P. 1
King Stephen - To

King Stephen - To

|Views: 686|Likes:

More info:

Published by: Monika Krysiak on May 07, 2011
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as RTF, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

07/25/2011

pdf

text

original

Sections

  • ROZDZIAŁ 1
  • ROZDZIAŁ 2
  • ROZDZIAŁ 3
  • ROZDZIAŁ 4
  • ROZDZIAŁ 5
  • ROZDZIAŁ 6
  • ROZDZIAŁ 7
  • ROZDZIAŁ 8
  • ROZDZIAŁ 9
  • ROZDZIAŁ 10
  • ROZDZIAŁ 11
  • ROZDZIAŁ 12
  • ROZDZIAŁ 13
  • ROZDZIAŁ 14
  • ROZDZIAŁ 15
  • ROZDZIAŁ 16
  • ROZDZIAŁ 17
  • ROZDZIAŁ 18
  • ROZDZIAŁ 19
  • ROZDZIAŁ 20
  • ROZDZIAŁ 21
  • ROZDZIAŁ 22
  • ROZDZIAŁ 23

STEPHEN KING

TO
Tłumaczył: Robert Lipski

Dedykuję tę książkę moim dzieciom: Naomi Rachel, Josephowi Hillstromowi, Owenowi Philipowi, Moja matka i żona nauczyły mnie, jak być mężczyzną. Dzieci nauczyły mnie, jak być wolnym. Dzieci, fikcja to prawda ukryta w jądrze kłamstwa, A prawdę tę można wyrazić bardzo prosto: magia istnieje. S.K.

To stare miasto było tu, odkąd sięgam pamięcią, I pozostanie, nawet kiedy mnie już nie będzie, East Side, West Side, rozejrzyj się uważnie wokoło, Gryziesz ziemię od spodu, ale to nic, bo jesteś teraz cząstką moich kości.
The Michael Stanley Band

Stary druhu, czego szukasz? Wróciłeś po tylu latach w poszukiwaniu ułudy, którą hołubiłeś pod obcym nieboskłonem Z dala od swego rodzinnego kraju.
George Seferis

Z błękitu w czerń.
Neil Young

Część pierwsza

POPRZEDZAJĄCE CIENIE

Zaczęli! Osiągane są istne szczyty doskonałości Kwiat rozkłada w słońcu swe kolorowe płatki szeroko Ale języczek pszczoły ich nie dotyka Pogrążają się na powrót w ile, krzycząc Możesz nazwać krzykiem to co je wówczas ogarnia owe dreszcze przeszywające je kiedy więdną i zanikają
William Carlos Williams Paterson

Urodzony w Mieście Umarłego
Bruce Springsteen

ROZDZIAŁ 1
PO POWODZI (1957)

1
Z tego, co wiem, koszmar, który nie miał się zakończyć przez całe dwadzieścia osiem lat (jeżeli się w ogóle skończył), zaczął się od małej łódki, zrobionej z gazety i puszczonej w rynsztoku. Okręcik zakołysał się na wodzie, ponownie podniósł się, ominął dzielnie zdradzieckie wiry i kontynuował swój rejs przez Witcham Street w stronę świateł przy skrzyżowaniu Witcham i Jackson. Tego jesiennego popołudnia 1957 roku zarówno światła na skrzyżowaniu, jak i w domach były wyłączone. Padało przez dobry tydzień, a dwa dni temu do ulewy dołączyła jeszcze silna wichura. Od tej pory w większej części Derry nie było światła i jak dotąd stan ten się nie zmienił. Mały chłopiec w żółtej kurtce i czerwonych kaloszach biegł radośnie obok gazetowego okręcika. Deszcz nie przestał padać, ale stracił nieco na sile. Nareszcie. Wielkie krople bębniły w żółty kaptur nieprzemakalnej kurtki chłopca, a odgłos ten przypominał mu odgłos deszczu tłukącego w dach szopy... Lubił ten dźwięk. Chłopiec nazywał się George Denbrough. Miał sześć lat. Jego brat William, znany dzieciom ze szkoły podstawowej w Derry (oraz nauczycielom, którzy jednak nigdy nie zwróciliby się do niego w ten sposób) jako Bill Jąkała, leżał w łóżku, pokasłując, złożony fatalną grypą, która na szczęście powoli zaczynała już mijać. Tej jesieni 1957 roku, osiem miesięcy przed rozpoczęciem prawdziwego koszmaru, dwadzieścia osiem lat przed ostatnią jego odsłoną, Bill miał dziesięć lat. To Bill zrobił okręcik, obok którego biegł teraz George. Zrobił go, siedząc na łóżku oparty plecami o stos poduszek, podczas gdy ich matka grała w salonie na fortepianie „Dla Elizy”, a deszcz bębnił nieustannie o szyby okna sypialni. Mniej więcej na wysokości trzech czwartych ulicy w stronę skrzyżowania i wyłączonych świateł Witcham Street była zablokowana dla ruchu przez grudy błota i cztery pomalowane na pomarańczowo drewniane kozły. Na każdym z nich widniał napis: Wydział

Robót Publicznych Derry. Za nimi można było dostrzec wydobyte z kanałów przez deszcz gałęzie, kamienie i wielkie, lepkie sterty jesiennych liści. Woda z początku poczynała sobie ostrożnie i z umiarem, dopiero na trzeci dzień zaczęła przebierać miarę. Do południa czwartego dnia przez skrzyżowanie Jackson i Witcham zaczęły przepływać odwalone kawałki asfaltu, przypominające maleńkie tratwy pośród strumieni białej, spienionej wody. Do tego czasu wielu ludzi w Derry zaczęło opowiadać nerwowe dowcipy o budowie arki. Departament Robót Publicznych zdołał utrzymać Jackson Street otwartą, ale Witcham była nieprzejezdna od kozłów aż do centrum miasta. Wszyscy jednak zgodnie stwierdzili, że najgorsze już minęło. Poziom Kenduskeag w Barrens obniżył się znacznie i sięgał parę cali poniżej cementowych brzegów kanału, przepływając przez centrum miasta. Teraz więc grupka mężczyzn - a pośród nich również Zack Denbrough, ojciec George’a i Billa - zaczęła usuwać worki z piaskiem, którymi dzień wcześniej w pośpiechu obłożono brzegi kanału. Jeszcze wczoraj podwyższenie stanu wód, a co za tym idzie, fala powodzi, wydawały się niemal nieuniknione. Bóg wiedział, że to już miało miejsce w 1931 roku. Katastrofa, która wówczas nastąpiła, kosztowała miliony dolarów i prawie dwa tuziny istnień ludzkich. To było dawno temu, ale wciąż jeszcze żyło sporo ludzi, którzy pamiętali to wydarzenie na tyle dobrze, aby móc wystraszyć pozostałych. Jedną z ofiar powodzi znaleziono dwadzieścia pięć mil na wschód, w Bucksport. Ryby wyżarły temu nieszczęśnikowi oczy, trzy palce, penis oraz większą część jego lewej stopy. W rękach, a właściwie w tym, co z nich pozostało, ściskał kurczowo kierownicę forda. Teraz jednak poziom wody opadał, a kiedy w górze rzeki ruszy nowa hydroelektrownia z tamą, rzeka przestanie być zagrożeniem. Tak w każdym razie twierdził Zack Denbrough, który pracował dla Bangor Hydroelectric. Nie było sensu martwić się przyszłymi powodziami. Należało przetrwać obecną, przywrócić miastu prąd, a potem zapomnieć o wszystkim. W Derry zapominanie o tragediach i katastrofach było nieomal sztuką, o czym Bill Denbrough dowie się z czasem. George zatrzymał się tuż za drewnianymi kozłami, na skraju

głębokiej szczeliny, wyrwanej z asfaltowej nawierzchni Witcham Street. Biegła ona niemal dokładnie ukośnie. Kończyła się po drugiej stronie ulicy, nieco na prawo, około czterdziestu stóp w dół wzgórza od miejsca, w którym się teraz znajdował. Roześmiał się w głos - radosny, samotny śmiech dziecka rozjaśnił nieco szarość tego ponurego popołudnia, podczas gdy prąd płynącej wody wprowadził jego papierowy okręcik na serię małych katarakt, tworzonych przez wyrwy w asfalcie. Rwąca woda wycięła kanał, który biegł wzdłuż ukośnej szczeliny, toteż okręcik zaczął przepływać z jednej strony Witcham na drugą, a prąd niósł go tak szybko, że George musiał podbiec, aby za nim nadążyć. Woda bryzgała spod jego kaloszy błotnistymi strumieniami. Ich zapięcia brzęczały radośnie, podczas gdy George Denbrough biegł na spotkanie swojej dziwnej śmierci. Uczuciem, które go w tej chwili przepełniało, była czysta i prosta miłość do swego brata, Billa... miłość i żal, że Bill nie mógł tu być, aby to zobaczyć i stać się częścią tego. Oczywiście spróbuje mu to opisać, kiedy wróci do domu, ale wiedział, że nie będzie w stanie zrobić tego tak obrazowo, jakby to zrobił Bill, będąc na jego miejscu. Bill był dobry w czytaniu i pisaniu, ale nawet mając sześć lat, George wiedział, że jego brat zbierał same piątki nie tylko z tego powodu i nie tylko dlatego, że nauczyciele lubili jego styl. Opowiadanie to była tylko jedna strona medalu. Poza tym Bill był świetnym obserwatorem. Okręcik przemknął śmiało wzdłuż przekątnego kanału i mimo iż była to tylko strona wyrwana z lokalnej gazety, ale George wyobrażał sobie, że to prawdziwy okręt marynarki wojennej z jednego z filmów wojennych, które czasami oglądał z Billem na sobotnich seansach filmowych. Z filmu, w którym John Wayne walczył z Japońcami. Spod dziobu okrętu trysnęły strugi wody, kiedy łódka przyspieszyła, a potem dotarła do rynsztoka, po lewej stronie Witcham Street. W tym miejscu świeży strumień spływający po wyrwie w asfalcie tworzył spory wir i chłopiec miał wrażenie, że okręcik musi się tu przewrócić i zatonąć. Papierowa łódka przechyliła się na bok, a kiedy znów powróciła do pionu, na twarzy George’a pojawił się radosny uśmiech. Okręcik zaś popłynął dalej, w stronę skrzyżowania. George pobiegł za nim. Nad jego głową szumiał październikowy wiatr, przemykając

pośród gałęzi drzew, pozbawionych już niemal całkiem - wskutek wichury brzemienia różnokolorowych liści. O tak, w tym roku wiatr był bezwzględnym i surowym żniwiarzem.

2
Siedząc na łóżku Bill skończył okręcik, ale kiedy George sięgnął po niego, Bill odsunął go na bok. - Teraz daj mi p-p-parafinę. - Co to jest? Gdzie to jest? - W p-p-piwnicy n-na d-dole - rzekł Bill. - W p-pudełku z napisem G-ggulf. Przynieś mi to i nóż, i m-miseczkę. I p-paczkę z-z-zapałek. George posłusznie poszedł po żądane przedmioty. Słyszał, jak matka nadal gra na fortepianie, tym razem nie „Dla Elizy” - lecz coś, co nie podobało mu się tak bardzo, a deszcz nadal brzdąkał miarowo o szyby. To były odgłosy, ale schodzenie do piwnicy wcale nie było miłe. Ani trochę. Nie lubił piwnicy ani schodzenia po schodach do piwnicy, bo zawsze wyobrażał sobie, że tam, na dole, w ciemnościach, coś czyha na niego. Rzecz jasna, to było głupie tak myśleć - co zgodnie twierdzili jego ojciec, matka, a nawet Bill - ale pomimo wszystko... Nie lubił nawet otwierać drzwi, aby włączyć światło, bo zawsze mu się zdawało (a to było już tak irracjonalne, że nie zwierzył się z tego absolutnie nikomu), iż kiedy będzie sięgał w stronę kontaktu, jakaś potworna, zakończona szponami łapa wciągnie go w tę ciemność, cuchnącą kurzem, wilgocią i zapachem gnijących warzyw. Bzdura! Istoty o palcach zakończonych szponami, pokryte futrem i przepełnione żądzą mordu nie istnieją! Zdarzały się wypadki, kiedy ktoś dostawał ataku morderczego szału i zabijał parę osób - o takich rzeczach opowiadał czasem Chet Huntley w Wiadomościach - no i rzecz jasna byli też komuniści, ale w ich piwnicy na pewno nie mieszkał żaden niezwykły i krwiożerczy potwór. Mimo to zawsze było tak samo. W tych trwających bez końca chwilach, kiedy sięgał w stronę kontaktu prawą ręką (lewa zaciskała się kurczowo na framudze), woń z piwnicy zdawała się przybierać na sile i

wypełniać cały świat. Zapachy kurzu, wilgoci i dawno zgniłych warzyw mieszały się ze sobą, tworząc jeden jedyny w swoim rodzaju odór - odór potwora, apoteozę wszystkich potworów. To była woń czegoś, co nie miało nazwy, woń tego skulonego, przyczajonego w ciemności i gotowego do skoku stwora, który przełknąłby wszystko, ale największą ochotę żywi do świeżego dziecięcego mięsa. Tego ranka otworzył drzwi i sięgnął ręką do przełącznika (co zdawało się trwać w nieskończoność), jak zwykle trzymając się lewą ręką framugi i zaciskając mocno powieki. Koniuszek języka wystawał mu z kącika ust jak umierający Dzieciak! Z pomieszczenia, które ojciec nazywał pokojem, a matka salonem, dochodziły dźwięki fortepianu. To brzmiało jak muzyka z innego, odległego świata. Jego palce odnalazły włącznik światła. Ach! Przekręcił go. I nic. Ciemność. Kurczę. Nie ma prądu! George cofnął rękę tak gwałtownie, jakby wsadził ją do koszyka pełnego węży. Uciekł od otwartych drzwi piwnicy, a serce dudniło mu w piersi jak oszalałe. Nie było światła - to jasne - nie było światła. O Jezu! I co teraz? Wrócić i powiedzieć Billowi, że nie znalazł pudełka z parafiną, bo nie ma światła, a poza tym bał się, że coś mogłoby go złapać, gdyby schodził po schodach na dół - coś gorszego niż psychopatyczny morderca czy komuniści - istota o wiele bardziej zła i zabójcza? To coś mogłoby wysunąć swoją oślizgłą, gnijącą część niby mackę przez szczelinę pomiędzy stopniami schodów i schwycić go za kostkę. Bo przecież mogłoby. A może nie? Inni może by się z tego śmiali, ale nie Bill. Nie on. Bill by się wkurzył. Powiedziałby: Dorośnij, George... chcesz okręcik czy nie? Jakby w odpowiedzi na jego myśli z sypialni doszedł go głos Billa. - U-u-umarłeś t-tam, G-george? - Nie, zaraz to przyniosę, Bill - odparł natychmiast. Zatarł dłońmi ramiona, żeby usunąć z nich gęsią skórkę i żeby znów zrobiły się gładkie. - Po prostu zatrzymałem się, żeby się napić wody. korzeń, szukający wody na pustyni. Zabawne? Pewno. Oczywiście, że tak. Patrzcie na George’a! George boi się ciemności!

- To się p-p-pospiesz! Zszedł cztery stopnie w dół, do piwnicy, serce biło mu w piersi jak młotem, włosy zjeżyły się na karku, oczy miał rozszerzone, pałające zgrozą, dłonie zimne jak lód, a w głębi duszy czuł, że lada moment drzwi zamkną się, odcinając go od białego światła płynącego z okna kuchni, a potem usłyszy To, coś gorszego niż wszyscy komuniści i mordercy razem wzięci, gorszego niż Japońcy, gorszego niż Hun Attyla, a nawet setka filmów grozy połączonych w jeden. To ryknie gardłowo - a on usłyszy ten warkot i ryk na parę szalonych sekund, nim To rzuci się na niego i wypruje mu flaki. Odór piwnicy był dziś, z powodu powodzi, gorszy niż kiedykolwiek. Ich dom znajdował się nieomal na szczycie wzgórza przy Witcham Street i udało im się dzięki temu uniknąć najgorszego, ale w miejscach, gdzie pośród starych fundamentów nastąpił przeciek, nadal stały kałuże wody. Woń była ostra i nieprzyjemna - tak że był zmuszony oddychać bardzo płytko. George, najszybciej jak mógł, przejrzał stos gratów na półce. Stare pudełka z pastą Kiwi, szmaty do czyszczenia butów, zbita lampa naftowa, prawie pusta butelka Windexa, stara, płaska puszka wosku „Żółw”. Z jakiegoś powodu ta puszka przykuła jego uwagę i niemal przez pół minuty wpatrywał się jak zahipnotyzowany w wizerunek żółwia na wieczku. Potem odłożył ją na półkę... i wreszcie znalazł małe kwadratowe pudełko z napisem Gulf. Schwycił je i pędem wbiegł po schodach, nagle zdając sobie sprawę, że skrawek koszuli wysunął mu się ze spodni, a to może się stać przyczyną jego zguby. Istota z piwnicy pozwoli mu przebyć prawie całą drogę na górę, a potem złapie go za ten skrawek materiału i szarpnie z całej siły do tyłu... Wpadł do kuchni i zatrzasnął za sobą drzwi. Huknęły gwałtownie. Oparł się o nie plecami, miał zamknięte oczy, pot wystąpił mu na ręce i na czoło, dłoń zaciskała się kurczowo na pudełku z parafiną. Fortepian ucichł i usłyszał głos swojej mamy. - George, czy mógłbyś następnym razem zamykać drzwi trochę głośniej? Może wtedy uda ci się stłuc parę talerzy w kuchni, tylko musisz się dobrze postarać. - Przepraszam, mamo! - odkrzyknął.

- George, ty niezdaro - rzucił Bill ze swojej sypialni. Powiedział to cicho, żeby matka nie mogła go usłyszeć. George zachichotał. Jego strach prysnął - opuścił go tak łatwo, jak koszmar opuszcza człowieka, który się budzi skostniały i zdyszany, który czuje swoje ciało i rozgląda się wokoło, aby się upewnić, że nic, o czym śnił, nie zdarzyło się naprawdę, a potem z miejsca zaczyna o tym zapominać. Zanim jego stopy dotkną podłogi, niepamięć ogarnia już połowę jego sennej zmory, kiedy wyjdzie spod prysznica i zacznie wycierać się ręcznikiem, dojdzie do trzech czwartych, a zanim skończy śniadanie, zapomni dokładnie wszystko. Aż do następnego razu, kiedy w uścisku koszmaru przypomni sobie wszystkie swoje lęki. Ten żółw - zastanawiał się George, podążając w stronę szuflady w szafce, gdzie trzymano zapałki. Gdzie ją wcześniej widziałem tego żółwia? Ale nie uzyskał odpowiedzi i zbył pytanie milczeniem. Wyjął z szuflady paczkę zapałek, wziął nóż z przegródki (trzymając ostrze przezornie z dala od ciała, tak jak go uczył tata) i małą miseczkę z kredensu w jadalni. Potem udał się z powrotem do sypialni Billa. - A-ale z ciebie d-dupek, G-george - powiedział Bill łagodnym tonem i odsunął na bok niektóre z przedmiotów i medykamentów znajdujących się na jego nocnym stoliku, pustą szklankę, dzbanek z wodą, kleenexy, książki, butelkę Vicks Vapo Rub, która towarzyszyła mu zawsze, kiedy był chory albo choćby miał katar. Wiedział, że nigdy nie zapomni tego zapachu. Było tam też radio, stare Philco, ale nie płynęły z niego dźwięki muzyki Chopina czy Bacha, tylko jednej z piosenek Little Richarda... głos był przyciszony do tego stopnia, że mogło się zdawać, iż Little Richard został do reszty obdarty ze swej mocy. Ich matka, która studiowała pianistykę w klasie fortepianu, nie cierpiała rock and rolla. Nie tylko nie lubiła - po prostu go nienawidziła. - Nie jestem dupkiem - rzekł George, siadając na skraju łóżka Billa i kładąc przyniesione rzeczy na nocnym stoliku. - Jesteś - odparł Bill - wielkim dupkiem z wielką brązową dziurą. To właśnie ty. George próbował sobie wyobrazić dzieciaka, który był jedną wielką

dupą na nogach, i zachichotał. - Masz dziurę w tyłku większą niż Augusta - powiedział Bill i też zaczął chichotać. - A ty większą niż cały stan - odparł George. Po tym zapanowała blisko dwuminutowa cisza. Kiedy wreszcie znów zaczęli rozmawiać, mówili szeptem i była to rozmowa, która znaczy bardzo mało dla każdego prócz dwóch małych chłopców. Kłócili się, kto jest większym dupkiem, kto ma większy tyłek i bardziej brązową dziurę itp., itd. W końcu Bill powiedział jedno z zakazanych słów - oskarżając George’a, że jest wielkim zasranym dupkiem, i obaj wybuchnęli radosnym śmiechem. Śmiech Billa zmienił się w kaszel. Kiedy się w końcu uspokoił (a jego twarz - ku przerażeniu George’a - nabrała śliwkowego odcienia), fortepian znów przestał grać. Obaj spojrzeli w kierunku salonu w przekonaniu, że klapa fortepianu lada chwila zostanie zamknięta, a w korytarzu rozlegną się kroki mamy. Bill zakrył usta ręką, tłumiąc kaszel i jednocześnie pokazując w stronę dzbanka. George nalał szklankę wody, a jego brat wypił ją do dna. Fortepian znów zaczął grać - znów „Dla Elizy”. Bill Jąkała nigdy nie zapomniał tego utworu i nawet po latach wywoływał on gęsią skórkę na jego ciele. W takich chwilach miał wrażenie, że jego serce przestaje bić, i przypominał sobie: Moja matka to grała w dniu, kiedy umarł George. - Będziesz jeszcze kaszlał, Bill? - Nie. Bill wyjął z pudełka chusteczkę higieniczną, chrząknął, splunął flegmą w kleenexa, zmiął go w kulkę i wrzucił do kosza na śmieci, stojącego przy łóżku, w którym znajdowało się już wiele podobnych kulek. Potem otworzył pudełko z parafiną i odwróciwszy je, wyłożył zawartość na dłoń. George przyglądał mu się z uwagą, ale nic nie mówił ani o nic nie pytał. Bill nie lubił, jak brat mu przeszkadzał, ale George wiedział, że jeżeli tylko będzie trzymał język za zębami, brat i tak wszystko mu wyjaśni. Zwykle tak było. Bill odkroił nożem mały kawałek parafiny, włożył go do miseczki, a potem położył na wierzch parafiny zapaloną zapałkę. Obaj chłopcy patrzyli

na mały żółty płomyczek, podczas gdy słabnący wiatr raz po raz chłostał deszczem szybę okna. - Trzeba zaimpregnować okręcik, bo w przeciwnym razie przesiąknie i zatonie - rzekł Bill. Kiedy był z George’em, jąkał się rzadko lub wcale. W szkole jednak bywało czasem tak kiepsko, że w ogóle nie można było nic z niego wydobyć. Nie mogąc się z nim porozumieć, koledzy odchodzili, podczas gdy Bill, ściskając obu dłońmi krawędź stołu, z twarzą niemal równie czerwoną jak włosy i oczyma zmienionymi w szparki, próbował wykrztusić z siebie parę słów. Nieraz mu się udawało, kiedy indziej zaś ponosił klęskę. Gdy miał trzy lata, został potrącony przez samochód i siła uderzenia rzuciła go na ścianę budynku. Był nieprzytomny przez siedem godzin. Matka powiedziała, że to ten wypadek sprawił, iż zaczął się jąkać. George czasami miał wrażenie, że ojciec - a nawet sam Bill - w to nie wierzyli. Kawałek parafiny prawie całkiem się roztopił. Płomień zapałki przygasał, dochodząc do końca kartonowego patyczka, robił się niebieski, aż w końcu zniknął zupełnie. Bill zanurzył koniec palca w miseczce i wyjął go z cichym syknięciem. Uśmiechnął się przepraszająco do George’a. - Gorące - powiedział. Parę sekund później powtórzył tę czynność i zaczął rozsmarowywać parafinę wzdłuż boków okręcika, gdzie szybko zastygła, tworząc mlecznobiałe grube pasma. - Mogę? - spytał George. - OK. Tylko nie poplam któregoś z koców, bo mama by cię zabiła. George zanurzył palec w parafinie, która była dosyć ciepła, ale już nie gorąca, i zaczął smarować nim papierową łódeczkę. - Nie tak dużo, dupku - powiedział Bill. - Chcesz, żeby zatonęła podczas dziewiczego rejsu? - Przepraszam. - Już dobrze. Rób d-dalej. S-spokojnie. George skończył drugą stronę, a potem uniósł okręcik w dłoniach. Wydawał się trochę cięższy, ale nie za bardzo. - Świetnie - ucieszył się. - Wyjdę i puszczę go na wodę. - Tak. Zrób to - powiedział Bill. Nagle zaczął sprawiać wrażenie

zmęczonego i nadal dręczonego chorobą. - Chciałbym, żebyś mógł pójść ze mną - oznajmił George. Naprawdę tak było. Bill czasami był nieznośny, ale miał zawsze najlepsze pomysły i nigdy się nie mylił. - To przecież twoja łódka. - On - rzekł Bill. - Bo to jest okręcik. - On. - Ja też bym chciał pójść z tobą - stwierdził ponuro Bill. - Cóż... - George przestąpił z nogi na nogę, ściskając w dłoni okręcik. - Nałóż coś od deszczu - rzucił Bill - bo w przeciwnym razie złapiesz grypę jak ja. Najprawdopodobniej i tak się zarazisz. Ode mnie. - Dzięki, Bill. To świetny okręcik. - I zrobił coś, czego nie robił od dawna, a czego Bill nigdy nie zapomniał - pochylił się i pocałował brata w policzek. - Teraz to już na pewno złapiesz grypę, ty dupku - powiedział - ale mimo wszystko wyglądał na zadowolonego. Uśmiechnął się do George’a i dodał: - I odłóż to wszystko na miejsce, bo się mama wścieknie. - Pewno. - Zabrał przyniesione rzeczy i przeszedł przez pokój z okręcikiem na wierzchu pudełka z parafiną. - G-g-george? George odwrócił się, aby spojrzeć na brata. - B-bądź ostrożny. - Pewno. Jego czoło zmarszczyło się nieznacznie. To było coś, co zwykle mówiła mama, a nie starszy brat. Równie dziwne wydało mu się to, że pocałował Billa w policzek. Nie robił tego już od dawna. - Pewno, że tak. I wyszedł. Billy nie zobaczył go już nigdy więcej.

3
I teraz był tutaj, goniąc za swoim okręcikiem. Biegł szybko, ale woda była szybsza i okręcik mocno go wyprzedził. Usłyszał głośny szum i zobaczył, że pięćdziesiąt jardów dalej w dół zbocza woda z rynsztoka

wpływała kaskadą do kanału, który wciąż jeszcze był otwarty. Był to duży, ciemny półokrąg wycięty w zakręcie drogi i podczas gdy George patrzył, naga gałąź o ciemnej i błyszczącej jak skóra foki korze wpadła do paszczy otworu kanału. Zawisła tam na chwilę, a potem ześlizgnęła się na dół. Właśnie tam zmierzał jego okręcik. - Rany koguta! - krzyknął przerażony. Przyspieszył i przez chwilę wydawało mu się, że dogoni okręcik. Nagle poślizgnął się i upadł, rozbijając sobie kolano i wydając głośny, piskliwy okrzyk bólu. Z nowej, nieomal horyzontalnej perspektywy patrzył, jak jego okręcik okręca się dwa razy wokół osi, wpada w kolejny wir, a potem znika. - Rany koguta! - krzyknął ponownie i uderzył pięścią w chodnik. To też zabolało i zaczął z cicha pochlipywać. Co za głupi sposób, aby stracić taki okręcik! Wstał i podszedł do wylotu kanału. Ukląkł i zajrzał do środka. Woda wpadając w mrok, wydawała głuchy i nieprzyjemny odgłos. To był straszny odgłos. Przypominał mu... - Ha! - Ten dźwięk sprawił, że poderwał się jak marionetka szarpnięta za sznurki i odsunął się gwałtownie do tyłu. Tam w dole dostrzegł parę ślepi - ślepi, jakie zawsze sobie wyobrażał, ale nigdy nie widział w piwnicy. To zwierzę - przyszło mu nagle na myśl. To wszystko - jakieś zwierzę. Może kot, który się zabłąkał... Mimo to nadal był gotów do ucieczki, uciekłby, gdyby jego umysł nie poradził sobie z szokiem, jaki wywarły na nim te świecące ślepia. Poczuł pod palcami szorstką powierzchnię asfaltu i rozlewającą się wokół niego cieniutką warstewkę wody. Zobaczył samego siebie wstającego i odchodzącego, kiedy nagle usłyszał głos wydobywający się z kanału. Ten głos zwracał się do niego. Brzmiał pewnie i jakby dość ciepło. - Cześć, George - usłyszał głos. George zamrugał i ponownie spojrzał w głąb kanału. Niemal nie uwierzył własnym oczom - to, co zobaczył, przypominało scenę z bajki albo filmu, w którym zwierzęta mówią ludzkim głosem i tańczą. Gdyby był dziesięć lat starszy, nie uwierzyłby w to, ale nie miał szesnastu lat, tylko sześć. W kanale znajdował się klown. Oświetlenie było kiepskie, ale na tyle

dobre, że George Denbrough wiedział, co widział. To był klown, jak w cyrku i telewizji. Prawdę mówiąc, wyglądał jak skrzyżowanie Boza i Clarabella, który (która - George nigdy nie był pewny, jakiej oni byli płci) mówił przez specjalną tubkę w sobotnich porankach - Buffalo Bob był chyba jedynym, który rozumiał Clarabella, a to zawsze doprowadzało George’a do pasji. Twarz klowna w kanale była biała, po obu stronach łysej czaszki sterczały zabawne kępki rudych włosów, a na ustach widniał wielki, namalowany uśmiech. Gdyby George mieszkał tu rok później, na pewno pomyślałby najpierw o Ronaldzie Mc Donaldzie zamiast o Bozie lub Clarabellu. Klown trzymał w dłoni pęk balonów we wszystkich kolorach niczym olbrzymią kiść dojrzałych owoców. A w drugiej ręce papierowy okręcik George’a. - Chcesz swój okręcik, George? - Klown uśmiechnął się. George odpowiedział mu uśmiechem. Nie mógł nic na to poradzić był to jeden z tych uśmiechów, na które po prostu musisz zareagować. - Pewno, że tak - odparł. Klown wybuchnął śmiechem. - Pewno, że tak. To świetnie! To wspaniale! A co byś powiedział na balonik? - No... pewno! - Sięgnął ręką... i nagle cofnął ją z wahaniem. - Nie wolno mi niczego brać od obcych. Tak mówi mój tata. - Twój tata bardzo mądrze mówi - powiedział, uśmiechając się, klown w kanale. Jak - zastanawiał się George - jak mogłem przypuszczać, że jego oczy były żółte? Były jasne, jasnoniebieskie, koloru oczu jego mamy i Billa. - Naprawdę bardzo mądrze. A więc przedstawię ci się. Widzisz, George, ja jestem Pan Bob Gray znany także jako Pennywise - Tańczący Klown. Pennywise, poznaj George’a Denbrougha. George, poznaj Pennywise’a. Teraz już się znamy. Nie jestem dla ciebie obcy, tak jak ty nie jesteś obcy dla mnie. Jaasne? George zachichotał. - Chyba tak. - Ponownie wyciągnął rękę... i raz jeszcze ją cofnął. - Jak się tam dostałeś? - Zmiotło mnie tu podczas burzy - odparł klown Pennywise. -

Rozwaliło cały cyrk. Czujesz zapach cyrku, George? George pochylił się do przodu. Nagle poczuł zapach orzeszków ziemnych! Gorących prażonych orzeszków! I octu! I frytek! Czuł zapach waty cukrowej i pączków, a także słaby, ale mimo to wyraźny odór zwierzęcego łajna. Czuł łagodny aromat trocin. I... I przesiąkający to wszystko smród powodzi i rozkładających się liści, i czeluści mrocznych kanałów. Ten smród był wilgotny i zgniły. Odór piwnicy. Ale inne zapachy były silniejsze. - Oczywiście, że czuję - powiedział. - Chcesz swój okręcik, George? - spytał Pennywise. - Powtarzam to tylko dlatego, bo nie wygląda na to, żebyś chciał go odzyskać. - Uniósł go w górę, uśmiechając się. Był w workowatym jedwabnym kostiumie z wielkimi pomarańczowymi guzikami-pomponami. Pod szyją zwisała mu jasnoniebieska muszka, a na dłoniach miał olbrzymie białe rękawiczki, podobne do tych, jakie zawsze noszą Myszka Miki i Kaczor Donald. - Tak. Pewno - odparł George, spoglądając w głąb kanału. - I balonik? Mam czerwony, zielony, żółty i niebieski... - Czy one unoszą się w powietrzu? - Czy się unoszą? - Uśmiech klowna rozciągnął się. - O tak. Oczywiście. One pławią się w powietrzu. A i mam jeszcze watę cukrową... George wyciągnął rękę. Klown schwycił go za przegub. I chłopiec zobaczył, że twarz klowna zaczyna się zmieniać. To, co zobaczył, było na tyle straszne, że jego najgorsze wizje dotyczące istoty z piwnicy były przy tym jak słodkie marzenia; to, co zobaczył, zniszczyło bastion jego zdrowego rozsądku jednym ciosem szponiastej łapy. - One pławią się na wietrze - powiedziała istota w kanale zduszonym, chichotliwym głosem. Trzymała George’a za rękę w mocnym, mackowatym uścisku i ciągnęła go w stronę potwornej ciemności, gdzie woda, pędząc, rycząc i zawodząc jak szalona, niosła swój kamienisty ładunek ku morzu. George odsunął głowę od tej ostatecznej ciemności i zaczął krzyczeć w deszczu, krzyczał opętańczo, wznosząc twarz ku białemu jesiennemu niebu, które pochylało się nad Derry tego jesiennego dnia 1957 roku. Jego okrzyki były ostre i przejmujące; wzdłuż całej

Witcham Street ludzie zaczęli podchodzić do okien i wychodzić na werandy przed domami. - One pławią się w powietrzu - warknęło To. - Pławią się, George, i kiedy znajdziesz się tu na dole ze mną, ty też się będziesz pławił... Ramię George’a opierało się na cemencie chodnika i Dave Gardener, który tego dnia z powodu powodzi nie poszedł do pracy, zobaczył tylko małego chłopca w żółtym płaszczu przeciwdeszczowym, małego chłopca, który krzyczał i wił się w rynsztoku, podczas gdy błotnista woda zalewała mu twarz i sprawiała, że wydawane przezeń odgłosy były stłumione i bulgoczące. - Tu na dole wszystko unosi się w powietrzu - zachichotała istota, przegniły głos przeszedł w szept i nagle dał się słyszeć odgłos darcia, a potem pojawił się palący, przeraźliwy ból i George Denbrough przestał odczuwać cokolwiek. Dave Gardener dotarł do niego pierwszy i choć zjawił się tam w kilkadziesiąt sekund po jego okrzyku, George Denbrough już nie żył. Gardener schwycił go za kurtkę, odciągnął do tyłu... i sam zaczął krzyczeć, kiedy ciało George’a obróciło się w jego rękach. Lewa strona kurtki George’a była teraz jasnoczerwona. Krew ściekała do kanału, wypływając ze strzępiastej dziury, gdzie znajdowało się lewe ramię chłopca. Spod podartego materiału wyłaniała się wypukłość przeraźliwie jasnej kości. Oczy chłopca patrzące w górę na białe niebo zaczęły wypełniać się kroplami deszczu, podczas gdy Dave Gardener chwiejnym krokiem odszedł na bok, w stronę, z której nadchodzili już inni ludzie, zaalarmowani niedawnymi okrzykami George’a.

4
Gdzieś w dole, w kanałach wypełnionych nieomal do granic możliwości wartko płynącą wodą (tam na dole nie mogło być nikogo powie później lokalny szeryf reporterowi „Derry News” tonem pełnym frustracji i wściekłości, że niemal wyczuwało się w nim bezsilność i ból; sam Herkules nie dałby sobie rady z tak szybkim i rwącym prądem), gazetowy okręcik

George’a płynął pośród spowitych mrokiem nocy pomieszczeń i długich cementowych korytarzy, pośród ryczącej i szumiącej kipieli. Przez pewien czas płynął łeb w łeb z martwym kurczakiem, którego żółte szpony mierzyły w ociekające wodą sklepienie; potem, na którymś z rozgałęzień na wschód od miasta kurczak popłynął w lewo, podczas gdy łódeczka George’a pomknęła przed siebie. W godzinę później, gdy matce George’a aplikowano w szpitalu w Derry środki uspokajające, a Bill Jąkała siedział osłupiały, biały jak płótno i milczący na swoim łóżku, słuchając, jak jego ojciec szlocha w saloniku, gdzie w chwili wyjścia George’a z domu matka grała utwór „Dla Elizy” - okręcik wyprysnął przez cementowy otwór jak kula z lufy rewolweru i spłynął do strumienia bez nazwy. W dwadzieścia minut później znalazł się na spienionych, rwących falach rzeki Penobscot, a wysoko w górze, na niebie, zaczęły się już pojawiać pierwsze smugi błękitu. Burza dobiegła końca. Okręcik przechylał się, kołysał i czasami nabierał trochę wody, ale nie zatonął. Dwaj bracia doskonale go zaimpregnowali. Nie wiem, gdzie w końcu dotarł, jeżeli w ogóle dopłynął gdzieś dalej - być może znalazł się na morzu i pływa tam po wsze czasy, jak magiczny okręt z bajki. Wiem tylko, że opuszczając granice miasta Derry, w stanie Maine, wciąż raźno płynął naprzód, niesiony falą powodzi i tym samym jego rola w tej opowieści dobiegła końca.

ROZDZIAŁ 2
PO FESTYNIE (1984)

1
Później jego szlochający przyjaciel powie glinom, że Adrian nosił te czapeczkę dlatego, gdyż wygrał ją na stanowisku Pitch Til U Win w lunaparku w Bassey Park na sześć dni przed swoją śmiercią. Był z niej dumny. - Nosił ją, bo kochał to zasrane małe miasto! - wrzasnął jego bliski „przyjaciel” Don Hagarty do policjantów. - Spoko, spoko, bez takich wyrazów, proszę - rzekł do Hagarty’ego funkcjonariusz Harold Gardener. Harold Gardener był jednym z czterech synów Dave’a Gardenera. W dniu, kiedy jego ojciec odnalazł martwe, jednorękie ciało George’a Denbrougha, Harold Gardener miał pięć lat. Tego dnia, blisko dwadzieścia siedem lat później, miał trzydzieści dwa lata i sporą łysinkę. Harold Gardener zdawał sobie sprawę z żalu i bólu trawiącego Dona Hagarty’ego, a jednocześnie nie był w stanie brać go na serio. Ten facet - jeżeli w ogóle zasługiwał na miano faceta - miał mocno uszminkowane usta i satynowe obcisłe spodnie. Pogrążony w smutku i żalu, ale bądź co bądź ciota. Podobnie jak jego zmarły przyjaciel, świętej pamięci Adrian Mellon. - Powtórzymy to jeszcze raz - powiedział partner Harolda, Jeffrey Reeves. - Obaj wyszliście z Falcona i ruszyliście w stronę kanału. Co było dalej? - Ile razy mam wam to powtarzać, matoły?! - Hagarty wciąż krzyczał. - Oni go zabili! Zepchnęli go z nabrzeża! Jeszcze jeden dzień, w którym mogli się wykazać swoją siłą! - Don Hagarty zaczął płakać. - Jeszcze raz - powtórzył cierpliwie Reeves. - Wyszliście z Falcona. I co dalej?

2

W pokoju przesłuchań na końcu korytarza dwaj gliniarze z Derry rozmawiali ze Steve’em Dubayem (lat siedemnaście); w biurze kuratora na piętrze dwóch kolejnych zajmowało się Johnem „Webbym” Gartonem (lat osiemnaście), a w biurze szefa policji na czwartym piętrze szeryf Andrew Rademacher sprane i zastępca prokuratora okręgowego i robocze Tom Boutillier płakał. przesłuchiwali piętnastoletniego Christophera Unwina. Unwin, który nosił dżinsy, wysmarowany podkoszulek buty, Rademacher i Boutillier zajęli się nim, bo uznali - i słusznie - że jest najsłabszym ogniwem w całym łańcuchu. - Powtórzymy to sobie jeszcze raz - rzekł Boutillier, podczas gdy dwa piętra niżej Jeffrey Reeves mówił dokładnie to samo. - Nie chcieliśmy go zabić - wymamrotał Unwin. - To ta jego czapka. Nie mogliśmy uwierzyć, że nadal ją nosi, po tym, co Webby powiedział mu ostatnim razem. I chcieliśmy go wystraszyć. - Za to, co powiedział - wtrącił Rademacher. - Tak. - Johnowi Gartonowi, po południu siedemnastego. - Tak. Webby’emu. - Unwin ponownie wybuchnął płaczem. - Ale próbowaliśmy go uratować, kiedy zobaczyliśmy, że ma kłopoty... w każdym razie ja i Stevie Dubay... nie chcieliśmy go zabić! - Nie pierdol, Chris, daj spokój - powiedział Boutillier. - Wrzuciliście tego pedała do kanału. - Tak, ale... - I wszyscy trzej zgłosiliście się tu sami. Doceniamy to, prawda, Andy? - Pewno. Trzeba mieć jaja, żeby samemu przyznać się do tego, co się zrobiło. - To teraz nie spieprz tego prostym kłamstwem. Chcieliście go wrzucić do kanału od chwili, kiedy zobaczyliście, jak on i jego pedalski koleś wychodzą z Falcona, tak? - Nie! - zaprotestował gwałtownie Chris Unwin. Boutillier wyjął z kieszeni koszuli paczkę marlboro i włożył papierosa do ust. Podsunął paczkę Unwinowi.

- Papierosa? Unwin wyjął jednego. Boutillier musiał nieźle się namęczyć, żeby utrzymać zapałkę przy koniuszku papierosa, który tamten trzymał w ustach, bo wargi Unwina trzęsły się niemiłosiernie. - Ale kiedy zobaczyliście, że miał na głowie tę czapeczkę? - spytał Rademacher. Unwin zaciągnął się głęboko i pochylił głowę, tak że przetłuszczone włosy opadły mu na oczy, i wydmuchnął dym nosem, pokrytym gęsto wągrami. - Tak - powiedział, niemal zbyt cicho, by można go było usłyszeć. Boutillier pochylił się do przodu, jego brązowe oczy błyszczały. Twarz przypominała oblicze drapieżnika, ale głos był miły i uprzejmy. - Co, Chris? - Powiedziałem „tak”. Chyba tak. Postanowiliśmy go wrzucić. Ale nie chcieliśmy go zabić. - Uniósł wzrok, aby na nich spojrzeć, z twarzą przepełnioną szaleństwem i smutkiem, wciąż jeszcze nie mogąc pojąć ogromu zmian jakie nastąpiły w jego życiu, odkąd zeszłego wieczoru o wpół do ósmej wyszedł z domu i wybrał się na festyn wraz z dwoma kolesiami. - Nie chcieliśmy go zabić! - powtórzył. - A ten facet pod mostem... nadal nie mam pojęcia, kim on był? Co za facet? zapytał Rademacher, ale bez większego zainteresowania. Słyszeli to już wcześniej i żaden z nich w to nie uwierzył wcześniej czy później ludzie oskarżeni o morderstwo zawsze przypominali sobie, że na miejscu zdarzenia był jakiś inny facet. Boutillier miał nawet na to nazwę - Syndrom Jednorękiego - od starego serialu telewizyjnego Ścigany. - Facet w kostiumie klowna - rzekł Chris Unwin i zadrżał. - Facet z balonami.

3
Festyn pod nazwą Dni Kanału w Derry trwający od 15 do 21 lipca okazał się niemałym sukcesem, co potwierdzali zgodnie mieszkańcy miasta. Miał spory wpływ na morale jego mieszkańców, wizerunek miasta i

stan jego finansów. Tygodniowy festyn miał uczcić stulecie otwarcia w Derry kanału biegnącego przez środek całego miasta. Kanał ten powstał, aby można nim było w latach 1884-1910 spławiać drewno, i to właśnie ten kanał sprawił, że Derry rozrosło się ponad miarę. To był wspaniały okres. Miasto zostało oczyszczone i odnowione. Dziury w asfalcie, zdaniem niektórych nie naprawiane od lat zostały zalane i wygładzone jak należy. Domy od wewnątrz przemeblowano, a od zewnątrz odmalowano. Najgorsze z graffiti w Bassey Park - głównie antyhomoseksualne hasła, takie jak: Zabić wszystkie cioty! czy: Aids to kara boża na pedałów!, pościerano z ławek i drewnianych ścian małego zabudowanego przejścia nad kanałem, znanym jako Most Pocałunków. Muzeum Dni Kanału znajdowało się w trzech pustych magazynach w śródmieściu i wypełniono je eksponatami zebranymi przez Michaela Hanlona, tutejszego bibliotekarza i historyka amatora. Najstarsze rodziny z miasta wypożyczały bardzo chętnie swoje niemal bezcenne skarby, a w czasie tygodnia festynu blisko czterdzieści tysięcy gości zapłaciło po ćwierć dolara, aby obejrzeć karty dań z restauracji sprzed stu lat, urządzenia do cięcia drewna, piły i siekiery z 1889 roku, zabawki dla dzieci z 1920 roku oraz ponad dwa tysiące zdjęć i dziewięć rolek filmów opowiadających o życiu Derry w minionym stuleciu. Muzeum sponsorowała Liga Kobiet z Derry, która sprzeciwiła się przedstawieniu przez Hanlona niektórych eksponatów, takich jak niesławny fotel włóczęgów, i zdjęć (np. Gangu Bradleya staroci. po głośnej strzelaninie). Wszyscy się jednak na zgodnie stwierdzili, że był to wielki sukces i nikt naprawdę nie miał ochoty oglądać krwawych Lepiej było skoncentrować podkreśleniu pozytywów i eliminowaniu negatywów, jak mówi stara piosenka. W parku Derry rozbito olbrzymi namiot z napojami orzeźwiającymi i co wieczór odbywały się tu koncerty. W Bassey Park znajdowało się wesołe miasteczko, prowadzone przez członków Smokey’s Greater Shows z karuzelami, i salonem gier obsługiwanymi przez tutejszych mieszkańców. Po historycznych dzielnicach miasta jeździł co dzień specjalny tramwaj, kończąc swój godzinny kurs w tej krzykliwej i miłej maszynce do wyciągania pieniędzy. To właśnie tu Adrian Mellon wygrał swoją

czapeczkę, która spowodowała jego śmierć - papierową czapeczkę z kwiatkiem i nagłówkiem I ♥ Derry.

4
- Jestem zmęczony - rzekł John „Webby” Garton. Podobnie jak jego dwaj przyjaciele, był ubrany jak Bruce Springsteen, choć zapewne gdyby go zapytano, określiłby Springsteena mianem „pedzia” albo „cioty” i wybrał którąś z bardziej „hałaśliwych” grup heavy-metalowych, takich jak Def Leppard, Twisted Sister albo Judas Priest. Rękawy niebieskiego podkoszulka były poobrywane, ukazując mocno umięśnione ramiona chłopaka. Gęste, brązowe włosy opadały mu na jedno oko, co sprawiało, że bardziej niż Springsteena przypominał teraz Johna Cougara Mellencampa. Na ramionach miał tatuaże, niezwykłe symbole. - Nie chcę już nic mówić. - Opowiedz nam o tym wtorkowym popołudniu na festynie - rzekł Paul Hughes, który był zmęczony, zszokowany i roztrzęsiony całą tą aferą. Miał wrażenie, jakby festyn w Derry zakończył się wydarzeniem, o którym wiedzieli wszyscy, ale którego nikt nie ośmieli się wpisać do oficjalnego programu. Gdyby tak się stało, wyglądałby on następująco: Sobota 21.00 - Ostatni koncert zespołów liceum w Derry i Barber Shop Mello-Men. Sobota 22.00 - Wielki pokaz ogni sztucznych. Sobota 22.35 - Rytualna ofiara Adriana Mellona oficjalnie kończy Festyn Dni Kanału. - Pieprzyć festyn - odparł Webby. - Powiedz, co powiedziałeś Mellonowi i co on wtedy odpowiedział. - O Chryste! - Webby wywrócił oczami. - No, dalej, Webby... Webby Garton wywrócił oczami i zaczął wszystko jeszcze raz.

5

Garton zobaczył, jak tamci dwaj idą, objęci, chichoczący niczym dziewczyny. Na początku wydawało mu się, że to były dziewczyny. Potem rozpoznał Mellona, którego widział już wcześniej. Gdy mu się przyglądał, zobaczył, że Mellon odwrócił się do Hagarty’ego... i pocałowali się. To był krótki pocałunek. - Rany, chłopie, chyba się porzygam - rzucił z obrzydzeniem w głosie Webby. Byli z nim Chris Unwin i Steve Dubay. Kiedy Webby wskazał na Mellona. Steve Dubay powiedział, że ten drugi typ ma, zdaje się, na imię Don i że podwoził kiedyś jakiegoś chłopaka z liceum w Derry, a potem próbował go wykorzystać. Mellon i Hagarty, oddalając się od stanowiska Pitch Til U Win, ruszyli w stronę trzech chłopaków i wyjścia z wesołego miasteczka. Webby Garton powie później oficerom Hughesowi i Conleyowi, że jego „obywatelska duma” doznała uszczerbku, kiedy zobaczył, że pieprzona ciota ma na głowie czapeczkę z napisem I ♥ Derry. Ta czapeczka była po prostu idiotyczna - papierowa imitacja kapelusza z wielkim kwiatkiem, sterczącym u góry i kołyszącym się na wszystkie strony. Widok ten uraził obywatelską dumę Webby’ego jeszcze boleśniej. Kiedy Mellon i Hagarty minęli ich, nadal obejmując się nawzajem w pasie, Webby Garton krzyknął: - Powinienem cię zmusić, żebyś zeżarł ten kapelusz, ty w dupę jebany pedale! Mellon odwrócił się do Gartona, zatrzepotał oczyma zalotnie i powiedział: - Jeśli masz ochotę coś skonsumować, miałbym ci do zaproponowania coś o wiele smaczniejszego niż mój kapelusz. W tym momencie Webby Garton uznał, że musi nieco przemodelować twarz tej cioty. Nikt nigdy nie proponował mu obciągnięcia laski. Nikt. Ruszył w stronę Mellona. Kumpel Mellona, Hagarty, czując, co się święci, starał się odciągnąć Mellona na bok, ale ten nie ruszył się z miejsca. Uśmiechał się. Garton powie później funkcjonariuszom Hughesowi i Conleyowi, że był przekonany, iż Mellon musiał coś wcześniej ćpać. Hagarty potwierdzi to, kiedy funkcjonariusze Gardener i Reeves napomkną o tym podczas przesłuchania. Naćpał się dwoma pączkami z nadzieniem - i

ocierając oczy chusteczką i rozcierając cienie. jaką nafaszerował się tego dnia.Słyszał pan.obaj czuli w powietrzu kłopoty i chcieli odciągnąć Gartona na bok.I jeśli będziesz miał na głowie . gdyby Garton nie poczuł. kochanie! . pa. że to mógłby być całkiem niezły pomysł. . którymi miał pomalowane powieki.Zajmij się swoimi sprawami i zostaw tych gejów w spokoju. Niech się zabawią. Nie chcę tego powtarzać. .rzucił Machen.spytał Machen z wyraźnym zainteresowaniem w głosie.Ale Adrian już taki był . Podczas tej wymiany zdań Hagarty z rosnącą desperacją usiłował odciągnąć Adriana Mellona z miejsca zdarzenia.była to jedyna rzecz. by spojrzeć w jego stronę.Pa.Nie zdawał sobie sprawy z tego. .zawołał radośnie przez ramię Adrian. jakie przedstawiał sobą Webby Garton. Mimo to jakby nie zdawał sobie sprawy z zagrożenia. Mógł zostać ciężko pobity. że popamiętasz! .odparł Machen. .zawołał Garton za odchodzącą dwójką. To była policyjna pałka. bezpośrednio tam na miejscu. tak ci dołożę. .Nazwał mnie ciotą! . jeszcze jednego członka Derry’s Finest. . rzuciłby się na nich z pięściami. W końcu Mellon uległ. chłopie . Odwrócił się i zobaczył funkcjonariusza Franka Machena. że on mógł cię obrazić . Następnym razem. słodkodupy gnoju! . co mu groziło. przyjacielu.Może któregoś dnia złożę ci wizytę.spytał ostro Garton. Myślał. .Poza tym ty pierwszy się do niego odezwałeś. gdy się spotkamy. .powiedział Doy. że możesz nią być? . a parę głów odwróciło się. że coś klepnęło go w łokieć. ale Machen powstrzymał go: . . jak on mnie nazwał? . Jego męskość została urażona: ta uraza musiała zostać pomszczona. podczas gdy policzki Gartona pokrył silny rumieniec. synu. .Nie wierzę. Garton rzucił się w stronę Mellona. A teraz ruszaj stąd.Zamknij się. . ale on zaczął się stawiać i gdyby nalegali. Unwin i Dubay dołączyli do niego . . że każdy konflikt można zawsze załagodzić.A obawiasz się.I zjeżdżaj stąd. a z twojego zachowania wynika.Daj spokój.rzekł do Gartona Machen.

Nadal był . .rzekł po raz trzeci Steve Dubay. .powiedział cicho Steve Dubay. który następnego dnia po śmierci Adriana Mellona składał zeznanie w tej sprawie. ja nie żartuję.Chodź.i idąc.Co? . . to po powrocie do domu czeka mnie nieziemskie lanie. co mnie interesuje. O co ci właściwie chodzi? Chcesz koniecznie. . Barney Morrison.Chodźmy.ten cholerny kapelusz. jak i jego partner.poinformował go funkcjonariusz Charles Avarino.Proszę.Za chwilę . Garton ponownie rzucił się w jego stronę. Webby .zwrócił się do Machena Webby. wykonał nimi kilka znaczących gestów. kiedy dowiedział się. gdy się spotkamy.Jeszcze jedno słowo albo gest i cię zamknę . wiedzieli. pokręcił palcami lewej ręki . a wyjątkowo nie cierpię takich awanturników jak ty. obciągając teatralnymi gestami swoją koszulę i sczesując włosy z oczu. może nawet nie zjawi się tam przez dłuższy czas. nie odwracając się. chłopcze.rzucił niepewnie Chris Unwin.Uwierz mi. Mellon. kupimy parę hot dogów. . Zarówno Avarino. . a kto wie.Lubicie takich typów? . . że Steve Dubay nie wróci do domu tego wieczora. żeby udobruchała jakoś mojego ojczyma.miał polakierowane paznokcie .Spadamy. . . tak ci dołożę. muszę pomówić z moją matką .rzekł Machen.I należę do tych neutralnych. .Nie lubię rozrób . to spokój i cisza. to cię zabiję! W tym mieście nie potrzeba nam pedałów. Jedyne.Ostatnią rzeczą. że Dubay rzucił szkołę w wieku szesnastu lat. a Avarino wcale nie był zdziwiony. że popamiętasz!” 6 . mordo.powiedział łagodnie Machen. całkiem ignorując Chrisa i Steve’a. jaką usłyszałem z jego ust. była pogróżka „Następnym razem. Machen.Muszę ją poprosić.Daj spokój. bo jak nie. powiedział: . Webby . żebym cię przymknął? A może chcesz się bić? . Webby odszedł. Chłopak wyraźnie nie zdawał sobie sprawy ze swego fatalnego położenia.

Nie.Czy wyglądamy jak cioty? . Kiedy wyciągnięto go spod mostu na kanale. ja nie wiem. . lepiej nie. że ja i Chick jesteśmy pedałami? .wtedy w Waterstreet Junior High. jak ojczym sprawi chłopakowi lanie. równie chętnie osobiście odwiózłby Dubaya do domu. będąc w siódmej klasie..Czemu nie? . .. miał otwarte. To była jego . Steve Dubay wyglądał na zaniepokojonego.powtórzył Steve. ale.powiedział Avarino.Przyszedłeś tu. . przepełnione przerażeniem oczy. Prawdę mówiąc. Bo jutro każde serce w tym mieście będzie się domagać waszej krwi. tchórzliwego gnojka.Czyż nie tak? .Jesteśmy twoimi przyjaciółmi.sam by go chętnie przytrzymał. że ponownie myślał on o swoim ojczymie. podejrzewał. .. aby złożyć zeznania . . jak Mellon wychodzi z Falcona .. Avarino nie lubił pedałów. Iloraz inteligencji chłopaka wynosił sześćdziesiąt osiem. podczas gdy stary zacznie drzeć z gnoja pasy. żałował. i to tylu. Repetował ją trzy razy. I choć Avarino nie przepadał za gejami i podobnie jak reszta gliniarzy z przyjemnością powitałby zamknięcie Falcona na cztery spusty.Posłuchaj .Może i tak powiedziałem już za dużo. że powinno się ich torturować i wykańczać... któremu został poddany.Czy uważasz. ilu tylko się da. że nie mógł być przy tym.Nie chcieliśmy go skrzywdzić .Nie. siadając obok Dubaya i częstując go papierosem.No.I możesz mi wierzyć.spytał Avarino. A ten tu chłopak absolutnie nie zdawał sobie sprawy z sytuacji. .. Ba .nalegał Morrison. człowieku. . . jak głosił wynik testu. który niemal potrafił czytać w myślach tego małego.odezwał się ciepło Morrison.stwierdził z powagą Morrison. Mellona potraktowano wyjątkowo okrutnie. . co się stało. . ale. . że w obecnej sytuacji zarówno ty. Stevie .Powiedz nam. jak i Chris i Webby potrzebujecie ich. kiedy zobaczyłeś...No. Avarino. .... ale to nie oznaczało. tak.

Ci. a potem powoli zaczął mówić. .zgodził się Morrison. ale uznał. to byli głównie żołnierze i marynarze.Dlatego tu teraz jesteś . Barney? . w którym klienci wpadają na dziesięć minut i zaraz się ulatniają.Co byś powiedział na to. żeby spalić cały ten lokal i zgarnąć odszkodowanie. Curtie zaczął zdawać sobie z tego sprawę około 1977 roku. Był po uszy w długach i.Trailways. nie miał pojęcia. jak z tego wybrnąć.Jasne . Greyhound i Aroostoock County. że sam nie ma na co liczyć. a nie miał pojęcia. którzy wysiadali.stwierdził Steve.i jeżeli nic się nie zmieni.. . jak się przedstawiają sprawy na Florydzie. ale wtedy było już za późno. co najgorsze. dzięki czemu został odmalowany od wewnątrz na czarno i złoto i udekorowany wypchanymi ptakami (brat Elmera Curtie był preparatorem amatorem i specjalizował się w ptakach.podstawowa taktyka obronna. No nie. . po prostu uda się do sąsiedniego budynku. Elmer Curtie sądził. Przyszedł mu do głowy pomysł. ilu spośród pasażerów tych autobusów stanowią kobiety albo rodziny z małymi dziećmi. Wielu innych było zaopatrzonych w butelki w brązowych papierowych torbach i w ogóle nie wysiadało z autokarów. a . żeby powtórzyć to wszystko. że jego klienci będą się składać głównie z pasażerów autobusów . którą przyjmował.Przejdź do faktów i będzie po sprawie.No cóż. kupi bilet na autokar i zobaczy. .terminal znajdujący się tuż obok obsługiwał trzy linie . kiedy choć odrobinę tracił rezon. że do 4 lipca rzuci tę robotę . . W lutym zdecydował. chcący wypić jedno czy dwa szybkie piwka. powinien wynająć do tego profesjonalistę. Nie zdawał sobie sprawy.rzekł z naciskiem Avarino. Jednakże w ciągu pięciu następnych miesięcy bar nieoczekiwanie przeżył okres błyskotliwego rozwoju. 7 Kiedy w 1973 roku otwarto Falcona. Raczej trudno jest prowadzić lokal.. gdzie można spotkać zawodowego podpalacza.

po jego śmierci Elmer odziedziczył po nim wszystko). do którego udawałeś się. iż oni wszyscy urodzili się zaledwie wczoraj . Niemal natychmiast. Podobno na tyłach znajdował się mały pokoik. których nie zaciągnięto by do Falcona nawet w łańcuchach. że Elmer Curtie musiał myśleć. dowiedział się o tym jako ostatni i praktycznie się tym nie przejął. Gdyby mieszkańcy Derry usłyszeli jego słowa.cioty czy nie . tylko Falcon mógł poszczycić się tym. ale Curtie po prostu nigdy nie miał okazji ich usłyszeć. obejmujących się i całujących „po francusku” przy barze. gdybyś wszedł wieczorem. iż dzieje się to od lat. że jego klienci to prawie wyłącznie homoseksualiści. którego zdradza żona. prędzej powyrywano by im ręce. nawet najbardziej intymne informacje na jego temat. Bar robił forsę i podczas gdy w Derry były jeszcze cztery równie dobrze działające lokale. Kiedy .. kiedy uświadomił sobie upodobania seksualne swoich gości. Jak się okazało. o które można by walczyć. Po pierwsze.ale to. facetów pieszczących się nawzajem. Zgodnie z tymi opowieściami. ale w tych latach taki styl był nieomal normalny. że praktycznie wszędzie krążą opowiadania o Falconie. toteż dopiero w 1981 roku Elmer zorientował się. chcąc spędzić parę chwil na Wieży Siły. roześmialiby się i powiedzieli. a w toalecie odchodził jeden numerek za drugim. Jego klientami byli niemal wyłącznie uprzejmi młodzi mężczyźni. Mimo to właśnie oni zdawali się mieć wszelkie. Wielu z nich było dziwacznie. zdał sobie również sprawę. Tak jak facet. nie było tu kobiet.w przeciwieństwie do swych heteroseksualnych odpowiedników zdawali się poznać sekret pokojowego współistnienia. a nawet wyzywająco ubranych.. było szczerą prawdą. najbardziej entuzjastyczne opowieści o jego lokalu snuli ludzie. sto dwadzieścia.. co mówił właściciel lokalu. że jego goście nie robili w nim regularnie ogólnej demolki. Nagle liczba wydawanych co wieczór drinków podskoczyła z sześćdziesięciu piw i dwudziestu głębszych na osiemdziesiąt piw i setkę głębszych. W rzeczywistości jednak to wszystko nie było prawdą. czasami nawet sto sześćdziesiąt. zobaczyłbyś tańczące przytulone męskie pary.. Aż do roku 1981. niż zmuszono do przestąpienia progu tego baru. a ci mężczyźni .

Klienci byli gejami. pojechaliby do Nowego Jorku albo do Bostonu. a tutejsza społeczność homoseksualna dobrze zdawała sobie sprawę z tego. było tu sporo facetów. Jednak pod koniec kwietnia nawet dla Elmera Curtie. zwykle nawet nie przypuszczali. ale dopiero w marcu osiemdziesiątego czwartego po raz pierwszy zjawił się tu z Adrianem Mellonem. ale bar ten nie różnił się od tysięcy innych lokali w całym kraju. Przez pozostałe dwa tygodnie mógł zebrać materiał dla czterech innych regionalnych gazet. ale gej nie jest synonimem głupoty. Przedtem Hagarty należał do wolnych strzelców i rzadko kiedy pokazywał się kilkakrotnie z tym samym facetem. że Hagarty i Mellon żyją ze sobą w trwałym związku. a to było już dwanaście lat temu. Ale podczas swego trzytygodniowego pobytu w Derry poznał Dona Hagarty’ego i zamiast wrócić do Portland. gdyż zdołał wycisnąć od redakcji „Byways” trzytygodniową dietę. stało się jasne. wynajął małe mieszkanko przy Kossuth Lane. Gdyby chcieli czegoś więcej. Gdyby mieli ochotę na odrobinę czegoś skandalizującego. Zajmował je tylko przez sześć tygodni. Zapewnili mu hotel. Hagarty był projektantem i pracował dla firmy inżynieryjnej z Bangor. że mogłoby się tu dziać coś zdrożnego . Adrian przyjął to zlecenie. gdyż pracował nad nią od trzeciej klasy college’u. który nie interesował się tymi sprawami. udaliby się do Portland. a zdawał sobie sprawę. Przybył do Derry. Don Hagarty przychodził do Falcona od dwóch czy trzech lat. który publikował wszędzie.na zlecenie „New England Byways” . Pisał powieść. 8 . Derry było małym prowincjonalnym miasteczkiem. gdzie się tylko dało. Adrian Mellon był pisarzem. ale może traktował to niezbyt serio. Potem wprowadził się do Dona Hagarty’ego. aby napisać artykuł o kanale .owszem.przyjezdni wpadali do Falcona na piwo czy parę głębszych. gdzie przyszło jej żyć. typowym wolnym strzelcem.znanego dwumiesięcznika drukowanego w Concord. że na zebranie materiału do artykułu nie będzie potrzebował więcej niż pięć dni.

Czy wy dwaj naprawdę nie zdajecie sobie z tego sprawy? Żyjecie tu i o tym nie wiecie? Żaden z nich nie odpowiadał. którego wcale to nie obchodziło. Don? . aby Hagarty kontynuował swoją wypowiedź. Stwierdził. . było najszczęśliwszym latem jego życia.Jest jak zdechła kurwa z robakami wyłażącymi z cipy . Może faktycznie tak było .stwierdził . Tak mu się tylko wydawało. .Jedynym cieniem. jak stwierdził. Twierdził. No i do tego tę czapeczkę.spytał Gardener. Pisał jak szalony. że Bóg wkłada dywan pod nogi takich jak on tylko po to. że może to będzie okropna książka. 9 Dopóki w jego życiu nie pojawił się Adrian Mellon. ale chciał. Po krótkiej chwili Hagarty zaczął mówić dalej. jakie naprawdę jest Derry. .Czy naprawdę zaczął nad nią pracować? . Dodawała mu wigoru i animuszu. że jej zakończenie powinno wypaść w październiku .dodał Hagarty. ale nie mieszkał tu dostatecznie długo.To złe miejsce . .spytał Reeves. .Powinien był się domyślić . Oczywiście nie wiedział.To lato.Tak.odrzekł Don Hagarty. .powinien był wiedzieć. . jak powiedział Hagarty Haroldowi Gardenerowi i Jeffowi Reevesowi.na jego urodziny. ale przynajmniej ją skończy.po raz pierwszy od blisko roku powrócił do swojej powieści. aby poczuć prawdziwy zapach tego miasta. że zgodził się na długoterminowy wynajem apartamentu z najbardziej niezwykłym . ale Derry jest wspaniałe! Miał kurtkę zespołu „Tygrysy” z Derry. aby go siłą wyszarpnąć. że podoba mu się tutejsza atmosfera.A jakie naprawdę jest Derry. Dwaj gliniarze patrzyli nań w niemym zaskoczeniu. . Próbowałem mu to uświadomić. Oszacował.. był niezwykle gorący stosunek Adriana do Derry. ale nie chciał mnie słuchać. Mieszkał tu już od trzech lat głównie dlatego. Don miał zamiar wyjechać z Derry.. Nosił podkoszulek z napisem: Maine nie jest złe.

powiedział Hagarty gliniarzom. Zabrał Adriana do mrocznych cuchnących podcieni Mostu Pocałunków i pokazał jeden z napisów.odparł Don po tym.. Spójrz tu. Przecież to w końcu era Ronniego Morona i Phyllis Horsefly. podczas gdy gruby glina z wielkim tyłkiem patrzył na to wszystko i śmiał się do rozpuku. ..Kiedy byłem nastolatkiem.. na miesiąc przed zabójstwem .stwierdził.Don.Don zatoczył ręką łuk wzdłuż całej długości Mostu Pocałunków. że Adrian bynajmniej nie żartował i że faktycznie uważał Derry za zwykłe miasteczko. jak zrozumiał. Miał już tego dość. co ludzie myślą o gejach . wyrażane zarówno słowami wypowiadanymi przez kaznodziejów.widokiem na rzekę. jakby w tym mieście było stale trzynastego. Zobacz. Miał już dość złych bioprądów Derry powiedział kiedyś Adrianowi. .. Czułbym się lepiej. że o tym nie wiesz.Ktokolwiek pisze te krótkie homilie.. ale teraz okres najmu dobiegał końca i Don był z tego zadowolony. Adrian mógł myśleć. aby te napisy były dziełem tylko jednego . Adrian tylko się roześmiał. ale. że czuje się tak. o jego nastawienie. pobito mnie na przystanku autobusowym w Dayton. w każdym mieście w Stanach znajdziesz ludzi. . że Derry było wspaniałym miejscem. jedynego psychola. . gdybym wiedział.Chcę ci coś pokazać.Nie mów. że to dzieło tylko jednego. to ci go utnę. cioto.Wiem.powiedział cicho Don. i to Dona przerażało. . W Portland paru facetów podpaliło mi buty przed sklepem. nie gorsze od wielu innych miast podobnej wielkości w jakiejkolwiek części Stanów. kochany.Chodź ze mną do Bassey Park . . . ale nigdy nie widziałem czegoś takiego.. ale przynajmniej to mógł wytknąć palcem. . Blask kolejnej zapałki oświetlił napis: Wbij gwoździe w oczy wszystkim pedałom (na chwałę Boga!). . Nie chodziło tu tylko o homofobię tego miejsca. Wiele widziałem.Ale tego jest cała masa. jak i graffiti w miejskim parku. i nie sądzę. jest niespełna rozumu. Pojechali do Bassey Park w połowie czerwca. którzy nie cierpią gejów . Adrian zapalił zapałkę i przytrzymał przed graffiti: Pokaż mi swego kutasa.

ale jak skończę książkę. co to zawsze mówi: Zbastuj. Właśnie dlatego chcę wyjechać z Derry.Nie wiedział. i za każdym razem. wyjedziemy w październiku. co najlepsze. Może to nawet było coś całkiem legalnego.człowieka. a potem zobaczył kapelusik. A to przecież zwykła pedalska czapeczka”.. żeby go wygrać. A może tak. . że mało mu Webby nie przywalił. Musisz być naprawdę do niczego. Taka. Dobrze. Znacie to? Miałem kiedyś taką. Chyba dlatego. . Nie mam pojęcia. było już nieczynne. Zostały tylko karuzele dla dzieciaków. który nosił ten pedał. Chyba miała nas dość. skoro nie potrafisz jej wygrać. stary. stary. Przyrzekam. co to było. Ale potem zaczął marudzić Webby’emu. Czerwona Pigułka. No to minęliśmy parę salonów gier i Webby zobaczył budę Pitch Til U Win i zapłacił pięćdziesiąt centów. To była część. po której przynajmniej dwóch z tych dupków zostanie odesłanych do Thomaston. że powinien uważać na wodę . jak pudłował. którą chcieli usłyszeć. Dostałem ją na Halloween czy na . Mówi: „Nawet nie potrafisz wygrać pedalskiej czapki.powiedział z goryczą w głosie Hagarty. przestań. Nie wiem. mówiąc monotonnym głosem do podłogi. wiecie. to była część. ale żaden z nich się nie odezwał. Ade. mimo że nawet nie trafił w nią kółkiem. Wesołe Samochodziki też już zamknięto. Tu jest lepsze powietrze. tak jak Diabelska Kolejka czy Spadochronowy Zeskok. 10 Tom Boutillier i szeryf Rademacher pochylili się do przodu. czemu się nie uspokoisz. i to tak. coraz bardziej się wkurzał. on go naprawdę doprowadzał do szału. i zaczął rzucać. Chris Unwin siedział ze spuszczoną głową. taki jak ten. Może nie.. wiecie.W wesołym miasteczku robiło się nudno . stary. A Steve. bo wziął pigułkę. co wydaje odgłosy. ten typ. Nie później. . ale nie trafiał. To była taka zabawka do robienia hałasu. jakby ktoś pierdział. Ostatnio zrobił się sezon na szaleńców. że chciała się nas pozbyć.Wszystko. co? Proszę.rzekł Unwin. W końcu ta babka z budy dała mu nagrodę.

wtrąca: „Napierdolmy jakiegoś pedała! Napierdolmy. że to kiepski znak. No więc kiedy doszliśmy na parking. . że muszę iść do domu. Była dwudziesta druga dwadzieścia.A ja na to. się na niczym skupić. wiecie. Choć chłopak w roboczych butach o tym nie wiedział. ale w ogóle nie byłem w stanie myśleć. Boutillier uniósł palec i stuknął nim w policzek.. a my wyszliśmy i Steve nadal truł dupę Webby’emu. Zrobili to odruchowo. Webby niewiele gadał i wiedziałem. mówił o morderstwie pierwszego stopnia. Doszli do zakrętu i skręcili w lewo. a Webby: „Boisz się przejść obok tej knajpy dla pedałów?” No to ja mu odpowiadam: „Nie. Nie mogłem. No.” 11 Czas okazał się dla wszystkich nielitościwy. żeby zmienił temat. czy jak. A może ktoś mi ją podprowadził w budzie. Potem lunapark zamknęli. Mieli zamiar przejść przez Main Street Bridge. Steve mówi: „Gdzie ty chcesz iść. Dwaj mężczyźni przeszli właśnie pod latarnią i dopiero . . ale gdzieś ją posiałem. znajdowali się na skraju mostu. i bardzo się ucieszył z tego powodu). Poziom Kenduskeag był niski .ryknął Webby Garton. a może na jakieś inne pierdolone święto. Most Pocałunków był o pół mili stąd.nie więcej niż cztery stopy wody przepływającej apatycznie wokół cementowych filarów. nie mam pojęcia. Żaden z nich o tym nie myślał. Adrian Mellon i Don Hagarty wyszli właśnie z Falcona po wypiciu dwóch piw. kurwa!” a Steve. jak wychodzili z Falcona.Zatrzymaj! Zatrzymaj! . Boutillier i Rademacher wymienili spojrzenia. zobaczymy.. może ta ciota się tam zjawi”. który był o wiele mniej romantyczny. była całkiem fajna.kapujecie. Kiedy śmieciarka zatrzymała się tuż przed nimi (Steve Dubay zauważył ich. o tym że nie potrafił wygrać tej pieprzonej pedalskiej czapeczki.Pokręćmy się wpierw trochę pod Falconem. Czułem. że powinienem go zmusić. rozumiecie. nieważne. ale robiłem dobrą minę do złej gry .Nowy Rok. który był naćpany.. Do domu? Już?” A Webby na to: . przeszli obok przystanku autobusowego i wzięli się za ręce. Nie mam pojęcia.

Daj mi ten kapelusik . Krew ciekła mu przez palce..zaczął Adrian Mellon i właśnie wtedy Garton uderzył go w twarz. Jakiś samochód przejechał obok. Hagarty podniósł się na kolana i wrzasnął za nim przeciągle. Garton kopnął go w brzuch. . . . Powiedział.syknął Dubay i kopnął go w bok twarzy. To doprowadziło go do pasji. spoglądając przerażonym wzrokiem to na Unwina.Adrian był zielony ze strachu. Chris Unwin odmówił uczestnictwa w tym. ty skurwielu! Adrian podał mu go. Dwaj pozostali szybko poszli w jego ślady. żeby spadał.wtedy zauważył. cioto! . że trzymali się za ręce. mówiącego. podczas gdy uwaga pozostałych była skupiona na Adrianie i jego kapelusiku .jak stwierdził. Tym razem Adrian nie próbował się silić na przytyki czy fałszywą kokieterię.Daj mi go. do cholery. jeszcze zanim ten się zatrzymał. .. . że Garton wyskoczył z wozu. to na Dubaya. to znowu na Gartona. Hagarty upadł na bok.w ogóle nie oglądał się na boki.Ade! . co działo się później. pedale. Kierowca jak powiedział Gardenerowi i Reevesowi . Przetarł nimi tyłek. ogólnie rzecz biorąc.Po prostu mi go daj. na wpół przytomny. że byli w poważnych tarapatach. . Potem rzucił je na ziemię i podeptał. Hagarty słyszał głuche odgłosy uderzeń i krzyki swego kochanka. Adrian krzyknął. strącając go z chodnika na jezdnię. Potem miała miejsce wymiana zdań..rzekł Garton. W swoim zeznaniu Unwin potwierdził. że ostrzegał chłopaka. co jego kolesiowi.. ciskając go na barierę mostu. W parę sekund później usłyszał głos Chrisa Unwina.A jak ci dam. . dopóki nie przydarzyło mu się to samo. szukał gliniarza. . ale Don Hagarty powie coś całkiem innego.krzyknął Hagarty i ponownie wysforował się do przodu. Wóz nawet nie zwolnił. o mało nie zaczął płakać.A może te.Zamknij się. . Zdawał sobie sprawę. Dubay podstawił mu nogę. Don Hagarty cofnął się nieznacznie.I Steve zrobił to. . do rynsztoka. Zajedź im drogę. Garton wyjął z lewej kieszeni dżinsów scyzoryk i przeciął kapelusz na dwie części. przytykając obie ręce do ust. Niezbyt przyjemna. zostawisz nas w spokoju? .

który mierzył pięć i pół stopy i mógł ważyć około stu trzydziestu pięciu funtów. Pozostał tylko chichot. Oznaczały one Dead Bugs . przez Dubaya do Unwina i na odwrót.Wykąpać pedzia! Do wody z nim! .zeznał . . i choć był to głos ponury. Nikt nie przybył z pomocą. jak śmiech dziecka. Adrian Mellon.Pomocy! Oni go zabiją! Na pomoc! Proszę! Na miłość boską! Pomocy. Bili go.Wykąpać pedzia! .Pomocy! . Webby Garton miał na prawej ręce dwa ciężkie pierścienie .wyszeptał jeszcze Don Hagarty i to było wszystko. Hagarty odczołgał się w stronę skrzyżowania i jasnych świateł stacji autobusowej. Ci trzej sprawiali wrażenie. Widział ich.i właśnie w tym momencie Gardener i Reeves zamknęli sprawę. na co go było stać.Adrian piszczał jak zając schwytany w sidła. zataczając się od Gartona. gdzie popadło. Pierścienie rozdarły górną wargę Adriana Mellona i strzaskały trzy z jego górnych zębów tuż przy linii dziąseł. jakby grali w jakąś grę żywą piłką. .Garton uderzył Adriana w krocze. a kiedy był już dostatecznie daleko. Jego ciało było bezwładne i wiotkie jak ciało szmacianej lalki. ponownie dał się po nim słyszeć ten sam chichot. .krzyknął Hagarty. okładali pięściami.Na pomoc . które nie jest w stanie sobie poradzić. rozrywali na nim ubranie. był popychany i potrącany. Hagarty powiedział Gardenerowi i Reevesowi. Krew ciekła mu z ust i plamiła koszulę..jeden był pierścieniem liceum z Derry. tłukąc Adriana. że cała trójka zarykiwała się ze śmiechu.jego ulubiony zespół heavymetalowy. nawet od strony oazy światła oznaczającej stację autobusową. Hagarty spojrzał w dół i zobaczył klowna .Budynki przy Main Street były spowite mrokiem i tajemnicze. . bo reszta była zwyczajnym . i Hagarty nie mógł pojąć. kiedy mijał ich wraz z Ade’em. . obejrzał się za siebie. drugi własnoręcznie zrobionym przez niego wielkim sygnetem ozdobionym wypukłymi literami DB. Mellonowi włosy przesłaniały oczy. Czy nikt nie przyjdzie mu na pomoc? Nikt? .krzyczał teraz Garton. Kiedy się tak przyglądał .Na pomoc! Na pomoc! Oni go zabiją! Pomocy! . jak to było możliwe.rozległ się ponownie ten cichy głos.. Krzyczał i śmiał się.

zaprzeczył Unwin. a przynajmniej tak mu się wydawało. Ale to było później . zaproponował mu balonik.Kiedy zobaczyłem. Dopiero po dłuższym namyśle stwierdził. Jednakże później Harold Gardener zaczął się zastanawiać... na dole. wyglądał jak skrzyżowanie Ronalda Mc Donalda ze starym telewizyjnym Bozem. . że te oczy były naprawdę srebrnego koloru. Miał na sobie workowaty strój z wielkimi pomarańczowymi pomponami-guzikami. że oni naprawdę chcą to zrobić. Jego partner nigdy nie miewał przeczuć. . Spojrzał na pochyloną głowę Hagarty’ego. . próbowałem odciągnąć Steve’a. Te skojarzenia przywiodły mu na myśl pomarańczowe kępki włosów po bokach łysej jak kolano głowy. a na rękach wielkie rękawice. Sczesał włosy z oczu jedną ręką i spojrzał na gliniarzy z przejęciem. One pławią się w powietrzu .majaczeniem szaleńca. . na Harolda Gardenera i mrugnął porozumiewawczo. oczy zaś były srebrne i lśniły silnym blaskiem. jak to brzmi. a nie pomarańczowy.powiedział Boutillier.Jeśli potrzebujesz pomocy. że widział klowna .. bo wiedziałem. Prawdopodobnie szkła kontaktowe. unosząc wzrok. powiedział Hagarty.rzekł klown. nie unosząc wzroku.Nie ja! .Ten klown zwrócił się do ciebie po imieniu . Don .weź sobie balonik.. a w każdym razie się do tego nie przyznawał.powiedział klown . ale coś w głębi duszy podpowiadało mu. . Klown. . Uśmiech namalowany na białej twarzy był czerwony.I wrzuciliście go do wody .powiedział bezbarwnym głosem Jeff Reeves.Tak . 13 . że podobieństwo pomiędzy tym a tamtymi klownami było raczej niewielkie.Wiem. Niedługo twój przyjaciel też się będzie pławił. .kiedy się dowiedział. wszyscy się pławimy.i wtedy coś go tknęło. że Unwin również zeznał. .Tu. .Żeby wykąpać pedała. 12 .I wyciągnąwszy przed siebie rękę.mruknął Hagarty.

powiedział.stwierdził. Webby wziął go pod ręce. .Jak lew w cyrku . Jakby chciało go . dziecino. 14 Kiedy Hagarty zobaczył.. wylądował na chodniku.Spadaj.A potem zrzucili Adriana Mellona z mostu do wody. Było dwadzieścia trzy. Hagarty usłyszał pluśnięcie.wielkie.. przy wtórze głośnego szczęknięcia zębów.Też chcesz se popływać? . że właśnie tak się stało. olbrzymie zęby . Chris? . Potem zobaczył klowna. że zobaczył jego lśniące srebrne oczy i obnażone zęby .Myślę. Ponownie uniósł wzrok.Bo właśnie wtedy Steve złapał mnie za rękę i wsadził do wozu.Wynośmy się stąd . .Nie! Nie! Nie! Chris Unwin odepchnął go w tył i Hagarty. . .I co potem. potem. Najpierw zobaczył Hagarty’ego ześlizgującego się i zsuwającego po zaśmieconym zboczu nabrzeża do wody. . . krzycząc na całe gardło: . ruszył biegiem w ich stronę. Adrian był cały przemoczony. W drugiej trzymał pęk balonów. Chris Unwin podszedł do barierki i spojrzał w dół. Sprawiał wrażenie niepewnego i rozbitego.. a potem.Potem stwierdził. Jeden z gliniarzy Rademachera już to zmierzył. To wgryzło mu się pod ramię. Klown jedną ręką wciągał Adriana. Chris powiedział. On i Webby szli już w stronę samochodu.Nie wiem . krztusił się i jęczał. odkąd skończył osiem lat.że ten typ może sobie zrobić krzywdę. myślę. .rzekł Steve Dubay.. co tamci robią.odrzekł Chris.spytał Boutillier.. tak że znalazła się nad jego głową. jak klown odciągnął do tyłu jedną rękę Adriana Mellona. Klown przekrzywił głowę i uśmiechnął się do Chrisa. ruup! Heej. Ale. „Heeej. Bajki nudziły go. a Steve za nogi.Zachowywali się jak szaleni...wyszeptał.To znaczy były tak wielkie. . ruuup!”. do powierzchni wody było dobre dziesięć stóp.. że widział.. Był już znudzony tą częścią. .. . że to mu się wgryzło pod ramię. . .

niebieskie. Ade krzyknął. On po prostu odchodził od zmysłów. On się uśmiechał. jak wyglądał zza ramienia Ade’a i uśmiechał się. obijały się o spód mostu .rzucił klown przez swe uśmiechnięte czerwone usta.Widziałem je równie wyraźnie jak teraz swoje palce.Popław się z nami. jak to brzmi . Falowały nieznacznie. . to w dół.pożreć. a potem wskazał ręką w wielkiej białej rękawicy pod most.powiedział Reeves i ponownie mrugnął do Harolda Gardenera. Prawe ramię Ade’a sterczało sztywno za głową klowna.zapytał Gardener. Ale on się w niego nie wgryzał.Widziałeś te balony? .rzekł Hagarty. . Hagarty widział go. zielone i żółte. . ale tysiące .jak stwierdził . Don . kiedy w formie pytań przedstawiono mu wersję zdarzeń Chrisa Unwina. a twarz klowna faktycznie wpijała mu się pod pachę.Tak. .czerwone. przyglądającym się całemu zdarzeniu z zaciekawieniem.stał w pobliżu nabrzeża. Balony unosiły się w powietrzu. Jakby chciało mu wygryźć serce. Były ich tysiące. rozumiecie.zrejterował tym samym drżącym głosem Hagarty. 15 Nie . odbijając się to w górę.Tyle balonów! .a przecież nie był bynajmniej bezstronnym obserwatorem. . Klown nie wyciągał Ade’a na brzeg .nie dziesiątki czy setki. Klown . I był jeszcze ten dźwięk. trzymając w ramionach ociekające wodą ciało Adriana. to z pewnością sporo .Wiem. Don Hagarty powoli uniósł obie dłonie do twarzy. a na każdym z nich widniał napis I ♥ DERRY! 16 . Ramiona klowna zacisnęły się i Hagarty usłyszał trzask pękających żeber.w każdym razie wcale to tak nie wyglądało . Nawet nie było przez nie widać spodu mostu.

Widziałem. .powiedział. Zobaczyłem jego oczy i w jednej chwili zrozumiałem. I te sznurki.. Hagarty zaś był w stanie szoku.Zabawny.. kto to był.To było Derry .Daj spokój . . Ruszyłem za nim. Unwin zdecydował się rzucić na szalę Syndrom Jednorękiego („To nie my zabiliśmy tego małego biednego pedzia. Ade wydawał dziwne dźwięki . gdyby zobaczył latające spodki. Boutillier wiedział lepiej. na dzień przed tym. . Potem poszedł na spotkanie z Tomem Boutillierem. Kiedy ocierały się o siebie. który zagnieździł się pod Main Street Bridge? Moim zdaniem właśnie to jest . ale kiedy zdał sobie sprawę. że Gardener bez jego drobnej pomocy mógłby zrobić coś głupiego. przystał na to.Nie było żadnego klowna. Haroldzie. Don? . to był Jednoręki”). . jak te gnoje mordują jego najlepszego przyjaciela.To było to miasto.. Stał i patrzył.odparł Hagarty i wybuchnął płaczem. Las zwieszających się z balonów białych sznurków..To był Reeves. że wierzysz w klowna wampira.Uciekłem. . . Nie wciskaj mi kitu. Wyglądały jak białe pasemka pajęczyny. durniu . Klown zabrał Ade’a pod most. Wcale by mnie nie zdziwiło. . Chciał porozmawiać o klownie. . i klown wtedy się odwrócił.To bzdury.Kto to był.odparł Don Hagarty. jak John Garton i Steven Dubay mieli stanąć przed Sądem Okręgowym Derry pod zarzutem zamordowania Adriana Mellona.Jaki kit? Czy chcesz mi wmówić.I co wtedy zrobiłeś? .jakby się dusił. że tym razem nie pójdzie mu tak łatwo. Boutillier nie miał na to ochoty. 17 Harold Gardener miał spokój aż do 13 listopada. piskliwy dźwięk. . jak jego ubranie rozsuwało te sznurki na boki.Mamy dwóch świadków. kiedy zorientował się. .spytał cicho Harold Gardener.Mówimy tu o niezależnym świadku. Gardener widział to w jego oczach i uniki zastępcy prokuratora okręgowego doprowadzały go do białej gorączki. cichy. .

Wesołego Geja. Prawdopodobnie tego wieczora pod mostem był jakiś człowiek. Haroldzie. jaki widniał na czapce jego kochanka? Moim zdaniem właśnie to jest kit. niezupełnie. że to możliwe? . powiem ci dokładnie. Nie sądził.. Harold? . ..Nie..To czemu mnie tym męczysz? .. ale Gardener cofnął się o krok przed gniewem tamtego. . Skoro ustaliliśmy już pewne podstawy. albo jakiś transwestyta.Przestań brać mnie w krzyżowy ogień pytań! .Nie.. Teraz odłożył go. żeby te gnoje wyszły na wolność? .. wstał i podszedł do Harolda Gardenera. Powie.odparł Harold.. Sądzę.ryknął Gardener. każdy z takim samym napisem. Dobrze. Czy teraz uważasz. iż musiał to być zwyczajny włóczęga.Chcesz.Nie. Tak. Jeżeli wprowadzimy tę postać do sprawy. że Hagarty zobaczył tam miliard balonów. ubrany w łachmany. Oczy tamtych dopowiedziały resztę. nie.kit! . jakiego dopuściły się te dwie stojące tam niewinne owieczki (rzecz jasna ubrane elegancko i ze świeżo przyciętymi włosami). hamburgera czy nie dojedzoną torebkę frytek.A może wierzysz w to.Chcesz. choć wydaje mi się. . Nie obchodzi mnie. było wrzucenie tego pedzia Mellona do . żebyśmy przegrali tę sprawę. ale opisy podane podczas składania zeznań były tak dokładne.To nie wszystko. klown czy facet na szczudłach przebrany za Wujka Sama albo Huberta. oczywiście. . Boutillier był pięć cali niższy. że jedynym przestępstwem. . czy to był Kinko.Nie wiem . Chciał być przekonany.Nie! . co mówił drugi! Boutillier siedział przy biurku. ale.W porządku. . Może miał na sobie kostium klowna. .Oni obaj opisali to jednakowo i żaden nie wiedział. że. ich adwokat załatwi im uniewinnienie. ale. co o tym myślę. bawiąc się ołówkiem. że zszedł tam na dół po jakieś drobniaki albo porzucone resztki jedzenia. aby to było możliwe..

rzecz jasna. . że Mellon przeżył upadek z mostu .Boutillier przerwał. iż ten ktoś był chory na AIDS. . ci chłopcy się z tego wyślizgają. bo on również był zdania.Gość był pedziem. Chcesz tego? . skazańcy będą się świetnie prezentować w twoich aktach.No i.No tak. wyrzucając obie ręce w górę. pozostajemy jeszcze my .Jeżeli włączymy do sprawy klowna. to co z tego? . I rozumie. o nie! To był psychopata w stroju klowna. . my też nie puścimy pary z ust. Poza tym chłopak miał pęknięte cztery żebra . . Bardzo porywcze . spoglądając na Harolda.Unwin i tak o tym powie.kanału. . .rzekł Harold Gardener z goryczą. 18 .odparł Boutillier. to wyślę im z tej okazji pocztówkę i napiszę. . Już mówiłem. .Ale nie Hagarty .Ale jak sądzę. a ci trzej niech nałożą ciężkie buciory i pogarują trochę. Wyszedł. Mellon został dźgnięty siedem razy włącznie z raną płuca i dwiema ranami kłutymi narządów płciowych.Oni go zabili! Nie tylko wrzucili go do kanału .rzucił Boutillier. jak i Hagarty’ego.Nie. że to się im należy. Zrobili to naturalnie dla kawału. kiedy za dwa lata wdrapiesz się na najwyższy stołek.Garton miał nóż sprężynowy.na ramionach. policzku i szyi.będzie miał na to zeznania zarówno Unwina. A jeżeli nawet spod jego prawego ramienia wyrwano spory kawałek ciała. bo Bóg mi świadkiem. że ktoś z Thomaston przerżnął te ich małe jędrne dupki.Przejdźmy nad tym do porządku dziennego. że ci trzej powinni znaleźć się za kratkami.Daj spokój! . Wykaże.Bo on wie. Mam zamiar ich zapudłować i jeżeli kiedykolwiek się dowiem. . Fakt. że mam nadzieję. Jego klienci nie popełnili morderstwa. która dziwiła nawet jego samego. miał na ciele ślady ukąszeń .to zrobił Dubay. nie mówiąc ani słowa więcej. ale nikomu nie zrobił nic złego . biorąc go w niedźwiedzi uścisk. .ryknął Boutillier.pomyślał Gardener. Te rany pasują do noża. A bez Hagarty’ego kto uwierzy Unwinowi? .

kiedy są na przepustkach . Skazano go na sześć miesięcy w Zakładzie dla Nieletnich.jak przyglądają się dziewczynom albo grają w Penny Pitch. w Bassey Park. Gartona i Dubaya można zobaczyć. w Więzieniu Stanowym Thomaston. Don Hagarty i Chris Unwin opuścili miasto. nieopodal miejsca. wszystkie trzy wyroki zostały poddane apelacji. Steven Bishoff Dubay został uznany za winnego morderstwa pierwszego stopnia i skazany na karę piętnastu lat więzienia w Zakładzie Karnym Shawshank. zmasakrowane zwłoki Adriana Mellona. gdzie przy jednym z filarów Main Street Bridge znaleziono unoszące się na wodzie. Wyrok został zawieszony. South Windham. . Na głównym procesie (gdzie sądzono Gartona i Dubaya) nikt nawet słowem nie napomknął o klownie. Christopher Phillip Unwin został osądzony osobno jako nieletni i uznany za winnego morderstwa drugiego stopnia. W chwili kiedy to piszę.John Webber Garton został uznany za winnego morderstwa pierwszego stopnia i skazany na karę dwudziestu lat.

Ale czytając je. że do niego napisze.Potworów ścigających małe dzieci.nie prawdziwym pisarzem.mówiła. że tego nie zrobi. Przeczytał prawie wszystkie jego książki. ale nie była w stanie.że te książki go denerwują i wpędzają w depresję. co znaczyło.. . tego wieczora podczas kąpieli czytał właśnie ostatnią .Roiło się w niej od potworów . . Określiła to prosto i łatwo jednym słowem. i. ale wiedział. że powinna była się domyślić.. Mówił o tym. stwierdziła.. Takie tam. iż coś jest nie tak. przeczytawszy zaledwie trzy rozdziały. jak bardzo przeraziła ją ta książka i dlaczego tak się stało. To nie była zwykła powieść . Były zabójstwa i. że jego przyjaciel z dzieciństwa został pisarzem . bo Stanley nigdy się nie kąpał po południu.. jak to się działo .chciała powiedzieć matce. Powinny wprawiać go w radosny nastrój . że te opowieści wprawiają go w okropny nastrój . Starała się omijać to słowo i nigdy w życiu go nie wypowiadała.powiedziała później matce .. Na jakieś trzy miesiące przed tym okropnym dniem Stanley odkrył. .. Patty z ciekawości sięgnęła kiedyś po jedną z nich. jakby wrócił pamięcią do czasów dzieciństwa. jakby mówiła „erotyk”. ale niezbyt elokwentną ..ROZDZIAŁ 3 SZEŚĆ ROZMÓW TELEFONICZNYCH (1985) 1 Stanley Uris bierze kąpiel Patricia Uris powiedziała potem matce. Patty była słodką. jak Patricia powiedziała matce. Powinna była wiedzieć. choć wiedziała.to było 28 maja 1985 roku.. ale Stanley nazywał go niekiedy Billym Jąkałą. Autor nazywał się William Denbrough. dobrą kobietą.. ba. I do tego te książki. Prawdę mówiąc. złe przeczucia i ból.. .to był horror. Stan czuł się.choć nie potrafiła powiedzieć. Co rano brał prysznic i czasami późnym wieczorem pomoczył się dłuższy czas w wannie (z pismem w jednym i piwem w drugim ręku). lecz powieściopisarzem.ale czuła . nie wiem. ale kąpiel o dziewiętnastej to nie było w jego stylu. I wiedziałam. odebrała tę książkę niemal jak pornografię.. Odłożyła ją..

Kiedy to dzieje się naprawdę. oczywiście! Pani Stanleyowa Uris! To nie była w pełni szczęśliwa myśl. przystawała przy niskim cisowym żywopłocie. żeby Urisom wiodło się kiepsko! Żyli w bogatej dzielnicy i mieli dom. która ją zżerała.. Telewizor był włączony. Widzicie. . bo prawie zawsze udzielała najbardziej popularnych odpowiedzi (w tym programie nie było prawidłowych odpowiedzi. który wzbogacił się. kiedy się z nim droczyła. a który obecnie bez trudu mogliby sprzedać za sto sześćdziesiąt pięć tysięcy. uczucie psuła potworna duma. Prawdopodobnie miał rację . William Denbrough. Poza tym lubiła ten show. Nie. I wtedy zaczynasz się dusić. bo kiedyś ta kobieta była samotną osiemnastolatką nazwiskiem Patricia Blum i . które są dla niej tak dziecinnie łatwe.odparł Stanley i wtedy odniosła wrażenie. że zegarek z dewizką. uważała. Ona po prostu adorowała Richarda Dawsona. Naprawdę. pisząc kilka horrorów. czy chcieliby to zrobić. tylko najbardziej popularne). dzieląc uwagę pomiędzy stos szycia i jej ulubioną grę telewizyjną Family Feud. był diablo sexy i nawet końmi nie można by jej odciągnąć od ekranu. I wtedy Patty Uris zaczęła płakać. w blasku reflektorów. który. który w 1979 roku nabyli za osiemdziesiąt siedem tysięcy dolarów. Czasami wracała z Fox Run Mall swoim volvo (Stanley prowadził mercedesa diesla. dlaczego pytania. jaki zawsze nosił. zawsze jest trudniej. Stanley miał bardzo często ciekawe spostrzeżenia na temat ludzkiej natury. nazywała Sedanley) i widząc swój dom.Prawdopodobnie kiedy tam siedzisz. kiedy to dzieje się naprawdę. ale zawsze dobrze było to wiedzieć.. wszystko wydaje ci się o wiele trudniejsze . który spotkał klowna Pennywise’a. jakby jakiś cień napłynął na jego twarz. Patty siedziała na wprost niego. O wiele bardziej interesujące niż jego stary przyjaciel. Któregoś razu spytała Stana.i. Stanley i Patty siedzieli w swym domu na przedmieściach Atlanty. zastanawiając się: Kto tam mieszka? Ja.uznała. Tego wieczora na mniej więcej sześć miesięcy przed dwudziestą ósmą rocznicą zaginięcia George’a Denbrougha. wydają się tak trudne dla występujących tam rodzin. Nieważne. .

jak bydło przewożone w ciężarówce. że są Żydami. wspaniała żydowska syrenka o fatalnym nazwisku rozryczała się na dobre. A potem ktoś wybuchnął śmiechem. o tak. cha). który stale pobrzmiewał w jej uszach. I dopiero w samochodzie zaczęła płakać. mała żydowska śliweczka. Część niej będzie zawsze kroczyć obok Michaela ubranego w wypożyczony biały smoking . jak zbite psy. Ból i wstyd pozostały i chociaż całkiem nieźle żyło jej się z sąsiadem.odmawiano jej nawet wstępu na przyjęcia szkolne w klubie miasteczka Glanton w stanie Nowy Jork. cha. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza. Samochód należał do jego ojca. co czuła. Nawet to. Szli z podniesionymi głowami. że jej nazwisko rymowało się z plum i to właśnie była ona. to wstyd i ból.wyglądała niczym syrena . Część niej zawsze będzie wracać do samochodu z Michaelem Rosenblattem oraz chrzęstu żwiru pod jej pantoflami i jego wypożyczonymi lakierkami. Odmówiono jej wstępu rzecz jasna dlatego. cha.jak stwierdziła jej matka . czuli się jak właściciele lombardu. a może przede wszystkim. kiedy było im już wszystko jedno. Wysoki.a gniew przyszedł później. że czuła się lepiej . cha) no i. Wracała do domu w swoim * Plum (śliwka) . minęło już tyle lat. jak szybkie przebiegnięcie palcami po klawiaturze fortepianu. a ona nie uroniła nawet jednej łzy (nie wtedy). że była członkiem tutejszego klubu (wraz z mężem) i maître d’hôtel zawsze witał ich z szacunkiem. Dom usadowiony z takim pietyzmem za żywopłotem z cisów sprawiał.żydowska syrenka. nie mogło to zatrzeć wspomnień owego feralnego wieczora i zagłuszyć potwornego chrzęstu żwiru.jak on lśnił tego pięknego wiosennego wieczoru! Ona miała na sobie jasnozieloną suknię wieczorową.) ∗ .ale nie za dobrze. niezłe (cha. W tej chwili jedyne. jak żydowskie wypierdki. które chcą czuć wściekłość. Ale tego typu dyskryminacje były naturalnie bezprawne (cha. w której . Tyle tylko. szczeniaki.slangowe określenie vaginy. słodka. że dla pewnej części to się nigdy nie skończy. ale czuła. ale nie są w stanie się na to zdobyć . piskliwy szczebioczący śmiech. Michael pożyczył go na wieczór i woskował przez całe popołudnie. ale rejterowali i oboje czuli teraz bardziej niż kiedykolwiek do tej pory. że nie wracali.

była już kobietą i niedługo miała skończyć naukę. Przyjechał do jej szkoły z New York University. określonej na wyrost mianem domu. zaczęła sądzić. Ta głupia mała syrenka umarła. Teraz już mogę o niej zapomnieć i być sobą. Miała nadzieję. żyła teraz w jakiejś marnej ruderze. nie mieli zbyt wielkiego wyboru. Czuła się dobrze. która słyszała ten nie kończący się chrzęst żwiru. Lepiej niż dotychczas. który lał ją z byle powodu. W końcu jej rodzice zaakceptowali go pomimo wcześniejszych uprzedzeń. a do tego ta nieznajoma dziewczyna miała kłopoty z dyskami. Kiedy nadeszła wiosna i Stanley zaoferował jej mały pierścionek z diamencikiem nałożonym na stokrotkę. gdzie był stypendystą. Podczas przerwy semestralnej była o tym przekonana. ale to przecież oczywiste. która odsunęła się przed dotknięciem dłoni Mike’a Rosenblatta. Może to wszystko wreszcie minęło. Dziewczyną. Fakt.Patty którejś nocy usłyszała słowa swego ojca. z mężem gojem. tylko dlatego.Będę łożył na tego czterookiego sukinsyna do końca życia. często . Kochała swego męża. . naturalnie. biorąc w formie zakładniczki (i uśmiechu fortuny) ich jedyną córkę. pieprzonym jęzorze. żołądkiem i cysty na swoim niewyparzonym.volvo (rocznik 1984) i patrząc na dom otoczony połaciami zielonego trawnika. która się wtedy śmiała. Nie mam już osiemnastu lat. jak się jej wydawało . mąż zdradzał ją z chorymi kobietami. przyjęła go. ze trzy razy była w ciąży.myślała o tym przejmującym chichocie. . Przedstawił ich sobie wspólny znajomy i zanim wieczór dobiegł końca. Mam trzydzieści sześć i jestem kobietą. Rzeczy miały się świetnie. że ta dziewczyna. Jej rodzice wyszli na kolację i . Jednak przeważnie czuła się całkiem nieźle. że był Żydem. że się w nim zakochała. Ale Patty miała dwadzieścia dwa lata. ale nie donosiła żadnego dziecka. Spotkała go na jednym z party. Nie zawsze tak było. jej rodzice byli jednocześnie wściekli i nieszczęśliwi. choć Stanley Uris miał niebawem rozpocząć nową pracę i tym samym przestał żyć na koszt rodziny. kochała swój dom i zazwyczaj była również w stanie kochać swoje życie i siebie samą. kiedy próbował ją pocieszyć. żeby zawsze było dobrze? Kiedy przyjęła pierścionek zaręczynowy Stana.aż za często. Czy było tak.

ci. Otrzymała dwadzieścia dwie odpowiedzi. Tej nocy Patty co najmniej do dwunastej nie była w stanie usnąć . Donald Uris i Arden Bertoly pobrali się. że ich Stanley miał przed sobą życie w skrajnej nędzy i ubóstwie. Sporządziła listę czterdziestu propozycji. bo cię usłyszy . to zimno.powiedziała Ruth Blum. Stanley przyszedł. . jakie to wyprawiało z jej twarzą. zmarszczki. zawsze stwierdzała. co mówili o „pochopnych decyzjach”. nie dostając przy tym kręćka. I w końcu okazało się. Wszystkie nieomal jednakowe. Przez następne dwa lata usiłowała wyplenić z siebie tę nienawiść. widziała rzeczy. kiedy patrzyła w lustro. ale jakby zupełnie o tym fakcie zapomnieli. Jego rodzice również nie byli zachwyceni tym związkiem.. jakie się na niej pojawiały. który nie wyróżniał się absolutnie niczym.byłaby stratą czasu i biur. że był to co najmniej dziwny przypadek. małym miasteczku czterdzieści mil na południe od Atlanty. Nie przejmował się tym.Tam - . List. jak do tego doszło. i jej samej. W lipcu 1972 roku. a potem w ciągu pięciu wieczorów napisała czterdzieści listów (po osiem każdego wieczoru) z prośbą o dalsze informacje na temat pracy i formularze zgłoszeniowe. Nienawidziła swoich rodziców. Kiedy myślała o tym. Wygrała jednak tę walkę.list wyglądający dokładnie tak samo jak pozostałe. że „obecna młodzież jest nad wyraz popędliwa”.jak wynikało z wyjaśnień firm .było jej na przemian to gorąco. przed którymi przestrzegali go jego rodzice. Czasami.. ale zbyt dużo jej się w niej nazbierało.ojciec wypił o parę głębszych za dużo. a nie oni. Naturalnie nie wierzyli. kiedy siedziała nad nimi i zastanawiała się. Patty otrzymała pracę w Traynor. Nie przejmował się trudami życia.. że to on miał rację.. . Pomógł jej w tym Stan. czy zdoła wypełnić tuzin podobnych formularzy. a potem stuknął palcem w list z Traynor Superintendent of Schools . W pozostałych przypadkach nie miała odpowiednich kwalifikacji i dalsza korespondencja . Pozostało tuzin propozycji. kiedy na jej dyplomie ledwo zasechł atrament. gdzie miała uczyć stenografii i urzędowego angielskiego. mając po niecałe dwadzieścia lat. Spojrzał na stos papierów na stole. Nie płakała. że propozycje są już nieaktualne. Tylko Stanley zdawał się pewny siebie i swej przyszłości. z ogłoszeń w czasopismach dla nauczycieli.Cii. ale twierdzili. które brała pod uwagę.

Skąd? Oglądałem ją tylko na filmach. Szeryf Business Department zapałał żywą sympatią do Patty (z wzajemnością). Spadł na podłogę i stłukł się.. o czym ty mówiłeś? . . Jej rozmowa wstępna wypadła znakomicie. . Stanley.Vivien Leigh.powiedział nagle.odparł.Przeminęło z wiatrem . . I w tej samej chwili poczuła na plecach dreszcz niepewności.Żółw nie mógł nam pomóc . z południowego Bronxu.Zapomniałem . Czy mam południowy akcent. . kochanie. . Clark Gable. . jadła brzoskwinie i jego ręka trąciła talerz. Pewno. . zaskoczona prostotą i przekonaniem w jego głosie.Tak.powiedział.. Usłyszała to. . jadąc do Nowego Jorku. że mogę .. że zaczynają ogarniać przerażenie.Bo to jest właśnie to. Pomyślę o tym jutro. Stanley. List potwierdzający swoje przypuszczenia otrzymała w tydzień później.Stanley? O czym ty mówisz? Stanley? Drgnął gwałtownie. Powiedział to wyraźnie. że powinniśmy pojechać go Georgii.Nie możesz tego wiedzieć na pewno. że nie żartował. Spojrzała na niego.Ja wiem. Teraz ten uśmiech przygasł. Patrząc na niego..Skąd wiesz? Uśmiechnął się półgębkiem.odparł po prostu. . Już w pociągu. spojrzała na niego.O cholera! Przepraszam! .powiedział. że zdobyła tę pracę. W oczach Stanleya pojawił się błysk zrozumienia. . Wydział Szkolnictwa Traynor Consolidated mógł jej zaproponować na początek próbny kontrakt . Jeżeli nic nie wiesz o Georgii i nigdy tam nie byłeś.Mogę.Już dobrze. . wiedziała. Uniosła wzrok. Pracując nad formularzami.Wiesz coś o Georgii. marszcząc brwi. i zrobiła to. a jego miejsce zajął grymas zakłopotania.Ale myślę. to dlaczego.Ale. . Mówił całkiem serio. czuła. Jutro też jest dzień. czego ja nie wiem? . Patty? . Na jego twarzy wciąż malował się ten wyraz głębokiego zamyślenia i nagle poczuła. .Zaufaj mi .

zaczął tam pracować w biurze H&R Błock za sto pięćdziesiąt dolarów tygodniowo. Wślizgnęła się naga do chłodnej pościeli hotelu w kurorcie Poconos w nad wyraz burzliwym nastroju . Kiedy Stanley wślizgnął się do łóżka obok niej .odparł. . kiedy powiedziała mu. kiedy otwarto Centrum Handlowe Traynor Flats.powiedział Stanley.góra mięśni. ale nie umarli z głodu.Zemrzesz z głodu . uchowaj Boże. W 1975 roku Stanley rzucił pracę dla H&R Błock i otworzył własny interes. jeszcze jest na to za wcześnie. a bochenek białego chleba o dziesięć centów mniej. kiedy galon benzyny kosztował trzydzieści pięć centów. mówili zgodnie . ale jeszcze nie teraz. powinien to zrobić. Była wściekła. z drugiej zaś ogarniały ją mroczne chmury strachu. co usłyszała od ojca. Scarlett . W październiku tego roku. żeby Stanley nie miał otwierać własnego interesu.rzekł Herbert Blum. .do wieczoru. kiedy poszedł wziąć kąpiel. jak wybuchają w niej jasne jak błyskawice filary pożądania i niewysłowionej rozkoszy. z grubym członkiem sterczącym twardo spomiędzy kłębowiska rudych włosów łonowych . Patty Uris weszła do małżeńskiego łoża. będąc dziewicą. co wydawało się im nielichą sumą w czasach. kiedy podzieliła się z nim tym.w tej sytuacji będą musieli oboje żyć z pieniędzy Patty (przynajmniej dopóki ten darmozjad nie wyciągnie od niej wszystkiego .Trele-morele. parząc się. Stanley podjął pracę jako kierowca ciężarówki rozwożącej pieczywo za sto dolców tygodniowo. biorąc ją w ramiona. W marcu 1973 roku bez pompy i fanfar Patty Uris przestała brać swoje pigułki antykoncepcyjne. W pracy szło jej świetnie. . a Stanley wziął ją mocno w ramiona. Rodzice obojga uznali to za głupi i nierozsądny krok. W sumie zarabiali razem siedemnaście tysięcy dolarów rocznie. że zamierza przyjąć tę pracę. Nie.Nigdy cię nie skrzywdzę .i wynagrodzenie w wysokości dziewięciu tysięcy dwustu dolarów. .z jednej strony czuła.Nie zrób mi krzywdy. Kochali się. bliska łez. i obietnicy tej dotrzymał do 28 maja 1985 roku . kochanie.powiedział . ale teraz zaczęła chichotać. Pobrali się 19 sierpnia 1972 roku.wyszeptała: .I umrzesz.

choć znała już odpowiedź. który poza pracą preferował noszenie starych. pionier w rodzącym się dopiero przemyśle wideo. A jednak się znalazła. który idąc. . Rodzice doszli do zgodnego wniosku. W chwilę potem wszedł na nią i kochali się w miłosnym uniesieniu. a potem przyciągnął ją do siebie i pocałował.spytała. że Stan przez cały czas wiedział. na które w 1979 roku przeprowadzili się Urisowie. przystojny. . kołysał lekko biodrami.Powiem im. że tak się stanie. .swemu bratu Herbert Blum któregoś ranka po nocy spędzonej na popijawie w kuchni .a potem ja będę ich musiał utrzymywać). że ten człowiek nawet nie powinien myśleć o otwieraniu własnego interesu.. Praca dla Blocków była dlań dobrym startem. ale nie było dziecka. na którego twarzy często gościł uśmiech. to z całą pewnością nie uwierzyłby. Został zatrudniony. Był młody. Trzydzieści tysięcy dolarów rocznie to był niezły kawał grosza.I co masz zamiar zrobić? . czyli kiedy stuknie mu siedemdziesiąt osiem lat. mądry i zdolny. Sony czy RCA. w ciągu najbliższych dziesięciu lat dorównają takim potentatom jak Kodak. że Corridor Video. jak wysoko zaszedł. I wyglądało na to. Jeżeli tylko nikt nie wysadzi tej planety w powietrze. I ponownie Stanley sprawiał wrażenie nad wyraz pewnego siebie i pełnego wiary we własne siły.rzekł Stanley do Patty tej nocy w łóżku..okularnika. i nie mógł wiedzieć. miał zamiar zająć olbrzymią połać wydzierżawionego terenu o niecałe dziesięć mil od przedmieścia.W sierpniu interes rozrośnie się jak kukurydza na polu. spranych dżinsów i na którego twarzy wciąż jeszcze można było dostrzec oznaki trądziku młodzieńczego. . a może i później. że znajdzie się tam praca dla młodego amerykańskiego Żyda .A to dopiero początek . Podjąwszy pracę dla CV w bardzo szybkim tempie zdał sobie sprawę. że w niecały rok po pojawieniu się w Traynor Corridor stanie się rynkiem dla niezależnego marketingu. Nie wiedział tylko. Nawet gdyby Stan dysponował tymi informacjami. że praca dla nich będzie dla mnie prawdziwą przyjemnością .odparł i wybuchnął śmiechem. dopóki nie osiągnie bardziej dojrzałego wieku i nie zmądrzeje. . To wszystko wiedział.

Tamci znaleźli w nim akceptację i życzliwość. że to w większości całkiem równi faceci. które pojawiło się w jednym z listów Ruth Blum. Jej bazgroły były niemal nieczytelne i Stanley . narkotyków. Pod wieloma względami był to zwyczajny list z domu Ruth Blum cztery niebieskie stroniczki zapisane gęstym maczkiem.Żółw nie mógł nam pomóc”. a Stanley został akcjonariuszem spółki i miał pod sobą sześciu ludzi. To jej matka wspomniała o niej jako pierwsza. Raz żartem bąknęła coś o pakcie z diabłem.Pracując dla CV. co powinni dalej robić. Niedługo potem wyprowadzili się z Traynor. że nadal tam był. Była tylko jedna jedyna chmura. Przysłano go pod ich nowym adresem z Traynor. terytorium. upewnić się. porzuconymi na polu. pozamałżeńskiego seksu. Patty przypomniała sobie. To była bajeczna sześciocyfrowa kraina. mając w myślach te słowa jako jedyny fragment zapomnianego snu. każda z nagłówkiem To tylko list od Ruth. budziła się w nocy. prawie nie znaną na Północy.żadnych dzikich pijatyk. nudy ani gorzkich utarczek na temat tego. a Patty przeczytała go w salonie zasłanym stertami kartonowych pudeł. w Georgii. To ją czasami przerażało. . i odwracała się do Stanleya. Zamierzam pomóc paru z nich we wzbogaceniu się. Czasem. jak kiedyś Stanley pisał list do domu do rodziców. Stało się to tak szybko i łatwo. praktycznie bez powodu. a oni pomogą mi w zbiciu fortuny i nie będę do nikogo należał prócz mojej żony Patricii. zawierających cały ich dobytek. który teraz kojarzył się z powyrywanymi chwastami.. by go dotknąć. że wszystko jest w najlepszym porządku”. spotkał paru najbogatszych i najpotężniejszych ludzi z Atlanty. a ten szczególny list przyszedł wczesną jesienią 1979 roku. I wyglądało na to. które Patty znała jedynie ze słyszenia. Pisała do Patty raz na tydzień. Oboje ze zdziwieniem stwierdzili. Stanley śmiał się do rozpuku. myślę. Zrodziła się ona z pytania. a ponieważ ona jest już moja. aby zgniły. jak włożenie adidasów w niedzielny poranek. ale jej to nie wydawało się zabawne i chyba nigdy nie będzie. To było dobre życie . że to właśnie ona wywołała tę chmurę. „Najbogatsi ludzie w Stanach żyją w Atlancie. W 1983 roku stan ich dochodów znalazł się na nie znanym dotąd terytorium.

no i powietrze w mieście jest strasznie zanieczyszczone. Patty. wybacz mi tego typu określenia. że Patty i jej mąż wyjechali na wieś.pracuje jak muł i czasami nawet tak myśli. niejako na marginesie. jak i woda .były o wiele zdrowsze (dla Ruth całe Południe włącznie z Atlantą i Birmingham to była wieś). Potem zmieniła temat i zaczęła opowiadać o dziewczynie Brucknerów z końca ulicy. zupełnie bez powodu. Wielu ludzi. W liście tym mama jak zwykle dzieliła się z nią najświeższymi plotkami. że to mógł być wrzód (pisała). a może nawet i wtedy nie. ale dwadzieścia siedem cyst. dopóki nie zaczął kasłać krwią.A po co miałbyś czytać? . Niszczy człowieka od środka. ale ona była przekonana. o których pisała jej matka.a woda w szczególności . Ruth Blum zadała. co robili. zdawała się nigdy nie słabnąć. wyjęli jej z jajników cysty wielkie jak piłki golfowe niezłośliwe. gdzie zarówno powietrze. Ojciec nadal cierpiał na dotkliwe bóle żołądka. Randi Harlengen poddała się operacji. to przerażające pytanie: „No to kiedy ty i Stan uczynicie nas dziadkami? Jesteśmy już gotowi. bo nie nosiła . Stella Flanagan ponownie wyszła za mąż . dzięki Bogu. Richiego Huberta znowu wylali z roboty. a jej prognozy były nad wyraz trafne. że nie potrafił przeczytać ani jednego słowa napisanego przez teściową. nie przyszła mu do głowy. Znasz swego ojca. . aby rozpieścić jego (lub ją) do granic możliwości. Ciotka Margaret znowu zaczęła się procesować z elektrownią. ale dla Ruth one wszystkie pozostawały świeże. bez żadnego a propos. poprzez coraz to nowe kaskady tak zwanych stosunków międzyludzkich. I w samym środku tej słodkości. gdybyś tego nie zauważyła.niektórzy nigdy się nie nauczą. płytkiej gadki-szmatki. my wcale nie młodniejemy”.skarżył się. dla Ruth Blum wspomnienia były jak rzeka wypływająca z ruchomego punktu tu i teraz. myśl. że to przez tę wodę. kochanie . blakło w pamięci Patty jak fotografie w starym albumie. Boże. Często dziękowała Bogu. że to tylko zwykła niestrawność. On był pewien. była tego pewna. którą odesłano ze szkoły do domu. A tymczasem. Jej troska o ich zdrowie i ciekawość związana z tym.oparła Ruth. wyobrażasz sobie? Przecież to można umrzeć! To ta woda w Nowym Jorku.

Kiedyś ten pokój będzie należał do Andy’ego czy Jenny. kiedy dostanie ci się do nosa. przekonań politycznych. niechęci wobec marihuany i setki innych. przez którą wszystko było widać. Ukryła głowę w ramionach i płakała przez blisko dwadzieścia minut. Po lewej stronie znajdował się stół do pracy i fotel do czytania. jaką czerpali z oglądania filmów Woody’ego Allena. trzy lata po tym. który miał być ich sypialnią. kosze z materiałami. Patty! Jesteśmy twoimi dziećmi.to słowo tak jak „pornografia” nigdy nie padło z jej ust. jak przestała używać tabletek antykoncepcyjnych. W 1976 roku. tak jak ich nosy czy obrączki ślubne. powoduje kichanie. „Poczęcie” . Tak czy inaczej. bardziej lub mniej ważnych spraw. Nakarm nas. czując się niepewnie i jakby trochę przestraszona tym. i położyła się na materacu (reszta posłania znajdowała się w garażu. jak któregoś razu dostała okres i otworzyła szafkę pod umywalką w łazience. tak jak kurz porwany wiatrem. cementując tym samym trwałość ich związku. Tęskniąc za ich starym domem w Traynor. stół i stolik karciany znajdowały się na swoich miejscach i zdawały się z każdym miesiącem umacniać swoją tam pozycję. Nakarm nas swoją krwią. Patty poszła do pokoju. co mogło ją jeszcze czekać. . pojechali do lekarza w Atlancie. Ona też chciała. Byli pod tym względem tak samo zgodni. a tu w sypialni na gołej podłodze rozłożono tylko materac). Po prawej maszyna do szycia i stolik karciany. aby wyjąć z niej paczkę podpasek. W domu w Traynor mieli pokój podzielony na dwie części.stanika i miała bluzkę. jakby ono uśmiechnęło się do niej radośnie. Po prostu list matki przyspieszył ten proces. swych niezbyt regularnych wizyt w synagodze. na blacie którego układała puzzle. że praktycznie bardzo rzadko rozmawiali na ten temat. to musiało nastąpić. Oboje byli tak zgodni względem tego pokoju. Spojrzała na pudełko i wtedy odniosła wrażenie. Ale co z dzieckiem? Czemu nie przychodzi na świat? Maszyna do szycia. on po prostu tam był. ale zawsze właśnie o to jej chodziło. Stanley chciał mieć dzieci. Pamiętała. Jesteśmy jedynymi dziećmi. Wiedziała. i jesteśmy głodne. Nazywał się dr Harkavay. jakie będziesz miała. jak pod względem przyjemności. Cześć. że będzie płakać. był na swoim miejscu.

Jej głos był ochrypły. . Harkavay. które powinny być otwarte. przestraszyła się.odparł. W drodze do domu Stan był diablo ponury. jak sądziła. . podobnie jak jajniki Patty i wszystkie kanały. Zaczęła chichotać.stwierdziła. ale o którym aż do tej chwili nie wiedziała. I tej nocy. . jakie tam skrywała.Nie możesz tego wiedzieć.Daj spokój . czy coś jest nie tak .wyszeptała w jego ramię. leżąc w łóżku. besztający jak . ale wiedziała. Strach bił od niego chłodnymi falami i leżąc naga obok niego.To ja . . jakby zajrzał w głąb jej umysłu i odczytał utajnioną informację . że to często spotykany przypadek. . Nie to ją jednak zdziwiło. Powiedział. . To było tak.I ty też o tym wiesz.Wiem. co mówię. miłym facetem o twarzy studenta z college’u tuż po powrocie z semestralnych wakacji spędzonych na nartach w Colorado. . który nie nosił obrączki i był otwartym. . Ale jej serce biło szybko . że już usnął.Nigdy tego nie robię . Ale nie wiem czemu. . To ja. jakby leżała na wprost otwartej lodówki.To moja wina. . ze to mogło być spowodowane przez nerwy.powiedział. Ale nie z nią. że miał rację.Nie wygłupiaj się . że Stan był przerażony. powiedział im. Z nim. I wcale się nie wygłupiam . Odwróciła się do niego i objęła go. Z czymś w jego wnętrzu. tym mniej się mogło. choć w głębi duszy czuła strach i osamotnienie. Powinni się rozluźnić i zapomnieć podczas stosunków o prokreacji. Był lekko spocony i nagle zdała sobie sprawę. który był jednocześnie płytki i zduszony.im bardziej się tego chciało. Sperma Stana okazała się w porządku. Nie wiedziała czemu. Patty spytała go dlaczego. W trakcie. czy można coś na to zaradzić. że korelacja psychologiczna może działać podobnie jak impotencja seksualna . Coś było nie tak. były otwarte. . słysząc jego głos dochodzący z ciemności. tłumiony łzami.Czego? .zbyt szybko.powiedział tym samym tonem.Chcemy wiedzieć.I jeżeli tak.. Zrobili testy. chcemy wiedzieć. Był płytki.powiedział Stanley. długo po tym.przekonanie.Nie myślę o prokreacji. czuła się.

. Budzę się wtedy i myślę. Nie było już żartobliwych wzmianek o tym. Czasami mam sen. ale się nie skończyło. odpowiadał zawsze tak samo: „Nie pamiętam. myślę. zły sen. Poza tą jedną chmurą prowadzili całkiem radosne i . że często miewał niespokojne sny. W moim życiu wszystko jest nie tak. czekając. Całe życie spędziłem w oku cyklonu i praktycznie nic z tego nie rozumiem.. ale czasami. dostrzegała cień spowijający jego twarz. Mówię o tym. Tak jak to zwykle bywa ze snami. jak powinno. . która była zajęta własnymi sprawami.. aż resztki snu wypłyną przez pory jego ciała jak kropla złego potu. czy brali regularnie czy też nie pastylki z witaminą E. Nie mogę sobie przypomnieć”. że wiem dlaczego.w wieczór kąpieli . Nie chodzi tylko o to. Wiedziała. co jest na zewnątrz. Stayfree (mini i maxi) nadal znajdowały się w szafce pod umywalką w łazience. Dodatkowy pokój był wciąż dodatkowym pokojem.Czasami . Tego wieczora. całe jej ciało przeszył ostry dreszcz jak smagnięcie bicza.ich rodzice nadal czekali. . Jakiś cień. Kiedy zaś próbowała mu pomóc i pytała go. rzucając się na łóżku i jęcząc. przestała wypytywać ją w listach o dziecko i nie wspominała o tym słowem.czasami wydaje mi się.To nieprawda. kiedy Stan i Patty dwukrotnie w ciągu roku przyjeżdżali do Nowego Jorku. Stanley. Potem zwykle siadał na łóżku i sięgał po papierosy. 28 maja 1985 roku . ale wcale nieobojętna na ból swojej córki. Budził ją kilkakrotnie.głos matki. I kiedy to mówiła.Wewnętrznie wszystko jest w porządku. co wewnątrz . Już wiem.Nie mówię o tym. A teraz już wiem. że nie możemy mieć dziecka. Nie mieli dzieci. O czymś. Chodzi o wszystko. kiedy nie wiedział. Prawdopodobnie parę razy przespała jego nocne koszmary. kiedy się czegoś bała. Jej matka. co się z nim działo. że mu się przyglądała. Jakby rozpaczliwie starał się coś sobie przypomnieć. co jest nie tak. co powinno się było skończyć. Boję się. . I wtedy to wszystko zaczyna blaknąć. Stanley poczuł to i jego ramiona zacisnęły się mocno wokół niej.stwierdził. i budzę się. że zostaną dziadkami.mówił . Stanley przestał mówić o dzieciach.

.Ponownie umilkł.przyjemne życie.Halo. ale tak naprawdę tylko jeden jedyny raz uniosła wzrok znad swojej sterty szycia. Kiedy jego uśmiech przygasł. że może jej ojciec. rezydencja Urisów. Nasłuchiwał..Słuchał przez chwilę. grymas. mający dwadzieścia funtów nadwagi i cierpiący na ustawiczne „bóle brzucha”. domyślała się. gdzie jakaś kobieta zarzuciła Richardowi Dawsonowi ramiona na szyję i zaczęła całować go jak . rozpoznała przyczynę . co powiedział mu głos w słuchawce. kiedy rozwiązywał jakiś skomplikowany problem.jak się jej wydawało. że kiedy tylko zaczął dzwonić telefon. Niech mnie diabli.spytała natychmiast. Ty. W zupełności. Na okładce widniała jakaś rycząca potworna bestia. doznał ataku serca. kiedy tego wieczora . aż do momentu. Ponownie skupiła uwagę na ekranie telewizora.28 maja. pogłębiał. że niebawem coś się stanie. Na odwrocie było zdjęcie łysego mężczyzny w okularach. która przeszyła jej serce jak ostrze kolca do lodu.. Patty miała w rękach zestaw sześciu koszul Stana i dwie swoje bluzki.Czy to mama? . że stanie się coś złego. prócz tego jednego jedynego ukłucia niewypowiedzianej zgrozy. że nie wymagającego potwierdzenia. odkąd skończył czterdziestkę. . Mike! Jak się. wyraz najgłębszego skupienia na twarzy. Nowy klient? Stary przyjaciel? Być może. Podniósł słuchawkę i powiedział: . co nie pasowało do tego miłego domku znajdującego się za niskim cisowym żywopłotem.skonstatowała. . Prawdopodobnie to ostatnie ... a Stan wydaną w twardej oprawie najnowszą książkę Williama Denbrougha. . Może na długo przed tym telefonem oboje przypuszczali.To ty. coś. myśląc. że nagle zaczynają ogarniać przerażenie. Stan siedział blisko telefonu. Może miała rację.Kto? Proszę powtórzyć! Patty poczuła. w połowie programu Family Feud rozdzwonił się telefon. który pojawił się teraz. To wystarczyło. Później wstyd zmusi ją do kłamstwa i powie rodzicom. słuchał informacji na temat nagłej zmiany istniejącej sytuacji albo gdy ktoś mówił mu coś dziwnego i interesującego. Stan pokręcił głową. coś tak oczywistego. ... a pomiędzy jego brwiami pojawiła się zmarszczka zamyślenia. a potem uśmiechnął się na coś.

Wszystko.Wstał. tylko wyszedł z pokoju.Odwrócił się i spojrzał na nią.. że największy procent widzów stwierdzi..odparł.. Później Patty powie swoim rodzicom. Patty prawie nie zdawała sobie sprawy. że Stan wpatruje się niewidzącym wzrokiem w ekran telewizora. Wyraz jego twarzy stanowił dziwną mieszankę łagodnego roztargnienia i wczesnego stadium rozdrażnienia. iż w głębi duszy uznała to za grę światła bijącego z lampy na stoliku. możesz być pewny! Oczywiście.Kto to dzwonił? . W programie widzowie oklaskiwali rodzinę Ryanów. Tak.. a w każdym razie tak jej się wtedy wydawało..W końcu po bardzo długiej przerwie powiedział: . Mike? . że sama nie miałaby nic przeciw temu. Dopiero później.. że wezmę kąpiel. tak.. kiedy wielokrotnie rozważała w myślach tę sytuację.oszalała. Patty odwróciła się do niego i zobaczyła. ja.Nikt . Stanley milczał. Tak. . ach? Naprawdę. że Richard Dawson musiał być obcałowywany jeszcze częściej niż kamień Blarney. To była twarz człowieka.. Rozumiem.Nikt. . Kiedy zaczęła szukać czarnego guzika...? No. . czy coś .Co? O siódmej wieczorem? Nie odpowiedział. kiwał głową. który przechodzi z błękitu w czerń.. że tak. Pomyślała też. . że to było spojrzenie człowieka.. ale przemyślę to. aż wreszcie chrząknął i zapytał: . . Na razie.Czy jesteś pewien. zrozumiała. ale nie dodała..Hmm? . .W porządku. że rozmowa telefoniczna przybrała bardzo poważny ton. który pasowałby do niebieskiej koszuli Stana. Pomyślała.. dziękuję. Myślę. który metodycznie odłączał się od rzeczywistości.Kto to był. że. że twarz Stanleya sprawiała wrażenie. Co? Nie. naprawdę. tak. Wiesz. pewno. iż najbardziej znienawidzonym przez uczniów przedmiotem w szkole jest matematyka. Stan? .. Mogła go zapytać. jakby była wyprana z kolorów. która zdobyła właśnie dwieście osiemdziesiąt punktów. lampy z zielonym abażurem. aby go pocałować. Bardzo dokładnie. Ta. Stanley był zasępiony.Odłożył słuchawkę. trafnie zgadując. Rozumiem. wyrywając jeden kabel za drugim. Nie mogę absolutnie obiecać..

a otwarte.. o co albo o kogo chodziło. kiedy się kąpał. Zamknięte drzwi oznaczały. Patty zastukała paznokciem w drzwi i nagle zupełnie nieoczekiwanie zdała sobie sprawę. że ten dźwięk w przerażający sposób kojarzy się ze . Ale właśnie teraz przedstawiono nową rodzinę. bez swojej zwyczajowej puszki piwa. a potem dowie się.. Ukrywały się. Stanley nigdy nie zamykał drzwi. że robił coś. Nie półprzymknięte . mogła nawet pójść za nim i spytać. W porządku . żeby otwierał i zamykał drzwiczki od lodówki. to było jedyne wyjaśnienie. aby wziąć kąpiel. że nie miał nic przeciwko zrobieniu tego.zaniesie mu na górę puszkę Dixie. czy coś go boli. jak na górze Stan napuszcza wody do wanny i zakręca ją jakieś pięć. a poza tym i tak straciła już zbyt wiele czasu na odnalezienie tego cholernego czarnego guzika. Stan miał kłopoty. czego nauczyła go jego matka. Wszystko przez jakiś głupi program telewizyjny . Dlatego też pozwoliła mu odejść i pomyślała o nim dopiero jakiś czas później. bo jeżeli chodziło o niektóre rzeczy.się stało. na górze. co się stało. wstawać od przerwanego zajęcia. a ona nie raczyła pocieszyć go choćby słowem. Pierwsze uczucie niepokoju pojawiło się. To był taki ich wspólny żart. Czy starała się mu pomóc? Nie. naturalnie.nawet nie mogła zrzucić winy za to.. umyje mu włosy. na guziki . dziesięć minut później. całkiem nagle.one były tylko nędzną wymówką. zobaczyła jego pusty fotel. po raz trzeci . że w pudełku jest ich całkiem sporo. a to oznaczało. wyszoruje mu plecy .. Wyjęła z lodówki puszkę piwa i poszła z nią na górę. Ktoś do niego zadzwonił i zabił mu nielichego ćwieka. Właśnie. ale nie zwróciła uwagi.będzie grała gejszę . choć wiedziała. To nie było w jego stylu.jeżeli zechce.ale zamknięte.nie. Czy próbowała go choćby pocieszyć? Nie. Usłyszała. że był tam. Stan był diablo pedantyczny i nie miał w zwyczaju ot tak. czego naukę jego matka pozostawiła komuś innemu. że coś jest nie tak? Nie. kiedy uniósłszy przypadkiem wzrok. Czy w ogóle zdawała sobie sprawę. Czym się tak zadręczał. kiedy zobaczyła zamknięte drzwi łazienki.

przerwa. Biło teraz w jej gardle. Nie znajdowało się już wewnątrz klatki piersiowej. aby spowić chłodem jej długie nogi nastolatki. Naraz jej niepokój zaczął narastać. doznał tego wieczoru ataku serca. przerwa. . a potem. Nie pukała ani do łazienki. jakie kultywowali w swoim związku małżeńskim. Na początku sierpnia jezioro było ciepłe jak woda w wannie. jaka nastąpiła po jej okrzyku. Widziała krople formujące się u wylotu kranu. Nic więcej. I nagle ogarnęło ją przerażające przekonanie. Kap. nie zamykał drzwi do łazienki i nigdy nie zamykał . że Stanley. zanurzone w wodach jeziora Carson. jakiś drobny odgłos. Poza tym stukanie do drzwi łazienki jak gość nie należało do ogólnie przyjętych zwyczajów.Stanley? Stan? . w drugiej zaczynałaś dygotać z zimna.Tym razem nie zastukała w drzwi paznokciami. To był bardzo cichy dźwięk.. Z jękiem schwyciła w dłoń klamkę z ciętego szkła i przekręciła ją. co teraz czuła .. Odgłos kapiącej wody.. W jednej chwili było ci ciepło. jakby przygotowywały się do narodzin przezroczyste.. dławiąc i utrudniając oddychanie.. a nie jej ojciec. połączenie zaskoczenia i uczucia przyjemności. gdzie często pływała. . nigdy. Jak nagłe pojawienie się jakiegoś nieoczekiwanego gościa. że nie znajdowało się ono poniżej jej bioder. to było dokładnie to.skrobaniem gadzich pazurów. Kap. Nagle Patty zdała sobie sprawę z trzech „nigdy”: Stan nigdy nie kąpał się wieczorem.. Tylko ten dźwięk. ale całymi palcami. który wprawił większą część jej umysłu w panikę. Były zamknięte na klucz. grube.Kap.Stanley? Jej serce. Tym razem znajdowało się ono wokół jej serca. nabrzmiewające i rosnące z każdą chwilą... ciężarne. Mimo to drzwi nie otwarły się. ani do żadnych innych drzwi w ich domu.. ale mogło się zdarzyć. Kap. że natrafiałaś na zimne miejsca i przeszywały cię dreszcze. .. zaczęła walić w nie pięściami. Pomyślała o jeziorze Carson. kropla za kroplą odrywają się i spadają . usłyszała coś.jakby natrafiła na zimne miejsce pośród toni jeziora. Wykreśliwszy uczucie przyjemności. jeżeli nie korzystał z toalety. Nigdy tego nie robiła. będąc jeszcze młodą dziewczyną. Tyle tylko.Stanley! W ciszy. Kiedy nadal nie uzyskała odpowiedzi.

że nie ma papierosów. że panika.. i wyszedł. Teraz sobie przypomniała.. Ponownie jej umysł zaczęła ogarniać panika . a potem dopadła telefonu . Dopiero teraz przypomniała sobie. Z pewnością. która do tej pory zakradała się cichaczem do jej umysłu niczym włamywacz.. Wydawało się. zastanawiała się jak szalona. żeby je kupić..ich na klucz. regularnego dźwięku kropel wody spływającej z kranu. Spuściła wzrok i zobaczyła. Serce waliło jej w piersi jak młotem.kojarzyła się jej z gorzką czarną kawą. Czy to możliwe. Rozejrzała się wokoło i zobaczyła. Tak. i zrozumiała. z sercem podchodzącym do gardła. jak upuściła puszkę piwa przed drzwiami łazienki i na łeb na szyję zbiegła po schodach. tak właśnie było.. aby przygotować się na atak serca? Patty powiodła językiem po wargach . jak głaz. która grozi przelaniem się przez ścianki filiżanki. Oczywiście. ogarnęła ją na dobre. czarną i groźną niczym wąż. po prostu otworzył okno nad wanną i zszedł po murze domu jak mucha pełzająca po ścianie. w której ją trzymała.usłyszała przy tym pod czaszką odgłos przypominający szorowanie papierem ściernym po desce i ponownie zawołała go po imieniu. Później oboje będziemy się z tego śmiać.syknął wąż. próbując zwalczyć to uczucie.. Nadal nie było odpowiedzi. okazało się. że ponownie znajdowała się w pokoju telewizyjnym. ale do kogo chciała zadzwonić? Szalona myśl: Zadzwoniłabym do żółwia. że trzyma w ręce słuchawkę telefonu.tak. Pewno napuścił wody do wanny i nagle przypomniał sobie. Zamknęła oczy. ale żółw nie mógł nam . prócz ciągłego. Patrzyła na nią otępiałym wzrokiem. że nigdy dotąd nie widziała puszki piwa . zacierając dłoń. Tylko że on najpierw zamknął drzwi do łazienki od wewnątrz i ponieważ nie chciało mu się ich otwierać (bo za dużo z tym zachodu). Czym mogę pani służyć? W czym mogę pomóc? . Patty cisnęła słuchawkę na widełki i odsunęła się o krok. zastanawiając się w duchu: To wszystko jest jakąś kolosalną pomyłką. bo kiedy zamrugała powiekami. jeszcze przed kąpielą. jak zbiegła po schodach.w każdym razie takiej puszki. Tak. Stała tam absolutnie nieruchoma. że wciąż trzymała w jednej ręce dixie. blady pomnik.

Usiłowała zmusić się do myślenia. weszła po schodach i zbliżyła się do zamkniętych drzwi łazienki.O rany. że powróciłoby uczucie paniki.. Poddasze. że było wśród nich co najmniej pół tuzina czarnych. Może nie stanie się nic złego. nieźle narozrabiałem. czy coś się stało. co nie należało do standardowych wypowiedzi. na których wisiały wszystkie klucze od domu . które teraz . Łazienka na górze. dwa lata temu.. Drzwi frontowe. Zrobiła to świadomie. Przyłożyła wierzch dłoni do ust i zacisnęła na nim zęby. a potem zmusiła się. .pomóc. To już nie miało znaczenia. Zobaczyła.po dwa egzemplarze na jednym haku. Łazienka na dole. jeżeli coś złego jednak się stało. który zrobił ją w warsztacie na gwiazdkę. ale jest jeszcze czas. Zapasowe klucze w kuchennym kredensie. Z boku wisiały duplikaty kluczyków do samochodu z podpisem Volvo. Bieg mógł sprawić. Idąc niespiesznym krokiem.. Może gdy będzie szła wolno. czy miała jakiś problem. Zaczęła iść i jedna z jej obutych w pantofle stóp kopnęła pudełko z guzikami leżące obok stołu. by ruszyć przed siebie. Wykręciła zero i musiała bąknąć coś.Stanley?! . Ktoś.niczym puszka . Posypały się na podłogę.drzemało pod powierzchnią. spokojnym krokiem i pomyśli: . A może.zawołała. że Stanley zamknął się w łazience i nie odpowiada na jej wołanie albo że regularny odgłos wody kapiącej z kranu sprawia. Pod każdym z nich naklejono małą karteczkę z wypisanymi na niej. bo operator spytał ją. Drzwi na tyłach. Bóg spojrzy w dół. jak kobieta udająca się na spotkanie Kółka Miłośniczek Literatury. drobnym charakterem pisma Stana . delikatnie sięgając dłonią klamki i poruszając . W deskę-klucz były ponabijane małe haczyki. aby to wszystko odwrócić”. Owszem. że jej serce nieomal przestaje bić? Ktoś musiał jej pomóc. krok za krokiem.Garaż. zobaczy ją idącą wolnym. nic się nie stanie. Po wewnętrznej stronie drzwiczek kredensu nad podwójnym zlewem znajdowała się sporej wielkości lakierowana deska w kształcie klucza Stan dostał ją od jednego ze swoich klientów. Patty zagarnęła gwałtownym ruchem klucz z podpisem Łazienka na górze. miała. gotowe jednak w każdej chwili wychynąć. ale jak mogła powiedzieć temu pozbawionemu twarzy głosowi.

