You are on page 1of 99

J.R.

R TOLKIEN

Drzewo i li oraz Mythopeia


Przekoyli: Joanna Kokot Marek Obarskj Krzysztof Sokoowskj

WSTP
Dwa spord prezentowanych tu utworw - O baniach i Li, dzieo Niggle'a - ukazay si cznie pod wsplnym tytuem Drzewo i li w 1964 roku. Do obecnego wydania doczylimy trzeci tekst, wiersz pt. Mythopoeia (tworzenie mitu), w ktrym Filomitos (mionik mitu) podwaa pogldy Mizomitosa (wroga mitu). Wiersz ten nie by dotychczas publikowany, lecz ojciec cytuje czternacie jego linijek w swym eseju O baniach - tak podobne s myli zawarte w obu wypowiedziach. Jednak zanim powiem co wicej na temat Mythopoei, pragnbym przytoczy wstp mego ojca do pierwszego wydania Drzewa i licia: Jest to przedruk dwch utworw - O baniach i Li, dzieo Niggle'a. Nieatwo zdoby ich pierwsze wydania, a sdz, i mog one i dzi jeszcze okaza si interesujce, szczeglnie dla tych, ktrym spodoba si Wadca Piercieni. Mimo e jeden z tych tekstw jest esejem, drugi za to opowiadanie, s one ze sob cile zwizane - oba wykorzystuj symbole drzewa i licia i oba, cho na rne sposoby, mwi o tym, co nazywam w swym eseju sztuk tworzenia. Co wicej, powstay one w tym samym czasie (midzy 1938 a 1939 rokiem), gdy opowie o Wadcy Piercieni zaczynaa dopiero si rozwija, objawiajc mi nawa czekajcej mnie pracy i ilo odkry, jakich bd musia dokona w nie znanymmi wci wiecie - rwnie przeraajcym dla mnie, jak i dla hobbitw. Zdaje si, e dotarlimy wwczas do Bree i wiadomo mi byo tyle co i im o losach Gandalfa i tosamoci Obieywiata; rozpaczliwie pragnem doy chwili, kiedy dowiem si czego wicej. Esej w swej pierwotnej wersji zosta wygoszony na University of St Andrews w 1938 roku jako wykad ku czci Andrew Langa1. Jako poszerzony tekst ukaza si w tomie Eseje dedykowane Charlesowi Williamsowi (Es-says presented to Charles Williams, Oxford University Press, 1947, nakad wyczerpany). Przedrukowuj
1 A nie w 1940, jak to mylnie podaje wydanie z 1947. [Przypis do oryginalnego wydania].
Wykad w istocie odby si 8 marca 1939 roku; por. Humphrey Carpenter, J.R.R. Tollden. A Biography, Allen and Unwin, 1977, s. 191.

go tu z niewielkimi zmianami. Opowiadanie pojawio si w druku dopiero w 1947 roku (w Dublin Review). Nie zmieniem go od momentu, gdy je napisaem, niemal od rki: po prostu pewnego dnia zbudziem si rano z gotowym pomysem. Jednym ze rde inspiracji bya topola o wielkich konarach, ktr widziaem z okna, nawet lec w ku. Jej waciciel ni z tego, ni z owego okaleczy j, obcinajc gazie - nie mam pojcia dlaczego. Potem j cito - i bya to chyba mniej barbarzyska kara za wszelkie zbrodnie, jakich moga si dopuci, jak choby to, e ya i tak si rozrosa. Nie sdz, by pozostawia po sobie jakich przyjaci czy aobnikw - poza mn i par sw. W eseju O baniach mj ojciec cytowa wiersz, ktry ongi napisa do czowieka okrelajcego mit i ba jako kamstwa, cho [...] by tak miy i niepewny swego, e nazwa ba tchnieniem kamstwa poprzez srebro. Przytaczany tam fragment zaczyna si od sw: Drogi Panie - powiedziaem - cho zniechcony brakiem dobra, jeszcze nie jest zgubiony... Rkopis Mythopoei nie zawiera podobnej rymowanej epistoy. Istnieje siedem wersji tego utworu, ale adna z nich nie przybiera formy prywatnego listu - co wicej, pierwsze cztery wersje zaczynaj si od sw Kiedy spoglda na drzewa, a nie Kiedy spogldasz na drzewa (za najwczeniejsza wersja nosi tytu Nizonitos: duga odpowied na krtk bzdur). Poniewa sens sw cho zniechcony brakiem zaley od kontekstu wczeniejszych wersw i wymaga ich obecnoci Serce czowieka nie skada si z kamstw, ale przepenia je mdro Jedynego Mdrca, ktrego przywouje w nieskoczono... - i poniewa przytaczany w eseju fragment pochodzi (z niewielkimi zmianami) z najwczeniejszej wersji, oczywiste jest, i forma listu funkcjonuje tu jedynie jako konwencjonalny zabieg. Czowiekiem, ktry okreli mit i ba jako kamstwo, by C.S. Lewis. Pit wersj Mythopoei (t, ktra zaczyna si od sw Kiedy spogldasz na drzewa, a nie Kiedy spoglda na drzewa) ojciec opatrzy dopiskiem J.R.R.T.

dla C.S.L., za w wersji szstej doda Philomythus Miso-mytho. Wersj ostateczn uzupeni dwiema marginalnymi uwagami2. Pierwsza z nich (do sowa drzewa w incipito-wym wersie) przywouje pami sytuacji, ktra sprowokowaa napisanie wiersza: Wybraem drzewa, poniewa s one zarazem atwo klasyfikowalne i nieskoczenie jednostkowe; ale ponie.wa

to samo mona powiedzie i o innych rzeczach, dodam jeszcze

tylko, e ja dostrzegam drzewa bardziej ni inne rzeczy (i duo bardziej ni innych ludzi). W kadym razie strofy te pisaem z pamici o alejach i gaju w Magdalen College noc. W Biografii (s. 146-148) Humphrey Carpenter zidentyfikowa sytuacj, ktra staa si impulsem do napisania Mytho-poei. Wieczorem 19 wrzenia 1931 roku C.S. Lewis zaprosi mego ojca i Hugona Dysona na obiad do Magdalen College. Po obiedzie wszyscy trzej postanowili si przej po okolicy i - jak to w trzy dni pniej pisa Lewis do swego przyjaciela, Arthura Greevesa - rozmawiali o metaforze i micie - gdy przerwa nam poryw wiatru tak nagy pord owego cichego, ciepego wieczoru i postrca licie z drzew z takim haasem, i sdzilimy, e to deszcz. A wstrzymalimy oddech, a tamci dwaj wpadli w uniesienie - niemal takie, jakiego i ty by dowiadczy. W kolejnym licie do Greevesa (18 padziernika 1931)3 Lewis streci szczegowo pogldy mego ojca i Dysona na temat prawdziwego mitu, jakim jest opowie o Chrystusie. Humphrey Carpenter za sprbowa zrekonstruowa przebieg owej dyskusji (zarwno w Biografii, jak i pniej w The Inklings4, Allen and Unwin, 1978, s. 42-45) na podstawie listw Le-wisa i tematw podejmowanych w Mythopoei. Myl, e mog poda od razu i drug uwag do ostatecznej wersji
2 Notki te mona datowa na listopad 1935 r. lub pniej; ale ojciec doda je do rkopisu
dopiero wtedy, gdy tekst wiersza by ju gotowy

3 Listy te opublikowane zostay w Zawsze razem. Listy C.S. Lewisa do Arthura Greevesa (1914-1963) (They
Stand Together. The Letters of C.S. Lewis to Arthur Greeves (1914-1963)), wyd. Walter Hooper, Collins, 1979, s. 421, 425-428). Dzikuj tu Humphreyowi Carpenterowi za pomoc w ich odszukaniu.

4 The Inklings bya to nazwa grupy intelektualistw, do ktrej naleeli tacy pisarze, jak J.R.R.
Tolkien, Charles Williams, C.S. Lewis i Dorothy Sayers - przy p. tum.

poematu, cho nie dotyczy ona historii powstania wiersza, lecz wyjania okrelony zwrot. cilej - odnosi si do smego wersu dziewitej strofy wiersza: ...symulowane rozkosze podwjnie kusz. Podwjnie kusz, poniewa uwiedzeniem tylko jest traktowanie powrotu do ziemskiego dobrobytu jako jedynego celu, a i ten cel jest zdeprawowany i poszukiwany nie tam, gdzie naley. Z tego samego okresu co obie uwagi pochodz sowa, ktre ojciec doda na kocu rkopisu: Pisane gwnie w czasie egzaminw, podczas nadzorowania studentw. Tekst Mythopoei, ktry oddajemy tu do druku, jest zgodny z rkopimienn wersj finaln. Cho szczegow histori powstawania utworu mona uzna za zoon, jego rozwj polega gwnie na dodawaniu kolejnych fragmentw. We wczeniejszych wersjach by on o wiele krtszy - brakowao w nim trzech strof (od sw Bogosawieni) oraz wersu: i zotego widma nie porzucam w nieskoczono. (Christopher Tolkien)

O BANIACH
Zamierzam mwi o baniach, cho zdaj sobie spraw z tego, jak ryzykowne jest to przedsiwzicie. Krlestwo Bani to niebezpieczna kraina, gdzie na nierozwanych czekaj puapki, a na zbyt miaych - wizienne lochy. A mnie naleaoby uzna wanie za nazbyt miaego; wprawdzie jestem mionikiem bani od momentu, gdy nauczyem si czyta, i myl o nich od czasu do czasu, ale nigdy nie zajmowaem si nimi zawodowo. W tej krainie penej cudw, lecz nie informacji, zawsze byem zaledwie zabkanym podrnikiem (a moe nawet intruzem). Baniowe kraje rozcigaj si daleko wzdu i wszerz, w gr i w gb i pene s najprzerniejszych rzeczy i stworze: znajdziesz tam wszelkiego rodzaju ptactwo i zwierzta, niezliczone gwiazdy i bezbrzene oceany, czarowne pikno i czyhajc zewszd groz, radoci i smutki przeszywajce jak ostrze miecza. Ten, kto tam zbdzi, moe chyba uzna si za szczliwca; ale odmienno i bogactwo tej krainy wi jzyk wdrowcowi, ktry chciaby o nich opowiedzie. A zadajc zbyt wiele pyta, naraa si on na to, e zatrzasn si przed nim drzwi krlestwa, a klucze do nich zagin. Istnieje wszake par problemw, ktre kto, kto zamierza mwi o baniach, powinien przynajmniej sprbowa rozwiza - nawet gdyby mieszkacy Krlestwa Czarw mieli uzna go za impertynenta. Czym s banie? Skd si wziy? Jaki z nich poytek? Postaram si odpowiedzie na te pytania, a raczej podzieli si okruchami odpowiedzi, jakie udao mi si zebra - gwnie na podstawie tych niewielu bani, ktre znam.

Ba
Czym jest ba? Na prno byoby si tu odwoywa do Oksfordzkiego sownika jzyka angielskiego. Nie zawiera on w ogle hasa ba (fairy-story) i niezbyt jest pomocny, jeli chodzi o same elfy (fairies). W suplemencie do Sownika pojawia si haso ba, bajka (fairy-tale). Sowo to datuje si od 1750 roku, a jego gwnym znaczeniem jest: (a) opowie o elfach lub innych czarodziejskich istotach; za znaczenia poboczne to: (b) zmylona lub nieprawdopodobna historia i (c) kamstwo, fasz. Drugie i trzecie znaczenie beznadziejnie poszerzyoby zakres moich rozwaa. Ale pierwsze znaczenie jest zbyt wskie. Byoby wprawdzie do szerokie na esej czy nawet na ksik, ale nie oddaje faktycznego uycia tego sowa; szczeglnie jeli si przyjmie sownikow definicj elfw (fairies): Nadnaturalne stworzenia miniaturowych rozmiarw, wedug wierze ludowych obdarzone moc czarodziejsk i wywierajce dobry lub zy wpyw na ludzkie sprawy. Nadnaturalny to sowo i trudne, i niebezpieczne - niezalenie od tego, czy uywa si go w wszym czy w szerszym sensie. Ale nie pasuje ono do elfw, chyba e przedrostek nad potraktujemy po prostu jako superlatyw. Bo to czowiek jest nadnaturalny w stosunku do elfw (i nierzadko jest te miniaturowych rozmiarw), one same za s naturalne - o wiele bardziej naturalne ni ludzie. Taki ju ich los. Droga do krainy elfw to nie droga do nieba ani nawet do pieka (cho niektrzy zwykli utrzymywa, e moe ona tam prowadzi porednio, przez diabl dziesicin): Czy widzisz t wsk drog na boniach, Ktra wije si wrd gogw i cierni? Tak niewielu ludzi pyta o ni, D tu jedynie sprawiedliwi i wierni. A widzisz t drog szerok, Co biegnie wrd k w maju, Tak zdradliw, cho wielu cieszy ni oko Ufajc, e prowadzi wprost do Raju? A t pikn ciek w blasku gwiazd, Co ginie wrd paproci? Do krainy elfw zaprowadzi nas Tej czarodziejskiej nocy.

( O Tomaszu rymiarzu , tumaczy Marek Obarski) Co do miniaturowych rozmiarw to nie przecz, e takie wanie cechy przypisuje si obecnie elfom. Czsto mylaem o tym, jak ciekawa mogaby by prba wyjanienia tego zjawiska, lecz moja wiedza na ten temat jest zbyt uboga, bym mg przedstawi ostateczne rozwizanie. W dawnych czasach Krlestwo Czarw miao take i niewielkich mieszkacw (cho raczej nie miniaturowych rozmiarw), ale may wzrost nie cechowa caego baniowego ludu. Miniaturowe elfy czy wrki w Anglii to, jak sdz, gwnie wyrafinowany produkt literackiej fantazji . Jest chyba naturalne, e w Anglii, gdzie w sztuce wci powraca mio do delikatnoci i finezji, wyobrania kierowaa si ku temu, co filigranowe i drobne - tak jak we Francji zwrcia si ku dworskiemu yciu i przystroia si pudrem i brylantami. Przypuszczam jednak, e te kwiatowo-motyle rozmiary byy produktem zracjonalizowania elfw, ktre przeksztacio czar ich krainy w zwyke wyrafinowanie, za niewidzialno w krucho, ktra pozwala ukry si w kielichu pierwiosnka lub znikn za dbem trawy. Moda na elfy pojawia si chyba tu po tym, gdy wielkie odkrycia geograficzne uczyniy Ziemi zbyt ma, by moga pomieci i ludzi, i elfy; gdy czarodziejskie zachodnie krainy Hy Breasail przeistoczyy si w zwyczajn Brazyli, kraj czerwonego drewna . Na pewno za tak wizj elfw odpowiedzialna jest literatura - znaczn rol odegrali tu William Shakespeare i Michael Drayton . Nymphidia Draytona to jeden z przodkw dugiej linii kwiatowych elfw i uskrzydlonych duszkw z czukami, ktrych to stworkw tak nie cierpiaem w dziecistwie i ktrych z kolei nie znosiy moje dzieci. Podobne uczucia ywi i Andrew Lang, ktry w Liliowej ksidze bani tak oto mwi o nucych opowieciach wspczesnych mu autorw: Zawsze zaczynaj si od tego, e jakie dziecko wychodzi do ogrodu i pord pierwiosnkw, gardenii i kwiecia jaboni spotyka elfy. [...] Elfy te usiuj by zabawne i ponosz klsk, albo prbuj moralizowa - i wietnie im to idzie. Ale wszystko to miao swj pocztek, jak ju rzekem, dugo przed XIX

wiekiem i dawno ju zaczo mczy wanie nieudanymi prbami bawienia. Nymphidia Draytona mona uzna za najgorsz z kiedykolwiek napisanych dotd bani (czy raczej opowieci o elfach). Paac Oberona ma ciany z pajczych odny: I okna z oczu kocich, A dachy i wiee Pokrywaj skrzyda nietoperze. (tumaczy Marek Obarski) Rycerz Pigwiggen dosiada wawej szczypawki i w kielichu pierwiosnka umawia si na schadzk ze sw ukochan, krlow Mab, ktrej skada w darze bransoletk z mrwczych oczu. Wszystko to zostao osadzone w nudnej opowieci o dworskiej intrydze i faszywych posacach; waleczny rycerz i rozwcieczony maonek razem pograj si w gniewie, by w kocu utopi go w wodach Lety. Byoby znacznie lepiej, gdyby caa ta historia ulega zapomnieniu. Niech sobie Oberon, Mab i Pigwiggen bd miniaturowymi elfami - w przeciwiestwie do Artura, Ginevry i Lance-lota - ale opowie o dobru i zu na dworze krla Artura jest o wiele bardziej baniowa ni historia Oberona. Fairy, bliski odpowiednik wyrazu elf' Jest sowem obecnym w jzyku angielskim od niedawna, niemal nie znanym przed okresem Tudorw. Warto zwrci uwag na jego pierwsze uycie (jedyne sprzed roku 1450) przytoczone przez Sownik oksfordzki. Cytat wzity jest z Gowera i brzmi as h were a faierie (Jak gdyby by elfem). Ale Gower nie to powiedzia - napisa: as h were of faierie (e przyby z czarodziejskiej krainy). Poeta opisuje modego galanta, ktry zamierza podbi serca panien zgromadzonych w kociele: Spod jego czapki ozdobionej klejnotem Wymykay si pukle zote. Tak wieo wyglda w modzieniec, Lica okrasi mu rumieniec,

A moe li przypi dla ozdoby. I do jastrzbia zda si podobny, Ktry wnet spadnie na zdobycz. Dziewczta nie odryway ode oczu Pewne, e przyby Z czarodziejskiej krainy . (tumaczy Marek Obarski) Jest to modzieniec z krwi i koci, ale daje lepsze wyobraenie o mieszkacach krainy elfw ni ich sownikowa definicja, w ktrej si znalaz przez podwjn pomyk. Cay problem z prawdziwymi mieszkacami Krlestwa Czarw polega bowiem na tym, e nie zawsze wygldaj oni na tych, kim naprawd s; e czsto stroj si w wynioso i pikno, ktre to my chtnie przypisywalibymy samym sobie. Przynajmniej cz czarw, ktre snuj dobro i zo czowieka, to dar wyzyskiwania pragnie jego duszy i ciaa. Krlowa elfw, ktra uniosa Tomasza Poet na mleczno-biaym rumaku miglejszym ni wiatr, przejedaa obok Drzewa Eildonu jako dama oczywicie bya to dama zachwycajcej urody. Jak wida, Spenser by w zgodzie z prawdziw tradycj, gdy nazwa elfami rycerzy ze swego Krlestwa Czarw. Miano to przysuguje raczej takim rycerzom jak Sir Guyon ni Pigwiggenowi uzbrojonemu w do szerszenia. A teraz, kiedy ju poruszyem (jake pobienie) problem elfw, musz wrci do punktu wyjcia; odbiegem bowiem od waciwego tematu - od bani. Powiedziaem, e nadawane jej znaczenie opowieci o elfach lub innych czarodziejskich istotach jest zbyt wskie5. Jest ono zbyt ograniczone, nawet jeli odrzucimy miniaturowe rozmiary, bowiem banie - w normalnym tego sowa uyciu - to nie po prostu historie o elfach, ale opowieci o Faerie, Krlestwie Czarw. W krlestwie tym istniej nie tylko elfy i wrki, nie tylko krasnoludy, czarownice, trolle, olbrzymy i smoki, ale take morza, Soce, Ksiyc, Ziemia i wszystko, co si na niej znajduje: a wic drzewa i ptaki, woda i kamienie, chleb i wino, i my, miertelnicy, jeeli nas tam zaklto. Historie dotyczce gwnie faries, to jest istot we wspczesnej angielszczynie zwanych elfami, s stosunkowo rzadkie i z reguy nie nazbyt

interesujce. Wikszo naprawd dobrych bani traktuje o przygodach ludzi w Niebezpiecznej Krainie albo na jej mglistych obrzeach. To cakiem naturalne: jeli bowiem elfy istniej naprawd i niezalenie od naszych opowieci, to prawd jest take i to, e ani elfom nic do nas, ani nam do elfw. Nasze losy si rozdzieliy, nasze cieki rzadko si spotykaj. Nawet na granicy Krlestwa Czarw spotka je mona tylko wwczas, kiedy przypadkiem wejd nam w drog . Okrelenie, czym jest ba, albo czym by powinna, nie moe opiera si na adnych definicjach czy historycznych przekazach dotyczcych elfw lub innych czarodziejskich istot, ale na naturze samej Niebezpiecznej Krainy Krlestwa Czarw - i wiatru, jaki tam wieje. Nie podejmuj si tu ani zdefiniowania tych ziem, ani nawet prby ich opisania. Nie sposb bowiem pochwyci Krlestwa Czarw w sie sw; jedn z jego waciwoci jest to, e nie da si go opisa, cho na pewno mona go dowiadczy. Ma ono wiele aspektw, a ich analiza nie musi doprowadzi do odkrycia sekretu caoci. Mam wszake nadziej, e to, co powiem za chwil w zwizku z pozostaymi pytaniami, rzuci nieco wiata na m wasn - jake niedoskona - wizj tej krainy. Na razie ogranicz si tylko do nastpujcego stwierdzenia: ba to opowie, ktra albo w peni wykorzystuje motyw Krlestwa Czarw, albo do tylko nawizuje dla dowolnych celw - satyry, przygody, moralizowania czy fantastyki. Mona mwi o tym krlestwie jako o Krainie Magii , ale jest to magia szczeglnego rodzaju i wyjtkowej mocy, jake daleka od pospolitych wysikw pracowitego i ksztaconego czarownika. Istnieje jedno tylko zastrzeenie: jeli w opowieci obecna jest satyra, to wolno jej wymiewa si ze wszystkiego, z wyjtkiem samej magii. J jedn trzeba traktowa powanie; nie naley z niej kpi ani jej wyjania. redniowieczny poemat Sir Gawain i Zielony Rycerz jest podziwu godnym przykadem takiej powagi. Ale nawet przy tak niewyranych i nieostrych granicach baniowego gatunku trzeba stwierdzi, e wielu ludzi - take spord znawcw - uywa terminu ba do nierozwanie. Wystarczy tylko rzut oka na ostatnio publikowane ksiki okrelane jako zbiory bani, aby stwierdzi, e opowieci

o elfach czy jakichkolwiek czarodziejskich istotach, nawet o krasnoludach i goblinach, to tylko niewielki fragment ich zawartoci. Po czci, jak ju zauwaylimy, mona si byo tego spodziewa. Ale zbiory te zawieraj te sporo opowieci, ktre tak naprawd wcale nie powinny si tam znale - nie wprowadzaj bowiem Krlestwa Czarw ani nawet do nie nawizuj. Dam par przykadw na selekcj, jak pragnbym przeprowadzi. Bdzie to pomocne przy sformuowaniu negatywnego aspektu definicji. Powinno te doprowadzi nas do pytania o pocztki bani. Istnieje wiele zbiorw bani. W Anglii aden z takich zbiorw nie moe rwna si pod wzgldem popularnoci, zawartoci czy oglnych zalet z dwunastoma ksigami w dwunastu rnych kolorach, ktre zawdziczamy Andrew Langowi i jego onie. Pierwsza z tych ksig pojawia si ponad pidziesit lat temu ( l889 r.) i wci jest wznawiana. Gros zawartych w niej opowieci mniej wicej odpowiada naszym kryteriom. Nie bd ich tu analizowa (jakkolwiek analiza taka mogaby by interesujca), wspomn jedynie, e adna spord opowieci zawartych w Bkitnej ksidze bani nie mwi wycznie o elfach, a wikszo z nich w ogle nie wspomina o tych istotach. Znakomita cz owych bani pochodzi z Francji; by to i chyba wci byby suszny wybr (cho niezgodny ani z mymi obecnymi gustami, ani z upodobaniami z czasw dziecistwa). Od kiedy po raz pierwszy zangielszczono Contes de ma Mer L 'Oye Charlesa Perraulta, tak silne byy ich wpywy (jak i innych znanych wtkw z Gabinet des Fees), e gdyby dzi poprosi kogo o podanie jakiej bani, najpewniej wymieniby ktr z tych francuskich historyjek: Kota w butach, Kopciuszka czy Czerwonego Kapturka. Niektrym mogyby najpierw przyj do gowy Banie braci Grimm. Ale c rzec o obecnoci Podroy do kraju Liliputw w Bkitnej ksidze bani? Powiem tylko tyle: nie jest bani ani oryginalna, autorska wersja tego tekstu [pierwsza ksiga Podroy Guliwera Jonathana Swifta], ani te zamieszczona w Bkitnej ksidze jego przerbka pira panny May Kendall. Utwr ten nie pasuje do caego zbioru. Obawiam si, e umieszczono go tam wycznie ze wzgldu na mae, a nawet miniaturowe rozmiary Liliputw - jedyn

wyrniajc ich cech. Ale niewielki wzrost jest w Krlestwie Czarw nie mniej akcydentalny ni w naszym wiecie: Pigmejom jest rwnie daleko do elfw co Patagoczykom. Nie wykluczybym tej opowieci ze wzgldu na jej satyryczne zabarwienie: satyra moe dominowa w caoci lub we fragmentach niewtpliwych bani; czsto chyba pojawiaa si tam, gdzie dzi ju nie jestemy w stanie jej rozpozna. Wyczybym Podro do kraju Liliputw ze zbioru bani, gdy tekst bdcy tu nonikiem satyry - niezalenie od tego, jak jest byskotliwy i twrczy - naley do gatunku opowieci podrniczych. Opowieci takie mwi o wielu niezwykociach, ale s to niezwykoci, na ktre natkn si mona w rnych zaktkach wiata miertelnikw, w naszym czasie i w naszej przestrzeni. Opowieci Guliwera nie maj wikszego prawa wstpu miedzy banie ni zmylenia barona Munchausena, czy te, powiedzmy, Pierwsi ludzie na Ksiycu albo Wehiku czasu [H.G. Wellsa]. Po prawdzie Eloje i Morlokowie mogliby roci sobie do tego wiksze prawa ni Lilipuci. Ci ostatni to bowiem tylko ludzie, na ktrych spoglda si drwico z gry. Eloje i Morlokowie za yj w otchani czasu tak odlegej i gbokiej, e dziaa ona niemal jak czarodziejskie zaklcie. A jeli nawet pochodz od nas, to warto pamita, e dawny angielski myliciel wywid ylfe - elfy wanie poprzez Kaina od samego Adama . Ten czar odlegoci - zwaszcza odlegoci w czasie - osabiony jest jedynie przez absurdalny i niewiarygodny wehiku czasu. Na tym przykadzie wida gwne przyczyny, dla ktrych granice Krlestwa Czarw musz by tak niedookrelone. Magia Krlestwa Czarw nie. jest celem samym w sobie, jej moc przejawia si w dziaaniu: midzy innymi w zaspokajaniu pierwotnych ludzkich potrzeb. Jedn z takich potrzeb jest pragnienie zbadania gbin czasu i przestrzeni. Inn (jak zobaczymy) jest poczucie wsplnoty z pozostaymi yjcymi stworzeniami. Opowie moe wic zaspokaja te pragnienia za pomoc techniki albo magii i, gdy uda si jej zachowa waciwe proporcje, osignie jako i posmak bani. Oprcz opowieci podrniczych wyczybym z baniowego porzdku te opowiadania, ktre wykorzystuj sen - rojenia nicego czowieka - jako wyjanienie dziejcych si tam cudw. Jeli nawet opowiedziany sen byby

pod kadym wzgldem bani, uznabym cao za twr z gruntu nieudany jak dobry obraz w nieksztatnej ramie. Prawd jest, e marzenie senne ma co wsplnego z Krlestwem Czarw. Sny potrafi wyzwoli dziwne moce umysu, niekiedy nawet mog na jaki czas odda nicemu wadz nad Czarodziejsk Krain - wadz, ktra stajc si zacztkiem opowieci, nadaje jej ywe kolory i ksztaty. Prawdziwy sen moe okaza si niekiedy bani niemal czarodziejskiego kunsztu i lekkoci, lecz tylko dopki trwa. Jeli jednak pisarz ju na jawie usiuje nam wmwi, e caa ta historia to tylko wytwr jego sennej wyobrani, wwczas wiadomie sprzeniewierza si podstawowemu pragnieniu, ktre stanowi jdro Krlestwa Czarw: pragnieniu, aby kraina ta istniaa niezalenie od poczynajcego j umysu, od tylko wyobraonych cudw. Mawia si czsto o elfach, e s mistrzami iluzji, e mami ludzi fantazjami; ale to zupenie co innego. To ich sprawa. W kadym razie takie oszustwa zdarzaj si w opowiadaniach, gdzie same elfy iluzj nie s - poza tym, co jest wytworem fantazji, obecne s tam prawdziwe moce i pragnienia, niezalene od umysu i zamiarw czowieka. Najwaniejsze dla autentycznej bani - w odrnieniu od uycia tej formy dla bardziej przyziemnych celw - jest, aby przedstawi j jako prawdziw (znaczenie sowa prawda w tym kontekcie omwi pniej). Poniewa esencj bani s cuda, nie toleruje ona adnej ramy ani technicznych wybiegw sugerujcych, e caa historia, w ktrej cuda te si pojawiaj, jest wymysem lub zudzeniem. Sama opowie moe by oczywicie tak dobra, e pozwoli nam zignorowa ram. Moe te by udana i zabawna jako wizja senna. Takie wanie s obie ksieczki Lewisa Carrolla o Alicji ze sw ram snu i zmianami w nionym wiecie. Z tego powodu (a take wielu innych) nie s one baniami . Istnieje jeszcze jeden rodzaj cudownej opowieci, ktry wyczybym spord bani (nie dlatego, e go nie lubi): chodzi mi o bajk zwierzc w jej czystej odmianie. Wemy na przykad Serce mapy z Liliowej ksigi bani Langa opowie przeoon ze swahili. Mwi ona o niegodziwym rekinie, ktry podstpnie namwi map, by ta dosiada jego grzbietu.

