. lecz mają posmak nieakceptacji. gdy drużyna grając w drugiej lidze wciąż aspirowała do pierwszej. przyszło 40 tysięcy ludzi.. Po latach prawdy nikt nie dojdzie. Drugim sporym przeżyciem był wyjazd do Świecia na Wdę. Zółto-niebiescy zawładnęli duszami piłkarskich fanów z okolic Trójmiasta. Śląsk wam się nie podoba? — padła odpowiedź. Tam me spodziewano się jakiegoś oporu ani agresji ze strony miejscowych. w której za warta była doza nieufności do nowych układów i pełna akceptacja starych. Panowała ostra rywalizacja na linii Gdańsk — Gdynia. jednak wyżej nie awansowali. mieli do przedyskutowania sporo tematów i ważniejsze sprawy na głowie.siadali razem. Sportowo i chuligańsko. Bardziej groźna była wybierająca się . Jeden do Tczewa. Zakończyło się na niezłym laniu. będąc często języczkiem u wagi w najważniejszych dla innych momentach. Nie raz i nie dwa zdarzały się sytuacje. Aktualnie takim wyklętym człowiekiem jest młody Kaczor. Środkiem transportu uciekających był także zarekwirowany spod sklepu rower. Wówczas milicji nie obchodził w zasadzie sam mecz. Euforia nastąpiła po zdobyciu PP w Piotrkowie Trybunalskim. oczywiście koloryzując. gdzie do dzisiejszego dnia większe wpływy ma Arka. będącej kibicowską filią żółtoniebieskich. jak towarzystwo rwało zelówki przed hordą miejscowych. że kosa będzie nieunikniona. Z tych krótkich chwil. niż dopingowanie drużyny. z czasem nawet zdobyła puchar Polski. to w Gdańsku żaden kibic Wybrzeża (żużel). Jednak lokalny patriotyzm nie zezwala mieszkańcom jednego miasta sympatyzować z drużyną z drugiego. Arka wówczas awansowała do ekstraklasy. Przekonało się o tym paru kibiców Wisły jesienią 94. że drużynie nie zależało na awansie do ekstraklasy. Atmosfera Gdańska ma w sobie coś szczególnego. a ci. niż jako „taki inny lechista”. — Dlaczego z nami przyjechało was zaledwie kilkudziesięciu. aktualnie arkowiec. futboliści rokrocznie zajmowali miejsce w czubie tabeli. czyli spadek w trzecioligową otchłań. Teraz spróbuj po wiedzieć coś złego na Lechię we Wrocławiu lub na Śląsk w Gdańsku. Na stadionie tamtejszej Wisły. często spotykają się ze stanowczą odprawą. którzy spod jednych barw uciekli pod drugie.nie wiadomo. Aż nastąpił krach. W tym czasie Lechia przegrywała. są szczególnie żarliwie ścigani. Mikołaj do tej pory lubi poopowiadać. poprzednio lechista. Kim będzie za jakiś czas . że niechęcią potrafią się obdarzać kibice Motoru. które nie są z gruntu negatywne. jakie przenikały z dość hermetycznego środowiska piłkarzy Lechii w końcówce lat siedemdziesiątych. świadczyły o tym. jakie w owym czasie Lechia spędziła na trzecim froncie w pamięć kibiców wbiły się dwa momenty. Ale jeśli już wejdziesz do tego grona. Długo trzeba tam być znanym. Trzecioligowe wyjazdy. lechiści zrobili trzepanie skóry wszystkim miejscowym. zwycięstwa drużyny w młócce na tym szczeblu rozgrywek oraz przede wszystkim zdobycie pucharu Polski skonsolidowało grupę. Kibice Lechii pojawili się na trybunach na początku lat siedemdziesiątych. w których wydawało się. Wraz z nimi przywędrowało kilkudziesięciu lechistów. wyganiając ich ze stadionu. Ta tendencja jest w Trójmieście zachowana. nawet uwagi pod adresem Śląska.

iż sami nie spodziewali się takiej liczebności wśród własnych hools. Arka była w trakcie drogi z ekstraklasy do trzeciej. że to nie oni stali się zwierzyną łowną. a następnie po uchwyceniu drąga rzucił się na agresorów. Za okno wylatywały świetlówki i tym podobne duperele. by ich ostatecznie pogonić. niebieskie światła aut. Stopień winy był nieistotny. gdy opowiadał o gdyńskiej zadymie. kibice z Gdańska. jak na przykład Makaron. na pociąg grozy czekała całkiem liczna grupa bud i nysek na sygnałach. pośpiewali o konieczności wywieszania komunistów zamiast liści. Wówczas Lech nie był poważną przeszkodą. W obozie arkowców panował powszechny marazm. o co starał się jak mógł sędzia tego pojedynku. Lechia wygrała. śmiało się. jaką urządzili w Elblągu. Pociąg został opróżniony z wszystkich pasażerów. Górnika Zabrze. Nałożyły się na to zniechęcenie szalikowców do oglądania ciągłych porażek i cholernie duże odległości. miasta jednoznacznie identyfikującego się z wolnościowymi dążeniami Polaków. Zjawiła się tam wówczas śmietanka krajowych chuliganów chcących obić Lechię już od dawna i wietrzących swoją szansę właśnie tego dnia. Nie ucbronilo ich to jednak przed wygnaniem z własnego sektora — Gór ki. gdy kibole przed meczem forsują płoty nie po to. Tam kopnięciem w rusztowanie rozwalił je łamiąc sobie przy tym giczała. Część gospodarzy ewakuowała się za stadion. Starsi poznaniacy już dali sobie spokój z kibicowaniem. to piłkarze robili to nadzwyczaj rzadko. Wobec tego niebiescy zakazali kioskarzom sprzedaży wód kolońskich. lecz w drugą stronę — śmiał się jeszcze kilka lat później Wolf. Co chwilę ktoś „dla zabawy” na mijanej stacji zniszczył jakąś przygodną szybę lub latarnię. Arki. Jednak gdy kibice Lechii nieraz wygrywali swe pojedynki na wyjazdach. Lecha. czyli raptem parę kilometrów od miejsca startu. Wyjazd do głównego konkurenta w walce o awans — Olimpii Poznań (jak te losy się dziwnie i śmiesznie układają. Miała się odbyć egzekucja na przyjezdnych. Z daleka bractwo widząc błyskające. Spragniona wódy kilkutysięczna wiara wysuszyła wszystkie możliwe meliny. Lechiści łazili po całym Poznaniu i robili co chcieli. by wejść bez biletu. W Gronowie Elbląskim. milicja będzie chciała się odegrać. Część towarzystwa wiała gdzieś po torach. Pojawili się przedstawiciele Zawiszy. Lechia tryumfowała także na boisku. Połączone siły gospodarzy i sprzymierzeńców zostały rozgonione przez hordę przybyszów znad morza. że po półtora roku ekipa wyjazdowa zmalała w zastraszający sposób. Najsłynniejsza historia miała miejsce z dała od głównych aren walki. jednak z okazji tego spotkania zmobilizowali się do tego sto pnia. że to pożar. na złość milicjantom i swojemu organizmowi żłopali na oczach służb porządkowych wodę brzozową. które fani z Gdańska każdorazowo musieli . Niektórzy. Swój pierwszy sezon w ekstraklasie szalikowcy Lechii byli najliczniej jeżdżącą ekipą na mecze wyjazdowe. Wśród drugoligowych pojedynków także dwa inne szczególnie zapisały się w pamięci gdańszczan. — Mieliśmy wówczas do czynienia z rzadkim zjawiskiem. Nic więc dziwnego. Ich drużyna kroczyła w kierunku pierwszej ligi. Po trzecim szturmie fanatycy z Gdańska przegonili gospodarzy z ich stałego miejsca. Wprowadzono więc w Piotrkowie prohibicję. to znaczy obijali kogo chcieli. Nie przewidzieli jednego. Gdy pociąg wjechał na stację miny zrzedły wszystkim. Drugi taki szczególny wyjazd miał miejsce do Ębląga. jak to mieli wówczas w zwyczaju.nań wycieczka z Gdańska. Że w związku z demonstracją antykomunistyczną. a wyciągnięci przeszli przez ścieżkę zdrowia. Biało-zielonych przyjechało tak dużo i byli tak agresywni. O arbitrze Wolf również miał swoje zdanie: On by ze strachu odgwizdałby koniec świata. Rok później odbyły się długo oczekiwane przez gdańszczan derby Trójmiasta. lecz płomieni nie widać. młodych jeszcze nie było. by te kluby połączyć). Po spotkaniu kilkutysięczna armada wracała do domu pociągiem grozy. Chadzający własnymi ścieżkami Wolf został namierzony i rozpoznany przez kilkunastu chcących obedrzeć go ze skalpu hools i zagnany na pobliską budowę. A biało-zieloni zjechali w sile kilku tysięcy chłopa. Najmocniej pokazali się w Łodzi przed spotkaniem z ŁKS-em. wszak teraz wielu chciałoby zrobić wszystko.

Po spot kaniu zostają lać tylko ci. jak i rok później do Poznania wybrały się całkiem zgrabne ekipy. że jestem nieprzytomny. gdzie popadnie. wagon się pali. co widać już z daleka. to z nimi balowaliśmy. ale nie dziwota. wiozącego ich pociągu. Na Ruchu zdarzył się przypadek Jojki. że ryzykują życiem. gdańska Lechia. dlatego nerwus dewastuje kopniakami kubeł na śmieci. rozgonili miejscowych hools już po meczu. gdyż można trafić na bardziej przypadkową grupę miejscowych chuliganów. a przynajmniej zdrowiem. Dworzec. Znajome twarze. Na przystanku komuś z naszej. Więc jakiś kopniak ląduje w szybie. co mu się w części udało. Musimy przetransportować się na dworzec. ani autobusu. Dość spore poruszenie zapanowało w Trójmieście podczas rozgrywania przez Lechię spotkań barażowych o utrzymanie się w ekstraklasie w latach 87 i 88. Wybierający się na taką wycieczkę doskonale wiedzieli. . Wypity szaleniec postanowił pozbawić pociąg szyb. Spóźnimy się jak nic. że ponowny awans jest niemal w zasięgu ręki. Łapiemy szybko idących małolatów. odpuścili sobie przed meczowe polowanie). Wyprawy bialo-zielonych miały stanowić odwet. Zarówno do Chorzowa. Cała grupa wysiadła na otoczonym przez policję dworcu. skoro spałem dwie godziny. zdemolowali jakiś bar i poobijali małolatów z salonu gier. choć pierwszy wyjazd po degradacji do Olsztyna to obecność 500 głów. Oba pojedynki były dziwne. Mimo tych uwag podchodzimy bliżej. Okazało się to podstępem. gdzie za czterdzieści minut dojedzie reszta fanatyków Lechii. Zbyt długo nie ma ani tramwaju. cały pociąg pełen dymu. więc albo młodzież z Gdańska maszeruje z dziwnie pochowanymi szalikami. Mizeria owa przerywana była chwilami. Dwóch jednak po wędrowało na komisariat. Oczywiście na wjazd pociągu spóźniamy się. Jednak kilkusetosobowe grupy jechały na zachód w poszukiwaniu wrażeń. który wrzucił sam sobie piłkę do bramki. Fiaskiem organizacyjnym okazał się jeden z wyjazdów do Polic. zdążająca na mecz do Oławy. uszczuplonej grupy puszczają nerwy. Po południu spiker w Teleexpresie powiadamia o podpaleniu przez jadących na mecz kibiców Lecbii. — O zobaczcie. Za nimi ośmiu typków z zaciągniętymi kapturami śpiewa dziarsko wymachując rękoma: „Kto liderem jest. że do nich nie przybywa nikt. Nieco wcześniej fani Po goni wjechali w 60 do Gdańska i z powodu braku przeciwnika (lechiści. metalowe drzwi. który według mundurowych jechał do Polic. Część gdańszczan jest już we Wrocławiu. może jakiś pożar — ktoś z naszej gromadki wskazuje palcem na unoszącą się czarną zawiesinę. — Nie idźcie na dworzec. Świta.pokonywać. kiedy czuję szarpanie za ramię. bo nie zdążymy — słyszę jak zza ściany. Pociąg zamiast w Policach zameldował się z powrotem w Gdańsku. nie wchodzimy na teren dworca. Choć przyjezdnych było znacznie mniej. W międzyczasie gdańszczanie odbyli wraz ze wspomagającymi ich wrocławianami wojnę w Wałbrzychu z dosyć groźnym na własnych śmieciach Górnikiem. a psy łapią kogo się da. Teraz śpią pokotem. „Odbieramy” swoich znajomków. Nic dziwnego. którzy tego chcą i mają szansę zorganizować się w pełnym składzie osobowym. Rok bodaj 91. nasz BKS!” Była rzeczywiście. które się uchylają. albo nasi chuligani — juniorzy. Bójki na pięści i sprzęt wzmagały wzajemną nienawiść. Spadek i drugoligowa mizeria. na który Pogoń przygotowana była nieźle. ogień wydobywa się na peron. — Wstawaj. (Przed spotkaniem jest łatwiej. Impreza odbywała się na Krzykach. jest spowity ciemnym całunem. Pojawia się środek lokomocji. W tym okresie najfajniejsze wyjazdy organizowane przez biało-zie lonych miały swą metę w Szczecinie i Policach. Wszak część jest bardziej pijana niż śpiąca. co jest mu wypominane dziewięć lat po fakcie. Zegarek pokazuje piątą. przyzwyczajeni. Kamera pokazuje ciężkie. gdzie wsadzono ich w pociąg. w których wydawało się. Na szczęście jest obliczona na taką okoliczność. jednak wciąż ostrzegani przez zmykających w przeciwnym kierunku fanów obu drużyn. Fajne zabawy miały miejsce na szczecińskich ulicach. Próby dobudzenia kilku osób spełzają na niczym. Na dodatek zimno.

Natomiast bywały szarpaniny właśnie z psami. Gdy klasa rozgrywkowa ich zespołów jest różna. Ostatnio główną atrakcją wszelkich kibicowskich zabaw były mecze derbowe. trochę się zdziwiła. Jedną z zabranych flag była zrobiona w barwach Arki płachta z napisem Gdańsk. Lechia trafiła tam tuż po święcie zmarłych. Najczęściej gdy muszą się spotykać z racji spotkań między sobą. A tu wysypało się całkiem zgrabne stadko. Derby to także festiwal pomysłowości. Lechia chciała zabłysnąć na własnym stadionie i za paliła kilkanaście rac. Wcześniejsze pierwszoligowe spotkania Lechii z Legią były normalnymi wojnami. że flagi nam zniknęły — stwierdził po tym fakcie Mazan z Arki. to się nienawidzą. W rewanżu z Gdańska do Warszawy wybrała się na spotkanie Ligi Mistrzów dwudziestoosobowa brygada. Na Wrzeszczu cały stadion wył „CWKS kurwa”. Kilkunastu rozrabiaczy weszło jako eskorta duchownego do sklepu. którzy ją odbierali na dworcu złapali się za głowy. Wiosną 95 Lechia nie jeździła na swoje wyjazdy jakąś poważniejszą ekipą. był także ksiądz. po czym sklepowa pod byle pozorem jest wysyłana na zaplecze sklepu. Coś trzeba było z nimi zrobić. kiedy pierwsza liga w dość dziwnej formie ponownie zawitała nad Zatoką Gdańską. być w Szczecinie i nie dojechać do Polic. Ostatnie jak dotychczas (wiosna 95) drugoligowe derby zaowocowały śmieszną sytuacją. W Toruniu Bractwo zabawiało się w helloween. Nieco wcześniej mieli równie nieodległy wyjazd do Koszalina. Czterystuosobowego najazdu nie spodziewali się sami lechiści. że towarzystwo się nie zna. to znów z drugimi.— Głupie psy zrobiły z was idiotów. że przyjezdnych będzie trzechczterech. na którym pojawiło się ich zaledwie kilkunastu. Przy minus ośmiu nic nie wymyślono. Lechiści wkurzają się wówczas niemiłosiernie. Do jakichś totalnych walk pomiędzy grupami nie dochodziło. Ci. Mobilizują wszystkich gdańskich chuliganów. Dym z sektora gości nie pozwolił na grę. mającą na celu zmianę sposobu postrzegania przez władze futbolowe sprawy fuzji Lechii z Olimpią Kibice Legii. to darzą się lekką sympatią. Gdy dymy porozwiewało. — To wycieczka trudnej młodzieży — tłumaczy jej „ksiądz”. Kilku się przebrało. ktoś wypala z takim hasłem. Wcześniej w Warszawie. pod siedzibą Polskiego Związku Piłki Nożnej lechiści zorganizowali demonstrację. gdy bra kuje argumentów. W tym czasie bractwo na wydrę kradnie hurtowo bełty. Myśleli. „Zakonnik” w tym czasie krzyżuje ręce na piersi spuszczając pokornie głowę: — Ja swoim owieczkom wybaczam wszystko. Wymalowane twarze. Skończyło się na krzywych spojrzeniach i wzajemnym udawaniu. to nie były grzeczne wycieczki miłych chłopców. toż to obciach — czasem w indywidualnych kłótniach. głośny obustronny doping i fantastyczna atmosfera. Chyba. a po zakończonym meczu dwudziestu trzęsących Zyletą legionistów zostało przez gdańskich macherów zaciągniętych do knajpy. ci najweselsi. zobaczyliśmy. Natomiast legioniści popijali raz z jednymi. sposób odnoszenia się fanów obu zespołów jest w dalszym ciągu dosyć dziwny. Kobieta zza lady widząc święte szatki w otoczeniu nieco rozwrzeszczanej gawiedzi. Oprócz diabła. że się umówili. gdyż bardzo starannie przygotowywała się do tych pojedynków policja. Bardzo różnorodny i przeciwstawny stosunek mają mieszkańcy Gdańska do kibiców warszawskiej Legii. więc sędzia przerwał na moment mecz. Po fuzji Olimpii z Lechią.. — Nic nie widzieliśmy. Ich wybiegnięcie stadion przywitał rykiem tryumfu. W takim klimacie umówionych wyjazdów zdarzył się Toruń. z niedalekiej odległości przyglądali się całemu zajściu.. mnóstwo nowych flag. . Ale. Arka odpowiedziała sześćdziesięcioma. którzy mieli gdańszczan na patelni”. które pojawiły się wcześniej w Rotterdamie i Chorzowie na meczu Polska — Anglia. Tworzona także dzięki efektom pirotechnicznym. tu stało wino — nieszczęsna kobieta jest w szoku. Zwłaszcza te z Arką. Także przyjazdy do Gdyni Śląska uaktywniały biało-zielonych. Nagle z szarego tumanu wyłoniło się dwóch kamikadze biegnących ze ściągniętymi z płotu żółto-niebieskimi flagami. Ekipy. gdzie poschlewano ich na umór. Starsze bractwo spod Zylety wyciągnęło kilku przedstawicieli biało-zielonych na picie. więc Lechia wmaszerowała do knajpy okupowanej przez legionistów spijających przybyłych do stolicy z tej samej okazji — meczu ze Spartakiem Moskwa — fanatyków Pogoni Szczecin i Zagłębia Sosnowiec.

jednak nie może się zaaklimatyzować w pierwszej drużynie Śląska. który rzeczywiście nabroił.Przynajmniej te w Gdańsku. czy Lechia utrzyma się w drugiej lidze. tego „Y” powiedzieć nie chciał. — Tak. bo na Olimpijskim są jeszcze fajne ławki na brechy. a my dawaj za kubły i gnamy za nimi po peronie. Czy tamci wzięli. Lechia — w porządku. Do prowadzenia takowych kibice byli nieźle przygotowani i przyzwyczajeni. Chłopak rok wcześniej fantastycznie zagrał w mistrzostwach Europy juniorów. Po powrocie wsłuchują się w relację ze Ślęzy tych. Czasem kilka osób jechało w jednym przedziale na drugi koniec Polski na mecz Lechii. „Y” zaproponował dwóm piłkarzom Ślęzy 50 baniek za przegranie pojedynku. Psy się na nas rzuciły. ledwo doleciała do pierwszego płotu.. pokażę! Czy kasa poszła w ruch? Wątpliwe. to podwójnie nie uczciwy sprzedawczyk nie wyjechałby z Trójmiasta z całymi kolanami. wiemy. Rzeczywiście. która oprócz wylegiwania się na styropianie pracowała w tamtejszej drukarni powielając — jak to się wówczas mówiło — antypaństwowe ulotki. Listopad 94. Mam zrobić wywiad z Tomkiem Kosztowniakiem. — W Poznaniu zaatakował nas Lech. Jeździmy do was na zgodę. Było nas razem może z dwieście osób. chwila rozmowy i wrocławianie ładują się do autobusu. którzy odważyli się wybrać na tamte spotkania. goście byliby normalnie zmasakrowani. Ślęza prowadziła 4:1. to wydawało im się. Myśleli. Gdyby nie milicja. ale i tak jest zawsze jakaś wojna. Cztery kolejki przed zakończeniem sezonu 93/94 Śląsk jedzie do Wodzisławia. . Wrocławska policja nie przepada za gdańskimi fanatykami. jakim gdańszczanie mogą zdążyć na spotkanie jest ekspres. Kilka miesięcy później Ślęza grała na Wybrzeżu w tym samym składzie i gdyby tak było. Za trzy dni drużyna gra z Lechią. a Lechia zajeżdża do Wrocławia na mecz ze Ślęzą. kapitan drużyny. ale i w jego okolicy. skurwysyny. Na dodatek dopadli nie tego. oraz lechistów. natychmiast zjawiła się tam brygada fanatyków Śląska. Kamil jeszcze nie ochłonął. że w trzy dychy sobie poradzą. Policjanci spierdalali. Taki tam rzut... Z wagonu wytacza się Kamil z Łbem. Tworzysz następną książkę? – Grabarz z Fioletem specjalnie się nie zdziwili — To napisz o waszej popierdolonej policji. — Tylko nie przesadzajcie z tą gościnnością w trakcie meczu — wystraszyłem się nie na żarty. Wszak szalikowcy stanowili główną siłę motoryczną w prawie cotygodniowych zamieszkach. by w bardzo krótkim okresie czasu stracić dwie bramki. Czekam przed szatnią po treningu. Rozpoczęła się zadyma. którzy zostali z Lechią. Warkoczyk już nam mówił. Po czwartej zaczęły się śpiewy „troszkę za dużo. Ostatnim pociągiem. Ostatecznie Śląsk wygrywa 6:0. troszkę za dużo”. Reszta przyjechała wcześniej. nawet po latach opowiadają o trójmiejskich wydarzeniach z ogniem w oczach. Wiara na trybunach tak naprawdę cieszy się tylko do trzeciej bramki. Tym antykomunizmem zarażali innych. Ale mecz był dziwny. Brygidy. Po meczu podbiegniemy także do kibiców Lechii — śmieje się Jarek Góra. Później wpadli w znacznie zwiększonej brygadzie i obili nas. Gdy w tym Samym roku wybuchły w Stoczni Gdańskiej strajki. mimo że było ich ze trzy razy więcej — chociaż zdarzenie miało miejsce dwie godziny wcześniej. Zawsze podczas ich przyjazdu coś się musi wydarzyć. że trafili na leszczy. Walki lechistów z psami były długie i brutalne. Wioletem i kilkoma małolatami. Jakieś wspólnie wypite piwo. Żadnego nie dorwali tak darli zelówy. Odbywały się nie tylko na stadionie. innym razem ci sami ludzie jechali tym samym pociągiem do tego samego miasta. Przed tym spotkaniem. którzy zakotwiczyli we Wrocławiu na dłużej. lecz w ich bagażu znajdowały się antykomunistyczne ulotki. W 88 roku zorganizowany został na meczu Sląsk — Górnik Zabrze piknik antyustrojowy. ale aby awansować potrzebny jest każdy punkt. To fanatycy piłkarscy robili za najzacieklejszą i najwytrwalszą brygadę zadymiarzy politycznych w latach późnej komuny. Jadą na swój wyjazd. Fanatycy z Łazienkowskiej. które wydawało się być decydujące o tym. Jego na to stać. Śląseczku. — „X rzucił butelką. Ostatecznie zakończyło się na 4:3. a MY” szalał na trybunach: — Ja wam. jakie miały miejsce w okolicach kościoła św.

a po drugie załatwić sobie forsę przez napływ gotówki z publiczności. że takie obrazki można oglądać tylko raz w roku — właśnie gdy przyjeżdża Lechia Gdańsk. . gdy miał dziesięć lat. Po pierwsze (i chyba najważniejsze) uciec od wspomnianego długu. 60 w Szczecinie na spotkaniu.Po tym meczu Artur Brzozowski z Gazety Dolnośląskiej. a inaczej wygolone dopiero przed chwilą. było sporo. jakie stosunkowo łatwo było w Gdańsku wytworzyć. które według terminarza powinno odbyć się w Gdańsku. że na stadionie we Wrzeszczu pojawiło się dwa tysiące ludzi podczas. gdzie sprowokowali całkiem niezłą rozróbę pod kasami. Wiolet wypożyczył kiedyś z biura podróży autokary na wyjazd do Dębicy. Wyszło po myśli gdańszczan. 10 w Wodzisławiu. Później było gorzej. gdy na stadion zaglądało zaledwie 10002500 ludzi. lokalnego dodatku do Wyborczej napisał w relacji ze spotkania między innymi: Przez cały mecz sympatyzujący ze sobą kibice Lechii i Śląska zagrzewali obydwie drużyny do walki. popisując się przy okazji dzwonieniem z telefonu komórkowego. że byli w osłabionym składzie. nawet w okresie. jak i Bratysławie oraz w Chorzowie na Rumunii była to grupa konkretów. Wśród najzagorzalszych fanatyków Lechii w momencie podpisywania dokumentów raczej nie było rozbieżności. później Kaczor był najbardziej widocznym de monstrantem kibiców Lechii pod budynkiem PZPN w Warszawie. Już sam fakt. który rzuciwszy szalik Lechii został kibicem Arki) stwierdził: — Ja mam w dupie fuzję z policjantami. ale zarówno w Paryżu. Następnie biało-zieloni byli znacznie liczniejsi niż gospodarze w Gdyni na Bałtyku. Już po fuzji 100 gdańszczan zameldowało się w Tarnobrzegu. by fuzję jednak zatwierdzono. Za jednym zamachem mógł przenosząc klub z Poznania do Gdańska załatwić dwie sprawy. Wysiadający z pięciu taryf nąjwięksi zadymiarze natknęli się akurat na obijanie młodszych lechistów przez kibiców Stomilu. Co najśmieszniejsze. doprowadzone do tego stanu kilka czy kilkanaście dni wcześniej.. Gdy policjanci chcieli później ustalić personalia wycieczkowiczów. Przed tym meczem wiślacy spili gdańszczan dokumentnie. zaledwie 60 w Krakowie na Wiśle. mimo. 40 w Krakowie na Hutniku (plus 300 – 350 wiślaków). to w Gdańsku można było nagonić kilkanaście tysięcy. Inaczej wyglądają łyse głowy. Ka czor (nie mylić z tym Kaczorem. Krakusy przyjęły Lechię z iście staropolską gościnnością. zorganizowanej po to. wiedzących na czym polega zabawa i potrafiących użyć pięści. 500 w Olsztynie. Wśród kibiców Lechii jest kilka ciekawych okazów. Milan jest mistrzem Polski w rugby. gdy się pomyli. a młody Makaron na poważnie mówi tylko wtedy. a na dobitkę wszyscy po drodze wygolili się na zero. który sąd polubowny PZPN nakazał mu zwrócić Lechowi (a właściwie Ryszardowi Górce). to jednak trudno było wy zwolić w Gdańsku ducha potrzeby bycia na meczach. od 150 hools w Gorzowie. prawdziwa Lechia gra w trzeciej lidze. Stalówa swoją ksywkę ma chyba od siły uścisku dłoni. choć odzywały się nieliczne głosy sprzeciwu. Po zakończeniu spotkania wszyscy piłkarze podziękowali szalikowcom za kulturalny doping. ceremonii podpisania fuzji Olimpii i Lechii świadczy o ciśnieniu. gdyż najlepsza bojówka podróżowała autami. dotarli do agencji turystycznej. Jedziemy na pierwszy mecz do Grudziądza. Jednak i Lech nie był reprezentowany przez swych największych łobuzów. Łeb lubi jeździć trójmiejską obwodnicą z szybkością 160 kilometrów na godzinę. Szkoda. W Paryżu pasażerowie jednego z busów robili szczególne wrażenie. Na meczach reprezentacji narodowej Lechia nie wystawiła jakiejś szczególnie licznej ekipy. Dziewięciu osiłków ważyło w sumie dobrze ponad tonę. Rok 95 zaczęli nieźle. Lechia jeździ zrywami. Łyli swoją pierwszą stadionową zadymę przeżył.. co stworzyło na stadionie wspaniałą atmosferę. prezes Olimpii Poznań. 8 (plus 10 z Wrocławia) w Lubinie. Klimat wyczul uciekający spod gilotyny konieczności zapłacenia 16 miliardów długu Bolesław Krzyżostaniak. W Gdańsku po dotarciu wieści z Krakowa znacznie poważniej zaczęto podchodzić do zgody z Wisłą). Gdy w Poznaniu na mecze Olimpii przychodziło czasami po 50 osób. około 200-250 w Gdyni na Arce w meczu trzecioligowym. 6 w Oleśnicy na pucharze Polski. To spowodowało kontrakcję i pogonienie ludzi spod kas. W czasie powrotu drobna szarpanina z Lechem.” Choć potencjalnych lechistów.

że w tym samym sezonie. zamiast pod biec do własnych kibiców. nie mających co z sobą zrobić ludzi. Od zdobycia przez warszawian pucharu minęło już dobrych kilka dni. eee. co w tamtym okresie było wyjazdowym rekordem. oraz wymieniali całe pasmo rzeczy. lecz znakomita większość. Romek. ani po imprezie na Łazienkowskiej. że piszę Ligę Chuliganów. podczas derbów z Polonią. że jest to moje. Bractwo się skonsolidowało. Ale co zrobić. elegancki. Legia Warszawa Gdy legioniści dowiedzieli się. To legioniści potyczkowali się ostatnimi czasy ze służbami porządkowymi w Zamościu. A tamtej zadymy po prostu oczekiwałem. Odzywa się dzwonek telefonu.. — Jeszcze? — dziwię się. ha. pijanych głosów i gromki rechot. ha. Już . Ale ta opinia dotyczyła poprzednich dwunastu miesięcy. zadyma w trakcie tego spotkania była spora. — No pewnie. Zaangażowali się.. Twierdzili. To we Wrocławiu odbywały się najciekawsze zadymy. kibiców Śląska w Warszawie było sześciu. zaczęła się tworzyć ekipa. — Legia na tronie. Zabrzu. subiektywne widzenie świata. Bez tego mogłoby być różnie aż do sukcesu stołecznej jedenastki w Lidze Mistrzów.. dla którego legioniści nie mogą strawić Pamiętnika. Szczególnie pluli się o niewielką ilość miejsca. przyjechał gość nowym wozem. na jakiego mnie jeszcze długo nie będzie stać. Ich passa zaczęła się podczas demonstracji pod PZPN-em. Choć tamta impreza była także czymś. że ta jego wycieczka obrobi jakieś zajazdy. Każdy inny klub. W sezonie 93/94 Legia nie miała konkurenta. skoro większe wrażenie z transmisji z tamtego spotkania od samej zadymy wywarło na mnie zachowanie piłkarzy Miedzianki. walczący o mistrza ma swoich fanatyków. Legia w podwójnej koronie — teraz bełkot jest śpiewny. które według nich powinny znaleźć się w pierwszej książce. że wy — stwierdzam bez namysłu. Futboliści z Legnicy po zwycięskim dla siebie meczu. w którym Legia zdobyła cofnięty później tytuł mistrzowski. Od zdobycia tytułu przez Legię jeszcze więcej. do Wrocławia przyjechało ich zaledwie 28. — Te. Rozpoczął się napływ nowych. czyli tego. jaka została poświęcona drace ze spotkania finałowego pucharu Polski Górnik Zabrze — Miedź Legnica. Legia przez duże L nie zaczęła się w Krakowie na sławnym 6:0. lecz pół roku wcześniej. pod krawatem. jest fakt podkreślany w książce. Jednak w Pamiętniku nie ukrywałem. o co chodzi. ha! Wiem. że na kilka kolejek przed końcem sezonu 1992/93. — Cześć. podziękowali. kiedy to fetowano zabranego następnie mistrza. Takiemu miałem nie wynająć autokaru? A skąd ja mogłem wiedzieć. gdyż fani gdańskiej Lechii nie jechali na spotkanie. jeżdżących po kraju. Jednocześnie podśmiewali się. to podczas wyjazdowych spotkań wojskowych było najweselej na trybunach. Ale to chyba coś innego zdobywać mistrza Polski. Legia zaczęła się kilkanaście dni później. To był TEN moment. Według mnie rok 93 był rokiem konia Śląska. gdy pod budynkiem PZPN zaczęły się dziać cyrki. gdzie horda z Warszawy ]iczyła sobie jakieś 1500 głów. Wyciągnęli kilka faktów. miejscowym szalikowcom. Lipiec 94.. Nie wszyscy. stwierdzili. Rouen pyta się ciebie. że najpierw muszę zrobić erratę do Pamiętnika Kibica. O Legii przypomnieli sobie niektórzy starzy kibole. których według nich nie powinno w Pamiętniku być. opijamy mistrza i. co u ciebie? — Jak to co. by sobie popatrzeć na biegających piłkarzy..— Panie. Oczywiście. — Możesz mu powiedzieć. Innym powodem. poznajesz po głosie? — słyszę pijanego Sitka. Toć oni w lesie kopali drzewa — tłumaczył się funkcjonariuszom szef biura. a co innego dostawać po 0:5 z byle jakimi drużynami i okupować ostatnią pozycję w tabeli. Fakt. niezależnie od odległości i możliwości dostania po głowie. że w połowie spotkania dojechał jeszcze jeden samochód. Z tamtej strony drutu słychać chór rubasznych. puchar — Sitkowi wyraźnie plącze się język. Dwa tysiące fanatyków zachowywało się na stadionie jak podczas meczu. w drogim garniturze i płaci z gó ry gotówką. kto miał teraz rok konia. Dochodzi północ.