Kap. . zobaczyłyby je . Jeżeli Bóg nie odwróci tego.. które po raz pierwszy przestąpiło próg szkoły. Łazienka była oświetlona blaskiem świetlówek. zdecyduje się wezwać policję. jak jej mąż miał na imię. Era cudów.. Patty Uris po prostu stała w milczeniu. i zapomniała. Spojrzała na wannę z niebieską zasłoną prysznica. Olbrzymie oczy zdawały się niemal wychodzić z orbit. był odgłos kapiącej wody. Nie chciała używać klucza . z twarzą pełną powagi i rozszerzonymi oczyma. Ale teraz. przekonana. Jedyną odpowiedzią. jak na twarzy dziecka.. a klucz zagrzechotał przejeżdżając po całej obudowie klamki. Nie było czerni. że jej dłoń była mokra od potu. jaką uzyskała. Otworzyła drzwi. że to nigdy nie nastąpi. Kap. to znaczy. Jej dłoń drżała. ściągniętą na jeden koniec nierdzewnego stalowego pręta. że drzwi były zamknięte. Za chwilę zacznie krzyczeć i mieszkająca w sąsiednim domu Anita Mac Kenzie usłyszy jej krzyk. Chciała krzyczeć. a na jej twarzy widniał wyraz powagi.Stanley? Stanley? St. Było bardzo jasno.przeistaczać w coś całkiem innego. Z dłońmi zaciśniętymi na materiale swojej ciemnej bawełnianej spódnicy.. tym razem jednak nie dlatego.. lecz dlatego. w tej właśnie chwili.nią kilkakrotnie. Nie wiedziała. czy się tego chciało czy nie. i to właśnie ona. minęła. Gdyby jego zapatrzone oczy mogły jeszcze cokolwiek widzieć. Przekręciła go i usłyszała szczęk odsuwanej zasuwy. że kosmyki jego krótkich czarnych włosów dotykały skóry pomiędzy łopatkami. co ma powiedzieć. że ktoś włamał się do domu Urisów i morduje jego mieszkańców. Widziało się wszystko. ale nie mogła. Woda w wannie była jasnoróżowa. Głowę miał odchyloną do tyłu tak mocno. Stanley leżał oparty plecami o tylną ścianę wanny. Sięgnęła po klamkę z ciętego szkła.to była swego rodzaju ostateczność.. Ale drzwi były nadal zamknięte. Ponownie próbowała wyślizgnąć się z jej ręki. bądź co bądź. zanim ona zdecyduje się użyć klucza. Po prostu patrzyła na wannę. przerażający uśmiech zgrozy. dopóki nie odnalazł dziurki i nie zagłębił się w niej z cichym brzęknięciem. Usta rozchyliły się w potworny. I nagle wyraz powagi zaczął się zmieniać .

Kap. co miał mu do powiedzenia Hanlon. Pomyślała. aby wpaść do wanny. zanim stracił przytomność.jego pożegnanie ze światem na chwilę przed tym. jak cieliste wrota. a potem każde z tych nacięć przedzielił jeszcze jednym. Kap. Teraz unosiła się na powierzchni wody. w miejscu gdzie ręka ześlizgnęła się po glazurze. Słowo na ścianie zdawało się krzyczeć do niej: Kolejna kropla wody wpadła do wanny. Jego usta były otwarte na całą szerokość. że odsłonięte ścięgna i wiązadła wyglądały jak kawałki taniej wołowiny. Uznała. dopóki nie zaczęły go ogarniać mdłości. że stawała się ciężarna. szkliste oczy trupa swego męża zaczęła krzyczeć. Błyszczała. że to musiało być dzieło Stana . Stan rozciął sobie przedramiona po wewnętrznej stronie. Można by powiedzieć. od nadgarstków po zgięcia łokci. I w końcu spadła. Patty Uris w końcu odzyskała głos. Na krawędzi wanny leżała paczka żyletek Gillette Platinum Plus. U wylotu lśniącego chromem kranu pojawiła się kropelka wody. Stan zanurzył palec wskazujący prawej ręki we własnej krwi i napisał na niebieskich kafelkach jedno jedyne słowo. Zaczęła nabrzmiewać.dokładnie do góry nogami. Na twarzy widniał grymas bezgranicznego przerażenia. trochę z nim . To przeważyło szalę. tuż poniżej Bransolet Fortuny. Wysłuchał wszystkiego. 2 Richard Tozier bierze urlop Rich czuł się całkiem nieźle. Patrząc w martwe. Druga z nich kończyła się rozmazanym zygzakiem. Dwie sporej wielkości koślawe litery. Ziejące głębokie rany błyszczały szkarłatem i czerwienią w ostrym białym świetle. tworząc w ten sposób parę krwawych liter T.

wpatrując się w widoczne w oddali fale Pacyfiku. wybrał retrospektywny album Martina Gaye.09 28 maja 1985 roku.obojętnie jaką . jednego z nowych członków grupy. Założę się że zastanawiasz się.. Po lewej stronie na plaży dostrzegł grupkę dzieciaków z deskami surfingowymi. Siedział w swoim studiu jeszcze chwilę. A było źle . płk. Buforda Kissdrivela). Głos Człowieka Mówiącego. Rich? . . Stojący na stole zegarek elektroniczny . .Przyjadę ..Nieźle . pełnym wewnętrznego spokoju i pewności siebie. że Wszystko Jest w Porządku. bez muzyki nie był w stanie nic nowego zrobić .Przyjedziesz? . tym lepiej. Tam. którą Rich nazywał czasami Zespołem Wszystkich Zmarłych. że na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. Kiedy się poruszył. jak swego odwiecznego faworyta. brzmiał świetnie.prezent od wytwórni płytowej . Jak się okazało.pogadał. rozparty w fotelu za stołem. wybrał pierwszą z brzegu spośród tysięcy płyt ustawionych na półkach.jego ulubieńcem był.było tragicznie.Ile pamiętasz. Niemal nie zdawał sobie sprawy.Bardzo mało .nie wyszukiwał. że mówił . . ale pomimo wszystko czuł.powiedział Rich. Wszystko da się załatwić. poczuł.wskazywał. O-ho-ho. ale to było kłamstwo.seksuolog . .Ale chyba wystarczająco. ale ciepłym. skąd dzwonił Mike. skąd wiedziałem.nie dziwnym i przepełnionym oburzeniem głosem. Fala była zbyt niska.spytał Mike. .odrzekł Rich i odłożył słuchawkę. a nawet zadał kilka własnych.odparł Rich i przerwał na chwilę. Kinky Briefcase . udzielił paru odpowiedzi na postawione pytania.a słuchacze przyjmowali go niemal równie ciepło. Przede wszystkim musiał włączyć jakąś płytę . przynajmniej dotychczas. ale żaden z nich dzisiaj nie pływał. . Rock and roll był niemal w równym stopniu częścią jego życia jak głosy i praktycznie rzecz biorąc. aby zrobić to. było trzy godziny później. Zapadł już zmierzch. że sobie poradzi. Nie ma problemu. jakiego niekiedy używał w radio . i w chwilę później usłyszał pierwsze dźwięki „Usłyszałem to przez winorośla”. co musiał zrobić. Nawet uśmiechnął się pod nosem.im głośniej grała płyta. że była 17.

. Carol . Jeżeli sam nie dasz rady. jakby umarł. możesz mi się zrewanżować . pani i zaczęli zwracać się do siebie po imieniu. choć mógł pomimo wszystko przywołać wizję bogatego brytyjskiego kolonialisty czarującego . Odnosił wrażenie. że ten człowiek zawsze nosił białe garnitury.. W którymś momencie. w ciągu następnej godziny. seksuolog . że najprawdopodobniej właśnie w tej chwili dziewczyna mknęła autostradą do domu. pomimo że nigdy nie spotkali się twarzą w twarz. .i jakby odrobinę zepsutego. ja ci udzielę porady. nie mówiąc już o przygotowaniach do pogrzebu. na poczekaniu. . że nie wierzy.Ja mu na to: najgorsze byłoby. by dał jej piętnaście minut. Któregoś dnia przyszedł do mnie jeden facet. ale wiedział. jaki był najgorszy przypadek zarażenia się AIDS.. Richie nie miał pojęcia. nie zdołałby wydobyć z siebie głosu . a jednocześnie zaczął mówić nieco szybciej i bardziej beztrosko. . .Telewizyjny seksuolog Kinky Briefcase. Zadzwonił do swojej agentki. iż potrafisz ot tak.Idealne! Po prostu idealne! Mój chłopak mówi. że postępował właściwie. Powiedział jej. że używasz .Powiedz coś głosem Kinky’ego Briefcase’a. Carol Feeny wybuchnęła śmiechem. To na razie.rzekła. czytywał Esquire’a. Był to bez wątpienia amerykański głos.Jego głos przycichł nieznacznie.mówił Kinky Briefcase.W porządku.Jestem ci winien przysługę. . imitować te głosy. Zrobisz to? Bez chwili wahania . a ona poprosiła go. ludziska . jak załapałeś to świństwo od tej Haitanki. W ciągu ostatnich trzech lat zarzucili grzecznościowe formułki typu pan.powiedział. Uważa. Miał szczęście i udało mu się ją zastać w biurze. który chciał się dowiedzieć. choć zdawał sobie sprawę. gdybym musiał tłumaczyć twojej matce. o co mu chodziło.powiedział: . I czuł się świetnie. a mimo to mógł jakimś dziwnym sposobem wydawać jeszcze ostatnie dyspozycje związane ze swoją pracą. odniósł wrażenie. Mimo wszystko postanowił zaryzykować.Zaczął się szykować do powrotu do domu.naturalnie na swój sposób .gdyby się zawahał.pamiętajcie. popijał drinki z wysokich szklanic i pachniał szamponem kokosowym. kim naprawdę był Kinky Briefcase.

Kinky Briefcase odszedł. Ale nie zdajesz sobie sprawy. Chciał . Z lotniska wynajętym samochodem pokona dwadzieścia sześć mil dzielących go od Derry. z czerwonym nosem i torbą golfową na ramieniu.. może i tak. Jego miejsce zajął W.Czy.To kwestia talentu. że musiałem pozatykać sobie wszystkie otwory w ciele. jak. Stamtąd o siódmej trzydzieści odlot Deltą do Bangor w Maine. ale stłumił to w sobie. To była Carol Feeny. . Teraz musiał znowu być sobą.Jesteś cudowna. Załatwiła dla niego miejsce w pierwszej klasie samolotu linii American Airlines z Los Angeles do Bostonu.Nie. no. podczas gdy ona jak zwykle się śmiała.Bądź taka miła i sprawdź. przylot do Logan około piątej rano następnego dnia. moja droga . a potem wykręcił 207-555-1212 . Fields.numer informacji stanu Maine. co ja bym bez ciebie zrobił. Powinien być na miejscu o ósmej dwadzieścia. dobrze? spytał. Ale dowiem się. co możesz dla mnie zrobić. .. że zaczyna go boleć głowa. Tylko dwadzieścia sześć mil? . Oddzwoniła w iście rekordowym tempie. sam się tym zajmę . kiedy się udaje kogoś innego. jak długo zamierzasz tam zabawić . Fieldsa i wciąż mając w uszach jej śmiech. moja droga. bo nie powiedziałeś mi. żeby nie wypłynął. Czy to wszystko. Bardzo dziękuję.. Nie wynajmowałam pokoju. Carol? Cóż.Jestem tak przepełniony talentem. Czuł.. Łatwiej jest być dzielnym..stwierdził Rich.to było trudniejsze niż kiedykolwiek. Odlot o dwudziestej pierwszej trzy.stwierdziła.pomyślał Rich. dowiem się. wciąż jeszcze naśladując W. kiedy telefon zadzwonił ponownie. . a Rich zamknął oczy. . Odłożył delikatnie słuchawkę. jak naprawdę jest daleko do Derry. żeby ze mnie nie wyciekł jak. a to nie było łatwe . Jak mi Bóg miły. Ponownie się roześmiała.C. Miał ochotę zacząć imitować głos Buforda Kissdrivela. .rzekł Rich. naśladując głos Buforda Kissdrivela.. W każdym razie licząc odległość w milach.jakichś elektronicznych gadżetów czy jak. .C. po czym odłożył słuchawkę. w kapeluszu.. Zresztą ja też nie. Właśnie wybierał buty i postanowił pozostać przy trampkach..

. . centrala. dwudziestu pięciu lat? Choć to mogło wydawać się szalone. z których zawsze wyśmiewał się Henry Bowers.. z którego ciała wychodzą tysiące chromowanych błyszczących . prawdopodobnie ta nazwa nigdy więcej nie przyszłaby mu na myśl. . trzymając w dłoni zapalonego papierosa. i gdyby Mike nie zadzwonił. jaki jest numer do Derry Town House.. 2.... Richie. którzy wrzeszczeli za nim: „Dostaniemy cię. 8. przemijają wraz z mrugnięciem oka młodej dziewczyny. na linii dał się słyszeć głos operatora: . Bez trudu mógł sobie wyobrazić potężnego potwora informacji telefonicznej.. wypowiadanie go przypominało całowanie antyku. 1. numer.. 9. bo mdły mechaniczny głos pojawił się na linii i zaczął recytować. Tak jak twoje okulary... gnoju! Dorwiemy cię. Belcha Hugginsa i tego trzeciego olbrzyma Victora Jakmutam....dziesięciu?. taki.. A wiele lat temu właściwie codziennie przechodził obok tego wielkiego budynku z czerwonej cegły. czterooki śmieciu!” Czy kiedykolwiek im się to udało? Zanim zdołał sobie przypomnieć.to była nazwa z przeszłości. zagrzebanego gdzieś głęboko pod ziemią. sądził.. 9. Jakiej młodej dziewczyny? Jakiej? Bev. .. taki. Powtarzam. Albo może spłonął któregoś dnia aż do fundamentów. 2.Derry..Derry! Boże! Nawet to słowo brzmiało dziwnie w jego ustach. było swoistą przyjemnością...Chciałbym się dowiedzieć. pocącego się nitami. albo salon wideo.. Ale Rich zapamiętał go już za pierwszym razem. dwudziestu?. ale istniał nadal. Oczywiście Bev. ścigany przez Henry’ego Bowersa... jest.. skurwysynu! Dostaniemy cię. Odwieszenie słuchawki... Postawiono tam Elk’s Hill albo kręgielnię. jak to leci w piosence Bruce’a Springsteena ? Dni chwały.. jest. Wyburzono go w ramach projektu renowacji miasta.. Wszystko przeminęło.. Nie myślał o Derry Town House od ..Chwileczkę. Boże . że co najmniej od dwudziestu pięciu lat. Ten dom na pewno już nie istnieje.. 4. Town House mógł się zmienić. w której brzmiał ten ponury głos. kiedy jakiś pijany w sztok dozorca zasnął w łóżku. kurduplu! Dostaniesz za swoje. Nic z tego.spytać o numer Derry Town House.. Numer. kilkakrotnie nawet tamtędy przebiegał. proszę pana.

głęboko. co się otwiera. który po raz ostatni widział w dzieciństwie przez szkła swoich okularów w rogowej oprawie. przypominał mu coraz bardziej olbrzymi elektroniczny nawiedzony dom. w którym cyfrowe duchy i przerażeni ludzie prowadzili niespokojną. Jak chcesz. Parafrazując Paula Simona . na której mu szczególnie zależało. Zadzwonił do hotelu. Nie jesteś Rich „Płyciarz” Tozier. Tam na dole nie ma płyt. Wykręcenie numeru 1207-941-8292 było dziecinnie proste. Coś się działo tam. że wszystko jest OK. trzymając się za ręce. dzierżących tysiące telefonów.macek. Rzucił palenie przed czterema laty. że oboje nosili okulary. Rich Tozier jest OK.powiedział głos w jego myślach. dra Octopusa. ale najwidoczniej jego zdanie niewiele tu znaczyło. ślepaku. Jakaś para szła wolno wzdłuż plaży. Że masz wrażenie. ale teraz musiało mieć miejsce jakieś szalone trzęsienie ziemi i ciała zostały wyrzucone na powierzchnię. to to. Przyłożył słuchawkę do ucha. w którym żył Rich. iż twoje jaja zaczynają się zmieniać w półpłynną galaretę. Jedyne co powinieneś zapamiętać. Wydawali się niemal idealną reklamą do zdjęcia na stronę jednego z pokojów biura podróży. chwiejną koegzystencję. prawda? To. Nazywał się Criss. Z każdym rokiem świat. wyglądając przez olbrzymie okno swego studia. zapal sobie. a boisz się tak bardzo. tam na dole mówią na ciebie „Cynglarz” albo „Czterooki”. Pogrzebałeś je głęboko. Tylko że tam na dole nie ma płyt. Gdyby nie fakt. Ciągle stoi.Ciągle stoi. Dostanę cię. Victor Criss. Byli po prostu idealni. Tam nie ma drzwi i one się . w lochach. racja? Próbował odpędzić od siebie te myśli. Dzieciaków z deskami już nie było. ale teraz miał wielką ochotę na papierosa. Tozierem z KLAD i człowiekiem tysiąca głosów. I jesteś ze swoimi przyjaciółmi. Nie była to informacja. Automatyczna wersja popularnego przeciwnika Spider Mana. gdzie Rich Tozier przechowywał swoją prywatną kolekcję standardów sprzed lat. prawda? Tam na dole nie jesteś Richiem „Dyskdżokejem”. tylko trupy. w którym pracowała Carol Feeny. i to po tylu latach. Drzwi zaczęły się otwierać. to nie są drzwi. Ja jestem OK i ty jesteś OK. Stłukę ci te twoje cyngle! Criss .

. .Przerwał na chwilę. do diabła! No.. Ich płyty pękają i wampiry.Dziękuję i.Nie wiem jeszcze... dotarł do jego ucha. głos przewędrował całą Nową Anglię. Dostaniemy cię. chudego chłopca o bladej twarzy. to moja szczęka. Może być nawet carlton. mam nadzieję. To było niezwykłe i tajemnicze. tak żeby napuchło jak bania! Rozwal mi brew! Masz.. Oto moje usta! Rozgnieć mi je na zębach! Oto mój nos! Rozkwaś mi go i złam. które tak ci się nie podobają. Złam je! Wbij odłamek szkła w jedno z tych niebieskich oczu i zamknij je na zawsze! Zrób to. Rich zapytał właściciela głosu.Mam w Derry parę spraw do załatwienia. dalej. Co by pan powiedział Z na wynajęcie apartamentu przedłużenia? na trzy dni z możliwością z przedłużenia? możliwością spytał recepcjonista powątpiewaniem w głosie. Richie. aż tamten to sobie przemyśli. . ponownie wzbijają się do lotu. jakby krzyczał: „Uderz mnie! No. ile czasu mi to zajmie.powiedział John Kennedy. na jak długo. zobaczył chłopca w okularach. Mam.. na miłość boską. okularniku! Zeżresz ten worek na książki! . Głos powiedział mu. W porządku! . Zamyślił się. uciekającego przed bandą łobuzów.. Widzi pan. Papieros. okulary w rogowych oprawkach połączone na złączu kawałkiem taśmy klejącej. uderz mnie!” . a Rich czekał cierpliwie.nie otwierają.do każdego mijającego go osiłka. .. że będzie pan na nas głosował w październiku . że są martwe. Tylko jeden. To są groby. Co on właściwie miał? Oczyma duszy zobaczył chłopca z workiem na książki w szkocką kratę. znokautuj mnie! To moje oczy. jeżeli potrafisz! Daj mi w ucho.Jackie chce. o których myślałeś. począwszy od jutra. tak.A. zrób! Zamknął oczy i odezwał się: . Środkowy Zachód i przemknąwszy pod kasynami Las Vegas. rozumiem. który wyglądał. przejąć Gabinet .Town House .powiedział męski głos z jankeskim akcentem. Te wstrętne znienawidzone okulary o grubych szkłach. nie wiem. podbij je i stłucz te okulary. ja. czy mógłby zarezerwować dlań apartament w Town House. . że mógłby. i zapytał.

Co to znaczy „wyjechać”? Zgodnie z grafikiem. że spośród kompatybilnych stacji pasma UKF KLAD była obecnie na szczycie i od tej pory Steve był w wyśmienitym humorze . .Chyba cię nie rozumiem.. a ja mam już robotę dla mojego brata..słyszał zatroskanie w głosie Steve’a.Ja też to słyszałem .Przeszedł go dreszcz i niemal z desperacją w głosie powiedział do siebie: Nic ci nie jest.Owalny. który mam przed sobą. „Dostaniemy cię. Rich. nie ma sprawy . Nie ktoś.Tak. Spływam stąd. Ktoś włączył się na linię na parę sekund. gdybyś tego nie wiedział. . jak zwykle.przyznał recepcjonista. znanych nieboszczyków. Rich zapomniał również i o tym potaknięciu używanym powszechnie w północnych regionach Nowej Anglii. . . . jutro od drugiej do szóstej po południu powinieneś być na antenie.zapytał Steve.Och.stwierdził Rich.Możesz pożałować.Miewamy tu w Derry gości. ehm. Podał recepcjoniście numer swojej karty kredytowej American Express i odłożył słuchawkę.Musiało być jakieś sprzężenie na linii.. że o to zapytałeś .Naprawdę? .. draniu!” .rzekł recepcjonista. .W porządku. Prawdę mówiąc o szesnastej masz umówiony wywiad z . . ..Zmywasz się. .Muszę wyjechać.Co się stało.wrzasnął widmowy głos Henry’ego Bowersa i Richie poczuł. szefa programów stacji KLAD. . ..powiedział Steve’owi. jaką poczuł. a to w pewien sposób było jeszcze gorsze.. Rich? .Ehe . jak w jego wnętrzu pęka coraz więcej nagrobnych płyt. . ale nigdy nie ma specjalnego przepełnienia. lecz rozkładających się wspomnień. Potem zadzwonił do Steve’a Covalla. . No i co z tym pokojem? . Woń. Rich. Nie przejmuj się tym. tylko stary kumpel z paczki dobrych..dzięki Bogu za Jego drobne łaski. nie była odorem gnijących ciał. Ostatnie notowania wykazały. Właśnie się zmywam.Pan Tozier? . . Bobby’ego.

były gracz w piłkę nożną. Rich czekał cierpliwie. . umarła? . ale muszę jechać.Masz guz na mózgu? .powiedział Rich. równie dobrze jak ze mną.Muszę jechać. Ktoś. Rich. Steve. Rich.To nie jest zabawne. Clarence jest wielkim miłośnikem Buforda Kissdrivela i Wyatta-Zabójczego Włóczęgi. przyjacielu.Clarence. . Chce rozmawiać z tobą. Wszyscy przyrzekliśmy. Rich? Jak .Come and blow. mówimy tu o Clarensie Clemonsie. Przed wieloma laty. co? .Ktoś do mnie zadzwonił.Clarence’em Clemonsem. dostaje szału w moim studiu.Mnie też nie. . Big Man? . że wrócimy.O czym ty mówisz.Robisz mi koło pióra i wcale mi się to nie podoba. . A ja nie mam ochoty patrzeć. . Mike’em.Nawet jednego czyraka. że To się znowu zaczęło. Człowieku. Jego głos brzmiał płaczliwie. Clarence nie chce rozmawiać z Bobbym Russellem. Znasz Clarence’a Clemonsa. W innym miejscu coś się wtedy stało.Czy twoja matka jest chora? A może. kogo znałem dawno temu. a nie o Keicie Moonie.Przed dziesięciu laty. . . nie daj Boże. gdy bym ci powiedział prawdę. że on jest taki groźny .spytał w końcu Steve. Rich! . może pogadać z Mike’em O’Harą. .Na razie nie mogę powiedzieć. Ja po prostu nie pamiętam. jeżeli znowu coś się stanie.Nie mówisz serio. jak ważący dwieście pięćdziesiąt funtów saksofonista. guz na mózgu albo coś równie poważnego.Dokąd? Dlaczego? O co chodzi? Powiedz mi. Pomyślałbyś. . . Nie chce rozmawiać ze mną.Nie wiedziałem. . że mi odbiło.Clarence nie chce rozmawiać z. . Na linii zapadła cisza.Chyba że chodzi o śmierć twojej matki. Złożyłem obietnicę. . Rich? . .Nie. I wydaje mi się.

. a Rich zamknął oczy. . Zastąpi cię Mike. szefie . Zrobię to. Zachowujesz się. jeżeli uda mi się go znaleźć. Rzecz jasna. jaki mi wywinąłeś. Wiedział. jakbym zrywał z tobą kontrakt. wydaje mi się. Nie pracujesz w zakładzie ubezpieczeń czy w kancelarii adwokackiej. alias Wyatt Zabójczy Włóczęga po prostu się zgrywał czy też przeżywał poważny kryzys psychiczny. Rich czekał cierpliwie. Nastała długa cisza i czuł. Przyparłeś mnie do muru. Rich.Pławdę mówiąc. nie trzymałbym w jednej ręce słuchawki.niecierpliwił się Rich. więc nie obrażaj mojej inteligencji! Steve już prawie krzyczał.rzekł Steve. że tak . co robił.rzucił Steve i Rich przypuszczał. Rich.Och.rzucił niepewnym tonem Steve.Po cholerę ci parę dni wolnego? Jedziesz na Spotkanie Klubu Skautów z Pcimia Górnego w Dakocie Północnej czy Zadupia Wielkiego w Wirginii Zachodniej? . to wszystko. a jego ból głowy przybrał na sile. Mogę zadzwonić do Chucka Fostera. . dajże spokój .Jedziesz tam. czy Steve naprawdę nie zdawał sobie z tego sprawy? Po prostu potrzebuję paru dni wolnego. tylko w show-biznesie. że to będą łaczej Szambowice Małe w Ałkansas. Tu obowiązują pewne prawa i dobrze o tym wiesz! Gdybyś mnie zawiadomił o tym.Kiedy złożyłeś tę sławetną obietnicę? . żeby się wszystkim zajął. . Pewno znów zaszył się w jakiejś chińskiej restauracji. że właśnie w tej chwili Steve Covall zastanawiał się.powiedział gromki głos Buforda Kissdrivela.Miałem jedenaście lat. .Zmienię grafik. a w drugiej butelki mylanty. bo mając jedenaście lat. Wiesz o tym.latem pięćdziesiątego ósmego roku.. . ale Steve nie dał się zbić z tropu.Musiałeś być wtedy dzieckiem . Prawie dwanaście. Kolejna dłuższa przerwa. złożyłeś taką obietnicę? Dzieciaki w tym wieku nie składają poważnych obietnic. Zadałeś mi cios poniżej pasa i zdajesz sobie z tego sprawę.Dawno temu . czy Rich „Płyciarz” Tozier alias Buford Kissdrivel. na miłość boską! I nie tylko o to chodzi.W porządku . bo obaj przeszliśmy długą drogę.Nigdy ci tego nie wybaczę! . . że chcesz wyjechać. . Ale nigdy nie zapomnę numeru.

że jedenastoletnie dzieci nie składają poważnych obietnic. Zasuwaj. Czasami dziwił się. Poszedł na górę. Domy. że sobie poradzę. Nie był pewny. Ale Steve już odłożył słuchawkę.. Nagle ogarnął go dziki impuls.. odsłaniając znajdujący się pod spodem sejf.Steve. Rich nie pamiętał. ty parszywy draniu. I powiedziałem ci. dzwonienie ucichło jak ucięte nożem. że to znowu był wściekły jak osa Steve. Dżinsy. które przywiązują cię mocno do mapy życia . ale wiedział. dwadzieścia akrów terenów ścinki drzewa w Idaho i plik papierów wartościowych). Miał właśnie odejść od stołu. Przesunął przełącznik znajdujący się z boku aparatu w prawo.bogatym człowiekiem.właśnie będzie. a to nie było prawdą. akcje. Rich wiedział nieomal instynktownie.. Rozmawianie z nim w tej chwili nie było wskazane . Jedź. polisa ubezpieczeniowa. Otworzył go. skarpety. aby zapalić swoją zapalniczkę marki .mogłoby jedynie pogorszyć całą sprawę. teren ścinki drzewa. Sznurki. że wybrał wyłącznie młodzieżowe rzeczy. praktycznie rzecz biorąc. slipy. . Bardziej wkurzony niż kiedykolwiek do tej pory. . nie podnosząc słuchawki..ale ich wartość w miarę upływu lat systematycznie wzrastała. kupił je przypadkiem.Taaak.lecz nie do końca . Dopiero później zda sobie sprawę. o jaką obietnicę chodziło. Zniósł walizki na dół. Richie zrobił to samo. że to było coś bardzo poważnego. Ale Steve powiedział również. a potem przekopał się przez stertę zalegających tam papierów i dokumentów (papiery domu. które wybierał. na chybił trafił. Rich odchylił ją na ukrytych zawiasach. a jego makler natychmiast złapał się za głowę .pomyślał. . muszę. kiedy ponownie rozległ się brzęczyk telefonu. wyjął z szafy dwie walizki i uzupełnił je ubraniami. Wszystko to dzięki muzyce rockowej. Co się tyczy akcji. że był prawie . czy chciał pamiętać.Steve. ty idio. i naturalnie dzięki głosom. nawet kopia jego ostatniej woli i testament. Na ścianie jego kryjówki znajdowała się czarno-biała fotografia Big Sur Ansel Adamsa.

dwudziestkach i pięćdziesiątkach. dwudziesto. twarze członków ich małej grupki. Kiedy ostatni raz myślał o Stanie Urisie? Pięć lat temu? Dziesięć? Dwadzieścia? Rich i jego rodzina wyprowadzili się z Derry wiosną 1960 roku i twarze jego przyjaciół blakły bardzo szybko.Zippo i podpalić to wszystko. Czuł. zmieniając znajdujące się w sejfie dokumenty w kupkę popiołu. . Mógł to zrobić. w dziesiątkach. Bawili się tam w podróżników przemierzających niezgłębioną dżunglę i żołnierzy lądujących * Barrens . ∗ . Wyglądał przez olbrzymie okno z widokiem na plażę i ocean. ma się rozumieć). Wystarczyło jedno pstryknięcie palcem. Pieniądze na czarną godzinę. z ich klubowym miejscem na terenach znanych jako Barrens .zabawna nazwa dla okolicy tak bujnie porośniętej roślinnością jak ta. A wtedy poczuł po raz pierwszy prawdziwą zgrozę i nie było w tym nic nadnaturalnego. O tak. podobnie jak nowożeńcy (jeżeli nimi byli.powiedział. Gotówka. a potem po prostu się ulotnić. czy instynktownie nie przeczuwał nadejścia tej chwili. którą teraz miał wykorzystać. Plaża była teraz pusta. Zawartość jego sejfu nagle przestała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. która teraz miała mu pomóc. Pamiętasz na przykład Stanleya Urisa? Założę się o swoje futro.ziemia jałowa. Stanley Uryna! Hej. Za papierami wartościowymi znajdował się prawdziwy szmal. stu-. Właśnie to było tak przerażające. to okropne . że jest świetnie? Stanley Uryna.czy dziesięciodolarowych. że byłby do tego zdolny.. Wygarniając je teraz i wpychając do kieszeni dżinsów. niemal nie zdając sobie z tego sprawy. Po prostu nagle zdał sobie sprawę. kiedy każdego miesiąca układał tu parę banknotów pięćdziesięcio-. jak łatwo było zniszczyć całe jego życie. ty pieprzony zabójco Chrystusa! Dokąd się wybierasz? Idziesz po jednego ze swoich kumpli pedałów. ludzie z deskami odeszli.. żeby ci obciągnął? Zatrzasnął drzwi sejfu i olbrzymie zdjęcie znalazło się na swoim miejscu. Cztery tysiące dolarów. Pamiętasz to powiedzonko i jak wtedy uważaliście. grupki Frajerów. że tak. Forsa. jak nazywali go starsi chłopcy.Rany. Mógł spalić to wszystko albo wysadzić w powietrze. Robił to regularnie. zastanawiał się. teraz zaczynam sobie przypominać.

aby powstrzymać nacierających Japończyków. cała w siniakach z papierosami wciśniętymi za fałdy zawiniętych rękawów bluzki. bezradny jak szczeniak zaskoczony przez straszną burzę i trząsł się. Były jeszcze inne rzeczy. która aż się prosiła o to.powracały bez końca. ty s-skurwysynu! Czy to pamiętał? Tak. nieomal w ostatniej chwili. pod Derry. piątkowicz. Dom przy Neibolt Street i Bill krzyczący: .Ty z-zabiłeś mojego b-brata. Gładkim ślizgiem przemknął na kolanach po płytkach łazienki. o których nie myślał od lat. Zdążył. którzy go słuchali. wyszczekany cwaniak z wielką gębą. Czegoś gorszego niż wszystko inne. Ukryć się przed Henrym Bowersem. który potrafił powiedzieć tylko: . i Richie Tozier. gdzie stale rozlega się łoskot maszyn. kowbojami i kosmonautami na planecie-dżungli. Czy było jakieś słowo. który był tak potężny. Zresztą.. O to. Ciemność.Hejho. jak tancerz break dance podjechał do muszli klozetowej i schwyciwszy oburącz za jej . zahaczając po drodze o fotel. Mógł założyć się o swoje futro. Pamiętał dostatecznie dużo. Ono istniało zawsze. aby nie chcieć sobie tego przypomnieć.. którym można by ich wszystkich określić? O tak. przypomniał sobie coś jeszcze. Ben Hanscom. Victorem Crissem. że stanowił ludzką odmianę Moby Dicka. z okularami o grubych szkłach. że doprowadzał do szału wszystkich. smród Tego. To był smród bestii. Ale tego już było za wiele i pobiegł do łazienki. jak zwał. znajdującego się gdzieś głęboko w ciemnościach. Stanowili naprawdę niezłą gromadkę Frajerów. Stan Uris ze swym wielkim żydowskim nosem. Wspomnienia wracały . bo prócz przyjaciół. z którymi uciekał. Byli budowniczymi tam. O mało nie upadł.. tak zwał.nie jąkając się przy tym za bardzo. Ukryć się przed starszymi chłopakami.. i tak chodziło tu tylko o jedno. Silver! Naprzód . smród odchodów i odór czegoś innego. Belchem Hugginsem i całą resztą. W tym przypadku mięczaki. Jakaś ciemność. Przypomniał sobie George’a. a on stał nieruchomy. by się ukryć. Bill Denbrough. Le mot juste.na koralowym atolu. czekając cierpliwie na wypłynięcie. Beverly Marsh. że tak było. Krwawe rzeczy. a zacinał się tak. a które czyhały tuż pod powierzchnią. by ją przefasonować. Woń odpadków.

Do ciemnych smrodliwych kanałów. znalazły się w jego ręku. I do kanałów. I wtedy ogarnęło go przeczucie. Tak. wracały. Jak łatwo było przemknąć na drugą stronę . Robiło się ciemno. Spojrzał na swój dom.zwrotki spłynęła do rury ściekowej. Zamknął klapę i oparł się o nią czołem. A po drugiej stronie mógł się spodziewać praktycznie wszystkiego. który został zamordowany jesienią 1957 roku. a potem zaczął płakać. kiedy płakał od śmierci matki w 1975 roku. tak jakby go widział wczoraj . Ale czasami te wspomnienia wracały. przyłożył dłonie do oczu i w chwilę potem szkła kontaktowe. . od którego to się wszystko zaczęło.przepłynąć z błękitu w czerń. które nosił. co robi. wracam do domu. To było to. Czterdzieści minut później. która przybrała barwę wyblakłych szmaragdów. na plażę i na wodę. Z błękitu w czerń.George’a. któremu wyrwano ramię ze stawu.Wracam do domu. Ale i wtedy to się nie skończyło. Nie zastanawiając się nad tym.Wracam do domu . Miał wrażenie. błyszczące od łez. czując się pusty i jakimś dziwnym trafem oczyszczony. Spazmy minęły i Rich sięgnął ręką na oślep w stronę spłuczki. dopomóż mi. z jaką łatwością zdołał przecisnąć się przez szczelinę w pancerzu życia. Nagle zobaczył George’a Denbrougha. Rozległ się głośny szum wody. zwymiotował. Raz jeszcze dziwił się. Jego wczesna kolacja w postaci podgrzanej zupy . wrzucił walizki do bagażnika swego MG i wyprowadził wóz z garażu. . że wyrzygał cały żołądek. bo one czasami wracają. który umarł tuż po powodzi. otoczony świeżą roślinnością. że jest już tylko chodzącym trupem. Boże. który uważał za mocny i niezniszczalny. Wrzucił bieg i ruszył. poprzecinaną tu i ówdzie wąskimi złocistymi pasemkami. o tak. 3 . że już nigdy tego nie zobaczy.wyszeptał do siebie Rich Tozier. W których panował mrok. To był pierwszy raz.krawędzie. Rich starał się wymazać to wszystko z pamięci.

okręg handlowy składał się tu z ośmiu budynków .Ben Hanscom wypija drinka Gdybyś owego wieczora. nieco z dala od pozostałych budynków. strzyż się gdzie indziej) i stare kino.pięciu po jednej stronie i trzech po drugiej.„Time” 15 sierpnia 1984 roku). dostrzegłbyś także starego cadillaca convertible rocznik 1968. . Miał trzydzieści osiem lat. czyli wychudłego. ogorzałego mężczyznę w bawełnianej koszuli.cadillac Bena. na parkingu pokrytym dziurami i kurzem. Śródmieście Hemingford Home sprawiało. natrafiłbyś na tego. niczym wyklęty parias stał typowy zwyczajny przydrożny bar . Na twarzy tego faceta prócz małych kurzych łapek w kącikach oczu nie zauważyłbyś ani jednej zmarszczki.powiedział Ricky Lee. Znajdował się tam salon fryzjerski Kleen Kut (w oknie widnieje pożółkła karteczka z wypisanym na niej odręcznie piętnastoletnim tekstem: Jeśli jesteś „hipem”. która biegnie prosto jak strzała przez opuszczone miasteczko Gatlin. Była tam filia Nebraska Homeowners’ Bank. Na jego przedniej tablicy rejestracyjnej widniał chełpliwy napis . 28 maja 1985 roku.które jest niezbyt duże).Czerwone Koło. apteka i National Farmstead & Hardware Supply. kładąc na barze . którego magazyn „Time” określał mianem „prawdopodobnie najbardziej obiecującego młodego architekta w Stanach” (Ochrona Energii Miejskiej i Młodzi Turcy . ale wyglądał jakieś dziesięć lat młodziej.Witam. kogo szukasz. spośród których tylko ten ostatni zdawał się jako tako prosperować. musiałbyś wyjechać z Omaha na zachód autostradą Interstate 80. A znalazłszy się wewnątrz i podchodząc do baru. Musiałbyś skorzystać z wyjazdu na Swedholm. Potem powinieneś skręcić na Highway 92 przy barze Bucky’ego (naszą specjalnością są pieczone kurczaki) i znalazłszy się za miastem. spranych dżinsach i roboczych butach. by w końcu doprowadzić cię do Hemingford Home. stacja benzynowa. Na szarym końcu tego ciągu. z podwójnymi antenami CB z tyłu. pruć śmiało aż do Highway 63. panie Hanscom . a potem jechać wzdłuż Highway 81. chciał znaleźć człowieka. że przy nim Swedholm wyglądało jak Nowy Jork. Gdybyś dotarł aż tak daleko. do śródmieścia Swedholm .

było prawdziwym skarbem. nową galerię sztuki w Redondo Beach czy gmach handlowy w Salt Lake City. to najokropniejsza rzecz. kiedy pozwalał sobie na dwa lub trzy piwka więcej. „Mirror” . po wyjściu na czworakach z pubu. Kulturalne towarzystwo zawsze należało do rzadkości. podczas gdy Ben usiadł. wpół do dziewiątej. Pan Hanscom mógł budować drapacz chmur w Nowym Jorku (miał już na koncie trzy budynki w mieście. a college kończył w Kalifornii. wchodził do baru tak nonszalancko. bo akurat nie było nic ciekawego w telewizji. Choć korzenie Hanscoma sięgały Nowej Anglii. o których się mówiło). („Guardian” . Zawsze pytał o trzech chłopaków Ricky’ego Lee. jaki wzniesiono w Londynie w ciągu ubiegłych dwudziestu lat. Kiedy Hanscom dostał tę robotę. Nigdy dotąd Hanscom nie pojawił się w barze w tygodniu.pomijając twarz mojej teściowej. Przed dwoma laty był w Londynie.to zapewne najpiękniejszy budynek. Miał własnego learjeta i prywatny pas startowy na swojej farmie w Junkins. po tym jak Ben Hanscom wyjechał i . że tamten jest niezawodny. miał on w sobie trochę więcej niż tylko szczyptę typowo teksańskiej ekstrawagancji. Należał do ulubionych klientów Ricky’ego Lee. Ricky Lee liczył na piątkowe i sobotnie wizyty Hanscoma w barze. Ricky Lee pomyślał: Cóż. zostawiana pod kuflem w barze) to było w sam raz. jaką kiedykolwiek widziałem). jak ktoś. może jeszcze kiedyś go zobaczę. I zawsze gdy wychodził. I rzeczywiście. a już na takim zadupiu jak to.papierową serwetkę. zostawiał pięć dolców napiwku pod kuflem. bo przekonał się. Ricky Lee sprawiał wrażenie zaskoczonego. ale o wiele bardziej liczyła się tu sama obecność Hanscoma. Dziesięć dolarów tygodniowo (i pięćdziesiątka w okresie świąt. ale kiedy przychodził w piątkowy wieczór około ósmej. Wymieniono ostre za i przeciw. a potem nadzorując budowę nowego gmachu BBC (w prasie brytyjskiej do dziś trwała zażarta debata na ten temat). najpierw projektując. który lubił z nim rozmawiać i szanował go jako dobrego fachowca. A może on po prostu o nas zapomni. Przychodził co piątek na dwa piwa i co sobota. w piątkowy wieczór. i tak było w istocie. kto mieszka po drugiej stronie miasta i zdecydował się wpaść do knajpy.

aby zabrać go na lotnisko Teterboro w New Jersey. Zawsze przychodził sam i zawsze sam wychodził. jakby w ogóle nie wyjeżdżał z miasta. Tam czekała już na niego limuzyna.powiedziała mu kiedyś jakaś kobieta. które dałyby wiele.przyjrzał się jej starannie ułożonym włosom. słysząc tę opowieść. pół godziny z sekretarką. podkoszulek z napisem GO’BAMA i buty robocze. . aby pójść z nim do łóżka. Wyglądał tak. a potem cały proces powtarzał się. ubrany w swoje stare dżinsy. I kiedy Ricky Lee niemal z radością zawołał: . Wszyscy goście Ricky’ego byli pod wrażeniem. Kiedyś okazało się następnym wieczorem. Ricky Lee bezskutecznie pomiędzy ósmą a dziewiątą trzydzieści patrzył na otwierające się drzwi do baru.mogło ci się wydawać. diamentowym kolczykom w uszach i spojrzeniu w jej oczach.przynajmniej zgodnie ze wskazaniem zegarka). że dzień trwa wiecznie. spędzał godzinę ze swoim majstrem.podczas swej dwuletniej pracy dla BBC zjawiał się w barze regularnie co sobota. choć Bóg jeden wiedział. i jazda ta w sobotni ranek nie trwała zwykle dłużej niż godzinę! Przed południem bez problemów zasiadał w kabinie swego leara i o czternastej trzydzieści lądował na pasie w Junkins. jadł kolację i szedł do baru na godzinkę czy półtorej. Jak powiedział Ricky’emu Lee. panie Hanscom! Chryste! Co pan tu robi! .Hej. każdego sobotniego ranka o jedenastej opuszczał Londyn na pokładzie concorde’a i zjawiał się na lotnisku Kennedy’ego w Nowym Jorku o dziesiątej piętnaście (czterdzieści pięć minut przed opuszczeniem Londynu . Może kiedyś tu wróci. Potem zwykle ucinał sobie dwugodzinną drzemkę. i wiedział. Po powrocie na farmę spał przez sześć godzin. że musiała pochodzić ze Wschodu .wszelki ślad po nim zaginął. Jeżeli prułeś na zachód dostatecznie szybko . świetnie skrojonej kreacji. Nie był to odosobniony przypadek . że w tej części Nebraski była cała masa kobiet. jakby to. która z pewnością pochodziła od jednego z bardziej znanych projektantów mody.najprawdopodobniej z Nowego Jorku. Ricky Lee obrzucił ją krótkim spojrzeniem . że się tu znalazł.powiedział Ricky’emu . nie było niczym niezwykłym.Ben Hanscom był z lekka zdziwiony. tyle że w odwrotną stronę. Kwadrans po dziewiątej drzwi otwarły się i Ben Hanscom wparował do środka. Może to pedał .

Ale myślę.odrzekł . Kiedy stajesz się dostatecznie duży.Skąd pan wie? . a kiedy Ben Hanscom uniósł . Dziś wieczorem Hanscom wyglądał na pobladłego i jakby trochę zakłopotanego. Ricky Lee odwrócił się.Czołem. ale myślę. . Ricky Lee.powiedział Ricky’emu Lee Ben Hanscom. rzecz jasna. Wyjęła paczkę doralów z torebki i włożywszy papierosa do ust.Niektórzy na pewno tak powiedzą i przynajmniej po części będą mieli rację.Nie . Wiedział. która zdawała się traktować go jak jeszcze jedną atrakcję turystyczną tutejszego regionu. że to wygląda tak. jakiego się podjąłem. Ricky Lee . To największe przedsięwzięcie. . by zostać zauważonym.powiedział siadając. Ale nie powiedział tego tej kobiecie z Nowego Jorku. czekając. że to zadziała. . zaskoczony.Po prostu wiem . A może po prostu był chory. nadzorując potężnego początek kompleksu budowy sześciu Mountain Cultural Center budynków. jakby dziecko olbrzyma zostawiło na schodach porzucone zabawki .pan Hanscom nie jest ciotą. .Zapewne przyjechała tu z wizytą do rodziny albo starej kumpelki ze szkoły i nie mogła się już doczekać powrotu do domu. Ricky Lee wyjął spod baru kufel i sięgnął ręką w stronę kurka olympii. który miał powstać w wyciętym zboczu skalistego wzgórza. aż poda jej ogień. Miał chęć jej powiedzieć. a potem zaczął przyglądać się swoim dłoniom. Ricky Lee przypuszczał.Nie rób tego. jakiego w życiu spotkał. „Kiedy będzie po wszystkim. Nic w tym dziwnego i.odparł. uśmiechając się nieznacznie. Ricky Lee wiedział. i zrealizowanie go będzie cholernie trudne. trzymała go pomiędzy swymi błyszczącymi czerwienią wargami. . Ostatnio w okolicy sporo ludzi skarżyło się na różne dolegliwości. że Hanscom miał spędzić najbliższe sześć do ośmiu miesięcy States w Colorado Springs. ludzie będą mówili. masz prawo się bać o swoją przyszłość. że powinno się udać”.spytała. . że to najbardziej samotny mężczyzna. że Hanscom cierpiał na typowy przypadek tremy zawodowej. nic złego. iż było bardzo prawdopodobne.

Zamilkł i Ricky Lee już chciał zapytać. Jak uśmiech trupa. Ktoś wrzucił ćwierćdolarówkę do szafy grającej i Barbara Mandrell zaczęła śpiewać o pijanym mężczyźnie i samotnej kobiecie. Ktoś umarł. co się właściwie stało. Hanscom uśmiechnął się. przerażający. Patrzył wprost na niego. że włosy Hanscoma pokryte były nitkami siwizny. . Ricky Lee. . Ricky Lee. jak zwykle w poniedziałkowy wieczór po sezonie. i próbował zrozumieć. Nie jest żonaty. Nic z tych rzeczy. że ktoś z jego bliskich właśnie gryzie ziemię. Hanscom. . panie Hanscom? Ben Hanscom spojrzał na Ricky’ego Lee oczyma. gdzie siedział Hanscom. którzy tu przychodzą. poczuł. To na pewno to. panie Hanscom? . Daj tu ten kufel.Miło mi to słyszeć. grając w karty z kucharzem.Przykro mi to słyszeć. ale każdy człowiek ma rodzinę i wygląda na to. . panie Hanscom. I chyba już nigdy nie będę się dobrze czuł. Four Roses .Ale myślę. Wyglądał.Dla wszystkich innych. . które nagle wyglądały dziesięć . Znajdowało się w nim zaledwie dwudziestu klientów. że dla pana znajdzie się odrobina Wild Turkey. Annie siedziała przy drzwiach w kuchni.O tak. . czy mógłby coś dla niego zrobić. Nie. Złe wieści z domu. Do pełna. jakby przydarzyło mu się coś strasznego. Uśmiech był upiorny. I nalej mi do niego Wild Turkey. Tak.Nie sądzę. Bo Bena Hanscoma nie dręczyła trema ani żadne choróbsko. . Ricky Lee odstawił kufel i podszedł do miejsca.Dobrze się pan czuje. Ricky Lee. i Ricky Lee ze zdziwieniem spostrzegł. Nigdy dotąd nie zauważył u niego siwych włosów.Jaką masz tu whisky.Złe wieści. dwadzieścia lat starzej niż reszta jego twarzy. gdy Hanscom powiedział: .wzrok znad swoich rąk. słysząc to. złe wieści. Ricky Lee? . Bez dwóch zdań. świecił pustkami. że ogarnia go przerażenie. uśmiechnął się pod nosem. . Nie dzisiaj. . Bar.Dziękuję.nie.Spojrzał na Ricky’ego Lee.odparł Ricky Lee.

Ricky Lee? Ricky Lee wolno pokręcił głową. A teraz pokażę ci coś. . to ani chybi wyzionie ducha. ojcowskie słowa były jedynym lekarstwem na żarłoczne niczym rak wyrzuty sumienia. i nie zajęło mu to więcej niż sekundę. a potem umarł. Ricky Lee. wpatrując się w kufel.Nie dziś . Kiedyś ojciec powiedział mu. kiedy zaczął go napełniać. czego chce. jak sądzę. Mimo to jednak wypełnił jak należy swoją powinność i postawił kufel przed Hanscomem. Frank Billings był. czego nauczyłem się od Indian.Do pełna? . że tamten nie żartował. Hanscom ponownie się uśmiechnął . nawet gdyby to miał być kufel szczynów czy trucizny. najlepszym pierdolonym architektem na świecie. a potem zapytał: Ile ci jestem za to winien. że go dublowałem.. Ben Hanscom nie żartował. powinien dostać to.tym razem bardziej naturalnie. Szyjka butelki zabrzęczała o brzeg kufla. Chorował przez dwa tygodnie.To na koszt firmy.spytał zaskoczony Ricky Lee. jakby chciał się przekonać. To musiała być największa pieprzona porcja whisky. jaką zaserwował w życiu. A teraz pokażę ci coś. . czy to była dobra czy zła rada. Ricky nie wiedział. Przyjdzie mi wzywać pogotowie. Patrzył wbrew sobie z fascynacją. I wątpił. nie chciał unieść wzroku i spojrzeć w nie widzące. którzy pracowali nad . Wobec tego dziękuję. Pracowałem wtedy z facetem nazwiskiem Frank Billings. że Ben Hanscom miał w sobie więcej niż tylko szczyptę Teksańczyka. Kurwa. Hanscom przez długą chwilę przyglądał się w zamyśleniu stojącemu przed nim mamuciemu drinkowi.Nie sądzę. jak whisky wlewa się do kufla.Chryste. jakby zamyślone oczy tamtego.powiedział Hanscom. . będę musiał pana stąd wynosić albo wezwać ambulans! . ale zdawał sobie sprawę. że dopóki bar stanowił jedyny środek jego utrzymania. czego się nauczyłem w Peru w 1978 roku. Jak to wypije. Ricky Lee z uwagą spojrzał Hanscomowi w oczy. Ricky Lee uznał. ale to nie skutkowało. mógłbyś powiedzieć. Ricky wyjął zza baru kufel i wyjął z półki pod barkiem butelkę Wild Turkey. Złapał gorączkę i lekarze zaczęli go szprycować całą masą antybiotyków. czy jeszcze kiedykolwiek będzie miał okazję powtórzyć ten wyczyn. Nie. że jeśli facet jest przy zdrowych zmysłach.

.. Hanscom odstawił kufel. urywanymi spazmami. a potem zaczął wyciskać zeń sok do prawej dziurki od nosa. a potem Ricky Lee zobaczył łzy spływające po bokach jego twarzy w stronę uszu. . co przepływa ci przez gardło. panie Hanscom . . . a potem skinął głową. Ricky Lee przyniósł mu cztery i położył na świeżej serwetce tuż obok kufla pełnego whisky. co się dzieje z twoim nosem. Spojrzał na Ricky’ego Lee i uśmiechnął się słabiutko.odparł Ben Hanscom. O pani. odchylił głowę do tyłu jak człowiek.krzyknął przerażony Ricky Lee. aby ktokolwiek spośród nich miał kaca. odnalazł palcami drugi kawałek cytryny i wycisnął sok do drugiej dziurki. Sięgnął po kufel. jakby ktoś wcisnął ci do ust palnik acetylenowy i odkręcił kurek na pełną moc. Jego oczy nie były już czerwone.. Hanscom na oślep sięgnął ręką w stronę blatu baru. Ale myślę.tamtejszym projektem. zabije .Jezus Maria! . jak jego jabłko Adama unosiło się i rytmicznie opadało. wzdrygnął się dwukrotnie. Z szafy grającej dobiegały dźwięki piosenki w wykonaniu zespołu Spinners. który zakrapia sobie oczy. że w ogóle nie zdajesz sobie sprawy z tego. Nigdy dotąd tego nie próbowałem. Gardło Hanscoma zaczęło pracować.Pan się. spływając w stronę kącików ust. jak mówili. ile dam jeszcze radę wytrzymać śpiewał zespół. Hanscom rzucił oba wyciśnięte plasterki cytryny na blat baru. kurwa. uniósł go i wypił jedną trzecią zawartości. . proszę. po prostu nie wiem. Miał zaczerwienione oczy i oddychał krótkimi. Woda ognista. jaką się tam pija. .Pan oszalał. to naprawdę mocny trunek.Pamiętasz . a już nigdy nie zauważyłem. Przynieś mi parę plasterków cytryny. żeby któryś z nich był zalany.powiedział Ricky Lee.Działa dokładnie tak. że dziś to zrobię. Ale Indianie piją to jak coca-colę i rzadko kiedy widziałem. Pociągniesz łyk i już myślisz. Jesteś tak cholernie zajęty tym. Hanscom wziął do ręki jeden z nich.wyszeptał Ricky Lee. Ricky Lee niczym skamieniały patrzył. że to nic takiego.Możesz się założyć o swoje futro . kiedy nagle czujesz. Z obu jego nozdrzy ściekał czysty sok cytryny. Jego policzki pokraśniały.

prawdopodobnie na długo przed tym. Jeden chłopak nazywał się Reginald Huggins. Jakieś tysiąc lat temu. Zobaczył. a potem.to. zawsze.Henry Bowers mi to zrobił. a potem użył ich jak kropli do nosa. iż nieomal doprowadziła go do obłędu. że to była litera. Otrząsnął się gwałtownie. Ponownie się wzdrygnął. prawdziwy tłuścioch. Prawdziwy świr.Byłem prawdziwym grubasem. a w każdym razie chwilowo pozbawiła go zdrowych zmysłów. dziwną. Ktoś wyciął Hanscomowi na brzuchu literę H . tylko że wszyscy mówili na niego Belch.Panie Hanscom. Pochyliwszy się do przodu. biała i stara. że pan Hanscom otrzymał wiadomość tak przerażającą. Pośmiewisko. . Pozostawał przez chwilę w tej pozycji. o tak. odchylił głowę do tyłu. łapali mnie pierwszego i wyśmiewali się ze mnie. tuż nad pępkiem. nigdy . którzy stale się ze mnie nabijali. że nie potrafiłem uciekać równie szybko jak pozostali. mając przez cały czas zamknięte oczy. I było jeszcze paru innych. odłożył je na bok i pociągnął dwa spore łyki z kufla. Nigdy nie grałem w baseball ani w kosza. I ja nie byłem jedynym. .. jak marynarz na żaglówce targanej sztormem trzymający się kurczowo burty łódki. . Hanscom wziął do rąk dwa pozostałe kawałki cytryny. Szeryf całej tej bandy. Była pofałdowana.Nie. którego prześladował. Mój kłopot polegał na tym. Potem ponownie otworzył oczy i uśmiechnął się do Ricky’ego Lee. kiedy bawiliśmy się w berka.wyszeptał Ricky Lee. Ricky Lee? Mówiliśmy tak. Czy mówiłem ci już kiedyś.. Ricky Lee zobaczył na brzuchu Bena Hanscoma. że byłem gruby? . proszę pana. Drugi nazywał się Victor Criss. schwycił oburącz za miękko obitą krawędź baru. W moim rodzinnym mieście było paru chłopaków. Ale najgorszy z nich był niejaki Henry Bowers. Był teraz przekonany. bo zawsze głośno mu się odbijało. gdy byliśmy dziećmi. „Możesz się założyć o swoje futro”. że nie zdążył mi wyciąć całego swojego imienia i nazwiska. Byłem gruby. krętą bliznę. Hanscom rozpiął koszulę i rozchylił ją. Mam szczęście. zanim stał się mężczyzną. na wskroś przesiąknięty złem. To był naprawdę obrzydliwy chłopak. .

No to wyjmij palec z dupy i zrób z tym coś. banda skacze po kanapach . . o mały włos. .Panie Hanscom. Spojrzał ponuro na Ricky’ego Lee. .. . Annie podeszła z tacą do stanowiska kelnerek i zamówiła parę millerów. Ricky Lee. by podążyć za nią wzrokiem. który odwrócił się. że już dość.Ale draka. . Mój tata zawsze mówił. Hanscom odsunął go na bok. Ricky Lee wyjął je i podał jej.Wystarczy. On się zabije.Nie sądzę. . Niech to szlag. żeby pan to robił jeszcze raz . Powstałych szkód już nie można usunąć.Mam coś dla twoich dzieci. że jeżeli człowiek jest przy zdrowych zmysłach.Mógłbym dosiadać tego byka przez całą noc .. . a . Ricky Lee. .Pieprzyć twojego starego. Hanscom odchylił głowę do tyłu. Ricky Lee.Czy z panem Hanscomem wszystko w porządku. Musisz to skończyć. .Twój tata miał mózg mniejszy od tego. Patrzyła w dal za Rickym. proszę.. A potem wypił whisky jak wodę. nie chciałbym. Wycisnął cytrynę.stwierdził.Co się stało. czy powinienem.powtórzył Ricky Lee i wyciągnął rękę w stronę kufla.Panie Hanscom.rzekł nerwowo Ricky Lee.powiedział. .Nie wiem. W kuflu zostało nie więcej niż dwa cale alkoholu. co za klapa.Nie wiem . Ricky Lee podszedł do stołu. Hanscom nachylił się nad barem i wyjmował z puszki plasterki cytryny.. już się nie odstanie..Panie Hanscom. za którym siedział Ben Hanscom. Nie można.Annie podobnie jak większość innych kobiet lubiła Bena Hanscoma. . Już dość . . . Tym razem wciągnął sok do nosa. Nogi miał miękkie jak z gumy. naprawdę wydaje mi się.powiedział. jakby to była kokaina. . I otrzymawszy taki rozkaz. Ricky Lee? spytała Annie. jaki Bóg dał susłowiodparła Annie. a potem wybuchnął śmiechem. .

miałem ich kilku.Przeraża mnie pan trochę. ale Ricky mógł przysiąc na wszelkie świętości.. .To bardzo miło. nawet taki mały grubas jak ja miewał przyjaciół. tak go nazywaliśmy. .powiedział Hanscom. . nawet na Biblię. . monety błyszczały w mdławym świetle. . kiedy miałem cztery lata . Ricky Lee ledwo go słyszał. Ricky Lee wstrzymał oddech. To . panie Hanscom. Powinien już leżeć pod barem.bym zapomniał! Miał na sobie wyblakłą dżinsową kamizelkę. Miał przy sobie garść dwudziestopięciocentówek i banknot dwudziestodolarowy wciśnięty za opaskę kapelusza. Bóg jeden wie. Bill Jąkała. Jego głos nie był ani trochę niewyraźny. Wręczył drobne Annie. Ricky Lee. Był jednym z najlepszych przyjaciół. że były to oczy człowieka trzeźwego. instruując ją.. przyjacielu. Przed dwoma laty do Czerwonego Koła zawitał niejaki Gresham Arnold. ale ja nie mógłbym.Zostawił nam trochę długów i to. Położył na barze trzy srebrne dolarówki. ile teraz były warte. . przed laty był gwiazdą basseballu drużyny Hemingford Rans. znany tutejszy pijaczyna. panie Hanscom . . Patrzył na monety z fascynacją w oczach: 1921. żebyś dał je swoim dzieciakom. Chcę..stwierdził Ricky Lee.Były cztery. Ricky Lee usłyszał stłumiony brzęk. .Pan Hanscom wziął do ręki kufel i opróżnił go. Oczy Bena Hanscoma były wodniste i bardzo przekrwione. dzięki której uzyskała ona swoje pierwsze (i najprawdopodobniej ostatnie) mistrzostwo w rozgrywkach licealnych.Nalegam. by wrzucała je do szafy grającej po cztery sztuki. a przez cały czas wpatrywał się w Ricky’ego Lee.Nie mógłbym.Mój tata umarł. podobnie jak mówiliśmy zawsze: „Załóż się o swoje futro”. 1923 i 1924 rok. ..zaczął ponownie. Bill Jąkała jest teraz pisarzem. i to tylko pod względem zawartości srebra. nieprzytomny. Gresham Arnold. Dwudziestkę położył na barze i powiedział. jakich kiedykolwiek miałem wiesz. ale dałem jedną Billowi Jąkale i innym. że stawia wszystkim kolejkę.

w swojej sypialni na piętrze. a on przynajmniej starał się udawać. a Annie puszczała raz za razem piosenki Moe Bandy. Wrócił do domu. I módl się. Dziś wieczorem otrzymałem telefon od mojego starego przyjaciela.było w 1961 roku. że ów młody człowiek miał przed sobą piękną przyszłość. . Podczas gdy interes należał jeszcze do jego starego. W ogóle o nim zapomniałem. powiesił się. Ale nie jesteś nawet w części tak przerażony jak ja. śpiewał razem z zespołem.Co się stało? . .Ben Hanscom wybuchnął śmiechem. więc ostatecznie zwinął interes i wyniósł się do Arizony. nadużywania alkoholu i urządzania całonocnych libacji. wypił trzy czy cztery burbony. . ale . i zaczął pracować u swego ojca jako komiwojażer. poszedł do domu. Zdawać by się mogło. a potem splótł dłonie na wprost leżących na blacie baru trzech dolarówek.Przerażam cię? . niewiele. Prawdopodobnie tak. a tam. Arnold usiłował walczyć z niszczącym go alkoholizmem. którego otrzymał od rodziców na koniec szkoły.. bo Gresham Arnold lubił Moe Bandy. Ricky Lee. Ricky Lee. co było wynikiem używania przez niego narkotyków.Może. Jednakże już w pierwszym semestrze wylano go z uczelni. abyś nigdy nie był. .Ale co się stało? . Potem poddał się kompletnie. jak w tej chwili oczy pana Hanscoma. przerażony i postarzały widokiem niewytłumaczalnej i najwyraźniej nieodwracalnej degeneracji własnego potomka.Oblizał usta.Może mógłbym panu pomóc. że pracuje. Siedział przy barze. Tego wieczora oczy Greshama Arnolda wyglądały nieomal tak. który teraz zajmował Hanscom (co Ricky Lee uświadomił sobie z narastającym uczuciem niepokoju). nie sprawiał kłopotów. .. Minęło pięć lat. ale tego wieczoru był złociutki jak cukierek. a jego oczy ani na chwilę nie odrywały się od oczu Ricky’ego Lee. Może i był podłym facetem. Odsunął od siebie kufel. przymocowawszy pasek do drążka w szafie. w barze postawił wszystkim kolejkę i podziękowano mu za to nad wyraz ciepło.No cóż. na stołku. Mike’a Hanlona.spytał Hanscom. Ojciec nie chciał go wylać z roboty. naprawił żółtego cadillaca convertible. . a kiedy Ricky Lee zamknął lokal. .spytał Ricky Lee.

To było wszystko.Co pan z nią zrobił. Zdałem sobie naraz sprawę. Jechałem tu i nagle zdałem sobie z tego sprawę. że na jego twarzy pojawił się wyraz ulgi. Jak to.Czy słyszałeś kiedyś. ale Hanscom tylko się roześmiał. Prawdę mówiąc. .Odlatuję dziś w nocy. . . Ricky Lee sprawiał wrażenie zaniepokojonego.. Przypomniałem sobie Mike’a Hanlona tylko dlatego. Dla podkreślenia tych słów stuknął lekko parę razy kostkami palców w blat baru. Lecę samolotem United Airlines. że tamten był naprawdę przerażony. a dzieciaki zapominają o różnych rzeczach. kiedy to uświadomiłem sobie. .. żeby ktoś miał tak totalną amnezję. że zapomniałem nie tylko o Mike’u.Odlatuję. . ale wcale się tym nie przejął.A dokąd się pan wybiera? . I przypomniałem sobie Derry dlatego. Ale tak właśnie było. To było wszystko.Och. że nie myślałem o swoim dzieciństwie od. I właśnie wtedy.prawie niezauważalnie. ale nie ja będę pilotował samolot. Przerażenie ogarnęło mnie w drodze do baru. ale tak właśnie było. . . . byliśmy jeszcze dziećmi. nieprawdaż? „Możesz się założyć o swoje futro”. Nie miał pojęcia.. że miał amnezję? Ricky Lee pokręcił przecząco głową.Derry? .Nie mam czasu do stracenia . Ricky Lee tylko na niego spojrzał. W przypadku Bena Hanscoma wyglądało to śmiesznie. sam już nie wiem od jak dawna. co wiązało się z moim dzieciństwem.stwierdził.Ja również. Ricky Lee. ale i o wszystkim. To nie ulegało wątpliwości.. . wspomnienia zaczęły powracać. że stamtąd telefonował. jak na zawołanie. Nie tym razem. kiedy się znaliśmy. że do mnie zadzwonił. od.Ale to wystarczyło. co się stało z czwartą dolarówką. żeby nie pamiętał o tym.Chcę przez to powiedzieć.nie w tym rzecz. Jakbym dostał obuchem w głowę. panie Hanscom? Hanscom spojrzał na zegarek i nagle ześlizgnął się ze stołka. . Nie to mnie przeraziło. Zachwiał się lekko . że zapomniałem absolutnie wszystko.Wydawało mu się. ale czuł. . o czym mówił Hanscom. Ricky Lee.

albo Bill Jąkała . że już ci to powiedziałem.Hanscom miał wciąż jeszcze rozpiętą koszulę. Daj te monety swoim dzieciakom.co bardziej prawdopodobne . Ben Hanscom patrzył na Ricky’ego Lee oczyma okolonymi ciemnofioletowymi podkowami.miał wrażenie. bo nagle ogarnęło go przekonanie. Nos mężczyzny był czerwony i podrażniony.w szafie. a teraz staje przed dymiącymi i rozpalonymi wrotami do piekła. . Ruszył w stronę drzwi i coś w sposobie. w jakimś miejscu rowie.ta istota stojąca opodal szafy grającej i patrząca na niego . Ben Hanscom leżał gdzieś.N-n-nie. Wybieram się do domu. ale wystarczyło w zupełności.Nic .wyszeptał raz jeszcze Ricky Lee.rzekł Ben Hanscom. Rąbnął pośladkami w tylną szafkę baru i kiedy butelki uderzyły o siebie.to trwało tylko chwilę. a Ricky Lee cofnął się o krok. . Ricky Lee? . Tak.O co chodzi. Przez chwilę . Nie pamiętam tego zbyt dobrze.w każdym razie któreś z nich uratowało . Podobieństwo do zmarłego i ogólnie nie opłakiwanego Greshama Arnolda stało się nagle tak absolutne. Patrzył z zamyśleniem na nabrzmiałe białe linie starej blizny na swoim brzuchu. .Panie Hanscom! . że nieomal odniósł wrażenie. a potem wolno zaczął zapinać guziki.Teraz to sobie przypominam. zwisającymi cal czy dwa nad podłogą. jakby zobaczył ducha. . . Ricky. a ta postać . z zadzierzgniętą na szyi pętlą z własnego paska i nogami w kowbojskich butach za czterysta dolarów. . ale albo ta dziewczyna imieniem Beverly.Wydawało mi się. w jaki szedł i podciągnął spodnie po bokach. aby spowić jego serce powłoką lodu . Hanscom odwrócił się. twarzy człowieka. na poddaszu swego domu albo . ale nie mógł oderwać wzroku od tej twarzy. Cofnął się tak gwałtownie. N-n-nic.Byłem gruby i byliśmy biedni . rozległo się głośne brzęknięcie szkła.była tylko duchem. Jego policzki płonęły od alkoholu.zawołał przejmującym tonem. Do domu. jakby Ben Hanscom był przezroczysty. że widzi stoły i krzesła znajdujące się za plecami tamtego. przeraziło Ricky’ego Lee. że Ben Hanscom był martwy. który umarł w śmiertelnym grzechu.

. do diabła? . że nieomal tracę zmysły i boję się tego. ale mój strach nie ma tu nic do rzeczy. i to. co stało się przed laty. a nocny wiatr rozwiał ciągnącą się za nim chmurę kurzu. czym dysponuję dziś.. bo on wie. bo wszystko. wiąże się zwykle z upadkiem.. . a ty pozwoliłeś mu wsiąść do samochodu i odjechać . . za co zapłaciłeś. prawda? . Ricky Lee. i wcześniej czy później to. przy ziemi. kiedy samochód wjechał na autostradę nr 63. Szerokiej . bólem i krwawieniem. co wówczas zrobiliśmy. Tylne światła zmniejszyły się.Po prostu świetnie.powiedziała Annie. prawda? Jeszcze w ten weekend? .spytała Annie.Tym razem wybieram się dalej niż do Londynu.czy tego chcesz czy nie.Panie Hanscom. Jak się nie przewrócisz. wróci do ciebie . Może to dlatego Bóg każe nam być najpierw dziećmi.odparł pan Hanscom i uśmiechnął się w sposób przyprawiający o dreszcz zgrozy. Ogarnięty coraz większym niepokojem nie mógł się zdobyć na nic innego. .Wróci pan w ten weekend. Wspomnienia są we mnie. Ricky Lee. Za wszystko trzeba płacić i zawsze dostajesz to.Daj te monety swoim dzieciakom . bo to i tak nastąpi. Muszę tam pojechać i zrobię to. Jestem tak przerażony.. .spytał Ricky Lee przez zdrętwiałe usta. to się nie nauczysz.Co.Nie wiem . jak wielki bąbel narastający wewnątrz mojego umysłu. wzbijając spod tylnych kół fontanny piasku i kurzu. co mogę sobie przypomnieć. jaką otrzymujesz w życiu.Naprał się jak bąbel.powtórzył i wyszedł w mrok nocy. . a zawsze należy spłacać swoje długi wobec świata.mi życie za pomocą srebrnej dolarówki. . . zanim ta noc dobiegnie końca. że światła cadillaca Bena Hanscoma zostały włączone i usłyszał odgłos zapuszczanego silnika. Podniósł klapę w barze i podbiegł do okna wychodzącego na parking. Zobaczył. co do ciebie należy. jak zawsze. znajdować się nisko. aby stać się drobnymi krwawymi punkcikami. z tym. jest w jakiś sposób związane z tym. ale Ricky Lee całkiem ją zignorował. Wóz wyjechał z parkingu.Ale wróci pan jeszcze w tym tygodniu. że każda prosta lekcja. co kiedykolwiek udało mi się zdziałać. .

Na górnej półce znajduje się anacyna. . gdybyś zerknął do apteczki Eddiego Kaspbraka. powinieneś rzucić okiem do jego apteczki. 4 Eddie Kaspbrak bierze swoje lekarstwo Mówi się. Miał w głowie zamęt i w ogólnym rozrachunku to. contac.odparł.jak to mawiał w reklamówkach Lawrence Welk) i dwie butelki mleczka magnezjowego.Nie sądzę . kiedy tylne światła wozu znikły w oddali. serutanu (nature’s wspak . Jest tam butelka vivarinu. uchowaj Boże.M. czy to mężczyźnie czy kobiecie. może tak byłoby dla niego lepiej. tyle że wewnątrz nich. Ale wątpię.Choć wnioskując z jego obecnego stanu. . że jeśli chcesz wiedzieć wszystko o przeciętnym członku amerykańskiego społeczeństwa. W każdym razie zwykle tak bywa. Ta trójka przypomina wyglądem różowe świnki skarbonki. . abyśmy go tu jeszcze kiedykolwiek zobaczyli. zamiast .On się zabije. odwrócił się i pokręcił przecząco głową. excedryna P. I choć Ricky Lee jeszcze pięć minut temu był tego samego zdania.Nieważne. Tumsy stoją obok wielkiej butelki tabletek Di-Gel o smaku pomarańczowym. Jednak. . Nieopodal olbrzymiej butelki tumsów stoi pękata butelka rolaidów. zdawało się absolutnie nie mieć znaczenia. która przypomina płynną kredę. .drogi. czego się dowiedział. excedryna.. . tylenol i spory słoiczek vicksów. i nowość o smaku miętowym. gelusil. miałbyś zapewne równie jak on pobladłą twarz i rozszerzone oczy. które przypomina w smaku płynną kredę.To nieważne. przypominających jajka w inkubatorze.Co on ci powiedział? Pokręcił głową.

która ma zrobić coś z twoją skórą. w apteczce czeka blaszany pojemniczek sucrets i cztery rodzaje płynów do płukania ust: chloraseptic. jak również niewielka liczba pigułek tetracykliny. Miałbyś lepszy lot niż Ben Hanscom na pokładzie swego odrzutowca i lądowanie cięższe niż Thurman Munson. elavil i darvon complex. nyquil i dristan na przeziębienia oraz spora buteleczka olejku kamforowego. C i C forte. tubka oxy-5 i plastykowa butelka oxy wash (przezorny zawsze ubezpieczony. stoją trzy butelki szamponu leczniczego. natrafimy na sporej wielkości placyk zarezerwowany dla medykamentów używanych przy różnych okazjach. L-lysine. percodan. Jest tu też parę tucksów w zakręcanym słoiku. jak również B-12. mająca zapobiec niepokojącemu wzrostowi cholesterolu i uratować twoją Wielką Pompę. centrum. to solidna porcja prochów. gdyby L-lysine nie okazała się dostatecznie skuteczna. Druga półka . . cepacol. Postawił ją na umywalce. a Eddie zawsze wolał wydać pięć centów więcej. opodal czekały już . Gdybyś ją łyknął. i lecytyna. Znajduje się tam valium.jest tam witamina E. B-simple i B-complex. wymachiwał raźno trzymaną w ręku torbą. cepestat (w sprayu) i dobra stara listeryna.na kaszel. Visine i murine do oczu. jak grupka zgorzkniałych konspiratorów. mające utrzymać w normie jego system wydalniczy. ale po otwarciu go nie znajdziesz w nim ani jednego sucretsa. Dolna półka jest prawie pusta. ale żadna imitacja nie była w stanie dorównać oryginałowi. znajdują się pigułki. myadec. formuła 44 . ale to. Na niższej półce stoi jeszcze jedno pudełeczko sucrets.obszerny przegląd witamin . mógłbyś przeżyć całkiem niezły trip. Przeglądając trzecią półkę apteczki Eddiego Kaspbraka.drobniaków. którą często podrabiano. Gdyby wydalanie było zbyt bolesne albo zachodziło niezbyt szybko. niż potem tego żałować). Eddie Kaspbrak wierzył w skautowskie motto.kaopectate. z którą stale masz problemy. Ex-lax. carter’s pills. co na niej stoi. Znajdują się tam różne zestawy witamin. stanowiące drugą linię obrony. Cortaid i maść neosporin (do skóry). Nieco z boku. Jego zawartość stanowi sześć quaaludes. A na honorowym miejscu pośród nich widnieje olbrzymia buteleczka geritolu. Wchodząc do łazienki. W razie gdyby Eddie miał chore gardło. pepto-bismol i preparat H.

Zawsze mogła sobie kupić nowy. Stracił już większość włosów. że pod pewnym względem wziął ślub z własną matką. aby wiedzieć. . kołysząc torbą przy boku. Była duża.dobiegł z dołu głos Myry.otworzył suwak. Miał już zamknąć suwak torby. a potem wyszedł z łazienki. przypominającej pyszczek królika. Była istnym kolosem.pozostał w niej tylko midol Myry i mała. że musisz wyjechać? Co to był za telefon? .Eddie. ale teraz nie miał czasu na takie ceregiele.Co ty tam rooobisz? Eddie nie potrzebował psychiatry. Niezwykle potężna kobieta wchodziła wolno na piętro. jak deski skrzypią pod jej ciężarem. Zatrzymał się na chwilę. . i to tak szybko.Co to znaczy.Eddie? . Ciężar torby sprawiał.Muszę wyjechać na pewien czas . żeby nie mieć czasu na zastanawianie. . Eddie zapiął suwak torby do końca. co ty robisz? Eddie wrzucił do torby pudełko sucrets. kiedy Eddie poślubił ją przed pięciu laty. .równie prosty jak brutalny musiał ruszać w drogę. a potem zgarnął również blistex. niemal całkiem zużyta. a potem drżącymi rękoma zaczął wrzucać do niej butelki. bo gdyby zaczął się zastanawiać. Miała na sobie białą koszulę nocną. Eddie słyszał. . że ona potrafiła się rozrastać. nabrzmiałą i opiętą na wysokości brzucha i bioder.Eddie? .oznajmił Eddie. słoiki. kiedy po chwili namysłu zdecydował się wziąć również midol. Apteczka była już teraz prawie pusta . Sprawiała wrażenie śmiertelnie przerażonej. A kiedy weszła na podest piętra. tubka blistexu. po prostu by go zabiło. wydawała mu się olbrzymia jak nigdy dotąd. Myra Kaspbrak była potężną kobietą. W innych okolicznościach wkładałby je do środka z prawdziwym pietyzmem i namaszczeniem. z łysiny na głowie sterczały tu i ówdzie mocno przerzedzone kępki. że przechylał się wyraźnie na jedną stronę. Był niskim mężczyzną o nieśmiałej twarzy. Jej twarz pozbawiona makijażu była biała i błyszcząca. . przerażenie. ale czasami czuł podświadomie. Eddie miał tylko jeden wybór . które narodziłoby się wraz z myślami. zawierające zestaw quaaludes. pojemniki i tubki.Była teraz w połowie schodów.

Teraz Eddie przeglądał swoje buty. W pracy zawsze nosił jeden z tych garniturów.Będziesz musiała. Eddie? Dokąd się wybierasz? Powiedz mi! .odrzekł i zbiegł szybko na dół... co powinna powiedzieć i zrobić w tej sytuacji. nigdy. zaprzeć się o nie plecami i trzymać go w środku tak długo. Na pewno. Mętlik w jej głowie pogłębiło uczucie narastającego przerażenia. choć mogła to zrobić. dopóki szaleństwo. zatrzasnąć drzwi. że załatwisz dla mnie autograf Ala Pacina..Nie mogę ci powiedzieć. ale nie była w stanie na to się zdobyć. O tak. Stała tam. ja... patrząc na niego i zastanawiając się.O co tu chodzi. a potem wyciągnął z szafy walizkę. Przyszło jej na myśl. To było absurdalne wytłumaczenie. . .Przyrzekłeś. .. Nie potrafiła myśleć ani działać. . Krzyknęła cicho. które tam wisiały .. .powiedział Eddie. aby po prostu wrzucić go do szafy.usłyszała swój własny głos. nie mogę.Dostaniesz go .Ja. Nie byłaby bardziej zdziwiona i przerażona. bo coś takiego jak dziś było do niego absolutnie niepodobne. . by podejść do szafy w przedpokoju. . .Nie ma nikogo innego.Po prostu będziesz musiała zawieźć go sama. . gdyby weszła do pokoju i zobaczyła.niczym złowieszcza gradowa chmura pośród reszty bardziej kolorowych rzeczy. nie minie.Delores na pewno jakoś to załatwi . Pochylił się. Postawił torbę na ziemi. . Była o trzy cale wyższa od Eddiego i sto funtów odeń cięższa..powiedział nieprzejednanym tonem. że ich nowy telewizor unosi się w powietrzu.. otworzył rozsuwane drzwi szafy i przesunął na bok pół tuzina identycznych czarnych garniturów. . Otworzył ją i zaczął pakować do niej rzeczy.Nie możesz wyjechać .Nie wcisnę się w żaden z moich uniformów! Są zbyt ciasne w biuście! . Jej cień padł na niego. jakie go opętało. ale naturalnie lepsze takie niż żadne. w nozdrza uderzył go zapach naftaliny i wełny.Nic takiego .

Nie mogę wozić Ala Pacino! .Wrzucił dwie pary butów do szafy. poczuł. Teraz. że tam. ale nie nadawały się już do założenia do Pracy. obejrzał się na Myrę. wybuchła płaczem.. nie zwalniając ani na chwilę. Kiedy minął ją. trzymając w obu dłoniach nieomal równie ciężkie przedmioty. jakby to ona cierpiała na astmę. blokując mu przejście. tak że przyszło mu na myśl. Dwudziesta pierwsza dwadzieścia. Zeszła mu z drogi. ustąpiła.który odlatywał z La Guardia o dwudziestej dwadzieścia pięć. Eddie z nie skrywaną paniką zdał sobie sprawę. o głosie metalicznym i brzmiącym. a zapomniał o najważniejszym . Eddie! Boooję się! Spojrzał na zegarek stojący na stole przy schodkach. prawdopodobnie byłoby mu jej szkoda. . na dole. I wtedy ogarnął go mrok. Pracownik linii lotniczych Delta. czarne buty. stał prawie prosto. dokąd się wybierał. które go tam czekało. Wiem.. przejęta bezbrzeżną trwogą. I do zadania. że zapakował już całą swoją apteczkę.aspiratorze . Pośród których jest wielu sławnych bogatych ludzi.. która stała w korytarzu z dłonią przyciśniętą do szyi.który zostawił na szafce ze sprzętem stereo. kiedy jego głowa miała z impetem wbić się w miękką szparę jej piersi. Zamknął walizkę. Gdyby sam nie był przerażony. że spóźnił się już na ostatni samolot na północ . a na jej twarzy malowały się zdumienie i zgroza. Eddie? Kto dzwonił? Masz jakieś kłopoty? Masz. . iż go nie wypuści. Patrzyła na niego. Dobre.. poinformował go. będą pasowały jak ulał.Co się stało. I wtedy.zaszlochała.do Maine . że jego gardło zaczęło się zamykać.. znalazł puste pudełko na buty i włożył do niego trzecią parę. że tak będzie! Wiem! I boję się. Te buty nie wyglądały już zbyt dobrze. mógł w nich jeszcze długo pochodzić. jakby mówił. wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. prawda? O co chodzi? Co to za kłopoty? Podszedł do niej z torbą w jednej i walizką w drugiej ręce.. nagle. . Stanęła na wprost niego. ale przypuszczał. . Może Richie Tozier mógłby. Kiedy żyjesz z obwożenia po Nowym Jorku bogatych ludzi. trzymając przy ustach puszkę.Rozwalę się na znaku drogowym albo wpakuję się na kogoś.

patrzył na szlochającą żonę. aby ją ułagodzić. Nareszcie pojedzie z klasą i bez wrzodu na tyłku w postaci klienta rozpartego na tylnym siedzeniu. które gdy tam przyjedziesz. by ten zajął się sprawą jego środka transportu. a raczej cię przywiozą. czy wie.a zwykle chodziło o jedno i drugie. że ostatni pociąg do Bostonu odchodził z Penn Station o dwudziestej trzeciej trzydzieści. To tak jakby musiał opuszczać dom raz po raz . bo w ten sposób miał pewność.Zadzwonił do Amtrak i dowiedział się. i przepełniony strachem i bulgoczącym odgłosem oddechu dobywającego się z ust. Jazda z klasą . gdzie mieszczą się biura Cape Cod Limousine. Dosyć czasu. były zaprzyjaźnione od lat. z czym miał teraz do czynienia. jest to również miejsce. ma się rozumieć. którą dojedzie na Arlington Street. nie ma ochoty cię stamtąd wypuścić. utraciwszy chwilowo zapał do działania. Bobby Frost powiedział. Niestety. Wierzę w to. Tego typu wyjazd . w której pracował Eddie. Rzecz jasna byłoby lepiej.o tak . zawsze cię przyjmie. . Cape Cod i Royal Crest.z większą klasą mógłbyś jechać chyba tylko karawanem. by z nią porozmawiać.a raczej ucieczka . a tam będzie mógł złapać taksówkę. Dotrze nim na South Station. że zatankowana i gotowa do odjazdu limuzyna będzie już na niego czekać.a jest to takie trudne. zatruwającego powietrze dymem z wielkiego cygara i pytającego Eddiego. bo prawdopodobnie właśnie tak stamtąd wrócisz. . gdzie jest serce . Czasami dom jest tam.pomyślał . Jeżeli będzie jeszcze co zbierać.pomyślał w duchu Eddie. gdzie można zarwać jakąś niezłą dupę albo zdobyć trochę koki .byłby niezbyt dobrym wyjściem. ale nie martw się. stary. że dom to takie miejsce. Eddie. że ich nie przeoczy).Eddie? Dwudziesta pierwsza dwadzieścia. ale z pewnością lepszym niż to. gdyby tego wieczora miała kolejną umówioną partyjkę wista. Butch powiedział. które gdy już tam zawitasz. Jeden telefon do Butcha Carringtona w Bostonie wystarczył. i w dodatku robił to trzykrotnie. dzięki czemu mógłby wymknąć się cichaczem. Stał przy schodach. spółka. zostawiając kartkę pod magnesem na drzwiach lodówki (zawsze zostawiał kartki dla Myry na drzwiach lodówki.

że kiedy przemoczysz nogi. gdyby aż do starości przyszło im mieszkać w tym małym czteropokojowym domku w Queens. Przyjmujący zgłoszenie powiedział mu. Eddie otworzył drzwiczki szafy. zawsze nieprzejednany głos jego matki. Dobry z ciebie chłopiec. Eddie.. Myra byłaby równie szczęśliwa mając zestaw starych porysowanych płyt. masz bardzo słaby system ochronny.po pierwsze dlatego. Barry’ego Manilowa. kupując ten sprzęt.. I wtedy przypomniał sobie coś. musisz być ostrożny. kiedy zaczął się ten koszmar. która nie żyła już od wielu lat. I dlatego zawsze. jak szczycąc się nowiutkimi. Eddie postawił torbę z lekarstwami i walizkę z ubraniami w korytarzu przy drzwiach wyjściowych. a po drugie ze względu na miękki. zdjął z haczyka plastykową torebkę z kaloszami i włożył ją do walizki z ubraniami. Wziął do ręki słuchawkę telefonu i zadzwonił po taksówkę. ile będę mógł. Eddie nie jesteś taki jak inni ludzie.Chodź ze mną na dół. Eddie stwierdził. a raczej duch jego matki. W Derry często padało. to zawsze masz gorączkę. że nie ma sprawy.pomyślał. kiedy pada. że było go na to stać. Eddie wszedł do pokoju telewizyjnego i włączył guzik. musisz nosić kalosze. lśniącymi krążkami laserowymi. a niekiedy zdumienia. Odłożył słuchawkę i zdjął swój aspirator z szafki. To nie było fair i dobrze zdawał sobie z tego sprawę. Wydałem tysiąc pięćset doków. On i Myra właśnie oglądali telewizję. że wóz zostanie podstawiony za piętnaście minut. Ekran był tak duży. przypomniał mu o tym za niego.. W ten sposób zdawał . że Freeman Mc Neil wyglądał na nim jak gość z Brobdingnag. pełen zgrozy. Eddie kupił aparaturę stereo z tych samych powodów co wielki piętrowy dom na Long Island. i zestawów „najwspanialszych przebojów” . żeby Myra nie uroniła ani jednej złotej nuty z płyt swego ulubieńca. to powiem ci tyle. podobnie jak byłaby szczęśliwa. który zmniejszał ekran odbiornika Mural/Vision. i nagle ogarnęło go poczucie winy. Wiesz. wewnątrz którego grzechotali jak dwa małe ziarenka fasoli w blaszanej puszce . na której stał ich drogi compact-disc marki Sony.

. mam w aktach w moim biurze wyniki ostatnich testów Eddiego wszystko zgodnie z zaleceniami.Dostałem. No to zaczynam.. ja. że Eddie jest może trochę zbyt niski jak na swój wiek. Cicho bądź. Wynika Z nich. mamo! Dokonałem tego! Spójrz tylko. jak on oddycha? Słyszy pan? Mamo. Eddie. Obrzydliwie słodka chmura wpłynęła do jego ust. aby się upewnić. Eddie stoi tu. proszę.. jak jego krtań. Świetnie... Spłynęła do gardła. obok mnie! Słyszy pan. nie przerywaj mi ponownie. . że kłamię. to ja jestem królowa Elżbieta! . Twierdzi pan.. to proszę. . trenerze Black? Czy tak? No.. albo skacze.. przecież wiesz. Powtarzam .Pani Kaspbrak. czuję się dobrze. pani Kaspbrak.się mówić: Zrobiłem to.Pani Kaspbrak. mamo! Czy teraz będziesz łaskawa zamknąć się na jakiś czas? Eddie włożył aspirator do ust i jak człowiek imitujący samobójstwo nacisnął spust. ale pod innymi względami jest całkiem normalny. Niech pan słucha uważnie. Eddie jest bardzo delikatny i jak biega. Gotowy? Mój Eddie nie może uprawiać ćwiczeń fizycznych.. Eddie.nie może uprawiać ćwiczeń fizycznych. przeczytam ją panu osobiście. W razie gdyby pan nie umiał czytać. która była już prawie zamknięta. Eddie odetchnął głęboko... Jest pan gotowy? . Właśnie dlatego zadzwoniłem do pani lekarza. Nauczyłam cię tego. Mamo. Czuł.. Uczucie ucisku na piersi zelżało i nagle usłyszał w myślach głosy duchów. ale. Nie należy przeszkadzać starszym. że może pan ogłuchł! Jego oddech przypomina sapanie ciężarówki sunącej pod górę na pierwszym biegu. pani Kaspbrak. czyż nie? A jeżeli to nie jest astma. Oto on.. Słyszy pan? Dobrze! Bo myślałam.. jak jest. trenerze Black.. Jeżeli to nie jest astma. Czy dostał pan ode mnie wiadomość? ..Słyszę go... ale.. znowu zaczyna się otwierać. trenerze Black.. że.

Jest delikatny.Pani Kaspbrak.zaburzenia psychosomatyczne. różowych. o co w tym wszystkim chodzi.że mój syn jest wariatem? Czy to stara się pan powiedzieć? Czy próbuje pan w ten sposób powiedzieć. Był o tym przekonany. że to niebawem nastąpi. Że nie odnajduje w nim żadnych. które ożywił telefon Mike’a Hanlona. ale. ceny.. Połowa. zdrowego i szczęśliwego chłopca. a on kulił się w sobie i powoli przełykał ślinę. że cała masa innych tylko czeka.. Jej dłonie zaciskały się bez przerwy jak para bawiących się. .fizycznych anomalii czy syndromów chorobowych . Wszystko Musi Odejść. bezwłosych zwierząt. Na jej rumianych policzkach lśniły ślady łez. Jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić? Cenę normalności? Być może.. że mój syn jest wariatem? . opowiedz mi o wszystkim.powiedziała Myra. .. podczas gdy inne dzieciaki zebrały się pod jednym z koszy i przyglądały się im z uwagą. która zmarła na udar serca w wieku sześćdziesięciu czterech lat. Wiedział o tym. Uraz Wody i Dymu..Pani Kaspbrak.. aby się ujawnić.. że... . . . W mojej rozmowie z doktorem Baynesem padło słowo . Powiedz mi. W chwili śmierci matka Eddiego ważyła ponad czterysta funtów . Raz na krótko przed tym. Uwielbia gry i zabawy i naprawdę szybko biega. wzdrygnął się i włożył aspirator do kieszeni. jak się pobrali.. otrzymał od Myry zdjęcie i postawił je tuż obok zdjęcia swojej matki.. Nie było to jedyne wspomnienie. wziął głęboki oddech. czy brała pani pod uwagę. sprawia wrażenie radosnego. .. Czuł. Mój syn jest bardzo delikatny.Pani Kaspbrak. Doktor Baynes potwierdził. Zastanawiam się.dokończył Eddie.Proszę.Nie.Eddie .. I wiedział. skryta gdzieś w głębinach jego umysłu. . Stała się .. Eddie na zajęciach wf.. Po raz pierwszy od lat przypomniał sobie upokarzające spotkanie w sali gimnastycznej.dokładnie rzecz biorąc czterysta sześć.Żadnych fizycznych anomalii czy syndromów chorobowych powtórzył. kiedy to jego matka wydzierała się na trenera Blacka.

kiedy nie ma cię w pobliżu. jak przypuszczał. sprawia wrażenie radosnego. W końcu i tak ożenił się z Myrą. przyrzekł sobie. Zostawi ją i zrobi to delikatnie.wówczas czymś w rodzaju potwora. byłaby ucieczka. biega szybko.wyszeptał mu jej duch prosto do ucha . zdrowego i szczęśliwego chłopca). popędzić tam. ponad górą których widniało blade. jaki jest delikatny! Widzę w jego twarzy. wie. o których myślał już od dawna (Eddie na zajęciach wf. nie chce go puścić. w wieku dziewięciu lat. nieustannie wykrzywione przerażeniem oblicze. nawet teraz. Ale jej zdjęcie.wiele razy rozpaczaliśmy nad twoim życiem. który otwarto na 3 Avenue. zostało zrobione w 1944 roku. co sil w nogach. pośladki i brzuch. które postawił obok zdjęcia Myry. Wiedział. naprzeciw jego garażu. ale czy chciał być klownem w takim freudowskim cyrku? Nie. Że on wie. pani Kaspbrak. mógłby wreszcie zacząć pobierać lekcje tenisa. pani Kaspbrak. kiedy ta kobieta zniknie wreszcie z jego życia.. jak tylko potrafi). bo ona naprawdę była bardzo słodką osóbką i miała jeszcze mniej doświadczenia z mężczyznami niż on z kobietami. Stary styl i stare nawyki okazały się po prostu zbyt silne. miało być jego ostatnią próbą powstrzymania się przed popełnieniem psychologicznego kazirodztwa. jaką mógłby sobie wyświadczyć. dokąd pani. że chłopaki z pracy zaczęli już opowiadać kawały o Jacku Spracie i jego żonie. Dom był miejscem. że największą przysługą. Uczynił to porównanie. kiedy w pobliżu nie ma nikogo. biega szybko. najszybciej. potem na Myrę. czyli około stu osiemdziesięciu funtów. Mogły być siostrami. na dwa lata przed jego urodzeniem (Byłeś bardzo chorowitym dzieckiem . Rzuci Myrę. Żarty i docinki był jeszcze w stanie znieść. Nie chciał. albo załatwić sobie członkostwo na baseny w UN Plaza Hotel (Eddie uwielbia gry i zabawy). kto przypomniałby mu. (Eddie biega całkiem szybko. a on powinien tam pobiec. ucieczka tam. do którego . jej ciało stanowiły głównie piersi. W 1944 roku jego matka ważyła względnie mało. Spojrzał na matkę. Podobieństwo było uderzające.kiedy się już tam .. a następnie znowu na matkę. że nie zrobi niczego głupiego. które. ale nie znali nawet połowy prawdy. A potem.). Eddie spojrzał na dwa niemal identyczne zdjęcia. nie mówiąc już o klubie kultury fizycznej.

To Myra zaczęła wolniutko. do którego muszę udać się dzisiejszego wieczoru. która zdawała się niekiedy brać nad nim górę. Może dom to miejsce. A także później. że w ogóle nie był delikatny. jak jego matka wyzionęła ducha w korytarzu swego apartamentu w Queens. że pielęgniarze z pogotowia (wezwani przez ludzi z dołu zaalarmowanych hukiem. krok za krokiem.pomyślał. . wreszcie znowu jestem w domu. ale co po dokładnym przyjrzeniu się okazywało się całą gamą witamin. była słodka i dla niego rzeczywiście nie było już najmniejszej szansy.znalazłeś .musisz . Wtedy myślał. podobnie jak jego matka. może nigdy nim nie był. że wrócił do domu po raz ostatni znowu w domu. Eddie był bardziej delikatny. że powrócił do domu już na zawsze. znowu w domu. spowodowanym przez upadek pani Kaspbrak na deski. W deszczowe dni Myra zawsze wyjmowała jego kalosze z plastykowej torebki w szafie i stawiała je pod wieszakiem przy drzwiach. Myra jak jego matka zgłębiła ostatecznie tajniki jego charakteru (z opłakanym skutkiem dla niego samego).kiedy już się tam znajdziesz . przybiła gwoździami opieki i zakuła w kajdany słodkiej niewoli. ale wiedział. Przyciągała go do siebie tym fatalnym. Dom to miejsce. że mógł tego dokonać. gdyby to rozwiązywało całą sprawę. Eddie potrzebował ochrony przed swoją własną brawurą.Może tu nie jest dom. To ona otoczyła go kokonem opiekuńczej troski. blokując frontowe drzwi tak dokładnie swoją potężną masą. tak że nie widział dla siebie najmniejszej szansy. hipnotyzującym wężowym okiem zrozumienia. cztery lata po tym. Ale może się myliłem . rozumiała go. O tak. Myra. Jako młody kawaler trzykrotnie zostawiał matkę i trzykrotnie powracał do domu. w którym . Myra była potężną. Do niej. To byłoby trudne. Wtedy wierzył. pozbawiać go niezależności. gdzie oczekiwała ostatecznego rozliczenia) musieli włamać się przez zamknięte drzwi pomiędzy kuchnią a schodami przeciwpożarowymi. był w stanie pokonać ducha swojej matki.przykuwano cię jak psa na łańcuchu. Obok jego talerza z pszenicznym tostem (bez masła) każdego ranka znajdowała się miseczka czegoś. bo czasami przypuszczał. Ale nie rozwiązywało. ale miała w sobie to coś. grubą kobietą. co mogło w pierwszej chwili być wzięte za wielokolorową owsiankę.

. Pogadaj z Philem. ale cynicznie czy nie. bezbronnymi. że właśnie teraz próbowała wykorzystać je w ten sposób. proszę! Znowu zaczęła płakać.Eddie. Nie mógł jej na to pozwolić. pod nogami torbę z całą masą lekarstw. gdzie mogłaby (lub też nie) dać mu nieco inny. która za pomocą łagodności i tkliwości jest w stanie wykuć szczelinę w najtwardszym pancerzu. Przyrzekł. Łzy były jej ostatnią linią obrony. jak zadzwonił do niego Mike Hanlon i powiedział. że teraz spróbuje jej wszystko wyjaśnić . siedząc w pociągu jadącym poprzez mrok nocy do Bostonu .pozostali również przyjadą na jego wezwanie. Wzdrygnął się bezradnie. że musiałem wyjechać i że ty będziesz jeździć z Pacinem. dać się zaprowadzić na piętro i pozwolić. posłuchaj .wreszcie stawić czoło istocie czającej się w ciemności.. Myra rzadko używała swoich łez równie cynicznie. bardziej konkretny dowód miłości. serwując mu aspirynę i nacierając plecy spirytusem.. . A potem położyłaby go do łóżka.najlepiej. Zbroja nieustępliwego nigdy do niego nie pasowała.To wielki gwiazdor! Jak się . Spojrzała na niego swymi wilgotnymi. Powiedz mu.Eddie. Ale on przecież obiecał. . co padło z jego ust.Myra. ale ja nie mogę! . jaki będzie się czuł samotny. . Dla jego matki łzy były czymś więcej niż tylko sposobem obrony były również bronią.jęknęła. przerażonymi oczyma. jak tylko potrafi . Zbyt łatwo było mu uświadomić sobie. Nie. Postanowił.powiedział. Ale to. .opowie jej o tym.mając na półce nad głową walizkę z rzeczami.był o tym przekonany . żeby kiedykolwiek nakładał na siebie pancerz. i to z powodzeniem. zdał sobie sprawę. Stanowiły łagodną broń o działaniu paraliżującym.Rano przede wszystkim idź do biura. . podobnie jak w przypadku jego matki.. wysilając się na oschły i rzeczowy ton. było nieco bardziej racjonalną wersją. by dała mu dowód swojej miłości. Zbyt łatwo byłoby poddać się Myrze. że To się znowu zaczęło i że . a na piersi ciężar w postaci niewidzialnego brzemienia strachu. jakby wyszedł na deszcz bez swoich kaloszy i złapał paskudną grypę.

. Nagle. Ale przyrzekałem... Nigdy dotąd nie woził Ala Pacina. że nie chcę zranić Myry. Nie chcę. przestań! . Eddie.Na miłość boską.. proszę. Boże.. bo wszyscy zaczynają krzyczeć. gruboskórnych snobów. po czym otworzył je i powiedział: ... uwierz mi. na pewno zdarzy się wypadek.. bywały PO ale nie przyłożył go do ust. .. nie chcę jej skrzywdzić. Czemu łagodniejsze rozwiązanie. Znów sprawiłeś jej ból. w jego myślach pojawiła się wizja . . Pan Pacino to bardzo miły i wyrozumiały człowiek. tak jak to miało miejsce w prostu nie rąbniesz jej parę razy pięścią? To prawdopodobnie byłoby . a on nie będzie na ciebie krzyczał. Cofnęła się o krok.wyszeptała. kiedy mówię. proszę. ja też tego nie cierpię. wiem. Zamknął oczy na chwilę... kiedy kierowca się gubi.zgubię. No właśnie. prawdopodobnie sprawiła to myśl o wprawieniu w ruch Pięści.krzyknął. Boże. a. Eddie sięgnął ręką po aspirator. kiedy na mnie krzyczysz.powiedział. Bynajmniej. zwłaszcza gdy mnie do tego zmuszasz .. . Uznałaby to za wykorzystywanie przeciwko niej swojej słabości.będzie na mnie krzyczał. pomóż mi. Po raz pierwszy od lat pomyślał o Henrym Bowersie i nie wpłynęło to kojąco na chaos w jego umyśle.. Jego ostre słowa sprawiły jej ból. bo muszę to zrobić. wywodzących się z doświadczeń. będzie wypadek. wszyscy złożyliśmy przyrzeczenie. a ja zacznę płakać. ale Eddie siedział dostatecznie długo za kółkiem. by przydarzyło się jej coś złego. jakich nabył podczas swej długoletniej pracy w zawodzie kierowcy. Zgodnie z utartymi mitami większość gwiazdorów stanowiła bandę tępych. jeżeli tam jesteś.. a to. przysięgę krwi.Myra.zobaczył twarz Henry’ego Bowersa. Eddie.Nie cierpię. zacznie się na mnie wydzierać. Skrzywiła się.. I szybsze. jej przypadku. Rzecz jasna. było wynikiem jego wewnętrznych przemyśleń. by wiedzieć... co powiedział. Eddie. że tak będzie .Nie zgubisz się. Nie chcę jej zranić. musisz zostać w domu.. że rzadko kiedy okazywało się to prawdą. Eddie .

Najpóźniej o pierwszej będziesz już w łóżku. Najpóźniej o pierwszej. jednakże Eddie miał w głębi duszy nadzieję. że Pacino zawsze daje co najmniej pięćdziesiąt dolarów napiwku. Gdybym miał kogoś wolnego. że zamierza balować całą noc. w której gra Pacino. Marty. Eddie. Gwarantuję ci to so-len-nie. Mają tam nagrywać ostatni akt sztuki. Gdyby zapowiadało się. naprawdę. zdajesz wóz i odfajkowujesz się w grafiku. ale teraz tylko na niego spojrzała z bolesną. Odbierasz klienta w Saint Regis jutro o siódmej wieczorem i zabierasz go do budynku ABC.Mógłby mi dać i pięćdziesiąt centów. aby się na to zdecydował. Odwozisz go z powrotem do Saint Regis około jedenastej. Masz do zrobienia trzy rzeczy: 1. Marty. Mogłabyś to zrobić.Wszystko.Skąd wiesz? . .To wszystko? .Nie sądzę. Przyśle kierowcę.Naprawdę jest taki? . . Demetrios jest na urlopie. twoje zadanie jest bardzo proste. ale widzisz. W tej samej chwili duch jego matki wyszeptał: Eddie. Nazywa się. .A jeżeli zamiast wrócić do hotelu będzie chciał pojechać gdzieś na kolację? Albo do jakiejś knajpy? Albo na dancing? .spytała trwożliwie.również wyjątki od reguły . po północy możesz skontaktować się z Philem Thomasem. . kiedy pracował dla Manhattan Limousine . opierając łokcie na kolanach. Zwykle chichotała. dziecinną powagą. 3.odparł płynnie Eddie. jeśli dobrze pamiętam. gdy ją tak nazywał.Demetrios jeździł z nim dwa czy trzy razy. to po prostu go tam zawieziesz. że Pacino do nich nie należał. Amerykański Bizon. ale jeśli nawet. stojąc na głowie. Dodał też. aby tylko nie zaczął na mnie krzyczeć. 2. .Myra.Tak. nigdy bym cię o to nie prosił. I tym razem jego gierka słowna nie doczekała się radosnego odzewu z jej strony. żeby cię zastąpił. . Nie siadaj w ten sposób. . a wszyscy inni są zawaleni robotą. .i te wyjątki były naprawdę okropne. Chrząknął i pochylił się. Wracasz do garażu.

ale przez chwilę miał wrażenie.Rozchorujesz się . Pojadę z tobą. Ogarnęła go ulga. .Wiem. .Nie mogę. grubą.. Mój mundur wygląda po prostu fatalnie. proszę. . Mike’u Hanlonie i Henrym Bowersie. Przez ostatnie dwa lata roztyłam się jak świnia. Po prostu nic nie pamiętam. . który do mnie zadzwonił. Dobrze zarówno dla Myry. dał się słyszeć pojedynczy sygnał klaksonu. stary przyjaciel.zapłakała. jak i dla niego. . Eddie . musisz mi powiedzieć! . że facet. On. co ty na to? Mówiła podniesionym głosem. że potknęła się o skraj swojej nocnej koszuli i runęła do przodu. Kiedy samochód wjeżdżał na podjazd. W każdym razie.wszak była od niego cięższa o całe sto funtów. Przez całe piętnaście minut mówił o Pacinie zamiast o Derry. a Pacino może sobie wynająć taksówkę albo skorzystać z usług innej firmy. idąc za nim do korytarza przy drzwiach. Jakby na zawołanie dwa promienie światła przesunęły się po ścianie. Naprawdę.To moja taksówka. nic mu się nie stanie. Pozwól mi zająć się tobą.Teraz też nie ukrywam. była na granicy rozpaczy i ku przerażeniu Eddiego coraz bardziej przypominała mu jego matkę . że to się tak skończy. . I ponownie zaczęła zawodzić. Eddie złapał ją. Ponownie. to mój dobry. niemal nieświadomie. że tylko ten raz przyjdzie mi usiąść za kółkiem jęknęła cichutko. że jego wysiłki spełzną na niczym .Nigdy nic przede mną nie ukrywałeś. Nie chciał poświęcić ani chwili czasu na myślenie czy rozmowę na ten temat. Zajmę się tobą.taką.Tylko ten raz.starą.Eddie. wyprostował się. przynajmniej jak dotąd. jaką była w ostatnich miesiącach przed swoją śmiercią . Nie mam czasu. Wiem tylko.To źle wpływa na twoją postawę i uciska twoje płuca. Przysięgam. dopóki nie będzie musiał tego zrobić. .rzuciła z rozpaczą w głosie. . Wstała tak szybko. W sumie dobrze.Bardzo się roztyłam. Eddie. że się tak stało.. Eddie wstał.Mam nadzieję. nie potrafię sobie niczego przypomnieć. A ty masz bardzo delikatne płuca. . .

jakby każda z nich ważyła dobre sto kilo.. Eddie.jedyną bronią. jak tłusty gliniarz chwytający podejrzanego typa.. Nie uda mi się . . Zrobimy sobie prażoną kukurydzę. Puściła go. zrobię ci tort kawowy ze śmietaną-wymamrotała.... że jej palce rozwarły się wolniutko. Jego astma stawała się coraz bardziej dotkliwa. Noc była czysta. Eddie. proooszę! Szedł twardym nieustępliwym krokiem w stronę drzwi wyjściowych. nie będę się odzywać.. proszę.była tak cudownie chłodna. ale były kompletnie pozbawione siły . czy nie powinien się poddać. proszę.. poczuł. proszę. boję się!!! Złapała go za kołnierz i pociągnęła do tyłu.. który usiłował zbiec. Otworzył drzwi i zobaczył stojącą na podjeździe taksówkę . Jeżeli zechcesz. jaką teraz dysponowała. jeżeli nie będziesz chciał.szaloną kobietę. i kiedy niemal kompletnie wyczerpał wszystkie swoje siły i w głębi duszy zaczął się zastanawiać. tak mnie przerażasz.. ja. .. nie odchodź. Eddie.pomyślał z goryczą. Nigdy nie było z nim tak źle... ja ci pomogę.Jak zostaniesz. Nawet kiedy był dzieckiem.... Na niebie błyszczały jasne.. Tylko w ten sposób mogła go powstrzymać i starała się tego dokonać. Eddie mimo to szedł dalej. ale ta zdawała się od niego odsuwać.. miał wrażenie.A potem dodała ponurym. tak się boję. zrobię ci to wszystko jutro na śniadanie. Przyrządzę dla ciebie najwspanialszego indyka. zaraz.Eddie. Jęknęła.. jak człowiek pokonujący atak gwałtownej wichury. ale jego opór zaczął słabnąć. Zacznę już.ambasadora z krainy zdrowego rozsądku. żebyś brał swoje pigułki. . żebyś opowiedział mi o wszystkim. czuł się gorzej niż kiedykolwiek dotąd. niknąć w ciemności zewnętrznej przestrzeni. ... Ponownie miał świszczący oddech. Ostatni raz.Będę nacierać ci plecy i pilnować. nieomal grobowym tonem: .. Sięgnął dłonią do klamki. ale proszę. Czuł na sobie dotyk jej tłustych różowych dłoni . szedł na oślep z pochyloną głową.jej palce zaciskały się na jego ramieniu. Kiedy podniósł swoje torby.. było bezradne pragnienie i łzy zatroskania.. Jego palce zacisnęły się na klamce ..

podczas których awansował z rangi syna przez kochanka aż do stanowiska męża. na poszczególnych jego etapach. .migotliwe gwiazdy. Umilkła i stała nieruchomo. zrozum to. . Ku jego zdumieniu przestała. odkąd ją znał. . I czuł się jak coś. przyszła mu do głowy całkiem nowa ewentualność i powiew zdziwienia omiótł jego myśli.powiedział. Na pewno nie dłużej.Tydzień.Gdybym miał możliwość wyboru . że to nie jest coś. niczym muśnięcie skrzydła jakiegoś wielkiego . Wiedział. ale wrócę. bała się o niego i . Czy odczuwał to dlatego. Ale może dobrze. patrząc na niego wilgotnymi podkrążonymi oczyma. kiedy opuszczał dom. nie pojechałbym.rzecz niezwykła . Nie. wyjeżdżam.. przy czym naturalnie okruchy zawsze lądowały po jego stronie. co chcę zrobić .Tydzień! . Dobrze? Po prostu przestań. Właśnie wtedy. że miłość do niej była całkiem właściwą rzeczą? Nawet jeśli wyglądała jak jego matka.ba. Marty. Nie była na niego wściekła. chwytając się za brzuch. kiedy była młodsza. pozwalając sobie na uświadomienie faktu.Tydzień! Dziesięć dni! Proszę. że tak było.. przestań. oglądając Hardcastle and McCormick albo Falcon Crest. Czy to możliwe?. Odwrócił się plecami do Myry. nawet jeśli jadła w łóżku czekoladowe ciasteczka.również o siebie. .Marty. Tego typu myśli przychodziły mu do głowy w różnych chwilach i okresach jego pogmatwanego życia. że robi to po raz ostatni. Eddie... Ale w głębi duszy miał wrażenie. Prooo. Czy to uczucie było właściwe? Czy dobrze zrobił.wrzasnęła. czując w głębi duszy. być może po raz pierwszy od lat.. gdybym w ogóle miał jakikolwiek wybór. poczuł.! .. Skreślić „być może”. że kłamie.Musisz zrozumieć. że wyjeżdżał? Być może. nawet jeśli nie była zbyt bystra i z uwagi na to. . Miał przyspieszony.Kiedy? Jak długo cię nie będzie? . Teraz. że jego medykamenty zajmowały niemal całą apteczkę. Może dziesięć dni. swoje przechowywała w lodówce? A może. jak diwa w kiepskiej operze. że był w stanie darzyć ją swoją prawdziwą miłością. świszczący oddech. Proszę. co żyje na niewłaściwym końcu teleskopu. że tak się stało.

Poza tym. jaki kiedykolwiek widział.ptaka. Jednak kiedy podszedł bliżej. ale był tylko małym. wypisz. Matka zabrała go tam pewnego dnia . a potem włożył stopę w otwór urządzenia. Na Center Street znajdował się sklep obuwniczy pod nazwą Shoeboat. Kiedy znalazł się tuż obok niego. zobaczył. na górze zaś . . bo zdołał przeczytać. Był taki wąski! Zrobiono go z polakierowanego drewna z całą masą inkrustowanych krętych linii i ozdobnych wycięć wykonanych na gładkiej powierzchni. Eddie poczuł się znudzony i podszedł do rogu sklepu. No i siedział grzecznie i spokojnie.zachwycające! . że miał wówczas jakieś pięć czy sześć lat . co przypominało. trzeba było wejść na górę po trzech schodkach. wymaluj kosmiczny teleskop Kapitana Wideo.coś. a jego matka rozmawiała z panem Gardenerem.i powiedziała mu. co go zaciekawiło. gdzie zauważył coś. pięcio-. Musiał mieć co najmniej sześć lat. uznał. Kolejne wspomnienie z Derry wybuchło w jego podświadomości niczym jaskrawy skwierczący fajerwerk. a może sześcioletnim chłopcem i kiedy jego matka odrzuciła trzecią parę białych pantofli. aby Myra była bardziej przerażona niż on sam. aby siedział spokojnie i był grzeczny. aby tak samo było w przypadku jego matki. Ale z pewnością był to najdziwniejszy pulpit czy stół. wszedł po trzech schodkach na małą platformę. Czy jego but pasował? Eddie nie wiedział. Czy to możliwe. podczas gdy ona kupowała białe pantofelki na uroczystość ślubną. postawiona na jednym z rogów. że jest to olbrzymia skrzynia. że w pulpitopodobnym przedmiocie u dołu widniał szeroki otwór.wydawało mu się. co było na niej napisane. które zaprezentował jej pan Gardener. a on nigdy nie widział stołu ze schodkami. Czy to możliwe. Eddie obszedł pulpit dookoła i zobaczył tabliczkę. który był jednym z tamtejszych sprzedawców. W pierwszej chwili wydawało mu się. a z boku znajdował się przycisk. wyszeptując na głos każde słowo: Czy twoje buty pasują? Sprawdź i zobacz! Zawrócił. aby do niego dotrzeć. że to musiał być jakiś pulpit.

„Eddie. to był narastający okrzyk paniki. acz radosna myśl: spadam! Zaraz się dowiem. . który przeciął ciszę panującą w sklepie jak ostrze uciekającej mechanicznej kosiarki..wolno upadł do tyłu. Przyłożył oko do gumowanego okularu i nacisnął guzik.Odejdź stamtąd! Przez te maszyny nabawisz się raka! Złaź stamtąd! Eddie! Eddieee!” Cofnął się. I nagle zdał sobie sprawę. jak to jest. Widział swoją stopę pływającą wewnątrz buta wypełnionego zielonym dymem. I czy w tej chwili w jego umyśle nie pojawiła się szaleńcza. Twarze odwracały się w jej stronę. który jednak nie był biały. widział również kości! Kości swojej stopy! Skrzyżował wielki palec z drugim . odejdź stamtąd! wrzasnęła. które pojawiły się wraz z na wpół zamazanymi obrazami (obrazami. dokładnie tak. czy rzeczywiście tak wtedy myślał. ale zielony. Przewróciła krzesło i jedno z urządzeń do mierzenia obuwia wyleciało w powietrze.ale miał wielką ochotę sprawdzić i zobaczyć. Poruszał palcami. Dobrze mi tak. Eddie wstrzymał oddech. oderwał oko od obiektywu i obróciwszy się. które straciły swój sens w swej niesamowitej wyrazistości). jakby w tej samej chwili maszyna rozgrzała się do czerwoności. jak gnała ku niemu w samych tylko pończochach. z sukienką powiewającą wokół niej jak poły płaszcza na wietrze. dorosłe przemyślenia na temat tego. I wtedy jego matka krzyknęła. że widzi nie tylko swoje palce.. Ogarnięty paniką zapomniał o znajdujących się tuż za nim schodach.!? Czy nie myślał wtedy w ten sposób? A może to były tylko jego własne. kiedy się upada i rozwala sobie łeb. jak przypuszczał. próbując w ten sposób odzyskać utraconą równowagę.. co działo się wówczas w umyśle małego chłopca. To były jego palce.jakby się przed czymś zażegnywał) i nieziemskie kości w obiektywie lunety ułożyły się w X. Jej brzuch przelewał się ciężko. zobaczył.. czy też tak mu się tylko wydawało? . Jego pięty obsunęły się z pierwszego stopnia i zaczął spadać . Usta otwarte na kształt szkarłatnego O odzwierciedlały wyraz bezgranicznego przerażenia. zaskoczony. palce poruszyły się w odpowiedzi. Zielone światło zalało jego oczy. jak syrena pożarowa albo zew nadciągającego po niebie Jeźdźca Apokalipsy. Odsunął się gwałtownie od pulpitu. wymachując opętańczo rękami. kiedy przebiegała przez sklep. Widział.

Eddie płakał przez cały dzień.W gruncie rzeczy było to retoryczne pytanie. To był fatalny dzień. .zagrożenie było bardzo poważne. Wszyscy na nich patrzyli. kiedy odkryła. czy był gorszy niż choroba Heinego i Medina. powtarzając mu. Była przerażona.. Pamiętał. że któregoś gorącego letniego dnia opiekunka do dziecka zabrała Eddiego na basen w Derry Park . zaczęło z wolna przemijać. Pamiętał. Pamiętał to. Ona tak bardzo się bała. Przede wszystkim jednak Eddie przypomniał sobie wilgotny policzek swojej matki i jej gorący. nigdy więcej nie wolno mu tego robić. że nigdy. nigdy. Wybuchnął płaczem. wzruszył ramionami w geście radosnego rozgoryczenia. Wyprowadziła go ze sklepu. a jego astma ponownie dała o sobie znać ze zdwojoną siłą. zastanawiając się. Nie upadł. krzycząc na sprzedawców. Matka złapała go. co to właściwie takiego ten rak.” W ten sposób jego matka starała się zażegnać wszelkie kłopoty. a wszystkie dzieciaki. jak szeptała mu do ucha raz po raz: „Nigdy więcej tego nie rób. podczas gdy inny sprzedawca postawił na swoim miejscu krzesło i nim przyjął typową pozę dobrotliwego i usłużnego pracownika sklepu. Jej oddech wówczas miał taki sam kwaśny posmak. Wiedział o tym.. a jeżeli tak. Zastanawiał się też. czy gdyby umarł na raka. tak jak teraz klienci i pracownicy sklepu. Matka znalazła się przy nim na czas.powiedział. to wniesie przeciwko nim wszystkim pozew do sądu. I dlatego wiedział. Wiedział jedno . czy wszystkie znajdujące się na nim pokrętła i suwaki działają jak należy. Wyciągnęła go z basenu. jakie nastało z początkiem lat pięćdziesiątych. Powtarzała te słowa rok wcześniej. czy był śmiertelny.Marty . Tej nocy przez wiele godzin nie mógł zasnąć. kwaśny oddech.czy mogłabyś mnie pocałować? . kiedy zagrożenie chorobą Heinego i Medina.było to w okresie. Czuł to. ale nie upadł. nigdy więcej. jak Pan Gardener podniósł przewrócony stojak do mierzenia butów i sprawdził. to jak długo trwało umieranie i jak bardzo się cierpiało przed wyzionięciem ducha. że jeżeli coś złego stało się jej małemu chłopcu. pokonując barierę czasową . patrzyły na nich. to czy tym samym poszedłby do piekła.

wysiądź z taksówki. na Boga. Rozmawialiśmy przez chwilę.powiedział Mike. Gdybyśmy byli w wodzie . że by to zrobił? Czy to by ją uspokoiło? Marty.Zadzwonisz? . podobnie jak mojej astmy nie uda się uleczyć za pomocą tego cholernego aspiratora. tak! To na pewno by ją podbudowało i uspokoiło! . . ale z okolic serca. oddalając się od niej coraz szybciej i szybciej.pomyślał utopiłaby nas oboje. zanim zdążyła ponownie otworzyć usta (Eddie. objęła go tak mocno. wszystko sprowadza się do dwóch rzeczy: . jego astma wyraźnie osłabła.powiedział i zdał sobie sprawę. zaczął iść przed siebie. nabawisz się raka!).Wiem . . kiedy wóz ruszył w stronę miasta . jeżeli będę mógł. A ona wciąż stała w drzwiach. Marty.zapytał Mike.Pocałowała go i robiąc to. stoję tam i czekam. Tak. . Wrócę. . . ale ogólnie rzecz biorąc. .Nie .Nie mogę nic na to poradzić .rzekł. Marty. że kości jego kręgosłupa jęknęły przeciągle.wielki czarny cień kobiety wycięty ze światła padającego z wnętrza ich domu.Eddie.Chyba nie mogę ci tego powiedzieć. Zanim dotarł do taksówki. prawie biegł. . a tym samym raz na zawsze pożegnać się z tym światem. Pomachał . Taksówkarz ponownie nacisnął klakson. ciągle tam stała. czy nie mógłbyś mi powiedzieć.Nie bój się . o co w tym wszystkim chodzi? A przypuśćmy.Jeżeli będę mógł.spytała drżąco. A teraz płonę z gorączki. proszę. która w każdej chwili grozi zawaleniem.wyszeptał jej do ucha. aby wejść do środka. podczas gdy taksówka wyjechała na ulicę. . I zanim zdążyła powiedzieć coś więcej. tyle że tej gorączki nie uleczysz aspiryną. że chociaż ściskała go tak mocno. miałem dziś telefon od Mike’a Hanlona. ale czuję się jak człowiek stojący u wylotu szybu starej kopalni. Bo te kłopoty z oddechem nie biorą się z krtani czy z płuc. Marty. Jego oddech nie był już świszczący.jęknęła. Wiem.To się znowu zaczęło .Przyjedziesz? .

i trędowaty o gnijącym ciele. spod którego przebijał niepokój. że zobaczył. Nie mogę się z tobą cackać w nieskończoność! Klatka piersiowa Eddiego unosiła się i opadała. Jego astma wycofała się do swojej kryjówki.spytał taksiarz. i biegł naprawdę szybko.jej i wydawało mu się. Że to i tak nastąpi prędzej czy później. kiedy przebudził się z lekkiej drzemki gwałtownym spazmatycznym szarpnięciem. jak powiedział trener Black jego matce. w którym miał jedenaście lat. że siedzący naprzeciw niego facet w garniturze opuścił trzymaną w dłoni gazetę i spojrzał na niego z zaciekawieniem. . poczuł okropny smród bijący z wnętrza ciała trupa. jeżeli to było tylko to.Penn Station . . o tak. które sprawiło. który zniknął w lipcu 1958 roku. aż ból przeminie.. ale to nie był koniec. jak uniosła rękę w odpowiedzi. może tym razem cię zabiję! Czemu nie? Wiesz. trzęsąc się jak osika. robaki kłębiące się zbitą masą w dziurach jego policzków. mając za plecami tę gnijącą rzecz. spuścił wzrok i dostrzegł dwa podręczniki szkolne.. Ich kiepski stan należało tłumaczyć .Dokąd prujemy. przyjacielu? . że to było bardziej wspomnienie niż sen. włożył koniec do ust i pociągnął za spust. a on spojrzał w dół i zobaczył rozkładającą się twarz chłopca nazwiskiem Patrick Hockstetter. Obawiał się. grube od wilgoci i pokryte zieloną warstewką pleśni: Roads to every where i Understanding our America. znalazł go. Śnie? Chryste. bo w tym śnie. a potem poczuł coś jak woń śmierci czasu i ktoś zapalił zapałkę. prawie dobrze. ścigający krzyczącego chłopca nazwiskiem Eddie Kaspbrak poprzez ciąg podziemnych tuneli. jak to wewnątrz maszyny do zdjęć rentgenowskich w sklepie obuwniczym. gdzie miała swoją wylęgarnię. chłopca. Czuł się. możesz się założyć o swoje futro.powiedział Eddie i jego dłoń zamknęła się na aspiratorze. z którego się właśnie obudził. Było w nim zielone światło. który był bardziej wspomnieniem niż snem.zawołała radośnie astma. czekając. Wróciłam.Wróciłam i kto wie. i myśląc o śnie. że tak było) w tym śnie. Potem siadł sztywno w wysokim fotelu Amtraka. Ale cztery godziny później potrzebował swego aspiratora bardziej niż kiedykolwiek dotąd. . Biegł i biegł (on biega dosyć szybko. Eddie! . Sięgnął po inhalator.

napadając nocami na czynne całą dobę sklepy przy drogach albo zabijając dla marnych paru groszy ludzi. a on dokładnie w tej chwili się obudził i ze zdziwieniem uświadomił sobie. . aby go podwieźć. aż wreszcie wydusił z siebie: . tylko w wagonie pociągu linii Amtrak. .czasami było ich kilka . na dole (temat pracy Patricka Hockstettera: „Jak spędziłem letnie wakacje”. A może był w więzieniu lub. Henry Bowers.w większości z nich było ciemno. że wcale nie znajduje się w kanałach pod Derry. Eddie wyjrzał przez okno. że widząc go stojącego na szosie z wyciągniętą w bok ręką i uniesionym w górę kciukiem. że księżyc do niego przemawiał .pomyślał nagle. w stanie Maine. Wydawało mu się. .Usnąłem i miałem zły sen. Spędziłem je martwy w tunelu! Mech i pleśń pokryły moje książki. być może przemierzał puste równiny w centrum kraju. sir? . którą jego matka określała czasami jako Żydo-York Times. Może nie żył. Eddie otworzył usta do krzyku i właśnie wtedy szorstkie palce trędowatego przesunęły się po jego policzku i wsunęły się do jego ust. Eddie zobaczył. sunącym przez Rhode Island pod czarnym niebem rozświetlonym bladą tarczą księżyca. A może był pacjentem któregoś ze szpitali psychiatrycznych? Czy patrzył w niebo na tarczę księżyca zbliżającego się do pełni? Czy przemawiał do niego i słuchał odpowiedzi. Ale te światła były niczym w porównaniu z upiorną poświatą księżyca.Dobrze się pan czuje. gdzie był teraz Henry Bowers.Gazeta ponownie się uniosła.Tak . w kilku wciąż jeszcze paliły się światła. jaka panowała tu. którego nie sposób uleczyć. Znowu odzywa się moja astma.odparł Eddie. tak że każda z nich napuchła do rozmiarów katalogów Searsa). To możliwe. Zastanawiał się. To możliwe. Boże.obrzydliwą wilgotnością. którzy byli na tyle głupi. jak wirus. kto wie. co ma powiedzieć. których nikt prócz niego nie był w stanie usłyszeć? . zatrzymali się. że była to gazeta.Rozumiem. Tu i ówdzie dostrzegał jakiś dom . Był taki szalony. Mężczyzna siedzący naprzeciw niego jakby przez chwilę zastanawiał się. na śpiącą okolicę skąpaną w blasku bajecznego księżyca.

Ogarnął go nagły zawrót głowy. jaka rozegrała się owego lata. kiedy jego żona podniosła słuchawkę.Zdejmij ze mnie to kurestwo. Raczej cofam się w czasie. gdyby chciał. Opadł z powrotem na poduszkę. Bo to nie jest pociąg. i patrzył. Nie spojrzała na jego twarz. a ona szybko wstała i obeszła łóżko. trzymając luźno w dłoni swój aspirator. Próbował usiąść i sznur telefonu wpił się w jego grubą szyję. a potem ponownie pogrążył się w drzemce. że to było jeszcze bardziej bliskie prawdy. które opadały falami na jej koszulę nocną i sięgały jej nieomal do pasa. To wehikuł czasu. . Czuł. jak jedna z piersi Beverly przywiera do jego ramienia. jak Beverly powiedziała „cześć”.pomyślał. Usłyszał. Nagle usłyszał ostry. zastanawiając się w duchu. Beverly . I nagle odniósł wrażenie. jak pędzący pociąg rozprasza otaczającą go noc. Wreszcie zaczynam sobie przypominać moje dzieciństwo . Wzdrygnął się. Eddie Kaspbrak zacisnął palce na swoim aspiratorze i zamknął oczy. kto mógł o tej porze dzwonić pod ten zastrzeżony numer.pomyślał. Zaczynam sobie przypominać. trzymając przewód telefonu w zdrętwiałych palcach. Podczas meczu baseballowego opróżnił prawie osiemnaście puszek piwa i był nieźle wstawiony.Eddie uznał. jak spędziłem letnie wakacje w tym upiornym 1958 roku. pełen zaciekawienia głos Beverly: „Cooooo?”. 5 Beverly Rogan dostaje lanie Tom już prawie usnął. Miała ciemnorude włosy. Ale to nie było tak. gdybym tylko mógł to wszystko jeszcze raz zapomnieć! Oparł się czołem o brudną szybę okna. i ponownie otworzył oczy. który przeszył jego ucho jak kolec do lodu. że usłyszał szept księżyca. Podniósł się na łóżku. by wyczytać z . Włosy kurwy.powiedział. kiedy rozdzwonił się telefon. Jadę na północ . że teraz. ale on tego nie chciał! O Boże. Nie jadę na północ. pochylił w stronę aparatu i w tej samej chwili poczuł. był w stanie przypomnieć sobie każdą scenę. Nie jadę na północ.

Czasami aż się o to prosiła. że ta czynność zabrała mu dobre trzy godziny. tyle tylko. że drzemiąc. Bardzo możliwe. Odebrał ten gest tak. prawdopodobnie głowa już go bolała. nalewającego sobie porcyjkę beama do szklaneczki z . ale i tak wszystko na nic. a potem powróciła do telefonu. Gra była zacięta. Zaczęła go boleć głowa. pokręciła głową. Być może Beverly potrzebowała krótkiego przypomnienia co do tego. facet w białych bokserskich spodenkach. który wsunął się zbyt głęboko w szczelinę pomiędzy jego pośladkami. Usiadł. Przechodząc przez sypialnię w stronę schodów. więc uznał. którą zwykle przechowywał z tyłu „na czarną godzinę” (podobnie jak na wszelki wypadek przechowywał zawsze dwudziestodolarowy banknot ukryty za oprawką prawa jazdy). że to nie była Lesley. Cholera. obejrzał się przez ramię i zawołał gniewnie: .niej prognozę jego wewnętrznej pogardy. jakby chciała go zbyć. Wielka dama zbywa natręta. że mięśnie jego karku zaczęły się napinać. a Tomowi Roganowi to się nie podobało. i otworzył lodówkę. Piwa już nie było. Wyglądało na to. White Sox przegrali. które łopotały jak żagle pod linią jego pokaźnego brzuszka. że będzie musiał zrobić coś w tej sprawie.Jeśli to ta kretynka Lesley. kto rządzi w tym domu. Skiepścili się w tym roku. Miał wrażenie. Nie była zbyt pojętną uczennicą. stojącym na przeszklonej półce nad kuchennym barkiem i przez chwilę zobaczył siebie. patałachy. jakby od niechcenia wyciągając końcami palców materiał swoich spodenek. Zszedł na dół i przeszedł przez hol do kuchni. Tom poczuł. to jej powiedz. Jego wzrok powędrował ku butelkom mocniejszych trunków. nie zdawał sobie z tego sprawy. Poszedł do łazienki i odlał się. by dać mu do zrozumienia. Pierdolona milady. żeby się odpierdoliła i dała nam pospać! Beverly uniosła na chwilę wzrok.). z ramionami jak metalowe sztaby (przypominał bardziej osiłka z doków niż przewodniczącego i głównego kierownika Beverly Fashions Inc. Opróżnił nawet puszkę. Jednak w środku znajdował się tylko niebieski półmisek z resztką romanoffa. że może sobie pozwolić na jeszcze jedno piwo i spróbować w ten sposób zabić tego cholernego kaca.

. Stał jeszcze przez chwilę w drzwiach. zawsze narastało w nim zdenerwowanie. słuchając jej słów. Stał przed drzwiami sypialni. Jedyne. że było już po pomocy.. czego potrzebował.. Jego serce znów uderzyło w rytm . tylko wielką tarczą z igłą przesuwającą się niebezpiecznie w stronę czerwonego pola.pa-bach.aż zanadto . Nie lubił tego gówna. które nigdy.. że jego serce nie było zaciskającym się i rozwierającym rytmicznie mięśniem.jak ciężko pracowało jego serce. Ba-bach. ba-bach. I poczuł. wiem.. z kim rozmawiała ani o czym. a potem błyskawicznie odegnał od siebie tę wizję. tępa cipa. z którą się ożenił. że ponownie zaczyna go ogarniać znajome uczucie tępej. Facet z żelaza. Ale ta głupia. kiedy tak się działo.wiedział. nawet w najwspanialszych chwilach. pa-bach. Nie potrzebował tego gówna. świadomy .Rozumiem to. Kiedy czuł każde uderzenie serca.. po prostu nasłuchiwał to wznoszącego się. dopóki jego oddech nie powrócił do normy.. oczywiście. pa-bach. nie obchodziło go to. Mike. Wszedł po schodach wolno. Już miał wejść do sypialni. to opadającego tonu jej głosu. tak.wykrzyknęła i ten przeklęty kolec do lodu wbił się ponownie w jego ucho. zrobiłby to z prawdziwą przyjemnością. kiedy coś go powstrzymało.. Spojrzał na tarczę antycznego zegara z wahadłem u dołu schodów i zobaczył. jak igła cofa się z czerwonego pola. że kolejny drink tylko wzmógłby jeszcze bardziej doskwierający mu ból głowy. w uszach. wciąż jeszcze wisiała na telefonie. . nadgarstkach i klatce piersiowej. Potem podszedł w stronę schodów . to solidnej porcji snu.paroma kostkami lodu. Dłuższa pauza. z rozwagą. ba-bach. Był mężczyzną.. i to cholernie dobrym mężczyzną. ale. nie było najlepsze. niepohamowanej wściekłości. wyobrażał sobie.. . Wyobraził sobie. Ta informacja bynajmniej nie poprawiła jego samopoczucia... . Dudnienie ustało. na miłość boską.. Czasami. ba-bach. Był w świetnej formie. tak. nie jakąś maszyną ze spieprzonym termostatem.Bill Denbrough?! . I gdyby musiał jej o tym przypomnieć.

bo oboje pracowali w budynku Standard Brands. mieli paru wspólnych znajomych.„chłamowymi butikami”. szaliki i sukienki sprzedawano sklepów. okazywało się. w śródmieściu Chicago. jaki Rogan kiedykolwiek widział. ale te wysokie zwykle rozczarowywały. Niech się tym gównem zajmują maluczcy i nieudacznicy. czym dziewczyny mogły się pochwalić. że z wyglądu Beverly Marsh wcale nie sprawiała wrażenia łatwego łupu. Delia Castleman młodzieży”. Tom zawsze lubił piersiaste dziewczyny. nazywała zaspokajała „sklepami potrzeby ludzi młodych . Przypominały małe krótkie wałeczki . Faktem jest. Koniec z marnym oświetleniem i pokazami na zapleczu domów towarowach. na czterdziestym drugim piętrze. że te sutki były wszystkim. ale nie powiedział tego na głos (w każdym razie wtedy). Olbrzymi talent. była asystentką projektantki w Delia Fashion na dwunastym. ale tak właśnie chciał to przeprowadzić Tom Rogan. między artykułami pierwszej potrzeby a podkoszulkami zespołów rockowych.pomyślał. że się nią interesował. Delia. Była piękną. Nie miała zbyt ładnych bioder. a Tom Rogan . Tom pracował dla King & Landry w dziale kontaktów z klientami. Od lat szukał kogoś takiego jak Beverly Marsh i rzucił się na nią jak wygłodzony lew na powaloną antylopę. szczupłą. Nosiły cienkie bluzki i widoczne przez nie sutki doprowadzały cię do szaleństwa. I marnuje swój talent dla chłamowych butików . Tom Rogan prawie natychmiast dowiedział się dwóch rzeczy o Beverly Marsh .spodnie.Spotkał ją w barze dla samotnych. bluzki. która nosiła jeszcze wtedy nazwisko Marsh. W wykonanych przez nią projektach zwyczajnych sukienek i bluzek dostrzegł nieomal niewyczerpalną żyłę złota. ale mogła się poszczycić naprawdę wspaniałym tyłkiem i najwspanialszym biustem. Beverly. W niecały miesiąc dowiedział się jeszcze trzeciej rzeczy ta dziewczyna miała talent. Beverly Marsh była nie wykorzystaną maszyną do robienia pieniędzy. Wiedział o niej sporo. przed czterema laty.była warta grzechu i łatwa do zdobycia. Rozmowa raczej się kleiła. dobrze zbudowaną kobietą. ale kiedy już zdjąłeś z nich wierzchnie odzienie. nim jeszcze Bev zdążyła się zorientować. którą potem uznano za najskromniejszy hurtowo do dom mody które na Środkowym Zachodzie.

Być może również niektóre antylopy.wystające z szuflady biurka. Lwy może i nie myślą . I mimo to zrobiła to ponownie. że tamten zna się na babkach jak kura na pieprzu. Jego wnętrze wypełniło się ciepłem. Podniosła kieliszek białego wina.trzask jej zapalniczki. jak dużo paliła choć prawie ją z tego wyleczył).. za które się ją wyciągało.naprawdę. Ponownie ogarnął go nieubłagany gniew. Tom Zauważył ten drugi szczegół już podczas pierwszego spotkania. jakby wysyłała sygnały radiowe. którzy do niej mówili . . a on zwrócił uwagę na jej paznokcie i pomyślał. ponętnym ciałem i kaskadą opadających na plecy rudych włosów. A kiedy antylopy zrywają się od wodopoju zaalarmowane wonią zbliżającej się ku nim śmierci. Nagle usłyszał dźwięk. że obcina je tak krótko. w jej wnętrzu kryła się jakaś słabość.czy to z powodu zranionej nogi. wielkie koty obserwują zwykle. i niektóre kobiety chciały zostać schwytane. które tylko on był w stanie odebrać. ale Tom uważał. a potem odwracała wzrok. Paliła. który nie pozwolił na szybsze zlokalizowanie zagrożenia. które przycinała zawsze starannie i diablo krótko.ale potrafią obserwować. Więcej to już zwykłe marnotrawstwo twierdził zawsze jego kumpel z college’u. Ona paliła. kiedy się denerwowała. mrugając nerwowo oczami.to.w każdym razie w taki sposób jak ludzie . bo po prostu lubi je obgryzać. przemawiał za tym jej nawyk zacierania dłońmi łokci.. ale na usługi tej szczególnie krnąbrnej osóbki był już specjalny nauczyciel. z którym mieszkał w jednym pokoju. bądź też słabiej rozwiniętego instynktu samozachowawczego. i przyglądania się własnym paznokciom. ta dziewczyna była diablo atrakcyjna . które nie było całkiem niemiłe.Aby było co wziąć do ręki. z tym cudownym. Nie należała do pojętnych uczennic. To tak. który raptownie wyrwał go z zamyślenia .. Odbyli parę specjalnych seminariów Toma Rogana na ten temat.. niemal nigdy nie spoglądała w oczy ludziom.. skory do udzielenia jej kolejnej lekcji. Świadczyły o tym pewne oczywiste fakty . które ze zwierząt odstaje od reszty stada i pozostaje w tyle . . Tak. naturalnej powolności.popatrywała na nich tylko od czasu do czasu.. Ale była miękka.

związane z jej karierą. spójrzcie . Chciał wejść do środka ostro. .kobietę. Tak. ale oczy miała rozszerzone i przepełnione iskierkami. nieokiełznanymi falami. że to. biała koszula nocna owinęła się wokół jej kształtnego ciała.. Przeszła przez sypialnię długimi krokami. tylko zaraz. ramiona i plecy. teraz. kiedy przeżywała podobne kryzysy.. nie za chwilę. jak dym z komina lokomotywy. urywanym śmiechem. wyglądała wtedy okropnie).. już!.. ale kiedy ją zobaczył. którą znał na co dzień . Jego serce zadudniło w piersi głośnym kabummm! i skrzywił się. o. kiedy paliła. Widział w niej wtedy całkiem inną kobietę niż tę. raz przed ich pierwszym prywatnym pokazem kolekcji dla nabywców z całego kraju i raz. były. zarezerwuj dla mnie pokój i módl się za mnie.. którą stawała się w chwilach załamania.Nasłuchiwała przez chwilę. ja też. Dobranoc. kiedy wszedł do pokoju. była silna. Policzki Bev były różowe z natury.Uhm. po czym wybuchnęła dziwnym. W porządku. uhm. a zarazem nieobliczalna. Raz przed ich wielkim show.. napływające dzikimi. jakiego nigdy dotąd nie słyszał. ale przewrażliwiona.Tak . Bynajmniej. Tylko dwa czy trzy razy wcześniej widział ją w takim stanie.. Odkładała słuchawkę. Tak. wrzeszcząc. nieustraszona. słowa uwięzły mu w gardle. . żeby natychmiast skończyła tę rozmowę. mam do ciebie dwie sprawy. której radar antystresowy został spieprzony przez niespodziewane zakłócenia.. rzecz jasna.powiedziała teraz. lecz zaskoczenie i zdziwienie wywołane jej dziwacznym stanem. że Tom Rogan stanął jak skamieniały i na krótką chwilę oniemiał. przednimi zębami trzymała zapalonego papierosa (Boże. kiedy pojechali do Nowego Jorku na uroczystość wręczenia nagród dla najlepszych projektantów mody z całego świata (International Design Awards).. co czuł. . życie oznaczało dla niej ciągłą walkę i nieustanne pięcie się ku górze. W porządku. to nie był strach. mówiąc sobie w duchu. I. To widok jej twarzy sprawił. ponad lewym ramieniem. Włosy opadały jej rudoczerwoną falą na twarz.. Nie wyglądała na niewyspaną.Skoro pytasz. nie cierpiał. Wcześniejsze przypadki. Była kobietą pracującą zawsze na pełnych obrotach. a unoszącą się zeń szarą smużkę wydmuchiwała za siebie.. Kobietę.

kto do niej dzwonił ani dokąd się wybierała. Nie obchodziło go. nie opuści tego domu i. nią kontrolę. Czuję się tak.powiedział jej. podczas których kompletnie przejął nad . że nigdzie nie pojedzie. że wyrzuciła wszystkie. że mogła tego potrzebować. która wyglądała idiotycznie. I ponieważ nadal nie zauważyła. Otworzyła górną szufladę i wyjęła z niej dwie pary dżinsów i parę sztruksów. Wrzucała je do walizki. Namacalny dowód tkwił teraz w jej ustach. kiedy jestem z tobą. Wydawało mu się. Muszę dusić się tym parszywym dymem na przyjęciach. wydmuchując dym ponad ramieniem. Wyglądało na to. starą bluzkę (Ship’n Shore). że zaprotestuje. że stał w drzwiach. jakbym zżeral czyjeś smarki. Tom. ale nie muszę tego wdychać. Nie chcę. przyjaciele i sąsiedzi! Spójrzcie tylko tutaj! Czy ona właśnie wyjmuje z szafy walizkę? Walizkę? Na Boga. zanim z nią skończy. przez następne trzy czy cztery dni będzie jadała posiłki na stojąco. To było w październiku. milutkim spojrzeniem. Jest niezbyt przyjemne. Ale widać się omylił.” Cóż. A co się tyczyło zdrowasiek . Nie to dręczyło jego otępiały i obolały od nadmiaru piwa i niedostatku snu umysł. najwyraźniej nie przywiązywał wagi do ubioru. posłuszny i pełen pokory. kiedy wracali z przyjęcia w Lake Forest. Ktokolwiek do niej zadzwonił. o tak. powie coś. To był ten papieros. z czym mi się to kojarzy? Powiem ci prawdę. pozwolił sobie na przyjemność Przypomnienia dwóch wieczorów. Cisnęła walizkę przed łóżkiem i podeszła do komody. że Bev szykuje się do upojnego weekendu.miał wrażenie. W porządku.. w najbliższej przyszłości mała Beverly Rogan nie będzie potrzebować pokoju w żadnym hotelu.tylko. Był przekonany.. Jej głos był cichy. ale ona tylko spojrzała na niego tym swoim niewinnym. ale to prawda. bo dobrze wiedział. bo nie ruszy się stąd nawet na krok. żebyś kiedykolwiek przy mnie paliła . ale pomimo to ją wzięła. Wyjęła sweter. tak! „Zarezerwuj dla mnie pokój i módl się za mnie. parę podkoszulków. Potem znów podeszła do komody. Wiesz.