Gdy ju wypyn z ni daleko w morze, wyjawi jej, e wiezie j do chorego sutana z odlegej krainy, ktremu potrzeba serca mapy jako lekarstwa. Ale mapa przechytrzya rekina - namwia do powrotu, przekonujc go, e swe serce zostawia w domu, w worku zawieszonym na drzewie. Mona naturalnie dopatrzy si zwizkw midzy bajk zwierzc a bani. Tak jak w prawdziwych baniach zwierzta i inne stworzenia mwi tu ludzkim gosem. Niekiedy (raczej rzadko) cud ten mona interpretowa jako spenienie jednego z pierwotnych pragnie lecych u podstaw Krlestwa Czarw: ludzkiego pragnienia wsplnoty z innymi yjcymi istotami. Mowa zwierzt w bajce rozwina si wszake w odrbn ga i niewiele ma wsplnego z tym pragnieniem - najczciej zupenie o nim nie pamita. Wwczas gdy ludzie cudownym sposobem rozumiej mow ptakw, zwierzt i drzew, nie jestemy zbyt daleko od Czarodziejskiej Krainy i jej oddziaywania. W historiach, ktre nie dotycz ludzi, albo w takich, gdzie bohaterami s zwierzta, a czowiek jest tylko dodatkiem, a nade wszystko w takich, gdzie zwierzce ksztaty to tylko zabieg satyryka-kaznodziei - maska naoona na ludzk twarz - mamy do czynienia ze zwyk bajk zwierzc, a nie z bani: czy bdzie to Reynold Lis czy Opowie kapelana mniszki [z Opowieci kanterberyjskich Geoffreya Chaucera], czy Brat Krlik [J.Ch. Harrisa], czy nawet Trzy mae winki. Opowiadania Beatrix Potter s bliej Krlestwa Czarw, ale wci jeszcze, jak sdz, poza nim - przynajmniej wikszo z nich10. Blisko t zawdziczaj gwnie silnemu porzdkowi moralnemu - chodzi mi tu o wewntrzny system etyczny, a nie o jakiekolwiek alegoryczne significatio. Jednak cho w Piotrusiu Krliku - podobnie jak w Krlestwie Czarw (a i prawdopodobnie w caym wszechwiecie i w kady11m wymiarze) - istniej zakazy, pozostaje on bajk zwierzc. Take Serce mapy wyranie naley do tego gatunku. Przypuszczam, e opowie ta znalaza si w Ksidze bani nie tyle ze wzgldu na sw zdolno bawienia, ile z uwagi na motyw mapiego serca ukrytego w worku. Dla Langa, badacza folkloru, by to motyw wany - nawet jeli wynika jedynie z artu (bo przecie serce mapy najzwyczajniej w wiecie bio w jej piersi). Szczeg ten

jest bowiem wtrnym uyciem tradycyjnego motywu, ktry pojawia si i w baniach . Chodzi w nich o to, e sia lub ycie czowieka (albo jakiegokolwiek stworzenia) mog znajdowa si poza nim, ukryte w innym miejscu lub w innej rzeczy; albo o to, e jak cz czyjego ciaa mona bez szkody wyj i umieci w worku, pod kamieniem czy w jajku. Na jednym, najbliszym nam kracu historii folkloru pomys ten wykorzysta George MacDonald w swej bani Serce olbrzyma, ktra wywodzi swj centralny motyw (jak i wiele innych szczegw) z dobrze znanych opowieci ludowych. Na drugim, najodleglejszym kracu znajdziemy ten motyw w Opowieci o dwch braciach z egipskiego papirusu D'Orsigny'ego - bodaj najstarszym ze spisanych opowiada. Tam to modszy brat tak mwi do starszego: Zakln me serce i umieszcz je na szczycie cedrowej korony. I oto zetn cedr i serce moje spadnie na ziemi, a ty bdziesz go szuka, choby to miao trwa siedem lat. A gdy je odnajdziesz, w je do misy z zimn wod i wtedy, zaprawd, oyj . Ale takie zainteresowania i zestawienia prowadz nas ku pytaniu: Jakie s pocztki baniowych opowieci? Oczywicie pytanie to dotyczy pocztku czy te pocztkw baniowoci. Pyta bowiem o rda opowieci jako takich, znaczyoby pyta o rda ludzkiego jzyka i umysu.

rda
Prawd mwic, pytanie o rda baniowoci i tak postawi nas w kocu wobec tego samego problemu; ale banie s tak bogate w motywy (jak na przykad usuwalne serce, okrycie z abdzich pir, magiczne piercienie, arbitralne zakazy, niegodziwe macochy czy wreszcie same elfy), e mona je bada, nie tykajc gwnego zagadnienia. S to wszake - przynajmniej w zamierzeniu - badania naukowe i stanowi cel dziaa folklorystw i antropologw, a wic ludzi uywajcych bani niezgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem: jako kopalni, z ktrych wydosta mog materia czy informacje na temat spraw ich interesujcych. Procedura ta jest sama w sobie cakowicie uprawniona, ale czy to przez ignorancj, czy przez zapomnienie o naturze opowieci (ktre trzeba traktowa jako caoci) badacze ci dochodz niekiedy do przedziwnych wnioskw. Za szczeglnie wane uznaj oni powracajce podobne elementy (jak na przykad owa historia z sercem). Podobiestwa te wydaj si im tak wane, e przejawiaj oni tendencje do schodzenia z obranego przez siebie szlaku i uywania mylcego telegraficznego stylu - mylcego zwaszcza wwczas, gdy przedostaje si z ich opracowa do ksiek o literaturze. Folkloryci zwykli okrela dwa opowiadania z tym samym | centralnym motywem (albo z t sam kombinacj motyww) jako tosame. A wic czytamy, e Beowulf to Jedynie wersja Dat Erdmanneken, e Czarny byk z Norwegii to ta sama historia, co Pikna i bestia, e skandynawska Mestermoe (albo celtycka Wojna ptakw^ i jej liczne odmiany i warianty) jest t sam histori co grecka opowie o Jazonie i Medei. Tego typu stwierdzenia mog zawiera jak cz prawdy (cho jest to prawda nazbyt uproszczona), ale na pewno nie s prawdziwe w odniesieniu do bani (podobnie jak nie byyby prawdziwe w relacji do literatury i sztuki). Bo przecie liczy si wanie koloryt, atmosfera, nieklasyfikowalne i niepowtarzalne szczegy danej opowieci, a nade wszystko jej oglny sens oywiajcy nierozdzielny szkielet akcji. Szekspirowski Krl Lear to nie to samo co odpowiednia opowie z Bruta Layamona. Skrajnym przykadem rnic midzy

wersjami byby Czerwony Kapturek. Jest spraw drugorzdn, e pniejsze odmiany tej opowieci (gdzie dziewczynk ratuj drwale) wywodz si bezporednio z bani Perraulta (w ktrej Kapturek ginie zjedzony przez wilka). Naprawd liczy si tylko to, e pniejsza wersja koczy si szczliwie (pod warunkiem, e nie bdziemy zbytnio opakiwa babci), a wersja Perraulta nie. Do tej jake gbokiej rnicy jeszcze powrc. Nie potpiam naturalnie fascynacji zawikan i rozgazion histori kryjc si pord gazi Drzewa Opowieci ani te pragnienia, by rozplata jej zawioci. Sam nie11kiedy odczuwam takie oczarowanie: jest ono nieodcznym aspektem dziedziny wiedzy, o ktrej co nieco mi wiadomo, czyli studiw filologicznych nad gmatwanin jzyka. Wszake nawet w przypadku jzyka o wiele waniejsze (i o wiele trudniejsze do pochwycenia) s jego moliwoci i istota jako ywej mowy, a nie jego dzieje. Tak jest te, moim zdaniem, w przypadku bani - ciekawsze, ale i trudniejsze s dociekania na temat tego, czym opowieci te s obecnie dla nas i jakie ksztaty naday im owe alchemiczne procesy, ktrym tak dugo podlegay. Warto przytoczy tu sowa Dasenta: Musimy zadowoli si zup, ktr nam podano, i wyzby si pragnienia, by obejrze koci wou, na ktrych zup t ugotowano14. Chocia, co dziwne, Dasent przez zup rozumia ca baaganiarsk i nacigan prehistori folkloru opart na wczesnych przesankach filologii porwnawczej, a przez pragnienie, by obejrze koci wou - danie, by przedstawiono ca procedur i materia dowodowy prowadzcy do sformuowania takich, a nie innych teorii. Ja natomiast mianem zupy okrelabym sam opowie podan nam przez autora czy gawdziarza, a za koci uznabym jej rda albo pocztki, ktre mnie nie interesuj, nawet jeli rzadkim trafem daoby si je zrekonstruowa w sposb nie pozostawiajcy adnych wtpliwoci. Naturalnie nikomu nie broni mwi o zupie jako o zupie. Przelizn si tylko po zagadnieniu pocztkw bani. Jestem zbyt niedouczony w tej materii, by potraktowa je inaczej. Zreszt spord trzech pyta, na ktre prbuj tu odpowiedzie, to jest akurat najmniej wane. Wystarczy nam zatem tylko tych par uwag. Jest chyba oczywiste, e banie

(czy to w wszym, czy w szerszym znaczeniu) s niezmiernie stare. Pokrewne motywy za spotka mona ju w najwczeniejszych ich zapisach w istocie znale je mona wszdzie tam, gdzie istnia jzyk. A wic musimy upora si z odmian problemu, jaki napotka archeolog albo filologkomparatysta, a mianowicie ze sporem midzy zwolennikami teorii niezalenej ewolucji (czy raczej inwencji) tego, co podobne; teorii dziedziczenia ze wsplnego rda; i teorii dyfuzji w rozmaitych okresach z jednego albo kilku orodkw. Wikszo sporw prowadzi do uproszcze (ktrych dopuszczaj si obie strony bd przynajmniej jedna z nich) i nie sdz, aby ten spr by jakim wyjtkiem. Dzieje bani s najpewniej nie mniej skomplikowane ni dzieje ludzkiej rasy i rwnie zoone jak historia ludzkiego jzyka. Wszystkie te trzy procesy - niezalena inwencja, dziedziczenie i dyfuzja - musiay odegra pewn rol w tworzeniu zawikanej sieci opowieci. By sie t rozplata, potrzeba by mocy elfw15. Najwaniejsza jest inwencja; nic wic dziwnego, e jest ona najbardziej tajemnicza. Wanie do inwencji twrczej musz w kocu doprowadzi rozwaania o pozostaych procesach. Dyfuzja (zapoyczenie w przestrzeni) czy to artefaktw, czy opowieci kae tylko szuka ich pocztkw gdzie indziej. W centrum danego obszaru dyfuzji znajduje si miejsce, gdzie yje twrca. Podobnie jest z dziedziczeniem (zapoyczeniem w czasie) - ostatecznie odsya nas ono do twrcy z odlegej przeszoci. A jeli jestemy przekonani, e czasami podobne tematy, idee czy pomysy pojawiay si niezalenie od siebie, to po prostu mnoymy owego pradawnego twrc - cho nie pomaga nam to w lepszym zrozumieniu jego daru. Zrzucono ju filologi z wysokiego piedestau, ktry ongi zajmowaa w sali przesucha. Mona bez alu porzuci pogld Maxa Millera, e mitologia to choroba jzyka. Rwnie dobrze mona by powiedzie, e mylenie to choroba umysu. Mitologia nie jest adn chorob, cho naturalnie, jak wszystkie ludzkie wytwory, sama moe by chora. Blisze prawdy byoby ju chyba stwierdzenie, e jzyki - a szczeglnie wspczesne jzyki europejskie s chorob mitologii. Nie sposb wszake odrzuci jzyka. Wcielony umys,

jzyk i opowie licz sobie w naszym wiecie tyle samo lat. Umys ludzki, obdarzony zdolnoci generalizacji i abstrahowania, nie tylko postrzega zielon traw jako co rnego od innych zjawisk (i przyjemnego dla oczu), ale widzi take, e jest to i ziele, i trawa. Jake wic potnym odkryciem, jake stymulujcym dla zdolnoci umysu byo wynalezienie przymiotnika: adne zaklcie, adna magia w Krlestwie Czarw nie ma wikszej mocy. I nic w tym zaskakujcego - czarodziejskie zaklcie mona by uzna za jak odmian przymiotnika, za cz mowy w mitycznej gramatyce. Umys, ktry pomyla o lekkim, cikim, szarym, tym, nieruchomym i bystrym, pocz take i magi, ktra czyni cikie rzeczy lekkimi i gotowymi wznie si w powietrze, przemienia szary ow w te zoto, a nieruchom ska w bystr wod. Skoro jest zdolny do jednego, to jest i zdolny do drugiego - i zdolnoci te zrealizowa. Kiedy odbieramy trawie ziele, niebiosom bkit, a krwi czerwie, ju dysponujemy moc czarnoksisk - na pewnym poziomie - i budzi si w nas pragnienie, by uywa tej mocy take w wiecie zewntrzym niezalenym od naszego umysu. Nie oznacza to, e potrafimy wykorzystywa t wadz na kadej paszczynie rzeczywistoci. Moemy pooy mierteln ziele na ludzk twarz i stworzy groz; moemy rozkaza ksiycowi, by jania dziwnym i niesamowitym niebieskim wiatem; moemy te sprawi, e lene drzewa wypuszcz srebrne licie, a baranki porosn zotym runem; wreszcie moemy umieci gorcy ogie we wntrzu zimnego gada. Ale w takich fantazjach, jak je zw, poczynaj si nowe formy, rodzi si Krlestwo Czarw - czowiek staje si twrc: stwrc pomniejszym. Najistotniejsz moc Krlestwa Czarw jest to, i moe ono tchn ycie w najbardziej nawet fantastyczne wizje. Nie wszystkie one s pikne, nie wszystkie s nawet zdrowe - w kadym razie nie fantazje upadego czowieka. On to skazi te elfy, ktrych moc (prawdziwa czy zmylona) nosi pitno jego wasnej skazy. Ten aspekt mitologii - tworzenie, a nie odzwierciedlanie czy symboliczna interpretacja pikna i grozy w wiecie - jest, jak sdz, zbyt zaniedba-

ny. Czy to dlatego, e peniej ujawnia si on w Krlestwie Bani ni na wyynach Olimpu? A moe dlatego, e uwaa si go raczej za cech mitologii niszej ni wyszej? Sporo dyskutowano na temat relacji midzy opowieci folklorystyczn a mitem, ale nawet gdyby takiej dyskusji nie byo, naleaoby si zaj tym zagadnieniem (choby pobienie) w jakichkolwiek rozwaaniach na temat pocztkw opowieci. Ongi przewaa pogld, i wszystko zaczo si od mitologii naturalnej. Bogowie olimpijscy byli personifikacjami soca, witu, nocy itp., a wszystkie historie, jakie o nich opowiadano, byy pierwotnie mitami (poprawniej byoby mwi o alegoriach) wielkich ywioowych zmian i procesw w naturze. Eposy, podania o bohaterach czy sagi umieciy potem te historie w konkretnych, rzeczywistych miejscach i naday im wymiar ludzki, przypisujc je pradawnym herosom potniejszym od czowieka - a jednak ludziom. Wreszcie legendy te stopniowo skurczyy si do rozmiaru opowieci folklorystycznych, Marchen, bani, w kocu za do historyjek dla dzieci. Wydaje si to niemal postawione na gowie. Im bliej swego zaoonego archetypu s tak zwane mity naturalne, czyli alegorie wielkich procesw natury, tym mniej s one interesujce - i w tym mniejszym stopniu zdolne s rzuci wiato na jakikolwiek aspekt rzeczywistoci. Zamy na moment - za omawian tu teori - e tak naprawd nie istnieje nic, co byoby odpowiednikiem mitologicznych bogw: nie ma adnych osobowoci, s tylko zjawiska astronomiczne czy meteorologiczne. Jednake tym naturalnym zjawiskom mona nada chwalebn i znaczc osobowo jedynie poprzez dar osoby, dar czowieka. Bogowie mog wywodzi swj koloryt i pikno ze wzniosych splendorw natury, ale to czowiek je dla nich zdoby, biorc je od soca, ksiyca i chmur. Sw osobowo bogowie ci otrzymali bezporednio od czowieka, swj blask boskoci - za jego porednictwem z niewidzialnego, nadprzyrodzonego wiata. Nie istnieje adne fundamentalne rozrnienie midzy nisz i wysz mitologi. Bohaterowie mitw yj - jeli w ogle maj y - tym samym yciem co og miertelnych krlw i wieniakw. Oto, wydawaoby si, czysty przykad na olimpijski mit naturalny:

skandynawski bg Thor. Jego imi w jzykach skandynawskich oznacza Grzmot, nietrudno wic interpretowa jego mot Mjllnir jako byskawic. A jednak (jak na to wskazuj dostpne nam pniejsze przekazy) Thor odznacza si bardzo wyrazist osobowoci, ktrej nie ma ani grom, ani byskawica, nawet jeli niektre cechy boga mona by skojarzy z tymi zjawiskami, jak na przykad jego rud brod, jego donony gos i porywczy charakter, jego lep i niszczc si. Nie miaoby wszak sensu pytanie, co byo pierwsze: alegoria si natury stanowica personifikacj grzmotu w grach, niszczcego skay i drzewa, czy te opowie o atwo wpadajcym w zo, niezbyt rozgarnitym rudobrodym wieniaku obdarzonym si ponad miar - postaci we wszystkim z wyjtkiem rozmiarw podobnej do innych wieniakw z Pnocy, owych boendr, ktrzy tak sobie upodobali Thora. Mona utrzymywa, e Thor skurczy si do rozmiarw ludzkiej postaci albo e z niej wyrs na boga. Jednak wtpi, czy ktrykolwiek z tych pogldw jest suszny - nie sposb traktowa obu tych aspektw rozdzielnie i zakada, e jeden musi koniecznie poprzedza drugi. Rozsdniej byoby przypuszcza, e wieniak pojawi si dokadnie w tym momencie, gdy grzmot otrzymywa ludzk twarz, e kiedy tylko gawdziarz sysza rozwcieczonego wieniaka, pord wzgrz nis si odlegy pomruk burzy. Naturalnie trzeba pamita, i Thor naley do mitologicznej arystokracji - jest jednym z wadcw wiata. Historia, ktr opowiada o nim Thrymskvida (z Eddy Starszej), to po prostu ba5. Jak na skandynawskie poematy jest ona do stara - cho nie a tak bardzo pochodzi bowiem z okoo 900 r. p.n.e. albo z nieco wczeniejszych czasw. Nie ma adnego powodu, by twierdzi, e opowie ta nie jest pierwotna - w kadym razie nie co do jakoci - tylko dlatego, e jest bani, a co za tym idzie, utworem niezbyt godnym. Gdybymy mogli odwrci bieg czasu, uj5 Pie o Thrymie (z Eddy Starszej zwanej te Edd Poetyck) mwi o tym, jak olbrzym Thrym
ukrad Thorowi mot Mjllnir, a w zamian za jego zwrot zada rki bogini Frei. Poniewa bogini stanowczo odmwia polubienia olbrzyma, Thor musia uda si zamiast niej na dwr Thryma, przebrany w kobiece szaty. Cho zachowuje si niezupenie jak na pann przystao (je i pije bez umiaru), udaje mu si oszuka Thryma i odzyska swj mot - przyp. tum.

rzelibymy, jak ba ta zmienia si co do szczegw, albo jak zastpuje j inna opowie. Dopki jednak istnieje jaki Thor, zawsze znajdziemy jak baniow histori o nim. Gdy zniknie ba, pozostanie ju tylko grzmot nie syszany przez adne ludzkie ucho. Czasami w mitologii istotnie mona odnale co wyszego - bstwo, prawo do wadzy (w odrnieniu od posiadania wadzy), prawo do odbierania czci - jednym sowem religi. Andrew Lang powiedzia ongi, a niektrzy do dzi go za to chwal , e mitologia i religia to dwie zupenie rne sprawy, ktre si tak nieodwoalnie ze sob spltay, cho mitologia sama w sobie jest niemal pozbawiona znacze religijnych . A jednak obie te rzeczy - mitologia i religia - spltay si ze sob, a moe dawno temu rozdzieliy si, a teraz powoli, na lepo, poprzez labirynt bdw i zamieszanie zdaj do ponownego poczenia. Nawet banie, jako gatunek, maj trzy oblicza: mistyczne - zwrcone ku Nadprzyrodzonemu, magiczne - skierowane ku Naturze oraz tzw. zwierciado politowania - odbijajce czowieka. Istot Krlestwa Czarw jest oblicze magiczne. Pozostae dwa ujawniaj si w rnym stopniu (jeli w ogle), zalenie od wyboru gawdziarza. Tego co magiczne - bani - mona uy jako Mirour de l'Omme [zwierciado czowieka]; moe te ono (cho z trudnoci) posuy jako nonik tego co mistyczne. To wanie usiowa czyni George MacDo-nald, tworzc opowieci rzadkiej wymowy i piknoci. Niekiedy mu si udawao - jak w przypadku Zotego klucza (okrelanego przeze jako ba), niekiedy jednak nie do koca mu si to powiodo - jak w przypadku Lilith (ktr nazwa romansem). Powrmy jeszcze na chwil do wspomnianej przeze mnie zupy. Mwic o dziejach opowieci, a szczeglnie o dziejach bani, moemy stwierdzi, e garnek z zup, kocio opowieci, wci stoi na ogniu i wci dokada si do nowe kski - smaczne lub niesmaczne. Z tego te powodu by posuy si dowolnym przykadem - fakt, i ba znana jako Gsiarka (Die Gansemagd braci Grimm) wykazuje pewne podobiestwa do

trzynastowiecznej opowieci o Bercie Wielkostopej, matce Karola Wielkiego6, nie dowodzi niczego: ani tego, e historia ta w XIII wieku zesza z wyyn Asgardu czy Olimpu, by poprzez opowie o legendarnym ju wwczas wadcy stoczy si do poziomu zwykej Hausmdrchen, ani tego, e byo akurat l na odwrt. Okazuje si, e sam wtek jest szeroko rozpowszechniony i nie jest zwizany wycznie z matk Karola J Wielkiego ani inn historyczn postaci. Wszak z faktu tegonie wynika automatycznie, e opowie nie jest prawdziwa w odniesieniu do Berty - cho takie zazwyczaj wnioski wyprowadzano z podobnych przesanek. Przewiadczenie, i historia ta nie moe dotyczy matki cesarza Karola, musi opiera si na zupenie innych podstawach. A wic za dowd taki mogaby posuy obecno zdarze, ktre - zgodnie ze wiatopogldem badacza - nigdy nie wydarzyyby si w prawdziwym yciu, i ktre pozwalaj wtpi w wiarygodno opowieci, nawet jeli nie wystpuje ona w adnej innej wersji. Mgby by nim take udokumentowany materia historyczny, pozwalajcy stwierdzi, e w rzeczywistoci ycie Berty wygldao zupenie inaczej - tak, e wolno nam zakwestionowa opowie, nawet jeli zgodnie ze wiatopogldem badacza zdarzenie takie mogo naprawd zaistnie. Nikt, jak sdz, nie uznaby anegdoty o tym, jak arcybiskup Canterbury polizn si na skrce od banana, za nieprawdziw tylko dlatego, e podobny zabawny pech spotka rwnie wiele innych osb, a zwaszcza szacownych starszych panw. Suchaczowi wolno byoby nie uwierzy w t histori, gdyby przedtem objawi si w niej anio (albo nawet elf) i przepowiedzia arcybiskupowi, e polinie si na skrce banana, jeli w pitek naoy getry. Mgby w ni take powtpiewa, gdyby umieszczaa owo zdarzenie gdzie midzy 1940 a 1945 rokiem. I tyle. To oczywisto i ju nieraz o niej wspominano, ale omielam si znw j przywoa (cho nieco na marginesie mego wywodu), bo wci umyka ona uwagi tych, ktrzy zajmuj si pochodzeniem opowieci.
6 Berta o Wielkich Stopach, wedug chanson de geste autorstwa Adeneta le Roi, zostaa porwana w dzie
swego lubu, a zamiast niej podstawiono faszyw pann mod - crk jej niaki. Berta ukrywaa si S w lasach do chwili, gdy oszustwo wydao si i moga powrci na tron | - przyp. tum.