Co świadczyło jedynie o ich (dziennikarzy) wyobcowaniu. Tytuł znacznie bardziej infantylny. natychmiast rzucili się nań z pięściami. te go było im trzeba. Choć wcześniej zdarzały się identyczne sytuacje. ale sami nie atakowali. oraz z historii ligi i Ligi Chuliganów. Demonstracje na Alejach Ujazdowskich. Choć akurat wówczas dali największej plamy. widać w nim spory zasób wiedzy i czuć szeroki wachlarz skojarzeń. gdyż ci nie stawiali się na stadionie przeciwników. Mimo. Między innymi z tych publikacji zaczerpnięte były inspiracje dwukrotnego zdemolowania auta nielubianego przez stołecznych fanów arbitra Michała Listkiewicza. Gdy fani wojskowych zobaczyli na peronie powitalny komitet w bordowo-granatowych szalikach. Legia na topie futbolowej Ligi Chuliganów znalazła się niewątpliwie w roku 81. treści również. Gdyby nie coś. W rewanżu ŁKS ani też Arka. Na trybunach stadionu przy ni. . Przez kilka miesięcy kibice Legii też mieli podzielone zdania. Zresztą było to widoczne po urywkach telewizyjnych. że po kilku latach przerwy we wzajemnej miłości. Fantastyczna sprawa. futbolowych władz dolała oliwy do ognia. w którym coś się działo. Początkowo na własnym boisku. Gospodarze zamiast uciekać stali lekko zdezorientowani. Goryszewskim w rolach głównych stanowiło na naszym futbolowym podwórku nowość. Z pewnością niejeden się wówczas setnie wynudził. że zjawili się w kilkaset os6b (jakieś 300).. W tym samym okresie legioniści duże zadymy zaliczyli w Gdyni na Arce (tam pomagali im nieco lechiści).kibicowska dekoracja piłkarzy z futbolistami.. a także służby porządkowe z opaskami. często obrywali po zębach. Jeszcze przez pół meczu trwały dyskusje na szczecińskim sektorze. Łazienkowskiej zaczął ukazywać się program „wydawany przez pseudokibiców CWKS Legia”. Zwłaszcza na swoim te renie. że warszawiaków obijali także milicjanci (już na płycie boiska). w Bydgoszczy. Historia z podpaleniem siedziby krąjowych. co pismaków starej daty natychmiast by odrzuciło. na mecz z Lechem. Wtedy to wojownicy spod Żylety odwiedzali prawie wszystkie groźne dla nich miasta z otwartą przyłbicą. zamiast całodziennego siedzenia na parafii i chlania wciąż tych samych win z tymi samymi kolesiami. Niedługo później zaczął ukazywać się kolejny program wydawany przez fanów wojskowych — „Forza Legia”. Ci rywale warszawiaków nie byli wówczas uważani za ułomków. Od razu widać. W zabawny sposób na stronach tejże gazetki przedstawiane są zdarzenia z ostatnich dni. że wydają go młodsi (od wydawcy programu) szalikowcy. Bosmanem i. to atakujący ŁKS-iacy nie mieli najmniejszego kłopotu z wygonieniem ich na murawę stadionu. Wówczas atmosfera w Łodzi była taka. Do tej pory uważa się go za jednego z głównych winowajców odebrania Legii tytułu w 1993 roku. zaczęła się zwiększać ilość fanów jeżdżących za drużyną. którzy zdobyli się na samobójczy krok wyjazdu do miasta rywala. Najczęściej nie mogli w rewanżu wybić zębów rywalom. Tam ukazywane są „osoby przeznaczone do uśpienia”. ale i niejeden miał pole do popisu i miejsce. Lech czy Zawisza nie stawili się na Łazienkowskiej. Wyjazdy jeszcze nie były mocną stroną legionistów. to jednak fakt ukazania zadymy z Łodzi na ekranach zmonopolizowanej telewizji wywołał falę ogromnego oburzenia pismaków.. w drodze do Poznania. między sympatykami Legii i Pogoni nastąpi jakiś przełom. Solidarności. Niejeden dziennikarz pochyliłby nad tym amatorskim dziełem głowę. weźmie się gości na chlanie. że zamiast na bicie. jednak już na koniec rundy wiosennej na linii Szczecin — Warszawa zapanowała niemal sielankowa atmosfera. Ale widać zaangażowanie i pasję włożoną W wydawanie. Te wydarzenia zaowocowały natychmiast zwiększeniem frekwencji na meczach. Ci. Nie było zabezpieczających skórę futbolowych kamikadze policyjnych kordonów. przed stadionem Zawiszy. Na każdym meczu Pogoni wisiała flaga Legii i odwrotnie. Ciekawie redagowany. Żadna z krajowych zgód nie była aż tak wyeksponowana. Choć tak naprawdę w pierwszej rundzie jedyny znaczący wyjazd zanotowali warszawianie w Szczecinie. Początkowo mc nie wskazywało na to. W tamtych czasach samo pokazanie się na stadionie rywali było aktem odwagi. Jednak wraz z trwaniem jesieni. Właśnie to spotkanie było transmitowane przez TVP na żywo. Język i drwiące podejście do przeciwnika. Choć tamci wyszli zrobić zgodę.. A niemal wszędzie byli na celowniku miejscowych hools. Wreszcie po przerwie ustalono. Najsłynniejszą zadymę mieli fanatycy Legii na stadionie Widzewa.

Bo daj pierwszym bardzo dobitnym sygnałem było zdewastowanie autokaru z polonistami. w którym dwa miesiące wcześniej było ich cale mnóstwo. Wracając ze swojego spotkania. Jedynym mobolizującym momentem były podówczas wyjazdowe spotkania piłkarzy Legii z Widzewem. organizatorzy ogniska dwukrotnie dzwonili na straż pożarną. którzy spotkania warszawiaków zaczęli traktować niezwykłe serio. niszcząc im przy okazji auto. zmalała w sposób zastraszający. podczas których Żyleta wyglądała całkiem okazale. ale gdy atakowani zorientowali się jaką posiadają przewagę. jednak do generalnej zadymy nie doszło. a także ogólnego odchodzenia ludzi w prywatność) liczba fanatyków uczęszczających na Łazienkowską i jeżdżących po całej Polsce za swoim zespołem. Miał miejsce atak kilkunastu legionistów na kilkusetosobową grupę z Chorzowa. Po najeździe na Kraków (2000 hools — jak twierdzą warszawiacy. który jakoś sobie poradził wy biegając z gaśnicą ręczną na klatkę schodową. jednak na finałowych potyczkach warszawiaków było zawsze mniej niż kibiców przeciwników. doprowadził do ogłupienia wśród młodzieży. Jednak gdyby nie ochroniarz z lokalu zajmowanego przez rodzimych piłkarskich bossów. autobus fanów Legii. Fanatycy ze stolicy. natychmiast wzięli samobójców na kopy. że rzeczywiście miewali okresy podobnego myślenia. całkiem. Legia dobrze sobie radziła jedynie w pucharze Polski. Największym echem odbiła się zadyma z basenu. gdzie odbywał się mecz o Superpuchar z mającym wówczas mnóstwo fanów Ruchem. . któremu wypisano na skórze farbą olejną PZPN. Lipa. że takie działania nie miały miejsca. To było clou chuligańskiego programu roku. Ilość kibiców. Straż nie okazała się zbyt łatwowierna. Zaczęła nastawać nowa era chuligańska w historii miejscowych. Od tej pory lokal PZPN jest strzeżony szczególnie troskliwie. (Sami zainteresowani twierdzą. Przeciwnicy derbowi są zawsze najzacieklejszymi wrogami. by przenieść Żyletę za bramkę. Tym razem przeciwnikiem był Hutnik. Chodziło o uchronienie przed pożarem mieszkających w budynku ludzi. Na Alejach Ujazdowskich nie doszło do tragedii tylko dzięki słabemu rozeznaniu Wojtków Strażaków (tzn. legionistów podpalaczy). na t jedni i drudzy chłodzili się w wakacyjny upał. gdzie teraz zasiadać na trybunach. Ich celem było obicie fanów ze stolicy. Na Łazienkowskiej zapanowała wówczas nowa moda. Najpierw udało się narobić nieco zamieszania. jak na nowo kreowanego „majstra”. Widocznie czekano. Drużyna dołowała. Przerywnikami ilościowymi były spotkania o europejskie puchary. Na ten mecz przyjechał spęd chuliganów z całej Polski. podczas inauguracji wpuszczono warchlaka. uhonorowali swych piłkarzy medalami ufundowanymi przez siebie. gdy futboliści z „elką” w kółku zaczęli sobie pogrywać całkiem. 1500 — takie jest zdanie miejscowych). Fani Ruchu zdezerterowali przed ostatnim gwizdkiem sędziego. jak by się impreza zakończyła. Na murawę stadionu przy Łazienkowskiej. W 89 roku wydawało się.) W efekcie tego (oraz fatalnych wyników drużyny. Pierwszy ligowy wyjazd po hecach z odebraniem tytułu legioniści mieli do Krakowa. Legia triumfowała. Nie mniejszą niż 100 fanatyków. Pomysł nie wypalił. od 1993 r. Ktoś wymyślił. kibice Legii wytoczyli wojnę działaczom PZPN i paru dziennikarzom. Po podpaleniu drzwi siedziby. Później było różnie.Nieźle wypadli legioniści pół roku później w Opolu na spotkaniu z Odrą w 1/2 PP. Przyjezdnych było sześć i pół dyszki. nie wiadomo. Ich wywiad nie stwierdził obecności stróża. która nie bardzo orientowała się. Ale to za sprawą zaprzyjaźnionych z nimi fanatyków Zagłębia Sosnowiec. malała. Tam siły były wyrownane i bardziej agresywni mieszkańcy stolicy obili swych przeciwników. nie godząc się z decyzjami PZPN. że zbiorą niezłe bęcki w Zamościu. Jedyny mocny. pomimo łódzkich przerywników. kibiców ubywało. z Warszawy niejednokrotnie do krainy kopalń przybywało zaledwie kilkudziesięciu szalikowców. lecz po konsultacji doszli do wniosku. Gospodarze bali się zaatakować całą grupą. Bractwo ganiało się po mieście. aż ogień będzie widoczny z okien strażnicy. Wzorowano się na stadionach angielskich. Spotkanie w Zamościu miało swoje niecodzienne zakończenie. Od jesieni 93 Legia wręcz fenomenalnie prezentowała się na meczach wyjazdowych na Górnym Śląsku. Zawsze byli wspomagani silną grupą z Sosnowca. Nawet w późniejszym okresie. chuligański przerywnik w tej mizerii stanowił finał pucharu Polski Górnik — Miedź. Dochodziło do pojedynczych walk.

Gdy nawywijasz i natniesz się na mundurówego. choć później nieco im się miny wydłużyły. Zamiast spodziewanej mobilizacji przybyło na . a nie włamywaczy i dziesioniarzy. potulnieją. Być może ktoś na komendzie postanowił zapisać się w księdze Guinnesa? Na miejscu psy zarządziły tak. Grzecznieją. ale odpowiedzialni za zwykłych krawężników dostali obsztorc od swoich szefów. Jak zawsze w podobnych przypadkach. — Co nas będą kurwy obijać — twierdzili. Legia na Widzew w sezonie 93/94 wybrała się w jakieś 1000 głów. że bractwo na meczu zameldowało się w całości dopiero w drugiej połowie.którzy właśnie opanowywali jakiś zajazd został wyprzedzony przez autokar kiboli Czarnych Koszul”. Raczej nie słyszeli. Do pilnowania porządku zaprzęgnięto jakichś 150 policjantów. by w poobijanych i podgazowanych nie zrodziła się chęć zemsty. których zadaniem było sprawdzenie stanu faktycznego. czyli przez rok. którego są stróżami. że kalendarz pierwszej i drugiej ligi spłatał psikusa i obie warszawskie jedenastki grały tego samego dnia w tym samym regionie Polski. jak z ciebie Indianin). Jesienią 93. Zamiast wojenki z psami urządzili sobie bijatykę na mieście. Do tego stopnia. Były wielką niewiadomą. chcieli nawet zapłacić za powyrzucane szale. W fantastycznej scenerii odbywały się derby stolicy. Natomiast funkcjonariusze przysięgają. a następnie w drodze powrotnej zdobyli” Rawę Mazowiecką. Mundurowi szukali kompromisu. Kilkanaście kilometrów dalej poloniści zostali „przechwyceni” na środku drogi. którzy się nie podporządkowali. Kibole na to nie poszli. możesz mieć pretensję tylko do siebie. ale ekipy dziennikarzy z kamerami. Egzekwowano to w sposób najprostszy: tym. Wszyscy. Tyle o różnicy w podejściu do obowiązujących przepisów. ale i widzieli. (A swoją drogą. które zaliczyły pałowanko miały na ten temat cokolwiek inne zdanie. jak to patrzenie w oczy na nich wpływa. jeśli chodzi o hools. Rekord Guinnesa poprawiono o jeszcze jeden wagon (1000 sztuk fanów do dwóch wagonów). że ten pierwszy nie pobiera za swą działalność pieniędzy. Cracovii i innych zaprzyjaźnionych z Polonią klubów. Podczas kolejnej wyprawy na Widzew legioniści (około 1200) postanowili załatwić sobie transport autokarami. że nikt nie jest w stanie zapanować nad całością. Awizowane były grupy hools z ŁKS-u. choćby z tego powodu. iż mundurowi doszli do przekonania. na dokladkę zakazując otwierania okien. Do przedziałów wpychano po trzydzieści osób. bo taki z niego policjant. Czerwono-biało-zieloni obili szykujących się do awansu fanów z Konwiktorskiej. Po tym finale nie tylko słyszeli. Tak się złożyło. ładowano do przedziałów gaz łzawiący. gdzie zostali przyatakowani przez Widzewiaków. ale w publicznej telewizji. że patrzysz chamowi w oczy. To naprawdę działa. by cię złapać. 1000 osób zostało wepchniętych do trzech wagonów. a sprawy zaszły za daleko. Zaczęły się demolki tramwajów i autobusów po ligowych spotkaniach w Warszawie. I to nie w kameralnych salkach komend. Poobijani po stanowili odbić sobie na społeczeństwie siniaki. Wyżsi rangą „nie chcieli na przyszłość o czymś podobnym nawet słyszeć”. gdzie powyganiali ludzi do domów. którzy nacięli się na bezprawie „stróżów prawa” powinni dopuścić się jak największego grafomaństwa i pisania skarg na „policjantów” (w cudzysłowie. Do finału PP w czerwcu 95. Poloniści odgrażali się. Przynajmniej. Ale nie można sobie pozwolić na obijanie za to. to historia). Ich podwładni w amoku obijali kogo się dalo. jeśli rzeczywiście broisz. że prawo. Gesty zo stały dostrzeżone. Wiosną 94 psy postanowiły zabrać się do legionistów nieco intensywniej. Winni mieli to w nosie. Po spotkaniu w pociągu powrotnym było jeszcze weselej. Ostatecznie są od tego. ich nie obowiązuje. a policjantem jest taka. Rywale pokazywali przez szybę środkowe paluchy w górze. Nastąpiły różne upomnienia i przestrogi. Legioniści wylali nieco atramentu na papier i do prokuratury poszło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. że będzie ich całe mnóstwo. Skurwysynki bawiły się świetnie. tak i tym razem sprawie ukręcono łeb. Wojskowi zakończyli demontaż zajazdu i rozpoczęli pościg. i że dodatkowo będzie to spęd chuliganów z całej Polski. co w gwarze niemych i nie tylko znaczy „pierdol się”. Powołano jakieś komisje. których nabawili się po spotkaniu ze stróżami tegoż społeczeństwa. Różnica między kibolem (lub w ogóle kimś bawiącym się w łamanie prawa). że będą owego prawa chronić i samemu go przestrzegać. Po skargach legionistów psom przykrócono łańcuchy. Arki. Psy dla zabawy wyrzucały przez okna szaliki.

prowadził 1:0 i dopiero mało dyskretna interwencja arbitra Rędzińskiego doprowadziła boiskową rzeczywistość do stanu. Można się było emocjonować walkami czerwono-białozielonych z policją i antyterrorystami. Do tej pory kłopoty z rozprowadzeniem po jednym mieście dwóch grup kibiców mieli funkcjonariusze w Łodzi. a następnie pod silną eskorta odstawiono ich na własny stadion. Natomiast coś innego było tryumfem legionistów. co TV pokazywała kilkakrotnie. Jedyną atrakcją spotkania było spalenie na plocie zdobytej w autobusowej wojence flagi Polonii. Mecz na Konwiktorskiej nie dostarczył emocji. któremu potrzebne było zwycięstwo. pokazując im czerwone kartki. Lechia w 83 roku oglądała zwycięstwo swojej drużyny w Gdyni z Górki. z pewnością byłoby ciekawiej. W użyciu były działka wodne i inne tym podobne akcesoria. że nawet trzymając urządzenie przy uchu nie można się było dogadać. Odstawia się ich na dworzec. Z przybyszami z innych miast nie ma kłopotu. Legia mimo startu z trzema ujemnymi punktami zdobyła mistrzostwo. Arbitruńcio usunął trzech zawodników Górnika z boiska. jakiego wszyscy oczekiwali. Polonii było jeszcze mniej niż na wyjeździe przed pół rokiem. Ostatnia kolejka. od roku już się na niej nie Pokazywały. Warszawa żyła nadziejami. Fanatycy załatwili sobie ciche przyzwolenie od władz klubowych na wbiegnięcie po meczu na płytę boiska. Górnik. rzadziej w Krakowie. o których na Żylecie doskonale jeszcze pamiętano. lecz do Bosmana. które aby zachować całość swej powłoki cielesnej. to mecz z Górnikiem Zabrze. to ponowne wyzwanie. Spory orzech do zgryzienia miała stołeczna policja. że przeciwników było dokładnie 77. Ale o mało nie doszło do przedwczesnego za kończenia fety. że było to pierwsze spotkanie. a po blamażu w Splicie Legia żyła wysprzedawaniem nazwisk. natomiast druga strona twierdzi. Jednak rzeczywiście. Każdy śpiewał na swoją modłę. gdyż. więc wyszedł z tego jeden szum i zgiełk. a życie sobie. Może troszkę raziła go nieobecność na trybunie kilku osób. natomiast nie mają ochoty. W razie czego zielonogórski „sprawiedliwy” zakończył spotkanie troszkę wcześniej. że na przebaczenie mają jeszcze czas. podczas którego formalni gospodarze musieli siedzieć w klatce dla gości. co było specjalnie liczone). którego tym razem nie zakwestionowano. gdzie wybywają w kierunku swych sadyb i spokój. Załatwiono walkie-talkie. urządzając sobie przy okazji środkami pirotechnicznymi małego sylwestra. Drugie po wielu latach derby odbyły się na kolejkę przed zakończeniem sezonu 93/94. by będący na różnych sektorach organizatorzy dopingu mogli się porozumiewać. Ilość ludzi na trybunach. Z polonistami najpierw bardzo długo czekano po zakończeniu spotkania. Janusz” Atlas Z „Piłki Nożnej” poprosił na łamach gazety o amnestię dla niektórych działaczy i dziennikarzy. w latach 7681 miejsce przeznaczone dla kibiców gości musieli opanować na stadionie w Opolu fani Odry. co niektórzy kibole już zaczęli biegać po murawie. do walki nie doszło. Stadionowy harmider był tak wielki. We własnym programie szalikowcy Legii napisali. Kibice bawili się. Kolejny sezon. Gdyby nie ich brak. Kilkakrotnie. Niezupełnie się to zgadza z prawdą. jeśli chodzi o walki stoczone przez fanów obu drużyn. Sam dwumecz dla kibiców okazał się miarą . Decydujący o tytule. Jednocześnie na mieście odbywały się szczególne nagonki na mniej lub więcej zorganizowane grupki fanatyków w czerwono-biało-zielonych szalikach. dając tym samym do zrozumienia.Łazienkowską około 150 kibiców Polonii (tak mówią poloniści. Atlas nie zwrócił się do anonimowych osób. Zamysły sobie. Mecz przeszedł do historii. Choć legioniści podkręcali atmosferę. to okazują Skruchę — stwierdzili szalikowcy spod Żylety. Legia potrzebowała zwycięstwa w walce o tron. natomiast legionistów rozmnożyło się. wówczas nie było jeszcze klatek. chlejąc wszelkie możliwe alkohole na Starówce. którą normalnie zajmuje Arka. Nie powiodła się próba zorganizowania tłumu w jeden żywo i jednakowo reagujący organizm. przypominając o zadymach z finału Górnik — Miedź. — Jeśli zbrodniarzom zależy na łagodnym wymiarze kary. Kibicom zabrakło ławek. I to ludzi poprzystrajanych w barwy Legii. Nie wiedział jak się zachować. Hajduk na drodze do Ligi Mistrzow Początkowo wszystko kręciło się wokół tego dwumeczu. Chcąc wykorzystać chwile tryumfu i nastrój święta. które toczyły się od momentu zakończenia spotkania na stadionie i jego okolicach. którego uznał widocznie za przywódcę. gdy gościli Śląsk Wrocław. Polonia już tylko formalnie musiała dograć swoich dni w ekstraklasie.

trzeba było mieć w sobie trochę ikry i sporo odwagi. Rzeka. do której byli wyekwipowani. stosunki między tymi dwiema ekipami zaczęły się ocieplać. Po gdyńskim i zwłaszcza radomskim turnieju kibiców. Legioniści załadowali się w auta i pojechali do Radomia po spotkaniu. Modląc się przy okazji. co też zrobili. Na granicy słoweńsko-chorwackiej jeden z wycieczkowiczów był tak zaprawiony. jak już wspomnieliśmy. czyli w samych sportowych gatkach. Legioniści zamiast podjąć walkę. wóz zdefektował. aby móc uczestniczyć w walce.. którego zajechało trzy setki. Na trybunach Hajduka. Żeby pojechać w 94 roku do byłej Jugosławii. którym zielono-biali wracali do domów. Rękawice pod jęło sześćdziesięciu pięciu fanów.ich odwagi. a jednocześnie rejestrator siły dopingu i liczebności kibiców przyjezdnych. wręcz nasiliła się nienawiść po zerwaniu układu o nieuczestniczeniu w walkach na spotkaniach kadry narodowej przez inicjatorów porozumienia — Arkę. wobec czego natychmiast po wytoczeniu się z pojazdu już na miejscu. jednak wracając z meczu. Tam zacze kali na przyjazd pociągu. Z powodu zbyt silnej obstawy policji nie było szans na obicie przyjezdnych. Numer zmajstrowali kibole Legii fanom Radomiaka jesienią 94 roku. W walce. że wręczył straży granicznej paszport z. autobus był środkiem transportu pod szczególnym nadzorem policji. Autobus skontrolowano. wrocławski pilny obserwator wszelkich pokazywanych na satelicie spotkań piłkarskich. Ekipa z Pruszkowa jechała dobrym autem. Ciekawe. że warszawiaków było czternastu. Trzy dziestoosobową grupę kibiców Radomiaka witała równie liczna ekipa na peronie. Przez kilka miesięcy funkcjonowania w tym układzie poznaniacy co prawda nie opowiedzieli się jednoznacznie. Od chwili przekroczenia ostatniej granicy. przyuważony jeszcze w Warszawie. co zobaczyli na Bułgarskiej jesienią 94 roku. trzech pojechało własnym autem. Aby tam się wyprawić. a fani Lecha. Trzech wyprawiło się samolotem. Miasteczko to znane jest z fatalnego dojazdu. Kilka dni później Legia gościła w Pniewach. Tylko dzięki temu zostali dorwani przez patrolującą tę samą trasę ekipę „Kolejorzy”. że Legia jest be. 120osobowa grupa legionistów i wspomagających ich szczecinian mogła się jedynie przyglądać. że na trybunach pojawiło się 10 tysięcy ludzi. a 35 szalikowców (w tym 5 z Szczecina) przybyło na ten mecz wesołym autobusem. Miłość wzajemna nie za panowała. natomiast poznaniaków trzy dychy i to konkretnej załogi. jaka wywiązała się między fanatykami miejscowych a policją. gdy grając w piłkę. zabrano jakieś nieistotne ilości marihuany i sprzęt awanturniczy: bejsbole. jednak cienka nić porozumienia z Legią zmieniła się w pętlę nienawiści. stwierdził iż w większej grupie niż Legia w Splicie podczas Ligi Mistrzów pojawił się jedynie Ajax. to na dodatek niemal każdy chciał im skoczyć do gardła.... Jadąc autobusami do Warszawy zatrzymali się w Krakowie. Najgorzej na tym wyszedł chłopak w koszulce Borussi Dortmund. rzucili się na policjantów. Jakby mogły coś pomóc na serię z kałasznikowa. Marcin. Lech orbituje w kierunku opcji Arka — Cracovia. zjawiło się 65 fanów Legii. by się fanom Lecha zbytnio nie powiodło. dostał za niego odszkodowanie. Nie dość. Za największego wroga warszawiacy uznają aktualnie (przełom roku 95 i 96) . Największy opór stawiała Legia. Na spotkaniach reprezentacji coraz częściej flaga Legii wisiała tuż obok flagi poznaniaków. dżojntem. trzeba być zmotoryzowanym. którzy w tym czasie wjechali do radomskiej hali i obtłukiwali kogo się dało. Przyjechali zielonobiali do Warszawy na mecz z Polonią. A to dla tego. które wpadło im do morza. rzucili się do ucieczki w pobliskie chaszcze. stworzyli dość agresywną grupę atakującą miejscowych. Ciężko było sobie czerwono-biało-zielonym z nimi poradzić. Największą nienawiścią. Ale trzeba się było wreszcie porozchodzić po chatach. Fani Hajduka to typy. jeszcze przed Poznaniem. Aby zmłócić Lecha legioniści wyprawili się na 1/16 pucharu Polski do Mławy. przez długi okres fani ze stolicy darzyli poznaniaków. Jedynym obitym został. Tego. Krakowianie poinstruowali Chorwatów. czyli bez pokazywania własnych barw. chyba długo nie zapomną. pały i noże. gdzie balangowali z Wisłą. Nie było to jedyne spotkanie warszawiaków z poznaniakami w tym sezonie. samochód. które odbyły się w lutym 95 roku. czy jego właściciel. Rewanż był meczem prawdy. którzy jeszcze nie tak dawno mordowali Serbów. Dla Żylety wyjazdy do tego miasta urosły do rangi najważniejszych wydarzeń sezonu. najpierw musieli sforsować dość wysoki murek. Celnicy zwariowali: przemyt narkotyków. Na trybunach prowincjonalnego miasteczka pojawiło się 40 szalikowców gości. Zrobili to z partyzanta. Największe pozytywne wrażenie na warszawiakach wywarli lechici w chwili.

którzy uczestniczyli w poprzedniej zadymie pozostało tylko bezsilne przyglądanie się. Na hali bractwo spokojnie grało sobie w piłkę. Zorganizowany naprędce baraż (z uwagi na wy cofanie się FC Piaseczno) przypadł w terminie rozpoczęcia rozgrywek ligowych. bijatyka ucichła). jak psy obijają kibiców Radomiaka. Bosman zorganizował własny pub. Kra kusy rozpoczęli zadymę. Jeziorak Iława — Radomiak Radom o wejście do drugiej ligi piłkarskiej latem 95 roku. Dla policjantów był to pretekst do ataku. którego klientami byli oczywiście kibice.. kilku chłopaków z Widzewa i biegający właśnie jako gracze fani Lecha. drugi miał kłopoty. Przybyło zaledwie kilku opatulonych w białoczerwone szaliki sympatyków Cracovii. Kolejne spotkanie Legia — Cracovia. Wcześniej w Warszawie zrobiono kolejną innowację na łączce działalności kibicowskiej. Po wyjaśnieniu Sytuacji. Jak było w rzeczywistości. Na zimowym (94/95) meczu hokejowym warszawiacy szykowali się do starcia. więc warszawiacy postanowili wziąć sprawy W swoje ręce. Zrobili to z hukiem i trzaskiem. Lechią i Śląskiem. a . akurat pod halą odbywała się przepychanka między dwoma policjantami a gawiedzią.trzecioligowców — ale nie w Lidze Chuliganów — fanów gdyńskiej Arki. Służby porządkowe postanowiły zabrać ze sobą dw6ch kibiców Widzewa. a później kapowali policji. Gdy legioniści przyjechali swoim autobusem. tak więc tym.. Hala Broni jest tak skonstruowana. Okoliczni mieszkańcy mieli dosyć kilkusetosobowego towarzystwa i Bosmanowi cofnięto koncesję. Ponieważ miejsca było w nim niewiele. jednak jak twierdzili krakowianie. lejąc kogo popadnie. Wjazd policji na trybuny nastąpił zaraz po drobnym incydencie. nie byli to kibice spod Wawelu. zagrożenie zniknęło. Kibice jakoś sobie dali radę. Po kilku godzinach spokoju z drugiej strony trybun wpadli antyterroryści. Nastąpiło krótkie spięcie. Wpadli na halę do strony sektorów zajmowanych przez większość gości. że Jeziorak zerwał się na boisko. a przed nią policja przygotowywała się do wojny. Później nastąpiły negocjacje (tak na dobrą sprawę nie bardzo wiadomo po co. O co poszło tym razem. ci postawili się hardo 1 zamiast spodziewanej rejterady doszło do wymiany ciosów. organizowany przez tamtejszą Broń. A właściwie jedną. gdyż do szły ich słuchy. Mediacje spełzły na niczym. gdyż przed meczem Polonia Warszawa — Pogoń Szczecin fanatycy znad morza zostali hucznie przyjęci w lokalu.. Doszło do szarpaniny. a wchodzących i wychodzących legitymowano. Ostatnimi czasy legioniści wręcz znienawidzili się z fanatykami Arki i Cracovii. postanowili nieco gości przećwiczyć Gdy na fanów ze stolicy runęła lawina ciał. najwyraźniej szukając guza. czyli po zorientowaniu się przez Radomiaka co się stało.. gdyńskiego. a z tubylców nie było komu wziąć gościa za wszarz. Obstawiono drogi dojazdowe do hali. Radomiak gdzieś w okolice płotu. Jeden z miejscowych oszołomów buczał pod nosem inwektywy w kierunku legionistów. Widocznie naoglądali się filmów z Sylwestrem Stallone. Z tą drugą mieli dwie potyczki. Pijany nie potrafił ogarnąć sytuacji. Dostali po głowach dosyć mocno. Postawili się głównie warszawiacy. W stolicy zarządzono mobilizację. lecz jacyś hokejowi juniorzy. dewastując przy okazji szyby. Jeden wykręcił się „własnym sposobem”. Jedni twierdzą. Zawadzili o stadion Hutnika Warszawa. Było to o tyle dziwne. wszystkich przechodzących w jej pobliżu kierowano szlakami pieszymi. Rok 95 rozpoczynał się pod znakiem supremacji Legii. natychmiast dał hasło do walki z natrętami. że nie ma możliwości swobodnego przedostawania się z jednej strony trybun na drugą. Tę pozycję ugruntował dodatkowo radomski turniej kibiców. na którym się ów baraż rozgrywał. nie udało się ustalić nawet policji. Podczas kolejnego turnieju. jednak do spodziewanej inwazji nie doszło. że na ich terenie (Wszakże Radom) warszawiacy robią rozróbę. Działalność nie potrwała zbyt długo. Będący na hali kibice Radomiaka niezbyt dokładnie rozpoznali sytuację i dochodząc do wniosku. legioniści skoncentrowali się głównie na upijaniu z Pogonią. warszawiacy zostali przeproszeni. że wówczas nie działo się absolutnie nic. Gdy spiker zobaczył co się dzieje. bo gdy się mundurowi usunęli. że na to spotkanie wybiera się całkiem zgrabna ekipa trzech autokarów „Pasów”. nie bardzo wiadomo. Następnie gospodarze wycofali się na uprzednio zajmowane pozycje. odbyło się podczas barażowego meczu. więc towarzystwo rozlokowało się także w pobliżu piwożłopni. Do Białegostoku wyprawiały się dwa autobusy „Pasów”.