Bywaj zdrów. ten trzeci grymas. co będzie dalej . chwileczkę. Trwało nie dłużej niż chwilkę. który pulsował piekącym bólem i nieprzyjemnym mrowieniem. A jeszcze później (nostalgia) to przypominało wspomnienie. Członek w jego spodniach zaczął sztywnieć.. To mogło poczekać. Tom przypomniał sobie.No to go wyrzuć. a głowa Beverly odskoczyła w tył. To był chłodny. wychodząc z kina. aby potrafiła wychwycić to ulotne wrażenie. zapaliła w holu papierosa i leniwie wydmuchiwała dym. Macho City! lub: . wiatr chłostał jak szalony każdy odsłonięty skrawek ciała. listopadowy wieczór. jakie zagościło w jej umyśle przez ten ułamek sekundy. Pozwolił jej wypalić papierosa. co się przed chwilą wydarzyło. kiedy doszli do samochodu. na ustach wykwitł uśmiech. na ułamek sekundy. Chwileczkę. Przez resztę wieczoru Tom był w świetnym humorze. Parę tygodni później. czy w ogóle zdawała sobie sprawę. To był płaski zapach.Wyjęła papierosa z ust i odwróciła się do niego z pytającym wzrokiem. Jakieś wspomnienie. Tom! Spojrzał na nią. Krzyknęła: Auuu.Ty sukinsynu! czy: . Potem ból. jego oczy zwęziły się.Zobaczymy się później. których jednak nie wypowiedziała. kiedy szli przez parking do stojącego tam samochodu. pełnymi bólu oczyma i . Zrobiła to. Jej twarz. Teraz musiał dać jej lekcję. ale czegoś mu brakowało.jego twarda otwarta ręka zdzieliła ją w policzek tak mocno. jaki wykwitł na jej obliczu. że czuł wtedy w nozdrzach zapach jeziora (jak to czasami bywa w zimne noce). To nie było: . a wtedy przyrżnął jej w twarz . zupełnie o tym nie myśląc. Czekał. by zaraz potem zniknąć? Najpierw zdziwienie. Wiedział o tym dobrze. Ona tylko na niego spojrzała podkrążonymi. i czegoś jeszcze. Wątpił. Wątpił. Uniosła dłoń do policzka. że aż poczuł w niej lodowate mrówki. odbijając się od zagłówka. a potem powiedział: Bev? . To wszystko mogło się zawrzeć w słowach. Zrobił powtórkę z tego. zamknął drzwiczki po swojej stronie. Tom.jak Beverly zareaguje. Chciał się dowiedzieć. ale on prawie nie zwrócił na to uwagi. woń ryb. Siadł za kierownicą. Co to było. jaki udało mu się znaleźć. Jej oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i bólu.. Nawet otworzył jej drzwiczki. że ten grymas pojawił się na jej twarzy.

rozszerzonymi. jak królik. trwałego związku. ale. ale nie udało jej się to. a mimo wszystko jakby pogodna. Po prostu zapomniałam! . Jeśli nie. z pobladłą twarzą. Nie powinienem i nie mogę to dwie różne sprawy. co go podniecało. Zmysłowy nieład.. Nie możesz. Potem odwróciła się do niego. co spaja długotrwały związek. nie powinieneś mnie uderzyć . wyrzuć go. Beverly skuliła się w kącie wozu. wietrznym listopadowym powietrzu i zapach . Co? Co. Opuściła szybę i wyrzuciła papierosa. Bo dam ci w mordę drugi raz. a potem opadła.stwierdził. mała . z jedną ręką przy ustach i przerażonymi. kiedy tak wyglądała. Lubił. Jego oddech był dymem w czarnym.krzyknęła. Cóż więcej mogę powiedzieć? Może już powiedziałeś zbyt wiele . Papieros. Zachował spokojny ton głosu... ale nie będę cię zatrzymywał. Tom patrzył na nią przez chwilę. Próbowała odnaleźć właściwy ton głosu i dorosły rytm mówienia. Rąbnęła policzkiem w miękkie obicie deski rozdzielczej. przerażona. Może na odchodne kopnę cię w dupę. Otworzył drzwiczki po jej stronie. ale zamiast tego wybuchnęła płaczem.wyszeptała i uderzył ją Powtórnie. mimo wszystko. dzieckiem. Wyrzuć to. Zrozumiała. droga wolna.To wszystko! Wyrzuć go. a co nie. tym razem inaczej niż poprzednio.to marna podstawa. Spowodował u niej regresję. wilgotnymi od łez oczyma. To wolny kraj. . Nie będę cię zatrzymywał. I to ja zadecyduję. a potem wyszedł i obszedł samochód. to dobrze. Nie zwracał na to uwagi. Był w tym samochodzie z dzieckiem.powiedziała: Dlaczego to zrobiłeś? Potem chciała powiedzieć coś jeszcze.. Jej dłoń sięgnęła w stronę klamki. Było w tym coś. A wraz z tym zrozumieniem pojawiło się poczucie winy. ale całe jego wnętrze aż kipiało i bulgotało z wściekłości. Dopieprzyłby nawet samej królowej Anglii. bo nikt nigdy nie miał Prawa naigrawać się z Toma Rogana. Zmysłowym i seksownym. Jeśli jesteś w stanie się z tym pogodzić. gdyby zaczęła stroić z niego żarty. Tom? Makijaż spływał jej po twarzy brudnymi strużkami. Beverly.

Bo nie tylko o to jej chodziło i oboje zdawali sobie z tego sprawę.powtórzyła otępiałym tonem. że nie powinnam przy tobie palić. Ale nie dotrzymałaś słowa. Tom. Mów tak.rzekł. Co? Papierosy tak ci zaszkodziły. tym razem nieco głośniej. mężczyznę stojącego przy otwartych drzwiczkach najnowszego modelu vegi i kobietę siedzącą wewnątrz z dłońmi złożonymi zgrabnie na podołku i spuszczoną głową. Jej oczy mówiły: Możesz mnie do tego zmusić. W porządku. że to zrobisz. Przepraszam . Zgniótł papierosa pod butem i rozmazał na chodniku.powiedziała. . I co. kurwa. a światło sufitowej lampki osnuwało jej włosy złotawą poświatą. Dobrze.jeziora był bardzo wyraźny. Że już nie jesteś w stanie nic powiedzieć? Skoro tak.Ale najpierw powiedz to. żebym cię usłyszał. . I powiedziałaś. Zapomniałam. Prosiłem cię. Tom”. to ci. a teraz powiedz: „przepraszam”. Ludzie wychodzący z kina patrzyli na nich. Dymiący papieros leżał na chodniku jak odcięty kawałek lontu. jak sięgałaś w stronę klamki. ale nie rób tego. Co? Nie słyszę cię. Bev . Powiedz to. Nie rób tego. chcesz wysiąść? No to jazda. Nie spojrzała na niego. Powiedz: „Zapomniałam. Dobrze. Kocham cię. W jej oczach był ból i nieme błaganie. więc chciałaś wysiąść.powiedziała i zacisnęła dłonie na spódnicy jak mała dziewczynka. Odwróciła się do niego. Łzy ściekały jej po policzkach. W czym problem? Wynocha! Chcesz wysiąść? Nie . czy mógłbyś wreszcie przestać? Nie. Nie chcę wysiąść . Wysuwaj.wyszeptała. kupię megafon. Chcesz wysiąść. Nie mógł. W porządku . Nie.zrób to dla mnie. Beverly. Bev? Widziałem. że nie powinnam przy tobie palić. A teraz powiedz: „Nigdy więcej nie zrobię tego bez twojej zgody. abyś coś zrobiła. To twoja ostatnia szansa. Chcesz wysiąść Z samochodu czy wrócić ze mną? Chcę wrócić z tobą .

. Ujęła go za rękę i włożyła ją sobie między nogi. a ona odwróciła twarz. a w jego myślach pojawiły się statystyki uderzeń zadanych podczas meczu przez White Sox. Wszedł w nią tak. rżnął ją. Jednak w jej oczach i ułożeniu nóg zobaczył coś zupełnie innego i kiedy zdjęła bluzkę..Nigdy wię-więcej tego nie zrobię. Bez twojej zgody. Pod koniec krzyknęła. w łóżku Toma. że w końcu wszystko znowu będzie dobrze.. ślady szminki wokół ust i poczuł pewne oznaki zbliżającego się jak burza orgazmu.nigdy. a potem ugryzła . rozmazany tusz. Kiedy to powiedziała.. wspomnienie kogoś. i krzyknęła cicho. Potem zwolnili tempo.. Odwiózł ich do ich apartamentu w śródmieściu. ale nie przestawali i w którymś momencie odniósł wrażenie. że nie ma ochoty się kochać. kiedy wziął do ust najpierw pierwszy... tylko zsunął ją z niej łagodnie. Usiadł za kółkiem. zatrzasnął drzwiczki i ponownie zajął swoje miejsce. ale nie puściła jego ręki i kołyszący rytm bioder stał się nieco szybszy.” Zaczęła się zacinać: ... doznał naprawdę potężnego wzwodu. że nie chciałaś . Tom powoli zaczął dochodzić. Poruszał się wraz z nią. Powiedz to. miętosząc przy tym bez przerwy palcami jej Obfite krągłe piersi..i ich brzuchy zderzały się z sobą z głośnym plaśnięciem.powiedział. kto próbował go sprzedać Chesleyowi.. kiedy zaczął pieścić jej sutki. . Spojrzał na jej twarz.. Jęknęła. Beverly. dzięki któremu jej oczy przypominały oczy szopa. ale tak samo ona rżnęła jego i chyba po raz pierwszy oboje doszli do szczytu jednocześnie. nieomal tkliwie. Połowę łączących ich stosunków uzgodniono na parkingu. Beverly krzyknęła i rozdarła mu paznokciami skórę na plecach. i tym razem był delikatny. nie zerwał z niej bielizny. drugą połowę zaś w czterdzieści minut później. Żadne z nich nie odezwało się choćby słowem. jakby była dobrze naoliwiona. a potem drugi.. Popchnął ją na łóżko..w tamtych czasach nie dzielił ich jeszcze jego kałdun .Nigdy.wynik nadużywania piwa . z rozwagą. że Bev przeżyła drugi orgazm. Powiedziała. ni-ni-ni.. ukazując nagie piersi.. a kiedy to się stało. Zadzierała biodra coraz wyżej i wyżej . a potem ogarnęło go przeświadczenie. Myślałem.

Trzy miesiące później wzięli cywilny ślub. która wyglądała jak żywcem wyjęta z Małego domku na prerii. a kiedy się odezwała. jak film puszczony na przyspieszonych obrotach. tylko same bawełniane . Spojrzała na niego nieufnie. co mogło się tam jeszcze czaić. Ile razy miałaś orgazm? . co nazywała „weekendową komodą”.powiedział. Większość z tych ciuchów była już mocno wyblakła. Był boso i poruszał się bezszelestnie. . obejmując wnętrzem dłoni jej brodę. W tym czasie Tom Rogan przeszedł po kosmatym dywanie w stronę swojej szafy. podczas gdy stał nieruchomo w drzwiach i patrzył na nią w milczeniu. Zjawiło się tam dwóch jego kumpli i jedna jej przyjaciółka. Nie powinieneś o to pytać. No. a resztę palców w drugi. które noszą zwykle młode dziewczyny. jazda . Prócz kusych majteczek nie miała na sobie nic.Słyszysz mnie. . Kay Mc Call. To on doprowadził go do takiego szału. Nie? A kto ci to powiedział? Mister Rogers? Ujął ją za twarz jedną ręką. Skinął głową.spytał. gumki i paski powyciągane i pofałdowane na brzegach. Skupiła się teraz na wygarnianiu rzeczy z dolnej szuflady czegoś. Dobrze . Minęło sporo czasu. wbijając kciuk głęboko w jeden z jej policzków.Możesz zapalić papierosa.Pozwalam ci. jej rude włosy były rozsypane na poduszce.powiedział.odparła z wahaniem.stwierdził. żeby sprawdzić. Odwróciła twarz. Wszystkie te wspomnienia pojawiły się w umyśle Toma Rogana na przełomie zaledwie paru sekund. To ten papieros.rzeczy. odkąd zapomniała . Wysunęła szufladę do końca. którą Tom określił mianem „cycatej cipy”.go w ramię swymi małymi równymi zębami. Już samo patrzenie na nią wystarczało. za którą tak przepadał . aby jego motor zagrał ponownie równym rytmem. . kiedy oboje wzięli prysznic. Powiedz Tomowi . Trzy razy .nie brała bielizny. i wrzucała do walizki bieliznę .satynowych i jedwabnych seksownych ciuszków. że Prawie jej nie słyszał. Bawełniana koszulka nocna. mówiła tak cicho. Bev? Powiedz tatusiowi.

I jeśli czegokolwiek nie dopilnował kiedy okazywało się. jak przyszedł na świat najmłodszy. Tak. musisz dostać lanie. Nie było przy nim sprzączki . że o nim zapomniała.. Był najstarszy z całej czwórki.bardzo wiele.. gdzie kiedyś była sprzączka. ale nawet ta chwila to było dla niego zbyt długo. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w jego domu. kiedy nosiła okulary przeciwsłoneczne. i czasem nawet w gorące letnie dni musiała nosić bluzki z długimi rękawami albo grube swetry zapinane pod samą szyję. tylko chwilowo. Z haka.cóż. Trzy miesiące po tym. po wewnętrznej stronie drzwi szafy. lanie. ale najwyraźniej nie było dla niego szans na całkowitą ucieczkę przed matką.zdjął ją już dawno temu. choć miał dopiero jedenaście lat. znajdowała się teraz skórzana pętla i Tom Rogan włożył w nią rękę. który wyrwał go z pogłębiającej się drzemki.. Były dni szarugi. Tom. Jego dzieciństwo było poprzedzielane kolejnymi porcjami lania. chwilowo. co sprawiło. Ale ta pierwsza lekcja była tak gwałtowna i podstawowa. byłeś niegrzeczny! . Tommy! Musisz dostać lanie. że po wyjściu z domu opiekunki dzieciak zabrudził pieluchy i do powrotu matki nie zostały one zmienione albo jeśli Tom nie . Rzecz jasna.pierwszą lekcję. Zapomniał już o telefonie. To był ten papieros. to znaczyło. zwisał szeroki czarny pas skóry. niezależnie od powodu.raczej trzeba by powiedzieć „często”. stał się głową rodziny. no. Tommy. bo do dziś w snach słyszał czasami jej głos. że zapomniała o Tomie Roganie. Chodź no tu. może słówko „czasami” jest tu nie na miejscu . Chodź no tu.mawiała czasami jego matka. Nieważne. W miejscu.raczej powinno się to określić zwrotem „popełnił samobójstwo”. Jeżeli teraz paliła. może „umarł” nie było najwłaściwszym słowem . Tom. Pani Rogan znalazła pracę w fabryce Forda. Potem było wiele innych lekcji . Ralph Rogan umarł . nalał sobie do szklanki hojną porcyjkę ługu z dżinem i wypił ów diabelski trunek do dna.. jako że któregoś dnia zamknął się w łazience. Na końcu udało mu się czmychnąć do Wichita State College. „często” było bardziej adekwatnym słowem.

. Pas zawahał się. był jej kochankiem. który do niej dzwonił. Tak. Beverly znalazła z tyłu w szufladzie ostatnią rzecz. Potem zacisnął mocno pięści. Kobieta wybierająca się na randkę z kochankiem nie zabrałaby ze sobą starej. zaskoczona. usztywniony stanik. a ta Wścibska pani Gant go zakapowała. to z pewnością nie byłaby równie utalentowaną projektantką. tak jakby do jej głowy napompowano jakiegoś gazu . Jeżeli czegokolwiek nauczyło go życie. a ona odwróciła się błyskawicznie. kiedy małe dzieci zostały już położone do łóżek. . Musisz dostać lanie. Ale gdyby tak było. bo wiedział. to właśnie tego.na własną rękę. jakiej szukała . Dla niej wielkie pokazy nie były szansą oderwania się od Delia Fashions. a w takich sytuacjach wolał nie wchodzić jej w drogę. Tom spojrzał na nią i ponownie poczuł przypływ niezdecydowania... Czuł się naprawdę dorosły. Czuł się dobrze. Chodź no tu. Ból głowy zniknął. Dlatego też owinął sobie luźny pasek wokół ręki i zacieśnił pętlę. gdyby tak było. Wyglądała tak samo jak przed jakimiś ważnymi wydarzeniami. lub też gdy przypadkiem zagapił się na American Bandstand. że jej wnętrze wypełniała wówczas zabójcza mieszanka strachu i agresji. Dla niej pokazy stanowiły coś w rodzaju egzaminu mistrzowskiego przeprowadzanego pod okiem wyjątkowo surowych profesorów. że być może człowiek. aby mogła żyć . Poza tym nie ośmieliłaby się tego zrobić. Tommy. a włosy omiotły twarz i ramiona. matka wyjmowała rózgę do bicia i zaczynała swoją inwokację.Beverly . jej oczy rozszerzyły się. wypłowiałej bluzki i bawełnianej bielizny z ponaciąganymi gumkami i ramiączkami. W takich przypadkach zawsze widziała przed sobą .powiedział łagodnym tonem.wystarczyłaby jedna iskierka. Znał tę prawdę od lat.. Skórzany pas zwisał z jego zaciśniętej pięści jak martwy wąż. Lepiej być bijącym niż bitym. Byłoby dobrze.to był stary. W jego głowie przez chwilę pojawiła się myśl.odebrał Megan z przedszkola. wówczas. aby spowodować wybuch. biały bawełniany.jeżeli miały miejsce jedna z powyższych i tysiące innych temu podobnych sytuacji.albo nawet zbić fortunę . opadł nieznacznie w dół. ale zaraz odrzucił od siebie te przypuszczenia. podczas gdy w tym samym momencie Joey robił w kuchni bałagan . To było idiotyczne.

to był stary przyjaciel.powiedziała. Jej policzki były różowe. Beverly sprawiała wrażenie zszokowanej i przerażonej. Papieros. zanim gniew przyćmił wszystko inne. jak którejś nocy. do muszli klozetowej. wzniesiony nieco ku górze..Palisz . Jego głos zdawał się odległy. że ogarniała go fala wściekłości. A potem ją zerżnie.stwierdził oschle. . białe placki.potwora bez twarzy. Nakremowane błyszczące czoło stanowiło ostry rezonans z jej ogólnym wyglądem. Beverly. nawet z tej odległości widział na filtrze ślady jej zębów. Wszystkiemu winien był papieros. Papieros! Już samo patrzenie na niego sprawiało. ale miała nazwę . Może do tej pory to go zaciekawi.Spójrz.jakże inna od tej. Ta istota nie miała twarzy. co ci mówię. jakby dobiegał z głośnika dobrego radia. Powie jej. prawdziwa ona! .. A także odrobinę rozbawionej. Tom. Wiesz o tym? Któregoś dnia po prostu posuniesz się za daleko i to będzie koniec.. Wyszła z łazienki. jakiej chciał Tom Rogan i jaką zdołał ją uczynić. co o tym myśli. przypominające drugie oczy.Tom.Tom . jakby ta głupia cipa uważała się za pieprzonego Franklina Delano Roosevelta. jakby zduszony głos: Któregoś dnia mnie zabijesz. dzięki której wydawała mu się jeszcze bardziej ponętna i niebezpieczna niż kiedykolwiek.. pakowaniem się i dziwnym wyrazem jej twarzy. I nadal trzymała w ustach papierosa . Otaczała ją nieomal namacalna aura napięcia. choć tuż pod jej dolnymi powiekami widniały. Psss. z ciemności dobiegł go jej przytłumiony.tym razem sterczał on z kącika jej ust. że być może ten dzień właśnie nadszedł. Już go gaszę . W myślach kołatało mu wspomnienie.. że zapomniałaś. Bała się.rzuciła i podeszła do drzwi łazienki. Muszę. przyszło mu na myśl. Odpowiedział: Rób. Gdzie je chowałaś? . muszę wy. .. kiedy leżeli razem w łóżku. Na twarzy Bev o rozszerzonych oczach było wyraźnie widać oznaki zdenerwowania. Przegniesz pałę. .władza. mała. ciałem i duszą. Wrzuciła papierosa. . ale nie tylko. . Już od lat taka nie była. Teraz. Do diabła z telefonem. a ten dzień nigdy nie nadejdzie. bardzo stary przyjaciel.Tom.Wygląda na to. A jeszcze później rozmówią się na temat pozostałych spraw. bo była tu. .

bał się.Musisz dostać lanie . Mrugnął oczyma. na co czekał . lecz obawiała się czegoś. kołysał się przed nim niczym wahadło. Jednak po raz pierwszy zaserwowała mu ją tak otwarcie. że jak na jeden wieczór. Tom? Jesteś tam? Odegnał od siebie tę myśl. po czym wbił wzrok w jej twarz.Muszę dotrzeć na O’Hara najszybciej.. w którym się znajdowały.ryknął.Odłóż to . tylko że my wtedy jeszcze do tego nie dorośliśmy. Miałam wtedy przyjaciela.czyli oznak strachu..Posłuchaj mnie. ale nie wyczytała z niej niczego. . miał już dość tej miałkiej psychologicznej gadki.Musisz się zaniknąć i nic poza tym! . to tak ją przefasonuje. Black Rapids . Przecież był tutaj i uznał. Wybrańcem Boga.Przykro mi z tego powodu. . iż korzenie jego jaźni zaczynają opuszczać grunt. Tom.powiedziała. Miał wtedy jedenaście lat i strasznie się jąkał. . ale czy on w ogóle był tutaj? Pytanie było tak przerażające i elementarne. Był tutaj. . a jeśli ta głupia cipa w ciągu następnych trzydziestu sekund nie wyprostuje się i nie zacznie zachowywać jak należy. W moim rodzinnym mieście były kiedyś kłopoty. Tom . Czy on tu był? To głupie pytanie. . mała. Myślę. Widział już wcześniej tę mieszankę strachu i agresji. w przód i w tył. Teraz jest pisarzem. W końcu jednak zdołał wziąć się w garść. Nie spodziewał się tego. był Tomem Roganem. jak to możliwe. Nie bała się go. że mógł być nawet moim chłopakiem. że lada chwila czeka go los krzewu burzanu pędzonego w dal gwałtownymi podmuchami wiatru. . Zupełnie jakby nie widziała pasa ani jego i Tom poczuł pod sercem uczucie niepokoju. Stracha przed nim. który kiedyś był pasem. Skórzany rzemień. że w pierwszej chwili poczuł. Wydaje mi się..oznajmił. że czytałeś chyba kiedyś jedną z jego książek. Jesteś tam. I tylko skórzany pas kołysał się jak wahadło w przód i w tył. To była bardzo poważna sprawa. że jej rodzona matka nie pozna.o ile się nie mylę? Przyglądała się jego twarzy. czego dowiedziała się od swego tajemniczego rozmówcy.Po prostu stul dziób! Na jej twarzy nie dostrzegł jednak tego.

zasłużyłam na to. . Spadł na nią jak drapieżny ptak. mała. że popamiętasz . zostawiając na nim czerwony ślad. jak się zbliżał w jej stronę i próbowała się uchylić. masz rację. które mówiło: Tak.Przykro mi. W jego głowie zaś bezustannie pobrzmiewało pytanie zadawane przez niezmordowany głos: Jesteś tam? Jesteś pewien? . Jeżeli tego chciała. Miał dość głosu Beverly i tego. unosząc wysoko w górę prawe ramię i odrzucając je do tyłu jak oszczepnik szykujący się do rzutu. a wypowiadając te słowa. bardzo wielu lat nie myślałam o Derry. I pieprzenie. Spojrzenie pełne strachu. nawet z odrobiną żalu w głosie. Chciał zobaczyć to spojrzenie w jej oczach. które mówiło: Tak. spojrzenie. Spojrzenie. Ale Tom miał już dość tej głupiej gadki. Może powinnam. który został zabity.Tom. A ona od niechcenia przeczesała ręką włosy. ale my wszyscy tak bardzo się postarzeliśmy. Na razie musiał udzielić jej lekcji. Mówił spokojnym tonem. Masz rację. pomówi z nią o tym telefonicznie i dowie się. .. Stara zasada. Zamordowano go. . a potem przyjemności.. czuję twoją obecność.powiedział Tom. nie rób te. czemu . Ale to będzie musiało jeszcze trochę poczekać. jak skórzany rzemień dosięga jej biodra. W każdym razie Bill miał brata George’a. Wraz z nim wróci miłość i powinno tak być. o co w tym wszystkim chodziło. A potem. Najpierw obowiązki.stał z nieznacznie pochyloną głową i w lekkim rozkroku. uśmiechał się lodowato. bo on naprawdę ją kocha.. jakby miała całą masę spraw do przemyślenia i w ogóle nie zauważała trzymanego przez niego pasa. zgrozy i wstydu. jeszcze zanim poznałam Billa. Skórzany pas ze świstem przeciął powietrze. kiedy pas trafił ją w lewe przedramię. następnego lata. Beverly zobaczyła go.Ta książka leżała tu od wielu tygodni. ukazując przy tym swoje białe zęby. ale uderzyła prawym ramieniem w drzwi łazienki i w chwilę potem rozległo się głośne paf!.. a ja już od wielu. Zamachnął się pasem w bok i zobaczył. ale ja nigdy sobie tego nie mogłam skojarzyć.Dam ci bobu! Tak ci przyleję. Na jej pośladku pojawił się przyjemny ślad. który odzywał się w jego wnętrzu.

Trafił ją tak.Nigdy nie próbuj mi niczego odbierać . Podbiegła do łóżka i stojącej przy nim toaletki.odezwał się ochrypłym tonem. ale w ten sposób odsłaniała resztę swego ciała. . że dostanie to.posłuchajcie wszyscy.skoro sama się prosiła. Skoczył za nią . że jest sześciolatkiem słuchającym głosu płynącego z głośnika umieszczonego na placu zabaw.jego. że o mały włos .. co w jej przypadku zawsze miało miejsce. wymachując pasem i zasypując ją gradem ciosów. . Szedł za nią wzdłuż ściany. Ryknąwszy przeraźliwie.Tom. rzucił się na nią ze spuszczoną głową. Tom prawie jej nie słyszał. I.. ale potężny . a przysięgam ci. ona próbowała złapać jego pasek! Sięgała ręką po jego pasek! Przez krótką chwilę Tom Rogan był tak zaskoczony nagłym wybuchem jej niesubordynacji. Ciszę pokoju raz po raz przeszywał ostry trzask skórzanego rzemienia.był wolniejszy. jak to zwykle robiła. dopóki dwa lata temu nie uszkodził . . Nie tylko paliła. a poważny ton jej głosu wprawił go we wściekłość .Słyszysz? Zrobisz tak jeszcze raz. Ramiona Bev były czerwone od otrzymanych ciosów. i jej. Uniosła do góry obie ręce. Ja nie żartuję.towarzyszył głośny trzask. na co zasłużyła. że zatoczyła się od drzwi wzdłuż całej ściany sypialni. przyjaciele i sąsiedzi . Jedynymi odgłosami w pokoju był trzask pasa i ich oddechy . szybki i płytki. ciężki i ochrypły.straciłby swoją dyscyplinę. przestań już . Później tego ranka nie będzie w stanie podnieść ręki Ponad poziom oczu. dopóki nie łyknie trzech tabletek kodeiny. ale teraz liczyło się dla niego tylko to. A Beverly nie krzyczała.powiedziała. a ja wiele lat temu złożyłam obietnicę. że przez następny miesiąc będziesz szczała na malinowo. że Beverly ośmieliła mu się sprzeciwić.gdyby nie skórzana pętla na końcu . trafił ją. Jezu.miał wrażenie. Ludzie giną. Jej włosy płonęły niczym ogień. że nie płakała. Uwolnił go szarpnięciem. ale jeszcze próbowała mu wyrwać pasek i .często grywał w squasha. nie błagała go.bardzo potężny .Muszę jechać. wymachując nad głową skórzanym pasem. . Najgorsze zaś ze wszystkiego było to. aby przestał. Odrzucił ramię do tyłu. aby spuścić jej manto. był święcie przekonany. jak to czasem miała w zwyczaju. odrzucił ramię do tyłu i trafił ją po raz kolejny.

Nie było to zbyt duże . Twarz. ale wciąż miał silne mięśnie. nie mogąc pojąć nawet teraz.ona krzyczała na niego: . Szklany korek od butelki zranił go. Niepokoiło go jedynie. W nozdrza uderzył go ostry. . ty dziwko! Jej dłonie ze zdwojoną prędkością przesunęły się po pokrytym szkłem blacie toaletki.. Przed oczyma rozbłysło mu oślepiające białe światło i cofnął się o krok. Odgłos uderzenia usłyszał gdzieś głęboko wewnątrz czaszki. ale czyż stojąca przed nim rudowłosa dama nie odpowie za to. pokryta ostrym rumieńcem. Nigdy dotąd jej takiej nie widział. która. Wargi uniosły się. chwytając wszystko. że ma zamiar się tam skulić albo spróbuje wczołgać się pod spód. gdzie trafiła go buteleczka Chantilly. otwierając szeroko usta.ryknął.Jadę na lotnisko.ot. . Dotarła do toaletki i wydawało mu się. Wciąż . Ciskała w niego kosmetykami.tak! . Jej piersi unosiły się gwałtownie. Słoiczek kremu trafił go nad prawą brwią ze sporą siłą. jakby widział ją po raz pierwszy w życiu. twarde jak stalowe liny. bo wychodzę! Żądląca ciepła krew spłynęła mu do oka.Przestań! . Stał przez chwilę nieruchomo.Przestań. Blat toaletki był pusty. Teraz tubka z kremem Nivea rąbnęła go w brzuch przy wtórze głośnego plaśnięcia. a ona . zdawała się płonąć. Na pewno tak będzie. oglądając kolejny świt ze szpitalnego łóżka? O tak. zwykłe trójkątne zadrapanie.czy to możliwe? . ukryte głęboko pod grubą warstwą tłuszczu. ale złapała tylko coś w obie ręce. Pewna dama. gdzie roztrzaskała się w drobny mak. Butelka Chantilly trafiła go w sam środek klatki piersiowej i spadła na podłogę. odwróciła się. patrząc na nią. że ostatnio bardzo szybko się męczył.. Zużyła całą amunicję. że został trafiony... ukazując znajdujące się pod nimi zaciśnięte w złowieszczym grymasie zęby. kwiatowy zapach. co jej weszło pod rękę i rzucając w jego stronę. i nagle w powietrzu zaroiło się od latających przedmiotów. Złapał się za pierś w miejscu..sobie ścięgna Achillesa i od tej pory przybrał nieco na wadze („sporo” byłoby tu bardziej odpowiednim określeniem). kiedy w jego stronę mknął grad pocisków. Otarł ją wierzchem dłoni.. ty sukinsynu! Słyszysz mnie? Mam swoje sprawy i wyjeżdżam! I zejdź mi z drogi.

może sprawił to wyraz obrzydzenia na jej twarzy. może nie uszkodzę cię za bardzo. Może pobiegnie ku schodom. Nie chciał. zaatakował ją tak cicho. Może zamiast za dwa tygodnie będziesz mogła wyjść z domu już za dwa dni.powiedziała powoli.powiedział.dostrzegał w jej oczach oznaki strachu. ale cały pieprzony ogród strachu. kiedy znajdujące się wewnątrz toaletki buteleczki zaczęły się przewracać i tłuc w drobny . . jak torpeda przecinająca morskie fale. lustro chwytało promienie słońca i rzucało na sufit ulotne płynne. Jej spojrzenie było czyste i klarowne. co przewidywała.Odłóż ubrania na miejsce . posłuchaj mnie . by usłyszała jego przyspieszony oddech.Jeśli się do mnie zbliżysz. To byłoby oznaką jego słabości. to cię zabiję. Rozległ się głośny brzęk. ale nadal nie był to strach przed nim. beko sadła? Zabiję cię. podniosła toaletkę i obróciła w jego stronę. że nazwała go beką sadła. To nie byłoby dobre. Przez chwilę stolik przekrzywiał się całym ciężarem. I tym razem nie chciał jej pobić. I nagle . . który zdawał się mówić. Prawdopodobnie do łazienki. Rąbnęła biodrem w ścianę. aż wreszcie przechyliło się do przodu i spadło. ale udało jej się odzyskać równowagę.A potem połóż walizkę na miejsce i wracaj do łóżka.Tom. . zdzierając sobie dwa paznokcie do żywego mięsa. a może wystarczył do tego sam widok jej piersi unoszących się i opadających w buntowniczy sposób . Toaletka tańczyła na jednej nóżce. Rozumiesz to. Jego koniec uderzył Toma w uda. przeraźliwego strachu. tańczące cienie. gdy ciężkie drewno zaczęło wyślizgiwać się z jej spoconych rąk. Jeżeli to zrobisz. przewracając go na ziemię. . że z nią zrobi. tylko zrobić z nią to. Tym razem rzucił się na swoją żonę bez głośnych okrzyków.poczuł w sobie dławiący strach. . starając się wypowiadać te słowa spokojnym tonem. że Bev zacznie uciekać. Pomyślał. Ona jednak nie ruszyła się z miejsca. że Toma Rogana w ogóle tu nie było. pogarda albo fakt. kiedy wytężając wszystkie siły. Stała jak wrośnięta w ziemię.Nie pojedynczy pąk czy bukiet.

Ona jednak owinęła sobie skórzany rzemień dwukrotnie wokół ręki i . aby osłonić oczy. Odgarnęła włosy z oczu i czekała. że parę odłamków rozcięło mu skórę do krwi.. co zrobi Tom. Szlochała. To powróciło. że nic do niego nie czuła. by mogła wmówić sobie. Wszystkie te myśli. kiedy Tom zwalił toaletkę na jedną stronę. Jego czoło przedzielała pionowa.. z ustami wykrzywionymi w kącikach ku dołowi i podrygującymi dziwacznym tikiem.. Beverly.Oddaj mi ten pasek . jakby oddychała. a wówczas zobaczyła kropelki krwi na jego bokserskich spodenkach. Potem cofnęła się.mak. wyminęła toaletkę. które już dawno powinny zostać zapomniane. że nigdy nie kochała Toma. cienka jak nitka szkarłatna kreska. a w każdym razie nie na tyle głupią. trzeci. Toma. A Beverly zaczęła płakać. Tom wstał. pogrzebanych wiele lat temu.. Jej serce nie było złamane . Zupełnie tak. nienawidziła go i gardziła sobą. że żar bijący z jej serca może niebawem spalić powłokę jej normalności i doprowadzić ją do obłędu. Szkło rozprysło się na podłodze. Poruszając się ostrożnie. lecz zwinnie. Zobaczył. Zmrużył oczy. Ale jednocześnie bała się go. zagłuszał oschły.. kłębiące się pod jej czaszką.powiedział. A ty złożyłaś przysięgę . Toaletka uniosła się nieznacznie i ponownie obsunęła w dół. stonowany głos Mike’a Hanlona. uwierzyć. że zdecydowała się z nim pozostać i że wybrała go z różnych mrocznych powodów. kiedy nocą cichaczem wymknęła się z domu. drugi. wytapiając się jak tłuszcz. Pas wyślizgnął mu się z ręki.. Oddech wydobywał się z jej ust krótkimi urywanymi spazmami.zdawało się raczej płonąć w piersi. Bała się. tak jak wcześniej opuściła swego ojca. Raz.. Odłamki szkła z lustra rozcięły jeden z jego policzków.. jak lustro spada na podłogę po jego lewej stronie i uniósł do góry przedramię. wrzucając torby z rzeczami do bagażnika swego cutlassa. powtarzający raz po raz nieustannie: To powróciło. Częstokroć widziała siebie opuszczającą tego tyrana. przestąpiła potłuczone szkło i schwyciła pas w tej samej chwili. Poczuł. . Nie była głupią kobietą. i wstał. wkładając rękę w pętlę pasa. patrząc na nią.

Bev. zatoczył szeroki łuk i przy wtórze odgłosu przypominającego trzask korka wyskakującego z butelki trafił go w twarz.Zapomnij o tym. było już za późno. To był. Kim był naprawdę ten jaskiniowiec w zakrwawionych spodenkach? Jej mężem? Jej ojcem? Kochankiem z college’u. Pas. . Chciałabym. Jęknął z bólu i uniósł obie ręce do ust. ta przerażona i trawiona mdłościami. Na jej oczach wypluł ją na podłogę.Kim jest ten facet.pomyślała..Daj spokój. który trzymała w ręku.Mogę to zrobić. . że to koniec. abyś ją połknął . że zadał to pytanie tylko po to. Natychmiast. Wydaje mi się. . . dla kaprysu. by zmylić jej czujność. że miał wargi pęknięte w dwóch miejscach. Ale ta druga Beverly czuła się teraz jak więzień skazany na karę śmierci. Wyglądało na to. Ta Beverly była tym wszystkim po prostu zachwycona. Chciałabym. Wyjeżdżam i myślę.Rozwaliłaś mi usta.pomyślała. pomóż mi! Jej usta poruszały się nadal. Kiedy zrozumiała.rzuciła mu zuchwałe wyzywające spojrzenie. . oberwiesz . Tom. Denbrough? .. że te słowa w ogóle padły z jej ust. . Boże . który kiedyś.Jeśli się do mnie zbliżysz. że opuszczam cię na dobre.wrzasnął zduszonym głosem. . abyś się nią udławił! Drugie „ja” Beverly zamachnęło się pasem po raz ostatni . ty dziwko! . złamał jej nos? Pomóż. Część niej. Skoczył w jej stronę.powiedziała. Jego oczy były rozszerzone z bólu i szoku.O Boże. uratowany przed egzekucją przez niezwykłe trzęsienie ziemi.był to ten . chciała opuścić to miejsce lub przynajmniej zaniknąć oczy i nie oglądać tych okropności. zanim jeszcze zdążyła dokończyć zaczętą kwestię.O Boże. choć w pierwszej chwili nie mogła uwierzyć. Jesteś gruby i powolny. Uderzenie utrąciło też koronkę z jego przednich zębów. rozwaliłaś mi usta! Ponownie rzucił się na nią z umazanymi krwią ustami. Krew wypływała mu pomiędzy palcami i ściekała po wierzchu dłoni.

kiedy stanęła na odłamek szkła ze stłuczonego lustra toaletki. Tom Rogan stracił na dobre ochotę do walki. Beverly dostała kolejny mandat-jedno uderzenie. Cofnęła się i poczuła ból przeszywający jej stopę. Żyły wystąpiły mu na szyi. O. Te bicia były bardziej upokorzające niż bolesne. Podeszła tyłem do drzwi i wyszła na zewnątrz. Czas spłacić wszystkie długi . Wydał z siebie cieniutki. To był prawdziwy ból. pozbawiony siły okrzyk i upadł na kolana. Boże wszechmogący. Rozcięta stopa zostawiała na dywanie krwawe odciski pięty. Krew. Kiedy dotarła do schodów. i rzemień pasa trafił Toma w jaja przy wtórze potężnego trzasku. Faceci tacy jak on zawsze uchodzą z życiem.pomyślała i zamachnęła się z całej siły. Jego dłonie znajdowały się pomiędzy nogami. Był w tym dobry. A jeszcze gorsze było to. Rzadko bił tak. z którego przez ostatnie cztery lata korzystał nieskończenie dużo razy. zanim ten typ zdecyduje się ponownie zaprosić cię do tanga albo zejść do piwnicy po winchestera. spójrzcie tylko. Tom wraca do domu.. przypominającego uderzenie trzepaczką o dywan.sam pas. by podnieść walizkę. Wynoś się stąd. Głowę miał odrzuconą do tyłu. która narodziła się wraz z telefonem od Mike’a Hanlona. Lista uderzeń zależała od rodzaju przewinienia. po piersiach. Pas. nogach i piersiach. tego upokorzenia. Tak.odparła chłodno nowa Beverly. Uderzyła z boku.. Ani na chwilę nie spuszczała z niego wzroku. mierząc nisko. jakby chciał się modlić. Będzie żył . a kolacja jest zimna? Dwa uderzenia. tak że ta z każdym krokiem obijała jej golenie. żeby miała siniaki. którego razów doświadczyła na swoich pośladkach. Jedna ręka opuściła krocze. Walizkę trzymała w obu dłoniach przed sobą. I nawet nie bolało jej to za bardzo. Pochyliła się. Jego lewe kolano opadło ciężko na twardą zakrzywioną krawędź rozbitej butelki po perfumach i Tom Rogan bez słowa przetoczył się na bok jak potężny wieloryb. I było już po wszystkim. Beverly pracuje nieco dłużej w studiu i nie raczy zadzwonić do domu? Trzy uderzenia. on jest cały pokrwawiony. by zacisnąć się z całych sił na tryskającym krwią kolanie. że część niej pragnęła tego bólu. odwróciła się .

jak coś otarło się lekko o jej nogę. ty suko! Ty pierdolona dziwko! Zamknęła walizkę i zatrzasnęła zamki. Jej sutki były zimne i sztywne. .ale. niż przypuszczała. przypuszczając w duchu. Jeszcze dwukrotnie zawołał ją po imieniu i za każdym razem.Zabiję cię. odsłaniający zaciśnięte zęby. Świadomość ta przyniosła jej ulgę. że musiała teraz wyglądać jak tania dziwka rozglądająca się za dwoma szybkimi numerkami tuż przed zakończeniem nocnej zmiany . po czym pochyliła się ponownie. to miała mniej czasu. nic nie mogła teraz na to zaradzić. Przypuszczała. Nałożyła je. Brakowało dwóch górnych (to ironiczne. stojąc przy drzwiach i ani na chwilę nie spuszczała wzroku ze schodów. Spadł na dywan w dole. jej oczy zwężały się. Skórzany rzemień nadal był owinięty wokół jej ręki. . jak tylko była w stanie. tak że zawisła na kauczukowcu stojącym przy drzwiach do salonu jak koronkowy . idąc przed siebie bez . Rozejrzała się szybko wokoło. drgnęła. a usta wykrzywiał drapieżny grymas. Rzuciła go przez poręcz. przypominający język. niestety. ściągnęła ją przez głowę. Cisnęła koszulę. układając się w kształt czarnego S. Otworzyła walizkę i wyjęła z niej majtki.i bez chwili zastanowienia zbiegła na dół. Stanąwszy u stóp schodów. bluzkę i parę starych levisów. kiedy słyszała jego głos. że w tym stanie i tak nie potrafiłaby logicznie rozumować. wracaj na górę natychmiast! Wstrzymała oddech.spadochron. Była już o trzy przecznice od domu. W słabym świetle bardziej niż kiedykolwiek przypominał martwego węża. i wrzasnęła głośno.Beverly. by wydać z siebie tak głośny krzyk. Zapinała guziki bluzki tak szybko. jeden jedyny raz. Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz. Spuściła wzrok i zobaczyła. Materiał był zakrwawiony i niezależnie od wszystkiego nie zniosłaby go na sobie ani chwili dłużej. Z jednej strony wystawał z niej. że już nigdy więcej nie zobaczy tego domu. i schwyciwszy za skraj swojej białej koronkowej koszuli nocnej. Naga pochyliła się nad walizką. skrzyżowała ręce. Ale Tom Rogan nie pojawił się na górnym podeście. jak mało miała czasu na reperację własnych rzeczy) i przypuszczała. że to był koniec paska. Poczuła. rękaw bluzki. Jeżeli był na tyle silny.

Była bez grosza. Rozejrzała się wokoło. W oknach było ciemno.jej strach był przejmujący jak ból i słodki jak dojrzałe. ku czemu owo pożądanie było skierowane. Wystarczyło jej samo uczucie wszechogarniającego ciepła i szczęścia. choć nie wiedziała ani nie chciała wiedzieć. też miała pusto. ale wolna . jakie one były jasne! Poderwała głowę do tyłu i śmiała się do nich.była to siła. październikowe jabłko. kiedy zdała sobie sprawę.pomyślała i fala radości w jej wnętrzu zaatakowała ze wzmożoną siłą. a kiedy w sypialni na piętrze domu okolonego kamiennym murkiem zapaliło się światło. gdzie materiał był postrzępiony. Jej portfel i karty kredytowe zostały w domu.nieuchronnej katastrofie.Wyjeżdżasz? . Spojrzała na niego zdziwiona i . I nagle zaczęła się śmiać. uczucie radości i rozweselenia skąpało całe jej ciało jak fala przypływu. pulsowała tępym bólem. Śmiała się do gwiazd . zwracając ją naprzód. która podniosła się i parła coraz dalej. Pożądanie . że nie miała na nogach butów. która sprawiała. W kieszeniach dżinsów. z walizką ustawioną pomiędzy brudnymi nagimi stopami i wybuchnęła śmiechem. ku .zdawałoby się . że zatracały się w niej wszystkie racjonalne myśli: krew zawładnęła jej ciałem i myślami. a była prawie druga nad ranem. Beverly Rogan usiadła na kamiennym murku. a jej potężny głos przemawiał do niej niezwykłą nieartykułowaną mową pożądania. podniosła z ziemi swoją walizkę i pobiegła w noc. ta zraniona. Nie miała przy sobie złamanego centa. Były to śliczne małe wille otoczone starannie wypielęgnowanymi trawnikami i kwietnikami. Lewa stopa. 6 Bill Denbrough robi sobie przerwę . oprócz paru zabłąkanych nitek w miejscu. ani na chwilę nie przestając się śmiać.przerażona. Na niebie świeciły gwiazdy.powtórzyła Audra. Musiała załatwić sobie jakieś buty.konkretnego celu. obdarzona oczyszczającą mocą . wodząc wzrokiem wzdłuż sąsiednich domów.

Czyżby? Czy zawsze ręce tak ci się trzęsą? Zawsze wypijasz drinka przed śniadaniem? Wrócił na swój fotel .mruknął pod nosem. ale jak się niebawem przekonał wraz z Audrą.Kto to dzwonił? Co cię tak przeraziło. Prawdę mówiąc.. Tego roku wiosna na południu Anglii była wyjątkowo chłodna. centralne ogrzewanie w wydaniu brytyjskim było nieco odmienne od amerykańskiego. . ty nie możesz ot tak. to znaczy. ale wysiłki były mierne. .Bill. Był ranek . . .Nic. przyłapywał się na rozmyślaniach o Maine. domek miał mieć centralne ogrzewanie i faktycznie w schludnej małej piwniczce znajdował się piec (ukryty wewnątrz czegoś. myślał o Derry. podczas swych regularnych porannych i wieczornych spacerów.małej wioski na przedmieściu. że masz w domu centralne ogrzewanie. a Bill Denbrough niejednokrotnie.Muszę . że skoro rano nie musiałeś przewiercać strumieniem ciepłego moczu pokrywy lodu na kiblu.oboje byli oczarowani techniczną jakością brytyjskiej telewizji.Kurwa . Wyglądało na to.. wyjął butelkę Glenfiddich z najwyższej półki i nalał sobie drinka. Kiedy przybyli do Fleet .trochę przestraszona. co niegdyś było pomieszczeniem na węgiel).powiedział. i to było naprawdę zastanawiające. toteż dał sobie spokój. po prostu wyjechać. Trochę płynu przelało się ponad ścianką szklaneczki. Podłoga była zimna. Bill pięć minut temu odłożył słuchawkę telefonu. Na dobrym telewizorze firmy Pye wszystko . w całym domku było piekielnie zimno. na miesiąc przed planowanym rozpoczęciem zdjęć . Podszedł do niego. W telewizji spiker BBC serwował właśnie poranną porcję złych wiadomości.za kwadrans ósma. Po drugiej stronie pokoju znajdował się barek. po których powinien przedstawić wyniki meczów futbolowych z ubiegłego wieczoru. iż Brytyjczycy uważali. a potem podkuliła nagie stopy i usiadła na nich. Bill? .i usiadł. Zgodnie z ulotką reklamową. Próbował się uśmiechać. Wiesz o tym! . Nie jestem przestraszony.poły szlafroka owijały mu się wokół kostek .

że tak.odparła Audra. . jak mało wiedzą na ich temat. powiedz mi. że wydawało ci się. Dopiero później odkryli.Zastanawiam się. poślubił i nadal darzył miłością.Billy. o którym wie właściwie tyle co nic. co mogła wiedzieć. Ten rodzaj śmiechu nie pasował do niego tak samo. zmęczony i przepełniony niepokojem. uśmiech był słodki. Oto on. Przypuszczam. . którzy nieoczekiwanie zdają sobie sprawę. . który jedzie na uniwersytet na . ale wiedział. .Uśmiechnął się do niej. . którą kochał. Próbował zobaczyć to jako opowieść.powiedział Bill.O domu? . iż bez trudu mógłbyś wskoczyć do środka. o co w tym wszystkim chodzi. aby zorientować się. . „Nie wiem. z podkurczonymi nogami owiniętymi skrajem koszuli nocnej .Wiem. Mógł. na czym to polega.powiedziała.Proszę. . ale to po prostu cudowne” . Co ty wiesz na ten temat? Ponownie się roześmiał i dokończył drinka. wiem.naprawdę wyglądało tak. czy reszta też ma żony i mężów.Ostatnio myślałem sporo o domu .Biedna Audra! Od jedenastu lat jest żoną faceta. Ten śmiech przypominał raczej skowyt bólu niż przejaw radości. . jak szklaneczka szkockiej o tak wczesnej porze. „Więcej linii albo coś takiego” . siedząc w fotelu wynajętego przez nich domku.kobieta.powiedział Bill. sącząc swego drinka. że nigdy nie udałoby mu się tego sprzedać. i że większość programu seriale w zapełniają stylu mdłe amerykańskie programy tasiemcowe Dallas oraz sprawozdania z rozgrywanych w Wielkiej Brytanii zawodów sportowych od wykwintnych i nudnych począwszy (mistrzowie rzucania lotkami do tarczy wyglądali jak zapaśnicy sumo) po zwyczajnie nudne (brytyjski futbol był okropny. Próbował spojrzeć jej oczami.spytała i tak ją to zaskoczyło. biedny chłopak z Maine.I to mi wystarczało przez jedenaście lat. . że cię kocham . a krykiet jeszcze gorszy). że aż wybuchnęła śmiechem. Spojrzała na niego swymi cudownymi szarymi oczyma.

Oates nie może być czysta. będzie ono brzmiało następująco: Wojna jest narzędziem zepsutych. bez kompasu. Inny ma zamiar zmienić się w nowoangielską wersję Faulknera. że pomalowany czerwoną fluorescencyjną farbą i zaopatrzony w potężny silnik odrzutowy. Pomimo iż pozostawia pewnego . w której występuje dziewięć osób. że te opowiadania przypominają karawan z połowy XIX wieku. Sztuka tego chłopaka uzyskuje najwyższą ocenę od faceta.wydać z siebie czegoś więcej prócz cichego pomrukiwania. Mathesona. ale czuje. W tym czasie Bill Denbrough pisze kryminał (z zagadką morderstwa w zamkniętym pokoju) trzy opowiadania science fiction i parę horrorów nawiązujących do dzieł i stylów E. ale kiedy zapisuje się na warsztaty pisarskie. to „jest ona radioaktywna w sensie literackim”. która podziwia Joyce Carol Oates. Aktorzy z wolna dochodzą.P. który nie może . Dziewczyna mówi . Wydawnictwo Uniwersyteckie wydało jego cztery zbiorki wierszy i prace dotyczące prowadzonych przezeń wykładów. Facet pali trawkę i nosi medalion z pacyfą. Poego. a w późniejszych latach stwierdzi. w jakimś dziwnym i przerażającym kraju.pisze instruktor na pierwszej stronie. Jest tu niski gruby student. który chce być Updike’em. że chce pisać powieści o ponurym życiu biedoty białym wierszem. Za jedno z opowiadań otrzymuje czwórkę. To jest lepsze .albo nie chce .stypendium. H. który prowadzi Eh-141 (Seminarium Twórczego Pisarstwa). że gdy połączyć te słowa w zdanie.A.W kontrataku obcych widzimy biedne koło . że ponieważ Oates wychowywała się w społeczeństwie przeżartym seksem.typowy przypadek. Ten typ ma na swoim koncie sztukę. Sztuka grubego mamroczącego typa zostaje wystawiona przez studencki teatr podczas protestów antywojennych w marcu 1970 roku i staje się powodem zamknięcia campusu. Każda z nich mówi tylko jedno słowo. Jest tam dziewczyna. Lovercrafta i R. Ona będzie czystsza. Jest tam facet. tyle tylko. mnie najbardziej przypadł do gustu „iglonosy” statek kosmiczny jako symbol socjoseksualnego najazdu. w którym przemoc rodzi przemoc. Przez całe życie chciał być pisarzem. tyle tylko. znajduje się w sytuacji człowieka zagubionego. . Instruktor gra jedną z ról. przeżartych seksem bezwzględnych handlarzy śmiercią.

stwierdza w duchu . Ta Wada dziewczyna o ziemistej cerze.rodzaju niesmak i uczucie niepokoju. Dziewczyna o bladej twarzy wydmuchuje dym i gasi papierosa w popielniczce. . ale niekoniecznie).. Cisza przedłuża się.. dalej. .biorą go właśnie za przeżartego seksem. W końcu instruktor mówi łagodnie...zgadza się z jej stwierdzeniem. artykułując słowa. czy. że jej winieta to socjopolityczna deklaracja w stylu wczesnego Orwella. jeżeli czyż tylko nie są one naturalnymi należycie składnikami każdej opowieści. czy wszyscy nie moglibyście pozwolić.. jak do strojącego fochy. Bill. mimo to dyskusja trwa nadal.. młodą kobietę winiety przedstawiającej krowę przyglądającą się porzuconej na pustym polu maszynie (mogła to być scena rozgrywająca się w świecie po wojnie nuklearnej. którą przyniosła ze sobą w plecaku..W ogóle tego nie rozumiem.. wstaje z krzesła. widzi wrogość w ich oczach i zdaje sobie sprawę. A on stoi tam. Nic z tego nie rozumiem. bez zacinania się (nie jąkał się od ponad pięciu lat) mówi: . Rozgląda się wokoło. nieznośnego dziecka: . kultura. oczy wszystkich kierują się w jego stronę.. jakieś tam. zostanie ona przedstawiona?. Większość grupy oraz instruktor . jest to dość ciekawa praca. aby opowieść była zwyczajną opowieścią? Nikt nie odpowiada. po trwającej około siedemdziesięciu minut dyskusji na temat wykonanej przez bladą. że Szekspir pisał dla zarobku? No. Wreszcie któregoś dnia. Powiedz nam. Być może nawet mają rację..Czy wydaje ci się. że oni traktują jego wypowiedź jako jawny atak. skorumpowanego handlarza śmiercią. historia.. stwierdza. co o tym myślisz. Powoli. Polityka. Za resztę nie dostaje więcej niż państwowe trójki. Czemu opowieść musi mieć podłoże socjo. Być może .Chodzi mi o to. Chodzi mi o to. która pali jednego winstona po drugim i od czasu do czasu drapie paznokciami pryszcze na skroniach... że William Faulkner po prostu snuł opowieści? Czy wydaje ci się. wodząc wzrokiem od jednej pary zimnych oczu do drugiej. Kiedy Bill wstaje. Jest wysoki i zwraca uwagę..

ale wraca w następnym tygodniu. który odkrywa. jak ma to robić-po dziesięciu latach prób odnalazł w końcu włącznik olbrzymiego wymarłego buldożera.Myślę. bawiąc się piórem i patrząc spod półprzymkniętych powiek na Billa . Czuje. Z końca sali dobiegają oklaski. Nie stanowi symbolu statusu społecznego.. Bill wychodzi. że jest to dość bliskie prawdy .To będzie rewelacja . W tym czasie pisze opowiadanie pt. chłoszczącego wiatru i zaczyna się śmiać cichym.Wydaje mi się . która nie może się już doczekać przelania na papier. W pewnym momencie odkłada pióro i wystawia swoją rozgrzaną i bolącą dłoń na grudniowy mróz. że w końcu udało mu się odkryć. Chłopiec stawia mu czoło. Sposób. zdecydowany skończyć kurs. Maszyna została włączona. W tej wielkiej maszynie nie ma nic pięknego. walczy z nim i ostatecznie uśmierca. .mówi do mroźnego. urywanym śmiechem. a jego zielone buty skrzypią na śniegu jak zawiasy. Nawet jego samego.. Nie została stworzona. Krąży w tę i z powrotem. Mrok-opowieść o małym chłopcu. . ta opowieść. wypłynie z jego czaszki przez oczodoły po uprzednim wybiciu z nich gałek ocznych. które wymagają naoliwienia.odpowiada instruktor. Zdaje sobie sprawę. Jego głowa wydaje się pęcznieć od wypełniającej ją opowieści. I przyspiesza tempa.mówi Bill po dłuższej chwili szczerego zastanowienia i odczytuje w ich oczach nie skrywany gniew i pogardę. w jaki domaga się ona wydostania się na zewnątrz. że jeśli nie będzie w stanie pisać dostatecznie szybko. zajmującego sporo miejsca wewnątrz jego czaszki. jeżeli nie będzie dostatecznie ostrożny. że w piwnicy jego domu mieszka potwór. I jest w stanie zmiażdżyć wszystko.że musisz się jeszcze wiele nauczyć. aby zawozić nią śliczne dziewczyny na przyjęcia czy bale szkolne. gdzie pod wpływem nagłej zmiany temperatury ręka zdaje się buchać dymem. . miast wychodzić spod jego pióra.. Pisanie tego opowiadania wprawia Billa w stan swego rodzaju świętej egzaltacji . Przyspiesza coraz bardziej.tak jakby to dzieło przepływało przez niego. co napotka na swojej drodze. jest w pewnym sensie przerażający. Oznacza interes.

już wielokrotnie wysyłał swoje opowiadania do różnych czasopism. aż łzy zaczynają płynąć mu z oczu i ściekać po policzkach.zdaje się wołać drugie. że otrzymał za swoje opowiadanie dwieście dolarów! Idzie do swego doradcy z kartą członkowską kursu Eh-141.krzyczy jedno. wydawcy „Białego Krawata”.Wchodzi do środka i ogarnięty białą gorączką kończy Mrok o czwartej nad ranem. że tak naprawdę pisał o swoim bracie George’u. . Ma już wrzucić go do środka. widnieją słowa: DNO! . Gdyby ktoś mu powiedział. Mimo to. byłby tym wielce zdziwiony. CHAŁA! . tę z opinią instruktora. Wysyła Mrok. na stronie tytułowej widnieje olbrzymia pała. i żałuje. Niech i tak będzie. kiedy nagle zdaje sobie sprawę z absurdalności swego zamierzenia. choć specjalnie na nic nie liczy . Przepisuje tytułową stronę. w której stwierdza. że przeczyta je tylko około siedemdziesięciu ludzi w całym kraju. Pod nią.wykrzykuje Bill i śmieje się.i z prawdziwą przyjemnością i dumą dowiaduje się. płacąc dwieście dolarów za prawo do publikacji.Ale od dna można się odbić! . patrzy na plakat Grateful Dead i zaczyna się śmiać. iż jest to najlepsze krótkie opowiadanie grozy od czasu Słoja Raya Bradbury’ego. i wysyła tekst do magazynu dla panów „White Tie” (choć zdaniem Billa powinien się on nazywać Nagie-Dziewczyny-Które-Wyglądają-Jak-Narkomanki). wypisane wielkimi drukowanymi literami. kupują horrory i rzeczywiście. Nie myślał o George’u od lat. Zastępca redaktora załącza krótką notkę. trzymając w dłoni piętnastostronicowy manuskrypt i otwiera drzwiczki. a potem zasypia przy stole. Jedno z nich autorstwa niejakiego Dennisa Etchisona okazuje się całkiem niezłe. ale były one zawsze odrzucane . jaką znajduje w swoim starym Writer’s Market. zgodnie z informacją. Bill podchodzi do pieca. Ważne jest. w dwóch kolejnych numerach natrafia na cztery opowiadania grozy wciśnięte pomiędzy zdjęcia nagich dziewcząt i reklamy pornosów oraz pigułek na potencję. Doradca . a przynajmniej tak mu się wydaje. Kiedy instruktor zwraca mu opowiadanie. Dno? Świetnie. ale Billa to nie wzrusza. Siada na bujaku. że redaktor działu opowiadań „White Tie” decyduje się je kupić.

. polityka to rzecz zmienna. że nie zdaje sobie sprawy. wiedząc.parafuje mu kartę. tylko wielka pała nakreślona w poprzek. W późniejszych latach na college’u odważa się napisać powieść. Widzicie. Ceremonia zaślubin odbywa się w Hollywood’s Church w Pines. że ich związek nie przetrwa dłużej niż siedem miesięcy. Denbrough? . Opowieści natomiast nigdy się nie zmieniają. Poniżej instruktor dopisał: Czy wydaje ci się. pierwszy przystanek jest zarazem ostatnim. która jest gwiazdą filmową i jest od niego starsza o pięć lat. „Viking Press” zakupuje książkę. Można się tylko zakładać .. co prawda z pewnym wahaniem. w wieku dwudziestu trzech lat odnosi wielki życiowy sukces. jakby działały na własną rękę. bo nie będę miał innego wyjścia. poślubia kobietę. ale podoba mu się logo firmy w kształcie charakterystycznego okrętu i decyduje się rozpocząć swoją wydawniczą odyseję właśnie od tego miejsca.czy cały ten . Z tej potyczki wychodzi nieźle pokiereszowany i wystraszony. Parafował ją instruktor kursu. jego palce wyjmują pióro z kieszeni bluzy na piersiach i wypisują w poprzek rysunku słowa: Jeżeli beletrystyka i polityka faktycznie staną się kiedyś wymienne.mówi Denbrough do pustego pokoju. Mężczyzna. że będzie to pierwszy spośród wielu przystanków dla jego książki. znany niegdyś jako Bill Jąkała. i oto Bill Denbrough wkracza w krainę baśni. traktującej o duchach.. Przerywa i wtedy. W trzy dni później otrzymuje pocztą swoją kartę. trzy lata później. że tak . Dziennikarze z plotkarskich rubryk prorokują.No cóż. Jak się okazuje.mówią . W rubryce na oceny nie widnieje zwyczajowa słaba trójka. dopisuje: Wydaje mi się. wydaje mi się. to się zabiję. Bill Denbrough przypina do niej spinaczem pochlebną notkę od zastępcy redaktora z „White Tie” i przyczepia pinezkami do tablicy ogłoszeń na drzwiach gabinetu instruktora seminarium. o trzy tysiące mil od północnych krańców Nowej Anglii. że musi się pan jeszcze wiele nauczyć. naturalnie tylko dlatego. ale żywy i z manuskryptem liczącym blisko pięćset stron.. że pieniądze mogą cokolwiek udowodnić. a potem raz jeszcze wybucha szaleńczym śmiechem. w co się pakuje. W rogu tablicy dostrzega antywojenny rysunek. I nagle. Wysyła maszynopis do „Viking Press”.

Suze? . zaczyna już łysieć i nabierać brzuszka. no to co z tego? Książka stoi tam. A kto wie. może nawet zaczniesz ćpać. Może nawet Goldmana.A jeżeli nawet wezmą do napisania scenariusza kogoś innego niż Goldmana. Zbyt dużo w to zainwestowali i znajdą kogoś dobrego do napisania tego scenariusza. Billy . Różnica wieku i cała reszta. To jedyny dobry pisarz. .O czym ty mówisz. . z miejsca załamała ręce i stwierdziła.Kogo? . a także w celu dokonania paru nieznacznych przeróbek w tekście. posągową figurę i jest olśniewająco piękna . i poszło mu to całkiem sprawnie. że przysługiwało mu prawo do sporządzania pierwotnej wersji scenariusza i naturalnie ze względów finansowych (a kiedy jego agentka dowiedziała się o jego zamierzeniach. Znalazł tam swoje miejsce stwierdziła. Jego agentką jest mała kobietka nazwiskiem Susan Browne. . Można tego dokonać. Zaproszono go do Universal City na spotkanie z producentem filmu. ale komu by się chciało spróbować. który trafił tam i który potrafi przygotować dobry scenariusz. że to czyste szaleństwo).. On jest wysoki. potomkinię jakiejś nadludzkiej rasy.Williama Goldmana.bardziej niż ziemską kobietę przypomina półboginię. a i tak czasami prawie nie można go zrozumieć. jasnymi iskierkami. zawsze mówi wolno. Tego samego zdania byli zarazem przyjaciele (jak i wrogowie) obojga nowożeńców. Ma dokładnie pięć stóp wzrostu. Będąc w towarzystwie. jak szansa na zwalczenie raka płuc. na półce..Został tam. . jakiegoś rzemiechę. Zamówiono u niego scenariusz jego drugiej powieści Black Rapids głównie dlatego. Fascynujące brązowe oczy Susan zabłysły złowieszczymi. Audra zaś ma wspaniałe kasztanowe włosy. . i to już chyba na dobre. .skandal zakończy się rozwodem czy też unieważnieniem małżeństwa.Szansa bycia dobrym na obu tych polach jest mniej więcej taka. Jest diablo energiczna i jeszcze bardziej emfatyczna. Wypalisz się pod wpływem alkoholu i seksu.Daj temu spokój. .powiada.Nie rób tego.

ogólnie rzecz . To jest dokładnie to. . rzeczowym tonem..Muszę tam jechać. . Jej piersi są małe jak brzoskwinie. leżą razem w łóżku.Czy ktoś tu puścił bąka? . . Prowadząc tę rozmowę. .Muszę wyjechać z Nowej Anglii. po prostu muszę. ale na pewno bardzo mu na niej zależy. Naprawdę. a potem zatracisz w sobie umiejętność napisania prostej kreski z punktu A do punktu B. Jako że nietaktem byłoby o tym wspominać.Chyba tak. . ale on wątpi. Bardzo. . Najpierw pozbawią cię szacunku do samego siebie. Nikim więcej. na miły Bóg? . Jesteś młody i silny. naturalnie jeżeli jeszcze coś z ciebie zostanie.Muszę opuścić Maine. Susan siada z prześcieradłem na podołku i zapala papierosa. co lubią. Tytuł jest okropny.Susan. odwracając się w jego stronę. .ale jest jej to winny. Na koniec załatwią cię testami. Filmowa wersja Black Rapids nosi tytuł Jama Czarnego Demona. Bill kocha Susan.odparowała.Posłuchaj mnie. .Boi się powiedzieć więcej . słodkie małe brzoskwinie. Ja muszę. To tylko lśnienie w jej oczach.No to jedź . nie robi tego. . Może i nie darzy jej w głębi serca prawdziwą miłością. Przyjadę i pozbieram cię z kawałków.Nie mogą zmienić nawet słowa. bo coś tu wyraźnie śmierdzi! . Billy! Bierz forsę i w nogi.Dlaczego. ale jesteś zwykłym dzieciakiem z wysokim czołem. Billy? . . Płacze. ale film.to jak wyrwanie z siebie ostrego przekleństwa .. który można by określić mianem prawdziwej miłości.Ale ja muszę. .Czy mówisz mi to serio czy jako pisarz. że on zdaje sobie z tego sprawę. a jedną z głównych ról gra Audra Phillips.Nie wiem.Serio.Jezu! . czy ona wie. .mówi wtedy ona oschłym. Piszesz jak dorosły. kiedy będziesz gotów i jeśli jeszcze będziesz miał choć trochę sił.Zadzwoń do mnie. Nie w sposób. ale nie tak jak oboje by tego chcieli.

wyjechałeś do Portland. filmu.Bill . kiedy miałeś siedemnaście lat. że ta zmiana musiała ci się wydawać bardzo dziwna. co oni wszyscy by powiedzieli. że pochodzisz z Maine . . że miałeś brata.stwierdził. co traci w Hollywood.Wiem. w sumie niezłe widoki na przyszłość. Przypuszczam. że wyłączyła telewizor. że dorastałeś w mieście o nazwie Derry.powiedziała ponownie Audra. bardziej obłąkany niż Szalony Kapelusznik. ale w jej głosie pojawił się cień brytyjskiego akcentu . że ucząc się. że wiesz. Zobaczył. I napisałeś swój pierwszy bestseller. . Nie była Angielką. abyś zrobiła dla mnie dwie rzeczy.stwierdziła. to znaczy cała załoga.Wiem. Jeszcze jeden pierdolony pisarzyna. będąc jeszcze w college’u. Albo co ci się wydaje.biorąc.. co o mnie wiesz. bo jego wyjazd mógłby spieprzyć całe przedsięwzięcie. . Zaproponowano mu również. . Wiem. a kiedy skończyłeś czternaście lat. Wiem. Powróciła na jego stronę pokoju i wtedy dostrzegł w jej twarzy wyraz świadomości ukrytych przestrzeni znajdujących się pomiędzy nimi. . Wiedział. jakieś dwa łata po śmierci brata przeprowadziłeś się do Bangor. całkiem niezły. ile będę mógł . dorabiałeś w fabryce tekstylnej. Spojrzał w okno i dostrzegł mgłę kłębiącą się za szybą. . że bardzo go kochałeś i że on umarł ciągnęła Audra. To był pierwszy oryginalny scenariusz Billa.Wiem. .Nalej sobie jeszcze jedną filiżankę herbaty i powiedz mi. że w rok później napisałeś Black Rapids i wyjechałeś do Hollywood. I jedyne. . że twój tata zmarł na raka płuc. Na szczęście odmówił. A na . aby wyreżyserował ten obraz. Spojrzała na niego ze zdumieniem i podeszła do szafki. wyrywając go z tych wspomnień.naleciałości dla roli w Pokoju na poddaszu. . Zyski za twoją pierwszą książkę musiały nieźle podreperować twój budżet.Wyjaśnię ci tyle..Wiem.Zasługujesz na to. Billy Denbrough pokazuje w końcu swoje prawdziwe oblicze. to swoje serce. który przyjechali tu nakręcić. Ale wpierw chciałbym.W porządku. Jeden Billy wiedział. nalewając sobie herbaty. jak czuł się w tej chwili obłąkany.

Czułam się tak. która wiedziała co nieco na temat tego.. jakbym zeszła z tego pasa na nieruchomą platformę. I może ci się wydawać..A.. Ma jakieś ćwierć mili długości. co teraz o tym myślę. Możesz po nim iść.odparł . Zbliżasz się do stanowiska bagażowego. Chwytasz? . i uśmiechnęła się. co chcesz. To dlatego na samym końcu znajdują się napisy: Zwolnij.jak ruchome schody. To śmieszne.. jakbym biegła po pasażu na L. Zbyt wiele ważnych wywiadów. a w rok potem kokainę i to było jeszcze lepsze. Tyle że ja nie upadłam.Niezupełnie. Prędzej czy później upadniesz na twarz. zapaliła papierosa. Nie odrywała wzroku od jego oczu. Dwa lata przed spotkaniem ciebie odkryłam prochy. Moje ciało. wino wieczorem. ale przypominałam jedną z postaci z powieści Jacąueline Susann.tydzień przed zdjęciami do filmu spotkałeś pewną zmieszaną kobietę nazwiskiem Audra Phillips. Bill? . ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku. Dziesięć mil przed moją głową. w którym odbierasz bagaże.To ruchomy chodnik .tej szalonej dekompresji . Ale wcale nie musisz stać na tym pasie. Bo ty mnie złapałeś. I ta kobieta tonęła.Och. . Wiesz. Albo biec.powiedziała . International.. . co musiałeś przejść . . Taka właśnie byłam. .Nie. . że tak naprawdę twoja prędkość jest zwielokrotniona przez prędkość przesuwu pasa. W tej sytuacji nie sposób zachować równowagę. Odstawiła filiżankę z herbatą i patrząc na niego. Zapominasz.To akurat wiem . .bo jeszcze pięć lat temu nazywała się ona Audrey Philpott. Prochy rano. że idziesz normalnym krokiem albo że biegniesz niespecjalnie szybko. poczułam się. nie. Kiedy cię spotkałam..Po prostu stajesz na nim i on dowozi cię do stanowiska.ale nie rozumiem. koka po południu. Witaminki Audry. czemu nie. a valium na dobranoc. . zbyt wiele dobrych ról.Audra. Sączyła swoją herbatę.

. chyba że znają jakieś sztuczki z kartami albo potrafią wyginać łyżeczki . nim w końcu znalazł koniuszek papierosa. która umieszczała artykuły na twój temat w „Variety” i „The Hollywood Reporter”. a potem na lewo. pociągnąwszy zaledwie dwa razy. Coś takiego jak niepokój czy uczucie histerii były ci kompletnie obce. Ale nie. wolno. kto nigdy nie biegł po ruchomym chodniku. Bill. Nie wypożyczałeś lśniącego rolls-royce’a. gdy cię potrzebowałam.Widział. że się uśmiechnie. Zaciągnęła się głęboko. że nie. To pewne. a następnie wypuściła ustami potężny kłąb dymu. żeby po doczepieniu doń własnych kapiących od próżności tablic przejeżdżać nim w sobotnie popołudnia wzdłuż Rodeo Drive. jak O. przyjęcia będą na ciebie czekać.Myślał.Pisarzy tam się nie zaprasza.. bo dobrze wiedział.Co o tobie wiem? Zawsze wyglądałeś mi na faceta opanowanego i twardego. ale nie zrobiła tego. Może uratowałeś mnie przed łyknięciem niewłaściwej pigułki po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu. że tak czy inaczej dotrze na miejsce. Maleńki płomyczek zapalniczki przesunął się wpierw na prawo. tak mi się przynajmniej głównej mierze było prostu cechą charakterystyczną. i zobaczyłam kogoś. Tak jakbyś wiedział. Kiedy spadłam z tego ruchomego pasa. .powiedział uśmiechając się. A może to wszystko jest tylko moim wymysłem i zanadto udramatyzowałam całą tę sytuację.To jak ogólnonarodowe prawo. jak drżały przy tym jej ręce. Przynajmniej wewnętrznie tak właśnie czuję. aby móc cię wysłuchać. . Spojrzałam na ciebie. gdy cię potrzebowałam. . Wydaje mi się. jakby nie bawiło cię picie czy chodzenie na kolejne spotkania i party. W łóżku . Zgasiła papierosa.Byłeś przy mnie. Sprawiałeś wrażenie. Miałeś w sobie konieczny spokój i opanowanie. że jeżeli kiedykolwiek zechcesz to zmienić. Musiałam zwolnić. że byłeś przy mnie. ale w Po części wynikało to to zapewne po z typowego twoją dla mieszkańców Maine zwyczaju cedzenia słów.Wiem.J. . Nie miałeś agentki prasowej. Mówiłeś wydaje. . A ja przy tobie. Nigdy nie brałeś udziału w programie Carsona. Simpson w starej reklamie Hertza. nie sądzę. .

jakby człowieka pogrzebanego żywcem.Twoje ramiona . Ale nigdy nie mogę cię zrozumieć. Audra skinęła głową.Czy ja coś mówię? . To było tak.. Poczuł zaniepokojenie. że mogłabym przeżyć z tobą resztę życia i byłabym z tego powodu naprawdę szczęśliwa. zważywszy na to. że mógłby przywyknąć do tego smaku. A więc teraz już wiesz. Próbował je usunąć i udało mu się. To wiele dla mnie znaczyło. ani tych złych.. Był prawie przerażony. kiedy cię pytają. Niepokój zaczął narastać. czuwający umysł. Wiem. Czasami myślę. . Wiem.spytał ostrożnie. że wybuchnie swoją obrzydliwą zawartością (snami) wizjami zrodzonymi w podświadomości. przesyłając ją do mentalnego obszaru wizji. Ale ja w to nie wierzę. jak smakuje strach . i gdyby to się stało raptownie w jednej chwili. naturalnie gdyby miał dostatecznie dużo czasu. . że pijesz za dużo piwa i za mało ćwiczysz. Miał w ustach niesmak . jakby czarna narośl w jego umyśle zaczęła nabrzmiewać. że przez cały czas piszesz na ten temat.powiedziała Audra.Czasami. jakby ślad rozpuszczonej aspiryny. Uśmiechnęła się. Jego ciało było pokryte gęsią . ani tych dobrych. ale nim to nastąpiło.pomyślał. aby na nie spojrzeć. Nie pamiętał żadnych snów. że czasami miewasz koszmary. to prawdopodobnie popadłby w obłęd. Te wielkie chłopaki zawsze się ze mnie nabijają. Doszedł do wniosku. że faktycznie chcą mnie zabić. Nagle zaczęły doń powracać wspomnienia. abyś się dowiedział.było nam dobrze. . Billy. Rzucił jej puste spojrzenie.Możesz to powiedzieć dziennikarzom.. . Bill spuścił wzrok. grożąc. Czuję. skąd bierzesz swoje pomysły. usłyszał głos. I parę razy zdarzyło się. Pora. Uratowałeś mi życie. dowodzonego przez jego racjonalny. Ale to nieprawda.. Bill. Żadnych. . że płakałeś.Nigdy nie miewam snów. Ale i poza tym byłeś również facetem na poziomie i teraz wydaje mi się to jeszcze ważniejsze niż kiedykolwiek. Chyba że twoje nocne pojękiwania i stękanie to skutek niestrawności. krzyczącego spod ziemi.czuł na języku i w gardle coś.

skórką.

Nie

drobną,

ale

potężną,

utworzoną

z

wielkich,

białych

pryszczatych nabrzmień. Oboje przyglądali się im jak jakimś interesującym muzealnym eksponatom. Gęsia skórka powoli zaczęła znikać. W ciszy, jaka potem nastąpiła, Audra powiedziała: - I wiem jeszcze jedno. Ktoś dzwonił do ciebie dziś rano ze Stanów i powiedział, że musisz mnie opuścić. Bill wstał, obrzucił szybkim spojrzeniem butelki z alkoholem, po czym poszedł do kuchni i wrócił ze szklaneczką soku pomarańczowego. Powiedział: - Wiesz, że miałem brata i że on umarł, ale nie wiesz, że został zamordowany. Audra wstrzymała oddech. - Zamordowany! Och, Bill, czemu mi nigdy... - Nie powiedziałem? - Roześmiał się i ponownie usłyszała ten warczący dźwięk. - Nie wiem. - Co się stało? - Mieszkaliśmy w Derry. Zdarzyła się wówczas powódź, ale największe zagrożenie już minęło, a George nudził się jak mops. Ja miałem wtedy grypę i leżałem w łóżku. Poprosił, żebym zrobił mu łódkę z gazety. Nauczyłem się tego rok wcześniej na obozie. Powiedział, że puści ją wzdłuż rynsztoka na Witcham Street i Jackson, bo te ulice wciąż jeszcze były zalane. No i zrobiłem mu ten okręcik, a on podziękował mi i wyszedł. Wtedy ostatni raz widziałem mojego brata żywego. Może żyłby, gdybym nie był chory. Przerwał i pogładził prawą ręką lewy policzek, jakby sprawdzał, czy pojawił się na nim zarost. Jego oczy, powiększone przez szkła okularów, sprawiały wrażenie zamyślonych... ale nie patrzył na nią. - To się stało na Witcham Street, nieopodal skrzyżowania z Jackson. Ktokolwiek go zabił, wyrwał mu całe lewe ramię z taką łatwością, jak drugoklasista oderwałby skrzydło musze. I wątpię, aby dla zabójcy mogło to stanowić jakąkolwiek różnicę. - Chryste, Bill! Zapewne zastanawiasz się, dlaczego nigdy ci tego nie powiedziałem. Prawda jest taka, że sam się nad tym głowię. Jesteśmy

małżeństwem od jedenastu lat, a ty aż do dziś nie wiedziałaś o tym, co się przydarzyło George’owi. Ja wiem sporo na temat twojej rodziny. Opowiedziałaś mi nawet o swoich ciotkach i wujkach. Wiem, że twój dziadek umarł w swoim garażu w Iowa City, biegając w kółko z włączoną piłą łańcuchową; był wtedy pijany. Wiem o tym, bo małżeńskie pary, niezależnie od tego, jak bardzo są pochłonięte swoimi zajęciami, po jakimś czasie dowiadują się o sobie nawzajem praktycznie wszystkiego. I nawet jeżeli są już naprawdę znudzone, przestają słuchać, ale tak czy inaczej, przyjmują podawane im informacje na zasadzie osmozy. A może uważasz, że się mylę? - Nie - odparła słabo. - Nie mylisz się, Bill. - A my zawsze potrafiliśmy ze sobą rozmawiać, nieprawdaż? Chodzi mi o to, że żadne z nas nie znudziło się drugim tak bardzo, aby musiało dochodzić do osmozy, racja? - No cóż - stwierdziła - przynajmniej do dziś też tak uważałam. - Daj spokój, Audro. Znasz każdy fakt z mojego życia, od dnia, kiedy skończyłem jedenaście lat. Każdy mój ruch, każdy pomysł, wiesz o każdej chorobie, każdym kumplu i wrogu, który zrobił mi coś złego bądź też chciał to uczynić. Wiesz, że sypiałem z Susan Browne. Wiesz, że czasami, kiedy wypiję zbyt wiele, robię się sentymentalny i puszczam płyty na pełny regulator. - Zwłaszcza Grateful Dead - powiedziała i Bill wybuchnął śmiechem. Tym razem ona też się uśmiechnęła. - Wiesz o mnie wszystko, znasz najważniejsze rzeczy, moje nadzieje i marzenia. - Tak. Tak sądzę. Ale to... - przerwała, pokręciła głową i zamyśliła się przez chwilę. - Co ten telefon miał wspólnego z twoim bratem, Bill? - Wyłożę ci to po swojemu. Jeżeli mam ci to wyjaśnić, musisz pozwolić mi zrobić to na swój sposób. Nie próbuj mnie ponaglać ani zmuszać, abym z miejsca przeszedł do sedna sprawy, bo nie zrozumiesz, o co mi chodzi. To poważna... i tak paskudna sprawa... że aż przechodzą mnie ciarki... prawdę mówiąc, sam nie wiem, od czego powinienem zacząć... Widzisz... nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby opowiedzieć ci o

George’u. Spojrzała na niego, zasępiła się i pokręciła nieznacznie głową. - Nie rozumiem. - Chcę przez to powiedzieć, że od dwudziestu lat, a może i dłużej, w ogóle nie myślałem o George’u. - Ale przecież powiedziałeś mi, że miałeś brata imieniem... - Powtórzyłem fakt - stwierdził powtórnie. - To wszystko. Jego imię było zwyczajnym słowem. Słowo „George” nie rzucało najmniejszego cienia na moje myśli. - Ale może rzucało cień na twoje sny - stwierdziła Audra. Jej głos był bardzo cichy. - Te jęki? Płacz? Skinęła głową. - Może i masz rację - powiedział. - Prawdę mówiąc, na pewno masz rację. - Ale sny, których nie pamiętasz, raczej się nie liczą, prawda? Naprawdę chcesz mi powiedzieć, że przez cały ten czas ani razu o nim nie myślałeś? - Tak. Ani razu. Pokręciła głową z niedowierzaniem. - Nawet o potwornym sposobie, w jaki go zamordowano? - Nie - aż do dziś, Audro. Spojrzała na niego i po raz kolejny pokręciła głową. - Jeszcze zanim się pobraliśmy, spytałaś mnie kiedyś, czy mam rodzeństwo, a ja odparłem, że miałem brata, który umarł, kiedy byłem dzieckiem. Wiedziałaś, że moi rodzice nie żyją, a twoja rodzina była tak liczna, że zaprzątała całą twoją uwagę. Ale to nie wszystko. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Nie tylko zapomniałem o George’u. Przez całe dwadzieścia lat, albo dłużej, ani razu nawet nie pomyślałem o Derry! Ani o dzieciakach, z którymi się kumplowałem - Eddiem Kaspbraku, Richiem Niewyparzonej Gębie, Stanie Urisie, Bev Marsh... - Przebiegł dłońmi po włosach i wybuchnął drżącym śmiechem. - To tak, jakbyś cierpiał na amnezję, która sprawia, że zapominasz w ogóle o swojej chorobie. A kiedy zadzwonił Mike

Hanlon... - Kim jest Mike Hanlon? - To jeszcze jeden dzieciak, z którym się przyjaźniliśmy - po śmierci George’a. Oczywiście nie jest już dzieckiem. Nikt z nas nie jest. To Mike do mnie zadzwonił. Powiedział: „Halo, czy to rezydencja pana Denbrougha?”, a ja odparłem: „Tak”. Wtedy on spytał: „Bill, czy to ty?” Ja mu na to: „Tak”. On: „Mówi Mike Hanlon”. Te słowa nic dla mnie nie znaczyły, Audro. Równie dobrze mógł być sprzedawcą książek czy płyt. Potem powiedział: „Dzwonię z Derry”. I kiedy to powiedział, miałem wrażenie jakby gdzieś wewnątrz mnie otwarły się tajemne drzwi i zaczęło przez nie prześwitywać upiorne, straszne światło i wtedy przypomniałem sobie, kim on był. I przypomniałem sobie George’a. I całą resztę. Wszystko to stało się... - Bill strzelił palcami. - Ot tak. Znienacka, w jednej chwili. I wiedziałem już, że poprosi mnie, abym przyjechał. - Do Derry. - Właśnie. - Zdjął okulary, przetarł oczy i spojrzał na nią. Nigdy dotąd nie widziała równie przerażonego człowieka. - Z powrotem do Derry, bo przyrzekliśmy - powiedział. - Złożyliśmy przysięgę i dotrzymamy jej. My, dzieciaki. Wszyscy. Cała nasza grupka. Staliśmy kołem w strumieniu, który przepływa przez Barrens, i trzymaliśmy się za ręce, a potem kawałkiem szkła nacięliśmy sobie dłonie od wewnątrz, jak gromadka dzieciaków bawiąca się w braterstwo krwi. Tyle tylko, że my to zrobiliśmy na serio. Uniósł odwrócone dłonie i pośrodku każdej z nich zobaczyła białe kreski, które mogły być bliznami. Trzymała jego dłoń - obie jego ręce - tyle razy, ale nigdy dotąd nie zauważyła na nich żadnych blizn. Były słabo widoczne, to fakt, ale mogłaby przysiąc, że... I to przyjęcie! Przyjęcie! Nie to, na którym się spotkali, choć to drugie mogło stanowić epilog do pierwszego, bo wyprawiono je z okazji zakończenia zdjęć do Jamy Czarnego Demona. Ubaw był przedni i cała okolica słyszała, że bawiono się znakomicie. Może nie było to tak ponure przyjęcie, do jakich przywykła w Los Angeles, ponieważ - z czego wszyscy zdawali sobie sprawę - zdjęcia poszły nadzwyczaj udanie. Audry Phillips miała

jeszcze jeden powód do zadowolenia, wtedy zakochała się w Billu Denbroughu. Jak się nazywała ta dziewczyna, która mieniła się chiromantką? Nie mogła sobie teraz przypomnieć, ale wiedziała, że ta dziewczyna była jedną z dwóch asystentek charakteryzatora. Przypomniała sobie, jak w którymś momencie zdjęła bluzkę (ukazując bardzo przezroczysty stanik, jaki miała pod spodem) i zaczęła wymachiwać nią nad głową jak cygańską chustką. Naćpana i naprana winem, przez resztę wieczoru odczytywała gościom przyszłość z ich dłoni... to znaczy przynajmniej do chwili, kiedy film jej się urwał. Audra nie mogła sobie przypomnieć, czy przepowiednie, jakie tamta podawała, były dobre czy złe, mądre czy głupie - ona sama tego wieczoru miała nieźle w czubie. Pamiętała tylko, że w pewnej chwili dziewczyna wzięła do ręki dłoń Billa i unosząc swoją, stwierdziła, że doskonale do siebie pasują. Byli życiowymi bliźniakami - oznajmiła. Przypomniała sobie, jak z więcej niż tylko odrobiną zazdrości przypatrywała się dziewczynie, która wodziła swym jasno polakierowanym paznokciem wzdłuż linii na dłoni Billa - jakże to było głupie, tu w Los Angeles, w świecie filmu, gdzie wkładanie dziewczynom rąk miedzy nogi było nieomal tak rutynową czynnością jak w Nowym Jorku klepanie ich po tyłkach! Jednakże w tym geście było coś intymnego i poufałego. Wtedy na dłoniach Billa nie było drobnych białych blizn. Obserwowała całą tę sytuację czujnym wzrokiem zazdrosnej kochanki i zdawała sobie sprawę, że jej wspomnienie na ten temat było wyjątkowo precyzyjne. Ona po prostu wiedziała. Nie miała najmniejszych wątpliwości. I podzieliła się tym faktem z Billem. Skinął głową. - Masz rację. Wtedy ich tam nie było. I choć nie mogę przysiąc, nie sądzę, abym miał je na rękach jeszcze zeszłego wieczoru w Plow & Barrow. Ralph i ja ponownie siłowaliśmy się na rękę, o piwo, i myślę, że bym to zauważył. - Uśmiechnął się do niej. Jego uśmiech był oschły, pozbawiony radości i przesiąknięty niepokojem. - Myślę, że one powróciły, kiedy zadzwonił Mike Hanlon. Tak mi się przynajmniej wydaje. - Bill, to niemożliwe. - Sięgnęła po papierosy. Bill patrzył na swoje dłonie.

- Stan to zrobił-powiedział. - Naciął nam dłonie kawałkiem butelki po coli. Przypominani to sobie dokładnie. - Uniósł wzrok i spojrzał na Audrę, a jego oczy za szkłami okularów przepełniał ból i zakłopotanie. - Pamiętam, jak ten kawałek szkła błyszczał w promieniach słońca. To była jedna z tych nowych butelek. Przedtem butelki od coli były zielone, wiesz? - Pokręciła głową, ale w ogóle tego nie zauważył. Nadal przyglądał się swoim dłoniom. - Pamiętam, że Stan naciął swoje dłonie na końcu, udając najpierw, że chce rozpłatać sobie przeguby rąk. Czułem, że się zgrywa, ale mało brakowało, a rzuciłbym się na niego... aby go powstrzymać. Bo Przez sekundę czy dwie sprawiał wrażenie, jakby naprawdę zamierzał to zrobić. - Bill, nie - powiedziała cicho. Tym razem chcąc utrzymać zapalniczkę nieruchomo w prawej ręce, musiała lewą złapać się za nadgarstek, jak policjant mierzący z rewolweru na strzelnicy. - Blizny nie mogą powracać. Albo są, albo ich nie ma. - A widziałaś je wcześniej? Chcesz mi wmówić, że tak? - Są bardzo słabo widoczne - powiedziała Audra nieco ostrzej, niż zamierzała. - Wszyscy krwawiliśmy - rzucił cicho. - Staliśmy w wodzie nieopodal miejsca, gdzie Eddie Kaspbrak, Ben Hanscom i ja zbudowaliśmy tamę... - Chyba nie masz na myśli tego architekta, co? - A znasz kogoś, kto by się tak nazywał? - Boże, Bill, on buduje nowy gmach dla BBC! Wciąż jeszcze trwają spory, czy ten budynek to cud architektury czy ucieleśnienie najgorszych koszmarów specjalistów z tej dziedziny. - Cóż, nie wiem, czy to ten sam facet czy nie. Być może tak, choć to mi się wydaje mało prawdopodobne. Ben, którego znałem, był specem od budowania różnych rzeczy. Staliśmy tam wszyscy, ja trzymałem w prawej ręce lewą dłoń Beverly Marsh, a w lewej prawą rękę Richiego Toziera. Staliśmy w wodzie jak baptyści z Południa, po kolejnym spotkaniu, na którym przyjmowani byli nowi członkowie - i pamiętam, że widziałem na horyzoncie zarys stacji pomp. Lśniła czystą bielą, która mogła się kojarzyć z barwą szat aniołów, a my złożyliśmy przyrzeczenie. - Przysięgaliśmy, że jeżeli okaże się, że To się nie skończyło, że jeżeli jeszcze kiedykolwiek

zacznie się od nowa... powrócimy. I zrobimy to powtórnie. I zatrzymamy To. Na zawsze. - Co mieliście zatrzymać?! - krzyknęła z wściekłością w głosie. - Co chcieliście powstrzymać? O czym ty mówisz, do cholery?! - Wolałbym, żebyś nie p-p-pytała - zaczął Bill i nagle umilkł. Zobaczyła, że na jego obliczu zaczął się rozlewać grymas przerażenia. Daj mi papierosa. - Podała mu paczkę. Zapalił papierosa. Nigdy nie widziała, aby palił. - Kiedyś się jąkałem. Dawno temu. - Jąkałeś się? - Tak. Przed laty. Powiedziałaś, że byłem jedynym człowiekiem w Los Angeles, którego znałaś i który odważył się mówić powoli i z rozmysłem. Prawda jest taka, że ja się nie odważyłem mówić szybko. To nie było mówienie z rozmysłem czy zastanowieniem. To nie była mądrość. Wszyscy ludzie, którzy mieli kiedyś kłopoty z wymową i udało się im je pokonać, zawsze mówią bardzo wolno. To jedna ze sztuczek, jakich się uczysz - na przykład tego, żebyś zawsze, zanim się przedstawisz, pomyślał o swoim drugim imieniu, bo ludzie, którzy się jąkają, mają problemy głównie z rzeczownikami, a najwięcej trudności sprawia im wypowiedzenie własnego imienia. - Jąkałeś się. - Uśmiechnęła się nieznacznie, jakby powiedział jakiś żart, a ona nie była w stanie wyłapać zawartej w nim zabawnej puenty. - Do śmierci George’a jąkałem się raczej umiarkowanie - powiedział Bill i w tej samej chwili zaczął w myślach słyszeć podwójnie wypowiadane przez siebie słowa. Tak jakby mówił je dwukrotnie, w pewnych odstępach czasu. Wypowiadał je gładko i płynnie, ale w myślach podwójne słowa „George” i „umiarkowanie” nałożyły się na siebie tworząc: „G-g-george” i „u-u-umiarkowanie”. - To znaczy, miewałem i gorsze chwile, zwłaszcza w szkole, kiedy wywoływano mnie do odpowiedzi, a szczególnie kiedy znałem odpowiedź i bardzo chciałem jej udzielić, ale zazwyczaj jakoś sobie radziłem. Po śmierci George’a mój stan się pogorszył. Potem, kiedy miałem

czternaście, piętnaście lat, ponownie zaczęło mi się poprawiać. Zacząłem uczęszczać do liceum w Portland, gdzie była naprawdę świetna specjalistka od wymowy, pani Thomas. Nauczyła mnie paru niezłych sztuczek. Jak na przykład tego, abym pomyślał najpierw o swoim drugim imieniu, zanim powiem na głos: Cześć, jestem Bill Denbrough. Nauczyłem się za jej radą podstaw francuskiego, żebym, gdy się bardzo zatnę, przechodził na francuski. I tak, zamiast stać jak ostatni kretyn, powtarzając jak zacinająca się płyta t-t-t-to j-j-jest k-k-k-k-k... przechodziłeś na francuski, mówiąc płynnie i gładko ce livre. To skutkowało za każdym razem. A kiedy już powiedziałeś to po francusku, mogłeś bez trudu wydusić z siebie „to książka” po angielsku. Jeśli zaciąłeś się na wyrazach zaczynających się od „s”, takich jak „statek”, „sardynka” czy „slalom”, wypowiadałeś je, sepleniąc jako „sztatek”, „szardynka” i „szlalom”. To wszystko było bardzo pomocne, ale mój stan poprawił się głównie dlatego, że zacząłem zapominać o Derry i o wszystkim, co się tam wydarzyło. Bo to właśnie wtedy zacząłem zapominać. Nie zapomniałem wszystkiego od razu, tylko stopniowo, niejako etapami, choć muszę przyznać, że ten proces zachodził wyjątkowo szybko. Trwał chyba nie dłużej niż cztery miesiące. Jednocześnie znikło moje jąkanie i wszystkie wspomnienia. Jakby ktoś starł tablicę i równania, które były na niej zapisane. Wypił resztę soku. - Kiedy parę sekund temu zaciąłem się przy słowie „pytała”, stało się to po raz pierwszy od dobrych dwudziestu lat. Spojrzał na nią. - Najpierw blizny, potem j-j-jąkanie. S-s-słyszysz to? - Robisz to specjalnie! - powiedziała przerażona nie na żarty. - Nie. Chyba nie mógłbym nikogo tym przekonać, ale to prawda. Jąkanie się to zabawna przypadłość, Audro. I trochę straszna. W pierwszym momencie nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Ale... jest przy tym coś, co słyszysz w głębinach własnego umysłu. To tak, jakby część twojej głowy pracowała nieco szybciej niż cała reszta. Albo urządzenie działające na zasadzie echa, które w latach pięćdziesiątych dzieciaki montowały w swoich gablotach, dzięki którym dźwięk z t-tylnego g-głośnika dobiegał u-

ułamek s-sekundy później niż dźwięk z g-głośnika z przodu. Wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju. Sprawiał wrażenie zmęczonego i z pewnym niepokojem pomyślała o tym, jak ciężko harował przez ostatnie trzynaście lat, jakby poprzez wściekłą, niemal nieprzerwaną pracę był w stanie usprawiedliwić przeciętność swego talentu. Nagle przyszła jej do głowy pewna niepokojąca myśl i natychmiast próbowała ją odegnać, ale nie udało jej się. Przypuśćmy, że to Ralph Foster zadzwonił do Billa, zapraszając go do Plow & Barrow na godzinkę zapasów „na rękę” czy partyjkę kości albo może Freddie Firestone, producent Pokoju na poddaszu, który chciał przedyskutować z nim ten czy inny problem? A może to była „zwykła pomyłka”, jak tego typu telefony określała żona pewnego brytyjskiego lekarza, mieszkająca w sąsiedztwie? Do czego prowadziły takie rozważania? Z pewnością do tego, że cała ta sprawa z Derry i Mike’em Hanlonem była wyłącznie koszmarnym urojeniem. Urojeniem spowodowanym przez początkowe stadium załamania nerwowego. „Ale te blizny, Audro - jak wytłumaczysz te blizny?” On ma rację. Nie było ich tam... A teraz są. To prawda i dobrze o tym wiesz. - Opowiedz mi resztę - poprosiła. - Kto zabił twojego brata, George’a? Co zrobiliście, ty i twoi przyjaciele? Na czym polegała obietnica, którą złożyliście? Podszedł i ukląkł przed nią jak staromodny konkurent proszący o rękę. Ujął jej dłoń w swoje. - Wydaje mi się, że mógłbym ci powiedzieć - rzekł cichym, łagodnym tonem. - Myślę, że mógłbym to zrobić, gdybym naprawdę zechciał. Fakt, że większości z tego, co się wówczas wydarzyło, me pamiętam, ale wiem, że gdybym tylko zaczął mówić, wspomnienia na pewno by powróciły. Czuję, jak drzemią gdzieś tam, wewnątrz mnie... czekając, aby móc się narodzić. Są jak chmury napęczniałe od deszczu. Tyle tylko, że ten deszcz byłby wyjątkowo plugawy. Rośliny, które urosłyby po takim deszczu, byłyby potworami - mutantami. Może wraz z innymi będę mógł stawić temu czoło... - Czy oni wiedzą? - Mike powiedział, że wezwał ich wszystkich. Wydaje mu się, że

przyjadą wszyscy. No, może z wyjątkiem Stana. Powiedział, że Stan miał bardzo dziwny głos. - Dla mnie to wszystko brzmi dziwnie. Coraz bardziej mnie przerażasz, Bill. - Przepraszam - powiedział i pocałował ją. To było jak pocałunek kogoś obcego. Poczuła, że narasta w niej nienawiść do człowieka nazwiskiem Mike Hanlon. - Myślałem, że powinienem ci o tym opowiedzieć przynajmniej tyle, ile obecnie jestem w stanie. Myślałem, że to będzie lepsze niż wyjazd bez słowa wyjaśnienia. Przypuszczam, że niektórzy z nich postąpili właśnie w ten sposób. Widzisz, ja po prostu muszę wyjechać. I myślę, że Stan też się tam zjawi, niezależnie od tego, jak dziwny mógł się wydawać jego głos. Może to dlatego, iż nie wyobrażam sobie, żebym tam nie pojechał. - Z powodu twojego brata? Bill pokręcił głową. - Mógłbym powiedzieć, że tak, ale to byłoby kłamstwem. Kochałem go. Wiem, że to może się wydawać dziwne po tym, jak Powiedziałem ci, że przez dwadzieścia lat ani razu nawet o nim nie Pomyślałem, ale tak, kochałem go z całego serca. Naprawdę. - Uśmiechnął się pod nosem. - Był czasami wkurzający, ale kochałem go. Wiesz, jak to jest? Audra, która miała młodszą siostrę, pokiwała głową. - Wiem. - Ale to nie chodzi o George’a. Nie mogę ci wyjaśnić, na czym to polega. Ja... Wyjrzał przez okno w poranną mgłę. - Doznaję czegoś jak ptak, który wyczuwa nadchodzącą jesień i wie... instynktownie, że musi lecieć w rodzinne strony. To instynkt, kochanie... i wydaje mi się, że tworzy on żelazny szkielet większości naszych posunięć, dokonywanych zgodnie z tak zwaną wolną wolą. Czasami nie można powiedzieć „nie” niektórym rzeczom, chyba że ma się już dość życia i chce się ze sobą skończyć przy najbliższej nadarzającej się okazji. Nie możesz wybierać, bo w tej sytuacji zwyczajnie nie masz wyboru. Nie możesz temu zaradzić. To się po prostu dzieje, czy tego chcesz czy nie. Muszę jechać. Ta obietnica... pogrąża się w moim umyśle jak ostrze haczyka n-n-na ryby. Wstała i powoli podeszła do niego. Sprawiała wrażenie bardzo słabej

i kruchej, jakby mocniejszy czy bardziej zdecydowany ruch mógł ją rozbić na kawałki. Położyła mu rękę na ramieniu i odwróciła go do siebie. - No to zabierz mnie ze sobą. Wyraz przerażenia, jaki wykwitł w tej samej chwili na jego twarzy - i nie był to strach przed nią, lecz o nią-był tak ewidentny, że po raz pierwszy naprawdę się przestraszyła i cofnęła gwałtownie o krok. - Nie - powiedział. - Nie myśl o tym, Audro. Nawet o tym nie myśl. Nie wolno ci się zbliżyć do Derry na mniej niż trzy tysiące mil. Mam wrażenie, że w Derry przez najbliższe kilka tygodni będzie naprawdę nieprzyjemnie. Musisz zostać tutaj i przeprosić w moim imieniu wszystkich zainteresowanych, którzy mogliby chcieć się ze mną zobaczyć. A teraz przyrzeknij mi, że to zrobisz! - Mam ci przyrzec? - spytała, świdrując go wzrokiem. - Mam ci przyrzec, Bill? - Audro... - Naprawdę? Ty złożyłeś obietnicę i zobacz, w co przez to wdepnąłeś. I ja razem z tobą, jako że jestem twoją żoną i kocham cię. Jego potężne dłonie aż do bólu zacisnęły się na jej ramionach. - Obiecaj mi. Obiecaj! O-o-o-o... Nie mogła tego znieść. To słowo miotało się w jego ustach jak schwytana na haczyk, walcząca zaciekle ryba. - Przyrzekam; w porządku? Przyrzekam! - Wybuchnęła płaczem. Jesteś teraz zadowolony? Jezu! Tobie chyba odbiło, ta cała sprawa to czyste szaleństwo, ale skoro tak ci na tym zależy, to przyrzekam, przyrzekam, przyrzekam! Objął ją ramieniem i podprowadził do tapczanu. Przyniósł jej brandy. Popijała koniak i powoli zaczynała się uspokajać. - No to kiedy wyjeżdżasz? - Odlatuję jeszcze dziś. Concorde’em. Uda mi się, jeżeli zamiast wsiadać do pociągu, pojadę na Heathrow. Freddie chciał, żebym wpadł do niego po lunchu. Zajrzyj do niego o dziewiątej, tylko nic mu nie mów - o niczym nie wiesz, jasne? Skinęła głową z wahaniem.

- Zanim ktokolwiek się pokapuje, będę już w Nowym Jorku. I jeżeli wszystko p-p-pójdzie d-d-dobrze, przed zachodem słońca dotrę do Derry. - Kiedy znowu się zobaczymy? - zapytała cicho. Objął ją ramieniem i mocno uścisnął, ale nie odpowiedział na zadane przez nią pytanie.

DERRY:
PIERWSZE INTERLUDIUM Jak wiele ludzkich oczu... zdołało dostrzec ich sekretną budowę na przestrzeni minionych lat?
Clive Barker Księgi krwi

Poniższy fragment i wszystkie pozostałe interludia pochodzą z pracy „Derry: Nie autoryzowana historia miasta” Mike’a Hanlona. Jest to nie opublikowany zestaw notatek i załączonych fragmentów manuskryptu (który czyta się nieomal jak dziennik) znalezionego w piwnicy biblioteki publicznej Derry; tytuł zaczerpnięto z napisu na teczce, w której były przechowywane rzeczone zapiski aż do momentu pojawienia się ich w obecnej formie. Autor wszakże określa kilkakrotnie niniejszą pracę innym tytułem, pojawiającym się na kartach jego notatek: „Derry: Rzut oka na piekło przez drzwi od zaplecza „. Ktoś mógłby pomyśleć, że Mr Hanlon zastanawiał się na serio nad spopularyzowaniem niniejszej pracy i jej publikacją 2 stycznia 1985 Czy całe miasto może być nawiedzone? Nawiedzone, tak jak to bywa w przypadku niektórych domów? Nie pojedynczy budynek w tym mieście, jakiś konkretny róg ulicy czy plac do gry w koszykówkę w parku, z nagą obrączką kosza wyglądającą w promieniach zachodzącego słońca niczym ponure i krwawe narzędzie tortur - nie jeden obszar, ale wszystko. Całość. Miasto. Czy to możliwe? Proszę posłuchać. Nawiedzony: często odwiedzany przez duchy i istoty z zaświatów.

Funk and Wagnalls Nawiedzenie: częste i dręczące powracanie do czegoś w myślach, trudne do zapomnienia. Ditto Funk and Friend Nawiedzać: pojawiać się lub często powracać, zwłaszcza jako duch. Ale - posłuchajcie - miejsca często odwiedzane: kurort, jaskinia, miejsca, gdzie znajdowano wisielców... Kursywy są naturalnie moje. I jeszcze jedna, ostatnia definicja nawiedzania, która przeraża mnie najbardziej - miejsce żerowania zwierzyny. Zwierząt takich jak te, które pobiły Adriana Mellona, a potem zrzuciły go z mostu? Takich jak To, które czekało wówczas pod mostem? Miejsce żerowania zwierzyny. Co żeruje w Derry? Co żeruje na Derry? Wiecie, czasu to całkiem Adriana interesujące, i może prawdę nadal żyć mówiąc, i nie przypuszczałem, że człowiek może być równie przerażony, jak ja byłem od wypadku Mellona, normalnie funkcjonować. To zupełnie tak, jakbyś wpadł w wir opowieści, a wszyscy wiedzą, że nie powinieneś odczuwać strachu aż do finału, kiedy to istota nawiedzająca mrok wyjdzie w końcu ze swej kryjówki, aby zacząć żerować... ma się rozumieć na tobie. Na tobie. Ale jeśli jest to opowieść, to na pewno nie z gatunku, który uprawiali tacy klasycy jak Lovercraft, Bradbury czy Poe. Nie wiem może wszystkiego, ale na pewno sporo. Nie znalazłem się w tym wszystkim od chwili, kiedy owego wrześniowego dnia otworzyłem egzemplarz „Derry News”, przeczytałem o wstępnych przesłuchaniach Chrisa Unwina i zdałem sobie sprawę, że być może klown, który zabił George’a Denbrougha, powrócił. To zaczęło się dla mnie około roku 1980 - myślę, że to właśnie wtedy śpiąca część mojego umysłu przebudziła się... ze świadomością, iż ponownie zbliża się czas Tego. Jaka część? Ta, która zajmuje się czuwaniem i obserwacją. Tak mi się przynajmniej wydaje. A może to był głos Żółwia. Tak... chyba raczej to było to. Wiem, że Bill Denbrough byłby za tym rozwiązaniem. Odkrywałem nowinki ze świata grozy w starych książkach. Czytałem

o potwornościach sprzed lat na łamach starych gazet - i za każdym razem, każdego dnia coraz głośniej, w głębinach mojego umysłu słyszałem szumjak szum morskiej muszli, czegoś z wolna nabierającego mocy. Wydawało mi się, że czuję w nozdrzach woń ozonu, jak to zwykle ma miejsce przed burzą. Zacząłem robić notatki do książki, której z całą pewnością nigdy nie napiszę. Jednocześnie zaś żyłem nadal swoim życiem. Z jednej strony trwam i muszę trwać w nie kończącym się, najgorszym z możliwych koszmarów, z drugiej zaś prowadzić stateczne i niezbyt atrakcyjne na życie małomiasteczkowego projektor bibliotekarza. o czym Ustawiam niekiedy książki półkach. beztroscy

Wystawiam karty biblioteczne dla nowych jej członków. Wyłączam mikrofilmów, zapominają użytkownicy. Dowcipkuję z Carole Danner, mówiąc, jak bardzo chciałbym pójść z nią do łóżka, a ona równie żartobliwie odpowiada, że też nie może się tego doczekać - i oboje wiemy, że ona tylko żartuje, a ja nie, podobnie jak oboje zdajemy sobie sprawę, że Carole nie zagrzeje tu długo miejsca, podczas gdy ja pozostanę w Derry aż do końca życia, podklejając rozdarte strony w „Business Week”, siadając podczas miesięcznych spotkań nabywczych z fajką w jednej ręce i plikiem „Library Journals” w drugiej... i budząc się w środku nocy z pięściami przytkniętymi do otwartych szeroko ust, w głębi których rodził się krzyk. Gotyckie konwencje są błędne. Moje włosy nie posiwiały. Nie lunatykuję. Nie zacząłem rzucać tajemniczych uwag ani nosić w kieszeni kurtki planszety - wskaźnika do tablicy ouija. Myślę, że śmieję się nieco więcej i częściej, i to wszystko - tyle tylko, że ten śmiech musi chyba brzmieć jakoś dziwnie i ochryple, bo zauważyłem, że kiedy zaczynam się śmiać, ludzie obrzucają mnie podejrzliwymi spojrzeniami. Część mnie - ta, którą Bill określiłby mianem głosu Żółwia mówi, że powinienem do nich zadzwonić, i to jeszcze dzisiejszej nocy. Ale czy jestem o tym do końca przekonany? Czy naprawdę chcę to zrobić? Czy mam pewność? Czy chcę mieć tę pewność? Nie. Oczywiście, że nie. Ale, Boże, to, co się stało z Adrianem Mellonem, tak bardzo przypomina to, co się przydarzyło George’owi, bratu Billa Jąkały, jesienią 1957 roku. Jeśli To się znowu zaczęło, wezwę ich. Będę musiał. Ale jeszcze nie

teraz. Jeszcze jest za wcześnie. Ostatnim razem To zaczynało się powoli i kulminacja nastąpiła dopiero latem pięćdziesiątego ósmego. Dlatego... zaczekam. I będę wypełniał czekanie robieniem zapisków w tym notatniku i długotrwałym wpatrywaniem się w lustro, by dostrzec oblicze obcego, którym stał się mały chłopiec. Twarz chłopca była twarzą miłośnika książek - pełna nieśmiałość i bojaźń. Twarz mężczyzny przypomina oblicze pracownika banku w jednym z westernów, faceta, który nigdy nic nie mówi i gdy pojawiają się rabusie, od razu podnosi ręce i odgrywa przerażonego. A jeśli akurat scenarzysta zażyczy sobie, aby ktoś został zastrzelony przez bandytów, zwykle to on staje się ofiarą. Ten sam stary Mike. Może jego oczy są trochę zagapione i zmęczone brakiem snu, ale nie do tego stopnia, żebyście mogli to dostrzec od razu. Z bliska tak, z dystansu pocałunku owszem, ale on już dawno nie był z nikim tak blisko. Gdybyś przyjrzał mi się uważnie, mógłbyś pomyśleć: - Czytał za dużo książek - ale nic poza tym. Wątpię, abyś domyślił się, jak zaciekle ten facet o łagodnym obliczu pracownika bankowego toczy obecnie walkę o zachowanie zdrowych zmysłów... Gdybym musiał zadzwonić, kilkoro z nich mogłoby zginąć. To jedna z rzeczy, którym muszę stawić czoło w bezsenne noce, kiedy leżę w łóżku, ubrany w swoją konserwatywną, niebieską piżamę, ze starannie złożonymi okularami, leżącymi nieopodal na blacie nocnego stolika, obok szklanki z wodą, którą zawsze stawiam na wypadek, gdybym obudził się w nocy i zachciało mi się pić. Leżę po ciemku, popijam wodę i zastanawiam się, ile tamci pamiętają - dużo czy mało. Wydaje mi się, że nie pamiętają nic, bo tylko ja jeden słyszę głos Żółwia, tylko ja jeden pamiętam, bo tylko ja pozostałem w Derry. A ponieważ tamci rozjechali się we wszystkie strony, nie mogą wiedzieć, że ich życie przebiega według takiego samego schematu. Sprowadzenie ich z powrotem... ukazanie im tego schematu - tak, to mogłoby zabić kilkoro z nich. A może nawet wszystkich. Myślę o tym bez przerwy. O tym i o nich, próbując przypomnieć ich sobie takimi, jakimi byli i jakimi mogą być teraz, zastanawiając się, kto z nich może być najsłabszy i

najbardziej bezbronny. Richie Tozier „Niewyparzona Gęba”, myślę czasami - to na niego zawzięli się najbardziej Criss, Huggins i Bowers, mimo że to Ben był najgrubszy. Richie najbardziej bał się Bowersa - my wszyscy baliśmy się go najbardziej, ale dwaj pozostali również potrafili go wystraszyć. Czy gdybym do niego zadzwonił, przyjąłby to jako swego rodzaju Powrót Wielkich Mięśniaków (dwóch z grobu, a trzeciego ze szpitala dla wariatów w Juniper Hill, gdzie przebywa do dziś dnia)? Czasami mam wrażenie, że to Eddie był najsłabszy. Eddie ze swym dominującym wpływem matki i potwornymi atakami astmy. Beverly? Zawsze udawała twardą, ale bała się tak samo, jak i my wszyscy. Bill Jąkała, stojący twarzą w twarz z koszmarem, który nie miał zniknąć nawet po tym, jak nakładał pokrywę na maszynę do Pisania? Stan Uris? Nad głowami ich wszystkich wisi ostrze gilotyny, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się, że oni nie zdają sobie z tego sprawy. To moje dłonie obejmują dźwignię. Mogę opuścić ostrze, otwierając swój notes z telefonami i dzwoniąc do każdego z nich po kolei. Może nie będę musiał tego robić. Wmawiam sobie, choć bez większej nadziei, że się pomyliłem i wziąłem tchórzliwy krzyk mego bojaźliwego umysłu za głębszy, bardziej prawdziwy głos Żółwia. Jakkolwiek by było, co ja właściwie wiem? Mellon w lipcu. Martwe dziecko znalezione przy Neibolt Street w sierpniu i jeszcze jedno, w Memoriał Park, na początku grudnia, tuż przed pierwszym śniegiem. Może to był włóczęga, jak pisano w gazetach. Albo szaleniec, który już dawno opuścił Derry lub ogarnięty żalem i nienawiścią da samego siebie popełnił samobójstwo, jak to - wedle niektórych książek - mógł zrobić prawdziwy Kuba Rozpruwacz. Może. Ale dziewczynkę Albrechtów znaleziono po drugiej stronie ulicy dokładnie naprzeciwko tego cholernego starego domu przy Neibolt Street... i zabito ją dokładnie tego samego dnia co dwadzieścia siedem lat temu George’a Denbrougha. A potem chłopiec Johnsonów znaleziony w Memoriał Park z jedną nogą oderwaną poniżej kolana. W Memoriał Park znajduje się stacja pomp, a chłopaka znaleziono nieopodal jej zabudowań. Stacja pomp stoi o rzut kamieniem od Barrens; a właśnie tam Stan Uris

zobaczył tych chłopców. Tych martwych chłopców. Pomimo to nie mogę mieć pewności. Może mam rację. A może nie. To mógł być tylko zbieg okoliczności. Albo coś pomiędzy - jakieś szkodliwe echo. Czy to możliwe? Mam wrażenie, że tak. Tu w Derry wszystko jest możliwe. Wydaje mi się, że to, co było tutaj wcześniej, nadal tu jest - ta rzecz, która była tu w 1957 i w 1958, to coś, co było tu w 1929 i 1930, kiedy Legion Białej Przyzwoitości z Maine spalił Black Spot; to coś, co było tu w 1904, 1905 i na początku 1906, przynajmniej do dnia, kiedy eksplodowała fabryka Kitchener’s Ironworks; ta rzecz, który była tu w 1876 i 1877, ta istota, która pojawia się przeciętnie co dwadzieścia siedem lat. Czasami pojawia się nieco wcześniej, niekiedy zaś z pewnym opóźnieniem, ale To zawsze powraca. Grzebiąc się w przeszłości, w miarę upływu czasu coraz trudniej jest znaleźć jakiekolwiek wzmianki na ten temat, bo luki w zapiskach stają się coraz większe, a i samych zapisków też jest o wiele mniej. Jednakże widząc, gdzie należy szukać i kiedy, w poważnym stopniu udało mi się rozwikłać ten skomplikowany problem. Bo, widzicie, To zawsze powraca. To. I dlatego myślę sobie - tak, myślę, że będę musiał do nich zadzwonić. Wydaje mi się, że to mamy być my. Jakimś trafem, z jakiegoś powodu zostaliśmy wybrani, aby powstrzymać To raz na zawsze. Ślepy los? Ślepy traf? A może to znowu ten przeklęty Żółw? Czy równie dobrze jak mówić, To potrafi również rozkazywać? Nie wiem. I wątpię, czy To się w ogóle liczy. Tyle lat temu Bill powiedział: „Żółw nie może nam pomóc” i jeśli wtedy to było prawdą, na pewno teraz też nic się nie zmieniło. Myślę o nas, stojących w wodzie, trzymających się za ręce, składających obietnicę, że powrócimy, jeżeli To zacznie się ponownie stojących tam niczym druidzi ciasnym kręgiem, i o naszych dłoniach ociekających krwią wiążącą nas jeszcze jedną obietnicą. Ten rytuał jest zapewne tak stary, jak sama ludzkość - to jak spuszczanie życiodajnych soków z drzewa wszystkich mocy, rosnącego na granicy pomiędzy krainą tego, co znamy, i tego, czego się tylko domyślamy. Bo podobieństwa...

Chyba zmieniam się tu w Billa Denbrougha, jąkam się, powtarzając raz po raz to samo, odwołując się do kilku faktów i paru nieco mniej przyjemnych supozycji, które z każdym kolejnym zdaniem pogłębiają dręczącą mnie obsesję. To niedobrze. To bezcelowe. A nawet może się okazać niebezpieczne. Ale tak ciężko jest czekać na konkretne dowody. Ten notatnik to moja próba przezwyciężenia tej obsesji poprzez poszerzenie zakresu mojej uwagi - cokolwiek by mówić - ta opowieść to coś więcej niż tylko historia sześciu chłopców i jednej dziewczynki - grupki nieszczęśliwców pozbawionych akceptacji ze strony otoczenia, którzy pewnego gorącego lata, kiedy jeszcze Eisenhower był prezydentem, znaleźli się w samym sercu upiornego koszmaru. Jest to próba nieznacznego wycofania kamery, aby można było dostrzec jej okiem całe miasto, miejsce, w którym prawie trzydzieści pięć tysięcy ludzi pracuje, je, śpi, kopuluje, jeździ samochodami, przechadza się, chodzi do szkoły, a niektórzy z nich są niekiedy zamykani w więzieniu lub znikają w mrokach nocy. Aby wiedzieć, czym jest to miejsce, należy, moim zdaniem, dowiedzieć się, czym ono było. I gdybym musiał stwierdzić konkretnie, kiedy ponownie zaczął się dla mnie ten koszmar, powiedziałbym, że to było wczesną wiosną 1980 roku, kiedy poszedłem na spotkanie z Albertem Carsonem (który umarł zeszłego lata, dożywając sędziwego wieku dziewięćdziesięciu jeden lat). Był głównym bibliotekarzem w tym mieście od 1914 do 1960 roku, co jest dość niezwykłą sprawą (ale był on naprawdę niezwykłym człowiekiem), i miałem wrażenie, że jeżeli ktokolwiek mógł naprawdę dobrze znać historię tego miasta i podpowiedzieć mi, od czego mógłbym zacząć, to na pewno tym kimś był Albert Carson. Zapytałem go o to, siedząc na werandzie, a on udzielił mi odpowiedzi. Mówił wolno i ochryple, co było wynikiem rozwijającego się raka gardła, choroby, która ostatecznie go zabrała. - Te historie nie są warte funta kłaków. Dobrze o tym wiesz. - To od czego powinienem zacząć? - Co zacząć, na miły Bóg? - Zgłębianie historii tego miejsca. Historii Derry.

- A, tak. Zacznij od Frickiego i Michauda. Tak będzie najlepiej. - A potem, jak to już przeczytam... - Przeczytać ich? Chryste, nie! Wyrzuć ich do kosza! To twoje pierwsze zadanie. Potem przeczytaj Buddingera. Branson Buddinger to był sentymentalny badacz, rozlazły i głupi - przynajmniej tak by wynikało z tego, co o nim słyszałem, ale kiedy przybył do Derry, miał serce na właściwym miejscu. Wiele faktów przeinaczył, ale zrobił to z serca, Hanlon. Zaśmiałem się pod nosem i Carson również wykrzywił swoje skórzaste usta w przejawie dobrego humoru, który mógł być co nieco przerażający. W tym momencie wyglądał jak sęp, który z lubością strzegł świeżo ubitej zwierzyny, czekając, aż postępujący w niej proces rozkładu nada ciału należyty posmak, kiedy to będzie mógł zacząć się pożywiać. - Kiedy skończysz z Buddingerem, przeczytaj Ivesa. Zrób notatki. Zanotuj nazwiska wszystkich ludzi, z którymi rozmawiał. Sandy Ives wciąż jeszcze wykłada na uniwersytecie w Maine. Jest znawcą folkloru. Kiedy go przeczytasz, postaraj się z nim spotkać Zaproś go na obiad. Ja zabrałem go do Orinoko, bo tam obiady zdają się nie mieć końca. Wyciągnij z niego, ile się tylko da. Wypełnij notes nazwiskami i adresami. Pogadaj z ludźmi starej daty, z którymi i on rozmawiał - na pewno niektórzy z nich jeszcze żyją. Paru z nas ciągle jeszcze dycha cha, cha, cha, cha i wydobądź z nich kolejne nazwiska. Kiedy tego dokonasz, będziesz miał świetny początek do swojej pracy rzecz jasna, jeżeli jesteś choć w połowie tak cwany, jak ci się wydaje. Jeżeli uda ci się dopaść tych ludzi, dowiesz się o paru rzeczach, o których zwykle się nie mówi. O wydarzeniach, których nie znajdziesz w żadnych kronikach. I kto wie, czy będziesz jeszcze potem w stanie normalnie zasnąć. - Derry... - Co? - Coś jest nie w porządku z tym miastem, prawda? - W porządku? - spytał ochrypłym szeptem. - A co to jest w porządku? Co oznacza ten zwrot? Czy zdjęcia robione na kliszy Kodaka ukazujące Kenduskeag o zachodzie słońca są „w porządku”? Jeżeli tak, to Derry jest w porządku, bo zdjęcia wychodzą wyśmienicie. Czy jest w

porządku, że grupka starych zdewociałych babsztyli chce uratować Governor’s Mansion albo umieścić tablicę pamiątkową przed stacją pomp? Jeżeli tak, to z Derry jest wszystko w porządku. A czy jest w porządku, że przed City Center stoi brzydki plastykowy pomnik Paula Bunyana? Och, gdybym miał ciężarówkę napalmu i moją starą zapalniczkę Zippo, zająłbym się tym kurestwem, zapewniam cię, ale jeżeli czyjś zmysł estetyczny jest na tyle elastyczny, aby znieść widok plastykowych pomników, to znaczy, że z Derry wszystko w porządku. Pytanie brzmi, co to oznacza dla ciebie, Hanlon? Co? A raczej czego w tym wszystkim nie potrafisz się dopatrzyć? Mogłem tylko pokręcić głową. Albo on wiedział, albo nie. I albo mi to powie, albo nie. - Czy chodzi ci o niezbyt przyjemne opowieści, które możesz dopiero poznać, czy o te, które już znasz? Nieprzyjemne historie istnieją od zawsze. Historia miasta to jak zapuszczona stara posesja Pełna pokoi i różnych innych zacisznych kryjówek - zarówno na Parterze, jak na poddaszu i w piwnicach. Nie mówiąc już o tym, że muszą się w niej znajdować tajemne przejścia. Jeżeli zaczniesz studiować Posiadłość Derry, znajdziesz wszystkie wspomniane miejsca. Tak. Potem możesz tego żałować, ale znajdziesz je i jak je już odnajdziesz, nie będziesz ich mógł z powrotem ukryć, rozumiesz? Niektóre z pokoi są zamknięte, ale istnieją klucze, którymi można je otworzyć. - Jego oczy błysnęły, kiedy spojrzał na mnie ze starczą przenikliwością. - Możesz dojść do wniosku, że natknąłeś się na najgorszy z sekretów Derry... ale zawsze jest gdzieś ukryty jeszcze jeden. - Czy... - Myślę, że muszę cię przeprosić i skończyć mój dzisiejszy wykład. Bardzo dokucza mi gardło. Czas, abym wziął swoje lekarstwo i zdrzemnął się odrobinę. Innymi słowy, masz tu nóż i widelec - do ciebie należy sprawdzić, co zdołasz sobie nimi ukroić. Zacząłem od Frickiego i Michauda. Poszedłem za radą Carsona i wyrzuciłem ich książki do kosza, ale najpierw je przeczytałem. Były okropne, tak jak sugerował starzec. Przeczytałem historię Buddingera,

porobiłem notatki i posługując się nimi, rozpocząłem moje śledztwo. Było to nieco bardziej zadowalające, choć podążanie tego typu ścieżkami jest wyjątkowo uciążliwe... widzicie, to jak chodzenie po śladach wydeptanych na nieznanym, archaicznym i dzikim gruncie. Ścieżki te schodzą się, to znów się rozszerzają, a każda pomyłka może zaprowadzić cię w ślepy zaułek lub na niebezpieczne, bagniste trzęsawisko. Jeżeli natraficie na jakiś ślad - powiedział kiedyś wykładowca wydziału bibliotekarstwa klasie, do której chodziłem - podążajcie nim tak szybko, jak tylko możecie, żeby go nie stracić, bo ślady mają to do siebie, że szybko się mnożą. Ślady się mnożą i czasami mnożenie się jest dobrą rzeczą, ale o wiele częściej bywa dokładnie na odwrót. Śladami odnalezionymi w sztampowej pracy Buddingera: Historia starego Derry (Orono, Wyd. Uniw. Maine 1950) przebrnąłem przez liczący sto lat zbiór złożony z zapomnianych książek, zakurzonych dysertacji z dziedziny historii i folkloru, artykułów z nie istniejących już czasopism i całych stosów ksiąg i raportów miejskich. Bardziej interesujące okazały się moje rozmowy z Sandym Ivesem. Jego źródła pokrywały się od czasu do czasu z tymi, z których korzystał Buddinger, ale to była jedyna rzecz, jaka ich łączyła. Ives poświecił sporą część swego życia, zbierając przekazy ustne - innymi słowy, opowieści spisując je nieomal słowo w słowo, którą to czynnością Branson Buddinger zwykł był gardzić. Ives napisał cykl artykułów o Derry w latach 1963-1966. Kiedy zacząłem swoje poszukiwania, większość ludzi starej daty, z którymi rozmawiał, już nie żyła, ale mieli oni wszakże synów, córki, bratanków i kuzynów. Poza tym, rzecz jasna, jedną z najwspanialszych życiowych prawd jest to, że na miejsce starca, który umiera, przychodzi kolejny. I to, że dobra opowieść nigdy nie umiera - jest zawsze przekazywana z pokolenia na pokolenie. Siadywałem na wielu werandach i gankach, wypiłem morze herbaty, piwa Black Label, piwa domowej roboty, piwa z korzeniami, kranówki i wody źródlanej. Wiele słuchałem, a szpule mojego magnetofonu obracały się nieprzerwanie.

Zarówno Buddinger, jak i Ives zgadzali się w zupełności pod jednym względem. Liczba osadników, którzy założyli Derry, wahała się w granicach trzystu. Byli to Anglicy. Mieli statut i byli ogólnie znani jako Derrie Company. Ich ziemie obejmowały teren, na którym znajduje się dziś Derry, większą część Newport i drobne skrawki okolicznych miast. I w roku 1741 wszyscy mieszkańcy Derry Township po prostu zniknęli. Byli tam jeszcze w czerwcu tego roku - w sumie trzysta czterdzieści osób - a w październiku okazało się, że nie ma tam żywej duszy. Mała wioska drewnianych domów stała kompletnie opustoszała. Jeden z budynków - stojący mniej więcej w miejscu, gdzie dziś znajduje się skrzyżowanie Witcham i Jackson, był doszczętnie spalony. Michaud w swojej książce wyjaśnia ten fakt, stwierdzając, że wszyscy musieli zostać wymordowani przez Indian, choć nie ma na to żadnych dowodów, prócz - rzecz jasna - tego jednego, spalonego domu. Bardziej prawdopodobne jest raczej to, że czyjś piec po prostu zanadto się nagrzał i dom stanął w płomieniach. Masakra dokonana przez Indian? Wątpliwa sprawa. Żadnych kości, żadnych ciał. Powódź? Nie tego roku. Choroba? W okolicznych miastach nic o tym nie wspomniano. Oni po prostu zniknęli. Wszyscy. W sumie trzysta czterdzieści osób. Bez śladu. O ile wiem, jedynym zbliżonym przypadkiem w historii Ameryki może być zniknięcie kolonistów na Roanoke Island, w Wirginii. Każde dziecko zna tę sprawę, ale kto wie o zaginięciu osadników z Derry? Najwyraźniej nikt. Nawet tutejsi mieszkańcy. Spytałem o to paru uczniów uczęszczających na kurs historii Maine i żaden z nich nie wiedział nic na ten temat. Potem przejrzałem tekst - Maine wtedy i teraz. Znajduje się tam około czterdziestu wzmianek na temat Derry, głównie jednak dotyczą one okresu boomu w przemyśle drzewnym. Nie ma ani słowa na temat zaginięcia grupy pierwszych osadników... i... jak powinienem to określić? - ta cisza pasuje do ogólnego obrazu całej tej układanki. Większość tego, co się tu dzieje, okrywa swego rodzaju zasłona ciszy... mimo to jednak ludzie nadal mówią. Myślę, że nic nie jest w stanie powstrzymać ludzi przed mówieniem. Ale musicie przy tym bardzo uważnie słuchać, a to raczej rzadka umiejętność. Szczycę się tym, że przez

ostatnie cztery lata udało mi się ją rozwinąć w całkiem zadowalającym stopniu. Trzeba jednak przyznać, że miałem po temu niezłą praktykę. Stary człowiek powiedział mi o tym, jak jego żona usłyszała głosy mówiące do niej z rury odpływowej kuchennego zlewu na trzy tygodnie przed śmiercią ich córki - było to na początku zimy na przełomie 1957 i 1958 roku. Dziewczynka, o której mówił, była jedną z pierwszych ofiar fali morderstw, która rozpoczęła się wraz ze śmiercią George’a Denbrougha i zakończyła dopiero latem następnego roku. - Cała masa zlewających się ze sobą, mamroczących głosów powiedział. Był właścicielem stacji benzynowej przy Kansas Street i rozmawiał ze mną w przerwach pomiędzy kolejnymi kursami do dystrybutorów, kiedy to nalewał benzynę, sprawdzał olej i mył szyby podjeżdżających pod stację samochodów. - Powiedziała, że nawet raz coś odburknęła, chociaż była przestraszona. Pochyliła się nad rurą i zawołała: „Kim wy jesteście, do cholery? Jak się nazywacie?” W odpowiedzi usłyszała stękania, jęki, mamrotania, śmiech, krzyki, wrzaski, skowyty i bełkoty - wie pan. I powiedziała, że mówiły to, co ten opętany powiedział Jezusowi: „Imię nasze - Legion”. Przez dwa lata nie zbliżała się do zlewu. A ja, stercząc tu dwanaście godzin dziennie, z bolącym kręgosłupem, po powrocie do domu musiałem jeszcze zmywać te pieprzone talerze. Pił colę z puszki wyjętą z automatu stojącego przed drzwiami swego biura - facet liczący sobie siedemdziesiąt dwa, trzy lata, w wyblakłym, roboczym kombinezonie, z rzekami zmarszczek spływającymi z kącików jego oczu i ust. - Teraz pewno myślisz pan, że mi odbiło - powiedział - ale ja powiem jeszcze coś, jeżeli wyłączysz pan ten furkoczący magnetofon. Wyłączyłem i uśmiechnąłem się do niego. - Zważywszy na to, co usłyszałem przez ostatnie kilka lat, musiałby się pan nieźle natrudzić, aby mnie o tym przekonać - odparłem. On również się uśmiechnął, ale w jego uśmiechu nie było radości. - Któregoś wieczoru zmywałem jak zwykle talerze. To było jesienią pięćdziesiątego dziewiątego, kiedy już wszystko wróciło do normy. Moja żona była na górze i spała. Betty była jedynym dzieckiem, jakim Bóg raczył

nas obdarzyć, i od czasu kiedy została zamordowana, moja żona spała o wiele dłużej niż normalnie. W każdym razie wyjąłem korek i woda zaczęła spływać do rury ściekowej zlewu. Zna pan dźwięk, jaki robi woda z płynem do mycia naczyń, kiedy spływa do rur? To taki ssący odgłos. To był ten dźwięk, ale ja o tym wtedy nie myślałem, bo chciałem pójść jeszcze do szopy, żeby narąbać trochę drewna na opał, i nagle, kiedy ten dźwięk zaczął cichnąć, odniosłem wrażenie, jakbym tam, ha dole, usłyszał moją Betty. Śmiała się. Śmiech dochodził z tych pieprzonych rur. Tyle tylko, że kiedy się człowiek przysłuchał uważniej, ten śmiech bardziej kojarzył się z krzykiem. Albo raczej mieszanką jednego i drugiego. Ona się śmiała i krzyczała gdzieś tam, na dole, w rurach. To był pierwszy, jedyny raz, kiedy usłyszałem coś takiego. Może to tylko mi się zdawało. Ale... nie. Raczej nie. Spojrzał na mnie, a ja na niego. Światło padające przez brudne szyby okienne na jego twarz postarzało go, sprawiało, że wyglądał jak Matuzalem. Pamiętam, że zrobiło mi się wtedy zimno. Bardzo zimno. - Myślisz pan, że zmyślam? - zwrócił się do mnie starzec, który w 1957 roku mógł mieć jakieś czterdzieści pięć lat, starzec, którego Bóg obdarzył jedną jedyną córką, która nazywała się Betty Ripsom. Berty została znaleziona przy końcu Jackson Street, tuż po świętach tego roku, zamarznięta; jej szczątki, rozdarte na strzępy, były rozrzucone po całym chodniku. - Nie - odparłem. - Nie sądzę, aby pan zmyślał, panie Ripsom. - Wiem, że mówi pan prawdę - odparł z wyraźnym zdumieniem. Widzę to w pana oczach. Wydaje mi się, że chciał mi powiedzieć coś więcej, ale w tej samej chwili z tyłu za nami rozległ się dźwięk dzwonka, a na podjazd Przy dystrybutorach wtoczył się wolno samochód. Kiedy zadzwonił brzęczyk, obaj poderwaliśmy się gwałtownie, a ja wydałem z siebie cichy, zduszony krzyk. Ripsom wstał i pokuśtykał w stronę samochodu, ocierając ręce w zwiniętą w kulkę szmatę. Kiedy wrócił, spojrzał na mnie, jakbym był raczej niemile widzianym przybyszem, nieproszonym gościem, który zjawił się tu niejako „z ulicy”. Pożegnałem się i odszedłem.

. Jego stan znacznie się pogorszył. Albert Carson zmienił się w wysuszoną. Po raz ostatni widziałem się z Albertem Carsonem na miesiąc przed jego śmiercią. Są pewne rzeczy w Derry. które potrafią nieźle człowieka ugryźć. ale tylko dlatego.O tak. ptasich dłoni. po czym dorzucił: . Artykuł w „News” określił to mianem nieszczęśliwego upadku i chyba faktycznie jego autor w pewnym sensie miał rację. umierającego człowieka zmieniły się w oczy małego. Oczywiście. to znaczy nie dosłownie. że ludzie lubią dużo gadać. . wiesz.Wyciągnął jedną ze swych pokrzywionych. .. . iż Buddinger spadł ze stołka. . Daj temu spokój.Strzeż się! .Nie mogę.powiedział. w Derry nic nigdy nie było w porządku. Buddinger też o tym wiedział.Michael. . nawet kiedy mają mocno w czubie.Mam to na uwadze . Daj temu spokój.To by ci zajęło ze dwadzieścia lat .A zatem strzeż się . . choć nie chcą mówić na ten temat. Daj temu spokój. i on chyba o tym wiedział. . że w „News” nie napisano. Tu. podczas gdy w tym samym czasie miał na szyi zadzierzgniętą pętlę. Hanlon? . . Zacisnął palce wokół mojego nadgarstka i prawie poczułem. Przerwał na moment. I nagle oczy starego. to syczący cichy szept. ale rzecz jasna nigdy nie zamierzałem tego zrobić.wyszeptał .Buddinger i Ives zgodzili się jeszcze pod jednym względem. co mógł wydobyć ze swego gardła. Sporo ludzi ze starszego pokolenia wie o tym. jedyne.choć wtedy nie było już tego zbyt wiele. dwadzieścia siedem lat. że wiedziałem. prawie pustą skorupę.Buddinger popełnił samobójstwo. przerażonego dziecka. Nikt nie chciałby tego przeczytać. a ja nauczyłem się słuchać. co jeszcze nadawało się do zjedzenia . jak rak w jego wnętrzu zżera wszystko. Hanlon.. w Derry. Hanlon.Nadal myślisz o napisaniu historii Derry. .Wiesz o cyklu? Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Tyle tylko.stwierdziłem.i nikt by tego nie przeczytał. wiele rzeczy jest nie w porządku. Daj temu spokój.Co dwadzieścia sześć. lepiej się w to nie mieszaj.

który wypełniał całe usta. śnieżną zimę w obozie w górnym biegu Kenduskeag na szczycie czegoś. Musiał żuć nawet wtedy. Chichocząc. przypadało mniej więcej jedno jajko na jedno dziecko.. i nogach. Poszukiwania odbyły się w olbrzymim budynku zakładów. Nazwane na cześć irlandzkiego hrabstwa o tej samej nazwie. konwulsyjne spazmy. Niebezpieczne obszary zostały zamknięte. kiedy jego umierającym ciałem wstrząsały ostatnie. którego nazywają „biel-cień nocy”. aby sprawdzić. napisał o potwornym białym uśmiechu Marksona. a także odciętym penisie przybitym do jednej ze ścian chaty. potworne. dzieci rozbiegły się po zakładzie. balansują pomiędzy wielkimi zardzewiałymi kołami zębatymi. który go odnalazł. Odrąbane głowy leżały na ziemi. Moje rodzinne miasto. a pracownicy fabryki na ochotnika zgłosili się. Ale: W 1879 załoga drwali znalazła szczątki innej załogi. na których miejscu stoi teraz Centrum Handlowe Derry. która spędziła mroźną. Ale: W Niedzielę Wielkanocną właściciele Kitchener’s Ironworks. w Derry Home Hospital. jajek. Zgodnie z tym. co pisał Buddinger. aby znajdować jajka ukryte w różnych miejscach w hali. wewnątrz form .nie w Derry. Jego agonia musiała być potworna. Jestem człowiekiem z małego miasteczka prowadzącym małomiasteczkowe życie jednym spośród milionów. Studiowałem na uniwersytecie w Maine . myszkując i ciesząc się.. a potem znów tu wróciłem.. Ale: W 1851 John Markson otruł całą swoją rodzinę. jakby trup uśmiechał się do niego. napisał w swoim raporcie. zjadł całego grzyba. to tylko o rzut kamieniem stąd. zarządzili poszukiwanie wielkanocnych jajek dla wszystkich dobrych dzieci z Derry.. Do biblioteki publicznej w Derry. Biały uśmiech powodował trujący grzyb. w szufladach biurek. nie mówiąc już o ramionach. co dzieciaki do dziś nazywają Barrens. ale jak mówią starzy. że żaden żądny przygód dzieciak nie przedostanie się przez barierę.. Urodziłem się tutaj. a następnie usiadłszy w kręgu utworzonym z ciał.Derry. by ich pilnować i upewnić się. Konstabl. że w pierwszej chwili odniósł wrażenie. Na terenie zakładu ukryto pięćset czekoladowych. co znajduje się po drugiej jej stronie. owiniętych różnokolorowymi wstążkami.. Tu chodziłem do podstawówki i do liceum.