A co z t skrk od banana? Ot nasze z ni sprawy zaczynaj si dopiero wtedy, gdy odrzuc j historycy. Staje si ona wwczas bardziej uyteczna. Historyk prawdopodobnie powiedziaby, e anegdota o skrce od banana przylgna do arcybiskupa, podobnie jak mgby powiedzie na podstawie przekonujcych dowodw, e ba o Gsiarce przylgna do Berty. Jest to stosunkowo bezpieczny sposb mwienia, typowy dla tak zwanego wywodu historycznego. Czy jednak proponuje on rzeczywicie dobry opis tego, co si zdarzyo i zdarza w dziejach tworzenia opowieci? Nie sdz. Myl, e bdziemy bliej prawdy, jeli powiemy, e to arcybiskup przylgn do skrki od banana, albo e Berta zmienia si w Gsiark z bani. Jeszcze lepiej byoby rzec, i zarwno matka Karola Wielkiego, jak i arcybiskup znaleli si w naszym garnku, e stali si skadnikami zupy, kolejnymi dodatkami dorzuconymi do rosou. Wyjtkowy to zaszczyt, bo w zupie tej znalazy si rzeczy i osoby o wiele starsze, o wiele bardziej potne, pikne, zabawne lub bardziej straszne ni obie te postaci (jako postaci historyczne). Take i Artur7, ongi historyczna posta (lecz nie a tak wielkiej wagi), znalaz si w kotle opowieci. Tam warzy si przez dugi czas wraz z wieloma innymi dawnymi postaciami i wtkami rodem z mitologii i z bani, a nawet z paroma komi historii, ktre si tam zapltay (jak na przykad walka Artura przeciw duskim najedcom), a wreszcie wyoni si z kota jako wadca czarodziejskiej krainy. Podobnie byo z wielkim staroskandynawskim, niby-arturiaskim dworem krlw Danii, potomkw Scylda--Tarczy - Scyldingw z dawnych angielskich przekazw. Krl Hrothgar i jego rd pozostawili duo wyranych ladw w historii - o wiele wicej ni Artur - a mimo to ju w najstarszych (angielskich) przekazach czy si ich z baniowymi postaciami i zdarzeniami: wczenie znaleli si w kotle. Najdawniejsze zabytki angielskich opowieci o Krlestwie Czarw (albo o jego pograniczu) nie s wprawdzie najlepiej znane w samej Anglii - ale nie wspominam tu o nich po to, aby omawia przemian modego niedwiedzia w
7 Chodzi tu naturalnie o krla Artura, bohatera cyklu romansw rycerskich o rycerzach Okrgego Stou
- przyp. tum.

wojownika Beowulfa, ani te, by wyjania napa potwora Grendela na krlewski dwr Hrothgara. Pragn zwrci uwag na inny aspekt tych przekazw: na szczeglnie sugestywny przykad powiza midzy elementami baniowymi a bogami, krlami i zwykymi ludmi; powiza, ktre - jak sdz - dobrze ilustruj pogld, i elementy te nie nasilaj si ani nie zanikaj z biegiem czasu, ale po prostu ju s obecne w kotle opowieci, czekajc, a wielkie postaci mitu i historii oraz owi bezimienni Ona i On zostan wrzuceni w gotujcy si wywar - jeden po drugim albo wszyscy razem, bez baczenia na ich wag, pozycj czy wiek. Wielkim nieprzyjacielem krla Hrothgara by Froda, wadca Heathobardw. Historia crki Hrothgara, Freawaru, pobrzmiewa echem dawnej opowieci, niespotykanej w pnocnych podaniach o bohaterach: oto potomek wrogiego jej rodu, Ingeld syn Frody, pokocha j i polubi na zgub wszystkich. Jest to niezwykle interesujcy i znaczcy wtek. W tle wani rodowej majaczy bowiem posta boga, ktrego Skandynawowie zwali Freyem (Panem) albo Yngwirreyem, a ktremu Anglowie nadali imi Ing. By on w dawnej pnocnej mitologii (i religii) bogiem podnoci i urodzaju. rdem wrogoci midzy oboma krlewskimi rodami by spr o wite miejsce tej religii. Ingeld i jego ojciec nosz imiona nawizujce do imienia Freya, za imi Freawaru znaczy Opieka Pana (Opieka Freya). Jedn za z gwnych pniejszych opowieci o Freyu (w jzyku staroislandzkim) jest historia jego mioci do pniejszej ony, Gerdy, crki olbrzyma Gymira, jednego z nieprzyjaci bogw. Czy jest to dowd na to, e Ingeld i Freawaru albo ich mio to tylko odbicie mitologii? Nie sdz. Historyczne dzieje czsto przypominaj mit, gdy jedno i drugie skada si w kocu z tego samego materiau. Jeli Ingeld i Freawaru nigdy nie istnieli, lub przynajmniej nigdy si nie kochali, to na pewno otrzymali sw histori od jakiej bezimiennej pary, albo raczej weszli w t histori. Wrzucono ich do kota, gdzie spoczo ju tak wiele potnych zjawisk, ktre od wiekw warz si na ogniu - midzy nimi mio od pierwszego wejrzenia. A wic i mio boga. Gdyby aden modzieniec nie zakocha si w przypadkowo napotkanej dziewczynie, by odkry, e na drodze ich mioci stoi odwieczna rodowa

nienawi, bg Frey nigdy nie ujrzaby z wysokiego tronu Odyna Gerdy, crki olbrzymw. Skoro ju mwimy o kotle, nie wolno nam zapomina o kucharzach. W garnku warzy si wiele rzeczy, ale kucharze nie zanurzaj swych chochli na lepo. Wany jest wybr. Bogowie s w kocu bogami i nie jest bez znaczenia, co si o nich opowiada. A wic bez wtpienia bohaterem prawdziwej lub fikcyjnej historii miosnej bdzie ksi z rodu czcego swe tradycje raczej z Freyem Zotowosym i z Wanami ni z Odynem Czarownikiem, karmicielem krukw, wadc polegych. Nic dziwnego, e angielskie sowo spell oznacza zarwno opowie, jak i magiczn formu dajc wadz nad yjcymi. Kiedy ju uczynilimy wszystko, czego mona dokona za pomoc bada naukowych - a wic zebralimy i zestawilimy opowieci z rnych stron wiata oraz wyjanilimy wiele wsplnych elementw obecnych w baniach (jak na przykad ze macochy, zaklte niedwiedzie i byki, ludoercze czarownice, tabu imion) jako pozostaoci dawnych obyczajw, ongi praktykowanych w yciu codziennym albo wierze, ktrych kiedy nie traktowano jako fantazji czy zmylenia - pozostanie nam cigle jeden problem, nazbyt czsto zaniedbywany: jak te relikty przeszoci oddziauj na nas dzisiaj? Przede wszystkim s one stare, a ich dawno bywa atrakcj sam w sobie. Pikno i groza Drzewa jaowcowego (Von dem Machandelbloom) z jego niezwykym i tragicznym pocztkiem, z obrzydliwym kanibalistycznym gulaszem, z okropnymi komi i z radosnym, dnym zemsty ptakiem-duchem zrodzonym z mgy wypywajcej z drzewa - wszystko to trwa we mnie od czasw dziecistwa. Ale gwny urok tej opowieci polega nie na jej piknie i grozie, lecz na jej oddaleniu o ca otcha czasu nie zmierzon nawet przez twe tusend Johr [dwa tysice lat]. To wanie najbardziej zapado mi w pami. Brak gulaszu i koci ktrych czsto oszczdza si wspczesnym dzieciom w zagodzonych wersjach bani braci Grimm18 - musiaby w znacznej mierze osabi to

wraenie. Nie sdz, e groza w baniowym kontekcie wyrzdzia mi jakkolwiek krzywd - niezalenie od mrocznych wierze i praktyk, ktre j poczy. Opowieci takie maj obecnie oddziaywanie albo mityczne, albo caociowe (nieanalizowalne), w peni niezalene od odkry folklorystyki porwnawczej - nie moe go ona ani zniszczy, ani wyjani. Otwieraj drzwi do innego czasu, a jeli cho na chwil przejdziemy przez prg, staniemy poza naszym czasem, a moe i poza czasem w ogle. Jeli nie ograniczymy si do stwierdzenia, e w baniach zachoway si jakie stare elementy, ale zastanowimy si te nad tym, d l a c z e g o si one zachoway, wniosek moe by tylko jeden - zazwyczaj (jeli nie zawsze) dziao si tak dziki ich wartociom literackim. Niemoliwe, e dopiero mymy je odkryli (czy nawet, e odkryli je bracia Grimm). Banie to na pewno nie kamienne zoa, z ktrych dopiero specjalista geolog moe wydoby cenne kopaliny. O dawnych elementach mona z atwoci zapomnie i wyrzuci je albo zastpi innymi - jak wynika z zestawienia dowolnej bani z jej bliskimi odmianami. Jeli co pozostao, to dlatego e gawdziarze - wiadomie czy te instynktownie - odczuwali sens literacki tego, co zachowywali w swych opowieciach, bd tego, co do nich dodawali19. Nawet jeli podejrzewamy, e jaki zakaz w bani wywodzi si z tabu praktykowanego w dawnych czasach, to nie zagin on w pniejszym rozwoju tej bani ze wzgldu na ogromne mityczne znaczenie zakazu jako takiego. Nie bdziesz... albo odejdziesz jako ndzarz pogrony w nieutulonym alu. Mwi o tym nawet najagodniejsze opowiastki dla dzieci. Piotru Krlik zama zakaz wstpu do ogrodu, straci swj niebieski kubraczek i zachorowa. Zamknite drzwi reprezentuj odwieczn pokus.

Dzieci
Przejd teraz do ostatniego i najwaniejszego pytania: Jakie - jeeli w ogle jakiekolwiek - znaczenie i wartoci przedstawiaj banie w dzisiejszych czasach? Zaczn od problemu dziecicego odbiorcy, zazwyczaj bowiem zakada si, e dzieci ju ze swej natury s szczeglnie predestynowane do suchania lub czytania bani. Gdy recenzenci pisz o baniach, ktre ich zdaniem mogyby zainteresowa take dorosych, lubuj si w takich oto dowcipnych zachwalankach: Ksika ta przeznaczona jest dla dzieci od lat szeciu do szedziesiciu. Nigdy nie widziaem reklamy nowego modelu samochodzika zaczynajcej si od sw: Zabawka ta zajmie dzieci od lat siedmiu | do siedemdziesiciu - cho na mj rozum byoby to o wiele stosowniejsze. Czy istotnie taki nierozerwalny zwizek czy dzieci i banie? Czy fakt, e kto z dorosych czyta je dla przyjemnoci, wymaga komentarzy? Mwi tu o czytaniu bani, nie o studiowaniu ich jako ciekawostek. Dorosym wolno studiowa i kolekcjonowa wszystko, nawet stare programy teatralne lub papierowe torby. Pord tych, ktrym pozostao jeszcze do mdroci, J by nie oskara bani o zgubne wpywy, panuje przewiadczenie o istnieniu naturalnego zwizku midzy dziecicym umysem a bani - podobnego do zwizku, ktry czy | dziecicy organizm i mleko. Uwaam to przekonanie za bdne - w najlepszym wypadku za sprowokowane przez faszywy sentymentalizm. Jest ono chyba najbardziej typowe dla ludzi, ktrzy z jakich prywatnych powodw (na przykad brak wasnego potomstwa) uwaaj dzieci za istoty szczeglnego rodzaju, niemal za odmienn ras, a nie za normalnych, jakkolwiek niedojrzaych, czonkw okrelonej rodziny i rodu ludzkiego w ogle. czenie bani z dziemi to tylko drobny incydent w naszej lokalnej historii. W obecnych nowoczesnych i oczytanych czasach zesano banie do pokoi dziecinnych, podobnie jak stare i zniszczone meble wynosi si do dziecicej bawialni. Doroli ju ich nie chc, a wic nie maj nic przeciwko temu, by uywano ich niezgodnie z przeznaczeniem20. To nie wybr i gusty dzieci si

licz. Dzieci jako klasa (a nie s one jednolit grup - jedyne, co maj wsplnego, to brak dowiadczenia) ani nie lubi bani bardziej ni doroli, ani ich lepiej nie rozumiej - i wcale nie wol ich bardziej od innych rzeczy. S mode i rosn, i maj zazwyczaj doskonay apetyt, a wic bez wikszego trudu przekn i banie. Tak naprawd banie smakuj tylko niewielu dzieciom (i niektrym tylko dorosym), lecz nawet wtedy nie jest to apetyt wycznie na banie21. Co wicej, z reguy nie pojawia si on we wczesnym dziecistwie bez zewntrznych bodcw - a jeli jest wrodzony, to z wiekiem raczej ronie ni maleje. To prawda, e w ostatnich czasach pisze si bd adaptuje banie gwnie na uytek dzieci. Podobnie dzieje si z muzyk, poezj, powieciami czy z podrcznikami do nauk cisych. Niezalenie od tego, jak konieczna byaby to procedura, wie si ona z powanym zagroeniem. Przed ostateczn katastrof ratuje nas jedynie fakt, i nie caa nauka i sztuka zostay zepchnite do pokoju dziecinnego i szkolnej klasy - trafi tam tylko ten przebysk czy przedsmak spraw dorosych, ktry uznano (czsto bdnie) za stosowny dla dzieci. Jeli ograniczy si zasig ktrejkolwiek dziedziny nauki lub sztuki wycznie do pokoju dziecinnego, narazi si j na powane okaleczenie. Pikny st, dobry obraz czy uyteczne urzdzenie (na przykad mikroskop) pozostawione bez dozoru do uytku dzieci, zostanie w kocu zeszpecone lub zepsute. Tak te i banie zesane do dziecinnego pokoju, odcite od sztuki w peni dojrzaej, w kocu ulegn zwyrodnieniu - ich dotychczasowe wygnanie dokonao ju dosy spustosze. Nie sdz wic, aby dziecicy odbir stanowi waciwy miernik wartoci bani. Zbiory bani to ze swej natury strychy i lamusy, ktre tylko przelotny obyczaj zmieni w dziecice bawialnie. Ich zawarto to porzucone w nieadzie i czsto pokiereszowane rupiecie - mieszanina rozmaitych okresw, celw i gustw - ale mona niekiedy wypatrzy wrd nich rzecz o trwaej wartoci: stare, niezbyt zniszczone dzieo sztuki, ktre tylko gupota moga ongi odrzuci. Ksigi bani Andrew Langa to na pewno nie rupieciarnie - podobne s

raczej stoiskom na wyprzeday. Kto obdarzony dobrym okiem do meczy, ktre wci maj jak warto, przeszed si po komrkach i strychach uzbrojony w ciereczk do kurzu. Zbiory Langa s gwnie produktem ubocznym jego dorosych studiw nad folklorem i mitologi - cz jego odkry zostaa przeznaczona na uytek dzieci22. Warto przyjrze si temu, jak Lang motywuje swoj decyzj. Wstp do pierwszego tomu mwi o dzieciach, dla ktrych opowieci te s przeznaczone. Przedstawiaj one - pisze Lang - czowieka z zarania historii, wiernego swym pierwszym miociom, i maj jego niestpion wiar w cudownoci i wiey na nie apetyt [...] Czy to prawda? - powiada dalej - oto wspaniae pytanie dziecka. Przypuszczam, e Lang utosamia ow wiar w cudownoci z apetytem na nie, albo przynajmniej uwaa je za cile ze sob zwizane. Tymczasem s to dwie zupenie rne sprawy, za apetyt na cudownoci nie jest ani pierwszym, ani najwaniejszym spord aspektw oglnego apetytu wyodrbnianych przez dojrzewajcy umys. Lang uywa sowa wiara w jego potocznym znaczeniu, a wic jako przekonanie o istnieniu lub wydarzeniu si czego w rzeczywistym (pierwotnym) wiecie. Skoro tak, to obawiam si, e sowa Langa - odarte z sentymentalizmu - mog sugerowa tylko jedno: oto nadawca baniowej opowieci, wiadomie lub nie, eruje na atwowiernoci swych dziecicych odbiorcw, na ich braku dowiadczenia utrudniajcym im odrnienie faktu od fikcji, cho samo to rozrnienie jest podstaw tak zdrowego ludzkiego umysu, jak i bani. Dzieci s naturalnie zdolne do literackiej wiary pod warunkiem, e narrator jest do dobry, by j sprowokowa. Ten stan umysu zwyko si nazywa dobrowolnym zawieszeniem niewiary. Moim zdaniem nie jest to poprawny opis tego, co si rzeczywicie dzieje. Tak naprawd nadawca opowieci okazuje si owocnym twrc wtrnego wiata, w ktry moe wnikn umys odbiorcy, a wszystko, o czym mwi, jest prawdziwe w ramach tego wiata: jest zgodne z prawami wykreowanej rzeczywistoci. A wic

wierzysz, dopki pozostajesz wewntrz opowieci. Kiedy pojawia si niewiara, czar pryska: magia czy raczej sztuka zawioda. Jeste z powrotem w pierwotnym wiecie i spogldasz z dystansu na w karowaty, poroniony wtrny wiat. Jeli za czujesz si zobowizany - z uprzejmoci czy z innych wzgldw - by w nim pozosta, wtedy istotnie musisz zawiesi niewiar (albo j stumi), bo inaczej suchanie i patrzenie stanie si nie do zniesienia. Jednak takie zawieszenie niewiary jest tylko namiastk tego, co prawdziwe, wybiegiem, jaki stosujemy, gdy zniamy si do zabawy albo udawania, lub kiedy (mniej czy bardziej chtnie) prbujemy odnale jakie zalety w dziele sztuki, ktre nas zawiodo. Prawdziwy entuzjasta krykieta jest jak zaczarowany: trwa we wtrnej wierze. Ja, kiedy ogldam mecz, pozostaj na niszym poziomie. Moe mi si do pewnego stopnia uda dobrowolne zawieszenie niewiary, jeli znajdzie si co, co wcignie mnie w gr i nie dopuci do mnie nudy - na przykad nieopanowane, heraldyczne przedkadanie granatu nad jasny bkit. To zawieszenie niewiary moe wic by rwnoznaczne ze zmczonym, nie uporzdkowanym bd sentymentalnym stanem umysu, zatem czy si raczej z dorosoci. Myl, e jest to istotnie stan umysu wielu dorosych w obliczu bani. Zatrzymuje ich tam jedynie sentyment (wspomnienia z dziecistwa albo wasne o nim wyobraenia); uwaaj, e opowie powinna im si podoba. Jednak gdyby naprawd im si podobaa, nie musieliby zawiesza niewiary - w pewnym sensie wierzyliby naprawd. Jeli Lang mia na myli ten rodzaj wiary, to w jego sowach moe by ziarno prawdy. Mona si spiera o to, czy czar opowieci atwiej dziaa na dzieci. Kto wie, czy tak nie jest, cho ja osobicie nie jestem tego taki pewien. Sdz, e rdem takiego przekonania czy raczej zudzenia moe by czsto pokora dzieci, ich brak dowiadczenia i sownictwa krytycznego i niespoyty apetyt - proporcjonalny do tempa wzrostu i rozwoju. Dzieci lubi albo usiuj polubi wszystko, co im si podaje; a jeli im si to nawet nie spodoba, nie potrafi wyrazi ani uzasadni swej opinii (a wic j ukrywaj); nadto lubi mnstwo innych rzeczy bez wyboru i hierarchii, bez zadania sobie trudu, by

zanalizowa poziomy swojej wiary. A ju na pewno wtpi, by w czarodziejski napj - czar udanej bani - nalea do gatunku tych, ktre stpiaj smak i zdaj si sabsze z kadym kolejnym ykiem. Czy to prawda? - oto wspaniae pytanie dziecka - powiada Lang. Wiem, dzieci zadaj to pytanie i nie wolno da na nie pochopnej ani wymijajcej odpowiedzi . Pytanie to rzadko powiadcza niestpion wiar czy nawet gotowo na ni. Najczciej jego rdem jest pragnienie dziecka, by zorientowa si w typie proponowanej mu opowieci. Dziecica wiedza o wiecie jest z reguy zbyt uboga, by moga pozwoli na samodzielne i natychmiastowe odrnienie tego, co fantastyczne, od tego, co tylko dziwne (a wic rzadkie bd odlege) lub nonsensowne albo po prostu dorose (chodzi tu o zwyke sprawy ze wiata rodzicw, ktry w swej znakomitej czci pozostaje dla dziecka niezbadany). Jednak dzieci s wiadome istnienia rnych klas opowieci i s w stanie polubi je wszystkie. Oczywicie granice midzy tymi gatunkami mog si niekiedy zaciera, ale przecie nie jest to cecha wycznie dziecicego odbioru. Teoretycznie wszyscy znamy rnice, a mimo to nie zawsze potrafimy okreli rodzaj syszanej opowieci. Dziecko moe uwierzy, e w ssiednim hrabstwie yj ludoercze potwory; wielu dorosych bez trudu uwierzyoby w ich istnienie w innym kraju; a niemal kady, kto wierzy w ycie w kosmosie, zaludnia inne planety niegodziwymi poczwarami. Byem jednym z tych dzieci, do ktrych zwraca si Andrew Lang urodziem si w czasach, gdy ukazaa si Zielona ksiga bani - dzieci, ktre wedug niego czytay banie tak, jak doroli czytaj powieci, i o ktrych powiedzia: maj one takie same gusty jak nasi nadzy przodkowie sprzed tysicy lat i wyranie wol banie od historii, poezji, geografii albo rachunkw . Ale c my naprawd wiemy o naszych nagich przodkach - oprcz tego, e z pewnoci nie chadzali nago? Nasze banie, jakkolwiek stare zawierayby elementy, z pewnoci rni si od ich bani. Nadto, skoro zakadamy, e mamy banie, poniewa i oni je mieli, to czemu by nie zaoy take, e mamy histori, geografi, poezj i arytmetyk, bo i oni je

znali i lubili - przynajmniej o tyle, o ile byy one dla nich dostpne i o ile podzielili ju na odrbne dziay swe oglne zainteresowanie wiatem. Wszake opis Langa nie pasuje ani do moich wasnych wspomnie, ani do moich dowiadcze z innymi dziemi. Nawet jeli Lang nie myli si co do znanych sobie dzieci, to przecie i tak dzieci rni si, nawet w ciasnych granicach Wielkiej Brytanii, a wszelkie generalizacje, ktre ka je traktowa jako jedn klas (niezalenie od indywidualnych zdolnoci i od wpywu rodowiska oraz wychowania), s zwodnicze. Nie odczuwaem jakiego szczeglnego pragnienia, by uwierzy. Chciaem wiedzie. Wiara natomiast zaleaa od sposobu, w jaki przedstawiono mi dan histori, od wewntrznego tonu i jakoci opowieci. Nie przypominam sobie, eby cho raz przyjemno czerpana z opowieci wypywaa z mej wiary, e wszystko, o czym opowiada, zdarzyo si lub mogo si zdarzy w prawdziwym yciu. Banie wyraay nie moliwoci, ale pragnienia. Byy udane, jeli wzbudzay tsknot, zaspokajajc j, ale i czsto nieznonie j zaostrzajc. Nie potrzeba tu rozwodzi si nad tym szerzej - mam nadziej, e wrc jeszcze do tej tsknoty zoonej z wielu czynnikw zarwno uniwersalnych, jak i typowych tylko dla wspczesnych ludzi (w tym take i dla wspczesnych dzieci) albo nawet dla okrelonego rodzaju ludzi. Nigdy nie pragnem mie snw czy przygd Alicji, a opowie o nich po prostu mnie bawia. Nie marzyem o poszukiwaniu ukrytych skarbw czy o walce z piratami, wic nie przejem si zbytnio Wysp skarbw [R.L. Stevensona]. Wolaem opowieci o Indianach: byy w nich uki i strzay (a moim nigdy nie spenionym marzeniem byo nauczy si dobrze j strzela z uku), obce jzyki, przebyski archaicznego stylu J ycia, a nade wszystko lasy i puszcze. Jeszcze wspanialszy by kraj Merlina i Artura, a najpikniejsza bya bezimienna Pnoc Sygurda Wlsunga i Fafhira, ksicia smokw8. Tych krain podaem najbardziej. Nigdy nie
8 Sygurd z rodu Wolsungw jest bohaterem m.in. staroskandynawskiej Sagi o Wolsungach i kilku pieni z
Eddy Poetyckiej. Z jego rki zgin Fafnir - krlewski syn, ktry pod postaci smoka strzeg zagrabionego przez siebie zota karw. Notabene o fascynacji Tolkiena wiatem nordyckich sag i poda wiadczy choby fakt, i krasnoludy z Hobbita nosz imiona karw wymienionych w Eddzie - take imi Gandalfa pochodzi z tego poematu - przyp. tum.

przyszo mi do gowy, e smok jest zwierzciem tego samego rodzaju co na przykad ko. I to nie tylko dlatego, e konie widywaem co dzie, ale nigdy nie udao mi si odnale nawet ladu smoczej stopy 5. Smok nosi wyrane pitno Krlestwa Czarw: jeli gdzie y, to byo to w innym wiecie. Fantazja - tworzenie innych wiatw bd ich ogldanie - zrodzia si w sercu tsknoty za innymi wiatami. Podaem smokw z caej duszy, z samej gbi mej istoty. Oczywicie w swym mdym ciele nie yczyem ich sobie w ssiedztwie, nie pragnem, by wtargny w mj stosunkowo bezpieczny wiat, w ktrym mona byo w spokoju i bez lku czyta sobie opowieci26. wiat, ktry zawiera choby wyobraenie Fafhira, by bogatszy i pikniejszy, nawet za cen utraty poczucia bezpieczestwa. Mieszkaniec spokojnych i yznych nizin moe sucha opowieci o udrczonych grach i nieurodzajnych morzach - i tskni za nimi w gbi serca. Bo serce jest silne, cho ciao mde. Mimo e obecnie rozpoznaj w baniach wany aspekt mojej lektury, to nieprawda, e jako dziecko lubiem je najbardziej. Prawdziwe zamiowanie do nich rozwino si dopiero po upywie mych przedszkolnych lat (tak niewielu, (Zob. not D na s. 78.) I wanie to maj dzieci najczciej na myli, gdy pytaj: Czy to prawda? Rozumiej przez to: Podoba mi si ta opowie, ale czy to moja wspczesno? Czy jestem bezpieczny w swoim eczku? Jedyne, co pragn usysze to: Oczywicie, w dzisiejszej Anglii nie ma ju smokw.a jake wydaway mi si dugie), kiedy to umiaem ju czyta, a jeszcze nie chodziem do szkoy. W tych czasach (omal nie napisaem szczliwych czy zotych, cho tak naprawd byy one smutne i niespokojne) lubiem jeszcze wiele innych rzeczy - niektre tak samo, a inne nawet bardziej ni banie: histori, astronomi, botanik, gramatyk i etymologi. Jeli miaem co wsplnego z owym Langowskim uoglnionym dzieckiem, to tylko z czystego przypadku. Byem na przykad niewraliwy na poezj i zawsze opuszczaem wiersze wprowadzone do opowiada. Odkryem j dopiero pniej, za porednictwem greki i aciny i poprzez wasne prby przekadu z jzykw klasycznych. Natomiast prawdziwy apetyt na banie obudzia we mnie filologia na progu

dorosoci, a wojna przyspieszya jego wzrost. Myl, e powiedziaem na ten temat wicej ni potrzeba. W kadym razie nie ma ju chyba adnych wtpliwoci co do tego, eni mona kojarzy bani jedynie z dziemi. Jeli dostrzega si jaki zwizek midzy nimi, to jest on: (a) naturalny, gdy dzieci s ludmi, a banie mieszcz si w naturalnych ludzkich (cho nie uniwersalnych) gustach; (b) przypadkowy, gdy banie stanowi lwi cz literackich rupieci, ktre Europa ostatnich lat upchna do lamusa; (c) nienaturalny, gdy na mode pokolenie spoglda si z faszywym sentymentalizmem, ktry wyranie ronie wraz ze spadkiem liczby dzieci. To prawda, e wiek sentymentalnego stosunku do dziecistwa wytworzy wiele czarujcych ksieczek (cho oczaroway one przede wszystkim dorosych) - bani albo pokrewnych jej gatunkw - ale spowodowa take straszliwe skarlenie opowiada pisywanych bd adaptowanych na uytek zakadanego poziomu dziecicych umysw i potrzeb. Zamiast ograniczy zasig dawnych opowieci, uadzono je i wycito z nich co bardziej drastyczne szczegy. Adaptacje za s czsto albo gupawe w Pigwiggenowskim stylu i w dodatku pozbawione jakiejkolwiek intrygi, albo traktuj dzieci z gry, albo (i to jest najgorsze) skrycie naigrawaj si z samych siebie, z okiem zwrconym na innych dorosych. Nie oskarabym Andrew Langa o nieprzystojny rechocik, ale na pewno zbyt czsto umiecha si pod wsem, zerkajc porozumiewawczo na innych mdrych ludzi ponad gowami swych modocianych czytelnikw i doprowadzajc choby do powanego okaleczenia Kronik Pantoflii (Chronicles of Pantouflia). Dasent z wigorem i poczuciem sprawiedliwoci odpiera pruderyjn krytyk swych przekadw z ludowych opowieci skandynawskich. Jednak popeni zdumiewajce szalestwo, zabraniajc dzieciom czyta dwa ostatnie opowiadania ze swego zbioru. To wrcz niewiarygodne, by kto mg prowadzi studia nad baniami i niczego si przy tym nie nauczy. Ani krytyka, ani repliki, ani zakazy nie byyby potrzebne, gdyby nie uznano dzieci za nieuchronnych czytelnikw zbioru Dasenta.