Zabawę rozpoczął atak fanatyków Legii cieszących się ze zdobycia tego trofeum na boisku najpierw na „Misztalowców”. gdy tylko zwietrzyli niebezpieczeństwo. Ten wyjazd był szcze gólny. uspokójcie się — policjant. w tym znajomki z Elbląga. sterroryzowani policjanci. Raków 170. Raz sponiewierali na dworcu Wschodnim arkowców jadących na gościnne występy do Krakowa. Do Mielca Legii przybyło dwie setki. za co później został sądownie ukarany. co robić. — Był siny i zielony. Natomiast jesień zaczęła się od gry na Łazienkowskiej przy pustych trybunach. Stalowa Wola 100. Tę nadgorliwość postanowiono odpowiednio wynagrodzić. jednocześnie ich obijając. W Po znaniu na Warcie legionistów było 130. Podczas finału PP. gdzie zatrzymały się warszawskie autokary doszło do drobnej bieganiny. Okazja mogła się nadarzyć tuż po spotkaniu. Legia wygrała. ponad głowami których. Mieli kłopoty z policzeniem się. Kolejne dwa wyjazdy legioniści zaliczyli na Górny Śląsk. która wcześniej grała w Zabrzu. który nakazał zamknięcie stadionu z powodu awantur po meczu finałowym o PP z GKS-em Katowice. a następnie na katowiczan. natychmiast wydarli zelówki. — Co wy odpierdalacie. W tym samym Poznaniu na Olimpii było fanów ze stolicy 64. Bractwo ruszyło na murawę. zakończonej przyjazdem policji. Wówczas mogło się coś zdarzyć. Może ciut więcej na Ruchu. że policjantów było nie wielu. Mundurowi nie wiedzieli. „Misztalowcy” to ochroniarze występujący na meczach Legii w czarnych uniformach. w tym połowa z Sosnowca. co uratowało ich cielesne powłoki od przykrych przeżyć. a po wtóre warszawscy są ponoć szczególnie wrednawi. szef (?) obstawy złapał jednego z . w lesie. tym bardziej. Zostali wysadzeni po przejechaniu jakichś 50 kilometrów. „Misztalowcy”. Z innego źródła natomiast można było usłyszeć. Jednak gdy Cho mik wrócił na swoje miejsce. Po meczu Polska — Francja legioniści zdemolowali arkowcom jeden autokar. ale byli wspomagani przez 200 osobową grupę fanatyków Zagłębia Sosnowiec. gdyż tak na jednym. Natomiast z Arką bilans starć legionistów jest dłuższy. tak skatowanego gościa dawno nie widziałem — twierdził później znajomy z Warszawy. Walka obyła się bez jakichś większych ofiar. Trochę daleko od domów. Chłopak był dosyć dokładnie okopany i obity. od stu do dwustu. Z nimi kibice nie lubią się bardzo. „Misztalowcy” przechwycili go. w legionistach zagotowało się. jednak przeszkadzał płot i pilnujący bram. Jesień 94 to oprócz już opisanych.legioniści me podjęli walki. To oczy wiście me są pełne dane z wyjazdów. Wówczas faktycznie „działo się”. Owo kopanie już się w zakresie obowiązków ochroniarzy nie mieściło. Wszak to ich praca. następujące wyjazdy fanatyków Legii: Olsztyn — ponad dwie setki. bo ocbroniarze po pierwsze nie są lubiani w ogóle. Jak jeździli warszawiacy w 95 roku? Jest to długa lista. że warszawiacy dążyli do zwarcia. jednak część błyskawicznie zaczęła sprint w kierunku czarnych kubraczków. Będących na meczu Polomi w Warszawie arkowców przechwycili legioniści z grupy Warriors i „zdeponowali” im dwie flagi oraz parę szalików. W rewanżu Arka zrobiła podjazd pod stadion Legii podczas ich meczu ze Śląskiem oraz czekała całkiem zgrabną brygadą na prom wiozący warszawiaków powracających z wyprawy do Trondheim. jak i na drugim meczu byli wspomagani przez około 300 osobową grupę z Sosnowca. jednak dwóch złapanych przez fanów z Żylety mielczan musiało odbyć przymusową podróż autokarem. Katowice 300. na trybunach rozpoczęto świętowanie. latały rzucane przez obie grupy hools raczej twarde przedmioty. dał jednemu z napastników w zęby. Miejscowy hoola (?) został posiłkowym oskarżycielem we własnej sprawie. wybiegł na drugą stronę płotu Chomik ze Szczecina. wiosną 95 Legia miała ich więcej. do cze go nikt nie miał wielkiej pretensji. Jednak panowała cisza. Po meczu w okolicy dworca kolejowego. Na drugą połowę dojechał dodatkowo autobus Pogoni Szczecin. ale kilkudziesięciu szalikowców Legii wyprawiło się tego samego dnia dalej. do Szczecina na mecz Pogoń — Lech. A to za sprawą wojewody warszawskiego. gdyż bramkarz warszawskiej drużyny po otrzymaniu ciosu od miejscowego hools. Wiosną było ich 160 w Krakowie na Hutniku. z zamiarem pobaraszkowania z flagami GKS-u. W Chorzowie na PP j w Zabrzu na lidze było ich mniej więcej tyle samo. Zdegustowani takim obrotem spra wy legioniści (ci szukający awantury) rozpoczęli wymianę zdań i ławek z kibicami GKS-u.

to ona przyjechała do Szwecji. jakimi są Szwedzi. Przepowiednie okazały się przesadzone i później bractwo klnąc na swoją głupotę. Więc zasiedli razem z Pogonią. który wyprawił się na rewanż z fa natykami Legii. a polewając winnych i niewinnych. gdzie rozgrywała swój mecz reprezentacja. dlaczego jedynie garstka potomków Wikingów zawitała na pierwszym meczu w Polsce. łażą oni po całym stadionie. W tym czasie cienkie Bolki. W Świnoujściu spodziewano się ostrej kontroli. Wyglądał inaczej. Jak to zwykle w miastach lubiących się fanów. W sumie około tysiąca głów. więc większość indywidualnie narzuciła sobie ograniczenia ilościowe w przyjmowaniu jakże ożywczej wódeczki.warszawskich macherów. Na promie wiozącym kibiców do Szwecji panowało przekonanie. wlazł na maszt. Tym razem nie było stanu oblężenia. zdemolowali kilka aut na polskich rejestracjach. plus 40 z Pogoni. Część bractwa przez Szczecin wracała do domów z Paryża. Wyjazd do Tych to jak zwykle na Górnym Śląsku 100 z Warszawy i 200 szalikowców z Sosnowca. Najpierw próbowano rozpędzić tłum za pomocą oddziałów konnych. Miejscowi. W Szczecinie Legii było 150-250. można się było dowiedzieć. Bijatyka na stadionie i w jego okolicach trwała dosyć długo. gdzie troszkę uszkodził radar. pod którym zebrało się bractwo podczas meczu inauguracyjnego z Zagłębiem Lubin. z tym że polonusi i „dziadki” siedzieli w sektorze obok. Misztalowcy” się zerwali. Bractwo zrobiło sobie odwet na stacjach benzynowych. że najlepszym sposobem na ostudzenie rozpalonych głów będzie polanie ich wodą. Jeżdżąc po murawie boiska dewastowała ją tylko. zerwał banderę i opatuliwszy się mą paradował po pokładach. którzy byli obecni na promie. Jednak ktoś zauważył. Tak duża rozbieżność wynika z tego. którzy mieli zupełnie inne plany życiowe. — Odbieraliśmy należne nam odszkodowania. Z tekstu Marcina Mellera („Polityka” nr 35/95). zamknięto dla publiczności obiekt przy Łazienkowskiej. nadrabiało zaległości. Polewaczka okazła się równie nieprzydatna jak zwierzaki ze stad niny. bardzo grzeczni policjanci stanowczo zatrzymali cieszących się z awansu do Ligi Mistrzów fanów czerwono-biało-zielonych na stadionie. że potomkowie tych od najazdu nie bardzo chcą wpuszczać na swoje terytorium osobników nie mogących poprawnie wybełkotać swojego nazwiska. Policjanci myślą inaczej. Zamknięty stadion. dość dobrze policzyło swych ewentualnych przeciwników i po uzgodnieniu rachunku sil. Psy wpadły w amok i tłukły kogo popadło i jak popadło. Miał rację. nie przypominał już tego sprzed dwóch lat. natomiast po spotkaniu wiara się zdeczko wkurzyła. Kilku antyterrorystów. to znaczy chlali oporowo Pozostawiając nie uregulowane rachunki. Można się było spodziewać wręcz zatrzymywania siłą w sektorze i odprowadzenia po meczu na dworzec nawet tych. Do Goeteborga Legii zawitało około 700 hools. Młodzi legioniści twierdzą. Jednak tam opróżnianie promu polegało na jak najszybszym wyekspediowaniu . byli dla wszystkich rozrabiających raczej uprzejmi. W Goeteborgu wyjaśniło się również. że skoro Szwedzi nie chcieli na Planetę Małp. Wiedzie]i z autopsji. Za te samochody i za najazd szwedzki — śmiano się później w Warszawie. że także z Katowicami). nie byłoby punktów zapalnych. gdy również po bijatyce z policją na meczu ligowym (traf chciał. zwiększała tylko ilość ludzi chcących dopierdolić mundurowym. Na dodatek policja chciała koniecznie legionistów otoczyć kordonem. to później mieliby kłopoty ze swobodnym poruszaniem po obiekcie. — To weźcie ten GKS na dworzec i będziecie tu mieli spokój — zagadnięty wzruszył ramionami. że bezpieczniej jest się nie wyprawiać na Planetę Małp. że mustangi boją się flag łopoczących na drzewcach. 400 płynących nim hools zabawiało się na rachunek firmy. tamtejsza społeczność doszła do wniosku. Otóż po wielokrotnym pokazywaniu w tamtejszej telewizji scen rodzajowych z wydarzeń. Po koniach żywych wprowadzono mecha niczno. Zaczęto więc biegać ze sztandarami i biedne rumaki płoszyły się. lecz podstadionowy piknik. Przed meczem obyło się bez jakichś szczególnych hec. Ktoś dostał szalu radości i metodycznie wyrzucał cały ruchomy sprzęt za burtę. które po drodze „pękały” wszystkie. Najciekawiej było na jednym z powrotnych promów. Wydumali. kil kudziesięciu „dziadków”i trochę polonusów. iż nie mogli ustalić ilości przybyłych. Choć pojedynku w Brnie Zbrojovka — Wisła na pewno nie pamiętają. jakie miały miejsce po spotkaniu finałowym pucharu Polski. gdy by nie było także katowiczan. Prosząc jedynie o niewyrzucanie za burtę tratw ratunkowych i podobnych gabarytami drobiazgów. że jeśli daliby się odizolować. że był to rekordowy wyjazd polskich hools na mecze pucharowe.

Na mieście robili co chcieli. Niektórzy ostrzyli sobie zęby na wjazd na murawę po zakończeniu meczu. Ponieważ wśród przybyłych (kilkaset osób) znajdowali się wodzireje spod Żylety. Po stracie szalików natychmiast meldowali o tym policji. organizatorzy zamieszania jakoś nie chcieli się ujawnić. gdyńskimi szaraczkami. że trafiony został piąty garnitur ich grupy. — Przecież nie będziemy się gości pytać. Gdy policjanci wleźli im do wagonu (kuszetki). str. identycznie jak wszędzie. mieli udający się do Krakowa kibice Arki. W Łodzi na Widzewie jakieś 2 tysiące. ostatnimi czasy zabawą fanów Legii jest czatowanie. natomiast w Blackburn 300 plus około 200 polonusów. towarzystwo się rozeszło. Na Legii. Część jechała pociągiem. złodziej”. Po zadymie podczas flnału PP z GKS-em i decyzji zamknięcia stadionu przy ul. Jak można skroić szalik 21 —letniemu „chuliganowi<< spod Zylety. W Poznaniu. co nie pozwoliło podjąć wyrównanej walki. który dzięki zadymom na trybunach stal się wydarzeniem sezonu. żądają opuszczenia wykupionego przez siebie wagonu przez „tych panów”. A później w „Zyciu Warszawy” można było przeczytać list małolatów o terrorze czterdziestolatków. na dodatek po wab cc. zdarzają się i takie wypadki. by mięczaków utwardzać lub eliminować ze środowiska. W Tarnobrzegu Legii zawitało zaledwie 80. Pod nimi znajdował się pusty sek tor. Ostatecznie warszawscy wartownicy (zabawa odbywała się także około godziny drugiej w nocy na idealnie pustym dworcu Warszawa Wschodnia) zlali dwie czy trzy bardzo podejrzane oso by. czym są mecze piłki nożnej. Zostali bardzo gościnnie przyjęci. W Chorzowie na PP było warszawiaków niecałe 30 osób oraz dwie setki Zagłębia. Wszak w Anglii od czasu tragedii zgniecenia kilkunastu kibiców Liverpoolu płoty odzielające murawę od trybun są symboliczne. Ciekawe. mieliśmy ich za to . Warszawiacy urządzili sobie polowanie dwie godziny po północy. Warsowy wysadził mu zamiast na granicy w Terespolu (jak chciał dowódca eska pady).. Wspomniana czwórka trochę sobie po siedzi. Tam co prawda bluzgał im cały stadion. bowiem zdobyli spory łup — jeden szalik skrojony dziewczynie. Zameldowało się tani ich 250. gdyż przybito im dziesionę. Cały czas pod eskortą. na meczu. zwane pod Wawelem „Swiętą Wojną”. kilkudziesięciotysięczny tłum. Do Trondheim przyjechało z Warszawy 100 fanów. czy są zwykłymi. Ulubioną. którzy we wrześniu 94 wybrali się do Gdańska na mecz z Lechią. że nie życzą sobie ich obecności. Gdynianie przewidzieli sytuację i pochowali się w pociągu dość dokładnie. do czego autorzy listu dążyli. gdyż ofiara nie chciała dobrowolnie oddać swoich barw. Czterdziestu agresorów wręcz roz niosło dziesiątkę przeciwników. że ktoś będzie przejeżdżał.. czy należą do ich specbrygady. Przekonali się o tym wiślacy. Po sukcesie drużyny w Łodzi legioniści usłyszeli pod swoim adresem wyjątkowo mało bluzgów. na którym chciano podjąć jakieś decyzje. Że nie są to oni. wskazując winnych. Troszkę się zawiedli. jednak później czterech z nich miało poważne kłopoty.wesołych autobusów w kierunku Warszawy. gdy mówili. na stacji Warszawa Wschodnia. Rok później kłopoty na tej samej trasie. że trafili w dziesiątkę. Na stadionie Spartaka dosiadło się jeszcze 300 polonusów. Dopiero ciosy i groźba wciągnięcia do autokaru pomogły.. ludzie. Łazienkowskiej. szalikowcy natychmiast po wiedzieli warsowemu. Łatwo było prze widzieć. 5): Legioniści chyba mile będą wspominać Sochaczew. Jechali na gościnne występy do swych ziomków z Cracovii. Później okazało się. Do Moskwy wybrało się 200 fanów. legionistów było 300. gdy ten na ulicy krzyczy: ratunku. jednak najstarsza ekipa lechistów wzięła po meczu dwie dychy najstarszych legionistów na chlanie. Nieszczęściem krakusów była niewielka ich liczba. Ostatecznie stanęło na niczym. którzy narzucają reszcie sposób myślenia i styl bycia. Przewidujący wyspiarze posadzili kibiców z Polski na piętrze. 40 legionistów odwiedziło Rzeszów podczas meczu o Superpuchar. Jednak arkowcy nie zupełnie chcą się przyznać do swojej porażki twierdząc. to było widać. gdyż w grodzie Kraka następnego dnia miały odbyć się pierwsze od wielu lat ligowe derby. że nie mają o niczym pojęcia i nawet nie wiedzą. jak opisany w wydawanym w Łodzi przez widzewiaków Polskim Kibolu” (nr 3. 200 pojechało do Gdańska. Wszędzie się znajdą mocni jedynie w pysku. Chodzi o to. młodzież Legii postanowiła zorganizować spotkanie kibiców. tylko w drugą stronę. Ale co. Miejscowi hools okazali się mocni jedynie w gębie. Następnie mieli wyjazd do Łodzi na ŁKS. ale nawet pół tysiąca polskich gardeł nie było się w stanie przebić przez wyjący. Więc i sami prawie nie bluzgali.

na samym początku rozgrywek łodzianie mieli nadkomplet punktów. Gadanie o pełnych trybunach i pucharowych sukcesach Widzewa wtedy. zostałby uznany za niespełna rozumu.. Wówczas nie było nawet przepowiedni. liczba szalikowców zaczęła rosnąć w sposób geometryczny. warszawiacy. Unii zaczęli powoli znikać. Pikieta przyniosła skutek połowiczny. gdy wspóhw siły kibiców obu klubów przegoniły agresorów. — Jak się pan nazywa?— spytał się go spiker podczas wręczania trofeum. W końcówce lat osiemdziesiątych LKS stać było na zrywy. Protestując przeciwko zbyt wysokim cenom biletów. głazy leciały z trasy Łazienkowskiej. czyli tego. Klub Kibica Legii Warszawa skiada podziękowanie za doznane w 1995 roku wzruszenia i radości wszystkim naszym sportowcom i działaczom(.pogłaskać po główce? — ni to stwierdził.. awantury z policją po meczu Legia — Pogoń.. umocnili się na pozycji lidera i. Przy spadającej na pysk frekwencji na łódzkim stadionie zameldowało się 28 tysięcy ludzi. co pozwalało dopisać dodatkowy punkt. praca i tym podobne. Sportowym. a za mieszki przypominały te z okresu stanu wojennego ŁKS Łódź Gdyby na początku lat siedemdziesiątych na stadionie przy al. W . oraz zakazowi wywieszania flag klubowych na plotach. — Nie mam nazwiska. zgłosili następujące zastrzeżenia: Ledwo nadmienione zostały zadymy w Często chowie. Zabrakło opisów zwycięskiej walki z. choć tylko do połowy płotu. jednocześnie pikietując obiekt przy ul.. którzy mogli przeczytać powyższy rozdział.. uczestnik zadymy. Zmalały ceny biletów zezwalających na wchodzę nie na wiraż i przyobiecano. Powoli. jesteśmy.) Pozdrawiamy gorąco nasze Fan — CIuby oraz przyjaciół i sympatyków”. ŁKS z pozycji monopolisty zaczął schodzić na drugi plan. Żona. że ŁKS ma całkiem realną szansę na zdobycie po raz pierwszy od 36 lat tytułu najlepszego zespołu w kraju. Kibice na Al. Niektórzy fani Legii z nudów nie wiedzą co wymyślić. będziemy najlepsi. poważnego konkurenta. że da na łamach Piłki Nożnej” płatne ogłoszenie: „Byliśmy. Unii ktoś w ogóle mógł przypuszczać. Hutniku Warszawa czy Rozwoju Katowice. Po jednym z nich. ni spytał retorycznie jeden z legionistów. Zabrakło też opisu wielkiej bitwy po meczu Legia — Lech 0:1 (wiosna 95). Na przestrzeni ostatnich lat w Łodzi panuje istna huśtawka nastrojów. Łazienkowskiej. jakiej jeszcze przed stadionami w Polsce nie było. Część z nich to oczywiście ci. który obfitował w wysokie wyniki. Wiesiek „Peclowizna”. to jakby dzisiejsze mówienie tego samego o np. Nagle w końcówce sezonu. Po prostu liczył się tylko ŁKS. dzieci.. kibicowskim i chuligańskim. gdy po meczu Polska — Francja zdemolowany został autokar Arki. na meczu z Arniką Wronki zorganizowali akcję. Biało-czerwono-biali pokonali wojskowych z Warszawy 4:1. Na stadion przybywało coraz mniej ludzi. kiedy to zdemolowane zostały budy policyjne. którą rozegrano mecz Polska — Słowacja. i awantura z psami podczas spotkania 112 PP z GKS-em Katowice w 1993 roku. w przerwie meczu o superpuchar Legia — GKS Katowice. postanowili odpuścić sobie spotkanie swojej drużyny. że kilkanaście lat później Łódzki Klub Sportowy będzie miał jakiegokolwiek lokalnego. psami o flagę „Ultras na meczu ze Stomilem. a teraz są lokalni rywale. Korzystając ze spotkania z legionistami w Łodzi podczas turnieju ki biców. Autor tego przedsięwzięcia. W 92 roku została ich garstka. że od kolejnego spotkania będzie można wywieszać flagi. którzy za tą drużyną byli już od dawna. sektor fanów Łódzkiego KS nie sprawiał żadnego wrażenia. od tego momentu rozpoczął się regres. zakupił na licytacji piłkę. gdy okazało się. ale systematycznie zdobywali sobie oni uznanie w łódzkich środowiskach. ale życie zmusiło do zmiany zainteresowań. Fani warszawscy jesienią 95. który odbył się w Rzeszowie. Jeszcze na osiem kolejek przed zakończeniem sezonu 1992/93. To ‚„nad” oznaczało wygraną trzema bramkami z Pogonią Szczecin. Jeden z nich wykombinował. Kiboli ŁKS-u przybywało niczym grzybów po deszczu. Kolejny mecz na własnym stadionie ŁKS rozgrywał z Legią. jestem legionistą — odparł warszawski fanatyk. Wyłożył na cel 4 i pół miliona starych złotych.

Na tym meczu. że świetnie jest mu znana topografia miasta. wypróbowanym już przez niejednych kibiców sposobem. Hamulcowy doskonałe obliczył miejsce. Jednak zadziałało prawo derbów. czyli ławka re zerwowych była pusta. Dwa miesiące później. Skojarzenie było jednoznaczne — żydowskie getto. Unii jako ludzie nowi w tym całym interesie. Mimo takich spektakularnych akcji ŁKS nie potrafił się skonsolidować. Miała ona miejsce pół roku po sławetnym 7:1 z Olimpią Poznań. o czym świadczy między innymi awantura po spotkaniu koszykarek ŁKS z Włókniarzem Pabianice. a okolice stadionu Widzewa otoczone były czymś przypominającym drut kolczasty. którzy sami me bardzo wiedzieli. chociaż nie imponująco. czyli ci. W związku z tym trafił nawet na łamy gazet i przed kamery programu 1 TV. grupa się scementowała. a nie organizacyjnym. które twierdzi. Łodzianie twierdzą. Był to jednak łabędzi śpiew ŁKS-u. Po tym spektakularnym sezonie ŁKS miał szansę zostania klubem z całkiem niczego sobie załogą kibiców. Na Łazienkowskiej zameldowało się zaledwie jedenastu piłkarzy. która potrafi skupić środowisko. przeciwnicy pobici. oprócz kiboli Legii. Na kilkudziesięciu powracających z Łodzi fanów Włókniarza przyczaiło się wzdłuż torów kolejowych około 250 (niektórzy podają nawet 300) fanatyków ŁKS-u. Faktem jest.chwili spodziewanego tryumfu przypomnieli sobie o dawnej miłości i zaczęli chodzić. prezentowali się fanatycy ŁKS-u podczas pucharowej potyczki z Legią w finale PP w 94 roku. Sami zainteresowani twierdzili. Jacek Bogusiak nie jest taką osobowością. udowadniając tym samym. w którym trzeba było pociągnąć za rączkę. Miarodajne jest chyba stwierdzenie kibiców poznańskiego Lecha. Według poznaniaków łodzian było ośmiuset. Pod względem kibicowskim rzecz jasna. W ciągu kilku miesięcy z całkiem zgrabnej ekipy pozostało dno. Pabianiczanie byli nawet uważani za filię „Rycerzy wiosny”. czy na Widzew. Pociąg stanął w oku cyklonu. A to za sprawą wydanej przez siebie gazetki. Start łodzian w pucharze UEFA nie załatwił niczego. Oczywiście każdy myśli o przeciwniku. Jedni faktycznie przyszli na AI. że było ich w Warszawie (finał rozgrywano na Łazienkowskiej) półtora tysiąca. Tak przynajmniej wyglądał bilans ze strony gospodarzy. czy mają chodzić na ŁKS. Odebranie startu w rozgrywkach europejskich pomogło Legii w napędzeniu na trybuny kolejnych fanatyków. natomiast ci drudzy utrzymują. Owszem. Od tego momentu relacje napastników i ich ofiar zaczynają się różnić. który odbył się już w trakcie nowych rozgrywek ligowych. Jednak nawet na stosunkowo niedalekim wyjeździe osiem setek. które podtrzymywane jest przez samych łodzian. a nawet jeździć za drużyną Pojawiło się także wielu młodych kolesiów. że wjechali do pociągu obijając pabianiczan. Zadziałali starym. Zabrakło ludzi. związane z ogólnym bojkotem ze strony łódzkiej. drugą siłę stanowili kibole Petrochemii i Widzewa we wspólnej grupie. Znów z Legią. Ełkaesiaków do nieodległego Płocka przyjechało zaledwie stu. Apogeum dna przypadło na mecz. że działo się to niedaleko dworca oraz że przyjezdni najedli się strachu i dostali po głowach. którzy byli na tym meczu incognito. Zresztą od Żydków wyzywają się tak jedni jak i drudzy. stadion Widzewa zaczął się niebezpiecznie wyludniać. mających umiejętność jednoczenia wokół siebie innych. gdy siedziby klubów są oddalone od siebie nie więcej niż 100 kilometrów. oraz że praktyczne zajęcia z lekcji fizyki zostały opanowane w bardzo dobrym stopniu. Natomiast na trybunach pojawiło się 3 (słownie: trzech) . jest elementem uniemożliwiającym dogadanie się kibiców. W tamtych. Całkiem nieźle. Policja nie złapała nikogo. że posiadanie drużyn w jednej klasie rozgrywkowej. Jednak spora część byli to ludzie niezdecydowani. tym razem w Warszawie. Chociaż stara się to zrobić od lat. Było to dość ciekawe widowisko. którzy chcieliby się poświęcić idei. pociąg został zdewastowany. Miało ono podkreślać pochodzenie narodowe założycieli Robotniczego Towarzystwa Sportowego. Legioniści ocenili ich na połowę mniej. w której zamieszczona była mapa Łodzi. Historyczne tło w postaci przedwojennego statusu żydowskiego miasta na polskiej ziemi wraz z tamtymi ludźmi poszło w zapomnienie. że dym miał miejsce. Zdaje się tę wersję potwierdzać także zapis video. w lipcu odbyło się identyczne spotkanie o superpuchar w Płocku. Pozostało jedynie działające negatywnie skojarzenie — „Łódź? ależ to Zydzi”. Do pociągu wiozącego w kierunku domów mieszkańców Pabianic wsiadł kmikadze mający za zadanie zaciągnąć w odpowiednim miejscu hamulec bezpieczeństwa. iż zostali jedynie ukamienowani. gorących dla polskiego futbolu chwilach. Do niedawna kibice ŁKS-u i Włókniarza się lubili. to i tak sporo.

A przypomnieć trzeba. którym się nie wiedzie. że rzeczywiście ŁKS-iacy powinni mieć Wrocławia dość. potrafią wywrzeć wrażenie nawet na najbardziej zatwardziałych rzezimieszkach. Często kończyło się na ironicznych uśmieszkach kibiców innych zespołów. a na zewnątrz wyglądała ona tak. a także o lojalności. Zaczęło się niewinnie. Co się stało? Można się jedynie domyślać. a znacznie bardziej gdzie i za czyje można wypić. cele wrocławian i fanów Lechii były w tym przypadku różne. Wszakże to on. niejednokrotnie we Wrocławiu dawały się słyszeć uszczypliwe uwagi przyjezdnych o kumaniu się z nic nie znaczącymi klubami. była sterowana przez pijanego Łośka. Zadziałało typowe dla miasta z jedną tylko grupą kibiców myślenie. wydawałoby się. że Śląsk jest fałszywy. a nie kilkunastolatkowie bujał się z Nabojką. Nie przyjmowali tłumaczenia. W czasie pamiętnego meczu Polska — Anglia na chorzowskim stutysięczniku ŁKS naparzał się z Wisłą w sektorze bezpośrednio sąsiadującym ze wspólnym wrocławsko-gdańskim Początkowo wiara z Lechii i Śląska ruszyła w kierunku zamieszania. z którymi przecież doskonale się prywatnie znają z pracy i szkół. a Śląsk stawał się jednym z jej filarów. dla którego w znacznie mniejszym stopniu liczyło się kto. Zawsze przyjmowali wrocławską postawę jako dziwną fanaberię. W trakcie meczu jednak małolaci posłuchali właśnie jego. Odpowiedź w takich wypadkach mogła być dwojaka. Widzew dopadł kilka osób. W pewnym momencie z jednej z bram wyskoczyło kilkudziesięciu nieźle uzbrojonych widzewiaków. Będący na meczu widzewiacy następnego dnia nie omieszkali o tym wydarzeniu poinformować lokalnych rywali. Tym. Natomiast w siłę w tym samym czasie rósł największy konkurent ŁKS-u. co reszta podchwyciła i w ten oto sposób ŁKS miał podstawy twierdzić. Nie do końca zostało wyjaśnione. Opanowany przez ekipy z Wrocławia i Krakowa (Wisła). Tajemnica? Gdy LKS dołował w Lidze Chuliganów. Później ktoś słusznie Zauważył. I co z tego. Krzyknął Jude — cała Łódź”. Nikt w Łodzi nie zna kulis sprawy. Niedomówienia zrodziły niemiły klimat. Więc to on w takim przypadku powinien kierować grupą. która na spotkaniu pojawiła się oficjalnie. jednak nikt z Wrocławia nie wziął tych zapowiedzi na poważnie. że stało się tak znacznie lepiej dla nich Czara goryczy i obustronnych oskarżeń została przepełniona podczas nie istotnego. bieganie sprawiało spore kłopoty. Przed siłą ugina się każdy. którzy nie tak dużo wcześniej byli znacznie liczniejsi na Galerze?. w większości młodzieżowców. gdzie i z kim gra. to Śląsk był bardziej skory powalczyć z wiślakami. z uwagi na spodziewaną policyjną obstawę. Na tym meczu szalikowcy wojskowych stanowili całkiem pokaźną cześć publiczności. podczas którego z trybun dało się słyszeć hasło nieprzychylne dla całej Łodzi. że kibiców ŁKS-u tuż przed zadymą jakoś zaczęło ubywać. Druga sensowna i jednoznaczna odpowiedź brzmiała: „A wy co się wpierdalacie?”. że obie argumentacje trafiały do przekonania. dla stosunków między kibicami Śląska i ŁKS-u meczu 1/16 pucharu Polski Slęza — Widzew w listopadzie 1994. on miał na koncie zatrzymanie pociągu wiozącego fanów Lecha. choć uczucia są ostatnio jakby w pogardzie. od wspólnego picia alkoholu gdzieś w Łodzi na podwórku terenu opanowanego przez widzewiaków. Na dobitkę nie należą do najdalszych. Później łodzianie mieli do Śląska straszne pretensje o brak pomocy. Natomiast grupka. że grupa była wspólna. Gdzie podziali się ci. ŁKS zachował się z honorem i podczas najbliższej . która w swym kodeksie honorowym nie pozwała na odwracanie się od tych. Ten żul. choć trzeba przyznać. Mówiło się wówczas o tradycji i historii wzajemnych kontaktów. Kto nas tu może ruszyć?” — to normalna reakcja w miastach. jedynym sensownym wyjściem było wzięcie nóg za pas.fanów z Łodzi. że dla Łośka był to ostatni występ w karierze? Został po goniony z bractwa tuż po zakończeniu tego spotkania. postanowił skorzystać z okazji i pokazać się młodzieży jako wodzirej. Później był wyjazd do San Marino. że wyjazdy do Warszawy stanowią dla mieszkańców miasta włókniarzy coś szczególnego. w których nie ma rywalizujących ze sobą grup. Jednak mimo. którzy mieli w organizmie zbyt dużo wody ognistej. skąd wziął się Widzew i to w takiej ekipie. że w to miejsce może wjechać ekipa gospodarzy. Podczas gdy gdańszczanie brali na celownik elkaesiaków. Widzew. że większość czających się na łodzian i chcących pokombinować. W związku z brakiem rympalów obronnych. przyszła bez barw. Na linii LKS — Śląsk pierwsze poważne rysy dały się zauważyć w 91 roku. a umiejętnie ukazane sprawy honorowe. Biegnące w kierunku jatki bractwo udało się powstrzymać. Problem polegał na tym. Co prawda ełkaesiacy ostrzegali.

mimo że mecz odbywał się w środę. Na meczu było 40 ełkaesiaków i kilku ich koleżków z Rakowa. że 40). Jak Galera jeździ ostatnimi czasy na mecze swojej drużyny? Paradoksalnie najgorzej wyglądało to w momencie. Gdyby nie tradycje. Starcie 10 osób ŁKS-u z mniej więcej identyczną liczebnie grupą miejscowych na dworcu zakończyło się rozochoceniem przyjezdnych. Później musieli się zmywać taryfami. w Lubinie 11 (plus 40 z Miedzi Legnica). jaka zdarzyła się chwilę później. Na inauguracyjnym meczu w Poznaniu (Lech). to zaledwie kilkuosobowe ekipy. W chwilach. rzucili się w jego kierunku tratując po drodze dwóch policjantów. czyli na meczu Polska — Francja. Rok wcześniej podczas spotkań barażowych o wejście do ekstraklasy ze Stalą Mielec stadion w Legnicy wypełnił się do ostatniego miejsca. Rok później. w tym i te do Poznania (zarówno na Wartę jak i na Olimpię). niecała pięćdziesiątka we Wrocławiu.okazji. do niedawna policjantem. człowiekiem odpowiedzialnym za porządek na trybunach. na kilka kolejek przed zakończeniem sezonu do Szczecina nie pojechał nikt! Jesień 94 też nie była rewelacyjna. fani bialo-czerwono-białych stwierdzili. Wówczas to. W Olsztynie zameldowało się ich 30. czyli jesienią 95. Rok 95 rozpoczął się dla ŁKS-u stosunkowo nieźle. zostawiając jednak wrażenie twardych facetów. że od tej pory na linii Łódź —Wrocław nie ma mowy o zgodzie. pojawiło się łodzian dwa tuziny. 11 w Lubinie (plus około 40 z Miedzi). której łodzianie byli zaledwie biernymi obserwatorami. mimo środy. Orla Białego coś się zaczyna dziać. Chorzów 20. gdyż awantura od bywała się między miejscowymi fanami a psami. Jej efektem było między innymi zabranie broni policjantowi. Według własnych danych liczebność fanów z Łodzi by ła następująca: Płock 60 (miejscowi twierdzą. gdy ŁKS miał szansę na objęcie tronu mistrzowskiego. Miedź Legnica W Legnicy już wydawało się. Kilkuset fanów legnickich pojawiło się w Warszawie na pamiętnym finale PP z Górnikiem Zabrze. że były mundurowy po przepychance słownej wybrnął z niej z twarzą. 25 w Gdańsku. 25 w Gdańsku. jakie po spotkaniu rozdawano. trzeba by po odczytaniu tych danych uznać ełkaesiaków za równych takim ekipom jak Stal Stalowa Wola. fanów z Galery zaczęło jeździć jakby wię cej. Po skrojeniu paru szalików sami dostali się na orbitę zainteresowań znacznie liczniejszej hordy GKS-u i musieli zrywać zelówki. Po wysokim zwycięstwie w meczu o pietruszkę odbyło się sympatyczne pożegnanie najzagorzalszych fanów z piłkarzami. robiąc poważne szkody ich zdrowiu. czy Raków Częstochowa. rezygnując ze swojego darmowego biletu na spotkanie Legia — IFK Goeteborg. gdy Miedzianka zaczęła osiągać swoje największe sukcesy sportowe. Lubin 20 (na zgodę). Katowice 30. Dzieciaków wśród nich nie było. Warszawa 3. Całkiem nieźle prezentowała się Galera po ostatnim meczu sezonu 1994/95 z Górnikiem Zabrze. Łodzianie stoczyli słowny bój z działaczem własnego klubu. Trzeba przyznać. o którym na stronach tego tomiku jest już trochę informacji. Kibice biało-czerwono-białych byli obecni w Warszawie podczas spot kania organizowanego przez posła Marka Wielgusa. Kilku chłopaków z ŁKS-u prosiło wrocławian. a na rewanż wyprawiło się kilka autobusów sympatyków Miedzi. W końcówce roku 94 łodzianie wyjechali do Katowic na GKS. którzy w tej nie licznej ekipie zaczęli buszować po osiedlach. 50 we Wrocławiu. gdy ich piłkarze podbiegali do płotu. że na stadionie przy ul. W nowym sezonie fanów ŁKS-u zjawiło się 30 w Olsztynie. To jeszcze były wyjazdy przypominające alkoholowe autobusy z . po końcowym gwizdku. Zabrze O (trzydziestce nie udało się dojechać). Stal Mielec. Kolejne wyjazdy. Stare układy jednak pokutują. W Gdańsku. Olsztyn 2. Podczas powrotu z Lubina łodzianie mieli starcie w okolicach wrocławskiego Dworca Głównego. Początkowo siedmiu (?) ŁKSiaków nawet zaatakowało mniej więcej równą liczebnie grupę napastników. Była to dopiero zajawka zadymy. coraz więcej osób zaczęło wdziewać zielono-czerwono-niebieskie szaliki. Pniewy 1. by w imię dawnej znajomoki nie bluzgać na nich podczas meczów z udziałem Widzewa.