Ostatecznie liczba zabitych wynosiła sto dwa (w tym osiemdziesięcioro ośmioro dzieci). dokładnie o piętnastej piętnaście. by punktualnie o szesnastej. jeszcze większa niż pożar w Black Spot w 1930 roku. jakie mają miejsce w każdym innym mieście tej wielkości w Nowej Anglii. Przed zachodem słońca z budynku wydobyto siedemdziesiąt dwa ciała. który jeśli nie przebywa w bibliotece. Tak trudno mi było w to uwierzyć. To była największa tragedia w historii Derry.on miał po prostu wysokie aspiracje). Nie tylko zamknięte. Ale: Liczba zabójstw w Derry przekracza sześciokrotnie liczbę zabójstw. To właśnie wtedy w zakładach nastąpiła potężna eksplozja. obdarować dzieci podarunkami po skończonych „łowach”. czy wszystkie jajka zostaną znalezione. . czy też nie. Był ostatnią znalezioną ofiarą. Wszystkie cztery bojlery w zakładzie były zamknięte. i nigdy nie wyjaśniono jej przyczyn. i czekając. Wyłączone. patrząc. to siedzi zwykle przy klawiaturze swego commodore’a.powiedział tylko. dorzucając kolejny tuzin małych miast do czegoś. podczas gdy miasto wciąż jeszcze w milczeniu rozpamiętywało niedawną tragedię. w następnym tygodniu. Nigdy nie doliczono się ośmiorga dzieci i jednej osoby dorosłej. Udało mu się pójść jeszcze dalej (skreślić przemądrzalca . że udałem się z moimi obliczeniami do jednego z licealnych przemądrzalców. co określił mianem bazy danych. Zakończyły się one jednak czterdzieści pięć minut przed czasem. pewna kobieta znalazła ponad gałęzią jabłoni w swoim sadzie oderwaną głowę dziewięcioletniego Roberta Dohaya. Chłopiec miał zęby pomazane czekoladą i krew we włosach. panie Hanlon . . W środę. jak dziatwa rozbiega się wokoło. i pokazał mi komputerowy wydruk liniowy.Ludzie muszą tu mieć naprawdę podłe charaktery i brutalni naturę. w którym Derry wysuwało się na pierwsze miejsce jak bolący palec. Trzy pokolenia Kitchenerów znajdowały się w fabryce.odlewniczych na drugim piętrze (na starych fotografiach te urządzenia wyglądają jak formy do ciast z kuchni jakiegoś olbrzyma). niezależnie od tego.

odparł. .trzask-prask i już ich nie ma.To był czas kryzysu. że pewien procent spośród nich faktycznie można zaliczyć do tej kategorii. Przypuszczam. kiedy pokazałem mu statystyki. w Derry zanotowano ponad sto siedemdziesiąt zaginięć dzieci. Hanlon. ma rzeczywiście paskudny charakter i brutalną naturę. większości z nich zapewne znudziło się jedzenie kartoflanki albo przymieranie głodem w domach i zdecydowali się zdać na uśmiech losu i poszukać czegoś lepszego. które zostały zgłoszone na policji i wprowadzone do rejestrów. że poprztykają się ze starymi. Zawsze świerzbią je stopy. Często odwiedzany przez duchy lub istoty z zaświatów . że ten dzieciak uciekł z domu po sprzeczce z rodzicami. A podczas tego. pojawiać się często lub powracać . szefie.Ale ludzie lubią podróżować. . Gdybym to zrobił.Czy uważa pan. . miał zaledwie trzy i pół roku! Rademacher zmierzył mnie ponurym spojrzeniem i powiedział mi.co . kiedy zbyt późno wrócił? Kiedy zniknął. że owszem. A zwłaszcza dzieciaki. kiedy spalono Black Spot.tak jak to ma miejsce z rurami pod zlewem.powiedział mi obecny szeryf policji. co mieszka w Derry. bo za późno wrócili do domu po randce . że faktycznie. nawiedzenie. I wyszedł. . może powiedziałbym mu. nawiedzać. że mowa tu tylko o zaginięciach.Nie odpowiedziałem. Pokazałem szefowi Rademacherowi zdjęcie Chada Lowe. Na ten przykład w 1930 roku. ta liczba zwielokrotniała się niepomiernie. . Nawiedzony.spytałem szefa Rademachera.Nic w tym dziwnego . Wystarczy. Czy w 1958 roku też był kryzys? . Większość z nich to nastolatki. Tu. ale ma mnóstwo pracy. Uważa się ich za uciekinierów z domu. co roku znika bez śladu przeciętnie czterdzieścioro. a musicie pamiętać. bardzo miło mu się ze mną rozmawia. co Albert Carson bez wątpienia nazwałby czasem cyklu. które pojawiło się w „Derry News” w kwietniu 1958. . zgadza się i że coś. sześćdziesięcioro dzieci.Nie .W 1958 roku w Derry zanotowano zaginięcia stu dwudziestu siedmiorga dzieci w wieku od trzech do dziewiętnastu lat. to kto wie. w Derry.

nieprawdaż? To moja ściana płaczu. dłoń obsuwa się. Jeżeli stanie się coś jeszcze ..dwadzieścia pięć. Wspólnie w tym ugrzęźliśmy. dotyka otworów w tarczy. Czy uda nam się z niej wyjść. zbierał odłamki swego rozbitego „ja” i wspominał. No i jeszcze jedno . i nie zmieniają.mam przecież swój notatnik. a dłoń trzęsie mi się tak bardzo. jeśli zabrniemy w nią powtórnie? Nie sądzę. abym nie musiał do nich dzwonić... Te moje cholerne wspomnienia. proszę. Kładę rękę na aparacie..zadzwonię do nich. Będę musiał. miejsce żerowania zwierzyny. Betty Ripsom. Tak. . dzięki którym mógłbym połączyć się z nimi wszystkimi .. A tymczasem będę snuł przypuszczenia. że prawie nie jestem w stanie pisać. Siedzę tuż obok telefonu. Wspólnie pogrążyliśmy się w czerni. że te cienie się nie poruszają. Boże. dziewczynki Albrechtów i chłopca Johnsonów.. spraw. Adriana Mellona. Miejsce żerowania zwierzyny.cokolwiek . obserwując cienie rzucane przez kuliste żółte lampy. Siedzę tu.z moimi starymi przyjaciółmi. dwadzieścia sześć lub dwadzieścia siedem lat. nasłuchując słabych odgłosów dochodzących z różnych stron. siedzę w opuszczonej bibliotece długo po jej zamknięciu. aby mieć pewność. To jest moje nawiedzenie. jak w przypadku śmierci George’a Denbrougha.

co mam zrobić Nie ma lekarstwa na letniego bluesa Eddie Cochran .Część druga CZERWIEC 1958 Moja powierzchnia To ja sam. pod nią zaś pogrzebana jest moja młodość Korzenie? Każdy z nas je ma William Carlos Williams Paterson Czasami zastanawiam się.

ROZDZIAŁ 4 UPADEK BENA HANSCOMA 1 Około dwudziestej trzeciej czterdzieści pięć jedna ze stewardes obsługująca pierwszą klasę w samolocie United Airlines lot 41 z Omaha do Chicago doznaje strasznego szoku. Pasażerowie krzyczą i opowiadają nerwowo dowcipy na temat błyskawic. Była zdenerwowana Pierwszą Obsługą.zadajesz sobie serię pytań dotyczących możliwości twego własnego przetrwania. czyli serwowaniem pasażerom alkoholu. wybucha urywanym śmiechem. kiedy pojawił się napis. . Pierwsza Obsługa okazuje się jedyną obsługą na pokładzie lotu 41. Jest to jeden z tych lotów. że facet ubrany w dżinsy i kraciastą koszulę lada chwila puści pawia. a jego matka. zapowiadają się kłopoty.zapewne nawet podwójnego. wysoki mężczyzna nie zamówił niczego więcej prócz wody sodowej i zrobił to naprawdę uprzejmie. Jakby tego wszystkiego było mało. Potem będzie musiała zdecydować. Powietrze jest bardzo wzburzone. Woń alkoholu wokół jego głowy przypominała jej chmurę kurzu. bo w samolocie jest dziś sporo ludzi. niczym dobry narciarz zjeżdżający ze stoku. Kiedy wszedł na pokład w Omaha. United 41 wykonuje slalom pomiędzy paskudnymi zbitkami gromów i błyskawic. że poprosi o drinka . Jednakże kiedy przyszła pora Pierwszej Obsługi. czy ma go obsłużyć czy nie. Jest zalany w pestkę”.Mamo. zwanego „chlewikiem”. że człowiek siedzący w 1-A wyzionął ducha. czy Bóg robi zdjęcia aniołkom? . Przez parę chwil wydaje jej się.jeżeli masz wolną chwilę . pomyślała w duchu: „O rany. przez całą dzisiejszą podróż lecieli pośród burz i stewardesa jest pewna. o których zwykle chce się jak najszybciej zapomnieć. które raz po raz wytryskują spomiędzy kłębów chmur otaczających maszynę.pyta mały chłopiec. Jego lampka nie zapaliła się więcej i stewardesa już niebawem kompletnie o nim zapomni. gdyż spodziewała się. Wszyscy pasażerowie od dwudziestej minuty lotu. podczas którego . która zawsze otacza tego małego brudnego chłopca z komiksu „Peanuts”. zielona na twarzy. .

co ma zrobić. Samolot przechyla się nagle na skrzydło.mają zapięte pasy W tym samym czasie stewardesy czekają w przejściach i odpowiadają na błyski światełek wezwaniowych. Jego oczy nie poruszają się. To pół żargon.. ale jakby w ogóle jej nie zauważał.nie za bardzo. . i żaden z pasażerów nie będzie mógł wstać ze swego fotela. a potem trup podnosi swoją szklaneczkę z wodą sodową i upija z niej łyk. Stewardesa odwraca się przed tym okropnym spojrzeniem. Jej oczy napotykają spojrzenia martwych.. żeby potwierdzić swoje przypuszczenia.Ralph jest dziś zajęty . że facet po prostu usnął.. potem te harce maszyny. O mój Boże. a kiedy już wylądują i zaczną opuszczać samolot. To z całą pewnością oczy trupa. Najpierw ta woda. stewardesa odwraca się nieznacznie. niewidzących oczu. jego serce nie wytrzymało.. W tej samej chwili samolot znów zaczyna się chybotać i zduszony okrzyk zdziwienia stewardesy ginie pośród innych. pół żart. pomyślą. które pojawiają się seriami niczym wystrzały petard. nawet jeżeli pogoda się poprawi.. jak dalej postępować. żeby utrzymać równowagę. i spogląda prosto w patrzące nie widzącym wzrokiem oczy człowieka na fotelu oznaczonym numerem 1-A. on nie żyje . Ralph jest zawsze zajęty. przechodząc wzdłuż przejścia. że na sąsiednim fotelu nie ma pasażera.. Są błyszczące. kiedy samolotem zaczyna rzucać. wyciąga rękę. serce podchodzi jej do gardła i zaczyna się zastanawiać. Dziękuje Bogu. którą wychlał.myśli. bardziej przejmujących oznak trwogi. Te myśli przelatują jej przez głowę jak burza i odwraca się raz jeszcze... który mógłby zacząć krzyczeć i wszcząć panikę. Główna stewardesa wraca do turysty ze świeżym zapasem woreczków na wymiociny. Decyduje się powiadomić o wypadku główną stewardesę i męską załogę z przodu. ktoś krzyczy półgłosem... . Oczy mężczyzny przesuwają się . Może przykryją go kocem i zamkną mu oczy.mówi do niej główna stewardesa. Pilot nie wyłączy napisu nakazującego zapięcie pasów. ale na tyle. przeraził się na śmierć. Wysoki wymizerowany mężczyzna patrzy jej prosto w oczy.

co nie? Ma pani masę roboty. choć słyszy za sobą brzęczenie włączanych przycisków (Ralph faktycznie jest dziś bardzo zajęty .mówi wymizerowany mężczyzna.. że jest dobrze po pięćdziesiątce.krzyczy ktoś nerwowym tonem.by przekonać ją.niezbyt dobrze.Wszystko jest w jak najlepszym porządku .. że wszystko w porządku. . . Uśmiech jest fałszywy.pyta z uśmiechem. Ale trochę dziś telepie.Czy wszystko w porządku. i brzmi bardzo dziwnie we wnętrzu kołyszącego się i trzęsącego niemiłosiernie samolotu. kiedy ja.Uśmiecha się do niej upiornym uśmiechem. . Niech się pani mną nie przejmuje. uznałam. nierealny. nawet pomimo siwizny we Włosach. Podchodzi do niego... . Brzęczenie kolejnych włączanych przycisków.Myślałem o dawnych czasach .Cóż. a przynajmniej odniosłem takie wrażenie. ale on przecież nie jest taki stary. że przychodzi jej na myśl strach na wróble łopoczący nad nagimi listopadowymi polami. .mówi. . .Myślałem o tamie. .Świetnie. Ja.Czuję się po prostu wyśmienicie. Ona zaś myśli: Kiedy wszedł na pokład. a potem wybucha śmiechem. że żyje i widzi ją. skoro pan twierdzi.. że było coś takiego jak „dawne czasy”. przypominający beztroski śmiech małego chłopca. za trzydzieści minut od tej chwili stewardesy wyrzucą ponad siedemdziesiąt zużytych torebek na wymiociny).. .Wyglądał pan. (jak trup) .. patrzy na nią ze zdziwieniem.Przepraszam. Przerywa. . Dziewczyna patrzy na plakietkę z tyłu siedzenia pierwszej klasy i odczytuje jego nazwisko „Hanscom”.To chyba byli pierwsi przyjaciele. . . .po ich idealnym lądowaniu na O’Hare. Zbudowali tamę.mówi Ben Hanscom.. proszę pana? . którą zbudowałem z paroma moimi przyjaciółmi . To szczery śmiech. można prosić stewardesę?! . który sprawia.Dopiero dziś zdałem sobie sprawę.. jakich miałem..

Nie pomogą ci. ale te miedziane monety otoczone srebrną powłoką.. W blasku piorunów chmury wyglądają niczym olbrzymie przezroczyste mózgi wypełnione złymi myślami. tego. . że nie zostawił sobie choć jednej. muszę wrócić do moich obowiązków. że nie widzi już tego spojrzenia tych błyszczących. Dziewięć mil od prawego skrzydła z czarnej jak atrament chmury wytryska błyskawica. Dzwonek. dzwonki. Brzęczyki? Nie. aby powstrzymać potwora. lecącego na wysokości dwudziestu siedmiu tysięcy stóp . To były dzwonki . Ben Hanscom siedzi w fotelu pierwszej klasy . Mogłaby mu się przydać. zabójczych. Samolot trząsł się..myśli .na nich spadłem. ciesząc się.Oczywiście.. Pamiętam to dobrze. ale nie ma w nich już srebrnych dolarówek. Dał je Ricky’emu Lee. Prawie dosłownie. Na wilkołaki. Oczywiście. Nie ma mowy. Wokół niego raz po raz słychać było brzęczyki przycisków.. Sięga ręką do kieszeni kamizelki. Mój Boże . Zamknął oczy. Szczerego srebra.z twarzą zwróconą do okna i czuje.samolotu kluczącego pośród bijących wokoło piorunów. Odchodzi pospiesznie. a wokoło rozlegały się brzęczyki. Ben Hanscom odwraca głowę do okna i wygląda na zewnątrz.Stewardesa? . najważniejszego ze wszystkich. który oznajmiał zakończenie roku szkolnego. prawie hipnotycznych oczu. możesz wpaść do banku (chyba że bujasz w obłokach na wysokości dwudziestu siedmiu tysięcy stóp)i dostać całą garść srebrnych dolarówek. Potrzebowałeś srebra. które rząd wciska ci ostatnio jako prawdziwy pieniądz. który ponownie sygnalizował wolność. . .. jak mur czasu zaczyna gwałtownie chudnąć. który stanowił apoteozę wszystkich dzwonków.. tego na który czekałeś już po pierwszym tygodniu szkoły. Potrzebowałeś.Przepraszam pana. kiwał i chybotał.zjada mnie moja własna przeszłość.. wampiry i wszelkie istoty mroku potrzebowałeś srebra. Nieźle nabroiliśmy z tą tamą.dźwięk dzwonka. na nic ci się nie przydadzą. Nagle żałuje..

w czerwcu 1958. mur pomiędzy przeszłością i teraźniejszością zanika kompletnie.ludzie ci mają jedynie świadomość tego. 1969 i nagle znajduje się tu.. Farmerzy w dole śpią snem sprawiedliwych. tutaj . 1977.Błyskawica oświetla jego oblicze . 2 Koniec szkoły! Dźwięk dzwonka rozlega się i przemyka pośród korytarzy szkoły. jest lato i źrenice za zamkniętymi powiekami Bena Hanscoma odpowiadają na polecenie płynące z jego śniącego mózgu. dzwonki rozlegają się ponownie. Dźwięk dzwonków. ponad którymi przy wtórze szeptu gromów przemykają błyskawice? Nikt nie wie . nastaje nowy dzień. Rok 1981. a kto wie. 28 maja 1985 staje się. ponad mrocznym i burzliwym tej nocy Illinois. piwnicach ich domów i pośród pól. Maine dwadzieścia siedem lat temu. A kiedy zapada w sen. mając w uszach ich dźwięk. a on spada. że w ich domach nie ma światła i że na zewnątrz szaleje okropna burza.wśród nich również Ben Hanscom . zwykle bardzo sroga nauczycielka. Dzwonki.wybuchają radosnymi okrzykami. Pani Douglas. co może teraz poruszać się w ich oborach.. jak człowiek osuwający się w głąb mrocznej studni albo Wellsowski Podróżnik w Czasie. To dzwonki.. który z ułamanym żelaznym kręgiem w dłoni runął w czeluść tunelu Morloków. Dzwonek. który nie widzi ciemności rozciągającej się nad zachodnią częścią Illinois. 29 maja. śniąc swoje prywatne sny. Szkoła. Ben Hanscom usypia. a na ten odgłos dzieci z piątej klasy . gdzie w samym sercu ciemności rozlega się nieustannie głuche dudnienie maszyn. Koniec. cofając się poprzez całe lata.i choć on nie zdaje sobie z tego sprawy. Wszystko otacza jasne słoneczne światło. tylko jasne słoneczne światło pewnego czerwcowego dnia w Derry.. . A kiedy samolot lecący na wysokości dwudziestu siedmiu tysięcy stóp wydostaje się poza zasięg burzy i kołysanie ustaje. wielkiego ceglanego budynku stojącego przy Jackson Street.

ale nawet takie dziecko jak Bev wiedziało. .. że najprawdopodobniej fakt. . mieszkały przy West Broadway. by wiedzieć. W ten sposób chciała dać jej do zrozumienia. Stamtąd na West Broadway było półtorej mili. Pani Douglas trzymała w dłoni ich cenzurki. został spowodowany jej podnieceniem z powodu zakończenia roku szkolnego. ładna i żywa. Beverly była sympatyczniejsza. że dystans ten jest w rzeczywistości zbliżony do odległości Ziemi od Plutona. co miesiąc miały specjalnie ondulowane czy nakręcane włosy. jakby pochodziła z magazynów Armii Zbawienia. Sally sarknęła. nie miała w sobie za grosz życia.. jej za dużą spódnicę. wpatrywała się w czubek swoich tanich trampków. kiedy ucichło echo radosnego okrzyku.nawet nie próbuje ich uciszać. O wiele bardziej. Sally była mądra. .Mam nadzieję. jak wiele je różniło. Na jednym policzku miała pożółkłego. ale jego zdaniem to niczego nie zmieniało.Mnie to gówno obchodzi . ale mimo iż był to ostatni dzień szkoły. podczas gdy Bev przychodziła do szkoły z jednego z ponurych obskurnych budynków na Lower Maine Street. Mogłyby sobie nawet codziennie robić trwałą ondulację. Bev też była ładna. Spuściwszy wzrok. Potem odwróciła się do Grety Bowie.Czy mogę jeszcze na chwilę poprosić was o uwagę? Teraz w klasie do wesołych pomruków dołączyło kilka znudzonych jęków.Dzieci! .zawołała.rzuciła śpiewnie Sally Mueller do Beverly Marsh siedzącej w sąsiednim rzędzie. Sally Mueller i Greta Bowie pochodziły z bogatych rodzin. która wyglądała. Być może zdaje sobie sprawę. Ale Ben pomimo wszystko i tak bardziej lubił Beverly. że zdałam! . choć nigdy w . że byłoby to niemożliwe. Ben pomyślał. Sally i Greta były zawsze świetnie ubrane i jak przypuszczał Ben. że damom nie uchodzi używać takiego języka. znikającego już z wolna siniaka. iż Sally w ogóle zdecydowała się odezwać do Beverly. i o wiele ładniejsza.powiedziała Bev. . Wystarczyło spojrzeć na tani sweter Beverly. i znoszone trampki. a i tak nadal byłyby tylko parą zakichanych siusiar.

Przypuszczał.wyśmiewając go (co byłoby złe) lub imitując odgłos wymiotów (co byłoby jeszcze gorsze). uczniowie piątej klasy podchodzili kolejno i odbierali swoje płowożółte cenzurki zaopatrzone z jednej strony w wizerunek amerykańskiej flagi i Przysięgę Wierności. kiedy będę was wywoływać. a niektórzy obejmowali się ramionami i odchodzili.. mogłaby zareagować w dwojaki sposób . Wybiegali na zewnątrz i znikali w letnim skwarze . przyglądał się jej twarzy. to i tak nie miało żadnego znaczenia.. kiedy w radiu słyszał zespół Penguins śpiewający . Podobała mu się i być może był w niej nawet zakochany. co działo się za oknem. A gdyby kiedykolwiek zdradził się z tym wobec Beverly. Carla Bordeaux. w samym środku zimy.. kocham cię przez cały czas. może i naiwne. podskakując.życiu nie ośmieliłby się jej tego powiedzieć prosto w oczy.. a w jego sercu pojawiało się jednoczesne uczucie rozpaczy i dodającej otuchy radości. czytała fragmenty z Shining Bridges albo opowiadała o złożach cyny w Paragwaju .Earth Angel”: Moja najsłodsza ukochana. Tak. w takie dni Ben czasami odwracał się i spoglądał na Beverly.. ale cóż w tym złego. . ale z powodu tego. uderzali się otwartymi dłońmi po udach. jeszcze inni udawali. że szkoła nigdy się nie skończy... a z drugiej w Modlitwę Pańską.gdy odnosiło się wrażenie.. Gdyby powiedział komukolwiek o tym..Kiedy pani Douglas wywoływała ich po nazwisku. Potem wychodzili z klasy. o tym.. Calvin Clark.jedni odjeżdżali na rowerach. co czuł.W moich . ten ktoś zapewne śmiałby się tak długo. . jak znaleźć wspólny mianownik dwóch ułamków.. bo zawsze myślał o Beverly. to było głupie. kiedy światło na zewnątrz zdawało się drzemać jak kot zwinięty w kłębek na kanapie. że dosiadają niewidzialnych koni i imitując tętent kopyt.. Paul Anderson. aby móc je dodać). by pędem pomknąć w stronę schodów i zbiec po nich na dół. skoro i tak nie miał jej o tym powiedzieć. gdzie czekały już otwarte na oścież olbrzymie drzwi. Czasami jednak.A teraz podchodźcie do mnie po kolei.. Greta Bowie. aż doznałby ataku serca. podczas gdy pani Douglas prowadziła jakiś nudny wykład z matematyki (np. inni biegli do domu. że grubi chłopcy mogą kochać śliczne dziewczyny tylko platonicznie. śpiewając na melodię Bojowego Hymnu Republiki: .

Od tego dnia zawsze chodził w dresach. które chwytały i odbijały promienie słońca i szeleszczące sz-sz-sz. Frank Frick.Hej. Gdyby właśnie w tej chwili pod nogami Bena Hanscoma otworzyła się ziemia.. na co Belch Huggins.Dziękuję. gdyż bardzo się wstydził swego brzucha i nie zapomniał pierwszego dnia w szkole. kiedy założył jedną z nowych koszulek Ivy league . spójrzcie tu! Zobaczcie. wydarzenie nieomal tak znaczące. zareagował gromkim okrzykiem: .. podając mu cenzurkę. .. Jego kałdun przelewał się na boki. co święty Mikołaj przyniósł Benowi Hanscomowi pod choinkę! Parę wielkich cyców! Belch prawie upadł. że powinien zapisać je w kominie. Była to jedna z niewielu rzeczy. runąłby w mroczną czeluść bez słowa. Benjaminie powiedziała pani Douglas.. . a może nawet przy wtórze cichego westchnienia wdzięczności.. szóstoklasista. panni Dougwlazł. zgniłozieloną i dwie zgniłoniebieskie.prezent od matki. Inni też się śmiali wśród nich kilka dziewcząt. Belchem Hugginsem i Victorem Crissem. Henry zamiast w szóstej klasie był w piątej ze swoimi kumplami. po przerwie świątecznej. Ben Hanscom. Wstał i po raz ostatni tego lata (jak mu się wtedy zdawało) spojrzał na Beverly Marsh. To był oczywiście Henry Bowers. że Bowers znów zostanie na drugi rok. ponieważ w zeszłym roku musiał repetować. a potem z podszedł do stolika pani Douglas Meksyku jedenastoletni dzieciak bebechem wielkości Nowego bebechem wciśniętym w nowe dżinsy z miedzianymi nitami. Prawie zawsze nosił luźne bluzy od dresu. Gdyby zobaczył. mimo że dzień był bardzo ciepły. Ben miał na sobie luźną bluzę od dresu. .oczach jest blask chwały. Zarzucał biodrami jak dziewczyna. gdy jego grube uda ocierały się o siebie. zarykując się ze śmiechu. nie przeżyłby tego. gdy goreje moja szkoła. jaką udało mu się przeforsować. Z tyłu klasy dobiegł ironiczny falset: Cienkuję.. Pani Douglas nie wyczytała jego nazwiska przy .To była przyjemność mieć cię w swojej klasie. że owego dnia Beverly Marsh śmiała się z niego wraz z innymi dziewczynami.Marcia Faddeo. Miał cztery pary bluz: zgniłobrązową. Ben miał wrażenie. pani Douglas.

rozdawaniu świadectw. Któregoś razu jakiś czwartoklasista okazał się na tyle niemądry. był dobrze zbudowany. nawet jak na swoje dwanaście lat. Ben był z tego powodu zaniepokojony. Był cichy. a to oznaczało kłopoty.Daj mi ściągnąć. uprawiał małe poletko na końcu Kansas Street. rzeczowy i doświadczony jak szept starego więźnia przekazującego wiadomość na dziedzińcu więzienia. Jego ramiona i nogi były grube od mięśni wyrobionych pracą na roli. posługując się w tym celu wyciągniętymi z kapelusza karteczkami z ich nazwiskami. Z przodu miał zostawioną grzywkę. że zaczął . Włosy Henry’ego były na czubku głowy przycięte tak krótko. czując niezbyt przyjemny nacisk swojego brzucha na kant stołu i od czasu do czasu. kopiąc ziemię. którą zawsze pokrywał grubą warstwą brylantyny (z tubki noszonej stale w kieszeni dżinsów na biodrze). pani Douglas porozsadzała ich na chybił trafił. Mniej więcej w połowie wtorkowego egzaminu. jakie odbyły się w ubiegłym tygodniu. który był testem z matematyki. i Henry dobrze o tym wiedział... bo gdyby Henry ponownie musiał zostać. Ben usiadł na końcu przy stoliku w ostatnim rzędzie obok Henry’ego Bowersa. Podczas ostatnich testów na koniec roku. jeżeli było co zbierać). Henry. prosto w czarne i przepełnione wściekłością oczy Henry’ego Bowersa. Jego ojciec. Do szkoły przychodził w różowej motocyklowej kurtce z wizerunkiem orła na plecach. Ben również byłby za to poniekąd odpowiedzialny. sadząc. oblizywał koniuszek ołówka. Zawsze otaczała go woń potu i zapach owocowej gumy do żucia. plewiąc chwasty. Ben spojrzał w lewo. w rezultacie czego włosy nad jego czołem przypominały zęby nadjeżdżającej kosiarki. jakby poszukując inspiracji. . wykopując kamienie. że można było pomiędzy nimi dostrzec biel skóry na czaszce. Jak zawsze Ben zakrył kartkę ręką. Ben usłyszał szept dochodzący od sąsiedniego stolika. który miał opinię szaleńca. nieopodal granicy miasta Newport. pochylił się nisko. przycinając drzewa i zbierając owoce (naturalnie. Henry spędzał na nim co najmniej trzydzieści godzin tygodniowo.

Ben. może. a potem swoją twardą.. Trzecia i ostatnia myśl była jednak o wiele bardziej złożona . aby od tej pory ktokolwiek ośmielił się powiedzieć coś złego na temat różowej kurtki Henry’ego. Ale niewykluczone.ale dzieciaki dobrze zapamiętały tę lekcję. to prawdopodobnie znów będzie musiał repetować. to fakt. Kot zawsze spada na cztery łapy. aby ten dał mu odpisać.równie szybkie i smukłe. A jeżeli on zostanie na drugi rok. . ten z całą pewnością zaczai się na niego po szkole i przy pomocy Hugginsa i Crissa.wyśmiewać się z tej kurtki. Tak. że jeśli Ben nie pozwoli Henry’emu ściągnąć. Szczeniak stracił trzy przednie zęby. spracowaną pięścią wymierzył tamtemu błyskawicznie dwa ciosy. to już się więcej nie zobaczymy. Ben nie słyszał. A on przez wakacje o wszystkim zapomni. miał nadzieję. To trwało zaledwie kilka sekund. Kiedy Bowers zwrócił się szeptem do Bena. zademonstruje mu swoje słynne podwójne uderzenie. Pierwsza myśl dotyczyła tego. Chłopak miał sińce pod oczami. To były myśli dziecka i nic w tym dziwnego. To dureń. Będę przecież w starszej klasie. Jestem pewien. obaj jak amen w pacierzu zarobiliby po lufie. Jeżeli schrzani ten test. którzy przytrzymają Bena za ręce. rzucając się na niego zwinnie jak łasica i szybko niczym żmija. ślady bicia.wyszeptał ponownie Henry. Tak mi się w każdym razie wydaje. że gdyby pani Douglas przyłapała Henry’ego na odpisywaniu z jego pracy. ale jego nadzieje okazały się płonne. uda mi się od niego uwolnić. Jego czarne oczy były . gdybym naprawdę się postarał. że byłbym w stanie tego dokonać. bo przecież byt dzieckiem. w głowie Bena pojawiły się natychmiast trzy myśli . że tamten zostanie definitywnie wylany ze szkoły. Henry doskoczył do gnojka.prawie dorosła. Po zakończeniu kary Henry znów pojawił się na dziedzińcu szkolnym ubrany w swoją charakterystyczną różową kurtkę. jak jego ciało było grube i tłuste. Druga zakładała. że udałoby mi się schodzić mu z drogi przez ostatni tydzień szkoły. Wcześniej od niego pójdę do liceum. Henry został na dwa tygodnie zawieszony w prawach ucznia. jako jeden z prześladowanych i terroryzowanych przez Bowersa. jakie zaaplikował mu ojciec w formie kary za „bójkę na boisku”. Może mnie dorwać. Ślady pobicia w końcu zniknęły .Daj mi ściągnąć ..

ojciec dałby mu popalić jak nigdy dotąd. i wtedy nagle w przejściu pomiędzy stolikami rozległ się ponownie szept Henry’ego Bowersa. wyjątkowo pragmatyczne obliczenie zysków i strat. aby móc opuścić klasę przed nim (jak to powinno wynikać z układu alfabetycznego) i zaczaić się nań przed szkołą. i to . Był zrozpaczony.Dostanę cię.Dasz mi ściągnąć albo pożałujesz. które pachniały aromatycznym purpurowym tuszem do powielacza. Nie przebiegł przez korytarz. Widniało na niej tylko imię i nazwisko. że po raz pierwszy w życiu świadomie przeszedł do działania. wypowiedziana z pełnym spokojem i opanowaniem. dziękując wszystkim bogom. Przez kolejne dziesięć minut w klasie było cicho jak makiem zasiał. Zdał sobie sprawę. 3 Ben odebrał swoje świadectwo i uciekł. Potrafił biegać.jego policzki zadrżały. . Młode główki pochylały się w skupieniu nad kartami testowymi. .Jeżeli tak. zanim zrozumie.błyszczące. rozkazujące. ale zawarta w nim obietnica. Gdyby spieprzył test i ponownie zawalił rok. grubasie. z jej skomplikowanym rozumowaniem. to go przeraziło . niemal ledwo słyszalny. nie było dla niego ucieczki. wyrachowanie i skrupulatne.Czy ktoś tam na końcu rozmawia? . Ben pokręcił głową i zgiął ramię. Ben pokręcił głową . Jego kartka była czysta. jak inne dzieci.wyszeptał Henry tym razem nieco głośniej. które kojarzyło się z nadchodzącą dorosłością. Przed dorosłością zaś. grubasie . . ale jednocześnie zdeterminowany. żeby bardziej przysłonić kartkę. Z Henrym mógł sobie poradzić. i choć nie wiedział czemu. to chcę. . Był przerażony. mroziła krew w żyłach. aby ta rozmowa natychmiast się zakończyła. przeraziły go bardziej niż perspektywa zadarcia z Henrym Bowersem.Jesteś już trupem.spytała wtedy głośno pani Douglas. że to zimna krew. .miną długie lata. Szept był cichy. jakich może znać jedenastoletni grubasek. że Henry Bowers nie dostał swojego.

To był Victor Criss. jak na chłopca swojej postury. Ben poczuł. ty kupo tłuszczu. ale wiedział. a okucia ciężkich roboczych butów stukały i pukały w rytm jego kroków. a potem wskazał ręką na stojącego w połowie schodów Bena. Włosy miał zaczesane do tyłu „na Elvisa” i nasmarowane brylantyną. który rozległ się tuż obok jego ramienia. Ben. Kiedy Victor podszedł do niego. Powiedział coś i obaj wybuchnęli śmiechem. co mówił było kłamstwem.nawet szybko. z przerażeniem czując. kasztanowe włosy okalały jej głowę i opadały na ramiona kłębiastą chmurą. To było jak los albo coś w tym rodzaju. Zszedł po schodach i podszedł do frontowej bramki. był pod szyją postrzępiony i niemal tak samo workowaty jak bluza od dresu Bena.spytał głos. . Schwycił się stalowej poręczy dosłownie w ostatniej chwili. zobaczył. Ktoś wpadł na niego i go popchnął. Czuł się wielki jak stacja pomp i szeroki jak całe miasto. . że się czerwieni. Ręce trzymał w kieszeniach dżinsów.Tak ci się tu podoba. To lato będzie trwało dłużej niż cały rok i będzie należało tylko i wyłącznie do niego. że po drugiej stronie ulicy stał Belch Huggins. ciesząc się ciepłem i wolnością. stał przez chwilę z twarzą uniesioną ku niebu. podniósł rękę i podał mu peta. że śmiesznie wyglądał. tak że aż się świeciły. Sweter był tak luźny. że nie sposób było określić. jak serce w jego piersi zaczyna wyprawiać dziwne harce. Zawsze udawało się im go dopaść. powyciągany i poprzecierany na łokciach. że masz zamiar stać przez cały dzień? . czy dziewczynie zaczęły się już wykształcać . . kołnierz kurtki miał wysoko postawiony. Oczy miały cudowną szaroniebieską barwę. To była Beverly Marsh. Palił papierosa. Ben natychmiast zapomniał o lecie i zachwiał się. więc po prostu szedł szybkim krokiem. Ben odwrócił się i jego twarz pokraśniała jeszcze bardziej. Gdy wyszedł z przesiąkniętego zapachem książek holu szkoły w rozświetlony blaskiem słońca czerwcowy dzień. próbując utrzymać równowagę na skraju kamiennych schodów. ale to. Tego dnia wrzesień w ogóle dla niego nie istniał. Jej sweter. ratując się przed niezbyt przyjemnym upadkiem. Victor zaciągnął się i podał papierosa Belchowi.Zejdź mi z drogi. Kalendarz mógł mówić całkiem co innego.

ale nie był w stanie się go pozbyć. to uczucie było niezwykle silnym.piersi.No. ale jak na razie. mleczną karnację skóry dziewczyny i małą zaleczoną bliznę na jej łydce (z jakiegoś powodu ten ostatni szczegół obudził w nim kolejną falę uczuć. rzucając mu krótkie migotliwe błyski. Musiał chrząknąć i jego rumieniec stał się jeszcze bardziej wyraźny. Wiedział. która mrugała do słońca. . . że nikt nie jest w stanie się im oprzeć. sprawiły.odparł ochryple. złotą bransoletę na kostce. Kiedy miłość pojawia się przed okresem pokwitania. patrząc.. a mimo to zostało zarejestrowane bardzo wyraźnie.. Było mu z jednej strony głupio.Znowu zachrypł. ponieważ większość z jego gruczołów wewnętrznych spała jeszcze snem sprawiedliwego.Chyba nie. że musi wyglądać idiotycznie. jak błyskawica w czasie letniej burzy) oraz jasną. . z drugiej zaś cudownie. Zszedł po schodach niczym słaby. że musiał ponownie sięgnąć ręką w stronę barierki. Beverly. a Ben zobaczył wszystko okiem człowieka zakochanego jasny materiał jej spódnicy. . Z jego ust dobył się jakiś dźwięk. 4 . nie miało znaczenia. .Szybko zeszła po schodach. atakuje tak czystymi i potężnymi falami.Nawzajem. . falę rudych włosów bijących o plecy jej swetra. nieokreślonym. że w głębi duszy czuł się zarazem paskudnie i bosko. Czuł się zakłopotany. Do zobaczenia w przyszłym roku. Ben. lecz szczęśliwie krótkim przesłaniem stanowiącym być może zapowiedź sygnału seksualnego. . która zaatakowała go z tak potężną mocą.Na jego ustach wykwitł szeroki uśmiech.Nie . Te niepohamowane emocje. Po prostu poddał się temu. ale Ben w ogóle się tym nie interesował. Ben również nie miał zamiaru tego próbować. zgrzybiały starzec i jeszcze przez chwilę stał przy nich nieruchomo. jak Beverly skręca w lewo i znika za wysokim żywopłotem oddzielającym dziedziniec szkolny od ulicy. które zmieszały się ze sobą w jego wnętrzu. a jednocześnie niewiarygodnie szczęśliwy.Przyjemnych wakacji. . tuż nad prawym trampkiem.

Stał tam tylko przez chwilę. omijany przez grupki rozwrzeszczanych. a później musiał ukryć twarz w trawie. że tego dnia szczęście mu dopisywało. Minął plac zabaw dla małych dzieci..Kocham Beverly Marsh” i za każdym razem.była jego ostatecznym celem. przebiegł palcami po łańcuchu huśtawki. gdzie od czasu do czasu szeptał cichutko pod nosem . tak że zaczęła się kołysać przy wtórze łagodnego brzęku. Jeszcze pięć przecznic i dotrze do Biblioteki Publicznej. kuląc się w sobie. ale odnosił takie wrażenie. by spojrzeć na stos kamieni. która . i przestąpił ponad deskami ustawionymi na drewnianych klocach koników. biegnących dzieciaków. Miał na nogach kedsy. Opuścił szkołę po dwunastej. cycaty! Chcesz zagrać? Potrzebujemy jednej bazy! Rozległ się gromki śmiech.jak przypuszczał . Mimo wszystko uznał. nie oglądając się za siebie. Wyszedł przez mniejszą bramkę na Charter Street i skręcił w lewo. ale nie spieszył się. wewnątrz którego spędzał większość dni ostatnich dziewięciu miesięcy. czuł się coraz bardziej błogo i romantycznie. Włożył świadectwo do kieszeni i zaczął pogwizdywać. czy zacznie płakać. jak mógł. W pewnym momencie. by go przy tej okazji wyszydzić albo też wytarzać go w ziemi i przekonać się. Ben wybiegł z parku tak szybko. bo w piątki po pracy chodzi zawsze do sklepu. niczym żółw chowający głowę we wnętrzu swojej skorupy. Niedługo potem wstał i ruszył przez park w kierunku Costello Avenue. Dziś jednak byli zbyt zaabsorbowani przygotowaniem do gry - . gdy przez park przemaszerowała gromadka chłopców szukających odpowiedniego miejsca do wyrysowania boiska do gry w baseball. Wszedł na chwilę do McCarron Park i usiadł pod drzewem. jakby wcale nie dotykał stopami ziemi.Hej. a potem przypomniał sobie o Henrym Bowersie i w pośpiechu ruszył na tyły budynku. Kiedy indziej chłopcy mogliby go zacząć ścigać. kiedy szóstoklasista nazwiskiem Peter Gordon zobaczył go i zawołał: . gdyż matka me wróci do domu przed osiemnastą. dopóki jego palące policzki choć trochę nie ochłonęły. wyszeptał dwukrotnie „Beverly Hanscom”. Wychodził już z parku. kiedy to mówił. Reszta dnia należała do niego.

co ich zajmowało. żeby się nie rozerwała. co mogło mu przynieść spore korzyści. który z zespołów okaże się lepszy. Dwadzieścia osiem centów leżące pod żywopłotem. Zamienił butelki na gotówkę. Na dzieciaka.powiedział z radością w głosie Ben. Przez otwór z jednej strony brązowej papierowej torby przezierało błyszczące szkło butelki. kiedy otwierał je sprzedawca. Gdyby ktoś zapytał go: „Czy nie czujesz się samotny. paczkę Likieru Ad i paczuszkę groszków Pez do pistoletu groszkowego. Ben skręcił w sąsiednią ulicę. Wyglądało na to. że rzeczywiście tego dnia dopisywało mu szczęście.jedyne.To ja . Sklep przy Costello Avenue znajdował się zaledwie przecznicę dalej. To było proste . który ma szczęście. czekające na jakiegoś dzieciaka. W torbie były cztery butelki po piwie i cztery duże butelki po wodzie sodowej. Trzy przecznice dalej przy żywopłocie jednego z domów zauważył coś ciekawego. który odważy się je zgarnąć. Spojrzał na torbę z jej słodką zawartością i nagle przyszła mu do głowy pewna myśl (jak się będziesz tak obżerał. Ben zadowolony pozostawił ich samym sobie i ruszył w dalszą drogę. który miał w domu. Mniejsze zaś po dwa. jak zawsze uszczęśliwiony zgrzytliwym odgłosem wydawanym przez przesuwane drzwiczki na łożyskach kulkowych. Ale to była nieprzyjemna myśl i odegnał ją od siebie. Ben?” - . której większość wydał na słodycze. pewne. Coś. Ben stopą wysunął torbę na chodnik. dziesięć batonów o smaku piwa korzennego (dwa za centa). pokazując. to rozgrzewka . Poszedł dalej.przywykł już do likwidowania tego typu myśli. Stał przy okienku stoiska ze słodyczami. co go jeszcze czeka tego dnia. Ben wyszedł z małą brązową torebką słodkości w dłoni i czterema centami w przedniej prawej kieszeni swoich nowych dżinsów. nie wiedząc. Beverly Marsh nigdy nawet na ciebie nie spojrzy). . jeszcze niezbyt wprawne uderzenie kija i pełne niepokoju wyczekiwanie na to. Większe były warte pięć centów każda. pięć rzędów na pasku i zjadałeś je tuż po wyłuskaniu z papierka). co chce kupić. Dostał pięć długich czerwonych toffi i pięć czarnych.rozluźnione i zaciskane pięści. trzymając jedną rękę pod spodem torby. pasek drażetek (po pięć w rządku.

Miał modele firmy Revell i gigantyczny zestaw klocków Lincoln Logs. Jak kciuk o dwóch stawach albo śmieszny mały występ w jednym z jego przednich zębów. Nie miał przyjaciół. występ. i byłby autentycznie zaskoczony. czym jest ślepota. Po prostu była. Miał też zestaw Mały Budowniczy. dopóki ktoś mu tego nie uświadomi. Miał nadzieję. Słodycze były jego najlepszymi przyjaciółmi. ale miał swoje książki i swoje marzenia. jaka znajdowała się w środku. że domy z Lincoln Logs wyglądają lepiej niż niektóre prawdziwe budowle. przy czym wyglądał jak dzieciak usiłujący popełnić samobójstwo przez przejedzenie słodyczami. kiedy się denerwował.Dziennik sierżanta Fridaya. Ben Hanscom nie zdawał sobie sprawy ze swojej samotności. Jego matka niejednokrotnie twierdziła. który naprawdę wskazywałby czas. Beverly była słodkim marzeniem.mógłby spytać w odpowiedzi. która go otaczała. a w połowie drogi pomiędzy sklepem a biblioteką zjadł wszystkie zakupione przez siebie cukierki. że na swoje urodziny w październiku dostanie Superzestaw. Tylko ci. Naprawdę chciał zostawić sobie groszki na wieczór .miał zamiar je zjeść podczas oglądania telewizji. Dragnet . potrafią pojąć całą istotę i złożoność problemu. i samochód działający niemal jak prawdziwy. być może zdołałby to zrozumieć. Dlatego też odegnał od siebie natrętną obcą myśl. którzy przedtem widzieli. zawładnęła nim bez reszty. Mógłby w ten sposób zrobić zegar. do którego wpadały przy wtórze cichego szczęku małej sprężynki. z którego budował masę różnych rzeczy. po którym wodził językiem zawsze wtedy. Gdyby to było dla niego czymś nowym albo gdyby w jego życiu nastąpiła jakaś radykalna zmiana.spojrzałby na tego kogoś z niekłamanym zdumieniem. To pytanie nigdy nie przyszło mu na myśl. że nie widzi. gdyż zawsze był samotny. Cukierki były słodką rzeczywistością. Że co? Słucham? Dziecko niewidome od urodzenia nie zdaje sobie sprawy z tego. w którym . ale samotność. A nawet wówczas ma bardzo słabe pojęcie na temat tego. Dziś wieczorem w telewizji pokazywano Whirlybirds z Kennethem Tobeyem w roli nieustraszonego pilota. Samotny? . a już najbardziej lubił wstrzeliwać je sobie do ust jeden po drugim. Lubił ładować groszki do małego plastykowego pistoleciku.

a Henry nie chciał. powiedziała Henry’emu. Kansas Street. W cieniu wielkiego starego dębu. ale będzie musiał przez cztery tygodnie popracować trochę w szkole. a tyłek opięty ciasno nowymi dżinsami kołysał się na dziewczęcą modłę. ale przede wszystkim. przeżyłby doprawdy nieprzyjemny szok. był szybki. jak mały grubasek przechodzi na drugą stronę ulicy. Ta dziwka. twardy. znajdująca się nieomal w centrum miasta. ale aby ochronić niewinnych. zbudowana w 1890 roku za pieniądze potentata drzewnego. zmieniono wszystkie nazwiska. że go przepuści.Bierzmy się za niego . przed nikim nie pękał. że oblał zarówno z anglika. a Hanscomem oraz Hanscomem i biblioteką. stojącą na trawniku przed Community House. i to chyba było najważniejsze. Gdyby tak się stało. Broderick Crawford był ulubionym bohaterem Bena. Powiedziała. na trawniku przed Derry Community House stało bowiem trzech chłopców: Belch Huggins. W zasadzie były to dwa budynki . Oszacował dystans pomiędzy ich trójką. gdzie mieścił się budynek Biblioteki Publicznej. by doszło do jakiejkolwiek interwencji. toteż przechodząc na drugą stronę. Victor Criss i Henry Bowers. mógłby się wtrącić ktoś z dorosłych. Henry patrzył. i nowy budynek z piaskowca. że najprawdopodobniej zdołaliby go dopaść. Henry wolałby już . Wiedział. oraz jego ulubiony Highway Patrol z Broderickiem Crawfordem w roli gliniarza z drogówki. W przypadku tego szczeniaka to byłoby całkiem prawdopodobne. Biblioteka z księgozbiorem dla dorosłych była połączona z biblioteką dla dzieci przeszklonym korytarzem. 5 . Douglas. Dotarł na róg Costello i Kansas Street i przeszedł na drugą stronę ulicy. znajdujący się na tyłach pierwszego. jego brzuch bujał się na boki. Gdyby spojrzał w lewo. ale Hanscom mógł zacząć krzyczeć. odznaczał się pokaźną tuszą.nieomal wydyszał Victor. Ben spojrzał tylko w prawo. jak i z matmy. w którym mieścił się księgozbiór dla dzieci. Dana Matthewsa.stara kamienna budowla z frontu.prezentowane zdarzenia są autentyczne. zanim ten znalazłby się wewnątrz budynku. była ulicą jednokierunkową.

Gdyby został na drugi rok. tak jak czasami. spoglądając na tysiące woluminów i wyobrażając sobie świat mający istnieć we wnętrzu każdego z nich. w okresie kiedy na farmie jest najwięcej roboty. że miał zamiar już wkrótce odpłacić za swoje cierpienie temu obrzydliwemu tłustemu grubasowi.Poczekamy.powiedział Belch. gdzie przesiadywali starsi ludzie. kiedy idąc ulicą w skąpany w krwistoczerwonej poświacie zachodzącego słońca . Patrzyli. Pogodził się z ponurą wizją przyszłości tylko dlatego. 6 Ben uwielbiał bibliotekę. . Lubił zapach książek bogaty i bajeczny. A kiedy Ben Hanscom wyjdzie z biblioteki. że się w ogóle urodził. Kochał tamtejsze oświetlenie promienie słońca przenikające popołudniami przez wysokie. Kiedy jednak przyjdzie mu spędzać w szkole po cztery godziny każdego dnia przez cztery kolejne tygodnie. Uwielbiał chłód panujący w jej wnętrzu nawet podczas największych upałów. krótki szept. ojciec będzie miał okazję wyżyć się na nim co najmniej pięć. Zrobi to.Tak. Z nawiązką. czytając gazety przymocowane do długich listewek. wąskie okna i ciepłe światło kulistych lamp zawieszonych na łańcuchach. Niekiedy przechadzał się wzdłuż działu z książkami dla dorosłych. Henry wiedział.raczej repetować. a potem usiedli i paląc papierosy i opowiadali sobie zasłyszane dowcipy. a może i więcej razy. jak Ben otwiera jedne z olbrzymich podwójnych drzwi i wchodzi do środka. Uwielbiał ciszę. aż wyjdzie. chodźmy . Henry sprawi. kiedy w zimowe wieczory na zewnątrz hulał mroźny wiatr. głuche uderzenie towarzyszące stemplowaniu przez bibliotekarza książek i kart albo szelest przewracanych stron dobiegający z Czytelni Czasopism. jaka zalegała w pomieszczeniach biblioteki. ojciec pobiłby go tylko raz. że to w końcu nastąpi. przerywaną od czasu do czasu przez cichy. że ten zapyziały grubas pożałuje. czekali na ponowne pojawienie się Bena Hanscoma. . Odpłaci mu.

Ben był tym zachwycony. Wiele lat później zbuduje centrum komunikacyjne rozgłośni BBC w Londynie i fakt ten będzie bardzo szeroko komentowany. a ich zamyślone oczy odzwierciedlały odwieczną fascynację światem baśni . z jej kulistymi lampami i wąskimi. „A któż to tupta. akceptując głos trolla. nawet zimą. powiedziała Pani mu. tupiąc tam po mostku?” Kiedy w opowieści pojawiał się troll. jednak nikt nigdy (z wyjątkiem. metalowymi schodami. Biblioteka Dziecięca była jasnym. panna Davies zaczynała mówić nieco ściszonym. bardziej gardłowym głosem. Lubił też budynek Biblioteki Dziecięcej.październikowy wieczór. czytała Bajkę o trzech małych kózkach. okazało się. że w przeszklonym korytarzu łączącym stary budynek z Biblioteką Dziecięcą było zawsze ciepło. gdzie najmniejsze dzieci przeglądały książki z obrazkami. czy też uda mu się pożreć trzy małe kózki? . Kiedy Ben wszedł do środka. Panna Davies. po których nie mogło przejść jednocześnie dwóch ludzi . rzecz jasna.czy zło zostanie pokonane. wpatrzonych w ekran telewizora. wyobrażał sobie. jak może wyglądać życie za oknami każdego z mijanych domów. układających kwiaty w wazonie i dających jeść dzieciom bądź trzymanym w domu zwierzętom Wyobrażał sobie twarze tych ludzi. ustawiony pionowo. Niektóre z mniejszych dzieci zakrywały usta dłońmi i chichotały pod nosem. Starrett.jeden zawsze musiał się wycofać. ładna młoda bibliotekarka. przebywając w starej bibliotece. efektem spowodowane zwanym cieplarnianym. wbrew zamieszczonym wszędzie tabliczkom z napisami: zachowujmy się cicho. że było główna to bibliotekarka tak działu dziecięcego. ale większość przyglądała się jej ze skupieniem i powagą. tak jak akceptowały głosy swoich marzeń. Podobało mu się. choć nie miał on w sobie nawet odrobiny owego mrocznego czaru. chyba że dni były pochmurne i deszczowe. krętymi. że właśnie zaczęła się tam Godzina Opowieści. że budynek ten to nic innego jak ów przeszklony korytarz w Bibliotece Publicznej Derry. samego Bena) nie dowie się. jaki odczuwał. słonecznym i gwarnym miejscem. dobrze? Największy hałas dobiegał jak zawsze z Kącika Puchatka. Wyobrażał sobie ludzi śmiejących się i sprzeczających się ze sobą.

Departament Policji w Derry. Ben miał zamiar postąpić zgodnie z apelem znajdującym się pod plakatem: Nie trać czasu. ile ich właściwie było. zgłoś się jeszcze dziś..W klubach dla dziewcząt już dzisiaj rodzą się kobiety jutra.czy pochodził z niego któryś z prezydentów USA. to który. Ludzie sprzeczali się. Motto pod zdjęciem głosiło: Jedna idea rozpala tysiące świec. Były tu formularze zgłoszeniowe do klubu softballowego i Teatru Dziecięcego Community House. też dostanę raka płuc tak jak mój tata . roku przyłączenia go do Unii oraz . Za każdą przeczytaną (i opisaną) książkę dostawało się nalepkę do naklejenia na swoją mapę. że od ostatniej zimy było ich co najmniej .Zostań skautem . kłopotami z Henrym Bowersem. Wisiała tu cudowna fotografia przedstawiająca miliard drobniutkich. 19.W całym pomieszczeniu porozwieszane były kolorowe plakaty.godz. W podnieceniu związanym z otrzymaniem świadectwa. Diablo dobry. Pośród tych kolorowych i krzykliwych plakatów wyróżniała się prosta. ale wszyscy zgodnie stwierdzali. na drugim zaś Niegrzeczny Chłopak palił papierosy (Kiedy dorosnę. Ben był wielkim miłośnikiem tego programu. przyczepiona do stołu tuż obok stanowiska bibliotekarki. Na niektórych plakatach pojawiały się hasła zapraszające: . Za zebrany komplet czterdziestu ośmiu naklejek otrzymywało się darmową książkę. Świetny układ. pozbawionej zabawnych. aby przyłączyły się do letniego programu czytelniczego. rozmową z Beverly i początkiem letnich wakacji zapomniał o godzinie policyjnej i morderstwach..00. Ralph Waldo Emerson. prostokątna plansza z napisem. Do nalepki dołączona była notka informacyjna na temat ptaka i kwiatu przypisanego danemu stanowi. Już samo spojrzenie przeszyło Bena dreszczem. a jeżeli tak. kolorowych postaci kartce brzmiał następująco: pamiętajcie o godzinie policyjnej . No i rzecz jasna można tu było znaleźć formularz zachęcający dzieci. biała. że jego usta pokryte były pianą jak pysk wściekłego psa. Tekst na białej. Na jednym z nich widniał portret Grzecznego Chłopca. który mył zęby z takim zapałem.brzmiał Podpis). błyszczących w ciemności punkcików światła.albo stwierdzające: .

Dziewczyna Lamoników miała szesnaście lat. co w pierwszej chwili wziął za gałąź. Tylko szczęśliwy traf sprawił. a potem. pięć. a ja nie wiem. Jeden z tych . Chłopak.. myślała policja. ale nie chodziła do szkoły. że zamordował ją jeden z jej chłopaków. Wszyscy byli pewni. dwadzieścia mil na wschód od Derry. Albo ktoś obcy. które udało mu się podsłuchać to tu. którą znaleziono w dzień po świętach Bożego Narodzenia w rejonie robót przy rogatkach Jackson Street.cztery. co mam jej powiedzieć.miłych chłopców” był czterdziestoletnim pułkownikiem sił powietrznych. to tam. Jakieś trzy i pół miesiąca później. Nie pisano o tym w gazetach ani żaden z dorosłych nie mówił o tym Benowi Były to po prostu zasłyszane informacje. Mieszkała wraz z małą u rodziców. Wielu z nich było żołnierzami z bazy lotniczej znajdującej się przy drodze do Bangor. Doniesienie o zaginięciu dziewczyny zostało złożone na pięć tygodni przed odnalezieniem ciała. Siedemdziesiąt jardów dalej w dół strumienia . Okazało się jednak. Ciało trzynastoletniej dziewczynki było zmasakrowane i wmarznięte w błotnistą ziemię. . że pierwszą ofiarą była Betty Ripsom. że była to dłoń.Andi przez cały czas pyta „Gdzie jest moja mama?”. do morza. Śledztwo w sprawie śmierci Cheryl zaczęło się od pierwszego logicznego wyjaśnienia. .powiedziała matka Cheryl. nadgarstek i cztery cale przedramienia dziewczyny. jakie się nasuwało. które zeszłej zimy osunęło się do wody. że zwłoki nie zostały zmyte do Penobscot. Inny odsiadywał właśnie wyrok za napad z bronią w ręku. .Większość z nich to byli mili chłopcy .zaczepione na drzewie. Policja Stanowa znalazła resztę Cheryl Lamonik. Była z Derry. Trzy lata temu urodziła córkę Andreę. . a mianowicie. Zboczeniec. ale w głębi serca dobrą dziewczyną powiedział policji jej płaczący ojciec. wędkarz łowiący na brzegu strumienia. złapał coś. Haczyk wędki wbił się w miękkie ciało pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. jeśli policzyć George’a Denbrougha. który miał w New Mexico żonę i troje dzieci.Cheryl była trochę dziką. w okresie wiosennych spływów. niedługo po rozpoczęciu sezonu połowu pstrągów.

a kiedy ponownie wyjrzała przez okno.Jeżeli to był zboczeniec. Propozycję przyjęto jednogłośnie i następnego dnia wprowadzono w życie. będą zawsze . Szeryf Borton. W chwilę potem. Rodzina Clementsów mieszkała przy Kansas Street. Ten koniec Merit Street był zablokowany drewnianymi kozłami. Tego było już dosyć dla szefa Bortona. chyba że osoba podwożąca będzie kimś.jak to określono w artykule na temat godziny policyjnej. wystające z otworu przepustowego przy Merit Street. to najwyraźniej lubił także chłopców. Zeszłej jesieni ulicę doszczętnie rozkopano. będący wraz z grupką ośmioklasistów na wycieczce. że wydawała się całkiem spokojna i niewzruszona. Jego matka.i jeszcze jedno skrzyżowanie wzdłuż drogi prowadzącej na północ do Bangor. zauważył parę czerwonych trampek i fragment niebieskiego dziecięcego kombinezonu. że nie muszą się niczym martwić. Na chodniku leżał przewrócony trójkołowy rowerek. Pod koniec kwietnia jeden z nauczycieli. Matty’ego już nie było. po drugiej stronie miasta. dopóki będą postępować zgodnie z kilkoma prostymi zasadami: nie będą rozmawiać z obcymi. która po śmierci dziecka przeżyła tak wielki szok. którego zaginięcie zgłosili rodzice zaledwie poprzedniego dnia (jego zdjęcie pojawiło się na tytułowej stronie „Derry News”. nie będą przyjmować propozycji podwiezienia. ciemnowłosy dzieciak uśmiechający się zuchwale do aparatu. powiedziała policji. Małe dzieci miały być przez cały czas pod „wytężoną i wzmożoną opieką kompetentnych dorosłych” . praktycznie na jej oczach . wsadził oba kciuki za swój szeroki pas i zapewnił dzieci. Jedno z kółek wciąż jeszcze obracało się leniwie. W zeszłym miesiącu w szkole Bena odbyło się specjalne zebranie.zatrzymało się. Na specjalnym zebraniu rady miejskiej następnego wieczoru zaproponował wprowadzenie od dziewiętnastej godziny policyjnej. by zanieść pranie do suszarni. zamieszczonym w „Derry News”. Znalezione zwłoki okazały się trzyletnim Matthew Clementsem. Odeszła. Miała tam powstać kolejna rogatka . który wyszedł na podium. że Matty jeździł tego dnia na swoim trzykołowym rowerku opodal ich domu na rogu Kansas Street i Kossuth Lane. kogo bardzo dobrze znają. z przekrzywioną czapeczką zespołu Red Sox na głowie).

Przez cały dzień wkłada ten swój kij do ścieków. Wystarczyło sięgnąć pomiędzy kratami i monetę miał praktycznie w kieszeni. i przestrzegać godziny policyjnej. kłóliku . Frankie czy Freddie oraz jego niezwykły kij Z gumowym końcem przechodzili do działania.powiedział któregoś dnia Benowi Richie Tozier. że faktycznie myślał o nim w ten sposób.powiedział Tozier i odszedł. Kiedy o tym mówił.. W wolnym czasie Freddie (czy Frankie) przechadzał się ze swoim kijkiem po Derry. widoczne za grubymi szkłami okularów. określał czasami zdarzała dziesięcio- dwudziestopięciocentówka (te ostatnie z sobie tylko znanych powodów mianem „nadbrzeżnych potworów”). gdy stał się on sławny dzięki odnalezieniu ciała Veroniki Grogan. którego Ben znał tylko z widzenia (był w sąsiedniej piątej klasie podstawówki w Derry). . Zauważywszy monety. zajrzał do jednego z kanałów burzowych przy Neibolt Street i zobaczył w głębi niego coś. Jego powiększone oczy.On jest naprawdę obrzydliwy . Ben pomyślał. co wyglądało jak pływająca kępka włosów. przedstawiając go zawsze wielkimi literami. dzięki czemu zyskał sobie przydomek Bucky Bóbr. mogło ci się wydawać. szukał różnych rzeczy za pomocą urządzenia własnego pomysłu. Ten chłopak.wykrzyknął Ben. .Łacja. zaglądając do kanałów i rynsztoków. Frankie lub Freddie. Był w tej samej klasie co Freddie . Niezwykły kij z gumowym końcem był po prostu kawałkiem gałęzi brzozy z wielką kulą gumy do żucia na końcu. . Tozier był chudym chłopcem. Miał także olbrzymie przednie zęby. Dwa tygodnie temu chłopiec. aż mu się uszy trzęsą. że policjant to twój przyjaciel. Ben słyszał różne plotki na temat Frankiego czy Freddiego i jego kijka na długo przed tym.pamiętać. że bez nich Tozier musiał wyglądać jak Pan Magoo. . przepełniało nieustanne zdziwienie.czy Frankie. a wieczorem zdejmuje z niego gumę i żuje. gmerający swoim niezwykłym kijem z gumowym . ale Czasami zauważał mu się pieniądze też głównie czy jednocentówki. noszącym okulary. tak zwanego niezwykłego kija z gumowym końcem. który nazywał się Frankie czy Freddie Ross (a może Roth)..O rany. to okropne! .

kiedy pył i odpadki włókien dotkliwiej niż zwykle dawały jej się we znaki.czy Frankie .czy jesteś głupim chłopcem? . że głupio jest przejmować się takimi rzeczami. Veronicę pochowano w dniu jej dziesiątych urodzin. iż musiałby mieszkać z farmerami.uciekł do domu z krzykiem. ale samotne wychowywanie syna wycisnęło na niej swoje piętno. . W te noce długo nie był w stanie usnąć i wpatrując się przez okno w panujący na zewnątrz mrok. jak ogarnia go przerażenie. że gdyby udało mu się ją wysuszyć. Po paru minutach gmerania i popychania.odparł Ben. niewidzących oczach. . Arlene Hanscom usiadła obok Bena na kanapie. przyjrzał się jej z uwagą. że to oznaczało. z mrocznej wody w zatkanym kanale wyłoniła się twarz . był przekonany. prowadzonej przez ludzi. że Ben czuł. niedługo wspomnianym przed koszmarnym zdarzeniu.Nie. Ben zastanawiał się w duchu. Myślał.Nie . Freddie . o co w tym wszystkich chodziło. . których po matka Bena nazywała chwilą „Chrystusowcami”. Veronica Grogan chodziła do czwartej klasy Neibolt Street Church School. gdyby umarła. kaszlała tak długo i głośno.potwierdziła. czując się bardziej niepewnie niż kiedykolwiek. lekko zaniepokojony. Nie miał pojęcia. Ben. zastanawiał się. Nigdy dotąd nie widział. mamusiu . którzy od świtu do nocy zmuszaliby go do pracy w polu) lub też wysłano by go do sierocińca w Bangor.powiedziała poważnym tonem . co by z nim było. dałby ją swojej matce na urodziny albo z jakiejś innej równie szczytnej okazji.Chyba nie jesteś. wyglądała przez okno. ale to nie odnosiło żadnych .Ben . Zamilkła na dłuższą chwilę. żeby jego mama była równie poważna i posępna. kiedy już miał zrezygnować. Starał się sobie wmówić. Wzięła jego ręce w swoje i spojrzała nań przenikliwym Wzrokiem. Któregoś wieczoru. Pracowała przez czterdzieści godzin tygodniowo w Zakładzie Włókienniczym Stark Mills w Newport przy zwijaniu i belowaniu materiałów i czasami. Mógłby zostać Dzieckiem Stanu (przypuszczał. że znalazł perukę.twarz oblepiona zgniłymi liśćmi na białych policzkach i grudkami ziemi w otwartych. Wciąż jeszcze była młoda miała trzydzieści dwa lata.końcem pomiędzy prętami kraty kanału. czy aby o nim nie zapomniała. Nie patrzyła na Bena.

. I bardzo go kochała. kiedy do ciebie mówię .Otóż to.rezultatów. Martwię się. a ty do tej pory nie wrócisz do domu i nie będziesz mył rąk w łazience. Nadchodzi lato i nie chcę ci popsuć wakacji..O szóstej.Martwię się o ciebie. że gdzieś tam czai się jakiś szaleniec. Punktualnie! Posłuchaj . z wyjątkiem jednego. Już nikt nie może być niczego pewny. co ma powiedzieć dalej. . Ben spojrzał na nią spod oka. ale jeszcze raz skinął głową.. że to były zabójstwa. Skinął głową.Z początku ludzie myśleli. nigdy nie mówiła o tym przy swoim synu. Gdyby jego matka zorientowała się. kiedy się uparła. .powiedziała. z miejsca dzwonię na policję i donoszę o twoim zaginięciu. ale była dobrą matką. . Chcę.powiedziała i Ben natychmiast umilkł. że aż za bardzo..Mamo. że musi mu jeszcze tłumaczyć „te sprawy” o ptaszkach i pszczółkach. O której zwykle jemy kolację? . który czyha na małe dzieci.I wiesz. . co mam na myśli mówiąc.Musisz być ostrożny. Benny. Może jest już po wszystkim.na tle seksualnym. a może nie. Rozumiesz mnie.jeżeli nakryję do stołu i naleję ci mleka. . Ben. aby wypowiedzieć te słowa . ale okoliczności były nietypowe i zmusiła się.zastanowiła się nad tym.. potrafiła postawić na swoim.. . a może nie. . żebyś codziennie wracał na kolację. .Jesteś samodzielny. Nie martwił się wszak tylko o siebie. . Czasami myślę. ale masz być ostrożny. że poświęcam ci za mało czasu. Ty.Wiesz o tych morderstwach . Jego mama była twardą kobietą i w wielu sprawach. . najprawdopodobniej umarłaby ze zmartwienia. że to mogły być zabójstwa na tle seksualnym? Nie wiedział. Może tak było.. Ben? Skinął głową.Ani słowa. w każdym razie niedokładnie. ale nic nie powiedział. Martwił się również o nią. ponownie odwracając wzrok w jego stronę.

to najprawdopodobniej nie miała też zielonego pojęcia na temat jego chłopięcych lat. sprawdzaj godzinę i uważaj.śledzeniem roju pszczół do ich ula. . aby się spóźniać. że skoro jego matka nie wiedziała.Teraz. . rzecz jasna.I zdajesz sobie sprawę. Jeżeli nie wrócisz do domu na czas. Pamiętaj. Dopóki nie złapią tego drania. . ale fajowy! . . . zadowolona.Tak.Tak. Uśmiechnęła się. że podczas letnich wakacji zajmują się głównie zabawą i realizacją własnych pomysłów . kiedy już masz zegarek. do czego jesteś zdolny ty i twoi przyjaciele. iż nie miał żadnych przyjaciół. żebyś go nie zgubił. co jej się wydawało. nie wolno ci się spóźnić nawet o minutę. usłyszał tykanie zegarka. mamo. i pokiwała głową. przenigdy nie byłby w stanie jej tego powiedzieć. Ben pokiwał głową ponuro. że ucieszył się z prezentu. . A potem znowu spoważniała.Jejku! . mamo.Nałóż go. Gdy Ben otworzył i zobaczył. co ci powiedziałam. To było małe plastykowe pudełko. Nie jestem kompletną ignorantką. Zdaję sobie sprawę. . noś. To. który zabija dzieci w okolicy.Tak. jeżeli chodzi o sprawy chłopców. nie masz powodu. wbrew temu.Dobrze. po prostu otworzył usta ze zdumienia. myśląc. Wyjęła coś z kieszeni podomki i podała mu. nakręcaj. tylko drobna część tego.powiedział z nie ukrywanym podziwem. . .Dzięki! To był zegarek marki Timex z małymi srebrnymi cyferkami i paskiem z imitacji skóry.Rozumiesz? . grą w piłkę czy choćby kopaniem znalezionej na ulicy puszki. że zrobiłam to na darmo.Objął ją mocno i głośno pocałował w policzek. Jednak nigdy. powiadomię policję. Nakręciła go i trzymała dla niego. .Rany. że ja nie żartuję? .Prawdopodobnie gdyby do tego doszło i tak by się okazało. co znajdowało się wewnątrz.

Czegoś. prawda? . dla których Ben zdecydował się zachować milczenie. a takie jak ta zdają się trwać wiecznie.oboje zgodziliśmy się. których się kocha. Nigdy nic nazwała go grubym. Był to jeden z powodów. kiedy oglądał telewizję czy . Ponownie wyjrzała przez okno i wydała z siebie westchnienie pełne zatroskania. . aby sprawić jej przyjemność i ulżyć jej zatroskaniu (które w swej nie skrywanej gwałtowności było nieco przerażające). Otworzył usta i nagle zamknął je ponownie.podejrzanego? Czegoś niezwykłego. a zachwycony swoim zegarkiem i przepełniony miłością do matki. ale dorosły człowiek. że nie jesteś głupi . że w niektórych przypadkach lepiej jest zamknąć buzię na kłódkę i oszczędzić trosk tym.Dobrze. Ni mniej.Jak to jest. że rzeczy dobre są tak ulotne. Zawsze tak uważałam. Nie chcę.Nie widziałeś niczego. jesteś dużym chłopcem.Niczego ani nikogo hmm .Ponownie spojrzała na niego spode łba. opowiedziałby jej o tym. ni więcej.fakt. Ben. . Ben nie uważał. zawsze określając go mianem „dużego” (czasami dodając też. mamo. żebyś do parku czy biblioteki chodził zawsze z kolegami. w tym mieście z całą pewnością jest coś nie w porządku. żebyś chodził sam. że John Wayne powinien zagrać rolę Adolfa Hitlera w komedii muzycznej o drugiej wojnie światowej. Tak. . że zna prawie każdy zakątek w Derry. Musisz znać prawie każdy zakątek w Derry. że przyznałby jej rację. Nawet dzieci czasami są w stanie zrozumieć. może z łatwością porwać dziecko. co? W każdym razie jeżeli chodzi o miasto. że jest „duży jak na swój wiek”). bo przecież ma więcej sił. Jego mama mogła być twarda. choć znał ich wiele. że nie powinieneś przyjmować od nieznajomych cukierków i propozycji podwiezienia do domu . . a do tego człowiek szalony. co cię przeraziło? Mało brakowało. bardzo często przynosiła mu talerz.wcale nie tak szlachetny. .spytała. co mu się przydarzyło pod koniec stycznia. Co to właściwie było? Intuicja. Odwrócił głowę .Jesteś takim wędrowniczkiem. I był tak poruszony nieoczekiwanym prezentem. Ale był jeszcze inny powód . Wiesz dobrze.. a kiedy po kolacji jeszcze coś zostawało. .Jeszcze jedno. Chciałabym. nawet gdyby powiedziała.

że jakaś jego część . gdzie ogrodzenie z .nie lubiła pana Mc Kibbona. Z całą pewnością nie. Ale. (jeść) budować domki z klocków. Ben miał wrażenie.znała motywy tego nieustannego podkarmiania go. oglądać telewizję.. Wzięli go na ramiona i przenieśli do miejsca. Przychodzenie o osiemnastej do domu i zostawanie w nim nie było takie złe. choć w głębi duszy nienawidził siebie za to.odrabiał lekcje.. W tym śnie szczęście i duma prawie go rozsadzały. że grał w baseball z innymi chłopcami na pustym parkingu za bazą ciężarówek braci Tracker. Właśnie zdobył ostatni. Dlatego też. . co by było. Tej nocy Ben długo nie mógł zasnąć.lub co wydawało mu się. a czuł.w styczniu. Przecież nie zdawała sobie sprawy. że nie miał żadnych kolegów. co robił. Zaczęli stukać go pięściami i klepać po plecach. Na przemian. gdyby matka umarła. to przykładał zegarek do ucha. Który był zarazem republikaninem i „Chrystusowcem”. to znowu przybliżał go do oczu. a on zmiatał wszystko. .Tylko pana McKibbona grzebiącego po śmietnikach. i nagle spojrzał w stronę środka pola. Ten fakt sprawił. to już nie byłoby przyjemne .ta najmniej znana. rzucający słaby blask przez szybę okna na podłogę w jego pokoju. Leżąc w łóżku i patrząc na zawieszony na niebie księżyc. by móc podziwiać jego upiornie fosforyzującą tarczę. i jej wybuch śmiechu zakończył ten temat. właśnie tak by się to dla niego skończyło. Jeżeli cokolwiek mu się przydarzyło.powiedział..to byłoby okropne. co mu się przydarzyło w styczniu. roześmiała się . z wielu powodów. Ben nie opowiedział jej o tym zdarzeniu. najmroczniejsza część jego „ja” . ale nie zadręczał się myślami o tym. jak mogłaby zareagować na jego opowieść o tym. mamo . że przestał jej ufać .Nie.nie był pewny.. W końcu jednak usnął i śnił. że gdyby opowiedział jej o tym. Ale gdyby musiał siedzieć w domu cały dzień. Usłyszawszy to. decydujący punkt dla swojej drużyny i jego krzyczący radośnie koledzy z zespołu wybiegli mu na spotkanie przy „bazie”. Czy to była tylko miłość? A może jeszcze coś innego? Nie.. co widział .. że widział . gdzie znajdował się ich sprzęt. Mógł czytać książki. a on został sierotą. czuł się kochany i bezpieczny. zastanawiał się.

bo był miły. Spytała Bena. a on odpowiedział.czerwone. którzy czasami z uwagi na swoją pracę musieli utrzymywać dzieci w karności.godzinę i siedemnaście minut temu. ona również szczerze lubiła Bena. niebieskie. .. Dała mu mapę Stanów Zjednoczonych. nie pamiętał. . 7 Podszedł do głównego stołu w Bibliotece Dziecięcej. Pani Starrett roześmiała się.przytaknął widmowy głos. Kiedy Ben obudził się następnego ranka.bo wakacje zaczęły się zaledwie . Z tych samych powodów większość dzieci uważała go za frajera. To był klown. ale dostrzegał workowaty kostium z wielkimi pomarańczowymi pomponami z przodu i obwisłą żółtą muszkę. zakrywając usta dłonią. cichy.łańcuchów wyznaczało linię graniczną pomiędzy żużlowym placem a zachwaszczonym trawiastym gruntem. lubili go. że tak.Znudziły cię już letnie wakacje? Ben uśmiechnął się. Pośród tych chwastów i krzewów. toteż nie był to głośny śmiech. jak gdyby w nocy płakał. prawie niewidoczna. ale jego poduszka był wilgotna w dotyku. Benny .odparł .. ukrytej w białej rękawicy. zmieniającym się nieco dalej w łagodną stromiznę Barrens. otrząsając się z myśli obudzonych przez znak przypominający o godzinie policyjnej. żółte. kłóliku . trzymała pęk różnokolorowych balonów . . jak pies po wyjściu z wody. dobrze wychowany.. Nie widział twarzy tej postaci.powiedziała pani Starrett. za którą grzecznie podziękował. ogólnie rzecz biorąc. czy chciał się zapisać na letni program czytelniczy. stała jakaś postać. Tak jak Douglas w szkole. Łacja. Drugą kiwała na niego. co mu się przyśniło. Pani Starrett lubiła żarciki. rozważny.Czołem. a także na swój sposób zabawny. zwłaszcza ci.. .Jeszcze nie .spojrzał na zegarek . zielone. W jednej ręce. Dorośli. Niech mi pani da jeszcze godzinę.

to sam sobie byłeś winien. Każda z kopert kosztowała pięć centów. gdzie lektura Bajki o trzech małych kózkach doszła do momentu.Może ci się nie spodobać . i nikczemnym gliniarzu. W bibliotece jest również miejsce na pisanie . To tu. Namawiam do jej przeczytania nastolatków. stemplując książkę jest wyjątkowo krwawa. nie było ograniczeń prędkości. pocztówka trzy. to tam wybierał jakąś książkę. zwłaszcza tych. Wręcz przeciwnie . dwie kartki papieru jednego centa. który za wszelką cenę chciał go zmusić do wolniejszej jazdy. Przeczytawszy trzy rozdziały. kiedy Najstarsza Kózka słała pokaźną porcję obelg trollowi zaczajonemu pod mostem. . Należało być ostrożnym. Ben dowiedział się.dzieci mogły wypożyczyć naraz tylko trzy. . bo to zwykle daje im do myślenia. była typowym strzałem w ciemno). że w Iowa. . autorstwa Henry’ego Gregora Felsena. Innymi słowy.Wszedł pomiędzy półki z książkami. ile by zechciał .była całkiem niezła.Buldożera. świetnym kierowcy. To była fajna sprawa. gdzie toczyła się akcja książki. . przeglądał ją. Wybieranie książek było poważną sprawą. że po jej lekturze przez co najmniej tydzień jeżdżą o wiele wolniej niż zwykle. Czarnego Królewicza i Rozpalony drążek (ta ostatnia. kopertami i papeterią z nadrukiem biblioteki Derry. Gdyby był dorosłym. uniósł wzrok znad książki i dostrzegł całkiem nowy zestaw plakatów. Opowiadała o chłopaku. że książka wcale nie jest taka zła.głosił napis u dołu. którzy dopiero co zrobili prawo jazdy. a potem odkładał na miejsce.Czemu jeszcze dziś nie napiszesz do swojego przyjaciela? Uśmiech gwarantowany! Poniżej znajdowały się pojemniczki z ostemplowanymi kartami pocztowymi. jeżeli wybrałeś chłam. Mam wrażenie.powiedział Ben i zaniósł swoje książki do stolika znajdującego się w pewnej odległości od Kącika Puchatka. Na honorowym miejscu (choć w sumie całe wnętrze biblioteki było wprost obwieszone plakatami) wisiał plakat ukazujący szczęśliwego listonosza wręczającego list szczęśliwemu dziecku.Przejrzę ją . mógłby wziąć tyle książek. Wreszcie wybrał trzy . Zaczął czytać Rozpalony drążek i uznał.zauważyła pani Starrett.

iż była to doprawdy wielka szkoda. gdyby tylko natrafił na odpowiedniego człowieka. Derry. jak wracał na miejsce. I wiedziała. ale mama powiedziała mu. który obsługuje Lower Maine Street. Zaznaczył stronę w Rozpalonym drążku i ponownie podszedł do stołu. że ten chłopak sam kopał sobie grób za pomocą noża i widelca.pisał.. że większość listonoszy. Jej matka powiedziałaby. . że wnętrze Bena Hanscoma skrywało w sobie nieprzebrane skarby. ale Ben siedział tam sam. Niosąc kartkę odwróconą adresem do spodu (wolał nie ryzykować. I nigdy ich nie odzyska. Haiku .Oczywiście. Maine. zna mieszkańców swoich rewirów. a on straci swoje trzy centy. Nigdy nie widziała Bena z jakimiś innymi chłopcami. ani więcej. Strefa 2. bo wierzyła. 8 Ben wyjął swój długopis i zaadresował kopertę . Zwykle . że chłopiec chętnie oddałby część z nich cierpliwemu i łagodnemu poszukiwaczowi. Jeżeli nie. Haiku było japońską formą poezji krótką i rządzącą się surowymi prawami.powiedziała pani Douglas . Nie znał numeru domu. Lower Maine Street. . to świetnie. bo przecież nie miał zamiaru pisać na kartce swojego nazwiska i adresu. Jeżeli listonosz. Wrócił na swoje miejsce i zaczął pisać . skreślał i pisał na nowo. Dała mu pocztówkę i patrzyła.Miss Beverly Marsh. doręczy kartkę. którzy pracują tu od dłuższego czasu. W ostatnim tygodniu szkoły przed egzaminami na lekcjach angielskiego czytali i pisali haiku. Ben.. Zdawała sobie sprawę. list trafi do biura listów nie doręczonych. wziął z drewnianego pudełka przy pojemniku na pocztówki kilka kartek papieru.ani mniej.Ben sięgnął do kieszeni .może liczyć tylko siedemnaście sylab .Pani Starrett była jak zwykle oczarowana jego łagodną uprzejmością i nieco zasmucona jego rozmiarami. mimo że nie zauważył w pobliżu nikogo znajomego). Przy stoliku mogło zmieścić się sześć osób.wciąż miał w niej cztery centy.Czy mogę prosić jedną pocztówkę? .

i to wszystko. zdawał się łamać przy dźwięku .opisuje się w nich w nader wyrazisty sposób pojedyncze. jak wówczas. nie miało to żadnego znaczenia. wykreśleniu słów. bez żadnych tajemnych reguł.k” tworzącym swego rodzaju dysonans. Czegoś tu brakowało. że to może ten chłopak przysłał jej haiku. które były za długie. i pomyśli. I choć nigdy się nie dowie. co chciał. Chwila. To uczyniłoby ją szczęśliwą.i ponownie zobaczył ją schodzącą po schodach z falą włosów opadającą na ramiona.zimą Płonie w nim moje serce Nie był tym specjalnie zachwycony. spłodziłby coś o wiele gorszego. szczęście. co mógł z siebie wykrzesać.Ben czuł to. ponieważ była to poezja strukturalna. Mógł napisać to. Po dwudziestu minutach pracy (z jedną przerwą na wzięcie kolejnej porcji kartek). W budowie haiku było coś. .takie jak smutek. Chciał upamiętnić to wydarzenie... kiedy pani Starrett opowiadała mu o efekcie cieplarnianym. a może nawet siódmoklasista. choć zwykle odczuwał na nich jedynie łagodne zadowolenie. a jednocześnie na zawsze zapamiętałaby ów dzień.szósto-. aby do tego doszło. że poczuł się naprawdę szczęśliwy. co raczej zdawało się płonąć pośród nich. normalnie. Lubił lekcje angielskiego.. Ale on będzie wiedział. Ben był tym zachwycony.pomyślał . szeregu zmian i przeróbkach Ben stworzył coś takiego: Twoje włosy są jak ogień . Jej włosy . specyficzne uczucia . Prawdopodobnie Bev podobał się jakiś starszy chłopiec . nostalgię. Obawiał się. w której Beverly zdecydowała się odezwać do Bena. Nie chciał. radość. co rozpaliło jego wyobraźnię. że to Ben Hanscom przysłał jej pocztówkę. ale to było najlepsze. Siedemnaście sylab jedna wizja wiążąca się z pojedynczą emocją. i miłość. Słońce nie tyle błyszczało. Podobało mu się nawet samo to słowo. Haiku było dobrą poezją . Albo w ogóle nic. Ta idea sprawiła. Bingo. opuszczając gładko twoje usta. strumień powietrza. że gdyby babrał się w tym zbyt długo i za bardzo się przejmował swoją pracą. ale to nie było to. była kluczowym momentem jego życia.

I musisz mi przysiąc.Przepisał gotowy wiersz na pocztówkę (pisząc go wielkimi literami.Uniosła do . Ben miał mgliste pojęcie o czymś. Nie wiedział.zareagował. kiedy zdał sobie sprawę. Ben . to może sytuacja w kraju trochę się polepszy. że powiesz prawdę. a jego mama obawiała się.w razie potrzeby amerykańscy żołnierze pomogą Libanowi! Poniżej widniało zdjęcie Ike’a ściskającego dłoń Araba w Ogrodzie Różanym. miękkich foteli. Ben wyjął z książki pocztówkę i wrzucił ją do skrzynki.jej szaroniebieskie oczy były rozpalone. Ben .Wesołych wakacji. Następnie wstał i wychodząc. że kiedy w 1960 Hubert Humphrey zostanie wybrany na prezydenta.Do widzenia. jakby to było żądanie okupu. co określano mianem przedłużającej się recesji.Nie zapomnę. ale wcale go to nie obchodziło. W czytelni. . że przyjął tę perspektywę ze sporą dozą ekscytacji. Kiedy wyślizgnęła mu się spomiędzy palców. czytający „News”. jak serce zaczęło bić szybszym rytmem. „Chcę zadać ci pytanie. wyraźnie poruszony.powiedziała ta wyimaginowana dziewczyna. Czy to ty napisałeś?” . że to ja? Nie bądź głupi . pomyślał niejako od niechcenia). ale nie zapomnij o godzinie policyjnej. powiedział do widzenia pani Starrett. . . poczuł.powiedziała pani Starrett. a kasztanowe włosy związane z tyłu w koński ogon. Mama Bena mówiła. Widział podchodzącą doń Beverly Marsh . by znaleźć się w chłodnym wnętrzu Biblioteki dla Dorosłych. że może stracić pracę. po czym włożył długopis do kieszeni. dokąd zmierza. ciesząc się z panującego w nim ciepła (efekt cieplarniany. . A jeśli mimo wszystko domyśli się. Mniejszy nagłówek w dolnej połowie pierwszej strony brzmiał: Trwa pościg policji za psychopatycznym mordercą. a kartkę do książki Rozpalony drążek. Nagłówek na pierwszej stronie głosił: Dulles obiecuje . w jednym z wygodnych. W jego głowie zaczęły się tworzyć fantastyczne wizje. Ruszył wzdłuż Kansas Street. Przy chodniku znajdowała się skrzynka pocztowa. a nie tekst haiku). Przeszedł przez przeszklony korytarz pomiędzy budynkami. siedział jakiś staruszek. Ben pchnął wielkie frontowe drzwi biblioteki i wyszedł na zewnątrz.

natomiast wielki problem dla tych. aby się skończyła. Ben szedł. w której zjawili się pierwsi osadnicy. z południowego zachodu na północny wschód. by móc dotknąć kaskady jej ognistorudych włosów. była bagnista i mocno zarośnięta. planiści nigdy by go tu nie ulokowali.wyszeptał i uśmiechnął się. do której wpływał Kenduskeag. Pomimo . Belch i Henry zbliżali się ku niemu. Chciał. którzy uprawiali ziemię i zbudowali swoje domy zbyt blisko ich brzegów . I nagle Ben przestał gwizdać.góry pocztówkę. stanowiły spore udogodnienie dla osób trudniących się handlem. „Pewno pomyślisz. Uśmiech Bena był narkotyczny. które wyrosły wokół jego własnego. przekładał książki spod jednej pachy pod drugą i zaczął cicho pogwizdywać. Po pierwsze. Twarz znów zaczęła go palić.Ja chyba też . ale jednocześnie cudowna. zobaczyłby trzy cienie. aby trwała wiecznie. piękny.powiedziała Beverly . który przepływał przez centrum handlowe na ukos. Reszta miasta rozlokowała się na zboczach okolicznych wzgórz. Gdyby właśnie teraz spojrzał na chodnik. a z drugiej strony pragnął.zwłaszcza w pobliżu Kenduskeag. gdyby był czujny. usłyszałby stukot podkutych butów Victora. ogłupiający i. czując na swoich ustach delikatne muśnięcie warg Beverly i unosząc drżącą dłoń ku górze.Derry nie było planowane. że jestem okropna . Śródmieście Derry było położone w dolinie uformowanej przez strumień Kenduskeag. . 9 Jak wiele miast . tylko podobnie jak Topsy stopniowo się rozrastało. Ale nie usłyszał tego ani nie zauważył podchodzącej ku niemu trójki. gdyż strumień ten wylewał przeciętnie co trzy lub cztery lata. Strumień i rzeka Penobscot. co nie ulegało wątpliwości. kiedy on. Ben był teraz daleko.ale wydaje mi się. że chcę cię pocałować”.tych dużych i tych mniejszych . Straszna. Jej usta rozchyliły się nieznacznie. Jego wargi zrobiły się diabelnie suche. To była straszna wizja. Dolina. marzył.

w mieście może wybuchnąć epidemia . po stronie kanału. w którym znaleziono ciało Cheryl Lamonik. Przy wylocie z miasta po obu stronach kanału znajdował się ciąg barów . nie nadawały się już do użytku. Jakby tego było mało. Od początku XX stulecia w Derry miało miejsce wiele poważnych powodzi. z uwagi na poziom zanieczyszczenia wody ściekami i odpadami z fabryki włókienniczej. a w Bassey Park. którzy zdecydowali się usiąść za kółkiem. Jeden z nich stanowiły niskie brzegi Kenduskeag. Były wszakże inne czynniki. a wyłaniał się na powierzchnię dopiero w okolicy Bassey Park. potworny smród jest w stanie przegonić stąd nawet najbardziej wytrzymałą zakochaną parę).sporych Gdyby sum wylewy wydawanych zostały przez ostatnie tylko pięćdziesiąt przez sam lat na powstrzymanie tej klęski. przepływając przez miasto. jeśli wiatr jest sprzyjający. spowodowane strumień. przecinały pajęcze nitki małych strumyków.jak przestępcy ustawieni rzędem przez aresztujących ich gliniarzy . by na przestrzeni mniej więcej pół mili zmienić się w podziemną rzekę. W północno-wschodniej części miasta.pojedynczo i parami (ma się rozumieć. . Wozy te. na których znajdowała się większa część Derry. miasto cały czas stało przed widmem powodzi. z których najpoważniejsza i najtragiczniejsza wydarzyła się w 1931 roku. że hipisi (jeden z nich przyszył sobie na . W okresie ulewnych deszczów wszystkie te strumienie również występowały z brzegów. Przy skrzyżowaniu z Main Street i Canal znikał pod mostem. Kenduskeag. iż rzeka została ujarzmiona. W 1969 obywatele ze zgrozą i obrzydzeniem odkryli. Ludzie przechadzają się wzdłuż kanału . Drugim był marny system kanałów odpływowych. bo jeśli nie. Od czasu do czasu w kanale złowiono jakąś rybę. rozwiązaniem mógłby być system tam i śluz. Mimo powodzi po obu jej stronach kwitnie handel.powiedział kiedyś ojciec Billa Jąkały. naprzeciwko budynku liceum. harcerze rozbijają częstokroć namioty i urządzają sobie ogniska. ale były to w stu procentach niejadalne mutanty. okolony był betonowym kanałem. jednym z ich był Torrault Stream. można powiedzieć. wzgórza.Jeżeli popada jeszcze ze dwa tygodnie.i każdego tygodnia policja musiała wyławiać z wody samochody pijanych kierowców.

pojawiły się opowieści mówiące. W płytkiej ziemi najlepiej rosły rośliny o płytkim systemie korzeniowym i takie. I faktycznie.mówili ludzie . w końcu wydarzył się tragiczny wypadek w okolicy kanału znaleziono ciało siedemnastoletniego chłopaka. W wielu miejscach dostrzec można było podłoże skalne. nagie drzewka. Kiedy ćpuny zaczęły opuszczać teren Bassey Park. atakujące wszędzie. Barrens to spłacheć ziemi mający około półtorej mili szerokości i trzy mile długości. że duch tego zmarłego chłopaka nawiedza tamtejszą okolicę.innymi słowy. by móc się rozrosnąć.wyglądało to tak. ale gliniarze zamknęli go czym prędzej) palili tam trawkę i handlowali prochami. naszprycowanego jak balon czystą heroiną. rzecz jasna. wszelkiego rodzaju chwasty i zielska. Był to. Poczekajcie tylko . gęste niskie krzewy. tylko nie „ziemią jałową”. na pewno ktoś zginie. gdzie tylko miały dostatecznie dużo miejsca. którą dzieciaki nazywają cienką białą szyną. Od południowo-zachodniej strony rzeka zawsze sprawiała tutejszym mieszkańcom masę problemów.zanim ukrócą ten proceder.siedzeniu spodni amerykańską flagę. Teren po południowo-zachodniej stronie opadał stromo do miejsca znanego w Derry jako Barrens. że po okresie pierwszych jesiennych przymrozków będą mieli sporo roboty przy naprawie chodników w tej części miasta. jakby coś chciało wydostać się z głębi ziemi. a potem pęknie. Na przełomie sześćdziesiątego dziewiątego roku Bassey Park stało się regularną apteką na wolnym powietrzu. który można by określić tuzinem różnych nazw. zacznie się kruszyć. ukazując znajdujące się pod spodem przecięte mroczną szczeliną podłoże skalne . a następnie przez nie kończącą się wodną erozję Kenduskeag i jego dopływów. Okoliczne wzgórza zostały mocno naruszone podczas przejścia wielkiego lodowca. również skuteczny sposób na przepędzenie z parku narkomanów i handlarzy prochami. Beton się skurczy. ale jak się okazało. Z jednej strony . które były wytrzymałe z natury . Długoletni pracownicy Departamentu Robót Publicznych w Derry wiedzieli. jak na wpół zagrzebane w ziemi kości dinozaurów. jadowite odmiany trującego bluszczu i trującego dębu. czysty absurd.

Miasto rozrosło się na północny Wschód i po obu stronach wzgórz. który znikał pośród gęstwiny drzew i krzewów. Ben nie wierzył w opowieści o komarach. wciąż mając przed oczami twarz Bev i czując zapach jej włosów. widniała kolumna stacji pomp w Derry. pomalowany na biało. pokryte zielenią zbocze. spływająca w dół wzgórza migotliwym małym strumykiem. Znajdowało się tam strome. jeżeli ją zobaczy? A jeżeli. by ruszyć w . Widziane z powietrza Barrens wyglądało jak wielki zielony sztylet wymierzony w stronę śródmieścia. Dla Bena jedynym wnioskiem wypływającym z powyższych wywodów natury geograficzno-geologicznej był fakt. najbliższej Barrens. tu jednak jedynym śladem cywilizacji była Stacja Pomp nr 3 (przepompownia ścieków) i wysypisko śmieci.a jeżeli właśnie teraz z otworu odpływowego wystaje ręka trupa? Co będzie. Po drugiej stronie widział Derry Heights i niskie dachy tanich domów w Old Cape. ale bał się lotnych piasków. biegnący wzdłuż chodnika. Do jego uszu doszedł ich słaby krzyk. Stanowił on podkład dźwiękowy dla przeżywanej przez niego fantazji. Okalał je i stanowił swego rodzaju zabezpieczenie wysoki do pasa rozklekotany płotek. Ben słyszał dochodzący z oddali szum wody. Przerwał i spojrzał na Kenduskeag.ograniczał ją górny fragment Kansas Street. że tego roku nad strumieniem komary były wielkie niczym wróble. Wysypisko śmieci. że nad brzegiem czyhają na ludzi lotne piaski. a stan kanałów na tym terenie był tak marny. Kenduskeag przepływał przez sam środek Barrens. W dole pod nią widać było pokryty rdzą otwór odpływowy. Niektóre dzieciaki mówiły. iż obecnie po jego prawej stronie nie było żadnych domów. gdy odwróci się. Z tego miejsca strumień widoczny pośród gęstwiny liści był tylko serią migotliwych błysków na wodzie. z drugiej zaś Old Cape dzielnica tanich i starych domów. a niekiedy nawet zdarzały się przypadki ich rozsadzenia. Nieco po lewej na niebie kołowało stado mew. Co chwila któraś z nich obniżała lot. inne zaś. że w toaletach rury były pozapychane. Po prawej od Old Cape stercząca w górę. jak zakrzywiony biały palec. Przyjemną fantazję o Beverly w myślach Bena zakłóciła mroczna i ponura wizja . z którego wyciekała brudna wody.

on kwiczy jak prosię .Jezu!. ale nic nie mógł na to poradzić. chłopaki. i zobaczył przed sobą Henry’ego Bowersa.Belch zachichotał.Jezus Maria! . Zamierzył się na Bena. Proszę.wykrzyknął z obrzydzeniem w głosie Henry.. . cycolu. Nie wiedział. . . żeby rozbili mój zegarek . grubasie . siląc się na odwagę. Ben zakwilił.pomyślał z rozpaczą Ben. . . i nie pozwól. zobaczy przed sobą klowna? Zabawnego klowna w workowatym kostiumie.Chcę ci przyłożyć .Trzymajcie go. .rzekł Victor i wykręcił Benowi rękę w nadgarstku. Nie miej mi tego za złe. W jego czarnych oczach zabłysły iskierki. Boże.Czego chcesz? .spytał Ben. Belch i Victor poluzowali nieznacznie uścisk na jego rękach. Jakaś dłoń spadła na ramię Bena. będzie ryczał aż miło. by rozbić mu zegarek. Zdawał się rozważać swój pomysł z pełną powagą i doniosłością. I wiedział.Muszę ci dać nauczkę. by zmusili mnie do płaczu.Pewno. a potem szarpnęli go gwałtownie do tyłu.powiedział Henry.Cześć. odsłaniając brzuch chłopca. Przecież lubisz się uczyć nowych rzeczy. no nie.Spójrzcie na ten bebech! .odrzekł Henry.stronę najbliższego telefonu i powiadomić policję. czy nie. nie ujarzmionego Barrens (płot skrzypnął głośno). z wielkimi puchatymi pomponami w formie guzików? A jeżeli. nie pozwól. ale ten się uchylił. najpierw w jedną.. Belcha Hugginsa i Victora Crissa. Odwrócił się gwałtownie. że lada chwila się popłacze. . Henry złapał za przód bluzy dresu Bena i zadarł ją do góry. opierając się o białe ogrodzenie oddzielające bezpieczny. Krzyknął. odgłos słabości i poddania. W tej samej chwili usłyszał śmiech. . . dali mu nieco luzu. Potężny kałdun przelewał się nad paskiem zwałami tłuszczu. ale był prawie pewny. a potem w drugą stronę. Belch i Victor schwycili go za ręce. że zanim z nim skończą. zwyczajny chodnik Kansas Street od dzikiego. Ben szarpnął się. To był tchórzliwy dźwięk. . czy zadadzą sobie tyle trudu.

.Słyszycie? .A teraz trzymajcie go . wydawały się pokryte warstewką oliwy. Ben poleciał do tyłu. że ma szansę się wyrwać. . Jakby na potwierdzenie tych myśli Henry sięgnął do kieszeni spodni i wyjął z nich nóż. jakby był czymś zasmucony. . Czuł. zamyślony wyraz . . Przez ułamek sekundy miał nadzieję.powiedział.. używając do tego wyłącznie swego brzucha. że może czekać go coś gorszego niż zwykłe pobicie. Henry . Nie zauważył nikogo.zarechotał Victor. Zgroza zmusiła Bena do działania. za które trzymali go tamci dwaj. Ben rozejrzał się przerażony dokoła w poszukiwaniu pomocy. Ben był przerażony. Dan Matthews wyrzuciłby tych drani przez płot. Był bardzo spocony. ten drań był podły. popatrzcie no tylko na tę beksę! . jakby to go naprawdę zainteresowało.ten drań był twardy. ale jego twarz nadal miała ten posępny.Lepiej przestań! . a ręce.Och. Wyrwał się z uchwytu Victora. . że mu się uda.i wtedy wybuchnął płaczem.spytał Henry. ten drań przed nikim nie pękał . Zanim zdołał je wykonać.. tłuściochu? Bo co? Hę? Ben pomyślał nagle o Brodericku Crawfordzie.powiedział Henry. W jego głosie brzmiała niepewność. Jeszcze nie beczał.rzekł Belch.teraz zaś nagle rzucił się z całej siły do przodu.Nie .Bowers sprawiał wrażenie.Bo co. Tym razem płot zaskrzypiał o wiele głośniej i Benowi wydawało się. Kolejne szarpnięcie. że deski ugięły się nieco pod jego ciężarem. . grającym rolę Dana Matthewsa w Highway Patrol . Henry uśmiechnął się pod nosem. ale był tego bliski. Uwierzył. Zza jego pleców z okolic Barrens dochodziło go cykanie świerszczy i piskliwe okrzyki mew.Victor i Belch ponownie wybuchnęli śmiechem.Lepiej przestań! .Bo co? . Belch i Victor ponownie złapali go za ręce. Belch zdołał utrzymać jego prawy nadgarstek. Do tej pory szarpał się bezskutecznie na boki . Henry postąpił krok do przodu i pchnął go z całej siły. Belch przyłączył się do niego. ale nie był to mocny uścisk.Jasne. . Jeszcze chwila i się uwolni.

to teraz . nic nie mógł na to poradzić. grubasie. Wpadłem! Wpadłem! . ale Ben nie słyszał jego słów. ostrze było długie. że jego płaski brzuch prawie stykał się z tłustym kałdunem Bena.Pierwsze pytanie.Odpowiem. Z nosa pociekło mu aż na górną wargę. wirować. prawie przerażonych. Nie martw się.wyrwie się. Ten widok podziałał na Bena jak siarczysty policzek. on może się wściec tak. spojrzał w dół i jednym uderzeniem swego czarnego roboczego buta wkopał książkę do rynsztoku.może być jeszcze gorzej. gdybyś był przygotowany. że cię zabije! Ponownie odzyskał ostrość widzenia. Henry przestąpił nad Buldożerem. Ben wciągnął brzuch... Ben patrzył na niego. Było zimne jak pojemnik do lodów tuż po wyjęciu z lodówki. Miał wrażenie. .Tak! . Próbował go uciszyć.. Wyglądali na zdenerwowanych. co on ma zamiar zrobić ani jak daleko jest w stanie się posuną. Kiedy ktoś na ostatnim egzaminie powie ci „daj ściągnąć”.powiedział Henry tym samym zamyślonym tonem. ale ten głos.. .wrzeszczał głos pod jego czaszką. Czubek lśnił w promieniach popołudniowego słońca. a łzy spływały mu z kącików rozszerzonych oczu. cycolu..Nadszedł czas egzaminu. .Ani mi się waż zemdleć! .Teraz zrobię ci test . ten hałaśliwy ryczący głos nie chciał umilknąć.wrzasnął spanikowany głos. jakby oglądał program telewizyjny z wyłączoną fonią. Musisz myśleć. . . co wtedy odpowiesz? . nie oszukuj się . Jeżeli nigdy dotąd tego nie robiłeś. Ben płakał. Serce waliło mu w piersi jak oszalałe. Jeżeli zemdlejesz. i dobrze by było. Usta Henry’ego poruszały się. Przez chwilę świat zrobił się szary. Zobaczył. szerokie i ozdobione jego imieniem.wykrzyknął natychmiast Ben. a potem świat przed jego oczami zaczął wirować. że było źle i jest źle. tak! Jasne! OK! Spisuj. Zupełnie nieoczekiwanie ci dwaj nie wiedzą. jak i Victor przestali się śmiać. że zarówno Belch. Książki z biblioteki leżały rozrzucone u jego stóp. I choć wydaje ci się. ile chcesz! Ostrze noża przeszyło dwa cale powietrza i przywarło do brzucha Bena.. Henry podszedł do przodu tak. Henry otworzył nóż.

Natychmiast. ale tak właśnie było. jak starzec powoli odwraca głowę w jego stronę. krzycz . Był to zakurzony ford rocznik 1951. W tym momencie jego twarz mogła się wydawać przystojna. a jego brzuch unosił się gwałtownie w rytm spazmatycznego szlochu. Samochód minął ich i wolno. Bo jego oczy mówią. zasłaniając nóż. Stali tak blisko siebie.. . . dystyngowanie jak na paradzie pojechał dalej. że mogliby się pocałować. .. Myśl intensywnie.powiedział. Był nadal zimny. . że nigdy o tym nie zapomnisz? . tłuściochu. A teraz trzecie pytanie: Skąd mam wiedzieć. Przez chwilę . jazda. jakby odkrył jakąś wielką prawdę. Ben czuł czubek jego ostrza wpijający mu się w ciało tuż nad pępkiem.powiedział Henry. Jego oczy mówią.To dobrze. tłuściochu .W porządku. to mnie to gówno obchodzi. Henry przysunął się bliżej do Bena. To jedna zła odpowiedź. Henry uśmiechnął się.. że Henry Bowers to skończony świr.drugie pytanie.No. tłuściochu! Wytnę ci na kałdunie moje imię i nazwisko! Victor i Belch nagle ponownie wybuchnęli śmiechem.A będziesz wyjmował swoje flaki z tenisówek. Jasne? ..Tak . W ich stronę wolno jechał samochód. Ben czuł na swojej twarzy oddech Henry’ego przesiąknięty słodkawym zapachem gumy do żucia o smaku owocowym.Ja wiem. Ben zobaczył.To niewłaściwa odpowiedź. Przypominali sklepowe manekiny. Nie wiedział. Henry uśmiechnął się.rzucił Henry.Jeżeli ktoś ci mówi „daj ściągnąć”. .Ja wiem! . ale mamy przed sobą jeszcze wiele pytań. Rozumiem. . że tamci dwaj nie na próżno są zdenerwowani.No.Tak.Tak. wzdłuż Kansas Street.Odpowiedź właściwa. chyba tak. Jeżeli ja podczas egzaminu powiem „daj ściągnąć”. Jesteś gotowy na następne pytania? .nie wiem . . grubasie .. jak będzie brzmiała twoja odpowiedź? .Tak. . wewnątrz którego z przodu siedziała para staruszków.zgodził się Ben. Powiem tak. . .wyszeptał Ben.masz okazję. jak to możliwe..

Na pobladłej skórze Bena pojawiła się jasnoczerwona cieniutka kreska krwi. Ale Henry Bowers nie roześmiał się i naraz Ben zdał sobie sprawę. Uczucie paniki. Henry odsunął się nieco w tył i przez chwilę. że widzi wszystko w zwolnionym tempie .krzyknął Belch piskliwie. że Victor i Belch zarykiwali się śmiechem.Rany kota. Od tej pory wydarzenia toczyły się błyskawicznie. . Pociekła świeża krew. Muszę wiać do tyłu .na zasadzie stopklatek w serii zdjęć. zdeformowaną twarz diabła. Ben czuł.Ben jakby trochę odetchnął . jasne? Teraz oblicza Henry’ego nie przepełniało uczucie spokoju i zamyślenia. Jego głos był zduszony. i to coś. Przy pierwszym trzasku migawki Henry zadarł mu bluzę dresu aż do piersi. Ale gdyby zaczął uciekać.Trzymajcie go! . .warknął Henry.Po prostu go trzymajcie. Działał szybko i precyzyjnie jak chirurg wojskowego szpitala pracujący pod ostrzałem artyleryjskim. Z płytkiego pionowego cięcia nad pępkiem ściekała krew. że panika jest w tym momencie odczuciem niestosownym. przeminęło. Do tyłu pomyślał Ben. . Ostrze noża przesunęło się gładko ku górze. Obecnie przypominało ono wykrzywioną. Belch i Victor wbrew rozkazom Henry’ego już go nie trzymali i odeszli na bok. bo oni również się uspokoili. w szczelinę pomiędzy paskiem jego spodni i skórą. . kiedy krew zaczęła spływać w dół. Henry Bowers z pewnością by go dopadł. nie chlastaj go! .krzyknął Victor. Byli przerażeni. że Henry nie mógł mówić tego poważnie. jak krew spływa mu do majtek i wijącą się strużką ścieka po jego lewym udzie. jak malarz pracujący . Dla nich tak.tym razem z góry na dół. jakie go ogarniało.Ej! .to jedyna droga. jaka mi jeszcze pozostała. Henry. jakie są niekiedy publikowane na kartach magazynu „Life”. Nagle odkrył coś. ale nie dla Henry’ego. co drzemało w jego wnętrzu. ale Ben miał wrażenie. że to wszystko było jedynie grą dla napędzenia mu strachu. niewyraźny. Przy drugim trzasku migawki Henry ponownie ciął nożem . po prostu ją połknęło. Dla obu z nich było oczywiste. uznawszy. prawie dziewczęcym głosem.miał wrażenie. Przy trzecim trzasku migawki Henry połączył dwa pionowe cięcia krótką poprzeczną kreską.

Ben chciał w ten sposób dodać rozpędu swojemu ciału. Jego dłonie zaciskały się nerwowo. jak Victor i Belch chwytają Henry’ego. że jeszcze przed chwilą stał tam na górze) oddala się od niego w zastraszającym tempie . Ben odepchnął się nogami. Woda spływająca z otworu rury ściekała po jego rękach cienkimi strumyczkami. iż lada moment pęknie mu czaszka. wydając przy tym głośny jęk bólu. zanim wylądował na tyłku w rynsztoku. a odgryzłby sobie język. Dobrze się stało. Wpijając się palcami obu dłoni w ziemię. aby przejść do działania. a potem runął w dół.pomyślał Ben. że wylądował pod nim. obok resztek Buldożera. Drzewo zatrzymało się w połowie wysokości zbocza.jak w kreskówkach. A kiedy zobaczył wyraz niekłamanego zdziwienia na twarzy Bowersa. prawie łamiąc mu przy tym lewą nogę. Ben rąbnął plecami w zbocze pagórka tuż poniżej otworu przepustowego. podsunął się nieco do góry i uwolnił nogę. To było zwalone drzewo. Ben ponownie uniósł wzrok i zobaczył Henry’ego Bowersa przeskakującego na stok zbocza z nożem w . z zamyśleniem przyglądał się swemu dziełu. Gęste chwasty i trawa należycie wytłumiły impet jego upadku. bo lądując na rurze. Poniżej krzewy były gęściejsze. Jednocześnie uniósł prawą stopę i kopnął w brzuch Henry’ego. bluza dresu podniosła mu się aż do szyi. ale jedynym tego efektem było wyrywanie kolejnych garści międlicy i dzikiego ziela. Przesunął się trochę do przodu i Henry ponownie go popchnął.nad pejzażem. Przekoziołkował w tył. i to było wszystko. To nie był akt zemsty. Nagle rozległ się trzask desek w płocie. tak że prawie nic nie poczuł. Zobaczył twarze Victora i Belcha z rozdziawionymi szeroko ustami. Nad jego głową rozległ się krzyk. czego potrzebował. Rąbnął plecami w biały płot oddalający Kansas Street od Barrens. Zobaczył. Potem walnął w coś z potworną siłą i mało brakowało. Ben zobaczył. zahamowało upadek Bena. że w pierwszej chwili miał wrażenie. jak szczyt zbocza (wydawało mu się niemożliwe. Po H przyjdzie kolej na E . a nie na nim. mógłby sobie skręcić kark. Wylądował w siadzie i ześlizgnął się po pokrytym zielonością zboczu jak po olbrzymiej zjeżdżalni. ogarnęła go taka dzika radość. wzmagając impet uderzenia Henry’ego. który zauważył wcześniej.

patrząc na połamane gałęzie krzewów w . Taką przynajmniej miał nadzieję. a jego przerażenie zmieniło się w mieszankę strachu i podziwu. Ben zrobił krok w bok. Lewa nogawka dżinsów Bena była podarta. .mówił: „Zabiję cię. wykonując olbrzymie.wrzeszczał Henry przez trzymany w ustach nóż. tak samo jak George Reeves w telewizyjnym programie. A potem zapadła cisza. że dla George’a Reevesa lot wydawał się czymś tak naturalnym. jego ciało było odchylone w tył. Ben przez chwilę patrzył jak urzeczony.na oczach Bena . tłuściochu!” . aby odzyskać względną równowagę. Ben przykulił się nieznacznie. a potem zaczął posuwać się w dół. tą samą. Rozległ się głuchy odgłos. Henry Bowers przeleciał jak Superman nad drzewem. kangurze skoki. Ben zdał sobie sprawę. toteż nie stracił równowagi. ale upadając. ogarnięty zimną kalkulacją. kopnął jeszcze z całej siły swoją poharataną lewą nogą. że tamten . Podniósł się.. komu wetknięto w tyłek rozpalony do białości pogrzebacz. Bowers wyjął nóż z ust i trzymał go teraz przed sobą w wyciągniętej ręce jak bagnet. ale utrzymywała jego ciężar. Stracił równowagę. co powinien zrobić. Tyle tylko. Nóż wypadł mu z ręki. a Ben nie potrzebował tłumacza. wylądował na plecach i ześlizgnął się w gąszcz krzaków z nogami rozłożonymi na kształt V.. Zjechał ślizgiem parę jardów. jak kąpiel czy jedzenie obiadu na tylnej werandzie domu. która odezwała się w nim na chodniku. nim jeszcze Henry zdołał do niego dotrzeć. na którym zatrzymał się Ben Hanscom. a noga krwawiła bardziej niż brzuch. Wylądował na obu nogach.zębach. i kiedy Henry schwycił go jedną ręką za dres. a drugą zamierzył się na niego nożem. A potem Henry Bowers runął na ziemię. Ben usiadł oszołomiony.‘abijem ‘cię’ ‘ciochu! . Jego usta otwierały się i zamykały na przemian. Krzyk. Ręce miał sztywno wyprostowane.rozprysła się na małżowinie usznej Henry’ego. co oznaczało. Trafił Henry’ego w golenie i to kopnięcie zbiło Bowersa z nóg. Henry Bowers wyglądał jak ktoś.‘abijem’cię’rwa’ciochu! I nagle. Z kącika ust wypłynęła mu strużka śliny i . że nie była złamana. Przetoczył się przez ramię. by wiedzieć.

Poruszali się ostrożniej niż Henry. Jestem mordercą! O Boże! Zapominając. przejdzie im ochota na spuszczenie manta). Ben. mgliście. ale zdawał sobie sprawę. leżącego pośrodku strumienia.miejscu. Słyszał szum wody płynącej nieopodal. że ich Nieustraszony Wódz wyzionął ducha. a całe ciało było jednym wielkim siedliskiem bólu. Wylądował w małym strumyku płynącym kręto w stronę gęstej grupki drzew po jego prawej stronie. Zatrzymał się gwałtownie. przestąpił nad zwalonym drzewem i dysząc ciężko. że zdawała się rozsadzać przemoczoną tenisówkę. Czy ten koszmar nigdy się nie skończy? Nie spuszczając z nich wzroku. Victor i Belch schodzili po zboczu pagórka. zostawiając na ich kolcach strzępki bawełny wydarte ze swej bluzy i drobne kawałki ciała. wyrwane z dłoni i policzków. Krzewy były prawie tak wysokie jak sam Ben. gdzie przed chwilą zniknął Henry Bowers. Ben przebył dwadzieścia stóp w górę strumienia do miejsca. Bowers miał koszulę w strzępach. Język bolał jak diabli. przelewającej się po kamieniach i prześlizgującej się wąskimi strumyczkami ponad nimi. przyjmując pozycję siedzącą. Spojrzał w lewo i zobaczył Henry’ego Bowersa. Nagle obok niego zaczęły spadać kamienie. Jęknął. i rozchlapując wokoło wodę. Kłuło go w boku. rąbnął wierzchem dłoni o wystający kamień. Najgorzej sprawa wyglądała z kostką . ale jeżeli niczego nie zrobi. i bolała go tak bardzo. zaczął zsuwać się po zboczu. gdzie leżał Henry. Krew wypływała mu z jednego ucha i spływała cienką strużką w stronę Bena.duże i małe. przebił się przez gęstwinę ciernistych krzewów. Mój boże! Zabiłem go! Mój Boże.wolniej. że praktycznie . spodnie całe czarne i brakowało mu jednego buta.napuchła tak. Poślizgnął się i ponownie zaczął spadać ześlizgiwał się i koziołkował. Były różne . a co za tym idzie . Ponownie uniósł wzrok. z obiema stopami w wodzie. Jego nozdrza przeszyła woń bujnej roślinności. że z jego własnego ubrania też niewiele zostało. Pomiędzy nimi panował mrok jak we wnętrzu jaskini. dotrą do niego za niecałe pół minuty. W jego na Wpół otwartych oczach było widać tylko białka. że ma za sobą Belcha i Victora (a może kiedy ci dwaj zobaczą.

nic niewarte życie. Ben jak oparzony odskoczył w tył. I co wy na to? Prawdopodobnie to właśnie myśl o książkach z biblioteki sprawiła. I spójrzcie tylko. Henry przetoczył się. Oczy Henry’ego otwarły się gwałtownie. to jego własne. lecz zataczał się jak marynarz. Schwycił Bena za łydkę jedną ze swych podrapanych okrwawionych dłoni. szedł sobie spokojnie ulicą. Nie obchodził go garnek złota. i po raz trzeci w ciągu ostatnich czterech minut . Noga pokiereszowana. który mógł znajdować się u jednego z jej końców. W końcu chwiejnie podniósł się na nogi. książki z biblioteki. że nagle zaczyna go ogarniać złość. Ben cofnął się. Nie. Spojrzał na Bena swymi czarnymi oczyma. Woda rozbryznęła się wokół niego. Uniósł się na czworakach. Na moment przed oczyma Bena pojawiła się tęcza. Wizja utraconych przez niego książek i pełnego wyrzutu wyrazu oczu pani Starrett. język poprzegryzany. ty gruby gnoju”. Henry usiłował się podnieść. Miał zmierzwione włosy.rany cięte. To była wściekłość. Upadł. To nie była złość. że wreszcie rzucił się na Henry’ego Bowersa. używając nogi Bena jako laski. Ben bez trudu rozpoznał w nim słowa: „Zabiję cię. co się stało. ale w ogóle go to nie obchodziło. kiedy opowie jej o tym. a na pewno nieźle nadwerężona. Rzucił się do przodu. Niezależnie od tego. Na brzuchu pieprzony monogram pieprzonego Henry’ego Bowersa. Nie wadząc nikomu. Jego usta poruszały się i choć dobywał się z nich tylko przeciągły świst. niosąc pod pachą plik książek i marząc o pocałowaniu Beverly Marsh.nie szedł. który po raz pierwszy zszedł na ląd po wyjątkowo długim rejsie. młócąc z całej siły rękami. Pochylił się nad Henrym Bowersem. Jedyne. Dłoń Henry’ego obsunęła się po jego łydce i ześlizgnęła się z niej całkowicie. na czym mu teraz zależało. co było powodem . zwichnięta kostka.co było jego rekordem . które wyglądały teraz jak pole kukurydzy po przejściu huraganu.wylądował na tyłku w wodzie. Ben poczuł. Ponownie ugryzł się w język. rozpryskując pod butami fontanny wody i z . lewa kostka może złamana. Próbował wstać.Ben Hanscom ruszył do ataku. Spójrzcie no tylko! Spodnie podarte. a może nawet myśl o przemoczonej i prawdopodobnie nieczytelnej już cenzurce znajdującej się w tylnej kieszeni jego spodni .

z jednej strony przyprawiało go o mdłości.powiedział Henry jeszcze ciszej. przyciskając obie dłonie do krocza i patrząc z niedowierzaniem na Bena. ale nieoczekiwanie ciśnięty mocno kamień trafił go tuż nad prawym uchem. Ben uchylił się i w tej samej chwili drugi kamień trafił go w prawe kolano. .stwierdził Ben. co się stało. Jeszcze przez chwilę stał. kiedy Henry całkiem odzyskałby siły i puścił się za nim w pościg. że został ugryziony przez osę. Każdy z nich miał w rękach garść otoczaków. Dotarł na szczyt i . .moje pieprzone jaja! Ben mógł stać tam jeszcze długo . . chwytając się korzeni i gałęzi krzewów. . Wciąż patrzył z niedowierzaniem w oczach na Bena. Sięgnął ręką w stronę brzegu i wspiął się nań tak szybko. Trzeci kamień odbił się od jego prawej kości policzkowej i oko wypełniło się wodą. brnących środkiem strumienia w jego stronę.Uch .Masz cholerną rację . paraliżującej ruchy fascynacji. . a co za tym idzie. jak tylko był w stanie. Henry wolno osunął się na kolana i nie tyle upadł. To. .Uch . .może nawet do chwili. Henry upadł na bok. z drugiej zaś napełniało go uczuciem rzetelnej.Moje jaja! Uch! Rozpieprzyłeś mi jaja! Powoli zaczął odzyskiwać siły. Odwrócił się i zobaczył tamtych dwóch. co raczej złożył się wpół.Uch . W pierwszej chwili Ben pomyślał. Ben krzyknął głośno. ochrypły krzyk spłoszył siedzące do tej pory na drzewach ptaki.całej siły kopnął Henry’ego w jaja. z rozstawionymi szeroko nogami.stwierdził Ben.powtórzył Ben.Racja . zrozumiał.Uch . co zrobił. a jego okropny. Victor rzucił kamieniem i pocisk śmignął Benowi koło ucha.Racja .powiedział cicho. ale kiedy dotknął palcami bolącego miejsca i zobaczył krew.Uch.jęknął Henry. Ból był spory. Henry wrzasnął. . wciąż ściskając dłońmi obolałe narządy i powoli zaczął przewracać się z boku na bok. Ben zaczął się wycofywać. .

skręcił w prawo i wreszcie dotarł do prawdziwych drzew. ale minio wszystko nadal miał pewną przewagę nad tamtymi.powiedział sobie w myślach i brnął dalej przed siebie. który był czarny i błotnisty. ale pośród nich nie rosło zbyt wiele krzewów. Gdyby udało mu się dotrzeć do Old Side. Wszędzie stały kałuże mulistej wody. Zamiast pójść przez polanę. A gdyby już tam dotarł. mógł chodzić dalej. Prędzej czy później gdzieś jednak wyjdzie. wrzucił podarte ubranie do kosza i ten szalony sen wreszcie dobiegłby końca. Nawet jeżeli to nie były ruchome piaski. oglądającym kreskówki z Kaczorem Duffym i popijającym przez słomkę mleko o smaku truskawkowym. W końcu dotarł do płaskiego terenu. . a z ziemi unosił się cuchnący odór. zamknąłby za sobą drzwi. chłostany gałęziami po twarzy. Jak timex Bena. mógł poruszać się tu dużo szybciej. walczyły między sobą o odrobinę przestrzeni i słońca. Stał i patrzył na rozciągającą się przed nim polanę i porastającą ją roślinność. podczas gdy Victor stał o sześć stóp od nich rzucając kamieniami. Starał się je ignorować. Ben odwrócił się i dał nura w krzaki. Nie miał już pewności. Co najgorsze. Belch klęczał obok Henry’ego. Barrens było z trzech stron otoczone przez Derry. Jeden wielkości piłki baseballowej przeszył gęstwę wysokich „na chłopa” krzewów tuż obok Bena. Były to głównie jodły i zdawały się rosnąć wszędzie. Można powiedzieć. co przypominało bambusy.szybko obejrzał się przez ramię. Ben pomyślał o sobie siedzącym na krześle w pokoju. Kolce szarpały jego skórę i ubranie. Tak trzymaj . a z czwartej okalała je nie wykończona jeszcze rogatka szosy przelotowej. Nie chciał tam iść. Rosły na nim gęste kępy czegoś. Zobaczył już dość. Ben odgarniał je od siebie. mógłby wysępić od kogoś parę centów i dojechać autobusem do domu. ubranym w swój włochaty czerwony szlafrok. czy zmierzał we właściwym kierunku. W jego umyśle pojawiła się złowieszcza myśl (ruchome piaski) niczym cień przenikający nad ziemią. że nawet więcej niż dość. wybierając kierunek na zachód (w każdym razie miał nadzieję. błoto mogło zedrzeć mu z nóg buty. że podąża ku zachodowi). Henry Bowers znowu zaczął się podnosić.

po części zaś sprawił to. a potem książkowej. pokryty rozmazanymi smugami krwi i zieleni od przejażdżki w dół no zboczu trawiastego pagórka. co zostało z bluzy od dresu. . Skrzywił się i gwizdnął przez zęby.tego betonowego cylindra wystającego z ziemi. dochodzący gdzieś z góry niezmienny.najpierw w wersji komiksowej. wygląd tej rury . to pomimo wszystko nie zaliczały się one do najmniejszych) zignorowałby ten dźwięk albo w ogóle go nie zauważył. Przed rokiem Ben czytał Wehikuł czasu Wellsa . że na tym odludziu dostrzegł ślady działalności człowieka. żeby rzucić nań okiem. Nagle usłyszał cichy. krzywiąc usta z niesmakiem. Dotarł do małej polanki i obracał się. Oddalił się od niego czym prędzej. Pomimo to poczuł przenikające go dreszcze. Zamykała go dziurkowana stalowa pokrywa. Dźwięk. bardziej brzęczenie niż warkot. Widniały na niej słowa: Departament Robót Publicznych w Derry. Odciągnął bluzę. Było ich wiele w Derry. A może połączenie ścieku z kanałem. ale niczego nie dostrzegł. Skręcił w lewo i przedarł się przez niską kępę wawrzynów. próbując ponownie odnaleźć kierunek zachodni. żeby któryś z nich był wielkości wróbla. Brzuch wyglądał jak groteskowa choinkowa bombka. Ale Ben był chłopcem i udało mu się w końcu przezwyciężyć własny strach. Zaczerpnął oddechu. pochłonięty jedynie problemem jak najszybszego opuszczenia tego miejsca (komary zdołały go w końcu odnaleźć i choć Ben nie zauważył. miarowy odgłos balansujący na granicy słyszalności. poczuł kwaśny odór wilgoci i ekskrementów i odsunął się od pokrywy. A potem ruszył prosto przed siebie. Nic takiego. zdawał się dobiegać skądś z jego wnętrza. To był ściek. którego największą bolączką były powodzie. mieście. uniósł więc to. dopóki jego cień nie znalazł się dokładnie za plecami. jego zdaniem.Jego brzuch pulsował tępym bólem. Patrzenie na to przyprawiało go o mdłości. Ben przyłożył oko do otworu. Po części wynikało to z faktu. Słyszał jedynie brzęczenie i odgłos wody płynącej gdzieś w dole. brzęczący dźwięk. Dorosły. Ten cylinder z dziurkowaną pokrywą przypominał mu jedną ze studni wiodących do podziemnej krainy zamieszkiwanej przez okropnych i zdziczałych Morloków. Tak. Za nimi na nieomal trzy stopy wystawał z ziemi wylot cementowego cylindra mierzącego prawie cztery stopy szerokości.

Przyszło mu na myśl. że koszmar jeszcze się nie skończył. żeby nie mieszał do lego tych dzieciaków. Próbował usłyszeć. Stopniowo ich głosy zaczęły cichnąć za nim. ale dziwnym trafem wydawał mu się idealny. 10 Wyszedł ze swej kryjówki jakieś dwie godziny później. naturalnego śmiechu. o czym rozmawiali. po czym nieznacznie pochylił głowę. Ben rozejrzał się wokoło. Jakiś projekt. Przeszedł tak blisko nich. zdołał nawet uciąć sobie krótką drzemkę. żeby po prostu położyć się na ziemi. a po nim salwa nieskrępowanego. chwilę był jak sparaliżowany. Dotarł do wysokiej wydeptanej ścieżki.nie przebijał się przez krzaki . To był szalony pomysł. że to pomogłoby mu przezwyciężyć paraliż krępujący jego ducha. szukając dogodnego miejsca. był bliski kompletnego skamienienia. Ben jednak ruszył w stronę odgłosu płynącej wody i tamtych dzieciaków. że widział ich cienie poruszające się pomiędzy nim a migoczącą wodą. Rozpoznał je bez trudu. Należały do Victora. za nim. Tym razem poruszał się wolno . Ben zawahał się przez chwilę. ale odrobinę odświeżony. i właśnie wtedy usłyszał dochodzący z tyłu. Wyglądało na to. Przez. Kiedy usłyszał za sobą odgłosy pogoni. trzask łamanych gałęzi i inne głosy. Ten śmiech przepełnił Bena uczuciem głupiej tęsknoty i bardziej niż cokolwiek innego upewnił go o jego niebezpiecznym położeniu. Zatrzymał się. Jeżeli miał zostać złapany. w przekonaniu. Jeden czy dwa głosy były nawet dość znajome. Co niezwykłe. ale tamci nie zauważyli go ani nie usłyszeli. Ben ponownie skręcił w lewo. Rozległ się plusk. Głosy dzieciaków. zwinąć w kłębek jak jeż i pozwolić im zrobić ze sobą. co im się żywnie podoba. gdzie mógłby zapaść się pod ziemię.Pięć minut później ponownie usłyszał przed sobą szum wody i głosy. Rozmawiali o jakimś projekcie. nasłuchując. Przeszedł przez nią i ponownie zniknął wśród gęstej roślinności. Belcha i jednego jedynego w swoim rodzaju Henry’ego Bowersa. lepiej. jak zwierzę schwytane w świetle reflektorów nadjeżdżającej ciężarówki. brudny jak nieboskie stworzenie.

że wyciągnąwszy rękę. Dały się słyszeć okrzyki protestu. tylko Ben przekręcił nieświadomie jedno słowo? .Kenduskeag zaś należał do wyjątkowo głośnych strumieni. ale zbyt znużony i przerażony. . Solidaryzował się z nim w duchu.Założę się. Z nadzieją.zaproponował Belch. Belch i Victor.jak torpeda. Ben wsunął się pomiędzy gałęzie i dalej w głąb maleńkiej niszy pod nimi. że nie ma tam żadnego robactwa czy węży.Rozwalmy ją! . lecz delikatnie rozchylał je na boki. Za nim zbocze pagórka opadało do strumienia. Wydawało mu się jednak. przypominały strąki brudnych włosów. Nadeszli Henry. Pośród krzewów jeżyn znajdował się jeszcze jeden (prawie niewidoczny) betonowy cylinder. Nadal szedł równolegle do strumienia. mógłby ich dotknąć. że był to szerszy strumień niż ten. do którego wpadł razem z Henrym Bowersem. na których mogli . gnoje? Padła jakaś odpowiedź. .odparł Henry i zawrócili w stronę. Ben solidaryzował się z tym kimś. po których rozległ się krzyk bólu. . pomrukujący cicho do siebie. robicie. pochylony nad wodą.powiedział Belch.Co za pieprzona dziecinna tama! Dziecinna tama? Dziecina tam? A może Victor powiedział dziecinna banda”. Tak. Nie udało się im go złapać. Ktoś zaczął płakać. ale napotkali po drodze inne dzieciaki. a za blisko rzeki . Przez chwilę stali obok niego tak blisko. że w głosie chłopca wyczuł przerażenie. czego Ben w ogóle nie zrozumiał. Nieopodal zauważył zwalony wiąz. Jakiś korzeń dźgnął go w plecy jak rozzłoszczony palec.No to sprawdźmy . Nieznacznie zmienił pozycję i całkiem nieźle wpasował się w niszę pod drzewem. Jego korzenie. ale Ben nie był w stanie jej rozszyfrować dzieciaki były zbyt daleko od niego. Niedługo potem Ben usłyszał jego ryk: .. że uda mu się ich zmylić i pójdą dalej wzdłuż ścieżki. Nawet z tego miejsca w gąszczu widział. Myślał. na wpół uwolnione z ziemi przez proces erozji brzegu.Co wy tu. Wtedy Victor Criss wrzasnął coś. byle jak najgłębiej. aby móc się tym przejmować. kurwa. że te zakichane szczyle tam dalej na pewno go widziały . ale nic z tego. z której przyszli.

zawołał Victor Criss. Rozległ się głuchy odgłos.Nie musiałeś tego robić! . jakiego znał ze szkoły w Derry. chodzący do równoległej piątej klasy.powiedział Henry.To była naprawdę dziecinna tama.Gówno mnie obchodzi. Ben rozpoznał jednego z tych chłopaków. Po nim nastąpił krzyk bólu. Jedynym małym. jaka potem nastąpiła. był Bill Denbrough. zafajdanym. żebyś był. .Prawdopodobnie zawrócił tędy. jak zawsze. ty mały zafajdany głupi jąkało .odrzekł Bill Denbrough. .ale wcześniej chciałbym was o coś spytać. .Ucisz tego ryczącego gnoja. choć nie był w sianie dopasować do niego twarzy.spytał Belch.rzucił Henry. jąkało. co powiedział Victor. chłopcy. Bez niej będzie lepiej. całego pokrwawionego i poharatanego? Odpowiedź. .W ogóle dziś gówno mnie wszystko obchodzi.Idziemy . zasrańcu! . nic niewarta. Szum strumienia przybrał na sile i zanim ponownie. co ty tam bełkoczesz. stał się cichym szumem. .Czemu to zrobiłeś? . Dziecinna tama . Czy w ciągu ostatnich paru minut widzieliście tu grubego dzieciaka? Wielkiego tłustego gnoja.Jasne. Pluski. pa. . Głuchy trzask pękającego drewna. Henry i jego kumple po prostu rozwalili ją paroma kopniakami. . . uwierzcie mi.powiedział Henry . Okrzyki. Płacz zmienił się w serię zduszonych chlipnięć. . Te dzieciaki (było ich dwoje lub troje) budowały tamę. .Jesteś pewny? .Lepiej.Chodźmy . bo poobrywam mu uszy i zawieszę na szyi. była zbyt krótka na cokolwiek innego prócz „nie”.mruknął Victor. . to było to.J-j-jestem p-p-pewny . rozwalmy to . .Pa. .oznajmił Henry Bowers. na krótką chwilę zmienił się w ochrypły ryk. chłopcy! .odwarknął Henry. .Bo tak mi się podobało. Głośny obłąkańczy śmiech Belcha i Victora.tak. Nagle Ben zrozumiał. . głupim jąkałą.wykrzyknął piskliwy przerażony głosik i Ben z miejsca rozpoznał ten głos. Pełen wściekłości i rozpaczy krzyk jednego z dzieciaków.Zamknij się . Potem dał się słyszeć płacz.wyładować swoją wściekłość. .

pół leżąc. o ich nagich ciałach. aby mieć pewność. Ten drugi próbował go pocieszyć. Zamierzał odczekać jeszcze jakiś czas. wydrążonych głęboko w ziemi. mieszankę wilgoci i ekskrementów. których ściany zaopatrzone były w przerdzewiałe stalowe drabinki. a odgłosy dinozaurów ucichły zupełnie. który płakał. płaksa. Pani Douglas Poprosiła. 11 Nie śnił o Morlokach. on to po prostu czuł . aż do jego kręgosłupa. Ben słyszał dochodzące z ziemi pulsowanie i szum mechanizmu odprowadzającego wodę z kanału . które zostały zwrócone tuż . kanałach. nad nimi i wokół niego. poprzez korzenie drzewa.Bill Jąkała i ten drugi. Pomyślał o ich kanałach. uspokoić. delikatna wibracja. Chłopak. przedzierających się przez strumień w stronę drugiego końca Barrens.dinozaurów. Usnął i w którymś momencie jego myśli przemieniły się w sen. płynąca z głębi ziemi. przysłuchiwał się dwóm chłopcom nad rzeką i cichnącym odgłosom Henry’ego i jego kumpli . Było to pierwszego dnia szkoły.Głośne chlupnięcie. Prawdę mówiąc.to była miarowa. Ben nie był w stanie zrozumieć jego słów. ale tym razem dobiegał z oddali. Śnił o tym. Ból w jego ciele zmienił się w tępe ćmienie. Ben uznał. znowu się rozryczał. Nawet płacz tamtego dzieciaka w pewnym sensie go uspokajał. Ponownie pomyślał o Morlokach. że musiało ich być dwóch .ba. co przydarzyło mu się w styczniu i z czego nie chciał zwierzyć się swojej matce. że odeszli na dobre. Było tu brudno. wyobrażał sobie ich zapach. jak smród bijący przez otwory w metalowej pokrywie betonowego cylindra. pod którym leżał. Ponownie rozległ się głos Belcha. po długiej świątecznej przerwie. Promienie słońca zabłysły mu przed oczami i tańczyły drobnymi świetlnymi punkcikami na splątanych korzeniach drzewa. Szum strumienia działał na niego kojąco. i dopiero potem wrócić do domu. Pół siedząc. nie chciał rozumieć. aby ktoś zgłosił się na ochotnika do pomocy w liczeniu książek. ale jednocześnie swojsko i bezpiecznie.

Z początku cała szkoła była pełna różnych odgłosów . Dopiero kwietniowe roztopy przełamią te mocne zimowe okowy. Na Jackson Street nie zobaczył żywej duszy. jedynymi dźwiękami. chłoszczący wszystko lodowatymi podmuchami. a pani Douglas zapisywała je (z dumą zauważył. Temperaturę dziesięć stopni poniżej zera pogarszał jeszcze silny wiatr. tak czyste. kiedy członkowie drużyn mknęli w stronę koszy lub byli ostro zatrzymywani na śliskim. nagradzając go tak serdecznym uśmiechem. i skowyt wiatru na zewnątrz. Nadchodził zmierzch. był szum grzejników. Szli przez korytarze. oczekując. jakie im towarzyszyły. ale to był drobiazg . Ben spojrzał w stronę wąskiego okna w pomieszczeniu magazynu i zobaczył.bezchmurne niebo.mruknął pod nosem Henry Bowers. . Była czwarta godzina. . Patrzył jeszcze przez chwilę.Lizus .powiedziała pani Douglas. a potem oboje zanieśli książki do magazynu. Wokół oblodzonych przyrządów na placu zabaw unosiła się gęsta chmura wirujących płatków śniegu. czy się nic pomylił). że na zewnątrz robiło się już ciemno. Ben liczył książki i podawał numery. ciche szur. że jakiś samochód przejedzie przez pobliskie skrzyżowanie. którą pan Fazio zgarniał kolorowe trociny z podłogi holu. że ani razu nie sprawdziła go. a kiedy zakończyli obliczanie zwróconych książek (jednej brakowało. nerwowego łup-łup-łup koszykarzy grających w sali gimnastycznej i pisk oraz głuchy stukot ich adidasów. szur miotły. który w Maine jest zarazem wspaniały i okropny . że zapłonił się od stóp do głów. Ben . i mróz przenikający do szpiku kości. lakierowanym parkiecie.Dziękuję. ale żaden się nie pojawił. Wszyscy w Derry dbali tylko o siebie i dla nich pani Douglas mogła nie żyć. Te odgłosy powoli milkły. że aż bolą oczy. szczęk maszyny do pisania w biurze pani Thomas. nieco atonalnych śpiewów z sali. których wnętrze wypełniał miły dla ucha szum grzejników.pani Douglas westchnęła przeciągle). albo nawet w ogóle .przed feriami. Ben podniósł rękę.trzaski drzwiczek metalowych szafek. Drewniane huśtawki były wmarznięte w ziemię. Był to jeden z tych zimowych dni. w której odbywały się próby chóru.

Ale to nic..Do tej pory będę już w domu. Ben. . .pomyślał Ben. Dłonie miała złożone na piersiach. .Mila to przy ładnej pogodzie nic takiego. ale pomimo wszystko kochał ją. ale przy takiej zawiei jak teraz może się strasznie dłużyć. . Jestem pewny.. Do Costello’s Market i postoję chwilę przy piecu albo gdzie indziej. . urywanym śmiechem.odparł Ben. Spojrzał w jej stronę i z przerażeniem stwierdził. I ona też się boi.Na pewno.Może twoja matka mogłaby. ale oczy dziecka. na zewnątrz.Nic się nie stało. Ben? . podwiozłabym cię .. który dostałem na święta.Nie.Gdybym prowadziła samochód. Były zamyślone i nieobecne..ale nie mam prawa jazdy. jakie żywił do panny Thibodeau. Boję się .. I nowy szalik. Pani Douglas jakby trochę się uspokoiła.. że pan Gedreau nie będzie miał nic przeciwko temu. że ona odczuwała dokładnie to samo w stosunku do niego. a potem raz jeszcze spojrzała w stronę okna. Mój mąż ma po mnie przyjechać mniej więcej kwadrans po piątej. .Nie była to prawda.nie istnieć.Wydaje się. Jeżeli chciałbyś zaczekać. Zajdziesz gdzieś.Zatrzymałam cię tak długo . Wydawała się nieco zakłopotana. . że tam.nie było to wprawdzie tak szczere i niepohamowane uczucie. I wtedy ona spojrzała na niego i roześmiała się krótkim. jeżeli zrobi się zbyt zimno. Mam zaledwie milę do domu.Przepraszam. moglibyśmy. Spojrzał na swoje buty. No i mam swoje ocieplane spodnie. nie jak oczy nauczycielki. W pewnym sensie ją kochał . ale czego tak naprawdę oboje się boimy? Nie wiedział. jego nauczycielki z pierwszej klasy.powiedziała. .powiedział Ben. . jest tak zimno . . co. ..Ona też nie ma prawa jazdy . jak do modlitwy. ale żywił jakąś nieokreśloną niechęć do spotkania z mężem pani Douglas. .. Domyślił się tego po wyrazie jej oczu. dziękuję .rzekła .

to była twarz zmęczonej poetki. . Nagle dostrzegł jej twarz z całkiem innej Perspektywy i stała się dla niego zupełnie nowa .i od tej pory widział ją taką jak zawsze.pomyślał z konsternacją. otworzył ją i wyjął z niej ocieplane spodnie. ale bez trudu pojął jego znaczenie. na tej szerokości geograficznej. zapiął kurtkę. . że mógł je włożyć. pan Fazio rzekł: . Dotarł do swojej szafki. aby zakładał je w wyjątkowo zimne dni. nasłuchując. Już nigdy więcej nie zobaczysz jej w ten sposób. Widział ją. kiedy matka poleciła mu. Podszedł wolno do drzwi. pani Douglas? . że patrzył na nią nie jak na nauczycielkę.. w każdym razie nie do tego stopnia . ze złożonymi na podołku dłońmi.A potem się uśmiechnęła i wrażenie niezwykłości opuściło ją .Tak. podczas gdy on.albo jego . Właśnie to się stało. z mężem. tak nieprzyjaźnie. nie unosząc wzroku znad szczotki. Ponownie spuścił wzrok i zaczerwienił się.powiedziała.Będę uważał. wracającą do domu. . .ale co? Nagle zdał sobie sprawę. . Tak jest co roku. że te spodnie pasują dla dziecka. W korytarzu. Ben.. jak drzwi za jego plecami zamykają się i zatrzaskują z .. Wyszedł i stanął na chwilę na ośnieżonym górnym stopniu schodów. gdyż uważał.W każdym razie tu. siedzącą obok niego w samochodzie. dziękuję. Widział ją. jak mu minął dzień. a potem znów odżyję. Nie był zadowolony. W tej krótkiej chwili kochał ją bardziej niż kiedykolwiek dotąd. I nagle zapragnął zapytać: . przy wtórze szumu silnika. . że ludzie nie powinni mieszkać tak daleko od równika .Czy ma pani dzieci.Tak myślałam. Ben? . Na pewno nie chcesz zaczekać. przygotowującą dla nich kolację. lecz tego popołudnia cieszył się.Uważaj na odmrożenia.stwierdziła.Aż do wiosny będę się czuła staro. ściągnął mocno sznurki kaptura i nałożył rękawiczki. Jesteś dobrym chłopcem. Nie znał tego słowa. opowiadał jej. chłopcze. Właśnie przed chwilą cos się stało .Często myślę sobie o tej porze roku. a nie dla niego. Uważaj na siebie.Nie.