Nie przecz, e jest pewna prawda w sowach Langa (jakkolwiek sentymentalnie by one brzmiay): Ten, kto wejdzie do Krlestwa Bani, musi mie serce maego dziecka. Jest to przecie cecha niezbdna, by uczestniczy w podniosych przygodach rozgrywajcych si w krlestwach i mniejszych, i o wiele potniejszych ni Krlestwo Czarw. Ale pokora i niewinno - to, co w tym kontekcie oznacza serce maego dziecka - nie musz koniecznie czy si z bezkrytycznym zachwytem, a na pewno nie z bezmyln czuostkowoci. Chesterton wspomina ongi, e dzieci, z ktrymi oglda Bkitnego ptaka Maeterlincka, byy rozczarowane, bo sztuka nie skoczya si dniem sdu i para bohaterw nigdy nie dowiedziaa si o wiernoci Psa i zdradzie Kota. Albowiem dzieci - pisze Chesterton - s niewinne i kochaj sprawiedliwo; podczas gdy wikszo z nas, dorosych, jest niegodziwa i dlatego wolimy miosierdzie. Z kolei Andrew Langowi co si pomieszao. Uparcie broni ksicia Ricarda, bohatera jednej ze swych bani, gdy ten zabija tego Kara. Nienawidz okruciestwa - owiadcza Lang - [...] lecz bya to uczciwa walka, z mieczem w rku, a karze - pokj jego prochom - zgin w zbroi. Nie jest wcale oczywiste, e uczciwa walka jest mniej okrutna od uczciwego sdu albo e przebicie kara mieczem byo bardziej sprawiedliwe ni stracenie niegodziwych krlw czy zych macoch - a od tego Lang odegnuje si w swych zbiorach i posya (jak si szczyci) swych zbrodniarzy na emerytur z wcale niezym uposaeniem. Oto przykad miosierdzia nie utemperowanego przez sprawiedliwo. Co prawda Lang adresowa swj wywd nie do dzieci, ale do rodzicw i opiekunw, ktrym rekomendowa swe banie, Ksicia Prigia i Ksicia Ricarda, jako odpowiednie dla ich podopiecznych . To rodzice i opiekunowie zakwalifikowali banie jako utwory przeznaczone dla dzieci, a owo pomieszanie wartoci jest tylko jednym ze skutkw takiej kwalifikacji. Jeli mwimy o dziecku w dobrym sensie tego sowa (ma ono take swe uzasadnione, ze znaczenie), nie wolno nam automatycznie uywa sowa dorosy w zym sensie (ma ono take swe uzasadnione, dobre znaczenie). Dorastanie to niekoniecznie wzrastanie w niegodziwoci (cho czsto oba te

procesy id w parze). Przeznaczeniem dziecka jest dorosn, a nie przemieni si w Piotrusia Pana. Nie chodzi tu o to, aby utraci niewinno i zdziwienie wiatem, ale eby kontynuowa wyznaczon wdrwk - ow wdrwk, ktr na pewno lepiej byoby ukoczy ni odbywa z nadziej, ale ktr trzeba odbywa z nadziej, by j kiedykolwiek ukoczy. A to wanie jest jedna z lekcji (jeli w ogle mona mwi o lekcjach w przypadku opowieci, ktre nie s wykadem czegokolwiek), jakiej udzieli nam mog banie - e zagroenie, smutek i cie mierci mog niekiedy nada nieopierzonemu, niezgrabnemu i samolubnemu wyrostkowi godno, a nawet i mdro. - Nie dzielmy wic rasy ludzkiej na Elojw i Morlokw: na liczne dzieci, ktre wiek XVIII gupawo nazywa elfami, ze swymi baniami (tak starannie oczyszczonymi ze wszystkiego co niestosowne) i na mrocznych Morlokw dogldajcych swoich maszyn. Jeli w ogle warto czyta banie, to trzeba, aby czytali je rwnie doroli, a take, aby je dla dorosych pisa. Oczywicie potrafi oni wicej w nich umieci i znacznie wicej z nich wydoby, ni udaje si to dzieciom. Jeli banie stan si dziedzin prawdziwej sztuki, to dzieci bd mogy oczekiwa tego typu utworw dostosowanych do ich poziomu i na ich miar, podobnie jak s wprowadzane w poezj, histori i nauki cise. Byoby jednak lepiej, gdyby dzieci czytay pewne ksiki - szczeglnie banie - nieco powyej ni poniej swych moliwoci intelektualnych. Ich lektury, podobnie jak ubrania, winny pozwoli na wzrastanie, a przynajmniej do tego zachca. A wic dobrze. Skoro doroli maj czyta banie jako naturaln ga literatury - ani nie bawic si w dzieci, ani nie udajc, e wybieraj lektur dla dzieci, ani wreszcie nie pozostajc dziemi, ktre nigdy nie dorosn - to jakie wartoci ma im do zaoferowania ten gatunek, jaki jest z niego poytek? Jest to, jak sdz, ostatnie i najwaniejsze z pyta. Wspomniaem ju o niektrych moliwych odpowiedziach, a przede wszystkim o tym, e skoro banie nosz pitno sztuki, ich podstawow wartoci bdzie po prostu to, co jako literatura maj wsplnego z innymi dzieami sztuki. Wszak banie oferuj take - w szczeglny sposb i w szczeglnym stopniu - co wicej: oferuj

fantazj, uzdrowienie, ucieczk i pociech, a wic wszystko to, co bardziej potrzebne jest dorosym ni dzieciom. Wikszo z tych baniowych funkcji uznano w naszych czasach za co zego. Omwi je pokrtce, zaczynajc od fantazji.

Fantazja
Ludzki umys zdolny jest do tworzenia wyobrae - obrazw rzeczy, ktre nie s bezporednio obecne. Zdolno ta znana dotd bya oczywicie pod nazw wyobrani. W ostatnich czasach, bardziej w jzyku specjalistycznym ni naturalnym, wyobrani przypisuje si wysze zdolnoci ni zwyke tworzenie wyobrae - to ostatnie za okrela si jako fantazjowanie (uywajc tej zdeprecjonowanej pochodnej od wyrazu fantazja). W rezultacie sens wyobrani zawa si (naleaoby tu waciwie mwi o faszowaniu tego sensu) do umiejtnoci nadawania tworom idealnym wewntrznej spjnoci cechujcej rzeczywisto. Moe to i mieszne, e kto tak nieuczony jak ja ma czelno wyraa swoje zdanie na ten temat, ale omiel si zauway, e to sowne rozrnienie jest niepoprawne z filologicznego punktu widzenia, a analiza nieprzystawalna do faktw. Zdolno umysu do tworzenia obrazw to jedna sprawa - i susznie umiejtno t okrela si mianem wyobrani. Wytworzenie obrazu, pochwycenie jego implikacji, kontrola nad nim, a wic wszystkie te sprawy, ktre s podstaw udanej ekspresji, mog rni si pod wzgldem ywoci i siy, ale jest to rnica w stopniu, a nie w rodzaju zdolnoci. Umiejtno wyraenia, ktre (mniej czy bardziej udatnie) nadaje temu, co wyobraone, spjno cechujc rzeczywisto28, to zupenie inna sprawa. Potrzeba jej innej nazwy - jest to sztuka, ogniwo czce wyobrani i jej ostateczny produkt: utwr. Brakuje mi jeszcze sowa, ktre czyoby w sobie pojcie sztuki tworzenia jako takiej i ow cech dziwnoci i obcoci w sposobie wyraenia, a obecn ju w obrazie wytworzonym przez wyobrani: niezbdn cech bani. Oto wic przyznaj sobie wadz Humpty Dumpty'ego9 i wybieram dla mych celw sowo fantazja - i to zarwno w jego starszym i bardziej wzniosym sensie wyobrani, jak i w pochodnym znaczeniu nierzeczywistoci (to jest niepodobiestwa do pierwotnego wiata) i
9 Gdy ja uywam jakiego sowa - powiedzia Humpty Dumpty z przeksem - oznacza ono
dokadnie to, co mu ka oznacza... ni mniej, ni wicej - Lewis Carroll, O tym, co Alicja odkrya po drugiej stronie lustra, t. Maciej Somczyski, Warszawa 1975, s. 225 - przyp. tum.

uwolnienia si od dominacji faktu - jednym sowem fantastycznoci. Jestem w peni wiadom etymologicznego pokrewiestwa czcego fantazj z fantastycznoci (oznaczajc wyobraenia nie tylko rzeczy, ktre nie s bezporednio obecne, ale i takich, ktrych nie sposb odnale w pierwotnym wiecie, albo w ktre nikt nie wierzy) - wicej, cieszy mnie to pokrewiestwo. Nie odpowiada mi jednak pejoratywne zabarwienie, jakie cechuje wypowiedzi o tych wyobraeniach. Fakt, e s to obrazy rzeczy nie istniejcych w pierwotnym wiecie, to cnota, nie wada. Tak pojmowana fantazja nie jest wcale nisz, lecz wysz form sztuki - doprawdy jest form niemal najczystsz, a wic (gdy jest udana) najpotniejsz. Fantazja naturalnie ma pewn przewag nad innymi rodzajami twrczoci: fascynujc obco i dziwno. Jednak przewag t obrcono przeciwko niej i wykorzystano, by j zdyskredytowa. Wielu ludzi nie lubi ulega fascynacjom. Niejednemu te nie odpowiada jakiekolwiek wtrcanie si w pierwotny wiat (lub dostpne nam jego przebyski). Gupio i zoliwie myl wic fantazj z marzeniami, ktre nie maj nic wsplnego ze sztuk i z zaburzeniami psychicznymi, nad ktrymi czowiek nie ma adnej wadzy: z halucynacjami i przywidzeniami. Pomyka czy te za wola zrodzona z niepokoju, a w efekcie i z niechci, to nie jedyne przyczyny tego pomieszania poj. Fantazja ma te jedn niewtpliw i niebagateln wad: nie jest wcale atwa. Uwaam j za nie mniej, ale bardziej twrcz, lecz, jak wykazuje praktyka, wewntrzna spjno cechujca rzeczywisto jest tym trudniejsza do osignicia, im bardziej wykreowane obrazy i przetworzenia podstawowego materiau niepodobne s do ukadw pierwotnego wiata. atwiej jest tworzy wiaty z bardziej trzewych skadnikw. W efekcie fantazja czsto pozostaje niedorozwinita; bywa uywana do bahych celw, na wp powanie albo tylko dla ozdoby: zmienia si w fantazyjno. Kady, kto wada tym wspaniaym narzdziem, jakim jest ludzki jzyk, potrafi powiedzie zielone soce. Wielu jest w stanie je sobie wyobrazi lub narysowa. To jednak nie wy-

starcza, cho samo w sobie moe by wspanialsze ni niejeden fotograficzny szkic albo odzwierciedlenie ycia tak chwalone przez krytykw literackich. Aby stworzy wtrny wiat, w ktrym zielone soce byoby do przyjcia przez wtrn wiar, potrzeba nie tylko wysiku myli, ale nade wszystko szczeglnych zdolnoci, owego daru elfw. Niewielu porywa si na co tak trudnego. Ten, kto si tego zadania podejmie i choby w pewnym stopniu si ze wywie, dokona czego niezwykego w sztuce: dotrze do samej istoty i rde moliwoci sztuki narracyjnej. W ludzkiej twrczoci fantazj najlepiej pozostawi sowu, prawdziwej literaturze. W malarstwie wizualne przedstawienie fantastycznych wyobrae jest zbyt atwe technicznie; rka ma tendencj do przecignicia umysu, wicej do pokonania go . Najczciej prowadzi to do powstania niemdrych i chorobliwych malowide. Na nieszczcie dramat, sztuka tak rna od literatury, jest czsto uznawana za jej ga, a jednym z fatalnych tego rezultatw jest wyranie widoczna deprecjacja fantazji. Po czci deprecjacja ta wynika ze zrozumiaej tendencji krytykw do chwalenia tylko tych form sztuki (bd wyobrani), ktre najbardziej odpowiadaj ich wasnym gustom - czy to wrodzonym, czy to wyuczonym. Krytyka literacka w kraju, ktry zrodzi tak wielki dramat i jest wacicielem dzie Szekspira, przejawia zbytnie tendencje do dramatyzowania. Dramat z natury jest wrogi fantazji. Fantazja za, nawet najprostszego rodzaju, rzadko odnosi sukces w dramacie, jeli przedstawia si j jak naley, a wic jako co widzialnego i syszalnego. Fantastycznych form nie mona udawa. Ludzie przebrani za mwice zwierzta mog wywoa efekt bufonady albo mimikry, ale na pewno nie fantazji. Najlepiej dowodzi tego klska bkarciej formy dramatu - pantomimy. Im blisza jest ona udramatyzowanej bani, tym okazuje si gorsza. Jest znona jedynie wtedy, gdy jej fantazja zostanie zredukowana do szcztkowej ramy zwykej farsy. Wwczas od nikogo nie wymaga si wiary w przedstawion rzeczywisto. Niepowodzenie baniowej pantomimy wynika gwnie z tego, e reyserzy, by ukaza fantazj lub magi, musz ucieka si do rodkw technicznych.

Ogldaem kiedy tak zwan dziecic pantomim - zwyk histori o Kocie w Butach z kocow przemian olbrzyma w myszk. Gdyby metamorfoz t przedstawi naprawd dobrze, to albo przeraziaby miertelnie widzw, albo te byaby pokazem wysokiej klasy sztuki magicznej. A tak, cho do pomysowy okaza si zabieg ze zmian owietlenia, widzowie musieli nie tyle zawiesi niewiar, ile j powiesi czy powiartowa. Gdy czyta si Makbeta, mona uzna czarownice za istoty cakiem znone (cho s, biedactwa, szalenie pospolite w porwnaniu z reszt swego rodu), peni one bowiem okrelon funkcj fabularn i maj swe mroczne znaczenie w sztuce. W przedstawieniu s jednak niemal nie do zniesienia. Jedyne, co pozwala je tolerowa, to pami o lekturze sztuki. Mwiono mi, e miabym inne zdanie na ich temat, gdybym myla o nich jak ludzie z epoki polowa na czarownice i procesw czarownic. Oznacza to, e mgbym uzna, i istniayby naprawd, w pierwotnym wiecie, innymi sowy, gdybym nie myla o nich jak o fantazji. Ten argument potwierdza tylko moje racje. Gdy dramaturg - nawet dramaturg na miar Szekspira - wykorzystuje fantazj, to najpewniej jej losem bdzie degradacja albo rozmycie. Makbet to dzieo dramaturga, ktry (przynajmniej w tym przypadku) powinien by napisa opowiadanie - naturalnie, gdyby mia po temu talent i cierpliwo. Od nieprzystawalnoci zabiegw scenicznych do zamierzonych rezultatw waniejszy jest fakt, i dramat z natury jest rodzajem udawanej czy przynajmniej zastpczej magii: jest on widzialnym i syszalnym przedstawieniem ludzi wymylonych w opowieci. Ju sam w sobie jest wic prb naladowania rdki czarnoksiskiej. Kade - nawet udane pod wzgldem technicznym - wprowadzenie w ten niby-magiczny wtrny wiat dalszych fantazji lub czarw kae nam przenie si na kolejny poziom rzeczywistoci: w wiat trzeciego rzdu. A to ju o jeden wiat za daleko. By moe udaoby si go osign, ale ja nie widziaem, aby taka prba kiedykolwiek si powioda. I na pewno ten typ rzeczywistoci nie moe uchodzi za waciwy dla dramatu, ktry ju z definicji przemienia ywych ludzi w naturalne narzdzia sztuki i iluzji .

Wanie dlatego, e dramat nie pozwala na wyobraenie postaci ani poszczeglnych sytuacji, lecz narzuca ich bez- f| porednie dowiadczenie, jest on sztuk z gruntu odmienn od sztuki narracyjnej, nawet jeli uywa podobnego materiau (sowa, rymy, akcja). Jeli wic kto woli dramat od l literatury (jak rzecz si ma z niektrymi krytykami), opierajc swe opinie albo na wypowiedziach krytykw teatralnych, albo na wasnym dowiadczeniu, to najpewniej le zrozumie czyste opowieci i bdzie prbowa wtoczy je w ciasne ramy sztuk scenicznych. Na przykad kto taki bdzie wola postaci - nawet te najbardziej pospolite i nudne - od rzeczy. Niewiele mona powiedzie w dramacie o drzewach jako o drzewach. Czarodziejski dramat - przedstawienia elfw, ktrych widzami tak czsto bywali ludzie - tworzy realistyczne, niemal dotykalne fantazje, niedostpne dla jakichkolwiek ludzkich rodkw. W rezultacie jego oddziaywanie (na czowieka) wykracza zazwyczaj poza wtrn wiar. Jeli znajdziesz si na czarodziejskim dramacie, przeniesiesz si (albo tak ci si bdzie zdawao) do wntrza wtrnego wiata. Jest to dowiadczenie podobne do sennego marzenia i niekiedy z nim mylone (bd ten popeniali ludzie - nie elfy). Czarodziejski dramat wprowadza ci w sen snuty przez cudzy umys, cho moesz atwo zapomnie o tym niepokojcym fakcie. I oto dowiadczasz bezporednio wtrnego wiata: napj czarodziejski okaza si zbyt silny i wierzysz w ten wiat pierwotn wiar, niezalenie od cudownoci wydarze. Ulege zudzeniu, ale czy takie byy zamiary elfw (a przynajmniej czy takie s za kadym razem), to ju zupenie inna sprawa. Elfy z pewnoci podobnemu zudzeniu nie ulegaj. Jest to forma ich sztuki - zasadniczo rna od magii lub czarw. Nie yj w niej, cho na pewno mogyby powici na ni wicej czasu ni ludzcy artyci. Pierwotny wiat pozostaje wic tym samym dla elfw i dla ludzi, nawet jeli jest przez nich inaczej ceniony i postrzegany. Potrzeba nam terminu na okrelenie tego kunsztu elfw, gdy wszystkie uywane dotychczas sowa rozmyy si albo zaczy znaczy co innego. Najbardziej oczywistym terminem byaby magia i raz go ju tu uyem (zob.

s. 18), lecz niezbyt poprawnie. Magia bowiem powinna oznacza jedynie czynnoci czarownika. Sztuka jest dziaaniem ludzkim, ktre prowokuje wtrn wiar, ale wiara ta nie jest ani jej jedynym, ani ostatecznym celem. Podobny rodzaj sztuki - cho z wikszym talentem, a mniejszym wysikiem uprawiaj i elfy (a przynajmniej tak twierdz opowieci o nich), lecz w kunszt, potniejszy od zwykej sztuki i bardziej dla elfw typowy, nazw - z braku lepszego terminu - zaczarowaniem. Zaczarowanie wytwarza wtrny wiat, do ktrego zarwno twrcy, jak i widzowie mog wej, a gdy ju si w nim znajd, dowiadcza go wszystkimi zmysami. Jego cele i pragnienia, ktre go zrodziy, czyni ze czysty wiat sztuki. Magia wprowadza (albo udaje, e wprowadza) zmiany w pierwotnym wiecie. Niezalenie od tego, kto j praktykuje - wrka-czarodziejka czy zwyky miertelnik - rni si ona od zaczarowania i sztuki: nie jest sztuk, lecz technik, wyrasta z pragnienia wadzy nad tym wiatem, dominacji nad materi i wol. Fantazja aspiruje do miana rzemiosa elfw, zaczarowania, i gdy jest udana, zblia si do najbardziej ze wszystkich rodzajw ludzkiej sztuki. W samym sercu wielu naszych opowieci o elfach spoczywa - jawna lub skryta, czysta lub skaona - tsknota za yw i urzeczywistnion twrczoci, ktra z natury jest zupenie inna ni skupiona na sobie wadza zwykego czarownika (cho obie te rzeczy mog z pozoru wyda si podobne). Z tsknoty tej zrodzia si lepsza (cho nie mniej niebezpieczna) cz elfw. To wanie elfy mog nam uzmysowi kluczowe pragnienia i aspiracje ludzkiej fantazji, nawet jeli same s tylko jej wytworem, a moe wanie dlatego. Na tych tsknotach czsto eruj faszerze - czy to poprzez niewinne, cho niezgrabne sztuczki ludzkich dramaturgw, czy to przez zoliwe oszustwa magikw. Pragnienie ywej, twrczej sztuki nigdy naprawd nie speni si do koca w naszym wiecie, a wic pozostanie niemiertelne. Gdy jest ono nie zepsute, nie szuka ani zudze, ani zakl magicznych, ani wadzy, lecz wzajemnego wzbogacenia si wsptwrcw; pragnie zachwytu, a nie niewolnikw. Wielu uwaa fantazj - ow sztuk tworzenia, ktra czyni dziwne rzeczy

ze wiatem, czc w nowe caoci przymiotniki i rzeczowniki - za podejrzan, a nawet niepraw. Inni uznaj j za zwyky dziecinny kaprys, za co, co przystoi tylko osobom w bardzo modym wieku. Na zarzut nieprawoci odpowiem tylko krtkim cytatem z listu, ktry ongi napisaem do czowieka okrelajcego mit i ba jako kamstwa; cho musz odda mu sprawiedliwo, e by tak miy i niepewny swego, i nazwa ba tchnieniem kamstwa poprzez srebro: Drogi Panie - powiedziaem - cho zniechcony brakiem dobra, jeszcze nie jest zgubiony, zhabiony nienawici nie utraci tronu i zachowa wywiechtane szaty dziedzica, ktremu w pacht Bg w akcie stworzenia odda cay wiat: Czowiek, stwrca pomniejszy, zapatrzony w boski akt stworzenia, ktry jak zaamane wiato odmienia si w jego duszy i rozszczepia jak samotn Biel na wiele barw i odcieni, na uwadze majc cel, ktry w nieskoczonej iloci kombinacji wyrazi jego zachwyt wobec boskich racji w zwierciadle sowa. Miriady stworze o ksztatach, ktre wskazuj na dzieo Boe, powtarzaj si w snach, yj przekazywane w legendach. Chocia wszystkie zakamarki i szczeliny wiata zamieszkuj elfy i gobliny, jednak odwaylimy si zbudowa bogom mioci domy ze wiata i ciemnoci, witynie pradawnych smokw, gdy takie byo nasze prawo, cho nie wiadomo, skd si wzio (korzystne czy nie), i prawo nie zgino. tlumaczy Marek Obarski