musieliby albo sami dokładać do interesu. Gdyby komuś chciało się zainwestować w kibiców. Wówczas panował cichy układ między kibicami obu drużyn.zakładów pracy. Dwa tysiące ludzi płacących za bilety po pięćdziesiąt tysięcy starych złotych. Kilku najoperatywniejszych chłopaków poznikało. które w kraju są już normalnością. w kilkanaście miesięcy po tym fakcie nie sposób ustalić. mogło wpłynąć z zupełnie innego źródła. tzn. Przypadek Miedzi jest kliniczny. może nawet więcej fanów z Legnicy. kibica Miedzi. ale i bez zawiści oraz chęci mordu. Owszem. zajmująca jakieś półtora sektora. ani drugie. Jesienią 93 roku na meczu ze Śląskiem zameldowało się na Oporowskiej 150. ani trzecie nie jest zastrzeżone do tej pory. Chcieli tylko jednego — zgody klubu. że w obu przypadkach padł identyczny rezultat. ale musicie część tych szalików oddać nieodpłatnie na rzecz klubu. Pytam młodzieżowców kręcących się bez celu po okolicznych bramach. siedem naście razy w roku daje prawie dwa miliardy przychodu. jeżdżą na wyjazdy za swoją drużyną. Chcieli wyłożyć własne pieniądze. Działacz postanowił wtedy wykroić coś dla siebie. Wystarczyło tylko trochę zadbać o reklamę i fanów swojego klubu. Takiego zagorzałego. Kibice sami chcieli zorganizować sobie komputerowe szaliki swojego klubu. lecz czyjeś konkretne działania. Rzecz jasna nie była to jakaś tajemnicza grupa ludzi. Do kogo poszli. organizować pieniądze na kolejny mecz. Wtedy to w Legnicy zaczęły się pojawiać na murach napisy gloryfikujące Miedziankę i szkalujące tych. zaangażowali własne kontakty. Goście z inicjatywą postanowili zorganizować szaliki na miarę tych. Pieniędzy. ale tylko niedaleko i w naprawdę niewielkim składzie osobowym. te kilka miliardów. to trzeba wypytywać wśród małolatów. Bractwo w wieku 18-19 lat stwierdza. Rocznie. A jeszcze później pożyczkę anulowało. Chłop ma sporo po trzydziestce na karku. Nikt nie zadbał o trybuny. albo zdzierać ze swoich kolegów — kibiców.) Tamto spotkanie mogło zadecydować jeszcze o tym. które przy nosić ma targowisko. Będąc w Legnicy szukałem znajomka. to znaczy 1:0 dla miejscowych. Inicjatorzy rynku pamiątek chcieli oficjalnie handlować rzeczami z herbem. Pół roku później szalikowcy z Wrocławia meldują się na stadionie przy ul. fanów legnickich jest nie wielu. który jednocześnie pełnił funkcję wiceprezesa klubu. lub rozśpiewane grzybobrania. co i tak się organizuje. jesienią 94. Nie bez winy są tu działacze Miedzi. kto ratował cień szansy na awans do ekstraklasy. Głównie lubińskie Zagłębie. Ani jedno. A mówią że tylko starzy szalikowcy to infantylni faceci. Faceci z inicjatywą. że jeśli chodzi o kibiców. Bez jakiejś specjalnej przyjaźni. Czyli mniej więcej 500-600 gardeł. przekalkulowali interes i doszli do wniosku. Ciekawe kto ją nadał. Mimo. na przełomie roku 95 i 96. opisując swojego ziomala. Za to. Wszystko siadło. by kilkudziesięciu chłopaków związało się z Miedzianką ideowo i zamiast łazić po bramach i zbierać kasę na następne wino. — Chcecie mieć pozwolenie na handel szalikami klubowymi? Dobrze. kiedy to legniczanom zaczął wiatr dmuchać w oczy. Jeśli niespełna 20-letni gostek mówi coś o małolatach. Następnie miasto pożyczyło pieniądze na remont tegoż targowiska. bo po co? Lepiej się było zatroszczyć o pieniądze — w mniemaniu działaczy — pewniejsze. Długi siedział wówczas w pudle. (Swoją drogą fantastyczna nazwa ulicy. Aktualnie. Miasto podarowało klubowi targowisko. Dzięki odpowiedniemu” wy korzystaniu obu funkcji pieniądze przelały się z jednego konta na drugie. ponownie wiara z Wrocławia melduje się w stolicy polskiej miedzi. Fanatyków miejscowych znalazło się na trybunach spora grupa. W kilka miesięcy po tym spotkaniu. choć nie przemysłowcy dysponujący olbrzymim nadmiarem gotówki. Ostatecznie skończyło się na dowiezieniu wiceprezydenta vel wiceprezesa w kajdankach do gmachu sądu. Tak jest po prostu najłatwiej. W tym przypadku wiceprezydenta miasta. Średnia frekwencja na stadionie Miedzi jesienią sezonu 95/96 wyniosła nie całe 500 osób na mecz! Była szansa. Ten klimat beznadziejności dało się wyczuć już zimą w roku 1994. Wiosną 95 w nieodległym Dzierżoniowie było ich 20. a drużyny walczyły o tę samą stawkę. rodem z lat siedemdziesiątych. nazwą klubu i jego barwami. Orla Białego. to jednak atmosfera na trybunach była zgoła odmienna. Wynik takiego myślenia ludzi z klubu jest widoczny po półtora roku. Siwy naprzekręcał nieco ludzi na pieniądze i bał się im pokazywać na oczy. Alkohol stracił serce i zapał do robienia czegokolwiek. I tak dalej. z którymi miejscowi mają największą kosę. że aby sprostać życzeniom działaczy. jakie . to jaki wiek ma na myśli? Takie jest postrzeganie szalikowców Miedzi w samej Legnicy.

że to już nie te antypaństwowe napisy w stylu „Już niedługo zamiast liści będą wisieć komuniści”. Jednak przybysze z Lublina nie zachowywali się agresywnie. trzydziestoosobowej grupy. Na spotkaniu i przed jego rozpoczęciem odbywała się wojna podjazdowa wobec tłumu chorzowian. Jesienią 95 legniczanie potrafili w 40 zajechać do Lubina na mecz ŁKS-u z Zagłębiem. lecz tak zwane zgredy. te łączone szaliki Motoru i Śląska lepiej schodzą w Lub linie niż samego Motoru — dziwili się producenci pamiątek. Stu za meldowało się w Jaworze na meczu o puchar Polski z tamtejszą Kuźnią. — Cholera. W Legnicy nikt tego nawet nie próbował. który odbył się w maju 1979 właśnie w Lublinie. Wracających z Wałbrzycha kiboli Motoru wzięto na picie w okolice wrocławskiego dworca. Choć kłopoty mieli wszyscy przyjezdni. Na trybunach widać już było zalążki grupy fanatyków. Fani z Lublina nie zadziałali jednak tak. Co dziwniejsze. świeżo upieczeni mistrzowie Polski musieli rozgrywać trzy spotkania w odległości nie mniejszej niż 100 kilometrów. to jednak sposób. choć raz zajechali do Wrocławia (500 kilometrów) w sile 250 hools. chamski numer. bo postawili się za swoimi ziomkami. Lublinianie wpadli w orbitę zainteresowań kibiców warszawskiej Legii. Po zdobyciu przez Ruch Chorzów tytułu mistrzowskiego. Co prawda doskonale wiedzieli. ludzie widząc łażących po mieście młodych ludzi w kolorowych szalikach podchodzili i pytali. Po meczu kilku starszych lublinian wylądowało na piciu. Podczas finału pucharu Polski Arka — Wisła. Goście wyjechali w stanie wskazującym na spożycie. Pierwszy mecz Motor rozgrywał ze Śląskiem. Następnie lublinianie pozbyli się barw. Jakoś w Lublinie tych zagryziaków jest szczególnie dużo. jak za chowałaby się każda inne ekipa. Jednak o sile chuligańskiej stadionu przy Al. Trochę pomogli fani żółto-biało-niebieskich. niech się dokładnie przyjrzy statystykom ilości kibiców na meczach wyjazdowych w rozdziale Śląsk. Na linii Lublin — Wrocław w drugiej połowie lat osiemdziesiątych zaskrzypiało. Kilku mieszkańców Lublina wręcz było łącznikami na trasie do Warszawy. Do zgody prawdopodobnie i tak by nie doszło. Zygmuntowskich długi czas stanowili nie tyle ci. Trzech z nich pojawiło się na trybunach. co uprzejmy. którzy przychodzili w żółto-biało-niebieskich szalikach. co to za sekta. lecz tym razem. Po awansie do grona najlepszych Motor zdobywał sobie dość szybko kibiców. Wówczas na lubelskich płotach pojawiły się napisy RKS w I lidze Tamtejsza prasa cieszyła się. w 1982 roku Motor wchodził do ekstraklasy. We Wrocławiu szykowano się na kolejną wojenkę z szalikowcami z Górnego Śląska. działo się to w okresie. . Gdy do Lublina zawitali fanatycy Śląska szukano głównie winowajców. Trzy dyszki do Wrocławia (także na LKS). mimo braku jakiejkolwiek deklaracji o przyjaźni nic nikomu się nie stało. Wiosną 95 we Wrocławiu na Ślęzie kibiców Miedzi zawitało około 30. jakie na tych samych murach pojawiały się kilka miesięcy wcześniej. Trzy lata później. Wręcz przeciwnie. Taki napis za sobie na szalikach fani z Lublina. że będzie to wojna na dwa fronty. Na spotkania swojego klubu przy chodzili w barwach czerwono-biało-zielonych. Część bractwa myślała. Stary. Jeśli ktoś nie wierzy.mogłyby wpłynąć przy pięciotysięcznej pub lice liczyć nie trzeba. Rewanż był równie chłodny. Z czasem na linii Lublin — Wrocław zapanowała nie zmącona atmosfera dobrych stosunków. Wśród niewielkiej. w jaki lublinianie chcieli załatwić sprawę. co się zdarzyło przed dwoma laty. Fanatycy sportowi pojawili się w tym mieście stosunkowo późno. Motor Lublin Ludzie honoru — kibice Motoru. Akurat jednym z tych trzech okazał się męcz z Motorem. Fani Motoru w jakichś szczególnych ilościach na dalsze wyjazdy nie jeździli w zasadzie nigdy. Z czasem miłość lublinian do legionistów przez tych ostatnich została wzgardzona. Padło na Wrocław. Na tym spotkaniu za meldowało się kilkuset (około 400) fanów przyjezdnych. wywoływał szacunek. gdy fanatyzm sportowy przeżywał w Polsce wyraźny kryzys.

wszystkie te dymy były bardzo brutalne i za każdym razem kilku przyjezdnych trzeba było hospitalizować. obrócili narzędzie przestępstwa. Siarki Tarnobrzeg i Stali Mielec. zaczerpnięte z fanzinu „Piłkarscy Kibice” nr 6 wydawanego w Gdańsku. Było nas 60 osób.” Tyle tarnobrzeżanin o groźnie się kojarzącej ksywce Wolf. (. dobrze uzbrojonych... To już nie jest drobna grupka. zorganizowano mecz kibiców z pilkarzami pierwszej drużyny. Na dwanaście minut przed zakończeniem meczu trzydziestu lubelskich hools wybiegło na murawę z chęcią zerwania wiślakom flag. Ostatnimi czasy (przełom roku 95/96) zespół zaczął niebezpiecznie dołować.) No cóż. Nie uchroniło to szalikowców Radomiaka przed szarpaninami i wybiciem kilkunastu szyb w autokarach. Gdy na Lubliiankę przyjechała Cracovia. ale po selekcji gdyż chętnych do wyjazdu było dwa razy więcej. Nas 60 osób. Spore uznanie zyskali fanatycy lubelscy w oczach legionistów. gdyż odbyło się starcie z pilnującymi gości psami. którzy musieli się salwować ucieczką. Po wio sennym (95) meczu w Piasecznie na Motor szalikowcy spod Żylety za czaili się na drodze. Na pierwszy wyjazd na wiosnę 1995 roku pojechało do Zamoścja 480 lubelskich hools. pisane przez mieszkańca Tarnobrzegu. Mają goście pewien komfort. Kierowca. lecz jeden autokar nie przyjechał. gdy wydaje się. To. Ostatecznie. Tym razem do walk z Rycerzami Białej Gwiazdy me doszło. Zostawili auta i zaatakowali autokar wybijając kilka szyb. z których jedną rozgoniła policja. Po tym wydarzeniu fanatycy Legii przestali mówić o Motorze z kpiną. Bo znajduje się najbliżej. Dla przykładu zamieszczam dwa opisy z wyjazdów Siarki z jesieni 94. W związku z wydarzeniami z tego meczu PZPN zamknął Motorowi stadion na dwa mecze. Następnie do akcji wkroczyli kibice. pasy i kostkę brukową. Najpierw na Al. mimo totalnej. Gdy kibole Motoru stwierdzili. co spowodowało. Na wyjazdach kibice Motoru radzili sobie znacznie gorzej. Lublinianie natychmiast kazali kierowcy zahamować i wybiegli z autobusu by skontrować napastników. Przed meczem przy kasach wy skoczyło na nas 15 z Motoru uzbrojonych w pały. ponieważ policja jest skłócona z klubem i nie obstawia im meczów. Zygmuntowskiej zawitali kibice Wisły. fani Motoru byli przekonani. gdy widział nadciągającą watahę zerwał się w ostatniej chwili. w czym spora jest zasługa zawodników lubelskich. by zrobić sobie jak największą reklamę na mieście. Nie unikają możliwości zlania przeciwników nawet w sytuacji. że stoją na straconej pozycji. było zasługą bramkarza Motoru Dariusza Opolskiego. że napędzanego strachem nie są w stanie dorwać. Co ciekawsze. że Cracusy przybędą . W związku z tym w klubie zwolniono trenera Romana Dębińskiego. Największe dymy w Lublinie wiązały się z przyjazdem do tego miasta kibiców Jagiellonii Białystok. Z tym faktem nie chcieli się pogodzić zawodnicy. Wyjazd bardzo hujowy. Wiślacy musieli przebywać nie na sektorze przeznaczonym dla kibiców gości. że nas zatrzymano i wywieziono na przesłuchanie. Furia napadanych nie wróżyła agresorom niczego dobrego. Motor miał niezbyt liczną. Rozdawano ulotki i pikietowano klub. lecz stałą ekipę fanatyków. Motor wyjebal nam parę szyb w autobusie.. jakim było auto do góry kołami dewastując je. Po sezonie 94/95. Największe dymy jesienią 95 roku w Lublinie miały związek z odwiedzinami tego miasta przez kibiców z Krakowa. W czasie meczu przyszło jeszcze 50 motorowców. „Lublinianka — Siarka. ratując życie. Motor — Siarka. są wzloty i wtopy. Miejscowych chuliganów było na tym spotkaniu gdzieś o połowę mniej niż przyjezdnych. Jeden z samochodów nie odpalił. Po prostu nie jeździli w ilościach gwarantujących skuteczne podjęcie walki.Największą kosę fanatycy Motoru mają oczywiście z Avią Świdnik. Poza tym fani z Lublina w sposób szczególny nie przepadają za większością ekip kibicowskich ze wschodnich rejonów kraju. gdyż dwa tygodnie wcześniej ławki na tym sektorze zostały wysmarowane towotem. Rok przed wojenkami z Siarką do Lublina zajechała bardzo liczna (około 600 hools) ekipa z Radomiaka. Wyszło do dupy (.) Motoru było 150 osób. Zorganizowano demonstracje pod klubem. że wojna na ławki została przerwana. W pięćdziesięciu. w którym miano ambicję osiągnąć awans do ekstraklasy co się ostatecznie nie udało.. jednak policja nie do puściła do zadymy. trwającej ponad dziesięć minut zadymy obyło się bez wielu zatrzymań. Dlaczego piszę w czasie przeszłym? Gdyż w ostatnich dwóch latach sami fanatycy zrobili mnóstwo rzeczy. Jednak goście się przeliczyli i przetestowaliśmy ich czas na 300 metrów.

więc na hools w żółto. że samo zbiegniecie w kierunku balustrady. Okazało się. Już po tych wydarzeniach. choć frekwencje na meczach u siebie wynosiły po 1500 osób! Czyli co trzeci był na wy jeździe! Ponad setka zameldowała się w Piasecznie. ale tylko przypadkiem. . jednak wobec tego. drugi z Lublina.autokarem. że jak ich klub ulegnie likwidacji. Był to najgorszy moment dla znajdujących się tuż za płotem kibiców Śląska Wrocław. Po tych wydarzeniach stale zwiększająca się sympatia kibiców Śląska do swych ziomków z Lublina osiągnęła apogeum. Zadymę krótką. że na tym meczu obowiązywał jeszcze układ z Gdyni. że łatwiej było zmontować ekipę na autokar do Mielca na spotkanie Śląska. Wówczas 20 krakowskich hools dostało lanie od lublinian. a w okolicach bractwo rozlewało benzynę i konstruowało koktajle mołotowa. Tym bardziej. Z Lublina. rzeczywiście mecz zaczynał się pół godziny wcześniej niż ogłaszano. Już te raz niektórzy są rozżaleni. nie mieli flagi. oraz do organizatorów. Jesienią tegoż roku niecała dwudziestka fanów z Lublina pojawiła się w Warszawie na Polonii. a chciała podjąć z nimi walkę (przynajmniej w pewnym momencie) ponad setka mielczan. lecz wręcz rzucili na miejscowych Po chwili szarpaniny mielczanie zaczęli uciekać. Parę kolejek wcześniej fanatycy żółto-biało-niebieskich także mieli spotkanie z udającymi się do Swidnika fanami Cracovii. W tym samym momencie pod dwa różne miejsca stadionu podjechały dwa autobusy. Największy numer odwalili kibole Motoru przyjeżdżając na mecz Śląska w Mielcu. Wiosną pojawiło się 480 kibiców Motoru w Zamościu. który się szybko rozpadł. którą dowieziono już w czasie trwania meczu. że poznaniacy. miała miejsce podobna sytuacja. po czym pomiędzy bijących się wpadli mundurowi. Jeden z Wrocławia. lublinianie dostali bicie i się zerwali. Grupa wrocławska przemieszczała się spod sektora miejscowych w kierunku swojego. również na meczu Śląska w Tarnobrzegu. Po chwili lublinianie odwrócili się i spokojnie poszli do sektora zajmowanego przez fanatyków Śląska witani brawami. że w rękach tamtych pojawiły się kosy. którą przesuwała się ekipa z Lublina. Poszło o to. to nie przerzucą się na inny lubelski klub. wystarczy. lecz stworzą oddział fanów wrocławskiego Śląska. W roku 95 dane statystyczne o ilości fanów z Lublina na spotkaniach wyjazdowych. siedząc już na miejscach. jakie dotarły do Wrocławia są nad wyraz niekompletne. W tym momencie do walki włączyła się policja. niż poprzedniego dnia na spotkanie Motoru z Pomezanią w Malborku. Lublinianie nie tylko nie cofnęli się. na początku listopada odbył się mecz Motor — Cracovia. Jedna z patrolujących grup Motoru podjęła walkę z przeważającymi liczebnie gośćmi. że „Pasy” przyjechały koleją.biało-niebieskich szalikach pobiegła całkiem liczna ekipa. Podzielili się na trzy grupy uderzeniowe i czekali. że na stadion Motoru wnoszono sprzęt nie służący do uprawiania żadnej ze znanych dyscyplin sportowych. natomiast Motor szedł drugą stroną stadionu dokładnie w odwrotnym kierunku Lublinianie za cel obrali sobie kibiców Stali Ponieważ miejscowi myśleli. które podały złą godzinę rozpoczęcia spotkania. Kilka kolejek przed tym wydarzeniem. to jednak uważali oni. gdyż o ile w Mielcu było 46 hools Motoru. W krótkim sporze każdy miał swoje racje i nie chciał ustąpić. Do zadymy nie doszło. Grupka fanów wojskowej drużyny zameldowała się na mieleckim stadionie punktualnie (tu ukłon w kierunku ogólnopolskich mass-medi6w. jak twierdzą sami fanatycy Motoru. Gwałtowne wymachiwanie pięściami trwało kilkadziesiąt sekund. Choć każdy chciał pomóc ziomkom z Lublina. mimo niezłego startu do rozgrywek w sezonie 94/95) kibice Mazowszanki Pruszków. którzy w Lublinie do stali konkretny oklep. Z tymi kibicom Motoru szło już gorzej. Skojarzono te fakty ze zbliżającym się meczem i postawiono na nogi wszystkie możliwe służby porządkowe. którzy widząc to nie reagowali). to w Tarnobrzegu było lublinian 30 i nie wszyscy pobiegli na dym. Ale też sobie poradzili. Ktoś dzień wcześniej zauważył. lecz ostrą i raczej wyrównaną mieli fanatycy Motoru na sektorze zajmowanym razem z Lechem Poznań podczas meczu Polska — Rumunia. Na pewno niemile będą wspominać wyprawę do lubelskiego Agro Faru (klubu. W międzyczasie na płocie swoje barwy wywiesili fanatycy Motoru. Wówczas skala zadymy była znacznie mniejsza. co na przełomie lat 95/96 wcale nie jest takie nierealne.

Mimo sporej chrapki na to. których nikt o podobne za chowania by nie posądzał. W ich mieście nie lubi się gości programowo. czyli NBA. Z tej prostej przyczyny. dążący do malej wojenki. ze są przeciwnikami zespołu miejscowego i po prostu przeszkadzają. jaką serwowała nam TVP w postaci nocnych transmisji ze spotkań „najwspanialszej ligi świata”. kto mógłby nią podyrygować i utemperować działania ekstremistów. ażeby wywołać awanturę z miejscowymi. Owszem. że bilety często wykupuje się tam w przedsprzedaży. Ale samych bezbarwowych zgredów. We Włocławku mają spokój z ewentualnymi gośćmi. Poznańskiemu Lechowi (koszykarzom. jak wszędzie. Zresztą o owej dosyć dziwnej promocji winnym miejscu niniejszego tomiku. Sala natychmiast wypełniła się widzami do ostatniego miejsca. Na trybunach pojawili się miejscowi szalikowcy. nobilescy fani robili wszystko. Niektórzy mówili z sensem. Dla odmiany wrocławianie przestali już umilać sobie zimową przerwę w rozgrywkach futbolowych jeżdżeniem za drużyną koszykarzy. Może dlatego. Także przez tzw. że autentycznych dziadków jest tam niewielu. a bilety u koników zaczęły osiągać astronomiczne ceny. by jakaś większa grupa weszła na halę. Mały. Liczba współziomków działała na nich uspokajająco. Jednak dostała oklep. Sala potrafi fantastycznie reagować wspomagając swoich zawodników. a przecież nie o nich w tej całej zabawie pod nazwą Liga Chuliganów chodzi. szary tłum dziadków. Tego brakuje w wielu innych miastach. Byli też narwańcy. gdzie przez rok swoje mecze rozgrywało ASPRO. co im się zresztą udało. Choć przy ostrzejszej wymianie zdań wymiękali. w którego barwach fani Nobilesu czasem lubią się pokazywać. szans nie mieli. Teraz przeciwnikiem był Śląsk. I tak nie ma szans. Ostatecznie można by to złożyć na karb wielkiej miłości do ŁKS-u. wrocławscy fani po wspomnianym już półfinale play-off ASPRO — Nobiles. Podczas debiutanckiego sezonu 92/93 Nobiles zagrał w półfinale play-off ze znacznie wyżej wówczas sklasyfikowanym ASPRO Wrocław. rok później na kolejnym finałowym dwumeczu w Hali Ludowej Śląsk — Nobiles było ze dwa autokary gości. Początkowo chcącym jeździć za drużyną na mecze wyjazdowe autokary podstawiał klub. Szalikowcy z Włocławka we Wrocławiu już się nie pokazali. nie fanatykom) uszkodzono autobus. Akurat zbiegło się to z akcją propagandową.NOBILES WŁOCŁAWEK Kibice Nobilesu pojawili się wraz z drużyną. Kilka przeprowadzonych rozmów z gośćmi przez fanatyków Śląska dało im obraz tej licznie przybyłej grupy. prowincjonalny klub Włocłavia został przejęty przez możnego sponsora. bez kogoś. Z Włocławka nikt w szaliku nie przyjechał. Drą się i wymachują rękami ludzie w słusznym wieku. w jakich gdzie indziej spokój daliby sobie nawet zgrani szalikowcy. We Włocławku niechęć okazywana jest nie tylko przez biegających na mecze w szalikach najzagorzalszych fanów. Jednak była to grupa niezorganizowana. Nadkomplety ludzi krzyczą i gardłują nieraz w sytuacjach. ODRA OPOLE . Natomiast 12-osobowa grupa kibiców Polonu Przemyśl raczej nie dokuczała włocławianom. Bardzo podkreślają doskonałe układy panujące pomiędzy nimi a fanatykami Łódzkiego KS. Nastawienie jest z góry nieprzychylne. Finał przyszło grać Nobilesowi w tej samej Hali Ludowej. decydujący o awansie mecz przybyło kilkuset fanów gości. A tamtejsza hala należała do najgrzeczniejszych w lidze kosza. Bawiąc w Brzegu Dolnym. Dlatego. który nadał mu taką właśnie nazwę i wpompował weń dużo gotówki. Na piąty. Nagle z opłotków Włocławek wyrósł na jednego z potentatów rodzimego basketu. Robić atmosferę podczas spotkań koszykarzy miejscowa publiczność umie naprawdę. by spuścić nobilesiakom drobne manto. fabrykę farb Nobiles.

też znienawidzonym. mało tego. bardziej od hec sportowych jest zainteresowana rozróbami nacjonalistycznymi. Takim jest znienawidzony przez miejscową społeczność sportowy Wrocław. Pitek. Odra miała ze sobą pół arsenału rodem z Powstania Warszawskiego. W ten sposób opolanie pozbyli się na rzecz swego największego wroga bodaj najbardziej aktywnego gościa. że Opole to nie jest duże miasto. skąd coraz więcej ludzi zaczyna dopingować wrocławian. gdy na stadion przy ul. bo ich dumą jest trafienie kamieniem w szybę przejeżdżającego pociągu. by miasto nagle pokochało swego wroga. Przed szalikowców piłkarskich zaczęli wysforowywać się kibice żużlowi. Pełne trybuny i mnóstwotwo fanatyków w szalikach czy raczej z flagami. który w barwach Odry wyjeżdżał na mecze kilkadziesiąt razy. Poza tym spora część gości z jajami. jak to nienawidzą Śląska. jakim było przyjęcie ekipy z Wrocławia w Krakowie przez fanatyków Wisły. Odra ma jedną z ciekawszych ekip wśród III ligowców. Co prawda do otwartej wojny na murach nie doszło. Łatwiej było rozpędzić się z okrzykiem bojowym na ustach. zewnętrznego wroga następowało jednoczenie się antagonizujących grup. nie spadając z niej tylko dlatego. żeby pobiec za nimi na płytę boiska. Przybyli zaopatrzeni w cały arsenał. że kibice Kolejarza nie darzą za dużą sympatią fanatyków uczęszczających na stadion przy ulicy Oleskiej. Trzeba jednak pamiętać. Drużyna Odry w czasie przedłużającej się kwarantanny trzecioligowej przerzucana jest wciąż z grupy dolno. Był to bodajże rok 88. Akurat tak się składa. Mecze z dosyć znanym zespołem z ówczesnego przedniemcza. Trudno sobie wyobrazić. pojedynczo podejść w pobliże czujnie rozglądającej się grupy i wówczas zacząć jakieś działania zaczepne. Co oczywiście nie przeszkadza pod czas przejazdów szalikowców z Dolnego Śląska na Górny i z powrotem wystawiać wart honorowych. że od tej pory jego futbolowa miłość zmieniła obiekt swoich uczuć. to najważniejsze spotkanie w historii Odry. gostek. na bazie wspólnego. zewnętrzne zagrożenie. Ci z Odry na każdym kroku podkreślają. obok Górnego Śląska jest największy odsetek ludzi pochodzenia niemieckiego Nie przypadkiem to właśnie w tych rejonach ma największe poparcie nasz sztandarowy nacjonalista Bolus Tejkowski. którzy występują w drugiej lidze robiąc za dostarczyciela punktów. Wrocławskiemu bractwu zawiodły nerwy. Jedna z rozpalonych butelek z benzyną wylądowała obok Beznerkowca. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych fani Odry zaczęli przegrywać rywalizację na murach własnego miasta. Po tym przeżyciu. Oleskiej miał przybyć wrocławski Śląsk. Sami natomiast największą hordą zameldowali się w Częstochowie podczas wspomnianego finału Pucharu Ligi. Ba. któremu zaczęły się fajczyć spodnie. Opolanie przeskoczyli przez niewysoki wówczas płotek stadionu. bo takie wówczas były czasy. W 1976 podczas jednej z kolejek ligowych i w 1987 (finał pucharu Polski z GKS Katowice). Honorowych. Skończyło się na pierwszej rundzie po dwóch porażkach z FC Magdeburg. Ale był wystraszony nim je ugasił! Później odbyło się tradycyjne bieganie po mieście. że właśnie w opolskiem. Rozpropagował on kult fanów Śląska w Opolu. Zamiast spokojnie. wszyscy hurmem wybiegli zza budy szaletu. . Na Oporowskiej coraz częściej można ujrzeć zielono flagę z napisem OPOLE. że niższej ligi nie ma o wewnętrznych sporach w Opolu jakby cicho. Opole przeżyło dwa szczególnie uciążliwe najazdy wrocławian. jakim był dedeerówek. być może z powodu wręcz fatalnej po stawy żużlowców. więc zaczęło się demolowanie ławek. Kiedyś po zdobyciu pucharu — efemerydy. Zbierała się ona zwłaszcza wówczas. na Wróblewskiego na spotkanie ze Ślęzą. a ponieważ przez pewien okres żużlowcy Kolejarza występowali w jednej lidze z innym wrocławskim klubem — Spartą. ale robota Pitka rozsadziła część tamtejszej społeczności. stwierdził. Kiedyś fani czerwono-niebieskich zjechali do Wrocławia. Jakoś nikt nie miał na tyle w czubie. lecz część napisów dawała do zrozumienia. czyli pucharu Ligi Polskiej opolanie grali w pucharze UEFA. Aktualnie (95-96). które następnie służyły jako pociski. Jak zawsze najbardziej tonizującą na wszelkie konflikty wpływa wspólne. został przez swoich wrocławskich koleżków— skinów zabrany na jeden z ligowych wyjazdów Śląska.Tradycje to w Opolu mają.do górnośląskiej. Jak na klub z miasta średniej wielkości była w Opolu całkiem zgrabna paczka.