Nie wiedzieli. upiorny rytm na metalu słupa.. w swoich domach. a nad jego . Szybko naciągnął szalik na twarz.. Ben czuł się zarazem przerażony i rozbawiony. ale powietrze było rześkie i czyste. Mknął na skrzydłach wiatru i żaden z ludzi za jasno oświetlonymi prostokątami okien nie był w stanie go zobaczyć. ten wiatr w pewnym sensie nawet go trochę popychał. a śluz w nosie zaczął z wolna zamarzać. Teraz miał wrażenie. że ich mijał. Jego oczy łzawiły. takich jak Rozpalić ognisko Londona. prawdę mówiąc. Oni byli wewnątrz. bo właśnie teraz zrozumiał sens niektórych z przeczytanych opowiadań. Przerażony. To było uczucie samotności. Jednakże przy Central Street musiał skręcić w prawo i iść dalej pod wiatr. wyglądał teraz jak gruba karykatura Czerwonego Kapturka. W taką noc jak ta perspektywa zamarznięcia wydawała się aż nadto prawdopodobna. po zachodniej stronie horyzontu widoczna była długa. pomarańczowożółta linia umierającego dnia. aby je ogrzać. w których ludzie po prostu zamarzali na śmierć. To mroczne niebo miało w sobie posmak jakiegoś niezwykłego piękna. że wichura chce go zatrzymać. Była to jego tajemnica. Był na zewnątrz. Szalik okazał się skuteczny. Mróz był wyjątkowo siarczysty. uczucie pewnego rodzaju melancholii. gdzie królowały światło i ciepło. ale tylko do pewnego stopnia. Czasami nawet mogło się wydawać. Wiatr omiótł ciepłą. Podmuchy wiatru cięły niczym niewidzialne igły. jakby miała z nim na pieńku i zamierzała uregulować zaległe porachunki. Trudno było wyjaśnić kwestię jego rozbawienia. Kiedy nadszedł zmierzch. Zaczepy przy lince flagowej masztu zgrzytały i wybijały jakiś dziwny.głuchym szczękiem. chłopcze. Z początku miał wiatr w plecy i cała sytuacja przedstawiała się nie najgorzej. Nogi poczęły drętwieć. Wiatr huczał i wył. zimna. aby je podziwiać . że w jego poszumie brzmi jakaś ludzka nuta. nie przygotowaną na tak nagłą zmianę temperatury skórę na twarzy Bena. Kilkakrotnie włożył swoje zaopatrzone w rękawiczki dłonie pod pachy. Uważaj na odmrożenia.było na to za zimno. niemal kompletnie pozbawiając ją czucia. Tylko on o tym wiedział. Biały dymek wypływał mu z nosa małymi kłębami. ale Ben nie zatrzymał się. Ruszył przed siebie.

zatrzymał się.Owszem. które o tej porze roku stanowiło upiorny świat szkieletów skutych lodem krzaków jeżyn i sterczących nagich gałęzi. Balony zdawały się nadal napływać w jego stronę. chłopcze”. trudnym do zdefniowania pięknem. które harmonizowały z pomarańczowymi guzikami . a kiedy Ben zauważył. Usłyszał pod czaszką głos pana Fazio: „Uważaj na odmrożenia. tam na dole może być jakiś człowiek.potem beton się kończył i rzeka wlewała się na teren Barrens. Tam w dole. przetarł je i otworzył. Kenduskeag płynął wzdłuż wybetonowanego nabrzeża kanału około pół mili . Zamknął oczy. Ben skręcił na południowy zachód w stronę Barrens. ale czy to możliwe. które trzepotały niczym flaga na . ponownie wietrze. Mimo to . że te balony zaczęły płynąć w jego stronę. Był teraz zaledwie o trzy przecznice od domu i przepełniała go chęć ponownego poczucia ciepła na twarzy i nogach oraz odzyskania normalnego krążenia krwi. To musiała być halucynacja albo miraż wywołany nagłym miał wiatr w plecy. że ma? To niemożliwe. że ogarnia go jeszcze większy niepokój. Rzeka pomimo unieruchomienia tętniła życiem w słabym świetle zimowego zmierzchu i była obdarzona swoistym. na lodzie. Dotarł do kanału. no nie? Postać miała na sobie coś. poczuł. połyskujące niczym maleńkie okruchy diamentów. Czuł się niepewnie jak nigdy dotąd. Kiedy obrał ten kierunek. Wiatr rozdymał go z każdym kolejnym podmuchem. na których były uwiązane różnokolorowe balony. Nogi klowna zdobiły olbrzymie pomarańczowe buty.głową pojawiły się pierwsze gwiazdy. W jednej ręce klown trzymał pęk sznurków. Wody kanału przepływające wzdłuż betonowych nabrzeży pokryte były lodową powłoką przypominającą kożuch na mleku o spękanej i nierównej powierzchni. żeby miał na sobie strój. Ben spojrzał na nią i pomyślał: . stała jakaś postać. przy wtórze jedynych w swoim rodzaju ciarek.pomponami zdobiącymi przód jego kostiumu. który wydaje mi się. Jego podmuchy chłostały bezlitośnie materiał spodni chłopca. co przypominało srebrzystobiały strój klowna.

Owszem. Ben? W tym głosie było coś tak złego. będziesz mógł pławić się do woli. że Ben słyszał klap.spodoba ci się na pewno. przyrzekam wszystkim chłopcom i dziewczynkom. Spodoba ci się tu. Teraz był już tak blisko. w stronę Barrens. Chcesz balonik. karm słonie.wyłoniła się tajemnicza postać. tam na lodzie mógł się znajdować jakiś człowiek. Patrzył na niego jak ptak na zbliżającego się ku niemu węża. Spodoba ci się tu. że usłyszał ten głos tylko w myślach. Jaki człowiek . jak huśtawki na szkolnym placu zabaw. ale nie popękały. kiedy stąpał po nierównym lodzie. A wyglądało na to. Balony powinny popękać na mrozie. choć wydawało się. Ben . ale jego nogi wydawały się jak gdyby przyspawane do chodnika . skąd .. Unosiły się nad i przed klownem. klown nie rzucał cienia. weź sobie balonik. I pomimo ogarniającego go strachu Ben zdał sobie sprawę.one nie muszą dorosnąć.rzekł klown. których spotkałem. tu się podoba. praktycznie rzecz biorąc. One unoszą się w powietrzu. że tak właśnie było. Ben miał wrażenie. Ben! .przymarznięte do ziemi. Ale balony nie mogły napływać w stronę Bena. podczas gdy powinny być znos/one wiatrem do tyłu. tak potwornego. pod wiatr. że Ben miał ochotę obrócić się na pięcie i uciec gdzie pieprz rośnie. Ben patrzył. Choć ostatnie promienie zachodzącego słońca padały na skutą lodem powierzchnię kanału. och. baw się na zjeżdżalni! Spodoba ci się tu. że część niego samego chciała dostać balonik. Ben! One wszystkie pławią się w powietrzu! Sprawdź i zobacz sam! Klown zaczął iść po lodzie w stronę mostu na kanale. stojąc w kompletnym bezruchu. że odebrał go całkiem zwyczajnie.zawołał klown stojący na lodzie. które wydawały olbrzymie buty klowna. W ogóle. ba..jak w głębi duszy przypuszczał Ben . Ben . I wtem Ben zauważył jeszcze jeden szczegół.kaprysem pogodowym. klap. czego pragnie każde dziecko! Chodź więc! Oglądaj widoki. na którym znajdował się Ben. jak tamten się zbliżał. mógł on być nawet ubrany w strój klowna. bo to miejsce to jak Kraina Przyjemności z Pinokia z Kraina Nigdy-Nigdy z Piotrusia Pana . przez uszy. a to jest wszystko.

Martwe usta wykrzywiały się w uśmiechu.pomyślał w pierwszej chwili. owinięty paroma zwojami bandaży. bandaże. Niemniej jednak. a zgroza. Miał na sobie bandaże. Była pokryta głębokimi bruzdami. Mumia! O mój Boże. Dziąsła potwora były czarne i pokryte wgłębieniami. który potrafił pławić się na wietrze? Kto w ogóle słyszał o czymś takim? Tak . co by się stało. Klown nie miał na sobie charakteryzacji ani nie był ot tak. bo przecież wszyscy wiedzieli. skóra stanowiła pergaminową mapę zmarszczek. Nawet małe dzieci to wiedzą. Gdyby tego nie zrobił. Skóra na czole była porozdzierana. który oglądał któregoś wieczoru w zeszłym miesiącu.. po Prostu. to nie mogła być ona.wiedział o tym-ale jego pierwszą myślą było. Oczywiście to nie była mumia. gdyby właśnie wtedy nie rozległ się dźwięk syreny Derry Town Hall. to nie była ta mumia. to We mogła być mumia. ale Ben widział bardzo wyraźnie twarz klowna. a jej przenikliwy dźwięk przeszył mroźne wieczorne powietrze niczym ostrze kolca do lodu. najprawdopodobniej by zemdlał. Nie. Fakt. ale w mrocznych jamach pomarszczonych oczodołów błyszczało coś. było wiele egipskich mumii . jaka ogarnęła go w tej samej chwili. policzki były w strzępach. ale pozbawiona krwi. co mogło się kojarzyć z zimnymi klejnotami. który był pochylony i wpatrywał się w lód.. jakby go to zaskoczyło. Ben nie wiedział. a może nie chciał wiedzieć.. to mumia! .chciał dostać balonik i chciał zobaczyć twarz klowna. kto walczy z napierającą nań potworną wichurą. że to była ta mumia-pokryty warstwą piachu i kurzu potwór grany przez Borisa Karloffa w starym filmie. i wtedy Ben zobaczył jego twarz. a ciało wyglądało jak wysuszone. że syrena w ogóle zabrzmiała. zmusiła go. odsłaniając poczerniałe zęby. aby z całych sił oburącz uchwycił poręcz mostu. Najważniejsze było to. przypominające nagrobki. Klown uniósł wzrok. szyi i nadgarstkach. że filmowe potwory nie są prawdziwe. jak ktoś. którymi wykładano oczy egipskich skarabeuszy. . głównie na klatce piersiowej.. które łopotały na wietrze. Ben nie widział oczu.miał balon.

Bezzębne usta otworzą się. wewnątrz których płonie niezwykły. Słyszał przeciągły świst suchego oddechu tej istoty. zdyszany i płaczący. jak elementy jego zestawów konstrukcyjnych. a on dostanie swój balonik. suche. który kojarzył mu się z pozbawionymi wilgoci korytarzami Wielkiej Piramidy. Po prostu musiało. Podobnie jak gorące łzy spływające z jego oczu i natychmiast zamarzające na policzkach. sięgając w górę swoją wysuszoną i powykrzywianą ręką. ile tylko będzie chciał. z której zwisały łopoczące niczym proporce strzępy i płaty skóry. Ale kiedy dotarł do rogu ulicy. upiorny blask. Mumia pochyli nad nim głowę Z ziejącymi jamami czarnych oczodołów. z sercem wywijającym dziwne hołubce i dudniącym mu W . którymi natarte były bandaże. delikatnie musnął koniuszek jego buta. dźwięk prastarych. praktycznie całkowicie pozbawiony ciała. że lada chwila ręce mumii. Tu na dole wszyscy się pławimy .skrzeknął klown-mumia i Ben znowu poczuł ogarniające go przerażenie. Oblicze Bena omiecie martwa rzeka oddechu stwora. wypełzającej z kanału. Dostanie tyle balonów. To musiało być złudzenie. Przebiegł przez most. miał wrażenie. Ale strach Bena nie był złudzeniem. gdy chłopiec znalazł się po drugiej stronie kanału. Jeden palec. uśmiechniętą twarz. gdyż dopiero teraz zdał sobie sprawę. że poczuł woń cynamonu. i wiedział. kościste i pozbawione ciała. przypraw korzennych i gnijących bandaży pokrytych dziwacznymi maściami. piaskiem i krwią tak starą. A potem odwrócą go i jego wzrok padnie na tę pomarszczoną.ucichł on dopiero wówczas.I choć wiatr wiał w przeciwną stronę. O tak. Czuł woń olejków i maści. Paraliż Bena prysnął. że tamten w jakiś sposób zdołał dotrzeć do mostu i był teraz tuż pod nim. skamieniałych paznokci drapiących o metal. Biegł . Klown nie mógł przebyć tak długiego dystansu w ciągu dziesięciupiętnastu sekund trwania dźwięku syreny. że jej zaschnięte skrzepy przypominały płatki i ślady rdzy. zacisną mu się na ramionach. ręką.jego buty dudniły na chodniku. na której mieszkał. w której można było zobaczyć wystające kawałki pożółkłych kości. a z tyłu za sobą słyszał odgłosy mumii w kostiumie klowna. wciąż mając w uszach gwizd syreny . starych ścięgien skrzypiących jak nie naoliwione zawiasy.

uśmiechniętą twarz. powstają do życia tylko pomiędzy reklamówkami telewizyjnego kina nocnego albo sobotnich seansów kinowych. dopóki nie zobaczyłeś pokrytej strzępami skóry. nabyć tyle prażonej kukurydzy. jak i kinowe potwory nie były prawdziwe. gdzie jeżeli miałeś fart.Czyhając. och. ulica była pusta. Owszem. Wyjaśnił matce ..że pomagał pani Douglas w liczeniu książek. ziejących czernią oczodołów. Nie widział samego kanału. weź sobie balonik. czekałaby pod mostem niczym troll z Bajki o trzech kózkach. że tam na dole także nie dostrzegłby żywej duszy. jeżeli istniała naprawdę. Tak samo było z potworami z komiksów. za ćwierć dolca mogłeś obejrzeć dwa filmy z potworami i mając jeszcze jedną ćwiartkę. kościstej dłoni trzymającej pęk balonów: Oglądaj widoki. ale dopóki nie położyłeś się do łóżka i nie mogłeś zasnąć. Pod mostem. Ben. bo mogłeś w nim zobaczyć twarz . Ona nie była prawdziwa. Tu. ale czuł. kiedy w końcu obejrzał się przez ramię. Tak było. ile tylko byłeś w stanie zjeść. Łukowaty mostek okolony betonowym nabrzeżem i staromodny chodnik wybity kocimi łbami również były puste. po zamknięciu za sobą drzwi i zatrzaśnięciu zasuwy. karm słonie. które zawsze trzymałeś pod poduszką dla ochrony przed upiorami. tylko zwyczajnie wysuszona jak stary liść.. będziesz mógł pławić się do woli. baw się na zjeżdżalni! Ben. tak było. Nie. wiatr za oknem zawodził jak potępiona dusza. zarówno telewizyjne. Wmusił w siebie trzy dokładki i stopniowo wizja mumii zaczęła stawać się coraz bardziej odległa. dopóki nie zjadłeś ostatnich czterech cukierków. bo jeżeli mumia nie była złudzeniem czy halucynacją. . a ty bałeś się spojrzeć w okno. . która nie była przeżarta zgnilizną.która miała wyjątkowo ciężki dzień w pracy i praktycznie nie zdążyła odczuć jego nieobecności . dopóki W końcu nie dotarł do domu. z oczyma błyszczącymi niczym okruchy diamentu z głębi zapadniętych. ukrywając się. Co chwila oglądał się za siebie. Ben przyspieszył kroku.prastarą. Nie. dopóki twoje łóżko nie zaczynało się zmieniać w jezioro okropnych snów.uszach. poczuł się wreszcie bezpieczny. Potem zasiadł do obiadu i zjadł porcję klusek oraz resztki niedzielnego indyka.

chłopcy. nie miałby najmniejszych szans. jakby w przypływie irytacji. przenikany delikatną wibracją. uwierzcie mi”. ruszył wzdłuż strumienia.nie zima. wzmagał jeszcze uczucie paniki. gdyż nie udało im się znaleźć Bena i ulżyć sobie tak. Wciąż miał przed oczami twarz mumii. że byłoby dla nich zdrowiej. gdzie królowało popołudniowe słońce. Ben kuśtykał przed siebie. spotkanie z Henrym i jego kumplami z pewnością przekonało Denbrougha i jego kolegę. Zdrzemnął się dostatecznie długo. Był jednym wielkim kłębkiem bólu. pa. żeby jego ciało zrobiło się sztywne. Ben obrzucił ponurym spojrzeniem swoje poszarpane ubranie. Mumia nie zaniosła go do swojej krypty na pustyni. gdyby wynieśli się stąd gdzie pieprz rośnie. aby przed nimi uciec. Nie był pewny. Nie obchodziło go to. szum strumienia i wszystko znów powróciło do normalności. Wyczołgał się na zewnątrz. jak by tego chcieli. jak długo spał. chłopcy. Ben po prostu schował się przed trzema starszymi chłopakami w piaszczystym dole pod na wpół zwalonym drzewem. Zobaczył światło i skierował się w jego stronę. że gdyby tamci trzej powrócili do Barrens. chwytając głęboko powietrze. Targnął całym ciałem i wystająca gałąź ponownie dźgnęła go w plecy. a potem krzywiąc się przy każdym kroku. Budowniczowie tamy i tak na pewno już dawno sobie poszli pocieszał się w duchu. „Pa. Bez niej będzie lepiej. wyżywając się uprzednio na dwóch dzieciakach bawiących się przy strumieniu. Ześlizgnął się po zboczu. Był w Barrens. Było lato . nic niewarta. To była naprawdę dziecinna tama. a może jeszcze dalej. Matka na pewno nieźle go za to prześwieci. a mrok panujący wokół niego. do Timbuktu.12 Ben obudził się. mając zamiast większości mięśni potłuczone szkło pod skórą. wiedząc. Okrążył załom strumienia i zatrzymał się na chwilę. ale nawet jeśli drzemka trwała pół godziny. któremu przyszłoby grać szybką melodię. . czuł się jak Spike Jones. Każdy cal jego odsłoniętego ciała zdawał się pokryty zakrzepłą albo krzepnącą krwią. Henry i jego kumple wrócili do miasta.

zwany Jąkałą.rzekł Bill Denbrough. jąkając się przy tym jak karabin maszynowy.. Bill Jąkała obejrzał się gwałtownie i zobaczył stojącego nieopodal Bena. który siedział nad brzegiem strumienia. Z chłopakiem siedzącym na brzegu coś było nie tak. Ben domyślił się.. cz-czy m-mógłbyś m-mi pomóc . Budowniczowie tamy wciąż jeszcze byli przy strumieniu. Usiłował wypowiedzieć to słowo. że ten chłopiec umiera. Klęczał obok drugiego chłopca.Zastanawiam się. na brodzie i na szyi. że o-o-on. . Denbrough był blady jak płótno i najwyraźniej śmiertelnie przerażony. W jednej ręce trzymał luźno coś białego.J-j-jego a-a-aspirator jest p-p-pusty. iż Denbrough próbował mu powiedzieć. Jednym z nich był faktycznie Bill Denbrough.Jego twarz skamieniała. Miał ślady skrzepniętej krwi pod nosem. Głowa tego drugiego chłopaka była odrzucona do tyłu tak mocno. opierając się plecami o nasyp. Myślę. a potem pokryła się rumieńcem. .Patrzył przed siebie. Ślina prysnęła mu z ust i dopiero gdy przez dobre trzydzieści sekund wypluwał z siebie u-u-u-u. Ben pomyślał ze smutkiem: Czy ten dzień nigdy się nie skończy? . . że jego jabłko Adama wyglądało jak trójkątny korek.

Posiłek jest nieomal wyborny. Bill wyciąga z kieszeni długopis i końcem przyciska guziczki na swoim zegarku z kalkulatorem. oznaczającą zmierzch. Patrzenie na ich wysiłki odbiera Billowi gros przyjemności z posiłku. to najprawdopodobniej Ted Lepidus. Za małym okienkiem o grubej szybie. które nie jest niebieskie. Bill nie jest pewny. lecz ma barwę purpury. Prawdę powiedziawszy. Samolot jest wąski.myśli Bill Denbrough. że mkną teraz z prędkością osiemnastu mil na minutę. choć jego sąsiadowi to najwyraźniej nie przeszkadza.woda kolońska. tak wąski. kiedy concorde osiąga typową dla siebie prędkość przelotową. który dostał od Audry na gwiazdkę w zeszłym roku. W miejscu . dostrzega niebo. Jest gruby i niezbyt czysty . Jego oczy raz po raz wędrują ku elektronicznemu wskaźnikowi z przodu kabiny. ale pod jej zapachem Bill wyczuwa wyraźny odór potu i brudu. Myśl ta. Poza tym tamten nie zwraca zbytniej uwagi na swój lewy łokieć i co jakiś czas uderza nim Billa przy wtórze miękkiego plaśnięcia. Teraz pokazuje prędkość.to znaczy. naschylać i naskręcać niczym trupa gimnastyków. nie dodaje mu otuchy. z jaką mknie ten brytyjski pocisk. Współpasażer to jeszcze jeden minus tego lotu. choć w pełni prawdziwa. choć to jeszcze środek dnia. że wzbudza to w człowieku niepokój. jak w starych kapsułach kosmicznych. Obecnie. przekracza ona 2 Ma. Jeżeli machometr się nie myli . na której szczególnie mu zależało. czy jest to informacja.a Bill nie ma powodu. przez pierwszą godzinę od startu concorde’a (prędzej pasowałby tu zwrot „wzbicia się w powietrze”) z lotniska Heathrow próbuje zwalczyć w sobie uczucie narastającej klaustrofobii. której używa. musi w tym celu nieźle się nawyginać.ROZDZIAŁ 5 BILL DENBROUGH POKONUJE DIABŁA (I) 1 Czuję się jak cholerny kosmonauta . która go serwuje. by tak sądzić . Równie dobrze mógłbym się znajdować we wnętrzu kuli wystrzelonej z rewolweru. ale obsługa lotu.

Wszystkie te historie. i wreszcie miał rozpocząć się seans.potężne lampy Kliega. to najwłaściwsze określenie. Łokieć grubasa znów wbija się w jego ramię i pod wpływem uderzenia rozlewa trochę swego drinka. że na to pytanie wszyscy powiesciopisarze musieli odpowiadać (lub przynajmniej udawać. Derry! Czy mamy napisać odę do Derry? Opisać smród ścieków i odpadów z fabryki? Dostojną ciszę okolonych drzewami ulic? Bibliotekę? Stację pomp? Bassey Park? Podstawówkę? Barrens? W jego głowie rozbłyskują światła .ze szklaneczką Krwawej Mary w dłoni. jakby stał w miejscu. Ale on się boi i jego strach nie wynika tylko z faktu. ale facet taki jak on. czekając. Tym pytaniem było rzecz jasna: „Skąd bierze pan pomysły do swoich książek?” Bill przypuszczał. widzi. czy leci z prędkością osiemnastu mil na minutę. a ja przyglądam się krzywiźnie Ziemi. jakby przez dwadzieścia siedem lat siedział w mrocznym wnętrzu kina. któremu znudziło się już wyczekiwanie na ofiarę i zdecydował się opuścić swoją kryjówkę. Wszyscy dziennikarze zawsze zadawali mi to pytanie. Derry. co zdarzyło się owego lata.wszystkie te powieści pochodzą z Derry. że odpowiadają) przeciętnie dwa razy w tygodniu. i nie jest to stara niegroźna komedyjka .gdzie morze i ziemia łączą się ze sobą. który jest w stanie stawić czoło czemuś takiemu. i z tego. że linia horyzontu jest lekko zakrzywiona.jak Arszenik i stare koronki. że leci z prędkością osiemnastu mil na minutę zamknięty w tej wąskiej. myśląc sobie. jak Derry sunie w jego stronę. Uśmiecha się nieznacznie. Siedzę tu . Film leci. Zupełnie tak. Niezależnie. kruchej skorupie. żyjący z opisywania rzeczy. ale w końcu zmienia zamiar. Billowi Denbroughowi bardziej kojarzy się z Gabinetem dra Caligari. które napisałem myśli z głupawym rozbawieniem . klatka po klatce. tłusty.myśli Bill . że facet. nie powinien się niczego obawiać. a Derry sunęło w jego stronę niczym jakiś potężny drapieżnik.. czy też nie. brudny facet wali mnie łokciem w biceps. Bo Derry to źródło. One pochodzą z tego.. ach. coś powiedzieć. Tak. . a ja udzielałem im błędnej odpowiedzi. odczuwa to zupełnie tak. co stało się z George’em jesienią poprzedniego roku. Bill ma już. aż coś się stanie. Prawie czuje.

co nazywa się podświadomością. Teraz już wiesz. skąd się biorą dziury w serze? Myśli teraz: Zawsze wiedziałeś. tupiąc po moim mostku?” . jeszcze zanim zadzwonił Mike. Ta druga metamorfoza była najprawdopodobniej trafniejsza.Ale mężczyzna czy kobieta piszący horrory mają ten rurociąg jeszcze dłuższy. tak że sięga.przynajmniej na tyle.Przyjacielu. że odpowiada) o wiele częściej. Tylko Derry. Nie skąd czerpiesz swoje pomysły. jak powinno brzmieć prawdziwe pytanie. nie nadmieniając.mówił im. ale dlaczego masz te pomysły. która stanowi zapewne mentalny odpowiednik łzawienia oczu. rzecz jasna. cholernie ciężką pracą.. ale nie możesz przecież powiedzieć dziennikarzom. Zawsze. . że pisanie było ciężką pracą. Po drugiej stronie rurociągu nie było nic oprócz Derry. żadnych podziemnych jaskiń pełnych Morloków. Wszyscy pisarze mają w sobie coś na kształt rurociągu prowadzącego do podświadomości . tam na dole faktycznie coś było. musiał na nie odpowiadać (lub przynajmniej udawać. mgliste pragnienia i wrażenia w rodzaju déjà vu są niczym więcej. na ile był w stanie. Nie było żadnego wewnętrznego systemu kanalizacyjnego umysłu.. że w twoim rozumieniu sny. a Bill chciał im pomóc . Jednakże wszyscy ci pismacy ze swymi notesami i małymi japońskimi dyktafonami sprawiali wrażenie. . równie dobrze mógłbyś mnie zapytać.które nigdy nie miały (i nie będą mieć) miejsca. Rurociąg faktycznie istniał. że zadawali ci niewłaściwe pytanie. ale nie docierał do podświadomości we Freudowskim czy Jungowskim rozumieniu tego określenia. Nie miał zamiaru utrudniać im roboty stwierdzeniem w stylu. I. Wiedział. Podświadomość? Cóż. jakby gorączkowo czegoś pragnęli. że ludzie nadmiernie przeceniali funkcję. kiedy wpadnie do nich drobinka pyłu. ale Bill uważał... które tylko czekają na okazję. iż z każdym rokiem coraz bardziej wątpił w istnienie czegoś. jak tylko serią mentalnych pierdnięć. czy puszczania bąków w godzinę czy dwie po obfitym posiłku. i „kto tam tupta. ale w gruncie rzeczy nigdy w to nie wierzył.można by rzec do podpodświadomości. by się uwolnić. . Całkiem zgrabna odpowiedź.

Bill zobaczył rower w oknie sklepu Bike and Cycle Shoppe na Center Street. gdzie inne były zgięte. Od tamtego dnia jakby w ogóle przestał istnieć.mówi grubas. Od śmierci George’a rzadko kiedy czymś się przejmował. . . Stało się jednak tak. Na jego ramionach i karku pojawia się gęsia skórka. . a Bill ją przyjął. po koniu Samotnego Jeźdźca. Sprawiedliwy. wbija go w bok swego współtowarzysza podróży. koleś . jakby chciał powiedzieć: O-czym-ty-do-diabla-mówisz? Bill patrzy na niego. ba. Przedtem był twardy. Billy . „Kto tam?” „Kto tam tupta. ale bez odrobiny zmartwienia w głosie.Gwałtownie prostuje się na siedzeniu i tym razem to jego łokieć zatacza krótki łuk. było jedynie wystudiowaną grą.Przestań p-pan walić mnie ł-łokciem. a cena dwadzieścia cztery dolary . I ponownie w jego umyśle rozbłyska światło. Jego rower.Zabijesz się na nim. mrucząc coś pod nosem. zwyczajnym udawaniem.Uważaj no. Starał się zachowywać jak ojciec.wydawała się Billowi niezbyt wygórowana. Właśnie tak go nazwał. nawet gdyby zależało od tego jego życie. Wstąp . . że kiedy Bill wstąpił do sklepu. to właściciel złożył jemu ofertę. to i ja p-przestanę. Stał ponuro wsparty na swojej stopce. ale to. Gruby patrzy na niego z niedowierzaniem. matowy. tupiąc po moim mostku?” Ponownie wygląda przez okno i myśli: Walczymy z diabłem. Wypija resztę swego drinka jednym łykiem. prosty tam.Siedzenia są bardzo blisko. . ale twardy. podczas gdy tamte były lśniące. O jego przednią oponę oparta była kartka z napisem: Rower używany. kapujesz. zgięty tam. Tak jakby przez cały czas czekał na powrót George’a do domu. wyższy do reszty rowerów na wystawie. co robił.złóż ofertę. nawet niska. Nie potrafiłby targować się z właścicielem sklepu. gdzie inne były proste. Wielki schwinn dwadzieścia osiem cali wysoki.powiedział do niego ojciec. dopóki tamten nie odwróci wzroku. Silver.

używając do tego celu roweru. zabiłby go jak amen w pacierzu. że ich latorośl usiłowała popełnić samobójstwo. jak Eddie .jego jedyny prawdziwy przyjaciel nazwiskiem Eddie Kaspbrak . aby mieć rower. Do tej pory żadne z jego rodziców nie zdawało sobie sprawy. Z nadejściem wiosny zaczął wolno uczyć się kontrolować silvera. Na początku mało brakowało. gdzie oliwić zębatkę. mały dzieciak na zakurzonym szarym mamucim rowerze (silver był srebrny tylko przy maksymalnej wyobraźni) mknący przy wtórze ryku plastykowych kart zamocowanych przy szprychach obu kół. bo do zeszłego roku w ogóle nie myślał o tym.był specem od mechaniki. Miał wrażenie. Przyjaciel Billa . do Barrens). Wyszedł z tego z pięciocalową raną na lewej ręce biegnącą od nadgarstka do łokcia.pieniędzmi. Pokazał Billowi. Silver jednak był czymś więcej niż tylko starym gratem. które otrzymał na urodziny. ale mknął niczym wiatr. jak przywrócić rower do stanu używalności które śruby należy dokręcić mocniej i regularnie sprawdzać. które zaoszczędził przez ostatnie siedem miesięcy .Zapłacił za silvera pieniędzmi. Bill zrobił to celowo. aby nie wpakować się na płot na końcu Kossuth Lane (bał się nie tyle wjechania na płot. Ten pomysł nawiedził go nieoczekiwanie któregoś dnia po śmierci George’a. i gdyby akurat w tym momencie nadjechał jakiś samochód. To zabawne. Byłby trupem. gdyby zdarzyło mu się złapać gumę. W niecały tydzień później nie zdążył zahamować na czas i z prędkością około trzydziestu pięciu mil na godzinę przeleciał przez skrzyżowanie Witcham i Jackson. a Bill przypłaciłby swój zakup życiem. Powinieneś go pomalować przypomniał sobie. odprowadził go do domu. który w deszczowe dni stał oparty o ścianę garażu. Po tym. Pierwsza przejażdżka na nowym rowerze zakończyła się upadkiem. tak samo jak George. że po paru pierwszych dniach w ogóle przestali zauważać jego rower-dla nich był to zwykły stary grat z odpryskującą farbą. Zapłacił za niego i kiedy tylko śnieg stopniał. jak George został zamordowany. jak nałożyć łańcuch i jak powinien nakleić łatkę na oponę silvera. ile przebicia go i upadku sześćdziesiąt stóp niżej. Zauważył ten rower na wystawie Przed Świętem Dziękczynienia. Nie wyglądał zbyt szykownie. na święta i za przy strzyżenie trawnika.

O tym jednak później. To był ten sam śmiech. trąbką przymocowaną (a raczej przyspawaną) na stałe do kierownicy za pomocą zardzewiałej śruby wielkości pięści dziecka. wyglądał dość tandetnie ze swoją starą łuszczącą się farbą. kiedy silver uratował życie Billowi. Z jakichś niewiadomych nawet dla niego powodów chciał. na bagażniku siedział również Richie Tozier. jakby ktoś wyrzucił go do zsypu na śmieci. teraz pamiętał go doskonale. ale mknęła niczym wiatr. chrzęszczącej i brzęczącej przy byle poruszeniu. jak Ben. Jeżeli więc silver uratował wówczas życie jemu i Richiemu. .powiedział mu któregoś dnia. Ale czy silver potrafił jeździć? Czy potrafił? Chryste Panie! I dobrze. jak Bill poznał Bena Hanscoma. Tak. z którego uciekali. O tak. Z włochatym diabłem o paszczy pełnej zakrwawionych zębów.. w tydzień po tym. Jego gruby współtowarzysz obrzuca go natychmiast przenikliwym spojrzeniem. Walczył z diabłem o oczach lśniących jak błyszczące monety. . a więc najprawdopodobniej rower ratował i jego. to może uratował również Eddiego Kaspbraka. jakby jego właściciel był na tyle nieostrożny. jak on.mówi na głos i wybucha śmiechem. Tego dnia stanął do wyścigu z samym diabłem . który wyglądał. maszyna sprawiała wrażenie jednej wielkiej przerdzewiałej kupy złomu.Mogłaby. Było to w tydzień po tym. że tak było. jaki był. tydzień po tym.to było bardziej niż pewne. Ben i Eddie wspólnie zbudowali tamę. w dniu kiedy Bill i Eddie spotkali Bena przy szczątkach ich tamy W Barrens. Henry Bowers.. Wyglądała marnie. Ten cholerny dom na Neibolt Street. staroświeckim koszem bagażnika nad tylnym kołem i trąbką z czarną gumową gruszką. Wyglądał marnie. aby został taki. że często zdarzało mu się zostawiać rower na trawniku podczas deszczu. Tego dnia. bo w czwartym tygodniu czerwca 1958 roku uratował Billowi życie. zgrzytającej. To dość tandetne. Tak. mogłaby pokonać samego diabła . rozwalił Eddiemu nos. Przypomniał sobie dom. Richie „Niewyparzona Gęba” Tozier i Beverly Marsh zjawili się w Barrens po sobotnim seansie kinowym. ale Bill nie chciał malować silvera. który wcześniej tak wystraszył Audrę.

Pozostawał jedyny ratunek . jego nogi unosiły się i opadały niczym tłoki. jak myśl przenikająca przez zadowolony umysł. o którym w 1958 roku nikomu poza pisarzami science fiction jeszcze się nie śniło. A potem widziałeś cień w dole i nim zdążyłeś się zastanowić. wygląda przez okno samolotu. Wiatr zgarnął jego słowa do tyłu ponad ramieniem jak trzepoczącą bibułkową wstęgę. kiedy obił sobie to.Naprzóóóód! . To były głośne słowa. Jedyne słowa. cień zostawał w tyle. 2 . naprzóóóód!.krzyknął. że aż miło. przypominało patrzenie na wielki samolot sunący po pasie startowym.silver. ale trzeba było się sporo namęczyć. Hej-ho. Patrzenie. co jest dla chłopca najczulszym miejscem) nauczył się. bo czuje. jak szary rower nabiera prędkości. Może to swego rodzaju miłosierny gest. W pierwszej chwili w ogóle nie mogłeś uwierzyć. Może tak jest lepiej. powoli nabierając prędkości.ten pomysł wydawał się prawie absurdalny. że zaczynają się w nich pojawiać łzy. Silver jak się już rozkręcił. silver. przy których nigdy się nie zająknął. że zwieńczenie ramy roweru miał niemal tuż poniżej krocza. Bill Denbrough. Ten szczegół wciąż jeszcze skrywa mrok niepamięci . miały w sobie moc niczym triumfalny okrzyk. a samolot wzbijał się w górę i przecinał powietrze tak gładko i zwinnie. Silver. czy to tylko złudzenie. który nie siedział na rowerze od blisko siedemnastu lat. . Hej-ho. Właśnie taki był silver. Stał na pedałach wysunięty tak mocno do przodu. że jego aspirator był pusty. że ta wielka chybocząca się machina jest w stanie oderwać się od ziemi . Hej-ho. i nagle musi zamknąć oczy. Bardzo szybko (po paru niefortunnych przejażdżkach. Bill dotarł do zjazdu z niewielkiego pagórka i zaczął pedałować szybciej.musi czekać na błysk. myśli.a wtedy Eddie dostał gwałtownego ataku astmy i okazało się. Pedałował wzdłuż Kansas Street w stronę miasta. Co się stało z silverem? Nie potrafi sobie przypomnieć. żeby go rozpędzić. pędził.

spytał ostro Victor Criss. więc bynajmniej się tym nie przejęła. Ten rower jest dla niego za duży . Kłopot polegał na tym. Jakaś kobieta pieląca chwasty w ogródku uniosła dłoń do oczu. że Richie miał raczej donośny głos. Bill znał ich bardzo dobrze.Coś ty powiedział. powracając do przerwanej pracy w ogródku. Bill przypuszczał. okularniku? . bo myśli. że może kiedyś mieć dzieci. ale kto wie. kiedy cała trójka mijała go na dziedzińcu szkolnym.. Ani chybi on się chce zabić. nie dosłyszał wszystkiego. Później tego lata. Któregoś kwietniowego dnia Richie powiedział coś na temat ich kołnierzy. Nie na darmo nazywano go „Niewyparzoną Gębą”. że Richie chciał powiedzieć to. by mu się przyjrzeć.pomyślała. no nie?” On i Eddie maksymalnie obniżyli siodełko.aby przed każdym wejściem na rower mocno podciągnąć slipki. Zdaniem Billa była to w dużej mierze wina Richiego. On się zabije. ale szeptem. Eddie jednak nieroztropnie otworzył usta i Henry Bowers wyładował na nim swoją złość.. . Parę razy pobili Richiego Toziera. . kiedy pracował na pedałach. 3 Bill miał dostatecznie dużo oleju w głowie. Bill. kiedy wyłonili się zza krzaków. przypominając rozwścieczonych myśliwych w pogoni za zwierzyną. która zdołała poturbować jednego z nich. tak że teraz. ale usłyszeli dostatecznie dużo. by skręcić w stronę Richiego. Chłopiec na wielkim rowerze przypominał jej małpkę. Podobnie jak Henry i jego kolesie. obijało mu pośladki. Moim zdaniem nie jest to dobry pomysł. przecież dzieci mogą się wdać w matkę. z którym Bill się przyjaźnił. Henry. który siedział przy pobliskim budynku i apatycznie bawił się paroma małymi kulkami. zauważywszy tę czynność. co powiedział. Wszyscy trzej mieli postawione kołnierze jak Vic Morrow w The Blackboard Jungle. by nie wdawać się w sprzeczkę ze starszymi chłopakami. którą kiedyś widziała jadącą na jednokółce w cyrku Barnuma i Baileya. Richie powie: Bill robi to. Belch i Victor byli najprawdopodobniej najgorszymi łobuzami w całej szkole. Uśmiechnęła się pod nosem. Ale to przecież nie był jej kłopot.

mały. od momentu jego rozpoczęcia do łatwego do przewidzenia finału. który był mieszanką konsternacji i przerażenia. co znajdowało się w . Płacz. że tamci zdążyli już dobrać się do Richiego i zanim nauczycielka dotrze na miejsce. aby przerwać ten incydent. ale wiedział. a potem zgniótł ją obcasem swego potężnego roboczego buta. płacz . Te trzy dryblasy z przyjemnością wykorzystałyby okazję pobicia dwóch dzieciaków zamiast jednego. Richie będzie ryczał jak bóbr. wczepiając się w nią palcami i czubkami trampek. zdał sobie sprawę. Tyle tylko. praktycznie bez żadnego powodu. Chcesz trochę dynamitu? Tamci przez chwilę patrzyli na niego z niedowierzaniem. spieszyła już. mogło zakończyć całe zdarzenie. a Victor za siedzenie dżinsów. Bill Jąkała obserwował ten nierówny Pościg. i dotarł mniej więcej do dwóch trzecich jej wysokości. który z natury lubi ponosić. Henry schwycił go za tył kurtki. a potem rzucili się za nim w pogoń. Zupełnie nieoczekiwanie dorzucił więc: . Bill skrzywił się i obszedł budynek od frontu. Belch Huggins wytrącił Billowi z ręki torebkę z lunchem. a Belch Huggins kopniakiem odrzucił je na bok.spójrzcie no na tę beksę.Nic nie mówiłem . kiedy szli na lunch w sali gimnastycznej. nabijali się z jego jąkania i od czasu do czasu urządzali sobie z niego pośmiewisko. ległym parkiem. wielkoludzie. wyminął zgrabnie huśtawki i dopiero kiedy zatrzymał się przy drucianej siatce pomiędzy placem zabaw a przy. Richie wrzeszczał. Próbował wdrapać się po siatce.Powinieneś wydłubać sobie woskowinę z uszu. kiedy Henry i Victor Criss ściągnęli go na ziemię.. miażdżąc wszystko. Nie było sensu się w to mieszać. że usta Richiego były jak na wpół dziki koń. kiedy zdzierali go z siatki. Richie przebiegł na skos przez plac zabaw dla dzieci. przeskoczył Ponad deskami koników. Zauważył.odparł Richie i to zaprzeczenie w połączeniu z wyrazem jego twarzy. ze swego miejsca przy ścianie budynku. Rzecz jasna. Rąbnął plecami w asfalt. Bill nie miał z nimi zbyt wielu przejść. Okulary spadły mu z nosa. jedna z nauczycielek czwartej klasy. Wyciągnął po nie rękę. że znalazł się w ślepej uliczce. Któregoś deszczowego dnia. Właśnie dlatego jeden z łuków oprawki okularów był tego lata zalepiony plastrem. że pani Moran.

Lepiej? . które matka przyrządzała mu do szkoły co drugi dzień i które . Bill dał mu swoją. Eddie krwawił jak świnia.spytał z niepokojem Bill.jęknął Eddie. odezwała się jego astma i dała o sobie znać ze wzmożoną siłą. jego dłonie otwierały się i zamykały niczym stalowe pięści. .krzyknął Belch z udawanym przerażeniem. . Koniec ze mną. . a jeśli nie mogłeś trzymać się od nich jak najdalej. a potem powiedział: .. Włożył do ust dziobek i nacisnął na spust.Koniec ze mną. . położył mu rękę na karku i odchylił jego głowę do tyłu.Sięgnął po swój aspirator i w końcu zdołał wyjąć go z kieszeni. myśli o George’u są tak bolesne. zaśmiewający się do rozpuku. . f-frajerze. bo jego brat też czasami miewał krwotoki z nosa. a nos Eddiego przestał krwawić.P-p-przepraszam z-za twój ll-lunch. a oddech stał się dziwnie świszczący. że matka postępowała w ten sposób z George’em. Jest pusty.z niewielkim spryskiwaczem przymocowanym u góry. walcząc o kolejny łyk powietrza. .Eddie spojrzał na Billa oczyma przepełnionymi paniką. aby nie wchodzić w drogę. kiedy Henry i jego kumple przeszli środkiem strumienia i wyszedłszy na brzeg Kenduskeag. Wszystko zaczęło się. Kiedy jego chusteczka przesiąkła na wylot. Zaczął gwałtownie chwytać powietrze. Bill. Urządzenie przypominało butelkę Windexa . Och. a Richie z przyjemnością oddał mu swoją porcję smażonego jajka. . stojącej przed drzwiami toalety dla chłopców.Nie.środku.A potem przeszedł wolno korytarzem w stronę fontanny z wodą pitną. Eddie podzielił się z Billem połową swego lunchu. musiałeś próbować stać się niewidzialnym. . Kiedy odgłos trzech dryblasów przedzierających się niczym stado bawołów przez Barrens ucichł zupełnie.. Regułą było. Bill pamiętał. . choć krew ciekła mu z nosa jak z fontanny.O j-j-jeju! . unosząc obie dłonie i wymachując nimi przed jego twarzą.Astma! Rany! . gdzie czekał na niego Victor Criss.Cholera! . Nie było z nim źle. Eddie zapomniał o tej regule i dostał nauczkę.jak sam stwierdził powodowało u niego odruch wymiotny. Mimo wszystko nie było tak źle. ruszyli w drogę powrotną do Derry.

który zalewał twój mózg? W serialach lekarskich. nie myśl tak) nawet martwego. niemniej jednak nie chciał go zostawić samego. że Henry i jego kolesie mieli rację co do jednego . jak z tego powodu narastała w nim tępa niepohamowana wściekłość. że określenie „grzywacz” pochodziło od tych wielkich spienionych hawajskich fal. że Eddie zapadłby w śpiączkę w tej samej chwili. w którym oprócz lekarstw i środków farmaceuycznych znajdują się również wyroby galanteryjne. ∗ . znajdowała się o trzy mile stąd. gdyż jedynie towarzysząc Eddiemu.powiedział. wiedząc.Bill myli to słowo z określeniem śpiączki.w USA sklep. Toteż siedział tam. Ale jeśli po powrocie zastanie Eddiego w stanie combra ? Bill wiedział wszystko o combrach. proszę. słodycze oraz dział z napojami orzeźwiającymi. nie był w stanie mu pomóc. ale jeszcze bardziej przybrała na sile. Prawdopodobnie nie. przesądna część niego samego była przekonana.T-t-tylko s-spokojnie. Doszedł nawet do wniosku.Pusty aspirator wypadł mu z ręki. Billowi przyszło nagle na myśl. bo czymże był ów comber. Strumień chichotał tak jak zawsze. dorzucił nieubłagany głos jego umysłu. Ale przy jej rozwalaniu mieli sporo uciechy i czuł. niepokój zmienił się w prawdziwy strach. po których faceci ślizgali się na deskach surfingowych i w sumie było to całkiem trafne określenie. Zanim pojawił się Ben Hanscom.) grzywacz . * Comber (ang. E-eddie . Astma nie tylko nie ustąpiła. oczekując. A drogeria ∗ przy Center Street. Jeśli wróci z lekarstwem dla Eddiego i zastanie go nieprzytomnego? Nieprzytomnego albo (nie pieprz. że lada moment astma Eddiego zacznie stopniowo ustępować. Przez następne czterdzieści minut Bill siedział przy nim. . że Eddie Kaspbrak miał trudności z oddychaniem. jeśli nie grzywaczem. takich jak Ben Casey. ludzie zawsze wpadali w stan śpiączki i czasami z niego nie wychodzili pomimo głośnych (i niezbyt kulturalnych) pokrzykiwań Bena Caseya. czyli comą. gdzie zaopatrywał się Eddie. że powinien jechać do drogerii. (martwego jak Georgie martwego) Nie bądź idiotą! On nie umrze! Nie. Jakaś irracjonalna. Nagle spojrzał w górę * Drogeria . Bill.to była rzeczywiście dziecinna tama. bynajmniej nie przejmując się tym. odwróciłby się do niego plecami. kiedy on.

niemniej jednak było to prawdą.przeglądając książkę albo pałaszując lunch z torebki wielkości worka na bieliznę.Uniósł swoje puste dłonie środkiem na zewnątrz. jak Bill patrzy na niego. Ben podszedł bliżej. Bill nie był w stanie sobie wyobrazić okropnej walki.była jedną wielką podartą ruiną ubabraną zielono-czerwoną pacią z trawy i krwi.odparł Bill. jak nazywała się rano ta część jego garderoby.w jego oczach zabłysły iskierki czujności.spytał w końcu Ben. ale nadal zachowywał nadzwyczajną ostrożność.nie sposób było powiedzieć. Zobaczył. Dżinsy Bena kończyły się przy kolanach. Włosy Bena rozczochrane i zlepione błotem sterczały niczym druty na wszystkie strony. kim był Ben . aby pokazać. a jego klatka piersiowa unosiła się powoli. że wyglądał on jeszcze gorzej niż Henry Bowers. że musiał to być istny kataklizm. jakby miał kłopoty z nogą.Astmę? Bill pokiwał głową. jaką musieli stoczyć ci dwaj. Podejrzewał.Czy oni odeszli? Bowers i jego kumple? . i cofnął się nieznacznie .. a teraz najwyraźniej nie miało to już żadnego znaczenia .P-ppotrzebujemy p-p-pomocy. Jego sweter albo bluza od dresu . Najwyraźniej bardzo cierpiał. Ben podszedł do rozwalonej tamy i ukląkł z trudnością na jedno kolano obok Eddiego. miał na wpół przymknięte oczy. . . Uniósł wzrok i Bill zobaczył na twarzy chłopca wyraz wściekłości i frustracji.zazwyczaj w kącie . a zatem nie był . . jak stał samotnie .Który go uderzył? . aczkolwiek rzadko kiedy wychodzi mu to na zdrowie. który leżał na plecach.zawołał Bill. Rzecz jasna wiedział. Ben chodził do równoległej piątej klasy. p-podczas gdy ja p-pojadę po jego l-l-lekarstwo? On m-maaa. Trudno w to uwierzyć. .Posłuchaj. . Kuśtykał. . Bill pomyślał.najgrubszy chłopiec w szkole zawsze osiąga pewien stopień popularności.N-n-nie o-o-o-odchodź! . cz-czy m-m-mógłbyś zostać z moim p-przyjacielem. Bill widywał go czasami na przerwach. że nie był uzbrojony . Patrząc teraz na Bena.T-tak .strumienia i zobaczył stojącego nieopodal Bena Hanscoma..

nie mówiąc więcej ani słowa. Pod tym mostem zostawił swego silvera.to. Chłopcy tacy jak Henry i jego kolesie byli ucieleśnieniem przypadków. jak Ben Hanscom wyjmuje z wody otoczaki i układa je na brzegu.To przeze mnie mieliście te kłopoty. Jedź już. Chciał to powiedzieć. Na wypadek gdyby Henry i jego kolesie wrócili do Barrens. Zostanę z nim. obejrzał się jeszcze raz przez ramię. Wyszedł na drewniany mostek. jak i Eddiego. gdzie Kansas Street przecinała jeden z pozbawionych nazwy strumyków.Czy to był Henry Bowers? Bill pokiwał głową. ale w obecnej chwili był tak spięty.Dzi-ę-ę-ękuję. . i to nawet bardzo. który nie Potrafił trzymać języka za zębami. jakiej Bill dowiedział się z seriali o doktorach Caseyu i Kildarze. Zobaczył.Tak myślałem. W głębi duszy chciał powiedzieć Benowi. To był magazyn amunicji. aby nie brał sobie tego tak do serca . nie zdołał przemierzyć całego tego terytorium. w śpiączkę się nie wchodziło. . . przywiązawszy go kawałkiem mocnego sznura do jednego . jedź. huraganów czy kamieni żółciowych. które wypływały z kanałów Derry i nieco dalej łączyły się z wodami Kenduskeag.dziecięcą wersją katastrofy w stylu powodzi. Bill zastanawiał się przez chwilą. tylko zawsze zapadało). Bill odszedł. było w tym samym stopniu winą Bena. Tej wiosny często się tutaj bawił .rzucił Ben. Podążając w dół strumienia. że zabrałoby mu to dobre dwadzieścia minut. . Rzecz jasna.Nie dziękuj mi . Muszę wrócić do domu na kolację. a do tej pory Eddie mógł zapaść w comber (to jeszcze jena rzecz. 4 Barrens nie miało dla Billa tajemnic. ale bez problemu potrafił odnaleźć drogę od strumienia do Kansas Street i właśnie teraz to zrobił. przeważnie z Eddiem. aż wreszcie zrozumiał. Jasne. Pośpiesz się. a niekiedy całkiem sam.odosobniony w swoich doznaniach. które chodzą po ludziach . co się stało. po co tamten to robił. .czasami z Richiem.

Bill miał wrażenie. Po jego lewej stronie. I jak zawsze. nieskrępowany Kenduskeag stawał się kanałem. Głos. a myśl. dzielnicy handlowej Derry. Kąciki ust zaciśniętych w grymasie olbrzymiego wysiłku drżały. 5 . który dobył się z jego gardła. I jak zawsze. W końcu jednak dopiął swego i wciągnął rower na most. Bill rozwiązał sznur oplątujący kierownicę roweru. naprzód! Wypowiedział te słowa głośniej i mocniej niż zwykle. Ulice krzyżowały się tu często. że jakiś kierowca mógłby się kiedyś nie zatrzymać i rozgnieść go na placek.Hej-ho. który chce podnieść wyjątkowo ciężką sztangę. tak by nie dotykał kołami wody. Czynność ta wymagała od niego niemałego wysiłku . Wyglądał jak człowiek. ani na chwilę nie przyszła mu do głowy. a jego dłonie zacisnęły się na uchwytach kierownicy. stał się kimś innym. Błyskawicznie przerzucił nogę przez wysoką ramę i wskoczył na siodełko. brzmiał jakoś inaczej.ze wsporników mostu. że okoliczne domy nie stały w miejscu.nieźle się przy tym zmachał i spocił. Rower zaczął się toczyć nieco żwawiej. kiedy dosiadał silvera. Prawdopodobnie nawet gdyby o tym pomyślał i tak . silver. lecz śmigały gładko obok niego. jego wysiłek okazał się opłacalny. gdzie Kansas Street przecinała Jackson. aby wprawić silvera w ruch. ale na korzyść Billa przed każdym skrzyżowaniem znajdował się znak stopu. Bill stanął na pedałach. pomknął szybko w dół wzgórza w stronę Center i Main. kiedy toczył znaną mu już walkę z ciężarem i bezwładnością. Silver powoli nabierał prędkości . a raz nawet stracił równowagę i wylądował na ziemi tylną częścią ciała.wzrost tempa jazdy oznajmiało przyspieszone klaskanie kart przymocowanych do szprych roweru. Pojechawszy przez skrzyżowanie Kansas Street. Był to niemalże głos człowieka. zwrócone nadgarstkami do góry. włożył go do kieszeni i wyciągnął silvera na chodnik. Żyły w skroniach pulsowały. dając z siebie wszystko. Mięśnie wystąpiły mu na szyi. w którego lada chwila miał się zmienić.

pochylony nad kierownicą silvera. gdyby ktoś zapytał go. kiedy kręcił się po swoim warsztacie w garażu. ale fakt ten był dla Billa jak najbardziej satysfakcjonujący. miarowy ryk. ale nie zmieniało to faktu. Grymas nieśmiałego skrzywienia ust rozrósł się w potężny. przekraczając o dobre piętnaście mil obowiązujące tu ograniczenie prędkości do dwudziestu pięciu mil na godzinę. przepełnionych bólem oczu ojca. We wcześniejszym i późniejszym okresie swego życia zapewne mógłby zwolnić. Rząd domów po prawej stronie ustąpił na rzecz sklepów (głównie domów towarowych i zakładów mięsnych). niknąc niczym strzała.Hej-ho. Klekot kart na szprychach roweru zmienił się w regularny.było zakurzone.odparłby natychmiast (i to z oburzeniem).jego jąkanie. czy czuł się samotny. stopy Billa oderwały się od pedałów. silver. Wjechał w ulicę. Ten fragment Kansas Street był znany jako Milowe Wzgórze. głupkowaty uśmiech. którego zadaniem było chronienie małych chłopców. gdyby ktoś zapytał go. czy igra ze śmiercią. Bill pokonał je. i z rudymi włosami płynącymi za nim na wietrze trzepoczącą falą. . naprzód! . Silver pokonał pierwszy zakręt i.wrzasnął triumfalnie. jak prawie zawsze w tym miejscu.zrobiłby to samo. zmieniały się w na wpół rozmazaną plamę. które przemykając obok niego. ale ta wiosna i początek lata były dla niego wyjątkowo burzliwym okresem. powierzając się bez reszty temu z bogów. Jechał teraz siłą rozpędu. widok mętnych. bo mama przestała na nim grać. O-oczy wiście n-nie! . Bill zdziwiłby się. Teraz wszystko pozostało daleko za nim . że sunął w dół Kansas Street do miasta i coraz bardziej przypominał szalonego kamikadze w swym pierwszym (i ostatnim) samobójczym ataku. z jedną ręką uniesioną nad gumową gruszką klaksonu. . potworny obraz warstewki kurzu zalegający na pokrywie zamkniętego fortepianu na piętrze . Po lewej stronie kącikiem oka dostrzegał Kenduskeag jak migotliwą iskierkę ognia. by w razie potrzeby móc ostrzec nieostrożnych. byłby równie zdziwiony. by zmniejszyć opór powietrza. Ostatni raz zrobiła to podczas pogrzebu George’a.

że najpóźniej za pięć sekund rozpłaszczy się na tyle pick-upa. że środkowy pas był pusty.karty na szprychach silvera ryczały przeciągle. Skrzyżowanie trzech ulic . usiłując pokonać diabła.nie prędkość światła.. Rezultat określono w ubiegłym roku na łamach „Derry News” mianem „piekielnej ulicznej rozety”. ale w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie. Bo-Diddleyem. Przepełniony bólem i rozpaczą krzyk matki. Pochylony nad kierownicą. by zabrano ją do m-m-mamy.. każdym. Center i Main .Kansas. odbił w prawo. aby przyjrzeć się uważnie wszystkim . jakby chłopiec chciał jechać jeszcze szybciej.Samotnym Jeźdźcem.zbliżało się ku niemu z olbrzymią prędkością. mógłby doznać poważnych obrażeń albo nawet zginąć. gdyby się „zająknął”). a jego kierowca. Był to horror stanowiący połączenie ruchu jednokierunkowego i sprzecznych ze sobą znaków i sygnalizatorów. Wjechał w zatłoczoną ulicę pełną wolno jadących pojazdów i dojechawszy do skrzyżowania. George. Silver zdawał się frunąć. Ponownie spojrzał przed siebie i zobaczył. która błaga. Pan Gardener idący dwadzieścia minut później ulicą z jego zakrwawionym ciałem na rękach.kiedy zagrała trzy hymny metodystów. Johnem Wayne’em. Mknęli razem w dół Milowego Wzgórza . pędził jak wiatr. Obrazy. Obejrzał się szybko przez ramię. który zatrzymał się pod kątem prostym na środku skrzyżowania. aby nie wpakować się pod wielkiego buicka. a Bill Denbrough frunął wraz z nim. Cień pozostawał daleko w tyle.i przebić otaczającą go barierę bólu. Stopy Billa ponownie odnalazły pedały i zaczęły kręcić. które w założeniu miały być zsynchronizowane. Jak zawsze oczy Billa zerknęły w prawo i w lewo. jakby chciał osiągnąć jakąś określoną prędkość . To wszystko pozostało daleko w tyle. ale prędkość wspomnień . a z całą pewnością nie trzęsącą się ze strachu beksą. oceniając ruch uliczny i szukając luk pomiędzy samochodami. wyciągnął szyję. trzymając w dłoni nasmarowany parafiną papierowy okręcik. by upewnić się. Gdyby pomylił się w swoich obliczeniach (innymi słowy. w typie wujaszka Ike’a. dziesiątki obrazów. wychodzący w deszcz w swojej żółtej nieprzemakalnej kurtce. kim zawsze chciał być. Teraz Bill był kimś innym .

kreśląc na nim poziomą rysę. upewnić się. kiedy jedna z rączek jego kierownicy cmoknęła w czułym pocałunku aluminiowy bok autobusu. W ostatniej chwili ostro odchylił głowę w bok.oblazły go niczym małe. że skręcił we właściwą ulicę i nie skończy jakimś dziwnym trafem w okolicy Miami Beach. gdzie znajdował się sklep obuwniczy. niewidoczne stworzenia. aby boczne lusterko pick-upa zamontowane po stronie pasażera nie przefasonowało mu twarzy. że cię zgubiłyśmy. ale spójrz. ani na chwilę nie zwalniając. Usłyszały oschły furkot kart przy szprychach roweru i uniosły wzrok. Trio staruszek przechodziło przez Main Street od strony New England Bank na drugą stronę. przeciągły pisk. Najgorszą i zarazem najłatwiejszą część drogi miał już za sobą. Nie wpadł pod autobus.się masz. wspinały się po jego koszuli. Kątem oka dostrzegł bladą twarz kierowcy autobusu. Bill wątpił. co można by nazwać pragnieniem. uniknął też rozpłaszczenia o tył starego pick-upa wujaszka Ike’a. znów tu jesteśmy . Pomimo to jednak zjechał w prawo i wślizgnął się w przerwę pomiędzy stojącym pick-upem a autobusem. jak żołnierz robiący przesadne „w prawo zwrot”. ujechał teraz dobre czterdzieści mil na godzinę. Czuł. ukrytą pod spiczastą czapką firmy Hudson Bus Company. Znowu sunął pod górę . Usłyszał cichy. jak powracają na swoje miejsca. Ponownie dopadły go jego myśli i wspomnienia . wskakiwały mu do ucha i wpadały do mózgu jak dzieci zsuwające się po zjeżdżalni. nie zabił siebie ani tych trzech staruszek przechodzących przez jezdnię z torbami pełnymi zakupów i czekami Social Security w kieszeniach. Wraz z nią malało również coś. paląc niczym silny alkohol. Kierowca pogroził mu pięścią i krzyknął coś do niego. jak rozpychają się gorączkowo . podczas gdy chłopiec na olbrzymim rowerze przemknął jak widmo o parę cali przed nimi. Bill. już myślałyśmy. Pas po prawej stronie Billa był zajęty przez autobus linii Derry Bangor. aby były to życzenia urodzinowe. Otworzyły usta ze zdumienia. Raz po raz stawał oko w oko ze śmiercią i zawsze udawało mu się jej uniknąć. Strumień gorących spalin spłynął mu do gardła. i co za tym idzie.prędkość roweru zaczęła maleć.znakom.

Bill miał wrażenie. Zeskoczył z silvera przed drogerią i wszedł do środku.N-n-n-nie mam p-p-p .i obawiał się.Dz-dziękuję . Kiedy wrócił w pięć minut później . Eddiemu może przytrafić się coś złego.Wszystko w porządku. Podał ją Billowi. . przekręcił go i napisał na odwrocie: Eddie Kaspbrak i ja bawiliśmy się w Barrens.. jazda! Kto chce zacząć? Za dużo myślisz. Bill nerwowo przestępował z nogi na nogę. Billy. Ma trudności z oddychaniem. czego nie powinieneś. Skręcił w Richard’s Alley i w parę chwil później wyjechał na Center Street. . że minęły już całe wieki . Nie. uśmiechnął się i rzekł: . Pani Kaspbrak ma u mnie kredyt.To powinno rozwiązać problem.. Bill. podczas gdy pan Keene zniknął na zapleczu.powiedział Bill. . Jestem pewien.w każdym razie tak o nim myślał Bill . Dostał gwałtownego ataku astmy. Po prostu za dużo sobie wyobrażał.ale był dość cierpliwy i nie kpił ani nie wyśmiewał się z chłopca. Bill sięgnął po folder reklamujący witaminy. synu. Poczekaj tutaj i nie dotykaj niczego. kiedy pan Keene powiedział: „Witaj. że zechce podziękować ci za .Oczywiście. nie na tym polegał jego problem. czym mogę ci służyć?”.między sobą. Dlatego też.trzymał w ręce jedną z plastykowych buteleczek Eddiego. Teraz jednak stan Billa znacznie się pogorszył . czując pot na plecach i we włosach. Dopiszę to do jej rachunku. a ten przeczytał ją. Jejku! Auu! Rany! Znowu jesteśmy we wnętrzu głowy Billa! Pomyślmy o George’u. Aptekarz wprawdzie nie należał do najsympatyczniejszych osób . spojrzał w przesycone strachem niebieskie oczy Billa i powiedział: . 6 Przed śmiercią George’a Bill nie miałby nic przeciwko ucięciu sobie małej pogawędki z panem Keene’em. Czy może pan napełnić jego aspirator? Podał tę kartkę ponad przeszklonym kontuarem panu Keene’owi. że jeżeli nie załatwi szybko sprawy z lekarstwem. No.

który zna się na ludziach i ludzkich bolączkach na tyle. Gdyby Bill zobaczył ten uśmiech.dopisze lekarstwo Eddiego do rachunku Soni Kaspbrak.. którzy nie wierzyli w uzdrowicielską moc tanich medykamentów. że nie należał on do elity najsympatyczniejszych ludzi świata. Ale mały Denbrough zdołał jakoś ruszyć z miejsca. który wydawał się najczystszą kpiną. typowego dla lekarstw posmaku.. jak Bill wrzuca aspirator do kosza bagażnika i niezgrabnie wdrapuje się na siodełko.mówiła pani Kaspbrak. by mieć powód do zastanowienia.Wątpię w to. aby to zrobić). kołysał się jak szalony z boku na bok. że pomimo to bardzo skutecznie kontrolował on astmę jej syna. że należała ona do ludzi. a jednocześnie nie potrafi odnaleźć w nich nic pokrzepiającego i podnoszącego na duchu. Nie przymierał wszak głodem. Tak . i odjechał. Szczerze w to wątpię. lekarstwo na astmę Eddiego było . ponieważ składał się w głównej mierze z wodoru i tlenu. Pan Keene uśmiechnął się pod nosem. ale nawet pani Kaspbrak musiała przyznać. że lekarstwo było takie tanie. ale niby czemu miałby żerować na głupocie ludzkiej. uśmiech człowieka. ile się tylko dało (czasami kusiło go. w którą zaopatrzona była Każda z plastykowych buteleczek) był niezwykle tani. Oczywiście mógł podnieść cenę preparatu Hydrox i zedrzeć z niej tyle. jak zwykle. to w tył. wolno pedałując. z niewielkim dodatkiem kamfory. Jak najbardziej.uprzejmość. Preparat Hydrox (stosować w razie potrzeby . Czy on naprawdę jest w stanie pojechać tym rowerem? .jak brzmiał napis na nalepce. będzie zaskoczona i bardziej podejrzliwa niż wdzięczna. Aspirator przetaczał się w koszu bagażnika to w przód. nie wywalając się przy tym. Bill poczuł wielką ulgę. Tani? O tak. Zobaczył. Był tani. Właściciel okrążył kontuar i przez chwilę przyglądał się chłopcu. jeszcze bardziej utwierdziłby się w przekonaniu. Pan Keene wiedział. podziękował panu Keene’owi i szybko wyszedł z apteki. Innymi słowy. Był to uśmiech pełen goryczy. a ona.zastanawiał się pan Keene. która miała mu dodać słabego. Rower. . Inne leki były takie drogie .

Zanim odstawił rower pod most i wrócił nad strumień.żyje i może zrobić sobie krzywdę? Jak się miały te rzeczy w stosunku do innych morderstw? A głosy. ponieważ jechał pod górę W paru miejscach musiał zsiąść i pchać Silvera. Czasami się nad tym zastanawiał. jeśli to w ogóle był człowiek. że istniało wiele plotek i spekulacji na ten temat. Dręczyły go czarne myśli.. kiedy to było konieczne. ten ktoś. Trzeci typ opinii bazował na twierdzeniu. Tak jak zabił George’a. 7 Powrót zabrał Billowi więcej czasu. były zbyt głośne. Podobnie jak czasami zastanawiał się nad swoimi odczuciami względem Derry. Lub też. które czasem odzywały się w jego głowie. że chłopców zabił jeden morderca. że tak było. Po prostu nie miał dość siły. szeptały teraz do niego (i z całą pewnością nie były to odmiany jego własnego głosu. Inni stwierdzili. a nie inaczej? Czy to właśnie te rzeczy sprawiały. Na ten przykład mały Hanscom mógł odejść.Bill . bo odzywał się tylko wtedy. zostawiając Eddiego na pastwę losu.. a dziewczynki drugi. Ripsom i Lamonik zostali zabici przez jednego człowieka. Wiedział.. ale bardzo wyraźne i przepełnione pewnością) i radziły mu. Mathew Clementsa i Veroniki Grogan. mógł załatwić obu albo przynajmniej jednego z nich. było dziesięć po czwartej. bo one się nie jąkały. Bill był przekonany. Czy jego rodzice nadal byli w szoku spowodowanym śmiercią George’a i nie są w stanie zrozumieć prostego faktu. ale nie był głuchy . Cheryl Lamonik. kto trudnił się mordowaniem dzieci. Niektórzy uważali. Albo trzej zabijacy mogli powrócić i dołożyć im zdrowo. że on . a śmierć pozostałej dwójki była dziełem jego naśladowcy. że George. że zabójstwo George’a nie było związane z zamordowaniem Betty Ripsom. że w jego odczuciu Derry wyglądało jakoś inaczej? . by wjechać rowerem na coś większego niż łagodne zbocze..zwyczajną wodą z kranu. Bill mocno się jąkał. że zamordowała ich ta sama osoba. aby postępował akurat tak.choć czasami ludzie zdawali się myśleć.

opowiadał Ben przyciszonym tonem.Nie spodziewałem się ciebie w ciągu najbliższej półgodziny. dając mu aspirator. Nagle Ben uśmiechnął się kontrolnie. Mroczne przypuszczenia w jego głowie narodziły się z przeświadczenia.Jeezu. złowieszczą ciszą? Czy to przez te rzeczy niektóre twarze sprawiały wrażenie tajemniczych i przerażonych? Nie wiedział. wierzył. siedząc obok Eddiego. Dzieciak był gruby. które zamiast zapraszać. a Bill odpowiedział mu tym samym. . . wstając. . . Eddie włożył go do ust. co? Bill skinął głową. że obecnie w Derry mogło zdarzyć się wszystko.Przez pewien czas bardzo się bałem . nic nie zapowiadało jakichkolwiek zmian.tak jak wierzył. gdyby miał konwulsje albo coś takiego.Zastanawiałem się. a głowę nieznacznie pochyloną. Ben Przyglądał mu się z zatroskaniem. Musiał mieć ikrę. Kiedy minął ostatni zakręt.powiedział Ben. E-e-eddie . przymykając oczy. jakby z ostrożnością.M-m-m-masz.powiedział. zaaplikował sobie dawkę Hydroxu i sapnął konwulsyjnie. I nie czmychnął do domu. że wszystkich tych morderstw dokonał jeden zabójca. . Próbowałem sobie przypomnieć. wiedząc. Sam Eddie przyjął teraz nieco bardziej wyprostowaną pozycję. ale wierzył w to . Bill mrugnął do Eddiego. Nadal oddychał z trudem.Mam sz-szybki r-rower . zionęły jakąś dziwną. Przez chwilę dwaj chłopcy przyglądali się sobie podejrzliwie.Chłopie. Słońce było już tak nisko nad horyzontem. ale żeś się sprężył . że Derry naprawdę się zmieniło i że początek tej zmiany określała śmierć jego brata. że w poprzek strumienia położyły się długie zielone cienie.odparł Billy z pewną dozą dumy w głosie. Ben Hanscom był nadal na swoim miejscu. co powinienem zrobić. Naprawdę z nim było źle. . . Dłonie miał złożone na podołku. ale chyba w porządku.Wydawało mu się jakby groźniejsze ze swymi niezbadanymi ulicami. Potem odchylił się do tyłu. że być może gdzieś tam wciąż jeszcze krążył Henry Bowers ze swymi przy głupimi kolesiami. co . który patrzył nań z uczuciem bezgranicznej wdzięczności. Wszystko.

Przypuszczam. . .oznajmił. .nam mówili na zbiórkach Czerwonego Krzyża. w jakiej uczestniczył od dobrych parunastu tygodni. Bill .Przecież krwotok ustał. Eddie roześmiał się ponuro. ale przez tydzień siedział w domu. wyraźnie zainteresowany. . . Scooter Morgan. spadł kiedyś z drabinki i rozwalił sobie nos.Myślę. Wyglądało na to.W głosie Bena brzmiało zdziwienie.Nieważne. .Spojrzy raz na krew na mojej koszuli i w pięć sekund potem będę już w szpitalu.Och tak.Było ciężko.I tak mnie tam zawiezie. on nie miał k-k-konwulsji .Zawozi mnie na pogotowie raz albo dwa razy w miesiącu. Myślałem o mojej mamie. jak jeden dzieciak. . tak? . . że mam złamany nos i jego kawałki mogą mi utkwić w mózgu albo coś w tym rodzaju. Pomyśli. no nie? Pamiętam. . że powinni ją zmusić do płacenia . U mojej matki wszystko jest możliwe.Tak? .Nie. Otworzył oczy i spojrzał na nich. Bywała tam ze mną tak często.Eddie ponownie zwrócił się do Bena. . . Naprawdę. Nie cierpię szpitali. że będzie to najciekawsza rozmowa. .spytał Bill.spytał Ben. z którym chodziłem do przedszkola. . czy krwotok ustał czy nie . .Nawet nie myślałem o nosie. że to się robi e-e-epileptykom.A m-m-może tak b-być? . że to się zaczęło. . Chyba tak. . kiedy rozwalili ci nos. Jedyne. ale jego dłoń sięgnęła strzępów bluzy od dresu i zaczęła międlić je nerwowo. .spytał Bill. . że przez cały czas leciała mu krew. co mi przychodziło do głowy. .Dlaczego? .W każdym razie. Zabrali go do szpitala tylko dlatego.Czy o-on u-u-umarł? .Nie wiem.spytał Ben. to aby włożyć mu do ust patyk. wstał i włożył aspirator do tylnej kieszeni. że któregoś dnia jeden z sanitariuszy powiedział. żeby nie odgryzł sobie języka. które mieliśmy w kwietniu.Poważnie? .powiedział ponuro Eddie.Dzięki. Ciężki oddech Eddiego stał się nieco łagodniejszy.powiedział Bill.

P-przepraszam. . Zapanowała cisza. Ben obrzucił go podejrzliwym spojrzeniem. Bill Jąkała wybuchnął śmiechem.Nie cierpię. . lecz stwierdziwszy. . uśmiechnął się..oświadczył Ben. że tamten nie śmieje się z niego (trudno było określić.Czemu po prostu nie powiesz „nie”? Powiedz tak. Ben nigdy dotąd nie wypowiedział Naprawdę Brzydkiego Słowa. Nie dałem mu.Czemu te typy cię ścigały? . . gdy się jąkasz.Tak. . Jakbym słyszał Elmera Fudda. mamo. choć dwa lata temu na Halloween napisał je na jednym ze słupów telefonicznych (bardzo małymi literami). że matka Eddiego musi być naprawdę dziwna. A ty się nazywasz Bill Denbrough. że od pewnego czasu miętosił obiema dłońmi to. t-tak? .powiedział Eddie.czynszu. wymawiając moje imię. jak do tego doszedł. . Wszyscy trzej zamilkli. Bill.T-ty j-jesteś Ben H-h-h-hanscom.Awww . Pomyślał.głównie z podziwu .powiedział Bill. .. e-e-e-e.. Jego słowa zabrzmiały dziwnie sztucznie i nieprzekonująco. co pozostało z jego bluzy od dresu. jak je określała czasami jego matka. Posłuchaj. .Bowers siedział obok mnie podczas ostatnich egzaminów powiedział w końcu Ben. Właśnie tak. W tej ciszy bowiem trzej chłopcy stali się przyjaciółmi.O-oni zawsze k-kogoś g-g-ganiają . . niemniej jednak był o tym przekonany). Ben milczał przez chwilę .N-nie c-cierpię t-tych s-s-s-skurwieli. Nie zdawał sobie sprawy z faktu.spytał Bill.spytał w końcu Eddie.. . .Eddie Kaspbrak . . Nie była ona jednak nieprzyjemna.Miło mi was obu poznać .Tak.Chyba musisz mieć dwa życia. . Bo bardzo szastasz jednym. chłopie .rzekł z podziwem Eddie.stwierdził Ben. czuję się świetnie i chcę po prostu zostać w domu i obejrzeć Morskie polowanie.ponieważ Bill użył przed chwilą jednego z Naprawdę Brzydkich Słów.mruknął z niezadowoleniem Eddie i nie odezwał się więcej. A to jest E-e-e-e-. . . .Chciał ode mnie ściągnąć. .Rany .

Nie rób se ze mnie jaj. Eddie leżał teraz na brzegu strumienia i trzymając się za brzuch zwijał się ze śmiechu. i tamci dwaj zawzięli się na mnie. . .W każdym razie Henry musi teraz zaliczyć kurs wakacyjny i dlatego on. Lubił brzmienie swego śmiechu zmieszanego ze śmiechem Billa i Eddiego.Pewno tak . Ben zgiął się wpół i z głową pomiędzy kolanami. Śmiech powodował u niego bóle brzucha. ze strużkami łez spływającymi z oczu i gilami zwisającymi mu z obu dziurek od nosa. Ze wkrótce spotkamy się na oddziale nagłych wypadków. Mógłbym rozbijać na czole orzechy. Tym razem zarówno Bill. wydaje mi się. z miejsca zawiezie mnie do szpitala. Uniósł wzrok i spojrzał na Billa Denbrougha. Ben przyłączył się do nich. nie mieszankę chichotów. Kiedy moja mama zobaczy moje ciuchy. ich oczy spotkały się i było to powodem kolejnej salwy śmiechu. I to by było na tyle. Jestem głupi. jak i Eddie wybuchnęli radosnym śmiechem.Spadłem tu z Kansas Street. Bill podciągnął spodnie.powiedział po chwili Eddie. Teraz już wiecie.. kiedy o tym myślę.powiedział Bill.stwierdził. jaki wydał jego tyłek przy zderzeniu z ziemią. Jeżeli Bowers jest na kursie wakacyjnym. ale pomimo to śmiał się piskliwym i jakby nieco histerycznym śmiechem. co się stało i dlaczego. jakby c-cię z-z-zabili . nonszalanckim krokiem. Spojrzał na Eddiego. jaką miał okazję słyszeć wielokrotnie . ale za to wielki. Nazywam się Heneybunch Bowers i jestem szefem bandy kutasów. . To był dźwięk.Jedno jest w tym wszystkim dobre . zarykiwał się śmiechem jak hiena. Bill usiadł obok nich i z wolna cała trójka uspokoiła się. W końcu musiał usiąść na brzegu strumienia i odgłos. postawił kołnierz koszuli i zaczął przechadzać się wolno dokoła leniwym.W-w-w-wyglądasz. ponownie wprawił go w radosny nastrój. kiedy zaczął mówić. W dół całego zbocza pagórka. Potrafię szczać octem i srać cementem. w której on miał swój udział. które rzondzom tom częścią Derry. . nie będziemy go tu widywać zbyt . jakiego nigdy dotąd nie słyszał.ale mieszanka śmiechu. Jego głos przycichł nieco.Teraz. . .Zabiję cię dzieciaku.

co. Ta myśl nigdy nie przyszłaby mu do głowy nawet za tysiąc lat .R-r-r . chłopaki? Ta idea zafascynowała go i przepełniła dziwną tęsknotą. parodiując Henry’ego Bowersa. z jaką mu ją złożono. ale wszystko inne zostało zmyte przez prąd.Załatwcie deski i wstawcie je w poprzek.Deski tu i tu. .Przydałoby się wam parę desek . . . Bill nie zająknął się ani razu.Bill pokręcił głową.wyjaśnił Eddie i wrzucił do wody kamień. skręconą ścierkę. Jasne? Potem. . . Ben wstał i podszedł do strumienia. Prawdę mówiąc. . T-tu j-jest f-f-fajnie. zanim woda je zmyje. Wkładacie je do strumienia jedną przy drugiej. . . przypominała mokrą. Ben nie mógł wydobyć z siebie słowa.stwierdził Eddie.ale teraz. jak chleb w kanapce. równolegle do siebie. kiedy się jąkał. zaskoczeni.często. . pas niskiego brzegu Kenduskeag wydawał się całkiem przyjemny. W każdym r-r-razie B-b-bo-wers i t-t-tamci t-tu nnie schodzą.Może powinniśmy zrobić coś innego . nie wydawało mu się aż takie złe. strzepując grudki ziemi ze swych olbrzymich pośladków.Tama i tak nie spisywała się najlepiej.spytał Ben.Często bawicie się w Barrens? . Jego twarz.odrzekł Bill.Spójrzcie . . Z-zwykle nikt t-tu n-nie p-p-przychodzi. Ale dz-dzi-siaj pposzedł z t-t-tatą zrobić p-p-porządek na p-p-p..powiedział.Często tu bywacie. Zdziwiła go nie tylko propozycja..D-d-dosyć .. . kiedy był tutaj. . Znam go .powiedział Ben.. Po obu stronach strumienia nadal znajdowały się splątane stosy gałązek.Z-z-zwykle p-przychodzi tu też Richie T-tozier.. .Tak. Znamy t-tu sporo miejsc.. . kiedy popołudnie z wolna przechodziło w zmierzch. zapełniacie przestrzeń pomiędzy nimi kamieniami i piaskiem. Ben ukląkł na jedno kolano. .J-j-jasne. ale prostota i banalność..Poddaszu . . Bill i Eddie patrzyli na niego.oznajmił Ben.Czemu n-n-nie miałbyś p-przyjść t-tu j-jjutro? J-ja i E-eddie p-p-próbowaliśmy zbudować t-t-tamę.Ty i Eddie? .

jak sądzę. .M-m-my to zrobimy. . . kiedy ostatni raz był równie szczęśliwy. że właśnie respektem.mruknął Ben. zresztą.Po prostu wiem . Tak. Zaczął rysować na ziemi patykiem..M-m-my .Budowałeś już kiedyś tamę? . Jednak nie przejmował się tym.. Bill i Eddie Kaspbrak pochylili się i przyglądali rysunkowi z trzeźwym zainteresowaniem. spojrzał na widniejący na ziemi rysunek. bo naraz poczuł się naprawdę szczęśliwy.. Czuł się (i był pewien. ż-że to z-z-z-zadziała? Ben spojrzał na Billa z zakłopotaniem. A więc jeśli wy.odparł Ben. po pewnym czasie zostanie zmyta.A niby czemu nie? .Co? . popatrzcie sami.S-skąd w-wiesz? .Ale s-skąd w-wiesz? . to woda jej nie zmyje. ale gdybyśmy mieli jeszcze trzecią.spytał Bill. że chłopiec był nieco . Deska w górze strumienia będzie pod wpływem naporu wody opierać się o kamienie i żwir. . . my zapełnimy przestrzeń pomiędzy deskami kamieniami i piaskiem.N-no to skąd w-w-wiesz.powiedział Bill. Druga. że wyglądał) Wyjątkowo głupio.Och . Nawet nie pamiętał. . Ben zamiast sarkastycznego niedowierzania rozpoznał w tym głosie szczere zaciekawienie.spytał Eddie. My. Wydawało się. Jego głos był przepełniony zaniepokojony.Nie. . Jakby chcąc się upewnić. ani na rysunku i nie zdawał sobie sprawy. Nigdy dotąd nie widział tamy kasetonowej ani w rzeczywistości.

.M-m-może sobie p-ppostrzelamy. no nie? .powiedział Eddie i westchnął. Bill pożegnał się. krzycząc na całe gardło. . .Coś do jedzenia.Dobrze.Czasami mnie podwozi na bagażniku.powiedział Bill. .powiedział Bill i klepnął Bena w plecy. .powiedział Ben. Wyszli z Barrens we trójkę. . .O której? . .Zawsze się wtedy wścieka. muszę zmykać do domu. Wiesz kanapki.Wiesz.Przynieś też jakiś prowiant .Ben był wyraźnie zadowolony. chłopaki. Naprzód! . Ben pomógł Billowi wtoczyć Silvera na zbocze nasypu. . ale jego oczy mówiły zupełnie coś innego. . Jeździ tak szybko. .Dostałem od mamy na gwiazdkę.odparł Ben. to do j-j-jutra. Ale w sumie Bill to fajny gość. . Podwędzę kilka. ale ona nie lubi. . .Posłuchajcie.Hej-ho. .rzucił Eddie. Były przepełnione szacunkiem i uwielbieniem.Jeżeli ja i mama wciąż jeszcze nie będziemy siedzieć na oddziale nagłych wypadków . .przed chwilą całkiem udanie narysował jedną z nich.Ostatnie zdanie rzucił niejako mimochodem. że naprawdę mnie przeraża. ma ich sporo.Wiatrówkę .powiedział Bill.N-no. co się stało z jego bratem. ring-ding i takie tam. . Strzelił sobie kolejną działkę ze swego aspiratora i ponownie oddychał normalnie. . kiedy strzelam w domu. . . który mieszka przy sąsiedniej przecznicy. .D-dobrze . Silver.oznajmił Ben.Ten stary facet.Dobra.M-masz j-j-jakąś broń? .dodał Eddie. ponownie miał świszczący oddech i patrzył z niepokojem na swoją zakrwawioną koszulę.Załóż się o swoje futro . a potem odjechał na swoim rowerze. Eddie szedł za nimi. Mniej w-więcej. .Przyniosę parę desek .J-ja i E-eddie będziemy t-tu o ó-ósmej trzydzieści.M-my t-t-też .P-p-przynieś ją t-też . .Ten rower jest gigantyczny .

to tam.Ale jego mózg się nie zacina . żeby mama zawiozła cię do szpitala. .Pościgamy się? No. Mały chłopiec w wielkich niebieskich szortach i futrzanej czapie z szopa (w stylu Davy Crocketta) na głowie. . Jakiś facet go zabił. byłoby lepiej. . Przypomniał sobie teraz (choć mgliście) o małym chłopcu.wiesz. który teraz miał na ręku.To się stało tuż po wielkiej powodzi? Dotarli do rogu ulic Kansas i Jackson. muszę już iść.stwierdził Ben.. tak że puchaty ogon przesłaniał mu oczy. aby Bill był twoim przyjacielem. gdybyś nie rozmawiał z nim o jego młodszym bracie. czy jego matka myślała o George’u Denbroughu. . Dzieci biegały to tu. czy po prostu o kolejnych zabójstwach. minął Bena i Eddiego. .powiedział Ben. gdzie mieli się rozstać. tocząc hulahoop. tak jakby odrywał skrzydełko musze.Skoro nie chcesz.Eddie spojrzał na Bena z powątpiewaniem. co mam na myśli? . kto mnie dogoni? Kto dogoni kółko? Dwaj starsi chłopcy patrzyli na niego przez chwilę z rozbawieniem. i zawołał: .. kiedy dała mu zegarek.Poczekaj chwilę . .Bill prawie się wtedy nie jąkał.Masz pięć centów? .Ja też bym był .No. bawiąc się w berka i rzucając piłkami baseballowymi.Zabili go zeszłej jesieni. który został zamordowany poprzedniej jesieni. Oderwał mu ramię. Zastanawiał się.Nie.W każdym razie powiedziałem ci to dlatego. Nie próbuj go wypytywać. On jest bardzo przeczulony na tym punkcie. .Tak. Zauważyłeś..Cóż. że jeśli chcesz. wydaje mi się. . a potem Eddie powiedział: . odwróconej tyłem do przodu. . trochę. ale i nadzieją. co z nim? .Rany! .Naprawdę? . że mam pewien pomysł. jak się zacina? . Od tego czasu mu się pogorszyło.

Zobaczymy się może. Henry z kumplami wsiadł do środka. a potem wylej mniej więcej połowę na koszulę. krokodylu..Fajne z was chłopaki. . Ben patrzył. Oczy Eddiego pojaśniały. na przystanku autobusowym. Pięć minut później na przystanek podjechał autobus linii DerryNewport-Haven. . W ciągu czterech lat od śmierci ojca wzrok jego matki znacznie się pogorszył. Na szczęście Henry Bowers i jego dwaj kumple stali tyłem do niego.W porząsiu.Tylko jeśli się pokapuje.Bill owszem . Trzy przecznice dalej. to nie mów jej. . . jak tamten odchodzi w dół Jackson Street.Nie .rzekł Ben.Zajrzyj do sklepu i kup mleko czekoladowe. . . a potem raźno pospieszył do domu. Z czystej próżności (i ponieważ nie prowadziła samochodu) nie chciała pójść do okulisty załatwić sobie okularów. Sprawiał wrażenie zdenerwowanego. Ukrył się za żywopłotem. że to był mój pomysł.zgodził się.. . . . Zaschnięte plamy krwi i mleka czekoladowego wyglądały dość podobnie. No i co? Ben zlustrował wzrokiem zaschnięte kasztanowate plamy na koszuli Eddiego. a potem ruszył w stronę domu.powiedział cierpliwie Eddie. Ben zaczekał. . .odparł Eddie. . Pewno w Nilu. aligatorze.Och. Potem.To może zadziałać . . aż autobus zniknie z pola widzenia. powiedz mamie. Może. Eddie był bardziej niż zakłopotany. .Powinieneś odpowiedzieć: pewno w Nilu. 8 Tej nocy Billowi Denbroughowi przydarzyło się coś strasznego.. krokodylu. To stało . jak wrócisz do domu. na rogu Jackson i Main zobaczył trzy aż nazbyt znajome sylwetki.Wiesz co? .Mam dziesięć.Nie powiem .Załapałeś. serce biło mu szybciej i mocniej. że ci się rozlało.Eddie uśmiechnął się.rzucił jakby mimochodem i odszedł.

ale zawsze porażał go jakiś dziwny chłód. W telewizji przestępca błagał swego brata. siedząc po dwóch stronach kanapy jak ścianki półki z książkami. Reakcją z ich strony była cisza. Wtedy jego mama i tata też siedzieli jak ścianki półki na książki. oglądając telewizję. nie rozmawiali wiele.Zamknij się.rzucił Bill. księdza. z tym że on i George byli książkami. jak to czasami miało miejsce w szkole. George. że w ogóle nie było słychać telewizora. Poczuł.George. że nauczycielka zbyt długo go ignorowała . nawet mama. ilu Francuzów potrzeba do wkręcenia jednej żarówki? . nie mów do mnie Maa. .ryczał Bill. . pomiędzy rodzicami. Emanował z obu stron. którą przeglądał.Opowiedzieć wam dowcip.Wiecie. Artykuł nosił tytuł: Ofiara zabójcy z białych pustyń. Jego mama i tata byli na dole.Maa. Bill pomyślał. Odchodził.na tej kanapie. daj mu trochę popcornu. . i spojrzał na syna z lekkim zdziwieniem. a system rozmrażający Billa nie był w stanie sobie z nim Poradzić.Nie zżeraj całego popcornu.Bill. po czym wrócił do czasopisma.się już po raz drugi. bo ten rodzaj chłodu zawsze zmrażał mu policzki i sprawiał. że chyba wie. gdzie znajdują się niektóre z tych pustyń . że jego czoło pokryło się warstewką potu. powiedz Billowi. że jego oczy zaczynały łzawić. .odpowiedział . parę miesięcy temu. George nie zawsze rozumiał sens. Jego matka w ogóle nie podniosła wzroku. . . jaki usłyszałem dzisiaj w szkole? zapytał kiedyś. Georgie! . żeby dał mi kukurydzy. Tata Billa uniósł wzrok znad „True”. Albo jego ojciec rzucał jakiś dowcip i wszyscy się wtedy śmiali. aby go ukrył. Maa robią owce. kiedy wiedział. to się zamknę . Na jednej ze stron widniało zdjęcie myśliwego leżącego na śniegu ze wzrokiem utkwionym w górującego nad nim polarnego niedźwiedzia. Od śmierci George’a Bill starał się wsunąć niczym książka pomiędzy nich. ale śmiał się ze Wszystkimi. Kiedyś w pokoju telewizyjnym panował taki gwar i hałas.

kochanie? . George. Bill widział to i zobaczył. rzucił się na łóżko. gdzie ukrywszy twarz w poduszce. Armii Zbawienia albo innej tego typu organizacji . . niosąc wielkie pudło.W-wiecie i-i-i-ilu? . może to George był prawdziwym zabójcą z białych pustyń. żeby obracali dom . Poukładał zabawki dokładnie w tych samych miejscach. Wyglądała na równie szaloną jak Elsa Lanchester w Narzeczonej Frankensteina. Bill siedział tam i pocił się. tyle tylko. Wypowiedziane przezeń słowa dźwięczały niczym szalone kuranty odbijające się głośnym echem. który był księdzem. jakieś dwa tygodnie po pogrzebie. To był jednoręki George. poradził bratu przestępcy. . ale nie ściszył głosu. a w Four Star Playhouse brat. który nie domagał się popcornu ani nie piszczał. że teraz George był niewidzialny.zawyła ochryple. a jej ręce niczym spłoszone białe ptaki uniosły się w górę i chwytając kurczowo pęki włosów. zapłakał. Czuł chłód. . z których je zabrał. ale było mu zimno . W końcu Bill uciekł od tego chłodu. aby zgłosił się na policję i modlił o przebaczenie. cichnąc i ponownie rozbrzmiewając w pokoju. Któregoś dnia. bo nie był jedyną książką pomiędzy rodzicami. jak bezwładnie oparła się o ścianę. że Bill go podszczypuje. może to właśnie od niego bił ów przeraźliwy chłód.i lada moment może wywołać go do odpowiedzi. Pokój George’a był taki sam jak w dniu jego śmierci. niewidzialnego brata i wpadłszy do swego pokoju. otoczony mroczną białoniebieską poświatą i kto wie. zacisnęły w pięści.w każdym razie tak się wydawało Billowi. Sharon Denbrough zauważyła go jak wychodził.rzucił jakby od niechcenia Zack Denbrough i przewrócił stronę czasopisma.bardzo zimno. Mówił trochę za głośno.Jednego do wkręcenia żarówki i czterech. blady jak śmierć i przeraźliwie milczący.Nie waż się zabierać tych rzeczy! . Niczego nie krytykował. Zack cofnął się i bez słowa zaniósł pudło z powrotem do pokoju George’a. Bill wszedł do pokoju i zobaczył ojca klęczącego przy .spytała matka. George wciąż tam był. Zack włożył jego zabawki do kartonowego pudła z zamiarem oddania ich do Goodwill.Powiedziałeś coś. Niczego nie żądał.

. ale jeszcze bardziej się pogłębiała aż do momentu. słysząc dochodzący z kuchni płacz matki. czy nie udałoby mu się uspokoić dotknięciem jego spazmatycznych skurczów.przejdzie przez pokój do Billa siedzącego na łóżku i skamieniałego z przerażenia. Odejdź.choć obecnie tylko raz. Przyszła mu do głowy przerażająca myśl: gdy ci się nie wiodło.. Bill zobaczył. Bill bardzo pragnął przyłożyć dłoń do pleców ojca. Wszedł do środka i nie mógł oprzeć się wrażeniu. Był to przeraźliwy odgłos. że zła passa nie tylko się nie kończyła. . Głos Zacka był stłumiony i drżący. będąc tak daleko od siebie? . ale jeśli bywały sytuacje. a nie jak przedtem dwa razy w tygodniu) z głową opartą na owłosionych. aby sprawdzić. Kiedy wyjdzie z szafy. Oczy George’a będą niewidzące i straszne. dlaczego płaczą.T-t-tato. że ojciec płakał. Często wchodził do tego pokoju. Bill zastanawiał się przez chwilę..zła passa musi się kiedyś skończyć. ale nie lubił w nim przebywać. kiedy wszystko waliło się w gruzy. Wyszedł i przemknął cichaczem przez. W pokoju tak bardzo wyczuwało się obecność George’a. Bill . ubranego w płaszcz przeciwdeszczowy pokryty krwawymi plamami i zaciekami. zwisającym rękawem. że lada chwila drzwi do szafy otworzą się ze skrzypnięciem i pośród wiszących tam koszul i spodni zobaczy George’a. 9 W pierwszy wieczór letnich wakacji Bill wszedł do pokoju Geor-ge’a. mówiłeś sobie . i to wzmogło w nim uczucie strachu. spadaj.łóżku George’a (w którym matka nadal zmieniała pościel . .. górny korytarz. Nie ośmielił się tego zrobić.a potem odegnał od siebie tę natrętną myśl. a nogi miał sztywne i zdrętwiałe z napięcia. Serce waliło mu w piersi. jak oczy żywego trupa w jednym z filmów o zombi. z jednym pustym.Odejdź. skrzypiąc kaloszami po podłodze . muskularnych przedramionach. że można to było odczuć jako swego rodzaju nawiedzenie.powiedział ojciec. pełen bólu i bezradności..

ponieważ George z chwilą swego odejścia zmienił się w istotę rodem z najstraszliwszego horroru. podczas gdy on znajdowałby się akurat w pokoju George’a. i jeżeli miało mu się to w ogóle udać. z całą pewnością w dziesięć sekund potem dostałby zawału i dokonał żywota. Prawdą było. że wszak tylko to się liczyło. że zombi-George mógł czaić się gdzieś w mrokach szafy albo pod łóżkiem pamiętał o swoich uczuciach wobec George’a i uczuciach brata wobec niego. kiedy Bill był przerażony. o których zwykł mówić . niejako głodem. Brakowało mu jego głosu. we własnym zakresie.myśli te tworzyły w głębinach jego umysłu chaotyczne kłębowisko. Fakt. Już sama śmierć brata była tragedią. Mimo wszystko przychodził do tego pokoju. że jest coraz bliższy odnalezienia ostatecznego rozwiązania.a gwałtowną potrzebą. W swoich próbach pogodzenia tych dwóch emocji . bo nawet bojąc się .przed duchem brata . Kochał swego brata i jak na braci. zdarzały się im ostrzejsze scysje. aby wspomnienia o nim nie były aż tak okrutne.Bill czuł. ale zwykle stosunki między nimi układały się całkiem dobrze. Bill robił z George’em stare numery z płonącym sznurem. siedząc na łóżku i patrząc na zdjęcia na ścianie albo modele stojące na szafce. ale również dla mego. a George z kolei wsypywał Billa. gdy ten zakradał się nocami do lodówki. Zdał sobie sprawę. że Bill jest w stanie udzielić mu odpowiedzi na każde zadane pytanie.Gdyby któregoś wieczora wyłączono prąd. Ale jego gorące i pragnące serce zrozumiało. Rzecz dziwna: uczucie miłości do George’a odzywało się najgwałtowniej w chwilach. Nie były to rzeczy. Jednak dla Billa koszmar dopiero się rozpoczął. Wahał się pomiędzy strachem . śmiechu . żeby zjeść resztę mrożonego kremu cytrynowego.i widoku oczu. byli dość zgodni. Nie przychodził tam tylko dla siebie. pogodzenia się z faktem jego odejścia i odnalezienia właściwego sposobu na dalsze życie. należy przyznać. w których malowała się niewzruszona pewność.ogarnięty niejasnym przeczuciem. ale sprawić. to będzie musiał tego dokonać sam.miłości i strachu . Nie chciał zapomnieć George’a. Czasami przeglądał książki . George go kochał. że rodzice mu w tym nie pomogą. że brakowało mu tego małego.

gdzie indziej znowu trio uśmiechniętych młodych ludzi ze strzelbami stało nad . by ponownie sięgnąć po ten album. Bill zaniósł album do łóżka. inne ojca. Było to swego rodzaju wyjaśnienie. jakie George otrzymał od swego ojca. Wypełniały go zdjęcia. To wszystko. że ten pierwszy raz był jedynie złudzeniem. Jednak Bill przypuszczał. Nie potrafił powiedzieć. których nie znał. siadywał (tak jak teraz Bill) na łóżku ze skrzyżowanymi nogami i przeglądał stare. Po tym. a w chwilę potem jedyna zsiniała dłoń o zakrwawionych jak szpony palcach wypryśnie z mroku. że chodziło w głównej mierze o sam album. a serce biło mu mocniej niż zwykle. Bill otworzył drzwi do szafy brata (jak zwykle przygotowując się. kiedy była jeszcze młoda i olśniewająco piękna. co zobaczył.. Ogarniał go jakąś niezwykłą szaleńczą fascynacją. następnego wieczoru po spotkaniu z Benem Hanscomem. że na zdjęciach widniały osoby czy miejsca. Aby się upewnić. Drugi rzut oka. Teraz. No cóż. To. George’a nie obchodziło. co go zmusiło do tego. że zobaczy w niej samego George’a stojącego pośród ubrań.brata. przewracając ostrożnie kartki i studiując z uwagą czarno-białe kodaki.. że to się nie wydarzyło naprawdę. Lepsze takie niż żadne. Poniżej na kawałku łuszczącej się i pożółkłej już dziś taśmy klejącej widniały napisane starannie słowa . na którym sypiał Georgie. w zakrwawionym płaszczu przeciwdeszczowym. Zwłaszcza że mogło w pewnym sensie być prawdziwe. Złoty napis na okładce głosił: Moje fotografie. Kiedy nie był w stanie wyłudzić od nikogo nowej porcji zdjęć. Otworzył album. lub raczej co wydawało mu się. co się stało w grudniu. od czasu do czasu bawił się jego zabawkami. Że to była tylko i wyłącznie sztuczka powstała w twojej przepracowanej mózgownicy. że zobaczył. by schwycić go za ramię) i zdjął album z najwyższej półki. wtedy zaledwie osiemnastoletniego.. Jednak od grudnia zeszłego roku nie zaglądał do albumu ze zdjęciami George’a..George Elmer Denbrough lat 6. a także wielu ciotek i wujków. Fascynowała go sama fotografia jako taka. Jedno z nich przedstawiało matkę.

wtedy jeszcze niemowlę. Uśmiechał się.buick. ale była to ostatnia strona. stary automobil . George na zdjęciu przewrócił oczami. W mojej szafie. A tu. kiedy to. dom. Ostatnia z fotografii była szkolnym zdjęciem George’a. Niewiele pamiętał ze swego pobytu w szpitalu . Wszystkie te zdjęcia. Na jednym ze zdjęć Bill zobaczył siebie (w wieku lat trzech) siedzącego na szpitalnym łóżku z głową owiniętą bandażami niczym turbanem. wujek Hoyt na skałkach z czekanem w uniesionej wysoko dłoni. spoczywały w albumie fotograficznym nieżyjącego już dziś chłopca. co stało się w grudniu. jaka się w nim liczyła. ukazując dwa puste otwory. droga biegnąca skądś dokądś. Może jeszcze dzisiejszej nocy. w których nigdy nie wyrosną nowe zęby chyba że zęby rosną też i po śmierci.tylko tyle. Fotograficzny uśmiech (zaraz wyleci ptaszek) zmienił się w odrażający ironiczny grymas. na niespełna dziesięć dni przed jego śmiercią. Nie był to koniec albumu. krzyżując się pod pękniętą szczęką. Kartki albumu przewracały się. Bill stojący obok matki i trzymający ją za rękę. zrobionym w październiku ubiegłego roku.. Biała wstęga spływała w dół po policzkach.. Bill. Książka uderzyła w ścianę i otwarta upadła na podłogę. zrobione przez zapomnianych ludzi z zapomnianych powodów. pomyślał Bill i wzdrygnął się. i że przez trzy dni diabelnie bolała go głowa.trupem świeżo ustrzelonego jelenia. choć nie było przeciągu. Zobaczymy się wkrótce. Bill Denbrough został potrącony przez samochód na parkingu AP & P przy Center Street. i George. którego oczy wciąż jeszcze były otwarte. Przyłożył obie dłonie do ust. Miał na sobie koszulkę polo. bo na pozostałych nie było już zdjęć. kościół. ciotka Fortuna na Targu Rolnym w Derry klęcząca dumnie obok kosza wyhodowanych przez siebie pomidorów. Przesunęły się. A oto cała rodzina na trawniku przed domem. Przez jakiś czas wpatrywał się w fotografię i miał już zamknąć album. Bill cisnął albumem przed siebie. wydarzyło się ponownie. by ponownie ukazać to okropne . że dawano mu tam lodowe koktajle. by napotkać spojrzenie Billa. George mrugnął do Billa prawym okiem. Jak zwykle zwichrzone włosy były przygładzone wodą. na rękach Zacka. które popijał przez słomkę.

Szkarłatna struga spłynęła po stronicy albumu i zaczęła ściekać na podłogę. Bill wybiegł z pokoju.zdjęcie. . Ze zdjęcia zaczęła wypływać krew. zaopatrzone u dołu podpisem: Przyjaciele szkolni 1957-1958. z trzaskiem zamykając za sobą drzwi.

ROZDZIAŁ 6 JEDEN Z ZAGINIONYCH OPOWIEŚĆ Z LATA 1958 1 Nie wszyscy zostali odnalezieni. . Mały Corcoran ma dziesięć lat. stwierdzając. Miejmy nadzieję. Gdy spytano. zamieszkały w Derry przy Charter Street 73. zaginął. że chłopiec zaginął 19 czerwca. aczkolwiek reporter „Derry News” dowiedział się z nieoficjalnego źródła. że każdego roku W tych okolicach znika od trzydziestu do pięćdziesięciu młodych osób. Pani Macklin stwierdziła. że stosunki chłopca z ojczymem nie układały się zbyt dobrze i że już wcześniej zdarzało mu się spędzać noce poza domem. kiedy to nie wrócił do domu ze szkoły. Większość odnajduje się żywa i cała w ciągu tygodnia od zgłoszenia zaginięcia. Monikę Macklin. A od czasu do czasu wysnuwano całkiem błędne przypuszczenia. Richarda P. Jego zniknięcie rozbudziło na nowo w Derry falę lęków przed czyhającym na dzieci zabójcą. iż nie jest to sprawa. ale chcę przypomnieć. Nie . Szeryf policji Richard Borton również nie wypowiedział się na ten temat. w przeddzień rozpoczęcia letnich wakacji.Nastroje w społeczeństwie są ze zrozumiałych względów pełne niepokoju. Dyrektor Derry School. Macklina. Zeszłego wieczoru fakt ten został zgłoszony na policji przez jego matkę. którą należałoby roztrząsać na forum publicznym. odmówił wypowiedzi na temat stopni Corcorana. państwo Macklin odmówili komentarza. 1) Zaginięcie chłopca powoduje nową falę lęków Edward L. Corcoran. 2 Wyjątek z „Derry News” z 21 czerwca 1958 (str.powiedział wieczorem szeryf Borton. Ostatecznym powodem ucieczki z domu mogły być niezadowalające oceny na świadectwie szkolnym. i ojczyma. że zniknięcie tego chłopca nie spowoduje fali niepotrzebnych leków . czemu zwlekała dwadzieścia cztery godziny ze zgłoszeniem zaginięcia syna. Mam nadzieję.nie wszyscy zostali odnalezieni. że w przypadku Edwarda . Harold Metcalf.

że Richard P. Wyjątek z „Derry News” z 22 czerwca 1958 (str. Matthew Clementsa i Veroniki Grogan nie były dziełem jednej osoby. Morltona. ojczym chłopca. czy pan lub pani Macklin są podejrzani w sprawie śmierci młodszego. 1) Zaskakująca decyzja sądu o dokonaniu ekshumacji Zadziwiającym i przejmującym nowym akcentem w sprawie zniknięcia Edwarda Corcorana jest podjęta wczoraj przez sędziego Sądu Okręgowego w Derry. Chłopiec zmarł w trzy dni później. Dorsey Corcoran. Zniknięcie dziesięcioletniego Edwarda Corcorana zostało zgłoszone w zeszłą środę. nie odzyskawszy przytomności. że bardzo dobre.Corcorana będzie podobnie. Edwarda K. szeryf Borton odparł. ale odmówił wdawania się w szczegóły. Na zadane mu podczas rozmowy telefonicznej pytanie. Wyjaśnień na temat wypadku udzielił Richard P. by oświadczyć. Borton powtórzył. Chłopiec został przywieziony do Derry Home Hospital z licznymi ciężkimi obrażeniami (z uszkodzeniami czaszki włącznie). Macklin. Cheryl Lamonik. młodszego brata Corcorana. Stwierdził on. Sąd domaga się szczegółowych danych od prokuratora powiatowego i powiatowego lekarza sądowego. Wyjątek z „Derry News” z 24 czerwca 1958 (str. czy w najbliższym czasie spodziewa się aresztować sprawcę którejś z wymienionych zbrodni. Szeryf Richard Borton z policji w Derry zwołał w dniu wczorajszym konferencję prasową. jak też zaginięcia starszego z chłopców. jak dobre są owe tropy. Borton odmówił odpowiedzi. decyzja ekshumacji zwłok. Na pytanie. Każda z tych zbrodni jest na swój sposób inna . Richard Borton odmówił odpowiedzi. l) Macklin aresztowany za tragiczne w skutkach pobicie Podejrzany w sprawie o zaginięcie pasierba. który również mieszkał z matką i ojczymem przy Charter Street 73. że Dorsey Corcoran bawił się na składanej drabinie w garażu i najwidoczniej musiał z niej spaść. Dorseya. Betty Ripsom.powiedział Borton. że lokalna policja przy współpracy z biurem prokuratora stanowego Maine wciąż podąża kilkoma tropami. Stwierdził. Macklin zamieszkały przy Charter Street 73 został aresztowany i postawiony w stan oskarżenia pod . zmarł wskutek nieszczęśliwego wypadku w 1957 roku. iż w jego przeświadczeniu zabójstwa George’a Denbrougha. Zapytany.

Edwarda. że ojciec sprał go za to. Rany. że chłopiec spadł z drabiny. Borton odparł. Na pytanie. którego ojciec nagminnie nadużywał kar cielesnych. Choć Macklin oświadczył. „Kiedy spytałam go. kiedy bawił się w garażu. szeryf Borton odpowiedział: „Wydaje mi się. Kiedy spytano. nie przypominają ran. że wedle raportu koronera Dorsey Corcoran został bestialsko pobity z użyciem jakiegoś tępokrawędziastego narzędzia. Na początku trafił mi się uczeń. że ta sprawa jest poważniejsza. że. Poproszony o opinię dotyczącą związku z tą sprawą niedawnego zaginięcia starszego brata Dorseya Corcorana. jakie można odnieść wskutek upadku z drabiny. czemu nie doniosła o tak okrutnym pobiciu. zwłaszcza te na czaszce. Borton powiedział. powiedziała. mieszczącej się przy Jackson Street. że Edward Corcoran. będą musieli odpowiedzieć na kilka bardzo poważnych pytań”. Pani Doumont. iż połamano mu kości. że nie widział na oczy. że Edward Corcoran był często posiniaczony Henriette Doumont. często przychodził do szkoły pokryty siniakami. która od końca drugiej wojny światowej uczyła w jednej z dwóch piątych klas szkoły podstawowej w Derry. pani Doumont odparła: „Nie po raz pierwszy w swojej karierze widziałam coś takiego. 2) Nauczycielka mówi. że nie chciał zjeść kolacji”.zarzutem zamordowania swojego pasierba. co to mogło być za narzędzie. Najważniejsze jednak jest to. Borton oznajmił: „Kiedy pan Macklin stanie przed sadem. że być może młotek. o którego zaginięciu donieśli przed czterema dniami Richard i Monica Macklin. który zaginął przed blisko tygodniem. co się stało. Spytany. zdaniem koronera. Chłopiec zmarł w szpitalu wskutek „nieszczęśliwego wypadku” 31 maja ubiegłego roku. niż się nam z początku wydawało. Dorsey Corcoran został najpierw brutalnie pobity. . a potem odwieziony do szpitala. czy lekarze zajmujący się Corcoranem mogli zaniedbać swoich obowiązków w związku z nieujawnieniem faktów związanych z pobiciem dziecka czy podaniem fałszywej przyczyny zgonu. Próbowałam coś na to zaradzić. że maty Corcoran na jakieś trzy tygodnie przed swoim zniknięciem zjawił się w szkole pobity tak. Raport koronera stwierdza. nauczycielka piątej klasy szkoły podstawowej w Derry. nieprawdaż?” Wyjątek z „Derry News” z 25 czerwca 1958 (str. Dorseya Corcorana. odparł. chłopiec otrzymał całą serię uderzeń narzędziem na tyle twardym.powiedział Borton. Stosował je jako terapię wychowawczą. aby mógł tam umrzeć. że chłopiec został ciężko pobity . powiedziała.

bo przeszedł po podłodze. każdego wieczoru padałam na kolana i modliłam się. aby teraz. «Tatuś musiał mnie zbić. która nie chce ujawniać swojej tożsamości powiedziała wczoraj reporterowi „Derry News”. W krótkim wywiadzie telefonicznym Monica Macklin gorąco zaprzecza oskarżeniom pani Doumont. słowo w słowo”. Spytałam go. chłopiec powrócił do domu”. 2) Tatuś musiał mnie zbić. swojego ojczyma. „Rick nigdy nie pobił Eddiego ani Dorseya.powiedział. żebym o tym zapomniała albo zostanę ukarana naganą. spojrzę mu w oczy i powtórzę dokładnie to samo. więc dałam mu aspirynę i pozwoliłam . a kiedy umrę. że z końcem tego roku szkolnego przechodzę na emeryturę. Mówię to teraz. czy nagana w związku z taką sprawą mogłaby znaleźć się w moich aktach. pani Doumont odpowiedziała: „A jak to się przedstawia w świetle obecnych wydarzeń? Najprawdopodobniej gdyby nie to.Richard P. Zrozumiałam aluzję”. .Zastępczyni dyrektora. Na pytanie. czy w systemie szkolnym podstawówki w Derry coś się zmieniło. Wyjątek z „Derry News” z 28 czerwca 1958 (str. Ten chłopiec chciał tak jak reszta dzieci pokolorować swój obrazek. „bo jestem zły” powiedział chłopiec nauczycielce przedszkola na krótko przed swoją śmiercią Miejscowa nauczycielka przedszkola. że jego ojciec (ojczym . że wtrącanie się nauczycieli w przypadki domniemanego znęcania się rodziców nad dziećmi odbija się zawsze na szkole poprzez podatki i Wydział Oświaty. Powiedziała. Pani Doumont dodaje poza tym: „Odkąd się o tym dowiedziałam. że mały Dorsey Corcoran na niecały tydzień przed swoją śmiercią w domniemanym wypadku w garażu przyszedł do przedszkolu (w którym zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu) z silnie wywichniętym prawym kciukiem i trzema palcami prawej ręki. którą matka dopiero co umyła i nawoskowała. Odpowiedział. Poszłam do dyrektora. abym się w to nie mieszała. Patrząc na te jego biedne napuchnięte palce chciało mi się płakać.Palce miał napuchnięte jak parówki. Macklin) wykręcił mu palce. że niekoniecznie. odrzekł. że nie mógł wziąć kredki. Modlę się. kiedy pisze się w gazetach o aresztowaniu Macklina. by stanąć przed tronem Najwyższego Sędziego. a on powiedział mi. Kiedy spytałam Dorseya. co się stało. aby pokolorować obrazek powiedziała nauczycielka. którą była w owym czasie Gwendolyn Rayburn poradziła. nie doszłoby do tej rozmowy”. bo jestem zły» . żeby Eddie Corcoran zdobył się wreszcie na odwagę i uciekł od tego potwora. „Ręka bolała go tak bardzo.

Starszy brat Dorseya Corcorana. 1) Borton oświadcza: Macklin zostanie oskarżony tylko o zabójstwo swego pasierba Dorseya Edward Corcoran nadal uważany za zaginionego. 1) Płaczący ojczym przyznaje się do zakatowania pasierba Podczas kolejnej dramatycznej odsłony w toczącym się w Sądzie Okręgowym procesie Richarda Macklina oskarżony o zabójstwo swego pasierba Dorseya Corcorana Macklin załamał się pod wpływem krzyżowego ognia pytań prokuratora powiatowego Bradleya Whitsona i przyznał się do śmiertelnego pobicia swego pasierba za pomocą młotka. podczas gdy reszcie dzieci czytałam w tym czasie bajkę. że mogłam dać mu tego dnia choć odrobinę szczęścia. Życzyłabym sobie. że miał jakikolwiek związek ze śmiercią swojego młodszego pasierba i zaginięciem starszego.dokończyć pracę. Richard Macklin. zakopał na dalekim krańcu należącego do żony ogródka warzywnego. Edward. nawet przez chwilę nie przyszło mi na myśl. przed odwiezieniem chłopca na pogotowie. Kiedy umarł. że dorosły jest w stanie zrobić coś równie potwornego małemu dziecku. który. Wyjątek z „Derry News” z 6 lipca 1958 (str.plakaty Pana Pracusia były jego ulubionymi . Uwielbiał kolorować rysunki . aby było inaczej”. po dokonaniu zbrodni. Po prostu nie mogłam uwierzyć. 5) Macklin przesłuchiwany w sprawie śmierci Grogan i Clementsa Źródło donosi o alibi nie do podważenia. Wyjątek z „Derry News” z 24 lipca 1958 (str. że mogło to być coś innego aniżeli nieszczęśliwy wypadek. znajdujący się obecnie w jednej z cel więzienia powiatowego w Derry w dalszym ciągu zaprzecza.tak się cieszę. Teraz już wiem. Chyba w pierwszej chwili pomyślałam o upadku. Zgromadzeni w sali sadowej oszołomieni i milczący słuchali. nadal nie został odnaleziony. że się myliłam. bo on nadal miał trudności z. Wyjątek z „Derry News” z 30 czerwca 1958 (str. jak płaczący . chwytaniem czegokolwiek tą ręką. lat 10.

lipcu i sierpniu. Wszystkie dziesięć zabójstw pozostało nie wyjaśnione. że nie ma pojęcia. . „Nie wiem. Zobaczyłem. a potem zacząłem go nim okładać. zanim stracił przytomność?”. że ma czyste ręce”. a ja będę tego potrzebował i to dość sporo. . przebywał w więzieniu. kocham cię” .odrzekł Macklin. co mnie naszło.Jeżeli zrobił coś starszemu. wierzy. to tylko dla ich dobra” . kiedy popełniono pierwsze trzy. Jego matka. gdy miało miejsce siedem następnych. co zrobił temu chłopcu .On naprawdę szczerze żałuje tego.twierdzi ojciec O’Brian. Nie chciałem go zabić. „Przestał pan?” „W końcu tak” . Jak czyste są ręce Macklina w związku ze sprawą jego pasierba Edwarda oto pytanie. co zrobił . który obsługuje katolickich więźniów w Shawshank.spytał Whitson. A potem zaczął tak histerycznie szlochać. dodając. ale jedno jest pewne. 16) Gdzie jest Edward Corcoran? Jego ojczym. że kiedy pierwszy raz zapytał go czemu chciał zostać katolikiem. Macklinowi. co nazywa się aktem skruchy. to po prostu tego nie pamięta. W wywiadzie na . która założyła sprawę rozwodową przeciwko Richardowi P. który uprzednio przyznał się. mówi.odparł Macklin. jak ponownie włazi na te drabinę i schwyciłem młotek z półki. które dręczy do dziś mieszkańców Derry. i jeżeli już.niebawem były mąż kłamie. że u nich jest coś takiego. Wyjątek z „Derry News” z 18 września 1958 (str. Macklin został w pełni oczyszczony z zarzutów popełnienia pozostałych morderstw. „Powiedział: Tato przestań. Czy rzeczywiście? „Ja tak nie uważam . że sędzia Erhardt Moulton zarządził odroczenie rozprawy. w dalszym ciągu twierdzi. że nie chciałem”. .opowiadał przebieg całego zdarzenia. że bił swoich pasierbów „od czasu do czasu.Macklin. Macklin wkrótce po znalezieniu się w więzieniu zaczął praktykować religię katolicką i ojciec O’Brian spędził z nim sporo czasu. przepraszam. że jej . gdzie przebywa Edward Corcoran. odsiadujący wyrok od dwóch do dziesięciu lat w Shawshank za zamordowanie czteroletniego Dorseya. a w końcu czerwca.mów i ojciec Ashley O’Brian. „Czy powiedział coś do pana. Macklin odpowiedział: «Słyszałem. Zdołał przedstawić niepodważalne alibi na okres.On dobrze wie.powiedział ojciec O’Brian. Co się tyczy Edwarda. Bóg mi świadkiem. bo w przeciwnym razie po śmierci pójdę do piekła».

w Massachusetts. Dobrze. pogrzebane w zasypanej żwirem jamie. jak i z Massachusetts początkowo uważała.Kochałem ich. Macklin. ponownie zapewnił. ale przysięgam na Boga. jak Dorseya. ale ich lałem. 1) Znalezione ciało to nie młody Corcoran. co uczyniłem. Jezusa Chrystusa i wszystkich świętych w niebie. że nie wie nic na temat obecnego miejsca pobytu Edwarda Corcorana „Biłem ich obu . mówi szeryf Borton Dziś rano szeryf policji Richard Borton powiedział reporterom. Mam wiele do odrobienia”. Nie wiem dlaczego. skazany dziewięć lat temu za zabójstw o swego . Przypuszczam. Myślę. który po ucieczce z domu przy Charter Street. aby tego nie zaprzepaścić. Wiem jak to musi brzmieć. czemu Monica mi na to pozwalała i kryła mnie po śmierci Dorseya. podobnie jak nie wiem. iż może to być zaginiony chłopiec Corcoranów. Spytany. z całą pewnością nie należą do zaginionego. że mógłbym zabić Eddiego równie łatwo. nawet aż za dobrze zdaję sobie sprawę z tego.powiedział w bolesnym monologu. Policja zarówno z Maine. 3) Skazany morderca popełnia samobójstwo w Falmouth Richard P. to pozostaje mi tylko podziękować za to Bogu”. który już od dziewiętnastu miesięcy uważany jest za zaginionego. Ciało odnaleziono w Aynesford. Macklin odparł: „Nie mam świadomości żadnych luk. który często przerywał momentami nie kontrolowanego szlochu.wyłączność. ale ja tego nie zrobiłem. czy ma świadomość istnienia jakichś luk w swojej pamięci (gdyby na przykład zabił Edwarda. jakiego Macklin udzielił „Derry News” w zeszłym tygodniu. że zwłoki znalezione w Aynesford nie należą do Eddiego Corcorana. który znikł bez śladu w czerwcu 1958 roku. że tego nie zrobiłem. Poświęciłem moje życie Chrystusowi i zrobię wszystko. Wyjątek z „Portland Press-Herald” z 19 lipca 1967 (str. Jeżeli faktycznie tak się stało. że znalezione silnie rozłożone zwłoki chłopca w wieku odpowiadającym Edwardowi Corcoranowi. że on po prostu uciekł. Badania zębów wykazały bez cienia wątpliwości. . padł ofiarą zboczeńca gustującego w dzieciach. Wyjątek z „Derry News” z 27 stycznia 1960 (str. gdzie jego brat został zakatowany na śmierć. a potem zablokował wszystkie wspomnienia związane z tym zdarzeniem).

tak jak ci matka kazała”. który znalazł na dnie szuflady ze skarpetkami i bielizną ojca i bawił się przy tym setnie. wskazuje. Roche. że chłopiec nie żyje. oglądając telewizję ze swoją matką.. by sprawdzić. Dorseya.. Ich suma wynosi szesnaście dolarów. kiedy Richie Tozier przeglądał zdjęcia półnagich kobiet w „Gemie”. obrzucało obelgami pielącego chwasty w ogródku Mike’a Hanlona.czteroletniego pasierba. który przynajmniej pod względem temperamentu przypominał przybranego ojca Eddiego i Dorseya Corcoranów .powiedział zastępca szefa policji Falmouth Brandon K. za zabicie którego Macklin został skazany w 1958 roku. kiedy matka Eddiego Kaspbraka dotykała trwożliwie jego czoła. Umarł wieczorem 19 czerwca i jego ojczym nie miał z tym nic wspólnego. kiedy paru licealistów przejeżdżających starym dodge’em obok domu Hanlonów. wczoraj po południu został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu w Falmouth. dzięki czemu mogła wejść w posiadanie należących do niego oszczędności. Starszy z chłopców od dziewięciu lat uważany jest za zaginionego. W 1966 roku podczas krótkiej rozprawy sądowej matka chłopca złożyła oświadczenie. On nie żyje”. „Widziałem Eddiego ostatniej nocy. Zwolniony warunkowo Macklin. ale policyjne źródło donosi o dwóch stwierdzeniach. który od czasu opuszczenia Shawshank mieszkał i pracował w Falmouth. To właśnie zaginięcie Edwarda Corcorana przyczyniło się ostatecznie do skazania Macklina za pobicie na śmierć młodszego brata Edwarda. „Kartka. Umarł. Wymieniony Eddie może być pasierbem Macklina. rozbity wewnętrznie” . kiedy ojczym Beverly Marsh . 3 Eddie Corcoran rzeczywiście nie żył. Odmówił jednak wyjawienia treści kartki. stojącego w niezbyt dużej odległości od farmy szalonego ojca Henry’ego Bowersa.„widmowej gorączki”. czy nie ma oznak jego ulubionej choroby . bratem chłopca. którą zostawił. że był w okropnym stanie.wymierzył dziewczynie silne kopnięcie w tylną część ciała i powiedział: „Ruszaj stąd i pozmywaj naczynia. bez wątpienia popełnił samobójstwo.mężczyzna. kiedy Ben Hanscom siedział w domu. a Bill Denbrough z przerażeniem i niedowierzaniem cisnął o ścianę albumem .

jakbym to zrobił sześćdziesiąt razy . to przypomnijcie sobie. to tak. Eddie uważał. a potem we wściekły ryk. Jego matka była w stanie pokazać gliniarzowi. a teraz kiedy Dorsey nie żył. żeby się nie zbliżał do drabiny.. W dawnych czasach oszczędzał pięści na Eddiego i Dorseya. „gdzie się zgina” i prowokować.świadectwo Eddiego było tak marne. co się stało z Dorseyem... Ojciec z początku zwykle reagował stłumionymi pomrukami. aby ojczym i na nią Podnosił rękę... i upominał ich. Tak było mądrzej. jakby usłyszało dochodzący z oddali krzyk. Eddie nigdy nie widział. Jeżeli jesteście innego zdania. Choć później żadne z nich nie przypomni sobie.. Pyskówki powtarzały się cyklicznie. kiedy zdawało się.Jeżeli powiedziałem raz. że musiał on po prostu być o niewłaściwej porze w niewłaściwym miejscu. aby zachowywali się ciszej. a kiedy ich spojrzenia przypadkiem się spotkały. ale matka unikała jego wzroku. Zwykle to kończyło sprawę. przypominały ryk rozwścieczonego dzika. Zawołany przez sąsiadów gliniarz wpadał raz czy dwa. . Eddie miał przejąć po nim należną porcję cięgów.swego brata. To jeszcze pogorszyło całą sprawę. któremu wbiła się w ryj cała masa kolców jeżozwierza. aby to robiło dokładnie w chwili śmierci Eddiego Corcorana. że faktycznie mógł obawiać się o swoją skórę po powrocie do domu. Eddie dostrzegał w jej oczach drobniutkie iskierki przerażenia i wcale mu się to . niemniej jednak dobrze znał Dorseya. jakim niewątpliwie okazał się garaż w ostatnim dniu miesiąca. Kiedy scysje przeradzały się w gwałtowne sprzeczki.stwierdził ojczym. Najczęściej pod koniec miesiąca. matka zwykle nie przebierała w słowach. które stopniowo zmieniały się w okrzyki mające na celu uciszenie jej. Gazeta „Derry News” miała rację w jednym względzie . ale ojczym zwykle siedział cicho. Uznał. że ojczym bał się policji. Eddie nie znał szczegółów i znać nie chciał. Poza tym jego matka i ojczym ostatnio stałe mieli jakieś zatargi. że nie odważyłby się tego zrobić. że sytuacja była krytyczna. żeby wsadził ją za kratki. że Dorsey spadł z drabiny w garażu. i wydawało mu się. każde z nich uniosło głowę. Powiedzieli Eddiemu. kiedy należało uiścić wszystkie opłaty. Podczas tych okresów kłótni Eddie starał się nie rzucać w oczy.

jak matka krzyczy.Chcesz iść do więzienia.odparł ojczym. Musiałeś mieć się na baczności. z włosami jak strzecha. kiedy chłopiec chciał zobaczyć. że chłopiec przewrócił się na ziemię.Zajmę się tobą za takie zamykanie drzwi. Macklin wypadł z sypialni ubrany. Eddie wrócił ze szkoły do domu i nieopatrznie zbyt głośno zamknął drzwi.nie podobało. gdzie położywszy się na łóżku. Eddie rąbnął w ścianę tak. gdy rodziców nie było w domu. ale wiedział. że zabiera Eddiego do szpitala i on nie może jej przed tym powstrzymać. szczeciną dwudniowego zarostu na policzkach i oddechem przesiąkniętym dwudniową porcją piwa.wszystko było w porządku.powiedział. . Matka zaprowadziła Eddiego do pokoju. zamachnął się nim nad głową i rzucił.W pojęciu Richa Macklina „zająć się” oznaczało „stłuc na kwaśne jabłko” i Eddie zarobił wtedy niezłe cięgi. gdy przestawał. Przez następne trzy dni wychodził z pokoju tylko wówczas. Dwa wieczory temu cisnął w Eddiego krzesłem. Wciąż jeszcze bolało go siedzenie. a siła uderzenia była tak duża.po prostu podniósł jedno z okrągłych kuchennych aluminiowych krzeseł. co było w telewizji na innym programie . Eddie . . to zwykle .Po tym co się stało z Dorseyem? . Trafił Eddiego w tyłek. . Stary siedział w milczeniu przy kuchennym stole.choć nie zawsze . Wtedy wolno kuśtykał do kuchni. Innym razem. Kiedy w dziesięć minut potem doszedł do siebie. Matka zawiesiła w przedpokoju parę wieszaków. leżał zlany potem i miotany gwałtownymi dreszczami. kiedy ojczym ucinał sobie właśnie krótką drzemkę. . Eddie stracił przytomność. że mogło być gorzej. było to we wrześniu ubiegłego roku. Mógł przecież dostać krzesłem w głowę. pojękując pod . usłyszał. Kiedy stary cisnął nim przez pół przedpokoju. Eddie starał się go unikać. . że tkwiące w niej haki wbiły mu się w plecy na wysokości nerek i właśnie wtedy stracił przytomność.Doigrałeś się. w swoje pofałdowane bokserskie spodenki. żeby on i Dorsey mieli gdzie powiesić kurtki. Kiedy jego ojciec wrzeszczał. popijając rheingolda i nie widząc nic spod swoich wpółprzymkniętych powiek. Któregoś wieczoru stary po prostu wstał i zupełnie bez powodu wtarł Eddiemu we włosy garść tłuczonych ziemniaków. kobieto? I na tym się zakończyła dyskusja o szpitalu.

i wyjmował spod zlewu butelkę whisky ojca. wybijanego . Wydawało mu się. że drogi jak cholera. że ojciec pobił nim Dorseya. bo od czasu powtórnego zamążpójścia matki rzadko bywał w szkole. tak. z jak dużą siłą zostałoby ono zadane. W środku . Woda wypływała wartko i cicho spod łukowatego. Dorsey zapytał nieśmiało. stary. młotek nie odskakiwał do tyłu. że był głupim chłopcem.jak stwierdził . A teraz ów młotek zniknął z garażu. a na wysokości stóp Eddiego ściana była prawie biała.wypruję wam flaki i okręcę nimi głowę tak. Beton był upstrzony ciemnobrązowymi plamami tuż powyżej obecnego poziomu wody. . Poza tym w garażu nie było młotka. o czym. O czym to świadczy? No.Jeżeli tkniecie go choćby palcem . Podszedł bliżej do kanału. Na ich mrocznej powierzchni pojawiły się refleksy księżycowego blasku. Parę łyków łagodziło ból. Znikł tylko specjalny. mogłeś dostrzec na ścianach kanału ślady zacieków. kiedy go kupił . Domyślał się. jak sądzicie? Tak. Brązowa plama powoli blakła. że wiedział. co się stało z młotkiem. przyjmujące kształt bumerangu. ani Dorseyowi nie było wolno nawet dotknąć. które czytywał Eddie i które trzymał na górnej półce w swojej szafie. Takie rzeczy często się zdarzały w komiksach.powiedział im w dniu. niezależnie. wymachując obutymi w trampki stopami w powietrzu i stukając piętami w beton. zmieniając się stopniowo w żółtą. że nie będziecie musieli używać nauszników. Stary odpowiedział. Tego młotka ani jemu. Jednak jeśli rozejrzałeś się uważnie. Na piąty dzień ból znikł prawie zupełnie. Przez ostatnie sześć tygodni było raczej sucho i tafla wody znajdowała się jakieś dziewięć stóp poniżej znoszonych podeszew jego trampek. które powodowały. Usiadł. Nie oznaczało to jednak.nosem. Eddie miał kiepskie stopnie. ale jeszcze przez dwa tygodnie oddawał mocz z krwią. zwykły młotek nadal tkwił na swoim miejscu. a potem zakopał go w ogrodzie albo wrzucił do kanału. czy młotek był bardzo drogi. świadczące o znacznym zróżnicowaniu poziomów wody tego strumienia. że w chwili uderzenia. bezodrzutowy młotek typu Scotti. którego wody przepływały pomiędzy betonowymi brzegami jak oleisty jedwab.znajdowały się specjalne kulki.

Uznał. Któregoś razu Eddie odnalazł pośród tego chaosu napis: Uratuj rosyjskich Żydów! Zbieraj cenne nagrody! Co to miało oznaczać? Czy to było coś ważnego? Nie wiedział. może zagrzebie się w stercie zeschłych liści pod sceną. mijała miejsce. gdzie teraz siedział.kamieniami od wewnątrz sklepienia. po których się przechodziło. Park był spokojnym miejscem i jego zdaniem najlepsza część znajdowała się właśnie tu. tuż po wiosennych roztopach. jak spieniona. Kanał w tydzień czy dwa po stopnieniu lodów wydawał się tętnić niesamowitą. ocieplanej kurtki. Zarówno ściany boczne. którym powinno się „uciąć to i owo”. Czasami pośród krzewów widział kochające się pary. numerów telefonów i wszelakiego rodzaju napisów. Lubił przebywać w parku i często tu przychodził. że najprawdopodobniej prześpi się w parku. Chłopiec patrzył zafascynowany. które to rozdzielały się. że ledwie zakrywała ona kamienie i rozlewała się w setki wąskich krętych strumyczków. Na boisku szkolnym słyszał opowieści o pedałach krążących po Bassey Park o zmroku i nie wątpił. żeby przemyśleć to i owo. aby popłynąć pod drewniany mostek łączący Bassey Park i liceum w Derry. nieposkromioną mocą. lecz jak dotąd ani razu nikt go nie zaczepił. zwłaszcza w pełni lata. od dwóch lat za małej na niego. że jego chudym zmarzniętym ciałem wstrząsały przenikliwe dreszcze. jak i deski. przy którym siedział Eddie. stwierdzenia. rwąca woda wypływa z rykiem spod . że były one prawdziwe. kiedy. kiedy poziom wody był tak niski.i z ich strony również niczego nie musiał się obawiać. nie miał ochoty przechodzić na drugą stronę. jak też pojedyncze głosy sprzeciwu. Lubił tu przebywać w końcu marca i na początku kwietnia. to znów łączyły ze sobą. ale Eddie zostawiał ich w spokoju . gdzie znajdowała się szkoła. Były tu wyznania miłości. Podobało mu się to. Lubił tu przebywać. a nawet belki pod dachem pokryte były galimatiasem inicjałów. przesłaniającym twarz kołnierzem starej. a otwory w tyłkach pozalewać płynną smołą. nieświadomy. ale na razie jeszcze trochę tu posiedzi. pogróżki dla pedałów. Tego wieczoru Eddie nie poszedł nad Most Pocałunków. że ta a ta osoba „robi laskę” bądź „daje dupy”. potrafił przez godzinę stać nad kanałem z postawionym.

to się nigdy nie wydarzyło. Taki. paskudnego. podczas gdy. tylko że teraz sweter był ubłocony i zwisał w strzępach. a gdzieś z tyłu.. niosąc ze sobą patyki. na potylicy wgnieciona. Dorsey w niebieskim swetrze i szarych spodniach. Przyszedłem się z tobą zobaczyć. Świetnie jest marzyć. Mocz gorącą strugą spłynął mu po nodze. a na nogawkach spodni pojawiła się w blasku księżyca czarna plama.. a z przodu wypukła. ty cholerny kutasie! Kiedy już trafisz do piekła. To nie był zboczeniec. i przyłożywszy dłonie do ust. Eddie. o których zawsze mówili starsi chłopcy pomyślał. Eddieeee. była otrzymana ode mnie rada. stałby na brzegu i patrzył. Eddieeeee. Niejednokrotnie wyobrażał sobie siebie idącego któregoś marcowego dnia obok kanału wraz z ojczymem i popychającego z całej siły tego wielkiego. Stałby tam. a wilgotne spodnie owijały się wokół wychudłych jak patyki nóg martwego chłopca. ale mocny uścisk. Kiedy poczuł na swojej nodze niezbyt brutalny. uśmiechając się pod nosem. To jeden z tych pedałów. stając się małą czarną kropeczką w spienionej białej kipieli rwącego nurtu. o tak. Jego głowa zaś była dziwnie zniekształcona. którzy są tobie równi! Rzecz jasna. a potem spojrzał w dół.skrzeknął jego martwy brat niczym jeden z komiksowych żywych trupów. na kształt olbrzymiego guza. siedząc nad brzegiem kanału.. a on. Czyjaś dłoń zacisnęła się wokół stopy Eddiego. błysnęły pożółkłe zęby. jak tamten spływa z prądem. Ojczym wpadłby do wody z krzykiem. ale pomarzyć dobra rzecz. Gdy Dorsey uśmiechnął się szerzej. Dorsey uśmiechał się. To było cudowne. . nic niewartego skurwysyna. koszula zmieniła się w pożółkły łach. To był Dorsey. gałęzie i przeróżne wyrzucane przez ludzi śmieci. poza nimi. Eddieeeee. że ostatnią rzeczą. abyś zawsze porywał się na tych. że o mały włos. podczas gdy w myślach widział... jaką usłyszałeś. a wylądowałby w kanale. w ciemności coś jakby się poruszało. Jego usta otwarły się szeroko. Patrzył właśnie na widoczną po drugiej stronie kanału szkołę. wymachując opętańczo rękoma. był tak zaskoczony. jakim go pochowano. wrzasnąłby: To za Dorseya. jak ojczym znoszony prądem na zawsze znika z jego życia..kamiennego sklepienia i przepływa obok niego. powiedz diabłu.

i w rezultacie wpakował się na pień potężnego grubego wiązu.. W jego zapadniętych. usiłując uciekać. Rozległ się mokry. a potem zaczął odczołgiwać się w tył. zaparł się o nie z całej siły. plaskający dźwięk. Na nic więcej nie potrafił się teraz zdobyć. ale to nie jest Dorsey. oglądając się przez ramię. Przecież nie spał. Klatka piersiowa Eddiego zaczęła w końcu pracować jak należy. I tak za sekundę czy dwie jego umysł pryśnie jak mydlana bańka. Biegł. Potem adrenalina zalała jego ciało i zaczął czołgać się w tył jak oszalały. Pośladki Eddiego zsuwały się po betonie ku brzegowi kanału. W jego płucach nie było dość powietrza. sięgnął obu rękoma za siebie i uchwyciwszy się skraju betonowego obrzeża. . Poderwał się z ziemi i rzucił do ucieczki. Nagie stopy brata jakimś cudem przywierały do betonu. Teraz nad krawędzią pojawiła się twarz Dorseya. Eddieeee.rozsadził mu lewe ramię ładunkiem dynamitu. Coś odgryzło Dorseyowi jedną piętę. Wydobył z siebie zduszony jęk. Dłonie Dorseya były małe. Na betonowej powierzchni obrzeża kanału pojawiły się białe dłonie. Ogarnęły go szare fale szoku. Wciąż jęcząc. nim jeszcze na dobre poderwał się z ziemi. nie wiem. Dłoń na jego trampku była biała jak brzuch pstrąga. Błoto rozmazane na twarzy przypominało indiańskie barwy wojenne. podkrążonych oczach błyszczały mętne czerwone iskierki. Eddie nie był w stanie krzyknąć.. ale bezlitosne. że unosił się w powietrzu. przyspieszony świszczący oddech. Upadł jak ścięty pod drzewem z krwią spływającą mu po lewej skroni. No i w sumie dobrze. Chodź do mnie na dół. Ale to nie był sen. jak dłoń osuwa się z jego nogi. Mokre włosy miał przylepione do głowy. Przez blisko półtorej minuty pływał na wodach nieświadomości. Przed oczyma zawirowały mu wszystkie gwiazdy. jakby ktoś . przez chwilę wydawało mu się. usłyszał wściekły syk i zdążył jeszcze pomyśleć: To nie Dorsey. Wciągnął powietrze do płuc i wrzasnął przeraźliwie.Eddie próbował krzyknąć. gdzie znajdował się Dorsey. Miał wrażenie. chcąc zobaczyć. a z ust dobywał się płytki. Poczuł.na przykład jego stary . co to jest. a potem już nic się nic będzie liczyło. W bladym księżycowym blasku bryznęły w górę kropelki wody strząśnięte z białej niczym papier skóry.

usnęło i dręczą je teraz wspomnienia sennych koszmarów. Serce waliło mu w piersiach. Brzeg kanału w blasku księżyca był biały jak kość i prosty jak struna. było dokładnie na odwrót.. Bezskutecznie. unosząc obie ręce w górę. Eddieeee ? Poczuł. Obrócił się gwałtownie. próbując rozglądać się na wszystkie strony jednocześnie. kiedy spróbował unieść do góry lewą rękę. Chciał pobiec. że lada chwila może pęknąć. Eddie zaczął iść. Jasne .zaświszczał wiatr zawodzący pośród drzew. które boi się swego odbicia w lustrze albo samo o tym nie wiedząc. Spojrzał w stronę lampy oznaczającej bramę wejściową do parku. że powinien już do tej pory przemóc swój strach. Wierzby płaczące ciągnęły po ziemi swymi długimi. jak długie trupie palce przesuwają się pieszczotliwie po jego szyi. Była zdrętwiała i wydawała się bardzo odległa. Jego zwichnięte ramię pulsowało synkopowym bólem w rytm uderzeń serca. zobaczył. pod którymi mogła czaić się praktycznie każda. nawet najbardziej zła i szalona istota. wykonując powoli i z trudem pełne trzysta sześćdziesiąt stopni. nazywając się w głębi duszy dzieckiem. że to.Potem znowu podniósł się z ziemi. Eddieeee .prawdę mówiąc.. powłóczystymi ramionami. co go tak przestraszyło. jeżeli ta istota w ogóle istniała.Nie chcesz się ze mną zobaczyć. Podświadomie wiedział. Nie byt w stanie biec. Wtedy przypomniał sobie. przyspieszając nieznacznie i mówiąc do siebie: Aby do latarni i wszystko będzie w porządku. Raz jeszcze wstał. ale po wyjściu spomiędzy wierzb mógł przynajmniej kuśtykać trochę szybciej. ale w tej samej chwili w jego ramieniu został zdetonowany kolejny ładunek dynamitu. Ruszył w jej kierunku. Jęknął. Ani śladu istoty z kanału. jak zatrzymany w kadrze czarno-białej fotografii. A jednak tak się nie stało . . było tylko paroma poruszanymi wiatrem gałęziami wierzby. tak że natychmiast musiał się zatrzymać. W tej sytuacji uniósł prawą rękę i potarł piekielnie bolącą głowę. dlaczego wpadł na drzewo i przerażony tym odkryciem rozejrzał się wokoło. Bassey Park był milczący i wymarły. Obracał się dalej. Kiedy jego nogi zaplątały się i upadł. tak że prawie nie odróżniał już poszczególnych uderzeń i czuł.

a był już prawie na miejscu. Lampa łukowo-sodowa przy bramie zaczęła zbliżać się ku niemu. Pysk Stwora był długi i pofałdowany. Coś go ścigało. jak oddech nurka z wadliwym regulatorem przy butli. blask księżyca lśni na dachu. Smród. Zbliżało się. Gdyby się odwrócił. prawie. Zapach zmusił go do odwrócenia się. ale nie obejrzy się za siebie. Widział unoszącą się wokół niej chmarę owadów wśród nich wiele ciem. Eddie przyspieszył.światło. wszechogarniająca woń. wypływał zielonkawy śluz. koniec strachu. to coś go doganiało. będzie patrzył prosto na światło. chlupoczące szuranie. Zdawało się otaczać go ze wszystkich stron.. zmierzając w stronę Route 2. Co gorsza. Stwór szedł dalej. Kiedy To zobaczyło. Słyszał odgłos kroków. że Eddie odwrócił się w jego stronę. i nagle Eddie zrozumiał. Potworna. To był smród martwego oceanu. przypominających usta. nieobecnym uśmiechu.. zanieść go w wilgotną czerń podziemnego przejścia w kanale. Musiały ją przewrócić dzieciaki . że być może tamten popijał właśnie kawę z papierowego kubka. Jego oczy były białe i galaretowate. Nagle potknął się o ławkę. powłócząc nogami i ociekając wodą. aby zgniły. będzie szedł przed siebie. Oddech miał głęboki i bulgoczący. że nie dalej niż dwieście metrów od niego znajdował się chłopiec. Nie był ścigany przez Dorseya. Wszechobecny smród Tego. a kierowca ostro dociskał do deski pedał gazu. To był Stwór z Czarnej Laguny. Eddie słyszał. Aby móc go tam pożreć. i wtedy w ogarniętym rozpaczą mózgu Eddiego pojawiła się myśl. jak przedzierało się przez wierzbowe zarośla. aż dotrze do światła. jego czarnozielone wargi odsłoniły długie kły w martwym. słuchał przez radio piosenki Buddy Holly’ego i był absolutnie nieświadomy tego. który za niespełna dwadzieścia sekund mógł zostać zamordowany. To chciało zaciągnąć go z powrotem do kanału. ostrymi jak brzytwa szponami. Połączone błoną palce kończyły się długimi. zobaczyłby To. jakby idąca jego śladem istota powłóczyła nogami. Z czarnych otworów na policzkach. jak stos psujących się ryb pozostawionych na słońcu. Jakaś ciężarówka przejechała nieopodal. nie.