Fantazja to naturalny aspekt ludzkich dziaa. Na pewno nie niszczy rozumu ani go nawet nie obraa; nie stpia te apetytu na prawd naukow i nie zaciera jej postrzegania. Wrcz przeciwnie. Im bystrzejszy i trzewiejszy umys, tym wspanialsze bdzie snu fantazje. Gdyby ludzie kiedykolwiek mieli popa w stan, w ktrym nie potrafiliby albo nie chcieli widzie prawdy (faktw lub dowodw), fantazja zaczaby obumiera - a do ich ozdrowienia. Gdyby za mieli trwa w takim stanie (a to wcale nie jest tak nieprawdopodobne), fantazja zniszczaaby i przemienia si w chorobliw uud. U podstaw prawdziwie twrczej fantazji ley bowiem ostra wiadomo tego, e wiat jest takim, jaki nam si jawi, a wic rozpoznanie faktw, cho niekoniecznie uznanie ich wadzy. Nonsens, ktry otwiera si przed nami w opowieciach Lewisa Carrolla, oparty jest na cisej logice, a gdyby ludzie nie potrafili odrni czowieka od aby, nigdy nie powstayby opowieci o abich krlach. Fantazj mona naturalnie doprowadzi do absurdu. Mona j te przedstawi nieudolnie. Mona jej uy do zych celw. Moe ona nawet omami umysy samych twrcw. Ale czy nie jest to prawda o kadym ludzkim dziaaniu na tym upadym wiecie? Ludzie poczli nie tylko elfy, lecz wymylili take bogw i zaczli oddawa im cze; czcili nawet bstwa przesiknite zem swych twrcw. A teraz uczynili sobie faszywych bogw z innych tworzyw: ze swych przekona, sztandarw, mamony - nawet nauka i teorie ekonomiczno-spoeczne wymagaj ofiar ludzkich. Abusus non tollit usum [Naduycie nie wyklucza prawa do uywania - ac.]. Czowiek nie utraci praw do fantazji: tworzymy na sw wasn miar i na swj wasny, wtrny sposb, poniewa my take zostalimy stworzeni i to na obraz i podobiestwo naszego Stwrcy. Uzdrowienie, ucieczka, pocieszenie By moe prawd jest to, co si niekiedy mwi o staroci - czy to pojedynczego czowieka, czy caych naszych czasw - a mianowicie, e wie si ona ze zniedonieniem. W przypadku bani przekonanie to zrodzio si

gwnie z ich studiowania. Analityczne studia nad baniami nikogo dobrze nie przygotoway do czerpania z nich przyjemnoci bd do ich tworzenia podobnie jak historyczne studia nad dramatem wszystkich epok i narodw s zym przygotowaniem do odbioru lub pisania sztuk teatralnych. Wicej, studia takie mog okaza si niezmiernie przygnbiajce. Nietrudno badaczowi doj do przekonania, e cay jego trud sprowadza si do zebrania zaledwie kilku poszarpanych lub nadgniych lici z nieprzebranego listowia drzewa opowieci wycieajcego puszcz czasu. Czy nie jest to jaowe gromadzenie miecia? Czy mona wymyli nowy li? Wszak ludzie ju dawno temu odkryli wszystkie ich moliwe ksztaty - od pczka a do formy w peni rozwinitej - i wszystkie kolory - od wiosennych a po jesienne. Jednak to nieprawda. Nasiono drzewa mona rzuci w dowoln gleb, nawet tak zadymion (jak to okreli Lang) jak gleba angielska. Przecie wiosna nie jest mniej pikna dlatego, e ju j widzielimy lub e syszelimy o niej: od stworzenia a do koca wiata nigdy podobne zjawiska nie bd tym samym. Kady li - dbu, gogu czy jesionu - to niepowtarzalne wcielenie oglnego ksztatu; a dla niektrych wanie tegoroczne wcielenie moe by tym pierwszym, cho drzewa wypuszczaj licie od niezliczonych ludzkich pokole. Nie bdziemy przecie uwaali rysowania za beznadziejne przedsiwzicie tylko dlatego, e wszystkie linie musz by albo proste, albo krzywe, ani malowania dlatego, e istniej tylko trzy barwy podstawowe. Jeli jestemy starsi, to tylko jako spadkobiercy wielu pokole rozkoszujcych si tworzeniem bd odbiorem sztuki. Tak bogate dziedzictwo moe naturalnie grozi nud albo budzi pragnienie oryginalnoci za wszelk cen - a to prowadzi do niesmaku na widok zgrabnego rysunku, delikatnego wzoru lub adnych kolorw, albo nawet do wymylnego i bezdusznego manipulowania dawnym materiaem a do przesady w jego wypracowaniu. Droga prawdziwej ucieczki od takiego znudzenia nie prowadzi ani przez celow deformacj, brzydot czy niezgrabno, ani te przez naznaczenie wszystkich rzeczy pitnem mroku i niedopuszczalnej gwatownoci, ani wreszcie poprzez

mieszanie kolorw od wyszukanej subtelnoci po szarzyzn, czy przez tworzenie fantastycznych i wydumanych ksztatw na krawdzi gupoty lub wrcz delirium. Potrzeba nam wyzdrowienia, bymy nie doprowadzili si do takiego stanu. Musimy znw spojrze na ziele, od nowa zadziwi si (ale nie da si olepi) bkitem, ci i czerwieni. Winnimy spotka centaura i smoka, a potem, by moe, jak dawni pasterze, dostrzec owce, psy i konie, a take wilki. To wanie baniowe opowieci pomagaj nam wyzdrowie. Wyzdrowienie (to jest trway powrt do zdrowia) jest od-zyskaniem: odzyskaniem jasnego spojrzenia. Nie chc tu zagbia si w filozofi i mwi o widzeniu rzeczy takimi, jakie s, ale mgbym zaryzykowa mwienie o rzeczach takich, jakimi przeznaczone jest (czy byo) nam je widzie - jako rzeczy poza nami. Musimy umy okna, aby uwolni wiat zewntrzny od brudnych zaciekw trywialnoci lub powszednioci - od poczucia posiadania. Najoporniej ze wszystkich twarzy poddaj si fantazji oblicza naszych familiares, i na nie te najtrudniej spojrze ze wie uwag, jak na twarze znajome i nieznajome zarazem; najtrudniej dostrzec ich niepowtarzalne cechy. Trywialno jest kar za przywaszczenie: rzeczy trywialne albo (w zym sensie) powszednie to rzeczy, ktre sobie przywaszczylimy - albo faktycznie, albo tylko w pamici. Twierdzimy, e je znamy. Kiedy przycigny nas swym blaskiem, kolorem lub ksztatem, a pooylimy na nich rk, zamknlimy je w naszym skarbcu, zawadnlimy nimi, a zawadnwszy przestalimy si im przyglda. Oczywicie banie to nie jedyny sposb na uzdrowienie czy na zabezpieczenie si przed strat. Wystarczy skromno i pokora. I jest te (szczeglnie dla skromnych) Ainraiwak - fantazja Chestertonowska. Ainraiwak jest sowem fantastycznym, a mimo to widzimy je w kadym miecie w tym kraju. To kawiarnia ujrzana od wewntrz przez szklane drzwi - tak jak pewnego pochmurnego, londyskiego dnia zobaczy j Dickens. Pniej Chesterton uy tego sowa na okrelenie niezwykoci spowszednianych ju rzeczy, ktra objawia si, gdy spojrze na nie nagle pod innym ktem. Wikszo ludzi przyzna, e ten rodzaj fantazji jest niewtpliwie zdrowy i e nigdy nie

zabraknie mu materiau. Taka fantazja ma jednak, jak sdz, ograniczon wadz, a to dlatego, e jedyn jej zalet jest odnowienie wieoci spojrzenia. Sowo Ainraiwak moe uwiadomi, e Anglia jest krajem zupenie nam obcym albo zagubionym w jakiej odlegej przeszoci ledwie zapamitanej przez histori czy te umieszczonym w dziwnej, zamglonej przyszoci, do ktrej dotrze mona jedynie w wehikule czasu. Taka fantazja nadaje rys niezwykoci i atrakcyjnoci mieszkacom tego kraju, ich obyczajom i nawykom ywieniowym; ale nie jest w stanie zdziaa nic nadto: jest jak teleskop czasu nastawiony na okrelon ostro. Kreatywna fantazja zazwyczaj prbuje uczyni co innego (stworzy co nowego) i dlatego te jest wadna otworzy na ocie drzwi twego skarbca i wypuci na wolno, niczym ptaki z klatek, uwizione w nim rzeczy. I oto klejnoty przemienia si w kwiaty i pomienie, a ty wreszcie uwiadomisz sobie, e wszystko to, co posiadae (lub znae), byo grone i potne, nie do skutecznie zakute w acuchy, wolne i swobodne: nie bardziej twoje ni byo tob. Wszelkiego rodzaju element fantastyczny w poezji i w prozie - nawet jeli jest on tylko ozdobnikiem albo zjawiskiem ubocznym - pomaga w tym uwolnieniu. Jednak najpeniej czyni to ba - wiat zbudowany na fantazji lub wok niej, ktrego samym sercem jest fantazja wanie. Fantazje buduje si z elementw pierwotnego wiata, ale prawdziwego rzemielnika cechuje mio, wiedza i wyczucie tworzywa - kamienia, gliny czy drewna - ktre da moe tylko sztuka tworzenia. Wykucie Grama10 pozwolio na odkrycie zimnego elaza; stworzenie Pegaza nobilitowao konie; w Drzewach Soca i Ksiyca korzenie i kcza, kwiaty i owoce zyskay dowd swej chway. Banie opowiadaj gwnie albo (te lepsze) niemal wycznie o sprawach podstawowych, nie tknitych przez fantazj, ale jej oprawa przydaje blasku tej prostocie. Bo twrca opowieci, ktry pozwala sobie na swobod wobec natury, moe by jej mionikiem, ale nie niewolnikiem. To
10 Gram by mieczem, ktry Reginn, opiekun Sygurda, wyku dla swego wychowanka, aby ten
mg pokona smoka Fafhira. Miecz ten by tak ostry, e woy Reginn go do Renu i puci kbek, by z prdem na pyn, i miecz przepoowi kbek tak, jakby to bya woda (Edda Poetycka, Pie o Reginie, t. Apolonia Zauska-Strmberg, Wrocaw 1986, s. 256 - przyp. tum.

banie pierwsze pozwoliy mi przeczu moc sw i cudowno rzeczy takich, jak kamie, drewno i elazo, dom i ogie, chleb i wino. Zakocz te rozwaania omwieniem ucieczki i pocieszenia, ktre z natury swej s ze sob cile zwizane. Cho banie nie s naturalnie jedynym rodkiem ucieczki, nale dzi do najbardziej oczywistych i (wedug niektrych) bezwstydnych rodzajw literatury eskapistycznej; a wic nie bdzie od rzeczy wtrcenie tu paru uwag na temat samego rozumienia sowa ucieczka przez wspczesn krytyk literack. Stwierdziem, e ucieczka jest jedn z gwnych funkcji penionych przez banie, a poniewa ich za to nie potpiam, jasne jest chyba, e nie podoba mi si w ton pogardy i politowania, jaki towarzyszy dzisiejszemu mwieniu o ucieczce: ton, do ktrego nie uprawnia poza krytycznoliterackie uycie tego sowa. W wiecie, ktry osoby naduywajce tego pojcia, zw prawdziwym yciem, ucieczka bywa z reguy czynem niewtpliwie uytecznym, a niekiedy nawet heroicznym. W prawdziwym yciu nie wini si za ni nikogo (najwyej tych, ktrym si ona nie powioda); w krytyce literackiej jest ona tym bardziej godna potpienia, im bardziej jest udana. Najwyraniej mamy tu do czynienia z naduyciem sw i pomieszaniem poj. Czemu gardzi czowiekiem, ktry, zamknity w wizieniu, prbuje si z niego wydosta i powrci do domu, albo - jeli to niemoliwe - myli i rozmawia o innych sprawach ni dozorcy i mury wizienne? wiat na zewntrz nie przesta by bardziej rzeczywisty tylko dlatego, e wizie nie moe go zobaczy. Wyraajc si pogardliwie o ucieczce, krytycy wybrali niewaciwe sowo, a co wicej, myl - i to nie zawsze bezwiednie - ucieczk winia z rejterad dezertera. Na tej zasadzie rzecznik Partii mgby okreli ucieczk od nieszcz Reichu Fuhrera, czy nawet zwyky wobec nich sprzeciw, jako zdrad. Podobnie krytycy literaccy aby dopeni zamieszania i wzbudzi w innych odraz do swych oponentw, przypinaj atk wzgardy nie tylko dezercji, ale i prawdziwej ucieczce i jej jake czstym towarzyszom: obrzydzeniu, gniewowi, potpieniu i buntowi. Nie tylko utosamiaj ucieczk winia z rejterad dezertera, ale wyranie

woleliby wiernopoddaczo quislingw11 od oporu patrioty. Na takie mylenie mona odpowiedzie jedynie: ziemia, ktr kochalicie, jest skazana na usprawiedliwienie kadej zdrady - wicej, na jej gloryfikacj. Dajmy najprostszy przykad. Ucieczk (w tym sensie) byoby pominicie milczeniem istnienia elektrycznych latarni ulicznych masowej produkcji albo przynajmniej odmowa szczycenia si nimi. Postawa taka moe bra (i najczciej bierze) swj pocztek z obrzydzenia dla tego typowego wytworu ery robotw, czcego w sobie wyszukanie i pomysowo rodkw z brzydot i (czsto) z polednioci rezultatw. Mona wyrzuci lampy z opowieci po prostu dlatego, e s to ze lampy - i wanie tego, e s one ze, moe nas nauczy owa opowie. Ale oto zaczynaj wygraa nam kijem: Latarnie elektryczne musz pozosta powiadaj. Dawno temu Chesterton susznie zauway, e ile razy sysza, i jaka rzecz musi pozosta, tyle razy wiedzia, e ju wkrtce zostanie ona zastpiona czym innym, a w dodatku bdzie si j okrela jako aonie przestarza i marn. Postp nauki - przypieszony jeszcze przez wojn - jest nieubagany [...] kae odrzuci dawne wynalazki jako przestarzae i zapowiada nowe kierunki rozwoju w dziedzinie elektrycznoci - to fragment ogoszenia. Mwi ono to samo, ale brzmi bardziej zowrogo. Wolno nam zapomnie o elektrycznej latarni, poniewa jest ona nieistotna i nietrwaa. Banie opowiadaj przynajmniej o rzeczach bardziej trwaych i podstawowych. Na przykad o byskawicy. Uciekinier nie jest tak zaleny od ulotnych kaprysw mody, jak jego oponenci. Nie czyni rzeczy swymi panami lub bogami (co ju sam zdrowy rozsdek kae postrzega jako co zego) i nie czci ich nieuchronnoci czy nawet nieubagania. Jego oponenci - tak atwo poddajcy si uczuciu pogardy - nie maj adnej gwarancji, e tu si zatrzyma: moe wezwa innych, by zburzyli latarnie uliczne. Eskapizm ma jeszcze inn, nawet bardziej niegodziw twarz: reakcj i bunt. Cho moe si to wyda niewiarygodne, syszaem niedawno, jak
11 Yidkun Quisling by w latach 1942-1945 premierem rzdu norweskiego wsppracujcego z
hitlerowskim okupantem. Std quisling to synonim zdrajcy ojczyzny, kolaboranta - przyp. tum.

pewien uczony z Oksfordu owiadczy, e wita z radoci blisko zautomatyzowanych zakadw masowej produkcji i ryk korkw ulicznych, gdy dziki nim jego uniwersytet nawiza kontakt z prawdziwym yciem. Moe mia na myli to, e sposb, w jaki ludzie yj i pracuj w XX wieku, jest alarmujco rosncym barbarzystwem i e haaliwe przejawy tego barbarzystwa na ulicach Oksfordu winny posuy jako ostrzeenie: nie sposb ocali oazy zdrowego rozsdku wrd pustyni bezmylnoci wycznie za pomoc wznoszenia parkanw, a nie poprzez rzeczywiste przeciwdziaanie tak praktyczne, jak i intelektualne. Obawiam si, e nasz uczony nie o tym mwi. W kadym razie wyraenie prawdziwe ycie jest w tym kontekcie nienaukowe. Przedziwne jest bowiem przekonanie, i samochody s bardziej ywe ni na przykad centaury lub smoki, a ju aosn niedorzecznoci jest twierdzenie, e s one prawdziwsze ni, powiedzmy, konie. O jake prawdziwy, jake zaskakujco ywy jest komin fabryczny w porwnaniu z takim choby wizem - owym ndznym, przestarzaym reliktem, uudnym marzeniem uciekiniera! Co do mnie, to trudno mi uwierzy, e dach dworca kolejowego w Bletchley jest prawdziwszy ni chmury. Uwaam go rwnie za znacznie mniej inspirujcy ni legendarne sklepienie niebios, za pomost wiodcy na peron za mniej fascynujcy ni Bifrst strzeony przez Heimdalla z rogiem Gjallarem12. W gbi serca wci drczy mnie takie oto pytanie: Gdyby przyszych inynierw kolejowych karmi wiksz iloci fantazji, to czy nie wykorzystaliby oni dostpnych im rodkw lepiej, ni im si to dotd udawao? Sdz, e banie mogyby by lepszymi magistrami sztuki ni w akademik, o ktrym wyej wspominaem. Wikszo z tego, co i on (jak przypuszczam), i inni (co wiem na pewno) nazwaliby powan literatur, to nic innego jak tylko zabawa pod szklanym dachem
12 Bifrostem (wedug poda staroskandynawskich) zwa si tczowy most czcy Midgard
(ziemi, wiat ludzi) z Asgardem (krlestwem bogw). Stranikiem tego mostu by Heimdall, bg jasnoci - przyp. tum.

miejskiego basenu. Banie mog sobie wymyla potwory latajce w powietrzu albo yjce w gbinach wd, ale przynajmniej nie prbuj ucieka od nieba i oceanu. Zostawmy na chwil w spokoju fantazj. Nie sdz, by czytelnik lub twrca bani musia si kiedykolwiek wstydzi ucieczki w archaizm, a wic upodobania nie tylko do smokw, ale i do koni, zamkw, aglowcw, ukw i strza, nie tylko do elfw, ale i do rycerzy, krlw i kapanw. Rozsdny czowiek moe - i to niekoniecznie sprowokowany przez lektur bani lub romansw rycerskich - doj do potpienia takich zjawisk jak fabryki lub karabiny maszynowe i bomby: tych najbardziej naturalnych i nieuchronnych, by nie rzec nieubaganych produktw owych fabryk. Potpienie takie zawarte jest ju w samym milczeniu literatury eskapistycznej na ten temat. Surowo i brzydota wspczesnego ycia europejskiego - owego prawdziwego ycia, z ktrym kontakt winnimy pono wita z radoci - jest oznak biologicznej niszoci, skarlaej bd niewaciwej reakcji na rodowisko . Najbardziej koszmarny zamek, jaki kiedykolwiek wytrzsn z worka olbrzym z celtyckiej opowieci, jest mniej szkaradny od zautomatyzowanej fabryki, ale jest take (by uy tu bardzo nowoczesnego zwrotu) o wiele bardziej realny w najprawdziwszym sensie tego sowa. Czemu nie mielibymy unika i potpia ponurych, asyryjskich i niedorzecznych cylindrw albo straszliwych fabryk Mor-lokw? Potpiaj je przecie nawet autorzy tego najbardziej eskapistycznego spord gatunkw literackich - opowieci science fiction. Prorocy ci czsto przepowiadaj wiat podobny do jednego wielkiego dworca kolejowego o szklanym dachu - a wielu z nich wyranie za nim tskni. Zazwyczaj jednak trudno wydoby od nich jakie informacje o tym, co mieliby robi mieszkacy takiego miasta-wiata. Mog porzuci peen wiktoriaski rynsztunek na rzecz lunych szat (zapinanych na zamek byskawiczny), ale wyglda na to, e swej swobody uywa bd wycznie po to, by umila sobie ycie ganianiem na zamanie karku w swych mechanicznych zabawkach. Jest to zajcie, ktre szybko moe si znudzi. Sdzc z niektrych opowiada, bd

oni rwnie podliwi, mciwi i akomi, jak dotd, a ich ideay rzadko wznios si ponad poziom wspaniaego pomysu, by budowa wicej tego typu miast na innych planetach. Oto wiek ulepszonych rodkw i skarlaych celw. Mamy ostr wiadomo zarwno brzydoty naszych dzie, jak i za w nich zawartego - jest to aspekt podstawowej choroby naszych dni, prowokujcy pragnienie ucieczki nie tyle od ycia, ile od obecnych czasw i od nieszcz, ktre sami na siebie sprowadzilimy. Zo i brzydota s nieodcznie dla nas zwizane. Strach przed pikn wrk, ktry dominowa w wiekach wczeniejszych, jest niemal poza naszym zasigiem, a co bardziej niepokojce - samo dobro ogoocono z przysugujcego mu pikna. W Krlestwie Czarw mona wyobrazi sobie olbrzyma, posiadajcego zamek koszmarnej wrcz szpetoty (bo takiego zamku poda zo w olbrzymie), ale budynek wzniesiony dla dobrych celw - gospoda, schronisko dla podrnych, dwr szlachetnego i penego cnt krla - nie moe by brzydki. Ponna byaby jednak nadzieja na znalezienie w naszym wiecie podobnego budynku, ktry nie byby zarazem szkaradny - chyba e pochodzi sprzed naszych czasw. Pikno wszake jest tylko typowym dla wspczesnoci (i przypadkowym) aspektem baniowego eskapizmu - nadto wsplnym dla bani i dla romansw rycerskich lub innych poda z przeszoci lub o przeszoci. Wiele dawnych opowieci zyskao obecnie walor eskapistyczny, gdy nc one jako relikty czasw, gdy ludzie zazwyczaj zachwycali si dzieem swoich rk, przeniesione w czasy, gdy ludzie czuj obrzydzenie do rcznych wyrobw. Istniej jeszcze inne gbsze tendencje eskapistyczne, ktre zawsze byy obecne w baniach i podaniach. S inne rzeczy, od ktrych trzeba ucieka, bardziej ponure ni haas, smrd, bezduszno i dziwaczno silnika o wewntrznym spalaniu, a mianowicie gd, pragnienie, ndza, bl, smutek, niesprawiedliwo, mier. I jeli nawet ludzie nie musz na co dzie stawia czoa tak trudnym sprawom, to istniej odwieczne ograniczenia, od ktrych banie pozwalaj w jakim stopniu uciec; istniej te dawne pragnienia i ambicje (dotykajce samych korzeni fantazji), w pewnym sensie zaspokajane czy uspokajane przez banie. Czasem bywa to wybaczalna sabo i

ciekawo - na przykad pragnienie, by jak ryba przemierza gbie mrz i oceanw; albo tsknota za wdzicznym i bezszelestnym lotem ptaka: owa tsknota, ktr samolot moe najwyej oszuka (z wyjtkiem rzadkich chwil, gdy wysoko na niebie, zaguszany przez wiatr i odlego, kieruje swj lot ku socu, a wic kiedy go sobie wyobraamy, a nie uywamy). S i gbsze pragnienia - choby tsknota za rozmow z innymi yjcymi stworzeniami. Tsknota ta, rwnie odwieczna co upadek czowieka, daa pocztek baniom o mwicych zwierztach i o ludziach obdarzonych czarodziejsk zdolnoci rozumienia zwierzcej mowy. To ona zrodzia podobne opowieci, a nie pomieszanie przypisywane umysom ludzi z nieznanej przeszoci, wmawiany im brak zmysu pozwalajcego na odrnienie ludzi od zwierzt . ywy zmys tej rnicy jest bardzo stary, ale rwnie stara jest wiadomo, e wynika ona z odcicia nas od wiata zwierzt: ciy na nas cudzy los i cudza wina. Inne stworzenia s jak inne krainy, z ktrymi czowiek ongi zerwa kontakt, i teraz widzi je tylko od zewntrz, z dystansu - albo prowadzc z nimi wojn, albo utrzymujc do niepewne zawieszenie broni. Niewielu ludziom dane jest wyjeda za granic, wikszo musi zadowoli si opowieciami podrnikw, nawet o abach. Mwic o owej do dziwacznej, ale szeroko rozpowszechnionej bani, znanej pod tytuem abi kroi, Max Muller pyta w typowy dla siebie, afektowany sposb: Jak to si stao, e tak ba w ogle kiedykolwiek wymylono? Ludzie, miejmy nadziej, byli zawsze na tyle owieceni, by zdawa sobie spraw z niedorzecznoci zwizku aby i krlewskiej crki. Zaiste, miejmy nadziej! Bo jeli nie, to caa ta historia nie miaaby najmniejszego sensu - oparta jest przecie wanie na poczuciu niedorzecznoci. rda folkloru (albo raczej hipotezy na ich temat) nie maj tu nic do rzeczy. Niewiele nam dadz rozwaania dotyczce totemizmu. Jakiekolwiek by byy lece u podstaw tej historii wierzenia dotyczce ab i studzien, abie ksztaty zachowano w tej bani wanie dlatego, e s takie dziwaczne, a samo maestwo absurdalne albo wrcz obrzydliwe. Cho oczywicie w wersjach, ktre nas dotycz (celtyckich, angielskich czy niemieckich)35, krlewna nie bierze lubu z ab, ta bowiem okazuje si

zaczarowanym ksiciem. Myl przewodnia opowieci za to nie przewiadczenie, e mona sobie wzi ab za ma, ale konieczno dotrzymywania obietnic (nawet jeli konsekwencje wydaj si nie do zniesienia), ktra - wraz z koniecznoci dochowywania zakazw - stanowi jedn z zasad rzdzcych Krlestwem Czarw. To jedna z nut wygrywanych przez rogi kraju elfw - i to wcale nie najsabsza. Wreszcie dochodzimy do najstarszego i najgbszego pragnienia, do wielkiej ucieczki przed mierci. Ba proponuje wiele jej przykadw i rodzajw - w prawdziwie eskapistycznym czy (jak wolabym) uwalniajcym duchu. Podobne funkcje speniaj zreszt i inne opowiadania (szczeglnie te, ktre s inspirowane przez nauk) oraz inne studia. Autorami bani s ludzie, nie elfy. Opowieci elfw o ludziach s niewtpliwie przesycone pragnieniem ucieczki przed niemiertelnoci. Trudno oczekiwa, e wszystkie nasze opowieci wznios si ponad przecitny poziom. Niektrym si to udaje, a wwczas niewiele udzielanych przez nie nauk jest rwnie przejrzystych co wiadomo ciaru, jaki stanowi tego typu niemiertelno, owo nieskoczone i nieprzerwane ycie, w ktre pragnby umkn nasz uciekinier. To wanie ba jest szczeglnie predestynowana do uczenia takich rzeczy - i ta dawna, i ta nam wspczesna. Najbardziej inspirujcym tematem dla George'a MacDonalda bya przecie wanie mier. Pociecha pynca z bani ma jeszcze jedno oblicze oprcz zaspokajania odwiecznych pragnie za pomoc wyobrani. O wiele waniejsza jest pociecha szczliwego zakoczenia. Niemal zaryzykowabym twierdzenie, e kada ba winna koczy si szczliwie. Okrelibym tragedi jako najwysz, prawdziw form dramatu, a jej przeciwiestwo jako prawdziw form bani. Poniewa brak nam sowa na okrelenie tego przeciwiestwa, bd je nazywa eukatastrophe [dos. szczliwe rozwizanie (gr.)]. Opowie prowadzca do eukatastrophe jest najdoskonalsz form bani i jej najwysz form oddziaywania. Pociecha, jak nios banie, rado ze szczliwego zakoczenia - ktre poprawniej byoby zwa dobr katastrof, nagym radosnym zwrotem akcji

(bo adna ba tak naprawd nigdy si nie koczy) - ta rado, ktr ba potrafi tak doskonale prowokowa, nie jest ju w swej istocie eskapizmem ani ucieczk. Jest to dana nam w oprawie baniowego - lub innego - wiata, naga i cudowna aska, ktrej powrotu nigdy nie mona by pewnym. Nie przeczy ona realnoci dyskatastrophe: obecno smutku i upadku jest niezbdna dla radoci ocalenia, przeczcego (w obliczu tak wielu dowodw) kocowej, powszechnej klsce. aska ta jest wic swego rodzaju evangelium [dobr nowin], oferujc ulotny przebysk radoci - owej radoci, ktra czeka poza murami tego wiata, rwnie przeszywajcej co al. Dobr ba - z rodzaju tych najszlachetniejszych i bardziej udanych wyrnia to, e oferuje ona swemu suchaczowi (niewane czy dorosemu, czy dziecku) nie tylko niezwyky wiat lub fantastyczne i straszne wydarzenia, ale i nade wszystko owo zatrzymanie oddechu, gdy nadchodzi zwrot akcji, owo gwatowne bicie serca i uniesienie, zy niemal - przeycie rwnie dojmujce co w innych rodzajach sztuki, a przy tym o szczeglnych walorach. Nawet wspczesnym baniom udaje si to niekiedy. Nie jest to atwe zaley bowiem od caej historii, ktra jest zarazem tem dla zwrotu akcji i odbiciem jego chway. Opowie, ktra w najmniejszej nawet mierze zdoaa osign taki efekt, nie moe by w peni nieudana, mimo swych skaz czy niejasnoci celu. Dotyczy to nawet Ksicia Prigia, bani Andrew Langa, ktra pod wieloma wzgldami moe rozczarowywa. Rado sceny, gdy wszyscy rycerze oyli i wznieli w gr swe miecze, woajc Niech yje ksi Prigio!, ma w sobie co z owej dziwnej, mistycznej jakoci dawnej bani, przerastajcej opisywane wydarzenie. Nie byoby tego w utworze Langa, gdyby zakoczenie nie pochodzio z bardziej powanej baniowej fantazji ni sama opowie - ta bowiem jest w znacznej czci baha i obdarzona p kpicym umiechem wyszukanej dworskiej conte37. O ile bardziej potne i przejmujce jest oddziaywanie jakiejkolwiek powanej opowieci z Krlestwa Czarw38. Gdy w takiej bani nadchodzi nagy zwrot akcji, dowiadczamy przeszywajcej radoci, serdecznego pragnienia, ktre na moment wykracza poza ramy opowieci,

37

Jest to typowy przejaw niezdecydowania Langa. W swej warstwie

powierzchownej ba nawizuje do francuskiej dworskiej conte z satyrycznym zaciciem - szczeglnie do Thackerayowskiego Piercienia i ry, a wic do gatunku, ktry z natury jest powierzchowny, nawet frywolny i ani nie potrafi, ani nie pragnie stworzy nic natchnionego. Jednak pod t konwencj drzemie gbszy duch Langowskiego romantyzmu.
38