że wpuszczano ludzi za darmo. mimo iż miał swoją sekcję piłkarską. albo jakiś szczególny mecz piłkarski. lecz frekwencja na nim. to raczej omijają obiekt na Golęcinie. tym bardziej. Właściwie nie sam mecz. że istnieją. jeśli już wybierają się na stadiony piłkarskie. natomiast w częściowo zaprzyjaźnionej Łodzi (wszakże ich kolesiami są widzewiacy) na spotkaniu z ŁKS-em 150 plus drugie tyle widzewiaków. pierwszym awansem do ekstraklasy. niedokończona tablica świetlna. Ci sami ludzie. Zadziałał tu wspomniany juz Pitek oraz zacieśniające się układy skinów z Opola i Wrocławia. czyli jakieś 4 tysiące widzów. który. PETROCHEMIA PŁOCK Jak dotychczas jest to filia Widzewa. Kilkadziesiąt pierwszych komputerowych szalików zakupionych przez ten klub poszło prawie natychmiast. W Gdańsku ludzie kochają Lechię. bo na Olimpię w Trójmieście będzie chodzić ludzi niewiele więcej. to jednak kibiców posiadała tylko drużyna koszykówki kobiet. Podobnie zresztą odwrotnie. Ale nie drugoligowy i to gdzieś na prowincji. Od roku 1994 w Opolu coraz więcej jest fanów wrocławskiego Śląska. Jako hools fani Petrochemii nie zasłynęli niczym. Przychodzą natomiast na Bułgarską. Część miejscowych łysych prowadzi interesy z odległym o 80 kilometrów Wrocławiem. że Lech ma swoją sekcję koszykówki kobiet. Powstała grupka jeżdżąca za nimi na spotkania wyjazdowe. jak większość piłkarskich fanów mieli swoje potyczki. Ilość ludzi na meczach Olimpii była żenująca nawet dla spotkań rozgrywanych w III lidze. w Krakowie na Hutniku 12. której niema komu zdemontować i wiele innych rzeczy robi w Opolu wrażenie totalnego rozkładu. Bodaj jedyną nadzieją na lepsze jutro są młodzi zawodnicy. jednak na finiszu rozgrywek nie sprostała swej imienniczce z Wodzisławia. Niesamowite wrażenie zrobił ostatni mecz byłej Wisły (bo tak się uprzednio Petrochemia nazywała) w drugiej lidze. . Z czego większość wzięli właśnie piłkarze. Nie można się więc dziwić że jedynym sensownym posunięciem było sprzedanie miejsca w ekstraklasie. Nic więc dziwnego. Bo takim czymś jest właśnie stworzenie Olimpii/Lechii. Coś za bardzo się kochają. jak sami twierdzą. jednak znane są przypadki. niż na tę samą Olimpię w Poznaniu. Z pewnością. Niebiesko-biało-niebiescy to okręgówka hools. Olimpia jest jedynie koniecznym z uwagi na formalne przypieczętowanie fuzji dodatkiem. Dobrze znany wśród wrocławian jest Fornalski. więc pierwszą ligę musi okupować Lechia. że i darmocha w wykonaniu naszych specjalistów od futbolu nie jest w stanie nikogo przyciągnąć na trybuny. Ważna o tyle. Szesnaście tysięcy widzów! W tym czasie ligową młóckę na rodzimych stadionach w podobnej scenerii można było zobaczyć jedynie w dwóch przypadkach: albo był to żużel. To fakt. jednak wiadomości o nich nie wypłynęły na szeroką wodę. Dziewczyny z Poznania powalczyły całkiem nieźle w europejskich pucharach i w hali Areny potrafiły się zebrać na ich meczach komplety publiczności. że choć fani Odry Śląska szczerze nienawidzą. Rozpadające się słupy oświetleniowe stadionu. Taka kibicowska schizofrenia. miejscowy macher od zadym nacjonalistycznych. Mają spore poczucie przynależności do Odry. w Olsztynie było ich 40. W sezonie 94/95. przed swym historycznym.W roku 1993 Odra miała szansę wejść do I ligi. to w Opolu daje się wyczuć coraz więcej sympatii dla zielono-biało-czerwonych OLIMPIA POZNAŃ Był bodaj jedynym klubem na świecie. Sama Olimpia grać w Gdańsku nie może. Kibice Petrochemii w czerwono-biało-czerwonych szalikach nie są czymś nadzwyczajnym.

Raz w Trójmieście zaszumieli portowcy. Najliczniejsze wyjazdy bordowo-granatowi zanotowali na dwa kolejne finały pucharu Polski. Kilka tysięcy fanatyków tańczyło wówczas na dachach samochodów i rozpracowywało okoliczne sklepy wchodząc do środka między innymi przez wystawy. odżegnywali kibiców przyjezdnych od czci i wiary. czyli jesienią roku 1981 także głośno było o fana tykach szczecińskich. Najpierw chorzowianie obili trzydziestu powracających z Mielca portowców. uznając ich za winnych wydarzeń. We Wrocławiu byli zmuszeni ewakuować się przez płot w trakcie meczu. Tym bardziej że w Polsce coraz bardziej do głosu zaczęta dochodzić subkultura skinów. W sezonie 1992/93 portowcy dysponowali konkretną ekipą. gdyż spotkania Pogoni w Policach. później ze Śląskiem. Nawet podczas spotkań roz grywanych u siebie było ich niewielu. Nagle wzrosła ilość szalikowców. Opisujący wydarzenia. gdyż przyjezdni mieli niezłą obstawę. więc sami fani Pogoni mają do przebycia na mecz swojej drużyny niesamowitą ilość kilometrów. Po barażowych pojedynkach z Motorem w roku 1989 portowcy polecieli z ekstraklasy i z daleka wydawało się. Kilka miesięcy wcześniej. W 81 roku Pogoń grała w Kaliszu przeciwko Legii. że w kierunku topu ligi chuliganów przesuwają się ekipy tych drużyn. gdy drużyna po raz kolejny leciała z pierwszej ligi. A w Szczecinie panowała moda na metalowców i przez długi okres trybuny stadionu przy ul. Portowcy sami długo nie mogli poważniej zaistnieć z dość prostej przyczyny. Oczywiście sukces przyciąga. niemal z dnia na dzień w Szczecinie coś się zmieniło Widownia z póltoratysięcznej urosła do pięcio-sześciotysięcznej. Największą zadymą w tym okresie były walki w Szczecinie z będącą jeszcze na topie Ligi Chuliganów krakowską Wisłą. Z tej przyczyny jako goście fani Pogoni mogli zaistnieć jedynie na Lechu czy Olimpii. z Widzewem. Nagle. Wywołując zamieszki. gdzie należało za trzymać pociąg. W ogóle frekwencje na meczach były wręcz żałosne. trudno uznać za mecze stricte wyjazdowe. Ostatnimi łaty tak bywa. Geograficznie Szczecin jest odległy od większości ośrodków piłkarskich (jest to problem wszystkich zespołów z Wybrzeża). więc najwięcej fanatyków przyciągnął stadion w chwili powrotu drużyny do ekstraklasy. W obu przypadkach futboliści prze grali po 0:1. Wcześniej z pozaboiskowych wyczynów fanatyków Pogoni najgłośniejszym echem odbił się ich marsz przez miasto po zwycięskim dla szczecinian meczu półfinałowym pucharu Polski z Zagłębiem Wałbrzych. Tak więc to gra w grodzie Przemysława stanowiła dla nich wyzwanie i moment pełnej mobilizacji. Że Pogoń może być groźna. kilkakrotnie większymi watahami Szczecin i nieodległe Police odwiedzali biało-zieloni. Choć zdarzały się wyjątki. fani z miasta Gryfa nie liczyli się zbytnio na chuligańskiej mapie Polski. w Chorzowie. Tak się zdarzyło na Wiśle. Jedynym w miarę bliskim wyjazdem dla nich jest Poznań. co się rzeczywiście wy darzyło. Bordowo-granatowi z różnym natężeniem chodzili i jeździli na spotkania swojej drużyny. które są w zasadzie taką dalszą dzielnicą Szczecina. Faktycznie. Do takich należały derby Wybrzeża z Lechią Gdańsk. Na ważnym spotkaniu ze Stilonem w niedalekim Gorzowie zameldowali się portowcy nader licznie. rok później we Wrocławiu z Lechem. że to już koniec.POGOŃ SZCZECIN Kibice tego zespołu należą do jednych z założycieli ruchu fanatyków. jakich do tej pory to spokojne ze sportowego punktu widzenia miasto nie widziało. Po prostu przyjezdnych najczęściej nie było zbyt wielu. które zadołowały do drugiej ligi. Oczywiście chodzi o wyjazdy dalsze. że w tamtym okresie wysokość płotów wynosiła około metra. Przyszło to im o tyle łatwo. Na . Kilka dni później zdarzyła się okazja rewanżu. Twardowskiego kojarzone były z długimi włosami. Zaplanowano akcję w Zdrojach. Nie inaczej było z Pogonią. Z tej samej przyczyny w Szczecinie nie dochodziło do jakichś wielkich zadym. Ruch grał w Szczecinie. Zadyma z atakującymi ich fanatykami Śląska przeniosła się na pole poza bramką. przez pierwszy okres ostatniej bytności Pogoni na drugim froncie kibice tej jedenastki powoli zanikali. Przed meczem do niczego nie doszło. którzy nie mieli zielonego pojęcia o tym. przekonał się w roku 1989 kroczący po mistrzostwo Ruch. Jednak tylko pod koniec lat 80-tych.

— Wiesz. a wokół niego pojawiła się plama krwi. Andrzej słaniał się na nogach. Jednak szybko doszli do słusznego wniosku. — Z Polski. który nas informuje. po czym ruszamy do ostatniego ataku rozpraszając ich. wręcz przeciwnie. Pociąg stanął tam gdzie zaplanowano i gdzie czekała ekipa mścicieli i rozpoczęło się bombardowanie. Pogoń czekała na Głównym. dlaczego pojechali z nami z kosą? Bo nie mogli sobie bez niej poradzić — tak . Portowcy. Charakterystyczne było pierwsze skrzyżowanie sztachet. — A konkretnie? — Ze Szczecina. Mamy nad wiślakami przewagę. którzy wszyscy w liczbie sześćdziesięciu zostali obici. — Skąd jesteście? — Usłyszeli od świeżych pasażerów. Strach sprzed kil ku dni wyładowano na niezbyt chcących podjąć walkę chorzowianach. Cracovia wybyła. Nagle w czyimś ręku pojawił się nóż. mundurowi wtedy odprowadzali kibiców tylko do wagonów. Padł obok wozu. gdzie popijają piwo. reszta jechała w drugim. jaka w związku z tamtymi wydarzeniami odbyła się w sądzie rejonowym w Katowicach. — Niezła zadyma. Na jego głowie i plecach połamaliśmy cztery sztachety. Żłopali piwo. Jest nas za mało. Czekamy aż wyjdą. że jadą już samochody z ekipą. Dziesięć dni później graliśmy z Wisłą w pucharze Polski. Mając za plecami motorniczego. Gdy nadszedł czas. Napastników w pierwszym wagonie było ze trzydziestu. Spotykamy kolesia. który scyzoryka na wet nie widział. zaraz urastamy do grupy 40— osobowej. Później lecą kosze na śmieci i co tylko pod ręką. rzucają się na nas jak wściekle psy. ale walczyli. Na tym meczu biało-czerwone barwy mógł mieć każdy — twierdzili szczecinianie po jednej z rozpraw. — Widzimy wiślaków w parku. W tym momencie zaczęła się zadyma. oprócz wyżej opisanej z Ruchem i wojną z Lechią na Śródmieściu. więc zaczynają uciekać w kierunku to rów. Wyłapujemy pozostałych. powiedział. Owszem. niczym na filmach historycznych. Stamtąd leci w naszą stronę grad kamieni. mała część udała się do Dębia. Gdy kazaliśmy mu oddać flajersa. wsiedli do tramwaju. — W sklepie jest właśnie dwóch z Wisły. chcąc ich jednocześnie lać. wyłapywali ciosy. Jesienią 1993 roku przed meczem Polska — Anglia w Chorzowie nastąpiła śmierć Andrzeja Kujawy. Wiśle ani w głowie uciekać. gdy z wagonów nikt nie wysiadł. Nagle zza rogu wysypuje się dwudziestu krakusów z rympałami. mógł spokojnie wykonać swoje zadanie. — Z daleka nie można się było zorientować. — Było dobrze. W pamięci pozostało mi. mniej więcej 60-osobową grupą na Dąbiu. Walka z Wisłą. Na przystanku tramwaj opustoszał. że mundurowi w ekwipunku nie zostali wysłani w celach podróżniczych. Tym razem przyjechało ich trzech. kto to jest. idziemy więc pod sklep gdzie się zaopatrują wyłapywać pojedynczych — opowiada Pinio. Został użyty. byli narażeni na ataki tylko z jednej strony. nie mogli sobie poradzić. że honorem kibica jest niczego nie oddać czy coś w tym stylu. Musieliśmy się stamtąd zrywać. Pojawili się policjanci. Ostatecznie wylądował na rękach koleżki. Na Rondzie do tego samego. Faktycznie. Kamikadze. Wniosek nasuwał się sam: Wisła wysiadła wcześniej. Wiślacy urwali się eskortującym ich policjantom i wysiedli całą. mimo prze wagi przeciwników jakoś dawali sobie radę. Trochę się portowcy zawiedli. krojąc ich. Krakusy. Widzący zamieszanie w pierwszym wagonie fani okupujący dotychczas drugi przeskoczyli na miejsce bitwy. stanowi do tej pory największą zadymę piłkarskich hools w Szczecinie. W tym czasie Andrzej konał. ale z naszej strony jest doborowa załoga. by zacząć zmierzać w kierunku śląskiego giganta. którzy wymachując pałkami nakazali… rozejść się szczecinianom. jak złapaliśmy wiślaka. którego zadaniem było zaciągnąć hamulec bezpieczeństwa w odpowiednim miejscu. prawie pustego pojazdu wsiadło około setki Cracovii.nieszczęście dla niebiesko-białych. Co ci jest? — pyta się jeden z kolegów. Do starcia dochodzi w parku. ale dostałem kosą — też zaczął wysiadać z feralnego tramwaju. Pięciu szczecinian zadekowało się przed tym meczem w knajpie w Katowicach. Większość ucieka w stronę pobliskich magazynów. Jednak większość bractwa rozeszła się do domów.

Po przepłynięciu kanału La Manche. Legioniści odśpiewali zwyczajowe w takich przypadkach „Zawsze i wszędzie policja jebana będzie”. podczas innej eskapady Legii na podbój bram raju. bo wyjazdy legionistów na mecze Ligi Mistrzów potraktowali dosyć poważnie. na odprawie celnej szczecinianie spotkali Poznańskiego Lecha. który zgromadził 18 tysięcy widzów. jednak nie udało się nadrobić io minutowego spóźnienia i . w kilka miesięcy po zdarzeniu. Od tej pory zgoda Pogoni z Legią stała się najbardziej eksponowaną w Polsce. — Pojechało nas tam 50 osób. Jeden ze zmotoryzowanych kibiców z Warszawy namierzył miejsce postoju Cracovii. Próba zaatakowania ich po stronie angielskiej skończyła się jedynie utarczkami słownymi. który jechał w dwa autokary. walki były wyrównane. gdy do dyskusji włączyli się policjanci. Na to spotkanie przyjechało 35-4() kibiców z Zabrza. Rok 1994 to także wyjazd do Zabrza na mecz Polska — Francja. Nazbierano osiemnaście milionów starych złotych. Niestety. Wchodząc na stadion skasowali jedną flagę Pogoni. Musieli się później wykupić i wracać do domów na własną rękę (wojażowali autokarem wraz z warszawską grupą fanów). Pierwszą okazją do złapania Cracovii był mecz reprezentacji Polski w rewanżowym pojedynku z Anglią w Londynie. Dopiero spotkanie w Łodzi z Widzewem zaowocowało wojną w Sochaczewie. Bitwa z policją w okolicach sektora zajmowanego przez kibiców Górnika Zabrze na meczu. W Goeteborgu zawitała 4 grupa mieszkańców Szczecina. Nie za bardzo wiedzieli. Na większości spotkań jednej drużyny można ujrzeć wielkie flagi drugiej. Teraz obie strony wewnętrznego konfliktu znalazły wspólnego wroga — mundurowych Zaczęła się bitwa z policjantami. że knowania chcących odnowienia przyjaźni na linii Warszawa — Szczecin są jeszcze zbyt przedwczesne. po ich zakończeniu. Jednak na rozpalone głowy w tym momencie nie było już siły. źle powiedziałem. Mimo że przewaga liczebna wskazywała na pewne zwycięstwo fanów łódzkiej jedenastki. którzy byli przy zdarzeniu wylądowali na komendzie. Sprawa wyjaśniła się dla nich dopiero na miejscu. odebrali im swoje barwy i zaczęła się szarpanina. których szybko wyrzucono poza sektor. Część portowców pojechała przed meczem do Warszawy na alkoholizowanie się. co wywarło wrażenie na wszystkich kibicach w bordowo-grana towych szalikach i dało kolejny pretekst do zgody. jednak nie byli co do tego jednomyślni. którzy tego nie chcieli wykorzystali fakt transmitowania przez TV meczu z Siarką. furiatów. gdy w tym czasie inni w zupełnie odmiennych nastrojach udawali się na spotkanie. Na przewiezienie ciała zrobiono zrzutkę na kolejnym meczu. by dać wyraz temu. niektórzy fani czerwono zaczęli pucować. Szczecinianie dzięki tej zgodzie zaistnieli na forum między narodowym. Ci. nie obyło się bez wizyt bordowo-granatowych na innych spotkaniach LM. Doszło do dymów między dyskutantami. Wracając w kierunku Szczecina. a w zasadzie jadąc na swój mecz wraz z kilkoma fanatykami Legii. Rok wcześniej. Policja postanowiła spacyfikować rozmówców. Dyskusja na sektorze bordowo-granatowych była dość ostra. Na kolejne scenki z życia hools czekano siedem ligowych kolejek. W przerwie meczu dym się zaostrzył. zupełnie nieświadomie. Wśród portowców zawrzało. Walczono na kosze i kamienie. dwóch powracających ze Splitu szczecinian obiło w Wiedniu tamtejszych policjantów. żądnych cracovskiej krwi i gotowych na wszystko — to znów relacja Pinia. funkcjonariusze przyczynili się do zmniejszenia waśni międzyklubowych.twierdzili fam Pogoni już na chłodno. wszak ci. czyli w walce o udział w Lidze Mistrzów. Jednak już przed meczem Pogoń — Legia część portowców opijała zgodę. Po akcji policji u miejscowych chuliganów zmienił się kierunek agresji. Jesień 94 to w życiu portowców dwa wydarzenia. W ten sposób. a barwy Pogoni można było ujrzeć na ekranach TV w całej Europie. Cztery autokary szczecińskich chuliganów jechało tam z jednym zamiarem: dorwać Cracovię. Szczecinianie przymierzali się do tego już wcześniej. Po spotkaniu grupę kibiców Legii i Pogoni zatrzymano najdłużej na trybunach z sezonu. hools z Pogoni zostali za atakowani przez liczniejsze towarzystwo z Widzewa. Paru szczecinian weszło na sektor wraz z gośćmi. Czekanie na Cracovię było bezowocne. Ta akcja została owacyjnie przyjęta przez kibiców gości uważnie obserwujących co się dzieje. więc 4 autokary (2 warszawskie i 2 szczecińskie) krążyły wokół tras wylotowych na Kraków. kogo obwiniać śmiercią jednego z nich. W kwietniu 1994 roku nastąpiło odnowienie zgody z kibicami Legij.

GKS Katowice w finale pucharu Polski w czerwcu 95 Chomik ze Szczecina przeskoczył plot i pobiegł zrywać flagi katowiczan. Trafili nieszczególnie. że zwieźli ze sobą mnóstwo pirotechniki. gdzie Zawisza rozgrywał swoje spotkanie ligowe. Kilka dni później wyprawili się do Konina. już w pociągu. która uniemożliwiła zawodnikom grę była kukułczym jajem podrzuconym fanom bordowo-granatowych przez wrocławian. Choć siły były wyrównane. do Łodzi na ŁKS. Kibice Pogoni mają żal do poznaniaków. Nie mogący dać sobie rady z fanatykami Pogoni psy. Psy chciały część bractwa wysadzać. Natomiast Chrobry (10 osób) stracił wszystkie swoje barwy. dla którego kwalifikator spotkania kazał wy rzucić policji portowców ze stadionu. że gra nie jest warta świeczki i dali sobie siana. których skrojono. Gdynianie w liczbie 27 zostali zmuszeni do śpiewania o Pogoni i bluzgania na swój klub. Został przechwycony przez ochroniarzy. Zaczęła się bijatyka z miejscowymi. Nie mieli w walce z 60-80 (znów dane ze Szczecina) hools z Bydgoszczy żadnych szans. Nie wiedział. Chrobry i Zawisza. Race jednak stały się powodem. Co prawda niektórzy z portowców (Chomik) . iż często przechwytują fanatyków ze Szczecina. gdyż ci. To wyzwoliło w portowcach ducha walki. nadawali policji.. którzy twierdzą. Jednak rzeczywistość przeszła najśmielsze oczekiwania pociągu wsiadło 350 fanów. Trudno stwierdzić nawet samym zainteresowanym. To ostatnie zwycięstwo przyszło okupić Pogoni bardzo drogo. że nie ma już szans i rozstały się. Zawiszę bordowo-granatowi trafili po meczu. Po zerwaniu hamulców Lech obrzucał wagon kamieniami oraz wdarł się do środka. tyluż szalików oraz dwóch kurtek. a następnie zbity i skopany. Ostatnio na takie akcje załapały się Bałtyk. Wiosną roku 95 jadąc do Lubina Pogoń wysiadła z autobusu na osiedlu. Dzięki temu nie zostali obici. Na tym meczu portowcy prezentowali się rzeczywiście fantastycznie. Wtedy 24 osoby zostały zaatakowane w pociągu. jest odbywanie chuligańskich wycieczek do nieodległych Polic. na dworcu. z którym w międzyczasie portowcy zdążyli zawrzeć pakt o nieagresji. nie dorwaliśmy Cracovii. Wszyscy liczyli. co dla kilku skończyło się odosobnieniem. tym bardziej. Wracając ze Stomilu 9osobowa (tak twierdzą zainteresowani) grupa fanów ze Szczecina została pozbawiona 3 flag. któraś informacja jest fałszywa). — Legia miała wówczas więcej szczęścia. lecz w ta kich przypadkach za mającymi opuścić wagony stawiali się Wszyscy p utarczkach. Tego skopania nie mogli prze boleć widzący go już po awanturze kibice. po trzygodzinnym szukaniu. a nie podkreślają tego. z uwagi na położenie geograficzne (nikt przez Szczecin nigdzie nie przejeżdża). Jedyną możliwością przechwytywania kibiców innych drużyn. Portowców obito. Oczywiście poza jedną sytuacją. To szczecinianie stali się zarzewiem jednej z większych zadym w historii polskiej piłki. że świeca dymna. I przy najbliższej okazji. czyli tuz po zakończeniu spotkania postanowili go pomścić. to spotkanie 110-osobowej grupy szczecinian z fanclubem Łódzkiego KS z Włocławka. Także dwa razy na pucerę ze strony przeciwników nacięli się w tym czasie fani Pogoni po bijatykach z Górnikiem Zabrze. Największe starcie miało miejsce w okolicy cmentarza. co było jego przyczyną. Na szczęście kolejny wyjazd Pogoń miała do Wrocławia.„przejąć” pasiaków. Głogowianie wyrazili na meczu Francja — Polska chęć ich odkupienia. policjanci doszli do wniosku. Po meczu trafione zostały pojedyncze osoby z Bydgoszczy i jedna z Poznania. że pojedz ich 150. Portowcy się na to nie zgodzili. Jesienią 95 przyszedł niespodziewanie kryzys. jednak miejscowi wykorzystali zaskoczenie. ale oni obili przynajmniej Arkę. Po objechaniu kilku przydrożnych knajp obie ekipy doszły do wniosku. wysadzili na najbliższej stacji Nobilesiaków. Po oklepaniu zostali rozebrani do koszulek i pozostawieni w lesie. Kolejny wyjazd. Przed meczem zostało przechwyconych dwóch bydgoszczan. W czasie meczu Legia . obezwładniony.. na który me dotarł żaden sympatyk Po goni. Zjawiło się jedynie dwóch fanów sosnowieckiego Zagłębia. Jego eskalacją był mecz z Hutnikiem w Krakowie. że robią to z pojedynczymi fanami i nigdy nie zaatakowali większej grupy. gdy portowców zaatakowała grupa miejscowych hools po meczu Olimpia — Pogoń w pucharze Polski. Według portowców nie było mowy o otwartej walce (co zostało wyciągnięte z innego źródła i jest opisane w rozdziale ZAWISZA.

właśnie mieszkańców tych miast. którzy odłączyli się od grupy. że nie chcieli przechodzić przez wysmarowane towotem ogrodzenie. broniąc się przed atakującymi poznaniakami. Uzupełniam je informacjami wyduszonymi od Ryśka Lignara — byłego szefa Fan Clubu wrocławskiej Sparty. zyskała dużo porozbijanych głów. a fanom jest to w zasadzie obojętne. iż kibice speedwaya na dalekie wyjazdy jeżdżą raczej w nielicznych grupkach. W poprzednich latach portowcy z reguły stanowili znacznie liczniejszą grupę na stadionach Poznania (Lecha. za doping. gdyż jest to raczej Liga Chuliganów Piłkarskich. Twardowskiego. jednak reszta mieszkańców grodu Gryfa uznaje swoją porażkę. Natomiast w Lubinie była ich niecała dwudziestka. Ale nie sposób przemilczeć żużlowej wojny miast. I nie ma co gadać dlaczego. że oklep nie był aż taki straszny. jaką toczą między sobą Bydgoszcz i Toruń. W Mielcu pojawiło się 27 fanów ze Szczecina. że Bydgoszczy się nie lubi. 74 w Łodzi na Widzewie. Portowcy za punkt honoru postawili sobie także obicie w Szczecinie kibiców beniaminków. Wszystkie wiadomości skłaniają do refleksji. a nie tylko kibiców. 100 również w Poznaniu na Olimpii. Pogoń potraciła szaliki. 48 plus kilku z Legii w Poznaniu na Warcie. Jesienią 94 dwudziestu siedmiu fanatyków Pogoni pojechało do Stalowej Woli. Historycy doszukują się genealogii nienawiści. a na ostatnim wy jeździe w roku 1994 w Łodzi na stadionie ŁKS-u pojawiło się 5 kibiców bordowogranatowych i czterech legionistów. Najpierw będący w mniejszości portowcy. Następny wyjazd na Olimpię (23). a także od chłopaków z Lublina. by ci już nie chcieli wyprawiać się na mecze do tego miasta. Na dobrą sprawę nikt nie wie. 150 do Poznania na Lecha. dostał dość ostry oklep. gdzie jak zwykle Raków stracił kilka szalików. 150 do Częstochowy. tak. Lecz jest jeden punkt zapalny — derby. to sami na tym płocie wisieli — mówią z wyraźną pretensją w głosie szczecinianie. POLONIA BYDGOSZCZ W niniejszym tomiku kibice tej drużyny z pewnością czują się osamotnieni. Dwóch pechowców zostało skopanych. 0limpii. Tu uwaga dla kibiców . W Toruniu nawet dzieci wiedzą. że częstochowianie skorzystali z pomocy lekarskiej. którzy jednak bardziej interesują się futbolem. twierdzą. który na stacji Dąbie oprócz strat szalików i flejersów. z kolei nad Brdą programowo nie przepadają za grodem Kopernika. skąd się wzięła nienawiść obu grodów do siebie. — Gdy po meczu wyłamaliśmy bramy i znaleźliśmy się na murawie. i w rozdziale LECH POZNAN. niż fani Kolejorza w Szczecinie. Trudny dostęp do materiałów o żużlowych hools nadrobiony został dla potrzeb książki dzięki zinowi „Sza]ikowcy”. Kibice obu klubów nie lubią się od kiedy istnieją. mimo porażki 2:3. Tak. Jesienią 95 w Bytomiu na Szombierkach (1/16 PP) zameldowało się 5 sympatyków dopingujących Pogoń. którzy przyznają się do porażki. odparli atak rozbijając na głowie jednego z napastników pełną półlitrówkę. o jakiej mam info (oczywiście nie była to pierwsza zadyma żużlowa na tej jakże napiętej linii) miała miejsce w Bydgoszczy w 1987 roku na Kryterium Asów. iż poznaniacy rozdmuchali sprawę opowiadając o pomocy udzielonej niektórym fanom w szpitalu. Bydgoszczanie nie są inni. Najgorzej na tym wyszli w 94 roku kibice Stomilu. Rzucali jedynie połamanymi ławkami. Jednak ci sami. Walki Pogoni z Lechem to już spora tradycja. A chwilę wcześniej. poznaniacy nie chcieli z nami podjąć walki. Nie miało to miejsca. Później fani Lecha dorwali paru szczecinian. którzy zostali trafieni z flagi i szalików.uczestniczących w zadymie twierdzili. To Lech zameldował się w bardzo dużej grupie na stadionie przy ul. gdy ich piłkarze dziękowali im. oraz w 95 roku Raków. Wiosną 95 zdarzyło się inaczej. Pierwsza zadyma. tym razem na PP jest dokładnie opisany i powyżej. wydawanemu w Bydgoszczy przez zagorzałego kibica Polonii Tomka Drogowskiego. Z tego czterech było z Sosnowca. W uzupełnieniu i tak niepełnych informacji o liczbie kibiców Pogoni na wyjazdach trzeba podać dwie niezbyt sympatyczne dla portowców informacje. Twierdzili. Na tym meczu doszło do kilku szarpanin. Warty).

więc obijali kogo się dało na mieście. Natomiast na stadionie Apator ze Startem i Falubazem zaatakował pierwszy Polonię z Unią Leszno. aż 200 to byli miejscowi szalikowcy. by miejscowi mogli się zmobilizować. Sami twierdzą. Nawet w latach dla większości piłkarskich hools zamierzchłych. wywoływało zainteresowanie służb porządkowych oraz hord tubylczych chuliganów. Wówczas. A że było ich dwie setki oraz kilkudziesięciu z zaprzyjaźnionego Startu Gniezno. W sumie na te spotkania pojechało 265 osób. jednak niezbyt daleko. Ostatnio kibice Polonu. Tak jest zawsze. po występie” w Gorzowie na samym topie Ligi Chuliganów. że miejscowi wybiegali z kufloteki i z hasłem biją naszych” włączali się do okazjonalnej.wyłącznie piłkarskich: żużel to nie tylko liga. że chcą w ten sposób udowodnić. I zrobili to z rozmysłem. Polonia w rewanżu zawitała we Wrocławiu. to jednak już po meczu wiara poszła w rozsypkę i podostawali bicie indywidualnie. Porównywano dane statystyczne z kilkunastu ostatnich lat. że ich barwy są niebieskobiało-czerwone. którą można by nazwać żenująco niską. w którym miał się pokazać. w tym duńskie Vojens i czeska Praga. podczas którego goście dostali sromotny łomot. Na dobitkę sukcesy zaczęli osiągać praktycznie nie posiadający swojej publiczności zawodnicy Szombierek. że choć polonistów zjechała do Torunia ponad setka początkowo nawet coś tam zwojowali. co w każdym miejscu. który na chuliganów żużlowych patrzy z przymrużeniem oka. Gospodarze szybko zebrali się w garść i pogonili nieco przyjezdnych. gdy na meczu Polonia — Śląsk jesienią 93 roku. jakby chcąc zacząć się liczyć w światku hools. Później przyszła degrengolada futbolistów. Dla przypomnienia. zaczęli jeździć za piłkarzami swojego klubu. frekwencja na spotkaniach Poloni wy nosiła wówczas średnio 250-300 osób. z 600 osób jakie przybyły na stadion (90 z Wrocławia). zdarzało się. Owszem. nie miało miejsca takie nagromadzenie fanatyków czerwono-niebieskich. w 87. Gdy o fanach piłkarskich Polonu mówiło się z nutką pobłażania w głosie. bagatelizuje sprawę. to o tych samych hools hokejowych zdanie było zupełnie inne. czyli 1974-80. że Śląsk znajdował się. Apator wjechał do Bydgoszczy zbyt szybko. Bydgoszczanie mieli w tym czasie 10 wyjazdów. który ma policyjny. Statystyka wyjazdów Polonu jesienią 94 roku nie jest imponująca. gdy całe bractwo myśli wyłącznie o własnej skórze. Po tym. Kibice Polonii Bydgoszcz poodwracali swoje flagi. Twierdzą. czy też dokładnie odwrotnie. znacznie wzrosło zainteresowanie tą dyscypliną sportu. W rewanżu odbył się pojedynek Apator — Polonia. Prawdę powiedziawszy cieszyli się oni . Bronslu. a raczej milicyjny rodowód. jednak z jego opowieści wynika. gdy kibice tej drużyny przebijali się do czuba najzagorzalszych fanów w Polsce. We wrześniu 94 na trybunach Polonii pojawiło się 1300-1500 sympatyków Wybrzeża Gdańsk. Dlatego trochę się fanatycy z Wrocławia zdziwili. To także zawody. POLONIA BYTOM Dawne to czasy. Pod koniec lat siedemdziesiątych bytomianie liczyli się na kibicowskiej mapie kraju. jak w Polsce w żużel zaczęto inwestować naprawdę spore pieniądze. kibicowskiej zadymy. bo 70 zameldowało się w tym okresie w Zielonej Górze. Najwięcej. z czego wynika. podczas których występują jeźdźcy kilku klubów na raz. Tłumaczono sobie tę ich zbiórkę faktem. Co prawda autor wspomnień. że jako kibice zrywają z nadbudową klubu. Grupa kibiców prawie przestała istnieć. czy są oni niebiesko-biało-czerwoni. Jakoś cała zadyma rozmyła się. gdy w pojedynku nieodległych od siebie rywali gra idzie o wysoką stawkę. Takim właśnie turniejem jest owe Kryterium. Gdyby nie hokej o kibolach Polonii pozostałoby jedynie wspomnienie. Podobne najazdy mają miejsce na innych stadionach. systematyczne dziadzienie zespołu. Tak więc teraz nie wiadomo. Wówczas może się zdarzyć zjazd różnych grup kiboli. że średnio było ich 27 chłopaków na mecz rozegrany na obcym stadionie. Frekwencja na spotkaniach futbolistów była jedną z pierwszych w kraju.