Poczuł. sterczących na szczycie zdeformowanej płaskiej głowy Stwora. zdołał nawet dostrzec. aby zdążyć do domu przed godziną policyjną. w parku. Krawędź oparcia trafiła Eddiego w golenie powodując eksplozję przejmującego. Nogi wyślizgnęły się spod niego i runął jak kłoda na ziemię. Spojrzał za siebie i zobaczył. i.. łuski ociekające śluzem w kolorze wodorostów.. Zdawało się. przecież. W tej samej chwili łapy płaza zacisnęły się na jego szyi. Nie ma prawdziwego Stwora. w Ameryce Południowej albo w jakimś innym równie odległym miejscu. A nawet gdyby była.Ach! Ach! Czołgał się jeszcze. a co było z pewnością rzędem ostrych. ostrego bólu. To tylko sen i obudzę się w swoim łóżku albo w stosie liści pod sceną. tylko na Florydzie. Kiedy jego łapy zacisnęły się mocniej.. Eddie spojrzał w błyszczące oczy monstrum. zakryte przez przezroczystą płetwę głowową potwora.. że to było wszystko...jęknął Eddie. chropowata. Nie ma prawdziwej Czarnej Laguny. którymi były zakończone palce. to nie tu. jak Stwór pochyla się nad nim zobaczył błysk jego białych jak ugotowane jajka oczu.wychodzące z parku i śpieszące się. a chitynowe szpony. jak błony pomiędzy palcami potwora przywierają do jego szyi niczym ściągające pasy żywych wodorostów. Jej siedzenie wystawało o cal lub dwa ponad trawę i miało zielony kolor. istniejesz. To tylko sen. . w blasku księżyca więc ławka była właściwie niezauważalna.Ach! . Na sekundę przed tym. coś. język wysunął mu się z ust. jego palce wryły się głęboko w murawę... szponiasta łapa zacisnęła się wokół jego gardła. co przypominało koguci grzebień. następnie Stwór odwrócił go. skrzela unoszące się i opadające na wybrzuszonej szyi oraz otwierające się i zamykające na policzkach. wypełnionych trucizną kolców. . nie. przyszła mu do głowy pocieszająca myśl. Jego wyostrzone przerażeniem oczy zauważyły płetwę. jak cuchnąca rybami. jak białe światło lampy sodowej zmienia się w zielone.wydusił Eddie. ale ogarniające go . tłumiąc ochrypłe okrzyki Eddiego. odcinając mu dopływ powietrza.Ty.. co mógł z siebie wydobyć: . to musi być sen. nakreśliły krwawiące znaki kaligraficzne na gardle chłopca.. .

jaka tkwiła w jego umyśle. Mike. Ale to potem. nie opuściła go aż do końca. jak wyłaniają się z upiorną.po chodniku. Światło było blade. która rozwieje się około ósmej ustępując pola pięknemu letniemu dniu. czy blisko. która była w pudełku . Mgła wszystko zmieniła. bądź co bądź. ale chciał dostać darmową nagrodę. dręczony przez koszmary. Słyszałeś samochody. Skręcił w prawo w Jackson Street. zszedł na dół. że pomimo wszystko ten Stwór był ze wszech miar prawdziwy. że strumień gorącej krwi zbryzgał gadzie łuski na piersi. mijając śródmieście. rozdzierając tętnicę tak. a potem wskoczył na rower i popedałował w stronę miasta. zjadł talerz płatków (nie lubił ich. Mimo to jednak ta odrobina racjonalizmu. ale ich nie widziałeś a z powodu niezwykłych właściwości akustycznych mgły nie potrafiłeś określić. dopóki nie zauważyłeś. 4 Nie mogąc spać. dłonie Eddiego sięgnęły w stronę jego pleców w poszukiwaniu zamka błyskawicznego. to monstrum właśnie go zabijało. jadąc . a nawet odrobinę złowieszczym. obcym. Opadły dopiero w chwili. podkoszulek i czarne trampki. że najzwyklejsze rzeczy. nabierały posmaku tajemniczości i stawały się czymś dziwnym. kiedy Stwór wbił szpony w miękkie ciało szyi. kiedy Stwór przy wtórze cichego gardłowego pomruku zadowolenia jednym gwałtownym szarpnięciem oderwał chłopcu głowę. wilgotną poświatą rzucaną przez ich reflektory. To rozpoczęło przemianę w coś zupełnie innego. I kiedy stworzona dla Eddiego wizja Tego zaczęła się rozpływać.z uwagi na mgłę . takie jak hydranty czy światła przy skrzyżowaniach.chmury szarości robiły się coraz gęstsze i coś kazało mu uwierzyć. Teraz świat opływał w szarości i różu i był cichy jak kot stąpający po dywanie. Mike Hanlon wstał pierwszego dnia wakacji o świcie. czy były daleko. a potem wzdłuż Palmer Lane dotarł do Main Street i podczas tego krótkiego . sprawiała. stłumione przez nisko zwieszoną gęstą mgłę. i nawet w chwili. ubrany w sztruksy. Midnighta).Pierścień Dekoderowy kpt. Przecież.

Przy Main Street skręcił w prawo i pojechał w stronę Bassey Park. Nie wyemanował żadnych niezwykłych wibracji do przejeżdżającego obok małego chłopca. kiedy Derry spowijają kłęby mgieł. a kto zgubił. Rzecz jasna. słony i stary. Mike przez chwilę przyglądał się scyzorykowi z zamyśleniem. którego nie lubił. Biegły w stronę kanału. . czuł go już wcześniej. leżała przewrócona ławka. Nieopodal miejsca. ale bruzdy nadal były doskonale widoczne.. w Bassey. ciesząc się wszechobecną o tak wczesnej porze ciszą. spocony i wstrząsany dreszczami. ustawiając stalowe nóżki w otworach. piętrowy budyneczek z garażem i małym trawnikiem. Rzecz jasna. i biegnące od tego miejsca dwie bruzdy. niech się cieszy.i kiedy obudził się o piątej rano. Szedł tam. Prawie groźny. postawił go na stopce i ruszył pieszo w stronę kanału. zsiadł z roweru.C. Rozejrzał się wokoło. Coś przykuło jego uwagę. w którym będzie mieszkał jako dorosły. nawet dobrze nie pamiętał. był to całkiem zwyczajny. Tym razem jednak zapach wydawał się bardziej intensywny. na co miał ochotę. że ktoś kogoś gonił . Tu. mgła przesycona była zapachem. zapach morza. kto znalazł. Trawa już się podniosła. jedyne.fragmentu jego przejażdżki minął dom. Nie spojrzał na niego. nie przyszło mu do głowy połączyć wczorajszy koszmar z jego dzisiejszym spacerem. gdzie znalazł nóż. bardziej żywy. Na jednej stronie jego obudowy ktoś wydrapał inicjały E.. Jechał wolno. Pochylił się i podniósł z ziemi tani scyzoryk z dwoma ostrzami. wiedziony tylko i wyłącznie własną zachcianką. a może nawet lata stania w jednym miejscu. to wrzucić coś na ząb i zrobić sobie małą przejażdżkę po mieście. co mu się przyśniło wiedział tylko. nic więcej. który spędzi w nim większość swego dorosłego tycia jako jego właściciel i jedyny mieszkaniec. Podniósł ją. które wyżłobiły w ziemi przez miesiące.choć wybrzeże znajduje się czterdzieści mil stąd. Ten. I była też krew. w jego mniemaniu to był zwyczajny kaprys. Minąwszy główną bramę. O świcie. a potem włożył go do kieszeni. bardzo często możesz poczuć tu woń oceanu . Za ławką zobaczył spłacheć zgniecionej trawy. tego pech.

poszedł dalej wzdłuż śladów wyrytych w ziemi. Jazda po mieście o tak wczesnej porze była głupotą.Zaciąga je i wrzuca do kanału. bo inaczej przyjdzie mu przerzucać siano na strychu stodoły przez skwarne popołudnie. że tak . zaczął układać sobie w myślach prawdopodobny przebieg wydarzeń.pomyślał.(Ptak przypomnij sobie ptaka przypomnij sobie) Ale nie chciał sobie przypomnieć ptaka i odegnał od siebie te myśl. która miała go przekonać. powinien już wracać. Wymyślona przez niego historyjka wydawała się aż nazbyt prawdopodobna. A jak pozbywa się ciała? Oczywiście! . Jakiś dzieciak szwenda się tu po zmierzchu. którego widział w Zakładach Kitchenera Stanley Uris. Ten pomysł nie przypadł mu specjalnie do gustu. Po prostu wyjdź stąd. która ustawił na swoim miejscu. nie znalazłby w swojej księdze ptaków. ale bezskutecznie. I właśnie zaraz to zrobi. Pewno. Łażenie wzdłuż dwóch bruzd w ziemi było głupotą. Tata będzie miał dziś dla niego sporo roboty. miarowy szum kanału W chwilę potem z . Był głupi Starał się wyplenić go ze swych myśli. Jeden z nich musiał drugiego pogryźć. Idąc. Chcesz się założyć? Zamiast wrócić do roweru. Tak samo jak w Alfred Hitchcock przedstawia ! Ślady w ziemi mogły zostać wyżłobione przez trampki albo adidasy ofiary .. Przestań.nic więcej. Powinien jak najszybciej wrócić do domu i zabrać się do pracy.(z koszmaru) bajki czy czegoś takiego. Zamiast to zrobić. okazała się niezbyt przekonująca. Mike wzdrygnął się i obejrzał niepewnie wokoło.. Tak. Zabójcy udaje się go schwytać. Jest już dobrze po godzinie policyjnej. Walka psów . Tu i ówdzie na trawie dostrzegał kropelki zaschniętej krwi..skonstatował. że to nie była robota człowieka. Takiego jak z komiksu. To była głupota.tego ptaka.. Nie było jej jednak zbyt wiele. Myśli o ptaku powracały . Nie tak dużo jak przy ławce. To było morderstwo. które miały tu miejsce. wskoczyć na siodełko. A przypuśćmy. Mike słyszał teraz delikatny. tylko potwora. pojechać do domu i zabrać się do pracy. No i co z tego? Niech zostanie. Ta myśl. powieści albo filmu grozy albo. Mike podążył wzdłuż widocznych w ziemi bruzd.

przekręcał kluczyk w stacyjce. co mu się przydarzyło wiosną tego roku. którą Will Hanlon zwędził z wysypiska śmieci. kiedy wołał go. dziś naprawdę masz fart do znajdowania różnych rzeczy. Zobaczył postrzępiony kawałek ubrania z widniejącą na nim kropelką krwi. a dzieciaki zaczynały przynosić do szkoły różne stworzonka i owady. Potem wołał: . Drążek zmiany biegów kończyła. powiedział głos jego umysłu z dwuznaczną dobrotliwością i w tej samej chwili gdzieś z oddali krzyknęła mewa. Jeżeli zima nie była zbyt sroga. model A. że pod oknami matczynej kuchni pojawiły się krokusy. Mike cofnął się o krok i ponownie pomyślał o ptaku. Mike poznawał nadejście wiosny nie po tym. tylną platforma pick-upa z klapą zrobioną ze starych drzwiczek kurnika. szklana gałka. wóz zapalał już po wypchnięciu go ze stodoły na podjazd.mgły zaczęło wyłaniać się betonowe nabrzeże. Will wskakiwał do szoferki. nawet na to nie spojrzy. Mike patrzył na zakrwawiony strzęp ubrania i przypomniał sobie. Ojciec i syn we dwóch wytaczali wóz na podjazd i kiedy samochód toczył się siłą rozpędu. W trawie leżało coś jeszcze.Popuszczał sprzęgło i silnik starego forda zaczynał . ani nawet po rozpoczęciu przez senatorów waszyngtońskich sezonu baseballowego (przy czym zwykle nieźle się ubabrali). tak samo jak przedniej szyby. że cokolwiek tam leży w trawie. by pomógł mu wytoczyć ze stodoły ciężarówkę mieszańca. tuż nad kolanami. którego widział tamtego wiosennego dnia i postanowił. będąca niegdyś klamką. Przednią połowę stanowiła część forda. włączał starter. a jego dłonie oparły się na udach.Przepchnij mnie przez ten garb! . Kabina ciężarówki nie miała drzwiczek. Mój Boże. Ponownie rozległ się krzyk mewy. Siedzenie stanowiła połówka wyświechtanej sofy. ale po okrzyku swego ojca. wrzucał pierwszy bieg. Ale on już się pochylał nad tym przedmiotem. wciskał sprzęgło i zacisnąwszy swoją potężną dłoń na szklanej gałce. 5 Każdego roku na przełomie kwietnia i maja farma Hanlonów budziła się z zimowej drzemki.

spod tylnych kół forda wytryskiwały . że w przyszłym roku zamieni tego gruchota na chevroleta. Mike . a na twarzy powiew wiatru wdzierającego się przez otwór w ramie. Wszyscy znów budzimy się z zimowego snu.i Mike musiał wtedy czekać. (Dopiero po latach. któregoś razu kiedy zakręcił nią gwałtownie. W takich chwilach kochał wszystko. dowiedział się. z początku topornie i chropowato. ale to nigdy nie nastąpiło. wsuwając korbę w głąb otworu u podstawy chłodnicy. W głębi jego duszy narastało wówczas uczucie radości. porośnięty od kół po klapę platformy chwastami. dławić się. a potem zawracał z rykiem. Stary ford A. który uśmiechał się do niego przez ramię i wołał: . Cofnij się... stojąca w drzwiach kuchni. gdzie niegdyś znajdowała się szyba. pokrzykując wesoło. przyniesie ze stodoły korbę. bo bał się używać korby. szalony ojciec Henry’ego Bowersa. myślał zwykle: Znowu mamy wiosnę. pozbawiony tłumika silnik klekotał przeraźliwie. mamrocząc coś pod nosem. kiedy Mike siedział na fotelu pasażera. że wypowiadane szeptem słowa były tłumionymi przekleństwami i w takich chwilach bał się trochę swojego ojca. ocierała dłonie w ścierkę i udawała. Mike był pewny. rozrywając mu policzek i kącik ust). co go otaczało.mówił wtedy.kasłać. a potem coraz bardziej gładko. czując w nozdrzach woń spalin. wciąż stał na swoim miejscu w stodole. wykręcał na ich podjeździe gdyby zrobił inaczej. że ojciec mamrotał pod nosem. wyślizgnęła się ze swego otworu i uderzyła go w twarz. a przede wszystkim swojego ojca. strzelać. podczas jednej z tych nie kończących się wizyt w szpitalnej sali. Czasami wóz nie zapalał . choć wcale tak nie było. A kiedy ford wreszcie zapalał. czasami od razu zaskakiwał.Trzymaj się. że jest zdegustowana. gdzie leżał umierający Will Hanlon. a matka. stary Hanlon zawsze mówił. które potrafiłoby wstrząsnąć najtwardszymi murami. Mikey! Rozgrzejemy tego maluszka! Przepłoszymy parę ptaków! A potem wyjeżdżali na podjazd. Podczas jazdy. aż ojciec. prychać. niewyobrażalna hybryda. podczas gdy Mike podskakiwał z radością. prawdopodobnie od strzeliłby mu głowę z dubeltówki). w stronę farmy Rhulina. Butch. Will zjeżdżał w dół drogi.

Kiedy jechali. Will przejeżdżał fordem przez. która bierze pieniądze za uprawianie seksu z mężczyznami. .Co to znaczy „uprawiać seks”? spytał Mike. podskakiwali na nierównościach i śmiali się jak szaleni. Codziennie wyjeżdżali fordem i znosili z pola kamienie. o zachodzie słońca.. Te przejażdżki stanowiły dla Mike’a Hanlona wrota do wiosny. Czasami ciężarówka grzęzła W błotnistej wiosennej ziemi i Will znowu mamrotał coś pod nosem. z trawy przed ciężarówką wylatywały przerażone skrzeczące ptaki. skąd udawał się na pole południowe (ziemniaki) . jak . a Richie powiedział mu. nie zasługująca na miano drogi.. Po przeczytaniu Biblii dowiedział się. dlaczego. że kurwa była odpowiednikiem słowa „nierządnica” i odnosiło się ono do kobiet pochodzących z miejsca zwanego Babilonem. prowadziła od krańca zachodniego pola do żlebu rozciągającego się nieopodal brzegu Kenduskeag. i w tej sytuacji zdecydował się odłożyć to na lepszą okazję. ostatniego dnia kamiennych żniw. to był wspaniały ptak. Stali przy miejscu. Któregoś dnia Mike spytał swego ojca. Znał parę słów i wyrażeń tego typu . wprawiały go w zakłopotanie. Żleb stanowiło nagie . skoro co roku w kwietniu zbierali kamienie z pola.inne. Raz miał ochotę poprosić o wyjaśnienie swego ojca.skurwysyn”. że kurwa to kobieta. ale ford tkwił wtedy po resory w błocie. trzepot jego skrzydeł przypominający odgłos eksplozji był słyszalny nawet poprzez ryk silnika ciężarówki. Ubita ciężka. kolejne przekleństwa wedle przypuszczeń Mike’a. a oni. a Will Hanlon miał marsową minę. które mogły złamać ostre brony w okresie orki i sadzenia. gdzie zwykle zwozili kamienie. Raz spłoszyli kuropatwę. wysoką trawę porastającą pole na tyłach domu (trawę koszono na siano). Prace na polu zaczynały się od zbierania kamieni. Później tego roku spytał o to Richiego Toziera. na pełniącej rolę foteli sofie. cukinia i dynie)..strumienie czarnego kurzu i szare grudki błota.zachodnie (kukurydza i fasola) albo wschodnie (groch. że jego ojciec powiedział. a Richie odszedł. siedzący w otwartej kabinie ciężarówki. łapiąc się oburącz za głowę. brązowy jak późnojesienne dęby. w następnym znajdowali ich tam jeszcze więcej.

Wiosna znowu nadeszła.. sprawił. ale nie przepracowane.rzekł nagle i przypływ uczuć. . Byli zmęczeni. jak szorstki materiał flanelowej koszuli ojca otarł się o jego policzek. zanim każde z pól mogło zostać oddane pod uprawę). na którą zwoził kamienie.Ehe..mruknął Mike. którego wody w promieniach zachodzącego słońca były pomarańczowoczerwone. a dłonie szorstkie od noszenia kamieni nie bolały za bardzo.mruknął Will Hanlon i obaj wybuchnęli śmiechem. jaki go ogarnął. Boże. zanim pewna dobra kobieta postawi na stole kolacje.Kocham cię.powiedział ojciec i uściskał go mocno. a potem przy pomocy syna (gdzieś pod nimi znajdowały się gnijące szczątki pniaków. że zmęczone ramiona Mike’a pokryły się gęsią skórką.Tak. . . Z drugiego brzegu Kenduskeag. Wiosna nadeszła . .pustkowie. tak samotny. wielkie dzięki. To był samotny odgłos. że łzy napłynęły mu do oczu. rozległ się krzyk nura. Mikey . . . które wykopywał kolejno. Will zapalił papierosa i powiedział: . Myślę. że Bóg bardziej niż resztę swego stworzenia ukochał kamienie.powiedział Will. że tak . muchy. . nooo. a potem pogrążył się na dobre w marzeniach sennych. podczas gdy jego rodzice oglądali The Honcymooners w pokoju obok. .Ale mogłoby się wydawać. że one każdego roku wracają. dzięki Ci.Mój tata powiedział mi.Co byś powiedział na powrót do domu? Akurat zdążymy się wykąpać.pomyślał tego wieczoru Mike. chwasty i biedaków i dlatego stworzył ich tak wiele. jeszcze raz usłyszał zew nura. ale czuli się świetnie.Ehe . Patrząc na tę niegościnną ziemię. . tato . najpierw sam. I kiedy już usypiał.To jedyny sposób w jaki mogę to wyjaśnić.Ja też cię kocham. drzemiąc w swoim pokoju. . którego powierzchnia wyłożona była kamieniami zniesionymi z pola Willa w ciągu wielu lat. Mike poczuł. Ich ręce i nogi były spracowane.

ale brzękacze zawsze były w stanie je przepłoszyć. albo szedł obok. Ponieważ te pieniądze należały tylko i wyłącznie do nich. potem sałata i pomidory. okopywania i gracowania. zawsze z opuszczoną tylną klapą i platformą wypełnioną koszami. nie zapytał ich.spulchniania. że Larry. Oprócz swojej rodziny Will zatrudniał trzech czy czterech licealistów. co przypominało przeciągły skrzek. Moose. Po zbiorze kamieni Will parkował forda w wysokiej trawie na tyłach domu i wyprowadzał ze stodoły traktor. w której wycięto denko. następnie w sierpniu kukurydza i fasola.coś. płacąc im po ćwierć dolara od kosza. i wyrzucając je na bok. Kiedy wiał wiatr. Mike i matka też dostawali zapłatę. a Mike pomagał ojcu przymocować do wypełnionej sianem głowy każdego z nich brzękacze.najpierw groch i rzodkiew. Przez następne trzy tygodnie wszyscy pracowali przy wykopkach. Brzękacz składał się z puszki. a Mike albo jechał z tyłu. Ptaki żywiące się ziarnem bardzo szybko odkryły. ani razu. Przychodził czas bronowania. które przeoczyli. a pod koniec dnia Will otwierał swój stary pomięty portfel i płacił każdemu ze zbieraczy gotówką. brzękacz wydawał naprawdę przerażający dźwięk .Wiosna była okresem pracy.. Moe i Curly nie stanowiły dla nich większego zagrożenia. wydawało się. które je zapełniały. z wypisanymi nazwiskami osób. ojciec prowadził traktor. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawiały się młode ziemniaki. a gdy dni zaczęły stawać się krótsze i chłodniejsze. trzymając się metalowego siodełka. że każdego roku trzeba było robić nowe). Jego matka odkurzała Larry’ego. kolejna porcja kukurydzy i fasoli we wrześniu. Moe i Curly’ego. Przez jej środek przekładało się kawałek nawoskowanego i natartego kalafonią sznurka i związywało go bardzo mocno. tata zdejmował brzękacze (zimą czasami one znikały. Dzień po tym Will dzwonił do Normana Sadlera (który był tak samo głupi jak jego syn. Will Hanlon nigdy. trzy strachy na wróble. podnosząc kamienie. co z nimi . a po nim okres typowych prac letnich . a na koniec dynie i cukinia. ale miał naprawdę dobre serce) i Normie przyjeżdżał ze swoją motyką. W lipcu zaczynały się zbiory . Potem nadchodził okres siewów.. ale dobrym okresem. Ford jeździł wolno w górę i w dół wzdłuż południowego pola zawsze na niskim biegu.

przeszła Lato... Zbiory.. Mike nie przerażał się myślą.. stojąc przed domem z czerwonym nosem i brudnymi dłońmi wciśniętymi w kieszenie dżinsów. Mike w wieku pięciu lat miał pięć procent udziałów farmy. Zima była dobrą porą. aby pomyśleć o wspólnej wyprawie z tatą po choinkę i o nartach.czy dziesięciolatek jest jeszcze za mały. ale patrzenie..robili. patrzył.. jest się już dostatecznie dużym. jazda na łyżwach. dla niego liczyło się to. które (choć nie na pewno) mógł dostać na Gwiazdkę. Mike. minęło. robiło się coraz bardziej szaro i chłodno. boje na śnieżki i budowanie śnieżnych fortec... kiedy Normie Sadler odwoził swoją motykę do domu. ale Mike nigdy nie zobaczył ani centa z tych pieniędzy.jak powiedział Will . a co za tym idzie. jak jego ojciec wprowadza forda do stodoły. jak ojciec wstawia najpierw traktor. niegroźne. Miał teraz przed sobą smutną jesień z nagimi. Czasami na polach kilka wron przysiadzie na ramionach Moe. a potem starego forda A do stodoły. Każdego roku otrzymywał o jeden procent więcej i każdego roku w dzień po Święcie Dziękczynienia Will przeliczał zarobki farmy i oszacowywał zysk Mike’a. co dopiero miało nastąpić: zjeżdżanie na sankach z górki w Mc Carron Park (albo z Rhulin Hill w Derrytown.. że oto dobiegł końca kolejny rok dziewięcio. zmarzniętą ziemią i warstewką lodu na powierzchni Kenduskeag. Były one przeznaczone na jego naukę college’u i pod żadnym innym pozorem nie można z nich było korzystać.. a . jak będą chciały. pozbawionymi liści drzewami. Wiosna. W końcu przychodził dzień. na stosie pomarańczowych dyń ustawionym przy ścianie stodoły pojawiał się szron. Myślał wtedy zwykle: Znowu szykujemy się do snu zimowego. Strachy na wróble były nieme.kiedy ma się pięć lat. (Wiosna przeszła lato przeminęło zbiory zakończone) zawsze go zasmucało.. aby móc myśleć w kategoriach śmierci i przemijania. Larry’ego i Curly’ego i pozostaną tam tak długo. podobnie jak widok kluczy odlatujących na południe ptaków i codzienna szarówka sprawiały. czym się różni perzyca od grochu. aby trzymać gracę i wiedzieć. jeżeli byłeś dostatecznie odważny. zakończone. bo tam zwykle bawili się starsi chłopcy).. że w oczach niespodziewanie pojawiały się . To był czas.

) trolejbus: tu . gdzie był. ∗ . Borton. nawet jeśli w wolnych chwilach niekoniecznie musiał zajmować się łowieniem. zebranie czegoś z pola. na co matka z przerażeniem załamywała ręce). Kiedy Mike wracał ze szkoły do domu. a na bokach widniały reklamy papierosów. zamiecenie stodoły praktycznie cokolwiek. przyglądał się im uważnie. Co jakiś czas ojciec zostawiał mu kartkę innego rodzaju.. aby obejrzał brodzik dla ptaków.przeciętnie raz (niekiedy dwa razy) w tygodniu . kładł podręczniki na telewizor. aby zobaczyć potworne urządzenie. Mike udawał się wtedy do Old Cape. a ojciec pokazywał mu zdjęcia z albumu Derry. Przedmiot ten nazywano fotelem włóczęgów..nie znajdował żadnej karteczki. które szeryf policji. na których wciąż jeszcze były tory. biegnący do przewodu elektrycznego. napełnienie i przyniesienie paru koszy. Innym razem wysłał Mike’a do Memoriał Park.. Czasami jednak .. a do poręczy i nóg miał przymocowane metalowe kajdany. Wieczorem tego dnia on i ojciec rozmawiali o tym. choć naprawdę wcale nie zajmował się łowieniem. Wtedy „wychodził na ryby”. Był wykonany z lanego żelaza. Raz udali się we dwóch do gmachu sądu.łzy. Przypomniało to Mike’owi *∗Trolley (ang. Mogło to być na przykład wyplewienie chwastów z jakiejś konkretnej grządki. robił sobie coś na ząb (jego ulubioną przekąską były kanapki z masłem orzechowym i cebulą. znajdował ulice. aby móc pójść na ryby. Jego plan dnia nie składał się na przemian z pracy i szkoły. Znowu szykujemy się do snu zimowego. To były wspaniałe dni. Will Hanlon niejednokrotnie powtarzał żonie. Polecenie brzmiało: Idź do Old Cape i przyjrzyj się uważnie torom tramwajowym. Można by rzec .tramwaj z wybierakiem drążkowym. i wyznaczał Mike’owi zadania do wykonania. na której Will Hanlon pisał. kiedy nie musiał iść w żadne konkretne miejsce ani tym bardziej się spieszyć. że chłopiec potrzebował czasu dla siebie. a potem rozmyślał o pojazdach przypominających pociągi. Z dachu pojazdu sterczał śmieszny pałąk . szkoły i pracy.żadnych zajęć. o nie. które jeździły środkami ulic. a potem rzucał okiem na kartkę zostawioną mu przez ojca. na których widać było tramwaje. znalazł na poddaszu. gdzie znajdowała się stacja pomp. dni.

podobnie jak kajdany uniemożliwiały ci przyjęcie wygodniejszej pozycji.. zastanawiając się. nerki. że cię uwolnię.. Borton pozwolił Mike’owi usiąść na fotelu i zamknął obręcze kajdan na jego rękach i nogach.Czemu mnie tam zabrałeś.powiedział. tato? .spytał. Ile ważysz? Siedemdziesiąt .skrót od wagabunda)..Nie lubisz go. Mike spojrzał pytająco na ojca i szefa policji.zdjęcie elektrycznego krzesła w Sing-Sing. po czterech czy pięciu było już naprawdę źle. ważyła dwa razy tyle. gdy będziesz starszy . . a po dwóch lub trzech mieli serdecznie dosyć siedzenia na tym krześle. a nawet podstawę karku. to fakt. Wypukłości i guzy czyniły fotel nieco niewygodnym. których szeryf Sully posadził na tym fotelu. tak? . i to rzewnymi łzami.fotografię.spytał uprzejmie i szeryf policji ponownie wybuchnął śmiechem. .Czy mogę już wstać? . którą widział w jednej książce ..odparł Will. ominą Derry wyjątkowo szerokim łukiem.. Po siedmiu .Dowiesz się.. . za dwadzieścia cztery godziny. a po kilku następnych przeważnie płakali.. pełną grozy chwilę Mike’owi przyszło na myśl.Cóż. Nagle Mike odniósł wrażenie.. że fotel miał o wiele więcej guzów i garbów. czemu miała to być tak straszliwa kara dla wagów (jak ich określał Borton . I o ile mi wiadomo. większość z nich dotrzymywała słowa. śmiejąc się.ośmiu godzinach zaczynali wyć. że kiedy następnym razem będą przejeżdżać przez terytorium Nowej Anglii. Kiedy minęło pierwsze wrażenie złowieszczej innowacji. jesteś jeszcze dzieckiem . że Borton tylko zadynda mu kluczami od kajdan przed oczami i powie: Pewnie. Po dwudziestu czterech godzinach byli gotowi przysiąc przed obliczem Boga i człowieka. Borton. które zaczęły wpijać się coraz mocniej i głębiej w jego pośladki. kiedy wracali do domu. . Cała doba na fotelu włóczęgów to cholernie mocny środek perswazji.osiemdziesiąt funtów? Większość wagów. . Przez krótką. pewnie. mój mały. którzy odwiedzali to miasto na Przełomie lat dwudziestych i trzydziestych. kręgosłup. ale. Po mniej więcej godzinie przestawało im tu być wygodnie.

czymś. I to bardzo dobrze. ciepłe. żeby kupić sadzonki ziemniaków. to potworne!). Wpadnę do niego i zapytam . jaką zostawił mu ojciec w 1958 roku. że była mniej więcej trzecia. jak wtedy gdy wodził palcami po kamienistej obudowie brodzika dla ptaków w Memoriał Park albo kiedy przykucał. aby przyjrzeć się uważniej torom tramwajowym na Mont Street w Old Cape.. Na polu po twojej lewej stronie zobaczysz sporo ruin i starych urządzeń.. „Żadnych prac . przejedź się rowerem na Pasture Road. Powietrze było typowo wiosenne. nieomal namacalnie doświadczał prawdy o czasie. kiedy pani Greenguss powiedziała im o wadze światła słonecznego. Rozejrzyj się tam i przynieś jakąś pamiątkę. Pierwsza notatka. miało swoją wagę . aby móc skwitować to śmiechem.brzmiał tekst na kartce. czy Randy Robinson nie chciałby przejechać się razem z tobą? . Gdy powiedział matce. do których wysyłał lub zabierał go ojciec. kiedy w końcu oparł rower o stary drewniany płot po lewej stronie Pasture Road i w chwilę potem znalazł się na . ale Mike był zbyt zdumiony tym. dokąd się wybiera.trochę ponad cztery mile. Mike wiedział dlaczego.Dobrze. zasępiła się. Will zdołał zaszczepić w nim swoje własne zainteresowanie historią miasta. co go wreszcie pogrzebie. cudownie słodkie. . . w przedziwny sposób. a jego matka pootwierała wszystkie okna. pierwszą jego myślą było: Światło ma wagę? O Boże. To była niezła przejażdżka . ale Randy pojechał z ojcem do Bangor. mamo.o czasie jako czymś. że Mike nie ośmielił się zapytać go o nic więcej. wiesz dlaczego”. Mike’owi podobała się większość miejsc w Derry. i zanim Mike skończył dziesięć lat. Rzeczywiście tak zrobił. Mike oszacował. Czasami.Czemu nie spytasz. czasie jako czymś realnym. .tak jak na przykład światło słoneczne (niektóre dzieciaki w szkole śmiały się.odrzekł jego ojciec takim tonem. była napisana na tylnej stronie koperty i włożona pod solniczkę. co usłyszał.Jeżeli chcesz.. co choć niewidzialne.Nie .. Nie zbliżaj się do pomieszczeń piwnicznych..powiedział Mike. Dlatego też Mike pojechał na Pasture Road sam. I wróć przed zmierzchem.

. Punktualnie. Poszwenda się tu z godzinę. Teraz. matka nieomal wpadła w histerię. Czuł się jak badacz. ale pomimo wszystko miało w sobie coś przerażającego -. mamo. Mike spodziewał się.i nie słyszał. Być może ojciec zdawał sobie sprawę. aby je zbadać . w którym znajdował się tęczowy pstrąg.rozciągającym się za nim polu..Nigdy! Nigdy! Każde „nigdy” było przedzielone kolejnym zamachem ścierki. Mike wziął sobie do serca tę nauczkę. Zwykle matka nie miała nic przeciwko jego wypadom. będę. Mam być w domu przed zmierzchem. że równie dobrze mogłaby skierować swój drapieżny gniew przeciwko niemu. skąpane w promieniach słońca wiszącego na wiosennym niebie (od czasu do czasu przepływała przed nim chmura. że ojciec wkroczy do akcji i uratuje go z opresji. Tego dnia. ale jeden niezapomniany epizod uświadomił mu. a wówczas przez pole przesuwał się wolno szary cień). podczas gdy on stał w drzwiach z otwartymi szeroko ustami i postawionym na ziemi wiklinowym koszykiem. ale tak się nie stało. Przeszedł przez pole w stronę tytanicznych ruin znajdujących się w samym środku. Zajrzał do środka i . Podbiegł do niego. miał wrażenie. dopóki wracał do domu przed szóstą. . rzecz jasna. który odnalazł jedyne pozostałości jakiegoś bajecznego zaginionego miasta. jaka na nim panowała. ale nigdy nie przyszło mu na myśl. Były to.. aby jakikolwiek dzieciak mówił. kiedy stawiała na stole obiad. jedno lanie ścierką w zupełności mu wystarczyło. pozostałości Kitchener’s Ironworks często przejeżdżał koło nich.Nigdy więcej nie strasz mnie w ten sposób! . kiedy spóźnił się na obiad. Rzuciła się na niego ze ścierką i zaczęła go nią okładać. przerywał tylko delikatny szum wiatru. Dobrze.wrzasnęła. wystający z porośniętej trawą -. że wie dlaczego. pochylając się. że tego roku to było nie do pomyślenia. Był to główny komin fabryczny. ziemi. Pole było oślepiająco jasne. aby się przyjrzeć stercie cegieł tworzących nieregularny kopiec. a potem wróci do domu. że tego dokonał. ciszę. W oddali przed sobą po prawej stronie zobaczył okrągły bok masywnego kafelkowanego walca.

pogięte formy odlewnicze. Zerwał się wiatr. przypominając sobie nagle film. patrzył na nią oczyma o złotych obwódkach. kawałki pordzewiałych urządzeń. Cofnął się nerwowo o krok.. Mike cofnął się. nietoperzowymi skrzydłami przylegającymi ściśle do boków. śmiał się i krzyczał: . że gdzieś tam. Spoglądając na czarny otwór komina.. Podniósł się i zaczął iść przed siebie z rozłożonymi szeroko ramionami (rura była szeroka i nie musiał się obawiać. W filmie Rodan został uwolniony z głębi Ziemi przez ekipę górników. drżący. którzy kopali najgłębszy na świecie tunel. odłamki drewna. Mike. wywołał dźwięk dziwnie przypominający odgłos nawoskowanych sznurków brzękaczy. bo od tych hałasów zaczyna ją boleć głowa. która prosiła ich. że spadnie. gdyby tego chciał. kulił się potężny ptak ze skórzastymi.poczuł ciarki na grzbiecie. wymierzywszy palcem w ekran telewizora. . który oglądał wczoraj wieczorem. aby wejść do środka. Ale nie chciał. dopóki w drzwiach nie pojawiała się twarz mamy. Teraz wcale nie wydawał się zabawny. Bóg jeden wiedział. Otwór był dostatecznie duży.Załatw go. Przechodząc przez otwór zwalonego komina. jakież obrzydlistwa mogły się tam znajdować. na końcu tej wielkiej rury. który był do połowy zagrzebany w ziemi. które zawieszali z ojcem na strachach na wróble każdej wiosny. „Przynieś jakąś pamiątkę” napisał mu na kartce ojciec. Teren wznosił się tu nieznacznie i Mike instynktownie wdrapał się na rurę. a wiatr przyjemnie omiatał mu twarz. zaczynał imitować odgłosy strzałów. i ten ptak patrzył na małą okrągłą twarzyczkę chłopca próbującego przeniknąć ciemność. Potrzebował czegoś naprawdę porządnego. Film nosił tytuł Rodan i wtedy wydawał się całkiem fajny. Mike. Z zewnątrz nie wydawała się taka straszna. aby zachowywali się nieco ciszej. Jej okafelkowana powierzchnia była nagrzana od słońca. a Will Hanlon za każdym razem. przylepione do wewnętrznych ścian komina. aż nazbyt łatwo można było sobie wyobrazić. ale w ten sposób naśladował oglądanego w cyrku linoskoczka). zeskoczył na ziemię i zaczął się uważnie rozglądać . Zaczął iść wzdłuż komina. i jakie wstrętne robaki czy stworzenia mogły tam zamieszkiwać. Dotarłszy do drugiego końca komina.cała masa cegieł. kiedy pojawiał się Rodan.

Ponownie zaniepokoiła go potworna cisza zalegająca to miejsce i to..Zbliżył się do ziejącej czeluści piwnicy. A jeżeli znajdę czaszkę? . .a może raczej właśnie dlatego . Jednak mimo wszystko . Wolno i spokojnie podszedł do wejścia do piwnicy. Był tu metalowy garniec. a on runie w czeluść pełną przeróżnego żelastwa. że lada chwila osłabiona wiosennymi ulewami płyta. wielce zdegustowany tą perspektywą.Czaszkę jednego z tych dzieciaków. Przestąpił ponad nim. jak również nie zapomniał o wypadku. co mógłby zanieść do domu i pokazać ojcu. kiedy wewnętrzny głos zaczął mu szeptać pod czaszką.pomyślał nagle.cień wielkiego nietoperza. jaki wydarzył się tu przed z górą pięćdziesięciu laty. Podniósł okienne skrzydło i cisnął je na bok. aby nadziany na rdzewiejące ostrza jak żuk na szpilce konać w potwornych męczarniach przez wiele godzin. Przypuszczał. który pochłonął wiele ludzkich istnień.. a może ptaka. To miejsce wyglądało tak. a co dopiero mówić o podniesieniu.. Było go tu sporo. przez cały czas przyglądając się szczątkom i uważając. które zginęły tu podczas poszukiwań wielkanocnych czekoladowych jajek w tysiąc dziewięćset którymś tam roku? Rozejrzał się wokoło po skąpanym w słońcu pustym polu.miał zamiar tu zostać. Znajdował się tu też tłok tak wielki. jakby dawno temu stoczono tu jakąś . zarwie się pod jego ciężarem.. że nie mógł go nawet poruszyć. Wiatr szumiał mu w uszach jak wielka niewidzialna muszla i kolejny cień . z rączkami pomarszczonymi i pokrzywionymi od jakiegoś niewyobrażalnego żaru. wielki jak dla olbrzyma. dopóki nie znajdzie czegoś odpowiedniego. że jeżeli w Derry było jakieś nawiedzone miejsce. idąc równolegle do jego postrzępionych brzegów. jak dziwne wydawało się to pole ze swymi porozsiewanymi stertami gruzów i fragmentami wystających z ziemi gigantycznych metalowych konstrukcji. Mike nie zapomniał o przestrodze ojca dotyczącej piwnicy. przetoczył się majestatycznie nad polem. Przestąpił go i. że podchodzi zbyt blisko. to na pewno to. po której stąpa. żeby nie pokaleczyć się o rozbite szkło.

. jeżeli one zaczną wstawać te dzieciaki w strzępach ich odświętnych strojów podartych i przegniłych ubranek poznaczonych pięćdziesięcioletnia porcją wiosennego błota.potworną bitwę. przestań. jeżeli zobaczę dłonie wysuwające się z okna piwnicy.. na miłość boską! Ale w tej samej chwili lodowaty dreszcz przeszedł mu po plecach i uznał. resztki. A teraz już sobie pójdzie. aby zabrać stąd jakiś fant i jak najszybciej wziąć nogi za pas.. No więc. i z przerażeniem uświadomił sobie. Nogi jednak prowadziły go w przeciwnym kierunku... Znajdował się jakieś . próbując zapuścić żurawia w głąb piwnicy. dzieciaki z rozprutymi brzuchami...Wszystko. . Spojrzał na nią. gdzie rosło najwięcej chwastów. że mówiła jakby trochę zbyt głośno i zbyt szybko. Po tym wypadku.. Musiał tam zajrzeć. Nie pękaj . że nadszedł czas. nie sądzę. co? Mike znalazł wśród chwastów rozłupaną szufladę.. dzieciaki takie jak ja. pod wąskimi stalowymi dźwigarami i wielkimi zardzewiałymi kołami zębatymi. Potem włożył pamiątkowe kółko do kieszeni. w stronę otworu piwnicy. na dole. Był pewny.. w ciemnościach.powiedział sobie w duchu.. Uchwycił się porowatego wspornika wystającego z ziemi i pochylił do przodu. Nie udało mu się to. podnosząc z ziemi małe. Och.. że miał ochotę zajrzeć do środka. aby szybko wydłubać ziemię spomiędzy zębów znaleziska. Nawet gdyby coś tam jeszcze było. tam. Pójdzie już. Ale. Miał w kieszeni ołówek i użył go.. znalazł na pewno jakiś inny dzieciak albo dorosły Czy myślisz.spytała racjonalna część jego umysłu i Mike miał wrażenie. jak wypatroszone dorsze... co się stanie.. odrzucił na bok i podszedł do otworu prowadzącego do piwnicy. to do tej pory. A jeśli nawet nie. że jesteś jedyną osobą. że tam na dole uda mu się znaleźć coś ciekawego. siedmiocalowej średnicy kółko zębate. co było do znalezienia.. A jeżeli tam są duchy? Co wtedy? Co się stanie.. Pochylił się i praktycznie na chybił trafił sięgnij ręką. Nie. Tak. Ale co? .. jaka kiedykolwiek przyszła tu w poszukiwaniu pamiątek? Nie. wyzbierano już pięćdziesiąt lat temu. dzieciaki bez nóg. mroźnych zim? Dzieciaki bez głów.... które mogłyby zejść do piwnic i bawić się. to już dawno by uległo rozkładowi. jesiennych ulew i śnieżnych.

Jego ciało wydawało się sztywne jak bryła lodu i najwyraźniej bezwład mięśni udzielił się także tym partiom jego mózgu. był naprawdę niepewny i kruchy. Wokół krawędzi widział wgłębienia przypominające zapadnięte groby i wiedział. czarne jak roztopiona smoła oczy były nieruchome. Nie spowodował tego szok wywołany widokiem tak olbrzymiego ptaka. w razie gdyby to okazało się konieczne. Usłyszał trzask pękających gałęzi i uświadomił sobie. po którym teraz stąpał.raczej fakt. A tata napisał mi na kartce. za co. że nie spodziewał się tu takiego widoku. nie dała jednak za wygraną. czy nie. od ściany do ściany. wymachując rękoma dla zachowania . Mam to. tymczasem patrzył na olbrzymie gniazdo. że osuwa się w dół. który miał w piwnicy swoje gniazdo. nie będzie miał pod ręką niczego.piętnaście stóp od krawędzi. żeby zrobić z niego tuzin bel siana. niepewnie zbliżał się do krawędzi wejścia do piwnicy. a pióra szare jak zwyczajny wróbel . że w tych miejscach nastąpiły wcześniejsze obsunięcia. dostrzegł w nich swoje odbicie. Z głośnym okrzykiem rzucił się do tyłu. Oczekiwał. ale ta trawa była srebrzysta i stara. uniósł wzrok. jaka go opanowała. a grunt. Zużyto na nie dostatecznie dużo tymotki. mógłby się złapać. Z sercem walącym w piersiach jak oddział maszerującego raźno wojska dotarł do krawędzi i spojrzał w dół. I to natychmiast. ale to nie wystarczało. Krok po kroku. Mike w pierwszej chwili nie wierzył własnym oczom. Wracam. po co tu przyszedłem. który miał pierś pomarańczową jak drozd. Gorączkowa ciekawość. Nie muszę zaglądać do żadnych zakichanych starych dziur. zanim zdołał pokonać w sobie uczucie paraliżu. I w tej samej chwili ziemia zaczęła usuwać mu się spod nóg. Ptak siedział pośrodku gniazda. że zobaczy monolity maszyn na wpół utopione w kałużach brudnej wody i błota. jego błyszczące żywo. by dojrzeć dno piwnicy. czy zobaczę dno piwnicy. które były odpowiedzialne za produkowanie myśli. Mike przez jedną szaloną chwilę. zdając sobie sprawę. że mam trzymać się z daleka od tego miejsca. że kiedy znajdzie się poza zasięgiem belkiwspornika. które wypełniało całe wnętrze piwnicy. Ptak. Nie obchodzi mnie.

Bieg) przez pole. Podniósł się na kolana. To wydawało z siebie warkoczący. trzymane blisko przy bokach. nie oglądając się za siebie. Spowił go cień i kiedy uniósł głowę. Młócące powietrze skrzydła. Potknął się. szczebiotliwy skrzek rozległ się ponownie. cały czas wpatrując się w Mike’a swymi czarnymi. potwornie . martwych antyków i gnijących mebli. odsłaniając różowe wnętrze. wstał i ponownie zaczął biec. Przypominał łopotanie żagla. Mike ponownie poderwał się na nogi i rzucił do ucieczki. Ptak nie wyglądał jak Rodan.równowagi. bojąc się nawet spojrzeć przez ramię. Odbił w lewo i ponownie zobaczył zwalony komin. powstały z piwnic fabryki Kitchenera niczym potworny diabeł z pudełka. przy rozpiętości około dziesięciu stóp każde. Ptak wrzasnął i Mike usłyszał trzepot jego skrzydeł. zobaczył. tępy kawałek metalu wbił mu się w plecy i zdążył jeszcze pomyśleć o fotelu włóczęgów. Ten dziwny. pożreć. Poczuł. Stracił ją jednak i rąbnął ciężko na zaśmieconą ziemię. kiedy usłyszał głośny furkotliwy trzepot skrzydeł ptaka. ale Mike czuł. że ogień rozpala się coraz bardziej. Jego łuskowate szpony były ciemnopomarańczowe. zaczął pełznąć.mieszanka kurzu na poddaszu. nieprzyjemny zapach . rozrzucały na wszystkie strony źdźbła tymotki jak nabierające prędkości łopaty helikoptera. pracowały jak tłoki. że to był duch Rodana. Zakrzywiony dziób brudnożółtego koloru otwierał się i zamykał na przemian. Miał wrażenie. burczący. Wiatr wzbijany skrzydłami ptaka omiótł mu twarz. szczebiotliwy okrzyk. obejrzał się przez ramię i zobaczył ptaka wydostającego się z czeluści piwnicy. Kiedy spikował w jego stronę. Jakiś twardy. w miarę jak krew zaczęła ściekać mu za kołnierz. Ręce. upadł na jedno kolano. w nozdrza uderzył go suchy. Zawrócił w stronę Mike’a. Coś uderzyło go w tył głowy. Parę luźnych piór wypadło mu ze skrzydeł i opadło spiralnie na dno piwnicy. Podbiegł w jego stronę. że ten stwór przeleciał zaledwie pięć stóp nad jego głową. że ktoś przyłożył mu pochodnię do nasady karku. Ptak ponownie zakołował z zamiarem schwytania go w swe potężne szpony i uniesienia w górę jak jastrząb małą polną myszkę Miał zamiar zanieść go do swego gniazda. A tam naturalnie.

I wtedy ptak znów wzbił się w powietrze. Wbiegł w ciemność. Nie zastanawiał się już. najpierw się wyprostował. i przez jedną przerażającą sekundę miał wrażenie. a kilka z nich opadając na ziemię. Opadł ciężko na ziemię. Gryzły jak zęby. Szpony jeszcze przez chwilę trzymały.krzyknął i szarpnął rękę. jakby na jego ramieniu zaciskały się niesamowicie silne palce zakończone twardymi paznokciami. z załzawionymi oczyma. że wokół niego w powietrzu wirowały pióra. Mike poczuł. przedzierając się przez pióra w ogonie stwora i dławiąc się wydzielanym przez nie okropnym smrodem. że usłyszał w jego głosie nutę triumfu. Kafelki zlewały mu się w oczach w niewyraźną plamę. Czuł się. a kiedy to się stało. Biegł teraz równolegle do komina. a potem rękaw koszuli chłopca rozdarł się z głośnym trzaskiem. wślizgnął się do otworu zwalonego komina. Kaszląc bez przerwy. Mało brakowało. Trzepot skrzydeł ptaka brzmiał w jego uszach niczym odgłosy burzy. Gdyby zdołał tam dobiec. a potem odwrócił . Prawie nie zdawał sobie sprawy. uniósł w górę jedno ramię i skoczył naprzód.. Ptak wrzasnął. Pochylił głowę. Widział koniec rury. jakby odgarniał zrobioną z piór zasłonę prysznica. Wszedł w głąb na mniej więcej dwadzieścia stóp. musnęło jego policzki na podobieństwo pocałunków duchów. podrażnionymi przez łzy i kurz sypiący się z piór ptaka. Mike znowu zaczął biec. co mogło nań czyhać wewnątrz. Ptak chybił celu. ale minimalnie. Miał wrażenie. Mike miał wrażenie.Puść mnie! . że ptak był za duży. Obrzydliwa woń jego skrzydeł była przytłaczająca. skręcić ostro w lewo i wślizgnąć się do środka. Raz jeszcze wrzasnął przeciągle i tym razem Mike miał wrażenie.. mógł być bezpieczny. stanął na palcach. . Ptak ponownie rzucił się na niego. wykręcając ją z całej siły. wystawiając zakrzywione szpony i młócąc skrzydłami powietrze. że czubki jego trampek stracą kontakt z ziemią. że jest ciągnięty ku górze. aby wcisnąć się w głąb rury. a nie zdążyłby dobiec do swojej kryjówki. a słabe echo odbijało urywany odgłos jego szlochu. chłopiec rzucił się gwałtownie w prawo. nie do zniesienia.żywymi oczyma. pikował w dół. Szpony zacisnęły się i ptak przez chwilę zdołał uchwycić go za rękę.

to był już trupem. gdyż drugi koniec komina był zagrzebany w ziemi. nie możesz! . Ptak ponownie zaskrzeczał. czemu nie pamiętałem.wrzasnął Mike. a potem znów dał się słyszeć szelest piór.Nie! . jak gdyby przyłożył sobie do głowy strzelbę ojca i pociągnął za spust. że Mike przyłożył dłonie do uszu. Natrafił na kawałek pękniętej płytki. I nagle uświadomił sobie.ten dziób jest ostry. Ptak wrzasnął raz jeszcze i nagle jakiś cień przesłonił światło płynące z wylotu rury. czarne jak świeża smoła oczy ze złotymi obrączkami tęczówek. że ptak to w dużej mierze same pióra? Czemu nie pamiętałem. zaczął macać dłońmi wzdłuż zakrzywionej podłogi . Jego pierś unosiła się i opadała szybkimi.. wewnątrz zrobiło się jeszcze ciemniej. że jeżeli pomylił się w obliczeniach bądź to w kwestii rozmiarów ptaka. Dziób stwora otwierał się i zamykał. Dźwięk ten w ograniczonej okafelkowanymi ścianami gardzieli komina był tak głośny. . Nastała cisza. Teraz była już tylko atramentowa ciemność. Mike ponownie spojrzał w te niesamowite. Rozległ się głuchy odgłos. aż wreszcie znikło zupełnie. co w dotyku przypominało mech.się w stronę jasnego kręgu dziennego światła.pomyślał . bądź też średnicy rury. . otwierał i zamykał. Chyba wiedziałem.Wynoś się stąd! .. Mike zobaczył jego żółte łuskowate nogi grubości męskiej łydki. Potem ptak pochylił głowę i zajrzał do środka. (O Boże. kiedy się zatrzaskiwał. . spazmatycznymi skurczami. Mike upadł na kolana i rozkładając szeroko ręce. że ptaki mają ostre dzioby. Ostry . wydawał odgłos przypominający zgrzytnięcie zębów. ale nigdy aż do teraz o tym nie myślałem.krzyknął Mike. kiedy ptak ponowił próbę wdarcia się w głąb komina. Mike macał rękoma po . Znalazł się w pułapce. To ponownie skrzeknęło. jej ostre krawędzie były pokryte czymś miękkim. dokładnie tak samo. błyszczące. że on potrafi się przeciskać?) Światło bladło coraz bardziej.ściany komina. Ptak zaczął się wciskać w głąb rury. To była ślepa uliczka.Kiedy ptak usiłował wedrzeć się do otworu komina. Odchylił ramię do tyłu i rzucił kafelkiem w ptaka..Nie. a za każdym razem. dławiący smród ptaka i szeleszczący odgłos jego piór..

jak sądził. Proszę. co. Rozległo się plaśnięcie jakby jakiś dzieciak uderzył ręką na płask w naczynie z na wpół zastygłą galaretką. że były one pokryte niebieskawoszarymi nalotami mchów i porostów jak kamienie na grobach). jak niekiedy mają w zwyczaju ptaki w klatkach. brnącego krok za krokiem w jego kierunku. To pochyliło głowę. Światło pojawiło się ponownie . W ciemnościach. . było podstawą rury. Rzucił jeszcze jednym odłamkiem płytki i tym razem zrobił to z większą siłą . Tym razem nie było stłumionego. Huragan cuchnącego powietrza omiótł twarz Mike’a. tak. głuchego odgłosu. Był gotów na wszystko. dotrzeć do miejsca.Proszę.podłodze. Prawe oko ptaka praktycznie . gdzie trafił jego ostatni pocisk..krzyknął. że powinien wycofać się głębiej w czeluść komina. Boże. Boże . aby tylko nie dopuścić ptaka do powrotu. w ogóle nie zdając sobie sprawy. Mógł się wycofać jeszcze bardziej w głąb rury i gdyby sprzyjało mu szczęście. a kiedy od stóp do głów obsypała chłopca fontanna kurzu i mchu. załopotał jego ubraniem i wywołał atak kaszlu. w miarę jak ptak wypełzał z czeluści rury. A jeżeli ptak utknie w rurze? Gdyby tak się stało. umarliby tu obaj . trzymając w obu dłoniach kawałki płytek (w świetle dostrzegł. Boże! . że krzyczy. gdzie ptak nie zdoła się już wcisnąć. zbliżył się do wylotu komina. Pociski odbijały się z głuchym stukotem od ptaka i z brzękiem lądowały na wyłożonym kafelkami dnie komina. stopniowo coraz silniejsze.dużo później powiedział innym.i on. ponownie opadł na kolana i jak szalony zaczął szukać kolejnych kawałków płytek. cofnął się jeszcze bardziej w głąb komina. Tym razem ptak nie wrzasnął z wściekłości. proszę. Boże.mówił w myślach Mike proszę. że czuł. Praktycznie bez namysłu. ale z prawdziwego bólu. proszę. jakby w tym momencie ktoś stał za jego plecami i pchnął jego rękę z całej siły. i Mike zobaczył. Przejście stawało się coraz węższe.. odnajdywał leżące na niej kawałki płytek i ciskał nimi w stwora.z początku szarawe i słabe. Wnętrze komina wypełnił furkot jego pierzastych skrzydeł. i ptak. W chwilę potem dotarł do czegoś. i nasłuchiwać suchego szelestu piór ptaka. Mógł wycofać się jeszcze dalej. Przyszło mu do głowy. Boże. Umarliby tu razem i razem by zgnili. Mike wybuchnął płaczem.

która z płynnej lawy zmieniła się w żużel.co sprawiło. a także coś jeszcze . jak tylko ośmielił się podejść. a jego powierzchnia pokryta siateczką dziwnych pęknięć jak powierzchnia wulkanicznej krainy. jak dziwne chwasty. wydając przejmujący skrzek zawodu. otwierając szeroko dziób i ukazując jego różowe wnętrze. gdzie jeszcze niedawno błyszczało morze świeżej smoły. W słabym świetle. skąd dochodził dźwięk skrobania ostrych pazurów po płytkach komina. Miał teraz całkiem spory zapas amunicji. Język ptaka był srebrny. Gdyby ta rzecz wróciła. Mike rzucił ostatnią płytkę dokładnie w tę rozdziawioną paszczę i ptak ponownie się wycofał. błotem i strzępkami mchu . znajdował się teraz krater wypełniony krwią.był maj i do zmierzchu pozostało jeszcze sporo czasu. Mike zaczął ciskać w To kawałkami płytek. Nad jego głową słychać było: tak-tak-tak-tak. że Mike zesztywniał na ułamek sekundy z otwartymi szeroko ustami. Trafił w głowę i dziób.przestało istnieć. gniewu i bólu. To zawahało się przez chwilę. Jedynymi czystymi miejscami na twarzy Mike’a były ślady łez na policzkach. zebrał nową porcję płytek i zaniósł je tak blisko otworu komina. W miejscu. wyschnięte ścianki gardła przez moment ocierały się o siebie. chciał poczęstować ją pociskami z możliwie najbliższej odległości. Mike wycofał się nieco głębiej. W chwilę później uniósł głowę .. znajdowały się liczne pomarańczowe pęcherze. Przez chwilę Mike widział przed sobą jego długie gadzie szpony. pokryta kurzem. że ptak postanowił zaczekać? Mike przełknął ślinę. To zobaczyło go i rzuciło się do przodu.w stronę. ale gdyby się okazało. Potem istota wzbiła się z trzepotem skrzydeł w powietrze i zniknęła. Światło na zewnątrz wciąż było jasne . Z kącika oczodołu wyciekał białoszary śluz i spływał wzdłuż dziobu ptaka. wyglądała jak stos porcelanowych skorup zmieciony w jedno miejsce przez gospodynię .. poza zasięgiem promieni słońca wpadających do wnętrza rury. które porastały ten teren. po czym ponowiło atak.jego twarz była szarobrązowa. Ptak krążył nad jego głową w tę i z powrotem. Na tym języku zaś. Maleńkie pasożyty kłębiły się i skręcały w tym obrzydliwym brejowatym strumieniu.

bał się opuścić swoją bezpieczną kryjówkę. tak by chłopiec mógł go zobaczyć. Mike czekał. że tak będzie! Ptak pofrunął na szczyt rury i ponownie zaczął po niej spacerować. że to jakaś sztuczka. Wyszedł z komina. zanim jeszcze zdążyło pochylić głowę. Potem znów dał się słyszeć trzepot skrzydeł. i dopiero później uświadomił sobie.krzyknął Mike. że nie ma drugiej pary oczu z tyłu głowy. Bezskutecznie. gniewnym skrzeku ptaka. że lada chwila po raz kolejny zobaczy przed sobą żółte kurze łapy. że wydawała się niemal czarna jak oczy stwora.zanim coś się wydarzyło. Mike otarł brudne wnętrza dłoni o dżinsy i czekał. a krew. wyrzucając z rąk ostatnie kawałki płytek. Wreszcie znowu rozległ się trzepot skrzydeł i ptak odleciał. gdyż był śmiertelnie przerażony. rozrywania i rozszarpywania. dopóki się stąd nie wyniesiesz. krążący po twojej sypialni o trzeciej nad ranem. Ale ptaka tam nie było. Mike krzyknął triumfalnie . Minęło trochę czasu. a potem wrzucił jeszcze parę za koszulę. Okręcił się na pięcie. co naprawdę było powodem jego czekania. przekonany. Naprawdę odleciał. była tak ciemna. Mike klęczący tuż za stosem płytek zaczął rzucać w To pociskami. przysięgam. ile się dało wynieść. Jeden z nich trafił w łuskowatą żółtą nogę ptaka. Zwlekał. na Boga.domową. nie był pewny ile .Wynoś się stąd! . To wylądowało tuż przy wylocie rury. gorączkowo się rozglądając na wszystkie strony i w duchu żałując. .ale ten dźwięk był cichy i niemal całkiem utonął w złowieszczym. że nad jego głową bez przerwy spacerował olbrzymi ptak jak człowiek cierpiący na bezsenność. jaka z niej pociekła. nim nastąpi ostatni atak przy użyciu ostrego dzioba do dźgania. co będzie dalej. Nieważne! Nieważne! Nie jestem królikiem! Wziął tyle płytek. Miał tylko świadomość.Będę w ciebie rzucał. Odczekał jeszcze jakiś czas.pięć minut czy dwadzieścia pięć . Mike’owi puściły nerwy. . Wydał z siebie przeraźliwy okrzyk przerażenia i pobiegł w stronę płotu pomiędzy polem i drogą. Mike czekał. . spodziewając się ujrzeć ptaka siedzącego jak sęp na skraju rury. Przed nim i wokół niego rozciągało się pole upstrzone szczątkami zniszczonej wybuchem fabryki Kitchener’s Ironworks.

używając tylko jednej ręki. . Przeskoczył nad ogrodzeniem.Eee. że jego syn wyglądał jak nieboskie stworzenie. tato. . uśmiechając się pod nosem. Mike? .spytał Will. nie śmiać obejrzeć się za siebie ani tym bardziej zwolnić.Nie. przebiegł wraz z nim dobre czterdzieści stóp.spytał Will i wtedy. jak Roy Rogers w swoim pokazowym numerze dla Dale Evansa. Wydawał się tym o wiele bardziej zainteresowany. ale zaraz wyjaśnił ojcu. Will zauważył. dopóki nie dotarł do skrzyżowania Pasture Road z Outer Main Street. . gdy chciał wyminąć zbyt późno zauważony wybój na drodze. Kiedy dotarł do domu. który przyjrzał mu się pobieżnie.Większość pozostałych wypadła mu zza pazuchy. Mike zawahał się w pierwszej chwili. dorzucił: Zakopany skarb? Mike. . a potem wyjął tkwiący w dłoni Mike’a. Potem zaczął pedałować jak szalony.Wszedłeś tam? Mike ponownie przytaknął ruchem głowy.Przywiozłeś jakąś pamiątkę? Mike sięgnął do kieszeni i wyjął zębate kółko. pokręcił przecząco głową.Ze starego komina? . Mike skinął głową. przez które przejeżdżało zwykle sporo samochodów. . Schwycił za kierownicę roweru i zanim wskoczył na jego siodełko. wracając z corrala z Patem Brady i resztą kowbojów.Widziałeś tam coś? . nieco poniżej kciuka.Złamałeś sobie coś. kiedy koszula wysunęła się ze spodni. lustrując syna uważnym spojrzeniem. Pokazał je ojcu. ojciec wymieniał właśnie świece w traktorze.Na pewno? Mike skinął głową. . . .Zwichnąłeś? . jakby chciał obrócić to pytanie w żart (choć jego ton wcale na to nie wskazywał).spytał. maleńki odłamek płytki. że wracając do domu przewrócił się wraz z rowerem. .

który to robi. Mike zrobił to bez wahania. nikogo tam nie widziałeś.W porządku. To naprawdę okropne miejsce. Will ponownie pokiwał głową. . czy na pewno nic ci nie jest? .pomyślał Mike Hanlon... .dziesięć mil. A teraz idź się umyj. Najpierw zastrzeliłaby mnie.Ich spojrzenia spotkały się przez moment. Will pokiwał głową i zapalił papierosa. Im mniej wie.powiedział Mike. tym lepiej. Stare miejsca. wysyłając cię tam..Masz sińce pod oczami.Cóż.. prawda? Nikt cię nie gonił. .Przyjrzał się jeszcze uważniej synowi.powiedział Will.Nie. nie wołał? . czasami mogą być niebezpieczne. . Na ten tydzień już prawie skończyłem. zabraniam ci tam jeździć. jak to..Hę? ..Chyba jestem trochę zmęczony . że nie powinieneś tego mówić mamie.. .. nie mów matce. Mike spojrzał na nie. I powiedz jej. abyś kręcił się w tamtej dzielnicy. Nieźle najadłem się strachu. Czarna woda przepływała . kiedy ojciec zawołał go raz jeszcze. tato? . a potem ciebie. Pomóc ci przy traktorze. patrząc na bruzdy biegnące i kończące się przy betonowym nabrzeżu kanału. 6 To teraz nieważne . . na kanał. i nie złapią tego faceta. Mike ruszył w stronę domu.. . tato .I tak nie miałem zamiaru tam wracać.Nie chcę. że w tę i z powrotem jest dobrych osiem ... Mike odwrócił się.Myślę.. że popełniłem błąd. .Uważam.Nie widziałem tam żadnych ludzi . Na skraju kanału widniały kałuże skrzepniętej krwi..odrzekł Mike. To nieważne. .odparł Mike. żeby ci nałożyła trzy albo cztery dodatkowe parówki. Idź się uczyć. przynajmniej dopóki cała ta koszmarna sprawa się nie wyjaśni. ..Nie zapominaj.Mike. że się tam wałkoniłeś . to mógł być tylko zwykły sen i. a potem przeniósł wzrok w dół.

nie oglądając się za .. który znalazł na trawie. Nagle. obserwując go. piętą zbił stopkę roweru i zaczął pedałować w stronę ulicy. Stanął na pedałach. Odwrócił się. a czasami odrywały się od nich. po swojej długiej wędrówce pod mostkiem. posuwiste szuranie stóp po trawiastej powierzchni. Usłyszał ciężkie. na wodzie pojawiły się kręgi. ponownie wyłaniał się na powierzchnię. ostry cierń. Rozległo się ciche pluśnięcie.. Nagle zaczął biec. tworząc szalone pętle i łuki. Zdawała się być wszędzie. i niemal stuprocentowej pewności. Mike wstrzymał raptownie oddech. że tworzą coś w rodzaju twarzy .gdy ponownie usłyszał to dziwne pluśnięcie. które zostały zmienione w kształt strzały przez prąd kanału. Wrzucił go do kanału. dając z siebie wszystko i. która zaatakowała jego nozdrza. by spłynąć z prądem. Przez chwilę . Woń morza. zamierzając wrócić spokojnym krokiem do swego roweru . jakby nadział się na długi. Coś się zbliżało. skulił się nieco w sobie i przez chwilę wydawało mu się. a potem nie było już nic. ponownie stając się nic nie znaczącą plamą na wodzie i w tej samej chwili gdzieś po jego prawej stronie dał się słyszeć plusk. pędząc w stronę bramy i swego roweru.paniczna ucieczka stanowiłaby potwierdzenie racjonalności jego obaw i ujmę dla niego samego . który schwycił go za gardło niewidzialnymi palcami. sięgnął ręką do kieszeni po nóż. była mocna. Piana rozpłynęła się. Mike gwałtownie odwrócił głowę. Strugi brudnej żółtej piany przywierały do brzegów kanału. zziębnięty i drżący.ale tylko chwilę . Nic z wyjątkiem strachu. Tym razem było o wiele głośniejsze.. że zobaczył coś pośród cieni tunelu odpływowego. rozważając swoje szansę i czekając na stosowny moment.. A potem to zniknęło. gdzie kanał.twarzy dziecka o oczach przesyconych grymasem strachu i niewypowiedzianego bólu. A odgłos wody spływającej z mokrych gałęzi drzew wydawał się zdecydowanie zbyt głośny. że właśnie w tej chwili coś znajdowało się nieopodal niego.dwa skrzepy piany połączyły się i zdawało się. Pal diabli godność. zdecydowanie zbyt mocna.wartko obok niego.

. wyprysnął na Main Street. tylko mógł.scyzoryku z wydrapanymi na rączce inicjałami E. pomyślał o scyzoryku. zastanawiając się w duchu. który wrzucił do kanału . jaki diabeł nakłonił go do przyjazdu do tego miejsca? Co go skusiło. Jechał do domu tak szybko. I kiedy następnego dnia przeczytał w gazecie nagłówek na pierwszej stronie (Zaginięcie chłopca powoduje nową falę lęków). aby tam pojechał? Co go tam ciągnęło? A potem zaczął myśleć o pracy. Z pełnym powodzeniem. I o dwóch wyżłobieniach w ziemi. które kończyły się przy nabrzeżu na skraju kanału. Pomyślał o śladach krwi na trawie. samej pracy i tylko pracy.siebie. jak.C.

myśli Eddie. Ten wiek. sięga po swój aspirator. jaki można byłoby zaobserwować o tej porze. Jadąc na północ wzdłuż Storrow Drive. jeden czy dwóch przechodzi przez jezdnię .zarazą lub może klątwą. Boston to małe dziecko w porównaniu z Londynem i niemowlę wobec Rzymu.i to nawet bardzo stary. Koło przystanku autobusowego z napisem Kenmore Square City Center widzi kelnerki.ich widok sprawia. ale jak na warunki amerykańskie jest stary . . jakby nagle trafił do któregoś z opowiadań H. prastarym złu i potworach o imionach niemożliwych do wypowiedzenia. ta cisza i unoszący się pośród mgieł zapach morza denerwują Eddiego. Lovecrafta o skazanych miastach. Boston przypomina miasto umarłych. a Paula Revere’a i Patricka Henry’ego nie było jeszcze na świecie. siedząc za kółkiem czarnego cadillaca ‘84 wypożyczonego z firmy Cape Cod Limousine. Metro to zły pomysł. Zapomnij o metrze. Eddie Kaspbrak myśli. pielęgniarki i paru robotników.tylko autobusy. że w takich chwilach nieomal czuje się wiek miasta. że odnosi wrażenie. Racja . ale tu tak. Do tuneli. Znad oceanu dociera tu ciężki. zdecydowanie zbyt mocny zapach soli.P. Wczesnoporanne mgły przesłaniają większość oznak ruchu. Założono go na tym miejscu przed trzystu laty. Wkłada go do ust i wpuszcza do gardła chmurę ożywczego powietrza. za kwadrans piąta nad ranem. kiedy nikt jeszcze nie myślał o podatkach od herbaty i całej masie innych towarów.ROZDZIAŁ 7 TAMA W BARRENS 1 Z wysokości drogi ekspresowej. Na twoim miejscu nie schodziłbym tam na dół. może nigdzie indziej w Stanach nie byłoby to możliwe. ich twarze są nagie i napuchnięte snem. Butcha Carringtona. pogrążone w rozmyślaniach nad jakąś tragedią z przeszłości . przejeżdżając pod napisem Most Tobin . Na ulicach dostrzega kilka osób. Kiedy Eddie się denerwuje.

To było sedno tego wszystkiego.myśli Eddie. tak samo jak automatycznie dał kierowcy ciężarówki sygnał światłami . Ciężarówka. pomimo tak wczesnej godziny południowe pasma miejskie zaczynają się już zapełniać. Cieszy się. Jest zatruwany przez własne wspomnienia. Na szosie północnej panuje słaby ruch. widząc. Niewidoczny kierowca ciężarówki. pomrukując monotonnie. w odpowiedzi. Eddie ma nadal włączone światła i kiedy ciężarówka przyspiesza. Dokonuje zmiany pasa automatycznie.odkąd po raz ostatni przejechał zjazd. Ale on dobrze wie. Na ceglanym murze widzi z lekka niepokojące hasło . Sądzę jednak. Chciałby wierzyć. że tak. w który powinien skręcić.dosłownie . niedługo znów będzie musiał sięgnąć po aspirator. dziękując Eddiemu za uprzejmość. choć jak zauważa. Mija teren jakichś prac. aby pomknąć w dal. Pomnik. Jeżeli nie uda mu się jej pozbyć. Gdyby wszystko mogło być tak proste i łatwe . że na moście jest nieco większy ruch. Jedzie za znakami do I-95. czy ktoś z pozostałych to pamięta. Minęły już lata . Boję się . Jego dłonie wydają się przyspawane do kierownicy cadillaca. Ma nadzieję. To wszystko.i akurat .Zwolnij! Możemy poczekać! Znajduje się tu zielony podświetlany znak z napisem DO 95 Maine N. Jest chory. odruchowo miga kilkakrotnie.myśli. balansujące bezdźwięcznie na prostej jak drut równoważni nocy i dnia oraz tego. Wykorzystaliśmy to. że to tylko zapowiedź jakiejś choroby wirusowej lub. co zgodnie z obietnicą znaku znajduje się przed nim. Eddie zdaje się płynąć swoim wozem . ale to nie wirus ani „widmowa gorączka”.uprzedza większość znaków i wjeżdża na pas skrętu na długo przed tym. co mu dolega.H. Ale jak? Nie pamięta. o której tyle opowiadała mu matka. Robi to bez zastanowienia. być może. szybko dwukrotnie zapala tylne światła. Cała Północna Nowa Anglia. przejeżdża po lewej tuż obok niego. Patrzy na ten znak i nagle wstrząsa nim silny dreszcz. że ostatecznie i tak jakoś nam się udało.To zła myśl. „widmowej gorączki”. Zastanawia się. to prawda. To to miasto za nim. Dla dobra ich wszystkich. niż to było rzeczywiście konieczne. Strach.

Podwyższa prędkość limuzyny do bezpiecznego limitu pięćdziesięciu siedmiu mil na godzinę i znajduje w radio jakąś spokojną muzykę. jak ksywka.. rzecz jasna. czego najbardziej pragną. gdyby to się okazało konieczne... Nagle przypomina sobie coś jeszcze na temat tamtego lata. skoro Bóg jest na tyle złośliwy. I teraz. Big Bill.. E-e-eddie. ułożone starannie na desce rozdzielczej . . Richie ze swoimi głosami mógł tego nie wiedzieć. że dla całej ich grupki zmiana tożsamości choćby tymczasowo jest czymś niezwykle ważnym.zwykle pytał go: chichrałeś dzisiaj. że doświadcza swoich wiernych darem tego. Pewno tak samo musiał się czuć Hanscom. choć jakaś jego część w pewnym sensie to lubiła.Chyba m-m-masz w g-g-głowie k-k-kompas. Tajna tożsamość..jednego z najbardziej zagmatwanych miast Ameryki pod względem komunikacji samochodowej zdawał się nie mieć tu absolutnie żadnego znaczenia. że wtedy byłby w stanie umrzeć za Billa. Jak bardzo się z tego wtedy cieszył. gdyby Bill spytał go. ale czuł. Ostatnio śmieje się rzadko i. nie oczekiwał. ponownie jest zadowolony. Nie cierpiał. Fakt. kiedy Richie nazywał go Humbak.. Sposób.początkowe parsknięcie zmienia się po chwili w prawdziwy wybuch śmiechu. wyjeżdżając swoim doradem ‘84 na szosę w kierunku rogatki. . nadziejami i stałymi żądaniami ze strony rodziców. Eddie patrzy na drobne.mówi na głos i ponownie wybucha śmiechem. coś. jak przypuszcza. co Bill powiedział mu któregoś dnia. nieskrępowanego śmiechu. Eds?) Ale. aby podczas tej czarnej pielgrzymki miał okazję do chichrania się (to było określenie Richiego .masz już na myśli jakiś konkretny termin? Eddie śmieje się z tego . tylko powiedz kiedy . jak Richie nazywał go Eds.Pewno.udało mu się odnaleźć właściwą drogę pośród plątaniny ścieżek w Barrens. Przypuszcza. Eddie bez wahania odparłby: .Chichrałeś ostatnio. to może w swoim pokrętnym poczuciu humoru obdarzy go podczas tej podróży paroma powodami do prawdziwego. że nigdy dotąd nie wyjeżdżał z Bostonu . To było. Eds? . aby stać się ludźmi nie mającymi nic wspólnego z obawami.

Nie te fałszywe. a w Derry coś. co dysponuje większą liczbą twarzy niż Lou Chaney.myśli nagle. albo jak ojca. Ale czym to jest naprawdę? Czy w ostatniej odsłonie nie zobaczyli prawdziwego oblicza Tego.dorada. Srebrne dolarówki Bena Hanscoma. Takie monety . ale prawdziwe srebrne dolarówki. Nigdy nie potrafił odmówić. Coś.. Nagle w jego umyśle rozbłyska kolejne światełko-srebrne dolarówki. nie zabrawszy ze sobą właściwych monet.. a mgła zaczyna się rozwiewać. aby się okazało. a może po prostu nie chce pamiętać? Tam było ciemno .. Tyle pamięta. Kiedy biegałeś wraz z Billem.H. Pamięta. przejeżdżając przez most George’a Washingtona albo Triboro.. Umiał tyle pokazać. a mimo wszystko jakimś cudem żyje. Cała północna Nowa Anglia. Znał masę różnych fajnych miejsc. i śmiałeś się. Boston zostaje w tyle za nim. z wizerunkiem odzianej w zwiewną szatę Lady Liberty. Przed nim jest Derry.które z nich użyło kiedyś jednej z tych monet. Układanie drobnych jest jeszcze jednym automatycznym nawykiem w jego zawodzie.. co od dwudziestu siedmiu lat powinno już nie żyć.. Bill nigdy nie nazywał go małą zasmarkaną cipą. to tak jakbyś ścigał się z samym diabłem. Wiele potrafił. nie chcesz. ale to wciąż za mało. że kochał Billa Denbrougha. Bill nigdy nie wyśmiewał się z jego astmy.. Kiedy zbliżasz się do budki opłat. aby uratować im życie? Nie jest pewny.mógłbyś dziś znaleźć praktycznie tylko w kieszeniach szoferów i kierowców taksówek z Nowego Jorku. Tam było ciemno. miedziane kanapki. Anthony. ale czy to nie Bill. Bill znał się na wielu rzeczach. Przed nim rozciąga się Maine N. i pamięta to doskonale. Pośród monet znajdują się dwie czy trzy srebrne dolarówki Swan B. że podjeżdżasz do automatu. praktycznie rzecz biorąc nie jest dziś pewny absolutnie niczego. Ben albo Beverly .. ale rzadko . Tak. gdyż wrzuca je do automatów. ba. Kochał Billa jak starszego brata. nie masz ochoty sięgnąć do kieszeni. Zawsze trzyma parę drobniaków pod ręką. kiedy została wreszcie zrzucona ostatnia z jego masek? Ach. Pamięta doskonale. tak samo jak banknoty dwudolarowe to niemal nieodłączny element w okienku kasy wyścigów konnych.stwierdza w myślach .

.i to całe.kilka desek (prawdopodobnie zwędzone z ogrodu na tyłach domu pana McKibbona. to była naprawdę dziecinna tama. nie wiem .. że mieli przez to nieprzyjemności z panem Nellem. „Pa..To zadziała .kiedy po takiej przebieżce w ogóle miałeś zadyszkę.. który był gliniarzem.Dziś r-r-r-rano z-zadzwoniłem . Ta tama.Moglibyśmy zatopić. jaki przyniósł ze sobą . to właśnie Bill zdobył się na odwagę. chłopcy. Ben Hanscom pokazał im.i zrobili ją tak dobrze. Uwierzcie mi. Wiecie. widział bardzo dziwne i przerażające rzeczy. . .Caa-lusień-ki dzień . Prąd zmył wszystkie patyki.No.. . pa. oczekując na podjęcie ostatecznej decyzji. Ta cholerna tama. jakie podłożyliśmy. .mówi głosem Richiego Toziera i ponownie wybucha śmiechem. . aby powiedzieć o tym głośno. jak należy ją skonstruować . gdybyśmy tylko chcieli. jakie przydarzyły im się ostatnio w Derry..rzucił Eddie. i w pewnym sensie to właśnie tama ich połączyła. tak cholernie wspaniałego oznajmi Eddie całemu światu. bo on najprawdopodobniej też je komuś podprowadził).Moglibyśmy. z wyjątkiem Richiego. ale sam pomysł pochodził od Billa. I choć każdy z nich.Moglibyśmy zatopić Barrens.Wczoraj nie poszło nam najlepiej. aby zbudować tamę w Barrens. . Bill i Eddie spojrzeli na Bena z powątpiewaniem.. chichrałeś się cały dzień. . .powiedział Ben i on również spojrzał na Billa.N-n-no to spróbujmy . Kiedy biegałeś z Wielkim Billem. Dzień później Ben Hanscom uśmiechnął się do nich i powiedział: . 2 .. To był pomysł Billa. Lepiej będzie bez niej”.stwierdził Bill. A bieg bez zadyszki to coś wspaniałego. ale to nic takiego. popatrując na Billa. a potem przyjrzeli się sprzętowi. Przypomniał sobie Victora Crissa.

. . Podniósł jedną z desek. .M-m-m-mój tata m-m-mówi. że wpadnie t-tu p-p-później.O-o-on j-j-jest Ż-ż-żydem .Przerwał na chwilę. ale S-s-s-s. że ogarnia go niepokój. . . Ben też się uśmiechnął.S-s-sporo dzieciaków go przez to n-n-nie l-l-l-lubi. Może on i S-s-s-stanley będą chcieli p-p-pomóc. . Wciąż patrzył z zaciekawieniem na Billa.A numer z mleczkiem czekoladowym zadziałał? . poruszony. Przeniósł wzrok z Eddiego na Bena i z powrotem na Eddiego. .Chyba bardziej jak być T-t-t-turkiem . . Eddie poczuł. Powinniście się cieszyć.Załadowany i gotowy do strzału.Stan ma zwyczajny nos i zawsze jest spłukany .do Richiego T-t-toziera. Bill był dziś bardzo blady. . Egipcjaninem? .Tak? . .Czy to tak jak być Turkiem albo.oznajmił Eddie. Podobnie jak Eddie. że Bill zaraz powie coś bardzo poważnego. A wtedy Bill zapytał: .odparł Eddie.spytał Ben.spytał Ben.Uris . . . P-p-p-powiedział. Miała prawie sześć stóp długości i trzy szerokości. . że Ż-ż-żydzi mmają w-wielkie nosy i sporo f-f-forsy.M-m-masz swój a-a-aspirator.powiedział Bill.był cichszy i jakby mniej Podniecony perspektywą budowy tamy.Tak .powiedział Eddie. nie uśmiechał się już. Bill cisnął deskę na bok. Stale ktoś się z niego nabija i go przezywa. dajmy na to. .Żydem? . wstał i otrzepał siedzenie dżinsów.rzucił Bill i po raz pierwszy tego dnia uśmiechnął się. E-eddie? Eddie klepnął się po kieszeni..Poszedł do szkoły rok później. Podszedł do brzegu strumienia i obaj pozostali chłopcy dołączyli do niego.Jaki Stanley? .zapytał Ben.oświecił go Bill. sporo chorował. po czym dorzucił nieśmiało. Eddie był pewny. i spojrzał na nią. . że nie jesteście w jego skórze. Czy on chodzi do podstawówki? .Jest w naszym wieku. który dziś wyglądał inaczej . którą przyniósł Ben.. ale właśnie skończył czwartą klasę . Wcisnął dłonie w tylne kieszenie i westchnął głęboko. bo jak był mały. I odległy.Stanley Uris? Chyba go nie znam.

Spojrzał na Eddiego. j-jak zbudować t-t-tamę. w Barrens. ale wydawał się dziwnie zamyślony i odległy. Ale Ben uśmiechał się uśmiechem człowieka.Eddie wybuchnął śmiechem. . czy będziesz s-ssiedział n-na t-tym swoim t-tłustym t-tyłku c-c-cały dzień? Ben podniósł się ponownie. Tu.pytanie brzmiało. Ani Eddie. że coś się święci. ale niespecjalnie trudne.Po prostu świetnie . zarykując się śmiechem. Bill spojrzał na niego.Dzieciak jest t-t-taki m-m-miękki . . podczas gdy Bill patrzył na nich uśmiechnięty. chłopcy. . przeczuwając. .rzucił Bill. który rozważa dokonanie czegoś nowego.Tak . jak się podcierasz. Wydaje mi się. Uśmiechał się.surowy. że on naprawdę wie. Coś go gryzło. że będziesz mógł patrzeć. co będzie wspaniałe. o co chodziło. Eddie przypuszczał. Eddie wyjaśnił mu.M-m-mama Eddiego m-m-myśli.W porządku . a potem na Bena. . Eddie prychnął i zrobił ruch.powiedział. ani Bill nie wiedzieli. Najpierw spojrzał na strumień płynący obok nich z umiarkowaną prędkością. mimo to jednak wczoraj zdołał ich pokonać. Bo ci tak przekręcę łeb. Eddie pomyślał: On wie jak.A teraz. czy chciał o tym usłyszeć.dorzucił Ben. że Bill wywnętrzy się. .. Ben upadł na ziemię. kiedy nadejdzie właściwy moment . Bill przez cały czas się nad czymś zastanawiał.oznajmił. w jaki sposób przezwyciężyć siłę prądu.zgodził się Eddie. że on m-może się zabić. naśladując głos Henry’ego Bowersa. stale chichocząc. a Bill skinął głową i uśmiechnął się jeszcze szerzej. . Kenduskeag nie był zbyt szeroki.Zapóźniony . uśmiechając się bez przerwy i ani na chwilę nie wyjmując rąk z kieszeni dżinsów. W mózgu Eddiego z miejsca rozległ się głos matki ..Uważaj no. . .powiedział. zdejmijcie buty. czegoś. a o-ona nnie dostanie potem o-o-odszkodowania. jakby chciał wrzucić Billa do strumienia. On i Ben chichotali wesoło.Dzieciak jest opóźniony umysłowo. gnoju . .P-p-p-pokażesz n-nam. . bo zamoczycie sobie stopki. ale jakby nieco zakłopotany.

że Wielki Bill doskonale wiedział. przyglądał się budowie. a krtań jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki powiększyła się do rozmiarów autostrady. więc zawstydził się. . Temperatura około siedemdziesięciu stopni Fahrenheita. Niebo było jasnoniebieskie. Jego oczy były czyste. . że jej głos stawał się coraz bardziej odległy. Co jakiś czas przesuwał dłonią po włosach. Ben podwijał zawzięcie nogawki swoich dżinsów. który dzień wcześniej wydawał się spięty i niepewny. o czym on myślał.. Ben Hanscom. Bill uniósł wzrok i spojrzał na Eddiego. wspaniałych letnich dni. Eddie! Ani mi się waż! Mokre stopy to jeden z tysięcy sposobów na złapanie przeziębienia.I-i-idziesz? . Eddie uświadomił sobie nagle. jakby ktoś przebił olbrzymim haczykiem materiał jej bluzki na plecach i kręcąc zawzięcie kołowrotkiem. pewno . więc nie waż się tego robić! Bill i Ben. Łagodny wietrzyk przegnał najgorsze komary i muchy. usiadłszy na brzegu. tak że około jedenastej jego fryzura wyglądała jak śmieszny punkowy czub. ciepłe i promieniały sympatią. 3 To był jeden z tych niezapomnianych. po czym jego klatka piersiowa zaczęła poruszać się swobodniej. to tam i stając z ubłoconymi rękoma wspartymi na biodrach. i naraz z ulgą stwierdził.Tak. pomrukując coś pod nosem. Chodził po brzegu to tu. Usiadł na brzegu i pomimo głosu matki rozlegającego się w głowie zzuł buty i zawinął skarpety. zdjęli buty i skarpetki. Ptaki śpiewały i zajmowały się swoimi sprawami w krzewach i pośród gałęzi niskich drzew.rozkazujący i niewzruszony jak głos gliniarza z drogówki. Ani mi się waż. Przez resztę poranka pozostał on zapomniany w tylnej kieszeni. wciągnął ją w głąb bardzo długiego korytarza. Eddie skorzystał raz ze swego aspiratora. a od przeziębienia jeden krok do zapalenia płuc. od chwili zaangażowania w budowę tamy nabrał śmiałości i pewności siebie..powiedział Eddie.

powiedział Eddiemu.Eddie czuł z początku niepewność. przerażające i radosne. a Bill przytrzymał ją. wspomniał ów dzień.. na stronę Old Cape . że jest niesamowity. Widział. zmieniając jego dłonie w drżące blade rozgwiazdy. podczas gdy on młotem wbił ją w koryto rzeki. Wrażenie mocy.. podczas gdy woda przelewała się ponad jej krawędzią. Ben za każdym razem oblewał się rumieńcem. Raz czy dwa klepnął Bena w mięsiste ramię i powiedział mu.. Eddiemu dzieło to wydawało się optycznym złudzeniem. aż do owego wieczora. Wtedy czuł.a może nawet i Ben . bo w przeciwnym razie zmyje ją prąd . chmury uciekającego mułu zaczęły się zmniejszać.powiedział Ben. aby przełożyli jedną z desek przez strumień i przytrzymali ją.nie dawały mu spokoju.. dopóki jego oddech nie powrócił do normy. podczas gdy Ben wypełniał przestrzeń pomiędzy deskami piaskiem i ziemią z brzegu strumienia. w dół strumienia. później radość. Moc. Z początku woda zmywała ją wokół końców desek żwirowymi chmurkami i Eddie miał poważne wątpliwości. w połowie przyszłego tygodnia. .uczucia.. W niecałe dwadzieścia minut stworzył nieforemny brązowy kanał ziemi i kamieni pomiędzy dwoma umieszczonymi w środku strumienia deskami. Ben i Bill zanieśli drugą deskę dwie stopy dalej. aż w końcu praca pochłonęła go bez reszty.. które . Ben ponownie użył młota. że to zadziała jak należy. które było jednocześnie dziwne. i na Boga . .jak wszystko na to wskazywało . przez cały czas dręcząc się myślami.Gdybyśmy mieli prawdziwy cement.będzie jeszcze lepsze. niż on czy Bill . czy ich przedsięwzięcie zakończy się sukcesem. że nie potrafił go w ogóle nazwać. że Bill również przyłączył się do budowy . kiedy leżąc w łóżku i wpatrując się w sufit. a nie tylko. Było dla niego obce do tego stopnia.. Bill i Eddie .mogliby to sobie wymarzyć. który stanął pośrodku strumienia i trzymał deskę. kiedy w końcu cisnął na bok łopatę i usiadł na brzegu.z początku nieśmiało. ale kiedy Ben zaczął dodawać kamienie i błotnistą zaprawę z koryta rzeki. aby ją obsadzić. ale będziesz musiał jeszcze ją przytrzymać. Nakazał Eddiemu i Billowi..Gotowe. To było uczucie. muł i kamienie. musieliby przenieść całe miasto. a wreszcie doświadczył czegoś zupełnie nowego .

Po prostu wiem . Kiedy się uśmiechnął.wybuchnęli śmiechem. ugięły się lekko. . którą przedstawił na wyrysowanym projekcie poprzedniego dnia. .Czemu? Nie potrafię wyjaśnić dlaczego. wziął do ręki trzecią deskę najgrubszą z czterech czy pięciu.powiedział Bill z uśmiechem. i to było wszystko. przez ułamek sekundy przypominał przystojnego mężczyznę. .Skąd.powiedział i cofnął się o parę kroków.Niech sobie płynie.. . To żaden kłopot. tworząc podpórkę. Resztę załatwi podpórka.I woda tego nie zmyje? .J-j-jak się p-p-pomyliłeś. co zrobią z wodą przepływającą wzdłuż boków desek. . jakie przyniósł ze sobą do Barrens. Teraz za deską od strony górnego biegu strumienia zaczęła zbierać się woda.Teraz się odsuńcie. Uśmiechnął się do pozostałych. . t-to cię z-z-zabijemy .. Chyba trochę wody musi przepływać.Skąd wiesz? Ben wzruszył ramionami. woda jeszcze bardziej to umocni.mówił ów gest i Eddie momentalnie zamilkł.powiedział Bill.Serio.Nie ma sprawy .Rany koguta! . Dwie deski tworzące podstawę tamy skrzypnęły cicho. Zaprawa pomiędzy dwoma deskami przyjmie na siebie większość siły naporu wody.krzyknął podekscytowany Eddie. a drugim oparł o deskę trzymaną przez Billa.skwitował uprzejmie Ben.To p-p-po p-p-prostu świetne! . . Kiedy Ben już trochę odpoczął. i przyłożył ją ostrożnie do deski w górnym biegu strumienia. Eddie spytał.Serio? . a potem wbił ją jednym końcem w dno rzeki. Bill i Eddie wyszli na brzeg. . jakim stanie się po latach. .spytał Eddie. . . a Ben przyłączył się do nich. . ale ta wizja prysła zaraz jak mydlana bańka.W porządku . .

które były pod wodą Bóg wie jak długo.tama była już zbudowana. który Ben skrupulatnie wypakował . jak i Bill byli zaskoczeni ilością prowiantu.Chyba czas najwyższy. Zobaczył skaczącą żabę i pomyślał. Kamienie. To było to nie nazwane uczucie. Przy tamie w górze strumienia uformował się nieregularny. bo po prostu nie znał tego słowa. Dokonali tego. Oni. ale to było wszystko. że udało się im już zmienić nieznacznie geografię brzegów strumienia . Co jakiś czas kawałki gliny i ziemi porywane przez nurt rozszerzającego się strumienia wpadały z pluskiem do wody. Eddie zobaczył. Jasne. a w jednym miejscu woda przelewała się nad krawędzią wału.Taaak . .. Szczeliny pomiędzy deskami i krawędzie wału stały się przepustami śluzy. że Ben wiedział o tym od początku . kanapka z kiełbasą. Roześmiał się w głos. Nad deskami Kenduskeag nabrzmiewał jak rosnący pęcherz. odbijające strumyczki spływały w trawę i znikały pomiędzy krzewami.dwie kanapki z szynką. Na jego oczach strumień płynący nowym nurtem uderzył w nabrzeże. Ben starannie składał puste opakowania do przyniesionej torby śniadaniowej. Zarówno Eddie. i czymś jeszcze. gdzie się podziała woda. Szepczący odgłos płytkiej wody przepływającej po kamieniach i żwirze umilkł . schły na słońcu.. W dolnym nurcie strumienia prawie nie było już wody .mruknął Ben. powodując niewielką lawinę. 4 Siedzieli na brzegu i jedli.cienkie strumyczki płynęły środkiem koryta. jajko na twardo (ze szczyptą soli w małym zawiniętym kawałku . Eddie powoli zaczął zdawać sobie sprawę. okrągły basen.. Eddie przyglądał się im ze zdumieniem.odwrócony prąd rzeczny zaatakował je ze sporą siłą. nie rozmawiając wiele i patrząc na wodę zbierającą się za tamą i przepływającą wokół krawędzi desek. aby coś przekąsić. Ben nie mógł tego powiedzieć Eddiemu.wszystkie kamienie znajdowały się teraz pod wodą. że najprawdopodobniej stary Pan Ropuch zastanawiał się.

że nie.. . zjadając ostatni kawałek ciasta.Z powodu t-t-twoich c-c-c. spadłem ze schodów stwierdził Ben.N-n-no i c-co? Nastała chwila niezręcznej ciszy.A s-s-siniaki? .Spójrzcie. . czy też nie.Hmmm! . umyłem głowę. kiedy opływa brzegi tamy.Znaczy się dresy.Ale nie dlatego.powiedział w końcu. . . który właśnie zaczął się dławić kawałkiem ciasta.Tak.Istotnie. Wykąpałem się. Przez chwilę wydawało się. bryznął na wszystkie strony strumieniem brązowych okruchów. .Woda wypłukuje zaprawę! Jezu! . tylko że popchnął mnie Victor Criss.Kiedy jesteś gruby. o mały włos nie spadłem ze schodów . na twarzy Bena pojawił się grymas zakłopotania i smutku. . że wybiegając ze szkoły. . Eddie. Potem wyrzuciłem dżinsy i podartą bluzę. . Nie wiem. a kiedy Eddie i Bill skwitowali to śmiechem. sądzę. .W t-t-takiej bluzie b-byłbym m-m-mokry jak szczur .Rany! .Powiedziałem jej. czknął delikatnie. zanim zacznie mi przeszukiwać szuflady.rzekł Bill.Myśl o wydaniu pieniędzy na coś tak nieistotnego rzuciła przez chwilę złowieszczy cień na twarz Bena. wciąż wyjąc.powiedział Ben. ale myślę.nawoskowanego papieru). trzy ciasteczka czekoladowe i ring-ding. jaka woda robi się ciemna.Tak . Bill. że nic nie powie.Ben poderwał się z ziemi. . a potem dostał gwałtownego ataku kaszlu.zakończył łagodnie Bill. Ben zawahał się. aż w końcu Eddie rzucił: . takie bluzy są o wiele lepsze . No i co z tego? . Mam ich parę.Och! Wiedziałem.spytał Eddie. . że wybiegłem jak wariat ze szkoły.. . kiedy wróciłeś tak poharatany do domu? . Moich cyców. .Z uwagi na twój brzuch? . że wczoraj po południu mama pójdzie na zakupy. klepnął go w plecy. .Ben uniósł wzrok od rozszerzającego się strumienia wody poza tamą i zasłaniając usta ręką. dwa batony bakaliowe.Co powiedziała twoja mama. czy zauważyła ich brak. Co do bluzy. . i wróciłem do domu przed nią. że powinienem sobie kupić nowe dżinsy. . Bill prychnął.spytał go Eddie.

jeśli nie będzie się stale dosypywać świeżej porcji żwiru pomiędzy deski. . nieco z boku. nie wiedziałem.powiedział Richie i uśmiechnął się do niego. Richie. No i co mi jeszcze powiesz? Chichrałeś dzisiaj. . J-j-ja będę k-k-kopał. że strumień w Barrens ma odnogi! Raany kota! Eddie odwrócił się. gdzie Bill. którą poprzedniego dnia przecinał Ben.miejsce. Erozja wreszcie spowoduje.Tak chciałbym mieć cement! Uszkodzenie zostało szybko naprawione. Big Ben.To nie powstrzyma erozji. kiedy tak robisz. g-gdzie mam je w-wtykać. .Uwielbiasz to. .powiedział Ben. spojrzawszy z wyraźnym zaciekawieniem na Bena. że górna z desek spadnie na dolną i cała konstrukcja się zawali. Eds . Z tyłu za ich plecami rozległ się nagle radosny głos.Czy jeśli użyjemy piasku i mułu.Mój Booooże. zauważywszy.Nie rób tego! Nie cierpię. a potem uszczypnął Eddiego w policzek. Siedzieli dużo wyżej na brzegu . a t-ty p-pokażesz mi. było teraz pod wodą . ale chociaż ją spowolni. na ścieżce.R-r-ruszajmy.Moglibyśmy podeprzeć boki .i patrzyli na swoje dzieło.spytał Eddie. stali Richie Tozier i Stan Uris. Nawet Benowi było trudno w to uwierzyć. .Użyjemy kawałków darni. Richie zbiegł do strumienia. . a jego usta zmieniły się w wąską kreskę. . . ale nawet Eddie zdawał sobie sprawę. co się stanie. Nad nimi. Eds? 5 Cała piątka skończyła pracę około czwartej. . Ben i Eddie jedli lunch. Zmęczenie mieszało się w nim z niepewnością i niepokojem. to woda tego nie zmyje? . Bill skinął głową i złączył kciuk z palcem wskazującym prawej ręki w charakterystycznym geście. że na dźwięk dziwnego głosu Ben gwałtownie zesztywniał.

. a ponieważ skrzydła ustawione zostały pod kątem do prądu rzeki. a potem Billowi.był zamyślony. . niemal nieruchomym pasemkiem wody.. widzieli błoto wysyłające świeże nibynóżki rozprzestrzeniające się miarowo na zachód. odmówił. stary.Kto chce jednego? Wyjął z kieszeni spodni pomiętą biało-czerwoną paczkę i puścił ją w obieg. Międlice i ostrokrzewy stały w głębokiej na stopę wodzie. Poszukiwacze powrócili nie tylko z deskami. kurwa. podobnie jak Ben. Ben pozostał na miejscu. tama działała teraz jeszcze lepiej niż dotychczas..powiedział cicho Richie Tozier i nałożył okulary. stworzyli pasmo nowych błot. Wszyscy prócz Bena udali się na wyprawę na wysypisko śmieci w poszukiwaniu kolejnej partii potrzebnych materiałów. a potem nie potrafił ich powstrzymać.Myślał o Fantazji i o Mickey Mouse. Około drugiej poszerzająca się sadzawka za tamą spowodowała tak poważną erozję brzegu. zardzewiałymi drzwiczkami hudsona horneta rocznik ‘49 i sporym kawałkiem blachy falistej. niewiarygodne . Bill wziął jednego po chwili namysłu. Pod kierunkiem Bena dorobili boki do tamy.Skądże. a potem opadała dość stromo w dół. . . . Eddie obawiając się. stał się leniwym.To jest. metodycznie zalepiając wycieki. Ben uśmiechnął się. Na dalekim końcu strumienia. prawie poważny. jak udało mu się zmusić miotły do ruszenia w tan.Mam parę winstonów . ale Richie nie robił teraz żadnego ze swoich numerów . Nawet siedząc na brzegu. że papieros przyprawiłby go o potworny atak astmy. ponownie blokując odpływ wody.Jesteś geniuszem. Stan również. Za tamą Kenduskeag. Richie wyjął pudełko zapałek z napisem Roi-Tan na wierzchu i najpierw przypalił Benowi.zaproponował Richie.Zatrzymałeś to na cacy . ale i czterema łysymi oponami. gdzie ziemia najpierw unosiła się.powiedział Richie. . płytki i niegroźny tego ranka. Eddie spojrzał na niego. że przecieki płynące bokami tamy stały się sporymi strumieniami. .

że kiedyś trzeba było je opuścić. wydawały głośny plusk.powiedział . Za każdym razem jego dłonie. Richie dysponował prawie tuzinem różnych głosów. kiedy Richie przynosił do domu marniutkie oceny. ale Barrens nie było Krainą Nigdy-Nigdy.t-t-to za d-d-dużo. Jednocześnie Richie zaczął mówić jednym z głosów. co było niespecjalnie przyjemne. i choć zwykle przyrzekał. i z chłopakami takimi jak Henry Bowers. kiedy Richie upadł przed nim na kolana. ty palancie . Ojciec zawsze się go o to czepiał. Eds? Eddie zauważył. z rozłożonymi szeroko rękoma. Bill uśmiechnął się przepraszająco.Winstony smakują jak każdy prawdziwy papieros. . że się poprawi. ale dotąd nie udało mu się go rozgryźć. ale zachowanie miał tylko poprawne.Miał już przypalić sobie. nigdy nie trwało to dłużej niż pół semestru.T-t-trzy na j-j-jedną . Tu w Barrens nie miał z tego powodu większych problemów.rzekł Richie i zapalił swego papierosa kolejną zapałką. . a oni nie będą Dzikimi Chłopcami dłużej niż przez kilka godzin (perspektywa bycia Dzikim Chłopcem z aspiratorem w tylnej kieszeni spodni sprawiła.o czym powiedział Eddiemu któregoś deszczowego popołudnia. .z rodzicami.Pecha to mieli twoi starzy. Papieros sterczał mu pionowo spomiędzy zębów. . Najgorsze w Barrens było to.rzekł Richie. Ben Hanscom nie zdążył nawet powiedzieć „cześć’’.Wielkie dzięki. kiedy Bill zgasił zapałkę dmuchnięciem. Denbrough. Wyciągnął się na ziemi i ułożył ręce pod głową. że nie potrafił usiedzieć spokojnie dłużej niż minutę i miał absolutnie niewyparzoną gębę. kiedy . że cię spłodzili . uderzając w błoto. zaczął bić przed nim pokłony. . a matka płakała. P-p-pechowo. Wiedział. że Richie dostawał w szkole czwórki i piątki. że Ben patrzył na Richiego z mieszaniną niepokoju i ostrożności. Kłopoty z Richiem polegały na tym. Jego ambicją . Jego wcześniejsze wejście było doskonałym tego przykładem. Eddie dobrze to rozumiał. że Eddie mimo woli się uśmiechnął). Potem.Odwrócił nieznacznie głowę i mrugnął do Eddiego. Znał Richiego Toziera od czterech lat.No nie. Powrót do zewnętrznego świata oznaczał dla Richiego kolejną porcję kłopotów i zatargów . . co było jeszcze gorsze.

do zabawy się wyrywam. Po pierwsze. Wyciągnął rękę.Nie przejmuj się . . żeby Richie od czasu do czasu nie potrafił być zabawny wręcz przeciwnie. Humbak czuć jak stare panterze łajno! Zrobiłem szystko. łaski. Bijąc szaleńczo pokłony przed zaskoczonym i zakłopotanym Benem Hanscomem. Stwierdził. jego usta poruszały się wyraźnie. Jednak większość jego przyjaciół była zbyt uprzejma . kiedy Richie zmieniał się w brzuchomówcę.Niech pan na mie nie upada. że robił to zbyt często i zwykle w niewłaściwym towarzystwie.powiedział Bill.Dopłaszam siem łaski.wrzasnął Richie. I to nie tylko przy „p” i „b”. ile dobrego jeszcze zostało.Fakt . .stwierdził Richie.Ale zobacz. panie! Czysta kilo żywego miensa. To wariat. a niekiedy dość wyczerpującym urokiem Richiego . . . Lepiej daj mi spokój albo poszczuję na ciebie Humbaka. Denbrough.albo rozbawiona obezwładniającym. ale przy całych wyrazach. Sie masz.powiedział Bill. to przecież być Humbak Calhown! . płoszę! . Richie zaczął mówić głosem . czytając komiksy o Małej Lulu było stać się największym na świecie brzuchomówcą. panie. każdy z głosów Richiego za bardzo przypominał jego własny.ulżenie sobie.znajdowali się w maleńkim pokoiku nad garażem Kaspbraków. . zwykle nie posuwał się zbyt daleko. kiedy Richie przerzucał się na jeden z głosów. panie! Tylko nie padaj seł na biednego małego czałnego chłopca. . Richie poderwał się z ziemi. misteł Humbak! Rozgniótłby mie pan na placek! Łaski.aby wytknąć mu poważne uchybienia. ale potrafił przewidzieć wiążące się z tym problemy. Humbak! Richie Tozier się nazywam. że będzie lepszy od Edgara Bergena i co tydzień będzie gościem w programie Eda Sullivana. Nie. Eddie podziwiał za to Richiego. Po trzecie. Richie określał je jednym terminem .To t-t-tylko R-r-ri-chie. . Pech chciał.Słyszałem. Po drugie. łosiemdziesiunt łosiem cali od cyca do cyca. Co się tyczy przekręceń słownych i głośnych bąków. .jak go sam nazywał Czarnucha Jima.N-n-najlepsza część c-c-ciebie spłynęła t-twojemu ojcu p-p-po nnodze .

rzekł Eddie. . że to był twój pomysł.Cześć .krzyknął Eddie. .Wstawaj.Nieźle.Cześć . . W chwilę później Richie uścisnął mu dłoń.wyjaśnił Bill.Gdyby cię to interesowało. .Upadł na twarz przed Eddiem i znowu zaczął bić pokłony.Chodziliśmy razem do drugiej klasy. Eds? Jezu. Eddie śmiał się tak długo. . .Richie odwrócił się i odkrył stojącego za nim Stanleya Urisa. że w ogóle nie zauważa Richiego. .B-B-Ben nam p-p-pokazał .Widywałem cię w szkole. łagodnym głosem.no nie.Świetna sprawa! . .powiedział Stan cichym. że skoro jest tak stary.Ben.zawył Richie. krążąc w kółko z uniesioną do góry ręką jak sędzia przyznający kolejny punkt w meczu. .Stan jest Żydem. że to musiał być mój ojciec . Przepraszam. .zwrócił się do Bena Richie. Stan z rękoma w kieszeniach przypatrywał się popisowi Richiego. A zatem zabił Chrystusa. nazywam się Ben Hanscom . wolno wysunął swoją. Richie . że wszyscy łącznie z Benem wybuchnęli śmiechem. Tych mokrych końców nie przypaliłbyś teraz nawet miotaczem płomieni. W każdym razie tak mi mówił Victor Criss któregoś dnia.A to Stan Man Uris . Ben zamrugał powiekami.To musiał być twój pomysł.powiedział Stan do Bena i zdawało się. Domyślam się.Wyluzuj się. .oznajmił Ben. co sprawiło. Eds.Stan Man ulżył sobie! To naprawdę Wielka Chwiiiiiila! yuuuuupi? . śliczne. Ochlapujesz mnie błotem! . . .Co? Chcesz powiedzieć.odrzekł Ben. to mógłby nam kupić parę piw .Myślę. . śliczne! . Stan? . nie cierpię tego! . . . Od tej pory jestem po stronie Stana. dopóki nie zaczął się krztusić i z oczu nie popłynęły mu łzy. wyraźnie speszony.Przestań. Richie cofnął rękę. Kto zbudował tamę? . To ty .Mów za siebie. .Śliczne. Richie po raz drugi poderwał się z ziemi i uszczypnął Eddiego w policzek. .wykrzyknął.Przejechał ręką po rozlewającej się obok kałuży.

Jeden z łuków jego okularów był sklejony kawałkiem lekarskiego przylepca. ponownie przysiedli na brzegu strumienia. było prawdą. I nie zadając sobie trudu. choć szczerze mówiąc. kiedy chłopiec zabrał się do pracy. . uśmiechnął się lekko i wzruszył ramionami..nigdy nic nie mówił . . R-r-richie . Ratujcie przede wszystkim kobiety i dzieci.dokończył Stan. Zatrzymali to na dobre.. . yup-yup-yuppiiii. Richie wskoczył do wody i zaczął wrzucać grudy mułu i ziemi na boczną ścianę tamy. wracał do Bena po dalsze rozkazy. angielskiego służącego Toodlesa. Bill zauważył spojrzenie Eddiego. Pracowali przy tamie jeszcze około godziny.byłeś tym dzieciakiem. Drzwiczki samochodu.Stan nigdy nic nie mówi.Z-zamknij się. ale po prostu parła jak burza.który.rzekł Richie . Co jakiś czas przemawiał do pozostałych jednym ze swoich głosów: niemieckiego dowódcy. południowego senatora (który brzmiał trochę jak Foghorn Leghorn i który z czasem zmieni się w postać Buforda Kissdrivela). Kiedy w końcu. Taki właśnie był Richie. mając dwójkę nowych podkomendnych..z pełnym skupieniem i wypełniał je w gorączkowym pośpiechu. Myślę. nawet z pełną gębą . chłopaki. że to. Robota nie posuwała się naprzód. okazało się.ale w sumie dobrze było mieć go w pobliżu. Dolinie grozi zalanie...Dobra. by podwinąć spodnie czy chociaż zdjąć trampki. Kiedy każda z jego misji dobiegała końca.co mu się często zdarza. nie chcę. .Fakt. że tracicie waszą tamę. ale najpierw muszę wam jeszcze coś powiedzieć. około piątej. Czasami potrafił doprowadzić człowieka do pasji . który. zwisający luźno pasek plastra ocierał się o policzek Richiego.. kawałek blachy falistej i stare opony stały się drugą warstwą tamy i zostały wzmocnione sporą porcją ziemi i kamieni. co powiedział Richie.rzucił ostro Bill. gdzie uparta woda zaczęła się przedzierać wąziutkimi błotnistymi strumyczkami. salutował służbiście i strzelał przemoczonymi trampkami. ponownie zaczął tracić rezon .. dochodzącą do spadzistego . . Richie wysłuchiwał poleceń Bena . uśmiechając się pod nosem. narratora Movie Tone Newsreel.

Podczas gdy Eddie się przyglądał. bo miał straszne trudności z wysławianiem się. Spojrzeli na niego. coś. powie coś strasznego. Ben zgasił papierosa i ukrył go w trawie. i spuścił oczy zakłopotany. Nawet Richie pogrążył się we własnych myślach. wyjął go z tylnej kieszeni i trzymał w ręce. wcale o tym nie myśląc. Stan patrzył na drzewa po drugiej stronie strumienia w poszukiwaniu ptaków. że nie przepadał za tym smakiem. Spojrzał na Bena trzymającego niezdarnie w palcach na wpół wypalonego papierosa i spluwającego raz po raz na ziemię. Richie! . Zgasił papierosa i powiódł wzrokiem po pozostałych. co zmieni to wszystko. wyglądało na to. Eddie automatycznie sięgnął po swój aspirator. Rzuć jakiś żart.pomyślał Eddie. Bill patrzył w poprzek strumienia na drzewa i krzewy po drugiej stronie. ale Bill nie odpowiedział mu tym samym. Ogarnęło go niezbite przekonanie. następnie uniósł wzrok. że jest dobrze tak. że Bill wyglądał prawie jak nawiedzony. które wieczorem mógłby wpisać do swojego ptasiego notatnika. Eddie uśmiechnął się. uznał. Jakby czytając w jego myślach. Tamci chłopcy wydawali mu się wspaniałymi kumplami. że Eddie patrzył na niego. Co się tyczy Eddiego. Razem czuli się wyśmienicie. Eddie spojrzał na Billa i dostrzegł w jego twarzy coś. ale Eddie wiedział lepiej. Było po prostu świetnie. . I nagle zapragnął coś rzucić albo żeby Richie zaczął przemawiać jednym ze swoich głosów. co było mniej więcej tak samo rzadkie jak możliwość zobaczenia drugiej strony Księżyca. Bill. chyba że było cicho jak makiem zasiał. Eddie wiedział.spytał Bill. co nie przypadło mu do gustu. Nie potrafił sobie tego lepiej wyjaśnić. Ben i Richie palili. Stan leżał na plecach. a ponieważ w zasadzie żadne wyjaśnienia nie były tu potrzebne. że Bill rzadko mówił coś ważnego. że wpatrywał się w niebo. Bill obejrzał się i spojrzał na niego. jak jest. zobaczył. Zrobił to. Rzuć . siedział on na brzegu ze skrzyżowanymi nogami. Pasowali do siebie i uzupełniali nawzajem swoje braki. czując przyjemne zmęczenie i zadowolenie. Eddie pomyślał. Ktoś obcy mógłby pomyśleć. a jego dojrzałe oczy przepełniało zamyślenie.brzegu kanału. Znowu się czymś zamartwiał. że kiedy Bill otworzy usta.M-m-mogę c-c-coś p-p-powiedzieć? .

Eddie wzdrygnął się. kiedy cisnął nim przez pokój. to szczera p-p-prawda.powiedział Ben. To był długi.Nie będziemy się śmiać .rzekł Bill. próbując zagłuszyć ten głos i obraz. To było czyste przerażenie. tylko spraw.o tym. a potem ponownie je otworzył (kolejna porcja lęku). Będziemy się śmiać do rozpuku i nazywać cię skończonym durniem. że ssobie tego n-nie w-w-wymyśliłem.T-t-to szalone. Eddie nigdy dotąd nie słyszał. . bolesny monolog i Bill. jaki wraz z nim pojawił się w jego umyśle: dom przy Neibolt Street. . cokolwiek. Siedzieli nad tamą.Jasne. Wreszcie opowieść dobiegła końca. obraź. żeby zamknął buzię na kłódkę. Nigdy dotąd nie był tak ponury jak teraz. Richiego i Stana. . Nie będzie się śmiał.rzekł Richie. cokolwiek to jest. Spojrzał na pozostałych. drżący głos w jego umyśle powiedział: „Zrobię ci to za dziesięć centów”. popatrując to na Billa. czemu więc się nie zamkniesz. ale p-przysięgam. jak opowiadał im o tym. którą wykonali według zaleceń Bena. był cały spocony i czerwony na twarzy. Szepczący. Eddie zobaczył identyczne spojrzenia na twarzach Bena. Wielki Billu . po jednej stronie. nie chcę być przerażony. Pokręcił smutno głową. .J-j-jak się b-b-będziecie śmiać. i słuchali. trawnik przed domem. nie powiedział tego na głos. t-t-to n-n-nigdy już n-nie b-będę się z w-w-wami b-b-bawił . żeby Bill tak się jąkał. jak album zaczął ociekać krwią. co się stało.Co jest grane? Bill otworzył usta (co ponownie wprawiło Eddiego w zaniepokojenie). To był przecież Wielki Bill. Eddie chciał powiedzieć: Tak. Nie chcę tego usłyszeć. to na wodę za tamą i z powrotem na Billa. Bill spojrzał na pozostałych wyzywająco. porośnięty chwastami i gigantyczne słoneczniki w nie pielęgnowanym ogrodzie. Nie. nie chcę. . kiedy otworzył album z fotografiami George’a . Richie też. No nie? Stan pokręcił głową. co? Rzecz jasna. Bill. żeby cokolwiek się zmieniło.jakiś żart. jak George na zdjęciu odwrócił głowę i mrugnął do niego. załatw go. zamknął je (Eddie był mu za to niezmiernie wdzięczny). zanim skończył. a jednocześnie z niepokojem. będziemy. .

trawnik przed domem na dobre zarósł chwastami. Był stary i zabity dechami. to my w nie nie wierzymy. a potem wzdłuż Route 2 skręcał na północny zachód. To właśnie w jednym z tych okien Eddie zobaczył po raz pierwszy twarz trędowatego sześć tygodni temu. odejdź.nie na twarzy Richiego. Był to drewniany budynek z olbrzymim krzyżem na szczycie i słowami: Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie. Rozpoznanie.„Zrobię ci za darmo. czym było owo coś. a jeżeli nawet. Wiedział. Jakąś milę dalej na rogu Route 2 i Witcham stał budynek szkoły kościelnej przy Neibolt Street. Nie chcę o tym myśleć. Bill! Ale nie powiedział tego. albumy nie mogą krwawić! Chyba ci odbiło. „Wracaj tu. Miał ochotę zerwać się na równe nogi i wrzasnąć: Cóż za szalona historia! Chyba nie wierzysz w te bzdury. wiesz! Zdjęcia nie mogą mrugać. Stara trójkołówka przewrócona i przerdzewiała leżała ukryta w wysokiej trawie . Proszę. ale z całą pewnością u Stana i Bena. . „Zrobię ci za darmo”. bo ten sam grymas pojawił się również i na jego twarzy. I nagle Eddie zobaczył coś jeszcze . Dom na Neibolt Street 29 znajdował się za przecinającym Derry torowiskiem. Jechał rowerem wzdłuż Witcham Street.usłyszał ochrypły głos.po prostu lubił tam przychodzić. Wróć”! Nie . dzieciaku”! . Ale po lewej stronie werandy na trawniku widniał spory łysy placek i bez trudu mogłeś dostrzec brudne okna piwnicy usytuowane w rozsypujących się ceglanych fundamentach domu. Bez powodu .Nie było w tym ani cienia niedowierzania. „Wróć tu. szedł zwykle na torowisko.jedno koło sterczało pod kątem w górę. Czuł to doskonale. mały”. . kiedy Eddie nie miał się z kim bawić.jęknął Eddie. 6 W soboty. jego weranda stopniowo pogrążała się w ziemi. bo wyraz strachu widniał również i na jego obliczu.

Jednak długie. W inne soboty szkoła była zamknięta i milcząca. załadowane masą drzewną. że czyta. który . nawet do Kanady. gdybyś chciał. Mimo wszystko jednak lubił te dźwięki . ale pianista. „obmyciu we krwi Baranka” i „przyjacielu. Eddie słyszał dochodzącą ze środka muzykę i śpiewy. Nikt już nie chce jeździć pociągami. do miast okręgu. . Pociąg na południe dowiózłby cię do Portland.wypisanymi złoconymi literami nad frontowymi drzwiami.tak samo jak lubił słuchać Jerry’ego Lee ryczącego „Whole Lotta Shakin Go in On”. jakiego mamy w Jezusie”. Opierał wówczas swój rower o drewniane ogrodzenie i patrzył na przejeżdżające pociągi. wsłuchiwał się w dźwięki muzyki. Sunęły na południe. kiedy może po prostu wskoczyć do swego forda i wyruszyć w drogę. choć w tekstach znajdowały się fragmenty o „wspaniałym Syjonie”. . nie brzmiał zbyt religijnie. papierem i ziemniakami. Eddie uważał. majestatyczne pociągi towarowe wciąż przejeżdżały przez Derry. miał w sobie więcej z Jerry’ego Lee Lewisa niż z przeciętnego organisty. Kto wie. To była muzyka gospel. które miały być pogrążone w religijnych medytacjach. Matka powiedziała mu. że śpiewający zbyt dobrze się bawili jak na osoby. może nigdy nie będziesz miał okazji przejechać się pociągiem. ale pociągi już tam nie przystają od momentu rozpoczęcia wojny koreańskiej. a gotowe wyroby jechały na północ. aż do końca Neibolt Street. jechał na torowisko.powiedziała. w soboty. a wtedy nie zatrzymując się nigdzie po drodze. opierał swój rower o drzewo i udając. albo na wybrzeże Pacyfiku. zdaniem Eddiego. dotarłbyś do stacji Brownsville . W soboty było ich sporo. a stamtąd do Bostonu. że obecnie linie pociągów osobowych zaczynają podzielać los tramwajów. czyli do parkingu pokrytego chwastami wyrastającymi ze szczelin w asfalcie.A z Brownsville mógłbyś złapać pociąg dokądkolwiek.Gdybyś wsiadł do takiego pociągu (jadącego na północ). Ale wydaje mi się. kimkolwiek był. Czasami. Czasami przystawał na chwilę po drugiej stronie ulicy. że w dawnych czasach na stacji przy Neibolt Street zatrzymywał się osobowy GS&WM. skąd mógłbyś już dotrzeć wszędzie. Śpiew.

a nie strachu. a potem wrzasnęła głośno . słowo „mama” oznaczało coś w rodzaju hasła.Ostatnia podróż. Któregoś dnia też będę miał taki wóz . . Millinocket. Gdyby kolejarz krzyknął. choć skrzynia wylądowała na asfalcie dziesięć stóp od niego. gdzie roztrzaskała się w drobny mak. coś. Presque Isle czy Houlton. Wewnątrz znajdowały się jakieś pełzające i oślizgłe stworzenia. aby wykrzyczeć ostatnie słowa. odkorkował ją. W skrzyni coś było. co poruszało się i szczęknęło donośnie. do mamy! Z pozdrowieniami od pierdolonej Southern . Matka zajrzała do wnętrza skrzyni z jeszcze większą ostrożnością niż Eddie. że to dla niego.Taki jak jeden z tych. a w przypadku Eddiego. tak jak w przypadku Bena. Great Southern i Western Maine z zachodu.Seacoast . że kolejarz wypadnie z wagonu. Dwa dni temu. do mamy. Bangor i Great Northern Lines z północy. Eddie najbardziej lubił patrzeć na jadące na północ wagony do przewozu samochodów. może to nawet będzie cadillac! Pajęczą krzyżówkę torów przypominających sieć schodzącą się ku środkowi tworzyło sześć tras kolejowych. Eddie podszedł do skrzyni i pochylił się nad nią ostrożnie. Eddie uchylił się i odskoczył w tył.ale był to okrzyk radości.ludzie z Maine nazywają niekiedy Big Northern. . że mają zabrać do domu. podczas gdy pociąg sunął cały czas przed siebie i Eddie przez chwilę miał wrażenie. Kolejarz wskazał na skrzynię. Kiedy pociąg odjechał. Albo może i lepszy. kiedy Eddie stał w pobliżu toru tej ostatniej linii i patrzył na przejeżdżające pociągi. Wyjął z jednej z kieszeni bluzy płaską brązową buteleczkę. gdzie upadła.przyrzekał sobie. Z jednego z magazynów podwędził kawałek sznurka i przywiązał skrzynkę do bagażnika roweru. pijany kolejarz rzucił w niego skrzynią wyciągniętą z jednego z wagonów. . Eddie zostawiłby skrzynię tam. a Southern i Seacoast ze wschodu. chłopcze! . W środku znajdowały się cztery homary. Ale ten człowiek powiedział.wykrzyknął pijany kolejarz. Kto wie.która-ma-wam-wszystkim-ułatwić-życie! . . Bał się podejść zbyt blisko. Machias. czyli Bangor. z ich ładunkiem lśniących fordów i chevroletów. coś żywego.Wychylił się do przodu.Zabierz je do domu. opróżnił. a potem cisnął na asfalt. Boston i Maine z południa.

Canden.wielkie. choć Eddie bardziej nie mógł. a potem obie przeglądały stare wydania . Ale Eddie nie chciał spróbować . nie zostało nic prócz paru drobniutkich kropel majonezu. jak wewnątrz jego głowy jakiś głos wymieniał monotonnie kolejne nazwy miast znajdujących się wzdłuż linii kolejowej . Potem zostawiła go samego. . że nawet nie chciał skosztować. chrapiąc i raz po raz puszczając bąka.A jak myślisz. proszę. który to odgłos przypominał dźwięk trąbki (Richie powiedziałby.a w każdym razie tak to określiła jego matka. że folgowała sobie).Jak myślisz. spróbuj.Photoplay” i „Screen Secrets”. Eleanor Dunton. niż nie chciał spróbować choćby kawałka homara. Eddie wrócił do swojej sypialni i czytał. jak pełzały wewnątrz skrzyni i słyszał klekot ich szczypiec.wyjaśnił pan Braddock. jaki Eddie kiedykolwiek zobaczył. że musiał skorzystać ze swego aspiratora. aż wreszcie tak się zaczął dusić.. Nie czytasz gazet? Tak dzieje się w całym kraju.spytała z naciskiem. Ugotowała je na kolację i była bardzo zagniewana na Eddiego. A teraz spadaj stąd. Eddie. Po tym zdarzeniu Eddie przechadzał się czasami wzdłuż toru nr 4 linii Southern-Seacoast i nasłuchiwał. Bez przerwy widział w myślach. spytał go nieśmiało. . pracownika kolei z Derry. ważące po dwa funty każdy.te nazwy zdawały się mieć jakąś magiczną moc . Kiedy następnego ranka Eddie wstał do szkoły. chichocząc nad artykułami z rubryki plotek i zajadając się sałatką z homara na zimno. Jego matka zadzwoniła do przyjaciółki. a gdy któregoś dnia spotkał pana Braddocka. To był ostatni pociąg linii Sourthern-Seacoast. jakie były wspaniałe i jakie delicje go ominęły. W miseczce. . To nie miejsce dla dzieciaków. Matka przez cały czas mówiła mu. co się stało. żeby przyjechała. Kanapki z masłem orzechowym i galaretką? Jedzą homary.To wszystko. . co dziś wieczorem pałaszują Rockefellerowie w swoim domu w Bar Harbor? . tak samo jak my! No. co jadają bogacze z Nowego Jorku. z długimi szczękającymi szczypcami. . gdzie były homary.Kompania padła . matka wciąż jeszcze była w łóżku.

Bath. Czasami byli okaleczeni brakowało im palców. to właśnie oni mężczyźni o twarzach pokrytych nie golonym zarostem. i w wielu przypadkach mieli słuszność. Zwykle byli pijani i dopytywali się. bo przypuszczali. Któregoś dnia jeden z tych typów wypełzł spod werandy domu na Neibolt Street 29 i zaproponował Eddiemu. wracając do swego roweru. a potem udawali się w dalszą drogę. Czasami kierowcy ciężarówek rzucali się za tobą w pogoń (ale niezbyt daleko). Eddie mógł tu przychodzić.Rockland. aby coś podwędzić. a jej szyby powybijano już dawno kamieniami. Czasami jednak pojawiali się tam włóczędzy i bezdomni. Rozpiął rozporek i sięgnął do środka. dopóki się nie zmęczył. kiedy mu się żywnie podobało. a nocą cztery czy pięć razy przejeżdżał tędy strażnik w starym studebakerze zaopatrzonym w zewnętrzny reflektor. jego skóra zmieniła się w lód. Bar Harbor (wymawiane jako Baa Haabaa). i to było wszystko. a chwasty rosnące pomiędzy szynami wprawiały go w posępny nastrój. dwadzieścia cztery godziny na dobę. tak że zaczęło mu się zbierać na płacz. Budka strażnika stała pusta. Od około 1950 roku miejsca tego nie pilnowano jak niegdyś. kiedy go tylko zauważył. Wiscasset. Któregoś razu uniósł wzrok i zobaczył mewy kołujące nad jego głową i wrzeszczące jak szalone. Na jego podołku zastygła żółta plama rzygowin. Portland. Berwicks. . by ją naprawić. Jeżeli cokolwiek.rzekł Eddie. W dzień dzieciaki przeganiał pan Braddock. że przychodziłeś tu. podchodząc do niego. choć pan Braddock wyrzucał go (podobnie jak każdego innego dzieciaka). Przy wejściu na torowisko niegdyś znajdowała się brama. ale podczas jakiejś burzy została rozwalona i nikt nie zadał sobie trudu.skrzeknął włóczęga. przerażało Eddiego.Nie mam ćwiartki . Próbował się uśmiechnąć. spędzali jakiś czas w Derry. że zrobi mu dobrze za dwadzieścia pięć centów. Szedł szlakiem na wschód tak długo. Oqunquit. . . w ustach czuł drażniącą suchość. co miało związek z torowiskiem. Eddie cofnął się. Miał na sobie zielone flanelowe spodnie.Zrobię to za dychę . czy masz papierosy. Jednak zazwyczaj było tu bardzo spokojnie. Przybywali znikąd. z pęcherzami na rękach i spierzchniętymi wargami.

Eddie dusił w sobie tę historię przez prawie tydzień i w końcu podzielił się nią z Richiem Tozierem i Billem Denbroughem. obawiając się. Nacisnął na pedały i zaczął już nabierać prędkości. oddychając ciężko i czując. Stare. że lada moment jedna z pokrytych strupami dłoni włóczęgi zaciśnie się na jego ramieniu. żeby ktoś cierpiał na chorobę zwaną syfonem.rzekł Richie. a tył parterowy. na wysokości tylnego koła roweru (doganiał go!!!). .Miał syfa.. jakby Richie to zmyślił. który równie dobrze mógł być wyrazem desperacji. powiązane sznurkami łapcie mężczyzny klekotały i szurały na trawniku opuszczonego salt boxu . a potem zaciągnie do rowu i Bóg jeden wie co z nim tam zrobi. syfon. powłócząc nogami. Brzmiało to tak. dopóki nie minął szkoły kościelnej i nie przejechał przez skrzyżowanie z Route 2. Eddie obejrzał się przez ramię i zobaczył. ruszył jego śladem. kiedy jedna ręka włóczęgi uderzyła w bagażnik. dzieciaku! Zrobię ci dobrze za darmo! Wróć tu! Eddie wskoczył na rower. ty durniu . Eddie spojrzał na Billa. kiedy włóczęga. nie mam też dychy .Nie.rzekł Eddie i nagle pomyślał: O Boże. że jego krtań zaczyna się zaciskać do otworu o rozmiarach główki od szpilki. ja też się zarażę! Stracił nad sobą panowanie i zerwał się do ucieczki. że Richie nie robił go w konia .Jego nos był czerwonym koszmarem. Usłyszał za sobą szuranie.nazwa domu z terenu Nowej Anglii. . jak i wściekłości. Włóczęga zniknął. . Rower zatrząsł się.On nie miał trądu. w którym fronton jest piętrowy. ∗ . Eddie pedałował jeszcze szybciej. a rozchylone wargi mężczyzny odsłoniły czarne pieńki zębów w grymasie.Wróć tu. zrzuci go z roweru. Bill? * Salt box . że włóczęga biegł tuż obok niego. . Pomimo kamieni ciążących mu na piersi.nigdy dotąd nie słyszał.Czy jest taka choroba. Miał wrażenie. gdy któregoś dnia czytali komiksy nad garażem. jakby ktoś położył mu na piersiach olbrzymi ciężar. on jest trędowaty! Jeżeli mnie dotknie.. dach z tyłu jest dłuższy i ukośnie ścięty. . Nie ośmielił się spojrzeć za siebie. jakby chciał upewnić się.

musisz szybko wycelować swój penis. Facet może się tym zarazić od kobiety. .po tym.Musi tak . leżąc w wannie i nacierając członek mydłem (Eddie próbował tego. Potem masowałeś go jeszcze bardziej. ta substancja wypływa z twojego członka. co to oznaczało.dodał Bill. Zdaniem Boogersa. jeżeli j-j-jest c-ciotą .ale jak to poczujesz stwierdził . Mężczyźni czasami też. to gwałtowną potrzebę oddania moczu).stwierdził Boogers.T-t-tylko to się n-n-nazywa syf. że mogłeś to praktykować. a nie brzuch). To s-skrót od syfilis. Boogers tylko tajemniczo pokręcił głową. Powiedział też. . Wiedział. przyciskałeś swój członek do brzucha dziewczyny i robiłeś to do momentu.na pewno będziesz wiedział. kto już . kiedy się pieprzyłeś. Czasami chorują na to kobiety. . ale jedyne. że dostajesz syfa. no nie.rzekł Richie .. I kiedy zaczynasz „to czuć”. Większość dzieciaków nazywała ten proces „dojściem” . dopóki nie zacząłeś „tego odczuwać”. . Miał nadzieję. z jego członka. gdy zesztywnieje. Powiedział. w szkole. . to od pieprzenia się .Albo od innego f-f-faceta.Bill ponuro pokiwał głową. . . Eds . jak zaczynasz „to czuć”. a n-nie s-s-syfon.ciągnął Boogers .bo potem mogą zacząć się pytania.rzekł Richie. na jednej z przerw. Potem ta substancja spływa do brzucha i z tego się robią dzieci.spytał Boogersa Eddie. On sam był tym wszystkim raczej przerażony. Eds? . ale głównie kobiety. Najważniejsze jest to.Racja.. W każdym razie . wypływa pewna substancja.odparł Boogers z tajemniczym wyrazem twarzy. tak by „spuścić się” dziewczynie do pępka.Co to takiego? . . Kiedy Eddie zapytał.Pewno . rżnąc kogoś. że się nie zaczerwienił. aż stwardniał (znaczy się członek. że kiedy chłopak dorasta. ale jego starszy brat określił to bardziej naukowo jako „spuszczenie się”.A teraz posłuchaj. że nie sposób tego opisać .Wiesz. Vincent Boogers Taliendo wyłożył mu to któregoś dnia.Załapujesz.Czy dziewczyny to lubią? . co po tym odczuwał. co to znaczy pieprzyć.odparł Eddie.

rzekł Bill.P-p-p-proszę .Zaczynasz gnić . a kiedy te się zapełniały. że to okropne. ale to prawda .Hej. stary. jak i Eddiego nieodgadnioną tajemnicą. którego przyczyna pozostała zarówno dla Billa.słuchając opowieści Billa o strasznym zdjęciu w albumie. . A sześć tygodni temu zaparkował swój rower na żwirowej powierzchni ulicy (chodnik kończył się cztery domy dalej) i przeszedł przez trawnik w stronę werandy tego domu. a w ustach znów pojawił się ten suchy posmak .Trądu nie załapuje się od pieprzenia .zapytał Eddie.rzekł po prostu Richie. Eddie spojrzał na niego przerażony. że zbliżając się do tego domu.Wiem. .go ma.Dopiero c-co j-j-jadłem. 7 Od tego dnia dom na Neibolt Street zajął poczesne miejsce w wyobraźni Eddiego.zapytał Eddie. czuł ogarniającą go niezdrową fascynację. Jakby był popychany. wiedział.ciągnął Richie. spowity ciszą dom przesuwał się miarowo w jego stronę. Serce biło mu ciężko w piersi. to naukowy wykład . a potem wybuchnął gwałtownym śmiechem. . . podupadłą werandę i okna zabite deskami.Najpierw traci się nos. miało się złudzenie. czuł dokładnie to samo co Bill. Słyszał dochodzące z torowiska odgłosy dieslowskich silników oraz płynne metaliczne trzaski łączonych wagonów. jakby w ogóle się nie kontrolował. Samochody wjeżdżały do pomieszczeń przewozowych. . Miał wrażenie.I co się wtedy dzieje? .No. zamykano je i . .odparł Richie. Patrząc na ten zarośnięty trawnik. . ale jaka jest różnica pomiędzy trądem a syfem? .powiedział Richie. Niektórym facetom chorym na syfa nos najnormalniej w świecie odpada. Potem przychodzi kolej na kutasa. . że to raczej ów tajemniczy. . kiedy wchodził do pokoju George’a. Nogi Eddiego zdawały się w ogóle nie poruszać.

silnym aromatem gnijących liści. Była wiosna. i kiedy już tam trafię. tak jak tego dnia. przykryję się słomą. ale sporo śladów mówiło.pomyślał nagle Eddie. Jabłka i ziemniaki czekały na pozbieranie. Puste butelki po wódce. W tym tygodniu zbieram jabłka. a w przyszłym ziemniaki. a potem sobie popiję. ale. astma nie zaatakowała. Pod werandą nie było włóczęgów. Tworzono pociąg. Nikogo tam nie było. kiedy to pojawiała się tu zwykle sroga. i jeśli nie złapie mnie żaden pieprzony sokista. Pod spodem odór był jeszcze gorszy . Jedyne. W ciągu tych sześciu tygodni facet mógł znaleźć sobie robotę na którejś z farm. Eddie wczołgał się pod werandę. Puste puszki i butelki po piwie. co robię. załapię się do . Nie mam forsy ani domu. Można było również dostrzec spore kupki uschniętych liści. wietrzna i mroźna zima. To jest to. a nad wszystkim unosiła się woń śmieci. jak i gazety tylko powzdychiwały cichutko. i miejsce. to że stoi nieruchomo. Stare liście nawet nie szeleściły pod jego dłońmi i kolanami.przetaczano kolejny wagon. Znajdowało się tu też parę stronic gazet i jeden stary but. co odczuwał. należało rozpiąć siatki ogrodzeń. Czuł kolejne uderzenia serca aż w głowie. gdzie mogę się kimnąć. wsiądę do wagonu towarowego. Jego dłoń sięgnęła po aspirator. ale nie mając innego wyjścia. co dziwne. Wcale go to nie zdziwiło. jakby sunął po ukrytym torze. nawet gdyby wyglądał tylko na wpół przyzwoicie. a przed oczyma zaczęły mu wirować białe plamki światła. a włóczędzy pojawiali się w Derry najczęściej na przełomie września i października. Zarówno on. wskoczę do któregoś z wagonów bama star. jeśli tylko tam będzie. Brudny koc leżący pod ścianą jak zdechły pies. Jestem włóczęgą i jeżdżę z miasta do miasta. Eddie zajrzał pod werandę. Nie chciał tego robić. ale mam flaszkę i dolara. Jestem włóczęgą .zapach alkoholu zmieszany z wonią potu i mrocznym. aby pojechać na południe. kiedy uciekał przed włóczęgą z gnijącym nosem. przycupnę gdzieś w rogu. że przebywali tu wcześniej. Kiedy mróz skuje ziemię i zamrozi ją jak fundusze w banku. a dachy niektórych obór i stodół domagały się połatania przed grudniem. pojem i wcześniej czy później dojadę do Portlandu czy Beantown. a dom bezszelestnie podjeżdża ku niemu.