Z gatunku tych, ktre Lang nazwa tradycyjnymi i w rzeczywistoci

bardziej lubi. rozrywa jej sie i wpuszcza olepiajcy promie wiata. Przez siedem dugich lat suyam ci, Na szklanej gry weszam szczyt. Dla ciebie koszul wyam z krwi, Wic zbud si i spjrz mi w oczy! A on usysza i odwrci si do niej (tumaczy Marek Obarski)

Epilog
Owa rado, ktr uwaam za wyrnik prawdziwej bani (albo romansu), za jej swoisty atrybut, zasuguje na wicej uwagi. Kadego chyba twrc, kadego pisarza ukadajcego wtrny wiat fantazj - cechuje pragnienie, by by prawdziwym stwrc, albo te nadzieja, e oto zbliy si do rzeczywistoci, e pewne wasnoci wtrnego wiata (nawet jeli nie wszystkie jego szczegy) pochodz z rzeczywistoci, albo do niej wpywaj. Skoro udao mu si osign t jako, ktr mona okreli - za sownikiem - jako wewntrzn spjno cechujc rzeczywisto, to trudno poj, jak byoby to moliwe, gdyby jego utworu z rzeczywistoci nic nie czyo. Wyjtkow rado, ktr wzbudza udana fantazja, mona by wic wyjani nagym przebyskiem ukrytej prawdy o wiecie. To nie tylko pociecha w smutkach tego padou, ale i zaspokojenie, i odpowied na pytanie: Czy to prawda? Podaem ju jedn wersj odpowiedzi na to pytanie, ktra brzmiaa (cakiem poprawnie): Jeli dobrze skonstruowae swj wiat, to tak jest to prawd
39 40

Czarny byk z Norwegii. Bo te nie wszystkie szczegy musz by prawdziwe; rzadko si

zdarza, e natchnienie jest tak silne i trwae, by zaczyni ca bry ciasta i nie pozostawi nic z tego, co jest zwyk, nie natchnion inwencj. w tym wiecie. Tyle wystarczy artycie albo te tej czstce natury czowieka, ktra jest artyst. W eukatastrophe otrzymujemy sugesti wikszej odpowiedzi - dalekiego odbysku czy echa Evangelium w rzeczywistym wiecie. Sowo to zapowiada temat mego epilogu. Wiem, e to temat powany i niebezpieczny, i e podejmowanie go jest zuchwalstwem, ale jestem wiadom, i nawet jeli - jakim cudem - to, co mam do powiedzenia, jest choby w minimalnym stopniu uzasadnione, to stanowi jedynie drobny okruch owej tak nieobliczalnie bogatej prawdy, ograniczonej tylko przez niedoskonao czowieka, dla ktrego si dokonaa. Omiel si rzec, e gdy przygldaem si historii chrzecijastwa od tej strony, od dawna ju przeczuwaem (a byo to radosne przeczucie), i Bg

odkupi swe zepsute tworzce stworzenia w sposb odpowiedni do ich natury, a wic i do tego jej aspektu, ktrym jest zdolno tworzenia. Ewangelia to przecie ba albo raczej wzniosa opowie, ktra jest sam istot bani. Mwi o wielu cudach, osobliwie artystycznych , piknych i poruszajcych: mitycznych w swej doskonaoci i peni. Pord tych cudw znajdzie si i owa najwiksza, najpeniejsza eukatastrophe, jak mona sobie wyobrazi. Ba ta wtargna w histori i wiat pierwotny. Pragnienia i aspiracje twrcze wypeniy si jako Stworzenie; narodziny Chrystusa to eukatastrophe historii czowieka; Zmartwychwstanie za - eukatastrophe historii Wcielenia. Opowie zaczyna si i koczy radoci. Odznacza si te grujc nad innymi historiami wewntrzn spjnoci cechujc rzeczywisto. Nigdy nie pojawia si adna opowie, ktr czowiek tak bardzo pragnby widzie jako prawdziw, i adna, ktrej prawdziwo uznaoby tak wielu sceptykw. Jej artyzm nosi najbardziej przekonujce pitno pierwotnej sztuki - aktu Stworzenia. Odrzucenie jej prowadzi albo do smutku, albo do gniewu.
41

Artyzm zawiera si raczej w samych zdarzeniach, a nie w sposobie

opowiadania; Autorem tych zdarze nie by aden z ewangelistw. Nietrudno wyobrazi sobie owo niezwyke podniecenie i rado, jakie stayby si naszym udziaem, gdyby jaka szczeglnie pikna ba okazaa si prawdziwa w pierwotnym sensie tego sowa, gdyby jej fabua objawia si jako zdarzenia historyczne, nie tracc przy tym owego mitycznego i alegorycznego znaczenia, ktre miaa jako ba. Nietrudno, gdy nie byoby to dowiadczenie o zupenie nowej, nie znanej nam jakoci. Byaby to ta sama rado (cho na pewno bardziej intensywna), ktr wywouje szczliwy zwrot baniowej akcji: ma ona posmak pierwotnej prawdy (w przeciwnym razie nie nazywaaby si radoci). Wybiega naprzd (albo wstecz - kierunek nie jest tu wany) ku wielkiej Eukatastrophe. Taka jest te i gloria - rado chrzecijanina - cho o wiele bardziej (nieskoczenie bardziej, gdyby nie nasze ograniczone moliwoci) wzniosa i promienna. Bo te i sama opowie jest bardziej wzniosa - i jest prawdziwa. Sztuce nadano wymiar prawdy. Bg jest Panem aniow i ludzi, i elfw. Legenda i historia spotkay si i zlay w

jedno. W Boym Krlestwie obecno najwikszych nie pomniejsza maluczkich. Odkupiony czowiek pozostaje czowiekiem. Opowieci, fantazje wci trwaj i trwa powinny. Ewangelia nie zniosa legend, ale je uwicia, a szczeglnie uwicia szczliwe zakoczenie. Chrzecijanin cigle jeszcze musi pracowa, trudzc swe minie i umys, musi cierpie, mie nadziej i umiera, ale ju teraz dana jest mu wiadomo, e jego zamiowania i zdolnoci maj jaki cel, ktry moe by odkupiony. Tak wielka jest obfito, ktr mu zaoferowano, e ledwo omiela si przypuszcza, i poprzez fantazj umoliwiono mu wspuczestniczenie w rozwoju listowia z drzewa opowieci i w wielorakim ubogacaniu stworzenia. Wszystkie opowieci mog si sprawdzi, jednak gdy w kocu zostan odkupione, bd tak podobne do form, jakie im nadalimy, a jednoczenie tak od nich odmienne, jak i odkupiony czowiek bdzie i podobny, i odmienny od upadego czowieka, ktrego znamy.

NOTY
Nota A (s. 21) Same korzenie (a nie tylko funkcj) tych opowieci i ich cudownoci stanowi satyra i kpina z niedorzecznoci; motyw snu za nie jest prostym zabiegiem ramy, ale jest nieodcznym elementem akcji i zmian w wiecie. Dzieci potrafi to dostrzec i doceni - pod warunkiem, e pozostawi si je samym sobie. Jednak wielu z nich (w tym i mnie) przedstawiono Przygody Alicji w Krainie Czarw jako ba. Wraz z tym nieporozumieniem pojawia si poczucie niesmaku pozostawione przez zabieg snu. O czym szumi wierzby obywa si bez ramy marzenia sennego: Kret pracowa zawzicie cay ranek, robi wiosenne porzdki w swoim mieszkaniu [Kenneth Graham, O czym szumi wierzby, t. Maria Godlewska, Warszawa 1969, s. 5]. Tak zaczyna si opowie i w waciwy ton utrzymuje si do koca. Tym bardziej moe si wyda dziwne, e A.A. Milne, wielki mionik tej znakomitej ksieczki, na pocztku jej udramatyzowanej wersji umieci cudaczn scen przedstawiajc dziecko telefonujce za pomoc onkila. Cho moe to i nie takie dziwne, bo rozumiejcy mionik (a to zupenie co innego ni wielki mionik) ksiki Grahama nigdy nie podjby si jej dramatyzacji. W tej formie mona przedstawi jedynie najprostsze jej skadniki - pantomim czy satyryczn bajk. Sam sztuk - cho nie jest wybitna - mona uzna za cakiem znon i zabawn, szczeglnie jeli si nie zna ksiki; ale owych kilkoro dzieci, ktre zabraem na przedstawienie Ropucha z Ropuszego Dworu, byo zdegustowane otwierajc scen. Co do reszty, wolay ksik. Nota B (s. 37) Oczywicie szczegy te z reguy przedostaway si do opowieci (nawet wwczas, gdy byy jeszcze powszechnie praktykowane) ze wzgldu na sw warto opowieciotwrcz. Gdybym napisa opowiadanie, w ktrym

kogo powieszono, to po upywie wiekw (gdyby przetrwao ono tak dugi czas, co ju samo w sobie byoby dowodem na jego trwae, a nie tylko lokalne czy dorane wartoci) mogoby ono wiadczy o tym, i powstao w czasach, gdy istotnie wieszano ludzi w majestacie prawa. Ale tylko mogoby - taki wniosek bowiem nie byby wcale oczywistoci. Aby zyska pewno, badacz z przyszoci musiaby wiedzie na pewno, kiedy karano mierci przez powieszenie i kiedy yem ja, autor opowiadania. Mogem przecie zapoyczy ten motyw z innych czasw i miejsc, z innych opowiada, wreszcie mogem go po prostu wymyli. Jednak nawet jeli tamto pierwsze rozumowanie okazaoby si poprawne, to scena powieszenia znalazaby si w moim opowiadaniu tylko dlatego, e (a) byem wiadom jej dramatycznej, tragicznej czy wrcz makabrycznej wymowy w tym utworze i (b) ci, ktrzy przekazali dalej t opowie, zachowali w niej to zdarzenie, gdy i oni odczuwali silnie jego wymow. Oddalenie w czasie, zwyka dawno i obco mog z biegiem lat wyostrzy poczucie tragedii lub grozy, ale musi by ono i bez tego do ostre, by dziaanie czarodziejskiej oseki czasu mogo by skuteczne. Najmniej wic sensownym pytaniem dotyczcym Ifigenii, crki Agamemnona, jakie zada mogliby bd na jakie mieliby odpowiada krytycy literaccy, jest problem, czy opowie ojej ofierze w Aulidzie pochodzi z czasw, gdy powszechnie praktykowano ofiar z ludzi. Powiedziaem z reguy, gdy mona sobie wyobrazi, e to, co obecnie uwaamy za opowiadanie, byo ongi czym zupenie innym mianowicie opisem autentycznego zdarzenia lub rytuau. Mam tu na myli opis w bardzo cisym tego sowa znaczeniu. Opowie, ktr wymylono po to, aby wyjani rytua (a pono zdarzao si to do czsto), pozostaje opowieci. Przetrwa ona w tej formie (naturalnie duej ni rytua) tylko ze wzgldu na swe walory jako opowieci. W pewnych przypadkach szczegy, ktre teraz rzucaj nam si w oczy ze wzgldu na sw dawno, mogy by ongi tak codzienne i powszednie, e dostay si tam przypadkiem. Taka byaby na przykad wzmianka o tym, e jaki mczyzna uchyli

kapelusza albo zapa pocig. Takie przypadkowe szczegy nie przeyj jednak dugo zmiany obyczajw - przynajmniej nie w przypadku przekazu ustnego. W czasach spisanych opowieci (i gwatownych przemian obyczajw) dany utwr moe pozosta nie zmieniony, nawet jeli jego przypadkowe szczegy zyskay walor niezwykoci. Wikszo utworw Dickensa odznacza si tak atmosfer. Mona dzi otworzy egzemplarz jego powieci, ktr po raz pierwszy kupowano i czytano, gdy ycie codzienne wygldao tak samo jak w ksice, a teraz jest od nas rwnie odlege co ycie codzienne w epoce elbietaskiej. Jest to szczeglna sytuacja naszej wspczesnoci. Antropologom i folklorystom nie przychodz do gowy podobne zastrzeenia, lecz jeli pragn zajmowa si ustnymi przekazami, winni pamita, e maj do czynienia ze zjawiskami, ktrych celem i rdem przetrwania bya sama opowie. abi kroi (por. s. 68-69) to nie credo ani podrcznik prawa totemowego, lecz dziwaczna ba z prostym moraem. Nota C (s. 39) O ile mi wiadomo, dzieci, ktre wczenie wykazuj tendencje do twrczoci literackiej, wcale nie przejawiaj szczeglnych inklinacji do tworzenia bani - chyba e tylko tym typem literatury je karmiono. A jeli prbuj, to ponosz druzgocc klsk. Ba nie jest atwym gatunkiem. Jeli dzieci przejawiaj pewne preferencje, to raczej w kierunku bajki zwierzcej, ktr doroli tak czsto myl z bani. Najlepsze dziecice opowiadania, jakie zdarzyo mi si czyta, byy albo realistyczne (przynajmniej w zamierzeniu), albo w sposb typowy dla bajki zwierzcej wykorzystyway zwierzta i ptaki jako zoomorficzne przedstawienie ludzi. Myl, e dzieci wybieraj t form, poniewa pozwala ona na duy stopie realizmu: odzwierciedla domowe zdarzenia i rozmowy naprawd dzieciom znane. Take czsto jest ona narzucona lub podsuwana przez dorosych. Dziwnie bowiem przewaa we wspczesnej literaturze dziecicej - tej dobrej i tej zej. Przypuszczam, e wedug niektrych pasuje ona do tak zwanej historii naturalnej, pnaukowych

ksieczek o zwierztach i ptakach uznanych za waciw lektur dla modych. Do przewagi tej przyczyni si chyba i fakt, e misie i krliczki wypary z pokoi dziewczynek czekopodobne lalki. Dzieci tworz cae sagi o swych lalkach, czsto dugie i wyszukane. Jeli ich zabawki maj posta misiw, to protagonistami tych opowieci bd misie, ale mwice ludzkim jzykiem. Nota D (s. 45) Zapoznaem si z zoologi i paleontologi (dla dzieci) rwnie wczenie co z Krlestwem Czarw. Ogldaem rysunki yjcych zwierzt i prawdziwych (jak mi powiadano) stworw prehistorycznych. Najbardziej podobay mi si wanie te ostatnie - yy tak dawno temu, a kada hipoteza (zwaszcza oparta na wtym materiale dowodowym) nie pozbawiona jest przebysku fantazji. Nigdy nie znosiem, gdy stworzenia te nazywano smokami. Wci czuj irytacj podobn tej, jak odczuwaem w dziecistwie, kiedy sysz rewelacje, ktrymi ongi karmili mnie moi krewni (albo autorzy ksieczek, ktre dostawaem w prezencie), w rodzaju: patki niegu to klejnoty elfw (albo s pikniejsze ni klejnoty elfw), cuda ukryte w gbinach oceanw s wspanialsze od czarodziejskich krain. Dzieci instynktownie wyczuwaj rnic i oczekuj, e doroli j wyjani albo przynajmniej potwierdz, a nie zignoruj lub odrzuc. Byem niezwykle otwarty na pikno zjawisk z prawdziwego wiata, ale uwaaem za nieuczciwy wybieg polegajcy na mieszaniu ich z innym wiatem. Miaem wiele zapau do studiowania Natury - prawd mwic, wolaem to od czytania bani, ale nie yczyem sobie, aby wywabiano mnie podstpem z Krlestwa Czarw w Krain Nauki tylko dlatego, e komu przyszo do gowy, i na skutek jakiego grzechu pierworodnego wolabym banie, cho zgodnie z now religi winienem polubi nauki cise. Owszem, Natur mona bada przez cae ycie albo i ca wieczno (jeli kto ma takie moliwoci), ale jest taka cz czowieka, ktra nie pochodzi z Natury i ktra nie nakada na obowizku jej studiowania ani czerpania z

takich studiw satysfakcji. Nota E (s. 52) Na przykad powszechnym zjawiskiem w surrealizmie jest chorobliwo lub skrpowanie - rzadko w fantazji literackiej. Ju sam umys, ktry stworzy przedstawione tam ksztaty, mona by okreli jako niezdrowy, cho nie w kadym przypadku bdzie to suszna diagnoza. Dziwne zaburzenia umysu s czsto skutkiem tworzenia tego typu malowide; jest to stan podobny w swej (wiadomej) chorobliwoci do wrae dowiadczanych w malignie, kiedy to umys wykazuje zadziwiajc atwo i podno w nadawaniu groteskowych lub zowrogich ksztatw wszystkim postrzeganym przeze przedmiotom. Mwi tu oczywicie o niezalenych formach wyraania fantazji w sztukach wizualnych, a nie o ilustracjach ani o filmie. Ilustracje, cho same w sobie mog by dobre, niewiele dobrego przynosz baniom. Podstawowa rnica midzy prawdziw literatur a wszelk sztuk oferujc wizualne przedstawienie wiata (wczajc w to dramat) polega na tym, e ta ostatnia proponuje tylko jedn wersj wizualizacji. Literatura oddziauje inaczej na kady umys i przez to jest bardziej podna. Jest bardziej uniwersalna, a jednoczenie przejmujco szczegowa. Jeli mwi o chlebie, winie, kamieniu lub drzewie, to odwouje si do caej klasy kadej z tych rzeczy, do idei czy pojcia; a jednak odbiorca bdzie mg w swej wyobrani nada im indywidualne ksztaty. Jeli opowie mwi o tym, e kto zjad chleb, to reyser teatralny albo malarz bdzie mg pokaza tylko ten konkretny kawaek chleba zgodnie z wasnym gustem czy kaprysem, ale suchacz opowieci bdzie myla o chlebie w ogle, a jednoczenie wyobrazi go sobie na swj niepowtarzalny sposb. Jeli opowie mwi, e kto wspi si na wzgrze i ujrza przed sob dolin, a w niej rzek, to ilustrator moe odda na rysunku (albo niemal odda) swoj wizj tej sceny, ale kady, kto syszy te sowa, wytworzy wasny jej obraz, a bdzie si on skada ze wszystkich

widzianych ongi wzgrz, rzek i dolin, ale take ze wzgrza, rzeki i doliny, ktre byy dla suchacza opowieci pierwszym wcieleniem tych sw w jego wiecie. Nota F (s. 54) Mowa tu oczywicie o fantazji form i widzialnych ksztatw. Mona stworzy dramat na temat wraenia, jakie wywary na postaciach fantastyczne bd czarodziejskie zdarzenia, ktre nie wymagaj adnych technicznych zabiegw, albo ktre mona po prostu opowiedzie. Wszake w centrum dramatu znajduje si nie fantazja, ale ludzkie charaktery i to na nich koncentruje si caa uwaga. Ten rodzaj dramatu (ktrego przykadem mog by niektre sztuki Barriego) mona uy do bahych lub satyrycznych celw, mona mu te nada dowolne przesanie, ale jest to przesanie dla ludzi. Dramat jest antropocentryczny. Ba i fantazja - niekoniecznie. Istnieje na przykad wiele opowieci o ludziach, ktrzy spdzili cae lata pord elfw, nie starzejc si, niewiadomi upywu czasu. Banie napisa na ten temat sztuk Mary Ros. Nie ma tam ani jednego elfa. Przez cay czas mamy do czynienia z okrutnie przeladowanymi ludmi. Mimo sentymentalnej gwiazdy i gosw anielskich w zakoczeniu (w wersji drukowanej) jest to bolesna sztuka, a atwo mogaby przerodzi si w diaboliczn - przez zamian gosw anielskich na zew elfw (jak w przedstawieniu, ktre kiedy widziaem). Narracyjne banie opowiadajce o ludziach - ofiarach elfw - mog by rwnie bolesne lub rwnie straszne. Ale nie musz. W wikszoci z nich elfom powicono tyle samo uwagi co ludziom. W niektrych to one s bohaterami opowieci. Wiele z krtkich utworw folklorystycznych na ten temat funkcjonuje po prostu jako wiadectwo istnienia elfw, jako kolejne pozycje w kumulujcym si od wiekw zbiorze historii o elfach i ich obyczajach. Cierpienia ludzi, ktrzy wchodz z nimi w kontakt (czsto z wasnej woli), ukazane s z innej perspektywy. Mona napisa dramat o cierpieniach ofiary bada radiologicznych, ale nie o samym radzie, ale mona interesowa si przede

wszystkim radem (a nie radiologami) albo przede wszystkim Krlestwem Czarw (a nie umczonymi miertelnikami). Pierwsze z zainteresowa zrodzi dzieo naukowe, drugie - ba. Dramat nie odda sprawiedliwoci adnemu z nich. Nota G (s. 68) Brak poczucia rnicy midzy istot ludzk a zwierzciem u ludw z odlegej przeszoci jest zwyk hipotez badawcz, cho wydaje si, e takie pomieszanie poj cechuje raczej ponionych i oszukanych ludzi wspczesnych. Rwnie dobrze mona by twierdzi, i poczucie to byo kiedy silniejsze - przynajmniej wskazywayby na to nieliczne przekazy pozostawione nam przez naszych przodkw. Fakt, e od dawna tworzono fantazje, ktre czyy ludzkie ksztaty z ksztatami rolin lub zwierzt, albo nadaway ludzkie zdolnoci zwierztom, nie dowodzi jakiegokolwiek pomieszania poj. Wrcz przeciwnie. Fantazja nie zaciera ostrych konturw rzeczywistego wiata raczej jest od nich zalena. W naszym zachodnim, europejskim wiecie to poczucie rozdziau czsto bywa w dzisiejszych czasach osabiane i atakowane nie przez fantazj, ale przez teorie naukowe. A wic nie przez opowieci o centaurach, wilkoakach albo zakltych niedwiedziach, ale przez hipotezy (czy raczej arbitralne stwierdzenia) naukowcw, ktrzy nie do, e sklasyfikowali czowieka jako zwierz - to poprawne w kocu stwierdzenie datuje si od staroytnoci - ale okrelili go take jako tylko zwierz. Nastpstwem tego jest chaos emocjonalny. Naturalna, nie do koca zepsuta, mio czowieka do zwierzt i ludzkie pragnienie, by wej w skr innych yjcych istot, zbuntoway si. Mamy wic dzi ludzi, ktrzy kochaj zwierzta bardziej ni innych ludzi, ktrym al owiec do tego stopnia, e przeklinaj owczarza niczym wilka, ktrzy opakuj zabitego konia, a oczerniaj martwego onierza. To dzi, a nie w czasach, gdy rodziy si banie, zabrako poczucia rozdziau.

Nota H (s. 70) Formua finalna i yli dugo i szczliwie - zazwyczaj uwaana za rwnie typow dla zakoczenia bani, jak dawno, dawno temu za typowe dla jej pocztku - jest sztucznym, konwencjonalnym zabiegiem. Nie ma za zadanie oszuka kogokolwiek. Tego typu formuy mona porwna do passe-partout albo ram obrazw: nie funkcjonuj one jako rzeczywisty fragment cile utkanej sieci opowieci, podobnie jak rama nie jest czci przedstawionej na obrazie sytuacji ani framuga okienna nie stanowi elementu wiata zewntrznego. Zwroty te mog by bardzo wyszukane albo zwyczajne, proste lub ekstrawaganckie, ale rwnie konwencjonalne i rwnie niezbdne co rama obrazu - niewane czy prosta, czy rzebiona, czy pozacana. A jeli nie pomarli, to yj do dzi. I ja tam byem, mid i wino piem, po brodzie ciekao, w gbie nic nie zostao, Zgasa fajeczka, skoczona bajeczka. Tego rodzaju zakoczenia pasuj do bani, gdy lepiej pozwalaj poj nieskoczono wiata opowieci ni wspczesne opowiadania realistyczne. Ostre cicie na nieskoczonej makacie jest stosownie oznaczone okrelon formu - niekiedy nawet komiczn czy groteskow. Wspczesna ilustracja (w tak znacznej mierze fotograficzna) wykazuje nieodparte tendencje do odrzucenia granic tak, e obrazek koczy si ze stron. Metoda ta moe i pasuje do fotografii, ale jest zupenie nieodpowiednia w przypadku ilustracji inspirowanych bani. Drukowa obrazek pokrywajcy si ze stron, jak zdjcie Gr Skalistych z Picture Post - jakby bya to istotnie fotografia baniowej krainy albo rysunek naszego artysty, ktry by przy tym - to szalestwo i naduycie. A co do pocztku bani: trudno znale lepsz formu ni dawno, dawno temu. Ma ona bezporednie dziaanie, ktrego dowiadczy mona, choby czytajc Straszliw gow z Bkitnej ksigi bani. Jest to dokonana przez Andrew Langa adaptacja mitu o Perseuszu i Gorgonie. Zaczyna si dawno, dawno temu i nie okrela ani roku ani miejsca, ani osb. Zabieg ten prowadzi do czego, co mona byoby okreli jako przemian mitologii w ba.

Osobicie wolabym tu mwi o przemianie wzniosej bani (bo czyme innym jest grecka opowie) w t szczegln form, tak obecnie popularn w naszym kraju: w opowiastk dla dzieci, historyjk babuni. Bezimienno to nie cnota i nie naley jej naladowa, bo niedookrelono prowadzi w tym wypadku do obnienia jakoci, zepsucia wynikajcego z zapomnienia i braku inwencji. Ale nie bezczasowo. Pocztek nie jest zuboeniem - jest znaczcy. Pozwala natychmiast przeczu rozlegy wiat czasu, nie objty adn map.