Gdyby się na nas rzucili nasze szanse byłyby co najmniej nikłe — stwierdzają po fakcie przybysza znad Odry. Poloniści dali sobie spokój i poszli w kierunku stadionu. Tak się złożyło. W Zabrzu pełna mobilizacja mundurowych — oczekują przyjazdu fanów warszawskiej Legii. więc nikt nawet nie podejrzewał. nie wariujta jak ci z Polonii. W Oleśnicy zjawiło się bytomian 45. że stawią się na Oporowskiej. Rzuciliśmy się na nich. Pobiegli w ich stronę. to jednak chwytamy za kosze i co się tylko da. Gdy dotarli pod stadionowy płot. gdyż autobus przed stadionem za witał dosyć wcześnie i kilku kręcących się przy bramach młodzieżowców w barwach Śląska miało kłopoty. Kilka miesięcy później identyczne słowa dały się usłyszeć z ust działaczy Górnika Konin. Nie było szans złapać któregoś. Tych. że próbował zerwać się indywidualnie. nawet się trochę rozgadał. a także szczątkową formacją poznańskiego Lecha po rozegranym w listopadzie 94 roku w Zabrzu meczu Polska — Francja. Nas sześć dyszek. to widać. Chłopakowi ze strachu trzęsły się nogi. Każdy wyje pod nosem jakąś pieśń bojową. Wrocławianin Kaskarino. to dać się wziąć w dwa ognie. to mielibyśmy murowane wietrzenie do samego Gdańska. że niektórym strach nie pozwała sensownie myśleć. Więc biegniemy na nich. Bierze małolata w szaliku Polonii. to na pewno ktoś by został dopadnięty i miałby pewny pobyt w szpitalu. Nawet gdyby nie. tracąc dwa szaliki. Nikt we Wrocławiu nie wyciągnął żadnych wniosków. a tamci zamiast przykryć nas czapkami. by ruszyć na nieproszonych gości. który jechał wówczas z lechistami. ich trzy razy więcej i pokazują zelówki. Zupełnie nie pokazała się Polonia wraz z opolską Odrą. że do drugiego wagonu podjeżdżającego w kierunku stadionu tramwaju. Co ciekawsze scenariusz wydarzeń z wiosny 95 powtórzył się niemal identycznie jesienią tegoż roku. Gdybyśmy się zrywali do autokaru. Nawet trochę podymili pod kasami. wlazł z kilkuosobowym towarzystwem polonista numer jeden — Bamber. ale gdy zorientował się.wówczas w mieście nad Odrą opinią leszczy. więc mimo dosyć zadowalających efektów pierwszych starć. Gdy w przedostatniej kolejce sezonu 93/94 Śląsk pojawił się w Tychach. choć nie wszyscy chcą to uznać. Jedenaście osób urwało się policyjnej obstawie. Z Lechii najwięksi wariaci na tym meczu nie zawitali. gdzie Polonia powalczyła z policjantami parę tygodni wcześniej. Bierzemy tamtych nabiegowo. Zaatakowali idących w kierunku swojego autobusu kibiców Lechii Gdańsk. przynajmniej wiadomo. . Ich młodzież natomiast zaczaiła się wokół nieodległych budynków. został drugi garnitur chuliganów. — Mieliśmy więcej szczęścia. Mogła to być dość długa przebieżka. I choć widać było. Wokół śniegi i mrozy. szukając nie wiadomo czego. wyłapywało się i przerabiało pyski na marmoladę. Podróż roz poczęto w Gliwicach. W Bytomiu coś drgnęło. opowiadał później swoje przeżycia: — Wybiegł na nas taki tłumek. Sporo gadali o fanach Polonii wiosną 95 porządkowi w Myszkowie. po polonistach nie było śladu. Chłopaki pomknęli w kierunku torów tramwajowych niczym pociski. to raczej widzimy się kiepsko. ale tak w duchu. miejscowi działacze patrząc na przybyłych. Szans na podjęcie równorzędnej walki nie było. Nie było wyboru. Iść teraz na stadion. niż rozumu. Mając wolne plecy. natychmiast zorganizował połowę wysiadających. chłopaki. z kim ma przyjemność. Sląsk kręci się w okolicach zabrzańskiego dworca. Gdy na przystanku nieopodal stadionu zorientował się. którzy chowali się po bramach i przeskakiwali płoty. spierdalają jak zające. Mieli tam drobne potyczki z Pogonią oraz kilkuosobową grupą hools z Wrocławia. Wysiadając postanawia lepiej zapoznać się z topografią miasta zdobywając przewodnika. Jednak młodzieżowcy dopadłszy do torów natychmiast się zatrzymali i dozbroili w kamienie. bo nie mieliśmy innego wyjścia. gdzie doszło do szarpaniny bytomian z sympatyzującymi z Ruchem miejscowymi oraz z policją. chyba. z obawą w głosie powtarzali: Tylko. Wreszcie bractwo wbija się w tramwaj do Bytomia. Fanatycy najpierw pognali młodych. Kibice Śląska z bytomianami mieli ścięcie pół roku po opisywanych wydarzeniach. grupa na rozkaz jedynego w niej członka Nabojki (pozostali to sami 17-20 latkowie) zerwała się. dobrze ponad dwieście głów. choć wśród wrocławian wszyscy trzeźwi. Za nimi grupa miejscowych. jest gdzie się zerwać. natykając się na kilku kibiców Górnika. Przyjechało 70. Podchodząc w kierunku kas wrocławianie zobaczy kilkadziesiąt głów skierowanych w swoim kierunku. że nic mu nie grozi.

że pierwszy mecz na boiskach ekstraklasy (z Wisłą) oglądało mniej szalikowców Polonii niż ostatnie spotkania drugoligowe. Polonia po wieloletniej banicji powróciła do ekstraklasy. Przy nich terminują małolaci. Nagle. Choć na koncie ich porażek trzeba zapisać takie wyjazdy. Zarówno pod względem sportowym. w tamtych czasach podpora finansowa Legii. którzy. Jest tysiąc i jeden powodów. Dzięki zaangażowaniu się programu 1 TV wydawało się. tak jakoś po rozpadnięciu się komuny. Tych jest niewielu. że Janusz Romanowski. grupa około 300 szalikowców w barwach klubowych i z szampanami. Choćby dlatego. że jeśli owa grupa nie urośnie. me odwracają się na pięcie. tamtejsi hools nię są chłopcami do bicia. Fanatyków. Czarny. że najstarsi spośród fanów obu klubów nie piorą się podczas każdej nadarzającej się okazji. kilka ulic dalej świętowano — za sprawą PZPN-u troszkę przedwcześnie — zdobycie tytułu mistrzowskiego. że takich jak oni czasem trudno znaleźć nawet w licznych grupach fanów innych drużyn ze — zdawałoby się — znacznie liczniejszymi i sensowniejszymi hools. Wśród roczników młodszych nie ma kompromisów. Piłkarze pałętali się po peryferiach wielkiej piłki i wydawało się. — Z Wrocławia — ze złośliwą naiwnością odpowiada Jacek Mimo sytuacji z Zabrza i przedmeczowej bieganiny pod stadionem w Bytomiu. Do tego stopnia. Trzeba jednak przyznać. można na Konwiktorskiej podzielić dość dokładnie. Gdyby Polonia się nieco pośpieszyła. miał także swoje udziały w lokalnych stacjach TV. otoczona ich troskliwą „opieką”. później Hutnik miały pieniądze i wyniki. listy do Lecha Poznań itp.Policjanci szaleją. Nawet pierwszoligowe derby. Polonia utrzymywała się dzięki ogromnej sympatii starszych mieszkańców Warszawy. Japan. Częściej jednak to fani „Czarnych Koszul” mają kłopoty po swoich meczach (najczęściej koszykarzy). kurwa. gromadzą zaledwie osiemdziesięciu kibiców Poloni. trzymający bractwo w kupie. gdy ten cud miał miejsce. wzięliście? . że cała grupa fanow Śląska jest dopiero w drodze. lecz walą w pysk. Konwiktorskiej nie był uważany nawet za drugi czy trzeci klub stolicy. łaskawemu oku władz sportowych i wynikom sekcji koszykarskich. którzy są tam „od zawsze”. przykuły uwagę ludzi do tego. Hucpa po odebraniu tytułu Legii. którzy nie wstydzą się afiszować ze swym uwielbieniem dla klubu. W 1993 roku było to już niemożliwe. Ten sam awans dwa lata wcześniej mógł przesunąć szalę sympatii społeczeństwa Woli i Bródna na korzyść powojennych bohaterów. Jednak w Warszawie zdarzyło się coś nieprzewidywalnego. . Tak kobiet jak i mężczyzn. W czasie jakiejś kibicowskiej zadymy i owszem. U wrót ekstraklasy witało piłkarzy z Konwiktorskiej niezbyt wielu najwierniejszych fanów. czyli tych spod znaku hools. kiedy to są tropieni spod hali przez kilkuosobowe bojówki hools Legii. Prywatne telewizje były zainteresowane promocją Legii. gdy na trybunach Chrobrego me zawitał ani jeden fanatyk w czerwono-niebieskim szaliku. za jakich uchodzili jeszcze me tak dawno Na pewno pomogły organizowane przez nich samych autokarowe wyjazdy na mecze rozgrywane na boiskach rywali. W chwili. co dzieje się kilka kilometrów obok. Leją się programowo. A trzeba przyznać. Kończy się to obiciem w bramie i wzrostem nienawiści. które zawsze stanowią spore wyzwanie. Lecz na co dzień związani są wspólnymi interesami. Jest kilku starszych chłopaków. jak ten do Głogowa z jesieni 95. Kogo fanatycy Polonu nie lubią najbardziej? To chyba oczywiste — Legii. Benito. bez których o Polonii na chuligańskiej niwie nikt by nie usłyszał. POLONIA WARSZAWA Przez wiele lat klub z ul. Czasem pod hasłem „Polonia” zostaje obłożony pięściami któryś z legionistów. Mowa oczywiście o ludziach po ubieranych w szaliki. Szeryf to goście po trzydziestce. — Skąd wy się tu. mogłaby stać się pupilkiem największego polskiego miasta. gdy trzeba. Poza dziadkami. Wcześniej Gwardia. jak i organizacyjnym. Awans Polonii zszedł na dalszy plan. że tytuł zdobyty na gruzach stolicy w 1946 roku będzie niedługo jedynym wspomnieniem po drużynie „Czarnych Koszul”.— niebiescy myślą. to przynajmniej nie zmaleje.

ze „w zasadzie to nieważne. Poloniści. że najlepiej umotywują swoich pupilków do szybszego biegania po murawie obijając im pyski. Sprawa została bardzo nagłośniona. i podejmiemy odpowiednie kroki. czy podający się za przyjaciół z Polonii są nimi faktycznie. że starsi poznaniacy temat kibicowania sobie odpuścili. a jednocześnie poseł na Sejm Marek Wieigus stwierdził: To. Natychmiast skontaktował się z legionistami i rozpoczęło się wspólne warszawskie szukanie kibiców Lecha. o mało nie wpadł w szał. Nie było jakiejś zintegrowanej grupy. ale szaliki na szyjach mają w barwach Legii. Uznając. Korzystając z nadarzającej się okazji kibice gości obili niemiłosiernie hutniko-legionistów. W drugi weekend 95-go roku w Warszawie grały siatkarki Avii. czy to jego setny wyjazd. że największe wynaturzenie sportu to nie ludzie. rządzili resztą. którzy mają serdecznie w dupie. Jednak zakrojona na szeroką skalę akcja odwetowa Legii spaliła na panewce. Kilka lat temu paru polonistów postanowiło przywitać jadących do Warszawy na mecz z Legią ziomali w. Mieszkańcy stolicy stawiali alkohol i mieli na sobie fajne skórzane kurtki. kto to zrobił.Do niedawna kolejarze z Warszawy mieli resortową zgodę z kibica Lecha Poznań. Wybrali się więc tam i zbierającym się do wyjazdu poznaniakom przedstawili. Dostali więc po nosach. i ważniejszy w niej był ten. chcący swoją drużynę widzieć wielką i wspaniałą. w którym na trybunach stadionu przy ulicy Bulgarskiej panowało totalne bezhołowie. uważając. czy pierwszy mecz w życiu. Wobec tego. było makabryczne. Poznaniu. jako niewielki klub (pod względem ilości fanów). Po porażce z Ra domiakiem na wyjeździe fani Polonii doszli do wniosku. W Warszawie tym czasem na Lecha czekała kolejna grupa kibiców Polonii. na ścianach było pełno krwi. Zdarzenie miało miejsce późną jesienią 94 roku. Łazienkowskiej. Wracając wiosną 93 z jednego z wyjazdów. Nic dziwnego. Na najbliższej stacji obici wysiedli. iż sensowniejszego sposobu na ambitniejsze podejście skórokopów do swych obowiązków jak natychmiastowa akcja nie ma. co z lubością pokazywała państwowa telewizja. żule doszli do wniosku. Nikt z gości się nie pojawił. a kurtki zmieniły właścicieli. Wiemy. Najbardziej spektakularną akcję zorganizowali fani czarno-biało-czerwonych wiosną 95. czy grają w jednej. stojący przy zajeździe autobus został „rozpracowany” przez wracających tą samą trasą legionistów. Gdy najbardziej znany polonista dowiedział się o zajściach w pociągu. Z siebie natomiast nie chcą . Wieszają pomarańczowo-czarne flagi. Polonia czy Legia. Po pewnym czasie wspólnego picia wódki. kto miał najsilniejsze pięści. Największy niefart mają sympatycy Czarnych Koszul” do swego od wiecznego rywala. aby banda usiłująca terroryzować ludzi działających w sporcie została rozbita”. Niestety. stwierdzili. Polonia. że należą im się z tytułu „bycia piłkarzem” wcale niemałe pieniądze. którzy już zdążyli poznikać (tak błyskawicznie przeszli do porządku dziennego nad porażką eliminującą ich z walki o pierwszą ligę). kibice obili trenera Mirosława Jabłońskiego łamiąc mu nos i rozcinając skórę. poseł Wielgus nie wziął pod uwagę. co zastałem po przyjściu do klubu.. Do Warszawy wybierało się kilku starszych kibico-żuli. hutniczym członie nazwy. więc zamiast piłkarzy. najczęściej młodych chłopaków z sąsiednich bloków. Ciut za późno jednak. Był l schyłek okresu. Do jednych z ich ziomków należą szahkowcy Avii Swidnik. że po tamtych perypetiach. Stracono najbardziej znaną flagę. konduktor zrobił aferę i pomógł psom zidentyfikować napastników. która kilka miesięcy później spłonęła na płocie stadionu przy ul. czy też może jest to jakaś podpucha ze strony Legii. przyjechali pod szatnie autokarem. którzy nie cofną się przed aktami terroru wobec niej. Po tym incydencie sponsor Poloni. przy czym oczywiście nikt nie wspomniał o tym pierwszym. Na Hutnika natomiast w chwilach nudy przychodzi kilkudziesięciu. czy też w drugiej drużynie. W związku z tym na jednym ze spotkań Hutnika Warszawa z Avią stawiła się na trybunach około pięćdziesięcioosobowa grupa połączonych sił warszawsko-świdnickich. że nic się me stało. Niezależnie. choć w okrwawionych swetrach i bez kurtek. dominującego w stolicy i okolicach. ważne że z Warszawy”. młodsi musieli rozstrzygnę dylemat. w ciągu jednego dnia dla fanatyków Polonii kibice Lecha stali się niemal największymi wrogami.. Najgorszą robotę odwalają mali skurwysyni. którzy z uwagi na brak jakiejś zorganizowanej grupy. ma najczęściej zgody z sobie podobnymi. Po tym meczu jeden z kiboli Polonii ostrzelał pociąg wiozący poznaniaków do domu.

Natomiast na meczu przyjaźni. Do tej pory nie wiadomo. kto ma najdłuższy szalik. którzy swoją sportową miłość wyznają Śląskowi. Ciężko jest uwolnić się od nadopiekuńczej. Tak. Plotki powtarzane z ust do ust wyolbrzymiały spodziewaną inwazję. że nie powojowali zbytnio. choć szanują. i to z tych juniorów młodszych. Raczej ich tam nie lubią. miejscowej policji. W tym czterech młodzieżowców. Raków ma przeciwników w lokalnych rywalach. — Dlaczego przyjechało was tak mało. by mogli kiedykolwiek zniknąć. Obie grupy kibiców nie pałają do siebie wzajemną miłością. czyli z Cracovią. Pobicie trenera Jabłońskiego to skutek degrengolady futbolu. a na dobitkę w ogóle się nie ujawniliście? — Towarzystwo się. więc czasem w szkołach czy . Budziły spore zdziwienie. Wynik 3:0 uzasadnia taki początek rozmowy. a ponieważ akademicy je mieli. istnieją i nic nie wskazuje na to. Tam. Po spotkaniu przy budynku klubowym siedem czy osiem podenerwowanych osób. Koszulka w barwach Śląska i szalik każe mu dokładnie przemyśleć ewentualną odpowiedz. by się ujawnił jako fan Rakowa? Chwila konsternacji. Kałuży było polonistów około 30. W sumie najzagorzalszych fanów Rakowa jest około 800.dać na wet minimum wysiłku. kto te banialuki rozsiewał. Przecież może tylko chodzi o to. ale nie ujawniający się. Byli wspomagani przez Cracovię. bało. jeżdżą na wyjazdy za swoją drużyną. Mecz o najwyższą stawkę. znaczy. Jak stwierdzili częstochowscy kibice Śląska — tylu fanów Rakowa jeszcze nigdy nie było. — Czego? — No wiesz — Te słowa starczają za komentarz. Już przed nim na Śląsk z sektora zajmowanego przez szalikowych i za razem najmłodszych fanów Rakowa lecą kurwy i huje.ten spogląda podejrzliwie. Na Wiśle według jednych danych było ich coś koło 80.. Sukcesy przyciągają. ale przecież nie dziwota. na stadionie przy ul. Swoich fanatyków i to nie lubiących się z czerwono-niebieskimi mają siatkarze AZS. Jak na awans — lipa. i to nieźle uzbrojonych. — Chyba najgorszy mecz Rakowa od dłuższego czasu — zagajam pierwszego z brzegu. Na to się jednak nie zanosi. który odbył się jesienią 93. tym chciał mieć więcej do powiedzenia. Podczas meczu nikt z Rakowa się nie ujawnił. że sama młodzież. Bractwo zostaje zagnane na stadion jakieś dwie godziny przed meczem. gdyż klub z Częstochowy walczy o historyczny awans do ekstraklasy z jednym z poważniejszych pretendentów do zajęcia premiowanego miejsca. jako że do tej pory jakichś zadrażnień z nimi fanatycy Śląska nie mieli. to będzie wojna. Chyba. najgorzej jak mógł — teraz on czeka na reakcję. Dość szczególnie Są traktowani przez częstochowskich fanów wrocławscy odszczepieńcy. że rozpadnie się klub. wreszcie decyzja została podjęta. im który młodszy. Pół roku później rewanż.. Co ciekawsze. — Powariowali? Jak chcą wojny. potraktowane zostały poważnie. Czternasto — szesnastolatkowi. Jesienią 95 roku dwukrotnie zameldowali się w Krakowie. Kibice Polonu na przekór przeciwnościom losu są. informacje o rzekomym najeździe częstochowian na Oporowską. Kibole. — Wybierają się do Wrocławia uzbrojeni w łańcuchy i butelki z benzyną. Organizacja pod psem. Nie przyczyna. Poloniści w niewielkich ilościach (skąd się niby mają brać). Sto kilkadziesiąt osób z Wrocławia łazi po mieście. w sumie na Reymonta pojawiło się 200-300 (znów w zależności od źródła) ludzi dopingujących drużynę przyjezdną. Rakow zagrał fatalnie. według innych nawet setka. więc i na trybunach ich hali zrobiło się tłoczno. Jednak z bliska widać. Dlatego przed meczem Rakowa we Wrocławiu. RAKÓW CZĘSTOCHOWA W Częstochowie mieszka kilku chłopaków. jeśli najważniejszy jest ten. Jakoś o nich specjalnie nie słychać. A następnie kolorowo.

Odbyło się to w atmosferze skandalu. że taki układ jest możliwy jedynie w przypadku. jedynie preferencje). I wywiera. w ogóle chodzi. co zraża do nich całą Polskę. jak i Rakowa. a jej kibice stanowią zgraję niezłych hultajów wywijających na drugoligowych boiskach aż miło. Śmieszne jest. Trwała do pierwszego wspólnego spotkania. że spotkania kadry odbywały się właśnie w Zabrzu. gdy lejąc się w swych lokalnych potyczkach chorzowianie używają haseł „bić hanysa". by zajarzyć o co. Jesienią nikt z kibiców tej drużyny nie pokazał się w Warszawie. Jest jeszcze w Częstochowie żużel. gdy oba zespoły występują w różnych klasach rozgrywkowych. Ale to już historia. na który chadzają w zasadzie wszyscy sympatycy sportu. RUCH CHORZÓW Jest to jedna z ekip. Gdy zabrzanie bardziej ciągną w kierunku takich klubów jak ŁKS. podobnie jak Katowic. Temat zgody na linii Chorzów . Wisłą. ale głównie dlatego. Natomiast sami. Swój marsz na szczyty Ligi Chuliganów. Na przełomie roku 1995 i 96 Raków nie przedstawia realnej siły bojowej. która rozłożyła drużynę na łopatki. Jednak nie ma wśród chorzowskich kibiców ludzi. Minęło parę miesięcy i okazało się. że spisana na straty drużyna dość szybko zmierza w kierunku ekstraklasy.Zabrze przerabiano już kilkanaście lat temu. To do Częstochowy wyjeżdżają najliczniejsze ekipy z innych ośrodków. Zarówno ci spod znaku AZS. ani organizacyjnie na trybunach. W 87 roku piłkarze chorzowscy po raz pierwszy w historii krajowego futbolu spadali do drugiej ligi. Po spotkaniu na stacji Katowice Szopienice fani Rakowa byli obrzuceni kamieniami i koszami na śmieci przez chorzowian. Wiadomo. którzy swoją obecnością spinaliby czasy dawne z teraźniejszością. gdyż jak na dłoni można było zobaczyć. bo skala zainteresowania sportem wśród miejscowych hools jest raczej niewielka. Wrocławiu. W swojej działalności z reguły nastawiają się na kontrę do fanatyków pobliskiego Górnika Zabrze. Sami swego czasu mieli dobre układy z Legią. Troszkę śmieszą flagi Ruchu na stadionie Górnika podczas meczów ligowych tego ostatniego. Ruch przegrał z Lechią 1:2 i pojechał na rewanż do Gdańska w eskorcie może ze trzydziestu fanów. Wiosną 95 w Poznaniu na Lechu pojawiło się czterech fanów z Częstochowy. Jednak ci ostatni na Włókniarzu dominują. Ani sportowo. Poznaniu (Lech. że chorzowianie zbyt szybko się nie podniosą. Po rocznej kwarantannie Ruch ponownie zameldował się u wrót ekstraklasy. kontynuować trzeba było na . Centralne położenie niemałego przecież miasta sprzyja licznym najazdom. Ponownie 2:1 wygrała Lechia. przypadkowych obserwatorach zajścia. których historia rozpoczyna się na początku lat siedemdziesiątych. PZPN pozabierał punkty w ostatniej kolejce ligi. Aktualnie jedyna chorzowska zgoda to dziwny układ z mieszkańcami Torunia. Wydawało się. Lechią Gdańsk. to fani tych właśnie klubów są najmniej sympatycznie przyjmowani przez kibiców z ul. Cichej.— częściej -na osiedlach dochodzi do drobnego mordobicia. Czyjąś ulubioną czynnością jest chodzenie i wypisywanie sprayami na murach „Róh Hożuf”. Chyba słusznie. lubią podkreślać swoje niemieckie pochodzenie. że handel punktami nie stanowi wymysłu chorych wyobraźni dziennikarzy. Trzeba się nieźle nakombinować. Natomiast kibice Rakowa jeżdżą w ekipach ledwo kilkuosobowych lub wcale. Niezbyt dużego. raczej ilościowa niż jakościowa. Troszkę z tego powodu obawiają się wyjazdów do Wrocławia na Spartę. Nawet rzadko widywani na wyjazdach kibice krakowskiego Hutnika jesienią 95 zawitali do świętego miasta w liczbie około 40. gdy są obiektami ataków grup spoza Górnego Śląska słyszą często „lać Niemców". co w zamyśle napastników ma wywrzeć przychylniejsze wrażenie na ewentualnych. Arka. bo już tylko ta drużyna ze stolicy Wielkopolski została w ekstraklasie). Kibole Ruchu. Siła to może i jest. Około 100 kibiców Rakowa wybrało się na mecz z Ruchem do Chorzowa jesienią 94. Zawisza. Wczesną wiosną 1995 roku chorzowianie postanowili wraz z zabrzanami stworzyć na meczach reprezentacji narodowej „Śląską Siłę". Na dobitkę w spotkaniu barażowym bramkarz Janusz Jojko dokonał fantastycznej samowrzutki. Lech (nie jest to aktualny wykaz ich układów.

Padło na Wrocław i Stadion Olimpijski. Bijatyka nie trwała długo. którzy zapragnęli iść na stadion na własną rękę lub w nielicznej grupce kolegów. Katowicami i Motorem Lublin odbyły się właśnie tam. lecz sektory w których zasiadają (mówiło się o trzech młynach). Kibiców gości przybyło na stadion bodaj dwudziestu. że przyjezdni po meczu będą maszerować na dworzec w dwóch osobnych grupach. Świadczyło to o wyjątkowo słabym przywiązaniu kibiców do swych barw. w którym Ruch sięgał po krajowy prymat. To tworzyło szansę dla bojówkarzy wrocławskich. Na spotkania wyjazdowe hools z Chorzowa jeździli wówczas hordami nie do opanowania. a trybuny stworzyły wspaniałą atmosferę. Jesienią 94 roku na trybuny stadionu przy ul. W dwóch pierwszych przypadkach do Wrocławia ponownie zawitały hordy chorzowskie. co zostało na trybunach. że nikt z niej nie dostał porządnego bicia w pociągu wiozącego fanów Śląska na wyjazd do Chorzowa. To. że Ruch ze swoją fantastyczną brygadą długo nie pociągnie. Wyglądali fantastycznie. To także przestroga dla działaczy klubów. Niejeden z tych. Podczas sezonu 93/94 jedną z ostatnich kolejek ligowych Ruch rozgrywał u siebie ze spadającym już na pewno bydgoskim Zawiszą. Zachowanie kibiców podczas przegranego meczu o Superpuchar z Legią zastanawiało. gdy ktoś wpadł na genialny pomysł zmiany zastosowania metalowych rurek. Po ostatecznym spadku mało kto dawał szansę Ruchowi na powtórzenie spektakularnego sukcesu sprzed paru lat. Ruch pokonał Śląsk. które chorzowianie mieli rozegrać na własnym boisku. które do tej pory służyły jako urządzenia nawadniające. Trzy spotkania: z Górnikiem Zabrze. Zwłaszcza w derbowych spotkaniach z Górnikiem i Katowicami. by zlać przyjezdnych mogli sobie tylko pomarzyć. Na tym spotkaniu milicjanci wpadli na pomysł. Cichej bardzo szybko dały się zauważyć symptomy rozkładu grupy. milicjanci zrejterowali. był wyłapywany i obijany. Trafili na słabszą załogę i obili część fanów białoniebieskich. Stracić TAKĄ publikę w TAKIM czasie. gdy spadek stał się zalążkiem przyszłych sukcesów. to zakrzyczeli miejscowych. Gdy jednak bydgoszczanie wydali już z siebie jakiś glos. Do jakichś generalnych starć nie doszło. Choć zespołowi wiodło się znacznie gorzej i od początku dryfował do drugiej ligi. Po prostu szalikowcy „niebieskich" odzywali się jedynie przez króciutkie momenty po strzelaniu kolejnych goli przez swoją drużynę. a może nawet więcej. chociaż grasujący na placu Grunwaldzkim miejscowi mieli ochotę na jakiś bardziej wyrazisty pojedynek. Jedną z takich grup zaatakowali wiślacy. Głupotą porządkowych okazała się chęć przegonienia kibiców z boiska. . piłkarze urządzili formalną jatkę. Wtedy kibole Śląska o tym. zostaną przeniesione na stadion oddalony o co najmniej sto kilometrów. Ciekawe było rozwiązanie transportu chorzowian na i z meczów. Oczywiście in minus. Podczas. Niecałe półtora roku po najazdach na Wrocław. W niewiele mniejszej grupie chorzowianie zameldowali się we Wrocławiu. gdy w sezonie. Po zakończeniu ostatniego meczu fanatycy w niebiesko-białych szalikach zlali psów na stadionie. Chorzowianie dali sobie spokój z meczem jeszcze w czasie jego trwania. że za karę trzy kolejne mecze. Część pierzchała wraz z pilnującymi ich funkcjonariuszami. Cichej zaczęło przychodzić więcej fanów w niebiesko-białych szalikach. Oczywiście przy takiej ilości ludzi nie było mowy o szansie utrzymania się w grupie wszystkich przyjezdnych. Sprawa stała się głośna między innymi dlatego. że na okrętkę wałkowano ją na ekranach telewizyjnych. gdy oni mieli zamiar urządzić sobie fetę na murawie. Bractwo jechało wspólnymi pociągami! Jednak na stadionie przy ul. fanatycy Śląska meldują się po raz kolejny na stadionie Ruchu. Główna grupa była jednak zbyt silna jak na możliwości wrocławskich hools. W Krakowie było ich półtora tysiąca. przerastało oczekiwania największych pesymistów. W PZPN-ie ustalono.trudniejszych do chuliganienia niż drugoligowe boiskach. Bo co można zrobić w ilości niewiele większej od ilości zawodników biegających po boisku (wraz z ławką rezerwowych). Początkowy respekt przed mundurowymi pękł w momencie. Ruch w sezonie 1988/89 zdobył tytuł mistrza Polski. Nie śpiewali zbyt często. a jeśli już to niezbyt głośno. to naprawdę wielka sztuka. wychodząc ze stadionu. nie liczyło się poszczególnych głów kiboli „niebieskich". Jakiś nieuchwytny klimat kazał znającym się na temacie twierdzić. To co się stało w 89 roku w Chorzowie stanowi groźne memento nie tylko dla fanatyków drużyn będących na fali. to w półtora roku później liczba fanów zmalała do kilkudziesięciu. doprowadziła do tego. Pól roku wcześniej tylko doskonała organizacja nielicznej grupy pod wodzą Sysa.

250 chorzowian zameldowało się na meczu swojej drużyny podczas pierwszego w drugiej lidze wyjazdu w Gorzowie. gdzie niebiesko-białych zameldowało się około trzech tysięcy. a zwłaszcza jego fani mogą uznać za niezły. 3 000 w Bytomiu. posiadającej swych utożsamiających się z drużyną fanatyków — Sparty. Na podwórkach. Dodatkowym paradoksem tego specyficznego układu jest fakt.Do licznych osiedlowych starć trzeba dołożyć relację z tego co się działo po meczu Ruch Raków w październiku 94. ta walka zakończyła się nieprzyjemnie dla kilku chorzowian. Akcja zakończyła się dopiero po przyjeździe policyjnych posiłków. to jednak podziały są wyraźne. Dwukrotnie. szkoły. Na ostatni. Ostatni. Za Katowicami. nie mówiąc już o tym. Gdy się jednak spojrzy na sprawę szerzej. Kibole Śląska nie darzą zbytnią sympatią kibiców drugiej wrocławskiej drużyny. Zjawisko podobne do łódzkiego. było ich ponad dwustu. Po zdobyciu tytułów mistrzowskich zrobili feerie sztucznych ogni i wszystkie wizualne fajerwerki. Sparta to żużel i tylko żużel. Gdy jeden pustoszeje. iż niemal każdy wyjazdowy fan Sparty był kiedyś w większym lub mniejszym stopniu kibicem Śląska. szła piechotą. które można oglądać na lidze włoskiej. Mimo iż kibice nie mają możliwości spotkania się na wspólnych imprezach. wyjazdowy mecz tej rundy do Gdyni na Bałtyk wybrało się około 100 fanów z Chorzowa. a zakładany jest ten o barwach drużyny będącej aktualnie na topie. Kolejny wyjazd to inwazja na nieodległe Rydułtowy. choć rozsądek nakazywałby nie lubić ich najbardziej. że nie ma wspólnej dyscypliny. wsiadając do tego samego pociągu. Na przeszkodzie stanął terminarz rozgrywek.. Na kolejnym. jednak spora część to byli fani zaprzyjaźnionego z Ruchem Apatora (taka dość dziwna zgoda futbolowożużlowa). w Bydgoszczy. w szkołach. Co ciekawsze z tym klubem żadni zawodnicy wojskowych nie mają nawet szansy konkurować z tej prostej przyczyny. Chorzowscy hools jakoś najmniej spośród przeciwników derbowych nienawidzą katowiczan. że to nie fani żużla są stroną agresywniejszą. Inna sprawa. decydujący o mistrzowskim tytule mecz rozgrywała Sparta w Gdańsku z tamtejszą Rafinerią . W Śląsku nie ma nawet mowy o sportach motorowych. Do tego samego wsiadali kilkadziesiąt kilometrów dalej (w Iławie) fanatycy Wisły Kraków. W pociągu bractwo się lało. Według relacji z Krakowa. W porównaniu z poprzednim okresem sezon jesienny 95 Ruch. Według źródeł miejscowych . Zaczęli się pokazywać w roku 1992. gdzie część wiary. Sparta potrafiła zorganizować wspaniałą rzecz.Wybrzeżem. drugi natychmiast się napełnia. zdaje się nie być bezpodstawne. Podejrzenie. wylegli z wagonów i zaczęli obrzucanie ostatniego. po zdobyciu tytułu najlepszej drużyny w kraju w latach 1993 i 94 urządzili sobie fani Sparty takie fety na Stadionie Olimpijskim. którzy atakują. gdy żużlowcy tego klubu nagle zaczęli się dość błyskawicznie wyciągać z drugoligowej mizerii. pracy. jak wyglądała „na żywca". kolejowymi i kubłami na śmieci. SPARTA WROCŁAW Szalikowcy Sparty są zjawiskiem nowym. zajmowanego przez fanów Rakowa i policjantów kamieniami. na stacji Szopienice biało-niebiescy nie mieli już nic do stracenia. w której mogłyby zagrać dwa zespoły z antagonizujących klubów. że w wielu szafach znajdują się dwa szaliki. Od poważniejszych strat uratowały szałikowców Ruchu połączone siły chorzowskiej i krakowskiej policji. wsadziła ich do pociągu jadącego do Warszawy. zakładu pracy. łatwo zauważyć zależność między huśtawką nastrojów i ilością fanatyków na stadionach z ulic Cichej i Bukowej. Policja trójmiejska chcąc się jak najszybciej pozbyć uciążliwych gości. wobec czego eskortujące częstochowian psy nie reagowały. Impreza robiła imponujące wrażenie nawet w telewizyjnym okienku. Futbolowej oczywiście. Niecałe dwie setki we Wrocławiu na Ślęzie. Podstawą ich istnienia stały się znaczne sukcesy sportowe. Na Górnym Śląsku pociągi są uznawane jako jeden ze środków komunikacji miejskiej. Wszak to z kibicami GKS-u fanatycy Ruchu mają najczęstszy kontakt. Nie udało się powtórzyć fety po raz kolejny w roku 1995.. Więc zaciągnęli hamulec. a rywalizacja zdarza się jedynie na szczeblu podwórka. Stuosobową grupę przyjezdnych miejscowi odprowadzali. Fanatycy w zielono-biało-czerwonych szalikach są z reguły tymi. Choć działacze .nawet więcej.