Nic nie mogło być jednocześnie tak bardzo wyżarte. trzymając go między kciukiem i palcem wskazującym. Cofnął się i w tej samej chwili pojawiła się twarz.zbiorów cytryn.. Nos był surową chrząstką ponad dwoma jaskrawoczerwonymi kanałami nozdrzy.oddech Eddiego ponownie zmienił się w znajomy. nie mam forsy. że lada moment wyłoni się z niej posępna postać trędowatego. zżera. przecież robiłem to wcześniej. zęby wypadają. zżera mnie. po których będą później jeździli turyści. Przysunął się nieco bliżej do dna. które robi się coraz bardziej miękkie.. Drugi oczodół wypełniała brunatnoczarna. Jedna z szyb była stłuczona. który był bezbolesny. ale podobieństwo było spore. Moja skóra otwiera się. Płuca ugięły się pod ciężarem. Górnej wargi w ogóle nie było. I wiecie co? Czuję. gąbczasta tkanka.. ta rzecz nie mogła być człowiekiem. że to się dzieje. jak gnijące jabłko. druga potwornie zabrudzona. był coraz bardziej pewny. Jedno oko było jasnoniebieskie.. że psuję się od środka. brzoskwiń albo pomarańczy. znienawidzony świszczący dźwięk. Oczy wyszły mu z orbit. Eddie przesunął na bok zesztywniały koc.. wciągając w nozdrza woń starości i zgnilizny. . nawet gdyby nie miał właśnie ataku astmy. Spod membrany żółtego śluzu błyszczała niczym reflektor samochodu biała kość czaszki. Do diabła. Dokładnie za kocem znajdowało się jedno z tych niskich okien piwnicznych. Dolna warga trędowatego zwisała bezwładnie jak kawał wątroby. krzywiąc się przy tym niemiłosiernie. starym włóczęgą.. do ciemności panującej w piwnicy. W tej samej chwili jego astma zdecydowała się zaatakować. że to zżera mnie od środka i próbuje przegryźć mnie na zewnątrz. Wychylił się do przodu jak zahipnotyzowany. Potworne. nie mam domu. ale mimo wszystko coś mam. mam chorobę. Usta otworzyły się szeroko. To nie był włóczęga z gnijącym nosem. A jeśli będę miał taki kaprys. Eddie widział wyraźnie półokrąg zębów wyszczerzonych w złowieszczym grymasie. Czuję. no nie? Jestem tylko samotnym. zżera. a mimo to żywe. a zbliżając się do czerni. A jednak. Stało się to tak gwałtownie i nagle (chociaż oczekiwanie). która mnie zżera... że Eddie nie zdołałby krzyknąć. Skóra na czole Tego była rozszczepiona.. zatrudnię się przy budowie dróg. a mimo to przerażający ..

skrzeknęło To. dorzuć piętnastaka. . wpadające przez wąskie szczeliny pomiędzy deskami.Zrobię ci dobrze. zaczęły przeciskać się przez otwór. kiedy tylko chcesz.Wszystko w porządku . odpadającej płatami skórze. Dłonie stwora orały pokrytą mierzwą i liśćmi ziemię.skrzeknął stwór. Bob Gray. Srebrne ramiona jego ubrania. Jedyne wściekłe niebieskie oko ani na chwilę nie odrywało wzroku od twarzy Eddiego. a potem odwrócił się. Trędowaty zdawał się mieć na sobie coś w rodzaju srebrzystego kostiumu. on również zacznie gnić. o łuszczącej się. . Serce waliło mu w piersi jak silnik pracujący na pełnych obrotach.. że jeśli ta rzecz choćby muśnie jego nagą skórę. To rozbiło cienką drewnianą listwę pomiędzy dwoma szybami.. chcesz? .Jedna z rąk Tego plasnęła o prawe ramię Eddiego. Przebijał się głową przez zakurzone siatki pajęczyn. Nie możesz ucięć! .Już idę. brnąc w stronę dalekiego końca werandy. .Ucieczka nic ci nie da. przecinało od czasu do czasu jego twarz cienkimi pasemkami. że trędowaty zdołał się już w połowie wydostać z piwnicy. Obejrzał się przez ramię i zobaczył. kostiumu. Łapiąc kurczowo powietrze i kwiląc z cicha. Eddie.Spodoba ci się u nas na dole. Zaczął cofać się na czworakach.rzekł trędowaty. Eddie dotarł do dalekiego końca werandy. gdzie znajdowała się . Ta myśl wyrwała go z paraliżującego odrętwienia. . Oddychał z trudem. Jest tam paru twoich przyjaciół. których strąki zostawały mu we włosach. cokolwiek to było. Eddie. Dorzucił śpiewnie: . Chrząszcze i robaki pełzały po nich w tę i z powrotem.. .. Eddie krzyknął cichutko. A teraz skoro już się sobie przedstawiliśmy. Druga stłukła brudną szybę sąsiedniego okna. Czołem. resztką świadomości czuł.zawołało To. a jego zaciskające się kurczowo dłonie były pokryte strupami i wrzodami. To ponownie wyciągnęło rękę.. . już wszystko dobrze . W strąkach jego brązowych włosów pełzały jakieś robaki.. a Eddie zobaczył. choć śmiertelnie przerażony.Jedna ręka Tego wyprysnęła przez wybite okno.Bobby robi to za dziesięć centów. To ja. jak ta istota rodem z nocnego koszmaru zaczyna wyczołgiwać się przez okno. uśmiechając się resztką ust.. Światło słoneczne. Eddie. a jeśli potrwać ma to dłużej. a Eddie. To szukało. Eddie zaczął odczołgiwać się w tył..

Krzaki róż. cóż. nic więcej.Chodź. Oczywiste jest. To był ten sam wyścig co poprzednio. blisko trzystopową długość.. zaprezentował mu horror. Pełzało po nim robactwo. młócąc krzewy róż w przypływie bezmyślnej wściekłości. szyję i ramiona płytkimi. no nie? Po prostu myślał o włóczędze. zrobię ci dobrze . bolesnymi żłobieniami. kiedy gnijące dłonie wyprysły spod werandy. Sam się wystraszył! Ależ z niego . podrywając się na nogi. „Genie” albo „Aladynie”. czując. jakie oglądali kretyn! Zdołał jeszcze wydobyć z siebie drżący spazm śmiechu. że to się nie zdarzyło naprawdę. Pochylił głowę i rąbnął w nią bez chwili wahania. . w których niezależnie od tego. To zobaczyło Eddiego i uśmiechnęło się. To przepełzło jeszcze kawałek i znieruchomiało. że brniesz czasem na sobotnich seansach w „Bijou”. miękkich jak z gumy nogach. jak ostre kolce pokrywają jego policzki. jak szybko byś biegł. szarpiąc je. tamten miał na sobie strój klowna . przedarł się przez nie. wydaje ci się. dziwiąc się nieoczekiwanej potędze swojej przewrażliwionej wyobraźni. a raczej rozwinął na całą. tylko że teraz urósł on do rangi jednego z koszmarów. kiedy przedzierał się przez nie Eddie. Eddie krzyknął. świeże i zielone.drewniana kratownica. jak jeden z tych obrazów z monstrum Frankensteina albo wilkołakiem.. jak język kameleona. wyrywając kratownicę przy wtórze jęku wychodzących z drewna gwoździ. stały się teraz czarne i obumarłe. wyciągając z kieszeni aspirator i serwując sobie pokaźną dawkę medykamentu. Połowa ust stwora otwarła się i wysunął się z nich język. Odwrócił się i zaczął się wycofywać na uginających się. Przechodzące przez nią promienie słońca drukowały lśniącą jak diament mozaikę świetlną na jego policzkach i czole. Jasne.. a jego umysł. Jak Eddie mógł się teraz naocznie przekonać. Trędowaty wypełzł przed dom. wyrywając i pozostawiając na nich drobniutkie kropelki krwi. Język wystający z ust stwora pokryty był lepką i żółtą pianą..wyszeptał trędowaty i podniósł się z ziemi.ozdobiony z przodu wielkimi pomarańczowymi guzikami. To było to. Eddie rzucił się do swego roweru. Poza nią znajdowały się krzewy róż i Eddie.

ale może to tylko strzęp pajęczyny. gdy dotarł w pobliże domu.w morzu lepkiej. usłyszał szept trędowatego: Ucieczka nic ci nie da. ale nie w wodzie.To . drżący. Bezpieczny. tak jak Eddie czuł go właśnie teraz? Jeszcze przez chwilę łudził się nadzieją .Uau! .Wróć.może to naprawdę był koszmar. Była zbyt urzekająca i mogła się okazać zgubna. otarł się o jego kulące się ciało. i wpatrywał się w cienie. naturalnie. jak coś . 8 . prowadząc rower za kierownicę.. Nie przejmował się tym. nie przejmował się kolejnym niespodziewanym atakiem astmy i nie oglądał się przez ramię. .. nawet płaczący. Miał wrażenie. i czyż nie jest tak. kiedy leżał w łóżku. że tonął. który zaplątał mu się we włosy. tylko w oddali dwóch chłopców szło wolno w stronę parku. Przyprowadź kolegów. Eddie. Nie wskoczył od razu na siodełko roweru. To była pierwsza rzecz. że w tych snach słyszysz lub czujesz.Zrobię ci dobrze . ale żywy. aby pograć tam w piłkę. ba. Nie możesz uciec.zbliża się do ciebie? Czyż nie jest tak. kiedy zechcesz. lecz we wnętrzu własnej klatki piersiowej. Tej nocy. że czujesz wówczas cuchnący oddech Tego. Zdecydował się odegnać od siebie tę myśl. Jego gnijące palce zdawały się dotykać karku chłopca. nie było już za nim włóczęgi.M-m-masz j-j-jeszcze p-p-papierosa. a wtedy. R-r-richie? Richie dał mu ostatniego z prawie pustej paczki. spowolniającej ruchy kleistej brei.. sztywny jak pogrzebacz. jaką którykolwiek z nich powiedział. z jedną ręką zaciśniętą mocno na aspiratorze.wyszeptał ponownie trędowaty. . zlany zimnym potem. może obudzi się w swoim łóżku.. Eddie wskoczył na rower i popedałował przed siebie.rzucił z poważaniem w głosie Richie. lecz przez chwilę biegł obok niego z pochyloną głową. jaką zwinął swemu . odkąd Bill Denbrough skończył swoją opowieść. . że jego krtań znów zaczęła się zaciskać. Obejrzał się dopiero. Eddie.

ale ty dobrze wiesz. zbyt schludnie. .Powiedziałem. Przy końcu wybuchnął płaczem. że to prawda. Bill? .ojcu z szuflady. Taka mumia jest straszna...Myślę.. . który wyczołgał się z piwnicy domu na Neibolt Street 29. To była prawda. że to tylko zwykła charakteryzacja.Przerwał.w każdym razie nie wtedy.Ja też To widziałem . którą mógłbyś znaleźć we wnętrzu jakiejś starej piramidy.W filmach one zwykle wyglądają fałszywie. Bill objął go niezdarnie. E-e-eddie. . . wyglądał jak prawdziwa mumia.zapytał nagle Stan.Taka. . kapujecie.. .. Jego głos był cichy. Eddie uniósł wzrok.. . Nie był zaropiały ani pokryty ranami. a potem Stan położył mu rękę na plecach.C-c-co? .powiedział wolno Ben. że to była mumia.spytał Eddie. . kiedy ja go zobaczyłem. twarz miał pokrytą łzami.To się stało naprawdę.I zanim zdołał ugryźć się w język. . .Co? . To znaczy tak jak mumia. Był. podczas gdy inni odwracali wzrok z zakłopotaniem.Prawda .To nie był sen. Bill pokręcił głową.powiedział Ben. T-to n-nie był s-s-sen. jak ty go opisałeś . a oczy czerwone i błyszczące. Ale ten typ. co. . W połowie opowieści zaczął się dusić i musiał skorzystać z aspiratora.powiedział cichym głosem Eddie. Tylko ten kostium. .Eddie wyglądał na bliskiego oburzenia. ochrypły i pełen przerażenia. .Tylko że nie wyglądał tak. .odezwał się nagle Ben Hanscom..W p-p-porządku.Widziałem klowna . . czy coś w tym rodzaju. Już d-d-dobrze. . Wszyscy spojrzeli na niego z politowaniem. Bill odwrócił się gwałtownie w jego stronę. wstrząsany spazmatycznymi dreszczami. a w każdym razie tak mi się wydawało. pochylił głowę i spojrzał na swoje blade dłonie spoczywające na grubych słoniowych udach.. opowiedział im historię o trędowatym.N-n-nie. .Taka jak w filmach? . ale i nie taka . był wysuszony. no nie? Wszystkie te bandaże wyglądają zbyt dobrze. Nawet przypalił Billowi.

Był srebrny z wielkimi pomarańczowymi pomponami z przoduciągnął dalej. Eddie otworzył szeroko usta. . dopiero kiedy skończył. znowu zastanowił się chwilę.spytał Eddie. Bill wziąłby ten ciężar na swoje barki.Najstraszniejszą rzeczą. . Nikt nie powiedział tego głośno. Mówił wolno. chłopakiem. Opowiadając swoją historię.. co mu się przytrafiło.. Na swój sposób Bill był otoczony pewną specyficzną aurą dorosłości i odpowiedzialności . nie patrzył na pozostałych. Oskarżać Bena o to.C-c-co z n-n-nim? Ben spojrzał na Eddiego.. ale wiesz dobrze. że Richie pomimo irracjonalności historii Billa wierzył w nią absolutnie bez żadnych zastrzeżeń. jakby wstydził się tego. że gdyby to było konieczne. że Ben skrzywił się i dodał: . po czym zamknął je i powiedział: . nadal mam koszmary o tym facecie pod werandą. jaką ostatnio widziałem. to jedno. Zobaczył.Chyba ci się to przyśniło .powiedział Ben. Richie zakłopotany przenosił wzrok z Bena na Billa. to coś całkiem innego. którego wszyscy podziwiali.To nie są żarty . Prawdą było to.Zdjęcia też nie mrugają .oświadczył Ben i zaczął opowiadać.Nie bierz sobie tego zbytnio do serca. był Mark Prenderlist odlewający się w McCarron Park. . zaczynając od tego. Bill był chłopakiem z wyobraźnią. To był najbrzydszy kutas. ale to nie było potrzebne.Tobie nic takiego się nie przydarzyło. Uniósł głowę. co? . . ale oskarżać o to Billa. . co mówisz. Bill był ich przywódcą.. jakiego kiedykolwiek widziałem. I może nie chciał wierzyć Benowi. a skończył w otchłani własnego koszmaru.wiedzieli. który zawsze potrafił wymyślić jakieś zajęcie na nudny dzień. jak zgłosił się do pomocy pani Douglas w liczeniu i składowaniu książek. że zmyśla. albo na przykład Eddiemu. Richie chciał coś powiedzieć. to tylko żarty. otworzył usta. a potem rzekł: . . Ja nadal.. Mówił tak. to powiedz. który pamiętał zapomniane przez innych gry i zabawy..Jeżeli to. że balony nie mogą płynąć w powietrzu pod wiatr i. Ben. zwracając się do Richiego.rzekł w końcu Richie..

To był jeszcze jeden z jego głosów: cioteczka Grunt.dorzucił cicho Bill.Zamknij się! . . . przyciskając jedną pięść do pleców na wysokości nerek i prawie przez cały czas chichocząc. I właśnie w tej chwili jego wypowiedź przerwał ochrypły. .W-w-widziałeś c-c-coś. że wszyscy wzdrygnęli się gwałtownie.Jejzu Chryste Przenajświętszy! Cóż to za ba-ałagan. . dalej. Na policzkach Stanleya pojawiły się jaskrawe rumieńce.To nie był klown . .No. Wodził wzrokiem po ich twarzach. Jejzu Chry-yste! . jakby toczył zaciekłą wewnętrzną walkę.powiedział spokojnie Eddie. patrząc. przechadzał się w kółko. . opowiedz swojej starej ciotuuuuuni o brzyydkim klownie. zapijaczony głos pana Nella. .. Jego mała twarzyczka była blada. odpręż się. Stał.rzucił Richie piskliwym falsetem. Spojrzał z nieufnością na Stana Urisa.odparł szybko Stan i odwrócił wzrok. To był.M-m-możesz n-n-nam o-opowiedzieć . Stanley! . ale chłopak był bardziej przestraszony niż zagniewany. Stan.Po prostu stul dziób.A co z tobą. . . Stanley.zapytał Ben. Kiedy przemawiał jej głosem. Stan? .Nic . okręcając się na pięcie i stając twarzą do Richiego. a ja ci dam smaczne czekoladowe ciasteczko. .Nie ma sprawy . . Tylko powiedz.krzyknął nagle Stanley.. Mimo to nadal bardziej niż kogokolwiek innego przypominał głosem Richiego Toziera.rzekł Stanley.. jak woda przelewa się nad szczytem pierwszej tamy i zbiera za wałem drugiej śluzy. że aż białe.Nieważne. który cofnął się zaniepokojony o dwa kroki.Stan poderwał się z ziemi i z rękoma w kieszeniach podszedł do brzegu strumienia. S-s-stan? .W porządku . . .Nie. sprawiając..To nie był klown. .No.mruknął Richie i usiadł na ziemi. Już wam powiedziałem! . . Wyglądało.. a usta zaciśnięte tak mocno.M-my ppowiedzieliśmy.dopytywał się Bill.

Gdzieś w oddali rozlega się krzyk sójki i zaraz potem cichnie. Słychać cykanie świerszczy. I to by było na tyle.ROZDZIAŁ 8 POKÓJ GEORGE’A I DOM NA NEIBOLT STREET 1 Richie Tozier wyłącza radio. W miarę upływu czasu dzień robił się coraz jaśniejszy. Opuszcza ręce wolno. I wtem palący ból przeszywa mu oczy. z którego płyną dźwięki „Like a Virgin” Madonny . To był ten sam typ znaków. ból znika. W uszach ma rytmiczny szum własnego oddechu. który wywołał u niego gęsią skórkę. Widzi znak. Jest. . Wydaje z siebie zdławiony okrzyk i unosi obie ręce do twarzy. Jeden jedyny raz czuł coś zbliżonego do tego bólu. jak silnik. Zjechał z autostrady wylotem Etna-Haven.puszczanego przez stację WZON (powtarzającej z histeryczną wręcz częstotliwością. popykuje cichutko sam do siebie. I wtedy bolało go tylko jedno oko. Ten potworny ból rani teraz oba. kiedy on i jego rodzice strzepali z butów kurz tego dziwnego miasta i wyjechali na Środkowy Zachód. która. Podchodzi do przodu wozu i kładzie jedną rękę na masce. Fakt. Dlatego też pojechał wzdłuż Route 9 pośród zaspanych budynków Haven Village. ale w głębi duszy wiedział.. Słyszy. przerywając tok rozmyślań. Widzi znak. że jest najlepszą rockową rozgłośnią AM w Bangor) zjeżdża na pobocze. że jednocześnie niewłaściwe. mija go i nagle ponownie jest w Derry. wyłącza silnik mustanga wypożyczonego z firmy Avis na lotnisku Bangor International i wysiada z samochodu. że to byłoby szybsze rozwiązanie. wzdłuż Route 7. A teraz ten znak. jeżeli chodzi o ścieżkę dźwiękową.. wciąż jeszcze była w budowie. nie chcąc z niewiadomego powodu skorzystać z rogatki. stygnąc. Po dwudziestu pięciu latach Richie „Niewyparzona Gęba” Tozier wraca do domu. Zanim jego dłonie sięgają twarzy. a potem zjechał na Route 7. kiedy rzęsa wpadła mu pod szkło kontaktowe. z zamyśleniem i spogląda w dal.

Dwie mile za nią Route 7 staje się Witcham Road. teraz i zawsze. Naprawdę nie wiem. gdzie jego matka zawsze kupowała jajka i większość warzyw. Znak Klubu Rotariańskiego i na dokładkę jeszcze jeden z napisem głoszącym. pomóż mi. Po prostu nie wiem. powinna znajdować się farma Rhulinów. aby naturalnie.. Bujny zakątek zwany Ziemią Jałową (Barrens). Pięć mil dalej. Stoi na Route 7.myśli Richie. jeśli w minionym okresie nie zmiotło jej tornado. Derry . ale żaden tak jak ten nie ścisnął go za serce! Powiat Penobscot D E R R Y MAINE Nieco dalej znak łosia. że Lwy z Derry ryczą o zjednoczony fundusz! Za nim znowu rozciąga się Route 7.które określały granice ponad sześciuset miast w Maine. W budzącym się do życia świetle milczącego jeszcze dnia te drzewa wyglądają równie ulotnie jak szarosiny papierosowy dym unoszący się w nieruchomym powietrzu zamkniętego na cztery spusty pokoju. w końcu. Mówię serio. Sen trwał.Bogu niech będą dzięki. czy podołam. Rany.myśli . czy jestem w stanie stawić temu czoło . Boże. i na wieki wieków. w miarę jak . Milę za farmą Hanlonów zobaczy pierwszy błysk Kenduskeag i pierwsze rozrastające się chaszcze trującej zieleni. amen. Cały poprzedni dzień wydawał mu się snem. a potem Hanlonów. zmienić się w Witcham Street . Derry. Gdzieś pomiędzy Thulin Farms i miastem przejedzie obok domu Bowersów..Derry. sunąc prosto jak strzelił pomiędzy rzędami sosen i świerków.

patrząc na łanię. że się rozleci. uważając to spotkanie za swego rodzaju zapowiedź na przyszłość. omen lub coś w tym rodzaju. Bena i Eddiego wszyscy mieli niezłego pietra! Mało brakowało. Richie dostrzega w nich zainteresowanie. pokonując kolejne mile. a potem powoli znowu zaczyna pracować. ma wrażenie. że nie jest w stanie powstrzymać potoku wspomnień. który dołączył do swego repertuaru po tym pamiętnym dniu. Richie czuje bowiem. Ale ich wtedy wystraszył! Po opowieściach Billa. To łania. a on jechał i jechał cały czas przed siebie. niż Richie przypuszczał. że w Rodeo Drive nigdy nie widział czegoś takiego. Oddech Richiego zamiera w półwydechu. dopatrując się tego. ale po raz pierwszy od dobrych dwudziestu pięciu lat jest to głos irlandzkiego gliniarza. jakby to miało go powstrzymać przed rozpadnięciem się na kawałki. . Patrzy na nią ze zdumieniem. Na drogę wychodzi jeleń.że sen okazał się rzeczywistością.stając przednimi nogami po jednej. Richie słyszy łagodny stukot miękkich wiosennych racic na asfalcie. W ciszy poranka pobrzmiewa on jak przetaczająca się gdzieś w oddali olbrzymia. żeby w chwili pojawienia się go cała grupka wyzionęła ducha na miejscu! Teraz. co ma się wydarzyć. i to już niebawem. Ale teraz się zatrzymał i obudził ze świadomością potwornej prawdy . Wychodzi z lasu po prawej i zatrzymuje się pośrodku Route 7 . Jest. że w końcu doprowadzą go one do obłędu. Wydaje się..aby to zobaczyć. I wtedy. uświadamiając sobie. Richie bierze głęboki oddech i zaczyna mówić jednym z głosów. jest potężniejszy i głośniejszy. jak do modlitwy. nieoczekiwanie. I znowu potok myśli zostaje przerwany. niewidzialna kula bilardowa. czy uda mu się przeżyć następne parę dni. dociskając je z całej siły.a mianowicie. oszołomiony. przychodzi mu na myśl pan Nell.. ale prawie cała reszta zastanawia się tylko nad jednym . a tylnymi po drugiej stronie przerywanej białej linii. Derry jest rzeczywistością.trwała podróż. musiał wrócić do domu.. Nie . Wygląda na to.. Omiata Richiego Toziera łagodnym spojrzeniem swoich ciemnych oczu. Patrzy. ale ani cienia strachu. a teraz przygryza wargę i składa ręce razem. że jakaś szalona część jego „ja” spogląda w przyszłość.

a może to.. stojący w blasku poranka na jednej z dróg stanu Maine. a jego wargi drżały. czy też zrobić coś całkiem innego. dziefczynko? Łaniusiu! Chryste Pa-anie! Lepi idź już do domu. zanim zdecydujem się o tobie opowiedzieć ojcu O’Staggersowi! Nim rozwieje się echo głosu Richiego i zanim pierwsza spłoszona sójka zdąży wzbić się w powietrze. łania macha w jego stronę swoim krótkim ogonkiem jak białą flagą i znika po lewej stronie drogi pośród rzędu świerków przypominających słupy dymu. W końcu prychający i parskający siada za kierownicą i zapala silnik mustanga. Z początku tylko chichocze i nagle zdaje sobie sprawę z własnej śmieszności. jak w końcu Ben postąpił o krok naprzód. odzyskuje nad sobą kontrolę. aż w końcu Richie nie ma już siły śmiać się i stoi. łajać go za ten świętokradczy uczynek. Omiata go pęd powietrza przejeżdżającej obok na pełnym gazie ciężarówki firmy Orinco przewożącej nawozy sztuczne. trzymając się oburącz maski samochodu.o nim i o tym dniu przy tamie. trzy tysiące mil od domu. Widzi. Chichot zmienia się w śmiech. że jeleń sobie ulży! Richie zaczyna się śmiać. Pan Nell spytał ich. Za każdym razem.. Znowu zaczyna myśleć o panu Nellu . jego wzrok pada na tę małą kupkę bobków i Richie wybucha kolejną salwą śmiechu. pozostawiając po sobie małą kupkę dymiących bobków na znak.Jee-zu Chryste i wszyscy świenci! Cóż ty tu porabiasz. śmiech staje się rechotem. z twarzą zalaną łzami radości. że znowu jest w ruchu i pokonuje kolejne mile. wrzeszczący na łanię głosem zabarwionym akcentem irlandzkiego policjanta. i przypomina sobie. oto on. kiedy już ma się wziąć w garść. który z kolei przeradza się w jękliwy skowyt. Chłopiec miał pobladłe policzki. kiedy zacięcie walczył z cisnącym mu się na usta potokiem bełkotliwych słów.. jak cała piątka niepewnie popatruje na siebie nawzajem. że od czasu do czasu nawet o wpół do ósmej rano Richie Tozier potrafi sprawić. Richie wjeżdża na szosę i ponownie rusza w stronę Derry. czy ma zlać się w spodnie. kto wymyślił tę zabawę. Teraz czuje się już lepiej. Kiedy wóz znika w oddali. zastanawiając się w duchu. spuszczone nisko oczy. Biedny dzieciak prawdopodobnie . zrodziło w nim złudne wrażenie snu.

Popatrywał to na Bena. 2 . Był ogorzałym Irlandczykiem. Wyszliby na tchórzy... Żaden z telewizyjnych bohaterów nigdy nie tchórzył w trudnych sytuacjach. I chyba właśnie to zdarzenie scementowało ich przyjaźń na dwadzieścia siedem lat. . zmusił pozostałych do zrobienia kroku naprzód i udzielenia mu wsparcia. skórzanym pasie.To ja. spoglądając na niego.. ze ściśniętymi mocno wargami i rękoma opartymi na skrzypiącym. Pan Nell po prostu stał.T-t-t-to b-b-był m-m-mój p-p-p-pomysł . Na policzkach widać było drobniutkie gniazda popękanych naczynek. Wszyscy trzymali się razem. a nos czerwony jak pomidor.. na którym jego brat poruszył głową i mrugnął do niego? Może. na dobre i złe.wykrztusił w . kiedy Ben Hanscom postąpił zdecydowanie krok naprzód i powiedział: . To ja im pokazałem. I robiąc to.zastanawia się Richie . że dostanie od pięciu do dziesięciu lat w Shawshank za spowodowanie zalania kanałów przy Witcham Street . .. ale dla Richiego Toziera kostki domina zaczęły się przewracać z chwilą.jak to należy zrobić.przedwcześnie posiwiałe były sczesane do tyłu i ukryte pod niebieską czapką.nie było już dla nas odwrotu? Z chwilą kiedy on i Stan pojawili się nad strumieniem i pomogli w budowie tamy? Kiedy Bill opowiedział im o szkolnym zdjęciu. Kiedy . Pan Nell otworzył usta. Oczy miał jasnoniebieskie. Czasami różne wydarzenia przypominają kostki domina. jego włosy . druga trzecią itd. to na wodę rozlewającą się za tamą i z powrotem na Bena. W przeciwnym razie nieźle by się zbłaźnili. Pierwsza przewraca drugą. kiedy Bill Denbrough stanął obok Bena. ale dla pięciu przerażonych chłopców urastał do co najmniej ośmiu stóp. jakby nie wierzył własnym oczom.myślał. czarnym.myśli teraz Richie ale pomimo wszystko przyznał się do tego. aby coś powiedzieć. To moja wina. Był mężczyzną średniego wzrostu.

hem? Eddie zaczerwienił się aż po korzonki włosów. Z drugiej jednak strony.rzekł nagle Eddie i stanął obok Bena z drugiej strony. Bill zdołał wydusić z siebie to. o jakiej mógł teraz myśleć.powiedział ponownie pan Nell i choć w jego głosie pobrzmiewał wyraz zdegustowania. przez chwilę mogło się wydawać.zapytał. a potem zamknął buzię na kłódkę.Jak tam leci w starym kraju.końcu.To twoji nazwisko czy adres . Wątpliwe. że tak . .Byłem z Billem. .jego usta po prostu się otwarły. wyglądało na to. Dlatego też powiedział tylko: . że Ben przechodził nieopodal i pokazał im. panie Nell? .Ja też brałem w tym udział . Dyby wasi starzy wiedzieli. zanim jeszcze pojawił się tu Ben. Teraz cała piątka stała rzędem przed panem Nellem. która nie należała do najlepszych. stając obok Billa.Ja też . to w drugą stronę.Widzę wyraz smutku i bólu w pana oczach i jestem święcie przekonany. jak ulepszyć tamę. Nie wyglądało na to. co być może poprawiłoby nastrój pana Nella. Przez chwilę Richie miał wrażenie. że być może pogorszyłby w ten sposób ich obecną sytuację. . . Przyszło mu na myśl. To chciałem przez to powiedzieć. a potem. bardziej niż zdumiony i oszołomiony ich postępowaniem. żeby przemówić jednym z głosów. po namyśle (co było w przypadku Richiego olbrzymią rzadkością) uznał. że chichranie było ostatnią rzeczą.I ja . . czy zresztom tak nie będzie. aby miał ochotę na chichranie.rzucił Stan. dzie się podziewacie. . Richie stanął obok Eddiego. Wziął głęboki oddech i podczas gdy pan Nell przypatrywał mu się beznamiętnie. tak się akurat złożyło. popłynął z nich istny potok słów. jak to zwykle bywało. jak mie Bóg miły. . daliby wam dzisia f tyłki. żeby pan Nell był dziś w radosnym nastroju. . Ściślej mówiąc. którą wybudowali.Co to ma znaczyć „ja też”? .spytał pan Nell. .Nigdy żem nie widział taki łokropnej bandy gnojóf.cichym głosem. że ma ochotę wybuchnąć śmiechem. że wielki Humbak ze wzruszenia zacznie płakać. Ben patrzył to w jedną. co miał do powiedzenia: to nie była wina Bena. Richie nie mógł już dłużej wytrzymać . Kto wi.Jejzu .

wanien.To był twój pomysł? . waszym uczynkiem nie spowodowaliście żadnych problemów ze stałymi nieczystościami .System składa się z dwóch części.Założę się. synu.Dobra rada. i to zaraz . proszę pana . Co się tyczy brudnej wody. Najprawdopodobniej na skutek waszej działalności gdzieś na tym odcinku pojawiły się teraz wielkie kałuże brudnej wody.gówno .Jak to zbudować? Tak. ale chyba gówno wiesz o Bar’ns i systemie kanałów w Derry..No cóż. Dzikie róże płonęły na jego policzkach. że wiesz. wskazując na teren za tamą. i bawisz się pośród pływających gówien. Pan Nell uświadomił go w tym względzie.. . na górę .Szept Bena był prawie niesłyszalny.powiedział Ben. panie Williamie Denbrough . że tu jesteś.Dam.szlachetny człowiek jak pan z pewnością musi tęsknić za rodzinną ziemią i dałby. znaczy się w Bar’ns. Rr-richie. . że Zack nie wie. niezły s ciebie budofniczy.. Pan Nell pokiwał głową i ponownie spojrzał na tamę. Druga odprowadza brudną wodę . ale możecie być pewni. w dół rzeki.oznajmił pan Nell. Dzięki Bogu.jeśli to określenie nie urazi waszych uszu. I założę się. .Ben Hanscom.wyszeptał Ben. Spływa ona w dół wzgórza tym. teren. pralek i pryszniców . . Bill odwrócił się do niego i warknął: . które ostatecznie wyschną na słońcu.Tam. ni? Ben pokręcił głową.Nie przypominam sobie twojego nazwiska. . Pan Nell spojrzał na Bena. z-z-zamknij s-się w-w-wreszcie! . .ta cała woda dociera do kanałów biegnących pod miastem.Na m-m-m-miłość b-b-boską.są one wpuszczane do Kenduskeag nieco dalej. co? Bill spuścił wzrok i pokręcił głową. . nie obsługuje się jej za pomocą pomp.rzucił oschle pan Nell.. . to ja ci w skórę mój drogi. co spece od kanałów nazywają ściekami grawitacyjnymi. co. że nie macie na sumieniu plam gówna na suficie w czyimś mieszkaniu. chłopcze? .wodę spłukiwaną w toaletach albo spływającą do rur z umywalek. chłopie. Jedna odprowadza stałe ludzkie nieczystości . . dokąd prowadzą wszystkie te kanały.

A w ten sposób mamy kanały. nie miała pozostać pomiędzy mną a waszą piątką. urządzenia pralnicze.Zawróciliście całą wodę z sześciu spośród ośmiu centralnych odpływów. biegu Racja. Pan Nell zmierzył Billa Denbrougha piorunującym spojrzeniem. Zrobił to. które obsługują Witcham. spoko. z których nie można spuścić wody. bo są tak głęboko pogrążone w ziemi i porośnięte ze wszystkich stron zielenią. . Gówno płynie jednym kanałem. mój wielki młody przyjacielu. tych drobnych strumyczków składa się tylko i wyłącznie z brudnej wody wypływającej z kanałów. Przynajmniej na razie. dzięki ci za roztropność ludzką. suchy szloch. że ich nie zauważył. Pan Nell udawał.Jeden z nich odprowadza wodę z pańskiego domu. po czym odwrócili wzrok. Nie ma powodu.. Napiszę w moim raporcie. . żebyście mie dobrze zrozumieli. i wraz z grupką chłopców zdołałem wyciągnąć je ze . żebym zobaczył. Pan Nell położył swoją wielką dłoń na ramieniu chłopca. Przysłali mie tu. Ni martw sie. Wielkie łzy zaczęły spływać mu po policzkach. które osunęło się do wody. i całą masę radośnie pozalewanych piwnic. Może nie będzie tak źle. które są przepełnione. Pozostali spojrzeli w jego stronę. czy kiedykolwiek przyszło wam na myśl. których nawet nie jesteś w stanie zobaczyć.który w poważnym stopniu udało się im zatopić. że udało mi się zlokalizować drzewo. które z kolei trafiają do górnego Prawdę mówiąc. Jackson. Boże. czy jakieś drzewo nie osunęło się do strumienia. że wskutek waszej działalności możecie zalać całe Derry szczynami i brudną wodą? Nagle Eddie zaczął się dusić i musiał skorzystać z aspiratora. Trochie żem przesadził. Ostatnio mamy w mieście większe kłopoty niż odrobina wody z przepełnionych ścieków. To się zdarza od czasu do czasu. Kansan i cztery czy pięć pomniejszych uliczek pomiędzy nimi. ale w tej chwili również łagodna i delikatna. Ben wydał z siebie zduszony. . aby prawda o tym. Barrens. paniczu Denbrough. sporo z Wszystkie te ścieki małych grawitacyjne wpływają do strumienia. nie unosząc wzroku.. co się stało.Spoko. Była szorstka i twarda. a cała reszta drugim.

za drugą czy za trzecią? Richie zachichotał. gotowy ścisnąć je . I Bill też ma rację. nie powinniście siem szwendać w takich miejscach jak to. żeby na niego spojrzeć. lotne piaski.Powiedział.Z jednej strony wysypisko śmieci. . Ale posłuchajcie mie uważnie. też mie się tu podobało. tamci mówią . Nie będziecie mieli tym samym nieprzyjemności za budowanie tam w Barrens. Jejzu Chryste! .Jak żem był chłopcem. Macie cztery czyste parki. Richie pomyślał.rzucił nieoczekiwanie i wyzywająco Bill. .. Ale on ma rację. strumienie pełne szczynów i brudnej wody. Richie wzruszył ramionami. .I ma rację. że pan Nell znowu się rozgniewa. Nie wymienię waszych nazwisk. gdzie możecie se grać w piłkie przez cały boży dzień. uśmiechając się szeroko. nikt się z nas nie nabija .Co on mówi? . I wcale nie bede wam tego zakazywał.gdyby Richie zdecydował się powiedzieć coś więcej oprócz „dziękuję bardzo”. ale niewątpliwie pewny.Nie powinniście się szlajać w takich brudnych miejscach jak to. że chcą zagrać w baseball. chłopaki.„Załapać” w jego wykonaniu zabrzmiało jak „załatać”.powiedział. . . Eddie trzymał w jednej ręce swój aspirator.i to mocno . Ben zaciekle ocierał oczy chustką. . Kiedy chłopcy tacy jak my przychodzą do parku i mówią.ciągnął pan Nell. że kiedy tu jesteśmy. . . Można tu załapać ze szesnaście różnych rodzajów choróbsk.zaskoczył ich wszystkich.spytał pan Nell. . a ponury wzrok całej piątki skupił .pewno.rzekł Eddie. a ja przyłapuję was tu na dole.K-k-kiedy t-t-tu j-j-jesteśmy. a za którą bazę chcecie robić. ale siwowłosy glina zaskoczył go . chłopaki . Jego głos był cichy i świszczący. Stan stał obok Richiego z jedną ręką na jego ramieniu.Wymierzył palec w ich stronę. Bill spoglądał z zamyśleniem na tamę.Eddie sobie ulżył! Świetnie.Ayuh .N-n-nam s-się t-t-tu p-p-p-podoba . błoto. Podoba się nam tutaj. . Obrzucił całą piątkę długim spojrzeniem. stary! Pan Nell odwrócił głowę. Przepraszam.. . n-n-n-nikt s-s-się z n-n-nas n-n-n-nie n-n-n-n-nabija.strumienia. obrzydliwe robale. słysząc te słowa.

Mówiąc „razem”. Pozostali chłopcy roześmiali się z wyraźną ulgą.Wziąłeś to z głowy? . . Roosevelta.. Co do tego tam. cofając rękę. . Rozumiecie mnie? Skinęli głowami.Nie zgadzasz się ze mną.Jeżeli przychodzicie tu siem bawić.B-b-będziemy z-z-zawsze g-g-g. . Jak na razie. . bardziej niż Irlandczyka przypominasz Groucha Marxa.odparł Bill. Ale dla waszego własnego dobra tu i w całej okolicy macie przebywać stale w grupie. chłopcze . w książce? Ben zaprzeczył. ..Mnie to wystarczy . Richie strącił z ramienia dłoń Stana i postąpił naprzód.Rzucił Richiemu karcące spojrzenie. . tak jak tera.się na jego obliczu. to róbta to całom grupom. jak to siem robi. Żadnych zabaw w chowanego i rozdzielania się. . Richie! . ujął olbrzymią łapę Irlandczyka i zamachał nią gwałtownie.Dorośnij.Musisz nad tym jeszcze popradzować. .powiedział pan Nell. chłopcze. Richie! Pan Nell uścisnął dłonie pozostałym. Dla rozbawionego pana Nella ten chłopiec wyglądał jak okropna parodia Franklina D.N-n-nie. Bill wyciągnął rękę i pan Nell uścisnął ją.Przybij piątkie. mam na myśli „zawsze.Dziękuję.rzekł pan Nell. że jest pan niewątpliwie księciem pośród ludzi. . że byłeś nie doinformowany.Dorośnij. Spojrzał na Billa. Nie broniem wam tu przychodzić głównie dlatego. . p-p-proszę p-pana . o tak! Źwietny z pana facet! Źwietny! . . Wspólnie. Wiecie.Nie masz siem czego wstydzić. zobaczyłeś. przez cały czas”. pozostawiając Bena na koniec. proszę pana.Wyciągnął rękę. prócz tego. uśmiechając się przy tym przez cały czas.Panie Nell. że i tak już tu jesteście. co siem tera dzieje w mieście. paniczu Denbrough? . . a Stan powiedział: . . to jasne jak słońce.Tak..

czy ktoś zwrócił jego książki z biblioteki. Bill pchał Silvera. . Kończąc swoją wypowiedź. stojąc po kolana w wodzie. proszę pana .Tej? . . jak wy będziecie pracować. Ale Barrens to nie miejsce na to. Tymczasem pan Nell wyjął zza pazuchy brązową butelkę i pociągnął z niej tęgi łyk.Tu nigdy nie powstanie nic wielkiego. załzawionymi oczyma. Stan spytał ich.Tak. co zgodnie z jego zaleceniami stworzyli. . chłopaki. bo w bibliotece . Ja se siende w cieniu tego o. nie mam co do tego żadnych wątpliwości. jak najszybciej rozebrać to. ponownie oczekując na wskazówki od Bena. a potem rozbieraniu tamy po prostu nie miał w sobie dość siły. na kaszel. Miał pewną nadzieję. a potem spojrzał na chłopców dobrotliwymi.syknął Eddie. po czym ponownie przeniósł wzrok na butelkę. . . Nie było na niej żadnej etykietki. Okropne miejzce.Westchnął. po budowie. czy nie chcieliby pójść do niego zagrać w Monopol. Obaj chłopcy byli brudni. zamkniesz się w końcu czy nie? .Niech cię kule biją. zrobił gwałtowny wydech.Co masz pan w tej budeledżce. aby rozpędzić swój olbrzymi rower. Rozbierzcie to zaraz.Rozbierzcie to. a chłopcy zabrali się do pracy.Pan Nell spojrzał na Richiego z łagodnym zdziwieniem. krzewu.Richie. czy potrafisz się schylać równie szybko.. chłopcze. Pan Nell zadowolony skinął głową. rozczochrani i w sumie nieźle wypluci. Ben zmęczony i przygnębiony stwierdził. chłopcze! Któregoś dnia stworzysz coś wielkiego. jak mleć jęzorem. .powiedział z pokorą w głosie Richie. spojrzał ironicznie na Richiego. seł? . i uronię se łzę. Kaszlnął. A teraz zobaczmy. . o tam. 3 Później Bill i Richie szli razem wzdłuż Witcham Street.To lekarstwo bogów.spytał Richie. . jakby oczekiwał kolejnego wybuchu z jego strony. i to było wszystko. Parcheesi czy jakąś inną grę. że pójdzie do domu i sprawdzi.Obrzucił ich zamyślonym spojrzeniem. Robiło się późno. ale odmówili. .

do zeszłego roku był przekonany. położył ostrożnie Silvera na skraju trawnika Seminarium Teologicznego i w chwilę potem dwaj chłopcy usiedli na szerokich kamiennych schodach prowadzących do przysadzistego czerwonego wiktoriańskiego budynku. Jasne. prawdopodobnie zabroniłaby mi słuchania jego piosenek. Eddie oświadczył. Pod oczami miał fioletowe sińce. . to był tylko sen! Odegnał od siebie te niestosowne myśli i powiedział: . że samo słuchanie nie zawsze wystarcza.zarządzono. Po co twoi rodzice mają się m-m-m-martwić.Billy.. nie rozmawiając wiele.Nie ma mowy . czy Neil Sedaka był Murzynem..L-l-lepiej. Zróbmy pięć minut postoju. coś. że Chuck Berry był biały.powiedział Eddie. .Przystopujmy na chwilę. I tak właśnie Bill i Richie szli w stronę domu Billa.Gdyby się dowiedziała. myśląc o mumii Bena.Tak. . aby rozstrzygnąć ten spór. jak ode mnie zadzwonisz do domu. Eddie powiedział. Uważał. To było szalone. że to Murzyn. Posłuchaj. na którym postać odwracała głowę i robiła perskie oko. trędowatym Eddiego i o tym. . Przez chwilę coś przyszło mu do głowy. o czym nie zdołał im opowiedzieć Stan. Pomimo znużenia przyszło mu coś do głowy. okazało się. Jestem skonany. i w gruncie rzeczy to dobrze . że on jest biały. Stan założył się z Eddiem o cztery komiksy. ale zatrzymał się. stary . że obejrzy w telewizji „The Rock Show”. wystarczyło go posłuchać. ale kiedy pokazano go w BANDSTAND.rzucił Bill. Richie rozmyślał o historii Billa ze zdjęciem. . . że to Murzyn. Stan starał się to wyperswadować Eddiemu.powiedział. Richie przerwał na chwilę. aby na każdej z kart wypożyczonych książek zapisywano prócz imienia i nazwiska również adres wypożyczającego. bo miał w nim być Neil Sedaka. a on chciał sprawdzić.Co za dzień .. na miły Bóg.rzucił ponuro Bill. aby ostatecznie nabrać pewności.Moja matka nadal myśli. ale miało pewien urok. . . Jego twarz była biała i zmęczona.. Ale. i we dwóch poszli do domu Eddiego. że Neil Sedaka był biały. Bill. że Neil Sedaka był biały. co wiązało się z pomnikiem Paula Bunyana przy City Center.

co powiedzieli? . .Pomyśl o tym przez chwilę. że Ben i Eddie nie zostali złapani. czemu miałby to robić.R-r-r. czy chciał coś udowodnić. Jedyna różnica pomiędzy nimi a Benem i Eddiem polega na tym. Ostatecznie prawdopodobnie nie miało to większego znaczenia. no nie? .Tak. . Wierzysz w to.Duch na zdjęciu? Bill skinął głową. . przepełnionych takim samym podnieceniem co jego. . Był pewny. Stres był od niego silniejszy.Słyszałeś opowieść Eddiego. a w .powiedział Richie. Być może wystarczyło mu samo spojrzenie oczu Billa. ale nie okazał większego zdziwienia. Richie przypuszczał. żeby mógł zobaczyć ten pokój i to zdjęcie. Kwestia ducha w ogóle nie zaniepokoiła jego dziecinnego umysłu. Ja też.Co byś powiedział na to. że takie rzeczy istniały. że t-t-to był duch G-g-george’a.. .. miałby do opowiedzenia jakąś historię.. iż miało ono coś wspólnego z morderstwami. Richie zamyślił się. ale z wariatami tak to już jest.A jak ty sądzisz. Chyba każdy z dzieciaków. I Bena. Próbował coś powiedzieć. ale i nie był durniem. że Bill już wcześniej doszedł do tego samego wniosku.A-ale gdzie w t-tej układance p-p-pasuje t-to zdjęcie? . . . To tak jak z Jokerem w komiksach o Batmanie. nie patrząc na Richiego. Bill uniósł brwi. jaki został zabity w tej okolicy. Jego rodzice byli metodystami i Richie chodził w niedziele do kościoła. Bill wyraźnie zaszokowany spojrzał na Richiego. przeczącym kręceniu głową. Bill? Cichym głosem.Racja. że m-m-może coś w-w-widzieli. Nie wiem. Pozostał przy gwałtownym. że nie uważał. Bill powiedział. .Facet przebiera się w strój klowna i zabija dzieciaki. Zastanawiał się.N-n-nie w-w-wiem. Wielki Billu . czy też stworzyć zasłonę dymną ze słów. Myślę. gdybyśmy poszli do twojego domu i zajrzeli do pokoju George’a? Chciałbym zobaczyć to zdjęcie. ale nie mógł. Nie mówił zbyt dobrze. .Już samo wypowiadanie swoich przemyśleń na głos wprawiało Richiego w nastrój podniecenia.Myślę.

prorocy.. Mogłeś też powiedzieć. toteż uniósł rękę w górę i wykonał w powietrzu płynny. żeby pokazać. Ale to nie był rewolwer . Bill? Bill otarł usta dłonią.jak twierdził wielebny Craig. T-to była m-moja w-w-wina. że Biblia wierzyła w demony. żołnierze obalający mury za pomocą czarów.Ale mówiłeś.Nie mógł wypowiedzieć tego słowa.Richie . Za t-to.. a on wpakowałby sobie kulkę w głowę.czwartki na spotkania Wspólnoty Młodzieżowej Metodystów. że się z nim zgadzał.. demony odpowiadały mu.to był okręcik. co. jakie towarzyszyły narodzinom zarówno Jezusa. a także on sam. a to tylko początek.Gdybyś dźgnął go nożem albo strzelił mu w plecy. ale nie oznaczało to.Nie sądzę . . Biblia wierzyła w czarownice. bo Jezus wypędził kiedyś całą ich zgraję z jednego faceta. co go wprawiało w zakłopotanie. To wszystko było w Biblii. . faceci. że zrozumiał. chciałeś . a potem zjawiły się wszystkie te psy i zlizywały jego krew. Albo nawet gdybyś dał mu do ręki naładowaną spluwę taty. że jest n-n-na mnie wściekły. falujący ruch. bo Richie przeczytał inny fragment. Czy coś w tym rodzaju. i to była prawda . Ja mu zrobiłem t-t-ten o-oo. że został z-z-zamordowany. że Biblia wierzyła w całą masę dziwnych rzeczy. . opowieść o tym.. to logika. jak występny Król Achaz spadł z wieży. Nie chciałeś go skrzywdzić. o co chodziło Billowi. Kiedy Jezus spytał tego człowieka. jak się nazywał. którzy wstawali z grobów albo unosili się w powietrzu. Ludzie gotowani we wrzącej oliwie albo wieszający się jak Judasz Iskariota. Chłopiec był skłonny zgodzić się z rozwiązaniem proponowanym przez Billa. Były naprawdę zabawne. rodzice Richiego. Richie skinął głową. żeby przyłączył się do legii cudzoziemskiej. Jego ręka drżała nieznacznie. który miał je w sobie. niektóre rzeczy w tej książce były jeszcze lepsze niż komiksy grozy. Według Pisma sam Bóg był przynajmniej w jednej trzeciej duchem. . jak i Mojżesza.P-p-przypuszczam. masowe morderstwa niemowląt. który o tym mówił. Czemu duch George’a miałby cię straszyć. to by było co innego. . którzy widzieli przyszłość i walczyli z potworami.powiedział. jedyne. Ba. że byłeś przerażony. Wiedział już sporo na temat Biblii i zdawał sobie sprawę.

była rezultatem obecności George’a. słysząc bębnienie . ale nie było jej widać ani słychać zbyt wyraźnie . po części zaś starając się temu zaprzeczyć. ale na pewno w znacznym stopniu.może nie całkiem. co Richie właśnie powiedział. co powiedział Richie. nie przypadała mu zbytnio do gustu. śnił o jakimś (żółwiu) zabawnym małym zwierzątku. obecnością. że cała miłość i troska. którego nie możesz znieść. To.. co zrobił. czuł i powiedział w dniu śmierci George’a.żeby mały miał trochę dobrej zabawy. mógłbyś usłyszeć dochodzący zza nich szum wichrów szaleństwa. ale jedyna możliwość. Bili się i szarpali. Oczywiście. okazała się jeszcze gorsza.. i wychodzisz ? Zupełnie jakby to on był duchem. aniołkiem. że to. Dlatego też powtórzył w myślach dokładnie wszystko. aby móc wdawać się w zwady z George’em. a wraz z jego odejściem nie pozostało dla niego nic. Czy tego dnia również? Nie. jaką obdarzali go dotychczas rodzice. że nie powinien czuć się lepiej.uniósł jeden palec i wymierzył go w Billa . myśląc o śmierci George’a. wynikało z niej. Był śpiący. nie pamiętał dokładnie o jakim. jaką był w stanie wymyślić. wszystko to stało się zupełnie przypadkowo. że pytasz. i to nawet dość często. co nie? Bill zamyślił się. to czemu na kanapie pomiędzy twoimi rodzicami pojawiło się to lodowate miejsce? Jeżeli nie.że nie był dla George’a braciszkiem. którą dawało się wyczuć. istota. Bill był jeszcze zbyt osłabiony. po części w nadziei. mówiła twardo ta część jego „ja” . i nadchodzi taki moment. która mówiła i poruszała się. Był pewien jednego . ale która nadal nie była akceptowana jako do końca realna. bez żadnego konkretnego powodu. poczuł się nieco lepiej. to czemu żadne z nich przy kolacji nie odzywa się słowem? Czemu jedynym odgłosem towarzyszącym jedzeniu jest szczęk sztućców. Zastanawiał się usilnie. że to była twoja wina. Żadnych bójek. że to on był winny śmierci George’a. aby wyjaśnić ich zachowanie.ot. że po raz pierwszy od wielu miesięcy. i obudził się. I gdybyś przyłożył ucho do tych drzwi. Jeżeli nie. sprawiło. było prawdą. absolutnie nic i. jednak jakaś jego część z naciskiem stwierdzała. czy m-m-możesz przeprosić. co najgorsze. Perspektywa.

Czuł się wówczas jak prawdziwy starszy brat. W żaden sposób. co gniło w jego wnętrzu. jakby rozpłatał swoje ciało i wyjął coś. . . czując.N-nie chciałem. . że nie .powiedział. jeszcze raz go uściskał. Wiem.a j-jak komuś p-p-powiesz. George wszedł i powiedział. Wziął głęboki.szlochał Bill. Bill nie mógł wiedzieć. ż-ż-żeby został za-za-zabity! . aby powiedzieć o tym Richiemu. żeby został z-z-zabity . Poza tym przez cały czas odczuwał dziwną ulgę. wystarczyłoby.Gdybyś chciał się go pozbyć. jak ciężki niewidzialny kamień. jak oczy George’a zalśniły.Już dobrze . jazda. kiedy zobaczył gotowy okręcik . I siedząc obok Richiego na kamiennych stopniach. . Otworzył usta. Zachowujesz się jak dzieciak. . że w oczach młodszego brata urasta do rangi kogoś.powiedział Richie. . Rany.Nie martw się. ale Richie miał rację . co się stało. Bill. Zakręć kraniki. drżący oddech.W ogóle o tym n-n-n-nie m-m-m-myślałem! .Daj spokój. Pod każdym względem.deszczu o szyby i głos George’a mamroczącego coś do siebie w pokoju jadalnym.Chryste. kto zawsze robi wszystko lepiej i nigdy nie cofa się z raz obranej drogi. . Ten okręcik zabił George’a. Bill kazał George’owi przynieść tę książkę. Wciąż czuł ból. Richie. spadł mu z serca. prawda? No. kto mógłby ich omyłkowo wziąć za parę fagasów).Nie powiem .rzekł Richie. ale ten ból wydawał się czystszy.Wszystko w porządku. Bill. I od razu poczuł się lepiej. Przestań się mazać. czy w pobliżu nie ma nikogo. zatrwożony.Richie niezdarnie poklepał Billa po ramieniu i zanim odsunął rękę. Bill powoli się uspokoił. że p-p-p-płakałem. . co się stanie. Spytał George’a. on był przecież . .powtórzył Bill . że próbował zrobić okręcik według wskazówek z Best Book of Activities. objął go ramieniem (rozejrzawszy się uprzednio wokoło. z którego istnienia nawet nie zdawał sobie sprawy. i zamiast tego wybuchnął płaczem. widząc. to r-r-rozkwaszę ci n-n-nos. Bill przypomniał sobie.wykonanie łódeczki nie mogło być porównywalne z wręczeniem George’owi nabitego rewolweru. żebyś zepchnął go ze schodów albo coś w tym stylu.N-nie chciałem. ale stale mu coś nie wychodziło.i jaki był wtedy szczęśliwy. .

czemu George miałby cię nawiedzać.. . Richie zrozumiał. co Bill chciał powiedzieć. i zdał sobie sprawę. co o tobie myślą ludzie.Pewno. Jest tam napisane: Nawet choć teraz w lustrze nie widzimy zbyt wiele. i dał mu znak ręką.Wiem. . Może to zdjęcie ma coś wspólnego z tym.Ja też . .Ale gdybym miał. że chyba jednak tak.Hę? .T-ty nie masz b-b-b-brata. po śmierci będziemy przez nie widzieć na wskroś.Zanim wyskrzeczysz swoje. 4 Dwaj chłopcy wślizgnęli się jak duchy do domu Denbroughów. . Znaczy to.N-n-naprawdę? ... czy Bill naprawdę zdołał wziąć się w garść. . . że to stwierdzenie było jeszcze jedną podpuchą mającą skłonić Billa do podjęcia ostatecznej decyzji.Chodźmy do twojego pokoju i rzućmy na to okiem. obrzucając Billa czujnym spojrzeniem i zastanawiając się. co to z-z-znaczy .. .rzekł Richie. jak coś ciężkiego zaczęło przewalać mu się w żołądku.M-m-może G-g-george n-n-nie wie.twoim bratem. To z pierwszego Listu do Tesalończyków albo z drugiego do Babilończyków. . kto zabija wszystkie te dzieciaki. dowiesz się wszystkiego. a wtedy nagle poczuł. Może natrafimy na jakiś trop tego.B-b-boję się. że nie rozumiem.To jest w Biblii. Zapomniałem z którego.Richie przerwał. sądząc. był śmiertelnie przerażony.. .. jak przez okno. Ojciec . że. że powiedział prawdę. Richie uznał.I co ty na to? . . Wielki Billu.rzekł Bill. M-może myśli.Chodziło mi tylko o to. . klownem. . Ja to bym ryczał jak bóbr. Pomimo że tamten wciąż jeszcze ocierał zaczerwienione oczy chusteczką.Mówił jak anielsko cierpliwy nauczyciel wyjaśniający jakiś skomplikowany problem największemu tępakowi w całej szkole. .

wyszeptał Bill.No. Bill wrzucił ubrania do szuflady szafki i zdjął płyty z blatu biurka. .Dosyć tych pogaduszek. . tylko złożył krótką wizytę koledze. proszę pani. Panował w nim względny porządek. . Richie z miejsca zadzwonił do domu. Na jego zamkniętym wieku leżał stosik ubrań. ale za jakieś pół godziny przyjedzie tu po mnie mama.Richie Tozier. Na biurku leżało jeszcze więcej komiksów. zabawek i zestaw małych płyt. Bill uśmiechnął się. Na podłodze stał adapter. popatrując na siebie nawzajem z poczuciem winy. Stała na nim również stara maszyna do pisania typu Underwood. W chwilę potem rozległy się pierwsze tony „Come Softly Darling” zespołu Fleetwood Mac.zawołała pani Denbrough. Weszli na górę. mamo. Rodzice dali mu ją na gwiazdkę dwa lata temu i Bill od czasu do czasu pisał na niej krótkie opowiadania.. parę modeli.To j-j ja. Nałożył je na wybierak adapteru i włączył aparaturę. proszę pani! .krzyknął Richie.Bardzo dziękuję za zaproszenie.D-d-dali mi t-to na u-u-u-urodziny. Wycieczki w świat ułudy zdawały się koić jego umysł.Jest tam kto?! .odkrzyknęła pani Denbrough bezosobowym głosem. że matka Billa na widok tego pomieszczenia doznawała tylko lekkiego bólu głowy. dobrze? . pomimo że serce waliło mu w piersiach.Pozdrów ją ode mnie. Potem Bill zawołał: . Richie! . . I R-r-r.Billa był nadal w pracy. Richie złapał się za nos. Przejrzał je i wybrał pół tuzina. już . . I dwa a-a-albumy P-pata B-b-bo-one’a i T-t-tommy’ego . gdzie znajdował się pokój Billa. .Cześć. aby powiedzieć mamie.Oczywiście. .powiedział.Zostaniesz na kolacji? .O-o-oni nie l-l-lubią rock and r-r-rolla . Zapach przygotowywanego na kolację sztokfisza wpływał do korytarza.. tak jakby w ogóle jej tam nie było. że nic mu się nie stało. Zamarli. . kiedy Richie odłożył słuchawkę. Sharon Denbrough siedziała przy stole w kuchni i czytała gazetę. co oznaczało. Półki były zapełnione całą masą książek i komiksów. .

trzymając za ręce Crabby’ego Appletona. pokręcił głową i nacisnął klamkę. była niezwykła suchość powietrza. który był. Nagle zapragnął. Cho-o-oodźmy. Miał taką nadzieję. aby jednak były zamknięte na klucz. tłumiąc piosenkę Fleetwood Mac. .wyszeptał do Billa. że s-s-siedzimy w m-m-moim p-p-pokoju. to w-w-wszystko. bo do wypełnienia tego rytuału potrzeba dwóch rąk. Drugi plakat ukazywał siostrzeńców . .nikt tutaj od dawna nie oddychał. . Na cichy szczęk zamka Richie mimo woli drgnął gwałtownie. Jego dłonie nie były splecione. jaką odczuł. Tom robił salto. delikatnie mówiąc. z pobladłą twarzą. Pokój George’a znajdował się po drugiej stronie korytarza. Cichy dźwięk wymknął się z gardła Richiego. Było.dziecięce plakaty. Richie spojrzał na nie i oblizał wargi. zatęchłe. Rany . Po chwili wahania chłopiec ruszył za nim. Drzwi były zamknięte. Rozejrzał się wokoło zaniepokojony i jednocześnie zaciekawiony.Czasami po prostu tego chcę. Oto. Hawkinsa zatrzymuję na chwilę. Zepsuty Do Szpiku Kości.Masz rację . Jego wzrok padł na łóżko George’a i pomyślał o nim śpiącym teraz pod pokrywą ziemi na cmentarzu Mount Hope. jak mogłeś wytrzymać tu sam.Tu jest naprawdę strasznie.B-był m-m-moim b-b-bratem . a George’a pochowano tylko z jedną. pomyśli. Bill. . że w ogóle wpadł na ten pomysł.Sandsa. Wzdrygnął się nieznacznie na tę myśl i ponownie oblizał wargi. Wszedł do środka i obejrzał się przez ramię na Richiego. L-l-little R-r-richarda i S-s-screami-na J-jaya. Zaczął wręcz żałować. Ale jak b-b-będzie słyszała mm-muzykę. Na jednym z nich widniał Tom Terrific. k-k-kiedy nie ma ich w d-d-domu. Na ścianach były plakaty . Bill odwrócił się i spojrzał na niego pytająco.odparł prosto Bill. jak to wygląda i dlaczego. Bill zatrzasnął drzwi. Nie rozumiem. Pierwszą rzeczą. Już od dawna nikt tu nie otwierał okna pomyślał.rzucił ochryple Richie. bohater kreskówek z programu Kapitan Cangaroo.Nie zamykają ich na klucz? . rzecz jasna. .

. Dzieciak był zbyt niecierpliwy .Kaczora Donalda . ale n-n-nie okładka. Pan Pracuś mówi: „Czekajcie na Crossing Guard”! . .A-a-ale To chce. Na trzecim. Z-zamknęła się s-s-sa-ma. lat 6. Usiadł na łóżku obok Billa i spojrzał na album.S-s-strony może.A więc się zamknął .często wychodził poza linię pomyślał Richie. że jego życie zakończyło się definitywnie wraz z tymi paroma cenzurkami (przedszkolnymi i z pierwszej klasy podstawówki).powiedział Bill.Spójrz. że George umarł. a potem wzdrygnął się. wiedząc. pomalowanym przez samego George’a. . Jego oczy w pobladłej. Patrząc na nie i wiedząc. Każdy mógł. żebyś t-t-ty . że nie będzie ich już więcej.rzekł niepewnie Richie. To było dla niego szokiem. Już nie zdoła tego poprawić. maszerujących przez puszczę w śmiesznych futrzastych czapkach drużyny Junior Woodchucks na głowach.Rany kota . Richie po raz pierwszy pojął idiotyczną prawdę o śmierci. każdy mógł! .powiedział drżącym głosem. Richie spojrzał na stolik przy oknie.George Elmer Denbrough.Hueya.wyszeptał Bill i usiadł na łóżku George’a. Obrzucił Richiego ponurym spojrzeniem. zanim nauczył się nie wychodzić poza kreskę przy kolorowaniu rysunków. Mogłem umrzeć! .Tak . Louiego i Dewiego.Wcześniej. . . . Pani Denbrough ułożyła tam wszystkie świadectwa George’a. Nie był w stanie wydusić nic więcej. Lat sześć i ani dnia więcej! Zawsze sześć lat! Aż do śmierci! Na zawsze! Cholera! Każdy z nas mógł umrzeć! Każdy! .Wiele książek zamyka się samo z siebie. zmęczonej twarzy wydawały się bardzo ciemne. Lat sześć! .wykrzyknął głos jego umysłu tym samym tonem co poprzednio.Był o-o-otwarty . jakby wielki stalowy sejf spadł mu na głowę i pogrążył się głęboko w mózgu.Moje zdjęcia . wiedząc.Richie podążył za wskazującym palcem Billa i zobaczył zamknięty album zdjęciowy leżący na podłodze.brzmiał podpis u dołu. pan Pracuś wstrzymywał ruch.wrzasnął w głębi jego umysłu przepełniony przerażeniem głos. Miał wrażenie.przeczytał Richie. . . . . aby gromadka dzieci mogła przejść przez jezdnię.

domów. że ta zaschnięta pacia to był zwykły keczup.. Leżał pod oknem przesłoniętym zasłonami. ruin zakładów Kitchenera. dzieci. diabelskiego młyna w lunaparku Esty County. Natrafił na zdjęcie śródmieścia Derry. czarnych stron.. dam już temu spokój . plastykowych ramion. skrzynek pocztowych. studzien. że zmieniłem zdanie i chciałbym. słupów telefonicznych. To mógł być stary keczup. Main Street i Canal Street z lat trzydziestych. dostrzegł jabłoń w ogródku na tyłach domu Denbroughów. zaczął przeglądać znajdujące się tam fotografie twarzy i miejsc . Ale Richie wiedział. Wyglądając przez nie. zjem kolację i wcześnie położę się do łóżka. Dotknął ostrożnie albumu. starych fordów i studebakerów. bo jestem strasznie zmęczony. i pomimo że powinien być nieźle nagrzany po całym dniu. Brzegi stron pokryte były zaschniętymi kasztanowatymi zaciekami. Spuścił wzrok i raz jeszcze spojrzał na album. Album był zimny. Mimo woli zawrócił. To mógł być keczup. był zimny jak lód. które zdawały się o tysiąc mil od niego. a jutro rano. Richie wstał i podszedł powoli do albumu. . których wcale nie znam. stacji pomp. T-t-tak mi się w-w-wydaje. pogiętego czarnego pnia. a potem szybko cofnął rękę.tylko zaciągnięte zasłony stanowiły filtr dla promieni. wystające z grubego. płotów. w przód i w tył. Jego palce przesuwały się coraz to szybciej i nagle dotarły do pustych. odgryza spory kęs i wtedy trochę keczupu bryzga na kartki albumu. pękatego hamburgera. i otworzywszy go. I tak nie chcę zaglądać do tego starego albumu i oglądać ludzi. Chyba powiem Billowi. jak się obudzę. z pewnością przyznam. kołysały się wolno.otworzył t-t-ten a-a-album. Małe dzieciaki zawsze coś spaprają. że to nieprawda. żebyśmy już poszli do jego pokoju posłuchać muzyki i poczytać komiksy. Dobra. A potem pójdę do domu. Jej gałęzie. Nietrudno było sobie wyobrazić George’a przeglądającego album i jednocześnie jedzącego hot doga albo wielkiego. Pewno. na samym końcu długich. a po nim nie było już nic. Leżał na nasłonecznionym miejscu . wujków.zdjęcia ciotek. i właśnie tak zrobię.pomyślał Richie. W końcu podniósł album dłońmi.

przechodnie idący wzdłuż kanału.N-n-nie w-w-w-wiem. kiedy oczom chłopców ponownie ukazało się ostatnie zdjęcie. Bill i Richie popatrzyli na siebie nawzajem rozszerzonymi oczyma.To zdjęcie śródmieścia sprzed lat jest ostatnie w całym albumie. P-p-popatrz. przy wtórze głośnego szelestu.Tu nie ma szkolnego zdjęcia George’a . co się z tym stało? . okazało się. Spojrzał na Billa z mieszaniną ulgi i irytacji.W co ty sobie lecisz. Bill gwałtownie zaczerpnął .powiedział Richie. ale na twarzy malował się wyraz zdumienia. . w który wkładało się rożek fotografii. Przewrócił stronę i tak jak powiedział Richie. że była pusta. zatrzymani w kadrze jednym ruchem migawki. . Była to fotografia śródmieścia Derry. w przeciwieństwie do kartek albumu. Przewracał strony w poszukiwaniu fotografii George’a. Pochyleni nad nim.powiedział i stuknął palcem w czarny trójkącik. dzieląc się książką. Kurczę blade! . Po nim są już tylko puste strony. a potem spuścili wzrok na ożywiony album. jakim było przed blisko trzydziestu laty. Po mniej więcej minucie zrezygnował. . Bill wziął album od Richiego i trzymał go teraz na podołku. wolno.powiedział nagle Richie i wziął album od Billa. Przewracały się same. .Jejku! . staroświeckie lampy uliczne z kiściami białych kul przypominającymi winogrona. wyglądali jak dwaj chłopcy na próbie chóru.nie była pusta. Wielki Billu? . jakim było na długo przed przyjściem na świat Billa i Richiego. lecz zdecydowanie.przedstawiająca miasto. Czarny przyklepany trójkącik.Że co? . staromodne samochody i ciężarówki.Jeeeju! Jak myślisz.My! To przecież my! Rety! Spójrz! Spójrz no tylko! Bill ujął jedną stronę albumu. Coś na niej było.C-co?C-c-cotoj-j-jest? . W jego głosie nie było teraz strachu. Bill wstał z łóżka i podszedł do Richiego. Stronice przestały się przewracać.. Spojrzał na zdjęcie przedstawiające śródmieście Derry. Nie .T-t-to b-było tutaj! . utrzymana w tonie sepii .

. Chłopiec w ubraniu marynarskim .wszystkie zostały wprawione w ruch i zaczęły przejeżdżać przez skrzyżowanie.Bill . że on również to zobaczył. wsadził je w kąciki ust i zagwizdał.jego płaszcz został zarejestrowany w chwili. Mała biała ręka wystrzeliła z okna po stronie kierownicy. który powinien pozostać na zawsze na środku skrzyżowania (albo przynajmniej dopóki chemikalia starego zdjęcia nie rozłożą się całkowicie).zaczął Bill i właśnie wtedy zdjęcie ożyło. chevrolety. Drugi miał na sobie coś. Na głowie miał tweedową czapeczkę. Pojechał dalej w stronę Milowego Wzgórza. patrząc na coś. a chłopcem w marynarskim ubranku był naturalnie Bill Jąkała. znikł z pola widzenia. przejechał przez nie w kłębach dymu bijącego z rury wydechowej. Richie oszołomiony do tego stopnia. Model T. Patrzyli na samych siebie na zdjęciu. po drugiej stronie ulicy. co wyglądało prawie jak strój marynarza.uniósł dwa palce. Wnętrze ust Richiego zrobiło się nagle suche jak pieprz i gładkie jak szkło. gdzie kanał wpływał do trzewi miasta na dalsze półtorej mili. Dwaj chłopcy dokończyli obrót. Chłopiec w krótkich spodenkach to bez wątpienia Richie Tozier. Wóz skręcił w Court Street i wjechawszy za białą ramkę zdjęcia. packardy . stanęli en face i w chwilę potem Richie zobaczył. Facet nasadził mocniej kapelusz na głowę i oddalił się. Dwaj chłopcy byli wyraźnie widoczni na tle niskiego betonowego murku na brzegu kanału. że nie był w . Parę stóp przed chłopcami na zdjęciu stał mężczyzna przytrzymujący rondo swej fedory . gdy rozchylał się na boki wydęty gwałtownym podmuchem wiatru. Na ulicy można było dostrzec modele T.powietrza i Richie już wiedział. Zamknięci pod błyszczącą powierzchnią starej czarno-białej fotografii dwaj mali chłopcy szli wzdłuż Main Street w stronę skrzyżowania Main i Center. prawie trzy razy starszym od nich. sygnalizując skręt w lewo.N-n-nie wierzę w t-t-to . że patrzyli na kundla przechodzącego przez Center Street. jak zahipnotyzowani. Jeden z nich nosił krótkie spodenki. co znajdowało się dalej. pierce-arrowy i chevrolety. Po mniej więcej dwudziestu ośmiu latach poły płaszcza mężczyzny opadły wreszcie w dół. Pierce-arrowy. Byli zwróceni w trzech czwartych profilu do aparatu.

co białe na starych fotografiach. część znajdująca się pod powierzchnią wydaje się pływać. Jego dłoń zagłębiła się w fotografii. zdał sobie sprawę. Łzy napłynęły mu do oczu. że usłyszał ten gwizd. Odgłosy były słabe. . gdzie przestawały być jego palcami i stawały się częścią fotografii. Drugą ręką sięgnął w stronę chłopca w marynarskim stroju i schwycił go za szyję. ale mimo wszystko słyszalne.oczy stały się dwiema czarnymi dziurami.krzyknął Bill i wyciągnął rękę w stronę zdjęcia. jakby dochodziły zza grubej szyby. Jednocześnie stały się małe i odległe. Chłopcy spojrzeli na siebie nawzajem. po czym podreptał dalej...pomyślał Richie. oddzielona od ręki i reszty ciała pozostających na zewnątrz.Przestań. Zobaczył. Pies spojrzał w stronę dwóch chłopców. Richie widział krew spływającą po . To było jak złudzenie optyczne. który wyskoczył jak diabeł z pudełka. Bill włożył palce do ust.stanie mówić ani myśleć. usta w kolorze krwistoczerwonym wykrzywione były w potwornym grymasie . włosy miał sczesane do tyłu. a byłby się spóźnił. jak wszystko. Odwrócili się w tę stronę. podobnie jak słyszał warkot silników przejeżdżających samochodów. podobne do tego. a potem roześmiali się jak Chip i Dale. Richie schwycił go za ramię i szarpnął potężnie. O mały włos. Serie poziomych cięć rozorały palce Billa w miejscu. Ruszyli przed siebie i w pewnej chwili Richie w krótkich spodenkach schwycił Billa za rękę i wskazał w stronę kanału. Nie.N-n-nieee! . Nie rób tego. Obaj upadli. jak końce palców zmieniają się z różowych w pożółkłe. jak czubki palców Billa przechodzą przez zdjęcie i wnikają do świata po drugiej stronie. Podeszli do niskiego. Zobaczył. Bill! . Nie . Album George’a spadł na podłogę i zamknął się z głuchym kłapnięciem. klowna z twarzą George’a Denbrougha. . gdy ktoś wkłada rękę do szklanego naczynia z wodą. Jedną ręką klown trzymał sznurki trzech balonów. zupełnie jakby zamiast w głąb zdjęcia włożył rękę pomiędzy śmigła wentylatora.wrzasnął Richie i schwycił go z całej siły. betonowego murku i nagle nad jego krawędzią pojawiła się głowa klowna.

Ponownie wziął do ręki album. chwytając Billa kurczowo za ramię.Jezu Chryste. a ponury wyraz nieugiętej determinacji na jego twarzy przeraził Richiego bardziej niż cokolwiek innego. Mężczyzna kierunku skrzyżowania przytrzymywał rondo swojej fedory .Spójrz . . Ale. że paznokieć najmniejszego palca został przycięty tak starannie.jego dłoni i nadgarstku cieniutkimi strużkami.Pozwól mi rzucić okiem ..wyszeptał Richie i wskazał pewien szczegół. wierzchem do góry. . . Twoja matka mogłaby. o mało nie straciłeś palców! Bill strącił jego dłoń.. . środkowego i serdecznego. rozpryskując krople krwi po podłodze.. mógłby stracić palce. . aby nie dotknąć zdjęcia nawet koniuszkiem palca. Oczywiście.Bandaże. Boże.B-b-boli . Zrobił to bardzo ostrożnie. a tak skończyło się tylko na paru głębszych skaleczeniach. To jedyne. . Dwaj chłopcy zniknęli. Model T stał pośrodku skrzyżowania.rzekł Bill. Mały palec zaledwie dotknął powierzchni zdjęcia (jeśli ono w ogóle miało powierzchnię) i choć nie został rozpłatany. Wyciągnął rękę w stronę Richiego. ależ mieli szczęście gdyby odciągnął Billa w chwilę później. W poprzek jego trzech palców. I ponownie ich oczom ukazała się fotografia śródmieścia. Jego zranione palce znaczyły album George’a świeżą krwią. Bill! .Nie otwieraj tego ponownie! . . Nad niskim murkiem przy brzegu kanału widać było łukowaty zarys . Bill.Musimy coś z tym zrobić.T-t-t-to n-n-nieważne .powiedział.zawołał Richie. Oczy Billa były nieomal oczyma szaleńca. uważając. Inne samochody idący w zamarły na swoich poprzednich pozycjach. na pewno będzie wyglądać jak rozlany keczup. .. biegły głębokie rany. Zaczął przerzucać strony albumu.krzyknął Richie. która gdy tylko trochę przyschnie. . wskazującego.rzekł Bill. jakby dokonały tego nożyczki manikiurzystki. Bill powiedział później Richiemu.poły jego płaszcza ponownie trzepotały na wietrze. o czym mógł teraz myśleć. że tak.Jezu.

Słyszałam jakiś stukot. . .stwierdził Richie. . . jak wraca w stronę kuchni. .T-t-t-troszeczkę. . . I To zabija dzieci. Miałam wrażenie. Po oczyszczeniu rany wyglądały niegroźnie.K-k-klown udający G-g-george’a. Owinął je bandażami tak szybko.czubek czegoś okrągłego. Usłyszeli. który zagnieździł się tutaj.T-t-to był k-k-klown . . Matka Billa była głosem u stóp schodów i cieniem na ścianie.J-j-już n-nie będziemy. . że zbiera mu się na wymioty.T-t-trędowatego. Chłopcy poszli do łazienki. kiedy go zobaczył Ben. chłopcy? .Zgadza się .Ale czy t-t-to naprawdę k-k-klown? .powiedział. co przypominało balon. .? Bill spojrzał ponuro na pierścienie bandaży spowijające jego palce. materiał zabarwił się czerwienią i lada chwila mógł zacząć ociekać krwią. . . Richie poczuł. Zdawało się ono mówić: „bądź cicho”. m-m-mamo. Patrząc na ich białe usta i czerwone mięso tuż pod nimi. Czegoś.B-b-boli jak d-d-diabli .Chcę. w Derry. . którego widział Eddie.To potwór . co. jak mógł. I tak jak udawał chorego włóczęgę.Bill rzucił Richiemu przenikliwe spojrzenie. dopóki krwawienie nie ustało. Bill owinął zakrwawioną dłoń chusteczką. a potem uniósł wzrok na Richiego.jakiegoś przedmiotu . .Tak jak udawał mumię.rzucił cichym głosem Richie.Jakiś potwór.spytała ostro. gdzie Bill trzymał rękę pod kranem. . .syknął Bill.Ćwiczyliście zapasy. Potwór. . 5 Wyszli z pokoju George’a dokładnie na czas. żebyście przestali. ale były okrutnie głębokie.Zgadza się. że lada moment sufit zwali mi się na głowę.To po cholerę włożyłeś tam rękę.

Jej bliskość przejmowała go do tego stopnia. grany przez Garry’ego Conwaya. To Beverly była powodem jego milczenia. podczas gdy Richie. Ben jednakże bardzo szybko zapomniał o swoich prześladowcach (siedzieli na parterze. To znaczy zrobił to Richie. bo nawet przemieniony w potwora miał śmieszną. Podczas seansu Ben był bardzo cichy. grany przez Michaela Landona. niedługo po wydarzeniu z tamą w Barrens.6 W sobotę. że czuł się nieomal chory. które Richie natychmiast wpisał na listę tego-co-musi-zobaczyć. blisko ekranu. który niepotrzebnymi kawałkami ciał karmił hodowane w piwnicy wygłodzone aligatory. fikuśną czuprynkę. Jednym z potworów był wilkołak. spotkaniu z panem Nellem i incydencie z ożywionym zdjęciem. gruby Humbak zostałby wcześniej zauważony przez Henry’ego. a dobry. a kiedy Beverly poruszała się na swoim fotelu. dwie kreskówki Warner Bros. Richie przypuszczał. Victora i Belcha. i jeszcze za to zapłacili. Mało brakowało. lecz z dwoma potworami. że właśnie to go tak trapiło. Jego ciało było pokryte gęsią skórką. i był świetny. ścigały swoje ofiary na ekranie kina „Aladyn”. miał wrażenie. Co się tyczy tego ostatniego. Poza tym w programie był pokaz najnowszej paryskiej mody. ale nie niebezpieczne. po jednym odcinku Popeye’a i Chilly Willy (z jakiegoś powodu kapelusz Chilly’ego Willy’ego zawsze doprowadzał Richiego do łez) i zapowiedzi nadchodzących atrakcji. Ben i Beverly Marsh stanęli twarzą w twarz nie z jednym. choćby tylko po to. zajadając się popcornem i rycząc na całe gardło). Richie. sprawozdanie z wypadków rakiet Vanguard na Cape Canaver. przedstawiono fragmenty z filmów. żeby nieznacznie zmienić pozycję. przywrócony do życia przez potomka Victora Frankensteina. Ben i Bev obserwowali to z balkonu. Drugim monstrum był trup kierowcy starego automobilu. Poślubiłem potwora i kosmosu i Plazma. Te potwory były straszne. jakby ogarnęła go . że płonie.

w każdym razie prawie. jak kiepsko spał zeszłej nocy i jak. Nosił okulary w drucianej oprawce. Richie Tozier wstał z łóżka. który zasiadł już przy stole ubrany w swój biały dentystyczny fartuch. że może on i Bill ulegli halucynacji. Później pomyślał. Dlatego też po przygodzie.a mianowicie horrory. czy nie miałby dla niego jakiejś roboty.tropikalna gorączka. Jego zdaniem była tylko jedna rzecz lepsza od filmów z Francisem Mówiącym Mułem . że tak.bardzo dziecinne. Zaczął się zastanawiać. bawił się setnie. Richie. Był miłym z wyglądu mężczyzną o dość pociągłym obliczu. co działo się w mieście. które na jego nieszczęście okazały się niezbyt wysokie (zerowe byłoby w tym przypadku lepszym określeniem) i zaczął dopytywać się ojca. Dowiedział się o podwójnym sobotnim seansie z piątkowej gazety i prawie natychmiast zapomniał. zobaczył w gazecie zapowiedź dwóch horrorów. nieświadom pierwszych miłosnych rozterek Bena.. która każdego dorosłego zmusiłaby do natychmiastowej wizyty u najbliższego psychiatry. zapalił światło w szafie (było to .. że te trzy godziny w ciemności obok Beverly były zarazem najdłuższymi i najkrótszymi godzinami w jego życiu.. ogarniał go dreszcz egzaltacji. Ojciec.rzecz jasna . w każdym razie jeszcze nie wtedy. zjadł olbrzymią porcję płatków. Poza tym nie było chyba prawa. Oczywiście rany na palcach Denbrougha nie były złudzeniem. I do tego oglądane w kinie pełnym dzieciaków. być może Bill zwyczajnie pozacinał się papierem. Całkiem możliwe. Mogło się tak zdarzyć. odłożył część gazety z rubryką sportową i nalał sobie drugą filiżankę kawy. Dość grubym papierem. nieprawdaż? Oczywiście. wrzeszczących i krzyczących w najbardziej krwawych momentach. Rano wszystko znów wydawało się normalne. nie potrafił zmrużyć oka). nim położył się do łóżka. sprawdził swoje zasoby finansowe. Kiedy jej ręka muskała jego dłoń. ale dopóki tego nie zrobił. ale kto wie.. które nakazywałoby mu zastanawiać się nad tym przez następne dziesięć lat. sięgając po kukurydzę. (W 1973 . Naturalnie nie skojarzył wydarzeń przedstawianych w tych dwóch niskobudżetowych filmach z tym. z tyłu głowy miał małą łysinkę.

.No. gur’nor? Wydałem. .powiedział ojciec. Trzask-prask!. . trochę na tamto i już.rzekł Wentworth Tozier. którą pokazywał mu Richie. Trochę na to.. Każdy musiał się dołożyć.Horrory .Taaak! .No. to kanapka.. chwytając się za gardło i wysuwając z ust język. rzecz jasna. to coś do picia. to stek. To był mój wkład w wojnę..I jak sądzę. To jedyny powód. wyzionąłbyś ducha w konwulsjach rozczarowania.Co zrobiłeś z tymi pieniędzmi? Richie natychmiast przerzucił się na głos Toodlesa .Wydaje mi się. .Daj spokój.angielskiego kamerdynera.Richie spadł z krzesła na podłogę.odparł z uśmiechem Richie.Tak! Tak! Tak! O tak! Gheeee! .roku umrze na raka krtani). żeby pokonać przeklętych Hunów. dla którego w piątek mógłbyś potrzebować pieniędzy. co? . .. . . przyglądając się synowi z wyrazem głębokiego zafascynowania.Co z nimi zrobiłeś. podczas gdy Richie ponownie usadowił się na krześle. mógłbyś wreszcie przestać? . . .Tak . no nie? A to kosztuje.. i po wszystkim. W każdym razie nie jestem w stanie wymyślić nic bardziej sensownego. Oparł się jednym łokciem o blat stołu i podparł brodę dłonią.To wyjątkowo głęboki temat dla chłopca o tak płytkim rozumku skomentował Wentworth Tozier... Rich .Jesteś bez grosza? . gdzie smażyła jajka w formie dodatku do naleśników. .spytał Wentworth Tozier. Spojrzał na reklamę.Chciałbyś pójść. gdybyś nie obejrzał tych dwóch szmatławych filmideł? . . Był to jeden z ulubionych sposobów Richiego oczarowywania ludzi..spytała matka od kuchenki. . Richie. . że zapomniałem ci wypłacić w poniedziałek kieszonkowe.Boże.

tato .rzekł Richie. że było dokładnie na odwrót.odparł Richie.W porządku.powiedział uprzejmie Went i sięgnął po słoik konfitur truskawkowych. . doprowadzisz go do porządku.Uhum . rzecz jasna.rzekł Richie i odpowiedział uśmiechem.rzekła Maggie Tozier do męża. ty.Stek bzdur .Dwa dolce.Oj. Richie.Ja? . A do Richiego: . Przystrzyżesz trawnik. Zewnętrznie był przybity.. Trawnik frontowy. położę na twoją dłoń dwa zielone kawałki papieru z podobiznami George’a Washingtona z jednej strony i wizerunkami wciętej piramidy z Zawsze-Czujnym-Okiem z drugiej. Richie. gur’nor . .Naprawdę. drapieżny.Całość. Richie? Zaznajomiłeś się z nim jak należy? . dobrze? . tato.dorzucił. .Zarósł.. po co chcesz zapełniać sobie głowę takimi okropnymi śmieciami. tył i boczne. że dostanie to. . .Nie wiem. teraz był już pewien.przyznał Went. Went nachylił się do Richiego i uśmiechnął się szeroko.znane. przynosząc Richiemu do stołu talerz z jajecznicą. . stare i kochane książki. Uśmiech Wentwortha Toziera zmienił się w szeroki.Tuś mi.powiedział Richie i nagle w jego umyśle pojawiło się straszne podejrzenie. . ale wewnętrznie promieniał ze szczęścia. . mamo . rekini grymas. . bratku . . choć z niepokojem czuł. . .Nie rozumiem cię. ponownie stając się (bądź usiłując się stać) kamerdynerem Toodlesem. .Tak. czego chciał otrzyma zadanie do wykonania i fundusze na sobotni seans filmowy.Oczywiście. Rodzice byli dlań jak książki .O tak. kretyński potomku moich lędźwi. tato? .Oszczędź mi takiego słownictwa przy śniadaniu.. A kiedy skończysz. Oczywiście .I ty.powiedział. sztucznie niepewnym. znasz swój trawnik. no nie? . Może jego ojciec nie miał na myśli tylko frontowego trawnika. .jęknął Richie.Gówno prawda .

.wykrzyknął Richie z niekłamanym bólem. przyglądając się bacznie Richiemu. Wiem . Pomyślał przez chwilę o dziwnym albumie George’a Denbrougha ale to z całą pewnością była tylko halucynacja .. Oczy ojca ponownie pojawiły się na krótką chwilę. że mam cię w ręku.Masz jajko na brodzie. co bardziej prawdopodobne. . . Zgadza się? Oczy Wenta ponownie znikły za płachtą gazety.przyznał Went.Trzy dolce. .zwrócił się do gazety. . . że o tym wiesz. Ty jesteś o tyle w gorszej sytuacji.Wydaje mi się. Mam nadzieję. że chciałbyś pójść do kina.To największy trawnik na całej ulicy! Jeezu. to może być te pięć naleśników i porcyjka jajecznicy. .O rety . co ściska cię w żołądku. Richie widział nagłówek na pierwszej stronie. W chwilę potem nad jej górną krawędzią pojawiły się jego oczy.Ty i Jack Benny. przyglądały mu się z pewną dozą lekceważenia. jeśli uporam się z tym do wieczora? . świadomość.a nawet jeżeli nie. im nie zależy na pójściu jutro do kina na podwójny seans. lub też. ale nie masz na to pieniędzy. dajesz im po dwa dolce. tato! Went westchnął i ponownie podniósł gazetę. kochanie.Dwa dolce za cały trawnik?! . bo nie wpadli tu ostatnio z zapytaniem o stan trawników otaczających naszą posesję. .rzekł Richie.To prawda . jak facet z karetą na ręku przygląda się swemu pokerowemu przeciwnikowi ponad wachlarzem kart.On mnie szantażuje . Przyglądały mu się tak. Zaginiony chłopiec powoduje nową falę lęków. .odparła matka. Na łebka! . że nie zależy ci za bardzo na obejrzeniu tych filmów . Richie starł z brody resztki jajka.Dwa i pół. . A jeśli nawet chcą się tam wybrać. Prawdę mówiąc. chcąc ponownie zrzucić parę kilo.rzekł Went zza gazety.Kiedy bliźniaki Clarków to zrobią.To szantaż. to zdarzyło się to wczoraj. a dziś to dziś. Richie. która jadła suchego tosta. . jaką wpyliłeś na śniadanie.Tak.Ale jak mi wiadomo.powiedział Richie do matki. to najwyraźniej muszą mieć na to fundusze. To. . .

Chciałbym doczytać ten artykuł o boksie.rzekł Eddie. B-b-bill.o trzeciej po południu w piątek i rozpoczął sobotę z dwoma dolarami i pięćdziesięcioma centami w kieszeni dżinsów. . naprawdę wiedzieli. ale Eddie sprawiał wrażenie jeszcze bardziej przygnębionego niż Bill . Eds.Stoi . Po namyśle można się było z tego nieźle obśmiać.D-d-daj i-i-im b-b-bobu.M-masz t-to u mnie j-j-jak w b-b-b-banku. Pobawimy się w . ale ten oznajmił mu ponuro.Zdecyduj się wreszcie. jak należy je ściskać. . Jak cię tylko pierwszy raz zobaczyłem. jesteś prawdziwą kupą gówna. Richie szczerze mu współczuł. Eds. . . 7 Skończył trawniki . a potem dodał. . jak bardzo urosłem . T-t-tozier . Wszystkie trzy były grube jak pani Kaspbrak i żadna z nich nie była mężatką.. Richie.To mój idol . Zadzwonił do Billa. Potem zadzwonił do Eddiego Kaspbraka.jego matka załatwiła dla siebie i dla niego jednodniowe bilety autobusowe i postanowiła zabrać Eddiego z wizytą do trzech ciotek mieszkających w Haven. jak potrafił. . Kiedy twoi starzy trzymali cię za jaja.Będą mnie szczypać w policzki i mówić.Poznasz jedną.. po bokach i na tyłach domu . głos Billa Jąkały.powiedział Richie i westchnął. . Prawie fortuna.odparł Bill i odłożył słuchawkę.odparł Went zza gazety. to tak jakbyś znał wszystkie.. od razu mi się spodobałeś. Tak. naśladując najlepiej. Tak samo jak ja. Kosząc trawę. że musi pojechać do Bangor na jakiś test logopedyczny. Bangor i Hampden. Wpadniesz do Barrens w przyszłym tygodniu? .Chyba tak.To dlatego. że jesteś taki śliczny. ćwiczył swoje głosy.przed frontem. . Richie. jeżeli wy też tam będziecie. To było całkiem zabawne.Czasami.

Richie złożył mu wyrazy współczucia. że jeden z tych filmów jest o wilkołaku? .prawdę powiedziawszy. ale nie mam już ani grosza . i zadzwonił. zmieniając talerzyk na ciastka w prawdziwy latający talerz i przez przypadek trafił w okno. Richie miał już wyjść z pokoju. zaproponował: . czy w przyszłym tygodniu przyjdzie do Barrens.Bardzo zabawne. że starzy akurat uziemili go za wybicie szyby w największym z okien.strzelaninę? . Błędne koordynaty. Brzdęk. Trzeci telefon wykonał do Stana.Mam sporo forsy. . No to na razie. Przez cały weekend musiał harować jak wół i najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu czekało go to samo. kiedy pomyślał o Benie Hanscomie. że najprawdopodobniej tak.Co? . . Ja i Wielki Bill mamy wam coś do opowiedzenia. Stan. . Stan bawił się przy domu. Stan odparł. a potem spytał Stana. Richie. .powiedział Ben. ale okazało się. Przejrzał książkę telefoniczną i odnalazł w niej numer Arlene Hanscom. W jego słowach pobrzmiewał smutek i zawstydzenie . . to było tylko okno .Świetnie! To będzie wspaniałe! Dwa horrory! Czy powiedziałeś.odparł Stan i odłożył słuchawkę.rzucił wyraźnie uszczęśliwiony Ben. który akurat nie narzekał na brak pieniędzy (i który nie lubił chodzić do kina w pojedynkę). Pożyczę ci.Tak? Naprawdę? Zrobiłbyś to? .W porządku! . łakocie i napoje gazowane.W gruncie rzeczy to. jeżeli ojciec nie zdecyduje się zabronić mu wychodzenia z domu albo coś w tym rodzaju. .Tak.Chciałbym pójść.Może. że to musiał być numer Bena. Jako że była jedyną panią Hanscom spośród czterech osób o tym nazwisku widniejących w spisie. . aby to sprawdzić. jak sądzę.Czemu nie? . ale za to duże .Pewno . Baw się dobrze u tych swoich ciotek.rzekł Richie z zakłopotaniem w głosie. Richie uznał. opowieść Billa. wydał te pieniądze na słodycze. .rzekł Richie.Jezu.

Jezu.uwielbiał ten magiczny świat. a teraz wyjął je i starał się ponownie ukołysać je do snu. tylko nie zlej się w spodnie. Poczuł się jak prawdziwy bohater.Tak.Zobaczymy się pod kinem. co wyglądało jak lody pistacjowe. siedzącą na ławce przed sklepem drogeryjnym. którzy w taki dzień musieli wypełniać jakieś nudne obowiązki . Pójście do kina zawsze wprawiało go w doskonały nastrój . nucąc pod nosem „Rockin Robin”. 8 Dzień był słoneczny. Świetnie. Ben wybuchnął śmiechem. Richie miał jo-jo w tylnej kieszeni spodni. by miało się ono spełnić. . Jadła coś. poleciał w prawo. który zapewne przez całe popołudnie będzie musiał oskrobywać schody werandy albo zamiatać garaż tylko dlatego. . te czarodziejskie sny. W połowie Center Street Hill zobaczył dziewczynę w beżowej plisowanej spódniczce i białej bluzce bez rękawów. okay? . Richie szedł tanecznym krokiem wzdłuż Center Street w stronę „Aladyna”. Idąc na górę..Tak. która stanowiła jedno z ukrytych marzeń Richiego i jak na razie nic nie wskazywało na to. A to z kolei wprawiło go w prawie heroiczny nastrój. pogwizdywał wesoło. by przed kinem przejrzeć jeszcze parę komiksów. To szalone małe świństwo albo opadało w dół i z miejsca podrywało się w górę. Nagle przyszło mu na myśl. Była to umiejętność. Współczuł wszystkim.Bill ze swoją terapią logopedyczną. a . Eddie ze swymi ciotkami. Kaskada rudych włosów. wietrzny i chłodny. które w słońcu raz wydawały się miedziane. że rzucany przez niego talerzyk zamiast w lewo. że Ben Hanscom był samotny. biedny stary Stan Man. uwielbiam filmy o wilkołakach! .Chłopie. Czuł się wspaniale. Richie odłożył słuchawkę i spojrzał z zadumą na telefon. albo po opadnięciu zamierało na końcu sznurka i już nic nie można było z nim zrobić. Humbak.

innym razem prawie złote. Nażyści odcięli nam odwrót. Podziwiał jej figurę (i wiedział. stał się Humphreyem Bogartem . że ta dziewczyna była naprawdę pięknym kumplem. zobaczył purpurowoczarny siniak na jej prawym policzku. skaza. która najpierw przykuwa uwagę patrzącego. nie mogąc pojąć swymi zbyt młodymi jeszcze móżdżkami. Ponownie był nią urzeczony. a następnie pozwala zdefiniować resztę .Widaj. Podchodząc do ławki. Polecisz nim. jak to możliwe. bo była twarda i cechowało ją spore poczucie humoru. bo była dobrym kumplem. jedząc lody. tyle że jakby odrobinę zachrypiałym. przystając przy ławce i lustrując wzrokiem ulicę. co zechcą.szaroniebieskie oczy.. ale. gochanie . jakoś szobie poradzę. Aż do tej chwili nigdy nie przyszło mu na myśl. a raczej nie miewał tego typu myśli względem innych swoich kolegów. Richie . Pomimo to przyłapał się raz czy dwa na tym. jak Sally Mueller i Greta Bowie. przypominający cień skrzydła kruka.powiedziała Bev. . Krótko mówiąc.. sięgała jej aż do łopatek.. . jaki kolor mają majtki Bev ukryte pod skąpym materiałem jej nieco wyblakłej spódniczki. Dla wszystkich innych pozostanie w dalszym ciągu Richiem Tozierem.Nie ma szenszu czekać tu na autobusz.Cześć. że zastanawiał się. udając Humphreya Bogarta. nienawidziły jej jak zarazy.w każdym razie w swoim mniemaniu. a kiedy odwróciła się do niego. Richie zapiął pasek niewidzialnego płaszcza i nasadził mocniej na głowę niewidzialny kapelusz. Ja również. gocha-anie.dziewczyny. na której siedziała. że piękne dziewczyny można spotkać gdzie indziej oprócz ekranu w kinie albo że mógłby znać którąś z nich. tyle że teraz wydawała mu się prawie piękna. Gdy dodał do tego właściwy głos.. Richie lubił Beverly. że nie był pod tym względem odosobniony .powiedział. lubił ją. które przecież mogą mieć wszystko. żeby one. naturalnie . I Richie musiał przyznać. To była Beverly Marsh. Być może to właśnie ten siniak pozwolił mu dostrzec jej urodę zasadniczy kontrast. . Ostatni szamolot odlatuje o północy. Richie znał tylko jedną dziewczynę o włosach tak niezwykłej barwy. Nawet bardzo. I zwykle miała przy sobie papierosy. ale przede wszystkim lubił ją. musiały konkurować z jakąś dziewczyną z biednej dzielnicy). On cię potrzebuje.

Przysięgam na imię mojej matki. jak się ktoś popisuje. .Spójrz tylko na to. uśmiechając się słodko.A jak ci się to podoba? .Powinno wracać .Nie mam forsy .powiedziała Beverly. .czerwone usta.Rety. . która się im przyglądała). Richie usiadł obok niej. Ale kiedy wydosztaniemy cię już z Casablanki. Pozwoliła mu chwilę pospać. wymachiwała jo-jo do przodu i do tyłu. które miał kiedyś Richie. sprawiając. rety. . . Kiedy Bev poruszyła palcami w geście przywołania.rzucił Richie. .spytała. a potem podciągnęła je w górę kilkoma krótkimi szarpnięciami. Skończyła podwójnym Dookoła Świata (o mały włos uderzając pewną przechodzącą obok starszą panią. że czerwona drewniana szpulka zachowywała się jak bolo.Ale z ciebie głupek. Włożyła palec w pętlę ze sznurka.Przestań już .Mogę zerknąć na twoje jo-jo? Podał jej zabawkę. by móc przyjrzeć się. Odwróciła rękę wnętrzem do góry . Richie przysiadł obok niej. co Bev będzie robiła lepiej od niego. Bev miała na nosie parę małych piegów. . nieskazitelną kremową skórę. kiedy się je szarpnie.Zobaczyłeś coś zielonego? . unosząc zuchwale głowę. ale nie chce. .mruknął Richie. jaki można załatwić za pieniądze.Nie cierpię.odparła. pójdziesz do najlepszego szpitala.rzekł Richie.spytała Bev. a Richie nasunął okulary nieco wyżej na nos. Jo-jo wylądowało na jej dłoni ze sznurkiem owiniętym gładko wokół szpulki. Opuściła jo-jo wzdłuż palca wskazującego. .To dziecinnie proste . uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.Powinno się cofać.powiedział. Znowu będziesz biała. .jo-jo ułożyło się w zagłębieniu jej nieznacznie zgiętej dłoni.Mówiąc to. usnęła. . Szpulka potoczyła się w dół i dotarłszy do końca sznurka. . . usta miał rozdziawione w wyrazie bezgranicznego podziwu. Ponownie opuściła jo-jo w dół. patrzcie tylko! . Twój głos wcale nie przypomina głosu Humphreya Bogarta.Ciebie. jo-jo posłusznie się obudziło i zaczęło się wspinać po sznurku w kierunku jej ręki.Cała jesteś zielona jak szerek z pleśnią. . kochanie . Richie. Bev oddała zabawkę Richiemu i ponownie usiadła na ławce.Chodzisz do kina? . Coś się schrzaniło. Bev spojrzała na niego i . .

bo przez cały . Po raz pierwszy udało mi się zrobić podwójne Dookoła Świata. ale nie był dostatecznie odważny. że miałam dziś trochę szczęścia. potem ślub. iż jedyne. Crissem i Hugginsem.Tak. Spojrzał przez ramię na Richiego i Bev siedzących razem na ławce i zaintonował: . wcale nie były takie nieprzyjemne. . jazda. że ktoś może być tak wulgarny.powiedziała Beverly. Przypuszczalnie byli razem.Zamknij buzię.Potem Richie z wózkiem tup. wyciągając w ich stronę dłoń z wyprostowanym środkowym palcem.dodała zduszonym głosem. .dokończyła Marcia poprzez śmiech. aby spróbować czegokolwiek na własną rękę..powiedział Richie. tup. Beverly wybuchnęła śmiechem. to połączyć siły i wspierać się nawzajem.Usiądź na tym. by doszedł do wniosku. co mogli zrobić. pomimo że miał zaledwie dwanaście lat.Chanelem numer pięć . Gordon objął ją ramieniem i przez ramię zawołał do Richiego: . Richie zamknął buzię z głośnym kłapnięciem. Oparła się przez chwilę na ramieniu Richiego i to wystarczyło. Siedzących na ławce Bev i Richiego mijały grupki dzieciaków zmierzających w stronę kina. Gordona widywano czasem z Bowersem. Marcia odwróciła wzrok z oburzeniem.Może zobaczymy się później. że mieszkali obok siebie i oboje byli tak skończonymi kretynami.. . . . Twarz Petera. ale Richie doszedł do wniosku.zachichotała. Ale Bev zaraz znów się wyprostowała. że Marcia Fadden szczy wodą kolońską . . że to dotknięcie i wrażenie. okularniku! .Richie i Bev razem! Patrzcie no! Ale się dobrali. pokryła się już sporą porcją trądziku młodzieńczego. bo ci mucha wleci.Może zobaczysz pas do pończoch swojej matki . że ją podtrzymywał. a.Przyznaję. jakby nie dowierzała.. Peter Gordon szedł obok Marcii Fadden. .burknęła. Po-ca-łu-jcie się! Najpierw miłość. myślę. kochanie .. tup . że stało się tak tylko dlatego.Para palantów . a Beverly ponownie zachichotała. No.odparował Richie szybko (lecz odrobinę nonsensownie).

Jestem w tym dobra. wywracając oczyma. Richie cofnął się nieznacznie. Tak jak z żonglowaniem buławą.Może i tak .powiedziała. Był to uśmiech.przyznał Richie. Przez następne dziesięć minut pokazywała Richiemu. Sama do tego doszłam. . . które szcza wodą kolońską.rzucił Richie. . . .Prawdę mówiąc. ot i wszystko - . cynizmu i smutku.Pokażesz mi.Bev? . Dla panienek. .Naprawdę umiesz żonglować? . bo to prawda.Z pewnością .. jak to robisz z jo-jem? . dla Sally Mueller i Grety Bowie.Ale u nikogo lekcji nie brałam. choć zazwyczaj po przebudzeniu szpulka pokonywała tylko połowę długości sznurka. ..Jezu. . Bev. . . Mieszanka mądrości.Nikt mi nie pokazał. .To pewnie będziesz cheerleaderką w liceum? Uśmiechnęła się. . co to znaczy Chanel numer pięć.Chyba tak. . . jak powinien usypiać jo-jo.Jasne.Jak się nauczyłaś? Kto ci pokazał? Spojrzała na niego z niesmakiem. . tak jak to zrobił. Nic z tych rzeczy. jakiego Richie nigdy dotąd nie widział. choć nie miał zielonego pojęcia. .Mogę. Uważaj. A w sumie kto ma chęć wywijać koziołki i pokazywać majtki całej masie ludzi? Patrz. Czując bijącą od niej moc. kiedy zdjęcie w albumie Billa zaczęło żyć własnym życiem.Dla niej. skromnością to ty nie grzeszysz .odparła.. Pod koniec Richie już prawie się nauczył.Nie zależy mi.To dla takich dziewczyn jak Marcia Fadden .. Mowy nie ma. Rodzice kupują im sprzęt do ćwiczeń i stroje. jak możesz być tak.czas zakrywała usta dłonią.Po prostu nie podrywasz palców dostatecznie mocno. Właśnie takie dziewczyny zostają cheerleaderkami. Nigdy jeszcze nikogo nie uczyłam.Co? .Wzruszyła ramionami. Richie. Ja nigdy się nie załapię.

Jasne. . Pani przekonać.Powiedziałam ci.Richie ponownie spojrzał na zegar.Byliście tam? Ty i Ben bawiliście się tam? . zwróciły się w jego stronę. .Ja też go lubię . Lubię Bena. Ben będzie na mnie czekał.Jeżeli nigdzie się nie wybierasz.Richie .Ben Hanscom. że być. Richie przestał.Richie przeszedł na kolejny ze swoich głosów. wywracając oczyma i składając ręce jak do modlitwy. . .. co mu się nieczęsto zdarzało. massa. Bev spojrzała na niego surowo.Fundnę ci. Na policzkach chłopca wykwitły rumieńce. Widniało w nich szczere rozbawienie. wiesz. Ale ja mówię na niego Humbak. . mój drogi? Richie był przez chwilę podniecony. . . zapytała: .Naprawdę muszę już zmykać. że Ben miał . tak jak wcześniej Benowi.. Udając. . Tam jest fajowo. Jej oczy. . Mam parę dolców. . ten zapaśnik. Nie tylko my dwaj. Nie mam forsy. No. .To niezbyt miłe z twojej strony.Czyżbyś proponował mi randkę. po czym rzekł: . ...powiedziała. . Zamyślił się..oświadczył.Parę dni temu wszyscy razem zbudowaliśmy w Barrens tamę i. Złożył jej propozycję w sposób jak najbardziej naturalny.Kim jest ten Humbak? . . wciskając jo-jo do tylnej kieszeni spodni. Richie spojrzał na zegar na Merri Trust po drugiej stronie ulicy i zerwał się z ławki. Mam się spotkać z Humbakiem. Byliśmy całą gromadką.Nie bić moja. . to chodź ze mną. stanowiące wspaniały melanż szarości i błękitu. Muszę już iść..Nie bić moja. Bev.W porządku. że zmieniłem zdanie albo coś takiego. Jeszcze pomyśli. tyle tylko.Jeju. Moja być już dobry. jak Humbak Calhoun. Wrzuciła resztkę rożka z lodami do najbliższego kosza na śmieci.powiedziała cicho Bev. że rozczesuje palcami włosy.

zanim cię aresztują. Richie. . Bev patrzyła na okna wystawowe sklepów .Oczywiście . Od czasu do czasu odwracał głowę. że kiedy Bev wyrzucała resztkę lodów do kosza. które z wolna zaczęły rysować się pod jej bluzką.Tak! Randkę! .wrzasnął.Pójdziesz? . Pomyśl tylko! Moja pierwsza randka. Richie. a potem wybuchnęła śmiechem. Teraz patrzył na krągłości. Spuścił wzrok. że w chwilach oszołomienia i zakłopotania najlepszym lekarstwem jest odrobina szaleństwa. nieprawdaż? Tak.na sukienki i . jak to zwykle bywało w chwilach zakłopotania. Richie poczuł się dziwnie. Świat wydawał mu się wyjątkowo przyjazny i dobry. . Wstał z klęczek i ponownie klapnął obok niej. Westchnęła. jak dziś wieczorem napiszę o tym w swoim pamiętniku. wybrał rozwiązanie całkiem absurdalne. Uniósł wzrok.zapytał. żeby na nią spojrzeć. .. Czuł. Wierzył.oznajmił Richie. No i co? I jak będzie? No jak? Jak? . Złożyła obie ręce pomiędzy swymi pączkującymi piersiami.Chciałbym. Wewnętrznie czuł się jednak bardzo szczęśliwy. Nie mogę się doczekać.Podnieś się. . . A w przypadku Beverly nie szepnął ani słówkiem o pożyczce.mu być dłużny za bilet. Ty masz naprawdę nie po kolei w głowie .. żebyś przestała to tak nazywać . chodź! Proszę. .Może i tak.powiedziała i ponownie zachichotała. . rzucając się przed nią na kolana i unosząc do góry złożone dłonie. zamrugała powiekami. zabiję się.odparła. że odzyskał już wewnętrzną równowagę. chodź! Jeśli tego nie zrobisz. ale to też nic mu nie dało. to czy jej policzki wyglądała nie zaczerwieniły jeszcze ładniej się niż nieznacznie? teraz kiedykolwiek dotąd. tak że mógł zobaczyć jej kolana. nie chcąc widzieć jej rozbawionych oczu i nagle zdał sobie sprawę. jej spódniczka podsunęła się nieznacznie do góry. . ale Jeżeli nawet.Proszę.Masz w sobie mało romantyczną duszę.Bardzo dziękuję. .Och.

a zatłuszczona klapka na zawiasach na przemian unosiła się i opadała. 9 Dzieciaki kupowały w kasie kina bilety po ćwierć dolca od sztuki.koszule nocne u Cornella-Hopleya. bo patrzenie na nią i bycie z nią sprawiało mu niewyobrażalną przyjemność. Był już najwyższy czas. która lustrowała wzrokiem wystawy sklepów. Miała olbrzymie. Nie potrafił powiedzieć czemu. Wszystko to wprawiło go w iście szampański nastrój. Maszyna do prażonej kukurydzy ciągnęła resztką sił. ponure wydarzenia w sypialni Denbroughów nie wydawały mu się bardziej odległe i nierzeczywiste. Patrząc przez ścianę szklanych drzwi. że mogłeś zobaczyć przez nie skórę czaszki. Dostrzegł skrawek ramiączka jej stanika. które malowała śliwkową szminką. nieregularna plama różu. . która była bileterką w „Aladynie” na długo przed tym. Patrzył na jej nagie ramię wyłaniające się z okrągłego otworu bluzki. Jej policzki pokrywała gruba. tak jak właśnie w tej chwili. . Pani Cole była zaiste doskonałą demokratką. jak w filmach wprowadzono udźwiękowienie. aby ruszyć na spotkanie z Benem Hanscomem.Może jest już w środku. co do jednego. Jej wyblakłe rude włosy były teraz tak rzadkie. Brwi pociągnięte były czarną kredką. Richie spytał Beverly. Pokręciła głową. Richie widział spory tłumek przy ladzie ze słodyczami. . ręczniki i garnki na wystawie Discount Barn. ale on jeszcze przez dłuższą chwilę siedział obok Bev. obwisłe usta. ale nigdy. Nienawidziła tak samo wszystkich dzieci. a potem wchodziły do holu. Bena nie było nigdzie widać. że jest bez grosza. a on wodził wzrokiem po jej włosach i wzdłuż delikatnej linii jej szczęki.Powiedział. czy go nie zauważyła. A Córka Frankensteina nie wpuściłaby go bez biletu. Richie wskazał kciukiem na pannę Cole. ziarna popcornu wysypywały się na podłogę.

a on najnormalniej w świecie został w tym względzie pominięty. chłopie. Richie gwizdnął. choć nie można powiedzieć. kurczę.powiedział. . tak. aby mu pomachać. Był zdyszany. .Sie masz.Możesz mu kupić bilet i zostawić u bileterki .Musieli już wejść do środka.Jakich typków? . . na tym seansie twoje włosy staną się siwe. Humbak! .Czołem. a Ben dotknął jego ramienia.zapytał Richie. że nie zdołasz ustać na nogach o własnych siłach.Gdzie on się. bo pomiędzy tamtą dwójką przeszło coś niewidzialnego.powiedział. . Chciał coś powiedzieć. Bileter będzie ci musiał pomóc wyjść z kina. jakby się obawiał. Ben .Jużem myślał.Henry’ego Bowersa. Na tych filmach stracisz z dziesięć funtów sadła. . że żeś spękał. . Oczy chłopca rozszerzyły się na chwilę. . Zobaczył Richiego i uniósł dłoń. a gdzieś w głębi pod sercem dosięgło go delikatne ukłucie zazdrości. .. nie chcę wejść tam bez niego. aby było ono w jakiś sposób nieprzyjemne. a potężny kałdun ukryty pod bluzą dresu kołysał się na boki.Rany.ale przeszedłem przez ulicę i skręciłem za róg. . bo tak się będziesz trząsł.oświadczył . Zupełnie tak. Dokończył machnięcia dłonią i powoli podszedł do Richiego i Bev. Nie widziałem.przywitała go i oboje popadli w dziwne milczenie. . I właśnie w tej samej chwili zza rogu Center i Macklin wyłonił się Ben. ale zaraz zacznie się seans rzekł Richie. Richie ruszył w stronę kasy. spojrzał na Beverly i musiał zacząć od początku...Sie ma. choć znał już odpowiedź. . mógłby stracić wzrok. . I paru innych.Cześć. Tak.Byłem tu wcześniej .A jak przyjdzie. Victora Crissa i Belcha Hugginsa. stojących pod markizą kina „Aladyn”. Potem dostrzegł Bev i jego ręka zawisła nieruchomo w powietrzu. kiedy zobaczyłem tych typków. Bev. Wyłączono go. że patrząc na nią przez dłuższą chwilę.powiedziała całkiem rozsądnie Bev. Richie poczuł coś w rodzaju emanacji mocy. żeby któryś z nich kupował słodycze. Richie . podział? . a potem rzucił krótkie spojrzenie w stronę Bev.

rzekła Bev. Humbak. a raczej pan Foxworth. Richie.Po prostu spojrzałbym w lusterko. który z niemałym trudem uniknął trzy miesiące temu solidnego lania z rąk Henry’ego i jego nienormalnych kolesiów (po długiej ucieczce zdołał ich w końcu zgubić w dziale zabawek Freese Department Storę). znał Henry’ego i jego wesołą gromadkę lepiej. czekajcie na swoją kolejkę. że miał ochotę go zabić. . którego zakład przechodzi poważny kryzys.Powiem ci coś .Pójdziemy na balkon. Ben był tego stuprocentowo pewny.Poza tym. .W swoim wyświechtanym garniturze i pożółkłej od gotowania koszuli wyglądał jak przedsiębiorca pogrzebowy. recytując swoją litanię. . .powiedział Richie. Ben powiódł wzrokiem pełnym powątpiewania od Bev.Czekajcie na swoją kolejkę. .Na ich miejscu. ale nie aż tak. . nie wszedłbym do środka .powiedział. który pełnił funkcję kierownika kina. Taniej by wyszło. żeby ich wyrzucił . gdyby zaczęli sprawiać kłopoty. do Richiego. Pewnie tak.. Tamci na pewno będą siedzieć w drugim albo trzecim rzędzie na parterze z nogami na oparciach foteli. To byli naprawdę okropni ludzie. czy Richie wiedział.rzekł Richie. Owego dnia. w zeszłym tygodniu.zapytał Ben. ale Ben nie miał wesołej miny. był chudym. żeby dać się z tego powodu zabić. Bev roześmiała się serdecznie. chcąc obejrzeć horror. Nie był przekonany. niż się Benowi wydawało.Tak. będziemy mogli powiedzieć Foxy’emu. . . z kim miał do czynienia. posępnym mężczyzną o ziemistej cerze. . Foxy. Teraz sprzedawał cukierki i prażoną kukurydzę. a Henry Bowers był najgorszym łobuzem z nich wszystkich. ale skończyło się na tym. Henry Bowers z początku chciał go tylko zranić. Zależy mi na obejrzeniu tych filmów.Jesteś tego pewny? . . oszczędziłbym sobie wydawania pieniędzy na bilet do kina . Uśmiechał się tylko pod nosem. poprzez Foxy’ego.Gdybym nie był pewny.

Beverly również nie mogła się powstrzymać.Nic tak nie rozpala mego serca. że po prostu wsunął pognieciony banknot dolarowy przez otwór i mruknął: . Gdyby nie przyszła. Uśmiechnął się i stuknął Bena w ramię. Panna Wielkie Usta Cole spojrzała nań ponuro. który kocha dzieci. . aby wybrali się do kina innego dnia. a coś w sposobie.Przestań się wygłupiać i powiedz mi. . a potem wejdziemy zaproponował Richie. czekając na rozpoczęcie . nie rzucać pudełkami z popcornem.. . ale obecność Bev była dla niego wystarczającym bodźcem. a potem wybuchnął zduszonym. Prawdę mówiąc. chrapliwym śmiechem.Nie zgrywać się. Trzy bilety wysunęły się z otworu. no nie? . Ale tu była Bev. mały! warknęła Wielkie Usta przez okrągłą dziurę w szklanej tafli. wcale nie zdawał sobie z tego sprawy.powiedział Richie głosem barona Butthole. Poczekamy. w ciemności (nawet gdyby Richie miał siedzieć pomiędzy nimi. nie biegać po holu. . w jaki jej malowane brwi unosiły się i opadały. gdzie stali Ben i Beverly. dłoga pani . Richie ponownie podszedł do kasy. zaniepokoiło Richiego do tego stopnia. Wielkie Usta rzuciła mu ćwierćdolarówkę. stary powiedział cicho Richie. wracając do miejsca. Humbak. proszę pani .Dobły wieczół. Nie chciał w jej oczach uchodzić za tchórza. nie ganiać po przejściach. jak widok starego babsztyla. Richie też się roześmiał.Trzy poproszę.Chciałbym kupić czy bilety na te dwa stałe hołłoły. Postali jeszcze przez chwilę przy wejściu. .Chyba zdajesz sobie z tego sprawę. o co ci chodzi. nie wrzeszczeć. na co się aktualnie zanosiło). aż zacznie się seans.Oczywiście.rzekł Ben i westchnął.Nie możesz pozwolić pomiatać sobą przez całe życie. Richie wziął je. była nad wyraz kusząca. . chcesz żyć wiecznie? Ben ściągnął brwi.Niech to diabli. .rzekł Richie. próbowałby namówić Richiego. Ben po prostu zrezygnowałby z seansu. gdyby zaś Richie nalegał.Pewno tak . Poza tym perspektywa bycia wraz z nią na balkonie. Powiedział do nich: .

Wielkie Usta patrzyła na nich podejrzliwie z wnętrza swojej przeszklonej klatki. sześcioi siedmioklasiści. dziesięć minut potem Foxy znów się pojawiał i sytuacja się powtarzała.. choć przez cały czas popatrywał z ukosa to na szklane drzwi „Aladyna”. Beverly chichotała. sami pięcio-. ale bynajmniej nie starał się ich ukrywać. Filmy były znakomite. 10 Na balkonie było bezpiecznie. tamci znowu kładli nogi na fotelach. To była sprawka hipnotyzera. ilu ludzi na świecie skrywa w sobie podobne uczucia. Robili to. Henry Bowers był nimi przepełniony. krzycząc. Jednak Nastoletni wilkołak okazał się straszniejszy. tak jak było mówione. Pięć. Foxy wychodził. Beverly siedziała pomiędzy chłopcami. Kiedy tylko znikał za drzwiami. i jakby trochę smutniejszy. Foxy pojawiał się i kazał im zdjąć nogi z oparć. aż w końcu wybuchnęła gromkim śmiechem. wypowiadając kwestie pana Nella dopiero co przyswojonym głosem irlandzkiego gliniarza. Siedzieli w drugim rzędzie. zakrywając oczy.seansu. Richie zastanawiał się. przycisnęła twarz do ramienia Bena. który przemienił w wilkołaka gniewnego nastolatka dręczonego negatywnymi uczuciami. aby ich wyrzucić z kina. Było ich pięciu czy sześciu. pojadając popcorn z ich pudełek. a tamci zdawali sobie z tego sprawę. Richie uraczył Bev opowieścią o tamie w Barrens. co się stało. Podczas pierwszego filmu Nastoletni Frankenstein Richie zauważył Henry’ego Bowersa i jego kretyńskich koleżków. To. a Richie usłyszał jego okrzyk zdumienia nawet pośród krzyku siedzących na dole dwustu . Nastoletni Frankenstein był niezłym filmem. opierający nogi w wysokich motocyklowych butach na fotelach przed nimi.. Foxy nie miał dość ikry. Kiedy wilkołak polował na dziewczynę ćwiczącą po szkole na sali gimnastycznej. Nawet Ben uśmiechał się pod nosem. to na twarz Beverly. a niekiedy wybuchając śmiechem. nie było jego winą.

. . . Richie . .odparł Ben. Bev w środku. I nie sądzę. Hanscom raz po raz oglądał się przez ramię.I jak sądzę. właśnie dlatego jest taki wściekły. Kurtyna opadła i zapaliły się światła. aby nie mieszali się w sprawy. będę nosił na oczach denka od coli . chwytając Richiego za rękę.Ostatniego dnia szkoły miałem bójkę z Henrym Bowersem.dzieciaków. Nie ma się czym przejmować.zaczął Richie.mruknął Richie.Pobił cię? . że to powinno być dla ludzi nauczką. .Dobra.. Humbak. patrzyli na górę.Bowers i Criss.odrzekł Ben. .zapytała Beverly. Rozległy się brawa. które przynależą do Boga.Czy ci chłopcy naprawdę cię ścigają. a potem roześmiała się nerwowo. W ostatniej scenie jeden glina powiedział ze smutkiem do drugiego. Kot wspiął się po nim i zeskoczył na drugą stronę. Idąc do liceum.Co? .. W końcu wilkołak został zabity. Wychodząc.Zobaczyli nas.powiedział ochrypłym. Prawdopodobnie już wkrótce będzie musiał pójść do lekarza i znowu zmienić szkła. Kot grzebiący w śmietniku prychnął i przebiegł obok nich w dół ulicy zastawionej na jej drugim końcu drewnianym płotem. . Bev aż podskoczyła.Poza tym nasz wielki Heniek-Pieniek stracił trochę skóry . . jakby chciał . Richie pierwszy. . Ben pociągnął go za rękaw. .pomyślał ponuro. Wyjdziemy bocznymi drzwiami. . Zeszli po schodach. Otworzył drzwi i cała trójka wyszła na alejkę biegnącą pomiędzy kinem a barem Nan. Ben? . a Ben na końcu. Rozległ się brzęk przewracanej pokrywy od śmietnika. Tylko się uspokój. .Chyba wciąż jeszcze jestem przerażona tymi filmami . . aby był z tego powodu specjalnie zadowolony. strwożonym głosem. Zobaczyli nas! .Nie.Nie tak bardzo. Richie był zadowolony pomimo lekkiego bólu głowy.Tak.powiedziała.Tak przynajmniej słyszałem. . Chyba tak . dobra .Uspokój się.rzekł Richie.

. Dwaj ostatni pozostali przy wylocie ulicy. U wylotu alejki stali Henry.rozległ się za nimi głos Henry’ego Bowersa. .bo w normalnym życiu coś takiego raczej się nie zdarza. na straży. Richie szybko odwrócił się w stronę kina.warknął. zaskoczona. Tym razem było inaczej. frajerze . jak i później kojarzyło się Richiemu ze scenami z jakiegoś filmu . Jego twarz była blada i wściekła. . bynajmniej nie po dżentelmeńsku. ale drzwi wyjściowe zatrzasnęły się za nimi.A teraz zejdź mi. Teraz coś w nim pękło.Powiedz: „żegnaj. Henry poszorował po ziemi tęgim ślizgiem. a od zewnątrz nie można ich było otworzyć. Kiedy wreszcie zaczął się podnosić. Henry potknął się o nią i runął jak długi. co stało się potem. Nie. . wiedziałem. Henry. W normalnym życiu dzieciaki dostają manto. To. żeby miał zamiar to zrobić. Wyłożona kostką aleja była śliska od śmieci wysypujących się z przepełnionych pojemników ustawionych przy barze. po czym zbierają z ziemi powybijane zęby i idą do domu. frajerze” . Richie słyszał stukot żabek jego podbitych butów.O cholera. Za nimi widać było jeszcze dwóch innych..Wybierzcie sobie równego wam przeciwnika! . Ryknął przejmująco i schwycił jeden z pojemników na śmieci.wrzasnął. naprawdę wyglądał jak Humbak Calhoun. jego koszula była pokryta plamami od kawy. Stopa Richiego zachowała się w tym przypadku jak jego język. Cisnął z całej siły koszem na śmieci. Aż do tej chwili Ben był przerażony.krzyknęła Beverly.Zdechniecie.rzekł Henry i nagle rzucił się na Bena. błotem i kawałkami sałaty. Victor i Belch biegli za nim. odchodząc nieco w bok. . który czasami zdawał się żyć własnym życiem i często samorzutnie wysuwał się z jego ust. że tak będzie .. Beverly postąpiła krok naprzód.jęknął Ben. jakby miała zamiar przywitać się z Henrym lub może nawet podać mu rękę. Podniósł go i trzymając przez chwilę nad głową. gnoje! . ty dziwko .Zostawcie go! Dajcie mu spokój! . Pojemnik trafił Henry’ego w plecy na wysokości nerek i ponownie . Richie podstawił mu nogę. Victor i Belch. Cała trójka odwróciła się.On jest wielki jak ciężarówka.. .Sie masz. zarówno wtedy.

Trafił stojącego za Benem chłopaka w tyłek. Richie zamachnął się stopą. . Ben szamotał się z nim. Belch Huggins zamierzył się na niego pięścią wielkości bochna chleba. Beverly odbiła się od niej i pobiegła dalej. Richie schwycił jedną ręką ramię Bev. Richie puścił Bena i lewym kciukiem przyszpilił okulary do czoła. że puchnie mu ucho.rozłożył go na ziemi. a potem przestało mu doskwierać i zrobiło się bardzo ciepłe.Spadamy! . Jeden z chłopaków stojących u wylotu alejki złapał Beverly. rozcierając dłonią bolące ramię. Pobiegli w stronę wylotu alejki. Pięść Belcha trafiła w nią z pełną mocą. Richie przyjął cios na stalową. Z ust kopniętego wyrwał się okrzyk bólu. puścił Beverly i zamachnął się sierpowym na Richiego. W głowie wciąż mu dzwoniło i miał wrażenie. Ben z rykiem pochylił głowę i bykiem wyrżnął Victora w żołądek. .Pthuuu! .spytał z przekorą w głosie Richie. Chłopak. Richie pognał za nią chwytając po drodze wieko od kosza na śmieci. Jego ucho eksplodowało krótkotrwałym bólem.Nie uczyli cię.jęknął Victor i usiadł. jakbyś nałożył słuchawki i usłyszał w nich długi sygnał kontrolny. Richie poczuł. trzymając się za nabrzmiałą rękę. Drugi zaczął wymierzać Benowi serię ciosów w nerki. jak fala drgań przeszyła jego rękę od łokcia aż do ramienia. Olbrzymi brzuch Bena tańczył pogo w górę i w dół. żeby ich nie zgubić. Rozległo się głośne „bonnnggg!” dźwięk ten był nawet dość przyjemny. z którym szamotał się Ben. . galwanizowaną pokrywę kosza. W jego głosie rozbrzmiał przeciągły gwizd. Ludzie oglądali się za nimi. ale czuł się wyśmienicie. a potem pobiegł za Benem i Beverly. Belch wrzasnął i zaczął podskakiwać w kółko. Wręcz idealnie. . Biegli w dół Center Street. Beverly dołączyła do niego. Victor Criss zastąpił im drogę. Zaczął się śmiać. a drugą ramię Bena.wrzasnął Richie. Belch schwycił Beverly za związane w kucyk włosy i pchnął ją na ścianę kina. naśladując całkiem zresztą udanie Tony’ego Curtisa. .wrzasnął. żebyś nie podnosił ręki na słabszych? . Był zupełnie taki sam.Gazu! . Kucyk Bev podskakiwał miarowo.

Yow-za. . Beverly miała rację.Nieważne .Tak jest. Beverly oplotła ramionami Bena i Richiego. prawdopodobnie nowo przyswojonym głosem irlandzkiego gliniarza. To było naprawdę świetne. w tym momencie było to jedyne miejsce.wykrzyknął Richie. dzieciaki. . jak coś takiego w ogóle przeszło mu przez usta.Widzieliście tych typów! Widzieliście ich? . .Ej. Przecięli Court Street i usiedli na ławce przed posterunkiem policji.Owszem.powiedział i przez długi czas po tym zastanawiał się. To stwierdzenie wywołało u całej trójki kolejny wybuch śmiechu. Pomimo to nie mógł powstrzymać się od śmiechu. . w którym mogli się czuć bezpieczni.jęknął Ben. . jazda stąd! Ale już! Idźcie na spacer! Richie otworzył usta. . Uścisnęła ich mocno. .W porządku .To było świetne! . Yow-za. . Richie .Niektórzy chłopcy to tacy ignoranci! Ben z wahaniem. Richie .I to w jakim stylu! Przyłożył zwinięte ręce do ust i krzyknął głosem Wielkiego Berniego: Yow-za. Richie obawiał się.stwierdziła Bev.Co macie zamiar teraz robić? Chcecie znaleźć Henry’ego Bowersa i zaprosić go do wspólnej zabawy w Monopol? . Nie kapuję. aby powiedzieć coś wspaniałego.Klub Frajerów sobie ulżył! . zapytał: .Ugryź się w język . że lada moment zza rogu wyłoni się Henry ze swoją bandą i nie bacząc na sąsiedztwo posterunku policji. Basta. .rzuciła Beverly. .Jej oczy rozbłysły.powiedział Richie.I nigdy więcej nie chcę ich zobaczyć. kiedy Ben kopnął go w kostkę. . .odparła Beverly. czerwieniąc się jak burak. znowu zacznie ich gonić.Zaniknij się. Dosyć.Wkrótce Ben także się roześmiał.Hę? Co to miało znaczyć. dzieciaki! Z otwartego okna na pierwszym piętrze posterunku wychylił się policjant i zawołał: . widziałem ich . patrząc na niego z czułością.

Poniżej nich nad strumieniem zwieszały się olbrzymie betonowe rury. Spojrzał na nią z nadzieją. nigdy wcześniej tu nie była. Błyszczała w promieniach popołudniowego słońca. Beverly znajdowała się w środku pomiędzy Benem i Richiem.zaproponował Richie. Ben odczuwał coś równie silnego jak ból żołądka. Całkiem nieźle . Teraz są raczej nikłe szansę na złowienie tu pstrąga. aby przegnać komary. a właściwie raczej należałoby powiedzieć . podobnie jak Ben w dniu swego pierwszego spotkania ze starszymi chłopakami.. . Kiedy ich trójka gęsiego przemierzała wąską wydeptaną ścieżkę.odparła. Po lewej Ben zobaczył dwa betonowe walce z pokrywami u góry. Nie było tak źle . .zgodził się Richie.Chodźmy do Barrens . To było ich miejsce. a wiatr jest dostatecznie duży.Nie ma much.Czy on coś zrobił twoim włosom. którą chłopcy przegrodzili tamą (strumień rozdzielał się około siedemdziesięciu jardów dalej i ponownie się łączył po przepłynięciu około dwustu jardów). Metal błyszczał w promieniach popołudniowego słońca. przypominając sobie wyjaśnienia pana Nella na temat systemu kanałów w Derry. . Już prędzej można natrafić na skrawek używanego papieru toaletowego. a tu to wszystko wypływapomyślał Ben. Beverly? Uśmiechnęła się do niego łagodnie i właśnie w tej chwili zrozumiała. że jej poprzednie przypuszczenia okazały się słuszne . Jej spódniczka falowała uroczo i patrząc na nią. Czuł narastający w nim gniew połączony z bezsilnością.westchnęła Bev.Nie. wyszli na brzeg wschodniej odnogi strumienia dużo szerszej niż sąsiednia. I poszli tam. To tu spędzali najwięcej czasu.Masz papierosy? . . Przeszli przez odnogę Kenduskeag. z których wypływały strumienie błotnistej wody i wpadały do Kenduskeag. Kiedyś prawdopodobnie w tej rzece były ryby. Beverly. Gdzieś tam w mieście ktoś siedzi na kiblu. i przeskakując po kamieniach.Tak. .to Ben Hanscom przysłał jej pocztówkę ze wspaniałym haiku.Tu jest tak ślicznie .uciekli. . Richie pomyśli później. Nosiła bransoletkę na kostce. że to miejsce stało się ich domem na resztę lata.

ludzie mieliby niezłe widoki .Co? Co to są piranie? . .Takie małe rybki . Odegnał od siebie tę myśl i zwrócił się do Bena. .To mi się podobało najbardziej. Krokodyli. gdyby to był pasażerski.powiedziała. .I one mają małe. . przed opuszczeniem Barrens.Co ci się najbardziej podobało. Przez tydzień miałam potem koszmary. i siniakowi na kości policzkowej. piranii czy rekinów. ..Że co? . . Przez chwilę ponownie zaczął się zastanawiać nad opowieścią Eddiego .pomyślał Richie. przyglądał się jej profilowi. z krowy pozostał tylko szkielet. drobne.Wpuściłbym je Henry’emu Bowersowi do wanny. gdzie żyją te ryby. . aby on się kiedykolwiek kąpał.W filmach. zatopiona w myślach. . Humbak? .rzekł Ben. jak doktor Frankenstein zaczął rzucać ciała krokodylom pod jego domem .Ben spojrzał na niego z miną winowajcy. Jezu. Dumbo.Nie . Najpierw biedna dzielnica Old Cape.powiedziała Beverly i zadrżała. . ale wypaliłam wczoraj. Toteż wpuścili do rzeki krowę na postronku i przeszli przez rzekę. Rozległ się ryk syreny i cała trójka z uwagą zaczęła przyglądać się pociągowi towarowemu sunącemu wzdłuż nabrzeża po drugiej stronie Barrens w stronę torowiska. . . Kiedy ją wyciągnęli na brzeg. . dymiący żwirowany dół olbrzymiego wysypiska śmieci.powiedział radośnie Richie. I są sprytne..To było straszne .Miałam parę. Ben zaczął chichotać..Widziałam raz film. podczas gdy piranie zjadały krowę. .odparła Beverly.Nie cierpię takich rzeczy. .o trędowatym pod opuszczonym domem przy Neibolt Street.zapytał Richie nagle zainteresowany.Och! . Kiedy Bev patrzyła na Kenduskeag. ale most był zwalony. potem bambusowe bagna po drugiej stronie Kenduskeag.Rany! Chciałbym mieć parę takich rybek . a wreszcie.Podobało mi się. Jeżeli wejdziesz do rzeki. w którym tubylcy chcieli przeprawić się przez rzekę. obgryzą cię dokładnie do kości.Wątpię. co ci się najbardziej podobało? . ale diablo ostre ząbki.

że stali odwróceni plecami do rzeki. W przeciwieństwie do wzroku Bradleya Jakmutam. ale Richie przerwał ją. paniczu Denbrough. a jednocześnie trwającym bez końca momencie. Jej twarz tylko na chwilkę zbliżyła się do twarzy Bena. Dotknęła palcami siniaka na policzku. Był z nim jeszcze jeden chłopak. Beverly. ale tej nocy chłopiec śnił o tym. jakie widzieli w kinie. . mówiąc.Tata przyłożył mi za zbicie paru talerzy. a potem głosem Toodlesa dodał: Cieszymy się z pańskiego przybycia. Nazywał się Bradley Jakmutam i straszliwie seplenił.Wielki Bill! . Rozmowa przygasła nieznacznie.innych horrorach. Bev zauważyła stokrotki rosnące na brzegu i zerwała jedną. czy lubili masło. Richie zrozumiał . Byli w ślepej uliczce. a następnie Benowi.pomyślał Richie. by . każdy z nich miał świadomość lekkiego zetknięcia ich ramion i czystego zapachu jej włosów. Mógł tu . Wzrok Billa zdawał się to potwierdzać. . że powinniśmy uważać na tych typów oświadczyła Beverly. Przyłożyła ją najpierw pod brodę Richiemu. Prawdopodobnie był w Bangor z Billem na tej terapii logopedycznej . takich jak na przykład Alfred Hitchcock przedstawia jeszcze przez dobrą godzinę.Beverly była częścią ich grupy. Nie mieli dokąd uciec. kiedy Denbrough powiódł wzrokiem po twarzach Bena. jak wyglądały oczy Beverly w tym krótkim.jak powiedziała . ale wiem. Zasłona krzewów na końcu ścieżki zatrzęsła się i nagle wyłonił się zza niej Bill Denbrough. Stwierdziła. a potem Bradleya Jakmutam.w obu przypadkach. którego Richie znał z widzenia. i serialach telewizyjnych. Kiedy trzymała kwiat pod ich brodami.Tego nie wiem. kiedy Nastoletni Wilkołak dorwał złego hipnotyzera. kiedy usłyszeli szelest kroków ludzi nadchodzących wzdłuż ścieżki.. Cała trójka odwróciła się szybko w stronę źródła dźwięku i nagle Richie zdał sobie sprawę. Nastała chwila ciszy. Richie i Ben przesunęli się intuicyjnie przed Beverly. Rozmawiali o filmach . Głosy zbliżały się.sprawdzić. która mogła być kłopotliwa. że tak .powiedział. Bill spojrzał na nich i uśmiechnął się. że najbardziej podobała mu się scena. Raz na tydzień całkiem mi wystarczy. Podniósłszy się.

Richiemu wystarczyło tylko spojrzeć w oczy Bev przyglądającej się Billowi. że gdyby Bev „poleciała na niego”. wypływając zbyt daleko od brzegu. Dobroć i siła zdawały się emanować z Billa. Ta myśl wzbudziła w nim falę gwałtownego. Bill był tutaj. mógł jedynie czuć. Richiemu. aby móc zmierzyć wzrokiem Bena. kiedy nagle zdajesz sobie sprawę. który ma kłopoty z wymową ale on do nich nie pasował. Silny i dobry. „zabujała się w nim”. jak jego wspomnienia o tym.dzisiaj zostać. a potem nieco dalej w bok. Upatrzono nas sobie i wybrano. co zdarzyło się w Derry tego lata i jeszcze wcześniej zaczęły błyskawicznie zanikać. zapewne także nieoczekiwanych sposobów. a jako że Richie nie znał słowa „charyzma” ani pełnego znaczenie słowa „magnetyzm”.jakby wypadło na mnie) i przyjąłby to za coś całkiem naturalnego. ale nie mógł się jej wyprzeć. Bill był zarazem najsilniejszy z nich. jak czujesz się. przyszło na myśl. Nic tu nie dzieje się przypadkiem. I było coś jeszcze: Bill był dobry. czy jak się to tam nazywa. Czy to już wszyscy? Potem intuicja zmieniła się w bezładną gmatwaninę myśli . To nie było wszystko. Ben nie byłby zazdrosny (tak samo pomyślał Richie . że pod koniec cieszą się i klaszczą z całej siły. Bill wszystkim się zajmie. że John Kennedy przypominał . Bill nie pozwoli.zostaliśmy w coś wciągnięci. Ta myśl (a właściwie odczucie) była głupia. Richie podejrzewał. Poza tym to nie miało znaczenia. Błysk świadomości . że siła Billa płynęła z jego wnętrza i była w stanie przejawiać się na wiele. Pięć lat później. aby rzeczy wydostały się spod kontroli. i to nie tylko fizycznie. ale na tyle poruszającego widzów.nikt nie powiedziałby mu: Niestety.ckliwego. ba. przepraszamy. patrzącego z zamyśleniem i smutkiem na Bev. mamy w Klubie Frajerów komplet i jest już wśród nas jeden chłopak. po tym. Był jak rycerz ze starego filmu . Nie był częścią ich grupy.jak resztki potłuczonego naczynia zmiecione na kupkę. podówczas nastolatkowi. Przez chwilę czuł się tak. Był najwyższy i niewątpliwie najprzystojniejszy z nich. że nie masz gruntu pod nogami. mógł nawet ponownie zjawić się w Barrens . irracjonalnego strachu.