Li, dzieo Niggle'a


y sobie kiedy czowieczek imieniem Niggle, ktrego czekaa duga podr. Nie chcia wyjeda, tak naprawd sama myl o wyjedzie wydawaa mu si wstrtna, podr jednak bya konieczna. Wiedzia, e kiedy trzeba j bdzie rozpocz, ale nie pieszy si z przygotowaniami. Niggle by malarzem. Niezbyt wprawdzie znanym, co wynikao take i z faktu, e zawsze mia mnstwo innych zaj. Nie przepada za nimi, ale robi je cakiem dobrze, kiedy nie mg si od nich uwolni, co (jego zdaniem) zdarzao si a nazbyt czsto. W ojczynie Niggle'a obowizyway raczej surowe prawa. Byy take i inne przeszkody. Na przykad sam Niggle bywa czasami po prostu leniwy i nie robi w ogle nic. By take, na swj sposb, dobry. Znacie ten rodzaj dobroci, ktry o wiele czciej sprawia przykro ni popycha do dziaania, prawda? A kiedy wreszcie zaczyna co robi, bynajmniej nie powstrzymywao go to od narzekania, przeklinania (gwnie do siebie) i tracenia cierpliwoci. Pomimo to pomaga czsto swemu ssiadowi, panu Parishowi, ktry by kulawy. Czasami pomaga take ludziom mieszkajcym dalej, jeli przyszli i poprosili go o pomoc. Od czasu do czasu przypomina sobie take o podry i zaczyna si pakowa w bardzo chaotyczny sposb. Nie malowa wwczas zbyt wiele. Mia gotow pewn liczb pcien. W wikszoci byy one zbyt wielkie i zbyt ambitne jak na jego moliwoci. Niggle nalea do tych malarzy, ktrzy licie maluj lepiej od drzew. Spdza zwykle wiele czasu nad pojedynczym liciem, prbujc uchwyci jego ksztat, poysk, blask kropli wody na jego krawdzi. Lecz chcia namalowa cae drzewo i wszystkie jego licie - tak podobne, a przecie tak rne. Jeden obraz szczeglnie go niepokoi. Rozpocz si od licia koysanego wiatrem; li zmieni si w drzewo, drzewo roso, rozpocierajc niezliczone gazie i wypuszczajc fantastyczne korzenie. Pojawiay si dziwne ptaki, wiy gniazda wrd gazi - i nimi te trzeba byo si zaj. Pniej, wok drzewa i poza nim, widoczny przez szczeliny wrd listowia i

gazi, rozpostar si kraj, wida byo cie maszerujcego lasu i bysk przykrytych niegiem grskich szczytw. Niggle straci zainteresowanie innymi obrazami lub przystawia je i przybija do krawdzi wielkiego ptna. Szybko stao si ono tak ogromne, e musia uywa drabiny, po ktrej biega w gr i w d, tu zrywajc skrawek ptna, tam kadc smug farby. Gdy kto przychodzi do niego z prob, wydawa si cakiem uprzejmy, cho czasem bawi si lecymi na stole owkami. Nieuwanie sucha, co do niego mwiono. Cay czas myla o wielkim ptnie, stojcym w wysokiej szopie, ktr specjalnie w tym celu zbudowa w ogrodzie (w tej czci, gdzie niegdy uprawia ziemniaki). Lecz nie potrafi przesta by yczliwym. Chciabym mie nieco silniejsz wol - mwi czasem sam do siebie, majc na myli to, e chciaby, aby kopoty innych ludzi nie sprawiay mu przykroci. Jednak przez dugi czas nikt mu tak naprawd nie przeszkadza. W kadym razie powinienem skoczy ten obraz, mj prawdziwy obraz, nim bd musia wyruszy w t przeklt podr - mawia. Zaczyna bowiem pojmowa, e podry nie mona odkada w nieskoczono. Obraz powinien ju przesta rosn, a praca nad nim zacz zblia si do koca. Pewnego dnia Niggle sta przed obrazem i przyglda mu si niezwykle uwanie i bezstronnie. Nie potrafi uwiadomi sobie, co ma o nim myle i aowa, e nie ma przyjaciela, ktry mgby mu to powiedzie. W tej chwili swoje dzieo uwaa za cakowicie niezadowalajce, a jednoczenie bardzo pikne; jakby byo jedynym naprawd piknym obrazem na wiecie. Tak bardzo pragn zobaczy samego siebie wchodzcego do pracowni, poczu klepnicie po ramieniu, usysze sowa (wypowiedziane z oczywist szczeroci): Absolutnie wspaniae! Wyranie widz, o co ci chodzi. Tylko tak dalej - i nie martw si niczym. Dostaniesz stypendium i bdziesz mia wszystko, czego potrzebujesz. Ale stypendium nie byo. Natomiast jedn rzecz widzia Niggle jasno: dokoczenie obrazu bdzie wymagao skupienia i pracy, cikiej,

nieprzerwanej pracy. Zakasa rkawy i zacz si skupia. Przez wiele dni prbowa nie martwi si niczym. Jednak przeszkd zrodzio si niespodziewanie wiele. Nastpiy awarie w domu, musia zasi jako awnik w sdzie w miasteczku, przyjaciel z daleka zachorowa, pana Parisha powalio lumbago, cigle przychodzili gocie. Bya wiosna, chcieli wypi herbat na wsi - Niggle mieszka w adnym, niewielkim domu do daleko od miasta. Przeklina ich w gbi serca, lecz nie mg zaprzeczy, e zostali zaproszeni przez niego dawno temu, w zimie, kiedy odwiedzanie sklepw i nawizywanie znajomoci przy herbacie jeszcze nie byo przeszkod. Prbowa sta si twardszy - bez skutku. Na wiele prb nie mia odwagi odpowiedzie nie, bez wzgldu na to, czy traktowa je jako obowizki czy nie; musia zrobi mnstwo rzeczy. Niektrzy gocie napomykali, e ogrd jest raczej zaniedbany, co moe spowodowa wizyt inspektora. Oczywicie tylko niewielu wiedziao o obrazie, lecz gdyby nawet wiedzieli wszyscy, prawdopodobnie nic by si nie zmienio. Wtpi, czy sdziliby, e obraz ma jakiekolwiek znaczenie. Omiel si twierdzi, e nie by naprawd dobry, cho moe mia dobre fragmenty. Drzewo, w kadym razie, byo dziwaczne. Zupenie wyjtkowe na swj sposb. Tak jak sam Niggle, cho by on take zwykym, szarym czowieczkiem.W kocu czas Niggle'a sta si naprawd cenny. Znajomi z miasteczka przypomnieli sobie, e ten szary ludzik ma odby kopotliw podr i niektrzy zaczli si zastanawia, kiedy j wreszcie rozpocznie. Zastanawiali si te, kto otrzyma dom i czy ogrd bdzie lepiej utrzymany. Przysza jesie, wietrzna i deszczowa. May malarz pracowa w szopie. Sta na drabinie, usiujc uchwyci blask zachodzcego soca na onieonych szczytach gr, ktre byszczay na lewo od koniuszkw lici rosncych na jednej z gazi drzewa. Wiedzia, e bdzie musia wyruszy wkrtce, moe na pocztku przyszego roku. Powinien ju koczy obraz, a przecie byy fragmenty, gdzie do tej pory zaledwie naszkicowa cz tego, o co mu chodzio. Usysza pukanie do drzwi.

- Prosz - powiedzia ostro i zszed z drabiny. Sta na pododze, machajc pdzlem. Przyszed jego ssiad, Parish, jego jedyny prawdziwy ssiad; wszyscy inni mieszkali daleko. Mimo to Niggle niezbyt lubi Parisha. Czciowo dlatego, e cigle by on w kopotach i potrzebowa pomocy, a take dlatego, e nie obchodzio go malarstwo, za to by bardzo krytyczny w kwestiach ogrodniczych. Kiedy Parish patrzy na ogrdek Niggle'a (co zdarzao si czsto), zauwaa gwnie chwasty, a kiedy patrzy na jego obrazy (co zdarzao si rzadko), widzia tylko zielone i szare pasma oraz czarne linie, ktre wydaway mu si bezsensowne. Nie waha si wspomnie o chwastach (ssiedzki obowizek), lecz unika wydawania opinii o obrazach. Uwaa to za bardzo uprzejme i nie zdawa sobie sprawy, e nawet jeeli by uprzejmy, to na pewno niewystarczajco. Pomoc przy chwastach (i by moe pochwaa obrazw) z pewnoci byyby lepsze. - No wic, Parish, o co chodzi? - zapyta Niggle. - Nie powinienem ci przeszkadza, wiem - odpowiedzia Parish (nie patrzc na obraz). - Jeste, oczywicie, bardzo zajty. Niggle zamierza powiedzie co takiego sam, ale nie wykorzysta szansy. Burkn tylko Tak. - Ale nie mam do kogo si zwrci - kontynuowa Parish. - Rzeczywicie - zgodzi si Niggle i westchn. Byo to jedno z tych cichych westchnie, ktre s cakiem niesyszalnym, prywatnym komentarzem do rozmowy. - Co mog dla ciebie zrobi? - ona od kilku dni choruje i zaczynam si niepokoi. I wiatr zerwa poow dachwek z dachu, woda leje si do sypialni. Chyba powinienem wezwa lekarza. I murarzy, ale na nich czeka si dugo. Mylaem, e masz troch zbdnego drewna i ptna. Po prostu, eby zaata dach i pomc mi na dzie lub dwa. Teraz spojrza na obraz. - Ojej - powiedzia Niggle. - Ale pech! Mam nadziej, e ona ma tylko katar. Zaraz przyjd i pomog ci znie j na d. - Bardzo dzikuj - rzek chodno Parish - ale to nie katar. To gorczka.

Nie kopotabym ci katarem. Poza tym ona i tak ley w ku na dole. Nie mog biega w gr i w d z tacami. Nie z moj nog. Widz, e rzeczywicie pracujesz. Przepraszam, e ci przeszkadzam. Miaem nadziej, e mgby powici troch czasu i pojecha po doktora, znajc moj sytuacj. I po murarzy te, jeli rzeczywicie nie masz zbdnych pcien. - Oczywicie - powiedzia Niggle, cho na kocu jzyka mia zupenie inne sowa. Serce zmiko mu po prostu, cho nie czu nic. - Mgbym pojecha do miasta. Pojad, jeli rzeczywicie si martwisz. - Martwi si, bardzo si martwi. Szkoda, e jestem kulawy powiedzia Parish. Niggle pojecha. Zrozumcie, czu si niezrcznie. Parish by jego jedynym ssiadem, inni ludzie mieszkali daleko. Niggle mia rower, Parish nie mia i nie mg jedzi. Parish by kulawy, naprawd kulawy i sztywna noga czsto bardzo go bolaa, o tym powinno si pamita tak samo, jak o jego kwanej minie i jkliwym gosie. Oczywicie - Niggle malowa obraz i mia mao czasu, by go ukoczy. Wydaje si jednak, e z tym powinien liczy si nie Niggle, lecz Parish. Parish jednak nie liczy si z obrazami, a Niggle nie mg tego zmieni. - Do diaba z tym - powiedzia do siebie, wyprowadzajc rower. Byo zimno, wia wiatr, wiato dnia zanikao. Koniec roboty na dzi pomyla Niggle i ca drog albo kl w mylach, albo wyobraa sobie pocignicia pdzla na grach i otaczajcych je, penych lici gaziach, ktre po raz pierwszy wyobrazi sobie na wiosn. Palce drgay mu na kierownicy. Teraz, kiedy wyszed z szopy, wiedzia dokadnie, jak pokaza lnice gazie otaczajce daleki widok gr. Jednak gboko w sercu czu co podobnego do strachu; strachu, e nie bdzie mia ju okazji nigdy tego sprbowa. Znalaz doktora, zostawi te wiadomo dla murarzy. Biuro byo zamknite, a murarz poszed do domu grza si przy kominku. Niggle przemk na wskro i sam si zazibi. Doktor nie wyruszy tak szybko, jak uczyni to Niggle. Przyjecha nastpnego dnia, co byo zgodne z jego zwyczajami i mia ju teraz dwoje pacjentw w ssiednich domach. Niggle

lea w ku, z wysok gorczk, a w jego gowie i na suficie pojawiay si wspaniae wzory lici i powikanych gazi. Nie sprawia mu przyjemnoci wiadomo, e pani Parish miaa jedynie katar i ju wstaje z ka. Odwrci si twarz do ciany i pogry w liciach. Jaki czas pozosta w ku. Wia silny wiatr. Zerwa jeszcze par dachwek z dachu Parisha i kilka z domu Nig-gle'a; jego dach te zacz przecieka. Murarze nie przychodzili. Niggle przez kilka dni niezbyt si o to troszczy. Potem wydosta si z domu w poszukiwaniu jedzenia (nie mia ony). Parish nie przychodzi, pada deszcz i bolaa go noga, a jego ona zajta bya wycieraniem podogi i zastanawianiem si, czy ten Niggle nie zapomnia przypadkiem zawiadomi murarzy. Gdyby chciaa co poyczy, wysaaby Parisha, ale nie chciaa i Niggle pozostawiony by sam sobie. Mniej wicej pod koniec tygodnia, zataczajc si, Niggle znw poszed do szopy. Usiad i patrzy na obraz, ale tego dnia nie pojawiy mu si ani wzory lici, ani widok gr. Mg malowa dalekie to piaszczystej pustyni, ale po prostu nie mia na to siy. Nastpnego dnia czu si ju o wiele lepiej. Wspi si na drabin i zacz malowa. Obraz wanie wcign go znowu, gdy kto zapuka do drzwi. - Cholera! - powiedzia Niggle, lecz rwnie dobrze mg powiedzie uprzejmie: Prosz wej, bo drzwi i tak si otworzyy. Tym razem pojawi si w nich wysoki mczyzna, zupenie obcy. - To prywatna pracownia - powiedzia Niggle. - Jestem zajty. Wyno si. - Jestem Inspektor Budowlany - odpowiedzia mczyzna, trzymajc legitymacj w wycignitej rce tak, by Niggle mg j przeczyta z drabiny. - O! - powiedzia Niggle. - Dom waszego ssiada jest w kiepskim stanie - stwierdzi Inspektor. - Wiem - odpar Niggle. - Zostawiem informacj dla murarzy ju dawno temu, ale nie przyszli. Potem byem chory.

- Rozumiem, ale teraz ju jestecie zdrowi. - Ale nie jestem murarzem. Parish powinien zoy skarg w Radzie Miejskiej i otrzyma pomoc konieczn w nagych wypadkach. - Wszyscy zajci s wikszymi zniszczeniami ni tutaj. W dolinie bya powd i wiele rodzin pozostao bez dachu nad gow. Powinnicie pomc ssiadowi w wykonaniu prowizorycznych napraw i nie dopuci, by likwidacja zniszcze bya zbyt kosztowna. Takie jest prawo. Macie tu mnstwo materiau: drewno, ptno, wodoodporne farby.- Gdzie? - zapyta oburzony Niggle. - Tu! - odpar Inspektor, wskazujc na obraz. - Mj obraz! - krzykn Niggle. - Tak wanie przypuszczaem - powiedzia Inspektor. - Domy s waniejsze. Tak mwi prawo. - Ale nie mog... - Niggle nie zdy powiedzie nic wicej, bowiem w tym momencie wszed drugi mczyzna. By bardzo podobny do Inspektora, wyglda niemal jak jego bliniak, wysoki, ubrany na czarno. - Prosz za mn - powiedzia. - Jestem Szofer. Niggle potykajc si, zszed z drabiny. Gorczka zdawaa si wraca, byo mu zimno, mia zawroty gowy. - Szofer? Szofer? - wyjka. - Jaki Szofer? - Wasz i waszego pojazdu - odpar mczyzna. - Pojazd zosta zamwiony dawno temu. W kocu przyby. Czeka. Zaczynacie dzi swoj podr. - A wic tak! - powiedzia Inspektor. - Musicie jecha, ale le zaczyna podr, zostawiajc nie dokoczon prac. W kocu bdziemy mogli zrobi teraz jaki uytek z tego ptna. - Mj Boe - powiedzia biedny Niggle i zacz paka. - Jeszcze go nie skoczyem. - Nie skoczyem! - powiedzia Szofer. - No wic z nim skoczono, przynajmniej o tyle, o ile was to dotyczy. Wychodcie! Niggle wyszed cakiem spokojnie. Szofer nie zostawi mu czasu na

pakowanie twierdzc, e powinien zrobi to wczeniej i e mog spni si na pocig, wic Niggle zdy tylko zapa w holu ma torb. Znalaz w niej pudeko z farbami i szkicownik z rysunkami. Nie byo w niej ani jedzenia, ani ubrania. Zdyli jednak na pocig. Niggle by zmczony i bardzo picy; kiedy wepchnito go do przedziau, ledwie si orientowa, co si wok niego dzieje. Nie troszczy si o nic, zapomnia, gdzie ma jecha i po co. Pocig ruszy niemal natychmiast w gb ciemnego tunelu. Niggle ockn si na wielkiej, mrocznej stacji. Wzdu peronu szed zawiadowca. Nie krzycza nazwy stacji, lecz imi. Woa: - Niggle! Niggle wysiad w popiechu i zorientowa si, e w przedziale zostaa jego maa torba. Odwrci si, ale pocig zdy odjecha. - A, tu jestecie - powiedzia Zawiadowca. - Tdy. Co? Nie macie bagau? Powinnicie pj do Przytuku. Niggle poczu si bardzo le i zemdla na peronie. Wezwano karetk i odwieziono go do szpitala przy Przytuku. Opieka wcale mu si nie podobaa. Dostawa gorzkie lekarstwa. Urzdnicy i obsuga byli wrodzy, milczcy i surowi. Nie widywa nikogo oprcz bardzo nieprzyjemnego doktora, ktry czasami go odwiedza. Przypominao to bardziej wizienie ni szpital. Kazano mu ciko pracowa, w staych godzinach; przy kopaniu, w stolarni przy malowaniu surowych desek na jeden, spokojny kolor. Nie wypuszczano go na zewntrz, a wszystkie okna wychodziy na podwrko. Trzymano go w ciemnociach przez dugie godziny. Aby mg myle - tak mwiono. Traci poczucie czasu. Nie czu si ani troch lepiej, jeli sdzi po tym, e nic nie sprawio mu przyjemnoci. Nawet sen. Na pocztku, przez pierwsze stulecie (przekazuj tylko jego wraenia) bezsensownie martwi si przeszoci. Lec w ciemnociach, powtarza nieustannie: Szkoda, e nie odwiedziem Parisha tego dnia, kiedy zacz wia wiatr. Przecie chciaem. atwo byoby naprawi pierwsze obluzowane dachwki. Wtedy pani Parish moe by si nie przezibia. Wtedy moe i ja bym nie zachorowa. I moe mgbym pracowa tydzie duej. Lecz z

czasem zapomnia, na co potrzebny by mu ten tydzie. Jeli o czymkolwiek jeszcze myla, to jedynie o szpitalnych pracach. Planowa je, zastanawiajc si, jak szybko uda mu si naprawi skrzypice deski podogi, zawiasy w drzwiach, nog od stou. Prawdopodobnie by uyteczny, cho tego nikt mu nigdy nie powiedzia. By moe wcale nie z tego powodu przetrzymywano tak dugo tego biednego ludzika. Moe czekali, a mu si polepszy - polepszy wedug jakich ich medycznych kryteriw. W kadym razie biedny Niggle nie czerpa z ycia przyjemnoci przynajmniej takiej, jak zna. Nie bywa wesoy. Nie mona jednak zaprzeczy, e zaczyna czu co... moe spokojn satysfakcj, md jak chleb, a nie sodk jak dem. Podejmowa prac na dwik dzwonka i odkada j rwno z dzwonkiem, uporzdkowan, czekajc na podjcie we waciwym czasie. Pracowa teraz cakiem sporo i porzdnie wykacza najdrobniejsze zadania. Nie mia wolnego czasu (wyjwszy samotno sypialni), a jednak by jego panem. Wiedzia dokadnie, co ma robi. Nie czu popiechu. By spokojniejszy, a w czasie odpoczynku naprawd odpoczywa. Wtedy nagle zmienili godziny pracy, wyrzucili go ze stoami. Kazali po prostu kopa, dzie po dniu. Przyj to zupenie spokojnie. Dugo trwao nim zupenie niewiadomie - zaczy mu si przypomina dawne przeklestwa. Kopa, a grzbiet zdawa si pka, rce stay si jedn otwart ran i czu, e nie zdoa ju podnie nastpnej opaty. Nikt mu nie podzikowa, lecz przyszed Lekarz i obejrza go. - Koniec pracy - powiedzia. - Cakowity odpoczynek. W ciemnoci. Niggle lea w zupenym mroku, cakowicie odpoczywajc. Nic nie myla i niczego nie czu. Mg lee tak przez godziny i lata - bez adnej rnicy. I nagle usysza gosy, lecz inne ni te, ktre sysza dotychczas. Moga to by rada medyczna, moe sd odbywajcy si blisko, niemal w zasigu rki, w ssiednim pokoju przy otwartych drzwiach, cho nie wida byo adnego wiata. - A teraz przypadek Niggle'a - powiedzia Gos. Brzmia gronie, groniej ni gos Lekarza.

- Jaki problem? - zapyta Drugi Gos. Ten mona byoby nazwa uprzejmym, cho nie agodnym, by to gos wadczy, brzmia jednoczenie pocieszajco i smutno. - Jakie kopoty z Niggle'em? Przecie mia serce. - Tak, lecz nie pracowao ono waciwie. I mona byoby podejrzewa, e w ogle nie mia gowy. Zaledwie myla. Zauwacie, ile straci czasu, nawet si nie bawic. Nigdy nie przygotowa si do podry. By cakiem zamony, a przyjecha jak biedak i trzeba byo go ulokowa w skrzydle przeznaczonym dla ndzarzy. Obawiam si, e to beznadziejny przypadek. Myl, e powinien tu jeszcze zosta. - Prawdopodobnie to by mu nie zaszkodzio - powiedzia Drugi Gos. Lecz oczywicie to tylko nic nie znaczcy czowieczek. Nie chcia by nikim wielkim, nie by nigdy specjalnie silny. Spjrzmy do akt. Tak. Jest troch rzeczy przemawiajcych na jego korzy. - By moe - powiedzia Pierwszy Gos - ale niewiele ich zostanie po dokadnym sprawdzeniu. - Wic, oto one - powiedzia Drugi Gos. - By z usposobienia malarzem. Niezbyt dobrym oczywicie, lecz jednak. Jego Li ma szczeglny wdzik. Bardzo troszczy si o licie, po prostu dla nich samych, lecz nigdy nie sdzi, e czyni go to kim wanym. Nie ma w aktach wzmianki, by prbowa usprawiedliwi tym, nawet wobec siebie samego, zaniedbania w rzeczach nakazanych przez prawo. - Wic nie powinien zaniedbywa ich tak czsto. - Mimo wszystko odpowiedzia na wiele wezwa. - Niewielki procent, tylko na te atwiejsze i nazywa je przeszkodami. W aktach cigle pojawia si to sowo, wraz z mnstwem skarg i idiotycznych przeklestw. - To prawda, lecz jemu rzeczywicie wydaway si przeszkodami. Biedaczyna! I jeszcze jedno: nigdy nie spodziewa si nagrody, jak wielu podobnych do niego to nazywa. Jest przypadek Parisha, tego, ktry przyby pniej. By ssiadem Niggle'a, nigdy nie kiwn dla niego palcem, rzadko

okazywa te wdziczno. W aktach nie ma jednak nawet wzmianki, by Niggle spodziewa si wdzicznoci. Wydaje si, e w ogle o tym nie myla.Tak, to jest co - powiedzia Pierwszy Gos. - Ale niewiele. Sdz, e zgodzisz si, i Niggle czsto po prostu zapomina. Zapomnia, e zrobi co dla Parisha, jak tylko ju to zrobi. - A jednak mamy tu ostatni raport - powiedzia Drugi Gos. - O tej jedzie rowerem w deszczu. Pooybym na to nacisk. Wydaje si oczywiste, e byo to prawdziwe powicenie. Niggle podejrzewa, e zaprzepaszcza ostatni szans ukoczenia obrazu, podejrzewa take, e Parish niepotrzebnie si martwi. - Sdz, e podkrelasz zbyt mocno ten fakt - powiedzia Pierwszy Gos cho ostatnie sowo naley do ciebie. Oczywicie, to twoje zadanie, jak najkorzystniej interpretowa fakty. Czasami na to zasuguj. Co proponujesz? - Myl, e ten przypadek pozwala na nieco agodniejsze traktowanie. Niggle pomyla, e nigdy nie sysza czego tak wielkodusznego. agodniejsze traktowanie brzmiao jak wspaniay dar, jak zaproszenie na krlewsk uczt. I nagle Niggle si zawstydzi. Myl, e jego spraw potraktowano jako nadajc si do agodniejszego traktowania przygniota go, sprawia, e poczu si zaenowany. Jakby otrzyma publiczn pochwa, wiedzc - jak wszyscy - e jest ona niezasuona. Ukry rumiece pod szorstkim kocem. Zapada cisza. Nagle Pierwszy Gos odezwa si do Nig-gle'a, bardzo blisko: - Syszae? - zapyta. - Tak - odpar Niggle. - Masz co do powiedzenia? - Czy moecie opowiedzie mi o Parishu? - poprosi Niggle. - Chciabym zobaczy go znowu. Mam nadziej, e nie jest bardziej chory? Czy moecie wyleczy jego nog? Bardzo cierpi z jej powodu. I prosz, nie martwcie si o niego i o mnie. By bardzo dobrym ssiadem, sprzedawa znakomite ziemniaki, bardzo tanio, co oszczdzao mi mnstwo czasu.

- Rzeczywicie? - zdziwi si Pierwszy Gos. - Mio mi to sysze. Znowu zapada cisza. W tej ciszy Niggle usysza oddalajce si gosy. - Dobrze, zgadzam si, - powiedzia Pierwszy Gos z daleka. - Pozwlmy mu przej do nastpnego stadium. Jeli nie masz nic przeciwko temu, ju jutro. Niggle obudzi si i odkry, e zasony w oknach zostay zdjte i jego pokoik jest peen wiata. Wsta i przy ku znalaz wygodne ubranie zamiast szpitalnego uniformu. Po niadaniu Lekarz obejrza jego poranione rce, posmarowa jak maci i od razu wyleczy. Da Niggle'owi wiele dobrych rad i butelk wzmacniajcego lekarstwa (w razie potrzeby). Pnym rankiem dosta ciastko i szklank wina. - Moecie pj na stacj - powiedzia Lekarz. - Zawiadowca si o was zatroszczy. egnajcie. Niggle wylizn si przez frontowe wejcie i zamruga nagle olepiony. Soce byszczao tak jasno. Spodziewa si spaceru przez due miasto, odpowiadajce rozmiarom stacji, ale miasta nie byo. Sta na szczycie pustego, zielonego wzgrza, omiatanego rzekim wiatrem. W pobliu nie dojrza nikogo. W dole, u stp wzgrza, byszczay dachy stacji. Pomaszerowa rano, ale bez popiechu. Zawiadowca zauway go natychmiast. - Tdy prosz - powiedzia i zaprowadzi Niggle'a na peron, na ktrym sta bardzo przyjemny, niewielki, lokalny pocig: jeden wagon, maa lokomotywa, byszczce, czyste, nowo pomalowane. Wyglday, jakby bya to ich pierwsza podr. Rwnie peron sprawia wraenie nowego, szyny byszczay, awki byy pomalowane na zielono, podkady pachniay wspaniale wie smo, rozgrzan promieniami soca. Wagon by pusty. - Dokd jedzie ten pocig, panie Zawiadowco? - zapyta Niggle.- Myl, e sami jeszcze nie s pewni - odpowiedzia Zawiadowca - ale na pewno dojedzie. - I zamkn drzwi. Pocig ruszy natychmiast. Niggle opad na awk. Lokomotywka pykaa, cignc wagon poprzez gboki wykop o stromych, zielonych

cianach przykrytych bkitnym niebem. Po niedugim (jak si wydawao) czasie rozleg si gwizd, zaskrzypiay hamulce i pocig stan. Nie byo stacji, nie byo adnego napisu, jedynie schody prowadzce na zielony nasyp. A na szczycie schodw furtka w starannie przycitym ywopocie. Sta przy niej jego rower, a moe tylko podobny, w kadym razie cia si przypita do ramy tabliczka, na ktrej wielkimi literami napisano: NIGGLE. Niggle otworzy drzwiczki, wskoczy na rower i potoczy si zboczem nasypu w ciepych promieniach wiosennego soca. Szybko spostrzeg, e drka, ktr jecha na pocztku, znika i jedzie teraz po wspaniaej trawie. Bya zielona i gsta, a przecie kade dbo wida byo wyranie. Wydawao mu si, e pamita tak traw, e widzia j kiedy i gdzie, a moe tylko ni o niej? Ksztaty terenu te byy znajome. Tak, stawa si teraz poziomy - jak powinien - a teraz znowu zaczyna si wznosi. Pomidzy soce a Niggle'a wkrad si zielony cie. Niggle spojrza w gr i spad z roweru. Przed nim stao Drzewo - jego Drzewo - skoczone. Jeli moecie nazwa tak Drzewo, ktre yje, ktrego licie si rozwijaj, a gazie rosn i koysz si na wietrze, ktry Niggle tak czsto czu, ktrego tak czsto si domyla, ktry tak czsto i bezskutecznie prbowa malowa. Spojrza na Drzewo, wolno podnis rce i rozoy je szeroko. - Oto dar - powiedzia. Mwi o swej sztuce i o jej dziele, ale uy tego sowa najzupeniej dosownie. Chodzi wkoo, patrzc na Drzewo. Rosy na nim licie, nad ktrymi tak ciko pracowa, a wyglday raczej tak, jak je sobie wymarzy, ni jak je wykona. Byy te i inne: te, o ktrych jedynie myla, i te, o ktrych mgby pomyle, gdyby tylko mia nieco wicej czasu. Nie byo na nich adnych napisw, byy to po prostu liczne licie, lecz jednoczenie mona byo okreli je tak dokadnie jak dni w kalendarzu. Te najpikniejsze i najbardziej charakterystyczne, najlepsze przykady stylu Niggle'a byy na pewno stworzone przy wsppracy Parisha, nie byo innego sposobu, by si tu znalazy.