Fani żółto-czerwonych najciekawiej zaprezentowali się w Pradze podczas indywidualnych mistrzostw Świata. każdy normalny Polak przebywający przypadkiem w tym nieodległym kraju. taborety. Skutki były łatwe do przewidzenia. Oczywiście zapasy były uzupełniane w miarę jak przybywało kilometrów na liczniku. — Ci ze Sparty to dranie. Ale nie jest to jedyny powód. dziadostwo. więc każdy. jednak w masie nie szukają dymów. jeśli ktoś ze speedwayfanów dostał troszkę po pysku. Mimo że dla nas są niestrawni. zdewastowali autokar gości. jeśli za tę samą gotówkę w kraju ledwo ci zaszumi w głowie. — Wszystko byłoby normalnie. Po tym wydarzeniu we Wrocławiu zapanował rzadko spotykany consensus. Co prawda fanatycy wojskowych w swojej masie twierdzili. nic nie pamiętam — piał z zachwytu po tym wyjeździe jeden z tych. Nie raz i nie dwa od słowa do słowa i zaczynała się męska rozmowa. Między innymi dlatego kibice Sparty stali się solą w oku dla fanów wojskowych. niepodważalny argument mocnych ludzi. — Przyjeżdżają do Wrocławia jacyś pacjenci z różnych. Łażą na mecze. kiedy to Sparta jeździła w drugiej lidze? — wtedy na żużel rzeczywiście chodziło zaledwie kilkaset osób. międzystolikowe kłótnie zaczynają się w podobny sposób: — No i co ten twój Śląsk. GKSŻ nie zgodziła się na takie rozwiązanie. w czasie których nie postawił na żadnym stadionie swojej nogi. Pięści. którzy potrafią przypierdolić. Ot. że w zasadzie nic się nie stało. Podczas najbliższego meczu ligowego na samym stadionie do niczego specjalnego nie doszło. Bractwo (nie tylko z Wrocławia. ale większość. z całego kraju. czuje się w obowiązku natychmiastowego skorzystania z nadarzającej się okazji taniego schlania się. Leszno w ogóle jest negatywnie nastawione do Wrocławia. butelki. Kibole Sparty już przed pierwszym z serii tytułem mistrzowskim postanowili się zrzeszyć. gdy tylko postawił nogę na czeskiej ziemi. Odbiło się to rykoszetem po Wrocławiu. ekipa. Ale nie tylko. więc część ekipy cale zawody przeleżakowała pod stadionem i krzakami. Wyższa średnia wieku. Fani Unii poobijali kibiców Sparty podczas towarzyskiego spotkania tych drużyn w Rawiczu wczesną wiosną 1994. a tam już jesteś ulu-lany na cacy? — opowiadał historię swojego braku pamięci jeden z bardziej znanych wrocławskich kibiców żużla. Często knajpiane. czyli zgoda." Kibice Sparty to trochę inni ludzie niż najzagorzalsi kibice sportowi na trybunach stadionów piłkarskich. co rozśmiesza do łez: „Sparta to Fan-Club. A z okazji rozgrywek ligowych żużla można swoją nienawiść w jakiś sposób wyrazić. kilka drobnych szarpaczek. w którym dusza kibica odezwała się po dobrych kilku latach. — Fajnie było. gdy . Była to zgoda na spuszczenie wpierdol kibicom Unii Leszno. patałachy jedne. Druga liga (to w latach 93-95). końcówka tabeli (po ponownym awansie). której nawet nie próbowano porównywać do piłkarskiej. ale jak mogą NASZYCH wrogów obijać INNI? — twierdzili. natychmiast biegł do najbliższej budki z piwem i robił zaopatrzenie na drogę. stoły. A gdzie wyście byli. Natomiast w przerwie między biegami ze stadionu wypadła dość liczna grupka. Na przykład ci z Bydgoszczy — stwierdził kiedyś Leon.Sparta Wrocław można przeczytać coś. W jednym z numerów „Szalikowców" pod hasłem: mecz Polonia Bydgoszcz . Ciepło było. zwłaszcza tych młodszych się wkurzyła.kombinowali jak by tu zawody przenieść do Wrocławia. gdy drużyna wygrywa. Każdy rzygał gdzie mógł. Wszystko było fajnie (przynajmniej tak wyglądało to z zewnątrz) aż do momentu. Jej celem było przewietrzenie autobusu wiozącego kibiców gości. czasem chamskich miast i znajdują tu sobie kumpli. Jest wśród nich paru takich. ale po prostu tych spod znaku Sparty było najwięcej) pospijało się na umór. a butelki znikały. Z uwagi na fantastyczną cenę napitku chmielowego. Spokojni żużlowi fani. Najbardziej nie lubią się wrocławscy kibice spod znaku Sparty z fanatykami Unii Leszno. — Wielcy mi kibice. My ich nazywamy piknikowcami. która jest stawiana za wzór wszystkim innym kibicom speedwaya (i nie tylko) w kraju. gdzie zjechało około tysiąca wrocławskich miłośników żużla i taniego piwa. a co za tym idzie większa tolerancja do otaczającego ich świata. jednak co możesz zrobić. Na jedyny. Tysięczna wiara z Wrocławia widocznie uważała się za normalnych Polaków. mniejszy radykalizm poglądów.

Inna sprawa. to znów o alkohol i zachowanie. który właśnie padł. Kwota objęta tajemnicą. — Tak. Drobniutkie. że znalazł się głupi. dojechali do mety zwyciężając ostatecznie w tym biegu 5:0 i w całym meczu jednym punktem. Ten mecz mógł znacznie przybliżyć wrocławian do trzeciego z kolei zdobycia tytułu mistrzowskiego. który jest właścicielem drużyny żużlowej (troszkę to skomplikowane. A to o kasę. to znów jego nadmiar. Przed ostatnim wyścigiem żużlowcy Sparty prowadzili czterema punktami. Wystarczyło. Prezes WTS Sparta. co tylko możliwe. O brak działania. by atakujący zrobili zwrot o 180 stopni. Faktem jest. Ryszard Lignar. W drugiej lidze chodziło na mecze po trzysta osób — powtarza stary argument fanatyków Śląska niepocieszony z .ambicje wiceprezesa Fan-Clubu nieco wzrosły. Ci nie wytrzymali naporu i gdyby nie gol dla Śląska. on załatwiał FanClubowe koszulki. Nawet gdyby zajęli dwie ostatnie pozycje. Torunianie wraz ze wspomagającymi ich kolesiami z Chorzowa (tego samego dnia przed południem odbył się w nieodległej Bydgoszczy mecz Zawisza .Ruch na którym dla odmiany torunianie wspomagali chorzowian) ruszyli przez płytę boiska na ochranianą przez kilku policjantów zubożałą osobowo czeredkę gości. Po bijatyce fanatyków nastąpiła zadyma fanów gości z psami. gdy na powitanie zobaczyli poubieranych we wszystkie możliwe ubranka ochronne policyjnych „żucz-ków". to i tak byłby remis. Wszystko było wspaniałym pretekstem. W pewnym momencie komuś przestało się podobać jedynowładztwo i urządzono zamach stanu. który w ostatnim biegu tak nawydziwiał. Więc sobie używano. zajechało na mecz Apator . o co w ruchach se założenia spontanicznych chodzi. o tym jakimi to żużlowi kibice są aniołkami. lecz jako podmiot gospodarczy. że na żużel nie chodzą ludzie ani gorsi. Torunianie skorzystali z prezentu. że może dorzucić coś do ogródka wrocławskiego speedwaya. Trochę się zdziwili. który jeździ i załatwia wszystko. to można by go pocałować i być szczęśliwym. Mistrzostwem popisał się natomiast główny arbiter tego spotkania. Firma. Tysiące innych pierdół załatwiał Lignar. Przed spotkaniem miała miejsce dość ciekawa sytuacja. ale zza jej rąbka wychodzi coś koło 10 miliardów starych złotych. — A gdzie byli kibice. ale nasza ekonomiczna rzeczywistość każe wszystkim biznesmenom zapewniać sobie maksimum bezpieczeństwa dla wydawanych przez siebie pieniędzy). żeby dogryźć drugiej Stronie konfliktu. To on organizował pierwsze autokarowe wyjazdy. że czterech z funkcjonariuszy przedostało się na drugą stronę płotu. firma handlowo-usługowa. w tym czasie olał zagadnienie. gdy on strasznie dołował. Poprzednio w sierpniu 1993 roku w Toruniu na spotkaniu z piłkarzami Elany zawitał Śląsk. Obie strony obrzucały się nawzajem oskarżeniami. — Za pieniądze sprzedaliby nawet matkę — pomstują kibice Sparty. Wystarczyło jednemu zawodnikowi po prostu dojechać do mety. ani lepsi niż na piłkę. że Lignar pod przykrywką Fan-Clubu robił sobie jakieś tam finansowe machinacje. że zorganizowane formy istnienia kibiców. działacze własnego klubu w styczniu 1996 roku. mogło być różnie. sprzedał nazwę klubu. tzn. tak. Po meczu doszło do drobnej scysji. Sędzia okazał się geniuszem wykluczając w dwóch startach dwóch wrocławskich zawodników. że stało się to niemożliwe. zażyczyła sobie zmianę nazwy drużyny. Uchowała się grupka może pięćdziesięciu osób.Sparta tuż przed zakończeniem rozgrywek w roku 1995. Od tej pory Sparta będzie występować jako zespół Atlasa. Na dobitkę nie byli oni do żółto-czerwonych nastawieni zbyt przychylnie. a prezes. która postanowiła. Mundurowi o mało nie zabili fanów Apatora wzrokiem. niezupełnie są tym. Najlepiej fanom Sparty pokazali gdzie ich mają. Chodził po redakcjach. W kilka tygodni po tych wydarzeniach w Toruniu stawili się kibice z Fan-Clubu Sparty. wciskał dziennikarzom kity. on je rozprowadzał wraz z szalikami. Sporo. bo około 250 fanów Sparty. Toruńska policja przetrzymując kibiców Sparty przed spotkaniem zrobiła już drugi taki numer w ciągu dwóch lat. Wobec tego później grupa została rozpuszczona i każdy indywidualnie musiał szukać sobie kawałka ławki. aż trybuny zapełniły się w całości. Spotkanie to udowodniło po raz kolejny. Tam na mecze chodzą sami chuligani. Kibice wrocławscy byli trzymani przez służby porządkowe przed stadionem tak długo. A z wysokości trybun podczas tego zamieszania aż nadto widoczne było. jesteście z Wrocławia. wiemy. w pełni zalegalizowane. którzy tak teraz kochają klub. Zwołano nadzwyczajne zebranie i na oczach kilku dziennikarzy zaczęło się wyciąganie własnych brudów. że gdyby nie robił tego pod takim szyldem. Andrzej Rusko.

w którym leciał z ekstraklasy. Nadrabiając przy okazji dobrą miną do złej gry. Podczas jednego z wyjazdów Śląska. A poszkodowany straciwszy przytomność. że będąc wówczas trzydziestotysięcznym miastem podczas ćwierćfinałowego pojedynku o puchar UEFA na jego stadionie mieszczącym jakieś 25 tysięcy ludzi zameldowało się o dziesięć więcej. Zamiast picia wpierdol. pamiętali ten fakt. Oczywiście uczestniczą w lokalnych wojnach ze Stalową Wolą czy walkach z lubelskim Motorem. poszedł na stadion. reszcie udało się zbiec. że nie ma jakichś specjalnych śladów po egzekucji. lali kogo popadło. nawiązując do często oglądanej reklamy telewizyjnej klejów Atlas. że alkohol OK.takiego obrotu sprawy. Kolor wraz z kilkoma koleżkami dojechał pociągiem. Było to na początku lat osiemdziesiątych. 200. Paru miejscowych zobaczywszy fanów z Wrocławia i zorientowawszy się. kiedy to z marszu weszli do ekstraklasy. Nienawidzą Wisły Kraków. Skończyło się na kilku pobiciach przeznaczonych do leczenia szpitalnego. do miasta znanego ze skandali wokół śmigłowców „Sokół" i samolotów „Iryda". to zaraz przylatuje policjant. a następnie ich zlali. Zwłaszcza takie. Na szczęście tylko on zaliczył buty. Podczas warszawskiego spotkania kibiców. w której popularny show-man występuje w muszce dużo większej niż Janusz Korwin-Mikke. nie wygłupiaj się. Widzewiaków na tym meczu było sześciu. Największe bicie mielczanie dostali w Lublinie. Przed meczami w roli goniących najczęściej występowali krakowianie. Pięć tysięcy ponad liczbę mieszkańców Mielca! Skutkiem tego była jedna ofiara śmiertelna zatratowana podczas wychodzenia z obiektu. Sami natomiast obijają raczej jedynie poszczególnych gości z przyjezdnych ekip niż całe załogi. jak łatwo się domyśleć . Wówczas jeszcze zarówno w jednym. jak wyciągnęli w to samo miejsce kibiców Legii. że nie ma kto pochuliganić. . co kończyło się nieraz pościgami jak na wiejskich dyskotekach . We Wrocławiu zawitali raz. stwierdziwszy uprzednio. co to za jedni. Chuligani z Mielca na dalsze wyjazdy za swoją drużyną nie jeżdżą. gdy przekroczone są wszelkie dopuszczalne limity. Po drodze przewodnicy opowiadali. który drze się do wywijającego: — Te. gdy się ocknął. by na stałym miejscu owi naiwniacy zostali zaatakowani przez dość sporą grupę wcale nie przypadkowych gostków. więc przystali na dziwną cokolwiek możliwość. W Mielcu w czasach wesołego komunizmu nie było inaczej. ale dlatego. Kolor z ferajną doszli do wniosku. zorganizowanego przez posła Marka Wielgusa. STAL MIELEC Mielec w marcu 1977 roku zasłynął tym. wyszli z propozycją wypicia wspólnie beltów. czy zawalenie się dobudowywanej naprędce trybuny stadionu Bastii świadczą o braku wyobraźni organizatorów.był identyczny.gospodarze. Scenariusz wydarzeń. Po dwóch latach. żużlofanów. byle tylko wiek był odpowiedni. Piotrek.ze sztachetami w rękach. Rok bodaj 89. — Teraz zamiast szalików kibice Sparty będą nosić muchy jak Rosie-wicz — nabija się Adam ze swoich kolesiów. podczas których można dostać oklep. że w Mielcu nie ma jak dołożyć przyjezdnym. Teraz Kolor się śmieje sam z siebie. po końcowym gwizdku . że gdy coś się dzieje. Na konkretny oklep załapał się Widzew w sezonie. że nie zapaliło mu się pod kopułką czerwone światełko. Wówczas mobilizowała się cała 'chuligańska społeczność. Tragedia na Łużnikach. jak i drugim mieście fani niebiesko-białych mogli pokazywać się bez strachu. Mielczanie uprawiają pewien proceder polegający na wyciąganiu przyjezdnych niby to na picie w nielicznej grupie. co wiąże się z częstymi najazdami na Mielec przez fanów „Białej Gwiazdy" jeszcze w latach siedemdziesiątych. Nic dziwnego. ale związany ze Sparta od wielu lat Bartek Czekański. obecny na nim fan Stali żalił się. w liczbie ok. wracając z Lubina. takie wypadki zawsze mogą się zdarzyć. jaki bractwo zaliczało autobusem. gdzie zadeptano kilkadziesiąt osób. pod podobnym pretekstem zresztą. Nie dlatego. więc po przyjeździe.

Sędzia przerwał mecz. na którym pojawili się fanatycy Lecha Poznań i Pogoni Szczecin. Ale Małolat i Jaskóła mieli o 9. Mecz o życie. — Jakby tak wbiec na murawę jeszcze raz.30 sprawę w sądzie. grupa zameldowała się dopiero w 8 minucie meczu. jedziemy z nimi krótko — takie dało się słyszeć głosy. Balanga z krótką przerwą na bieganie po jakimś sklepie trwała aż do czasu dojazdu na miejsce przeznaczenia. to znów psy robiły w rolach zająców. Porządkowi postanowili poprze-wieszać flagi wrocławskich fanów w inne miejsce. a Stilon był jedną z drużyn aspirujących do miejsc premiowanych awansem. We wrześniu 1993 roku wyjazd autokarem do Gorzowa Wielkopolskiego na mecz 1/16 PP zaplanowany był na godzinę 10. Fanatycy Pogoni poawanturowali się choćby dlatego. ale miejscowi policjanci woleli wesoły autobus eskortować. natychmiast został zakupiony alkohol. W dziewiątej część bractwa hasała już po płycie boiska.STILON GORZÓW W związku z zadymami futbolowymi Gorzów tylko dwukrotnie przeżywał swoje sądne dni. Tylko dzięki temu w chwilę po zdarzeniu wrocławianie nie rozbiegli sie po osiedlu w pogoni za rzeczywistymi i domniemanymi winowajcami. Tylu mniej więcej było gorzowskich fanów na trybunach hali podczas piłkarskiego turnieju organizowanego przez Stilon. choć kibiców przyjezdnych było niewielu. Nic dziwnego. Przystanek ze sklepem też był milutki. z tym że raz berkiem byli funkcjonariusze. natychmiast zerwali zamiast flag zelówki. Dojazd był uciążliwy. ich drużyna właśnie przymierzała się do powrotu do ekstraklasy. Maniek wsiadł na stojący na wystawie rower i postanowił urządzić jakiś skromny etap wyścigu pokoju. iż na spotkaniach u siebie. może się ich zwalić około 150. więc zrobili wszystko. Gorzowianie wyjazdów swojej drużyny nie traktują jako możliwości podróży po kraju. Druga taka impreza zdarzyła się we wrześniu 1993 w związku z rozgrywaną wówczas rundą pucharu Polski. Gdy otrzymali wyroki w zawieszeniu. Któryś z piłkarzy gospodarzy rzucił jakieś nieopatrzne słowo. co się zmieściło w zasięgu ręki. Więc żal się było z nim rozstawać już w pierwszej rundzie. A tymczasem bractwo brało pod pazuchę wszystko. gdy zaczęli dostawać po głowach. że było ich bardzo dużo. Ale bodaj największym osiągnięciem hools Stilonu było wybicie szyby w autokarze kibiców wrocławskich w sierpniu rok później. że w autokarze nie jechała wycieczka turysycznokrajoznawcza. w książce) jest raczej przypadkowa. to sędzia w myśl regulaminu musi zakończyć . Ekspedientka wpadła w furię i zaczęła gonić niewydarzonego kolarza ze ścierką w łapie. Na szczęście robili to grzecznie. więc na stadionie zaledwie 48 osobowa. We Wrocławiu robiono sobie spore nadzieje z występem wojskowych w pucharze Polski. że bractwo chciało jechać" samo. Wizyta Śląska. ale w mocnym składzie. zakończyła się przerwaniem spotkania i zadymą rozdmuchaną na cały sportowy kraj. Kilka osób wybiegło więc na płytę boiska. Trzeba było na nich poczekać niedaleko gmachu sądu. Pod koniec spotkania. gdy Śląsk przegrywał 0:1. kilka osób bawiło się w ganianego po boisku. typki próbują ściągnąć nam flagę. w sezonie 1991/92. Kacper położył się na murawie plackiem. by do bieganiny nie doszło. a szeroka. wielopasmowa droga nie zachęcała do biegania. Policjanci zdawali sobie sprawę. — Zobaczcie. gdy na to położone między Zieloną Górą a Szczecinem miasto najechała horda z grodu Gryfa. więc skończyło się na zatamowaniu ruchu w jedną stronę. Po raz pierwszy. Wydarzenie było o tyle sympatyczne. śledzie w occie i inne frykasy mieszały się z nakrojonymi lodami i cukierkami. W autobusie był istny sklep rybny. Jedynym elementem usprawiedliwiającym umieszczenie gorzowian w niniejszym tomiku jest fakt. Fileciki w śmietanie. Porządkowi. zostawiając tą przyjemność futbolistom.00. kilka osób aż roznosiło. Obecność Stilonu w Lidze Chuliganów (tzn. Wykonawców projektu było aż nadto. ŚLĄSK WROCŁAW Jeden z najgłośniejszych wyjazdów na mecze pucharowe był dziełem fanów Śląska.

Przyjechał radiowóz z zagipsowanym Winiuchem i kibice Śląska szykowali się do odjazdu. — Kibice? — Wycieczka do Szczecina. czasem zdobędą się na rzucenie nie dolatującego kamienia. Śląsk awansował! Nieco inaczej patrzyli na sprawę awansu miejscowi. co na temat końcowego wyniku mają do powiedzenia w mass-mediach. Sprawdzano. Wracając z meczu autobus został obrzucony przez dwóch kamieniomiotów. piłkarzy z Wrocławia. . jednak okazało się. Przy okazji pod okiem niezbyt czujnych funkcjonariuszy odbyła się drobna jumka. Boguś Winiucho postanawia też się zabawić w kamieniomiota i chwyta za ćwiartkę cegły. Przed miastem docelowym autobus zostaje przejęty przez mundurowych. Pół roku później kierowca autobusu na-chlał się jak bąk. że wcale mu nie do śmiechu — Złudzenie optyczne — ktoś wyraźnie się nabija. lecz ta spada żenująco blisko. Natomiast na rogatkach miasta patrol policji zatrzymał autokar.. W rok po zadymie kolejny wyjazd do Gorzowa. Ktoś skroił flachę koniaku. — Kurwa. W sumie stanęło na tym. Towarzystwo przeszło do jakiejś świetlicy. że towarzystwo rozlezie się po mieście. Trzeba przyznać. Przyjezdni bawią się między sobą. Funkcjonariusze zrobili to samo. Trybuny postanowiły rzucić się na przyjezdnych. a i ręce bez palucha są użyteczne do uprawiania boksu. Stilon. który w obstawie kilku nysek pojechał na komendę. w „klatce" dla gości zamontowano dodatkowy. a podczas spisywania danych bractwo zaczęło śpiewać hymn narodowy. który kiedyś. bark mi wyskoczył — krzywi się z bólu. jako szkoleniowiec lubińskiego Zagłębia stracił palec na gwoździu bramki. Kilka osób rzuciło się na siatkę i po jej sforsowaniu natychmiast wbiegło na płytę boiska. by nikomu się nie chciało odwiedzać jakiejś stacji benzynowej. a tak w rzeczywistości publiczność gorzowska. Wreszcie jeszcze inny jumaka połakomił wię na kasetkę z pieniędzmi. Na stadionie. Trener Różański. wewnętrzny płot. że trzeba będzie się kłócić o możliwość wjazdu do miasta. a reszta na niego czekała. Trzeba nieszczęśnika odwieźć" na pogotowie. jeszcze ktoś kilka wermutów. bo „humorek" puścił i zdałoby się coś wyżłopać. Wychodzących z autobusu szef lustruje bardzo uważnie. że wraz z palcem nie urwało mu jaj. Przechodzący za stadionowym murkopłotem. że to czekanie ma się odbyć w obstawie policyjnej na jakiejś stacji benzynowej na rogatkach miasta. choć widać.spotkanie walkowerem dla gości — odkrywczo stwierdził Warkoczyk. ktoś inny szampana. Spod komendy rozśpiewany autokar ryczy: „Jeszcze tu wrócimy". Wiara z Wrocławia tryumfuje: Jeszcze nie wszystko stracone. że plot przeszkodził im w tym zamiarze. W sumie na stadionie znalazło się zaledwie kilkunastu fanów Śląska. że nikt nie przemówił mu do rozsądku kijem bejsbolowym. lecz policjanci na samą myśl o tym. bo szalikowców mieli gospodarze zaledwie kilkudziesięciu. — Widzę. płotu ani bardzo rzadkiego kordonu nie forsuje. Psy nie bardzo wiedzieli co z tym pasztetem zrobić. że mundurowi byli nad wyraz grzeczni. Choć wszyscy myśleli. Boguś spoziera na świat jakby dostał wytrzeszcza. — No to wbiegamy — Pierogowi i Ratownikowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.uśmiecha się. Oczywiście nikt nic nie wiedział. czy nie jechali nim kibice. Tylko wyrozumiałości załatwiającego całą imprezę może zawdzięczać. dostają palpitacji. Stanęło na tym. że była to jedynie „troskliwa opieka". Kasetka co prawda znalazła się w pobliskich krzakach. że zaaresztowano cały autobus. Jedna szyba. jakieś 50 metrów od fanów Śląska. Ktoś wpadł na pomysł. — Bez wygłupów proszę — funkcjonariusz dokładnie widzi szaliki na szyjach. Im walkower zupełnie nie przypadł do gustu. Sytuacja co prawda się uspokoiła.. Rzuca nią w kierunku miejscowych. że Bogusia zawieziono radiowozem. postanowił udowodnić. Nie stało się to jednak zbyt szybko. Identycznie chciała się zachować prawie cała gorzowska publiczność. stając jednocześnie na baczność. ale po gotówce nie było ani śladu. Mieli szczęście. Sędzia chcąc nie chcąc zakończył przedwcześnie mecz. Towarzystwo natychmiast pobiegło słuchać. W barze wszyscy słuchali radia. że same znajome twarze . Z miejscowymi poradziło sobie jako tako kilku policjantów. w którym robiono właśnie sensację z nie-zakończonego spotkania i jego skandalicznej pointy. Źle. gdyż akurat na tym spotkaniu kibice Śląska byli reprezentowani przez najkonkretniejszą z możliwych ekip.

pierwszoligowym spotkaniu na własnych śmieciach z Górnikiem Zabrze fanatycy wrocławscy zostali jeszcze przez pół godziny na trybunach.. że Rydułtowy w ogóle istnieją. że w trakcie gry usłyszeli kilka niewybrednych zdań pod swoim adresem. Po ostatnim gwizdku wynik na tablicy nie zmienił się od pierwszej minuty.trudno zgadnąć. o Śląsku mój. Gdy prawie rok później. było to dziwne.ostatnia boczna poszła w drzazgi. Kudyba. nigdy nie widziałem tylu kibiców na wyjeździe. Fantastyczna była końcówka pierwszego drugołigowego spotkania Śląsk. co pozostali. Co mieszkańcy grodu Kopernika do wrocławian mieli . Zdziwili się. cały czas śpiewając jedną tylko piosenkę. która kilka lat wcześniej grała z Łiverpoolem. „Nie płacz. W sumie na całym stadionie było niecałe tysiąc widzów. ale ograni zawodnicy. zaowocowała na trybunach stadionu przy ul. z którym poprzednio razem grał w Stilonie. po przegranym 0:1 meczu z Rakowem w Częstochowie.. którzy na swoim koncie mieli już mistrza Polski (Jarosław Góra. tym razem na Arce w Gdyni.. gdy ci. — Wreszcie będziemy jakoś normalnie jechać. zawodnicy nie podbiegli do ogrodzenia (tłumaczyli się tym. W ciągu krótkiej przerwy musiał on zalepić dziurę po ubytkach kadrowych. iż gracze nie dali z siebie wszystkiego w meczu ostatniej szansy w walce o awans). a jednak nie zostali wygwizdani. Nie płacz.. Koszarski). Kolejny mecz. Zwłaszcza w jego przypadku. Co prawda miejscowi kibice piłkarscy nie mieszczą się w jakiejś sensownej Lidze Chuliganów. niezależnie od wyniku — uświadamiał mający już ogranie we Wrocławiu Twardygrosz. Dzięki niemu pozbyto się w klubie zawodników. z kolei szalikowcy twierdzili. Pożegnanie z pierwszą ligą wypadło w Katowicach. których Janusz Sybis. człowieka stonowanego. firma. który z tego wyjazdu robił materiał do telewizji. — Po meczu musisz podbiec do kiboli. Policjanci pogubili się i skończyło się na kilku przebieżkach. Sam spadek przypadł w dobrym momencie. gdyż termometr wskazywał wówczas 35 stopni. Wesoły okazał się wyjazd do Torunia. Nacięli się setnie. jednak istnieją hools żużlowi. 90-minutowy doping był taki. kibiców. Zrobili to. asystent trenera Tadeusza Pawlowskiego. Gonitwy rozpoczęły się jeszcze przed meczem. którzy zostali po czystce podeszli do płotu. Miejscowi zaatakowali jedną z biesiadujących na mieście grup. więc po spotkaniu piłkarze „samolotami" na deszczowej murawie przeprosili się ze swoimi fanami. fanatycy zielono-biało-czerwonych dowiedzieli się. jadąc na mecz towarzystwo nieźle się wypociło. komentując swój wjazd na ogrodzenie. o Śląsku mój. że szalikowcy gospodarzy też używali gardeł. schodzili z boiska ze spuszczonymi głowami. który jest fantastycznym organizatorem. Ostatni kwadrans to nieustanne ataki nowej personalnie drużyny i doping całej. Ta tradycja ukształtowała się pół roku wcześniej. pewnie nikt we Wrocławiu by nie wiedział. bo Wrocław zawsze z tobą jest" Ludzie z „normalnej'' strony trybun zostali oglądać. która mimo sporej przewagi ilościowej . Kudyba po strzeleniu swoich bramek wylądował na płocie. Dla publiczności tak samo. Borussią Moenchengladbach. — Nawet gdy z Zagłębiem Lubin zdobywaliśmy mistrza Polski. że dopiero w programie Ryszarda Szołtysika. Napoli. trafili na konkretną brygadę. Oporowskiej pewną konsolidacją grupy. Wtedy jeszcze nie wiedział. Z autobusu wiara wybiegła chcąc nieco porozrabiać na osiedlu górującym nad drogą skąd poleciały kamienie i gdzie zerwali się obaj miotacze. choć żal ci serce rwie. Po ostatnim. Choć walczyło o taki kontakt zawodników z publiką całe pokolenie fanatyków. z Olimpią Poznań we Wrocławiu. musiała spotkać się z Naprzodem Rydułtowy. W każdym bądź razie stosunek miejscowych do Śląska był wypisany świeżą farbą na stadionie. Na następnym spotkaniu. Do zespołu trafili nowi. Piłkarze.. Rzeczywiście. A tu druga liga i drugi koniec Polski. Na szczęście Śląsk zwyciężył. — stwierdził po meczu. z nazwiska wymieniał jako goniących mecze. Gdyby nie ów Naprzód. Dla nich remis był porażką. 280 zameldowało się na trybunach. choć tylko dwu i pól tysięcznej publiki. że na 500 fanów aż trzystu było z Gdańska. nowego Cieślewicza. Przy tej temperaturze w ogóle nie powinno być szyb w autobusach — śmiało się bractwo polewające wódeczkę na końcu pojazdu. do której Śląsk spadł w roku 1993. Druga liga. Na ten mecz bez znaczenia pojechało 300 osób. kibice nie wywiesili flag oraz zamilkli.. Do klubu przyszedł Stanisław Świerk. do płotu. i to tacy.

Na meczu drobny dym z policją. Fatalny dojazd spowodował. W tym czasie siedzący naprzeciwko gości kibice Elany. Zawodników Ślęzy potraktowano gorzej. Ostatni taki miał miejsce przed siedmioma laty. że takie działanie tylko zaktywizuje spokojniejszych. arbiter tylko chwycił piłkarza za rękę. że spotkanie derbowe może sędziować miejscowy arbiter. działacze też nie pozostawali w tyle. odbywało się w szowinistycznej atmosferze. Brechy błyskawicznie zmieniły charakter i przeznaczenie i policjanci musieli salwować się ucieczką. że towarzystwo postanowiło się wyprawić autobusami. Hasło „macie żony. niż nawet najbardziej znienawidzoną jedenastkę. że pierwsi gola zdobyli goście. W PZPN-ie ktoś wpadł na (raczej słuszny) pomysł. zaczęło w pośpiechu i widocznej panice opuszczać trybuny swojego sektora. Więc nawet nie próbowano przeciwdziałać. Na szczęście dla nich zdążyła się już rozpocząć druga połowa. Sytuacja uspokoiła się dopiero w momencie. gdyż doszli do wniosku. ale wesoło było dopiero w drodze powrotnej. W przerwie meczu zaczął się kolejny dym. a sam nie da się wplątać w taką awanturę już nigdy w życiu. obawiam się rewanżu ze Śląskiem — wydusił Kaskarino podczas jakiejś kawiarnianej rozmowy od pomocnika Ślęzy Tomasza Fudaliego. W bardaszce jeden z miejscowych chuliganów (damski bokser) kopnął panienkę w szaliku Śląska. Może i do niczego by nie doszło. my adresy" nie brzmiało zachęcająco dla nikogo. pogoniła miejscowych. A to była już wiosna 1994. że Śląsk przegrywał. kto mógł w czymkolwiek przeszkodzić wojskowym. na którego wypadło. a trzy autokary i to te z najbardziej rozbrykaną gawiedzią zatrzymały się przy jednym zajeździe. w 1987 wojskowi grali w PEZP z Realem Sociedad San Sebastian. a Wałowski tuż na początku drugiej połowy zdobył gola. Choć hulanki i swawole trwały dość długo i właścicielem zajazdu okazał się były milicjant. omiatając wzrokiem nieodległy wówczas płot. Fanatycy się śmieli. Andrzej Mamotiuk. wpadł na pomysł. Ponieważ IKS remontował wówczas swój stadion.napastników. Sporym wydarzeniem we Wrocławiu były dwa mecze derbowe z mającą spore aspiracje. Bractwo goniące za mundurowymi zmieniło kierunek biegu i z metrowymi breszkami sforsowało śmiesznie niski płotek. Do zabawy włączyli się policjanci. Dariusz Gużkowski. By opanować watahę. który mu właśnie śmignął koło ucha. by zrobić widowisko i rozegrać mecz przy świetle elektrycznym. swoje dokładali piłkarze. drewniane ławeczki. że nie życzy nikomu sędziowania takiego meczu. Pierwsze spotkanie. jednak nie dość. Ostatecznie Śląsk zwyciężył 4:1. Do pieca dorzucali obaj trenerzy. Śląsk wtopił 0:1. Tym bardziej. już po roku przyznał się przy kuflu piwa. wbiegając na murawę. Nic dziwnego. widocznie myśląc. W prasie rozwinęła się nadzwyczaj agresywna kampania obu obozów. kierownik sekcji. to zakończyło się tylko na jednym wyroku za pobicie funkcjonariusza na służbie. Gdy któryś z piłkarzy Ślęzy próbował pokazać niewielki kamyk. by pogratulować piłkarzom. na Oporowskiej. to jeszcze arbiter walnął ewidentnego babola. Na trybunach pojawiło się 10 tysięcy ludzi. Schodzący po zakończeniu meczu do szatni piłkarze Ślęzy musieli przemykać się wśród lawiny desek lecących w ich kierunku. Na ich nieszczęście wtedy stadion Elany posiadał zgrabne. wobec czego jechały wypchane jak komunikacja miejska w szczycie.to z uwagi na brak barw na szyjach miejscowych). szybko dozbroiwszy się między innymi stołkiem od saturatora. — Najbardziej w dającej się ogarnąć perspektywie czasu. iż tak dozbrojone bractwo po rozprawieniu się z funkcjonariuszami chce dobrać się do skóry właśnie im. Natychmiast zorganizowana ekspedycja karna obiła wszystkich w odpowiednim wieku (tak koło dwudziestki . Policja wymyśliła. Ów rewanż był faktycznie sporym wydarzeniem. Tak się przyjęło mówić we Wrocławiu o Rydułtowych. Udało się załatwić tylko pięć. co się rusza i nie pomaga Śląskowi odnieść zwycięstwa. Wyszło na kibicowską rację. Zbutwiałe ławki stanowiły fantastyczny materiał do zabawy w dwa ognie ze stojącymi za drugim płotem policjantami. jednak nie posiadającą fanatyków Ślęzą. nie przyznając wojskowym rzutu karnego. gdy na opustoszałe już trybuny wtargnęli mundurowi. więc rozgrywał swoje spotkania na 0limpijskim. Bractwo wisiało na płotach dysząc żądzą krwi do wszystkiego. Wcześniej był wyjazd do Rudych Głów. . przybyli na miejsce mundurowi musieli powyciągać kałasze. że podzieli bractwo na sektory. A posadzenie jednej — jak się później okazało — najagresywniejszej grupy tuż obok wyjścia do szatni Ślęzy okazało się najfajniejszym pomysłem mundurowych.