. że pozwolił Richiemu zsiąść. że chce pojechać na Neibolt Street i sprawdzić werandę. Był zszokowany. który bardziej niż wystrzał przypominał Richiemu odgłos towarzyszący siadaniu na starym dmuchanym materacu. nasuwając okulary wyżej na nos i powracając do przerwanej pracy domowej. że kiedy naciskało się owinięty plastrem spust. która była już tak zużyta. mając na sobie wyblakłe dżinsy i dzierżąc w dłoniach bardzo starą wiatrówkę Daisy.Masz może papierosa? .Coś ty powiedział? . gdy czerwiec miał się już ku końcowi.. pod którą Eddie widział trędowatego. a potem strzelała do niczego nie podejrzewających chłopców przechodzących dołem.. j-jesteśmy t-t-tutaj. W drucianym bagażniku roweru znajdowało się kilka zabawkowych sześciostrzałowców . Uniesie wzrok z lekkim zakłopotaniem i pokręci głową. ale o przecznicę przed domem Bill był na tyle ostrożny. Siniak na jej kości policzkowej przybladł i zrobił się jasnożółty. Bill Denbrough oparł dłonie na biodrach.zapytał z nadzieją w głosie Richie. Większość popołudnia spędzili w Barrens.zapytał Richie.. Jej specjalnością były japońskie zasadzki snajperskie. Kogo? odezwie się jego umysł. wydawała z siebie świst. Kogoś.. kogo znałem .pomyśli.N-n-no d-d-dobrze. bawiąc się w strzelaninę. dostałaby palpitacji serca.dwa z nich należały do Billa. Gdyby matka Richiego zobaczyła. trzy do Richiego. że Bill go podwozi. Bill powiedział Richiemu. i c-c-c-cod-dalej? . kogo znalem dawno temu.mu Billa Jąkałę. Kogoś. Beverly Marsh zjawiła się około trzeciej. uśmiechnął się promiennie i rzekł: . Wrócili właśnie pod dom Richiego i Bill prowadził Silvera za kierownicę. 11 Pięć dni później. Wspinała się zwinnie na drzewa. W drodze powrotnej Richie dosiadł się do Billa i Silver pruł wtedy naprawdę jak burza. a potem zapomni. ale również .

znasz przecież Eddiego.No to czego ty właściwie chcesz? Jego autografu? . . Na miłość boską. ale. ..M-m-może tak. Zaczął mówić bardzo wolno. cały czas patrząc w oczy Richiego. że s-stary g-g-go b-bił.wymamrotał przerażony Richie.. . co widzieli na ożywionym zdjęciu.Chciałbym z-z-zajrzeć p-p-pod tę w-w-werandę . ale nie patrzył na Richiego. . . Maggie Tozier była na werandzie. . .rzekł Richie. .zaoponował Bill.odrobinę zaintrygowany. Bandaże zniknęły.rzekł Bill.Może więc klown dostał go.Tak.rzekł Richie.rzeki z zamyśleniem Richie.. ale Richie widział wyraźnie świeżo zabliźnione rany na pierwszych trzech palcach dłoni Billa. Wzrok Billa był mocny. ż-że zabił t-t-też G-g-george’a . że to klown zamordował dzieci. W-wiem t-też. które znaleziono martwe w Derry od grudnia ubiegłego roku. Pomachała im i zawołała: . Ponownie przypomniał podobieństwo pomiędzy opowieściami Bena i Eddiego. Po raz kolejny zasugerował. . Bill uniósł w górę prawą rękę. t-to znaczy.A c-c-c-o z tymi.T-t-tak. A-a-ale p-p-pamiętasz zdjęcie? Richie przez chwilę przestępował niezdecydowanie z nogi na nogę. On prawdopodobnie zobaczył zwykłego włóczęgę.rzekł Bill.Chcę T-to z-z-zabić. Stanęli przed domem Richiego. zimny i mściwy.Jak zamierzasz to .Jezu Chryste .Zaraz będziemy.powiedział Bill.Spłynął na gigant przez swego ojczyma . którzy z-zzaginęli? Co z E-e-eddiem C-c-corcoranem? . kiedy był na gigancie? . Jąkał się.. . Znam E-e-eddiego. chłopcy! Chcecie mrożoną herbatę? .T-t-trochę ggo znałem i w-wiem. . a potem zwrócił się do Billa.dokończył Bill. ż-że czasami uu-urywał się n-na n-n-noce z d-domu. . Ich spojrzenia znów się spotkały. . a potem to wszystko wyolbrzymił. . mamo .Czołem.P-p-posłuchaj . Na jego kościach policzkowych wykwitły mocne rumieńce. czytając książkę. a m-może n-n-nie . i powiązał je z tym. Tam nic nie będzie.I mm-może n-nie tylko te .J-jeżeli t-t-to k-k-klown zabił p-p-pozostałych.O to ci chodzi? Bill skinął głową.

Zaraz.powiedział Bill.A j-j-jeśli naprawdę znajdziemy s-stos k-k-k-kości? Richie oblizał wargi i przez chwilę nie odezwał się nawet słowem.Chodźcie i weźcie ją sobie.. Bill.Aha . Uśmiech znikł natychmiast. aby to była halucynacja. można by sądzić. że nosi strój klowna. To nie działa. uśmiechając się fałszywie. . Twoje palce zdają się mówić same za siebie. . jeśli to jest ten człowiek . panie . możesz spróbować skorzystać ze swojej procy. Zdjęcie w albumie George’a. Bill? . gdy Richie odwrócił się w stronę Billa. że to nam się tylko przywidziało albo że zadziałały tu jakieś czary.mruknął Richie. no nie? Bill pokiwał głową. co zrobimy.B-b-będziemy m-m-musieli w-w-wymyślić coś i-i-innego. jeśli okaże się. mamo! . chłopie. jeśli to nie jest człowiek.Nalałam wam herbaty. Stop. Billy? Co zrobisz. Strużka śliny pociekła mu z ust. że to nie jest człowiek.zawołała radośnie mama Richiego.zrobić? . po prostu poprosimy o czas i powiemy: „Poczekaj.. jeśli potwory naprawdę istnieją? Ben Hanscom powiedział. L-leży w szafie n-n-na górnej p-półce. też bym na to nie pozwolił.To świetnie. Potem zapytał Billa: . ale j-j-ja w-wiem. . .A co zrobisz. .M-m-mój tata ma p-pistolet . Jesteś moim najlepszym przyjacielem. jeżeli to jest rzeczywiście jakiś potwór? Co. Jeśli i ona nie zadziała. ale Richie prawie tego nie zauważył.. .. że j-ja wiem. chłopcy! . a to coś w ogóle nie rzucało cienia.powiedział Richie. Kiedy wpakujesz mu cztery czy pięć kul i to coś nadal będzie na nas szło jak Nastoletni Wilkołak w filmie. ale zrobiłbym wszystko. i tobie. rzucę w To odrobiną swojego proszku na kichanie.O-o-on n-n-nie wie. aby cię przed tym powstrzymać. to nie sądzę. . . . że to była mumia i że balony płynęły w powietrzu pod wiatr. .No więc. ale jeśli chcesz znać moje zdanie.Bo nie zastrzeliłbym faceta tylko za to.Rozumiem.i jeśli zastaniemy go siedzącego na kupie dziecięcych kości.oznajmił Richie . A jeżeli To nadal będzie nas ścigać. który oglądałem razem z Benem i Beverly.

Rzecz niesłychana . Przeszli razem chodnikiem w stronę werandy domu Richiego. .Jeśli pistolet twojego ojca nie będzie w stanie tego powstrzymać. Big Bill? Spojrzał na swego przyjaciela. . choć naturalnie nie do końca. . Proszę posłuchać.T-ty chciałeś. jakie Richie oglądał na sobotnich seansach w „Aladynie”. jakby sprawa została ostatecznie przesądzona. Gdyby go nie odciągnął. nie było tak samo bezpieczne jak film. Część jego „ja” chciała. aby Bill porzucił ten zamiar. Czy właśnie to chcesz powiedzieć.zapytał Richie. .powiedział.rzekł Bill. W sumie wydawało mu się. ale z kolei druga rozpaczliwie pragnęła.J-j-jutro r-r-rano . Zaraz wracam.A co ja z tego będę miał? .. Proszę mi wybaczyć”. Nie sposób było się tego ustrzec.W-w-wymyślimy c-c-coś i-i-i-innego .-z-zabrać c-c-ciebie d-do t-t-tego d-domu. czując pod czaszką potworne dudnienie. . bo teraz bardzo wyraźnie widział świeże blizny na dłoni Billa. C-coś z-za c-ccoś. . gdzie wiedziałeś.Potworze. co wtedy.T-tteraz ja chcę z. Zdjęcie w pokoju George’a w niczym nie przypominało filmu.A jeśli okaże się. . Po chwili Richie dołączył do niego. że już o tym zapomniał.spytał Richie i obaj wybuchnęli śmiechem. to i tak tobie włos z głowy nie spadnie..powtórzył Bill. ale najwyraźniej próbował oszukać sam siebie.Odrzucił głowę do tyłu i roześmiał się jak szalony. Śmiał się.Bill się uśmiechnął. że to potwór? . muszę skoczyć do biblioteki i trochę na ten temat poczytać. Maggie postawiła przed nimi szklaneczki z mrożoną herbatą i odrobiną mięty i talerzyk wafli waniliowych. . . Pod pewnym względem sytuacja zaczęła przypominać akcję jednego z horrorów. Wielki Billu? Jeżeli kule Tego nie zatrzymają? . a nawet jeżeli nie. aby Bill obstawał przy swojej decyzji pójścia do tego starego domu i rozejrzenia się pod werandą. że wszystko się dobrze skończy. Bo to. w co wdepnęli.B-b-będziemy m-m-musieli. ż-ż-żebym p-p-pokazał c-ci zdjęcie . patrząc Billowi w oczy.

że dobrze by było.Eee.. Nie po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać. . Nie wiem. gdyby ona i Went mieli także dziewczynkę .Jest bardzo d-d-dobra. a upuściłaby szklankę z herbatą.Ja i m-m-mój t-t-t-tata uważamy. Ale zarówno Richie.rzekł Richie. siadając z książką w jednej i szklanką mrożonej herbaty w drugiej ręce.krzyknęła pani Tozier zaszokowana. nieomal histerycznym śmiechem.powiedział Bill i upił łyk mrożonej herbaty. chłopcy. które w olbrzymiej mierze składało się ze zdumienia. A czasami. .rzucił Richie. bo Denbrough wpadł na idiotyczny pomysł. . że tej nocy sen nie przyjdzie szybko. powodując tam serię wibracji. Pani Tozier spojrzała na swego syna.. Bill. dokąd chodzą. pani Tozier. Mało brakowało. jak kamerton wykonany z czystego lodu.Dziękuję. czasami ich oczy są takie dzikie i czasami boję się o nich i boję się ich. Bill klepnął go mocno w plecy i to w pewnym stopniu dodało im otuchy. czarne skórzane buciki i przewiązywałaby włosy kokardą w niedzielę. Uroczą dziewczynkę. .. jak i Bill wybuchnęli gwałtownym.Ale będę. .Nie . kiedy Sox skończą w pierwszej części. czego chcą.odparł Richie..Richie! .Wygląda.Tego roku. co robią.sądził. ani co z nich wyrośnie. że w-w-wykonają strzał n-n-na t-ttrzecią . choć Richie .nie bez racji . przestaniesz się zacinać. jąkało . Spojrzała na chłopców wyczekująco. o Boże.. która zakładałaby nową sukienkę..Chcesz? . jakbyście odbyli tam jakąś poważną dyskusję powiedziała pani Tozier. która po szkole prosiłaby o upieczenie dla niej ciasteczek i która miast książek o brzuchomówstwie i . .pomyślała. ale było również zabarwione odrobiną strachu i ten lęk przebił się swym cienkim i długim ostrzem do najdalszych głębin jej serca..śliczną blondyneczkę. że Red Sox skończą w pierwszej części . . na Billa i ponownie powróciła wzrokiem do Richiego ogarnięta zdziwieniem. W ogóle ich nie rozumiem . .

modeli samochodów Revella (których żywot był nad wyraz krótki) wolałaby lalki. Sięgnął za siebie.spytał trwożliwie Richie. o dziesiątej rano następnego dnia. że Denbrough wyglądał.ktoś m-m-mógłby zz-zobaczyć. którą byłaby w stanie zrozumieć. . jakie stanowiło amunicję do niej. W instrukcji pisano. Bill dostał zwyczajną. którą zażyczył sobie Bill.Kurczę. która uważała. „We właściwych rękach twoja proca Bullseye może być równie zabójczą i efektywną bronią jak łuk czy broń palna” . a potem się uśmiechnął . aluminiową procę na swoje urodziny w zeszłym roku. że proca może być niebezpieczna. Ale s-s-spójrz.powiedział Richie i zaczął się śmiać. że chłopiec w jego wieku nie powinien dostać do ręki żadnej broni palnej.brzmiało hasło w instrukcji.rzekł Bill.M-m-mam . Uroczą dziewczynkę.Pokaż . jeśli tylko dostatecznie opanowało się sposób jej użycia. było tu porównywane do pocisków pistoletowych. jakby też miał za sobą nie przespaną noc . a stanowczym wetem matki. Po tych wszystkich peanach na cześć Bullseye’a instrukcja ostrzegała. 12 . Na to popołudnie zapowiadano deszcz.rzucił zafascynowany Richie. Prowadzili swoje rowery wzdłuż Kansas Street obok Barrens. będą kłopoty . że proca mogła stanowić doskonałą broń myśliwską. To był wymyślony przez Zacka kompromis pomiędzy dwudziestką dwójką.Masz to? . .Nie teraz . Niebo było ołowianoszare. Wielki Bill miał pod oczyma olbrzymie sińce. Richie nie usnął aż do północy i uznał. .dobra. stwierdzano też. pod płaszcz i wyjął z tylnej kieszeni procę zwaną Bullseye. dwadzieścia kul. T-t-tozier. że celowanie z procy do człowieka to jak .powiedział Bill i poklepał zielony wełniany płaszcz na sobie.T-t-to był t-t-twój p-p-pomysł. c-co jeszcze p-p-przyniosłem. . . Bill udawał obrażonego.

Nie powiedział tego na głos.powiedział. I raz trafił w samą dziesiątkę. gdzie zostawiam Silvera. . . no i dobrze.stwierdził Bill.gruba guma procy miała ciężki naciąg. że ostrzeżenia zawarte w instrukcji były jak najbardziej słuszne .Tak? . kiedy się bawimy. nie zamierzając się z nim spierać. .A teraz słuchaj. Potem usiedli i przy wtórze odgłosów przejeżdżających nad nimi od . . . To pestka. Jego dwudziestodwucalowy raleigh (czasami.Richie skinął głową. mówiącego: „a psik!” Napis na paczuszce głosił: Proszek na kichanie dra Wesołka. kiedy szybko pedałował. pocisk wybijał w niej diablo dużą dziurę. a potem oddał broń Billowi. proca mogłaby skutecznie konkurować z pistoletem Zacka Denbrougha. T-t-tam. że nigdy nie będzie). Istna burza śmiechu! Dwaj chłopcy patrzyli na siebie nawzajem przez długą chwilę. .T-t-trochę . Prawie. puścił. w razie gdybyśmy m-m-musieli szybko się z-zmywać. czy gdyby przyszło do zabijania potworów. uderzał kolanami w kierownicę) wyglądał jak dziecinny rowerek w porównaniu z potężnym Silverem. . co ja przyniosłem. Dotarli do małego mostka i Bill pomógł Richiemu ukryć pod nim rower. a Silver szybszy.odrzekł Bill. Wiedział. Richie naciągnął gumę procy. Denbrough. był w stanie trafić w papierową tarczę mniej więcej trzy razy na dziesięć.wymierzenie doń z broni palnej.Poprawiłeś celność.aż do zmęczenia ręki.oświadczył Richie.Przyniosłeś swoją procę. Spójrz. a potem wybuchnęli śmiechem.Co ty nie p-p-powiesz . ale prywatnie wątpił. Wielki Billu . . Wielki Billu? . . że Bill był silniejszy.rzekł w końcu Bill.spytał Richie. P-p-pojedziesz na b-b-bagażniku. Było to tylko po części prawdą. a kiedy trafiło się w puszkę. poklepując się po plecach. ale uważał. Po dłuższym przyjrzeniu się zdjęciom w instrukcji i dostatecznie długim treningu strzelania w Derry Park . wciąż chichocząc i ocierając oczy rękawem kurtki.Jasne. I z kieszeni kurtki wyjął paczuszkę z rysunkiem łysego mężczyzny o policzkach wydętych jak balony. Bill nie był w tym jeszcze zbyt dobry (i w głębi duszy sądził. Z-z-zostawimy t-ttwój rower w Barrens.J-j jesteśmy g-g-g-gotowi na w-w-wszystko .

. niewiarygodnie straszna . że czasami coś odczuwał. iż jest ono jak najbardziej prawdziwe. jak ojciec powiedział mu kiedyś: Jeżeli zdołasz pojąć. że nie ma czegoś takiego jak nie naładowana broń. I m-możesz się s-s-sam p-p-postrzelić. co się tyczy dubeltówki. .W t-t-takiej broni nie ma b-b-bezpiecznika. W tym przedmiocie jak w klatce czaiła się zabójcza drapieżność . Z wyraźną ulgą oddał pistolet Billowi. ten mały czarny walther. by zrozumiał znaczenie dziwnego uśmiechu Billa. . Pistolet. w sposobie.Jest nabity? . wydawało mu się. w jaki stała. Nagle dom przy Neibolt Street nie wydawał się już Richiemu taki straszny. Ale m-m-mój t-t-tata mówi.. to przez całe życie nie będziesz miał kłopotów z bronią palną.. Richie zrozumiał. wydawał się niewiarygodnie ciężki. Bill ponownie schował go pod płaszczem.odparł Bill i poklepał się po kieszeni. . który gwizdnął z nie ukrywanym podziwem. Ten pistolet jednak. . Walther PPK.ale na szczęście broń była niema). Richie z lodowatym dreszczem uświadomił sobie. być może miał ..M-mam tu p-p-parę naboi. j-jeśli n-n-nie jjesteś d-dostatecznie o-o-ostrożny. mogłabym być naprawdę straszna. p-p-pistolet p-potrafi sam w-w-wypalić.czasu do czasu pojazdów Bill rozpiął płaszcz i wyjął pistolet swego ojca. trzymając dłonie z dala od spustu..coś. Co innego mogłeś robić pistoletem? Przypalać papierosy? Odwrócił walthera lufą do siebie. Przypomniał sobie. .30-30 czy strzelbie swojego ojca (choć.zapytał z niepokojem w głosie Richie. podając go Richiemu.. że czasami.powiedział Bill. zdając się mówić: Gdybym chciała. który znajdował się w posiadaniu Zacka Denbrougha od czasów okupacji. Richie. który zdawał się potwierdzać. czego nigdy nie wyczuwał w 22. że Bill pomimo absurdalności tego stwierdzenia wierzył. Spojrzał na Billa.T-t-tylko b-bądź b-b-bardzo ostrożny .J-j-jeszcze n-n-nie . milcząca i naoliwiona w mrocznym kącie szafy w garażu.. zdawał się wprost stworzony do zabijania ludzi.Na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. Jedno spojrzenie w głąb czarnej czeluści lufy wystarczyło. że właśnie po to został on wyprodukowany. choć perspektywa rozlewu krwi stała się bardziej prawdopodobna niż kiedykolwiek dotąd.

nic nie może się im przydarzyć. będą żyć wiecznie. a Richie zawołał z tyłu ostrym i przenikliwym głosem Murzyna Jima. Karty przypięte do szprych roweru przestały strzelać ogniem pojedynczym i przeszły na ciągły.zamiar zaproponować mu. Bill! . . Richie pomyślał. Bill przejechał na skos Kansas Street i pomknął przez boczne uliczki. przyprawiające o mdłości kołysanie ustało. Pan pewny. może nie oni obaj. I wtedy Bill zawołał: .Hej-ho. przerażony jak wszyscy diabli. że runą na ziemię i porozbijają sobie głowy na twardym cemencie. w stronę Witcham. Richie był pewny.. massa. Sunęli jak burza.. ale z całą pewnością Bill..Szybciej. że są absolutnie nietykalni. jego łopatki unoszące się na przemian w rytm stóp naciskających na pedały. pochylając nad kierownicą i napierając na pedały jak szaleniec. ... Silver.Hej-ho. a ulice przecinały Witcham w o wiele większych odstępach. aby mimo wszystko zrezygnowali z tej wyprawy.. . No cóż. Silver! . ale mimo wszystko śmiejący się do rozpuku. kiedy Bill w końcu oderwał drugą nogę od ziemi. co się na niej malowało.Hej-ho. o dag! Jechać pan szybki. i zapytał tylko: . Bill prawie położył Silvera na boku i ponownie krzyknął: . mijali teraz mniej domów. Wielki rower chybotał się szaleńczo z boku na bok. Silver. ale zobaczył jego twarz.zawołał Richie.dwunastolatka. stale przyspieszając. Richie zamknął oczy i czekał na nieuniknione. naprzóóóóód! Rower przyspieszył i wreszcie to upiorne. nieustępliwości i doskonałości. Bill nie zdawał sobie sprawy ze swojej siły.Musisz ujarzmić tę dziecinę! Bill wziął to sobie do serca. unosząc się na siodełku. Patrząc na plecy Billa. Richie rozluźnił swój morderczy uchwyt na brzuchu Billa i złapał się przedniej części bagażnika. odczytał. które były zadziwiająco szerokie jak na jedenasto.krzyknął znowu Bill.Hej-ho. Rower przestał sunąć chwiejnie jak pijak i zaczął jechać nieco bardziej pewnie.Jesteś gotowy? 13 Jak zawsze. Silver! . massa! Pan .

a potem na drugiej szynie toru. że do końca drugiej wojny światowej mieszkało tam wielu kolejarzy . Po prawej stronie rozciągał się rząd magazynów. Torowisko Derry brzmiał niebieski napis pod znakiem ulicznym.maszynistów. Poniżej znajdował się dużo większy znak . Silver podskoczył najpierw na jednej.P-p-pójdziemy dalej p-p-pieszo. Z prawej strony kończyła się Neibolt Street. a potem kiwnął głową. Był przerdzewiały i zwisał krzywo.Pewno. Ostatnie trzy czy cztery po obu stronach były opuszczone i zabite deskami.Boisz się? . . . odległość między domami stawała się większa. który to cichł. Na werandzie jednego z nich wisiał zapomniany od dawna napis: Na .czarne litery na żółtym polu układały się w napis: Ślepa uliczka. Bill skręcił w Neibolt Street. . Hej-ho. podobnie jak całe torowisko. i było to swego rodzaju epitafium dla torowiska. a trawniki porosły zielskiem. sygnalistów. a obejścia zachwaszczone.spytał Billa Richie. Naprzóóód! Mijali teraz szerokie pola. Bill. Bill powiedział Richiemu. W oddali Richie dostrzegał starą ceglaną stację. robotników i bagażowych. . prowadząc silvera za kierownicę. że poprzedniego wieczoru spytał ojca o Neibolt Street. Ojciec powiedział. Richie zsunął się z bagażnika z mieszanymi uczuciami ulgi i żalu. Przeszli wzdłuż popękanego i zarośniętego chwastami chodnika. dojechał do chodnika i zdjął nogę z pedału. i w miarę jak Bill i Richie posuwali się dalej.spieszyć.Dobra. mechaników. Ulica podupadała. to rozbrzmiewał na nowo ze zdwojoną siłą. Od strony torowiska dał się słyszeć ryk silnika dieslowskiego.T-t-tak. obejrzał się przez ramię. które pod szarym niebem wydawały się płaskie i bezkresne. konduktorów. same budynki coraz bardziej brudne. A t-ty? . Silver. Raz czy dwa usłyszeli metaliczny brzęk uderzających o siebie buforów.

Ten dźwięk zdawał się wisieć w powietrzu jak rzucone przez kogoś zaklęcie. Richie zlustrował wzrokiem dom. Być może . Richie słyszał. to była przewrócona trójkołówka. przy wysokim drewnianym płocie. Zobaczył koło wystające z gęstej. Teraz czerwona farba wyblakła i stała się bladoróżowa. który jadał głównie smażone potrawy (i żadnych warzyw. a słoneczniki zdawały się kiwać potakująco głowami: Chłopcy są tutaj . Richie zadrżał. tak że niemal korelował z barwą nieba.sprzedaż. kawaler noszący dżinsy i grube. Chwasty obrosły dom z obu stron. Ulica była całkiem pusta. Richiemu wydawało się.czy to nie miłe? Więcej chłopców. o której wspominał Eddie.najwyższy miał dobre pięć stóp wysokości. Wiatr poruszał nimi. . który raz czy dwa razy w miesiącu przez trzy lub cztery dni z rzędu przesiadywał w domu.T-t-to t-t-tam . wysokiej trawy opodal werandy i pokazał je Billowi.pomyślał Richie . który kiedyś musiał być biały. Naszych chłopców. Chodnik się skończył i szli teraz wzdłuż bitej drogi.facet. usztywniane rękawice z poduszkami . facet. Dom na Neibolt Street 29 był niegdyś czerwony. którą porzucił. która nie była tak bardzo zarośnięta jak pobliskie trawniki. Były napęczniałe i niezbyt przyjemne z wyglądu. . Po lewej. ale nie zobaczył żadnego. a teraz wyblakł do odcienia ołowianej szarości.mieszkał tam kiedyś jakiś inżynier. że tabliczka ta musi mieć dobre tysiąc lat. odłaziła brzydkimi płatami od ścian jak wrzody. choć uprawiał je dla przyjaciół). Silnik dieslowski buczał i cichł. Mniej więcej w połowie tego ogrodzenia Richie dostrzegł las monstrualnych słoneczników . Bill skinął głową. a w wietrzne noce powracał myślami do dziewczyny. Dudniący odgłos silnika Diesla to cichł.powiedział cichym tonem. Rozejrzeli się po Neibolt Street. Bill zatrzymał się i pokazał ręką. Brakowało większości gontów. a trawnik był pokryty pierwszymi tego roku mniszkami lekarskimi. pracując w ogródku i słuchając radia. to z kolei narastał. milkł i rozbrzmiewał od nowa. jak wzdłuż Route nr 2 przejeżdżają raz po raz samochody. Podczas gdy Bill ostrożnie opierał Silvera o pień wiązu. rozrosła się gęstwa kołysanych wiatrem krzewów. Okna zabite dechami były oślepionymi oczyma.

D-d-daj spokój z t-t-tymi bzdurami.Wiesz co.Może powinienem. że wyglądał na starszego. Richie chciał dogonić Billa i prawie upadł. Bill i Richie spojrzeli po sobie ponuro. zardzewiałe gwoździe. co? . choć wiedział. J-j-jesteś g-g-gotów czy n-n-nie? .Chyba tak . W oczach Billy’ego odbijały się migotliwe promyki szarego światła.. że tamten nie żartował. . właśnie sobie przypomniałem.J-j-jesteś g-g-gotowy? .odparł Richie. co mieli zrobić. Były tu stare krzewy róż i podczas gdy róże zarówno po prawej.Ale wejdę. Richie pomyślał. Przeszli przez zarośnięty trawnik w stronę werandy.spytał Bill i Richie drgnął gwałtownie.Chyba nie chcesz tam wchodzić. . Richie ze złamanym sercem czuł. komu przyjdzie płacić za poranną kawę. To zabiło George’a. . zahaczając o trójkołówkę leżącą pośród chwastów i rdzewiejącą w ziemi. kiedy graliście w marynarza o to.spytał Richie nieomal błagalnym tonem. wydawało się prawdą.powiedział. Mów do mnie.buczał i cichł. Zmierzał ku prawemu narożu werandy.Bill . o czym opowiadał Eddie. po siedmiu tygodniach dowody nadal tu były. kto przegrał. A potem zanieść ją ojcu i powiedzieć: Spójrz.. Bruzdy na jego twarzy. . ale Billa już tam nie było.. że on naprawdę ma zamiar To zabić. świadczące o nieugiętości. sprawiały. Wszystko. Olbrzymie słoneczniki potakiwały milcząco: Świeża dostawa. opowiedz. że było dokładnie na odwrót i że nigdy nie będzie gotowy na to. Nieco dalej po lewej spomiędzy gęstwiny krzewów wystawała drewniana kratownica.odparł Bill. A teraz porozmawiajmy. R-r-richie. . te wokół i na wprost niej były uschnięte i obumarłe. Zabić To i może odciąć Temu głowę. . pod które musiał wpełznąć Eddie.N-n-nie . Dobrzy chłopcy. jak ci minął dzień.. co nowego w pracy.powiedział Bill. . . Nasi chłopcy. . . jak i po lewej stronie nie zamocowanego kawałka kratownicy kwitły w najlepsze. Obaj chłopcy widzieli wyrwane.P-p-popatrz t-t-tam . jeśli To nadal tam jest.rzekł Richie. że powinienem oddać dziś parę książek do biblioteki .

Zastanawiał się przez chwilę. a serce waliło mu jak oszalałe. aby spojrzeć na Richiego. . Richie obserwował tę czynność z fascynacją. Pod werandą nie było nic prócz sterty liści. bynajmniej nie należała do przyjemnych.wyszeptał zdyszany Richie. która dominowała tu na dole. Drewniana listwa łącząca dwie szyby leżała rozszczepiona pod stopniami werandy. lubił zapach gnijących liści. która z tej strony w ogóle nie była osłonięta .powtórzył. Pobłyskujące słabo odłamki szkła. szkło było rozsypane wszędzie. Górna część framugi sterczała niczym złamana kość. iż miał wrażenie. chcącego ukryć się tam przed styczniowym śniegiem. Tym razem dostrzegł coś innego. Bill właśnie przykucał i zaglądał pod werandę. pożółkłych gazet i cieni. a potem znów zajrzał pod werandę.I-i-idziesz? . . Wpełzli pod werandę. Richie.deski musiały zostać zdjęte przez jakiegoś włóczęgę. ogólnie rzecz biorąc. Odłamki szkła na stertach liści pod werandą oznaczały.zapytał powtórnie Bill. Richie ukucnął obok niego. Patrząc na nią. Stanowiło to ostateczne potwierdzenie prawdziwości historii Eddiego. że okno zostało wybite od wewnątrz.Bill . unosząc wzrok. Wysunął delikatnie magazynek z kolby. co by zrobił. że mogą zapaść się na dwie albo nawet i trzy stopy w głąb. Bill przyglądał się wybitemu oknu. Coś ścisnęło go boleśnie w żołądku.odpowiedział.Bill ponownie wyjął walthera.C-co? .Kiedy znalazł się na miejscu. . Zbyt wielu cieni. a następnie wydobył z kieszeni cztery naboje. zimnym listopadowym deszczem albo letnią ulewą. gdyby spod tych liści wyprysnęła łapa albo pazur i schwyciła go z całej siły. .Nic .Tak.C-c-co? . . Richie poczuł narastające mdłości. Liście uginały się pod jego dłońmi i kolanami do tego stopnia. Jego twarz była posępna i blada. Od strony piwnicy. .Coś nielicho w to przyrżnęło . ale woń. Załadował je jeden po drugim. . Potłuczone szkło.

wełniany płaszcz. tak jak i z liści.A m-m-myślałeś. Poza nimi na końcu piwnicy Richie zauważył olbrzymią przegrodę z drewnianymi bokami. że kto? . jaki miał na sobie. Pierwsze. podsunął mu się aż do nerek. który teraz zaglądał do środka lub w każdym razie próbował. Podłogę stanowiło klepisko. . chcąc też rzucić okiem w głąb piwnicy. W chwilę potem Richie usłyszał. przesunął się nieco do przodu i zanim Richie zdołał uwierzyć w to.Co ty wyprawiasz? Wyłaź stamtąd! Bill nie odpowiedział. w którym przed chwilą zniknął jego przyjaciel. Ześlizgnął się na dół. co mu przyszło na myśl. . . który jak nic rozorałby mu plecy do kości . że taki stary dom zamiast ropą. na miłość boską! . W chwilę później Richie stał obok niego w piwnicy. patrząc na prostokąt ciemności. ale kto mógłby trzymać konie w tej ohydnej zatęchłej piwnicy? Potem uświadomił sobie. Zostań n-n-na straży. co zobaczył. biła woń wilgoci i zgnilizny. On jednak przeczołgał się na brzuchu i wsunął obie nogi przez okno piwnicy. mając w głębi duszy nadzieję. czyś ty zwariował? Dobiegł go głos Billa: . to przegroda w stajni.T-t-to t-t-tylkoja-syknął Bill. . R-r-richie. Z pieca po lewej w niski sufit biły metalowe rury. j-j-jeżeli chcesz. że nie potnie sobie rąk ani brzucha na potłuczonym szkle.mruknął pod nosem Richie. zanim nerwy zdążyły obrócić się przeciwko niemu. . Wnętrze pomieszczenia zasłane było pudłami i skrzyniami.Olej to . Teraz Bill usiadł. po prawej. Nikt nie zadał sobie trudu doprowadzenia tego miejsca do porządku. Pomieszczenie z drewnianą przegrodą stanowiło składzik na węgiel. musiał być opalany drewnem.syknął. . nogi przyjaciela znikły w otworze okna. pokiwał głową. Coś schwyciło go za nogi. Richie trącił go łokciem. o włos unikając zetknięcia z odłamkiem szkła...Bill. jak tenisówki Billa plasnęły o twarde klepisko wewnątrz piwnicy. Nieco dalej.Bill. z którego. Richie wrzasnął. obciągając kurtkę i koszulę.Bill. Richie dostrzegł schody prowadzące na parter.M-m-możesz t-t-tam zostać. gdyż nie było chętnych na ten dom.

W-w-właź p-p-p-po w-węglu! .N-nad w-w-węglem jest o-o-okno! Łapy były porośnięte gęstą brązową sierścią. to były łapy. Bill stał przez chwilę za jedną z drewnianych przegród składziku i nagle wyprysnął zza niej jak szalony. Zobaczył stopy w trampkach.w barwach Derry High School. Było bardzo głośne.Czarny Lud .wrzasnął Bill. schodzące po schodach. Wyblakłe nogawki dżinsów. zniekształcone łapy. Najpierw udali się w stronę składziku na węgiel.rzucił Bill i zachichotał nerwowo. postrzępione paznokcie.. .Zostaję z tobą... . słonecznego światła... Jego głos był drżący i niepewny.rzucił Richie. Wielki Billu. sięgająca w tylnej części składziku prawie aż pod sufit. . palce kończyły połamane. starając się patrzeć na wszystkie strony jednocześnie. Ale strzał nie nastąpił. luźno opuszczone wzdłuż boków dłonie. . Richie zaraz za nim.zaczął Richie i w tej samej chwili drzwi wejściowe do piwnicy. Olbrzymie. Richie usłyszał warczenie jakby dzikiego zwierzęcia zamkniętego w klatce. poskręcaną i falującą jak druty. Była czarna z pomarańczowymi lamówkami . otwierając się.. .. musiał się o tym przekonać na własne oczy. zdając sobie sprawę. Mimo że wiedział. Ostrożnie otworzył oczy. Węgiel był czarny jak skrzydło kruka. że wie. Ale to nie były dłonie. Teraz Richie zobaczył jedwabną kurtkę.. .J-jeżeli n-n-nie chcesz.Pieprzyć to . rąbnęły z trzaskiem w ścianę. przygotowując się na huk wystrzału.. Bill z pistoletem w dłoni szedł nieco z przodu. Obaj chłopcy krzyknęli. t-t-tylko w-węgiel . wpuszczając na schody promienie jasnego. ..Chodź. ale Richie stał jak skamieniały. Wciąż znajdowała się tam hałda węgla. trzymając gotową do strzału broń w obu rękach. a u ich stóp nie przekraczała wysokości jednej czy dwóch bryłek. n-n-nie.N-n-nic. . .. Słyszał w nim uderzenia swego serca. Richie zmrużył powieki.odparł Richie i wybuchnął obłąkańczym śmiechem. co ku niemu zmierza i co chce ich zabić w tej mrocznej piwnicy cuchnącej wilgocią i rozlanym po kątach tanim winem. Richie stanął obok Billa i zajrzał do środka.

Okno u szczytu hałdy całe czarne od pyłu węglowego nie przepuszczało ani odrobiny światła. próbując ją przekręcić w niewłaściwą stronę. Kolejna porcja brył osunęła mu się po rękach jak lawina.Richie! . Bez skutku. co robi. I było zamknięte. zdawała się coś mówić .odchyliło się na zewnątrz na starych. kiedy Bill wdrapywał się na górę. zaczął się wspinać po górze węgla .U-u-uciekaj! . . Richie z całej siły naparł na okno. i zamek odskoczył przy wtórze jękliwego zgrzytu przerdzewiałego mechanizmu. Koszmar na jawie.był to ogłuszający dźwięk w tak ograniczonej przestrzeni.. naparł na nią całym ciężarem. że szarpał się z zasuwką.Zabiłeś mojego brata. krzycząc jak oszalały. ty draniu! Przez chwilę mogło się wydawać. Mieszanka ryków i skowytów . Pistolet wypalił powtórnie z przeraźliwym hukiem. Panika rozpostarła swój kaptur nad umysłem Richiego. Szalony warkot nie milkł ani na chwilę. że istota schodząca po schodach wybuchnęła śmiechem. . Ostre krawędzie brył wpiły się boleśnie w jego ciało. Otrzeźwiło go to nieco i nagle zdał sobie sprawę. Trzask pękającego drewna. Okno nie rozbiło się . Pył węglowy obsypał mu dłonie jak pieprz. Spróbował zrobić to samo. przerdzewiałych zawiasach. Richie schwycił za zasuwkę i próbując ją obrócić. Niemal nie zdając sobie sprawy z tego. że pośród tego zaciekłego warkliwego jazgotu wyławia słowa: I ciebie też zabiję. Warkot przybliżał się. Chłopak wyłożył się na hałdzie węgla. że ostre kawałki szkła mogą pociąć mu dłonie na paski. ale napierając w przeciwną stronę. wyrywając go z odrętwienia.dźwięki z piekła rodem. Kolejna porcja pyłu węglowego znalazła się tym razem na twarzy Richiego.brnął coraz wyżej. Ostry i kwaśny dym z lufy pistoletu podrażnił nozdrza Richiego. Bill Denbrough krzyknął: . Przestał się tym przejmować.wrzasnął wówczas Bill i Richie usłyszał grzechot osuwających się brył węgla. Ryki i warczenie trwały nadal.przypominało to odgłosy wydawane przez wściekłego psa i w pewnym momencie Richie odniósł wrażenie. Gdzieś pod nim dał się słyszeć huk wystrzału .zawołał Bill i z całej siły popchnął Richiego. osuwał się i ponownie odzyskiwał utracone cale. nie przejmując się.

że brzmiało to niemal jak ludzka mowa.U-u-u-uciekaj.. Policzki stwora były zapadnięte i owłosione. co Richie ledwo mógł dostrzec. Szamotali się przez chwilę. Prawie nie zdawał sobie sprawy z tego. Nagle z ciemności wychynęło oblicze wilkołaka. Nastoletni Wilkołak zdołał schwytać Billa Denbrougha. . zielone i owłosione. Richie.. I wtedy Bill krzyknął: . A on zsuwał się w dół. Walther wypalił po raz trzeci i stwór w piwnicy wydał z siebie przejmujący ryk . że padało. był ściągany przez coś. niestety.prymitywny dźwięk czystej wściekłości... To było szalone.U-u-u.. wysunięte do przodu czoło pokryte rzadkimi włosami.wrzasnął Bill. Koszula i kurtka chłopca były zadarte prawie do piersi. ale Richie bynajmniej nie wątpił ani w swoje przypuszczenia. Na pomoc! D-do-stało mnie! Richie obrócił się na czworakach i w prostokącie okna dostrzegł przerażony owal odwróconej ku górze twarzy przyjaciela. W jednej z dłoni Jąkały tkwił walther i po raz drugi tego dnia Richie zajrzał do jego czarnej lufy. Widział grube łodygi wielkich słoneczników. Miał niskie. Jego dłonie sięgały rozpaczliwie w stronę framugi okna. to był prawdziwy wilkołak. To był poruszający się. która. znajdowała się tuż poza jego zasięgiem. z porcją masy charakteryzatorskiej i sztucznego futra na twarzy.. Richie nie musiał się temu przyglądać. . gigantyczny cień z tyłu za Billem.Wyślizgnął się na zewnątrz jak węgorz. Ciemnobrązowe oczy przepełniało wrażenie jakiejś potwornej inteligencji i potwornej świadomości. który warczał i mamrotał coś tak. czując w nozdrzach zapach świeżego powietrza. tylko że tym razem broń była załadowana. Widział to w zeszłą sobotę na ekranie kina „Aladyn”. . ani w sprawność własnych zmysłów. a na twarzy dotyk źdźbeł długich traw. Przez to okno w październiku każdego roku wrzucano do piwnicy ładunek węgla na zimę. Bill leżał jak długi na hałdzie. nie. Cień.T-t-to mnie złapało. Richie! . walcząc o Billa . wilkołak za kostki stóp. Michael Landon. absolutnie szalone.Richie trzymając go za ręce. Jakby na dowód tego Bill ponownie krzyknął. tyle że to nie był aktor. Richie sięgnął w głąb piwnicy i schwycił Billa za ręce.

Prawie jęczał. Richie schwycił go za przedramiona i pociągnął.Usta otwarły się i z gardzieli dobyło się ochrypłe warczenie. . . Richie ponownie szarpnął z całej siły i Bill wyfrunął przez okno na trawnik. który na gorącym uczynku przyłapał młodocianego złodziejaszka próbującego sforsować po północy drzwi któregoś ze sklepów. Warczał na nich zajadle.Sz-sz-szybko! . Rozległ się kolejny ogłuszający wystrzał. W chwilę później okno piwnicy wypełniło oblicze wilkołaka. ale Richiemu wydawało się. bo rozpieprzeni ci ten twój twardy łep! Jak mi Bóg miły. trzymając pistolet oburącz i zmrużywszy nieznacznie powieki.Nie rusz go. ściągając go raz jeszcze w ciemność piwnicy. Richie zobaczył. To było silniejsze. To odrzuciło głowę do tyłu i ryknęło przeciągle. Albo ból... Przez chwilę wydawało mu się. Uniósł wzrok i spojrzał na Richiego ciemnymi. nacisnął spust. Może strach. ani na chwilę nie spuszczając oka z Richiego. .. Z kącików ust pociekły aż na brodę gęste strużki białej piany. mały. jak kula odrywa potężny kawał czaszki wilkołaka i strumień krwi spływa po boku głowy potwora. bo jak nie. Włosy na głowie stwora były sczesane do tyłu w groteskowej parodii młodzieżowej fryzury.wydyszał Bill. jaką monstrum miało na sobie. Bill zaczął wspinać się po hałdzie. przerażonymi oczyma. Przód kurtki miał cały w pyle węglowym. co robi i czemu. Richie usłyszał dobywający się z własnych ust głos irlandzkiego gliniarza . To był głos twardego irlandzkiego gliny.. Jego łapy wściekle orały trawę.głos pana Nella. Bill wciąż miał przy sobie walthera . niemal nie zastanawiając się. I wtedy wilkołak ponownie szarpnął Billa za nogi. plamiąc porastające je futro i kołnierz szkolnej kurtki. to ci zaserwujem twojom własnom dupe na płaskiem talerzu! Stwór z piwnicy wydał z siebie przeszywający uszy ryk gniewu. To miało Billa i nie zamierzało zrezygnować ze swojej ofiary. że zwycięży. Nagle. Teraz uniósł go przed sobą.ani na chwilę nie wypuścił go z ręki. że wychwycił w nim coś jeszcze. że to zrobiem! Nie rusz go. Nie była to wszakże kiepska imitacja w wykonaniu Richiego Toziera.

załzawione oczy wpatrywały się w Richiego. Z pyska stwora pociekły kleiste strugi śliny. zduszone kichnięcia. ani białe. aż potężne łapy zacisnęłyby się wokół jego szyi.jak z armaty.to nie ulegało wątpliwości.. a długie połamane paznokcie rozdarłyby mu gardło. Biała chmura buchnęła wilkołakowi w twarz. może udałoby mi się To zabić . Czerwone. głębokie bruzdy. oraz że w tym dziwnym świecie nic nie było ani czarne. Na twarzy Tego nadal widniała wściekłość. jakby chciały zapamiętać go . Dobrze się stało. Kichało raz po raz . A wtedy To zaczęło kichać. to kto wie. a potem używając proszku na kichanie. Wyjął z niej paczuszkę z rysunkiem kichającego mężczyzny. ale Richie dopiekł mu bardziej. i rzucił się na Richiego. Richie nacisnął na paczuszkę.Wracaj do siebie. Bill mógł To zranić za pomocą pistoletu ojca. To spojrzało na Richiego z nieomal komicznym zdziwieniem i zaczęło wydawać na zawsze. ale Bill ponownie go szarpnął i chrapliwe. napuchnięte. gdybym miał też trochę proszku na swędzenie i do tego jeszcze Joy Buzzer. i siedziałby tak. . To było szybkie niewiarygodnie szybkie. Jezu.Istota z rykiem zaczęła przeciskać się przez okno. myśląc o tym. paląc niczym kwas. I nagle jego ryk umilkł. najpierw za pomocą głosu irlandzkiego gliniarza.rozkazał głosem irlandzkiego gliniarza. Rozerwał ją. ale również i ból . Z nozdrzy wytrysnął zielonoczarny obrzydliwy śluz.pomyślał Richie i w tej samej chwili Bill schwycił go za kołnierz kurtki i szarpnął z całej siły do tyłu.. że się tak stało. podczas gdy krwawiąca. ryjąc w ziemi przed oknem długie. jak brązowe było jego futro i jak czerwona wydawała się krew stwora. Wilkołak bowiem przestał kichać równie gwałtownie. patrząc z osłupieniem i zdumieniem na wilkołaka. rycząca kreatura wydostała się z piwnicy. jak zaczął. Richie wolno jak w transie sięgnął pod kurtkę do tylnej kieszeni spodni. Parę kropel wylądowało na skórze Richiego. mały . Richie mógłby siedzieć tam z pustą paczuszką proszku na kichanie w jednej ręce. Richie wytarł je z okrzykiem bólu i obrzydzenia.

To nie ośmieli się gonić. bliską stanowi hipnotycznego transu. że wilkołak sunął w ich stronę przez trawnik i dzieliło go od nich około dwudziestu stóp. zataczając się. przez chwilę czuł się tak. Pomimo że materiał był zakrwawiony. Druga rzecz była jeszcze gorsza. nie odważy się. Ale To się zbliżało. że szwy dżinsów w wielu miejscach popękały. jakby miał zaraz zemdleć i zastanawiał się. Bill wskoczył na siodełko i wrzucił broń ojca do bagażnika. nie odważy się. Kiedy to zobaczył. Wybiegli przed dom i Richie pomyślał. Richie. . ukazując wyłażące spod nich kępki gęstego brązowego futra. Na lewej piersi kurtki widniały wyszyte złotą nicią litery (co u Machena kosztowało dolara). stał Silver. Richie dostrzegł. że było tuż za nimi. że układały się one w słowa Richie Tozier. z przeraźliwą. Wilkołak przeciął pociętą koleinami ścieżkę dokładnie w chwili. ale jechał wolno. Słyszał. Silver zaczął się toczyć. pobiegł za przyjacielem. Po bokach nosa stwora widniały rozmazane ślady proszku na kichanie. mamroczące. bez trudu można było zobaczyć. Zawsze tak długo trwało. Prócz tego Richie zobaczył jeszcze dwie rzeczy.Jazda. Richie. gdy Bill wyjechał na środek Neibolt Street. czy nie powinien zaprzestać beznadziejnej walki i po prostu dać się zabić.na kurtce stwora nie było zamka błyskawicznego. lecz znajdowały się tam wielkie.zmusił do podniesienia się z ziemi.ryknął Richie. Bill! . są teraz na ulicy. zaryzykował spojrzenie za siebie i zobaczył. które dopełniły wrażenia zgrozy . warczące i śliniące się. o wiele za wolno. że To nie ośmieli się ich gonić. oparty o drzewo. . zanim Bill zdołał wprawić go w ruch. Pomiędzy kudłami na prawej skroni potwora prześwitywała biała kość. Krew zbryzgała jego wypłowiałe dżinsy i oglądając się przez ramię. To rzuciło się na nich. w którym zwykle przewozili pistolety zabawki. Krew i ślina mieszały się na materiale licealnej kurtki. wskakując na bagażnik... puszyste pomarańczowe guziki-pompony. niezłomną fascynacją. Przed nimi.

Silver chybotał się dziko na boki.pomyślał ni stąd.. aby rozpędzić silvera.Hej-ho.Bill! . ale słowo to wydobyło się z jego ust kompletnie pozbawione siły i dźwięku. Dzięki. ale wystarczający. Naprzóoóód! . Bill jak szalony naparł na pedały. dzięki Bogu. że wielki rower po prostu się przewróci. . chybiając zaledwie o cal. Silver. Richie znowu mógł oddychać. który przypominał solidne pierdnięcie. Karty nabrały prędkości i ich odgłos zmienił się w ostre staccato. Wilkołak ryknął ponownie. że Richie widział pożółkłe rogówki jego oczu i czuł słodko-zgniły zapach oddechu z jego ust. silver przestał się bujać i pomknął prosto w dół Neibolt Street w stronę Route 2. Bill szarpnął się w tył. ale trzymał z całej siły rączki kierownicy silvera. Chłopiec wrzasnął przeraźliwie i uchylił się w bok. gardłowy dźwięk i w ostatniej chwili zdążył złapać Billa wpół. że Bill go usłyszał. że monstrum oderwie mu głowę. Jedna z łap sięgnęła po Richiego. kiedy To wykonało potworny zamach. Był przekonany. ni zowąd Richie. Pomimo to wydawało się.zawył Bill na całe gardło. W tej samej chwili jego kurtka (która i tak tego dnia miała się znaleźć w koszu na śmieci) rozdarła się na plecach z głośnym trzaskiem. Nie był zbyt wysoki. dzięki Bogu . Zęby stwora były długimi. . Wydał z siebie zduszony. żyły wystąpiły mu na szyi.usiłował zawyć. chwytając mocniej rączki kierownicy i uniósł głowę do góry. zupełnie jakby był tuż obok mnie. Dzięki Bogu. Pomimo jego wysiłków karty przy szprychach nadal strzelały pojedynczym ogniem. Był tak blisko. Siła zamachu odgarnęła spocone włosy z czoła Richiego. ale łapa śmignęła tuż przed jego nosem. Pedałował jeszcze . kiedy pod wpływem gwałtownego szarpnięcia od tyłu kołnierze koszuli i kurtki wpiły mu się w tchawicę. Richie krzyknął raz jeszcze.. Popatrzył wokoło i spojrzał prosto w te błotniste. W tej samej chwili Richie stracił oddech. Bill podniósł się na siodełku. Dotarł do szczytu niskiego pagórka. Mój Boże. Przez chwilę Richie pomyślał. a on i Bill wylądują twardo na ziemi. mordercze oczy. zanim potężna łapa ściągnęła go z bagażnika roweru. zakrzywionymi kłami. Wilkołak warknął i uśmiechnął się.

Coś dzikiego. iż stracił górną połowę czaszki. Nagle wszystko stało się mało ważne. Naprzóóóóód! Richie słyszał szybki. Jego usta otwarły się szeroko. Świat wydawał się wyprany z kolorów. Łapa wilkołaka trafiła go tuż nad oczami z tak potworną siłą. . Richie zaniknął oczy i trzymając się kurczowo. że silver się przewróci. Przepełniło go uczucie ożywienia . czekał na 14 Bill nie odważył się odwrócić i spojrzeć. gwałtowny tupot podeszew trampek na chodniku. przywierając rozpaczliwie do Billa. podchodzą mu do gardła. jak echo słyszane na moment przed jego kompletnym wygaśnięciem. Odwrócił się. Pragnienie. choć słyszał tupot kroków. koniec. zupełnie nie skrępowane. Bill zawołał ponownie: . I wolnego.Hej-ho. W ustach czuł miedziany posmak krwi. jak rower zachwiał się gwałtownie.coś. Ciepła krew wpłynęła mu do prawego oka. Miał wrażenie. że frunie. mocniej niż kiedykolwiek dotąd w całym swoim życiu.Hej-ho. silver. to cichły.krzyknął raz jeszcze. . Łapa uniosła się do kolejnego ciosu i śmignęła w dół . Bill czuł to aż nazbyt wyraźnie. Miał wrażenie. powodując piekący ból. silver.tym razem trafiając w tylny błotnik. Richie poczuł. dowiedziałby się. że klown jeszcze się nie poddał. co potrzebował wiedzieć. . silver! . Miażdżył je pod stopami. Richie odwrócił się. Gdyby To ich dogoniło i przewróciło na ziemię. przez moment wydawało się. co tkwiło w nim i było od niego zupełnie niezależne. co znaczyło. jakby spowite mgłą.ale ten dźwięk również był bardzo odległy. Stanął na pedałach. Przypochlebiał się im. naprzód! . Silver stale nabierał prędkości. Oczy zaczęły mu wychodzić z orbit.mocniej.zdawał się płynąć w powietrzu. To było naprawdę wszystko. że przez moment Richiemu wydawało się. łakomie chłonąc powietrze. Dźwięki to rozbrzmiewały. Teraz zaczął już wyczuwać drogę .Hej-ho. że wszystkie wnętrzności. jednak w ostatniej chwili zdołał utrzymać równowagę i powrócił do pionu.

było jedną wielką szarą plamą. ustach wykrzywionych w wampirycznym uśmiechu i oczach błyszczących jak srebrne monety. Teraz. zaryzykował ukradkowe spojrzenie przez ramię. obracając je w przeciwną stronę. ponieważ lada moment przyjdzie mu nacisnąć na hamulce (albo zrobić coś równie pomysłowego). ale na to również nie mógł się zdobyć. Ale jakieś dwadzieścia pięć jardów za nimi. czy też mu się tylko wydawało? Wciąż nie miał w sobie dość odwagi. uciskając mu klatkę piersiową i utrudniając oddychanie. jak cudowny sen. że Richie zsuwa się z bagażnika. Klownem. sprawiło. Czy tupot stóp jakby nieco przycichł. Bill chciał mu powiedzieć. przemykając obok niego. silver.. co ty na to? Neibolt Street. co możesz! Teraz! Jedź. przy pierwszym z opuszczonych domów tworzących cos w rodzaju konduktu pogrzebowego dla torowiska. Ulica była kompletnie pusta. dalej. tak że Bill widział . . na asfalcie pozostał ślad gumy z tylnego koła silvera. dawaj. a Richie wyrżnął boleśnie głową we wgłębienie prawego ramienia Billa. silver! Jedź. bo nie chciał tracić ani odrobiny powietrza. Daj z siebie wszystko! Wszystko. Jego oczy były skierowane ku górze. Bill Denbrough powtórnie stanął do wyścigu z diabłem. że teraz diabeł był okropnie uśmiechniętym klownem o twarzy pokrytej białą szminką. Richie obejmował go kurczowym. gdy było już prawie za późno. błysnęło coś pomarańczowego. co zobaczył. Jazda. że jednym gwałtownym szarpnięciem zatrzymał pedały silvera. Silver zaczynał rozpędzać się na dobre.pomyślał. mały . majaczył znak stopu oznaczający skrzyżowanie Neibolt Street i Route 2. by się odwrócić i spojrzeć. To leżało blisko otworu kanału burzowego wyciętego w asfalcie. Rowerem zarzuciło. mały..Aaach. który z jakichś szalonych powodów nosił kurtkę liceum Derry narzuconą na srebrzysty strój z pomarańczową kryzą i pomarańczowymi pomponami. morderczym uchwytem. Bill zdał sobie sprawę. Tam w oddali. To. tyle tylko.No. Ulicą przejeżdżały samochody. W obecnym stanie przerażenia i skrajnego wyczerpania dla Billa ten obraz graniczył niemal z cudem. żeby trochę poluzował ręce.

. Upadli na ulicę w plątaninie rąk i nóg.N-n-nie. . objęci ramionami. a łzy spływały po ich czarnych od pyłu węglowego policzkach. R-r-richie . żłobiąc na nich czyste. Richie zobaczył pustą ulicę. jeśli jeszcze tego nie zauważyłeś.I wtedy sobie przypomniał. napędziły Billowi niezłego stracha. Bill schwycił go za ramię. Richie usiadł powoli na ulicy i przyłożył rękę do głowy. To był głos Pancha Villi. Ich widok wprawił go w jeszcze większe przerażenie i wymierzył Richiemu solidny cios otwartą dłonią w twarz.rzucił ochrypłym tonem Richie. na przykład że Bill powinien spróbować użyć do obrony przed wilkołakiem Bullseye’a.zawołał Richie. ...N-n-nie .tylko dolne krawędzie tęczówek ukrytych pod górnymi powiekami. To odeszło. Bill nieźle się przy tym poobijał i aż wrzasnął z bólu.T-t-to odeszło. Richie odpowiedział równie mocnym uściskiem. Były lekko poskręcane. . oddychając chrapliwie. Z czoła chłopca wolno spływała krew. . .rzekł Bill.. . ale ton i kompletny brak związku z tym. i wybuchnął płaczem. Chciał powiedzieć coś mądrego. . Bill przyglądał mu się przez chwilę. . obaj przechylili się na prawo i silver stracił równowagę.Co się sta. jak snaleść skarb.M-m-myślałem. Bill? Stłuczesz mi okulary. Na ten dźwięk Richie zamrugał powiekami. I tak są w nie najlepszym stanie.Czego mnie bijesz. Dobbs.odparł Bill. . ż-ż-że u-umierasz albo c-c-co .N-n-n. po czym otworzył je szeroko. . brązowych włosów przylepionych do płytkiej szarpanej rany na czole Richiego. a potem zarzucił Richiemu ramiona na szyję i uściskał go mocno.Jaauu! . Zamrugał powiekami.. jesss dość niebespieczny . R-r-richie. . Jego oczy rozszerzyły się na skutek strachu i szoku i poderwał się na kolana. co się wydarzyło. Prócz szlochu.powiedział Bill. jak owłosienie łonowe jego ojca. ale z jego ust nie dobyło się nic. na której nic się nie poruszało. kręte bruzdy.Po czym sam zaniósł się płaczem i tak klęczeli obaj. Zreperowany łuk okularów Richiego sterczał przekrzywiony. senhorrr. ale ten facet. Zobaczył kilka szorstkich. naturalnie. na ulicy obok przewróconego roweru Billa.Pokażę ci.

obawiając się.Nic. nic . że na boku ma wielką k-k-kaczkę.Czy wszystko w porządku? Bev kiwa głową. zakłopotany. jeszcze jedno światełko w ciemności. ale nie jest w stanie się powstrzymać. . tak jak ja teraz. otwiera swoją torbę i wyjmuje z niej powieść Roberta Ludluma. tym bardziej jej twarz stawia zaciekły opór. do jakich linii lotniczych należy ten samolot.Po prostu nagle zdałam sobie sprawę. Jak za starych czasów.Republic . po południu 25 maja 1985 roku Beverly Rogan ponownie wybucha śmiechem.myśli.mówi mężczyzna. Teraz zamyka ją. To coś innego. starając się nadać twarzy poważny wyraz. . lecz chłodno. i mówi z pewnym zatroskaniem w głosie: .odpowiada.ROZDZIAŁ 9 WIELKIE ZMYWANIE 1 Gdzieś. . ale szanuje jej wyraźną niechęć do nawiązania konwersacji. niektórzy są wyraźnie zdegustowani. długowłosy i przystojny. Przez cały czas umieraliśmy ze strachu. Bev ponownie wybucha śmiechem. On uśmiecha się pod nosem. Zakrywa usta dłońmi. parę razy spoglądał w jej stronę taksującym wzrokiem. ponownie siląc się na powagę .bezskutecznie. że ktoś weźmie ją za osobę niespełna rozumu. Ludzie oglądają się i przyglądają się jej. Odkąd samolot wystartował z Milwaukee o wpół do trzeciej (już prawie dwie i pół godziny temu z postojem w Cleveland i Philly). Facet siedzący obok niej na fotelu jest młody.Ta myśl przeważa szalę. Im bardziej usiłuje się opanować. . gdzie skończył czytać. pytający. Wtedy sporo się śmialiśmy . a potem ponownie parska śmiechem. . że nawet nie wiem. wysoko nad stanem Nowy Jork. Wiem tylko. zaznaczając palcem miejsce. a mimo to nie mogliśmy się powstrzymać od śmiechu. Po paru próbach zagajenia rozmowy. na które reagowała uprzejmie.

. jak pocałować własny tyłek na do widzenia .Piszą tu. Podaje jej białą chusteczkę. . miły kutas z college’u. Nagle uświadamia sobie. że to typowy. .Lepiej niech się pani uspokoi. To w pewnym sensie pomaga jej wziąć się w garść. urządzeń pływających. aby być naprawdę arogancki. bo przyjdzie stewardesa i wyrzuci panią z samolotu .myśli nagle Bev. a ona tylko kiwa głową i zanosi się śmiechem. Mężczyzna ma na sobie sweter i sprane dżinsy. i nie dość gruby. Dostatecznie długi. które mogą zaświtać ci w głowie. To całkiem świeża myśl. jedna z tych. . który przywodzi jej na myśl koński ogon z czasów dzieciństwa.. aby mieć własne zdanie. kiedy jesteś wypoczęta. rozluźniona i wyprana z absolutnie wszystkich kłopotów. krótkich oddechów. On jest naprawdę przystojny .mówi. i przyjęcia właściwej pozycji na wypadek lądowania z . Raz po raz przychodzi jej na myśl wizerunek wielkiej kaczki na boku maszyny i wyrzuca z siebie drobny strumyczek chichotów. że nawet nie ma chusteczki. Wreszcie dochodzi do siebie. Jego ciemnoblond włosy są związane z tyłu w krótki kucyk. a ona korzysta z niej. Po chwili oddaje mężczyźnie chusteczkę.mówi mężczyzna z powagą. i tym razem oboje zaczynają się śmiać. Myśli: Założę się. że jej śmiech przybiera na sile. boki i brzuch zaczynają już dawać się jej we znaki. który znajduje się w kieszeni fotela.Leci pani w powietrzu z prędkością czterysta dwadzieścia mil na godzinę dzięki maszynie linii Republic Airlines. Nie uspokaja się jednak od razu. i to sprawia. W broszurze znajdują się informacje na temat umiejscowienia wyjść awaryjnych. w pewien sposób orzeźwiająca.Słucham? . którą mogłaby otrzeć załzawione oczy. Ponownie zaczyna się śmiać i nie jest w stanie nic na to poradzić. Jej atak śmiechu ustaje po całej serii drobnych skurczów i gwałtownych.KYAG? Wyjmuje folder (który faktycznie ma na pierwszej stronie logo Republic) z kieszeni fotela. obsługi masek tlenowych poślizgiem.Dziękuję. Tak jest napisane w folderze KYAG-u.

. ale tak właśnie jest. jak Tom krzyczy w dół schodów: „Zabiję cię. ale miast na artykuł o przyjemnościach Nowego Orleanu patrzy na swoje postrzępione paznokcie. ostatnie kłamstwo? To byłoby piękne. spogląda na niego i uśmiecha się. . . a jeszcze wcześniej przez ojca. dziwka dla własnego ojca na długo przed tym.Ponownie sięga po ilustrowany magazyn. Czy to już ostatni raz. .mówi i ponownie otwiera książkę. musiała uciekać się do kłamstwa. Odsuwa od niego rękę.Dokąd się pani wybiera? Zamyka magazyn. Myśli o doktorze przychodzącym do nieuleczalnie chorego pacjenta z dobrą wiadomością: Analiza rentgenowska wykazała..Ale podoba mi się pani śmiech. . co się stało z pani ręką? . że na dobre przestaje się śmiać.Ale jeżeli po przylocie do Bostonu zechce pani wypić zdrowie tej kaczki na samolocie. ale robi to łagodnym ruchem. Jasne? . Pod dwoma z nich widnieją purpurowe. Jeszcze nie wiemy dlaczego. Bev otwiera magazyn. ty dziwko! Ty pieprzona dziwko!” Przeszywają dreszcz.ale nie mam ochoty na pogawędkę. Można by się zakochać.Rany. nieomal zbyt piękne. że komórki rakowe zaczęły się kurczyć. Wspomnienie tego wyczynu boli jeszcze bardziej niż same paznokcie i to sprawia. które opieprzały się przed wielkimi pokazami i miały stale pretensje do Beverly Rogan.odpowiada z uśmiechem. . kiedy po pobiciu przez Toma. Bev spuszcza wzrok i widzi swoje zdarte paznokcie .Przytrzasnęłam sobie rękę drzwiczkami samochodu na lotnisku mówi. Dziwka dla Toma.Jezu. . W duchu słyszy. .efekt zbyt gwałtownej próby przewrócenia toaletki na Toma.Wzięłam parę aspiryn. . jak Tom czy . myśląc o tych wszystkich przypadkach. wyraźnie skonsternowany. lecz muszę zdążyć na drugi samolot. że przeglądała go już od deski do deski co najmniej dwa razy.Trzyma ją przez chwilę. podbiegłe krwią sińce..mówi mężczyzna.To musi diabelnie boleć . choć wie. aby mogło być prawdziwe.Jest pan bardzo miły .mówi . proszę pani.Jasne .Dziękuję.. dziwka dla szwaczek. to ja stawiam. . widać mój dzisiejszy horoskop się pomylił .

a potem dorzuciła: . Przypomina sobie. Pomimo protestów Kay Beverly wypisała jej na zwykłej kartce papieru maszynowego czek na tysiąc dolców. W chwili kiedy Beverly miała już odłożyć słuchawkę. Zupełnie jakby płynął z radia stojącego w sąsiednim pokoju. wołających i gwiżdżących przeciągle.Ktoś zgarnął kiedyś szmal za czek wypisany na łusce pocisku artyleryjskiego. przy Watertower Square.Czytałam kiedyś. To nie było trudne. Kay spojrzała na nią trzeźwo. Telefon zadzwonił z tuzin razy i zaczęła się już martwić. Choć nie czuje się zmęczona (zdaje sobie sprawę.To ja.. głos zaspanej Kay wymamrotał: . Czytałam o tym. boli ją bardziej niż palce. Dziwka. zanim Tomowi przyjdzie na myśl zamrozić konta. Ty dziwko. rozcięta na rozbitej butelce perfum podczas ucieczki z sypialni. Najpierw zadzwoniła do Kay McCall. zważywszy na jej wygląd. . Stopa. Przerwała i wybuchnęła niepewnym śmiechem. że szło za nią trzech nastolatków. który Bev zrealizowała o dziewiątej w First Bank of Chicago. Kay dała jej bandaż. kiedy zobaczyła światło zalewające chodnik z wnętrza sklepu „Seven-Eleven”. Ty pieprzona dziwko. na czym jest wypisany .Kay. Jej głos zdawał się dochodzić z jakiegoś innego miejsca. co utrzymuje ją na nogach.. . żeby to było coś naprawdę ważnego. to zszarpane nerwy i mocna czarna kawa Kay). parę butów i czek na tysiąc dolarów. potrzebuję pomocy. . Zamyka oczy na chwilę. jakie ją ogarnęło. namówiła go.Ale na twoim miejscu zrealizowałabym go jak najszybciej. jak sądzę. . Bev .powiedziała do Kay. w „The Book of Lists”. wykręcając numer z pamięci. Pamięta uczucie ulgi. że jedyne. Weszła do środka i kiedy pryszczaty sprzedawca spojrzał na przód jej starej bluzki.Lepiej. że Kay była w Nowym Jorku. prawie z powagą.beznadziejne szwaczki stały się częścią jej życia. niezależnie od tego. ale żaden nie odważył się do niej zbliżyć. że przyjmują każdy czek.powiedziała z wahaniem. wydarzenia poprzedniej nocy wydają się jej snem. . aby pożyczył jej czterdzieści centów na telefon.

powiedziała Bev.Wezmę taksówkę .Ludzie. malutka! I. Mówię serio.Seven-Eleven” na rogu Streyland Avenue i jakiejś innej ulicy.Przerwała. aż w końcu Kay odezwała się ponownie. iż lada moment się rozpłacze. . . trzymając dwie pozostałe dziesiątki na spoconej dłoni.o feminizmie i pracującej kobiecie.zawołała Kay. .Nastała chwila ciszy. najlepsza wiadomość. z emfazją i ekscytacją w głosie wybuchnęła: .Ale jak do ciebie przyjadę. rzuciłam Toma. W okrągłym lustrze na tyłach sklepu zobaczyła.. Napisała trzy książki . Kay szybko. że była już całkiem rozbudzona.. że stała się zaciekłą feministką. gdy walił konia w wannie. Nie mam forsy. nigdy nie musieli iść do łóżka z Samem Chacowiczem. Dwa szybkie pchnięcia i wytrysk . szowinistycznych praw. Dłużej niż minutę wytrzymywał tylko wtedy. kurwa. jak pryszczaty sprzedawca z głębokim skupieniem przygląda się jej pośladkom.. W okresie swojej największej (kontrowersyjnej) popularności oskarżono ją. a kiedy znów się odezwała. o .Gdzie jesteś? Co się stało? . po uprzednim wykorzystaniu archaicznych.Bogu dzięki.. Bev. będziesz musiała zapłacić za taryfę..to było motto dobrego Sammy’ego. że w końcu to zrobiłaś.Jestem w sklepie .Świetnie! Nareszcie! Hura! Zaraz po ciebie przyjadę! Ten sukinsyn! Ten gnój! Zaraz po ciebie wpadnę! Musimy to uczcić! Ja.wykrzyknęła kiedyś Kay do Beverly.To. Kay McCall jest byłą projektantką mody. Wydawało się. jej głos był przepełniony taką dozą powagi. . Dzięki Bogu. jaką słyszałam od czasu ustąpienia Nixona! Przyjeżdżaj tu zaraz. Nie obrobiłam go. która poślubiła bogatego rozwodnika i w 1972 roku na trzy lata przed poznaniem Bev odkryła politykę feministyczną. . . co mi się należało.. aby wydusić ze swego męża przemysłowca każdy grosz. Nawet złamanego centa. łagodności i ciepła. jaki mógł jej prawnie przysługiwać. .Dam mu jeszcze pięć dolców napiwku! . Ja. . że Bev miała wrażenie. Po prostu wzięłam to.Gówno prawda! . którzy tak mówią. ..

Wrzeszczałaby na całe gardło. która czekała na końcu podjazdu. że było to dla niej swego rodzaju ulgą. domkiem na wsi i dwoma czy trzema kochankami dostatecznie męskimi.. Na zmianę. nazwiska osób. bo Bev mogłaby jeszcze dostać ataku histerii. że może zniknąć z oczu natrętnemu sprzedawcy.powracały do niej wspomnienia i działo się to tak szybko... Zwłaszcza Bill . jakby ktoś uruchomił w jej głowie olbrzymi buldożer i zaczął przekopywać umysłowy cmentarz..Bill.Kiedy stają się lepsi ode mnie. wydarzenia. W trzy lata po wydaniu swojej ostatniej książki wypadła z rynku mody i Beverly uznała.. z typową dla dzieci otwartością. taki doskonały (rzecz jasna.Tom. to miotana dreszczami. że zaczęło ją ogarniać przerażenie. zadowolona. Tyle tylko. miejsca. wsiadła z tyłu z walizką. Jej ojciec . przypomniała sobie głosy płynące z rury kanalizacyjnej.. od razu się ich pozbywam powiedziała i choć Kay uważała to za żart. niekiedy określaną mianem szczerości. by pokonać ją na korcie. Miała wrażenie. Na nogach miała miękkie papucie z pomponami. że zamiast ciał na powierzchnię wydobywano nazwiska. dopóki nie otworzył ust i nie zaczął mówić). Pierwsze dwie cieszyły się sporą popularnością.. ale nie dość męskimi. ubrana we flanelową koszulę nocną i narzucone na nią futerko z norek. którego nazywali Jąkałą. Bill Denbrough. Beverly wezwała taksówkę i gdy samochód podjechał.powiedziała do Bev któregoś dnia) i była teraz bogatą kobietą z własnym domem. feminizm i kapitalizm potrafią żyć ze sobą w zgodzie . i krew. że te pompony nie były pomarańczowe. to ociekająca potem. Henry Bowers.feminizmie i rodzinie i o feminizmie i natchnieniu. z którego istnienia w ogóle nie zdawała sobie sprawy. . Wydawał się jej taki wysoki. Powodziło jej się doskonale (dzięki Bogu. Dzięki Bogu. a niekiedy okrucieństwem. . czy rzeczywiście tak nie było. Richie Tozier. a potem podała kierowcy adres Kay. Przejażdżka do Kay była naprawdę niezwykła . Nazwiska. Krzyczała i ojciec sprawił jej lanie. Beverly zastanawiała się.. Eddie Kaspbrak. by jej dogodzić w łóżku. o których nie myślała od lat: Ben Hanscom. Greta Bowie.

. aż do ostatniej kropli.. . a kiedy Bev stamtąd wyszła. że się rozpłacze.powiedziała Bev. dziesięciu lat? Jeżeli jeszcze raz usłyszę. Ale teraz wreszcie tego dokonałaś. Potem przyrządziła dla siebie i Bev steki z grzybami. i tak ją to zawstydziło. że na jej policzkach wykwitły silne . to to. że to twoja wina.Dziękuję pani. co mówię? Mówię. To kłamstwo było automatyczne. ani jeszcze wcześniej.Nie mów tak . . Jedyne. żebyś tam sobie trochę pomieszkała? . wmawiając mi. że to się stało z twojej winy. Na mahoniowym drewnie odgłos ten zabrzmiał jak wystrzał z małokalibrowego pistoletu. że wcześniej czy później ten typ tak cię połamie. .powiedziała.stwierdziła Kay. ani w ogóle kiedykolwiek. To nie była twoja wina ani tym razem. kurwa. kapujesz? Czy nie zdajesz sobie sprawy z tego. rozwaloną stopą i śladami pasa na ramionach. . . Rzuciłaś go. Bev aż podskoczyła. Dzięki Bogu i za to. że tak długo zwlekałaś i pozwalałaś sobą pomiatać. .A to przynajmniej w pewnym stopniu rzeczywiście mogłoby być twoją winą. to się porzygam. Kay rąbnęła dłonią w stół. zaprowadziła pod prysznic.odparła Beverly. Uciekłaś. Ale to była w głównej mierze moja wina.Nie mogę ci powiedzieć zbyt wiele . Kay zrobiła kawę.. co mogłabyś sobie zarzucić. że większość twoich przyjaciół była gotowa się zakładać.. Nie możesz jednak siedzieć tu z zerwaną połową paznokci. zbadała obrażenia oraz opatrzyła i zabandażowała zranioną stopę. o rety! Kay zabrała ją do domu. porzygam. Nigdy. aby wypiła wszystko.Groziło jej. Jej policzki były zaróżowione. a brązowe oczy zdawały się płonąć.Nie użył przeciwko mnie pasa .To mogłoby zabrzmieć zbyt absurdalnie.Co się stało? Zadzwonimy po gliny czy po prostu wyślemy cię do Reno.Od jak dawna się przyjaźnimy? Od dziewięciu. że zaskoczony facet wyjąkał tylko: . ani poprzednim. Wlała do drugiej filiżanki kawy Bev sporą porcyjkę brandy i dopilnowała. i wtedy Kay zapłaciła taksiarzowi i dała mu taki napiwek. Słyszysz. dała jej szlafrok. że się.W porządku . że zamkną cię w gipsowym pancerzu albo może nawet całkiem wyzioniesz ducha? Beverly patrzyła na nią rozszerzonymi oczyma..

Kay.Co to za obietnica? . . Sięgnęła ponad blatem stołu.Nie mogę ci tego powiedzieć. że Tom mógłby wybrać się za nią na lotnisko O’Hare.Czy mam to traktować jako obietnicę? . pojechała Greyhoundem na północ. . . ile była w stanie. .Oczywiście . Nie z ludźmi.Jak najbardziej . I wtedy Bev zaczęła płakać. to powinnaś chyba również przestać kłamać . . Ale z przyjaciółmi ten numer nie przejdzie. Kay przełknęła tę pigułkę. . która towarzyszyła jej w wyprawie do banku i na dworzec autobusowy. może uda ci się oszukać jednego czy dwóch klientów. czy przyjedzie.Najpierw zajadę do ciebie i obie zadecydujemy. aby wypełnić przyrzeczenie . Choć bardzo bym chciała. powiedziała tylko: .Skoro zerwałaś z Tomem. z całej siły uściskała Kay. a potem skinęła głową. Odparła. OK? . Wybrawszy pieniądze z banku. Później. która z każdą chwilą coraz wyraźniej czuła. bluzki z wysokimi kołnierzami i długimi rękawami. a Kay obejmowała ją mocno..Ciemne okulary.W porządku.odparła z przekonaniem w głosie Bev. Nadszedł czas.Kogo ty chcesz oszukać? .Jak tylko wrócę z Derry. . mając na nogach buty Kay.gdzie dorastała . Beverly powoli pokręciła głową. że najprawdopodobniej nigdy nie powróci z Derry. co z tym począć. że Beverly musiała spuścić wzrok. Płakała długo i rzewnie.rumieńce. obawiając się. I wtedy zaczęły się kłopoty z Tomem. Spytał. tuż przed położeniem się do łóżka. że zadzwonił do niej stary przyjaciel z Derry. Gdzieś głęboko w gardle czuła słony posmak łez. ujmując dłonie Beverly w swoje. Bev.I to rzekłszy. którzy cię kochają. nadal nie podnosząc głosu.i przypomniał jej o złożonej dawno temu obietnicy. w Maine . próbowała odwieść ją od tej .zapytała Kay. że tak.powiedział. To uczciwe postawienie sprawy. . .zapytała Kay..powiedziała cicho Kay i patrzyła na Bev tak długo i z takim uczuciem. do Milwaukee. Co masz zamiar zrobić z Tomem po powrocie z Maine? Bev. Kay. powiedziała Kay tyle.stwierdziła Kay.

pomyślała o bólu. że gdyby To zaczęło się od nowa. ..On jest niebezpieczny.Jak najszybciej zgarnij gotówkę . o Stanie i jego kawałku zbitej butelki po coli. czy byliby tam strażnicy czy też nie.W porządku . Mojego ojca. przyrzekając na głos.stwierdziła Bev. .Te słowa uwięzły na jej drżących wargach. . że mógłby ci to wybić z głowy. kochana. . .Nic się nie martw. Rób swoje.Nie mam ochoty się na niego natknąć. że obejdzie się bez konfrontacji i bez wielkiej rozróby.. I to jest najlepszy sposób.Strażnicy mogliby sobie z nim nie poradzić. Kay. aby tego dokonać. że to zrobi. . złożę temu sukinsynowi wizytę zaopatrzona w pokaźny bicz i pokażę mu. .Jeżeli to zrobi. . Dotrzymaj obietnicy. Przypominał mi. złapali się za ręce.decyzji. .To dupa wołowa udająca człowieka. . co? Beverly pomyślała o tym. Kay.Trzymaj się od niego z daleka .On oszalał . powiedziała tylko: . żebyś zaczęła krzyczeć. Kay obrzuciła ją przenikliwym spojrzeniem.stwierdziła Kay. . jak to smakuje..Boisz się. . I pomyśl przez chwilę o swojej przyszłości. .odrzekła Kay. kochanie powiedziała. że jej przyjaciółka była rozczarowana faktem.Widziałam go parę razy przy wcześniejszych okazjach . .Na O’Hare jest cała masa ochroniarzy i strażników. . jakby cię obdzierali ze skóry. wystarczyłoby.powiedziała. . Nie widziałaś go zeszłego wieczoru.Nie musisz się nim martwić. . powrócą i zniszczą To raz na zawsze.Jasne . żeby zamrozić konta.Nie zdołałby mi tego wyperswadować. jak całą siódemką stali w strumieniu. Uwierz mi.zanim wpadnie na pomysł. . Wiesz. Gdyby choć zbliżył się do ciebie. Uwierz mi. kiedy rozcinał jej skórę na dłoni i jak stojąc w kręgu. ściągając brwi. Ale mógłby mnie skrzywdzić.powtórzyła jej Beverly . .Nie .Przypominał mi jakiegoś dzikiego szaleńca. niezależnie od tego.odparła z wahaniem Kay i Bev z pewnym rozbawieniem pomyślała. . Tak będzie lepiej.ucięła ostro Bev.W porządku . błyszczącym w słońcu..powiedziała Kay. Beverly pokręciła głową.

. w jaki sposób powinien usypiać swoje jo-jo. co się stało latem tego roku.... A potem... a dawno temu jedenastoletnia dziewczynka nazwiskiem Beverly Marsh kochała Billa Denbrougha. ale nie zapomniała. i do tych paru sekund. którzy ich ścigali. co zobaczyła. do Stana Urisa.. Było zbyt wiele rzeczy.i reszta popołudnia spędzona w Barrens. . zaczyna obniżać lot. Teraz. do otrzymanego na pocztówce nie podpisanego wiersza.kiedy pojawił się Bill Denbrough z jakimś swoim kolegą. co mogło być nieskończonością.. patrzy w dół i myśli. Jeżeli istnieje coś takiego jak rekompensata.. Nagle przypomina sobie. zwany Jąkałą. Richie zafundował jej bilet i w sumie wszystko było tak.. ot.. ta historia z chłopakami. w porównaniu ze złem oczekującym na nią w Derry. kiedy miała jedenaście lat. po prostu sam tekst haiku. to Bill Denbrough będzie tam. zwyczajnym pyłkiem.skłamała Beverly. Żartowała często z Richiem na ten temat. umówiła się z dwoma chłopcami. na przykład o tym. podniecona i może troszkę zaniepokojona... o głosach w rurze kanalizacyjnej i o tym. o tym. jak przystało na poważną randkę. o których musiała teraz myśleć.. Przypomina sobie pocztówkę z cudownym wierszem na odwrocie i przypomina sobie. całkiem możliwe. kiedy samolot z wizerunkiem kaczki na kadłubie.... zbliżając się do Bostonu. jak pokazywała Richiemu. że to właśnie Bill musiał być autorem wiersza. Po jej pierwszej randce. jej umysł nie był w stanie pokazać jej tego do końca. że od razu domyśliła się.. . To naprawdę była jej pierwsza randka. Wygląda przez okno.. o czymś tak potwornym. że napisał go właśnie Bill Denbrough. jak Richie i Ben zabrali ją na podwójny seans do kina.. nie pamiętała imienia tego chłopca. jakby . Tak. nawet jeśli zamiast z jednym. ot. ale czuje. że nawet gdy z całej siły obejmowała Kay.. kto go napisał. ponownie powraca do tego myślami. jak spojrzenia jej i Billa spotkały się przez krótką chwilę i wtedy poczuła coś. stojąc przy srebrzystej ścianie autobusu linii Greyhound.Pomyślę . kiedy stanęła oko w oko z czymś.. Nie pamięta nic więcej.. ale w głębi duszy była mocno poruszona. do głosów. jak kładła się spać następnego wieczoru po tym. że zło Toma jest niczym.

jak myślała o tym wszystkim. Beverly pamiętała (aczkolwiek mgliście). Pokręciła nieznacznie głową.elektryczny wstrząs. gdzie indziej widać było. aby umyć twarz i wyszorować zęby. jakby próbowała się otrząsnąć. wzięła swój ręcznik i pochyliła się nad umywalką. które należało przemyśleć.Pomóż mi. upuszczając suchy ręcznik na podłogę. jak sądziła. ale został zbity wiele lat temu i nigdy nie założono nowego. warto było się zaprzyjaźnić i którym chyba można było zaufać. czterdziestowatowa żarówka.. cudowne. Słyszała. Zrobiło się jej gorąco.. Beverly cofnęła się.. sedes był popękany. że to byli dobrzy chłopcy. a potem ponownie pochyliła się nad umywalką i spojrzała z zaciekawieniem na otwór był odpływowy. ojciec najprawdopodobniej przełączy na mecz baseballu albo na walki. słaby.. że był tu kiedyś kulisty klosz. Łazienka znajdowała Kiedy się się na tyłach jej ich czteropokojowego mieszkania. Pamięta. z którymi. że w telewizji leci jakiś western. Wannę pokrywały ślady rdzy. . bo wyglądało na to. Boskie! I rozmyślając w ten sposób. Tapeta w łazience była zdobiona wizerunkami żabek na liściach lilii wodnych. a policzki w okamgnieniu pokryły się rumieńcami. Przynajmniej do pewnego stopnia. Podłogę pokrywało linoleum z wyblakłym wzorem. kiedy usłyszała głos 2 szepczący z otworu odpływowego umywalki: .. naga.. jak papier płatami odchodził od muru. Tu i ówdzie tapetę pokrywały zacieki. i to przemyśleć solidnie. prąd przeszył całe jej ciało. a potem uśnie w fotelu. zaskoczona.. To byłoby miłe. nakładając koszulę nocną i idąc do łazienki. Z porcelanowej oprawy nad umywalką sterczała pojedyncza. skończy. Przypomina sobie. (Dźwięk przytłumiony).. chłopcy. Fałdy i wybrzuszenia świadczyły o nierówności znajdujących się pod nimi ścian. z wyjątkiem małego spłachcia pod umywalką. że tej nocy nie uśnie tak szybko: było tyle spraw. żeby nalać sobie trochę wody. jak sądziła. To byłoby.

zapytała tym razem głośniej. Pomimo gęsiej skórki.. Może jakiś dzieciak w budynku wymyślił sobie zabawę polegającą na wołaniu do rury odpływowej? A dźwięk ma to do siebie.Pomóż mi.Pomóż mi. Zmarszczyła nos z obrzydzeniem. Nagle przyszło jej na myśl. . To był głos.Jest tam kto? .Halo? Jest tam kto? Głos z rury musiał być głosem bardzo małego dziecka. reperkusja po obejrzanych filmach. Niegdyś przez była tu chromowana okładzina. Gumowy korek łańcuszku przerzucony nonszalancko kran.. które opadały jej na ramiona jasną kaskadą. Nieświadoma. Beverly. że ma zamiar coś powiedzieć.. jaka pokryła jej ciało. Otwór odpływowy o dwucalowej średnicy na był zakończony zwisał krzyżykowym filtrem. albo wytwór jej wyobraźni. Marshowie mieszkali na tyłach domu. że to może jakieś dudnienie w rurach. ..Nie było to radosne pomieszczenie.. które chciało zedrzeć buty z twoich stóp. Umywalka również nosiła ślady zacieków. że bił z niej słaby. przywoływał obrazy bijących wolno w niebo słupów dymu i czarne błoto. po raz pierwszy poczuła. Ściągnęła gumkę z włosów. na parterze. Przy wodził jej na myśl bambusowy zakątek w Barrens i znajdujące się nieco dalej wysypisko śmieci.. że Beverly oszalała.. że potrafi robić różne dziwne sztuczki. ... że końcówki jej włosów poczynają sztywnieć. ale ślad po niej już dawno zaginął. Rura nie odpowiedziała. nieprzyjemny zapach . które dopiero co nauczyło się mówić. pochyliła się ponownie nad umywalką i wyszeptała: .woń ryb. być może takiego. To była kamienica czynszowa. Otwór odpływowy był mroczną rurą i kiedy Beverly pochyliła się nad nią. że gdyby zjawił się tu teraz ojciec. pomyślałby. ale ten nieprzyjemny zapach jakby trochę przybrał na sile. .. umysł Bev poszukiwał jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia. że po prostu nie zwracała już uwagi na jego wygląd. Czuła. Złapała ciężko powietrze. ale Beverly tak się do niego przyzwyczaiła... Ogarniały ją na przemian fale zimna i gorąca. Myślała.

któregoś dnia po prostu odjechali w nieznane swoim starym. Oczy Bev rozszerzały się nieomal w nieskończoność. . na pierwszym piętrze.Sęk w tym. Beverly. powiedz mu. jak w telewizji Cheyenne Bodie ostrzega bandziora. We frontowym apartamencie. i Eddiego.. wszyscy się tu pławimy. Przez chwilę.. i umarłem. Beverly. Krztuszący się głos mówił teraz szybciej i .Wszyscy chcemy cię poznać. . Słyszała. Była sama. Beverly.. zanim ktoś zostanie ranny. Tremontowie mieli pięcioletniego chłopca i trzyipółroczne dziewczynki. Nagle uświadomiła sobie. a oczy rozszerzyły się ze zgrozy. że zobaczyła. wypełniony bąbelkami powietrza strumień. ale tylko przez chwilę. Rozejrzała się wokoło. ale już wkrótce się z nim zobaczy. jak jej ciało staje się coraz bardziej lodowate. jak tam na dole coś się porusza.. ale pan Tremont stracił pracę w sklepie obuwniczym przy Tracker Avenue i jako że ich budżet nie prezentował się najlepiej. ma się rozumieć. że George go pozdrawia. skrywaną radość..Matthew Clements . miała wrażenie. rdzewiejącym buickiem power-flite.wyszeptał głos.. bardzo stary.zawołała w głąb rury niespecjalnie głośno. a mimo to dało się w nim wyczuć jakąś dziwną.. powiedz mu.Kim jesteś?! . .. . strużki krwi rozlały się po brudnej porcelanie. bardzo blisko otworu odpływowego umywalki.. dławić .Będziesz się tu pławić ze swoimi przyjaciółmi. . powiedz mu. a niedługo przyjdzie i zabierze ciebie. do rur..wydawał się stary. Wyjdzie z szafy z kawałkiem struny fortepianowej w ręku i wbije mu ją w oko. Instynktownie wyprostowała się i odgarnęła włosy do tyłu. Jej dłoń uniosła się do ust. Z wyjątkiem głosu. że George zjawi się u niego którejś nocy.. ale on miał czternaście lat. mieszkał Skipper Bolton. Teraz głos zaczął się dusić... Powiedz Billowi. Poczuła. i Billa Denbrougha..Klown zabrał mnie tu na dół. Głos zaczął się nagle krztusić i z otworu umywalki wypłynął jasnoczerwony.. że w budynku nie było naprawdę małych dzieci. żeby odłożył broń. Jej dłonie uniosły się i zacisnęły na policzkach. że jej włosy opadające dwoma grubymi pasmami znajdowały się blisko. że George bardzo za nim tęskni. i Bena Hanscoma.. Drzwi łazienki były zamknięte.

. Ty też tu jesteś. zanim jej racjonalny umysł zdążyłby zainterweniować. Mama Beverly pracowała na zmianę od trzeciej do jedenastej w Green’s Farm.. Jesteśmy tu na dole. że Beverly ponownie zaczęła się niepokoić.Ktoś cię podglądał.zapytał. .w trakcie monologu zmieniał się .. Nagle ojciec zawołał: . odbiła się od nich. stromej skale i dostałaby od niego polecenie. niż dodawało otuchy. Na twarzy ojca Bev malowało się zatroskanie. I potworem.najpierw był to głos małego dziecka. .. otwarła je gwałtownie i pobiegła do pokoju... Nagle z otworu umywalki rzygnął strumień krwi.Nie. Cofnęła się od umywalki. Jestem Veronica.... którą znała. ....... . Wybuchnęła histerycznym szlochem. tam. a palce zacisnęły się jak kleszcze na jej ramieniu. że miała wrażenie.krzyknęła histerycznie.. Gdyby oboje stali na wysokiej. znaleziono ją martwą.Jestem Mathew.dziewczyny. lustro i tapetę w żabki i lilie. Beverly krzyknęła nagle i przejmująco... jeszcze później (co Beverly uświadomiła sobie z przerażniem) usłyszała głos Veroniki Grogan . Beverly.. aby skoczyła: „No już. A my pławimy się i zmieniamy... I mumią. Serce waliło jej w piersi tak mocno. Ale Veronica nie żyła. skacz” . I wilkołakiem. tam. uderzyła w drzwi. instynktownie podporządkowując się poleceniu ojca.. . wystrzeliło do przodu. zbryzgując porcelanę. a to co znowu?” wszedł do łazienki.. Razem z klownem. Al Marsh odepchnął ją na bok i z wyrazem twarzy zdającym się mówić: „O Jezu.. Jestem Betty. gdzie jej ojciec właśnie podnosił się z fotela. później głos nastolatki. w umywalce.Jego ramię. maleńka. . Tego wieczora byli w domu tylko we dwoje.Co jest z tobą. ale miało ono posmak drapieżności i bardziej przerażało.... Beverly? Co? . iż lada moment eksploduje.Beverly! Chodź no tu. w kanale. zanim zdołała wykrztusić coś więcej..Łazienka! . Był tam tak długo. umywalka. maleńka! Nie było mowy.... żeby postąpiła inaczej.Łazienka.zrobiłaby to... najlepszej restauracji w Derry. tato! W łazience! .. do licha ciężkiego? . a jego brwi złączyły się w jedną krzaczastą linię. I z tobą.

Powiesił ręcznik z powrotem na drążku. nie palił. a gdyby dotknął czołem lustra (mało brakowało). odnosiło się wrażenie. kiedy weszła do środka. nie uganiał się za kobietami. Nie pił. Stał w nich jej ojciec. których potrzebuję. Na żarówce pełniącej rolę lampy w łazience też była krew. Beverly miała wrażenie. Krew spływała po porcelanowych ściankach umywalki i skapywała na linoleum grubymi kroplami. jak rozcierał krew na olbrzymich kostkach palców i wnętrzach dłoni. potężny mężczyzna o rudych. jak szkarłat plami jego szare spodnie w miejscu. Wciąż miał na sobie szare robocze spodnie i szarą bluzę (był dozorcą w Derry Home Hospital) i wpatrywał się z zacięciem w swoją córkę. do licha ciężkiego? . Patrząc na ten uśmiech. kiedy krew smażyła się na gorącym szkle czterdziestowatówki.wyszeptała ochryple. jakby jej gardło było w środku pokryte łupkiem. . których niezwykłą barwę odziedziczyła po nim Beverly. „Wszystkie kobiety.jak dowody winy. jakby się patrzyło na cień chmury sunącej ponad kamienistym polem. jeszcze bardziej sposępniało. Krew. „One troszczą się o mnie. A jej ojciec tego nie widział! . Bliska omdlenia patrzyła. na ustach wykwitł mu tajemniczy uśmiech. .. Aleś mnie wystraszyła. Lustro pokryte było długimi. ja troszczę się o nie”. ..No i? Czekam.. Wytłumacz się. zdjął ręcznik. krwawymi zaciekami. mam w domu” powiedział któregoś razu i kiedy to zrobił. a kiedy trzeba.No więc. na miłość boską.Drzwi łazienki były otwarte. Z gardła Bev dobył się zduszony dźwięk.zapytał. Czuła. . i zaczął wycierać ręce. Czuła jej zapach. Mył ręce i widziała. że zbiera się jej na mdłości. o co ci chodzi. . Gadaj. . na którym widniały dwa długie. była wszędzie. gdzie dotykał umywalki.Dobry Boże. teraz już nieco przerzedzonych włosach. dziewczyno. Zakręcił wodę..Tatusiu. ale oblicze ojca miast się rozjaśnić. Odwrócił się z wyrazem zdegustowania na twarzy (co zdarzało się raczej dość często) i zaczął starannie myć ręce w zakrwawionej umywalce. krew znalazłaby się też na jego skórze. Widziała szkarłatne ślady za jego paznokciami . rozbryzgnięte ślady krwi.

a wtedy już nic się nie będzie liczyło. Cały czas gdzieś biegasz. tym razem mocniej.Czyż nie tak? Skinęła głową. W głowie czuła pulsujący ból. .Przełknęła ślinę i poczuła ból.Nie mam żadnych nałogów”.Bardzo się o ciebie martwię .powiedział Al Marsh.powiedział. którzy nie zadali mu podobnego pytania).. w ramię tuż nad łokciem. Martwi mnie to. a potem jakby zapadło w sen. . . do prac w domu trudno cię zagonić. jęczysz i użalasz się na jakieś migreny czy wapory. Beverly . Płakała cichutko. Krzyknęła i spojrzała mu prosto w oczy. to oszaleję. dożywszy. a przez resztę stękasz. ale ojciec przerwał jej gwałtownie.A teraz wytłumacz się . Jeżeli będę na to patrzeć dostatecznie długo. czy ty kiedykolwiek dorośniesz. co ma powiedzieć. Zgięła się wpół. . . że chciałby być pochowany właśnie tutaj. We włosach jego krzaczastych brwi po prawej stronie widniało kilka czerwonych kropel.. W ostatniej chwili rozluźnił rękę i Beverly straciła tylko połowę powietrza. a jego głos był teraz łagodny. jak miał nadzieję.Tatusiu.I zrób to szybko. To ramię krzyknęło. bujając w obłokach z nosem w książce. mógłby znów zabrać się do dzieła i stłuc ją na kwaśne jabłko. szyć też nie umiesz. Włożył zakrwawione dłonie do kieszeni spodni. nie potrafisz gotować. . Następnego dnia będzie miała na nim olbrzymiego żółtofioletowego siniaka. Ojciec patrzył na nią kompletnie bez wyrazu.. pełen przebaczenia. .stwierdził i rąbnął ją w brzuch. łzy napłynęły jej do oczu. który raz w miesiącu przycinał mu włosy.Musisz dorosnąć. . którzy go pytali (jak i tym. „Nie widzę powodu. Nagle jego dłoń śmignęła w powietrzu i trafiła ją boleśnie w siedzenie.Nie wiedziała.Zobaczyłam. mówił. Al Marsh spędził całe swoje życie w Derry i tym. . . . . Gdyby się rozbeczała na dobre i zaczęła coś. czemu nie miałbym żyć wiecznie mówił od czasu do czasu Rogerowi Arlette. dysząc ciężko.powiedział i ponownie ją uderzył.Wątpię. sędziwego wieku stu dziesięciu lat. co jej ojciec określał mianem „dziecinnego wycia”.Martwię się o ciebie . Połowę wolnego czasu spędzasz.rzekł.Strasznie . bo jej gardło było .

Beverly. a wtedy gdzieś głęboko w jej wnętrzu dał się słyszeć obcy. Bolał ją brzuch w miejscu.Roześmiał się na myśl o kobiecych dolegliwościach w rodzaju waporów czy migren. . aby nie krzyknąć. Otwory odpływowe są szerokie jak cała ulica . kiedy płakała jak bóbr. który nie był częścią jej „ja”. kiedy uruchomili nowy system kanałów. Beverly z trudem tłumiła mdłości. I z całą pewnością musiało to być prawdą. „Nigdy nie podniosę na ciebie ręki.. . OK? Poczuła gwałtowny przypływ miłości do niego.niech go wciągnie na dół. z otworu umywalki. w rurach nie spotyka się już tak wielu okazów tutejszej fauny. Gdyby słuchała go jeszcze choć przez chwilę.. bo on był zdolny do okazywania . Dziewczyny po prostu szalały. Beverly” . Baba z wozu. z całą pewnością zostałaby potępiona na wieki. straszliwy głos..Wszystkie te budynki są stare.Zobaczyłam pająka.. .. Bev. znajdowaliśmy sami utopione szczury w muszlach klozetowych. jeżeli na to nie zasłużysz.. Jeśli To go chce. uważając. . Próbowała go zagłuszyć.Uśmiechnął się pod nosem. próbując go ostrzec. Pójdziesz teraz do łóżka i nie będziesz już więcej o tym myśleć.. Wielkiego. Wypełzł. . że została niesłusznie ukarana.powiedział jej któregoś razu. . . Zwłaszcza kiedy Kenduskeag przybierał.Nic nie widzę . i chyba schował się tam z powrotem.powiedział.wiedziałaś o tym? Kiedy byłem dozorcą w starym liceum. Teraz. Zajrzał jednym okiem w głąb otworu. Objął ją ramieniem i mocno ścisnął. w ogóle bym cię nie uderzył! Wszystkie dziewczynki boją się pająków. Jego dłonie ślizgały się po mokrej od krwi porcelanowej ściance umywalki.Posłuchaj. . Czuła.suche jak pieprz.Naprawdę? A niech to! Gdybyś mi powiedziała. czarnego pająka. Rany boskie! Czemuś mi tego nie powiedziała? Pochylił się nad otworem i Bev musiała przygryźć wargi. jakby jej wytłumaczenie go rozbawiło. koniom lżej! Ten głos przyprawił ją o zgrozę. gdzie uderzył ją ojciec. grubego..Och. że był to głos samego diabła. to niech go sobie weźmie .

że musiał karcić ją tak często. Pomyślała: Jak ja kiedykolwiek będę mogła tam wejść. wisiał. Nie miał syna i Bev czuła w głębi duszy (co prawda. jak zawsze.Nie będę. Jego twarz miała smutny wyraz i przypominała nieco grymas typowy dla bassetów. ale. patrząc na ludzi siedzących w autobusie albo stojących w kącie z pojemnikiem obiadowym w dłoni. Odpada. ramię i zobaczyła ścianę i zakrwawioną zakrwawioną podłogę. Wiele lat później. Potem jeszcze przez chwilę stał nad nią w typowej dla siebie pozycji (a przynajmniej Bev zawsze tak uważała). Drogi Boże. na ulicy i na środku Watertower Square. jaki został mu wyznaczony przez Boga. . patrząc na nią z góry swymi jasnoniebieskimi oczyma. zakrwawione lustro. jesienny dzień. Boże? Tak bardzo cię proszę. a kiedy okazywał jej tyle ciepła i dobroci. jeśli miałam złe myśli względem mojego ojca. Obejrzała się przez zakrwawioną umywalkę. przepraszam. Dobrze? Sprawisz. Czasami spędzał z nią całe dnie. spraw. . ich kształty rozmazane w tle. tak jak w zeszłym roku. ich pragnienia.sylwetki mężczyzn. Boże. jeśli zechcesz. Jej prawe ramię przeszywał ostry ból po otrzymanym uderzeniu.W porządku. żeby ona zniknęła? Jej ojciec. mgliście). jak się robi różne rzeczy. czy to o zmierzchu. możesz mnie ukarać. bo to był (jak sam stwierdził) obowiązek.należy karcić częściej niż synów”. z rękoma pogrążonymi aż po nadgarstki w kieszeniach. Kochała go i próbowała zrozumieć. tak jak poprzednio. tak jak . w czysty. na drążku. czy w południe. jak w ogóle przestała myśleć o Derry. miała wrażenie. Zakrwawiony ręcznik. zasłużyłam na karę. którego używał jej ojciec. aby rano ta krew zniknęła. żebym upadła i boleśnie się potłukła albo żebym miała grypę. że jej serce zaczyna pęcznieć ze szczęścia i że lada moment pęknie. opowiadając przeróżne historie albo spacerując z nią po mieście. proszę. kiedy któregoś razu kaszlałam tak mocno. długo po tym. tato . żeby się umyć? To niemożliwe. Boże. możesz sprawić. że mogło to być po części również jej winą. pochylony nieznacznie do przodu. poprawił koc i pocałował ją w czoło.powiedziała. ich zasady. dobrze. będzie widzieć tylko ich sylwetki . „Córki powiedział kiedyś Al Marsh . pokazując. że aż się porzygałam. Poszli razem do małej sypialni.miłości.

Potem nastała krótka cisza.usłyszała tylko szum wody napuszczanej do umywalki.Czasami martwię się o ciebie. i pokój pogrążył się w ciemności. aby się ogolić. .widziała Toma czy swojego ojca.na końcu mężczyzna odlewa się na twoją dziurkę powiedziała Greta i Sally krzyknęła: (Jejku. czekając. kiedy jej mama wróciła do łóżka. zamykając za sobą drzwi. jak twierdziła Greta. Wciąż nie mogła usnąć i wpatrywała się w mrok. Usłyszała. a jej ojciec wyszedł. Potem powolne skrzypienie sprężyn przyspieszyło. nigdy nie pozwoliłabym na to żadnemu chłopakowi!). Bev . ale bynajmniej nie wyglądało to na okrzyk bólu. kiedy zaczęli kopulować. jak Greta Bowie mówiła Sally Mueller. osiągając na krótko nieomal szaleńczy rytm. czy jej matka zacznie krzyczeć czy nie. Jeszcze później znajomy bulgoczący odgłos wody spływającej do rury. a w chwilę potem dało się słyszeć skrzypienie sprężyn. Jej matka myła teraz zęby. Po nim rozległo się niezbyt głośne pluskanie. Kształty mężczyzn. że kopulowanie strasznie boli i żadna porządna dziewczynka nigdy nie chciałaby tego robić . kiedy o wpół do dwunastej wróciła do domu jej matka i zgasiła telewizor. Kontury. Beverly podsłuchała. Kiedy zdejmował koszulę i nieco przygarbiony stawał przed lustrem. kiedy szła do łazienki. jak jej matka krzyknęła cichutko raz czy dwa. Okrzyk nie nastąpił . to mama Beverly starannie to ukrywała. dały się słyszeć odgłosy prowadzonej półgłosem rozmowy. Niedługo potem sprężyny w pokoju rodziców skrzypnęły ponownie. aż w końcu ucichło. Mało brakowało. sczesując je z jej czoła.powiedział. Sylwetki. jak rodzice poszli do swego pokoju. . a następnie szelest kroków matki. w łazience jest pełno krwi! Nie widzisz tego? Jest wszędzie! Smaży się na żarówce nad umywalką! Wszędzie! Nie widzisz tego? Ale nie odezwała się słowem. Jeżeli to rzeczywiście tak bardzo bolało. a zawołałaby: Tato. ale w jego głosie nie było już ani śladu gniewu czy zakłopotania. Beverly wstrzymała oddech. Jakieś pięć minut później ojciec zaczął chrapać. Bev usłyszała. Dotknął delikatnie włosów Bev.

Zatrzymała się na chwilę (co stało się obecnie niemal rutynową czynnością).. Mruknął coś do niej pod nosem. Piersi były wyjątkowo małe niewiele większe niż wiosenne jabłuszka . Śmiech momentalnie ucichł. ojciec zaraz wyłączał go szybkim machnięciem ręki. Zaczęło się to pod koniec zeszłego roku. Spojrzała na ramię i zobaczyła siniaka. 3 Beverly zawsze budziła się. aby tego ranka rozgniewał się na nią (ba. nie chciała. jaki utworzył się na nim podczas nocy . plamę z wieloma różnobarwnymi palcami. Z początku trochę ją to bolało. Poruszając się szybko. nie chcąc. patrząc w górę. i nagle przypomniała sobie krew wypływającą z otworu umywalki poprzedniego wieczoru. bo ledwie rozbrzmiewał sygnał budzika. który właśnie zmierzał do swego pokoju.Czarna zasłona strachu spowiła jej serce i schwyciła ją za gardło. Beverly nie chciała się odwracać na prawy bok (to była jej ulubiona pozycja. co mogło się jej przyglądać. Jakiś czas później . w sufit z blachy falistej. aby ją w ogóle zauważył).trudno powiedzieć.. aby spojrzeć w lustro i sprawdzić.brzydką plamę pomiędzy ramieniem i łokciem. że nie zdołała go zrozumieć. niespokojny sen. Zachichotała jak mała dziewczynka. To była prawda . czy jej piersi urosły przez noc chociaż troszkę. Musiała być naprawdę czujna. Niebieska piżama spowijała luźno jego ciało. . Uśmiechnęła się do swego odbicia i przyłożyła dłoń z tyłu głowy. Po drodze minęła się z ojcem. w której zwykle zasypiała). ale ten okres miała już za sobą. ale tak cicho. czy kilka godzin zapadła w płytki. Beverly nałożyła dżinsy i podkoszulek. a potem poszła do zwolnionej przed chwilą łazienki. czy minęło kilka minut. że może dostrzec coś w oknie. Z toalety dobiegł trzask i szum spuszczanej wody.ale przecież tam były. podnosząc do góry włosy i wypinając piersi do przodu. aby się ubrać. stawała się kobietą.dzieciństwo dobiegało końca. coś. bo bała się. kiedy w sypialni rodziców odzywał się budzik. Dlatego też leżała na plecach sztywna jak pogrzebacz.

w którym jest brudno jak w chlewie. a Bev pospieszyła w stronę lodówki. . Ujęła za klamkę. rozbijając mały kawałek mięsa. Zjedliśmy go wczoraj.Usmaż mi hamburgera.. Niewiele. żeby wyjąć mięso.Został tylko maleńki kawałek i. Potem gazeta znowu się podniosła. przekręciła ją i weszła do środka. Stała przez chwilę przed zamkniętymi drzwiami łazienki.Tu jest jak w chlewie. tato. . .. tato . ale nie upieczone kromki chleba).W porządku. Chyba mnie rozumiesz. a Bev przygotowała dla niego lunch . Nie mam ochoty wracać do domu. przeglądając artykuły sportowe. Przygotowała dla ojca śniadanie .Przekaż matce ode mnie. .rzucił.. tato”. 4 To był pracowity poranek dla Beverly. tak mocno. Poczuła na sobie niewidzialny ciężar spojrzenia jego niebieskich oczu.Gdzie bekon? . i termos gorącej kawy. spory kawałek ciasta.pomyślała i to dodało jej trochę otuchy. Wielkie nieba! Przez cały dzień sprzątam brudy w szpitalu. . mocno osłodzonej. próbując się przygotować na to. co mogła zobaczyć wewnątrz. . że należy dziś doprowadzić to mieszkanie do porządku . Gazeta zaszeleściła. .Coś ty powiedziała? . jaki został w lodówce. Usmażyła mu hamburgera. biorąc swój pojemnik obiadowy.Powiedziałam „zaraz. jak tylko się dało.Nie ma. a potem osunęła się w dół. Zjadł hamburgera. Siedział przy stole ukryty za barykadą „News” i zjadł cały posiłek. ale trochę.sok pomarańczowy.kilka kanapek z masłem orzechowym i galaretką. . Przynajmniej jest dzień .powiedziała mimo wszystko. Patrzył na nią jeszcze przez chwilę. żeby wyglądał na większy. Beverly. jaki jej matka przyniosła ubiegłego wieczoru z Green’s Farm. jajecznicę oraz tosty wedle upodobania Ala Marsha (czyli podgrzane.zapytał łagodnie.

Matka zajęła się podłogą w łazience. a potem wyszła z mieszkania. Pocałował ją w policzek. . Jego.obiecała Beverly i zrobiła to. że twój ojciec nie pije. ogarnęło ją uczucie ulgi. . na którym przyszło jej żyć. Zajmę się nimi . Potem matka zawołała ją do domu. Złamała nogę wczoraj wieczorem. .. podeszła do okna w swoim pokoju i patrzyła. Beverly. wyszedł z sąsiedniego bloku.Cheryl Tarrent pracowała razem z Elfrida w restauracji. że przeżyła już niejedno i że miała jeszcze przed sobą parę latek.Co się przytrafiło pani Tarrent? Upadła czy jak? . jak i drugie. I jak zawsze.. aby na stopniach z tyłu domu móc przeczytać fragment książki. Elfrida Marsh była małą kobietą o siwiejących włosach i srogim spojrzeniu. że świat. Jej pomarszczona twarz zdawała się mówić.Pomodlę się . aby pokazać Beverly swoją nową ciężarówkę i nowe zadrapania na kolanach.Ona i ten nicpoń. wracając do kuchni. . Bev? . umyły podłogi i wywoskowały linoleum w kuchni. wcale nie był taki idealny i że pani Marsh w najbliższym czasie nie spodziewała się radykalnych zmian obecnego status quo..Sądzę. tato. Utrata dziecka . Bev. . jej mąż. . które zdawały się pałać własnym. Lars Theramenius o długich blond włosach. wewnętrznym światłem. . jak zawsze. aby się spotkać z Cheryl Tarrent. To była najgorsza rzecz w mniemaniu Elfridy Marsh. jak szedł ulicą. uścisnął ją niezgrabnie i wyszedł.On był pijany.Na pewno ją wyleją.W porządku. Módl się i co wieczór dziękuj Bogu.Zajmiesz się oknami w pokoju. Zajmę się tym. Mówiła również. kiedy skręcił za róg.zapytała. Przebrała się w swój uniform kelnerki. też. Nienawidziła siebie za to. Beverly z głośnym okrzykiem przyjęła zarówno jedno. jak sądzę. że będą musieli przejść na zasiłek.Muszę pojechać do Saint’ Joe’s w Bangor.Tak. We dwie zmieniły pościel na obu łóżkach. Umyła naczynia. mieli wypadek samochodowy stwierdziła ponuro matka Beverly. . .powiedziała Beverly. . za co Bev była jej w głębi duszy wdzięczna.Teraz w głosie Elfridy pojawił się ton posępnej grozy.

zeszłego wieczora widziałam tam pająka. ale surowe. ojciec cię zleje.powiedziała Elfrida.W porządku. Patrzyła przez chwilę na wypukłości rysujące się pod koszulką Bev. biorąc swoją torebkę i idąc w stronę drzwi. ale chcę. więc nie musisz mu szykować kolacji. Beverly zapytała ją tonem. żebyś wróciła do domu przed zmierzchem. taką miała nadzieję.Kiedy skończysz. . Ojciec idzie dziś wieczorem na kręgle. . Wyszedł z otworu umywalki. mamo. Bevie. .Mój Boże. . spijać pot przelany przez innych ludzi w formie daru. lądowałeś na samym dnie i nadchodził taki czas. Wiesz dlaczego. a co za tym idzie.No. były niczym w porównaniu z tą tragedią.Będę uważać. pobrzmiewało zaciekawienie. . możesz się pójść bawić. . kiedy już wyjdziesz za mąż i założysz własny dom.powiedziała. jeżeli będziesz chciała. Tata ci nie mówił? . .rzekła z uśmiechem Beverly. . że na oknach nie ma żadnych zacieków . .Czy twój tata zdenerwował się na ciebie wczoraj wieczorem. Mogłeś być biedny.. . . mamo. mogłeś przez całe życie „gonić w piętkę”. . Kiedy matka otworzyła drzwi. Jej spojrzenie było kochające. że musiałeś zacząć żyć z zasiłku. co ja tu zrobię.Ja też cię kocham.Zabawnego? . ciepłymi wargami. upewnij się. .czy wiadomość o tym. Ale kiedy spadłeś już poniżej poziomu rynsztoka. ale ty szybko rośniesz .powiedziała.Nigdy cię nie opuszczę . Przed taką właśnie perspektywą stanęła obecnie Cheryl Tarrent.Zauważyłaś coś zabawnego w łazience. Matka uścisnęła ją błyskawicznie i pocałowała w kącik ust suchymi.Jeżeli zostaną.Ja wiem lepiej .Ale kocham cię. Bevvie? . w którym. że masz raka..Nie wiem. mamo? Elfrida spojrzała na nią i jakby trochę się zasępiła.Kiedy umyjesz okna i wyniesiesz śmieci.

I jeżeli okna będą pokryte zaciekami. czy ty też go widziałaś. .Nie! .Nie rozumiem.zapomnę. a jej usta były ściśnięte tak mocno.Nie.Jesteś pewna. Windex i parę szmat spod zlewu.Nie zapomnij o śmieciach. że jej matka miała już za sobą spory odcinek trasy na przystanek autobusowy. tak jak wcześniej ojciec.Nie! Skąd! Powiedziałam mu.Wrócę. nie czekając na ojca. Bevvie? Kiedykolwiek?) .. Spojrzała na niebo.Co? . (czy on cię dotknął. (czy on) (martwię się bardzo) Elfrida wyszła.. To nieważne. jak jej matka przechodzi przez ulicę. które było niebieskie i bezchmurne. . Później. Z powodu tych kanałów..Nieważne . . że widziałam pająka? . . to sprowadzisz deszcz. żebyśmy mogli kupić nowe linoleum na podłogę do łazienki. Nie mówił ci.I wróć przed zmierzchem. kiedy doszła do wniosku.. ojciec dotykał jej codziennie. a on stwierdził.Mówią. Matka patrzyła na nią. Nie zabiłaś go.Nie . to sama cię zleję. . że tata nie rozgniewał się na ciebie wczorajszego wieczoru? . .Beverly kompletnie zbita z tropu spojrzała na matkę. że prawie niewidoczne. . że pająk wyszedł z otworu odpływowego i mnie przestraszył.Nie. .odparła Beverly.Nie widziałam żadnych pająków. by w chwilę potem zniknąć za rogiem.. Beverly wzięła wiaderko. Beverly znów wróciła do swego pokoju i patrzyła. prawda? .. Właśnie się zastanawiałam.Nie zabiłam. że jeżeli zabijesz pająka. . .Czy on cię dotknął. o co. Bevvie? Kiedykolwiek? .. Boże. że w starym liceum on i jego koledzy znajdowali czasami w toaletach utopione szczury. Chciałabym. Za każdym . Najpierw poszła do pokoju i zabrała się za okna. W mieszkaniu było jakby trochę za cicho. .ucięła Elfrida.No cóż.

. Gdyby ktoś ją spytał.razem. jakby to jej twarz krwawiła. 5 Było około trzeciej po południu. grających w rzucanie monet. . czy to tylko wytwór mojej wyobraźni? Nagle z otworu odpływowego umywalki dobiegł gardłowy chichot. aby poobserwować grę. jej dłonie wciąż jeszcze drżały tak mocno. a w pięć minut później. To on przed tygodniem zjawił się w Barrens z Billem Denbroughem. kiedy Beverly skręciła w Richard’s Alley.spytał Bradley i teraz Beverly go rozpoznała. podrywała się nieznacznie. jęknęła. że wydawał się jej w pewnym . przykucając.zawołał Eddie. Jednak wewnątrz niej oraz na oknie i na tapecie wciąż jeszcze widniały zaschnięte kasztanowe bryzgi i plamy. Przez cały czas spoglądała w stronę zamkniętych drzwi łazienki.Humbak mi powiedział . Beverly spojrzała na swoje blade odbicie i nagle z przerażeniem uświadomiła sobie.Jakich filmóff? . Eddiego Kaspbraka i chłopca nazwiskiem Bradley Donovan. . Podobnie rzecz się miała z porcelanowymi ściankami umywalki. i natknęła się tam na Bena Hanscoma.Męczą cię koszmary po filmach? . Beverly prawie o nim zapomniała. Pomyślała ponownie: I co ja mam z tym zrobić? Czy ja oszalałam. wąską uliczkę łączącą Main i Center. Bev! . kiedy zaskrzypiała podłoga albo trzasnęły drzwi. Beverly krzyknęła i trzasnęła drzwiami.odparła Bev.Nie .rzekł Eddie. że o mały włos nie upuściła na podłogę butelki Windexu. Obaj jeździli do Bangor na sesje logopedyczne. otworzyła je ponownie i zajrzała do środka. mieszkanie zamknięte. Gdy nad jej głową rozległ się szum toalety Boltonów. Matka sprzątała tam dziś rano i zmyła większość krwi z podłogi. kiedy zaczęła myć okna w pokoju. pokazując kciukiem na Bena. odpowiedziałaby.Skąd ci to przyszło na myśl? . że przez ślady na lustrze wygląda tak.Cześć. . zapasowy klucz tkwił głęboko w kieszeni dżinsów. który nagle bez żadnego wyraźnego powodu zaczął się czerwienić. a jej jęk zabrzmiał prawie jak krzyk. W końcu podeszła do nich.

a na końcu Eddie.Kto wygrywa? . Mniej na miejscu.Tak .Jest naprawdę dobry.Dziewczyny też potrafią być odważne . .Parę filmów o potworach . Ben Hanscom poderwał się na równe nogi. jak ty się nie boisz wychodzić z domu z takim szmalem rzucił Eddie. . Rzucił jej szybkie spojrzenie. .Dziewczyna oszukuje! .Mogę zagrać? . Ben i Bradley Donovan roześmiali się.Dziewczynom nie powinno się pozwolić na.Jasne . Bradley rzucał pierwszy.Odwołaj to! Ona nie oszukuje! Bradley powiódł wzrokiem po twarzach Bena. Spojrzała na Eddiego. a potem zachichotał. Przegrała tylko jedną kolejkę. . Potem ponownie spojrzał na ..A masz centa? Sięgnęła do kieszeni i wyjęła trzy. Rzucali monetami w stronę muru drogerii przy Center Street.stwierdził Ben. To był przerażający widok. . Przy końcu każdej kolejki ten. . który przez chwilę polerował paznokcie o przód swojej koszuli. aby odejść.rzucił z oburzeniem Bradley i wstał. Eddiego i Beverly.sensie mniej ważny niż Ben czy Eddie.Ty rzucasz? .odparł Eddie.Eddie .. Beverly. zbierał wszystkie cztery centy. kto rzucił monetę najbliżej muru. ponieważ wygrywał. . Czasami monety lądowały bliżej. . .odrzekł Ben.Ja bym się nie odważył. aż wreszcie stanęła pomiędzy Benem i Eddiem.odparła i w przysiadzie podczłapała bliżej.Odwołaj to! Bradley spojrzał na Bena z otwartymi ustami. Jego dobry humor prysnął. czasami trafiały i odbijały się od ściany. . potem Ben.stwierdziła z powagą Beverly. W pięć minut później Beverly miała już dwadzieścia cztery centy.Rany. po czym odwrócił wzrok. . . Patrzył na Beverly z wściekłością i oburzeniem. którzy wciąż jeszcze klęczeli na chodniku. a w chwilę potem wszyscy śmiali się w głos. .Co? .

żeby sprawdzić. ale potknął się o leżącą na ziemi skrzynię i wyłożył jak długi. Tamci patrzyli na niego z rozdziawionymi ustami.. . Dziwne pytanie. Podbił dłoń Beverly.powiedziała Beverly. To słowo zaszokowało go równie mocno jak ją. Banda osustów! . co sprawiło.Pewno . Zamiast powiedzieć. że pałki .Zabierz.ale .połamać .i . co twoje.mi . a potem wsyscy się na mnie zucicie . łzy napłynęły do oczu. Być może zobaczył w tym uśmiechu. Wyciągnęła w stronę Bradleya dłoń pełną miedziaków.nigdy . i wtedy powróciło to dziwne pytanie (czy on cię dotknął. że Ben Hanscom. Było w nim coś.kamienie mogą . czy z nią wszystko w porządku. że słowami nie można jej . co o niej powiedziałeś . ot co! Osustka! Osustka! A tfoja matka jest kurwą! Beverly jęknęła.Tak. po wplątaniu się w zatarg z Henrym Bowersem i dwukrotnym z nim starciu. Zauważyła wyraz zatroskania na jego twarzy. aby powiedzieć. .nie .stwierdził Bradley. że Bradley. .Daj spokój. Ben popędził alejką w kierunku Bradleya. Głos zaczął mu się łamać.Chces mieć jesce grubom farge do kolefsji. Wrócił do Beverly. Znalazłszy się w bezpiecznej odległości.Jesteś po płostu małą dziwką. zaskoczony. mętne jak stara kawa.mi . I tak nie grałam dla pieniędzy. że nic jej nie jest.słowa . Otworzyła usta. żeby się nie martwił. a potem pobiegł co sił w nogach wzdłuż Richard’s Alley w stronę Center Street. Spod dolnych powiek Bradleya popłynęły łzy. pełne podtekstów.Bena. Czuł się poniżony. Nieważne . że nigdy nie uda mu się go dogonić.Odwołaj to.zrobią. monety posypały się na ziemię.odparł Ben i na jego twarzy pojawił się uśmiech.kości . Bradley uciekł i Ben dobrze wiedział.. cofnął się niepewnie o krok.rzucił ostro Ben. cofnął się jeszcze o krok. . Bev? Kiedykolwiek?) zadane przez matkę.nic . tłufciochu? . Bradley odwrócił się na pięcie i zawołał: . Ben. starego Bradleya Donovana (którego dłonie były całe pokryte naroślami i który diabelnie seplenił). nie bał się gróźb chudego.

. że nie był w stanie utrzymać się na nogach. w obu dłoniach trzymał zebrane monety. pełnym wściekłości głosem: . Nad nimi otworzyło się okno i jakaś kobieta krzyknęła: . Opuściła dłonie i zawołała ostrym.zranić.jęknęła Beverly. Potem pochylił się i zaczął zbierać rozsypane monety.Moja matka nie jest kurwą! Ona jest. Beverly pomogła Benowi wstać.Kelnerka! . co oznaczało słowo „kurwa”. Policzki Beverly były teraz tak czerwone. jakby dziewczyna lada moment miała doznać ataku apopleksji. Billy patrzył na nią z opadniętą dolną szczęką. ale w końcu zmienił zamiar.powiedział. wybuchnęła płaczem.Tak! Właśnie to! . jakby jej ciało było rozpalone do białości. Była zbyt ładna. Usiadł ciężko na koszu na śmieci.. I nagle cała trójka wybuchnęła histerycznym śmiechem. Eddie pokazał na niego palcem i zawył ze śmiechu. Beverly. Rozchmurz się. na jego twarzy widniał grymas pełnej koncentracji i skupienia. ale porównanie tych dwóch wyrazów wydawało mu się pod pewnym względem wyborne i niepowtarzalne. płacząc i śmiejąc się jednocześnie. Dotknął lekko jej ramion (przyłożyła dłonie do twarzy. dzieciaki. czym jest! .Rozchmurz się . Miał mgliste pojęcie. że musi to zabrzmieć idiotycznie. ona jest kelnerką! Wypowiedź tę powitała absolutna cisza.To właśnie to. chcąc ją objąć i pocieszyć. a potem szybko odsunął rękę. wyjął z kieszeni spodni swój aspirator i zaaplikował sobie dawkę. Eddie patrzył na nią. Ludzie idą do pracy na nocną zmianę! Spadajcie stąd! No już! Jazda! Cała trójka praktycznie bez namysłu podała sobie ręce (Beverly w . wyraźnie skrępowany. . Jego masa wgniotła pokrywę kosza i śmietnik wraz z siedzącym na nim Benem przewrócił się. Ben śmiał się tak mocno. Kiedy to zrobił. Ben zbliżył się do niej instynktownie. by zakryć załzawione oczy i pokraśniałe policzki). W obliczu jej piękna czuł się absolutnie bezradny. .. Ben wylądował ciężko na boku.Wynocha stąd.Eddie zachichotał. wiedząc. ale nie był w stanie wymyślić niczego bardziej odpowiedniego. Eddie uniósł wzrok znad brukowanej powierzchni alejki.

ale jej nastrój wyraźnie się poprawił.Dziękuję. . Ben uśmiechał się. 6 Przeliczyli pieniądze i okazało się. co się stało zeszłego wieczoru. Ponieważ stary pan Keene nie pozwalał dzieciom poniżej dwunastu lat na spożycie zakupionych łakoci przy sodowej fontannie (twierdził.środku) i pobiegła w stronę Center Street.zapytał Eddie. Potem czknął głośno. kiedy z otworu umywalki w łazience zaczęła buchać krew.rzucił w końcu Eddie niezręcznie.Zawahała się. . co się stało Bradleyowi . Nawet nie przez to. już dosyć.Nie rozumiem. przepraszającym tonem.Nie oszukiwałaś . Skinęła głową. Emocjonalnie była wypruta i wyczerpana.Brzuch mnie boli.zachichotała. . co przypominało wystrzał z dwururki. co powiedział o mojej matce.Nigdy się tak nie zachowywał. Beverly usiadła pomiędzy chłopcami. Chodzi o to.wymamrotał i wypił połowę swego koktajlu trzema potężnymi łykami. zabrali dwa woskowane olbrzymie pojemniki do Bassey Park i usiedli na trawie. że mogłyby zepsuć znajdujące się na sali bilardy).powiedziała Beverly i nagle pocałowała Bena w policzek. aby wypić ich zawartość. popijając przez słomkę na przemian od nich obu. .Zostało ci coś jeszcze? . .Naprawdę dobrze się czujesz? . . Znowu czuła się świetnie . Tej nocy przed snem będzie wiele razy wspominał chwilę. co wystarczało na dwa mrożone koktajle. że mają czterdzieści centów. .Już nie mogę . trzymając oburącz za brzuch. Ben znowu poczerwieniał.po raz pierwszy od zeszłego wieczoru. . .To nie przez niego.Wstawiłeś się za mną . a Eddie truskawkowym. Proszę. jak pszczoła spijająca nektar z kwiatu.spytał. a Beverly roześmiała się. . ani na chwilę nie przestając się śmiać. Przynajmniej na razie. Ben miał koktajl o smaku kawowym. . kiedy Bev go pocałowała. .

zapytał nowy głos. To był Stanley Uris.Chodźmy. o tym. ale nie dostrzegła w nich niedowierzania. ale ani cienia niedowierzania.o wiele za schludny jak na jedenastolatka. Bo dziwnym trafem Stanley był inny niż Bradley . kiedy Bradley obraził jej matkę brzydkim epitetem. . Strach. Albo komuś to pokazać. Ale po chwili wahania Beverly opowiedziała im o wszystkim. że tracę zmysły.. Kiedy skończyła.. czemu w tej samej chwili na jej rękach pojawiła się gęsia skórka. Stanley jest jednym z nas . Ani im. co mi się przydarzyło.pomyślała Beverly i w głębi duszy zastanawiała się. bo bałam się. . powiodła z obawą wzrokiem po ich twarzach. . szczupły i nienaturalnie schludny . ale mimo to była pewna.. podobnie zresztą jak matka.pomyślał Eddie . ja. Wiedziała.bo nie było go tu.w przeciwieństwie do Bradleya wydawał się całkiem na miejscu. z nienagannie zaczesanymi włosami i nieskazitelnie czystymi czubkami trampek wyglądał raczej jak najmniejszy dorosły świata. opowiadając o tym. Stan usiadł obok nich. muszę komuś o tym opowiedzieć. że płakałam. Eddie zaproponował mu resztkę koktajlu. . O tym. W chwilę potem uśmiechnął się i złudzenie prysło.O czym ty mówisz? Ty tracisz zmysły? . nie spuszczając wzroku z twarzy Beverly.. W końcu Ben zadecydował. Jak zawsze wydawał się niski. jak rozpoznała głos Veroniki Grogan. że to był jej głos. Musimy rzucić na to okiem. Opowiedziała im o krwi. która rano weszła do łazienki. a jego twarz była nieruchoma i poważna.powiodła wzrokiem po twarzach Bena.. Tak mi się w każdym razie wydaje. Nie powie tego. lecz Stan odmówił ruchem głowy. owszem. Ale już było za późno. W białej koszuli włożonej starannie za brzegi świeżutkich dżinsów. Żaden z chłopców się nie odezwał. co miała powiedzieć .. Opowiedziała im o głosach. ani sobie. Nie robię im żadnej łaski. Już zaczęła mówić. Wydaje mi się. Eddiego i ponownie powróciła spojrzeniem do Bena. że ojciec jej nie widział ani nie czuł. że Ronnie nie żyje.Ja.

. Bev spoglądała na krew. spytała: . Dotknął jednego ze śladów. Cała czwórka stała ściśnięta przy kuchennym stole.Nie zrozumiałbyś. a następnie długiego zacieku na lustrze. Przez drzwi dostali się do kuchni.Gdzie to jest? .Tu. w której królowały promienie popołudniowego słońca i letnia cisza. To wygląda tak. umywalce i tapecie zaschła. . Beverly poprowadziła ich małym korytarzykiem. Cichym głosem. .rzucił Stan z niepokojem w głosie. potem drugiego. Otworzyła je. stając pomiędzy Benem a Eddiem.Widzicie to? Czy któryś z was to widzi? . aby zmienił zamiar. . ojciec by ją zabił. .zapytał Eddie. tworząc brudnobrązowe zacieki. tu i tu. szybko weszła do środka i wyjęła korek z umywalki.spytał Ben szeptem. że jak sama powiedziała. a ona ponownie zdziwiła się. jakby zaszlachtowano tu świnię . .Ben zrobił krok naprzód.Czy to jest tam? . Krew na lustrze. W suszarce błyszczały naczynia. po czym wybuchnęli nerwowym śmiechem. Eddie chciał coś odpowiedzieć. Potem ponownie się wycofała.I dlatego siedź cicho.Jejku. . tępaku . a na samym końcu zamknięte drzwi do łazienki.uciął Stan.Dlaczego? . bo nieoczekiwanie to okazało się łatwiejsze niż patrzenie na nich. widząc. który z trudem rozpoznała jako własny. w którym po jednej stronie znajdowała się sypialnia rodziców. Czując gwałtowne pulsowanie w skroniach. że jego ruchy pomimo niewątpliwie potężnych rozmiarów ciała były nad wyraz delikatne. ale jedno spojrzenie na bladą napiętą twarz Stana wystarczyło. wszyscy podskoczyli gwałtownie. . że pasował do nich klucz. autorytatywny. jaki miała Beverly.Jego głos był rzeczowy. a kiedy na górze trzasnęły drzwi.7 Weszli tylnymi drzwiami nie tylko dlatego. lecz z uwagi na to. gdyby pani Bolton zauważyła ją wchodzącą do mieszkania pod nieobecność rodziców z trzema chłopakami.

jak się da. Bała się. jak okropnie to wygląda .zaoponował Eddie. . . że krwi nie da się sprać . . Aż do tej chwili nie zdawała sobie sprawy. zanim wrócą twoi starzy.Nie wiem. jak weszliśmy. Wypierzemy i wysuszymy szmaty. Rany. ..Ale jeśli ich użyjemy. że jeśli to zrobi. . Sięgnął po aspirator. sami wiecie. otarł ją o skrawek koszuli.rzucił cicho Stan. Beverly spojrzała na niego.To nieważne. Jego oddech stawał się coraz płytszy.Nie mówiąc o tym.. kogo miał na myśli.I to wszystko wypłynęło przez otwór w umywalce? . .Pewno. a potem wpadniemy do płatnej pralni.A twoja mama i twój ojciec tego nie widzą? . Nikt nie zapytał go. ale się porobiło. że krew osadza się w materiale czy jakoś tak. a potem odwiesimy je na miejsce.Straszne.odparła Beverly. Nie masz paru szmat? . co się z nimi stało. Twierdzi. jak będę mogła tu jeszcze kiedykolwiek wejść stwierdziła Beverly. Może nie uda się nam zmyć wszystkiego z tapety .sami widzicie. czy krew zejdzie ze szmat. . Wyjdziemy tak. jak dalece była przekonana o swoim obłędzie. Dotknął zaschniętego krwawego śladu i odsunąwszy dłoń.dziwił się Ben.Mam pięćdziesiąt centów . Ben zachichotał histerycznym śmiechem.Umyjemy to wszystko najlepiej. żeby się umyć. . będą ją traktować jak jeszcze jedną zwyczajną dziewczynę.Pod zlewem w kuchni . Nie spuszczał wzroku z krwawych śladów wokół umywalki. Widok krwi przyprawiał go o mdłości. Beverly starała się powstrzymywać nową falę łez..Posprzątać tutaj? . czy nie. omamach wzrokowych czy zwyczajnych urojeniach. Nie chciała płakać.No to czemu nie doprowadzimy tego miejsca do porządku? zapytał nagle Stanley. Przecież oni i tak jej nie widzą. . mama będzie się zastanawiać.ale z resztą chyba zdołalibyśmy się uporać.Mama mówi.zapytał Eddie. mówiąc „oni”. . . Sięgnęła dłonią klamki i w tej samej chwili ogarnęła ją przynosząca ulgę fala przerażającej siły. . wyszorować zęby czy.

mruknął Ben Hanscom i oczywiście znowu się zaczerwienił. . bo żadne z nich nie chciało moczyć w niej rąk. Beverly czuła.Wydaje mi się. jak teraz tym trzem chłopcom. dla którego czystość i porządek są nie tylko rzeczami nabytymi. Nie potrafiła sobie przypomnieć. jej ajaxu i sporej ilości gorącej wody. . która była prawie sucha. Mimo to. . nawet tu. używając szmaty. ale papier był tam bardzo cienki i na tyle przetarty. Ben zakończył dzieło. wykręcając żarówkę znad umywalki i zamieniając ją na nową z pełnego pudełka w spiżarni. Ben i Eddie zajęli się umywalką i lustrem. co można zrobić.Dziękuję wam wszystkim. mało widoczną rozmazaną smugą. że to najlepsze. Było ich tam sporo. nie była teraz niczym więcej niż zwyczajną. Użyli kubełka Elfridy. okna i porcelany umywalki. Na tapecie po lewej stronie umywalki wciąż jeszcze widniały ślady krwi. Wreszcie Stan cofnął się.Spróbujmy to zrobić. . i powiedział: .Zajmijmy się teraz szmatami .przyznał Eddie.stwierdziła Bev. że najprawdopodobniej tylko Stanley zdawał . Stan pracował nad tapetą z pełnym skupieniem. spojrzał na łazienkę krytycznym okiem chłopca. kiedy już przybrała różowy odcień.W porządku . Na jego twarzy widniał wyraz powagi. . nieomal srogości. ale po prostu wrodzonymi. zwracając się do nich wszystkich Beverly. . że Stanley nie ośmielił się dociskać doń zbyt mocno nasączonej wodą szmatki. krew utraciła swą poprzednią złowieszczą moc. Wreszcie udało się im usunąć nieomal wszystkie zacieki.powiedziała.. a w miarę jak krew znikała ze ścian.rzekł Stanley. kiedy była komukolwiek równie głęboko wdzięczna. kiedy w Derry Lions była coroczna wyprzedaż.Dziękuję . Elfrida Marsh zrobiła dwuletni zapas jesienią zeszłego roku. 8 Przez następne pół godziny cała czwórka zmywała ohydne ślady. Zmieniali wodę często.Jasne . Później Beverly pomyśli. że robi się jej coraz lżej na sercu.To nic takiego . ona podłogą.

a potem zamknęła drzwiczki pralki. aż jej pranie zostanie wysuszone. Następnie Stan wrzucił dwie dziesiątki do otworu na monety i przekręcił gałkę startu.Na pewno . że oto uczynili jeszcze jeden krok w stronę jakiejś niemożliwej do określenia konfrontacji. . do której wepchnęła zakrwawione szmaty.Jeezu . czekającej. ale w lewej kieszeni dżinsów znalazła cztery ocalałe monety.Na pewno? .rzucił półgłosem Ben. . a ona nic nie kapuje i chce wszystko zepsuć. . Pralka z wrzuconymi do środka szmatami buczała i chlupotała. z bolącym sercem rezygnuję z przyjęcia od ciebie tych czterech centów. Beverly wydała większość swojej wygranej na koktajle lodowe. a potem zagłębiła się w lekturze paperbackowego wydania Peyton Place. jak Bev wsypywała do środka proszek.Moja mama mówi. Wrócił i patrzył. że krew należy zmywać w zimnej wodzie. Obrzuciła czwórkę dzieciaków spojrzeniem pełnym niedowierzania. Bev znalazła papierową torbę.Zimna woda . Cała czwórka podeszła do rzędu plastykowych krzeseł ustawionych pod ceglaną ścianą pralni i zajęła miejsca. który spojrzał na nią wyraźnie urażony. Wrzucili szmaty do pralki. O .Wierz mi. Dwie przecznice dalej mogli dostrzec. . Nie odezwali się do siebie nawet słowem. ale mimo wszystko nie zrobię tego.zabieram dziewczynę na randkę do pralni. . jak fale kanału błyszczą niebieskawo w promieniach popołudniowego słońca. podczas gdy Stan rozmienił swoje dwie ćwiartki na cztery dziesiątki i dwie piątki.odparł oschle Stan. Wyciągnęła je i podała Stanowi. W pralni było pusto. Beverly roześmiała się pod nosem. jeżeli nie liczyć kobiety w białym pielęgniarskim fartuchu. 9 Odmierzyli trochę proszku do prania i nasypali go do pustego słoika po majonezie.powiedział . a potem cała czwórka poszła do pobliskiej pralni na rogu Main i Cony Street.sobie wówczas sprawę.

Chcesz to zrobić? .już prawie tydzień temu.Ben zwrócił się do Eddiego. teraz ich przeciągające się milczenie zdawało się wprawiać ją w coraz silniejsze zdenerwowanie. poskładała je. Stało się to . włożyła do niebieskiej plastykowej torby i poszła.Nie jesteś jedyna . Być może obawiała się. zatrzymała się i po raz ostatni obrzuciła czwórkę dzieciaków spojrzeniem pełnym zdziwienia i zakłopotania.powtórzył Ben. ale przemogła to w sobie. będąc już przy drzwiach. Była już dziś zmęczona ludźmi. to mi powiedz! .. Kobieta w fartuchu pielęgniarki coraz częściej zerkała na nich znad książki. Krwawa piana była na swój makabryczny sposób fascynująca. Opowiedział historię Billa o tym. Z początku piana była czerwona. a ten skinął głową.Nie jesteś jedyna.aż nie do wiary .. jak szkolne zdjęcie jego brata ożyło i mrugnęło do niego. Przerwał i spojrzał na Eddiego. .Widzisz. po prostu nie była w stanie oderwać wzroku od pralki.spytała Beverly.szybę okrągłego okienka uderzały fontanny piany. Spojrzał na Stana.zapytała Beverly. Kiedy tylko wyszła. Kiedy suszarka wyłączyła się. ale również po chwili wzruszył ramionami i pokiwał głową. . Wyjął z kieszeni swój aspirator i wciągnął potężną dawkę.. Beverly słuchała tego z uczuciem narastającej zgrozy. Patrząc na nią.O czym wy mówicie. Opowiedział jej o tym. jak rany? . Schwyciła Bena za przedramię. Czuła. czym prędzej wyjęła z niej swoje rzeczy. że zbiera się jej na wymioty. . który sprawiał wrażenie nieszczęśliwego. którzy mówili zagadkami i niczego nie wyjaśniali do końca. Eddie pokręcił głową. w jaki sposób spotkał Billa Denbrougha i Eddiego Kaspbraka w Barrens. Mówiąc wolno i ostrożnie dobierając słowa. Ben powiedział Beverly o tym. w dniu zakończenia szkoły. Beverly poczuła.Co? . jak następnego dnia zbudowali w Barrens tamę. . jak jej oczy rozszerzają się. a stopy i dłonie robią się coraz .Jeżeli coś o tym wiesz. . Ben niemal ochrypłym głosem powiedział: . która chodziła po zamarzniętym kanale w samym środku zimy z balonami płynącymi w powietrzu pod wiatr. że zaczną rozrabiać. Opowiedział własną historię o mumii..

Skończył. a potem ponownie opowiedział o przygodzie z trędowatym.Nie chciałem o tym opowiadać. wszyscy oczekiwali.A ty? . które były zbite w jeden wielki kłąb.stwierdził.. to opadają. Beverly ponownie poczuła ulgę. to równie dobrze zniesie słabo widoczną czerwonawą plamę na szmacie do podłogi. Pokazał im i pozostali zgodnie pokiwali głowami. pochlipując i pociągając nosem. że to był tylko sen czy coś takiego.rzekł nagle Stan. zwinny . Przez chwilę cała czwórka ponownie siedziała w milczeniu. jak Ben powoli . patrząc na Stana Urisa.Ale w sumie źle nie wygląda. patrząc. że sobie z tym poradzili.. Stan włożył szmaty do jednej z cylindrycznych suszarek i wrzucił dwie piątki. .zimniejsze. Patrzyli. ale tym razem się nie rozpłakał. . . mówiąc równie szybko. . Eddie znów nacisnął spust aspiratora. jak wstał .Tu została niewielka plama . a co tu dużo gadać. Może nie udało im się do końca. Zajrzała do środka.spytał. . Suszarka zaczęła pracować. że znowu była spokojna.Pranie zakończone .Ja. tak jak wtedy. Mogła znieść wyblakłą rozmazaną smugę na odłażącej tapecie. Przypomina bardziej sok z żurawin. taki jak te. które miewa dzieciak Stavierów. bo starałem się wmówić sobie. jak szmaty to unoszą się. Jakaś kobieta z wózkiem pełnym zakupów przeszła obok otwartych drzwi. Buczenie spalinowej suszarki było uspokajające.mały.i otworzył pralkę. prawie usypiające. Może nawet atak choroby.powiedział Stan.córki Ala Marsha. obrzuciła szybkim spojrzeniem czwórkę dzieciaków siedzących na krzesłach i poszła dalej. a Stan powrócił na swoje miejsce i usiadł pomiędzy Eddiem i Benem. Nagle nastała cisza. . a potem przyjrzał im się uważnie. kiedy nastąpi wybuch. kiedy łazienka znowu była czysta. to wystarczało dla Beverly . Znacie . Ben przerwał i spojrzał na Eddiego. schludny. Wyjął z niej szmaty. .Widziałem coś .wypowiadane przezeń słówka nakładały się na siebie w gwałtownej potrzebie artykulacji i przeminięcia. Zrobili coś. ale poradzili sobie na tyle. Najważniejsze.

Albo brat Billa Denbrougha.O Boże. połączone z jedzeniem pieczonych kiełbasek i smażeniem nad ogniem ślazowych cukierków. Siedzieli w niewielkiej pralni.. podobnie jak występujące w niej potwory . aż staną się całkiem czarne i pomarszczone. cedząc słowa.Ten.Co? . .Jeżeli w Derry jest jakiś nawiedzony