Na gaziach Drzewa ptaki budoway swe gniazda. Zadziwiajce ptaki jak one pieway! Dobieray si parami, wysiadyway mode, pisklta uczyy si fruwa i wkrtce odlatyway do Lasu - wanie wtedy, gdy na nie patrzy. Dopiero teraz spostrzeg Las, ktry by tu take, rozpocierajc si po obu stronach Drzewa i niknc w dali. Szczyty Gr byszczay na horyzoncie. Potem Niggle obrci si w stron Lasu. Nie dlatego, e Drzewo go zmczyo. Zadomowio si teraz w jego pamici, by wiadom jego i jego wzrostu nawet wtedy, gdy na nie patrzy. Kiedy odszed, odkry zdumiewajc rzecz: Las, oczywicie, by dalekim Lasem, ale mona byo zbliy si, a nawet wej do i nie traci on nic ze swego szczeglnego pikna. Nigdy przedtem nie by w stanie pj w zmieniajc go w zwyke otoczenie. Dodawao to sporo atrakcji spacerom po tej ziemi, bowiem, gdy szede, rozpocieray si nowe perspektywy, moge je dwoi, troi, mnoy zachwyty. Moge odchodzi coraz dalej i dalej, i mie cay kraj w ogrodzie lub na obrazie (jeli wolicie tak wanie to nazywa). Moge i coraz dalej i dalej, lecz prawdopodobnie nie w nieskoczono. W tle byy Gry. Wydawao si, e nie nale one do obrazu, moe tylko cz go z czym zupenie innym, czym cakowicie rnym, byszczcym spoza drzew; z innym obrazem. Niggle spacerowa, lecz nie bya to zwyka wczga. Rozglda si wok uwanie. Drzewo byo skoczone, cho z nim nie skoczono. Po prostu inna droga ku temu, co zdarza si zwykle - pomyla, lecz w Lesie wiele byo nie dokoczonych miejsc, ktre cigle wymagay pracy i namysu. Nic ju nie wymagao zmian, nic z tego, co istniao nie byo ze, lecz przecie trzeba byo kontynuowa prac a do koca. W kadym przypadku Niggle by doskonale wiadom tego koca. Usiad pod dalekim drzewem, odmian Wielkiego Drzewa, ktre byo, a w kadym razie po kilku korektach mogo by rwnie niepowtarzalne, i zacz si zastanawia, gdzie zacz prac, gdzie j skoczy i ile czasu na ni potrzeba. Nie potrafi jednak opracowa planu. - Oczywicie - powiedzia - potrzebuj Parisha. Ziemia, drzewa, roliny maj wiele tajemnic, ktre on zna, a ja nie. To miejsce nie moe sta si

moim prywatnym parkiem. Potrzebuj pomocy i rady. Powinienem by wczeniej o tym pomyle. Podnis si i podszed do miejsca, od ktrego zdecydowa si zacz prac. Zdj marynark. Nagle w maej, osonitej dolince, ukrytej przed ludzkim wzrokiem, zobaczy rozgldajcego si wok i raczej oszoomionego czowieka. Opiera si on na opacie i wida byo, e nie bardzo wie, co zrobi. Niggle rozpozna go. - Parish! - zawoa. Parish zarzuci opat na plecy i podszed do Niggle'a. Cigle troch utyka. Nie odzywali si do siebie, po prostu skinli gowami, tak jak to mieli w zwyczaju, mijajc si w alejce, lecz teraz szli razem, rami w rami. Bez sw doskonale si zgodzili, gdzie ma stan dom, a gdzie urzdzi ogrd, ktry wydawa si potrzebny. Gdy ju pracowali razem, okazao si, e teraz Niggle by lepszy w organizowaniu pracy i wykonywaniu planw. Zdumiewajce - to Niggle bardziej przejmowa si budownictwem i ogrodnictwem, podczas gdy Parish z zachwytem przyglda si drzewom, a szczeglnie Drzewu. Pewnego dnia Niggle by zajty sadzeniem ywopotu, a Parish lea obok na trawie, obserwujc uwanie pikny ty kwiat rosncy w zielonej trawie. Ju dawno Niggle zasadzi ich wiele wrd korzeni Drzewa. Nagle Parish spojrza w gr, twarz byszczaa mu w socu i umiecha si. - To wspaniae - powiedzia. - Naprawd nie powinienem tutaj by. Dzikuj za te kilka sw w mojej obronie. - Nonsens - odpowiedzia Niggle. - Nie pamitam co powiedziaem, ale z pewnoci byo to za mao. - Wcale nie. Wycignli mnie znacznie wczeniej. To Drugi Gos, wiesz, on mnie tu przysa; powiedzia, e prosie, eby mnie zobaczy. Zawdziczam to tobie. - Nie. Zawdziczasz to Drugiemu Gosowi. Obaj mu to zawdziczamy. I dalej mieszkali i pracowali razem, nie wiem jak dugo. Nie ma sensu

zaprzecza, e czasem si kcili, szczeglnie, gdy obaj byli zmczeni. Na pocztku zdarzao im si mczy. Przypomnieli sobie, e obaj maj lekarstwo. Kada butelka miaa na nalepce ten sam napis: Kilka kropel wpuci do wody ze rda. Uywa przed odpoczynkiem. Znaleli rdo w sercu Lasu. Tylko raz, dawno temu, Niggle wyobrazi je sobie, ale nigdy go nie namalowa. Teraz spostrzeg, e zasila ono poyskujce jezioro i jest rdem poywienia dla wszystkiego, co roso na tej ziemi. Kilka kropel uczynio wod nieco gorzk, odwieajc jednak i dodajc si, rwnie w gowie robio si janiej. Po wypiciu odpoczywali samotnie, a potem znw pracowali razem i ju si nie kcili. Niggle myla o cudownych, nowych rolinach i kwiatach, a Parish zawsze wiedzia dokadnie, jak je zasadzi i gdzie bd najlepiej rosy. Przestali potrzebowa lekarstwa na dugo, nim si skoczyo. Parish ju nie utyka. Im bardziej ich praca zbliaa si do koca, tym wicej czasu powicali na spacery, ogldajc drzewa i kwiaty, wiato i ksztaty, i pooenie swej krainy. Czasem piewali razem, lecz Niggle odkry, e coraz czciej spoglda w stron gr. Nadszed czas, gdy dom w dolinie, ogrd, trawnik, las, jezioro byy niemal skoczone - w sobie tylko waciwy sposb. Wielkie Drzewo rozkwito w peni.- Powinnimy skoczy dzi wieczorem - powiedzia Parish pewnego dnia. - Pniej bdziemy mogli pj na naprawd dugi spacer. Wyruszyli nastpnego dnia i szli a do samego Kraca. Oczywicie, nie byo go wida, nie byo granicy, potu, ciany. Lecz wiedzieli, e doszli do krawdzi swego wiata. Zobaczyli mczyzn wygldajcego na pasterza. Szed ku nim w d, po pokrytych traw zboczach gr. - Chcecie przewodnika? - zapyta. - Chcecie i? Na chwil cie rozdzieli Niggle'a i Parisha, bo Niggle wiedzia, e chce i (w pewnym sensie) powinien pj, a Parish nie chcia i nie by jeszcze do tego gotowy. - Musz poczeka na on - powiedzia Parish do Niggle'a. - Bdzie samotna. Spodziewam si, e zechc wysa j do mnie kiedy, kiedy bdzie

ju gotowa i kiedy ja przygotuj si na to. Skoczylimy dom - taki, jaki potrafilimy zbudowa - i chciabym go jej pokaza. Bdzie moga go urzdzi, uczyni bardziej przytulnym. Spodziewam si, e take polubi nasz kraj. - Obrci si do pasterza. - Jeste przewodnikiem? Czy mgby powiedzie, jak nazywa si to miejsce? - Nie wiesz? - zdziwi si mczyzna. - To Kraina Niggle'a. To obraz Niggle'a. Przynajmniej w wikszoci, cz to take Ogrd Parisha. - Obraz Niggle'a! - krzykn zaskoczony Parish. - Ty wymylie to wszystko, Niggle? Nie mylaem, e jeste taki mdry. Dlaczego mi nie powiedziae? - Prbowa - powiedzia pasterz. - To ty nie chciae patrze. Wtedy mia tylko ptno i farby, a ty chciae zaata nimi dach. To wanie to, co wraz z on nazywalicie gupstwem Niggle'a albo mazanin. - Ale wtedy wygldao to zupenie inaczej, nieprawdziwie - powiedzia Parish. - Wtedy by tylko cie, ale mgby zobaczy nawet cie, gdyby tylko pomyla warto sprbowa. - To ja nie daem ci szansy - powiedzia Niggle. Nie prbowaem nigdy nic wyjani. Nazywaem ci Stary Robal. Czy ma to teraz jakie znaczenie? Mieszkalimy i pracowalimy razem. Los mg kierowa nami inaczej, ale nie mg lepiej. Mimo to obawiam si, e powinienem pj. Przypuszczam, e spotkamy si znowu. Musi by jeszcze wiele rzeczy, ktre potrafimy zrobi razem. Do zobaczenia. Potrzsn rk Parisha - bya to dobra, mocna, uczciwa do. Odwrci si na chwil i spojrza za siebie. Kwiaty Wielkiego Drzewa lniy jak pomienie, a ptaki fruway ponad nim, piewajc. Umiechn si, ukoni Parishowi i odszed z pasterzem. Odszed nauczy si wszystkiego o owcach i halach, odszed, by patrze na niebo szersze i bardziej bkitne i i wyej, coraz wyej, w Gry. Nie wiem, co zdarzyo si z nim pniej. Nawet may Niggle w swoim starym domku mg szkicowa Gry, wchodziy w wiat jego obrazu, lecz co ley

poza nimi wiedz tylko ci, ktrzy je przekroczyli. - Myl, e by to tylko gupi, may czowiek - powiedzia radca Tompkins. - Naprawd bezwartociowy, adnego poytku dla spoeczestwa. - Nie wiem - odpowiedzia Atkins, ktry nie by nikim wanym, po prostu nauczycielem. - Nie jestem pewien, to zaley, co rozumiesz przez poytek. - Bez poytku praktycznego czy ekonomicznego - powiedzia Tompkins. - Odwa si powiedzie, e mona byo zrobi z niego uyteczne kko w mechanizmie spoecznym, gdybycie wy, nauczyciele, znali swoj robot. Ale nie znacie i std bior si tego rodzaju bezuyteczni osobnicy. Gdybym ja rzdzi tym krajem, potrafibym znale prac, do ktrej on i jemu podobni si nadaj: zmywanie naczy w kuchni komunalnej czy co podobnego i sprawdzabym, czy robi to dobrze. Jeli nie, zrobibym z nimi porzdek. Z nim ju dawno zrobibym porzdek. - Zrobi porzdek? To znaczy, e kazaby mu zacz podr przed jego czasem?- Tak, jeli upierasz si przy tym starym, nic nie znaczcym okreleniu. Przepchn przez tunel na Wysypisko mieci - to miaem na myli! - Wic sdzisz, e malarstwo nie jest nic warte? - Oczywicie, malarstwo bywa uyteczne. Jednak nie jego malarstwo. Jest ogromne pole do dziaania dla miaych, modych ludzi, nie bojcych si nowych idei i nowych metod, lecz nie ma adnego dla takich staromodnych bzdur. Marzenia na jawie! Nie potrafiby zaprojektowa plakatu reklamowego, nawet gdyby od tego zaleao jego ycie. Marnowanie czasu na licie i kwiaty. Raz zapytaem go: Po co? Odpowiedzia, e sdzi, i to adne. Uwierzycie w to? adne! Co? Odywcze i pciowe organa rolin? Powiedziaem mu to, lecz nie umia odpowiedzie. Gupiec, robi z siebie wariata. - Robi - zgodzi si Atkins. - Tak, biedny ludzik. Nigdy niczego nie skoczy. Oczywicie, kiedy odszed, z jego pcien zrobiono lepszy uytek. Jednak nie jestem tego taki pewien, Tompkins. Pamitasz to wielkie, ktrego uyli do naprawy zrujnowanego domu w ssiedztwie, po burzach i powodzi? Znalazem jego fragment, wyrwany, lecy na polu. By zniszczony, ale

czytelny, szczyt gr i ga pena lici. Cigle mam w gowie ten widok. - Masz gdzie? - zdziwi si Tompkins. - O czym wy w ogle mwicie? - zapyta Perkins, prbujc zaprowadzi spokj, Atkins bowiem mocno si zaczerwieni. - Nie warto o nim mwi - powiedzia Tompkins. - Nie wiem, po co w ogle zaczlimy t rozmow. Nie mieszka w miecie. - Nie - zdenerwowa si Atkins. - Mimo to miae na oku jego dom. Dlatego przychodzie, gadae i kpie z niego, gdy pi herbat. No wic masz teraz jego dom i jeszcze jeden w miecie, wic nie zazdro mu imienia. Mwimy o Niggle'u, jeli chcesz wiedzie, Perkins. - Biedny, may Niggle. W ogle nie wiedziaem, e malowa. W ten sposb prawdopodobnie po raz ostatni wymieniono imi Niggle'a w rozmowie. Jednak Atkins przechowa ocalon cz obrazu. W kocu zgnia, ale jeden li pozosta nietknity. Atkins oprawi go, pniej ofiarowa nawet Muzeum Miejskiemu. Dugo jeszcze Li, dzieo Niggle 'a wisia w kcie, zauwaany przez niewielu. W kocu muzeum spono i li, wraz z Niggle'em, poszed w zapomnienie w swej dawnej ojczynie. - To naprawd okazao si uyteczne - powiedzia Drugi Gos. - Na wakacje, dla odprenia. Odzyskuje si peni si. I nie tylko. Dla wielu jest to najlepsze wprowadzenie w Gry. Dziaa cuda w niektrych przypadkach. Coraz czciej ich tam wysyam. Niewielu musi wrci. - No wanie - rzek Pierwszy Gos. - Powinnimy jako nazwa ten kraj. Co proponujesz? - Zawiadowca zrobi to ju jaki czas temu. Pocig do Niggle's Parish13 gotw do odjazdu, tak mwi od dawna. Niggle's Parish. Zawiadomiem ich obu. - I co powiedzieli? - mieli si. Gry dwiczay ich miechem.

13 Niggle's Parish - Parafia Niggle'a. Imiona bohaterw opowiadania, jak wiele imion w ksikach
Tolkiena, s znaczce: to niggle oznacza grzeba si w drobiazgach, natomiast parish to parafia przyp. tum.

MYTHOPOEIA
Dedykowane tym, ktrzy twierdz, e mity s kamstwem i nie maj znaczenia, nawet jeli s tchnieniem poprzez srebro' Filomitos do Mizomitosa Kiedy spogldasz na drzewa, cieszc oko (bo drzewa s drzewami i wyrastaj wysoko), kroczysz uroczycie po schludnej Ziemi, po jednym z malekich globw wielkiej Przestrzeni pewien, e gwiazda jest gwiazd - kulist materi - a moe tylko matematyk wietlist natury, uformowan w zimnej Prni, gdzie przeznaczenia atomw nic nie rni od przeznaczenia czowieka, ktry w kadej chwili przed mierci ucieka. Pogodzi si musimy ze Stwrcy wol, cho jego niezrozumiae zamysy niewol nasze mae umysy, w ktrych zachodz wielkie procesy, cho nikogo nie obchodz. Jednak Czas rozwija si jak rolina, cho nie znana jest mroczna przyczyna, ktra nakazuje mu dy do nie znanego celu, wydobywajc w drodze galimatias form tak wielu, jak gdyby zapisano je w szalonym natchnieniu, nie zapominajc o adnym odcieniu pikna, czuoci, przeraenia i obdu; autor rkopisu stara si unikn bdw wiedzc, e mimo rnorodnoci form wszystkie maj co wsplnego jak kosmiczna rodzina, ktra wywodzi si z jednego Przodka - komar, czowiek, kamie i soce. Bg stworzy niebotyczne skay i wysokopienne drzewa dla swej chway, ziemsk ziemi i gwiazdy, ktre mieni

ksig losu dla stpajcych po ziemi ludzi homunkulusw, ktrych delikatne nerwy s tak czue na wiato i dwiki. Falowanie morza i wiatr w konarach, osobliwo stad krw i zielona trawa, oguszajce grzmoty i olepiajce byskawice, piewajce ptaki i ludzkie oblicze wyaniaj si z przedwiecznego muu, tak jak wiato z odwiecznego cienia, yj i umieraj, i powracaj do nieistnienia. Wszystkie obrazy bd zarejestrowane i w zwojach mzgu wydrukowane, kady w odrbnej szczerbie. Jednak, e jest drzewem nie nio si adnemu drzewu, dopki nazw nie otrzymay brzozy, dby, buki. Kiedy odkryli mowy swej bogactwo, ktrzy tsknym spojrzeniem ledz ptactwo i imionami piknymi jak ogrd przyrody obdarzyli drzewa, gwiazdy, ptaki i wody. W zielniku sw przechowali obraz wiata dla potomnych, odlegy jak echo lata w rodku zimy, jak skuteczne zaklcie, ktre wywoa niewyrany obraz w pamici, a stanowi zarazem wrb, wyrok i kpin, przewrotn odpowied tym, ktrzy zgbiaj praprzyczynwszystkich tajemniczych si przyrody, ktre wprawiono w ruch, gdy wiat by mody. Patrzc na korony niebosinych drzew, nad ktrymi sun cikie chmury, odczuwamy pierwsze ruchy podu natury,

ktra kadej wiosny odradza si znw, tak jak niegdy zrodzia si z boskiego snu, obejmujc w posiadanie wiat i napeniajc go yciem i mierci gwiazd, bestii i drzew, z ktrymi spokrewni nas odwieczny obrt Ziemi. Blask sonecznych promieni uwalnia z okoww niewolnikw korzeni, czerpicych z wieloletniego dowiadczenia pnia i gazi, z pamici wasnego cienia, wypukujcych wraz z wiosennym deszczem y ywotn z odrtwiaych zmysw, przez ktr ziemia przetoczy a do umysu z lici swoj moc, ktra wyniesie powoli drzewo do minionego wiata, przyjaznego elfom, sprytnym magom, ktre w kuni wiadomoci przekuwaj wiato i ciemno w tajemnicz moc mioci. Nie ujrzy gwiazd, kto nie widzi rozbysku stworzenia w pomieniach srebrzystych czarodziejskiego kwiatu, z ktrego zrodzia si jak owoc odwieczna pie i zabio jej serce - Sowo. Std bierze si jego moc niezwyka, e brzmi jeszcze dugo, gdy umilknie muzyka. W najwyszej sferze sowa nie ma firmamentu, a jedynie brylantowy namiot pord bkitnego odmtu, utkany z mitw i wiary w elfy. Akrobata w sw przestrzeni nie dostrzee stamtd Ziemi macierzy wszystkich mitw, z ktrej ona zrodzio si wszystko.

Serce czowieka nie skada si z kamstw, ale przepenia je mdro Jedynego Mdrca, ktrego przywouje w nieskoczono, by ocali jego dusz skrzywdzon przez zo, ktre uczyni zniechcony brakiem dobra. Jeszcze nie jest zgubiony, jeszcze nie cakiem zmieniony w potwora, ktremu pomysy podsuwa wyobrania chora. Zhabiony nienawici nie utraci tronu i zachowa wywiechtane szaty dziedzica, ktremu w pacht Bg w akcie stworzenia odda cay wiat. Wszak nie jest przeznaczeniem czowieka, by jak bawochwalca czci artefakt. Czowiek, stwrca pomniejszy, stwarza wiat w kadym ze swych wierszy, zapatrzony w boski akt stworzenia, ktry jak zaamane wiato odmienia si w jego duszy i rozszczepia jak samotn Biel na wiele barw i odcieni, na uwadze majc cel, ktry w nieskoczonej iloci kombinacji wyrazi jego zachwyt wobec boskich racji w zwierciadle sowa. Miriady stworze o ksztatach, ktre wskazuj na dzieo Boe, powtarzaj si w snach, yj przekazywane w legendach. Chocia wszystkie zakamarki i szczeliny wiata zamieszkuj elfy i gobliny, jednak odwaylimy si zbudowa bogom mioci domy ze wiata i ciemnoci, witynie pradawnych smokw,

gdy takie byo nasze prawo, cho nie wiemy, skd si wzio (korzystne czy nie), i Prawo nie zgino. Wci yjemy zgodnie z prawem, ktre si nie zmienia, gdy jestemy Koron stworzenia. Tak! Wiara w marzenia, cho osignlimy wiek mski, pozwala oszuka niemiae serce i straszny Fakt klski. Skd si bierze moc fantazji, potga marzenia, ktra szpetot w pikno przemienia? Gdzie sny o potdze si urzeczywistniaj, cho zwykym wymysem si wydaj? Wyobramy sobie cudowne wyzdrowienie po dugiej chorobie, ostateczne spenienie, ktre nie jest czczym wymysem, rekonwalescencj ducha, ktr z rozmysem staralimy si odsun od swojej chorej duszy. Ale bl jest blem, narzdziem katuszy, co daje znak o przewlekej chorobie. Niewdzicznik prbuje zapomnie o grobie i nigdy nie opiera si zu, bo ze za rodzi si ta straszna pewno, jak mga gstniejca w bezgwiezdnej ciemnoci, e zo istnieje. Bogosawieni cisi, ktrzy nienawidz za, ktrzy z lkiem zamykaj bram przed zem, czuwajc nad swych bliskich snem, przy ubogim warsztacie tkackim przd tkanin pozacan wiatem mijajcego dnia, udzc si i wierzc, e nie wszystko odchodzi w Cie. Bogosawieni potomkowie Noego, ktrzy buduj mae arki i odpywaj od bezpiecznego brzegu, eglujc wbrew przeciwnym wiatrom tam, gdzie prowadzi wiato, udzc si pogosk o przystani, ktr podsyca wiara, lecz zanim dopyn do horyzontu, ujrz zamiast ldu przeraajce widmo, ktre ukazuje si ludziom przed sam mierci. Bogosawieni twrcy legend, obdarzeni talentem, jakiego si ju nie spotyka w epoce pisma i nagra fonograficznych. I nie dlatego, e ludzie zapomnieli o Nocy i uciekaj si do masowego organizowania rozkoszy na kwitncych jak lotos wyspach ekonomicznego szczcia - sprzeniewierzone dusze, ktre Kirke obdarzy zdradzieckim pocaunkiem, przemieniajc ludzi w winie (przy tym produkowane przemysowo symulowane rozkosze podwjnie

kusz). Takie wyspy ujrzeli daleko, a nawet pikniejsze ni u niebezpiecznych wybrzey Azji Mniejszej. Dopynli tam, mimo wielu przestrg, i spojrzeli mierci w oczy z bliska, i ponieli ostateczn klsk. Jednak nie pogryli si w rozpaczy, cho niejeden z nich wasn otcha zobaczy, lecz czstokro pord bkitnych odmtw, bdnie przebierajc palcami nad instrumentem, piewali o zwycistwie, pewnie szarpic lir, a w ich gorejcych sercach pona legendarna odwaga, ktra z pierwotnym lkiem si zmaga, rozwietlajc Teraniejszo i ciemn Przeszo blaskiem soc, ktrych, jak gosi stara opowie, nie widzia dotd aden czowiek. Wskazali mi drog minstrele, uderzajc w struny, piewajc o niewidzialnym eglarzu, a umiech fortuny sprawi, e poeglowaem po gbinie oceanu w nieznanym celu, nie omieszkajc zwiedzi Kraju Czarw. Potem jak narciarz, ktry zjeda na deskach po grskim zboczu, jak awanturnik gonicy za czym mglistym na Dzikim Zachodzie, w czepku urodzony pechowiec, ktremu udao si zbiec z oblonej twierdzy, gdzie gupcy yj dla pienidzy, nurzajc si w nieczystociach,

a wada nimi tylko jedna dza, by mie jak najwicej bogactwa, nie baczc na wasne matactwa. Wybracy wrek lojalnie odnosz do mennicy wyobrani bogactwo fantastycznego krlestwa, o ktrym znajdziesz wzmiank w opowieciach minstreli, a jego map na chorgwiach wyhaftowanych w heraldyczne emblematy niewidzialnego Wodarza. Nie bd spacerowa z postpowymi mapami, wyprostowany i mdry po promenadzie, ktra wprost do przepaci prowadzi. Gdyby Bg okaza miosierdzie ludzkoci i stworzy wiat od nowa w przyszej ciemnoci, kadc kres postpowi, ktry nie ma kresu, ten sam bezowocny nurt popynby ze rda pod zmienion nazw i w nowych trudach czowiek zbudowaby pieko nowego wieku, gdy postp wyznacza drog czowieka. Wic nie podejm twej wdrwki znojnej przez rwniny umysu monotonne, gdzie zamiast wiedzy tajemnej z dziupli prastarych drzew, czowiek czerpie tylko informacje z komputera - dumy ludzkoci wspczesnego drzewa wiadomoci. Cho nie jest win maego twrcy, e nie ma udziau w dziele Stwrcy, jednak nie kaniam si przed elazn Koron i zotego widma nie porzucam w nieskoczono. By moe w Raju nie zazna wytchnienia ludzkie oko obdarzone nadmiern obecnoci pikna, w ktre wpatruje si w iluminowany tcz

wieczny dzie, zanim gwiazdy go zwiecz ciemnoci wiecznej nocy. Czowiek musi si odnowi w zwierciadle prawdy i swoje rysy odnale w podobiestwie do Prawdy, a kiedy spojrzy na Kraj Bogosawiony, na wody czyste i pola zielone, zrozumie, e wszystko jest takie, jakie jest, i cho wiat ma swj kres, Bg obdarzy nas woln wol: Dy do Zbawienia jest czowieka rol, Bg nie zagraa ludzkiej duszy, ogrodnik nie zniszczy ogrodu, dziecko swojej ulubionej zabawki. Za tutaj nie zobaczysz, gdy zo nie byo zamiarem Stwrcy, ale ujrzysz je w oczach oszusta, cho nie byo go u rda, ale zrodzio si z wyboru, nie z dwiku, ale z brzmienia gosu. W Raju nie ma za: nowe drzewa nie znaj kamstwa. Nie zapomnij, e odradzaj si w blasku wiecznego dnia i nigdy nie umieraj, tak jak drzewa po wygnaniu z Raju. Poeci rozpomieniaj si nad ich koron, pochylajc si nad nieskoczon ksig pikna, ktr wertuj ich palce w bdnym przebieraniu nad instrumentem, kad nut wybierajc z Wszechdziea.