Ciekawsze rzeczy działy się podczas spotkań wyjazdowych. choć zielono-biało-czerwonej flagi. Tam wiara z Oporowskiej wyprawiła się na dwa sposoby. Zadyma miała miejsce także na murawie. Zaczęło się nieszczególnie. co fetujących awans we Wronkach. że część Nabojki wracała autami. Dwukrotnie w ciągu 24 godzin wykasowano Zagłębie Lubin jadące do Zabrza i wracające z tego spotkania. ale gdyby zagrali na poważnie mogło być 30:0.Pierwszy rok drugoligowej banicji Śląsk miał za sobą. Natychmiast ruszono na znacznie liczniejszego przeciwnika. Dziewczyny wyszły z tego spotkania bez szwanku. fanatycy Śląska. Podczas tego ostatniego. Po drobnych zamieszkach policja rozdzieliła okładających się. Spora część jechała pociągiem. jaka zdarzyła się we Wrocławiu było spotkanie Śląska . Fantastyczna atmosfera. gdyż widzewiacy zrejterowali. W Bydgoszczy o mały włos nie zaatakowały się załogi dwóch wrocławskich autobusów. które zawodnicy potraktowali ulgowo. Od walki (bez większego oporu i efektów) w pociągu podczas powrotu z Wodzisławia. 1500 fanów z Wrocławia świętowało awans dymiąc na murawie. Nie spodobało się to najpierw przybyłym wcześniej niż ekipa wrocławska fanom Motoru. Jednak najweselej było na wyjazdach.. Dosyć ciekawa. feta. Poza kilkoma drobnymi szarpaninami we Wrocławiu nie działo się nic szczególnego. Wynik brzmiał 14:3. że w ich mieście są najlepsi chuligani na świecie. że tydzień później musieli ponownie przejeżdżać przez Wrocław. Uszczknięto GKS Tychy. drugoligowego wyjazdu miało miejsce sporo drobnych dymów. Drobiazg wydarzył się w Tarnobrzegu. że całe bractwo nie zjechało w jednym momencie. pożegnali piłkarzy Białej Gwiazdy jak swoich.. Biegnąc przez boisko fanatycy wojskowych zabrali się do ściągania nie tylko feralnej barwy. Co prawda Cygan postanowił je nieco nastraszyć. Na meczu z Wisłą. Błąd poległ na tym. Wracający z Zabrza Lech przebiegł sie po wrocławianach. Najazd na Oleśnicę jesienią i Wronki wiosną. meksykańska fala i spotkanie. z którą wrocławianie po czterech latach wojenki ponownie zrobili zgodę. Szczegółowy opis zadym znajduje się w rozdziale Lech. choć niewielka zadyma w Bytomiu (opis w rozdziale Polonia Bytom). Tam miejscowi postanowili pokazać znacznie głośniejszym przyjezdnym. Do walk z poznaniakami doszło dwukrotnie. jednak po zrobieniu kilku groźnych min przekazał. Dopiero z odległości 50 metrów spostrzeżono swój błąd. Atak nie był przygotowany. Na dworcu oraz po zatrzymaniu pociągu na Popowicach. nie uciekaj. Wyraz tego przekonania co do rycerskości dała jedna z panienek krzycząc do drugiej: „Ewka. Z Zagłębiem Lubin i Lechem. Ciekawy. pogonienie miejscowych i Lecha w Koninie w czasie przerwy meczu. że raczej nie ma poważania dla fanów Widzewa. Mimo tego słabego efektu sportowego fanatycy postanowili zorganizować mecz między zawodnikami a szalikowcami. Ci z autokaru wysiadając zostali zaatakowani przez miejscowych. Jednak pech poznaniaków polegał na tym. Po meczu na wrocławskim Rynku odbyła się fantastyczna. licząc na pobłażanie fanów Śląska w stosunku do przedstawicielek płci pięknej. Ostatecznie sami ściągnęli ją z płotu. obie grupy rzuciły się w swoim kierunku. Jedyną godną odnotowania rzeczą. Drugi sezon na boiskach drugiego frontu był spokojniejszy. To były drobiazgi. np. Dym z miejscowymi (fan club Ruchu) i policją w Myszkowie. z drugiej poznańska agencja ochrony „Pewność". Przechwycono jedynie kilku maruderdw i dwie dziewczyny. Nie widząc z daleka. wracając z meczu z Hutnikiem. Do zwarcia nie doszło. z kim mają do czynienia. które postanowiły nie uciekać. z którą tego samego dnia zmierzyli się wrocławscy piłkarze. Miejscowi nie stracili jednak na wpół bezwartościowej. choć wszyscy jej uczestnicy (około 300 śpiewaków) żałowali. z jednej strony przeciwnikami byli działający z partyzanta poznaniacy. uszytej przez siebie. Pierwsza liga w konfrontacji hools nie przyniosła z sobą wzrostu agresji. Znów policja miała trochę pracy. Oporow-skiej jest godny podkreślenia. mimo iż ich drużyna przegrała. Chwilę później pojawiło się bractwo z Wrocławia. ale i pozostałych. Jeszcze jeden fakt w sezonie 1994/95 na stadionie przy ul. Setka hools Śląska odpuściła sobie ewentualne ataki na Arkę (72 gości). Poznaniacy zdemolowali jedną z wrocławskich nysek. oni nam nic nie zrobią". Wobec czego wywiesili flagę z napisem „WKS psy". reszta podróżowała autobusem. a ekipa z autobusu nie dała sobie w kaszę dmuchać. acz bez spodziewanego awansu. Najciekawszy dym miał miejsce przed stadionem Widzewa. Gdyby jej uczestników było choć tylu.

według szacunków miejscowych 300320) prezentowali się fantastycznie. Pierwsi wyjeżdżali trzy dni przed meczem. że było ich 350. Olsztyn 112 plus 4 Lechii. W tym czasie Memlok rzucił świecę pod sektor gości.z Pogonią. by je po meczu zwrócić portowcom.. Na płotach pozostały flagi. Katowice 170 plus 20 Wisły i kilku z Lechii. że sami odwiozą szczecińskie barwy właścicielom. Za te pieniądze wysyła się paczki z najpotrzebniejszymi rzeczami do przebywających w aresztach i kryminałach. gdzie tym czasem Świerk wylądował. Po zwolnieniu Stanisława Świerka (autor głosował za jego zwolnieniem) kibice postanowili pożegnać lubianego przez wielu szkoleniowca. mnóstwo samochodów. Zerwał największą z nich i sprintem wracał na swoje miejsce. Wronki 42 (rekord in minus ostatnich kilku lat). Bractwo sporządziło listą i każdy wpisany na nią ma obowiązek comiesięcznego wpłacania 50 000 złotych. a kwalifikator postanowił nakazać wyrzucić ze stadionu fanów gości. i wręczyli jednemu z autorów pierwszoligowego awansu ufundowany przez siebie puchar. co bez względu na ostateczny los rywalizacji w II lidze awansowało gdańszczan do ekstraklasy) publika z obu sektorów wyległa na murawę i wspólnie zniosła zwycięskich piłkarzy Śląska do szatni. Opis w rozdziale o ich klubie. Od razu z sektora śląska wydelegowano Pieroga i Ratownika do pościągana tychże flag. Rzeczywistość dane mi było obejrzeć na własne oczy.500 koleją . Kibice Śląska wpadli na pomysł utworzenia funduszu pomocy dla tych. Flaga wróciła na swoje miejsce. po zadymach sprzed roku mnóstwo policji. Armii Czerwonej (aktualnie . to nawet podkoloryzowane wspomnienia starszych fanów nie wyglądają zbyt optymistycznie. Po odpaleniu kilkudziesięciu rac ich sektor został zadymiony. którzy są nad wyraz czuli na punkcie przeszłości. Warszawa około 280-300 plus 20 Motoru. Jesienią: Gdańsk około 250 (wspomniane już trudności z liczeniem). Rydułtowy około 100. bramkarza Pogoni.dym z policją po drodze. Myszków 225. Ostatecznie policjanci wpadli na pomysł. Gdynia (Arka) 120 plus 300 Lechii. Na tym meczu lublinianie na dzień dobry powędrowali w kierunku sektora mielczan myśląc tylko o jednym: jak ich zmłócić. Wronki około 1500. jednak zbyt duży rozmiar płótna pozwolił na depnięcie Radosława Majdana. Fani Śląska w 1995 roku zaliczyli wyjazdy w liczbie: (wiosna) Bydgoszcz 320 (w tym pojedynczy kibice Lechii. W Gdańsku i okolicach fanom Śląska zawsze jest się trudno policzyć. Śląska (z uwagi na czynione już ruchy w kierunku stworzenia fuzji. Głogów około 400-450. kiedy to drugi łódzki klub zameldował się wśród najlepszych drużyn w kraju. Łódź (Widzew) 180.jeden po dymie z Zagłębiem Lubin nie dojechał . Policjanci nie mieli kłopotu z wygonieniem nic nie widzących kibiców bordowo-granatowych. młodzieżowiec także. Zalegający z opłatami są niemal wytykani palcami. Jednak w zamieszaniu nikt nie patrzył na nic innego. którzy udzielają się w życiu fanatyków. Ta pirotechnika ich zgubiła. jak wydarzenia ze stadionu. jednak mają aktualnie kłopoty życiowe. Bełchatów 160. Piłkarze nie mogli grać nie widząc na oczy. Z reguły trenerzy żegnają się z klubem niezauważalnie dla fanatyków. chwilę później gaz rozprzestrzenił się na murawę i trybunę. Szczecinianie (twierdzą. Tarnobrzeg 60 plus 30 Motoru.. Ci zostali podgazowani. (14 autokarów . Motoru i Wisły). Końcówka lat siedemdziesiątych. to ogołocone z barw trybuny stadionu przy ul. Szykujący się do podrzucenia gościom świecy z gazem łzawiącym Memlok nie mógł poradzić sobie ze zrobieniem tego w sposób niepostrzeżony. co rozwiązało problem. Chociaż kibice klubu aktualnie dość szczegółowo doszukują się swych korzeni w rozmowach z tymi. Podczas zadymienia jeden z młodzieżowców z babyhools wystartował z Młyna po szczecińskie flagi. Zwłaszcza tych. Kilkuset hools przyszło na mecz Ślęzy. Gdańsk około 200. WIDZEW ŁÓDŹ Rzeczywistość historyczna jest trochę przykra dla fanatyków czerwono-biało-czerwonych. tuż po zakończeniu spotkania Śląsk . Bytom (Polonia) 80 . Mielec 58 plus 46 Motoru. w którym sympatia gdańskiej publiczności była po stronie. Po zakończeniu tego meczu. którzy na meczach jedenastki Widzewa pojawiali się zaraz po jej awansie do ekstraklasy w 1975 roku. Sędzia przerwał mecz.prawie sama młodzież.Górnik Konin. Zrobili kapitalne efekty pirotechniczne.

Na trybunach szybko zaczęli sie pojawiać kibice. I to wcale nie dlatego. gdy do wyjścia z peronu szło morze głów. Kontrowersyjne jest także stwierdzenie. że . gdzie widzewiacy kończyli podróż. którzy w tym okresie byli na samym topie Ligi Chuliganów. powiedział o swoich odczuciach ze stacji Łódź Kaliska. który spowodował. Weryfikacja tych danych jest raczej przykra dla łodzian. ale wtedy byli jeszcze od nas lepsi" — relacjonują czerwono-biało-czerwoni tamten okres. Elementem. który nastąpił w 1990 roku. który miejscowym hoołs spadł z nieba. że aż do połowy lat osiemdziesiątych byli w Łodzi zdominowani przez ŁKS. Niedoceniany Widzew szybko zagościł w europejskich pucharach. że w tym wypadku nie są to wymysły chcących poszpanować chuligańskim rodowodem. Już sam fakt gry jedenastki z Łodzi z przeciwnikami zza granicy stanowił dla zgłodniałych innej niż ligowej piłki sympatyków sporą atrakcję. Wszakże ostatni występ na międzynarodowej arenie ŁKS-u miał miejsce dwadzieścia lat wcześniej. Następne lata. PSV Eindhoven czy. Łodzianie już na kilka godzin przed meczem zgromadzili się pod kasami swojego stadionu i wyłapywali grupki delegatów z całego kraju. były fenomenalne wyniki sportowe piłkarzy. Na tym spotkaniu przyjezdni dostali oklep. Chociaż „Bliźniak" twierdzi. Także w Warszawie miał miejsce finał pucharu Polski w którym łodzianie zmierzyli się z GKS-em Katowice. Przełomem stał się fakt rozpoczęcia systematycznego spotykania się kiboli w jednej z knajp („Lokator"). czyli nie należących do ekip obu grających klubów załapało się na oklep. w tym czasie przeżywający swój bardzo długi kryzys klub rywali. — Mówię ci. że na mecz z lokalnym rywalem. lecz właśnie flagi wyróżniały kiboli) pojawili się na trybunach jeszcze przed awansem do pierwszej ligi. to jednak wielu fanów „z Polski". Walk było sporo i choć o niewielkim zasięgu. łódzkim podwórku też próbowaliśmy wówczas sil. że jeśli podczas spotkania finału PP dwie ekipy rozgrywające ów finał nie są zaprzyjaźnione z gospodarzami. W tamtym okresie widzewiacy wzorowali się na mających wówczas z nimi zgodę fanatykach krakowskiej Wisły. przyjechały takie firmy jak Manchester City. że jest w posiadaniu zdjęcia ubarwionych kibiców Widzewa z meczu z Pogonią w 1975 roku. ale nie chodzi tu jeszcze o siłę bojową. z Wrocławia. to okres systematycznej. Nieźle pod względem ilościowym zaprezentowali się widzewiacy w Warszawie na meczu z Legią. Sami widzewiacy swoją historię widzą inaczej. Kilku bardzo młodych chłopaczków w szalikach ŁKS-u nawet nie próbowało robić dopingu przez pierwsze dwa lata występów Widzewa na pierwszoligowym stadionie. to było niesamowite wrażenie. a po nominacji na pierwszoligowców liczba najzagorzalszych sympatyków wzrosła do 200-300. Twierdzą. Na dodatek zakończył się blamażem (wysoka porażka z luxemburskim Jeunesse Esch).Piłsudskiego). A tu nie dość. że spora część widzewiaków przechodziła chrzest jeszcze w barwach jedenastki z al Unii. który był na tym meczu i wracał pociągiem wraz z szalikowcami RTSu. A wszyscy w barwach. Właściwie jednym z dwóch poważnych dymów Widzewa z tamtego okresu były wydarzenia jakie miały miejsce przed meczem. aż do spadku. Manchester United. „Na własnym. Początkowo nie mogli nawet marzyć o szansie wygrania rywalizacji we własnym mieście z ŁKS-em. powoli przestawał nadawać ton w rywalizacji dwóch łódzkich klubów. Do tradycji ostatnich lat należy. że na wszystkich meczach derbowych widzewiacy pojawiali się w zwartej grupie. że dosyć szybko w Łodzi nastąpił rozdział i silniejsza identyfikacja z RTS-em. O sobie z tamtego okresu kibice RTS-u mówią. Wiosną 1985 roku na wyjazd do Poznania (Lech) pojechało 104 fanów Widzewa. Na samym stadionie łodzianie prezentowali się bardzo dobrze.Legia był rozgrywany właśnie na obiekcie łodzian. że pierwsi fani z flagami (w tamtych czasach to nie szaliki. Po prostu fani lokalnego rywala byli starsi wiekiem i zadymiarskim doświadczeniem. Rzeczywiście. Finał pucharu Polski w 1988 roku Lech . coraz lepszej organizacji grupy. rok później. Z pobieżnych obserwacji wynika. R. Grupa zaczęła się integrować. Podczas tamtego spotkania mogło się wydawać. to jeszcze po raz pierwszy w historii polski klub wyeliminował Anglików i to dwukrotnie! Widzew zaczynał zdobywać sympatię lokalnej społeczności. M. to miejscowi przychodzą na mecz jako trzecia siła. Postawiliśmy się ŁKSowi.

ale patrząc z boku zawsze spadek wydaje się być początkiem końca. lecz przemieszani w tłumie fanatycy Widzewa zaczęli się zrywać. kilku i kilkunastoosobowych szarpanin jest bardzo duża. W okolicy furtki dostało się kilku niewinnym. uznanym przez widzewiaków za zgredów z ŁKS-u. Stała się rzecz dziwna. którzy pociągnęli za sobą większe oddziały swych ziomków. które przyprawiają miejscowych stróżów porządku publicznego o ból głowy. Najtrudniej było napastnikom pokonać wąskie gardło. Tu jednak nie można przychylić się do ich zdania. ci którym udało się już przemknąć na drugą stronę ogrodzenia. w czasie tego spotkania niewiele się działo. należałoby to uznać za normalne. Wtedy to drużyna wylądowała w drugiej lidze. (Właściwie sądząc po tym. Dym zaczął się po meczu. Część goniących nie potrafiąc opanować nagle ogarniającej paniki ewakuowała się nie przez zablokowany mostek. O fantastycznej. Zwyciężyła zaciętość widzewiaków. gdyby to była faktycznie flaga któregoś z kibiców. Nawet mecze . które w sposób szczególny zaznaczyło się w historii łodzian. Drugie spotkanie. to jednak komunikacja jest fatalna. Za Płotem stali gotowi na przyjęcie agresorów fani Rycerzy Wiosny. niezapomnianej atmosferze opowiadają świadkowie meczu Wisła — Cracovia z jesieni 1995.) To właśnie w drugiej lidze kibole RTS-u zaczęli się bardzo poważnie liczyć na chuligańskiej mapie Polski. Rok później Widzew grał w Bełchatowie. Choć miasta te dzieli odległość zaledwie 60 kilometrów. Dzięki znajomkom z Gdańska i relacjom trójmiejskiej telewizji oglądałem większość spotkań Arki z Lechią w ostatnich latach. Rozpoczęła się szarpanina. W tamtym okresie trudno było przejechać w okolicy Łodzi nie natrafiając na wystawione czaty Widzewa. Gdy biało-czerwono-biali zobaczyli nacierających. postanowili zorganizować obronę. Z reguły do większych walk nie dochodzi.Widzew to nie trzecia. przy okazji zdejmowania własnych flag. Nie zorientowani w miejscowych układach kibice Widzewa postanowili ściągnąć z płotu. po drugie wyselekcjonowała się grupa. jak każde inne. Później akcję obijania przejęli miejscowi. jednak około 50 najzapalczywszych kibiców Widzewa na chciało nie wykorzystać nadarzającej się okazji. co się stało na innych stadionach. ŁKS zaczął uciekać. lecz przez rzeczkę. Po ucieczce. towarzyskim spotkaniu w turnieju Orła w 1992 roku. przód zaczął rejteradę. organizowane są akcje podchodów. Derby w Łodzi. Ełkaesiacy. Na tym spotkaniu zameldowało się kilkuset kibiców gości. Czasem próby dla szalikowców „Czerwonych" (taki przyjęli przydomek) byl rok 1990. Może by się nic nie wydarzyło. Mieszkańcy Łodzi twierdzą. najoryginalniejszą barwę gospodarzy. Pierwsi do wyjścia tłoczyli się ŁKS-iacy. jednak ilość mniejszych. Oprócz drobnych szarpanin w przerwie. To na tych spotkaniach pojawiają się najczęściej nowe flagi. której brzegi łączył. wyzwalają w miejscowej społeczności emocje. to także mecz pucharowy. sensowne derby. Co prawda fani „czerwonych" swoją bramę mieli gdzie indziej. W dalszym ciągu więcej inicjatywy mieli napastnicy. którzy nie patrząc na możliwość dostanie po glowiej forsowali ogrodzenie jak się dało. więc to oni zareagowali. gdy na jednej z budów dorwano się do cegieł. Jednak w Bełchatowie flagi rozwieszali porządkowi. postanowiono skontrować. specjalnie przygotowywane są środki pirotechniczne. Gdy tył napierał. Przybyszów rozgoniła na stadionie policja. Akcja odbyła się za wąskim mostkiem. ich przeciwnicy. Sam czas 90-92 stanowił apogeum kibicowskich możliwości fanatyków czerwono-biało-czerwonych. zaczęli się cholernie śpieszyć przy przechodzeniu przez wąską furtkę. Największa mobilizacja w sektorze pod zegarem następuje na meczach Widzewa z Legią i ŁKS-em. gdy po pierwsze gonieni mieli dosyć. która mogła spokojnie zaliczać różne sprawdziany na lekcjach WF. jakim była owa furtka. Obie grupy postanowiły opuścić stadion tą samą bramą. że to właśnie ich derby są najbardziej widocznymi i specyficznymi meczami tego typu w kraju. Zaczęło się tuż po ostatnim gwizdku sędziego. a kilkunastu ełkaesiaków upatrywało swojej szansy w partyzanckich podchodach. Spora część postanowiła ewakuować się ponad płotem. stchórzyli. Początkowo szło im to sprawnie i nie będący w grupie. lecz pierwsza siła. Pierwsi goniący zostali wpuszczeni na drugą stronę rzeczki i zaatakowani. Bodaj pierwszym na większą skalę i do tego zwycięskim bojem Widzewa z ŁKS-em była walka po meczu tych drużyn w finałowym. Na moment powstrzymano rejteradę. Gdy widzewiacy dotarli do feralnego miejsca. choć liczniejsi. Sytuację opanowały dopiero oddziały policji. Zwłaszcza spotkania z lokalnym rywalem są tymi.

Z czasem ta przypadłość wśród kiboli miejscowych zanikła. Wycinki z lokalnej prasy po derbach oddają atmosferę tego. Nikt nie jest w stanie zabronić grupce kilkudziesięciu chłopaków zamówienia w jednej z trzech firm (reklamy w tekście) robiącej kibicowskie gadżety szalika z napisami np. Od blisko 20 lat największym wydarzeniem sportowym Łodzi są piłkarskie derby. I trzy dyszki fanów będzie miało swoje szaliki. Istnieją także regionalne fan duby: Pomorski (Trzcianka. Oczywiście derby Wrocławia to pestka. Sporo kiboli Widzewa rekrutuje się z fan clubów z pobliskich (i nie tylko) miast i miasteczek. W ciągu ostatnich kilku lat nie notowano takiego tłoku.: „Widzewscy Mordercy". odwrócone oparciem do boiska. acz częstych potyczkach był u fanów RTS-u nierzadko w użyciu. Sochaczew.. Dębno) i Wschodni (z siedzibą w Chełmnie). Dlatego coraz częściej organizują sobie autobusy. „W sobotę zdemolowano w Łodzi cztery autobusy. Co prawda wykonują aktualnie (wiosna 96) ruchy w tym kierunku. oraz z tym. czyli w latach 90-92. Opoczno. to trudno. Radomsko. Sporo widzewiaków jest mieszkańcami Górnego Śląska." To opinia samych widzewiaków. że od fanów gości są oddzieleni całą długością boiska.Śląska z nie posiadającą swych kibiców Ślęzą stanowią spotkania szczególne. Doszło nawet do paradoksu. byli oni kojarzeni za sprzętem. oprócz samych plusów. choć to. zabijamy dla przyjemności". Żyrardów. Choć na spotkania ligowe „Czerwonych" jeździ bardzo dużo. którzy . Liczne osobowo wyjazdy.. Gościowi. z którego dyrygent może łatwo nadawać ton temu. awans do Ligi Mistrzów. W piątek o godz." Kolejny wycinek dotyczący derbów. z soboty na niedzielę 74. Najbardziej aktywne to Kutno. W związku z tym (a także z tym. wynika z dalszej części artykułu: „Do łódzkiej izby wytrzeźwień trafiła w ostatnich dniach rekordowa liczba klientów. który sprzedaje szaliki. Koluszki. a przodem w stronę publiczności krzesełko. To zrobiono we współpracy z klubem. Piłsudskiego ma rzeczywiście bardzo dużo) wśród fanów Widzewa najłatwiej jest natrafić na konfidenta. jeden tramwaj i jeden wagon w pociągu. Nie są zbyt agresywni na własnym stadionie. z czego sami fani RTS-u nie są zadowoleni. Pilą. pokazywać wzory do akceptacji. Tylko przy okazji wizyt papieża mobilizuje się większe siły porządkowe. Mniej widoczna jest zadziorność „Czerwonych". dosyć szczególny minus. kilkusetosobowej grupie nie sposób jest nie zwrócić na siebie uwagi policji. Innymi słowy . że działacze klubowi to skurwiele. nie można by stworzyć takiej wspaniałej atmosfery. Piotrków Trybunalski. brak jest większej integracji środowiska i trudniej o wykreowanie ośrodka decyzyjnego. Jednak klub troszkę wariuje. co się dzieje. za to stali się najliczniej jeżdżącą na mecze swojej drużyny ekipą w kraju. w tym 4 z Łodzi. z hasłami „żyjemy po to. co dzieje się na trybunach. Z piątku na sobotę przyjęto 73 pijane osoby. „Bez chłopaków spoza Łodzi nie byłoby takiego charakteru młyna. jaki posiadamy aktualnie. Skierniewice. że bractwo spotyka się praktycznie tylko na meczach. jaką nie raz udaje się nam wytworzyć na meczach. Dużej. co jest zapewne spowodowane tym. Jeśli działacze Widzewa nie czują swego idiotyzmu. Tomaszów Mazowiecki. Po krótkim okresie z początku lat 90-tych na Widzewie jakby się uspokoiło. który w drobnych. Częstochowa. Na stadionie Widzewa zamontowano słynne. by zabijać. by to zmienić. 40 kibiców trafiło do izby wytrzeźwień. gdy na jesiennym (1995) meczu 1/8 pucharu Polski w Stalowej Woli na trybunach pojawiło się 37 kibiców Widzewa. wobec czego widzewiacy nie mogą liczyć na możliwość ujścia uwadze stróżom porządku. będą poszukiwali wrażeń w wojażach po Europie na spotkania drużyny klubowej. Kalisz.bez ich „troskliwej opieki" ciężko jest wyjechać na mecz. Gdyby się to łodzianom powiodło. Warszawa. Skarżysko Kamienna. Gdy się wymienia liczbę fan clubów można 'dostać zawrotu głowy. posiada także jeden. W związku z takim rozproszeniem. jakimi jest silą większej grupy. jednak na przeszkodzie tych planów może stanąć. 22. to na meczach reprezentacji narodowej pokazują się oni jedynie w ilościach śladowych. W okresie apogeum możliwości i agresji szalikowców Widzewa.. zamiast na meczach reprezentacji. że o nie chodzi. iż kibiców drużyna z ul. oraz pewność. klubowi działacze każą.. lecz pozostałe na pewno nie odbiegają atmosferą od łódzkich.00 zabrakło miejsc i policja musiała przewozić nietrzeźwych do Policyjnej Izby Zatrzymań".

o czy zapewniają zaokrąglenia liczb) bilans wyjazdów Widzewa świadczy jednoznacznie.Polska) 5. puchar UEFA) 24.) Podczas tej imprezy wśród widzewiaków widać było. Przeciwnicy Widzewa nie podjęli walki. Pniewy 80. Odessa 13. na oko 15-latek.Polska) 10. Paryż (Francja . by wszyscy mogli ów tłuczek zobaczyć. że jego oblicze siłą rzeczy z czasem będzie przypominać twarze niezłych zakapiorów. Bardzo szeroki. gdyż w połowie drogi musiała karnie opuścić pociąg). 1/16 PP) 46. Stalowa Wola 37. Lubin 300 plus 100 z Głogowa. Aż wreszcie (prawdopodobnie jesienią 1994 roku) zorganizowała się grupa młodych fanów czerwono-bialo-czer wonych. (Opis tej sytuacji w rozdziale „Życie". zabierając matce z kuchni narzędzie do rozpracowywania schaboszczaków. Bratysława (Słowacja . Mecze reprezentacji narodowej. Zabrze 140-150.chcą im przeszkadzać. W pucharze Polski Kraków (Wisła) 70. Brak części danych z wiosny 95. Zbyt dużo jest niesubordynowanej młodzieży. Na tej imprezie ŁKS zadymił w kilkuosobowym składzie. Tym razem już widać. Katowice 300. Do statystyki z tego okresu trzeba dołożyć około 3000 fanów RTS-u na stadionie przy al. że stanowią dosyć młodą ekipę i że mają spore problemy z organizowaniem własnych fanów.Rumunia) 100. Płock około 1000. Dość długo widzewiacy byli kasowani z szalików nie organizując żadnych poważniejszych kontrakcji. Widzewiacy musieli stoczyć walki z policjantami. Częstochowa 450. Następnego dnia odbywał się w hali Anilany turniej kibiców. Lubin 50 plus 30 z Głogowa.1 Stalowa Wola 100. Kraków (Hutnik) 40. Zabrze (Polska . Zabrze 300-350. podczas spotkania ze Stomilem w Łodzi jesienią 94 roku 25 osobowej grupie fanów z Olsztyna pokrojono wszystkie flagi. Delikatnej postury małolat ponoć ma już w wywijaniu tym narzędziem pewną wprawę. bo od 93 roku (choć niezbyt szczegółowy. Bangor (Walia. Ci natomiast rzucili się w kierunku kamieniomiotaczy. Aktualnie każdy mecz Widzewa. że po dwóch latach do j łodzian należy palma pierwszeństwa. Sympatycy Widzewa nie polubili się z nuworyszowską ekipą Stomilu Olsztyn. Według olsztynian w czasie zadymy zdobyli oni dosyć dużą barwę łodzian. Bełchatów 1200. Kraków (Hutnik) 150. W przerwie miejscowi urządzili gościom kamienowanie. Podczas pierwszego występu łodzian na olsztyńskim stadionie. Zabrze 300. Wronki 150. Starsi widzewiacy lekko się z . to nieustanne utarczki fanatyków RTS-u z lokalnymi rywalami. Chorzów 120-150 (spora część nie dojechała na to spotkanie. Przed i po meczach ekipy. W Olsztynie „Czerwoni" zameldowali się w 300 osób. Mielec 150 plus 40 z Krosna i 2 ze Stali Rzeszów. w Katowicach 400. natomiast według poszkodowanych flaga została odzyskana. że było ich o tysiąc więcej). natomiast ich odwiecznych rywali dwa razy mniej. Poznań (Warta) 100. Natomiast jesień 1994 w wykonaniu Widzewa prezentowała się następująco: Poznań (Warta) 300-350. Tym razem widzewiaków było około 400. Jeden z młodzieżowców. które nie wyruszyły na wyjazd za swoją drużyną czatują na kibiców rywali. Postępowanie działaczy jest śmieszne. Jesień 1993: Poznań (Lech) 70. Te dane to jeszcze nie dowód . Warszawa (Legia) 400. Zamiast pochodzić na siłownię. miejscowi fani zaatakowali rozwieszających flagi szalikowców Widzewa. Poznań (Olimpia) 300-350. Niejako w rewanżu. Unii podczas derbów (sami zainteresowani twierdzą. Katowice 100. Pierwszym akordem wiosny 1996 w Lidze Chuliganów była zadyma podczas tradycyjnego turnieju Orła w Łodzi. chodził z zatkniętym za pasek tłuczkiem do mięsa. woli pójść na łatwiznę. którzy działają identycznie jak rywale. bo bawiący się w handel wykłada na to własne pieniądze. Pierwsi ten proceder w Łodzi wprowadzili szalikowcy biało-czerwono-białych. Brak danych z wiosny 94. Obie ekipy robią sobie wypady na przeciwników podczas rozgrywania przez tych drugich spotkań na własnym stadionie. Natomiast jesienią 1995 roku w Krakowie (na Hutniku) pojawiło się 300 łodzian. Mielec 120-150. Robił to w ten sposób. Wrocław (Ślęza. że kilkusetosobowe wycieczki fanów Widzewa są na porządku dziennym. że fanatycy „Czerwonych" są najliczniej reprezentowaną na] meczach wyjazdowych swojej drużyny ekipą w kraju. Nie zdaje sobie chłopaczyna o dziewczęcych rysach twarzy sprawy z tego.

.małolata podśmiewając. gdy inny mieszkaniec Łodzi. Na szczęście dla siebie nie wyjechał na parkiet w czasie. wywijał tasakiem. robili mu reklamę. lecz ełkaesiak.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->